Życiorysy znakomitych ludzi wsławionych w różnych zawodach z rycinami T. 1

"':;"'68212
>>>
. 
. 


..
>>>
I 
f 
i 


... 


I.' 
,
 
I 


\ 


, 


.
>>>
. 


.
>>>
t- 


. , 
. , 


. .... 
. .. . 
" 


. 
. 


.-' 
, 


.':.. . . 

 YCIORIYSYo 


. . 
.J 


. 
." 
, :. 


- 


.' 
. . 


. 



 



 


. .
>>>
''l'- 
, . 


"y: 



 


... 
.....-ł
 J .: 
;... 


.;;.1- 
..' 


c 
.. 
......1' 
. 


.-:;.. 



 
...,.... 


.; . 


... 
-' 



 
-'''i 


. 
( 


f 
, 


4'1 
. 


f 
" 


'...0 . 

-
 :,. 


h' 
, - 


.:-.... 

. 


, 
... 
.' 


- 


..: . :-.-. 
, 


:-. 
... 


,". 
.1 
r:f 


ł .
' 


.. 


-f.'. 
. 


'j 


.1 
J
>>>
r 
, 
. 
\ 


f 
I 
. 


iYCIORYSY 



"


Uła
1łlUł 
1lł&
a 


1- 
l 


WStAWIONYCH W ROtNYCH ZAWODACH 


z RYOINAMI. 


O" 


,&) . 
Q 

«J 
" 
e 


, ". -o .,: I 
( ... .: . 
, " 


. AaCi
A rti/ A. 


NAKtAIJ.EM, J. BERNSTEINA KSI
GAłłZA. 


wprost Kuścil,ta 00. KaI1I1fynÓ\V. 


--C9i
 


I 8 5 O. 


I 

 


t 
I
>>>
Wolno Ilrukown
. z wBrunkiem złołenla w Komitecie Cenzury, po wydrukowaniu, prawem 
przepisBDł
j 1ic1.by exempll\Tzv. 
W WllrBzawie, dnia l (13) Maja 1849 r. 


, StaTuy Cen:OT, 
I.. T. Trlpplln. 


1'1 
 
- 
łI 


-- 


""14- 4 
 
I\T 

t(f " 


'.. 



 


W Drn1rllrni St, Stl''łb
kleKo. 


1{.83,1 
tS1 


-
>>>
" 


. 


yciorysy znakumitych ludzi, \V jakimkulwick ził\rodzie 
"\. wsławionych, są nieobujętnym ustępem dziejów ka- 
Mego kraju. Jak naród składa się z rodzin szczegó- 
łowych. a tych charakter j usposubicnia nadają całości 
wybitne rysy; tak wyobrazicielami myśli postępowej, bohate- 
rami przewoduiczącemi zwycięzkim zastępom, i wpł)'\ntji\- 
cemi na losy swego narodu, są pojedynczy członkowie 
tych rodzin. Oni to. czy na polu uprawy um)'słow{
 i kie- 
runku ducha, czy na polu bitwy,' czy w zawodzie politycz- 
nym. przewaznc zostawują wspumnienia, które historya w pa- 
nllęc wieczystym czasom, zapisuje na stronnicach swoich, 
Wielkość j potęga kaZdego nal'Odu. są dziełem zawsze jezeJi nie 
jednego gieniuszu, to wysokich zdolnośd męzów. ktirzy w swym 
okresie, upromieniają tnlentami rodzinną ziemię. Nieobojętną zapra- 
wdę więc rzeczą. poznać zywoty tych. którzy na tak rozmnitych po- 
lach niepozyte połozyli zasługi, i do wdzięczności potomuych nieza- 
przeczone zyskali prawa. 
Powodowani tą myślą, I)rzedsięwzięliś
y wydnć zbiór o ile mo- 
zna dokładny biograftj w jedllcm dziele. Aby mu nndać pewicn ład 
i całość, w dwóch tomach ob('jmicmy samych literatów i art.ystów, 
jako wyobrazicieli myśli i rozwoju ducha. 
Tom pit'
rwszy złozony z trzydziestu sześciu biografij CZyliłją('{'j 
IlUbliczuości składnmy. Są(1 o naszych pracnch bezslmulln wytln 
krytyka; my wzhlWSZY za godło dawnc hasło: prau'd,!: li prac'!:, do- 
I)cłniamy przyrzeczenia ohjętego prospektem; o nadnnic zaś wartości 
naukowl'j, usilnie starać sił.' hł.'dzi(
IłlY. 


Y6'az: @£ (11!7adt-:
>>>
, 
l. 
1 
I
>>>
...- 


, , 
I{AZIMIERZ nRODZINSKI. 


tawiamy na czele z rodak6w postać skromną literata. Pamięć 
swoję przekazał on na potomne czasy w pismach, które nietyl- 
ko nic nie tracą w prawdziwej wartości, ale wspomnienie Bro- 
dzińskiego coraz większym blaskiem czci i sławy upromicniać 
muszą. Wicie niepożytych zasług na polu umysłowem w naszym 
kraju położył, jako wielki poeta, jako znakomity estetyk i kry- 
tyk, słowem jako pisarz, który stanowić zawsze będzie epok
 
odrodzenia literackiego. ' 
Urodził się dnia 8 marca 1791, we wsi Królówce w obwodzie Bo- 
cheńskim w Galicyi Austryackiej (I) z ojca Jakóba, matki Franciszki 
z Radziklwskich. Od przyjścia na świat był wątły i słabowity; doktor 
mu przepowiedział, że dłużej nad tydzień nic pożyje, tymczasem ina- 
czej Opatrzność zrządziła, bo ów doktor umarł w }.Iarę tygodni, a Brodziński 
żył lat czterdzieści kilka. Staranności wiejskich kobiet, ich pielęgnowaniu wi- 
nien. żc został przy życiu, bo matkę utracił w dziecinnym wieku. 
Drogie mu zawsze było jćj wspomnienie. Przywiedziem własne słowa na- 
szego poety, gdy opisuje swą młodość: 
"Matki mojej wcale nie pamiętam; miałem lat pięć gdy mnie odumarla. 
Jedyna scena, którą z dziecinnych lat moich pamiętam, jest pogrzeb mojćj 
matki. .Tćj postać w trumnic, aż do ubioru, do kata£llku na którym złożoną 
była i do pieśni, które nad jej ciałem ubodzy przez dWIl dni śpiewali, pami
- 
tam jakb}' wczorajsze zdarzenie, równie-jak przepowiednią księdza, kt6ry wten- 
czas do nas powiedział: 
"Dzieci I będzie was biła macocha l" 


( I) Ztl}d w p6anieJszyc:b utworacb podpisywał si-:: Kazimienc II: Królówki, 


t 


.
>>>
. 


..... 


2 


:1 
4. 


. 


;,W późniejszych czasach, slużące i kobiety wiejskie, wieJe mi o dobroci mćj 
. matki opowiadały, co najwięc
j słuchać lubiłem i im jedynie winienem to przy- 
wiązanie do ni
j, z które m zdaje mi się dotąd, że żyję. W najsmutniejszych wy- 
padkach później8zej młc;dości mojej, zawsze się do ni
j. jako do patronki mo. 
dliłem. Jćj postać ułijarla, którą jedynie pamiętam, zawsze mi smutne i pelne 
uszanowania czyni wrażenie..... Miałem jeden sen o niej, który na długo żywem 
uczuciem mię przejął. Byłem w wielkim kościele, gdzie ona na chórze, w ubio- 
rze, w jakim złożoną była w trumnie, wśród tłumu podobnych jej blauych nie- 
wiast, mnie r
ką do siebie wzywała. \Vnet znalazłem się na chórze. a uściski 
jej uziwną mię upoiły rozkoszą, gdy nagle ogromny głos 'od ołtarza 'I'equie8ca' 
in pace, który uługo brzmiał w moich uszach, sen mój zakończył. 
"W dziecinnym bardzo wieku. napiRałem elegię do cieniów mojćj matki, 
której wcale nie pamiętam, wiem. że ją płacząc pisałem, i w nocy. na oknie, 
tylko przy świetle księżyca. Brat mój Andrzej zawsze mi.to pismo moje wychwa- 
lał. Nie wiem czy kto, choćby najtkliwszej miłości macierzyńskiej doznawał, 
mocniej czuł nndemnie, coto jest matka. Imię matki od lat najmłodszych było 
d'la mnie świętem nazwiskiem. 'Viuok moich spółuczniów i późnićj młodzieńców 
przy mntkach, napełniał mię rzewnćm uczuciem. Nie mogłem się utu1ić ze smu- 
tku, który się cisnął w me serce, gdym widział lub słyszał wyrazy tr08kliwości 
i przywiązania macierzyńskiego. Nietylko dla matek, ale i dla spółuczniów moich, 
których obok ma tek widziałem, mialem jakowyś dziwny rodzaj uszanowania. 
Uważałem synów mających matki, choćby daleko uboższych odemnie . za jako- 
weś wyższe, do szczęścia od natury przeznaczone istoty. Kochałem ich wi
cej dla- 
tego, że ich matki kochały. Wiele samotnych, nikomu nieznanych łez mię kotzto. 
wało. gdym wiuział dziecię od matki pocałowane. :Może to było dziecinne, prze- 
sadzone uczude. ale je pojmie ten. kto lat dojrzalszych doszedłszy. nie znał, 
coto jest uścisk rodzicielski. Pragnąłem zawsze i mniemałem w sercu, że za- 
sługuję na miłość u kogoś, ale do późnych lat żndnej nie doświadczyłem. Nie 
mieć matki, która jeJynie wychowanie serca. dać może; nie mieć istoty. przed 
którą możnaby się szczerze ze w8zystkiemi uziecinDcmi fraszkami, z owemi 
pićrwszemi uczuciami wywnętrzyć, to jest. co. nam naj więcej nadaje owe uczu- ' 
cie w sobie samym się trawiące, ową. nieśmiałość do ludzi. a najbardziej nic. 
baczność na swoje postępowanie. od dobrych nałogów, wrażeń i przykładów za- 
cząwszy. Do dziś dnia czuję to w sobie, i gdybym dziś jeszcze znalazł taką isto- 
tę, ręczę, że powierzałbym jej wszystko jak dziecię, we wszystkićm byłbym 
jej posłuszny. Do dziś dnia nie czuję w tym względzie żadnej męzkićj wyższo- 
ści i dojrzałego wieku. Każda kobićta tytułem matki ozdobna. ma odemnie jakąś 
część miłości synoW8kićj. 
"Zdaje mi się, że człowieka jest potrzebą. aby kochał swą matkę; że kto jej 
nie ma, upatruje ją wszędzie. i we wszystkiem chce ją Bobie nagtadzać. Do 
nieznanej matki tęsknimy w calem życiu jak do ziemi, na której się nasze życie 
rozwijać poczęło; o nieznanej marzymy jak o raju lub o świecie obiecanym i na- 
gradzamy ją Bobie, tworzqc o niej jak lIajdoskonalsze wyobrażenia. Nie miałem 
matki..... 


. 
 


ł 


. 


,I 
., 


l.
>>>
\ 


ł. 
f 


l 


. 


3 


,,,V szczuplem mieszkaniu macochy, którą moje próżniactwo bynajmniej nie 
obchodziło, minłem mieszkanie moje na strychu, do którego po drnbinie wcho- 
clziłem, gdzie tylko na pościeli mogłem siedzieć, pisać lub czytać grammatykę. 
Tam między innemi rzeczami, postrzegłem wór papierów po ojcu moim zebra- 
nych. Między listami, regestrami, było wiele drukowanych na arkuszach i pół- 
arkuszach mów sejmu czteroletniego, wierszy najwięcej na imieniny różnych 
panów lub króla Stanisława, jak to bywało zwycząjnie 
 iż podobne rzeczy oso- 
bno drukowane, po wszystkich się domach rozchodziły prędzćj, niż gazety 
i książki. Z chciwością. wielką. olłłączałem te skarby mojej lektury od papie- 
rów na nic nicprzydatnych , a biorąc po zwitku w pole, czytałem głośno to 
mowy, to wiersze
 Wiersze sprawiały mi rozkosz, jeżeli w nich jakie poró- 
wnania, jaki obraz znalazłem. Ubogie to było żniwo: powinszowań Naruszewi- 
cza, księdza Żukowskiego, lecz były i nip.które Trębeckicgo bez podpisu, któ- 
re mi się nieskończenie wyższe zda wały i w pami
ci utkwiły. Te jednak wiersze 
lubo wcale dla mojego wieku i moich skłonności niestosowne, obudziły we mnie 
chęć pisania, a przynajmniej naprowadziły mię na poznanie zewnętrznego skła- 
du wiersza. Póki jeszcze służyła pora jesienna, chodziłem w pole i ukryty 
w gęstwinach układałem w rymy, co mi do głowy przyszło, jak pisklę w gnie- 
zdzie, które instynktem danym wiedzione, i inne ptaki naSIadować usiłuje..... 
Przecież zbliżyła się wiosna razem z \Vielkanocą. Zajmowało mnie wielce na- 
bożeństwo wielko-tygodniowe, a przez znajomość JII organistlł należałem w czę- 
ści do czynności kościelnych. U
erzyły mnie szczególnic śpiewane przez niegB 
psalmy przy grobie Chrystusa. Spiewałem je z nim samym później kolejno, na- 
zajutrz cułe rano i po południu sam nie ustawałem śpiewać, a organista z ochot:) 
duł się wyręczyć. Nigdy nie zapomn
 uroku, jaki na mnie wtenczas sprawiły 
tak śpiewane pieśni Dawida ł 
Po skończonćj uroczystości wielkanocnej, potrafiłem uprosić od organisty 
książkę,- której używał, i czytałem i śpiewałem w polu, uchodząc najdalćj, żeby 
mię ludzie nie słyszeli. Po
odziłem się z zarzuconą grnmmałyką łacińską i czu- 
łem słodycz tego języka. Marzenia moje zaczęły być nie już tylko poetyczne, 
ale i religijne, a od smutku i t9sknoty do błogiej wesołości i nadziei mych ma.- 
rzeń przeszedłem.'" 
Ojciec Kazimierza (mówi L. Siemieński biograf lat dziecinnych Brodziń- 
ski ego) po śmicrci żony przeniósł się do Lipnicy-Murowanej. Duże gospodar- 
stwo i pięcioro drobnych dzieci, zniewoliły go, acz już był \V pOtlcszłym wieku, 
szukać powtórnćj małżonki. .Wkrótce nieszczęściem ją znalazł. Byłało osoba 
ładna,' lecz uboga. SpodobaJa się ojcu; on dostał żonę, dzieci macochę. Skro- 
mna i pokorna z początku, stała się wnet pysznym aniołem i cały dom w piekło 
zamieniła. Panując samowładnie nad słabym i powolnym mężem, stała się po- 
strachem nietylko domu, ale całćj wsi i okólnych sąsiadów. Pijałistwo obok 
nnjgwaltowniejazych passyj; brak wszelkiej znajomości świata obok wielomów- 
ności; chciwość robienia_majątku nicgodziwemi sposoby, obok chęci okazałości; 
duma z swego rodu, od którego była nienawidzoną; były to jeszcze lekkie jćj 
wady. Ojciec powolny, skQPY, ale jak najmniej gospodarny, ceniący spokoj- 


.
>>>
4 


, [ 


ność choćby z ofiarą. wszelkiego dobra, w domu nic nieznaczący, łagodny 
i względny dla każdego, a z natury najcierpliwszy, gorszą niż Sokrates szkołę 
tej cnoty przebył u swojej Xantypy. Umiała ona wszelką. intratę z dóbr na 
swoję tylko korzyść obracać, i z majątku męża osobny zbierać dla siebie: pro- 
cesa z gromadą, z plebanem, z sąsiady, z każdym o kogo można było zacha- 
czyć, prowadziła nąjzapamiętaIej. Dom stawał się zbiorem owych nikczemnych 
prawników, którzy ją tyle swojej sztuki wyuczyli, że ich znowu w łapki pra- 
wnicze chwytała. Kicdy ją zwykła wściekłość napadła, stawała się pedobną do 
jędzy piekiclnej j nikt wtedy, winny czy niewinny, gość czy parobck, dzieci 
czy mąż, w 
adnym zakątku domu nie był bezpiecznym. Umiała równie głosem 
jak razami zagłuszyć. Sędziwy ojciec uchodził wtenczas w pole, śpiewając ła- 
cińskic psalmy, a dzieci do niego się tuliły. Kiedy ją ta wściekłość mijała, uda- 
wała bolcnie s,erca i kolki, i wtcnczas krzyczała, że na całą wieś było słychRĆ. 
Plagi, bicie wieśnif\ków i służących, rzucanie sprzętów za ojcem, pakowanie 
rzeczy do pojazdów, w celu niby porzucenia na zawsze ojca, były to zwykłe 
dzienne i wieczorne 
bawy. 
Łatwo sobie wyobrazić, jakie wychowanie taka macocha mogła dać swoim 
pasierbom. Najstarszą. siostrę Kazimierza wysłał ojciec do krewnych, a czterech 
małych chłopaków zostało się w domu. Dzieci te rzadko miały przystęp do 
pokoju rodziców. Izba czeladnia i chaty wieśniacze były zwykłym ich przytuł. 
kiem. Kiedy się pochorowali na odrę, leżeli pokotem w małćj izdebce kuchen- 
.oej, a żaden ze służących nie mógł z rozkazu pani do biednych sierot przystą- 
pić, aby nie zarazić malej jeszcze córki macoszynej, która opływała we wszel- 
kie rozkoszc. Starszy brat Kazimierza umarł, reszta zaś chłopców wyzdrowia- 
ła staraniem kobiet zc wsi, które ulitowawszy się nad sierotami, przynosiły im 
lekarstwa i opatrzenie. Najprzywiązańsza i najlitościwsza z tych poczciwych 
wieśniaczek nazywała się Róża. Byłato kobieta już stara, prawdziwa matka, 
bo wypiastowała każde z tych dzieci: Ona to znosiła od macochy najgrubszc. 
łajania, kułaki, i służbę naj przykrzejszą, a wszystko nie dla jakiej nagrody, 
ale z czystej miłości, powiadając, że nieboszczka matka zaklęła ją przed śmier- 
Ciął aby nad sierotami miała opiekę, 
Acz ojciec był dobry, jednak o dzieci mało dbał, i nie lubił ani je pieścić, 
ani z niemi rozmawiać. Wychowanie więc biednego Kazimierza było zupełnie 
zaniedbane, rosł sobie jak drzewko w polu, dziki, nieśmiały, ale swobodny, 
używał wolności wtenczas, kiedy użycie jej, nie mogło być 6zkodliwe. Bujając 
wolno po polach i g6rach, wcześnie nabrał zamiłowania natury, bo ta była 
mu jedyną przyjaciółką, przed którą mógł się był z świeżych swych uczuć 
spowiadać. 
Ten rodzaj życia wpół dziki, a przyŁCm poetyczny, wykształcił charakter 
- jego, i na los dalszy wpłynął. Położenie Lipnicy-Murowanej było bardzo um- 
cze. Dwór leżał w dolinie, oblany rzeką, która z gór szumiąc spadała. Chaty 
rozrzucone po wyżynach, śród sadów, czarujący w jesieni dawały widok. Młyn 
wodny nad stawem napełniał łoskotem cichą dolinę. Pobok rozciągnły się pa- 
sma gór coraz wyższych, a w pogodny ranek wzniesione ku niebu Karpaty zda- 


. 


I
>>>
5 


wały się być granicą ziemi. O kilkanaście staj widać było na wzniesieniu mia- 
steczko, murowaną Lipnicę , z trzema starożytnemi kościołami, ku któremu 
uroga była wierzbami wysadzona i ścieżka przez piękną łąkę i cmentarz idą.ca. 
Widok tego miasteczka zawsze sprawiał Kazimierzowi odrazę. Była tam szkółko. 
elcmentarna, do którćj musiał z hratem uczęszczać. Ulewy, zaspy śniegu, nic 
mogły ich od przykrej podróży ochronić. W zimie byłato wyprawa na cały 
dzień z kawIlIkiem chleba posmarowanego masłem. Nauczycielowej szkółki, 
1 y ł jakiś pocieszny i straszny człowiek: włosy miał pudrowane, ogromny 
warkocz i długie fryzowane loki, które mu uszy zasłaniały, co przy spicza- 
sMm czole, szczególuą. figurę czyniło, i różniło go od wszystkich innych mie- 
szkańców, ubierających się po polsku. Żona jego wyglą.dała jak śmicrć: dm- 
da, wysoka i ze złośliwem spojrzeniem. Okropny był dla dzieci widok, gdy 
często w dzień pogodny na progu siedzą.c, obcinała brzezinę,' a długie rózgi 
w cąbrzyk wodą napełniony składała. Tę brzezinę sam pan professor zwykł 
był ze spaceru przynosić. Na brzezinie gruntowała się u niego wszelka nauka. 
Wnętrze szkoły miało widok przerażający; w środku wisiał wielki kru- 
cyfiks;' 'za ręce i za nogi Chrystuśa i na goździach zatknięte były rózgi, kil- 
ka prętów i dyscyplina. Bylto wizerunek szkolnego męczeństwa. Pan pro- 
fesBor wszedłszy do szkoły z groźną twarzą, naprzód brał rózgi i probował 
je, i wydawały świst przeraźliwy. Miewał on często dziwny humor do bicia 
dzicci; za każde zająknięcie, każdą pomyłkę, smagał po ręku (I). 
Dniem najokropniejszym była zawsze sobota. Na ten dzień przezn:J.czony 
był zawsze katcchizm dawany po niemiecku, którego polskie dzieci ani z trcści, 
ani z języka nie rozumiały. Mało kto był, często nikt, żeby za katechizm 
chłosty ujść zdołał. Trwoga, cichQŚĆ i roztargnienie jakie w ten dzień pa- 
nowały, trudnc do opisaqia. Każdy zapytany, po pierwszem zająknieniu wy- 
stępował na środek klęczeć, i tak całe ławki się wypróżniały; wszystko klę- 
czało, czek
ąc w niezmiernej trwodze ostatniego, który ma być na to micjsce 
ekzekucyi wskazanym; poczem nastąpił jeneralny płacz i prosby, wśród kt6- 
rych każdy podług wieku odbierał przeznaczon:) mu ilość plag. Zamykano 
wtenczas. okno, płakać głośno zabroniono, gdyż często zdarzało się, żc ma- 
tki przechodzące, lub blizko mieszkające, usłyszawszy płacz dziecięcia, wpa- 
dały. "\tV tej okropnej szkole przebył Kazimierz 3 lub 4 łata, nauczywszy 
się lcdwo czytać i pisać po polsku i po niemiecku. Przestąjąc najwięcćj z wiej- 
skiemi chlopcami, zabrał z niektórym i przyjaźń i w ich towarzystwie używał 
zabaw wicśniaczych. Coto za rozkosz była, po uk?ńczonćj nauce puścić się 
między góry i sady, dostać się po kilkogodzinnym głodzie i nudach na drze- 
wo, wiśniami lub gruszkami ciążące, pojeździć na onych maleńkich konikach 
prowadzonych na paszę w dalekie pąLrowy, kąpać się i brodzić bosą nogą 
środkiem piasczystćj krynicy. 'V tych zabawach z prostymi wieśniakami był 
prawdziwie szczęśliwy I W domu nikt się o nicgo nie troszczyłj nie miano 
mu za złe, choć się n
dłużćj La wił. Życie takowe zrobilo go nicśmiałym do 


( l ) L. SieDlieński.
>>>
.. 


6 


ludzi wyższego stanu; a jednak wiele dobrego w niem zaczerpnął. Nietylko 
bowiem słabe jego zdrowie nabrało sił i rzeźkości. alc przytem scrce nabra- 
ło przywiązania do rolnik6w. którymi zepsuty świat pogardza. Z jakąż roz- 
koszą. przypominał sobie w późniejszych latach. gdy go chłopaki wiejskie uczyły 
konia dosiadać. iść za broną i umieć konia no. inny zagon nawracać. 
Podczas mglistej jesicni trawił często późne wieczory przy kopaniu kar- 
tofli. lub przy pasterzach, gdy przy ognisku bajki opowiadano. które pod- 
6wczas składały dla niego jedyną. literaturę i zastępowały książki. 
Przez przyjaźń z synem jednego garncarza, nabrał był chęci do tego 
rzemiosła: cnotliwy garncarz widząc w nim ochotę i zdolność. zachęcał go. 
m6wiąc: iż lepiej swobodnie pracować, niż być sierotą u macochy. która ci';} 
dziś zupełnie zaniedbuje, a po śmierci ojea z domu wypędzi. Wieśniacy z tam- 
tej okolicy mają- więcćj oświecenia, są. porządniejsi i trzeźwiejsi, niż \V in- 
nych prowincyach polski; handel owocami. chmielem, płótnem. .czyni ich za- 
możnymi. Stary Brodziński mało zasiewał gruntu; ubogim wyrobnikom i żoł- 
nierzom wysłużonym przeznaczał cząstki na swoich łunach, z bardzo małym 
czynszem. W dzięezność tych ludzi i przywiązanie tak do ojca jak do dzieci 
było bez granic. Żadna wieśniaczka, ani chłop nie przyszedł do domu, żeby 
dzieciom tajemnie przed macochą owoców lub kukiełek z jarmark6w nie przy- 
niósł. Dla sierot i dzieci opuszczonych w tćm wielkie jest szczęście. że współ- 
czucie i litość w obcych ludziach wzbudzają. '\V lecie mieszkaniem Kazimićrza 
i braci jego była stodoła; obok mieszkaJ: st:lruszek z swoją. żoną, zwany go- 
spodarzem. do którego doz6r gruntów dworskich i wszelkie gospodarstwo 
należało. Mała ich izdebka była w zimie zwykłem mieszkaniem dzieci; cie- 
pła, z palącym się ogniem na kominie, przy którym ci staruszkowie siedzieli. 
On był starym' żołnierzem, ono. dawniej sługiwała p.0 dworach. 
Przyjemne to były wieczory. kiedy staruszek opowiadał o krajach wło- 
skich i francuzkich , a ona rozwijała niewyczerpany zapas różnych powieści. 
Jemu to winien Kazimierz tęsknot
 do ziem nieznanych, do podróży. Opo- 
wiadanie o pięknych krajach włoskich i francuzkich w tym Bposobie, jak je 
mógł p
OBty żołnićrz uważać, napełniło dziwnemi marzeniami duszę illltldo- 
cianą. Zona jego niemniej obudzała w nim nicspokojność, opisując r6żne zda- 
rzenia przy dworach panów polskich: jakto młodzi ludzie i ubodzy odbierają 
od nich wychowanie, jnk paradują, na koniach jeżdżą, jak dalekie podróże 
odbywają z panami i tym podobne. 'V szystkoto było przypomnieniem ohy- 
czajów. które się już zmieniły; a on myślał. że kraj za górami tak jest 
szczęśliwy, jak sobie w niewinnej duszy wystawiał. Życie przy rOllzicach, 
mało oń dbających, tem bardziej budziło w nim chęć do szukanię. szczęścia 
. . . 
po ŚWIeCie. 
Stał się odtąd smutnym i zamyślonym; a im blilej ku wiośnie się mia- 
ło, tem więcej umysł jego był niespokojny. Nnkoniec z młodym bratcm za- 
czął układać zamiar. tajemnego wybrania się z domu i puszczenia się w świat 
na bożą. opatrzność. Często wdarłszy się na dach folwarku, dumał o szero- 
kim świecie i przegl
dl\ł widokrąg , jak tylko mógł okiem zasięgnąć. Ażeby
>>>
1 


7 


ten zamiar przywieść do slmtku, trzeba było zwierz}'ć się komuś: obrali więc 
za powiernika starego gospodarza. Człowiek ten prosty pochwalił zamiar i do- 
dał zachęty. Nadmienił jednak konieczną potrzehę pieniędzy i podał środek 
uo ich nabycia. Ojcicc ich odbierając co kwartał raty czynszowe, składał trzy- 
groszniaki w osobny kufer. Było tćj miedzi z pół kufra, który stał w oso- 
bnym niezamieszkalnym pokoju. Gospodarz poradził. żeby nabrać tych pie- 
niędzy, bo ojca o nie prosić nie można. Za każuą. więc sposobnością. biedne 
uzieci brały po garstce trzygroszniaków. które skłauały w ręce gospodarza, 
Gospodarz lubił się czasami upijać; wysłany więc pewnego dnia na jarmark, 
błąkał się gdzieś ze trzy tygodnie, nakoniec z niczem do domu powrócił. 
l)ostępck uzieci wydał się, ojciec ich ukarał: a odtąd wielka przyjaźń ze sta- 
rym żołnierzem była zerwaną. Kazimierz żyjąc ciągle prawie z wieśniakami. 
przyznawał w dalszem swem byciu, iż łatwiej mu zawsze było postawić się w sta- 
nie prostych ludzi, niż wykształconych wychowaniem, ż którymi żył póżniej. 
Kilka słów wieśniaczki wystarczały dla niego, iżby wszedł w jej uczucie. 
Jednem z naj przyjemniejszych wspomnień jego dzieciństwa były wesela 
wiejskie. Prosty nasz lud nie ma nad to ważniejszej uroczystości. U wieśnia- 
ków w krakowskiem wesele trwa blizko tydzień, a każdy dzień ma inne obrzlld- 
ki. Dył piękny zwyczaj, że każde wesele przez jednę noc bawiło się we dwo- 
rze, w którym nowożeńcy z calem gronem doznawali gościnności i zarówno 
się z panami bawili. 1\fuzyka, złożona z skrzypków 1 basisty, grywała codzień 
przy rannej i wieczornej zorzy, a jei1en z drużbów miewał oracye wierszami 
o stanie małżeńskim. 'Vidzićć te druchny z kwintami na głowie i mnóstwem 
wstęg różnego koloru na plccy spadających, rószczkę starosty, tojcst pięcio- 
gałęziową jodłę, umajoną rutą, stokrocią, jablkami i orzechami, było dlań uro- 
czą przyjemnością. Serce jego radowało się na widok orszaku, powiewające- 
go na wzgórzach chustkami, na laskach zawieszonemi, i n!, odgłos muzyki 
wiejskiej. Do uroczystości wiejskich liczą. sil;i także i świ
ta religijne. Dzień 
Dożego Narodzenia pt'lny cudów, w którym o samej 12 w nocy przemawiać 
miuły wszystkie zwierzęta, gdy sianem potrząsano podło
ę i stoły, a po wsiach 
wsz
dzie brzmiały wesołe kolędy; Doże ciało. Matka Boska. zielna, a szcze- 
gólniej dni krzyżowe, w których obchodzono z processyą stare po górach 
rozproszone kaplice, śpiewając litanię do wszystl.ich świętych, podczas gdy 
echo dolin powtarzało każde: zmiluj się nad flami I 
W takimto prostym i re]igijnynl świecie, pędził pierwsze latu 
ycia. 
Kazimićrz, wszystkoto obudzało w nim uczucie poetyczne i religijne; tern 
więcej, gdy przypadkiem w starych szpargałach znalazł był żywoty świętych 
polskich. Po stodołach i strychach czytał to dzieło, i nic żartem przemy- 
śliwał o życiu świętobliwem, jakiego przykłady wyczytał \V tćm dziele. 
Ojciec lubo ską.py, widząc podrastających synów, oddać ich był zmu- 
szony do szkół do Tarnowa. Szkoły podówczas były najgorzej urządzone. 
Uczono tylko po niemiecku j po łacinie; nic nie tłumaczono na polskie, je- 
no zadawano tyle a tyle, i kazano się uczyć na pamięć. Młodzież nic zatem 
korzystać nic mogła, nie' umiejąc po niemiecku. Kazimierz mało miał ocho- 
.
>>>
't 


'I 


II 
I 


8 


ty do tak niewdzięcznej nauki
 zato skłonniejszym był do dumania, miano- 
wicie \V rzeczach religijnych. Z bratem starszym Andrzejem, który był w wyż- 
szych klassach, mieszkał razem u jakiejś starej wdowy, która miała dwóch 
synów bardzo rozpUl:1tnych. . 
.Wdowa ta, Oiobliwie śmieszna osoba, miała pretensYę pochodzić ze szcze- 
pu jakichś książąt Spicimirów; synaczk:owie jej, także tą pychą się przejęli 
i nnjokropniej prześladowali biednych Brodzińskich, których mieli w podej- 
rzeniu, że nie są. szlacheckiego rodu. Po dwóch latach mieszkania u wdo. 
wy, ojciec uznał potrzebę umieścić ich gdzieindziejj nastręczono mu krawca, 
który się tanio zgndził; ale byłto pijak zawołany, i najczęściej gdy wszy- 
stko przepił, wynosił na zastaw dane do roboty sukno, a nawet i odzicż 
biednych studentów, nietylko tę co była w kufrze, ale i tę co z siebie na 
noc zdjęli. Tym sposobem nieraz po kilka dni nie szli do szkoły, znosząc 
głód, zimno, przekleństwa nieszczęśliwej krawcowej, i skwierk zgłodniałych 
dzieci. 
Kazimićrz przymuszony zostawać w zimnej izbie, nieraz po całych dniach 
siedział w pościeli, czytając nabożne książki, tę jcdyną w strapieniach po- 
ciechę. 
Szczęściem nadjechał ojciec i wyrwał ich z tego pickła, nająwszy stan- 
cyę u jednego z kancelistów sądowych, którego mieszkanie po dawniejszem 
zdawało się im pałacem. Kancelista był rodcm \Y ęgrzyn, niezmiernie powol- 
ny, przystojny, i także lubiący butelkę. Życie tam mieli dobre, nawet za- 
nadto huczne, alc tylko na początku każdego kwartału, gdy kancelista pen- 
syą odebrał, ale konie
 bywał smutny, dla zupełnego braku fundusz6w. W szy- 
stko szło na zastaw, nawet suknie dziecinne. Kazimierz był faworytem kan- 
celittty, który go zwykł był brać do szynkowni, gdzie pito miód i wino; on 
zaś lubo w szk!ankach nie miał udziału, wynagradzał sobie zato bułkami . 
dR\yanemi do przekąski. 
Przez ten czas parę razy jeździli do domu na \yakacye, gdzie się mą- 
cosze nawełl nie pokazywali na. oczy, trawiąc całe dni 'w polach i lasach. 
Jednego roku w zimie sąsiedzi przysłali po nich do Tarnowa, gdyż ojciec 
był śmiertelnie zachorował. Stało się to bez wiedzy macochy. Przybywszy 
zastali ojca spowiedź czyniącego; przy łóżku obok krucyfiksu świece gorzały. 
nylato właśnie chwila, w kt6rej ojciec podpisał testament. Skoro takowy 
odczytano, macocha. wpadła w taką. passyę, iż w pokoju chorego porywała 
obrazy i inne sprzęty i z krzykiem naj większym ku łóżku miotała. Ojciec 
modlił się tylko po łacinie. Macocha gdy ujrzała w tej chwili wchodzących 
pasierb6w, gniew jej zwrócił się ku nim, a mianowicie ku obecnym sąsia- 
dom, za to, że ich sprowadzili dla zabrania majątku po ojcu. 
1V ojcu widać było mocne poruszenie, rzucił na. dzieci żałosnym wzro- 
kie
, i kazał je oddalić. Nazajutrz uzyskawszy przystęp do chorego ojca, 
odebrau od niego błogosławieństwo, i kazał im do szkół odjechać. W.szyscy 
tlomownicy plakali biednych dzieci, mianowicie żyd arendarz, koło którego 
. 


IJ
>>>
o 


przejeżdżali, obdarzył ich różnemi łakotkami i każdemu duł po dwa złote; 
byłato summa, jakićj nigdy w życiu nie mieli. 
Andrzej ukończywszy gimnazyum w Tarnowie, został przeniesiony na uni- 
wersytet do Krakowa; Kazimićrz mu towarzyszył. W Krakowie także trafili na 
nieszczęśliwą. stancyę; ojciec skąpy zawsze, umieścił ich u stolarza, wielkiego 
pijaka i oszusta. Dzieci umicrając prawie z głodu, bcz spokojnego kątka, gdzie- 
by się uczyć mogły, w najsmutniejszćm były położeniu, aż obcy jakiś człowiek 
zlitował się nad nimi, i umieścił ich gdzieindziej , gdzie i I!tół znaleźli porządny 
i dobre mieszkanie, i innych uczniów. ByUo raj prawdziwy dla sierot. Gdy An- 
drzćj oddawał się naukom w akademii i sił swoich probował w poezyi, Kazimierz 
zostawiony samemu sobie, cały czas trawił na samotnych przcclmdzkach, roz"my- 
ślaniach, 
 na zbieraniu i zasuszaniu ziół, na czem całe przedpołudnie trawił 
na górze S. Bronisławy. Książek nie czytywał bo icll nie miał; historyczne 1'9- 
mniki Krakowa nie obchodziły go, bo nie znał historyi swpjćj ojczyzny. 
Ojciec wyszedłszy z długićj c,horoby, przybył nakoniec; zapłacił nowemu 
gospodarzowi; lecz zaraz po jego odjeździe doszła ich smutna wiadomość, że 
życie zakoi1Czył. ByUo starzec szanownej postaci, noszący się starannie po 
polsku; nie podgalał włosów, ale je zaczesywał od czoła, spuszczając siwe 
loki na plecy; powolny, milczący, wtenczas się tyłko do dzieci odzywał, gdy 
na połajanie zasługiwały. Wymyślny sam w pięknym ubiorze polskim, synom 
rzadko nowe suknie sprawiał; lecz ze swej garderoby przerabiać kazał dla 
nich kapotki. Co rok, w czasie wakacyj, rozwieszano na dziedzilicu do stu 
kontuszów i żupanów, i czyniono z krawcem przegląd, które z nich dla dzie- 
ci przerobione być mają; ztądto miewali nieraz suknie w różnych kolorach 
dziwacznych. Andrzejowi pewnego razu przypadła. sulmia z żółtemi pasami, 
z której mu fi'ak przerobiono; wyśmiany był od wszystkich uczniów. 
Po śmierci ojca, gdy nikt do nich się nie zgłaszał, aby im 
m stancyę 
zapłacić, obaj Brodzińscy znaleźli się prawie bez sposobu do życia. Andrzej 
zarabiał sobie cokolwiek pisząc u Adwokata, I{Qzimi
rz przedsięwziął udać 
się do macochy. Uszywszy sobie z prześcieradła torebkę, zabrawszy manatki, 
puścił się w drogę o ośm mil do miejsc rodzinnych; E'łabe zdrowie, brak wpra- 
wy, zaledwie dały mu tę podróż ukończyć. Stanąwszy w Lipn
y, ze drże- 
niem E'erca zbliżał się domu. Nie zastał tam macochy, która, jak się dowie- 
dział, zadzierż!lwiła plebanię w Rajbrodzie, o pół mili od Lipnicy. Jeden z wie- 
śniaków go tam odprowadził; po drodze wstąpili na grób ojcl\. i modlili się 
razem. Przyjęcie u macochy nie było takie, jakiego 8i
 obawiał; c'zyto zmia- 
na losu, czy głos śumienia, sprawiły, iż mu nie odmówiła przytułku, dopóki 
opiekunowie nim nie rozrządzili (I). 
-"W tym właśnie. czasie (mówi tu sam Brodziński) odebrałem Iistorl 
brata Andrzeja, który z uniwersytetu lwowskiego przybył do stryja, ma- 
jącego znaczne probostwo w Wojniczu, o cztery mile od Uajbrodu. Coto 
była za radość moja, czytać list cały o poezyi, której się brat mój z najwię- 
. 


. (I ) L. S
eDlieński. 


2 


, 


--
>>>
I 
f 


10 


kszym zapałem ciąglo oddawał, i dołączone do niego przekłady wierszem 
niektórych rozdziałów Tomasza z Kempis, a nawet w całej tragedyi przez nie- 
go napisanej, pod tytułem: Ludgarda. Posłałem mu n3wzn.jem moje ramoty, 
odebrałem odpowiedź zachęcającą, pełną. miłości braterskiej i poezyi (I). Już' 
i psalmy, i płynąca z nich osłoda nie były mi wystarczające. Nie sypiałem 
z tęsknoty do brata, do jego książek. 
"W ogólności nie znalazłem koło siebie, ani jednej istoty, któl'aby moje 
zamiłowanie w poezyi dzieliła, a właśnie w tym czasie uczułem potrzebę, nic 
tak wspólnych rozmów o poezyi, jak przyjaźni, które to uczucie w młodym 
wieku tak jest żywe i zajmujące. Myślałem i wierzyłem, że ka
da przyjaźń 
zaWIązana trwać powinna wiecznie i żyć poświęceniami. Młodzieniec jed en 
Karpińsld, samem nazwitkiem zwrócił na siebie moję uwagę, choć nic był 
krewnym poety, i do poezyi najmniejszego nie czuł powabu. Powolny, cichy, 
jak anioł niewinny, zajął całe me serce, zkąd ten tylko zysk odniósł, iż go 
gwałtem trapiłem, aby odpowiednie do imienia był poetą. Dobroć jego, czy- 
niła co mogła; jam zachęcał, poprawiał, ale to nic szło. Nakoniec znalazłem 
przyjaciela, jakiego sobie ekzaltowana moja imaginacya wystawiać mogła. 
Byłto Byn profcssora, Parczewski Karol, o parę i więcej lat młodszy odcmnie, 
pobożny, pracowity, w moich oczach piękny jak anioł, zawSze uniesiony i pe- 
łen do poezyi skłonności. Zdarzenie zbyt smutne, było początkiem naszej 
najgorętszej przyjaźni. Poszło nas kilkunastu do rzeki Bia{'1 kąpać się, gdzie 
kolega nasz Przygodziliski daleko się od ref.lzty oddalił, i nicpostrzeżony od 
nikogo utonął. W kilka dni dopiero znalezione jego ciało już okropnie ze- 
szpecone, przywieziono do domu. Całą noc po tym widoku nie spałem, i pa- 
pier łzami polewając, napisałem elegię na śmierć nieszczęśliwego: jedyna to 
była moja poezya, którą współkolegom przeczytałem, a która ich wszystkich 
zajęła, jako wynikła ze zuarzenia, które na wszystkich wrażenie uczyniło. Na- 
wet professorowie pochwalili tę pracę moję, a młody Parczewski ze łzami rzu- 
cił się w moje obięcia, nie mogąc słowa. wymówić. On przyprowadził do mnie 
nieszczęśliwą matkę Przygodzińskiego, która. dowiedziawszy się o okropnym 
losie syna, z prowincyi przybyła. Ona rzewnie płacząc ściskała mię według 
jej wyrazów;ak 8!Jna, i dziękowała za biedne wiersze o nim, które jlJ doszły. 
"Mało kto może uwierzy, iż to był dla mnie pierwszy uścisk i kobiety 
i matki, że był u mnie rzeczą nadzwyczajną, żem płakuJ:, jak małe dziecię, 
. myśląc iż nie mam matki, któraby na mój zgon była podobnie tkliwą:' 
Tęsknił do brata Andrzeja: w domu nic dbano o niego, Bam nic wie- 
dział na co żyje, więc umyślił puścić się do stryja, który był zarazem jego 
opiekunem. Że zaś był zupełnie obdarty, trafiło się, ze wynalazł na strychu 
surdut po służącym, dał go przerobić wiejskiemu krawcowi, i tak wystrojony 
puścił się do W ojnicza (2). Stryj jego był oświeconym i przykładnym kapła- 
nem, żył dobrze, i miał pif2kne dochody, lecz obciążony dziećmi braci swoich 


(I) o Andrzeju Brodzińskim znajdzie cz,)'teloik wiadomość w przypisach do niniejsz
j biogl'afli. 
e) L. Siemieill!kl.
>>>
°l 


II 


i fitmilią, często nie mógł nastarczyć. Kazimierza niezbyt uprzejmie przyj:!ł, 
ale chłDpak nie wziął tego do serca, bo go pocieszało. myśl połączenia si
 
z rodzeństwem. 
W ojnicz lezy w przyjemnem położeniu; na. -'probostwie był piękny ogród: 
było miłe dlań towarzystwo br,:ata i dwóch siostr stryjecznych: całe ich za- 
. trudnienie wychodzić na przechadzki w piękne okolice, i czytywać wiersze. 
Ksiądz stl'yj także lubił poezyę. W jednej altanie ogrodu leżała Spora księ- 
go., gdzie wszyscy zapisywali różne wiersze, konceptu. i powiastki. Najulu- 
biellszą ich zabawą było czytywać sielanki GesTlera, tłumaczone po polsku. 
Życie ich rodzinne przedstawiało obraz także sielankowy. Kazimierz przy- 
wiązoł się do siostry swej stryjecznej, z któr:j. zgadzał się w uczuciach i wy- 
obrażeniach. Gdy ta wyprowadziła się z matką do znajomych obywateli w są- 
siedztwie, Kazimierz pisywał do niej listy ledwo nie co dzień, lub też bie- 
gał do ogrodu, gdzie mu siostro. wynosiła kwaśnego mIeka i chleba. i różne 
książki, które z biblioteki broła. Ztemwszystkiem nia mógł on się oswoić 
z ludźmi wyższego wychowania, zawsze dziki, nieśmioły, trac
cy przytomność 
gdy go zapytano, uciekał najczęściej, gdy postrzegł jaką. damę; a jednak roz- 
marzono. jego wyobraźnia, w naj piękniejszych barW8ch wystawiała sobie to- 
warzystwa wyższego świata. 
Gdy się opiekunowie zajęli pozostałym majątkiem po ojcu, poko.zoło się, 
że wystarczy no. jakie parę lat na. utrzymanie ich w szkołach. Andrzej udał 
się do Krakowa, Kazimierz zaś d3 Tarnowa. :Fundusze wystarczały mu tyl- 
ko na rok jeden, a on potrzebował lat trzy do szkół ukończenia. Zmuszony 
więc był uczyć dzieci po domach, a lubo mu to przynosiło jakikolwiek do- 
chóu, jcdnakż? własne jego nauki na tem cierpiały. Mięuzy professorami zna- 
lazł flię jeden nazwiskiem Szmiut, człowiek rzadki, łagodny i przywiązany 
do swego stanu i uczniów. Pierwszy on spostrzegł naturalny talent w Bro- 
dzińskim, zaprosił go do siebie na podwieczorek, i wybadywał, a przekona- 
wszy się o niepospolitych jego zdolnościach do pisania poezyi w polskim ję- 
zyku, zaczął go namawiać, aby w tym niewdzięcznym Oak mówił) języku, nie 
l)isał, tylko w niemieckim, i tym końcem dał mu do czytania poetów nie- 
mieckich. Ko.zhnierz przynosił mu z nich przekłady na polski, ale Szmidt nie 
był rad z tego. Czuł to biedny młodzieniec, .że mu potrzeba wzorów polskich, 
aby na nich swój język wykształcił, ale na nieszczęście nigdzie polskich ksią- 
żek nic było. Uzbierawszy sumkę dziesięć złotych, znalazł sposobność spro. 
wadzić sobie par
 książek z Krakowa. 'V szkołach zakazane było czytanie 
polskich książek, a gdy prefekt dowiedział się, ie Kazimierz sprowadził so' 
bie wybór poe
yi polskiej dla szkół wydany w W'arszawie, i Pawła i Wirgi- 
nię, udoł się do jego stancyi, i mimo prośb i zaklęć młodzieńcu., zabrał mu 
takowe I Następny wypadek przekonywa, jak w chęciach swoich obeznania się 
z własnego kraju literaturą był nieszczęsIiwym. 
Kupując u przekupki jagody, postrzegł, iż dla zrobienia trąbki na nic 
ullarła z dawnt-j ksilłżki kartkę z gockim dl"Ukiem, na którij dostrzegł napis: . 
"Rymy Jana Kochanowskiego." Słyszał on już o wznioslych utworach tcgo 


! 


.
>>>
. 


12 


wielkiego 'poety, i zachwycony tym skarbem, bez !adncgo namysłu porwał 
książkę, o. raczej resztę książki, i najspicszniej począł z ni=ł uciekać. Prze- 
kupka a za nią. wszystkie towarzyszki narobiły chałasu: prefekt przypad- 
kiem znalazł' się na rynku. i tak zdobyt=ł książkę jako winowajca oddać mu- 
siał, i jeszcze poszedł na kilka godzin do kozy, rozmyślając nad swoją nie- 
roztropnością, iż z właścicielką. nie wszedł w układy, któraby zapewne rymy 
Jana Kochanowskiego było. zamieniła na inne etudenckie szpargały I Wśród 
tych przcszkód zapał i miłość jego do poezyi z każdym dniem wzrastała: 
najwięcej czuł przyjemność ukryć się w zbożu i ł.am ołówkiem pisać co mu 
natchnicnie niosło. Któż opisze jcgo radość, jego łzy, gdy brat Andrzej wy- 
drukowawszy tomik swoich wierszy, zamieścił oraz kilka poezyj Kazimierza, 
i przysłał mu ,tę książeczkę ze Lwowa. Byłto pierwszy krok Kazimierza 
w zawodzie poetyckim, pierwszy raz nieznane imię jego wyszło na świat (I). 
Zatrzymaliśmy dłużej uwagę nad chwilami młodości naszego poety: wła- 
sne jego wspomnieni
, i dopełnienie opisu lat pacholęcych biografa Lucyana 
Siemieńskiego, podały nam do tego nieprzerwany wątek. Przywodząc te szcze- 
góły, mieliśmy na baczeniu głównie to, !e właśnie charakter i stanowisko ja- 
kie zajął później BroJziński, wysnuły się z owych lat dziecinnych: jego rze- 
wność, prostota, zamiłowanie luuu; slowem, cala rodowość i rouzimość, jak 
skromność, nieśmiałość i potulność poety, tam miały swój początek. W nieje- 
dnej poezyi Brodzińskiego znajdujemy najpiękniejsze odbicie ze wspomnień 
pierwszej młodości , które nas tyle i pociąga i rozrzewnia. 
Mając lat ośmnaście w 1809 roku ukończywszy w Tarnowie szkoły, mi- 
mo wątłych sił ciała, udał się do Krakowa wraz z bratem Andrzejem; ztąd 
do księztwa W' arszawskiego, gdzie się zaciągnął dnia 20 lipca do pułku ar. 
tylleryi jako ochotnik, a wkrótce jako podoficer przeszedł do dwunastej kom- 
panii. Był w niej dow6dzcą i kapitanem Winc'enty Reklewski , wiekiem i cha- 
rakterem zbliżony do Brodzińskiego 1 i zarówno namiętnie kochający litera. 
turę i poezy.ą. 
,,'V urodnej postaci Rcklewskiego (mówi sam Brodziński) wszystkie za- 
mieszkały cnoty: trudno 
yło dać w nim pierwszeństwo jednej nad drugą. 
Najbardziej uderzała w oczy skromność jego, ta pierwsza ozdoba przymiotów 
i wdzięków. Dobroczynność, rada, wsparcie, i wstawienie się, były tajemnc 
jego cnoty, którym i ja hołd wdzięczności na. grobowcu przyjaciela składam. 
Czułc jego serce wzdychało zawsze do wsi, i większą. część krótkiego tu po- 
bytu. swego, przepędził on na marzeniu o przyszłld w zaciszu szczęśliwości. 
Przyjemna wesołość w posiedzeniu z przyjaciołmi, stosowna powaga w dopełnia- 
niu powinności, łagodność z niższymi, szczerość z poufałymi, uleganie wyższym, 
oto rzadki oręż, którym sobie serca wszystkich, nawet powszechnych nieprzy. 
jaciół ludzi, podbijał Ueklcwski." 
Takimto wspomnieniem uczcił Brodziński pamięć swego przyjaciela i to- 
warzysza broni: nie przykro wi
c było zwierzchnictwo i służbo. pod takim cJo- 



 


(I) J.. Siemień8ki. 


.
>>>
13 


wódzcą. Zbywające godziny od obowiązków, szczególniej podczas le
y w twier- 
dzy Modlinie, poświęcał Brodziński ukształceniu własnemu: przy ułatwieniu 
jakie miał, przy zasobach nie potrzebował zwalczać przeszkód, które mu ty- 
le chwiJ zatruły w dziecinnych latach, i swobodnie mógł pracować nad lite- 
raturą ojczystą i niemiecką, i począł spisywać dzienniczek wypadków życia 
swego w służbie wojskowej. 
W czasie wyprawy pamiętnej 1812 roku w stopniu porucznika dzielił 
wytrwale wszystkie koleje tćj wojny, przebył szczęśliwie pamiętny odwrót, 
i wrócił do kraju, boleśnie dotknięty wielu stratami. Owoż przy\viedziem tu 
własny Brodzińskiego opis, jaki zostawił w swoim dzienniku. 
7 Maja 1813 r. w SieDDicy. 
"Rozkazano, aby w godzinQ gotowym być do wymarszu: smutno mi 8i
 
zrobiło. Uchwyciłem chwilkę czasu, aby wybiegnąć na ustronie, i kilka łez 
uroniłem, których się nie wstydziłem przed niebem: od nieba szczęście i nie- 
dola; jemu się więc oddałem, prosiłem o opiekę, przywiodłem na myśl moje 
nieszczęścia, a że na nie nie szemrałem, byłem \V nadziei jakiejkolwiek za 
nie nagrody. Nieszczęść do dziś dnia w przeciągu roku dosyć doznalem i znio- 
słem. Oto w nim dla mnie smutne zdarzone straty. K....., młodzieniec pełen 
jak lI}aj nadziei, którego ja sam wywiodłem na pole boju, zginął mi przy 
Mozajsku. Kto go tylko znał, kochał go tak jak ja, a wszyscy czynili mi 
o niego wyrzuty! O! smutne zakończenie przyjaźni! Cieniu drogi! gdybym 
wiedział że ci nagrodzę życie, i stratę twą przyjaciołom. gotówbym znieść 
większe jeszcze cierpienia, nad pamięć o stracie twojej. Reklewski , dla 
którego zaciągnąłem się do jednej brygady, pod którego rozkazami przy- 
jaźnią. i dobrodziejstwy żyłem, wielka nadzieja rycerstwa, naukom i muzom, 
znikł, i wszystko z nim znikło. Po chwalebnej u Smoleńska czynności za- 
chorował: woziliśmy go w tak przykrych marszach ze Smoleńska aż milę do 
Reżesłwa (koło Kaługi); ztamtąd w ostatnich słabościach pożegnałem go ja- 
dącego do szpitala do Moskwy. gdzie ledwo dojechawszy, opuścił nas wszy- 
stkich. Strata jego. prócz wiecznego żalu, miało. wpływ na dalszy mój los szczę- 
śliwszy. Dowódzca mój, Pollux poprzedzającego, który losem moim starał si
 
kierować, pożegnał nas na polu bitwy z urwaną. nog=ł po biodro. Mój S.. mój P. 
w niewoli j tylu zabitych i wziętych innych. Brat mój nakoniec Andrzej. któ- 
ry mi zazdrościł że nie dzielił walk przy Smoleńsku. Mozajsku i t. d., bo 
został adjutantem placu w Szkłowie , gdyśmy się cofali, złączył się z puł- 
kiem, szedł z nami dni trzy. 'V śród bitwy pod Berezyną dano mi znać, że 
jest ranny: szukam go między trupami, znajuuję już obnażonego i w same 
czoło karabinową ugodzon
go kują. Straciłem w nim co miałem najdroższe- 
go no. ziemi! tylko już to mi pozostało, że mogę sobie powiedzieć, iż nic 
już nie mam do stracenia. Krewny mój R., którego także do wojlIka zacią.- 
gnąłem, pozostał mi chory przed Dcrezyną. i ja, który byłem przyczyną jego 
straty, musiałcm sam tę smutną. wieść rodzicom oznajmić. Boże! czyliż cze- 
kają mię jeszcze podoLne chwile I Wierny onlynans, który miQ we wszelkich 
nicszczęściach wojny pocieszał, z koiJmi i rzeczami pojmany i zabity. Sła- 


. 


. 


--
>>>
J.ł 


bością, smutkiem i nędz!) obciążony, szedłem saIU jeden (kompania moj:t 
już zupełnie była rozbita) przez Kowno za Niemen, bo idąc nocą, minąłem 
przy \Vilnie nasz już nieznaczny korpus, który potem udał się w lewo;" dwic 
już mile uszedłszy, dopiero dowiedziałem się o tern, kiedy do tej drogi 
wrócić nie można było. Za Niemnem dopiero spotkałem podoficera znajome- 
go, który mnie nakarmił, i pieniędzmi niceo zasilił, wziął na sa
ki, jakie 
z parą koni zdobył. Pocieszony nicco spieszyłem ku Wardzawie. .Scigani olI 
Kozak6w ku Maryampolu, musieliśmy się udać przez Prusy, gdzie na picI'. 
wszym noclegu okradziono nas ze wszystkiego, z koni nn.wet i sanek. Pic- 
szo zatem znowu i żywieni litością, szliśmy dalej. Poczciwy obywatel w Pru- 
sach zapom6gł mię tyle, że przecie mogłem się dostać do 'Var;Jznwy. Nic- 
szczęsne wojnyl Kiedyż mu będę w stanie za to odwdzięczyć? Wytchnąwszy 
i przyodziawszy się nieco w 'Varszawie, musieliśmy ,wkrótce z nićj ustąpić. 
Dobry M. przywi6zł mię na 8Wej bryczce do Krakowa. Tam przysłał mi 
opiekun uwiadomienie, iż nic się z Galieyi maj'ltku spodziewać nic mam. 
Nic strata szczupłego mają.tku, ale stan potrzeb moich prawdziwie mię za- 
smucił. Stryj mój przysłał mi cessyę na sumkę leżącą w depozycie krako. 
wskim, ale dniem później, gdy depozyt zostn.ł wywieziony. Iść bez oporzą- 
dzenia, opuścić kraj w takim stanie, cel wędrówki tak ciemny, tyle wszy- 
stkiegol niepodobna aby nie zasmuciło. Otoż takato od początku roku by- 
la moja przeszłość." 
Bez przerwy dzielił dalsze losy wielkiej armii Napoleona, aż do bitwy 
pod Lipskiem. w której ranny i pojmany był przez Prusak6w. W ypuszczo- 
ny na wolność, nie mając o czem i po co wracać do domu, wrócił do Krako. 
wa, błąkał się u przyjaciół do końca 1813 f. (I). W następnym bawił u cio- 


(I) Z tego okresa mamy przed soblł list Brodzińskiego z daty 16 grudnia 1813 roku pisany ze 
Swadzina, do swego przyjadela i krewnego, a zacn6j pami
ci Szotarskiego; pl'zy.wodzimy go w całości: 
"Niezmiernie jestem panu obowil)zany za pami'.:ć o mnie i z uczuciem dzi
kuje mu za to. Co tu robi,;? 


. 


Oto jest zabawa nasza! 
Kiedy rano 
Już filizanki posprzlłtano, 
Tluczem 
obie maryasza, 
Skoro stary 
Na nos wsadzi okulary. 
Za par
 godzinek pol6m 
Stary si
 gospodarskim zatrudnia klopotcm, 
A ja sobie wolę 
Wybiegnąć w pole; 
Tam filozofa udaję: 
Wioski chwal
, miasta gani\,. 
Ludzkie Slłdzę obyczaje I 
A potem 
Z powrotem 
Zawijam śniadanie; 
Po śniadaniu dobrze i lo 
Wypić wódki incognito: 


Na wyścigi ze staruszkiem 
Popisujemy sil} duszkiem. 
At jeden 1II6wi pacierze, 
Drugi Skarbka ksiąik
 bierze: 
Siedziem bidy jakby niemy, 
A jednak się bawimy. 
Ate' niestety 
Prz)'chodzlł gazety, 
Kt6re na głos mus
 czytać: 
Wiele m6g1 Plat6w niewolnika schw)'tać , 
Co od Renu strony. 
Co ai'td7.ieje od Werony? 
Wiele się fortec poddalo, 
l co si
 w Pal'ytu działo? 
l na staro
wie
kiej karcie, 
Biorlłc bulletyn na wsparcie, 
Wojsk linie wycil}gamy, 
I losy im wyznaelamy. 


o- 


. . 


.... .
>>>
15 


tki swoJćj we w
i Sulikowie około Pilicy. w pobliżu Krakowa; przybył w koń- 
cu tegoż roku do '\Varszawy. Tu otrzymawszy uwolnienie ze służby woj- 
skowej w 23 roku życia, zaczął pracOwać naprzód .w KommissJi Spraw 1Ve- 
wnętrznych (I); następnie zamieszkawszy stałe w Warszawie od roku 1818. 
dawał lekcye literatury polskiej i stylu w konwikcie księży Pijarów na Żoli- 
Lorzu. 1V roku 1821 Kommit!sya Wyznań Religijnych i Oświecenia miano- 
wała go Zastepcą professora w Liceum 1\' arszawskiem, a w następnym roku dnia 
8 maja, wezwała go do wykładania literatury polskiej w Królcwsko- War- 
szawskim uniwersytecie. W roku 1823 był pierwszym sekretarzem, w roku 
]825 mając lat życia 34, zawarł związek małżeński, z którego zostawił je- 
dyną córkę Karolinę. W roku 1826 został professorem 8tałym, i zarazem 1.'0- 
. warzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk mianowało Brodzińskiego swoim 
członkiem. PodupadJy Da zdrowiu przez ciQgłl) pracę, w tymże roku odbył 
podr6ż do Włoch, przyczem zwiedził SzwajcarYIł i Paryż. W roku 1829 mia- 
Dowany professorem radnym, a w ostatku generalnym szkół wizytatorem. . _ 
Po zamknięciu Uniwersytetu Warszawskiego, w roku 1832 otrzymał 
pensyą emerytalną. 
W roku 1834 dla poratowania zdrowia udał się do Krakowa. O tych od. 
wiedzinach starożytnego grodu naszego poety, tak pisze Ambroży Grabowski: 
"Z skwspliwości/ł i rozrzewnieniem (jak S8m m6wił) odwicdzał i oglą- 
dał pomniki tutejsze, jak gdyby przeczuwając, że ich już więcej widzieć nie 
L.ędzie. MiMm było wszystkim jego tu przybycie, i każdy go u siebie mieć 
chciał. Znakomity artysta tutejszy, Wojciech Korneli Statler Krakowianin 
malował portret jego. W tern dobrze trafionem oddaniu oblicza jego, jaśnic- 
je cała słodycz charakteru, anielska łagodność, a nadcwszystko 
sknota i pię- 
tno cierpień duszy." 
1V rok smutne przeczucia Brodzińskiego się sprawdziły: lekarze polc- 
cili na ratunek wody czeskie, choroba piert!iowa się wzmogła, i nakooicc go 
dobiła, Umarł w Dre;tnie dnia 10 października 1835. 


Idzie obiudu godzina. 
I kończy się gadanina. 
At. si
 panieńskie otwarły pokoje, 
Wychodzi ciotka i dziewczlłt dwoje: 
Ta skromnościlł duszę mami, 
Dł'uga zabijs oczkami, 
Owa bawi, te niewinna, 
'Veso}ości, nęci inna. 
O posagach i spuściznach, 
O kobi61ach i m
iczyznach, 
Gdzie niepewne, g.lzie gotowe 
Prowadzim ciekawił mow
. 


Po obiedzie, przy gitarze, 
Przy r6in)'ch piosneczek gwarze, 
At lube wieczory 
Nadbiegl\i'ł w oka mguieniu. 
Stary pacierze 
Odmawia szczerze, 
My przy kominka plamieniu, 
Powszechnym zwyczajem 
Fraszki sobie bajem. 
SIary do Boga na nl8bie, 
Ja wzdycham J. . .. do ciebie. 


Z moim interesem 
dzie ( zapewne mowa o spodzicWRDYIll spadku), te coś dostaD
 przecie. Powr6- 
cę '" krótce do Poznania i do Krakowa pojadV. ' 
(I) Zobacz przypis Nr. 2 w końcu. 


. 


------- --
>>>
- 


. 


16 


Ostatnie chwile jego opisał szczegółowo obecny Antoni Edward Ody- 
niec znany zaszczytnie poetal w następnym liście do pani Lewockiej. 


Z DREZ
U,. 


"Dopełniając przypadłego na mnie obowiązku, przebacz pani, iż ją jako 
blizką znajomą i przyjaciółkę rodziny Kazimierza z Królówki, za pierwszą 
powierniczkę smutnej wiadomości obieram. Podobało się Bogu wezwać do 
siebie po nagrodę w lepszym świecie, sprawiedłiwego, cnotliwego człowieka. 
Zacny Kazimierz skończył ziemskie cierpicnia i smutki, dnia 10 październi- 
ka, w sobo
 o godzinie 10 wieczorem (w rocznicę urodzin swej córki), Ił. skoń- 
czył tak spokojną. tak łagodnI) śmiercią, iż ja, świadek jego skonanin, · 
ze czcią patrząc na niego w tej uroczystej godzinie, ża
ować go nawet nie 
śmiałem, i tylko sobie samemu podobnej kiedyś 
mierci życzyłcm. Kto tak 
jak on żył i umierał, ten, nie godzi się wątpić, jest już tam od nas szczęśli- 
wszyl Ale czuję at nadto, że chyba sam Bóg pocieszYG zdoła zacną jego żo- 
nę i dziecię. Wiadomość o tern zawsze dla nich równie bolesna, mogłnby 
stać. się jeszcze bolc!śniejszą, gdyby się j
J niespodzianie, lub z ohojętnych 
ust dowiedzieć miały. Możesz ich pani jak najsumienniej zaręczyć: że co tyl- 
ko sztuka i troskliwość'lekarzy i przyjaciół uczynić mogły, wszystko to by- 
ło użyte, aby go przy życiu utrzymać, i stIlO jego cierpień osłodzić. Ale 
któż się woli boskiej sprzeciwi? Choroba jego wolną była od wszelkich gwał- 
townych boleści: powolne tylko ubywanie sit życia, postęp jej oznaczało. 
"Spokojność i łagodność dUBzy i charakteru, nie odstąpiły go ani na chwilę: 
z pokorlł i zaufaniem oddawał się woli bożej. O żonie i córce wspominał czę- 
sto i zawsze z największą. ooułością, ale gdy mu niektórzy radzili, aby je 
przyzwał do Drezna, nigdy na to zgodzić się nie chciał. Owszem w wigilią 
śmierci odebrawszy list od żony, która go sama o to prosiła, polecił nii był 
odpisać w jego imieniu. proszą.c jak naj usilniej, aby tego zamiaru nie przy- 
prowadzała do skutku. Uspokój więc ją. pani w tym względtie, ażeby się tą 
myślą nie dręczyła dar
mnie. Bytność jej tutaj nicby nie pomogła, a byłaby 
przeciw woli jego. Ostatnia moja z_nim rozmowa była o paniach K..... (Te- 
resie i Natalii Kickich), które jak mi powiadał, żona jego w listach swoi clI, 
aniolami 8wemi nazywała. Z czułością przypominał ich dla siebie życzliwość 
i przyjaźń, i chociaż tak blizki
j śmierci nie przeczuwał, mówił jednak: "gdyby 
mi tu nawet skończyć przyszło, umieraIbym z tern przekonaniem, że byłyby 
zawsze pociechą i opieką mojej hiednćj żony i dziecka." 
Te są prawie jego własne słowa, ile przypomnieć mogę; przesyłam je 
jako spuściznę po prawdziwym ich przyjacielu. W wigiliI)- śmierci czuł się 
weselszynt i swobodniejszym niż kiedy. Drzemiąc nawpół w nocy miał bar- 
dzo piękne widzenie, o którem sam z wielkićm wzruszeniem powiadnł, i które 
mu wielką radość i spokojność przyniosło. Widział przed soblj Zbawiciela 
w białćj szacie. który uśmiechając się łagodnie, rękę ku niemu wyciągnął. 
Widzenie to, i list żony którym mu O troskliwości przyjaciół doniosła, były
>>>
- 


11 


osłodą ostatnich chwil jego. Z wdzięcznością dziękował Bogu i umarł z za- 
ufaniem, że Bóg i przyjaciele, nie opuszczą osieroconej rodziny, i pocieszać 
ją będą. Pokój duszy sprawiedliwegor Oby tylko pokój i pociechę Bóg wlać 
raczył, w duszę bolejących po nim. Pogrzeb odbył się dnia 12 października. 
Wszyscy znajomi oddali mu ostatnią posługę." 
Po odbytym pogrzebie, stanął śród cmentarza katolickiego na przed- 
mieściu Drezdeńskicm Friedrichstadt, nad mogił=ł zmarłego poety skromny po- 
mnik, w kształcie czworogranncj kolumny, wokoło u spodu obłotoncj grani- 
towemi kamieniami, z tym prostym napisem: 


KAZIMIIRZOWI BRODZldsKIEIIIU 


ZIOMKOWIE. 


{lrodzony uel ł 1883 ..oku 10 p.i..lerDlk.. 


v,\ l
,j{....-.. 
fi' 1'Sr.tC1tJ 


. 


.. .... 
----- 


-- 


.. 


3
>>>
- 


II. 


rodzińskicgo poznałcm jcszcze wtcdy, kiedy wykładał litera- 
tur
 nn. Żoliborzu; bliżej zaś, gdy w 1828 roku Towarzystwo 
Warszawskie Przyjaciół Nauk, zadało na konkurs zadanie, aby 
opisać i zebrać zwyczaje, obyczaje, pieśni, podania, prze- 
sądy i zabobony ludu naszego. 
RozprawfJ odpowiadającą na. to zadanie przesłałem Towarzy- 
stwu, a do ocenienia takow
j, przeznaczonym został Brodziński 
i Rakowiecki. 
Z rzewną dobrocią i po przyjacielsku przyjął mnie u siebie, mło- 
dzieńca wówczas nieznanego i nieśmiałego. Z uczuciem dziękował 
za złożoną pracę, za zbiól. pieśni ludu, i sam mi swoje zbiory pieśni 
i przysłów ludowych ofiarował.Wjego szlachetnem obliczu, na pierwszy 
rzut oka, malowała się piękna dusza. . W zrostu średniego, szczupły, miał nieco 
podniesione ramiona, światły blondyn, oczy jasno-niebieskie. Oblicze z któl'ego 
dawno znikł wyraz zdrowia, ujmowało dorazu szczególną. rzewnością i ła- 
godnością. Zawsze cichy i spokojny, używając przechadzki szedł wolnym kro" 
kiem z głową pochyloną nieco: zapałem uniesiony (R były to rzadkie chwile 
w jego życiu, nie dlatego żeby nie był nim przejęty, ale by takowy okazał 
zewnętrznie), wznosił prawą. rękę, i potrząsał nią. silnie. Kiedy został profes- 
tIorem byłego Uniwersytetu 'Warszawskiego, zaczął wykładać prelekcye o li- 
teraturze polskiej. 
Dwóch w te czasy profct!sorów znjmownło katedry na ten przedmiot. 
Głośnej sławy wymowny Ludwik Osiński, wyborny tłumacz Cyda i innych 
dramatów francuzkich , i Kazimierz llrodziński. Ten, słabych piersi, cichym 
głosem odczytując ciąg rozpraw i studyów, które wolno torowały rlrog
 do 
odrodzenia literackiego, zwabiał małe grono uczniów i prawdziwych zna- 
wców gruntownćj nauki: Osiński obdarzony głosem dźwięcznym, pełnym, 
harmonijnym, i cudną deklamacyą, zbicrał natłoczonI}. sal
 ciekawych słucha- 
czy, co się upajali jego wykładem. Przyznać mu potrzeba, że umiał zająć 
zręcznie przytoczonemi wyjątkami, dowcipem, przy całym braku sądu o przed- 
miocie rozbiernny
 przy calej nicości poglądu i stanowiska. Krytyka u nie- 
go brana wprost z francuzkich lichych pisarzy, nic nie nauczała, ale każdą 
swoję prelekcyę umiał dobrze ohrachować na efekt teatralny. Lubo władał 
dobrze językiem rodzinnym, i umiał dobyć z niego harmonią wdzięczną dla
>>>
Hł 


ucha, mało znał literaturę ojczysti}, i cudze tylko zdania rad powtarzać lu- 
bił, bo żadnego z pisarzy dawnych, gruntownie nie ocenił. 
Cieszył się wymowny Osióski z tłumu co spieszył na jego wykład, 
z tych rzędów, pojazdów i karet co. napełnil\Jy dziedziniec uniwersytetu, ale 
tryumf był krótki, bo go sam przeżył. Prelekcye te czytane, cały urok tra- 
ciły, bo uderzały każdego swoją. czczością. i brakiem pmwuziwej krytyki. 
Brouzińsld nie zwabiał takiej czeredy wokoło siebie, ale każda jego roz- 
prawa, dotychczas nic nie straciła na swij znakomitej wartości. 
Część ich oglaezał w różnych pismach peryodycznych, n roku 1830 przed- 
sięwziął wydać je w jednym zbiorze. Ogłosił przeto prenumeratę na pi8ma 
swoje, i tom pierwszy wydrukował. Okoliczności czasowe przerwały ten zamiar. 
Ulubionym jego poetą. był Jam Kochanowski: wielbił prostotę śpicwaka 
z Czarnego-lasu, i ztąu nawet zachęcił Klementynę z Tańskich IIofinanowę, 
do napisania powieści historyczDtli Jan Ko(J/la1łowlJki w Czarł:lolesie, którą już 
po śmierci Brodziilskiego wydała. 
Umiał tę prostotę Brodziński przelać w swoję poezyę,- i jak Jan Ko- 
chanowski w SolJlttce, zbliżyć do ducha szczerych pieśni ludu. 
"Byłem jeszcze mał)'m chłopcem (mówi Lucyan Siemieński), kicuym raz 
pouczas wakacyi, staremu wojakowi wyreeytownł kilka piosnek, których mię 
matka nauczyła. Starzec słuchając uśmiechał się i mówił, że zna te śpiewki; 
sam nie śpiewywał ich nigdy, ale je, zda mu się, . w innym pułku ułanów 
słyszeć musiał. Jam się śmiał ze I!turego, bom wiedział od matki, że piosnki 
te Brouzióski napis",ł, kicuy porzuciwszy slużbę wojskową, na wsi w krako- 
wskiem bawił. "\Vłenczas nie przeczuwałem, że w tych słowach. wieśniaka wię- 
ksza pochwała dla Brodzińskiego leży, jak ją którybądź krytyk wyrzec mo
c." 
Kilka lat go nie widziałem, z braterskim uściskiem mię pozdrowił. Nie- 
wiele się zmienił, ale zesmutniał znacznie; i dziwny wyraz tęsknoty osinuł 
na bladćm obliczu. Uśmiechu dawniej tak wdziQcznego już nie ujrzałem. 
Skromn,t jak zawsze, 
uy czytywał mi owe cudne rozprawy, które dotąd 
w rękopismie w ukryciu gdzieś spoczywają, gdy z całą uwagą i pełnem uczu- 
ciem nasłuchiwałem,. przerywał ciąg nieraz i pytał, ozy to mnie nic' nudzi? 
Brałem to z początku za żart z jego strony, ale guym bliżej Brodzińskiego 
l)oznał, przckonałem siQ, że z całą. prawdą. i szczerotą. robił mi te zapytania. 
Każde nowe dzieło ważniejsze wydl\De, każuy nowy talent zjawiający 
się na horyzoncie krajowym, słowem, każda praca mająca jakąkolwiek war- 
tość, cieszyły to serce zacne i poczciwe, i sprawdzał na sobie to, co sam 
w jednej najcuunicjszej rozprawie poetycznej wyrzekł: 
"Ty, który plenny I!DOp UO brogu wniesiesz, nie wykrzykuj jako żni- 
wiarka w wieńcu doiynkowym, że chleb do domu przynosisz: bo ten moco- 
wał się z pługiem, ten siał, ten plewił, a tobie dał nóg żeś zeżął:' 
"Gdybym dożył kiedy tej chwili (mówił mi ze łzą w oku), byśmy kiedyś 
przy wspólnym ognisku zebrani wieńcem zasiedli, n. każuy rzucił snop uzbie- 
ranego plonu wiadomości, cóżbyto była za rozkosz dla serca mojego. Od- 
żyłbym choć na krótko, i śmierć byłaby lekką i znośną." 


--
>>>
- 


20 


Kiedym mu pokazał zbi6r pie
ni historycznych, a z tych znał tylko je- 
dnI,} o Stefanie Chmieleckim, i zarysy zapomnianych figur jak Klechy, Rybal- 
ta i t. p., cieszył się jakby skarbem własnym, rallo
ć okrasiła ł!mutne a za- 
wsze szlachetne oblicze. Przyni6sł mi przekład elegii Jana Kochanowskie- 
go i na okładzinach napisał wiersz, kt6rego kładę początek. 


Ani do naszych dumań, ani też do strojo, 
Nie przystały joż dzisiaj te pieśni pokojo; 
Wszystko rado się zmienia z mlenląceml czasy, 
J
zyk, forma, I sztokl powierzchne przykrasy I t. d. 


Nie zapomnę nigdy silnego wrażenia, i tego oczarowania z jakiem słucha- 
łem jednej z najpiękniejszych rozprawo Matce B08k:iij, i czci jaką odbierała 
na całym obszarze starodawnej Polski. Byłto cudny prozą poemat: history- 
Czne fakta i podania posługiwały tu za wątek: całość nacechowana rzewnem 
uczuciem, wzniosłem stanowiskiem, i tym duchem staroświeckiej pobożności 
i prawdy, kt6re trudno powtórzyć. Czuł Brodziński cnłą wartość swej pra- 
cy. snać, że pisał ją z serca: bo w kilku ustępach rzewny głos jego i cichy 
zadrżał, na chwilę umilkał , i po ciężkiem westchnieniu dopiero dalej czytał. 
Byłato ostatnia rozprawa którą mi przeczytał przed swoim wyjazdem 
w 1835 r. Już go więcej nie ujrzałem. 
Zachodzi teraz pytauiej jakieżło zasługi wielkie położył Brodziński, te 
mu tak obszerne poświęcamy wspomnienie jI Odpowiemy na to zgodnie z su. 
mieniem a prawdą: że na jakiem stanowisku podniosłem stoi literatura nasza, 
jemu to głównje winniśmy. Kiedy wszyscy co umieli' władać piórem, w ślc- 
pem naśladownictwie francuzczyzny, ciągn'i)li ochoczo od czas6w Konarskie- 
go tę cudzoziemską bronę, co n
piękniejsze kwiaty pól naszych wyrywała lub 
tratowała, i chlubili się uprawą niwy umysłowej, Brodziński pierwszy wska- 
zał zaślepienie, a zarazem właściwI) bo rodową drogę, do dobycia bujnego, 
a pożywnego i właściwego nam plonu. . 
Jeżeli gicnialnością poetyczną przewyższa, go śpiewak Grat!!R!!, to nie 
przewyższa go, ani potęgą prawdziwą uczucia, ani zasługami jakie dla Iit
- 
ratury położył Brodziński. Onto przysPQsobił umysły, przygotował i upra- 
wił rolę, by gieniusz pierwszego poznany i uznany został w jednej chwili: by 
zasiew na dobrze sprawionej glebie, bujno si
 pówr6cił. Brodziński jest twór- 
cą prawdziwie polskiej sielanki, nietylko ów cudny poemat Wie81aw, ale wie- 
le pieśni oddycha tą prostotą, wdzi
kiem. co w każdym rzewne ucżucie obu- 
dzać muszą. Zarzucano mu zbytnią sielankowość, że scen energicznych uni- 
kał. Marny zarzut, sielankowość a tak rodowa, jaką nam dał Brodzióski, 
jest właśnie wielką zasług.. naszego poety. Dziecię wiejskie jak on, wycho- 
wane wpośród ludu, sercem czystem i niepokalanem wyniósł on z wiosny dni 
swoich, OWI) prostotę, te czucia rzewne i dziewicze, które umiał przechować 
nieskażenie, i przelać \V swoje pisma. Gdzież jest przesada, gdzie nienatu- 
ralność, którcby musiały sił.} dostrzcdz przy zbytnićj sielankowości, jeżeli za- 
rzut byłby sprawiedliwym? Zaprawd
, możem mieć i mamy poetów gienial- 


t
>>>
21 


nych. talenta wytezego polotu, alo po Brodzińekim nie mamy z równ
m uczu. 
ciem i prostotą rodowego poety. " 
Jako krytyk i estetyk równic podniosłe stanowisko znjmuje. Rozprawa- 
mi swemi, rozjaśniając z jednćj strony przeszłość literatury polskiej, z dru- 
gićj nadawał jćj kierunek i przyszłość dla niej zbudował. Owoce prac Bro- 
dzińskiego już zbieramy. Dlatego tM; z jakiegokolwiek względu uważać Bro- 
dzińskiego będziemy, zawsze będzie on wy,obrazicielem nowej epoki litera- 
tury krajowćj. 
Styl Brodzińskiego jest nader charakterystyczny. "Łączy aię w nim (mó- 
wi jeden ze znakomitych poetów naszych) dziwny i prawie niepojęty spo- 
sób. m
zka siła i wdzięk miękki, jak na posągu Apollina. gdzie przez peł- 
ne. lekko okrQgławe zarysy moc i jedność wytryska. Owa siła leżI w mo- 
cnych myślach: takiej siły Die przytłumi nl\iwiększe wrażenie, jak suknia 
kobieca nie ujęła Achillesowi mocy: owa siła leży w wyrażeniach dobitnych 
i jasnych, w oiewypracowanćj związłości; owa miękkość stylu polega na na- 
der wytwornym doborze wyrażeń i wyrazów, niewymuszonym ajednak ksztnł- 
tnie i z gracYIł prowadzonym toku, i wreszcie na pewnćm czemA, co pomię- 
dzy naszemi pisarzami tylko Brodzińskiemu było właściwe. Niektóre rozpra- 
Wy np. olagodzeniu ilJzylca (w zdaniu sprawy o pisowni) tak są łallnie pisa- 
ne, że kiedy je się głośno dobrze czytane słyszy, jakby na operze, zapomi- 
na się treści dla czarującej muzyki, i tylko łowi się uchem brzmiące posta- 
cie myśli, zapominając o ich duszy. Słowa tak się harmonijnie wiążą, okre- 
sy tak potoczysto płyną, że się chwilami dla tej muzyki mowy, tylko czu- 
cie mieć może. Tę, pomiędzy polskiemi prozaistami tylko W Brollzińskim, 
jak pomiędzy poetami tylko w Mickiewiczu (np. pieśń: Wilia, naszych stru- 
mieni rodzica!) mogłem odkryć piękność." 
Brodziński jak wszyscy współcześni mu literaci nasi, zaczął swój zawód 
od przekładów z francuzkiego; w 1819 r, wydał: Templaryusze, tragedyę Rat- 
nounr'da wićrszem, z obszernym historycznym wstępem o tym zakonie. 
. W roku 1821 pisma we dwóch tomach: (Tom I oprócz różnych poezyj 
zawiera Wieslawa sielankę krakowską, różne przekłauy ze sławiańskieh na- 
rzeczy: tom II pieśni 7'olnikQw po18lcich: pieśni Madagaskaru podług p. Par- 
ny, przekłady oryginalne. wraz z tragedYl) Ducisa Abufar). Wydanie to jest 
lepsze od późniejszego. 
W roku 1830. 
Elegie Jana Kochanow8kiego. 
W tymże roku: 
Pisma rozmaite: tom I (Zawi
raj'ł o krytyce, o tyciu i pismach Kar- 
pińskiego, o satyrze, o Fabianie Birkowskim, o elegii, o exaltacyi i entu- 
zyazmie). 
Dziej
 8ta7'l'go i nowego te8tamentu dwa tomy (przekład według wydania 
T. Deroma). 
Przez lat trzy był głównym redaktorem Magazynu pow8zechnego. którym, 
wśród powszechnego otr
twicnia, obudzał tycie umysłowe. Poprzednio, za- 


-
>>>
11 


':) 
.. .. 


raz po wstąpieniu w zaw6d literacki zasilał ewemi pracami wszystkie ów('ze- 
sne pisma peryodyczne: a gdy w roku 1818 Józef EIsner wydał rozprawę 
o metryczno
ci i 'ytmicznoAci jfJzyka pol8kiego, 8zczególn;ej o u.ilr8zaclł polakiclt we 
'Względzie muzycznym (Warszawa, w drukarni Stanisława Dąbrowskiego 4to 
część pierwsza, druga dotąd w rękopisie spoczywa); Brodziński przykladami 
własnych poezyj rzecz nowI). objaśniał, i tu jest najpierwszy zbiorek jego 
pieśni melodyjnych. . 
Tłumaczył sławny romans Goetego: Cierpienia mlodego Wertera: ł'ekopis 
\ s wyspy ŚtJj Heleny: i kilka sztuk dramatycznych do tcatru Warszawskicgo. 
W roku 1842 Teofil Gliicksberg księgarz Wileilski oglosił w 10 tomach 
dzieła Brodzińskiego, są. tu synonimy i wiele pism nieznanych prozą: ale 
nie są. 
szystkie, i nie można zwać tego wydania zupelnem. 
Niemasz tu bardzo wiele najpiękniejszych rozpraw, jak i poezyj, a edy- 
cya tak niedbała, że życzyć należy, aby dla u('zezenia pamięci nal!zego 
wieszcza, i dla u
ytku literatury nowe przed8i
\Vzięto wydanie. 



 


( 


': 


Ci'-' " / '" _.1 / ' I .' '/'. 
ni '1, , (:,,, !ycu-y,'L, 


.
 


. 
.. 


.a 


u 


. 1 


. 


,-
>>>
,
 
.t 


. 


rPm 


I 
 \1. 


y 


# 


l. An.lrz
j Brodziński, rodzony brat Kazimierza, urodzon)'Ioroku 17S6, byl pięć lat 8tarszy. Wplyw 
jego Ailny na naszego wieszcza widzieliśmy oznaczony we wlasnych Ka1.imier.,:a 1I'spomnieniocb. Polegl 
w bitwie pod Berez)'ną 1812 roku. 
Z prac Andrzeja literackich, pozostały w rękopieie przeklady: O R4iladotcani.. Chry
lwa Pana, 
Tomasza a Kempis wierszem, i oryginalna tragedya p, n. Ludgarda. Znan6m jest powszecbnie jego tłuma- 
czenie z Szyn era Dramatu: "D:nnoica Orleań.ka." Dramat ten pomimo usilnych starań Kazimierza, dlu. 
go nie byl przedstawionym na teatrze Warszawskft.l jako przeciwny gustowi i prawił/om, jak mówiono, 
w6wczas klcu.ycr:nym czylifrancuzkim. \V kollcu wreszcie', dyrektor teatru Ludwik Osiński poczynil 
w nim odmiany swoje, i dal na wY8ta
ę w roku 1820. Trudno opisac\ zapal z jakim publicznośc! Warsza- 
wska tłumnie zbiegała się na przedslawienia t6j tragelyi. Znakomici 6wcześni artyści: Werowski, Ku- 
dlicz, Szymanowski, Piasecki, Leducbowska, a p6źnićj zastępujlłca jlł panna Żuczkowska (dzisi'1sza pani 
Halpert) zdawalo się, te nowemi talentami zajaśnieli. . 
W rok p6źniej, Kazimierz pragnlłc utrwalić pamięć ukochanego brata, tłumaczenie to bez iadnych 
odminn wydrukowal p. n. 
"Dziewica Orlvańska, tragedya romantyczna z Szyłlera, polskim wierszem przełożona, przez An- 
drzeja Brodziński8Ko, wystawiona pi6rwszy raz na teatrze narodow)'m w miesiącu grudniu 1820 rokn 
z dodaniem r6żnych poezyj tłumacza. Warszawa, nakladem i drukiem Zawadzkiego i Węckiego 1821, Ska. 
W
'danie to wkrótce wyczerpanem zostalo, Kazimierz w przemowie swoj6j, tak zakończyl czule wspo- 
mnienie o ukochanym bl'llcie. 
..Skromne i czyste bylo twe iycie, r6wnie jak prosta muza twoja. Pamięć o tobie pozostnnie t)'lko 
'W sercach tych, klórzy cię znali; ja, pr6cz miłości braterski6J dochowuj
 ci wdzięczność za przewodnictwo 
i wzory twe dla mnie w zawodzie życia i naukę: pami
tny na nie, niemi się pocieszać, niemi naślado- 
wllc! cię pragnę, at do połlłczenla się z tob"." 
Co do talentu. żadnego z Kazimierzem nie.wytrzyma por6wnania, lubo przyznać naleiy,' ie on to 
w naszym wieszczu obudzil uczucie poez)'i. Przekład Szyłlera Dziewicy Orleailski6j, w swoim czasie miał 
wieHr.ie dla nas literackie znaczenio; a lubo wi6rsz gladki, wierność w wielu miejscach ścisla, latwość 
wyslowienill, to sił zalety okazujące zdolność tłumacza; wyznw!jednak naleiy, t:e całoŚĆ i duch tego drama. 
tu, nie za.luguj, na chlubne wspomnienie. Cały zapał religijny, liryczność. znikły w tym przeklRdzie. 
Dziś przy tłumaczenin A. E. Odyilca tak cudn
m, Brodziilskiego, d? wspomnieil tylko bibliogrnficznych 
moie mi6ć prawo. 
2. Ki6dy K. Brodziński w roku 1818 w P4m
tni1ctł War.zalO.kim ogłosił swoję rozpraw
 o 1cla.ay- 
czno.ci i romant1lcznoJci. slużyl wtedy w Kommissyi Spraw Wewn
trznych z plaCli miesięczn, złp. 90. 
Ubogi, cichy, wchodzi raz wezwany do świetnych salon6w zwierzchnika swego, kt6ry w6wczas i pi6rwszy 
w kraju piastowal urząd, i trzymał berlo literatury w Warszawie. a wydawane przezeil d:deła, niepr..erwa: 
ną koleją, przez wszyatkich WlIl'8ZlIwakich literatów pod nieba wynoszone byly. Na stoliku, leial świeżo
>>>
24 


. ' 


wyszły exemplan P/JnŃfflliło. Zw1encbnlk sk06czywszy m6wlc! o rzeczy. dla kt6r4!j wezwał Drodzl6skle- 
go. obr6cil siO ku stolikowI. 
.- C6i tam Wacpanowle plszecie?-zapytał. I przewracaj,c niedbale karty Pami\)łnika, ukazał niby 
nieznacznie. io w miejscu, gdzie była jego r6zprawa, kart nie przeci
o. Prawdziwie cbrześoia6ski6j ła- 
godności Drodzińskl. twarz.t nawet nie ukazał najmniejszego wzruszenIa. Mi1cz1łO, akromnie siO ukłonil 
i odszedl. Dzi
 o tylo nlegdy
 sławionych dziełach jego zwierzchnika zupełnie prawie zapomniano. a przy- 
najmniej nikt ich nie czyta: rozprawa zaś Drodzi6skiego. jak gwiazda stała. świeci na widnokr
gu literatu
 
ry krajow6j: bo now, w nit!j epok
 stanowi. 
(Dominik Chodśko. Wzmianka o tyciu i pismach Kazimklrza Drodzi6skiego. Dzieła K. Drodzińs1de- 
go. Wilno 1844 roku. Tom X). 



 
 
1",:..1 

,'. 
 


. 


\'
>>>
l 


\ 


-- 


IlORACY VERNET. 


Łal1Vo
 7'intorsta w tworzeniu wielkich przedmiotów, 
i w objawieniu, bez przymusu, pomysł6w swoicb, nie dozwa- 
lala mu w)'kończat! wszyslkich części obrazu z t'ł dokladno- 
icią, z jakąby wymagano; bo przekładał po
hwycenie polotu 
wyobraźni nad w)'kończenie dzieła. Kied)' malarze flamandcy 
przybywszy z Rzymu, pokazywali mu obrazy wykolIczone 
z największ'ł dokładności,!, zapytal ich, wieleby CUBU i sl&' 
rań potrzebowali na icb wypracowanie? Olrzymawszy 001'0' 
wiedź, ie kilka t,"godni, chwycil czarn'ł kr
dę, w trzech rzu- 
tacb wyrysował na płótnie figur
, nucil kilka cieniów, 
a obróciwszy się potem do cudzoziemców: "Ot6ż, zawołał, 
my biedni malarze weneccy, takto jesteimy przyzwyczajeni 
wykończat! nasze obrazy. 
Rozmowy o iyciu malarzy przez Felbiana T. lU, str. 226. 


pierwszych latach podczas reatauracyi, w domu na dole' przy 
,- ulicy Męczenników w Paryżu, była obszerna pracownio. ma- 
larska, cały dzień natłoczona, nnjha'asliwsza i najciekawszn 
ze wszystkich pracowni }'rancyi i Nawarry. Przedmioty, sa- 
la i obecni w tejże, przedstawiały tę sarnę powierzchowność i też' 
s:,me rysy. Nie byłato pracownia kJs8syczna, ze wszystkiemi 
- ,jej gratami oJimpijskiemi, greckiemi, lub rzymskiemi; ani też ro- 
mantyczno. ze swćm średniowiecznćm dziedzictwem, lecz byłn- 

 to pracownia wojaka, w eolem znaczeniu tego wyrazu. Całe ściany 
były ozdobione pamiątkami rzeczypospoJitl
j i cesarstwa; tam widzil
 
\} 'można było żołnierzy francuzkich w różnych mundurach i pozycyach, 
1 na załodze, w obozie, na rewii, na biwaku, \V czasie szturmu, przed, 
w ,zasie i po bitwie; piechota, konnica. ortyllcrya, defilowała, nacierała, grzmia- 
ła z armat pod surowem okiem Bonapartego, \V szarfie trójkolorowej i z dłu- 
giemi włosami, pierwszego konsula. lub cesarza NapoJeona. pieszo lub na 
koniu, w szarym' surducie, lub zielonym mundurze gwardyi strzelc6w. Tu 
. i owdzie jaśniały h-ofea armii zwycięzkiej, manikiny czyli modele, w unifor- 
4 


-
>>>
,... 


- 


20 


mach wszelkiego rodzaju, konie z t-cktury, a częstokroć i ży,,'e konie, które 
mniej więcej ulegle przyjmowały postawę do malowania, pod tymczasowym 
lVluratem lub znimprowizowanym Napoleonem. 
Wśród tak pięknego nieładu, przed stalugami zbiwszy się w gromadę 
generałowie, pułkownicy, kapitanowie na połowie żołdu będący, probowali 
jako amatorowie artyści, odmalować bitwy w których byli uczestnikami; a nic 
mogąc już więcej na polu walki zabijać nieprzyjaciół, poprzestawali na rą- 
baniu ich na płótnie; młodzi oficerowie znudzeni nieczynnością garnizono- 
wego życia, przychodzili tu szukać rozrywki, ucząc się rodzaju mnlarstwa. 
najlmrdzićj odpowiedniego ich skłonnościom; wielka zaś liczba cywilnych, a jc- 
dnakże duchem wojowniczym przejętych, jużto probowała naśladować mi- 
stl'za, jużto okrążywszy stalugi, mierzyli oczyma wszystkie obrazy, kryty- 
kując postawę, ruchy, wyraz lub obrót. . 
, Tak zaludniona pracownia przedstawiała często potrójny widok: sali 
naukowćj, koszar, luh sali do fechtunku. Podczas, gdy jedni \V milczeniu 
i z uwagą zagłębiali się nad wykończeniem grenadyera. starej gwardyi, bi- 
waku lub walki, drudzy śpiewali na całe gardlo jaką piosnkę Beranżera, 
ci III
lJlJili do nttnku siedząc na bQbnic, owi ćwiczyli się w rohieniu bronią, 
lub dęli w trąhy i rogi. Ówdzie znowu, dwóch młodych trzpiotów zakasa- 
wszy rękawy u koszul, z sygarem w ustach, z palctą \V lewej a rapirern 
w prawej ręce, doświadczali swej zr
czności, ku wielkiemu zadowoleniu ota- 
czających ciekawych świadków i sędziów, wymierzanych ciosów. 
W tymto chaosie przcchru.lzał się człowiek trzydziestoletni, dość nizkie- 
go wzrostu lecz żwawy, dobrze zhudowany, silny, z okiem żywćm, rudlami 
szyLkiemi, rysów twar.zy szczerych, męzkich i stałością nacechowanych. 'Vte- 
ely nic nosił on jC,szcze tych ogromnyc.h wąsów, które dziś jego górną wnr- 
gę zdobią, nIc już posiadał w najwyższym stopniu, w całćj swćj osobic i po- 
rnsżeniach, tę powierzchowność oficera francuzkiego, która ujmuje, i doty- 
1;& jest u J'Jiego wydatną, iż możnaby przysiądz, że całe życie spędził oa 
wojnic. , 
Ten człowiek z obejściem i ruchami wojcnnemi, który dozorując prac 
. uczniów, i poprawiając kontur u jednego, kóloryt u drugiego, władał rapi- 
rem lepiej niż ktokolwiek, i z rówolj łatwością od bębna do trąbki przecho'. 
dził, byłto pan mieszkania, Iloracy Vernet, którego imię powtarz31y wszy- 
stkie usta, którego obrazy odrzucone w ówczesnych salonach jako niesfor- 
ne, ściągały cały Pary
 do pracowni, aby oddać hołd należny temu, który 
wkrół;(,e stać się miał malarzem najsławniejszym , najpopularniejszym i naj. 
ol
fitszym. . 
Talent malarllki dziedzicznym jest w rodzinie Vernetów: i tak pradziad 
IIorncego, Antoni Vernet, był głośnym i znanym malarzem w Avingu.on; 
syn jego KhtUdyusz Józef urodzony tamże 14 sierpnia 1714 roku. pozostawał 
przy ojcu do lat 19 ksztalcąc się pod jego okiem, poczćm udał siQ do Rzy- 
ruu. Okoliczność czysto przypadkowa, iż podróż tę morzem odbywał, sprawiłn 
rozwinięcie jego talentu, gdyż w swoim czasie zyalcuł sławę i imię pierwszego' 


. 


.
>>>
27 


-- 


malarza widoków morskich. Po dwudziestu dwu latach pobytu we "'loszcch, 
na żądanie Ludwika XV powróciwszy do Franeyi, otrzymał miejsce mala- 
rza królewskiego, i polecenie wygotowania widoków, celniejszych portów frnn- 
cuzkidł. W czasie przeprawy z I...iwuruo do Marsylii, Klaudyusz Józef od. 
znaczył się rzadkim heroizmem artystycznym. W siadłszy bowiem na Je1uke, 
miotany straszną burzą, w chwili g-dy "tatek już miał zatonąć, gdy cała osa.- 
ua oddana rozpaczy oczekiwała tylko śmierci, natchniony malarz kazał się 
przywiązać do wielkiego masztu, i tam zachwycony wspaniałem widowiskiem 
wzburzoncgo morza, z tekli szkiców \V jednćj, a ołówkiem w drugićj ręce, nie 
przerywał swej pl'llcy, jak wykrzykiem od czasu do czasu, jakte to pirkne.' 
(Wnuk jego Horacy zrobił z tćj sceny obraz. ua.ny na wystawę w roku 1822, 
a który dziś znajuuje się w galeryi Luxemburskiej). 
Łatwość z jaką. ten malarz wykonywał swe obrazy, jest gouną wszelkie- 
g-o pouziwu, bo ou Czasu jego przybycia do Francyi aż uo śmierci, tojest 
od roku 1752 uo 1789, wykończył więcej niż uwieście tak marych ja.k i wię- 
kszych obrazów, a z tych muzeum w Luwrze posiada ('zterdzieści ośm. 'V szy- 
stkie one, nawet późniejsze pokazują jawnie młodzieńczą czerstwość miŁ'trza, 
która najlżejszym nawet jego szkicom, pewną wartość naduje, n ztąd są one 
bardzo poszukiwane. 
Syn Klaudyuszn. Józefa, imieniem Antoni, Karol, Horacy, znany tylko 
pod jednem KI11'ola, urodził się \V Bordeaux 1758 dnia 14 sierpnia.. UczljC 
się u swego ojca, już \V roku 17 życia, pierws;:ą, a w 23 drugą nagrodę pa- 
. ryzkiej akademii otrzymał. Poczem jako peQsyonarz królewski uuał się do 
Rzymu, a \V roku 1787 po wykonaniu wielkiego obrazu przedstawiającego: 
tryumf PawIa Emiliu8za, powołany został do zasiadania w akl\demii królewskićj 
malarstwa, obok ojca. Wypadki z cząsów eesarst\V
, posłużyły mu za obfity 
materyal do wykonania wspaniałych obrazów, jakiemi są bitwy: pod lłivoli, 
Marengo, AU8urlitz. Wagram, Wejście do Med!Jolanu. Odjazd marszalMw i t. u. 
Dowcip i zręczność w przedstawianiu, osobliwie ZIlŚ pdnc życia konie, każą 
zapominać uBtcrków jakie tu i oWlbic w jego obrazach dopatrzćć można: 
Jego polowania i studya z natury, Sił bardzo poszukiwane, gdyż odznaczaj:! 
się żywością i śmiałością, \V czćm tylko syn Horacy rywalizować z nim 
może. Umarł on \V Pllryżu 27 listopada 1836 roku, mając lat siedmdzie. 
si:!t ośm, i widząc sławę swego imienia zwi
kszoną i rozszerzon=) przez 
syna. 
Najsławniejszy. i ostatni z tćj rodziny artystów jest Iloracy Vernet, UI"O- 
dzony w Paryżu 30 czerwca 1789 w galeryi Luwru, guzie micszknli jegu 
ojciec i dziad. Chęć do mal:lratwa objawiała się od lat nnjmłodszych, ho 
zaleuwie pisa
 umiejąc, wyszukiwał zawsze pilnie kn.wllłl.:ów ćzystego pa- 
I)ieru, aby na nich gryzmolić żołnierzy, 
Posyłany przez jakiś czas od swego ojca, do pracowni Vinccnt'n, aby 
tam nauczył się rysować z natury i starożytnych wzorów, niedlugo mógł 
_ wytrwn.ć, bo zbadanie antyków moJo go zajmowało, Mając lat dwadzieścia 
i \11egły woli ojca, który go o to prosił, próbował przedmiotu Uassy(,zne- 



 


. 


...
>>>
28 


.' 


go, wyznaczonego na konkurs do wielkićj nagrody w Rzymie. Nie po- 
wiodły się jego usiłowania, i w chwili 
dy (
hybił swoim mitologicznym obra- 
zcm, wykonał dla fantazyi jeden z najlepszych obrazów rodzajowych przed- 
stawiający wziecie reduty. 
Szkoła grecka Davida doświadczyła także przekształcenia; pod wpły- 
wem wielkich wojennych wypadków tego czasu, usiłowała przybrać chara- 
kter współczesny z pomoc'ł Bzat i przedmiotu, lecz tło zostało zawszc 
k1ąssyczne. Byłato zawsze ta sama pogarda naśladowania wprost z natu- 
ry, a taż sama wyłączna miłość modelowania nl\ płótnie. 
Jeden z pisarzy (I) maluje dość żywo tę stałość dla podań greckich 
w obrazach wojenny(:h z czasów cesarstwa. "Świetne.i nagłe poruszenia, 
mówi on, wojsk francuzkich, które jak niegdyś Rzymianie, przebiegły świat 
cały, zapał i natchnienie żołnierzy, gieniusz dowódzców, bez wątpienia na- 
tchnęły te arcydzieła zupełnie nowe, ludziom mniej zajętym starożytną sztu- 
k
 i f()rmamiO greckiemi. W skutek tego, zamiast przywodzić na pamięć 
to co widzieli, i malować bohaterów XIX wieku, walczących, umieraj
cych 
i odnoszących tryumfy w ich oczach, wszyscy wielcy artyści owego cza- 
su, (z małym tylko wyjątkiem) uważali za niegodne siebie, tę naturę obe- 
cną i rzeczywistą, pozostawiając staranie o nićj tym, których pogardli- 
wie nazwali malarzami rodzajowemi. Sami, trzymali się swych płaskorzeźb, 
poprzestając na przyodziewaniu starożytnych posęgów stokrotnie już mn- 
lowan)'ch, w ówczesne szaty. Herkulcs u nich, okrywał w pancerz swe sze- 
rokie barki i szeroką wywijał szablicą. Bachus przywdziewał mundur hu- 
zari!ki, Apollo grcnadyerski, Dyana i Venus zostały wiwandierkami, a'Ku- 
pido doboszem." , 
lIorqcy Vernet był człowiekiem którego potrzeba było, aby otworzyć 
drogę postępu ostatecznego przeciwko szkole płaskorzeźbiar8kiej. Z wiel- 
kim zapałem, wyobraźni'ł i dowcipem, mają.c prócz tcgo wytknięt'ł sobie 
od ojca drogę, wziął się do malowania żołnierzy, tak jak ich wszędzie wi- 
dział, przedlltawiając bez napuszenia i przesady, wojenne sceny i bitwy. 
Glównie odznacza się tmfnem uchwyceniem punktu, nn który zwy- 
cięzka armia skierowan'ł ma uwagę. a oddaniem poruszeń linij bojowych 
przepowiada wypadek hitwy. Uównie jak i dziad jego, odznacza się nadto 
łat\Vości
 wykollania, i czy to przedl:!tawia sceny z domowego pożycia, czyli 
wiejskie uroczystości, czy zdarzenia na polowaniu. czy Mż kryjówkę zbój- 
ców, wszystkoto z tak
 prawdą. i właściwym sobie charakterem oddaje, 
że mu każdy -wyższość przyznać musi. Ztąd ogół ogłosił go pierwszym 
malarzem, gdy jego tak często litografowane: iQl1lierz rolnik. tolnierz zpod 
Waterloo, rozlały zachwycenie po całej }'rancyi. O psie pulkowym, i koniu 
trebacza mówiono powszechnie, że to s
 małe poematu., które doskonało. 
ścią. 
woją, wznoszą siQ wyżej nad wielkie epopeje. Zamieszki 6wczesne nic 
wsŁr2;ymały prac VeJ'llcta. wydawał 011 ciągle pocmat za poematem, 11 tak 


(I) Frrd
I.)'" JlIercey. 


.
>>>
29 


zaimprowizowane pojnwiły się stopniowo, bitwa pod ToloBo, rogatka Kli- 
szy, ostatni ładunek, Amierć Poniatowskiego, obrona Sarag08sy, 'W!Jrznięcie ma' 
meluków w Kairze i t. d., słowem tysią.ce innych obrazów, opuszc'zając już 
portrety, widoki morskie, krajobrazy, polowania i t. p. W roku 1822 obrazy 
Verneta wystarczały do zapełnienia jego ogromnej pracowni, a gdy przy- 
tltęp do Luwru był im jeszcze wzbroniony, publiczność sama oglądać je 
chodziła. Jedynym w swoim rodząju jest obraz przedstawiający Mazep'J na 
koniu, wykonany wedle poematu Byrona. \V muzeum Karola X wymnlo- 
wał na suficie papieża Juliusza: II, gdy ten w towarzYl1twie Bramantesa, 
l\Iichała-Anioła, i Uafael11 roboty około Watykanu i kościoła Śgo Piotra 
rozporządza. W roku 1830 ukończył wielki obraz prze«1stawiający papieża 
w chwili, gdy wyciągnąwszy nad ludem ręce, błogosławi mówiąc: urbi et orb;. 
. Kilkokrotne po«1róże do Afryki i na Wschód, usposobiły go do przedsta- 
wienia scen biblijnych, jakkolwiek według teraźniejszego oryentalnego krQju, 
jak np. Rebfka i Elea;;ar, podobnież obrazy rodzajowe: modlitwa Araba, po- 
lowanie na dzika w pltstY7łi Sahara, wieczór w namiocie i t. d. Między jego 
nowszemi dziełami zasługują. osobliwie na wspomnienie: Judyta i IIolofer- 
nes, Rafael i Michał-Anioł w Watykanie; mianowicie zaś znajdujące się \V mu- 
zeunt Wersalskiem w fiali zwanej konstantyńską, kolosalne obrazy z życia 
wojennego w Algierze, do których, przybył jeszcze w 1845 roku obraz 60 
stóp dlugi, przedstawiający zajęcie Smalli Abdel-kadera. Drobniejsze jego 
prace są niezliczone, lecz nierównt-j są wartości jak np. ryciny do llenryady, 
i życia Napoleona przez Laurcnt.a,. Horacy ztemwszystkiem, jest jeżeli nic 
największym, to bez wątpienia naj szczęśliwszym malarzem; jest on Rubensem 
obecnego czasu, i nikt inny tak różnostronnie go nie przedstawił. Od naj- 
pierwszej młodości, poznawszy technikę, pędzel jego nic zna żadnych tru- 
tJności, przyczem wielki wpływ wywiera własna bogata fantazya, i olbrzymi 
tJ:n przedstawienia. Ż31'tuje on sobie z przedziału, jaki panuje między jego 
obrazami wystawiającemi tegoczesne przedmioty, a wyższemi zasadami stylu, 
wiernie oddaje rzeczywistość, fi wewnętrzny uderzający poetyczny effekt, 
najsroższ:! krytykę rozQraja. 
W licznych podróżach, obejrzawszy kilkokrotnie i ze wszech stron 
to, co najlepiej dla jego palety przypada, obdarzony wytrwałością i na- 
tchnioną !maginacyą, wystawia po większej części własne wypadki, które 
w ciągły podziw wprawiają widzów.- .Jednakże styl jego nie zawsze za- 
spokaja. Sceny ze starego testament.u wyjęte, nie robią bynajmniej pab.yar- 
ehalnego wrażenia, lecz t.ylko do pewnego stopnia podobać się mogą; w in- 
nych tJzicłach, niekiedy siQ powtarza, i utworowi często prędko wykończ 0- 
-nemu, zbywa niekiedy na godności i zaokrągleniu; charaktery jego rzad- 
ko I!ię wznoszą nad naturę, w kolorycie objawia się przy biegłości, brak 
zgoiły i zamiłowanie farb jaskrawych. Lecz przy tych wszystkich niedo- 
stIltkach, jest tam jeszcze tyle wielkości i piękności, że Vernetowi słu- 
sznie przyznać należy miejsce pićrwszego malarza naszych czasów. Od 


- 


-
>>>
30 


roku 1827 członek akademii paryzkiej, zaś od 1828 do 1835 dyrektol' 
francuzkiej akademii w Rzymie, żyje obecnie zajmując miej8ce w wyższych 
towarzystwach w Paryżu. Z małżeństwa posiada tylko jedyną c.órkę, którą. 
wydał za Pawła De lę.-Roche. 


.. 


- 


. 


- 



 



 


.
>>>
,. 


.. 


'VIKTOR IlUGO. 


wiat literacki i poetycki, równie jak i świat polityczny, ule- 
ga przeobrażeniu. Tet same powody, któl'c zmicniają oblicze 
społeczeństwa, zmieniają zarówno oblicze litem tury. W strzę- 
, śnienia w polityce i literaturze, nie zawsze jednocześnie przy- 
padają, nie ulega wszakie wątpliwości, 2e wypływają z siebie na- 
wzajem. Nie zawsze literatura bywa organem ducha swego cza- 
su, zwłaszcza \V chwilach gwałtownego.wzburzenia. 'V ciągu krwa- 
wej w dziejach Franeyi epoki pomiędzy zgromadzeniem narodo- 
wem a kODsulatem, literatura. fracuzka, pel na przesady, pstrocizny 
i nadętości, nosila widoczne piętrIO zniedol
tnienia, i w tym stanic 
przetrwała. aż do ostatnich lat cesarstwa. Dopóki b-wa dzieło zni- 
szczenia, poczya jakoby owad w stanic poczwarki. zasklepiona głęboko, 
oczekiwała stosowni;j pojawienia. się pory; lecz gdy zwaliska. społecznego bytu. 
gruzami zalegają ziemi obszary, gdy milknie szczęk orc:ża, a pług i radło, 
pruć zaczynają. krwią. skropioną niwę. wówczas poezya. przebija chwilową po' 
włokę, i ukazujc się w nowym blasku, odmienną. zupełnie przyodziana. barwą. 
Zważmy owe olbrzymie poetyczne postacie zacząwszy od Homera aż do 
Ch!tteaubrianda: każda z nich 'pojawia się po gwaltownem wstrząśnieniu świa- 
ta, albowiem kaida zmiana w stosunkach spólecznych. rodzi uiewątpliwie ró- 

 wuą zmianę w litÓł-'atuf
e. Taki jest odwieczny i bezwzględny porządek świa- 
ta. Rzucać kamieniem na. nowo wschodzącą. sławę, w imieniu zdawna jnśnie- 
jącćj sławy, chcieć zakreślać granice duchowi ludzkiemu, zasłaniać się od przy- 
szłości. chociażby najświetniejszym przeszłości okresem, byłoby szaleństwem 
nie do przehaczcnia. 
Gdyby się dziś pojawił nowy Rasyn, gdyby napisawszy llereriikę luh 
nrytanika, ośmielił się przedstawić je na ' ncuzkim teatrze, sztuka byłaby 



 


-
>>>
- r 


3:1 


II' 


niewątpliwię odrzuconą, lub przynajmniej nieocenioną dostatecznie. UmY8ły 
wybrane złożył)'by hołd niezrównanemu wierszowi, cudnie oddanym uniesie- 
niom miłości lub zemsty, głębokiej znajomości serca ludzkiego, lecz tłum 
spoglądający okiem swego czasu, pojmujący duchem swej epoki, pozosti\łby 
zimnym i niewzruszonym , albowiem tak rozkład dramatyczny, jak i rozwi- 
nięcie namiętności owego czasu, obceby były dzisiejszym jego wyobrażc:niom 
i obyczajom. Ktokolwiek chciałby temu zaprzeczyć, przytaczając wrażenie 
sprawione cudowną grą panny Rachel, niech się zastanowi, że jeż
li dla pe- 
wnej liczby widzów przedstawienie klassyczn£-j tragedyi, otwiera obszerne pole 
badania, tłum wielbi jedynie niezrównaną grę mloMj artystki. 
. , Zdanie to nie powinno być uważane za targnięcic się zuchwałe na Ra- 
syna. Lecz jeżeli potomności niewolno strącać go z wyniesicnia, no. którem 
gicnialny tragik spoczywa od dwóch wieków, równie niewolno wstępować nie- 
wolniczo w jego ślady. Twórca Fedry i Atalii, pozostanie na wieki jednym 
z pierwowzorów piękna, błyszczących od czasu do czasu no. łonie wieków, lecz 
obok tego piękna bezwzględnego i w8zechstronnego, istnieje w. sztuce inny 
rodzaj piękna, względl1ego, zmiennego, ulegającego przeobrażeniu, wraz z okre- 
sem, którego jet!t odhlaskiem, piękno. leżącego raczej \V kształcie niieli w za- 
sadzie. Rasyn posiadał je w pełni w XVII stuleciu, dziś utracił je zupełnie, 
albowiem świat postqpił o dwa wieki, a dzisipj
za Francya niepodobna do 
Francyi za Ludwika XIV. 
Niepodobna wszakże przyznać, ażeby epoka nasza znalazła wyrażenie 
swej myśli dramatycznej, w najwyższym stopniu potęgi w osobie Wiktora 
Hugo, że szpetność podniesiona do ideału, prawdziwem jest pięknem w sztu- 
ce, że Marion Delorme lub Hernani, szczytem są doskonałości. Stronl\ dra- 
matyczna nie jest zapewne naj piękniejszą sb.oną 'Viktora Hugo, a krytyko. 
dowiodła dostatecznie, że jeżeli klassyczna jednostajność, chłód i czczość, nu- 
dzi w sztuce, niemniej razi wszelka nieloiczność, nieprawda. oraz wszelko. 
sprzeczność z wzruszeniem duszy, uczuciem serca., i z potężnym instynktem 
przyrody ludzkiej, chociażby te zboczenia przyodziane były w ponętną szatę 
romantyzmu. 
'Viktor Hugo urodził słę w Besanc;on 26 lutego 1802 roku. Ojciec jego 
Zygmunt Hugo, był jednym z pierwszych ochotników walczących pod sztan- 
darem Rzeczypospolitej, matko. córka właściciela okrętu w Nante
ańdejka. 
rodem i sercem, była. jedno. z najza.gol'znlszych stronniczek ko . . - Dwoiste 
wrażenia otacznjąc kolebk
 poety, szerokie koło zakreślał _go wyobraźni, 
zasilały w duszy, niewyczerpane źródło nntchnienia, serce. o kołysane wspo- 
mnieniem świetnej prżeszłości, biło pod wpływem...Av
 .ch na. przyszłość 
nadziei. .1 
Wiktor Hugo zrodzony wśr6d obozu za najświctniejezych chwil celilar- 
stwa, wiek dziecinny spędził na. tułact,wie, wpośród wrażeń wszelkiego rodza- 
ju, co usprawiedliwia przedwczesne liryczne nnt!trojenie jego duszy. Jako 
prawdziwe dziecię obozu, postępował w ślad za olbrzymim krokiem N apole- 
ona. "Nim żyć zacząłem, mówi Wiktor Hugo, przebiegłem Europę," j:\koi rze-
>>>
l 



 


l 


33 


. 


czywiście, w piątym roku 
ycia dostał się na wyspę Elbę, następnie do Rzy- 
mu, przebiegł Włochy, zabawił czas jakiś w Neapolu, wśród wonnych wybrze- 
ży, nieustającą. umajonych wiosną, poigrał u stóp Wezuwiusza, zadrżnł nic- 
raz na odgłos strzału Fra Diawola, owego poetycznego rozbójnika, którego 
pułkownik Hugo, jako rz
!dca prowillCyi Arelino ścigał, wśród gór kala- 
bryjskich. 
Młody 'Wiktor wrócił do Paryża w roku 1809 z matką i dwoma braćmi. 
Po tylu burzliwych przygodach, spędził lat dwa wśród domowej ciszy. 'V zra- 
stał pod skrzydłcm mnciCl'zyńskiem wesoło i radośnie, jak wszystkie szczęśli- 
we na świecie dzieci, w towarzystwie miMj dzicwczynki, która w przyszłości 
miała zostać małżonką. poety. "\V owym czasie, generał Lahozie wplątany 
w sprawę generała Mor.eau, chroniąc się przed ścig/ljącą go' cesarską policyą, 
. , 
znalazł przytułek w'domu pani Hugo. Smiała "V
ndejka, przechowywała przez 
lnt dwa znakomitego zbiega, a generał w nagrodę doznanej gościnności, uczył 
małcgo "\Viktora, składać zgłoski na księdze Tacyta, oraz szczepił w serce 
jego zaród własnych wyobrażcń., który wydał owoc w przyszłości, zwlaszcza 
gdy w roku 181 I, generał odkryty zdradą, wtrącony został do więzienia, 
a następnie rozstrzelany, wraz z generałem MaIlit nil równinie Grenclle. 
W kilka miesięcy po uwięzieniu generała Lahozie, ojciec 'Wiktora,' po- 
dówczas generał i marszałek dworu króla Józefa, wezwał żopę wraz z dzie- 
ćmi do :Madrytu. Młody 'Viktor, czerpał nowe i niezatarte wrażenie, pod 
wplywcm hiszpańskiego nieba, cudnych widoków,-. nadewszystko poetycznych 
ws'pomnień starej Kastylii, krwią skropionej na nowo. Śmiały, wzniosły polot 
myśli, kastylską budowę wicrsza, południową okwitość wyobrażeń, winicn on 
może w części, długiemu pobytowi na Iberyjt'kim półwyspie, a w dziesiątym 
roku życia, gdy inne dzieci. prozą zaledwie wyrażać się poczynają, młody 
'Wiktor, mclodyjnym wierszem, objawiał doznawane wrażenia, 
Spędziwszy rok w lizkole szlacheckiej w Madrycie, Wiktor powrócił do 
kraju z końcem 1812 roku. Tam go zasłała pierwsza restauracya, przyjął ją 
z zapałem poą wpły\vem wandcjskiego unicsienia swej matki. 
Sprzeczność widoków politycznych, zadrażniła jeszcze zdawna istniejące 
ł
ałżeńskie niesnaski pomiltdzy panią Hugo a generałem, skutkiem tcgo na- 
stąpiło prawne rozłączenie. W czasie stu dni, 'Viktor na żądapic ojca, oddl1- 
ny do szkoły politeclmicznćj, uczył się niechętnie Dauk matematycznych, a ca- 
łą zdolnośĆ' młodzieńczą, z nicsłychanym zapalem skierował do poezyi, nie- 
które też utwory pozostałe z owego czasu, godne są późniejszego poety. 
W roku 1819 posiedzenie akademii Tuluzkiej przysą.dziło młodemu poe- 
cie d wie. nagrody, w następnym zaś roku, skutkiem podania do konkursu 
pięknej poezyi pod tytułcm Mojżesz, taż akademil1. przyznała Wiktorowi 
Hugo, stopień magistra w wydziale sztuk pięknych. Od tej chwili, zajaśniał 
we Francyi gieniusz młodego wieszcza, a dwa h\tl1. spędzone wśród pracy. 
walki, trudów, szczęścia i sławy, zapewniły mu świetne stanowisko w lite- 
rąłllrze fl'll.ncuzkiej. 


: 


J
>>>
. ' 


3-1 


Tu, rozpoczyna się piękna epoko literatury podczas restauracyi. Kraj 
wychodzi z bezrządu i zamieszania. Smak ogólny, zwraca się. do prostoty 
i rzeczywistości. Ziarno wychowania. rzucone Zll eża.sów cesarstwa., świetny 
wydaje owoc. Starożytność lepićj jest pojętą, urok średnich wieków 8łusznie 
oceniony, nauka. obcych języków upowszechnia. się, duch postępu !:Iilnie się 
rozbudza. Zpośród nadętej, głośnej- ą próżnej literatury cesarstwa, dwie tJfko 
ocalały sławy przedwcześnic pojawione, dwaj apostołowie poczyi, dwic po
- 
gi ducba zbuntowanego: Chateaubriand i pani Stne!. Dwie pochodnie u sta- 
rożytnego zapalone ogniska, poprzedzają, oświecają i wskazują. drogę nowe- 
mu pokoleniu. Słychać z czterech stron świata zbudzone wicszczów pienia. 
Goethe, Walter-Scot, Byron i :Mll.nzoni, stanowią jakoby odmienne tony 
jednej bratnićj pieśni. Kazimierz Dclawigoe, Alfred.de Vigni odzywają się 
po raz pićrwszy. Lamartine nakoniec daje słyszeć śpiew łabędzi. Wiktor 
Hugo odpowiada mu odgłosem współczucia. Pouniecony szlachetnem współ- 
zawodnictwem, łamie z zapulem otaczające go zapory. Doświadczony nieszczę- 
ściem, albowiem utracił matkQ, oudalał się od ojca przez uczucie uumy. nio 
może złączyć się z kochanką lat dziecinnych z powodu ubóstwa; wobec tylu 
przeszkóu, przyszły dramatyk oburz", się, wre, i zapala dusza jego ciągłem 
podniecana unicsienicm, wylcwa się potężnie, bez ładu, w tworach ognistych 
jak lawa Wezl1wiuszu. Wydaje pierwszy tom w roku 1822 ód i ballad. :Mi- 
mo form klassycznych, olIbija w nich duch średniowiecznej poezyi, słyszeć się 
daje szczęk oręża, odgłos 
ojennego hasla, duch rycerstwa i wiary powie- 
wa ponad wieżami feudalnych zamków, snują. się żastępy zbrojnych rycerzy, 
pięknydl księżniczek, paziów, dumnych i srogich baronów. . 
Dwie pierwsze powieści Wiktom Hngo, lIan Islanł.tyi i Bug-Jo.rgal, 
płodem są dziwnćj i chorobliwej wyobraźni. Bohater pierwszej, dziką jat!ki- 
nię zamieszkuje w towarzystwie niedźwiedzia, wraz z nim żywi się surowem 
mi
sem, poi się krwią ludzką.. 
W powieści llug-Jargnl, widzimy niekształtnego i srogiego karła, na- 
zwiskiem lIabibiah. Obok bezecnych postaci, młody romantyk umieścił pię- 
kne i idealne postacie, Etheli, Ordenera i Maryi, świecące jakhy Madony Ra- 
fcacla, wpośród szatańskich figur IIolbejna. 
Już wtedy objawiać się zaczęła w Wiktorze Hugo, wyraźna dążność do 
ustawicznćj sprzeczności pomiędzy dobrem a złem, pomiędzy pi
knem a szpe- 
tnością, czyli raczćj szczególne uprzedzenie na korzyść ostatniej; na której 
osnuł późnićj sw6j systemat dramatyczny. 
Tymczasem, coraz świetniejsze miejsce zajmował w literackim świecic. 
Zrazu okazywał się gorliwym rojalistą, wydawał na wet pismo pod tytułem: 
"Konserwator literacki;" wszakże im większij nabywał znajomoś
i świata 
i ludzi; tem wyraźniejszej zmianie ulegało jego przekonanie, stygł zapał do 
tronu, wrażenia poetyczne inny objawiły kierunek, a barwa klassyczna ustę- 
powała przeli duchem nowości; Pomiędzy pierwszym tomem ód i ballad, 
a trzecim wydanym w cztery lata późnićj, wyobrażenia jego polityczne zmie- 


II
>>>
r 


. 


" 


ł 


II 


. 


3.) 


niły się zupełnie, utwory za
 poetyckie, poczęły coraz wydatniej dążyć uo 
zupełnego odszczepieństwa literackiego. 
Przy końeu 1827 roku. Wiktor Hugo wypowiedział otwartą wojnę Ari. 
stotclesowi i Rasinowi, ogłaszając dramat K'I'omwell wraz z długą przedmo- 
wą. 'V owćj przedmowie, zerwał on stanowczo z przeszłośtią i ogłasza się 
apostołem nowej nauki: dzieli ludzkość na trzy epoki , tojest: czasów pierwo- 
tnych; starożytnych i nowożytnych; poezye zaś na trzy wieki odpowiednie ka- 
żdej epoce ludzkości: na odę, epopeję'idramnt; według niego z troistych źródeł 
wypływa poezya w potrójnym kierunku, z biblii, 1I00uera i SZcKspeara. 'V y- 
łącza zuchwale Kornela, RasynH., i \V o'tera z dziedziny Bztuki dramatycznej. 
"Rzeczywistość stunowi charakter dramatu (mówi 'Viktor Hugo); rzeczy. 
wistość wypływa z naturalnego połączenia dwóch typów, szczytności i amie- 
szności, które mają się krzyżować w dramacie tak, jak się krzyżują w życiu 
i w calem stworzeniu. Cokolwiek istnieje w naturze, winno istnićć w sztuce." 
Wiktor Hugo na poparcie swego systematu, napisał Kromwela. Dramat 
ten nieprzedstawiony z powod
 zbytnićj rozciągłości, nic należy do celnif'j- 
szych jego utworów. Charaktery niewydatnie skreślone, szyk dramatyczny 
słaby, główne osoby giną w tłumie figurantów, wszakże kilka prawdziwie 
pięknych lirycznych ustępów podnoszą rzecz całąl 
Po pierwszej dramatycznej próbie, wrócił do poezyi lirycznej, i ogło- 
sił pieAni wschodnie w końcu 1828 roku. 'V tern dziele dosięgnął naj. 
wyższego szczytu poczyi czysto artystycznej, czyli piękności w formie. 
Nigdy dotąd język fruncuzki nie był doszedł do takiego stopnia giętko. 
śei; żaden poemat nic jednoczył w sobie tylu cudów harmonii, delikatno- 
ści, czystości rytmu, bogactwa kolorytu, i obfitości obrazów. Nic dostaje tylko 
myśli, dlatego poemat później wydany pod tytułem: liście jesie1lne, więcćj 
się pows7.ecbnie podoba. 'V styczniu 1829 roku 'Viktor Hugo ogłosił osta- 
tnie chwile na śmierć skazanego, utwór piękny srogą prawdą. Rozbierając 
chwila po chwili wrażenia człowieka oczekującego spełnienia wyroku, rozpo- 
czyno. w te słowa: 
"J estem 
kazany na śmierć! 
"Już pięć tygodni żyję z tą myślą, zawsze z nią sam, zawsze skrzepły 
jej wpływem, przywalony jćj brzemieniem! 
"Niegdyś' o! bo tygodnie wieldem się zd
,ją, byłem człowiekiem jak wszy- 
scy ludzie, każdy mój dzieil, kaMa godzina, każda chwila, napiętnowana by- 
ła oddzielną myślą. Umysł mój młody i bogaty, bl
ał swobodnie w krainie 
urojenia. Ukazywał mi cuda, bez koilca ni ładu, tkając' w nicwyczerpane wzo- 
ry, chropawe i liche tło żywota. l\Iłode dziewice, biskupie infuły, wygrane 
bitwy, widowisko. pełne światła i wrzawy, nocne przechadzki pod ciemnem 
sklepieniem rozłożystych kasztanów l świąteczną barwą jaśniały w mej wyo- 
braźni. Myślałem o czem chciałem, albowiem byłem wolny I 
"Teraz jam niewolnik. Ciało moje "kute w kajdany, w ciemnem jęczy 
więzieniu, inyśl krępuje zarówno mego duchu.. 1\1yśl sroga, myśl krwawa, mysI 
nieprzebłagana. .Tcuno mnie t.ylko ściga przekonanie, jedyna pewność, jedy-
>>>
. 


30 


na myśl: jam skazany na śmierć. Cokolwiek czynię, owa myśl piekielna ści- 
ga mnie, stoi jak groźne widmo u mojego boku, zawistna i samotno. odgania 
roztargnienie, patrzy mi oko w oko, a gdy na chwilQ zwrócę oblicze, lub 
zmrużę powieki, rozbudza mnie zlodowaciałą dłonią. W ciska się w głąb znę- 
kanego umysłu',' w niezliczonych kształtach jak wiecznie powtarzana zwrotka, 
przemawia do mnie wraz z każdem wyrzeczonem słowem, przylcga wraz ze 
mną do obrzydlej kraty więzienia, włsda mną gdy czuwam, czycha na mój 
sen gorączkowy, powtarza się w nocnych marzeniach, w groźnej postaci noża:' 
"Zbudziłem się nagle, nieustannie przez nią ścigany, byłożby to snem, 
zapytałem sam siebie? Tak więc, zanim ociężałe oko zdołało wyczytać stra- 
szną prawdę, w otaczającej mnie groźnej rzeczywie.tości, w wilgotnej podłodze 
mej celi, w bladym płomieniu nocnej lampy, w grubej lnianej odzieży, w po- 
nurem obliczu stojącego na straży żołnierza, w tern wszystkiem, dziwny głos 
szemrze mi do ucha: jesteś skazany. na śmierć:' 
Zaprawdę, niektóre ustępy tego dzieła, zdają się być pisane ognistem 
piórem Danta I 
W kilka miesięcy potem, w dzień urodzin poety dnia 25 lutego 1830 
roku, przedstawiono na francuzkim teatrze Hernaniego. Sztuka dramatyczna 
W silnem była naówczas podrażnieniu. Klassyeyzm bronił z zaciętością pod- 
woi świętego przybytku, od napływu barbarzyńców. Karol X dowcipnie od- 
powiedział na skargi akademii, zaniesione do podnóża tronu: "w obrębie sztu- 
ki, mam tylko prawo do mojego krzesła w teatrze." .Już barbarzyński Szeks- 
pear, przedarł się za mury, pod opiek:) Alfreda de Vigni, i ukazał zdziwio nćj 
publiczności, afrykańską. nagość Otp.lIa. 
IIernani poszedł za nim w ślady, sztandar nowości zabłysnął, a Paryż 
wśród okrzyków tryumfu, gromadził się tlumnie. Pierwsze przedstawienie by- 
ło naj burzliwsze. Zapamiętale oklaski, współ walczyły z szalonem ś'wistaniem, 
wszelako uwielbienia przemogJy, strącono Rasyna z wyniesienia, a Wiktor 
Hugo zupełny odniósł trYUln£ \V szakże i dziś z spokojnym umysłem wy- 
znać należy, że Hernani jest najlepszym dramatem tego poety, pomimo ma- 
łych usterków, niedostatecznego rozwinięcia, nieprawdopodobieństwa, pokrzy. 
wienia historyi, albowiem całość przedstawia dziwny charaktcr ożywienia, du- 
my i wzniosłości, wJaściwy star(
 Hiszpanii, wszl,kże monolog Karola V, na 
grobowcu wielkiego Karola jest cudnej piękności, a postać donny Sol, oto- 
czona potężnym urokiem ideału, postać ta godna uwielbienia Hermmie. 
go, pełna dziwnej ponęty, znać że .'Viktor Hugo nie poświęcił się był 
jeszcze uwielbieniu fizycznćj i moralnćj szpetności, a wrozhukanym zbiegu wy- 
padków i namiętności, cudny urok, dzielnic zastępuje uczoną, lecz zimną i bo- 
jąźliwl!o symetryą Arystotelesowskich tragedyj. 
Dramat Marion DelorTlł6, przedstawiony po rewolucyi lipcowej, lubo po- 
tężny namiętnością i zapałem, pozbawiony uroku sceny, mniej zajmuje od po- 
przedzającego. Znana postac Marion, niedokładnie uosabia uczucia szlache- 
tności, miłości i powagi. Richelieu, ów bicz boży na feudalną arystokracyę,
>>>
37 


. 


morduje wicdziony pragnicniem krwi. Charakter LlJdwilm XIII słaby, nieśmia- 
łY7' skreślony jest dokładnie. 
Lubo sami wielbiciele Wiktora Hugo, powstawali na zbyt śmiale znie- 
ważanie dziejów. wszelako poeta w nowym dramacie pod tytułem: Król 8iIJ 
bawi, przedstawionym w 1832 roku, Coraz daIej postępuje obraną drogą. Po- 
mimo niezaprzcczonych piękności, nie godzi się zaprawdę, aby poeta taki 
jak Wiktor Hugo, odzierał wszelki urok z poetycznej postaci świetncgo zwy- 
cięzcy pod Mazignau, nieszczęśliwego bohatera Francyi, mecenasa nauk i sztuk 
pięknych, przyjaciela Leonarda da Vinci i Cellinicgo, słowem króla poety, 
brata swego w sztuce. . 
Jeżeliby zgubna dążność zdzierania wszelkiego uroku z dziejów, miała się 
upowszechnić, możeby za jakie lat dwieście, natchniony dramatyk przedsta- 
wić chciał Napoleona, jęczącego pod rlJ.zami Hudsona-Loewe. 
Odtąd Wiktor Hugo, coraz bardziej poświęcił się uwielbieniu szpetno- 
ści. Lukrecya Borgia, Marya Tudor, Angelo, a zwłaszcza Ruj-Blas, przed- 
stawiają r6żnorodne połączenie naj szczytniejszych natchnień, oraz najobrzy- 
dliwszych okropności. Z powodu zbytniego zamiłowania nieustannej sprze- 
czności, pomiędzy różnorodnemi zupełnia żywiołami, dramatu. 'Viktol''1 Hu- 
go, przedstawiają. niekiedy stronę nicloiczną i nieprawdo podobną, a zbyt czę- 
ste przejścia z jednego wrażenia w drugie, nazbyt utrudza umysł widza, i czy- 
telnik:,. 
W romansie historycznym pod tytułem kościół NajświfJts::.ej Panny pa- 
,.yzkiej, który jest bez wątpienia arcydziełem Wiktora Hugo, ów £'1.talny p.y_ 
stemat rozwij:J. się w pelni. Poeta do tego stopnia opanowany jest główną 
swą myśl:), że ostatni rys poś\yięca skreśleniu Esmcraldy, owego typu naj- 
czystszej piękności, w objęciach Quasimoda najzupełniejszcgo typu szpctności, 
w kostnicy Monfamon, i pozostawia czytelnika pod wpływem obrzydłego 
i strasznego wrażcnia. Lecz ponieważ rama romansu, obszerniejszą jest niżcli 
rama dramatu, mniej to cokolwick razi. Z wielkiej liczby rozdziałów, wy- 
plywa jeduość szczegółowa, zastępująca w pewnym względzie jedność ogól- 
ną, a potem, tylc widzimy w calem dzielc siły i wdzięku w stylu, tyle nau- 
ki, tyle namiętności, tyle gielliuszu, tyle rzeczywistej potęgi, że czytelnik 
w głębi ducha wzruszony, nie ma czasu zdać sobie sprawy z nicsłychani!j 
różnorodności wrażeń, i przerażony ulcga pod wpływem tajemniczej potęgi, 
którą Wiktor Hugo nazywa. koniecznością, a która jest tylko ową tl1jemni- 
cz=!- r6szczką potężnego czarownika, poruszającą wszystkie części, olbrzymic- 
go poematu. 
. Cóż tcraz powiedzieć o liściach je8iennych, owej bujno kwitnącej niwie 
dojrzałego wieku? Któż nie zapłakał czytając modly za ł08ZY8tkich, zawiera- 
jące więcej piękności. niżeli wszystkie może wspomnione dramata. 'W roku 
1839 Wiktor Hugo chcąc zaczerpnąć u samego źr6dła poezyi, przebiegł 
wzdluż i wszerz, piękne nadreńskie kraje. Cuda przyrody, olbrzymie wspo- 
mnienia. zamicrzchłej przeszłości, znalazły wierne odbicie w bogatej wyobra- 
źni poety. W kształcie listów c10 przyjaciela Wiktor Ilugo, złotćm piórem 


"
>>>
38 


opisał owe pełne cudów wybrzeża, gdzie wspaniałe miasta i urocze wioski 
jednoczą się wraz z najdzikszl} przyrodą. Mgła wyścieła wąwozy, obłoki pny- 
czepione do c%oła pagórków, oczekiwać się zdają w niepewności, w którą 
stronę świata wicher je uniesie szalony, poimre lasy starożytnych Druidów, 
czernieją w rozpadlinach gór, obwiane siną mgłą oddalenia., Orły i sępy, 
krążą swobodnie pod sklepieniem nieba, owego nieba zmiennego, to ozłoco- 
nego jasnym słońca promieniem, jakby niebo niedalekich 'Vłoch, to znów 
zabrudzonego czerwoniawą mgłą, jakoby nieba północnej G
enlandyi. 
DnltU poeta czarnoksięzką rószczką, wywołuje życie \V nagich zgliszczach 
sterczących ponad Renem. I zaprawdę dzieło to godne mistrza! 
"One starożytne wieżyce, mówi Wiktor IIugo, jakoby olbrzymie ałupy. wbite 
potężną prawicą feudalizmu, obwiane mgłą marzenia, nieme towarzyszki zamar- 
łych wieków, świadkami były niegdyś wielkich dzieł, słuchały głosu prze- 
szłości! Dziś sterczą ponuro, jakoby wiekuiste ramy strasznego dramatu. 
odgrywającego się przez dziesięć wieków ponad brzegami Renu; dziś smu- 
tne i milczące, kiedy wśród czarnej nocy, księżyc olIzieje białym cnłunem 
11rzerażające ich kościotrupy; smutniejsze jeszcze, kiedy promień słoneczny 
ozłoci ogołocone ich czoła, pełne odwiecznej chwały i rozgłosu, nicestwa 
i zniechęcenia. Dotknięte niszczącą. ręką. czasu, i bardzi
j niszczącą. ręką. czło- 
wieka, patrzą jak kamień po kamieniu spadając z dumnych ich szczytów, 
tonie w głębokich nurtach Renu, jak pamięć dawnej ich świetności, niknie 
zanurzona w głębokiej niepamięci potomnych." 
Obraz Renu zakończa Wiktor Hugo umiejętnem skreśleniem obecnych 
stosunków europejskich. Tu poeta zmieniając dotychczasowe stanowisko, ja- 
ko głęboki polityk, bada u źródła przyczy:ny istniejącego stanu narodów, 
przenika następstwa, uchyla pl'zyszłości zasło
ę. Mimoto nie zapomina, że jest 
poetą. Natchniony duchem przcszłości, wiejącym wśród zwalisk dlnvnych 
Niemiec, twórczą wyobraźnią odbudowywa feudalny zamek Burgrabiów, wpro- 
wadza wśród nich Fryderyka. Rudobrodego, i na wzór Eschyllesa, przeno- 
sząc tylko pole działania z pięknej Tessalii, na niemniej piękne wybrzeża 
Renu, skreśla walkę nowego Jowisza, z nowemi Tytanami, cesarza niemie- 
ckiego, z reńskiemi burgrabiami. Trylogia Burf/rabiowie, przedstawionI} była 
na francuzkim teatrze, w dniu 7 marca 1843 roku. 
Wiktor Hugo wezwany na członka akademii fl'f1.ncuzkićj, w miejsce 
zmarłego Lemercier'a, świetną mową. uczcił prace i zasługi swego poprze- 
dnika, złożył hołd niezłomnej stałości, którą powodowany poeta, nie uchylił 
głowy przed obliczem wielkiego człowieka wieku, uwieńczonego podwójną ko- 
roną, potęgi i gieniuszu. Pan Salwandy odpowiedział na t
 mowę. · 
. Nie dotykamy tu zawodu politycznego 'V. Hugo; ani ZB!lług jakie po- 
łożył na mówilicy: otwarta księga dziejowa obecnych czasów, zapisze je z chlu- 
bą. dla tego poety. 
Mało mamy przekładów dzieł W. Hugo: oto są wszY!ltkie: 
BUf}-Jarf/al albo powstanie to St. .Dominf/o; powieAć historyczna tlumaczoua 

 OT!I!l in u francuzkief/o w: HUf/o. Warszawa 1830 ?'oku 12-ka. 


.
>>>
, I 


39 


,. 


IIeJ'}1ani czyli /lonor kastylski. Dramat JV. Hugo wystawioTlY na teatr;:e 
francuzkim dnia 25 lutego 1830 roku, wytłumaczony na język polski, przez 
s. B. to Puławach 1830 roku: 8-ka str. 134, przekład prozą. 
Dominik l\hgnuszewski i Konstanty Gaszyński, przełożyli wierszem trzy 
akta. tego dramatu, który w rQkopiśmie został. . 
Ogłoszony \V ostatku przekład powieści poetycznpj: KoAci61 Najświetszej 
Panny w Paryź" , jest tak lichy, że zaledwie go tu wspo
Dićć możemy. 
Bruno hr. Kiciński tłumaczył wiele drobniejszych poezyj tego poety: wy- 
szły w jednym tomiku p. n. 
,'-Wybór poezyi pomniejszych 'Viktora Hugo w Warszawie w drukarni 
gazety Porannćj 1840 roku 8-ka str. 162:' 
Są tu przekłady już wierne i dosłowne, już wolne z poezyi wschodnich, 
ballad, dumań, i r()żne wiersze. 
Dla poznania bliżl
 ducha poezyi francuzkiego poety, i talentu naszego 
tłumacza, przywiedziem tu niektóre wyjątki. 


- 


. 


--
>>>
" 


. 


.. 


. 


.. 
, 


OCZEKIWARII. 


, 


\ 
ł 


leż wiewiórko! na dąb bież, 
Na konal'ów wznio.sł}'cll szczyt, 
Co się gną I drżą jak sit. 
Ty bocianie! z twojrj brony, 
Pędem skrzydeł uniesiony, 
Leć klekocząc w wyższe strony, 
Od dzwonnicy, na szczyt wież. 


Stary orle I z twoich gniazd, 
Z gór mających świata wiek, 
Kt.óre wieczny bieli śnlrg; 
I ty czujny w kaidym dzionku, 
Co masz głos I brzmienie dzwonku, 
Bystry, żywy, leć skowronku, 
Wzbij się, wzbij się aż do gwiazd. 


Teraz każdy w miejscu stój! 
Z szczytu dębu, z szczytu wież, 
Przeglądajac wzdłuż I wszerz, 
Patl'1aj pilnie w wszystkie strony, 
. Czy nie błyska hełm złocony, 
Czy nie pędzi kOli spif.nlony, 
Czy nie wraca luby mój?! 


\
>>>
. 


. 



 


CHŁOPIEC. 


, 


o horror I horror I horror I 
SHAKESPEABE. Macbetla. 


urcy tam przeszli, wszystko w gruzach I żałobie! 
Chlo! w)"spa z win sławna, już ()Iko w tćj doble 
Jest dźlką. bczludną skałą. 
Chlo! której pałace, nadbrzeża, I bor)", 
Odbijały Się w morzu, glly w ciepłe wieczory 
Młodzieży grono skakało. 
Wszystko pustynią. Lecz nie! Gdzie sterczą zwaliska, 
Stoi chłopczyk. Z błękitnych oczu łza mu błyska, 
Głowa jego pochylona. 
Greckie to było dzlcclę. Przy nim tylko stała 
Jedyna towarzyszka jego, róża biała, 
W pustoszeniu pominiona. 
() biedne dziecię! Stopę nagą krew mu broczy, 
Niestety I by osuszyć z łez twe piękne oczy, 
Które mają błękit nieba, 
Żeby ten zachmurzony błękit rozweselić, 
Żeby' mu błyskawicy, radoścI, udzielić, 
Powh
dz chłopcze, co ci trztba y. 
Żeby to czoło, które przygniotło cierpienie, 
Podnieść; żeby w wesołe ułożyć pierścienie 
Dotąd żelazem zuchwale 
Nietknięte jasne włosy, które dziś niechcący 
Po białej twojej sz)'1 spadają niedbale , 
Jak liść na wierzbie płaczącej Y 
eóż chcesz Y Czemże rozprószę twój smutek ponur)? 
Chccszże bym ci czarowny zerwał I,wlatek, który 
Rośltlo nad studnią w Iranie Y 
Czy chcesz owocu tuby, tego drzew olbrzyma, 
Który pod swoim clenlcm taką pI"zestrzeń trzyma, 
Że koń, rok lecąc ledwie z niej się w)"dostanle Y 
Pt[oie ten leśny ptaszck, którł'go' śpiewanie 
Milsze jest niż oboje, niźli IlItnl granie Y 
!\[oie on zmiękczy twój ból y 
Cóż ci dać Y Kwiatek. owoc, czy cudnego ptaka? 
..HI'acle! - była odpowiedź greckiego chłopaka, 
"Daj mi. prochu! daj mi kul!" 


6
>>>
. 


INDYANKA Z KANADY
 


r 


BLBGIA. 


De toto, nad".... 
Calderun. 


a tej palmie, śpij w bamaku, 
. Śpij snem wleun}'ID, jedynaku l 
;) Przez twe lata nlemowl,ce, 
Te clę ręce 
Kołysały, wypieściły. 
Dziś, mój miły! 
Przyjmleć palma w swe zacisze, 
I już IIle ja 
Ukołyszę!.... 
I mllle tak 1\Olysała zwodnicza nadzieja! 
Ślllj spokojnie, II gdy 1,ledy 
W 11111' na groble 
TW}ID zaj,czy, 
Pomyśl wledy, 
Że w tej doble, 
Żal po tobie 

Iatkę dr,czy. 
!\ile dam się ja w}'Przedzlć porannej jutrzence; 
J\lm ona, n8 twe czoło, miłą spuści rosę, 
Już ja I,wlatów ci przyniosę, 
I wlalll'k lIa powiewnej zawieszę trumience; 
Co dzień tu b
dę przycbodzlć, 
I smutek mój łzami clllodzlć. 
Już cię ulema! nie będziesz już Igrał po błoni, 
Ani w wesołej pogoni, 
Pędził jelonka ze skały, 118 *alę, 
AIII się wspinał 118 dęby wspaniałe! 
Nic ujrzę clę w porze kochania, 
Gdy wtek młody 
Mchem jagody 
Osłania. 
NI
 ujrzę, kiedy podobać się cllcący, 
Kochance o clrble drżąrc\j, 
P-ilóslbyś Inpy z polowania. 


....
>>>
I 
..I- 
f 


... 


, 


43 


Nie rzckną mi wojownicy: 
"Syn twój, ojca swego godny, 
Lecl.w boje nieodrodny, 
Jak grom w czasie nawałnicy." 
Będę żyła w ojców ziemi, 
Jak cudzoziemka z obceml! 


Powiedzą: "Syn jej jest wiatru Igrzyskiem; 
"Nie poległ śmiercią mężnych za ojczyznę. czczoną, 
'fylko w zacieniu liści, na driewle poblizklem, 
Grobowiec mu zawieszono." 
Już go nll
ma! Śmierć sroga Szczf;'ścle mi wyrywa, 
Byłam matką, - I teraz czuję nieszczęśliwa, 
Że w sercu mojćm, ukradką, 
!\Iyśl tę pieszczę, 
Że ja jeszcze 
Jestem matką! 


"

I"t . _
a
 


, 
GOSPODYNI ARABSKIEJ. 


.,A mies..kBjcie z nami. Ziemia w mocy 
wasz
j jest.... . 
QESEZYS' Ro.zdzinl XXXIV. 


dy w tym szczęśllw}'m kraju nic ci nie wcsoło, 
Ani wśród II
zellllJch hillÓW, ani w II alIny cleniu, 
W ohOtości I spo('znll'nlu; 
Choć się nil głos (\\'6j miły,' wznosi pierś młodzieńcza 
Siostr nnsz}'ch, kllirych \V wll'czór kręcące się koło 
Tałicem natlbrzeże uwlelicz8, 
Żegnaj blllły wędrowcze! 8alllll, o clę w trwodze, 
BJstrookiego konlll (objem osiodłała, 
By clę nie rzucił o głazy na drodze. 
Ziemię kopytem kopie, a krzyż jego młody 
Zwięzły, stoczysty, lśniący jest jak czarna skalił, 
Wygładzona prądem wody. 


. .. 


-
>>>
44 



 


- 


Ty wędrujesz bez k.ońca; leplćjby ci b)'ło 
B)'ć z tych liczby, co radzi za k.res horyzontu 
Wldzlćć 'swoję chatkę miłą. 
A szczęśliwi, z szczupłego swojego zakątu, 
Siedząc w wieczór przed domem, chcieliby za 
wlazd}, 
Choć myślą odbywać jazdy. 
Gdybyś był chciał młodzieńcze, to z nas która moie 
Chętnleby z tobą w cbatce podzieliła łoże, 
Klęcząc słuiyćby ci chciała, 
Lubymby ciebie śpiewem do snu kołysała, 
I strzł'głaby śpiącego od mucb uprzykrzonych, 
Wachlarzem z liści zielonycli. 
Jedziesz! sam, w noc czy we dnie, a rumak twój dziki, 
Pędem twarde po drodze tratując kamyki, 
Skier tuman podkową sypie. 
O dzidy twojej ostrze, po macku drą swoje 
Skrzydła, ślepo-lecące, ku umarłych stypie 
Potępionych duchów roje. 
Gdy ci z powrotem wieś tę, widzieć się zaiąda, 
Przez ów wzgórek podobny do grzbietu wlelbląda 
Przychodż. tam stoi cicha moja cbata. 
Nad nią wznosi się strzecha jakby ul kończata ; 
Drzwi tylko w nlćj są jedne, a światło w nią wgląda 
Od strony, z której jaskółka przylala. 


, 


.' 


Jeśli olemasz b}'Ć więceJ, wspomnij niepowrotny 
O dziewczętach pustyni, któryell głos uroczy, 
Których clę taniec zachwycał ochoczy. 
Piękny, biały wędrowcze! ty ptaszku przelotny! 
Poświęć nam czułe westch nienie , 
Bo możeś, I Jllej
dllej zostawił wspomnienie! 
B1tdź więc zdrów, stroń od słońca, co płonącą strzałą 
Złoci skronie miedziane, a pali pleć białą. 
Nieprzebytą Arabię niech twój krok omija, 
Starą wróżkę, co niby ledwie stąpać zdoła, 
I tJcb, co w wlrczór, końcem zaklętego kija 
W plasku określają koła. 
e 


.
>>>
c 


, 


,.t', , ł : 

_I.' 


n
>>>
'" 


 

 


. 'f, 


, -' --"
 "" ',jJi' .- , 
....,.,\; I \" 
'
-'-, . .,,,.
 
'. 


. .t" 
.
 
 


'. -' , t 
' ,.
 
''!.: . 
\, '. .;..::1 
. I _ 
" 
 ,,', I ',-,' ,..r:ł. 
ł!'- \'" ' I 
J;. ,1 
", " 
, { 
" ""1 


, '\.,' 
',..:/ A . 
 
 
 
.""'.... 
.Jrr. r 
'., ( 
/. 
 

...;
 . \ 
 
I 
.,
\ " 
"'-..:. . 


, , 



' 


, /- 


---- 


.,.., .f 
" ,"', . , 
" '" 'i 



n
1ID:ii(J51Lm, iZ llihr: lKrrc!u
nIńl
M
1łn. 


aIT.A\IRillCC
 mW'
 1(1..\. o 


J 


ł- 


,
 
-.,
. 
\ 



' 



" 
.. 


t-
>>>
.. 


IL .IBTA. 


, 
Z HRABIOW KRASINSKICH 


JJA.RA.C

WS
A.. 



 
I rodzona w roku 1792, pozbawiona wszelkich wdzięków cia- 
ła, od dzieciństwa odznaczała się żywą. i bujną. wyobraźnią, 
zadziwiającą. pamięcią i pojętnościlj. Opatrzność wynagra- 
dzajljc brak zwykłego daru kobieiy, odmawiając jej urody, 
i powabu niewieściego, dała jćj w zamian piękną. duszę, i na po- 
ciechę chwil wi«;cej samotnych. talent pisarski. Umiała z tych 
(larów Jaraczewska korzystać, nie dla siebie, ale dla szczęścia 
bliźnich, dla poczci wej po sobie pamięci. 
1V krótkićj, bo lat czterdziestu niespełna pielgrzymce żywota, go- 
dnie się wywiązała z obowiązków żony i obywatelki. Odebrawszy Uak 
zwykle li nas w zamożniejszych domach), wychowanię francuzki e, 
sama oceniła ten fałszywy kierunek młodym dawany Polkom, i w przed. 
mowie do pierwszej powiesci swojej Zofia i Emilia ostrzega czyteJników: 
"Iż pisząc jedynie w chęci być użyteczn:j., choć ze wstydem wyznaję, ma- 
lo oswojona z pisaniem w ojczystej mowie" wiele przeciwko nićj błędów po- 
. pełnić mogłam." 
DoHzedlszy do lat dwudziestu dwóch życia, jakkolwiek zdarzało. się jej 
sposobność pójścia za m:j.ż, pragnęło. pozostać wolną, a chcąc ustalić swoj
 
przyszłość, postanowiła wstąpić do kanoniczek w 1Varszawie, i wyrobiła sobie 
u nich przyjęcie. Inaczej los jej przeznaczył: jeden z przyjaciół_rodziny Kra. 
sińskich, u
yślił ją wyswatać z dawnym swoim kolegą. \Voj
kowym, Adillucm 
Jaraczcwsklm, którego szczerze kochał i szanował. 


-o 


. 


