Wiadomości, R. 21 nr 51/52 (1081/1082), 1966

London, 18/2S Deeemher, 1966 

ered at the G. P. o, as a DeWBp&per 
Cena 9s. 1 Dziś 28 stron I 
161 ilustracji I 
Rok XXI nr 
LONDYN 


51/52 (1081/1082) 
18/25 grudnia 1966 


JAN BRZECHW A 


Wiersze pośmiertne-) 
Ostatnia młodość 
Czas już zacząć umierać z humorem. Niepotrzebnie ta! na mnie patrzycie. 
Świat, moi mili, nie kończy się przecież na jednym człowieku, 
Dla niego - owszem, na pewno. Lecz każde dzisiejsze życie 
Urwać się musi jak moje przed końcem jednego wieku. 
Za sto lat nikt już nie przetrwa spośród trzech ludzkich miliardów, 
Które dziś myślq i cierpiq. A tych zaś, co umierajq 
Zastqpiq inni. I oni tei; wpadną w sidła hazardu, 
By rozstrzygnqć pytanie, czy wpierw była kura, czy jajo. 
Mnie już nic a nic nie obchodzi. Ja już jestem poza tym, 
Skończyły się wszelkie problemy, wątpliwości i troski, 
Przez niedomkniętq powiekę dostrzegam nicość nad światem, 
A w glowie mam dawne miłosIki i podobne blahmitki. 
Zasunięto w oknacJl kotary, zatrzymano zegary, 
I duch mój powirował w stronę wirujqcych stolików. 
O, teraz już nikt Z was nie powie o mnie, że jestem stary - 
Ja teraz jestem najmłodszy. Najmłodsz;y wśród nieboszczyków. 


Bezpotomność 
lestem sam załoŻYcielem mego rodu, 
I na mnie ten ród wygaśnie, 
Nie dbałem o męskiego potomka za miodu, 
A może syn mi przydałby się właśnie? 
Kto bowiem przejmie glorię mojego nazwiska? 
Kto puści horwraria za pisma zebrane? 
Gdy tak o tym pomyśLę, serce mi się ściska 
Że bez potomka zostanę. 
ALe zaraz myśl inna starość mi umila 
że mieć syna nie zawsze jednak się opłaci, 
Bo a nuż bym przypadkiem spłodził imbecyla 
Albo V'ośniętych Z sobq syjamskich braci? 
I V'esztq, skqd mam pewność na co syn by wyrósł? 
Nie modliłby się przecież i nie śpiewał kołęd, 
Lecz mógłby zeń być pijak, podrywacz i szmirus, 
Albo zwykły huLigan typu "Made in Poland". 
lI4Qwię tak, bo znam życie. labłko od jabłoni 
Pada dzisiaj dałeko, więc już się nie łudzę, . 
Sam potrafię roztrwonić to co syn by trwomł. 
Wolę mieć raczej wnuczki. Oczywiście - cudze. 


Sen wieczny 
Pojednany Z chorobq czekam na !
n w!eczny,. 
ALe przecież od dawna bezsennosc mrue trapi. 
żaden środek nasenny nie jest dosć skuteczny, 
Czyż nie ma na tym świecie mądrzejszej terapii? 
,Jest, - szepnął mi do ucha lekarz zaufany. - 
Lecz nie może ci pomóc żaden lek apteczny. 
la znam sposób, posłuchaj: licz w myśLach barany, 
Nim dojdziesz do tysiąca - zapadniesz w sen wieczny". 
Mrugnąłem prawym okiem porozumiewawczo, 
On pomógł mi się na bok obrócić do ściany, 
A. ja już w czyn wprowadzam jego radę zbawczą: 
W myśLach liczę barany, wciqż Liczę barany. 
Wychodzq pojedynczo z wqskiej szpary w ścianie, 
Siedem. dziesięć, dwadzieścia, czterdzieści, sześćdzi
s,qt, 
Sto! Brak już dziewięciuset, żebym w świeżym sIanIe 
Dostał się do aniołków, czy choćby do biesiqt. 
Wtem - po sto dziewiętnastym, w ścianie przed otworem 
Zamiast sto dwudziestego jak rachunki każą, 
Ujrzałem nie barana, aLe Sophię Loren! 
Sen wieczny diabLi wzięli. I wierz tu lekarzom. 


Faust 
Od pół roku już stqpam zwinnie po krawędzi. 
laki wybór w tym stanie dyktuje rzetelność? 
Tu starość schorowana, co cherla i V'zędzi, 
Tam ulga wiekuista, raj i nieśmiertelność. 
Tak, prawda, ale tutaj sq jeszcze wspomnienia, 
Które w ludzkim umyśle żłobiq swe odbicia, 
Co utkwiło w pamięci, to się już nie zmienia, 
Lecz trwa by stać się znowu powtórzeniem życia. 
lam życie moje wypił do dna, jednym haustem, 
Toteż na stare lata dusza mi osłabła. 
Zaprzedałbym jq diabłu, byłbym drugim Faustem, 
Lecz czy w naszYm ustroju można znaleźć diabła? 


Taktowne umieranie 
Umierać trzeba Z taktem. A więc, dajmy na to, 
Nie wtedy kiedy właśnie zaczyna się lato! 
Pomyślcie: każdy człowiek o wakacjach marzy 
W górach, czy na Mazurach, na słonecznej plaży, 
I nagle ja umieram. lest mój pogrzeb. lak tu 
Nie nazwać takiej śmierci wprost szczytem nietaktu? 
Umierać trzeba Z taktem. - Ci co innych ceniq 
Nie sprawiajq pogrzebów zbyt p6ŹJzq jesieniq. 
la nie chciałbym, na przykład, by ludzie znwknięci 
Klęli i uwłaczali mnie lub mej pamięci, 
By katar czY też grypę ściqgali na siebie 
Dlatego że bawili na moim pogrzebie. 
Umierać trzeba Z taktem. Wymaga obliczeń 
Taka śmierć żeby pogrzeb nie przYpadł na styczeń, 
Lub powiedzmy, na luty, gdy mrozy siarczyste 
Mogq całkiem zniechęcić żałobnq asystę. 
la nie chciałbym by ludzie, których śmierć ma wzruszy, 
Mieli Z tego powodu poodmrażać uszY. 
Wiosna to co innego! Nie ma lepszej pory, 
Aby umarł taktownie czlowiek ciężko chory. 
Na cmentarzu wesoło zielenią się drzewa, 
żaloba na wiosennym wietrze się rozwiewa, 
I śmierć zda się, błahostkq, gdy wiosna upaja... 
Postaram się pociqgnqć do połowy maja. 
*) Wiersze n1n1ejsze, nie ogłoszone za tycia poety. ukazały slO po jego 
Am1erc1 w ,,Kulturze" i w .,8zpllkach". 


R.eda.k$ I 
: 61 GT'eat RUIII!I!IełI 
Street, iLandon., W.C.1, tel. CHA 3644. - Pre- 
lI.umerata kwartalna 35s., w Sta.na.ch Zjed- 
noczonych .t Ka.nadzie $:1.25, w Belg1n 250 fr. 
belg., we FrancJi 24 fI'... w Niemczech 21 DM, 
w Szwajcarii 24 fr. 8'ZiW., we Włoszech 2900 
lIrów, w innych krajach równowartość $5.26, 
- ZmJana adresu 18. - Czeki nal
 wy- 
lItawiat na .. WiadomOOai". - Ogłoszenia: ad- 

ja ..Wiadomości".' Cena &a 1 cal X 
l azpalta BOa. 


,'1'YG_ODNIK 



....,..


 


Anioł 


ZAMIAST ŻYCZEŃ ŚWI
TECZNYCH WYDAWNICTWO "WIADOMOśCI" ZŁOŻYŁO 
PI
C GWINEI NA FUNDUSZ BIBLIOTECZNY 


La życia byłem aniołem, 
Anioł orze - kto inny zbiera. 
AureoLę miałem nad czołem 
Z puli premiera. 
Mimo anieLskiej dobroci 
Nieraz świerzbity mnie kości, 
Bo aureola się złoci - 
Każdy zazdrości. 
A V'e:Jztq ludzie dokoła 
Okropnie 
iq podejrzliwi. 
Gdy Klory spotka anioła 
1'ylko się dziwi. 
Koledzy śmiali się ze nmie, 
Że skrzydla sobie przypiqłem, 
Nikt nie wie, jak nieprzyjemnie 
Być dziś aniołem. 
Aż wreszcie pewnej jesieni 
Duch wqtłe opuścił ciało. 
Lekarze byli zdziwieni 
Tym co się stało. 
A ja? ZnalazJem się w ziemi, 
By się przekwalifikować. 
- "Nie bcdzie - myślałem - 
[źLe mi, 


JAN LATERAŃSKI 


...,..,


_

...r


"

 


NOKTURN 


CHRYSTUSO 


Toniowi Sikorze na pa- 
miątkę spacerów w Ostii 
POl'Oł.LDNlE ł'AUNA 
P OI:»
UD szczątkow murów, pęknię- 
tych kolumn, głowic, fryzuw, lezą 
IZędy fal, skoszonych. wyblakłych 
traw. lm bardziej zawężały się BCia- 
ny ceglane, przecinałY oawne drogi 
przepadłego lIliasta, tym bardziej tę- 
za! zapaCJ1 Slana. Wywarem Zlół w 
popękanym naczyniu. Szeleszczący 
rozsypuJ/łCYffil Slę ILStkami mięty, 
dziklego kminku. '.L'ak na morzu sko- 
szoneJ łq.k! oSladly ruiny antycznego 
portu. Bez życia. W laurach bistoru. 
LeCZ na obrzezach, między łJłkalIli i 
kamieniami wesellła wę Zlelen. Oca- 
lałe od kosy, tróJqtne illicie białych 
kalli. Purpurowe koniczyny. Ten zie- 
lony rysunek znaczYł plan miasta. 
Obok plJ1ii, cyprysów, pUlSOwal ży- 
Clem. 
Daleko od ścieżek turystycznych. 
leżę na s1an1e. Leniwy. Zaownany. 
Szukam peJzazy niecodziennych na 
widnOkręgacb.. Przelotny krzyk me- 
wy zagra nad wiotkimi cyprysam.i. się boskość, była sztuka która przez ne kolumny 
które Jak struny stoJIł w czernlaCll. SWIł postawę metaflzycZDlł oddzielała z nieba. 
ClIiza l muzyka maJowego popołuu- kształty ludzkie od boskich. Nieu- Poezja rzeczy. Zaduma o przemIja- 
nia nioSofłCego łagodny wepoKóJ. Na- chwytność prz
c1a twórczego, reli- niu. Przeżywałem je na równi z twór- 
sycema. DOjrzewania. Plounosci. gijnego artysty, ukazywała inne cami posągów Attisa. Fontann. Fry- 
Od '.rybru który niewlOOCzny pły- kształty ludzkie. Odrębne. Dla za- z6w o liściach akantu, rozrzuconych 
nie oboK, szedł szwn glęboK1ego nur- chwytów I podziwu. Artyści przeka- wok6ł. Stojąc naprzeclw Attisa, jak 
tu. ::zerszego oaoeCJ1u. J:IIiespoKOJne- zywali w rysunku, rozwarciu oczu, dalece mogłem dać wiarę 
lowom że 
go UJSCla ao nieóaleKlego morza '.1'yr- schyleniu głowy boskość. Posągi są bogowie żyli tylko dla tych co Ich 
reDSKlego. Morze wę co1'nęo. Dawno związane z nieziemskim. Młodzietlcza czcil1. A umierali razem z ich śi'nier- 
rzelia, znuenlia bleg. O1eszła. ',L'aK Diana, to nie portret dziewczyny ale clą. Mitu Attisa nie znałem. Czy po- 
upaaek .Lmpeciwn, wespOQZlank1 t;y- córka mitów. Piękność bogiń jest na- winienem go poznać? Tego popołud- 
WI01U, za1ecyaowaly o 108le nUasta. 
ZlOty an
yczny port Rzymu, Oll
ia, 
zarOSłY Jal.owlł Zlemi!ł- hWJ1lł. lIIlepa- 
ffilęCl/ł. .JaszcZurKl przemYKaJIł. 1'lllie 
gUUlą aoJrzałe szySZKi. 
J:IIlespoUZ16wame znużony pejzażem 
ruin, WIOZę na. marmurze pw'purowe 
znaKi. LiLery. ,,::iantUa.ClO AttLS" - 
czy 
arn. 
.uwa wielkie kamienne Pany, fau- 
ny '! I::)
OJIł wczym Kariatyay przy 
weJśclU. V przeDuaowanyCll nUt;(ISlua- 
Inl torsacn. b.OZlCn nogac.l1. ou.upane 
howe we tczyma.JIł P1lSZCza1Kl KLora 
SLel'CZY pl.as!\.orz
1J1ł na pler81 1'ana. 
AnysLa zagral 10rllllł webO"'ł. .1-'0100- 
SKą. J:liW.Ulo;:WIł. .l:'OpI'Zez t'W 10rmę 
s:ł;LUKi, DOZ
K lesny oDJaWl! Slę Jak 
SYUIDOl Dla Lerli. 
U"aznJ.K IlllSL"nuU1. 
ł'ogWlSK1
go sawuuanwn. .MaLerli- 
rauolSCl Il:ł;,)'czneJ. :£K:I.CDWYLOW aouuuę- 
Cła l 01J
JJUUWi:Uild.. J:'OlSlaWUlia. ...11.- 
plaunlaJlłceJ męS!\.osci. .MateCli która 
waDl. vunawla. KWltwe. Jednoczy. 
Ktora nas Kal'IIU. Jest Sw.nyUl zy- 
Cle!n. 
.uruglł rzeźbę czas rozłupał. Może 
ludzle! ',L'warz po1Zlobana. 
ll1ierzo- 
O niebieskich n.)' "'
Li:11L pJO;:JUJd., 
 p.zeU1d.Wld. ry- 
[ 'gdałach sunKlem smutKu. Heza1u. Te dwie 
nu . OboK weble stoJlłce rZ
DY UlOgl.YDY 
byc prZeCIWSLawJJ.,}'mi SYlnOOlalJll Dla- 
teru. '.1'a zw.szczona rzezDa. mowl.La 
o wetrWalOSCl. Clerpleniu. hanacn. 
Starzeniu 811;(. Hozpa.1Zle. O Cle.e KtÓ- 
re c
y. ł'ar&.luuJe. Kture mOL.Da 
zrani\:. .Jest gr:ł;eszn
. Bffilerteine. Mo- 
że muzyKa. .ueDulisy eł!,o atanaby ka- 
nuennym po
om Dlartwe kontury 
ciewow popOluuwa. 1. na a!WszoneJ łą- 
ce w ka1Zld1aCJ1 scłu:1-łcycn ZlOl owa 
Pany SK1Wll1yDy swoJe ciała w ta- 
necznyen 19ra.szKaCll. Ale stały daleJ 
jaK KariaLY1y. J:IIle poa.trzymywałY 
za1nyen 8K1epleń czy balustra1, lecz 
na len bal'Kacn zwalone bY1Y prze- 
padłe mity antycznosCl. LUIUKOSCl 't 
A może sLCzegłY dalej sakeaJ.nyCJ1 pra- 
zrooeł taJeliWIC Hozych. ł'ragmoo 
cZl.owieczyCJ1. J:IIadziel '! 
W glęD!, we wn\ice ogllłdam piękne- 
go, nuollego męzczyznę. Lezącego w 
poZle OQpoczywaJącego Kzyffilanina. 
AttLS. 
W prawej ręce trzyma Dlarmurowe 
kwia
y, w lewej .laSKę pasterza. lila 
gl.owle czapka lryglJSKa. :Sierp kslę- 
zyca. Wlen1ec llIicLaSty. ProInlen1e. 
Udrapowana misternie szata okryła 
p61J1agie ciało. W to poludnie gdy 
ogllłaaiem rzeźbę Attiaa nic nie wie- 
działem o tym bóstwie z przepadłych 
mitów, wnarłej religii. Stalem wobec 
sztuki sakralnej. b'lgury kulitowej. 
Zwrócony do przeszl0sci chcial.em 
przezywać poprzez mOJIł wiarę dzia- 
lawe sztuki antycznej. Attis stał w 
szeregu bóstw, boZ1{ów których po- 
Walono. W moim kraJu - śWlatowi- 
da. W Rzymie w zaraniu chrzeSci- 
jaństwa kaleczono kamiennlł głOWę 
Wenery. W muzeach lezą dłonie Mar- 
aa. Stopy. Torsy bez nóg Herkulesa. 
Ale z belwedersklego torsu tego bo- 
ga, Michał Anioł wZ1ął rysunek 1 
Iormę swych atletycznych 1 tytanicz- 
nych postaci do 
lłdu Ostatecznego. 
Miałem stosy, miałem pełne worki Azeby przydać ekspresji fizycznej 
Rymów męskich, żeńskich sztuce c1lrzescijańsklej. 
[i nijakich, BogI 1 p6łbogi sto» w muzeach. 
Symbole rellgli dla której umierano. 
Rozsypały mi się jak paciorki, Czas i mieJsce odebrało im śwIętość. 
Rozleciały się jak leśne ptaki. Wreszcie ÓZlesięcioro przykazań bę- 
Mialem rytmy posłuszne mej dłoni, QZle glosiło o l:SOgu Jedynym, ponad 
Miałem łotne wesołe pomysły _ którego nie będzie innych. Wierzono 
od dawna że rzeźbiarze greccy upo- 
Pogubiłem je i nic już po nich, dabniali bogów do ludzi. DoskonałoŚĆ 
lak deszczowe krople się rozprysły. anatomiczna posągów, ich struktura 
Miałem lata młode i beztroskie, formalna, uskrzydłone oderwanie się 
Prawdę mówiqc - wszystkie były od rzeczywistosci, z ludzi robiły bo- 
gów. Lecz stud1wn ewolucji sztuki 
[młode, helleńskiej zaprzecza temu. Chociaż stawę duchową artysty antyczności. stało. W pracowni czekał na mnie 
Dziś, jak lałki powleczone woskiem, nie zawsze i we od razu. Tak jak slę I tych co czclli bogów. ZjawIska re- przyjaciel, poeta polski, z drugim 
Imitujq dawnq swą urodę. zmieniało POJęcie piękna. Wspaniałe ligijne. poetą. Młodym Duńczykiem, kt6ry 
Miałem w żvciu dziewcznt niezb yt postaci mężczyzn i kobiet przedsta- * właśnie wr6cił z festivalu w Spoleto, 
J 
 [duz 'o , wiające bog6w majlł tylko charakter Wok6ł sanktuarlwn Attisa, stoją gdzie w grupie dwudziestu najwybit- 
boski. To jest cecha ich niepodobień- samotne kolumny. Emocja poetycka niejszych żyjących poet6w recytował 
Ale cóż to były za dziewczęta! stwa do ludzi. Poprzez nią artysta kt6ra w rze!bie Attisa zespoliła ry- swoje wiersze. M6wiąc swą poezję 
luż się takie nigdy nie powtórzq, wyr&żal boskość. Tak jak uducho- sunek dłoni z kwiatami, była też w przeplatał ją grą na flecie. Stał prze- 
luż ich nie ma a ja je pamiętam. wienie rozumiał ja
o sakralnoAć. Par- żłobieniach kolumn. W strukturze de mną. wysoki, szczupły chłopak o 
N' l '.. tenon był dla Atenczyków wyobraże- głowic. Dzisiaj rozbite, bez żadnej wspaniałej urodzie nordyckIej. Jasne 
le spostrzeg em, Jak SIę niem Ateny. Ale najpiękn1ejsza Aten- funkcji architektonicznej, stojące na złotawe włosy uczesane na wzór gł6w 
[postarzałem, ka nie była jej podobieństwem. W pokaz, nie były tylko rzeźbami w rzeźb greckich. Szczery. Bezpośredni. 
Nie te siły już i rzutkość nie ta, Ostii antycznej stoi poqg bogini Ro- ogrodzie. Ich profile obok pni plnU, Wykształcony. Przy winIe odczyty- 
Wkrótce życie weźmie rozbrat my. WIele dzieli sztukę grecq od wchodzących ku poziomej linii zlelo- wał swoje utwory. W Języku duńskim 
[ . ł rzymskiej. I Rzymianie w swej bogini nego widnokręgu, nie mówiły o nisz- i angielskim. M6wilem mu o ruinach 
Z Cła em, nie odnajdywali wdzięcznych kaztał- czycielskim działaniu czasu, ale wy- portu w OstU, posągu Attisa. O 
Ale w glowie - wciąż raj tów mieszkanek Rzymu. dawało się te w nlch ten czas się faunach. O pejzażu I słotlcu. Zgodził 
[Mahometa. J'ed,yn,ym światem. 
e objaw1&ła odladzał. Poprzez strukturę. Samot- slę pojechać tam na drUgi dzieil. 


l znów jestem. me sam, na skos;,;o- 
nej łące, nlll;(OZy cyprysan1i 1 kamien- 
nymi pniami żlODionych kolumn. 
ClUopak zdJął kosZUlę l rzucił na mar- 
murowe ClałO Attllid.. Boso zaczął tan- 
czyc. Czy to scena. teatru grecKiego? 
PLWa, to las. Kuina sallktuariwn - 
sWlątynia. Gózieś w g,ębi zanzymały 
się dwie dzlewczyny w ŻÓłtych su- 
k.1enKach. Widzowie. 
KrzYK fletu gasł lub wydawało się 
ze Jego dzWll;(Kl pl'z
nikllwe poruszy- 
ły gałl;(zie drzew. Potem gkJs pOtl
y 
wlązał WbtązKą po
:ł;ji przestrzen. To 
zbllzał słouce, to o.:illalal WIUnOkrąg. 
Ch,opak raz wychylał głowę z pma 
kamlennej rzeźby akantu to znowu 
drobnym krokiem, przeglęty w tył do 
niemozliwosci, zblLZał Slę do mnie. 
Pooczas gay flet slel'czący ku niebu 
wyrzucał urywane wesołe tony. 
Wreszcie znierucllon1iał. :i.ywy taun. 
Drzał. ZZlaJany. Z otwartymi ustami. 
Zmęczony. Zauowolony. 1'01 wany uro- 
k.1em łąKi. Mitem przeszłosCl. AD- 
tycznosciq. która wr6cl,a przez mgnie- 
we oka. Zaślublla wczoraj i dzlS. 
były pałacami o kopule Jak ta naj!Onowa koszUla, udrapowa- 
na na posągu Attlsa. W tym zarcie 
bYła proba. zatrzymania przemiJania. 
l..rozy znlszczem",. Jak po
zJa poma- 
glego .uunc:ł;YKa bYła plelSmą Wlecz- 
nego odraozanla. Slę. (ł'owieuzlal p0J;- 
JlleJ ze re\:YLOWl1 eIOL)'lU o eleIJ1C 1 
Kapłance .iZydy) . 'l'aniec. Muzyka. 
WUZlęK młouolSci, Zbll:ł;yl nas W::izyst- 
kicn. '.1'aJenlDlcę boZKa AtL15a. l\lme 
- katoliKa. ł-'oetę - protestanta. 
PrZYIoaę. Wszys
Kle mowltwy. ł-'ro:io- 
by. l'4a.uzieJe. b.tore tu w Os
u przed 
WleKaml l prz
z stUlecla V;ZnOS1J.l lu- 
dz.Le ao !tomy, .lVllLry, lvunecwy, Apol- 
_ ia, Zeusa. ',L'aK Jak ÓZlS, turystd. za- 
gubiony wsroo rw.n, moze teraz od- 
UlaWla "Ojcze .Nasz". 
',L'aniec .uunczy!\.a był pałeczkIł cza- 
rodzleJKl. ZIOZWlUd.1e.ll. WKroczYłeln 
w 1:;WlaLY l pl'Z
SZ'O::lC ktore bYłY za 
sZK1anyuu Q!ZWld.nu. A goy CIl.Opl
C 
U
l\in.UWd.l ze pU."ywlUz.eul 60 0.0 
I:'CZ/łLn.OV; Sd.llKLU,U1WU, v.yue\.wa.o Uli 
Sl" ze tO UU
;:;Z"d..ul
C allL.)'cz.aeJ uSLli 
mOllJ.l Slę 00 Attlsa. 
ttoZp.oulicnlenl przeżyciaml, sie- 
dzied"Juy POQ rw.nauu. IVlagla IllUlęła. 
.b"-,,n s.o;: ouaa,alU. Coraz rzaUZleJ 
cnwue pOe:ł;Jl nd.Wl
UZd.Ją W::ipOlCZ"::i.ae- 
go CZlowl"",a, za..U!\.lUO;:L"gO w wIo;:zle- 
ULU KunW"llCJl l Sl'
cJa.lzd.cJi. A PIZY- 
CJlU
 nie ....lalluulO Ja- l Kiedy. J:Sę- 
oą 
o Pl'z
zycla sz.u"'/ł. Luu Ile\. grd.- 
lUCY JeJ z zYCLE
.1ll. :"'ycle coOZlenne Je 
puusuwa.. ,Ll:ł;
lJa tYl"'O 1l1l
C szel'oKo 
o LW"'He, cUO;:LI.le ro,;ce. :t.av;sze lJy..: go- 

uwYJU lla wp,yw.)' spuza Za51t;:g"U nd.- 
sz
go PUJIUUWcLllI"'. U\:ZC"lW"'l
Ul nle- 
b!"Uu.L.o.u.I..u:c.n.. ł.:I,1JUL.n.a.1.&...l.d. L. JJU,i4.n..a.euJ. ALLl- 
seUL we cnCla.eUl Za.LllKlląC w nauko- 
wycu wYJlWenld.c.a 11l::lLOlykóW l t"o- 
reLY!\.ow l
.Ilg11 a..e cll\:ld.J.enl przeKro- 
czy\: racJUlJ.d.llIiLyczne poznd.llle. 
l'agle gorą Jt;:KliWY, ISlUUtny krzyk 
mewy Ja" SlUUgd. CleWa ao,eclal od 
.1'Y1Jru. wrocl.ll;:'H1Y ao rzeczywls
oscl. 
b,OIlce, KWle SZlO ku zacnooowl, po- 
pl'zez KOllary pUlU OZlOC110 rzezDę. 
b.01UIllDy SanKLUd.Clum. ltozJ3..':imały 
511;( wyaarzenla pr.i;"SJ:1Usci SKUpld.J'iCe 
SlO'; przeJrz,)'bLYIU Kr"61
.IIl. 
W l1::iCle ao J,:t.ynual.l ;:,w. ł'aweł, tak 
plliZe o J:Sogu JeaynylIl: "lstotwe uta- 
jona WlelKOSC .Jego, to znd.czy Jego 
moc oowl
czna l DOlitwo są oa stwo- 
rz
nla sWlaLa wIQoczne dla wszyst- 
KlCIl, Ktorzy zcU;La.ua,,,laJą lil\i nCiU .J,,- 
go IlZlel.alIlI . blowd. t
 stanowią za- 
rzut pod adresem starozytnych ze cho- 
Cia:ł; J!0:.llau .bOoa (prz
z stworze- 
we) we odoali mu chwaly jako Stwór- 
cy i we sK1aaali OZll;(KczyJllema. 
Zapytalem slelJle czy artysta, rzeź- 
biarz, Który wYKonal posąg AtUSa lub 
.....i'0.!i:
, ule !JLJ;t;"'l'OC-",)' l. jSranlcy po- 
znawalnego i w kontemplacJl art y- 
s
yczneJ me ujrzal J:Sogd. sw. Pawła? 
,LlU prawdZlwycn actystow posiadało 
t!} łasKę? Attls Dyl bostwem Jakie- 
goś tra.gmeutu natury. Kosmosu? 
Ale ksztal.t artystyczny, zroózony z 
postawy sakralneJ, JasweJe odwiecz- 
nym plęknem gazie rzezbiarz mOgł 
oanalez
 Boga. 
. Piękno, to kształt Miłości - powie 

orwld. Doktór KOSClOła, sw. Augu- 
styn (Matka jego, św. Monika, wnar- 
ła w OstU), ktory jest świadkiem roz- 
kładu lmperiwn l jego rel1gii, w jed- 
nym zdanu pełnym tresci, z rozpraw- 
ki pisanej w starosci p.t. "Odwolanie" 
tak pisze: "Rzecz ta, którlł nazywa- 
my religią chrześcijańsq, is tmała 
ju.z u starożytnych l nie była obca 
początkom roózaJu ludzkiego na dłu- 
go zanm1 Chrystus zawltał w Ciele". 
A więc na ziemi przed Objawie- 
niem istniały dusze, których cnoty 
były dynan1icznie chrzescijańskie. 
'l'e dusze dązyły i poznawały prze- 
dziwne prawdy chrystiamzmu zanim 
te prawdy zostały napisane. Ilu 
Ojców Koscioła chciało kanonizować 
Platona. Ilu swiętych zawiera Stary 
Testament. Często KOŚC16ł zapomina- 
jąc o słewach św. Augustyna pod- 
palał stosy_ Wiele, wiele istot ludz- 
klCh, ktore swe życie poddawały woli 
Bożej, kryje przeszłość. Oni to przy- 
gotowywali W cielenie. 
Na ruinach OstU odkrywałem myśl 
chrzeScijaństwa. Wielką. PrawdziW/ł. 
Powszechną. Nie religii ograniczonej 
ale szeroko otwartej dla wszystkich 
dusz poprzez przestrzeń t historię. 
Każde dążenie ludzkie wzwyż, wypły- 
wające z ducha. Każde przezwycię- 
zanie cierpienia, udręki, samotnosci, 
rozpaczy, niepokoju, jest nieodłączne 
od przygody ludzkiej. Jest nasycone 
Dobrą Nowiną. Narodzenie. Męka. 
Zmartwychwstanie. Zdarzyły się za 
panowania cezar6w ale od wiek6w 
były związane z przeznaczeniem. By. 
tern. Naturą ludzką. 
Dusza pogmisl{a znała cierpienie, 
cierpienie kt6r
 obejmie religia 
chrześcijatlska przez ofiarę Chrystu- 
sa, aby wszystkich odkupić. Cierpie- 
nie które też jest nierozłączne 


." 


.... 


It 
'Ii., /
 
" 
'" 
, , 


... 


ił , 
, '. t 
 .. 'r'. 
,t 


... .... 


.; 


,,- 



 


Losie mój, prowadiJ". 
Drogq przenikań i osnwz 
Nie znanych dotqd nauce, 
Dostalem się wantykosmos 
J już nie wrócę. 
Tu wreszcie znajdę odmianę, 
1'u będqc duchem-golasem 
Kim mnym teraz SIę slanę, 
Tak!... A tymczasem..., 
Powitał mnie siwy jegomość 
I rzekł: - "Z marksizmu 
[to wziąłem: 
,,Niebyt określa świadomwć" 
Będziesz aniołem". 


'o, 


Via Appla w Rzymie 


Linie równoległe 
Kocham cię 
z lęku przed sanwtnościq. 
PatrZ,& w twoje oczy 
dotykam twoich rqk 
wsłuchuję się w twój oddech. 
lesteśmy razem 
ałe mYślimy o niebieskich migdałach. 
Każae z nas 
myśli o wlasnych niebieskich 
[migdałach. 
Wymijamy się w drzwiach 
jak dwie równolegle linie 
które przetnq się w nieskończoności. 
zyjemyobok siebie 
na dwóch odrębnych orbitach. 
Siadamy razem do stołu, 
jemy zupę, 
ałe myślimy 


- 


... 


r -'''''''; - --.1: ' 
... 
. .. ...- 
;;'-;[.;$ 
 
.. 


"'-" 




';;. .. 

". - 
./ .:-, 
",,' 9-,. '" 

 - JO... '-'"',t :'- 




 ..,,,. 
 


F- 
-#- 

-';..,. ... 


Każde Z nas 
myśLi o własnych niebieskich 
Lmigdałach. 


Trakt Decimano w OstU 


Patrzę w twoje oczy 
lecz ich nie widzę. 
Dotykam twoich rqk 
lecz ich nie czuję. 


tury sakralnej, to je dzieU od zwyk- nia było obojętne czy Attia był bo- 
łych śmiertelników a nie upodabnia. giem wegetacji czy śmierci. Odradza- 
I ich władzę nie należy mylić z wła- nia się czy zniszczenia. 
dzą królewską. Wiał wilgotny wiatr. Skąd? Do- 
Rzeżbę Attisa wykonał artysta kąd leclał? Kiedy slę wzniósł? NiKt 
rzymski. Rzym podbił Grecję I Olimp. nie wie. Musnął miękkim chłodem. 
Ale nie zdobył bogów. Malraux powie Usłyszałem go w szeleście igieł pinII. 
że Rzym stworzył parodię boskości. Zobaczyłem w chybotliwym świetle 
Rzym czclł potęgi nieznane ale od- bladozółtych kwiatów dziewann, ktO. 
wrotnie niż Grecja nie żył z nimi w re zapalały się na WYllOkiej łodydze 
komunii. I bóstwa Imperlwn nie mla- w cieniach muru, gasnącymi blaska- 
łyby oblicza bez Grecji. Ja też w mi. 
Attisie widziałem odbicia bogów O zmierzchu wróciłem do domu. 
Olimpu. Ale nie oddzielałem Rzymu Do Rzymu. Z ciężkim bagażem pytail 
od Grecji. Zastanawiałem slę nad bez odpowiedzi. Narastających wąt- 
znaczeniem religijnym wielkich dzieł pliwośc1. Niedopowiedzianych myśli. 
antyczności. Przeżywałem je estetycz- I jak często bywa, odpowiednia lek- 
nie lecz moja wiara chrześcljańska tura, nowa książka czy spotkanie, z 
poIIzerzała widzenie. Obejmowała po- człowiekiem mogły mi pomóc. Tak się 


Zdaje mi się że myślę, 
zdaje mi się że fruwam, 
ale jestem jak mikrob 
zasklepiony w swojej 
małej 
kropelce wody. 


Twój świat 
zamknięty jest w innej 
małej kropelce wody. 


Krqżymy obok siebie, 
drobnoustroje 
wielkiego 
niezrozumiałego 
wszechświata. 


Kocham cię 
z lęku przed samotnościq. 
lesteś mi niezbędna, 
jesteś mi potrzebna, 
abyś od czasu do czasu 
wymawiała 
bezmyślnie 
moje imię. 


r 


. 


I 


,i 


'\ 


1.... 


Podsumowanie 


,. 


t- 


.. 


Sanktuarium Attisa w OBtU 


1
>>>
2 


'; I' 


\. 



 . 
 \A 



 


,
 


, 


i*' l 

 
. 


"' 



';' 
 


'").. 


--f 


.... 


.' 


* 


Apollo Tybrza.tiskJ 
(Rzymakle Muze1UD Naro4owe) 


\ . 
, 


. . 


.. 


}
 


'J/_:.... ' 
f/' . .'. ,-ti.\' 


, 
,. 

, ' 


, 


r--. 


- 


;. 



 


Gen1an 
(Muzewn watykaUiBkie) 


,.'. 


-, 


,itj' 


....
 


. , ..... 


;'.' 


""'" 


'. ' 


-:-...;. .' 
, . 


...; .. 
 .. 
"'+_'_'" x... 
 
.. .. '-'--r
-. . 


,-,,!,
:.. ' 
", 


.., 


-' .. 


.. 


" 
. Ift-...; -
 .; 


,
'
 



.)
 ' 


.f 


;! 


. ............. 