..
>>>
46 


"z pocz!1tku (mówi Ludwika Ossolińska w biografii naiZćj autorki), 
wachała się nieco, gdy! obawiało. się wikłać w owe rozliczne związki ziem- 
skie, wśr6d których tak rzadko umysły wyższe, i serca zbyt drażliwie czu- 
łe, znajdują szczęście. Wachanie to przecież wkrótce ustało, gdyż się szcze- 
rze przywiązała do zacnego człowieka, rzeczywiście ją. cenić umiejącego. Nip.r 
długo po ślubie udała się z mężem na ciągły pobyt do majętności w Lubel- 
skiem położonej, gdzie przez kilkanaście lat przemieszkiwała. Przez ten tak 
długi przeciąg czasu, nie pożałowała Jaraczewska swego wyboru. Mąż jej 
był wzorem prawości, rzetelności i tych wszystkich przymiotów, cechujących 
prawdziwie szlachetną naszego rodu, dJJszę. Kochając go też szczerze, nic 
zatęskniła nigdy w swem miłćm zaciszu, do obfitego w rozrywki świata. Prócz 
licznych umysłowych zatrudnień, które jej żywość wyobraźni koniecznemi 
czyniły, dogadzała tudzież wrodzonej tkliwości serca, zajmując się przede- 
wszystkiem powodzeniem swoich włościan, i uksztalceniem ich moralności. 
Wiedząc, iż w każdym stanie, religia jest najpewniejszem źródłem oświaty 
i szczęścia, postarała się najprzód o gorliwego proboszcza. Chcąc mu osło- 
dzić i ułatwić pićrwsze w pięknym, lecz ciernistym zawodzie kroki, u
ze- 
stniczyła częstokroć jego apostolskim pracom i staraniom, czy to w odwie- 
dzaniu chorych, czy pocieszaniu sh"apionych, czy w pojednywaniu zwaśnio- 
nych. Mając wzgląd tudzież na szczupłość funduszów okolicznych księży, nie- 
dozwalającą im nabywania dobrych i pożytecznych książek, utworzyła swemu 
proboszczowi małą, lecz wyborową biblioteczkę, złożoną z najlepszy(
h dzieł du- 
chownych i religijno-moralnych, z upoważnieniem pożyczania tychże, wszy- 
stkim sąsiednim kapłanom; przcz lat kilka wciąż, i do chwili niemal zgonu 
pomnażała ten zbiór szacowny. 
"Mieszkanie jej 1'1a wsi choć chędogie, miłe, podobnem było niekiedy do 
szpitala: wszyscy bowiem chorzy z jej włości, a często nawet i z obcych 
przychodzili lub przysyłali prosząc o lekarstwo i wsparcie, których nie od- 
mawiała nikomu. Obwodowy doktor zgodzony rocznie, objeżdżał raz w ty. 
dzień wszystkich jej włościan, a gdy ,tego potrzeba wymagała, I gwałtowniej- 
sze grassowały choroby, nietylko bywał codziennio, alo i innych z okolicy 
doktorów i chirurgów przywoływano. Prócz tego, była jcszcze i domowa apte- 
czka, zawierajt!ca wszystkie lekarstwa, jakich tylko zapotrzebować można 
w nagłycla przypadkach i początkowych słabościach. Lecz nic na tern ogra- 
niczała się dobroć Jaraczewskiej: znała to, iż jedynie uprzejmość serca, umila 
dar ręki, i że biednemu każde słowo staje się pociechą, każdy dow6d tro- 
skliwości dobrodziejstwem. Samo. przeto odwiedzała i pielęgnowała chorych, 
nie obawiając się częstokroć najniebezpieczniejszej Za1'azy, i osładzając nieraz 
umierającym ostatnią z życiem walkę, odmawianiem tkliwych i z serca pły- 
nących modłów. Czynna jćj i przemyślno. dobroć, umiała każdćj chwili nadać 
użytek, i wszystkie nn.wet rozrywki w dobre przeistaczać uczynki. Celem 
prawic codziennych jej przechadzek było rozwo!cnie lekarstw cierpiącym, 
pożywicnia glodnym. wllpaJ'cia potrzebnym, pomocy i radości wszystkim. . 


o 



 


r
>>>
\. 


r 


)Ił 


47 


"w dowód, iż życie odosobnione, ciche, pożyteczne, dobroczynne, lepiej 
jeszcze przechowuje świeżosć i żywość wyobraźni, jak roztargnienie świato- 
wych zabaw, czas ten poświęcany ciągle przez .Taraczewską. wypełnianiu naj- 
szczytniejszych cnót chrześciańskich, był oraz epoką objawienia się jej pisar- 
skiego, talent.u, który w dojrzalszym już wieku odraz u świetnym zajaśniał 
blaskiem. Zbyt tkliwa, zbyt może drażliwem obdarzona czuciem, zbytnie 
czuła na w)ilyw potocznych choćby nnjdrobniejszych okoliczności, niezdol- 
na przytćm przepomnieć minionego smutku, ani się nie trnpiĆ przewidy- 
wanem zmartwieniem, póki młodszą była, nie mogła dosyć przytłumić nie- 
ustannego odmQtu w sobie, ażeby skreślić wyrazami zbyt obfite wrażenia 
i myśli. Lecz gdy się jćj życie niejako urzeczywistniło i uspokoiło, nietak 
lat napływem, jak raczćj ciQgłem poświęcaniem się celowi wyższemu, nad 
ł\łopotliwe drobnostki tego świata, ogień trawiący jćj wyobraźnią, w błogie 
zamienił się światło, a zbyt gorące uczucia, w ożywione obrazy. \Vady i śmie- 
szności rażące ją dawniej w ludziach, stały się wówczas zajmującym przed- 
miotem jćj uwag życzliwych. Przedsięwzięcie pisania nie pochodziło w niej 
z chęci wsławienia się, ani tworzenia urojonych marzeń, ale jakby z pot.rzebY 
przypomnienia sobie, i opowiedzenia drugim, słyszanych i widzianych wr 
padków. To co się zaś w jćj pismach moralnego i nauczającego znajduje, 
nie było tyle skutkiem rozmyślnej dążności. jak naturalnym połyskiem jćj 
duszy. Użytcc,.zność wypływała z jej pomysłów, jak woda wytryska z łona 
ziemi, jak powietrze krzepi i orzeźwia, jak świeci i ogrzewa l'łońce, Przyro- 
dzoną jeRt bowiem cnotliwych istot własnością, że lubo się nie zajmują 
rn. 
żcniem jakie sprawują na drugich, każdy ich czyn jest wzorem, każde slo- 
wo nauką, każde odezwanie się, lepszego świata oddźwiękiem. 
"Straciwszy już wtedy wzrok prawie zupełnie, w skutku niepochamown- 
ncgo nieguyś oddawania się czytaniu, zmuszoną była. przyjąć sckrctarza, 
któremu dyktowała wysnuwające się z jej wyobraźni powieści: ale nie mógł ni- 
gdy wydążyć, gdyż to dyktowanie było zawsze, jakby nieustannem, i szybko. 
I:!ię rozwijnjącem opowiadaniem. Konieczne zaś przerwy wynikajQce, z nie- 
podobieJistwa pisania z taki in pośpiechem, rodziły w rozpłomienionćj wyo- 
braźni autorki, tysiące myśli i porównań, których żadne pióro, jakkolwiek 
ekore, s(:hwytać i skreślić nie zdołało, i tych część największą w przepi- 
sywaniu, opuszczać trzeba było. Nadzwyczajna ich mnogość przeciQżała 
przejrz}'stość jćj utworów, jak zbytnia obfitość kwiatów i OWOCÓw wysila 
urodzajne . drzewa. . 
"Najpierwszą Jaraczcwskiej powieścią jest Zofia i Emilia; dyktowanie 
tego dziełka zabrało jćj tylko trzy tygodnie, a jednak postępowała naprzód . 
nie
miało, w tym pełnym dla nićj rozkoszy, zawodzie. Podlug nagannego 
większej części dam polskich zwyczaju, nie nawykła. była do pisania w ro- 
dowitym języku, musiała więc zrazu sama siebie przetłumacznć. Lękała 
się także owego pierwszego pojawienia się w świecie literackim, niepewna 
uprzejmego przyjęcia, a chęć powstrzymania UE'krzyuJonej wyobraźni, na- 
dała może temu pierwszcmu utworowi', cechę jakowejś poważnej układności, 


. 
.
>>>
48 


wpośród której odbijają si
 atoli, świeże obrazy, trafne spostrzeżenia, i pełne · 
tkliwośei ustępy. Wtedy otworzyło si
 dla naszej autorki nowe i urocze 
życie. i wtedy nawet jej szczęście uzupełoionem zostało, tak jak żeby 
świat w jej duszy odbity, rzeczywistością był dla niej, a życie istotne, 
snem tylko przemijającym. Wrodzona jej dobroć jedynie jlł skłaniała, do 
ucZ'Cstniczenia zajęciom i rozrywkom otaczających ją osób. Ale je tylko 
podzielała j!ercem i dobrocią., myśl jćj bujała w krainie marzeń. Dykto- 
wała zwyczajnie bez przerwy, ale i bez natężenia umysłu od dziewiątej 
zrana. do obiadu: po obiedzie do wieczora, a nigdy jedna. osoba nie na- 
starczyła pisać: bo Jaraczewską odpoczynek tylko męczył:' Dotąd użyli- 
Bmy słów Ludwiki Ossolińskiej,- Ż oLszernego życiorysu naszej autorki. 
Jaraczewska. po wydaniu Zofii i Emilii w 1827 (I) i ulotnego pisemka. 
Upominek dla dzieci, zachęcona pochlebnem przyjęciem pierwszej powieści, 
wydała w roku następnym: Wieczór adwentowy. 
Cel Zolii i Emilii sama autorka we wstępie podaje: 
"Najpożyteczniejszy sposób (mówi) udzielania swego doświadczenia, jest 
częlltokroć wyjawienie, jakim sposobem się go nabyło. Do tego każdy zwy- 
kIc mniej więcej uderzony jest w życiu oczywis.tością jakićjś prawdy mo- 
ralnej, którą w każdćj ważnej okoliczności przytacza, i stara się drugim 
dowieść. Ta, nad którą. się najwięcej zastanawiałam, i o której najlepiej 
sądzić mogę, jako kobieta, jest błędny kierunek dawany pospolicie w Pol- 
sce wychowaniu naszej płci, którą. nadto w poetycznym względzie za pię- 
kną płeć uważl
ąc, jak płonny kwiat, troskliwie tylko pielęgnują, mało sta- 
rając się nadać tej roślinie mocy i użytku: tak jakby tylko do bukietu 
lub nietrwałego wieńca przeznaczona, do użytecznych krzewów, nic nale. 
żało., rzędu. I tak najczęściej u nas naprzód myślą. o rozwinięciu zwykłych 
tćj płci powabów, potem o nadaniu jćj powierzchownego wdzięku, ale nie 
. istotnej podpory prawdziwych talentów; nareszcie starają. się o zakończe- 
nie jej krótkiego i błachego zawodu, jakiem korzystnem małżeństwem, jak 
gdyby ten święty związek, nie był pr.:eciwnie, istotnym tegoż zawodu po- 
czątkiem. Tym sposobem wychowane u nas kobiety, uważane z dzieciń- 
stwa jak miłe cacka, potem jak istoty przeznaczone niewolniczo iść jednym 
śladem, nie mając nigdy samoistnienia, i póżnićj nareszcie w wieku ułudzeń, 
uważając się same jako heroiny wdzięcznego młodości romansu, niezdol- 
nemi się stajQ, wypełnić istotne swoje. powołanie. Tworzą dla nich albo- 
wiem z życia łudzącą komedyą; spm!zczajQc zasłony na. właściwy jego cel 
jobowiązki, i czyniąc je obcemi całej rozciągłości szczęścia i cnót za- 
wartych w zawodzie dobrej żony, matki, pani i obywatelki, w smutnej je 


(1) Zofia i Emilia powieść oryginalnie przez Polk
 napisana, 2 tomy w Warszawie 1827 r" 12-ka. 
Wieez6r adwentolOY, powieść, przez autorkę Zofii i Emilii, 2 tomy, Warszawa 182S roku, 12-ka. 
PUMb_za mi/oU, pi;no_ze uc...cla, powieść narodowa, przez autorkę Zofii i Emilii, 4 tomy, War- 
.:ława 1829 roku, S.ks.
>>>
f 


ł- 


r 
, 


40 


dawiują okoliczności, wynagroclzenia przez drugą połowę 
ycia, odehrn.- 
nego w pierwszej wychowania." 
. JYieczór adwentowy przedstawia smutne skutki nieposłuszeństwa (I]a. 
rodziców: PiJrw8za mlodoAć, pierwsze uczucia, większego rozmiaru powieść, nie 
chybia celu moralnego. \Vydaną była. w roku 1829. Dzieło to najupodobań- 
szym było (I]a. samej autorki utworem, nazywała je zwykle testamc6tem 
swego rozumu i serca, jakby przeczuwała zgon swój nieda]eki. Ja]wż w rok 
później n1eprzewidziane wypadki rozdzieliły Jaraczewską z mężem. Roz- 
łączenic to boleśnie zraniło jej serce, a trapiona wcwnętrzną obawą o 10a 
i życie jcdyncgo Pl'zyjaciela, przerwała. zawód autorski. To co było je- 
dynem wśród jej ka]cctwa szczęściem, bujać w kminie marzeń, tworzyć 
świat i ludzi, aby malować je ,w powieści; toraz niepewnością (lręczona, 
smutnem przeczuciem złamana, łzą, westchnicniem bo]esnem j modlitw:) 
zapełniała. samotne godziny. ZamieszkaJa właśnie w Krakowie gdzie i przed 
za.męzciem kilkokrotnie przebywała, gdy odebrała wiadomość, że jej mąż 
umarł naglo. dotknięty cholerą.. 
Cios ten był nad siły: iskro. życia pl'Zygl\9zać zwollll\ zaczęło: we- 
wnętrzna tęsknota rozdzierała jej serce. Dotknięta wkrótce nie uleczoną cho- 
robą raka w piersiach, gotowała. się jak prawa. chrześcianka na cierpienia 
i bole,. llieodłQczne prawie tej straszliwej słabości. A]e Bóg się ulitował 
i c3krócił jej męczeństwo: nerwowo. gorączka przerwało. raptownie to życie: 
"tak wydziedziczone ze szczęścia 111\ ziemi, tak pożyteczne dla ludzi, tak 
pełne zasług dla nieba (I)." 
Zgasła dnia 28 września. 1832 rok!!. 
Nie możem lepiej zakończyć tego wspomnienia zacnej autorki naszej, 
jak przywiedzeniem gruntownego ocenienia w8zystkich powieści JafD.cze- 
wBkiej, przez znanego estetyka Michała Grahowskiego. Pisarz ten Ireś]ąc 
dzieje powieści polskich, które poprzedziły pisma Jamczowskiej, tak mó- 
wi dalej: 
"Zarys towarzystwo. polskiego, skreślony lekką ręką księżnej Wirtem- 
Lerskićj, rozwinął się dokładniej i zupełniej w pismach Jaraczewskiej. W isto- 
cie utwór pierwl'zej, jel4to pobieżny ołówkowy obwód, gdzie kilka tylko 
rzeczywistych profilów błyska wśród grup fantazyjnych i scen urojonych; 
Jaraczewska. przeciwnie, rozpatruje się uważnie koło siebie, 
ma grunto- 
wnie charaktery, malaje życie z jego dostatnim zapasem nie już' serde- 
cznych tylko, alu llajrzetelniejszych smutków; widać, to pomiędzy pisma- 
mi dwóch autorek upłynęło lat kikanaście, w których literatura wielkie 
Iu'oki zrobiła. Dzieła też ostatniej !'ą nieporównanie dojrzalsze. 
I)owieść Ząfia i Emilia, wymierzona ku wystawieniu w przykładzie 
przeciwieństwa miejskiego i wiejskiego wychowania, objawiła. już wyborne- 
go malarza obyczajów narodowych, jakim tćż niewąt,pliwie została. Jaracze- 
wska. Oddl\ie jej powieściom Kraszewski zasłużoną pochwałę, że są 


( l) Ludw.ka O
.oliń
kR 


7
>>>
, 


50 


li 


zupclnic oryginalne. "Nadany im tytuł nnrodow)'ch pO\V1escl, mówi on. 
jC8t zupełllie stosowny; znać ze wszystkiego, że materyałów do nich nie 
przesycenie siQ obcemi pisarzami, ale osobiste dostarczyły postrzeżenia; 
knżda uł'Obnostka jest ści
lc z .lIatury wzięta, z trosldi ",ością starożytnika 
i ł)l'awtlziwie, eon amore." "Odbily się we wszystkich jej pismach" (robi 
daIej trafną uwagę:)" sposób życia, towarzystwo, które m była otoczona, 
świat w którym żyła." Obrazy więc Jaraczewskićj mają cllłą. trnfność 
portrctów, a że nicktóre są niemi najrzcczywiściej, niepodobna wątpić; 
owszem gdzicniegdzie uprzcdza sama o prawdziwości tego lub owego szcze- 
gółu, wypadku lub anegdoty, którc się wszelako z rcsztą. wymysłu nnjdo- 
skonalćj zlewają. JViecz6r adwentowy jest zbiorem kilku oddzielnych, n lek. 
kim węzłem powiąznnych z sobą. powieści, które przcnoszą nal! naprze- 
mian w samotność wiejską, w życie malych miasteczck'i \V nrszawski swint 
wielki,
 i wszędzic z równą trafilOścią malują właściwe obrazy' cnót, wad, 
lnb śmieszności. Chcąc wyliczać dobrze skreślone charaktery, trzebaby wr 
liczać je wszystkie, 'bo s:! z jednostajną. trafnością oddane,. chociaż tak 
uiepodobne jedne do drugich. Nie nalcży !wszelako prze pomnieć w po- 
wieści Jaworskićj, charakteru jej ciotki. Charakter tcn, naj piękniejszy 
WZÓ1' chrześciailskiej wdowy, nie mógł 
noże nigdzie indziej powstać, tylko 
wśród naszych obyczajów, bo w i8tocie mamy na to history{'zne dowody. 
że byly u nas osoby przy wszystkich skarbach nowoczesnego świata, przy 
uprzejmości największej, korzyściach, bogactw, i wysokiego położenia świa- 
towego, wiodące życie poświęcone całkowicie samćj cnocie i religii. jak 
owe matrony pierwszych wieków. c1u"zcściaństwa. Dosyć wspomnieć dom 
Awiet!Jcl& pa71 w 'Varszawie: Grauow8kićj, Lanckorońskićj z 
widzińskich, 
KrYt\tYl1Y z Sanguszków llielińt!kiej, z których jedna Lanckoronska kaszte- 
lunowa Połaniecka było. jeszcze przcd l,ilką. zaledwie laty wzorem powagi 
i wdzięku cnót starodawnych dla najpierwszego towarzystwa stolicy. Oprócz 
tych wszystkich u nas znajomych imion, niejeden zapewne mógł jcszcze 
rozminąć się w życiu z jaką z tych osób umarłych już dIn. osobistego sżcz
- 
Bcia, ule żyjących dla dubra bliźnich, zasmuconych do koilca życia w du- 
szy, nIc na twarzy noszących tylko wysokie pociechy religii. 'V kraju na- 
szym po prowincYllch szczególniej, skutkiem nicwystąpienil& do ostatniej 
chwili z kolei obyczajowości staro clll'ześciańskiej, stan Uóry w gminnćm 
wyrażeniu nazywłlją. dewocyą, jest dość pospolicie .jeszcze trybem życia, 
tlkołatanych nieszczęściami, albo zn
kanych wiekiem osób, dla których 
w towarzystwie, nieszczQśliwym pozbuwionym wiary, nicby nic zostawało 
chyba ołów zabójczy, lub dym węgli ziemnych, których też lekarstw ci 
nędzni nie rzadko używają., Między naszcmi wśród pola lcż:!cemi mieszkmi- 
c8mi, spotkasz czasami biały i cichy domek, który jest prawdziwI). pustel- 
uią, polowym klasztorem bez klauzury. Ja sam przypominam sobie tlllm- 
we, i dlntcgo Buczyn ma dla mnic urok znajomego przedmiotu. Ale któż 
nic pozna, że następny obraz rysowany był z natury. 


f -. 


.
>>>
, 


. 


.. 



l 


"Mnły c1omek, zielone rnsowe obicie i firanki, kanapy i stolki z wło- 
liiennej gdańskiej materyi, staroświeckie skromne meble, głośno bijące ze- 
gary z wa
ami, Mżko za kotarą ciotki, przy którem był klęcznik pod c1u- 
żym krucyfiksem, obiad o 12tej, kolacya o 7mej; ciotka w kamlotowej 
ciemnej sukni, kilku ludzi w żupanach, jedna kobieta stara Gertruda. 
ciotce razem i mnie służą:a; lekcye regularne księdza guwernem, pielę- 
gnowanie chorych, czytanie książek historycznych, i prz
chRdzlm za roz- 
rywkę; oto jest wierny obmz domu mojćj ciotki, i mojćj młodości, a je- 
dnak by/mn szczęśli.wą." 
Jaraczewslm ma zasługę za swoje malowidła, nietylko j
ik Polka, nIc 
także jak chrześcianka bo w istocie nie znam chamkterów ludzkich, naznaczo- 
nych wpszem piętnem, jak te, które ona wystawia, oświecone i przejęte pra- 
wdziwą religią. Znowu gotówbym był utrzymywać. że zallluga to. wzorów, które 
ona tak wiernie oddaje; nic widzę bowiem gdzieindziej tćj dziedzicznej willry, 
pojednanej z oświeceniem jako z jednym z tamtej naturalnych przymiotów I Hi- 
storya pani podstoliny, stmta okropna syna, jej stałość, poddanie się woli bo- 
skiej, boleść pokonana; zamknięta w głębokich tylko tajnikach serca, wszystko 
to najcudowoiej jest skreślone. Poc1obnie smutna, lubo zupełnie odmiennego 
toru \V życiu je
t druga Io.;;tać w powieści: pani Palewaka; postać również 
ryso\\ lUla. z otncznjąc
j nl1s natury. 
Z instynktem artystycznym wystawiła. Jaraczew8ka naprzeciw cichego 
ustronia Buczynu, dwór Groukowski, a i ten znowu tak obyczajom krajo- 
wym wierny. Szczególy pogrzebu chorążego, macocha zabobonna, tak odmien- 
na później śmier
 poustnliny, \VBzystkoto są kurtki z niewypowiedzianym ta- 
lentem pisane, 
, pl"zytem co godnego uwagi, to cieniowanie charakterów 
(pisarz bowiem lichy używa tylko wielkich świateł i wielkich cieniów) wy- 
stawia przeciwieóstwo cnoty lub zbrodni. Nasza autorka. wić jaki to splą- 
tany zwój. to Berce luuzkie; nierozważny ojciec przychouzi do upamiętania 
przeu śmiercią; macochę kMrą gotowiśmy byli nienawidzieć, poznajemy bli- 
żej; to tylko pospolita i Błaba osobn, ale lobra w gruncie, zS6ługująca na 
pobłażanie, a nawet na przychylność. Takim sposobem zewsząd nowe c1m- 
raktery pO\\"I:Jtają, i widzimy Bię otoczeni nieprzebraną rozmaitości:) rze- 
czywistości. . 
Zwróćmy uWlłgę na obruz ttar08zlacheckiego nieładu w Grodkowic: 
8tnje w myśli drugi nierównie uoslwnalszy stal'oświecki wizerunek, który pier-. 
wszej części daje więl(szą nawet malarską wartość, jak reszt:, dziela, cho- 
ciaż całe cenimy. tak wysoko. Starostu Staliński wychowaniec Lunewilski, 
wszystkie inne akcessorya tej głównej fi
ury, są tnk żywe, tak naturalne, tak 
z ral11 wychoc1zące, że jestto z doprawdy największ{:j ceny portret history- 
C
Dy. Pierwszy przyjazd Zdzislawa z rodzicami lo Stalina, przyjęcie ich bUI1, 
Wieczerza, tajemne odwiedzanie baLki, wszystko to są obrazy, których poza. 
zdrościćby mógł WaIter-Scot. Gdyby Jaraczcwska to tylko napisała, za- 
służyłaby na wielką sławę w naszej literaturze, bo lost
nvilaby już rzetel- 
nie z łona naszej przeszłości wylohytych, nazawsze wydartych zapomnie-
>>>
- 


l 


:i:l 


niu i przy!!wQjonych sztuce, postaci. W' arto prawdziwie rozmysłu sztuki mi- 
strzów; dlaczego w obrazie obyczajów narodowych, wstawiony wizerunek in- 
nego (upłynioncgo) wieku. nawodzi m,' (:ałość wyższy koloryt, malowidło ro- 
dzajowe przemienia niejako w historyczne, pozorną prozę w najjawniejszą 
poezyę. Cały ustęp gdzie wchodzi pan Stnliński, zda. mi się dorównywać naj- 
rzadszym wysil kom narodowego gieniuszu, kiedy sprostał mgłę przeszłości 
na chwilę O(1:!lon!ć, albo za.trzymał ktÓł'y z tych um-'lkającyclt jej ksztaltóło, 
jako się wyralał 
Iochnacki_ W samcU rzeczy część to mil'trzowska; po szcze- 
rości rysunku, po właściwośqi koloru, po drobiazgowi-j dokladności , nie mo- 
żna zapoznać. że to jeszcze z żyjącego WZOl'U studyum. Zresztą całe tło, 
w które wsnuty został wizerunek, jest przewyborne; alhoż historya tego syna 
ożenionego mimo woli staroświeckim trybem samowładnych rodziców, nie zaj- 
mująca? alboż pojednanie ich nie rozrzewnia tinn barllzi
j, im uczucia prze- 
ciwnićj są tamowane od przejawienia się na żewngtrz? Ten syn obrażający 
ojca tern, że wchodzi w czynny zawód służby krn.jowćj, nie cechl1jeż tak do- 
brze swojej epoki, jak i stł\rzec w atlasowym fraku? Sam Zdzisław akatle- 
mik Warszaw6ki nie przenosiż nas w trzecią epokę'l "późni
j zatęsknienia 
czynnego młodzieńca w innowiecznym Stalinie, słabosć jego nerwowa. na- 
miętna tęsknota, żeby przenl1jmnićj hurza w powietrzu przerwala jednostl1j- 
nosć, którą oddycha, wszystko to doskonale zbadanie i odbicie natury. Ta 
część powieści tak jest wyborna, że następująca, (pobyt Zdzisława we Lwo- 
wie). chociaz zapewne nie bez zalet, nie odpowiada pierwszej. Zbyt rażące 
jest to przejście od spokojnych i poważnych widoków St.tlińskiego pałap.u, 
uo gminnćj a odrażliwi
j rodziny jurysty Lwowskiego; od szezerćj staro- 
świecczyzny do poziomości,. nędzoty i zbrodni, stęplem nowego ukształcenia 
napiętnowanych charakterów i trybu życia. Umysł czytcJnilm nastrojony uo 
głębokićj poezyi, cierpi, zwróconym się widząc ku tej obrzydliwej powsze- 
dniości; wszakże i tu jest na czem wesprzeć oczy: postae Augustyny uj- 
. muje i pol'llsza, a od przyjazdu .państwa Rtnrostwa do Lwowa, znowu się za- 
czynają te nieocenione obyczajowe malowidła, niepotrzebujące wymysłów eks- 
centrycznych, bo talent pol'ltrzep;ania i kopiowania żywcU natury, dostarcza 
im najwłaściw8zego temll rodzajowi interesu. 
Wieczór adwentowy jest rzcczywiście h:storya prawie jednej familii, ale 
w kilku oddzielnych powieściach; w następnem swojem dziele: Pierwsza 
młoqoAć, pierwsze uczucia, .T araczewska usiłowala jedcn, ale w szerokich 
ramach ułożyć, obraz. Roman& o którym mamy mówić, chociaż dużo zdl1rzeń, 
i dużo działnjących osób w sobie zawićr3, nie zdaje się wszelako według 
wyszukańszego osnutym być planu, niż wymagał wybrany przez autorkę 
rodzaj ohyczajowego wizerunku. 'W rzeczy samt';;. w obręhie najpospolitszego 
Ił nas biegu życia dwóch rodzin, w gospodarstwie wiejskiem, lub zawodzie 
publicznym, w powodzeniu lub niepowodzeniu domowćm, w wychowaniu 
i postanowieniu dzieci, nareszcie w podróży za granicę, (bo wycieczk
 dla 
poratowania zdrowia do wód czeskich, zaleuwie nie ma praWIł uchodzić za 
nieodzowny w naszem życiu wypadek), znalazło się wszcl!;lko dosyć mi'jsca 


.,
>>>
, 


II' 


53 


do iywego i ciągłego interesu, i bardzo umiejętnego wystawienia charakter6w 
i namiętności. Spicsząc się do prawdziwej rozkoszy uhzać przynajmniej, na 
nnjcelniejsze części tego utworu i na niektóre ślady talentu i trafności, które 
w oczach naszych stawiają .Taraczewską w r6wni z temi kilku kobietami 
autorkl\mi, któremi najbm-dziej chlubią się drugie kraje Europy. naprzód do= 
tkniemy tego, co nam 8ię zdaje zasługiwać na zarzuty, jako skazy, a przy- 
najmniej lekkie niedoskonałości ostatniego jej romansu. 
Ile razy odczytywałem p;erwlJzą młodość, z uczuciem pewnego niesmaku 
natrafinłem zawsze na figurę' Reszlwwej. Starałem się wybadać przyczynę 
wstrętu clo tćj jednćj kreacyi, podczas, kiedy wszystkiemu innemu użycza- 
łem Ilajżywszćj sympatyi! Po krótkim namyśle poznałem, że nie napróżno 
ostrzegał mnie mój instynkt krytyczny. Nie pod względp.m jeszcze pojęcia, 
nIe poc1 względem wykonania, zachodziła jawna dysharmonia tćj części a dru. 
gich; byłoto jak gdyby', wśród doskonałego obrazu łudzącego swą prawdą 
i pozorami życia, jedna figura grubo nakreślona w postaci teatralnćj i w nie, 
"łaściwych drnperYl1ch. Fałszywego i niegruntownego pomysłu, niepodobno.. 
oddać trafnie w niniejszym romansie, eo jest niebłahym dowodem znakomi- 
tości i dojrzałości tcgo gatunku sztuki, wywiązanego z obecnej okoliczności. 
Niepowodzenie Jaro.czewskiej w utworze figury Reszkowej, pochod
i we'. 
dług naszego zdania, z błędnego wyobrażenia na które m się oparła. 
Uczucie honoru, przywiązane do czystości obycząjów, posiadl1ją u nas al- 
bo o90by wyksztnleone, albo pro8ty lud wieśniaczy; klas8a zaś środkująca 
pomi
c1zy temi, klas sa która przestawaniem z najwyzszemi odłączyłfr się od 
ludu, jest rzeczywiście .najniemornllliejsza. tV całym epizodzie Reszkowej 
i .i
j córki, J araczewska chciało. pogodzić wyobrażenia wyższe, uczucia 
wznioślej8ze, z lmlorytem gminnym, bytu i obyczajów mieszkańców Pokucia. 
Koloryt ten, nie zakrył niewłaściwości pożyczania gminowi uczuć i wyobra- 
żeń, których nic ma. Lud inaczej czuje, inaczej myśli, inaczćj działa. Czlo-. 
wiek gminu obrażony, mści się, albo nie czuje obelgi, niiszy krzywdę po- 
niósłszy od możniejszego naturalnie porywa w pierwszej chwili za nót, za. 
truciznQ, za głownię; naturalnie w dalszym czasie, 
ach,?wa w głębi serca na 
zawsze nienawiść dla wyższych stanów, ale nie rozpacza nigdy tak głośno 
i tak teatralnie. Zresztą, przygoda Haliny, trochę czcza. Wszelako w niektó- 
rych miejscach, np. \V opisie obyczajc)w na Pokuciu, w podróży Haliny do 
świętego miejsca, w jc
j śmierci, wi'loczny jest. tlIlent autorki, ale popsuła 
\Vszystko nieszykowność pierwotnego pomysłu. Zywo przypomina to manierę 
pani Żanlis i Kotlin, kt()r!\ na tern się zasadzała, że nazwiskami różnych hi- 
storycznych epok. barwiono jednostajne tło nowoczesnych, wyższego społe- 
czeństw:, obyczajllw. Były więc w tem zawsze fi,łsz i jednostajność. "V szy-, 
scy dziś wiec)zą jak to zła jest maniero.. ' 
Figura Hcszkowpj przypomin
 jeszcze czarownice i cyg:mki WaIter-Sko- 
to., nIc 'Valtcr-Slwt inaczćj to wystawia. Naprzócl zwyczaj Walter-Skota 
jest taki, ażeby zapoznawszy nas z aktorami swej powieści, wywieść tych 
aktorów nrt scenę, gdzie już sami w żywym i naturalnym dyalogu, rozwijają
>>>
.14 


akcyę dramatu. W dyalogu ton i akcent mowy, odpowiadać musi koniecznie 
stanowi, charakterowi i obecnemu uczuciu osoby; przeciwnie w trybie opowia- 
dającym, łatwo zbić się w przesadę i deklamacyą. Kiedy idzie o wystawie- 
nie osoby z gminu, dyalog krótki jest równie właściwy. jak niegodnem jest 
.długie opowiadanie; człowiek bowiem prosty długiej i ciągłej powieści natu- 
ralnie wieść nie potrafi. To samo jest. kiedy idzie o oddanie nadzwyczajnego 
stanu duszy, niepowszedniego charakteru, lepiej jest dać go poznać. cboćby 
przeczuć tylko, jednym wybłyskiem, oznaczeniem się, trybem pośrednim, niż 
narażaĆ się na zbudowanie przesadnej nierzeczywistości. Umiejętne zosta- 
wienie cieniów równic tu przydntne, jak jasne światło rzucone na rys wyda- 
tny. Zresztl), przeciwieństwo dawnej fi nowej szkoły w romansie, w drama- 
cie, w historyi nawet. na tern się zasadza, te my dziś chcemy widzieć obraz 
namiętności w ruchach, w czynach, w głosie, w jaki(
h na zewnętrzną natur';) 
rzeczywiście wychodzi; tamci zaś ubiegali się za uosobianiem psychologi- 
czmU natury tpj namiętności, nie pojmując. że ona się uosobiła już, i jedynie 
tylko właściwie w ruchu, czynie i mowie, zewnętrznego człowieka. W mało. 
widIe więc właściwem, część tylko namiętności wychodzi na jaw, reszta się 
przeczuwa. ale ukryta zostaje w łonie. 
,.Powtóre u Waltcr.Skota podobna Meg Merilis jest zaW8ze istotą wpół 
tajemniczą, grającą niezbędną rolę w wypadkach zawikłanych intrygi, i nie- 
raz tlłużącą dla nich za Deus in machina starożytnej sztuk.i. Ukazuje się 
ona zawsze wśród jakiej romantycznej sceny, a szczególniej bywa oLleczon:, 
w. wysoką. poetycką barwQ gminnej figury. Miała tę myśl Jaraczewka. wy- 
stawiają.c swoję Ueszkowę Poknciankę, ale niedość szczerze pojęła ją ja. 
ko osobę z gminu. Jeden raz tylko może pokazuje się ona w powieści z ma- 
larskim skutkiem, to, kiedy wśród uroczystości objęcia rządów dziedzicznych 
włości przez HeurykH, mul weselącym się tlumem. wdarłszy się na pogorze- 
lisko komina. stoi posępna, i wyciągniętą ręką ukazuje czerwieniejącą łunę za- 
chounich obloków. Jestto jak raz postawa wpół szalonej tułaczki, ale później 
wszędzie ona nadto powszednia, nauto rozumna, i nieprzyjemnie ukazuje się 
wśród innych zdarzeń. jak teatralna pani CnotlilVskCł. 
"Nie mogę także się zgodzić z wstawieniem tak niespouziewanem powie- 
ści pustelnika; ustęp to wcale nic zły, ale razi że leuwie otrzeźwiony z za- 
mrożenia starzec. ma zar3Z n', pogotowiu tak długą. historyę. Jestto juk śpie- 
wy pasterzów w dawnych sielankach, albo powieści romansowe u Cerwnnte- 
sa. Zre!ztq. powieść miłosna, a powieść wielkich prawuziwych nieszczęść (tu- 
taj np. ubóstwo i śmierć) niejednakowej miary zaufiUlia do pomierzenia sili! 
wymagają. Dzieła Jaraczewskiej są. zwyczajnie tak pełne naturalności, że 
najlżejsze od niej odstąpienia, uderzają. Trzeci i ostatni zarzut mam prze- 
ciw historyi pierwszego pana Jochanowego. Tych przykładów uwiedzenia już 
zanadto. Zresztą, te gwałty są dzisiaj historyą. bajeczną. 
"Usunąwszy te lekkie skazy, nie można się dość nachwalić tego romansu. 
Mówi
 romansu nie znajdując na razie właściwszego nazwiska., gdyż uzielli! 
całkowicie- zdanie Kraszewskiego, że dzieła J arnczewskiej SI) zupełnie ory- 


,
>>>
55 


, 


ginalne, i przystając na to co on powiada, że w tych dziełach odbił 
się wiemie świat, w którym żyla autorka, znajduję, te to jest właśnie 
nasz świat, nasz wiek, prawdziwie statu quo obyczajowe królestwa Polskiego' 
mi
uzy ]
20 a ]830 rokiem. W istocie zdaje się iż Jaraczewska dla dzieł 
swoich nic szuka na wet osobnej jakićj kol wiek osnowy, intrygi, artystycznego 
l'llSztol\'ania, najswobolllliej ona maluje to, co ją w każdej chwili otacza, a lm 
zadziwieniu n:lszemu w tych malowidlach luźnych, wykrywa się węzeł, snuje 
się w nich historya jako w rzeczywistem życiu, a co jest głównQ zuletą 
Jaraczewskiej , to, że wszystko cokol wiek się tai w tym toku scen po- 
wszcdnich, gry losu, barwy naj wyraźniejszej , uczuć głębokich i stosunków 
tłdi \\'Jch, ona to jak gdyby instynktowie pojmuje. i umiejętnie lIa jaw wJ'- 
wodzi" Zgoła w obrazach swoich maluje ona życie powszednie, ale z jego 
naturalną barwą, z tą barwą, której sami czasem we ",łnsnem nie postrzega- 
my, nIe która 
ię znajduje, i stanowi też z historyi każdej osoby osobną 
cal ość (J). Oznaczyć możnaby naturę utworu Jaraczewskiej, że jest nie- 
tylko obrazem krnjowych dzisiejszych obyczajów, z zewnętrznej ich strany, 
nIe właśnie witerunkicm ducha nazep:o spoleczeństwa, uczuć i wyobrażeń, 
przez które dh, wlasciwycJ. lIam stosunków i okoliczności w ciągu życia 1}J"
e. 
chodzimy. 'V tym sposobie widzenia nie dziw, że wielką wartość do pism 
Juraczewskiej przywiązywać jestcśmy "kłollni. 
Schodz1!c do szczególnych miejsc pięknych romansu Pierwsza mlodoAć, 
zącząć trzeba od zastanowienia się nall wstępem zawierającym obraz domu 
professora, ciąg nauk Gustawa i Augusta, i miłość Natalii. Ten jeden wst
p 
jest już doskonałą powieścią, a na.wet nie ze szczupłej liczby rozmaitych 
charakterów złożoną. Obraz po\\'tól"nej ż'-'ny pana B1omhm.g, tuk gderliwej 
w dniach pogodnych, a odmienionej za nadejściem nieszczęścia, jest nowym 
dowouem tego wiernego studro\\'nni1t natury, ktÓI"y wyżej uznałem za źró- 
dlo prawdy i rozmaitosci obrazów Jaraczewskiej. l)ogrzeb Augusta, jak 
niewYlllowllie smutna scena uczucia, i smicrć Natalii, jakże wzruszają glę- 
boko! It W I:!llmćj już powieści śmiel'ć nieszczęśliwćj Teresy, to zaslubicnie 
konnjącej, ta "spokojna rozpacz jej ojca i przebaczenie dane zwodzicielowi, 
wszystko to z nieopisaną. mocą i prawdą wykonane części. Trzeba wy- 
znać, że niema w naszej nnturze tkli wszego obrazu jak skon Teressy; 1'0- 
manso- pisarze, poeci, dramaturgowie, nigdy się na podobną liie zdob)'li, 
jest ona c1oskona!a, a wJa3ciwie wolna od pl"zesady, a samem pomil1rko- 
wal1iem uczuć szczególnie tym bk umiejętnie użyczonym chal'llktercm oj- 
ca, głębiej jesz(:ze i potężnit-j wzrusza i pI"zenika. Kl"aszewski powia- 
da, że Jaraczewska, ma osobn:! prel1ylckcyą do opisów bnlów i mo- 


(l) Każdy w s7.czególności czlowiek 11111 osobne psmil)'ki i
'ci", 1II
'Ś1i, uczuci", doŚwiadczcnia 
pociecby i -muuu; wiadolllOŚĆ o nich .łuży społeczności w pewnym odcieniu do powszccbn
go 
pOHlępu, lecz nigdy rzeczywiście nicpolnau\!, Ikwi'ł" jego duszy uiew.'"blldllue, nikt kb z jego 
.erc" i pamio:ci w
'tlrz
 i sobie przpvlllszcz
'ó nie może, aui iadna I)oto:ga odmienić ich 'nil inu., 
ani ich zniszcz
'ć nie zdola. (Obraz m...śli).
>>>
50 


czystości; rzekłbym przeciwnie że ona ma skłonność i dar do opisu scen 
smutnych, śmierci i pogrzebów. W romansie nawet o którym mówimJ, 
oprócz zgonu Teresay, wieleż to jeszczc śmicrci i pogrzcbów? Augusta, lc- 
śniczej, Henryka I a wszystkie te sceny jak różnc od sicbie? Niepodobna 
nic postrzedz, że umysł autorki z upodobanicm zwyczajnem charaktcrom mc- 
lancholicznym, zwraca się ustawnic ku tym SRIf
tnym a nicuniknionym 
lu.zygodom; na koilcu wszystkich perspektyw życia postrzega posępny krcs 
zicmskiego zawodu I \V obrazach swoich naznacza też dostatnie miejscc 
tym czarnym widokom, i nigdzie się nic wcźmie za ich malowanic bez nic- 
odpol"Ocgo talentu poety. Tc więc opisy swobodnego wiejskiego pożycia, 
balów urzl!dzonych, obchodów rocznic i imicnin, przcplata nierzadko posę- 
pniejsze malowidło; śród tego toku dni zwyczajnych, nadarza się scena, 
zostawiająca ślad głębokicgo wzruszenia i w sercach aktorów dramatu 
i w umysle czytelni Im. J el!tto rzcczywiście życie, niejednostlljne, naprze- 
miRn wesołe i smutne. 
Coto za wyborny chociaż jak od niechcenia skreślony ciąg prawdziwych 
tabeaux do genrc, ten opis mieszkańców małego miasteczka. w które m raz 
pierwszy odmienia pocztowe konie Henryk po wyjeździe z Warszawy I Cóż 
wdzięczniej8zego, jak pierwszc poznanie nasze Karoliny wśród żniwiarzy? 
a potem figury jarmarkowe, l-'ani podkomorzyna i rozmowa z nią na balu. 
". szystko trzebaby wyliczać, chcąc mówić o darze opisowym Jarnczew- 
skićj. l\ie możemy wszelako opuścić jednego szczególu, który nam do roz- 
ległych UW11g nasb'ęczył powód. Jakkolwiek to pewna, że wszelka cudzo- 
zicmczyzna ma otwarty wstęp do naszych obyczaj{l\v, to niewqtpliwa także, 
że zostaje nam więcej jeszcze swojszczyzny w obyczajach, niżby się z po- 
wyższego w:lględu spodziewać można. Śród innych ludów 1:ul'Opy zlanych 
w jednostajną cywjlizacyą, nie można zapoznać, że my odznaczamy się je- 
szczc dosyć wyraźnie osobnemi obyczajami. Gdzieindziej niema. nicj;lko ża- 
dnego związku między ukształceniem wyższych klass społeczeństwa, a obycza- 
jami szczero,narodowp.mi ludu; u nas przeciwnic, zwyczaje ludu nie tak zupeł- 
nie ustąpiły, owszem jawią. się dosyć często w trybic kbs8 wYll!Z}'ch; dosyć tu 
wspomnieć owc obchodzenie świąt że szczególnemi obrzędami, tańcc i mclodye 
równic od wszystkich stanów ulubione. Z samego może nawet niedorównania 
innym w sjJólccznych urządzeniach, z powodu mniejszej ludności, minst rzad- 
I!Izych, wiejskiego zamieszkania, klimatu, mamy w domu nnłogi i ujJodobanic 
J:wyczaju, całkiem przeciwnc znajomym za granicą naszego kraju. Co bądź, 
to pcwna, że tryb cały naszego życia oddycha oddzielnym duchem. \V y- 
pływa ztąd dla sztuki, że lubimy się rozpatrywać w obrazach przedtitawia. 
jących tcn nasz odmienny typ od innych, i może 'też u nas snadnie powstać, 
czemu gdzieindziej bywa niepodobieństwo, rodzllj romansu obyczajowego, 
jaki jcst w Anglii, nicwyczcrpancmi kombinacyami rzetelnych obyczajów 
nl1.rodowych zażpvianego. Drugie postrzcżenie: w mllnierze naszych ro- 
r.ansopisarzów, nawet niektórych poetów, powinno uderzyć owe tl\k zwy- 
czajne malowanie drobnych szczcg6ł6w, bądź martwći, Ląd? żyjącej przyl'O- 


.,
>>>
,. 


, 


.. 


57 


dy. Co krok natrafiamy na jakiś obrazek troskliwie oddany, schwycony z na- 
tury, i usiłowanie żeby jej był wiernym. Dla poznania o czćm właściwie m6- 
wimy, prosilibyśmy aby każdy odczytał początek rozdziału Jarmark, w ro. 
mansie, który roztrząsamy. Nietylko tu widzimy tłumy spieszącej się jarmar- 
kowej ludności, ale patrzymy na pędzone stado bydła, na. postawę gęsi, 
i opornie idącycli za jedllfJ nogfJ uwiązanych wieprz6w. Irawdziwe flamandz- 
kie malowidła! Jakkolwiekbądź, . to pewna, że w innych literaturach, np. we 
francuzkiej, w romansie nie mogłyby się pomieścić podobne opisy. Dlacze- 
goż? Dlatego, że czytelników tych romansów umysły, nie są usposobione 
podobać sobie w takowych oJ:.razach. Cała zewn
trzna powszednia natura, 
tak rozmaita i malowna w drobnych i powszednich szczegółach, w których 
kocha się malarz holenderski i poeto. polski, nie ill1tnieje dla francuzkie- 
go romanso - pisarza i poety, i dlategoto, musi on wymyślać te zaciekłe, 
namiętne, a przesadne okropności; służącc za bodziec interesu w dzie- 
łach imaginacyi. Tutaj może tai się przyczyna owego dziwnego wyro- 
dzenia się poezyi, a tak' znakomitego zkądinąd i rozumnego narodu. Po do- 
strzeżeniu, że literatura klassyc?na, była chłodna i prozaiczna, zapragniono 
poezyi, lecz zkądże ją wywieść? Stan cywilizacyi francuzkiej nie dopu- 
szczał sympatyi z naturltlnemi i spokojnemi kontemplacyami, które w całej 
istm!cej naturze, jednę tylko o. niewyc?erpaną skarbnicę poetyćznych kształ- 
tów wyśłedzają; umyślili, że onn jest w jakim exccntrycyzmio, i tą bezśle- 
dnią. drogą dotąd się biją. i nękają. 
Poeci fi'ancuzcy zgodnie z ogólną. cywilizacyą swojego narodu, przenie- 
sIl zawód sztuki caJkowicie w sferę namiętności spółecznych. . Jestto dla 
niej c.1uszne i nieprzyroc.1zone powietrze, bo życie ludzkie nie powinno i nie 
może rozrywać węzłów z wewnętrzną naturą; a kiedy je zrywa, ściera z sie- 
bie co naj poetyczniejszą. barwę. Dlategoto w poezyi, sztuce, niepoślednim 
gatunkiem co do wdzięku, była zawsze poezyo. sielska; dlatego nawp.t w li- 
tcraturach uczonych zostawiono miejsce dla poematów dydaktycznych zie- 
miańskich, dlatego też z rac.1ością widzę, że romansopisarze nasi, prawi 
artyści rolniczego ludu, zdradzaj:). charakter cały naszej poezyi, zewnę- 
trzn:) i sielską naturę odwzorowywać i powtarzać, co sprawia, że romans 
nasz ma prawo do nierównie 'artystyczniejszcgo znaczenia niż inne. Sa- 
mo to, że składa się z obrazów pojedynczych,. żc naturę w najdrobniej- 
szych szczegółach, w jej barwach i kształtach oddajc. czyni, że nawet 
stylem swoim do prozy. a nie do poezyi należy. Ponieważ zaś mamy jeszcze 
dostateczną miarę sympatyj, z tem czysto-artystycznem dziełem, zawarować 
to nasz romans powinno, od szukania dla siebic niewłaściwej zaprawy w"nie- 
prawdopodobieńswie i dziwactwie, znieważających romans francuzki. Ten 
ekscentrycyzm 11ie pochodzi z rozkoszy. a]c z biedy; niellla go dlaczego za- 
zdrościć, i gdyby nawet romans polski miał zostać (jak mówi Krasze- 
wski) rodzajcm odpowiednim temu co w malarstwie nazywają tabuau:J: de 
genre, b
dzie on wszelako wyższej natury utworem, od romansu salonowego, 
8
>>>
58 


ta" samo, juk zawsze jest i było więcćj p
('zyi, w swobodnej wiejszczyznie, 
niżeli w jednostajności miejskiego pożycia. 
"Dobrze to zau\\'ażuno, że powieści Jaraczewskićj mają bardzo wyra- 
źny cel moru lny. Weuług mojego zdania, jeśli jakie dzieła mogą miM cha- 
rakter wpływających na poprawę obyczajów, to zapewne romanse i powieści 
w rodzaju Jaraczcwskićj. Dawne mnieml\nie, że teatr jest szkołą obycza- 
jów, znacznie staniało, naprzód dziełu przeznaczone dla sccny, mają nie- 
«łogodność ram trocluJ za ciasnych, wymagają. także zbyt despotycznie efre- 
ktu; w komedyi np. charaktery często muszą być posunione do karykatur, 
ażeby bawiły; w każdym razie zgiełk nawet, i tłok teatralnej widowni, nic 
Bprzyjają wyniesieniu ztamtąd w."ażeń poważnych; właściwie na te tłumy lu- 
du działa nami4,)tność, zapal, ale nie spokojnu rozwaga, i do Biebie zwrócone 
zastosowanie. 'V przeciwieńBtwo tcmu cóż właściwszego jak zastanowienie 
się Ill'zy cichćm i samotnćm czytaniu książki? Przed nierozgarnionym umy- 
"łclII przeplywl\ją wolno i w cichości aktorowi e wymyślonego zdarzenia, ich 
my:-ili, uczucia, cierpienia, postępki i ich skutki; a że wszystko to są rzeczy 
z powszedniego życi,\ wzięte, czyny i charaktery naturalne i nienaciągane, 
fi naj\Vi
k
za rozlQI\itość lIIoże je znamiono\\'uć, niepodobna więc, ażeby nic 
znabzły się 
zczeg{,ty, wręcz do nas zastosować 8ię mogQce, a z widoku tej 
gry rJżnyd. naJuiętnosci, z widoku rozlicznych spraw i skłonności, które bez- 
I!trollllie sąllzić możemy, wynika ula nąl! zewsząd gruntowna i pożyteczna 
nuuka. Rzeczywiście, pożytek który z artystycznego wizerunku życia lullzkie- 
go, wyciągn:!ć możemy. jest ten sam, ktlJry olInosimy z rzetelnego życia, 
z doświadczenia Bwiata i lullzi; nauka, którą wyciQglm}y, WZrtłl'ozenie kMre- 
go doswiat1czamy, w niczćm nie jest odmienne od tych, które w rzeczywi- 
stości slu",:
 tu moralnćj edukacyi naszej, bo salIlo życie jakiż ma inny cel, 
jcżeli nic tell, żeby nas uoskonalić praktycznie (I)? Owszem, ten nawet 8zcze- 
gól, który postrzedz można, żc wszystkie wielkie wypadki tego świata, np. 
Rmierć, niet1zczęście i t p., sroższe 8:) zwyklc w zewIl
trznym swoim olmzie, 
niżeli w i:stocic więl\szćj okropności dla tych, którzy 8ą ich świadkami, ni- 
żeli tyeh, którzy przez nie przechodzą, naprowauzaj
 na mysI, że wszy- 
stłw ma przeznaczenie służyć jedynie ku moralncmu pożytkowi ludzi, i mą- 
drość przed\\'ieezna umiula z/\I!tosować największe Idęski do miary sił czlo- 
wieka, wtcdy nawet, kiedy dla pożytku innych ohlekła je w najwyższą. ze. 
wUl;tJ"zną przeraźli wość. U ważnili więc zawód dojrzałego' powieściopisarza, 
wystlL\viaj:I-cC'go w 8wojćm dzielc obraz zwyczajnego życia, tkliwe uczucia, po- 
mżajl!ce wypadki, juko pomnażającego dla swoich hliźnich massę nauk, któ- 
re 1111\ nich są koniecznemi. Użyteczność podoLnij gałęzi sztuki, sama 
przez się oczywistą się st:
e. Najużyteczniejszćm jednakże dzicłem tcgo 


(') Każdy pojedynczy człowiek" ma osobnI) mi8sr
, kt6rę jJ'ciem swoj6m wypolnia, i nicmo- 
wl
 naweC, klóre jcdu
 cbwilkę 1,\'10. cz)'to p'rzez obudzenie czuloAci motki lub ojca, czy dla 
knry ich, lub przestrogi, czy dla okazania t\oczeslIl(j zuikomości I i umtcrYlllntl'J nicości, dopełnia 
DI
8syi względcm ogólu. (Obroz m)'lIli)" 


r! 
\ 
II
>>>
5f 


rouzaju, najbliższem praktyczni:; korzyści, może Lyć niewątpliwie romans 
obyczajowy, ho nastręcza naukę z prawdoJodolmego zbiegu i powildania 
się istnących okoliczności; stawia \V położeniu w któl'ćm byliśmy lub sn:1- 
dnie Lyć możemy, i kolorując otaczojące nas. rzcczywiscic stosunki, fi któ- 
rc z powodu swojćj powszedniości wypłowiały dla oczu naszych, pryzm:L- 
tem sztuki, w wyraźniejszem świetle nam je objawia. Nic' snadnie jednak 
znachodzi się w literaturze dobry malarz obyczajowy; wiele warunków mu- 
si mićć za sobą tuki, któryby za niego wart Lył zostać uznanym_ l\lu- 
si to Lyć koniecznie człowiek wytrawny, ktt,ry sam w życiu wiele widział 
i uczuł, którcgo ml(lto stanowisko społeczne dało mu dokładnie rozpatrzeć 
się w ohyczajacl. i sposobie widzenia narodu. n przytćm, któryby miał 
rzadki talent poety: w ohrazy swoje postrzeżenia wkładać i na jaw wywo- 
dzić. Rzekłhym nawet, że pisarz taki, suadni(.j powstunie zpomi
,lzy koLićt, 
niżeli zpomięllzy mężczyzn, Lo właściwy im takt i p.ozcnikJiwość Lłiżćj, i nic 
jako pouf:,l
j OIhłaniają wszystkie t:yniki uczuciowego dramatu domowcgo 
życia, i delikatnych Olldcni towarzyskiego bytu. Nic więc llziwncg-o, żo 
literatura ohyczojowego romansu, z mniejszej liczhy dzieł się składa, niż 
inne glltunki romansu, gdzie z młodzit'ży ognistćj i zapaloni'j zaciQga się 
poczet pisarzy, wybnjałe marzenia imaginacyi przedającej za rz
czywistość. 
choć do niij nn.jmniejszC'go podobieństwa mićć nic może. 'V sz
dzie i zawsze 
trudnićj o rozum 'wyksztułcony widokiem rzeczywistości, niż o gorączkowe 
marzenie młodzieńcze, i dlatego chluLniejszćm jest dla na8zćj litl'rntury, po, 
siadanie trzech romansów Jaraczewskićj, niż stosy Żaninów i Sue. 
".Tuk pi
knn. mornlnośc wynika '1. obrazów Jarnezewskićj, zhytecznem 
zda mi się dowodzić; nie mogę jednak przenieść na soLie, ażebym nic 
zwrócił uwagi no. ciQgle obecną w jćj pismach, o. tak st080wn
 dla nas 
doktrynlJ chrześciański('go obejscia się z ludem wiejs:.im, i namowę do WZIl- 
jemnej miłości między stanami, co nietJlko popićra rzetelnym i ujmują- 
'cym obrazem naszego dohrego ludn, ale także przykł:ulami szlachetnego 
przywiązania wyższych ku niższym, i wzajemnie, np. tym pi
knym czy- 
nem matki niepozwalającćj na odlączenie dziecięcia, kiedy to zagraża ży- 
ciu mamki, alLo poświęceniem Rellzkowćj wysysającej oczy zapalone ospą, 
swemu wychowańcowi. Piękną jest osohliwością naszych moralistów, (a mo- 
że naszych obyczaj6w), że zawsze zasiewają między nami nasiona miłości 
a nie poswaru, jak gdzieindzićj; w dziełach zaś nadobnych, w sztuce odwzo- 
rowywania ludzi i natury, najbogatsza natchnienie jest niewątpliwie w bez- 
stronności, bo wznosi do pojęcia ogółu wtedy, kiedy namiętne uprzedza- 
nie się czćmkolwiek, odsłania tyłko jednQ stronę i to krzywo, i w nie- 
właściwych proporeyach. Te różnice widzimy na dwóch lit.eraturach, an- 
gielt;kil
 i fmncuzkićj; oby poznanie coraz gruntownicj;;ze pierwszej, od- 
wodziło nas od wyboczeń ostatniej. 
"Trzy romanse o których mówilismy, wydane bez imienia autora. 
Tym dziełom nic przyznano jeszcze rzctelnej ich wartości: niewątpliwie są 
one tak £lobrem zwierciadłem dzisiejszego narodu polskiego, jak pisma 


. 


')
>>>
[ 


.. 


60 


Krasickiego, były' niem przed 50 laty. Jako utwory poetyckie, są naą-et 
wyższej ceny, bo za czasów Krasickiego nie było jeszcze tej artystycznej 
formy, jak
 jest dzisiejszy romans, Rzekliśmy wyżćj, ile warunków potrze- 
ba, ażeby powstać mógł dobry malarz obyczajowy, Jest nim Jarac.ze- 
wska. Pisma jej uwodzI} nas żywo w świat, na który jeszcze patrzymy, 
a który dla naszych potomków, będzie już tylko historyą. Należąc ona do 
tak nazwanej 8zkoly klaB8ycznej, wielbi nieraz talenta poetyckie Morawskie- 
go, Osińskiego, Koźmiana, nie domyślając się .zapewne w dobrej wierze, że 
jest nierównio od tych znakomitszym poet:} , gdyż składa, (czego oni nie 
czynią), w jasne, nadobne i mnogie obrazy, istotne życie i społeczny byt 
swoich ziomków. 


a 


y 


I G. 


. 


Ludwika Ossolińska w życiorysie Jaraczewski
j, co do jtl'j zawodu autorskiego, m6wi: 
"Pomimo te pochlebne' o jej pismach zdania jut j'ł dochodzily, tak dalekIł byla od zaro- 
zumlałości, tak eię nigdy z niczego nie chlubila, że w zamieszkał6j przez ni'ł okolicy, dlugo po 
wydaniu pit!rwszego jt!j dzieła, nie dom)Oślano si". te jest autork'ł. Jakkolwiek p...;ecież byla obo- 
jętn'ł na swoj
 sławę litera('kl}, dwie blache i napoz6r nieznaC'
I}ce' okoliczności, ucieszyły jlł nie- 
zmiernie. 
Będ'ło w Warszawie, wkr6tce po wydaniu swej pit!rwszt!j powieści, przechodziła raz przez 
Krakowskie-Przedmieście. Szedl naprzeciwko ni
j jakiś młody człowiek, -zatopiony w ksilłżce za- 
pIwIle dopit!ro kupiont!j. Na twarzy jego tywe malowało się zaj
cie, i w skutku te. pewnie tego 
zaj
cia, nie spostrzegajłC nadchodzl}ct!j z przeciwnt!j strony 080by, potrl}cil j'ł niecbClłcy, i o malo 
nie wywr6cił. 
Wstrzymala el
 jednak i spojrzawszy mimowolnie w czytan'ł tak namiętnie książkę, poznala 
Iwoj", Zofi
 I Emili
. Trudno sobie wystawić jak j'ł ten mały wypadek ucieszyl, i z jakit!m upo- 
dobaniem opowiadała go wszystkim. Lecz czy radość tak pelna łagodn6j prostoty, nie świadczy 
zarazem, jak mało byla wymagajl}c'ł, i jak jej pi
kna dusza ('enić umiala, choćby najprzelolnrsj. 
eze w8p6łczucia oznaki. 
Drugi raz znowu będąc na wsi, gdzie prawie powszechnie przyjętym na prowincyi zwy- 
czajem, daleko liczniejszy dw6r miała, ani
eli "tego w}:go61a i potrzeba wymagały; mając wie- 
czorem jaki' rozkaz do wydania, kazala zawołać jednego z swych ludzi, lecz g& nie bylo w przed- 
pokoju. Wymienila drugiego, nie bylo go także, trzeciego, to. samo, cbłopc6w nawet słuil}cych 
przy krsdeneie nie bylo. Zadziwiona i nieco zafrasowanR Mm p08politt!m ruszeniem, kazala po- 
Izuk&ć zbieg6w, i znaleziono ich wszystkich zgromadzonych w kuchni przy stole, wokolo kucba- 
rza, najbieglejszego zpomi
dzy nich literata, kt6ry z wielki6m zadowoleniem całego gl'ona czy tal 
głośno Wiecz6r ad.centowy. Bylato druga chwila prostodusznej radości, I każdy to wyrozumie, że 
autorka snadnie, pani'ł domu przeblagała." 


.. 


r 



.
 


-----
>>>
BOGUMIŁ A'UGUST 
.. 
mrwmwm\mQ 


URODZIŁ SIIj; W WOLMERSVERDE W HALBERSTADZKIEM 


1 IItYCSllia 1748, Ilmarł 8 czerwca 1794 r. 


duszą prawdziwie poetycznI! i ,namiętną, niewiele korzy- 
stał z nauk, których słuchał to w akademi Halskiłjj teolo- 
gii, to w Getyndze prawa. Mimo to, zdolnością wrodzoną, 
i późniejszą pracą, 1786 roku, został profc8sorem filozofii, 
na tej katedrze umarł. 
W'; dwudziestym szóstym roku wieku, zapragnąwszy spokoj- 
nego domowego życia, postanowił się ożenić. Przy wyborze 
małżonki, szukając tylko dobrej gospodyni, pojął starszlł cór- 
kę Leonbarda urzędnika Hanowerl'kiego. Ale nim się ożenił, już 
nieszczęśliwa gwiazda, zabłysła nad głową Biirgera. Po zaręczy- 
nach, poznał młodszą siostr';) swojej narzeczonej, imieniem Augu- 
styn';). Młoda, piękna, \V czternastym roku życia, natchnęła gwałtowną 
miłością poetę, i sama go ukochała. Nieszczęśliwy Biirger nie chcąc łamać 
.. danego słowa, nie słuchając natchnienia swego-serca, bierze ślub, wobec Au- 
gustyny, ze starszą siostrą. Nierozważny ten postępek, przez lat dziesięć 
wystawił trzy serca na pasmo niewysłowionych męczarni. Miłość poety i Au- 
glistyny wzmagała się z dniem każdym, tern silniejsza, im mocniej z nią wal- 
czyli. Nieszczęśliwa żona Biirgera w łzach tylko szukała ulgi: śmierć m..-ol- 
nila ją nakoniec od cierpień. Przejęty głębokim smutkiem, stał nad grobem 
tej, która wspaniałomyślnie i zrzeczeniem się samej siebie, znosiła stosunki 
tak bolesne dla przywiqzanej małżonki. 


. ' 


-
>>>
62 


Ożenił się z Augustyną, kt6rą. \V swych pieśniach wystawiał pod imic' 
nicm Mally, i lubo miał z nią najszczęśliwsze pożycic, utracił ją przy pićr- 
wszym połogu. 
Śmierć ubóstwianej Augustyny, zniszczyła w Biirgerze całą moc duszy: 
zaczął słabnąć, niknąć, B życie gasło w nim widocznie. Chciał ocknąć siQ 
po długo trawiącej go rozpaczy, ale umysł nie był w stanic wzięcia góry nnd 
sercem. Przewidując Llizki zgon sw4i, uczuł potrzeL9 zostawienia matki ula 
sierot swoich, i zaczął szukać odpowiednićj opiekunki. Wtem ze Sztutgardu 
odcbrał wiersz od młodej, bogatej, jak się zdawało szlachetnej, tkliwego ser- 
ca i dobrzc wychowanej panny, która z samego czytania poezyj Burgem, naj- 
żywszą. miłością dla niego przejęta, ofiarowała mu swoje serce i rękQ. , Ale 
ten, uważając tę ofiarę jnlm igraszkI;) wybujnłćj wyobraźni, żartował z niij 
sobie. Gdy jednakże coraz bliższe dochodziły go wiadomości, o tej szwabsl(il
 
poctcc, gdy zaczęli wystawiać mu jej obraz w najpięlmicjszem świetlc, tak 
pod \vzglęuem urody, jako też wykształccnia umysłowego, i majątku, skło- 
nili Riirgera przyjaciele, że ją. poznał, i w roku 1790 pojął za żonę. 
Ten dziwnie zawarty związek, gorzko zawi6dł obiecywane szczęścia na
 
dzieje. Po uw6ch latach niezgodnego pożycia, musiał się rozwieść. Krótkic 
już odtąd było jego życie. Nie miał sił uo vracy, wycieńczenie trawiło ciało, 
a ostatnim chwilom umierającego, byłby jeszcze i zupełny brak dokuczył, 
gdyby dar rządu Hanowerskiego (nawet bez prośby nadesłany), nie był ode.. 
gnał głodu, od łoża bolesci. 
Biirger w literaturze niemieckiej niepoślednie' zajmuje stanowisIw ; ża- 
den z poetów więcej nic był ani czytany, ani ceniony; żyje on dotąd w ustach 
ludu. 
Uczony SzIegeI takie o nim daje zdanie: 
"Ri1rger jako poeta, ma więcej oryginalncj, niż ognistej i rQzległl:j fim- 
tazyi; więcej prostej i szczerej, niż rzewnej czułości; nie tak głęboki w po- 
mysłach, jak dd!;konały w wykonaniu; sposobniejszy do dum i lcl.kich bal- 
lad, niż do wyższej liryczm;j poczyi. 'V oryginalnych utworach swoich, isto- 
tny poeta ludu, umiał stylowi swemu nadać jasność, żywQ. dzialalność, świe- 
żość, a cz
stolroć i rzadkich ozdób zalety." 
Twórc=ł w Niemczech ballad, jest Eiirger, 
ma on w tym rodznju poezyi pierwszeństwo: 
Stolberg, Rolty, Voss, Schlegcl i t. d. 
Antoni Edward Odyniec, znakomity nasz poeta, pierwszy dał nam po- 
znać w tlumaczeniu ballady Riirgera. Przełożył on trzy ballady, Lenom, wier- 
noAć, i myśliwiec. 
PienvBzQ. Sz'egcl nazywa królową ballad, i słusznie, bo obudzRj
c li- 
cznych naśladowców, naJala Ł'tały charakter balladom niemicckim, ktJry po 
dziś dziCl1 noszQ.. Treść jćj WZiilł Biirger z powieści gminnćj, upowszechnio- 
ni:; w Niemczech, a z mał:} co uo szczegółów różnicą., i naszemu ludowi 
znajomćj. W obu narodach musiała być kiedyś wierszem ułożoną, co zda- 
ją się potwierdzać małe z nićj dotqd pozostałe ułamki. co dziwna, że też 



 


i dt)tąd niezaprzeczone trzy- 
po nim idą Gothe, Schiller, 


.
>>>
63 


. 


same w obu jc;zykach: 
plljące wiersze: 


tak np. u nas mic;dzy iuncmi S:) cztery nnst
- 


l 


,,!\I1esIiIC świecI, 
!\hll'tw!cc leci, 
SIlI\lem"!czka szach, szacli , 
Panieneczko, czy nIe strarlJ:' 


A które zupełnie prawie odpowiadają nicmicekim : 


"Dcr 1\lonl1, (Jl'r sehelnt so hel/e, 
Tle 'fodten reltcn so schnrl/£'. 
Gl'ilut L1l'IJcllcn, au ch dlr nieM?" 


" 


Słowa te' podały Biirgerowi pierwszą myśl jego ballady. Późno raz 
bowiem przy blasku ksic;życa powracając do domu, napotkał Bpiewając
 
je kobićtę: a uderzony piękną ich prostotą, wypytawszy siC; o resztl,i powie- 
ści, napis:l.l z nićj w roku 1772 Lenorę (I). 
Drugą. z kolei balladą jest tak zwany dzil.:i myAliwy (der vilde Jiiger) 
czyli myAliwie(
, napisana odmiennym zupełnie rytmem od pierwszej. a liczą- 
ca się do najsławniejqzych płodów Biirgeta.. Pa.ni de StaCl w dziele swojem 
o Nicmczcch, tak o nii'j mówi: 
"Najpiękni('jszem w tl:j poczyi lliirgera, jest silne odmalowanie niczem 
niepowściągnionej n:mli",tnośd myśliwca. Zrazu była ona niewinną, jak wszy- 
stkie' władze duszy, lłle sic;) rsuła stopniami, w miarę jak gardząc głosem 
sumienia, szeul za popęUCIl1 rozpasanych chęci, które go w końcu tylą ob- 
ci:!żyły zbwdniami, żc ziemia znieść go nie mogła. Złe i dobre skłonności 
ludzi, pi
knje fil! wyobrażone przez dwóch rycerzy, z któI'ych go jeden 
ostJ'zegu, drugi do zhrodni poduszcza. Słowa zawsze też same, które chcąc 
go zatrzymać, rycerz prawy powtarza, z wielką. są sztul
ą. użyte. Auto- 
rowie i poeci przednich wieków, znali doskonale to uroczyste wrażenie, 
jakie spmwia stosownie użyty, powrót tychże samych wyrazów (-). Duchy, 
wyrocznie, i wszystkie naulutlzkie istoty, jako nieporuszone niezćm, i nie- 
odmienne, jednako tlumaczyć się powinny, i niemalą jest sztuką, nl1.sla- 
dować słowami tc;) uroczystą powagę, jaką wyobraźnia wystawiać sobie zwy- 
kła \V krainie dueMw i śmierci (2):' 
Po Odyńcu, zajął sic;)' tłumaczeniem poezyi Dilrgera, Bruno KiciiIski. 
Przełożył on wiernie, i miarą oryginałów Lenor
 i myśliwca. Tłumaczenie 
jakkolwiek wiemiejsze co do dosłowności od pierwszego przekładu, nie ma 
wuzi
ku, jaki cechuje wszystkie tłumaczenia Ouyńca. Z ballad przełożył 
n. Kiciński jeszcze: C6rke dzierżawcy, Prawdzi.wq. przygodlJ dziwnie pie- 
hlej ksie.tniczki Europy z starodawnym bałwanem p0!lańskim zwanym Jowisz 
alias Ceus: powicAć Jlilarego Jocosa opowiadana w publicznej gospodzie rze- 


. 


(.) Nie sami tylko poeci średnich wiek6w, lecz cz
sto bardzo przed nimi, i starożylni 
używali powtarzań: czego liczne prz)"klady napotkać można w Ilialkie i Oddy..ei Homera. 


,
>>>
64 


mie
lniczij: pieśń o czlowieku poczciwym, obchód uroczystości Wenery, pieśń 
pochwalna i kilka drobniejszych poezyj. 
Przywiedziem tu pie
ń zimową, którl) wyśpiewał Biirger, na. cześć 
ubóstwionej Augustyny. 


,.Posępnej zimy mroina dłoń, 
Z topoli zdarła liść, 
Majowy ubiór z bleduych błoń, 
Nakonlec musiał znljść, 
I różnobarwnych kwiatów ród, 
Zasłonił śnieg ł lód. . 


o lube kwiatki! powiem wam, 
Kto zabrał wam wasz skarb, 
Nadobną Jednę piękność znam, 
Nadobną z waszych farb, 
Jak niezabudka oczy ma, 
Z ust róża, twarzy lilia. 


I cóż ma mnie 'obchodzić kos, 
Lub co słowika tryl, 
Gdy stokroć milszy Mally głos, 
I wśród zimowych chwil; 
Jej oddech miło wciągać mnie, 
Bo wiosny wonią tchnie. 


Rozkosze wszystkie w Jedno złóż, 
A masz w jej ostacll; z róż. 
Poziomek lub czereśni smak, 
Nic, nie jest miłym tak: 
I cóż mnie ma obchodzić maj, 
,Gdy w nJej mam wiosny raj I 


I 
I 
I 
. ! 


Powieść o Jowiszu nacechowana dowcipem, i humorem, pełna najwy- 
kwintniejszej charakterystyki niemieckićj, napisaną. byłu przez Biirgern, 
w najszczęśliw8zych chwilach jego życia. Wyborny przekład n. Kicińskiego, 
nic nie pozostawia do życzenia. 
Zakończymy ten krótki rY8 życiu niemieckiego, poety, przywiedzeniem 
pięknej pieśni: ,,0 człowieku poczciwym." 


. 


, 
- .
>>>
. 


. I
 łoś śpiewie mój cnotliwyeh cześć! 

Brzmlj jak organow I dzwonow dzwlęk. 
Bo kto zasłużył na bliźnich dzlęk. 
Nie złoto, plesń mu trzeba nieść! 
Ztąd Bogu cześć składam, że choć to wiem. 
Jak pczclć cnotliwych, śpiewaniem mćm! 


Wiatr dżdżysly wluł z zachodnich stron. 
I ll
&lził z Włoch wilgotne mgły; 
Ciężame chmury przed nim szły, 
Jak owce wilk, tak gnał je on, 
Zmiótł z pola, bór łamał, I w głębiach wód. 
Rozmlt,:llczył, rozkruszył oajtęższy lód. 


Z glir starych szczytu tajał śnlćg. 
WciąŻ spadell wÓl1 t)'slączllych grzmiał; 
Łąk obszar stawl'ID być się zdał, 
I głÓWlIlij rzeki wzdął się tirg, 
Huczące bałwallY poniosły wtór, 
Piętrzące. się skał)' 10110\\')'£h gór. 


Na słnpach I łulach clę7kl most, 
Z ciosowych głazów zbity stał. 
A na nim w środrk rzeki "'llrO.,t, 
£:elbllllkę małą strażnik miał. 
Z dzle£l
clem I żoną. gdzież llójdzh', gdzie? 
,.Strażnlku! wołają, ach ratuj się!"' 


Z ol{ropllt'm w)-clem burzy grom, 
Bałwany gnał w s(I'ażnU,a dom. 
Wyblrll'a drżący aż na dach, 
To tylko dał UlU wyrzec slracll: 
"O Boże łaskawy! ulituj się! 
"Zginąłem, zginąłem! któż zbawi mnie?" 


Bałwany rwały strzał na strzał, 
Z obójga brzegów tu I tam. 
Z obójga brzegów potok sam, 
Łuki I słupy w wodę rwał. 
A strainlk z swą ŻOllą, co t)'lko sił, 
Od wlatro, I fali, okropnitij wył! 


9
>>>
66 


Bałwany rwały raz po raz, 
Z obójga brzegów to I tam, 
I słup za slupem w oczach nam, 
I spadał w dno po głazie głaz, 
I już się do środka pęd fali drze, 
O Boże łaskawy! ulituj się I 


SIał ponad brzegiem liczny tłum, 
I każdy dłl/nle łamał swe,. 
Le(:z klóż z nich zbawcą zostać chce? 
Ntkt, bo przeraża filII szum. 
A stmżnile z swą żoną, co tylko sił, 
Od wiatru I rzeki okrolJIIlej wył. 


Głoś śpiewie mój cnoUiw}'ch cześć! 
Brzmij jale orgauów I dzwonów dźwięk: 
Nle
h wdzlf;czua piosnka śllleszy nieść 
Tym, co zasłużą szczery dzlęk! 
Ach! już się do środka pęd fali drze I 
O zbawco cnotliwy, ach! objaw się! 


Przed most pan jakiś leci wcwał, 
Spieniony pyszny zieje koń, 
Czem brząka zdala paliska dłoń? 
Trzos IICłny złota w rękn miał. 
"Sto cząlych w tym tl'zosle. Zyska te sto, 
"Jeżell tonących ocali kto." 


Cuotllwym twoim paule to ów? 
I\Iój dobry śpiewie, objaw Dilm? 
I o tym 
)auu ze czcią mó,,;, 
Lecz jeszcze cnotliwszego znam. 
O zbawco cnotliwy! już objaw się. 
Bo Cala celbudkę obalić chce. 


I coraz wyżćj warł pęd wód, 
I wiatr lIie przestał głośniej wyć, 
I coraz bardziej blednął lud. 
,,0 zbawco! zbawco! prędzej Idź." 
Wir słupy po słupach zwalał I tłukł, 
I z trzaskiem po łuku upadł łuli:. 


Hej! wiara! śmiało w nurt sIę rzuć! 
Wykrzyka pan, wskazując trzos, 
Choć każdy słyszy pańskI głos 
Nikt Jednak nie śmie wskocz)ć w łódź. 
A strażnik napróżno, co tylko sił, 
Od burzy I rzeki okropuh'j wył. 


. 


.
>>>
67 


Wtem przyszedł prosty chłop nad most, 
Wędrowny kij w swem ręku mIał, 
I w samudziałce prostej stał; 
Lecz miał wspanIałą twarz I wzrost. 
Usłyszał on pana poważny głos, 
I pl'zrjrzał po wodzie swój zgubny los. 


I w Imię Buga żegnając się, 
W rybackie czółno wskocz)"ł wllrosł, 
I mimo fali, mimo krę, 
Szczęśliwie prz)'był przrd sam most' 
Lecz biada' za małe jest czółno te, 
Nie można, odrazu wziąć wszystkIch w ule' 


Obrócił trzykroć czółnem swem, 
I mimo fali, mimo krę, 
Szczęśliwie mu powiodło się, 
Ocalić wszystkich trojga nil
m. 
Zaledwie ostatnie złożył na bl'zeg, 
Wnet z hul{iem I trzaskiem most w' wodę I('gł. 


o śpIewie mój, na czyjąż cześć, 
I komuż IlUcIsz luby dzięk? 
Chłop, który śmiał swe- ź)"cie nieść, 
Wszak czynił to na złota brzęk: 
Bo gd)'by nIe brzęknął b)"ł paliski trzos, 
To możeby uie był I życIa niósł. 


I 
- "Człowieku dzIelny' mówI pan, 
Przyjdź I nagrodę twoję weź." 
O śpiewie mój, cześć panu uleś, 
Bo on zaszczycił cliły stan. 
"Ach' jeszcze szlacllCtolPj, powiada śplpw, 
mła pod prostą sukmaną krew." 


- "Ż)'cia za złotu nie ,taję, nic! 
I.obom ubogi, mam co jeść, 
Twe dary pilllle! tym racz nieść 
Co dziś stracili mienie swe." 
Rzekł, serca prostotę malował tOIl, 
I cicho nieznany ollstąlllł on. 


Głoś, śpiewie mój, cnotllwy
h cześć, 
Brzmij jak organów I dzwollu\v dźwi
k, 
Bo kto zasłni.)"ł na bliżnlch dzięk, 
Nie złoto, pleśli mu trzeba nieść. 
Ztąd Hogu hołd składam, że choć to wiem 
Jak uczcić cllotliw)'ch śpiewaniem mem! 


(Przeklad na miar
 oryginalu Brunona Kicińslr.iego). 


__!L-
>>>
B 


y 


.8 Y. 


I 
." 


(I) Mamy w calości pieśń Inllu podobn. do treści Lenory, "' k161'
j znajdujemy taklł poetyczn.. 
Zwrolk'i', o jeździe dziewczyny, kt6rlł szatan porwał. 
"Jak ci j, wziąl łak niesie, 
Po boru. po lesie; 
Bory, Jasy szumiały, 
Gałrzie się lamRły". 
(Pieśni Indn K, WcSjcicl.lego, War. lMJ6 T. I. st. 100). 
(2) Na podaniu znl\iom6m w całych Niemczech BUrger oparł trllŚÓ swego "tkikiego serzelca". 
Niejakiś Falkenburg, dozorCA las6w kr61ewskich, całkiem oddany polowaniu, tak przytem był ro- 
zwięzły i srogi, ie urągajlłc się z religijnych obrzlłdk6w, w niedzielę tylko, lub w inne dni poświęcone 
modlitwom, wyjeżdżał zwykle na lowy, dopuszczaj'ł" się najdzikszych okrucieństw nad swemi poddanemi. 
Po jego śmierci, lud przyjlł1, powszecbne muiemanie, ie za 'knr
, przez zbytnilł chęć do ło..ów popelnio. 
nych zbrodni, Bóg go pot'i'pil na wieczne polowanie po śmicrci. Częstokroć w gl
bi ciemnrch las6w 
w Niemczech, daj, sj
 slysz6c! jakieś halasy. Pochodził one z krzyku ptastwlI zwanego Scolopax gali- 
nago, które si
 tłumnie po tych lasach znajduje: lud jednak pragnie w nicb rozr6żnia! znany glos Fal- 
kenburga, szczekanie ps6w i trąb dtwi
ki, i zt/łd słyszany odgloslowami dzikiego drzelca naz)'wa. 
:Młody myśliwy raz obł'lkany noclł 'ród lasu, uslyszał blizko siebie ten balas, a chCIłC doświadczyó 
prawdy: 
..GIilck zu Falkenburg," zawołał. "Dzięli ci" (odpowiedział glos grub)') za dobre iyczenie; po- 
dzielmy lię zdobyczą; i kawał przegniJej zwierzyny, .upadł pod nogi zuchwałego mlodzikil, kt6ry wkr6t- 
ce utracił dwa najlepsze konie, i nigdy zupełnie z doznanego prze8tracbu przyjść do siebie Ilie mógl. Po. 
wieś! ta, z różnemi zmianami opowia.Janajest powszecbnlł, jako prawda IUflowa, w całych Niemcaech. 
U nas w }olsce niebraknie tego rodzaju powieści; znikaj, one powoli. wra
.z naszemi puszczami 
i ogromnemi niegdyś lasami, utrzymując si
 jeszcze w u.łach strzelc6w. i ludu SaDllomierskiego co za. 
siadł pod garbem Karpat przy Łysej górze. Opowiadano mi, ie w I)'ch bukowych Insach, sł;\'cba! w dzień 
świąteczny i uroC"
1sty zaraz po nderzeniu dzwonu na porannlł modlitwę, jakiś gluchy odzew myśli- 
wskiego rogu, przytłumione ujadanie psów na miejscu. zakończone jękiem bolesnym, Pan to możny, 
lowiec zapami
lały, nieszanujlłCY świąt i naboień.twa, jak pot
pieniec poluje od porania do CZ.ISU summy 
w kościele, i 
dzie tak polować dopóty. dop6kl czasu naznaczonego na pokutl: nie dojdzie, i nie dostanie 
się do Czysca. 


. 




 



 


.
>>>
ł. 


I 


. 



 


. 


. 


DANTE AIJGIIIER,J. 


z6ste już upływa stulccie, od czasu w kt6rym prorol( poeta 
i ojciec poezyi włoskiej, Dantc Aligbicri, . pozostawił nicsmier- 
tclną. swą komedyą, przez następnc wieki tytułem boskiej 
ozdobioną. Dzieło to, utwór wszcchstronnego gieniuszu. przed- 
stawia nam w najwyuatniejszych kolorach epokę średniowicczną, 
w formę poezyi ujętą, i służy dotykalnym dowodem tej głęLoldej 
prawdy, że prawdziwa. poezya, jcst organiczną częścią życia na. 
rodu, B prawdziwy pocta arfij Eola, z której najlżcjsze musnię- 
cie uczucia luuu, najuroczniejsze uźwięki wydobywa. Obok Fausta 
i l\Ianfreua, niezaprzeczcr.ic boskiej komedyi miejsce należy. Kicdy 
Gocte w Fauście starożytnym wyobrażeniom, plastyczne odśpiewuje 
requiem, kiedy Byron w Manfrcdzie, ostatnie sceptycyzmu XVIII wieku 
l)rzedst a wia wysilenia, i burzy je, przez wysa..Jzenie wieży z bohaterem; Dantc 
w Boskiej komeuyi opisał mgławą jutrzenkę, poprzedzającą wejście nowcgo 
świata, zapowiadając!) ranek dnia, pelnego burz i grzmotów. Dziwnic pięknie 
rozwijało się nowe życie na. gruzach starcgo świata I Dziwnie też pięknem 
jest i poema opisąjące to wejście w kolorach, z przepychem doLieranychl 'Vi- 
tając w Dantem, Koryfeusza poezyi włoskiej i chrześciańskiej, skreślimy prze- 
uewszystkiem dla łatwiejszego occnicnia tcgo poety, rys historyi polityczll£j 
'Włoch do Dantcgo, następnie, stopniowe tworzenie się i kształccnie języka, 
tudzież poezyi ludów włoskich, 8. w końcu powicmy o Dantcm. 
Na z8.chounie pal1stwo Rzymskie ou połowy V wieku, napływały kolejno 
dzikie ludy północy i osicdlały się w pięknej wloskiej zicmi. Spróchniały tJ'on 
Augustów, na którym f'iedzicli w końcu nicdołężni ich następcy, zajmowali 
wouzowie nowo przybywających ludów. 'Vędrówki naro..Jów trwały przez 
kilk:\ wieków, a wraz z niemi krwawe woj..y, mordy i pożogi, niszc
:
'ly 
ta- 


.
>>>
. 


70 


rożytnego świata zabytki. Przy końcu X wieku, po długich bitwach, nastą- 
piło ostateczne usadowienie się ludów, a W'łochy półnpcno-środkowe dosta- 
ły się w ręce cesarzy niemieckich, przedstawicieli władzy, która miala no- 
wemu politycznemu porządkowi nadać początek. W tym cza8ie władza pa- 
pieży, naczelników kościoła. na górującem ich świetle ugruntowana, doszła 
swego zenitu, i trzQsJa nowym chrześciańskim światem. Teokracya, ta mam- 
ka ludów, wypiastowawszy młode pokulenie, z kolei miała ster oddać w cu. 
dze ręce, bo tak odwieczne, uniwersalnie historyczne wymagało prawo. Prze' 
lew władzy, a raczej jej zduLycie, w}'wolał krwawe długoletnie walki pomi
- 
dzy papieżami a cesarzem. Biedna wIoska kraina, stała się teatrem rozlewu 
krwi, każde nowe histuryczne zjawisko, poprzedzajQcym. Krow jednak włosi 
nie przeleli napróżn
, z trupów bratnich, niektóre miasta uuhodowały się 
nieznanej jeszcze swobody, a między panem i wassalem, tcini dwoma ogni- 
wami ówczesnej władzy, powstały, zbiorowi wassale, miasta wolne włoskie. 
W XI wieku, płonie w Europie łuna, papiezkiej władzy skon poprzedzająca: 
wojny krzyżowe. Z fanatycznym cntuzynzmem, z krzyżem na piersiach, mó- 
wiąc różaniec, szedł krzyżowiec nl\ wschód, mieczem wieczne odkupienie zdo- 
bywać, i ani myślał, że oprócz grobu Zbawicielu, który utraci, pocieszające 
zdobędzie wawrzyny; ani marzyI, że on, wróg zacięty"\V schodu, którcmu śmierć 
poprzysięgł, nabierze jcgo wyobrażeń, przeniesie do swej ojczyzny, i na ro. 
dzinnej je ziemi, pod swojem niebem zaszczepi. . 
'V roku 1152 .Fryderyk I rudobrody, długie z miastami wolnemi pro- 
wadził wojny, chąc je przywieść do posłuszeń!\twu; mimo to zamiaru swego 
nie przywiódł do skutku, miasta alllowiem zawiązuły mi:dzy sobą. ligę lom- 
bardzką, i pornzi,,;szy go pod Li!Jnano, zmusiły do zawarcia pokuj u konstan- 
cyeńskiego w roku 1183, którym cesl1.rz przyznał niepodległość mia'3t wlo- 
skich, nadając im prawa wassalów koronnych. Slan ten miast włoskich, któ- 
ry z początku zdawał się być najpożQdańsi'-ym i najszczęśliw
zym, pociągał 
wkrótce za sobą. nlJjsmutniejsze klc;ski. Z jedmU strony cesarze niemieccy 
będąc pnnami 'Vłoeh, zażąuali utrzymać nad niemi Madzę, i ciQgłemi prawic 
trapili je wojnami; z drugii
 strony, same miasta jnżto w chęci powiększe- 
nia SWycłl granic, jużto z obnwy silniejszego sąsiada, nieustanne pomiędzy 
sobą zawiązywali ligi, okropne i krwawe walki. _Tak w ostatnich 17 latach 
XII wieku, widzimy wojny między Genueńczyk:1lUi i Pizańczykami, Placen- 
cyą. i Parmą, Ferrarą. i l\Ianłuą, Astą a n
arkizem l\[onferratu, Mcdyolanem 
i Lodi. Bolonią. i Genuą, 'Veroną i Padwą. Stan Włoch w tym czasie był okro- 
pny. Nietylko albowiem miasta mieszając się do wojen papieży z cesarzami (I), 
i utrzymując którego z nil"h stronę, braly się jako Gwelfi i Gilbellini do.orę- 
ża przeciw soLi e , ale na wet w jcdnćm mieście, w jednym prywatnym domu, 
tworzyły się stronictwa śmiertelne, nicprzyjazne soLie. Ztąd'nieustawlle w ów- 


(I) Welfy j Wąjblingi, w wymawianiu wloski6m przekształcone na Gwelf6w i Gibellin6w, w czas1e 
kl6tni cesarz)' z papieżami oznaczały stronnictwa: Gwelfy papiezkie, Gibellil1i ce8al'skie, potem obroń- 
com wlad:' monarcbiczn6j f1ilbollin6w, a republikanom Gwelf6w, d.1wano imię.
>>>
... 


71 


eze
nych kronikacb miast wzmianki, o zdr:ulnch, wygna.niach, zaMjstwnch 
i morderczych bitwach między współobywatelal'ni, \V końcu XIII i na. po- 
czątku XIV wieku, miłość wolności i niepodległości miast włoskich, wydala 
przeciwne rezultaty. Obrani po miastach wodzowit\ wojsk na czas wojny, 
przyją\vszy raz w)adzę, nie chcieli jćj składnć w pokoju; do zmuszenia silI} 
potrzcha było nowych wybrać wodzów, i zdarzało się, że w miejsce jednego 
pana, było dwóch w jedniml mieście walczących mięazy sobą zażarcie; tak 
Torriani i Visconti wiedli spór o panowanie nad Medyolanem i innemi mia- 
stami Lomhardyi. Azzo VIII d'Este został panem Ferrari i innych zamków; 
Fisiraga Lodi, Longosclti Pawii. Florencya ,(I) zrzuciwszy jarzmo GibeJli- 
nów, w rolu 1250 narzucone jćj przez Fryderyka II, stała się ogniskiem Gwel- 
fizmu. :Fanatyzll1 fłorentynski chcący nawrócić do Gwelfizmu całą Toskanią, 
wypowiddział wojnę Pizańczykom, miastom: Pistoi, VoZterra i Siena. Gi- 
beJlini, weszli skrycie w układy z Manfredem synem Fryderyka, lecz będą: 
odkrytemi, musieli ustąpić z F)orencyi, a większa ich część zginęła. 'Vygnani 
Florentczykowie Gibellini pod dowództwem Farinata de gZi Uberli" porazili 
Florentczyków gwelfów, przy Arbii pod Jlonteaperto. Guido, Novello i Gior- 
dano, wikarynsz Manfreda weszli w tryumfie do Florencyi. Przybycie Karola 
Andegawskicgo, podtrzymywanego od Urbana IV, do 'Vłoch, położyło ko- 
niec panowaniu GibeIlinów we }'lorcncyi, której on sam został panem. Ta- 
ki t1tan cłmotytyczn('go ściemnia się sil )udzkich, po
ród tyłu burz, przed- 
stawiają nam 'Yłochy przed Dantem. - 
Rzućmy teraz okiem na stan cywilizacyi Europy. Z p()'nocnymi ludami, 
osiadlo we 'Vłoszech nieoddziclnc od nich harbarzyństwo i zepslI,ie w sztu- 
kach i umiejętnościach; wprawdzie ciemnota ta, już oddawnn, bo jeszcze przed, 
najściem hord, zbiernła się nad Europ:); pod nimi j('dnak stała się zupełną, 
i zagrażała, że będzie wieczną. Po -osiedleniu się zupełnćm dzikich lu- 
dów, ciemnota ciążąca nad Europ
 pomału poczyna się przerzedzać, miano- 
wicie wc 'Vłoszech, z początkiem uprawinnia języka bcińskiego. l\Iimoto 
w VIII wieku duchowieństwo łacińskie z frnncnzkićm wiollło jeszcze spór 
o lepsze śpiewanie mszy świętij, którą z trudnością rozumiało, fi. sam cesarz 
Karol Wielki, w roku 787 znajdujący się w Rzymie, osobiście musiał go rozstJ.zy. 
gać. "V IX wieku kronikarze o zjawieniu się znakomitego gramnmtyka, o po- 
dróży oklaskiwanego doktora, wspominllją jak o jakim cudzie; lecz stamniem 
papieży, pozakładane szkoły, a następnie uniwersyteta, wydały w XII wieku zda- 
tnych l'rofessorów, mianowicie teologii i' prawa. Fi)ozofia scholastyczna. jakkol- ' 
wiek z błędnych źródeł czerpana, a jeszcze gorzej do teólogii zastosowana, 
służyła jednak do zaostrzenia umYRlów. 'V sztukach pi",kny..:h, jeśli j widać 
dzieciństwo, to dzieciństwo rokujące Ilujpiękniejsze nadzieje. Kicdy w histo. 
ryi polityczn
 wieków średnich, występują na scenę działania, nowe narody, 
a z nowemi wyohrażeniami, nowemi zwyczajami i nowym językiem, kiedy 
narody te ujal'zmiwszy, a nie wytępiwszy Rzymian, osie111iły się przy nich 


(I) O FIorene
-i, jako ,uiejscu urodzeniR DanIego wspomnieli'm;)' szczeg6ło...iI
j.
>>>
I 


i2 


w ziemi włoskiej, kiedy nieustl\nna walka, uparte ścieranie się sił, a złąd 
odosobnienie się. stanowi wybitny charakter nowego życia ludów, łatwo mo- 
żemy się dorozumieć jakim zmianom musiał uledz język łacińf!ki, po najściu 
Gotów, Longobardó'f. Nie wypuszczamy jednak z uwagi, iż te dzikie napły- 
wcze hordy, po podbiciu narodów, nie przez uszanowanie praw ludów, lecz 
jedynie I!kutkiem barbarzyństwa, dozwalały zwyciężonym używać dawnych 
ich praw i języka, poczytywali ich bowiem przez dumę, niegodnymi jakiego- 
kolwiek uczef!tnictwa, w ich politycznym bycie. Pozostawiony w użyciu język 
łaciński, już i tak w IiIkutek upadku oświaty we 'Vłoszech, zepsuty, jeszcze 
większemu nateraz uległ przeistoczeniu, i dał takim sposobem początek ję- 
zykowi włoskiemu. Opinie jednak Włochów w tym przedmiocie dosyć są sprze- 
czne między sobą. Leonnrdo Bruni, uczony XV w. mniema, że język włoski 
jednakową ma dawność z łacińskim, z tą. tylko różnicą, że pierwszy używa- 
nym był od prostego narodu w rozmowach poufałych, ostatnim zaś mówili 
Rzymianie i pisali publicznie, w rzeczach publicznego porządku dotyczących. 
Za zdaniem tym poszli: Kardynał Bembo i Quadrio, i w poparciu jego przyta- 
czają: że w Plaucie i Terencyuszu znajdują się sposoby mówienia i słowa. 
których nie używają inni pisarze łacińscy, a więc mowa ta jest włoską, przy- 
wodzą nadto: że w szkołach rzymskich uczono języka łacińekiego, a przeto 
on nic był j
zykiem ludu. Nie b
dziemy zbijać te zdania, w samych albo- 
wiem przytoczonych zarzutach cała się ich niedorzeczność maluje. 'Yięcćj za- 
sługującem na uwagę jest twierdzenie pana Maffci. Ten wykazując bezzasa- 
dność mnicmania Leonurda Bruni, mówi: że język włoski powstał przez za- 
niedbanie w mowie języka łacińskiego wykształconego, grammntycznego i po- 
prawnego, a wprowadzenie w użycie powszechne języka gminu, nielJopra- 
wnego i źle wymawianego. Dodaje przytćm. że liczba barbarzyńców była za 
szczupłą, do zdziałania wielkiej odmiany, że języki tych 'narodów były przy- 
he i trudne w wymawianiu. napełnione spółgłoskami, i zaledwie rzadki 
w nich wyraz kończył się na sflmogłoskę; przeciwnie za.
 język włoski jest 
łngounym i przyjemnym, składającym się z wielu samogłosek; język więc 
tak łagodny nie mógł si
 zrodzić z matek do tyla barbarzyńskich. Nie wda- 
jąc się w rozbiór kwestyi pana Maffei,. spodziewamy się je łacniej usunąć, 
przedl3tawiwszy rzeczywi!!ty ohraz tworzenia się języka włoskiego. Język 
łaciński, jak i każdy j:zyk żyjący. innym był w dziełach pisarzy. n innym 
w ustach ludu. Sądząc po autorsl'h łacińskich przed V w. istniejących, język 
łaciński uczony. przez napływ do Włoch mówcÓW, poetów i historyków z Fran- 
cyi i Hiszpanii, był dalekim od czystości języka wicku Augusta. Jeżeli tak 
niŻąCej odmianie uległ język uczonych, którzy jeszcze mieli wzory pod ręką 
i namysł, większą nierównie Ul'ierpi;\ł zmianę język ludu, kiedy barbarzyń- 
skie hordy zalały Włochy. Z systematu politycznego urządzania się,' barba- 
rzyńcy nie chcieli ludom włoskim wtłoczyć swój dziki język; przymuszeni 
więc byli używać j
zyka krajowców; skutkiem praktycznćj jego nauki, po 
wprowadzali do niego swoje sJowa i wyrażenia, nadając im obroty i har- 
monią języka łacińskiego. Krajowcy żyjąc z cudzoziemcami, ścierając się i roz-
>>>
73 


. 


maWIając z nimi, poprzyjmowali zmiany przez nicli używane; a takim spo- 
sobem z czasem utworzył się nowy język, dziki i niekształtny, bez ustalo- 
nych praw, bez wzorów do naśladowania, ulegajlłcy jedynie kaprysom gminu, 
język włoski (I). Początek jego zaczyna się od wieku XII. Jednak jak język ła- 
ciński w rozmaitych prowincyach i miastach Włoch był odmiennym, tak też 
i nowy włoski zaraz przy pierwiastkowym ksztalceniu dzielił się no. liczne narze- 
CZR, podział jakowy utrzymał się po dzień dzisiejszy. Rozdrobnienie to obok no- 
wo wchodzącej mody w XII i XIII wieku co do języka prowanckiego, opóźni- 
łoby znacznie jego udoskonalenie się, jeśliby nie znalazł protektorów i wy- 
kształcicieli na dworze Fryderyka II, króla sycylijskiego, w filozofach bo- 
lońskich, a nadewszystko w poetach, przed Dantem zjawiających się, któ- 
rzy już zaczynali torować drogę, do utworzenia się jednego języka, z tylu 
tak odmiennych narzeczy. Dante wyliczając rozmaite narzecza miast wło- 
skich, wspomina już o języku ogólnym ,całych Włoch, któremu nadaje na- 
zwy znakomitego kardynalnego dworskiego, a którego mieli używać sła- 
wni doktorowie w swoich poematach, tojest Sycylijczykowie, Pulijc,zykowie, 
Toskańczykowie, Romanczykowie, Lombardowie, mieszkańcy Marchii trewi- 
zańskiej i ankońskiej. Powszechny ten język znajdował się jeszcze w dzie- 
ciństwie; aby wyprowadzić do szczytu tę wielką budowę, pozostawało jeszcze 
wiele do zrobienia. Widoczne w nim były świeże ślady barbarzyńców: słowa 
pokaleczone, skracane lub przedłużane dowolnie, bez gustu i znajomości, za- 
kończenia niewyraźne, nieregularne i niepodobne. W takim stanie był ję- 
zyk włoski, kiedy pojawił się Dante. Olbrzymi ten gieniusz do swego nie- 
śmiertelnego dzieła, którego treścią miała być narodowa rzeczywistość, .któ- 
rem chciał działać na naród, chciał więc, aby był przystępnym i zrozumia.i 
Iym dla każdego, potrzebował już' znacznie wykształconego języka, języka, 
którym najdelikatniejsze uczucia, najstraszniejsze wybuchy namiętności, mógłby 
snadnie oddać, przedstawić i uidealizować I potrzebował języka, którymby 
mógł oddać całe piekło i niebo. Ch
ć gieniuszu objawia się w czynie'; chęć 
jest dla niego to, co i dokonać. Tylko jeden gieniusz, skradł jak nowy Pro- 
teusz iskrę twórczości Bogu, co tylko jeden mówi: stań się, i stało I Dante, 
możemy śmiało powiedziM stworzył sobie język, odpowiednio jego nowym 
obszernym wzniosłym wyobraż
niom. A jak jedność Włoch jest dogmatem 
jego politycznym, tak też ta sama jedność, dopomagała mu przy wyrobieniu 
powszechnego języka. Z rozmaitych narzeczy wybierał on gruntowną krytyką, 
mając zawsze na uwadze pierwiastek łaciński, zasady grammat}"czne i użycie; 
lub tworzył słowa i wyrazy do wiernego odmalowania swoich pojęć. Tak 
w jego boskiej komedyi napotykamy "'Yrazy: florentyńskie, piemontskie, lom- 
bardzkie, łacińskie, greckie i nowe. ' 
Skreśliwszy rys utworzenia się, a natltępnie rozwijania się języka wło- 
skiego podług zamieszczonych poddziałów, pozostaje nam mówić o poezyi 
włoskiej. 


(I ) Wszystkie języki w skutek zmieszania się dzikicb ludów .. ludami uiywaj
cemi języka 1,,- 
ciilskiego, powstAle, nazwano og61nie romail8kieml (romano albo romanzo). 


10 


-
>>>
.. 


i4 


Przez Jługi ozas po usadowieniu się północnych ludów we Włoszech, 
nie napotykamy śladów użycia nowo wyrodzonego języka do poezyi. Przy- 
wilej ten pozostał przy dawnym, łacińskim. Na przeszkodzie temu stanął stan 
tych ludów, które nieustannie mieszały się jedne z drugiemi. Po zlaniu się 
ostatecznem ludów germańskich i skandynawskich z dawnem plemieniem Rzy- 
mian, i po ustaleniu politycznego ich bytu, pokazuje się u nich poezya, cho- 
ciaż nie w własnym języku, a prowanckim. Pierwsi poeci prowantcy ośmie- 
lili się poetyzować w rodzinnym języku. a przeniósłszy się na dwory panów 
włoskich, i znalazłszy w nich dobre przyjęcie, dali przykład do naśladowania 
krajowcom. O poetach tych w kronikach owoczesnych nie nnjchlubniejsze 
znajdują. się świadectwa. Podług nich, poeci prowantcy, nazywani byli giul- 
luri (błazny), nazwa niebardzo honorowa dla godności poetyckiej, a częściej 
trov.atori, trubadorowie, zapewne od słowa trovar, znajdować. Na obchody 
uroczyste książąt i wielkich panów, pojawiali się trubadurowie i wyzywali 
jeden drugiego 
o wierszowania, w celu uzyskania sławy i okazania męztwa 
poetyckiego. Tym spobem potrafili sobie żjednać szacunek, i książęta włoscy 
ubiegali się pomiędzy sobą, o zaszczyt mienia ich na. swych dworach. Jedna 
myśl obrócona na. tysiąc różnych sposobów, wyra.żenia płaskie i zwyczajne, 
nudząca jednostajność, wiersze ciężkie i przykre, rymy dziwne i naciągane, 
SI} prawie nieodłącznemi przymiotami poezyi prowanckiej. Przedmiotem zaś 
jćj zawsze miłość, a sami poeci byli czy nie byli, musieli udawać rozko- 
chanych, mówić O przedmiocie miłości, i przypominać lub zmyślać bohaterskie 
czyny dla niego podjęte. Najdawniejszy pomnik poezyi Pl'o\vanckiej, sięga wie- 
ku XI, mianowicie poezye Wilhelma .IX, hrabiego POl1.tio. Włosi zazdro- 
szcZQC powodzenia poetom prowl1.nckim, już w wieku dwunastym zaczęli sa- 
mi śpiewać w ich języku. Pierwszym pomiędzy nimi miał być Folchetto di 
.Marsilia rodem Genueńczyk, za którego przykładem poszli i inni jakoto: 
Nicoletto da Torino, llartolomeo Giorgi, llonifacio Calvi, Alberto Qualia, 
Percivane Doria, Alberto :Markiz Malaspina, i sławny z męztwB i przygód 
Sordcllo. Kiedy poezya prowancko. w XIII wieku tyle znalazła zwolcnni- 
ków we 'Vłoszech, język włoski okrzesawszy się nateraz z pierwotnej 
dzikości, znczyna być używanym w poezyi lub prozie. Jakkolwiek słabe są 
pierwsze poetyckie próby w języku rodzinnym, gdy jednak one utorowały 
drogę późniejszym nast
pcom, poświęcimy przeto kilka wierszy wschodzą- 
cej jutrzence poezyi włoski{
. Opuściwszy Lucio Drusi, istnienie którego 
w XII wieku podlega wątpliwości, zasb1ll0wim się nad Ciullo, albo Vin- 
cenzo d'Alcamo, któremu słuszniej należy pierwszeństwo dawności w poezyi 
włoskićj. Ciuno rodem Sycylijczyk, pgzostawił jednę Canzone, której każda 
zwrotka składa się z pięciu wierszy, z dwornami rymami, tojest pierwsze 
trzy wiersze mają jeden ,. i ostl1.b
ie dwa, 'jeden rym. Trzeci wiersz tej can- 
zone przytacza Dante jako przykład narzecza grubego i gminnego, nie wy- 
mieniając jednak autora. Opierając się na domniemanej dawności Ciullo 
d'Alcamo, Sycylijczykowie roszczą prawo do pierwszeństwa w uprawieniu 
poezyi włoskiej. Rzeczywiście, okoliczność ta obok kwitnięcia poezyi włoskiej 


ł 


...............
>>>
75 


ł 
ł 
. 


na dworze 
ryderyka II króla Sycylii, stanowi prawie zupełny dowód, że 
ona wzięła swój początek u Sycylijczyków. Fryderyk II nietylko zaszczycał 
swoją łaską. i zachęcał poetów, lecz i sam w niej sił swoich probował. Za 
przykładem ojca poszedł i Syn Enzo, król Sardynii i kanclerz Fryd('r,,'ka 
Piotr delie Vigne. Niektórzy zaliczają także do najdawniejszych poetów i Śgo 
Franciszka, z pierwszemi jego dwoma towarzyszami, bratem Eliaszem i Pa- 
cyfikiem. \V szyscy wyżćj przytoczeni poeci przemilczeni są u Dantego, któ- 
ry największe pochwały oddaje Guido GuiniceIli, żyjącemu przy końcu XIII 
wieku. Po nim następują: Guido Ghislieri, Buonagiunta da Lucca, Tom- 
maso i U golino Bucciola, Guittone di Arezzo, i Guido Cavalcanti. Ten osta- 
tni był wielkim przyjaciełem Dantego; zajmował się filozofią, napisał wiersza- 
mi o sztuce retorycznej, i CanZlme o naturze miłości. Rodem był florentczyk, 
należał do partyi wichrzących Florencyą. i zesłany na wygnanie do Serzono, 
tam umarł. Styl jcgo jest więcej wykształconym, n. z odrobienia przedmiotu 
widać, że znał dobrze poruszenia serca ludzkiego i filozofią Jlloralną. Canzo- 
ne jego o naturze miłości. tak hyła sławną, że rzadkie nawet talcnta poświę- 
cali się układaniu nad nią. komentarzy. \V końcu wypada nam wspomnieć 
Ninę Sycylllllkę, Uóra przez miłość ku Dantemu z l\lajano, poecie florentyń- 
skiemu, nazwała się Nina Dantego, i była pierwszą poetką włoską. Taki był 
stan poezyi włoskii'j przcd Dantem, w szczupłych liryzmu zamknięty szran-. 
kuch, jeszcze się nie śmić no. coś wznioślejszego zdobyć! Poctom jeszcze bra- 
kuje śmiałośd, zapału, śpiewają krótko, boh się, probują tylko czy też na 
nowo naciągniętej lirze włoskićj coś zagrać można! . 
Nakoniec przystępujemy do samego Dantego. Dante Alig-hieri urodził 
się we Florencyi dnia 27 maja 1265 roku z ojca Alighiero degli Alighieri 
i matki. Bella, i otrzymał imię Durante, potem przez zdrobnienie i skrócenie 
przerobione na Dante. W dziesiQtym roku swego życia pokochał Beatricę, 
czyli Bice, córkQ Folco Portinari, jet1nego z nim wieku, i miłość swą. po- 
mimo jćj śmierci w roku 1290 nastąpionej do grobu przechował. Uderzają- 
cą. a jednak nieznprzeczoną jest ta okoliczność, że naj wznioślejsi poeci: jakoto 
Ariosto, Tasso, Petrarka, w ziemt'i{iej miłości, znajdowali bodziec, który ich 
nad gmin wywyższył, że miłość ta roznie'ała w nich iskrę gieniuszu, za po:- 
mocą którego do wieczności się przedarli. :Miłość ku Beatrice, miłość czysta, 
platoniczna, jaka się tylko w sercach młodzieńczych i nieskażonych rodzi, 
dochodzi w Dantem swego zenitu', staje się uznaniem i intem:y=! najwyższe- 
gó dobra, jako święte palladium trwa wiecznie w świątyni jego serca, i do- 
prowadza go do ideału piękności! Czyliżby tylko jedna namiętność miłości 
miała otwierać drzwi do raju poezyi? A jednak trudno się na to nie zgo- 
dzić. Zaraz z młodości swojej Dante utraciwszy ojca, który mu znaczny 
majątek pozostawił, oddał się zgłt;)bieniu Ilauk ścisłych i literatury pod kie- 
runkiem sławnego Brunetto Latini, sekretarza Uzeczy-pospolitej florentyń- 
skićj, poety i filozofa. Niemał:} także odniósł korzyść z przyjaźni Guido 
Cavalcanti i innych ówczesnych poetów. Lubił nadto Dante sztuki piękne, 
i w przyjaznych zostawał stosunkach z miniaturzystQ Odcrigi, malarzem 


-
>>>
76 


Giotto i muzykiem CnseIla. Pośród 8wych nauk głębokich i w!llk wewnętrz. 
nych. Dante znalazł czas do poświęcenia. się usługom ojczyzny. Zapis,,- 
wszy się, stosownie do praw florentyńskich, do professyi doktorów i apte- 
karzy, bronił swej ojczyzny w dwóch bitwach: 2 lipca 1289 roku pod Cam- 
paldino, w pierwszych szeregach jazdy flor-entyńskiej gwelfskiej przeciwko 
gibellinom z Arczzo, w towarzystwie Vieri Cerchi i Corto Donati j i nastę- 
pnie w roku 1290 w miesiącu sierpniu znajdował się przy wzięciu Pizanom 
zamku Caprona, i w czasie tego szturmu poznał się z Guido da Połenta 
panem na Rawennie. naczelnym swym wodzem. W roku 1295 Dante pojął 
za żonę Gemma di 1\Ianetto di Donato dei Donati. Niektórzy biografo- 
wie włoscy utrzymają, iż Dante spotkał los Sokratesa! połączył się bowiem 
z KsaJJtyppą. Udanie się żony po zburzeniu domu wraz z synami, pod opie- 
kę Donati gwelfa. być może niepokoiło wzniosły i gibeliński umysł Dante- 
go, który się tym sposobem poczuwał być obowiązanym, najgorszym swoim 
nieprzyjaciołom. Przypuszczenie to obala dostatecznie dochowanie się dzieci, 
z których: Piotr był wysłany do uniwersytetu \V Bolonii i doktoryzował 
8i
 w prawie; Jakób w roku 1340 miał sobie powróconym ilkonfiskowany ma- 
jątek ojcowski; Alige
o i Eliz6Usz, zmarli w wieku dziecinnym, o. Beatrice 
wstąpiła do klasztoru Sgo Ste£'\Oa w Rawennie, i otrzymała w darze od Rze- 
czy-pospolitej florentyńskiej, za. wstawieniem się Boccacio 10 złotych złotem. 
. 
'V zawodzie dyplomatycznym Dante z przypisywanych mu 14 poselstw, po. 
dług wszelkiego prawdopodobieństwa. odbył tylko dwa: jedno w roku I
U5 
do Karola 
I króla Neapolu, a drugie w roku 1291 do Rzeczy-pospolitej Sgo 
Geminia.no. 'V roku 1300 Dante osiągnął godność najwyższą w Rzeczy-pospo. 
Iitćj: został obranym jednym z priori (I), którzy ni:} rządzili, mieszkali w pa- 
łacu i utrzymywani byli kosztem narodu, podobnie jak pritanie ntcńscy
 Urząd 
ten którego Dante jak sam o tem mówi, był godnym dla mądrości, a. przcz 
wzgląd na wierność i wiek nie był niegodnym. był przyczyną ,i początkiem 
wszystkich jego nieBzczęść. 'V czasie tym we Florencyi. panowali Gwelfi, 
dzielący się na dwa nicprzyjazne sobie t!tronnictwl\, bialych i czarnycl&; na- 
czelnikiem pierwszych był Viero dei Cerchi. ostatnich Corso Donati. Poko- 
nani Gibellini, również rozdzieleni na dwa. stronnictwa: 8Uchych pod wodzami 
Tarloti di Pietramala . i zielonycl& pod hetmaństwem Faggiolano, utrzy. 
mywali tajne z papieżem stosunki. Dante odrzuciwszy pośrednictwo Boni- 
facego VIII, chcąc raz na zawsze położyć koniec domowych wojcn okro- 
pnościom, zesłał naczelników przeciwnych, odgrażających się sobie stronnictw, 
na wygnanie. Corso musiał się udać do Massa. Trabaria.. a Guido Caval- 
canti z trzema. dei Cerchi i z Baschiera delia Tosa, do Sarzana. Krok tak 
stanowczy, udowadniający największą. neutralność Dantego, w następstwie 
swojem okazał się najzgubniejszym. Oba stronictwa, zapalone najokropniej- 


(1) Roku 12S2 sterem rZlldu we FlorencyJ kieruje trzech obywateli: nazywani Priori wybierani na 
dwa miesi'łCe z pomiędzy narodu lub szlacbty, byle byli kUpcAmi lub si
 trudnili jak. protsssy.. Po tern 
obierano szościu Priori z kaidego Redo (Ile c,,
'ć miasta) po jednemu.
>>>
77 


.( SZt) nicna.wiicią, gdyi oba równie obraził, przysięgły Dantemu zemstę, i wier
 
nie dokonali przysięgi. Obcą im była miłość ojczyzny. która nieskalllnl1 
w sercu Dantego wydającego wyrok wygnania, pałalal One w zaślepieniu fa- 
natycznym nie po.rnowały inaczej dobru Rzeczypospolitej, jak tylko W za- 
gładzie zupełnej swych współobywateli, inne wyznających politycznego bytu za- 
sady. Gwelf albo Gibellinl Niedługo, po ukończeniu przez Dantego swego urz
- 
dowania. sposobna zawziętym jego nieprzyjaciołom wydarzyła się okoliczność. 
Dante znajdował się wtedy z poselstwem w Rzymie u Bonifaccgo VIII. Cearn; 
protegowani przez papieża, przywołali Karola d' Anjou do Florencyi, i wspar- 
ci jego siłą, całą swą. wściekłość wywarli na białych; rzucili się na dom Dantego. 
zburzyli go i epaliIi. Cante de Gabrielli di Gubbio. podesta ustanO\..,iony 
dla 1
lorencyi przez Karola, wezwał do odpowiedzialności Dantego w zarzucie 
zdzierstwa i przcdnjności. Dante po otrzymaniu tak okropnej wiadomości, po. 
Hpieszył do Florencyi, i na drodze w Siena dowiedział się o zapadlym 
już na niego wyroku skazującym go na karę 8,000 lire. której gdy nic był 
w stanie zapłacić. zabrano mu dobra, n. samego ogłoszono wiecznym wy- 
gnańcem. Tak niesprawiedliwy i tyrański wyrok przejął bobeścią Dantego. 
który się z zapałem usługom poświęcał ojczyzny 1 Taka spotkała go nagro- 
da za miłość ku Florencyi, którą pomimo to do grobu zachował. Wygnani 
z Dantem biali w krótkim czasie po opuszczeniu Florencyi pod wodzem hrabią 
de Romena oblegli miasto. i wdarli się do I!rodka; lecz źle prowadzeni przez 
Baschieru. Tosinghi, utraciwszy porządek ,. zostali pobici i odpędzeni. Ro- 
zjuszeni florentczykowie na Dantego i innych towarzyszów wyprawy, no- 
wy wydali wyrok zagrażający im spaleniem żywcem, w razie pojmania. Od- 
tąd zaczyna się tułactwo Dantego, ogołocony ż majątku w największej czę- 
stokroć nędzy, błąkał się od miasta do miasta, doświadczając, jak słonym 
jest chlćb obcego, i jak jest okropne m wchod enie i schodzenie po schodach 
cudzych." 


Tu proverał sł come sa dł sale 
II paoe aUrul, e com'e duro caIłe 
Lo seeodere el saUr per raUrul seale 
Par. xvn 
Jakby na urągowisko wszystkie miasta Włoszech przywłaszczają te- 
raz sobie zaszczyt przyjmowania Dantego w czasie jego wy
nI\Qia, i zaźarty 
pomiędzy sobą wiodą. spór, o tego średnich wieków Homera. Podług wszelkie- 
go prawdopodobieństwa l pierwszem miejscem pobytu Dantego, była Werona _ 
i \V niej napisał pierwszą część pieśni piekła:( l), następnie udllł się do Casentino, 
Lunigiana, Urbino, Bolonii, Padwy i il1llych miast. W Lunigiana skończył 
piekło. i w klasztorze di S. Crose deI corvo, oddał je przeorowi Hilaremu 
dla odesłania Uguccione. Potem znajdował się w Paryżu. Za rozszerzeniem 
się pogłoski o wyprawie Henry.ka VII na Włochy, Dante w nadziei otwo- 
r
enia sobie przez niego drogi do powrotu w ojczyste miasto, pisał list {lo' 
cesarza, jąko ttSż do panów włoskich i senatorów Rzymu, w celu przygo- 


(I) Dante rozpocz.ł sw6j poemat w języku laci6skim, lea plan ten potem odmieoil. 


- 


'. 


.
>>>
ł ' 


. 


78 


. 


towania ich do łas1mw('go przyjęcia cesarza. W roku 13U. pol!łał drugi 
list do Henryka, w k!,órym zachęcał go do skierowania oręża. przeciwko 
Florentczykom. a nawet można si
 domniemywać. że poprzednio widział 
się osobiście z cesarzem. Henryk był rzeczywiście roz.gniewanym na Flo- 
rencyą; lecz bunty w Cremona i Brescia. i niepowodzenie we Włoszech, 
nie dozwoliły mu przywieść do skutku zdobycia Florencyi. Ze śmiercią. Hen- 
ryka, Dante utracił na. zawsze nadzieję powrotu do miasta do które- 
go ciągle wzdychał, którego szczęściem jedynem było na wygnaniu, ma- 
rzeniem. Żądal powrotu do rodzinnego domu i wszystkich z swej strony 
ku temu dokładał' usiłowań: pisał nietylko do obywateli rząd florentyński 
składających, lecz i do samego narodu. a między innymi list dość długi 
zaczynający się "populi mi quid leci tibi" lecz nie za jaką.bądź cenę sta- 
rał się o powrót taki, któryby własnej jego godności nie ubliżył, i dla- 
tego kiedy w roku 1317 duchowny. jego krewny zapraszał go do Flo- 
l"encyi. z powodu uroczystości Śgo Jana. w czasie której uwalniano nie- 
wolników i przywoływano wygnańców pod warunkiem postępowania za wo- 
zem zwanym Sgo Jana.. w czapce pokutników i z czarnemi świecami wrękach. 
Dante odpowiedział: "Czyż taką jest sława, z którą. Dante przywołuje 
się do ojczyzny po 15 latach cierpień? Czy tym sposobem wynagradza 
się jego niewinność każdemu, znana, nieustanny trud i "praca około nauk? 
Nie taką. jest droga. powrotu do ojczyzny. lecz jeśli ty. lub kto inny 
wynajdzie inną. któraby sław!e Dantego i szacunkowi jego nie ubliżała. 
to się nie będę ociągać z udaniem się do niej. Jeśli drogą honoru nie 
wejdę do Florencyi, to nie będzie mnie oglądać }'lorencya juź nigdy:' Naj
 
dłuźszem i przedśmiertne m miejscem pobytu Dantego była Rawenna, na 
dworze Guido Novello da Polenta. który go do dyplomatycznych negocya- 
cyj używał. Po powrocie z drugiego poselstwa do W cnecyan. nie będą.c 
dopuszczonym na publir.zne posłuchanie, ze zmartwienia zakończył Dante 
dni swego tułactwa w 1321 dnia 14 Września. Zgon jego uczczony 
był przez śamego Guido Novello mowl) pogrzebową. przez innych poe
 
zyami. Myśl wystawienia mu pomnika. powziętą. przez Guido. nieuskute- 
cznioną. z powodu śmierci, urzeczywistnił w roku 1483 Bcrnardo Bcmbo. 
protektor Rawenny. przy Rzeczypospolitej weneckiej. W roku 1692 po- 
mnik ten b)'ł odnowionym przez Kardynała Maria Corci, legata Roma- 
gna. wszelkie starania Florencyi. o przeniesienie do ojl::zyzny popiołów 
· poety. któremu Michelagnolo ofiarowywał się dźwigną.ć godny jego grobowiec, 
były daremnemi. Dante był wzrostQ średniego. poważny ale łagodny. Twarz 
miał długą. nos orli, oczy duże. szczęki wielkie, i wargę górną. wystającą 
nad dolną, koloru był brunatnego. włos6w na głowie i brodzie gęstycb, 
czarnych, kt;1dzierzawych. twarzy wiecznie melancbolicznej i zamyślonej. 
Był uprzejmym. skromnym, lubiącym sa'motność, milczącym. oddającym 
sit} pracy, dumnym i dbającym o honor. . ' 
Imiona zażartych stronnictw Gwclfów i Gibellinów, zginęły już w mgle 
wieków. i tylko hadacz cbciwy zgłębienia dróg, któremi duch przedwie- 


. -
>>>
'J 


. 


79 


czny ludzkość ku jej celowi prowndzi, ściera cznsami osiadły ku'rz kro- 
nik średniowiecznych, i 
 boleścią wyznać musi, że krwawe były te drogi, 
że )udzlwści owoce oceanem krwi podlewane, stosami trupów gnojone! a zbie- 
ra je często ten, który się do ich pielęgnowanil' najmniej przyłożył I Anioł 
zniszczenia zgładził białych i czarnych, i jedna im tylko sława: zwierzę- 
cej zaciekłości, lwich zębów i tygrysich pazurów, została. Kiedy tak sl1m- 
tne widowisko przedstawia nam scena politycznego ówczesnego działnnia, 
w dziedzinie literatury znajdujemy pocieszające zjawienie się komedyi boskiej, 
którą. obowiązani jesteśmy Dantemu. Zpomiędzy dzieł jego niezaprzecze- 
nie to, I)ierwsze miejsce zajmuje, jednak jako naj późniejsze, musimy I.:rót- 
kiem wymienieniem innych jego dzieł poprzedzić. Pierwszem zpomiędzy 
nich jest Vita nuova, historya młodzieńczej miłości z Beatrice, przeplatana 
pieśniami (Canzone), na cześć jej utworzonemi. Convivio, zawiera w sobie 
komentarz trzech z powyższych pieśni. 'W dziele de monarchia, w języku 
łacińskim pi sanem , Dante wypowiedział swoje wyznanie polityczne. Do- 
wodzi w niem o szczęściu narodów, przemawia za Po".vszechnym pokojem, 
i rozgranicza władze papieży i cesarzów; utrzymuje on, że papieże nie- 
sprawiedliwie owładnęli władzą świeckq., że ich jedyne m zadaniem, missYIł 
jest doprowadzenie narodów do życia. wiecznego, za pośrednictwem obja- 
wieniu: powinnością zaś cesarzów ma być staranie o utrzymanie I'Izczę- 
ścia doczesnego narodów. Takie myśli nic zapomnijmy, wypowiadał Dante 
w wieku XIV, kiedy władza świecka papieży była najsilniejszą! .Tako 
Włoch, nie zapomniał przypomnieć współziomkom o jedności całych Wło- 
szech i o prawie swego narodu do monarchii powszechnej. Naturalnie, dzieło 
to w owym wieku nie mogło Dantemu zjednać zasług takićm wystąpieniem 
wbl'ew mniemaniom współczesnych: obraził na siebie wszystki('h, a szcze- 
gólniej duehowieilstwo i papieży, których naj mocniej dotknął. Tej to przy- 
czynie, pIZypisać potrzeba wyklęcie tego dzieła za. Jana XXII, a gdyby 
nie wstawienie się Pino deIla T(Jrra i Ostagio da Polenta, Betrando kar- 
dynał, legat w Lombardyi, byłby wydał rozkaz spalenia popiołów Dan- 
tego w Bolonii wraz z trzema księgami de monarchia. Jak jedność Włoch, 
jedność wladzy, jedność religii, były polityczną dążnością Dantego, którą 
.się wszelkiemi środkami starał urzeczywistnić, tak też swoję myśl ułubio- 
ną zastosował do mowy włoskiej w łacińskiem dziele de vulgari eloquentia. 
Opr6cz zdrowych uwag nad językiem, mieści ono w sobie krytyczne oce- 
nienie pisarzy i poetów ówczesnych. Nadto przypisują niektórzy Dnnte- 
mu przekład na j'tzyk włoski psnlmów pokutnych, składu apostolskiego 
i modlitwy o Najswiętszej Pannie. 
Najważniejszym jednak utworem Dantego jest komedyn. boskn,_ la di- 
vina Com media. 
Dzikie hordy lud.)w północnych, naplywem swoim zalały świat sta- 
roiytny, i nowemu w Europie życiu dały początek, Poza nimi pozostała 
długowieczna przeszłość, a przed nimi zasępione warunkową przyszłością 
zaległo niebo, i ciemnosć przedmiotowa panowała dokoła. Sił:) oręża zdo- 


. 


.
>>>
,. 
'I 
I 
j: 
I 
l 
- 
P 
I 


80 


ł 


byty krzyż Golgoty, objął te nowe ludy w swoje ramiona, i nowego życia zeszła 
jutrzenka. Ale fltarożytny świat zosta.wił młodemu spuściznę, wiekami nabytą, 
spuściznę wyobraźni. Nastała przeto krwawa walka, ścieranie się' sił żywo. 
tnych, walka. piętnująca średnie wieki. Ku końcowi XIf wieku, a na początku 
XIU wieku sp6r doprowadzono do końca, zwycięztwo nil. stronę młodego 
przechyJiło się świata. lecz w tbozie zwycięzców moralna zjawiła się zaraza. 
'V tym czasie I.apłańshvem gieniuszu namaszczony tułncz, wygnaniec z uko- 
cbanej mu ojczyzny, natcbniony duchem proroczym. oburzony powszecbnem 
zep8uciem, zahartowany w szkole nieszczęścia, powziął wielką myśl re- 
formy, i wyśpiewał pieśń nad pieśniami, kpmed'1ą b08kq, wieniec poezyi 
cnrześciańskiej. Je8tto pomnik, który objął w sobie w8zystkie wyobrażenia, 
błędy, koleje, nieszczęścia i namiętności, poruszające ludzkością. W unie- 
sieniu sprawiedliwego gniewu nie przebacza Dante nikomu: zarówno gro- 
mi papieży, jak i cesarzów świeckich i duchownych, i ciska pioruny na 
wszelki'3 nadużycie i "kalanie. Oburlenie się to podsyca nie3łuszne jego 
wygnanie i nędza, pamięć krzywd ś,ojga go do niezmierności wiecznego 
ś\viatła i dlatego nawet w towarzystwie świętych i aniołów, jego ducb nie. 
przebacznją.cy, ciemnieje na imię Florencyi. Tkliwe serce jednak przebija 
się pomimo to przez zasłonę a]]egoryi, w jego namiętności ku Beatrice, 
porównaniach z wiejskiego branych życia I 
Komedya boska jestto opisanie widzenia, w którem poeta prowadzony 
ou 'VirgiliuszB przechodzi piekło i czyściec, do raju ziemskiego; odtąd 
za .przewodnika służy mu Beatrice i poknzuje mu koniec CZYSCB i nieba. 
Tytuł komedyi, zapewne powstał od rozróżnienia przez Dantego, trzech 
stylów, łojest górnego albo tragicznego, średniego albo komicznego, i ni. 
zkiego albo elegiackiego, gdyż dzieło to zBmierzył w stylu średnim napi- 
sać. Piekło podług Dantego jestto wielka otchłań, w kształcie ostrokręgu, 
otworem swoim sięgająca do naszej ziemi, i zwężająca się ku jej środ. 
kowi, w którem się kończy. Dzieli się ono na dziewięć okręgów czyli części 
(cerchio), w których dusze pokutują za swe grzechy, NI), wstępie do pi e': 
lda przebywają. dusze tych, co żyli bez bańby i sławy: (Gile vi8iero 8enza 
inja1łcia e itnza [ode). Pierwszy okrąg zajmuj1} cnotliwi poganie, drugi grze- 
sznicy cieleśni, trzeci żarłoczni, czwarty rozrzutni i skąpi, piąty popęclliwL 
i gnuśni, sz6sty heretycy, si6dmy popełniający gwałt przeciwko bliźnim, sa- 
mym sobie, Bogu, naturze i sztuce; 6smy przedajni, dziewiąty Zdł.SjCY. Z tych 
trzy ostatnie okręgi dzielą się: siódmy na trzy części, ósmy zaś na dzie- 
sięć oddziałów nazwanych Malebolge, dziewiąty na. cztery poddziały: Cainn, 
Antenora, Tolomea i Giudecca. Miasto Dite albo Lucifero dzieli piekło na 
dwie połowy. Rzeki w piekle są: AcherolIt, Styx; Flegetont i Kocyt. Do- 
wódzcnmi okręgów Sił osoby mitologiczne: pierwszego Charon, drugiego Mi- 
nos, trzeciego Cerber, czwartego Pluton, piątego Flegias, sz6stego frzy Furye, 
siódmego Minotaur, ósmego Geron, dziewiątego AnteuBz, EfiaJtes, Nemrod 
i Lucifer. Kary są obrazami zewnętrznemi, stanu wewnętrznego grzechu. 


.. 


.
>>>
8] 


, 


Czyściec jestto g6ra ostrokręgowa w morzu, otoczona siedmiu okręgami 
i rodzajem przedsionku, w którym mieszczą się leniwi. Trzy stopnie prowa- 
dzą do drzwi czysca: pierwszy z świecącego marmuru, drugi z kamienia gru-. 
bego i spalonego, trzeci z plomienistego porliru. \V pierwszym okręgu, czy- 
szczą się dumni, w drugim zazdrośni, w trzecim gniewliwi, w czwartym gnu- 
śni, w piątym skąpi, w szóstym żarłoczni, w siódmym grzesznicy cieleśni. 
Na samym szczycie znajduje się raj ziemski, z rzekami Letą i Eunoe. Nie- 
bo stanowią siedm planet .podlug systematu Ptolomeusza, z trzema sferami, 
czyli razem dziesięć przestrzeni. "\V księżycu znajdują się dusze tych, kt6- 
rzy uczyniwszy jakie śluby przez gwałt w ich dopełnieniu byli przeszkodze- 
ni; w merkuryuszu przebywają ci, których żądza sławy pobudziła do wiel- 
kich czyn6w. "\V trzecićj sferze, "\Venery, kr6lują czyści kochankowie i naj- 
lepsi przyjaciele. W słońcu, poeta mieści najsłn.wniejszych teolog6w, doktorów 
i ojców kościoła. \V Marsie, są dusze rycerzy polcgłych za wiarę; w Jowi- 
szu, mocarze sprawiedliwi; w Saturnie. pustelnicy i ascetycy; w zodyaku Chry- 
stus, apostołowie i Adam, w nicbie kryształowym primo mobile, dziewięć 
chórów anielskich; w empirejskich Maryn ze świętymi. Orygin
ność poo;lysłu 
Loskićj komedyi, wielu szperaczy s
arało się osłabić, naznaczając jej za wzór, 
to 'Virgiliusza, od kt6rego Dante jest daleko wyższym, to dzieło Brunetto 
Latini "Tesoro" dość słabe; to dwa romanse francuzkie z XIII wieku, Le son- 
ge de r enj6r, i Le j011g1eur qui va en l' en/er; to u\ntastyczne widzenie, mni- 
dla Alberyka ; to dawny romans, "Guerino ił 'I'IIeschino ,Ol w którym znajduje 
się ustęp o czyscu przez Patrizio. Inni utrzymują znowu, że myśl swojej 
komedyi, powziął Dante z mimicznego widowiska przedstawianego w czasie 
jubileuszu, lub wyniósł z aAlfiteatru werońskiego. Co do nas, jesteśmy prze- 
świadczeni, że Dante, poeta obdarzony silnym gieniuszem. samoistny, owłada- 
jący całym światem umysłowym, sam oddzielnie stworzył sw6j nieśmiertelny 
poemat, nie potrzebując do niego żadnego wzoru. 
Cała komedya boska składa się ze stu pieśni, z których trzydzieści 
cztery przypada na piekło; czyściec zaś i niebo, majq. po trzydzieści trzy. 
Dante do napisania jej użył rodzaju poezyi zwanego terza rima albo urzina, 
składającego się ze zwrotek trzywierszowych, terzctti. Mechanizm takiego ro:- .. 
dzaju poematu polega na tem: że pierwszy ,i trzeci wiersz, pierwszej zwro.. 
tki, majQo jeden rym, a drugi wiersz rymuje z pierwszym i trzecim drugiej 
zwrotki; tej zaś drugi wiersz, rymuje z pierwszym i trzecim następnej. Po- 
rządek taki winien być zachowanym do końca pieśni, składajljcego si
 za- 
wsze ze zwrotki cztero-wierszowej, aby żaden wiersz nie pozostał bez rymu. 
Zadne dzieło nie rozszerzyło si
 tak prędko po, śmierci autora, jak ko- 
medya boska. W kilkadziesiąt lat komedyo. stała. się podziwem całych Włoch, 
i Dantego jużto tytułcm divino, już teologo przyozdobiano, w skutek czego 
następnie w wieku XV nieśmiertelny jego utwor boskim nazwano. Zaraz po 
.. jego wyjściu na świat, wicIu Włochów rzuciło się do pisania kommentarzy. 
Pomiędzy pierwszymi byli, synowie Dantego Piotr i Jakób, Accorso dei Bon- 
fantini, i Miechino da Mezzano, kanonik raweński. Około roku 1350, Jan Vi- 
11 


-
>>>
82 


8conti, arcybiskup Medyolanu zgromadził sześciu uczonych włoskich, dWI)ch 
teolog6w, dw6ch filozofów i dwóch florentczyków, którym poruczył zebrl\nie 
zupełnego kommentarza na komedyą boską (I). Florencya pierwsza wynagra- 
dzająo swą ku Dantemu niesprawiedliwość, otworzyła od dnia 3 s
erpnia ]373 
roku katedrę publicznego wykłudu komedyi boskiej, w kościele Sgo Stefana, 
i obowiązek ten poruczyła wykształcicielowi prozy włoskiej, sławnemu Boc- 
cacio. K;,tedra początkowo otworzoną była na rok jeden, jednak po ukończo- 
nym roku wykład publiczny utrzymał się i nadal, a po Boccacio, który nam 
obszerny nad Dantem pozosta.wił kommentarz, zajmowali katedrę: Antoni 
liovano, i Filip VilIani. Przykład Florencyi, z zapałem był naśladowanym 
i przez inne miasta włoskie. W Bolonii Benvenuto de Rimbaldi da Imo/tl 
przyzwanyin został do czytania Dantego, i 1t
j jego pracy zltWdzięczamy do- 
kładny kommentarz nad wykładanym autorem. \V Pizie około roku 1386 
ustanowiono prelekcye o Dantem, a Franciszek di Bartolo da Buti, z tego 
powodu jako profcssor komedyi boskiej, napisał równie kommentarz. Podo- 
bne katedry miały miejsce przy uniwersytecie w Plncencyi, w Wenecyi. Sta.. 
rano się nadtp przełożyć Dantego na język łaciński, i pierwszy Matellsz Ron- 
to, mnich, tej pracy dokonał. 'V szystkie powyższe jednak prace, zaraz po 
Bmicrci Dantego, kiedy jeszcze pamięć o tym wielkim Gibellinie świeżą by- 
ła, podejmowane, niewielką nam zrobiły przysługę. Zamiast zajmowania się 
wykryciem piękności poetycznej, wyjaśnieniem miejsc ciemniejszych, wykła- 
dem faktów historycznych tylko w komedyi boskiej wzmiankowanych, wię- 
ksza część kommentatorów, idąc za d;ażnościl} swojego wieku, niepewnego 
prawd w nim objawiających siQ, zajmowała się wyszukiwaniem i drobnostko- 
wym rozbiorem, allegoryj i tajemnic, którym, spoeób pisania Dantego obja- 
wienie myśli historycznej, lub jakiego pojęcia w symbolu lub allegoryi z po- 
wodu sprzeczności z wyobrażeniami jego wieku, obszerne przedstawiało po- 
le. Mistycyzm rozciągano nawet lo słów, i mozolne przedsiębrano usiłowa- 
nia, aby przez tę urojoną mgłę się przebić, i boskiego Dantego uczynie 
zrozumiałym! Nadaremna praca! I cóż dziwnego! utwór gienialny, ten or- 
ganiczny prolukt prawdziwego poety, jak na powikłanie średnich umysłów 
no. tle historycznem usnuty, nic był przystępnym kommentatorom, pod cięża- 
h rem swego wieku upadającym! Podobnej prawie kolei ulegli i nowsi rozó- 
mienia komedyi boskiej wykładacze. Każdy z nich stosownie do wyznaczonćj 
przez siebie idei, tak lub owak, nieśmiertelne dzieło nakręcał i tłumaczył, do 
czego wszechstronnoś
 utworu łatwo posłużyć im mogła. Sam Dante rozru- 
żniając cztery sposoby rozumienia czyli sensa, tojest, literalny, allegoryczny, 
moralny i anagogiczny, i oświadczając: że celem jego komedyi jest wypro- 
wadzenie ludzi z stanu nieszczęścia, do stnnu szczęśliwości, razem nadnje jej 
sens moralny i anagogiczny. W obszernem polu wykładu pojmowania Dan- 
tego, niemałe poliożyli zasługi: Gozn , Lombardi, Bicagioli, Scolar;, Dionisi 


('I Kopili tego kommentarza znajduje .it: w bibiotec. Wawrz).ńca.
>>>
83 


i nieśmiertelny Ugo F08colo. Największą tl"Udność w zrozumieniu przedstawia- 
ją dwie pierwsze pieśni piekła, i dą.żność całości utworu. 
Wyłożywszy treść poematu, a tem samem i sens jego literalny, przytocz,}'my 
teraz rezultaty w tym względzie prac uczonych, poświęcających si
 studyowa- 
niu komedyi boskiej. Pojmujący ją. w sensie moralnym, utrzymują, że Dante w 35 
r. swego wieku, porzucił drogę występków i namiętności, i oddał się życiu umy- 
słowemu. 1Yykładacze anagogiczni, mniemają: że Dante bolejąc nad grze- 
chami całego 
wiata, stara się w imieniu wszystkich błądzących, powrócić do 
powszechnego Zbawiciela; opuszczając przeto drogę błędnych ziemskich ro- 
zumowań, oddaje się pokucie, żalowi i skrusze, a tak oczyszczony za posre- 
dnictwem wiary, łączy się z nadzieją i łaską., i kończy na rozważaniu ży- 
cia niebieskiego. W sensie historycznym rozumieją: że poeta zrażony nie- 
szczęściami swego prioratu, doznawszy okrucieństw ze strony Florencyi, 
Rzymu i Francyi, będąc wygnańcem, poświęca się naukom i filozofii, aby po- 
wrócić do powszechnego pokoju i ojczyzny z cudowm
m dziełem, przy po- 
mocy Can Grande i BeatJice. '" sensie historyczno- politycznym komedyi 
boskiej nadaj
 następujące znaczenie: że Dante widząc zbłąkanych na dro- 
dze dobra publicznego i szczęśliwości ogółu, celu, który nigdy zprzed oczu 
poety nie znikał, doświadczywszy w tćm przeszkód od występków Floren- 
cyi, ambicyi Francyi, żądzy pierwszeństwa Rzymu, pokładając ewe na- 
dzieje poli tycznego ulepszenia w męztwie Can GralIde , poświęcił si
 wynale- 
zieniu ulepszenia moralnego i religijnego, podając w poemacie wzór prawo- 
ści. karę występków, i nieśmiertelną. nagrodę cnoty. 1V szystkie powyżej przy- 
toczone przez nas zdania, są po największej części jednostronne i nie odpowia- 
dają pojęciu poez
'i prawdziwej. Komedya boska jako utwór uniwersalnie 
historyczny, ma swoim przedmiotem wiek swój, jego wyobrażenia i pojęcia, 
z kt6rych tworzl)c swoję mitologię, sięga Rbsolutności. Podział jej na trzy 
części, obejmuje całą dziedzinę poezyi jako sztuki. Piekło maluje nam przy- 
rodzenie rzeczy samych w Bobie, przerobicnie ich historyczne wyobraża czy- 
ściec, a niebo stanowi wydoskonalenic, absolutność. Poema za tło, ma hi- 
storyą, a do obrazowania używa. aJlegoryi, i symbolu, albowiem w e.zasie 
stronnictw, krwawych morderczych w"lk o pojęcia, poeta mógł tylko pod 
zasłoną aJlegoryi niektórych drażliwych natenczas kwestyj dotykać. Piekło 
najokropniejsze i najstraszniejsze co do przedmiotów, jest zarazem najmo- 
cniejszem co do wyrażeń, surowem w stylu plastycznym, ciemni:m, przeraża- 
jącem nawet w słowach. W jednej części czysca panuje cisza głęboka, gdyż 
już milczą jęki podziemnego świata; lecz na szczycie wszystko staje się ko- 
lorem, a niebo prawdziwie jest muzyką sfer. Zemstę, którą' Dante wykonyw;, 
w piekle, wykonywa w imieniu sądu powszechnego, jako sędzia karny wy- 
brany, z siłą proroczą, nigdy z nienawiścią osobistą., lecz z duszą pobożną, 
wzniosłą, a tern więcćj oburzonI) okropnościł\mi czasu, i z patryotyzmem, ob- 
cym jego wiekowi. Piekło jest państwem postaci, a tern samem plastycznem, 
czyściec jest malowniczern; kary występnych Sił też w części rnulowniczemi, 
at do największego przepychu kolorów; w niebie pozostaje tylko czysta mu- 


ł I 
I
>>>
84 


zyka światła, ustaje wszelkie odbicie się, a poeta unosi się stopniowo aż do 
rozważania czystej istoty
 bezkolorowej, samego bóstwa. Wyobraźnia naj- 
tywsza, ostry gieniusz, styl wzniosły, patetyczny, energiczny, który porywa 
i zachwyca, obrazy malownicze, najsilniejsze oburzenia się, ustępy czułe i na- 
miętne, oto są cechy zdobiące nieśmiertelny utwór, niepor6wnanego wieszcza. 
W prawdzie przyznać naleźy, że w Dantem miejscami niemałe nspotykamy 
wady, że S:) miejsca nudne, niektóre wiersze nieznośnie przykre, rymy na- 
ciągane; ale jeżeli wspomnimy, że do Dantego poezya włoska była tylko na- 
gromadzeniem sł6w rymowanych, przepełnionych uczuciami nuż'lcemi i zi- 
ronemi, a zawsze o miłości; że Dante pierwszy ośmielił się śpiewać językiem, 
jeszcze do niego prawie nieznanym, o wzniosłych przedmiotach, to wszystkie 
te błędy, będą nieznaczącemi, i łatwo się dadzą wytłumaczyć czasem w któ- 
rym poeta pisał. 
O ile nam wiad.orno z boskiej komedyi, mamy tylko dotąd przekład po. 
czątku pieśni trzeciej, i ustęp o U goli nie, mieszczący się w końcu pieśni XXXII 
i początku XXXIII piekła, pióra autora Grażyny; tudzież ustęp o FrI\nce- 
sca da Rimini, w pieśni V piekła prozą, przez p. Kraszewskiego poprzedza- 
jący jego powieść "pod włoskiem niebem." Wszystkie zaś inne europejskie 
literatury posiadają już po kilka prozą. lub wierszem pisanych przekładów; 
życzyćby należało. aby kto z utalentowanych naszych pisarzy, poświęcił się 
zgłębieniu tego nieporównanego poematu, i nas przekładem udarował, a tak 
zbogacilibyśmy Bię więcej jednym europejskim poetą. Być może, że głębo- 
ka wszechstronna średniowieczna erudycya, mistycyzm, szczeg6łowa, drobno- 
stkowa, że tak powiem historya owoczesnych Włoch. stawiają trudności do 
zamiłowania Dantego; być może brak potrzebnych źródeł, z którychby czer- 
pać wypadało, nie dozwala się puszczać na to burzliwe morze poezyi: to je- 
dnak jest pewnem, że- boski Dante w polskim dobrym przekładzie, niewypo- 
wiedziane przynióslby nam kOl'zyści. Pia desideria/ . 
Zebrawszy wszystko to cośmy powiedzieli o Dantem, kończymy sło- 
wami U90 Foscolo, dobitnie stanowisko Dantego malującemi: "Dante przy- 
sądził sobie koronę. oczekując onej od wyroku Boskiego, za prawność powagi 
swej. i missyi apostolskiej, i zaBługę bojowania przeciwko skażeniu kościoła, 
chciał być reformatorem, lecz napotkał przeszkody w swoim zeplmtym wie- 
ku. i ludziach jemu zaprzedanych niewolnikach: nie był jednak z liczby tych 
reformator6w, którzy więcej wierzQ- w postępy rozumu, jak oręża I" 


, 


g'
, 


,
>>>
. 


FRANCZESKA 



 m2m2
2
 (1) 


, , 
WYJĄ.TEK Z PIESNI PIĄTEJ PIEKŁA 


. 


Z ItOIlEDYI BOSKI'" DANTBGO. 


lemla CO mię zrodziła (;I) leiy nad brzegamI, 
Przy któr)'ch Po, dalekie obmywszy krainy, 
Szuka spocz)nku z współtowarzyszami. 


Miłość, cu czułe ierce zapala bez WillY, 
. 
Ujęła go pięknością mej żywej postaci, 
Której IOlIle pozbawiono z hltlibą bez przyczyny. 


Miłość, co kochających wzajem kochać zmusza, 
Tak mię silnie ujęła ku jego osobie, 
Że jak widzisz l teraz. 19nie kn nIemu dusza. 


Miłość nas obu skryła w jednym groble, 
Lecz KaIna (3) cię czeka nasz zbójco zuchwały!" 
Ternl słowy skończyła, tę powIeść o sobie.
>>>
80 


Żal dusz straplOlI)'cb przygniótł mój umysł zdrętwiały, 
Żem zwiesił głowę I długie zacbował milczenie, 
Aż mój wieszcz mię zapytał czemu'm oniemiały? 


Odrzekłem więc:, acb takle silne uniesienie. 
I tyle słodkich myśli I rozkoszy tyle, 
Sprowadziło na nlcb. zgubne przeznaczeolt'. 


Obrócłwszy się znown ku parze: "za cbwllę" 
"Rzekłem:" Franczesko twoje cierpienia zbyt srogie 
Bo Ileż łez kosztują I boleści Ile. 


. 


"Lecz: powiedz: gd)'ścle chwile przepędzali błogie, 
Jak się. I kiedy miłość waszą zgubą siała, 
Żeście wzajem poznali uczucłe złowrogie?" 


A ona mi na to: "Nigdy silniej boleści strzała (4), 
Serca nie rani, jak ch\\'1I błogich wspomnienie 
W czasie nieszczęścia; taka I mistrza ucbwała. 


"Gdy tak cbcesz pozoać pierwsze miłości zjawienie, 
Opowiem et więc z bolem, I lejąc łzy moje, 
Cboclaż łzy ci utrudnią słów mych rozumienie. 


"Raz z cbęcł dziecinnej czytaliśmy oboje 
Jak Lancz\lotta (5) miłość w swe pętA zwikłała, 
I odkryliśmy uczuć dla nas nowycb zdroje. 


.. 


"Klikam 1,azy Już oczy kuchanka spotkała 
Klika razy rumieniec wstąpił na me lice; 
Lecz nas zgubiła jedoa okoliczność mała: 


"Gdyśmy czytali: imiejqce 8ir UlIta kobiece, 
Prses takiego kochanka i tak calowane, 
'l'eo. który ell\gle patrzył w me źrenIce, 


. 
"Drżące me ucałował 118ta nieskalane. 
Przeklęty autor, I powieść szalona! 
Nie czytaliśmy więcej, ..... trnIłY 
polwarŻIIIIC !..
>>>
t 


I 

 


.. .'.... . 


. 


.. 


87 


Gdy tak sw'ł powIeść kończyła strapIona, 
Jęczał duch drugI, wspomnIenia go truły; 
Uległa dU!tza smutkIem obarczona, 
I padłem na zlt'ml
 jako trup nIeczuły (II). 


'.
>>>
p .. a y . I . Y. 


(I) Franczeska z Rimini, c6rka Guido da Polenta pana na Rawennie, oddana b)'la w zamęzcie 
Lanczilottowi synowi MaIate.ta pana na Rimini, bohaterowi nadzwyczajnego m
ztw., lecz brzydkiemu 
co do postaci. Jego brat Paweł, kt6ry nieszczt'liwym trafsm byl pi
kniejszym od m
ia Francseski, 
pozyskal j
j milość, lecz wyśledzeni, zostali r
k'ł Lanczilotta zabici. Wsp61uczucie ku temu ustępowi 
b3rdzi
j wzrośnie, jeieli przypomnimy lobie, łe ojciec nieszcz
l!łiw
j ofiary, byl naj..iększym przyjacie- 
lem I wspaniałym obro6c'ł Dantego, 
( 2) Rawenna. 
(II Nazwisko wzi
te od Kaina pi
rwszego bratob6jcy. Przez kainv rozumi4!c! nalety t
 część piekła, 
w kt6r
j s. karani !l:ab6jcy. 
(
) In omni ad"er.itaufortuna4 infadicunmum genu. infortunii e.t fecś..4 fdicem. Sam Dante 
wyznaje, ie Boecyusz i Cicero d4 omicitio b;rly pi6rwszemi ksi/tikami, kt6re obudziły jsgo uwag
. 
(S) Lallczilotto kocbanek Dzinewry, tony kr61a MRrka. osoba "ynna w romansach, szczeg6lnh!ij 
za' w jednym pod tytułem: "SMł okr.gły," który najbardzi
j byl glo'nym za czas6w DanIego. 
(0) Z przedmiotu powyi6j opi..nego, Silvio Pellico napisał bardzo pi
kn'ł sztukv drammat;rczn'ł, 
wytłumaczon. na polskie, przez J. B., i przedstawian. na scenie Warszawski
j w październiku r. 1MB. 




 


f
>>>
, 
FRANCISZEK SIARCZYNSKI. 


f 


odzinn. Siarczyńkich zdawna zamieszkała na Rusi w Galicyi. 
Ludwik Siarczyński podczaszy nowogrodzki, później pod- 
komorzy króla Stanisława Augusta, z małżonką. swojllo Fran- 

 ciezką. z Chrząnowskich, miał trzech synów i cztery c6rki. 
Fran:il!zek był trzecićm ich dziecięciem, urodził się w Chru- 
szowicach, w parafii Laszeckiej, dawnej ziemi Przemyskiej, dnia. 
12 października 1758 roku. Po odbytych pierwszych naukach 
w Jarosławiu, przyjął w 15 roku życin, suknie zgromadzenia Pi- 
jarów polskich w Podoleńcu, i tamże po dwuletniej próbie uczynił 
- profesyę zakonu:,! roku 1775. Brał jeszcze potem dalsze nauki w Rze- 
szowie i Międzyrzecu Koreckim, i sam podług ówczesnego zwyczaju, 
uczył klas niż8zych. W roku 1781 w Krakowie słuchal teologii, i pier- 
wsze Rwięcenie otrzymał: na kapłana ZliŚ poświęcił go w 1Varszawie dnia 
5 kwietnia 1783 roku, ksiądz Kasper Cieciszowski naówczas biskup Tebe- 
stański , i of'fic)'llł \V arsza wski. 
Od roku 1782 uczył Siarczyński w 'Warszawie w colli'gium nobilium (za- 
łożoo(Jm, przez Stanisława Konarskiego, ziomka z jedn{j ziemi przemyskiej) 
grammatyki, geografii, i historyi przez lat cztery. 1V latach 1785 i 1786 
uczył wymowy \V Radomiu: tegoż roku wezwany napowrót do '\Varsza\Vy, 
był Imznodzie;ą w kolIegium królewskićm przez dwa lata, a trzeciego uczył 
prócz kaznodziejstwa wymowy. · 
Siarczyński miał iat sześć życia, gdy Stanisław Poniatowski na tron 
wstąpił, 


12
>>>
no 


,- 


Ogólna ciemnota przy końcu pnnowania Augusta. III, już się rozchmu- 
rzała. a zorza światła i nauk poświtywać zaczfiJa. Gdy Załuscy do ogro- 
mnej biblioteki swojej (darowanej późnii'j Rzeczypospolitćj) zbierali dro- 
gie skarby literatury polskiej, i pamiątki umysłowości naszych praojców, 
a Micler i Janowski ogłaszali -je światu: RogaJitiski ucząc nieznan{'j dotąd 
fizyki, obserwatOl'YulU w Poznaniu zakładał, Stanisław Konarski, śmiało 
uderzając na przesądy zastarzałe, zarazem w zasallach je podkopywał, przez 
poprawę wycłlOwania; rozbudzone życic duchowe silnie się już odznaczyło, 
i wiele dzieł szczególniej też w gałęzi historycznej ozdabiać zaczęły nice- 
stwo naszej literatury: wtedy Stanisław August wt;;t
pił na tron polski. 
Nie jemu zt'Jd slawll. i chluba, bo ani popędu nie nadał, ani umiał wpłynąć 
na kierunek oświaty, ale rad się otaczał uczoncmi, i N aruszcwiczowi po- 
dał siln
 pomoc do napisania dziejów narodu polskiego. 
Na dworze Poniatowskiego poznał Siarczyński wszystkie znamienitości 
literackie ówczelme: Naruszewicza, Bohomolca co kreślił żywoty dawnych 
Polaków, "\V ęgierskiego, Trembeckiego, i Krasickiego, poetów; Bo
usławskie- 
go twórcę sceny polskiej, 'Vielhorsldego, Staszica, pracowników nad po- 
prawą Rzeczypospolitej. 'Vagę, Osińskiego, Skrzetuskiego, i sławnego gram- 
matylm Kopczyńskiego ze zgromadzenia Pijarów; Ignacego i Stanisława 
Potockich, Piramowicza, i Tadeusza Cza:ldego tyle zasłużonego dla. oświa- 
ty i literatury krnjowej. 
Przypatrywal się zblizJm pamilJtncmu sejmowi, g c lzie hrat jego An- 
toni był sekretarzem, a na któl'ym sam umiejąc stenografią, dla króla mo- 
wy posłów spisywał. 
Obcowanie z tylu znakomitymi m
żall1i, czas i okoliczności szczęśliwe. 
na które młody naówczas Siarczyński trafił, wszystko wpłynęło silnie' na 
rozwinięcie' się jego zdolności wrodzonych, na to zamiłowanie nauk, któ- 
re do ostatni.ej chwili życia przechował. 
"Nie znalazł'a duma przystępu do jego pięknej dusz)'; łaski króla, 
szacunku wielu osób możnych nie użył na wyniesienie się, i nad dostoj- 
ności które m6gł osięgnąć, wolał być użytecznym krajowi. Jeżeli pragnął 
usunąć się od obowiązl\ów zakonnych, i trudów powołania nauczycielskiego, 
to jedynie, aby w spokojności wiejskiej oddać się naukom. Później nie on 
zaszczytów, lecz zaszczyty jego szukały (I)." 
Był Siarczyński jeszcze w roku 1789 delegowanym od zgromadzenia 
Warszawskiego księży ,Pijarów, na kapitulę prowincyonalną. Tegoż roku 
od ojca Śgo Piusa VI otrzymał uwolnienie od ślubów zakonnych, a od 
kr6la probostwo w Kozienicach dobrach stołowych. Jak się szczerze dobrem 
swoich parafian zajął, dowodzi jego staranie, o zaprowadzenie szkoły i Bzpi-. 
tala, na. które częśĆ własnych ofiarował dochodów, Uwiadomiony o tem '. 
Stanisław August, nakazał pod dniem 16 maja 1790 roku rządcy ekono- 
mii Kozienickiej, aby z jej dochodów, corocznie na szkołę i szpital sto 


. 


. 


(l) CzasopiAm Nuukowy, 1830 r..ku, tom III.
>>>
ł 


. J 


... 


91 


. 
. 


czerwonych złotych clo rąk Siarczyńskiego wyplacał. \V następnym roku 
otrzymał ocl Okęckiego biskupa Poznańskiego i 'Y'lrszawskiego kanoni'ł 
honorową Warszawską, a ocl Ignacego Krasickiego, \Varmińską. 
'V Koz"ienicach doznał Siurcz jński U
ski, przez rabunek w czasie 
napadu wojsk, a w lat kilka później przez pożar przypadkowy. 
Tc straty, juko też i chęć zbliżenia się do żyjących go naonczas 
rodziców, skłoniły do przyjęcia w roku 1789 ofiarowanego sobie od Izabelli 
z Czarturyskich księżnej Lubomirskiej pIObostwo. w Łańcucie. 
Pani ta, naówczas przebywala w zamku łańcuckim: świetny jej dwór 
przyjemnych dostarczał zabaw, lecz Siarczyński czuł, że przy ścisłem peł- 
nieniu powinności kaJllana i pastel"Za resztę czasu _zabierały rozrywki, odbie- 
rając go naukom. Nie chcąc się z niemi rozstawać, przeniósł silJ w końcu ro- 
ku 1804, na probostwo do Jarosławia. 
Tu przez lat dwadzieścia kilka jako dziekan i proboszcz, wypełniał świę- 
cie ważne obowiązki kapłana i pasterza swij parafii: dobroczynny dla ubo- 
gich, otoczył się gronem ródziny, uszanowaniem i wdzięcznością parafian, 
i szacunkiem powszechnym. Tu zarazem oddał się ulubionym naukom: w tej 
spokojnej ustroni zgrOlnlldził Siarczyński tę m!lssę zabytków i wypisów do 
badania dziejów historycznych polskich, które gdyby były wydane, słusznyby 
podziw jego erul1ycyi wywołały. Zelaznej pracy i wytrwałości, od wydania 
pierwszego swego dzieła w 1780, lat pięćdziesiąt pióra nie wypuścił z ręki, 
i tylko śmierć mu je wytrącić ziloła.ła. 
Kiedy ogrom przez pół wieku zbieranych wiadomości do clziejów Polski 
porządkował i wygotowywał do druku: Henryk książę Lubomirski powołał go 
na dyrektora biblioteki Ossolińskich. 
Cieszono się powszechnie tym wyborem; lecz mniemało wielu, że Siar- 
czyński dostatecznym opatrzony chlebem, nie zechce go porzucić, przenieść 
się do droższego miasta; nie zechce służyć bezpłatnie, i w późny
 wieku 
podjąć się pracy przy zakładającej się dopiero bibliotece. 
Zawiódł ich mniemanie Siarczyński, i nie waha.ł się ponieść ofiarę, kt6rej wy- 
magaJy kraj i nauki. To zrzeczenie się własnych korzyści i spoczynku, jak nie 
zdziwiło tych co znali Siarczyńskiego duszę, tak i ciż sami nic mogli wyjść z za- 
stAnowienia, gdy spostrzegli, iż starzec, nowe na siehie przyjąwszy obowiązki, 
potrafił usilnością czas sobie, że tak powiemy, podwoić. Przeglądanie, oczyszcza- 
nie nawet książek, spisywanie katalogów, korrespondencye z prywatnemi i urzę- 
dami, dozór budowy, przysposobienie do niej materyalów, zl1awanie rachunków, 
odczy1iywanie trudnych pism Otisolińskiego, ich przygotowanie do druku, wy- 
,lawanie czasopisma: wszyskie te prace, zdolne komu innemu cały czas za- 
przątnąć, nie przerwały bynajmniej innyeh Sinrczyńskiego robót. Obok nich 
układał nowe dzieła, postgpował w swoich historycznych badaniach, i tak 
l.dawał 'sił.) nic czuć potrLehy spoczynku, że przychylna i o zdrowie jego 
dbającll siu:stra, przestrzegać musiała, aby oudawszy uzień pracy, noey jej 
uie po,,;wi\1cal.
>>>
. 


92 


B}'ł Siarczyilski zdawna członkiem Towarzystwa Warszawskiego Przy- 
Jaciół Nauk; w roku 1828 Towarzystwo naukowe krakowskie przyjęło go 
podobnież za swego członka honorowego. 
Tak godnego kapłana, tak gOl'li wego obywatela, tak uczonego i praco;" 
witego męża, pragnęły Stany Galicyjskie widzieć w gronie swych reprezen- 
tantów. Ledwie mu nadana od cesarza ausb'yackiego kanonia honorowa 
Przemyska, wstęp do zgromadzenia Stanów ułatwiła, zaraz na pierwszym sej- 
mie, padł nań prawie jednomyślnie wybór, na deputata stanu duchownego. 
Ten dQwód publicznego szacunku głęboko uczuł Siarezynski: "Je5lim 
dotąd nie próżnował (pisał 110 swego przyjaciela), tem więcej odt,!d winie- 
nem I chcę pracować, aby położoncgo we mnie zaufania nic zawieść." 
"r śród tych nadziei, które kraj i nauki ojcZ)'ste pokładały w Siarezyń- 
skim, w dniu 7 listopada 1829 roku pracującego przy pulpicie nagle śmierć 
dotknęła (I). 
Żal szczery a powszechny, był dowodem jak wicIe w nim kraj i litera- 
tura straciły. Najważniejsze zasługi jako literat położył SiarczyńHki na polu 
historycznem, a głównie dziejów krajowych. \V dwudziestym drugim roku 
życia wydawszy pierwsze dzieło, przez lat 49 pióra nie wypuścił z praco- 
witej ręki. Pomijając drobniejsze jego pisma, wspomnieć należy ważniejsze. 
"Krótka fizyczna i historyczna wiadomość o soli. 'V dmkarni nadwor- 
nej J. K. M. 1788, w 8-ce, str. 59. Z poleccnia StaniRława Augusta napisa- 
na. Król obdarzył za tę pracę Siarczyńskiego medalem złotym z napiscm: 
merentibuB (B). Z polecenia tegoż króla, i jego kosztem z oryginałów do-. 
starczonych sobie z archiwum królewskiego wydał: 
"Traktaty konwencyjne handlowe i graniczne, wszelkie publiczne umo- 
wy między Polską. i obcemi państwami od roku 17G4-1791." Warszawa, 
w drukarni J. K. M. 1794: dwa tomy 8-vo. 
"Geografia czyli opisanie naturalne historyczne i polityczne krajów i na- 
rodów we czterech częściach świata zawicrąjących się, z dołączeniem geo- 
grafii astronomicznej przez księdza Franciszka Siarczyńskiego. 'V \Varszawie 
u Pijarów ł 790- ł 794 8-vo trzy tomy. Dalsze trzy tomy dla zmian polity- 
cznych nie wyszły. Żałowano najwięcej tomu IV, który miał zawieruć ob- 
szerne i dokładne opisanie Polski, we względzie historycznym, fizycznym i po- 
litycznym. 
,,'Viadomość historyczna i statystyczna o mieście Jarosławiu położonym, 
w królestwie Galicyi, w obwodzie przemyskim niegdyś w wojewÓ!lztwie Ru- 
skiem, ziemi przemyskiej. Lwów 1826 roku 8-vo. 
Napisał Siarc'zyński najważniejszlł z prac wszystkich we czterech to- 
mach: "Obraz panowania. Zygmunta III," obejmujący obyczaje, oświatę, 
religię, życie domowe, i dzieje narodu. 
Opis osób znakomitych z owego czasu w dwóch tomach, miał' być 'tyl- 
ko dodatkiem do tego dzieła, i tcn przedewszystkiem wydał p, n.: 


. 