J.'\Iłube 
(Muzewn 
M.ykat1ltkle) 


twórczośc
 wielu artystów od wie- 
ków. 
MgUata I nieuchwytna jest granIca 
tego prze!ycla I formy jej oczYliZCZe- 
Dla w IIZtuce. Czy ..Jeńcy" Michała 
Anioła I pogatl.ski ..UmieraJę.cy GaU" 
w Muzeum Kapitollnskim nie wywo- 
łtzą się z tego samego źródła? 
Na wzgórzu Palestrina niedaleko 
Rzymu stała monumentaina, wielka 
6wq.tynla bogini Fortuny. Pierworod- 
Ilej córki Jow1aza. O której wiele pl- 


aze Cycero. Działaj ze oŚWIIłtyn1 zoata.- 
ły strzępy ruin. poqg bóstwa ro&łu- 
pany. Z marmuru azaro-błęklt.nego. 
Rzeźba w powiewie, ruenu deiikat- 
nych fałd auknl. Jak ,,Nike" z Luw- 
ru. 
N a mlejllCu oŚWIIłtyn1 atol pałac na 
szczycie y. zgórza. Gdzie muzeum. Po- 
sąg Fortl.iDY, pokaleczony, Jest zwr6- 
eony Jak kiedyś ku wielkiej z1elonej 
dolinie, ku górom na widnokręgu. Na 
niebo. Architekci pop:Ucy wfAłzali 


nieważ me.stety wiedział te łw1at wzbudzi w widzu uczucie religijne. 
zewnętrzny w odpowiednim Bwietle I Kontemplację. Modlitwę. To myśla- 
barwiG bYl r6wnowaznym odpow1ed- łem robiąc szkice drzew oliwnych. 
nikiem jego świata wewnętrznego. Ogrod6w. Slońca. Wzg6rz. Czy mia- 
· łem malować ..Noc w Ogrojcu" wed- 
Był początek lata w podrzym8kich ług odwiecznej tradycji Ikonograficz- 
ogrodach oliwnych. Na 8kraJach kwi- nej, zwię.zanej z tym tematem? Oto 
tly zloła. Krzewy. Biało. l'ioletowo. stoję wobec bezmiernej Przyrody. l 
Czy mozna słyszec czerwień maków 1 rządy £oga, właściwego Boga, i rzą- 
Nledosyt świezej zieleni 1 dy przyrody przeźywam, czuję jako 
Mój towarzysz m6wił dalej: pewnego rodzaju jedność. Przez nią 
- .Mojej córeczce w dniu Bozego przemawia Bóg, w niej i przez nią, 
Narodzenia opowiadam o micie nocy Jego dobroć czy gniew staJą się jak 
· betleJemskiej. O Jezusie. O paste- gdyby bezpośrednio namacalne. Dla 
Zostałem długo w ruinach Ost11 z l'zach. O stajence. CóZ dziecko zro- wielu ludzi dzisiejszych przyroda sta- 
poetą Duńczykiem. Czekaliśmy aż zumiałoby o ałowie wcielonym. Sa- ła się rezerwatem, wysepką folkloru 
minie zmierzch 1 wzejdzie noc. Noc kra1nej tajemnicy 1 Poezja mitu jest pozostałego z dawnych czasów. sta- 
która wachodzi jak słońce. I ma swoje bar1z1ej wiarogodna. rego Testamentu. 
blaski I barwy. Gdy lazury nasycaJIł Słuchałem w mUczeniu słów nau- Ale ona istnieje dalej wolna i nie- 
się aksamitnymi granatami. wtedy kowca, pl ot
sora filOlogii kiasycznej. podległa w sensie egzystencjalnym. 
gwiazdy można juz liczyć. :Mleczna HistorYKa antyczności. Czy był atel- Patrzę na ogrody oliwne, poprzez 
droga ma światło rtęci. Księźyc zo- stą? Czy jego bóg wywodził się z 'barwy zmierzchów, wschodów. SłysZę 
baczyliśmy wyraźnie wybielony. SZli- OllffipU? 'l'rud.no było rozróżnić. Jed- szwn listowia. Ale poza tym widzę 
śmy w ciemne pola. Mrok rozdzielały no tYlko zrozwniałem dobrze. Odrzu- nagi fakt istnienia. Zaskoczenie! Nie- 
białe marmurowe kolumny. Posę.gi cal ChrysLUsa historycznego. Wciele- spod:ł;ianka! Pytam 1 Kto te drzewa 
bóstw przekraczaly noc mitów. Od- nia. Chrzescijaństwo było dla mego obdarzył istnieniem 1 Gdzie jest do- 
wracaliśmy sIę. Raz po raz. SZUka- tylko zjawisk.1em kulturalnym. Wspa- broczyńca 1 Z kogo wypływa esencja 
jąc w pejzażu ruin ucieczki I pojed- małym. Miłość ewangeliczną uwazał zycia. Błogosławienie. Obdarzenie. 
lI:ania z naszymi myślami. Ale rzeźby za pożyteczną, łagooząclł obyczaje. "I Ojcem swoim nie nazywajcie Dl- 
ucIekały w wldnokrlłg. Te bliżej m1a- Tylko tyle. Zresztą takie rozmowy kogo Da ziemi, bo jeden jest tylko 
ły jeszcze własne oblicza. Oto Victo- prowadzuismy od lat. Oj:iec wasz, który jest w niebie" 
na uskrzydlona, Diana wśr6d olean- · (Mat. xxm, lO). 
dr6w. Attis. Fauny. Roma. W czasie mod1itwy udręka Chry- · 
Odchodzil1śmy. Wreszcie wydawałO stusa była ponad siły ludzkie - opo- Obraz powstal. Moma było go 
się że przestrzeń, która nas dzieli od wiadałem dałej. Jezus wstal. SzuKa- nazwać "Nokturnem Chrystusowym". 
ruin Ostu, była jak wieki. które mi- jąc może poclechy u uczniów pod- Formy były samym dziełem sztuki. 
nęły. Kamienne bóstwa antyczności szedl do nich. Oni spali. "Czuw8..]cie i Barwy - przestrzenią. Drzewa oliw- 
staly jak litery. Te ksztalty które módlcie się, abyście me popadli w po- ne wydawały się jak w tych godzi- 
teraz podziwialiśmy, oddzielone cza- kusę. Duch wprawdzie jest ochoczy, nach gdy Syn Boży rozmawiał z 
sem I przestrzenią, były już symbo- lecz ciało słabe" - rzekł. Ojcem. W rysunku pni był niepokój. 
lem. Esencją. formy. Oderwanej od Słowa te były prawdziwe o nim jak Zapowiedź. OCzekiwanie. Ale w ogro- 
nazwy bóstwa. Bez twarzy. Te el&- i o nich. Clalo Jezusa było słabe. Do- dzie malarskim nie kięczała postać 
menty rzeźbiarskie w scenografi1 puszczało się zdrady wobec woli kt6- człowieka. Było światło. PuIJurowe. 
zżartych murów, wyraźnie głosiły wy- ra nim kierowała. Rozpalone żółciami. Może świlaUa po- 
siłek, trud, przeczucia artystów. By- Oddalił się od uczniów. Bóg złożył chodni. W pejzażu ewangelicznej no- 
ły dla kultu. Sakralne. Które z nich na jego ludzkie ramiona w8Zystkie cy rozjaJśnialy drogę, którą przemy- 
m6w1ły o Bogu BW. Pawła? Sw. Augu- nieprawości rodzaJu ludzkiego. Modlił kała się zdrada człowieka. Pocałunek 
styna 1 Kt6re przekazywały bliżej się. Na czoło Jezusa wystąpił krwa- Judasza. 
nieokreśloIl/ł nad.ziej
 I oczekiwanie wy pot. Oblepił Jego twarz. Sclekał Ta niespodziewana barwa czerwie- 
człowieka 1 po policzkach. Kroplami spływał na ni pośród szarych ,błękit6w I czar- 
Odeazl1lm1y daleko. Chłopak wz1li.l skalę. Na ziemię mi
dzy korzenie oli- DYch granatów była krwaWił azpa.rIł 
mnie za rękt;. Mów1ł wler8Ze. W wek. I zdawało się ze przyroda c1er- w ziemi. 
ojczystym języku. Była półnOc. pl razem z Synem Bożym, w poskrę- 
canych konwulsyjnie pniach i kona- QUO VADIS DOMINEY 
rach drzew oliwnych. Barwy były tylko trzy. Czarna. 
Lukasz, z zawodu lekarz, n.wp1sze: Biała. Złota ochra. 8wiało. Jaśmał był architektem I malarzem, Brodaty. 
"Pot wystąpił na niego podobny do 1 gasło w kontrastach. Biel się żarzy- Niechlujnie ubrany. W czarnym 
k.ropel krWi 1 splyn.ą.ł na ziemię". ła na widnokręgu obok spalonych "pullover"ze pod szyję. Przypominał 
l\jie tylko formy pni, gał
zi oliwek żółci, które były cieniem nasłonecz- tyslę.ce kiedyś młodych ludzi, zapeł- 
ale i zóarzenle ewangellczne żywiło nionym. Czarny rysunek rozdartych niających kawiarnie 1 ulice Paryża, 
mojlł wyobraźnię. Wiózenie. Frzekra- konstrukcjI nawarstwiał sIę w per- gdy Sartre 1 egzystencjonalizm byli 
czałO wiÓDOkręgi symboliki. spektywie I zwalał telaznym ruszw- modą. Stylem życia. Coz z nich zo- 
Mój towarzysz gwaltownie odpowle- waniem na kształty krzewów, kwla- stał01 Mistrz pisze dalej. Ale nowe 
dział: tów, traw. Na łąkę. Szła daleko tuż pokolenia młodzieży szukajlł innych 
- W klechdach o bogach l1udziach pod niebo. Kwitła. ż6ł4 i bielQ.. Te gwiazd. 
antyczności czytamy często o prze- dwie barwy mów1ly o jej świeżej zie- Mój towarzysz żył jeszcze w tam- 
dziwnych krzewach, kwiatach. Pełne leni. tym świecie. Gorzej. Uciekał od lu- 
niby udręki, kształty konar6w drzew Czy to był zachód słotl.ca. Swit 1 dzi. Wielkich miast. Zamknięty w 
oliwnych właściwie oddajlł symbolikę Południe lipcowe w godzinie śródziem- sobie. Jedyny kontakt ze światem, 
opowiadania o męce Jezusa. Człowiek. nomorskiej 1 Gdy liście usychaj/ł, który mial, to próby sprzedaźy 
Artyści 7Jawsze udziwniali świat. kwiaty tracę. wotl.. śmiercionośny pył swoich rysunków I obrazów. Niespo- 
Zamyślony milczalem. CZy czło- żaru, migoce na błękitnej polewie, dziewanie też zjawiła się jego żona. 
wiek, który zaprzecza istnieniu Boga, bezchmurnego nieba. Parzy. Ale w 
nie jest najbliżej NIego 1 Ale 
isiej- barwach, w czerniach geometrycz- 
szy chrześcijanin nie walczy juz og- nych konstrukcji domów, które dO- 
niem 1 mieczem z niewIernymi. Cza- minowały ksztaltem apokaUptycz- 
sy wypraw krzyżowych przeminęly w nym, wyzierała tragedia. Rozpacz. 
nowym apostolstwie. Smierć. Wydawalo się że słońce nigdy 
. nie zajdzie. I zachód nie przyniesie 
Jest obraz El Greca "Agonia w spokoju i odpoczynku granatowej no- 
ogrodzie" gdzie tylko w głębi stoję. cy. Słotl.ce, którego blaski kryły wid- 
świetliste drzewa. Dla głęboko religij- nokrąg zgrozą barw mistycznych. 
nego El Greca ten temat był osobistą Niespotykanych. NIezapowiedzianych. 
bOlesną medytacją. Dramatycznym Pejzaź, który oglę.dałem, nazywał 
doświadczeniem. NIepokój dobrowol- się "Cement pożerający łąkę". Był 
nej ofiary Jezusa, wielki malarz złą- namalowany tuszem przez wybitnego 
czył, zakotwiczył z ziemią poprzez malarza. Pochyleni patrzylllimy na 
rozpływające się, bezkresne fałdy płótno leżące na trawie, a wokół nas 
stroju Chrystusa. Rysunkiem związał rozpościerał się pejzaż rzeczywisty: 
z tragicznym pejzażem. I światło Pod antycznymi murami Rzymu, tuz 
bezmierne, światło które jest skrajną obok Via Appia Ant1ca. Cement no- 
i wątłą granicę. między materią 1 wych konstrukcji dzielnic mIeszka- 
duchem. niowych, żelbeton dom
, białych i 
Przeżycie religijne artysty i jego różowych, gdzie tylko SPOJrzeć wdzie- 
urzeczywistnienie twórcze nie ma- raję.cych się zachłannie i niestrudze- 
ją ograniczeń. Cały tragizm wsp6ł- nie przez zielone łąki, pola. Druzgo- 
czesnej sztuki religijnej wywodzi się cący cyprysy, winnice. Tnący widno- 
z tego konfliktu. krQ.g 1 ścieśniaję.cy jasne niebo. I to 
. co było zieloną przestrzenią, szero- 
oto jestem, nie wiem po raz który, kim oddechem, zamieniało się w klat- 
w ogrodach oliwnych pod Frascati. kę. Nie można było rozewrzeć rąk. 
Ostatnie lata uciekałem z Rzymu w Obejmowało się pustkę. I prawda te- 
I1iespodziewanych godzinach. Brnlłłem go pejzażu była tylko w namalowa- 
w zieleń. Do drzew. Nie było to nym obrazie. W jego ekspresji 1 de- 
pragnienie znalezienia spokoju. Uko- formacjI. W czarnych kreskach traw 
jenla tępego zmęczenia życiem. Wul- i w czarnych zwaliskach betonu. Mia- 
garną codziennośclą. Tego już nie o- sto dawno przekroczyło obronne mu- 
czekiwałem. Ale mój niepokój współ- ry Imperium. Sterczały jak muzealna 
brzmial na tej samej frazie barw. ciekawostka. Gdzie była ucieczka. 
Tonów. świateł. Formy. Treści. Czy drogą Via Appia pośród zdruz- 
Wzgórz zarosłych gajami oliwnymI. gotanych grobowców przedwiecz- 
Chodząc pośród pni, które były też nych gdzie zmarłych imion nikt już 
korzeniami. Potykaję.c się. Prowadząc nie wywoluje. Pośród cyprys6w, które 
wewnętrzny monolog odnajdywałem jak znaki Jegll cesarskich, stoję. 
siebie. W najgłębszych kręgach du- zwinięte dla zachwyt6w przygodnych 
chowych stawania sIę Boga. Jak wy- turystów. Via Appla prowadzi dzM 
świechtane sę. słowa św. Augustyna: do nikąd. Ani do chwaly. Ani do 
"Niespokojne serce ludzkie póki nie laurów. Ani do podbojów. Zwycię- 
spocznie w Bogu". A jak zapełnlaję. skich pochodów. Nie ma powrotu 
światłem dramat bytu, gdy wydaje na tę legendarną. drogę. Ale prowa- 
się że świat i my jesteśmy jak wy- dzi do Rzymu. 
drążone pnie oliwek. Często po nocach siedzę tu na od- 
Uciekłem z Rzymu. Dlaczego 1 łamkach grobowcowych marmurów, 
Uciekam dalej z wielkiego miasta. W słyszę szum wielkiego miasta. Jak 
mlasteczkach podrzymskich. Pośród głos aniołów Apokalipsy. A na nie- 
ogrodów. Jezior. Odnajduję skrawki bo biję. łuny fioletowe elektrycznych 
mojej ojczyzny. Jak dawno jej nie świateł. 
widziałem! I razem z tęsknotą. kła- Ktoś wzywa 1 
dę się w cieniu dębów, świętych ga- Rozdygotany, dłońmi zakrywam 
jów Diany. Patrzę w słońce, które w uszy. I ptaki nie śpi/ł tu już na galę- 
tym samym czasie jest nad dębam1 ziach. Noc nad wielkim miastem, to 
Białowieży. Niesie mnie tam na smu- pustka pod szklanym kloszem, za- 
dze światła. Odżegnuję się od tęskno- dymionego nieba. Zamiast gwiazd są 
ty, Wszystko sIę zamyka w przemi- neony. 
janiu. A kto jeszcze szuka gwiazd? 
Czy moźna namalować pejzaż kt6- O zmierzchu wracaliśmy do mia- 
ry będzie sakralny? Pejzaż, który sta. Mój towarzysz, Amerykanin, 


wzwyż budowle sakralne ku niewi- 
dzialnym bogom. Jakiemu bogu słu- 
żył artysta który wyrzeźbił Fortunę 1 
00 przeczuwał poza kruchą skorupą 
mlt6w I legend 1 
Szaro-niebieski marmur bóstwa, to 
barwy zmierzchu. Mgieł świętych ga- 
jów. ZwIewny ksztalt faluje i trzepo- 
ce wiatrem z gór. Posąg przejQ.ł 
tchnienie natury. CZy jest doskonal- 
szy 1 Stoi tylko dzieło sztuki. I nieod- 
gadnięta wiara artysty. 


KSZTALTY 8W1ATLA 
Gdzie las wyzwolić się oku pozwolił, 
Nwbo stanęlo w Mlecznej Drogi lunie, 
Srebrzyste widma nwspokojnych oliw 
V siłowaly w powietrze się unieść. 
A tam był ogród, nadzial ziemi 
[chłopskiej, 
Nim minql mur i wszedł w Ogrójca 
[ciemność, 
Rzekl uczniom: "Otom pelny 
[ciężkiej troski. 
Zostańcie tutaj i 'Czuwajcie ze mną". 


Chrystus zatrzymał sIę pod drzewa- 
mi. Z Mistrzem było trzech uczniów. 
Piotr. Jakub. I umiłowany Jan. Srebr- 
nOllypkie wiotkie listowie oliw prze- 
słaniało częściowo światło kslężyca. 
Ale oni dostrzegli na obliczu Jezusa 
lęk i przerażenie. Szczupłe Jego ręce 
drżały. Twarz jakby poszarzała w po- 
śwIacie nocy. Usta nieruchorne. Oczy 
szeroko otwarte widziały COŚ dla in- 
nych niedostrzegalnego. Uczniowie 
usiłowali pocieszać Jezusa. Odmówno 
Jako człowiek pomoc mógł otrzymać 
tylko od swego Ojca. Będłłc człowIe- 
kiem miał znieść pełnię cieIJienia. 
- To jest tylko mit, jeden z wielu 
ludzkości. Mit który jest ciekawszy 1 
piękniejszy od wielu innych, bo napi- 
sany poetycko przez czterech auto- 
rów w książce Nowy Testament. 
Takie słowa wypowiedział z pasją 
jeden z najbliższych mi ludzi gdy 
przechadzalIśmy sIę w sadach oliw- 
nych w okolicach Rzymu. przypom- 
niałem wiersz Pasternaka a sam 
improwizowałem Uteracko wejście Je- 
zusa na Górę OliwnQ.. Po latach wró- 
ciłem między drzewa oliwkowe o 
kształtach tak odrębnych. Szukałem 
nowych doznali.. Byłem Innym czło- 
wiekiem. Chciałem zrozumieć i odczy- 
tać lepiej formę pni I gałęzi. Tak waż- 
nych dla mojej pracy malarza. Ale 
też coś nieznanego, dziwnego, obcego 
porywalo mnie w cienie tych drzew. 
Tuż po wojnie przebywałem często 
w ogrodach w południowych Wło- 
szech. Gdy z nieba jak z kipiącej re- 
torty lał sIę jasny tar na ziemię ska- 
listą.. Gdzie pośród kamieni dźwigały 
się ku sloilcu azkielety kamienne, 
poskręcane pnie oliwek. Ustrojone li- 
stowiem które le1a.ło morzem srebrzy- 
sto-zielonkawym aż po widnokrąg. 
Lub nurtem pastelowym wlewało się 
w soczyste zielenie 1 bure szarości 
stromych wzgórz. Sady rozlały się. 
Potopem na tej ziemi. Lecz pejzaż 
nie był monotonny. Wystarczalo po- 
patrzeć dłużej na jedno drzewo by w 
jego pokrzywionych konarach odna- 
leźć kształty niepokoju. Mooe cier- 
pienia. Rozpaczy 1 Tak mi się wyda- 
wało. Był to odzew mego pejzatu du- 
chowego. Innego I wspólnego każde- 
mu istnieniu. 
Wielkie bramy kamienne. Baroko- 
we. Stały tu I tam wśród gęstwiny 
listowia. Znaki własności prywatnej. 
Przypominały rzeźby ze scen opero- 
wych, prowadziły do n.lkąd. Przekra- 
czałem je w fantazji, szedłem dokądś 
w gąszcz. Serca drzew. Ludzi nie 
spotkałem. Lecz widzialem w cieniach, 
6wietl1stych ksZtałtach, Van Gogha. 
Jego obrazy drzew oliwnych połud- 
niowej Francji. Przyrody która była 
odbiciem jego własnego Ja. Obrazem 
wizji. Pozorem. Mooe dlatego tak 
zwiQ.Z8.ł się z rzeczami w naturze, po- 


WIADOMOSCI 


IIIIIII1111111 ł IIIIII1IIIIII1II111111111111111111 .... .. ................................ ....................... ............................................ 


Słynne bOsko od sto lat, zna,- 
komite strucelki Z makiem 
wyrobu eokiernł BT.TKT .F.GO 
W Warszawie są do nabycia 
we wszystkich polskich &kle- 
paeh żywnościowych w Lon- 
.dynie. 


Ul
a«ta 
Ul- 
OW\' WI"T 35 
:".. '. x«::::::::::;::::::::::::::::
:::::::::::ł
:
::;:;:;';::::
'I" 
 


............................ ......... .............. ................. ......... .............. ......................... 11111111111111111111111111111111111111 ł 


Nr 1081/1082, 18/25 December, 11166 


"'
 0 -'
 
\' 
. ';'.... !. 
. .l . 
, " 


.; \' 


" 



 


OJ 

' ,:PO_:!.... 



ł. t'. 


J, 


"'" 


,. 


--,.' }. i 


ir..
' 
" .-!" 


t 


..;f." 0:"'" 


, 
" 


. 
. 


'. 


.
 
 't . 

: 1''" 


'
""
 
, 


, 
 


l, " ':""'" 


',", 


.... 


Madonna z Dzieciątkiem Michała Anioła 
(koścl61 Notre Dame w Brugetł) 


znowu nie stoimy wobec awtata, 
który mooe runąć 1 Człowieka, który 
stracił poczucie celu. Cyw1lizacjl 
zachwianej lub wziętej jako ekspery- 
ment barbarzyńskich ideologii. 
A moje pokolenie czy nie doświad- 
czyło pogardy I pieców krematoryj- 
nych? Wyszliśmy jednak z pewną na- 
dzieję.. 
Nadzieją, która ma barwy nieba 
z "Burzy" Giorgiona, światła pejza- 
żu z "Miłości ziemskiej i n1eblail- 
skiej" Tycjana. I chociat te obrazy 
są z "muzeum imaginacyjnego" 
Malraux, ale ich korzenie rozrallta.1lł 
się w don człowieczej opromienio- 
nej łaską. Bożą. 


" 
... 
j 
.
 


_.",
 



 -
 - 


.'. 


.... ',
., 


:1 


..i,.' 



A ł- 
. 



-. 


" ' 


'). . 


.
 



-,;\: 


"':: 


.'i .c_.." 


... 


,,La Pieta Rondan1ni" Michała Anioła 
(Mediolan) 


Wielka kupa długich, rozczochra- Pożegnaliśmy sIę pod wlekowynU 
nych rudych włosów. Biała twarz. obronnymi murami Rzymu. Ja wra- 
Czarnlł krechą podkreślone oczy. całem na Via Appia Antlca. Długo 
Wystraszone. I ona też była podsta- patrzyłem za nimi, za dwoma cienia- 
rzałym odl3iciem tych dziewcząt, któ- mi, wnykającymi w bursztynowych 
re w szóstym dziesięcioleciu naśla- blaskach reflektor6w, oświetlającYch 
dowały i koplowały Juliette Greco. kamienie, ruiny cesarstwa. 
Tych dwoje było jakby z zamierzch- Noc była w cyprysach. W cillzY 
łej epoki. Bez tycia. Bez duszy. Na- pogaóakich grobowców przy drodZe. 
wet antyczne obronne mury Rzymu, Teraz nie oglQ.dane przez turystóW 
obok których sz11.śmy, miały niepokój prosiły o modlitwę za umarłych. 
miodOlŚCi. Młodości twórców, art y- Tu pewnej nocy, gdy wydawało siO 
st6w. Kontrast nara.stal. Gdy w że świat to tylko Rzym Nerona. 
dziesię.tkach samochodów, motocykli stary bIedny rybak, uciekający Z 
przemykali rozśpIewani chłopcy I miasta, zobaczył swego Mistrza. _"III 
dziewczęta. Piękni, ra.dośn1. O dłu- Strwożony zapytał: "Quo vu.u;:- 
gich włosach na modę "beatles"s6w Dom1ne1 (Doqd Idziesz Panie?) . 
czy "beatn1k"ów. Chrystus wracał. Do miasta. Do lU' 
Dwa pokolenia rozdzielone czasem dzi. 
kilkunastu lat. W postawie duchowej Patrzę na Wieczne Miasto, któ1' ł e 
była przepaść wieków. Z rozmowy jak z obrazu Maxa. Ernsta, bY o 
dowiedziałem się te mieszka» gdzieś zwaliskiem cementu. GórIł. W upiO r - 
w południowych Włoszech. Samotni. nym blasku księżyca. Te dwa obrlY 
W lesie. W górach. Mleszkajlł w zy miasta - rzeczywisty 1 artystyCZ- 
szałasie. :Majlł kury. Kozę. Ktoś ich ny - nasunę17 się 1 zamknęły. Sp1r 
jeszcze odwiedza. SIł tacy co kuPujlł te klamrą ekspresjI artystyczne", 
obrazy. Nasze spotkanie było zbyt gdzie dominował strach. 
 
kr6tkie ażebym mógł dowiedzieć 81ę wszelkiej ideologii. Utraty zauf..:....... U 
więcej. MówW o Bogu. O przyro- świadomości zm1erzchu. Ro

..... 
dzie. O czasach w Paryżu gdzie brali wartOlŚCL Poczucia wyobcaWł-- 
tw6rczy udział w ruchu egzystencjo- Przeczucia zagłady. Potopu. eIJ1' 
nalist6w. Lecz teraz widziałem Ich Wtedy w modlitwie zapytał di 
starcaml, głuchymi 1 oślepłymi wobec "Doqd idziesz Panie 1". OdPow1e p1 _ 
idłłcego życia i nowych pokoleń. przyszła. Nie wiem czy z gal
 t.e 
"Niepokój Ich młodości" był niepo- nil, pokrytych wonną. żyw1C/ło °cb 
kojem każdej napływającej młodości. z abstrakcyjnego rysunku 



-. 
nu to przemawia ..w 1m1eniu flWego ostów. CZy poprzez liście blłł-'9 
pOkolenia". które pokryły uschnięte drZewo. 
Ci przygodni znajomi byli dziećmi Czy też z krzewów dziewannY, :::. 
absurdu. Ta ucieczka od świata, lu- re stały jak świeczniki barOk 
dzi, narodziła sIę z pojęcia bezsen- świecąc złotymi kwiatami. ef1 "ł' 
sowności życia. Mistrzami Ich byli Chrystus wraca stale. Dz1 dPJa. 
Sartre, :Malraux, Camus. Czyż w za- dzień, od tego legendarnego 
mierzeniach tych pisarzy nie było Wraca do ludzi. Do RzymU. 
opisywanie abiiurdu pod wszelkim1 _ 
__-łd. 
poataciam1? A przeciet dzIa1aJ CZ7 .J_ .....-
>>>
Nr lQą);.I1082, 18/.2li tecembet'
, 196t, 


WIADÓMośCt 


IGNACY WIENIEWSKI 


3 


o 


Państwu Annie i Tar 
deuszowi Zabłookim 
P ÓiRóW.J 4 c po Włoszech trudno 
',jest znaleźć połać kraju, w której 
nie byłoby zupełnie zabytków rzym- 
skich. W jednyoh stronach jest ich 
więcej, jak np. w okolicach zatoki 
neapoJJta1iBkiej czy. '''1/ Weronie, nie 
mów1ą.c już. o samym Rzymie oraz 
o . SY'(}ylii fgdzie dOminuje zresztą 



: 
 


R 


L 


dobie republiki i wczesnego cesar- 
stwa. Zamieszkiwała je ludność tu- 
bylcza nie latyńska, lecz celtycka, a 
kraj ten nazywał się Galią Przed- 
alpejską. Rzymianie byli tam ikoloni- 
zatorami. Ale' jw; od II w. przed Chr. 
kultura rzymska. zaczęła wyciskać 
swe piętno na całej ńizinie nadpa- 
dańskiej i na wschód od niej at po 
półwysep istryjski, przytłaczajęc cel- 
tyckie podglebie. 


,. 


-to 



Mt,11 
ł I 1 11 
f I' 
'i' iL' 


., 


..\ 


- 
. -:'- 
 


t t. ". 

- . ,
 11d...J: 
. '.. ,;: 
..,,.: 

'" 
'--,
 
 


-- 
 
--= . 
. .
 :..
 . 
"-=- ,. 


____o - 
--.
 
'- 
....... 


T 



, 
. 
"" 


.
 


s, 



, 


.....
 


" '
I' 
.... 
I:. 


:
 I t 
ł !: 
'PI \ 
11 
I 
:"L 


J 


, 
r 
I, 


-
.- 



',:o 


'
 


. . 
  ,.... 


-, 


--'" -. .,

 
- ---." 
 . -

 


 
-
.. ,.l 


..t ;- .-:;... 


J. 
" 


.. 
....: 


'
ł 


." 
1" 
I"'t ł . 
.I:!t , ( 
l'llr ,II \ 
ł
 
'1, t' 
f! 
" 
. b
, t 
, 
rr 

 

 r, 



 ::"' -
 

--ł 
.
-
 


-=- 
'1 
" 
 


lo 
-! 
ł " 
I I
' 

I 


.,,'0 


" li, 


; 


j. 
I 
Hi 
'al' 
,J' . 


,; 


1,(' 
H ". 




 


l
 


'::-,..: . - .,. 


,ł 


. . 


Forum w Akwilel 


-'" 



 



'1':;' 


" .': 


-.L.-
 


.' 


...
 ........ 
, -- 


... 


. ...;
 ...

 ....
 
- , ł...\:... '- 


..

 
.. ' 


" 



 


... 
" ". 


,..., '
#':' ł, 
,...:T 


 


.,."\- -: 


ol -. 


· '-"

7" 


/lo 
;;:' 


"'-......,.- ... 


. . łti: 


f ł 




 
'-, 


., ' 


., 


'Via Sacra 


starożytność grecka) , w innych 
mnlej ale wszędzie "w kraju Lat y- 
n6w'" - jak pisał w ksiąj:ce pod 
tym tytułem niezapomniany Ludwik 
Hieronim Morstin - geniusz antycz- 
ny wyłania się spod dzisiejszości. 
Kiedy jechałem w tym roku na 
wakacje do Lignano, miejscowości 
letniskowej nad Adriatykiem między 
Wenecję a Triestem, nie spodziewa- 
łem się pod tym względem 
byt wie- 
le. Dzisiejsza prowincja Frlulu stą-: 
Ilowlła kresy padatwa rzymaldego w 


,..' 


.... 
,,-- ....... 


. 
 
 


--
 


-
.
 -
f 


....
 
'" 
. . ..... 


.......... 
.- 
- 


... 



 , 


...
 __-ł 

 ..
.:
 
,. . ,


" 
l ,-' . 


_,_o 
'. :-- 


ł '\ 
:-.. 


. 
,.I- 
. 
 


-- .. - j - 
.. , 
- ,. 
.....
 
..\
. , 


"',":,* 
._
-..rł-1 

. 


-... 


RZYl\ISCY PIONIERZY 
.Jedną z wypraw kolonizatorskich 
w te strony podjęli Rzymianie w 
r. 181 przed Chr. Trzech wodzów 
rzymskich, Publius Scipio Naslca (ze 
sławnego rodu Scypionów). Całus 
Flaminius i Lucius Manlius Acidi- 
nus, na czele przeszło trzech tysięcy 
legionistów, założyło naprzeciw przy- 
brzeżnej wysepki Gradus (dzi8iejsze 
Grado). która była ważną. przystanią 
statkow handlowych, stanicę wojsko- 
wą.. Nazwali ją. Akw1lejQ.. , 


.. 


- 


" 


J 


I G 
" "'"' " 
'" 
.'" 
. 


.,. 


... . 


..., "" 
. II' 
, 


,. 


......, , I 
 
, '" 
ł -I .' 


R 


, 
o 


) ""-- 



 




 


.. 
, 



. 
..., '\." -. 


41 


-; "iv.., ' 
Cmentarz rzymaki 


'I;t 


Dla każdego, kto choć trochę liz- 
nął łaciny, nazwa ta kojarzy się z 
wyrazem "aquila",' orzeł (tak samo 
zresztą, po włosku). Ale uczeni przy- 
pisują jej pochodzenie nie łacińskie 
lecz celtyckie. .Jeżeli jednak nawet 
była dawniej na tym miejscu osada 
o podobnej nazwie miejscowej, celtyc- 
kiej, którą legioniści rzymscy. zakła- 
dając tam nowy gród, przerobili na 
"Aquileia", niewętplllWie uważali tę 
nazwę .za zwflłrŁaną ze znaJdem le- 
gionów, orłem, i w ich odczuciu 
wzniesiona pI1Zez nich stanica była 
"orlim grodem". 

wileja istnieje do dzisiaj, ruiny 
i zabytki rzymskiego miasta, które 
z czasem urosło do wielkiego ośrodka 
nie tylko wojskowego, ale i handlo- 
wego, przetrwały ponad dwa tysiąc- 
lecia. Z Lignano jest zaledwie dwa- 


" 



 


..1o.-
::::::;.- _ 


. ,c.Yć 
łfi£EVrt .. 
- - - "; 
 


, f" 
.' 
._' 


. \" iJ 


.' 
 
'''"'::. - 
.,
 I, 
. - 

. 
'::: -::'---=.t"" 4. 
--;...",....... l 
.'........ 
.,,-......,..._""'---: 
ł-.......-. 
 
 iii{: -:-? ':__ _....;
 
c

 
':. ,.:
-?"
... 
 ' 
 
- -"'
4

 r 2-.::] 

 :_.-


-

.:: 

.' -t

l 


'" 


. ,t, ,
 .
 ł 


. t.1. 


szniejsza od poprzednich inwazjI: na- 
jazd Hunów. Król Attyla zdobył mia- 
sto w r. 452 i zburzył je, ale ten 
"bicz boży" dokonał dzieła zniszcze- 
nia c
ba mniej dokładnie niż armia 
Hunów nowoczesnych uczynitła to z 
Warszawą w r. 1944. Po odpływie 
naj
dźców uchodźcy, którzy schro- 
nili się na wysepkę Grado, wrócili 
do Akwllei i zaczęli ją odbudowy- 
wać. I choć życie zakwitło tam na 
nowo, 1Dwazja germafl.skich Longo- 
bardów w sto lat P,6bliej zlikwidowa- 
ła potęgę rzymskiej Akwilei, która 
weszła 'IN skład księstwa Friulu, a jej 
bi'skup 'Przeniósł się do Grado. W VII 
i VIII rwo wyludnione miasto było w 
zupełnym upadku i opuszczeniu, gnie- 
ździli się tam nędzarze 1 wł6czędzy. 
Odrodzenie nastę.pllo dopiero za 
Karola Wielkiego. Wówczas to pat- 


-., 


, " 

 
:
 t -i.... - t .' 
, " .'\' \"" "¥ 
\" '
 ,f....' , o} 
. 
 _ 
 

_A t ł 
 
',
 


-.. 
 , 


Arl.y' ....
 
.'.J; 


,,
, \ 'f; 
-ł .::."; :1!' 
....
 . ".... -ą;;.. .'. . 

.. 
.., ',- '- 

.. 


,\ 


, 
A,.' 
"
;'- 

 


.
 


..., 


.n 


'. .,.," 


/I 


Mozaika rzymska z baranem, kogutem i tółwieDł 


. 


dzieścia kilka kllometr(w, pojechalem 
WlęC zobaczyć to co pozostało z rzym- 
skiego grodziska. 
A pozostało więcej niż. przypusz- 
czałem. Co najważ.nieJsze zaś, 
cho- 
wane zaoytki pochodzą. nie tylko z 
późniejszego rozrostu Akwilei w epoce 
wczesnochrześcijańskieJ, ale sięgają 
samych POCZlłtków n1iasta. Oto w 
miejscowym muzeum archeologicz- 
nym patrzymy na kaImeń nagrobny 
Lucjusza Manliusa Acidinusa, jedne- 
go z tr.;ech wodzow-założycieli "or- 
lego grodu". A jest jeszcze forwn 
z kolwnnam1, jest Via Sacra., głów- 
na ulica w .miastach rzymak1c11, są. 
inne resztki dawnej świetności. Cho- 
dzą.c wśród ruin starożytnej Akiwilei 
nie .mozna się nadziwić że najazdy 
bal'barzyńc6w, a nawet trzęsienia zie- 
mi, nie unicestwił;y Jej całkowlicie. 
STULECIA ROZKWITU 
Bo jakież były jej, losy:/ W tej sa- 
mej piel'wszej połowie II rwo przed 
Chr., w ktorej Akwileję założono, już 
w 12 lat potem senat rzymski, do- 
ceniają.c znaczenie nowego grodu, do- 
dał mu do pierwszych 3000 żołnier.;y- 
osadników 1500 dalszych. Wkrótce 
połączyły go wielkie szosy z Italią. 
środkowę i Genuą. Od razu stała 
się Akwlleja bramą. wypadowę dla 
wypraw przeciw sąsiednim szczepom 
celtyckim, podejmowanych i przepro- 
wadzanych zwycięsko przez rzym- 
ski:h konsulów. Te podboje zapew- 
niły miastu okres pokoju i rozk.Wltu. 
Wtedy właanie, pod koniec II w. 
pl'lZed Chr., przestało ono być wy- 
łącznie stanicą. wOJskową.. Położone 
na skrzyżowaniu waż
ch dróg, pro- 
wadzą.cych z Ita.liJ. do Noricwn (Ka- 
ryntii) .I. Istrii, nabrało wielkiego zna- 
czenia handlowego. 
ort złota 1 
żelaza z owych krajów wpłynął na 
roowój przemysłu rzyoII1Bk1ego, a eks- 
port oliwy ł wina bogacll państwo. 
Szybki rozwój Akwilei 1 jej donio- 
słość zarówno strateglczna jak eko- 
nomiczna sprawily ze po krwawej 
wojnie domowej między MarIuszem 
a Sullą w I w. preed Chr. (r. 89) 
8IWansowała ona .ze statusu "kolonu" 
na "municipiwn" z samor.zą,dem ad- 
ministracyjnym. Kiedy zaś za cesa- 
rza Augusta nastąpll podbój szcze- 
pów zaalpejskich (zwłaszcza Pan- 
nonii) 1 granica 1mperiwn osilłgnęła 
linię Dunaju, "orli gród" wszedł w 
okres jeszcze bujniejszego rozkwitu. 
Wyraził się on już także w dziedzinie 
kulturalnej. Budownictwo 1 wytwory 
sztuk pięknych, posą.gi i mozaiki, w 
niemałej mierze !Zachowane, budzą. 
dziś jeszcze podziw. 
Patrzyłem zdwniony .że tyle tych 
zabytków przetrwało. Bo oto zaczął 
się okres najazdów i grabieży. W r. 
167 po Ch
 prey
a inwazja Kwa- 
dów 1 MarkQmanów, odepchnięta 
zwycIęsko przez cesarza-filozofa Mar- 
ka Aureliusza w jego "wyprawie wie- 
deńskiej" (Vindobona), w której on 
sam stracll tycie (r. 180). Ale mimo 

alszych katastrof i krwawych wo- 
Jen domowych Akwlleja zaliczała się 
w IV w. do dziesięciu najrwdększych 
miast dmperlum rzymskiego. 
W tych czasach była ona od daw- 
na chrześcljańska. Religia Chrystu- 
sowa przy
a do niej już w dwu 
pIerwszych wIekach nowej. ery dzięki 
stosunkom ze Wschodem. Apostołem 
Akwllet miał być św. Marek Ewan- 
gelista. W ID w. gmina chrześcijań- 
ska była już bardzo silna, a biskup- 
stwo akwilejskJe sięgało swą diecezją 
aż poza Wenecję. 
KATASTROFY I DEKADENCJA 
Wreszcie przyszła katastrofa atra- 


nal'chowie akwilejscy poczęU przy- 
wracać bazylikę do jej oawnej SWlt:t- 
nooci i pOWlększać swą. władzę SWlt:C- 
ką., co z czaseJIl doprowadziło do :su- 
werenno::łci politYoalej .A.k,wilel. VI 
Xl w. najwięKszy z tycn patrlaCchów. 
Poppo, od.budował rwSpaniale ba.zyll- 
kę, .zrujnowa.Illł znowu w poprzeaJl1m 
stuleciu przez trzęsienie zienu l na- 
jazd węglerski, i w t,ym. stanle lirze- 
trwała ona do d2.wiaj.. Poppo umocwl 
też owarowaniu .A.k.wilel i IWznio:Sl 
pałac patriarszy. Pod jego rzęQa.nu 
odrodz1l się handel 
Wszelako od XIII w. datuje się 
ostateczna dekadencja miasta. Bylo 
to następstwem nowych dróg hano- 
lowych, omijaJfłCych AJk.wileję, or
 
skutecznej kOllKurencji innych DlllUlt 
Friulu. Na poCZlłtku XV w. Wenecja 
pozbawlla patr1archów akwllejskich 
władzy świeckiej. IW sto lat poźnieJ 
zajęła. .miasto Austria, a rw r. 1775 
Zllleslono patriarchaŁ Do królestwa 
włoskiego została pr.zy
ona Akwi- 
leja po !pIerwszej wojnie ŚWliatowej, 
ale dawnego znaczenia nie odzyskała 
nigdy. Dzisiaj jest tylko .małym nua- 
steczk1em o bezcennych zabytkach 
hlStorycznycb. 
NA STRAżY T¥S
CLEUl 
Wjeżdżałem do .A.kJwilei od strony 
Grado szeroklł groblą-autostralQ" ł/ł- 
czą.c/ł je dzisiaj z lądem. Po .zgiełk- 
liwym tłwnie letn1.ków, tłocz/łcym Bię 
na wysepce, .w Akwllei z jej patyDlł 
starozytności wydaje się że czas sta- 
nął. Orli gród opiera się jeszcze jed- 
nemu najazdowi - 1n.wa.zj1 nowocze- 
snego życia. 
Na straży tysilłcleci tradycjI ozuwa 
bazylika. I to nie tylko tradycji 
średniowiecznej. Bo choć dzisieJSZY 
kościół jest tym samym, który od- 
budowal patriarcha Poppo w XI w., 
pozostało w nim sporo elementów o 
wiele dawniejszych. .Jego podłogę 
stanow
 w wIelkiej części mozaiki 
z czasów rzymsko-chrześcJja.ńskich. 
Mozaiki te .zawierają. często portrety 
swych fundatorów. Ale najdalej w 
przeszłość sięgaję zabytki w krypcie 
wykopalisk.. Ta krypta to wymowna 
więź z najstarszą. historią. Akwilei. 
Chodzę wśród znalezisk, pochodzą.- 
cych z I w. ery przedchrze.licijan- 
skiej aż do IV w. po Chr. Oto na- 
grobki I1Zymskie z na,piBami łaciń- 
skimd., sławiącymi zasługi zmarłych. 
Oto mozaiki z symbolami chrześci- 
jańskimi, 7JWłaszcza rybami. Oto zno- 
wu ciekawa mozaika wyobrażająca 
barana, a obok niego trochę taJem- 
niczy napis: ..Cyriace vibas". Oto 
wreszcie zr,ęby kolumn sprzed 20 wIe- 
ków. , 
.Jeżeli bazylika jest arkę przymie- 
I1Za między dawnymi i młods:ł;ymi la- 
ty, to absolutDił starożytność repre- 
zentuje Via Sacra. Daleko może było 
tej akwllejskiej "ulicy śwIętej" pod 
względem przepychu do jej rzymskiej 
imienniczki, wlodlj.cej z Forwn na 
Kapitol Ale 1 tutaj otaczały ję pięk- 
ne domy bogatych Rzymian, a resztki 
tych rezydencji zachowały się do dzi- 
siaj w postaci mozaik ze stylizowa- 
nymi roślinami, ptakami, rybami, 
zwierzętami. .Jest ł wczesnochrześci- 
jański Dobry Pasterz. 
Długą Via Sacra nie dochodzi się, 
jak w Rzymie, na Forum. Znajduje 
się ono dość daleko na peryferiach 
dzisiejszej Akwllei. a brak drogo- 
wskazów orientacyjnych sprawll że 
dotarłem do niego dopiero po żmud- 
nych poszuk!!rwaniach. Mol towarzy- 
sze zapewne 
orzeczyli w duchu mo- 
im upodobaniom klasycznym, bo dzień 
był upalny. Ale wreszcie jesteśmy 
w tym centrwn starożytnej Akrwllei 


D 


z jego oryginalnym częściowo bru- 
kifłm z II w. po Chr., bo z tego cza- 
su pochodzi Forum. Stoi na nim 
rząd kolumn w stylu korynckim, zbu- 
dowanych z wapnia z gór Krasu. 
Runęły one podczas trzęsienia ziemd 
w X w., ale zrekonstruowano je z 
obalonych bębnów, i dzisiaj wIZnoszą. 
się jak w epoce cesarza Marka Au- 
reliusza. W krajobrazie Akrwilei sta- 
nowilł najbardziej rzymski element. 
WSMD GROBóW, 
POS.t).GóW I BURSZTYNóW 
Niedaleko stąd widnieje mauzoleum 
nieznanej osoby z czasów imperatora 
A.ugusta. Odbudowano je, jak owe 
kolumny na Forum, z zachowanych 
gruzów, ale zaginął napis nagrobny, 
który by pozwoli zidentyfikować 
zmarłego, uczczonego tym pomni- 
kiem. 


.....
 



 \' 
......:. 
 


Głowa starego Rzymiamna 


Oryginalne cmentarzysko rzymskie 
znaleziono nieco dalej, na głębokości 
9 m. Odkopano dotychczas pięć gro- 
bów rodzinnych. Najokazalsży z nich 
jest grobowIec Stacjllszów, kupiec- 
kIej rodziny akwllejskiej z I w. po 
Chr. Wzruszający pomnik rzymskiej 
"humanitas" stanowi grobowiec ro- 
dziny .Juliuszpw, bo pochowano w 
nim również zwłoki niewolnika, jak 
świadczy napis: "Venusto servo rarls- 
simo Całus .Julius Trophimus (Wenu- 
stowi, niewolnikowi rzadkich zalet, 
Capus .Juliusz Trofimus)". W innym 
mauzoleum zachowały się sarkofagi 
rodziny Trebiusz6w z II w. po Chr. 
Płaskorzeźba na jednym rz; nich przed- 
st8lWia matkę, żegnającą. swą zmarłę 
córeczkę. 


. :- t,:/. .ft:1' , 


. . 


II
 , 


.-f' ( 
. . . 'I' rt 
'1. -'r :' 
., 
 

t"" _
.- . ,.t
 
.

i .
"!... ' .. ł
 
I 
 .
 . 
. '!t'
..1 . 
 . 
, 14'1 
," 
.
Jfi.t\..."t.\ 

 . ;
C{ '" . ... ". 


, \, 


y 


,-. 
''ii-t. 
'\,.'
 
"\  


{. 


k:. 
.\ 


.- 


Mozaika z popiersiem dzIew- 
czyny (IV w.) 


Nie zapomwjm,y wreszcie o naj- 
dostojniejszym nagrobku: wspomnia- 
nym już kamieniu nagrobnym Lucju- 
sza Man1iusa Acidinusa, współzało- 
życiela Akwilei. Znajduje się on w 
muzeum archeologicznym, zawierają- 
cym cenne zabytki rzymak1e. Oglą.- 
damy w nim jeszcze inny rodzaj pom- 
ników hołdu pośmiertnego: ołtarze- 
grobowce. .Jeden z nich, 8-metrowej 
wysokości, kryje prochy Kwintusa 
Etuviusa Capreolusa z Vienny w Pro- 
wansJi, który jako dowódca ikohorty 
zmarł w Akwllei rw połowie I IW. po 
Chr. Inny jest miejscem spoczynku 
młodej Mai Severy. przedstawionej 
na płaskorzeźbie przy rannej. toale- 
cie z lusterkiem w ręku. 
Główną. może atrakcję muzewn są 
pos/łgi sławnych Rzymian. W jednej 
z sal królują cesarze Tyberiusz w 
szatach kapłańskich, Klaudiusz w 
stroju tryumfatora oraz głowa mło- 
dego Oktawiana-Augusta. Jest ona, 
jak zwykle rzeźby wyobrRŻajęce te- 
go .władcę, Ujęta Idealistycznie. Ale 
opodal patrzy na mnie inna głowa., 
która zdumiewa swym realizmem: 
starego Rzymianina, bardzo typowe- 
go, o surowych, oschłych rysach, z 
I w. przed Chr. I - jako ikontrast 
- zmysłowy tors bogini Wenus, w 
stylu przypominającym słynną. We- 
nus Medycejskłi. 
Nie chcę tu robić katalogu tego 
małego, ale bogatego muzewn. Nie 
sposób jednak pommąć takiego cu- 
nosum, jak płaskorzeźba z I w. 
po Chr., gdzie Jowisz Clska piorun 
na "cacatora" , rz.anieczyszczaJą.cego 
świlłt,ynię... Wymowna ilustracja bez- 
ceremonialnego stosunku starożyt- 
nych do bóstw i religii. 
Na koniec coś bliskiego sercu pol- 
skiemu. Chłodne tchnienie Bałtyku 
nad gorącym Adriatykiem. Oto ko- 
lekcja ozdób z bursztynu, naszyjni- 
ków IZ amuletami, pierścieniami, mi- 
niaturowych waz. Akwileja bowiem 
była w epoce cesarza Augusta ośrod- 
kiem pmemysłu bursztynowego, a eg- 
zotyczny ten materiał sprowadzali 
Rzy,mianie oczywiście aż z wybl'lZeŻY 
bałtyokJch. 
Ta swojska pointa zamyka moje 
wrażenia z Akwllei Odbyłem fascy- 
nując/ł podróż w czasie, jaką. jest 
zawsze zwiedzanie miejsc sławnych 
od tysięcy lat, pałacu Minosa na Kre- 
cie czy doliny świątyń greckich w 
Agrygencie na Sycylii, oglądanie Ak- 
ropolu czy Kapitolu, Delf, Pompejów 
czy AkWlile1. Wszędzie pobl'ZIIliewają 
głosy !Zamierzchłej przeszłości. W or- 
lim grodzie można się dosłuchać ech 
miarowego grzmotu kroków legionów 
rzymskich, które go zakładały, wrza- 
sku hord Attyli, które go pustoszyły, 
1 nabożnych śplewów starożytnych 
chrześcijan rw odwiecznej bazylice. 
Ignacy Wien1ewskL 


=.................................................

. 
. . 
. . 
. . 
E Polska Fundacja Kulturalna 5 
. . 
= 9, CharleviUe Road, London, W.14 = 
. . 
. . 
. . 
. . 
: ................................................ =., 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
= Od rozpoczęcia działalności wydawniczej = 
. . 
. . 
. . 
. . 
i 61.570 i 
. . 
. . 
. . 
= książek sprzedanych w ciągu trzech lat. : 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. Masowe zdobycie czytelników książki polskiej wydanej · 
. . 
. . 
. . 
. na emigracji okazało' się możliwe dzięki stałemu dostarcza- · 
. . 
. . 
. . 
. niu im wartościowych utworów' literackich po cenach naj- ! 
. . 
. . 
: bardziej przystępnych. = 
. . 
. . 
. . 
. . 
: . 
= Stał e P = 
. sene .F.K.: wysoki poziom - niskie ceny . 
. . 
. . 
. . 
. . 
= Każda seria (5 książek) kosztuje tylko = 
. . 
. . 
i 30/- al bo 5 dolarów i 
. . 
. . 
- . 
. . 
: AUTORZY w KOLEJNYCH SERIACH: : 
. . 
. I Irena Bączkowska, Antoni Bo gu sławski, Florian Czar- . 
. . 
. nyszewicz, Marian Hemar, Ryszard Kiersnowski. - 
. . 
. . 
. . 
. n Aleksander Bregman, Janusz Kowalewski, Józef Mac- . 
. . 
= kiewicz, Zygmunt Nowakowski, Sergiusz Piasecki. = 
- . 
. . 
= nI Zbigniew Grabowski, Rafał Malczewski, Piasecki, = 
. Stefania ZahOl'Ska, Karol Zb y szewski . 
. . 
. . 
. . 
= IV Stanisław Baliński, Józef i Maria Czapscy, Józef Lo- : 
= bodowski, Danuta Mostwin, Wiktor Trościanko ' : 
. . 
. . 
= V Zofia Romanowiezowa, Jan Rostworowski, Lew Sapie- = 
. ha , Tadeusz Wittlin · 
. . 
i · 
. . 
: VI Zdzisław Czermański, Ferdynand Goetel, Lobodowski, = 
= Stanisław Vincenz, Kazimierz Wierzyński. = 
. . 
. . 
= vn Marian Czuchnowski, Marek masko, Z. M. Jabłoński, : 
. W. A. Lasocki , Wit Tarnawski · 
. . 
. . 
. . 
: vm seria (w druku) Aleksander Janta, Kiersnowski, Ka- = 
= jetan Morawski, Herminia Naglerowa, Henryk Przyborow- = 
= ski. = 
. . 
. . 
= Wielobarwne okładki książek projektowali: Chrzanowska, = 
. . 
. Czermai, ski, Gąsiewicz,. Gliwa, Kossowski, Kościałkowski , · 
. . 
: Laskowska, Irena Ludwig, Maciąg, Orłowicz, Terlecki = 
. . . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. INNE WYDAWNIcrwA FUNDACJI KULTURALNEJ · 
. . 
. . 
. . 
. . 
= Najpiękniejsza książka dla dzieci wydana na emigracji: = 
. WACŁAW SOLSKI: Bajki na codzień z 40 koloro wyrm ' · 
. . 
. ilustracjami DANUTY LASKOWSKIEJ · 
. . 
= cena 12/- dol. 2.- = 
. . 
: Powieść o kontrowersyjnym rozgłosie: : 
: JÓZEF MACKIEWICZ: Lewa wolna, 460 str. w płóciennej = 
= oprawie cena 42/- dol. 6.- E 
. . 
. . 
: Szkice historyczne znakomitego autora: = 
: MARIAN KUKIEL: Od Wiednia do Maciejowic = 
: (na wyczerpaniu) . cena 15/- dol. 2.50 : 
. . 
. . 
= Zbiorowe dzieło ekonomistów emigracyjnych: : 
= Dylematy gospodarki polskiej (na wyczerpaniu) = 
. . 
. cena 17/6 dol. 2.50 . 
. . 
. . 
. 


- . 
. . 
. . 
= PO ANGIELSKU: : 
. . 
: PAN TADEUSZ w przekładzie Kennetha lUackenzie, = 
: wydanie ozdobne z ilustracjami Andriollego (cały = 
· ł · 
. nak ad wyczerpany) . 
. . 
. . 
= THE CRIME OF KATYN. Facts and Documents z = 
. . 
. przedmową gen. Wład)'slawa Andersa, str. 303, w . 
. . 
. płóciennej oprawie z 30 ilustracjami . 
. . 
· 37/6 dol. 5.50 . 
. . 
. . 
. . 
. -
-
 . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
= DO NABYCIA: = 
. . 
. we wszystkich księgarniach polskich w wolnym ś\\iecie; . 
. . 
. w przedstawicielstwach "Dziennika Polskiego"; . 
. . 
. w Polskiej Fundacji Kulturalnej, 9 Charleville Road, . 
. . 
. London, W.tł. . 
. . 
. . 
.
..................................................
 


,
>>>
,.. 


.. 


WIADOM OS CI 


ANNA PILAW A-NAGóRSKA (1882 - 1963) 



 


Nr 1081/1082, 18/23 Deoember, 191e 


WIERSZE, 


UWAGI, 


REFLEKSJ E 


M OJA mles
 wIzyta w ADgW wlO8IUł lDCi1 zamieniła alt 
w ośmioletni pobyt. Te pierwsze lata szuka.DJa punktu 
Jśeia w nowych warunkach I obcym kraju przywollly mi, 

 I prawdopodobnie innym moim rodakom w przellzłoilci, 

- 
stwo zagadnień, tesknot I wahań. Wtedy WIaiDle, Jak BwoJskie 
ptald, zac
 przylatyw&ó z Polski Lsty. Listy pbaoe przez 
moA daleką krewną z kres6w Anno p.ław
NagórBką, podówczaa 
Ju osobO 17-letnią. Zawieraly one wiersze, adresowane za moim 
po/irecbuctwem do wszystluch Polaków, k
6rzy znaJ
UA B10 da- 
leko od Polski a których serca ciągle biją mocno I równo Jak 
t ch co BIł ł;ur; - w Kraju. Cóż mogo powu
d
e6 o 
 autorce 'l 

Yniosla z domu tt tradycje patriotyzmu I umiłowania oJczyZl1Y. 
która dopomugła do odzytikaJua niepodległości w r. 1018. UezIłC 
w Bzkołach brała czynny udz1ał w strajku .szkolnym r. 1004/6. 
.Jezyk poltikl był dla Olej kluczem do DatizeJ kultury - prze
 
gaty w swoich Oledom6wJenlacb. .tej głeboka wiara l 
 w
 
z przyrodą tak Z1UUDIenDa dla ludzi z kresów, dała JeJ mo w 
przekaZan bł uczu6 w słowach. Była osoWł o ba:'"dzo wysolueJ 
kulturze ducha, kulturze która nie ogra.nłczala 
 cło ram ro- 
UJma lodzkiego. BedIłc na wskroł DOWoc.ze&Wł I 
1vą rozwój 
Awlata wsp6łcze8l1ego lJl1&ia ogroOUle koło przyJ&cl
 o szerokiej 
rcw.plioto6cl wieku. Ostatnie lata swego 
C1a apoclziła w Lube!- 
pczyilue. Odejllcie Jej JesleJlUł, w r. lD68, pozostawiło w lIJDutku 
Q-eII. kt6rych serca koiła. ADdrzeJ Dzlerł.y4skL 


LIST I 
Datalltempla
ol8malG19u. 


WIOSNA 19Sa 
P RZEZ CIEBIE pozdt'aw1om A'IUlf'%eju. . 
WB%YStkich Rodaków 
S%afif' nieba powtarza spojrzenia. przy.l.aB%

 
nad ziemią. przenikniff4 jfkiem gorzkich %al" 
wiet'1'%1/k pus%yste bazie delilfatnie gl.aBzcz.e, 
paachał Błońca się Łaskq, unosenną, 
palił. 
Pogoda jest jaN uśmiech. twaf'%1/ 
cka .czysta. 
tyc%liwość obyczajem 8unq,te

 810f Bptętna, 
każd1l sond(l zapuszcza do aumt.enta wn(ltrza 
oczekujfłC glfbokic,!-, f'01A!s%echn1lch 
artwyc
wBtań. 
MY8li kwitną, %łociśete ,ak przydroz.ny podbwł, 
smukle palce nadziei. ","u.jq, pragnuń wl6kno, 
niepokój się dyskf'etnu w szalu n
 schował. 
Nikomu nie powinno by
 w te Ś1Difta smutno/ 


* 


* 


* 


Wsz1l stkie dni 
uazne i. noce 
f'ozźo.gwio'Re tf'agumem znłC%6w 
B" nicąm . I' .. 
prz1l wieLkopos.tne, ,

,!-rg1.1.. 
Do najuboższe, paf'afl1. 
ut
puje Jenualem. . 
Myśl w sk'1'U8ze pq,tuje dale,. . 
C%lowiek w ten dzień najgłębiej, JYt:%eżJ/W
. potrafł. 
Monstrancja. Smuklość pa
stynskich kal
1.. 
tołnierze f'%Ym8cy na Waf'CUJ. 
Wrota na wieczność otwarle. _,"_I
' . 
T1I8 si(l Jezu konajfłC nad łotf'em - 


* 


* 


* 


Swi(ltościq. uniesienia winniśm1l na.avci6 
cale istnienie. __.3 Ś " 
Zakwitniemy wśród lodów sercem 
o 
twvm 
jak sosna co si(l raczy caly rok zulenić. 
Rozlq,k(l wvnagradza tę!lkn

 
co jest masztem ,uc:nu:w.. ł 
aglem. . 
Myśl - kr%emien sk.'1'1I %agtewne 
1.Ota, 
uku6 z niei można mucz albo kf'Zmwo. 


* 


* 


* 


Chce teby z tego listu powiało krajem. I tebyś wijąc .

Y.ś 
swe 
iazdo rodzinne, wpleść w nie raczył trochę. sWOJ OSC
. 
W zeszłym roku w sierpniu, przybył .z Kan9;dy tU!&J 
6j drog!, 
w 39 r. pożegnany Adam Alexandrowlcz z śbczną zoną 1 SynaD1l: 
Rodzina hannonijna, miła, b. kulturaIn&: :- ale .obca. ZachwycaLi 
się krajobrazem polskim, folklorem, mnIeJ archl
kturą, ;l
 z!y- 
mali na całe mn6stwo - i
otnie barbarz

ch zaco.a . 
C' się że Klucze Krolestwa" Cronma 1 Szekspira (za 
moiclł
zas6;' pis
io się jeszcze Shakespeare) czytasz d słuchal;lz 
w oryginale. Pisząc do Babci, pł:zyślij ! zadedykowane swoJe 
fotki' dla Tumiłowicz6w d dla mme. .' 
Ci
łaj tak swe wspomnienia, byś je ogląd
 z przYJ
ośclą.Ć 
gdy osiwiejesz. PieIma starość to ta, co wmała dobrze uzywa 
młodości. Opiece Bożej Was polecam 
Anna Pilawa Nag6rska, '1'1 ,. 


LIST II 
Data stempla poczto....o 12 gro4D1a 19M. 
Milczący, daleki a wciąż nam drogi i bliski Andrzejul Ojczyzna 
do Ciebie mówi I 
Najdoskonalsza MiloA
 
%eszla na ziemif. . 
W szopce Dziecię si(l Boże narodnł.o . 
i po ludzku w objęciu t'amion matki 
rzem1.e. 
Rq,c%ka kt6ra paluszki jak powój ZW1
la 
będzie uśmierzać b!lrze, ws!,rzes
 nub08%CZ1Ik6w. 
Ewangeliq, napraw1. obYł:za,ów. nulad. 
pozostawi dowod6w swe, Łaski bez liku. 
GrKbym Ć1piekje!", okTJA-tnie prz'l/bita do kf'ZJJza. 
w najtragu;znu,szy pl(łtek, . 
nauczy n
 w uczucj
 tw6rczym t g01"fłCvm 
blihtim nuba przybltz
. 


* 


* 


* 


Sq.siadujemy % niebem. Każdy dom joJnieje. 
M1I śli majq ton. sf'ebrny 
łłJ!t1lch multanek. 
Powf'acaiq uśm
echy! spo,rzema kochane, 
całe dziecinne Betle,em.. . 
Godziny majlł skrzydll! ,ak tam
. anl.Oł1l . 
co P'1'%1/s%ły S1.ę pokłonić do 1fbogt81. BZOJ'ki. .. 
Sef'cel Bij równo, mocno,. ntg d ll.81.t' nu 'PO. tkn 1.,I , I 
Niech twój wklad w żytne b
 mądry ł WeBO Y 


* 


* 


* 


Trzll pokolenia. w grudniu żyjt} oatf'onom.iq. 
Gwiazda co niegdyś nad Betle,em wzeS%la. . 
wchodzi wladC%O d.o nas%lIo.h "!'-ó%g6w, serc ł muazkań. 
Szpitale i więzienw !' nte,. nu za
nq,. 
Kantyc%kami %aszumtq chO!nk
e 
a,e, 
horoskoW wykre8lq kolumtenki Mviee:e
. 
Kf'aj krajowi oplatek przez m0f'%6 poda,e,. 
ufnoś
 chlonie wszelakie ,esustwo człOWt8C
. 


* 


* 


* 


Każda strofa to akt proszalny o p
ękną, 
bożną l
nlę Twojego 
cudzoziemskiego szczęścia. Niech TWOJa wspmaczka mtelektuaIną 
da)e 
i. radosć osiągnieć ułatwiajlłCych tw6rczą prace w obraneJ 
dzledzmle. ., C . E . . d . 
To nie jest inwokacja do hstu - wOlno. l mlgrancle r
gI 
'1 zeć byle oddana Ci bez reszty Matka miała dosyt T
ych WIe- 

 C p ' . 
 ..... atk a na zyw a si" tak te co ma, to w dziecko tka: 
....1. rzecloz w., " . ' b ... t . . Jesteś 80- 
rozum, uczucie wszystką moc l zaso. nosc, as. nlenla. . . 
czewk, skupiającą P!'O
ienistość macierzyńskiego prz)"Wlą.zama. 
P . t' tym całe zycie' 
Wi
ł:J ZO dawnych listó
 Aldonki, te masz na obc;zy
nie. miłr 
d ' sk ' N '--1.. Cl '.. tam w te dzwonne wspommemaml dm, 
0lD no. l. I""" " lś ' ch . oki k tki 
owionie swojska atmosfera, niech za mą . Ol rę ad ą . ma 
. . h rzewi:ną sie radosne zwYClest wa n memocą 
=
:
 
jną mec i 
iech Wylągi 
pł
zą zaśpiew sw6j do kolęd. 
Kiedy sięgniesz po dyplom studlow. . 
Ostatni list Aldonki był sm!ltn
. 
uchota - 
o Jak !iosob- 
nienie w celi _ choć wizualme cierpIący łączy SIę 
e śWla
: 
Wakacje spędzone u Przyjacioł kresowych p
zwa!aJą sędz


J 
Babci znieść łatwiej srogą dla naszego .\,o
olema zimę. W !Iscle 
do tego pięknego Dewajtisa. R?du, pr
yś!IJ Jt, fotkę dla mnie - 
to sobie z niej przeczytam Jak.] obecme Jeste 
 6 
Na każdym listku, na każdej jagódce 
e
l11ołY, P l od 
! 
!ł W6i: 
branke serca pocałujesz kładę błogosławleJUJtwo d a le le, 
gierda i Rodaków. Anna Pilo.WCI No.g6f'ska, 11 L 


LIST III 


Data stempla pocztowego 18 stycznia 19
9. 
Mojemu Drogiemu, muśniętemu wyraźnie Łaską Bożą. Wnuko- 
wi na 1959 r. 


Apoteoza drzewka. Zimne ognie. 
Gwiaździeste pióropusze. 
Tyle lat na was patrzę a wzruszać sif mUS%f 
że raczycie gasnącą mq, energif podnieść. 
Magne%jo/ Jesteś zwiewnych zapałów 81Imbolem. 
W tobie się drobne entuzjazmy prfżą. 
Iluzoryczna, umkliwa pawfżo, 
od wielu pożytecznych przedmiotów cif wol,o 


* 


* 


* 


Tesknoty krążą dziś po calym globie 
% nie%W1/klą mocq,. 
Czasem daremnie skrzydłami trzepocq,. 
Kt08 bliski nie wie, że je ma przy sobie. 
Siadajq, smutne w głębokim fotelu, 
gdzie sif dziadkowa głowa już nie wesprze. 
Pamif
 to pf'anit - woda lub po1.łIietr%e. 
Miłowa6 unernie potrafi niewielu. 


* 


* 


* 


Wspomnienia. smutne, wesołe, 
spotkal1l sit' na rozdrożu. 
D%iś jest wigilia. - może 
zasiądą razem do stołu? 
Wiadomo. W ten wieczór wlam.ie 
milknq waśnie. 
Zle wspominki wzięły się %a bary. 
i %aczęly tarmosić, popycha6, 
powód gniewu był diabelnie starv. 
Siła mięśni zaiste nie licha. 
Aż przydreptal sam 8więty Mikolaj 
i ..zawieszenie broni" obwolal. 
Chrystus nieme niebiosa rozwiera 
i każdziuchną godzi1ll} namaszcza. 
Gnie kolana sam Chrorws lwstera. 
Sprośne bie81l przepadają w 'Chaszczach. 
Ludy pokój do 8wiq,tyni wiodą 
by salwować Sfdziw08ć i mlodość. 


* 


* 


* 


Pisze przez łódzki Dzierlyn6w - by list wzbogacił się rodowo. 
Bądźmy sobie bliscy I 
Twe najsmutniejs%e myśli 
do mnie przY8lij. 
O ksf,fżycowej im powiem zabawie. 
Sekret radosnej pamięci wyjawif. 
Strategii %wytnęstw nad sobą naucz(l 
i podam złote dobrej woli klucze. 


* 


* 


* 


tycie. Naiciekawsza % książek. 
Pisze ją los. Niekt6re ro%dzia.ły 
nasz własny zapal wspanialy 
przez jawf % mitem wiq,że. 
Epilog się montuje poza nami. 
Niedbale. Piq,te pr%e% dziesiq,te. 
Jesteśmy zbytnio nasyceni snami. 
T1"1"1'ach - - - - - - - rwie sit' wątek. 


* 


* 


* 


Pięćdziesiąt dwa tygodnie 
chyżo mijajq,. 
Sq, dni, kt6re cifŻko podnieś
 
inne - - - - - Bił f'ajem. 
Zwiążmy je miłości stulą 
w wiązankę czułą. 
Niech %aszumiq, kł081l, 
barwiste kwiaty, liście. 
Pomono/ Oczywiście 
słodkie owoce rozsyp. 
Boże/ Błogoslaw życzeniom 
niech świat odmienią.. 


* 


* 


* 


Najwspanialsza, najeenniejsza scheda, 
WIECZNO
ć. 
W jej zdrojach f'any sif polwleń leczą. 
Be% niej doczesna s%czę8liwość ocalić się nie da. 
Jest w wyznań prymitywie i rozkwicie, 
w odwiecznych zamyśleniach. 
Ten, kto ją pojął należycie 
wie, ż. przez hnief'Ć - byt odmienia.. 


* 


* 


* 


Jak jasny promień przez chmurny dzień styczniowy, przyfrunął 
Tw6j list kochany. Cieszę się, że będziesz kontynuował wyzsze 
studia i że odkryłeś w sobie plastyka I Niechże ta sztuka dająca 
natchnieniom najszel"szy, wszechświatowy lot, pozwoli Ci się wy- 
powiedzieć po polsku, naj pełniej d naj radośniej. Może mógłbyś 
się poznać z cenionym w Anglii (Potworowskiego wystawa była 
teraz w Warszawie) rodakiem. 
Pamię
aj, że macie WSZYSCY serwitut na mojej slutbie Bo- 
tej. Bądź zdrów I bądź mocny I 
Niech Ci Bóg błogosławi I 


OObka Anna. 


LIST IV 


Data stempla pocztowego 21 lutego 1959 

ndrzejowi naszemu lJ1a zamorskie Alleluja 1959 r. 
Czas porę zapust miele. 
Dogasa gwar, flirt, taniec. 
Orkiestra grać przestanie 
gdy dzwonem targnie Popielec. 
Troski wfdrujq same. 
Sladem ich śpieszy skrucha. 
D'I'ogi krzyżowej lament. 
W szept się sumienia wsluchaj. 
Powiedz: Chrystus jest przy mnie 
% SW'ł l.aBką, tniesłycha7U} 
i w liturgicznym hymnt8 
witaj Wielkanoc. 


* 


* 


* 


Ponu'1'1l mrok odbie
al. 
Wylq.gi pojaśnialy. 
Wileński dzień Kazimierza 
lubiłe8 gdy bylei mały. 
D%iadek Ci opowiadal 
o kramach, o kiermanu, 
o Uf'oczystych biesiadach 
slawnych na tmudzi naszej. 
Oto już stada czajek 
ponad wodami lecą,. 
Wiosna kwiat'l! podaje 
życie/ Nie chtnej btl
 hecą,/ 
Niech każdy dzień 1. tydzień, 
l
gicznie się zaplata. 
W pracach, wzlotach, obiatach 
pora powrotu przyjdzie. 


* 


* 


* 


C08, czego Stary Testament nie 
. 
Co %dumialo, wstrząsnęło wszystkich a'POstol6w, 
którzy - pojęli w getBemański toieca:6f' 
że pójdą na dusz połów. 
Wiatry łkanie gorzkiJch żalów nioaq. 
Wir zamąconych uczu6, poj
. 
Myśli tężeją w Piety posąg. 
U grobu Twego Jezu stoję. 


* 


* 


* 


Ndech IIi, wąwozy Twoich niepokoj6w allelojami polskich dzwo- 


nów zamkną. Niech musną Cie srebrne bazie i przypomną święta 
w Wylągach. 
Najwięcej fantastyki, kontradykcji jest w życiu artystów. Mi- 
łość odgrywa w ich doli rolę domi:nanty. Niechże Twoja będzie 
na poziomie szlachetnie pojętego szczęścia. Niech wybrana Twoja 
zdoła być Córką dla Matk.i, co ma Cię jednego. Kochamy Cię nasz 
Ocaleńcze, z Twoją paletą, omyłkami i budną krystalizacją we- 
wnętrzną. 


babka Anna. 


Nie usiłuję wojować z milczeniem młodych artyst6w - bo to 
są czasem sprawy płynące dnem nastrojów. Gdybyś jednak po- 
myślał o radości, jaką sprawiłaby Matce wieść o Twym zdrowiu 
- stosunku do rodaków, sztuki, nauki, - wszystko ekonomicznie 
określone na zwykłej kartce, - może chwyciłbyś pi6ro tak - jak 
chwytałeś grzechotkę, kt6rą Ci podawała. Marek Aureliusz pisał: 
"Na rozłogach czasu i przestrzeni, człowiek jest punktem malut- 
kim. Uciekającą wodą są jego pragnienia. Snami cierpienia. śni 
się i prześni". Niechże Twoje wszczepione w jawę sny, będą pięk- 
ne i dobre' Modli sie o to tyle gorąco Ci oddanych serc I Zastanów 
się nad tym wielkim, skłaniającym nas do liczenia się z sumie- 
niem poście. Kocham Cię paschalnie, z absolucją. 


LIST V 


Data stempla pocztowego IS kwietnia 19Ci9o o 
Chrześniaku dobrych wróżek, Renesansowy Chłopcze, polski 
wiatr: 


Slużę ludziom tyllw tyle 
ile %echcf Bam/ 
Skrfcam bicze w złotym Wle, 
do spiżowych walę bf'am. 
W starq, dzwonnicę lomocę, 
wyzwalam upiorne noce 
i w boskim natchnieniu jadę 
na srebrzystych gwiazd biesiad,. 
Sny przyszł08ci w %wyż mnie wiodlł - 
WietrzeJ TY8 jest moja MŁODOSCI 
Patrzę na tę przedziwną kartę i opełna jestem podziwu dla ar- 
tystycznego wyzyskania technicznych mankamentów aparatu. 
Właśnie to wyolbrzymienie pierwszego planu - ta gigantyczna 
draperia tragicznie rozpostartej pi:nii - nad zmniejszonym klej- 
notem architektonicznej kompozycji! Cudo I 
Myślę o Twoich żartkich, chłonnych OC7Jach, patrzących na 
Baptisterium - co powstało wtedy, kiedy Wit Stwosz mon- 
tował w swej gotyckiej pracowni Najjaśniejszy Tryptyk, gdzie 
humanizm przemawiał stylową - ale już unowocześnioną fonną 
i myślą. 
Jesteś oszołomiony i r6wnocześnie krytycznie trzeźwy i stw5er- 
dzasz, że zachwyt, to najwłaściwsza dyspozycja człowieka. Obyż 
Twój los był zawsze hojnym dost&weą w tym kierunku' 
Czx pamiętasz Kochany, Psalm dobrej woli Krasińskiego? 
Moj świątobliwy Prefekt, X. Godlewski1.), wpłynął na duży od- 
łam młodzieiy ówczesnej, że winkrustowała sobie w pamięć te 
natchnione strofy d "Czego chcesz od nas Panie", Kochanowskie
o. 
Miałam teraz gorące zaproszenie Komitebu, na zjazd uczestni- 
ków walki o szkołe polską w latach 1904-5. Na pewno proszono i 
naszą naj droższą Aldonę. 
Jesteś Kochany z gorącego, kresowego Rodu. Cieszę się, te 
zwiedzasz skarby włoskie, że siądziesz w Paryżu na ławce Mus- 
seta, przeczytasz na Łuku Zwycięstwa imię marszałka Francji, 
ks. Józefa Poniatowskiego, że klękniesz w miejscu, gdzie serce 
Norw5da bić przestało - i odnowisz drogą wspomnień, swoje 
powinowactwo ze Słowackim. Mieliście dużo pamiątek I 
Rozdarcia wewnętrzne epigonów powstania listopadowego, na- 
strajały ludzi szowini.stycznie. To była logika samoobrony. Mie- 
kiewicza znieważa cyprys, kt6ry zawsze ma w sobie coś z praw- 
dziwego bólu ,żałoby - ale - trzeba było lansować brzozę, bo 
chodziło nie tylko o urode wiersza - ale o zagrożenie włości du- 
cha. - Pamiętaj Miły, nie parcelować nieopatrznie ani jednej 
piędzi ziemi - w jej macierzystym obszarze. Masz glejt na mil- 
czenie. Mała kartka czasem dużo mi powie o Najdroższym Piel- 
grzymie. 


babka Anna. 


I ) Wspaniale sportretowany przez Hirszfelda w "tyciu jakich 
wiele". Ten opis ghetta, to apologia katolicyzmu. 


LIST VI 


Data stempla pocztowego 20 maja 19Ci9. 
16 - V - A'IUlrzeja Boboli 
Andrzeju, Rodak Twój, Imiennik, co trumiennie długo nad Tyb- 
rem przebywał, .1.nwokuje Cię stale ku wyżynom. 
Pamięć, to probierz naszych przywiązań. Zachwycasz mnie I 
zdumiewasz trafnością i artyzmem kart. Masz ładny, mądry umiar 
w szafowaniu czasem, utrwalającym Italię w Tobie. 
Geoman, inż. mgr ks. Hryniewicz, który przez parę lat był 
katechetą w Kazimierzu, odwiedził Wylągi d opiekował się Wa- 
szym rodzinnym grobem, teraz osiadłszy w Branwi, nieco podob- 
nej do rodzinnej tmudzi, towarzys
 meandrom Twoich losów 
modlitwą, i 16-V chrzci dzwon, Toble pośrednio dedykowany. 
Wiatf' Tysiąclecia wieje. 
Budują Państwo Sarmaci. 
Coś sif %dob'l/Wa, eoi tf'OJci, 
zadzwońmy naszym Andrzejem/ 
Niech ton, mistrzowslw strojony 
w dziejowej polifonii, 
tU'1'1lsta w ciq,gu dnia wspomni. 
Miłujmy dzwony/ 


* 


* 


* 


Wniebowstąpienie. Uniesienia chwilCl. 
Paschał ostatni raz zapalony. 
Nie każdy doczeka przys%lego t"Oku.. 
Kwiecie i zieleń wokól. 
Swiq,tynie biją pokłony. 
Niebo nad Twoją dolą, 8if poeh1lla. 
Umilowany temat poety, plastyka, 
chlonies% go C%ęstQ oczyma, 
obY8 tę Łallkf otrzymal, 
że odczujesz ,ak Chrvstus Cif f'
ką, dotyk4. 
* * * 


Pierwsza Komunia. Dus%ę mam f'OZŚf)iełDaną,. 
Myśli - gwiazdy, źr6dła, obloki, 
Cudne Betlejem, Wielka
 
objąl nieboskłon szeroki. 
Nadam życiu kształt nowy Boze/ 
Chcę twórczo samym sobą wlada6. 
W ypełnif dobrze kilka trudnych zadań 
a Ty mi dopomożesz. 


* 


* 


* 


Wiesz? Kiedy zapytano Chestertona jak sie czuje po rzuceniu 
protestantyzmu, odparł: "M6j katolicyzm to ciągłe gody w Ga- 
lilejskiej Kanie". Innym razem: "Co sądzisz o wolnej miłości?". 
"Nic, bo każda miłość uzależn5a człowieka". Gdy Ci kiedy będzie 
ciążyć rozłąka, czy zdewaluowana obecność, pomyśl: mam sw6j 
dzwon. Andrzeju trąć mój niepok6j swym sercem spiżowym i 
rozpostrzyj "Ave" jak zorzę. Wiedz, te umiem kochać głosy i 
milczenie Wasze. Pamiętaj, te stąpasz po głazach, po których 
nadobny Cicerone, Ewa Ankwicz, wiodła Mickiewicza. Wiem, że 
pokochałeś Rzym, nie ucząc go się erudycyjnie na pamięć. Kilka 
lekcji życia już przepłaciłeś. 
Kochająca babcia Anna. 