(I) Czasopism naukowy, tom a, U!30 roku, 


.
>>>
93 


"Obraz wieku panowania Zygmunta III króla polskiego i szwedzkiego. 
zawierający opis os6b żyjących pod jego p:łDowaniem, znamienitych przez swe 
czyny pokoju i wojny, cnoty lub występki, dzieła piśmienne, zasługi użyte- 
czne, i cclne sztuki, porządkiem abecadła ułożony. Lwów 1828 roku, 8-vo 
dwa tomy (1). , 
Sam zaś wyklad właściwy dziejów panowania Zy
munta III, pozo8tawił 
wrękopiśmie. \V cztertla
cie lat po śmierci Siarczyńskiego zaczęto tę wa- 
żną. dla dziejów polskich pracę uczonego historyka dopiero drukiem ogłaszać: 
alc niestety dotąd dopiel"O tom pierw8?y wydano p. n.: 
"Obraz panowania Zygmunta III króla polskiego i szwedzkiego, czyli 
obraz stanu, Dl1rodu, i kraju wystawiąjący." 
Religię, obyczaje, nauki, prawo i prawodawstwo, swobody szlachty, obie- 
ralność królów, swobodę możnowładców, czyny duchowieńswa, stan wojska, 
handlu, rolnictwa, rzemiosł; pobory, monetę, ludzi znamienitych w obywatel- 
stwie i ryccrstwic, w naukach i sztukach, związki z państwami obcemi, 
przymioty i dzieje osobiste króla i jego rodziny, zgoła wszystko, co do 
dokładnego obrazu wieku tcgo należy, przez księdza Franciszka Siarczyń- 
I!kiego. Tom I. Poznalł 1843; 8,vo, str. 337. 
lraca ta stawia Siarcz.rńskiego w rzędzie pierwszych histOl'yków na- 
szych, i okazuje widomie z jak podniosłego stanowiska pojmował, i opo- 
wiadał dzicje swego narodu. Idąc z postępem czasu, zrozumiał wcześnićj 
) od innych tf
 pn&\ydę, że kreśląc dzieje swego narodu, nie da prawdzi- 
wego jego obrazu, jeżeli tylko ma na uwadze samo życie polityczne, króla, 
dwór, magnatów, wyprawy, zwycięztwa czy klęsl,i, tr-aktaty i t. p. JCl!t 
lud, któl'y żyje, a żywot swój objawia zewnętrznie w życiu domD win)] , 
w obyczRjach i zwyczajach, w języku i piśmie. 
Tę to 
tronę nicdotykaną dotąd przez naszych historyków, wydobył 
na jaw Siarczyńl:!ki, i w dlugiem panowal1iu Zygmunta III troskliwie przed- 
stawił. To też praca jego pchm obrazów, pełna ciekawych a nieznanych 
szczegółów, które wpływ:Jją na oddnnie dokładnych zarysów tych czasów, 
t.)'le zajmujących a przeważnych dla późniejszych okresów historyi polskiej. 
Życzyć potrzeba, ahy się zna1azl nakladca, któryby wyd1\ł resztę zo- 
stających dotąd w r
kopiśmie tomów. Byla.Lyto wielka usługa dla dziejów 
krajowych. 
W roku 1829. wydał: 
..Nowy kalendarz czyli świ
tnik lwo\\'!!ki na rok 1829." Lwów 12-mo. 
Oprócz zwyklej części kalendarskiej, jest tu wiadomość o podziale cza- 
su na dni i miesiące, o kalendarzach dawnych i późniejszych, o ich różno- 

ci i. pOprawad1: następnie' kalendarz polski ciągły, I-'0dzidony na miesiące 
l dme, n. przy każdym zebranie obrządków religijnych, pamiątek, lub zwy- 
eZ:Jjów kl'l1jowych, jakie zachowywano dawniej, lub jakie dotąd przetrwały 
i przechowały si: jeszczę. 
.- 
(I) Slownik ten Sinrcz;-ń_ki pcStniejsz1mi dopi.ami, do sześciu tom6w pomnożył ł 1:001&- 
wil w r\:kopiśmic.
>>>
9-ł 


Od roku 1828 objąwszy zarząd biblioteki Ossolińskiego, zaraz zacz
ł 
wydawać ważne pismo peryodyczne p. n.: "Czasopism naukowy ksiegozbioru 
publicznego imimia Ossolińskich: które głównie swemi pracami podparł, i dał 
mu przez to rozgłos w literaturze krajowej. \V ymienimy ważniejsze roz- 
prawy Siarczyński
go, które w czas opisie ogłosił. 
" Wspomnienie zasług i dzieł męża, wiekopomnej pamięci J. M. Osso. 
lińskiego. Rozprawa, czyli Sławianie lub Słowianie zwać I!ię i mówić wła- 

ciwie mają. Badanie o dawnej siedzibie Radymiczanów i Wiatyczanó\V, nie- 
gdyś nad rzeką Sanem, w sąsicdztwie Lachów i Rusinów zamieszkały,h. 
Wiadomość o' Wojciechu Jaksie z Bobowy Bobowskim, czyli Hali-Beju Tcr- 
uziumaniu Paszy Machometa IV. Rozprawa o początku nazwy Rusi i Ru- 
finów. Badanie względem litltu Jana Smery do \nodzimierza Wielkiego ksią- 
żęcia Rusi, o kMrego zn'ljdowaniu się w Monasterze Spasa, pod Samborem, 
lIapisał Krzysztof S:mdyusz roku 1669. 
Dzieje księzt\Va niegdyś przemyskiego. Wiadomość o dawnem powsze- 
chnem uźywaniu lazien w krajach sławiańskich, a w szczególności w Polsce 
i Rusi. _ \Vindomość o życiu i pismach Grzegorza Knapskiego. Rozprawa 
czyli Wanda do prawdziwych lub bajecznych dziejów należy. Dzieje biskup- 
stwa Rzeszowslticgo greckiego i łacińskicgo obrządku. Wiadomość o przekła- 
dach biblii w języku polskim. Wiadomość o dawniejszym i późniejszym sta- 
nie miasta Przemyśla, o dziejach jego, o mieszkańcach niegdyś ziemi, tcraz 
obwodu przemyskiego. Śledzenie doldndniejsze wiadomości o Twardowskim, 
w wiekach przeszłych za sławnego czarodzieja mianym.- Imiona polskie, tu- 
dzież niektórych imion pol!:kich znaczenie. O śpiewach narodowych lite- 
wskicł-ł, przez J. Rhcsę zebranych, a przcz Fr. Lad. Czelakowskicgo na język 
czeski przelożonych w Pradze roku 1827. W'spomnienie bitwy z Turkami 
i poległcgo na niej Władysława III króla polskiego i węgierskiego dnia 10 
listopada roku 1444. Słownik niektórych mniej lub więcej używanych wyra- 
zów polskich, z uwagą co do właściwego ich znaczenia. Opisanie miasta Sam- 
bora i obwodu je
o, dzieje dawne miasta tego, i stan ninicjszy. Badanie. 
czyli micszkańcy Rusi Czerwonej, mieli niegdyś jakie szczególne prawa pisn- 
ne. Dzieje niegdyś księztwa Bełzkicgo i 'miasta. Bełza. Dzieje niegdyś księz- 
twa Trębowelskiego iDźwinogrodzkiego. łViadomość o Trębowli i DźwinQ- 
grodzie. Rozprawa o początku i zwyczaju nadwornych błaznów czyli trefni- 
"iów w Polsce. Wiadomość o Ś. Piatnicy. czyli Paraskowii, która zdawna 
u Sławiau a mianowicie u Rusinów we czci szczególnej jest mi:1na. 
W rękopiśmie zostawił: . 
"Dzicje nar:du i kraju Uusi Czerwonej, a w ogólu.ości Rusi południowej," 
3 tomy. . 
Dzieło to należy do najważniejszych prac Franciszka Siarczyńskicgo; 
uważał je sam autor za chlubn:) pamiątkę dla siebie, jaką zostawi krajowi. 
Treść więc przywiedziem jak idą. rozdzialy. Pragn
ć należy, żeby co rychlt"j 
rękopilJlD tcn ogłoszony został drukiem, jak6' w6żn)' lla 1I11:! pomnik dziejowy. 


.
>>>
) 


JI 


05 


I. O narodach, które niegdyś siQ spędzały w krajach Rusi. 
II. O Chrobllcyi wielkiej, białej i czerwonej. 
III. O Roxolanach czyli Rossyanach, o Rusi, jej podziałach, nazwiskach 
Rusi czcrwonej, bialej, i czarnej. 
IV. O Rusi czerwonej w szczególności i jej krajach. 
V. IIiJ3torya Rusi czerwonej, i w ogólniejszem objęciu Rusi przed, 
Dnieprskiej. Historya kraju Spiskiego, ile części dawnej Clu'o, 
bacyi. 
VI. IIistorya ksi
zhva i królcstwa Halickiego. 
VII." " Przemyskiego. 
VIII." ., Włodzimierskiego i Bełzkicgo. 
IX." "Tl"ębowelskicgo czyli POI]ub. 
X." "Drohickicgo czyli zicmi Chełmskiej. 
XI. O rcligi Rusi pod chrześciaństwem. 
XII. O przyjęciu wiary chrzcściańskiej z greckim oLrzlJdkiclll i usta:lO- 
wicnicm biskupstw. 
XIII. O biskupstwach łaciliskiego obrządku na Rusi czcrwoni'j. 
XIV. Znamiona fizyczne i moralne mieszkańców Rusi CZel"\VOnej. 
XV. O rolnictwie i handlu Rusi czerwonej. 
XVI. O mowie i piśmie, naukach i uczonych Rusi czerwonćj. O zwy- 
czajach szczególnych zachowywanych w życiu potocznem i obrz:!u- 
kach rcligijnych. 
XVII. IIiótorya Tatarów, o il,h wojnach. 
XVIII. " Wolochów, i ich wojen z niemi dla nich. 
XIX. Wiuuoll1OŚć o Ormianach, o Filiponach. 
XX. " o głuchych Niemcach, 
XXI. " ó cyganach. 
XXII. " o żydach i karaimach. 
XXIII. IJistorya Kozalów. 
XXIV. O wlasnościach, gatunkach ziemi, i powierzanych jej zicmioplodach, 
o klimacie. 
XXV. O kruloIzcach, wodach mineralnych, kamieniach. 
XXVI. O sobch kopalnych, i warzonych. o baniach solnych. 
XXVII. O górach Karpackich. 
XXVIII. Wiadomość o górach Podgórza i Pokucia. 
XXIX. O rzekach Rusi czerwonej., 
XXX. O unii i dysunii Rusinów. . 
XXXL O kacerstwach rozmaitych na Rusi. 
XXXII. O dawnych ustawach, tyczqcych siQ poddanych na Rusi, i ich po- 
winnościach. 
XXXIII. O zwyczajach prawnych i ich urządzeniach. 
Z tego spisu poszczegółowego widzimy, z jakiego stanowisku. zapatry- 
wał się na przeszłość upłynioną ,Siarczyński , jak rozległy plan nakreslił 
i wykoo:\I, wyczerpując przedmiot pod każdym względem, jak wielki zasób 


.. 


- .
>>>
DO 


w tym wględzie spoczywa, wiadomości tywo nas obchodzących, olbo zupeł- 
nie nieznanych, lub lekko i nicdbale dotąd traktowanych, Obojętność, posia- 
daczy tcgo rękopismu, je!1t do nicprzebaczenia. 
W rękopismach pozostawił tal\Żc: 
- .,Słownik historyczno - statystyczno - geograficzny królestwa Galicyi: 
w trzech tomach. ,,,p pierwszym opisuje w powszechności GalieYQ, w drugim 
i trzecim, wszystkie miasta. i włości tego kraju w szczególności, porządkiem 
abccadła. Zamyślał Siarczyński . o wydaniu podobnego słownika całej PolISki, 
do którego zcbranc i 8pisane liczne wiadomości, dopełnienia i ułożenin. czekają. 
"Noworocznik, czyli kalendl\rz na rok 1830:' 
Prócz tego zostało wiele szczegl.'1łowych rozpraw, Itóre przygotował do 
czasopismu. Wymienimy ważniejsze, opuszczając tłumaczenia. 


" 


l. Rozprawa o 'Vened:,ch, 'Venetnch, Winitach i t. p. Słnwianach. 
2. O grammatyce sławim'lskiej. 
3. JI,zyk storo-sławiański, 
4. O cenzurze duchownćj w Polsce. 
5. O inkwizycyi w Polsce i na Rusi. 
6. Dawne pomysły kanałów, o połączeniu rzek polskich. 
'1. U wagi wzgl
dem rządu lennego w Pulsce. 
8. O początkowej poczcie w Polsce. 
9. O listowaniu w Polsce w różnych wiekach. 
10. O dawnych u nas pieniądzadl, podatkach i handlu. 
II. Podatki w królestwie Polskiem około roku 1717. 
12. Wiadomość o miarze osmak zwanej. 
]:j, 'Viadomość o kraju polskim zwanym Podlasiu. 
14. O W()jtowstwach i sołtystwach w Polsce. 
15. O słobodach i wolach. 
Hi. 'Wiadomość o rękopismie bezimiennego pisarza Beli króla węgier- 
skiego. 
17. O Łysej górze w Sandomierskićm. 
18. Uys historyczny o początlmeh klasztorów bazyliańskich w Galicyi. 
19. Rozprawa, iłe piśmiennidwo połskie rossyjskiemu, i to nawzajem 
naszemu pomocnem być może,. i powinno. 
20. Wspomnienia pięknych czynów (czyny mnićj znajome Polaków). 
21. O ordynacyi Ostrogskiej. 
22. Niektóre uwagi służące ku poparciu zdania, że nazwa Sławian, nie 
od slowa, alc od sławy swój początek bierze. 
23. O biskupstwie katolickiem, LakOliskiem czyli ,,"ołoskiem. 
· Zebrał nakoniec Siarczyński w porządnie oprawnych księgach, wiele 
pojedynczych wiadomości, wypisów z dzieł, z rzadszych pism pomniejszych, 
mów, wierszy i t. p., które są nit!ocenionym skarbem, i składcm materyn- 
łów do historyj polskiej, tak dawniejszej, jako też czasów świeżo upły- 
nionych. 


,
>>>
07 


Ten kr6tki tyciorYB .Franciszka. Siarczyńskiego, jest wymownym do- 
wodcm, poczciwych prac, i zasług znakomitego pisarza. Calem życiem Bwojćm, 
poświQceniem dla wzbogacenia ważnej gałQzi l1istoryczI;lcj literatury polskiej, 
nabył prawa do naszej cześci, j chlubnej pamiQci. 


. 


y I .. Y. 


, 


(A) W}'liczymy tu drobniejsze pisma Fr. SiarczyfJskiego. 
1. Sztuka ogrodnicza, okolo ogrodólO kwiatowych, kucheran!lch, i .ad6w, z przydatkiem niektórych 
ciekawych i utytecznych wiadomoici. Krak6w, u Grebla, 1780. Czwarte wJ"danie w Łucku, 1803. (Jestto 
zebl'anie wiadomośći z dziel niemieckich, mającyoh wzi
tość pod6wczas). 
2. UlOaga na koszta pogrzeb01De. w Wiednin, w Wrocławiu, 1781 r. 8-ka. (Druk Wrocławski). 
3. DykcyolłtJrzyk geograficzny: s angiel.kiego p. Echarda. (Przeklad z francuzkiego): z dodatNm 
zaulych odmiaN, i umieszczeniem wielu miad i prowiracyj pou1cich. W Wars:&awle u Dufoura. 8ka, 
3 tomy. 
4. Bistorya polityema retOolucyi a
ryka.v1ciij, Rqjrłala, z francuzkiego przełotona. Warszawa, 
u Grella, 1783, 8.ka. 
Ó. List Pary tanki do Podolanki: CEyli 0ł"1giflal do kopii. 8-b litr. 16. 1784. Przedrukowany 
b. m. i r; 
6. Listy moralne do utworzen
 cnotliwego .erca .(Oso_. (Oryginal angielski, przeklad z nie- 
mieckiego). Kraków, u Grebla, 1788._ Czwarte w)'danie u Greblow
j 1808 r. 8-ka. 2 tomy. 
7. Zakus nad zaciekami wszechnicy krakolOskiij, czyli uwagi "od niektóremi ti} akademii dy- 
lIertacyami, Warszawa u Dufoura b. r. (17SM). To pisemko krytyczne, w którt!m rozbiór rozpraw 
professora Trzcińskiego jest pi6ra SiarczyfJskiego, ściągnął na wydawców złośliwą odpowiedś p. n.: 
Rozbiór Zaku.tu nad zaciekami i t. p.: w t6jie formie i drukarni. 
8. Pochwala Stani8lalOa Szc
o Potocki8!Jo gerłerala artyleryi koronnej. Warszawa u Pijar6w 
1789 r, 
Stanislaw Szcz
sny Potocki wojewoda Ruski, wsławil siV wtedy uspokojeniem bunt6w ukra- 
ińskich, I przyni6slszy w clatze 12 dz;al i klejnoty iony swoj6j, byl celem powszechnego uwiel- 
bienia. W tymże czasie wydal takie pochwalę tegoi Szc
flego, znany ....literaturze nR8z6j, mąż 
wielkicb zasług, Stanislaw Potocki minister oświecenia publicznego, kt6rt!j p61ni6j w zbiorze m6w 
i pochwał Swoich nie umieścił. 
Pomijamy przeklady Siarczyńskiego, i mole rozprawki rozrzucone w r6illych pismach; wspo- 
mni
ć tu tylko musimy w P8zczole ltllowllkiij umieszczone; 
Uwagi i postrzeżenia czynione na(1 dziełem: "Dzięj8 panolOania Zygmunta III, przes J. U._. 
N.iemcetoicoo: 10ydans 10 War8
alOit. 1819 r:' 


]3 


-
>>>
08 


Rozbl6r gruntowny, a przytł!m ostry, okazuj'łCY cal'ł wyłszoAć Siarczyńskiego jako historyka 
kryt).
'Znego i badacza znakomitego, obudzil w skrytykowanym a tak popularnym pisarzn, dIngi 
guiew, i !ał gl
boki na autora recenzyi. 
(B) Po otrzymaniu medalu MerentWu' od kr6la Stanisława Augasta; Fran, Dmochowski na, 
czele swojij .ztvki f'JImotworczlj przy pi6rwsz
m wydaniu 178S, umie
cił nast
pny wi
rsz do Siar- 
czyńskiego: 


"Kto CZ
'łC winne ojczyznIe długi, 
Jak tylko mote je placi: 
Taki owoc6w wiern6j zasługi, 
Pod m'łdrym rzlłdem nie traci I 
Oto monarcha, co dobre ch
, 
Wzgl
dami swemi podsyca, 
ChClłc si
 w potomn6j uczcie! pami
 , 
Darem ci
 swoim zaszczyca. 
Pi
knie go zyskać, w mlodo
i kwiecie, 
Co częs
o marnie upływa, 
I wtenczas stanlłc! na sławy mecie, 
Gdy wielu gnuAoie spoczywa." 


W r. 1791 redaktorem g4ze'1l rzqilowlJ był właśnie Siarczyński, . pomoCIJ Fr. Dmochowskiego. 


...' 


, 





 


. 


I 
r
>>>
. 


PIOTR JAN 


II r eD \tt
 
£ G - ." \PII!D 
ll_

, ,&
' "",1..' 
!i£U
 


, 



 


erenger naj popularniejszym jest francuzkim poetą. Pieśni jego 
nictylko , że zajmują miejsce na pułkach ksi
gozbioró
, ale 
co wi
ksza, żyją w pamięci wszystkich, przeszły w usta ludu, 
e o co stanowi najchlubniejsze świadectwo rzeczywistCj ich war' 
tości. 
.Wiadomo wszystkim, że on jest tw6rcl). tysiąca piosenek, jedy- 
nych w swoim rodzaju, rozpierzchłych po całym świecie. Imię ne- 
rengera do tego stopnia upowszechniło się we Francyi, tak dalece 
o zrosło się, że tuk powiem z duchem ludu, iż Francuzi przC\\;idują, że za 
jakie lat t.rsiąc, nowe pokolenie, nie przypuszcz:yąc, ażeby tyle roz. 
licznych utworów, mogło być dziełem jednego czlowieka, poważy się 
zaprzeczyć jego istnieniu, jak dzisiejsi zaprzeczają ili!tnieuia starego 
Homera: dowodząc, że nercnger był mytem, istotq. zbiorową, słowem, że nic 
był ż,}"jącym człowiekiem. 
W skromnej izdebce krawca, przy ulicy l\Iontorgueil, w Paryżu, dnia 
17 sierpnia 1780 roku, urodził się Piotr Jan nerenger. 
Rodzice oddali go na wychowanic staremu dziadkowi trudniącemu się 
krawiectwem. Przy nim to młolly Bcrengcr, do 9-go roku życia, swobodnie 
i szczęśliwie trawił wiek dziecinny. 'Vychowanie jego rozpoczęło się wśród 
ulicznego zgiclku rewolucyi, Do upadck tronu, wzięcie Bastylii, i dalsze wy- 
padki, posłużyły mu za naukę dziej6w. 
Wkrótce potem wysIano młoucgo Berengera do Peronny, gdzie ciotka 
jego utrzymywała dom zajezdny. Zajęty posługiwaniem gościom, przyszły 



 


.. 


. 


- 


. 


.
>>>
" 


,I 
1; 1 
;' 



 


J 00 


. 


pocb\ w chwilach wolnych, czytał ukradkiem \V o1tcra, a bJizkie powinowa- 
ctwo w duchu młodego krytyka. 2 słynnym filozofem 18 wieku. objawiać się 
już poczęło w nicjednćj okoliczności. 
W czternastym roku życia Berenger zaczął się uczyć drukarstwa u pana 
Laine drukarza w Peronnie. Odbijając rymy poetów, nabrał chęci do składania 
wierszy. Pan Laine usiłował wszelkie mi sposobami nauczyć go pisowni, lecz 
widząc zupełne niepodobieństwo. począł mu wskazywać zasady rymowania, 
i poprawiał pierwsze próby młodego poety. 
Następnie, oddano llerengera do instytutu narodowego, świeżo założo- 
nego w Peronnie, staraniem jednego z członków ciała prawodawczego. W owej 
szkółce, założonej według zasad Jana Jakóba Rousseau, ćwiczono najwięcej 
dzieci w sztuce krasomóstwa, i w tym celu zalecano im rozprawy, wypro- 
wadzanie wniosków, odbywanie narad. Rerenger pierwszym był mówcą szkół- 
ki. W wychowaniu obywatcIskiem zaniechano wszakże naukę starożytnych 
języków, o. zatem najklassyczniejszy z francuzkich poetów, najwięcej zbliżony 
do starożytnych wzorów, przez harmonią wierszo. i jasność myśli, nigdy się 
nie uczył klassycznych języków, lubo zmysł ich głęboko posiadał zaszczepiony 

 duszy. 
W siedmnastym roku życia, llerenger powrócił do ojca mieszkającego 
w Paryżu. 
Społeczeństwo francuzkie za czasów dyrektoryatu, dziwny przedstawia- 
ło obraz. llyłato 8zczególna mieszanina, ducha wojowniczego i zmysłowego; 
okazałość i oworowanie głównie cechowały epokę, Uganiano się za śmie- 
8znem naśladownictwem Greeyi, z czasów Peryklesa, Rzymu za Cezarów, 
tak w stroju, jako też i w obyczajach, a ówczesna Francya, pełna śmieszno- 
ści i przesady, ponad granicami państwa, dzielnic stawiała 'opór nieprzyja-. 
cielowi, . i tak na polu sławy, jako też i w biesiadniczem kole, równy okazy-. 
wała zapał. 
Dusza poety odbiła wydatnie podwójne pit;)tno sławy i uzmysłowienia, 
wskazując epokę jego młodości. llerenger jest niewątpliwie najwicrnicjl!zćm 
odbiciem ducha swego czasu. 
Rzucony w świat bez przewodnika, bez pomocy, bez majątku, bez do- 
kładnej imuki, mimo to, chciwy sławy, z dwudziestoletnim zapałem, zakre- 
śla Bobie najcudniejsze na przyszłość nadzieje. Zaczyna swój zawód od grun- 
townego uksztułccnia. Czuj
 w sobie wieszczego ducha, lecz nie obrawszy 
dotąd właściwej drogi, młody poeta rzuca się na wszystkie strony. Tworzy 
komcdye, epopeje, i własną je ręką pali; nakoniec wydaje poemat sielanko" 
wy, w czterech pieśniach pod tytułem pielgrzymka. 
Przyciśnięty nicdostakiem, postanawi:, następnie udać się do Egiptu, 
zajętego podówczas' przez francuzIde wojska, lecz niebawem zmieniwszy za- 
miar, rzuca się w odmęt paryzkiego życia, nie tracąc na przyszłość nadziei. 
Życic szalone wpośród miłosnych przygód, jakkolwiek, z dziwnym uro
 
kicm przedstawiać się zwykło, w wspomnieniach późniejszego wieku, nie by- 


e 


.
>>>
101 


lo ws

kże wolne od goryczy i zniechęcenia" Nieraz młody, nieznany poeta, 
po chwilowe m upojeniu, dumał z tęsknotą., nad złym losem, i pragnąłby 
uchylić tajemniczą zasłonę przyszłości. 
Pomysł szczęśliwy, stał się dla Berengero. źródłem niespodziewanej 
pomyślności, jak to sam wyraża, w przeumowie do swych dzieł, poświęconych 
Lucyanowi Bonaparte. 
"W roku 1803, pozbawiony wszelkich zasobów, zniechęcony daremnie 
żywioną nadzieją, składając rymy bez celu i zachęty, postanowiłcm przesłać 
me prace bratu pierwszego 
onsula, panu IJucyanowi Bonaparte, wsławione- 
mu zarówno wymową, jako też zamiłowaniem nauk i sztuk pięknyc:h. Liet 
mój deuykacyjny, objl\wiał jak pomnę uczucia obrażonej dumy; bolało mnie 
albowiem, że byłem zmuszony szukać opiekuna. Ubogi, nieznany, .zrażony 
wielokrotnie, nic śmiałem liczyć na pomyślny skutek. Wtem na trzeci dzień 
potem, radość nicsłychana. Pan Lucyan Bonaparte wzywa mnie do siebie, wy- 
pytuje o moje położcnie, przemawia do mnie jako poeta, nie szczędzi rad 
i zachęceń. Na nieszczęście wkrótce potem opuszcza Francyą. Sądziłcm, że 
o mnie zapomniał, gdy wtem z największem podziwieniem otrzymuję list, 
wraz z upoważnicniem do odebrania pensyi. przypadającej na Lucyana jako 
na członka instytutu. List ten zachowałem starannie. "Upraszam pana, pisze 
Lucyan, abyś raczył przyjąć moję pensyą z instytutu; nie wątpię, że jeżeli 
pan zechcesz uprawiać dalej' swój talent, staniesz się wkrótce ozdobą. na- 
szego parnasu. Staraj się pan zwłaszcza o doskonałość rytmu, bądź 
mia- 
łym w wyrażeniu, tak jak dotąd, lecz obok tego, bądź nieco wykwintniej- 
szym." . 
Lucyan twórca obszernego poematu, domyślał się zapewne, że ów Beren- 
ger, posyłający mu sielanki i poezye, zupełnie dziś zapomniane, dosięgnie 
wkrótce szczytu sławy, i hojnie mu odVłaci otrzymane wspa\-cie, otaczając 
niewyczerpanym skarbem poezyi, wielkość i niedolę rodziny cesarskiej. 
Wkrótce potem Berenger pracować zaczął w redakcyi roczników muzeum, 
gdzie strawił lat dwa; zupełnie niezn:my, nakoniec w roku 1809, otrzymał 
urząd w sekretaryacie uniwcrsytetu, z pensYą 1200 franków, za pośreuni- 
ctwem pana Arnault, albowiem Lucyan Bonaparte, pozbawiony wszelkiego 
wpływu, nie mógł mu w niczem dopomóuz. 
Dla człowieka walczącego z nęuzą. byłto los świetny. Niezbyt ucią- 
żliwe obowiązki, odpowiednie były bujnej i niepodJegłej wyobraźni poety. 
Objąwszy urząd w uniwersytecie, Berenger pracował nad wynalezieniem dro- 
gi, właściwej wrodzonym zdolnościom. Zamiłowany jeszcze w poezyi wielkiej 
Epos, i dramatycznej, puścił wszaI{że wodze swobodnej pieśni, i już nie- , 
pojęta siła popychała go do tego rodzaju utworów. W 1813 przypuszczony 
do schadzek uczonych i artystów (au careau), wypłacając się piosnkami, z nie- 
ustającym zapnłem, postępował na obranej drodze, a gdy w roku 1815 WY"' 
dał pierwszy zbiór awych prac, pioscnki jego przechodząc oudawna z ust 
do ust, znane już były powszechnie. 


. 


- 


-
>>>
]0:1 


Kiedy na literackim świecie pojawiły się pieśni zawarte w pierwszym 
tomie zbiorów, odnoszące się do trzech odmiennych epok, Berenger był już 
naocznym świadkiem, ostatnich zwydęztw cesarstwa, pićrwszego powrotu 
Burbonów, i stu dni. W przedmowie do swych dzieł czyni wyznanie poli- 
tycznej wiary. _ 
"Uwielbienie moje, mówi on, stałe i niezachwiane dla gieniuszu Napo- 
leońskiego, jako też bałwochwalcze uwielbienia. ludu, owe źródła, w których 
czerpałem później natchnienia do pieśni, nie zaślepiły mnie bynajmniej na 
błędy Napoleońskich rządów." 
To wyznanie daje klucz do niektórych piosnek zaprawionych żółci/ł sa- 


 . 
"W roku 1815, dodaje Berenger, w upadku olbrzyma, widziałem upadek 
mego kraju. Za powrotem Burbonów, w słabości ich, odgadywałem łatwy 
sposób odzyskania swobód narodowych. Trzymałem wiernie z ludem, widzia- 
łem, że rad z zakończenia długich i krwawych wojen, garnął się chętnie, do 
nowo przywróconych panów, Śpiewałem podówczas sławQ Francyi wobec 
ćudzoziemców, gromiłem niekiedy śmieszności, nie oświadczałem się wszela- 
ko, przeciw istniejl!cemu porządkowi rzeczy. 
"W czusie stu dni, mówi daIej Berenger, nie złudziło mnie powszechne 
uniesienie, czułem albowiem, że Napoleon nie może być konstytucyjnym 
monarchą. Nie na to on się pojawił światu I" . 
Po powtórnym powrocie Burbonów, imię śpiewaka stało siQ popularnem, 
jego zwrotki wesołe czy smętne, lekkie czy poważne, pełne zapału lub za- ł 
prawione krytyką, budziły powszechne współczucie. W drugim zbiorze wyda_ 
nym w roku 1821, zakreślił poeta obszerniejsze pole pieśni. A Beniamin Con- 
stant, mówił o nim, że Berenger w mniemaniu, że pisze piosenki, najszczy- 
tniejsze tworzy ody. 
Skutkiem powtórnego ogłoszenia dzieł swoich, Berenger postradał urząd 
w uniwersytecie, wysiedział trzy miesiące w więzieniu, i zapłacił 500 franków 
kary. Już w roku 1815, za pojawieniem się pierwszego zbioru pieśni, ostrze- 
gano go, aby się miał na baczności. W roku 1821 śpiewak pomny na prze- 
strogę, nie ukazał się już w biurze; wkrótce też nadesłano mu uwolnienie od 
Hłużby, za zniewagę obyczajów, zniewagę moralności i religii, nakoniec za 
obrazę osoby królewskiej. 
Jakoż rzeczywiście broń śpiewaka dotkliwie raniła Burbonów. Ani bu- 
rzliwe rozprawy, ani spiski, ani kluby nie przyniosły tyle uszczerbku ich 
władzy. jak one piosenki, naprzemian żartobliwe, rzeźkie, śmiałe, pełne żółci, 
działające na ducha przez zmyt1ły i setce, przez łzy i wesele, przez wspo- 
mnienienie chwały, ostre pociski satyry, ponętę rozkoszy i rozpusty. 
Trzeci zbiór pism Berengera ukazał się w roku lB28, za minister- 
stwa M:lrtyniaka. Niekt6re pieśni, jakoto: aniol opiekwlcz!J, koronacya króla 
prostego, i inne, ściągnęły na autora nowe prześlauowanie: dziewi
ć mie- 
sięcy wi
zienia, i karę picniężn:jo 10,000 franków. 


. 


.
>>>
l 
, ł 


. 


a._ 


103 


W najwięl{szem wzburzeniu umysł6w, w czasie rewolucyi lipcowcj, ne. 
rengcr przekonany. 
c jedynie nowa monarchia. mo
e zbawić }
rnnr.Y=1. 
wszelkiemi siłami starał się uspokajać umysły. "Berenger, mówi Bernard 
\V pami
tnikach swych z 1830 roku, wyrocznia ludu i młodzieży usiłował 
przekonać zgromadzenie centralne, że w obecnej chwili Rzeczpospolita jest 
nicpodobnI), a prz)'najmniej nader niebezpieczną." 
Przyczyniwszy się do pomyślnego skutku walki. Berenger nic chciał 
korzystać z łupu. Nie przyjął żadnych tytułów ani urzędów. Dawnym swym 
przyjaciołom, a obecnie ministrom, odpowiedział dowcipną piosenką. 
"Gdy mnie Bóg stwarzał, rzekł: nie będziesz niczem." Uniósłszy lutnię, 
usunął się naprzód do Passy, następnie do Fontainebleau, nakoniec do Tours, 
zkąd znów powrócił do Passy, gdzie obecnie mieszka. Zajął się uzupełnie- 
nicm swych, jak mówi. śpiewanych pamiętników, i ogłosił czwarty. i osta- 
tni zbiór pieśni. Obecnie zajmuje się kreśleniem życiorysów współczesnych, 
w kształcie dykcyonarza historycznego. I zaprawdę. taż sama ręka, która 
tyle wawrzynów zerwała na polu poezyi, mo
e śmiało sięgnąć po pahnę 
dziejopisarza. Ktokolwip.k zna Bcrengera, wie, te dowcipny starzcc, staran- 
niej ukrywa, głęboką umiejętność, niżeli inni 'okazywać ją zwykli. Bcrenger 
mógłby być zar6wno doskonałym historykiem. filozofem, dyplomatą, jak był 

oskonałym śpiewakiem ludu. 
Skreśliwszy zlekka tycie Bercngera, nalcty teraz rzucić okiem na ogół 
utworów poety. 
"Moje serce jakoby lutnia zawieszona: skoro tylko dotknięte, natych- 
miast dźwięk wyda." 
Oto własne jego słowa, i zaprawdę, wszechstronny gieniusz wielkiego 

piewaka, odbija wszelkic wrażenia. Widzimy w nim cztery wydatne strony: 
natchnienie z czterech odmiennych źródeł wpływało do jego wyobraźni przez 
zmysły, rozum, serce i duszę. Ztąd Berenger jest zarówno poetą eroty- 
cznym, satyrycznym. elegijnym i lirycznym. 
Jako poeta zmysłowy. Berenger stanął obok Anaekrona, TybuIIa i in- 
nych; wszakże utwory tcgo rodzaju, jakkolwiek mogą zajmować w chwili 
upojenia i zapału. mało maj:) rzeczywi
ej wartości, i lekkie zaledwie zosta- 
wiają po sobie wrażenia, gdy tymczasem im szlachetniejsze ucz1lcie służy, 
za zasadę poezyi, tem ona trwalsze zapewnia sobie istnienie. 
Jako satyryk wywarł Bcrenger niepośledni wpływ, w ostatnich latach 
swej' potęgi. Przyznać mu należy słuszność, gdy w jednej pieśni, 
ieni si
 
być fabrykantem prochu. . 
Bcrcnger nadto wymierzał częstokroć pociski przeciw wyższej pot-ędze, 
- zaczepiał albowiem o wyobrażenia religijne. Lecz i, w tern odmiennej od Wol- 
tera dotykał formy. nie naruszając gruntu rzeczy. Niekiedy nawet widzimy 
poet
, pod wpływem prawdziwego natchnienia religijnego.
>>>
104 


Poezye elegijne Berengera, noszą wydatnI). cech
 Bmutku i tQsknoty. 
l'oeta nazywa je ukochanemi Bwemi dziećmi. W nichto jaśnieje odblask 
najcudniejazej poezyi, jakaś niepojęta świeżość i prostota, prawda, urok rze- 
czywiście boski. Któż zdoła bez wzruszenia odczytać niektóre pieśni, jak to 
powrót Jaskółki; Stara kochanka. Jakkolwiek najpi
kniejBzy ich urok niknie 
w tłumaczeniu, przytaczamy tu Błabo oddano dwie piękne pieśni Dercngera. . , 


@Y
 


. 


'1
>>>
. 


mwm
aQ 


) 
t 


ląsajcle swobodnie dzieci! 
(:11015 się niebo c]mmrzy, 
Grum za gromcm z nieba Iccl, 
1)ląsajcle o lube dzieci:' 
Wasz wiek nie zna burzy! 
W cieniu zielonrj grabiny, 
Zdaja nanki I szkoły, 
Pląsajcie lube dzieciny, 
Na odgłos piosnki wesołej. 
Wy nie wiecie, ie lIad śwIatem 
Straszna gromem burza spływa, 
Wieliczcie czoło wasze kwiatem 
Dla was pełna kwlalów niwa. 
Pląsajcie swobmlnle dzieci! 
elloć się niebo cbmurzy, 
(;rom za gromem z nieba leci, 
1)ląsajcle o lube dzieci, 
Wasz wiek nie zna burzy! 
Od błyskawic niebo pała, 
!.ecz wam się o burzy IIle śni; 
Mikzy rzesza ptasząt cała, 
Mc nie spłoszy waszpj pieśni. 
\\' róży mi wasza swoboda, 
Że wnet pierzchnie mgła IIOml'o!.lI, 
I znowu nieba Ilogot1a, 
Znajdzie odhlask w waszew oku! 
Pląsajcie swobodnie dzieci! 
('11015 się niebo chmurzy, 
Grom za gromem z nieba leci, 
\\' Y Ilhlsajcie lube dzieci: 
Wasz wiek nic zna bul'z
'! 


1-ł
>>>
106 


r 
l 


Nawałnica już nip. zdoła 
Pokonać młodzieńczej sił)! 
Gromy bijąc w nasze czoła, 
Wasz widnokrąg rozświetliły. 
Jeśli straszna nieba wola, 
Gradem zbiła nasze łany; 
Dla \\'as. użyznlona rola, 
Wnet plon wyda pożądany. 
Pląsajcie swobodnie dzieci I 
Choć się niebo chmurzy, 
Grom za gromem z nieba leci. 
Pląsajcie o Inbe dzieci: 
Wasz wiek nie zna burzy! 
Dzieci! niebo znów się sroży, 
Zapowiada straszny los. 
Dla was względny palec Boży, 
rłloże mnie gotuje cios. 
Jeżeli z przemożnej woli, 
rłłam na wiel,1 rzucić świat t 
Nucąc o wspólnej niedoli, 
Na mój grób, porzućcie kwiat. 
Pląsajcie swobodnie dzieci! 
Choć się nleho chmurzy, 
Grom za grOmł'ID z nieba leci, 
Pląsajcie o lube dzieci: 
Wasz wiek nic zna burz}"! 


r 


.
>>>
r 


. 


STARA KOCIlANKA. 


chylą clę Ma, o kocbanko miła! 
Schylą clę lata, a mnIe już nIe będzIe, 
Bo mnIe żywota IJlezrównana siła, 
Podwójnie ciśnie w szalonylU dni pędzle. 
Ty żyj, lecz w ciężidem późnych lut brzemieniu, 
Nie zganiaj z duszy błogiego wesela, 
I przy spokojnym kominka płomielllu, 
Zanuć o luba, piosnkę przyjaciela! 


Jeśli kto wpośl'ód zmarszczek twego czoła, 
Dośledzić zechce orody niewieściej; 
Jeśli wspomnienia, z ost twoich wywoła 
:\lłodzleż, ciekawa lat dawnych powieści; 
Powiedz, ach powlt
dz! omem ollOjelllo, 
O chwilach szczęścia, zapału, wesela, 
I przy spolwjnYIll komhlka płomieniu, 
Zanuć o luba, piosnkę przyjaciela! 
Ty, której oko łzę niedoli leje, 
Oświeć walecznych IIleodrodne syny 
Żem ja opiewał sławę I nadzieję, 
Żem opłakiwał klęski mej kraIny ( I) ! 
- Ach! ty im powiedz, że w strasznem wzburzelliu, 
Wicher nam wieńce postrącał wesela; 
I przy spolwjnym kominka płomieniu, 
Zanuć o luba, piosnkę przyjaciela! 
JeieU promleli mojej sławy płOIUII"j, 
I na twą starość rzuci blask uroczy, 
A dłmi zgrzybiała, jeśli w wianek skromny 
l\Iój wlzerunck Ila wiosnę otoczy, 


... 


(I) StoBuje sio; to du chwili upalIku Napoleona. 


.
>>>
Ił 


108 


1 


Ach! wówczas pomnij, w błogl
1D zachwyceniu, 
O owym świecie, gdzie nic Ilie rozdziela, 
I przy spokojnym kominka płomieniu, 
Zanuć o luba piosnkę przyjaciela! 
Nakoniec jako poeta liryczny, Bcrenger, odznacza się nadewszystko, me. 
słychaną !ywością natchnienia. Staje u szczytu piękności, bez trudu, bez 
wysilenia. Pełen niezr6wnanćj harmonii, na oddanie każdćj myśli, znajduje 
właściwe słowa. Dop6ki świat światem, powtarzane będą pi.ękne ody Bet.en- 
gera. Niewłaściwą jest zatem zbytnia skromność poety, gdy przy ostatniem 
wydaniu swych pieśni, przeprasza publiczność, za to', że zmarnował !ycie, 
i zdolności, że nie pracował, na trwalszej zasadzie, wznioślejszym rodzaju! 
Czyliż poeta nie wie, że piośń jest nieśmicrtclnem odbiei.em ducha czasu, 
że jeżeli księgi i pomniki walają. się w prochu, pieśń tylko przechodzi 
z pokolenia do pokolenia.. Pieśń nie lęka ielię ezasu, bo znajduje święty 
przybytek w piersi człowieka. Może więc Berenger śmiało spocząć w gro- 
bie, w przekonaniu, że dopełnił posłannictwa swego, wskazanego mu z wyż- 
szćj woli, że p6źne pokolenia,' jeszcze pieśni jego powtarzać będą., !e imię 
jego, nic zaginie nigdy! 


ł 



 


- 


.
>>>
;. 



&MJACY I
J1AStC

s 


. 


rasicki nalety do rzędu ludzi, kt6rzy pismami swojemi, naj- 
dzielniej wyrKzili w historyi, rozwinięcie się naszej myśli, w pe- 
wnym czasie. Takich ludzi jak on, każda. literatura. uważa 
za. swoje światło, i od nich zaczyna, jak i na. nich kończy 
epoki swojego pochodu. 
Krasicki stanowiskiem jakie zajął w dziejach literatury polskiej, 
należy do dziejów powszechnych całej Europy; on, w pewnej chwili 

 wyobrażał społeczeństwo nasze, jedno z ważniejszych społeczeństw 
słowiańszczyzny, tego ogromnego odłamu wszechludzkości. Dlatego, 
jak Dante, jak Kalderon, jak Szekspir, wspominani Sił w dzicjach 
Europy, wspominany tam będzie i Krasicki. Do niego się skupia 
cała literatura polska XVIII stulecia, jak wiek XVI miał Kochano" 
wskiego swojem ogniskiem: wszystkie sławy, wszystkie znakomitości pi. 
śmienne swojego czasu, sławą swoją zaćmił Krasicki. Za blaskiem dopie- 
ro świetnych skrzydeł jego, widać inne historyczne postacie. 
Z ojca Jana (I) kasztelana Chełmskicgo, z matki Anny Starzechowskiej, 
urodził się Ignacy Krasicki w zamku rodzinnym Dubiecku w Sanockiej 
ziemi na Rusi dnia 1 lutego 1735 (2). 


(I) Jan Krasicki ojciec naszego poety urodzil sifJ 1701) roku, zasłyn¥ ludzkości'ł, a prl!:echo- 
dz'łC po stopniach I!:iemskie urz
dy, zasiadł w senacie na krześle kasztelanii Chełmski6j. Oienil sifJ z An- 
111} ostatni'ł c6rkl} dawn6j hetmański6j rodziny Starzechowskich, herbu Nieczuja. 
(2) Dat
 urodzin Krasickiego podaj'ł rozmaicIe na dzień l, 2, a, 4 i I) lutego. Myśmy datę 1 lu- 
tego wzi
li z ",iadOtllości Wat.,zaw,kicA. Ksi'łłfJ biftkup był wintym 1 w Radzyniu, ł tam obchodzono 
uroczyście jego urodziny. Nawet rok urodzenia podany jest rOl!:maicie, Da lata 1788, 1784, i 1786. 


,
>>>
.. . 


tłO 


Ignacy był najstu.l'Szym synem w swojem rodzeństwie. Siedmioro dzieci 
miał Jan kasztelan Chełruski: pięciu synów i dwie córki, co wszyscy do- 
szli lat dojrzalszych, o. ile ich mogło umrzćć przed czasem? Bracia. nazy- 
wali się: Antoni, Xawery, Marcin, Karol; córki Maryanna i Brygida. Dzicci 
pod dozorem bogobojnej matki i samego ojca, odbierały pobożne i tro- 
skliwe wychowanie w Dubicckim zamku. Kasztelanowa zleciła bliższe sta- 
ranie nad dziećmi jednej z tych sług rodzinnych, co to się przywiązują 
do osoby i miejsca, I], Żyjł& szczęści cm cudzem, usychają z cudzych zmar- 
twień. Byłato szlachcianka z ziem ruskich, córkn. zapewne domu, co stra- 
wił lata w usługach w Dubicckim zamku. Poszła później u Krasickich za 
mąż, za Józefa Boznańskicgo, drugiego przyjaciela rodziny kasztelana Chełm- 
skicgo. Szlachcianka ta była poczciwą i bogobojnł), a serce cułe oddała 
dzieciom i ich matce, do której przywiązn.ła się całą istotą swoją. Na kierunek 
wychowania wpływał także ksiądz Michał Kunicki, syn Anny Potockiej kaszte- 
lanki Kamienieckiej, a tern samem synowiec ówczesnego Prymaso. arcybiskupa 
Tcodora Potockiego. Kunicki był już wtedy 
iBkupem Arsynoeńskim, i suffra- 
ganem Krakowskim, fi naleiał do rodziny Krasickich, bo bratem był przyro- 
dnim babki Ignacego, Karoliny KrasickitU , kasztelanowej Chełmskiej, Rzewu- 
skiej z domu. Ksiądz Michał dużo widzi
ł świata, niedawno co powrócił ż Rzy- 
mu jeżdżąc od stanów Rzeczypospolitej, z doniesieniem papieżowi o śmierci 
Augusta Mocnego, a zajmował wtedy zn
komite w kościele polskim stano- 
wisko. I w nim wybitnie odznaczyły się cechy rodowe dawnych magmlo- 
tów naszych. Byłto człowiek szlachetny, zacny i poczciwy, Miał wielkie 
zachowanie u Krasickich. Czy jego wpływem się to działo, czy też byłato 
myśl matki, dosyć, że mały Ignacy zaledwie z lat dziecinnych wychodził, a już 
rodziły się projekta, zamiary, żeby go poświęcić stanowi duchownemu. Rzecz 
dziwna, że najstarszego syna mn.tka chciała widzieć w szatach kapłańskich 
i przy ołtarzu. Dzieci małe jeszcze były, nie dorastały, a j
ż wybierano im 
przyszłość i sposób do życia. Bądź co bądź, a wybór ten świadczy własnie. 
że sercem matki w tym względzie nie powodowały żadne rachuby świuto- 
we, chęć wyniesienia sYl)a w dostojnościach kościelnych, ale czysta jedynie 
poboźność. 
Zostanie na zawsze dla nas tajemnic!), czy młody Ignacy Krasicki po- 
stępowaniem swojćm, sposobem życia, nawyknieniem wreszcie, podawał matce 
powód do takich marzeń o jego przyszłości. Od pićrwszej pory, kiedy to 

 dzieciństwie dUBza daje już ślad o sobie, Ignacy pokazywał wiele zdolno- 
ści i żywości charakteru. Już w siódmym 'roku życia układał pieśni pobożne 
dla matki, i pisał wiersze. Kto inny widziałby w tern zjawisku ślad znako- 
mitych twórczych zdolności dziecka, zdolności które się potćm miały rozwi- 
nąć; matka wniosła, z pobożnych pieśni syna, że on nucil bymn wdzi
czno- 
ści ku Bogu, że w piersiach jego tchnie już powołanie kapłańskie. Kicdy więc 
z rówiennikami w dziecinnych zabawach pędził chłopi
ce lata Ignacy, matkI' 
za niego marzyła, rozmawiając o tem często z ksi
dzcm Kunickim biskupem, 


-----
>>>
\ 
j 


111 


- 


n dohry ojciec pozwal:1ł i zgadzał się na wszystko. Miał więc Ignacy Krn- 
sicki zostać księdzem, z widoków rodzicielskich, chociaż sam o tern nie my- 
ślał. I gdzie można było myśleć o przyszłości w latach dziecinnych, wpośród 
rówienników blizką krwią złączonych, których kochał? Stryjowie jego mieli 
już wtene
as liczne potomstwo. \V szystko to byli bracia stryjeczni i ciote- 
czni, były to siostry Ignacego. Samych Krasickich do dwadzieścioro b)'ło dzicci. 
Syn najetarszego brata ojcowskiegoJ6zefa, Jan, otrzymał już godność chorą- 
żego nadw. w wielkićm księztwie litewskiem, i ożenił się z bogatą dziedziczką 
milionowych włości Kotowicz6wną. Drugi zawarł związki małżeńskie z Wicl- 
horską. Dora stalo nowe pokolenie. 'V gronie rodzinnćm zatćm, otoczony 
przyjaźnią siostr r
dzonych i braci, w zamku Dubieckim wzrastał Ignacy. Ze 
wszystkich jednakże rówiennik6w był jedcn co serce jego zupełnic i bez po- 
d;iału zaskarbił dla siebie. M6wimy o Ign
eym Cetner
e starościcu korytni. 
ckim, ciotecznym jego bracie, bo był synem 12:abelIi Krasickiej. Mies2kali 
Cctnerowie w Krakowcu pod Przemyślem. Bywnł CZę8to z rodzicami awoje- 
mi Ignacy Krasicki, a jedność skłonności, podobieństwo sposobu myślenia, 
związaly go z Ignacym Cetnerem przJjaźnią, której potem samo oddalenie 
się nawet, rozerwać nie mogło. 
Rodzice oddali nareszcie młodego sJna do szkół Jezuickich wc Lwo- 
wie. Uczony tcn zakon był wtcdy jedyne m zródłem, z którego młodzież czer- 
pała. jakie takie światło i wiadomości. Gotując Ignacego do przyszlego du- 
chownego powolania, chcinła matka, żeby u Jezuitów pobierał pierwiastkowe 
nauki. Kształcić się zaczął coraz więcej dowcip młodzieńca. Okicm już swo. 
jem zaglądał w przyszlość; jeżeli nie głową to przeczuciem pojmować już za. 
ezął wady ówczesnej edukacyi. Jego ród historJczny otworzył mu drogę do 
wszJstkich towarzJstw LwowBkich. Rozwijaly się zdolności coraz' widocznićj, 
1\ rodzicc już o tćm tylko myśleli, żeby Ignacego posłać na ukończcnie nauk 
teologicznych do Rzymu, bo pr6żnią w ich sercu mogły zapcInić młodsze 
dzieci. Wtćm umarł ojciec Ignacemu w roku 1751 zaledwie skończJwszy 
46 lat życia. Młody Krasicki został sierotą, a lat i6 minł dopiero. 
Nad domem okrytJm żałobą, nad biedną wdową, która upadała pod cię- 
żarcm bolcści, a jednak myślą wzlatywaIa do nieba; nad groncm mllłycb 
ni.edoroslych dzieci, objął tcraz opiekę ksiądz bi!;kup Kunicki. Kicdy się pier- 
WBZY żul płaczem uśmierzył, KUllicki pomyślał o wyprawieniu Ignacego do 
Rzymu, jakby się spleszył uporządkować wszystko, spodziewając się, że sam 
już niedługo na ziemi zagości; jakoż w istocie umllrł tegoż samego 1751 
roku. I po drugiej już żałohic wyjcchał wreszcie IgnacJ do Rzymu, poże- 
gnany płaczem matki, jakhy jedyna domu osieroconego nadzieja. 
W Rzymie panował wtedy pobożny Benedykt XIV z domu Lambertini. 
MI,ody Krasicki na każdym kroku w Italskiej ziemi spotykllł ludzi i dzieła, 
ktor
 
rzemł\wiały do jego serca i wYQbraźni. Sam papież mógł przeszlością 
swoją) nauką oCzarować młodego czIowielm, chciwego świata i :wiadomości. 
nencdykt XIV prowadził wtedy cZQstą i ciekawą rozprawę listowną z 'Va- 
clawem Sierakowskim biskupem Przcmyślskim, a wreszcie i arcybiskupem
>>>
- 


I 
I 
.t 


lJ2 


--I 


Lwowskim. Sierakowskiego znał Krasicki na Rusi. Byłto wz6r cn6t kapłań- 
skich i prawdziwego obywatelstwa. Spoglądająo zatćm lIa papieża obliczc. 
młody Krasicki i Sierakowskiego Bobie przypominał, a z większym jeszcze 
ogniem i zapałem brał &ię do pracy, bo wiedział że go uszczęśliwi, że zapeł- 
ni co.łą pr6żność serca. Co krok epotykał w Rzymie ślady dawnych bohate- 
r6w i pan6w świata. NajuJubieńszem jego miejscem do przechadzki było wte- 
dy forum romanum , p6źniej polem krów nazwane. W znosiło to ,i rozrzewniało 
umysł młodzieńca, kiedy deptał ziemię śladami Katon6w wydeptaną. Zdawało 
mu się wtedy, że widzi ową m6wnicę przy rostrach, a na niej jak rozpra- 
wiają z kolei to Grachowie, to Hortensyusz, to Cycero. Na dawnym placu 
świątyni Jowisza Kapitolińskiego, widział kości6ł BernardYAski. Zapalona ima- 
ginacya, co szukała w nowym, dawnego świata, przedstawiała Krasickiemu 
że Bernardyni to A-ugurowie dawni, i czekał, l'ychło zaczną się wieszczby 
i przepowiednie na gruzach świątyni. Chodził nn skałę Tarpejską, zastał tam 
ogród kapuściany, a przecież oczekiwał na winowajców, których clo morz;\ 
miano strącać. Nawet gęsi, kt6re w Rzymie spotykał, zdawało mu się, że 
pochodzą od owych, co to Rzym wybawiły za ManliuszlI., od Gallów. Pobyt 
w takiem mieście, jak Rzym, dla każdego jest pamiątką i epoką w życiu, . 
a dla ludzi wielkich zdolności i wielkiej wyobraźni, jestto "zupełny kurs edu- 
kacyi. W jednej chwili tam się więcej nauczyć można, jak kiedyindziej przez 
całe lata, chociażby i pod sterem zdolnych przewodników. To też Krasicki 
opuszczając Rzym nabył tego przekonania. "że kto raz Włochy oglądał, a za- 
głębił myśl w to, czem niegdyś były, temu drobnieje wszystko co potem wi- 
dzi (I)." 
Ukształcony i przysposobiony do nowego zawodu, 'wrócił Ignacy z Rzy- 
mu do Poll!ki pod koniec panowania Augusta III. Z radością powitało. go 
matka, z radością on sam powitał braci i siostry, i przyjaciela dziecinnych 
lat Ignacego Cetnera. Był Już wtedy Cetn er sierotą po ojcu; a matka żyła ' 
zawarłszy powtórne śluby z Sapiehą wojewodzieem Mścisławskim. Nieocenio- 
nej poczciwości był ten, przyjaciel Krasickiego; choćby chciał gniewać 
się na 
kogo, nie umiał, a dokuczał mu każdy kto chciał, nawet żona, tymczasem Ce- 
tner dla wszystkich miał dobre serce, a słodycz na ustach. Cetner był nic. 
zawodnie wzorem chrześciańskiej prawdziwie cnoty i poświęcenia się. 
Za powrotem z Rzymu, Krasicki został Kanonikiem przemyślskim. Szczę- 
śliwy był bo m6gł osią.ść bJjzko KrakowcB. "Siedząc w mantolecie do chóru, 
skrzętny szedł do katedry dla grol!za i dla chwały Bożćj," Sa.m potem po- 
wiedzial to o swoim pobycie w Przemyślu. Zdolność, dowcip niezwykły, spra- 
wiły to, że Krasicki był dUllzą wszystkich posiedzeń. Nie zaczynał jcszcze 
wtedy literackiego zawodu, ale czytywał książki i widział, że nIlstąpić musi 
przesilenie. Wtedy z zapałem zapewne pochwycił do ręki Konarskiego dzieło, 
a czytając je, znalazł w niem włllsnc uczucia i myśli. \Vtedy to zapewne 
zaczął pracowa
 o wymowie k:lznodziejskiej. Kazania, które po nim pozosta- 


l, 
I 
I 


I 

 
,I 


(I) O pobycie "Rzymie m6wi 8am Krasicki w jednym !I swoich Iist6w. 


I 
I 
I 
\ 


,
>>>
113 


1 


Iy, 2 tego niezawodnie pochodzą czasu. Jedno 'z nich mial \V Berdyczowie. 
Inne kazania Sił na cztery niedziele ostatnie zapust. .na pierwszą niedzielę 
postu. oraz przemowR przy ohjęciu parafii. Nie wiemy czy dla siebie pis:tł 
te kazania, zdaje się np.:, że przedewszystkiem ostatnie przy objęciu parafii. 
dla kogo innego były ułożone, bo Krasicki nie był nigdy proboszczem. Spo- 
sobem homilitycznym napisane te kazania. Krasicki w tym razie nie poszedł 
za wzorem Frańcuz6w, ale szedł za Janem Złotoustym, i Skargą. Język w tych 
kazanineh prosty, dostępny. kazania prawdziwie dla ludu, bo są nauką, wy- 
kładem, objaśnieniem tajemnic i obrzędów wiary (I). 
Nie no. tej jednak drodze miał do sławy dążyć Krasicki. Nie wil\rę roz- 
szerzać, bo ta była glęboko wkorzeniona w scrcu i pojęciach Rzeczypospo- 
.litej, on przyszedł przerodzić społeczeństwo Polskie. Nim więc wprzódy zn.- 
jaśniał w narodzie, błyszczał w towarzystwach na Rusi, we Lwowie. w Prze- 
myślu,' w Dubiecku, w Krnkowcu, w całej okolicy rodzinnej. Miał tysiąc opo. 
wieści na zawołanie, młody człowiek, a mówił jak stary o przeszłości, i o tem 
co widział. Kochali go też wszyscy, nietylko duchowieństwo, którego był 
ozdobą, ale starzy i młodzi. IDężczyzni. kobiety i dzieci, uczeni i nieuczeni. 
Z kolei biskup przemyski 'V odzicki, z kanonika posunął go na probostwo 
katedralne, o. Józef ZI\łuski opat 'V ąchocki zostawszy biskupem kijowskim, 
wziął go na koadyutora do zarządu swojego opactwa. Niedość na tCm, Sie. 
rakowski teraz już arcyhiskup sciągnął Krasickiego do Lwowa, i w roku 
1763 po Stanisławie Jczierskim biskuvie bakońskim, zrobił go Kustoszem 
lwowskim. Młodym był wtedy Ignacy, a już miał głos w dwóch kapitu- 
łach, i przyszłość przed sobą. Winien to był urodzeniu swojemu, 8 więcej 
jeszcze zdolnościom. 
Nastąpiło bezkrólewie po Auguscie III; nowa epok:, zaczęła się dla Kra- 
sickiego. . 
Przyjechał wtedy do Warszawy. Pięknej był i ujmującej postaci. grze- 
czny, słodki, przystępny, miał coś w postawie takiego, co wskazywało na r6d . 
wysoki, i na przymioty umysłu. Zadi.iwiał te! dowcipem, i jak dawniej na Ru- 
si, tak teraz został ulubieńcem towarzystwo. w stolicy. Na. sejmie po elekcyi 
króla, kanclerz CZRrtorycki, chciał przeprowadzić myśl 8WOję o rozdzieleniu 
trybunału koronnego, na dwa osobne trybunały, wielkopolsld i małopolski. 
Krasicki w Warszawie własnie zbierał kazania 8woje w jeden rękopism go- 
tując się oddać je do dł"Uku (2), kiedy obrano Poniatowskiego królem, a ka- 
pituła lwowska. wyznaczyła go deputatem z grona swą,jego na trybunał ma- 
łopolski we Lwowie i Lublinie. Że w tym trybunale pierwsze krzesło pomię- 


. 


(I) Kaaanill te wyszly pi4!rwazy raz w Warszawie a Missyonar,zy, f\rzedrukoWRne w wydaniu dzieł 
Kralickiego, G1Uckbcrgai pisze o nich Joher, Kazanie w Berdyczowie. pisze Joher. mial Krasicki 
wr. 17al;ch)' baw r. 1761. 
(2) Data f\rzedmowy do kazań jest z Warszawy czerwca 1761. Nie wiemy zat4!m dlaczego, kaza' 
nia te w p6żnym wieku, jut na biskupstwie miał pisać Krasicki, jak domyślał si
 w)'dawca ich u Świętego 
Krzyła. ' 


15
>>>
.. 


] f 4 


c1zy duchowieństwem, należnlo sifJ deputatowi ze Lwowa, Krasicki był ogło- 
szony prezydentem trybunału, i razem z marszałkiem miał przewodniczyć, 
najwyższemu sądowi w Małej-Polsce. To nowe prawo o urządzeniu trybuna- 
Mw, zaplUJ lo dopiero na sejmie koronacyjnym Stan. Augusta. Podczas obIZ
- 
du nmnaszczonia w kościele Bgo Krzyża (25 listopada 1764) miał dla siebie wy- 
znaczone mil'jsee Krasićki. Poprzednio jeszcze na kilka godzin przed koro- 
nacyą, w rokiecie i mantolecie na :zamku podawał mistrzowi uroczystego 
ohr.zędu Szymanowskiemu, staroście W yszogrodzkiemu, trzewiki koronacyjne, 
które potćm marszałek wic1ki litewski, ksią
ę Sanguszko kładł na nogi Po- 
niatowskiemu. Znajdował się wtenczas Krasicki 10V zamku w gronie deputaeyi, 
co zapraszała króla imieniem kościoła Śgo Krzyża. Deputacyą składali: bi- 
8kupi i wyższe duchowieństwo, następnie podczas samej mszy koronacyjuej, 
po odbytym obrzędzie uroczystym, przez Prymasa Łubieńskiego, Krasicki 
wszedł na ambonę, .i zu. błogosławieństwem naczelnika kościoła polskiego, 
mial z tcxtu następujljCcgo kazanie: "wziął Samuel naczynie oleju i namaścił 
Daniela wpośrodku braci je,go:' . 
Drukowano wtedy tfJ mowę w dyaiyuszu sejmowym, a Krasicł{i zwr6- 
cił na sicbie oczy krMa, który hądź co bądź, a rolfJ mecenasa, opiekuna 
uczonych odg-rywać postanowił. Najświetniejsze towarzystwa stolicy wyrywa- 
ły wtedy sobie Krasickiego. Dył on wtedy prawdziwie duszą i r
zkoszą War- 
SZHwy, Król wiuział, żc zdolnóści Krasickiego zwiastujl! dIn niego przyszłość. 
Domyślał "ię, że przez Krasickicgo spłynic część slawy i n;, jęgo panowanie. 
Z początku obchodziła Stanisława Augusta sława nar4du, rad był serdecznie. 
że się ujrzl1ł na tronie, bo roił plany, ukł:uJał zamysły. Pozyskać go chciał 
tedy, zachęcić, przyciągnąć do siebie. A wybór Krasickiego na prezydenta 
tryhunału przyjął z radości=:!, bo ten wysoki stopicń nadawał prawo młode- 
mu kapłanowi, do wyższych dostojnosci w Rzeczypospolitej. 
Obchodził własnie wtenczas Krasicki uroczystość rodzinnl!. Brat jego 
. młodszy Antoni ożenił się z R()żą Charczewską kasztelanką słońską, i na- 
rodził mu się wtenczas syn pierworodny Jan z imienia. Ignacy bardzo był 
przywiązany do brata, miał zatćm wicIe powodów cieszyć się z tych uro. 
uzin, bo synowcowie, mieli bye' z czasem jego dziećmi. Powinszowawszy 
zatem listownie pani R6towy, bo tak bratowfJ nazywał, Krasicki wybrał 
sifJ z W fu'szawy do Lublina, prezydownć w trybunale. Oczywiście liczny 
był zjazd gości: \V gronie deputatów pomiędzy niemi jaśnieli: kanonik z Krek, 
Adam PrzeczęIski, kanonik z Chełmno. Lenczewski. Jednego z nich czekał 
w przyszłości wysoki Ilrząu koronny, urugicgo biskupstwo in pa7'tibus inli- 
lium. Z deputatów świeckich odznaczali się: Szeptycki cześnik lwowski; 
Drohojewski chor. żydaczewski; Dzierzbicki podczaszy inowłodzki;' Łoś 
starosta. berezański, i :zacny przyjacieł pI'ezydenta Ignacy Cetner, teraz już 
bełzki wojewodo., Do kwietnia 1765 roku, trybunał sądził sprawy w Lu- 
blinie 
 a od przewodniej niedzieli przeniósł się do Lwowa., gdzie aż do 
wilii Sgo Tomasza oubywał ciągle posiedzenia. Pod okiem Krasickiego nie 
cierpiała zapewne sprawiedliwość, przemoc nie srożyła si
 nad nędzą albo
>>>
1t.'S 


. 


cierpieniem. Ale przez ten czas minł sposobność poznać prezydent tryhu- 
nału wszystkie prawne kruczki dawnych mecenasów i całą praktykę są- 
dową.. Widział, że z najlep'Izej instytucyi zła wiara mogła korzystać, i krzy- 
wdę bliźnich obracać na swoję korzyść. Znał dotąd z podania i z nasłu- 
chania się trybunały koronne, teraz miał sposobność poznać je zblizka. Dla 
jego uwagi wszystko obejmującej, zagniewanej na głupstwo i na przesa- 
dy; dla jego serca, które już innemi oddychhło uczuciami, poznanie bliższe 
trybunalów, bylo jakby cudownem odł(ryciem. Krasicki był satyrykiem w du- 
szy, bo satyrą, ironią mógł przerodzić towarzYHtwo. Znał wiele wad i sła- 
bości narodowych, a. im wi
cej ocierał się z ludźmi na świecie, tem go- 
rętszą żywił myśl, po wstać nareszcie i działać. 
Zaledwie powrócił do \V nrszawy, po odbytym trybunale, w końcu 1765 
albo w początku 1766 roku, idąc za własnym popędem i za natchnieniem 
króla, zaczął pracować na polu literackiem. Miało towarzystwo ówczesne pol- 
'skie dziwny organ umysłowy, którym zdradzało nowe życie. 'Vychodziło 
w stolicy w numerkach dwa razy w tydzień o małych ośmiu stronnicach, 
IU\llrukowanych ogromnemi czcionkami biedne pisemko, które się nazywało 
monito1., a było naśladowaniem satyry angiclski
j. Najznakomitsze ówczesne 
talenta wzięły si
 do. redakcyi monito'l'Q, żeby ohudzić życie i myśl narodu. 
Zapewne sądząc ze stanowiska naszego czasu, pismo to było naśladowaniem, 
ale za pierwszych lat panowania Poniatowskiego budziło interes i zwiasto- 
wało świat literacki. Żeby rll\1'ó,1 oświecać, prostować opinię, brali w moni- 
torze udział przez artykuły poważne i uczone, Albetrandy i Minasowicz. 
Franciszek Bohomolec i Krasicki wzi
li na. siebie stronę lekką pisemka, 
a mieli działać bronią ironii dowcipu. 'V monitorze rozbierano pokolei to 
kwestye czasowe i interesujące ogół narodu, to roztrząsano wady i przesą- 
dy panujące. Panownł w pisemku dowcip i humor. bo w artykułach moral- 
nych i rozumowych, starano się dostępnie traktować przedmioty, a nierzadko 
pojawiały się i wiersze, w których znać już styl i powab Krasickiego. Nie 
były to jeszcze bajki j 1\ małe artykuły przeplatane wierszami, w których ję- 
zyk już czysty, piękny, harmonijny nie miał nic wspólnego z epoką pa- 
lIe
iryków jezuickich. To były pierwsze Krasickiego prace w zawodzie pi- 
Bmiennym. \Vielka szkoda, te nie odznaczali się autorowie podpisami w mo- 
nitorze, bobyśmy z pewnością wiedzieli, co tam jest pióra Krasickiego. 
Dzisiaj tylko możemy siQ domysIać, a dla. samego fl.utora, dla dziejów 
i literatury, ciekawaby rzecz była widzieć, jak się rozwijał ten talent po- 
tężny. 
Król Stanisław pomyślał wtedy o przyszłości byłego prezydenta try- 
bunału. Włnsnie w tej chwili dogorywał, na biskupiej warmiiłskiej stoli- 
cy, uczony i poważny wiekiem starzec siedmdziesięcioletlli, ksiądz Stani- 
slaw . Grabowski. Król postanowił Krasickiego posadzić na \Val"mii. Uprzlł" 
tając zawady przed czasem, król poradził Grabowskiemu, żehy przyjął księ- 
dza opata. W ąchockiego, lwadyutora w urzędzie Liskupskim. Dużo ta oko- 
liczność wym:Jgala formalności prawnych, ale zgodził si
 stary biskup, 


.
>>>
116 


. 


zdaje si
 przekonany, 
e zdolność Krasickiego uświetni stolic
 jego, bo 
zl'esztą nic za Krasickim jeszcze nie m6wiło pr6cz zdolności, i wiek był 
młody i zasługi jeszcze niewielkie. Wierzymy, że kapituła patrzała na 
to wszystko z niechęcią, ale żeby jej nie nastręczyć powodu do prawne- 
go oporu, kr6l postarał się, że generał pruski udziclił Krasickiemu indy- 
genat, w trzech . województwach pomorskich, bo bez tego nikt z Polak6w 
nie miał prawa do najmniejszego urzędu w ziemiach nadbaltyckich Rzeczy- 
IJospolitej. 
Właśnie Wpośl"ód tych wypadk6w, na dniu 6 czerwca 1766 roku umarła 
ostatnia ze Starzechowskich, matka Krasickiego (I). Nie doczekało. świetnych 
lat ulubionego syna, nie doczekała jego tryumfu i wielkiego znaczenia w Rze- 
. czypospolib
j. Lat piętnaście sieroctwo swoje po śmierci męża znosiła z na- 
dzieją, że z sjnów doczeka się pociechy, że przez nich spłynie na nią 
błogosławieństwo niebios. -I oto będąc przy brzegu szczęścia, umarła dla 
dzieci swoich, żal Krl\siekiego był wielki po wielkiej stracie. Matka była 
rnzem jego największą. dobrodziejką. Grabowski biskup zrobił ,go niedługo 
po nadaniu indygenatu pruskiego kanonikiem warmińskim, a wreszcie 
przedstawił kapitule, że obciążony jest latami, że potrzebuje pomocnika, i 
e 
w opacie W ąchockim znalazł wszystkie przymioty, kt
re nadajQ prawo do 
tej wysokiej dostojności kościelnej. Kapituło. w październiku 1766 roku, za- 
twierdziła wybór biskupa; nie spodziewała się wcale, że go już niedługo 
utraci, bo w dwa miesiące potem niespełna, na lniu 15,grudnia tegoż 1766 
roku, umarł Stanil:!ław Grabowski. 
Najświetniejsza przyszłość pod każdym względem otwot'zyła się teraz dla 
Krasickiego. Przez śmierć starego biskupa został on teraz senatorem Rze. 
czypospolitej, ksią.żęciem udzielnym; ledwie miał lat trzydzieści wieku, a przy- 
jął jedno z naj wynioślejszych stanowisk w społeczeństwie polskiem. Miał 
teraz 400,000 rocznego dochodu, miał rozległe włości i władzę nietylko bi- 
skupią, ale razem i obywatelską. Zawiść w samej rzeczy miała wtedy po- 
wól szarpać sławę nowego biskupa. Król szczęśliwem natchnieniem zgadł 
jego przyszłość i nagrodził zdolności suto, prawdziwie po kr6lewsku. Ale 
o czem król -wiedział, nie wiedziała jeszcze mnssa. narodu. Krasicki nie 
był jeszcze wyobrazicielem swojego czasu, i dlatego zdawało się wielu, 
że brał zaszczyty 118d zdolności i nad zasługi. Latał wtedy po Warszawie 
z rąk lo rąk dowcipny rysuncczek, który jednak zdradzał usposobienie pe- 
wmij koteryi świata. stołecznego. Rycina wystawiała Krasickiego w kościele 
przy ołtarzu kiely mszę odprawiał, a wokoło niego kr'Wciły się posługując ' 
mu do mszy panny w obronach. Był młody biskup 'Varmiński rozkoszą ów- 
czesnego towarzystwa, żył w wielkim świecie, żył więc ze w8zystkiemi, z ksią- 
żętami i z hrabiami, i w gronie mężczyzn i kobiet. Rycina starała się do- 
tknąć go ze strony najdelikatniejszej dla kapłana, starała się przekonać opi- 
nią, że kobietom winien był swoje wyniesienic si
 Krasicki, co pr
ecież fał- 


( I) Herbarz Niesie.-kiego. wydanie D"browicm.
>>>
111 


szem jest, bo nowy warmiński biskup zdolnościami świecił, i blaskiem pa. 
na polskiego. 
Następca Denedykta XIV, Klemens XIII już nie koadyutory
 biskup- 
stwa, a samo biskupstwo musiał Krasickiemu w Rzymie zatwierdzić. Na 
mocy bulli papiezkiej, nuncyusz Visconti na dniu 28 grudnia 1766 w koście- 
le Teatynów na Długiej ulicy poświęcił Krasickiego na urząd bisktipi. 011- 
była się ta uroczystość z nadzwyczajnym blaskiem. Sam król się na niej 
znajdował. Był z kolei Krasicki trzydziestym siódmym warmińskim bisku- 
pem, a od czasów panowania polskiego na Pomorzu po upadku krzyżaków, 
dwudziestym trzecim: jako Ignacy pierwszy, nosił imię na książęcej swej stolicy. 
W wili/ł nO"Nego rok"u odprawił Krasicki w kollegium Śgo Jana w War- 
sza wie uIOczyste nabożeństwo za dusz
 swojego poprzednika biskupa. Od- 
śpiewano liczne wigilie, a na końcu eksekwii obrządkiem biskupim miał msz, 
śpiewan=ł biskup kujawski Załuski, którego wyprzedził teraz w wysokim 
urzędzie swoim, młody jego niegdyś koadyutor. Załuski i kondukt tałobny 
odprawił. Nazajutrz po nowym roku (2 stycznia 1767) książę Litlkup war- 
miński złożył W zamku przed królem przysi
gę na dostojność senatora Rze- 
czypospolitej. 
Nie zaraz wyjechał do Warmii książ
 biskup, bo musiał siQ je"z
c 
w stolicy nacieszyć nową swoją godnością. Przy wielki(
h swoich zdolno- 
ściach miał w latach młodych dosyć próżności. Nikt temu nie mógł znprze- 
czyć, że zrobił los świetny. Chciał przed Warszawq., przed senatorami i bra.- 
ciq. szlachtą okazałością książęcą i zbytkiem zaświecić. On nie przywykł 
od lat młodocianych szczędzić grosza, i żyć w mierności. Miał zawsze dobra 
wielkie i utrzymanie magnackie. Ternz sam nie mógł zrachować dochodów 
swoich. i nic dziwnego, że z początku jakby olsnił od blasku własnej osoby 
i własnego ziuu:zenia. _ 
Czynny był jednak nadzwyczaj. W pierwszych dniach stycznia. jeździł 
zaraz do Skierniewic, do księcia Prymasa złożyć mu swoje uszanowanie, ja- 
ko naczelnikowi kościoła polskiego. 'Władysław Alexander Łubieński cho- 
rowity starzec, zdrów wtenczas właśnie, przyjął noworodząc
 [lię gwiazdę 
z pcwnem odznaczeniem na swoim starożytnym zamku. Ale zaledwie wrócił 
ze Skierniewic Krasicki, zaproszony pospieszył do Radzynia w Lubelskie 
w odwiedziny do generała artyl1eryi litewskiej Eustachego Potockiego na fa- 
milijne uroczystości. Generał wydawał córkę s\Voję za mąż za księcia Sangu- 
8zkę starostę czerksskiego, a ogromna liczba. gości zjeżdżała się już do Ra- 
dzynia ze stolicy i ze stron rozmaitych. Chociaż chciał generał prywatnie 
obchodzić zaślubiny córld pierwszego lutego, dla uczczenia dnia. urodzin księ- 
_ cia biskupa, kazał Potocki rano ze stu dział zamkowych dać ognia, a około 
jedenastej z rana w kaplicy pałacowej nastąpił obrząd poLłogosłnwienia pań- 
stwa młodych. Po obiedzie zaczęły się tańce, gości coraz więcej przybywa- 
ło. Nazajutrz dopiero o siódmej wieczorem biElkup warmiński dawał ślub 
w kaplicy nowym małżonkom. Pannę młod
 prowadzili przcd ołtarz: marsza- 
łek wielki litewski Sanguszko ojciec, i brat jej starszy. Ogon od sukni
>>>
118 


nieSli h'zej młodsi bracia. Od ślubu prowadzili: generał artyllcryi oJciec i w. 
brzeski. Cały czas przez ceremonię ślubną nieustannie biły działa na wiwat. 
Nastąpił ceremonialny polski taniec, o. potęm zwyczajne trwały aż do wpół 
do jcdenastej, poczem dano kolo.cyę, i spełniano na niej wiwaty króla, księ- 
cia hiskupa , państwa młodych, księżnej marszałkowej wielkiej litewskiej 
i przytomnych gości. Rozpoczęły się znowu zubawy i tańce, o trzeciej wy- 
jechał z Rauzymina na. Lubartów, żeby odwiedzić prabaLkę kobiet polskich, 
zacn:) staropolską niewiastę, Barbarę z Dunuinów Sanguszkowę; z Lubarto- 
wa powrócił do Warszawy (I). 
Pobyt w Radzyminie i zaprosiny Eustachego Potockiego, świadczyły 
o i!zacunku jaki wtedy wszędzie spotykał Krasickiego. Widzieliśmy, że 
starano się o jego względy, że pochlcbiano jego wysokiemu stanowisku. 
Sam dzień na ślub wyznaczony, dzień blizkiej rocznicy urodzin księcia 
bi
kupa, był hołdem dla Krasickiego przymiotów, w którym dziwiła się cała 
Rzeczypospolita. Zdaje się chcicli go wszyscy wtenczas rozerwać pomię- 
dzy sobą, żadna uroczystość nie obyła się bez Kra
ckiego, on musiał we 
wszystkiem mieć udział. Nawet nie miał czasu poświęcić się literaturze, 
która mu tak. zaszczytne wyrohiła stanowisko. Cztcrnastego lutego w pa- 
łał. u Rzeczypospolitej (Krasickich) przy obecności wielu zgromadzonych pa- 
nl)W, poświęcał nową chorągiew kompanii pontYllierów w nowy mundur 
przybranych. Niedługo potćm w kaplicy zamkowej udzielał zwykłych chrztu 
ceremonij pannie KunickieJ starościance czułzyckićj, którą sam król, z bra- 
tową księżną Jędrzejową do chrztu trzymali. Obrząd ten poprzedzały za- 
ślubiny, które w dni .kilka stam
cianka zawarła z Szwejkowskim JP. adju- 
tantem królewskim. Dalej ksi:!żę biskup warmiński \V dzień popielcowy 
musiał w zamkowej kaplicy dla króla i jego dworu odbyc ceremonią, któ- 
l"a świadczyła o znikolIłości rzeczy ludzkich. Po południu w tcnże sam 
dzień w8tępny postu, trzymał do chrztu w rabiszu z księżną Jędrzejową 
jclnego żyda, który za fałl!zowanie monety na śmierć skazany został. Dwu- 
dzic1tcgo dziewiątego marca., święcił po raz pierwszy na biskupa arefuzyań- 
skiego i 8uffragana do Inflant, księdza Konstantego Sosnowskiego w ko- 
ścieli} missyonarzy u Śgo Krzyża; towarzyszyli mu przy tych obrzędach 
Zaluski,- Kijowski i Hylzcn były Inflancki biskup. W kwietniu (17) na 
Bwił:ta wiclkanocne wyjcchał do Skierniewic w odwiedziny. do Prymaso. 
z podkanclerzym koronnym Młodziejowskim: 8 moja w dzicń Sgo Stanil!la- 
wa znajdował się razem z królem no. mszy li Missyonarzy, i mianowany 
został wtedy, a raczej miuł sobie tcgo dnia doręczone naprzód ozdoby 
orderu Śgo Stanisława, zpomiędzy dwudziestu trzech nowo obranych do- 
stujników tego orderu_ 
Nie skończylibyśmy nigdy, gdybyśmy chcicli iśe ślad w ślad za Krasi- 
ckim w jego wycieczkach, tryumfach i zatrudnieniach. Ledwie się wYl'wl\ł 


(I) Wiadomości Warszawskie 1767 Nr. 11,9, 12, Wspomnieni tu bracia pann)'mlod6j, byli Igna_ 
cy, p6źniej marszałek wielki litewski, i Stani11law, p6źni6j minister wyznali religijnych i oświecenia pubU- 
cznBSO w kr6lestwie Polskit!m.
>>>
. 


119 


na cłlwil kilka z 'Varszl\wy i 11 maja pospieszył do 'Warmii 'osobiście 
objąć zarząd biskupstwa.. Nie miał czasu na odbycie wjazdu do Hcilsber- 
ga, zwyczn.jem wtedy upowszechnionym w Polsce" kiedy od PrymJ1sa n.
 
do najmniejszego kasztelana i starosty wszyscy wjeżdżali w swoje grody 
albo zamki. Horyzont polski zaciemniał się wtedy i konfederacye, jedna ro' 
uziła si
 z drugiej. Rzecz pospolita cała. była jedną wielką konfederacJI}. 
Obiecał Krasicki wrócić na. rudę senatu, którQ wtedy król zgromadzał, 
i w samej rzeczy w dni kilkanaście stanął z powrotem w Warszawie. Dwu- 
dziestego ósmego maja zakończyła si
 rada, a Krasicki wyjechał do Mie- 
dniewic, gdzie słynął od lat 92 cudowny obraz Zbawiciela, jego Matki 
i Śgo Józefa. Reformaci l\licdniewieccy, w}"robili sobie od stolicyapostol- 
skiej pozwolenie do ukoronowania obrazu, i w tym celu zaprosili Załuskie- 
go z Krasickim. Załuski wprowadzał uroczystym obrzędem koronę do ko- 
Bciołn., 1\ Krasicki podług przepisanego na to rytuału koronował cudowny 
obmz. OtJbyła się ta uroczystość jak wszystkie' podobne religijne obl.zędy 
w dawnej Polsce, z prawdziwą wystawnością, przy odgło!'ie nieustannym 
armat, przy odtJźwiękach muzyki, i przy odgłosie pobożnych pieśni. Zabrał 
na końcu głos K
asicki, i jak powiadl\jQ ówczesne gazety, w zlotoulItem ka- 
znniu tlumncz}"ł słuchnczomznaczenie pięknej kośCielnej pieśni: Witaj kró. 
lowo, miłosierdzia matko (Salve Rcginn). Odb}"ł się ten obrząd koronacyi 
w nic,lzielę 7 czerwca 1'167 roku, w uroczystość Śtej Trójcy. 
\V dwa tygodnie potem prymas arcybiskup Luhieńsld zn.kończył ży- 
cie. N:\ dn
l1 
6 czerwca kondukt żnłobny wieczorem z Pr'pmlli'Owt!kie
o 
pal:U'u tJo Sgo Jana prowadził Szeptycki biskup' Vłocki. Towarzyszyli mu 
przybrllni w' infuły: Km,sicki, l\Iłodziejowski i Załuski biskupi, Ol"aZ Kier- 
ski suli'agan poznański i sekretarz w. k. Podług rozporządzenia pl'yma- 
Sil., cillło jego poprowadzono do I.owiczn, i tam pochowano w grobach kol- 
le
iaty. Zja.zd wielki panów uświetnił obrz:)tJ pogrzebowy. Kierowuł nim 
ksiątJz podkanclerzy Młodziejowaki, wyznaczony 11:\ to ostatnią wolą zmar- 
łego. Z nim razem pięciu biskupów odprawiało Df'bożeństwo., u miętJzy 
nimi i Krnsicki, którt'mu nietJawno właśnie w końcu lipca dedykowano \V szko- 
le szlaeheckićj pijanw akt filozoficzny przy zdawaniu sprawy z pm1tępu 
roku całego. Trzeciego września był ksiądz bisłmp na uczcie u Załuskićj, 
dawanej z powodu, że uczony kijowski biskup, przyjął właśnie księdza 

ózefi, Kochanowskiego prałata swojej katedry na koatJyutorn probostwa 
Sgo .T ana \V Warszawie. Znajdowali. się jeszcze na tćj uczcie Rybiński bi- 
skup kujawski, Kierski sufragan poznański, i nowo wybrany kondyutor 
R"jem biskupstwa chełmińskiego, Krzysztow Szembek, człowiek ze wszech 
miar zacny i poczciwy, a wielki Krasickiego przyjaciel; był i nuncyusz, 
ksiądz Durini ( I). 
Następował sejm pod hasłem' konfederaeyi RatJomskiej, jedyny sejm 
na ),tóryru zasiadał Kra.8icJi jllko senator Rzeczypospolitej. PodJug da- 


! I) WszJstko z gazet 6wcze8n
'ch.
>>>
. 


. 
120 


wnego zwyczaju, kapituła warmińska, biskupom swoim na sejm wyjeżdża- 
jącym dawała z dochodów swoich znaczną summę niby na karty; ksią
 
przyjął ten podarunek, ale cały na. służbę swoję obr6cił. Łagodny i wy- 
rozumiały dla swoich domowników, powiadał. że dosyć oni są nieszczęśli- 
wi, że służą, i dlatego powtarzał, że nie trzeba im dawać poczuć ich 
nieszczęsnego przeznaczenia. Na. sejmie tymczasem stanęły napr.zeciw sie- 
bie dwa stronnictwa, które wtenczas Rzeczpospolitę zaburzyły, nie można 
było dalej prowadzić rozpoczętych obrad. Krasicki rudził wtedy królowi 
zawiesić sejm, aż p6ki całe ciało prawodawcze nie ujrzy w zupełnym kom- 
plecie, zaklinał nawet senatorów, żeby się nie schodzili na posiedzenie 
do zamku: chwalili go za to i obiecywali, Żd nie p6jdą, a poszli jednak, 
i rozwodzili się tylko z żałobfł. Otrzymał za to Krasicki rozkaz opuścić 
natyc
miast i sejm i Warszawę. 
Pożegnawszy zatem kr61a, wyjechał dnia 6 listopada do Warmii z obie- 
tnicą, że na nowy rok powróci. W Heilsbergu obchodził dzień 25 listo- 
padl\, trzecią już rocznicę koronacyi Stanisława Augusta. Śpiewano w ka- 
tcdrze warmińskiej wotywę, potem Te Deum, i sto razy. wystrzelono z ar- 
mat. Książę biskup wydał obiad wystawny dla 8pr08zonych gości w zam- 
ku. Grała wyborowa muzyka, a szlachta i panowie u 8tołu svcłniali hu- 
cznie zdrowie króla, a przy każdym grzmiały na wiwat armaty. Zdaje się, 
że Krasicki wierzył w Poniatowskiego, widział w nim rękojmię przyszłego 
szczęścia Polski, ale widząc co się dzieje, przypuszczał, że król tylko nie- 
szczęśliwy.. 'Vierzył może, że przecież kiedyś te burze przeminą, że na 
nowo zaświeci słońce, niosąc z sobą pogodę i pomyslność narodu. 
Po nowym roku 1768 Krasicki powrócił do Warszawy, i wtedy poświę- 
cił siQ cnłkiem literaturze. W chwill\ch burzliwych, podczas wojen konfede- 
racyi Barskiej. mieszkał wtedy w nowo wymurowanej kamienicy na Kra- 
kowskiem,Przedmieściu Józefa Wasilewskiego, radcy dworu króla Stanisła. 
wa. Tutaj dawał tak zwane wieczory uczone, na których bywał cały ów- 
czesny świat literacki stolicy i król Poniatowski. U przejmy w przyjQciu 
książę biskup, sercem dzielił się wtedy ze swojemi gośćmi, i pokolei od- 
czytywał im swoje utwory, które jeszcze świata nie widziały. Goście jego 
zatem wprzódy nim naród mogli ocenić wartość tych prac, tego niezró- 
wnanego talentu, który nagle zabłysnął D!ljpierwszą wielkością. Czasami 
gości swoich zabawiał kartami, Krasicki' lubił karty, ale tylko dlatego, 
żc w nich znalazł odpoczynek po pr,cy i miłe przepędzenie czasu. Nie 
zapalał się nigdy do tej zabawy, a chciał dobrem sercem ująć swoich go- 
ści. Mało przywiązywał ceny do pieniędzy, n ztąd mimo ogromne dochody 
nigdy zastosować się do nich nie potrafił ze swojemi wydatkami. Prowadził 
prawdziwie książęce życie. Nieraz się b'rak czuć dawał, bo i służba potra- 
fi/a z nipgo wyciągnąć korzyści. Ludzie przy nim się hogacili, a jcmu nie 
wystarczało. Że zaś był Kra8icki w całem swojem obejściu się prawdziwym 
pancm, nigl1y straty swojej nie dochodził, a oczywiście długi musiały ro- 
Imąć co chwilI;). 


-
>>>
121 


Rozchodziły si
 wtcnczas po rQkach jego bajki, sat'yryi powieści, a ksią- 


 małoco drukował. Czasem tylko dał jaki wierszyk do zabawek przy je- 
mnycl& i poiytecznych. Tymczasem wszyat-y z niecierpliwością szukali po pi- 
smach pcryodycznych zaczarowanej dewizy X. B. \Y., którą. siQ książę pod- 
pisywał. Być może, czekał z wydaniem dzieł napisanych spokojnego czasu, 
aż przeminie burza. Był jednakże najdowcipniejl.'zym człowiekiem swojego cza- 
su. O tem w Polsce wszyscy wiedzieli. 
Kiedy wrócił po długim pobycie książę do Warmii, na8tąpił pierwszy 
rozbiór Rzeczypospolitej, fi, cale Pomorze przeszlo wtcdy pod panowanie kró- 
la Pruskiego. Ten wYPI&dek polityczny odciął go zupełnie od ojczyzny. Już 
teraz nie mógł tak cz
sto bywać w \Yar8zawie, nn. d worze królewskim, 
w ognisku narodowej oświaty, i już był dla kraju własnego cudzoziemcem. 
Teraz w Berlinie była stolica, jego Warmii, i w Berlinie król jego; książ(j 
wiele stracił na tej przemianie, bo pominąwszy wzgłędy polityczne, Fryde. 
ryk II, znacznie obciął jego dochody jako biskupa. dobra zabrawszy 111). skarb. 
Znana jest powszechnie z tego powodu anegdota., kiedy król żurtuj;sc prosił 
biskupa., aby go po śmierci pod płaszczem swoim wprowadził do nieba, (bo 
ja tam mówił Fryderyk jestem kontrabandą): wybacz Najjaśniejszy Panie! 
odpowiedział Krasicki, ale za. ba.rdzo kazałeś podciąć tcn mój płaszcz bisku- 
pi, nie mogę, bo cię zobaczą. Fryderyk dał za to dowcipne słowo Krasickie- 
mu 50,000 tllbl'ÓW. 
Król Pruski słyszał już wiele Q biskupie warmińskim, wiedział, że znako- 
mity ten człowiek grał wielką rolę w literaturze polskiej. Żył król w pou- 
fałej przyjaźni z największcmi talentami swojego czasu. Zapraszał więc chętnie 
Krasickiegt do siebie, do Sans.souci, do Potsdamu. W Sans-souci oddajl)-c 
mu pokój \Y oltera, powiedział: że ta okoliczność natchnąć go powinna. Ja- 
koż w istocie biskup napisał tu Monachomachi
. a ból ledwie nie pękał 
ze śmiechu czytając z autorem to dzieło. Drugi król, Stanisław August 
kazał bić dla Krasickiego, wtedy właśnie kiedy go tracił, medal złoty z na- 
pisem: MU8a "etut mori: Muza nie pozwala umierać. Miał nadesłać ten medal 
biskupowi do IIeilsberga. Dał mu Stanisław August i drugi order polski, 
orła białego, a kiedy po traktacie podziałowym zaczęto tworzyć w Polsce 
przeorstwo i kommandOrye maltańskie, książ
 otrzymał i krzyż, oznakę tego 
rycerskiego zakonu. Korzystał też Krasicki i z grzeczności Fryderyka. Z:, 

taraniem księcia biskupa, stanął wtedy szczupły i ładny kościołek katolicki 
Stej Jadwigi w Berlinie. Już poprzednio, w r. 1767 zbierano na ten kościo- 
łek składki po całym katolickim świecie. Krasicki był tak szczęśliwy, że za 
niego stanęła budowa, wykończona zupełnie, że Fryderyk wchodził w jego 
widoki. Na wezwanie króla, l listopada 1773 r., w dniu 'Wszystkich świętych 
dopełnił obrzędów otwarcia kościoła Krasicki, i odtąd zaczyna się epoka dla 
katolików w Berlinie. Mieli już .teraz włnE'ne swoje nabożeństwo. 
Musiał Krasicki zająć si
 jeszcze nowemi ustanowieniami dla dyecezyi 
swojej, w skutku oznaczonych inaczej stol:lunków duchowieństwa z rządem 
pruskim, a dopiero wtedy mialby wolne ręce do pracy literackiej. Dawne sta- 
16
>>>
I "" 
...... 


tuto. warmińskie Maurycego Ferbera, Rozyusza, Kromera, i Teodora Poto- 
ckiego przcpisywały pewne ustawy karności i obowi'łzki dla kanoników, ozna- 
czając zarazem ich dochody i kary za opuszczanie się w przepisanej pracy. 
Teraz dochody zmniejszały przez zajęcie dóbr na. skarb, a tern samem zna- l 
czuie się i te stosunki zmienić musiały. Król Fryderyk na rok cały wy- 
znaczył dla kapituły tylko złotych pol. 42,282 gr. 29 kompetencyi z włości 
niegdyś katedralnych z Olsztyna, z Mclzaku, i Frauenburga, Krasicki do 
tcgo ostatniego miasta zgromadził kapitutę na dniu 18 maja 1774, i wydał 
nowe urządzenia i przepisy pod względem karności i pobierania nowych do- 
chodów, o. zbywszy siQ tego obowiązku, był swobodniejszy i wolny. Mógł od- 
dać się teraz pracy. którą lubił (I). Poświęcił się w istocie wtenczas cnłkiem 
nauce i wykonaniu prac swoich. Senatorem już nie był, i nie żył w szlnche- 
ckiid Polsce. gdzie dla familijnych obrzędów, dla obywatelskiej posługi, dla 
tysiąca innych dostojności, potrzebo. było nieraz przerywać, choćby i najwa- 
żniejsze prace, żeby tu ślub pobłogosławić, tam na imieninach pić zdrowie, 
gdzieindziej znowu popisywać się z wymową. Spokojny teraz osiadł w He- 
ilsbergu, rzadko wyjeżdżając do Berlina albo do 'Varszawy. Sprowadził do . 
siebie synowców i braci. Ot-oczył się gronem szczupłem, ale wiedział, że 
w nićm kochany jest. Braciom, Karolowi i Marcinowi rozdał urzędy w swojej 
kapitule. Pisywał często do Antoniego,- jego żony rani Różowej do Dubiccka. 
Córki Antoniego zawsze dowcipnie nazywał MarcyLellą. i Emerencyanną. DIn. 
bratowej, która miałn piękny zLiór numizmatów i medali zbicrnł także pie- 
niążki. Z wojewodą Cetnerem, który także już zostl\ł w austryackiem, utrzy. 
mywnł często listownc stosunki. Jednć
 słowem, żył wtedy całkiem nauką 
i rodziną. Dla nauki znalazł obfite. nieprzebrane prawie źródło 
 bibliotece 
Heilsberskiej. Dla rodziny znalazł źródło w swojem sercu. Książę biskup 
chwilki wtedy napr()żno nie stl'llcił, nawet w podróżach zajmował się pracą. 
Miał dwóch sekretarzy, między których rozdzielił całą ufność. Ksiądz .Joa- 
chim Kalnassy kanonik 'Varmii był jego poufnym przyjacielem lo spraw ro- 
dzinnych i urzęlowych, Miohał Mowińaki lo proc literackich. Polączeni w je- 
dno wspólne ogniwo wszyscy trzej pracowali ciągle i pożytecznie. 
MY8zei8 już od pewnego CZ3f1U leżała w r
kopiśl1lie. Posiał ją teraz lo 
GrelIn do Warszawy. GreIl był uplozywilejowanym drukarzem księcia. My- 
szeis pierwsza siQ ukazała liternckic!llu światu w roku 1775; zrolziła nad- 
zwyczajne zamieszanie w umyslach. !Jii'rwszy to raz po długiem uśpieniu 
czytano w Polsce poemnt napisany i dowcipnie i czystym j
zykiem. Domy- 
ślano się, że Myszeis byla ironią, satyrą. W istocie trudno pomysIeć, żeby 
talent Krasickiego chciał marnować siQ no. zabawach. Mógł zacząć poemat 
w satyrycznej myśli, ale jednak względy światowe w samej rzcczy zmieniły 
cel pisarza, lubo i w takim sld adzie w jakim została Myszeis, byli ludzic, co 
szwkali alluzyi do osób i wypadków. 


(I) Uchwal., Kras,ckillgo" tym 1I'zgl,:
,o posiadam)' w r
kopl'lIIie,
>>>
123 


.. 
\V tymże roku 1775 wyszła w 'Varszawie monacllOmachia czyli wojna 
mnich6w, napisana w Sans-souci. Tu już cel wiuoezny. Broni
 śmicszności 
i uowcipó\1, uderza książ
 biskup nl\ scholastyczną naukę klasztorów. Poe- 
mat ten b
dzie wiecznym w literaturze naszej, bo jest doskonałym obrazem 
chwili, Za ty we serce zadrasnął Krasicki zakonników polskich, kiedy wszę- 
dzie ozwała się obrażona duma i miłość własna, 8 obudzenie ti
j dumy i mi- 
łości było niezawodnym i silnym środkiem do reformy w zakonach. 
W tysiąc siedmset siedmsetnym szóstym wyszły u GrelIa Mik. Dohoiad- 
cZljń8kiego prz"ypadki, w wielu miejscach doskonały obraz edukacyi ówcze- 
sU(
j domowej, o. najcudniejszy obraz trybunałów koronnych. Kosztowały 4 
złote. 
Rok 1778 widzi"ł dWI\ wydania Krasickiego, nienaśladowane sutyry, któ- 
re nadały biskupowi warmińskiemu prn\\'o uo nieśmiertelności w literaturze; 
i drugie dzielo P. Podstoli, które wyszło w uwóch tomikach, zawierały dwie 
pierwsze księgi tej powieści. Pan Podstoli i satyry były nadzwyczajnćm zja- 
wiskiem, zjawiskiem, którego wpływu dzisiaj, ocenić trudno w czasach ze- 
psucia. Krasicki w satyrach wyszydzał wnuy i przesądy narodowe, w Panu 
Podstolim stawia wzór rZljdnego obywatela i Polaka. 
W roku 1779 wyszła u GrelIa Historya nl\ dwie księgi podzielona, któ- 
rą książę niby to znalazł pomiędzy Biłgornjcm a Tarnogrodem w podróży. 
Chciał w niej wystawić krytyków historyi, którzy ślepo wierzą każdemu po- 
(laniu i których wiar
 oszukać 1I1two; a reprezcntantem tych łatwowiernych 
hadaczów był uczony Załuski biskup, który zebrał do swojej biblioteki kro- 
nikę Narkos8 'Varmisza i r
kopisma Zelizów, pochodzące jeszcze z czasów, 
kiedy dwunastu wojewodów panowało. 'V marcu tegoż roku wyszły Bajki 
i przypowieAci w 4 częściach także u GrelIn. 
W roku 1780 GrelI po ogłoszeniu b:IJek zaczął drukować komedye Kra- 
!;ickiego bez wartości, które jednakże grane były w teatrze "Varszawskim. Do 
komedyj nie przyznawał si
 Krasicki. znał ich słahość, darował tedy Mo- 
wińskiemu r
kopism, a ten starał si
 coś zarobić pracą biskupo. , bo radlo- 
I\'lI.ł no. to, że wszyscy wiedzą o tajemnicy. NnprzóU pojawił się w druku 
Statysta, w czerwcu 1780. Książ
 wszystkie swoje rękopisma rozdarowywał, 
tak, że nie miał z nich prawie żadnego zysku. Nic dbał tc
ż i o dOt:hody 
z prac literackich, miał celem nauczać naród, a pismami właśnie powstawał 
na błędy narodowe. Grell rękopisma k
ięcil\ chciwie łapał, a nawet komedye,' 
uwiedziony imieniem Krasickiego, i zarabiał duże pieniądze, bo biskup 'Var- 
mińf!ki był najpoczytańszym, najulubieńszym autorem w Rzeczypospolitćj, a je- 

o dzieł i poezyi tęskniło już widocznie społeczeństwo. Stat!jiltr sprzedawał 
Grell po półtrzecia złotego, a wszyscy biednQ. komedyę kupowali. Nareszcie 
Grell w tymże roku 1780 ogłosił prenumero.tlJ na trzy tomy wielkiego dzie- 
!a aż w ćwiartce: Zbiór wiadomoAci. Prospekt bardzo szeroko rozdrukowany 
I przyłączony do gazet warszawskich zwiastował cudy. Miała to być ency- 
klopedya wszystkich nauk, ksi
ga podręczna dla każdego. To tćż i dla pre- 
numeraty, którQ. d 19 sierpnia Grell ogł sił, że zbierać b
dzie, wynalazł 


-
>>>
124 


kantory, i na prowincyi: w W ęgrowie zbierał pieniądze Wertelewski poczt- 
mistrz; w Zamościu, Ogilwi pocztmistrz; a w Krasnymstawie Togarski pisarz 
celny Rzeczyposp«;litej. W prospekcie jednak nie oznaczył ceny pr.enumeraty 
wydawca, bo to zależało od ilości osób, które się' mialy na dziełe zapisać. 
Do wpływów i flamo wydanie i druk miał być zastosowany. Po blitszem 
rozpatrzeniu się, GrelI do 30 września przedłużył termin prenumeraty, którą 
już w czerwcu na dwa czerwone złote oznaczył, a powtarzając, że będzie to 
nadewszystkie pochwały dzieło, wydał drugi prospekt, poprawny 25 lipca 
i dołączył do gazet. 
W lipcu drukował GreII broszurkę Krasickiego pod tytułem: autor pod- 
8tolego do J. Pana Rodkiewicza. 'Viersz ten drukowany jest w KraRickiego dzie- 
łach. Rodkiewicz przepisał jakieś jego poezye dla króla, zką.d wziął przedmiot 
Krasicki do wierszyka, w którym dziękując za przysług
 w pełnym ironii 
języku, jak zawsze rozwodzi się nad stanem piszących i przepisujących; koń-' 
czy wnioskiem, że lepiej przepisywać jak pisać. Po półzłotku sprzedawał 
GreII ten wierszyk, a po srebrnym groszu drukowany także u siebie w lipcu 
bezimiennego wiersz do autora Myszejdy. 
Wojna clwcimska była także w tymże czasie pod prassą; wyszła w sier- 
pniu z portretem hetmana Chodkiewicza w ósemce większej. Egzemplarz w pa- 
pier oprawny kosztował 4, złote. Dwudziestego sierpnia Grell oRobiście wrę- 
czył na zamku królowi jeden exemplarz tej wojny. Zapowiadano jćj wtedy 
świetną. przyszłość. 
Rok 1780 jak widzimy był prawie najwięcej literacki w tyciu Krasi- 
ckiego. Do tylu dzieł i dziełek przybyła jcszcze antYf1łonaclwmachia, poemat 
1oweipny, który wtenczas właśnie tukże opuszczał prassę już po wyt1aniu 
chocimskićj wojny. Antymonachomachia miała ułagodzić umysły klasztorów 
polskich. Cena księgarska była 2 złote. Pismo pełne dowcipu, nieocenione, 
bo maluje znowu obraz czasu. Krasicki w tym roku ot1ebrał od króla Po" 
niatowskiego na wiązanie medal złoty, o którym wspomnieliśmy wyżćj, a który 
zachował do zbioru pani Rótowej. Tęsknił po bracie, te nie przyjeżdża do 
niego. Widać odwiedzała go w Heilsbergu familia. Opisywał jej w jednym 
liście tegoż roku pisanym, jak dni 12 bawił w królewcu u księcia pruskiego, 
który tamtę1y w 
derpniu do Petersburga przejeżdżał. Książę przyjął go 
mile, grzecznie i poufnIe, jakto był zwykł robić oddnwna. Cały czas bawił 
z biskupem, i jeździł z nim na łowy do puszczy nud zatoką morskI}, gdzie 
zabili aż 14 łosiów. Z tego powodu zrobimy tę uwagę, że Krasicki lubo nie- 
tęgi strzelec, Jubił polowanie jako niewinnI) zabawkę. W zbiorze pism jego 
są. listy 10 brata Antoniego pisane o łowach, a w jednym z widoczną sobie 
żartobliwością opisuje niezręczność swojQ i nieszczęśliwe myśliwstwo, kiedy 
i rozmaitych doznał przypadków i zmókł do nitki. Najstarszy synowiec księ- 
cia biskupa kończył właśnie wtet1y szkoły pijarskie. Chciał książę zająć się 
bliżej jego edukacyą i obiecnł z niego Chodkiewicza wykształcić, a że tęsknił 
do rodziny, sam wyprawił z Heilsbergo. na Ruś przez Warszo.wę swojego 
lekretarza Kalnassy i brata księdza Karola; żeby dogodził życzeniom bra-
>>>
125 


terstwa, i razem przesłal im przewodników do Warmii, bo już zapomnieli 
któr
dy droga na Pomorze. Przyrównywał si
 wtedy książ
 do pustelnika, 
za światem siedzącego mi
dzy morzem na piasku. 
W zimie 1781 bawił w Potsdamie Krasicki wezwany do króla. Odebrał 
właśnie wiadomość, że brat Antoni z żonlJ. i całą rodziną swoją chce go 
w Warmii odwiedzić, ale nad spodziewanie wszelkie dla nieprzewidzia- 
nych okoliczności musiał odłożyć podróż do lata. Z niecierpliwościlJ. ocze- 
kiwał spóźnionego przybycia książę; z dworem wiązały go stosunki, które 
szanowaó musiał i dla których musiał kilka miesięcy właśnie teraz bawić 
w Potsdarnie. Spodziewał się jednak że z początkiem maja najdalej stanie 
z powrotem u siebie w Heilsbergu. Zawczasu już ubolewał nad tern, że 
Jejmość pani Różowa nie będzie widzieć jego narcyzów, aurykułów, hyacyntów, 
bo w lipcu czas już tych kwiatów przemijał. Z goździkami zatem i cudzo- 
ziemskiemi roślinami, obiecywał si
 popisać przed bratową, nim nastąpią 
wyborne brzoskwinie. Książ
 lubił nadzwyczaj kwiaty i ogrody. Hodował 
drzewka, był znawcą botaniki. Radby wszędzie widział i drzewa i ogr
dy. 
W ustnej rozmowie i w pismach zachęcał do zakładani!1 kwater, do zasiewa- 
nia kwiatów. Miał nawet Krasicki słabość, powiemy lepiej, entuzyazm do 
ogrodów, nie pojmował wcale ludzi jak moglJ. być obojętni na pi
kne pań- 
stwo Flory i na zabawę z kwiatami. W Srnolanach dobrach swójego biskup- 
stwa prześliczny założył ogród, tam cz
sto przebywał z książką w ręku, 
tern bardziej, że obok Smolan ciągn
ły się obszerne, lasy a w lasach' hyło 
dużo zwierza dla myśliwych. 
Tymczasem w Potsdamie 1781 roku nieodstępnym był króla Frydery- 
ka towarzyszem, jadał z nim razem obiad na zamku, przyglądał się obro- 
tom wojskowym i paradzie gwardyi, podziwiał siłę monarchy i toczył z nim 
rozmowy wełlołe. "Przez dwie godziny, pisał do brata, kiedy może cała 
Europa rozumiała, że 8i
 intcresa monarchii roztrząsają. my gadali o niebo- 
szczyku księdzu Janie, co grał z nami w nieśmiertelnicęi o pani Boznaliskiej, 
co nas wychowała; o pani Żolkieskiej, co była 23 razy w Częstochowie; 
o Józefie Boznańskim, co był moim marszałkiem podczas trybunału, a na- 
wet Kowalski z gulą był na placu." Fryderyka interesowały drobne nawet 
szczegóły, tyczQce się rodziny Krasickiego. Rozmawiał z nim o Duhiecku, 
o bracie Antonim, o R
si, o ciekawych figurach z życia spoleczeństwa ja- 
kie porzucił Krasicki. Smiał się serdecznie stary król, kicdy OlU biskup 
opowiadał, dowcipnie o pojedynku brata Antoniego z ksi'idzem Jędrzejem, 
o Bielińskim i Lali, "z którą się kuł w pyski w kaplicy." Nikt może tak 
. dobrze, tak naturalnie chocia" dorywczo nie skreślił obrazu Fryderyka jak 
Krasicki. Byłto staruszek wesoły, miły, grzeczny, lubił być bawionym, lu. 
bił kiedy inni dopomagali jego rubaszności. Zkąd towarzystwo z Krasi- 
ckim miało niewyczerpany powab dla starego króla. Na dworze jego w Pots- 
damie był Krasicki więcćj przyjacielem jak poddanym. 
Nie wiemy, czy go odwiedzali w Heilsbergu brat z' bratow,! podlug 
obietnicy w lecie 1781, i czy się pani Eóżowej książ
 biskup z brzoskwi. 


--
>>>
126 


niami, i narcyzami popisywał. Ale to pewna, że w roku ł 782 sam się wy- 
brał w podróż na Ruś przez Warilzawę. Przyjechał do stolicy, na swoje 
imieniny pod koniec lipca. Z niewypowiedzianą. radoscią przY.jęli go dawni 
znajomi, król Stanisław i literaci. Powinszowania ,ze wszystkich stron zlały 
6ię na księcia biskupa. Odwiedzał wtedy prawie zaweze obiady czwartko- 
we, wszędzie rozsypywał dowcip i wesołość. N 1\ jednym obiedzie czytano 
wiersze tuzinkowego poety. Biskup przeżegnał się kiedy skończono; py- 
tali obecni dlaczego. Potrzeba się modlić za umarłych, odpowiedział. Trę- 
becki napisał wtedy do księcia slawny i w istocie piękny wiersz p. t.: GoAć 
z Ileilsberga, gdzie był tłumaczem powszechnych uczuć całego kraju. Ksiądz 
Ghighiotti kanonik warmiński, który bawił ciągle w Warszawie, wezwa- 
ny dla spraw dyplomatycznych, dostał wtedy od księcia bogaty pierścień 
jako hold wdzięczności za przyjęcie jakie znalazł \V stolicy. 
Obiecawszy, że będzie wracał na Warszawę, książę na Ruś wyjechał. 
Podróż swoję tam i nazad opisał w listach prozą przeplatanych wierszem 
do księcia Stanisława Poniatowskiego podskarbiego lit. Wybral się z War- 
8zawy z dość liczną gromadą towarzyszów. Minął Ujazdów, Łazienki, Wil- 
łanów, mi
jt'ca tylu wspomnień. Janowi III poświęcił chwil kilka i prawie 
gwałtem oderwał się od Willanowa. Dalej przez Jeziornę, gdzie się po. 
jedynki odb1wały rozjuszonych stołecznych rycerzów, widział G6rę, miasto 
wielko-piątkowe, i ruiny Czerskiego zamku. Malowniczo. byla. ta podróż księ': 
cia, bo. wspomnienia otaczaly go wszędzie. ,V spomnienia dla myśli i dla 
oka, bo coraz to nowe spotykał widoki, góry, laski i zamki. Z Mniszewa 
szła droga na Gruszczyn i Magnutlzów, potem na Ryczy wół i Kozienice 
sławne puszcz/) i łowami królewskiemi. Z okien Jnnikowa dóbr Sieciecho- 
wskiego opactwa spostrzegł światło, powitał Gołąb i wreszcił! sam Sie- 
ciechów, gdzie dziwił się mnlowaniu świQtyni, a bardziej jeszcze: że ksiądz 
opat Leonard Prokopowicz śpiewał w chórze jak mnich prosty. Przed Gnie- 
worzowem umyślnie zboczył, żeby zoba:zyć Czarny las Kochanowskiego, 
jego starą lipQ. pod której cieniem nucił wieszcz jagielloński, żałobne tre- 
ny dla swojej drogiej Urszuli. Poś.Ni
cił Krasicki wtenczas kilka wierszy 
pamięci tego znakomitego człowieka, wierszy wymownych prostot!) i uczu- 
ciem. Widział daIej Puławy i Kurów, rozwaliny Dąbrowieckiego zamku, 
Firlejów, i sławny żartami Babin; stanął wrcszcie na Wieniawie przedmie- 
ściu w Lublinie, w którym, mieszkał jako prezydent trybunału. W Wysokiem 
odwiedził księżnę Jabłonowsklł Sapieżankę z domu, wdowę wojewodzinę bra- 
cławską, niewiastę która \V wieku Stnnisłnwa Augusta, liczyła się do znakomi- 
tszych obywatelek Rzeczypospolitej. Z Goraja przez Biłgoraj przebieral się 
książę do Tarnogrodu, i wspomniał sobie. że tutaj niegdyś znalazł hitltoryę 
ciekawą, którą Kozak zapalał sobie fajkę i skarb prawdziwy. Przez SieniawIJ 
i Jaroslaw sta.nął nareszcie w rodzinnem gnieździe Dubiceku. Z rozrze- 
wnieniem powitał ojcowskie miejsca, wpośród kt6rych spęd?:ił tata dziecinne 
i młodociane. Matki już tam nie było, nie bylo ojca, ale widział wszędzie 
ich ślady. Rodzeilstwo, bracia, znajomi, przyjaciele, zresztą dzieci kochanego 


-
>>>
T 


127 


brata, pani Różowa sama, Jan synowiec, Xawera., MarcybelIa i Emerencyanna 
rozweseliły czoło księcia zaszłe mgłą smutnych myśli. Już lat kilkanaście 
nie był wtedy w Dubiecku. 
Wracał książę do siebie inną. drogą, bo inne chciał zwiedzić okolice 
i innych zobaczyć przyjac:iół. Był w Krasiczyńskim zamku. był w Przemyślu 
gdzie zwiedził dawną katedrę swoję, z której wyleciał na świl\t, w której 
pierwsze stawiał kroki w swoim duchownym zawodzie; w IIurku wstą.pił do 
}'ranciszki z Jezierskich Charczewskiej niegdyś kasztelanowej słuńskiej, a ma- 
tki żony bmta Antoniego, pani Różowej. Była już wtedy Charczewska za Ro- 
snowskim. Wyt!tawiała Krasickiemu wzór kobiet dawnych coto dobrocią 
okraszały swoje zmart!zczki, a umiały być razem prababkI), babką i matkI). 
Odwiedził potem w Krakowcu wojewodę Cetnera. Zmienił się wiele od lat 
dziecinnych księcia krakowiecki zamek. Dawniej nie kształciły go rzemiosłn, 
a przecież zdawało się Kl'ąsickiemu, że jest piękny i uroczy. Spoglą.dając 
teraz no. te mury wspaniałe, ozdobne gmachy zewnętrzne, na zupełrlą zAlian
 
komnat pałacowych, wewnątrz patrząc na twarz wojewody Cetnera, już po. 
oruną zmarszcz)mmi, i na włosy jego, któl'e już siwieć zaczynały, Krasicki 
na pamięć lat odległych, żałował zwalisk i dawnych komnat, bo wówczas na- 
wet i trawka żywiej rosłl\ na dzicdzińcu pałacowym. :Qni kilka bawił w Kra- 
kowcu i ruszył dalej do Janowa na Jawor!)w miejsce pobytu króla Jana, 
sławne wodami uzdmwilljącemi. 'V Jnnowie czytał nagrobek matki króla 
Stanisława, Konstancyi. We Lwowie zabawił krbtko, ale za to w Żół- 
kwi zabawił się nicco, Lwów raził Krasickiego, Żólkicw przyciągała wspo- 
mnicniami. Przez Rawę i Łnszczów stanął w Zamościu. Tutfł.j znowu oglą- 
dał nagrobki, sIady dawnej wielkości. Za twierdzą Jana Zamojskiego wjechał 
w granice RzeczJ'p08politij, i przez Krnsnystaw, f.Jęczną zajechał do Lubar, 
towa, zkąd na Kock i Syrokomlę powrócił do 'V 1\ 1'8 Zo.wy, która żnowu wiła 
się tłumem gości ze stron rozmaitych, bo czas s£'jmu właśnie nl\dchodził. 
Tu cah\ podróż Krasickiego była. naukową podróżą. Widzieliśmy jak 
skrzętnie po dl'Odze z\\ iedzał miejsca. ł pamiątki historyczne. W stolicy król 
księcia przyjął z tysiącem planów i przedstawień. Sprawa Sołtyka. biskupa 
krakowskiego zlLjmowala wtedy RzeczpospolitQ i miała się aż o sejm zaha- 
czyć. Jakiś niepokój ovanował serce bisluVa, który stracił przytomność. Ka- 
pituła wydala mu wojnę, a krół myśla1' go odsunąć od zarządu dyecezyi, ja- 
ko pozbawionego zmysłów. Stanisław roił wtedy jakieś plany, tcl:1y z \Var- 
mii do Krakowa przenieść Krasickiego, i powrócić go znowu uściskom ro- 
dzinnego kraju. Książę zyskiwalby wiele na tern przeniesieniu, bo zbliżyłby 
się do swoich i posunąłby się nawet w stopniu hierarchicznym. Ale król miał 
tylko obietnice w ustach, i wiedział dobrze, że ma brata, i że ten brat 
jest dopiero biskupem płockim. Dlatego trudno nawet sądzić o dobrej woli 
Stanisława. Może on tylko łudził Krasickiego, a może też i chciał szczerze, 
ale brat mu nie pozwolił dokonać zamiaru. Sprawa jednak odwlekła się, bo 
przejśó musiała przez wszystkie instancJc riż do Rzymu, Sołtyk odsunięty 


- 


. 


0*
>>>
128 


. 


został od zarządu dyecezyą, a krakowskim administratorem wybrany ksiQżIJ 
Michał Jerzy Poniatowski. - 
'Vróciwszy do Heilsberga Krasicki, zająi się znowu pracą w bibliotece 
katedralnej. Pisał do księżnej Sapieżyny wojewodzicowej mścisławskiej dając 
rady jak ma wychować syna, utrzymywał korrespondencye ze Szczęsnym Po- 
toekim, który mu z Rusi przysłał wilczurę na zimę, i pisywał często do 
W ar!lzawy odbierając ze stolicy; bo najmniejsza go rzecz z kraju rodzin. 
nego obchodziła. Żałował śmierci marszałka Stanisława Lubomirskiego. Miał 
teraz u siebie synowca najstarszego Ignacego imieniem. Zajął się jego eduka- 
cyą. Ksi:!dz Fug kapelan księcia uczył Ignacego po francuzku Puzeti Kre- 
mer po niemiecku, a Hug początków prawa cywilnego. Panna Anna (Marcy- 
bella) utrz)"mywała dziennik dla brata no. RU8i, przysłała go do Warmii. 
Tak książę wiedział o wszystkiem, co f'ię dzieje z rodzeństwem i krewnemi. 
Lehdorfowie znajomi z Berlina przyjechali do Warmii gdzie mieli do- 
bra, i ksiQżę cieszył się z tego sąsiedztwa tern bardziej, że i księztwo 1101- 
styńscy, którzy u nich przesiadywali, obieca.li, że odwiedzą Krasickiego w He- 
ilsbergu. Tymczasem książę, uwalniając się czasami od pracy, na Śty Bartłomiej, 
na łowy do Smolan wyjeżdżał, i nie mógł nawet zajrzeć chociaż 1'10. chwilkę do 
Oliwy, gdzie go zapras'l:ał ksiądz opat Karol Hohenzollern suffragan chełmiński. 
Żal hyło księciu ogrodu, bo wiele odmian w nim przyhyło. Jut nie jedno. 
0., trzy 
iły w nim kaskady i ścieszki do przechadzki przedziwne i kwia- 
tów bez liku. W ogrodach pod mostem fontanny już grały półtora raza wyż- 
sze niż w ogrodzie pałacowym. Książę pisał do bratowej list i mówił: "Bę- 
dzie ślicznie, przyjedźże pani hrabino!" _ 
I do Cetnera latały często listy z \Varmii, ale wojewoda płi\kał z rado- 
ści kiedy Je odebrał, nie odpisywał.jednak. Upominał przeto I\rasicki i pi- 
sał do brata, że na Cetnera gniewa się i nie kłania mu się, i dąsa się i przy- 
mawia, i krzywo patrzy, i rljJce zaciera, i w bok pluj
 t i po czuprynie się 
głaska i odgraża się. Dowcip do ostatnich chwil życia nie opuszczał księcia 
biskupa Warmii, . 
Czasem miał Krasicki straszny widok przed oczami. Wsie paliły się 
w okolicy IIeilsberga, upały straszne dogrzewały i burze panowały no. Bal- 
tyku. Książę czytał jakąś książkę- wydaną w Hanowerze przed kilkQo laty, 
w której autor przepowiadał rewolucye, trzęsienia ziemi i nowe wyspy,. któ- 
re z morza wystąpią, i o powodziach strasznych, i o Renie, że wyschnie, 
i, o kanale kaletańskim, że piasek go zamuli, o. Anglia przestanie być wyspą. 
Smiał się książę z tych przepowiedni i odpowiadał, że to gdzie dzwony leją 
albo farbują karmazyn. 
W bibliotece Heilsbergskiej znalazł książę nadzwyczaj ciekawe, piękne 
i bogate matcryały do dziejów polskich. Przeglądał sam wszystko i nie spu- 
szczał się na pomocników i sekretarzów swoich. Dopełniał także Niesieckie- 
go herbarz, bo umiał cenić za
ługi tego znakomitego jezuity. 'V pismach 
księcia znajdujemy listy O Niesieckim i o jego koronie. Archiwum i biblio- 
teka heilsberska elanowiła bogaty materyał dla poszuldwań. Nie Rposób wy-
>>>
l:W 


liczyć tych skarbów, nIe książę w dopełnieniu do Niesieckiego-Zostawił o nich 
pamiątkę. Znalazł tam pomiędzy innomi jednę szeroką korespondencyę, Ho- 
zyusz" i Kromera, listy które do siebie pisywali. Rudni.:ki biskup warmiń- 
ski, a Kuczborski chełmski, znalazł rękopismy Krzyckiego prymasa, Kry- 
skiego kanclerza, Kostki chełmińskiego biskuPIl, Fabiana Konopackiego, po- 
leconego królowi przez Rzym na. biskupa do \Varmii, tego samego co ka- 
pelusz kardynalski przywiózł Bernardowi Maciejowskiemu. O tych skarbach 
nie wiedzielibyśmy wenie nigdy, gdyby nie praca. Krasickiego, nie dopeł- 
nicnia do najlepszego Herbarza szłachty pol8kiej. Nam się tylko dziwić 
należy, nadzwyczajnej pracy Krnsickiego. Dziwić się należy jak temu wszy- 
stkicmu wystarczył, i rodzinic, i k.'(ilowi, i \Varszawie, i literaturze. 
Niesieckiego długo wartowal, Znać to po Zbiorze wiadomości, o którcgo 
losach tcraz powicmy więcej. \V tej encyklopedyi jest wszy
tko. Byłoto 
pismo znakomite w swoim czasie. Historya obcn. i polska, i literaturft, i prawo 
i opisy miast, królestw i ziemi i powiatów, wszystko się \V tym zbiorze mic:ici, 
Co do autorów polskich, Krasicki wiele z Niesieckiego czcI'pał, skł'a('ał 
go jednak, bo encyklopedya wykonana na większą .skalę była i będzie za- 
W8ze nad siłę jednego człowieka. ,V autOl'ach naszych są tuk podane wia' 
domości, że nieraz niewiadomo kicdy kto żył i eo pisał, gdzie wydawał 
8woje dziełn.. Nawet ezę8to lata opuszczał Krasicki. Za to więcej pisał 
o autorach, Idół'ZY po Niesieckim żyli. 
PicI.wiastkowo Grell wyrachował koszt" wydanią na 300 prenumcra- 
torów, alc mimo powtórnego przedłużenia prenumeraty do 30 listopnda 
1780, mimo t'go, że Zbi6r wiadolllośl'i już drukować zaczął. że to było 
pierwsze uzieło po polsłm w tym ro.łzaju, zna.lazł tyłko lUt prenumera- 
tor6\\'. tojest znrnia
t 600 dukatów, ledwie zebrał 384. I z zaliczonych 
pieniędzy, ledwie tylko trzecia część doszła Grclla. Ztąd z trudnoscią. nad- 
ZW)"czo.jną poszło dulej przedsięwzięcie, o. biedny nakładacz przedłużał ciQglc 
termin do składania prenumeraty i sam za. 100 osób łożyć musiał. Grell 
nigdy się tego nie spo(lzicwal, żeby praca Krasickicgo tak mały pokup znalazła. 
Zarabiał nn. nim dawniej, teraz tracił, Spóźniło się za.tem wydanie pierwszego 
tomu tern bardziej, że nad zamiar o 17 arłmszy powiększony został. Obejmował 
artykuły od A do K. W YS!lClJ.ł nareszcie tom pierw8zy z wiosną 1781 r. Grell ści- 
sm!ł wydanie: ze tr
ech części, dwie teraz zrobił, i jakby odpoczywając po cięż- 
kich trudach, tom 
(h'ugi dopiero za rok zapowiedział; prenumeratę podniósł 
do 54 złotych, zapowiadał, że obiedwie części grubsze będą IlRd zamiar. 
Oczywiście być tak musiało, kicdy Krasickiegp rękopitlmy trzy tomy ob'jmo- 
wały. Byłto wybieg księgarski, GrelI częstował gości swoich nihy to gru- 
bszemi tomami, ale' zawsze jednakowo obszerną treścią. Obiecał więc tylko 
do 31 stycznia 1782 roku, przyjmować prenumeratę po trzy dukaty, po- 
tem cena dzieła jeszcze miała być podwyższoną. Tom drugi wyszedł na- 
reszcie na nowy rok 1782, większy o 40 arkuszy jak miał być Idedyś,.. . 
i zawierał artykuły od K do Z. 


-- 


17 


J.
>>>
130 


I. 


Byłoto jedyne dziel o Krasickiego co tak szło z oporem, przyczyną 
temu, była zapewne potrzeba wielkiego nakladu i podnic8ienie ceny pre- 
numeraty. Inne pi8ma ksiQcia biskupa, poezye, satyry i całe poemnta koszto- 
wały zaledwie po kilka zlotych. Zbiór wiadomości wymagał aż trzy dukaty. 
Wpływ Kra8ickiego już się wtenczaK objawiał. Je8zcze po wyjściu My- 
szejdy radził w liście biskupowi jakiś Bełzanin, żeby poemat U piorejdo!ł 
napisał. Grell w roku 1781 drukował: Listy Do
wiadczy-ńskiego do przyja- 
ciela radzqcego silJ wzgllJdem wyprawienia dzieci do cudzych krajów, i 'IMgllJ- 
dem edukacyi córek. Druga broszurka wyszła u Grella w czerwcu 1782 r. 
pod tytułem: Li8ty DoŚtDiadczyńslciego lozgledem młodzi applikującij sif;: do Pa- 
lestry dunoszącego, że z08tal deputatem. Grell po p6łtora. złotego sprzeda- 
wal te broszurki. Sąto kwestye często przez Krasickiego poruszane, bo 
w drobnych jego pismach znajdujemy w tej materyi list6w kilka. W roku 
1783 ,
sierpniu w drukarni nadwornej wyszły wiersze: przydatek do opisa- 
nia podróży do Bilgoraiu. K08ztował ten przydatek 3 gr. Br. Widocznie 
był naślaJowllictwem Krasickiego. Posłannictwo biskupa już było spełnione. 
Xa. nowy rok 178
 wygotował Grell zbiór nowych wierszy autora Pod- 
stolego. 'Yiele mówiąca eyfra X. B. 'V, była na tytule, a cena mała, bo 
tylko półtrzecia złotego. W lipcu tegoż roku za przywilejem królewskim 
drukował Grell część drugą Pana pod8tolego a przygotowywał nowe wy- 
danie części pierw8zej, bo już wtedy zupełnie znikła z handlu księgar- 
skiego. Prenumerata na obiedwie części wyno8iła dwa złote, za część dru- 
gą nowlJ. tylko zlp, 4. Część druga wyszła w lipcu. Pierwsza nowem wy- 
daniem dopićro w li8top!\dzie. W pażdziemiku tegoż roku w drukarni na- 
dwornćj wyszła: kopia li8tu X. B. W; do przyjaciela swego w Grodnie mieszka- 
jącego. K08ztowała J 5 gr08zy. Zbierał się właśnie wtedy sejm w Grodnie 
o. uwaga Rzeczypospolitćj zwróconą wtedy była na Nieśwież i przyięcie 
wspaniałe króla przez księcia Uadziwiłła. Krasicki chciał wie,lzieó co si
 
będzie dzialo w Grodnie, dlatcgo list ten pisał umieszczony potem w wy- 
daniu Dmochowskiego. W odpowiedź księciu wyszedł z druku odpis na ko- 
pił.) tcgo listu. 
W grudniu po sejmic Trembecki wydrukował u. GreUa sliczny wlcrsz 
sw6j go
c w Heilsbergu do J. O. X. B. w: Sprzcdawany po gr. 15, rozbiegł 
się po wszystkich ręknch i był czytany z chciwością. 
\V roku 1785 nic mamy śladu prac Krasickiego, przynajmniej w druku. 
W li8topadzie 1786 lOku wyszły u Grella listy i pisma różne X. B. w: 
W roku 1786 umad Fryderyk wielki. Książę razem z panami pruskie- 
mi musiIII jechać do Kr6lewca dla wykonania. hołdu jego następcy. \V Y' 
jechał tam z 8ufragancm swoim k8iędzem Karolem dc Zehmen i z bi- 
skupem ehełmiilskim Karolem de Hohenzollern. Hołd odbył się 19 wrze- 
śnia. Z Królewca ruszył Krasidi do Berlina i dopiero w lutym 1787 powró- 
cił do Warmii. W stolicy pruskiej był celem podziwienia i hołd6w nasz bi- 
skup. Nowy Król był dla niego bardzo łaskaw, a Berlin bardzo zabawny; 
cudzoziemców zjechało się wiele, II. z Polaków bawił tam podówczas hetman
>>>
131 


litewski Ogiński, sławny muzykalnym talentem. Opisując swoje tryumfy w Ber- 
linie, Krasicki dowcipnie pisał do brata. "że Fryderyk 'Vilhelm łaskaw na 
kogoś, ale ten kógoś schronienia szuka i musi się zamykać' przed inszemi 
kogosiami . którzyby mu łeb zawrócili. zdrowie odjęli, żeby tak jak inny 
chciał korzystać ze swego kogosiostwa. Ale kogoś jednak coś z czasem zro- 
bi co nie zasmuci jego kogosi6w." Nie pochlcbinł królowi. wypierał się tego' 
uroczyście, ł\ przecież po stryju i na synowca, jak widzimy. minł względy. 
Nie król sam. ale i Niemcy berlińscy. oddawali hołd talentom Krasickiego. 
Królewska akademia kUllsztów i mechanicznych umiejętności obrała go wte- 
dy członkiem honorowym. N" posiedzeniu nadzwyczajnem tej akademii 24 
lutego. książę z rąk kuratora radcy tajnego ministra wojny. Barona de Hei- 
Ilitz otrzymał osobiście dyplom i zaraz głos zabrał, że gotów całym sobł 
przykłauać się do wzrostu akademii. Jalwż w samej rzeczy podał w tej chwili 
wniosek. ktory dla uczących się w akauemii a potem mających jechać do 
Rzymu miał być bogaty w ekutki dobroczynne. Ale nie objaśniają nas ga- 
zety. z których bierzemy tę wiadomość jakito był ten wniosek tak piękny. 
Ksi=łżę biskup warmiński już się widocznie starzał. Z ciężkością przy- 
chodziło mu już porzucać Heilsberg kochany. Listownie znosił się tylko 
z bratem, i nR wet nie 
aprasznł go już do 'V armii, bo i siebie i jego na- 
zywał wtedy dwakroć jubileuszowym. i co sobie za fatygę uważał. uwa- 
żać musiał i dla brata. Już im obudwu minęło Int 50: "przeciąg wielki, 
siły już nie owe. pisnł do AntoniE'go. Starzyśmy ale jednakowo trzeba 
się też obl\czyć. trzeba jednak uczuć słodycz braterstwa." Szło o to właśnie 
. księciu. żeby urzQdzić sprawy familijne. Synowcowie już pokończyli nauki. 
Najstarszy Ignacy już się nawet i żenił z Magd. Bielską. pasierbicl;ł woje- 
wody inflanckiego Rogalińskiego. Jan był w wojsku. Xawerka chciał miM 
ksiljżę 'przy soLie. Ignacy dostał wtedy od ojca Podhajee, zamck hetmań- 
ski. D]ategoto włl\śnie pragnął się raz jeszcze z bratem widzieć Krasicki. ale 
narzekając nR oddalenie, myślał sobie, że kto inny kl
łby los, że braci tak 
srogo rozdzielił; on prawy człowiek widział we wszystkiem zrządzenie Boże. 
Umarł właśnie wtenczas biskupkrakowsli Sołtyk. Zawiódł Krasickie- 
go powt6rnie Stanisław August, chciał bratu już Prymasowi oddać i Kra- 
k6w, ale Rzym nie pozwolił. Nadehodził właśnie sejm wielki, fi, na nim 
na nowo miały się urządzać sprawy i granice dyecezyj polskich. Krasi- 
cki znowu był w myśli, ale Turski jednak, biskup Łucki otrzymał Kra- 
ków i Sicwierskie księztwo. 
Podczas sejmu wielkiego pisał Krasicki poemat tnrtobliWJ pod tytu- 
łem: Organy. Byłto wiersz przeplatany prozą. 'W ysta wiał .w poeml\cie oko- 
liczności, i osoby działające w owej chwili. Powil\dnją znawcy, którym zu' 
pełnie wierzyć nie można ('). że w poemacie tym była trafność dowcipu, 
żywa imaginacya, przyjemna gładkość i sntyryczność dworna. Nic wiemy 
jak dalece zasłużona ta pochwała, jak wielka prawda w krytyce. Organy 


(I) Dentkowski, Histor.1 a lit, Pol, I. Itr. 404. 


. 
. 


- 


-
>>>
132 


Eostały w rękopismie. a dziś może latają gdzie po rękach. Zawsze jednak 
poemat Krasickiego, zdaje się. polityczny, czasowej treści, wydany byłby 
skarbem dla literatury naszej, chociażby zresztą żadnJch innych nie miał 
zalet, R nie sposób przypuścić nawet, żeby nie jaśniał dowcipem. 
Włuśnie \V tymże czusie zaczął Kratlicki nietyIlw ze sławy swoj
j i do- 
wcipu zmmym b}'ć i za grnnic
; nIe nawet i z pism swoich. Szb'jner 
w roku 1788 przelożył kilka satyr jego prozą i drukował w piśmie peryo- 
dycznem niemiecłdem, które wtedy wydnwał w War:!zawie. w siódmym to, 
mic. Sławny Jeni"z jednocześnie prawic tłumaczył kilka satyr Kl"Rl!ickie- 
go wier8zem i dł'llkowal je w Berlinie tukże w peryoclycznem liiśmie po- 
świ
conem liteJ'nturze. Nic znamy tych tłumaczeń, ale wiedząc jak tlaJece 
8atYJ'y KrJlsickiego są nnl'odowo i hiorąc z tego minrę, fe Niemcy niewiele 
umieli wtellczas po Jlolslm, kiedy i tCl"I1Z niebart1zo się uczą nnszego ję- 
zyka, tudzież z uWllgi, że tiumaczenie. Sztejnera bylo prozą, łatwo przyj- 
dziemy do przelwnnniaJ te cnly dowcip Krasickie
o zmarniał w tych prze- 
kładach pozbawionych 8zaty językowej i ducha ł)ol:!kiego. 
'" skutek ostatniego rozbioru Połski, Krasicki stracił nnwet nadzieję, 
że kiedyś do Imlju swego powróci. \Yarl!zawa przyszła wprawdzie pod 
zabór pruski, ale nie byh już 8tolicą utlzielne
o kraju. . Król wyjechał 
do GI"Ot1nn, brnt królewski książę Michał umarł nagle w Warszawie 1'194 
rolm w sierpniu. Król Fryderyk 'Yilchelm mianował wtedy Kra
iekiego 
arcybiskup.em gnieźnieńskim. Z żalem zapewne rzucał książę poetów polskich, 
bo to im'ię zostalo mu w spadku. Ileill!berg swój kochany. w Uórym wiek 
męzki i dojrzały przepędził, Iwzyjechał do 'Yarmii człowiekiem w samej sile 
życia. a wyjeżdżał starcem. Lat 30 Llizko mielllZkał w Heilsbergu. Kiedy 
go opuścić musiał, miał już lat pięc:dziesiąt przeszło. 
Niedłll
o Rzym zwlóczył. Otrzymawszy bullę przeniesienia, Kra8icki wy- 
jechał do Gniezna, a potćm znjrzał do Skierniewic i 
 kolei do Łowicza, no- 
wej ilWOjt
 stolicy. Zobaczmy jak ówezellna gazeta Warszawska opisywała 
ten przyjazd księcia, z jakiem uczuciem witało go to dawne prymasów 
miasto (J\). . 
Jako arcyhiskup gnieźnieński był Krasicki, z kolei 79 naczel::ym ka- 
płanem w narodzie polskim rachuj
c w poczet i Sgo Wojciecha. Jako Igna- 
cy, pierwszy no
ił to imię. , 
Dył Krasicki na jarmarku w Łowiczu w dniu Sgo Mateu8za a nastę- 
pnie pojechał zimą do Berlina. Złożył królowi powinszowanie na rok 1796. 
Eymował jeszcze, nIc już wiek eornz więcej ciężał nad nim. W domu zn.- 
tBm W Skiernie\ficnch, oddał I!ię całkiem innćj literackiej pracy i pisał wiele 
prozą. 'Ytedy to zapewne ukollcz)"ł wiele dzieł j)Qumicszez8nych W wy- 
uaniu Dmochowskiego. Z Dmochowskim związał się ściśle jak przyjncicl 
z przyjacielem, brat z brlltem. Jeszcze Zl\ panowania. Stnnislawa Augu8ta 
przypisał DmochO\\'Rki Krasickiemu swoje tIumaczenie Noc!} JungI], i w wier:- 
szu do księcia. pomieścił pięknych strof kilka, tak często potem powta- 
rzanych.
>>>
133 



 


W twych dzIełach, Polski pamiątka zostaole, 
WdziękIem Ich wnncy będą się poili, 
ZgInęli Grecy, zgloęll RzymIanIe, 
Lecz żyje wl
cznle Homer I WIrgIlI. 


, 


I w sztuce rymotworczej. kiedy przyszło mówić o Krasickim, . zllwsze 
nie pochlebstwo a pr:\wrla. rzeczywista. wodzi/a Dmochowskiego piórem, jego 
też książę arcyhiskup wyb.'ał teraz sobie za literackiego współtowllrzysza, 
za przJsz/ego wydawcę prac swoich. Błąkał się właśnie Dmochowski po obcPj 
ziemi, skompromitowany w wypadkach 1794 roku. Krasicki wstawił się do 
rządu i p.'zeważną protekcyą. swąją przywrócił wygnańca Warszawie i litera- 
turze. Odt:!d niet.rlko podziw dla talentu, ale i wdzięczność osobista przy- 
wiązała Dmochowskiego do arcybiskupa, 
Razem teraz obo.chvllj naradzali się, razem gwarzyli w Łowiczu i w S/-.:ier- 
niewicach. Powszechne ż:!l:tnie, żeby wyszły wszystkie dzieła Krasickiego 
w jednem wydaniu, doszło do uszu księcia. Krasicki chciał zal:lpokoić ziom- 
ków, chciał też i dla siebie snl1U'go zbudować ten pomnik, któryby pó- 
źnym pokoleniom o jego trudach i sercu zaSwiadczał. Na wydawcę obrał 
Dmochowskiego. Alc nim plany przyszły do skutku. odwlec potrzebo. 
było DI\ czas jllkiś powzic;ty, zamiar, Za odwłok:! to poszło, że Krnsicki 
nie doczekał chwili, którf-j tak bardzo wyglądał, i umarł wprzódy ni.
 po- 
mnik poświęcony jego pamięci był gotów. 
Wted'y to tłumacz)'ł Żywoty P/utarclla i I)isał sam iJwoty lll1 ,,;zór Plu- 
tarcha nmvJm z,psl1tJch rodziców pokoleniom starodnwne cnoty stuwiał 
przed oczy. Tłumuczył wtedy i rozmowy zmarlych Lucynnn. i sl1m pisał 
rozmowy zmarłych. Takim sposohem znowu uczył nard filozofii prakty- 
czne
o życiu. Uldadal wtedy wielkie dzieło o rymot'/L!or8twie i "ymotworcacl" 
w któ.'ćm chciał dać wyobrażenie, jnkie minł o poezyi, i poetnch wszYRtkich 
wieków i czasów. Trudno nie dziwić się temu ogromowi pracy. Książko. 
o rymotworcach nic tak zastanawia obszernością swoją. jak nndzwycz:ijną 
erudycyą. Krasicki starał siQ poznać w8zY8tkich poetów światn., i narodo- 
wi swojemu pokazać z nich wzory, chociaż \V urywkach, w tłumaczeniu. 
Żeby ten naród poznał i literaturę ludzkości, wielbił kaidego poetę krót- 
kim życiorysem i wzory zl1łącza.ł. Gdzie wzorów nie znałazł już tłumaczo- 
nJ'ch, sl1m przekladał, i dl'ltego nazwaliśmy księgę o rymotwOI'stwie dzie' 
łem olbrz.vmiem, bo dla niego Krasicki pracować musiał, nad Homerem 
i nacI Pilpnjem, nad Kalderonem i WirrÓlim, nad Ossyanem i .HczJodem. 
Księgo. o rJmotworcach bJła encyklopedyą poezyi. Przetłumaczył w tJm 
cZl1sie i "oemato. Ossyana jak je wydał 
Iacpher8on, ale chociaż według 
zaręczeń Dmochowskiego, są w tym przekładzie miejsca, w których prze- 
dziwny Krnsiekiego talent cudnie ja;jn:eje; wyznamy, że to nieszczęśliwo. 
praca. Kmsicki jnko narodowy pisarz, wyborny jest i oryginóllny, ale cho- 
ciaż czuł i obcl) piękność, wydać jej po polsku nie potrafił, nietylko wi«;c 
przekłady z Ossyana, ale i z innych poetów nie mog:J si
 poszczycić ko- 


-- 


-
>>>
134 


lory tern i duchem oryginału. 'A zresztą. inny to był wiek, inni lullzie, inne 
też wyobrażenia o literaturze dawnej. : do której należeli Ossyan i Homer. 
Do bajek. które już po większej części stały się filozofią narodową. a z któ- 
rych wiele wyrażeń jak przysłowiów umiemy na pamięć, przybyło wtedy wie- 
le nowych i dowcipnych. Wtedy to Krasicki ukończył i trzecią część Pana 
podl!tolego. Miał przygotować czwartą nawet. ale mu śmierć przeszkodziła. 
W podeszłym już wieku wydawał także Krasicki pisma peryodyczne: 
Co tydzień. ale pozbawione dowcipu i treści, krótko trwało. W rok,u 1792 
zaraz po reformie rządowej wydał' jeszcze KalelldarJl obywaJ.e18ki. 
W pośród tych zatrudnień literackich książę w Skierniewicach bawił 
się wciąż upiększęniem okolicy. Zakładał ogród podobny jak niegdyś w Smo- 
lana ch no. Pomorzu. Kilka lat mieszkał w pałacu Skierniewieckim. Do 
llziś dnia są tam jego pami,ątki i ślady. Zbi,ernł wtedy i uzupełniał pię- 
kną swoję bibliotekę. Pełno miał książę wydań wspaniałych i starożytnych. 
Zwracał na siebie uwagę p'omiędzy innemi księgami, zbiór rzadki byzan- 
tynów wenp.ckich. Najwięcej jednak posiadał dzieł Krasicki do literatury 
pięknej i teoryi wysłowienia. 
'V Skierniewicach prócz Dmochowskiego, nie przyjmował więcej łite- 
ratów, bo rozproszyli się wszyscy i rozbiegli po świecie. Sposępniał tro- 
chę w Skierniewicach. Nie byłto już wesoły prezydent trybunalski. nie 
byłto wspaniały biskup rozsiewający błask naokoło, ani też pan wielki, 
jak kiedyś. Nie miał już summ do rozdania, ale miał serce do współ- 
czucia. Zawsze jednak ludzki i uczynny, i w Skierniewicach świadczył do- 
brodziejstwa. Byłby nawet zasłynął w dzicjach naszych z dobroci serca, 
gdyby więcej umiał się rządzić, albo chciał przynajmniej lepszego rządu. 
Szanował talent. Mamy dowód na Dmochowskim i Minasowiczu. Mina- 
sowicza nęc1zluł starość zasilał swojemi dochodami; bo minł 900 złotych, , 
miesięcznie wyznaczone, jako stały raz na zawsze fundusz dla ocierania 
łez cierpieniu. Nie był zazdrosny ani o sławę, ani o imię literackie, bo 
i komuż ze spółczesnych mógł zazdrościć. W podeszłym wieku często 
książę zapadał no. zdrowiu, bo chorowity .był, a przecież bumor jego się 
nie starzał i chociaż go okoliczności przygniotły do ziemi, zawsze prze- 
cież wesołość i uśmiech na twarzy gościły. Tysiące anegdot powtarzała 
o nim Polska. Dla pamięci wielkiego męża, powinienby kto ponotować 
te jego słowa, dowcipne odpowiedzi, bo i z nich wiele będziem mogli wnosić 
o jego zdolnościach i charakterze. 
Doczekał się w starości swojej, że go nawet na język łaciriski tłu- 
maczono. W roku 1796 Joachim Mal'kwart pod nazwiskiem nauczycielR 
rolnika (paedagogus agricolo.) wydał w Warszawie u Dufoura w ósemce 
pierwsze cztery ktłięgi bajek Krasickiego. Wiersz jambowy łaciński, i pię- 
kny język zalecają ten przekład. Zaszczyt ten żeby tłumaczonym być \V mo- 
wie Cycerońskiej, nie wielu sit; dostał autorom współczesnym. 
Kiedy zawiązywało się towarzystwo Przyjaciół nauk w Warszawie, Kra- 
sicki należał jeden z najpierwszych do popierania pięknej myśli, i został
>>>
135 


członkiem Towarzystwa. Ale niedługo już pracował w nowym zawodzie, 
bo w początkach 1801 wyjechać musiał do Berlina dla ukończenia. spraw 
pewnych jeszcze z czasów biskupstwa warmińskiego. W stolicy swojego 
króla zapadł na zdrowiu i umarł po krótkiej słabości w dniu 14 marca 1801 
roku. Żył lat 66, miesiąc i dwa tygodnie. Spółczesne gazety warszawskie, 
zamieściły tylko krótką wzmiankę o tej wielkiej stI:acie, a jednakże śmierć 
Krasic
iego była wypadkiem bolesnym; w środku boleści, jeszcze była cio. 
sem. Smierć ta cały naród pokrywała żałobą. Dmochowski tylko w grudniu 
1801 w Towarzystwie: przyjaciół nauk, piękną mową uczcił jego pamięć, 
a spełniając dług święty wdzięczności, ogłosił n
stęphie 10 tomów prac jego. 
Ciało Krasickiego pochowano w kościele Stej Jadwigi w prostej tru- 
mnie; za staraniem księcia Antoniego Radziwiłła i arcybiskupa W olickiego, 
w roku 1829 sprowadzono do Gniezna i tu złożone zostało na wieczny spo- 
czynek w kaplicy Potockich. . 
Biblioteka księcia, ze Skierniewic dostała się liceum warszawskiemu. 
Umieszczona w salach pałacu Saskiego, powoli wcieloną została do biblioteki 
licejskiej zwiększając ją o część trzecią. Około 4,000 tomów przybyło wtedy 
Warszawie. Odtąd datował się i wzrost tego pięknego księgozbioru. 
Krasickiego wy
ań namnożyło się bardzo wiele. Zebrać. wszystkie jego 
dzieła i dziełka, pojedynczo i razem wydane, możnaby zgromadzić sporl) bi- 
bliotekę o jakie kilkaset przynajmniej woluminów. Barbezat, paryzki księgarz, 
kiedy powziął zamiar wydawania dzieł polskich, zaczął w roku 1830 od Kra.- 
sickiego, i powtórzył je potem. Bobrowicz wydał 10 tomów w Lipsku. A Glucks- 
berga wydanie warszawskie (1829-32) obejmując i Zbiór wiadomo
ci'w sze- 
ściu tomach, 18 c
ęści zajęło. 
Krasicki został do dziś dnia. bez pomnika., chociaż na niego zdolnościa- 
mi swojemi, pracą i wielkim wpływem jaki wywierał, dobrze zRsłu
ył. Cóś to 
niby głosili Galicyanie o pomniku, a Stanisław Jaszowski drukował nawet 
w Słowianinie projekt na ten cel wygotowany. Projekt ten dla wstydu na.. 
I!zego przemknął się prawie niepostrzeżony, a Krasicki wciljż czeka oznaki 
wdzięczllości swojego narodu. 


80 liltopada 1849 r. 


Julian BartollSeUJics. 


, 


-- 


-
>>>
p.aYPI
. 


(A) Z Łowicza dnia li sierpnia: J. O. K"iąż
 Jegomość KI"nsicki Arcybiskup GnieŹDle6ski b
.tno- 
'cią swoj" mi
"to Łowicz, stolicę calego ksi,:ztwa. w: dniu dzi"iejsz
'm udarować racz
'ł. .Jak upra- 
gnione byl
' ch
ci obywlltel6w miasln tego w oczekiwsniu prz,,'b
'cia kAi,:c a pana swego; lak glos 
radości odezwal się w ich sercach skoro jego ujrzeli osob,:. Nie mogli leg" czucia dluż
j ulai
. 

)'czenia,erc awoich złoiyli u podn6aka jego. juko najpowinniejsz; hold czci i wierności, i magi- 
strllt miolsta Łowicza mian" mow. Jegomości pana Urbllńskiego radcy, tE'j najmilllZ
j powinn04ci dla 
siebie dopełnił. 
Rzadki jest na świecie przyklad. aby lud wprz6d ukocha} swego rządc,:. nim przez niego rZłł- 
dEonym zost..ł. To t)'lko wielki'n trafiać si
 zw)'klo m
!om, których ,slawa z glęboki6j nauki, 
z serca r6wnie -łaskawsgo jak dobrczynnego. obcych i domow)'cb dosi,:ga zaką
6\Y. Głośno uwiel- 
biana jest po wszystkich stronacb dobroć jego. Slowa WI
 z t..k wielkicb rozumu i serca d..r6w, 
zjednała mu wcz
śnie milośc! u t
"ch, kt6r)" h Ollatrzność przeznoczyla zosIawać pod jego rz,dem. 
Jukoi gdzie wysoka panuje mądrość, tam rz,d słodsz
', serce Illskllwsze, mioszkańc)' szcz
śliwdi. pon 
jeet ojce'P poddon)"c1I, poddani jego dziećmi, opieka nad niemi czulsza, obrona nad uciśnioD
'm pr
d- 
ta, waparcie nad potrzebnym gotowe, .pamięć na wdzięczność w n:ljp6źniejsze przechodzi pokolenia, 
Podobnych azczę"lwych skutk6w pod sl"dkim rządem księcia pana swego kosztować Ob
'wRtele 
miasta Łowicza sobie ro..owali. Jakoż laskawa odpowIedź księcia JMci upewniła ich. le nie w obie. 
tnicacb. ale "skntku doznawać będ'ł ojcowski6j jego opieki, i ie będzie t6m dla nich, cz6m byl jego 
poprzednik i pr..dziad arcybiskup i prymas Potocki, 619' to m.ż, kt6rego dobrodzi
jstw lud w pra- 
wnukach swoich dot,d jeszcze zapomnll
! nie moie (t). 


(l) Dodatek do Gazety Warszawski6j 179ó Nr. 66.
>>>
-
>>>
\... 


_...,

. 
fi- .' 


 :_
 ."y';'ł. 
"'_ _
. 
....... .- 


_'
. J; 


- 
.. 
: ".j 
-".!.I r 


"0-' . 
." ,..; : .:.:..r
: 
".' :..- L_ r 
.- "t::" 
.
 ,.. 
'\"\! . ." 
'h
,,
 


_t.,_' 


'\ 
'.
'
. 


',. 


.


t. 
. 
,..;!:'. ""' 
\
_.. :: 
l- . 
"'...;".... 


:i.

 . 
.
.; j" 
,.... .
.
"ł".- '
L 
". ,.;;t' ",'-'" 


.":\_.
. 


1'\ 


. 


.... 


,..... 


t." . 
., -, 
,,\, -'
y:" 
! 
if
O 
:,
-"., f; '-.!! 


...., 


'f. 



{ . 


'; 
 


"
' 


I' 


"'o 


, .

'
 
:.' -: 

.?

;: 
. 
'-'''
'ł' , 
,' . '", . ; . ;
i ' J
:'
( 
I-i--" ......... 
 


:f 
. . 

 



:. 
, 


u:; 1"'......." 

 ,..
6. 
. 1\
1'.'I.,. 
..-,.,,-y,; 



L}I
1Wł1&W" J[lfuJ
}iIIEE;LKJI 
 


l
>>>
l 


I 
I 


STANISł.AW TREMBECKI. 


ie możem lepiej i trafniej rozpoczljĆ iyciorysu Trembeckiego, 
jak przywiedzeniem jegoż anakreontyku, przy odebraniu cza. 
Ol BZY wino. z rlłk pięknych. 


I 


o wdzięków zblorr, 
Piękności wzory, 
Panie, królowe, boginie I 
Niech wasze oko, 
Slę(a głęboko, 
Nie sl\dzl\c gracza po minie. 


Włos mi ubielił, 
I twarz podzielił, 
Srogi czas w różne zagony. 
Lecz za tę szkodę, 
Dał mi w nagrodę 
Serdeczny upał zwiększony. 


Tak Hekla siwa, 
Śniegiem pokrywa, 
Swoje ogniste pieczary; 
Wierzch ma pod lodem, 
Zielona spodem, 
I wieczne karmi pożary. 


18
>>>
138 


Pł)ń mi w potoku, 
Bachowy soku, 
Rł:ką przelany ż}'czllwą, 
Gdy na cześć waszę, 
Pełniąc tę czaszę, 
Prz) gaszam ogień ollwą.! 
Jakoż za prawdę dosadnie się w tej piosnce odmalował sam Trembecki. 
Wielbiciel kobiet, trzydzieści stoczywszy na broń różną za nie pojedynków, 
wiclbicielllobrcgo wina, smakosz na ucztę każdą. wykwintny w stroju aż do 
przesady, doskonały szarmant (jak ówczesne było wyrażenie), był nakoniec 
filozofcm, według całego znaczenia szkoly Woltera i cncyklopedystów. Nie- 
llziwota, że taki typ wyrnzisty przedstawia nam Trembecki, większą część 
młodości strawił na podróżach, zwiedził całą niemal Europę, a najdłużej ha- 
wił na dworze Ludwika XV. Żył też we Francyi w rrzyjaźni ze wszystkie- . t 
mi ówczesnemi literatami. Ztądto przywiózł wykwintną grzeczność, politykę 
(jak w owe mówiono c;:asy), tojest umiejętność ukrywania swoich uczuć, 
zabljcnie w sobie prawdy, i wszelkich wzruszeń, a pokrywania zręcznie, wszy- 
stkiego, uśmiechem, dowcipem. Ztamtąd wyniósł bardzo dogodną. dla si
bie 
umiejętność służalstwa, umiał być w calem znaczeniu tego słowa człowiekiem 
dworskim. bawić dowcipem Jmna, zastępować dawnych trcfnifliów nadwor- 
nych, i z tą giętkością wlaściwą, daleką i niepojętlJ od ludzi prawych, po- 
chlebstwo posuwać aż do upodlenia, by zaskarbić sobie łaskę i wdzięczność 
pańską. 
Zatarł on W sobie, wszystkie rysy charakteru rodowego: bez prawdzi- 
wej wiary, bez uczucia szlachctncgo, przy potężnym talencie wrodzonym, 
smutną zostawił Trembecki po sobie pamięć, stwierdzając tylko dowodnie 
tę prawdę, że poeta, upromieniony najwyż8zemi zdolnościami, nigdy nie speł- 
ni wielkiego powolania swego, jeżeli w sercu nie ma prawych uczuć, czystej 
miłości dla kraju, i ludzkQści, i nie służy jak wyraził Jan Kochanowski "po- 
czciwej slawie." 
Trembecki urodził się w dawnem wojew6dzhvie krakowskiem. W bardzo 
młodym wieku opuścił kraj i kształcił się za granicą. Szczególów pobytu, 
i podróży, żadnych nic mamy; z pism zaś jego ,wnosić musimy, 
e za po- 
wrotem do rodzinnej ziemi, wiele pracował i zgłębiał pisarzy z czusów Zy- 
gmuntowskich. Żaden też z literatów epoki tak 
wanej Stanislawotv8kich cza- 
'ów, nie umiał tak dzielnie władać językiem prawdziwie polskim. Styl też 
Trembeckicgo przypomina okres najświetniejszy dla literntury polskiej, bo 
okres Kochanowskiego, Górnickiego i Cypryana Bazylika. 
W którym roku powrócił, nie wiemy. Trembecki zjawia się dopiero w lat 
kilkanaście, po wstąpieniu na tron Poniatowskiego, występuje na uczonych 
czwartkowych obiadach, jako celna ich ozdoba. Mianowany szambelanem tego 
króla, już go odtąd nie odstąpił. Za dany chleb i łaski, sowicie się też pan 
szambelan odpłacał pochlebstwy. Dość tu jeden przykład przytoczyć. 
Stanisław August miał ulubionego szpica Kiopka. Trembecki taki daje 
jego portret: 


.
>>>
l 


139 


.. 
, 


"Czy dola szcz
sna, czy skołatana, 
Przez dzikie luciów naruwy, 
Ten ZBwsze strzegąc stóp swego pana, 
Żywot dać przy nIch gotowy. 
Z równoścIą mJśl1 wsz}'stko to znosi, 
Co zdarza dola niebieska, 
Słuiy najwleroh
j, o nIc nie prosi; 
Mójże to obraz, czy pieska Y" 


. 


Tojest pochlebstwo pokojowe nadwornego trefnisia; zobaczmy jak Trem- 
becki rzucał je śmiało z okna zamkowego narodowi, aby pra\Vd
 przytłumia.ć, 
1\ fałsz podać w jej szacie. . 
\V licznych swoich odezwa
h do Poniatowskiego, nazywa go gieniuszem. 
?-apewnia mu posągi w potomności, i w zywa świ
tej prawdy na świadectwo. 
losłuchajmy w oryginalnym tekscie: 


t 


"Który! ml
dzy LecbItów umieszczony paDy, 
Wlęc:ej życząc ojczyznle, więcej blł kocbany' 
Tobie winniśmy śwIatło, które nas ożywia. 
Tobie polor, co oba narody zadzhvla, 
Tyś nam bezpieczne w domach uczynił mieszkanie,' 
Tyś Dam młód! ugruntował, śwIetne wJchowanle; 
Słowem tyś nRS nBuczył, wsławił, I ozdobił." 


. 


Do historyi odsyłamy po objaśnienie. 
W roku 1787 w wierszu do króla nowI) Trembecki pisze pochwał
: 


"Umie przez twe staranIa Polak jui nIe ciemny, 
"Zgon przekładać cbwalebny, nad żywot nikczemny." 