LIST VII 
Data stempla pocztowero 18 maja 1969. 
W7iU1cu w6i ukochan1l, 
Oto poranną, godzi
 
w woni kwiatów, śptewie ptaszqt, 
przypomnij ojczymf naazq. 
Myśli jak obłoki plJlfUł. 
W doznań Twoich żJ/Wej kBifdze 
niesiesz tyle uniesienia, 
będziesz czar ten rozprzestrzenial. 
Wyższe studia skończ najprfdzej/ 
Niechaj praca Twoja żłobi 
stopnie, które wzwyż powiodą, 
dwch - to nie Sahara, Gobi/ 
Szanuj %druwie, zapal, młodoić/ 


* 


* 


* 


Ważkość, umkliwość i władzQ czasu, zrommiałeś dogłobnie w 



ej 
OpRótY. Będziesz ją ret
spekt

ie I?rzeiywał tutaj - 
l p6Jdzle z Tobą w czwarty wymiar. Nle załruJ, że rozplanowanie 
wypadło inaczej. Ciesz się zdobytymi monolitami i filigranami 
zachwytu, który tylu ludzi lekceważy. A przecież to są nasze 
historyczne włości! Twój stan posiadania, wzrósł wspaniale. W 
myśleniu, w snach, zespół plastyki, architektury, władowanego 
w to uczucia, natchnienia, będzie Was uwyżynniał na każdej 
mieliźnie doli. 
Ostatnia wenł:cka 
arta z rozlewem Adriatyku w łuku mrocz- 
nego masywu, Jest Jak romantyczna ,pieśń gondoliera. Biadają 
że Wenecja się odpoetyzowała - że warkot motor6w kradni
 
nastrój kanałów - a ja myślę, że Piękno ma wiele aparycji - 
i zdoła z techniką pójść na porozumienie. Paradoksy są. tak cie- 
kawe, tak emocjonujące w każdej dziedzinie I Bardzo mi żal moich 
rówieśników, krzepnących w kanonach sądów swej epo1d. 
Musset miał 18 lat kiedy "na niewidzianego" napisał cudowny 
wi
rsz n
 cześć ..rerły mórz". Dulac zrobił do niego cztery prze- 
dZlw
e, ll?stracYJne akwarele. Wracasz do Anglii. Masz racje. 
L
d211e, których stać na tęsknotę, mogą sobie ,pozwolić na rozłąkę. 
MIłość na dystans potęguje twórczość. Największe arcydzieła to 
stwierdzają. Pamiętaj, że zawsze i bez wewnętrznego napięcia 
będę czekać .na krótką wieść. Nie śpiesz się. Zdaje mi się ż
 
jesz
ze . ni
 znalazł
ś si
bie. !'lie !
ap sie. Nie gub. Uporządkuj 
wrazenla a w skah porownan spoJrz na nowe oblicze otoczenia. 
- Ks. Konopka, potomek .sławnego napoleończyka, darował mi 
uroczystą msze na Radnej. Wmontowałam w .nią i Ciebie. Było 
cu
ił:
 S
are świ
zniki z kutej, srebł"!lej blachy, róże, liście, 
chor JOzefltek, SędZlWY kapłan, spowiedmk i 'Przyjaciel Prymasa 
- a za o!mem szum modrzewi, lot ptaków .i słodka patoka słońca. 
AndrzeJu I Z B0g5em 


babka Anna 


LIST VIII 


Data stempla poczrowego I stycznia 1910. 


Andrzeju, 
Idą święta. Było ich przecid już tak wiele/ 
Oplatek. Ciepłe słowa. Rozelśnienie spojrzeń. 
Nawet osamotnionym powinno by
 dobrze. 
Myśli t{:skne obejmą choinkową zieleń. 
Pod strażą Marii, D%ieciq,tka i Cieśli, 
trzeba zawody i cierpienia skreślić. 
Lampę jak gwiazdę nad stolem zapalmy. 
Zróbmy dokładny spraw wewnętrznych bilans. 
Tyle z nas każdy Łask przecież otrzymal/ 
Niech sif rozszumią betlejemskie palmy. 
Ustawmy ranki jak akty strzeliste 
całe me serce ślę Ci Wnuku % listem. 


* 


* 


* 


Swięta spiftrzają n.urt doczesnej fali. 
Wznoszą uniesień lazurowe uneze. 
Trudno się % nimi spoufalić - 
są zawsze świeże. 
Wieczór co nas wyzwala % klopotów i przywa'l' 
co pozwala sens doli spokojnie uchwycić. 
Z wrzeciona mm'zeń przędę azbestowe nici 
% mis'!!z-mi kudłatymi pod drzewkiem spoczy'wam. 
ROZW1.1 a m Wylęgowych przypomnień foliały 
kiedy bylem wesoły, nieco psotny, maly. ' 
Swieczki w bombach zapalą miliony lusterek 
archa;nioły skrzydlami mifklw zaszeleszczą. ' 
Skry,esz w komorze serca ostry bólu brzeszczot 
i zanucisz kolfdy naiwM i Incze'l'e. 
Nasz Wielki Oltarz. 
Swiatla się %alamują w szat rozwianych bl.aBze. 
Stylowy batrok. 
B
g Ojciec chyli głow(l pifknq, starq" 
%bief'a prośby nasze. 
Chrystus wyciąga dloń pelną przebaczeń 
co uzdf'awiala chorych, uciszała burze. 
Wszystką mą nędZf g'l'%esznq, rzetelnie wynurz(l 
w skrus%e - co kaja M, i płacze. 


* 


* 


* 


List. Mił08ci arcydzieło. 
Gwiazda spadająca. 

leż rzeczy % slów twoich Pawle 8if fJOCZfło, 
,ak %ulamany w wle bl.aBk słońca. 


* 


* 


* 


Wisisz na krzyżu dobry lotrze. 
Wrychle odpoczniesz w niebie. 
Bóg twoje winy zmyje, otrze, 
konał wszak i za ciebie. 
Powszechna ludzka skrucha 
przyklfka na Kalwarii. 
Chryste/ Weź nast PrzygOl1'7lij/ 
W1I Błuc haj/ 


* 


* 


* 



ndrzeju, 
yślałam. te już. nie będę pisać - ale Boża Łaska 
mme z przedsIonka Wleczn
ŚCl wrl?ci
a. Idą te święta ku Wylla- 
gom, 
u M&:tce,. gro
O!"cow! w KazlJ!Uerzu - rozświetlone Twoją 
d
br
!ł' Nlechze 
I Ją Bog szczęślIwymi wydarzeniami spotka- 
m&:ml. l zdob
cza
l tego rok?, liturgicznie już zaczę
o. Bota 
DZI
mo, wyclągnlJ błogosławiące rączki nad Rodakami rozsypa- 
nyml po całym globie. Kocham Cię betlejemsko 
AJl1ICI. 


LIST IX 
Data lltempla pocztowego 2 atyc:mla 188tl. 
Uszczęśliwiłeś mnie m6j Wnukul B6g Ci to wynagrodzi. 
Mocna jest moja więźba % krajobrazem. 
Nad stawem najglębiej marzf 
groblą, lwchania toń przetn.f. ' 
W g6rach kuszq, mnie S%czyty. 
Ostro się wspinam. 
Wia.tf' pachnie lwsodf'%ewiną,. 
Namiot gwiazd już rozbity. 
Leż@ na plowej wydmie 
bamzo Z7nfczona. 
Wieczność otwiera f'amiona _ 
może mnie PTZ'IIjmie' 


* 


* 


* 


Korespondencja - %astf'%1Ik 
m1lOŻ'łC1/ Bily. 
Pisujcie listy mile 
bo 8więty Pawel pafrz1l. 
Na pobojowiskach, cmentanach 
gdzie tyle cial si(l mieści ' 
plll:nące z :zaświata wi
 
najgłębiej sif rozważa. 
Bolesn08ć wspomnień moich 
splawiam prze:m.aczeń rzeką,. 
Dawny ze hnierciq. sojusz 
w realno8Ć przyoblekam. 
Na. S
08Ć 
%uje się czasu umkliwoA
. 
Kazd e 1 godz1.ny polotno8ć i cifżaf'. 
Człowiek si(l mniej sobie zwierza 
sąsiedztwo zgonu wita żJ/Wo. ' 
Smierć - to nie wróg, przyblęda, 
lecz najwierniejs%y towarzYIn. 
Z nim się najwznioślej o wieczności 'IIIaf'ą 
i do dna istnienia si(lga. 


* 


* 


* 


tał08ć, odwieczna lutnVtka, 
struny miedziane trqea 
w porannym bl.aB1cu słońca 
gdy placze rosa czysteJ. 
Boleśnie smutna zawodzi 
f'apsody, elegie długie 
nad Wislą, Narwią, Bugiem, 
kfdy polegli mlodzi. 
W każdej mogiły kolebce 
wiążą 8if n:ewne rymy. 
Jak urzeczeni stoimy 
odejść nam stąd sif nie chce. 
Każdy w cichości f'OZWażG 
tej i swej 8mief'ci problem. 
Miłuje żJ/cie niedobre 
na jawie i w mił'GŻaM.
>>>
Nr 1081/1082, 18/25 December, 1966 


* 


* 


* 


Jakże jesteś zharmonizowany :ł: krajo

, Wędrowcz
 Miły
 
Myślisz lazurem nieba, masywaaru. skał l gędźbą fal. Jesteś w teJ 
chwili natchniony. 


LIST X 
Data stempla pocztowego 26 marca 1960. 
" -111 - 60. 


Kresowemu Pisklęciu na obczyźniane przedwiośnie. 
Jagiellończyku, blaskiem swej glorii 
ogarnij Litwę, Koronę, 
by poJwlenia zmęczone 
mogly dziękczynnie się modlić. 
Gorzaly światłem Wilna 8wiqtynie, 
plOJCe huczaly kiermaszem. 
Dziś przez tęsknoty nasze 
żal plynie. 
Ciężkie jest slowo: daleko! 
Zatapia się w goryczy. 
Puste się kłosy liczy - 
Izy cieką. 


* 


* 


* 


Niektóre myśli, rajskie ptaki, 
mają tylko s
r:;yd.la. . 
Dla nich gww'zdz'l8ty lan zakwitł. 
Na cóż nogi moglpby się przydać? 
Tltlacze planetarn'/,o 
Nęci was obloków nektarnik, 
Wietrze! Mgly roztrzep! 
Rozgarnij! 
Chcę lecieć tam, gdrie nie ma potrzeb! 


* 


* 


pingwiny, kiwi,. . . 
zwierciadla mego n'/,e zdołaJą skrzywić. 
Dobrą karykaturą ze1t wyjdę. 
W złożeniu ust - zgorzknialość. 
Krytyka w studniach spojrzeń. 
Nie jest im dobrze. 
Nieba mają malo! 


* 


* 


* 


WIADOMO
CI 


s 


może uczucia s%C%f1'I'e 
powtórzyć. 
Listy - to odwiedziny 
albo spotkania. 
W przyszlość, co się odsłania 
razem wchodzimy. 


* 


* 


* 


Gdy zdzierasz kartki kalendarza, widzisz daty zeszłoroczne - 
i jawi Ci się Twój exodus italski. Wielotorow(jść myślenia - 
a
 
utrwalan,ja wrażeń - to są wielkie bogactwa mtelektualne, dzlęki 
którym przestrzeń bytu rośnie i wypukłości nab
era.. . 
Już teraz ślę Ci z pokłonem kosmatych bazI polsltle AlleluJa. 
Przeżyj godnie i pięk
i
 Zm.artwychw!,tanie 
 E.m
 -:- tak cie- 
kawie w sztuce rozwlmęte I narzucaJące dzlęk
 wlelkun plasty- 
kom cudowną metafizykt;. 
Patrząc na zapalony p
chał, 
t; myśl
a o Tobie .i 'ł:woi
. 
Obyż dzielące Was lata Zblegały Slt; zgodrue u stóp Miłosierdzia 
Bożego ku chwale, pożytkowi i wiosennej radości serca. 
babka Anna. 


Sen. Fantastyczna kotara. 
Jawę od marzeń dzieli. 
U tkali jq anieli, 
śliczny wzór niknie zaraz. 
Sen. Fuszer i Artysta - 
śpiewa, gra na organach, 
melodia wzniosła, CZ'JIsta, 
modli się za nas. 
Sen. Osobliwa uluda 
bohater lub szubrawiec - 
potraji 'CZasem zawieść 
tam, gdzie 
 żywot uda. 


Z naczyń litmoglCznych najbardziej lubię trybularz. Kłęby won- 
nego dymu, owijające monstrancję i trwnny, są w swej symbo- 
lice tak głębok.iel 
Nie myśl jednak, że palę papierosy. 
Wiem, że Ty po swojemu witasz wiosnę. Może już przygoto- 
wałeś dla niej jaki liryk. Ona to lubi, choć ma w bibliotekach 
świata tysiące apologii. Żadna z pór roku nie jest równie upojna. 
Za czasów mego dzieciństwa, Cyganie przyjeżdżali witać Slę z 
wiosną, na ulubioną,. roz
egłą 
olanę. .Obejm

ali. pnie drz,ew, 
skrzypkowie w rozwldlemu dębow grah przeshczme, "z węgler- 
ska", dzieci rozweselone fikały koziołki, biły oklaski a dzjewcz
ta 
l młodzieńcy śpiewali. Było w tym coś żywiołowego - fuzja pler- 
wotnego człowieka z prz
'rodą. 
Kiedy mi jest najsmutniej, 
zmierzch przychodzi 
jak złodziej. 
Okrada ze strun lutnie. 
Zwyciężam złe nastroje . 
i czytam święty Pawle l'l8ty Twoje. 
Otwieram cyrku wrota - 
zgrzytliwe, zardzewiale, 
7'yś apostolsko je otwU1'ł 
Twoim zapałem. 
Pokornie klękam 
tu, gdzie ginąłeś w mękach. 


* 


Milkną kolędy. 
Idziemy gajem gromnic. 
Pogrzeb, którego 8ię nie zapomni, 
wśliźnie się tędy. 
Cmentarz, śniegiem przywiany, 
migoce drzew uroda. 
Samotne w polu kurhany 
epiczne .dialogi. wiod
. . 
Myśli Stę o te} godztn'te 
co życia zatrzym'fć nie da. . 
Na żaglach w W'lecznoU splyn'/,e 
każdego żywota klechda. 


* 


* 


Najgłębiej pejzażem oddycham 
w muzyce. 
Wszystko przycicha - 
takt pulsu liczę. 
Patrzę na '1napę obetm/ł, 
na linię granic. 
7'am żyją Ukoc!mni. . 
Heroizm chwYClla w'/,eczność. 
Biorę mocniejsze tempo, 
entuzjazm spiętrzam 
i kryję w dymu skrętach 
myśl zlą, przeklętq. 
* * * 


* 


Pesymiści, władcy uwstecznionych skrzydel, 


S 'lED Z4C Y przy biurku gestapo- 
Wlec spoJrza.l. przez okno. .Jeslenna, 
veznaÓZleJna. szar
a zalegla Ullce 
Drzeza.nsKle. Miasto JaK wymarłe. .Ja- 
Kas KODleCUla, otulona w cuustę, prze- 
blegla SZYDKO pl'zez swsl;( l weSZla 
do urzęau pocztowego. 01 strony ,.L.e- 
sDlk WleKla uę tura Clll0PSKa, c
g- 
mona pl'zez stal'ego, prZel:a:ł;llWle cnu: 
dego Koma, na Ktolego, wl10CZDle, aD! 
przeOteIll OOIS""eWll:'y aru oDecn
e 
.I.'oIlelllCY nie nueu JUZ ocho
y. J.'\Ia KOZ- 
le aleWllal SlWY, zgarblony starowUla. 
Ula oCllrony przeli oeszc:ł;em zrODU 
soDie :ł; wor{a KaptUr, naaa1Zl1 go na. 
głOWę J, bez W'ęKszego Pl';c.e.J,O
, 
iIOpęWlał czlaplącą po, blOCle SZKapi;(. 
.to chWlli wzrOK .I.-.llemCa, powroc1.l 
nad biurKo, na ktoryll1 rOZłozona bYla 
gd.zeta a na meJ CZ
Cl rO:ł;eDranego 
plstOletu. liestapowlec staranwe, CllOC 
z WIQOc:t.ną mecnęCl/ł, przeczysc
 wy- 
Clorem lUłę potem spoJrzal pod SWla
- 
łO i uznał 
e bYla wystaCc;c.a.Jąco czy- 
s
a. J.'\Iawwąl kawałeK SznlatKl na ko- 
mt:C 010wKa naorai tcocnę wazelinY z 
puoelka i rO:ł;prowad:l.il J'ł wew
tcz 
lufy. mrukn ,,} 
- Eine Bilroarbeit - .... z 
ironią. - lm Grossen und Ganzen ist 
es Ja nur eine Btiroarbelt. 
1'rzypomniala mu Slę tępa, nalana 
twarz 
cnultzego. Frau Schultze wie- 
le polllogla przelled1encom. Wypozy- 
cZYla im łÓZKO, stół, klika kr

ł 1 
poradziła, do jakich urzędów ffilell Slę 
zwrócić O dalszą pomoc. Totez, gdy 
IDJłŻ Jej, Herr ::cnultze, przYJechał na 
urlOp wypa.dato go zaproSlc na pIWO. 
Tr
ę to razilo ze :Scnwtze mlal 
 
SODle mundur gestapowski l nawet Ja- 
KIiS tam rangę, ale trudno, juz bylo 
wycofać się z tego zapros;c.ewa. 
Przy piwie SCllultze s;c.eptem zaczął 
mu radzlć: 
- Sel nicht dumm, Jtranz, nie blłdź 
głupi, F'ranek. Wczoraj otrzymałeś 
Już dokwnent twojego obywatelBtwa. 
J.\Iic już ciebie więceJ z POlsq we łę.- 
czy. Jesteś już teraz pełnoprawnym 
obywatelem &eszy, stoi za tobę. mi- 
łość naszego .Filhcera i potęzna nie- 
miecka sila zbrojna. 
Pociągnął łyk piwa. 
- TaK to wszystko jest dobre 1 
ładne, ale:.. jutro, pojutrze a najdalej 
do dwóch tygodm otrzymasz wezwa- 
nie do stawlenia się przed komisję. 
poborową.. Jesteś z
ów, więc wezmą 
cię na pewno. Om tam zresztą nie 
bardzo teraz przebierają. I co dalej 1 
Pójdziesz na trzy mieJnące do koszar, 
uważaj, do koszar niemieckich. Ty, 
zdaje Slę, nie wIesz jeszcze, czym jest 
okres rekrucki w niemieckich kosza- 
rach. A potem wyślą cię na front, do 
Rosji. Na błoto, na straszne mrozy. 
I na kule partyzantów. WIerz mi, 
Franz, kto jak k
, ale my w Gestapo 
najlepiej ch)'lba wlemy, czym ten ro- 
syjski front pachnie... I dlatego se1 
nicht dumm Franz. Radzę ci, zgło& 
sIę zaraz na 'ochotnika do nas. My te- 
raz pilnie potrzebujemy .l.udzi, znają- 
cych język polski, ukraiński lub r0- 
syjski. A gdy cię Gestapo przyjmie, to 
już Wehrmacht nie ma do ciebie pra- 
wa. U nas nie jest najgorzej. lm Gros- 
sen und Ganzen 1st es ja nur e1ne 
B1iroarbeit. Ogólnie rzecz biorq.c, jest 
to tylko praca biurowa. 
Franz spojrzał na leżące przed nim 
części rozebranego Mausera. 
Ładna ml praca biurowa. Z pi- 
stl:letem. Jeździ teraz jakiś "starszy" 
po inspekcji. W Zł.oczowie za nie dość 
czysty pistolet wstrzymano urlop 
świlłteczny jedn
mu s
arfilllrerowi. 
Już się cieszył ze spę
1 święta Bo- 
żego Narodzenia z rodziną. żona uro- 
dziła mu syna w listopadzie. Jeszcze 
go nie widział. A tu, za n1eczysty 
pistolet, .siedź, człowieku w: tej dziu- 
rze i, na pocIeszenie, upić Się m.otesz, 
o Ue ci jeszcze służby na święta nie 
wyznaczą" . 
ZaCZlłł z powrotem składać roze- 
brany pistolet. 
"Dwie sprężyny, trzecia w maga- 
zynku - rozmyślał. - Lufa z tą 
nasadką u spodu li. ta iglica, co prze- 
bija "kapslę". Jak piekielnie proste 
jest to urządzenie, które w ułamku 
se
dy może zniszczyć taki skom- 


plikowany mechanizm jak żyde... 
jak życie ludzkie"... 
Cofnięty w tył zamek Mausera 
trwał w tej pozycji jak otwarta pasz- 
cza wilka. Dopiero gdy Franz z dołu 
podsunął magazynek z naboJami! na- 
stąpił Clchy trzask, zamek 
clł. na 
swoje miejsce i jedna kula siedziała 
już w lufie. Gestapowiec zabezpieczył 
broń, po czym miękką flanelową ści
- 
reczką dawał pistoletowi ostatnie 
oczyszczające pocię.gnięcla. 
- Jaaa?! - zwrócił się wreszcie 
do stoję.cego przed biurkiem człowie- 
ka. 
Był to juz starszy, Okoł,o 5O-1etni 
mężczyzna. Lysy. PozbawlOny wŁo- 
sów wierzch czaszki otaczały z boku 
kosmyki rudych, pomierzwionych wło- 
sów. Miał sumiasty, rudy wą.s, nos 
krogulczy i ruchliwe, błyszczące oczy. 
Twarz zeszpecona przez ospę, ubrana 
była w wyraz głębokiej pokory. Ner- 
wowo przebierał palcami, w których 
trzymał czapkę-cyklistówkę. 
Na wezwanie Niemca wyprostował 
się i zaczq.l przygotowaJlIł już za- 
wczasu tyradę: 
- .. .ich kann nicht sprechen 
deutsch... ich weiss viele Juden, Vlel 
Gld, viel Brillante... 
- Mów po polsku - rozkazał ge- 
stapowiec. 
- O, to dobrze - odetchnął z ulgą 
przybyły. - Ja właś11ie przyszedłem, 
aby donieść wysokiemu urzędowi że 
ja znam miejsce, gdzie ukrywają się 
żydzi. 
- Du ich tam jest? 
- Będzie ich ponad dwudziestu. A 
może i trzydzieści .osób. Jest tam ta- 
ka wielka piwnica w ogrodzle. Mój 
kum przechowywał tam przed wojną 
jarzyny, bo on jarzynaml handlował. 
Tam nawet li. pięćdziesiąt osób m.og- 
łoby się wygodnie pomieścić. 
- Skę.d się o tych żydach dowie- 
działeś ? 
- Ja .sam t.o wyśledziłem, proszę 
wysokiego urzędu. Sam wykryłem i 
sam wszystko zbadałem. Trzy noce 
stałem na dellzczu i zlmnle. I dlate- 
go... proszę wysokie
o urzędu,. ja 
właśnie... ja jestem biedny człowlek. 
Ja tak myślę... gdyby tam po tych 
żydach co zostało, a wysoki urząd 
tego nie potrzebował, to może ja bym 
to dostał... 
- Jak ich wyśledziłeś? 
- Przez makówkę. 
- Przez makówkę? Nie rozumiem. 
- Bo to, proszę wysokieg.o urzędu, 
żona mojego kwna (my SIę gnlewa- 
my i nie rozmawiamy ze sobą) cho- 
dziła po .qsiadach i prosiła o maków- 
ki. .. 
- Co za makówki?! Po jakie licho 
te makówki?! - niecierpliwił się ge- 
stapowiec. 
- Te makówki to dla d:ł;iecka, aby 
spało. U nas tu w Brzeżanach 1 w 
okolicy kobiety, które muszą. iść do 
pracy na cały dzień, na zasiewy lub 
na żniwa, a nie mają z kim zostawić 
swoich małych dzieci w kołyskach, 
daję. im makówkę. 
- Do zabawy? 
- Nie do zabawy. T.o się bierze 
dwie lub trzy makówki, kruszy się 
je zalewa wodę. i gotuje. Potem ten 
odwar miesza się z miekiem i daje 
dziecku. Spi potem mocno. Nieraz 
i 24 godziny. Jeszcze lepiej gdy ma- 
kówka jest świeża i ma jeszcze ten 
taki biały soczek, jak mleczko. 
- Ale co makówki mają wspól- 
neg.o z żydami? 
- A no, teraz jest jesień, a wła- 
ściwie i zima. Więc ja sobie pomiar- 
kowałem 
 teraz żadna kobieta nie 
chodzi do pracy. Kto więc teraz może 
chcieć żeby dziecko spało 1 nie krzy- 
czało? I zaraz wpadłem na to że 
tu musi być gdz1eś ukryte jakieś 
dziecko żydowskie. I 
 się boję., aże- 
by nie krzyczało t nie zdradziło kry- 
jówki. 
- Co dalej? 
- Więc ja sobie pomyślałem ł.e 
jeżeli to żona mojego kuma potrze- 
buje tych makówek, to Wld.ocznie u 
nich żydzi się ukrywają:' A wiedzia- 
łem że mają tę wielką piwnicę w 


Głos czystych natchnie1t oniemiał, 
potrafią gryźć się, rozpaczać, 
nie pomną o oraczach, 
których przyzywa ziemia. 


* 


* 


* 


.Uatka mojn 
*25-XII-18J.2 
t 10-II-19S0. 


Mego sieroctwa czwartą dekad
 
zaczynam. Czas mękę mnoży. 
Co noc ide na Twój pogrzeb. 
Kwiaty kładę. 
Wiatr luty powiał surowiej, 
cmentarna spowiedź. 
Wszystkich zaduszek syntlJzę 
zmierzch zimny daje. 
Pamięć jest piekłem i rajem, 
w moc 8wujIJ. t('t;zystko bierz!! 
';' dajj pewność słodką: 
tV zaświatach Zmarłych spotkam. 


łf 


* 


'* 


* 


* 


* 


Najcięższa rozłąka 
jest do zniesienia 
jeśli myśl, co się błąka 
damy na przemiał. 
Słowo - jabłU8Zko - pąk róiy - 
trawnik literek 


LUDWIK KRUSZELNICKl 


a 


ogrodzie. Poszedłem więc DOCIł do Ich 
ogrodu, ukryłem się i czekałem. Zim- 
no było, deszcz popadywał. Przem.ok- 
łem do nitki. Było już po północy 
i już miałem iść do domu, gdy usły- 
szałem jakiś szmer. Tam właśnie kolo 
tej piwnicy. I zaczęli wychodzić. Naj- 
pierw jakichś trzech młodszych Ży- 
dów wyniosło kubły. Wylewali je da- 
leko od domu, na polu, żeby to w 
oczy nie wpadało. A potem i 1nn1 
zaczęli z jamy wyłazić. Mnie nie wi- 
dziel1, bo przykucnq.lem za płotem 
i nie ruszałem się. 
- I m.ogłeś tak wszystko po ciem- 
ku widzieć? 
- Proszę wysokiego urzędu, gdy 
człowiek przez dłuższy czas jest w 
ciemności, to Slę .oczy oswajają z 
tym 1 widzi się prawie tak jak w 
dzień. 
- I coś tam widział? 
- Pierwszej nocy to tylko tych, 
co kubły wynosili. I potem jeszcze 
jakaś starsza para wyszła, aby się 
trochę przejść :i rozpr06tować kości. 
- Słyszałeś co mówili? 
- Sły.sza:łem, ale nie rozwnlałem, 
bo mówili po żydowsku. A może to 
było po niemiecku. Nie wiem. I do- 
plero drugiej nocy zobaczyłem to 
dziecko. Maleńkie jeszcze, kilk.omie- 
sięczne. Młoda kobIeta trzymała je 
na ręku i płakała. Jej mąż poCieszał 
ją.. Mówił do niej po polsku te prze- 
trzymaję. to i że się uratują.. Tak on 
Slidził. A ja sobie pomyślałem, już 
ja wam dam ten ratunek. 
- Kiedy to było? 
- Przedwczoraj. 
- Dlaczego zaraz nie dałeiŚ znać? 
- Bo ja jeszcze i tej nocy poszed- 
łem tam na zwiady. 
- I co widziałeś? 
- Jak zwykle tych trzech z kub- 
łami a potem wyszła kobieta z chło- 
pakiem. Matka z synem. Ten chłopak 
kasłał i trzymał się za piersi. WI- 
docznie go bolało. Słaniał slę na no- 
gach. Ja myślę że a1bo ffilał on za- 
palenie płuc albo to już był IBUchot- 
nik, taki na amen. Matka mówiła do 
niego: "WciIłgaj powietrze, Heniu. To 
ci pomoże, to ci na pewno ulży". A 
on wciąż: "Boli mamusiu, strasznie 
boli" '" Ot, taki mały był ten chło- 
pak. Może miał lat czternaście... 
'l'u zeznający przerwał 1 patrzył 
zdziwiony na gestapowca. Widział 
jak na dźwięk słów "lat czternaAc1e" 
Niemiec drgnął jakby prąd elektrycz- 
ny przeszedł przez jego ciało. Potem 
znieruchomiał. Twarz z zastygłym 
na niej bólem pochyliła się nad biur- 
kiem, oczy wpatrywały się w kąt 
izby, ale na pewno nie widziały !ni- 
czego. 
Tymczasem myśl Franza pracowa- 
ła. Mózg coraz to n.owe obrazy z nie- 
dalekiej przeszłOŚci stawiał mu przed 
oczami... A więc był Lwów. Przed- 
wojenny słoneczny, roześmiany Lwów. 
I dom i rodzina. Żona Polka i ładny 
synek, jedynak Jasio. Chodził do 
gunnazjum, uczył .się dobrze. Franz 
pracował jako urzędnik w kasie 
OISzczędn.ości. Lubili go wszyscy, prze- 
łożeni cenili go za sumienność, dok- 
ładność ;l punktualność. Piękne wa- 
kacje spędził z żoną i synem w da- 
remczu. I zaraz potem uderzył grom 
w to szczęście. Wybuchnęła wojna. 
Franz stanął przed trudnym i bole- 
snym problemem. Wprawdzie nie czuł 
się Polakiem ale z polskOŚcią wszyst- 
ko go łączyło. Z urodzenia był Niem- 
cem, Austriakiem, ale z rodakami 
swoimi utrzymywał już tylko luźny 
kontakt. Powoli bladły 1 zacierały 
się w pamięci szkoła ewangelicka 
przy ul Kochanowskiego i gimna- 
zjwn II na Podwalu z niemieckim 
językiem wykładowym. Ożenił się z 
Polką, syna wychowywał po polsku, 
w domu mówiło się tylko po polsku. 
To byłio dużo, a nawet hą.rdzo dużo. 


* 


* 


* 


Kochany! umiej być dob'ł: ze szczęś
iwy! A smutki 1!-iech Oi służą 
do wypowiedzi artystyczl}eJ. Z
admcz?, tęsknota, med
yt szczę- 
ścia, spiętrzają nurt t.worczoścl. Ale Ja wolę, 
y TwoJ
 scherza 
były radośnie, dozgoD?le komponowane. ZaplanuJ to sobie mę.drze 
i wykonaj kunsztowrue. 
Nawet wtedy, gdy obie babcie pisać p'rzestaną, gd,y st
niesz 
przed jakąś trudności
 rz
zową 
zy myslo,w!ł, 
asta
o
 Sl
 j co 
by też one na to powlE
działy. 
lesZ przeclez, ze zaswlat porad 
użycza. Obłoki na pytama czekają. 


Anna. 


LIST XI 
Data stempla pocztowego 16 oaJa 1962. 
Andrzeju, codziennie chyl
 się błogosławi
o nad ,gościńcem Two- 
jej doli i sławy i cieszt; się, że czas modeluJesz tW0ł:czo. . 
Już dawno zaprosiłeś słońce na .
wą p
letę .-. I rada Jeste
, 
że oglądałeś jego chwałę na Sycylll. Te ltalslne l prowansa
le 
impresje, wzbogaciły Ci p

ęć mal
rską, rozgatunkowały powle- 
trze .i pokumały z mitologią l antykiem.. . . . 
Wyobrażam sobie, że tam, pod Oxfordem Jest Toble - l Tw:oun 
obrazom dobrze. Umiejętność zharmonizowania się z o
zem
, 
wyczucie rzeczy głębszych w ro
owach, m
zyce, kł:aJ,obrazle, 
przeprowadzanie wnikliwych paraleb, chwytanle natchmen, peda- 
gogizowanie Sztuki, jej władcza suw
renność, to wszystko tam 
masz, władczo d podzielnie - dozgonnle - aż do czwartego wy- 
miaru. 
Czas jest cenę. wieczności i krwi Chrystusowej. 
To zobowiązuje. 
Plastycy tyle wielkich lekcji religii dali światu l 
Jakże kocham naiwne - pełne mistycznej prawdy apokryfy I 
Palmy chylące daktyle nad uciekającę. św. Rodziną. Św. Anna 


k 


, 
O 


w 


Ale wciąż jeszcze za mało, aby Franz 
mógł strzelać do Niemców, do swoich 
rodaków. Do późnej nocy rozważał 
z żonę. tę sprawę. Ostatecznie Btanęło 
na tym że jako obywatel polski mu- 
si, na wezwanie, zgłosić się do sze- 
regów, ale powinien czynić wszystko, 
co jest w jego mocy, ażeby w tej 
bratobójczej dla niego wojnie nikogo 
nie zabijać. I, oczywiście, nie dać się 
zabić. Było to jedyne, choć tylk.o 
połowiczne rozwiliZanie problemu. 
Los, jednak, poszedł mu na rękę. 
Otrzymał powołanie do jednego z puł- 
ków krakowskich. Gdy 3 wrześD1a 
1939 zameldował się na dworcu głów- 
nym we Lwowie, powiedziano mu 
że pociągi do KraJrowa już nie od- 
chodzą.. Poszedł ze swoim wezwaniem 
do P X.U przy ul. Jabłonowskich. 
Przypatrywano mu a1ę tam uważnie, 
czytano jego papiery osobiste 1 wre- 
szcie kazano mu 1.ść do domu 1 czekać 
na nowy przydział. 
Przydział we nadszedł, a wkrótce 
potem Lwów zajęły wojska sowIec- 
kie. W połowie października przy- 
była do Lwowa 1 zatrzymała Się na 
pl. ŚW. Zofii niemiecka kolumna sa- 
mochodowa. zabierała lwowskich i 
pOdlwowskich Niemców do Rzeszy. 
Franz nie zgłosił się do nich. Czekał 
na powrót Polaków. Uważał że było- 
by to strasznIł. niesprawiedliwoścIą 
gdy,by Polska nie wr6clła do Lw.owa. 
I nadszedł .smutny dzień 13 marca 
1940. Tego dnia Franz, zaraz .o liw1- 
cie, pojechał na rowerze za Winnikl, 
do rozsianych tam licznych kolonU 
niemieckich. Wyjeżdżały stamtą,d 0- 
statnie transporty do Niemiec. Po- 
nieważ miał tam dalekich krewnych, 
spodziewał się 
 mu "na odjezdnym" 
.odstąpią trochę żywności, bo już głód 
zaczynał zaglądać do Lwowa. 
Jadę.c w górę uL Lyczakowsq wi- 
dział długi, nie kończący się łańcuch 
sowieckich cię.tarówek, bQ.dź to za- 
parkowanych wzdłuż jezdni, bądź też 
jadących od rogatki ku ID.1astu. 
"Czyżby już mieli uciekać? _ po 
myślał sobie 1 raźniej zrobiło mu się 
na duchu. - W każdym raz1e coa się 
we Lwowie przygotowywało". 
Gdy wieczorem tego dnia wracał 
do miasta, dowiedział się że dziesi
t- 
ki tysięcy mieszkańców wywleczono 
z mieszkań 1 wywieziono do Rosji. 
Mieszkanie swoje zastał zamknJęte. 
Pobiegł więc na ul Piekarską do te- 
ściów, gdzie spodziewał się spotkać 
żonę i dziecko. M.1eszkanie teści6w 
było również zamknięte, a na 
drzwiach umieszczona była pieczęć z 
miękkiego, plastyczneg.o laku, uży- 
wanego przez N.K.W.D. Strwożeni 
SIłlliedzi powiedzieli mu że teścia je- 
go, który przed wojną. był urzędni- 
kiem starostwa gr.odzkiego, wywie- 
ziono wraz z żoną. do Rosji. Enka- 
wudziści zastali w domu teścia rów- 
niet żonę Franza. 
- A wy kto? - zapytał ją "ko- 
mandir" . 
Powiedziała że jest córką wywo- 
tonego. Zabrali i ją.. a chłopak po- 
szedł za matką.. 
Franz pobiegł na dw.orzec. cały 
plac przydworcowy otoczony był kor- 
donem enkawudzistów. Ciężarówki 
sowieckie wciąt jeszcze pracowały, 
d.Jw4c coraz to nowe ofiary. Pró- 
bował Franz dostać się na tory od 
str.ony Lewandówki i Batorówki. Nie 
dał rady. Z szatańską precyzją wszy- 
stkie przejścia, wszystkie zakamarki 
obsadzone były przez żołnierzy 
N.K.W.D. 
Zrozpaczony wróc:ił do domu. Spę- 
dzU bezsennie noc przy atole, z głową 
podpartą rękaJnL 
W wyniku tych całonocnych roz- 
ważail uświadomił sobie te bezcelo- 
we by było robienie jakichkolwiek 
starań u władz .!IOWleckich. Rozkaz 
prZYllzedł z g6ry, l nikt mu na to 


k 


a 


nie mógłby poradzić. Tych kilka mie- 
sięcy, w których ciągu obserwował 
te "sowieckie władze", !PO:,:w.oliło mu 
wyrobić soble należyte .o Dlch zdanie. 
Główną sprężyną. działalności tych 
władz był terror. Terr.or wzajemny. 
Podwładni bali Bię przełożonych a 
przełoże11i drżeli ze strachu przed 
podwładnymi, bo w tym, zbudowa- 
nym dla uszczęśliwienia ludzk.oŚCi, u- 
stroju don.os był już dowodem winy. 
Wystarczającym do zasI1.dzenia 1 ska- 
zania. 
Franz doszedł ostatecznie d.o prze- 
konania że żonę ł dZIecko mOgił mu 
uratować tylko Niemcy. Tylko oni 
i nikt inny na świecie. żyją teraz 
dobrze z Rosją, są jej sprzymierzeń- 
cami, więc mogił żądać uwolnienia 
tych ludzi, na których im zależy. 
Zaraz następnego poranka poszedł 
na uL Listopada, gozle urzędowała 
repatriacyjna komisja niemiecka. Pa- 
piery miał w porządku. Elwiadectwa 
szkolne i metryka chrztu, wystawio- 
na przez ewangelicką parafię we 
Lwowie i podpiBana przez starego 
pastora Kesselringa, wystarczyły zu- 
peł11ie. Przesiedlono go do niewIel- 
kiego miasteczka w Rzeszy, nieda- 
leko Drezna. Przyjęto go tam uro- 
czyście. Było powitanie, przemówie- 
nia ściskanie rlłk. Elpiewał chór miej- 
sco'w y . Franz z ID.1ejSca opowiedział 
obecnym, co spotkało jego najbliż- 
szych. Nie dawano temu wiary. Ale 
też zaraz ruszyła z miejsca nIemiec- 
ka maszyna biurokratyczna. "BUr- 
germeister" natycłuniast przywołał 
jednego ze swych najtęższych refe- 
rentów, maszynistka siadła do ma- 
szyny, Franz podawał dane osob1ste 
i jeszcze tego sameg.o wieczora ode- 
szło do ministerstwa spraw zagra- 
nicznych "mocne" pismo z wszelkimi 
wymaganymi podpisami, pieczęcią 
miejską l napisem "DRINGEND". 
Miejscowy oddział N.S.D.A.P. też 
przyłożył 6WOję. pieczątkę 1 poparł 
prośbę. 
W trzy miesiące potem przyjechała 
żona. Z trudem ję. poznaŁ Była wy- 
suszona jak szkielet, z oczami zapad- 
niętymi, prawie zupełnie siwa. Tych 
kilka miesięcy w raju sowieckim po- 
starzało ją o dwadzieścia lat. 
- Gdzie Janek? - zapytał Franz 
z niepokojem. 
Rzuciła mu się na szyję 1 wybuch- 
nęła płaczem. Długo trwało nim się 
uspokoiła 1 mogła mówić. Ich Jedyne 
naj droższe dziecko zostało w Rosji. 
P.ogrzebane. 
żonę Franza 1 syna wywieziono do 
KazachBtanu. Pracowali tam oboje 
w kołchozie i mieszkali w starej szo- 
pie, którq. z pomocą przepierzeń kar- 
ton.owych podzielono na kilka "miesz- 
kań". Za pracę płacono 1m żywno- 
ŚOlą, najczęściej jagłami. Maro tego 
było. Trzeba było .od czasu do czasu 
.sprzedawać coś z odzieży, aby za- 
spokoić głód. 
Pewnego wieczora, po pracy chcia- 
ła ugotować trochę j'agieł. Nie było 
wody w domu. Ohł.opak chwycił WlR- 
dr.o i pobiegł do studni, odległej o sto 
metrów. Gdy przez dłutszy czas nie 
wracał, zaniepokojona matka poszła 
go szukać. Znalazła syna niedaleko 
szopy, leżQ,cego na ziemi bez życia. 
Na skrwawionej piersi chłopca do- 
liczyła się, nieszczęsna, .sześciu głę- 
bokich pchnięć nożem. Z zabitego 
ściągnięto buciki. Dobre sportowe bu- 
ciki, które ojciec kupił mu tuż przed 
wybuchem wojny. Te właśnie buclki 
były przedmiotem podziwu i pOŻQ.da- 
nia całego osiedla. On£' tet. stały się 
przyczyną śmierci chłopczyny. 
Do skamieniałej z rozpaczy matki 
podchodzili miejscowi ludzie, kiwaJ:l 
ze współczuciem głowami 1 m6wll1: 
"Biedny chlopak... miał takie ładne 
buciki, zagraniczne l z prawdziwej 
skóry" ... 


nauczająca Niepokalaną, £Iw. Cecylia grająca na organach i tyle 
wątku poetyckiego przesnutego lirycznie i epicznie szero
? Bar- 
dzo się cieszę, że polskie reminiscencje do swoich kompozycJl wpro- 
wadzasz. Przecież nasza egzotyka krajobrazu i typu zawsze fascy- 
nowała. . " . . 
Mój dobry znaJomy, kdkakrotme nagradzany plastyk,. WOJCI
 
Sadley, tka w Krakowie nagrodzony (12.000 zł) gobehn do aah 
Rady Państwa. Wełna przednia. Francuska. 
Westef'Platte. Tak 7la8Ze chociaż obco brzm
. 
Bohaterstwo Hellady unowoczehione. 
J este8 klęsk 8łońcem. 
Męstwa dzwonem. 
Zalew niemiecki. W borach szczątki artylerii. 
Tłumy uchodźców. Gromadna panika. 
Przepaść dziejowq każd1l dzień odm'}l
.. . 
Mówiliście przez eter: 1este8my WCląZ Wtem.. 
To był nasz hisforyczn1l, niebo8ifżny wiatyk. 
Dzielnie, dłullo 'ł!-ieśliśC16 'rl.OI':oiJ.owy h07UYf'. 
Glorie Wasze1 ojUJ/r]/_ w gobebnUJ płoną. 
Natchnienie tułknJldlilo Wasz sw.pal skrzydlat1l' 
Słyszałeś może, że w Lozannie wśr6d trzech przyj
tych prac, 
jest "Oświecim" Wojciecha. 