Zaprawdę podobne przykłady poświęcenia i liczne zawsze, dzieje naSze 
przedstawiają: w niczem się Poniatowski do rozwinięcia. tego uczucia nie 
przyłożył, byłato cnota, której on sam nie miał, ani czuć był zdolny, a ży- 
wot nikczemny, to godło jedyne Stanisława Augusta. ' 
Kiedy czytam te wiersze, tak pięknym językiem napisane, tak harmo- 
nijnie składne, a prawie w każdym tyle kłamstwa, ile wdziQku, nie mog
 
utaie podziwienia, do jakiego stopnia m6gł 8ię Trembecki poniiać. Rzecz 
gQdna podziwu, jak zatarł w sobie wszystkie cechy domowej, rodowej cnoty., 
\V dawnej literaturze naszej, iluśmy mieli poet6w, każdego możem powołać 
na świadectwo historyczne, ku poparciu zdarzeń, i szczegółów: moiem ka- 
żdemu zaufać, bo szczeg6lna ich też prawda, i poczciwość, jak Trembeckiego 
fałsz wierutny cechuje. 
'Stanisław August używał go nawet, aby według jego myśli kierował 
opinią publiczną. 
Kiedy rewolucya francuzka znalazła odbicie i u nas, a. Wojciech Tur- 
ski zaczął jej zapady rozsielv8Ć, przestraszony król, wzywa go, aby przeci- 
wko temu wyst
pił. Trembecki posłuszny pieze wiersz pod napisem Joanne6 



 
i 
.
>>>
140 


SarCtUmm 1791 wydany, w którym Turskiego śmiesznością okryć się stara, 
j do czubków odsyła. Gdy zaś największe oburzenie dało się uczuć w naro- 
dzie, z powodu sejmu grodzieńskiego r. 1793, z polecenia. także, napisał list 
do posłów powracających z Grodna. Wiersz ten jest nacechowany nikcze- 
mością nad wszystko co wyszło zpod pióra Trembeckiego. 
Głośnem imię tego poety zrobił opisowy poemat Zofi6wka. Przyznać 
należy, że żaden z współczesnych nie dorównałby mu w tym zawodzie. Po- 
tężnego magnata ogród, za miliony wzniesiony, podziw tych, co sztukę dro- 
go złotem opłacaną uwielbiać mogą, rzecz godnl\ zadziwu, że potrafił Trem- 
beckiemu dać przedmiot do poematu. 
Ale prawda, własciciel tego ogrodu, dawnł mu chleb, i utrzymanie na 
swoim stole. 'V yszedł wszakże zawsze zwycięzko Trembecki z zadania. i Zo- 
fi6wka ma niepospolite piękności, szczególniej Mt pod względem języka. 
"\Viele wierszy poświęcał różnym panom, pisnł epitalamium hetmanowi 
BrRnickiemu. Styl napuszony Naruszewicza naśladuje wodzie do tegoż; wita 
przybyłego w roku 1782 Krasickiego' biskupa warmińskiego. W Puławach 
będąc na przedstawieniu opery Kniaźnina: Matka Spartanka; więcej chwali 
pana. tych miejsc, jak piękny utw6r poety. Naruszewicza robi Teokrytą, 
Horacym, słowem największym poetą: wdzięcznie biskup historyk przyjął 
to pochlebstwo. Gdy zaś towarzyszył Stanisławowi Augustowi w podróży 
do Kuniowa w r. 1787, a Tremhecki, z utęsknieniem oczekiwał w Warszl1- 
wie na powr6t króla, pil"ze znowu do biskupa; i dobrodusznie za to, że 
jadł dobrze, pił smaczne wina, użala się nad Naruszewiczem, i rachuje to 
mu za zasługę: te musiał: 


"....... z panem nlewJgody dzielić, 
W pracach czynić ulżenie, spocz)'ukJ weselić." 


Zaklina go w k,?
cu, aby mu doniósł: 


"w których jest mIejscach. w jakim myśli stanie 
August, poddanych swoich rozkosz I kochaole ? " 


,Trembecki jako szambelan, był codziennym niamal domownikiem króla; 
on mu się zwierzał ze swej polityki, i wielu tajemic l:Ierca. W tym wzglę- 
dzie uczucia i myśli były ich zgodne, bo obaj lubili kobiety. Stanisława 
Augusta, ja
 i Trembeckiego byłto żywioł, i ztąd zostawił wiele poezyi, 
coby tom mcmały stanowiły erotyk6w. tak brudnych, że dziś nie znajdzie 
bezwstydnika, któryby je śmiał powtórzyć. 
Towarzyszył królowi w jego zabawach i przechadzkach. Chodząc raz 
po ogrodzie Saskim, ujrzt:li szlachcica kontuszowca, wyniosłego wzrostu 
z brodą siwą, na którego jednll.k głowie ani siadu starości. ' 
- P
wiedz mi szambelanie (zapytał król) dlaczego ma głowę czarną, 
. brodE; SI Wij? 


I 
[ 


, " 


t 


.
>>>
I 
[ 


, " 


- . 
t 


,... 


. 


141 


-:- Najj&śniejazy Panie (odrzekł Trembecki), widać, te więcej praco- 
wał gębą, nit głową. 
Był przy boku Stanisława Augusta. w ostatniej jego podróży do Pe- 
tersburga. 1797 roku. Trafiło się raz, że jeden z obywateli na trakcie z Gro- 
dna do 'Vilna zaprosił króla na obiad, nie odmówił, lubo zawsze i wszę- 
dzie choć w obcym domu, jeden z kucharzy Stanisława. Augusta. musiał, 
stosując się do' jego wykwintnego smaku, choć parę potraw zrobić. Przy 
stole dano wino węgierskie stare. Król, który czasem tylko je pijał, bo 
zwyczajnie francuzkiego używał, rzekł: 
- Dobre \Vaćpan masz wino. 
- Znajdzie się i lepsze u szlachcica, Najja;tniejszy panie! - odpowiedział 
gospodarz. 
- To dla kogo godniejszego tamto Waćpan przechowujesz? zapy- 
tał król z przyciskiem. 
Trembecki siedząo przy stole, sądząc, że wyprowadzi gospodarza z kło- 
potu, odezwał się: 
- Tamto zapewnie przy końcu obiadu będziemy pili. 
Gospodarz nic niezmieszany odrzekł: 
 
- Najdoskonalsze wino jakie mam tylko w n1t
j piwnicy, będziem wów- 
czas pili Najjaśniejszy Panie, gdy W. K. Mość szczęśliwie i pomyslnic dla 
dobra kraju, będziesz powracał do stolicy swojej. 
Król smutnie zwiesił głowę, Trembeckiego zWJkły dowcip opuścił 
na te słowa szlachcica dobitnie powiedziane. , 
Pr
ybył dwór do Grodna, dano bal dla króla: Trembecki pisze pieśń, 
którą na. nim śpiewano. . 
W lutym Stanisław August stanął w Wilnie: nie widząo przy boku 
swoim ulubionego szambelana, zapytał: 
- Gdzie nasz Pita.goras? Czy już tu przybył? 
Urzędnicy policyjni z wielką usilnością po całem mieście szukali pod 
tern nazwiskiem człowieka, do dworu królewskiego należącego, ale go ni- 
gdzie znaleźć nie mogli. Dopiero się później dowiedzieli o kogo król się 
pytał, bo Trembecki, jak i Pitagoras mię8tl. nie jadał. 
Nie mamy żadnych 1alszych wiadomości o naszym poecie. aż do czasu 
kiedy oka.za.ł się na. dworze Szczęsnego Potockiego. Jedna. z Polek, świa- 
dek naoczny, tak nam go opilmje: 
"Ujrzałam nagle w salonach Tulczyna, człowieka na sześć stóp wyso.- 
kiego, z twarzą pełną wyrazu i powagi. Ubi6r jego był francuzki, włosy 
w tył zaczesane, które w tlni świetniejsze, w czarny z tyłu ujmował wo- 
reczek (catogau). Niepospolita grzecznosć oznaczaJa. człowieka, wyższych 
towarzystw świadomego, usta krasił uśmiech, łecz nieco złośliwy. Bylto 
Trembecki, niegdyś do dworu i towarzystwa Stanisława. Augusta należą- 
cy. Z tego powodu pobierał pensYą z Petersburga: gdy ta mu nie wy- 
starczała do swobodnego bytu, przyjął mieszkanie w Gronowie, posiadło- 
ści ksi
cia Adama Czartoryskiego, generała ziem podolskich, o cztery mile
>>>
- 


142 


od Tulczyna leżącej. Ztamtl)dto Trembecki pisał do Jana Potockkiego 
o pożyczenie mu biążek i wyjednanie przystępu do biblioteki Tulczyńskiej. 
Chętnie Felix Potocki, właściciel TulczJQa skłonił sif,J do tyczeń poe- 
ty; zaprosił go nawet do S\fego domu, gdzie liczne :towarzystwo i księ- 
'gozbiór otwarty, tyle dlaó miały ponęty, iż wkrótce stale tam osiadł oko- 
lo 1802 r. \ 
Czytywano często razem w towarzystwie Tulczyńskiem. Ulubionym 
wówczas poetą był DeliI. Po odczytaniu każdej pieśni Ziemianina fran- 
cuzkiego, co przez kilka wieczorów trwało, Trembecki powtarzał nam 
z pamięci całe pieśni Zofiówki, nad którą właśnie pracował. Nie słysza- 
łam przecież aby przez te 7 czy 8 lat które przebawił wTulczynie. ja- 
kąbądżkolwiek poezyę ułożył. Zdaje się, iż z ostatnim wierszem Zo- 
fiówki, lutnia jego na zawsze umilkło. Trembecki namiętnie lubił karty, 
i codzień wieczorem przybywał do pałacu, gdzie za wsze sobie znalazł ko. 
goś do grania. W niedostatku podohnid osoby, brał się do szacMw, 
w grze których tak był mocnym, że zawsze wygrywał, wyjąwszy gdy 
damę miał za przeciwnika; całl) bowiem zalotność dawnego eleganta fran- 
cuzkiego, aż. do podeszłego wieku zachował wiernie. Ze smutkiem wy- 
znać trzeba, iż !Rdnych \V nim oznaków pobożności nie dostrzegano nigdy; . 
nie bywał nawet w 
ościołach: brano go powszechnie za materyalistę. Lubił 
mówić o swoich miłostkach, i wziętości za młodu. Zachorowawszy mocno 
w 50 roku tycia, opuszczony jut nawet przez lekarzy, sam się najściślejszą 
uratował dyetą, i od tegoto czasu, nie używał na pokarm nic takiego, coby. 
jak mówił, żyło: pi[ tylko wodę i mleko i bardzo wiele kawy. Zwyczajną 
jego strawą były żółtka jaj, owoce i warzywa; nie dotknął przecież nigdy 
grochu, ni fasoli. Przekonanym był, że zachowując tę dyctę, (lojdzie do 140 
lat życia; utrzymywał nawet, te gdyby był od dzieciństwa takich tylko uży- 
wał pokarmów, z pewnością byłby dosięgnął lat trzechset, jako kresu, któ- 
ry natura wiekowi ludzkiemu oznaczyła. Wedle jego zdania zwyczaj siedze- 
nia, skraca. nasze życie: człowiek bowiem w pierwotnem stanie stworzony był 
tylko do stania, lub letenia. 
Takie wiódł życie TrembeCki w czasie pobytu swego w Tulczynie. Dwa 
lata przed zgonem, podarował hrabiance Zofii Potockiej wszystkie swoje r
- 
kopisma w ogromnej zamknięte skrzyni, z prośbą, aby je dopiero po śmierci 
jego otworzono: gdyby się bowiem nieprzyjaciele dowiedzieli o treści pism 
jego, niezl\wodnieby go ukamienowali. Słyszałam nieraz uczone jego spory 
z Jancm Potockim, o początkach Sławian. Utrzymywał, że Niemcy przywła- 
 
szczyli sobie: sławę naszych DBjdawniej8zych przodków, a gdy Jan Potocki 
nalegał o udzielenie mu na piśmie, tych domysłów historycznych, zawsze wy- 
mawiał się Trembecki. 
- Zrellzt=ł (mówił) znajdziecie po mojej śmierci całą historyą polską, 
od jej początków aż do naszych czasów. 
Słowa te często bardzo powtarzane słyszałam. Szanowano wolę Trem- 
beckiego, nie tkni
to za tycia skrzyni I lecz natychmiast po zgonie jego roz.
>>>
\ 


. 


, 



 



 


143 


kazała hrabini Potocka, prz)"nieść ją do sali i otworzyć. Cała była zapeł- 
niona papierami, które przecież w takim były stanie, Iż je koniecznie prze- 
wietrzeć musiano. Podjął si
 jeden z przyjaciół domowych przejrzenia tych 
pozostałości literackich Trembcckiego, lecz na nieszczęście zbyt lekko prze- 
sunąwszy się po tej pracy, oświadczył, iż nic zajmujQcego, nic wa.żnego nie 
znalazł. Wielu wszakże utrzymywało, że pewni amatorowie przywłaszczyli 
Bobie wspomnione rękopisma , ktĆJre niezawodnie znajdowały się w skrzyni. 
Nie można nakoniec przypuścić. aby człowiek tak uczony, wytrawiony, i po- 
ważny, jak Trembecki, przez tyle lat. a zwłaszcza w uczonych sporach z Ja- 
nem Potockim, żartował jedynie, i mistyfikacYl! tę aż za zgon swój przedłużył ( I), 
"Trembecki utrzymywał, że ściśle biorąc, niema nic brudnego w natu- 
rze, wszystko bowiem jest tem, czem być powinno. Wierny tej zasadzie, nie 
dozwalał nigdy służącemu. zamiatania pokoju. a jeżeli dokazano tego, zawsze 
to było w jego nieobecności. Nie zapomn
 nigdy wrażenia, gdym go choreF;o 
odwiedziła z siostrami mojemi. Miał na sobie szlafrok tak wypłowiały, że 
już ani śladu pierwotnej barwy nie miał, podszyty zaś był s"kórą, która nie- 
gdyś była futrem. Leżał wyciągnięty na kanapie, nieslychanie brudnij. ogro. 
mne folialy mając przed soblj. na stoliku; pod kanapą mebel nieodzowny: 
za wejściem zaś naszem taka wzniosla się z posadzki chmura popiołu tytu- 
niowego, że wl!zystkie przedmioty ćmiąć dokoła, ledwie nas nie zadusiła." 
Nie lubił odwiedzin Trembecki, z mężczyzn też przyjmował tylko u sie- 
bie Jana Potockiego, i generała Chodkiewicza. Przed śmiercią tak pamięć 
utracił, że gdy mu pokazano tomik jego wierszy wydrukowany w roku 1806, 
oprócz Syna marnotrawnego, co do reszty nie wiedział że to były jego pisma, 
Zapytany, co się znajduje w rękopismach , któl'e darował hrabini Potockiej, 
odpowiedział, że nie pamięta. 
W ostatnich latach pracować już nie mógł, i nie chciał: cale też żyde 
był leniwy. Latem miewał otwarte okna i wróbli pełno. Zapewniał, że stnle 
i nieodmiennie przylatywało ich 200, tojest cała rodzina, którą. on wycho- 
wał i każdego z nich znał lata i rodziców, wszystko też w stancyi jego było 
upstrzone wróblim pomiotem. Lat trzydzieści mięsa nie jadał i wina nie pił; 
wszelako nl\ rok przed śmiercią" ten spos6b żyt1ia odmienił. Ulubioną jednak 
zawsze jego potrawą były raki, nad temi codzień kilka godzin 8ię bawił. 
Często powtarzał, że do lat pięćdziesięciu był bardzo w obyczajach mło- 
dym. Wr6g związków małżeńskich, umarł bezżennym. Znaną jest z tego po- 
wodu odpowiedź Trembeckiego dana. jednemu z panków, którego żona była 
w łaskach u dworu: gdy 6w z bogatej tabakiery zażywał tabakę, nasz poeta, 
sięgnął po nią ręką. 
- Jakto szambelanie, zażywasz, a nic masz własnej tabakierki? 
- Nigdym nie miał tak własnej tabaki jak i żony - odrzekł powainii' 
Trembecki. 


( I) Bacz'łc na stan owoczesn6j ktytyki historycznej. niewiele ialujemy straty t)"cb bada6 dliejo- 
w,"ch TrembeckieiO. -
>>>
... 



 


144 


Słutących miał kilku, którym nie pozwalał do siebie przychodzić, tylko 
po zapłatę, wyją.wszy jednego chłopca, z którym grał w szachy. ZDałem je. 
dnego, który się zwał dworzaninem pitna szambelana Trembeckiego co wier.sze 
pisywal. Bylto szlachcic zagrodowy Krajewski z Augustowskiego zpm] Zam- 
browa. Opowiadał mi, że tak gdy szedł do króla, jak później do pałacu w Tul- 
czynie. sadzał go i wdziewał nań biały p6łkoszulek, bo Trembecki w star. 
szych latach zaniedbywał się w ubiorze. A przecież dawniej. na dworze 
Stanisława Augusta, wykwintnie się stroił, nosił wysoką fryzurę, kształtnie 
w loki zwiniętą (1), i gdy mieszkał w Warszawie razem z Michałem W 01- 
skim, szambelanem słynnym z dowcipu, do jego nadwornego fryzyera Jm!ia. 
który i naszemu poecie włosy układał, napisał list wierszem ciekawy, bo 
w nim opisuje Trembecki r6żne rodzaje modnych peruk i fryzur. 
U marł dnia 12 grudnia 1812 roku bez żadnych cierpień i choroby, w p6- 
żnpj starości, bo około łat dziewięćdziesięciu zachowując jednostajną przyto- 
mność. Pochowany w Tulczynie; umarł spokojną śmiercią sprawdzftjąc ten ust
r 
swojej Zofiówki. 


......... Obciążony wleklf'm. 
Poznał, że już przychodzi przestAć być człowiekiem. 
Tak się spokojnie złożył. z przodkami pospołu. 
Jak gdy po walnej uczcie wstawałby od stołu." 


Przedstawiliśmy dołAłd Trembeckiego w charakterze jaki nam prawda, 
wskazywała, jako człowieka. azambelana, i nadwornego poetę; musimy z obo- 
wiązku sumienia wskazać zasługi, jtlkie w literaturze naszej położył. 
Byłto talent potężny, poety, i m6wcy; na wszystkiem co zostawił. piętno 
właściwe wycisnął, nawet jaśnieje w tych utworach wyuzdaną rozpust!). spo- 
dlonych, których powtórzyć bez wstydu nie można. Ale miał Mż T.rembecki 
chwilo szlachetnego uniesienia i szlachetnego celu: tam gdzie go prawe uczucie 
zwróciło, jaśnieje wydatnie wpośród wl!zystkich obecnych sobie pisarzy; przy- 
biera kształty olbrzymie, i góruje nud w8zystkiemi, nietylko natchnieniem 
poety i mówcy, ale mistrzowskiem władaniem ojczystej mowy. Żaden też 
z literatów okresu Stanisława Augusta, nie wytrzyma porównania co do mocy. 
wdzięku i staropolskiego toku języka z Trembeckim 
Czytajmy wiersz do Maryańskiego kowala, z powodu darowanych przez 
niego dwóch wozów wojsku Rzeczypospolitej, co za cudny język, jak po- 
czciwe myśli, swobodnie, a ż całą potęgą talentu wydane: ' 



 


"Nie zpod złotem błyszczących' szczytów. wydobyty 
I\laryanie I w ubóstwie pracą znakomity, 
Szukam cll'bie z pocbwałą, gdzie podłość IIle bluźni, 
Skromnej cnocie, śWia
ectwo kładuę w twojej kuźui. 


(1) Z tego czai", zachowanI wizerunsk w miniatnrzo robiom\'j, przez artystę Martcan, tu za- 
I¥zamy.
>>>
U;) 



 


!\lIjnm gmncby stolic}', gdzie cio
ell1 pokrytr. 
Stoją dumne przyslenin, P} cbą znamIenite, 
Co gniotąc swym clę7arem Ilowierzcbowność ziemi, 
Słnpaml, aż pod niebo pną sIę, koryntskleml, 
Te cnda świata, łzami ludzkoścI lepIone, 
Albo z łupów odartej ojczyzny stawione; 
Gmllch co go zewszi\d przep}'ch I zb}'tel' osłaulll, 
A wspaniałoścIą bOŻ}'ID świątnicom przyganii.. 
Te olbrzymiej przemocy w narodzie znamiona, 
Pod któremi, na brukn nt:dza opuszczona 
Spoczywn, wśród pogardy, w głodzIe I sromocie, 
Na wyrzucon}'m, ZWiefl.i\t IliI
szc7.0nycb, wymłocie! 
AnI ja was pałacó\v mleszlouice I bogi, 
Których szaty rOl.śwj('ca jasny I\ilmień drogi, 
Ani was szul\a(: b
dę, wy gwiazdowe pauy, 
Któl'}'cb ród, IlOd Imienh'm wlelnlOżnoścl ZUil/lY! 
Nizkn strzecbo ubogich. a mieszkanie (;noty, 
Gdzie sIę I,ot Ilracowitlij Wylt'Wi' roboty, 
Ciebie sznlHlm uprzejmie, "'I
ilzy twe ościenia, 
Przyuoszę szczerych pocl"",.ł nicpocl,lelme brzmieniu! 
Minąłem tyle blasków, zaml'Uż}łem oczy, 
Tam gdzie błyskot tysiące nocnych świateł toczy, 
GdzIe się Il3lą jarzące w kryształach pochollnie, 
Na oflnrę rozkoszy, a świecą na zbrodnie: 
Byłem głuclty ua owe meloil)jne tony, . 
W których sIę rad zahłpla Iculucll rozpieszczony, 
GdzIe Itanstem połyl';!jąc za zdrowie dukaty, 
Huczą, drogim tok;!jelD zdnrzenl, wlw;!ty. 
Tu IDnlp. prz) wiódł twój ogleli do poziomej strzechy, 
Ogień, co go sznmiące roz1ymają miechy, 
Co w spokojnym znli\cle z węglistego drzewa, 
Krw;!wym iarem jal' z paszczy na nuc ciemną zlćwa. 
Tu kułat cIężkIch młutów pod którym stal tw;!rtla, 
Jęczy, pryslmjąc ognIcm, I gdzie sztabu Il/lI'd;!, 
Zgina się pod cyklopów lIach)luna razy, 
Tu są męztwa I pracy Ilrawdzlwe obraz)'; 
Tu w złej toni Imrodu, brai trzeb;! naulu;, 
Jak wykształcać przez Jlracę twardą jaką sztnkę, 
Jak przez IIczn)'cl1 na świecie przp;łowlów t)'slące, 
Trzeba zginać żcl;!zo, Ilókl jl'st gorące. 


, 


W poematach opisowych jak Zofiówka, Powązki, ten sam znać język ję- 
drny, dosadny, i harmonijny. Trembeckiego Bajki, nigdy prawdziwej swej war- 
tości nie stracą; Ił. naśladowanie komedyj z "Toltera Syn 1na1'1tot'l'awny, w Zlł.- 
H)
>>>
- 


146 


stosowaniu do naszych zwyczajów, zostanie arcydziełem w tym rodzaju. Wszę- 
dzie zgoła, gdzie Trembecki, wiedziony szlachetn:) myślą, brał pióro do ręki, 
pozostał wielkim artystą, umiej
cym po mistrzowsku, cudnie zawładnąć oj- 
czystym językiem. Zaprawd
, te tylko utwory, nadaj:) mu niezaprzeczone pra- 
wo, do chlubnego wspomnienia, w odleglej nawet potomności. 


Warszawa 14 ił"udnia 1849 r 



. {t
 6f1-b;ćtĆ&: 


...
>>>
) 



 


lPłtSY 


D 
 Y. 


"Na jt'dn)'m z czwartkowych obiadów które mqd1"emi zwano, znlljdował się 
Ignacy IJotockl, Adam Naruszewlo:z, Trembecki, Grzegorz Plramowlcz, Karol Wyr- 
wlcz, I lirócz IIIII)'ch llekler nadworny lekarz królewskI. Gdy roznoszono potrawy, 
uważał król, że Trembecki brał t)'lko jarz)'uy, I leksze łakotki, gdy Plramowlcz 
za nie dziękował. 
- Czemu nie bierzesz Plramlm, które są' zdrowe? 
- llo ja właśnie N. Panie, niezdrowe lubię. 
- Jakieżto? król Zall)'lał. 
- Oto sZYJlkl, bigosy, kiełbasy I tym podobne- odpowiedział Plramowlcz. 
Skrzywił się na lo, zawsze w jadle wJbrJdny Trembecki, a Naruszewicz rzekł: 
- !\loże dlatego, Iż rzeczy niezdrowe, do zakazanych należą. 
- W tym rodzaju, ozwie się Potocl\l, prz) kazania wydawać, które nie są. 
jak tylko radą, BekleI' I jego. towarzysze tyllw moc mają. 
- Owszem (mówił Trt'mhecki) rozulU je w)'dnje, a miłość własna Ich słu- 
chać powinna: dobrze myśleli RZ)'OIlanle, Iż nlćma szczęścia wirkszego w ż)'clu, 
jak w zdrowem ciele myśl zdrowa. A/ens sana in cor,,01'e sali o. Przestrzegam te- 
go, I Illewll'le mnie obchodzi, Iż mnie dlatego dziwakiem zowią. 
- Tak jak pljllCY, dodał Potocki, nazJwaj" \('11'0 partaCZł'ID, który z nimi 
z koM kIelicha duszklt'm nie spełni, nieraz już tę obelgę odniosłem. 
- Wszaki.e, rzekł lIIarllszewicz, najlatwiejhy b)"ło, aby Ilotrawa nie szkodziła 
zdrowiu, jeżeli od tego zależy, zyskać pozwolenie lekarza, I w tem się do naszego 
Eskulapa odwołuję. 
- Napróżno go zaczepiacie, zawołał król, wszal{ wiecie Iż jedząc, rozmowy 
nie cierpi. 
- Tak jest, odezwał się BekleI' , kiedy jem to nic gadam, najadłszy się ka- 
żdemu odpowiem. 
_ Stęplwwsl\l wojewoda (przemówił Naruszewicz), aby był pewniejszy zdro- 
wia, rllz('JI] z sobą lekarza upajał. 
- Gdy Bekler nic nie odpowiadał, Piramowicz śmlllł się, a Trembecki nie- 
cierpliwy, coś niby szelltał, przedmiot rozmowy odmienił się, I SI{Ollczył się obiad. 
We czwartek nash:pny przynosi Trembecki pallier I oddaje królowi mówiąc: 
oto jnrt Najjaśniejar,y Pltn;ealOltmiuek 1:dl"OUwch i nier,drOl()uch pokarmów, któ - 
re w skutku dziś t)'godnlowćj rozmowy splsi1łelll, a powaga znawcy I strażnil.a 
zdrowia W. K. l\Ioścl (Beklera), do I.tón'j się tu udwoływano, spis tcn z/ltwlerdzlła.
>>>
14H 


l'OKAHMY ZlHtOWI:. 


Cibula, czo.mek, pm'!I, które jalw pomocne zdrowiu, I najslmtecznll
j je 011 
.. zepsucia chroulące, we l
zcl I)rawle boskiej Eglpcyanle mieli, a klórych żałowali 
żydzi wychodząc z kh niewoli. 
,J/irso wołowe, l'll'h;cl', baraniI', I z Innych zwlrrząt okryf}'ch slerśl:h\ b)'le nie 
-szczecią, tUli zleż Illerzastego zl
mnl'go drobiu, co chodzi lub lata, z uwagą, Iż mło- 
tle, niżeli !otare, gotowane, nlżl'li I'Il'czOlw jl'st slrawnil'jsze. 
C/tltJb dobrze W} Illeczony, b} II' nie 1'l"IIsto z ('leca, bi\dź żytny, bi\i1ź pszenny, 
zdrow}m jl'st l,okaJ"Jnel/1. NI'I,tórzy utrzymują ztJanle dogodne ską(lcom, że l
llh'b 
zczerstwlały I wyschły zdrowszy jest, od jednotJziennego, ale Spalmtf.ulIi dOWltidł, 
że skórka nic jest od środka strawnll'j'izą. I.l'llszy zaś j!'st zawsze. bo zdrowsz)', 
chleb polski, niżeli francllzkl; bo do francuzkle
o ,,"'karze soli mieszać nie zwykli. 
Al/i/w jest bardzo zdrowe, ale prosto od krowy, nie zaś już kwasem zepsu- 
te, albo psuć się zaczymljące, tojest śmIetana, I śmietanka: ale jednę ł drugą, mier- 
nie użytą od nlezdro\\'}'ch \yyb\czyć można. 
Jaja do plćrwszego rZI:du łillwych do strawienia pol,armó", należą, ale świeże 
I mlekkle. 
J,lrzJlnJ/ i OlOOl'e by'le dojl'załe, tojest przysllOsoblone z przymdzenla do slra- 
wiellia łatwe
o. Jl'żeli człowiek nie jest mięsożernym zwlerzl'llI, te miały być je- 
dynym IlOżywicIIlem jl'go. S'ł'p;nak bez IlrzYlllleszkl chwastu; szparagi raczćj z so- 
lą, niżeli z maslt'm, I bez zbytku, łillwość stl'awlenla zalecił. 
Km/ze: z jęczmienia, hrcczll, owsa, szczególlliej wyglItowane ,z nich kleje, 
przY(lrawlolle solą, do zdrowyeh (lOkm'mów nalt'żą. 
Okonia, IJ"Ondacza. i miętusil mięso jl
st zdrowe, od ocIu t}'lIw I ,winił może 
nabfl\ć twanlośd (I). Ży-dowskl zaś Sl,osób r)'b gotowania je
t najzdruwsz)'. 
Piroo p1'Oste, i jako IUllllij jest zdrowe I poiywne; I gutowane leż, jakirgo 
prZlldlwwle nasi za I"Ilnlle Jadło uż}"wall, lepsze jest pewnie ot! berbaty I I,awy, 
którym miejsca ustą(,lć musiało. 
Barszc'/, tćż, byle nic Hust}', sam z siebie jl'st poslln)"lII, t zt!row}'m, rówIIle 
jalw ł ŻUl" owsiany, z w)"m}'śhly'ch stołów w}'pędwny: że jest zdl'ow}', dowodzi siła, 
Ityżość, I cera rumiana góralów nasz}'ch, którzy najwięcej klslell'm I chll:bem ow- 
slall)"m się żywią. 
Sir, zwłaszczA stm'y, nnkształt pl'zelcllskl jedzony, strawności pomaga. 
. Cukier jest najpomocnlł'jf;zą do tl'awlenla pomocą, ułatwia rozrabianie się po- 
karmów w soku żołądkowym: jest jedneIII Z lel,al'stw najbaniziej wzmacnlając}'cb. 
Osoby słllbe ł starr. IIIleszaćby go do każdego pokarmu I lIalloju powinny. 
Sól, jl
st lu'zlIlrawą IIl1jl,olrz('bnlrjszą, wzbudza czynno
ć żołądka, doll:lje Sllla- 
ku potrawom, I z soklellJ tl'i1wiąc}'m je rozpuszcza. 


l'OKAIUIY NmZlHtOWI:. 


. Wiepril. .'hrinill, prosIę, z cllłą swoją szkarildną rollzlmi. liii, domowego wy- 
chowania, Jilko I d7.lką. Ustawy heIJrajcz}'ków, pollcz}"wszy tcn ród ndczelule w po- 
czet nlecz}'stegu z\\'iel'l.a, słusznie bil rdzo uż}'cla im go w pol\lmnl
 zakazał}'. 


(I) Trcmbcki lu zRdnjo kl81118tWO ,taWl1emu nnszycb ojców pl':ysl.nviu: 
,,1'o,t pi,
e.1 "i'"lIn milce.."
>>>
UH 


tir.'d, kf,
':.ki i ia'le Ilo:lobne WOIIII07.II'lIIne stwOI'zeni:ł. równie 1,llIgaweKo W}'- 
ChOWII, jak świnia. Jnd.'Jcr.e mięso uie tuk łatwo rozl,uszcza sIę w soliD żołądko- 
w}m. a parrie jeszeze trudulejsle 110 strawienia. 
. Tłlls/ości wszelkie, jal(iegożl\Olwlek mialla są, do najnIestrawniejszych rzeczy 
należą. 
lViedojrzale OWOCl', nowlnld wszelkIe, jukożlwlwlek łakotne, są trucIzną, któ- 
"a 1'0117.1 ograżkl, zimnice (f'-'bry) trudne do IlOzb}'cla, I wIelkIe zabUl'zenla w żo- 
lildkach zwłaszcLa slab}ch sl,rawllje. Owoce wszystkIe są rozwalniające mnlrj IlIb 
więn'j. Zbytec7.lIe Ich ui.ywanle, nie jest bez nlebezl'ieczclistwa. Poziomki I porze- 
c7.J(i są najzdrowsze. SI.órkl owoców pestkow}ch, trudne s1\ do strawIenia. 
Ciasla z wieloścIą przypraw I zal,alclI, prz}datnt'go chyba I(slęgowi:lzom. IIle- 
godzIwe są; trm szkodliwsze, że łal\Ome dIn dobrego smalm, ph:IHlego I.ształ. 
In. I ozdohllego nazwiska. 
G"
lI/J.'1 1r.\'
elkie, z cał.'m swojrllJ jedllorodnrm pokrewielistwem, do jalde- 

o:'liIIl\\"h'l{ imienia IIall'żą, nie w}li\czaj1\c nawet trunów, szamilionów 1 rydzów. 
WSZy,tt"I', s:\ owocem zgnilizn}' (I). 
Owoce olc
inc', jako migilały, orzechy wszl'lkle, kasztany I t. d. nIe tal( ła- 
two tmwlć się dają. Dośwladcz)'ł Spalanzanl, że pogryzione nawet rodz}nkl, dwa 
dni w żuł:\llIm nlestrawiune h'żały. 
Zup zwłaszcza gor:\c}'ch IIle poc!lwalam: jmla sIę ich wlęcl'j jak Irlll)'ch po- 
traw, 110 zwy(
zaj jl' I'irrwsze głodnemn stawIa, bez potrzebnego rozrobił'nla do 
1(lszek III'I:dku l,rzechodz1\., Wszal( I wielość llilpOjU strawności jest sZkudli\\'I\. _ 
"'r tlli1ł .'1 wsz}'sll(le, slllolle mięsa -I jarz)'n}', dla zachowania dłuższł'go, trudlll'j 
do strawll'lIia twardości 11:1 II lI'ra.i 1\. 
Jll.ql.'1 zostawmy Tatarom, ulubioną Ich są strawą. J,atajl\c}'m dzll'ri cały lIa 
1(OIIIu szlwdzlć nIe mogły (2). .. 
R.IIb,/1 Im wlęl(sze, Im starszł', t.'m mnirj są zdrowł', młode zaś jeść nlewartp. 
l\al,1 st:u'e IIle do strawielIla, IIle do jedzenia, są młude. RJb solon}'ch mięso twar- 
tlllll'jr, I z trndrwści:l się tr"wi. Slnwowe trż f błotne IIle strawnlł'jsze są od t)"I'II, 
((hire sIę \\' wOlIach czy,1,vch. I bIeżących IIOł:m'lają: tudzIeż zaraz IHI ułowieniu IIle 
są zdrowsze, niżeli dłllżrj trzJlllaJlI'. 1\1 OI.S 1(1 e, które suszone lub solone lIilln l'rz}'- 
woź:\, zdruwe b}ć nie lIIugą. 
0..,11'.lIUi, ślimaki, ślrtlzle b)łyby. zdrowe, gdy są śwIeże, ale jedlle z prz}'- 
cZJIIY "rzypraw, dmgle gd)' są solollC , a tćm bardzirj wędzone, łlltwuść strawności 
utracają. 
Jajtl twardo gotowane, furmańska potrawa, dla żadnego żołądku strawneml 
nIc są. 
Knpu,\'la I(\\'aszolla Iblgus, 110 kann prnwdzlwie hultajów; du strawlcllia ła- 
twe być nie mogą; trudniejsza zaś jl
st biała I zielona, Illżeli czerwona, a głą- 
bie niżeli liście. 
Groch.lJ: boby, soczewice, i młode lelI strqczld, IIczlĆ sIę do zdl'OwJcb IIle 
mog:l. 
(Czasopism naukowy l(slęgozbiol'U Imienia O.5solińskich t 828 r. IV, p. 71). 


.. 


( I) :Miechowcz,-k nasz mawiał o grzybach: Gdy uajw,'bol'llil;j b
dą przyprawione, oajlepi6j j6st 
za płot je wyrzucić. Żadnego lekarstwa dla swej zlości przyrodzon6j nie cierpi,.. Mard.. U
dcilO o przy- 
rodzeni.. ziul. 
(') Gdy Tatarzy Podola polskiego ('nnami ",'Ii,' zamiast placy poboru, 1'0 oSlIIaku jllgiel z rQIi 
z
ypP"RI; im l'odolnki musieli.
>>>
150 


II. 


Poezye Trembecldego wyszły po raz pierwszy j 806 roku w Lipsku (rzeczy- 
wiście w Wilnie u Zftwadzklego) we dwóch tomikach w 12-ce, z wielu błędami. 
Oprócz bajek I drobnych wierszy, są tu poezye większego rozmiaru, jak powqr.ki, 
POlanka, I 8.1/11 marnotl'QlfJn.l/, komedY:ł. Oddzll
lnie drukowana ZO/iówka czyli 
opis ogrodu St;cr.ęsnego POlockiego tegoż rolm I z firmą Lipską, a rzeczywiście 
w Wilnie wydana. 
Poprzednio, pojed}'nczo wiersze jego, szcz('gólnh
j leż, pisane do cllwilowych 
okollczlloścl, luh z Ilolecenla Stanisława Augusta, drulcowane jalco broszury wycho- 
dziły. Zawsze prawie bezimiennie. lub pod cudzem Imieniem. 
Sam Trembecki, gdy jeszcze przebywał w Warszawie jako szambelan, przy- 
boczny towarzysz króla. wyllał w}bome naśladowanie Iwmedyl z Woltera, S}'n mar- 
notraWII}', pod następnym nalllsem: 
,,8.'1'1 mal'notl'aton.'I, komed!la w 5 aktach wiel'siłem prr.eslfJsowana, pN':e!6 
jegomość pana LudrDika At;arycr.a, dW01'zanina Rady nieustajqcij. W Wa,'- 
sfiawie u Grella 1780 r. 8-1'0. 
W pismach peryodycznych, wydob}'te z r
koplsmów, rÓŻne ogłaszano wIersze 
Trembeckiego: I dwa wydania w Wilnie poezyl jego ogłoszono. 
W roku 1828 we Wro£'ławlll wydano we, dwóch tomach w el-cI'. 
"Dzieła poet.'l/cr.ne S, Trembeckiego. 
Najznpełnipjszy zbiór w}'szedł w WilnIe 1836 we dwóch tomach p. n.: 
"Poer.,'l/e S. Trembeckiego. r. popiersiem autm'a według rysunku wiedeli- 
akiego : w,'Iaanie cr.rcarte pOlfJraWne i powiększone, I dOdaniem objalinieli do 
Zo/iówki." 
Przekład Zonówkl na jęz}'k francuzki, w przepysznem w}'danlu, z wIdokami 
tego ogl"lJdll, z wlzerukaml Trembeckiego I tłulllacza, wyszedł w Wiedniu p. p,: 
"Sophiowkapoeme polonuis, pat. Stanis/as TrembeckI." 
Traduit I'n vera Franrais pal' /e Cumte de Lflgarde membre de facadi- 
mie de Nap/es. J'ienne de L'/rnprimerie D. Antoine Strauss 1815. 4-10 major 
str. j 06. 
Tłumacz podjął tę pracę, nie dla poematu TrembecIcIego, ale dla właścicielki 
Ilh:knego ogrodu, hrabiny PotocklPj. 
Równocześnie z czwartą efllC}'ą wllf'ńsl'}l, w tymie roku w Lipsku n Bl'elt- 
kopra I Haertela, w zblOl'ze "Biblioteka kiesł-.onkowa "'/assykórfJ polllkick" wy- 
szły poezye Stanisława Trembeckif'go (z poplcl'slem autora) 1836, w dwóch to- 
mlł{acl! w 16-ce. 


III, 


lIenryk Rzewuski; autor jednl'go z najplęknle,jsz) cli romansów blstorycznych 
pol
klch, Listopada, wprowadził na scenę w gabinecie króla Stanisława, ł naszego 
Iloeh... Ciekawego cZltl'lulka, który lIragnie poznać jaką dał tam rolę Trembf'ckle- 
JOU ){zewuski, odsyłalllY du tUIIIU III rozdziału HI p. II.: Kl'Ó/ SIanisław AUgWlt. 
Wydanie redaktora T}'godnika, W S, Petersburgu. 18-16 r.
>>>
f - 


;Oh 
.. . "," 


.. 
. . 
 -"- "- 


- 
'{'I", 


.' 
" ' 


. .:
\.: .. 



 ... . . 


"- 
.._.:' 
I; .' 
 
ł- :
_ 


.'Y'
 
 "'j
"!
'. 


,- 'r"l 



\.. .....,
.'ft..,:.', 


. i. 


. ". 
" 


.... . 
", 
1{
.: . 


,,-,. 


 . 


,.,' '.. 


. . "\. 


. 
'- 


" 


,.:J 


/ , 


.",,
 

.'( 

 



Ph 
.q,
 



]]CIDIIDCIDrn. Il\}EIB1BJlIBi O 


----------
>>>
,/ 


\ 
I 


- 


TEODOR KERNER. 


Gdybym nie dzielil tryumfów powrotu, 
Nie placzcie mnie, :oazdrojćcie rac:ej szcz,:
cia ; 
Do co na lirze mojej wam nucilem, 
To dziainj swobodnym mieczem wywalczylem. 


o najznakomitl'zych zjawisk poetycznych, z nowszych cza- 
sów w Niemczech należy nieznprzeczenie Teodor Kerner. Nie- 
długo dźwięczały struny jego [iryj, gdyż na orę.t ją zamienił; 
nIe mu niczem niezatarte, powszechne i najwyższe zjednały 
współczucie i uwielbienie. Ów 
npał niezrównany do wszystkiego 
co jest pięknem i wielkiem, ts wrząca miłość ojczyzny i gorąca 
żądza wybawienia jej zpod jarzma Francuzów, silny w każdem 
czującćm sercu odgłos znalazły. 
Wszędzie, nietylko na ziemi swojej, lecz i w Anglii, Francyi, 
Szwecyi, szeroko głoszono sławę młodego wieszcza; wl:1zakżeż i nam. 
imię jego nie jest obcem, a Bilniij jeszcze oddźwięczyłoby się w ser- 
cach naszych, gdybyśmy go bliżćj znali. Niestety, małą tylko czą- 
stkę pieśni Kernera mamy dotąd w polskim przckładzie; a i1eżto tam 
czucia, ile myśli ognistych, i mówiących do duszy! 
Utwory Kernera. cechuje wdzi
k zupełnie jemu tylko właściwy, bo 
w nich umiał męzką. siłę, z niezwykłą. słodyczą poł:!czyć, tkliwość i to cię- 
plo kochającego sercn, które ogół umiłowało: najkorniejsze uczczenie świę- 
tości wieje ożywczo. w pieniach jego, bo on \V religii najwyższą. uWł\żał 
pocieszycielkę. Cześć religijna odbrzmiewa we wBzystkich utworach jl'gO, 
a mianowicie też w Geistliche Sonnette. 
Toodor Kerner urodził się w Dreznie r. 1791, z ojca, który w wy- 
sokim stopniu szacunek współobywateli posiadał, który się zawsze jako mąż 
pragnący POwszechnego dobra odznaczał; i z matki, będącej ozdobą płci 
swojej, wykształconej, wyższych pojęć i uczuć. 


-
>>>
152 


Dziecię w pierwszych latach swoich slabcgo zdrowia i wątłe, wielu 
trosk, kochają
ych go rodziców hylo powodcm. Ztąd i większą dnia po- 
łowę dozwalano mu na wolni'm spędzić powi{'tl'Z\J, to w ogrodzie, to na 
winnicy, w piękni'j okolicy Drezna.. A już wtedy umysł chlopczyny nie- 
ba sięgał, kt('Il.e mu się tak piqknem, jasnćm i urocze m przed8tawiało, 
i mlodziuchną duszą wiclhił czary stworzenia wokoło, cudne kwi:ttki stu- 
barwne, wspaniałe drzewa zielone, i my.
li je
o jak motylki bujały, i marze. 
nia rodziły się w główce dzicięcćj, jak pączki kwiecia. z którego potem mło- 
dzieniec gdy się pączki rozwiły, pi
łmy wicni('c na ołtarzu ojczyzny swojij 
złożył. . 
\V domu rodziców, którzy mu tak rzadkim jaśnieli wzorem, bawiła cio. 
tka, znakomita artystka, dowcipm\ i rOZl\lnnl1, niekie1ły złośliwa i sarłmsty' 
czna, pociągająca rozmową swoją, a ztćmW8ZY8tkiem wyLorncgo serca i nie- 
pospolitego charakteru. Xadto siostra Teudom, Emma, o trzy lata od nie- 
go starsza. )leJna godności niewieścićj, zdoln:1, wykształcona, posiadaj;!cl\ 
w wysokim stopniu muzykę i malal"8two. Przt;jęta głęhoką boleścią na widok 
hańbiącego uciemiężenia. jakićm Francya Niemcy przygniotła; marzycielka . 
przeczuwaj:!ea los świetniejszy ukochanych Niemiec, miłują.ca brata całem 
sercem. Nakoniec uzupclnila jeszcze to koło, młoda jćj przyjaei(;lka. isto. 
ta miła, wesoła, i śpiewająca jak anioł. Nie miałoż więc tak dobrane gro- 
no silnie i zbawiennie, na wrażliwy umysł chłopca-poety wpłynąć? 
Prócz tcgo otaczał rodzinę Kerncm zawsze wybór nnjznakomitszych 
ludzi. ml,;żów stanu, art)'stów i uczonych, Ojciec jl'go żył w ścisł6j przy- 
jaźni z SzyllerellI, żył z Goethem, a duil"ki pocta Oehlcns('hlaeg-cr częstym 
w domu jcgo był gościem. \V szystko wił.)c sprzyjało rozwinięciu si
 nic- 
pospolitydl zdolności Teodora. . 
Nauki w wi
kl!zej części pobierał w domu: najcclniejsi professorowie, byli 
jego nauczycielami; nic przychodzily mu jednakże z łatwością. lccz gdy się 
jakicmu oudał przedmiotowi, to go zglęLił aż do dna. SzczegtJlllipj zajęlo stu. 
dyum dziejów, ł.isttlryi Iwturalncj, i matematyki. l\Iial takie i wielki talent do mu- 
zyki, obiecywał dużo na skrzypcach, alc je p,;źnićj zarzucił czuj:!C niezwy. 
kły poci:!g do gitary; bo z cyb"ą. w l'tJku, przeuosił się w poetyczne czasy 
trubadllł'ów. Poezya przedewszystkićm jego Lyl:i bożyszczem; fi nl1.juwiclbiail' 
szemi I'rzed8tawi(
iclami tej córy niebios, SzyBer i Goethe. Pierwsze utwory 
jego. były to lekkiej, wesolćj, ;, nawet i dowcipnej b'eści pioscnki. 
'V roku 11)08 udał się Tcollol. KC1"11cr na almdemią gÓ1"11iczą, do Frej- 
bergn, gdzie przez dwa lata zOl!tawał. W czasie luta pierwszcgo roku, odbył 
 
picl'wszą. naukową. podróż w górach szl:!zkich i Luzacyi.. Piękność przyrodze- 
nia okolic szl:!zkich. wielkie na nim wywarła. wrażenie, i odtąd poezye jego 
więcej poważny i glęboki poczęły pI"zyhierać charakter. 
'\V roku 1810 po skończonym kursie naul,owym w Frejbergu wydał 
pierwsze poezye swoje p. n. [(lIo,
pen.. Bawił czas jakiś w Lip8ku, nastł.)pnic 
w Berlinie, a w sierpniu 1811 roku przybył do Wiednia, polecony przcz; ojca
>>>
I, 


. 


.. 


153 


swojego, posłowi pruskiemu przy dworze austryaekim, "\Vilchclmowi Hum- 
boldt, z którym ojciec jego w przyjaznych był stosunkach. 
Tutaj powziął zamiar napisania Tragedyi: KOllrad!fTl. Lecz nie d?- 
piął. tego napotkawszy zbyt wiele przeszkód, ile że życzeniem jego bylo 
napl8ać ją dla sceny. Pierwsze jego teatrJ,Ine próby, były dwie małe na' 
dcl' ładne komedyjki w alexandrynach: Die Brant i Der grunt. Domino 
z wiclkiem upodobaniem przyjęte. Fraszka Der Naclltwaclltł!r także wielkie 
miała powodzenie. Następnie ukazał się dramat w trzech aktach: Toni 
do którego wziął treść z powieści Klejsta; równocześnie z tymże tragedya 
Die Sitlme; a nieco później ZrillY. Publiczność przyjęła przedstawienie 
owego Leonidasa \\? ęgier z zapałem, wywolano nawet autora, co w Wiedniu 
2;upełnie niezwyczajną. było rzeczą, \V tym czasie ucieszył go i pochwalny sąd 
Goetego, za którego pośrednictwem Die Brant, Der grUne Domino, i Die Silhne 
w "\Vejmarze, z wielką starannością i upodobaniem przed8tawione zostaly. 
Po Zriny'm wydał dr::l.IIlf\t: Hedwig i tragedyę, R08amunde i JOSeplł /Ji!i- 
dericlt; do pierwszej wziął treść z historyi angielskiej, do drugiej z rzeczy- 
wistego zdarzenia. Napisał jeszcze trzy małe komedyjki: Der Vetter aU8 Bre- 
men, Der JVaclltmei8ter, Die Gutoernante; opery: Die Bergknuppen, /Ja8 Fi- 
8cliermlidcllen, Der nerjiiltri:Je P08ten, i różne pomniejsze poczye. To wszystko 
stworzył w ciągu 15 miesięcy, co dowodzi nadzwyczajnej łatwości wierszo- 
wania i fantazyi. 
Skutkiem uwielbienia jakie mu te utwory zjednały, a mianowicie też 
Zriny, został mianowany nadwornym dramatycznym poetą: dochody z tej 
posady starczyły mu dostatecznie na wygodne utrzymanie. W tym czasie 
zajaśniało młodemu dramaturgowi i najwyższe szczęscie ziemskie: pokochał 
istotę bogatą pięknością duszy i w powaby ciala, która młodziana, jakoby anioł 
opiekuńczy, strzegła od zdrożności i zepsucia Btolicy. Rodzice pobłogosła- 
wili wyborowi jego, i już oznaczono chwilę szczęśliwą, w której połączenie 
kochanków nastąpić miało; gdy rok 1813 dla Niemców zaświtał, a z nim po- 
społu i zaranie swobody; bo w narodzie duch odżył, i wzdrygnął się, że 
tak długo narzucone jarzmo francuzkie dźwigał. Szeroko i daleko rozległ się 
odgłos powstania narodowego. 
"Niemcy powstają" nllpisal Teodor do OjCR; "sztuka moja tęskni za oj- 
czyzną swoją, abym jej godnym został wyznawcQ; teraz kiedym poznał, jak 
wicJka szczęśliwość może być udziałem naszym w tern życiu; teraz kiedy mi 
wszystkie gwiazdy moje, tak czarownym z:Jjaśnialy blaskiem, ternz, przysię- 
gam na Boga, nnjczystsze owłndło mnie uczucie; przekonanie niczem nie- 
zwalczone, że żadna ofiara nie jC'it zbyt wielką dla najwyższego dobra, dla 
swobody swojego ludu. Wielkie epoki wymagają serc wi
lkich, i 
zuj:}c 
w sobie dość siły, że potł-afiQ być odlamem aknly, w tej wielkiej zatoce ludów, 

icgnę . \V wir wałów spienionych, by im naprzeciw pierś ognistą wystawić. 
Ze życIe moje narażę, mniejsza. tam o to, ale że je oddaje; umajone ,,"szyst- 
kicmi kwiatami milości, przyjaźni j szczęścia, że rzucam błogie przekonanie, 
20
>>>
154 


ił wam tadncgo niepokoju i obawy nie sprawiam, oto jest ofiara godna. tyl- 
ko tak wielkiego celu j nagrody." 
I ojciec jego dzielił święty zapał syna, i pragnął gorąco by kraj jego 
zrzucił jarzmo francuzkie. A matka płacząc pobłogosławiła drżącą dłonią 
chlubnym zamiarom ukochanego dziecka. 
Piętnastego marca. 1813 r" pożegnał Teodor Kerner Wiedeń, przybył 
do \Yrocławia, j zaciągnął sili! do korpusu, nowo utworzonego przez majora 
Lutrow Łuk sławnego później. 
Poświęcenie tegoż nastąpiło w wiejskim kościołku, niedaleko miasteczka 
ZuLten. Kerner w listach swoich tak o tern wspomina: 
. "Po odśpiewaniu pieśni (która była utworu jego) miał ksiądz do nas mo- 
wę, przejmującą do głębi duszy i pełną. siły, Żadne oko suche m nie pozo- 
stało; potem kazal nam przysięgli! wykonać, że dła dobra ludzkości, ojczyzny 
j religii, ani krwi, ani też żadnego dobra szczędzić nie będziemy. Przysię- 
gliśmy. I on upadł 111\ kolana i modlił się O błogosławieństwo dla idących 
do boju. Przysięgam na wszechmocność Doga, że to była. chwila, w której 
pierś każda namaszczeniem śmierci zawrzała, gdzie wszystkie seroa bodmter- 
I!ko uderzały." 
Kiłka pieśni wojennych napisał w owych chwilach pełnych uniesień 
z gorej:!cego serca, młodego wieszcza, które po większej części zdobią zbiór 
poezyj jego: Leyer und Scltloert. 
W maju został Kerner adjutantem Lutrowa. którego korpus wszędzie 
gdziekolwiek był czynnym niezwykłem odznaczat się męztwem. 
Natltąpilo zawieszenie broni: Lutrow w Plauen tEJ wiadomość odebrał, 
którą jako urzędową mógł uważać. A nie napotykając nigdzie żadnych prze- 
szkód, cbciał się z piechotą oddziału swojego połączyć. Bez najmniejszej za- 
wady przybył szosą do wioski Kissen pod Lipskiem, gdy na raz jeden uj- 
rzał się przeważną siłą nieprzyjaci6ł otoczonym. Wysłał Kernera po wiado- 
mość roby to znaczyło; cięcie pałasza powaliło tegoż w drodze, i wśród po- 
mroki wieczornej rozpoczął się pomiędzy obydwiema stronami bój krwawy. 
Po raz drugi jeszcze upndł Kerner ciężko raniony. lecz po chwili zaraz 
znowu powstał, i wierny koń jego uniósł go w gęstwinę lasu. Zdążający za 
nim wspóltowarzysz zawiązywał mn właśnie rany, gdy ujrzał ścigający ich 
nowy oddział nieprzyjaciclski. 
- Czwarty szwadron, naprzód! krzyknął Kerner z niezwykłą. przytomno- 
ścią umysłu. 
Oddział nieprzyjacielski się zatrzymał, a Kerner zdołnł się schronić 
w głąb lasu. 
Dól z ran odebranych począł mu mocno dokuczać; siły go odstępowały. 
j gorączka z każdą wzmagała się chwilą; już niemal ostatnia ocalenia się 
zniknęła mu nadziejno U snął z wysilenia, 8 gay się obudził nad ranem, uj- 
rzał przed sobą dwóch wieśniaków, któtzy mu swoję ofiarowali pomoc. Orze- 
źwili )Iosilnym pokarmem, a potem zaprowadzili wycieńczonl'go strasznym 
krwi upływem, mnnowcami do wsi poLlizkiej Gr08s-Zuchocher. 


. 


J 


..
>>>
-ł-
 


I . 

 


r 


I 


155 


Niezły chirurg wiejski opatrzył tu rany jego, a poczciwi wieśniacy oto- 
czyli go staraniem, i nie znalazł się zdrajca pomiędzy nimi, któryby go nie- 
przyjacielowi wydał, chociaż Francuzi śledzili oficcra z korpusem Lutrowa, 
o którym wiedzieli, że ma kassę pułkową. przy sobie. Ani groźby, ani obie- 
tnica nie trafiły do serc poczciwyc,h. 
Z tego ukrycia, nRpisał Kerner do jednego z przyjaciół swoich \V Lipsku 
Lipsk był wtenczas w ręku Francuzów, i ukrywanie Lutrowskiego oficera, 
mogło surową za sobą pociągnąć karę. Lecz nic zrażało to przyjaciół jego; 
jeden z nich miał ogród, do którego z Gr081J Zucl&ocher albo wodą, albo tćż 
malo zwiedzaną można hyło dostuć się ścieszką. Korzystano z tćj okolicz- 
ności i przewieziono Kernera do miasta. Kassa z nim razem ocalała i zwró- 
cono ją korpusowi po bitwie pod Lipskiem. 
Pomoc biegłego chirurga i troskliwość przyjaciół przywróciły mu tak 
llalece siły, że po dniach pięciu już był w stanie Lipsk 
puścić. Udał się do 
Karlsbadu. ale w drodze niezagojone rany pootwierały się na nowo, i musiał 
przez dwa tygodnie w domu pani Recke )JOzostać, która chorego z całą 
pieczołowitością matki doglądała. Z Karlsbadu pojechał do Berlina, by po 
skończonym rozejmie, znowu na dawnicjszem stanąć miejscu. 
Siedmnastego sierpnia rozpoczęły się kroki nicprzyjacielskie, i odtąd jut 
oddział Lutrowa codzielInie niemal był w ogniu. 
Dwudziestego szóstego sierpnia nad rankiem napisał Kerner w dzien- 
niku swoim ostatnią pieśń: Das Schwe'I'Jlied, a w kilka godzin późnićj był 
wekr6ś przeszyty kulą francuzką, Pomoc ludzka było. daremną. 
Ciało jego pochowano pod rozłożystym dębem nazwanym odtąd Ker- 
nera Eiche (dąb Kernera) nade. drogą pomiędzy Liibelów i Dreikrnp;', z wszel- 
kiemi oznakami cześci wojskowej- 
Miejsce to wraz z małym obwodem darował książę Melclemburg-Szwe- 
rin, ojcu poległep;o wieszcza, otoczono je murem, a grób jego oznacza po- 
mnik z żela
a. Obok niego złożono i zwłoki kochającej go siostry Emmy, 
która trawiona głęboką boleścią, po stracie tyle jej drogiego brata, wkrót- 
ce za nim pospieszyła, zdążywszy zaledwie przenieść rysy jego na pł6tno, 
i odrysować miejsce gdzie leży. W r. ł831 pochowano pod dębem Ker- 
nera i ojca obok ukochanych dzieci. 
Żałość współtowarzyszy Kemera, jasno mówiła ile społeczność z zgo- 
nem wielbionego straciła śpiewaka. Jeden z nich nazwiskiem Bór
nchor8t 
który najllilniej tę stratę uczuł, stał w kilka dni później na. stanowi tiku 
bar(1zo niebczpiecznem. i rzucając. się z całym ogniem entuzyasty w bój 
krwawy, zawołał: "Twoim torem spieszę Kernerzel" i padł odrf\zu kilką. 
przeszyty kulami. 
. Król Ludwik bawarski, ówczesny jeszcze nast.ępca tronu, napisa.ł wiersz na. 
śmierć Kernera, jako też tłumaczenie pieśni jego: Nachruf an Teodor KOCl'ner. 
W r.1824 wyszło w Glazgowie pisemko p. n : On tlte life and Writir1gs aj Charles Theo- 
dor Kotrner. A w r. 1827 wyszły w pięknem wydaniu dwa tomy: Thclife aj Cart 
Theodor Koerne'l', written by his Father, With aelcctior1s aj 1li8 poem8, tales dan
>>>
1,')0 


tlramt!8 By G. F. Ricl'ard8on. Niektóre z poezyj jego są w angieJsldm 
przekładzie, w dodatku umieszczone. A przekład wiersza: Die Wande bre- 
nut AJg deep wound burnB wydrukowaI;lo \V amerykańskiem piśmie czasowem: 
Rhode-Island GazettC', 16 listopada 1827. 
Ale nietylko Anglicy, którzy pospołu z powstającemi Niemcami w je- 
dntj walczyli sprawie, lecz i Francya uczciła pamięć giermańskiego wieszczII. 
W Journal deB Debata umieszczono 21 stycznia 1830 roku znamienitej wart
- 
ści artykuł o historyi restauracyi Lacrettelle'a, w którym wspomniano o Ker- 
nerze i powiltaniu Niemców w roku 1813, na które on szczególnićj wpłynął. 
.. Przytoczymy tu mały ustęp. 
"Miłość ojczyzny i entuzynzm podniosły gicniusz Kernera; nie byłto 
Tyrteusz gabinctowy. który przy kominkowym ogniu tworzy swoje piosen- 
Id wojenne, ale żołnierz ochotnik w strzelcach czarnych, z podniesioną w gó- 
rę szablą i strzelbą na plecach. Stanął on w sz
regu by ocalić kraj swój 
i ukarać oiemięzców, poeta i żołnierz, którego gieniusz i odwaga. zapalały 
się przy ogniu bojowym. Wszystko dla niego było poezyą: płomyk z muszkietu, 
to pierwsza iskierka wolności Niemiec, krew, która zrumieniła pola, to pur- 
pura jutrzenki, jutrzenki niemieckiej wolności. Gdy był rannym i mniemał 
że już umiera, tę śmierć za ojczyznę ozdobiły nnjpiękniejsze obrazy i złu- 
dzenia: jego myśl ostatnią, tak jak i tę, która mu' towarzyszyła w pełni ży- 
cia, barwił urok poezyi germańskiej. Przed oczyma jego snuły się wdzię- 
czne widma, a jęki konających w melodyjne zamieniały się tony. To wszy- 
stko o czem śnił, co na dnie serca żyło, to wszystko miał oglądać i posia- 
dać na. zawsze; i owa cudność, którą całym żarem młodej ukochał duszy, 
której raz wolnośoi, to znowu miłości dawał miano, już się unoeiła przed 
nim, jakoby serafin jaśniejący światłością niebiańską. 
"Raz jeden jednakże zdawał się Kcrner ubolewać nad śmiercią, raz je- 
den nie wydawała mu się tak piękną i słodką. Znajdował się na stanowisku 
nad brzegami Elby, i posłyszał trąb odgłos i huk armat. Tamci stawali do 
boju, a on musiał spokojnie w miejscu pozostać: "jakby jaki celnik strzegący 
brzegów rzeki," i umrzM może niewinny, nie śmiercią chwały r "Ach! mam- 
tesz więc tak 'prozaicznie umierać? zawołał. Poezyo r o poezyo, prowadź mnie 
na pole bitwy, i zadaj śmierć wśród jasności dnia (I) I' 
I piękną wśród huku dział i bojowego ognia, i pełną poezyi była śmierć. 
Kernera, tak jak pięknem kwieciem, ubarwione m i poetycznem było życie 
jego. Szczęśliwy, otoczony kochającą go rodziną., wzajemnie kochany, uwień- 
czony koron:j. z bluszczu, 'poległ laurami okryty na polu chwały. widząc na- 
ród sw6j wyswobodzo nym zpod jarzma Francyi, jakoby zesłaniec nieba speł- 
nił święcie powołanie swoje na ziemi. 


(I) Niema11l'szystkie te mylili s, w'yj
te z poezyj Kernera.
>>>
-
>>>
r 



:
:f

 : 


..:p

... . 


) 


r 
'
':.;.I
' 


. 't. 


. , 


l' 


:, 


'\ ._.-. I 

.'. 


" t: , 
 , . , '" f,' "t';','. 

, 
?". :
;../o; 
",' . .


.:;
i/
'k.:\:;::." ,,:,: :' ł 
- 
T
;
:' I";"'
 't{"'" . 
";;','
;
:
'
t;,,:
,::, '. , ' 
"';"'" .....( .:I!łi
'" '., 
-:' . .- '.
: ,. ;!( . '.. ':;). ',: ' 
. .' -:s.
,,: \ 
;; "J\i" 


,"I(!I" 


. ',' 
" 


.
 ':'
-


: '\r. 

=.!,.tif::.,
:ł; . 
.... --o 


_:'!. . 
,
\. ' 


,.- 


"'I': 
 
 


:;i\1.. 
.l.
; 


- . 
 


h",' 
..: 


.{ "}'}JJ:"":ł- 
',' 


.... j. 


" 


, '. 
'\V , 
'. \ ! '
 \ t 
 
\ 
;. . 


.
I, 
, . 
11:
 


; " 
-.
' 



Qq,. 
11'#".; 


'"".. 


....... 

.
.", 
lo 


.&I11iZill\JJID
IR CIDillJ1(])W
L{IT o 


l
>>>
l. 


'ł'" 


.. 


. 


AI.JEXANDER ORŁOWSKI. 


. 


ziętość i sława bardzo często ulegaj/) dziwacznemu losowi; nic- 
raz się zdarza, że człowiek z talentem, młodość w pracy, a wiek 
dojrzały w pocie czoło. przepędza., a przecie nieznany, i jak- 
by szatą nicości pokryty, karmi się gorzką niedolą; gdy t,}'m- 
czasem inni stanąwszy u szczebla. zamożności, błogich używają 
dostatk6w, wpośród hołdów i wonnych kadzideł, któremi ich 
- zewsząd obdarzają. Do liczby tych szczęśliwych może być poli- 
- czonym znakomity i prawdziwie gienialny nasz artysta, przed 

 kilką laty zmarły w Petersburgu Alexander Orłowski. 
Jeżeli Sił ludzie, dla. których. przy desce grobowej są potrzebne 
,), godła wyższości, jeżeli są potrzebne woniejące panegiryki dlu nadania 

 świetności ciemnemu ich życiu: to dla Orłowskiego stałyby się one 
obrazą: prace jego artystyczne, i sława. utworami pędzla nabyta, wyższą jest 
nad wszyskie pochwalne mowy, zwykle garścią zlota okupione, trwalszą nad 
spiże i marmury, jakierni nad
ta próżność, po śmierci zwykła się przyodziewać. 
Mało oznajmiony ze szczeg6łami życia tego artysty, i kolejami losu 
jakie on przechodził, nie mogę zastanowić się nad temi okolicznościami, kt6- 
re niewątpliwie na wykształcenie jego taleotu, i skierowanic myśli. w obio- 
rze przedmiotów mocno wpływały, ale pozostawiam tym, co są lepiej z tern 
oświadomieni: ja zaś mając z nim osobistą znajomośt., i przez lat sześć po- 
bytu mojego w Petersburgu starannie ją utrzymując, miałem zrQczność 1rzypa- 
trzeć się wielu jego pracom, sposobowi zatrudniania się, i dlatego postanowiłem 
te słów kilka o jego talencie napisać, z objaśnieni cm krótkiem pojęcia jego 


[ 
[ 


.......
>>>
15R 


o sztuce, pomysłalch estetycznych. a razem o stanowisku jakie sobie obrał; 
albowiem bardzo często wspólnie z Ś. p. Wańkowiczem odwiedzał
m go, 
przepędzając chwile na rozmowie o malarstwie, i artystach. 
Ur;dził się Orłowski w Nieborowie w królestwie Polakiem, i Warszawa. 
kolebką była talentu tego znakomitego artysty: mówię znakomitego, sława. 
bowiem utworów jego, była głośniejszą od wielu innych współzawodników. 
Rossya, Niemcy, Franeya, grzmiały odgłosem pochwał, jl\Jiemi prawdziwi 
znawcy hojnie go obsypywali. Pierwsza jego młodość nie znała dostatków, 
ani b
ż błogiej opieki: biedni rodzice, zaledwo byli w stanie dać mu początkowe 
wychowanie i nauki. W bardzo młodym wieku, posłuszny losowi, i wrodzonej 
skłonności do rysunków, udał się do pracowni znakomitego podówczas ma- 
larza Norblina, i tam rysując wspólnie z RUBtemem, w bardzo krótkim czasie 
pokazał zarody wielkiego w przyszłości talentu, zjellnaJ szczególniejsze swe. 
go mistrza względy, i jako wzór pracowitości, oraz szybkich postępów, współ- 
towarzyszom, przez niego był ukazywanym. Zaledwo piętnastoletni młodzie- 
niec. niemający jeszcze ani potrzebnej rozwagi, ani poznania, niewinna ofiara 
uniesień, opuścił zacisze pracowni ulubionej sztuki, a zagrzany wypadkami na 
jakie duch czasu powiewał, dał się uwie
 powabom błyszczącego oręża. Po- 
spieszył między zbrojne hufce, i na polach bitwy postanowił szukać dla siebie 
wawrzynów sławy. Dziwnem jednak losu zrządzeniem, niedługo mu się udało 
pielęgnować w ręku swoie,h broń morderczą, a po kilku potyczkach, gdzie 
pokazał dowody nicpospolitej odwagi, i mężnej waleczności, ciężko pod Ze- 
grzem raniony, powrócił do Warszawy. 
Długi czas nieborak męczył się i cierpiał, długi czas leżał no. łożu, nim 
zagoił rany postrzałami zadane" i do zupełnego zdrowia nie przyszedł. Jak- 
kolwiek ś'.vietnemi są blizny, na polu walki zaciętej odniesione, jakkolwiek 
tryumf odwagi i męztwa zdobi człowieka, ochota jednak do stanu żołnierskie- 
go zupełnie w nim wygasła, i już do niego więcej nie powrócił, namiętne do 
sztuki przywiązanie, wzięło górę nad osobistą od wagą, i tryum£'1.mi, i pobu . 
dziło go do wytrwałości w pracy artystycznej, długiej wprawdzie i mozolnij, 
ale urokiem powabów, i .zuciem błogiej przyjemności, sowicie al'tyst
 wy- 
nagradzającej. 
Po tak smutnem doświadczeniu, doznawszy biedy i niewczasów, wytrzy' 
mawszy zuoje i trudy, niewygody i niedostatki, postanowił w zaciszu do. 
mowem na nowo si
 uczyć, aby kiedyś tworząc dziel a sztuki, mógł się stać 
korzystnym 'dla kraju, zjednać sobie dobre 
mię, a sławę dIn. ziomków. - Myśl 
tak piękna i chwalebna, mogąca się wywiązać, jedynie między temi, co w nie- 
doli i w zapasach przeciwnego losu, rodzą się i żyją, statecznie się go trzy- 
mała, Ni
małą to jest zaletą Orłowskiego, że 
yją.c w czasie największego ze- 
psucia jakie się objawiało w warstwach wyższego towarzystwa, kiedy nic- 
tylko zamożni bogacze, ale nawet piśmicnnictwu oddani, na hulance i biesia- 
dach czas przepędzali: on, mło
y co do wieku, ale dojrzaly w pojęciach, 
ze wzgardą przypatrywał się tej wyuzdanej swawoli, bo jak się uiżej poka- 


,
>>>
150 


, 


te, ostro chłostał swoją kredką, rozpasanych na bezprawia, i tych co w nie- 
rządzie, w bachusowych zapustach gnuśne 
ycie pędzili. 
Jednakże jako młody jeezcze, i do krotochwil temu wiekowi właściwych 
z przyrodzenia nawykły, dał się uwieść na czas krótki, chciał ubawić siebie 
i drugich, w sposób niewłaściwy plemieniu naszemu, a przez to w sprawie- 
dliwej u wszystkich ziomków pogardzie. Zjawił się podówczas na ulicach 
Warszawy jakiś kuglarz, włóczęga z Niemiec, z małpami, pieskami tańcują- 
(,'crni, z bębenkiem i fujarką, a chodząc z domu do domu na dziedzińcacb, 
lub na miejscach gdzie mu łatwićj było próżniaków i gapiów przywabić, sko- 
kami małp i piesków bawił tłuszczę. Postrzegł to Orłowski, i mając jeszcze 
głowę zbyt młodą, tak upodobał te zabawy, że za wspólnika do tych kro- 
tochwil niemieckich przyłączył się, a nawet miał odwagę wsiąść na osiełka, 
i z bębenkiem w ręku jeżdżąc po ulicach, pomagał uwagę ludu zwracać nn. 
te niemieckie komedye. Jak długo w tym błędzie zostawał, i tego Niemca 
był wspólnikiem, nie wiadomo, pewno jednak, że blizko roku, miał takie po- 
dług swojej myśli rozrywki i zapusty, i aż dopiero wtenczas kiedy go towa- 
rzysze, już namową, już wyśmiewaniem od tak niewłaściwej drogi, a nawet 
imię nasze krzywdzącej odprowadzili. 
Nie uważał Orłowski tego ustępu w życiu swojem za bardzo naganny, 
bo kilkakrotnie ołówkiem i piórkiem na papierze swój obraz, siebie na osioł- 
ku siedzącego z bęhenkiem skreślił, a że był wzrostu słusznego, dziwnie 
i śmiesznie wyglądał w tej postawie, Idedy mu nogi po ziemi eię wlokły. Jeden 
z takich własnoręcznych obrazów Orłow8kiego, niedawno widziałem w zbiorze 
znakomitego rysownika, i wielbiciela utworów pędzla. Dziwnem to jest zja- 
wiskiem dIn. badacza przyrodę miłującego, wniknć w tajemnice skłonności 
człowieka. Bo jeżeli przypuścimy, że Orłowski w młodości rannej osiero- 
cony nie mógł znaleźć w obcej osobie zacnego i rozsądnego przewodniku, 
któryby nauki d.ljąC, Iderownł jego umysłem, obrabiał go, i wskazywał naj- 
przyzwoitszą ścieszkę, po którejby w dalszem życiu miał postępować; to 
dlaczegóż w późniejszych latach, R nawet i w sta.rosci, tojest wtenczas, 
kieuy powaga i rozsądek zwykle naj dobitni ej w czynnosciach objawia się, 
Orłowski przy dziwactwie i śmieszności Ba zawsze pozostał, tak, że z nim 
trudno było rozmowę przyzwoicie prowadzić, gdzieby on albo bujnego do- 
wcipu, albo też wielce grubej śmieszności nie wrzucił. Tam tylko serio roz- 
prawiał, gdzie mógł obficie i do syta swój talent i swoję doskonałość wy- 
chwalać, poniżnjąc i gardząc innymi artystami, jakoby niegodnymi zawiązać 
rzl'myka u jego obuwia, lubo za prawdę mówiąc, wielu z nich i uie rozu. 
minł. Ale jak zwykle na. świecie bywa, zbytnia miłość własna zawsze jest 
ślcpą, i prócz siebie, nic więcej nie widzi: lllntego też Orłowski z zuchwa- 
łością. sobie właściwą, lekceważył wszystkich innych, a nawet i o saluym 
Wernecie wcale niekorzystnie się ouzywał, mówiąc, że konie jego nie SI} na- 
tumlne, i jak panna usznurowana wyglądają. 
Kiedy już po zngojeniu blizn odzyskał pierwotne zdrowie, kiedy po tak 
nieszcz"śliwćj spółce z Niemcem . kuglarzem, przyszedł do upamiętania .i
, 


( 


. 


...... ....-
>>>
160 


wr6cił do dawnej pracowni swojego mistrza. Ten go najchętniej i z rodzi- 
cielską miłością przyjął do orszaku swych uczniów, a nieszczęściami przy- 
gniecionego i doświadczonego tak upodobał, tak pokochał, iż na równi ze 
swojemi dziećmi domowe wygody mu olial'ował. Odtąd zaspokojony we 
wszystkiem, i już nie myśląc o własnem utrzymaniu się, z niesłychaną odw- 
tą jął się do pracy, i w bardzo krótkim czasie, wielu swoich rówienników , 
przewyższył. 
W samym początku pobieranych nauk, odkryła się w nim ochota do ro- 
dZlłju karykatur. Szczególniejsza wesołość i żywość temperamentu w poży- 
ciu ze swymi towarzyszami, i wlaściwe młodemu wiekowi dowcipne ucinki, 
kierowaly jego skłonnościami. Lubił hćślić dziwne i do śmiechu pobudza- 
j:,ce figury, a udarowany od przyrody dobrą pamięcią, z zadziwiającą łatwo- 
ścią rysował z samego tylko zapatrzenia się, podobieństwo osób znnjomych. 
Niekiedy dość mu było raz rzucić okiem, aby za powrotem do mieszkania, 
najpodobni('jilzy skreślić portret, a to nietylko chwytając r}'sy twarzy, nIc 
nawct całą postawę, bo nieraz i tyłem stojącego, jak dwie krople wody, 
podobnym mógł zrobić. Rzadko tcn dar chwytania podobieńlltwa, a nie ka- 
żdemu artyście właściwy, odpowiadał 'wesołym chwilom i krotochwilnej mło- 
dości; to pomagało do trafnego robienia portretów, i uławiało wstęp do do- 
mów, gdzie albo żądano od niego jakiejś roboty, albo dawania lekcyi ry- 
8unków; i w rzeczy samej nic tak nie popularyzuje artystę, jak porlrety, 
choćby nawet bez najmniejszych zalet artystycznych były robione, jak tego 
nieraz mieliśmy przykłady na kuglarzach, co się do nas z zagranicy ,przy- 
wlekali. 
Wielkim wprawdzie był mistrzem Norblin, robótki jego olejne, szkicowc, 
ze smakiem i uczuciem dotykane, wielkiej wprawy i śmiałości pędzla dowodzily; 
lecz czy to idąc za duchem szkoły do której należał, czy z włashego przekona- 
nia przez zapatrywanie się i zastanawianie IIad sztuką,. mniej zważał na rzcźbę 
i posągi starożytnc, ale pilnował się samej tylko natury, i uczniom swoim, jak 
to na ich robotach widzieć można było, z niej rysować i onej się tI
ymać za- 
lecał. 
Zal!tanawiając się nall tern uważnie, nie możemy potępiać metody, która 
całkowicie na stronę sztuki przemawia; piękność bowiem okrzyczana \Venery 
medycejskićj, Apollina belwederskiego, Laokoonta, piękność tak nazwana 
idealna, o której tyle pisano, i za jaką tylp artystlw uganinlo się, czemżc 
właściwic być może, jci.eli nie sarną natUJ'ą, albo jaśniej mówiąc wziętą z na- 
tury: bo jeszcze się nie urodził ten, coby mógł poj
Jć i odmalować coś takie- 
go, czegoby uprzednio w naturze nie willział. .Jestto dotykalne niepodo- 
bieństwo, i żadnych dowodów niepotrzebl
ące. Rafael Sanzio powzit!ł raz 
myśl odmalować obraz Galatei z wdziękami twarzy najpiękniejszćj. Długi 
czas szukał wzorów, z nich się uczył, zawsze jednak b}'ł niezadowolony. bo 
jeszcze nie mÓJ' uzupełnić powziętych \V myśli kształtów: na końcu w chwili 
jakiegoś natchnienia i uniesienia siQ artystycznego orłmalował głowę, podług 
własnej idei usnutą; nIc na nieezcz
ścic, L}'la onn pi
lmą w oczach Ha/hela nIc
>>>
161 


wielu innym się nie podobała; to co 8i
 zdawało być pięknem mistrzowi, nie- 
koniecznie musiało być pięknem dla innych na. to patrzących; jakoż w rze- 
czy samej byłto utwór Rafaela dość mierny. Szperanie zatem tej piękności 
idealnej, . i zaciekanie się głębokie w jej metafizyce, jest tylko wnrunkowe: 
albo pochodzi ze zbytniego entuzyazmu piszących i niektórych artystów, 
I , albo też wypływa wprost z niezrozumienia zasad sztuki. 
Ztemwszystkiem zaprzeczyć niepodobna, aby posągi greckie bynajmniej 
się nie przyczyniały do uczucia i rozpoznania piękności; owszem, tego jeste- 
śmy zdania, kiedy bezprzerywne rysowanie z natury, nie będzie prostowa- 
ne wyborową pięknością marmurów i gipsów, może uledz wielu zboczeniom, 
opaczuym pomysłom, i tym koszlawym błędom, jakie najwyraźniej dnją siQ 
widzieć na dziełach mistrzów szkoły fbmandzkiej, pomimo wszeIl'ą rozmai- 
tość, w jakiej się nam pokazuje natura; wszelako i tym uroku piękności od- 
mówić nie można. Same nawct karykatury, w których tak świetnie celował 
Orłowski, pokazując najohydnicjsze kalectwa ,i przełomy, jeżeli tylko S=ł po 
mistrzowsku wykonane, mają. na sobie piętno idealnej piękności, bo się po- 
dobają, bo kaleewo tego rodzaju, nie można uważać za wadę rysunku: ale 
robią siQ one z umysłu, i jakkolwiek śmiesznemi, czy wstrętliwcmi pokazują 
się, zawsze jednak ze względu na wykonanie, jako też myśl i dowcip, wiel- 
kiego Sił znaczenia w sztuce malarskiej. \Vielka wprawdzie zachodzi l"óżnica 
między stylem historycznym. gdzie pat/wB musi koniecznie być najpierwszą. 
zasadą i zaletą, a karykaturą, w którćj śmieszność z dodaniem niekicdy żół- 
ci, ma wicIe poezyi, i wdzięku. \Virgiliusz i Juwenalis pokazują różnicQ pi- 
śmienną. 
Kiedy Orłowski już się otrząsł z kurzawy szkolm':j; kiedy się dobrze 
oznajomił z początkowe mi zasadami sztuki, i umocnił si';) w rysunku; kiedy 
swobodną ręk=ł i śmiałemi rzutami, mógł PO(Uug własnych urojeń, wszY8tko. 
co się podoba kreślić, przystąpił do barw wodnych, i pilnie nad akwarelI:! 
siedział. Nie jestto wprawdzie rodzaj, któryby mógł przyjąć wY80k:} dosko- 
nałość; i wielcy mistrzowie zwykli pospolicie swoje pierwsze mysli tym spo' 
sobem Iła papier rzucać; ale do traktowania scen życia potocznego, albo przy- 
góU z kilku figur złożonych jest nnjdogodniciszym. wszelako obok tego, wy- 
maga mocy talentu, pewności rysunku i śmiałości. 
Należy oddać sprawiedliwość Orłowskiemu, że w tym rodzuju on nftbył 
niesłychanej wprawy, i nietylko rysunki małego wymiaru, ale nawet wi
- 
ksz e z lckkością i łatwością podziwienia godną wykonywał. Gwaszowy 
rodzaj (klejowemi farbami) mnićj go zajmował, a lubo rzeczywiscie jest 
łatwiejszym od poprzedzającego, przez to jednak, że nietrw;łly, i tylko do 
samych widoków mogący się zastosować, niewiele mu sił.) podobał, i ma- 
ło w nim się ćwiczył. Po trzech latach usilnćj pracy doszedł Orłowski te. 
go stopnia biegłości, że mógł się obejść bcz przewodnika, i już imieniem 
artysty poszczycić się. Umyślił PI"ZctO opuścić rodzinne progi, a rzució 
się w świat, świat tak obszerny, tak p011lOtny, i tl11ll szukać dla siebic 
108u, i szczf5ścia. Ale czegoż to sobie nie "ymarzy młud,go artysty wyo- 
21 


.....--
>>>
tG2 


brnźnia, który czuje, i jest najściślej przekonany, te talent tylko jeden, 
mocen jest doprowadzić człowieka do najwyższego szczytu sławy, jRko 
klucz otwierający podwoje świata, i nadają.cy prawo do wyższości, jakiej 
Rni bogactwo., ani też urodzenie nie zdołają przyćmić? Czego to sobie 
nie wyroi głowa namiętnre do sztuki i do natury przywiązana? Jakich 
nie wypielęgnuje myśli, coby krążąc w sferze jego pracowni malarskiej, kie- 
dyś urzeczywistnione, wpłynęły do tej ogólnej i świętej sprawy, sprawy 
dobra powszechnego? Ten co nie jest artystą., nie jest poetą słowo. i ży- 
cia, ten nie jcst w &tanie uczuć nawet lekkiego ciepła tego ognia, który 
pali wnętrzności artysty, jego duszę. ŻRrząca się wyobraźnia jego, za nnj- 
. mniejszym bodźcem w ruch wprawiona, w bezprzerywnej pracy uczenia się 
z nRtury, )V przeskokach swych z pomysłów 'v pomysły, nabiera z czasem 
odł'ębnych ",łłlsności i barw, 'z któremi się przenosi pozo. krańce świata 
rzcczywistego, i t8m dopiero, jak w swoim żywiole, nurzając się w my- 
ślach. z których wątku do swych dzieł szuka, tworzy właściwe sobie obra- 
zy. I cóż dziwnego, że dla takiego artysty świat okaże się zwyczajnem 
mrowiskiem, gdzie każdy z wJasnym interesem no. plecach. przcłazi przez 
plecy drugiego? cóż dziwnego, że to wszystko, co powszechnie nazywa- 
my cnotą, wyda się mu kuglarstwem. nnjdroższe nawet uczucia przyja- 
źni i miłości wierutne m szalbicrstwem? Lecz - któż to jest ten artysto. i po- 
cta? Czy nie ten, co za garść złota napisze dźwięcznie rymowaną odę? 
za umówiollą nagrodę kogoś odmaluje? Najemny wyrobnik, co przednjc 
talent" pióro i sumienie, nigdy nie podniesie umysłu, aby uczuć godność 
swego powołania;. pieniądz jC!!t jego celem. o. klamlm i pr:zedpokój drogą 
osi;,gnienia. Prawdziwy artysta siedzi tam gdzieś na poddaezu, o kawał- 
ku chleba z wodą; utrzymuje ciało, aby żywić ducha; maluje, pracuje, nie 
wiedząc i nie troszcząc się bynajmni(:j, czy da Bóg, i co da na dzień ju- 
trzejsz}'r czy kto kupi jego pracę- czy nie? 
Pełen ognia Orłowski. o. jak zwykle każdy młody. jeszcze pełniejszy 
w nadzieje. nasamprzód zwrócił swe oczy na Litwę. Litwa zdawała mu si
 
Eldorado; snuło mu się w In}'slach, te tom znojdzie I)rzynnjnmiid okru- 
chy tych cnót, i przymiotów. jakiemi przed laty możni panowie słynęli, 
rozumiał. że będzie drugim Jazonem, i talent jego pi.tlkiem złotym tam 
złlsypią r Nie bierzmy za złe i nic potępiajmy Orłowskiego, że będąc w nie- 
dostatku, w prostocie ducha, chciał szukać poprawy lo
u swojego no. dwo- 
rach znakomitych obywateli; bo zaprnwdq, komuż ławiej jest wspierać ta- 
lcnta. kiedy nie tym co się urodzili w dostatkach, i one potomkom wc 
dwójnasób przekazują rAIboż tcn co przy hojnem tyciu, marnując fortu- 
nę na rzeczy jałowe i sprosne. nie mógłby dać lekkiej ofiary z chlubą 
dla siebie i zaszczytem dlu krllju. Nadzieja tą razą. zawiodła. Orłowskiego 
widoki. i napróżno szcdł w zllpasy z przesądami i obojętnością, o które 
wszystkie jego marzenia, jakby o twardą rozbiły się opokę. 
Orłowski wziąwszy pędzelek i krćdę. jako rękojmię swojego losu i szczę- 
ścia. w}'ruszył no. Litwę, i tam przenosząc się z miejsca. na miejsce, od
>>>
tt'i3 



 


domu do domu, zmieninjąc siedziby bez ogrznnia się, po uplywie niespełna 
dwóch lat powrócił do 'Warszawy. Pobyt ten na Litwie przykre zl.obił 
wrażenie na umyśle Orłowskiego; zapytywany nieraz od swoich współto- 
warzyszów. albo milczeniem zbywał, albo czasami dość gorzkiemi słowy 
swoje przyjęcie malował. Można było przewidzieć, że Orłowski czują.c wyż- 
szość swojego powołania, i świetność talentu, nie zechce skłonić czola 
przed skarbami złota, bo ten co jest stworzonym do wcielania słowa i czynu, 
co ogniem Prometeusza przelewa życie na płótno lub marmur, ten się nie 
poniży do tego stopnin, aby miał kadzić wypłowiałym zasługom. 
Po powrocie do 'Varszawy, zajął się dawaniem lekcyj rysunków, i choć 
doznane przeciwności na Litwie moglyby biejednego zrazić, zmienić do- 
bre myśli; Orłowt1ki lJynajmniej tćm nieporuszony, zawsze wesół, pełen 
żartów i swawoli, rysował ciągle kal'ykatllry. Bardzo CZęst9, przypomina- 
jąc swoje wyprawy wojenne, lubił kreślić stójJ.i i lele żołnierzy, w rozmaite 
grupy ułożonych, na koniach i pieszo, dniem i nocą. 
Przyozdabiał te grupy ślicznemi widokami i dowcipnemi dodatkami. 
zwłaszcza na przednich planach; zawsze jednak mial wzglą,d na miejsce od- 
bywającej się sceny, któremu nadawał charaUer właściwy tak, iż nie pa- 
trząc nawet na figury, widzićć można było, że przygoda odbywa się nl\ 
naszych polach. Dwie kopie z podobnego rodzaju akwarelli widziałem 
w zbiorze pana \V(')jcickiego, a choć przez miernego artystę wykonane, mo- 
żna jednak domyśleć się o cudnej pił.)kności oryginałów, ho lekkie' uchy- 
bienia, i czasami niedokła(lne położenie kresek, nie zmieni całego układu 
grupy, i ogólnej kompozycyi. Jeden i drugi rysunek noc przedstawia, świa- 
tło zaś misternie ukryte, i tylko na :figury padające, czarowny sprawuje 
effekt. 
W Wilnie dość często można było spotkać się z piórkowemi robotami 
tego artysty, i przypominam sobie jak proffessor Saunders, wykładając 
estetykę, i historn sztuki w uniwersytecie, pokazywał uczniom kilka mi- 
strzowtikich jego robót, unosząc się nad pięknością, i uchwyceniem natury 
ze szczer:) jej prostotą. Rysunki te przedstawiały zwyczajnie pijak6w, przy 
kuflu i dzbanie, albo też sceny szynkowe. Hrabia 'Valicki wielki niegdyś 
orędownik i malarstwa i artystów miał sztuk kilkanaście Orłowskiego na. 
papierze gwa.szem rzuconych; hylito średniowieczni rycerze w zbrojach sta- 
lowych, od niechcenia draperyq. przykryci, w rodzaju Salwatora Rozy. Te 
jego obrazki musiały być nieco późnićj robione, bo artystyczne dotknię- 
cia, przy najwierniejszem oddaniu właściwej ba.rwy stali, i gry tamże ko- 
lorów, w zachwycenie widza wprawiają. Musiał Orłowski będąc już w Pe- 
tersburgu robić te obrazki na wezwanie hrabi "\Valickiego, i z niewątpli- 
wego źródła. mnie upewniono, że każdy ten rysunek po złp. 1500 był 
zapłaconym. 
Pobyt Orłowskiego w'Varszawie nie był długim. 1Vynikało to ztąd, 
że w miarę doskonalenia się swojego. postępów i usilności w pracy, nie 
odbierał współczucia ziomk6w swoich; zwłaszcza w tym czasie, kiedy lnda 
. 


, 


.
>>>
164 


kuglarz z Włoch, Francyi i Niemiec, hołdy zwykle od naszych panów 
odbierał. Uczuł to Orłowski, że mieszkał tli w 'Varszawic śr6d kamien- 
n
j oboj
tności, że ci, co sobie roszczą prawo na mecenas6w, bynajmniej 
nie zechcą si
 przyczynić do podniesienia jego talentu. I w rzeczy sam«"j, 
czy przyszło na myśl komukolwiek podówczas wysłać Orłowskiego do Włoch 
i Francyi? nie, i właśnie nic sobie nadal nie obiecując, wyJechał do Petersburga. 
'Wiedział, że tam jest almdemiq. sztuk pięknych od czasów Katarzy- 
ny doborem artystów i professorów słynąca, wiedział, że tam znajdzie je- 
dn
 z najbogatszych w Europie galery
 Ermitażu: że w smut;
ej niemo- 
żności uczenia si
 w Rzymie lup Paryżu, zobaczy tam mistrzów Europy, 
i ich znakomite dzieła, aby z nich korzystając, swój talent do wyższej 
(loskonałości mógł doprowadzić. Przyjechał Orłowski do Petersburga, i na 
tern się nie zawiódł. U szło to mojej uwagi. i mocno żałuję, tern nie wybadał 
Orłowskiego, jakie też było jego pierwiastkowe w tej stolicy powodzenie: 
miarkując bowiem ze wszystkich okoliczności, tak owoczesnych jako też 
i za mojej tam bytności, wnoszę, iż musiał na samym wst
pie doznać świe- 
tnego przyjęcia. Wiedzićć b01yiem trzeba, że panowie rossyjscy osypywali 
dobrodziejstwy ludzi z talentem; prawie każdy z nich miał swoj
 galery
, 
a. niektórzy nawet nadwornych malarzy, którym 
owicie płacili, albo tćż do' 
żywotnie pensye naznaczali. 
Szczęśliwym przypadkiem znajdował si
 podówczas w tej stolicy hrabia 
Walicki, czlowiek bardzo bogaty, a nadewszystko dobrze wykaztułcony, ma- 
jący obszerne stosunki, i prawdziwy mecenas .oddających się malarstwu, 
jako też i piśmiennictwu. Prawdziwie nie wiem ktoby z ziomków tyle się po- 
święcił dla cierpiącej ludzkości, tyle wElpierał artystów i literatów, i tyle po- 
łożył zasług w Hprawie dobra powszechnego, ile ten mąż. Zdaje się, że Opa- 
trzność wybrała w jego osobie opiekuna, i sypiąc mu bogactwa z jednćj 
strony, wlała weń uczucia szlachetne; używania tychże bogactw na cele do- 
broczynne, na ocieranie łez sierotom, na podanie r
ki uczącej się rnłodziezy, 
uczonym i artystom, na znakomite i niesłychane w dziejach naszych ofiary 
dla zakładów naukowych. Wszakże i zbiór kamieni drogich przy uniwersy- 
tccie Wileńskim po wi
kszej części z daru tego czcigodnego męża powstał. 
Z uczuciem do wszystkiego co pięlme i wzniosłe, kupował książki, obra- 
zy, ryciny, i tem mieszkanie swoje zdobił; nie meble rococo, nie obicia 
aksamitne ścian, nie cacka, ale oddanie myśli czy to piórem, czy pędzlem, 
czy ołówkiem, oko i uwagę jego zajmowały; nic złocisty przepych i zbytek 
na ściannch jego mieszkania świeciły, ale dzieje rodu ludzkiego. dzieje świa- 
ta widzieć można było. Tam to właśnie każdy czl:.s:wick światły ujrzał to. 
o czem niegdyś czytał;- znalazł pokarm dla duszy. a razem doznał tego błogiego 
uczucia, jakiem siQ nap:\wają prawdziwie zamiłowani w naukac,h. Hrabia '" a- 
licki był człowiekiem światłym, i po większi:j części z ludźmi uczonemi obco' 
wał; dwa razy na tydzień dawał obiady, na których znakomici uczeni i ar- 
tyści zobopólnie bawilłc, o rzeczach n
ukowych rozprawiali. 


'. 


.
>>>
- 


165 


( 


Walicki dzielnio siQ przyło
ył do podźwignienia talentu w Orłowskim, 
i do rozpowszechnienia sławy jegó; a wziętość jakiej przez to dostąpił Or- 
łowski, podniosła go do rzędu najcelniejszych artystów, tak dalece, że sami 
professorowie akademii sztuk pięknych, wybrali go jednogłośnie na swojego 
członka, bez żadnej obcej pomocy i wpływu. 
Lecz kiedy z jednej strony doznana uczynność i. pomoc wielce wpły- 
nęły na polepszenie losu artysty, tak z drugiej strony, po tymże artyście 
słusznie wymagaćby należało, aby uczuciem jego', nietylko w postępowaniu 
z ludźmi w ogólności, ale nawet, a mOżna powiedzićć i najbardziej w ro- 
botach, kierowała naj szlachetniejsza, niestety bardzo rzadka dziś cnota wdzię- 
czności. Tu właśnie, z boleścią. serc;, wyznać musimy, że Orłowski nie- 
zupełnie odpowiedział głosowi sądu powszechnego, sądu jaki nie jest pi- 
sanym w żadnej księdze praw, ale jest wyrytym na sercu każdego ulu- 
bieńca. muz, ka.żdego wieszcza, każdego człowieka poczciwego. 
Nie piszę tego bynnjmniej, aby przyćmić. jego talent świetny, bo sła- 
w&. jego jest wyższą nad moje błahe pochwały, ale jedynie w tym celu, 
aby ci, co się oddają temu zawodowi artystyczncmu, umieli cenić do- 
brodziejstwa im świadczonc; aby wsparcie i opieka nie napełniła gory- 
czą serc tych, co radzi dłoń otwierają, i do pracy w z&.wodzie obranym 
zachęcają; aby nictylko ich kroki, co jest rzecz najmniejsza, ale aby ka- 
żda ich myśl, każrly obraz i obrazek nie rozmijał się z uczuciem wdzię- 
czności, z uczuciem dobra powszechnego. Każdy człowiek ma przywary, 
ale niewdzięczny ma je wszystkie w sobie. I jeżeli ktoś z ziomków podał 
mu chętnie prawicę, jaka go na szczebel wysoki i talentu i zamożności 
postawiła, toć należało, aby przynajmniej choć jednym obrazkiem uczcić 
pamięć dobrodziejstwa u nas niesłychanego. Dąsać się na wszystko i wszy- 
stkich, z żółcią. wszystkich malować, gryźć i kąsać nic jestto ani zaletą, 
ani tćż talentem. Nnjdroższe uczucie przyjaźni poświęcać dla dowcipnego . 
ołówka, nie dowodzi dobrego wychowania, i prędzej lub później, obudzo- 
ne sumienie, dni życia goryczą zatruje. Tu miał właśnie wiele sobie do 
wyrzucenia nasz gienialny Orłowski, i ten jego przykład niech I!ię sta- 
nic nauk:) dla uczącej się młodzieży, aby w wyborze przedmiotów wielce 
byli ostrożni, i nigdy się nic rozmijali ze szlachetnem uczuciem. 
Nie przypominam, gdzie' pan Michał Grabowski pisze, zachęcając ar- 
tYl!tów młodych do obierania przedmiotów na płótno, nie z dziejów kraj 0- 
w)'ch, bo te niby są trudne, ale raczej z przyg6d potocznego życia, z wy- 
padków dzisiejszej społeczności, i to właśnie, co mi się zdaje nnjtrudniejszem, 
tak we względzie obyczajowym, jak we względzie myśli, a w której nasz 
Orłowski, nie najchlubniej się okazał. Bo jeżeli artysta z pędzlem przystę- 
puje do St'l''Ijkowskiego lub Wapowskiego, to mu dość z uwagą od
zytać ust
p, 
poradzić się i innych kronikarzy, zasięgnąć wiadomości od ludzi z dziejami 
obeznanych, zawsze przypuszczając, że artysta jest światłym i oczytanym, 
a wtenczas mOże śmiało kreślić obrazy, d
iejowy wypadek, jaki tem więcej 
będzie miał zalet, im więcej artysta W wydaniu go, rozwinie uczucia i sma- 


- 


1
>>>
ł66 - 


ku, przy technicznem dokładnem obrobieniu. Przeniesie się myślą w owe cza- 
BY, kiedy wypadek miał miejsce, obierze .stanowisko dla przypatrzenia Bi" 
osobom działającym, wniknie w każdego, poczuje duszę i czynność, nada ka- 
żdemu stosownI) postawę. choćby trochę z przesadą, poprawnie narysuje, do- 
brze oświetli, barwnie i kwiecisto to wszystko odda, a może być pewny, że 
odpowie zagadnieniu, i że mu obraz się uda. Ale z obrazkiem rodzajowym, 
z obrazkiem wystawiając)'m przygodę żyjącej społeczności, jakiej przygo- 
dzie myśl koniecznie nadać trzeba, rzecz się ma wcale inaczej. Tu właśnie 
porównać można tak licznie się u nas ukazujące powiastki, czy uczciwszy 
uszy powieści obyczajowe, jedno, dwu, trzy, a nawet i cztcró-tomowe. w któ- 
rych po nudnych gawędach, rozmowach, korrespondencyach, po tych czułych 
westchnieniach, szlochach i płaczach, na rozdziały podzielonych.. na końcu 
wypadnie na 8ens moralny, czy też na obrok duchowny, że pan Alfred w swo- 
jej kochance znalazł zazdrosn=ł żonę, a taż żon:, w Alfredzie znalazła zazdro- 
8nego męża; i czytelnik, musi te tomy odczytać, mU8i tyle zmitrężyć czasu, 
aby się w końcu dowiedział, o tak plaskiem rozwiązaniu uknowanych intryg 
miłości. .l\Iilosć brana powszechnie, jeżeli nie za główną sprężynę, to przy- 
najmniej za nieodzownic potrzebny warunek w powieści przez naszych pisarzy 
lubo jest rzeczywiście uczuciem starem jak świat, i tak w rozmaitych przy- 
godach objawiająca się, że prawdziwie można \V nićj samej widzieć źródło 
nie wyczerpane do pisania; ale ztemwszystkiem, że miłość jest miłością, jest 
uczuciem wrodzone m, a zatem zawsze jest jednostajną, i czyż uczucie to tak 
pow8zednie. powinno tyle pracy i mozołu pilmrzy kosztować, nby kOIliceznie 
o niej kilka tomów napisać? Od najdawl1iejszych czasów aż do dziś dnia, 
uczucie to pod piórem i pędzlem znacznie spłowiało. 
Są wpr:1.wdzie powieści, nihy obyczajowe 01' tle wypadków społeczno- 
ści dziś żyjącej osnowane, lub też już wygasłej; ole w t)'ch powieściach, 
oprócz samego nazwania, wcale co innego się święci, pod jakąkolwiekbądź 
modłę przeprowadza autor myśl, ale myśl, nad wypracowaniem której, lata 
pra:Qwał, na wielu miejscach bywał, wiele czytnł i jeszcze więcej myślał; 
myśl, która. się czepi człowieka, jako człowielm, jako lepiankę jednej i tt
j 
samej gliny, ogniem Prometeusza. ożywionej, jako przyjaciela, jako brata: 
cel zali? O nie I ani zazdrość, ani zemsta, ani gniewy: nic pow8'ledniego, nic 
gminnego. Jest tam coś wyższego, a choćby przez jakieś upodobanie pisarza 
i śmierć wymuszona była wprowadzoną w tćj powieści, to jedynie w ofierze 
i w 8prawie nierównie pojętszej od miłości, w sprawie do jakiej uczucie z ło- 
na naszych matek z mlekiem wysysamy, i dla jakićj nie żal jelit żyć, nie żal 
i umierać. Jeżeli zaś myśl ma być odziana. sukienką powieści, jakiemi są. 
nieocenione pisma BlepońBkiego p. n. BzdurBtwa obyczajowe; i często napoty- 
kane w Athenaeum krótkie powiastki Syrokomli, to też na r6wni z pierwsze- 
mi mogił 8ię mieścić, a w nich najwierniejsze odbicie obyczajów, skłonności 
osób na widownię pokazanych, a. nadewszyt!tko zdrowy i prawy sąd lJietylko 
o wypadkach ale i o ludziach jedynie w celu poprawy wytknięte, SIJ. najpię- 
kniejszlł stroną. Tego włnśnie wymagam po artystach, aby w swoim ZI\WO- 


:......
>>>
1. 


- 167 


dzie, jeżeli ni
 chclJ. być historykami, to niech będą takiemi jak Blepoński 
i Syrokomla, pisma bowiem ich, a mianowicie pierwszego są jedyne w swo- 
im rodzaju. Blepoński na pozór zimny, piekielnym ogniem dociera niecnotę. 
szydzi z powagą z uczonego głupstwa, karci piętnem hańby powstających 
przeciw powszechnemu sądowi, i tych co się naigrawać chcą z rzeczy nnj- 
świętszych; słowem przenika nnjskrytaze tajniki serca, wyjaśnia one, wytyka 
sromotę. i płaszczem ohydy okrywa targających się na rzeczy jakie czcić 
i uwielbiać powinni. W pismach Blepońskiego powinni artyści uczyć siQ 
jak widzieć mają, i widziane rzeczy m!llować, a do odmalowania przygód 
jakieby artyści na płótno przenieść chcieli, to jego Bzdurstwa są cudo- 
wne. Dwojakiego rodzaju pisma mają szczególniej artystów zajmować, albo 
powieść historyczna jak Rzewuski, Kraszewski, Bujnicki, (Pamiętniki księdza 
Jordana), albo obyczajowe Blepońskiego i Syrokomli, jako pisarzy, pomimo 
wielkiego talentu usiłujących w barwie powieściowej przeprowadzić świętl} 
myśli i otwierać DajŁlzlachetniejsze i najzbawienniejsze zngadnienia uczuć czło- ' 
wieka. Pod tym wzgl
dem znajdzie dla siebie -Orłowflki obronę w oddaleniu 
się od miejsca rodzinnego, i przynajmniej dla satyry, eamotność, nadto nie- 
dostatek dzieł polskich do czytania w tej stolicy; usunięcie się od towarzy- 
stwo. ludzi światłych z.\tamo\\'ało mu drogę do ukształcenia się umysłowego, 
do nn.brania tych zasad jakiemi się szczycą ludzie znakomici, do przejęcia 
się tą. słodyczą i uprzejmości!!, z jnką bliźni bliźniemu przelęwa uczucia ser- 
ca swojego. Pozostał nazawsże odludkiem i jak odludek szorstkim, rubasznym, 
uszczypliwym, niezhyt kochanym w towarzYiJtwie,.1\ nawet i przy biesia- 
dach, którego butelką. zwabiano. 
Ten. jego charakter i w rohotach aż nadto się przebija, nietylko -co do 
myśli prawie zawsze jl\dem napojonych, ale nawet i co do techniki, co wła- 
śnie najbardziej na to wpłynęło, te żadnej ważnej roboty nigdy w życiu nic 
przedsięwziął. I jak koń stepowy zll. nic mo. bezdroż:\ i przepaści c miotany 
tylko namiętnościami, goni wiatry w polu, tam leci w zawody, gdzie własną 
zgubę znaleźć może; tak i Orłowski z tnlentem ślepy na świat go 'otaczają. 
cy, na decorum, jakie nim rządzi, pierwszą lepszą posłyszaną gadkę lub plo- 
tkę bez zastanowienia się i be
 sądu na papier ołówkiem rzucił, jakby kwa- 
śne bez przeżucia jn.błko. Choć prawdę mówiąc, u pisarzy satyrycznych, 
. jako i artystów balsamu pociechy 8zukoć próżno. l czemuż nie można za- 
pytać jakie poważanie mają tego rodzaju obrazki? Jeżeli technika czyli rze- 
miosło ma być zaletą, toć i obrazki na tabakierkach, filiżankach, tacach. by- 
wają t:\kże doskonale robione; tu właśnie Orło'wski spotkał się z powieścia- 
mi bez żadnej baJ.wy, bez żadnej myśli i. uczucia, krótko mówiąc z nudnemi 
gawędami, plotkami, powieścią nazwanemi. Jeszcze i to dodać powinienem: 
jeżeli artyści jako powieściopisarze mają nam przedstawiać obrazki z przy- 
gód dzisiejt'zej -spoleczności, aby je przekazać następcom, t-o niechże chwy- 
tają wszystkie przywary i zdrożności, i malując \V sposób dowcipny, niech siQ 
8tarnją wywierać wpływ na poprawę obyczajów, i jeżeliby się nie udało po- 
sunąć naprzód, to przynajmniej, aby wstrzymali znacznie się cofajljc'ł ku cie- 


-
>>>
168 


mnocie ludzkość. Brać Z8
 do malowania wypadki zwyczajne, powszednie, 
z czego wątck życia indywidualnego najwięcej się splata, to przyznam się 
jest rzeczą tak błachą, nizką i poziomą, że o tem nawe
 i wspomnieć nic- 
warto, a. bardziej nie widzę godnem ni pędzla, ni pióra. Lodzie za- 
wsze są hldźmi, mała zaś ilość wybranych dlatego tylko żywi ciało, aby 
w niem dU8za żyć mogła, co dnia jednego nie przeżyje, aby kilka go- 
dzin czytaniem dzieł umysłu nie nakarmili; tłuszcze zaś pasihrzuchów, 
dh których śniadania, wieczerze i tym podobne zmysłowe uciechy jedy- 
nym Sił celem życia., tych pamięć zagrzebać raczej należy w popiołach 
kuchennych na wieczny spoczynek, bo tam dla nich miejsce najstoso- 
wmcJszc. 
W ziętość, jakiej doznał Orłowski w tej stolicy, połechtała jego miłość 
własną, jął się do obrabiąnia przedmiotów najbardzićj pod oczy nasuwa- 
jących się, zaczął studyować naturę indywidualną, chwytać najwierni(U for- 
my, ich charakter, i w krótkim czasie stał się niezrównanym, pierwszym 
mistrzem w obrazowaniu tego ludu, wśród którego mieszkał. Istotnie lat 
sześć mieszkając w tej stolicy, oświadomiłem się z historyą sztuki małarskiej 
w tym kraju. Do czasów Orłowskiego, jeszcze nie mieli tam mah\rza, któ- 
ryby tak dobrze, i z taką prawdą, oddawał przygody życia sielskich mie- 
szkańców. On pierwszy bez żadnej skazówki, idąc za natchnieniem i skłon- 
nością, obrabiał śliczne obrazki, gdzie al1l0 podchmielona we80łość bojarów, 
al1l0 zabawy i uciechy wiejskiej gromady, z niesłychanym talentem, i uro- 
kiem czarodziejskiej sztuki Sił odd"ne: Patrzałem na te akwarelle niejedno- 
krotnie, Ille przyznam się, że nigdy do sytości napatrzeć się nie mogłem. 
Bo czy to układ i grupowanie w8zYfltkich figur, czy kompozycya krajobra- 
zu, i akcessoryów, czy to ubiory, kszt:.Uy wszystkich części ciała, wszystko 
to cechuje się mistrzostwem, artystycznością, i wyraźnie dowodzi głębokie- 
go wnikania w istotQ rzeczy, wszechstronnego rozważania przedmiotu. 
Zastanawiając się nad temi jego pracami, które go nic pracy nie ko- 
8ztowały
 poniewolnie wyznać trzeba, że Orłowski był wieszczym malarzcm, 
był on poctą w swoim rodzaju, co nie piórem, ale pędzlem, śpiewał przygo- 
dy ludu. Słynął wprawdzie nieco później, Za moich czasów, także znakomity 
artysta Wenecyan6w, ale ten luLo na równi z Orłowskim, wiernie oddawał 
sielt\ką przyrodę, obierał jednak wzory do malowania w zaci8zu domowem,. 
okazywał na sobie wielkie podobieństwo do. Teniersa, i poprawności:) rysun- 
ku, oraz pomysłami, do tcgo ostatniego się zbliżał. 
W którym roku przyjechał do Petersburga Orłowski, dowiedzieć 8ię nie 
mogłem, to jednak pewna, że jes.zcze przed 1810 rokiem, tam na miejscu 
już mini: sławę rozgłoszom}, i najświetnicj8ze imię. W tym albowiem czasie 
poseł cesarza Napoleona Collincourt postrzegłszy przypadkiem jego roLoty, 
zamówił u niego mnó3two obrazków, w których obyczlljc i zwyczaje tego 
ludu, mialy być główną myślą. Wypadek taki wielce posłużył Orlowtlkiemu 
do poszukiwania robót jego przez najpierwszc w stolicy osoby. i wtenczas to 
podobno niełałwo można było dostać co od niego, chyba sowicie zlotcm 


......I
>>>
I 


, 


169 


opłacając. Natłok roboty wymagający ciągłej i nużącej pracy, bynajmnićj 
zdrowia jego nie osłabiał, zawsze jednak urozmaicał swoje zatrudnienia: naj- 
więcej malował, często bardzo z gliny Jepił figurki, i one .sam draperylł 
przyodziewał: sam robił małego wymiaru kolasy, kibitki, sanie, i tym podo- 
bne sprzęty wiejskie, które tylko w swoich obrazach musiał naśladować. Miał 
przy tern szczególniejsze upodobanie w starożytnoSciach krajowych, i ogromny 
zbiór tych osobliwości, nawet bardzo kosztownych, stanowił śliczny i rzad- 
ki w swoim rodzaju gabinet. Mnóstwo tam było puharów, tac, czasz, rzc- 
'źby z drzewa i kości słoniowej, zbroi polskich, i ludów kaukazu, łuki i strza- 
Jy kałmuków, i tysiące innych ciekawości, które przeszło 600,000 zlp. przez 
znawców ceniono. Jak dziś pamiętam główkę dziecięcia z drzewa ciemnego 
rzniętą, u szkłcm osadzoną. Paj:!k wlazł na czoło chłopczynie: przestrach 
i płacz nigdy być nie może lepićj oddanym, jak w tej główce. 
Pod tę właśnie porę, kiedy Orłowl!ki tak obficie malował swoje obrazki, 
Senefeldlr wynalazkiem litograficznym, podał sposób artystom rozmnożenia . 
pierw otworów. Poszło to baruzo na rękę Orłowskiemu, bo umiejąc władać 
kreuką, pracę swoję w tysiąc razy mógł upowszechnić. Brał zatem kamie- 
nie od Beggrowa, dobrze oznajomionego z tajemnicami przyprawy, ry;ował 
feldjegrów w kibitka
h, saniach, trójk
 lub parą koni jadących, rozmaitych 
podróżnych, w mieście targi wiktuałów, rozwożących drzewo i inne ciężary: 
na wsi plątoy i skoki włościan, huśtawki i skakania na desce: Persów, Czer- 
kiesów, Kałmuków, Baszkicrów na koniu. Przypominam jego trójkę pijanych, 
co za ręce z sobą się pobrawszy, nic idą, ale się potaczają.; nic śmieszniej- 
szego nad to w swoim rodzaju I Osowiałe oczy, uśmiech na ustach, bez- 
władność członków, niezgrnbność stąpania; jeden z nil.h zgubił rękawicę, 
drugi swój kapelusz, lekko rzucone, z uczuciem dotknięte, cudnej piękno- 
ści daje obrazek. Wszystkie jego rysunki pomimo znaczną liczbę egzem- 
plarzy, już zupełnie z handlu wyszły, i dziś do rzadkości się liczą. Nie- 
których ,starano się zrobić kontrfakcye, ale je oko znawcy łatwo poznać 
może. 
Pctersburska akademia sztuk pięknych, mieści w galeryi swojćj obraz 
olcjny Orłowskiego, dość wielkiego rozmiaru, wyobrażający tabor kozaków, 
na wozach. koniach, w przechodzie przez okolicę lesistą: koloryt w tej ro- 
bocie. tak jak i we wszYl!tkich akwarellach, zimny, w siny wpadający, za- 
Wsze jednak sposób malowania' szeroki, pełnym pędzlem odrazu farby 
kładzione, ści:my świateł i cieniów szerokie, na. drzewach liście z wyszu- 
kaniem i dowcipem rzucane, ziemia trawą, krzewami, zaroślami, kamienia- 
mi i wod:) upstrzona, wielkiego mistrza dowodzą: jakoż w m
grodQ tej je- 
go pracy, na posiedzeniu professorów, został uznanym za członka hono- 
rowcgo tejże akademii. Zblizka na tę robotę patrząc, zdaje się ona jakby 
nie wykończona , tak miejscami chropawo i gruho farby nałożone: w odua- 
leniu jednak przyzwoitem, tak jak każdy obraz musi być widzianym, wszy- 
stka ta szorstkość pędzla niknie, sam tylko efekt najpiękniej się wydaje. 
. 22
>>>
170 


Bitwy i utarczki, które stanowią podrzędny rodzaj malowania. histo- 
rycznego, były malowane przez udzielnie temu poświęcających się artystów, 
zawsze jednak, ile widzićć mi się zdarzyło po galeryach , były one trI\- 
ktow,me artystycznie, więcej dbano o pomysł, fantazn i poezYę, bez nR- 
tężonego względu na prawdę. ZnajGmo obrazy Lebruna z wypraw Alexun- 
dra Wielkiego, o jakich z rycin pięknie wykonanych sądzić możemy, należą 
bez wątpienia do no.jcelniejszych tworów l!ztuki i poezyi. Tu i nagość 
ciała chciwie malowana przez artystów (którzy odbyli szkołę i znają. rr 
sunek) i zbroje, i rzuty szat, kompozycya w układzie grupp, pokaleczeni, 
pobici, umierający, wszystko to z urokiem i poezYą, na jaką tylko zdobyć 
się może artysty wyobraźnia, jest oddane, a pomimo wielkości swojej, by- 
najmniej nie tracą, ani na zagmatwaniu, ani też zgłębianiu się oddalenia.. 
Flamandczycy zaś mieli upodobanie traktować te same przedmioty w roa- 
łych rozmiarach, i utarczki ich z niezbyt licznej drużyny składające się, 
· po większej części żołdactwa niemającego okreslonej burwy i fi\ntastycznie 
'odzianych, miłe dla OkR przedstawiaj!) obrazki: więcej one mają podobień- 
stwl\ do napadów rozb6jniczyeh, gromady na gromadę, i tych hord, jakie 
przed Idy w czasie kwitnącego feudnlizmu w państwach ościennych, jedy- 
nem były zajęciem się udzielnych władców, nad kilką. stajami ziemi, a na. 
niej jakiegoś zamku. z ostremi wieiyczkami. i zwodzonym mostem, W te. 
go rodzaju pracach starali się artyści, oddać jedynie tylko obraz wojny 
lub rzezi, z calem ich okrucieńlcltwem: oddawali zaŚ prawdziwie po mi- 
strzowsku', cała bowiem ich zaleta w tern się zawićra, iż rozrobienie pę- 
dzla dotknięciami pokryte. i odrnzu z naj większą. pewnością barwy kła- 
{!Zione były wprawną, i pewnego rysunku ręką. W taki sposób malowano 
d do czasów, kiedy znakomity wódz Francyi, '. pędzQc życie obozowe, 
wzniósł sław
 oręża swojego. w świetnych wJprawach i podbojach. "" ątpię, 
aby nadworny jego m
łlarz Dawid choć raz poświęcił pędzel jakiejkolwiek 
rzezi, bo oprócz portretu Napoleona wt!kakuj:lcego konno na. g6rę Śgo 
Gotarda, zawsze malował sceny spok(une, brane w uroczystościach obrzę- 
dów iycia. któremi się przeplata p:mowanie tak gienialne
o żolnierza. Ucznio- 
wie dopiero jego, A między ionemi Gr03 i Gerard, jakkolwiek surowością. 
praw artystycznych krępowani, bnrdzo wiele namalowali 8:en. w których 
odwago. i męztwo waleczne tak żołnierza jak i wodza, na polach, przy zdo- 
bywaniu warowni, świetnie się polmz:rwnly. Jednak żaden z nich nie doszedł 
w podobnym rodzaju tego stopnia doskonałości. i tego przejęcia się, że tak 
powiem, rzemiosłem wojny, jak dzisiejszy Vernet, którego sprawiedliwie 
uwatają. za jedynego ilIustratora historyi Napoleona. 
Nie. namaluje Vernet wejście Henryka IV do Paryża, jak to oddał Ge- 
rard, ale za to i Gerard nie wykonałby z tnką prawdą, i takićm objęciem rze- 
czy, żadnej bitwy Napoleona jak Ver7let. Tamten wykarmiony no. wzorach 
starożytnych, zaprawiony hisłoryą. grecką. i rzymską., i kapelusz Napoleona 
starałby się oddać, według form starożJtnego stylu. kiedy przeciwnie Ver- 
flet w oddaniu najdrobniejszych szczegółów, nawet w ruchach i stąpaniu bo-
>>>
171 


lIderów zpod Austerlitz i Jena, okazał się niezrówmmym Nie wiem, czy 
"}Oł Vernet żołnierzem, i czy kiedykolwiek w ogniu się znajdował, wszystkie 
zaś utwory jego powszechnie nas zachwycajlJo Nieraz słyszeć się dało, że 
tylko ten, co sam z orężem w ręku walczył, może należycie bojowe obra- 
zy malować: jestto nasze m zdaniem sofiznmt nieuków, którzy brak nauki 
i znajomości rysunku chcą tym jednym warunkiem, jakby tarczą bezpie- 
czeństwa, od pocisków kt-ytyki, i sw'ję nieumiejętność, i siebie samych 
osłonić. l\Iożna być najlepszym dowódzcl) i żołnierzem, a ztCmwszystkiem 
nędznym mahuzem, jak i przeciwnie, najlepszy mallU'z, wielkim być może 
tchórzem, i nlłjgorszym żołnierzem: sątu dwie odrębne rzeczy niemające 
żadnego wpływu jednI\. na drugąo Orłowski przecież walczył i hił ",ię, 
i w gorącym musiał być ogniu, kiedy postrzelony karabinową kulą, dłu- 

iem cierpieniem Ju"zypłncił swoję odwagę: w traktowaniu jednak utarczek 
był niesłychanie ostrożnym i wstrzemięźliwym. Czuł bowiem, i rozumiał 
. sztukę, aż nadto dobrze pojął, że (].O odmalowania zaciętości boju z ofiarlł 
własnego życia, dość kilim, kilImnastu figur: niepotrzehne są tam wcale nie. 
przeliczone tłumy, szeregi ruszające się w liniach prostych, właściwe tylko 
planom inżynierów. I dlatego właśnie obrazki bojowe Orłowskiego są na- 
}Jiętnowane najwyższą poezyą, i artystycznością,' oddanie mysli i sztuki Sł 
najwięk\1zemi ich zaletami, i prawdziwego znawcę, do niewypowiedzenia za- 
l'hwycają. 1\1ało on w tym rodznju pracował, wiedział że to rzecz wyczer- 
pana. a przez częste powtarzanie ckliwością widzów nabawia, tyle tylko mo. 
że nas zajmować, ile ręką. prawdziwego mistrza są na płótnie rzucone. Mia- 
lem w ręku około pięciu obrazków zaczepek wojennych Orłowl!kiego tuszem 
i pędzlem na papierze rzuconych, z wypadków księztwa Warszawskiego, 
młodą jesz(:ze i niewpm}\'n:J ręką skreślonych, zawsze jednak pojęcie sztuki 
i dążność do no.leżytego oddania artystyczności, naj wyraźnipj się malują.. 
Żołnierz austryacki miał w Orłowskim Ilajznciętszego nieprzyjaciela, sa- 
mem widział w zbiorze p. Konarskiego dwanaście karykatur niewypowie- 
dzianie smiesznych, wydrwiwających to żoJUactwo. 
Dziwna rzecz jednak, że olejnem malowaniem bardzo mało się trudnił, 
a choć wiedział, że ten rodzaj jest trwalszym i wyższym, wszelako namię- 
tnie do akwarelli i kredki przylgnął, a niekiedy szarą. i czerwoną kredą, naj- 
cudowniejsze głowy kolorowe z papieru wydobywał. Mnóstwo takich głów 
i innych rysunków miała hrabi ni Uhoiseul, później generałowa Baclm&etiew 
w Kamieńcu Podolskim, która nietylko sama rysowała, ale nawet orędowni- 
ctwem nlld artystami, wielce słynęła. Rustern. professor uniwersytetu wileń- 
t!kiego był w ciągłej z nią. korrespondencyi, i zawsze szkice swoje do Ka- 
mieńca. jej l-'rze.i!yłał. 
Był Orłowski wzrostu słusznego. budowy ciała atletycznej, zdrowie przy. 
tern miał czerstwe: ani praca, ani biesiady na jakie od swoich wielbicieli 
często bywał wzywanym, w nic ze m go nie nadwerężyly. Wesoły, żartobliwy, 
i pełeu dowcipnych ucinków, stawał 8i
 niekiedy dla mniej bacznych uszczy- 
pliwym, w obcowaniu nawet z poufałYlDi i przyjaciołmi trocllę był szorstkim
>>>
172 


i rubasznym. :Mieszkał w oficynie marmurowego pałacu wielkiego księcia Kon- 
ptantego j:Lko nadworny malarz, gdzieśmy go bardzo często wspólnie z ś. p. 
'Vańkowiczem odwicdzali: niekiedy i nam bardzo także dopiekał, nig(ly 
jednak należnej mu czci nie odmówiliśmy. Niekiedy przebijaIo się w nim dzi- 
wactwo, nnjban1ziej zaś w chętce ubierania się po muzuImańsku z ciQgłemi 
odmianami: i tak w jednym tygodniu przez wszystkie dni w pokoju był 
ubrany jak Pers, w: drugim jak Czerkies; Gruziniec i t. p. Niesłychanie 
wielką miał siłę w rękach: naocznym byłem świadkiem jak ująwszy ręką za 
koniec sztaby żclaznej, jednem machnięciem \V powietrzu, zgiął ją pod ką- 
tem prostym, uj:!wszy za drugi koniec, podobnem machnięciem zgiął w prze- 
ciwną stronę tak, żo ona litcrę Z przedstawiała; nicdość na tem, tęż samą 
sztabę około palca wielkiego ręki lewej, prawą tak skręcił, że miała postać 
świdra, czyli wióra stolarskiego. Dwóch ludzi niższy(:h od siebie wzrostem, 
ująwszy każdego z osobna za kołnierz, mógł jak chciał w powietrzu miotać 
bcz najmniejszego sił natężenia. Nieme! kogo odwiedzał, i cllyba biesiada. 
lub uczta solenna mogla go zwabić, na której podwcselony. miał zwycznj 
talentem swoim popisywać się, i rysując karykatury z osób przytomnych 
w sposób śmicszny i dowcipny. wielce się przyczyniał do uweselenia biesia- 
dujących gości. Za prawdę' mówiąc, dowcip satyryczny jego niekiedy bywał 
ostrzejszym od IIogarta: binda komu chcinł dopicc, bo poruszywszy zasób 
artystycznej żółci, tak odrysował, żc nieraz i z przyjaźnią był pokwitowa. 
nym. Rysunck kociego koncertu był podobno przyczyną zerwlUJia wszelkich 
stosunków ze znakomitym malarzem Oleszkiewiczem, który jednocześnie bawiąc' 
w Petersburgu, był dość z nim w początkach zbliżonym. Docinał on nieje- 
dnemu, ale nigdy nie miał zamiaru szkodzić, nigdy brudna nim zemsta nic 
powodowała; ale wydrwić, wyśmiać, aby się tylko ubawić, było jedyną ucie- 
chą i słabością. Kto możc pojąć satyrycznego pisarza, kto czuje, coto jest 
nieskrępowana, i niezem nicpokonana tądzll. wypisania się, tcn nigdy nie we- . 
żmie za złe Orłowskiemu, tej jego ostrości wyrażeń obrazkowych. 
Mówiliśmy dotąd o jego pracach, jakie i w jakich chwilach swojego ży- 
ciR wykonał: teraz zastanówmy się nad jcgo pojęciem estetycznem i stano- 
wisku artystycznem, jakie sobie obrał. 
Wątpliwości nie ulega, żc Orłowski był udarowany ogromnym talentem; 
wychowanie jakic odebrał, i odbyte nauki pod dozorem N07-blina, otworzyły 
mu oczy do poznania i wnikania w sztukę, a. wyszedłszy z pracowni, odda- 
jąc się studyom, bez żadnej obcej porady, nie trzymając się tadnej obci'j 
szkoły, żadnych mistrzów, żadnyeh wzorów prócz natury, wyrobił sobic szczc- 
gólny' tryb, jakicś odrębnc piętno, któremi jego robota różniła się od wszy- 
stkich mi dotąd zDluomych artystów. Twórczość ta jego, i w technice i w po- 
mysłach dowodzi gienialnego l"Ozumienia. sztuki, bo nie chciał iść drogą już 
ubitą przez sławnych artystów, ale wolał szukać, szperać, błąkać się mano- 
wcami, byleby tylko samoistnie odznaczyć się, byleby nadać robocic smak 
i uczucie z własnych pomyslów wydobyte. Z tak potężnym talentem, i z tak 
bujną wyobraźnią, nie dziw, że Orlowski pędzlem, krćdką i piórem na pa.
>>>
173 


pierze, cudów dokazywał, i w rzeczy samej, o I{ażdej jego robocie, okażdem 
jego świstku na jakim kilka kresek rzU(
onych było, inaczej powiedzieć nic 
można, jak że są cudnie piękne. Istotnie, myśl i rzemiosło, pićrwsze i główne 
zasady sztuki rysunkowej, w całej obszerności potrafił Orłowski rozwinąć 
w swoich robotach; lekkość i swoboda ręki, smak i uczucie w dotknięciach, 
przerywanie hesek, zalanic miejscami cieniów, gdzieniegdzie pociągi fanta- 
styczne, nadanie kolorytu, o. przy tćm wszystkiem niesłychano. łatwość i szyb- 
kość wykonania, postawiły go w rz
dzie pierwszych europejskich artyst6w. 
Gdyby Orlowski jakimś szczególnym trafem, nie był opuścił ziemi ro- 
dzinntU i w kraju własnym pozostał, gdyby nie doświadczył oboj
tności tych, 
od których współczucia spodziewać się miał pra'.\'o, i jako rzadki talent 
doznał opieki możnych, był otulony skrzydlami dobroczynnej fortuny, mie- 
libyśmy w nim ohrazowego kronikarza" mielibyśmy, sto, dwieście, świe- 
tnych wypadków dziejowych, jakie dotąd napróżno z honik Miechowity, 
Kadłubka, Stryjkowskiego, Bielskiego wyglądają mistrzowskiej ręki; wszakże 
oprócz kilku szkiC',ów Smuglcwicza co pierwszy u nas wpadł na myśl szczę- 
śliwą objaśnić, i obrazkami upowszechnić historyczne podania, nic porządne- 
go w tym względzie nic mamy, całkowity zaś zhiór Smuglewicza, nie może 
się porównać do kropli wody w morzu, stosownie do ilości wypadków w dzie- 
jada przeszłości naszej. Gdy przeli trzydziestą laty, sędziwX wieszcz ują- 
wszy lutnię, odśpiewał kilIm rnpsod(lw, nie mógł jcdnak znaleźć człowieka, 
Jdóryhy kredką. je ozdobił, a to wszystko cośmy widzieli gdzieś Zl\ granicą, 
bez smaku, bez uczucia, niezgrabnie rytowane, bardziej oszpeca, aniżeli ozdo- 
by dodaje. Mielibyśmy od jednego Orłowskiego galeryę rodzinną, jakiej do- 
tąd nam nie staje, i nie wiem czy pr
dko mieć będziemy. 
Orłowski jak roślino. przeniesiona na obcą. ziemię, pod obcem niebem, 
i obcemi karmiąc' się sokami, zupełnie inne wydał owoce. Przylgnął on du- 
sz
 i ciałem do nowo pl"Zyhmnej siedziby, uczył się. stanmnie matury ta- 
mecznej, i tych indywidualnych typów, jakiemi się od innych różni. Do- 
kazał 8wojego \V krótkim czasie, bo jako pierwszy w Rossyi ml,llarz, po- 
znajomił wszystkich z obyczajami, sposobem tycia, zabawami tego ludu, 
wśród którego mieszkał, w sposób prawdziwie mistrzowski, gienialny, pier- 
wszym 'Europy artystom właściwy. Nie wiem kogo dziś po łVenecyanowie 
maj:" to jednak pewna, te Orlowski w historyi sztuki jako mnlaIZ zwy- 
czajów ludu, pićrwsze zajmuje miejsce. Ohaezmyt teraz jak on traktował 
rodzinne przygody. 
Nietrzeba się pytać, co ma za widoki pisarz lub artysta; pióro za- 
wsze odkryje sposób mysJcnia i dążność autora, jak kredka i pędzeJ ar- 
tysty. Nie wchodźmy kiedy i jak szedł Orłowski w zapasy z przeciwno- 
ściami, jak walczył z obojętnością. To pewna, że żółć i skłonność wyszy- 
dzania tlaly w jego um}'śle od tlamej młodości: nie było gadki, nie było 
wypadku, nic hyło jakiegoś żartu, któregoby nic podchwycił ze strony 
śmiesznej, i na. pap:erze nie odJał. Juk niegdyś Opaliński .nllo wszystko 
okiem i sercem I"Ozjątrzollćm patrzał, wszystko złćm widział, tak i 01'-
>>>
174 


. 
lowski uchwycił się jedynie za przywary ludzlic, może tylko na killm 
indywiduach postrzeżone, i te, jakoby ogólne przywary narodu ciągle 
przedstawilIł, bez przyzwoitej oględności, że tćm dąży do przyćmienia świę- 
tości nietykalnej, jaka bezwzględnie wszędzie powinna być SZlłnowaną. 
Rzućmy tylko okiem na te rysunki, gdzie starców z podgoloną czu- 
pryną.. w kontuszach i żupanach zwykł malować, oto wypasIe potwory z wy- 
pukłcmi i czerwonemi policzkami, z ogromnemi ruLinowerni nosami, na któ- 
rych porastają. sine grzyby od pijaństwa, kllrki filldziste jak u. zwierząt, brzu- 
chy jak beczki wYllęte, z kuflami w rękach, niekiedy i obur
cz trzyml\ią: 
w postawach chwiejących się, nawpół pijanych, w rozmaitych grupach, 
przy beczkach w piwnicach z napisem: "Kochajmy 8iIJ bracia a pijmy: bi8 'I'l'pe- 
tita placet: omne trinum perfectum i t. d. Niektórzy od przebrania miary odda- 
ją, niechlujny obraz przedstawiając, słowcm, że ohydne postacie, i jeszcze 
wohydniejszych przygodach wystawiał. Pióro Soplicy, odkryło nam szere
 
cnót i poświęccnia się, oddało w sposób 
odny wielkiego pif!arza: Orłowski 
nie' mógł się wznieść do uczucia tej poezyi, tej piękności, do odmalo- 
wania tych świętych zalet, tych bluszcz
wych wieńców, jakiemi się zdobi 
pamięć dziejów w kronikach zbutwiałych dochowana. 
I tak gdy Soplica pisząc o Panie kochanku mówi:' "Że został (książę) 
w hajdawerach amarantowych, i w koszuli, na której wisiał ogromny szka- 
plerz, i tak wlazł na wóz, na którym była kufa napełniona winem: on 
siadł na kufie, a wóz szlachta ciągnęła po ulicach Nowogródka; wóz co 
kilka kroków zatrzymywał I!ię, a kto chciał, kielich lub garnek nadstawiał, 
a książę czop od kufy odtykał, i perorowal, prosząc szlachtę by mu do- 
pisała i t. (1." Albo tam gdzie o Karolu Rysiu mówiąc, pisze: "Gdy 
książę po obiedzie nieco podochocony, miał zwyczaj parę godzin przesy- 
piać, n jeden z paziów grających w przedpokoju w balbe-z\\'olbe, nie mając 
zlIpłacić czem przegranej, zmuszony był przez towlI.rzyszów księcia pija- 
nego, i sennego kartą po no
ie uderzyć tyle razy, ile tynfów na kartę 
stawiono." To są obrazy treścią i duchem pisane dla Orłowskiego, i gdyby 
za życia jego pamiątki Soplicy, były na jaw wydane, niewątpliwie zrobiJby 
z tego podania Orłowski, dwa najcudniej8ze obrazki, godne pióra Cześnika. 
Wielkie jest powołanie i poety i malarza, alc bardzo ostrożnie stąpać 
trzeba. po stromej ścicszc6, na którą świat myślący ma oczy dzień i noc 
zwrócone. Jcden obrazek, jedno słówko wypuszczone może przygnieść na 
zawsze liście bluszczu, jakiemi opinia zdobi ich skronie. 
Nie tykając rzeczy drażliwych, miał Orłowski w dziejach naszych niewy- 
czerpane źródło obrazów, naprzykład z przygód Liso
\'czyków, czyli jllk ich 
sum nazywa lu
iądz z Konojad DęLoł
cki, Eleal'ów. Ich wyprawy, pochody 
utarczki, napady, łupieztwa, grabieie. Co za sliczny obraz jak tenże Dębo- 
łceki, którego daleko później ksiądz Marek Karmelita w Berdyczowie re- 
p"rezentował: przy wejsciu w granice Szlązka, w miasteczku po nabożeństwic 
na wzniesieniu pośr6d rynku, prawi kazanie do tej wyuzdanej tłuszczy, któ- 
ra go otaczała; jedni na koniach, drudzy pieszo, stojąc, leżqc, :ł.: natężcniem
>>>
, 


175 


uwagi przepowiedni jego słuchnją. Albo z przyg6d kozactwa 'Vychowskie- 
ł l go. Wiek Orłowskiego nie wystarczyłby na wydobycie złota, z kopalni uzie- 
jów krajowych, dotąd jeszcze żadnego mistrza ręką. nietkniętych. Mógłby 
Orłowski to wszystko malown.ć, ale bodźca nie miał, i dlatego właśnie był 
obcym dla nn.s pisarzem: my rości m prawo do jego imienia, n twory i plony 
jego prac, kto iuny odziedziczył, bo nie były nasze, i w tkankę krl\iową 
wszyć. ł-ię nie elIIły. . 
W galcryi Ermitażu uwa małe obrazki Orłowskiego znajduj!) się: Dn 
jeunym koń, na drugim kilka krów stoi. Są. one w rodzaju Wuwermana zro- 
bione, ale nierównie lepićj i śmielej traktowane, choć do najlepszych robót 
się uie liczą. Ze wszystkich zaś jego prac, ile tylko widzieć mi się zdarzyło, 
nie znalazłem ani jednego historycznego, o którym można hyło powiedziM, 
że w kronice tćj a tćj, na stronicy tej a tej, tak jest napisano: ale zaweze 
myśl krotofilna, wesoł:ł, czał-ami nawet nic nieznacząca, była treścią rysun- 
ków; jak naprzykłl\ll z wierszy: 


"Talicowała ryba z raklem, 
A pietruszka z pasternakiem, 
Cćbula się dziwowała 
Że pletrnszl.a tańcowała." 


. "Vidziałem tm rysunek po kiłkakroć i kredką. I pIOrem robiony, tak zaś 
był po mistrzowsku dotkniętym, że nawet i dzisiejszy Grandvill(' lepiej by 
nie zrobił. 
Nie może zati'm Orłowski mieścić l'ię w liczbie historyków, chyba w pod- 
rzędnym rodzaju utarczek, które dobrze mu się udn.wały. Jest on malarzem 
ludzi, przygód życia potocznego, mieszczan i wieśniaków, żadnej jednnk nie 
ma styczności ze szkołą flamandzką, bo satyryczny i uszcz:rpliwy dowcip 
w swoich mysiach pokazywał. Prędzćjb)'m go nazwał połskim IIogartem, 
fi. obcym dla nns malarzem ludu. Tak mi się \V)"dały wszystkie jego pra- 
ce, z który(:h sąd mój powziąłem. Nieraz przypominam sobie, odwiedzając 
go ze ś. p. W Rńkowiczem, nadmienialiśmy aby, co
 z Bielskiego lub Stryj- 
kowskiego malował, zawsze milczeniem nas zbywał. Zunrzyło się około tego 
Czasu, że Dawe, Anglik, znakomity artysta, takie w Petersbugu zamieszkały, 
malował scenę nie pomnę z której powieści Walter-Skotta, jak nieszczęsliwlJ. 
matka z narażeniem życia na niebezpieczeństwo, po drabinie włn.zi na szczyt 
najwyższej skały, aby uratować dziecię, które orzeł pochwycil, i do gniazda 
zaniósł. Usłyszał to Orłowski, i powziął chętkę, to samo według swojego 
p
rnysłu odmnlować. j kiedy z uniesieniem, był bowiem niesłychanie cheł- 
ł,hwym, pokazywał nam swoje arcydzieło, my jednogłośnie podziwialiśmy 
talent wykonania, ałeśmy dodali, że miłejhy nam było patrzl(ć na o
l'nz 
!ęsknot
 i rozpaczy Ludgardy albo Jadwigi gromiącej Krzyżaków, z dzie- 
J6w krajowych. Widząc, że go to poruszyło, przystąpiliśmy do okna, zkąd 
widok był na N ewę, i zmieniając rozmowę, staraliśmy się zesmutniałego Orło- 
wskiego rozweselić.
>>>
176 


Chełpliwość Orłowskiego jakem powiedział granic nic miała, tak, 
e nicl(ic- 
dy odrazę w słuchających go sprawiała; był:, ona mu wrodzoną, a jeszcze - 
bardziej się wzmogła polepszeniem jego bytu w samych początkach, kiedy 
mu raz otworzone przez \Valickiego pole do zarobkowania, do świetności 
i do dumy przystęp dało. Każdym rn.zem, kiedy u niego z Antonim Oleszezyń- 
ski m bywalismy, musieliśmy się uzbroić świętą cierpliwością, aby z tej jego 
przywnry nie rozśmiać się i nie obrazić. Pamiętam dobrze gdy pewnego razu 
dostał przy nas paroxyzmu okropnego łajania wszystkich artystów, i gdy 
między innemi dostało się professorom akademii sztuk pięknych, czekałem 
cierpliwie końca nim sili Orłowl.lki całkowicie wyburzył i swoję żółć wylał, 
i 1'0 niejakim czasie rzekłem do niego: a przecież ci sami professorowie o któ- 
rych pan z pokrzywdzeniem odzywasz się, ci sami powiadam bardzo piękne 
świadectwo o talencie jego dają
 i bynajmniej nie czuję przez jakąś oględność 
dla nas żeśmy ziomkami, bo dla uczniów byłoby za wiele czci i grzeczno- 
ści, ale ze szczerego przekonania, to tylko dodają, o czem przekonać się 
nie mogą, że pan cudnie na papierze rysujesz, że pan masz potężny talent; 
wszelako kiedy rysujesz konie, to bez względu, czy kozaka, czy Napoleona 
zawsze na kozackim posadzisz. Rozgniewany znowu wpadł w złorzeczenia. .,Cóż 
to znaczy, że Napoleona sadzę na koniu kozackim? koń zawsze koniem. i czy to 
turecki, czy arabski, perski, kozacki, mniejsza z tern, idzie tylko, abym go 
dobrze narysował i na tern całą rzecz zasadzam. Powszechnie dziś ch\'\P-Ią 
konie Verneta, a mianowicie ci co żadnego pojęcia o sztuce rysunkowej nie 
mają, konie Verneta są wyćwiczone, wymanierowane i jak panna w gorse- 
cie. I!pięte, a tem samem bardzo się od natury oddalając są ckliwe; u mnie 
zaś samo. natura: na jakiego konia patrzę, takiego rysuję, a o to nie dbam 
czy kałmuka, czy kozaka, czy Napoleona nań posadzę i kwita; a że mi 
przyznają talent, to w tern nic dziwnego. bo kiedy sami nie umieją rysować, 
to puynajmniej tyle rozumu mają, iż widzą we mnie dobrego rysownikn.." 
Pomyślałem wtenczas, do czego to nie doprowadzi odosobnienie sifJ od ludzi, 
oddanie się namiętnie sztuce z zaniedbaniem książki, któmby rozprzestrze- 
niając pojęcie, otwierała podwoje do tajemnic i natury i sztuki, która obok 
talentu wykształciłaby i scrce, bo czemże artysta lub wieszcz bez niego, i to 
nictylko w zapatryw:miu się na przyrodę, ale nawet i ćwiczenie cnót w to- 
warzyskiem pożyciu, by nic zostać dzikił-n odludkiem, samolubem, ltóryLy 
zagarnął do swych szponów wszystkie skarby świata, nie dbając czy bliźni 
jego ma na chleb powszedni. Wolter, Dalambert, Ho/bac/I, Grecourt, Parny, 
ochyda fl'ancuzkiego piśmiennictwa nigdy nie powinna się znajdować na sto- 
liku malarza: niecne i sprosne obrazy nic podniosą ducha wysoko, nie obudzą 
żadnej szlachetnej namiętności, ale przeciwnie, popchną. w wir zepsutego świa- 
ta, oswoją go z występkiem i niecnotą, i w końcu pokalają jego sumienie 
postępki brudami o jakich bez wzdrygnienia wspomnieć nic można. Są lu- 
dzie co niby dla poJniesienia uczuć poetyckich, jako artyści naprzykład 
portretowi chełpią się, że czytają Petrarka, Tas8a i innych: nie podniesie 
ich ducha żaden poeta, taden wieszcz, ani nawet sama lutnia 0rfeu8za, 


"
>>>
l 


,. 


177 


nieokrzesany umysł, co może pojąć, co może uczuć, co może oddać choćby 
nawet i m6gł nieźle narysować. Bryła kamienia powit!rzchownie niby ocio- 
sana, ślepa na wszystko co ją otacza, i jak głaz bezużyteczna, jestto 
talent bez nauki, bez wykształcenia umysłu i 8erca, a po takim więcej 
można się spodziewać złego, jak dobrego dla społeczności. Prawda, że nie- 
ktlrzy, a nawet i najznakomitsi artyści ulegali słabościom. Gwidoreni noca- 
mi grywał w karty, dniem zaś arcyr1ziela lały się zpod pędzla na, płótno, 
wyższe nawet od utworów Rnfap.la. Rzadko ldóry z niemieckich lub flaman- 
dzkich artyst6w nie przesiadywał część większą dnia i nocy w karczmach; 
bylito prawie wszyscy malarze rodzajowi, niektórzy nawet pracownie swoje 
mieli w tych zbiegowiskach ludu (lo szklanki i do tfłńca pochopnego, lecz 
był czas potemu kiedy obraz był tylko ozdobą czczą, meblem i oprócz to- 
chniczm'Jj rzemieślniczej doskonałości, nic więcej od artysty nic wymagano; 
odmalowanie rądclka miedzianego, kielicha z płynem przezroczystym, bańki 
mydlanćj, stanowiło największy stopień doskonałości. Ale dziś, kiedy piśmien- 
nictwo tak wysoko stanęło w d
żności swojej, że nawet i w nmiejszych 
utworach oprócz treści wypadku, pisarz musi koniecznie myśl przeprowadzić, 
myśl, jaka się czepi praw ludzkości do jej uszczęśliwienia; biada, że Orlo- 
wtlki nie odbył nauk pierwotnych, jakie jedynie nasamprzód !nłodzieńcowi 
otwierają oczy do poznania światn, przyrody i samego siebie. Nie znał wca- 
le języl{.a łacińskiego, który w niCIlostatku wszystkich inszych mógłby mu 
przewodniczyć w obieraniu pracy, i mógłby należycie wypiętnować w jego 
utworach charakter gruntowności, dojrzałości i doskonałości. Człowiek w nie- 
szczęściu i niedoli, w zapasach z losem zawistnym,- gdzieś w obcej stronie, 
uczci jednak pamięć przodków myślą i czynem, choć kilku obrazkami uświę- 
ci pamięć czcigodnych wypadków
 gdzie cnota, męztwo, dohro kl"fłjowc ja- 
śnieje. Nic z tego! puste bamboszad!l' mile wprawdzie dla oka, ale nic do 
duszy nie przemawiają, i tu włagnie idzie Orłowski na równi z flamalUlzkie- 
mi gieniuszami, co urodzeni i wychownui w karczmie, nie mogli podnieść 
j!ię nad poziom zwyczajnych człowickowi przywar i namiętności, a malowali 
tylko obrazki dla zabawy, jak dziś robią lalki dla zabawy dzieci. Ten nie- 
d08tatek nauk stał się przyc;:yną, że Orłuwski nie mógł harmonizować z lu: 
dżrni, wyzuł go z najpierwszej cnoty artysty, skromności, i wbił go w pychę 
ludziom najbardziej ograniczonym, albo !et kuglarzom właściwą. Olcszkie- 
wi(
z, jednocześnie z nim w Pctersburgu mieszkający, człowiek prawy, po- 
czciwy i światły, każdemu a nawet i nieprzyjacielowi sprawiedliwość odda.- 
jący, .definiował Orłowskiego temi ałowy: "A c6ż począć z tym waryatem?" 
Zycie tego artysty, musi koniecznie wiele szczegółów zawierać, b.ardzo 
c

k
wych.i zajmujących co do prac artystycznych: ci zatem którzy go oso- 
blscle znal., i jeszcze go pamiętają, zwłaszcza mieszkaj
cy w Petersburgu, 
będą. mogli : obszerną. napisać biografię; nasze zaś niniejsze zarysy. mogił 
posłużyć za materyał dla niej nieobojętny, 
JHncentg Smokowak;. 


2:1 


-
>>>
JPmł 


y rP I . Y. 


. 


J. U DRS StachOllńcz był takim pisarzem, artystą, Jakim Orlowski w Petersburgu. l\IalowicIla 
w paJacu biskupów w Krakowie, Jut w tym wzgl
dzie awleilczouo pochwałami, abyśmy mieli tu 
je powtarzać: chyba tylko dodamy, ie Stachowicz po'więcsniem sit; swojemu zawodowi artJ'st)'. 
cznema, i ogromem prac, jakie w życiu wykoual, nabyl prawa do szczerej wdzięczności od tych 
co umlejl} pojmować i oceniać sprawt; dobra publicznogo. 
II. Orłowski ai nadto Bzczodrl} rękI} wymierzal sobie sprawiedliwoŚt!, i wszystkim najwyraźni6j 
dowodzil, te jest wyiBzym od Vemeta, i innyeh co w jego rodzaju pracO"l'l'ali. Miłośó wlasna, 
jest zawsze chwalebnI} w arty'cle, o ile tylko nie przechodzi granic przyzwoitych, jak złe o sobie 
trzymanie i zW'łtpienie o wlasnych silach, tak równie zbyteczna zarozumialośó, nietylko ie 61} na- 
ganne, ale nawst dołj'ł zle świadecwo o wyksztalceniu UID)'slowem artysty. Wszelkie wyznania 
8'ł du , choóby najsurowszlL kryt)'ka, nigdy nie powinna gniewaó artyst
, ale- przeciwnie ile możno- 
ści, powinien staraó si
 z ni6j konystaó, i to wlaśnie b
dzie uajwyrRŹniejszym dowodem jego ta. 
lentu. Nieraz przypominam sobie, był Orlowski celem krytyk.i, nieraz byl najsurowiej i najjado' 
wici6j piórem dotknięty, zawsze jednak ze skromnoścl'ł je przyjmował, i nietylko nigdy nie sze- 
mrał, ale nawet nie wypuścił jednego Iłowa uszczypliwego II ust swoich. Ta niezachwiana umy- 
8lowośó artysty, i ten jego stoicyzm wyrobiony prac'ł sztuki, jest wlaśnie. dowodsm rzetoln6j go- 
dności jego talentu, i wyższości nad wszystkie nagany. W rzeczy samej kaidy wyksztalcony ar. 
.ysta II duchem, z talentem, nigdy si
 nie obruszy najsUl'oWBZ'ł krytyk'ł, ale przeciwnie wi,:co!'j mn 
prz)'kroścl sprawić powinny oklaski osób, co nie maj/} wyobraienia ani o p
dzlu, ani o barwach. 
Gdyby dziś w Paryin napisal ktoś krytyk
 na Delal'och'a, Delacroix, i inn)'ch, w którejby im znrzu' 
cal nieznajomoŚt! 8ztuki. rozśmiałby się z nich każdy niew'łtpliwie. Oto jest sposób postępowania, 
w pełn6m znaczeniu artysty, którego p
dzel kierowany sercem, uwiecznia na płótnie dzieje, i któ- 
rego usta, jako odgłos usposobienia umyslowego, niezem si
 kalać nie powinny. 



 


f 
I
>>>
r- 


.. 


FRANCISZEK BOHO
iOLEC. 


f 


tani sław August Poniatowski, nadzwyczajnie był troskliwym, 
ahy w blasku wskrzesiciela literatury i nauk, był w poto- 
. ,mnośoi uważany. Ztąd obdarzał medalami zdolniejszych mę- 
żów żyjących w owym okresie; ztąd bior:} początek jego 
obiady czwartkowi', na które zgromadzał wszystko, co tylko w li- 
teraturze się odznaczało. 
I trafił w szczęśliwe dla siebie czasy. Przy końcu panowa- 
nia Augusta IIJ:, ruch umysłowy żywo dał się czuć w naro- 
dzie, powiew zbawienny od zachodu, roztajał zwolna owe grube, 
i brudne lody, w których zamrożona myśl i uczucie, nie miały na- 
wet nadziei ujrzenia umajonej wiosny. 'Vielcy mężowie stanęli na 
czcle myśli postępowej, a jako wytrwali pracownicy, oburącz chwy- 
cili się do obalenia bałwana' ciemnoty i przes:}du, który cześć, w miejsce 
prawdy, nauki, powszechnie odbicrał. 
Najstnr8zy z nich Niesiecki na dwadzieścia jeden lat przed wstąpieniem 
Poniatowskiego na tron, umiera, zostawuj:}c herbarz, owoo olbrzymiej pracy. 
ów skarbiec dla dziejów nal!zych, przy której malej:} wielkie dzieła nawet, 
jak np. słownik Lindcgo. 
Józef Jędrzej Załuski w roku wstąpicnilI. na tron 1764, podczas sejmu 
koronacyjnego, sławną bihliotekę s\Voję d:-.rownł Rzcczypospolitl
, której skar- 
by dał w znacznćj części poznać niespracowany J anocki. 
Konarski, ów mąż wielkiej zasJugi, wcale do czasów Poniatowskiego nie 
należy, bo gdy ten król wstępował na tron, miał lat już 64, Ił sławne dzieło 
swoje: ,,0 skutecznym rad sposobie," na kilka lat przedtćm wydał. 


-
>>>
........-- 


180 


Kitowicz, znakomity historyk, także w okresie czasów Konarskiego stoi. 
jakkolwiek przeżył czasy Stanisława Augusta. Spojrzyjmy na wszystkie 
znakomitości literackie ówczesne, a nab
dziem przekonania, że nie Poniato. 
wski ruch umysłowy w narodzie obudził. 
\V chwili wstąpienia na tron tcgo króla: 
Kms:cki miał bt 30; Naruszewicz lat 31; Trembecki okolo lat 40; Al- 
bertralldy lat 33; Knrpiński lat 21; Piramowicz lat 29; Kopczyński lat 29; 
Waga Teodor lat 2G; Ładowski lat 2G; Wyrwicz lat 47; Kluk lat 25. 
llylito więc ludzie już wykształceni, ludzie nowych czasów, z wyrobio, 
ną ideą, pracownicy i rozkrzewiciele nowych, postępowych myśli. 
:Miał wiIJc gotowe ozdoby do swoich uczonych czwartkowych obiadów. Go- 
rąco powinien Poniatowski błogosławić Opatrzność, że go na tronie w tak szcz
. 
śliwych dlań czasach postawiła, 
e siebie mógł podnieść, i okryć godnością 
i talcntami znakomitych mężów. 
SplJtczcsność uwicdziona pochlcbstwami w wierszach N aruszcwicza, a szcze. 
góllljf'j dość nikczcmncmi Trembeckiego, patrząc jak monarcha, znprasznł D:L 
zamek uczonych ludzi, lubił się niemi otaczać, i smakował w ich towarzy- 
stwie, uwicrzyła zręcznie puszczonym wieściom, że Stanisław August, wró- 
cił nam złoty wiek literatury polskiej; alc potomność, surowy badacz prawdy, 
fałsz ten dziejowy, już dawno zdeptała. 
Do rzędu znakomitych literatów, którzy byli ozdobą panowania Ponia- 
towsl{iego, a należeli wyłącznic .10 okresu Konarskiego, należy niezaprzecze- 
nie Franciszek Bohomolec. Onto pismami 8wemi zaprawdę nnj\Vi
cpj przp.d 
Krasickim wpływał na opinię publiczną, kierował nią, i wiódł .10 szlachc- 
tnych celów. Bohomolec wykorzenił wicie szkodliwych przesądów, rozbudził 
naród ze zgubnego snu letargicznego; jemu winicn język tę ogładę i czy- 
stość, jakiem i zajaśniał w wieku Stanisława. Augusta. Król ten rad go za- 
praszał na czwartl..:owe obiady, Poleciwszy artyście Marteau w miniaturach 
zachowanie wizcrunków wspóltowarzyszów uczt takich, i Bohomolca oblicze 
il08zło nILszych CZILSÓW; z tego więc zbioru wierny tu przerys dajcmy. 
Zwyczajcm młodzieży współczcsnćj, która zawód naukowy brała za cel 
żywota swego, Bohomolcc wstą.pił do zakonu Jezuitów. Zakon tcn tyle 
głośny w dziejach naszych, przy końcu swego bytu, zaczął zwolna wyle- 
niać się ze skóry zaplcśniałćj fanatyzmu, ciemnoty i upartćj stagnacyi; 
gdy nagle grom lVntykanu, rozbił tych janczar6w rzymskich, jak .1obrzo 
Naruszcwicz; sam jezuita, wyraził. Bohomolec po zrzuceniu sukni zakon- 
OtJj, nic porzucił użytecznej i blogosławionćj pracy na polu umysłowem. 
I zostawił tćż chlubną pamięć po sobie, i wdzięczne rodaków wspomnienie. 
Ignacy KrasicId w jednym ze swoich listów tuk nalD maluje Bohomolca: 
"Nie była dziką. cnota jego: użyczał się towarzystwu, i wielce miły 
w posicdzeniu dobranych przyjaciół, umiał łączyć wesołość żywą, z przy- 
kładnością. nienagannego życia. Nicnad
ty Czczym pozorem m
drzec, ani 
gardził dobrem mieniem, ani się o jego zbyteczność starał, i ehoć uro- 
dzcnie, przymioty i wzi
tość dawały mu sposobność do wzniesienia 'się, 


.....
>>>
..... 



 
. 
 .. 


181 


. 


obrał sobie mierność, i w tej trwał do śmierci. Umierając, małość zbioru 
swojego poświęcił nieszczęśliwym, łzy słodkie wdzięczności uwielbiać będQ 
pamięć jego." 
W każdćj gałęzi literatury, spotykamy imię Bohomolca: bo też on ku 
poparciu myśli postępowćj jak wytrwały pracownik, pierwszy zawsze pod 
jćj chorągiew Btawał. 
Przejrzyjmy uważnie wszystkie jego pisma, a one same, dadzą nam 
dowód na ś"hdectwo o zasługach Bohomolca. Przejdziemy je chronolo- 
gicznie, jak wychodziły zpod prassy drukarskiej. 
1750. Kiedy Konarski, rozmyślając o wielkićj reformie narodu, zaczął 
ją od poprawy w wychowaniu młodzieży zamożniejszych domów polskich. 
i założył w tym celu Collegium Nobilium; zaczął już tłumaczyć z francuz- 
kiego dramata, już pisał oryginalne, które przedstawiano w umyślnie urzą- 
dzonym w gmachach szkolnych, teatrze. Cel szlachetny wielkiego męża, aby 
wzniosłe i piękne uczucia w młode zaszczepić serca. teby młodzież wdro- 
żyć więcej w życie praktyczne, i ośmielić, osiągnięty został. 
Jezuici, którzy poj
li odrazu wyższość planu w wychowaniu Konarskie- 
go, nie dali się ubiedz, i za!Zęli w tern go naśladować. Był w kollegiaeh 
jezuickich oddawna zwyczaj, przedstawiania dyalogów. i tragedyj, ale były- 
to utwory bez wyższej myśli i uczucia, tak nędzne ramoty, i niegodziwym 
językiem pisane, że zaledwie zasługują na wspomni
ie, jako smutne do- 
wody upadku umysłowości w Polsce. 
Bohomolec, wtedy w zakonie Jezuitów professor. ocenił ważność przelI- 
stawień dramatycznych, dzieląc wszakże shupuły braci w zakonie, za- 
czął pisać komedye, ale z męzkiemi wyłącznie tylko rolami, i zbiór tako- 
wy wydał w roku 1750. Gdy jednakże, lepiej wyjrzawszy z celi jezuickiej, 
spostrzegł, że komedye jego zostały pozbawione glównego zl\jęcin. i pra- 
wdy dramatycznej, a przez to za murami collegium nieużyteczne, wprowa- 
dził na scenę i kobiety (A). 
Pierwszy w te czasy po Konarskim co jął się literatury francuzkiej, 
i Moliera dał poznać scenie jezuickiej. Dowcip żywy, żart przystojny przy 
dobrym na ten olres j
zyku, cechuje te utwory, jakkolwiek, znać zara- 
zelU zakonnikl\, z pleśnią klasztorną, i brakiem praktycznego i ży cia i ludzi. 
'Ve dwadzieścia sześć lat, po wydaniu pierwsze m swych komedyj. 
wydał Bohomolec, oper
 p. n. NfJdza u8zczeAliwiona (D). l\hciej Kamiński 
napisał do niej muzykę: i to jest pierwsza polska opera, która na naszym 
się ukaza.łl\ teatrze. - 
Szlachetną tu myślą powodowany był Bohomolec. gdy bowiem w r. 
1777 pierwszy raz na naszej sceuie ukazała się opera włosko. serio, za.pał pu- 
bliczności uo tego rodzaju widowisk wzrost do najwyż8zego stopnia; ope- 
ry polskiej nie było: do Nedzy uszczęAliwionij Kamiński podłożył muzykę na- 
der przyjemną, l(tórej sam wyuczywszy arty:;tów: ,,'Vystl\wił pierwszą pol- 
Rk:} operę, cudo jak naówczas wszystkich zadziwiają{)e, cudzoziemcom lę- 
k:tjącym się wzrostu tćj eztuki niemiłe, a rodakom mocno upodobane" m6-
>>>
. . 