Widzisz. Przyj't'%'JIi si" kr.,1cnij. 
Apogeum M,ki, OAwi,cim. 
Piec gO'l"UJć nie fJ'1'Zutal. 
Sztuka go W7lO8ł na pi6dutal. 
Svmbol znieważonego człowieczeństwa. 
Najniewinnieiszej ojiary majestat. 
Kierat historii się krfCi. 
Tamt6'R krzyk brzmieć nie przutal. 
Główka dziec
 w tył przechtllona. . 
Chude, W'JIpr
ZO'1Ul. w spazmUj ro.mł01la. 
T6'R gobelin 
wSZYSC'JI w m6zg wzifli. 
Rodzq się z niego myśli, Harpie. 
Każda sumienie szarpie. 
Każda do trzewi prz6'Rika. 
Zbójecka, teutońska technika. 
Wełna gobelinu plonie. 
Zaciskam dłonie. 
Moje własne istnienie objęte .tym piecem. 
Swiat się potknąl. Przewrócił. Wlecze. 
Kłąb zdarze1t się rozkręcił. 
Apogeum Męki. 08więcim. 
Ostatnia konajqc1!ch ust stroja: 
Trudno jest bliźn'/,ch koch4ć. 
Wojciech był zeszłej wiosny w Paryżu. Przepadał. za 
a
iem 
Bulońskim - za tą wniejętnością pię
n.ego wydawallla pieniędzy, 
zwielokrotniania życia i kunsztu rado
l. . . . 
Myślę, ż.e masz w tym kierun
 pociąg 
 bardzo Się tym :les
ę. 
Duży potencjał osobistego szczęSCIa, ułatwia I}d.!ll szczodrobhwo
. 
Artyści wielcy Dostawcy zachwytu, ułatwla
ą nam obco
a
le 
ze Sztukę,'. Zbliżają do życia. 
 jeg,o najwsp8.I}lal.sz
. pr
eJawle. 
Andrzeju, przełom maja. TwoJ
 wt0ł:e, bob!l
n
kle. llIllemny. 
Kocham wszystkie daty hag,lOgraflczne. l s
leckle. Aldona.-:- 
to nasz świątek Dewajtis0'YY' Blapam Clę, pIS
. tylk
 do 
leJ. 
Niech Jej piękna sędziwośc chodzl w nadobnoscI CZCl Trzeciego 
Pokolenia. Jestem pełna podziwu dla Jej żywotności intelek
alnej. 
Wojciech Sadley.jedzie )
tro d!J 
ozann:. Słys
ałam to dzlS przez 
radio! Ta nieustaJąca WlęZ ze sWlatem, Jest plękną zdobyczą,. . 
Raduj się lozańsko. Niech q sit; jawi Wilh
lm Tell. PrzYJrzYJ 
si
 florze alpejskiej. OszczędzaJ c
. Streszczając c
, os
zęd
9:- 
my życie. Umiej pięknie wydawac. ,Bez skne
twa l chełpl
woscl. 
Kreślę krzyżyk nad Twą pełną snow głową l błagam: Mllcz I 
Kochająca ciotka-Babcia - 80 lat. 


, W .sowieckiej Rosji buciki zagra- 
niczne l z prawdziwej skóry to rzecz 
rzadka 1 drogocenna. A życie ludzkle 
takie tam tanie. I dlatego śmierć 
chłopaczka była, wedle tamtejszych 
pojęć, raczej limiercię. naturalnę., łat- 
wę. do wytłumaczenia. 
- Właśnie następnego dnia miał 
Janek obch.odzić swoje urodzmy - 
opowiadała matka. - Zdobyłam dla 
niego kawałeczek czekolady. Kończył 
lat czternaście... 
- Piekło!! 
To słowo "piekłQ" wyrwało się 
Franzowi głOŚno. Przez zaciśnięte zę- 
by. Ocknął się, rozejrzał się po izbie 
i poczuł na sobie badawczy wzr.ok 
denuncjanta. 
- Co dalej? - rzucił mu machi- 
nalnie pytanie. 
- Właściwie to już wszystko, pro- 
szę wysokiego urzędu. Tera
 tylko
 
uważam, należałoby tam pOjechać l 
wykurzyć z nory całe to towarzy- 
stW.o. Ja chętnie zaprowadzę. , 
Gestapowiec milczał. Oddychał Clę!- 
ko. h Ż 
- Czy ty wiesz, co czeka tyc y- 
dów? - zapytał po chwili. 
-' Tak wiem. Ale nie żałuję ich. 
Przez d
gle lata jak pijawki ssali 
krew naszych ludzi. Flihrer dobrze 
wle, co robi. To jedyny środek na 
nich. 6 ł 
- Pójdzie z nimi równie1; ten tw 
 
lmm. I jego żona, która o makówki 
sąsiadów prosiła. Czy zdajesz sobie 
sprawę z tego? 
- Proszę wysokiego urzędu, oni 
oboje są ludźmi dorosłymi 1 czytać 
potrafią. A były w tej sprawił: roz- 
lepione wielkie afisze na mieście. O, 
widzę przez okno, jest jeszcze jeden 
tald afisz na budynku pocztowym. 
A poza tym to oni oboje są ludtmi 
wrednymi". On był bogaczem przed 
;"ojnąo Handlował jarzynami i do- 
starczał dla tutejszeg.o 51-go pułku. 
Potem wyrobił sobie dostawę jarzyn 
dla całej dywizji. Miał dwa samo- 
chody ciężarowe. Straszliwie zachłan- 
ny był na te pieniądze. Potem i mnie 
chleb .odebrał. Ja, proszę wysokiego 
sądu od lat, każdej wiosny wynaj- 
mow'ałem sobie sady owocowe. W je- 
sieni zbierałem ow.oce, odstawiałem 
koleją do Lwowa 1 z tego skrom- 
nego zarobku żyłem sobie przez zi- 
mę i przez przednówek. 016t on, 
przed samą wojną, uprzedził mnle i 
zakontraktował wszystkie moje sady. 
Płacił właścicielom 10 a nawet 12% 
więcej niż ja. D?brze mu alę powo- 
dziło. Syna do gunnazjwn posyłał. 
- Mają ayna T 
- Tak. Teraz nie ma gimnazjum. 
Siedzi w domu. 
Franz przez chwilę patrzył dono- 
sicielowi ostr.o w .oczy. Potem rzekł: 
- Powiedz prawdę! Kto jeszcze, 
.oprócz ciebie, wie o tych żydach? 
Głos Niemca stał się bezdźwięczny, 
twardy, chropawy. 
- Nikt, proszę wysokiego urzędu. 
To jest wszystko moja tylko robota. 
Sam wyśledziłem, sam zbadałem i 
sam teraz raportuję. 
- No, ale chyba żona twoja wIe 
o tym? 
- Nie wie, bo nie ma jej w domu. 
Od trzech tygodni jest wSzybalinie 
u siostry, która oczekuje dziecka. 
- Jak się tu do mnie dostałeA? 
Co powiedziałeś wartownikowi na 
d.ole? 
- Wartownik rozmawiał z j8kinla 
panem po niemiecku. Pokazałem mu 
na migi te chcę wejść do środka. 
Kiwnął mi głowę. że się zgadza. 
Gestapowiec nerwow.o poprawił alę 
w krześle. 
- A teraz powiedz gdzie to jest? 
Gdzie jest ta kryjówka? - ściszył 
swój głos do szeptu. 
Zapytany zbliżył się do stołu, opaI'ł 
na nim 
e ręce 1, l'ów'nież szeptem, 
powiedział : 
-- To jest na Jrońcu miasteczka, 
tam jut niedaleko Leśnlk, za cegiel- 
nią Wiszniewskiego... 
Pochłonięty opisywaniem kryj6wki 
denuncjant nie zauważył jak prawa 
dłoń Franza zacisnęła się kurczowo 
na kolbie pistoletu a paznokie6 kciu- 


ka odsunął bezopiecznik. Przez chwilę 
koniec lufy zataczał maleńkie kółka 
szukając celu. Wreszcie padł strzał. 
Rozległ się suchy trzask. Oczy de- 
nuncjanta otworzyły się szeroko z 
wyrazem bezgranicznego zdumienia. 
Osuną.ł się najpierw na kolana, ude- 
rzając podbródkiem o krawędź stołu. 
Potem runął na ziemię. Wydał krót- 
ki, głęboki jęk, zakońcwny cichym 
rzężeniem. 
Drzwi przyległego pokoju otworzy- 
ły się. Stan
ł w nich "Leiter" z pi- 
stoletem gotowym do strzału. 
- Was 1st hier los?! - zapytał. 
- Rzucił się na mnie. Chciał mi 
wyrwać pistolet - odrzekł spokojnie 
Franz. 
- Było Ich więcej? 
- Nie. Tylko .on sam. 
"Lei ter" podszedł do zabitego. 
Czubkiem buta poruszył jego głowę. 
- Ja, so hast du gekriegt. 
Zwrócił się do Franza. 
- Ja ci zawsze mówiłem że przed 
tymi psami trzeba się stale mieć na 
bacznOŚci. 
- Ten, przypuszczam, był wnysło- 
wo chory. Głupstwa wygadywaŁ 
- Nigdy nie wolno Ci na tym po- 
legać. 
Przełożony wsunął pistolet do kie- 
szeni na piersiach, zaplq.l mundur i 
zdjął z wieszaka swój płaszcz desz.- 
czowy. 
- Przygotuj meldunek. Gdy wr6- 
cę z obiadu to ci go podpiszę. 
- Aha, jeszcze Jedno - zawołał 
już od drzwi. - Każ Hansowi, aby 
tego gościa, na wszelki wypadek, ob- 
szukał. Potem zawieźcie go na Ka- 
cwrówkę, na to okopisko żydowskie. 
Niech go tam ten nasz grabarz Abra- 
ham gdzie zakople... Zanim nie przyj- 
dZie dzleń, gdy samego grabarza 
trzeba będzie pogrzebać. Mahlzelt. 
Zaśmiał się Slłdząc że mu się dow- 
cip udał. 


. . . 
Można by to uważać za opowiada- 
nie, gdyby nie okoliczność że wszyst- 
ko co wyżej podałem jest prawdą.. 
Prawdłł czystą., pozbawioną jakich- 
kolwiek zabarwień i zaokrQ.gleń pi- 
sarskich. Najdrobniej.sze nawet szcze- 
góły zdarzenia przedstawiłem zgod- 
nie z faktycznym ich przebiegiem, 
całkiem tak jak bym je odpisał z ra- 
portu policyjneg.o lub z aktów Slłdo- 
wych. Tak się złożyło że przed woj- 
ną znałem osobUicie "gestapowca 
Franza". (Tak bohater zdarzenia sam 
siebie z g.oryczę. nazywał). Znałem 
również zastrzelonego przez niego 
człowieka. Po wojnie żona Franza 
pisywała do nas. O popełnionym przez 
Niemca morderstwie wiedziałem od 
dawna, ale trudno mi było zaję.ć ja- 
kieś stanowISko w tej, pod względem 
etycznym dość złożonej, sprawie. 
Opisałem ją dopier.o dzisiaj, gdy 
mam pewnoŚĆ że ujawnienie jej ni- 
komu już szkody nie przyniesie. Za- 
bójca, "gestapowiec Franz" zmarł w 
listopadzie ub.r. na zawał serca. ży- 
dzi, byli l.okatorzy tej brzeżańskieJ 
nory, rozprószyli się po świecie I na 
pewno żaden z nich nie wie, komu 
właściwie swoje życie zawdzięcza. 
Całe zdarzenie pokryło się już grub4 
pajęczyną przeszłości 1 zapomwe11ia. 
.....był to jedyny strzał, jaki Fra- 
nek oddał w czasie tej podłej ..pracy 
biurowej", do której go podstępnie 
zwabiono" - pisze mi jego żona. _ 
"Do końca dni swoich miał clężkie 
wyrzuty sumienia że 2amordował 
cZł.owieka bezbr.onnego. Nieraz pr6- 
bowałam tłumaczyć mu te, zabijają.o 
denuncjanta, uratował w ten sposób 
życie tylu ludzi. Nie zgadzał się 
 
tym. Potrząsał smutnie głową.. "Nie 
mogę się tym zasłaniać - mówił. _ 
W chwili, gdy z zimną krwią końcem 
pistoletu szukałem na jego ciele miej- 
sca, w którym powinno być serce, 
nie myślałem o tamtych pariasach. 
Przed oczami stała mi tylko ta nie- 
szczęsna, bezradna matka i ten jej 
chory, słaniaję.cy się na nogach, sy_ 
nek... Miał lat czternaście. Tak jak 
nasz biedny Janek". 


Ludwik 
-
 


v
>>>
6 


WIADOM09CI 


Nr 1081/1082, 18/25 December, 1966 


ALINA żERAŃSKA 


PITTSBURGH 


L)l.L'"l'
BUłtGłl....t 'J.'oż to pla.wdz1- 
C we piekło! - mówllo Bil;( Jeszcze 
Ille tak dawno o mle60le hut, .skry- 
tym pod zawlesistq. chmurQ. czarnego 
dymu. DwaWieścla. lat temu lata.rme 
paol.1.ły Sl'i tu przez cał
 douę; domy, 
udz1e.z i płuca pok.ryw&a Uusla war- 
stwa sad.zy. DZIB jeJ.zc
 wśród nowo- 
czesnych wieżowców ls.nJ.łłCych kolo- 
rowo sterozą czarne 
uty za.kop- 
conych starych budynków. 
Surowe przep1BY zmusiły wreszcie 
pr
ysł 00 radyka1nej konł.roll za- 
dylDl16lJ.ia. Po azucewu brudnego 
pła.swza o
o Slę ałagIe że to me- 
tropolia. slloZoDle położona. wśród Zle- 
lonych wzgorz, w dol1me rzek Monon- 
gab.ell .i. Ailegheny, 
tore łą.cZQ. się 
w samym centrwn. 
PlttsDurgh Jest m1asteMl kontras- 
tów. 
 przYC1lłgnęła. ;nowe ka- 
pItały, zacz
Y1 powstawać nowe 
przeasięb1orstwa. Dziś lukBuBOwe blo- 
kl IIlleMJtalne stoJQ. tuIŻ obok roz- 
paOaJQ.cych su; "BlUlllS"ÓW. Burzy Blę 
Je cw.yml poła.c1.ILWol, ale wc.ą.z jet:izaZe 
jest lch baróW wlele. Z jeODej stro- 
ny w centrwn pemo zielem, wszystkO 
schludne, nowoozesne, eleg.anckl-e - 
po chwili 1dz.Le Slę po popęKanym bru- 
.K.U WBrod odrapanych .sKlepów z tan- 
detQ., 
1'.Lttsburgh był miastem hut i fab- 
Q'k. 1'rOOuKU)e 814; tu 21% krajowej 
stall, ale rozwpj preemy8łu b1eN.e juz 
mny klerunek. :M1aato przeobraża. się 
w Jeden z DaJw1ękaZyc.n w Ameryce 
olIrodKów dO:WLa1C703Jnych. W pro- 
nu.ewu óO nul od centrwn mieaz.ka 
ponad trzy i pól 1IUl1oDa lUÓZl, któ- 
IrYC!! byt )uż we Zależy wyłQ.Czn1e od 
przemysłu stalowego. 
POLSCY IMIGRANCI 
Huty 1 kopalnie tych ok.o1ic przy- 
cią.gały rze.sze D.Lewyk
o1ltowaneJ 
8Ily roboczej, azczegóLa.ie ze środko- 
weJ i W.sanoWllej Europy. Najw1
zy 
procent przybyszów swn.ow1Jli Nleffi- 
cy i Slow.18.I1le. Pierwszy polSki &Jad 
odnajdujemy w połowie XIX w., gdy 
ZaIIuesz.Kał tu i przyjął obywateJsl.wo 
(CIO za.notowane je.'it w aJtta.ct1 miej- 
.sklch) of.cer ulan.ów. były uczestmk 
powst.anla ł.lstopadowego, Rudolf 
KorwlD-PLOtrowakl. Po .K.l1ku latach 
wy)eChal do Kalif 011. 00, gdZ1e spotkał 
liIlę z Modrzejewsq 1 Sle.Dik1ew1.czem. 
:Modrzejewska tw
erdzi w swych pa- 
nuętnlkach ze Korwm-Piotrowsk1 był 
oaobJBt06Clą. D.lezwykie zabawną. 1 że 
to on własn,e po&użył Sienklewi(jZO- 
wi jako wzór do postaci Zagłoby. 
Po upa
u powsta.ma styoznWwego 
przybyła do PLLtsburgha Wl
 gru- 
pa polSlUCh imigrantów. Orga.w.za.to- 
rem ich i opleku.uem był O. 
ta.nJ.9łiaw 
Parzyk !Ze ślq.ska, ktory z.nalazł się 
tu już wczesn,leJ. bo w 11'. 1852. Był 
to zak.onnlk. nadZwyczaj ŚWlQ.tobl1wy. 
Co medzlelę odprawllał mszę św. w 
podz.lenuach ozesklego 
oś
 twv.. 
Michała, a ludzie scnodzlli 8lę z da- 
lekich nawet stron aby wysłuchać 
po1skiego ka 7.,eniR.. 
W r. 1873 zorganizowało się w 
Pittsburghu Bl"aCtwo św. Stanisława, 
które t)QStawilo sobie za cel rrooby- 
cle funduszów na zakup własnego ko- 
ścioła. Tak powstała tu pierwsza pol: 
ska parafia i wkrótce przy .paraf1.i 
pierwsza. polSka szkółka. W kIlka lat 
później powstała druga paraf18. (św. 
Wojciecha) i druga szkoła. 
Księż.a katollccy byM w tych cm- 
sach głównymi org8mJLza.torami pol- 
skiego wychodztwa. W miarę da.lBze- 
go masowego pNypływu po1sluej siły 
roboczej, polskie paraf
 roz.rastały 
sIę 1 dzie11ły. W okreSie mi
YWo- 
jennym było ich aż &edem, a Język 
polski wykładano w wielu .szkołach 
podstawowych 
 w kilku szkołach 
sred.nich. 
Ptttsburgh przeżywał Irozkw\!t pol- 
skiego życia organizacyjnego u schył- 
ku pierwszej wojny ŚWlatoweJ. Prym 
wiodłio wtedy Sokolstwo, którego za- 
rzIłd główny właśnie tu się znajdo- 
wał. Organizowano drużyny przyspo- 
sobLenia wojskQlWego na wlelkQ. skalę, 
młodzież zjezdżała Się iD1e tylko 
 
oko).iCZIDych miejscowOŚci, ale 
 We- 
go kraju. Gdy w ił". 1915 .p
 So- 
kolstwa dr Teofil Starzynskl jechał 
do prezydenta WHsona lI1a of.i.c]8Jiną 
auaaencję, Sokolstwo mLało ju,ż 
o 
rozporzą.dzenla ponad 10.000 śWletme 
wytwiczonych ochotników. To Sta.- 
rzyńskiemu właśnie ośwladczył W.il- 
son ze będzie popierał dążenia Pol- 
sk.i do odzyskania niepodległości. 
W r. 1917 zJechał do Plttsburgha 
PaderewBki. Polon
 zorganizowała 
mu owacyjne przyjęcie. Paderewski 
w pełnym ognia przemówieniu rzucił 
hasło tworzenia wojska polskiego. 
Wysłano natycbiIniłl-'rt depeszę do Pre- 
zydenta ofiarowujłłC pod dowództwo 
armU amerykańskiej sto tysięc.y żoł- 
n:ierZy polskich. 
Prezydent oferty nie przyjął. Nie 
chciał po1sk1ego wojska. jako osobnej 
części wydzielonej z arm!Jl a.merykań- 
sklej. Sokole drUŻYIl1Y pNetransporto- 
wanO do Francji, gmie IZ8.s1liły tWlO- 
rZ/łoce się wojsko poIBk1e pod dow
- 
twem Hallera. 
Frekwencja na zebraniach d wie- 
cach była wtedy w pj,tJt.sburghu tłum- 
na, pełno serc oftLarnych i rąk g0- 
towych do pracy. Po wojll1ie jednak. 
gdy już nie .zachodziła rotrzeba pat- 
riotycznej akoji na szerszą. skalę, rz,a,- 
pał powoli wygasł. Starzy przywód- 
cy IZ CZ81Sem powymierali, n1kt nie 
umiał już podsycać w 
lonLi tak g.c: 
rącego patriotyzmu. żYOle amerykań- 
skie wciąga, pochłan1a. polska wy- 
daje .się coraz dalBza., coraz obojęt- 
niejsza. 


POLSKA KLASA 
NA UNIWERSYTECIE 
Ostatni czyn polonLi godny uwagi, 
to ufundowanie klasy polskiej. Uni- 
wersytet P.ittsburgha mdeści się w 
samym sercu kulturalnej dz1el111icy 
miasta, obok bi'blioteki, muzeum 1 sal 
koncertowYch. Jest to strz;el:ista 42- 
piętrowa budowla, drapacz 
ur z 
pierws 7Je j połowy tego etulecla. Wnę- 
trze urządzone w lI1eogotyckim etylu 
przypomina średniowieczne zamczy- 
sko. TyUoo zamlast ik8ią.żą.t i ry
erzy 
wldać wszędzie grupki zwyczajnYch 
amerykańskich .studentów z ksIą.zk.a- 
mi. 
Wokół wlelk1egQ hallu ciągnie się 
galeria a !Z niej wiodą. drzwi do nie- 
dużych sal wykładowych; 19 z nich, 
to jakby próbki kulturalnych waJo.. 
r6w róŻnych narodow
i, .składają- 
cych się na mozaikę ameryka.ń.!lkJl.ego 
państwa. 


1'rojekt dekoracji. po1skiej .klasy 
wykonał na !kilka łat przed wojną. 
prof. Adiolf SzyBZko-Bohusz. Krakow- 
skie motywy malowanych belek su. 
fltU łQ.cZQ. .sLę tu harmonij.W.e z wło- 
skimi glrlandkaimi na ŚOl&nach, Uu- 
BtrUJą.c wpłyJWy włosluego Odrod7Jeinla 
w 1'olsce. .NastroJem i charakterem 
polska sala przypomi.na Wawel 
Przepiękne SIł cię.żk1e, bogato rzeź- 
bione, dębowe drZWI, wykonane we 
LWIOw
e. U suf.itu wtBl ładny świeoz.- 
mk. z brą.zu z orłami poł..ilcimi. Na 
gOillułikach okII1a lWymalOWWlO herby 
UD1wersytet6w polskich; pod oknem 
stOl gloDus kopel"Illlkowakl, reproduk- 
cja z kolekc)l przy1"ZQ.dów astrono- 
micznych na Wa.weJiU; iIJaj śc.ia.nILe du- 
ża kopia !Obrazu Młlltejld ,,IKopem.ik", 
wykonana przez Marlę SzymDorskQ.. 
Obraz .zała.1owaJoo Da okręt w końcu 
sierpnia 1939, płya:ułł przez ocean gdy 
już og1eń woJDY og8lI'\Wł.l kraj, wy.IQ.- 
dowal w Ameryce jaIk ostatni akra- 
wek woinej Polaki.. 
W narozwk wmurowano jak relik- 
wię kawałek gzymsu przysłany z 
rwn Oolleglum Maa.us w Kra.kow.te. 
W rogu StOl ładna gablota oszklona 
z rękopisem opery ,,Manru". osobi- 
ście podarowanym aa1l pol.ak1ej przez 
PaderewoBklego. 



YCIE ORGANIZACYJNE 
W miarę zmniejszania się dyskiry- 
m1nacjl w stosun!ku do Europejczy- 
ków następuje coraz głębsze w,siąka- 
nie grup etnicznych w teren. Ghetta 
narodowośc.iQlWe tracą. powoli rację 
bytu. Kwitnące lIliegdyś poLskie dziel- 
mce idą. w ruinę, co za.mOŻ!1Jiejsl wy- 
noBZQ. się w dm1e strony. Pełno opu- 
sto.w;ałych sklepów, lokali do wyna- 
jęCla, okien IZ8.bitych desk8lIl1i, odra- 
panych budynków. Jak cmrne plamy 
na szachownicy, w głąb tych polsk.ich 
d7Jie1nłc coraz głębsze macki zapusz- 
czają Murzyni. 
Na polskich ,,halach", IZ których 
ka.żda jest jednocześnie też zwykle 
pliWiamią, zbierają się Ludzie jeszcze 
si1lllłe 
f1JZIWI! ucmucdowo z poloniQ.. 
Choć na lmżdym kroku pod.krejlają 


POLONIA DZI8 
BaJrdzo trudno ustalić, Jak liczna 
jest dzlSlejsza polonia w Pittsburghu. 
KsiQ.żka. telef
cma. roi się od pol- 
skich nazw
k, ale Ogl'Om.na Wlęk- 
szość ich właśo101eJ:1 IZ polakOŚciQ. nie 
ma już nic wapóln-ego. Przyozyniła 
81ę do tego bezwzględn.1e dy8krymi- 
Dacja w .stosunku dO przyby.az6w ze 
wschodll1iej Europy. 
Polak - to było okreBlenie pogar- 
dliwe. Polak - to ZII1aCZyło 0lemD8. 
masa, COŚ prymitywnego :i Ilieokrze- 
Banego. Po d7Aś dz.Leń to .aliowo przy- 
wodzi ;na myśl przeciętnego Amery- 
kanina ta.k.i IS8;m obraz 1'oJaka, jalki 
przedstaw1ł Tennessee W...J.1lams w 
swej słynnej sztuce ,,streetoar Named 
Desu-e". Do wublonych rz,a,jęć w S7.k0- 
łach t UI1IIWer.sytetach iD8Jeży lWyśIIll'e- 
wanie się IZ g
upoty ol. 
wnośoi ,,.Po- 
laik,s". Kcą.ży lllealoończona .ilość Żo8Ir- 
tów na ten temat. 
Zerwa.nle więc IZ polskościQ. było 
dla młodzieży tu zrodzonej róWI1lO- 
.znacZIIle IZ postępem apołeazl!lym. Po- 
IWmo wym.kłego z tego kOlolla.lnego 
odpływu, "leaaer"zy miejscowi oblii- 
czają d2JLsiejsz/ł polonię na. 60.000 
dusz, ale jest to cyfra mocno przesa.- 
dzona. Za. czł
ów polowi można 
przecJ.eŻ uważać tylko ludzi bądź 
zrzeawnych w polskich orga.wza.- 
cJach, bądź choćby przyznaJących się 
do polskości. 
Ogromna. większość iWeza.przeczal.- 
nycn polonusów, to w daJszym C1Q.gu 
robotn.lcy stalOWDl, fabryk i kopalD1. 
Jest też trochę drobnych kupcow ił. 
pr:reda1ębiorców. Polacy w Ameryce, 
borykająC się z dyskryminacją., trud- 
noSoianu językowytffil i bezrobociem, 
przystosowując 
!lę do nowych wa- 
runków wolno ił. z tirudll1ością., przy- 
w1Jł:zyw.a1i mniejszą. wagę do ik.8
tał- 
CetlJia dz.Leci nIŻ do ich m.ożldwości za- 
robkowych. Zdecydowanie też na dr0- 
dze postępu .społecznego pozostali z 
tego powodu w tyle Zi8. hmymi gro- 
parni etnicznymi. 
Od zakończenia drugiej wojny Invla.- 
towej osiedliło wę w 
ttl8burghu 
 
ledwJ.e ik.iJ..kadZiiesilłt rodzin polskich. 
Są to ludzie przeważnie młod
 .I. w 
średniim wieku, calkQlWicle łiub czę- 
ściQIWO wykształceni Zi8. granJ.q., bQ.dź 
świeżo przybyli z PolBlcl.; inŻyII.1ero- 
wIe i naukQlWcy, na. ogół doskonale 
upoS3lŻeni i na dobrych stanQIW.t.skach. 
Tow.wrzysko chęt.n.ie obcuJą. między 
sobę.. ale od Zyc1a polon
jll1ego trzy- 
mają się na uboczu. Z poloniQ. bow.tem 
mają bardzo lI1iewiele wspólnego. 
Polonia pLttsburska na.j.ohętniej po- 
sługuje lSię już języaciem angie1sk.im, 
zebra.n.ia w wielu organi'zacjach od- 
bywają. się też po angielsku, więc 
nawet język lilie łą.czy tych grup z 
nowo na.pływajlłcym elementem. Je- 
dyna organizacja, która w,ęki swym 
kulturalnym za,mtecesowaniom potra.- 
nła choć czę8Sl0WO przyciągnąć Invie- 
żo przybyłą. inteligencję polską., to 
PoHsh Airts League, mały klub, 11- 
cZ/liCy około stu członków. przeważ- 
nie Amerykanów polskJ.egQ pochodze- 
nia z drugiegQ i trzeClego pokolenia, 
ludzi 
 wyższym wykształceniem. 


h 


'. . 


t.: 
4.u f' 
LJ. 


t 
",. 


; , 


--- 


_ . 


.., 
 
.......' . 
...... 
. .........' 
, '''
'. .... 


.
 


o 


POLSKA PRASA: 
JĘZYK I ORTOORAJ!"'I.A 
Pierwsze pismo w Języku polskim 
w PUt8burghu, tygoIDik "Wielkopo- 
lanin", Zi8.czął wychodzić już w r. 
1899 4 iBtniał przez wdele lat pod 0- 
pieką. księży. W r. 1911 Wiktor Alsk.i 
założył tygodnik. "Hasło polsk,ie" , 
który przekształcił .s1ę w ;Latach trze- 
ciego dziesięciolecia w gazetę 00- 
dzienną. nazwaną. ,,Plittsburczan,illl.". 
Alsk.i był 
owiek.iem ln1:cligent- 
nym 4 prawdziwym patriotą.. Brał 
czynny udział w życiu organizacyj- 
nym, pLSIIlO swe wydawał na niezłym 
pozlOmie. W cza.sie wojny w
utek 
różnych ograniczeń "Pitt8burezan1n" 
zaczął wychodzić raz w tygodniu, d 
tak już pozostało. 
Po śmierci Alskiego przed d
esię- 
cloma laty lilie =a.laJZł się ozłow.1ek, 
który by go potraf.ił zastq.pić. Ga- 
zeta borykała ,się z trudnOŚClamd, kil- 
kakrotnie pomoc księży uratowała. ją 
od bankructwa. Dziś wie1zie się jej 
trochę lepiej dzięki na.pł,}"WQlWli ogło- 
szeń. 
,'plttsburczanin" pośwtIęca tak wie- 
le miejsca klerowi i .sprawom kościel- 
nym IŻe !Zyskał sobie pr,zydomek 
"Dzwonka Niedzielnego". Zadziwiają- 
cy jest język tego pisma. Ortograf.li8., 
która wyBZła. z użycia IW czwartym 
dziesięcioleciu, wciąż tu jeszcze obo- 
wiązuje. W każdym artykule tak 
wiele błędów gramatycznych, stylisty- 
cznych, zwrotów duchowo językowi 
polskiemu obcych, angLicy.zm6w, słów 
ang.ie1skich z dorobionymi polskimi 
końcówkami że trudno wprost po- 
wiedzieć, że to język polski a raczej 
specja1na gwara polonijna. Bawiący 
tej !Zimy w PittsbUil'ghu profesor um- 
wersytetu w8lI'iSl
ego wracając 
do kraju zabrał kluka numerów, by 
umieścić je w muzeum jako curioswn 
językowe. 
Zarzą.d Sokolstwa terż wydaje tu 
dwa razy lila mlesąJ.c nlewdellde pi- 
semko "Sokół PolBki". Tylko trzecia 
część objętośol drukowana jest po 
polsku, ale 1Jnynajmn1ej jest to pol- 
8ZCZyz.D8. poJII'8M'DL 


IW 


... 
..- 


.;; 



 "n?',. 
ł-:'41 łY - ". 
'. 
:. 



;. 



 ;. 'I. 1 1 '1 
'.fi' \ j: 
 i 


r' 


I 

i I-:r
'f}.: 
""".", ,,4 .... :a". 
'

 
 
; '" . "$.': 

"f: 
 r ' 


\ {
' 
,;"'1., łj1\; 
. p .....,. 'Ii' 
j""'l"'llo,'J" 
r,łt I
),
 
',"' ( ,
 ''"' . J ' 
'..ł.i:l_ J..... 


'.. 


,}- 


't' 


'- 



 


-- 


" 


"
''...' 

: . 


I 


PITTSBU RCZANIE 


SWQ. amerykańskość, są. jelmCZe 
byt 
polscy aby stać się prawdziwymt A- 
meryGuLnami, a 
byt amerykaascy 
aby można loch było uważać za Po- 
laków. Polska dla nich zresztą., to coś 
nlesłychande dalelciego, coś czym w 
grunole rzeczy interesują. się bardzo 
mało. Organizacje polonijne lI1.1e do- 
starem ją żadnej podn.ilety dla uczuć 
patriotycznych - to po prostu kluby 
towarzyskie. Dosta.l'cmją jedynie 
peMlej odtrutkii na głęboko lZ8.korze- 
ndony wśród tych Ludzi kompleks nirt- 
szości. Taką. odtJrut.ką. jest samo- 
chwalba przybierająca niezwykłe r0z- 
miary .1 pLlne przestrzeganie Invięto- 
wania wszeJ.k,ich rocznic, zw1ą.zanych 
z działalnoodą w Ameryce Kościuszoo 
kil i Pułaskiego, tych dwpch bohate- 
rów polon.ijnycl1. O iln.nych W}"bitnych 


rł 


""\. I"" 
 


. :i 


/
 



 ,. 
i;; 
l., ' .; .;; 
1f ,;i; I:; 
-, ł. l " ! " 
, " 
f . l' 


, 
f' F 
t. 
J 
] .ł- 
JI: ... 


. 'j I,;; ';' 
,
 ' 1, :: ł 
; !' t 

 '1': . 1 
I. \ 


li :  I 
1 f: ,i ;.1 f 
. ' i
 fi. 
I, ił" 
: \ 
', ', 
ł I', " I... I 
ł ;:., 
t. '. i. ;"'
'
'ł ;
:, 
. ' ł i ,- ;, 'ł" 
 
I . , ' ,.;ł ; ,." i 
j t '; ;1' ,ił! ,1 / ::1 
I::r ni. ;:'I(
 
I:: L., ,..:;1 ::11 . , ",:; 
f"; . 
 ł \Ir fI-: ". 
.t.,...'" , .' ." ,.: ; I:' .- 
,
; 

 .
. dm',: ,; hi
 . '
 
';,. 

.
 7__ li! 


'.; ł 
I ' 
, ;' 
f 
t 


i. ;,_
 !.' ; 
T,J ' 
- P I 


li. 


Gmacb UDlwer8ytetu w Plttsburl'bu 


r' 


; '. 


"' 


I' 


,'(" 


.,,

.. - 


...... 
A 

. 


...... v_ 



 '. 
..... ; 


.' ... 


'.,;:...- 


. , 


. '. 


.1 
f

.
 I '1-.' 

 ,
ł 
w!.!
 ' 
f 
,'" ----.
 t'" ' 
l 
.._. r

-j;i.1:' 
.,,: 
..... "..;.. , 



 


, ...ty' - 


, - \ . 
_' "]',,:' \ J _ )I 
, .'''1')." "-le.I ...
. " 
'r;:..'.. t' ,,,,' tti"l) 
Iii" ,(7' . ł11' ' 
I '
1(
 
.':-I
 
 
 
,;-", 
:': .. \:
....
 \\; ,
 
.. ,.. II 
. . 

- .f, s 
' 
 ;P:...,.:" ".,. '.J 

 
.« 
, ; ""ł\', 'r.' '
. 


:;';'1 


.
 


'-""e s ,,,_ 


l 


't( 


" \ 
ł 


.
 
.
 


','. 


,..., 


. 
,-o 
.' 


"!" .
 


Polaka Bala Da WlIWeI'BytecIe 


Polakach polonia w Pittsburghu ma 
raczej pojęcie mgliste. 
Na nie kończących się ba.nkJietach 
i uroczYlStQŚciach Iw czci mniej lub 
w
ęcej zasłUŻOll1ych osób, eta41s1 pa- 
nowie wygłaszają długie 1 podniosłe 
mowy o .świętościach lIl3Il'Odowych I 
tradycjach przekazanych przez mat- 
ki-PolkL Nazywają się też wza- 
jemnie krzew.l.clełami kultury, ostoją. 
polskości i ikaga.nk.iem ośw1a.ty. Mo- 
wy te iWemndennie cechuje brak zna- 
jomości gramatyki języka polalmego, 
hliBtor.ł.i Polsk.i .1 brak orientacji w 
obecnej sytuacji po1i;tycznej. prze- 
mówień tych 2il"esztą. mało kto słu- 
cha. 
Rozmowy przy stołach tOCZ/ło slę 
mniej lub więcej bezceremonialnie; tę- 
&1e matrony w wianuszkach 
 ws
 


1 
.
 
:t 


.. 




 


, 
, (
 l] 'f 
1., ,I"'..f 
_ . 
 I ,I d' I ' . 



.: 


t 
..' 


-.t' 
JP. 


"1',' 


\ 


-''1.;-' 


....' 


, . 


\;
. 


'" . 


.".....,.. T'" 
. .........,,_"Y . 


, . . 1./1.....,::.. 


,.c 


;.,.," 


,. 


. 
t; ',-; 


, 
,!.-- 


,-- 


1- _..;ł 


. 


 ;t 



.:  


.. 
... 


.... 
. , 


.. 


ł 



 


kacb, nwby po k.rakowak.U, roz.no..'Z!j, 
obow.iązkową kJiebbasę 
 kapustą i 
oIa:sta słabo przypoIJ1llll1ające kucimię 
poJ.ską. Po kolacj,i orkJestra. pI'lzygry- 
wa polki i sala ożywia mę. Często 
małe dmewuszki popi.sujQ. się tańca.- 
mi narodowymi. Gdy zagadnąć do 
illiich po poiskru, odpow1a.dają. bez za- 
żenowania, nawet jakby z dwn
: "I 
don't speak Polish". 
Ra;z na rok w parku roz.rywkowym, 
wśród karuzeli i stT.zelll1ic odbywa Slę 
Dzień Polski. Polonia przybywa tłum- 
:nde z kOBZami prowiu.ntu ł piwem, 
'Zjawiają. się nawet lila chwilę przed- 
stawiciele władz miejskich. Tu też 
me obejdzie ISI.ę bez mów i czasem 
nawet popisów wokaLnych. WydaNe- 
nie to opi.auje się .szeroko w "Pltts- 
burozanil!1;ie" , przytaczajQ.c WlSZystko 
CIO pow.1edzie1i wy.ks2ltałceni lila miej- 
lIOOWyiIIl kato:ld.ckiom uniwersyteoie Du
 
quesne dwaj -ędziowie 4 jeden radny 
m1ejskl pols1clego pochodzenia - 
chluba polonU. 
Od czasu do cmsu ktoś gdzieś się 
lZryW8. i usiłuje wznowić jakąś dz;ta- 
łaIiność. Za1nteresowa.n1e jednak 4:st- 
n1eje tyUto dotąd dopóki .mowa o po- 
częstuDlkach. Na młodzi-eżowe kon- 
kursy literackie i konkUl"sy na a.fllSZe 
o tematyce po1skiiej I1Iie wpływają 
prawie żadII1e prace, o nagrody uilkt 
się nie ubiega, tak jak i o stypendia 
na wakacyjne kursy języka i tań- 
ców polskich w Kolegium Związko- 
wym. 
Uniwersytet Pittsburgha spróbował 
przed trzema Laty lWprowad:zdć wy- 
kłady języka polskiego. W pierw.szym 
;roku zgłosiło się kil.kJun;a.stJu studen- 
tów, w drug,j,m na ikur&e Z8aIWWlSO- 
wanym było już -tylko trrz.ech. Ostat- 
niej zimy zaprojeikJtowam.o zam
a.at 
języka polskd.egQ kurs Jdteratury pol- 
ak,iej po angie1sku. Niestety, nie było 
dość chętnych, zapisała się tylko jed- 
na. osoba. WreszOle udało się dr. Ed- 
wardow.1 Czerwińskiemu zebrać tr
h 
słuchaczy ;na letnde aemmari'Uffi. Ale 
1 ten, trzeci z kolei mst
tor, rmlie- 
chęcony opusooza mulo. 
Dyrektor wyd:7JLal1u slaW1hstycznego 
dr Charl-es Bidwell jest żonaty z Ju- 
gosłowiall1ką .I. sam dobrze wła.da tym 
,JęZykiem. Młod7Jież studiujłłCa sławi- 
.&tykę JIIIUSi oprócz języka rosyjskiegQ 
studiować jeszcze jeden język slo- 
w1ańsld. Kooruje się jQ. więc do klasy 
serbskO-Chocwacik.iej, która jest świe- 
tnie reklamowana., ma doskonałą.. bib- 
liotekę i l1CZ111Ych 'słuchaczy. Według 
op1m1 dr. B1dwell8i W1iwerBytet nie 
ma dość funduszy by popierać klasę 
pol8ką.. 
PoloWa .sprawą. tą. wcale się nie 
interesuje i lilie wyra.ża chęci.. a lila- 
wet wręcz opiera. się udizieleniu jej 
poparcia 1iinansoweg.o, mimo że or- 
ga.nizacje polonijne SIł zasobne w fun- 
dusze; udzieWy ich swej polskiej 
katedrze w Chicago. Pieniądze ze- 
brane na róŻnych imprezach chęt- 
niej lokuje się na dobry procent DIiŻ 
wydaje Się na cele .społeczne. 
B1Lższe sercu polondi SIł polskie 
i9Zk6łlcl parafialne. Te istniejQ. w kil- 
ku pUll1!ktach II11JlaSta, dzięlci ofiarnej 
pracy zakonnic i kilku ŚWiieckich 
il18.UQzyciel1. Szkolą. młodZJież w bar- 
dzo wąskim zakiresie, ponieważ nłe 
udaje się utrzymać w tych pol- 
skilch szk6łikach dzieci powyżej dwu- 
na.stego rolw /tycia. 
JedYIl1a. siła, która może ponl8zyć 
masy poloniJIle, to K.ośclół. W r. 
1961 Cen:traJa, czyli pr
edstaw.!.clel- 
stwo stowarzyszeń polonijnych, zwr6- 
oIlo alę do biskupa. Wrńghta o pomoc 
w 
u obchodu 10oo-1001a. Bi- 
skup nie tylko pomógł, ale ujq.ł spra- 
wę w .swoje ;ręce. W lrezultaClie illa 
obszernej arenie i okolicznym plaou 
zebrało się kilkanaście tysięcyosób. 
Na zarZQ.dzenie proboszczów doplBały 
wszystkie orga.mzacje polonijne, sta- 
wiły się poczty sztandarowe, przy- 
szli polscy i nie polscy harcerze, Ry- 
cerze K01umba, bractwa kościelne, 
misje i ikluby. 
SOKOLSTWO RATUJE 
PRZESZL08C 
Sokolstw.o liczy dziś lI1iew.iele nmiej 
członków niz za chlubnych czasów 
dr. StarzyńskJiego. Wtedy osiągnęło 
30.000 (w calym kraju), dzLś waha 
się między 28.000 i 2
.OOO. Tylko że 
nie jest to już jędrna, ćwi'Czą.oa. się 
w sportach j, władaniu bronią mł6dż 
polonijna, ale ludz1e !Z górą po pięt- 
dziesią.tce .i trochę dzieci, które jak 
ze &k,6łek polskJWh, tak li. z gnlazd 
soko1Jch uciekają gdy podrosną. 01'- 
gani.za.cja przemiemła .się też w to- 
warzystwo ubezpieczeniowe o solid- 
nym, nienaruszalnym mai:}tkl' trzech 
i pół miJdona dolarów. 
Dawny duch jednak LnLKnął chyba 
bezpowrotnie. Starzy puywódcy b0- 
leją nad tym stanem rzeczy, próbujq. 
ratować choć pamiątki po dawnej 
świetności. Na pittsburskim "South 
Sajdzie", gdzie mieści się zarzą.d. So- 
kol.stwa Polskiego w Amery.ce, w 
trzech niewielkich pokoikach zor- 
ganizowano muzeum pamiątek po 
pierwszych osadnikach p01sk.Lch w 
tych stronach i z czasów udziału So- 
kolstwa w wojsku polskim. Sq. tam 
ksią.żki, lu,ty, fotografie, ordery 
 
sztandary, autografy, dyplomy li. róż- 
ne dokumenty, wszystko przechowy- 
wane z wielkq. pieczołowitością. 
Muzeum tym j.ednak mało kto się 
intereeuje, rzadko kto do niego za- 
chodzi. Mówi się o możliwościach u- 
zyskania funduszów rządu federal- 
nego na budowę specJalnego budyn- 
ku, nie ma jedinak dość energ.icznej 
jednostki, która by się o to należycie 
starała. Mów.i się o zorganizowaniu 
komisji ośWliatowej, o mproszeniu 
polskli-ch nauikowców 
 woiągnięc.iu 
ich w zycie polonijne, ale wątpliwe 
czy coś z tego wyjdzie. Ani boWliem 
pol.scy 1nżyw.erowie 1 nauikowcy !nie 
SIł 
byt skłonni do pracy społecznej, 
ani starzy przywódcy nie mają ocho- 
ty 'Il8tępować 1m swoLch stanow
. 
Wielkim wkładem pracy 1 kosztów 
Sokolstw.o postanowiło uwiecznić swą 
działalność. Z81anga.żoOwano w cha.rak- 
terze historyka rl.a8łu.żonego działacza 
społecznego Artura Wa1do, dzienni- 
karza z zawodu, który przybył do 
Ameryki jako młodzieniec jeszcze 
przed plerw.szą wojną. światową. Wal- 
do spę&ił piętnaście lat szperają.c 
po starych aktach 1 właś.n.ie tej WJO- 
sny ukończył ptaa.nd'e historti Sokol- 
stwa Polskiego w Ameryce. Dwa 
pierwsze tomy (465 str. i 555 str.) 
już wydano, trzeci przygotowuje sJę 
do droku. 


Tytuł: ,,
oko
two - plZeinoW. 
straż narodu. Dz1eje .1dei j, organl- 
zacji "" Ameryce". Fonna.t duży, al- 
bumowy, papier kred.owy, rnnostwo 
ilustracJi. Język czysty, lI1aiWet poe- 
tycki, miej.sca.nu nie poz,bawiony pa- 
tosu. Pełno cytat, zwłaszcza. wierszy 
często długich li przytoczonych w ca.- 
łOŚOl. 
Książka jest przezna.ozona Jako 
żl'ódło informacji; dla przeciętnego 
członka polon.ili, a. więc. człowieka (;) 
wykS:ł;tałcenLu !niewicle wykraczają- 
cym poza elelIDeiI1'tarne. Autor wyb,e- 
ga daleko z ustaJony.ch ty,tulem ram, 
pełno tu wszela.k1ch dygresj.1; moż.na. 
2lI1ależć tu całQ. historJ.ę Polslci., mnp- 
stwo wiadomości z bteratury, wy- 
oi.nkJ. IZ historii państw europejBkJ1ch 
od najwcześn.iejszych czasów, a takIbe 
historię Ameryki .i wychodztwa pol- 
skiego. 
Dziełainość Sokolstwa w Ameryce 
zasługuje na szczegołową. kronikę 
K81ą..żka Artura Waldo mogła.by speł- 
nić tę rolę, gdyby 8lUtor trzymał się 
tematu i we atawlial .sobie za zadanie 
pełnego wyk.szJ1:alcanJa t)'lsięcy pół- 
analfabetów poloni.jill.yoh. 
Zw&ywszy .szal-en.ie niski poziom 
intelektualny polskiego wychodztwa 
w Ameryce, wle1oletlIlu.a praca Artura 
Waldo .mogłaby spełiniiac jednak po- 
żytec=ą. ;rolę - jeżeliby ją czytB.lllo. 
To jest jednak wQ.tp1ilWe. Ndkt też 
prawie hiBtOO1i Sokolstwa nie kupuje, 
rozdaje się te k
owne tomy po 
prostu za darmo. 
Sokolstwo przedsięwzięło przekład 
tej głęboko patnotycznej ksią.ż- 
kii. na język a.ngielSkJi. Może wtedy 
posłuży młocmeży polonijnej, ;tuż nie 
czytają.cej po polSku. .AJby zaantere- 
sowała innych Amerykanów - nie 
przypuszczam. 


Zu.
Y W STRUKTURZE 
MIA.STA 
Zainteresowanie polskQ. wy
aźn1e 
jednak w Ameryce wzrasta. Przyczy- 
niajQ. się do tego bJdższe kontakty z 
Europlł, zmiendło się terż ogolne na- 
stawIenie wy.ższych waretw 8III1ery- 
kański1.ch do EuropeJczyków, do ikul- 
tury europejskich, do 
ultury w ogó- 
le. Pok'Utują.ce w S7.kolach :i.axcllki o 
Polakach :!1ile przeszkadlZają temu że 
inteliigen.cja B.n1eQka.ńska, stykają: 
Się coraz częściej z li..nte1igencją. pol- 
ską., patrzy na DJią. ze wm-astaJłłCym 
szacunkiem :!1ile pozba'WWnym pewne- 
go zdziwienia. iPodróŻujlłCY li. czyta- 
jący Amerykanie zdajQ. sobie ,sprawę, 
o .ile do niedawna. smo1nJ.otwo ame- 
rykańskie stało niżej od europejskie- 
go i jak znikome były amerYKa.ńskie 
zainteresowania kulturalne. 
Te Irmczy ZoIDie:ruiajq. się gwałtow- 
nie. &niiało można pow
edzi.eć że 18tu- 
dLująca młod7J.eż aan.eryikańska czyta 
d:zJiś 2JI1aoznie więcej niż .kiedykol- 
WIek czytywaJ.i jej rodzice. Ubożuch- 
no wystawione li śpiewane po włosku 
opery w Pittsburghu przycią.gają cWś 
tylko illa najdroz.sze nuejsca snobi- 
sty.cznych starszych panów w smo- 
k.iII1ga.ct1 i wch mał.żoIllki prezentujące 
bogate toalety - r.eszta to sami mł0- 
dzi. Sale na koncecta.ch symfoIllioz- 
nych nabite są młodzieżą.. Głów.me 
młodzież chOEi na. prawd:ziWiie ady- 
st)'lczne filmy, młod-m.eiŻ iII1Jteresuje .się 
dor.oc
nymi wystawamii miejscowych 
talentów malarsldch. Jest to nQlWY 
wiatr w Ameryce, a. szozególDJie w 
Pittsburghu. Na kODJCe,rt Artura Ru- 
binsteina wszystkie bilety wyprzeda- 
no na miesiąc z góry. Na obu przed- 
stawieniach rosyjskiego baletu l!1iie 
było ani jednego wolll1ego miej.sca.. 
Przyczyną ty.ch zmaan jest nie tyl- 
ko ogólny wzrost zaintere.'Owań 
ul- 
turaLnych, ale i nowy charakter II1lB.- 
sta. Pittsburgh, niegdyś ośrodek fab- 
ryczny, ma w tej chwlli Wl'az ze swą, 
okolicą ponad 70 in6tytutów badllJ\V- 
czych. 150 laboratoriów zatrudnia 
14.000 pracowników naukowy,ch. W 
rozwój tych in 
tytucj,i .inwestuje się 
365 milionów dolarów rocznie. Zaled- 
wie osiem lat temu wybudowano tu 
pierwsze zakłady na zleceIJJle Komisji 
Energii Atomowej, dziś jest już ich 
tuzin. Pittsburgh dostarczył mary- 
narce amerykan.skiej prawie wazyst- 
kICh jej silników o napęlwe łIItomo- 
wym, Uczonych rekrutuje 8ię tu 
e 
wszystk.;ch możliwie stron, sam ośro- 
dek firmy We.s\Jinghouse pod miastem 
zatrultnia 1500 naukowców z 30 kra- 
jów. 
Polonia !niestety nie dotrzymuje 
kroku swemu miastu. Ku1tul'alaNe po- 
zostala daleko w tyle. Na wYlltęp1e 
Słowików Poznańskich było pusto, na 
Chórze KrakowskIm dosłownie stra- 
szyło. Artyści z Po1ski zajeżdżajQ. tu 
rzadko, wiedzą bowiem że nie znajdłł 
pełn
j 
ali. Na tych jednak pl"2:ed- 
stawlemach polskiich które sq., ta !nie- 
zrzeszona powojen;na i najnoW6za 
naukowa emigracja zjaw.ia się prawne 
zawsze w komplecie. Biorąc też czyn- 
nieJszy udział od reszty polonii w 
amerykańskim życłu społecznym i to- 
warzy5k1im, należąc do wielu klubóW 
amerykańsk.ich, ma moŻlIlość prowa- 
dzenia na małą. skalę i na w
asną rę- 
kę pożytecznej d.Uałalnoścd. 
Zarysowuje się wyra.żn.a. r6żmlca 
pogląd6w na za.danla akcji społecz- 
nej. Starzy "leader"zy pragną. praco- 
wać nad podnJesieniem pozdomu mas 
polon.ijll1ych, chcą. organizować poga- 
da.n-ki, pokazy flilmQlWe ti akademie 
w polsMch domach; chcą uczyć, ()oo 
świecać, podtrzymywać polskośt. 
wśród starszych, zdobywać dla pol- 
skości młod2Jież. P.olsk'a inteligencja 
naukowa, przybyła do Pittsburgha w 
cią.gu ostatnich dwudziestu lat do- 
szła do wniosku że jest to akcja' bez- 
skuteczna. Polond.i z.m:enlć nie można, 
gdyż polonia nie chce być zmienłona. 
Wobec tego akcja powinna .iść w kie- 
runku uświaaarnl8JI1ia szerolcich rzesz 
amerykańskich o Polsoe, Jej kulturze 
i sytuacjd polltycznej. 
Coraz częściej przedstawiciele m- 
teligencji po1skiej są. proszeni przez 
amerykańskie koła o wygła:szanie po- 
gadanek o Polsce. Urządzane w w1e- 
lu punktach miasta po blb1ioteka.Ch. 
szkołach i .st.owarzys:renia.ch wysta- 
wy polskiej sztuki ludowej wzbudziłY 
szczery entuzjazm amerykańskiej 
publiczności. 
Gdy w
ią.ć pod uwagę, ogólny sz.a.- 
cunek jakim ol polscy uczend 4 inŻy- 
nierowłe cieszą. się w pracy. ta gar- 
sU{a przyczynia się więcej ndż polo- 
nijne tysiące do zmiany przykrego 
niegdyś w Pit.tsburghu wydźwdękl\l 
.słowa "Polak". 
Alina
>>>
Nr ,1081/1082, 18/26 Decemiber, 1966 


WIADOMOSCI 


LECH PASZKO WSK I 


o 


panu 


W IiKTOR 
SiKI - ;postać 
dziś niemal zupełnie zapomnia- 
na, - to nie tylko zdolny inżynier, 
podr6żnlk, założyciel pLsma technicz- 
nego w Polsce, ale przede wszystkim, 
chociaż przez krótki czas, pionier po- 
stępu technicznego naszego kraju. 
Być może że spłoszone brutalnym 
uciskiem pruskim dzieciństwo stało 
się powodem że Czarliński nie mógł 
znaleźć sobie miejsca pod słońcem, 
zmlenlają.c kraje i kontynenty, pro- 
wadzllC po części życie obieżyświata 
- w czym miał w sobie coś z Sygur- 
da Wiśniowsklego. Nie mógł też usie- 
dzieć na swym rodzinnym Pomorzu, 
gdzie wpadał jak po ogień. 



 


-:.; 



 


;\ . 


,
 


\-' 


Inżynier Wiktor Czarliński ja- 
ko wiceprzewodDlczący Kró- 
lewskiej Komisji Konserwacji 
Wód w Sydney 
zdjęcie około r. 1886 


Pochodził ze starej rodziny pomor- 
skiej, używającej jeszcze od. krzyża- 
ckich czas6w przydomka Schedlin. 
Na świat przyszedł 27 czerwca 1849, 
w majlltku swego ojca, Chwarzno, w 
powiecie kościerskim, jako najmłod- 
szy syn Felicjana i Emilii z Rokic- 
kich. 
Ojciec jego był tak popularny 
a 
Kaszubach że podobno natchnął Hle- 
ronlma Derdowakiego do odmalowa- 
nia głównej postaci swego słynnego 
poematu "O panu CzOrllnscim co do 
Pucka po sece jachół", jakkolwiek 
Felicjan był ziem1an1ne:m a nie ryba- 
kiem. 


POWSTANIE STY
NIOWE 
I UCIEOZKA 
Wiktor uczęszczał do gimnazjwn w 
Chełmnie gdy wybuchło powstanie 
styczniowe. Atmosfera walki prze- 
niknęła równie do Zlemi pomorskiej, 
chociaż zaborowi pruskiemu wyzna- 
czono rolę pomocniczą: dostarczanie 
broni i amunicji oraz werbowanie 
ochotników i wysyłanie ich na plac 
boju. Na czele organizacji powstań- 
czej na Pomorzu stał starszy brat 
Wiktora Leon. Udział w powstaniu 
brali również jego bracia Emil, Euge- 
ni i Maksymilian. Patriotyczna po- 
stawa rodziny Czarlińskich udzieliła 
się naturalnie i 14-'letniemu Wikto- 
rowi. 
,,-W tym czasie Ź8.ndarmeria pruska 
przywiozła do więzienia w Chełmnie 
jednego z wybitniejszych działaczy 
powstańczych w zachodniej Polsce. 
Wiktor przechodzlłc obok więZlenia 
dostrzegł kulkę papieru wyrzUCOn/ł 
przez zakratowane okno. Podniósł .tę 
kartkę 1 dostarczył niezwłocznie 
pod wskazanym adresem. Dzięki te- 
mu wnożliwiono owemu powstańco- 
wi udaną ucieczkę z więzienia, co 
jednak spowodowało śledztwo w gim- 
nazjwn i poważne nieprzyjemności. 
Zaopatrzony suto w pieniądze przez 
rodziców Wiktor zbiegł za granicę i 
dostał się do Szwajcarii. 
Po ostatecznym upadku powstania 
rząd pruski zorganizował w Berlinie 
wielki proces przeciw Polakom, 1 
Leona Czarlińskiego, wraz z innymi, 
skazano na karę więzienia. Nie ochło- 
dziło to jednak jego patriotyzmu, 
znacznie później jako poseł do Reich- 
stagu z listy polskiej, występował 
zawsze ostro 1 otwarcie w obronie 
polskości. Na trybunie parlamentar- 
nej Leon reprezentował sWIl postawą. 
najpiękniejsze tradycje przedrozbio- 
rowej Rzeczypospolitej. Bronił nie 
tylko żydów, ale nawet Murzynów w 
koloniach niemieckich. 


Czarlińskim 



 
., 


do Warszawy, gdzie założył dwuty- 
godnik "Inżenierja i Budownictwo". 
BYło to jedno z pierwszych tego typu 
wydawnictw w Polsce. 
Pismo prowadzone było żywo 1 cie- 
szyło się w Polsce powodzeniem. 
Czarlióski zamieszczał tam liczne ar- 
tykuły w latach 1879-1880, jak np. 
"Kolejki przenośne, Ich znaczenie 1 
zastosowanie w gospodarce wiejskiej" 
lub "Układ dróg żelaznych w Ame- 
ryce". Skala zainteresowań jego te- 
matów była szeroka: stal besseme- 
rowska, kanał Panamski, kanalizacja 
i wodociągi w Warszawie, sprawa 
dworca centraillego w Warszawie, 
most nad Firth and Forth, kanaliza- 
cja wiejska w AngUi, tramwaje war- 
szawskie I t.p. 
Czarliński wprowadził też, powołu- 
jąc się na przykład angielski, bodaj 
pierwszy w Polsce, dział listów do 
redakcji p.n. "Wzajemna korespon- 
dencja". Propagował też opracowanie 
polskiego słownika technicznego, 0- 
mawiając w każdym numerze kilka- 
naście wyrazów. Na odcinku przy- 
swajania Polsce postępowych wiado- 
mości technlcznych był on ważnym, 
ale dziś zupełnie zapomnianym pio- 
nierem. 


WALKA O DOBRO STOLICY 
W r. 1880 Czarl1ńskiego wybrano 
do komisji badającej potrzeby zaopa- 
trzenia Warszawy w wodę; zwalczał 
tam z pasją ale bezskutecznie plan 
rzeczoznawcy angielskiego, Inż. Lind- 
leya, przy pomocy przykładów bra- 


Inżynier Wiktor Czarlltiskl 
zdjęcie około r. 1896 


nych z jego własnego kraju. Czarl1ń- 
ski był zdecydowanie przeciwny za- 
truwaniu Wisły przez planowane 
wpuszczenie do niej kolektora, propo- 
nujllc w zamian zużycie przerobio- 
nych odchodów kanalizacyjnych dla 
użyżnlenia okolic miasta. 
W styczniu 1881 urodził mu się w 
Warszawie syn .Jerzy. Wkrótce po- 
tem wyjechał do Rosji celem przepro- 
wadzenia budowy linii kolejowej w 
Kursku 1 zaopatrzenia stacji kole- 
jowych w wodę. 


AUSTRALIA PO RAZ PIERWSZY 
Trudności irygacyjne i brak wody 
w AustraUi miały szczególnle intere- 
sować Czarllńskiego, toteż pragnął 
przestudiować specyficzne warunki 
tego kontynentu Da miejscu. Przyje- 
chał do Sydney na statku "Ballarat" 
w r. 1883. Pierwsze kilkanaście mie- 
sięcy spędził na zaznajamianiu się z 
kontynentem australijskim. W r. 1884 
odwiedził Adelaidę oraz kolonię pol- 
skll, zwaną. Polish Hill River, leżącą 
około 85 mil na północ od tego mia- 
sta. Odwiedził tam Polaków i obiecał 
X. Leonowi Rogalskiemu wspomagać 
tworzącą. się polskll bibliotekę przy 
szkółce należącej do kaplicy Im. ŚW. 
Stanisława Kostki w Polish Hill RI- 
vel'. Podróżował też w głąb Nowej 
Południowej Walii. 
W lipcu t.r. komisja konserwacji 
wód w Sydney dwukrotnie zaprasza- 
ła Czarlińskiego jako rzeczoznawcę 
prac hydrologicznych. Rozmowy te 
widocznie wpłynęły na zaofiarowanie 
mu posady rządowej. Oficjalnie przy- 
jęto go do służby państwowej kolo- 
nii Nowej Południowej Walii 3 paź- 
dziernIka 1884. 


NA GOSCINNEJ ZIEMI 
BELGIJSKIEJ 
Tymczasem Wiktor wstąpił do BADANIA HYDROLOGICZNE 
g1mnazjwn w Szwajcarii, a po jego SRODKOWEJ NOWEJ 
ukończeniu rozpoczllł studia na wy- POŁUDNIOWEJ WALU 
dziale inżynierii lądowej uniwersyte- Wkrótce Czarliński wyruszył na ba- 
tu gandawskiego. Tam też uzyskał dania w terenie i już w listopadzie 
dyplom inżyniera cywilnego w r. 1872. znalazł się nad brzegami Murrumbid- 
Wkrótce potem, 13 lutego 1873, oże- gee w Narrandera; w kwietniu 1885 
nił się z Belgijką, Adrienne de Saint- był w Albury nad rzekll Murray, to- 
Genois-des-M:ottes, liczllcą. 21 Jat. By- tern odbył podróż na północo-wschod- 
ła to kobieta wysoce kulturaina, ko- ni kraniec Nowej Południowej Walii 
chajllca żona, ceniona przez rodzinę do Gunnedah nad rzeką Namol, a w 
męża; z biegiem cz
s!l o?anoWała sierpniu do M:oree w pobliżu Queen- 
dobrze język polski. OJClec Jej, baron sland. W tymże miesillcu przeniósł 
J.ules, zmarły w r. 186
, był wybit- swojll kwaterę do miasteczka Bourke, 
nym literatem, historyklem, archiwi- a potem do Cobar. Następnie wypra- 
stą., niezrównanym erudytą. w wielu wił się ponownie na północ do okrę- 
dziedzinach. gu Richmond. 
Tymczasem żona jego z dZiećmi I 
f:YWOT CZLOWIEKA boną. przebywała w miejscowości po- 
RUCHLIWEGO łożonej na południe od Sydney, gdzie 
Zaraz po ślubie CzarlińBcy wy je- Czarliński zakupił działkę iwybudo- 
chali do WIednia, gdzie przypuszczał- wał dom, malowniczo położony wśród 
nie Wiktor uzyskał dodatkowo dyp- eukaliptusowego "bush"u i drzew pap- 
lom inŻyniera górniczego. W marcu rociowych, w pobliŻu rzeki Woronora, 
1874 urodziło się w WIedniu pierwsze skaczącej romantycznie po skalistych 
dziecko, Władysław Kaz1m1erz Ju- progach z szumem miniaturowych 
liusz. W slerpniu następnego roku wodospadów. Posiadłość nazwano 
CZarlińscy pojechali na Pomorze, odo "Royghem" na pamiątkę rezydencji 
majlltku Brę.clm6wko, koło Chełmży, ojca pani CZarlińskiej w Belgii. 
kt6ry należał do naj starszego z bra- W latach 1885-87 pracował pod 
ct Czarlińskich, Emila. W Brą.ch- Czarlióskim w Komisji Karol Wr6b- 
nówku urodziła slę Wiktorowi córka lewski jako biegły w analizach che- 
.Janina Bronisława. Sierpień r. 1876 mlcznych wód (por. mój artykul "Ka- 
spędz1li w rodzinnym Chwarznie, roi Wróblewski" w nr. 1008 "Wlado- 
g'dzie ,przybyła na świat druga córka, mości"). 
Lucja. Trzecia córka, Aleksandra, 
urodziła się w Brukseli, w paździer- 
niku 1877, 'ale wkrótce tamże zmarła. 
, Przypuszczalnie w lecie 1878 Czar- 
11ński wyjechał do Nowego .Jorku, 
sklld udał się do Toronto przez Mon- 
treal 


REDAKTOR NAYZELNY 
"INf:YNIERII I BUDOWNICTWA" 
W r. 1878 Czarl1ński przeni6sł slę 
.} Zdjęcia W;iktora Czarlińsklego. 


SPRAWOZDANIE Z PODRMY 
I BADA
 
Rezultatem badań Czarlińsldego 
był obszerny drukowany memoriał 
p.t."Report on the Dlstrict between 
the Lachlan, Bogan and Darlfng Ri- 
vers". 
Ziemie ibadane szczegółowo przez 
Czarlfńskiego objęły olbrzymi trój- 
kąt o powierzchni około 46.000 mil., 
a więc kraj nievv1ele mniejszy od 
MchoałowaojL , 


7 


.......................... 
. . 
iB I C K'si 
. . 
= 78 White Lion Street, = 
= London, N.I. = 
. . 
. . 
= za pośrednictwem polskich firm: = 
. . 
= ANDREWS = 
. . 
E DELICACIES, Ltd. E 
· Larch Mlll, · 
. . 
. . 
. BOYTON, ł-c& . 
. . 
= tel. Oldha.m Mafn MBS = 
. . 
. . 
. . 
. . 
= K. G. FOODS, Ltd. = 
= Commerdal Boad, = 
. . 
. Sbepton MaUet, 80m. . 
. . 
= tel. 2869 = 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
EROBINSKI & Co., Ltd. 5 
= 41, Ha.rrington Boad, = 
. . 
. London. S.W." . 
. . 
= teL KNI 5201 = 
= poleca mane I smakowite .ka.- = 
. . 
= nadyjskie marynaty jarzynowe = 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. . 
. 
 . 
= '8:; ,-= = 
. 
5I ,- . 
= 
., A = 
= lf .....
 = 
E l 
kieLLÓgÓ
 II 5 
: 
1@ 5 
E 
i!J1 5 
. . 
. . 
. . 
. . 
= MARYNATY = 
. . 
= BICK'S = 
= (jest Ich 20 gatunk6w) = 
. . 
. 1II'ODDILICIt kaMy P08Uek . 
. . 
. . 
. . 
.......................... 


co 


do 


Australii 


p oj e c h a r 


." 
/ 


'I 


':. 


..- 
-:T ,t-, 

I"::' "i .J 

 ",'" ''''
 
j 


... 
- 
 


-.. .. ...... 


'f" 
..... 
. 


.-oi.... _ 
-.,... - 


,.. 


."- 




 . 



 
 


.
 



 
.,. 
-fIt... 


.;.r:: 


..... 


...... 


" , 


,
 
 


'$: 


_... ł' -,..=- . 


S
..."" ."'UI""o 


Patetyczny widok: uschnięte drzewo na skraju pustyni, ko6 
"Royal", I wózek, na którym Czarliński przebywal tysiące miL 
Na odwrocie napis: "Nic smutniejszego na 'wiecie jak ta pu- 
stynia, którą W2dłut I wszerz przejechałem". 


\
 ... 
,. ,.'
 .. 
. 

 . --- 
"'- 
1'\, 4tł 
:a: 


.' 


, ' 


, . 


Ioż. Wiktor Czarlińskl (z prawej) z synem Władysławem nad 
brzegiem rzeki Murrumbidgee. 


_...,..... 


. .... .. .. 
 


, ol 

 ..
 



 - -- 


.. '
: \\., 
, 

-ł 
h.\,
 . 
, \; 
 


ł 


-, 


_ t
' h.... 

 
 -
': 


'.
 

 
II. 


1. 




}:{
 
-
1'

 lA 
'\ 
 - 
In 
: 'I i
,., 
.---. ------ 1"'"- - - 
."'__
-::' l, A, .
 
1 . ..T"'. '. -':(1''' 


.. 



. .\ 



 
;ł 


I' '. 


. 
" . I 


.. 


, 
...",. 
't
 


, 


...J...,-j 
,- 



--
.,. 
 
',' /

, 


t. 


" 
-.-
 


." 


Zaprzęg na osiem konl I platforma o wieikich kołacll. z balaffil 
welny, nad rzeq Warrego. 


. 
,( , 
o- J .,..... 


'. o, 
" . , 
t--:---' 
 
 ....;.._. 
 - l ' 
\--ł". 4 -. 

_!.). 
----- -- -. 
- 17 __ 



 


---- 
- '
-ł-4 



 
.;"t' 


:. \. 
,",,:,. 
 
 .:..... 
o.!' -'
»" 
- " il"" 


... 


"'L 


-,
 
"
 
'. ,.. 


Afgafiskl poganiacz wielbłądów I karawana z ładunkiem wełny 
w środkowej Australii. 


Pierwazll cZęść sprawozdania zaj- część czwarta dotyczy opadów desz- 
mujll opisy orograficzne łaficuchów czowych, pillta konserwacji wód. W 
górskich, część druga omawia fonna- zakończeniu Czarl1ński zalecał na- 
cje geologiczne, część trzecia warun- wodnienle 100.000 akrów ziemI, mię- 
ki hydrograficzne, t.j. bieg rzek I ich dzy rzekami Macquarie 1 Bogan, 
dopływów oraz wód podskórnych, I wydatkowanie na to miliona funtów. 



YCZENIA S\VąTECZNE I NOWOROCZNE ZASYŁA 


ALMA 


SHIPPING 


co. 


- przedstawlcłel 
,.WIADOMOSCr' I "KULTURY" 
Wysyłka paczek, lekarstw, 
plenlędzy, sprowadzanie rodzin, 
podróże. 


POL-ART. GALLERY 


Duty wybór oryginalnych obraz6w 
polskich malarzy 
od Nikifora do Matejki. 
121 SAINT MARKS PLACE, NEW YORK N.Y. 10009, 
TELEFON GR.5-8886 


HALINA l SEWERYN DOBRZY
SCY -:"' Wł..ASCICIELE 


WYJAZD DO POLSKI 
W kilka lJllesięcy póżniej wyjechał 
z Australi1, zabierając ze sobll 13-let- 
niego syna Władysława i o rOK młod- 
szą córKę .Janinę. 
W sierpniu 181::17 CzarUński był już 
w Warszawie, a we wrześmu w '.l'oru- 
mu, gdzie otrzymał paszport prusKi 
dla siebie i dwojga starszych dZie- 
ci. 


AUSTRALIA PO RAZ DRUGi 
W r. 1889 powrócił ponownie do 
Sydney, gdzie przy Ul. .l!:nzabeth nr 
69 miał swoje prywatne bIUro, przYJ- 
mując prace kontraKtowe przeważnie 
na wiercenie studni artezYJskich. 
W roku następnym L'zarliński 
wstąpił do służby panstwowej po raz 
drugl, ale jako "tY'ffiiCZasowy kre- 
ślarz" w de.partamencie kopalnictwa 
i konserwacji wód. Dopiero 9 maJa 
1891 zatwierdzono CzaclińBkiego na 
stały etat. 
W sierpniu t. r. został Czarliński 
poddanym brytyjskim. 
HADANIA W CENTRALNEJ 
AUSTRALII 
Na nowym stanowisku Czarliński 
dokonał ważnych badań w zachodniej 
1 pOłnocnej Nowej Południowej Wa- 
lii oraz na poIudniowo-wschodz.Le ko- 
lonii Queensland. 
Z polecenia m1n1stra robót publicz- 
nych wybrano go jako naj Dardziej 
kompetentnego inżymera do zbadanla 
wszystkich studni artezyjskich w pół- 
nocno-wschodnim okręgu kolonii. 
Ozarliński miał polecone zestawienie 
możliwie największej ilości informa- 
cji o układ.zie geolOgicznym bada- 
nych terenów 1 zebr&nle koniecznych 
szczególów do wniesienia na mapy ba- 
aenów rzek Bulloo 1 Paroo. 
Czarlmski rozpoczął sw/ł drugą 
wielk/ł wyprawę w pustynne okollce, 
podr6zujq.c samotnie na dwukołowym 
wózku, cią.gniętym przez ulubionego 
konia, zwanego "Royal". Według OIi- 
cjalnej opini1 naczeinego lDŻymera, 
wyrRZOnej w liście do podsekretarza 
departamentu robót pUD1icznych, ten 
sposób podróży zaoszczędził rządowi 
wIele wydatków. 
STUDNIE .ARTEZYJSKIE 
Trudno ustalić ile czaIlu spędził 
CZarliński w podróży, przebywaJllc 
tysiące mil na swym wózku, ale w 
każdym razie wędrował z miejsca na 
miejsce przynajmniej do końca r. 
1893. 
W lutym 1894 Czarliński uj/łł wy- 
niki swoich badań w sprawozdanie, 
ogłoszone później p.t. "ł'rogress Re- 
port on Arteslan Wells in Ule Bulloo 
and Darllng Rivera Bas1ns", zawiera- 
ją.cy część ogóiną oraz opisy studni 
artezYJskich widzianych w podrózy. 
W raporcie Czarlinsk.l zalecał oblicza- 
nie poziomu wzniesień w stosunku do 
wybrzeza morskiego przy wyborze 
mieJsc na wiercenla, dok.1adne ozna- 
czania takich mieJsc na mapach 1 
okresowe sprawozC1aIlia wyoajności 
studni. Poza tym proponował wpro- 
wadzenie ustawy prawnej o komecz- 
nym zatwier1Zaniu urzędowym wszeł- 
kich proJek.tów wiercenia studni ar- 
tezyjsKich. aby wybierane punkty nie 
były zbyt blisko zródeł błotnych oraz 
aby zabroniono bezcelowego trwonie- 
nia wody, a właścicieli prywatnych 
studni zobowiq.zano do nadsyłania 
sprawozdań ich wydajnOŚC1, stanu 1 
celów użytkowania. 
W drugiej c
i memoriału Czar- 
liński zamieścił dokładny opis wi- 
dzianych studni artezyjskich, poda- 
jq.c ich położenie, wygląd, głębokość, 
wydajnosć, analizę twardości wody 1 
przymieszek mineralnych, koszt bu- 
dowy oraz daty rozpoczęcia i ukoń- 
czenia wiercen 1 inne nieraz ciekawe 
uwagi. 
Oiicjalnie sprawozdanie Czarliń- 
skiego okreslono jako dokument 
"wielkiej wagl" 1 "bardzo cenny" oraz 
poźyteczny jako wytyczne dla dal- 
szych prac. Był to pierwszy w Nowej 
Południowej WaUi referat napisany 
przez rzeczoznawcę na temat studni 
artezyjskich. Poprzednie materiały 
były jedynie kom,pilacjarn1 z różnych 
źródeł. 
Nie wiadomo dokładnie dlaczego l 
listopada 1894 Czarliński ustą.pił z 
zajmowanego stanowiska. iNaJpraw- 
dopodobniej spowodowała to reorgani- 
zacja wydzialU, która mu nie odpo- 
wiadała. Przez następny rok czy dwa 
prowadził roboty na własną. rękę, 
przewaznie wiercenia studni artezYJ- 
skich. 
We wrześniu 1896 Ozarliński pro- 
stował na łamach "Kuryera Poznań- 
skiego" pogłoskę "jakoby w r. 1885 
udał się na czele 30 rodzin polskich 
z Australii do Południowej Afryki na 
now/ł wyprawę Argonautów po złote 
runo, która to wyprawa miała zro- 
bić wielkie fiasko" - stwierdzając 
że nigdy w Południowej Afryce nie 
był. Zamieścił też wówczas list w 
"Dzienniku Poznańskim", gdzie cyto- 
wał pismo byłego m1n1stra robót 
publicznych Nowej Południowej Wa- 
lii. 