182 


. 


wi Bogusławski w dziejach teat'J'U, który kilim pieśni .dodał do utworu ulu- 
bioncgo wówczas autora, 
Śpiew ubogiej matki, taniec polski. i 
)ieśń: "Nigd,v jak dzisiaj, nie 
czulem rozkoBzy," wkrótce w Warszawie caMj i w kraju były ulubione. Spic- 
\Vki te, jeszcze sam zapamiętam, w mojej młodości w domach staropolskich, 
z upodobanicm powtarzane. 
Po wydaniu swoich komedyj: ogłosił Bohomolec w r. 1758 "Rozmowy o ję- 
zyku pols/dm" (C). 'V małej ale treściwej tćj rozprawce wprowadza trzy 
osohy, wiodące rozmowę: Jana Kochanowskiego, Samuela Twardowskiego 
i Makarońskiego, jako obrońcę makaronizmów. Głównym tu celem autora, 
jest dowodnie okazać, że mieszanie do polszczyzny wyrazów z obcego języ- 
ka, nietylko nie jcst potrzebną, ale i śmieszną rzeczą: w ustępie mówi o do- 
brem tłumaczeniu z obcych języków. Rozmowa powyższa w czasach swe- 
go wydania, była żywotnem pytaniem, bo uderzała śmiało, na. tak bezrozu- 
mny. a zakorzeniony zwyczaj w narodzie. Wydał ją. po łacinic; uczeń Le- 
8ki tłumaczył, ale poprawiał sam Bohomolec ten przekład polBki. 
Od roku 1764, zaczljł wydawać: 
"Zbiór dziejopisów pol8kich w czterech torA ach eazoarty." 
W tym objął kroniki Bielskiego, Stryjkowskiego, Kromera (przekład 
Błazowskiego) i Gwagnina (przekład Marcina Paszkowskiego.) 
Powziął Bohomolec tę myśl piękną, uważając historyę jako nauk p1i- 
sfrzynię, aby wiadomości ojczyste rozszerzyć w kraju; tem bardziej, że 
pierwotne wydania tych kronik, stały się nadzwyczaj rzadkiemi, a ztąd 
i mnlo zlIImemi. Oprócz poświęcenia i pracy, wydanie tak ogromnych ksiąg 
wymagało i niemałego nakładu: Biskup Józef Zaluski" wsparł na początek 
Bohomolca, resztę dała prenumerata. Szybko tomy tego zbioru wychodziły, 
tak że kronika Bielskiego wydaną została 1764; Stryjkowskiego 1766; Kro- 
merR 1767; Gwap;nina 1768. 
''\Tiele przeszkód musiał Bohomolec przcłamywać: prenumcrata szła opor- 
nic; ogłosił więc, że po wyjściu całcgo dzieła, cena jego wdwójnasób podnie. 
siuna będzie (D). Przy wytrwałości przecież i żelaznej pracy, wykonał swo- 
je przedsięwzięcie dokładnie i sumiennie (E). 
Obok starań 'przy wydaniu pomienionych kronik, z polccenia starszyzny 
zakonnej, ku rozszerzeniu chwały Jezuitów, tłumaczył ogromne dzieło, i wy- 
dal p. n. 
"Li8ty różne kt chwalebnej ciekawoAci i c/trzeAciańskiemu zbudowaniu slu- 
t'1ce, z Azyi, Afryki i Ameryki 'IIiegdyA od Mi88Y0'llarzów Societatis Je8u, to ro- 
zmaitych jezykaclt pisane, teraz dla pragn'1C!Jch wiedzieć o pom'lloteniu wiary 
fla8zej w tamtycll krajach, jako teł i obyczajaclt onych narodów po polsku prze- 
lożone, przez jednego zakonnika Societati8 Jesu. W JVarszawie, w Drukarni 
J. 1(. Mci i Rzeczypospolitej. Soc. Je8u 1767. - 4-to, Btr. 541." 
Przez dwa lata nast
pne zajmował się Bohomolec, nową edycYQ, niezna- 
nych pism Kazimierza Sarbiewskicgo.
>>>
\.. 


183 


I 


Naruszewicz professor naówczas poetyki w Kollegium Jezuitów "Vi- 
'Ieńskićm ogłosił w r. 1757 w pięknćm wydaniu tego łacińskiego poety Liryki 
dytyramby i epigrammata; później wynalazłszy wiele ręlwpismów Sarbiewskie- 
go, takowe Bohomolcowi przesłał. Gorliwy o sławę narodową zajął się nasz 
autor, i wydal w roku 1769 p. n. 
"M. C. Sarbiewski S. J, opera posthuma quibus accesserunt multa poemCltu 
vernaculo (i. e. polonico) carmine reddita. Varsaviae, typis Soc. JeBu. - 8.vo, 
3tron. 312." 
Po raz pierwszy wydany tu został ułomek poematu historycznego Lc- 
chias (bo cały zaginął) z księgi XI, z kilkuset wierszy złożony. Są tu li- 
sty Łubieńskiego do Sarbiewskiego i odpowiedzi tegoż: w ogóle listów 92, 
a nadto jeden list Dyoniz. Petawiusza do Sarbiewskiego pisany. Przyłączył 
nfLdto Bohomolec, obok oryg:nalnego tekstu, tłumaczenie 50 pieśni Sarbie- 
wskiego, jakoto : Samuela Twardowskiego, Piotra Puz:yny jezuity, Adama 
Naruszewicza, Ant'Diego Wiśniewskiego pijara. Jana Albertrandcgo naów- 
czas jezuity, Józefa Minasowicza, Michała Przezdzieckiego starosty Pińskie- 
go. i własne swoje. 
Jestto ostatnie wydanie poezyi Sarbiewskiego. 
Zwolennik i wielbiciel dziejów ojczystych opracował dwa. żywoty znako- 
mitych mężów w narodzie: pierwszy w roku 1775 wydał p. n. 
"Życie Jana Zamojskiego Kanclerza i Iletmana Wgo Koronnego w \Var- 
ezawie, w Drukarni Nadwornej J. K. Mci, 8-vo, str. 324 (F)." 
Drugi we dwa. l",ta potem. ' 
,,źl/cie Jerzego 03solińskiego Kanclerza Wgo Koronnego, W ars
awa.. w Dru. 
karni Nadwornej J. K. Mci, R. P. 1777, 8-vo, dwa tomy: 493 i 317 str." (G). 
Jasność i gruntowDośĆ wykładu, zalecają te prace historyczne, i nadają im 
prawdziwą wartość. 
W roku 1779 wydał Bohomolec dla użytku młodzieży szkolnej, prze- 
kłady mówców łacińskich p. n. 
"Zabarcki oratorskie przez Ks. Franc. Bohomolca S. J. zebrane, w 'Var- 
szawie, w Drukarni Nadwor. J. K. M., 8-vo, str. 158." 
Jestto praca lat dawniejszych,. gdy' w Kollegium jezuickiem, jako profes. 
80r retorykę wykładał. . 
U płynęło lat 33 od czasu kiedy Bohomolec, jako pisarz komedyj. pierw- 
I!zy raz dał się poznać; teraz starzec zwątlony tak czynne m życiem, nie wy- 
pUBzczał pióra z r
ki. Ostatnią też jego pracą. jest tłumaczenie podróży 
La Harpa, którą. wspólnie z Kazimierzem Wróblewskim i Wincentym Mn- 
gierem podjął i wydał w latach 1783, 1794 w pięciu tomach p. n. 
.. ,,lIi8torya o podróżach przez pana de la Harpe, zawierająca odkrycie kra- 
jów dotoniej nieznajomych, oraz obyczaje, religie, rząd i handel obywalelów, na 
polski jezyk przełoiona, w Warszawie, w Drukarni Królewskiej.'
 
OU roku 1764, Bohomolec zaczął wydawać l1ismo peryodycznc pod napi- 
sem: Monitor. Nowość' w Polace nieslychana., pokupna z ciekawości, wkrót- 


ł 


"
>>>
184 


ce silny wpływ wywierać zaczęła. Monitor położywszy sobie za cel, jak eam 
Bohomolec wyraża: 
"Biorąc na się urząd Monitora, przyjmuję oraz złączony z nim obo- 
wiązek służenia krajowi, pokazując obywatelom, jakiemi oni być powinni, 
aby byli mu pożyteczni." 
Ciągle do ti
j poczciwej myśli dążył, i zaprawdę, silne w narodzie zaję- 
cie obudził, wiele prawd zaszczepił, i wielkie zasługi położył w rozbudzeniu 
życia duchowego. i ogólnej reformie na drodze postępu. 
Nie unudzimy czytelnika przywiedzeniem kilim ustępów z tego rzadkie- 
go dziś pisma. a te dadzą. nam mniej więcej dokładne wyobrażenie, nictyl- 
ko pod wzglł,;dcm 8tylu i jI.Jzyka co się wyłamywał z nikczemnej pancgiry- 
czności i pstrocizny łaciny, ale i co do samego ducha i myśli pisma. 


J 


. 


I 
'f
>>>
I. 


lIlIodoje. 


iemasz piękniejszej, ale też równie i niebezpieczniejszej rze- 
, czy, jak młodość. Jestto róża wiosny życia ludzkiego, co do 
piękności, ale też łacno pogrąioną być moie w przepaści wy- 
st
pków, przez niewiadomość na świecie rzeczy, i zbytni:J 
swą żywoś
. Jestto morze nawałnościami ustawnie zaburzone, 
tysiącznych skał pełne" które łmżdy człowiek przebywać musi, 
wpośród niezliczonych niebezpieczeństw, chcąc dopłynąć pożąda- 
nego portu, męzkiego wieku. Jeżeli jako niektórzy utrzymują, 
szczęście. zawisło od imaginacyi go osiągnienia, tedy w tćj porze 
wieku człowiek jest najszczęśłiwszy, lubo podtenczas nieroztropność 
, jego jest wielka, niew
adomość gruba, rozumienie o sobie śmiechu go- 
dnc, rozsądek slaby, uwagi omylne, upór niczwyciężony, pojętność 
- 
pa, namiętności wyuzdane, a przezornośĆ, niebardzo daleko sięgająca. Mło- 
dość rozumie, że wszystko umie, nie chcąc się niczego dać nauczyć, i chce 
teoryę, czyli dochodzcnie rzeczy, dowcipem na końcu kłaść praktyki. Bawi 
się i zaprząta fraszkami i cała głupstwu się oddaje. Nieczułość jest jej we- 
zgłowiem, a rozpusta łożem spoczynku, występki jej asystują, a próżność w to- 
warzystwie z nią chodzi; przytomne ją. tyłko rzeczy bawią, do przyszłych 
starania swego nier ozciąga, które niepewnemi być sądzi. Sama nie wie czego 
żąda, ponieważ za wiatrem się ugania; przedsięwzięcia jej nie są stałe, gdyz 
nic trwałego sobie nie zakłada. Raz, wszystko co widzi kocha, bo się na 
n
czem nie z
la; drugi raz wszystko nienawidzi, bo nie przywykła uwagi czy- 
mć, co dla mej byłoby męką. Nakonicc mimo tego wszystkiego, szczęsliwy, 
2-1
>>>
186 


kto młodość swoj
 w uczeniu si
 mądro
ci przepędza, w przyłożeniu pilno
ci 
do nauk, które ona podaje, i ćwiczeniu się w cnocie, gdyż taki nieochybnie 
zachowa. w starości wicie uciech swej młodości. .Włosi mówią, ie ten kto 
sobie życzy być starym, trzeba aby wcześnie starzeć się zaczynał; i że roz- 
pustna. młodość przywodzi starość chorowitą i niedołężlllł' Kończę ten arty- 
kuł temi wierszami: 


W czasie młodości, myśl płocha 
W uciechach się tylko kocha; 
A zaś w dojrzalszym wieku I starości, 
W IODe się wprzęga człowiek namiętności. 


Tak w sen ze snn Idąc, błędn 
Niewolnik, bez prawdy względu, 
Stawa D8konlec o wIeczności bramy! 
Pono I my się tamże przymykamy. 
Łóżmyż, co uam zblwa, złoty 
Czas, Da poprawę ślepotyl 


'. 


.
>>>
n. 


Żądza . uadz.....a. 


r. 


ądzlL i nadzieja, sąto zabawy myśli, rozrywki umysłu ludzkic. 
go. !)ićrwsza jest przykrością, a druga pociechą, częstokroó 
źlc ugruntowaną. . Gdybyśmy się mogli pozbyć żądzy, ,wi- 
dzielibyśmy się prędko \V zupełnym stanie uko
tentowania, 
ponieważ ten kto nic nie żąda, wraz wszystko posiada; przeci. 
wnie zaś żądza, jest tyranem i katem serca, niezmordowana ni. 
gdy naszem udręczeniem. Mądry miarkuje swe żądze względcm 
rzeczy tego świata, znojąo niepodobieństwo onym dogodzenia; 
gdy tymczasem nieroztropny, spokojnością przypłaca śmiechu godne 
żądze, którym się poddaje. 
Największa część żądz naszych są, ż& tak rzekę, memoryałami, 
które głupstwo człowieka przeznaczeniu podaje, na które jcdnak ża- 
dnego względu, żadnego baczenia przeznaczenie nie czyni, częstokroć je i nie 
czyta, a nawet i rzadko przyjmujc. Prawdziwy znak niedoskonałości wszy- 
stkich rzecz.y w tern życiu, jest chęć, moje!D zdaniem, i skłonność owa, nie- 
przezwyciężona, którą wszyscy ludzie w sobie czują do żądz formowania: 
bo niech jak chce w szczęśliwym znajdują. się stanie, przecież nie przestają 
być nigdy bez żądzy. Co dosyć dowodzi, że nie wprzód można koniec 
swym żądzom założyć, aż się dusza, do Bzczęśliwej wieczności dostanie.
>>>
m. 


FlIozof'7, nowowlerkowle z roku .'1'10. 


1J1
1
 r 

Li- 
[ 
_
 ',-c = 

; '}, j
i:. 
, '1 ,
 ożna. słusznie m6wić, że ich patryarchą jest djabeł, sZYl!-ko- 
. .
,)

 .' , · wny dom kościołem, a kaffenhauz kaplic:t. Peregrynacye swoje 
. ..:::
, ,1"";-, o i dróżki odprawują do zamtuzdw, a rozpusty. . mają za od- 
, . 
."" \o pusty. Postem u nich jest posiedzenie z dobremi ludźmi, 

 
,
:
 
 a zaś pokutQ, słuchanie kazania. Ich biblia, gra w karty, gdzie 
., "'

 czterećh królów, są niby tyleż ewangelistów. Siedm grzechów głó- 

'I!,1;":i& wnych Sił. ich pr
ykazanie
, a.oświalczenie miłoś
i z s
rd
cznćm 
"
 
 wzdychamcm, mIasto spowiedzI. Ich psalmy SQ pIOsnkI miłosne, 
.f '.. a jałmużny, ich upominki, które swachom dla pośrednictwa dają, i zwo- 
.
 odnikom. Msza ich dr
czy, i po kościach w ławkach rozbieraj a nie- 
.,).t Bzpory widzQ si
 im być stratą niepowetowaną czasu. Opera wło- 
ska jest u nich kompletą, o. komedya francuzka wieczorną modlitwą.: 
gazety holend.erskie, to ich ewangelie, a śmieszne powieści, obrokiem ducho- 
wnym. G
ba ich, jest magazynem drwin, fraszek, i żartów nicuczciwych, a uszy 
schowaniem obmów i słów lada jakich. Bezbożność stoi u nich za rozum, 
a żywoty świętych, tyle ważą co romanse. Pieniądze są jednym z największych 
filarów ich religii, a ubóstwo zdaje sil;) im być grzechem nieodpuszezonym. 
Pochwaly które dają swym występkom, są miasto dziejów apostolskich u ieh 
nowicyuszóWj nowicyat zaś ich młodości, służy za nagrodę starszyzllie w re- 
ligii. Dusze błogosławionych są. u nich rozkosznicy, aniołowie ich stróżowie, 
lokaje upudrowani, Zacni zaś i pobożni zakonnicy, jedni w ich, mniema- 
niu za kozłów, owi za osł6w niebieskich! Naostatek, jak młodość SWIł tra- 
wi=ł na usłudze swiata, ciala i czarta, tak tćż gdy już ich wiek rozpu-
>>>
189 


stlł stargany, do niczego być więcej zdatnym nie mote. Lucyper przez wzglę- 
dnfł na ich usługi wdzi
czność, gotuje im piekło miasto 8zpitala. 


ł 


. 


. 


. 


Czytto nie jest dosadny obraz tej chwili przejAcia w naszym narodzie, 
gdy prawdziWIł wiarę, niedowiarstwo; czyste i proste obyczaje, 
bytck i roz- 
pusta pokalały. Wybornie się w tym malym ustępie sam Bohomolec ma- 
luje: jeszcze jezuita, nie może pojąć przewrotu wieku; z całą zakonną su- 
rowością brzmi pr
eciw zepsuciu, a ileż obok tego świeżych i pięknych my- 
śli w innych rozprawach rzuca I Deż ironii i dowcipu jest w poniż8zym li- 
ście, a wybórnie malujlicym właści Wił czasowość! 


--
>>>
, 


IV. 


Moiel panie Monlłor 1 


(fi lutego 1772 r,) 


. 


- 


iorą.c śmiałość zatrudnić W. M. pana, prosz
 o radę, co 
mam c,.zynić z siostrzenicą moją, której edukacya jest mi 
powierzona. Lubo urodziwa, nie umie użyć piękności swo- 
jej: przcstaje spokojnie na darach przyrodzenia, a nie my- 
śli o kunszcic, którymby dary takowe przykształcać powinnR. 
'V po!licdzeniu to tylko mówi, co myśli: w czem zważ \V. M. 
e 1 pan jak gruby błąd popełnia, i jeżeli będzie kiedykolwiek spo- 
sobna, do dystyngwowanych konwcrsacyj? Oczy, rozumie że na 
o to jej tylko dane są, aby patrzała, a pojąć nic może, że niemi ga- 
dać można. Od dwóch miesięcy uczę ją wzdychać, i tego jeszcze 
nie mogła dorozumićć si
, iż można westchnąć nie turbują.c się. Za- 
pomniałem jeszcze i to nadmienić, iż nie chce chodzić w takt, i gdy 
ją . o to strofowałam, odpowiedziała mi, iż jej niepodobno. taktu zachować 
wtenczas kiedy nie grają. Taką. w niej uczyniło impressyą wieśniackie gru- 
bijaństwo, iż lubo od sześciu miesięcy, bawi się ze mną. w tern stołecznem 
. mieście, jeszcze w kompanii gotowa się zapłonić i oczy spuścić. Jeżeli 
kto, to \V. M. pan, ile jak się spodzićwam, świadom reguł grzeczności i mo- 
dy, mógłbyś zabieżyć tak grubym i szkodliwym przywarom. Proszę więc 
'V. M. pana jako najusilniej, abyś raczył ją W tej mierze oświecić, nauczyć, 
i jćj podobne prostaczki. Mam honor zostawać z dystyngwowaną. konsy- 
deracyą.. .
>>>
I 
I 


ohomolec w tern plsmle śmiało karcił zepsucie i wady; ka- 
żdy wiek, każdy stan, . znalazł tu swoję kartę: zdrożności 
nie przepuścił żadnej. Sza
uje wolę rodziców co do roz- 
porządzenia losem swy
h dzieci, ale zarazem ostrzega., aby 
nie nadużywali tej patryarchalnej władzy, zmul!za.nia do ślubów 
małżeńskich bez miłości, do ślubów zakonnych bez prawdzi- 
e f wego powołania: i zaraz dobiera smutne przykłady z rzeczywi- 
stego życia wzięte, ku poparciu swoich przestróg. Chwali ży- 
g cie zakonne, ale widzi jasno, że w każdym zawodzie człowiek może 
być użytecznym. Z całą potęgI) przekonania, gromi popęd młodzieży 
ówczesnej polskiej do życia dworskiego. W dworach panów zabijało 
to w młodej duszy wszelk1ł samodzielność, jakkolwiek stary prze- 
sąd, wsparty starem przysłowiem radził trzymać 8i
 choć klamki dworskiej. 
Jakażto prawda w tern określeniu stanu dworzanina I 
"Nićmasz żadnego stanu na świecie, którego by powierzchowność przy- 
jemniejszą; była i powabniejszą, nad 8tan dworzanina; ale też niema8z, któ- 
ryby więcćj ciągnął za sobą goryczy i smutku. Przypatrzmy się też, co 
8ię tam znajduje: kłamstwo sztuczne, oszustwo obrotne, oświadczenia o1,łu- 
Ilne, zazdrość pokątna, zawiść między rywalami wieczna, kobićtki kokietki, 
fałszywi przyjaciele, nienawisć nieprzejednana, złość chytrze namyślona, 
zemsta, która nigdy nie mówi dosyć, i próżna nadzieja. Owoż owoce, 
które si
 zLierajlł u dworu, tak smaczne, że po nich z\1by cierpną i trę- 
twieją." 
"Szlachcic u siebie jest panem, u dworu ZM niewolnikiem; w domu 
8woim 'czyni co mu się podoba, ale tam stosować 8ię musi do woli dru- 
gich. Nie wić on u siebie, coto jest zazdrość, ale tam zawsze za nim 
w tropy chodzi. W I!wojej włości nie obcuje 11'lko z swymi przyjacioły, 
ale tam jest przyniewolony społeczność mieć z ludźmi, którzy nikogo nie 
lubią, tylko swój worek i interes." 
Niemal każdego żywotneg
 pytania, co obchodziło żywo ówczesną spo- 
łeczność dotyka Bohomolec. SIedzi on je z pilną uwagą, a 8tawinjąc na 
właściwem sobie stanowisku, okazuj
 pożytek lub szkodę, powagę lub śmie 
szność godną pogardy. Karząc wyuzdany zbytek. bogaczów, wskazuje cele 


. 


-- 


.. 


..
>>>
192 


szlachetniejsze u!ycia złota: patrząc na natrętników, na nikczemnych, cha- 
mkteryzuje ich w dosadnych zarysach, i oddaje na wzgardlJ publiczną. Za- 
wsze przecie, jak sam wyznaje, nie ściga oszczerstwem pojedyncze indy- 
widua, ale ogółowo zebrane spostrzetenia, w jedno spoiwszy, przedstawia, 
W tem piśmie myśl wyższa Bohomolca wydatnieje, i Monitor zostanie na 
zawsze, wielkiej zasługi tego pisarza, w sprawie postępu pomnikiem. Wspierali 
to pismo po części wszyscy literaci z czasów Stanisława Augusta; najczyn- 
niej, (ale to w późniejszych czasach) Krasicki. Byt przecie!, popularność, 
i powagę Monitora ustalił i zjednał sam Bohomolec. Sześć lat wyłącznie 
pracował niemal sam nad redakcyą, później zaczljł po trosze czerpać z Spe- 
ktatora angielskiego; od roku 1772, zaczął Monitor całe numera. wypełniać tłu- 
maczeniami angielskiego pisma, i na wartości też swej utracił. Bohomolec 
naciśniony wiekiem, styrany pracą., zatrudniony licznemi obowiązkami, nie 
mógł się tak wyłącznie pcryodycznemu pismu oddawać, jak to mógł robić 
wtedy, gdy w celi zakonu Jezuitów, czas cały poświęcał zawodowi lite- 
rackiemu. . Dwadzieścia lat przecież ciągiem był redaktorem Monitora (od - 
1764 do 1784). Umarł 17M, roku. 
Bohomolec miał świetne dni sławy i popularności w kraju: późniejsze 
znakomitości literackie, w cień przcszłości usunęły Elzanowną postać tego 
męża. Sprawiedliwa potomność, umiejąca occniać sumiennie zasługi każde- 
go pracownika na polu umysłowem, ze czci!} zawsze wspominać będzie imif,) 
Bóbomolca. 


: 


. ' 


)'g 6fJ
 6fJb;ćUk: 


.
>>>
łOI 


ł 


. . 


8 


Ba v 


I 
 v. 


oJ 


(A) "Komedye X. Franciszka Bohomolca S. J. w LublinIe 'Ił' Koli. Jaz. 1767, ". 12'00, trzy 
tomiki. " 
To jest drugie z porz'łdku wydanie; bo pic!rwsze bylo w r. 17 ÓO; trzecia edyeya wyszla we Lwo- 
wie, u .Tana Szlichtyna 17ó8 r. w 12-ce. 
Czwarta i ostatnia w Warszawie, w drukarni jezuickic!j, w pięciu tomacb w S-ce; druk trwal1at 
trzy, bo od 1772 do 1776 roku. 
W nich zawRrle s. nast\'IJlle sztuki, baz roi kobiecych, najdawniej napisane pnez Bohomolca 
dla mlodzieżl s",kolnej, 
Tom I. l. Fi!Jlacki polityk te..a£ni
8zij mody. 2. Nierozlropno.d swVm zamysło,,, sd;odząca. 
Obie komedye przerobione z Illoliera. 8. Ura£ający sif niealuBlZnie Q przymówki.
. Ojciec llieroZ- 
tropny: c laci..skie!Jo Ks. Karola Pore, Jezuit)', przerobiona. 
Tom n. I. Arlekin na .lOiat ..rauIRY, 2. Dziedzic chytry. 8. Nall"tnicy. 4. Pali do czasu. 
6. Filoz'!f panujący (z G..br
'eln Lezej, Jezuity). 
Tom III, 1. Dziwak. 2. Chelpli,oiec czyli samochwał. 3. Paryżanin pol.ki. 4. }'iglacki ka- 
wale.. z b
lyea. 6. R..da akuteczlla . (przerobione z Moliera: le mariage forooj. 
Tom IV. l. Stat!jsta mniem',"y. 2. .M,drkOlOie. 8_ Junak. oi. Ubogi hardy. Cł. Ubogi po. 
ko",y. 
Tom V. 1. .MyAliwy. 2. Bliźn
ta, 
wie modni. 
Komed)'e gdzie ośmielił się Bohomolec wprowadzi.! na scen
 i kobiety, wydal p. n. 
"Komed)"e na tealrum J, K. !\Jci. W Warsza
..ie, w drukarni Jezuitó.... 1767 r. w 8-ce." 
zbiorze mieści się cztery sztuki: 1. Illonitor (w jedn)'m akcie). 2. Wdowa (ws 8 cb aklach). 8. 
.4. Pan dobry. 
F. Dcntkowski (Histor. Lit. pol. '1'. J. str. 626) domyśla się ie i następne sztuki, podobn
'młe 
drukiem jak poprzednie wydane, s'ł Bohomolca. 
Ó. &remoniant. Komedya. W WarszawIe, w dmk. Jez. 1767 w 8.(e. 
6. M"lżeństwo z kalendarza. Tamie b. r. w 8'ce. 
7. SIaruszka mloda. Komedya we 8,ch aktach, t. b, r. w g.ce. 
8. Staruszkiewicz, t. b. r. 
9. lIIarnolrawca, t. b. r. 'Volny przekład z Destucha. 
(HI Oper
 t
 w)'dal Bohomolec bezimiennie p. n. 
..Nędz.. Us£częśliwiona" z muzyk'ł I'. Kamill.kiego. W Warszawie, n Dinfura 1771! w 8-ee. 
'(CJ "Fmncis"ka Bohomolca Soc. Jesu I'ozmowa o j
zyku polskim, nnjprzód po laciuie napisana, 
teraz z przydalkieln i odmian,! na polski j
zyk przeloiona przez XRwel'ego Leskiego CbOl'lłżyca lIIalbor. 
skCcgo. W Ww-szawie, w druklll'ni I\licłerowski,lj 1758. 8-ka, str. 60. 


3. Kłopoty pallÓUl. 4. Przyjaciele atololO', 6. KalOalero- 


W tym 
Pijacy. 


25 


-
>>>
104 


(D) Od roka 1760 Bohomolec pro\\'adzil korrespondenc}"j} gazetn'ł dla pana Stolnika Drohickiego. 
Ni6,na śladu aby b)'la drukowan'ł, wnosi4! przeto mo'na, Ae j'ł tylko lilltownie prowadzil, jak bylo w owe 
czasy zwyczajem. I wieJe tego rodzaju gazet mamy pod r
k'ł. Przywledziem tu memorynl Bohomolca ..Ia- 
Inor
zny, w którym wspomina i o wydaniu Kronikarzy. 
BJ'I wtedy prf!ek'em czyli zlrądzającym drukarni'ł Warszawsk'ł kolłeglum Socielatis Jesu. Data 
II: 26 kwietnia 1764 roku. 
"Z rozkazu W. JM.ci Pana Stolnika Drobickiego, ks. B"ohomoleo zacz'łl korrespondency
 gazetn'ł 
roku 1760 primis aprilis. Skończ'ł sit; j6j czt6ry lata tego roku na początku apriIn. Za dwa lata zapel- 
nie mu za tloczlj} i gazety zapłacono, ale ma należy jeszcze za drugie. dwa lata, które się skoń- 
CZ'ł l-miarriłis tego roku. Ztąd pozna W. Jrnotlć p. Stolnik Dobrodzilj czego &ąda przez ten memOl}"ał 
ksiądz Bohomolec. 
"TenAe ksiądz Bohomolec za gazety francuzkie mial assygnacy
 na 10 korcy owsa za rok przeszły. 
Podwodnicy nie oddnli mu jak tylko 8 korce. Prosi wit;C o satysfakcYj} z tycb podwodników, przyrzeka- 
j.c ocbolna aslugi na wszelkie rozkazy Jmo4! pana Stolnika, dawnego Iwego dobrodzieja." 
"P. 8. Pr:ypomioa si
 toSt i prenumerata, upewniaj,c, &e te łomy hiltorycme, b
d, pot6m we 
dwoje droieze." 
(E) Przypi6rwszym lomie Zbioru dziejopi,UtiJ pol,kich, po oryginalnym tekscie :r.rarcina Bielskiego 
kroniki polskiej, dalszy ciąg dziejów jest oddany przez Bobornolca aj 'do Augusta Ulgo. F. M. Sobie- 
szczań ski w s\Voich po,zuleiwaniach h;,toryczłtO.błbliograficznych o rodzinie Bie"kicb (Album Literackie 
K. WI. W 6jcickiego tom II str. 399), mówi, Al znalazł: "w notatach uczonego Kazimierza Cbromiń- 
skiego, i& ten od najsłuszniejszyob Ipółcze'nie &yj,c)'ch uc.onycb słyszal, ii rzeczywiście ksilldz Jan 
Bielski Jezuita ,gwoli dopclnienia niniejszego z Lengnicha wielce lię przyloiył, (,'0 z gladkości i jasności 
Itylu, jako i jego jednostajności potwierdzllĆ lię zdaje." Tomasz ŚWięcki, który OIobiicie znaJ Bohomol- 
ca, uwaial za jednI; z wainiejszych prac jego, wlaśnie dopelnienie kroniki Bielskiego; rzeczywiście Je' 
A:uita Bielski pomagał Bohomolcowi w tern przed8i
wzl
iu, bo utrzymywal korrektt;. 
(F) Życie Zajmojskiego przedruko'wane jelt w Wyborze pilarzy pol"',i
h Mostowskiego 1806. 
(G) BohomQlec biografIt; wlasną Ossolińskiego, doprowadzoll'ł al, .10 20 roku życia, wcielił do swo- 
J
J pracy. Życie Ossoli6,ekiego przedrukowa) takie Mostowski w swoim Wyborze pisarzy polskich. 
Ostatnie wydanie obu &yciorys6w Bohomolca wyszlo w Lipsku lS87-1838, w Y.l:dobn6j edycyi.
>>>
-
>>>
',' 
. 
:
/,:
i:;'
" 
. '. . .J'" ....-'1
:. ,:." 
. ' Z1 " f 
' ., "' , ' , ,\0- 
l/"" ...... 
...;:
f .. 
,t, )\t"- . 
. :..... '!i. 


f--:- l .- 
,;!:,;:t'i: 


\ 


4t, 


 
'q
. 
'/" 
.J?.,/ 


. 


'. . \ 

 :, 
..l., 


,,' 


,J 


. :" .;
,.:
 ,
I 
 
.... ... 
r.
. 


'-.' 
'"' 


" 
\\". 


.,,,.,,.... ., , 
. 
..' ''''='.! 
....... -""... , '. '..£
.
. 
,'. " -, 

,,;.,,':}:,I,:, 


'" 


'! 


.(r'
';' 
. 


'\;;, , 


'. 


" ' 
':
:,'.:

"::, 
 '2):::

: , . 
-. J. ':

 '.
 
.t "- . 


.J 


1/p' .IFo1o.&1IJ
]JK . 



 


'. 
"', 


.... 


{J;
(
;'I 
.i'!:. l' ..y 
 
_-o 
;
'.'_-,.';ł
 


... 


',
 
{" 

(Ł 

.' 

"h' 
4 


.fi tł
>>>
. 


D\'O
IZY FEnDYNl
D 


-"- -.-.J .. :Jfi: ...._ 


ielką jest zasługą. artysty, jcżeli wpośród powszechnego po- 
- pędu do obczyzny, zamiast niedołl;żnie naśladować cudzo- 
zicmc()w, potrafi utrzymać samodzielDość ducha, zachować na- 
rodowość w sztuce. Ta sława słusznie Auberowi należy: bo 
zaprawdę od śmierci noieldieu i Hcrold.a on jc.1cn zpomiędzy 
kompozytorów fracuzkich, świctnic przedstawia 8zkole francuzką; 
- _ a gdy jedni biegną śladem Rossinicgo i Meyerbera, gily inni nic 

 mogąc znaleźć prawdziwej piękności \V warunkach sztuki, szuknj:} 

 ji:i w dl.iwnćm połączeniu dżwi
ków bez związku, i hałaśliwością- 
. usiłują. zastąpić hrak myśli: Auber równie daleki od naśladownictwa, 
... ,} I jak i od ekscentryczności, unosi się na własnych sln-zydłach, i wła- 
J snych sił probuje. .Jeżeli utWOl'Y jego nie są- nacechowane pił.)tnem 
wzniosłego gieniuszu, są bez zaprzeczenia pełne talentu, wdzięku i wytwor-' 
ności. Każdy rok pomnaża znaczną już i tak liczbę jego utworów, i przy- 
daje nowy liść do hujncgo wieńca artysty. 
Gdy przed trzydzicstu blizko laty ukazała się naprzód Pasterka, nastę- 
pnie Emma, publiczność mile ujętą- zosłała samodzielnością-, prostotą, i fan- 
tazyą stylu nowego kompozytora. Obok uczonych, nadętych, i nieco cię- 
żkich utworów Cherubiniego, kompozycyc Aubem odznaczały się lekkością. 
i wdziękiem. Talent jego wielce jest spowinowacony z talentem Skribcgo, 
a wspólne ich pmce, zawsze z upodobanicm przyjmowan-, były. 
Rodlia.j stworzony prze
 Aubera, jcst czysto francNzki: nic szuka on 
t'ffekttt, ani \v harmonii niemicckićj, ani w melodyi włoskiej, ani w połączcniu 
obudw!lch rodzajów; alc przywiązuje się do zalct, najlcpii'j pojętych we Fran- 
cyi. "T szal-że jcżeli Aubcl. otrząsnął się zupclllie zpod wplywu muzyki nie- 
mieckićj, więcej ulcgł wpływowi Rossiniego, umia.ł go jednakże zastol!ować 
do własnego talentu. 


.....
>>>
196 


"Cała zaleta Aubera, (mówi znany krytyk) leży w nieprzerwanym cią- I 

n motywów. Motywa stanowią życie i duszCJ jego muzyki. Utwory jego r 
pozbawione są. może wielkićj myśli, lecz za to są pełne ciekawych szczegó- 
łów, i stanowią jakoby kosztowną mozajkę, złożoną z wielkiej ceny sztuczek. 
Mówią że Auber, nadzwycznjną ma łatwość w kompozycyi. Ile Rossini stwo- 
rzył wielkich melod)j,. tyle Aubel' dał nam drobnych motywów, które się ro- 
zbiegły po ealym niemal świecie. Tmdne wprawdzie porównanie między 
dwoma mistrzami: Jeden z nich śpiewa, drugi nuci; równa wszakże obfitość 
obudwóch, i niemniej k,,'iatr.w rozsiał talent AJWera, ile drogich skarbów . 
wydał potężny gieniusz Rossiniego." 
Jednę t)'lko Sl.tulę w wzniosłym rodzaju ułożył Auber, z zupełnem po- 
wodzcnien
, Niemę z P01,tici. 
'V spomnione dzielo zawićra cudnej pięlmości szczegóły: uważają prze. 
deż w niektórJch ustępach pewne wysilenie, gdy autor pragnie się koniecz- 
nie utrzymać na wysokiem stanowit'ku. 
Komedyo'''pera jest prawdziwem polem dla zdolności Aubera; tam jn- 

nieje w całćm świetle, tam porusza się bez trudu, tam rozwija niezrównane j 
bogactwo wyobraźni. 
'V czasie gdy ROl!sini przez 1:1t przeszło trzydzieści dostarczał Europie 
aryj, duetów i, teroetów; Auber zc swej strony, zarzucał ją aryetkami i mo- 
tywałlli do tańca. Jeżeli można mu niekiedy zarzu:ić brak siły i namiętno. 
ści, za to przeszedł innych niepojętym wdziękiom i oryginalnością stylu; 
czćin upowszechnił się w całej Europie. Gdy w Paryżu wysiInją się nad nic- 
zgrabnćm naśladownictwem niemieckiej sztuki, tymcznsem w "\Viedniu, Berli- 
nie, ,1\Ionachium, i Dreznie, Niema z Portici, Fra
Diavolo, Domino Czarn
, 
lJuedstawiane są z upodobaniem, i przyjmowane z oklaskami. Skribe i Auner 
zaslużcnic zjednali sobie przydomek talentówe 1 lropejskich, bo zaprawdę, nida.- 
two zadowalniać publiczność ciągle lat trzydzieści kilka, i to z ciągłem dla 
siebie powodzenicm. 
DyoI1izy :Ferdynand Auber ur
dził si
 w Paryżu 1795 roku. Ojciec 
AuLera bogaty kupicc, człowiek z wyższem pojęciem, nie szczędził starań 
o trosKliwe wychowanic E'yna. Przyszly mistrz odznaczał się zdolnością. do 
rysunku i muzyki. W bardzo młodym wieku grał z wielką łatwością na wio. 
lonczeli, skrzyp\:nch i fortepianie. 'V późniejszych dopiero lntach, pojął on 
powołanie 8woje artystyczne: w młodości utworzył zalcdwie kilka pomniej- 
szych rOma7186w. 
. PrZeZD:LCzony do objęcia po ojcu kupieckiego zawodu, w dwudziestym 
roku życia, wyjechał do Anglii, w celu nabrania wiadomości handlowych. Po 
zcrwaniu traktatu z Anglią, wrócił do Puryża. . 
ZłqczywE'zy, się wówczas przyjaźnią zc sławnym wiolonczelistą Lamarre, 
napisał pod jego imieniem kilka koncertów na wiolonczelę, które sprawiły wra- 
żenie w muzycznym świecie. "\V ówczas to przyjaciele Aubera, nakłaniali 
o 
nieustannie, aby zaczął pracować dla teatru; sam ojciec zachęcał go do tcgo. 
Ułożył więc naprzód kilka sztuczek granych Da teatrach amatorskidl, czują.c
>>>
197 



 


wszelako niedostatek wiadomości muzycznyc.h, począł pracować pod okiem 
Cherubiniego. _ 
'V roku 1813 wystąpił po ra2;. pierwszy w teatrze z operetką. w jednym 
akcie p. D. Pobyt JVojskowy: lecz nie doznał powodzenia: czem zrażony zawie- 
sił na lat kilka dalsze swe próLy. Posiadając podówczas znaczny majątek, 
wyrzekł się artystycznego zawodu; gdy w roku 1820, oj(
iec straciwszy całe 
mienie w nieszczęśliwych przed8iębierstwach, umićrn ze zgryzoty, zostawia- 
jąc synowi całego spadku, zalcdwie parę tysięcy franków. 
Tak Auber zmuszonym został do szukania chleba. w sztuce, w której 
dotąd czerpał jedynie chwile przyjemnego zajęcia. 
Z razu nie śmiał sobie zaufać, rozpoczął swój zawód udzielaniem lekcyj 
na fortepianie, wkrótee jednakże za radą przyjaciół napisał operetkę Testa- 
ment; powtórna próba nie poszła pomyślniej niż pierwsza. Już AuLer zaczął 
powątpiewać o sobie, gdy opera Pasterka, z wielkiemi oklaskami przyjęta, dźwi- 
gnęła go zupełnie w powszechntJlll mniemaniu. Dzieło to, pełne myśli sa- . 
modzielnych, szczęśliwych melodyj, odznaczające się pełną. wdzięku instru- 
mentacyą, dramatycznością i Dowością stylu, stanowi węgielny kamień później- 
szi-j sławy AuLera, 1\ nowa opera Emma, grana w 1821 roku. nie mniejsze 
znalazła powodzenie. . 
Dotąd Auber, przejęty był 
uchem Gretrego, Dalajrac'a, i Mousini'ego; 
wznawiał prze
tarza.lą ieh metodę, ubierając ją w nowoczesne kształty; lecz 
w owym czasie. zaczął w muzycznym francuzkim . świecie panO\ynć Ros8ini, 
a AuLer mimo swej oryginalności, uległ mimo woli wpływowi włoskiego mistrza. 
Opera w trzech aktach Lejcester (słowa Skribego) przedstawiona 
1822 roku, pomimo wielkich piękności, i równie znakomitego powodzenia, 
osądzoni) była 
ako utwor niezupełnie oryginalny. Nie ulega temu zarzu- 
towi Domino Czarne, bo opera ta zawsze i na każdej scenie znajdzie 
chluhne dla siebie przyjęcie. 
Późniejsza. opera Śnieg (La Neige) nosi wyraźną cechę walki Aubcra 
z samym so
ą. Leokadya wystawiona w 1824 roku lepiej przyjętą. została. 
Kompozytor potrafił się naj dokładniej przejąć myślą i słowami Skr
bego, 
ztąd wynikla r1ol'konll.la jedność utworu. ' 
'V roku 1Ł)
5 AuLer otrzymał krzyż legii honorowćj. "'krótce po- 
tem napieał J11ular=a, i Fiorelle. Arcydziełem wszakże Aubom, jest nie- 
wątpliwie l'/iema z J?ortici, opera w 5 aktach ze slowami SkryLe i Dela- 
vigne. Przedstawiono ją po raz pierwszy w Paryżu 1828 roku, z nie8ły- 
chl\n
m powodzeniem. Cała Europa równym odpowiedziała. oklaskielll. Któż 
nie zna. pięknego utworu Aubera. w którym autor umiał być wzniosłym, 
namiętnym, energicznym, a nade wszystko samodzielnym. 
'V roku 1829 grano po raz pierwszy Narzeczoną, odznaczającą się 
wielkiem bognctwem instrumentacyi, świetną ułVerturą, i mnóstwem pięknych 
ustępów. Po przedstawieniu Narzeczonej, Auber mianowanym został człon- 
kiem instytutu w wydziale sztuk pięknych. W roku 1830 ułazał się Fra- 
lliawolo: jestto niewątpliwie jeana z najlepszych komedyo-oper. Każdy ża- 
pewnc zachował w pamięci piękną uwerturę, barkarollę, i zakończenie pićr- 


....... 


...
>>>
108 


wszego aktu, równie jak aryę ZerlillY, i śpiew Fra-DiawoIa: "Czy widzisz 
na tej "skale;" jako też chór wieśniaczek, i modlitwę do Madonny. 
Od roku 1830 do 1835 pojawiło się. kilka dzieł Auhera pomniejszćj 
wartości jako muzyka do baletu, Botek i Bajadera dla wiclkićj opery w Pa- 
ryżu. Opery: Napój (Le PMltre) Przysięga (Sermenl), nakoniee Gustaw III. 
W niektórych z tych widać nazbyt wielki pośpiech, w ostJ&tniej z wła- 
szcza uważano brak siły, nieodpowiadający ważności przedmiotu. 
Odtąd Auber wrócił znów do komedyo-opery, ulubionego swego przed- 
miotu. Lestocq, Bal kostiumowy, Koń spitowy, Akteon, Domino czarne, Jezioro 
wieszczek, Klejnoty kororme, Książę d' Ollonne, Żanetta, Biały kapelusik, Żona 
ambassadora, Syrena, Sp6łka z szatanem i w. i. dowodem są. płodnego tl1lentll 
kompozytora. Sąto utwory niejednakowćj w
rtości, wszakże najsłabsze z nich, 
odznaczają. się pięknemi szezegMami, nie pospolitym wdziękiem, i niewyczer- 
paną rozmaitością w pomysłach. 
W niektórych pracach AulIcm, widać zaniedbanie. Felis, znany krytyk 
muzyczny mówi, iż A uber wieloln'otnie wyznawał, że nie ma zamiłowaniu. 
W swej sztuce. Szkoda niezaprzeczona, albowiem Allber, przy znakomitym 
talencie, byle przyłożył więcPj nieco pt'acy, mógłby zahć świetne stanowi- 
sko pomiędzy najpierwszemi kompozytorami. 
1Vogóle Auber mało przywiązuje wagi do charakterów, i nie nadaje 
im wydatnej iml;'widll:llności. Zd:uza mu się niekieJy, że jakby przypadkiem 
Btworzy piękny charakter,' j:lk cudny Fenelli, w Niemćj z Portici. 
Auber namiętnie lubi b&ńce, i nieraz pow'tarza, że baletem zakończy s\Vo- 
. je po\Vołanie muzyczne. Przybywa zwykle na operę, w chwili gdy panny 
EIsleI' WY8tępUją na scenę, a po skończeniu tańców, wnet opuszcza widowisko. 
O ile miłuje balet. o tyle nie lubi opery: powiadają nawet, że nigdy 
nie był na przedstawieniu Niemej. Naśladuje w tym względzie Rossiniego. któ- 
ry utrzymywał, że &:.ie cierpi muzyki, i pod tym zaledwie warunkiem dozwo- 
lił na wprowadzenie fortepianu do swego mieszkania, że nikt na nim grać 
nie będzie w jego obecności. 
Pomimo tej ich wzgardy do muzy melodyi, sprzyjała Olm równic Rossinie- 
mu, jak i Aubero\\'i. Z!I. jćj bowiem pośrednictwem spłynęły na obudwóch 
zaszczyty, sława, a naleonice pieniądze. AuLel' zebrał znaczny majątek. 
'V roku 1842, gdy stary Cherubi ni. na krótki czas przeJ śmiercią, zło- 
tył obowiązki dyrektora konserwatoryum muzyc'znego \V Paryżu, po czter- 
uziesto OŚluio Ictnićj służbie, Auber zastąpił go na tej znl\komitćj posadzie, 
i chlubnie rozpoczął BWÓj zawód zaprownd'zając w konBenvatorynm, nader wa- 
żne na ul"Odze post\'pu zmiany i ulepszenia. 
Z utworów Aubem, teatr wielki w 'Varszawi1J przedstawił: 
Mularza i ślusarza. Narzeczoną. Fra-Diavolo. Konia spiżowego. Jezioro 
wieszczek. Niemę z Portici. 1V spółkę z szatanem, i Ilaydće. 
'V yborny przekłaJ Niemej z P01,tici, mamy przez .J. D. l\linasow:('zl\ 
\v zbiorze tworów tego znakomitego pisarza: tom trzeci. (Lipsk 1814 r. 8-vo). 


-
c.
I'-
>>>
.' 


ŻY\VOT 





B"A 


łJ ';!l I 
J A 


BORKOWSKIEGO. 


ózef Dunin Borkowski urodził 8i
 w DziclluszycBch wielkich na. 
Pokuciu. dnia 22 marca 1809 roku, z ojca Franciszka i matki 
Franciszki z Dzieduszyckich. Najpierwsze nauki pobierał 
w domu rodzicielskim. Miał lat 9 kiedy go zawieziono do 
Warszawy i oddano do konwiktu księży Pijarów, u których rok 
jeden zostawał. Uczęszczał potem do warszawskiego liceum, zo- 
stającego pod przewodnictwem Samuela Bogumiła Lindego, i skoń- 
czył w nim klassę trzecią. Są wypadki w których ze świadectw 
szkolnych i zadowolenia. nauczycieli o zdolnościach ucznia wyrokować 
nie można; nickiedy nawet mają się one do siebie w stosunku od- 
wrotnym: dzieje się to zwykle tam, gdzie sposób w juki się wy- 
kładają nauki i środki ku temu obrane są niestosowne i sprzyjają 
więcej pamięciowemu mechanizmowi, niż samodzielnemu rozwijaniu zdol- 
ności. Co do Józefa, był on w tej mierze szczęśliwszym od innych, że tra- 
fił na nauczycieli, którzy mu naji!tosow!liej pierwsze wiadomości wpoić, 
i wcześnie na nim poznaĆ się umieli. 'W świadectwie szkolnem z dniu 9 
wrześniu. 1822 r. podpisanem przez Lindego, czytamy następujące. wyrazy: 
"Młodzieniec ten tak we względzie naukowym jako i moralności jest wieI. 
kiej nadziei. Na. publicznym popisie otrzymał nagrodę." W ciągu kilkole- 
tniego pobytu w \V arszawie ozwało się w nim mocne zamiłowanie litera- 
tury: czytał wiele i odwiedzał sławniejszych uczonych, jakoto .Juliana Ur- 
syna Niemcewicza, i Kazimierza Brodzińskiego. i z rozkoszą przysłuchi- 
wał się ich l'ozmowom. Mimo usilne życzenie rodziców, aby tam i nadal 


....
>>>
200 


mógł zostawać, musieli oni zastosować si9 do przepisów krajowych zabra- 
niających wycbowania dzieci za granicą, i z ]mńccm roku ł 822 był już 
Józef we Lwowie, gdzie od pierwszćj gimnazya]nćj k]assy zacząwszy, zda- 
wał prywatnie po dwie klassy na rok. 

iepoch]ebny stan pod wzg]QdelU naukowości przedstawinL'1 w owym 
czasie Ga]icya. Ważne w literaturze peryodyeznej przedsi
bierstwa braci 
Chłędowskich .wyda)Vców Pamiętnika Lwowskiego i Pszczółki, już tylko zna- 
ne były z tradycyi, z ksi
garskich niekiedy obwieszczeń, że są do naby- 
cia po cenie bardzo zniżonćj. O nowycb tego rodzaju usiłowaniach trudno 
było co słyszeć. Z krajowycb drukarni rzadko kiedy pojawiła się książka 
w polskim j
zyku. Jedynie pismo literackie donosiło od czasu do czasu, 
o występkach i zbrodniach jakie się na calćj kuli ziemskićj zdarzały, a nie- 
kiedy wyczytałeś pod rubryką literacką że wyszło dzieło pod napisem: Co 
dziA gotować? Sam nawet teatr Lwowski znacznie był jakoś podupadł, i nie- 
wiele budził interesu. Na jednem z przedstawień głośnej podówczas Bar- 
bary Fe]ińskiego, zajęto tylko d wie loże na pierwszem piętrze, parterowej 
żadnej, a miejsc zamkniętych siedm. Były nawet widowiska, na których Bni 
jednej loży na pierwszem piętrze, ani na parterze nie zaj
to. "V towarzy- 
stwach wyższycb, jeśli si
 zdarzyła chwila mądrości, usłyszałeś dowcipną 
bajeczklj! Alberta :Miera, lub ustQP z Fedry
 Uusyna przekładu \Vincentego 
Kopystyńskiego, dwóch arystarchów literackicb, a ponielu!d i przedsta- 
wiciclów umysłowości vi Ga]icyi, nicty]e zasługą jak raczej zamożnością. 
i stosunkami s\\'ojcmi ze światem uczeńszym znakomitych. pod których prze- 
ważnem zdaniem, sława iwielkicb nawet talentów, na długi czas cicbnąć mu- 
siała. W zorowp. próbki przekładów Szyllem, przez Jana Nepomucena Ka-' 
mińskiego rzadko się pojawiały, i najwięcćj od młodzieży tylko były ce- 
nione-j a komedye A]exandra Fredry, który własnic co tylko wtcdy pisać 
zaczynał, długi czas nie miały należncgo rtJzgłosu. \V owych to czasach, 
\V których łatwi{
 było o wszystko, niż o jakikolwiek ruch umysłowy, widy- 
wałeś młodego chłopca, znaczących, i nieco na wschodnie zakrawających ry- 
sów twarzy, z czarnym mocno, na czoło spadającym włoscm, w ubiorze 
dość zaniedbanym, który w towarzystwie młodszego brata do ksi
garni i bi- 
blioteki uczęszczał, każdą książkę z ciekawością. og]:!dał, a najmilćj o ]itera- 
turze rozmawiał. \V mieszkaniu jego na ulicy Ormia'Jskiej, ujrzałeś przede- 
w8zystkićm na stoliku pisma Brol.1ziiJskiego, i iylko co wtedy wyszłe dwa 
tomiki foezyj Mickiewicza, a na seksternach i okładkach biąg szkolnych, 
mogłeś nierzadko wyczytać parę wier8zy, pobie!nic ołówkicm skres]onych, 
które jakkolwiek tchnęły nasladownicŁwelD, nic były jednak bez wdzięku. 
Byłto Józef Dunin Borkowski. l'oznałom się z nim na jednej z przechadzek, 
a w krótce spędzaliśmy z sobą. po kilka godzin codziennie przez lat l{ilIm. . 
Między mł?dzieżą 
tórćj zam:łowanie w naukach sięgało wyżPj nad 
szkolne przedmIOty, maZDa było wowczas dostrzcO'ać dwojaką różnicę. Je- 
dni wczytywali się w dzieła. Krasickiego, TrQbcckk.go, Kniaźnina, i tym po- 
dobne, unosili się nad ich zaletami, calkowite z nich ustQjly umieli na
>>>
201 


pamięć i stal'ali si
 je naśhulowa.ć. 'V wyobrateniu ich najwyżej stał Feliń- 
ski, a wszystko rozciągające si
 poza niego, zdawało się im mnićj godne 
uwagi. Drudzy nie wypuszczali z rąk SzylIera, Szekspira i Bajrona, por- 
wani ich pięknościami, ważyli lekce wszystkich pisarzów polskich, tuk uu- 
wnych jako i nowych; w jednych tylko dziadac/t fl1ickiewicza, poezytJ znaidllj(!c, 
i to w miejscach, które według wyobrażeń dzisiejszych nujmniejby pochwał 
zyskały; do nich więc przykrawywali swoje próby młodzieńcze. 'V pfćrwszych 
widoczne było pewne opóźniunie się, w drugich obok gorącćj chęci postępu, 
nieznajomość ojczystych pisarzów, n _przeto brak gruntownej podstawy, na 
którćjby się oprzeć mogli; dlatego w płod/\ch ich literackich odbijało się do 
późnego nawet czasu, rażąca obczyzna. tak co do języka, jako i sposobu pisania. 
Różne od obydwóch zdanie i skłonność odbij/\ły się już wtedy w J. D. Bor- 
kowskim. Wielbiciel cil:hych i głębokich obrazów, rozczytywał się już z upo- 
dobaniem w poezyach llrouzińsl.icgo, o którym niejeuen szczegół z jego 
życia opowiedzieć umiał; przyswoił sobie wszystko co tenże w sławnej po- 
dówcz9.s rozprawie swojćj o poezyi powiedział; obznajmiony przytem więcćj 
niż inni z pisarzami ojczystemi, oddawał cześć dawniejszym, powtarzał z za- 
pałem liryczne uniesienia Jana Pa.wła \V oronicza, i nową szkołą już tchnące 
ułamki poezyi Tymona Zaborowskiego; cenił zarówno plastycine ustępy 
w Mickiewicza Grażynie, jak i uczuciowe w jego Dziadach, a nad porywa- 
jące strumieniem wymowy, niektóre miejsca w płodach SzylIera , zwłaszcza 
w dramatach, zdawał się przenosić prostotę Goethego, ujmując!) jedynie we- 
wnętrzną wagą pomysłu. 'V szystko to nadawało mu między towarzyszami 
pewien wyraz oddzielny i robiło wielce zajmującym \V rozmowach. 'V ciągu 
lat kilku grono zajmując)"ch się literaturą we Lwowie powiększyło się dość 
znacznie, a przyjacielskie udzielania się za pośrednictwem J. D. Borkowskie- 
go, przybrnły postać uczonych posiedzeń, na których każdy płody swoje od- 
l'zytywał, i zdania drugich zasięgał. Wielu z tych młodocianych towarzYBzów 
Józefa, przeszkodziła w obranym zawodzie albo śmierć wczesna, lub niespo- 
dziane życia wypadki; że jednak owczesne ich usiłowania nie przeminęły bez 
zostawienia jakiego bądź śladu po sobie, tu tedy będzie stosowne miejsce 
napomknąć o nich cokolwiek. Jednym z najwięcej cenionych był Szczęsny 
Chlibkiewicz. .. Biegły w języku angielskim, tłum.\czył on wybornie nie- 
które pieśni Bajrona i zamyślał wtcdy o przekładzie Mazepy. Niektóre ory- 
ginalne wiersze swoje umieszczał w pismach ówczesnych. Klemens, Julian 
i }4"'austyn Boguccy gorliwi zwolcnnicy tak zwanej wówczas szkoły romanty- 
cznej, mocno się literaturą zajmowali. Po pierwszym został w ręko piśmie 
całkowity niemal przcld"d Don KarlosIl. Szyllcrowt'kicgo, i ustępy z Makhe- 
ta; drugi tłumaczył liryczne SzylIera poezye, a ostatni probował sił swoich 
w powieści. Albin Niezabitowski zrazu wyh!czny wielbiciel }4"'eliilskiego i je- 
mu podobnych, stał się wkrótce najzupaleńszym zwolennikiem Mickiewicza, 
i nasIadował w większym poemacie jego Dziauy. Kilka jego elegii i wierszów 
ulotnych, znane są częścią z dzienników, częścią też z ręl.:opi::unów. Baltazar 
hhrożelc tłumaczył szczęsliwie, nicktóloe sccny z Wallcnsztajna Szyllerowskic" 
:lU 


--- 


. . 


.
>>>
: I 
I 


202 


, 


go; z Ol'yginalnych jcgo prób lIrukownny był wiersz 1I0 PolIoIn. Ignacy Ki- 
kicwicz, pełen zdolności i najszlachctnicjszych uczuć, które chwalebnem po- 
święceniem się udowodnił, tłumaczył wtedy Horacego, i na sposób Kajetana 
Koźmiana, którego cenił wysoko, probował pisać ody z powolu niektórYl'h 
okoliczności krajowych. Zginął zaledwie licząc lat dwadzieścia kilka. 
Zpomiędzy tych i tym podobnych towarzyszów, których imiona zamiJ- 
cz:un, był Józef wiekiem naj młodszy, niemniej jednakże od wszystkich ('C- 
niony, najchętniej słuchany ilckroć nowy swój utwór odczytywał lub otwie- 
rał zdanie w jakim przedmiocie. Kiedy nawet później, niektórzy zawistni jc- 
go wzrasbjącej między młodzieżą wziętosci, ozwać się chcieli no. jego szlm- 
dę, nie znajdowali innego przeciw niemu zarzutu jak ten, że nazbyt w mło- 
lIym wieku brał się do piśmiennictwa, 
Najwcześniej drukowany wiersz jego był o dobroci Boga, kt6rego sam 
nadpis daje poznać uczucia z jakicmi \V zawód tcn wstępował. Jakoż przez 
cały ciąg życia jego ogrzcwała go głęboka, czysto. i niefanatyczna religij- 
ność. Z tegoż czasu pamiętam jego poezye: wieczór, kościołek powalony, 
i kilka uwag prozą nad wychodzącemi dziełami. 'V ogólności jednak t:\k 
wiersze jak i rozprawki jego z owej pory miały tylko wartość przechodową, 
i jakkolwiek wtedy mogły być c('lIione i wywierać wpływ zbawienny na ota- 
czające go koło, tak w stanowisku dzisiejszem okazałyby się niedostatcczllc; 
o czem sam autor przckollanym był 1I0 tyla, że żadnego ślndu o nich nie 
zostawił w swoich rękopismacIł. 
W roku 1827 udał się z bratcm do Czerniowiec gdzie słuclmł filozofii 
przez lat parę. 'Wypadki w Grecyi napełniały wówczas całą Europę, Ił Czcr- 
niowce były przytułkiem wielu rodzin greckich, które tu t:!polwjuie przesia- 
dywały. Poznał się tu Józef z wicią światłymi Grekami i przejąwszy się ich 
sprawą, opiewał ją z zapałem Bajrońskim w hynmach. Kilknnaścic ich znajcluje 
siQ w rękopiśmie, a niektóre są nacler rzadkiej piękności. Młódź grecka, któ- 
rą Józef do doskonalenia się w języku ojczystym i do oddawania się pi- 
śmiennictwu zapalnł, i która dla niego pieśni ludu po różnych stronach Gre- 
cyi zbierała, przysłuchiwała siQ z rozkoszlł tym jego hymnom, i rozwoził:l jo 
z soLił po różnych okolicach. Do nich to stosują. si
 następująco słowa w je- 
dnej z jego pieśni. 


ł 


Poez}'e moje jak (ItakI, jak strzały 
Puściłem w ok/'itg 110 śwIecIe: 
B}ły w Atellach, w Kuryncle zabrzmIały, 
I na Pindu hlał}'ln grzbiecIe; 
Zwiedziły II) dr}' bohaterskie skały, 
Elllr jak wlt'lbłlld z garbamI, 
I miasto złote jak blaskI południa, 
Z tyslączneml meczetamI. 
I wszędzie dla nkh I stuły I studnia, 
I kwiat I owoc I O(.ZII wuol( bługl, 
Otwarte serca, I gościulJe Ill"Ogl. .
>>>
20:J 


Łatwo mu było w takich stosunkach wyćwiczyó 8i
 w nowo-greckiJil jQ- 
zyku, czego też nie zaniechał. Począł się był także uczyć języka tureckiego, 
lecz niedaleko tę naukę doprowadziwszy, w koricu ją całkiem zaniechał. Zbio- 
rek pieśni greckiego ludu nieznajdujących E\ię u Fauricla, przygotował był 
wtedy do druku, i zajął się przekładem na język polski dziejów literatury 
nowo-greckiej Jo.kowakisa Rizosa Nerulosu.. Ukończywszy tę pracę, chciał ją 
natychmiast drukiem oglosić, co jednak z powodu przeszkód, które usunąć 
nie było w jego mocy, uskutecznione być nie mogło; rękopism wszakże tych 
dziejów uczonemu stryjowi swemu Stanisławowi Duninowi Dorkowskiemu 
przypisawszy, posIał Towarzystwu przyjaciół nauk do 'Warszawy. Jakie uczu- 
cia przejmowały go na widok powracających do kraju swego Greków, została 
tego piQkno. pamiątka w następującym hymnie do Konstantyna Rizosa, syna 
Jakowakis8, autora dziejów literatury nowogreckiej, z którym się w roku 
] 828 poznał i zaprzyjaźnił. 


.
>>>
.. 


I 


...-...:....Ę
- 


ł. 


panlale okręt w owe płynie strony 
Gdzie swobodnie słońce wstaje; 
Głośne w eterze koł) szą się tony: 
Dałl
j w boJlatyrów kraj!'! 
Stójcie żeglarzl'! z brzegu zawołnłl'lII; 
Nie tak spiesznie idźcie w drogę 
Z równym wam kocham Elladę zfll,nłcm. 
Czemuż być z wami Ille mogę? 


II. 


Weźcie III Iii e z sobą w te święte krainy 
Zkąd błysnął oświaty promIeń, 
Gdzie do węl1rowca głazy I ruiny, 
!\Jocą przemawiają wSPQłnnicli. 
(.Idzie 
ię z powietrzem fQle
za czyste tchnienie, 
Krwią ich DIorze spUl')l1łrz}'ło, 
Ach I jak tam słodko ngaslć praguienie, 
Jak tam odd}'chać jest miło! 


nr. 


ł,llIłzkośct l1ługów zftclągnąłem tJ le, 
Że chcę przysllleszyć 511łacenie; 
I ,ja winienem łzę Pargl mogill', 
Nleszcz.:śclom Sklos westchnienie. 
Weźcie mule z sobą na Sullockie wzgórza 
Pójl1zlemy 118 Hyl1ry skały, 
Przl'jdzlemy zll'mlę I przellłynlem morza, 
Miejsca bohaterów chwały.
>>>
205 


IV. 


'fillU lias 8ucar,)"clt. DZilwellilsów cielIla 
Słudkiemi ubdllrzą silami, 
7.wyclęztwem będą tam nasze marzenia, 
A nasze mJśll orłmnl: 
'film gdzie z pieczary, wolnJcb Klcrtów łona, 
Wznoszą się sępy zwyclęzkle, 
Zanucim Ilicśnl na lutni 8ajrona, 
Ogniste dzikie I męzkle. 


v. 


Stójcie żeglarze! Bałwany wezbrane 
Okręt unosiły nagi!', 
TyIJw zdaleka wiatrem kołysane, 
Jak nadziej!', błysły żalrle. 
Już I szczyt masztu uchodzi zprzed oka, 
Zdaje się że okręt tonie; 
Na morzu cisza osiada głęboka, 
Jak w sercu męża po zgonie. 


. 


.
>>>
. 


roku 1829 wróciwszy do Lwowa zastał tu odmienny stan 
rzeczy. Wałcnty Chłędowski wsparty pracami Ałexandra I!'re' 
dra, Jana Nepomucena Kamińskiego i kilku młodszych pisarzy, 
powstał na niektóre przywłaszczone powagi literackie w krajn 
i ogłosił Haliczanina. Przyłączył się do tego najchętniej Józef, dul 
mu niekMre swoje artykuły, i przyrzekł wsp,iernć go niemi stale na 
- przyszłość. Jakoż znajduje się \V Haliozaninie rozbiór nowogreckidl 
pieśni Alexandra Chodźki, i elegia na śmierć Jana Pawła 'V 0- 

 ronicza, pióra Józefa. W tym jeszcze roku opuścił Lwów udając się 
z pornienionym stryjem swoim do Wiednia, gdzie blizko rok bawiąc 
,'" oddawał się wyłącznie nauce greckiego języka tak starego jak i no- 
'J wego, których znajomość przywiódł do zupełnej doskonałości. N:m- 
czycielem jego był Kumas, autor sławnego słownika, i dziejów.powszechnych. 
Poznał tu się ze znak0!llitemi uczonemi, jakoto : z Kopitarem i Hammerem, na- 
dewszystko zaś z Grekami, bądź tu zamic8zkałymi, bądź przyjezdnymi i z nimi 
najwięcej obcuj,!c wzbogacił wiadomości swoje o dziejach literatury nowogre- 
ckiej do tyla, iż dzieło Rizo!la Nerulosa, wydało mu się niedostatecEnćm, i zaczął 
myślćć o napisaniu oryginalnego dzieła \V tym przedmiocie. Dawał on nieraz 
dowody wielkiej swej w nim biegłości. W szystkic najrzadsze wydania dzieł 
greckich znał i posiadał; wiedział przytem szczegółowo przygody ksiąg i nu- 
torów, w czem mu jego ogromna pamięć wybornie usługiwała, tak, iż naj. 
uczeńsi Grecy dowiadywali się od niego o rzeczach nowych dla siebie. W 1830 r. 
wrócił nR krótki czas do Lwowa; a w nast
pnym :(Inajt1ował się tam, gdzie dawniej 
pierwsze nauki szkolne z takim postępem pobierał. Nareszcie od r. 1832 bawił 
we Lwowie, kiedyniekiedy tylko na czas niedługi , do domu rodziciclkiego 
w Gródku pod Zaleszczykami, lub do Głuchowic wyjeżdżając. To była właściwie 
pora, w której jako już wielostronnemi wiadomościami zbogacony, mógł korzy- 
stnićj pracami swemi służyć krajowi. Rozpatrywał się w greckich klassykach, i pro- 
bował przcIdad:lć icb na język polski. Tak, znajdują się w jego rękopismacb zna- 
czne u3tępy z Homera Odyssei, IIezyoc1a Teogonii, i niektóre jego hymny; 
cały prawic Apolloc1or, to źródło jedync greckich mytów; dwie księgi nie- 
zupełne Herodota dziejów, mianowicie Klio i Melpomcne, którato ostatnia 


'-
>>>
207 


jak wiadomo. ma najwięcej interesu dla naS ztąd. że opisuje najdawniej- 
szych mieszkańców naszej ziemi: Skitów. Zastanawiając się nad ojcami epo. 
pei. Homerem i IIezyodem, nie uszła baczności jego różnica wiersza sześcio- 
stopowego czyli hexametru u Greków i Rzymian. Cuła owa sławiona do- 
skonałość hexametru, u starożytnych jest właściwie tylko wymysłem Rzy- 
mian, i ową to pozorną doskonałością formy uwodził się nasz Dmochowski 
kiedy Wirgilego nad Ilomera przekładał. Co do tłumaczów polskich Din- 
dy, których Józef w obszernej rozprawie porównać i ocenić zamyślał, kładł 
on najwyżej ów mało znany i w'Varszawie przez Kicińskiego wyśmiany 
niegdyś przeklad Staszica. Mąż ten zdaniem jego, najlepiej zrozumiał cha- 
rakter IIomerowskiego . tw01"O, i z cułą śmiałości'ł silnego przeświadczenia 
starał 'siQ go schwycić i oddać w języku polskim. nie dbając na szyderstwo 
jakiem zfi'ancuziali pisarkowie rzucić nań umieli. Dziś przyznając słuszność 
jego usilowaniom, żałować t)'lko wypada, że do oddania wielostronnych 
wdzi
ków Homera. Staszic zamało miał zdolności, nie był bowiem poetą. 
Porównanie jQzyka staro-greckiego z nowogreckim, zajmowało długi ezlU! 
Józefa. Różnicę między niemi znachodził on wcale niewielką. W tej mie- 
rze był tego mniemaniu, że to jest jeden i ten sam język. który uległ 
tu i owdzie pewnym małoznaezącym odmianom, dającym się łatwo wytłu- 
maczyć sumym zbiegiem okoliczności. Pomysł przez Dankowskiego rzu- 
('ony. o jakiemś nader blizkiem powinowactwie Greków ze Słowianami, 
u ważał za etymologiczne błazeństwo, z którem flię bardziej kuglarzowi, niż 
prawdziwie uczonemu popisywać należy. Żaden rozsądny, nie będzie upa- 
b'y\\'ał chluby dil, swego narodu w tern co mu było obce, choćby to si
 
naciąganemi dowodami, jako tako skleić dawało. Nie komiczniejszego, ma- 
wiał on. jak widziM spore dzieła niektórych sJawianofilów, których cała mą- 
drość oparta jest na fałszach etymologicznych. lub naw pół lliedósłyszanćj, 
a wpół skłamanej ba'śni gminu. 
Do korzystnych jego \V tym przeciągu czasu zatrudnień, należało po- 
znanie języka l\Ioldawianów, którzy w wielorakich z narodem naszym sto- 
sunkach zOt!tawali. Nuw)zył go się własną usilnością w roku 1835, i wkrót- 
ce doprowadził do tego. że mógł w nim pisywPoĆ listy, a nawet układać 
niektóre poezye. Czuł jednak mocno t
 prawdQ. że wszelkie rzucanie I!ię 
w obczyznę, jeśli nie ma być czczą tylko fanfaronadą, powinno mieć cel ja. 
kiś. Jestto jakby jaka. podróż. w której jeśli się wystawiamy na niewy- 
gody, i niemiłe rozłączenie z krewnemi, to dlatego tylko, aby z plonem 
pewnym do wła.snego domu powrócić. Dlatego jnk przekład/ił dawniej klas- 
syków greckich, tak teraz starał się poznać niektóre źródła dziejowe Mol- 
dawianów, mające związek z dziejami polskiemi, i tukowe wraz z uwngami 
nad językiem mołd:,wskim i jego pokrewieństwem zjęzykiem polskim, przy- 
gotował do druku. Tłumaczenia jego greckich pisarzy, jakiekolwiek z nich 
korzyści odnieść może literatura ojczysta, nic były jednak głównym ce- 
lem, do którego zd:
żał. Wiedział on juk wysok:J wartość nad pojedyncze- 
mi przckladami jcunćj lub drugićj ksi
gi zagr:,nicznej, ma takie dzielo, 


--
>>>
208 


któreby obznajmiało naród z całością literatury obcćj i z jej stopniowym 
rozwojem, a razem, wskazywało w czem, i w jaki sposób literatura narodo- 
wa z obci;j najlepiej korzyst.aćby mogła. Wszystkie tedy przekłady służyły 
mu po większej części do gruntowniejszego obeznanią się z zaletami greckićj 
literatury, a wynikłość długoletnich uwag swoich, chciał złożyć w t!wojej hi- 
storyi owej literatury, do której mnól!two materyałów w rękopismach swo- 
ich zostawił. Obok tych zatrudnień nie zapomniał o literaturze peryody- 
cznej. i od roku 1833 zasilał artykułami swojemi kolejno różne pi:!ma jakoto: 
Ziewonie, Pamiętnik naukowy krakowski, Bibliotekę Warszawską, i dzien- 
nik Kulczyckiego; przetłumaczył nadto dla teatru tragedyę Dumasa: Terel!- 
sę, i od czasu do czasu, posyłał do dziennika Mołdawskiego. wychodzą- 
cego w Jassach wiadomości o literatm'ze polskiej. Towarzystwo uczone 
mołdawskie mianowało go swoim członkiem. \V roku 1837 pr.zygotował 
był znaczny zapas nrtykuł()\v tak swoich jako też swoich przyjaciół, i za- 
mierzał wydawać pismo tomikami w nie oznaczonych okresach, pod napi- 
sem: prace 'literackie. Po pierwszej jednak próbie tego rodzaju przekonał się 
o niepodobieństwie wydawania go odpowiednio potrzebom, i wymaganiom pu- 
bliczności, i zostawił to do pory sposobniejszej. Dawniej już mianowany człon- 
kiem uczonym zakładu imienia Ossolińskich, wezwany był w roku 1842 pOr 
wtórnie przez Adama Kłodzińskiego bibliotekarza tego zakładu, aby się przy- 
czynił artykulami 8wemi do wydawania: ..Biblioteki." Wezwanie to napro. 
wadzilo go na mysI, którą gdy późnićj rozwijać zaczął, postanowił napisuć 
dzieło mające związek z dawniejszemi jego pracami. a z którego ważniejsze 
ustęl)y, ogłaszać chciał w tern piśmie. Chciał on w nim wykazać jaki wpływ. 
wywierała od najdawniejszych czasów literatura grecka na oświatę w Polsce 
i ile z niej u nas korzystano. Plan tego dzieła zakreślił na wielki rozmiar. 
Nie przestając na. tćm co w naj uczeńszych dziełach o tym przedmiocie po- 
wiedziano, brał każdą księgę do ręki, których mu tak biLlioteka Ossolil18kich, 
jako i biblioteka akademicka obficie dostarczały, czytał ją. od deski do de- 
ski i kreślił w krótkości zdanie swe o niej i o jej autorze, popierając tako- 
we przytoczeniem miejsc ciekawszych. 'W przeciągu kilku miesięcy wygo- 
tował około stu arkuszy takich przeglądów, wypisów i biografij, i prze- . 
konał się o niejednym fałszu, który dotąd w naukowym świecie za prawdQ 
uchodzi. Dziełu temu dał napis: greczyzna w Polsce. Śmim'ć nie pozwoliła 
mu je dokończyć, a to w częś(\i naj ważniejszej, mianowicie tam, gdzie już od 
pojedynczych szczegółów miał przystępować do prawd ogólnych. Tem pożą
 
dańsze zapewne będą dla publiczności niektóre jego spostrzeżenia jakkh mi 
w poufhej rozmowie udzielał. 
Obiega dziś w wielu uczonych dziełach to twierdzenie, że dawni Po- 
lacy kształcili się wyłącznie na dziełach rzymskich z zaniechaniem łitera- 
tury greckiej, do której alLo wcale nic, albo nader mało, i to już w cza. 
sach późnicjs.zych zaglądali. Ci co tak utrzymuj:!, wychodzI} z tego, że PoI- 
ska oddałona od Konstantynopola. nie miała bezpośrcdnich z cesarzami Li- 
zantyń
kicllli sto
unkó\V. \V 811ieł-a ich n:11to ta upowszcchuiona pogloska, że
>>>
200 


znany z mnogich dzieł swoich uczony Polak, Jerzy Liban, który żył od ro- 
ku 1464 do r. 154-1, był na pocz:!tku XVI wieku pierwszym nauczycie- 
lem języka greckiego w akademii krakowskiej, a i jemu zabroniło było 
wyższe duchowieństwo, przez] czas jakiś wykładać publicznie tę naukę. Ztąd 
biorą niektórzy pochop do mniemania że z przyczyn religijnych zaniedbywa- 
no u nas ten język. W szystkie te jednak powody są tylko pozorne i po 
większej części mylne w swym gruncie. Jest bowiem rzeczą pewną, teśmy 
mieli niektóre bezpośrednie z cesarzami bizantyńskimi stosunki. Tuk w 1018 
r. wyprawiał Bolesław Chrobry świetne poselstwo do cesarza bizantyńskiego, 
Bazylego III, ofiarując mu swoję przyjaźIi, a w razie jej oc1rzuceni-a, pot-ęg:) 
mu swojl.! zagrażając. Musiał więc król ten, mieć na c1 worze swoim ludzi 
zdatnych do takiej posługi i posiadających język grecki. Wiadomo także, 
że syn jego Mieczysław drugi, umiał Bam po Arecku, jak o tern poświlid- 
czo. w swym liście księżniczka szwedzka, Matylda. I nic tet nie jest wtem 
dziwnego, gdy zważymy, że żona l\Iieczysława, Ryxa, była wnuczkI) Teo£\- 
nii Greczynki, córki Romana cesarza wschodniego. Od tl'go króla począw- 
szy, znaCZni\ część mieszkańców l
olski była obrzi!dku greckiego i w sto- 
sunkach z patryarchami greckimi, a przeto sama nauka języka greckiego 
nie musiała być zupełnie obcą w tych ziemiach; niekiedy przebywali w nich 
sami władcy greckiego narodu, członkowie ich rodziny, lub ich posłowie, 
jak Teodor Luskarys, zięć cesarza Alexcgo, za czasów Leszka Białego w 110.- 
liczu; za Kazimierza Wielkiego w Krakowie król Kipru; a za Jagiełły po- 
słowie cesarza wschodniego, Emmanuela U, którego Jagiełlo zaopatrzył hoj- 
nie zbożem i ludem. Co :!ię zaś tycze Libana i jego nauczyciel:.'ltwa w Kra- 
kowie, przekonać siQ można z własnych słów jego, i z tego co o życiu jego 
Janocki i Mułkowski powiad/lją, że kiedy przybył do Krakowa (a trzeba 
wiedziM, że i sam Liban był dawniej uczniem akademii krakowskiej), za- 
stał tl\m nictylko mężów z którymi się m6gł doskonale 
ozmówić po gre- 
cku, jakoto: Jana i Franciszka Bonerów, Piotra Tomiekiego, Stauisla\wa 
lIozyu8za; ale nadto znalazł w ich bibliotekach, mnóstwo dzieł greckich tak 
drukowanych jako i rękopismów, z których sam wiele korzystał, i za któ- 
rych uprzejme udzielanie sobie, zachował największą wdzięczność dla tych 
mężów. Zrobił także Józef Dunin Borkowski trafne spostrzeżenie, że Liba- 
nowi zabraniano nauczycielstwa \V akademii krakowskiej, nie z przyczy- 
ny języka greckiego, bo tylko bardzo ograniczony mnich jaki, mógł w teIn 
upatrywać niebezpieczeństwo dla .religii, alc z powodu kilku mów, które 
miał w kościele P. Maryi \V Krakowie, jak to 8am Liban \V przemowie 
swojej do lIozyu8za wyznaje. 'Vreszcic przekonał się Józef Dunin Borko, 
wski, że tłumaczenia autor6w greckich na język łaciński, i różne objaśnienia 
ich i wykłady, które albo w Polsce, albo przez Polaków dokonane były, na- 
leżą do najlcpszych prac tego rodz1łju i poszukiwane były w całej Europie. 
Wszystko to wskazuje wyraźnie, że język grecki, ani tak późno jak niektó- 
rzy mniemają, ani tak pąwierzchownie w Polsce wykładanQ, że mu ducho- 
wieńtltwo polskie nie kładło tak wielkich przeszkód; owszem z powoc.1u sa- 
27
>>>
, 


210 


mych sporów ko
cielnych, znajomość jego stawała się coraz potrzebniejsza 
kapłanom. Te i tym podobne uwagi BI} dostateczne aby usunąć, a przynaj- 
mniej bardzo zmodyfikować ów zarzut jednostronnego. kształcenia się naro- 
du na8zego W czasach dawniejszych. Józef Dunin Borkowski chciał udzielić 
tych Bwoich spostrzeżeń Michałowi Wiszniewskiemu, autorowi historyi lite- 
ratury poiskiej (dla którego miał największy szacunek, i przez którego w ro- 
ku 1840 uczonemu towarzystwu krakowskiemu pr;:edstawiony na członka, 
mianowapy został), a to w tym celu, aby tenże w tak ważnem dziele swojem, 
które publiczność z zapałem odczytuje, sprostował niektóre mylne w tym 
przedmiocie twierdzenia. 
Długą chorobIj. i ustawieznem natę!aniem umyslu, znacznie już był zwą- 
tlony na siłach, kiedy \V skutek pod,mej przez Tadeusza Wasilewskiego my- 
śli, aby wydać Album na korzyść pogorzelców. podjął się powierzonej mu 
przez przyjaciół redakcyi tej kt!iążki, i w czasie, w którym słabość jego za- 
trważnjące robiła postl;py, widywano go zajętego przez większą część dnia, 
to zbieraniem i porządkowaniem nadsyłanych artykuMw, to ich poprawą. 
Jeuna z pięknych poezyj umieszczona w tej książce, jest poniekąd natchnie- 
niem ostatnich chwil jego. Staraniem swojćm przyprowauził do tego, że już 
połowa Album odbitQ. była na czysto, a umićrajlj.c nie przepomniał polecić 
stojącemu obok bratu, aby się zajął ualszćm tego dzieła wydaniem. Umarł 
dnia 18 czerwca 1843 roku. 
Był chararakteru łagodnego, \V pożyciu luuzki, w obcowaniu uprzejmy, 
i chętnie udzielający się młodzieży, która się zewsząd około niego groma- 
dziła, a na którą on wpływał korzystnie. NlI.dewszystko zasługuje na wspo- 
mnienie jego uczynność: stojąc w wielorakich związkach z ul}zonymi, podej- 
mował się ochoczo usług połączonych nierzadko z przykrościami, i takowe 
dopełniał sumiennie. Ta sama uczynność była powodem, że mając wiadomo- 
ści w lekarnictwie, (ile że dla własnego zdrowia nieraz nad niem zastana- 
wiać się musiał), podejmował się dawać rady zachowania się chorym, opuszczo- 
nym od lekarzy i zrozpRczonym osobom, a samo rozbudzenie siły moralnej, 
sprawiało im znaczną w cierpieniach ulgę, a niekiedy zupełne wyzurowienie. 
S1) kwiaty, które niezbyt rychło się rozwinąwszy, rosną i kwitn=ł przez 
cały ciąg przeznaczonej im pory; Bił inne, które wschodzą raniej, świetniej 
przez chwilę rozkwitają, ale też nikną zawcześniej, Życiu tych ostatnich 
podobien był żywot Józefa Dunina Borkowskiego. .Jego kształl
enie przypa- 
da w epokę dzieciństwa, w lata młodzieńcze rozwinięcie się wszystkich zdol- 
ności, a ledwie stawał na progu wieku męzkiego, skończył swój zawód. 
W dwóch r6żnych swego życia okresach znajdował się u celu jednego, zuą- 
żając doń różnemi dl'ogami: raz kiedy zawód piśmienny poczynając, od po- 
znania narodowego piśmienictwa wywodził; drugi raz kiedy z plonami lite- 
ratury obcej wracał dla wzbOgacenia ojczystej. W jednym i urugim okresie 
znajdowali wzór dla siebie jego współtowarzysze, a chwila w której się z nie- 
mi rozłączył, utrwaliła go w ich papięci hożym mlodzianem, podobnym je- 
dnemu z owych gieniuszów, których z lotną stopą, promieniącem obliczem, 
i roznieconl) w ręku pochodnią, wystawiała ulubiona mn Grecya. 
August IJielowsti.
>>>
ł' 


( 


. 


l 


-
>>>
, I. 


, 



 


JlKOOo1J 
 MA\J:
4e1a'l) YYIl(D " 


l .
>>>
j 


mRm.€D
dJ m:m
 


Z NAGLOWIC. 


"" 


DO 


Zacnie urOllzonego szlachcica polsldr.go, 
likoł3ja Reya z Na.głowic. 


l 


. 


1!" 


l-łosll'rny wieczny PaD dać ci wiele raczył, 
o A'llrawle żadną rzeczą tn clę nie przebaczył. 
e KO-cbać się przodkiem możesz w dziateczkach nćclwych, 
Klóre noszą, twarz l stan, przodków twych Iloćclwych. 
LA-sim Boża obfita to sllmwlła tobl'e, 
Ii w nich teraz w swych leciech rozkosznjeRz sobie, 
y dal ci k temn dos)'ć doczesnej możności, 
Którać tak prz)"JIadala dla twojej godności. 
REf bowiem, jako mówią, ty sam w Polszcze wodzisz (1), 
W naszym polskim językn ty sam przodkiem chodzisz: 
ZNA -ją clę wszelkie st/lllY, , n/\ pieczy mają, 
Tak wlc"lzy, jako mali, w tobie się kochają. 
GLO-śna jest sława w Polszcze rozumu twojego, 
Wszakoż to jest nawlętsz8, Iż znasz Pana swego. 
WI-cle błędów dzlslejsz)"ch 11110 sic puszczając, 
Pra\\:dzlwćj, wiec;znćj skały mocno się trzymając. 
el-o Pan nóg IIll'chaj zdarzy, żebyś 118 tej skale, 
Dom swój mocno zbudował, a mieszkał w nim trwale. 



 


(I)" W dawnym j
zyku na5zym f'tj .oodził, znacz
'I" przodować: f't; wir;lł 10 tańcu, b,łoto lań- 
('1)'6 w pIerwszą par,:, i wieŚ! za BobIł, i kicrować cał)'m wieńcsm tancerz)".
>>>
ywot i sprawy poczciwego szlachcica pojskiego, Mikolaja Rc- 
jR. z Na
łowic, który był za sławnych kró16w polskich Zy- 
gmunta Wielkicgo, pierwszego tćm imicniem króla pojskiego, 
a potem za Zygmunta Augusta, syna jego, także wielkiego. 
sławnego króla polskiego, który napisał Andrzej Trzecieski 
jego doLry towarzysz, który wiedział wszystki sprawy jego (I). 
* 
* * 
,.Ten to Mikołaj Rcj wyszedł był z starodawnego a poczciwc- 
go domu, które zawżdy RC'jmi zwano, którzy siQ znwżdy pisaliz Na- 
głowic, ze wsi ziemie krakowl'kićj, powiatu ksi
skicgo, niedaleko to 
rzC'ki Nidy. A ci to Rejowie byli z st:uodawna herbu OkBzi-j, który 
herb zaniósł był do Polski niejaki Nankcl'Us SI,:żak, który tu jeździł w po- 
selstwiech do łrólów polskich, i potym mu siQ w Polsz('ze spodobało, i tu 
był osindł, i był biskupem krakowskim, i ten kościół wielki, 'jako tcraz smn 
w sobie jest na zamku I,rakowskim, on z gruntu zbuuownł. I wiclc potym 
tu tych Okszyców do Polski się za nim było przyniosło. których i po ty 
CZR8Y dosyć jest. A był to naród tych Rejów zawżdy cichy, skromny, po- 
czciwy, nic bawiąc się niguy żndnemi świeckicmi lIprawami, tylko zawżdy 
spokojnego a poczciwego żywotn. swego szlachcekiego używali. Acz był je. 
dcn starosta no. Rowie, gdzie dziś Darem zową, rycerskiego sb.mu tam uży- 
wając, i tnmże go potyrn wielIt:} mocą- Tatarowie dobyli i zabili. A tcn to Mi- 
kołaj Rej, miał ojca Stanisława z tychże Nagłowic, a stryja rodzoncgo Piotra, 
który żony nigdy nic miał, tamże w tych Nagłowicach leży, bo mu się hyły 
działem dostały, które przypadły na brata Stanisława. 
A ten Stanisław, ojciec tego to Mikołaja udał siQ był nil. ryccrski cJ.Ii'b 
do zicm ruskich, tamże się_ z młodości pnrał, ho tam miuł stryja hcrbowI1e- 


(I) 1'tJało znllllY I upowszechniony podajemy tn ,.izerunek Mikolaja Reja z Nagłowic w mlod)'m 
)\'irku, 
az z r.yciorysem przez przyjaciola jego Andrzeja Trzecieskiego napisanym, za iycia jeszcze Reja. 
W jednym z następn)'ch poszytów, damy drugi wizeruDflk tego znakomitego pisarza w ÓO roku życia, 
? ob.zerniejszą hiogrRfi'ł oczonego W. A. Mnciejowakiego, która będzie dopclnieniem źycior,}'su tu po- 
d;IDPgo. Obo drzeworyty sił wiernt!m fakRimilem z dziela nRdzw,}'czaj rzadkiego p. n. 
.,7.wyerciadlo albo ksztalt w którym kaMy ataJT snndnie s;e Ino;c sw,}'m oprawom iako wo zwiercie. 
dlo przypatrz.,-.!. Za szczeanego panowania slawnego krola Z)'gmunla Augusta bola l'olskiego. Roku po 
nDrodzcniu PRńskim 1ó67." , 
'. C\J
 Rela) folio, d....k Macieja Wirzbi'lly. 


1 
r 
, 



 


,I
>>>
...... 


213 


,1 


go tejżc Okszfj, niejakiego W ątJ-óbkę arcybiskupa lwowskiego, który go 
około siebie bawił, i tam
e się był pirwszą żoną ożenił z mu'odu Buczackie- 
go. Która. gdy mu umarło. pojął był drugą żonę tamże w Rusi z imieniem 
niemałcm Barbarę Hcrburtownę, z domu zdawna sławnego Fulszyńskitgo, 
siostrę rodzoną Herburtn Odnowskiego, kasztelana Bieckiego i starosty Są- 
deckicgo, herbu trzech mieczów w jabłku, która byłn została wdową po za- 
cnym człowieku, po Żorawińskim, którego byli pojmali Turcy na Bukowinie 
za Alexandra króla, który potym tamżc w tym więzieniu w kilka lat umarł, 
tamże w Rusi potym mieszkał. Tamże mu się z tej Herburtowny urodził syn 
tento Mikołaj w miasteczku w Żorawnie które dzierżał, nad Niestrcm, nie 
daleko Żydaczowa, w mięsopustny wtorek, roku Bożego 1515. Tnmże w tym 
Żorawnie ten Stanisław Rej umarł, i tamże leży. A tu dzier
ał w krako- 
wskiej ziemi Topolą, Słąnowice, Bobin, ale tu barzo rzadko bywnł. 
A iż był człowiek pobożny, poczciwy, a spokojny, a nie parał się ża- 
dnemi sprawami ziemskicmi, także te
 i o wychowanic tego syna mało dbał, 
bo jednegoż miał, także gi przy sobie chował aż do niemałych lat. że go 
byli pot}'m ledwie namówili. i
 go był dał do Skicrmierza do szkoly, iż tam 
było blizko jego wsi TopoIej. Tamżc był dwie leci c , i nic się nie nauczy- 
wszy wziął go był zasię do domu, i potym go był dal do Lwowa, i tam się 
też nic nie nauczył, bawiąc się między przyjacioły, bo już był podrosly. n był 
tam dwie lecie. Potym dał go do Krakowa, i był rok w bursie Jeruzalem, 
też mu mało albo nic pomogło, bo już rozumiał co to jest dobre towarzystwo. 
I zdało się ojcu, iż już był nauczony człowiek, a on przcdsię jako da- 

no nic nic umiał: wziął go zasię do domu do onego Żomwna. Tamże z ro- 
cznicą, a z wędką biegając około N
8tru, aż do ośmnaście się lat ćwiczył 
bąki strzelając. A gdy przyniosł pełne zanadra płocic, la8kowych i wodnych 
orzccłu)w, n knczom, albo golębia, abo wicwiorkę za pasem, to go z onej ko. 
szulc z płoskonek rostrząsnli rospasawszy, ano wszystkiego doLI'cgo dosyć. 
To Elię tu w nim kochali mówiąc: nic nasz Mikołaj, nic, ba nie zależyć ten 
na starość gn1szki w popiele. Ano prawdę mówili, bo bylo prawie ze wszy- 
stkiego nic. Iotym go posłali do Topolej do stryja, o.by go był wyprawił 
gdzie no. służhę. i kupili mu kitajki na kabat na wyprawę. a on się jął bro- 
giem wron łowić, a nim mu uszyto sukni ej, tym on kitajkę wykrajał na pro- 
porczyki, o. czyniąc drzewca z onemi proporczyki przywiązywał wronom do 
8zyje, a do ogona pod skrzydło, a żywo je puezcznł. Także z onemi propor- 
czyki latnjąc wygnały inne wrony i kawki precz, że szkody w gumniech nie 
czyniły. A tcn dla Imbata rok przy urzędniku musiał mięszknć, aż ociec przy- . 
jechawszy, toż mu iny sprawił. a pan miody się ćwiczy okolo, brogów z wro- 
nami. I dał go potym już wc dwudziestu lat do pana Andrzeja Tęczyńskie- 
go, który na ten czas był wojewodą Sędomirskim, a byłto człowiek zacny 
i mądry, acz był wzrostem '11nly. ale głowę wielk
 miał. 
Tam potym będąc, poczQł go pan w listy polskie wprawo wać , bo łnciń. 
skiego języka bardzo mało, nlo nic nic umiał. Tamże potym z listów, z ro- 
zmów mi
dzy pisarzmi, z czytanin, a snadź wi
cej z natury, jął siQ już był 


II 
II 
\:
>>>
214 


przegryzowll.Ć PQ trosze i łacińskiego pisma czytać, a czego nie rozumiał, te- 
dy się pytał. Takze potym z onego zwyczaju począł pob-osze rozumićć co 
('zyta}, a Bóg a naturo. ostatka dodał, iz hył przyszedł potym ad iudiciltm, 
iz wzdy juz rozumiał co czarno, a co biało. Jedno, iz mu to wiele przekazało, 
i! był zawzdy zabawion towarzystwem a muzyką tak z natury, ze rzadkiej 
której nie umiał. Teksty dziwne a wirsze rozmaite tak nic się nie rozmyśla- 
jąc czynił. A był pan barzo ciekawy z młodu, ze nigdy nn. jednym miejscu 
długo posiedzieć nie mógł, n. myśliwstwo mu tez wiele przekazało. 
Potym zasie odsta\vszy od onego pana parał się znowu między przy ja- 
doły w Rusi, ale nigdy nie słuzył, u wsz;lkoz był za wżdy pilen hetmana, 
który hył na ten czas zacny człowiek Mikołaj Sieniawsld wojewoda bełzki 
potpn ruski. rad by też był widział co ludzie zacni czynią, nIe mu się tego 
nigdy pozdarzyć nie mogło. Bo był tak fortunny, albo też niefortunny, ze po- 
wiadał, iz nigdy za żywota jego taka. nań potrzeba nie przyszła, aby był 
powinien korda swego dobyć, chyba w rozwadzaniu, a to był pan barzo cie- 
kawy, jedno iż był wielkiego zachowania, a dworski. A nigdy żadnej przy- 
czyny z siebie nikomu do złego nie dał, tak tego około siebie przestrzegał. 
Potym się był ożenił, pojął był z imieniem niejaką Kosnownę z Sędzi- 
ezowa tu z krakowskiej ziemie, siestrzenicę arcybiskupa Rożego, który był 
powinowatym swym niemało imienia nakupił, także się tez jemu było do- 
stało w Chełmskićj ziemi Kobylskie imienie i Siennica. Tamże to w tym 
imieniu więcej go potym dostawszy przemięszkawnł. i tamże był założył 
miasteczko niedaleko Chełma przezwiskiem Rejowiec. A w,:,zakoz tu do kra,: 
ko\Vskićj ziemie barzo go zawżdy przyrodzenie ciągnęło dla dworu, bo bez 
tego. być nie m6gł. A żadnego sejmu, zjazdu, ani żadnej koronnej sprawy 
nie zamieszkał'. I był nań IJtary kr6l (1) barEo łaslmw, także i królowa Bona, 
i dnł mu był iurgielt i stacyą Sknrmicrską, i wieś, także i wszyscy barzo 
gi radzi widzieli i wiele mu dawali. Także potym od arcybiskupa Gamrata 
dzierżał Kurzelow i Bislwpice. A urzędem żadnym ziemskim nigdy się nie 
chciał parać, powiedział iż w zatrudnionym żywocie, dwa co najazlachetniej- 
sze klejnoty ociążone być muszą, niezależność a sumienie, które powiedzinł, 
iż w zabawionym żywocie niguy bezpieczne być nie może. A wszakże kie- 
dy rozumiał, iż tego była potrzeba, bywał posłem, i barzo rad służył Rze- 
czypospolitćj, bo już ze zwycżaju rozumiał, i sprawy koronne, i prawo po- 
spolite. Ale się nic chciał żadną rzeczą bawić, tylko wolny a spokojny ży- 
wot sobie obierał. A z Polski też jako żyw, za żadną granicę nie wyjechał, 
. chyba w księstwie litewskim bywał, i to harzo mało. 
Potym się parał około króla, onego sławnego Zygmunta Augusta, który 
mu łeż był iście miłościwym panem, i dał mu był jurgielt na Chełmskim 
mycie, i wieś mu hył dał, kt{,ra hyła dziedziczno. Mikołaja Odnowskiego, je- 
uno iż była miału przypaść na króla jure donatol'io, którą zwano Dziwiąciele. 
A tcn to Mikołaj Odnowski był mu bratem bliskim, i dał mu był swe prawo 
jeszcze za żywota swcgo, a był kasztelanem przemyskim i starostą lwowskim. 


. . 


. 


(al Zygmunt pierwszy. 


---
>>>
1 


\ 


. 


.. 


. 


215 


Potym tu \V krakowskiej ziemi nRd Nida założył był miasto przy Na- 
głowicach przezwiskiem herbu swego Ok sza , i nie mało był imienia tam po- 
tym przykupił. 
Potym mu był dał Paweł llystram brat jego b]it!ko bezpłodnym będąc, 
dwie wsi w lubelskiej 
iemi, Popkowice i Skorczyce, i spuścił. mu je był je- 
szcze za żywota swego. . . 
Potym gdy przyszła prawda święta Ewangeliej Pańskiej do Polski, któ- 
ra acz była też i przed tym ale barzo zawikłana, i pit!ał postyłl
 polskim j\)- 
zykiem, bo acz był nieuczony, ale z czytania 1\ ze zwyczaju tedy mu to już 
snadnie przychodziło, w której niczym nie aUegował dla lepszej pewności je- 
dno f!tarym a nowym zakonem, i wiele ludzi się było tą postyll
 wprawdzie 
obaczyło z onych dawnych zwykłych a zawikłanych nałogów starych. Pisał 
też przed tym katechi7.m dialogiew, ludziom młodym potrzebny. Przełożył 
też Psałterz Dawidow'lj z modlitwami, który też barzo radzi ludzie i czytali 
i śpiewali. Pisał też żywot i sprawy onego Jozefa tydolDskiego, patryarchy 
cudnemi i ozdobnemi słowy. który też ludzie barzo radzi widzieli. Pisał b
ż 
sptctrum albo nowy czyściec, aby si\) ludzie z starych bł\)dów obaczali. Pi- 
sał też pod figurą kupca nadobną spraw\) człowieka chrześcijańskiego. Pisał 
też Apokalipsim Jana świętego cudnym polskim językiem z wykładem zacne- 
go a uczonego doktora w piśmie świętym Henryka llulingera. Pisał też 
książki nadobne o potopie Noego, dzisiejszym czasom barzo potrzebne, a po- 
żyteczne. 
Napisał też dla dworskich ludzi nadobne księgi Wizerunk, z którego wie- 
]e każdy i nauczyć, i obaczyć się mógł. 
Pisał też potym Zwierzyniec stanów 8zlacheckich, którzy natenczas ży- 
wi byli, poczciwie krótkiemi słowy, które tylko wośmi wierszach zaleiały, 
ozdabiając. Pisał też dla białychgłów : Zatargnienie fortuny: z cnotą, z któ- 
rych snadnie mogły swym powinnościom zrozumieć. 
Pisał też dla dobrych towarzyszów dialogi rozliczne, Koster
 z pijanicą, 
JVarwasa z Dikasem, Lwa z kotem, Ge
 z l."Urem. Pisał też zasię dla kmio- 
tków: wojta z panem a z plebanem, jako si\) też o swych dolegliwościach 
rozmawiają. I wiele innych rzeczy pisał co ich pogin\)ło, i księgi niemałe de 
neutralibus w Brześciu litewskim i z impressorem utonęły. 
A na ostatek już we wszystko si\) ochyn=łwszy, pisał księgi t!JtCota czło- 
wieka poczciwego, rozdzielony na trzy wieki jego, to jest młody, średni, i sta- 
ry. jako silJ ma poczciwy człowiek, na każdym stanie b\)dąc, w swej powin- 
ności zachować. Napisał też narzekanie na nierząd Polski, przytem Apophte- 
gmata rozlllaite. Przemowę do poczciwego Polaka stanu rycerskiego. Przytem 
też: Zbroje rycerza chrzeAciańskiego. Naostatek, Żegnanie z Awiatem. 
. A wszakoż no. żadnem piśmie swem ani się podpisać ani swego imienia 
wspomniM nic chciał, powiedał iż się tego wstydał, iż był nieuczony, a mio- 
tał si\) prawie jako z motyką no. słońce. A co tych pieśni i nabożnych i świe- 
ckich, wicrszów rozlicznych, epitaphia ludziom poczciwym, także tćż i na. 
herby ich, to temu i liczby nie było,. bo mu to ze zwyczaju a z natury tak 


\I 


.
>>>
216 


snadnie przychodziło, że tego przez jednę noc napisał co chciał, bo wc dnie 
nie mógł, bo był barzo ludźmi zabawiony; pani
t/\ a ludzie młodzi zawżdy 
się około niego bawili, bo był człowiek poczoiwy, zachowały, dworski, zna- 
jomy wszem, a byli nań ,ludzie żacni barzo łaskawi, a żadnego stanu mieć 
nie chciał, tyłko był sobie żywot wolny a spokojny óbrał, będ/!c 'lIt'mini mo- 
lestus, tak że ,się nigdy nikt nie ozwał, ktoby był nl\ń kiedy o co poskarżyć ) 
miał" sam się każdemu osądził i usprawiedliwił. Także sohie wszystko tuszył\ I 
iż się już w żadny inny stan, ani w żadne zawikłane sprawy nigdy wdać nie 
miał, jedno iż tak spokojnego a wolnego żywota swego używać miał. Bo I\CZ 
to był pan z młodu barzo ciekawy a bespieczny, a barzo mu światek sma- 
kował, ale ju
 był potym skromny, trzeźwy, spokojny, tylko się już był na 
wszem na wolny żywot udał, a wszakoż eo czas przyniosł' i Rzeczypospoli- 
tej i przyjacielskiej posługi nigdy nie omieszkał. Tamżo w tej Okszy, którą 
sobie fundował i kościół zbudował, powiadał, iż miał wolą swe kości położyć, 
Panu Bogu wszystko poruczywszy, tak jako O tym nadobnic w onych wier- 
szach rozmawiając się z świlltem, napisał. A toć była wszystka sprawa ży- 
wota, postępków, i spraw, tego poczciwego szlachcica polskiego. 


. 




 


..
>>>
\ 


. 


, . 


. 
I 



 


---
>>>
,,", 


...-- 
ł-'lii- 
" "'",. 


.:.... 
. ,.
 -. . 


\: 


.... :..1 


)! 


., 
-'. ...- 


. - ..
. 


)" ....- 

 .. .' 'J' ' ,''. :
- 
"V:::

." 
',\
'j' 
 .' 
"OJ 
 
;
i
"':.¥
:
::"'" 
L 
{r
;:: ',."';
 i;
J.,.:, 
.-;, 
. :\\;'
i;,i '\1 ......:: "\:.. 
... .. .
. h,
 - 1 ,- 
 \ t':L"
:. 
": 1-... 
,:; :
;:.'!::

' :;:':

{'.r

 \
) ;
#':,; 

: . ': 


. ,i
 
, r 
"", 


.
.. - . '. 

 o,. 


!t. 


" ' 


,., . ._,: 
 :- \:.- 


? 
JHID 
JEJF 


IID@]]31R(Q)W
llK1[o 


l 


-
>>>
'. 


, 
DOllRO\VSKI JOZEF. 


..Ach. mn
 ve sIavenskljch Krag'n8ch 
Sama zern uź "onj pi'iWJmnl!gi." 
Jan Kolia,.. 


czasach, glly Czechy zniemczone, zapomniawszy przeszło- 
ści swojiu tak świctnej, zapomniawszy języka ojczystego, 
żadnej cechy rodowości własnej nie ukazywały, i naród cały, 
naj wydatniejszy kiedyś w całej Sławiańszczyznie, oświat=!- 
i duchcm rycerskim wybitny, zaczął być liczony do plemienia 
germańskiego, zjuwił się Dobrow3ki, i silne m ramieniem podniósł 
- _ popchnął naprzód ideę czesczyznyi pierwszy dziełami swoje- 
mi zaznajomił obcych uczonych z nazWIł czeskiego literata. Z by- 

 strą przenikliwością, i pracą niezmordowaną, oddał się badaniom mo- 
wy rodzinnej, i jeżeli bezpośrednio nie przeprowadził jej w życie na- 
l] . rodu, przynajmniej przygotował zupełne materyały dla następnych 

 ludzi czynu. 
Życie Dobrowskiego ważny wpływ wywarło na piśmiennictwo czeskie, 
n stanowisko posągowe tego męża w dziejach literatury wszechsławiańskiej, 
godne naszej uwagi. 
Józef Dobrowski urodził się 'w'Vęgrzech 1753 roku. Ojciec jego ka- 
pral w pułku picchoty, był z rodu Słowakiem, matka zaś Czeszką. "\V pier- 
w8zych latach życia Dobrowski stracił ojca, matko. powtórnie poszła za 
lnąż za jakiegoś weterana Kroata, od którego mały pasicrb, doznawał cią- 
gle okrutnego obchodzenia. PostQPowanie ojczyma, zniszczyło w samym 
zawiązku zdrowie Dobrowskiego, zwłaszcza tak w nim nadwerężyło system 
nerwowy, że w wieku późniejszym cierpienia te zmieniły się w hypokon- 
dryę. 'V dziesiątym roku, matlm oddała go do gimnazyum w niemieckim 
28 


. 


....... 


- 


. .\ 


.
>>>
- I 


218 


BrodzIe, gdzic młody uczeń, w kt6rym bolesne wspomnienia lat dziccin- 
nych zabiły wszelkI! wesołość, szukał w naukach jedynej pocie
hy. Ztamtąd 
przeszcdł do Klattau, gdzie słuchał wymowy i poezyi, a gdy śród tcgo 
l"odzice jego całkiem zubożcli , bcz żadnych sposobów utrzymania, tylko 
z nadzicją i wytrwałością. udał si
 do uniwersytetu pragskicgo. Tu ucząc 
młodzicż szkolną., zaopątrywał swoje potrzeby, i w dziewi
tnaetym roku ży- 
cia został magiBtrem. 
Znakomitc zdolności i wytrwałość w pracy, zwróciły nań uwagę Jezui- 
tów. Zakon widząc, żc młudzieniec poświęca si
 teologii, poruszył wszelkie 
sprężyny, i nareszcie r. 1772 wciągnął go do nowicyatu w Bernie. Dobrowski 
wszelako, przy głowie kształcił i uczucia własnćj godności: przypatrzywszy 
się więc hliżi-j nal:!tępcom Lojoli, po dziesiQciu miesiącach pohytu, opuścił 
nowi(;)'at, i został księc1zem świeckim. . 
Zamilowany szczególniej w badaniu języków już na uniwersytecie, obok 
innych przcdmiotów, odc1awał się nauce hebrajskicgo, 'chaldejskicgo i syryj- 
skiego. Upodobanie to, zapowiac1ało przyszłego znakomitego filologa. "\Vte- 
uy t!postrze
ono' młoc1cgo uczonego \V Pradze, i hrabia Antoni Nostitz, wc- 
zwał go na nauczyciela do swoich c1zieci" \V tym czasie w Pradze znajdował 
się drugi uczony, i badacz znakomity dziejów czeskich, Pelce/; tcn poznawszy 
tyle zdolności w DoLrowskim, wzbudził w nim chęć badania historyi ojczy.,. 
I!Mj, i Czechy zyskały więcej jednego historyka. DoLrowski wziął się do 
pracy: owocem jej są. znane krytyczne rozbiory kronikarzy czeskich. Za- 
czął wydawać pismo peryoc1ycznc: O stanie oświaty czesko-morawskićj. Od-. 
tąd ciągle opr.ócz prac innych komentował kroniki i biLlie słowiańskie. 
Roku 1786 otrzymał święcenie kapłańskie. Po jeuenastoletnim pobyeie 
w uomu Nostitza, został vice-rektorem seminaryum w IIradiszczu pod Oło- 
nmil('cm; a we dwa lata później rektorem. Gdy jednak po śmierci Józe£'1. II 
zniesiono 8cminarya, wrócił do Pragi, gc1zie nie mając innego sposobu do ży- 
cia, znalazł znowu przytułek u NOBtitz6w. 
Uoku 1792 wraz z hrabim Sternbergicm wybrał się do Sztokolmll. 
ahy ztamtąd przywieść dzieła i l"ękopisy, zabrane podczas trzydzicstoletniej 
wojny. W tej podróży zwiedził Kraków i Warszawę; zabiegi jednak w Szto- 
kulmie były daremne: Szweuzi nie tak łatwo chcieli ustąpić trofeów swych 
zwycięztw. 
'V 1803 roku Dobrowski opuścił c10m Nostitzów: odtąd prywatnie ży- 
jąc, z bezprzykładną pracą, oddawał się badaniom języka i dziejów szwedz- 
kich. Przy tylu zatrudnieniaeh couziennych. utrzymywał ciągłą. korrespon- 
dency,! z wielu uczonymi europejskimi, i pracował dla mnogich towarzystw 
naukowych, których był członkiem. 
Uoku 1818 powzięto w Pradze zamiar założenia muzeum czeskiego. Do- 
browski silnie ujął się ti:j myśli, słowem i piórem wspierał to przed:;ię\\'zię- 
cie: nadszedł bowiem czas. w którym srawiailski :filolog pojmował, że jęz)'k 
czeski może kiedyś powrócić do da\\'ućj potęgi i ż,}'cia. 


. 



... 


, 


ł' 
I 


04
 


I 
f
>>>
. .... 


, 


't 
I 


1 


..... 


f 


...
 


. 


2Hl 


Dobrowski zostawił po sobie 64 dzieł, najwięcej treści filologicznej i hi- 
storycznej. Te ostatnie zwłaszcza obejmowały badania nad początkami dzie- 
jów czeskich, morawskich i innych narodów sławiańskich, nauto rozbiory 
krytyczne starych kronikarzy i pOlkmików piśmiennictwa. Między temi dwa 
traktaty nas dotyczące są: 
U wagi nad Wincentym Kadłubkiem, wydanym przez Linuego i Od- 
solińskiego, i Recenzya Ruskiej prawdy, Rakowieckiego. Ostntni, jego prac
 
był rozbiór krytyczny kronikarza niemieckiego Jornandcsa De rebus geticis, uczy- 
niony na żądanie towarzystwlł frankfurckicgo,_ do wydawania źródcł do uzie- 
jów Germanii. 
Roku 1828 Dobrowski zamierzył udać się do Krakowa, aby tam dlłlt
j 
prowadzić prace i poszukiwania, na czem zaprawdę wiele bylibyśmy zyskali. 
"\V tym celu w końcu gruunia tcgoż roku wyjechał. do B
.J'lina, ale tam nagle 
zapauł nR zdrowiu, i pomimo troskliwych starań lekarzy, unia 9 stycznia 1829 
roku, zakończył życie. 
Wieść o śmierci męża tylc zasłużonego szybko rozniosła się po Czechii, 
i wszyscy witający b..zask jutrzenki sprawy czeskiej, głf¥boko uczuli stratę czło- 
wicka, który cały swój żywot poświęcił na usługi ojczyzny powstającej zgrohu. 
Przeszło pół wieku pracy mozolnej bynajmniej nie przytłumiły w nim 
uucha: Dobrowski do ostatnich chwil z równym zapałem zajmował się umy- 
słowo. Rękopisy i korrespondencye po nim pozostałe, znajdują się w muze- 
um w Pradze. Dziś skromny pomnik na cmcntarzu Staro-Bernskim kryje po- 
pioły człowieka. Uórcgo pam
ęć łączy siQ z Imżdym krokiem, jaki, tak jCJzyk, 
juko i oświato. czeslm, czynią na urodze postępu. 
"V pływ Dobrowskiego ważnym jcst w rozwoju ducha czeskicgo, chociat 
kierunek onego był zupełnie przeciwnym temu, jaki uczony czeski zamierzył 
mu nadać. Dobrowski wcale nie wierzył w powrót do życia narodowości cze- 
skii:j: znpalony stl1.rożytnik uważał mowę rodzinIl:) za trupa, którego z nie- 
zwykł:) biegłością rozbierał skalpelem badań i hytyki. "\Vedle jego przcko- 
naDia, zanim wieko trumny pokrywające ostatki czesczyzny, miało zamknąć 
się na zawsze, pragnął pokazać światu uczonemu zagasłą świetność swojej 
ziemi; nie chciał, nby tylo czynów bohatcrskich, tyle prac ważnych umysło- 
wych, przebrzmiało bez wspomnienia, i ofiarował tycie na wyprac:owanic ol- 
brzymiego nekrologu Czechii polityczni-j i piśmicnniczi-j. .. 
Dohrowski przy schyłku dni swoich, przekonał się, że mylnie sądził": 
zabłysla mu przyszłość o jakićj dotąd lękał się marzyć, a pracując wył:!cznio 
w języku nicmieckim, znczął artykuły po czesku umieszczać w Czasopiśmie 
muzeum cZt'skicflO. 
Przez ciąg życia swego wiele podróżował i widział, już wię
 samą roz- 
mową i obcowaniem z młodzieżą prngl!ką, przyczynił się uo wzniesienia chę- 
ci do nauk, i badanin dawnych pamiątek ojczystych. Nadto sam wiele za- 
stanawiał się nad stroną zewn
trzną języka, i tym sposohem śleuząo i foY- 
stcmatyzując mowę wedle nowych prnwiueł cJotąd nieznanych, rzucił zasady
>>>
. 


220 


dzisiejszej filologii, zajęcia, jakiemu Czechowie poświęcają się z bezprzykła- 
dnym zapałem. 
Dobrowski przy schyłku tycia obudził go wprowadzeniem żywotnej kwe- 
styi filologicznej. Tą kwesty, był spór zacięty z profcssorem Nejedlym, 
o prawopis czeski (1). 
Nejedly, doktor prawa, professor literatury i języka czeskiego na uni- 
wersytecie pragskim (1801-1835) również przejęty zapałem zaprowadzenia 
czesczyzny, gorliwie pracował nad mową. ojczystl}, nie chciał wszakże pojąć, 
że język od dwustu lat wyszły z użycia, nie wysta.rczy na oddanie nowo 
prżybyłych wyobrażeń, i koniecznie upierał się, aby go zostawiono w da- 
wnych formach z XVIgo stulecia. Szczególniej powstawał przeciw zmia- 
nom w prawopisie, i wszelkie ulepszenie uważał za próżną chęć nowatorstwa. 
Śród tego Dobrowski podał zasady ortografii 
yrozumowanej i oczy- 
szczonej z błędów; ztąd wszczęła się długa polemika, której wypadek w ka- 
żdym razie musiał przynieść korzyść językowi. Spór zakończył się na tern, 
że powszechnie przyjęto prawopis Dobrowskiego. 
Przygotował więc materyały i wyrobił język tak, że następnemu poko- 
leniu pozostawało tylko wprowadzić go w codzienne użycie. Znaczna część 
dzisiejszych uczonych czeskich wychodzi z jego szkoły, i na drodze roz- 
świeconej im przez mistrza, teraz o własnych siłach postępuje. Toż samo 
rzec można co do historyków. Dobrowski bowiem pierwszy ściśle badał sta- 
re źródła do dziejów czeskich, i odłączał wiarogodne od błędnych. Wyzna- 
wca sumienny prawdy, gdy W. Hanka odkrył 'I'ekopism królo-dworski, ów po. 
mnik nąjcudowniejszy poezyi czeskiej, obok którego nietylko Czechy, ale 
żadna literatura europejska, nic równego z ówczesnych czasów postawić nie 
może: olśniony pięknością niowysłowioną tego zabytku, i urokiem: Dobro- 
wski zaprzeczył jego wiarogodności, i przeważnem zdaniem swojem, za- 
(:hwiał wiąrq. calej Czechii. W zią.wszy jednakże późnilU pomnik ten pod ba-. 
,lanie surowej krytyki, uznał, prawie na łożu śmierci, błąd swój, i przyznał 
autentyczność 'I'e ko pismu królodworskiego, który świeci wśród poezyi czeskiej, 
jako jasna i naj piękniejsza gwiaz
a. 


(I) Byloto w ten Bam CU8, kiedy u na. zaJadle spory wiedzionQ o wprowadzenie joly. A chociai 
by 1 1L znan'ł w najdawniejszych polskich pomnikach. konserwatyści literatury polsko,francuzkićj, walczyli 
z ca1ym zapa1em przeciw tćj przez nich uznan6j nowości. 


-

- 


- 


..-
>>>
ł
>>>
',' 


, ' 


,I. 


, ....,:./ -' 
.
, 
;:;'-.
... 
-!I. "." ,._ 


'".:.,. 

łł':'

:
; 
 - ..,::
 - 
;/
. ,"o -t"' 
 
; .:


;t;;;
;
,_.\ '
:


: -
:::: 
." -h
;
""'''' '
""I""- , ,,','. 
";\;: . ,'
" '. ,.:-'; ,2
,
,
/ , :
 
 
' , _ 
 " , , : , 
. ' 
 " 
' . 
 . . 
 ;' , :,,;_: . ' . :
 , t, : .' : .
 . ; , 
"\' :._ c., '. 
 ,. . . .-" 
., 
 ' .. ;':...:- A,";-.J 
"
. 
:: .;
, ::'
!
 
.,:, 


.:.6 :. 


.:.
 



 r , 
....ł-q;. 


../ 


'
. 


'"-l-., 
-
 


.
 
';. 


, " 
"

'
 


" 


" 


,... 
-1" 

'" 

.
 
.. 



Zi1fm([)}
1 

Vm(IDNCIDWII(D
 o
>>>
A
 r--/.. 
 ,,;.- 
-/1/{
r41p? !rm 'r
l" 


JjrJtf"" 4,.10 ..t.;J; ?J7I/j.lmi
Jk.J'Jj 
' 
j/rdJ.J" C
 
', 
'dU 11M' 
! f;.r;..J: N{Jr'IJf,. gr/ 
ft.dł:vJmi Jd;Jntp; 
. ,1P/
 !t. 1»1 1'1U' I

 11iijs1j,,4t-J; k
 
) 1pndf'
7
 
JIt.Jn,łw ł1t


".!a .'fi:' '!"1frR!k !"1W
;e,r 
4ł 
1tł¥MYI
t j1-łJk, 
 i 11U'n"'f.
"'" fr ""'14 " .; 'JJWU: ?", Mk 
Ir
t;,,
- ,t1jm.. /umj
.fk jr .,t.
!it..ł, rt",j 
rIJJ:: ¥d;' "" 9Jnf"hmu W
 ulk. ?1JW
f tQ ,,? 
!Jbfft' _1Yti#«. }
ljftUl; /t'fJ U, 1
4 ftZ 
 
' dk it1/P.JI 
1
4 J, lłl
 I m;-;;: fM!l /N.

;1 mdli', )411tłjh;- 
.J. 
J
PJr 1"6.. nA .9--f-; f1Uf
 
"'i
t4,t"4 
 4j 
IM1f 1J#0£d19 tAVJ 91WJtłiJJJ.71 

itdl

'
' 


 
'ł»(' h:ft'ft'
 JtI
RłI1. OJd
(" 
':j

'*' 
jr(1/U: #t/'/nfi "l, ł:łIt' ()J,J. tJJJC-t1U''tra'!Iui' /{t1'k 1
1- tI
J,,/ 

:J. 
. . et:. r tvj
j ":i . ".,:j,j;,....:( 
. " . pt,! v J 
, J
;:f 
Jitt.,... ;:"'-"'1 



 


-
>>>
t 


. 


.
>>>
1 


. 


. 


SZYl\ION SZYMONOWICZ. 


pojmowaniu artykułów i ich tworów wielka zachodzi różni- 
ca między dzisiejs7.emi o. dawniejszemi. Teraźniejsze twory 
sztuki, mając mniej lub więcej w idei swojej to co jest ży- 
wiołem tycia obecnego, mają widoczne i wszystkim dostę- 
pne tło, na którem wyrosły: zrozumienie więc ich jest pod tym 
względem łatwiejeze, wyświecenie więcej obudza interesu, bo 
- _ niejedno z tego co dziełu wartość nadaje, jest w nas, przebiega 
\ przez nasze serca, i przewodniczy w naszych walkach moralnych. 
. 
 InaCZej się m" z jednem lub drugiem arcydziełem dawniejszem, i jak- 
kolwiek ładnie brzmią słowa tak często powtarzane, iż dzieła sztuki 
1} \ żyją wieczyście, że lud2kość ciągle się w ich ognisku ogrzewa, są one 
1 jednak nie zewszyetkiem prawdziwe. Pominąwezy już bowiem zatraty, 
jakim pomniki sztuki równie jak wszystko co ludzkie podlega, jakże wielką 
ujmę w ich żywotności robi czas tern, że nie mogą się ruszyć, nie mogą sta- 
nąć oblicznie przed nami bez kommentarza , który jak całun grobowy wle- 
cze się za niemi, i otula ich członki promienne. Led wie nie taka sama. mię- 
dzy niemi różnica wrażeń jakie sprawiają: dawniejsze leżq. w ukryciu, do 
którego lcdwie niekiedy zajrzy jeden lub drugi zwolennik sztuki, i otrzą- 
snąwszy pył z nich, pokaże ich lubownikom niewielu; podczas kiedy twory 
nowe szumią bezustannie około naszych uszu, sw'ł zasłużoną lub urojoną sła- 
wą, a wytknięcie ich zalet lub uchybień zajmuje nawet tych, którzy do zna- 
wstwa żadnego usposobienia. nie mają. I nic dziw: teraźniejszość ma swoje 
prawa i słUSZDą Dad dawniejezością przewagę; ale ona wyrasta z przeszłości 


- 


, . 


.
>>>
. 


f. 


222 


i wielce użyteczną. jest rzecz!!, trącać od czasu (10 czasu o twory sztuki da- 
wnicjsze, wskazując ową nitkę, jaka się między (jawn"emi a nowe mi ideami 
przeciQga. 
ie pochlebiam sobiQ, abym mówiąc o jednym znajznakomitszych 
n:,szych artystów i uczonych, o Szymonowiczu, potrafił czytelnikom uobe- 
cnić czas jego tak, iżby ztąd .iego twory mogły wziąść rzeczywistą. poświa- 
tę: co jest niezbędnym warunkiem dobrej biografii; dość, jeśli do, tego co 
o nich wiemy, dodam kilka rysów mniej znanych. . 
Niewiele wiadomo dotąd o życiu Szymonowicza. Raczej dziełami jego 
i sławą ich li postronnych, niż szczegółami życia tego pety zajmujlj. się' ci, 
którzy o nim pisali, Starowolski podał o nim wiadomości niedokładne wpra- 
wdzie lecz pewne; późniejsi chcąc być dokładniejszymi, dołączali gdzie nieco 
z własnych domysłów. Co się zaś tycze samego autora, jest on tak skro- 
mny, tak powściągliwy wszędzie gdzie mu przyjdzie wspomnieć o siebie, iż 
ledwie słów kilka w tej mierze pochwycić można, zjego własnego wyznania. 
Niedawno przybyło nowe źródło do wiadomości o jego życiu; przeglądając 
rękopisma OssoliiJskich biblioteki, natrafiłem na biografię jego tę samą, - z któ
 
rej wyciąg tylko ogłosił niegdyś Staro wolski. Nie jest ona obszerną: krótko 
i pobieżnie w duchu nieco panegirycznym skreślił ją. nieznany nam pisarz, 
dołożywszy na brzegu, że ją. pisał 5 grm]nia 1630 roku, a zatem w rok po 
śmierci Szymonowicza. A gdy obok tego wraz i poezye Szynwnowicza znaj- 
dujf) si
, a mi9dzy temi kilka nieurukowanych i nicn:mych nam wcale, któ- 
re jesli nic są autografem, zdajlj. się przynajmniej mieć własnoręczne autora 
poprawki, tedy chlubna jest, że taki pomnik, posial1a właśnie to miasto, w któ- 
rćm ten autor świat ujrzał. . 
- Urodził się nasz poeb\ r. 1557 we Lwowie, gdzie ojciec jego, Szymon 
Brzeziński pi:,stował urząd rajcy miejskieKo. Byłto człowiek uczony; jak da- 
wno przel1tem mieszkał we Lwowie i zkąu wł:.ł.ściwie tu przybył, czy z 1\1a- 
zowsza, czy j:,k się inni uomyślają., z llr£;eżan, nic jest dostatecznie wiado- 
mo; zapisano tylko w lwowskich miejskich aktach, że w roku 1547 Szymon 
z Brzczin, misb'z nauk wyzwolonych, otrzymał prawo oLywatelstwa, a w r.. 
1552 ohrany został rajcą z kilku inncmi. Dom jego był otwarty ula ludzi 
uczonych, z któremi jl,lw znawco. literatury greckiej i rzymsliej obcować lu- 
Lił: schadzali sit,) do niego nauezyciele kwitnących pouówczas, jak powiada 
nasz bezimiennik, szkół lwowskich. 1\ nierzadko zagościł do nieg-o jeucn lub 
drugi z europejskich uczonych, którzy przy owoczesnych stosunkach uczęszczali 
uo naszej ojczyzny. \Y domu rouziciclt!kim i w szkołach lwowskich pobierał 
piel"\vsz6 nauki młotły Szymon, a jako syn mistrza mmk wyzwolonych, na- 
słuchawszy się niemało o poetach i tworach nadobnych literatlll"y . klaHsy- 
cznćj, ubrał w zgL.eczoną formę imię ojcowskie. i nazwał się" Szymon cm Si- 
monidel!em. Zwyczaj to 'między uczonymi w XV i XVI wicku gęsto prakty- 
kowany. Tuk ów \ Vłoch Duonacorsi, ty lo znakomi tlJ rolę nl\ d worze królów 
polskich grający. przybrał nazwiski starożytnego poety Kallimacha; naszemu 
Szymonowi przypadło nazwisko poety greckiego Simonidesa, tem więcej na 
rękę, że nie ustał był jeszcze zwyczaj w l.Jol sce , jaki jest po ozis dziCli 


\ 
( 


\ 



 


ł 
, 



 


I
>>>
\ 


. t 


. 


/I 



 


- 


223 ' 


łllit;uzy innymi Słowianami, że imię własne ojca z zakończcniem etoeownem 
służy za nazwisko synowi. Po ojcu teuy był on Szymonem Szymonowiczem, 
a rouzina ich z Brzezin pochouzącn zwała się Brzezińskiemi. Ale skoro nasz 
pocta szlachectwo otrzymał (a właśnie w metrykach koronnych i w legity- 
macyi, której opis mam przed sobą. zwany jest Symonidesem), wszyscy za- 
cz
li odtąd zwać się Szymonowiczmni. _ . . . 
Posłany uo Krakowa na nauki wyższe, pobierał je od nauczycicli pry- 
watnych, bo w owym czasi
 uie było jeszcze lmmanioró\v w Krakowie, i prze- 
dział między niższą. szkołą a aknuemią zapclniali nauczyciele prywatni. Tu 
celował między s\vojcmi towarzyszami bystroś,cią pojęcia, a w swobodnych 
chwilach oddając ",ię poezyi, napisał poemat o Stym Stanisławie, rytmem ła- 
cińskim w 84 zwrotkach ośmiowierszowych, który mu zjednał sławę między 
rówiennikami. Nie zaraz ujrzał świat tę jego robotę: w s
dziwym dopiero wie- 
ku przez Stanisławo. Grochowskiego wezwany, przesłał mu' ją z Czernęcina, 
dnia 15 lipca 1604 wraz z listcm, w którym pożwala mu zrobić z nią co 
mu się podob
 wyznając oraz, te w tćj młokosiej pracy, dzisiejszym sądem 
rozmierzonej, nic wiuzi nic prótz pobożności. 
\V akadcmii krakowskićj odbywał popis pod Anzelmem z Bożęcina dzie- 
kanem wydziału filozoficznego, i ozdobiony stopnicm magistra uuał si
 w po- 
dróż do 'Włoch. Ciągnęła go tam sława wielu uczonych. Marck Antoni Mu- 
ret, znany jako filolog, krytyk, i mówca, Krysztofory i Klawiusz matematyk, 
Mutius, 'Viteleschi i Molina, byli wkrótce poufnymi jego przyjaciohui, z któ- 
rymi ustawicznie obcując starał się przyswoić s.obie te wiadomości. w Hó- 
rrch każdy z nich góro waJ. 'V ychod..dł on z tej zasady, że wszystkie nauki 
wiążą się z sobą najseiśłejszym węzłem, i niepodobna jest pisarzowi zająć 
wysokie stanowisko "N którejkolwiek z nich, bez ustawicznego odnoszenia 
się do ogółu nauk. Ta sa.mo. chęć korzystania z obcego światła, nie zaś 
próżna ciekawość, wiodła go z Włoch do Francyi, gdzie słynął podówczas 
jako (:ud uczoności i talentu Józef JUt!t Skali gier, zwany w Polsce Ska- 
li8kim. llyIt-o syn równie sławnego ojcu, który przy call'j swej uczoności 
miał tę słabość, że wywodził rÓII swój od książąt werońskich o. pisał się 
Julius Cezar delIa Scala de BordoIle. Jak na przekorę doniósł właśnie Ti- 
raboschi, że ojciec tego Juliusza Cezara był prostego stanu, zwał się Bene- 
dykt Bordonne, i zajmował się w Weronie illuminowaniem obrazków, a na- 
zwisko delIa Scala miało się im dosłać od mierniczego narzędzia. Ztem- 
wszystkiem wierzono powszechnie w jego księztwo, i syn też z dumą się na 
nic powołuje w swoich pamiętnikach, a Il.iepospolity rys tWllrzy zastępował 
. 
dla wielu brak pargaminów. Tę wiarę, jesli się w wyczytaniu jednego wyra- 
zu nie mylę, podziela i nasz bezimiennik. Jakkolwiekbądż Józef Skaligier 
był człowiek niepospolity i głęboko tlczony. Posiadał rozmaite ję
yki, staro-, 
żytne i nowożytne, a między niemi jak się zdaje i język polski, bo w swo- 
ich pallliętuikach wspomina o nietltosowności polskiej pisowni. Tamże wspo- 
mina o bracie swoim Konstantym, przezwanym Vasco Diabolo, który razu 
jednego z ośmiu Niemcami powaśniwszy sil(, kilku z nich ubił, resztę l'0kale-
>>>
, 


224 


czyI, sam zaś uciekł do Polski i walczył w' szeregach Stefana Batorego. I 
W końcu, z przyczyny jakowejś zawiści przebity został na polowaniu. Jó- . 
zef Skali gier żył w mierności, a często nawet w niedostatku, b
 przejście 
jego na wyznanie protestanckie sprawiło, że mu we Francyi żadnej ka- 
tedry powierzyć nie chciano. Z mocą stoika umiał się ograniczyć w swo- 
ich potrzebach, wymawiając sil,? od przyjęcia pieniężnych nadsyłek, ofiaro- 
wanych sobie przez bogatszych wielbicieli swego talentu. Widziano nieraz 
jak zatopiony w książkach spędzał dni całe 'bez pokarmu. Onto jest twórcą. no- 
wego systemu chronologii, objaśniaczem'i ocz}"Ściciclem starożytnych pisarzów: 
Teokryta, Nonnosa, Katula, Tybula, Propercego, Seneki, W Ul'ona i innych. 
Nie była ta znajomość bez przewainego wpływu na dalszy zawód naszego 
Szymonowicza. Polubił go bardzo Skaligier .- ocenił jego zdolności i od- 
jeżdżajqeemu dawał naukę: aby zdl&la od zgiełku i próżności świata ży- 
jąc. nie zaniedbywal przestawać ze starożytnymi mędrcami, a nadewszy- 
stko służyć ojczyznie swej piórem i radą, bądźto ostrzegając ją przed nie- 
bezpieczeństwami, i zapobiegając takowym, bądź wystawiając cnot
 a kar- 
cąc występki. Rady te wsiąkały głęboko w ulnYl.\ł młodego Szymon:., i roz- 
patrując się tak w jego życiu jako i tworach, spotykamy się z nimi nie- 
jednokrotnie. Kiedy już był domownikiem i przyjacielem Zamojskiego, 'od- 
wiedzl\ł go Skali gier: przypatrywał się twierdzy Zamościa obwarowanej zdo- 
bytemi na nieprzyjaciołach dzinłami, rozmawiał z okolicznym ludem, który 
. 
opiewał Szymonowicz w swych picniach, i daje chlubne o nim świadectwo, 
że prócz grubej odzieży nie ma nic w sobie harbarzyńskiego. Sam bJŻ 
Szymonowicz wyznawał w latach późniejszych, że czćrnkolwick jest, ':Yinien 
to wszystko Skaligierowi. 
. \V rócił do ojczyzny ukształcony zupełnie, i zaopab'zony w dokładną. 
znaj omość języków i literatury starożytni'j, osobliwie greckićj, z ldórćj jl\' 
ko poeta, największą korzyść wyeiągnąć umiał. Filozofia, prawnlctw
, mate- 
matyka a nawet lekarnictwo, wszystko to obce m mu nie było. Sciągnął 
najpi
rw uwagę na siebie Jakóba Górskiego, gorliwego krzewiciela nauk 
nadobnych \V Polsce. który go poznał z Sokołowskim S
aniBławem, uczonym 
kaznodzieją Stefana Batorego, znanym z licznych dzieł swoich \V naszej lite- 
raturze. Przez niego poznany z Zamojskim podobał mu się tak, it tenże 
postanowił nigdy sil;) z nim nie rozstawać. Zrobił go swoim sekretarzem, 
dał mu dożywociem wioskę Czeruęcin, w powiccie krasnostawskim leżącą 
nad rzeczką I
urcm, o _ trzy mile od Zamościa, i poruczył mu wychowanic 
jedynaka swąjego Tomasza. Teraz m6gł swobodnie oddawać sil;) ulubionym 
swoim zatrudnieniom. \V dworcll nieróżniilcym sil,? niczćm od prostej wiej- 
skiej chaty, znaleźli go roku 1593 posłowie Klemcnsa VII papieża, któ- 
remu Joela poemat swój poświęcił, i oddając mu od niego wienieo oraz 
bogate upominki, powitali komplemcntem: iż w tak miłćm ustroniu fiło
ofa 
i bogowieby sarni radzi mieszkali. Brał atoli żywy udział w sprawach publi- 
cznych, i Sił ślady, że towarzyszył Zamojskiemu w wojennych wyprawach, 
a ten zwierzał 11lU najwil;)ksze tajemnice. W wierszu. Na obraz!! zamojskie 


L
>>>
, 


225 


napisanym około roku 1592, jest wzmianka o zaszłych między Syxtusem V 
a Batorym układach względem wojny turęekićj, dla którćjto przyczyny 
wiersz ten, jeden z najpiękniejszych, długo musiał leżi
ć w ukryciu. Inny 
jego poemat Aelinopaean, wysokićj wartości pod wzgl
dem artystowskim. 
opiewa przedmiot nasb;pujący: Zamojski ostrzegl\ na zgromadzeniu senat, 
że Tatarzy zamyślają wkroczyć do Polski. i radzi. że nie należy spuszczać 
się na Kozaków, którzy w podobnych napadach własnych ,korzyści upatrują; 
ale zebrać wojsko i uprzedzić ich. RI\da ta nie odniosla skutku, a. tym- 
czasem Turcy, łącznie z Tatarami wkraczają w po)sl,ie granice. Lecz w mgnie- 
niu oka zbiera Zamojski wojsko i I!taje pod Trębowlą. Przemżeni Tur- 
cy cofają się. I w tym poemacie wydanym wnet po wypadkach. pokazuje 
jak dalece był powiernikiem Zamojskiego zamyslów. W roku 1590 na wnie- 
sienie posłów ziemsl{ich i za przyczynieniem siQ Zamojskiego, nadany zo- 
stał Szym080wiez szlachectwem przez Zygmunta Ulgo. Nadanie to IS kwio- 
tnia w 'Varszawic na sejmie datowane, znajduje się w spółczesnym od- 
pisie między rękopismami Włodzimierza hrabiego Dzieduszyckiego, a za- 
czyna się tak: . 
"Jest zwyczaj we wszystkich rzeczach pospolitych, dbaJych o własną. 
pcmyślność, nagrodą i zaszczytami wywoł
wać cnotę, i nie szczędzić dla 
nićj żadnych dostojności. Dlatego mądremi ustawami naszych przodków ob- 
warowano, aby ludzie stanu niższego, skoro się czem wyższem odznaczą. 
stawali I!ię uezestnikn!ni coraz większych zaszczytów i swobód, osobliwiej 
zaś ci, którzy albo orężem zasłuż:! się ojczyznie, lub staną się jej użyte- 
eznemi, uprawą nauk. Gdy zaś lata obecne są. dla nas szczęśliwe i do- 
zwalają tyle spokoju, iż talenta mają wczas dostateczny do 1.ozwinięcia swe- 
go, nie możemy więc nie uściskać tych, co pracą duchową, zmierzają ku 
temu, iżby się stać ozdobą wicku swojego. 'V tych gronie świetne imię 
Szymona Szymonowieza wzniosło się naukI! wysoce i mądremi zdaniami, 
zwłaszcza dziełmi wybomemi, PU8zczoneJni w świat, nietylko \V ojczyznie 
naszćj głośne się stało, ale rozsławiło si
 i między obcymi. Owóż uznanie 
i chęci" znakomitych mężów tak si
 ku niemu skłoniły, że nam \V obec zgro- 
madzonego tu senatu, przez podów ziemskich i przez wielu możnych za- 
lecon został, i złożyliśmy radę najwyższą tym końcem, aby powołać go do 
praw i zaszczytów szlachectwa i t. d. (I)." 
Piękny pomnik światłego postępowania, odpowiednio duchowi czasu. 
.Liczne są twory Szymonowicza, i wyszczególniać ich tu nic będę; po- 
dali dość dokładnie ich szereg ci, co o nim dawnićj pisali, jak naprzy- 

 kI ad JU8zyński. ,V różnych czasach wyliczył jego dzieła najdokładniej Sta- 
nisław Przyłęcki, w pracowicie uJożonych księgach bibliograficznych, przygo- 
towanych do druku, z których niejednokrotnie zaBi
gałem wiadomości. Nie- 


(I) Przy t6j nobilitacyl otrzymał herb Ko;cie,:r.a w ten sposób zmieniony, iż umill9t trzech piór 
strusich nad koroną, w cbelmie umieszczonycb, dano mu trzy wlócznie z hcrbu Zamojskich (Jelita) 'lwień. 
czonc koroną laurowIł. 


l 


29 


-
>>>
226 


Ił 


które z nich SI} nader rzadkie. i ledwie jest jaka biblioteka, coby posia- 
dała wszystkie dzieła Szymonowicza. Zupcłnem ich wydaniem nikt się ni- 
gdy nie zajął, i sama biblioteka Ossolińskich, tak starannie i z tak wi(.l- 
kim nakładem przez swego założyciela zbierana, nie posiada wiele pomniej- 
szych dziełek jego i wydań. Nie będę też tu wchodził w rozbiór kryty- 
czny pojedynczych twor6w jego, wykazując zalety ich lub wady wytybjąc: 
wiele trafnych nad niemi spostrzeżeń może czytelnik znaleźć w pismach 
Kazimierza Brodzińskiego. Naj stosowniej będzie dać tu, choć w słabym za- 
rysie- og61ną charąkterystykę jego talentu., - . 
Szymonowicz pisał W wieku w którym stan kraju był kwitnący. Głó- 
wna więc uwaga jego wy
żona jest w obecność. W innych czasach, w in- 
nem położeniu nie tak wyłącznieby jl) tam zwracał. Szukając pola na któ. 
remby się talent jego rozpostarł, obrał dwa kierunki przeciwne: jeden na 
ze\\'m!trz, a drugi w głąb narodu, i zrobił sobie jakoby dwa zadania: zda- 
wać Europie sprawę z wielkich bohaterskich czynów, jakie się w Polsce 
dokonywały, lub niedawno były dokonane; a w własnym kraju zstąpić mię- 
dzy wiejskie lcpianki i' dworce ubogie, i kreśląc ponęty cichego, cnotli- 
wego życia wiejskiego i obraź y narodowych zwyczajów i obyczajów, dać 
w nich niejcdnę przestrogę, i jakby upomnienie dla tych, co Bił u góry. 
lićrwt!ze z tych zadań, rozwiązuje w swych odach; drugie w tak zwanych 
sielankach. \V tych dwóch kierunkach rozlał się główny prąd jego talentu, 
i twory w obu tych dążnościach kreślone, mają po dziś dzień ważne zna- 
czcnie; inne są przypadkowe i blade nąjczęściej. Na obojem tem polu 
I 
snują się w głębi przed wyobraźnią autora mistrzowie greccy i ich arcy- 
dLieła z swojemi mitologicznemi zmyśleniami, od!!łonione niedawno do wy- 
datności przez filologów, o których si
 autor zblizka ocierał: tam cień 
olbrzymi Pindara, tu Teokryta. Mimo to jest u Szymonowicza w pochwy- 
ceniu przedmiotu wiele siły, w wykonaniu wicie mistrzostwa. I środki też 
obrał do swych celów stosowne. \V pierwszych przemawia j«;zykiem Rzy- 
mian, by go zrozumiał zarówno Anglik, 'Włoch, Hiszpan lub Francuz; .w dru- 
gich, sielska. zagroda. otwiera. mu skarhnic«; czystćj rodzinnej mowy. do któ- 
rej makaronizm z wyższych klass jcszcze się nie zabłąkał. 
Kiedy pierwsze ody jego rozeszły się po Europie, przyjęli je z naj- 
większćm uwielbieniem uczeni wszystkich niemal na.rodów. .Just Lipsius 
uznał go poetą jedynym, innych obok niego wierszokletami; Putcanus zowie 
talent jega boskim, Ił. uczony Anglik, Tomasz Sechet nie wachał się powie- 
(1zieć w swojpj przedmowie', że w języku łacińskim nigdy nic równego tym 
odom nie powstnlo. I nie sąto bynajmniej glosy przesady; wydawali je 
nie młodzi zapaleńcy, lecz atarzy filologowie, mająe.y jednak żywe uczucie 
dla pięknoty, a oprócz tego niepospolici znawcy i wielbiciele literatury sta- 
rożytnej. Jakoż są to twory, których i dziś nie można czytać bez uwiel- 
bicnia, i które pozostaną na długo wzorał
li usiłowań tcgo rodzaju. Nic 
piękniejszego jak owa godność i prosta,- prawdziwie grecka wzniosłość, z ja- 
ką Szymonowic!: zwrncaj:
c mowę do Tomasza Zamojskiego, opowiada, czem 


. .
>>>
227 


był między bohaterami swojego czasu Batory, \V jakim stosunku zostaw:lł 
do jego ojca, Żałuj
, że nie mog
 tu przytoczyć własnych slów jego; 
ciekawi moglj. je odczytać w wydaniu Duryniego na stronnicy 7
 i na- 
stępnych. . . 
W sielankach znowu jakaż swoboda i naturalność I Wiele z nich są to 
arcydzieła w swoich rozmiarach, tern szacowniejsze, że w nich są wierne 
wizerunki życia, wykonane z tak czystem pojęciem narodowości, na jakie 
ledwie w naszych czasach zdobyć się można. Tu najprzód wysuwa si
 ów 
prześliczny obrazek pod napisem: "Żeńcy." 
"Już południe przychodzi, o. my jeszcze żniemy." 
Jakże z serca płynie ta wrótka, którą jedna ze żniwiarek: "Pietrucha" 
niby pół żartem a pół na prawdę zawodzi: 


Słoneczko śliczne oko, oko dnIa pIęknego! 
NIe jesteś ty zwyczajów starosty naszego: 
Ty wstajesz kIedy twój czas, Jemu sIę zdll mało, 
ClIcIałby on, żebyś ty o północy wstawało. 
Ty bieżysz do połudnIa zawsze swoIm torem, 
A unby cbclał ożenIć południc z wieczorem. 
Starosto! nIe będzIesz ty słoneczkIem na nIebie!... 


Słoneczko śliczne oko, oko dnIa pIęknego.! 
NIe jesteś ty zwyczajów starosty naszego: 
Ty dzIeli po dniu prowadzisz aż długI rok mInie, 
A on WSZ)'stlw' porobIć cbce w jednej gollzlnle. 
Ty czasem pIeczesz, czasem wionąć wletrz)'kowl 
Pozwolisz, I naszemu dogallzasz znojowI, 
A on zawsze: pożynaj! ole postawaj! woła, 
NIe pomnąc, że przy sierpie trójpot IdzIe z czoła: 
Starosto! nIe będziesz ty słoneczkiem na nIebIe!.... 


Słoneczko śliczne oko, oko dnIa pIęknego! 
Nie jesteś ty zwyczajów starosty naszego. 
CiebIe czasem pocbmurne obłOki zasłonią, 
Ale Icb prędko wIatry pogodne rozgonią. 
A naszemu staroroście nie patrz w oczy śmIele, 
Zawsze u nIego chmura I kozIeł na czele. 
Ty rosę chojną. dajesz po-ranu wstawając, 
I drugą także dajesz w wieczór zapadając i 
U nas post do wIeczora zawsze od zaranIa, 
Nie pytaj podwieczorku, nIe pytaj śniadania. 
Starosto! nIe będziesz ty I t. d.
>>>
228 


W sielance nadpisanej "Kołacze" jakże ładnie opisane weselne obrzędy! 
'Vielu umie ją zapewne na' pamięć; niech mi jednak wolno będzie przy- 
toc_zyć tu choć niektóre z niej ustępy. 


. , 


Sroczka krzekcze na płocie, będą goście nowi, 
.. Sroczka czasem omyli, czasem prawdę powie, 
Gdzie gościom w domu rado, sroczce zawsze wierzą, 
lilie lmżą się kwapić 4ucharzom z wieczerzą. 
Sroczko! umiesz ty mówić, powiedz, gdzieś latała? 
Z którejeś strony goście jadące widziała Y 
Sroczka krzekcze na płocIe, pannie się raduje 
Serduszko, bo miłego przyjaciela czuje. 
Jedzie z swoją drużyną panicz urodziwy, 
PanIcz z daleldej strony, pod nim koń chodziwy, 
Koń łysy, białonogi, rząd lIa 111m ze złota. 
Panno! gotuj się witać, już wjeżdża we wrota, 
Już z kOliI pozsiadali, wszystko się po dworze 
Rozśmiało, jako niebo od wesołej zorze. 
WIt;lmy clę, panlcu dawno pożądany! 
t:zeka clę u(lomlnek tobie obiecany, 
Obiecany od Boga I od domu tego. 
Po obietnicę trzeba wslallać lIa rączego, 
A ty się gdzieś zabawiasz Y Już nam nie stawało 
Oczo wyglądając cię, winieneś niemało 
Sam sobie, a pogonić tmdno I godziny, 
Cobyś rzekł, gdyby to był otrzymał Ido Inny? 
Bardzob się ubezpieczył; czyli ta(( urodzie 
Dufasz swojrj? kto dura najwlększrj pogodzie, 
Deszcz go zlewa. Nietrzeba spać, I w pewnej rzeczy, 
I Bóg nic dźwignie kto się sam nie ma na pl'czy. \ a... 


Albo owe proste, a tak pi"knc zakończenie: 


Panno, przegrana twoja! chłopięta dowodzą: 
Kołacz Im z stołu dano, ł za łeb oń chodzą. . 
Lepsza zgoda niż zwada: zgoda wszystko mnoży, 
Niezgoda wszystko kazi ł domy uboży. 
Panno, mll
j się do tllńca, już wodę oddają, 
A muzycy niechaj co rzeź kiego zagrają. 
Sroczko! z dobrąś nowiną do nas przyleciała, 
Bodajeś ł u sąsiad także zakrzeczała. 


Sielanlm z rzędu dziesiąta, nadpisana ,,\Vicrzby" odznacza się prócz ar- 
tystowskiid swojej wartości, Mm, że należy do owych niewielu tworów,
>>>
-, 


\ ' 



 


l 


229 


r 
I 
I 


\V których autor. choć gdzie nieco o sobie napomyka. Tu wystawia on 
muzę swojCJ \V postaci najady. która u nadbrzeżnych wierzb Czernęcińskich 
stojąc. opowiada ich dawne przygody i łączy z ich żalami swe tale. Oto 
jej początek: 


Nad cichym Purem stojąc Nals żałośclwa, 
Jako. prawi, ta woda za wodą upływa, 
Tak lata nasze bieżą nazad niezwrócone. 
Lecz wody za wodami Idą nieskończone. 
Ale życia mojego skoro czas przeminie. 
Inszy nie przyjdzie, ani wiek nowy nadpłynie. 
Cz)'1I trudno przeskoczyć kresy zamierzone? 
Albo prawa naganiać wiecznie położone? 
Raczej to co nam wieku pozwolono trochę, 
Niechaj troski nie gryzą I rrasunkl płoche. 
Samo nadbieży co jest naznaczone komu, 
A zła chwila namaca I w zawartym domu. 
Ja tymczasem ten warkocz będę rozplatała, 
Będę się w tobie Purze piękny przeglądała, 
Owo mię też tu potka co I siostry moje, 
A jako teraz żywa nad tym brzegiem stoję, 
Będzie pamiątka moja na wieczny czas stała, 
Bo nie żył, po klm piękna pamięć IIle została! 


Bazyli Rudonicz doktor filozofii, którego rzadka. i w bibliotece Ossoliń- 
skich nieznajdująca się książeczka o Lwowianach, wyszła w Zamościu ro- 
ku 1651 \V ćwiartce, a poświęcona jest senatowi lwowskiemu; upewnia, że 
z dzieł Szymonowicza aż po owe czasy wydanych, nierównie większa część 
ukrywa się w rękopismach , 3f bibliotece Solskiego, wnuka. Szymonowicza. 
I w rękopiśmie też biblioteki Ossolińskich. o którym wyżej wspomniałem. 
jest nadpis nad poezyami polskiemi, te to Sił tylko niektóre zpomiędzy bar- 
dzo wielu wyjęte. Tymczasem prócz sielanek i nagrobków zbieranej druiy- 
ny, tudzież pary wierszów przygodnych osobno drukowanych, nie znamy 
dotQd nic więcej z polskich Szymonowicza poezyj. Może je kto z czasem 
odkryje. Janocki wymienił między rękopismami biblioteki niegdyś Załuskich, 
poezye i inne pisma Szymonowicza w języku gx:eckim. Może być, że to Sił 
także próby autora, jakich się do publikowania nie przeznar.za; bliższa je- 
dnakże wiadomomość o nich zawszeby była pożądana. Rękopism biblioteki 
Ossoliliskich zawiera z niedrukowanych jego poezyj, elegilł na I!mierć Zy- 
gmunta Solikowskiego, po łacinie, i trzy pieśni nabożne po polsku. Ostatnia 
z nich pisana we \-Vroninie roku 1622, po wielkiej nocy, a opiewająca żale 
Maryi Magdaleny, ma właściwe sobie piękności. 
Żył Szymonowicz lat 71, w związki małżeńskie nigdy nie wchod:l:ił, podo- 
bnie jak mistrz jego, Józef Skaligiel', na co si
 przyjaciele jego użalali.
>>>
230 



e nie był jednakże księdzem, jak to niektórzy późniejsi z bibliografów jego 
głosili, i nl\ której to pogłosce opiemjąc się, dodano przy niektórych wyda.- 
niach sielanek, wizerunek jl\kiegoś opasłego mnicha, tego tu dowodzić nie 
potrzebuję. Spółczesny nasz biograf nic o tem nic wie, )'ównie jak nie wić 
też nic o jego ormiańskiem pochodzeniu, które mu Józef Epifani MillIl.Ro- 
wicz nl\ błachych jakichś vozorach i na. widocznem przekręcf\oiu słów Dou- 
zy wmawiał. Okoliczność, że w naszem mieście Brzeżanach było, lub też jest 
wielu Szymonowiczów ormiańf.lkiego pochodzenia, okoliczność ta nic nie do- 
wodzi. Akta urzędowe lwowskie i nasz stary biograf zowi=} ojczystą włość, 
z której się pierwej ta rodzina. pisała, Brzeziny nie Brzeżany; i przy tem wy- 
pada nam pozostać. 
Umarł:) maja 1629 roku o 9 godzinie z rana, porobiwszy znaczne za- 
pisy dla kościoła kollegialnego w Zamościu, gdzie też go pochowano, a po. 
mieniony wnuk jego z siostry, Kacper Solski, postawił mu tamże nagrobek. 
Przeznaczył też 12000 złp. na utrzymanie professora teologii w f\kademii Za- 
mojskićj, i darował tejże akademii bibliotekę składającą. się z 1428 dzieł. 
'Ve Lwowie było niemało po Szymonowiczaeh pamiątek; chlubił się 
tem Bartłomniej Zimorowicz. znany jako historyk i poeta, te był Szymono- 
wicza nietylko ziomkiem ale i są.siadem blizkim. Jakoż kamienica Szymo- 
nowiczów była. w rynku pod liczbą 232, a prócz tego mieli dom na 
ali- 
ckim, przedany, jak się o tćm ze współczesnego dokumentu dowiaduję, w r. 

63-t przez niejakiego Alexandra Szmidta Karmelitom bosym przy kościele 
Sg3 Miellsła za fórtQ. 


Augustyn Bie/owski. 


. 


.... 


\
>>>
pa 


Y"A. 


Przywodzimy tu wlasnoręczny list i dyplom Zygmunta UJ, mianuj.cy Szymonowicza poet. króle- 
wskim'. Oryginał w j
zyku łacińskim I/:najduje si
 w glówn6m archiwum metryk koronnych. 


"Zygmunt III król Polski i t d. Oznajmujemy i t. d. i t d. i t. d. 
Najpi
rws..6m staraniem królów i ksi'łi'łt ..awsze było, aby na słl\w
 i nieśmiertelne imi,:, wielkie 
loiyć usilowania; poczytywali zaś mianowicie jakoby za nagrod
 cnót swoich, jeieli nietylko za iycia 
po wszech ich ziemiaoh slawni m
żowie kwitn
li, ale gdy nawet i po śmierci, jak najdlui6j u potomn)'ch 
w pami,:ci pozostali. Dlatego gdy wszystkim sprawom zadość uczynili, wtedy sztuki, które ówczesny 
wiek przyniósl, a które do rozprzestrzenienia slawy si
 przyczyniły, oraz mistrzów samych, .. wlaśeiw. 
sobie laskawości. pobudzali, ogrzewali i prayozdabiali. W cz6m gdy palma poetycka wytszość otrzy-- 
mala, bo blask j6j uie idzie w zapomnienie, ale oajwyiszych przydaje ozdób i godności, przeto osjsłu- 
szniejsze miala prawo być rozkosz. I podziwem cesarzów, prawo, do którego wielu napróino wzdychalo. 
Z t6j przyczyny za szcz
ście naszych czasów poczytujemy, ił podobnego rodzaju umysly, w pracowni na 
wieczność sil nie szcz
dz., a wybornemi pismami wiek nasz ozdabiaj'ł, zklj,d dla imienia naszego spodzie- 
wamy się dlugowieczn6j s1awy i blasku. Mi,:dzy któremi, gdy Szymon Szymonowicz Lwowczyk boskim 
Swym dowcipem tak się odznaczyl, ie co do wielkości ducha, wznioslości zdań, najszczęśliwsz6j obfito- 
ści słów, i przedmiolu dlugo za ksilłięcia ucbodzić będzie, pneto aluszna, abyśmy tym dowcipu i nauki je- 
go pomnikom, nalełne oddali świadectwo. 
Dlatego naprzód przypuszcznmy go do laski nasz6j, a następnie mistrza tak szlacheln6j sztuki, 
z tłumu reszty innych poetów odllj,czamy, 8 bior.c go pod opiekę swoję, za jedynego poet
 l1aszego obie- 
ramy i uznajem)', i uadajlj,C imi
 i prerogatywy poety królewskiego, zezwalamy na używanie tego imie- 
nia po wieczne czasy, a f'oniewaz nie zostawi równego sobie w tym zRwodzie, przeto potrzeba, aby się 
sanwm nazwiskiem od innych odznaczał, a naszego imienia wieczność napominał. Gdy przeto tak znako- 
mita jest wyższość sztuki poetycznej, te wymaga ..aniechania spraw inn)'cb, i tylko cicb6j samotności szu' 
ka, aby t6m latwi6j I godni6j w zabawach swycb ćwiczyć się mogla, my przeto opatrujlj,c i ochraoiaj.c 
szczegolnlł lask. nasz., pozwalamy jemu w Jakiejblł dź prowinc)'i, i w jakiemb'łdż mioście ob,rwatoIstwo 


i 
I
>>>
232 


I 
t 
I 

 


przyjlł Ć . a przywilejów ł wolności tego miasta uzywać. wyjmujl}c go jednakże od sprawowania i pono- 
8zenia tak obowil}zków, jako j ci
zarów, nietylko w czasie pokoju, ale i podczai wojny. I aby nietylko sam 
*)'1 spokojnie. ale nawet ł dom jego. który za świ
ty przybytek muz uważamy, od wszelakiej turbacyj 
,
olen byl, uwalnialo1Y go od pratDa goAcinnoAci, i wszystkich nadzór nad t6m mając)'ch napominamy. 
iżbyachronienie naszegc poety w niczem zakłócone nie bylo. Dla lepszćj wiary czego piocz,:6 naszlł przy- 
loz)"ć rozkaza1ismy. 
W Warszawie dnia 23 grndnia 1690. 



 


Zygmunt Król. 


II 


t 
I 
, 


, .
>>>
t 
I 

 
l 


II 


t 
i 


II 


--- 


TOMASZ 


MOORE. 


ławny ten poeta. angielski urodził się dnia 28 maja 1780 
roku w Dublinie. Jest on jedynym synem szanowanego po- 
- wszechnie w stolicy Irlandyi kupca, Garreta Moore. W to- 
warzystwie dw6ch siostr przeżył tu Tomasz naj szczęśliwsze 
lata młodości, i najmilsze o nich wspomnienie aż dotl!d zacho- 
wał. Talent jego wcześnie objawiać si
 zaczął, co spowodowało, 
iż ojciec dał mu staranne wykształcenie, a pi&wszych zasad na- 
byr pod przewodnictwem Samuela Whyte w Dublinie, znanego 
już poprzednio jako nauczyciela Sheridana. Tak więc w czternastym 
roku życia, widzimy Moora w kollegium Trójcy (Trinity College) w Du- 
blinie. 
Nie jest bynajmniej naszym zamiarem podawać tu anegdotki, jakie 
o młodzieńcu wiele obiecującym w przyszłości zebraćby można. Młodość 
jest zwodnicza, a przyszłość, nie odpowiada często zapowiedzianym nadziejom. 
Dlatego zastanowimy uwag
, jako na wielkim poecie dojrzałego talentu 
i stanowisku jakie zajął w zawodzie literackim. 
Nowsza literatura angielska może mu dziś zaszczytne przyznać miej- 
sce, bo i w czasach gdzie 611' potężny gieniusz, Byron, w literaturze an- 
gielskii-j najwyższego dosięgnął szczytu, Moore wystąpieniem swojem, z ust 
tego śpiewaka Albionu, zasłużone otrzymał pochwały. Życie i dążności obu 
tych wielkich poet6w wielce różne były. Moore uniesiony miłością ku swej 
biednej Irlandyi, przelewa to uczucie w czytelnik6w. Niezawisłość tego kra- 
ju cenił nad wszystko, i już z temi uczuciami odzywał si«; wtedy, gdy na 
30
>>>
2:34 


'I 


uniwersytecie zostawał, a nie mogąc zamdzić nędzy rodaków, w pieśni zam- 
knl,!ł tęskność i żałobę. które go dręczyly. Ztemwszystkiem posiada mniej 
niż Byron exccntrycznego ducha, a jego satyra nie obraża nigdy, bo ma 
w sobie tyle wdzi
ku, co i pieśń miłosna, 'V szędzie jest on towarzyskim, 
przyjacielt!kim poetą, i umie przelewać wotaczających uczucia, które nim 
miotają. Cz
sto wpada w zapał, a mianowicie gdy idzie o prawa, lub cier- 
pienia ludzkości. 
Ioświ
ci\\'szy cnły czas wolny poztll,niu starożytnych klassyków, a co 
na
tępnie przcrodziło się u niego prawie w nami
tność, wolnym jest jednak 
od pcdantyzmu; towarzysze lat młodych, częato mieli sposobność podzi- 
wiać jcgo talent jako mówcy i poety. Pierwsze Moora poezye opiewają 
zabawy towarzyskiego życia, a mianowicie w rodzaju Anakreona pisane. 
Tłumaczenie Anakreona, którem się od dwunastego roku życia zajmował, 
wyszło \V roku I
OO, objaśnionc licznemi przypisami. Tento klassyk gre- 
cki w angielsk
 przyodziany szatę, zapewnił tłumaczowi sław
 i przydo- 
mek Anakrcon-Moore, który mu podówczas nadano. Slawa jaka przyby- 
cie Moora do Londynu poprzedziła, nie zagłuszyła w nim bynajmniej uczu- 
cia skromnoŚci, i nigdy w obliczu arystokracyi nie zapierał się swego po- 
chodzcnia, otwarcie wyznając, iż jest synem prostego kramarza. 
W rolm 1801 wydał drobniejsze poezye pod pseudonimem Tomasza 
Little , sąto utwory żywej młodzieńczej fantazyi, i jeżeli im co zarzucić 
można, to chyba tylko, że je w dwudziestym roku życia napisał. W tym 
czasie muza Moora inny przybrała kierunek. Otrzymawszy miejsce se- 
kretarza admiralicyi na Bermudzie, opuścił Anglię, aby innem .życiem tchną- 
ce kraje Ameryki odwiedzić; jakoż w jesieni 1803 roku wsiadł na okręt 
i tam popłynął. Obowi:)zki przyjęte nie odpowiadały usposobieniu Moora; 
poznał to wkrótce, i zapragnął uwolnić się od nich. Znalazłszy za sie- 
bie zastępcę, urząd porzucił, przez co naraził się na niedostatek i różne 
przykrości tak, że z nienajlepszem mniemaniem o Ameryce do kraju po- 
wrócił. Cała korzyść jaką z tej podróży odniósł, było tylko zaspokojenie cie- 
kawości, oraz liczny zbiór listów, ód i drobnyclI poezyj, które następnie dru- 
kiem ogłosił. Opuścił Ameryk
 w październiku 1804; powrót do Europy 
odbywał na fregacie Boston, pod rozkazami kapitana Dougla8, a podejmo- 
wany od niego uprzejmie w ciągu całej podróży, słuszne mu w swem pi- 

mie oddaje pQchwały. 
Od czasu podróży do Ameryki okres wieku młodzieńczego Moora za 
ukończony uważać można. Żywioł poetyczny bynajmniej w nim nie osłabł, 
raczej rozwinął si
, dojrzał, B pełen zapału, silniejszym blaskiem zajaśniał. 
Zrzadka Moore Londyn odwiedza, i wi
ksz:t część swego czasu pod do- 
mową strzechą na łonie rodziny przepędza. 
W roku 1817, w tym roku gdy poemat jego pod tytułem Lalla-Rukl& 
z druku wyszedł, odwiedził Paryż, i podr6t ta dostarczyła mu zasobów 
do humorystycznego utworu pod napisem: Rodzina Fl/dge w Paryiu. W roku 
następnym odbył podróż do Irlandyi, ze czcią wszędzie przyjmowany. W 1822 r 


f 


l 
I 
I 
I 
I 
I 
, 
I 
I 


'.
>>>
235 


ouwieuził powtórnie Pary t, bawiąc tl} razą wraz z całą rouziną dłużej niż 
poprzednio. W roku 1823 wydał Miłość anioła, i wkrótce pojawiły się UWA 
ttumllczenia tegoż utworu na język francuzki. Równocześnie wydał Byron 
Niebo i Ziemia, a obsdwa mają za podstawę rozwinięcie pierwszego i c1l-u- 
giego wiersza, szóstego rozdziału księgi Gents;s: 

 "A gdy się ludzie poczęli rozmnażnć na ziemi i zrouzili córki, 
"Widząc synowic Boży córki ludzkie, iż były piękńe, wzięli sobie za 
żony ze wszystkich, które obrali:' 
Z powodu takiego współzawodnictwa, zniewolony został Moore, przy- 
spieszyć wydanie swego dzieła, poprzedziwszy je przedmową; w której się 
cała skromność 
ego poety maluje; między innemi mówi on: "it osobliwym 
trafem przyjaciel mój, lord Byron, tenże sam przedmiot dla swego wybrał 
dramatu, a gdy nie mogę spodziewać się jak tylko niższego ella siebie sta- 
nowiska,l'guybym po tak straszliwym wystąpił rywalu, osądziłem przeto za 
stot!ownc nakreślone przezemnie poprzednio szkice' uporząukować, przerobić, 
i dodać, O ile mi na to czas pozwalał, abym przez wcześniejsze pojawienie się 
na horyzoncie literackim, postawił się w tym przypadku jaki astronomowie cza- 
sem przed 7l'schod
TIł 8101
ca nazywają, tojest wprzódy nim się pokaże światło, 
którego blask zaćmi mię zupełnie:' Tak więc zawczasu ostrzegając, iż nie 
chciałhy być przez talent swego przyjaciela upokorzonym, sam mu najlepszlł 
oddaje pochwałę. 
Zastanówmy się teraz nad dziełami przez Moora ogłoszonemi: . 
Najpierwszćm jest jakeśmy wyżej wspomnieli, od.'1 Anakreoua, tłumacze- 
nie opatrzone przypisami i poświęcone księciu 'Vallis, co następnie jako 
król pod imieniem Jerzego IV panował; 4io 1800 roku. . 
Szczer/ odwolanie sir- do zaufania publicznego, czyli uwagi nad niebezpie- 
czeństwem tegoczes'llego przesilenia (A Uandit Appeal to Publio COllfidence, 
or considerations on the Dangers of the present Crisis), 8-vo; 1803, jestto 
pismo więcej politycznej treści. 
Zepsucie i niepoblatanie, dwa poem'\t:t danc tylko na próbQ, n którc 
miały poprzedzać cały szereg podobnych utworów. 
Listy, ody i inne poezye, 1806. 
Poezye wydane pod pse.udonymem Tomaqza LittJc, o których już wspo- 
mnieliśmy wyMj; 8-vo, 1808. 
List do katolik6w rzymskich w Dublinie; 8-vo, 1810. 111, P. czyli niebieskie 
pończoclty (BIuc Stocking), _ opera komiczna w trzech aktach, 1811; jestto 
rodzaj satyry na owe p6łuczone kobiety, którym żartobliwy przydomek nie- 
bieskich pończoch nadają. 
Przejr-te list'lj czyli toorek z dwugro8zowej poczty (Intercepted Lctteril, Ol' the 
Twopenny-post Bag), pod pseuuonimcm Tomasza Browna młodszego; 8, 1812. 
Dzieło to doczekalo się czternastu wydań w samej Anglii. 
Wgb6r melod!lj irlandzkich, w dziewięciu oddziałach. 
Uzupełnienie tłumaczenia Sallustyusza, które przcz AI"tura l\I urp!lY nic- 
wykończone m było. 


---
>>>
236 


Powątpiewacz (The Sceptic), satyra filozoficzna. 
Lalla Rukh (Lalla-Rookh) poemat romantyczny wschodni, roku 1817, 
przypisany Samuelowi Roger. Utw6r ten składa się z czterech oddział6w 
osobne stanowiących powieści. Pierwsza z nich nosi tytuł: Za.loniony pro- 
rok korazanu (The Veiled prophet of komssan); wartość jej wewnętrzna jest 
o wiele niższa od następnych. Tło powieści tylko jest historyczne, to jest ( 
osoba i działania proroka, reszta zaś prostym wymysłem autora. Osoby, 
które najwięcej czytelnika zajmują, bynajmniej nie są bohaterami, gdy gł6- 
wni bohaterowie, żadnego nie budził współczucia. Pomimo to niektóre ustępy 
8ą cudnej piękności. W drugiej powieści opisane Raj i Peri (Paradise and 
the Peri) obrazowanie i uczucia z niebieskiego raju wygnanki, pilnie oddane, 
a cały ten dźwięczny ustęp z równym oryginałowi talentem przepolszc
ony 
został przez A. E. Odyńca; czytclnik przeniesiony myślą w nadziemskie kra- 
iny, żywy przed oczJma widzi obraz w kt6rym: 


U progu niebios gwlaźdzlstycb podwoi, 
Wygnanka Perl, zasmncona stoi; 
I kiedy słyszy jak zdroje żywota 
Rajskleml dźwięki harmonijnie brzęczą, 
I kiedy widzi jak Icb jasność złota, 
Z bram DR jej skrzydła promieni się tęczą, 
Płacze dumając, że jej ród zucbwały 
Stracił dziedzictwo wiekuistej cbwały. 


I 
II 
,I 
II 

 
I 
1\ 

 


Z nil) razem poeta uniesiony współczuciem niedoli puszcza się aby 
znaleźć dar godny nieba, któryby jej bramy niebios otworzył, i znowu pyszne 
rozwijają się obrazy. Znalazłszy ten dar tak upragniony, cieszy się, iż cier- 
pienia biednej wygnanki skończone, i gorące jej pragnienia spełnione. Obra- 
zowanie uczuciem ożywiając cały ten ust
p, dziwnie pięknie brzmi worygi- 
nale (I). 
Trzeci oddział zajmuje poemat: Czciciele ognia (The Fire-Wórshippers), 
podobnież przepolszczone przez Odyńca. Część ta jest najlepszą tak pod 
względem historycznym, jako też i pod wzglę8em wykonania przez Moora. 
Obrazy żywe i rozmaite, nicszczęsny koniec szlachetnych zwolenników sta- 
rej perskiej wiary, oraz dwojga kochank6w, cudnie są oddane. Czarowny 
i uroczy obraz IIildy jakże pięknie odbija przy ml;)zkim Hafedzie, Gwebrze. 
Czysta dziewica, w zapale namiętnej miłości, jakże skromne ma żl!dania, gdy 
głosu własnych słów si
 lękając, mówi: 


"Jak pięknie dzisiaj to światło księżyca, 
Ową cienistą wysepkę oświeca! 


(I) Tlumaczcnia AnLoniego Edwarda Odyńca. Tom pil}ty, Wilno IS43, str. 61 i DIIBt
p.
>>>
. 


237 


( 


W moiclI marzeolaclI jam nieraz ż'ldała, 
Żeby ta wyspa ptaka skrzydła miała, 
I oas siedzącyclI pod cleolem swyclI gajów, 
Przeolosła razem gdzie do pustyclI krajów, 
Lub gdzie oa jakle oleżeglowoe wody, 
Gdzleby&my sami mogli żyć dla siebie, 
Żyć I umierać, bez ludzkiej przeszkody; 
Gdzleby się tylko przez gwiazdy na niebie, 
Oczy aniołów na Dasz raj patrzyły. 
Tego się tylko obawiam mój miły, 
Czyby świat taki wystarczył dla ciebie Y " 


Gdy spojrzawszy, zamiast uśmiechu w twarzy lubego, spostrzegła \vzrok 
chłodny, wtedy z rozpacz'ł uderzywszy w dłonie narzeka; żegnając go i bło- 
gosławiQc rlizem, mówi: 


"Jam od dzieciństwa przywykła do tego, 
Utracać wszystko com tylko koclIała: 
Nie było drzewa, ol kwiatu jedoego , 
By woet ole useclIł, gdym ja go wybrała; 
Nie było ptaka, ni młodej gazeli, 
Gdy już mię zoała I jadła z mej dłool. 
Gdy Igrać ze moą zaczęła już śmIelej, 
Bym zaraz potem ole płakała po olej! 
I ty mój luby, ty coś moję duszę 
Nauczył uczuć tak oowycb, tak tklIwyclI , 
Wiem, że I eleble rówole stracić muszę. 
Idi, ole dziel losów mOleh oleszczęślIwyclI ! 
Idź I ole wracaj. . . . ... . . . . . .. .... 


. . . .. . . . . . . . . -. . . . . . . . . . . . . . . . 


Prześliczne us
py z tego oddziału, jużto opisujące krainy wschodnie, 
już malujQce uczucia kochank6w lub pozostałych wiernych swemu bóstwu 
czcicieli ognia, odznaczają się zapałem dobitnie wyrażonym tnk w oryginale 
jako i tłumaczeniu. Odsyłamy czytelnika chcącego poznać potęgę talentu 
poetyckiego M:ora do samego poematu. 
Ostatnia powieść pod tytułem Światło Haremu (The Light of the Ha- 
rem), jakby na złagodzenie okropności w poprzednich zawartych obrazach, 
odznacza się czystym śpiewem miłosnym, a czytelnik zdaje się być prze- 
niesiony do nieba, gdzie spokój i miłość rozlane naokoło. mile przema- 
wiają do uczuć śmiertelnika. 
Rodzina Fudge w Parylu. Listy wierszem podobnie pod pseudonimem 
Tomasza Brown młodszego (1818), Sfjo po części humorystycznIJ satyrą, któ-
>>>
. 


238 


ra dotychczas bynajmniej się nie zestarzała, i w całej rozciągłości bardzo 
jest zrozumiałą. 
PieAni narodowe (National-Airs) w czterech poszytach, mię1zy któremi 
znajduj!) się pieśni rążnych narod6w, jak np. hiszpańskie, szwedzkie, rOB- 
syjskie, a nawet jedna węgierska, i parę azyatyckich. 
Śpiewy religijne (Sacred 80ngs) w dw6ch p08zytach:, Sl1to pieśni uło- 
żone do znanych już melodyj najpierwszych mistrz6w. 
Ballady, pieAni i t. d. zamykaj:) w sobie zbi6r czterdziestu dw6ch drobniej- 
I!zych poezyj, między któremi odznacza się potegnanie Be88Y (Farewell-Bessy); 
wszystkie zaś są w rodzaju jakie pod pseudonimem Tomasza Little wydał. 
Memo'1'yal na kongre8, Tomasza Crib's (Tom Crib's Memorial to Congress), 
jestto poemat satyryczny, odznaczający się dowcipnie zastosowanym językiem, 
przez łotrów używanym. Przekład na obcą mowę, pozbawiłby go całej war- 
tości, która na właściwym sobie języku spoczywa. Mimo to, postacie bokse- 
r6w Sandy i Geor[/a nawet w tłumaczeniu wybitnemi pozostaną. 
Drobnostki (Trifłes-Reprinted) niewiele mają zajęcia, gdyż głównie sąto 
wiersze okolicznościowe. 
Mi/oAć aniola (Loves of the Angels) jestto raczej opisanie miłostek 
anioła. Utworowi temu zarzucić można rozwlekłość, ale wynagradzają to obra- 
zy żywe, w niczem nieustępujące Lalla-Rookh. 
PoeZ'!Je podrótne, wyjęte z dziennika podrótujqcego czlonka towarzystwa poko- 
kurantów (I) (Rhymes of the Road, extracted from the journal of a tra- 
veling member of the Poco-Curante Society); wydał je podobnież jak wiele 
innych pod pseudonimem Tomasza Browna młodszego. 
Bajki dla związku Awietego (Fabies for the Hot Y Alliance), jestto utw6r 
po większej części polityczno-satyryczny. 
Rótne poemata przez rozmait!lch członk6w towarZ'!Jstwa pokoTcurantów (Mi- 
scellaneous poems, by different members of the Poco-Curante Society). 
Pamiętnik; kapitana Rock; dżieło to prozą napisane przyniosło Moorowi 
równą sławę jak i inne poetyczne jego utwory; w niem opisuje wypadki 
kapitana Rock, który w swym czasie uważany był jako Rynaldo-Rinnldilli 
irlandzki. 
Życie Ryszarda' Brinsleya Slte1'idana. 
Ot6ż te SI) dzieła Tomasza Moore, które razem zebrane wyszły w Lip- 
sku nakładem Flejszera 1833 r. Niektóre z nich pojedynczo ogłaszane przy- 
niosły autorowi znaczne zyski, bo za poemat Lalla Rookh trzy tysiące, a za ty- 
cie SheridaDR dwa tysiące gwine6w od wydawcy Longmana otrzymał. Moor jest 
największym dziś w Anglii poet:}, przeżył współczesnych sobie gienialnych 
wieszcz6w Albionu: Waner 8kotta, i Byrona, co jego utwory wysoko ce. 
nili, a od których różnił się zawsze cechą wybitnq. w pomysJach, i barwie 
poetycznej. Moore jak król ptak6w, nie dotykając ziemi, płynie i g6ruje 


(I Poco-cura.ee, człowiek, który o Rio siV nie troszczy, nie dba, nic nie szanuje; Ztlld poco-curaJl 
UN, obojvtno6ć absolutna, egoizm odr
twiaJy. 


I 

 


,
>>>
ff7 


11 


239 


w niebiosach: a spJew jego malownicze okolice Indyi, Pcrsyi i Arabii, sło- 
wem caMj nicmR.I Azyi nam podajc, z całą prawdą i życiem. 
W polskim języku mamy tłumaczenie sławnego poematu LaZła Rookh 
przez Wandę 1Valccką, p. n.: LaHR-Rukh, księżniczka Mogolskn, z dzieł 
poetycznych T.Moora, dwa tomy, 8. 'Vaszawa 1826 r. 
Przekład ten prozą, nie z oryginału, ale z francuzki ego tłumaczenia, 
w niczem nie przypomina poematu irlandzkiego poety. . 
Antoni Edward Odyniec dał nam dopiero w swoieJl cudnych tluma- 
czeniach dokładne wyobrażenic o potędze talentu Moora, przekładem C.lci- 
cieli ognia (w cztcrech pieśniach), oraz Peri i Raj, powieśCi wschodniej (I). 
Julian Korsak kilka utworó
 Moora przełożył. W wydanym zbiorze 
p. n. Poezye, w St. Petersburgu 1830, pomieścił Dytyramb z tego poety: Upa- 
dek Ileby, 
Milość i Rozsądek, Melodya Irlandzka, i Łza. 
W drugim zbiorze p. n. Nowe poezye, 'ViIno 1840, r. w tomie pierwszym 
fi'agment Moora z hymnu mitologicznego do miłości. 
Prżekłady Łzy i Mclodyi załączamy. 


(! Tlumaczenia Autoniego Edwilrda Odyńca. Lipsk u Brsitkol'fa i lIaertela 1888 r. " 12
e Tom, 
II, 1848 r, Tom V. 


. 
, 


I 

 


- 


.
>>>
MEl.ODYA IRLANDZKA. 


II; MOORA. 


leraz na licach wody promień słońca świeci, 
Choć spodem ciemna, zimna fala wre I pieni; 
Nieraz uśmiech słoneczny twarz nam opromieni, 
Choć już serce zbyt chłodne, w przepaść zguby leci. 


Gdy jedna troska,. jedno złowrogie wspomnienie, 
Rzuci swój cleń oa nasze szczęście, jak niedolę; 
Dla której, gdy nam duszę długie zdrętwlą bole 
Rozkosz nie jest balsamem, ni żądłem cierpienie. 


Ol ta myśl pośród uciech, Jak schorzałe zbytnie 
Latem bezlistne drzewo, świeci nie wesoło I 
Próino promienie słońca nad niem lśnią około: 
Uśmiechnie się w Ich blasku, lecz jui nie odkwitnie. 


-
--
>>>
t 


. t 


-- 


...... 



- 



 


a śniegów pośelell śpi promień kslęż}'ca, 
. Cboć chłodli o I wietrzno, do grobu kochanka, 
) Cod%lennle wieczorem prz)'cbodzl dziewica, 
Modli się, I wzdycłła. I płacze do ranka. 


Choć chłodno I wletrzllo, ni śnleżDe zawieje, 
NI wicher kochanki nie straszy zimowy; 
Na groble miłego dziewica łzy leje, 
I łza jt'j raz padła ns kamień grobow)'. 


Łza była gorąca, lecz wiatrem zmrożona, 
Przysfygła do głazu śród nocnej zamieci; 
Jak śronu perełka oa drzewie zwleszooa , 
Noc całą, dzień cały Da mogile świeci. 


Wtem postrzegł to anioł, I łezkę na groble 
Przeziębłą, co prędzej pocbwyclł w swe dłonie: 
Ztąd Litość ją w niebie podobała sobie, 
I perłę tę Da swej zwiesiła koronie. 




- 


'-' 


:n 


-
>>>
- 


I d,ohn;
j..ych poeZJ1 Moora. mamy kilka tłumacz" K. Gazyń.k;ogo. 
r Dla. poznania. ducha. mniejszego rozmiaru utworów tcgo poety, pl'Z)'. 
j' wiedziem je tutaj: 


I. 


PIOSNKA IRLANDZKA. 


. 


g\. - 
 '

 
 . . 

 "=- _l
 
"
l
 

:. 
 
, ,\= J
- 
ClI =)J 
 /t 
 
.
. 
',,' 
:EC '
IlOŚĆ, o luba, mieszka wraz z tobą, 
Q 
)

':' 
a twoich licach widzę jrj łoże; 
I 
,
 ' ;
 e l\'ie. na t)'ch licach zbladł)'ch żałobą, 
,..1 U Miłość, I'ÓŻ śwlcż)'ch znaleźć IIle może. 
Ale ule zawsze róźone tWilrze, 
Miłość obiera za tl'OlI dla siebie, 
Patrz!... W mojem sercu są jćj ołtarze: 
Tu oua żyje ż)'j"e dla ciebie! 
Luba! w twych oezach miłość osl
dzle, 
Tu zlIajdzle słodką, miłą uduDnę ; 
ł"lc. jćj śwląt)'l"ą nigdy ule będzie, 
OIw tęsknotą. miłość co I'onl, 
W I"'omlcnnych oczach troll ma t!la siebie. 
Patrz! w !Dojem sercu ołtarz jest dla 11Iej, 
Tu (lna ż)je, żyje dla ciebie! 


o . 
' r 'I

 
" CI) 
, , 
o ,. e 
o o 


, r 


I 
t 


h 


-. 


-, 
I
>>>
f 


to 


I 
t 


I. 


lo 


1 . 
I 


.... 


. 


. 


. 


n. 


PIOSNKA IRLANDZKAr 


opłyń ze moą dziewczę IlOże, 
· Na falami wzdęte morze, 
Przez skwary słońca, burze, zawieje. 
Jedna pora drugą strąca, 
Ale dusza kochająca, 
Jednakim ogniem wszędy goreje. 


I niech na mnie los fale najgroźniejsze wzd}'ma, 
Tam życie, gdzie ty jesteś, śmierć, kędy clę niema! 


Więc płyń ze mną dziewczę hoże, 
Na falami wzdęte morze, 
Popłyń gdzie żaglem wlcller powIeje: 
Jedna pora drugą strąca, 
Ale dusza kochająca, 
Jednakim o,gnlem wszędy goreje. 
Czyż morze nie jest ochroną., 
Dla swobody utworzoną, 
ZiemIa nlecll}'ch więzów jedyule Y 
Tulimy niewoli poddani, 
Ale na morskiej otchłani, 
l\łiłość, SWoboda, za nami spłynie! 
I gdy przemoc I chytrość znikną z jady swemi. 
otoczeni od nieba, zapomlllm o ziemI. 


...
>>>
. 


244 


Więc płyń ze mOli dziewczę Iloźe, 
Na falami wzdęte morze, 
Przez skwary słońca, burze, zawieje. 
Jedna pora drugą strąca, 
Ale dusza kochająca, 
Jednakim ogniem wsz
dy goreje.
>>>
. 


., 


WLADYSŁA W ALEXANDER . 


t1 
&1. m 11 El er I} B.t !IQ 


awna, chociaż wcale niezamoŻDa szlachecka rodzina Łubień- 
skich, pochodziła z sieradzkiego województwa, i pisała się 
z Łubny. Jeden z tego domu miał jeszcze walczyć pod 9hoj- 
nicami obok Kazimierza Jagiellończyka. PÓźniej przez SwilJ- 
tosława. założyciela imienia rozrodziła sil,} wielce. Używała herbu 
Pomian. 
Wsławiła silJ ta rodzina w dziejach koscioła polskiego przez 
dwóch znakomitych braci, z których jeden Stanisław chlubną po 
sobie zostawił pami
tkę, jako znakomity dziejopis swojego czasu, a dru- 
gi Maciej, sławny przez swoje cnoty i skromność patryarchalnQ. Sta- 
nisław był księciem biskupem płockim i myślał o Krakowie, a Ma- 
ciej został prymasem arcybiskupem gnieźnieńskim. Przez te sto- 
8unki obadwaj bracia, wysoko wznieśli ród swój dot
d prawie nieznany w Pol- 
8ce. Od nich, Łubieńacy zasiadali już na senatorskich krzesłach, a potomek 
tegoż samego rodu, Kazimierz zacny także świątobliwością życia posiadł ka- 
tedrę krakowską, cel myśli biskupa Stanisława. 
Z tegoż samego griiazda, które kościołowi polskiemu dostarczyło trzech 
świateł, pochodził i Władysław Alexander Łubieński, człowiek uczony, skro- 
mny, pobożny, który także idlłc śladem przodków. powiększył rodzinne za- 
szczyty; bo jak Maciej, stanął na czele kościola polskiego. Łagodny z na- 
tury, cichy hył, nienarzucający się nikomu. a pełen wylania dla przyja- 
ciół i nędzy, Władysław Łubieński. Być może, szczęście więcej jak zasługi 
wyniosły go na stopień znakomity; być może i sława imienia nieskalanego 
w kronikach kościoła. Ale na świeczniku błyszczał prawdziwemi cnotami. 
Gorliwością biskupi, jaśniał. bo uczył wiary lud pobotny. Sam do niego 
cżęsto przemawiał z kazalnicy w skierniewickiej farze, albo w Łowiczu. 


,. 


---
>>>
. 


246 


1\ 


Docho{]ów swoich używał na wsparcie potl'zebnych. Zasłynął tnk
e jako 
uczony w kroniknch literatury polskiej. a dzieła jegQ rzucały gruntowne 
w naród wiadomości, chociaż Władysław żył w czasie panegiryków i selw- 
lastycyzmu jezuickiego. W dziejach narodu zostawił także po sobie pa- 
mięć, bo on przewodniczył obradom na elekcyi Stanisława Augusta. Ale 
dobrotliwy, a starzec już wtenczas, spuścił się zupelIlie na swoich zauszni. 
ków i pochlebców, a ci pod zasłoną imienia prymasa, o sobie, o intrygach 
myśleli. Jednem słowem, Władysław Alex;tnder Łubieński prowadził żywot 
pracowity i pełen zasług. 
Pochodził w prostej linii od Jana, najmłodszego z pięciu braci, mię- 
dzy którymi wsławili się Stanisław i Maciej, biskupi. Syn Jana, Wojciech, 
kasttelan sieradzki, starosta przedecki, z Górskiej, wojewodzianki mazo- 
wieckiej zostawił między innemi syna Macieja, starostę wągczowskiego. 
'V ągczów była maleńka wio
ka w I!ieradzkiem, własność stołu królewskie- 
go, gdzie chowali się przodkowie Łubieńskich. Jeszcze Maciej prymas ze 
Stanisławem bratem wyprosili u króla i sprowadzili tutaj miechowitów 
krzyżaków. Łubna i Wągczów były to dwa gniazda rodziny. ... 
Starosty wągćzowskiego Macieja, syn znowu Maciej, był ojcem Wła- 
dysława. Imię to Maciej widać było jakąś pamiątk:) rodzinną w imieniu 
panów na Łubny i Wągczowie. A ogromna, wielka to była rodzina, więc 
dlatego samego zubożała i podupadła. Starosta wągczowski, z Radoliń. 
I:!kiej kasztelanki KrzywińskitU ' zostawił aż dwadzieścioro dzieci\ Na taką 
liczbę dziedziców mógł się rozejść i wielki majątek, a Łubieńscy wów- 
czas wcale nic byli bogaci, i nie liczyli się do rodzin magnackich Pol- 
ski, ale do rodzin zasłu
onych i historycznych. A z tego wniosek, że Ma- 
ciej ostatni. ojciec Władysława a późniejszego prymasa, może nigdy nie 
pomyślał o losie świetnym, jaki w przyszłości oczekiwał jego potomstwo. 
Maciej był łowczym sieradzkim i często deputatem na trybunały i po- 
słem na sejmy, jak prawie wszyscy jego współczeAni urzędnicy ziemscy, 
dziedzice na nieobszernych włościach. Nie myślał wcale o krześle senator- 
skiem. Spokojny siał na swoich zagonach, żył z bracią szlachtą i perorował 
może nieraz w jej gron:e na obl'adach uroczystych. Ożenił się z M:nyanną 
Stokowską, która mu tylko dwóch synów powiła. Stars2y był Władysław, 
młodszy Floryan. Ale umarł niedługo na panującą zarazę za czasów szwedz- 
kich, zapewne w chwili tej krwawej morowej klęBki, która w latach 1709-12 
wyniszczyła ludność Warszawy i całej Polski. Liczył wtenczas zaledwie 36 
lat wieku. Zostawił wdowę i dwoje małoletnich sierot, potrzebujących starań 
i opieki. zwłaszcza w czasach tak niespokojnych i burzliwych. 
Starszy Władysław mógł mieć lat siedm, ośm, W chwili kiedy go ojciec 
odumarł, urodził się albowiem dnia 1 listopada 1703 r. (I) Lata jego dziecinne 
otulił opieką ojcowską stryj Alexander, podobno kasztelan gnieźnieński. Umie- 


(I). Wiadomoki Warszawskie z roku 1767 W kalendarz)'ku na r. 1761 data urodzin Łubieńskiego 
podana na dzień 11 listopada 1703. 


) 
l
>>>
I' 


247 


rający ojciec zostawił sieroty pieczołowitości rodzonego brata, który jak 
mógł wywiązał siIJ z włożonych ną siebie obowiązków. Sądząc po przyszło- 
ści jaka obudwu synów Alexandra spotkała, sądząc po szacunku jaki zjednnli 
dla siebie za życia, sądząc wreszcie po ich charakterze prawym. i szlache- 
tnym, wnosimy, że i opieka ta mul małoletniemi była. pełną zabiegów i sta- . 
rań prawdziwie ojcowdkich, miłości prawdziwie str
'jowskiej i rodzinnej. 
\V czasach najazdów szwedzkich i stronnictw w kraju upłynęła młodość 
Władysława i pierwsze chwile kiedy pokosztował co to jest słodycz życia. 
Pokazał wtedy jawną skłonność do stanu duchownego, i nikt się z krewnych 
nie dziwił marzeniom młodzie/ica i nadziejom. Latorośl tę młodą, olśnił
ła- 
wa jakby dziedziczna \V k03ciele, Łubieńskich rodu, Wzniosłe przykłady mo- 
gły mnićj nawet spokojny umysł zapalić. Wspomnienia działały też nieza- 
wodnie na Wladysława, który z natury odebrał charakter cichy, bogobojny, 
a umysł zaprzątniony myślą o Bogu, poświęcony pracy i modlitwie. A ta 
epoka jego życia, kiedy to najwięcej działaj!) w człowieku namiętności, kiedy 
to młodzieniec pasuje się z samym sobą przy wyborze stanu o przyf!złości 
n1yśląc, upłynęł;, Władysławowi w niemem podziwieniu dla prac i zaslug Ka- 
zimierza Łubieńskiego, który podówczas był biskupem na stolicy Śgo Sta- 
nislawa. l\1łody łowczyc sieradzki żył wspomnieniem, a miał wzór przed 
oczami. I 00 więc poczuł gwałtowną (
hętkę do stanu duchownego, a nikt 
z rodziny nie odradzał mu tej myśli. Brat jego mlodszy Florynn był mu we 
w8zystkiem podobny. Uównież cichy, również bogobojny i plozykładny miał 
także juk gdyby namaszczenie do świętego powolania. I stanowili ci oba- 
u waj bracia jakby jedno ci;,ło, zespoleni w PObOŻllem uczuciu i wiarą żywą, 
i przekonaniem, że żyć potrzeba nie ula siebie jedynie, ale dla drugich, dla 
rodziny, dla bra.ci, dla ludzkości. 
Początkowe nauki I!kończywszy IV domu, udał się 'VładYt!ław Łubień- 
ski do kollegium jezuickiego w K:,liszu, przcszedł tutaj cały ówczesny kurs 
zakonnćj ed u kacy i i przekonał się, że mu pobożność na całe życie wystar- 
czy. Powziął zatem mocne post:mowienie poświęcić się służbie ołtarza dla 
spełni cni a dawnych marzeń i dlatcgo do Włoch wyjechał. Kilka. lat strawił 
na teologicznych naukach w Rzymie, idąc za przykładem większej części 
światłego duchowieństwa polskiego. Potem puścił się w podróż po Europie, 
bo chciała rodzitm, żeby się przyjrzał i ludolU r6żnym, i prawom, i zwyczajom. 
Z chciwości!) po tćj drodze chwytal wrażeni" przyszły lewita, zajmowało 
go wszystko co widział. Inni przeglądają świat dlatego tylko, żeby coś wi- 
dzieli, i żeby się z telJl pochwulić .mogli w kraju ojczystym przed rówienni. 
kami. Władyt;ław podróżował dla nauki. Oglądał też w""zędzie pOlńniki sztu- 
ki dawnej, zR8tanawiał się nad pamiątkami, które ubiegłe pokolenia przelm- 
zały potOlllstwU. l\1iał on z natury ciekawość, ale nic ciekawość próżną, bo wszę- 
uzie chciał zajrzćć dlatego, żeby oświccić umysł wiadomościami. Zwiedził tll.k 
W lochy całe, Francyę, lIolaudyę, llclgilJ i Niemcy. Na każdym kroku spotykał 
drzemiącą historYIJ, widzial wszędzie rozmaity ksztalt rZQdu, i notował swoje 
spostrzeżenia. Notaty te mnożyły się później zbiorcm faktOw WY'IIzukanych po 


-.
>>>
248 


księgach starych. i rOl:lły powoli \V dzieło, które nnjpierwej w ojczyznie wsła- 
wiło Władysława Łubieńskiego. Wszystko co tylko uderzało ten chciwy na- 
uki a postrzegający umysł, wszystko spoczęło w tych notatach, jako owoc 
prac kilkoletnich, i dowód niepróżno straconego czasu młodości. 
Łubieński podróżował wtedy najwi
cej po Francyi. jeden z najpierwszych 
ziomków, którzy potem do tego kraju odbywali prawie pobożne pielgrzymki. 
Właśnie wtenczas uwaga całej Europy. a Polski zwłaszcza, była zwróconą nl1 
Francyę. Leszczyński wydawał córk
 za Ludwika XV. Zwiedził młody po- 
dróżnik Alzl\cy
 i Lotaryngię. bawił długo \V Paryżu, przyglądał się dawnej 
rejencyi i rejentom. podziwiał wspaniały 'Versal, i przypatrywał Bię uroczy- 
stościom weselnym z radością. Na obrzędach w :Fontaineblau, kiedy Ludwik 
XV osobiście brał ślub z MarYI!- Leszczyńeką, znajdował się także Łubieński. 
Najwięcej wszakże wrażeń wywiózł z Rzymu i Francyi. W Rzymie widział taje- 
mnice wiary, a we Francyi spotykał wspomnienia rodzinne i nieszczęśliwe- 
go króla. Jeszcze młody był wtenczas i nie należał do stronnictwa saskiego. 
Leszczyński budził w nim zatem miłość i poszanowanie (1). 
Kiedy wrócił do lolski Władysław, panował jeszcze August Mocny. 
Spory zasób wiadomości jaki z sobą. młody Łubieński przywiózł z zagranicy, 
rozsławił pr
dko jego imię. Nie żył już wtencZBB biskup krakowski Kazi- 
mierz, ale Bogusław podstoli koronny, a niedługo i kasztelan sandomierski 
utrzymywał wtedy sławę rodziny Łubieńskich. lUłody Władysław mógł zachwy- 
cić kasztelana gruntownI!- swoją. oświatą. Mówił czysto i pięknie po włosku, 
po francuzku, po niemiecku, i po łacinie. O swojej podróży opowiadał z za- 
jęciem, o miastach. o krajach, o starożytnościach. Unosił się nad pomnikami 
wiecznego grodu. O rządach traktował jak biegły polityk. Podobał się za- 
tem Władysław wszystkim a najwięcej biskupom i kapitułom. Ta okoliczność 
właśnie pierwsze kroki jego na świat w zawodzie duchownym otoczyła wię- 
kszl) jak S80łn może sądził pomyślnością. Podkanclerzy koronny. Jan Lipski 
miał wiele wtedy łaski u dworu, a wi
c i świetnI). przyszłość przed sobą. 
Prymas Teodor Potocki t'tał właśnie na czele kościoła polskiego, a Lipski 
i P.otocki obadwaj polubili Władysława i ciągnc;)li go do siebie. Władysła- 
wowi zostało się do wyboru, osiąść w Krakowie czy w Gnieznie. bo i na- 
stępca Kazimierza Lubieńikiego. Felicyan Konstanty Szaniaw8ki myślał o mło, 
dym kapłanie. Mógł też za przykładem Lipskiego poświęcić się pracy w kan- 
cellaryi koronnej. 
Około roku 1727. wykonawszy ostatnie kapłańskie śluby. Władysław 
osiadł naprzód. \V d.,wnej stolicy królów i został kanonikiem krakowskim. Nie. 
o tlługo potem od prymasa Potockiego przyjął kanonią gnieźnieńską fundacyi 
..odzinl1ćj, ktbrą ustanowił i uposażył przed wiekiem blizko prymas Maciej 
Lubieński. Niedługo posunął się wyżej jeszcze w dostojeństwach kościelnych, 
został prałatem. scholastykiem krakowskim. 


. 


( 
 16 
ierpnia 17-26 byl w Fontaineblall na weselu; pisze Baft1 o tl'!m. patrz str, 161. Świata. 


(
>>>
.. 
I 


. 



 
( 


240 


Władysław nie był tylko dla tytułu czlonkićm dwojga 2nnkomitych ka- 
pituł polskich. Gorliwie pełnił obowiązki do swoich urz
dów przywiązane. 
Podzielił się zupełnie na Kraków i Gniezno. Mieszkał w Kmkowie, ale czę. 
sto i do metropolitalnego kościoła zaglądał. Było. wtenczas i trzecia świąty- 
nia dla której w sercu swojem znnll\zł miłość. Byłato świątynia słynąclj cu- 
dami Boga. Rodzicy na Jnsnej Górze w Częstochowie. Z Krakowa miał bli- 
zko do Częstochowy Wład}"sław Łubieliski. Często go więc tutaj pod skle. 
pienia J I\snej góry wiodła pobożność, wielkich wspomnień urok, obudzonych 
wiclkiem Kordeckiego imieniem. Tnk np. w roku 1732 często przesiadywał 
w Częstochowie. Umyślnie jechał tędy zawsze z Krakowa do Gniezna i tę- 
dy powracał. Tak w tym roku przypadła kapituła nadzwyczajna \V Gnieznic 
dla obrania prymasowi kandydata na wakującą suffmganią. 'V styczniu wy- 
jechał Władysław do Częlitochowy, n po odbytej elekcyi zajrzał na chwilkę 
do Warszawy w marcu, gdzie wszystko gotowało się do wicIkiego knmpe- 
mcntu, mającego świat cały zadziwić. Tymczasem po śmierci biskupa Sza- 
niawskiego, podkanclerzy Lipski z Łucka przeniósł I!ię na Imtedrę krako- 
wską. ByUo wielki Władysława przyjaciel. Przyszłość stała już u wezgłowia 
Łubieńskiego. \VłH.Śnie wtenczas Paulini częstochowscy wprowadzili do t1ie
 
Lie na .tasną Górę relikwie Śgo Jana Nepomucena, złożone dotąd w kościele 
farnym. Z uroczystością tego wprowadzenia minł się połączyć i doroczny ob- 
chód pamiątki koronacyi cudownego obrazu. Dla celebrowania w dniu świę, 
tym zaprosili Paulini księdza Augustyna Wessla, nominata Liskupa kamieniec- 
kiego, Jako assystenci biskupowi zaproszeni zjechali do Częstochowy: ksiądz 
Kobielski sufłragan kujawski i Władysław Alexander Łubieński scholastyk 
kmkowski w orszaku kanoników i prałatów. Obicdwie te uroczystości odbyły 
się z nnjwięksią wystawą w dniach 7 i 8 września 1732 roku. 
Nastąpił rok 1733 1 sławny śmiercią Augusta Mocnego. W bezkrólewiu 
dał liczne dowody obywatelstwa, bo si
 nie wyłączał od żadnej posługi w kra- 
ju. Musiał wtenczas razem ze swoim opiekunem i nowym dobroczyńcą. Li- 
pskim biskupem utrzymywać sb.onę króla Augusta III przeciw pretensyom 
Stanisława. Nie mamy wprawdzie na to dowodu, ale zdaje się, że Władysław 
był stronnikiem saskim. Cały los swój przyszły winien był protekcyi Lip- 
skiego, a dobrym chęciom i przyjaźni k1-óla Augusta. Musiał zatem położyć 
wtenczas pewne zasługi, które mu nadawały prawo do wdzięczności elekto. 
ra saskiego. 
Kiedy spokojność' wr6ciła do kraju i August zasiadl już na tronie pol- 
skim, nil. Łubieńskiego bystro polały się łaskI królewskie. Zdolności młodego 
kapłana przeszły już szkołę doświaucz.enia: pragnął jednak Łubieński spo- 
kojności w zacil:!zy wiejskiej, bo właśnie wtedy powziął myśl uporządkować 
swoje notaty, podopełniać je z ksi:
g, porobić wypisy z autorów i wydać na 
świat obszerne opisanie ziemi, podług ówczesnego stanu nauki i wiadomości 
geograficznych. Wziął zatem w dzierżawę od kapituly gnieźnieńskiej dobra 
Kamionkę na lat dwanaście i osiadł \V ustroniu na wsi. \Vioseczka ta. le- 
żała w ziemi wieluńskiej. Dał się poznać obywatelstwu z okolic. Go
cin- 
32 



 


.
>>>
.. 


250 


noscią w t10mu i ludzkością wi
cid jeszcze uj:Jł tameczną szlachtę. jak nauką 
swoją, którą już szeroko zasłynął w Polsce. Przyjmował sercem otwartćm 
gości swoich, a kto 11;0 widział raz tylko. już Łubieńskiego i jego Kamion- 
ki nie mógł zapomnieć. Brat Władysława, Floryan wybrał sobie właśnie ZR- 
wót1 sąuowy, i na urzędach ziemskich posuwuł się. aż został wreszcie pi- 
sarzem ziemskim sieradzkim, o. z tego powodu i pisarzem akt trybunal- 
skich w Piotrkowie. Już dlatego samego znała go Mała i Wielka Polska. 
Był jeszcze trzeci w okolicy Kamionki w blizkiem sąsiedztwie z Władysła-- 
wem człowiek. któl'ego także znala cala koronna ziemia, uczony i zacny 
obywntel, Stanisłuw Kożuchowski, cześnik wieluński, włnściciell\1okrzka, w któ- 
rym drukował swoim nakładem konstytucye koronne. Musiał się znać z nim 
i Ż}'ć poufale Wł:ldysław Łubieński; bo literat zawsze znajdzie literata dla. 
swojego towarzystwo.. 
PracownI scholastyk krakowski właśnie wtenczas nad wielkiem swojem ' 
dziełem w ulubionej Kamionce. kiedy go odwiedzali to brat Floryan. to bra- 
cia' szlachta z okolic, to wrcszcie księża i luu pobożny. Obywatele wieluń- 
Sl
y przepmlali za nim, za jego rozmową, z której tyle nauczyć się mogli, 
za. jego towarzystwem, które taką odznaczało si
 gościnnością. OdwiedzaH 
tutaj Łubieńskiego i kanonicy gnieźnieńscy. Raz w przejezdzie do Kamionki 
przez Kalisz wzi
li z Bobą Bartłomieja Pstrokońskiego . młodego i niepeł- 
nych jeszcze lat, ale wyświęconego już kapłana, który bawił wtedy na na- 
ukach teologicznych i filozofii u Jezuitów w tern mieśde; Jechali kanonicy 
za urzędowemi czynnościami, a Pstrokoński miał im być pomocą w pi- 
saniu. .l\lIouszy o lat dziesięć od Łubiellskiego przyglądał się Pstrokoński 
\Vładysławowi w milczeniu. \Vidział w nim wielką powagę, wspaniałość i uro- 
dę śliczną, jak sam to opowiada w swoich pamiętnikach. Zasmakował w to- 
warzystwie Łubieńskiego 'i wtenczas jakby już prorockim duchem uniesiony 
powiedział sobie w duszy: "To pewny nasz prymas." I zgadł Pstrokoński. 
Scholastyk krakowski upodobał sobie także młodzieńca. Zdwoila się jego ra- 
dość, kiedy się dowiedział, że ten młodzieniec nosi Pstrokońskiego nazwi- 
sko, bo to mu przypomniało chwile pierwsze świetności swojej rodziny. Przed 
laty stu kilkodziesi
cią, Macićj Pstrokoński, kujawski biskup i kanclerz za pa- 
nowania Zygmunta III prowadził pierwsze kroki no. świat swoich siostrzeń- 
ców rodzonych Stanisława i Macieja Łubieńskich. I szczęśliwe były te pier- 
wsze kroki, kiedy obaj bracia biskupami zostali. Przypomnienie to odezwało 
się w sercu Władysława. Pokochał odro.zu BartłomiejR. Pstrokońskiego i po- 
stanowił nad nim odtąd rozciągnąć swoję opiekę. Zbliżyli si
 nicdługo oba- 
dwaj do siebie, bo Kożuchowski cześnik oddał niedługo młodemu Pstrokoń- 
skiemu probostwo swojej kollacyi w Mokrzku. 
Łubieński został w tym czasie ozdobiony infułą. bo bardzo młody jeszcze 
z łuski króla. otrzymał probostwo w kollcgiacie Laskiej. Dokończywszy dziela 
.- swojego, drukował je wtedy we Wrocławiu pod tytułem: "Świat we wszy- 
stkich swoich częściach większych i mniejszych, tojest w Europie, Azyi i t. p. , 
geograficznie i historycznie skreślony, z opisaniem religij, rZlłdów i to d."
>>>
. j 



 
I 


-- 


251 - 


Tytuł strasznie długi. Byłato najpierwsza R najobszerniejsza. geografia w jł2" 
zyku polskim. (1zielo na swój czas wysokiej ceny i zdumiewające erudycyą. 
Niezawodnie za cżasów Augusta III był ten Świat uczonego prałata pra- 
wdziw
 encyklopedyą geografii. Czytelnik znalazł tu wszystko co tylko wie- 
dzieć potrzebował: opisy prowincyj i miast, zarysy dziejów, starotytności, 
wiadomości o rządzie i cRłe prawo polityczne narodów europejskich, o ile to 
wchodziło w zamiary autora. Świat Łubieńskiego. temu nikt zaprzeczyć nie . 
mote, rzucił w naród mRSS«; gruntownych a ciekawych wiadomości, i to wła- 
śnie w chwili kiedy literatura nie była potrzebą, a zabawką jCt!zcze i jakie- 
miś sZfl\nkami do popisania si4i!. Dzieło było ozdobnie i z wielkim nakładem 
wydane. Krajobrazy całego świata znajdują si4i! w niem jeden po drugim. 
SI! mappy prowincyj, ryte wszystko w Norymberdze; druk wyraźny, i popra- 
wny. W swoim czasie tRdne dzieło polskie nie było tak pi
knie wydane i nic 
popisało 
i4i! takim zasobem wiadomości przed narodem. Łubieński dedyko- 
wał te
 Swiat samemu królowi. ' 
Wieści o nauce Łubieńskiego znalazły tcraz zatwierdzenie uroczyste 
w opinii całego narodu. Niedawno jeszcze jako deputat krakowski na try- 
bunał w Piotrkowie i Lublinie, Łubieński już się i sądownictwu polskiemu 
zasłużył. Został wi
c z kolei dziekanem gnieźnieńskim, a potem i kustoszcm 
sandomierskim. Teraz kardynał biskup krakowski z najlepszej strony wciąż 
zalecał królowi Łubieńskiego. OpisywRł Augustowi naukę i zdolności pralata 
swojej kapituły, mówił wiele o jego przywiązaniu do dynastyi saskićj. Ale 
i August już był dobrze uprzedzony o Łubieńskim i za ofiarowanio sohie 
t1ziełu pragnął się wywdzięczyć. Wakowały też właśnie wtedy dwie wysokie 
godności w koronie; jedna obywatelsku, druga kościelna. Biskup kamynał 
usilnie zalecił na obadwa te wakanse Łubieńskiego i dzi
ki jcgo wstawien- 
nictwu, autor Świata został mianowany przez króla pis!1rzem wielkim koron_ 
nym i opatem paradyskim. Takim sposobem w roku 1741 sześć rozmaitych 
urzędów pia8tował Władysław Alexandcr Łubieński, a minł wtedy lat 38. 
. Z powodu otrzymanego dygnitarstwa, Łubieński musiał teraz przemie- 
szkiwać przy dwol'ze królewskim i poświęcić się całkiem służbie rzeczypo- 
spolitej. Przeniósł się zatem za Augustem do Drezna zarzuciwszy r
kopisy, 
książki i prace literackie, jeżeli jeszcze jakie wygotować zamyśluł. Ale ZR- 
wsze skromny, potulny i cichy, jak żJł w Kamionce, tak i na dworze drezt1eń- 
skim, nie wtrącał się do żadnych intryg, powołaniem tylko swojem i obo- 
wiązkami urzędu zujęty. Był tyle bezinteresowny, że nie żądał utrzymania 
ze skarbu rzeczypospolitej, do czego miał prawo. '\V Dreznie żył o własnym 
koszcie i opr6cz mieszkania, drzewa i małego funduszu jaki pobierał na kań- 
celaryą i posługę nie brał żadnego wsparcia od skarbu, a wydatki pospoli- . 
cie zastępował z własnych funduszów. Bo sądził Łubieński, że na to go tak 
hojnie w dobra doczesne i dostojności opatrzyła rzeczpospolita, żeby dawał 
z siebie przykład dobrego i przywiązane
o syna. Nie lenił się wtenczas po- 
t1wójnej pracy Łubieńl!ki. Zdarzało się nieraz, że trzeba było nieobecnego 
kanclerza albo podkanclerzego zastąpić. Kanclerzem był wtenczas J
l1rzej 8ta.
>>>
'f 


252 


. 


nislaw Załuski, a poukanc1erzym Jan MI\łl\chowski. Łuhicllski zastęlJował icb 
chętnie w każdym razie, kiedy tego zachodziła pob'zeba. Czę;;
o on był mi-' 
uistrem w pracy, choć nie w urzędzie, '1.'0 wszystko coraz' więcej jednało mu 
przyjaciół. Król August z każdym dniem" coraz więcćj mógł ocenić jego ser- 
oe i przychylnosó dla siebie. I widoczne było wtcdy że Łubieński posunie 
się jeszcze wyżej na swoim urzędzie. Prorokowano mu wielkie biskupstwo 
aUJO pieczęć mniejszą. Nie było nic woale nadzwyczajnego w tych przepo- 
wicdniach: tą h'Og:} szli wszyscy poprzedni kanclerze z duchownego stanu, 
,i posuwając się po szczeblach w kaQcclaryi koronnej, na urzędach publi- 
czn}"ch, pracując na zaufaniel króle.wskie i dobr!! pamięć, z kolei dochodzili 
picczęci, albo wysokiego biskupstwa. 
Nie pręuko jeunakże przyszło do spełnienia. się nadziei. Był CZIIS nawet, 
że wątpili przyjaciele Łubieńskicgo o łasce królewskiej, albo składali winę 
niepowouzenia na znany charakter Augusta dobrotliwy i spokojny, że nigdy 
i nikomu narazić się nie śmiał. Bo kicdy w r. 1746 umarł kardynał biskup 
krakowski, n katedrę po nim zaj:)ł kanclcrz koronny Załuski, to Małachowski 
utrzymał picczQĆ wielką, a. małą wszyscy w myśli oddawali Łubieńskiemu. 
.A.le oczeki w
nia za.wiodły., Podkanclerzym koronnym został Michał Wodzi. 
cki dziekąn i officyął krakowski. Pisarz wielki koronny, zniósł lekko to za. 
pomnienie. On wszystko przypisał łasce królewskiej i swoim zasługom. Gdzie 
jest prawo i powinność, tam muszą być i zasługi, a. niema. miejsca dla łaski. 
Wniósł zatem Łubieński, że jeszcze nie dojrzał do wyższych zaszczytów 
w ojczlznic. Nie ustawał zatćm dalćj w swojej gorliwości i wciąż jeszcze 
przemieszkując w Dreznie, dawał ciągle z siebie przykład całej kancellaryi ko- 
ronnej. Z królem razem zjeżdżali do Polski na. sejmy albo na rady senatu 
do 'Węchowy. Zastępował ciągle i to zawsze chętnie nowych kanclerza 
i podkanclerzcgo. Żxł skromnie chociaż gościnnie. I nic nie przerywało je. 
dnostajności tego spokojnego życia I aż nIlstała wojna siedmioletnia. Król 
August 
 j3iedlisk SWQich wypłoszony przcz :Fryderykn pruskiego, piorunem 
przylcciał 10 'Varszawy, i żył już tutaj ciągle lat sicdm. nie troszcząc 
się o los rodzinncgo kraj \1. Za królcm i dwór do stolicy polskiej pospie- 
szył, a wtcdy i Władysław Łubieński wrócił do ojczyzny, której już da- 
WQO nie widział, Illbo widział tylko chwilowo. 
"łaśnie w tej epoce spotkały go najwyższe godności w kościele, bo 
król nie zapomniał wcale o jego przywiązaniu dla. siebie i o zasługach. 
W istQcie fJubieński był może aż do zbytku zakochany w całćj rodzinie 
Augusta. Nie dziwim się wcale temu. Lat tyle przeżył na dworze, w Dreznie, 
i widział całe to pokolenie młodych książąt jak wzrastalo na pociechę króla, 
p. ł-..ubieiJski w tern pokoleniu widział i przyszłość rzeczypospolitej. Przy 
nim się rQdziły, przy nim umicrały dzieci królewskie. On je witał przy 
uro1zeniu, i żegnał przy śmierci. Oglądał już wnuki króla Augusta. I my- 
ślał wtcdy nic;:raz zapewne o przyszłości tych latorośli młodych w swoim 
kraju rodzinnym, Q koronie, którą możc kiedyś będ
 nosiły. Dzieci Augu- 
sta w samid rzeczy stanowiły wtenczas piękne i p
łne nadziei grono. W szy-
>>>
- I 
I 


...... 


253 


. 


stko się dla nich uśmiechało na świecie, n Łubieński był im - Nercem' i du- 
szą oddany. Teraz na te dzieci żałoba padła: umarła im matka, Marya 
Józefa Rakuska. 
1Vłaśnie w'chwili powrotu królewskiego do Warszawy zakończył ży- 
cic w Czarnokozińcach na Podolu Mikołaj Dembowski, nominat arcybiskup 
lwowski. Ledwie _pół roku cieszył się tytułem arcybiskupim. Kiedy wieść 
o jego śmiłJrci nadeszła do Warszawy, król nie namówiony przez niko- 
go, poszedł za natchnieniem-własnego lIerca, i arcybiskupstwo oddał Lu- 
Lieils
iemu pisarzowi wielkiemu koronnemu. Dembowski umarł 17 listo- 
pada, a w dni dziesięć potem, 27 listopada dowiedziała się Warszawa o je- 
go następcy we Lwowie. Wtenczas Łubieński spuścił prebendę familijnI! 
w Gnieznie, tojest kanonię synowcowi swojemu Stefimowi, który IJóźnićj 
został także biskupem. Dziekanią gnieźnieńskI) spuścił także drugiemu Łu- 
bieliskiemu, Maciejowi, który był synem Bogusława kasztellIDa sandomier- 
skiego, a słynął także nauką i wielkiemi zdolnościami. . 
Kiedy przeprowadził Władysław proces swój o nuncyaturze, na dniu 9 
kwietnia 1758 r. w Rzymie zapadła nominacya jego na arcybiskupt!two. Byłto 
jeuen z ostatnich czynów Benedykta XIV, bo niedługo potem, w miesiąc 
niespełna świat nasz pożegnał. Na dniu 7 maja. nastąpiła uroczystość ważna 
dla Łubieńskiego. Był poświęcony w Warszawie na arcybiskupa. Z kolei był 
on' trzydziestym trzecim, a z tego imienia pierwszym pasterzem w stolicy 
czerwonej Rusi. W sierpniu w dzień imienin królewskich objął uroczyśoie, 
"li swoję posiadłość bteurę lwowską. A że był ten dzień i świętem razem or- 
del'u orła białego, król August 3 sierpnia właśnie w chwili objęcia, miano- 
wał nowego arcybiskupa kawalerem tego jedynego w Polsce orderu. Ale nie- 
długo mieszkał we Lwowie Łubieński, nie zostawił też na Rusi wielu pa- 
mi
tek po sobie. Ułożył wprawdzie sobie plany jak ma zwiedzić całą dyece- 
zyę i odbyć wizyty kościołów. Dotąd kapłanem już będąc, od lat tylu, nie 
był jeszcze przecież pasterzem, bo życie jego upływało wpośród kapituł i na 
dworze królewskim. Chciał zatem gorliwością swoją pastersklł odznaczyć si
 
ale nie zdążył planów swoich przywieść do skutku, bo inne wionęło prze- 
znaczenie na przyszłość nowego arcybiskupa. Zaczął tylko wizytę swoję od 
katedry i D" zagajenie pasterskiego urzędu powiedział sam osobiście kaza- 
nie do ludu we Lwowie, w dniu 11 lutego 1759 r. To było zarazem jego 
wYt!tąpienie i ostatni czyn na. stolicy arcybiskupiej. Sam się tego nie spo- 
dziewał, że końcem będzie początek. 
W niespełna trzy tygodnie po tej wizycie ł..ubieńskiego katedry lwo- 
wskiej, umarł w dniu 2 marca 1759 w roku życia sześćdziesiątym, Ad/lm 
Ignacy Komorowski prymas arcybiskup gnieźnieński. lon łaską kr6la Augu- 
sta. prosto z prelatury krakowskiej zasiadł naczelne miejsce w kościele pol- 
skim. Król wysokim urz
dem naO'rodził przychylność Komorowskiego dla 
o . 
swojej dynastyi, jak nagrodził i Lubieńskiego przywiązanie. O zawakowane 
prymasostwo mogli się zapewnie ubiegać biskupi polscy. Ale Sołtyk nowy po 
Załuskim krakowski biskup, młody był i zaledwie osilJgł książęcl) infułę, Czar- 


. 


. 


.
>>>
l: . 
. 


254 


. 


toryskł ksią
ę biskup poznański już samem swojem imieniem był niemiły 
dworowi. Stanisław Grabowski nie myślał rzucić \Varmii, a inni biskupi mnło 
mieli zasług i w kościele i u rzeczypospolitej. Był wprawdzie na Kujawach 
biskup Antoni Sebastyan Dembowtlki, niecierpliwy i tądny wywyższcnia się, 
niby literat uczony, a zasłużony domowi królewskiemu. Ale wtedy nomina- 
cye na biskupów następowały zaraz po ogłoszeniu wakansu i czyjejś śmier- 
ci. Nieraz starania się były już za późne, bo zaledwie interesowany dowie. 
dział się o dostojności, już katedra oddam} była komu innemu. Tak i tl} razI} 
postąpił sobie król August III. Nie dał nawet czasu biskupom polskir.n do 
poczynienia pierwszych kroków. Wdzięczność wskazało. mu już zawczasu Ko- 
morowskiego następcę i znowu w dni dziesięć po śmierci prymasa na dniu 
13 marca 1759 r. mianował Łubieńskiego arcybiskupem gnieźnieńskim. Nad- 
zwyczaj prędko poszła cała ta sprawa przeniesienia Władysława ze Lwowa 
do Gniezna. Klemens XIII na konsystorzu w Rzymie odbytym w dniu 9 
kwietnia zgodził się z wol[} królewską, a zaraz nazajutrz pisał do Łubień- 
skiego brewe apostolskie. 
Był Łubieński z kolei rachując w to i poprzedników Sgo Wojciecha 
8iedmdziesiątym piątym arcybiskupem gnieźnieńskim. Jako Władysław nosił to 
imię drugi, bo pierwszym był Oporowski herbu Sulima, prymas zmarły jeszcze 
za Kazimierza Jagiellończyka. Jako arcybiskup lwowski trzeci dopiero z ko- 
lei przesiadł się na Gniezno, jeżeli nie będziem liczyć Konstantego Zieliń- 
skiego, którego prymasem mianował król Leszczyński, ale go Rzym nie po- 
twierdził. Nie było nawet zwyczajem w Polsce arcybiskupów lwowskich prze- 
I1ósić do Gniezna. Pospolicie kujawscy, warmińscy albo płoccy pasterze za- 
siadali na prymasowskiej Btolicy
 We Lwowie, rachując od pierwBzej daty 
nominacyi królewskiej aż do zamianowania w Gnieznie ledwie piętnaście 
miesięcy siedział Władysław Łubieński. Przy objęciu prymasowskiej katedry 
liczył były arcybiskup lwowski lat 56, tojent był w samej sile mI,Jzkip.go 
wieku (I). Zwyczajem dawno przyjętym przy katedrze gnieżnicń5kiej nowy 
prymas otrzymał razem i opactwo tynieckie. 
Osiadł teraz Łubieński na łowickim zamku i w Skierniewicach. Zbliżył 
się znowu do brata i stron rodzinnych. Na Rusi był tylko gościem. Nie znał 
jej wcale. i myślał, że na nitU zabawi chwil kilka, że może śmierć go tam 
na pasterskiej pracy zaskoczy, tymczasem przeznaczenie wróciło go znowu 
W strony rodzinne. Król August pomnażał raski dla całego domu Łubień- 
JSkich przez wzgląd na prymasa. Floryana, brata Władysława, zasłużonego 
w ziemstwie sieradzkiem i \V trybunale zrobił w marcu 1760 roku wojewodlł 
poznańskim i dał mu order orła. białego, a syna jego Celestyna. szambela.- 
nem swoim mia.nował. Był Celel!tyn synem Bogumiły W nlewskiej, kasztelanki 
rozpirskiej, i młodzieńccm wielkich nadziei. Arcybiskup cieszył sieJ niewy- 


(I) Wy.zło wtedy pisemko: ,.De Exsrcitio Actium Epi8copalis Muneris propriorum ante Pulliu re- 
eeptiooem Archiepi.oopi. denegato. Exercitatio theologica-Clnonica ad E
cen. D. D. Vencealaum Siera- 
ko....aki Epia. Praemie1. w 4-00 ark. 6. 
. 


.
>>>
I. 



 


" 


255 


mownie kiedy tego ukochanego synowca ożenił z Pnul
 Szembekówną, córką 
Marka gencrała. Doczekał się z Celestyna i wnuka Felixa, na którego zlał 
całą. miłość swoję. Widzial w potomstwie brata ród swój uwieczniony"a zamy- 
ślał wiele zrobjć dla swojego imienia, 
eby się coraz więcej uświetnić. Dotąd imię 
to kilku wielkościami błyszczało w kościele: teraz trzeba było postawić je na 
świeczniku i w obywatelskich posługach dla rzeczypospolitej. Ale marzenia te 
nagle śmierć przecięła. Celestyn Łubieński umarł w kwiecie wieku zostawując 
sierotg. jedJnego syna. 'V tym synu skupiła się teraz cala nadzieja prymasa. 
Arcybiskup myślał również i o swoich obowiązkach pasterskich. Urzą- 
dził najprzód dwór prymacyaluy w Łowiczu Pierwsze na nim miejs,e zajął 
Andrzej Młodziejowski, człowiek pełen zdolności, chocia! zrodzony do intry- 

i. Dlugie lata przebył w Rzymie jako rektor tamecznego kościoła polElkiego 
Sgo Stanisława. Znał gruntownie prawo kanoniczne i serce ludzkie. Nabył. 
też znakomitej wprawy w załatwianiu spraw kościelnych. Takiego człowieka. 
potrzeLował przedewszystkiem prymas Łubieński. Przypuścił go też do bo- 
ku swojego, zaszczycił zaufaniem i powierzył się zupełnie jego rozumowi 
i sercu. Młodziejowski umiał korzystać z nowego swojego położenia: zrę- 
cznością, i wysokiemi talcntami dokazał tego" na co zasługa zdobyć się nie 
mogła. Prymas był łagodny i dawał się chętnie powodowa
. Nie znaczylo 
to w
ale, żehy nie miał własnego sposobu myślenia i pewnych zamiarów, 
ale wszystkie jego chęci rozbijały się o jakąś dzi wn=ł słabość charakteru. Łu- 
bieński widział może zaraz błędy, nadużycie, i chciał je naprawić, ale ubo- 
lewać tylko umiał, nie zaradzić potrzebie. Nie powiemy tutaj wcale, że Mło- 
dziejo\Vski nadużył tego zaufania. Owszem, cale jego zachowanie się względem 
prymasa uderzało zawsze głębok, oznaką szacunku i poddania się jego woli. 
Ale zawsze Młodziejowski był prawą rQką. Łubieńskiego, n wszyscy już sobie 
po cichu szeptać zaczęli, że w nim prymasa i rozum. Młodziejowski tą dro- 
git torował sobie przyszlość. 
Był w tym czasie podskarbim księcia prymasa ksiądz Józef Grygołowicz 
probos zcz chrośliński, krucyferem Ignacy Cień ski kanonik z Gniezna, Mło- 
dziejowski audytorem. Niedługo miejece na tym dworze zajął i Bartłomiej 
Pstrokoń8ki, dawny znajomy z Kamionki. Prymas w kilka chwil po swojem 
wstąpieniu na katednJ gnieźnieńską odwiedził z Młodziejowskim Chocz, gdzie 
właśnie dziekanem był Pstrokoński. Młodzicjowski w Choczu przypomniał 
prymasowi dawną znajomość. ŁubiCIlski drugi raz wtedy w życiu widział 
Psłrokońskiego i przypomniał sobie dawne względem niego zamiary. Dzie- 
kan chocki byl człowiekiem A wszech miar zacnym i pobożnym. Prymas 
ściągnął go tedy do swojćj stolicy do Łowicza. i dał mu kanonią w tame- 
cznej kollegiacie. Takim sposobem Pstrokoński osiadł w Łowiczu i cieszył 
się, że dobrze przedtem kiedyś przewidział wypadki. Został delegatem dworu 
prymasowskiego, ale przez skromność, unikał władzy sądowniczej, która spo- 
czywała w jego r
u, bo powiadał, że sam godzien jest sądu. Ale mimo to 
często przesiadywał \V pałacu księcia prymasa, zawsze mile od niego widzia- 
ny. Żeby uzupełnić ten obraz dworu, dodajmy, że kapelanem Władysława był 
wtedy ksiądz Szeliski.
>>>
256 


Z terni ludźmi naradzał si
 i kierował sprawami kościoła polskiego 
prymas Łubieński, a jeżeli wejrzymy w domowe jego życie, zobaczymy do- 
prawdy piękny wzór do naśladowania biskupom. Czyny księcia. mówi
 za 
nim. Był może naj pobożniejszym kapłanem swojej dyecezyi. Codzieó pra- 
wie, chociaż znękany niemocą ciała, odprawiał mszę w kaplicy pałacowej, 
a co rok rekollekcye odbywał z wielkii
m wylaniem się ducha. Klery
ó\V 
sam często święcił, nie spuszczał się w tym względzie na sufł'raganó\V 
swoich. Dbał o plebanów dobrych, wchodził w ich potrzeby i postępowanie, 
a gorszących życiem usuwał od parafii. Nikomu nie dał beneficium do któ- 
rego przywiązany był urząd pasterski, aż go osobiście nie poznał i nie 
słyszał na kazalnicy, 'Wyznaczył wtedy kandydatom do probostwa temat 
do kazań, ale najlepiej lubił słuchać kiedy IIlówiono z ambony  miłości 
Boga i bliźniego. Zwiedzał kościoły i sam się do ludu odzywał. . W Ło- 
wiczu i w Skierniewicach często po nabożeństwie wstępował na ambon
 
i w prostych słowach mówił do owieczek swoich o przyszłem życiu nie- 
śmiertelnem. To jako biskup. A jako obywatel, Łubieński także stanowił 
do naśladowania przykład. Wiernie służył królowi i rzeczypospolitej. Nie 
opuszczał sejmów, a kiedy się rwuły, zasiadał z senatorami na obradach 
w zamku warszawskim. Ludzki i wylany dla obywateli, wciąż starą.' go- 
ścinnością slynął, i dlatego rad był serdecznie, kiedy na święto jakie albo 
uroczystość, otoczyło go grono szlachty i panów, których podejmował na 
swoim dworze. Raz spotkał pewnego szlachcica nie z bogatych, i wymawiał 
mu, że nie był u niego na obiedzie, chociaż w. kościele znajdował si
 na 
odpuście. Szlachcic nie amiał się pchać do stołu arcybiskupiego, przy któ- 
rym wojewodowie i dygnitarze zasiedli, nie. miał więc słów w ustuch, żeby 
się wytłumaczyć prymasowi. Ale arcybit!kup odgadł jego skrupuły i'wręcz 
odpowiedział szlachcicowi: "Panie bracie! stół prymasowski, jest stół dla 
szlachty." 
I taden może arcybiskup nic wysypał tyle grolilza z własnej kieszeni na fa- 
bryki kościołów i na cele dobroczynne, co Władysław Łubieński. Myślał nn.' 
przód o zaprowadzeniu drukarni w Łowiczu. Dla samego zarządu obszerną dy- 
ecezyą potrzeba się już było no. tę myśl odważyć i znaleźć potrzebne dla jej 
urzeczywistnienia fundusze. 'Wiele expedycyj, listów pastel"skich, poleceń wy- 
chodziło do proboszczów i dziekanów na ł-łrowincy
 z kancellaryi prymasowskiej, 
a I'
ce nastarczyć nie mogly. Czuli już tę potl'zeb
 zapl"owadzcnia dn , 
karni dawni aJ"cybiskupi, przec!eż jeden. Kamkowski czas jakiś nakładem 
swoim utrzymywał w Lowiczu pmssę. Po jel o śmierci myśl zaginęła. Lu- 1 . 
bieński jlł znalazł i tchnął w nią życie. Kilkadziesiąt tysięcy musiał wy- 
łożyć na czcionki, na potrzebne narzędzia, nR zecerów, nIe zaprowadził 
w Łowiczu w r. 1760 zaraz w początkach swojego urzędowania, drukarniq. 
I słał 8i
 odtąd Lowicz jednem z ognisk ÓWCz8.sowej literatury poll!kiej. Za- 
częto drukować tutaj książki duchownej i światowej treści. Sam Łubień. 
ski kazał tu wydrukować dzieł i dziełek kilkanaście. Korzystali z jego po- 
zwolenia i literaci, pospolicie duchowni. W Łowiczu nawet rzadkie wycho-'
>>>
./ 


257 


dziły ksiqżki. Stnn dł'Ukarni jednnk najświetniejszy był zn. Łuhieńskiego: 
przetrwała ona przecie! nawet upadek Rzeczypospolitij. Ze dwieście ksią- 
żek wyszło w czasie lat kilkudziesięciu zpod prass łowickich. 
Miał nieszczęście Łubieński doczekać się smutnćj chwili na swojem pa- 
sterstwie, kiedy mu na dniu 25 sierpnia 1760 spaliła się katedra gnie- 
źnieńska, a w dwa miesiące potem omarł brat jedyny, led wie w chwil kilka 
wojewoda poznański. Małoletniego wnuka Felixa wziął wt('dy arcybiskup do 
Łowicza pod swoję opiekę, a później oddał go w Albertrandego ręce, a sam 
się zajął od budo Wił starożytnej swojej arcykatedry. Znowu ogromnych na- 
kłlHlów kosztowaJa księcia ta chęć zatarcia śladów straszliwej klęski. Po- 
krył wtedy micdzią dachy kościoła, a wyniosłszy go z rozwalin, i ściany 
wewnętrzne i ołtarze pięknie przyozdobił. Mówił zawsze książę, 
e \V ka- 
pitule gnieźnieńskiej, strawił nnjpiękniejsze chwile życia, bo lat trzydzieści 
trzy był \V nićj kanonikiem i dziekanem. Musiał zatćm łożyć i na kate- 
dl'ę. Co rok szło z jego dochodów po 1000 złp. li tylko przeznaczonych 
na upiększenie kościoła. A teraz reperacya ogromne kosztowala summy. 
Prócz tego i na prowincyi budował świątynie pańskie. W Opatowku pię- 
knie przyozdobił kościół przez pamięć dla matki, bo ją tam w młodych 
leciech pochował. Rozlewał hojnie dobrodziejstwa swoje na kollegi:1ty dy. 
ecezyi gnieźnieńskiej. W Łowiczu, w Lęczycy, \V Uniejowie i ,v Łusku zo- 
stawił ślady tej dobroczynności. Były to w!!zYRtko miejsca, którym winien 
był w8pomnienie młodości. W Łowiczu wystawił i uposażył dom dla wysłu- 
żonych kapłanów. Kościoły para6illne w dobl'ach prymasowskich wszędzie 
stn.wiał, a stare podnosił, zdobił i rozszerzał. Roboty w katedrze gnieźnień- 
skiej nie dokończył, i przekazał ją następcom swoim. Złożył i kommisyę 
\\' Łagiewnikach dIn roztrząsania cudów zmarłego w stanie świątobliwym za- 
konnika Frallciszkan8 Rafała Cbylińskiego. Chcinł prymas coś zrobić i dIn 
samych Łagiewnik, żeby po sobie trwałą pamiątkę w tamtych stronnch zo- 
stawić. Od 23 listopada, do 1 grudnia 1761, przesłuchywnł tymczasem w Ła, 
giewnikach świn.dkówo cudach, i kazał spisać protokuły, zaopatrzył to wszy- 
stko dowodami świadków, i miał proces cały przedstawić stolicy apostol. 
skiej, dla wyjednania kanonizacyi błogosławionego. Po spisaniu protokułu, 
odłożył tę sprawę prymas do marca następnego roku, a tymczasem za- 
szły polityczne \V kraju wypadki, które tę s}rRwę do nieoznaczonego czasu 
odwlokły. 
Dla poddanych był ojcem nie panem Władysław Łubieński: żeby słu- 
chać ich skarg, często w pole wyjeżdtał wieczorami, nad zachodem słońca, 
w czas letni. Niby to robił dla agitacyi, dla zdrowia, a jednak zawsze 
z drogi zboczył na pole, żeby porozmawiać z wieśniakami i przyjrzec si..: 
ich mozołom. Brał wtedy zwykle do karety z sobą księdza Pstrokońskie- 
go , którego coraz bardzićj kocłaał. Nie ukrywał nawet przed nim pra- 
wdziwego celu swoich przejażdżek. "Dlatego tak wyjeżdżam," mówił do 
I'strokońskiego; "żebym odbierał zażalenia od ubóstwa, bo ich podobno nie 
do p uszcza 1 ą do mnie." Słowa szluchetne i godne sel'cn wielkiego. I 8ZC- 
" 3:1
>>>
25R 


roko te
 wieść rozgłosiła litość, miłosierdzie prymaSR. kupił się do niego 
lud biedny, i z pociechą odchodził, a przysłowie pomiędzy wioski poszło 
i k:ążyło. że dosyć się schwycić klamki jego pałacu, żeby znaleźć spokoj- 
ność i los zapewniony. 
Ka urzędzie pasterskim nie przestał też i miłych Imukowych zatru- 
duicń prymąs ŁuLieńsl.i. Nauki i pl'aca stały się jego rozrywką tak w la- 
t:Lch młodych, jak i dojrzał}'ch. Może pod 'starość zaniechał już mozolnych 
zatrudnień, może już szerszy zakres dzi;Lłania odwołał go od literatury, 
przecież rzecz wiadoma była. w8zystkim powszechnie, że pryma8 był je- 
dnym z nnjuczeńszych ludzi swojego cza.su. W pałacu jego domownicy wi- 
dzieli obszerne rękopisy własną ręką prymasa przygotowane, jako może 
materyał do prac litcrackich, jako owoc ciągłej i gruntownej nauki lat 
długich. 
Skreśliliśmy obraz uczonego prawdziwie kapłana, Dył nim niezawo- 
dnie prymas Włady:;ław Łubieński. bo świecił cnotą biskupią i obywatel- 
stwem. Nie mamy wicIu szczegółów po których sądzićbyśmy mogli o jego 
nakłn.dach dla kościoła. Ale zacytujemy przynajmuiej znajome {akta. Na 
odnowienie arcykatedry w Gnieznie dał książę z własnej kieszeni 190.359 
złp. Na prob
stwo jedno z naj sławniejszych w Lowiczu zwane szpitalem 
przy kościele Sgo Jana dał 22,000. Jelltto właśnie ten S8m dom dla. wy- 
służonych kapłanów, o którymeśmy 
icdawno wspominali. Komorowski pier- 
wszy fundusz na tcn szpital wyznaczył, a. Łubieński chciał mysi dawlłą 
przywieść do skutku, przecież nie doc,zekał tej chwili, aż instytut wziął 
życie. 'W spomuimy jeszcze i o nadaniu w roku 1761 wójtostwa wsi Ska- 
ratki na rzecz zakładu dobroczynnego i naukowego ubogich dzieci bClTto- 
.zkumi naz wanych, który od pewnego czasu utrzymywał silJ przy koIlc- 
giacie. Zebyśmy inne wydatki Łubieńskiego policzyli, w tym czasie d08zli- 
byśmy może do milionów. Dochodów swoich dohrze zatćm używał, bo juk 
mówiliśmy, miał to przekonanie w sercu. że dlatego uposdył go kraj 1"0- 
dziony, 
eby w tym kraju zajaśninła jego cnota i dobroczynność. 
Jako obywatel rzeczypospolitej, Łuhieilski wpływał przeważnie na. jej 
losy. Kiedy z powodu zepsutćj monety, {,bawiano się redukcyi od podskar- 
biego Wessla, sejmiki wysyłały do księcia. pełnomocników proszQC go, że- 
by pośrednikiem był w tej sprawie. I w samej, rzeczy, wysoki urząd pry- 
mlLsR, już jakby prawem od lat dawnych stlLł się pośrednikiem pomiędzy 
szl8cht
 8 królem. Trybunały kiedy rozpoczęły 8woje sQdy. miały zawsze 
zwyczaj, przez umyslnie wybranych z grona swojego deputatów zawiada- 
miać o nowćj pracy króla, marszalka i prymasa w Łowiczu. Łubieński b}ł 
jednak stanowiskiem swojem jedynie 8 nie znaczeniem pośrednikiem szla, 
chty, na to miał ma.ło woli Dad sobQ, żeby ,szczerze za sprawą się ujQć 
i zapewnić jćj skutek. Miał zaW8ze obietnice nn ustach i szczer/ł chęć 
w sercu. ule czyn nie odpowiadał nigdy zamiarom. Pisał zawsze do kr6la, 
udawał się za szlachtą, ale napróżno. Redukcyą ogł08zono. Potem znowu, 
kiedy wieść silJ rozchodziła o zamachach stronnictwa monarchicznego, i kiedy
>>>
259 


, 


. 
rozpowiaduno, że kanclerz litewski z bratem rodzonym wojewod
 ruskim 
prowadzi do kraju wojsko zagraniczne, s(Jjmiki znowu wysyłały poselstwa 
do prymasa. Łubieński pisnł znowu do króla. A kiedy potem nowa spra- 
wa zajęła umysły i ksiq.ż
 Karol Baski miał zostać księciem kurlandzkim, 
prymas stawął gorliwie w obronie domu królewskiego, i zatwierdzał praW.ł 
Karola. przeciw widokom familii. Zdawało się zatem, że Łubieński nalc- 
żał do stronnictwa szlacheckiego, żeby razem z Potockiemi i Radziwiłłami 
utrzymać na tronie polskim dom saski i rząd dawny. 
W roku 1763 prymas tylko co przed śmiercią królewską, zajęty my- 
ślą. która mu już spoczynku długi czas nie dawała. pisał do Rzymu do 
Klemensa XIII w sprawie miasta Łagiewnik, bo przez pamięć Rafała Chy- 
lińskiego chciał wynieść kościół tameczny do godności bazyliki Laterań- 
skiej. Pisał zatem o przywileje i odpusty. List ten ze Skierniewic 24 lu- 
tego datowany, oddy(
hał prawdziwie poufałością synowską, i my chcieliby- 
śmy widziM w tem dowód szacunku. jaki w Rzymie obudzał 'Władysław 
Łubieński. Ale i ta sprawa, równie jak i proces kanonizacyi musiały się 
odwlec do czasu, bo zaszły wielkiej wagi wyplIdki polityczne w kraju. 
Umarł król August III. a Lubieński stawał się przez to salDo władcą 
przeznaczeń narodu. Objął wodze rządu w koronie i wielkiem księztwie 
litewskiem. Był m;fdz!f królem, lnter-Re:z, jak szlachta prymasów w hez- 
królewiu nazywała. 
Książę bawił właśnie w Skierniewicach. kiedy odebrał z Drezna szta- 
fetę i wiele listów o śmierci króla. 'V Y brał się natychmiast do Wm"t!zl\- 
wy, gdzie stanął na dniu 14 października ł 763 r. Zaczynała się nowa epo- 
ka dla dziejów polt!kich. Młodziejowski nieodstępnie towarzyszył pl"ymaso:- 
wi. Wyrachował on dobrze. że na, polu elekcyjllcm wpośród wolki i za- 
zdrości stronniczych, zaświta. przecież i dla. niego chwila, ażeby sic,} z tłu- 
mu wydobyć. Młodziejowski był zrodzony na dyplomata, jak prymas na 
spokojnego obywatela. Łubieński zatem wszędzie zastawiać się teraz mu- 
siał zdolnościami swojego. audytora, pełnomocnika, drugiego siebie. 
Z Warszawy prymas rozpisał listy do pobliższych senatOl'ów. kaszte- 
lanów krzesłowych, oraz ministrów koronnych i litewskich. donosząc im o śmier- 
ci króla i prosząc o zjazd do Warszawy: a do ziem, powiat?w i woje- 
wódzw rozpisał uniwersały. Pod koniec pa*dziernika senatorowie zaczęli 
się zjeżdżać, i wciąż Of\radzali się z księciem no. prywatnych posit
dzcniach. 
W liłltopadzie w pałacu prymasowskim nastąpiła walna rada. która trwała 
tydzień cały, a przedewtlzystkiem pądy kRptUł'
we zaprowadziła. Miał teraz 
książę prymas sposobność okazania się prawdziwym przyjaoielem rodziny 
zmarłego króla. Elektor 8Rski piŁlał do niego. proszQO o koronę. Książ
 
pokazywał listy panom. rozmawiał o przyszłej elekcyi. ale bRł się wydać 
ze Bwojem zdaniem. Zakazał mu tego Młodziejowski. który bystrem okiem 
śledził wypadki dlatego. żeby uchwycić się tej strony, która minła nąj- 
piękniejsze nadzieje powodzenia. Tymczasem całQo dyplomacyę i stosunki 
z za granicą. senatorowie o awili prymasowi, ho jak się wyrażali. wierz
'li 


,. 
l
>>>
260 


. 
jego de.xteritati et actoritatt. Ktliątę krzątał się dość żwawo, wyprawiał po- 
słów do rozmaitych dworów, pisał ciągle listy i uniwenmły, a nawet ośmie- 
lił się raz pisać z godnością. do króla pruskiego, kiedy rotmistrz jego Pa- 
szkowski najeżdżał kraje pograniczne, a' województwa wielko-polskie do 
księcia częste zanosiły skargi. Pomogło wstawienie się Łubieńskiego i króJ 
obiecał zadość uczynić słusznym żądaniom prymasa. I 
Mieszkał w Warszawie cnły ten czas bezkrólewia prymas Łubieński 
aż do sejmu konwokacyjnego, kiedy wypadki coraz jaśniejszlj. przybrały 
barwę. Arcybiskup rzucił myśl jeżeli miał jaką o popieraniu domu sa- 
skiego i przcszedł na stronę Czartoryskich i Rossyi. Konwokacyą otwarto 
nabożeństwem u Śgo Jana w dniu 7 maja. 1764 r. Znajdował się na niej 
prymas, a potem szedł na czele senatu do izby poselskiej. Po elekcyi 
marszoJka, sejm konfederacyjny zasiadł w izbie senatorskiej na zamku. 
Książę prymas zajął miejsce na kl'zesle z porlJczami z prawcgo boku tronu 
na piórwszym stopniu. Ztąd doskonnle mógł widzieć wszystko co tylko 
działo się w izbie i naprzeciw siebie, bo tam za orszakiem ministrów po- 
mieścił się M/odzicjowski. Książę z ulubieńcem swoim l.ozmawiał migl\mi 
i spojrzeniem. Radził siQ go prawie w każdem zdarzeniu, w każdej odpo- 
wiedzi, jak ma sobic postąpić, co mówić. Jeżeli migi nie były dostateczne, 
leciał środkiem iżby do prymasa M/odziejowski i szeptał do ucha, a. potem 
wracał na swoje miejsce. Uderzało to wszystkich, ale arcybiskup był tyJe 
powolny, tylc słahy, że nic uważał na tę nieprzyzwoitość. Powiadano wtedy 
cich:JCzem w izbie senatorskiej, że głowa prymasa tylko peruką pokryta, że 
w niej pustki. Znosił nawet z tego powodu r...ubieński dotkliwe przycinki 
od posłów i senatorów, bo pojąć nie mogli i nie chcieli wpływu nieznanego 
człowieka 
 na. zdanie pierwszej osoby w l,raju, a więc i na losy rzeczypo. 
spolitej. Zli i gniewni mówili wtedy, że Młodziejowski był Machiawelem po 
księzkll przebranym, a Młodziejowski był niczem więcej, tylko rozumem i my- 
ślą ksilJcia prymasa, a nie naraża! się wcale krajowi. 
Konfederaeya generalna widząc uległość prymasa dla swoich widoków 
na. sej
nio konwokacyjnym, wielką go władzą opatrzyła. Zachowała go na- 
przód przy prawie nominowania króla j przywilejach jakie zda.wna służyły 
w tym \vzględzie al'eybiskupom gnieźnieńskim. Przepisała mu tryb postępo- 
wania w czasie elekcyi i postanowiła, że rrzed nominacyą ma. się zapytać 
trzy razy województwo zgodę. Pozyskał także prawo ksiażę prymas wydać 
wici do szlachty na pospolite ruszenie, jeżeli to za potrzebne uzna.: w takił
 
r
zie jednak. uwolnił sejm dwór księcia od powinności zbrojnego stawienia 
Się na usługi rzeczypospolitej. Więcej jeszcze, dla wydatków w czasie bez- 
królewia, poleciła także konfederacya. podskarbim wielkim, żeby w ręce ar- 
cybiskupa 150,000 złp. wypłacili. ' Prymas od lat już kilku powziął zamiar 
Łowicz swój wynieść do rzędu miast grodzkich. Sejm wszedł w słuszność 
jego żądań, i pomnażając prcFogatywy pryrnacyalne, pozwolił księciu w grodzie 
łowickim uskuteczniać wszelkie trnnzakcye doczesne i wieczne w interesach 
tyczących się jakimkolwicl{bądź sposobem prymas6w. 'Vnga pod tym wzglę- 


. 


...
>>>
261 



 


, dem grodu łowickiego miała być zupełna tak jak w księgach ziemskich lub 
dawniejszych grodzkich po województwach. Przywilej to był wielkiego zna- 
czenia i dla Łowicza i dla arcybiskup6w gnieźnień.;;kich. Pierwszy to w dzie- 
jad} naszych przykład, żeby miasto prywatne, pozyskało dla siebie przywilej 
grodu. Łowicz był dotąd stolicą prymasów, teraz miał się stać i ognil.\kiem 
życia dla szlachty. Nabierał i znaczenia i powagi: a sam arcybiskup gnie- 
źnieński był teraz jakby panem politycznym, bo zyskał cząstkę królewskiego 
majestatu. 
Dwudziestego siódmego sierpnia był także obecny książę prymas u Ś. Jana 
w \Varszawie na zagajeniu sejmu elekcyjnego nabożeństwem przez kujawskie- 
go biskupa. Przeniósł się następnie pod Wolę. i tam przyjmował u drzwi 3, 
4 i 5 września na posłuchaniu, nuncyusza, księdza Serra Kajdeskiego i księ- 
cia de Schonaj. I wreszcie w dzień elekcyi wyjechał od siebie z pałacu pry- 
mr.sowskiego na pole w karyolce bogatej, kapiącej od złota i ozdób. z axa- 
mitu czerwonego i galon6w, co blask prześliczny rzucało. Czterokonny za- 
prząg wiózł księcia prymasa, a foryś siedział na przodzie i stangret w ga- 
lonach, konno jechali. Rumaki czubami złotem i błyszczaly. Otaczał księcia 
ogromny orszak strojny i piękny. l)od/ug prawa, powinien był Pl.ymas kon- . 
no objeżdżać województwa, ale uchylił się od dawnego zwyczaju, bo na krzy- 
że stękał i ztąd chodził pochyło, a tem bardziej nie mógł się utrzymać na 
koniu. Zajechał' prosto przed poznańskie i kaliskie województwa, które były 
ziemią jego rodzinną, i obraził przez to krakowskie, które narzekało na prze- 
łamanie zwyczajów elekcyjnych. Objeżdżająo po kolei powiaty i ziemie, py- 
tał się książę prymas: "Witam Waściów, mościwych panów i braci na tem 
elektoralnem polu, i pytam się, czy zgoda. kogo Waszmość wybieracie na króla:' 
lotrzykroć zapytane województwa, po trzykroć Stanislawa Poniatowskiego 
mianowały. Ogłosił więc prymas nowego króla, i na polu zaśpiewał: Te Dcum; 
ozwały się trąby, koUy i działa, i szl
chta ze Stanisławem Augustem prze- 
niosła się do \Varszawy, do kościoła Sgo Jana, w którego podwojach witał 
bóla prymas, i na nowo Te Deum zaintonował. Trzynastego wrzcśnia odebrał 
ŁuLielis
i przysięgę od króla na pakta konwcnta naprzód w zamku, a po- 
tćm u Sgo Jana. Miał przy tej okoliczności mowę równie jak i Stanisław 
August. Elekcyę podpisał razem z województwem poznańskiem; a w paktach 
nowy zawarowany był artykuł, kt6ry świadczył o szacunku stanów skonfede- 
rowanych dla prym:lsl\: prezenty na wakanse, które po śmierci Augusta III 
sam władz Ił swoją rozdał prymas, miał zatwierdzić powagą tronu Stanisław 
August. 
Władysław Alexander Łubieński był ostatnim prymasem, co przewodniczył 
obrłłdom elekcyjnym, i pod Wolą ogłaszał uroczyście obranego króla, On też, 
i chociaż słaby w kilka. micsięcy potćm koronował Stanisława Augusta 
w dniu 26 listopada, w dzień Śtej Katarzyny. Nie zapomniał wtcdy o Mło- 
dziejowskim, Kiedy król rozdawał wakanse, l\Iłodziejowskiemu za przymó- 
wieniem Bię prymasa, dostała się pieczęć mniejsza koronna. Tym czynem 
zamknlłł polityczne swoje życie Władysław Łubieński. Osiadł już teraz zu-
>>>
.. 


262 


pełnie nil ustroniu w pałacu swoim skiernicwickim i prawie się jut nic mie 
szał do wypadków światIł., Słabowity był, a choroba powiększała się te- 
raz jeszcze niedołężnością. lat swoich. P..zyszłość tylko wnuka. ciążyło. mu 
jak kamień na sercu. 
KI'ól Stanisław AU
II;;t przysłał mu do Skierniewic wtedy ustanowio- 
ny przez siebie order Śgo Stanisława, a Łubieński postanowienia sejmów 
w czasie bezkrólcwia doprowadzał do skutku, bo w «Iniu ł 3 stycznia 1766 
r. otworzył gród W Łowiczu. Dyssydenci wtenczas zaburzyli i Litwę i ko- 
ronę. Powstawały wszędzie konfederacye, jedna za drugą. Działając w du- 
chu zgody. jak przystało na katolickiego pasterza, Łubieński myślał, że 
wdaniem się swojem, oddali burzę i sprowadzi pokój między zwaśnione 
umysły. Miał nawet bulle z Rzymu zalecające jak ma postę'pować z tego 
powodu na I!cjmie. Bullc datowane były 6 września 1766 r. (I). PrymAs 
rozpisał- wtedy po całej dyecczyi listy pasterskie, i starał eię wszędzie uśmie- 
rzyć konfederacye. Ale nic w jego sile było pochamować zapał i złą wiarę 
etronnictw. Że słabość ciągle go trzymała nu. łożu, nie mógł sam odby- 
wać wizyt po kościołach swojej metropolitalnej dyecezyi, mianował Pl!tro- 
końskiego wizytatorem generalnym gnieżnieńskim. Oddał mu niedawno i ka- 
nonię w tej katedrze, i wyprawił na trybunał wielko-polski jl\ko wice-prezy. 
denda. Oddał mu jeszcze i kanonię intratną Śgo Jerzego w Gnieznie. Wiele 
osób ubiegało się o to benefieyum, przecież prymas dla Pstrokońskiego wy- 
prosił je u króla; opab'zył swojego kanonika spiżarnią, piwnicą, dał mu pie- . 
niędzy i na trybunał wysłał. Chciał go zrobić książę i oficynłem generalnym 
gnieźnieńskim, ale nie przyjął tej dostojności, bo rozwody strasznie podów- 
czas 
eszły w modę. a Pstrokoński bał się eądów z tego pow.)du, bo nic 
chciał dawać wyroków, Nie czekał zatem na instrument z hncellaryi pry- 
masowskiej, i po cichu wymknął się ze Skierniewic do Pi ob.kowa. Co do 
\Vnuka, tego już arcybiskup myślał wyt!łać w podróż z Albel'trandim. 
,V początkach 1767 roku prymas przyjmował jeszcze u Bicbie W od- 
'lVicuzinach, nową. rodzącą się znakomitość. Mówim o dopiero co poświę- 
conym na biskupstwo wal'mińskie Ignacym Krasickim. Krasicki był w Skier- 
niewicach przed wielką lila samego księcia ur9czystością. Jego audytor 
n:egdyś, a potem podkanclerzy koronny ksiądz Młodziejowski znowu za 
jego wsparciem, a za łaską. kl'ólewską, posunął się wyżej w kościele pol- 
skim, bo otrzymał biskupstwo w Przemyślu. Audytorem księcia prymasa, 
był wtedy Antoni Sierakowski. Miał właśnie prymas poświęcić Młodzie- 
jowskiego na biskupstwo, ażeby zaś uświetnić więcej ten obrzęd, porozdawał 

wieżo wakanse w kapitule gnieźnieńskiej, i razem z poświęceniem biskupa, 
miały się odbyć i instalacye na urzędy kapitulne. Był zatem na dniu 2 lu- 
tego świetny zjazd panów w Skierniewicach. Przypadało właśnie święto Oczy- 
szczenia Matki Boskiej, dzień obrany przez prymasa na obrzęd poświęcenia. 


to 


) 


... 


.. 


(1) Litterae Clementis XIII p. p. ad archiepiscoplllU 1766 fol. (Jocher Tom III, str. 469). 


\ 


-
>>>
. 


ł 
lo 


) 


I 
( 


III 


t- 


........ 


263 


Posługiwali temu uroczystemu aktowi, niosąc pochodnie, chleb i baryłki z wi- 
nem: Twardowski wojewoda kaliski, Jędrżej Myszczeński wojewoda i Jó- 
zef Podoski wojewoda płocki, Siemianowski kasztelan rawski, Gurowski 
kasztelan przemycki, i Małachowski starosta ostrołęcki, marszałek trybunału. 
Prócz tego znajdow:\ło się jeszcze. w Skierniewicach wiele gości, których li- 
stę skrzętnie zacytowały gazety spółczesne. Była z Łubieńska Stanisławowa 
Lelowska, był Konowski podstoli nadworny koronny z żoną, była szlachta 
z okolic i urzędnicy ziemscy: Łuszczewscy, Szymanowscy, Załuscy. ' Nadje- 
chał i audytor nuncyatury, ksiądz Silva. Kanoników, prałatów asystowało 
dużo prymasowi. Między innemi odznaczał się i ksiądz Piltrokoński vice-pre- 
zydent trybunału, przybyly z Piotrkowa. Sierakowski audytor księcia pryma- 
sa miał kazanie, już po odbytych ceremoniach poświęcenia o godności cha- 
rakteru biskupiego i potrzebie szacunku dla świętego stanu. Potem książę 
z całem swojem towarzystwem powrócił do pałacu, i przyjmował na posłu- 
chaniu deputatów od trybunału wielko-polskiego. Dał im sam odpowiedź. 
w wyrazach pelnych względności i przyjemnych. Poczem obiadem uczęstował 
swoich gości wl!-paniale, a uroczystosci z tego powodu odbywały się dni kilka, 
póki l\lłodziejowski nie wyjechał z powrotem do \Varszawy. W końcu lutego 
odbył jeszcze w Skierniewicach uroczystości instalacyi dwóch prałatów gnie.: 
źnieńskich. z tych jedcn był Szaniawski krucyfer księcia, mianowany przez 
niego kanclerzem w kapitule. To był już ostatni czyn Łubieńskiego w do- 
czesnem życiu. 
Na święta wielkanocne odwiedzili raz jeszcze prymasa w Skierniewicach 
razem Krasicki i Młodziejowski. Starzec żył wtedy już z dnia na dzień s'a- 
by i pochylony wiekiem. Rzadko już wtedy miał siłę życia. które szczątka- 
mi błyszczało. Jednakże. na imieniny królewskie, przed dniem 8 maja zje- 
chał ostatni raz da W'arszawy. Dziesią.lega maja dał u siebie w pałacu 
prymasowskim bal, na którym Stanisława Augusta, i przytomnych w sto- 
licy p;mów zaprosił. W dwa tygodnie potem (22 maja). dawał także w pry- 
masO\\'I:!kim pałacu, za. zgromadzeniem się licznych obywateli publiczne po- 
słuchanie delegowanym do siebie wysłallcam dyssydentów. Bo wtt'nczas cała. 
Polska najeżyła siQ konfederacyami, które się dabijały niby o wolnaść reli- 
gijną. Warszawtl pełno miała gaści z rozmaitych stron i z odłegłych i z bli- 
zkich. Wielkie wypadki zachodziły na ziemi polskiej, kt()ra w stra.szliwem 
znajJowała si
 przesileniu. Arcy-biskup gnieźnieński jaka prymas był je- 
dną zasadą rzec.zypospolitej. Dlatego też i do niego, lubo naczelnikiem 
był kościała, posłali swoich deputawanych dyssyc1ellci. Na ich prośby i przed- 
stawienia, odpawiedział książę publicznie wobec panów: "Delegacyę W.M. pa- 
nów od wspólbraci ziemian i obvwatelów obojga. narodów przyzwoitym nf- 
fektem w osobach ich witam i. przyjmuję. Żądanin. wyrażone jako tyczące 
się rezolucyi rzeczypospalitej . do zgromadzenia trzech jej stanów odłożyć 
życzę, jako pierwszy senator. Jako zaś pierwszy pasterz do jednomyiHno- 
ści .owieczek tych państw zapraszam." 1.0 tćj mowie cofuęli się z pałacu 
delegowani dysl.iydentów Kumato\Vł!ki i Dziębowski, a. prymas pozostał zę
>>>
26-1 


swojemi gośćmi. Z tych słów kilku jednakże, możemy wnosIC, te w kwe- 
styi dyssydentów, jak w całem życiu, polityką prymasa byłaby łagodność 
i pobłażanie. Nie miał zapewne nigdy Władysław ł
ubieński tyle zdolno- 
ści politycznych, albo dumy własnej, żeby przywodził stronnictwom, które 
wtenczas miotały osłabionym okrętem rzeczyp:spolitćj. 
W miesiąc po tein posłuchaniu książę prymas \Vładysław Łubieński żyć 
przestał. Umarł w ,"Varszawie w pałacu swoim na Senatorskiej ulicy w nocy 
21 cr"erwca ł 767, o drugiej godzinie rano. ByIto dzieli właśnie niedzielny. 
Żył lat 63 miesięcy 7 i 3 tygodnie. Na m.cybiskupstwie gnieźnieńskiem sie- 
dział lat ośm przeszło. Biskupem był lat 9 i półtom miesiąca. Tcstamen- 
tem przygotowanym zawczasu, rozporządził wszystko i co do duszy i co 
do majątku. A miał czas po temu, bo dwa tygodnie choro wat tylko, alc 
mógł przewidzieć, że to już była choroba oli'tatniB, więc śmiertelna. Ga- 
zety ówczesne te par
 wyrazów poświęciły wtenczal! jego wspomnieniom: 
"Śmierć ta, mówiły, niezmiernym napełniła żalcm nietylko ł-rwi związkiem 
z nim złączonych, ale też współ z nim, około powszechnego ojczyzny dobro. 
pracujących; OWdzem, wątpić nie można, iż żalem przeniknie wszystkich w po. 
wszechności królestwa obywatelów, pomniących na. wielkie jego w ojczyznie 
zasługi, a mianowicie na podjęte w ostatniem bezkrólewiu prace, dllL ugrun- 
towania powszechnej spokojności i obdarzania kraju tą szczęśliwością, któr:! 
tlię pod słodkiemi najjaśniejszego l{róla J.Mci pana naszego miłościwego rzą- 
dami zaszczyca, zkąd nieśmiertclną do ostatniej potomności obdarzony bę. 
dzie chwał!!." Gazeciarz nie powiedział prawdy, może nie chciał: nie w kilku 
jego wyrazach gorzka ironia. IJrymas Łubieński cnotami bi!;kupiemi, dobro- 
czynnością i dziełem znakomitem w swoim czasie, zasłużył na pamięć, a nie 
przez swoje czynności w bezkrólewiu. Pochwała także Stanisława Augusta 
razi pochlebstwem. Jego panowanie miało się niby spokojnością odznaczać, 
a lIad grobem zmarłego prymasa wrzały konfederac.re. 
Zapisał Łubieński na repemc.rę archikatedry swojej jeszcze 33,000 zł p.; 
prócz tego pozotltlLwił ll1ateryały do zupełnej odbudowy kościoła. .Mater.ruły 
te także wartoscią swoją kilkanaście tysięcy wyniosł.r. Dziedzicem całego 
młłją.tku ustanowił wnuka Felixa Łubieńskiego. Obszerna biblioteko. księcilL 
i zbiór 
ogaty jego własnych rękopisów dostały się także wnukowi i składały 
potćm jakb.r odrębne bogactwo wc wsi Szcz.rtnikach gdzie mieszkał Felix 
Łubieński. Exekutorem testamentu był mianowany Młodziejowski biskup 
przemyślski, podkanclerzy koronny. 
\V pilltek 26 CZCl'\vca. 1707 r. O' godzinie 8 wieczorem, odprawił sieJ 
w 'Vnrszawie z przyzwoitą okazałością kondukt zmarłego prymasa z pałacu, 
Pl'Owadził ten kondukt żałobn.r Hieronim Szeptycki biskup płocki, a to- 
warzyszyli mu: Kro.sicki warmiiJski, l\1łouziejowski przcmyślski, i Zatusk i 
kijowski dyecezalni biskupi, tur1zież suffragan poznański Kierski, sekretarz 
wielki koronn.r; cechy, magistrat, zakony, i liczne duchowieństwo postępo. 
wało w żałob.nym orszaku. Przy wyprowadzeniu ciała z p11łllCU miał mowę 
pogrzebowIł Zómwsłd kanonik warmiński, a drugą przy Jezuickim kościl'lc
>>>
2G5 


. 
. 


, 


ksiądz Sebastyan Lachowski jezuita; ostatnią przy figurze Śgo Jana Xepo- 
mucena naprzeciw blekitnego pałacu powiedział mowę Obermajer, professo r 
retoryki w kolIegium szlacheckiem Pijarów. Orszak żałobny pospieszył do 
Łowicza, bo tam w grobach prymasów chciał być pochowany zmarły arcy- 
biskup. Cała 'V arszawa wysypała się wtcdy za ciałem, żegnając na wieczność 
znakomitego człowieka. 
Młodziejowski wyznaczył pogrzeb w Łowiczu na dzień 27 lipca. Zjechało 
się na ten smutny obrzęd nadzwyczaj licznie duchowieństwo gnieźnieńskie 
i sąsiednich dyecezyj. Trzy dni trwało nabożeństwo pogrzebowe. Dnia pier- 
wszego Ostrowski biskup kujawski, drugiego bi8kup plocki, trzeciego Kra- 
sicki śpiewali msze żałobne, o. po każdćj m
zy następował kOIldukt z pię' 
ciu biskupów złożony. Wigilie codziennie od rana do mszy wielkiej śpie- 
wało duchowieństwo zakonne i świeckie. Ze stolicy licznie najechali i l\Iissyo- 
narze warszawscy: nie było muzyki, oni więc zaprowadzili 
ałobny śpiew gre- 
goryański i wzruszali smętną nutą obecnych. Pierwszego dnia po mszy wielkiej, 
biskup Załuski powiedział kazanie, a po kondukcie zesłani z W"arszawy żegnali 
zmarłego prymasa: imieniem króla, Moszczeński wojewoda inowrocławski; imie- 
niem senatu, Lłpski kasztelan łęczycki; od rycerstwa Rogaliński, starosta na- 
kielski, a od dłlchowieństwa ksiądz Morawski, archidyakon gnieźnieński. 'Vy- 
nurzali oni w uczonych mowach swoich żal, wdzięczność, szacunek, oświad. 
czali zmarłemu, że pamięć jego nie zagaśnie. Od familii dziękując za współ- 
czucie, przemawiał Zbijewski kasztelan kaliski marszałek księcia prymasa. N a- 
reszcie roztkliwił wszystkich przemową swoj=} dziewięcioletni wnuk arcybi- 
, skupi, Felix 'Valczyusz, jedyna domu nadzieja. Pobudził do litości nad sobą, 
kiedy wspomniał o sieroctwie swojem, sam jeden już teraz na ziemi, bez ojca, 
bez dziadka, bez arcybiskupa, który mu miejsce całej rodziny długo zastę- 
pował. Dziwili się słuchacze wymowie dziecka, i m6wili, że w nim zdolności 
nad lata. Wnuk zaprosił w końcu wszystkich gości na chleb żałobny, któ- 
rym to w zamku, to w seminaryum, to po klasztorach częstowano hojnie. 
Na końcu żałobnego obrzędu ksiądz Kaszewski kanonik, kaznodzieja kolIe-- 
giaty łowickiej rozdawał mowę swoją, którą miał przy złożeniu ciała w gro. 
bach koHegiaty. 'Wydrukował ją właśnie i przy uroczystem posłuchaniu, od- 
dał w ręce Młodziejowskierim, któremu przypisaną była, dziękując od swojej 
kapituły za pogrzeb tak wspaniały. Ta jedyna mowa drukowana, została pa- 
miątką literacką po obrzędzie żałobnym w Łowiczu. Z kapituł polskich, lwo- 
wska odprawiła także exekwie za duszQ prymasa przez pamięć, że zmarły 
był kiedyś jej pasterzem. Lwów wystąpił także ze świetną wystawą i po- 
Iirył się przez trzy dni prawdziwą żałobą. Zakończył obrz
d mszą śpiewlln
 
ksiądz Samuel Głowiński biskup Ilebroński suffragan. 
Miejece Wład
sława Łubieńskiego w Gllicznic zajął Gabrycl Podoski. 


( 


3J
>>>
II. 


ładysław Alexnnler T.ubieński wsiawił siQ w Iiterrcturze oj- 
czystćj przcdewszystkićm napisaniem jeunego wielkiego dzie- 
łn, które uzisinj należy uo rzadkości bibliograficzn)'eh. Zu- 
pełny jego tytuł następujący: 
..Świat we wszystkich swoich częściach większych i mniej- 
szych, tojest: w Europie, Azyi, Afryce i Ameryce, w monar- 
,clIiach, królestwach, księztwnch, prowiqcyach, wyspach i mia- 
stach, geograficznie, chronologicżnie i hiAtorycznie określony; 

 oPisaniem religij, rzą.dów, rewolucyj, praw, zwyczajów, skarbów, 
. cieka wości i granic każuego krnju, z autorów francuzkich, włoskich, 
.r. } niemieckich i polskich zebranem przyozdobiony, przez księdza Włady- 
, 1 sława Łubieńskiego, scholastylm krnkowskiego, kanonika gnieźnień- 
skiego, proboszcza infułata I
askiego. Tom I, roku MDCCXL, Do druku 
wrocławsl{iid w Szlą.zku akaucmii Socictatis Jczu dla ciekawego, a nic próż- 
nującego oka polskiego pouany." Dzido w arkuszu, stronnic 656, prócz in- 
dexu i sześciu kart tytułowych. 
Literatura geograficzna Pol",ki przed wydani cm Świata, prawie nie miała 
dzieł uczonych. Opisów Polski bylo dość, ale na opis ziemi nikt się jeszcze 
przed LubieńAkim nie zuobył. Cały .zapas windomości gcograficznych micli 
l
olacy w niewielu księgach i to napisanych po łacinie. Gdańszczanin Filip 
j{:luwer stanowi epokę w dziejach geografii. ale byłto pisarz wyższego polotu, 
więcćj krytyk i filozof, badacz więct'j starożytności jak geograf Pisał Kluwcł' 
ula uczonych, PI. nie uln ogółu. Maleńka geografia, wydann po łacinie w Kra- 
kowie lG72, przez Jana Stanisłnwa }'onmmlwwiC'za, zaleuwie na uwagę za- 
sługuje. Łubieńskiego poprzeuzila: Geografia no'vissima N 3umańskiego, wy- 
dana u Pijarów w Warszawie 17:!9.r; pisemlm bez żadnt'j wartości, ułożono 
dla uczących siQ, bo rozdzielone na pyt.'1nia i odpowiedzi. Oto była cala 
literatura polska pod wzglęuem geogrnficznym. 
Swiat był zatem zjawiskiem, R wartość jego jeszcze wyżt'j ocenim, jeżeli 
na stan spółczesny literatury i wiauołDośei geograficznych w Polsce zwrócimy 
uwagę. 

ozpoezynn dzieło na odwrotnćj znrnz stronie tyt
łowćj kartki, dedy- 
kacya do Augusta nI, po polsku i po francuzku, zaraz obok portretu kró- 
lewskiego. Łubieński uzieło 8woje p?święcił królowi jako hołd winny ula je- 
go nauki, i z powol1u, "że przezacny czytelnik kieuy się zapatrzy na irttytu- 
laeyę własnego monarchy, wyh:H'7.Y niedoskonałości ŚtlJiuta. ImiQ króla jest 


J
>>>
2fi7 


ozdobą tlzieła, ale istota, jak powiada Lubieński, jest w opisie kraje;w, lUli] 
ł.tórem
 'Vasza Królewska Mość słodko i świętobliwie panujesz'" Dl/ltego 
j:)dro Swiata stanowi opis Saxonii i Polski. Łubieński pisze w detlykncyi że 
uzieło jego "wyrazi niezwyciężone imiona monarcly)w krwi Pjastów i Jagiel- 
lonów, złączonych z N. N. krwią \V. K. 1\1.; wytłumaczy poczqtki ehrześciail- 
skie. N. N. książąt saskich w sławnym Witykintlzie książęciu saskim, i z wia- 
ry S. przyjętej, i z batalij 24 wydanych Karolowi W. cesarzowi. Opisuje 
trony cesarzów rzymskich, tak jako i francuzkie, hiszpańskie, angiel8kic 
i sycylijskie najjaśniejszą krwią W. K. M. ozdobione; wyprowatlza niezwy- 
ciężone imiona domu austryackiego, ścisle złączonego z "V. K. 1\1. w N. N. 
Józefie Maryi monarchini Polskit'j, a ozdobie wieku tcgo z wydaną najja- 
śniejszą familią ilu pociech, tylu tronów. Nakonice wyrazi w soLie ta 
księga wszelką ciekawość, Lo cały świat potlziclony na swoje części, i w nich 
uniwersRlne rządy, rozległości, bogactwa i osohliwości wyuają.ce z sieLie pię- 
kność i ozdobę machiny świata. tego, którego teraz W. K. 1\1. jesteś rzqd- 
eą, jako namiestnik państw rzymskich". lV r. 1740. kieuy 'dzieło to wycho- 
dziło, było bezkrólewie w Niemczech, ho umarł nieuawno Karol VI cesarz, 
i z urzędu swojego rządcą rzymskim hył }(ról Polski jllko elektor saski. 
A że cesarz rzymski weulug pojęć średniowiecznych był panem całego świa- 
ta. więc i August III, miał w r. 1740 czasowe panuwanie natl cał:! kulą 
ziemską. To właśnie przymawia królowi Łubieński w tych ostatnich I!łowach, 
Następuje portret autora i przemowa do czytelnika. nyłato może za- 
rozumiałość, że Łubieński dzieło swojo ozdaLiltł własnym wizerunkiem, a je- 
dnak dla na8, ten portret, to pamiątka. 
W przemowie jest historya świata. Łubieński mówi: że "świat za naj- 
uoękonal8zych uznaje ludzi sob
 włudnących". kiedy są uczeni, i na tym to 
fundamencie (dodaje) europejskie monarchie utrzymują swój lustr i ozdoLę, 
zalożywszy w wnętrznościach państw swoich liczne akademie dh nauk kwi- 
tnące." Z akademii wychodzą. ministl"Owie, stutysci, historycy i geogrnfowie, 
ktt;rzy piszą księgi i rozprawiają o rząuzie uoLrym. Z tych ustępów widać 
że ł.ubieński chciał przcdewszystkiem rządy Europy w różnych ksztllłtach 
przed oczy zion
kom swoim przedstawić. Zwracał uwagę na wady i zalety 
rządów. Tuk Świat jego był dziełem politycznem. Przyszłość może wyja- 
śni, czy Łubieński był człowiekiem reformy i pragnął zmiany W rządzie rze- 
czy.pospolitej. Jeżeli tak jest, postać jego dziejowa zyska wiele no. interesie, 
bo coruz więcej witloczne są cele, co myśl spółeczoą. dźwigały: widzimy wszę- 
dzie echo, jakby innegQ świata, wyświecają. się ,ludzie i zamiary. 
Dzieło swoje zbiemł ŁubicIlski z ohcych autorów i z 1101:,t, które roLił 
w podróży za granic:). Najwięcej zajmowały go akademie tak liczne w Niem- 
czech, Włoszech i Francyi. Chciał wystąpić z akademickićm dziełem i sam 
wlasną osobą. zastąpić Polsce wielu professorów, krórzy pisali w tej materyi. 
Wróciwszy do ojczyzny umyślił soLie próżnowanie zastąpić czytaniem wło- 
tkid., fmncuzkich, łaciiJskich i niemieckich autol'l"W, i roLił z nich wypisy 
przez lat 12 bezustulIuie, wyjąWS:lY 4 latu nu uwie funkcye deputackie n:) 


---
>>>
208 


trybunał, i na czas rozruchów w (:zl1sie bezkrólewia. '.fuk Swiat powstał 
w r. 1728-1740. Z nieśmiałością puszczał dzieło swoje w r
ce czytelnik6w, 
myśląc: że albo da tem samem komuś powód do napisania lepszego Świata, 
albo obudzi w narodzie cpęć do założenia osobnej akademii dla nauk geogra- 
ficznych, jakich kilka widział za granicą.. W tem widzimy znowu dmgą 
myśl obywatelską Łubieńskiego. 
Rozwija dalej plan swojego dzieła autor. Geografię wszędzie połączy 
z historyą, jako najpewniejsze środki do poznania świata. Za początek ba. 
dań, za punkt wyjścia, obiera pismo ś. Najprz6d więc opisał stworzenie swinta, 
pokolcnia, rząd, religie, język pierwszych rodzic6w, potop, dzieje Noego, podział 
ziemi, rozmnożenie się familij, początki monarchij i t. d., aż do Narodzenia 
Chrystusa. 
Nasblpił potem Sam opis świuta. Na czele Europa, a w niej Rzym, chro- 
nologia pierwszych królów rzeczypospolitej, cesarzów, aż do niedawno 
zmarłcgo Karola VI. Za tym rysem historycznym prawdziwego, a potem 
nrojonego państwa, Łubieński chce pomieścić opis Włoch, podzinł państw 
i prowincyj. Przy Rzymie rozszerzy siQ nad rzą.dem kościoła, opisze papie- 
ż6w, obrzędy ich koronacyi, elekcyi, wjazdu, rozwinie instytucyę kardyna- 
łów, opisze podział świata na arcybiskupstwa i biskupstwa. Potem nastąp iopis 
wysp włoskich, Hiszpanii, Francyi, Niemiec, Cze(
h, Węgier i Polski. Za 
Polską p6jdą: Brytania, Dania, SzwecYII, Moskwa i Turcya. Od Turcyi 
przejście naturalne do innych części świata. 
'V końcu przemowy przyznaje Elię ł:'uhieński: że "przymłodszej pory pra- 
ca w łaskawości doskonałego czytelnika mieć będzie swoję exkuzQ", że oba- 
wiał się urukować "t)'ch zabaw", ale że perswazye luuzi godnych, zobowią- 
zały go ogłosić swoje dzieło, tem bardziej że podobnej księgi nie było jeszcze 
w języku polskim. Kończy religijną, szczeropolską. myślą: "przyznam ci siQ 
zacny czytelniku, żcm te zabawy moje zebro.nc w tę księgę począł i szczę- 
sliwie skończył pod jedyną protekcyą Najwyższej .Królowej Nieba i Ziemi, 
a skończoną. do usług publicznych, spouziewają.c się wdzięczności od kraju 
konsekrujlJ" . 
Zamieszczony spis autorów po przemowie, których używał Łubieński za- 
wiera imiona 66 ksiąg i pisarzów. .Między innemi oprócz pobkich, są tam 
Eneasz, Sylwiutlz, Herodot, Iloracy, Pistol'Yusz, Cezar, Lipsiu8z, Moreri, 
Otto fryzyngeński, Puffendorf, a nawet ś. Augustyn. Świat, niezawodnie był 
uzicłcm wysokiej erudycyi. 
Do historyi samego dzida, zacytujem jeszcze kilka £"kŁów. Łubień8ki 
przed wydrukowaniem Świata, poddał pracę swoję pod rozpatrzenie teologów, 
których wyznaczył kardynał Lipski, i kiedy teologowie zaświadczyli, że nic 
IJrzeciwnego ani wierze, ani obyczajom nie.zawiera, kardynał 28 lutego 1741 
roku w Kielcach pozwolił urukować dzieło. Następnie w Lipsku 2 maja tegoż 
roku, król August III na lat 10 wydał przywilej Ł
bieńskiemu, mocą. k t6- 
rego, w tym przeciągu czasu, pod karą. tysiąca dukat6w i kon:hskatą, nic po- 
zwalał ani przedrukowywać, ani tłumaczyć świnh. Podpisali przywihj: 
an- 


"
>>>
I 


269 


clerz J
drzej Stanisław Załuski biskup chcłmiIlski, i Teodor IIowel kanonik 
gnieźnieński, koadjutor i sekretarz pieczęci wielkiij. Ostatnia ccnzura była 
polecona Piotrowi Hiaccntemu ,Śliwickiemu, zacnemu l\Iissyonnrzowi w W ar- 
szawie. Śliwicki w lipcu 1141 r., pozwolił ostatecznie (h'ukować "Świat we 
wszystkich swoich czeAciach." 
Znać zaraz po dziele, że autor jest księdzem. Pod każdćm państwem, 
Idórego skreślił historyę i geografię, następuje zaraz artykuł: "Rząd dl&cho- 
wny" albo "Istota koAciola." Wylicza wtedy ł..ubieński pf.tryarchaty, metro- 
polic, biskupstwa, prowincye, wskazując zamz i no. czas założcnia tych wszy- 
stkich katedr. Że Łubieński był księdzem, przemaga w nim fanatyzm kato- 
licki, i z cierpkością pisze o innych wyznaniach wiary, od rzymskiego 
oJrębnych. Widocznie przebija w nim uprzedzenie i int.eres hierarchii, ale 
po wszystkiem sądzić możemy, że to się więcej działo przez nawyknienie, 
jak przez chęć samolubną.. Szczegóły podane, są bardzo w Łubieńskim ciekmve. 
Co się tycze opisu właściwego krajów, Świat jest dziełem nietylko uczo- 
nem, ale i zbiorem anegdot i osobliwości. Dzjśby już nikt tak geografii nie 
pissł, bo książka ściśle naukowa, ma dzisiaj przedstawić naukę, a pismo wię- 
cej urozmaicone, ozdobione powieściami, Illożeby wyszło na podróż malowni- 
czą, do której i rysunki potrzebne. Łubieński jak widzieliśmy, wszędzie ge- 
ografią łączy z dziejami j ti
m podwaja interes dzieła. Opisując nawet miasta, 
napomyka ,o szczegółach historycznych: przytacza śmieszne po domach i ko- 
ściołach napisy. nagrobki, i objaśnia je zaraz. Dlatego pismo jcgo powie- 
dzieliśmy. ma wiele rozmaitości, i nietylko stroną swoją poważną może zająć; 
Świat potrafi nawet zabawić. Widać że dzieło jest kompilaoyą, ale zaraz 
widać że jest i płodem własnych spostrzeżeń, że powstało skutkiem podróży, 
w ciągu której Rutor przyglądał się i osobom i miejsl
om. Dlatego Świat 
ł...ubieńskiego, może i za opis podróży po Europie wydawać się. Co autor 
widział, sarn opisał; a czego nie widział, dla uzupelnienia dzieła, to wziął 
z zAgranicznych pisarzy. Dlatego Świat ten, będzie zawsze zwierciadłem, 
w kt6rem się odbije ilość wiadomości, jakie przodkowie nasi mieli o ziemi 
przed stu laty przeszło. Pomimo tego, że wiek cały przedziela nas od Śtoiata 
Łubicllskicgo, dzieło jego dzisiaj jeszcze ma wartość, przynajmniej wl\funko- 
wą. Gdyby kto pilnie przejrzał 
;wiat ten cały, możeby trafił na wicIe kwe- 
styj żywotnych, politycznych owego czasu, możeby widział, jak w Polsce 
rozwiązywano to, albo inne pytanie, jak umiano roztrząsać wypadki i dawać 
zdanie o ludziach. Nie mówimy już o tern, że w Świecie znaleźlibyśmy nie- 
zawodnie wiele szczegół6w biograficznych do życiorysów znakomitych Judzi 
naszych, a między innemi i samego autora, który przypomina się czasami 
jak np. żc w 1725 r. widział sam w 'Ver.salu uroczystość zaślubin Ludwika 
XV z Maryą Lcszczyńską. ' 
Artykuł O Polsce, jest sam w 'sobie całością i szacownem wcale dziełem. 
Nic zastąpi go Widok Jana Bielskiego jezuity, chociaż o lat kilkanaście pó- 
źniejszy. Artykuł tcn zajmuje 
awet y; stosunku więcćj jak cała Europl\, 
juk Świat cały, bo ciągnie 6ię od astr. 285 do 452. Dziejo Polski, idąc za kry- 


..., ... 

:--.
>>>
270 


tyką swojcgo czasu, f.uhieil:ki zaczyna od No{'go i wlCzy nuhcl. Potćm ko- 
leją czasów. snuje się ta bistorya aż uo Augusta III, i zajmujc kart przc- 
szło 20. Panowanie każc1ego króla jeE.t szczegółowo opisune; im późniejszc, 
tern obszerniej. Ten sam wstęp, już mógł uehouzić za osobnc uzielko. Na- 
stępujc artykuł: Rząd Polski, a dalej iUI) po większej części, nie próżne 
interesa, pełne faktów i erudycyi, pracowicie zebrane artykuły, które po kolei 
jak idą wyIiczym: O dyssydentach, interregnum, kaptury, elekcya króla, ko- 
ronacya, osoba królewska, osoba królowej, potomstwo królewskie, dobra sto- 
łowe, dobra królewskie, dobra zasłużone, kwarta z c1óbr. Potem artykuł o se- 
nacie polskim i skład jego; o biskupacb, wojcwodach, kasztelanach, mini- 
stracb. Dalćj o kardynalach, o arcybiskupie gnieźnieńskim, lwowskim i t. d. 
Przechodzi kolejno tu Łubie
8ki w oddzielnych artykułach o sprawach, przy- 
wilejach, zwyczajach i władzy pojedynczych w Polsce kapituł i biskupstw. Zdaje 
się że to rys wyjęty z Niesieckiego, przecież treściwszy wielc i dopełniony. 
O biskupie wilcńskim seryo jcdnakże napisał Łubicński ancgdotkę, że pisze 
się zawsze księciem Iwanem. .Skończywszy tę materyę, Lubicński rozprawia 
o katedrach, o kortezanach. tojest prałatach poJl:!kich zasłużonych papieżowi, 
a przesiadujących w Rzymie, którzy za protekcJI) stolicy apostolski(
j dostawali 
się z Rzymu prosto na urzędy i dostojności koronne albo duchownc np. biskup- 
stwa i opactwa, Dalej idzie artykuł o annatach, opactwach, o akadcmii kra- 
kowskiej, o scnacie świeckim, o prerogatywach wojewodów, kasztelanów. Potem 
po kolei przcchodzi Łubieński matcryą-o ministrach, od marszałków wielkich 
aż do hetmanów. Dalej idzie artylmł o pisarzu polnym, o generale artyIleryi, 
o sekretarzach i pisarzach W. K. i tak aż do metrykantów. NaBtępnje rzeez 
o urzędnikach ziemskich. podkomorzych, starostach grodowych i chorążych, 
o sądach ziemskich, o elekcyi urzędników ziemskich, officyalistąch grodzkich, 
o wielkorządcy krakowskim. o burgrabiach. nareszcie o stanic rycerskim. Po- 
tem o indygenatach, o sejmach i sejmikach, o sejmie walnym. Następują ma- 
terye wojskowe: o pospolitem ruszeniu, o lustracyi wojska na pospolite ru- 
lizenie, o wsiadaniu na kOil, o prowadzeniu szlachty, o stacyach i szkodach 
pospolitcgo ruszenia, o wolnych OU pospolitego ruszenia, o lustrncyi szlachty. 
Potem rzeczy sądowe: o trybunale koronnym, litewskim i radomskim, o Ol'. 
derach. Następuje właściwe opisanie krajów rzeczYPol'!politej. Łubieński w tern 
dziele Bwojem poprzedził Święckicgo. Opis wojewóddw, ziem, powiatów, pro- 
wincyj, miast, wcale nauczający i ciekawy. pełcn faktów historycznych i ane- 
gdot. Rzecz o P8lsce kończą artykuły: Inflanty, KurlandylI. i 
emigalia J ksi
- 
ztwo Pruskie i Wołochy. Jak widzimy, cała tu encyklopcdya polska. Po Swięc- 
kiego dziele, po Starożytnej Polsce Balińskiego i Lipińskicgo, niktby może 
nie zajrzał teraz do dzieła Łubieóskiego. żeby się czegoś nRuczyć z geografii 
narodowej; a przecież rzecz dziwna, Łubieński do dziś dnia stanowi źródło 
i powagę, a przeto cytowany być musi. Starożytna PolsJm nie wuiknęła w ca- 
lą wartość Świata LuLicilsldcgo. Cały jego artykuł o Polscc dzi
iaj przcdł'U- 
kowany, pomimo tylu nowych fąkt
w co l'Ozjaśniły przcszłość, pomimo tcgo
>>>
- 


. 


271 


. 
I 


że dzisiaj i I3posób widzenia rzeczy sj
 rozwinął, i zmienił się 8am nawet spo- 
sób pisania, nie byłby wcale uderzał anachronizmem. 
Lme dzicła Łubieńskicgo są: 
2. Domowe wiadomości o koronie polskiej, albo o Małej i Widki{j Pol- 
sce, przedrukowane r. 1763 w 'Wilnie, w drukarni Societatis Jezu, stronnie 22. 
Potem następuje osobny tytuł: Historya Polska z opisaniem rządu i urzędów 
polskich, przez JW. JMci ks. Władysława Łubieńskiego, pisarza W. K. tc- 
raz arcybiskupa gnieźnieńskiego, prymasa korony polskiej i W. X. R. napisa- 
na, na 4 części podzielona, li na żądanie wielu, przedrukowana w "\Vilnie ;v dru- 
karni JKMci almdcmickiej Soc. J esu r. p. 1763, w 8ce, stronnie 270. (Bent- 
kowski Historyn lit. pols. T. 2gi. str. 234 i 736). .Jestto przedruk ze Świata 
z pewncmi wypuszczeniami. 
3. Wyszły tnkże podobno z druku Mowy i Kazania, które Łubieński mie- 
wał jako prymas w kollegiacie łowickićj. 
W bibliografii naszej znajdujem jeszcze dwie księgi ofiarowanc Łubień- 
skiemu. Jedną jcet: Praxis Episcopalis Piaseckiego. wydanie piąte, we Lwowie, 
w r. 1758, w którćj znajduje się i Bullaryusz dla Polski Benedykta XIV. (Jo- 
cher T. III str. 284), i druga ważniejsza nier6wnie: Constitutiones Synodo- 
rum Metropolitanae Ecclesiae Gnes. Prowincialium. Przedrukowana w Kra- 
kowie w r. 1761. Tytuł cały, patrz Jocher T. III str. 307. Te konstytucyc 
Wężykowskie przedrukowało kollegitun większe akademii krakowskiej i dedy- 
kowało Łubieńskiemu, już prymasowi. Przytoczym w tłumaczeniu wyjątek 
z dedykacyi, gdzie akademicy rozprawiają o zasługach prymasa w kościele. 
Powiedziawszy, że powtarzając wydanie zprzed trzydziestu lat, zalecają jc 
imieniowi prymasa; akademicy m6wią: "Bo w czasie zmian i niepewności dzi- 
siejszych, w czasie tak burzliwym, kiedy prawa są w pogardzie, a najświętsze 
ustawy gwałcą hezbożni, kiedy coraz się bardzićj oddalamy od chwalebnych 
pradziadowskich zwyczaj6w. konstytucye nasze od Ciebie arcypasterzu mogą 
tylko brać zalecenia, jako od tego, który dla za chowania praw ojczystych, dlu 
całości praw kościelnych jesteś jakby puklerz mężny, kt6ry walczysz z zapałem. 
Konstytucye te w Twoje się uciekają ręce, a to tern śmielćj, że są pracą po wię- 
kszćj części Twoich, na arcypastcrskićj godności i pierwszym po królu urzędzie 
w tej wolnej rzeczypospolitćj, poprzcdnik6w. Dlatego wychodzą na świat, 
tt
m pcwniej ozdobione Twojćm wytlokićm imienicm. żeś Ty nigdy. najlepszy 
i od Opatrzności dany nam książę! nie odepchnął od siebie ani praw powagi, 
ani sprawiedliwości. I sprawiedliwość, i S8mB powaga prawa, kryje się pod sąd 
Twój, bo tam gdzie Ty jesteś. niema dla nich przemocy, kiedy masz zawsze 
gotową radę i pomoc.... Tyś sędzia, 1\ przemoc nie zwycięży; Tyś zwierzchnik, 
n zdrada i postęp daleko; Tyś obrońca, a niema niebezpieczeństwa. "\Ve wszy- 
stkich Twoich chwalcbnych czynnościach, błyszczy żywa poczciwość, w sercu 
Twojćm mieszka sprawiedliwość święta i przcsiaduje na trybunale, roztrząsa 
'prawa, łagodzi ustawy, interes cudzy sprawiedliwie ocenia i wyrokuje. Na tak 
wysokim dostojeilstw szczeblu, na kt6ry Cię wyniosła cnota i niezmierne za- 
sługi położone względem kraju i kościoła Bożego, widzą wszyscy szczególną 


.[
>>>
. - 



 


272 


skromność w post
powaniu, nadzwyczajnI) słodycz wymowy Twojćj, przystQ- 
pność i łagodność dla wszystkich i łaskawość, którą bogom (I) podobny je- 
steś. Tyś hojny na święte budowle, rozrzutny na Wtlparcie nędzy. To prawo 
szczególne, jakie masz do sławy. Ale jeszcze troskliwość Twoja niezmierno. 
o prawa - ojczyzny i kościoła, miłość wielka równości obywatelskiej, niepodo- 
bna do pojl;;cia gorliwość Twoja o wiurę sprawia to, że Imię Twoje przejdzie 
do najodleglcjszćj potomności jako sława od wieku do wieku poważana i święta. 
Błyszczy w osobie Twojej ta świątobliwość, która blyszczała w naddziadzie 
twoim Macieju. Widać w Tobie tli) miłość dla nauki i uczonych, której do- 
wody miała akauemia w stryju twoim Kazimierzu. . Miały w każuym wieku 
świQte prawa wiary, w wysokim domu Twoim szczególną cześć i obronę; i te- 
raz więc, znakomity książQ I znajdą w Tobie opiekli), boś Ty żywem prawem 
szlachetności, boś Ty zasadą i prawidłem wszelkiego rodzaju cnoty". 


. 


Julian Bartosiewicz. 



 


1 


;.
>>>
. 


. 


ALEXANDER SIERGIEJEWICZ 


=--- --.:J 
 
 :.-.: - 
- 


) 


. 


.. 


ajsławniejszy ten między nowszemi poetami rossyjskiemi, i za- 
, razem najbardziej ze wszystkich czytany autor, urodził się 
dnia 26 maja 1799 roku w Moskwie, ze starożytnej szlache- 
ckiej familii, a w linii żeńskiej był prawnukiem sławnego nie- 
gdyś negra Hannibala, ulubieńca Piotra Wielkiego, i pod owe czasy 
generała en cMf warmii rossyjskiej. Puszkin urodził się poetą, 
zrzucił dziecinne sukienki ł bo w dziewiątym roku życia, już słu- 
szne otrzymywał pochwały za swoje poetyczne utwory, na jakie 
zaledwie rozkwitajQca myśl młodociana zdobyć się mogła. Oddany jako 
pensyonarz do cesarakiego liceum w Carskiem Siele 1811 roku, mając 
dopiero lat trzynaScie, napisał Li8t do LiC!J'U8za, i W8pomnienia Car8kiego 
Siola poezye więcej poważnej treści, które ogólne obudziły zajęcie, 
a ostatnia, tojest W8pomnienia, czytana przez niego na publicznym popisie, 
ściągnęła nietylko pochwały ogółu, ale najwyższe zadowolenie obecnego tamże 
Dzierżawina. Dla zachęty zaS jakoby autora i uczczenia objawiającego się wyż- 
szego talentu, wydrukowane zostały w zbiorze podówczas wychodzącym pod 
tytułem: Wzorowe utwo'1'!J pisarzy r08s!Jj8kich. Ta nagroda pracy utalentowane.. 
go autora, jakkolwiek widocznie zasłużona, niekorzystne jednak dla niego 
samego ściągnęła nBs
pstWa, bo oddrwała go od szczerego zajęcia się nauką. 
35 


r 


.
>>>
" 


. 274 


. 


Po wyjściu z liceum, mając dostateczne do tego lIrodki, rzucił 8i
 w odmęt 
wielkiego B wiata, 8 o. ile mu zbywają.cy czas od zajęć służby i uciech 
światowych pozwalał (gdyż w roku 1817 wstt!pił do kollegium spraw zagrani- 
cznych, gdzie do początku 1820 pozostawał), poświęcił nn gruntowne pozna- 
nie historyi i literatury klassycznej, a mianowicie na zbadanie ducha i ży- 
wiolu narodowego, którego objawem był poemat RuAlan i Ludmiła. Poemat 
t.en drukiem ogłoszony, przyjęła czytająca publiczność z zachwyceniem, lecz 
młodość, niedoświadczenie, i żywy charakter, był przyczyną, iż autor ściągnął 
na siebie wiele nieprzyjemności, musiał się oddalić ze stolicy i otrzymał miej- 
'!Ice przy namiestniku Bessarabii, lnzolvie. Tu on natchniony pięknem poło- 
żeniem kraju, lub malowniczemi wypadkami, które w podaniach usłY8zał, na- 
piuł (1820) najpiękn:cjsze ze swych poezyj: Jeniec Kaukazu, i Fontanna w Bak- 
cZ!Jseraju. Umieszczony następnic przy noworossyjskim generał-gubernatorze 
hrabi Woroncozvie, przemieszkiwał w Odessie, gdzie powzią.ł piękną myśl, 
i tę odziawszy w fornl
 satyryczną napisał po zątek poematu pod tytułem 
Oniegin. - 
'V roku 1824 na własnl} prośbę otrzymawszy pozwolenie oddalenia 
się na wieś, starał się jak najrychlej wyrwać z tłumu i zamętu, który go ota- 
czał. Poznał wtedy, ,iż dla niego konieczn'ł jest samotność, lecz nie 
samotność rozpaczy lub egoizmu, ale tylko jako środek do nabycia wiado- 
mości. na jakich czuł, że mu zbywało. W'sieie Michajłowskim, które w spad. 
ku po matce otrzymał, otoczył się ksiqżłmmi, nie zaniedbując przytem Spo& 
I!obności, poznać gruntownie języki niemiecki i angielski. Po całych dniach 
zamknięty w swoim gabinecie, rzadko tylko udawał się na przechadzkę i to 
najczęściej do blizko leżącego Monasteru Świ
togórskiego, aby się pomodlić 
na grobie swoich przodków. Niestety I nie myślał on wtcdy bynajmniej, iż tak 
prędko połączy się z niemi. 
Czas, który na wsi przepędził, nie zszedł mu bynajmniej na poważnej 
a mozolnej naucc. Tu albowiem napisał dalszy ciąg i koniec Oniegina, oraz 
zupełnie nowe, jakoto : hrabia Nulin, Cygany, Bracia rozbójnicy, dramat wyż- 
tlzego pomysłu Borys Godunów, i wiele drobniejszych lirycznych utworów. 
,y roku 1825 przybył podczas koroflll.cyi do Moskwy, i od tego czasu 
wolno mu było micszkać nietylko w 
etersburgu, ale gdziekolwiekby sobie 
życzył. 
Wszechstronny gieniusz Puszkina, nie ograniczał się samI! tylko poezyą. 
Wyrabiał w sobie ideę ,napisania tćj historyi. Jako pierwszy zaród tej wielkiej 
myśli, jest ogłoszona przez niego historya Puchaczewskiego buntu. Aby 
tern dokładniej całQ monografię wyrobić. jeździł dla zebrania materyałów 
i obejrzenia okolic na miejsca, w których się ten nowy samozwaniec ukry- . 
wał. i gdzie krwawe dokonywał sceny. Z zebranych obfitych materyałów na- 
pisałlliet.rlko historY'! samego zamieszania, nIe te nadto posłużyły mu za 
tło do ślicznej powieści pod tytułem Córka kapitara. Lecz nie tu był kres 
jego prac historycznych. Z wielkim trudem zebrał mnóstwo mate- 
ryąłów do historyi Piotm Wielkiego, którą. z gl,mtu wyrobić znmyślałj 


I
>>>
f 

 
I 


..... 


275 


i byłby dokonał ,wego zamiaru, gdyby okoUczności uboczne nie sta.n
ły te- 
mu na przeszkodzie. 
W roku 1828 i 1829 odwiedzit zakaukazkie kraje: był w Erzerum z księ- 
ciem warszawskim Paskiewiczem, i z miłym wdziękiem opisuje doznane tu 
wrażenia, wartykule pod napisem Podrót do Gruzyi. Wróciwszy ztąd, po- 
wrócił znowu do ulubionego sobie zatrudnienia, tojest do historyi; nie prze- 

tając mimo to obdnrzać czyłnjącą publiczność swoimi utworami. Probował 
także sił swoich w wydawaniu peryodyczneg.o pisma, i onto pierwszy dllł 
początek pismu "Sowremiennik" ( Współczesny). · 
"\V szystkie jego utwory noszą na sobie po największej części charakter 
liryczny, tam nawet gdzie z epopeją chciał wystąpić. Język giętki i kwieci- 
sty, sięga. często do najszczytniejszych wyrażeń, przyczem bez zaprzeczenia 
jest on najdowcipniejszym ze wszystkich pisarzy rossyjskich, a jakkolwiek 
mianowicie w utworach późniejszych, widocznym jest wpływ Bajrona, pod owe 
czasy wiele czytanego, to jest on zawsze co do bogactwa pomysłu i wyrażeń, 
ze wszystkich najobfitszy. 
Puszkin umarł wskutek odniesionej śmiertelnej rany w pojedynku tJ. 29 
stycznia 1837 roku, i o tym fatalnym wypadku, doniosły wszystkie znaczniej- 
sze pisma peryodyczne zagraniczne. Dzieła jego przetłumaczono już na język 
niemiecki, francuzki, angielski, włoski, a nawet i francuzki. My również mo- 
żemy się pochwalić wielu tłumaczeniami. 
Śmierć Puszkina grubą. _ okryła żałobą wszystkich jego przyjadół, a miał 
ich tyłe! bo całą czytając Q RossYQ l Posłuchajmy co powiada Pole woj , zna- 
mienity pisarz i wielbiciel tego poety: (I) "Umarł i pieśń jego już zaniemia- 
ła; głuchy, pogrobowy nad mogiłą jego jęk dzwonu, rozniósł 
mutną po całćj 
ruskiej ziemi wiadomość: Puszkin już nie żyje! W rychle sit; zazieleni bło- 
ga, rozkoszna wiosna, i zpod tającego Pskowskich lasów śniegu, wynurzy 
naprzód zimną, niemą, wielkiego ruskiej ziemi poety, mogilę. , 
"Człek umarł, pol{ój więc cieniom jego! wszalże co dzień umierają. ludzie. 
Cddzień pozostali mieszkańcy tego świata gniewają się, że im czyjś pogrze- 
bowy wóz zawAdza na ulicy. Codzień ktokolwiek z żyjących oblewa łzami 
świeżą mogiłę. I w każdym roku porasta zielskiem zapomniana czyjaś mogiła. 
i w każdym roku przerzedzają si
 szeregi naszych współwędrownik6w, gasną. 
nadzieje żyjącego pokolenia, i jak połyski meteoru, tak giną jego radości, le- 
cIwie poczęte chwilowo. Nowy ro
 życia wpływa w koryto świeżo wyschłego 
potolm, a grób naciska kolebką. Swiat mało pamiętny, on w rychle zapomni 
i Puszkina, jak zapomniał tysiące Hwoich wielkich i małych. współbraci. Łzy 
wyschn'l, uśmiech zastąpi miejsce smutku. Jeszcze czas jakiś żyć będzie Pusz- 
kin w ustach spółczesnych, ale minie lat kilka, kiłkanascie, a niewielu sę- 
dziwych starców wyrzeknie: "Znałem go przed laty, widziałem. cokolwiek 
pamiętam;" młode pokolenie jeszcze słuchać będzie rozmowy starców, nIe 
przejdzie znowu lat kilka, a po dzisiaj współczesnych, tylko rzęd mogił po- 


(I ) Oc&orki I'uskich Iitoralorów. Tłumac
ni
 polskio w Wiz81'unkulh Wileńllkich.
>>>
216 


zO'stanie, wiązka ulotnych wspomnień, przytłumiona pamięć o tern, co ZielU 
co dobrem w nas było, i niejasna. 
iadorność, !eśmy kiedyś żyli i coś zna- 
czyli na świecie. . 
"Od kolebki do grobu wiedzie bity gościniec. Cisnl} się nań jedne po 
drugich tłumy pokoleń, pragną.c zmienić co rychlej pieluchy na śmiertelną 
SZłLtę. 'V śr6d tych pokoleń zjawiają się niekiedy przybysze, dziwni tułacze 
na ziemi, godne litości sieroty. Z nas każdy jest przecie czemkolwiek zajęty 
w !yciu. Ci tułacze żadnego zajęcia nie mają. Tylko z ust ich płyną jakieś 
harmonijne dźwięki, tak niekiedy przemawiające do pojęcia, do duszy, że na- 
wet tłum ludu zastanawia się, słucha ich, i pełen zachwycenia, wytyka przy- 
bysza palcami, woła nań z całej siły: "Poeta!" Gdzie? gdzie on jest? alboż 
to nowy zjawił się poeta?-Tak, zjawił się nowy kuglarz, nowy szaleniec, Bid- 
cie co prędzej za nim, posłuchajcie jego piosenek; patrzcie, oto on właśnie!- 
I tłum, tysiące nań oczu obr6cił. Ale on do nas wszystkich podobny? On taki 
jak tu z nas każdy? Bez wątpienia! 


.. 


"I wposród dzieci znlkomycb na ziemi, 
1\Iusl marnh'jszym być 011 przed wszyslkleml." 


"Dlaczegoż on nie śpiewa? Może go co dolega? Ach jakże to nie szcze- 
gólnie! niesfornie! on lepiej kiedyś śpiewał! Patrzcie jak się teraz dziwaczy! 
A to co? ciszej. . . to głos drugiego; ten lepiej nierównie śpiewaj w tym da- 
leko więcej nadziei. Nadziei? .. Biedni ludzie! a czyjąż to mogiłę trącacie 
nogami? alboż to nie jego mogiła? Ach! jaka szkodo. poety! Jakże on wcześnie 
umarł! I !ycie ludzkie posunęło się rączym krokiem naprzód, zostawując idą- 
cym po sobie potomkom mogiłę wieszcza, mogiłę skropioną łzami niewielu, 
których serca odpowiadały jego sercu, biły dlań współuczuciem. Oni tylko 
jedni w smutnych ponurzeni myślach, stoją nad jego grobowcem! 
"Nie winujcie tiumu, nie winujcie ludzi; i ten i owi Sił sprawiedliwi. Poe- 
zya, to szaleństwo, dziwne niepojęte szaleństwo; tęsknota po niebjeskiej oj- 
czyznie. Możnaż j=ł pojmować na ziemi? Ileżto ofiar tym okropnym ogniem 
zgorzało! Palił on ich wnętrza; bo za ubóstwem, za wzgardą, nie było mu 
sposobności wyrwać się z duszy na swobodę. A ileż to gwiazd pogaslo, dlate- 
go jedynie, że się zbyt wyniosły; że w sferze, gdzie same tylko burzliwe 
chmury wędrują, zabrakło im żywiołu do życia! Iluż gości niebieskich, zdu- 
rzonych światem i namiętnością, wyzionęło ducha na wieki! Nie myślcie aby 
urodzenie i bogactwo ocaliły poetę; aby go wzgarda i ubóstwo niszczyły. 
Bajron był parem, był bogatym, pieściła go miłość i sława; on szalony, po- 
łeciał umierać za greckie ruiny i gruzy. Szekspir przybył do Londynu za 
kawałkiem chleba; tu nie przyjąwszy ni pochwał, ni pieniędzy, wrócił nazad 
do ubogiej lepianki, i już tylko zaklinał ludzi: "Dla Boga nie naruszać ko- 
ści jego." A tenże niepojęty, żelaznego ciala Gothe, który umarł w głębokiej 
starości radcą tajnym z gwiazdami nIL piersiach i uśmiechem zadowolenia na 
uBtach; to dziwne zjawisko, ta uosobiona równowaga świata idealnego z re- 


.......
>>>
- 


277 


aluym? Bajka: nie wierzcie jego słowu: on zaczął od" Wertera", a na "Fau- 
ście" skończył. Łomonosów syn ubogiego rybaka, gorzko żałował na śmier- 
telnej pościeli, że zasłużył w ojczyznie na imię pierwszego uczonego i poety. 
Dzierżawin zdziecinniał na starość, i sam nie rozumiał pełnych natchnienia 
pism swoich. 
"Takie to przeznaczenie poezyi; tacy to poeci byli, są i będQo wszędzie 
i zawsze. Biednyś młodzianie, jeżeli na drodze twojej przyświeca natchnienie; 
szkoda mi ciebiel Biednaś dziewczyno, jeżeli twa dusza chce połączyć się 
z duszą poety; o! jakżesz ubolewam nad tobąl Zdala od tej pożerczej go- 
rljczki, jej żywiołem człek z pełnQo harmonii dusząl wartoż bowiem okupować 
chwil kilka, prawda że nieziemskich chwil, jakich inni ludzie nie doznają na 
ziemi, .okupować może całemi łaty łez ł cierpień, jakich inni także nie do- 
znają. Po tem wszystkiem, l'orywaj. jeśli chcesz ogień z nieba, nierozsądny 
Prometeju, on cię pozrze i zniszczy! przywołuj do siebie Jowisza nierozsą- 
dna Semello! on się pojawi, ale spali ciebie. 
"Puszkin był za dni naszych takiem właśnie zjawiskiem, takim niepro- 
szonym na godach żywota gościem. On był prawdziwym poetą, jakimi nie 
stają się z czasem, lecz się rodzą podług słów Horacego, który na przeko- 
nanie chciał stać się poetą. 
,.Nie teraz, kiedy jeszcze i darniną nie oblekła się świeża cudownego 
śpiewaka mogiła; nie teraz mówić o życiu Puszkina, o ciągłej, nieprzerwanej 
pomyłce, wiecznym chaosie nieba z ziemią, tęgości gieniuszu z niedowierza- 
niem człowieka sobie samemu, wzniosłej i polotnej fantazyi, z materyal- 
nym, cierpkim bytem. Niechaj zimny mierzony sąd innych, cięży nad jego 
grobowcem. My cośmy go znali i widzieliśmy, co zań cierpieliśmy, kiedy 
szedł na przekorę swojemu przeznaczeniu, kiedy tracił zprzed oka wytknio- 
ną sobie drogę, upadał, i z nowemi podnosił się siłami, i znowu upadał, nie- ' 
chllj ożyje, a powiemy co już mu kiedyś za życia mówiłiśmy. powiemy wiele 
cze
o dziś wypowiedzieć nie jesteśmy w stanie. Męczennik przez ciąg ży- 
wotnI znalazł nareszczie spoczynek, zamilkł, ukończyłl... Burzliwa jego była 
na tym padole pielgrzymka. Młoda i ognista wyobraźnia wcześnie go unio- 
sła w świat urojeń; dla urojeń, zmarnował on naj piękniejszy. bo pierwszy 
kwiat żywota; a uposażony takim niezrównanym talentem, tak wielkim 
umysłem, musiał czuć, aż nadto dobrze swoję w tym względzie rozrzutność 
kiedy wyrzekł w 1825 roku. 
"Gdyś muzom ślubował, zapomlj o świecie: 
GdlŚ piękną ukochał, rznć wszystko na sl.ronę; 
Lecz częstu się zwodzlm \V młodości swej kwiecie, 
I salDe nas bawI;, widziadła rojonc; 
(:Z8S prz)jdzle, że przcjrz)'m, I w slOulku godzinie 
W tył sllojrzym: tam nawet przeszłości ślInI zginie." 
"A jednak w samym warze życia, w chwili wygórowania świetne
o talentu. 
Puszkin z Iliewymowoą duszy rl1dością ślubował znowu muzom. Witały go 


...
>>>
278 


z chlub:J oklaski całej ojczyzny. Ale minęło nie więcej jak dwa lata, i Pu- 
szkin, w czarujących wierf!zach, policzonych przez: jednego z wielkich spół- 
czelmycb poetów do jego lepszych utworów, gorzko si
 żalił przed światem: 


. "Kledy dla śmIertelnIków ucIchną dnlll gwary, 
I noc wpół przejrzystą szatę, 
RozcIągając nad głuchl'j stolicy obszłlry, 
Spuszcza sen, trudów zapłatę: 
Wtenczas mnie samotnemu rozmyślań godziny 
W cIszy lenIwo się wleką; 
Wtenczas mnie ukąszenia serdecznej gadzIny, 
Bezczynnemu sroiej plrką. 
l\Iary wrą w myśli, którą tęsknota przytłaczłl, 
I trosk ob legają roje; 
Wtenczas I przJPomnlellle w milczeniu roztacza 
t Przedewną swe długIe zwoje. 
Z wstrętem I przestracIlem czytam własoe dzieje, 
Sam oa sIebIe pomsty wz}'wam, 
I serdecznIe żałuję, I gorzkie łzy łeję; 
Lecz smutnycb rysów ole zm}'w8m." 


"Jut dlatego samego, aby dać poznać współczesnym wielkość ich utraty 
i słuszność smutku naszego; i aby ludzie w tym szczerym talu próżnej nie 
upatrywali chełpliwości, winniśmy mówić o Puszkinie, jako o poecie. Winni- 
śmy przechować dla potomnych czucia i wrażenia spółczesne, by mieli na 
czem opierać swoje domysły. Winniśmy wykazać naszym wnukom, czem mia- 
nowicie był dla nas Puszkin. 
"Trudno jest mówić błędnie, kiedy się mówi co czuje. 
"Puszkin nie należał do rzędu tych wiekuistych gieniu8zów, zjawienie 
się których, czas od czasu rzadszem jut bywa na świecie, i stanie się w koń- 
cu zgol" niepodobnym, jak okazywania się pierwotnych natury fenomenów, 
w karlejęcych coraz hardziej pokoleniach, przy nieustannej walce żywiołów i dzia. 
łaćzów świata współczesnego. Homer, Dante, Szekszpir, już i teraz są nie- 
podobni: do osób mitologicznych należą. 
"Za to dzielniej i korzystniej świetnieć mogą, gieniusze odrębne, objawie- 
niu. jednej jukiejkolwiekhQdź strony człowieczego ducha, i jednego narodu. 
"Wszystkie te objawienia nic mogą. przejść za granicę swego posłanni- 
ctwa, swojego czasu i swojego miejsca: ale stają tlię tern wznioślejsze i tern 
znakomitsze, im bardziej im sprzyjają okoliczności, czas i miejsce. 
"Przez ciąg I;,t 20, Puszkin przeżył, wyczerpał całe życie i wszystkie myśli 
swojego czasu i swojego nal"Odu. Owe szczQtki klassJczlłości i ośmnastego wieku, 
w jego utworach poczQtkowych; nl1gly przeskok do nowych pomysłów; nieporzą- 
doa młodzieńcza dQżnośc do mamiących nowosci, jakicmi \Vl"zaly od r. 1815 
literatury: angielska. niemiecki' i fi'ancuzka; wstr
t od raż
cych następstw, na 


I 
.. 


'. r 


j 


.......
>>>
270 


kt6rych się potem skoilczyły usiłownnia dla większej CZ
SCI zachodu; dalej 
myśl o własnej niezależności, o narodowości północnej. wschodniej, ruskiej; 
próby wcielenia jej do literatury; konieczna potrzeba rozmaitości w zatru. 
dnieniach; częste przejścia do dramatu, powieści, romansu, historyi, naro- 
dowego poznania; wieczne niezaspokojenie siebie tem, czem si
 zaspokajały 
umysły powszednie; ciągły i nieprzerwany postęp, tudzież idące w ślad za 
uim znużenie, wachanie się, nieukontentowanie z siebie i z drugich, wszytko 
to zaliż nie dowodzi gieniuszu, zrodzonego w wieku przechodowym ? Takim 
właśnie był Puszkin." 
Dzieła Puszkina w r6żnych czasach wychodziły pojedynczo; razem do- 
piero, wyszły już po jego śmierci, w jedenastu tomach. Wydanie początko- 
wo obli
zone na ośm tom6w, wyszło w 1837-8, trzy zaś ostatnie p6żniej 
dodane, zawierające wynalezione po śmierci jego rękopisma, które dotl!d ni- 
gdzie drukowane nie były, a między niemi wielka ilość utwor6w licejskich 
wyszły z druku 1841. 
Przystąpmy teraz do poznania dzieł tego poety, w tym porządku, w ja- 
kim w ostatniem wydaniu wydrukowane zostały, 
Tom pierwszy zawiera powieść satyryczną, pod napisem Eugieniu8z Onie- 
gin. Mały z tćj powieści początkowy ustęp tłumaczony wierszem na język 
polski, znajduje się w Roczniku literackim wJdawanym przez Podbereskiego 
w Wilnie, ale tłumaczenie to, ;mi wiernością, ani gładkości!) bynajmniej do 
oryginału nie jest zbliżone, i bardziej zakraw/\ na parodyą, aniżeli przepol- 
szczenie tego dzie-łnego wieszcza. W poemaoie tym przedstawia autor mło- 
dego człowieka, przesyconego wielkim światem w stolicy, kt6ry jednakże 
zmuszony żyć czas niejaki na wsi, tęskni znowu do Petersburga i uciech 
. miejskich. Oddany tu dobitnie charakter nBrodowy, a dowcipem swoim, 
autor, często przypina łatki tym, których wallegorycznych wystawił posta- 
ciach. W tymże tomie zamieszczony poemat dramatyczny BorY3 GOdWłOłD 
jest raczej obrazem historycznym wypadk6w w Moskwie w czasach od 1598 
-1612, nal'ysowanym śmiało i żywemi kolorami. Jako próbę załączamy 
następujący wyjątek z tłumaczenia przez .J 111iana Bartoszewicza dokonanego, 
a dotąd w rękopiśmie zostającego. 


a 


. 


1 


...
>>>
- 


f 


. 


RJ 


et) 


c 


CELA W OUDOWNYM MONASTYRZE 


roku 1608. 


OJCIEC PIMEN I GRZEGORZ ŚPIĄCY. 


PIMEN (pi.
e przed /Pllipql. 


) 


. 


. 


statnla skazka I powieść gotowa, 
Rodzinnej ziemi skończony latopis, 
NIegodny grzesznik, wypełniłem święte 
Zlecenie niebios. Nlepróino Bóg wielki 
DługIego. życia udzielił starcowi, 
I dał mu widzieć wypadki I lata, 
I w księgach czytać nauczyć się kazał. 
W lat kilkadziesiąt jaki mnich ciekawy, 
Znajdzie tę pracę prostą bez przesady, 
Ale tak drogą - I lampę zapali, 
Jak moja lampa - I pył t-ylu wieków, 
Z kart zapleśniałych otrząśnie, I skazki, 
I powieść dawną przepisze na nowo, 

eby wiedziały dzieci prawosławnych, 
O dawnych losach swej ziemi rodzinneJ; 
. Żeby wspomniały dawnych carów swoich, 
Za . Ich starania, Ich pracę, Ich sławę, 
A za Ich grzechy, za czynności winne 
Żeby ze skruch" przebłagały Stwórcę, 


. 


r 


. 
., .. 


-
>>>
281 


Starzec zsiwiały odżyłem w tej pracy, 
I cała przeszłość sunie mi się w oczach. 
Dzlwnaż ta przeszłość! jak ocean bnrzy, 
Pełna wypadków, w bałwanach wzbierała! 
Teraz to cisza nastała grobowa: 

le
lele osób pamlł:ć zachowała, 
I słów niewiele dochodzi do starca; 
A zresztą wszystko zglnł:ło bez śladu!... 
Ależ dzień b"zko, lampa się dopala, 
Ostatnia powieść t praca skończona (pisze). 


GRZEGORZ (przebudzajqc li,), 
I zawsze ten sen, czy podobna? Zawsze 
Ten sen okropn}' ! . ., I zawsze przed laml1ą, 
Ten starzec siedzi I pisze, a powiek 
Dziwnego starca sen Illgdy nie sklei! 
Jakże jest piękna ta jego spokojność, 
Kiedy uczuciem pogrążony w przeszłość. 
Latopis wieków ciągnie starożytn} cli! 
CZł:stom chciał zgadnąć o czem pisze starzec, 
Czy ule o czasacll, niewoli tatarskiej? 
l\loże o zbrodniach, o kaźniach Iwana, 
lIIoie o SZUIDnem nowogrodzklem wiecu, 
O sławie Illoskwy? - I próżne domysły. 
Ani na czole wyniosłem, ni \" oczach, 
Nie można czytać jego dum tajemnych, 
I ten sam zawsze spokojny I wielki. 
Tak dZlak, prawdziwie, co posiwiał w radzie, 
Spokojnie patrzy na dobrych I niższych, 
I słucha wieści o zbrodniaclI, o cnocie, 
Zawsze tak zimny, obojętny sercem. 