Zgromadzenie Prawodawcze' N.P. W. 
Znałem p. Czarlińskiego przez 10 
czy 12 lat. Był on zamianowany na 
jednego z inżynier6w przy komisyi 
konserwacyi w6d 8 czy 9 lat temu. 
Okazal 0'ł'!- s
ę najzdolnwjszym zapew- 
ne czło'WU!k1em na tym urzędzie i w 
tym przedmiocie, który mieliśmy 
wtenczas, jak go mamy i teraz, na 
porządku dziennym w tej kf)lonii. Gdy 
komisy'ł przemieniono na departa- 

nt,. p. ązarliński za
rzymal urząd 
1nzynwra t dotąd gf) ptaBtowal, a ja- 
ko minister robót zawsze jego wybie- 
ralem do najważniejszych prac i ro- 
port6w. Przez jego ustąpienie kolonia 
traci jednego z swoich najdoskonal- 
szych urzędników. 
80 października 1894. 
[podp,] William John Lyne. 
MIL08NIK FOTOGBAFll 
W wolnych chwilach Czarl1ńskl pa- 
sjonował slę fotografię.. Szczęśliwym 
zbiegiem okoliczności przechowało slę 
około dwustu zdjęć robionych przez 
Czarl1ńskiego w czasie jego podr6ży 
po Australii, m.in. albwn opatrzony 
mapIlI objaśnieniami. Niektóre z nich 
maj/ł dUŻQ. wartość artYlltycznll, do- 
kwnentarn/ł 1 historyczną, gdyż ro- 
bione były pod koniec ub.w. Widać na 
nich Australię jakiej już nie ma, a 
więc typy afgańskich poganiaczy 
wielbłądów nad rzek/ł Paroo; mia- 
steczka z pogranicza południowego 
Queenalandu, które zmieniły wyglą.d; 
nie widziane już dzisiaj zaprzęgi k1l- 
kunaat;u woł6w lub koni, 
 


wozy z balami wełny; biała "lady" 
karmiąca pelikana nad brzegami rze- 
ki Cuttaburra; grupa czarnych tu- 
bylców; "BlIlabong1" czyli rzeki bez 
wody; studnie artezyjskie lub obozy 
na ue pustyni. 


POLSCY PRZYJACIELE 
W AUSTB.ALU 
Dzięki tym zdjęciom zostaly ślady 
po Polakach, którzy bywali u l..'zarl1il- 
skiego w "Royghem". Należał do nich 
przede wszystkim dr .J6zet Sabatow- 
ski, który mial w Paddington leczni- 
cę prowaózoną wspólnie z Janem Ce- 
zarym Lubieńsklm. Na zdjęciu Saba- 
towski wyg1ą.da jak typowy polski 
szlachcic w podeilZłym wleku, z slwy- 
mi, swntastyml wą.sam1. ZdJęcie to 
musiało być robione przyp uszcza lol e 
około r. 1886, gdyż wkrOtce potem 
::aDatowski umarł, zolltawiają.c wdo- 
wę. 
Zycie Sabatowskiego było praw- 
dopodobnie nie mniej ciekawe D1ż in- 
nych piowerów polskich w Australii, 
ale nic prawie o nim Dle wiadomo. 
Lecznicę prowadził dalej LUbieński, 
który przYJechał do Australl1 około 
r. l
O, przebywajllC początkoWO w 
Melbourne, potem w Nowej Zelandl1 
i wreszcie w Sydney, gdzie praJttyko- 
wał jako lekarz w latach 1882-1890. 
Był on jeszcze znany z tego ze pró- 
bował załozyć w Sydney w r. 1882 
pierwszy zWllp:ek polSki, wśród robot- 
Dlków pochodząCych z zaboru pru- 
skiego. Po r. 1IO\ł3 Lubień.skJ. wrócił 
zdaJe się do Kraju. 
N a kijku zd.jęclach występuje do- 
syć pociesznie wyglą.dajq.ca. sYlwetka 
polSKlego lDŻymera z nastroszonymi, 
uczernlOnyml w
 ubranego pre- 
tensjonalnie z wysZUkaIl/ł elegancj/ł: 
- laseczka ze srebrn/ł galk/ł l melO- 
nik na bakier. Był to ll1Z. l'eliks Je- 
rzy ::uUma-Gamrat, zatrudniony w 
blUrze rządowym pod kierowwctwem 
Czarlińsklego od maJa 18!12, w cha- 
rakterze kr
larza. Uamrat przyplY- 
nął do Sydney w r. 18łS8 na statku 
,,::alanc". Urodzony był w r. 1862 w 
mlejscowosci WierchIUaczka, na U- 
kramie, w powiecie hwnallSkim. Szko- 
ły i politechnikę ukonczył we Lwo- 
wie, gdzie otrzymał dyplom inżynie- 
ra. 
Marian Rosco Bogdanowicz w 
swoich "Wspomnieniach" (Kraków 
1

9) pisze ze spotkał w Paryżu w 
r. 190: Gamrata, który mu opowia- 
dal iż w Australii pracowal jaKo In- 
zynier w kopalni Zlota 1 nabral tam 
ooświadczema, tak że późnJ.ej na wła- 
silił rękę "robił prospecta" z tak wiel- 
kim powodzeniem 1Ż dochrapał się 
własnej, choć niewielkiej kopalni, a 
potem własnej stajni koni wysclgo- 
wych. Po kilkunastu latacb sprzeuał 
swoJe nieruchomości 1 konie, WYJeż- 
dzaJąc do Genewy - gdzie spotkał 
się z rodzicami 1 slostrami. .Poznał 
tam ZaIIlQZD/ł Holenderkę 1 ozen1wszy 
się z mą osiadł w Hadze. 
Wśroo dalszych zachowanych zdjęć 
można spostrzec energicznIl, mło- 
dzieńczą postać bezwąsego biondyna 
LusŁCzewskiego, który był zdaje się 
rówwez przygarnięty do biura Czar- 
lińsk1ego jaKo praKtykant, bo nazy- 
wany oywa "Jackaroo" - "ŻÓłtO- 
dZlOD". .J ego to prawdopodobnie wspo- 
ffilna Roman UJejski, syn Kornela, w 
kSłę.Żce swej ..Wspommenia z podro- 
ży do Australii" (Lwów 1893) jako 
"Poznanczyka L.... Niestety zupełne 
zniszczenie archiwwn rodziny LUSZ- 
czewskich w Poznaniu, poQczas ostat- 
niej wOJny, uniemożliwllO mi zebranie 
wiadomOlICi o Luszczewskim z Au- 
stralii. 
POżEGNANIE ANTYPODOW 
Jeszcze w r. 1896 miał Czarliński 
sprowadzić do Australii rolnlkow z 
ł'omorza, ale na ten temat brak I!ZCze- 
gółów. Miał tez pisywać koresponden- 
cje do pLsm krajOwych (..Dziennik 
ł'oznanski"?); których nie udało się 
dotlłd odszukać. 
ł'" ie pózniej niŻ w tymże r 1896 
wraz z żoną opuścił Australię na 
zawsze. 'l'rudno ustalić czy uprzyk- 
rzył mu się ten kraj, czy złe SłOWO 
ludzkie spowodowalo powzięcie decy- 
zji wyjazdu. 
We wrześniu 1896 przebywali już 
Czarlińscy w Polsce od kilku miesię- 
cy, zamleszkując u jednego z braci 
Wiktora w Bydgoszczy. OStatecznie 
osiedlił się na koniec życia w Dreźnie. 
Wkrótce, bo 29 września r. 1901, 
zmarła tam jego żona. Wiktor prze- 
zył jll o 9 lat, umierając 1 listopada 
1910. 


DRUGIE POKOLENIE 
Najstarszy z dzieci jego, Włady- 
sław Kazimierz, wychowanek zakła- 
du jezulckiego w Chyrowie, pozostal 
w Polsce i zmarł w zyrardowie w r. 
1915. Natomiast córka Janina Broni- 
sława, wyksztalcona w Sacre-coeur 
we Lwowie, wyszła za IDIłŻ w Sydney 
za Francuza, Leona Magrin, właści- 
ciela i redaktora tygodnika "Le 
Courrrler Australien" (por. moje 
artykuły "Pierwsze pisma polskie w 
Australii" 1 ,,Karol Wróblewski" w 
nr. nr. 1004 1 1008 "Wiadomości"). 
Również najmiodszy syn .Jerzy Win- 
centy pozostal w Australii 1 podczas 
pierwszej wojny światowej wstą- 
pił do wojska australiJskiego. Był 
on ranny na froncie francuskim l 
przewieziono go do szpitala w Brigh- 
ton w Anglii, gdzie dziwnym zbie- 
giem okoliczności jedną z pielęgnia- 
rek była zakonnica, jego kuzynka z 
iPolski, Czarlińska. Po powrocie do 
Australii .Jerzy pracował jako nau- 
czyciel. Zarówno .Janina jak i .Jerzy 
nie żyją. od kiikunastu lat. 
POSTAC JAKICH MALO 
W ,,Polskim slown1ltu biograficz- 
nym" znajdujemy życiorysy braci 
Wiktora, Emila 1 Leona, ale o nim 
ani !Śladu; chociaż znalazło się tam 
miejsce nawet dla 1nż. Stanisława 
Grzywińskiego z redakcji ..Inżenierji 
1 Budownictwa". 
Taida Choińska-Dzieduszycka, któ- 
ra znała go od dziecka 1 była kole- 
żanką szkolną .Janiny Magr1n we 
Lwowie, pisała: Wiktor Czarl1ński - 
.,nadzwyczaj inteligentny, wykształ- 
cony, wszechstronnie orientujący się, 
.światowy, a zawsze pomimo znajomo- 
ści Australii, Afryki, Ameryk11 wie- 
lu krajów, Polak mówiący świetnie, 
;nawet ślicznie, po polsku, miał ogrom- 
nie dut.o uznania i przyjaciół gdzie- 
kolwiek przebywał... w Australii zaw- 
sze o Polakach przyjezdnych nie za- 
pominał 1 oni wszyscy o nim wiedzie- 
li, nawet... w Nowej Zelandii"... 


Lech PaukowBkL 


,": 


....' . 


" 
.:. 


5 ła DOM BAN KOWY 
fre.ata 
100 DEAN STeLONDON.W.1 
REG-5101 


1111111111111111111111111111111111111111111111111 :II 


Wzmacnlajcle nerwy l oczyszcZ8.Jcle 
krew, a będziecie cieszyli się zdr0- 
wiem I wZD1otoną energią do pracy! 
Wyciąg z ł;yciodajnych gmczolów 
zwie
ch 


KALEFLUID 


Używanie tego preparatu polepsza 
stan zdrowia w spos6b bardzo zna.cz- 
ny, w wypadkach ogólnego osłabie- 
nla, depresji nerwowych, zmęczenJa, 
wyczerpania, zaburze6 i starości. U 
kobiet r6wnlet w wieku przejścio- 
wym. Wysyłamy bezpłatnie przepisy 
oływanla w języku polskim. 


Laboratoire KALEFLUID 
66, Bid Exe1mans, Parb 16-e. 


IGNAOY D4BROWSKJ 


FELKA 


NOWELA 
80 8tron druku Cena Sa. 6d 
Ka!lPko wysyła franco wydaw- 
Diolwo "Wiadomokł" (67 Gr6l.t 
RWIII8ll 8t.. London, W.C.!) po 
otnym.an1u gotóWki, przek&au 
pocztoweco lub czeku DA Sa. ecL 


W poprzednim numerze (1080) "Wia- 
domości" (2 ilustracje): Jan Rostwo- 
rowski: Nic prostszego. - Andrzej 
Chcluk: Kantyczka. Prosta kolęda. 
- Maria Pruszyńska: Dalsze dzieje 
.Jagny. - Pandora: Puszka. "Lewa 
wolna". - Zofia Kozarynowa: Dwu 
żydowskich pisarzy o Polsce. Mia- 
steczko. Nad Wisłą.. - Zbigniew Gra- 
bowski: Od Szekspira do Kerouaca. 
 
- Maciej Cybulski: "Lotne plaski". 
- Następca: W oczach Zachodu. - 
Rozmaitości. - Silva rerum. - Gło- 
sy Włochów o kataklizmie. - Kro- 
nika. 
II 11111111111111111111111111111111111111111111111111
>>>
s 


WIADOM OS CI 


Nr 1081/1082. 18/26 Iecem:ber, 1966; 




 
. 
t 
JAK SIĘ: ZABEZPIECZYć, ABY OFIAROWANY 


UPOMINEK GWIAZDKOWY NIE BYŁ PO 


SWIĘ:T ACH ANI ZAMIENIONY, ANI OFIARO- 


W ANY KOMU INNEMU? 


Ofiarować prenumeratę WIADOMOŚCI! 


Upominek pożyteczny tani I z pewnością 


sprawi największą przyjemność a dla ofia- 


rodawcy korzyść wielka, bo w zamian za 


każdego nowego prenumeratora otrzyma 


b e z p ł a t n i e dowolnie wybrane z po- 


niższego SpiSU znakomitych książek Pol- 


skiej Fundacji Kulturalnej, reprezentują- 


cych najświetniejsze nazwiska literatury 


emigracyjnej: 


2 ksiIiżkl za jednego nowego kwartalnego prenumeratora 
4 kalą.żki za. jednego nowego p6łroozn
o prenumeratora 
6 ks!I}Żek .za. jednego nowego roomego prenumeratora 
4 kBią.żki za. dwu nowych kwartalnych preIlUll11eratorów 
8 kBiązek za dwu nowych p6łrooznych prenumeratorów 
12 kslą4;ek za dwu nowy'ch roczoych prenumeratorów 
W romach jednego zam6wienia tytuły książek nie mogą 
ai
 powtarzać. 


przyjaciel, dla którego ofl8ol'Odawca. zaprenumeruJe na gwIazdkę 
..Wiadomości" od Nowego Roku 1966" otrzyma dodatkowo BEZ- 
PLATNIE wspaniały numer gwiazdkowy wraz z artY8tyczną kartką 
świłłteczną z tyczenlsml od ofiarodawcy z jego nazwiskiem i adre- 
Bem. 


StanUllaw JJ9,lI-ń..ki _ TALIZMANY I WROWY 6/6 $1.- 
2. Irena BQcZkOW8ka - WROBLE NOCE 6/6 $1.- 
S. Antoni Bogusław8ki - TU 1 TAM 9/6 $1.60 
4. Aleksander Bregman - JAK 8WlAT 8WIATEM 9/6 $1.50 
5. J6zef I Maria Ozapscy - DWUGŁOS WSPO
 6/6 $1.- 
8. Florian Cza.rny8zewicz - CIILOPCY Z NOWOSZYSZEK 
9/6 $1.50 
Zdzisław Czermański _ KOLOROWI LUDZIE 9/6 $1.50 
8. Marian Czuclmowski - CZARNA KORONKA 9/6 $1.50 
9. Ferynand Goetel _ PATRZ
C WSTEOZ 6/6 $1.- 
Zbigniew Grabowski _ 8PIEW DZlEWCZ
T 6/6 $1.- 
Marek masko _ NAWROCONY W JAI'F1E 6/6 $1.- 
M. Zygmunt Jabłoński - NAD RZEK4 AMEN 6/6 $1.- 
Ryszard Kiersnowski - l\1LOD08C SERCEM PISANA 
6/6 $1.- 
Janusz Kowalewski _ :MILOSC I HAZARD 6/6 $1.- 
Józef Lobodowski _ CZERWONA WIOSNA 9/6 $1.50 
W. A. Lasocki _ ZWIERZĘTA I 20LNIERZE 6/6 $1.- 
Józef Lobodowski-TERMINATORZY REWOLUCJI 9/6 $1.50 
J6zef l\lackiewicz POD KAżDYM NIEBEM: 6/6 $1.- 
Rafal Malczewski P02NA JESIEŃ 6/6 $1.- 
Danuta l\IORtWIn _ ASTEROIDY 8/- $1.25 
Zygmunt N owakowsw - START EDMUNDA S

6 $1.- 
Sergiusz Piasecki _ CZLOWIEK PRZEMIENIONY W WILKA 
9/6 $1.50 
9/6 $1.50 
6/6 $1.- 
6/6 $1.- 
6/6 $1.- 
6/6 $1.- 
9/6 $1.50 
9/6 $1.50 
6/6 $1.- 


l. 


7. 


10. 


11. 


]2. 


1S. 


14. 


16. 


15. 
17. 


1S. 
19. 
20. 


21. 


22. 


23. Sergiusz Piasecki - DLA HONORU ORGANIZACJI 
24. Zofia Romanowiezowa - PROBY I ZAMIARY 


25. 


Jan Rostworowski - NASI LUDZIE 
Lew Sapieha - WOJNA Z WYSOKOSCI SIODLA 
Wit TarnawNki - M()J OJCIF£ 
Wiktor Trośc1anko - NIKE I SKARABEUSZ 
Stanisław Vincenz - DIALOGI Z SOWIETAMI 
KazJmierz WI('rzyński - CYGAŃSKIM WOZEM 
Tadeusz Wittlln - l\IODIGLIANI 
t. I: Cygan l\Iontmartre'u 
Tadeusz Wittlln - MODIGLIANI 
t. II: KsIął.e l\lontparnasse'u 
Stefania Zahorska - WARSZAWA - LWOW 19S9 
Karol Zbyszewski - WCZORAJ NA WYRYWKI 


9/6 
9/6 
6/8 


$1.60 
$1.50 
$1.- 


26. 


27. 


28. 


29. 


30. 


SI. 


9/6 $1.50 


S2. 


SS. 
34. 


zamówienia iIlal
y nadsyłać do wydawnictwa ",Wiadomości" 
wraz z cze.kdem lub postal orderem na £1.15.0 (kwartalnie), £3.10.0 
(półrocznie) i £7.0.0 (rocznie) w Wielkiej Brytanii 
 w krajach W.sp61- 
noty Brytyjskiej. 
5.25 dol. (kwartalnie), 10.50 dol. (półrocznie) i 21.- dol. (rocznie) 
w .stanach Zjednoczonych, Kanadzie i w innych krajach. 
W Belgii, Francj:l, Włoszech, Argentynie i Brazylii nalem.ość 
nal
y przekazywać do naszych przedstaw.1cielL 
ZamóWlenIa (zamorskie pocztą. LotniCZ/ł) do admitnistracjl ..W
a- 
domOOci" : 67 Great Russell Street, London, W.C.1. 


Przy za.m6wienio wystarczy pocbW numery qdanych ksiJa.ł.ek. 


JERZY TEP A 


NOWOSCI 


T EGORocz.N4 wiosnę ;na amery- 
kańskim rynlku wydawniczym 
charakteryzował ilościowy i jako- 
ściowy wzrost "non-.fiction": bIogra- 
fii i reportażu. Zwłaszcza biografii. 
Wśród setek pozycj1 biograficznych, 
jakie u
azały się w Stanach Zjedno- 
czonych w ciągu ostatnich lat, coraz 
widoczniejsza staje się szkoła, wy- 
raźnie oscylująca ku !powieści psy- 
chologicznej ale opartej na podkła- 
dzie długoletnich badań przedmiotu. 
Po początkowym meteorycznY'ID 
tryumfie, dość szybko zmknęły i wy- 
kończyły się ..vies romanrees", pisa- 
ne rz. talentem powieściowym ale rz. 
dużą. swobodą. gdy chodzi o fakty. 
Barwne, filmowe !yciorysy np. ma- 
larzy francuskiej ery impresjoni=u 
i postimpresjonwmu, świetnie ujęte 
ale powierzchowne sylwetki, usląJpiły 
znacznie poważniejszym pracom (nie- 
raz całego życia) jak ..O'Nełl1" mał- 
żeństwa Gelbpw, ..Dreiser" Swansona 
czy ..Howard Hughes" Keatsa. Po 
prostu zamiast literatów wzięli się 
do roboty naukowcy z pasją Heming- 
waya, darem analizy Auchinclossa I 
talentem popularyzacyjnym Na:boko- 
wa. 




 ,.. 
. 


"', 
.
n" 


.v 


, \ I
'\, " ';','., , "4 "11 


r, 


...., 


inni wolą - nerwowej) wzbudzRa 
ostrą reakcję !ony i na,jlbllższego oto- 
czenia Hemingwaya. Tymczasem te 
właśnie rozdzialy książki są. najbar- 
dziej luWkie, największą budzą. sym- 
patię dla pokonanego Goliata, ścią- 
gając go :ł; piedestału IZJbędnej legen- 
dy., której talent autora ,,Dzwonu" 
nie potrzebował, i te wspomnienia 
Hotchnera zb11żają bohatera pamięt- 
mków do czytelnika. Naiwne próby 
tłumaczenia śmierci HemIngwaya 
wypadkiem z bronią nie wytrzymują 
krytyki w świetle faktów przytacza- 
nych przez biografa a notowanych na 
długo przed owym ,.,wypadkiem": 
.....gdy przyjechali do domu" Ernest 
pierwszy poderwał się. dopadł dr
i, 
zatrzasnął je i zaryglował. Don [An- 
derson, przyjaciel pisarza] okrążył 
willę, w.biegł przez tylne drzwi i zo- 
baczył Ernesta, jak jedną ręką trzy- 
mał karabinek a drugą go ładował. 
Don rzucił się na Ernesta i przewr6- 
eR go. Zaczęli walczyć o broń, na 
szczęście be2piecznlk. był założony... 
na drugi dzień rw samolocie chciał 
wyrwać drzwi I rzuciĆ się w prze- 
paść... a gdy w Casper, w stanie Wyo- 
mi.ng, zatrzymaliśmy się, Ernest SIto- 


... 
" 


. 


"'f:, 


,'I 
I, 


-. 


ł 


'-.,. 
'- .......... 


I "&; 
;,.;'" 


..-- 



 


.......,Jp. 
," ,\"...... 

 ' 


Hemingway i Hotchner w towarzystwie swoich wielbicieli 
w Pamplonle 


Natomiast sezon letni pI1Zyn1Ósł 
nieoczekiwanie 27 nowych tytułów w 
dziale 'powieści, głównie debiutÓW. 
Jak stwierdza "Time", "ISaturday Re- 
view" 1 szereg innych magazynów. 
nigdy dotą.d nie wydano w tak krót- 
kim i nieruchawym okresie kanikuły 
tylu wartośclOwych !pozycjL 


HE1\UNGWAY KONAJ
CY 
Zanim książka Hotchnera ..Papa 
Hemingway" ukazała się na rynku, 
poprzedziła ją głośna sprawa są.do- 
wa. Mary Hemingway, czwarta i o- 
statnia żona Ernesta, domagała się 
wstrzymania druku pamiętnika, za- 
rzucaJąc autorowi "bezmstydne wdar- 
cie SIę w tajeffillice życie !prywatnego 
i wyzyskanie tych matenałów dla 
zysku". Gdy idzie o stronę pieniężną.. 
Mary Hemingway nie myliła się: 
Hotchner na;przód sprzedał serialiZa- 
cję wspomllleń \popularnemu maga- 
zynowa ..Saturday Evenmg Post" za 
5U.000 dolarów, potem organizacji 
..Book-of-the-Month Club" 60.000 eg- 
zemplarzy na pniu a dopiero wtedY 
rzucono na rynek pierwsze wydanie, 
które rozeszło się w mgnieniu oka. 
Oskarżenie jednak co do ..beZiwstyd- 
nego wdarcia się i t.d." są.d odrzu- 
cił, wychodząc z założenia że myśli 
i wypowiedzi pisarza. są. własnością 
ogółu czytelników i rzucają światło 
na jego prace, należą.ce niezaprze- 
czalnIe do dziejów literatury. "Nikt 
_ twierdził sędzia Harry B. Frank 
_ nie występował z takimi zarzuta- 
mi pod adresem Plutarcha, Boswella 
i Carlyle'a". 
Zresztą Hotchner wywtą.zał się z 
zadania biografa zręcznie i uczciwie, 
dając blaski i cienie bez retuszu. Po- 
znał pisarza, go.y odwiedził go na 
Kuble, jako korespondent pisma ..Co- 
smopolitan", aby namówiĆ Heming- 
waya do napisania s
icu o przyszło- 
ści amerykańskiej literatury, i odtą.d 
nie rozstawał się z nim przez 14 lat, 
będąc jego najwierniejszym przyja- 
cielem i powiernikiem. Jeździł z He- 
mingwayem do Hawany, Nowego Jor- 
ku, Paryża, Wenecji, Madrytu, Sa- 
ragossy, bYł z nim w Key West na 
Florydzie, w Ketchum w stanie Ida- 
ho, odwiedział go stale w klinice 
Mayo w Rochester, gdy pisarz nie- 
uchronnie :lJbli.żał się ku samobpjczej 
śmierci. Notował każdą roZiffiowę" na- 
grywał ją na taśmę. zapisywał stosy 
kartek drobiazgowymi notatkami - 
oC:ł;ywiście za zgodą pisarza - i uka- 
zał go jako człowieka. BYło to tym 
większe osiągnięcie, że Hemingway 
już za życia przetwarzał się w mgli- 
stą legendę, niezrozumiałą dla wie- 
lu. Przy olbrzymiej rozpiętości ta- 
lentu - a pewnIe i dlatego - był 
on patologicznym gadułą.. większym 
jeszcze od Shawa - a co za tym 
idzie: wymarzonym materiałem dla 
zakochanego w nim biogra.fa. Mówił 
Hotchnerowi o sobie, o swoich !k.sią.iŻ- 
kach, o współczesnych pisarzach, o 
erotycznych wyczynach, o walkach 
byków, o swych mało 2JIlanych upad- 
kach, o dzieciństwie, o nowych po- 
mysłach. Hotchner maluje pełną pa- 
letą., przytłacza tysiącem drugorzęd- 
nych l trzeciorzędnych nieznanych 
epiZodów w życiu pisarza, które 
jego barwną postać czynią jeszcze 
ciekawszą, jeszcze bardziej :interesu- 
jącą. Pisze jak Hemingway trenował 
menażerię cyI1kową, jak miażdżył do- 
cinkami Gertrudę Steln za przypina- 
nie amerykańskim literatom w Pary- 
żu etykietki ..straconego pokolenia", 
jak zanosił wlanego James Joyce'a 
do domu, jaka przyjaźń łączyła go 
z Gary Cooperem, Johnem Dos Pas- 
sosem, Marleną Dietrich, Josephine 
Baker, Ingrid Bergman, Avą Gard- 
ner, jak wreszcie rabelaisowskiego 
wspaniałego buhaja, tryskającego 
energią i temperamentem dwudzie- 
stolatka, cygana i sportowca niszczy- 
ły realne i wyimaginowane choroby, 
Zimieniając go w kłębek nerwów, w 
łachman ludzki, gnębiony histerycz- 
nymi fobiami. 
Druga część książki, zwłaszcza jej 
ostatnie rozdziały, opisują.ce z wstrzą- 
sajlłcym realizmem 'Dłyskawiczny 
proces starzenia się pisarza na tle 
groźnej choroby wnysłowej (czy jak 


czyI 
 śn1igło, dopiero Don go ode- 
pc
 ... 
Hotchner zręcznie ucpwycił szyb- 
kie fazy przejścIowe przelman, jakich 
dokonał czas na Hem,ingrwayu. Bez- 
pośrednio przed pierwszymi objawa- 
mi choroby Hemingway spędził lato 
z Hotchnerem w Rl
anii. iPobyt po- 
święcił oczywiście wallmm byków, 
jeżdżą.c za parą swych pI1Zyjaci6ł, 
matadora:mi Ordonezem i Domin- 
giem, z corridy na corridę, gdziekol- 
wiek występowali. Z objawpw tych 
powstał ciekawy reportaż "Nie bez- 
piec:ł;ne lato" drukowany w tygod- 
ntku ..Life". Poza aceną dni płynęły 
wśród nie kończących się zabaw, pi- 
jatyk, szaleńczych wycleczeik. wraz 
z ..cuadrillą..., gronem starych i no- 
wych przyjacipl. Opisy Igraszek z 
Hemingwayem w Saragossie, Pam- 
.plonie, Walencji, Maladze, Madrycie 
C:ł;y Bilbao - jakby wyjęte z kart 
powieści "Słońce także wschodzi" . 
Hemingway miał wtedy 60 lat. Nag- 
le, w kilka dni po urodzinach, hucz.- 
nie opitych, zjawiły się pieł"Wsze ob- 
jawy manii pr.ześladowczej. i hipo- 
chondria, doprowadzona do zenitu. 
Doszła niezdolność koncentracji i 
strach, szalony strach, że skończył 
się jako pisarz, że niczego już w ży- 
ciu nie dokona. Gasł na oczach. Po 
powrocie do Amery.ki osiada w Ket- 
chum, dwukrotnie go przewożą. do 
kliniki Mayo w Rochester" gdzie m.in. 
lekarze stosują szokową elektrotera- 
pię. Zdrowie Hemingwaya czasem się 
poprawia, częściej się pogarsza.. 
Samobójcza śmierć Hemingwaya 2 
lipca 1961 nie zaSkoczyła nikogo. Mu- 
siala nadejść w tej formie lP'r
dzej 
czy później, była nieuchronnym ..ka- 
tharSlS" bohatera greckiej tragedii, 
przełomową chwilą: pisarz raz jesz- 
cze odnalazł swą. wielkość, gdy zrozu- 
miał że zaczyna ją tracić. Tak śmierć 
rozumie Hotchner, !któremu Heming- 
way mówił: 
.....jak myślisz, co się dzieje z czlo- 
wJekiem, gdy dochodzi do 62, lat 1 
nagle staje wobec faktu że już nigdy 
nie na,pisze ani kSlą.żJki ani nawet 
!proste,go opowiadania, które sobie 
planował. Ani że nie spełni tylu obiet- 
nic danych sobie w dobrych dniach. 
Najlepsze rzeczy napisałem już daw- 
niej, mam je za sobą - a dzisiaj nie 
mogę nawet ukończyć ksl.ąi2Jkl.. Je- 
żeli nie jestem w stanie tak żyć jak 
chcę, dalsza egzystencja nie ma sen- 
su. Czy rozumiesz, że tak żyłem i 
tak muszę dalej !yć - lub nie żyć!". 
WIZJONER Z BROOKLYNU 
Biografia Dawida Sarnoffa, pióra 
felietonisty Eugene Lyonsa, ukazuje 
się w 75-m roku życia niezwyikłego 
organizatora 1 pioniera telekomuni- 
kacji, a więc obejmuje duży odcinek 
jego działalności. Dzieje Sarnoffa, to 
typowa historia amery'kańskiego 
"self-made-man"a. W r. 1920 pr.;ybył 
on do Stanów Zjednoczonych z rLS.- 
padłej wsi pod Mińskiem. JaIk tysią.- 
ce innych immigrantów tej epoki - 
tak i jego wchłonęła południowo- 
,wschodnia dzielnica Nowego Jorku, 
ghetto nędzarzy, centrala fabryk, 
warsztatów d sklepów, ponury skra- 
wek Manhattanu, znany pod nazwą 
..Hell's Kitchen". Ulice be.z słońca, 
domy ,bez radości, z których co rana 
wyruszała na ciężką. pracę ftzyc7Jną 
wielotysięczna armia anonimowych 
mrówek rw kitlach roboczych. Sarnoff 
miał wtedy 9 lat, nie 2Jnał angielskie- 
go ale musiał już zarabiać na sle. 
bie i na rodzinę, więc dołączył do 
anonimowej armii poszukujących za- 
jęcia, byle jakiego i źle płatnego. 
W r. 1965, gdy kończył 74 lata, 
otrzymał jedno z najrzadszych od- 
znaczeń amerykańskich, medal do- 
wództwa legionu rLS. "olbrzymią roz- 
piętość uzdolnień, inicjatywę I zasłu- 
gi na polu telekomunikacji". Autor 
biografii, zięć Sarnoffa, miał wiado- 
mości z pierwszej ręki. Lyons opo- 
wiada o nie ZJIlanym dotą.d nikomu 
młodym telegraf.iście Marconi Wire- 
less Company, .który przez 72 godzi- 
ny przekazywał światu wiadomości 
z tonącego "Titanica". W 18 lat po- 
tem był już 'Prezesem fIrmy o rocz- 
nych obrotach sięgajlłcych dwóch mł- 


AM ERYKAŃSKI E 


' 


.,",.' 


....''1 ...."" 


\ 


_.

\- 

 . 


, '
' 


Mark Twain 


liardów, pionierem radia i biało-czar- 
nej a potem kolorowej telewiZji, ge- 
nerałem armii amerykańskiej i do- 
radcą prezydenta Roosevelta, zało- 
życielem jednej znajsłynniejszych 
orkiestr sylmfonicznych Nationai 
Broadcasting Co. Dzięki swej wiZj1 
i talentom organJLzacyjnym przyczy- 
nił się IjÓwnie decydująco do rozwoju 
telekomuniikacji światowej, ja'k. Ford 
do rozwoju sa:mochodu a bracia 
Wright do obecnego stanu lotnictwa. 
Biograf Lyons, jeden z kierowników 
redakcji miesięczn:ika "The Reader's 
Digest" , autor popularnej, biografii 
Herberta Hoovera i szeregu innych 
książek, m.In. ..Our Secret Allies" 
i ..Red Decade" , zgromadził dużą 


"II '
 


, ' 
'. 


Wi' 


oII!;i 


r ':/ ,;,", 
, I '
I.
 
. 


\lJ 

L ,-,- 


To' 
-....., ' 


I' 

 
 .,
I 
I" 


Ernest Hemingway 


ilość materiału faktycznego ale tylko 
zwdązanego z meteoryc7)ną karierą 
Sarnoffa. Nic jednak nie mówi o czło- 
wieku, co interesowałdby czytelnika 
nie ffilliej od osią.gnięć, i to stanowi 
wadę biografii. Jest niekompletna. 
Sarnoff pozostaje zagadką !psycholo- 
giczną. 
Niemniej jednak jest to biografia 
ciekawa. Jak w życiorysie Chaplina 
tak i tu młodość bohatera i jego 
start stanowią najlepszą, część !książ- 
kI.. W tle postaci rysuje Lyons pano- 
ramę Nowego Jorku w !pierwszej de- 
kadzie stulecia, Mekkę lmmigrantów 
lecz zarazem arenę ich patetycznych 
walk o chleb i dach nad głową. Sar- 
naff wybija się szybko. Osiąga nie- 
bywałą jak na owe czasy tygodnio- 
wą gażę 7.50 dolarów, i cała rodzina 


... 
. ",/t" 


....,.. 

;.,...- \.
. 

 


'. 


, 


'" 


., 
 


I 


..I'" 
, 
 


Howard Hughes 


może się już wynieść z "Kuchni 
Piekła" do Brooklynu. Po miesiącach 
studiów w wieczorowych szkołach 
młody David specjalizuje się jako 
telegrafista i osiąga 18 dolarów ty- 
godniowo. :2:yje w luksusie, zostawia 
daleko za sobą. wspomnienie ulic bez 
słońca i domów bez radości. Pnie się 
szybko po drabinie społecznej. Urze- 
czywistnia swoją wizję popularyzacji 
radia. Jeżeli dziś każde mieszkanie 
w Ameryce ma jeden lub dwa od- 
biorniki radiowe a ;ponad 50 milionów 
domów odbiornJi,ki telewizyjne, jest 
to w dużej mierze zasługą Sarnoffa 
sprzed ćwierci wieku. 


,,
 



.. 


'
 "
: 

., , 


;" 


.
" 


.\ 


.;, 


.
'"
;. 

 


. , 


/. 


-- 


,'L" 


Justin Kaplan 
Gdy w r. 1919 towarzystwo Mar- 
coniego przegrupowuje się w "Radio 
Cor.poration of .kmerica", dziś już 
miliardową korporację znaną pod 
skrótem "RCA", Sarnoff staje się w 
49-m roku życia jej prezesem i na- 
czelnym dyrektorem. Szybko prze- 
kształca organizację handlową w im- 
perium przemysłowe: pierwszy w 
Amer
e buduje stacje nadawcze a 
zarazem wyrabia odbiornikI.. Pokry- 
wa .stany Zjednoczone siecią. Natio- 
nal Broadcasting Co. 
Drugą część biografii poświęca 
Lyons rozrostowi przedsiębiorstw 
Sarnoffa, jego zwycięskiej walce z 
konkurencją, a przede wszystkim po- 
pularyzacji hasła "pudełiko z muzy'ką 
w każdym amerY'kańskim domu". 