PIMEN. 
Nie śpisz Grzegorzu Y 


GRZEGORZ. 
Błogosław mnie ojcze. 


PIMEN. 
Błogosław Panie sługę CI wiernego, 
Ninie I potem, I na wieki wieków. 


GRZEGORZ. 
Tyś ciągle pisał t nie zmrużył oczu; 
A mój spoczynek szalan za mitrężył , 


- 


36
>>>
282 


. 


I dziwne mJśll rozpostarł po głowie! 
I śniło mi się, jakieś scJlOdy ki'ęte, 
Gdzieś mię wysoku na wlezę zawiodły. 
A z wieży Moskwę widziałem pod sobą. 
Mrowisko czyste, I naród na placu, 
fiwarzył I brzęczał, I śmiał się, I plllcem . 
W skazywał lIa mnie, a wtenczas okropność, 
( wstJd mi jakiś oplatał wciąż serce, 
Padałem \V przepaść, I naglem się budził. 
Co powiesz ojcze, trzy razy raz po raz, 
Tell sen mnie dręczył, nie dziwnez to ojcze? 


PIMEN. 
Krl'w młoda, synu I postem. I modlitwą 
Przebłagaj Pana, 8 sny twoje wtenczllS 
Nie będą straszne. Acll! i dzisiaj jeszcze, 
Jeśli czuwaniem zmęczony, zamarzę, 
I do snu głowa starca się pochyli, 
Hez modłów świętych; marzenia I cudy 
JakleŃ 1'0 głowie plączą się bez łado, 
To pyszne uczty, to obóz na polu, 
To jakieś bitwy I mordercze walki, 
Do których serce tak 19nęło lat młodych! 


GRZEGORZ. 
Jakżeś wesoło przepędził swą młodość! 
W ojownlk kiedyś na polach kazańskich, 
Potem pod Szojskim walczyłeś 1111 Utwle, 
J dwór widziałeś I rozkosz lwami! 
Szczęśliwy 8tarcze I a ja 011 dzieciństwa 
Z celI do celI błądzę bletlny Inok, 
Vlaczl'goż los mi nie pozwolił w bojach, 
Tarcz z tarczą zetrzćć, dlaczl'goż za carskiłn, 
Nie mogę stołem ucztować I pijać? 
Byłby czas jeszcze I na lat ostatek, 
Zapomnieć uciech I blasków światowych. 
A potem złożyć przysięgę nbóstwa, 
I w skromnej celi zamknąć się na wIeki, 


PIMEN. 
Nie ża)uj bracie, że na lat zaralllo, 
Świat porzuciłeś występny I grzeszny; 
Że Bóg wszechmocny mało clę doświadczał. 
WIerz mi, mój drogi; zdaleka nas tylko 


...
>>>
283 


... 


Sława I rozkosz lll'zynęca, I miłość 
Niewiast udana. Żyłem ja na liwiecle 
Długo mój synu, I widziałem. wiele, 
Alem spokojllY, szczęśliwy od cbwll1, 
Kiedym w monaster błędne zwrócił kroki! 
Pomylii mój synu. o caracll światowych: 
Kto nad nich wyższy? Sam stwórca jedyn)'. 
I któż Im z ludzi oprze się, sp."zeclwl Y 
A jednak synu, ta złota korona, 
Nieraz Im legła ciężarem na głowie, 
A wtenczas cllętllle rzucali blask liwlala 
W klasztornycb cel ach kryli mylili swoje. 
Cal' Iwan groźny nieraz szukał szczęlicln 
Wśród modłów naszych. I dwór jego świetny, 
Pełen pochlebców I dumnych Bojarów, 
Nagle w klasztorne stronił się zacisze: 
Grzesznicy jawni kładli włosiennicl', 
I trelIki; wtenczas rzeldbyś że to milicJI), 
A car, że ojciec pobożllY Igumen! 
Widziałem tutaj; ot - w h
j samćj celi, 
(W nićj mieszkał wtellczas Cyryl! człowiek święty 
Cierpiał 011 wiele wtenczas i sam także 
Zrozumiał próżność czczych blasków światowych); 
Tum widział Cara. Zmęczył się po kaźniach, 
I mękach tylu; smutny, zamyślony, 
Siedział przed nami car groźny, a przed nim, 
Urżący z bojaźni staliśmy w milczeniu, 
A 011 sllOkojllie rozmawiał tu z bracią, 
I rzekł nareszcie, "ojcowie pobożni, 
Dzieli ten nadejdzie, kiedy utęskniony, 
Slanę przed wami o zbawienie prosić; 
1')1 Nikodemie, Sergiuszu, Cyryllu , 
Wy wszyscy bracia, przyjmiecie me modły: 
Przyjdę I przed was grzesznik potnllollY, 
I suknię świt:t.ą przyjmę uroczyście, 
I padnę u nóg twoich święty ojcze." 
Tak mow1ł wielki I groźny car lwa II , 
A miłe w ucbu brzęczały te słowa, 
I płakał Iwan. I my ze łzą w oczacll, 
Słaliśmy prośb)' do niebiosów Panu, 
Żeby był łaskaw, sllOkojnośĆ I szczęście, 
Zesłać tej duszy clprpiącćj, burzliwej. 
A syn Iwana, na tronie moskiewskim 
Wzdychał Dasz Fedor do celi klasztornycb. 


I 
r 


l 


.. 


I 
r 


---
>>>
284 


I 
r 


Wspaniałe Izby I pał8ee
 przodków, 
ZmIenił w monaster posępny I cIchy. 
Tam .roskl rządów I kłopoty tI'OIlU, 
NIe zasmucały jego świętej duszy. 
I Bóg też bardzo polubił Fedol'a. 
Odział go łaską, a Moskwa spokojna, 
Liczyła przy 111m dnI szczęśda I sławy. 
W czas zgonu jego, nlesł)'chane cudo 
Zdziwiło wsz)'s'klch: do łoża boleści 
Przystąpił jakiś człowiek, pełen blasku, 
Świętości pełen; car go tylko widział. 
I zaczął Fedor rozmawiać z tym śwIatłym, 
Nazwał go świętym, wIelkim patryarchą. 
I wszystkIch wokoło Jakaś zdjęła bojaźń, 
Bo głos słyszeli a nic Ide widzIeli, 
Jak gd)'by święte niebios objawienie. 
To wiedzą wszyscy, że nasz patryarcha, 
Nie był w pałacu kiedy FedOltkonllł, 
A kIedy skonał, w komna'ach na Kremlu, 
Jakab wOli miła rozlała się wkoło, 
I twarz Fcdora śwletnlała jak słońce, 
Już nie zobaczym tak dObrego cara! 
Nieszczęście na nas I na dzieci nasze! 
Pan się rozgIIlewał, bo też jak okropne, 
Jak straszne, ciężkIe, nIeprawości nasze r 
Na tronie Rusi zasiadł carobójca, 
A my mllcz)'my. 


GRZEGORZ. 


Dawno ojcze święty, 
Chciałem się spytać o śmIercI DymItra , 
I jakoś zeszło: mówl'l żeście wtenczas 
Byli w Ugllczu I wszystko widzieli. 


PIMEN. 
Pamlę'Am dobrze: kazał rui Bóg wielki 
Widzieć tę zbrodnię I występek krwawy. 
Archlmandry.a pos)'łał &nle wtenczas 
W daleką drogę, do murów Ugllcza; 
Przyszedłem w nocy, pamIętam dziś jeszcze. 
Nazajutrz rano w czas świętej liturgII, 
Nagle dzwon zabrzmiał przeciągły, donośny. 
W gwałt uderzono, I krzyk I zgiełk w mleśclr; 
Biegnie lud z trwogą, na dworzec carycy, 


..
>>>
285 


I ja tam biegnę. spóźniłem się nieco, 
Bo tam już miasto zleciało się całe. 
Patrzę, Carewicz leży krwią oblany, 
A nad nim matka klęczy bez plImięci , 
A przy nim mamka leje łzy rozpacz)', 
.
 lud szalony, wściekły, rozpasany, 
Włóczy bezbożną zbrodniczą piastunkę. 
A wtem wśród tłom ów, jako trop pobladły, 
Nagle się zjawia Judasz BltIagowskl, 
"A to, ot zbrodnilIrz!" wściekły lud zllkrzyknął, 
I w oka mgnieniu nie było zbrodniarza. 
Szalone tłomy rozbiegły się wtenczas, 
Szukać zabójców niewinnego dziecka. 
· Złapano wszyst.kich, przywiedziono zbrodnlów 
Przed trup młodzieńca, - nie ostygły jeszcze, 
I, wielkie cuda! zmarły zadygotał. 
"Kto was namówił! lud wrzasoął szalony, 
A zbójcy wtenczas klękli pod toporem, 
Zabójcą dziecka nazwaU Borysa. 


GRZEGORZ. 
W jakim był wieku Carewicz zabity' 


PIMEN. 
Lat sledm kończył; dzlśby miał (bo temo 
Lat dziesięć przeszło... nie... więcej jak. dziesięć, 
Dwanaście bUzko), dzisiaj byłby DymItr, 
Lat twoich właśnie, byłby nam pan uwał , 
Zwyczlljem przodków; lecz Bóg cbclał Inaczej! 
Tli smutną skazką zakończę latopis, 
Ziemi rodzinnej, smutny mój latopis! 
Niedługo pot.em porzuciłem próżność, 
Bracie Grzegorzu! tobIe pracę moję, 
Poświęcam starzec; ty się znasz ua świecie. 
W czas wolny od prac I modłów w klasztorze 
Opisuj po mnie coś widział, coś słyszał J 
Ale nie zmyślaj, I pisz prawdę świętą: 
Pokój, I wojny, I sprawy monllrcbów, 
I cudy świętych wyznawców Cbrystusa, 
Proroctwa, znaki niebieskie na ziemi, 
Wszystko opisuJ, A mnie już starcowi, 
Porb odpoc!ł\ć I zag
lć lampę... 
Ale patrz bracie, dzwonią już na jutrznię J
>>>
286 


. 


Chodźmy Grzegorzu I modlić się I płakać, 
Ale bądź łaskaw podaj mi tę laskę (odchodzI). 


GRZEGORZ. 


I 
I 


Wszystko zadrżało przed tobą Borysie, 
I - nikt ci nie śmie przypomnieć BorysIe, 
O zbrodni twojej, o cIenIach D}mltra! 
A ty nic nie wiesz, ukryty w zaciszu. 
Pisze na ciebIe tu skargę mnicII, starzec, 
W samotnej celi, i poda potomkom! 
I ty BorysIe, nie ujdzIesz przed sądem 
ŚwIata I ludzI, nie ujdziesz przed sądeł-łł 
Wielkiego Boga, co zna serce twoje. 


Tom ten zakończony jest scenami dramatycznemi, między którcmi wy- 
jątek z Fausta. pierwsze trzyma miejsce: następują Uczta w czasie morowej 
zarazy, :Mo%art i Saliery, i Skąpy '1'!Jcerz. 
Tom drugi zawiera następujące większego rozmiaru poemata : 
Ruslan i Ludmiła; jestto poemat w sześciu pieśniach, wystawiający bo- 
hatertlkie czasy starej Rusi, jakoby w dramat ułożone. Miejsce działania 
miasto Kij6w i okolice; a obrazy żywe i wierne, zbliżają nas duchem do 
owych starożytnych czas6w, lubo więcej w poetyczną przystrojonych szatę. 
Jeniec Kaukazu maluje dziki sposób życia pokoleń czerkieskich, a nie- 
kt6re zwroty harmonijnie oddane zasługują. na przywiedzenie ich chociaż 
w slabem u nas tłumaczeniu (I) np. gdy jeniec zapatrując się na wiarę, oby- 
czaje i t. p. czerkies6w: 


1 


,. 


Znalazł w życiu wdzięk prosi ot y, 
W nlzkl
j zagrodzIe gośclnllość, 
Chęć do wojny, ciągłą czynność, 
W Ich poruszeniach bystrą przenikliwość, 
Siłę w ręku, w nogach żywość. 
. Nieraz patrzał I dzień cały, 
Jak zwinny czerkies i śmIały, 
Rozległe stepy, gól' szczyty, 
W kosmatej czapce, burką okryty, 
Do łuku zgięty, a zgrabne nogI, 
Zlekka oparłszy o strzemię, 
Jakby nie tykając zIemIe 
Przebiegał drogI, 
Stepy, pagórkI, góry I błonia, 
Na wolę swego zdając się konia. 


. 


.- 


(
 
eni.c Kaukazu, poemat z r08syjskiegoi i Wygnaniec 'wiata, wićrsz ol'yginalllY. Wal'szawa 1828 


-
>>>
287 


I plęknoMl.:lą uniesiony, 
\V tej odzieży wojownika, 
Różną bronią obwieszony, 
Wcześnie do wojny przywykli. - 
I z nią się rodzi, I nią się pol, 
Zawsze cały w zbroi, 
Kołczan, kopia, łnk kubański, 
Sztylet I arkau tyrański, 
I miecz, towl1rzysz nieodstępny znoju, 
Jak pośród walk I wśród pokoju. 
Nigdy się nie utrudzi - choć tyle obronny, 
I nic na nim nie brzęknie czy pieszy czy konny, 
Jedna odzież, jedna postać, 
Nikt się mn nie moie ostać, 
A swych napadów tajemnych zamachem, 
Dla Kozaków są postrachem. 


* 


* 


* 


,. 


Bogactwem jego koń iwawy, 
W dzikich górach wykarmiony, 
W głębi jaskini lub wśród gęsti'j trawy, 
Z nim wraz czycha utajony; 
I nagle z &zybkośclą strzały, 
Ledwie przecbodnla spostrzegnle, 
Z wściekłem spojrzeniem zuchwały, 
W cwał kn nl£'mu biegnie. 
W mgnienIu oka bój się toczy, 
Krew we krWI broczy, 
I CzerJ..leba nieomylny, 
Walką rozstrzyga cios silny. 
Wlecze arkan w gór szczeliny. 
A za nim leci ślatl krwawej droiyny. 
Tętent w stepach się rozdaje, 
I w tym nlewstrzymallym biegu, 
Na pieniącym się wód brzegu, 
Bez I,rzestrachn staje. 
Rzuca się w zgubne bałwany, 
Zanim nieszczęsny niewolnik upalinie , 
l\lętną wodę pije na dnie, 
I konający., falą zalany, , 
Śmierć widzi, lecz koń dzielny z błyskawicy lotem, 
Wynosi jellca na brzeg z powrotem, 
Lub na rozległe pustynie. 
Kiedy ciemna noc już spłynie, 


. 


ł 


--
>>>
288 


Pleń w rzekę burzą zwalony, 
Chwyta CzerkIes niezlęknIony, 
Na gałęziach broń rozwIesza; 
Kopia, kołczan, łuk, bekle&za, 
Pancerz, mlecz, I sam \V momencie 
Rzuca się pośród milczenia. 
Noc głucha, szumią Cale, w brudnym wód zamęcie, 
Niesiony pędem bałwanów lotnych , 
Płynie wzdłuż brzeg/iw samotnych, 
Gdzie Kozak z wału wsparty na broni, 
W pienistej rzece topi spojrzenia, 
Lecz przed bacznością ciemność zbójcę chroni..... 
O czćm rozmyślasz Kozaku w tej doble, 
Czyli o polo śmierci I sławy, 
Czyli łzy lejesz na w&pólbracl groble? 
Czy prz)'Jlomlnasz rodzinne zabawy? 
Precz marzenie, precz śnie błogi! 
Żegnaj ojczyste twe strony, 
I Don, I ojców domek ulubiony: 
Już się do brzegów zbliżył nieprzyjaciel srogi! 
ŚwiśnIe strzała, utkwi w łonie, 
W krwi potoku Kozak tonie. 
Lecz kiedy z 'cichą rodziną, 
Czerkies siedzi w swej zagrodzie, 
A w czasie burzy I w chłodzie, 
Obcy zbłąkaną drożyną, 
Zajdzie do niego podróżą zmęczony, 
I bUzko ognia stanIe zatrwożouy, 
Wtenczas gospodarz gościnny, 
Nie jest już mordercą srogim, 
Wita przychodnIa z uniesieniem błoglem, 
Wnet mo podaje napój miodopłynny, 
Chciałby nsłużyć w każdJm zabiegu, 
Rozścieła burkę, a gdy sen miły, 
Zwątlone pokrzepi siły, 
Po tak przyjemnym noclegu, 
Z słodkim wspomnieniem, bez trwogi, 
Wdzięczny przeclIodzień żegna gościnności progi. 
Niekiedy w czasie Bajramu (I), 
Zbiegłszy się młodzież krwi chciwa, 
.. 
Rozbiera strzały kołczanu, 
Pełna ognia, niecierpliwa, 


I 
t 


(I) Świ
to wielkanocne.
>>>
289 


I dumna trafnością w oku, 
Dosięga orły w obłoku; 
Lub gdy znak dany, jak chmury, 
Z poch)'łoścl wzniosłej góry, 
Lecą w najszybszym zawodzie, 
Każdy z chęcią by był w przodzie. 
Tumany plasku się wznoszą, 
A echa tętent po stepach roznoszą. 
Każdy tęslmotą dzieci jest bpokojny, 
Z rodzonem sercem dla wojny. 
Często w wolny czas zabawy, 
Gra się zmieniała na obraz krwawy, 
Często bł)'sr:czą straszne mlecze, 
Wśród nlerozsądnćj hulanki, 
I niewolników krew ciecze, 
Drżą I żony I kochankI. 
Ale jeszcze zimnem okiem, 
Spoglądał nil Ich zabawy; 
Lubił on dawnlćj Igrz)'sl{a sławy, 
Niebezpieczeństwa gardził widokiem; 
Nie zatopi on)' w gnuśnym spocz)'nku, 
I bez obawy nieczule , 
Już w niejednym pojed)'nku, 
Napotykac prz}'w)'kł kule. 
Czyli goni przeszłe cJl\vlle, 
W gronie przyjaciół ubiegłe mile' 
Albo się zastanawia nad smutną koleją, 
Dni oszukanychnadzl£'ją? 
Czyli uważa ciekawy, 
Grubej prostoty zabawy' 
I z jej poruszeli powodu, 
Czyta charakter dzikiego narodu? 
Chociaż cierpieniem miotany, 
Głęboko taił wzruszenie, 
Ani zachmurz)'ł spojrzenie, 
Ani na czole b)'ło znać zmiany. 
Groźne czerkiesy w tej chwili, 
Wiek jego mając w uwadze, 
Wszyscy się wkoło d7..iwlll, 
NIeulęknionej odwadze! 
I każdy z tajną słodyczą, 
B}-ł dumny taką zdob)'czą. 


37
>>>
.. 


290 


Fontanna bakczysarajBka, ma za przedmiot zdarzeme miłosne, i ze wszy- 
stkich większych poematów, ten najlepiej 8ię Puszkinowi udał, a jakkol- 
wiek cały utwór zaledwie 600 wierszy liczy, to przecie
 autor za pier- 
wsze jego o8obne' wydanie od księgarza Ponoll1arewa trzy. tysiące rubli 
assygnacJjnych otrzymał. Przywodzimy tu wstę(J: 


.. 


 


. 


Pos
pny siedział Girey z S\lUszczoneml oczy. 
Z ust w kł
bach d)Dl w Ilowletrzli ulatał powoli, 
Dwór wśród milczl
nia, służalce niewoli, 
Wkoło groźncgo się tłoczy. 
W ścianach zamkll panuje cichość nieprzerwana, 
Baczni z uszanowaniem na jł'go obroty, 
"Idzlell ślady cieł'llieli I clężklćj zgryzoty, 
W zamrożonej twarzy lIana; 
Lecz dUlllny cbcąc samotnie błądzić w myślach smętnych, 
Wnet niemym rozkazu tonem, 
Skinął ręką, natyclllulast oddalił natrętnych, 
. Z pokornym wyszli qkłonem. 
Jeden wpośród uniesień boleścią miotany, 

wobodnej piersi clcI
em wznosząc się westcIlIIlenlem. 
Srogie L"Zoło maluje jaśniej uczuć zmiany, 
I walką ciągłą z cicfI.leniem. 
Jak kiedy niebo nagle się zachmurzy, 
Odbija w głębi woda straszny obraz burzy, 
Gdzie Pocz,\tek rozll8czy I jal\aż zgryzota, 
Biegiem myśli jego miota? 
Czy ma wypowiedzianą zostać wojna krwawa? 
Rossyl albo Polsce cbce n..dać !we prawa? 
(;zyll zemstą od(1ycha? lub w własnych szeregach. 
Odkrył ślady czal'llćJ zdrad)'? 
Czyli go trwożą Góralów napa
y? 
Dowiedział się o ch)trych Genni zabiegach? 
Nie, krwi,\ wh'nlec zbryzgany już mu obmierzł chwały, 
Zemdlała rł:k8, żądze zaborów zbol;lły, 
A myśl od wojny daleka, 
W lube zacisze ucieka. 


....... ..................... 


r 


Więc jali.lcż dręczą umysł Glreja wyrzuty? 
Fajka zgasła, - wzrok Jego maluje cierpienie; 
Eunucb nh'IJOruszuny, jak gd)'hy przyklIty , 
U drzwi czel,ał na skinienie. 
Powstał Glrej zamyślony 
Drzwi był)" odemlwiętr. wchodzi w pomieszkanie, 


.....
>>>
291 


) 


Gdzie niedawlw miłe żony 
DzielMy jego kocbanie. 
Wokoło, gdzie czarownie w}tryska fontanna, 
(;zekall z bezpieczeństwem na przyb}'cle liana, 
Na jedwabnych dywanach w Igrającem gronie; 
Z uniesieniem wyśledzał)", 
Jak na dnie marmurowem, w jasnej wOdy łonie 
Spokojnie rybki pływały; 
A wonie roznoszone wIetrzyka powiewem, 
Słodziły rozkoszne tchnienIe. 
Wiem miłym cały II arem odezwał się śpIewem, 
Ecbo nIosło przyjemnie dźwięczące Ich pienie. 


Dwaj bracia rozbójnicy w tymże tomie i w temże tłumaczeniu pomie- 
szczone, przedstawiają uczucia młodego zbójcy, którego okoliczności posta.- 
wiły na. drodze zbrodni, -jak to następujący usb
p objaśnia. 


Nas było tylko dwócb bracI, 
Rośliśmy w cudzej zagrodzie; 
· Niestety, w samym dni wschodzie, 
Już życie w smutnej postaci, 
Zatrute jadem cIerpI enla, 
Zostało pasmem tęsknoty; 
1\1}"śl żywiły zemsty tchnienia, 
Bez domu, pola, sieroty, 
My za umową wzajemną, 
Poszliśmy z losem w zapasy, 
Wziąwszy za przyjaciela bułat I noc ciemną. 
Za ukrycie dzikIe lasy. 
Wnet rozpacz skonała w łonIe, 
Zmienił się obraz niedoli, 
Zabłysła radość w nowej osłonie; 
lIIłodoścl pełna swawoli! 
Dni wtenczas były słodyczą, 
Kiedy nIebezpieczeństwa wzgardziwszy widokiem, 
Rozdzielali. sIę zdobyczą. 


. .. . . . . . . . . . . . . . . . . .. ........... 


Niedługo bracia bulalI , 
W wycieczce jednej obudwócb złapali, 
I kowal zakuł na nogach kajdany; 
Wkrótce zbł/łkane wejrzenia, 
Zbiły się w ścianach wl
zlenla.
>>>
. 


2-92 


. 


Plę
 lat starszy od niego więcej miałem siły, 
ZnIeść srogość zmIennego losu; . 
On nIe mógł wytrzymać cIosu, 
KrwIą straszl1wej rozpaczy napełnIone żyły, 
LedwIe dysząc wśród zgryzoty, 
W nagłej gorączce, lecz swych nIeszczęść pomny, 
Skłonlws
y głowę z wyrazem tęsknoty, 
UmIerający, chocIaż nIeprzytomny, 
Powtarzał c
ęsto, cbcę dawnej swobody: 
Tu żle mnIe - w las cllcę, wody . . . 
Lecz nadaflimnle 
i'\apój dawałem żądany, 
. On coraz bardziej gor
czką mIotany, 
Nie pozDawał brata we mnIe; 
Wołał co moment: tajne gdzIe zwróciłeś kroki, 
Dlaczego brat porzucił mnie wśród ścian więzIenia? 
Wszak sam wydarł mnIe światu, zatruł moje tchnIenia, 
W las 
aprowadzlł głębokI, 
GdzIe nocą silny I srogI, 
Uczył zabijać bez trwogi. 
Teraz bezemnie na woli , 
I jeden w swobodnej doli, 
O swoim towarzyszu zapoIllulał na wieki, 
Igra po polu, cierpieniu dalekI! 
Jadem rozpaczy zatruty, 
To coraz nowe zgryzoty, 
Zwiększały ciągle wyrznty. 
Serce ścIgały mar roty; 


. 


Poemat pod tytułem Cyganie maluje nam w pięknych obrazach, rodzaj 
koczującego życia i swobody tego pasożytnego plemienia, co nie przybie- 
rając nigdzie narodowości, odrębnemi rządzi tlię zwyczajami, nie znają.c. 
a raczej nie chcąc znać Twórcy, jafdwlwieli tyle jego używa dobrodziejstw. 
Piękne tłumaczeni c tcgo poematu Leona Janiszewskiego, wiernością. swoją 
bardzo jest zbliżone do oryginału (I). Przywiedziemy niektóre ustępy: 


I. 


Po Hessarabli koczuje 
Szumna cygaDów gromada; 


(I) Tlumac'!:onio to zamieszczono w Bibliotoce WarlZ&wskiej 1114.2 r. T. II, str, 844.
>>>
293 


. 


Już noc na ziemię zstępuje, 
Wkoło step pusty, daleki, 
Więc w polu, na brzegu rzeki, 
Wędrowny tabor zakłada. 
Pod nagleml niebiosami, 
Ich nocleg wesół, sny hoże; 
Chwieją się między kołami, 
Porozwles
ane rogoże, 
I rodzina przy ognisku, 
Krząta się koło wieczerzy. 
Tam rżą konie na pastwisku, 
Za namiotem niedźwiedź leży, 
Zaszumiał życiem step_dziki. 
Bez troski biedna chołota, 
Jutrzejszej podróży czeka. 
I tylko słychać zdaleka 
Pieśni kobiet, dzieci krzyki, 
I w dróżnej kuźni dźwięk młota. 
Lecz już głębokie młłczenle 
Na cygański tabor spływa; 
Czasem tylko się odzywa 
Wycie psów, I koni rżenie. 
Zgaszone wszędzie ogniska, 
Cisza; I z niebios przestrzeni 
Księżyc blask 'srebrnych promieni 
Na milczący tabor ciska. 
W jednym szv.łasle I;llllc2.ący 
Przed zarzewiem stosu siedzi; 
I często jego wzrok drżący 
Mgłą zasłane pole śledzi. 
On czeka na córkę młodą 
K'tóra z dziecinną swobodą 
Daleko w pole w)'bległa. 
Lecz oto I noc zaległa, 
I kslęż)'c przy kresie drogi 
Daleko niebo pozłaca, 
A Zemflra nie powraca, 
I stygnie pokarm ubogi. 
Otóż wraca do zagrody; 
Za nią cudzoziemiec młody. 
On nieznajomy starcowi. 
"Ojcze mój! Zemłlra mówI: 
Gościa wIodę - za kurhanem 
Błądził po stepie daleko; 


. . 


. 


.
>>>
... 


294 


Jego nazwisko Aleko. 
On chce być jak my cyganem. 
Ścigany srogością prawa, 
Znajdzie przyjaciółkę we mnie 
Lubię &,0, on mnie wzajf'mnle: 
I chętnie z nami zostawa." 


.. 



 


. 


Stary 'cygan. 


Rad jestem - zostań do rlłna 
Pod naszym biednym namiotem, 
Lub dłużej jeszcze - a potem 
Jak cbcesz. obierz los cygana, 
. Chleb I dach podzielę z tobą; 
Bądź naszym, choć w biednym b)'rle 
Znajdziesz z tułaczą chudobą, 
Pok
j I swobodne życie. 
A jutro z wschodem jutl'zenkl , 
W jednej telet1ze pojedzlem , 
Zajmij się lubą robotą: 
Kuj żelazo, nuć piosenki, 
I obchodź sioła z nledźwtedzlem. 


A l e k o. 


Zostaję u was z ochotą: 


Zemfira. 


Więc zemną na zawsze zemną! 
Któż mi clę teraz odbierze! 
Dziel z nami bledną wIeczerzę 
Bo już późno, tak Już ciemno, 
Pole zaległy tumany, 
Już czas spocząć mój kochany! 


. 


II. 


Już dzień, lecz cisza dokoła, 
Uśpione milczą szałasy. 
Lecz starzec wstaje l woła: 
Witaj ZemOro! słońce świeci; 
Ocknij się gościu! czas dzieci 
Rozkoszne porzucić wczasy. 


. 


. 


......-
>>>
295 


.. 


I tłum sypie się I krzątlł, 
Zwija szałasy, uprząta, 
I już zaprzężone wozy, 
Już rusza szumna drożyna. 
A z nią wędrowne obozy. 
Brzmi życiem pusta równina, 
Na osłach kosze 
wleszone. 
A w nlcb nagle z czarną twarzą 
eyganlęta wrzeszczą, gwarzą. 
Wszystkie rodziny złączone. 
Spieszą jedną szumną zgrają. 
A wkoło się rozlegają 
Rzeiwe śmlecb,., głośne sprzeczki, 
Dzikie cygańskie piosneczki. 
Ryk nlediwledzia, brzęk łańcucIla, 
Zgorzała nagość cyganów, 
Pstrocizna łat I łachmanów 
I wołynkl wrzawa głucha" 
I p
ów szczekanie I wycie, 
Skrzyp teleg, niestrojne kl'zykl, 
Obraz tak nagi, tak dziki, 
· A przecież jakle w nim życie I 
Ile w nim ogullł I bllłsku! 
Jakąż Itarmonlą tlłjemną 
Zgaduje dusza w tym wrzasku! 
Jakże przy tej dzikIe j doli 
Przedstawllł sprzeczność nikczemną 
Nasz byt pIeszczotą uśpiony. 
I na wieki pogrążony 
W głupIej przesądów nIewoli. 


III. 


Smutno młodzllłn się ogląda 
Na opuszczoną równinę, 
I sam przed SObą skryć żąda 
Tajną tęsknoty przyczynę, 
Z nim Zrmllra czarnooka, 
On wierny mieszkaniec świata, 
I jasne słońce z wysoka 
Południowym blaskiem płonie. 
Czemuż troska ćmi mu skronIe 
burzlł sercem pomlała?
>>>
, 


296 


Bez zabiegów ptaszek żyje 
Pod skrzydłem Bożej opieki, 
On z ciężką. pracą. nie wije 
Gniazda, coby trwało wieki. 


W nocy drzemie w cieniu drzewa 
A z pierwszym słońca promieniem 
Bozklm zbudzony natchnieniem, 
Wstrząśnie piórkami I śpiewa. 


Za wiosną, ziemi ozdobą., 
Następują letnie znoje; 
Potem mgły I deszczu zdroje 
Późna jesień niesie z sobą. 


Człowiek tęskni w mgJ1stej porze; 
A wolny ptaszek radosny, 
W ciepły kraj, za sine morze 
Leci szukać nowej wiosny I 


, .Tak ptak bezpieczny I wolny, 
Posłuszny swemu losowi, 
I OD, tułacz w życia kwiecie 
Dotąd, nie znalazł na świecie 
Serca, które byłby zdolny 
Pokochać miłością stałą; 
Miejsca, coby tułaczowi 
Spokojny przytułek dało. 
Gdzie spojrzał, wszędzie mu droga, 
Gdzie zaszedł, tam dach gospody, 
Rano wstając dnia przygody, 
Polecał opiece Boga. 
Powszednich. potrzeb udziały 
Nigdy myślą kłopotliwą, 
Ciszy serca nie rozchwiały. 
Niekiedy w chwilę szczęśliwą, 
Spotykał rozkosz zabawy; 
Niekiedy ku gwlazdzle sławy 
Tęsknił tęsknotą przelotną; 
Nieraz nad głową samotną 
Srożyły się burze, grzmoty, 
A on drzemał, drzemał obojętnie, 
Równie słodko, równie chętnie 
W czas pogody I w czas słoty. 


........-
>>>
ł,ublsz nas, choć clę karmiła 
.. - 
( Ręka pieszczot, kraj bogat)., X n )SP 
Lecz nie zawsze wolność miła . I 
Dziecku szczęścl
1 I oświaty. 
Jest między nami podanie 
Że kiedyś, pan obrażony 
1 
 PrzYbłał do nas na wygnanie 
lIIleszkalica południa strony, 
Jego iłulę z czasu ścieki , 1 
Znikło z pamięci pomału, 
Był on już podebzły wiekiem, 
Lecz z dusZ;l pdną zapału; 
I dzlwnYHI darem natcbnlony, 
Tęsknego serca gorycze 
Zlewał w pieśni tajemnicze, 
I śpiewał błodkleml tony. 
Żyjąc na brzegach Dunaju, Im jlll ot8 
" I Często, dla ulgi boleści ctq si/ 
Prawił ludziom dziwne wieści ' 
O swoim rodzinnym kraju. . 
Jak dziecko słaby, uleśmiały, 


i 
ilJl Iarl
 
-.dsotJ . 
-'t
 boą- ! 
lUnO . , I .80 
. 


-sq aa d: '(,'1019 i. 
. -oó.dwn .' I 

i8 .S' nnsbo i 


(i
s,.. \L.ł,
1 
- .li ,arr/S()"J 
\

't't :mriu:!'{.:t 

1 Q '{O s ,ild6 


.nq .l

e..::Ii 


297 


Wszystko eo wśród burzy świata, 
Sercem człowieka pomlat/!..' 3 
Czem nas los dręczy, czem pieści, 
Nadzlrję, bojaźń, bOleści, ItBII 
Odepchnął od slt'ble z wzgafl1ą,. J 
Jednak nad tl\ duszą hardą, I .JIAj I 
Jakąż żądza miała władzę! Imo"ł 
Ta pierś, co w chlubnej odwadze 
W walkach z losami zmężniała," al 
Jakże Illewolnlczo drżała, DA T 
Na każde żądzy skinienie! 
Dziś, długleż t)'ch żądz UślJlenle' 
O! strzeż się! strzeż się Aleko I 
O! nie wierz żądzy uśpionej I ..łI 
Już ta chwila niedaleko 
 'ł I 
Kiedy w twej piersi zmęczoneJ, ( 
Potrząśnlone bytu zmianą O 
Namiętne burze powstaną! 


. .. . . . . . . . . . . . . . . . . .. 


,I, 


Stary cyga 


UIl 

. ł: 

 

 m'
 Vf 
'l 
fi: i9iu 
I nt moT 
-I :o'm'Al ,
I&UIJbo 
"Ja 'łro.t
q i 
'{ 10'1 1ft 
:!I' 


'(dl 


q 
J)( oL 


os 


j 


ID 


'!I 


:ł 


nw 


13 


I I d nlliVl f
 in I 
'{f' 
 imnba1Icd '(:sb 
1 JJ i ,łłU() 
 

 ł i OSM
 
,q 
'n,I.II VI IIb 'UIOJI II 


-:nlsoi-g'('to ban 
 
:IIob lJ
flO .3: .A 
38
>>>
. 


29 


Zdawał się niedbać o- siebie, .VI W 
W codziennej życia potrzcble ,,8 
Cudze r
ce go wspierały. 11$1:) 

ie umiał ZI'
czoośclą, trudeł.!'1 II .-r 
Uprzątać potrzeb zawad)'; uJbq9bO 
I tuk hł.\dził wyschł)', blady 
Pomi
dzy ubcym IDU lullelD. ..ł. 
!\lawlał, że nóg rozgulewany,. .T 
Za cl
żkie karał go winy; 1ft W 
Tęsknił, czekał zapomniany .J siu" 
Nlosącl'j łasl'ę godziny. . DbiJUI ... 
Często sróll burzy, 
róll chłodli, ,(I 
Hhtllząc 'lilII rzeld brzegami, !o 
Powtarzał zalany łzamI, III !O 
Imię rodzlnncgo grodu'u1ud at łut 
I gasnąc cnoUiwćm ż)'ciem, ł 
On, z ostatnićm serca biciem 1ło'l 
Wyjęczał prośby jed)'ne, . at'! 
Aby ktokolwick z litości, ...... 
Przcnlósł tam w świętą kraluę, 
T
sklli\ce tułacza kości. 



; 


Młodzieniec przyjęty do koezujQ
ej familii cyganów, zakocJlał t'ię loze- 
n:ł z Zemfirą; zdradzony zaś puźnii'j przez nią, zapalony zazdrością, pozba- 
wia życia naprzód kochanka, a potćm wiarołonm
 żonę. 
"\V tym tomie pomieszczone są: hrabia Nulin; wielki poemat pod ty- 
tułem Polława , do którego natchnęły go praee historyczne na wsi; oraz 
pomniejsze: Domek w Kolomnie w rodzaju opisowym, i Andtelo. 
Tom trzeci zawiera zbiór drobniejszych utworów, podzielonych na pe- 
wne oddziały, jakoto: poezye liryczne, pieśni, sonety, listy, ele
ie, naślado_ 
wania poetów wschodnich i epigramm,\ta. Wiele między niemi odznacza się 
głębokim pomysłem i mistrzowskiem wykonaniem. luX 
W tomie czwartym mieszczą się ballady orygin'alne, klechdy (skazki), 
pieśni Sławian zachodnich, poezye antologiczne, oruz wiersze rozmaite. Mię- 
dzy balladami znajdujemy dwie tłumaczone z Mickiewicza pod tytułem: Trzech 
bud1'!18ÓW, i JVojewotla, jak równie między wierszami .ro2.maitemi, znany ustęp 
. 0'11,11 
z Konrada Walenroda. przez tegoz autora: 
I W91t{8 I 
Sto lat minęło jak ZakOli krzyiowy:) l'(! 
We krwi poga,istwa IIlemleckl
go bl"Odzlł I t. d. 
a 1 I &1Cl 
Z ballad oryginalnych Puszkina, zamieszczamy tłumaczenie jednej, przez 
A, E. Odyńca dokonane ze zwykłym jem talentem. 


 


ł
>>>
OOE 


. 
-.01 luno blbaq\Vf i "{tłaesou ewd6io 'l8'!siwas 't
 bn i "(jfiq moT 
-oqu btotao i om
s 
ZA.BlWI SZ.tł.L:tooo i"{'Jołlid oh "{ł-tr&ł 
.nawi
seoq ow;twnm Ilo"{
,)u ( ,wolm! 8 !)IW i
ibj 'Joju. .3I1woJlbpz' 
.- 1)"'1)(1 rh'{'1oU :II: ,'S()'ą i

iwoCL -'.1'1__ 
Jn oa:)s.eimu m
mboi ' ełimot vr 
..ilUlBiqso ob tDRU'i
 
. 
s .mdtloq eisbebles'Iq "II ! si ,orns ł\\)Soiit 

 d
Llq i'(1ot8id oL aillsHi1lus 0(1 lJłą'J
..m "(1'(sD'Jateob i.."MJI 
)imoq r'Uo8iqQ i d:)"{u1l
iq slsiw 814iwas '.suoio'(seu ut 
O(]O'I'e 
et. i awes:uld:)IJ
1 :!es1q ,h.e:!"! i.-ji.:IIisL im8u'Jdo iWełw 
. H ł SD i1 so,.) b, 
iwoq Inei.;,.:s io 110'1 ."{mab moT 
fi" 
8, . . ' - iiaot..o I)sUi
ie.. memvo 
ozpaczlt, wscłekłosclą I zalem miotan}', 
 \. 
. 0'3 iN) JI'(sos wod 
Pogłi\diJIn dzieli cał)' lIa szal krwią Zbfj'Zgilll\'.. 
"l I, ."(wobooq :s
.. 
Przed lat)', gdym jeszcze był Ilłochy I młod' _ O"( ...... '1 'J ob 

. , Ut. .. , m.. ."s .;&. 
Kochllłem Gre
z)'nkę przecudnej urody. '{DO:!::! eimu e!1Id, liT 
Przecudna dziewica łudziła wnie wzajem, 1 łT .rnweuq siał 
Lecz I(rótko r ach krótko 'świat ella wnle b)'ł rlljem! b moT 
.. 
SIl rosiłem przyjaciół Im ucztę w811aniałą, Joq w 'S.'t1IO
 \!..Jt1)i

\I. 
0
6i. Do dl'
WI, mych żyd pociły zapukał nictilUillło. i wU'ldlJG ae:nq 
SUIt: "U clcbt(1 rzekł, golicie godują weseli,. l"illll;11L ni i ,eips 
'{sl1im Grecz)"uka 
 kim hl.Oym pieszczoty swe dzlell:
J iesixb RloT 
.l I I i iiuil Z przeklelistwew 11111 kiesę cłslI1\łew pod nogi, 1)'ł)cW\. 
S),,
 im 
in 6uluiLl:ł.uL'( !\łój Arab za chwilę b)ł gotów do drogi. . :)Q"łu'0 YQł Diifto'tl\. 
.'{ooiolu u.tnm Jak wlchp.r, jak plornll leciałem przez błonle'
 :80 lJiua lUOJlU 
-Otll '{:!h,im , Wiatr świszcząc wokoło, iar głuszył w mrm łonie.' i. moT 
-i.IIH o;ulI'("fd ot' " '. '. Oli O "{leni {ha im&'1 
. . ' '.1 Lecz pl"lg jej zaledwo ujrzałcm zdaleka, . 
. 1')'n.L ., I.
 K ł I oq 'Ił ... a s
 ,eIOO'1 
\;. lwią serce zabieg o, łzą trJsla IlOwlcka. . .". 
-uq o OI'ln.J'{ , je { rbeu:s fSl!w.a1l: 
L
o:I '. _, r'\, Jak wśctt'kły pobiegłem w znajomo ustwnie: . , ' Id 
'i\NK.A 
""./I"'U)...r '. ." cualqoq RI"{OSOJ 
.. b . . OrmianiII niewIerną Iliastował ua łOlJle. -ł . at I d ..-ł 
1:\: IW 01# . ".1'1 .1 a a :»oq "(.'{"faO 
Skry w oczach mi błysły, mlecz zagrzmiał, udcrz)'ł; .i.ab,u:I 
Nim usta od ust jej odcliwyclł, już nie żył. 
Patrzałem z wzkoszlt jak drżąca I zbladła: 
Dłoń wznosząc, na kl
ozkach do nóg mi 1Illl1.dła. -j si T 
Pamiętam błagaula, krwi strulllleli i j
klr, w oli ioq tui 
Zginęła Greczynłm, I miłość, I wtlZIł:kl.
 iJ. i.
i lab. . .uos iw 
Z . I kł . I I ł . ..' k I OJllJa '-'JIJ
a"fet 
wsc e osc Ił: sza czarny zerwa ew z JCj s ron , . 
I krew nien cickącą otarłem z mej bronI. 
..l 
iewolnlk lIIój słmro wlcczorna mgła wstała, 
. W glt:blclę Dunaju powrzucał ich ciała. 
Ach! clotąl) mię plęlmość prZ)\HllJia cJnremnle, 
Ach! OcJtild sen cichy odleciał odewnie. 
ROZPiICZą, wśclekło'śclą I żalem miotany, 
Poglądam dzień cały Da szal krwią zbryzgany. 



Isjw u S
 o 
.wał
 ennilT9i 
-ił d:alsisb 


t
>>>
300 


Tom piąty i Hz6sty zawierają ciekawe szczeg6ły i wypadki oraz ma- 
teryały do historyi buntu Puchaczewa, które aby zebrać i w całość upo- 
rządkować, autor podjął wiele trudów, i uczynił mnóstwo poszukiwań. 
W tomie siódmym umieszczone są powieści prozą, z których Dama 
pikowa znaną jeBt w przekładzie polskim, zaś Córka kapitana, do napisania. 
której dostarczyły rm&teryału poszukiwania do historyi Puchaczewskiego bun- 
tu uczynione, zawiera wiele pięknych scen i opisów, pomie8zanych z krwa- 
wemi obrazami dzikiej rzezi, przez PuchaczewlL i jego stronników dokonanej. 
Tom ósmy równie zawiem powieści prozą pisane, które pod pseudo- 
nymem Bielkina ogłosił. Noszą one tytuły: \Vystrzał, Burza zimowa, Gro- 
bowszczyk (ten co 8ię zajmuje d08tawą materyałów do pogrzebu nale.lących), Pi- 
sarz pocztowy, i Pani wieśniaczka. W rozmaitościach znmieszczono: Podróż 
do Erzerum , rozbiór pism Jerzego Konińskiego, o \Volterze, Tennerzc i t. d. 
Tu także zamieszczony jest list Żukowskiego w którym s=) opis'me osta- 
tnie przedśmiertne chwile Puszkina. II 1"1 
 
Tom dziewiąty zamyka w sobie powieści ludowe wierszem, z których 
Miedziany rycerz w polskie m tłumaczeniu, znajduje się w Jutrzence wydawanej 
przez Dubrowskiego. W tymże tomie pomieszczono wiersze jego lice" ski e, 
elegie, i inne drobniejsze opuszczono w poprzednich ośmiu tomach. 
Tom dziesiąty, składa się z artykułów proz!) pisanych, między które- 
mi Arab Piotra Wielkiego dotycze dziada samego autora w linii żeńskiej. 
Kronika w8i Gorocllina odznacza się bystrym dowcjpem. no.jwydo.tniejsze zaś 
zajmują miejsce: Sceny z czasów rycerskich, utwór w l(ształt dramatu ulożony. 
Tom jedenasty i ostatni zajmują podobnież pisma prozą, między któ- 
remi są artykuły o :Moskwie, o Łomonosowie, Miltonie, SzatobrYllnie, BAj- 
ronie, anegdoty po najwi"kszej części z własnego ż,)"cia Puszkina. Najde. 
kawszą z nich jest jedna gdzie mówi o samym sobie, jak czytlljąc Da pu- 
blicznym popisie w liceum, pierwszy sw6j wiel'sz Wspomnienia Carskiego Siola 
okryty pochwałami, skrył się i uciekł, gdy go obecny Dzierżawin widzieć 
zażądał. 


* 


I * * (ł" 
Taką jest treść dzieł tego poety, Minęły lata I Od tego czasu wiele 
JUz pojawiło się nowych pisarzy, ale imię Puszkina, upromienione sławI) 
wieszcza, w d;&lekiej nawet przyszłości, wzniosłe stanowi k w dziejach li- 
teratury zajmować bfl)dzie. 


j ł 
S. L. 
. W 
I .ł. 
.
 
'CI IJ
IJO(
>>>
". . 4,. 
"_=t. ...... "... 
'.):,,: : 
. .. 


-. -....... . 
, -
 
\
 


"'-- 


.,"_"1, 


',." 


-'\-'-L. 
.'''; ,",
' 


) "r _
 ;
... 
..,....'-, , 
, 


:;'
 
 - I
':,:. 

 -.
.

., 
_..:

.: . . 

.
 .. -' . 

,:., \-i -.1 . ,'4. . .... ",.:.. 
_.
..: 
 
 .


' 
 
4 ".-
I 
 !" . 
".
 :;\
,"',' 
, 
 
,. 
 
"rJi;;i


t

l
;
;

 
'!

;L ';

.,
:, 
:;5}i'
i 
'. 


":':', . 
'.... 
.... 


,( 


'," 
-
 


.....c 
.- 


,. 


;::'
':

'S
5k, 

 .""."' ...."aJ 
',' .
 ;. 
 
"
 ...
\
. 
"'.; .. ;. 
 1\" 
. ," ',i?: I....:tł':.
. 
 
......, -.." " 
'
i:
..:4
:;; 
.," .'::,!..) 


'.\ 


.7 
,I ,.;;
 
"'....1.'* . 


nLfu.m.cr;m
 


][
rrrm:mrrr& o 


. !ta 1"(;" 


A/." . , 
. l't" 1711 



 


--
>>>
. 


, 
r 


\H
 I L
 .111 
ł..m ł aF'u JJ 
" n bł

L1 f160i 
r, r . 


b'{d "ia iM is[, 
i I.. 


. os U1 
. JI ttd iolnb r ł 
,a . 
-
 I 
 ,lI v r" 
L 'Y 


oc Mb 


p 
1, 

 


14 liniI 


ą 


II 
t ' 


I 
 


-J] 
ok. 


10U 
I 
 


.itd.id 


1q 
In 
 


1'1 


1(1 lWII }ldll 
'] 11'11 ,I.' 
L. III 
,1\ I tt .111" 
",11 
111 tW 


j 


, 


10 
 

 n ''"'t ,.ił:t..,." 
-'1(\1'1 q;t 


1q 


"'I 


o 


8A 


'{ 


o 


MARCIN NIKUTA. 


1 L 


li 


9 


'( 


L 


w)( 


,"rl 


IUI ...' 


arciu Nikuta filozof, moralista, były professor korpusu kRde- 
e tów w "V m"szmvie, za panowania Stanisława A ugustn, uro. 
· dził się 1741 r. wc wsi Schaufclsdorf. w okolicy miasta Pa- 
senheim nicdaleko Kr6lewca. w Prusach wschodnich. 
Osicl"Ocony w młodym bardzo wieku, przez przyjaciól opieku- 

ących się losem jego, którzy widzieli wielką cnęć do nauki mlo. 
dzieJica, oddanym ł-.ył do gimnazyum w Kl'ólewcu. Tu zwróciwszy 
CI) uwagę szczególną zdatnością i pilnością swoją jcdnego z tamtej- 
szych prof(,8sorów, przyjętym został na korrepctytora nauk do jego 
.dzieci i młodzieży na pensyi tamże umieszczonej, Z8 co oprócz zwy- 
czajnych domowych wygód, talar6w pięć (czyli złp. 30) placy micsię- 
et cznie pobierl1jąc, przyzwoicie utrzymać się potrafił. Wkrótce jednak 
przeniesiony na nnuki do akndemii t.amtejszej, po zlożeniu prnwem przcpi- 
sanego examinu w roku 1765, patent na magistra filozofii i zarazem nomi- 
nacyą na professOł'a akademii królewieckiej otrzymał. 
Przed tym czasem będąc jeszcze uczniem akademii, wyręczał chorego bi- 
bliotekarza, i minł poruczonem sobie ułożenie księgozbioru nkademickil'go, 
a gdy p6źniej umarł bibliotekarz, miejsce jednomyślnie przez rektora i pro- 
fesBor6w Marcinowi Nikucie (jako już doktorowi filozofii) Zl1st\'pczo on.aro- . 
wano, z powodu iż położonemu w nim zaufaniu zwierzchności akademickiej 
w zupełności odpowiedział: pracując bowiem przez dwa lata w bibliotece, 
takowI) porządnie ułożył, i sporządzony spis czyli katalog caJej biblioteki, 
akademii złożył. Kiedy zaś za tuk mozolnI), dokładną i spie$zDI) prac
 spo.
>>>
302 


" 


dziewał się być wynagrodzonym objęciem posady, którą dotąd zastępczo 
sprawował, i do której przez zwierzchnosć akademicką był przedl:!tawionym, 
tymczasem z rozkazu kró
a pruskiego Fryderyka II, przysłany został z Ber- 
lina professor na ten urząd, a król zasłużonemu Nikucie oświadczyć kazał. 
że w dalszym czasie będzie o nim pamiętnym. 
Zawiedziony młody professol' tak dotkliwie w nad:ł:iei oczekiwanej i przy- 
obiecanej przez rektora akademii posady bibliotekarza, postalIowił porzu- 
cić Królewiec, a korzystając z ofiarowanego sobie wkrótce przez króla pol. 
skiego Stanisława Augusta, miejs:a na professora do utworzonego w pa- 
ździerniku 1765 roku korpusu kadetów oboj
a narodów, wyjechał do 'War- 
szawy(I). 'm- "'J , ,Yr")IT", 
Przybywszy w roku 1766 do 'V arsza wy, objął zaraz nowo przeznaczony 
obowiązek profetJsora korpusu kadetów. Za dwie godziny codzielllu'j prncy, 
miał wyznaczonc trzysta uukatów płacy I"OCZIł(
j, i mieszkanie bezpłatne 
W pmwym pawilonie koszar lmdeckich. Oznaczona jednak pensya wkrótce 
przez samego króla do pięćset dukatów powiększoną mu została. 
Z powodu, że nie umiał jeszcze języka polókiego, wykładał z początku 
po niemiecku luo fi"ancuzku nauki jakoto: ekonomię polityczną, dyalektykę, 
prawo powszechne i kameralue, logikę i filozofię moralną. 'Vkrótce jednak 
tak się polskiego języka wyuczył, że nim duldadnie rozmawiać i nauki swoje 
wykłudać potmfil. Oprócz rodowitego niCluieckiego, posiadał jeszcze dosko.. 
n
le języki łaciński, grecki, fi'ancuzki, polski. wIoski i hebrajski. 
o-f" Krill StanisJa.w August wynagradzając jego zasługi profcsBorslde w kor- 
puaie kadct-ów, obdarzył go w roku 1775 klejnotem szlachcica polskicgo (2); 
w kijka Jat potem zachorowawszy na ból w piersiach i dlatego z trull,po- 
Bcią odbywając prelekeye, podał prośbę o dymissy;ł. Ówczasowy kornmen- 
dant korpwm kadetów książę Adam Czartoryski gencrał zienl podolsl.icb 
nie chcQ.c utracić tak godnego, pracowitego i przez młodzież korpusu uko- 
chanego profesl:!ora; przez wzg);!d oraz na kilkonastoletnie zasJugi Nikuty, 
starał si';l go nakłonić, aby zamiast uJmiseyi zażądał urlopu, który mu na. 
_cały rok udzielonym będzie. Nikuta. oświa.
czył wspaniałemu księciu stano' 
wczo, że sumienie nie dozwala mu brać nagrOlIę z korpusu nic pracując 
w .odwdzięczeniu.. Gdy żadne uwagi i prośLy skłonić go nic mogly do po- 
zostania dluższego w korpusie, sa.m lu'ól przyjechał do pałacu ordynaokiego 
(do którego Nikuta na par
 lat wprzódy przeprowadził się), i wszedłszy do 
.ta, Ils1;ło isi
. mi i ba1la ,"o 1tJ .
o (J 
id O'"' 1C\lb f 
.. . (110 fT'"sia-')u &S 
d m
" .:) I(,;t. b9S1(! 
') (I) Jan Grabow8ki hrabia, generał, s..ct gwardJ'i konnt$j litew8ki
j, a ojciec 8le(dna, z
awAł Da 
wycbowaniu i naukucb u pi6rwszego prote88orn prawa, oraz kanclerza i d)'l:ok
1a akademii w Kr6lewclI' 
a w kt6rego szkole czyli pensyi i l\lurcin Nikula uczył 8i
. i dawal lekc)'e pr;i:ez I
t kilka w różnych umie- 
jętnościacb kolegom swoim akademickim; ten więc hrabia Grabowski znrekomendowdl go kr610wi 1'01- 
ekiemu, a pótni
j uprosił Nikutę, te mu syna Stefana na doko6czenie eduk8l'yi prz)'jął. .. tOna 
(ł) Mi
dzy osob,uni do klejnotu szlachectwa polskiego przypuszC'
onemi w roku 1776 zamieszc.zo- 
uy jest Marcin Nikuta pro11lllor korpasu kadet6w obojga narodów, patrz dzielo: "Prawa, kon8tytncye 
i pra,ywiIej. kr61eltwIIl'olsklego i wielkiego ksi
ztwa Litewskiego i t. d, IIlg. 804, w WlII'lZawle 1782. 
, . " 


') 



 


.
>>>
303 


I 
t 
. 


mieszkania profes80ra, zapytał się go "o przyczyny jakie go zniewolić mo- 
gły do oddalenia się od korpusu kadetów, który sobie życzy, ażeby z jego 
umiejętności korzystal?" \V zru'Jzony taką. łaskawością monarchy nie wiedział 
co mówić, lecz lU! powtórne zapytanie odpowiedział: "Gdy \V Rsza Królewska 
Mość każesz, podam je na piśmie." Na co król rzekł: "Chc'ij wiedzieć jakie 
to są przyczyny." Nie chcąc jednak tak dobrego dla siebie króla prywutnemi 
intereaami zatrudniać, nie dopełnił jego rozkazów, lccz na usilne prośby wy- 
jednał sobie dymisRyę w roku 1780 (I), poczem poświęcił się zupełnie do- 
lwńczeniu wychowania i edulmcyi hrabi Stefana Grabowskiego (w późniąj- 
szym czasie generała dywizyi wojsim polskiego i ministra 8ekrctarza stanu 
kl"ólestwa Polskiego), oraz hrabi \Vacława Chodkiewicza syna starosty żmudz- 
kicgo, którzy od dwóch lat poprzednio zost.awali u niego na naukach. Z po- 
wodu jeJnak nastąpionej w roku 1781 śmierci hrabi Jana Chodkiewicza 
starosty . żmudzkiego, pozostala po nim wdowa zażądala przysłania syna 
swego 'Vacł!\\va do dóhr Młynowa na Wołyniu, dokąJ tenże zaraz uda- 
wszy sił:, w krótkim czusie tamże umarł. Następnie starościna Chodkiewi- 
czowa chcą!\ dać gmntownicjszc wychowanie drugiemu synowi hrabi Ale- 
xandrowi Chodkiewiczowi, tegoż profes80rowi Nikucie1790 roku na eduka- 
cY=ł przysłała Jo \Varszawy, gdzie aż do dnia 25 listopada 1794 zostawał. 
_\V pablcu Ordynackim pod Nrem 2874 na pierwszem piętrze mieszkał sam 
profeęsor Nikuta, a w dalszych pokojach i na sali, lekcye czyli nauki po- 
biernli uczniowie jego, tojest: hrahia IStefall Grabowski i hrabia ,'V u- 
cIaw Chodkie wicz , a w późnicjszym czasie: hrabia Alexllluler Chodkie- 
wicz (były generał brygady), Józef Nowicki (hyły generał brygady i lIe- 
kret'lrz generalny Kommissyi' Rz:!dowćj Wojny), oraz Alexander Reinschmit 
(były kOlllmissarz wydziału skarboweg w Kornll1isyi ". oje\
ództwa Augusto- 
wskiego, a. w Imńcu Mazowieckiego). Ci .uczniowie zajmowali całe dolne 
(parterre) mieszkanie w pałacu wraE z guwernerem, Do nauki języków: fran- 
cuzkiego, niemieckiego, rysunków i arytmetyki przybrani byli za nauczy- 
c;ieli: Ka,'ol Gawaru, Jerzy KindeI, l\Iikołaj Kayzer, Krystyan Naumann, 
a Jan Czempi'lski uoktor medycyny konsyłiarz Jego Królcwskii'j Mości i Ga- 
gatkiewicz doktor, jako etatowi lekarze mieli obowiązek odwiedzać rzeczo- 
nych uczniów co trzy dni. Ofic,}'na zaś na pagórku po prawej ręce pałacu, 
zajętą była przez restaumtora i liczną slużbl4 dworską każdeg? w szcze- 
gólności ucznia. ..ł ł. I " 
Pensya profes80ra -Sikuty, jaką ani da\
'lIićj" .Rni w p6źniejszyrn cza- 
sie nikt w potlobnym sposobie po pańsku, jak to mówią, nie utrzymywał 
w 'V arszawie, 'zllmkniętą została w listopadzie 1794 roku. 
Po ukończeniu nauk wspomni onych wyżej uczniów, Nikuta zatrzyma- 
wszy przy sobie Jerzego R.... (który był kamerdynerem i fi'yzyerem pro- 
fessora i paniczów, gdyż fryzury z lokami wówczas noszollo) za knmer- 
I LWll1q 
n l :a 


.1I&IHłe 
(I) 


,.fu li n... lWI s at .. 1,1 
bi b ,w w . ..Nr" i 
W miejsce Nikuty powolany zostaJ na proressora korpusu ksiłU KeJetall Skrzetuski Pijar. 


II 


"'1ft 


L 


-
>>>
., 


30.& 


dynera i fryzyera, oraz Antoniego S..... za słutącego, zajął si
 odtąd do- 
kończeniem i wydrukowaniem dzieł rozpoczętych w po18kim i fi-ancuzkim 
języku, jakoto : lU 

 I. Zasady' nauki moralnej, przepis eposobu do życia w towarzystwie 
ludzkiem okazujące. W Warsz:łwie 1796 ('). iq,co' hoqo I' 
im .2. Przyzwoity i sto!!owny do szczęśliwego życia myślenia sposób, w grun
 
townej nauce Irótko zebrany. W Warszawie 1796. I Ol 
oJ 3. Teinture de In morale. Varsovie 1796. J ei t ł8
 
_1 
 4. Recueil dell idees eIementaires pour servir de principes .RUX scien- 
ces morales. Tomów sześć. V arsovie 1797. i
iw!t I' W'JII 
-
b 5. Sdagraphie de I'art de penser. Varsovie 1798. e.młł:!loCJ .w.t 910111 
-oq Dzielka te swoim kosztem wydrukował i bezpłatnie przyjaciołom i zn
: 
jomym, a nawet ksi
garzom rozdawał, udzielając przy tern zgłaszającym się 
do niego pomocy pieni
żnej, luh rady rodzicom proszącym o takową wzglę- 
dem cdulmcyi synów, do szlół lub na pensye przeznaczyć się mającym. 

 Cały dzień zaj
ty był )wofessor Nikuta pisaniem lub czytaniem ksią- 
żek w różny('h językach i przedmiotach naukowych, oraz gazet W arsza- 
wskich : hamburgskićj i bcrlińskićj, a dopiero nad wieczorem wychodził 
w lecie na kilim, a w zimie na parę godzin na spacer do ogrodu przy' 
ległego pałacowi Ordynackiemu i na pagórek oraz galeryą, na 'Visłę i Pra- 
gę widok mających. 'Vtenczas przybywali do niego przyjaciele, dawni ucznio- 
wie korpusu kadetów lub nauczyciele z pensyj warszawskich i znajomi jego. 
Gdy tych odwiedzin nie otrzymał, natenczas przywoływał mnie, a czasem 
i inn
 młodzież w okolicach Ordynackiego mieszkającą. i z temi chętnie 
rozmawiał, wypytując się o nauki jakich się w I:!zkołach uczą. a przed roz- 
staniem się zawsze moralną nn.ulę udzielając. W lecie dwa lub trzy razy 
wyjeżdżał ze mm! najętym koczykiem to do; Wilanowa, Królikarni, to do 
Bielan i Młocin, gdzie odwiedzał dawnych przyjaci6r pp. Potzn. i Rey- 
chla tamże mieszlmjących. a używając przechadzki po polach i lesie, za- 
stanawiał się nad roślinami i drzewami, nauczając mnie Pl,zytem botnniki. 
Przyzwyczajony do zatrudnień naukowych, nie uważał za poniżenie sie- 
bie uczyć dzieci ubog-ich rodziców, przyjaciół lub znajomych i to bezpła. 
tnie; co dzień po godzinie lub dłużej wykładał im niemiecki, francuzki 
i łaciński język, a nadto historyę, geografię, starszym zaś mgikę i mo- 
ralną naukę. Młodzież też przychodziła ochoczo na spotkanie professora, 
i ucalowawszy ręce, śmiało i wesoło z nim rozmawiała, co go w dobry hu- 
mor i wesołość wprawiało. Jak dalece był ludzkim i dobroczynnym, dowodzi 
i'L .waa 
't ,.tmłr J i d w-)/u ui 
Ci) Na końcu dzieł Nro 118 napisał: patrz pag. 77-9S. ,,8Iu'ylo to pismo niegdyś za prze- 
wodnika do uksztalcenia serca szlacbetnej młodzieiY, torlU'łc j6j oraz drogę do nabycia gruntowniejszego 
prawd poznania, które z interesem czlowieka ne,jistotnieju)"m, 
i'le s4 skojarzone. Gdy ten królki 
zbiór nie zostanie bez korzy'ci, poczyta sobie autor za powinnośó przysłuiyć ei
 publiczności, obsze.... 
niejszll!m i dokładniejsr.lI!m pislUem." Jako. w DlI8tfl)n)'ID roku wydaJ dzlelko: "Recueil d81 id4" 'l'meD' 
tairs ete. ete." w eze6ciu tomach. I 


I 
I 
I 
I 


ł 
t' 


........ -.
>>>
305 


Ił 


wsparcie jakie ubogim codziennie udzielał; miał nawet takich, którzy co tydzień, 
a inni co miesiąc po wyznaczoną sobie. jałmużnę przychodzili. Służącego 
Antoniego S.... wyuczywszy czytać, pisać. rachować, oraz niemieckiego, ła- 
cińskiego i fraDcuzkiego języka, miał zamiar przeznaczyć na nauczyciela, 
lecz gdy tenże mimo rady Nikuty ożenił się, dał mu kilka tysięcy zło. 
tych na rozpocz
ie handlu drzewem (jak wówczas bardzo korzystnej spe- 
kulacyi); lecz po kilkoletriim handlu takowym, gdy w roku 1806 znaczne 
wezbranie 'Wisły t-abrało cały prawie zapas drzewa nad tli rzeką, i upa.- 
dek jego majątku zrządziło, przyjął go znowu Nikuta do 'służby nawet z żo- 
ną i pięciorgiem dzieci, i aż do śmierci przy sobie zatrzymał, 8 starsza 
. córka tegoż, Eleonora S..... była jego ostatnią uczennicą, gdyż podeszły wiek 
i osłabione zdrowie,. nie dozwoliły IDU więcej trudnić się uczeniem młodzieży; 
Mieszkając ciągle w pałacu Ordynackim, za. przyjściem do "\Varszawy 
wojsk francuzkich i bawarskich w koncu listopada 1ł:s9q, roku, gdy, cala ta 
possesya na koszary zajętą została, N,ikuta wtenczas wyprowadzić si
 
mus
ał" i przez całą 2im
 1807 roku mieszkał w domu Rougeta .przy 
ulicy Wareckiej pod Nr. 1357. Na wiosnę przeprowadził się na. Nowy-Swiat 
J)od Nr. 1297 do possesyi Kajzera, Fauxhal zwanej. . We dwa lata do- 
piero oddano pałac Ordynacki zupełnie !&niszczony" a wtenczas wprowadził 
ęię Nikuta do officyny po prawej stronie na pagórkul i tam jak dawniej 

atrudniając się pisaniem, czytaniem i uczeniem dzieci ubogich, zachoro- 
wał na suchoty, i po kilko.miesi
cznej słabości, umarł dnia 5 kwietnia 1812 
ro
u, majQc lat 71: i i i i' I 
łi er 11 'I '.1- IT 1UJ
 i "II' i
, ino 
., Na pt1r
 dni przed śmierci!) zrobił testament urzędowy. i cały swój 
majQtck ll r "" icznQo bibliotekę zapi
' An 9.nwmuv.
.".'. da)ynemu słudze 
ęwemu." 
 bo ( I uJ} (I o-ł "(.. 
vł 911U&O hlu'! :\;\).UII 
( . Nikuta lubił bardzo kwiaty i owoce: założył więc sobie ogródek za. 
officyną na pagórku, i tam pielęgnując najwięcej róże, gwoździki, lewko- 
ni/W,! lak, muszkate
 i ger:mit.lln, zasadził własn:J ręk:J po parę 8ztuk naj- 
lepszych drzew O\':Ocowych, i orzechów włoskich i tureckich: . później do- 
czekał się tej przyjemności, że mógł ofiarowywać żonom i córkom przy-' 
jaciół odwiedzajllcych go bukiety lub owoce w koszyku, które dochował 
własne m staraniem. "\V czasie suchej pory roku sam trudnił się polewa- 
niem drzewek i roślin. '\V szyscy mieszkańcy Ordynackiego znając upodo- 
bani'e profe8sora w tym ogródku, nigdy bez jegQ szczególnego wezwania 
nie wchodzili do niego, chociaż tylk9 na haczyk był zamykany, a gdy' 
drzewa licznym owocem były pokryte, nikt a nawet dzieci nic śmieli pójść 
zrywać kwiatów lub zbierać spadłych owoców, co go bardzo cieszyło. i wię
 
cej też owoców rozdał aniżeli sam użył. Po wyprowadzeniu się jego 1806 
roku rozebrano parkan na opał, a ogródek zniszczono, lecz po wprowadze- 
niu si
 jego 1809 na nowo go założył, nie doczekał sili! je
ak .tej przy- 
, jemności, ażeby do dawnego stanu mógł go przyprowadzić. L' r t" r uih fi 
:19 


l. 
,I 


. I
>>>
306 


. Nikuta hczżcnny
' był .ewangelicko-augsburgskiego wyznania; doś
 czę- 
sto dokośeioła swego wyznania, a czasem do kościoła keięfy Mif!syona- 
rży Śgo Kl'2y
a chodził na nabożeńs1wo. ł XD '{
&w {:t
IJ'{'N ...
G, O
!JI

J.(J L 
.nI i Jogrz«jbowi jego na cmentarz ewangelicki ass'ystowa
i liczni przyjaciele 
iucznie. Jako też obecny naówczas w WarszawiehrabiaAlexnnder Chodkiewicz 
(p6żnl'ej genemł brygady wojska polskiego), kt
ry uwielbiając patni
ć swo- 
jego na.uczyciela, n"był od Antoniego S..... księgozbiór i ws
ystkie ręko- 
pisma; tegoż w języku łacińskim, niemieckim, francuzkim i polskim wł
sno- 
rę
ZY1ie pisa.ne.' IJ oh &lu..!. 
 1J 011.. 
 I L 'Iq ,ha:' I:'I
 uJU!llGnt. (J 
ł: ]łeu 
Ma
in :Nikłlta był wzrostu słusxnegó,' twarty. rumianej i przyjemnej; . 
Moło 'miał wYl'!okie,- oczl niebieskie, blondyn, otyły: Ubierał się :
awsze 
bardzo czyeto, 'porzą8nie, nawet elegancko. II N a głowie' .fryżu,ra. upom1\do. 
wana i upudrowall
 ż czterema lokami po bokach i harcap dość dlugi. Po 
dmierci Jerzego R..
 kame
dynera 1808, nie fryzował gię; ie-cz tylko siwe 
ł rzadkie włosy zaczesywał. Stroił, się po niemietkustaroświecki,
 krojem 
z długim etanem '
ak" lub surdut z tvielkiemi jedwabnemi guzikami..' W le- 
cie nosił frak z materyi jedwabnej lub z kaximierku w' jasnym koIOl,ze, 
chustka nI!; "szyi" biał
batYf\iowa i fmboty . czylii ',kryzy i .:na
lkietkj-' u ko
 
8
ult i,tnkż-ć batystowe, 'spodilie' z hiateryj' jc'hvnhnej ; lub 'nim1dnowe kr6- 
ikie, ie 8pr.z
zk
mr 'srebl'ncmi, poiiczochy jedwabne białe, trzewiki. na. du- 
te' '!!rebrne '

rzą
żki żajinane; kBpclus
 biały, a czasem' cza
ny kastorowy 
ż 'dużerrti' 
k
ydła
i, \, i wysoka. trzci
1\ z' g
łką. 
łotą;: :a o druga z gałką 
z słoniowej kości. kt6re naprzemian nosił. W jesieni i .iitno\Vą 'porą ubie- 
kł"się'.! złl.vJsze, jednakowo. tojest 8u
dut a'ługi b
j
wy :ci;clrinó,,-orzcchowy, 
kpodnie sukienne' ciemne:'lub 8zaraczkowe krótkie, buty ze sztylpami, o. na 
mróz sukienne czarne lub ezaraczkowe 
anelą. podszyte; 
zflpkę całą so- 
bolowIł bsrdzo" piękną, ornz futro z pięknych biały.ch niedźwiedzi bardzo 
koszto
'ne, 'i to był dar pani starościny Chodkiewic
." 
',.!'ai JaL , 
-l' ł Pamiętając 01\ przyjaźń ś. p. ojca mojego, okazywał szczególną' tro- 
ekli wość i 
 staranie o mojej 
dukaeyi i wychowaniu, 
 gdy już pierwsze 
początki nauk podług domowego wykładu p'osiadałem
 ka
ał mi codzień ) 
I)rzed południem na nauki uo siebie przychodzić, a nsstęp-nr poradził matce 
mojej. te mając Jat 12 oddany z08tałe
 na'peo!!yą d. p. Mikołaja Kajze- 
ra, którego szkoła do najlcpićj. uczących w Warsznwie policzoną była, co 
niedziela jednak i świętó na' nauki przed południem, a nad wieczorem na 
przechadzkę do niego przychodziłem: wtenczas to. wiele zdarzonych przy- 
padków tak z. historyi nnrod6w jako tI
ż swoich opowiadał, co. teraz przy- 
wiódłszy 'sobie n
 pamięć; wiernie opisuję..") ł '. . I(ls tiul WoJIII /)( 
c.JU' O Marcinie Nikucie znajdzie cz.ytelnik chlubne wzmianki w następuj:}- 
eych fłziełach: . 9[ ,oOflOS '/1:11 II .Ir"ło ,11ft ł u 
-'t 1. J,it-ernrische' Nachrichten von Preussen, herausgegebcn von Goldbeck. 
BerIiII 1781. Tom I ijng. 182 i 40. II I) o .1 ()pu , 
Q. 


L 


\ 

'
>>>
ani. 



 


2. De l'.Etat dCi! EtuJee, des Lettrcs et des Moeurs en Pologne, pour 
servir de reponse 8. reBBni critique sur l'education Polonaise, par E. N. 
Murray. Varsovie 1800, pag. 131. 
3. Bistorya Literatury Polskiej, wystawiona w spisie dzieł drukiem ogło- 
szonych przez Felixa. Bentkowskiego professora historyi i bibliotekarza w li- 
ceum warszawskiem. W Warszawie i Wilnie 1814. Tom II, pag. 52 i 53. 
4. Opisanie historyczno-statystyczne miasta 'Warszawy przez Łukasza Go- 
łębiowskiego; wydanie drugie poprawione, znacznie pomnożone i rozszerzone. 
W 'Warszawie 1827 pag. 178. 
5. Dykcyonarz uczonych Polaków, zawierający krótkie rysy ich życia, 
szczególne wiadomości o pismach i krytyczny rozbiór ważniejszych dzieł niektó- 
rych. Porządkiem alfabetycznym ułożony przez X. Ignacego Chodynickiego 
zakonu Karmelitów. We Lwowie 1833. Tom II, pag. 169 i 170. 


G'
egQ'
 Jaholkowski 


.
 


I'
>>>
}ł: 


'mott , oło'J 'I t I ł j f U 
.
...d q. .' oIoq IIGi;t j)e'f 'lUB ę.LIpiłh
' !ł'f a ')v:u' 8 
.IBI ':łlSq {OO81 eivo,'ud ,'(II11UlłI 
-ol o lIJ!)aJJ"J
 f9hb oi i18 Vf Moi'"..ai't'lf .i' hf Ioq '{ ;t 1iJ v.:ry iII .8 
-ii 11$1)[ oiltliJ i i'{"lCI:t ia(.8'1o 1o'J(ł o
9jll v oJtto
fi B.Xilo'!{ e:OInq d
1{lIo's. 
, i ta. l tlI IfloT .k18I siDIi'lf i eiwa
 1 VI VI .wJbl 'IIIJ'S. aw IIIU:}: 
-oD 8 AuJ 
 &'Ją 'l(;wn 111 Yf dr . lU !Jn
'(.:tBl;ta)a OITSO 14 ial' . 0.1- 
0&,e3 "I i en 0IT1I1 oitis:
'S. .oooiWIJ'tqoq i II av 6; 11
'{W . wl.)
ł 
$\'1 ,
q \&81 eiVlaarraW VI 
b]{s:Jo'l .d -ę:o 
""aa 
 .C} 
X1
 i ab II iq o i u niw ,HlJO a 
frbr lf :m 11I1f& om' mno'! .d .' 
it J oJ .wOj' , 
 JJuo1lss 


.ai d.?' "(
 
J,ibiU j
i
b d!) 
, ');0 J 


: orJ 
lO 


11 


'( i. IV a . 
oi o '( 

'.Iq '( 
,11 'I' 



 


'i\ 


I 
j 
I 


L. 


. 


,
>>>
! 


Ołf. 


() 


nL i. IIS1 iII ua
im ,)\. U
 o 1
1 t: -'OJ 
 (, ol"'" 
oąo M.-Ą_,-.lf 
l '.. . v& nu '(11'1S' 
I .lin EJI lt s. II iaw d:)J 'm:iq W ł,...! UH:U 
l l::J.i
1 . dv.wu I "X1QL.I1 :J:,i" '(m.llUl
'
8S 
.C I) h.d9s'łq JJb'(& eli', d') 
uię:. (Loq VI .m yuU lwI , qie j' cin"I'i
 eim" dq j'l 
uli o ,ol'{.:t O. L9illl (Ii JOZEł-' IGNACY t III l:£' 
-,R o i ,J
iIQ
o J r,
 .n. }
)) .iq i i ,'Il . ,[)(.., 
 Jid :!''td 
. , i 0(1 t 
.. I :r ' fJ' V, 
 ł'. lf Ul 
L 
.iq 
Bt II 6 A 
J
 
.I\ m rr!ł :łuLI
 
IE 
x
 móo .... '-' v..¥" . ' i ,m;'n:il. 
JJ . o
 
ill '!LX .łłJ!"1' 
VI "-: ciufJJI' g,rn ogsiu "JW u i'(x: 
o l' liIiulI.allł'S ,\"10.:1:11 119s'I(1 
 .'{ł 'Vloq ('{"Id:- :ra mul 
"1I'ł/0'l 
_..11.. uo t
qf)Ji.:s I )iuAl, '.l IS'W Lnx - .
 '{1l0X'JO
Ó lItj
łJi
g oJr-i..ai 
-oa ,imllio(.I:1e mi Ilu fU 1)1li'(loq[lo l i
u'lL 
 . im.l1J1'(,9aO iłllSl1lJioVl5'łb im9i
 
,'{,
S'.JI (.Iia łUI "i- . ULQ1BQ O
SOrf1 .i9 .O
611'19s.edo i . iU;:lIobmll/!\: UJ'{ił 111011 
- c C'. '., . . r '( . li' . 'ł(n"J JI. oH ,ill' '1JJJ ;, IbIo ooos90ło 
o tLT"J:S
:3I;'q !ul 
w . °'180 1\11 o
",::J !Jod '( u n II .niillli' 
o£I 'J:)' lum:.Qx ioq oq . fsbol d,)'{1I1ła d
'(nnt 
\';.J)lilll (LI :n!eo:"1Il I: : °Il0\.1Jn8 i liiI II v l:łl.łłq' Ai...."ib 
ł.. -2 ,,,....i. bn i;:l.iy,,'n :)"
1 
ózef Ignacy Kraszewski Ul'odził się dnia 26 lipca. 1812 r. 
w W arszo.wie (w domu ZiętecJdch blizko Śgo Krzyto.), gdzie 
rodzice jego przybyli, unikając przechodu wojsk, zalewajlł- 
cych kraj podówc
as. W parafii .święto-krzyzkiIU ochrzczo- 
nym został. .J;.i t.. ..b 
Ojciec jego Jan Kraszewski z rodziny z Mazowsza pochodzlł- 
cej, ale zbiegiem okoliczności aż na Ukrainę zapędzonej, zamie- 
szkał już był podówczas w Grodzieńskiem, niedaleko Prużany. 
Matka (jak i ojciec do dziś dnia żyjący) z 1\Ialskich Kraszewska, po- 
h d . P dl . . I I "(') u 
y " 
c o Zl Z o aSIa. . I ' r r 
Poezątlwwo wychowywał się' u prababki swej
'\\Dioła dobroci, ideału 
dawnej polskiej niewiasty, Konstancyi Nowomiejskiej, i babki Malskiej 
na Podlasiu w Romanowie; gdzie pod cieniem starych jodeł i olch', wśród 
klekotu niezliczonych bocianów, zbiegły pierwsze jego lata. Oddany naprzód 
do szkół, do kolonii dawnej Bialskiej (t), tu znów znalazł w starym zam. 
czysku, w kilku dawnych kościołach, i powabnćm miejscu, miłe na przy- 
szłość Wspomnienia. Tu pierwszy raz w starych na strych wyniesionych 
grzebiąc książkach, zamiłował je jeszcze dzieckiem. Do nauczycieli. których 
z wdzięcznością wspomina, należy dziś żyjący w \Varszawie Adam Bartosze- 
wicz, który pierwszy do literatury wlał mu ochotę. Jut i tu na szkolnćj ła- 
wie, zrodziły się pierwsze bajki, pierwsze powiastek zarysy. 


d, 


.Ił: L ł ł 
I I 
 rf"{ut 
.. 'Sw 
bIJ; VljB'W 
9io i
b flixb ' 


.Ił 


, 


t 


(I) Miaato Biała, dziedzictwo dawnillj kl. 1{adziwilł6w leiy w Podlasiu da"dm, a dzieiaj guboc- 
lIillubslskiej. ,
>>>
:1to 


, r 


}lając dać szczegółowy życiorys tego zn;,komitego pisarza, jednej z SWJe- 
tllych gwiazd literatury naszej, możemy się wyręczyć opowieścią samego 
Kraszewskiego, co nam sili} w pismach swoich z każdej niemal życia chwili 
w,rspowiadał. Zatrzymamy więc naprz6d uwagę czytelnika na. Romanowie, 
gdzie dziecięce chwile życia przebył (I). 
,INo. rozległej płaszczyznie ciągniącej się ponad Bugiem, w Podia siu 
dawnem, jest majętność zwaDą. Romanowem. IPiękne to miejsce, o tyle, o ile 
bez biegącej wody i gór, może być kraj jaki pięknym. Zdobią okolice i OSI\- 
dę samą lasy starych bardzo drzew, jedna z najcenniejszych ozdób, bo jćj 
za żadne pieniądze dostać nie można: a stare drzewo, jest czemś tak pię- 
knem, i pr6cz tego, tak m6wiącem o przeszłości, iż jmżdyby go sobie ży- 
czył u wr6t swojego mieszkania. Na małym wzgórku, wznosi się nowy, mu- 
rowany dom mieszkalny, poważny, milczący, przed kt6ry zajeżdża się okrą- 
tając dziedziniec otoczony zewsząd drzewy, zamkniQty z jednej strony dłu- 
giemi drewnianemi oficynami, z drugiej odpowiadającemi im stajniami. Do- 
koła tych zabudowań, i obszernego, ciemnego ogrodu, ciągną się kanały, 
otoczone olchami staremi, a każda prawie z nich nosi na sobie gniazdo bo- 
cianie. Od ganku wychodzącego na ogr6d, wzdłuż przezeń, iązie ulica z ogro- 
mnych starych jodeł, posępnie zawsze szumiących. Po bokach ciągut się 
długie szpalery z lip i grabów; a przestrzenie między niemi zajmują roz- 
rzucone .tam i sam grusze, wielkie odwieczne kasztany i 
ipy. \ {\ - 
.'1, "Za szpalerami łąka zielona, i olchy znowu, i nowy ogród, gdzie stoi 
chatka, łazienka i kaplica. 'Vyjrzawszy za rozległy ogród ujrzysz zielone 
smugi łąk" i dalekie lasy K1'aszczyna, wsie Wygnank{ i Czeputk
. Naprze- 
ciw domu bd dziedzińca przeli wyciętą.- długą trybę lasem sosnowym, prawie 
dojrzćć można trzeciej wioski, Sosnówki. r .
t80
 . m'(ll ,ł 
-! W t k " t .. h l .' ł 'u k i ł t k . . 
." a lem o mieJscu wyc owa em su
, zros em, ta weso y, a 'pie- 
szcz6ny, tak kochany (choć zapewne nie od wszystkich), jak gdyby po wyj- 
ściu ztamtąd, samo mię szczęście na świecie oczekiwać miało. Przygotowa- 
ny do życia przez prabaLkQ i babkę, (z kt6rych jedna jest jui'w niebie od 
roku, II. druga ze łzami w oczach mieszka jeszcze w Romanowie), sposohi- 
. . . ł Ji, '(VlODO'( o "O aJ\. 
łem Się do mego Jak na ucztę weso ą.' I ' .. "' . I ' .. b . o 
l
uJl I ... l' I 'lU 
b .. "O! 
vesołrm wstępem do ż
cia był mi Roman6w
 był
o br:;o;eg gorzkićj 
czary, Idorą Bog słodyczą zaprawił, abym długo wspomlOał, J uługo płakał lat 
moich dziecięcych. I wspominam też, i płaczę, z boleBoem serca ściśnieniem, 
płaczę po tej niepowrotnej przeszłości, którą. ,tak mam w Sercu i pamięci, 
jakbym się z nią. wczoraj dopiero rozstał. Ileżto razy w usta moich po- 
wieści bohatCr6w kładłem żal lat dzieeęcyoh, który z mego serca płyo'łł: sq.- 
dziłem przypisując go innym, że każdy, każdy żałować musi młodości, ile 
razy ją praYPoIXmim' bo jej nic uie z tąpi, bo tak, okropnie, t, k wi i 
(Ha nas umarła. 3: W1Siq'- l' '
8d o:tunbiq 
i. \[j
bo1s ,aiw 


j 
J 


1ł11f
 J:.... iawab 011' 
(I) Obraz11 .yei. i podróży. Wilno 1842 l'. 


.dl oHaiU (I) 
· -i
lńllldul iaa
>>>
, ;H 1 



 


.0(J "Lata pobytu mego w Romanowie, były bardzo szczęsliwemi, dnie mi 
znjmo\Vola nauka wcale nie ci
żka, wesołe zabawy, przechadzki po Romano- 
wskim ogrOllzie, przechadzki, w ciągu których poglądająo po starych drze. 
wach, po cienistych zakQtach, nczyłem eię marzyć, i domysIać mgli8tej jakiejś 
plizeszłości, zdając 8ię ją. tylko przypominać 8obie. J 1"110 "i 1 Cif 111 
of, "Już' ciebie niema droga moja przybrana matko, - na. której kolanach 
nauczyłem 8ię czytać, myśleć; i modlić, już ciebie 'niema. aniele Bwięty, aRo. 
manów opustoszał. Jedna już tylko babka w nim płacze: o, 'nie mogłbym 
go tel'az widzióć,' a jak mnie boli wspominać! jak 'tam teraz pusto i c:u- 
dzo być musi, jak zimno, jak zimno l Ale dl1wniej, dawniej, mimo kłopo- 
tów życia, mimo nierzadkich zmartwien, Romanów żyl, Romanów był tak 
wesoły, tak miłyl Pamiętam jeszcze dziadka naszego, w bajowej czujoe 
chodzęcego koło 'gospodarstwa i ,ogrodu; pamiętam prababkę, którą Wów- 
cza8 białą babunią zwałem, jadącą do Chmielity 8pokojn, klaezł Jarosze- 
w8k=ł, przykrytą od much bial:} kapą w pstre cętki. I,}[ , 

o "Pamiętam, o! pamiętam wszystko, i naukę czytania na kalendarzu, 
i wieczorne zabawy, i cacka dziecinne, i wszystkie nauki twoje, biedna 
prababko, pamiętam, idy' ni dają łako ie, po jakiemś przewinieniu dzie- 
cinnem. powiedziała: Ił . I fI II I' I I' . 
.J. 

 Tak, Józiu, trzeba za. złe dobrem płacić. .l: i,,£ ..:n oilh t 
"Bóg twoje cnoty, zapłacił elIugiem, choć bolesnem życiem, we8złaś 
teraz swiętl) do nieba przecierpiawszy na ziem], co tylko najdotkliw8zego 
dla serca matki być może, prz('płll.kaw8zy nad mogiłami dzieci, i gdybyż 
tylko nad inogiłaR1i,l. W spomnieiJ. tych' początkq mojego łyda zgromadzić 
nie mogę, tak mnie 'żal ogarnął. I nigdy, nigdy, nie wróci ta - przeszłość, 
nigdy nie wrócił ci ludzie, tamte czasy, nigdzie już nie .znajdę Romano- 
wa, nigdzie! Róg łaskaw, ja Ilmm znowu drugi' Romanów, ale i pierwsze- 
go mi żal, i po pierwszym placzę. FUl! 'o J 41 . . willll 0'1 
" Od dzieciństwa, nie wiem jaki szał wrzał w mojej głowie, nie uwierzycie 
mi gdy powiem,' żem wprzódy"' pisąc począł, nim pil3ać umiałem:: ale to pe- 
wna, żem dridwwancmi literami składał już jakieś powieści i wiers::e. Przy- 
IIzłosć moja objawiała się wyraziście, lecz prócz dobrych babek, reszta fa- 
miłii nielitosciwie szydziła z tych dziecęcych \vyeileń. Równie mnie wów- 
czas zajmował rysunek, do którego taż sama i dziś pozostała namiętno
ć. 
Tu już, w Romanowie, dzieckiem jeszcze, marzyłem. na przemiany o nauce, 
o sło.wie, o 8ztuce, miałem już jakieś przeczucie wszystkiego, przeczucie 
powołania. Nietyle jednak zajmowała mnie nauka 8ama, która mi. 8ię. 
przyznam, wydawała dose nudną, nie byłem bardzo pilny, nie miałem pa- 
mięci do słów i formuł, nIe po lekcyach kradłem książki, aby je czytać. 
Pamiętam dobrze, jak je8zcze małym chłopięciem drżałem od strachu, czy- 
tająo romans p. Radcliffe, na ganku ogrodowym, gdzie żywej duszy 
nie było. i smutno tylko jodły 8zumiały. Byłem. tak w końcu przej"ty, 
żem n
u8iał uciec do pokojów. Trzeba przyznać, Że gdy wszyscy w do- 
mu, drogie babki, dziad, wuj, ciotki, wszY8tko czytało i mówilo o lite-
>>>
312 


rnturze, wpłynąć to musiało niemało na zachęcenie mnie do nlt
J' Pe- 
wna. jednak, że jak siebie zapamiętać mog
, zawsze z tą wrzącą. ciekawo- 
ścią do książek i nauki. Nie miałem w początkach innych nauczycieli nad 
drogie' moje babki, aż do lat w których do szlcół mnie oddano. Przejście 
to było ciężkie, okropne, zpod macierzyńskich skrzydeł i pieszczot, pod 
dozór zim:Iiych ludzi, których nie obchodziłem, Lecz wróćmy jeszcze do 
tego Rorrianowa, który' r1zis jcst pustką i ruiną dlą mojego serca; pie- 
szczonem dziecięciem biegałem tak wesół, tak przywykły do szczęścia, 
żem - bardzoJ dIugo nic pojmował śmierci, a kiedy mi o niej mówiono 
najmocnićj w nią nie wierzy1em. Ileżto' razy od tego czasu, kaMy grób 
zamylmjący się z mojemi drogiemi przekonał mnie, iż w śmierć wierzye 
potrzeba. UlJ d tO
!.IS III Dr. 
 
 mflt:!im l .'.1"11 ]I H 
-71' t,Późniejsze lata. życia, już się zatarły: w pamięci: nic 'wiem dlaczego 
te pierwsze tak żywo- jeszcże przytomne, jakbym wczoraj dopiero z niemi 
się rozbratul? Każdy szum drzew, przypomina mi Romanowskie jodły, ka- 
żdy Idekocący bocian, tamtejszych bocianów, i myśl
 patrząc na lecącego: 
może on ..odem ztamtąd? Każda' olcha, przywodzi mi - na myśl, stare nad 
kana1ami rosnqce. Mój Boże I wszystko minęło; ludzie poszli do niebios, 
czas mignął się, i nie wróci I jam postarzał. A owe chwile młodości to 
tylko marzenie dzisiaj, które !m daMj odemnie, tern więcej jaśnieje na 
tle pract1zło
ci.: f .. 18'łJod 'Iod'.') ,m I l. 'lU.. 
"J
k pisać o Romanowie, o tych latach? Nie wiem, i więcej nic będę. SI} 
rzeczy,. ldórych cz'łowiek nie śmie rzucać w oczy światu obojętnemu, bo- 
szyderstwa się lęka, gdyby się z nich ,śmiać odważono, okrutnie czułby na 
tem. Dość, do
ć, tych słów kilku, wspomnienia drogich osób i łez, które 
na papier upad/y. i Miałem napisać i wiele, ale nadto czuj'i) straty, abym 
potmfił na nie narzelmć, i' słów do elegii dobierać." I W',H ! )ish ia .I! 
Posluchajmy jak sam opisuje, przy wspomnieniu miasta Biały, pierwsze 
chwile życia studenckiego. I "II ł ,'ł-II 111 .'1 r . y 
I "Ach l. w tej to Bialej, przebyłem ja najlepsze z moich lat dziecinnych, 
w nitU się mojRo dusza. otworzyła nn świat, tu poczułem raz pierwszy chętkę 
do pil!Rnia
 i raz pierwszy wziąłem pióro w rękę. 'Widzicie teraz, dlaczego 
tak kocham Billłę, i szanuję jej w!pomnienie. Wy, którym inoje nieustanne 
pisanie, .może się już nieraz sprzykrzyło, niewiele zapewne będziecie wdzię- 

zni miasteczku: ale ja, ja je Jwcham, ja je szanuję: Mimowolnie w sta
 
rości czuje każdy przywiQzanie jakieś czułe do. pierwszej kochanki (bodaj 
ta była służQcą jego matki) tak ja do tego miejsca, w którym poznałem 
raz pierwszy'roz:kosz wylania duszy na pn.piel", czuję dotąd, coś nak:szta}t te
 
go przywit}zan.ia.,j" Plebania Bialska (pod ,względem powierzchowności) była. 
oryginałem mojej plebanii w Panu fV'ale':V m : patrząc na nią .ulmidkiem z okna 
sali szkolnej, opisywałem ją nn. okładkach seksternu geografii. ,Cały Wielki Awiat 
 
malego micuteczka, osnuty już prawda później daleko, w kilka lat, ale na tle I 
wspomnień o Białej. 9 t na
'tq adsnl' .w1Jlmloq ob :t3i:II iRi.,u:n ma! 1 
-
iJ o 
ii I hm ;. o o-ł
.. iJl
ob .lU tlllli
b .,i
daJ oi1l1)-d, .IM
>>>
( 


I 
. 
I 
I 


....... 


313 


"Biała jestto miasteczko na Podlasiu, położone na h'akcie warszawskim 
z Brześcia Litewskiego, przez Mi
rlzyrzec i Siedlce idą.cym: niegły!i hyła 
punktem granicznym między Polską a Litwą, fi. bodaj czy j
j na.\\'lłół linia 
graniczna nie rozcinała.' Leży ona wpośród równin, lasów i błot, ma ruiny 
zamku Radziwiłłów, kilka klasztorów, kilka kamicnic, (których teraz, gdy 
to piszem znacznie przybyło). Wszystko co zwykle składa stare miasteczko, 
niegdyś rezydencyonalne możnej rodziny, potem wyglądające jak futcrał od 
czegoś, pełen pająków, i pajęczyny, gdy ożywiający je dwór i dziedzice mo- 
żni znikną., , oh " i ," 
 
 ..'nr.iIJ 
I "Pięknie się jeszcze za. moich czasów (1825-1827) świecił w Bil\lej 
zamek niegdyli obronny, otoczony wałem, na którym rosły starc lipy, nuzych 
przechadzek wieczornych, i śpiewów wcsołych świadki i słuchacze. Patrzali- 
smy w wyschłe fosy: dumaliśmy o zamczysku na który jedno wejrzenie, dziś 
mi maluje całą jego przeszłość, i dawniej jcgo mury z podaniami domyśl 0- 
nemi, podsłuch:memi, wydumanemi, zaprzątały głowę chciwą dziejów, i wzru-' 
szeń, ciekawą powieści, i łaknącą ich jak powszedniego chleba. . Ten zamek 
niegdyś obronny. te wały zarosłe lipami, a. wśród nich, w ich wianku poży- 
wniejszego już życia, pałace, oficyny, kaplice, groty, malują i przypominają, 
i wieki najazdów, wojen, niepokojów, i wieki przemocy arystokracyi tak nie.. 
szczęściem silnej w ostatnich czasach, która drąc się z Robą i ze szlachtą. 
dumnie hrząkała o szablę, w niej tylko widząc kodeks prawa dla siebie, I\i 
póki i szabla i ręka co nią potrząsała, nie upad'y w proch Da zawsze. ,/11:. 
"Cieniste, stare lipy wałów, ileżeście to dziecinnego życia scen widziały, 
ile
my to pod waszemi gałęźmi bajek sobie n..pletli, patrząc w te fosy. 
w których gdzieniegdzie. stęchła i zielona woda, odzywała się do na8 glo- 
Bem tysiąca żab, ostatnich dziedziców zamkowej okolicy, nRjgłosniej podo- 
bno, a pewnie tu najdłużej panujących. . J. '{'łllt 1 JI '{I' li I 
" W chodu do zamku strzegła pięćdziesiąt dwu łokciowa wieża (wiem o tem 
z geometryi praktycznej) i brama ciemna, w której wiwatowe stare armaty 
jeszcze leżały bez nóg, sparaliżowane i umarłe, zapchane śmieciem i piaskiem. 
Z tej wiety dzwonił jeszcze ostatni, co przeżył wszystkich w zamku, Bta. 
ry zegar, ale dzwonił niedawnym panom Bwoim, nie weselu i dodatkom, 
dzwonił nad glową kajdaniarzy w wieży zmnkniętych, dzwonił godziny nę- 
dzy, upodlenia, występku, rozpaczy. Mój Boże I myślałem nieraz o tern, 
gdy godzinę uderzał zimno, równo, jednostajnie, tak jak za dawnych cza. 
sów bywało: myślałem jak się pod nim ten czas, który on mierzył tak 
równo. odmienił. Dawniej wesela, uczty, biesiady, albo pacierze pobożnej 
starej księżnej; dziś godziny więźniów, godziny stworzeń głupich, spodlo. 
nych, występnych. A wszystko jednakowo! Szczęk łańcuchów tych ludzi, 
był dla mnie, pomnę, najstrl&szniejszym dźwiękiem, obawiałem się ich tak 
hardzo, nie śmiałem spojrzeó, na nich, gdy przechodzili ulicą, i ucieka; 
łem gdym zbliżających si
 uslY8zo.ł. Zamczyska dz\cdziniec pusty, zarosły 
był zielem. Ramek pusty także" straszliwie pusty, t bo wyją.wszy bocznł 
ofi(lynę. : W kt,',rej mieszkał ktoś jeszcze, wydając si9 tam jak jaskółka pod 
-IIi x 03.9i1/8:1: . . nuf j ., J '( -to . ł-
>>>
.au 


, 


I 


dtwhom, J'C!;2ta. mm-ł.')\v była micszlmnicm duchów, baJek, sów i wr6bli. Sale 
staly ogromne,' 'Smutne, puste, zf\wnlune potłuczone mi szkłami okien, ledwie 
dawne
o życia 81:łdy pisały 8i
 po murach \V otłl1cżonych gipsach, w któ- 
rych lę
ły, .siQ wróble, w IUnhJ\Tanych nluMrzwiach... 1 Osobliwości:} zamku, 
były dwa' 
bm . wieIJ,;oluJa (w istocie kości 'wieloryba) i kooioł duży, 
w którym jak niosło podanio, Uadziwiłł któryś, kąpał się w winie, o. tym 
wincm potćm zapewne, ulachtę scjmikową poił. ,Był tam i tradycyonalny 
zwiel.ciadl;my rucguyś polu)j, \V którym minio. być: tć
 i podłoga zwiercin.- 
cll:ma. Na nnjwyższćm piętl"zc zamku ilc zapamiętam, w murze był niewieI.. 
ki luft,. który przez całą jego wysokość, aż do podzicmnych schodził sklc- 
picń i kończył się studnią. I .Uzucnliśmy 'tam kamienie, i Da.etawiali ucha, jak 
długo obijnjl)c się o ściany" padały coraz ciszej, coraz głębiej, aż plusnę! y 
w wod
 Były t:uu i ślady małego teatrzyku, na górnem piętrze. \V ogro- 
dzie objQtym wałami (przestrzeó, którą one otaczały, była wielką), zarosłym 
zdziczałemi (l1-zewy, chwasty; i kapustą; dzisiejszych mieszkańców. zamku, 'by- 
ł:, 
rota. 2J mustli i gips
tur, z 
tÓl'ćj tylko to paU1i
tam, żem w niej pier- 
. wszy' raz widział krzyż Sgo Stanisla\"IJ"., trzymany .przez 'nniolów: lIIusiał-o 
to być na wieczn:) pumi.) tkę kawalqrstwa któregoś z ostatnich Radziwiłłów; 
wróble na tym wiele S
VI"ZYBtllly.bo zdajo się, IŻO, dla nich,. nic w.świecic' 
niemR. wygodniejszego. na gniazda, nad .połamane gypsatm'y,. przyczepione 
do mur6w, i lubo im świc"gotać ua. zwnli!kRch. ,Byłl\. tam też wśród kapu- 
ści:mych grządek fOntanna bez wody, kaplica bez nabożeństwa', i słupy bez, 
parkanu, tuk jak zamek bez panów i bez duszy. Jedna część zamczyska za 
moich się czasów obalila w nocy z.ogromnym łoslmtcru: początek putrefi\kcyi 
tego tmpa,. któl"ogo godziny i latll. wyuzio1Jją i JlOŻI'
 jak kl'ucy i sępy..111. w 
.or "Czemuż nie mogę znaleźć k8iążccżki.. w I
tc'.r(j dzieckiem jeszcze,: tra- 
wiony gorączką literatury i sztuki, opisałem by,ł sobie, i wyrysowałem po 
dziecinnen-m stare Bialskie zamcŻysko: byłaby to .dla mnie mil" pamiątka. 
'(J "Mieszlsłem u rektora Preibs& niedaleko zaniku, naprzeciw fornego 
ko!icioł:-,,. iw domu pompatycznie zwanym akadomią, (byłato dawuiej kolonia 
naukowa) II Naprzeciw okien stał murowany słup, dawniej granica. Litwy 
i Polski. W tymto domu na strychu, piĆl'WSZY raż .rożlciłowałem się 
w sttt- 
rych książkach, i jakimże wypadkicm tam leżących "I 'Ii (t'łlul
 LQr iuw '
L 
,UI:Jt "Uczeni OWł'go czasu profcssorowic (wyjmuję ż ich liczby Adm
\(
 Bar- 
to
zC\\'icza, któl'Y -l'ewni
 O tein nie wicdziuł), otrzymaw8zy, do hiblioteki dar 
wielu .książcklltn.!,ydl, .wybrali nOW8ZC i lcpii
j oprawne, a resztę kazali nR 
strych \yyrzuCić. Chodziłem tam postrzegłszy to, i jakem się bawił przcglą.. 
dająo f\tare hol sztychy, USiłl
ąC zrozumieć, co tam było napislłnc, w niepo- 
jętydl joszcze dl" mnie językacb. . ,Już wówczas jakiś! .węz.ełsympatyi łą.czył 
mnio ż ksiQgami: czułem na ieh widok to, co czuje młodzieniec, gdy ujrzy 
przeznnczoną mu od' wieku, . kochnnkę.. Zdalo mi '. się, żem gdzieś widział. to 
wszystko} żom znał; przypominał 8obie
,'zdnło mi się. że gdzieś, kiedyś te 
)tsiążki C,zytałem, że nic były mi obce., nie. były dla mnie nowe; czułem,. że 
nie piel'w(,z/ł już; kocham je miłością.. Goethe byłhy powiedzilłł z LejlJnitzem, 
że duchowna moja monada, szlachetniejsza część mnie, wyszła świeżo z ja- 


\ 


II 
I 


r 


.J ,
>>>
-, 


....... 


315 


, . 


Idegoś bibliofila, mOle się to zclajo,' i zdało pł'oatćm tylko p-'rz
c,iucicm przyj 
8złości, które brało na się postać wspomnienia I mi aą i mIJl.t8... i 
I "Naprzeciw nasz{'j ukoclcmii, At:it, jakem powiedział, kości6ł farny, ni\}. 
stary jeszcze, ale cznrnyi' posępny. bo hrudny: wpośr6cl cmentarza obmu- 
rowane
o, otoczonego lipami., n3 'którym jeden tylko kamień grobowy wtyle 
zo. kościołem ,letał.' Czytaliśmy go jesżczc' z mdni odzierając:" pamiętam 'Że 
tam były wiersze polskie, że kamień pokrywał doktora, 
zy aptekarza. ,V ko.! 
ściele ładnych pami:
.tek.I'( I1eżto tu odbyło się' \vesołych festów ! biegaliśmy 
na roraty z palierowcmi btarniami, dr
ąc od zimrui i -chuchaj::!.o w s'kostniałe 
palce; śpiewaliśmy G07zki« 
ale po niedzielnych w pośłJie nieszporach; tuśmy . 
stroili ołtarze na' Boże cialo, to .święto tak 'wesołe, w'którill
 trudno się było 
modlić inacl1l{
 jnk duszą, bo ws
yscy tak strojni, bo dzień tak liięlmy, tak 
wesoły, tak zielony i kwiecisty!,'. I1eżto znowu'. widzieli
łny :ślubów l ,vesell 
Pamiętam jedno. Szła- para do 
lnhu
, fi, z kości ola sZIU'ym mrokiem nie
l; 
ta'upa na mogiłki. Spotkało.eię wesale z I)()gl'żebem wpół 
mentarza, i posżło 
swoją drogą wesele, swoją drog,! pogrzeb ł,zy wjednę, nade,ieja w dl"Ugą sh'o- 
n
" Szeptali wszyscy o' złej przepowiedni I mąż wkt-ótoo potem umnd
 I jhlc 
było nie uwierzyć w tajemniczą przestrogę lOBu?' ", 
. fis O'! 
. "Od li'ary' szła droga. szeroka, na. leWl rzucl\jąc zamek 
' do klRSttoru 
Panien l\filosierdzia, który mi jest pamiętny ni
ednym smacznym u tmnny 
starszej podwieczorkiem. Idąc t
dy' 'm
 )Jrzechadzki przygll,!dałiśmy się cieka1- 
wie sierotkom wesołym, swmvolQcym z rozwinncmi włosami, w białych su:' 
kitlnkach, po ogrodzie Jdasztorn. "V dł"Ugą .stronę od Fary, wiodła ulica do 
rynku, w prawo mniej8za, na którćj. wfeln mieszkało Btudentów, ku Udor- 
matom i przedmieściu Woli. 'Tu był szpital kościelny, na kt6ry patrzałem nie- 
raz z okien akademii, ciekawie, śledząc wypadki tycia ubogich, którego' .nie 
pojmownłem spetna, ,vyobratając je sohie poetyczną mieszaniną nędzy i dzi
 
w6w
 Tam dalej ku Woli, częstośmy. ponad zarosłym trzcinami stnwem, cho. 
dzili na przechadzki. ,W lewo etał smutny, posępny jak tycie mniBze ldasztor, 
i kościół Reformatów. Idąc rynkiem w miasto. ku końcowi jego ukazywała 
się dziwaozna Btrukhira kośeioła księ!y Bazylianów, którego architektem był 
sławny asceta, ksjl).d
 SzczwroUJski, fundator nowego jakiegoś teńskiego zako- 
nu, upadłego podobno: i łon .)f! III iw 'In ou jon:) 1rt1 S "I:)ł! /lO 
;,Jest jeg drukowana Mis8!J(Z Bialska; a mimo; tych wf.l2:ystkich dzieł nie- 
wątpliwa, że miał coś naksztalt spokojnego pomieszania. Dowodzi tego po części 
i architektura kościoła. z mnóstwem galeryjek, galeryj, wschodów, wschodków, 
nisz, korytarzy i t. d. Nad wielkim ołtarzem złożone ciało błogosławionego 
Józefata Kuncewicza. 'W rynku miasta było. apteka, kramy drewniane, po- 
czta, traktyer i t. d. Mieszkałem u rektora w starej ow'ij akademii, o któ- 
rej wsponmiałem. Dzień nasz I!chorlził na nauce. zabawach w ogrodzie, 'trzpio- 
taniu się, a nareszcie ukradkowych czytaniach książek już pożyczanych, jużto 
tysiącznemi .!!posoby łapanych na: drodze. i W rehacye chodziliśmy na spa- 
cery,nQ,'wAły zamkowe, do ,ogrodn akademickiego, do,Pohulan7..łi na 'V ar- 
szawskiej drodze, rysowl\liśmy lub tysiące czynili doŚwiaiJczeń fizyczno-che- 
micznych, do których GaLryelek dopomagał nalU llostarczając potrzebnycII
>>>
. " 


316 


ingredycncyj. Chemia Śniadeckiego służyła za przJwodnika, !\ieraz Bóg wi
, 
jakiego stuku i zapachu narobiliśmy naśladując Wezuwiusz w garnus
eczku. 
A co tam były za ciekawe ekspcryencye z fizyki księdza Nolleta, r; machiną 
elcktrycznt! i elektroforem własnej naszej fi,bryki: ileśmy luster napsuł i do 
natarcia poduszek, iłe opilków żelaznych i laku. Jeszcze dziś pomnę naszą 
radość, gdy udało nam się zrobić arbor diannae, choć chemią tyl
Q z klli!!ż. 
kiśmy znali, Tak to nas wszystko bawiło, zajmowało, cieszyłoI . '{i 1&-1 Nurt 
'II "Ze wspomnień Białej, nic mi mocniej w pamięci nie zostało, nad czę- 
ste miasteczka pożary. Raz pomnę, miasto zaczęło sił.} palić w nocy, zbudził 
nas głucho odzywający sił.} dzwon Reformatów; porwaliśmy się z łóżek i pa- 
trzeć wybiegli. Płomienie świeciły w rynku, czerwony dym podnosił się na 
czarne m niebie, i czerwono malowała się w oddali oświecona łUD:), facyatą 
prosta kościoła Reformatów, z której dzwonek ciągle po\,,'olnie bił na. trwogę. 
Ludzie biegali, krzyczeli, płakali, inni stali ziewoj'łc i patrząc, inni wstawać 
z łóżek lenili się. dowiedziawszy, że pożar daleko, a wiatr w przeciwną stro. 
nę. Trwa tak pożar do rana, a z rana zaczęło się miastec2:ko p11lić W dwóch 
i trzech miejscnch. Wiatr zapewnie głownie poroznosił. lecz głucho. wieść 
rozeszła się u ludu, że więźniowie z turmy zamkowej dobywszy sił.}, podpa
 
ltł.ją i będą rabować. Cóżto był za przestrach dla nas dzieci I Drugie niemniej 
przykre i pamiętne wrażenie zrobiła na mnie śmierć biednej kobiety, która 
nie wiem za co osadzona w więzieniu, okuta w kajdany. z rozpaczy wlazła Ol' 
topolę nad stawem, i z niej w wodę skoczywszy, utopiła si". Prowadzono ją 
cicho, zakrytą, na wozie: widziałem tylko zpod lichego kilimka wystające .IUł- 
gi: leu bistorya zostałą mi W pamięci.- 'iq. 
_ ,iII "Skoi]czywszy wszystkie klassy w szkole Bialskiej, z poczętą powieścią, 
z pełną teką bujek, głową roztrzepaną, marzeniami rozbi tl). Ż'łdz'ł widzenia 
i nauki, jechałem do Lublina. Ale j/lkaż wówczas była we mnie to, żądza 
nauki? Połlmąó ją chciałem bez pracy; ciężkie nabywanie wiadomości nic 
podobało mi się, rwałem się do książek, do pisania, czeknłem, że tak powiem, 
aby mi nauko. sama przyszła. Małom umiał, przeczuwałem wiele. Droga bab- 
ka odwoziła mnie do Lublina, nigdy nie zapomnę mojego wstydu. . Zbliżali- 
śmy się do miasta, wieże kościołów już się z za wxgórzów ukazywaly. biło 
mi serce mocno; nowe miejsce, nowi ludzie, nowi towarzysze mnie czekali. 

.l -l)owićdz mi Józefie-odezwała się b,abka- pamiętasz ty co si
 W 
JU 
miejscu stało ważnego, pamiętnego? 11)f(:t m '1 ;Iq 
"Niestety I napróżno szukałem w głowie, czerwieniłem si9, bełkotałem. 
Unii lubelskiej przypomnićć sobie nie mogłem. Pod pomogła mi babka 
i zawstydzonemu zaleciła uczyć się lepiej historyi. Kto wie czy to dro- 
bne zdarzenie, nie wpłynęło na zamiłowanie jej późniejsze, bo pamiętam, 
że już w Lublinie spisywałem nagr.2lki stare, i chwytałem, jakie mogłem 
książki hil:ltoryczne. -ł, d3,! flH'dl II .' liu 
"Lublin po BiaMj wydał mi się ogromny, wspaniały, ale pusty, zimny, 
bo w nim nic było jednej twarzy znojomej, jednego przyjaciela: a choć 
młodzieńcze przyjaźni ł t 9 się 'iązują. początki 
znnnia się. Sił w pe- 
d, kxl () J t ,ł, JJJJłfJ i (j 
 dJiJJ Ih
'lilł
 oL . d.ł'(;fJs:/w 


........
>>>
1 


. 


317 


wien sposób przykre. Trzeba przejść nowicyat szyderstwa, wytrzym8Ó pr6by, 
nim cię przyjm:j. towarzysze. Stanąłem u profest1ora O... na biedę profes. 
sora matematyki, do której nigdy wielkiego nie miałem nabożeńtJtwa. Cóż 
jednak robić gdy gwałtem wciskają ci ją do głowy? Musiałem codzień roz- 
wi
Jzywać zadania professora, 'mozolić się nad algebrą i gcometryą, choć mi 
one nic nie mówiły; i obiecywałem sobie porzucić je, jak tylko mi wolno 
b
dzie, pokłonić się im, i pożegnać. Tymczasem ksiątl..i których łatwiej 
dostać było można, pocieszały po suchych zadaniach. Książki te bez ża- 
dnego wyboru chwytane. rozprzęgające wyobraźni Ił , zapalajl)ce ją, często 
szkodliwe, tyle tylko na mnie wpływały, tem coraz jaśniej widział, iż pi- 
sać musz
 Pisałem wi
 bez odetchnienia gryzmoąc, a niebardzo pilnie 
się ucz,c. Z niepojętą też ciekawością biegałem po starym Lublinie. Pa. 
miętam jak na :Furnym kościele zewnątrz znajdująoy się dawny, wpół za- 
tarty, zrysowałem napis....Byłato pierwsza antykwaryu8zowflka próbka; a pro- 
fcssor znalazłszy ją, jakkolwiek matematyk. nie wziął mi jej za grzech wcale. 
_ L "Lublin więcej ożywiony, mniej zrujnowany, nictyle przemawiał sta- 
ro
ytnością swoją do mnie. W nim pami'łtek szukać nie można było, wszy- 
stkie pokryła pobiała, i potynkowali odnawiaoze. Zamek. pamiętny nau- 
czycielstwem Długosza, tyl, wojnami, najazdami. począwszy od .l\lindowsa 
iLubarta , świeżo w nowo-gotyckim szkaradnym smaku wyrestaurowany. 
stał się więzieniem. Jakże w nim, patrzlJc no, żółte ściany. mysleć było 
można o ubiegłych wiokach? Dziejów Lublina, już w księgAch tylko szu- 
kać był() potrzeba. Kosciół Farny założony wedle tradycyi przez Leszka 
Czarnego podobno, najposępniejszą i najbardziej przemawiającą miał po- 
wierzchowność. On jeden, i kilka pustych po przedmieściach rozrzuconych 
przypomniało, że tu dawniej kilkadziesiąt ich liczono. Inne w nowe się 
ubrały ł'ukienki. i zaparły swej dawności, którł bielidłem i fryzurą pokryć 
usiłowały. Lublin z łaski architektów wyglądał za moich czasów, jak $ta- 
ra kobieta w nowych, nie do jej wieku sukienkach, które nie pokrywajq.c 
lat, czyniły ją tylko śmieszną.:i. ChodziJismy na nahożeństwo do kościoła 
Dominikanów, w którem podpisana została sławna ,«uia. i stół podobno 
ukazywano, gdzie ten akt obu państw reprezentanci podpisami stwierdzili. 
Prócz tego obszerny, ale nicpiękny. i niesmKczny z pozoru kościół_ Po- 
minikański , zalecał si
 relikwi;a. wielkiej części drzewa Krzyża Świętego. 
Kilka w nim jeszcze przypominam aobie obl'azów, zapewne krajowych ma- 
larzy, bo wyobrażających w polskich ubiorach osoby i całe sceny z legend 
miejscowych. Ale tuż obok szkół, które. mieściły się w dawnem jczuickiem 
kollegium, stał opuszczony kościół Jezuitów, będl}cy jakis CZIjI,S magazynem 
wojskowym; a potem poczęty restaurować w smaku gotyckim najnieszc
- 
śliwiej. W kościele tym widziałem pierwsze piękne, i baruzo piękne freski. 
Zwrócili na nie uwagę moję przejeżdżając pan C. i kaią2ę J. W., z któ.- 
rymi razem oglądałem je po raz pierwszy. Pan C., który widział Włochy, 
był amatorem i znawcli sztuki, unosił si
 nad ich. pięknoicill' I mnie 
też tw rzyły 8ifJ oczy, zabiło serce, na widok tego gmachu r pi
kni , 


....... 


-
>>>
318 


smakownic, z takiem bogactwem wymysło\v i w(h:iQkiem kolorytu ozdobione. 
go. Malowania bowiem 'w niższej częt!ci tylko, nadwerężone niewiele, w wy
- 
szych mimo obojętności na nie, siły czasu, i niszczycieli, całe i świeże 
pozostały. Nie mogę 8obie. 'przypomnieć imieniA. malarza, któr
 jednak czy- 
tałem zapisane, z prawej strony drzwi kościelnych we\Vn
trz. "Dokończono 
malowanie około' połowy XVIII wieku. 'Przypominam j'esżćze zakrYt!tye 
lJwie, z których jednn. wyobratałn. nasklepienilI wybornie narysowane po- 
stacie lecących aniołów 'i' Bwiętych: druga kształtu owalnego, z8stamiwiał8 
akustycznym fenomenem. f Stojl!CY \V dw6ch przeciwnych ogniskach, mówiąo 
po cichu,; słyszeli się dobrze, I. gdy wpośród będą.cych,- głos ich ledwie nie- 
wyraźnie' dochodził. .Miejtlco\ve pOdanie nłeprzyjł\zne Jezuitom', niosło, ze 
w dwóch tyoh' miejscllch, ustawionEj. były konfe
yonały; ,Niednl:eko 'kost':iob, 
stał pałac biskupi i klasztór Brygitek, a podszedłszy ulicą w miasto czer- 
niał jeszcże,' później ro:zr ucony, ola ucz)'nienia miejsca. publicznemu ogro-' 
(lowi, kościół Śgo Ducba. "ie bramy wznosiły się jeszcze poważnie za 
owych czas6w w Lublinie, jedyne, niezepsute pamiątki: oawniejsze:.. Je- 
lJna. żydowska )lrzy wejściu z żydowskiego miasta. nB. ulicę Grouzką, gdy I 
,. żydzi osobną. i tu jak gdzieinuz;ej wyznaczoną sobie mieli część na miei!zkR- 
nie; druga Krakowska, na Krako\vskiem-Przedmiesciu. TI' ostatnia większa, 
ile pamiętam, i powicrzchowności więcej zajmującej. Stary gmach sądów 
trybunalskich, milczący już, puety. i osierocony z gwarnej palestry, stał je- 
szcze obiecują.c długie lata,- tnl{ wyglądał czerstwo i zurowo. D 
J "OlJ Krakowskiej bramy, dalej poczynało się świeże, wytworne, czyste 
miasto, wytynkowane, pomalowane kamieniczki, w których dolne mieszkania 
zajmowały sklel}y, Niemi wysadzoną była droga 00 kościoła Kapucynów, 
gmachu KommiBsyi Rządowej,: i pomnika unii oowo wystawboego. Wszy- 
atko w tej stronie nosiło cechy młodości, niczem sili) dary' gród nie przy-o 
pominal. Za to zstąpiwszy z Grockiej ulicy' w miasto tydowskie. i przed.;, 
mieścia, postrzegałeś stare uomy, brudów do sytości, i gdzieniegdzie na 
wzgórzu, z czaroemi oknami, z przyświecającym się dachem, z pochylonym 
krzyżem, kościół kona.jący bez modlitwy,' opuszczony, spustoszały. J Takich 
kosoiołów kilka pamiętam, Przedmieście Winimy zwane, sławno było lo- 
chami wykutemi w kRmienin pial!kowym, (z jakicgo tu i domy budują) i win 
węgierskich składem. Za miaetem ciągnęły się wzgórza., po któryoh. swa- 
wolni wypuszczeni na. geometryczne rozmiary, biegaliśmy niewiele myśląc 
o stoliku, dyoptrze, i łańcuchu. Idu . I IJ II ,(ł ut! t'( 
( .. W ogólności rok jeden przebyty w Lublinie, nic zostawił mi miłych 
wspomnień, a zakończenie tragiczne jego, odmówieniem nagrouy do której 
zdawało mi się, żem miał prawo, do reszty mnie zraziło. I Wśród 
zytania 
imion uczniów wybranych, rzuciłem książkami i sexternami o podłogę
 i, od- 
daliłem się z snli. Ale dziś widzę, że słusznie bardzo zaprzeczono mi na6w' 
czas pochwały. Jako uczeń, nigdym się nie m6gł odznaczyć.' Więcej może 
na.ówczas umiałem od innych towarzysz6w, bo w ciągu tego roku skorzy- 
a.lem, SAm przez się czytanlcm książek; ale gdzie było :potrzeba nauczyć 


........
>>>
BlD 


l5i
 C"Z
goś na. pamięć, wypowiedzieć, penSUll1 Bło
o w słowo, nigdym się nie , 
mógł odznaczyć. Pamięć moja. skrzętnie cho\
njl)c nazwiska i daty pojedyn- 
cze, fakta, wypadki, nie mogła się nakłonić do przyjęcia jednej seciny wier- 
szy. 11ól kartki prozy. Ztąd najłatwiej mogf,łc napisać zadanie,' dość mając ję- 
zykowej wprawy, nigdy nie uchodziłem ża uobrego ucznia, bo żadnej lekcyi 
slowo w słowo nauczyć się: nie potrafiłem. Dziś guy to. piszę, z 8woich wła- 
e.Dych nawt\t robót, dziesięciu 
ierszy nie umiem no. pamięć:' t '{II fi 
Jakkolwiek tylko rok Kraszewski przebyl w Lublinie., tym starym try- 
bunalskim grodzie. żywo mu on utkwił w pamięci, jak tego mamy dowód 
z wstępu do powieści Malepat.UJ, i innych pism jego. 'Z Lublina. JJ powodu, 
:;i;e rOl]zicom zręczniej było mieó starszego eYM przy, sobie), ua dokończenie 
szkół pojechał do gimnazyum w' 8wi31Qcz'Ij (\V. Gl'odżieaskiell.l), i tu w nau- 
czycielu łValickim. znalazł znowu przewodnika, jakich malo. Walicki. .zwrócił 
uwagę jego na język, i na dziej c; .św.iatłemu p.:ofesaorowi .łelJ\u 'Winien ,c ,te 
zawczasu czytanie poważniejsze" i. badanie źródeł 
all\iłował.. -
 S. 
n- Sl1m Kraszewski szozegółowo opisał swój pobyt w Świsloczy: pr.zywie- 
dziem go tu, w Mm przekonaniu, ze gdy z taką chciwością ćzytmny 8negdo
 
tki o fmncuzkich pism
zaćh, nie oLojętnQ. b
tlzie dla 11M rzeozą t wiadomość 
jak kształcił si
 naukowo, ten I HÓ1': tak znakomite i podniosłe stanowisko 
zł\j:!ł W dziejach literatw:y krajowtj. 
t o T '" -nI) I,)\
 ił') 4 łn f i')SJ;'I"f'H 
- ł "Spokojne życie w Swisłoczy" gdzie trzeba si
 koniecznie było zająć nau- 
k:h choó!Jy ula tego, że' czem innem nju było. i II1niet i. wielu innych za.pe- 
wne zmusiło do oddania się nn.miętp.ego książkom, pracy. W młodym wieku, 
przy czynniejszym umyslo, ja.k tylko niema nic, ooby oderwać mogło" coby 
nęcilo j/łkim powabem, rzucić się, musilny . do nauki, potuebując za warunek 
do życił\
 zajęcia. któreby tliły nasze wyczerpywało. Dlatego miasteczka ta- 
Ide jak Swisłocz. podobniejsze wsi, ustronI;1e, spokojne, najlepsze s
 dla mło- 
. ,dzieży. W nich uczyć siQ pob"zeba koniecznie, lub z nudy umrzeć; i młodzi 
też fjiQ uczą.'. \Vi wjęl
siych miastach 
 umysł się zapala widokiem żywego, 
działającego świata, 
ycili; tu. wszyscy otaczający oddychają. nauką. przypo- 
mil1f
ją. tylko wszystko; a nic od' niej. nie odrywa. To peWDI\, i
 ja, więcej 
się nauczył w czasie ł-rótkicgo pobytu w S.wisł
czy; 'niż przes.złych lat po 
inl)ych szkołach. Zaraz \v początkach nauczyłem eię języka rOBsyjskiego. któ- 
rego wcale nie znałem. W prędee obeznalcm się z nim, i pierwszym tego do- 
wodem, było tłumaczenie rozmowy Karamzina o szcz
ściu, któ."c mi otwo- 
rz lo wst
p tIo klasa wyiszy.ch. do 0I
1r . r (' d ł t i 9i fI . JIl'.lt 
"Następnie wziąłem się' szczerze do innych języków, mianowicie łaciń- 
skiego i greckiego. Nigdy was nie zapomnę parm.lox8; Cy"cerolloWe, na kw- 
l'ych sił moich probował
m. I tych nocy bezsennych, spędzonych z Adamem 
u jednego stolika Dud tłumaczeniem w togi poubieranych frazesów Tulliu- 
I:!zowych I I tej lniano wicie nocy ostatiliej, nocy lIIajowej, którąśmy heroicznie 
przesiedzieli oba z książką. w rękuj choć oczy nam się . Jdciły, a po uk011cze
 
niu, biegli.śmy kąpać się w l'zecel A nigdy CyceroQowe paralIoxa, tak zimnc 
nam się nie wydały, jak wolla rzeczki przelI wsclJollcm słoJlca, z któritj dzwo- 


. 


........
>>>
320 


, niąc zębami, wyskoczyliśmy, wracając do zimnej kąpieli w łacinie. I I nie 
myślcie, te tłumaczenia te, na które noce nam .chodziły były zadaniem szkol" 
nem; - nie, samiśmy je sobie zadali. . III 9"1 . I haq .. t ? 
Pomnisz ty to jeszcze Adamie?' lIń 
. II i
ł Ii'i.ii I: 
"Ja wszystko pamiętam, jednej zda się chwili nie straciłem z tej prze; 
szłości, którą. mi miło w8pomnioo dziś jel!zc:.r.e. Pamiętam i cieLie łagodny, 
uczony professorze Walicki, któryś mnie na drogę filologiczn
j nad językiem 
pracy, zastanowienia wprowadził, któryś podał myśl tej hi8toryi jęz)'ka pol- 
skiego, letącej po dziś dzień w tece, czekąjącej rozpalonego kominka. Parnię.. 
tam zdrowe twoje rady, serdeczne pnywiązanie do mowy, ktprej czydości 
broniłeś, którąś chciał nieskażoną wlać w usta uczniom twoim. - I twe USZR- 
nowanic dla Kopczyńl!kiego, i twój wstręt do wyrazu przedltawiam, barba. 
rzyńskiego, naturze języka wbrew przeciwnego. Trzebaby też być niewdzię'" 
cznym, łeby takich rzeczy nie pamiętać. .
 i. '-,..I ., 'WIJ 
"Zaczęte w BiaUj jeszcże powieśoi, porzuciłem już,. porzuciłem - poezye, 
wziąłem silj} do języków, a w szczególności języka swojego. Zal!zczepiona 

hęć zgłębienia jego zasad, natury przeszłości, pozostała na długo \V umy- 
śle. Pod wpływem to nauczyciela, którego nie miałem już w 'Wilnie, P,)czą- 
łem zbierać materyały do dziejów języka, chronologiczne wypisy z dzieł; 
wreszcie układać glo8sarium. To ostatnie dzieło, którego bez wą.tpienia ni- 
gdy nie dokonam, mogłoby być utytecznem. W niem miały się zawrzeć wy- 
. raZ]' wyszłe zupełnie z użycia, z objaśnieniem kiedy były używane, w jakiem 
znaczeniu, i kiedy je zarzucono; wyrazy, które zmieniły znaczenie na inne, 
jakich jest bardzo wiele i t. p. Wyciągi z Lindego stały się podstawą glos- 
sarium, ale przybyło do nich z czytania mnóstwo wyrazów, wiele znaczeń. 
"W Mm cichem i spokojnem miasteczku przebytych lat dwa, pomimo 
kilku nieprzyjemnych wspomnień, wpłynęły zapewne na moję przyszłośĆ, 
Więcej tu pracowałem ni
 kiedykolwiek: Rle zmieniłem kierunekJI\V Bia- 
lej 'bawiliśmy się więcej niż uczyli fizyką. i chemią; w Lublinie męczyłem 
się matematyką; w Świsłoczy właściwie wziąłem się do języka i literatury. 
'tu czytałem Górnickiego, Reja, Kochanowskiego, świeżo wydanych w War. 
smwie, w malej, tlIniej edycyi. Prócz tegQ jakie mi wpadły pod rękę ksią- 
żki, jakich od Walickiego dostBĆ mogłem, i z niewielkiej pułki pana Ho- 
łówki zarwałem, ćzytałem wszystkie. Trzy, czy cztery razy MoHere wpadał 
mi w ręce, zaW8zem się nim jak nową znajomością cie8zyt. .Nie kończy. 
łem już powieści moich, bo pisałem obszerną rozprawę o przysłowiach, 
zbierałem WypłsY z autorów ,XVI wieku; prócz tego ślęcznłem nad łaciną, 
uczyłem się słowiańskiego" i ruskiego języka. 'Wypadło 2djąć plan szkol. 
nego gmachu. i to mnie, jako lepiej rysującemu polecoJ1o: o ile sobie 
przypomnieć mogę. niebardzo mi się udała architektura, chocia.ż ją no.- 
uczycielo :£.zadowoleniem przyjęli. Obok tych zatrudnień szły jeszcze le- 
kcye muzyki, ale powolnieJ nudnie, a podobno bez korzystnie. Nie mając 
1V domu fortepianu, czego 'się było można nauczyó z dwóch czy trzech w tygo. 
dniu lekcyj. t II J11 ł IJ' (I )("i ,"{,llJf)'(Yf 
ifl a 


.........
>>>
1-- 


321 


.n "Tak w mgnieniu oka, dwa te lata przebiegły, przcleoiały. Ze starych 
szkolnych przyjaźni, nie pozostała mi żadna; towarzy-sze ",zbiegli się po bia- 
łym ,świecie, każł1y \V swoję stronę pęł1ząc za szczęściem, za niedolą r Jedne- 
go tylkQ 
, moich nauczycieli Walickiego, widzialem potem raz jeszcze. m 
d:)'J'"Zc wilpomnień wypadkowych, nie przychodzą mi na pnmięć inne nad 
pogrzeb rektora, na którym miałem mowę wśród paroxyzmu febry: zapewne 
z wielkiem boleści uczuciem wyrzeczoną, bo głowa pękała, i gorączka mnie 
właśnio trzymała w objęciach swoich. Dwie nR grody, i patent (świadectwo 
maturitatis) otrzymałem. Teraz miałem jechać do uniwersytetu; zdawało mi 
się, żem był poważnym człowiekiem, ręka napierala się pióra, które póżniej 
tylu mi wytrącić chciało, i teraz je8zcze usiłują; głowa paliła 8ię nadziejami 
przY8złości, nigdy 8ię niemającemi ziścić. Wyjeżdżałem ze Świsłoczy modląo 
się do aniołów stróżów. którzy mnie mieli prowadzić po świecie. !J 
"Straszna burza z piorunami napadła mnie na wyjezdnem do Wilna. By- 
łażto przepowiednia burzy, w której szwankować miałem i cierpićć tyle?" 
Zakończa. tu Kraszewski w
pomnienia swoich lat dziecinnych. i mło- 
f1zieńczych (I), kronikę, że tak powiem obrazową., dla nas wielce zajmującą, 
bo widocznic' odsłania, jak się ten potężny talent wyrabiał i kształcił. 
Idąc za wolą ojca, zamierzył kończyĆ nauki w uniwersytecic wileńskim. 
Byłoto w roku 1829. Obrawszy sobie oddział literacki, rozpoczął stl1dya 
które przerwały w,rpadki ówczesne, i po długim mimowolnym pob cie w Wil- 

ie, w. roku, 1832 powrócił dopiero do domu rodziców;, cI 
.I '(j .'2"" ff .. 
. oJ Pobyt w Wilnie już powołanie jego do literatury' rozwinQł zupełnie! 
i pierwsze powia.stki jego w tym czasie wyszły, a rękopisma nowych przy- 
gotowywały się na wsi. Przyjęcie jakiego doświadczył, nie było zachęcające, 
ale mi\Jdzy,ionemi przymiotami naszego pisarza, jest wytrwałość. . VI 
'{ Zaczęta w roku 1830 historya języka polskiego, która nigdy nie wyezllł 
z druku, podała myśl Kraszewskiemu ubiegania się o katedrę (Iektoryą) ję- 
zyka polskiego w uniwersytecie Śgo Włodzimierza w Kijowie. Posłana prze.. 
zeń w: tym przedmiocie rozprawa do konkursu z godłem: "Sed quid tenlar
 
nocebit 7" otrzymała pierwszeństwo, i mianowany lektorem, dla szczegól- 
nych p6żniej okoliczności, i zawieszenia katedry objąć jćj nie, mógł. I . 
W roku 1835 z przyjacielem dawnym ojca swego udawszy się na 'Vołyń, 
dla poznania własnego kraju, tu związawszy stosunki I!ciślejsze; winien im 
hył, te się w tę stronę zupełnie przeniósł, i zamieszkał. W roku 1836 
wziąwszy w dzierżawę wieś Omelno od hr. Krasickich, lat trzy tutaj' prze.. 
siedział. ,V tym przeciągu czasu od roku 1835, przypada naj gorliwsze Kra- 
tJzewskiego do Tygodnika Petersburgskiego współpracownictwo, i wicie wyda- 
nych pism, między któremi Poezye, B::atan i Kobieta, Wedr6wki.literackie, Ula- 
fla, i później nieco. Witolorauda napienne w Omelncm (A). lon 
(Kj 11:' ;
iVl m9
leiq : Ul8S
om in 11 łi 
1łS. od tU 1 l! tir, ",...tus 'Iq 
.
 Q:I d i I.( s 
fe b,,:imh m9łoq 
onłlzbmh U I in/t a 
(1) Obraz;)" 7. 'reia i podrói.y. Wilno 1S42 r. .lwa tom
'. 


41 


.........
>>>
322 


W roku 1838 dnia II ozerwca zaślubił Zo.filJ Wo,.on;cz, synowicę ś. p. 
Jana Pawła "\Vorooioza, z nią naprzód w Ornelnem 'zamieszkując, potem 
w nabytym na dziedzictwo majątku Gródku, 
okąd się w roku .840 prze- 
niósł. Nieprzestając pracować
 a dzieląc czas między gospodarstwo, rysunek, 
c7.ytnnie, rzadko .wychylał się z domu, nie widząc potrzeby innych uciech. 
nad te, k
óre go otacznły. Piękny ogród, poło" enie miejsca. zachwycające, 
spokój, domowy, i praca. uprz)
jernniały życie. i .- 
Najwił.)kszą część pism tu w Gródku ułożył i napisał Kraszewski. Ztąd 
0l1był pełną miłych wspomnień podrói do Odessy i Bessa
abii i drugą (10 
Warszawy (B). .: al ..) .. 
ł W podróży swej do Odessy mianowany członJdem tamtejszego towarzy- 
stwa starożytników; wkl"ótce potem pod ob nyż dyplom otrzymał od Towa- 
rzystwa starożytności półuocnych z Kopenhagi, Il W roku 1848 dyplom na 
"złonka towarzystwa n:mkowego krakowskiego. 3' d '''', 
\V życiu I,raszewekiego uitJOUIo wypauków. dzień lIniowi podobny, ró- 
wnie znj
te wszystkie. D\1uajmy, ,że ou r. 1842 wiele godzin poświęcił ryso- 
wBuiu i malarstwu, które - Dmnic;tnie lubi: fortepian jest tylko wieczorną za., 
bawką. Oprócz niewiclkiego zbioru rozmaitych starożytności krajowych. ze- 
brał znaczny. bo kiJka tysięcy sztuk wynoszący zbiór rycin i rysunków 
krajowych, i 'piękną koJlckcyą obrazów do stu sztuk wynosząc:}.' 

 ł ' 'Wyliczymy ter/loZ poczet dzieł Kraszewskiego, chronologicznie, jak były 
d I J ,0 I nJ rt · I I' '. II I ./ 
wy ane. '. J f I' .. ," , ,I 
W r. .831. - Pan Walery, powieść z XIX wieku. przez K. F. Paster- 
naka. 'ViJno. 18-ka. Tom I. oh - ., "(J . . I 
 ' fllU J, " 
-"I W r. 1832. - 'VieJki świat małego miasteczka. Powiastka K. F. Paster- 
naka. .8-ka. '"\Vilno. Tomow 2.- oh ,,-. i .I; 'n."',''';' .Ij . '1111' I. 
W r. 1833. '-'I Kościół Święto,Michalski' W 'ViI nie. Obraz hiątoryczny 
l: pier.wszej połowy XVII wieku. Wilno. 12,-ka.. Tomów 2.' s 
W tymże roku. - Rok ostatni panowania. Zygmunta III. Obraz history- 
czny przez J. I. Kraszewskiego. Wilno. 12-ka
 Tom6w 2. r 
W tymże roku. - Pan Karol, powieśt fantastyczna. Wilno. 12-ka. T. 2. 
(Drugie wydanie poprawne wyszło w Wilnie r. 1841, w jednym tomie, 8-h). 
W r. 1834.";'" Cztery wesela, szkic fantastyczny. Wilno. 12
ką. T..,.Qm. 2. 
(Drugie wydanie poprawne. Wilno 1841, 8-ka.' Tomów 2). 
.. \V tymże roku. 
 Improwizacye dJa moich przyjaciół. książeczka do za- 
palania fajek. Wilno,; ą:ka... {Dr
gie wydanie poprnwne wyszło 1844 r. w Wil- 
nie, 16-
a
 ,;t , . 11 
Jak ocenił'8am Kraszew
ki te pienvszQ swoje utwory, wirhimy to. \ Wę- 
drówkach literackich. (Wilno 1838 r. Tom II str. 113). I' I IIJ 
"Byłem bardzo miody, i nadto młody, kiedym 
aczą
 pioa6. Wyobra
iłem 
sobie dziecinnie, że dość jest chcieć, żeby zrobić dobrze; wyobraziłem BiObię, 
że pl"zeczułem świat i ludzi, bo znać ich nie mogłem: pisałem więc; z po- 
czątku mi odmdz o, pot 'm śmiać si4i) zaczęto. I w istocie było z czego. 
IIWI. .., 


Ił
>>>
.., 
I 


- 


323 


, "Pan WaleJY, którego drukQW1,łem I'Qd óboem nazwiskiem -śmiesżneH1 (I), 
(które 'mi nóg wie wiele przykrości 2robiło), Pan Walery Jest nicforcmn, 
rapsQdyą, w której chciałem g\vałtem mi«ić .dQ\ycip, aw .stQcie napakowalem 
tylkQ frazes6w. '. iubol . 
"PQtćm nastąpił zawsze p. Paste1;naka (nic przezeml1ie) pisany Wielki 
Awiat malego miasteczka, pisemko trQchę zgrabniejsze pod względem ukłndu, 
bez myśli jednakże, z najgłups.zćm jak być mQże rQz\yiązani«;!
 ',1 w, 1fłórem 
imagim,cya wyraźnie jest torturQwaną, żeby CQŚ urodzić, i rQdzi tylkQ słałJ. 
bardzo kQpie. Nie dziwnQ mi wcale, że znaleźli się tacy, kt6r
 ch
\'ali'li 
tę ksil!żcczkę w jakit!jś gazecje: .interes Isięgarza wymag
ł tegQ. ":. ',"' 
"PQtem, już niby JnQcnit:iszy, śmicJszy, .odwaiyłem si9 ną KoAciól ŚlCię,to
 

Micha18ki, w wielu miejscach fałszy
vy, CQ dQ badaó histQryczny
h Q Wilnie, le- 
pszy CQ dQ wykQnania, ale r6wnie be?, pla
lU zupełnegQ, jak PQprzcdnie; próby. 
1 "PQ KoAciele, spadłem na dr'ugi gQrszy dalekQ obriJ.zhistoryqzny,- nudny 
i źle pisany (2), a pisany dalekQ wprzód .od KoAciola,. chQc\
żdrukowany 
później. Będę sQbie miał długQ. dQ wyrzucenia żem gQ drukował; na CQ si\} 
to zdałQ, kiedy nie zahawnt, i nie na'uczające? ....... "",v - 
 'hl'-".., ,)'I 
"Pan Karol, wyst
pił PQ tI
m wSól)"stkiem; ułQżyłem ga, napisałem, priepi- 
sałem we trzy tygQdnie, wśród .których inne jcszcze miałem zatrudnienia, 
tak mał.o' wypracQwany, cbo
aż wi
cćj 
(I, ciągu i my
1i,\ ąhociaż -żywi
j in- 
teresuje, (
hoć będzie się wielu . osobam zda ,,'ał wcale .oryginalnym" plaq 'Jjeg
 
jednak tak jest jużstury, jak wszystkie, Don:-Juany. A przytem wyrz'łcan.o 
mi nadt.o gruby, częst.o 'nieprzystQjny sposób obrabiania rzeczy, któreby. si, 
grzeczniej i przystojniej p.owiedzieć, d;,ły. Nie przyjmuję tego zarzutu ,0.0 do 
rQzmów, bQ te dla naturaln.osci. musialy być w eałej swojej lIaiwnQści wy- 
pisane; ale co dQ .opisów. Zresztą cJmratery- s
 przesadzone i nie nowe. 
"Czterg l.Oe8ela jakkQlwiek nie wypracQwane, lepsze s;s pewn.o ad WJJzy: 
stkiegQ, co je PQprzedziłQ, 
rzynajmniej w moich, ?czl1ch, i n
e jcstto uprze- 
dzenie autorskie, wszak mówię c.om zrQbił złeg.o. Zresztą daję ,
oje zd.anic
 
nie jakQ dobre, ale jakQ moje. 'V Czterech we8elac/& mniej jest przesady, 
dQsyć ciągu, i wiele życia. Nie be
 tegQ je'dnak, żeby i w nich wicie d.o krY.i 
t}'ki i śmiechu nie byłQ. A naprzód C.o znaczy zcmsta pana HilaregQ, jcgQ 
.obejście się z pierwszą i drugą żoną? PQtem AdQlf nie jestże za nallt.o głu'"a 
pi i ałaby? a Julia nadta niecnotliwa ? Pan Alcxy nic jestie karykaturą,? 
"Improwizacye, pisane odrazu bez ppprawek do druku, tern są 
łe, -że 
są niepoprawne , że ton panujący w nich, jak w Panu Karolu, wielu Qs.ob.om 
słul!zl1ie za nadto grubym się zdaje. Artykuł Q osJach jest nieznaczący, 
 dja- 
błach niekompletny, Q gryczanej kaszy bez 8e
su, v.iep.otrzebna jest faq- 
tazya niedQkQilCzcnia .ostatnieg.o. artykułu Q pannie Chorążance.' . 
"Ach! zawQłają czytelnicy,' ozemużeś sabie tych uwag przed rq .owa- 
niem nic zrobił, czemuś nie poprawił, nie wygladził. nie .okrzesał? f .( 00& 



 


(I) Kleofa81\ P;lsterlloka. i 
(2) Rok ostutni panowAlIi" Zygmunta "IU, 


"I) 


loq f'UI 


ełA. 
II ..... .ł1I 


c- 
H :W 01. 


........
>>>
r 


3t-1 


li \ "O I moi mili pRDowie. gdyby to warto było tyle pracy. pewnobym jej 
nie odmówił. Dawuiej strojono pieczyste w pióra ptaków i kwiatki 
 dziś go 
Die stroją, B i dawniej, i dziś, dobre pieczyste jedzą, a zJego nie CbCII, .chyba 
głodni." . ' l (1.111 ;ł 
. \ "ł( 
 'q 
.6' 111 in' * I iiI! u tI1
tu(ł.. 
q f L!1i *, * I . m, , 
\)
 
, 'W r. 1837.'- Dwa a dwa cztery: c
yli piebrz i jego rodzin
. Powieść.' 
16 - k W ' l r I I I ) l' Jot j ,1'(.'" l:rl4r1 
. a. J no. . 'T 
II! "\V tymże roku. - Majster Bartłomiej, po
ie
ć fabtastyczna. WiJ no: 16-ka. 
W r. 1839. - Poeta, i świat, powieść. Poznań. S-ka. Tom I. Wydanie 
drugie wyszło w Wilnie we dw6ch tomach. 8-ka. ,:hfl :!lo I". 
Powieśt tę na język rossyjski przełożył PoJewof (I); na francuzki 
AJex. de Noirville i wydał w Paryżu; na niemiecki W. Constn.nt.. Lipsk 1846 r: 
I W r. 1838-40. - Wędrówki litcrackie fantastyczne i historyczne. Wil-. 
8 - k T Ó 3 I · Iq- . .\) u i'" 
no. a. om w . . .. , . ., 
(Ustęp z trzeciego tomu Maciek i MaciuA, przełotony został na język 
rossyjski), " . IJ!.. " 
;. W r. 1840. - Mistrz T
ardowski. Powieść z podań gminnych: WilI o. 
Tomów 2. S.ka. (Tłumaczony na rossyjski język p. Pobicdonoscowa). ' 
) 
.. . W r. 1841. - Całe życie biedna, powieść. Wilno. 8-ka. ,":M ... 
c....: (Przełożona na rossyjskie przez Pollewoja). d. 
u 9; t 
. W tymże roku. - Historya, O bladej dziewczynie zpod 08trej-nra
y. 
Powieść. Wilno. 8-ka. ' 'lO q" oq'ł (U{ (I' l .v.' . . , I 
'W tymże roku. - .O;tntnia 'TZ książąt Słuckich. K
onika'- z Czasów Zy.' 
gmunta III. Tomów 3. S.ka. (Z trzema rycinami samego Kraszewskiego). 
W tymże roku. - Stańczykowa kronika od r, 1593 do 159S. Powieść. 
Wilno. 8-ka. ł 
 . 11 '( lU e. l t\
 .'- J,.. . 
. W tymże 
ok
.'- Szatan i kohićta, fantazya dramatyc;na w XI no- 
cach. 'ViIno. 8-ka (wierszem). " a", I.. . 
W r. 1842.- Obrazy z życia i p
dr6ży. Wilno. Tomów 2. S-ka, (z trz
- 
mo. samego autora rycinami). ' . :11' 
W r. 1840-42.:- Wilno od początków jego do r. 1750, ozdobione 20 
rycinami i portretami. Wilno. 8-ka. Tomów 4. I. 
(Poprzednio był wydany tom pierwszy; Kraszewski cofnął go z obiegu 
księgarskiego, i w obszernych rozmiarach wydał dzieje starożytnego vro- 
d l ' t k ' ) . . . II. 
U. I ews Jcgo. . r .. 
'V r. 1842. - Studya literackie. Wilno. S.ks. Jako dalszy ciąg pomie- 
nionego dzieła. wyszły: . . 
W r. 1843. - Nowe\ etudya literackie. Warszawa, Tomów 2. 8-ka.
' t 
W Iymże roku. - Poezye, wydanie drugie poprawno i znacznie pomno- 
żone). Warszawa. Tomów 2. 


.. 


( l) Hr. Aleunder Przezdziecki miał wydać wprzekladzie ii'ancuzkim owyiiZ'ł powie6ć, Ił listem 
do W. Hugo, i pogll!dem na literatur\! polskI!. (Przegląd Nllukowy). u*tl (I
>>>
I..... 


. 


325 


.. 


I' W tymże roku. - Powieść składana, (pisana 01\ w8półk
 z.J nem o£ 
Dycalp czyli I)lacydem Jankowskim). 'WilnQ. 8-ka. 1 t"iVIOI '(.'Iq ,i. i 
1V tymże roku. - Pomniki do Historyi obyczajów w Polsce.' 'VaruR- 
wa.: 12.ka.. .111 łoUJłiH s ) Jł tlO . iwU 8 J .1 'I{ 
W tymże roku. - Latarnia Czarnoksięzka, obrazy naszych czas6w. ..War. 
szawa. Tom6w 4. 8,ka. 11 
 ł I i n 
oJ ., 1V tymże roku. - Powiastki i obrazy historyczne. 8-ka. Wilno. 
" " Ulana, powieść poleska. Wilno. 8.ka. ,n\bl'l'Ui",\.\ 
" ,. Akta bakińskie. pismo nie peryodyczne,
 i nie' zbio- 
rowe. Książeczka pierwsza. 12. ks. Jako dalszy ciąg:. (\ ,,'r 
W r. 1844. - Akta bakińskie,. .książeczka druga. 12-ka. :1' \\;)K)\Ó 
W tymże roku.- Tęczyńscy. dramat historyczny.) Wilno. 8ka. O 
ił') ( " ,. _ '. ,Llltaroia' Czarnoksięzka. Oddział drugi. Warezawa. 
S-ka. Tom6w 4. Ul iq. doi ob . I '( . 
 
'-ol W tymże roku, - Malepnrta, powieść hietoryczna ż XVIII wiekli. Lipsk 
184,4. 12-ka. Tomów 4. IQ ()
 SBJ:łI iOEI.low1;t'{1t : ."
'1q i'irrn:mllo 
'(,i 

iI W r. 1845. - Pod ,włoskiem niebem. Fantazya. Lipsk. Tom 1. 16-ku. 
,. ,. Żacy krakowscy w r. 1549. Lwów. 12-ka. 
. W r. 18
6. - Zygmuntowskie czasy. PowieŚĆ. 'Warszawa. 8-ka. Tom. 4. 
1\ " .," Pamiętniki nieznajomego. Powieść. 1Varszl\wa. 8.ka. 11m 
o
 "\V r. 1847. - Sfinks. Powieść. 'Varszawa. Tomów 4. 12-ka. -.I' 
-811'1 '.." . Milion posa
u. Powieść. WarszBwa. Tomów 2.' 8-ks. 9in 
.'fll iJ tt " - Ostap Bondarczuk. Powieść. Wilno. 8-ka. 'l(.'ll 08 IJS"I 
- W r. 1849. - Ostrożnie z ogniem. Powieść. Lwów. 12.ka. ilU 
irrJOd 
-.t; 'V r. 1840 wydał: VlO"1I '111 Iwei'I8 O'tl
s.
8Jb 'n1n1'l si lllt'(lJC'"..' 
o I Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy. Wilno, we dwóch toma.ch' (I). 
.. W r. 1845. - Wspomnienia Odessy. JedY8sBnu i Budzaku. 1Vilno. T.3. 
ob "\V r. 1842 ogłosił pierwszą część An
fielas: Witolorauda pieśń ż po- 
d3Ó Litwy (pieśń pierwsza), 8-vo. ,11ł I vtounb
:nq O
9R o imJł3 
1\11 W r. 1843. Pieśń drugą MindowB. Wilno_ Nakład i (łruk .T. Zawadzkiego. 
W r. 1845. Pieśń trzecia i ostatnia: Witoldowe boje (z ryciną na stali 
przedstawiająclł Witolda 'V. K. L.). e ,Jl /(j n 
.0 "W r. 1846. 'Vitolorauda wyszła w wydaniu drugiem z 50 dr
eworyta- 
mi Wincentego Smokowskiego, i uzyką Stanisława, Moniuszko (2,): _ .J 
. I I 0(1 ,-iło 1 s t. 1( .. ' .. JI ;s oj ....m 111' s 
, ..ullul 
. ł ( I J DrugIe wydanie tegC) dEiela lI:aaaęło się ju. 'IV Paryżu. II drzeworytami II rysunk6
 autora, 
iIIustrowane i rycinami ataranii!m J. K. Wilcay6skiego. WyJ6d ma w r. b. ł ,
bi" & . '" {3óOq..tU 
(2) Wydanie tych trzech piellni należy do okazałych, i prayJIII
.ą z.
czyt drukarni J. Za".adzkie. 
go w Wilnie, bo w niczka niet)'lko nie ustępują zagraniczl))'m, aleje przewyższają- W odbiciu, tylko 
drzeworyt6w znakomitego naszego artysty W. Smokowskiego zarzucie! musimy nieumjej
tność presBera. 
W tym wzgl
dz;e odbijanie drzeworyl6w tylko typografia S. Strąbskiego, umiej
tnie, artyst czn'ie wyko- 
nywa. J8 11'( oą .lł:J8'{U U IJ . .141 II t
. S"I(iI 
Z Witoloraudy Kraszewskiego, kontata Miłda, II muzyką St. Moniuszki wyszla po rossyjsku w Pc 
t.ersburgu lS49 r. (S-ka, str. 16) p. W. llenediktowlI. z, :I. hl IJA 
, 


I ' 


........
>>>
.... 


326 


10 W r.' 1847. Lit\va. Starotytne dzieje,' usb\wy,' język, wiara, obYl}zaje, 
pieśni, przysłowia, podania. Warszawa. 8-h. 'Tomów 2. Tom I, IIistoryn 
do XIII wieku. Tom 2 pod prassą. ił o.J 'i 'N 
W r. 1848. Budnik. Obrazek (przedruk z Biblioteki "\Varsza-'wskii-j). 
Wnt8zawa 1848 r. n '(JUI'1do .ml
 .On1:sa iD1płaJ - .1J
01 e!m'{1 "'ł 
Rękopisma będące pod prsssą drukarską. .d.g .t- womoT .eW
SII 
Jar!Jna: część druga Osłapa Bondarcznka. (Wilno -u .IZn-.vadzkiego). 
Dziwadla, powieść drukująca się. ozę
ciami w Tygodniku petersburskim 
wyjdzie'. odzielnie w 2 tomach (Petersburg).' -J..A 'ł 
Tomko Prawdzie. Powieść. Tom I.' Lwów.' .n$4f Ił/iq 

 . ,1 .fJWCY1 
Slownik a1'('1BtóW. i llconotheka polska. 
. 'rUad AlJA - J 181 ."1 
ł{ 
Owóż jest spis dokładny tego owomu pism Kmszewslciego do 90 to- 
mów wynoszący; dodajmy do tego Atheneum pod jego redakcyą (wyszłych 
50 tomów) czynny współudział do wszystkich pism peryodycznych
 jakie 
wyc::hodziły lub dz
 istnieją, a 8łusznypodziw- dzielić musimy, ,j hold zło- 
żyć olbrzymiej pracy, i wytrwałości naszego pisarza. vUJol'. 1!-U . !
H 
I Znakomite i podniosłe stanowisko zajął Kra.szewski w nowej epoce li- 
teratury polskiej od 183
 roku: Potężny .talent jego 'tV chwilach natchnie- 
nia, promieni blaskiem. prawdziwego gieniuszu. Rótnorodność pism nadaje 
mu właśnie prawo, do zajęcia w dziejach piśmiennictwa naszego, tego miej- 
sca, jakie zajmo\\'ał w swoim czasIe Krasicki. A gdy kto zapyta, dlaczego 
nie skupia potęgi ; swego talcntu wyłącznic' na jeden przedmiot, ale roz- 
rzuca go hojną dłonią w tak rozmaitych kierunkach; sam Kraszewski wy- 
bomie na to odpowiada (I). . iwo.! I, '). "t
 U - ,J .'1 W . 
"Spytajcie ptaków dlaczego śpiewają., kwiatów dlaczego kwitną, zie- 
mi dlaczego siIJ' zieleni, chmur dlaczego płyną, samych siebie dhlC!zego 
robicie to, co .robicie. a będziecie wiedzieli doskonale, dlaczego ja. to piszę." 
.. ! I zaprawdę, żądać od artysty; aby talent i natchnienie swoje
; nire do 
zamiłowanego przedmiotu kierował, ale nałamywał go do woli, i mysli cu- 
dzej, jest wymaganie' tylko nieuków, i takich, którzy pojęcie sz,tuki na. 
równi z rzemiosłem trzymajQ. i ,'(I .
ł-h l 1 , 
Różnorodność pism Kraszewskiego, stawia. nam Bilne przeszkody do 
ocenicnia ścisłego jego talentu. Chciawszy to dokonać Bumien
ie, p
trze- 
baby kaidy utwór tego pisarza oddzielnie wziąść pod rozbiór, co zakręs 
naszego pisma przechodzi:' W ogólnych przcto zarysach, powiemy słów 
kilka. 
Jako powieścio-pisarz, niewątpliwie stoi Kraszewski najwyżej: ma. t
 
niepożytą, a wielką zasługę, te on to sam, Q, nie kto inny, potrnfił zn.- 
jąć miejsce franeuzkich romansów w salonach, j buduarach wyiszego na- 
8zego G'ak nazywają) świata; że tam zajrzały jego powiMci, i chętne zn'l1j
 
dują o:ltąd miejsce, gdzie przed ośmiu, lub dziesięcio hLty pol:;kićj nic 
ujrzałeś książki. Jeżeli uie wszystkie powieśc.i wytrzymają 8urowy. sąd 
II li " ( . ]i 8'1 
(I) Akta bakińskie, ksiljzeczka piĆrWP&B. Wilno 1848 r. VI... (CI' 1h ,d' B) .'1 eUI
>>>
,- 


327 


krytyki, to każda układem, obudzająca zajęcie nieszykowność całości, cu- 
downemi nagradza ustępami. 
Kraszewski \V odpoczynkach wieczornych, po pracach ważniejszych, pi- 
sze swoje powieści: jestto doba odetchnienia, choć w niej nie wypuszcza 
pióra z ręki. Jeżeli wtem chw,ila natchnienia n/ldleci, gieniusz zaraz upro- 
mienia każdą kartę pisma. I:;lady tego wyraźne mamy w ustępach wielu 
powieści (Świat i Poeta. Ulana. Pod toloskiJm niebem. Budnik), i w poezyi (ustępy 
JVitoloraudy i Mindowsa). 
lIistOl'y:} krajową zbogacił niemało pracami swemi (Litwa. Wilno). Jak 
równie i do objaśnienia literatury, do jej dziejów, niemało się przyłożył. 
(Stud!Ja literackie). 
Nie taił gorzkiej prawdy, i miał odwagę wypowiedzićć jlł śmiało i otwar- 
cie ziomkom swoim. (Akta bakińskie). 
,V cudnych obrazach odmalował nam okolice kraju nieznane, (Wspo- 
mnienia Wolynia Polesia, Litl0!J. W8pomnienia Odessy), i lud wyprowadz\ł na 
scenę. \')(111 
 I':lł sI. v ł .1 W o , " , ł \ 
 ". 

q I .u 
Działalność jego wielką \V rozbudzeniu życia literackiego nieoceniono 
zasłużenie, chociaż nietylko współuczestnictwem do wszystkich pism pol- 
skich, o.le i wytrwałą redakcyą Atlzenaeum, na niepożytą wdzięczność bra- 
tnią zasłużył. (I
'J.l" ,.0. . oJ¥ .Jlo"hu 
u . Obecnie po 'sprzedaniu Gródka," mjeszka w gubernii wołyńskiej w .lIu- 
b " . d l k "I k '. (III J\ Il .... 'fi . II 11 101 
lme, me a e o .uUC a. 
 . 
,trl9 '.,0'1 L .uJ,! lIł, II' lfJ 9X ,:'I.'II:l:IISII '(msm I .m'lJ ') st, a.

l, 10' mil'" 
 q"t 
-
'Noq w Flllllninu ()n'l {d:,nf'.. ,9I')'J
 111 . ,'I bl.Jl;II011.j" . i,.1 d3 9.IU
¥ slp 
8tycze6 lS60 r. , ."
('}do ł\ll 9Xd'
S. 
I
 hlGlI'
111; ,r.
 
dulual3 t:Jł 1 .d:lIll'ł- 
.f)I".'1I Jlx!'h III I\ł
d ojJldci -.,m:n'hJo
 ,u'8'IIiI..'II'.. 
 6ff£ 6f1f;

: '. 9..ł.. 
-101 1/ Ulu IISIII01 1 mulJ; 'II 'IIJ '111'/ , I (,m.\ I Uli " Sil l lA o 
 
.11; II . I! Itmłl Ihl') !JJIIIVI j;Jlu w 
I mili ,II 11:1:3 oD 1IJ)ll 11,11 3lilll,1 III .'J
 
,}OI!ohllll '11"'Ił
' ofl '(f -,I l'lx.f\ll '(IlIhll
łll !11
'!{II"3 
Idłf'l
 -.. ,
ł,1' !łbJJlIlm "il.3..lł J 
,h'OIlI;IłII!:I.10 11ulol .IIIulwłł o' 9n'ł'lJl
 0111"11,1811 wi.dJtI"{r "II 'Ii uh I
;sw II ')1 ,. 
1I1'{1 :1;')(1111 ,11:"(IIUI ł lulI.; 1f .Rs"i"'lItJllll'lłf 'lr'nClllm ,'(11(:' '
'IJ 
Iu: J 1#1 OI

1 lOlb I 
lI i1n L. IIł- 
 bo '1110\(11 m:. I
 IIf III o i.1)'1/(
 lu.I.lUb .. ,1I
'_o

I" "J\
?,nul I 
.d II r;-. ł ,.ł'łll
 . 101 I IlUI" i#tof! nI 
tf II ,n ł m')IAtn ba . 'i'lOłl f'1d 
.1I,r..m'li IJI lilII !łll 1(1
{W ł-...lr.
 IIIt'. 11"1 J$'II na l, "ul ł U,. 
-
o I ,I"PI .. ,Jf lIir n /I 3 .N 
 , 3 11 ołu \1 tli I ,tlł Q I 
't l hllK 'u "Y'IH.I 110 1IJ\(lJO'l I "J'}!II bl {'ł J; S lUli D 'łP3.. 111;' "II! fih\! 
-O ,\ noJ ui . 11 . , =f OS1blllltIr.A 'dfd I 
\(o: " 1)\ \ ':, ...\'/. : '1' '1. 
silI '{S 001') "Ri\lfl1 .' l pll ol} łllłwun i J \'1'1 1'110. 1


ltlll .'odq l'l 
-. 
II " 1 .(ll1łJl'I')!II 
 .:,1 111 8 ,") W 01;1 ''11 n/ll.sll 111" .. 
I 
11 l ,0}l91 l,lublU! :Jln IIW: 'II .od:) , IftiuJ 01 OJ'loll:lU . II ,IU"'IJł)I!J 
.'1')111 .I 0.1 1'1101' Iq f..",q 9"u;d:t
bs
 
-I , nn ru-.hTo 'm
"lllhJd_lOfJ Ig:'-'Illl'l?'. ,1I'IUI)I/91:. I nit! ,,,,f .l)Sł 0l"1 . 
\, U,. 
-'. lilio,,, ho 'lIhlnt 1911'l1 I .th 
 ;IIr,11 lI10
:lRhJIIU ,II .1"..1011. '1'!llobu: J -,oAli 
"11& .A..,,'\' i (Ul:!. '1"j ,'(t- 1:1/1 :"/8 °:t:JII 01"b91
 :lL')11I11J1 :I.. loq 'Ił "fI vfl'lllltllll ,
ilł 


..........
>>>
r 


u 


-n: 


II 


,:11 


lJib 
. 
 ,bJlb n 
lIt "&łls 
a 


II o 
. l'I
iorbt.aa. 
o 


. w d:NdO't a:ooqbo 
doI ol "' t 
I1hwrl
 m6,tw . 
I 4łm iq 
, 
\l 


a III I 
..iJl ";85 Inn 
q 
t hl 


-Iq ,d
 
(r
Y' -om 
b qlJ c 
1I19i al q. 
X IJ) 


\.. 


'" 


L 


$ 8'0111 
.aiooim 
'wOli 
łł 


-'Ul 


'II ,b 
, ll.'( A) . 
-o .. . 1 lO I " r 
(A) . Kraszewski pićrwszeml po.wieśclami silne o
udzlł zajęcie, Wielkich Zdo.I- 
no.ścl poeta, zbyt młodo zgasły Edmulld Wasilewski, w r. 1837 taki nam podał. zarys 
o tym pisarzu: i i" I . '--ł . 
I "WllOśród ciszy umysłowej,' jaka panowała w naszem piśmiennictwie (Wwleś'Clo: 
we m, wposród nawalnego strumienia tłumaczeń I naś!adowań w t)-m rodzaju, stru- 
mienia, który cbłonął w sobie to wszystko, cokolwiek się na tej drodze oryginalnego. 
pokazało, I mknę
o przelotnie, jal{ odrobina czystego błękitu wśród zacllmurzonegu 
słotą IIleba; w tej, że tak rzekę, mglistej jesieni dla powieści I ro.mansów: . Kraszewski 
wystąpił z swo.lm górującym talentem, I mamy nadzieję, że droga po. której poszedł, 
nie zarośnie chwastami, i wyprowadzi nas przecie, choćby przynajmlllej w powie- 
ściach, z tej choroby zapatrywania się zawsze na obcych. ., !lU i 
"Lecz nim przystąplny do Kraszewskiego, zobaczmy jak4to była ta cisza umysłu- 
wa, u której namlenIlIśmy. Przypatrzmy się na chwilę powieściom I romansom w Pol- 
sce, nie sięgając dalej jak do czasu, nim się w niej Walter-Scott tłumaczony pokazał. 
W tej całej minucie czasu, wszystkie gałęzie llteratury naszej b.rły do siebie podo.bne 
z tego względu, że wszystkim brakowało. głównego. ŻYWlo.łu, to.jest o.ryglnalnoścl. 
I dla tejtu właśnie przyczyny, ro.manse Bcrnll.to.wlcza, Wężyka, I Innych, prócz stylu 
Ilunych (orm zewnętrznych, co. do ducha swojego. mało. się czem różnili od siebie. Jaką. 
była poezya przed rokiem 1822, taką, była powieść, takim był romans, kopią, drugich. 
"W Ich duchu najprzód zawitała jakaś wygóruwana, nie ludzka, nie ziemska, 
ckliwo-sentymentalna czułość, I ta czułość, używając wyrażenia Kraszewskiego, roz- 
lała się jak zupa rumCordzka po. całej literaturze romansowej. Reprezentanci jej były 
romanse: Nie1'o'l.sqdne śluby, Julia i Adolf, I cały kalendarzowy szereg Imloll obo- 
jej płci, połączonych z so.bą lUe
ą i, i nazwany powieścią, lub romansem. Wszystkie 
te kslą,żkl wzdychały I płakały, słowem cała ta gałęż literatury, kołysała się wzdy- 
chanlem, a przecież Olało kto. się ruześmlał, chuclaż niema nic nudniejszego., jak 
wzdychanie przy papierowej kocIlance. 
"w czasie tego wzdychania I ziewania, spojrzał puchmurnem uklem na czytel- 
ników I autorów polsklcb, tłnmaczo.ny Walter-Scot. I wnet jakby na wroikl skinie- 
nie, pojawiły się \\' Pulsce turnieje średniowiecznych rycerzy, karczmy I szynki all- 


. ł 
1) i lP. m v if' fi 
 V. woi. 'ul '{"lo!łlil I 

bi ish iift L'. ,
;til iOJiu i.ł-ło ob i awwłr 
.( ,iti I) ) 
łisł 


Ił .t 
 
 
.ł'{Śoł-{:dq
>>>
. 320 


. 
glelskle stanęły dla czytelników polskich otworem, I bardzo słusznIe! dla pokrzepie- 
nia sił zwątlonych w nużącej podróży, od rozdziału' do rozdzIału. : Wr.óżkl, c}'
ankl, 
I wszystkIe mistyczne osoby północnego poety, żeglowały na łopatach z Łysej.góry, 
dokąd? zapewne Zl\ granicę po wzór do naśladowania. Niejedno udzielne książę pol- 
skie (Władysław Łokietek Fr. Wężyka), albo tam jakI wojewodzlc lub starościc 
ple. 
wać zacz
1I pod oknami swoich kocbanek czułe piosenki, I dlAczegoż ole mieliby 
śpiewać? Zasady moralności, tak surowo przestrzegane w 8tar
j Polsce, przecle:ł. nie 
wzbraniały j(Ój obywatelom śpiewać pod oknami swych najulubleńszycb jakiej ody Ho- 
racego, lub psalmu Kocbanowsklego! 8 li' d c :t 
, Do tego obrazu dodać nam tylko wypada niestosowność, jakiej wielu z nAszych 
plsll.rzy się dopuściło, nadając bohaterom romansów z czasów dawnych, charaktery 
I wyobrażenia z X\'lIIlub XIX stulecia, I sposób 'wyrażanla się dziś używany powsze- 
cbnle, fi. będzlcm mieli zupełny obraz naszycb romansów nRrodowo-hlstorycznych, 
I ogólną formułę na nie, nie bez małych wyjątków jednakże. Nie przeczymy tu jednak, 
:ieby nie miały być dobrze naśladowane, twórcy Icb nie kłamali nawet faktów histo- 
rycznych, nie bra.kowało Im talentu; jedynie tylko nie clIcielI lub nie mogli być ory- 
glnalneml pod dwojakim, jak to wyżej powiedzieliśmy, względem. Im się zdawało jlk 
Nlt'mcewlczowl, który tłumacząc niektóre poezye angielskie, sądził, że uczYDI Je kra- 
joweml przl'z to, że zamiast Tamizy lub Twedu, położy Dniestr lub Wisłę. Oni tak slł- 
dzlć musieli, j to można powiedzieć, było nie ostatnią przyczyną prędkiego przesycenia 
czy te Inlków. 0]1.'11 n 1I1ł' II Id n t b 
Ale przestmimy o nlcb, bo Icll wyobrażenIa o powieści I sposób Ich oddanIa, slo. 
wem wsz}'stko b
'ło tak wszechstronue, Ila tak wiele rozszczepione promIeni, że dlA 
powieści kaidego zosolllla potrzebaby oddzIelnego określenia (denlJlcyl), z których 
iadne nie lJ)'łuby prawllzlwe, a wszystkie tern do siebie podobne, że nie odpowiadAją 
celowI. Do zroznmlenlb. tylko te
o, cośmy dotltd o uich uawllsem powiedzieli, zapatrz- 
my się oa powieść w JJaszem Ind,)wlllualuem rozumieniu, I Da stanowisko, jakie wzglę- 
dem taklpj fajął Kraszewski. 1ł.Ut-.. ISb !'l'" 
C'U.
 ;I(W 
Powieść, według nas, czy ona będzIe historyczną lub nie, czy polską czy nie- 
miecką. turecką czy jakiegokolwiek Innego narodu, w najogólnlejszem jej znaczeniu 
. jest kopią życia ludzkiego, t ta sama jej Istota, ażeby była wleruą kopią życia, jest 
już ulejako jej celem; ho gdyby taką nie była, Illkogoby ole mogła zając. Ale rozmlł- 
Itćm okiem na świat poglądać możua, I autor, który patrzy na niego przez pryzma 
swoich marzeń, jak np. autor Delolzy, będzie poetą, ale nie autorem powieści lub ro- 
mansu. PragnienIe SZ(:zęścla, nieodłączlle od natury ludzkiej prowadzi lodzl do ma- 
rzeń; marząc robią ut.oplę ze śwIata I ze wszystkiego, I poznają dOJlh
ro wtedy, 're 
się znajduj" lIa ziemi, gdy Im co z świata rzeczywistego (jak się dowcipnie któś wy-- 
raził) na DOS spadnie. . Airby Ich nawrócić, potrzeba wszystkie barwy tcb pięknych 
marzeń, powlec kolorytrm rzeczywistości, która w tym razie b
dz'e Ironią; potrzeba 
Im rzucie przed oczy obraż świata rzeczywistego, kopię Icll wJasot'go życia, powieści 
Kraszewskiego. Z jego pism widno, że długo także na świat swoiclI marzeń, spoglądał. 
Wypadki życll nam nieznane Ilotłukły te tęczowe pryzma, bo Kraszewski przejrzał, roz- 
ważDt
m okiem pojrzał w przeszłość swojego Darodo, Ironleznem okiem w prywltne 
jego życie obecne, I słał się aotorem powIeścI. W KraszewskIego powIeściach wszystko 
42 


- 


.......
>>>
330 


. 
jest tak IUI14,le,tak 
8'odne z nAszą zlcmlą, tak naturalne jcdnem słowem, Iż nlepo- 
dobua BI
 protyz,",ć m. pierwszeństwa przed jego poprzednil{aml. z których Jedni wl- 
$1('11 mlędz
' zlcmh, ił nli'bem wymarzonćm , .1 śniąc tJlIw ostatnll
m, ule dotknęli nigdy 
łllćrws
I!j; 'a dl'ullzy' nio probowali sił swoich, by coś oryginalnego napisać. Kraszew- 
wskl iJbrazuje ludzi rzeczywistych, ule wymusza z Ich serc Innych uczuć, prócz tycll 
którc tam natura zaszczepiła; nie fuła się ponad ztrwlą, bo zlłpewne czuje tę I'rawdę, 
ze przyjdzie _czas gdy nasze cielesne sukienki rozsypią się, a duch, jak elektryczność 
do skłalJo ogólnego, SIIłYllle do oceann przeszłości. Ale dajmy telllll pol{ój, co fam 
nas czeka za grobem; grób lullziom zawsze stoi Bą oczoclI , I pocóż Im jeszcze nasu- 
wać obrazy te!ff) zagrobowego życia, życia, gdzie (jak powialla KraszewskI) nie bę- 
dzie .anipalloy KII.I'ollny, aul \Vak.'izt u, AJIIpańsklego. W:' powieściaclI trzeba 
być w'llewlI)"m \\'zglt;t!zle IDateryalistił.' qi! I 1113',lnt8 XIY ffnllll'lX 
 sln'-'
1I1dov" I 
. :J .11 ezas ". czasie, jak glenlaJny Ulalarz, pętlzlem życia, ludiml jak farbami, maluje 
wielki obraz historył., lfi .'I;;'ónb!ł; WCJ"" I 3 Ił.. ł an ,hlm1.o1 l' J . 
-ot ł Obraz t-en stoi zaw
ze całkowity I wykończony, ole ludziom potrzeba kopII tego 
-()bruzu lIa popi erze, kopii wilgącrj 1111 wMkazać prawdę, I to będzie historya; Iwpil 
..mogqcej Ich zająć tą Ilrawdi\o i to będzie IlOwleśt: histOl:yczn8. W bezgranlczn)'m 
pasmie (Zasui' cipką wl
kl jok nalOlętlloścl w bezgralllczllrw w pmgnieniach sercu 
łudzkirm; każdy jak namiętJlO
ć wJPilla nlezlltal'te właściwe piętno na twarzy 'ży.. 
J&&Cl'go w nim ezłowleka, I tylko glenlnsze żyją wCZCŚtlit'j o jellen wiek, jal{by mniej 
o jellnę: namiętność. Powieść więc, któl'i\ nazwaliśmy wyż..j kopią życia ludzkiego 
IIIlIsI. być zmienną jak to życllJ, musi I
ć za swoim or)'glnałcm, za duchem wlelm, 
1Iategoto powleścł ł romanse mogą być tylko względnie piękne ł dobre. Ale ta 
włllśnle harmouia między duchem czasu a kopią życia ludzkiego, jest zadaniem auto: 
fa powieści. Kraszewski J'ozwlązał to zadanie. l l 1\ .' I.sb'lla1U '{,dul!tI 'liII !lubA' 

J ,W historycznych powle
ciach zdają się zmartw}chwstawać pod jego piórem po- 
stacie pfzeszłoścl. IcJa usta przemawiają językiem, do którego swojego czasu przy- 
wykły. Oczy zapalają się dziwnym dla lias blasldem, jal{ zgasłe dawno meteory, lIa 
nowo zapalone. Poruszają się w poważnym Ul'Oczystym mchu. Westchnienie wydoby- 
wa się z piersI Ich, jedno, święte, ku śwh:temu celowi, który wytknęła natura. Tukiwi 
są bohaterowie powieści: Rok 08lalni panowania Zygmu/lta Ul i Kościół Świ.r1f)-Ali- 
dalski fi) Wilnie.. Kraszewski nie umilił z nich najIllniejszego l)'SU bezllOtrzebnle. 
Gdy lIam maluje chorego I niedołężnego Z)'gmuuta, zdaje nam się wldzh
ć dąb wypró- 
cbulały, który wzuosl jednak majestatyczne I wzniosłe czoło. Nie stracił jeszcze po- 
zoru wielkości, chociaż w ulm wszystkie soki życia już wymarły. DUDlua I przebie- 
gła. Mejeryu, jllkby duch jak' nlewidzlaluy, przemawia rozkazłlml z tego dębu. a kaid)' 
zdaje się wierzyć, że to król sam przemawia. Rozpustni Kazauowscy, dumny Radziwiłł, 
lonl, przesuwają się koleją przed naszewl oczami tacy salDi, jal{lcll wllJzlellśm)' w ma- 
fzenlach. - Kraszewski nic lIudzl jelJnostajnuśclil olIowialIania, nie przenosi I nie stosuu- 
kuje wypadków w pewue IIł-awidłowe dawnych IlOwieściarzy uastępstwo, ani ieli wikła 
z sobą niezręcznie, aby w kOlICU, bobatćrów wyplątanych z tego węzła IlItrJ'gl popro- 
wadzić do ołtarza lub do grobowca. Zllaje się, że II niego Idą wYllolJkl po sobie w ta- 
kim S
W)"D Ilorządku, w jakim szły w przeszłości; wykopiow8ue tłokładnie , powle- 
o e'(.x "łhal:re. oli d
1 . "ts "'
 ł .b 91 Noq m9iub'8 I.. fn} 1 t9ft')Qlo 'J13'{, 011' 
S'ł 


- 


. 


...............
>>>
331 


I 


c
one draperYi\ dowcipu Ilwezyl. _
 co naj\Vlęc
j udcrza \V Jego powieściach, jost tcn 
kontl'ast wypadków i charnkterów osób, jaki wszędzie nap()ty kać możlI8. .
d(j
'" I 
_'(
 W Panu Karolu; Kl"łl.sz
wskl sim pił i uosobił wyobrażenia (łch Indli, ttóI'zyza 
cel swojemu życiu w}'tknęli rozkosz zmysłową, u których wszclkle zasady moral- 
ności są nlczem, jeiell Im staną zawadą lIa drodzc. "Namlętn}',- z twarzą mającą 
jakiś dziwn)', ponętny urok dla kobiet, llall Karol bałamucI dwic ŻOIlY. sędzlcgo; 
nl'izczy szczęśclc ubogiej matki, której córkę uwicdzloną rOlkosz
 szczęścia zado. 
mowego, rzuca w zamęt wystęllku; a Idąc ciągi c tą drogą, kończy na pustclnlczem 
i odludnem życiu swój zawód. Kraszewski w tej l!Owleścl pędzlcm prawdziwie ma- 
I.lfsklm, po mistrzowsku odmalował słabość kobiet i (lrzcbiegłość lublcżncgo męż- 
czyzny'; jak przcclwnle w Cztereclt ,cesetach w odwrotnym stosunku ich uważał. 
l:harakter Karola jcst prawie tcn sam, co ch.lral,tcr Julii w Cztcrech weselach. Tu 
znowU kobieta występujc z wyobrażeniami, które wszystko to co dotąd pomiędzy 
ludźmi było skromnośclą i cnotą, umlcszczają w rzędzie przcsądów i głnpstwa, 
a slllby charaktcr Adolfa, którego ona odciąga od serca dobrej i kochającej go 
małżonki, odpowiada zUllełnlc słabości kobiet w Panu Karolu. 
Zdnje się, że w obu tych powieściach, Kraszewski miał na celu uważanie 
dwustronne mężczyzny I kObitty, I z całą Ironią jaka mu wszędzie towarzyszy, 
odmalowanie wlększćj części dzislcjszej młodzieży; I dopi.\ł go z wielkim tall'ntem. 
Charaktery bohatcrów powieści Kraszcwskiego może niejednemu z cz}telnl- 
ków widzieć się prz}trnnło, a któr}ch może nieraz odgadnąć nie mogli. Przecieź 
by'l1to ludzie zwyczajni, w których albo egoizm wszystko ophcznle umieścił, i oni 
śmieją się wtedy, gdy płakać potrzeba; albo w eleganckie ramki wysznurowllny'cll 
ust udanlpm 0llrawll1 poll(la namiętności, krzewiącego słę na dnie serclI , Inb Da 
których obliczu martwe usadowiło się głupstwo, i tym podobnI. Kraszewski pojrzał 
Ironią w ty"ch ludzi; jednJch rozrzewnił właśnie wtedy, gdy śmiać się mIeli, dru- 
gim rOll:sznurował usta, a czuła Ich nabiegły wstydem; z letargicznej twarzy gh1l'- 
&twa, wy-dob}ł promienie czucia, bo myśli wydobyć z nlćj niepodobna. Z każdćj 
rzecz)', klórćj się dotknął, wydob}ł jt'j ducha I OIIl"a\\'ll go w atramentowe ciało, 
i wykoplował życie tak dokładnie, jnl{by to była jaka kopia urzędowa, tylko że 
po niej powiał poezYą, puwlold kolorytem wdzięku i życia. 
Lecz by Kraszewsl,iego dzieła naleiycle ocenić, koniecznie je czytać potrzl'ba i po- 
równywać z dziełami jego poprzedników, od Idórych się we wszystkie m różni. 
Według nas Kraszewsld zrobił ('llCJkę w powicscl, i dlatego właśnie znajdą się 
tacy, którym się podobać nie b:;lllle, a tymi będą ci wsz}'scy, którzy szukają form 
I pmwidcł tam, gJzle nicum, ani być mogą, w sercu ludzi i w leh życlu." 


(B) Przyjęcie jakiego doznał w Wal'szawle Kl'aszewskl w r. 18-\6, musi nl\- 
leżeć do miłych wspomnlcń Daszego literata. Au. WI. w Dzwonie Literackim (T. lU 
str. 229, 18M r.) uczcIł jl'go pobyt wyborną ramotką p. n. ,.Józef Ignacy Kra- 
szewski w Warszawie," w której rozwinął tyle dowcipu i humoru. Rzecz godna 
uwagi, że tak umiał ją pobyć I przystroić szatą rzeczywistości, ze wl elu posą- 
dzało jej autora, o prawdę. Przywiedzlem tu z nit;j mały ustę(l, malnjący postać 
Kraszewskll'go. 


L 


. 


........
>>>
332 


"Wzrost nlzkl, budowa szczupła, włosy jasne, oczy modre, spojrzenie ż)we 
I wesołe, lIa czole myśl wldocZllą, nos wielki, uszy cudownie maiclikle , lista ob- 
darzolle przyjemnym uśmiechem, w ogóle cały wyraz wdzięcznie uprzedzający; trzy- 
ma się nieco pochyło, świadectwo ciągłej pracy plśmlenej, pracy nadzwyczajnej; 
liczy obecnie lat 3ł, wydaje się młodszym, Ubiór miał bardzo przyzwoity, czar- 
ny, skromny, bez najml1JeJszćj oryglnalnośd. 
j)"'. 0lt QW i!;)/"l 

 m hlM40 111 
I ., 
I I. t nr m 


.. 
,J lU Ilłl I 
IIf , 
'(
b,1 
I ill 
 
oJ II 


III- 


JII{ 


II 


, ł 


... 


ł . 



J(I ,I S1 ,., .Imo 
f ł
 
@Q
Q
' 
la,

OO@
 


11 u JlI'J, 


. ',3. 


li . 


,III nI J (] 


I.. 


8111 
(] W 



 
,"I 
I ,fin 


s 


UJII hl!lJl 
, Ip
Q - 
U.UI;" 
II 


l 


o elq 
CI 


1 
III. ,I 


D 

 .. 
-,nil 


) r 


ilule) 
b 


" 



 
 ul 


L.;\ ,- I 
'ł' 
. ul 
I 'U ł ł 
 , 


III J 
-}l 


I 1 
u I 


III 


'ę, 


-( fJ" 


.1 


'I 


. 


N 
ba 
). 


lq 


1110 I 
o .UJIlIml 

 
l fllfYIII)! l I ) 


.I uJ r 'I :,I',ł 
/I 



 Iw 
VI- 


(I JłłU 
l 
-'I' 
,nhlB 
J I Ninl 


t 


t D 


. 


JI 


do , ') {1UJ..! 
I II' 
1 III ł 
tłull 
q H J 
1UJ 
1 


A
 ,
>>>
. . 


....... 


-"
>>>
.JJ fl RA\
:ł'(IDWJ({jo
>>>
.. 
ł 0111& 
IM 
, 
-1'1 
-11 l . 
-et ,Q I 
1 
l 
.1 
.IU I 
0110 
- , 
8H 
I 'I 


1- 


II . " "rt ltU 
ł
 
I ( . 
,irll!' if Wł:"d,lt . 1 .
_ .tOłJ WÓl. isI) 
, (lS
 
i:sb UlvflJl/\ :Jiu,.)' J .Śll 'Itcł 
lin n !lix oJJ f
oi..J:s11J t! ..18",,1 
la 
i I i
łll 11 1:, .clu,..! Lv 'unlt 
li .li"! jdlr!fiłf dl; ł bo-rJJ .CII
"t 
, .al "I ()
 IŁ 
'
f!ł\f:ł
"'
 c!!Jr!\ " ,
 , 
"!ł
 j\"1), _U , 

!
ft)_'P.t . 



I:..I!:II
!I1!ii# 

!IlU 1lJ x iw 1,1 
"4 r 9I
 1'1" 1'1 
R1 .A 
Z NAGŁOWIC. ,'" r"1no.
; ,11! . ł 
o I} II U l Icd'91 li O 
/I :.' 'n? q \' )h:e ob 
ń JO ItI. od 
'Tf;- I:ą i _ .._
 n{oi ł I 
II trt wowl t:I;{X ub \. oq 
;inMjq (.. ibth 
. r J '!:"'IJ.cr' .. .' Isoin tUli.l Vlmlm t ..uw 
}[ 101 "..11,- I
W '\1 au 
.J:1t (. !1 w al,.t1ł., I st 
l r iiI. .1.1 J"iru ,6 
,da 
 I 
 \f' łl
lI.).. if,) J S ul:n 't- ,snL \ 
. ,r l , 

 ycie Mikołaja Reja opisał przyjaciel jego Andrzej Trzycie- 
" ski, pięknie ale niedokładnie. Oprócz innych usterek, po- 
pełnił i tI;, że czas jego urodzenia mylnie roku 1515 położył, 
gdyż wcześniej, bo roku .1507 urodzić się musiał. Umarł r. 
1568 lub 1569, sędziwej nie doczekawszy się starości, z przy- 
czyny złego prowadzenia się w mlodym osobliwie wieku; o czem 
mówią w niczem niepodejrzani świadkowie. 
Mikolaj Rej miał pochodzić od sławnych \V czeskich dziejach 
Werszowców. Zdania tego jest p. Jan Prawoslaw KauLek. Lubo 
zaś swoje twierdzenie tern jedynie popiera, że i Uej miał za herb 
OkszQ; wszelako sama ta okoliczność, że przodkowie MikołlJja nie 
porodzili się w Polsce, lecz do nas przybyli ze Szlązka (czeskiej od 
XIV wieku koronie hołdującego), zdaje się przemawiać za tern mniemaniem. 
Drobnostka ta jest ważną w za\vodzie pisarskim Mikołaja, jak siQ to wyka- 
że niżej. Trzycicski mówi: że pochodził z ziemi krakowskiej, gdzie się przod- 
kowie jego ze Szlązka tu przesiedlili. Za celniejszego przodka daje mu ten- 
że Trzycieski, Nankiera Opolczyka, który z kanonika krakowskiego, bisku- 
pem w ówczesnej stolicy polskićj obmny został r. 1320. Niewiauomo kiedy 
Nankierowie w nazwę Rejów przelilzli; wiemy atoli, że już na początku XV 
wieku Jan Rej kanonik krakowski towarzyszył r. 1440 do Litwy Kazimie- 
rzowi Jagiellończykowi. Ojciec naBzego Rcja Stanisław, miał w krakowski
j 
ziemi odziedziczoną wieś Nagłowice. Zostawała ta majętność niedawnemi 
jeszcze czasy w rękach Eufrozyny z Jordanów Kotkowskiej, ostatniej z linii 


oj 


urr 


.t 



 '(' 
,Jq !; 
r{'i 


Iii It 
 
. b e 


I.j 
LO 


II 


rt' 



 v, 


ł m \ ff 


lim 


iJl J) 


IUI 


--
>>>
33-1 


Heja następczyni, która Juszyńskiemu (jak to sam mówi przy opltlle życiu 
Ueja) darowała ważny rękopis, życia sławnego jćj przodka i ówczesnych 
dziejów dotyczący się. J uszyński zrobiwszy z niego do opisu życia Miko- 
łaja użytek, nie wiadomo gdzie ten rękopis podział. Ojciec Reja opuści- 
wszy krakowską, przeniósł się do ziem Ruskich, mając tamże dzierżawę' na- 
elaną sobie od króla. za usługi rycerskie. Tamto w Żorawnie nad Dnie- 
strem, urodził się Mikołaj. Pieścił rodzic sJ'nka, nie troszcząc się o dobre 
jego wychowania, z wielką szkodą ojczystego piśmiennictwa. Bo młody l
cj 
minł wielkie z przyrodzeni n do nauk zdolności, lecz ich nie rozwinięto \V nim. 
A tak przez własne tylko kształcenie się, został on znakomitym pisarzem, 
i stał się z natchnienia filozofem praktycznym, ten, który mógłby wyjść na 
nnjświetniejszego swojego wieku gieniusza, gdyby był stosowne odebrał wy- 
chowanie. Oddany do szkoly parafialnej w Szkarmierzu pod Krakowem, (dziś 
wlaśnie gimnazya z ówczesnemi parafialnemi szkolami, poniekądby porównać 
można) później posłany do szkół lwowskich, a następnie umieszczony w uni- 
wersytecie krakowskim, niczego się nie nauczył. Tego w życiu swojćm nader 
ważnego wypadku dotykając Rej, obwiniać się zdaje mistrzów swycll, o ma- 
łe postępy, które w naukach uczynił. J';L. r 
Ówczesny uniwersytet krakowski (sąto jego słowa) darmo tuczył nie- 
jednego 2 nauczycieli swojego grona, którzy zamiast strzedz młodych opiece 
swej powierzonych, czas na fraszkach przepędzali, urzędu swego nie pilnu- 
ją.c. Tak więc zadziwiać nas nie powinno, co o Reju pisze Trzycieski, 
e 
on ze szkół wyszedłszy, małoco, albo raczćj nic nic umiał po łacinie. ' Cho- 
ciaż późnićj usilnie się starał przez własną pracę niedostatkowi temu zara- 
dzić, przecież w pismach swoich najoczywistsze zostawił dowody maIć' bie- 
głośoi w naukach. ;. 
dĆ; --ł 
 
m Rej, stanąwszy raz w sprzeczności z. samym sobą, zostawał w niej przez 
całe życie, i był niby trzcina, którą w tę lub ową stronę, naginał wintr do- 
wolnie. mimo oporu, na Jdóry się zdobywało giętkie jego ciało. Jakoż 110- 
piero przy schyłku życia, oparł sil,) umy
ł Reja burzom numiętności stlltecz- 
nie. Kicdy niczego się w szkołach nie nauczywszy, odd:my został na dwór " 
Tęczyńskich, celem przetarcia się w świecie, i gdy tamże. obudziła 'się w nim 
chęć do nauk, do tego nawet wzniósłszy Bię stopnia, że rymować począł: 
kiedy następnie pisząc już gładko, zwrócił na siebie uwagę współwyznawców 
helweckiego IcościoJa, którego się trzymał, i nILmową ich wiedziony, poświę
 
cił się caIy pisarskiemu zawodowi; wtedy dopiero zacz:!ł się uczyć na dohre, 
lecz nie umiał Rię uczyć. Stanął więc powtórnie na rozstaju, a obiern.jąc dro- 
gę po której by mógł z:Jjść do celu, zamiast w prawo, poszedł w lewo, za- 
miast się poświęcić rzymskićj literaturze, c11\vycił się łaciny, (I) i tak się jej 
uczepił mocno. iż nic chciał już żadną miarą. przekonać się o tćm, że plewy 
hierze za złoto, że uie prawdziwemu bóstwu, lecz bałwanowi holdujc: ' nył 
L ,imA ł.li VlJJIi:iu

 J. r- SUł1 
IJLIJ.1 "(1I.:)i'luUJ'8 u I '"'I 


. . . .. 
Im (I) Łaciną naz)'Wllm pi8t11icIlnÓ8ć nowszlł rZY1nską, cz,'1i to;, kt6ra, nie "Y
II'a r;po..l fiiSiA'łzj"n
1clcb 
.pi..rzy. Królko mówi"c, lacin" Jest cd. ohTielt po Rtym i8nac
. pilIlIDO \V języku Ipciml¥ti.' :I 9:!:lswl 


--
>>>
3.3.5 


,. 


wszakże jeszcze czas po temu. bo mu jeszcze pora kształcenia' 8ię nic prze. 
lilzła, i Rej. który pisarzem zostawszy, nigdy się od nauk nie uchylał, byłby 
może przeparł w sobie upór, ,gdyby go znowu okoliczności odwiódłszy od 
.dobrego, nie bXły w sprzeczliośoi postawiły z. sobą.' Okrzyczany przez spóJ- 
wierców za mędrca (milU
 utyskiwań nn to świadomszych rzeczy) i temu 
uwierzywszy, nie dał się 'niczemu przywieś
 do tego, ażeby 'v naukowym 
celu odwiedził obce kraje, lub wlasne nawet zwiedziŁ kąty, przypatrzyłsi
 
Jozleglej Polsce, poznał ją lepiej, nią się przejął, i pojl)ł. jej potrzeby. Zale- 
dwie, że si
 na przejażdżkę do Litwy zdob)'ł, dok,!d go nie tądza poznanin 
kmju, lecz zażyłość, jak, miał z .Mikołajem Naruszewiczem, BeI.:l1eiliarzem 
i sprawc:} knncelaryi Wielkiego Księ5twa Litewskiego (jemu swoję;Apokalipsę 
przypisał), powioula,!. G-dziwndziej wyjechaó nie było czasu, lubo się ten 
znalazł zawsze; na zabawy, K
woli nim je
dził na zjazdy, na sejmy, te tyl- 
ko pełniąc din kraju posługi, do których go przymus nie wiązał. K'\\'oli nim 
jeździł na dwór krtIewski i do ,pałaców możnych, aozkolwiek mawiał, iż nie 
um we zwyczaju wychylaó. ,się;' z domu, gdyż u siebie znajduje, coby go 
oświeoić, coLy mu ukochanej swej l,}olsce, blizko się przypatrzyó dało. Bo 
ma podu"statkiern ksiąg, ma. za.wsze' przy boku dobraną drużynę, ma czas na 
.zaLaw
 i IJĄ pi88nie, i umie korzystać z każd{
 chwili, dla własnej i ziom- 
ków nauki. I tak też było. Mająo z przyrodzenia ponętę do życia zgieł- 
kliwego, o1.aozał się wiclk:J paniąt i ludzi młodych zgrają, którzy tern 
chętni{
j wieszali się około swego ulubienca, gdy umiał kltżdemll trafili e 
w mysi, będl
c (jak się wyraził 1'rzycieski) człowiekiem zaohowałym. dwor- 
skim, znajomym wszem, czyli we. wszystkich. doświadczonym psotach. 
ZkQd (jak 6ię wyraził tenże) rosła mu. sława rozumu u wsz.ys1.kich .sta- 
nów ludzi, iż go za wielki skarb mieli sobie wieJcy i mali. 1 
.j Tuk czas swój podzielił, 
ż we dnie (mówi tenże) bawił się towa- 
rzystwem i muzyką, a pisywał nocą, wylewając na papier, co mu na mysi 
przyszło. 'IQ znowu postawiło go w sprzeczności z sob" bo pracując 
w ten sposób, mająo c,ą.gle .roa:proszone, W r6żne' strony fkierowl1ne i roz- 
rzucone myt;li, uie mógł 8i
 nau rzeczą. zastanawiaó należyoie, nie mógł 
4: namysłem i rozważnie pisac.. .Przemoglo wreszcie lepsze przyrodzenie, 
j przywioułogo do tego, ze z czasem zmienił spo8ób tycia. wziął roz- 
brat z. świa,tem, i zawóu swój pisarski na pierwotny tryb skierowawszy, 
został ZIlOWU ozem był w młodości, pisarzem przyrody, ludowo-narodowej 
litel'utury utwiel'dziqielcm, przewodnikiem dla młodzieży w nauce obycza- 
jowej, jakiego samemu pozazdrościł lOB niegdyś. Porzuciwszy przeto swia- 
tek który mu za. 111100u bardzo smakował, stuwszy się skromnym, trze- 
źwym, spokojnym (słowa Bił Trzycieskiego), porzuciwszy 
"slZystko prócz 
pisania, przyłożył rękę do ostatniego dzida, w kt.órem niejnko odwołał 
wszystko, co niegdyś 'na papier wylał.... Trzy lat czasu wystarczyło na 
zmazanie grzechów Uóre przez dziesięć lat (od roku 155
 w którym Po- 
stile swą. wykończył) nabroił, których niedawno temu składem uczynił 
swoje pisma, wielkie z pomysłu, płaskie w wykonaniu. Co albowiem w Po- 


-- 


.......
>>>
336 


styli, co w Zwierzyńcu, roku 1564 powtórnie wydanym, rzekł był o ka- 
tolickiero duchowieństwie, to odwołując w Żywocie poczciwego człowieka 
r. 15ti7 ogłoszonym, z uwielbieniem pisał o biskupach polskich, chwaląc 
ich za cnoty obywatelskie, że chętnie podejmowali I!!i
 znosić ofiary dla. 
publicznego dobra, bezpłatnie sprawując urzędy, o własnym koszcie po- 
słujlłc dla. rządu u dworów zagranicznych. Wtedy to ów Rej który nie- 
gdyś fukiem i hukiem dowodził pracowitość swych zdań, do pięści ucie- 
kając się nieraz, każdemu ()ddawał sprawiedliwoś
 nikomu (mnvet swym 
spóhviercom) nie pocLlebiając (dał tego dowody w Apoftegmatach), i bez 
względu na zdania, kłaniając się wszystkim, których znał z własnego 
uważania i z powieści ludzkich, że wiedzą i rozumieją. co chrześcia.ńskie- 
mu człowiekowi wiedzieć i rozumieć naJeży, a co gorliwemu o dobro kra- 
ju obywatelowi, który' rzeczy przyszłe dla dobra rzeczypospolitej prze- 
patruje. . ' '., I '" oj 
Zaw6d pisarski osobliwego tego człowieka, został okolicznościami pchnię. 
ty na tę kolej, na której go ujrzymy, Przypadek to bowiem zdarzył, że 
Uej (spowinowacony będąc z prałatami rzymsko-katolickimi), przystawszy 
do kościoła helweckiego, został najgorliwszym protestantyzmu głosicielem, 
te za namową spółwierców zawodowi si
 pilmrskiemu poświęciwszy, stał 
8ię z nieuka pisarzem, a pisarzem nie lichym; gdyż dziś nawet, po upły- 
wie trzech wieków, ma on znaczenie w naszej literaturze, a w stylu pol- 
skim pierwszej doby dotąd celuje tak, iż teraz jeszcze do niego zasto- 
sować można Trzyeieskiego' słowa (przy Żywocie poczciwego człowieka): 
"Rej bowiem, jako mówią, ty sam w Polsce wodzisz, w nal'zym pol- 
skim języku ty sam przodkiem chodzisz." Dziwuje się temu Juszyński, 
zkąd Rej, ów nieuk, gdy wystąpił z 8WOją Posł.ili.\-, pokazał się w niej - 
uczonym, w pismach ojców świętych obojga kościoła, wielce oczytanym pi- 
sarzem. chociaż po łacinie nic albo mało umiał, u przeto czytywać ich nie 
mógł: i ztąd wnosi, że to nie Rej, lecz jakiś zboru helweckiego mini. 
ster (I) W Polsce, wydał Postil
 pod imieniem jego, tem pewniej, gdy 
Jan z Wożnik spółwyznawca.. Mikołaja, wyrzucał mu publicznie, iż się 
w tem dziele. niby owa bajeczna kawka, w cudze ustroił piórka. Lecz 
pominąwszy tę okoliczność, iż gdy od wydaniu przekładu psalmu (r. 1583) 
a ukończenia Postili (1557) lat dwadzieścia cztery upłynęło, i gdy w tym 
przeciągu czasu, mógł się dobrze Rej z łaciną. zapoznać, której znajomo- 
ści dawał odtąd wielkie dowody w swych pismach, poetycznej zwłaszcza 
treści; to 
nówię pominąwszy. można właśnie ztąd i z zeznania Jana z Wa- 
źnik powziąść to przekonanie, iż sami protestanci w piórka owe ustroi- 
wszy go, do tisarstwa głębszego zaprawili; że z ich namowy został Rej 
teologiem mimowolnie, i że skoro 'się raz z obowią.zku swojego wywiQ- 
zał, więcej .się k()ścielnościlł zajmować nie chciał; ale w inną skierował 
się stronę, satyrze i obyczajowosci poświęciwszy się odt
d wyłącznie. ! 
liA1 n a. ho _ '{ łł e\jjs 
( I J KBil}dz protestancki -ł I 108l1j elu n 


-
>>>
337 


Protestanci wystrychn:)wszy Reja na teologa, Bobie przez to i pol- 
Bkiej literaturze usłużyli dobrze. Trafiwszy łatwo do człowieka, w któ. 
rym czeska, husycka krew wrzała, i rozsiewaczem go swych zrobiwszy 
myśli, sprawili przez to, iż musiał iść koniecznie taką. drogą, na któr1) 
był raz wstąpił, że musiał pisywać po polsku, i ażeby tem więcej zje. 
dnać mógł l3łuchaczów swej mowie, musiał żyć popularnie, że mimo- 
wolnie nawet musiał .się staó ludowo-narodowym pisarzem, otwarcie i ser. 
decznic a rubasznie mówić, gdy właśnie szło o to, ażeby trafiał: do 8er
 
ca, a przez to zjedny\Vn.ł jak najwięcej protestanckiej sprawie zwolenni- 
ków; że chociażby i chciał, nie mógł zostaó naukowym, lecz musiał poJo 
zostać natury pisarzem, jak Kato cenzor u Uzyminn. jak Jakób Uous. 
seau u Francuzów, pomimo, że się naukami zajmował wielce. 'Viclkie 
bowiem ma z niemi podobieństwo Rej, i wielce Bi
 różni od nich, co 
właśnie szczęśliwszemu usposobieniu, jakiem go przyrodzenie obdarzyło, 
zawdzięcza. I on samemu Bobie winien ukształcenie t!woje' (do czego się 
wziął . nierychło i niezręcznie, bo czasu nie było staranniej około na-- 
uki chodzić); i on zadziwiał głębokości!) myśli i wzniosłością. duszy. 10. 
mimo to jednakże mędrcem nie został, a nie, został przez to, że rozum 
kładąc za główny warune
 oświecania się, nie umiał go pudsycać; że cią- 
gle uprawiając a nie użyzniajlło wyjaławiał go,' że go zagłuszał chwastem. 
wyzwalując się z więzów przyzwoitości, a nawet ou wzgll;dów i stosun- 
ków, nietylko światowych, lecz i duchownych, wyswobodziwszy się. lon, 
aczkolwiek n08il na Bobie owej surowości piętno, podobał 8ię naturnln
 
swą prostotą; lccz gdy w najwyższych warstw narodu towarzystwach cIu;- 
tnie widywany bywał, nie musiał jak owi ckliwość Bprawiać gburowato. 
ścią. i szorstkości=!- swej powierzchowności, i wiedział o tem pewno, gdzie 
i co mówić, i jak Bi(,} w kal'bach przyzwoitości zachować należy. Wi. 
dać z pism Reja} widać z całego Żywota toku, że to nie był ani uprzr 
krzony zrzęda, jak Kato. ani samowolny utrapieniec jak Rousseau, lecz 
był człl;nviekiem czynu i życia, sobie j umgim, o ile Hiebie i ducha cza. 
su pojął, użyteczny; że jako mąż wytrawionej myśli, przejrzawszy 8ię na 
wylot, i przekonawszy o tĆIl1, co ma w Bobie dobrego, co złego. p
ął 
zawczasu, dokąd i jak potrzeba skierować życia nawę, by naprawić, co 
zepsuł. Jak Rzymianin i .Francuz był i Rej różnolitej barwy, i jak owi 
późno si
 na pole nauk puszczał. \Y wymowie ich zrównał a przewyż. 
Bzył obrazowością. języka, który plastycznie jako teolog, poeta, morali$ta. 
ukształtował. i . 
Teologią rozpoczął od przekładu pieniów Dawida' pojedynczych. z któ. 
rych 11a psalm już l"Oku 1533 wY8zedł z druku. Snn.dź z czaBem do- 
pełniwszy przekład, wydal całkowity psalterz wraz z modlitwami, jak ze- 
znaje Trzycieski. Jeszcze przed rokiem 1838 miał się znajdować excm- 
plarz tego dzieła (ze znanych jedyny) w bibliotece gimnazyum toruń- 
skiego, gdzie, jak upewnia. widział go p. Józef ł.ukaszewicz, a gdzie, 
zwiedzając tQ bibliotekę roku 1844 już go nie znuJazłem. I] 
4.3 


........
>>>
338 


Po Psalterzu 
d wakroć jeszcze 
sem udowodnię. 
Nadcr się, m6wi Trzycieski, spodobało to dzieło owczesmU publicz- 
ności, i ważnem stało siQ w piśmiennictwie przez to, że spowodowało wy- 
dnnie Postyli katolickiej, której dotąd nie było, i że się stało celem spo- 
rów religijnych, które, ale dopiero po jego śmierci, wiedli z Rejcm ka- 
płani zgromadzenia Jezusowego. ' u ] . 
-in Trzeciein z porządku dziełem religijnej tre
ci jest ApocalipsiB c:zyli 
Objawienic ś. .Jana, które u Macieja Wierzbięty r. 1564 wydał w ćwilłrt- 
ce.. Ponieważ poprzednicy moi (zwłaszcr;a I. S. Bantkie. który w histo- 
ryi drukarń krakowskich, pierwszy dał je poznać' dokładnie) opisali to dzie- 
ło bibliograficznie, a p. W ojcicki w dodatku do drugiego tomu swej Hi- 
storyi litcratury przedruk jc
o (lubo nie całkowicie, z opuszczcniem wła- 
śnie tego, co się do opisu Poleki stosuje) uczynił, zkąd czytelnik może 
ponłekąd obeznać się bliżŁ
j z tćm pismem. przeto, nie rozwodząc się nad 
niem, powicm tylko, iż Uej ułożył to dzieło podług łacińskiego prze- 
kładu Apokalipsy, które IIenryk Bulinger (urodzony 1504, umarł 1576 r.) 
teolog szajcarski (Zygmuntowi Augustowi dobrze znltuy, gdyż z nim li- 
stował ten król) zrobił. czyli raczej, że naślttuowar w piśmie SWOjelll. Al- 
bowiem snm tylko text apokalipsy przcłożywszy, opuścił objaśnienie Bu- 
lingerowskie, a dodał własne, i zrobił wyldad swój w duchu etyki, czyli 
moralności chrześciańr,kiej. 'Vi dać z tego dzieła już niejaką. odmianę 
w sposobie myślcnia piszącego, ac.tkolwiek i w niem szydzić z obrzędów 
koscieluych nie zaniedbał. . 
Juszyński (w artykule o Reju) liczy do prac nl\ukowych Mikołaja, 
tak pr
ez siebie nazwane: Ewangelie i Epilltol!/ bez miejsca. i roku, w ósem. 
ce, jak mówi, wydane, uważając je za Nowy Testament przez niego prze- 
łożony. a uważa dlatego, iż w Postili są ewangelie tak samo co tu prze- 
łożone. Przy tej uwadze kładzie p. Jocher II, 370, znak zapytania, 1'0- 
wątpiewaj:!c snadź o Juszyńskiego twierdzeniu. I słusznie: bo i owszem 
wcale inny w obudwóch dziełach jest przekład ewangelii, wyjąwszy nic- 
których wyrazów podobieństwo, co przecież niczego dowodzić nie może. 
Wystąpił nej na polu poezyi świecJiej z poematem mornlnćj tre
i, 
którego napis: Żywot Jozepha z pokolenia 
ydotl)8kiego, llina Jakóbowego 
rozdzielonego te rozmowach person. Aczkolwiek nigdzie nie wymienił sil,) 
w tern dziele. i sądzićby można, że jeżeli ten, to r6wnież i ów Żywot, 
który wyżej w poczcie druków pierwotnych pod r. 1530 przywiedliśmy, 
za pismo Reja poezytaćby można; jednakże, gdy (pominąwHzy język) ty- 
tuł dzieła podany przez Trzycieskicgo raczej na to, niż owo z r. 1530 
I)ochodzące pismo wskazuje, Żywotem a nie Historyą nazywając go, prze- 
to nie wachamy się przyznać Rejowi Za własny poemat ten. Nazwano 
go słusznie żywotem w rozmowach, gdyż rzeczywiście raczej dramatycz- 
nym poematem, aniżeli dramatem, lub, jeżeli si
 tak nazwać go spodoba, 


wydał Poetilę, która raz za jego życia, a po śmierci 
wyszła. Mylnie opisał jej wydania Jocber, co z czs- 


........
>>>
339 


zbiorem jest dramatów kilku, spojonych w jednę całość poniekąd. Mówię 
poniekąd, bo w istocie niemasz w niem jednej całości, a przynajmniej nie- 
masz takiej,. której by części czyli akty (spmwami,. rozpm,wami nazwał je 
nej), jcden sp
jał węzeł, obudzający i zaspokajający ciekawość słuchacza 
przez zręczne zawiązanie, prowadzenie i rozwiązanie intrygi w' całej sztu. 
cej ale pojedyncze części wielkiego tego, bo na dwanaście aktów podzie- 
lonego dramatu, tak s:) ułożone, że one' same w sobie uważane dwanaście 
małych drnmatów stanowią znowu, a wsżystkie razem wzi\:te, wystawiają 
dzieje przygód Józefa l)atryarchy, które mu się w ziemi ChananeńskitU 
i w Egipcie wydarzyły. Trzecia szczególniej rozprawa, czyli akt trżeci
 
godny jest uwagi, z powodu charakterów różnych i zręcznie prowadzo- 
nej intrygi przez' dwie niewiasty, na zgubę Józefa sprzysiężone. \\'iduć tu 
mocne rysy różnego sposobu myślenia ol!ób wprowadzonych na scenę: Ma
 
\ gona slu1:ącego (lIausknechta mówi nej) PotyflJra, Zefizy żony .Potyfaro- 
wej, Achizy panny jej służebnej i powiernicy, Józefi
 dorodnego i cnotli- 
wego młodzieńca, osobliwie też dobrodusznego i ociężałego Potyfara; któ- 
ry nie troszcząc się wcale o to, co się dzieje w domu, nie rad i plo- 
tek słuchać niewieścich rozsiewanych o Józefie, aż wreszcie,' fukami i szlo- 
chluni zniewolony żony, posyła ulubionego sobie młodziIma do więzienia, 
następnie narzeka na. SW:J porywczość. znowu go przed sobą stawić ka- 
że, i sam nie wiedząc co czyni, posyła napowrót do więzienia. .c: 
Cała ta sztuka takąż samą poezy,!, co i inne dzieła Rej" oclt)ycha. 
celuje on i w niej jako satyryk i moralista, lubiący i umiejiłcy wady cu- 
uze w)'tykać i opil!ywać. fi 
Powtarza. się jak i w innych swoich pismach. Jak Achiza podobnie 
uo Zcfiry mówi w tym dmmacie o marnościach tego świata, i o potrze- 
bie używania rozkoszy, dopóki można, w jaki rozwiódł się epikur filo- 
zof w poemacie Rej'!, który nast
puje. 
Poemat tcn mn napis: 'Wizerunek własny czlowyeka poczciwego, 'W któ- 
rym jako we zwierciedle, 'łmadnie kaidy swe sprawy oglądać moi.e: zebrany y z filo- 
zofów, Y z róinyc." obyczajów Bwiata tego, w K'1'akowi« u Ma
'J8a Wierzbyety 
roku o(l przyAcia Syna Bożego na Aloiat l5HO. Przedstawił w nim Rej niby 
walkę człowieka z namiętnościami, wskazał niby prawidła rozumu przez mędr- 
ców greckich podane. a pok
\zujące jak poczciwie żyć nnleży. 
Jak w Ouyssci Homera, jak w rzymskich romansach Apuleja i Pe- 
troniusza, dobre i złe istoty przewodniczą błąkającemu się po świecie mło- 
dzicńcowi, ku cnocie przywodząc go lub zbrodni, tak Rej oprowadzając 
po ziemi i niebie niedoświadczollego młodziana, uobre i złe nastręcza mu 
jestestwa, rozum i rozpustę, cnotliwych i rozpustnych ludzi za towarzy- 
szów podróży mu dajc, którzy na rozstajne wyprowadziwszy go drogi, 
obierać każ:}' poczciwy 'lub rozpustny żywot. Po długiej walce z namię- 
tnościami. wsparty łaską bogini mądrości, przestrzeżony radami mQdrców 
starożytnych, i karą zagrożony nicba, od wraca się nakoniec .młodzieniec 
od ńiecn
t,. PQj
u'a (Qzpus
 i ku cnocie zwraca swe kroki. IQ 


........
>>>
340 


i li Trzeci poemat Reja ma napis: Zwierzinieo w kunim rozmaitych stanów 
ludzi, zwirzątlt y ptaków, kształty, p1'zypadki y obyozaye, 8ą wlaAnie wypisa1le. 
A zwłaszcza ku czasom dziseyszym naszym nieiako przypadaiące. Na 'rok od 
..Ylłrodzenia Pańs1.:iego 1562. . , 
Taki jest tytuł lIzieła, które w dwóch exemplarzaeh, w bibliotece gi- 
mnazyum ś. Maryi Magdaleny w Wrocławiu, i uniwersyteckiej w Pra- 
dze czytałem. J cst w ćwiartce, i z dwóch składa się części. Exempla- 
rze te zawierają dwa pisma Reja Zwierzynieo i PrzypowieAci, kt6re razem 
r. 1562 wyszły. Wydanie drugie pierwszego dzieła wyjść miało we dwa 
latu; o ezem zapcwnić nie umiem; w exemphuzu bowiem biblioteki war- 
szawskićj, który czytałem, tyt.uł wydarto. !ł u t 
111 Po śmierci Reja przyczepili si
 do jego Przypowieści przyjaciele zmar- 
łego, a mianowicie Piotr Rojzyusz Hiszpan, professor prawa rzymskiego 
,w uniwersytecie krakowskim, i nieznany zresztą Adryau llrandeburczyk 
lekarz lubelski (z kt6rym się zapewne widywał Rej w Lublinie, ilekroć 
do swych dóbr tamże położonych przyjeżdżał), i ogłosili je drukiem, bcz 
wyra
enia mitjsca, r. 1570. Wtcdy bowiem drugi zrobił -pierwszemu przy- 
pisanie dziełka z Lublina, odmieniwszy jego tytuł, i nazwawszy go: Fi- 
gliki, albo 'rozlicznych ludzi przypadki dworskie, które sobie po zatrudnionych 
myAlacll, dla krotofile, wolny będącz, czytać molesz. Teraz nowo drukowane." 
Dzieło swe z dwóch, jak rzekliśmy części złożone, nie chcąc, jak był po- 
winien, nazwać lasem, mianował- Uej zwierzyńcem, co według zeznania je- 
go, tudzież drukarza (mówi o tern vVietor w przypisaniu) jedno oznacza- 
ło. Podczas zaczynają,cego się psować u Rzymian smaku w naukach, na- 
zywali idl poeci lasem, doraźno swe wiersze, dlatego, że wysypując bez 
namyiłu, trzebili naiłępnie, psując luli ulepszając je, według potrzehy. Zkąd 
upowtlzechnily się u średnio wiekowych pisarzy tak zwane 8ylve (silvae re- 
rum), U6re bardzo się zagęściły w Polsce, znacząc u nas księgi, zawierają- 
ce w sobie bez żadnego braku, przedmioty wierszem i prozą pisnnc. Uej r6- 
wnież ,brakował w 8wym lesie, (jak sama objętość i różnico. wydań jego Zwie- 
rzyńca pokazuje), i byłby go snadź dobrze przetrzcbił, gdyny go nie była 
śmierć zaskoczyła, zwłaszcza, gdy się z Apoftegmatów, o których wnct bę- 
dzie, pokazuje, iż z czasem wszedłszy na nową drogę, wcale inne z!\kładał 
lasy, i że o ilc dawne przczeń siane i sadzone, wszeteczne były i plugac- 
twem zarosły, o tyJc później zakladane moralne, iż tak powiem i schlullne 
były lub miały być, według zmienionej zo.kładacza mysli. Czuł to snadź 
-i wydawco. tcgo dzieła, i od własną Reja ręką nowo zasadzonego lasu, od 
Apoftegmatów, mówię. pożyczywszy imienia, i niem okrasiws7.Y Figliki, 
uniewinnił się z zarzutu, iż takowe brudy drukiem ogłosił, a uniewinnił 
przez to, że raczćj k'woli języka, niż rzeczy wydał je jako fraszki, face- 
cye, śmieszne powieści, nie w to godząc ażeby się ich czytaniem psuli, ale 
raczej przestrzegali (naprawiali) młodzi ludzie. Lecz przypowicści Rejowe, 
dopóki stały w lcsie, i częścią były Zwierzyńca, odpowiadały jakkolwiek prze- 
znaczeniu swojemu. Puszczone samopas, wykazały s
 być po większej cz
- 


......
>>>
341 


ści stekiem brudów. Piszący miał na celu przedstawić w Zwierzyńcu malo- 
wniczą Jolskę, a chociaż myśli swej nic przeprowadził, . godzien wszakże 
chwaly dlatęgo , że innym utorował drogę dojBcil' tam, gdzie sam dojść nic 
umiar. 'V prologu zwróciwszy uwag
 na. to, że pospolita.- rzecz potrzebuje 
naprawy, zapuścił się w rozdziale pierwszym w czasy dawne, i z dziej6w pię- 
kne charaktery osób znakomitych wydobywszy, przedstawił je za wz6r pobo- 
żności, cnoty, rozumu. Przeszedł następnie do Polski, i takową opisał histo- 
rycznie, religijnie, politycznie, miejscowo, moralnie, a nakoniec (w Przypo- 
wieściach) humorystycznie. Prawda, że dzisiejsze tego rodzaju opisy wcale 
inaczćj wyglądają, lecz pomnąc na. wiek, w którym pisał Rej, i biorąc na 
uwagę usposobienie jego naukowe, musimy podziwiać myśl, którl) w swem 
dziele objawił. Niektóre przedmioty wyrażone tu dopełniał w piśmie poety- 
cznej treści, wydawanych przez siebie, ol!tatniem, które li moralności po- 
święcił. J. 
Dzieła Reja poetycznej treści ważne są z swojego postępu i wstecznych 
dążeń, dwie łącząc sprzeczności, i sprzeczności te w zdaniach o Bobie dawa- 
nych wywołując już za życia jego. ' 
Po rymowanej prozie, w żywocie Józefa przedstn.wiającej się, wize1'une1c 
wydany odznacza się poetycznemi rzeczywiście obrazami, które się w opisach 
natury, miejsc, gmachów i w porównaniach duchem wieszczym wyśpiewanych, 
w malowaniu potęgi \V 8zechmocnego, rysach cnót i ułomności ludzkich, po- 
dobają najwięcćj. Widać W tem dziele .wielki postęp rymotwórcy, który już na 
poetę zakrnwnł, i z {lrzyc2.yny tej może z Janem Kochanowskim (czemu je- 
dnakże sam Hej przeczył) porównywany bywał, w wyższych nawet war- 
stwach ówczesnego społeozeństwa, jak Łukasz Górnicki w drugiej księdze 
Dworzanina swego zaświadcza. Rej A.toli poetą nie był i zostnć nim nie mógł, 
z przyczyny tej it n"tchnienia i uczucia poetycznego, obudzić w sobie nie 
był w Btanie, nie umiejąo oldełznać sztuką. dzikiej SWt!j wyobraźni, ani roz- 
rzewnić rubasznego, grubizmem nami
tnośei ci
g]e miotanego serca. Pod tym 
więc uważany względem daleko pozostał za Andrzejem ze Słupia, który na 
sto lat przd nim sentymentalnością natchniony, czule opiewał slIlutek Boga- 
rodzicy stojącćj pod krzyżem, Uóry w duchu jakoby Petrarki, uwielbiał Dzie- 
wicę l\Iaryą. torując drogę Sępowi Szarzyńskiemu. Rej nikomu na drodze 
-poezyi nie przewodniczył, w rymowanej jednakże prozie lIliał i on swoich 
naśladowców. Ponowił rymy w Zwierzpicu, i odtąd rymował wciąż, nie czy- 
niąc żadnego postępu w poezyi, lubo w wyrażeniu mysli czynił go rzeczywi- 
ście, osoLIiwie odkąd z Biebie zrzucił w apoftegmatach jl,rzmo mamiętności, 
która długo wyciska.la na nim swe piętno, każąc mu -nosić brudną swą bar- 
wę, niby pan swojemu słudze. O ile bowiem WBzetecznym a nawet plu
l\wym 
jest w drugiej mianowicie części Zwierzyńca, o ile bezwstydnym w pierwszej, 
tam zwłaszcza, gdzie obelgi miota na kościół katolicki i jego kapłanów, o tyle 
przykładnym, przyzwoitym, a nawct pro.wowiernym jest w wierszach. które 
przy Żywocie poczciwego człowieka ogłosił, naprawiając co niegdyś zepl!uł, 
i tak do siebie stosując, co przcd siedmią Jaty wyrzekł był rubasznic o stu- 


........
>>>
342 


rych wszetecznikacb. Ró!ne doby, przez które jego przechodziła muza, na 
uwadze mając spółcześni, stosownie jak Klonowicz i Miaskowski Euniuszem 
go, Hj}zyodem nazywali polskim; gdy przeciwnie drudzy jak Trzycieski, Ho- 
merem, Dantem, niewłaściwie go mianowali. Jakoż stosuje się to do Reja, co 
o Enuiuszu wyrzekł Owidyusz i Kwintylian, a nawet to co o IIezyodzie tenże 
Kwintylian powiedział, zwłaszcza. gdy pomnimy na to, że i Hezyod dla sa- 
mych tylko podoba się opisów. Ale z Homerem lub Dantem, z powodu wi- 
zerunku (że w nim przedstawił błąkającego się po ziemi, piekle i niebie mło- 
dzieńca, ze w:nim wyobraził dwie mądrości pogańską i chrześciańską) poró- 
wnywać Reja, i!miesznością trąci. Nie mając on od sztuki żadnych wrażeń, uie 
mógł mieó i wyobrażeń, któremiby bujną swoją, ale dzik:} okiełznawszy u\n- 
tazyą, mógł coś artystycznego wyrobić; zwłaszcza gdy pomiatając dobrymi 
wzorami, gdy ganiąc rzymskich wieszczów, których nie pojmował, czerpał 
z kałuży, i ztąd brał natchnienienie : skutkiem czego dopiero następcy Reja, 

ztukQ w nie wlawszy, z wielkich pomysłów jego skorzystali, jak' Bartosz 
Paprocki, jak Szymonowi\z, jak Ignacy' Krasicki; gdy przeciwnie 'sam, ubo- 
gim w sztukę pozostał jak się urodził, i jak pod goMm wychował si'» nie.. 
bem, tak tet umarł powity \V pieluchy rymów, nie mając nawet wyobrażcnia 
o duchu wieszczym, i przez to wizerunku swego, choć \V małej cząsteczce na 
tcn, co Daute sposób, pod względem społeczeńskicgo życia przedstawić nie 
umiejąc; aczkolwiek jak właśnie z tego poematu widać, schylał głowę nad 

sią.żką i wszystko o mą1rości i obyczajowości z starożytnych i średlliowie- 
kowycb pism zebrał, co się tylko zebmć dało. Nie posiadając bowiem Rej 
zasad, nie był w stanie rozumieć źródeł, jako ten, który samą tylko łaciną 
się karmił. Co wbzystko mają.c się u Dantego odwrotnie, miało skutek prze- 
ciwny, wcale z tem co zdziałał Rej nieporównalny. Aleć, bo też to dziecko 
przyrodzenia, nie miało w przeznaczeniu stać się sztukmibtrzcm (ćwiczonym 
, po1ług prawideł), lecz uczonem z natchnienia. Miał on zostać pisarzem na- 
tury, mimo własnej poniekąd woli, gdyż go naprowadzili na. to protestanci, 
ażeby rozpra.wiał, naprzód o tern czego nie rozumiał, następnie o tem co 
dobrze pojmował, co czuł, w czem żył. Miał zostać natury ludzkićj pod wo.- 
ruilkami polskości znakomitym przedstawicielem. Więc też Rcj raz do mó- 
wienia i pisania pobudzany, pisał, mówił co myślał, nie mogąo ani się po- 
wściQgnQć w mówieniu, ani poprzestać, dopókiby wszystkiego co wiedział 
nie wymówił. Żartował z drugich i z siebie, i właśnie tart uważając za zna- 
mię dobrego serca, i głosząc, te kto się śmieje serdecznie, taki źle myśleć 
nie umie, przestrzegał od szyderców, którzy umizgując się kozim uśmiechem, 
dybią. na szkodę bliźniego. Przez co zwrócił on wielką. na siebie uwagę spół- 
czesnych, tudzież zwrócił ją przez to, iż nic rozumiejąc podług pr
episów, 
nieraz trafniej rozumował, od mistrza. z ksiąg uczonego, a rozumował dlatego, 
iż swobodnie o wszystkiem wynurzając myśli, szedł za popędem wrażeń nie 
pytając się zresztą o dalsze ztąd skutki. A jako słowa, które z ust wypu- 
szczał, były niby odlewem najpiękniejszego po większej części kształtu, przez 
to, iż swobodnie wyjść im na jaw dozwalał, bez naraż nia na szwauk i zb
- 


......
>>>
I 


343 


karcenie się nietrafnie użytą sztuką; tak i spostrzeżenia, które czynił n3d 
światem, tak i pytania, które przytomnym dawnł, były najczęściej tmfne 
i w kłopot względem odpowiedzi wprawiały tyoh, którym je do rozwiązania 
dawał. Skollczył na tćm, od czego zaczął, szczęśliwiej do skutku doprowa- 
dziwszy, niż był rozpoczął dane sobie posłannictwo: co właśnie miał do za- 
wdziQczenii\ uiestateczności swojego charakteru, który nie znając i znać nie 
chcąc żadł
ego przymusu, mimo wiedzy i woli wprawił go w przymus, w niewolę 
Eaprzągłszy jego swawolę. Sprawdził więc Rej na sobie co był wyrzekł, "że 
postawy i sprawy każdego człowieka, a zwłaszcza młodzieńca s
 jak młode 
piwo lub wino, które gdy się trybuje wszystko z siebie na wierzch wy- 
rzuca." Ów niclIbalec, jak siebie i dom' swój nazywał, ów nieuk, który uczył 
dmgich, czego sam nie' umiał, głosżąc słowo Boże; ów ustaw'iezny kręciciel, 
któ1"y niglly na miejscu nie usiedział spokojnie. śl
czał po nocach, spisując 
cokolwiek posłyszał we dnie, czemu się przypatrzył, co dostrzegł i rozwa- 
żył. Skoro się znaczny zebrał zapas myśli, i dosyć' namnożyło się różnego 
rodzaju wżorów i wzorków, obrazów i obrazków, wnet, pracowity ten pró- 
żniak, skłallał ztąll dzieło. czyli wierny siebie i spółczesnego świata kreślił 
wizerunek podobniusieńki w tym i w każdym innym względzie do satyryka 
rzymskiego, który jednakże bynajmniej nie znał, układając niby nowy zwie- 
rzyniec, który mu z czasem do!!tarczał budulcO\yego drzewa do wystawienia 
czegoś nowszego, a może lepszego i pożyteczniejszego. 
i. I stało się. że gdy przyszedł wiek myślenia, i gdy już więcej nic za- 
spokajały go fraszki, znalazł podostatkiem we własnych dziełach zasobu do 
zbudowania wybornego pisma, które na wieczną sławy swej pamiątkę, po 
sobie zostawił. Napisał bowiem Rej naukę obyczajową, a napisał już nie ury- 
wkowo, jak w poprzednich swych dziełach, już nie baraszkując, lecz rozwa- 
żnie i z wszelkim namysłem (jako ten, co się już był, Trzycieskiego mówiąc 
słowy, we w:!zystkiem ochinął czyli upamiętał), napisał ją systematycznie, 
nazwawszy ją Żywot poczciwego czlowieka (taki dał napis dziełu). Rozłożył go 
na trzy wieki, na młody, średni, i w lata podeszły, i wskazał w nim (Sił Trzy- 
cieskiego słowa) jak się ma poczciwy człowiek, na każdym stunie będąc za- 
chować w swej powinności. -Wespół z tem dziełem wydał apoftegrnata, czyli 
krótkie i roztropne zdania, któreby myśli mądre i dowcipne w sobie zawie- 
rając, toż samo przedstawiały wierszem, co prozą wyraził żywot. Obok po- 
łożył pisma politycznej treści, zmierzające do ustalenia porządku w Polsce. 
a zarflzeIU ostrzegające o przyszłych nieszczęściach krajowych, (które się nie- 
stety sprawdziły). tudzież zachęcające do prowadzenia żywota w duchu 
prawdziwie chrześciańskim. 
Dzieło to nietylko w niczem nie ustępuje pismom tejże treści, które cze- 
ska literatura XIV i XVI wieku przedstawia, ale nawet w wielu przewyż- 
sza je względach. Zawiera niejalw treść tego wszystkiego, co kiedykolwiek 
pisywał i dmkiell1 ogłaszał Rej: kościeiność, moralność, filozofia, dzieje, dy- 
, kteryjki, podobnież co w poprzednich występują tu dziełach, niekiedy przed- 
stawiając si
 anachronicznie. O czem albowiem, jako niedawno wydarzonem, 


........
>>>
344 


st080wnie w dziełach wcześniejszych powiedział, o tern po upływie lat kilku- 
dziesiąt niest080wnie, jako o świeżo wydarzonej okoliczności rzekł. Widać 
w tej ksi
dze wylew serca wytrawionego długiem obcowaniem ze światem; 
widać człowieka, którego umysł i zdanie upewniło si
 zasadami mocnemi; 
widać starca, który przebywszy burze młodzieńczego i m
zkiego wieku, prze- 
nosił si
 11a inne życie, i to wyznanie uczynić chciał, że umiałby inaczej żyć, 
i naczejby nie o jednej rzeczy myślał, gdyby mu się odrodzić pozwolono. 
W dziele tern dał naukę 8półbro.ciom, jak się w każdym wieku prowadzić 
i sprawować powinni. 8zcz
śliwy, gdyby był sam dostał w młodości takiego 
przewodnika, jakiego dla innych przysposobił. Nie działają tu bóstwa po- 
gańskie. nie występują na scenę mędrcy starożytnego świata. ale rzecz całą 
prowadzi sędziwy starzec, lepiej niż mistrz z katedry. (sąto jego słowa) 
uczący ludzi, "jak się najprzystojniej w każdym wiekIl zachować mają, i co 
się od nich panll świata, trojakiemu w osobach a jednemu w bóstwie, który 
króluje bez początku, i będzie bez końca na wiek wieków; co cnocie, co ro- 
dzinie, i całej rzeczypospolitej należy:' Wieńcem i tego dzieła jest satyra, 
lecz ta nie razi grubizmem jak w Zwierzyńcu, nie wykrzywia ust ustRwicznem 
chychotaniem lIiQ nad światcm i jego sprawami, jak w przypowieściach. nie 
zrzędzi, nie wzbudza ckliwości, i nie zostawia przykrego Bmakll na języ- 
ku, po skosztowaniu niedojrzałego owocu, którym do sytości nakarmił czy- 
telnika w Postyli. Zgoła kwiatem literatury ludowej XVI wieku jest całe to 
dzieło, zwierciadłem pięknej duszy człowieka. który jak sam swobodnej był 
myśli, tak też 8wobod
 umysłu swego i serca, a przyti
m uczucie naturalne- 
go i do przyrody najwięcej zbliżonego piękna, chciał przelać w 8połecznośó 
ludzkI}. i niejako plastycznie wyrazić na umyśle każdego człowieka w obm- 
zowćj, i pełnej świeżości mowie. 


'. 


n 


II 


l 
lIi'r 


..oJ 


IJ. 


w: A. ,łfaciejOtDski. 


'c 


.1 


x 



 


li l 


. " 


Ul:'! 


o 1 (J 


,w 


t.
>>>
l 


()ł,E 


es ł 9S3Is19I1u'J!sbP. I 'łs11'ł/0U1dO I III I8lMhO:ł.,'j 8n!l! ul ":IhS-' -.l .,t 
I
"N d3(1 ob 
1j{IIL IIIUIWB1Q 11I9hltt{1 w t9!s:)lwqsa1dOł!IIIIIJlI dlh :). 
l101Iił! 0'890(lsb011 Ijl'Jlmi! ol} 1:łt
"3 I 911pllU3bollP !lllt IlImo IID3 t'JS31I'r.rł Isll
 

I Nonllłeoq 38.,,0111b I 3ftb .o8
hl" lIoobO 19110111 oq ł pdlhoa a9 
lIIil 819 19 ul 
m.9f139do '(0I
lU1I\b I 3'11" '{Ul'.l,sb' ,{litU .m9qmo
 "Ido o lA -łlonbO la1031i'! I 01 'I 
-Jliuwbo 'In I ,;10. II N UI'J HII1'I . 
 Iq ł9 !łUpY b .8Dm11.1lb mubuG\Ił)b łJ1ab 
L98 '(11O
bol0 DlA¥ '(d9iA .'(nsIW&1JSb tlił -9q19q oloU! . 11!1111 dUli alI{ 8U0I8aob 
-01llmoq8w I::
I Ił u I tiwohJlI I 011 tl ld 00 .,;'1 b 9111J 
-ou1dO Imsl:łł!?S3 1 . 
I'JI 1\ 1& Y ł? I 

 )'J U.t1I Uloalo 1!ł .0 
-9U'IIft'UjU ImaJoq s . 131.11 .lm'Jlx(J
 , s:Jj II -II'lł9I:!.Um.ahl 11Q mslll ł .l!lliJathSJloq 
-od .Im al ,1011\]'1'1 . w II II j j----". ,1',).)1 ul odlho JllB3.91 In 
.lmao(Im,IrUS'H6ł8 .Imlll 01111 .lul LI ,hOIi'l -SlIl....UID3111 t9 
Ulu:J. h!alllllJ :9!31:n91111 
-II ,S:I .IUlI)! IWk Ił .Imlla d .lmAJ! uIsb .duJ") U dUl. dt!om'JD. Inod I 1 . II 


-' 
Dooatlo perpetua vllle Dzlewlaczlele cum DarowiznĄ wieczysta wsi Dzlewlaczlele 
sortlbus In vlllls Obrazowlcze et Sdzle- z częściami WSi Obrazowlcze I Sdzlemle- 
mlerzlcze generoso Nlcolao Relj. 
"p",.u rzlcze. urodzonemo l\lIkołajowl Rejowi. I 
-9
 .. WlI fll.illl, I Ił- 'Dn
 :tOIlO ID' 
I }mOIOm'l . 
t kom 311 11 Z akt "metryki ko,'onne/. "., ah. L Dl auamul! a"t 
m I II InŁo
oq
 J ,118 II '" 1" ,'):łIIJJIII. 09U11UD mo()n"'dad "'O . ' 
- .In Nomlne Domini Amen. Ad perpetu- - W Imię Pana Ameu. Na wieczną rzeczy 
am rei memorlam. Solent reges et priu-' pamiątkę. Królowie I książęta zwykli na 
clpes quorum memorlam volunt ess
 per- papier prz('lewać to. co chcą do wiecznej 
petuam ea 11tterarum monumenUs com- podać pamięci, mianowicIe gdy kogoś za- 
mendare, et praesertlm cum dlgnls all1luem służoną obllarzają nagrodą, IIby sIę zoo 
oroaverlot praemlls, ut et eorum muoln- stały ślady Ich wspaniałoścI, I aby przez 
centlae ext
t testlmonlum, 
t ceter08 ad to Inni do zasrnglwanl8 się mieli zachętę. 
preclare de se lIIercudom aUlclant. Proln- Dlatego l\ly Zygmunt August, z Bożej Ła- 
de nos Slglsmoodos Augustus, Dei gratla ski król pnIski , wielki książę litewski ja- 
Rex Polonlae, magnus dOI lituaula
, nec non ko teł ziemi krakowskiej, s,mdomlerskhU, 
terrarum Cracovlae. Sandomlrlae, Slradlae, sieradzkiej, łęczyckiej, kujawskiej, ru- 
Laoclclae, Colaolae, Russlae, totlus Prus- sklej, ułych PruS!, J\lazowsza, Żmu- 
siae, l\łasovlae, Samoglllae, Colmensls, EI- dzl, Chełmski, Elb'ągskl, Pomorski pan 
blngensls, Pomeranlaeq: etc. Domlnus et be- I dziedzic. Wllldomo czynimy olnlej- 
res, Slgnlncamo& pra
sentłbus IItterls quo- szem pl
mem komo o tern wIedzieć należy, 
rom Interest onlversls. Quod com generosus Iż szlachetny Mikołaj Rej z Nagłowic dwo- 
Nlco'aos Relj, de Naglowlcze AullcIIs no- rzanln nasz, I względem ś. p. ojca naszego, 
ster, 
t erga dlvom ollm pareotem nostl'Um I względem nas tak się zachowywał, Iż 
et erga nos lIa se gesserlt, ut Mes et ob.. wleruośł! ł zachowanie jego wyprobowaną 
servantla ejus, probata et cbara nobls ex. i widoczną Się okazała, llrzeto za godne- 
tłterlt, dlgnum omulno eom judlcavlmus, 8'0 Jego uznaliśmy. abyśmy na niego łaski 
In qoem gratlam nostram declaremu8. Ipllll IUIsae ziali. Jemu więc I jego praw)'m na- 
Itaqne (Ot pjus legltlmłs suc
essorlbns, słępcom obojej płci, za zgodą Panów 
sexas ntrlusque, voluntllte et assensu eon- Rad naszych: wieś naszą Df6iewtacf6iele 
sIlIlIriorum nostrorum accedente, vlUam no- w ziemi krakowskiej położollą z częśCi a- 
4-1
>>>
3..6 


stram Dziewiacziele In Terra Cracovlensl mi wsi Obrazowlcze I Sdzlemlerzlcze, ze 
sltam, cum sortlbus In vlllls Obrazowlcze et wszystkleml prawami jakle do tych wsi 
Sdzlemlerzlcze, cum om ni jure quodcunque I części po śmierci u.rodzoucgo l\Ilkołaja 
lu eis dem vlllls et sortibos, post mortem Odnowskleso, dać I darować postanowl- 
geucrosl NIcolai Odnowskl nobls com petit, lIśmy, dajemy więc I darujemy obecnem 
dandum et donandum duxlmus, damusque et pismem, prawem wiecznej I nieodwoła- 
donamus pracseutłbos lIterls, tltulo perpe- nt"j darowizny. Ażeby sam urodzony Rej 
tuae et Irrevocabllls donatlonls. Per ipsnm I jego prawe potomstwo wieś wspomnlo- 
Generosum NlcolaUln Relj et ejus legltllDam lIą Dzlewlaczlele, z częściami Obrazo- 
posterUatcm, vlllam praedlctam Dzlewla- ",Icz I Sdzlemlerzlcz, z polami uprawne- 
cZlele,cum sortlbus III Obrazowlcze et Sdzle- mi i nieuprawnemi, łąkami, lasami, bo- 
mlerzlcze: cum agrls, culUs et Incultls, pra- rami, gajami, zaroślami, stawami, mł)'naml, 
tłs, sil vis, bonls, nemorlbus, rUbetls, staguls, sadzawkami. bagnami, pastwlsl,aml, czyn- 
molendlnls, plsclllls, paludlbus, pasculs,cen- szami, I'Oboclzuaml, dochodami, spichrza- 
slbus. laboribus, proveutlbus, angari
, curl- mi, dworami, folwarkami I Inuemi jakle- 
is praelllls et alils qulbosvls obllcntlonlbos mi bądź dochodami I korzyściami, takleml 
et emolumentls. hils qui nnnc sunt et qui po- jakle tcraz są lub później ludzki prze- 
stea lmmana Industria excogltarl poterlnt, mysł w
clągnąć może, trzymał, mieli, 
tenenduIII habendum utlfruendum, paclfice, I uiywali, I spokojnie posliltlall; z całem 
et qlllete possldendum, eum omnljure doml- prltwem dziedzictwa I własności. W ta- 
nio et proprletate. Ita late lange et clrcum- k.h
j samej obszerności w jakićj rzeczona 
ferentlaliter, ut viii la prefata Dzlewlaczlele wieś Dzlewlaczlele I części Obrazllwlcz 
etsortes In Obrazowlcze et Sdzlemlerzlcze, I Sdzlemlerzlcz, w swoich granicach znaj... 
In 8uls metls et łlnlbus cODslstunt, vendendl dują Jłę, 
 prawem przedawaula l mIenIa- 
dODaDIII commutaodl et lo eos quos 1111 et ola, I na tali;I uiytek jak się będzie Je- 
e,jus successorlbll5 vldebltur usus IIbere coo- mu I jego następcom podobało, obra- 
vcrtendl nostrJJ et succe8borum nostrorum canla, bez wyłącznego nnszych sukces- 
non rcqulsito coosensu. Nlhll nobls jurls do- Borów puzwpleuia. Żadnego sobie prawa 
minij et proprlctatis In eisdem vIIlIs reser- dzlcdzlctwa ł własnośd do tyeb dóbr 
v.ndo, scd totum III Ipsum g
Dero8um Nlco- nie z08ta
ując, lecz całe na tegoż aro- 
laum Rej el ('jus successores, plenarie trans- dzollego l\llko.łaja Reja, I jego sukcesso
 
ferendo perpetue et In aevum. Ita ut nlłlllam- rów przelewając 118 zawsze ,I na wieki.. 
pllus jurls Dobls ad ea Ipsa bona competerą Tak, IL żadnego więcej prawa dl tychd'óbt 
poterlt, quam ad all8 bona nobilium Regnl 00- miee ole będilemy, jak do Inoych dóbor. 
strl, expedltlone saltem belllca et Relpub. szlachty pailstwa naszego, z obowiązkiem 
onel'lbus sal vis manentlbus. łu CUjUB rei Jl- jednak dost81'czaula żołnierzy ha wypra- 
dem et testimouium manu Dostra IIresentlbus wy wojenne, I ponoszenia clęiarów pubU- 
Bubscrlp simus et sigIIlum nostrum apendł czoych. Co dla lepszej wiary I świadectwa,. 
jusslmus. Datum Plotrwvle In Conventlone własną ręką podpisaliśmy, I. pieczęć DasZlł 
gcneraIiReg¥i,ferlaqulnta antc Domlnlcam przyłożyć kazallśmy.- Dan w Piotrkowie 
Letarc pro
lma. . .Anno. Domini mllleslmo, Da, sejmie walnym, we czwartek nlljbllżs;&y 
qulngentessimo quIQfJ.u8
eslmo secundo. prze d uledzlełą. Letare: Roku pańsk.lpgo 
RegIIł vero Dostl'I vlgesilU. t
rUo. B kił 1ysłiłQ pięćset pięćdziesiąt drugiego. Pano- 
.IIh" (Sioiall Ulldus Al/gust Rex). Ix 'VI waula i/!ąli IHlszego d Wlldz u.-ątcgo trzeciego. 
ił. 

 


I 
J 
I
>>>
8 


a oj '

IJ 9 ! {dx "t{ .IW męb' ,isb s r os 
łJ)oq1 ')il1"" is[}. rus "il!9S'1.Jlm '(S"lq xi .'(1
9S"J 
lI'łb i Ifgs JloulilllS miałU! f'łU '"{t.o ii1 
&fi 1 s l1
oil1 w:3{ mi(fns ,ai . isL baJtuSl 01'(£1 


Ot'f& 
.ol41eM 
"Ił 
11 


o "( Iń) 
.t . 
J"lL 
'{ 


1& 
"I: nt'{hao!lfl'Jl n :?i..iId,!",r "II VI" qrJ.
 d
'{nionu:s oh łAieIJlh o i. OlO 
I r I 1'IT v irbKI .
 d''(I1IA. 
 łO
SIl (b ma ł "( .. 
'Uft.l[ob:;1 I i
di!Ju ,'JERZY SA1\ UE! III fi? ut oq!)i 
-
'II 
16(1 vf,3. l :JIO"l t. 1, 1. 19100q III - )' I li 
. udo. 2Ii . sf l t :. naox illl ' III! t. U 'i:' , . ł ,. 089;Jl3 
Ylt 
"lhl. f m £\ B m 
 m. II 'm19 1 d tui nl
'I'łl 
.. ,ho IIrr wm.W (aut UPIJ !aL alc ,ui " 1 o !III lIu'Jll aroivrod oR 
uni '{ I . M i 
 lon {. Lo. oł om ł-b,t 9ia i .iil1J9bda oiaal 
I CJ"{'" eiD'! j l.fn -ł j.....--:- b. aT .m'{UłI'( d ,iQV . 
umaili v "{fili 1D1.'UI · . (d ()
lJlb :I'19U", d 08W1!) x :t t14 .....d 
..m:tho i . fi:» . i 9 "{ 1.Ił. ,i
 qu ;. o {'gL .L 
.fM:tmdł;t d 

 ;,...:
 " 1II9f:b'{3:)DI\I1 ł"{d op, r ."1 t'(n9t II sbo"lwoq 0'1 
rio _ :" 
- I ""ł w i t "I
 1.110 ili.n r.V I o eihoL RII{II,
H w .$ij 
\! 
 : O o'ul m10iQ tI 11:1 II (J (' y'a:
UIIR j 10 

 I
I ., n . f) : 1. " 
\\ iedy Opatrzność zbliża wśród ciemnoty gwiazd
 oświaty, zB:- 
nim jasną jutrzenką rozświeci wybraną ziemi
, wpośród tłumu, 
co bez myśli dźwiga. tylko ciężar ziemskiego żywota, jakby 
apostołów nowej idei, wybiera pracowników, którzy _ przygo- 
towują. umysły. żelazną. pracą. dobywają.. zplcśni zapomnienia, co 
godne i potrzebne przyszłości, j zwolna os)Vnjają nieświadomą. spo- 
łeczność rodzinną, z myślą, i niecofnionym postępem wieku. Są.to 
przodownicy do obfitego żniwa, z którego plonu prawie nigdy nie 
zakosztują., bo praca ich zanim myśl wyższą pobudzi. potrzebuje la
 
długich, & wątek żywota tak krótki! Przygnieceni trudami umysło- 
."1 wemi, przed zakresem właściwym człowiekowi oddanemu pracy fizy- 
'I' cznej , - schodz[) do grobu cicho, i niepostrzeżenie" rzauko poznani, 
. .: ..... 
. z hołdem współcz,esnych. .Ld . ""I . .:;\}J ,b vn , . . l, r "( 
bsrl ;Późniejsza dopiero potomn,ość, śledząc bieg ducha co rozbudzirdo życia, 
co upromienił pewien okres czasu, stawinprzed s
d po ko\' i wszystkich 
. l ' I ,n.. (j, 
pracowników po wyrok ,czy sławy, czy wzgardy. . I il f' . i ." u 
i. Historya, ta. mistrzyni nauk, nie da 8ię uwieś
żadnym fałszem, a usiło- 
wania. ludzi, do zaga8zenia poc
odni pr
wdy-nig
y' nie, dopn:} celu. .. Przed 
tym surowym sądem postawiony Jerzy Samuel Bam\tkie, musi odebrać holłd 
należny, i piękne zająć 8tanowisko w dziejach literatlJ
y IIpolskićj.' . r' f} 
Urodził si
 w Lub
inie dnia 24 listopada. 1768 r...,z :
jcll.; Jana Samuela 
rodem z Szlichtynkowo. w Wie
ko-Polsce, 
 matki Anny z 

mkó
v rodem z Lu- 
blina. Chrzczon y b y ł Ba dtkie w P orze zimowei o kilka. wil II tego miasta. 
... . eJ 
 ł .. ,
>>>
348 


Gdy po chrzcie wieczorem z dziecięciem wracały zbyt wicIe uczęstowane 
niewiasty, nie spostrzegły, iż przy uderzeniu sań, dzićcię w śnieg wypadłszy 
na drodze zostało. Niemały czas upłynął zanim zmiarkowano zgubę, i długo 
przy świetle trzeba było szukać dziecięcia, zanim je w śniegu zagrążone 
znaleziono. 
Ojciec jego należał do zamożnych kupc6w w Lublinie: w jedenastym roku 
życia, wysłał Samuela do szk6ł gimnazyalnych Ś. Elżbiety w "r rocławiu 
1779-gdzie po trzech latach, złożywszy exąmen maturitl1tia udał się do Halli 
roku 1787-tam pobierał nauki lat dwa, a w Jcnie rok jeden. Gdy ojcieo 
Dandtkiego podupadł, stryj jego Jan Jerzy, mieszczanin, i ręlwdziclnik obuwia 
w'Wrocławiu, był mu drugim ojcem (jak sam wyraża) nietylko, utrzymywał 
go bowiem przez lat ośm w Wrocławiu. ale dał mu 300 talar6w na odwie- 
dzenie akademii, i nie żądał nic za to od synowca, jak tylko, teby dla innych 
r6wnie był dobroczynnym, Ta szlachetna, i poczciwa myśl wiernie wypełnioną 
była przez zacnego Samuela; długo był bezżennym, ahy cały niemal dochód 
swój, m6gł obracać na zapomogi, dla młodzieży celującej pilności
! i odzna- 
czonych talentem. 
Po powrocie z Jeny, r. 1790 był nauczycielem syn6w pastora Niil"Dber- 
gera w Hermansdorfie o 11/
 mili od 'Wrocławia, i w tymże roku, przyjął 
obowiązki nauczyciela u młodych syn6w Piotrn. hr. Ożarowskiego kasztelana 
wojnickiego , a p6źniejszego ,hetmana koronnego. Pozostawał w tym domu 
lat ośm, i w tym przeciągu bawił w Dreznie i Berlinie: olitatnie zaś lat d 1\"1\ 
W Petersburgu, gdzie się nauc
ył p
 rossyjsku, i poznał literaturę staro-sło- 
wiańską. Tak upodobał sobie Petersburg. że byłby w nim na zawsze osiadł, 
gdyby nie dosłał stałego we Wrocławiu urzędu. W roku 1798 został Substy- 
tutem przy gim
lazyum Ś. Elżbiety, i nauczycielem języka polskiego, posad.J 
tę w tej samej 8zkole w kt6rej niegdyś był uczniem, otrzymał za szczegół- 
nem staraniem professora. Dawz'da, co umiał ocenić zdolności Dalldtkiego. 
W następnym roku został tłumaczem przysięgłym przy Urzędzie Municypal- 
nym w Wrocławiu, a nieco późnićj i przy Kamerze Królewskiej tamże. .... 
Roku 1803 po śmierci swego opiekuna Dawida, zost
1ł kolegą ósmym 
(nauczycielem). później kolegą siódmym w gimnazyum Ś. Elżbiety: 1804 r. 
rektorem szkoły u Ś. Ducha, oraz bibliotekarzem u Ś. Bcrnarda Seneńskiego 
W r. 1811 wezwany do Krakowa przez Izbę Edukacyjną.. gdzie objął zarząd 
biblioteki, przy akademii Jagiellońskiej.' 'V jakim nieporządku ją znalllzł 
opisał sam Dandtlde w IIisto,ryi tej biblioteki. Ledwo dziesięcioletnią prac1ł 
usilną, mógł ją dźwignąć z nieładu, i uporządkować. Zaraz \v tymże roku, 
zaczął wykładać ż katedry bibliografii!; a w nnstępnym 1812 roku otworzył 
księgozbi6r do powszechnego użycia. Od r. 1813 dawał lekcye języka ła- 
cińskiego, bez tadnego wynagrodzenia. Przez lat trzy 1814, 15 i 16, :był 
dziekanem wydziaJu filozoficzno-Jiterackiego; roku 1819 o rnllym, z akademii 
został na rok jeden senatorem. b. rzpltćj krakowskiej. JIJ
l 12 t
sb., u 
- \V pięćdziesiątym roku ży,.ia.:..:....otenił iiQ r. 1818 d. 25 listopada ze stry- 
jecznI} siostrlj swoją Zuzann:) Dorotą Bandtkie. Z maJżeństwa tcgd zadnego 
..
>>>
349 


potomstwa nie zostawił. W ciclltSm życiu Bandtkiego oddanego pracom nau- 
kowym, upływały spokojnie lata, at do r. 1833, w którym nowa uniwersytetu 
reorganizacyn nastąpiła. Nic zrządziła onn zmiany w jego położeniu, lecz 
przy niejednem zmartwieniu,' wl'ltrząsnęła' zbyt mocno umysł. ogromnemi 
pracami znękany. Uderzenie paralityczne, na górnlj. część ciała, poddało w stan 
wątpliwy życie jego. Biegłość lekarzy wywiodła go jeszcze z niebezpieczeń- 
stwa, tak iź w lecie r. 183-1 znów był zdolnym do pomniejszych prac umysło- 
wych, do których się rwał ciągle. mimo zakazu lekarzy. . W jesieni tegoż roku 
zwiedził mineralne wody Kar18bądu i Ciłlplic. lecz po powrocie do domu. tak 
mocno po raz drugi l-go listopada zapadł, iż już najmniejszej nadziei wylicze- 
nia go nie. miano. Opatrzność jednak zachowała. go jeszcze przy żyoiu. aż do 
lata 1835 r.; lecz czas ten, lubo przy polepszonym nieco stanie zurowia., był 
raczej tylko chwil
 oswajania się jego krewnych i przyjaciół z myślą blizkiej 
śmierci jego. Jakoż przy trzeciem uderzeniu paralitycznem. rozstal Hię z tym 
światem dnia 11 czerwca 1835: o godzinie 3 po południu. Na obchodzie! po- 
grzebmvym, przemowę godną mistrza., miał jego uczeń, a później kolega, 
professor uniwersytetu Jagielloilf4kicgo Kajetan Troj(lń81ci. Zwłoki pogrzebano 
na cmentarzu Rakowic/cim. ,a\ lA '\"J . ()}u[di, ')\)Mt.om' \.\\ w uis[Jn! 
W ostatniej swej woli, dziedziczką całego majątku. oprót1z pewnych le.. 
gntów, inianował żonę sw6ję. Piękną i .zamożną własną bibliotekę przeznaczył 
na wcielenie jej do biblioteki Uniwersytetu, pod warunkiem, aby rząd za. to 
wuowie po nim pozostałej 1500 złotych corocznie opłacał. .....a .filiAel n1 
.i'lIt Był wybrany czbnkiem towarzystwa uczonego w Luzacyi 1804 r., kró- 
lewsko-warszawskiego Przyjaciół Nauk 1810 r_ doktorem filozofii w Krako- 
wie 1810. towarzystwa n:mkowego 'kro.kowękiego 1815 r. o , .I)"Inl o 
Z dzieł zostawił: .111 .:m:T. Vli,t II 
lIh{I"
 f:włuf, i{"v:ncu lio 
i u HilStorisch'- Critisclte Analeeten ZU1" Erliiut'7'Ung der, Gesclticltte des Oste'1l6 
f'on Europa. BresZ, bey lrluyer. 1802. ,,,t\, -"..\ ,11.1 {)ifl.l!-rqso'l j;) IS i 
mo' Slownik polsko-niemiecki" w -Wrocławiu 1806, 8vo.'; Podjął się Bandtkie 
tej pracy cic;)żkiej I gdy mu potrzeba było pieniędzy na wsparcie młodzieży 
uczącej się. ilł.1 d IVJII- J 'lfII". X1ą 1':. :)bIUJfiI:U Iu'ufo 
'
1uj
ilł '0.1. 
.1 ' ,.. Słownik kieszonlro'IDY polako -frauouzko -memiec1ci w 4-ch' tomikach, jest 
cz
ścią Samuela, części
 brata. jego Jana. 'Wincentego pracą. Wychodził od 
1815 do HH8 r. H.rf . . tol, mI iul ')-, , I ,. , .....nr' 11 ł 
ob .1 G,.ammatyka polska dla Niimcót/) (Polnische Gi-ammatik fUr Deutsche). 
Wyszły jej trzy wydallia w latach 1808, 1818 i 1824. pnbqu. lVI- 
.011 . Dzuje Narodu .Polshłego; vi WroCławiu ,1810 (z rycinami kolorowanemi). 
Tamże, 1820 we 2-ch tomach: 8vo, ---ł "\-V ydanie trzecie, \Znacznie. pomnożone 
z popiersiem autora i dwiema rycinami' w. Wrocławiu 1835 r. 8vo, uwa tomy. 
t'(S"I Uł3ber me g'1'ajliclł8 TVilrde in &hl88ien.' Wrocław 1810. - Jestto jedna 
.z ważniejszych prac Dandtkiego. 
 KonieCznie zno.nQ być powinna każdemu. 
'Co', prncuje nad historyą' prawa Polskiego. 'I
 
\ł)Rh '1\:1. J J1 I" i\., 
-nll3: De primis, Cracoviae incunabulis in arIe ty"pog;.aphica. t (Rozprawa. 4to ar- 
kwz" czytam.. - na otwarcie' Biblioteki Krakowskiej)." 3:81111 uLu'wn d.J"{ł imoll'
>>>
350 


I. . 


Hi8torya druka1'1i krakow8kich. 1815. 8vo:' W .fi."nhoi oi 
li Hi8torya biblioteki krakow8kiej. 1821. 8vo. :J'". 'iloqs ... ".'liCl f tv: nOJl 
a Historya drukaf'1i'W Po[su i W. X. Litewskiem. Jakkolwiek jestto przero. 
bienie dziełka Daniela. RofmaDa De Typografi:is: dodatki, i układ Bandtkiego-; 
nadają prawo do liczenia tego dzieła, jako utwór oryginalny naszego badacza. 
8 tomy 8vo. 1825--26 i:. "łboM'{ 'fil!! (
 ł oiH .f11'" . iJ.] 
-o Modlitwa Pań8ka' w języku polskim, i w innych słowiańskich językach 22 
razy, (15 razy po polsku. a 7 razy w innych) w Wrocławiu u Korna. 1825. 
Commer.ii orbis .enaualium pi c tu8 quadritinguis. V rntisl. J80..5. Budtkie p - 
prawił tylko wydanie Lacontella
 .iLeqR& ił o
.,I ilłlJ1b SI1'1-UI ooOOaJ 
ob Wydał Przysłowia Fredry, jako ważny j
zykowy pomnik.' Wyszły dwa 
wydania. 1802 i IR09. 'd OI"'{I ł . f l .oD! ałls
 I :"1 i:,:Xl lI:tal 
r i Parlws8u de Żorawieę ds orthographia Polonica Ubellu8. d
 O1łL
} . 
,Wiele pojedynczych rozpraw historycznych znajduje się. w Dzienniku 
Szlązkim, Schlesische Prowintzial-Uiitter od 1798-.,-I81O.! 11 . b lU .w 
W Pamiętniku OsiiJskiego i Bentkowskiego: \V Dzienniku Rejcha i Oelsne- 
ra: Schlesun ehedem und jetd.t w Mi8cellanea CracovienBia dawne i nowsze- 
tudzież w RozmaitoAciach Naukowych KrakowBkich, co :wychodziły głQwnie pod 
redakcyą Bandtkiego. !i"..co bo łl1fs3izńai:cb ,ilo.,,':' t in (\ VI 
I Zostało po śmierci Bandtkiego w rękopiśmie niezmiernie ważne i uczone 
dzieło: Histor,'1a prawa Sa.kiego, czyli Niemieckiego w Polsce: napisane w języku 
łacińskim. Dzieło to niezupełnie ukoiJczone darował przed zgonem swoim 
Bandtkie, K. Rzesińskiemu, I.:nanemu uczonemu w Krakowie prawnikowi. 
Spodziewamy się że tę pracę zacnego m
ża. wkrótce ujrzymy. Pozostały prócz 
tego bardzo ważne rękopisma.. i wyciągi historyczne pióra llandtkiego, i zbiór 
nieznanych dotąd zupełnie listów Jana III. '. i " \.' 
Zygmunt Helcel redaktor Kwartalnika Naukowego 1835 r. T. 2 w pięknej 
i ważnej rozprawie p. n. "Jerzy Bandtkie ID sto8unku do 8połeczności i litera- 
tury polskiej: wybornie oznaczył stanowisko literackie Bandtkiego; nie możem 
\V Życiorysie tego męża, opuścić tego ustępu. I l' L
f 
".Tako historyk obrał Bandtkie za przedmiot swych badań, to całość po- 
litycznych dziejów, to znów w szczególności dzieje oświaty narodu polskiego. 
Pod pierwezym wzgl
dern, zaczął on zawód autorstwa, od pojedynczych hi- 
storycznych wywodów, szczególniej Szlązkn. dotyczących. ByJyto prace przy- 
gotowawcze do obszernej historyi tego kraju. którQ aż do roku 1355 t. j. do 
wygaśnięcia zupełnego stosunków zawisłości Szlązka od Polski, doprowadzić 
zamierzał. Umieszczane .zrazu w piśmie perjodycznem w'Vrocławiu wycho- 
dzącem (SCMt8i8che Provincial.BIiiJ.ter), później poprawne, wraz z kil kił nowemi 
badaniami ogłoszone zostały przez autora. w zbiorze jego rozpraw odnol!z'lcych 
się do Polski, Szlązka, Misoii, ROBsyi, i do uwag nad dziełami innych pisarzy, 
rzeczy słowiańskie rozbierających. Zbiór ten wydał w Wrocławiu pod napisem: 
,,lIistorisch critischB Analecten zur Erliiuterung der Gesclticllte deB 08un8 von 
EU1.0pa." Dziełko to, ncz niewielkie, wprowadziło BaDdtkiego, w poczet zna- 
komi tych narodu naszego pisarzy. Nie wielu bowiem przed niw takich było 



 


. 


!
>>>
S51 


,. 


U na8, którzyby krytycznie dzieje badali, opierając 8i
 na nnjekrzęłniej- 
szem poszukiwaniu źródeł. Z śladów historycznych podać wierny obraz sta- 
nu włościan w Polsce, i zniszczyć przesądne cudzoziemców w tym wzglę- 
dzie mniemania, wykryć pochodzenie nazwy Szlqzka, wyrzetelnić właściwe 
imię Agnieszki żony Władysława II książęcia krakowskiego, i podać wy- 
padki panowania kBięcia tego; przed
tawić i zbadać' źródła wiadomości o zna, 
komitem w dziejach naszych - życiu Piotra Dun;na, i jego zięcia Jax!j księ- 
cia serbskiego, wyrzetelnić podania i chronologiczne daty o Henryku li 
Kietliczu arcybiskupie g
ieźnieńskirn; zgłębić' usilniej i sprostować gło- 
szone o Słowianach podania Antona, o służebnościach włościan polskich 
podania Bullmego , i o ich losie podania Klo.ego. oto były przedmioty 
dziejów które llandtkiego w dziele tern zajmowały. ,{ W ogóle dość po- 
wiedzieć, iż co tam uczony mąż wykrył, to nowem było, lub nowem
 
dowodami wspartem; a wszystko co orzekł, to dla następnych badaczów 
ętało się przeważnym powodCln.. zbliżenia się do prawdy, nawet i wtedy, 
gdy zdania przeciwnego byli. 'UłJlI 
9"'"n jmll)/in
olim ,sLJi 11 19io o ,i 
-ai R Zamierzył Bandtkie skreślić dzieje' Szlą"zka, jako części starożytnej 
Polski, później myśl. jego ta snadź wzrosła. a tak, napisał dzieje nie jut 
owej części, lecz kraju w całości. . W roku 1810 wystąpił Bandtkie z dzie- 
łem ewem: "Krótkie ",!/obrażtnit dziejów Ir:rólesf.toa Polskiego" w którem mi- 
strzowaką głębokość. Naruszewicza i Czackiego. zwięzłości Q odp(
wiedni 
celowi wszechstronnego upowszechnie
ia . wiadomości o kraju, połączył, 
"\V dziele tem (iż tylko powtórzę' słowa uczonej jego krytyki) odpowia- 
dajlJc ściślej jak ktokolwiek 'dotąd widokom historyi pragmatycznej, po 
spełnieniu różnych uwag, o początku narodu Polskiego. dzieląc historyę 
na cztery epoki, w swoich' podziałach wchodz'łoe w karby odmian stanu 
wewnętrznego, i opisując " po kolei panowania. królów i monarchów pol- 
skich, pod niemi wytyka wewnętrzny, mianowicie psujący się skład na- 
rodu, jego naokoliczne związki, wzmaganie' się, słabienie, i przyczyny osta.. 
tniego upadku, a to z tą prostotą, z takiem przywiązaniem do prawdy, 
otwartością i śmiałością, która pociąga ku Bobie czytelnika, wzbudza w nim 

aufa'nie i szacunek z wdziQcznoscią, ale razem żal, że autor wylawszy 
swą prac
 na ostatnią epokę. 
 równi z nit) innych poprzednich nie po-- 
sta\}'ił. (I) i 'VI f dvł ,'baiv,DqU ain" . mł .'{D 
-i "Szczególniej zaś kultura narodu zajęła autora, i dała mu powód do 
Wk interesujących przedmiotów, które tem ważniejsze mię w tern dziele 
stają, że gruntownie, i z obszerną rzeczy znnjomości" a bogatym wia- 
domości zapasem wyłożone, że obok ich wykładu, postronne przytaczane, 
związek z niemi wyjaśniony, że spokojny duch his tory i , cieszy się po- 
myślnością, utyskuje nad niedolą, ocenia wszystko warunkowie do cza- 
su:' (2) ..l.' ł ł 
JewoJ .1' o
 I 0'\ (J &in 
(I) Dziennik Wileński 1816 r. tom HI. .I/DO! -ł-' Y. .ł'!II'A. 11' iv.... 
laJ80 , 
(2, Pamięblik Warszawski 11120 r. tom. XVI. .". 
 

..., I. I \ (fJ 


II 


.
>>>
852 


. .')! .,Pl'Zeznaczał skromny Bandtkie swe dzieło .nn uiytek czternastoletnich 
dzieci, a przecież zalecone glębszem zgruntowaniem rzeczy, zdaniem słu- 
fizlu
m bystrego krytyka. stawiło autora obok Naru8zewicza i Czackiego. 
tak iż nikomu nie godzi si
 nad dziejami narodowemi pracować. bez zgłę- 
bienia. owćj: "najdokladniejszej i najuczeń8złj hi8toryt' owej księgi która za 
,Jedfl
 z najcelniej8z!lch. w języku .pollJkim" uzpaną. została" przez mężów go- 
dnych tę pracę oceniać. (I) Rozbiór dokładniejszy po' trzykroć wydawa- 
nego, a coraz to więcej pomnażanego dziełą (2) podały w różnych CZIL- 
sach, różne pisma naeze peryodyczne. i)/
I :}in... U' id. 1 
. iA 
"Postąpiwszy na tak wysoki., stopień' doskonałości, w pracach całość 
dziejów ojczystych wysta.wiających, nie mógł być niższym w szczegóło" 
wych poszukiwaniach dziejów DRUkowej oświaty' w kraju, zwłaszcza gdy 
go do prac podobnych, główna nawet dążność umysłu pociągała. Uchwy- 
cił on przedmiot bibliografii najmniej u naś opracowany, a zajlilOwał si
 
nim z tern więksżą ochotą, że widział, jak ta. gałąź lekoeważoną była, 
i jak O niej między miłośnikami nawet nauk, najfalszyw8ze pojęcia miano. 
Naukę t9 znano tylko z jej mechanicznej niejako Strony, jako nudną wia- 
domosć o formacie, roku wydania i drukarzu książki. Nie widziano, jak 
sama nauka ta, je8t czemś nierównie więcej, niż jej nazwa wskazuje; nie 
wnikano w to, że w martwej i butwiejącej księdze, że w maluchnej czcion- 
ce drukarski(;j, że w jednej napisanej literze jest ukryty promieli życia 
umysłowego, jakby duch zaklęty w pęta materyi; że więc wiadomość. o za- 
bytkach w piś
ie i druku złożonych, odnosząca się tak do wzgl
du 'techni- 
cznego, jako też i do ocenienia wartości dzieł wewnętrznf
j i zewnętrznej 
jee.t połączona ściśle z dziejami oświaty. ." q o , ." II
I j lJin linl KI" 
"Pod względeoi bibliograficznych opisów i zbiorów, dostarczył okree 
ostatni szacownych prac, szczególniej Załuskiego, Janockicgo. Sołtykowicza, 
Bentkowskiego i Ossolińskiego. Pod względem historyi drukarstwa. w Pol- 
sce, jeden tylko Daniel Hofman, W uczonym lecz krótkim rY8ie,
 Bandt- 
kiego uprzedził. s iw 
.Jt rJ JUlJ:1 :o. t q _ 3 o a .u:iff), '!IJ U
 iut 
ITIIII "Począwszy od pomniejszej rozprawy: "De primii .C'I'aa'oviae in aru 
ł'!Ipographica incunaLulia" dalej w nierównie. ważniejszych dziełach, rozbierał 
ten przedmiot z takiem bogactwem nauki, iż w nich czytelnik na korzyść 
złudzony, znalazłszy daleko więcej niż zapowiada tytuł, więcej się zaprzy- 
jaźnia z książką przy jej ukończeniu, niż gdy jej pierwszą kartę odwi- 
nął. Dzieła te jego oceniane były w uczonych :ia granic:} i w kraju pi- 
smach, a tu szczególniej w poważnych Ossolińskiego i obszernych Lele- 
wela rozbiorach. (3) . Były to .dzieła "nie do porównania z :b,dnem tego- 
-Uli · i..oj ill d' . u i .. I.. 't (. ,mi II I.j-." iUl:Jin 
 :JSł1i'IIS 
.. (') Ossoliński, Wiadomości hist. tom 3 pag. 209. Pallliętnik War
7.awskI1. .Iu tt:bt'ouJ"{m 
(2) Wydania pierw6zego 1810 czytamy recenzyę w Dzienniku Wileńskim 1816 r. tomdw III. 
Wydania drugiego w Pami
niku WClr,zow,kim 1820 roku tom XVI, autorerQ ich byl J. Lelewel. 
O ostatniej edycyi w Kworwlnil:u NaukOłDym tom I. 11ł " ' Dłli lIia '''I 
(3) Lelewel Biblio9rujice"ych kliq9 dwoje. Leipzlger Literatur Zcituog I r. 1815 Nr. 160. 


If 


.
>>>
l 


,I 


353 


, ,
 


czesnym w krajowej literatm'ze płodem." History
 zwłaszcza pierwszych 
drukarń w Polsce (krakowskich), dzieło wcale nowo, z nienaruszonych 
od nikogo źródeł, z spleśniałych. i zbutwiałych aktów, z wielkim nakła- 
dem czasu, trudu, ocz6w, zdrowia wyczerpnione, pełne nowych z zarzuco- 
nych rękopismów, z nieznajomych nam zagranicznych i rzadkich książek 
wiadomości, pełne odkryć, z między których arcy-ważne są o przed-Hal- 
lerowskiej u nas drukarni. \V temto dziele, nietylko nasze krajowe rze- 
czy zjawia, ule wprowadza w znajomość zasad ogólnej bibliografii, Im się 
więcej miłością naszej literatury zajmować będziemy, tem chciwićj szu- 
kane będzie." Wyrzekł to Ossoliński, o Bandtkiego Historyi drukarń Kra.. 
kowskich, a nie mniejszą., mógłby był podać pochwałę jego Historyj ąrzc- 
kam w królestwie Pq,lskiem i W. X. Litelcskiem, gdJ'by ta wówczas jut na. 
widok publiczny wydaną była.' '\V ziął Bandtkic w dziele tem, za pod- 
stawę wspomnionego Hofmana książkę, lecz ją tak przelał i przekształ- 
cił, tak pomnożył i rozszerzył, iż miał wszelkie prawo poczytywania si
 
:ta jego tw6rcę. fi. Ofl lJfl1 
"Z zawodem autorstwa Bandtkiego w przedmiocie bibliografii, łączy si
 
jego powolanie jako bibliotekarza Jagielloilskiego uniwersytetu. Dzieje szko- 
ły tej. juk to okazywał Sołtykowicz, odpowiadały ściśle dziejom oświaty kra- 
jowej, i z niemi się łącz,yły. Podobnie" znów, w losach biblioteki owej ma- 
lował się często stan uniwersytetu całego. Od małych w początkach wie- 
ku XV zasobów, hojnością miłośników nauk, a szczególniej członków aka- 
demii, wzr6sł zwolnIJ. Jagielloński księgozbiór, i w wieku XVII, należąc do 
znakomitych w Europie, najznakomitszym był w Polsce. Zaniedbany i po- 
dupadły, w nieszczęsnej drugiej połowie tego" wieku, zaczął przychodzić do 
siebie w sto bt później, pod starannością. członków kommisl.'yi edukacyjnej; 
lecz znów przy końcu XVIII wieku (od r. 1792-1795), dla. największego 
niedostatku, nie mogąc służyć użytkowi publicznemu, w tak opłakanym był 
stanie, i" przy zajęciu Krakowa przez rząd austryacki, ówczesnemu bibliote- 
karzowi Jackowi Przybylskiemu, przJszlo narzekać, żc za po.3ługaczy w bi- 
bliotece ma wróblów, ktÓl'C mu robactwo z ksiąg wyjadały. Nie Pl'ZY
 
szła do ładu biblioteka, pod dwoma następnemi bibliotekarzami SpBiserem 
i Voigtem, przez rząd austryacki osadzonemi; żaden bowiem z nich nie do- 
pełnił nawet braku katalogów: a tak po mnłćj przerwie w sieroctwie niemal 
opuszczona biblioteka, przeszła w 1'. 1 H 12 pod pieczę Bandtkiego
 .1. 
" \V' prowadzony w omszałe mury od wiecznej Jagiellońskiej wszechnicy 
nauk, pomit;:dzy usypane w stosach kilkunasto-tY8i,!czne księgi, zwaliska szaf, 
gratów i śmieci, widział przed Bobą. ruiny, jakby rozwalonej niegdyś W8pa- 
ni alej stolicy, której odbudowanie, jednemu polecono budowniczemu; widział 
zamęt, który aby do ładu przyprow
\(łzić, czuł, iż całą rC8ztę życia poświtr 
cić musi. Ogrom trudu nie zachwiał gorliwośCi Bandtkiego, bóć to był bu- 
downiczy zaprawny w swej sztuce, co znał i świetllosć owej dawnej stoli- 
cy, i wspaniałość samych nawet jt'j ruin, a nade wszystko, zbll:wiennośt po- 
'ytórnego jćj dźwignienill. W net sił; zDjął ur
ąlłzanicm jakby nowego swego 
45 


I 


"' 
I'
>>>
35.. 


paiJstwa; n wstQpiwszy w ściany książkowe, z calI) siłlł męzkiego wieku 
i czerstwości zdrowia, wyszedł z nich zgięty pod ciężarem trudów, z star- 
ganą siłą umysłu i ciała, z posiwiałą głową i pomarszczoną two.rzlj, krok 
ciężki zaledwie pomykajQc, a oczy jego mogle
 był widzieć pokryte mgłą, 
jakby tych wszystkich głosek, na których je wypatrzył. Takim był Bandt- 
kic, kiedy bibliotekę opuścił; b}'łoto wtenczas, kiedy i z światem się poże- 
gnał. Umarł, lecz wprzód w księgozbiór Jagielloński wlnł życie i porządek; 
budowniczy umarł, lecz wprzód zielolll) wiechę no. wieży odbudowantjj stolicy 
zatknął.' Do jakiego stanu przyprowadził bibliotekę z nieładu, jakie były 
w tem jego sposoby i pomoc, jakich też przytćm kosztować musiał gory- 
czy, zdal sprawę w piśmie uczonem, podające m historn biblioteki \ver. 
sytetu Jagiellońskiego. ., \ 
"Drugą gałęzilj. autorskiego zawodu Bandtkiego, by'ł y badania ojczyste- 
go języka. 1q II 
,,Już w swych Analektach umieścił on pomniejszą rozprawkę, w której 
mówią.c o nowej metodzie pisania po rO!lsyjsku łacińskiemi głoskami. zaata- 
nawi3ł się DauI związkiem tego języka z polskim i czeskim, dodając swe uwa- 
gi 10 dzieła Antona o Slawianach, wyjaśniał polszczyznę mowy Szlązakó\V. 
Następnie, jak w zawodzie prac historyczllych, tak i w tym także wzmogła 
siC; myśl jego do tworów nierównie wyższych, a jako tam objął ogół dzie- 
jów polskich, tak tu całość jęz}'ka; podając publiczności to Slowniki, któ- 
re (zdaniem uczonych) zbogacily prawdziwie lexykografię polską, to znów 
Grammatykęj którą naj znakomitsi wł8Śchvi sędziowie (llentkowski, Mroziń- 
ski) za najlepszą ze wszystkich uznali. 'V tem drugiem mianowicie dziele, 
jakkohviek szedł w ogóle za śladem przez KopczYllskiego podanym, odró- 
inił się szczególniej głębszem pojęciem ducha języka polskiego. 'V jcgo sto- 
Bunku do innych słuwiańskich języków, obszerną i gruntowną znajomością 
dziE'jów jego ukształccnia się, a wreszcie ową zdrową krytyką, która odrzu- 
cając zboczenia prowincyonalizmu, lub narzucanych przez wielu urojonych 
prawideł, umiała wszędzie właściwość języka. rodową w czystości utrzymać. 
,Żyjąc wówczas w Szlązku, a we wszystkich swych picrwotnych pracach, ma- 
jąc na widoku obalenie grubych przesądów Niemców, względem oś,",'iuty sło- 
wiańskich SzCzel)ów, w którychto przełlądach, jakby ..z zamiłowaniem trwa.ć 
zwykli, napisał grammatyk
 dla ich szczególniej użytku, bo w ich j;zyku. 
"Napisałem (mówi on) gro.mmatykę dla Niemców, którym znajomość 
języka polskiego potrzebna, to jest dla tych, którzy albo mieszkają w Polsce, 
lub z l
olakami przelltajl)c, radziby po polsku się nauczyć; lecz ją też daję 
i dla tych. którzy wiedzą, że bez znajomości którego ze sławinńskich języ- 
ków, nie można rozumieć dziejów średnich wieków. Boć też to. była między 
ionemi przyczyna, dla której najuczeńszy z cesarzów niemieckich Karol IV 
w zlotij swej bulli, synom ksil)żąt elektorów, od siódmego roku życia. pole- 
cił uczyć się wIoski ego, i jednego sławiańskiego języka. Język polski, aez 
nie tak łatwy jak francuzki, nierównie od łacińskiego jest latwiejszym. Naj- 
większą trudnością Slj. przesądy Niemców, jakoby był 'w
dym, ubogim, tl"U- 
Gl
>>>
355 


onym! Odsyłaj'łc ich \V tej mierze do dzieJa samego, to tylko pl'Zydam, 
iżby się nie powinien niemieckI} szczycić pilnością, komu język ten zbyt cięż- 
k,im się zdf\ie:' nie i t 100]( bo"I raiom u
 . I ,Ul W '(on ..fe 
"Jeteli wic;c 'z jednej strony,i pozbawiał nas Bandtkie korzyści; czytania 
wybornego rozbioru mowy naszej w naszym też języku, to znów z drugićj 
wynagrodził nasz ubytek, stawając tak dzielnie, w bronie ojczystej właści- 
wości:' (I) & a l ł OHO 'l I 8 l 
-0'1 ,. 1: i ... ).n i .. I 'ty . I I ., 
-(c l)rzy tylu trudach podj«;tych w ułożeniu i uporządkowaniu biblioteki, 
przy praćy nad tylą mozolnemi dziełami, Bandtkie pełnił jeszcze obowiąz- 
ki jako nauczyciel uniwerllytetu Jagiellońskiego. Metoda uczenia jego (mó- 
wi tu Z. Helcel) była nader prostą i zgodnlj z og()lnym kierunkiem nauko- 
wości jego. Wyraził się on sam w tym wzgl«;dzie, i odcieniował, kiedy 
w przedmowie do Grammatyki rzekł, że ,,71ojpet/miejszq. metowJ jest i będzie 
na zawsze wzajemna pilnoAć ucznia i nauczyciela." To zaś co pod względem 
grammatyki oświadczył. uznawał i urzeczywistniał w przedmiotach wykła- 
danych przez niego. 'Vykład jego był jakby wspólnem ćwiczeniem się mi- 
strza z uczniami; a ta jego rzeźka nauczycielska ochota, i bez wszelkiej 
przesady udzielane skarby naj wytrawniejszej uczonośd, przeplatanie rzeczy 
nawet suchych, czc;sto najbardziej zajrnującemi wiadomościami historyczne- 
mi, wszystko to ściągało do szkoły jego uczniów, gorliwością w naukach się 
odznaczających. Ktoby pragnął poznać owoce nauczycicJskich prac Bandt- 
kiego, ten niechaj spojrzy na poczet znakomitych w nowej literaturze imion. 
Zaszczytnie znani w polu nRukowem mężowie: Jan 'Vincellty Bandtkie, 
\V. A. Maciejowski, Kajetan Trojański, Józef Muczkowski, szcz)"C/ł si
 telO 
otwarcie, iż w swycla postępach głównie jego za mistrza i pomocnika mieli. 
\V 8zakże pilność BamJtkiego istotnie brak metody zastępowała. Nie stracił 
nl\ tern nic uczeń, tern więcej może szczegółów dlatego siC; naucz)'ł, lecz 
to pewna, iż gdy ten sam sposób przelał się w wszystkie naukowe przcd- 
sięwzięcia, przeto nadał pismom jego, pewn:} cechę niejednostajności, i za- 
niedbania. które mu wyrzucali krytycy, a które widoczniejszemi stawały si
 
właśnie w miarę, jak Bandtkie w uczoności i w wieku postępował. Sam OD 
wyznawał, iż nie dość zgłębiał systematów filozofii, któraby mu w tej mierze 
nicpomału pomocą być byla mogła. Sam porównywał si«; do kamieniarza, 
który w pocie czola dostawiając trwałych do budowli ciosów, i
h ładn- 
nie komu innemu zostawia." (I) U 
Pamiętnik naukowy (Kraków 1837 r. tom 3) ogłosił ciekawe listy zna- 
nego podróżnika i badacza starożytności sławiańskich Z01'!Jana Chodakow- 
skiego (Czarnockiego) pisane do Bandtkiego w 1817 i 1818 latach. W nich, 
zdając sprawę ze swych poszukiwań i odkryć, w jeduem (z daty 5 lu- 
tego 1817 r.) tak przemawia: 


I) Zygmunt Helcel: Kwartalnik naukowy tom 2.1835 r. 
 2) Z. Helcel.
>>>
- 


356 


"Chlubna pamięć, że poznałem o80bi
cie pana, przetrwa we mnie na 
zawsze. Jego ciągłe trudy w dziejach naszych, jego sąd trafny i bez- 
stronny we wszystkiem, ogłaszam moim rodakom, i stawi
 za przykład 
tym. którzy chcą w podobnym względzie przysłużyć si
 powszechności. 
Z tern przekonaniem miło mi jest przemówić i do pana ł spodziewając 
się, że tak mówiąc do siebie, rum.ienić się nie będziemy." '. . 
Listy te stawiają dowód, jak z ochotą Bandtkie, udzielał w kllżdem 
przedsięwzięciu naukowem swej pomocy chętnej i z współczuciem. W ro- 
ku i830 poznałcm Bandtkiego bawiąc \V Krakowie. Wydawszy Przysło- 
wia ,zarodowe, złożyłem na jego ręce jako dar dla biblioteki. Przyjął mnie 
uprzejmie, a odebrawszy dzieło, zapytał. 01 nu L .J1lf1 0)\ Ul 
.(1 _ Pan Polak? '(III' o u f 'ICI' D 1'1'{d f.I.JJb II .S Id i H 
t _ Tak J 'est, odrzekłem. mp n no tja'lf Ł 
. .' ł ) r._ 
_ Wieleż pan lat masz 'I pyta znowu. f '( o UCtJJnX'4 w 
_ Lat 23. I \' 1\1 
...rł 
- Pan Polak i tak młody, a napisałeś trzy tomy, to ja pana mu- 
szę kochać. I uścisnąwszy rękę po przyjacielsku, był mi odtąd przewo. 
dniIdem w zwiedzaniu pamiątek Krakowa. . . n - , 
Codziennie zapraszał do siebie na party
 szacM\V, i cieszył . się za- 
wsze wielce, 
c mi dawał mat po macie. Wiadomo, że Bandtkie w tej 
grze był nieporównanym. Nadzwyczaj wiele zażywał tabaki, a ztąd tćż I 
gdzie siedział, żaboty od koszuli i kamizelka, zasypane miał hojnie tym 
 
prollzkiem: i zaprawdę więcej jej rozsypał jale zużył. Po zwiedzeniu ka- 
tedry i grobów królów polskich, schodziliśmy do miasto., na półgórze, 
dostał zawrotu lekkiego, i stanął nagle: spostrzegłszy to, posunqłem si
 
poddać zacnemu starcowi ramię, aby się wsparł na niem. J 
- Dziękuj
 ci, wyrzekł z uśmiechem łagodnym - ja całe moje życie 
nigdy cudzej nie używam pomocy. JJ 
Przy oglądaniu biblioteki, miatem za towarzysza, młodego pana J. M. 
wysokiego wzrostu, który ciągle mówiąc do Bandtkiego, używał wyraże- 
nia Asan Dobrodziej: widać że to si
 naszemu uczonemu nie podobało. 
Kilkakroć zmierzywszy go zpod oka, wziął dużą księgę, w której si
 
każdy zwiedzający bibliotekę zapisuje, i przewracając karty, wskazując 
sławnych i znakomitych ludzi własnoręczne podpisy, w końcu tak si
 
odezwał: '; ( . Ił . VI . lAi. 
- Tu oto widzi pan podpis - byłtQ 
ak wysoki jak pan, ale wcale 
nie głupi człowiek I i ."1 " ) t1 r 11 '-[ 
Roztargniony pan J. M. nie' zrozumiał Bandtkiego przymówki. 
[ & 
U 
 
. Y6: afP£ 6fppc
: .' t 


"ft 


ł
>>>
I lod P"'\'łowah 'I1Iv1i(oq ..łnu1' ub 
ł n''}' I 
 "t 'l\"t 
b 
 ci! _ 1If' J ,-I 
I , 
I ' &,. nI 
 .1, ".. 
jl'"J'" J\flli I
ft lifT I qw 
o,. I tr II.' 101 . I d:) 
łośny polityk i dziejopillarz, urodził siQ w Marsylii dnia 16 
kwietnia. ł 797 roku. Ojciec jego niezamożny ślusarz poświęcił 
wszystko, aby synowi odznaczającemu się zdatnością, nauko. 
we dać wykształcenie. Za wstawieniem się jednego z krewnych 
młody Thiers otrzymał wakujące stypendium, w kollegium rodzin- 
nego miasta. Mając lat ośmnaście wszedł do akademii w Aix. i b,m 
słuchał nauki prawa. Nauczyciele oddają.c zasłużoną pochwałę pil- 
ności i zdolności, nie byli jednak żadowoleni zapałem politycznym 
'aki się u niego już wtedy objawiał. Po ukończeniu nauk został w Aix 
adwokatem. lecz widzą.c wHzystkich przeciwko sobie walczących, wkrót- 
ce ten zawód porzucił. i poświęcił się wyłącznie historyi. polityce i eko- 
nomii politycznej". I' I ; I I 'fil 
W roku 1820 udllł się' do Paryża wraz w towarzyszem szkolnym Migne- 
tem mlljąc zamiar probować szczęścia w zawodzie dzienikarskim, Poznawszy 
się w roku 1823 z mającym pod6wczas wziętość deputowanym Manuelem. 
wszedł przez to w stosunki z Etiennem, Lafittem, i całym szeregiem znako- 
mitych członków oppozycyi. Lafitte wyrobił mu miejsce przy redakcyi dzien- 
nika Constitutionnel. jako najsilniejsz'ego wtedy organu party i liberalnej. 
Niezmordowana czynność Thiersa i wymowa publicysty, wzniosły go do 
stopnia przewodnika liberalizmu, a wszystkie naj znakomitsze osoby nawet 
Tulleyrand przyjmowały otwarcie nieznanego dot:jd literata. Stronnictwo któ- 
rego był duszlI wywdzięczyło mu się, bo został w8półwydawc
 dziennika Con- 

titutiofł1Jel. -" I U' '( U Y al 


- 


oin ilłT o, 
!OL . /Oli 
.L l. Jb(,H iJ 
· oq 'f t 
II o . 
. 
I 9 . I"S 
) I 


-oU I: 


.J 
I 
I uL 


-t 


:, 


i II 
.sd 


. Id 


G& 


,.. 


U,dl w
n9f hum d" d illtdflO VI' 
'Iq IJ f o Ił. ) ,IJtÓ'f I:I
 I to li:!u '104( 
.I.im (,. s.;, II Istl'm ]lL .n 
_" I. "'J. ...1 li! q 9i,' o 'lill IV'" "UIT 
,Ila . a' fu'J f(1 
i. ...., ni 
111 I LĄl1 Id lir U"t Ir .d 


tI  fft'l 
łf'(' Hm 
I 


q 


i .' 
 fi I mi. 
lU I &'{w '101 I I,sb' (I .11 
li VD 'VIlf 
Djq,
F {x: IMU: 
I Im' 'I ,-\i .. "Jlian,i L b.a!w.L' 
_. _ )Le. 
- . bo« .! 08 I 
.
 I 11" (),11. :iim"loq ft j bUli II 1:1(1 
łoę .1 -L._ j . '11 1 v"nq 
.d,,'.: 
r1T 


,I 


lU 


oq 
- '" . 
.I,A i 


ol 



 


!XI 


, \V --\ 


,"J\. 
sb 
'11i1 


..j., 


i
>>>
, 


358 


W olltatnich czasach ministcrstwa Martignac'a, o mało co Thicrs nie 
I)orzucił obrancgo zawodu. Główną tcgo przyczyną, było zamiłowanie do 
nRuk matematycznych, i już u ówczesnego ministra marynarki Hyde dc Nou- 
ville wyrobił był sobie pozwolcnie, towarzyszenia wyprawie w podróż naokoło 
zicmi. Utworzenie się ministeryum Polignac'a, skłoniło go (jo zanic
hania 
tcgo zamiaru. Myślał on oddawna nad założenicm nowego zupcłnie nie- 
zawi8łego oppozycyjnego dziennika, i jeżeli kiedy to teraz mógł liczyć na 
pomyślny skutek, Kdy dzieło które wydał "Historya rewulucyi francuzkićj"' od 
wszystkich z zapałem czytane było. Połączywszy się z kięgarzem Sautclct 
i Armandcm Carrcl przystąpił tcraz do wykonania swego planu i zaczął wy- 
dawać dziennik Natio7łal, którego pierwszy numer wyszedł d. 1 stycznia 
1830 r. pod jego własnym kierunkiem. Pojawienie się tego dziennika któ- 
ry przez śmiałą i sitną polemikę. wkrótce wielu czytelników I współpraco- 
w ników pozyskał, w ówczesnym stanie Francyi, policzyć t.rzeba do wypadków 
rwli tycznych. 
Thiers podkopał do gruntu politykę dawncgo królestwa, i słowa jego: 
Król panuje lecz nie rządzi (le roi regne et ne gouverne pali) stały się hasłcm 
dzicnnem, a gdy nazajutrz 26 lipca 1830 wyd,.ł rząd swoje rozkazy, reda- 
ktorowie wszystkich .Iib£ralnych dzienników, zgromadzili się w biurze Na- 
tionala i tam 1'0 1 1 wpływcm Thiersa, napisali silnI) protestacyą., któm za 
wstęp do walki uchodzić mote. W dniu 27 lipca, połączył się z wiei, maj,- 
cymi silny wpływ deputowanymi, podzielając ich zdanie, że gwałt podobnicż 
odeprzeć należy. W wybuchłćj jednak walce nie miał osohistcgo udziału, 
a nawet dowiedziawszy się d. 28, że go aresztować mnją, schronił się do 
Montmorency; lecz zara.z d. 29 powrócił do Paryża, i tam na zgromadze- 
niu u Lafitta wygotował proklamacyą., która. zwróciła oczy ludu na księcia 
Orleanu. Z polecenia swego stronnictwa, udał si
 w dniu następnym do 
Neuilly, i doręczył księciu memoryał rozbierający powody, dla których miał 
przyjąć koronę. Gdy nareszcie Lmhvik Filip w d. 31 na ratusz przybył, 
powtórzył mu Thiers na czele deputacyi tel: powody, i był nadzwyczaj ła- 
.



 8 
Tak zaciętemu prz)'ciwnikowi starfU, a tak czynnemu i pełnemu talentu 
przyjacielowi nowej dynastyi, po rewolucyi lipcowej, szerokie do zawodów 
otworzyło si
 pole. Przy utworzeniu administracyi 11 sierpnia, został Thiers 
radcą stanu, n opr6cz tego powierzono mu wa
ne miejsce generalnego sekre- 
tar7.a w ministeryum skarbu, a gdy w d. 2 listopada Lafitte uchwycił za 
ster rządu, zrobił go podsckretarzem stanu w departamencie finans6w. Tru- 
dne to położenie, tern więcej obarczało młodego literata, że przecią
ony in- 
teresnmi Lafitte zdał na niego zupełnie wydział administracyi. W' tyml:e 
czasie wstąpił ,do izby jako deputowany z' Aix, lecz pierwsze wystąpienia 
w parlamencie w grudniu 1830 nie były szcz
śliwe. Jako nieobeznany z m6- 
wnicą nudził na niej wszystkich, telD bardziej, ił nic otrząsłszy się jel!zcze 
z wrażeń rewolucyjnych, podawał za koniecznI) wojn
 z zngranicą, wystawia- 
j:)C w umyśle odnowione pochody wojenne, z przcszłości ccsal'stwa. Podobnież
>>>
, 


3SD 


E małym skutkiem bronił olemc
j finansowych nowej administracyi. Przy 
wyst
pieniu La6tta w marcu 1831, nnd spodziewanie pozostawiono Thiersa 
na miejscu, on tćż przejął sil;) polityką Kazimierza Perrier, przez co wy- 
rzekłszy się dawnych zasad, ściągnął nI' siebie niechęć i wyrzuty przyjaciół 
i opiekunów; ta przemiana jego nic była bynajmniej zdradą, ale tylko sku- 
tkiem postępu w polityce. Teraz dopiero gdy wiadome sobie stosunki roz- 
bierał, mowa jego nIlbyła jasności i siły. Z wielką zr
cznościl! bronił przed 
izbami d. 10 sierpnia 1831 politycznego programatu no\\'cgo gabinetu. Zda- 
jąc sprawę z pierwszego budżetu po rewolucyi lipcowej, wykazał. cnIli talen- 
tu swego potęgę. J -.ł 
Zmęczony sporami, po zakończeniu posiedzeń wyjechał do Rzymu, zkąd 
po śmierci Perriera został przywołany. i"l"l.}.t 
II W nowo utworzonem ministeryum d. 11 października 1832 r., znaozni 
otrzymali przewagę doktrynerowie Guizot i Broglie; pomimo to Thiers mini- 
steryum sprn.w wewnętrznych otrzymał. Trudne miał wtedy do rozwiązania 
zadnnie, albowicm księżna Berry, wylądowała w 'Vandei, a departamenta zacho- 
dnie groziły powstaniem. Thiers przedsięwziąwszy energiczne i zręczne środki 
wkrótce zachód uspokoił, i księżnę Berry w więzieniu osadził, a przez usilne 
starania w gabinecie, równocześnie wojska francuzkie do Belgii wprowadził. 
Ostatnia mianowicie okoJiczność, dala sposobność rozwinięcia się jego talento- 
wi wymowy, pochlebiając uczuciom narodowym, a przez to zyskał dla siebie 
stronnictwo liberalne. Nie mogąc się zgodzić ze \Vspółrninistrnmi, (gdyż przy 
objęciu przez niego departamentu spraw wewnętrznych, powierzono mu tylko 
wydział policyi, i ciągle opierano się rozszerźeniu jego wydzialu) obrazony, 
złożył portefeuille spraw węwnętrznych, a 31 grudnia 1832 r. objął kierunek 
departamentu łumdlu i prac pubIiczn)'ch. Aby zakres swego dział/mia tćm 
więcej roz8zerzyć, wyrobił u izby kredyt na 100 milionów, celem ukońcacnia 
robót publicznych za cesarstwa przedsięwziętych. 'Viele przepysznych bu- 
dowli upiększających stolioę, kanałów, dróg publicznych, równie jak zakładów 
przemysłowych i handlowych, które przez rewulucy, ucierpiały, były owocem 
jego zarządu, a przy tern wszystkiem pozyskał jeszcze współczucie Judu, wy- 
kończeniem kolumny Napojeona , na placu Vandome, oraz łuku tryumfalnego 
tU r Etoile. Ufortyfikowanie Paryża, które w zamiarze przyszłej obrony kra- 
ju rozpoczął, obudziło tak wielkI} niechęć, te tymczasowo planu swego od- 
stąpić musiał. Napaści jakich doświadczył rząd na posiedzeniach w 1833 
i 1834, spowodowały wystąpienie ministrów Broglie i Sebcstianiego, a wkrótce 
potem Barthego i d' Argouta, w ostatku tego ostateczne rozwiązanie gabine- 
tu 4 kwietnia 1834. Dwór, jakkolwiek odwagi i zmienności Thiersa odda- 
wna się lękał, to jedoak w tych grożących poruszeniach, jakie dotychczaso. 
wa polityka u ludu obudziła, król pr
y utworzeniu nowego ministeryum, 
jemu kierunek spraw wewnętrznych powierzył. Zaledwie Thiers objął urząd, 
gdy powstanie w Lyonie, i groźne wzburzenia d. 12 i J3 kwietnia w Pary., 
żu wybuchły. Ten niegdyś, tak rewolucyjnie myślący minister, teraz przy- 
tłumił zamieszki nietylko z energią. ale nawet z pewnQ srogością. W, Pa- 
_.L j I O ..1l) ,.11101'1 .\S8 sO'! O Ioq II". Ul 'o'l
n'fd 


.......
>>>
. 


360 


rytu dosiadłszy osobiście konia, wystawiał się awanturniczo na najwi
ksze 
nicbezpieczeństwa. Aby wpływ tego postępowania. złagodzić, projektował 
gabinetowi, iżby naczelnicy spisku nie w izbie parów, lccz przez sąd przy- 
sięgłych sądzeni byli, lecz to się nie utrzymało. Z tćj przyczyny Thiers po- 
różnił się z Soultem, który znieważywszy swego przeciwnika, musiał nako. 
niec z miejsca prezesa ministrów ustąpić. Na miejsce SouIt&. wszcdł Gerard, 
lecz ten .tądlmiem ogólnej amnestyi, wywołał chwilowe zachwianie się rządu. 
Po tt,zyc.lniowem ministerstwie Mareta, Thiers i jego koledzy przyjęli znowu 
portefeuille, a wymowny minister' spraw wewnętrznych miał teraz zadanie 
bronić przed izbami znienawit1zoncgo systematu rządów dworu.. Z wielką 
taktyką wywikłał się z tego Thiers, i pomimo silnej napaści ze strony legi- 
tymisty Berriera, zwyciężył ministeryum. Ustąpienie z prezesostwa gabi- 
netu niezdolnego mar6załlm Mortier, zagroziło znowu rozwiązaniem mini- 
steryum, wtcdy Thiers oświadczył ehęć uchw}"cenia steru rządu, ale gdy 
1\1 Guizocie silnego znalazł przeciwnika, wziął uwolnienie, i Broglie 12 marca 
1835 r. kierunek interesów przyjął na sieLie. ł Okropny wypadek zama- 
chu Fieskiego przyszedł w pomoc polityce ministeryalnej. Wybucb machiny 
piekielnej, zranił pod Thiersem konia, gdyż wtedy znajdowuł się w orsza- 
ku królcwskim. \V uniesieniu tądał zwołania izby, uby tcraz przcprowa- 
dzić wrześniowe prawa, zasadom karty przeciwne. Później (jak to zwykle 
był czynić gdy mu się co nic udało) starał się znowu pozyskać strollni- 
ctwo liberalne, przez skierowanie zajęcia ną zewną.trz, i wspierając wdanie 
się Francyi w sprawie hiszpańskiej. ut r. o 
Niezgoda ministrów co do redukcJi renty pr!:yprawiła o upadek znie- 
nawidzony gabinet, i sprowadziła przesilenie w lutym 1836 roku; tym spo- 
bem Thicrs zbliżał się do celu swych życzeń. Król powierzył mu portfcuil- 
le spraw zagranicznyc,h, a wraz z Wm polecił u:tworżenie gabinetu libe- 
ralnego. który rzeczywiście dnia 22 lutego 1836 r. przytlzedł do skutku; 
a porozumiawszy się z Ludwikiem Filipem. nie odstępował zasad polityki 
dworskiej, od rewolucyi lipcowej zaprowadzonej. Administracya małych tylko 
zmian doznała: prawa wrześniowe pozostały w swej mocy, i tylko pr88sa wil,)- 
kszą. pozyskała swohodę. Ztemw8zystkiem jednak Thiers, nie rezwinął na ze- 
wnątrz tej przczornćj i hojażliwćj polityki swych poprzedników; posłowie fran- 
cuzcy odzywali się stanowczo, i tym sposobem wspólne działanie z Anglią na 
jaw wYtltąpiło. Opierając się na poczwórnym aliansie, chciał teraz Thicrs roz- 
winąć zbrojne współdziałanie w Hiszpanii, lecz Ludwik Filip w stanowczej chwili 
odmówił swego zezwolenia, i rozwiązał gabinet w dniu 25 sierpnia 1836. .MoM 
więcej giętki i posłuszny królewskiej woli, zastąpił mipjsce Thiersa, który aby ulli- 
. kn:!ć intryg, rozmaitych stronnictw no. jPgo współudział liczących, w lecie 1837, 
wyjechał wraz z żoną, córką generalnego poborcy Dosne. do Włoch, i tam 
się badaniu kunsztów i aturotytności poświęcił. Na posiedzeniach 1838 r. 
wysb!pił przeciwko polityce dworskit)j z wiclką energią, żądając reprezen- 
tacyjnego rztjdu, a przez to wkrótce ujrzał się na czele wszystkich liberal. 
nych stronnictw, przy otwarciu zaś izby 1839 roku już Guizot i inni dok, 
tryncrowie stawili siC; pod jCf(O rozkazy. 'Walka przeciwko rządom Molego
>>>
. 


361 


doszła do naj wyższego-stopnia zaci«;)tości. Thicrs wyrzucał mu otwarcie 
tchórzostwo i znieważenie kraju, a gdy Mole w styczniu 1839 r. wyst=ł- 
pił, król nie mógł kogo innego na czele ministeryum umieścić jak tylko 
ThiersB. który większość izby reprezentował. Jednakże Ludwik Filip oci
- 
gał się z powolaniem tak osobistego przcciwnika swej polityki, i polecił 
Soultowi utworzenie nowego ministcryum, a chociaż tenże, Thiersa zamie- 
ścił, to jednak skład tcn rozbił sil;) wkr6tce przez haniebne intrygi. Na- 
zajutrz po zamachu paryzkim dnia 12 maja 1839 r. utworzono ministe- 
ryum bez Thiersa. Poruszony tem do żywego, postanowił całkiem wyco- 
fać sil;) z życia publicznego. Zaczął więc naprzód zbicrać matcryały _do 
historyi cesarstwa, która wedle jego mniemania miała pokazać ludowi czem 
był, i czćm jest. Upadek ministeryum Soulta 21 lutego 1840, zmusił te- 
raz Ludwika Filipa do skierowania sil;) ku skrzywdzonemu poprzednio 
Thiersowi. z poleceniem utworzenia nowego gabinetu, co tenże porozu- 
miawszy się z umiarkowanemi naczelnikami liberalnych, z wicIIdem natę- 
żeniem przyprowadził do skutku l marca 1840 roku. Natychmiast skie- 
rował on całą. swą. baczność na kwestyą. 1V schounią, która po bitwie pod 
Nisib. od poprzednich ministrów straszliwie zawikłaną została. Thiers sta- 
rał się na nowo zbliżyć do Anglii. chcąc pogodzić żądania Baszy Egi- 
ptu z żądallimni innych mocarstw, lecz to pojednanie nic udalo się. Na 
wypadek wojny chciał on ducha narodu obmlzić, i dlategoto popioły Na- 
poleona z wyspy Ś. Heleny, do Francyi sprowadził. Gdy mu Guizot, po- 
dówczas poseł w Londynie, o połąc
eniu się czterech mocarstw doniósł, 
wydał wtedy groźny protest w nocie z 5 września. i r6wnocześnie ogro- 
mne przedsięwziął uzbrojenia tak na lądzie jak i na morzu, a dopiąwszy 
planu ufortyfikowania Paryża, zdawał sil;) być gotowym do rozpoczfi]cin, 
wojny z całą Europą, a naprz6d z Niemcan:i. Podczas gdy sprzymie- 
rzeni odbywali pochód ku brzegom syryjskim, doręczył Thiers gabinetowi 
pewien rodzaj ultimatum. Tymczasem bojaźliwa polityka Ludwika Filipa, 
przyszła w pomoc ogólnej chęci utrzymania powszechnego poIroju, bo król 
odpłynięciu floty francuzkiej sil;) sprzeciwił, a gdy minisler żądał u izb 
powiększenia wojska do 900,000, otrzymał odmówną odpowiedź. Thier'l 
zrozumiał wtedy wątpliwe swoje położcnie. i zaszczytnie wycofał się wzię- 
ciem dymisyi. wraz z wspólkolegami dnia 21 października. Od tego cza- 
su znikła dla niego nadzieja współudziału w rządach na przyszłość, przcd- 
tiięwziął więc podr6ż do Niemiec, aby pola bitw Napoleońskich osobiście 
obejrzeć. Ograniczył się od tego czasu działaniem oppozycyjnem przeciw- 
ko ministcryum Soulta. Guizota. tak w izbach jak i przez dziennik Con- 
8titutiontlel pod jego będący wyłącznie wpływem. We wszystkich zna- 
komitych kwestyach zawsze się odzywał, lecz nie potrafił 2jednoczyć pod 
swą chorągiew wszystkich przeciwników systematu rządowego. Bez za- 
przeczenia., posiadał on odwagę, zręczność i wymowę wielkiego polityka. 
lecz już wtedy uważali go wlaśni sprzymierzeńcy za nieprzyjaciela postę- 
pu. lIistorya rewolucyi francuzkiej (wyszła po polsku 1845 i 1846 r.), 
46 



 


J' 


,.
>>>
. ' 


962 


, 


napisana 2 wielkim talentem
 osobliwie w obrazowaniu pochodów \'fojen. 
nych; zbywa jej wszakże na wyższej historycznej etyce, bo sława tyllco 1". 
n
rodu fl'aneuzkiego jest tu główl1pm zadaniem. Uównc zalety i niedostatki n. 
ma j(
go IJistorya kOllsulat/ł i ce&arstwa, którą od 1845 roku drukować "oz- b, 
począł, (zaczęta po polsku \V roku 1846.), lecz to ostatnie dzieło więcej niż n 
pierwsze ugruntowane jest na zbadaniu pierwiastkowych źródeł. IW b 
Cały przeciąg czasu aż do rewolucyi lutowćj 1848 roku, upływał Thier- o 
I!owi jużto na polemice oppozycyjnćj, już na og-łaRz:miu drukiem poprze- z 
dnieh prac swych historycznych. ,V dniu 24 lutego 1848 r. jako osta- \1 
tnia podpora upadającego rządu, wstl!.pił znowu na parę godzin \V poli- 
tyczny zawód, ale gdy poruszenia rewolucyjne groźniejszy przybrały cha- k 
rakter, a król abdykacyę podpisał, muslał ustąpić, postanowiwszy nie mie- k 
sznć się do pulityki, i dlatC'go w marcu nie chciał konferować z posłem \1 
angielskim, który się z nim widzieć pragnął. 'Vkrótce jednak zdaje się, JI 
że tego żałował, bo w okc)lniku swym tio wyborców departamentów uj- 2 
Bcin Rodanu, miętizy innemi powiedział: ;,Prawda, że Rzeczypospolitćj nie 
życzyłem sobie ani pragnąłem..... Opatrzność inaczej rozstrzygnęła. Schy- 
lam czoło przed jej wyrokami, nic mysIę nigdy opierać się potędze oko- r 
licznosci objawionej w faktach. Dlatego bezwarunkowo przyjmuję Rzecz- \1 
pospolitą, nIe nie wypieram się przez to żadnej części mego żywota. 
Z ośmnastu lat od 1830, przepędziłem dwanaście w naj wy trwalszej, naj- l 
starszej i najbezinteresowniejRzej opozycyi..... fi 
"Pozwoliłem na to, aby mnio przedstawiono jako kandydata: pozwo- 
liłem na to z obowiązku, z poświęcenia, z uczucia honoru, nie dlatego by s 
w łonie nowego zgromadzenia narodowego, pracować t.'1jnie dla. restaura- 
eyi, ale dlatego, by nowa. Rzeczpospolita ugruntowana została na trwa- I 
łych, i pewnych zasadach. Powiedziano mi, że żądać b
dą] odemnie zo- r 
bowiązo.ń i objaśnień, że wczorajsi repuhlikanie. długo bardzo nie
 dadzą 
mi wiary, a- konserwatyści pami
tają o mojćj oppozyc}'i..... Zdaje się, że 
interes mego kraju reprezentowałem dotąd tak, jak tylko na to pozwo- 
liły nasze dotychczasowe instytucye. Co do talentu, mogę być niższym od 
wszy
tkich kandydatów mego departamentu, alc żadnemu nie ustąpię w przy- 
wiązaniu do kraju. i oświadczam, że jeżeli zostan
 wybranym, nic stawi mil,} 
to w przykrem poł
żeniu względem Francyi i Europy." I 
Licząc na swych przyjaciół, i pewny niemal wyboru do zgromadze- 
nia narodowego, pierwszej kamlydatury ofiarowanćj t!obie w Aix nie przy- 
jął. A gdy w Marsylii zamieszczony obok Lnmartina i Berr}'era, pomimo 
opinii, iż on tylko może dokończyĆ świeżo wzniesiony gmach republikani- 
zmu, nie utrzymn.ł się, umyślił próbować szczęścia w Rouen, gdzie na. miej. 
8ce Lamartina kilkokrotnie gdzieindziej obranego, do głosowania na no- 
wego deputownnego przystąpić miano. Ale powszechny głos: "Każdy in- 
ny byle nic Thiers" atał się prawic hasłem. Tak omyloDY, postanowił te- 
raz wystąpić ostatecznie, jako k:lfltlydnt w Paryżu. t lU 


c 


..
>>>
3tfJ 


Napastowany pl'zez nowe republikańskie dzienniki, którc twierdziły, ił 
!co rzeczpospolita długo siQ obejdzie bez usług Thiersa, gdyż polityka i fi. 
:ki nanse i bez niego są dość zawiklane, żywo był broniony przez iIzienniki 
IZ- byłej lewej strony, wystawiając go jako człowieka obeznanego ze sprawa- 
liż mi pailstwa, i stawiając go wyżej nad Flocona. W ten sposób prowadzona 
była polemika dziennikarska aż do 8 czerwca ) 848 1'" w którym to dniu 
:1'- ogłoszono ostateczny wypadek wyboru departamentu Niższej Sekwany. 'Vraz 
z dziesięcią deputowanymi og
oszony, stanął wśród zgromadzenia narodo- 
wego. 
Odtąd postępowanie Thiersa znane powszechnie. Otwarta ternz nowa 
la- karta dziejów rzeczypospolitej fi-:meuzkii'j zachow:l. o nim wspomnienie. ja- 
.e. ko o tym. co się już nieraz zaparł swej przeszłości. co przeżył własną sławę 

m w zawodzie politycznym, .My podalismy krótki jego życiorys ze względu, 
ię, jako znakomitego historyka, ktt'rego t1zicła przełożone na ojczysty język, 

_ znalazły niemały odbyt, i upowszechnienie. 
lie Mamy w przekłat1zie polskim r 
y_ IIistorya zgromadzeń prawodawczych konwen'Cyi lIarodowi-j i d.vrekto- 
0- ryatu, czyli od 1789 do ł 800 roku, przez Leoni' Rogalskiego. 'Varsza- 
z- Wił 1845-46, tomów 4 8vo majori. 
Ga. 2. IIistorya konsulatu i cesarstwa, napisał po fi'ancuzlm A. Thi,...
 
'ł.j- były prezes rady ministrów, członek izby deputowanych i akat1emii fran- 
cuzldej. Dzielo ozt1obione rycinami, tłumaczył Leon Rogalski. \Varszawa 
1846 r. 8vo majori. Przekład ten zeszytami wychodzi dotąd. 
3. O Własności, przez Auolfa Thiers. Warszawa. Druk St. Strą.b- 
ski ego, dwa tomy 8vo, część I str. 20g, część II str. 241. Rozprawą tą 
pob;pić chciał dążenia. socyalistowskie, dowodząc, te lud wiQksz
 część 
nieszczęść sam sobie przypisl1ć powinien. \Yychodziło naprzód \V dzien- 
niku Con8titutiollnel; w odpowiedzi na nit! Ludwik Blanc wydał broszul'k
 
pod napisem: Socyalizm. 


'n' 


e- 


a.- 
li- 


o- 
by 


a- 


'a- 


:0- 


zą 
że 


.0- 
od 
:y- 
liI,} 



ł
ł
 


:e- 


y- 
no 
H- 
ej. 
lO- 
n- 
te-
>>>
[.." 



 1* f 


I 


n 


'Y 


ą 


. 


t J J c 1 . 


'... 


J oli d 
.f 
1bO 
i'łisb t 
I ,I ,1. 
R3: I 
. .1 
, , \ 
a. 


l' 


,.. --o:"". 
I,. . 
..I' 


1.'-
>>>
. 



"J )L :t oq 
t r fi r-= 9ł, rJq t 
s.a as ł 
b JI. ł'(łol i ''11 


1-1, o 


1Ir 
. 


. 1 t. 
lIł
d JI 
1q ifJirb 


'(
 ,J' & 
j I 'IaiOUł:f- , 
i -,:frO r 
", . u 
iJq 
, 
°r JOZI
I
' 
'1 " 
, " D 
-I (. 
q 
l- 


')i 

i1 ( 
Bsa O"!l tL..'t S :) 
"{dl 00 -łq ( 
1 .. 
ofJ 
 . 


oishl woduut 


'flut 


a...... 


)
 


\ 


11. 
o t 
r.bi 
11 VI 
JAKUBO\VSKI. 


'" 


. Ił 

 l. 

9bwl i . 

-ł.o'( tk 
wo 'tq 
t 'II 
') "*'(1I'IX 


b I'" lSiWlt "Jtiro ol i ,i 
D aJ 


I I 


:a. 
...d ił! 
.Ił. 


j 08.)°, 


.,.. 


.' 



siądz J6zef Jakubowski Missyon
rz, proboszcz koicioli, para- 
fialnego Świętego Krzyża w Warszawie, generalny ....izytn- 
tor zgromadzenia kt!ięży Missyonarzy, członek b)'łego to- 
warzystwa warszawskiego Przyjaciół Nauk, urodził się w da- 

 wnem województwie i dyecezyi krakowskiej dnia 30 listopada 1743 
ł -
roku. Po ukończonych początkowych naukach w mieście Rzeszowie 
.. 
 ,Cpołożonem teraz w Galicyi austryackiej) wszedł do służby \V woj.. 

 sku polskiem. Tu okazawszy szczególną pilność, i znakomity talent, 
. zwrócił na siebie uwagę 6wczasowego komendanta korpusu kadetów 
oboJga -łarodów, księcia A. Czartoryskiego generała Ziem Podolskich, 
i prze:t.,uęego wysłanym został do szkoły wojskowej francuzki ej w mie- 
ście Metz, słynącej szczególniej. 
Przez dwa lata kształcił się tam Jakubowski; za powrotem otrzymał nomi- 
nacJą na porucznika, 1\ wkrótce na kapitana artyl1eryi, i przeznaczonym zo- 
stał na nauczyciela matematyki w korpusie ar tylI ery i , a od roku 1779 i w kor- 
pusie kadetów, który to obowiązek przez lat kilkanaście, ,sumiennie, i pra- 
cowicie sprawował. im I -  
Znaczna część dawniejszych oficerów artylleryi wojsk" polskiego, a pomiędzy 
niemi ś. p. Stanisław książę Poniatowski, genereł-Iejtennnt, i szef pulków 
królewskich, oraz książę .T ózef Poniatowski minister wojny, byli jego uczniami. 
Czasy wolne od nauczania, poświęcał Jakubowski na tłumaczenic' i wy- 
dawanie różnych dzieł, które miały na cclu oświccać rodak6w w. sztuce wo- 
jenni'j, odpowiednio do st:mowiska t jakie zajmowała w ościcnnych krajach.
>>>
. 


3()() 


Jukkolwiek obok przekładów, i swoje postrzeżenia dodawał, przc:!: Skl'OIlIlHlSĆ, 
która była. osobliwym jego przymiotem, przyznaje sobie tylko (jak snm w je- 
dnćj przemowie wyraz a) lichego tłumacza nazwisko. Król Stanisław August 
szczególnym zaszczycał go szacunkiem, i łotył koszt na wydanie dzieł przez 
Jakubowskiego wypracowanych. 
Na początku roku 178 ł zażądał uwolnienia ze służby wojskowej. Powody 
jakie go do tego skłoniły dotąd nie wyjaśnione , ale zamiar powziął stały opu- 
ścić świat, i ukryć si
 w murach klasztornych. Gdy pomimo prośb samego 
króla, Jakubowski był nieporuszonym, otrzymał dymis8yę z żalem korpusu 
artylleryi i kadetów, i dnia 8 lipca tegoż roku wstąpił do zgromadzenia. księ- 
ży Missyonarzy w Warszawie. Wkrótce, bo w parę lat na kaplana wyświQ- 
eony, pracował jako wiemy sługa ołtarza po missyach i przy parafii Śgo 
Krzyża przez lat kilka; potem sprawował urząd przełożonego czyli Bltperyora 
seminaryum w Gnieznie, 8 następnie z powodu jego wysokich nauk, gorliwo- 
ści, i zamiłowania o dobro zgromadzenia, obrany został w roku 1796 wizy- 
tatorem generalny
 zgromadzenia księży Missyonarzy, i proboszczem parafial- 
nego kościoła Śgo Krzyża w WarŁ!zawie. Odt.')d poświęcenie się jego dla 
religii i kościoła było zupełnem: cały czas zajmowały mu niemal wizyty. to 
Ł'zpitali siostr Miłosierdzia W Warszawie, to na prowineyi, gdzie zarazem 
zwiedzał i domy zgromadzenia księży Missyonarzy. , 
'V szyscy uczeni duchowni, wojskowi, i professorowie byli dla niego 
z wielkim szacunkiem i pl'2.yjaźnią; zbierali się ochoczo u niego na rozmowy 
naukowe, którym chętnie poświęcał chwile wolne od obowil!zków prawdziwe- 
go kapłana. Służąc wiernie religii. j kościołowi, nie przestawał być użyte- 
cznym krajowi. I l . I ł 
i I W początlmch roku ł 794 wezwany do szkoły wojskowćj dla uczenia 
młodych artylerzystów, nic wymówił się od takowej posługi i gorliwie z pra- 
wdziwem poświęceniem wypełniał ją święcie. Gdy w sierpniu tegoż roku 
I(ról pruski Fryderyk Wilhelm II osobiście w 50,000 wojska obległ Warsza- 
wę, i we wsi Woli główną założywszy kwaterę, za.czął bombardować miasto, 
ówcznsowy naczelnik siły zbrojnej, wezwał księdza Jakubowskiego aby sig 
stawił w obozie, i ro