.' 
" 


. 
IJ. · 

A


 .
J
 .1 


, 
 ",' " 
,' . .,J. . 
,,
 
' " 


Sarnof! nie poprzestaje na technolo- 
gicznych aspektach r
vojowych ra- 
diofonii, zajmuje się nadzorem rosną- 
cego programu, zwraca uwagę na 
informację, popularyzację literatury, 
na muzykę. Organizuje orkiestrę, 
która pod dyrekcją Toscaniniego na- 
daje stałe koncerty, Inauguruje co- 
tygodniowe transmisje z nowojorskiej 
Metropolitan Opera. 
Lyons Wlidzl Sarnoffa w pr
acie 
wizji Jules Verne'a ale przypomina, 
!e więksi od niego wizjonerzy ginęli 
V niepamięci - podczas gdy Sarnoff 
umiał rozwinąć w sobie upór Edisona 
d wyzyskiwać każdy łut szczęścia. 
Przeżył wiele !porażek ale wychodził 
z nich zwycięsko. a co najważniejsze 
"zawsze zjawiał się w odpowiednim 
czasie i na odpowiednim miejscu, cze- 
go dowodem jest chOĆby jego obec- 
ność i rola w okresie katastrofy ..Ti- 
tanica". Udowodnił to w drugiej woj- 
nie światowej. Zaciągnął się do ar- 
mii i jako biegły telekomunikac)'1jny 
doszedł do rangi generała w sztabie 
Eisenhowera i Bedell Smitha. Gdy na 
ulicach Paryża toczyły się jeszcze 
ostatnie potycZki, Sarno!f i jego or- 
ganizacja wojskowa uruchamiali już 



 


,-:t 


. ' 



11;, 


" 


... 


_ . o 
 


Twaina, Kaplan maluje nlezwykły w 
taJkich warunkach rozwój talentu sa- 
tyrycznego, nieprzeciętny dowcip 
człowieka, uginającego się pod cięża- 
rem niepotrzebnych trosk material- 
nych. Studium Brooksa podkreśla te 
Twain ukrywał ambicje reformator- 
skie za maską humoru, inny "ana- 
lista" De Voto nie zgadzał się z nim, 
twierdząc że humor T.walna był wła- 
śnie ostrą bronią reformatora. Kap- 
lan podchodzt do humoru Twaina 
prościej: . uważa go za samorodny, za 
dar boski, za naturalną, formę wypo- 
wied:ł;i i z niewydanych dotąd nota- 
tek .pisarza cytuje !kilka ..bonmots": 
Z podr6rży po jeziorze Galilejskim: 
.....wygląda ono jak zwykły rezer- 
wuar miejski i jest mniej więcej ta- 
kie duże. PlZewoźnik arabski, który 
miał nas wzią.ć na przejażdżkę po 
świętych wodach, zażądał 8 dolarów. 
?zy można się dziwić Chrystusowi, 
ze wolał przejść przez fale suchą 
nogą ?". O prawdzie: "Prawda jest 
największym skarbem człowieka. 
Dlatego należy jej oszczędzać". O 
przyjacielu: "Jest tak niski te lekarz 
nie wiedział czy ma zapalenie gardla 
czy hemoroidy". 


(, 
'....' ł 
 
; '
---... 
"",' , 
, ,. 


:
 


-- 

 

 


1) 
I 
(:'j. , 


'ft 
 
.Idl 
i , .At " 
I, 
/ , ł
i 
.1" .ł 



,. 
. 
'. 


( 


:!
 
., .... ,.... 


, 
-.... 


.'!-- 


.ł- 



 
Hemingway wybija rytm pod muzykę w wykonaniu Hugb l\;lil1era 
w Pamplonie 


radiostacje francuskie, łącząc je z 
wolnym światem. Od r. 1950 jest 
przy narodzinach kolorowej telewizji. 


PAN CLEMENS I :MARK TWAIN 
"MI'. Clemens and Mark Twain" 
pióra Justina Kaplana jest ksią.ż.ką. 
bardziej niż interesującą. Kaplan 
zrezygnował z kierowniczego stano- 
wiska w firmie Simon & Schuster 
i powrócR do dawnych studiów nad 
autorem "życia nad Mississippi", któ- 
ry go !pasjonował ja:ko temat. Talent 
literacki, który pozwolll mu anonimo- 
wo adiustowaĆ znanych autorów a- 
mery.ikańskich w wie1kiej firmie wy- 
dawniczej, zużył na własną. książkę 
i dlatego wybiła się ona na gruncie 
tak zoranym przez naukowców bez 
talentu i utalentowanych pisarzy, ufa- 
jących półrocznym studiom nad bo- 
haterem przyszłej książki. 
Trzeba przyznać, że temat byl 
wdzięczny a źr6dła bogate. 'Thvain był 
postacią barwną. Powieściopisarz, sa- 
tyryk, humorysta, wydawca, drukarz, 
reporter, wynalazca, człowiek intere- 
sów, przedsiębiorca, pijak, "bonvi- 
vant", awanturnik i geniusz - po- 
starał się zawczasu by potomność o 
nim nie zapomniała. Gromadził ol- 
brzymią ilość materiału autobiogra- 
ficznego, tysiące listów, dokumenł:.ów 
wycinków, notował wszystko o sobie: 
kolekcjonował starannie każdy frag- 
ment czy opowiastkę wyszłą spod swe- 
go !pióra, I za życia jeszc"'e w r. 1910 
zakontraktował swego oficjalnego 
biografa Alberta Bigelow Paine'a. O 
Twainie powstała już olbrzymia 1i- 
teratura, ponad 800 pozycji, więc 
Kaplan miał i łatwe 1 trudne zara- 
zem zadanie. Znalazł własną drogę, 
koncentrując się na Twainie-człowie- 
ku; puścizna literacka, tylokrotnie 
wentylowana, służyła mu jedynie za 
puD!kt wyjścia i to nie zawsze. Dla- 
tego czyta się go z wię1kszym zain- 
teresowaniem niż barokowe próby 
syntezy Brooksa "Ordeal of Mark 
Twain" czy De Voto ,,:Mark 'Thvain's 
America" . 
Stwierdzając na wstępie że Twain 
był najlepszym autobiografem wła- 
snego dzieoiństwa, Kaplan ukazuje 
go dopiero w 31-m roku życia, gdy 
Sam Clemens, znany już czytelnikom 
jako Mark Twain, przygotowuje się 
do podróży na "Quaker's City" do 
Europy i krajów Bliskiego Wschodu. 
Wynikiem tej podr6rży stała się zna- 
komita ksią.ŻJka ..Innocents Abroad". 
Prowadzi go odtą.d już jako dojrza- 
łego człoWlieka, który odkrywa w so- 
bie możliwości satyryka na skalę 
światową ale nie dostrzega sympto- 
mów niszczącego dualizmu, który 
stał się przekleństwem jego życia. 
Twain, jak wiadomo, był znakomitym 
pIsarzem ale fatalnym "business- 
man':em; .tymczasem do ikońca życia 
uwazał SIę za ŚWiletnego finansistę 
i żywiołowe klęski, jakie spotykały 
go na tym polu, łamały go nerwowo 
i omal nie doprowadziły do mono- 
manii. Twain był jednym z najwięk- 
szych talentów, na jakie stać było 
ówczesną świeżą Amerykę - ale Sam 
Clemens, antreprener, brutalnie od- 
suw.ał n
 bok Twaina pisarza i po- 
grą.zał SIę desperaoko w wir ope- 
racji finansowych, z których wycho- 
dzR bez portek. Twórca uroczego 
..Tomka Sawyera", wzruszającego 
"Huckleberry Finna" , wspaniałego 
..Yankesa na dworze króla Artura", 
setek nowel, artykułów, humoresek, 
topił zarobione !pieniądze w impre- 
zach 'bez widoku. Osławiony a nie- 
udały "linotyp iPaige"a .kosztował go 
setki tysięcy dolar6w, a spółka wy- 
dawnicza, której m.in. zawdzięczamy 
pamiętniki gen. Granta, narazRa go 
na bankructwo i nędzę. Jego histo- 
ryczny okrzyk "Dwa lata temu nie 
miałem grosza a dziś wart jestem 
dwa miliony!", nieaktualny już w 
miesiąc potem, jest dowodem nie- 
prawdopodobnej naiwności Clemensa, 
któremu !przy takim 'Prowadzeniu in- 
teresów nie mogły wystarczyć astro- 
nomiczne dochody Twaina. Stą.d czę- 
ste ataki depresji, do których walnie 
przyczYDilała się hIsteria żoneczlk1 i 
gdakające neurastenlczkl-c6rki 
Obrawszy za punkt wyjścia bIo- 
grafii patetyczny dualizm Clemensa- 


Kaplan nie wymaga od pisarza by 
stał .się wzorem dla pokoleń; ukazuje 
go Jako ułomnego człowieka; bez- 
sprzecznie utalentowanego ale o zło- 
żonej, załamującej się psychice wiel- 
kiego kabotyna, który tworzył na 
różnych płaSZC'.zyznach. Autor "Tom- 
ka Sawyera" nie jest tworcą, "Joan- 
ny d'Arc", "Huckleberry F1i.nn" nie 
ma nic wspólnego z osławionym por- 
n
graficznym traktatem, który stał 
Slę prawzorem podobnych dyssertacji 
Henry Millera. Poza tym T.wain w 
zmiennych okresach życia pisał do- 
brze i źle a puścizna jego charak- 
teryzuje wyrażnie i bez reszty po- 
szczególne etapy życia pisarza, ktPry 
w San FranC'isco siedział w więzie- 
niu za ekscesy pijackie z kureWkami 
a po ślubie z przeczuloną na każdym 
punkcie Olivią. Langdon stał się wzo- 
rowym "pater familias" aby zn{Yw 
szybko 2Jmienić się w aferzy'stę i 
awanturnika - weredyka. Wszystko 
znalazło odbicie w jego dziełach. Nie 
należy też zapominać że Twain - 
j
 po nim Scott Fitzgerald - płodził 
rownocześnie nieprawdo podobne ilości 
śmiecia bez wartości, byle zdobyĆ 
pieniądze na idiotyczne dnteresy, k
 
re. łamały go jaJko pisarza. Szczę- 
śClem, pozostały ty1ko jego arcy- 
dz.ieła. Kaplan osądza go na tle ca- 
łeJ tw;órczości, znanej i nieznanej 
dobrej i złej., zrzuca go z cokołu al
 
przybliża. A o to idzie w każdej bio- 
grafii. 


DIPERA1.'OR W TENISOWKACH 
Przed kilkoma laty jednym z naj- 
większych bestsellerów Ameryki sta- 
ła się powieść Harolda Robbinsa The 
Cal1petbaggers" . Była to leklko" za- 
woalowana "vie romanree" Howarda 
Hughesa, występującego w powieści 
pod nazwiskiem Jonas Cord. RobbinS 
wtłoczył tyle autentycznego mate- 
riału że dwa kolejne filmy nie mogły 
go v:łyczeI1pać nawet w części. Dopie- 
ro Jednak czytając biografię doku- 
mentowaną Hughesa pióra Keatsa, 
czyte
1k. dochodzi do przekonania że 
Robł?rns zamknął w swej książce za- 
led
le kilka fragmentów życia tego 
g
malnego odłudka. Hughes jest tak 
,:uezwy:kłym człowiekiem, że zasługu- 
Je na obszerną literaturę, która lilie 
t
lko b
 ujęła i skatalogowała jego 
meCOdZleDlle sukcesy na !polu lotnic- 
tw.a, przemysłu, handlu, jego pionier- 
skIe wysiłki na każdym niemal od- 
cinku elektroDiicznej epoki - ale za- 
,:'a
m usiłowała rozwiązać zagadkę 
zYCla i pobudek tego najdziwniejsze- 
15.0 ze współczesnych nam geniuszóW 
fmansowych, który buduje imperia 
przemysłowe, nie posiadając ani do- 
mu ani biura, przeprowadza milio- 
nowe transakcje z budki telefonicznej 
w najbliższym barze, podpisuje kon- 
trakty na kolanie w zaułkach w sta- 
rej chevroletce, chodzi na przyjęcia 
w pantoflach tenisóJwych i otacza się 
strażą. mOl1mońską, która nie dopusz- 
cza do niego nawet kierowników jego 
własnych przedsiębiorstw. 
John Keats, autor wielu wartościo- 
wych !książek, m.in. "The Insolent 
Chariots" (o przemyśle samochodo- 
wym), "School Without Scholars" (o 

etodach współczesnego kształcenia) 
l "The Crack in the Picture WindoW" 

o życ
u osiedli podmiejskich) wło- 
zył duzy wysiłek w celu dokonania 
syntezy czy próby syntezy bohatera 
biografii, lecz to mu się nie udałO. 

ie z jego winy, gdyż Hughes jest 
meuchwytnym fenomenem, postacią 
tak rÓŻną od znanych nam typóW 
psychologicznych, !e nie mpgłby go 
zgłębić nawet doświadczony psychO- 
analityk, który by go nigdy nie od- 
stępował. Niemniej jednak zawdzię- 
czamy Keatsowi setki szczegółóW, 
rwanych fragmentów; połączone 
chronologicznie dają one choćby po- 
bieżny i po picassowsku wykrzywio- 
ny obraz genialnego dziwaJka którY 
np. od dwunastu lat nie udzI
lił ani 
jednego wywiadu prasie i nadal kon- 
taktuje się ze swym wielotysięcznym 
personelem przez telefon.
>>>
Nr 1081/1082, 18/25 December, 1966 


WIADOM09Cl 


9 


Howard Hughes, który w 18-m ro- 
ku żyola odziedziczył po ojcu, wy- 
nalazcy głębokich świdrów dla szy- 
bów naftowych, około 70 milionow 
dolarów, zdołał dość szybko powięk- 
szyć ten skromny kapitał do półtora 
miliarda. Rozwinął nabyte zakłady do 
monopolistycznej sieci fabryk i war- 
sztatów przemysIowych, i nagle - ma- 
jąc zaledW1ie 22 lata - przerzucił się 
do produkcji i reżyserii dobrych i 
złych filmów w Hollywood, po czym 
natychmiast wrócił do budowy samo- 
lotów, :stając się najipoważniejszym 
ich konlitruktorem w Stanach Zjed- 
noczonych. W tym samym czaaie za- 
łożył największą w świecie między- 
kontynentalną Imię !pasażerską TWA, 
kupił koncern fllmowo-dystrybucyjny 
RKO i :lJbudował imponuJącą centralę 
przemysłu elektromcznego, obslugu- 
Jącą rząd Stanów Zjednoczonych oraz 
dziesiątki firm prywatnych. Poza 
tym memal cod:z.ień jako :pilot do- 
świadczalny obiatywal swoJe i nie- 
swoje samoloty. Niepohamowany 
tenliPerament, texański uPIÓr i legen- 
darny majątek były żródłem nie- 
zW)'1kle ryzykownych operacji finan- 
sowych, z góry skazanych na niepo- 
wodzenie. 'J.'owarzyszyło mu jednak 
zawsze nieprawdopodobne sz
zęśoie 
la może i dar przewidywania), które 
jak za dotknlęClem ręki Midasa każ- 
dą imdrezę zanueniało w złoto, w 01- 
brzyml, zadziW1iaJący sukces. M.ln. 
film "The Outlaw" z Jane Russell 
kosztował jak na owe czasy nlesa- 
mowitą sumę dwóch i pół miliona 
dolarów i został oorzucony !przez cen- 
zorskie biuro Haysa, - co rownało 
się ruiDJie, - przyniósl mu... pięć 
milionów zysku. 
Hughes otaczał się zawsze najpięk- 
niejszymi kobietami ze świata aktor- 
skiego. Mimo Ilnlkodn!1owego zarostu, 
zmiętych SPOWll lotniczych i pantofli 
tenisowych, w ktorych zJawlał się w 
lokalach, przebYWał koleJno w towa- 
rzystwie Jean Hauow, :lVlerle Oberon, 
Ann Sheridan, Ginger Rogers, Carol 
Lombard, OliWi de Havi11and, Lany 
Turner i Giny Lollobriguiy. Ożenił się 
z najpiękniejszą z nicn, młodą obie- 
cującą aktorką Jean iPeters, !która 
dopiero w r. 1\:166 a więc w 9 lat po 
ślubie ukazała się !pub1icznie na go- 
ścinnym występie Comedie Fran- 

aise, by natychmiast potem :ł;niknąć 
w limuzynie, otoczonej mormońską 
policją Hughesa. Jak dowodzi Keats, 
Hughes me był ani Casanową ani 
Sarnoffem. Olbrzyma maJątek, ktpry 
dotąd - mimo cięgów konkurencji 
- stale się powiększa dO astrono- 
micznych rozmiarów, sluży mu jedy- 
nie do zaspokajania ambicji lotnika i 
konstruktora. W r. 1938 odbył on !po- 
dróż naokoło świata, osobiście pro- 
wadząc przez Całą trasę samolot wła- 
snej konstrukcJl, i pobił wszystkie 
dotychczasowe rekordy. Pobił rów- 
nież rekord l(}t.Ow mlędzykontynen- 
talnych. W czaSle drugiej wojny 
światowej budUJe nowe typy trans- 
portowców, wY0d.Jt z własnej szka- 
tuły 50 milionów uolarow na ikon- 
strukoję eksper;ymeuLamego giganta 
"Hercules" , latającego statku, ktory 
mieści 700 pasazerów. Sam też obla- 
tuje go w trzech startach doświad- 
czalnych. Nie trzeba też zapominać, 
że całe zestawy rakietowe do obec- 
nych lotów międzyplanetarnych bu- 
dują właśnie zakłady Hughesa. 
Ostatnią część ksią.żki, zatytułowa- 
nej "The End of the Dream", po- 
święca Keats bieżącemu okresowi ży- 
cia i dZliałalności Hughesa, głównie 
walce z :szeregiem kOlporacji i z ko- 
łami giełdowymi, które postanowiły 
go ubić lub przynajmniej ukrócić mi- 
liardowe swawole niebezpiecznego dla 
ich równowagi oryginala. Te rozdzia- 
ły są mało interesujące i naj słabsze, 
gdyż autor musiał się zadowolić jedy- 
nie strzępami informacji !prasowych. 
W ostatnim dziesięcioleciu dosłownie 
nikt spoza szczupłego sztabu asysten- 
tów nie widział Hughesa, bo żyje 
pod strażą. w niedostępnej posiadłości 
w San Lido w Kalifornii. Reprezen- 
tuje go szereg wielkich firm adwo- 
kackJiJch, ktpre - jak kierownicy je- 
go rozległych fa:bryk - otrzymują 
telefoniczne zlecenia bez prawa dys- 
kusji. Hughes stał się legendą i le- 
gendą !pozostanie. Najtęż8Ze mózgi, 
wraz z biegłymi podatkowymi, nie 
mogą obliczyć jego majątku, stanu 
posiadania li plynnego kapitału, gdyż 
niezmordowany i nieobliczalny 61- 
letni miliarder ustawicznie sprzedaje 
i kupuje koncerny, wcl
odzą.c
 w za: 
kres jego zainteresowan lotwczych l 
finansowych. Olbrzymie dochody, ja- 
kie daje firma "Hughes Aircraft" , 
!przeznaczył w całości na Howard 
Hughes Medical Institute w Miami 
na Florydzie. Instytutem kieruje ma- 
łomówny dr Verne Mason, który u- 
ratował Hughesowli życie, gdy dobiegł 
do na wpół spalonego pilota w kata- 
strofie eksperymentalnego samolotu 
XF-l!. 
Książka Keatsa jest uczciwą rela- 
cją, ograniczoną jedynie brakiem do- 
statecznego materiału, niedostępnego 
za życia Hughesa a może i długo po 
jego zgonie. Nie jest to zresztą. 
pierwsza biografia ekscentrycznego 
miliardera. Przed Keatsem już dwu 
autorów o pewnej marce literackiej 
ukończylo książki o Hughesie. Skoro 
tylko ukazaly się o nich wzmianki, 
Hughes wciągnął obu !pisarzy do jed- 
nej ze swych organizacji a iksiązkii 
nigdy nie ukazały się w druku. Keats 
oparł się pokusie dużego zarobku, a 
energiczna firma Random House po- 
parła jego wysiłki, wydala 
siążkę 
i. .. naraziła się na proces. O de jed- 
nak Hughes brutalnie zaatakowal pi- 
sarza i wydawców, o tyle Keats nie 
odpłacił mu się tą samą monetą,. U- 
kazał w swej książce samotnego 'ZlWY- 
cięzcę w pogoni za mglistą napoleoń- 
ską chimerą. 
ANTYBOHATERZY 
POP-POWIEśCI 
Najlepszą powieścią sezonu r. 1966 
jest śwdeża i niezwykle oryginalna 
książka Roberta Crichtona "The Sec- 
ret of Santa Vittoria". Jest to we- 
soła opowieść z okresu drugiej woj- 
ny światowej, przyrównywana do ta- 
kich klasyków jak "Mister Roberts" 
i No Time For Sergeants". Santa 
Vittoria to wioska ukryta w !piemon- 
okiich 
zgórzach, zajęta w czasie 
wojny przez cofające się wojska ni,:- 
mieckie które po drodze starały Się 
"uwolniĆ" półtora miliona butelek 
przedniego wermutu ;wytwar
anego 
tam dla turyńskiej firmy Cmzano. 
Tematem powieści są niezwykle po- 
mysłowe i dowcipne wysiłki burmi- 
strza nalo Bamboliniego, wysllki u- 
krycia tej niema!ej ilości wina prze- 
znac'zonego na powojenny rynek an: e - 
rykański - !przed kapitanem wOJsk 
9 ku pacyjnych von Prumem. Bambo- 
nni jest fanatycznym wielbicielem i 
czytelnikiem MachiaveUa 1 UDOWocze- 


.
 


NOWOSC GWIAZDKOWA! 


Moja 


Kazimierz Wierzyński 


prywatna 


Ameryka 


Nowy tom prozy znakomitego poe t) , ozdobnie wydany, na pięknym papie- 
rze, w płóciennej oprawie i kolorowej obwolucie, będzie ozdobą każdej pol- 
skiej biblioteki. 


Książka, licząca około 250 stron, ilustrowana jest 20 całostronicowymi ry- 
sunkami Mariana Kościałkowskiego. 


Cena 30/- 


5 dolarów 


24 fr. fr. 


NAKŁADEM 
POLSKIEJ FUNDACJI KULTURALNEJ 
w Londynie 



nia dyplomatycL.llą strategię mist- 
rza, stosując ją do codziennej walki 
obronnej z metodycznym okupantem. 
W końcu oczywiście wygry,wa, i od- 
działy niemieckie, pokonane w wojnie 
i wystrychnięte na dudka, opuszczają 
wieś - bez zdobyczy. Crichton oka- 
zal się wspaniałym narratorem i wir- 
tuozem kapitalnego dialogu. Książka 
ma zaskakujące ale zasłużone powo- 
dzenie. 
Większość jednak deblutów tego 
lata, to t..zw. "pop-novels", specyficz- 
ne określenie nowoczesnej powieści, 
pisane przeważnie w pierwszej osobie 
gwarą komiksowo-sportoV\oą, zawsze 
ostro i brutalnie; treścią jej sQ. w 
głównej mierze przeżycia antyboha- 
terów, ludzi obcych ogólnemu nurtowi, 
indywidualistów-introwertów w po- 
szukiwaniu własnych dróg. Do typo- 
wych antybohaterów należy Mark 
Davis w powieści Jay Neugeborena 
(28-letniego profesora uDlwersytetu 
Columbia) p.t. "Big Man". Davis jest 
byłą gwiazdą amerykańskiego spor- 
tu; powmęła mu się noga przy fal- 
szowaniu rozgrywek. Utrzymuje się 
z mycia samochodów i codziennie 
przeżywa swoją tragedię, która zam- 
knęła mu drogę do ,wspaniałej karie- 
ry i dobrobytu. Antybohaterem jest 
"Mały Ed" w powieści "New Axis" 
Charlesa Newmana (również 28-let- 
niego profesora uniwersytetu North- 
western). Ed jest introwertern z za- 
możnej rodziny burżuazyjnej, za.mJk- 
niętym w mdlym świecie snobistycz- 
nego otoczenia, wtopionego mecha- 
nicznie w grupę społeczną., która go 
nie interesuJe. Innym antybohaterem 
jest Pratt w !powieści mlodego dzien- 
nikarza Charles iPortisa "NoI'iWood". 
Pratt dusi się w małomiasteczkowej 
atmosferze domu siostry, rzuca wszy- 
sto i idzie przed siebie. Próbuje no- 
wych zawodow od cyrku do wylęgar- 
ni robaków dla "weekend"owych a- 
matorów rylJołóstwa. Jeszcze innym 
antybohaterem jest lntelektualista 
żydowski Aaron Weissburg w powie- 
ści Irvina Fausta "The Steagle"; i on 
rzuca rodzinę, wędruje po Ameryce 
jak Bloom po mrocznych zaułkach 
Dub!Jinu, żyje w mgławicach marzeń 
i donkichotowskich fantazji bez celu 
i be:ł; sensu. 6
-letni wydawca i poli- 
tyk George Bd.c.ker wkracza na te- 
reny bardziej r
alne i znajduje swego 
antybohatera w tragicznej sofokle- 
sowskiej postaci Jamesa Forrestala, 
sekretarza obrony z czasów Trwna- 
na. Dwie powieści utrzymane w po- 
dobnym stylu "The Piano Sport" Don 
Ashera i "Call the Keeper" Nat Hen- 
toffa - rzucili autorzy na barwne 
tło Greenwich Village, beatnikowskie- 
go Montparnesse'u Nowego JOl"ku. 
Jazzowo
pseudointelektualne kafejki 
"Go! Go!" i lokalne zagadnienia ra- 
sowe rozW1iązywane seksualną inte- 
gracją sprzyjają "POIHPowieści" kon- 
fliktu i dramatycznej autoanalizie, 
przetykanej od czasu do czasu wy- 
skokami humoru. 
Wbrew pozorom nowoczesna ame- 
rykańska ..pqp-powieść" zwłaszcza 
omówione pierwociny urodzajnego la- 
ta r. 1966, wyzbyły się w dużej mie- 
r:ł;e ponurej masochistycznej bezna- 
dziejności, cechującej ibeatDJików póź- 
nego s
stego dziesięciolecia ...poko- 
lenia bez uśmiechu". Nie ma też cech 
dzikiej niesforności szkoły Kerouaca. 
Jest staranniej przemyślana i' skon- 
struowana, anty;bohaterzy nie są już 
paranoikami, wyrzuconymi poza na- 
wias życia. Przeciwnie: często w nim 
pozostają ale trawi Ich byronowskie 
pragnienie trudno uchwytnych idea- 
łów, które u Newmana np. wyraża się 
niefałszowaną !poezją i szlachetną. sa- 
tyrą. na szarość życia. 
Beletrystykę kobiecą urodzajnego 
lata reprezentują dW1ie debiutantki: 
26-letnia Sylvia Wilkinson i 38-letnia 
Cynthia OZick. Sylvla Wilkinson, pi- 
sarka amerykańskiego Południa, jest 
kontynuatorką Carson Mc Cullers, 
ma może nawet silniejsze poczucie 
dramatu, brutalniejsze pióro, bardziej 
zwartą narrację. Jej !powieść ,,Moss", 
to historia życia białej prostytutki i 
wędrownego Indianlna. Wchłonęła Ją 
dekadencja faułknerowskiego głębo- 
kiego Południa, owita gnijącymi ma- 
gnoliami, które w powieści stają się 
symbolami otoczenia, i bierna ant y- 
bohaterka powoli traci !poczucie rze- 
czywistości, zamyka się we własnym 
patetycznym światku fantazji, który 
dobrotliwie przesłania jej upiorne wi- 
dziadła codziennego dnia. 
Cynthia Ozick poświęca swą pra- 
wie 600-stronicową. powieść "Trust" 
dziejom żydostwa amerylkańskilego, 
które w czwartym dziesięcioleciu 
przyjęło Marxa jak Mesjasza a nie- 
uszeregowane jeszcze teorie o spra- 
wiedliwości społecznej jako religię. 
Radykalów powieści, należą.cych do 
bogatszej klasy społeczeństwa, trak- 
tuje autorka z dużą. dozą irondi, u- 
wypuklając rÓŻnicę między ich ży- 
ciem prywatnym a kanonami nowej 
wiary, głoszonej tak nerwowO. Cyn- 
thla Ozick jest uważana za najcie- 
kawszą autorkę tegorocznych debiu- 
tów; krytyka literacka podkreśla jej 
znakomitą. bezbłędną strukturę i wy- 
razisty dialog, przyrównywając zbyt 
śmialo jej powieść do dzieł Tołstoja 
i Henry Jamesa. 
Czy letnia eksplozja talentów jest 
tylko zjawiski
m jednorazowym i 
oderwanym? Typ debiutów na odcln- 
ku "pop-novel" pozwala na przy- 
puszczenie, że rodzi się nowa szkoła 


powit:śoiowa. Wygląda ona na pro- 
dukt uboczny beatnikowskiej litera- 
tury negaoji ale w zasadzie jest no- 
wym prądem, skrzyżowaniem wpły- 
wów pewnych mistrzów XIX w., tak 
sobie !przeciwnych jak Proust i Do- 
stojewskij z reportażem !powieścio- 
wym, reprezentowanym .prze:ł; Maile- 
ra d Trumana Ca,pote. Zjawisko to 
zresztą nie ogranicza się wyłącznie 
do amerykańskiej twórczości' autor- 
skiej; produkty obce lądują z rów- 
nym powodzenielU na amerykańskiej 
łączce wydawniczej. Grove Press wy- 
daje ..pop-satyrę" 28-letniego Peru- 
wiańczyka, zamieszkałego w Paryżu, 
"The Time of the Hero", spaloną. 
publiczDJie na placu w jego ojczysteJ 
Limie; Simon & Schuster - "Opo- 
ponax" paryżanki Monique Wittig, A- 
theneum - "The Seahorse" Anglika 
Anthony Mastersa a Little Brown 
- ..Beggars on the HorsebaClk" Ja- 
mesa Mossmana. Te cztery debiuty 
obcych autorów' łączy z amerykań- 
skimi debiutanta.mi identyczna myśl 
przewodnda i technika "pop-novel" , 
co wskazuje na linię, po której z całlł 
pewnością ruszy nowa armia w po- 
szukiwaniu dróg dla swoich anty- 
bohaterów i - dla siebie. 


P
TNIK DEFRAUDANTA 
Książka "The Embezzler" Louisa 
Auchmclossa ukazała się w okresie, 
gdy ostatnia jego pOWlleść "Rector of 
Justin" nie zeszła jeszcze z listy 
..bestseller"ów, i to rodzi pokusę po- 
równań. Tymczasem - poza wspóiną 
technikQ. wieloplanowosci obie 
książki sQ. diametralnie różne, co 
świadczy o rozpiętości talentu auto- 
ra. Technika Auchinclossa polega na 
oświetlaniu osoby bohatera czy za- 
gadnienia z różnych płaszczyzn. Rek- 
tora szkoły {uv. Justyna poznajemy 
jedynie i wyłą.cznie z relacji jego oto- 
czenia. Guy Prime'a, bohatera "De- 
fraudanta", przede wszystkim z Jego 
pamiętnika, dopiero potem uzupełnio- 
nego przez żonę i przyjaciela, głów- 
nych aktorów jego osobistego dra- 
matu. ,,Defraudant" nie jest jedynie 
sylwetką jak "Rektor" - jest czymś 
więcej, bo obrazem epoki tak nie- 
dawnej pozornie a tak odłegłej, tak 
paradoksalnie obcej jak trzydziesto- 
letnia wojna czy dni Borgiow. Jest 
to czwarte dzlieslęciolecie, gdy t.zw. 
..Nowy Lad" Roosevelta ostro i gwał- 
townie likwidował dyktaturę Wall 
Street, zastępując jej władzę uspo- 
łecznionym kapitalizmem i rządową 
kontrolą. giełdy. W tym to okresie 
kapitalista RIchard Whitney dopu- 
ścił się milionowego sprzeniewierze- 
nia, wywołując panikę, którą Roose- 
velt natychmiast wyzyskał dla wyka- 
zania błędów systemu 1 przeciwsta- 
wił mu własny !pozytywny program 
naprawy. Guy Prime Auchinclossa 
jest wariantem literackim Whitneya, 
jak wiernym orYgUD alowi - trudno 
osądzić. 
Powieść zaczyna się pamiętnikiem 
Prime'a !pisanym w r. 1960. Przekro- 
czył już 70 lat, odsiedział więzienie, 
skazał się na dobrowolne wygnanie, 
gd:z.ie dla pociechy ożenił się z młodą 
dziewczynq., 1 pOl$tanowil po latach 
r02pamiętywania burzliJwej !przeszło- 
ści dać motywację swego !postępku, 
ukazać się w oczach wnuków w no- 
wym świetle. Z żelazną. logiką, bez 
melodramatycznych akcent.pw, anali- 
zuje .przes7Jłość, swoj"! wzloty i jedy- 
ny upadek, współdziałanie otoczenia, 
nie omija naj drobniejszego szczegó- 
łu, nie oszczędza ani siebie ani przy- 
jaciela Rexa Geera, któremu pomógł 
w karierze, ani żony Angeliki, która 
zostala kochanką a potem żoną Gee- 
ra. 
Pamiętnik przesyła córce ale ta 
oddaje go matce i ojczymowi. Ci z 
kolei uzupełniają go własnymi wer- 
sjami, i. tak powstaje intymny tryp- 
tyk wyznań: trzy osoby piszą. o tych 
samych wydarzeniach - inaczej. Au- 
tor nie bierze udziału w dyskusji, nie 
sugeruje rozwiązania. Zostawia go 
czytelnikowi. Ze zręcznośoią zawodo- 
wego prawnika (Auchlncloss jest ad- 
wokatem korporacyjnym na Wan 
Street) nie tylko o.łsuwa od siebie 
odpowiedzialność za wyrok ale nawet 
nie dopuszcza do jego ogłoszenia, za- 
,wiesza go w powietrzu. Protagoniści 
dramatu mówią o sobie i innych jak 
na sali sądowej, przeczą &'bie, grze- 
szą. ciężkim subiektywizmem, a wszy- 
stko to dzieje się przy zupełnym bra- 
ku zainteresowania ze strony autora, 
jak w książce Trumana Capote'a ..Z 
zimną krwią". Guy Prime spowiada 
się szczerze, nawet brutalnie: 
...straciłem wiarę w świat, gdyż 
mogłem w nim żyć tylko jako czlo- 
wiek bogaty. To proste. Roosevelt w 
r. 1936 już zdecydował że będzie re- 
gulował nowojorską giełdę ale brak- 
ło mu wejścia, uzasadnienia tego ka- 
libru, który by zrozumiała szersza 
publiczność. Zjawiłem się opatrzno- 
ściowo jako !kozlioł ofiarny, i mógł 
rozwrzeszczeć się przed całym naro- 
dem. Jeżeli człowiek na moim sta- 
nowisku stal się łobuzem - cÓŻ wię- 
cej można powiedzieć o systemie? 
Wall Street nigdy tego nie zrozu- 
miala, Wan Street, odwieczny struś 
z głową w piasku, nie miala pojęcia 
że regulacji nie można już było unik- 
nąć. Dlatego zacnym mieszczanom 
zdawało się że ich zawiodłem, że ot- 
warłem bramy, zatrułem wodę i po- 
wietrze. I tak zająłem swe miejsce 
w historii jako finansowy Benedlct 


'-- 
Alnold" L:ldrajca, generał z wojny 
lewolucyjnej]. 
Geer, przyjaciel 1 mąż jego żony, 
widzi go inaczej: ..Prime musiał zbu- 
rzyć świat, bo nie mógł go sobie pod- 
dać. Nie uwierzył do śmierci że kle- 
dykolwiek zbłądził, był tylko tym, 
którego... złapano. W wyobrażni swej 
w.!dział że sędziowie jego noslli poa 
gronostaJowym płaszczem ubrania 
wizytowe. :Nie mógł od nich oczeki- 
wać sprawiedliwosci, tylko ropokry- 
zji. Wall Street stała się dla niego 
swojego rodzaJu Nottinghamem, a 
on, Uuy, grał tam rolę .lWom Hooda' . 
Żona Angelica widzli go jeszcze w 
innym swietle: .....odrzucił mnie od 
siebie i uczynił to z zupełnego wy- 
rachowania. Gdy siedział w więzie- 
niu, nie chcial się ze Jlli1Ił. widzieć. 

koro tylko wyszedł, jego adwokat 
powiadomił mnie że żąda rozwodu - 
ale wtedy byłan1 już na to !przygo- 
towana, i tak rozwią.zało się nasze 
małżeństwo po prostu i bez zoędnego 
rozgłosu. Zrozwniałam bezsens od- 
gradzania Guya od jego chimer. Nic 
Już nie mogło go wstrz)'1mać od osob- 
llwego typu samobójstwa, którego 
zamlar tak dawno w nim kiełkował'. 
Guy przeczy 1m faktami !pamiętni- 
ka. sprzeniewierzył pieniądze klubu 
- ale był jego założycielem 1 funda- 
torem. Zbudował Geera, wCIągnął go 
na szczyty powodzeDla, a ten go 
zawiódł, odebral żonę, zdradził. A 
Ange1ica? Czy stanęła przy nlm, gdy 
wszystko się wali!o.t Z kOlei Geer w 
sWOlch rozdl.lałach broni się że dłu- 
żej już nie mpgł pomagać, bo zruJ- 
nowalby siebie i innych. Powieśc roi 
się od sprzecznych interpretacjli, od 
pytań bez odpowiedzi, od nierozwią- 
zanych zagadek. Autor przytacza Je 
chłodno, z odcleniem ironU, katalo- 
guje, podaje czytelnikowi bez uwag, 
bez rezyserii. 
Auchmcloss jest autorem nad wy- 
raz zręcznym li często - jak Plran- 
dello - usuwa Slę od syntezy. Do- 
piero po przeczytaniu powiesci do- 
chodzi się do przekonawa, że właści- 
wie czytelnika oszukał, że sam jest 
llterackim defraudantem, że okradł 
go z r07JWlą.zania. Albo - że rozwlą- 
zan:ia nie ma. Tę koronkowIł alche- 
mią. dylematu r,óźni się Auchincloss 
od Cozzensa, Faulknera czy O'Hary, 
którzy wydają wyrok i uzasadniaJą 
go. Nie dowodzi to bynajmniej niż- 
szości Auchinclossa, !przeciwnie: zbli- 
ża -go do klasyczneJ SZlk.oły świato- 
wej poW1ieści psychologicznej pOCZ/łt- 
ków XX w., która unikala odpowiedzi 
na pytania zbyt złożone dla życio- 
wych rozwiązań. 
Jedną z zalet Auchlnclossa jest 
zdolność malowania epizodycznych 
postaci, przybliżających czytelnikowi 
środowlSko i epokę. W "Defraudan- 
cie" mamy m.dn. świetne sylwetki 
drugoplanowe: Lucy, !pierwszej żony 
Geera, i Marcellusa de Urasse, ostat- 
niego Mohikanina konserwatywnej 
Wall Street, który !przeżył epokę 
rooseveltowsk1ej czystki. Przy całej 
swej doskonałej technice, Auchincloss 
jest jednak trudnym ;pisarzem, zwła- 
szcza dla mlodszego pokolenia. Zbyt 
często cofa się do przeszłości a sty- 
lem przypomina XIX-W1iecznych au- 
torów. 
Dlatego mimo stałego ffileJsca 
na liście "bestseller"ów do koronko- 
wych powIeści Auchinclossa podcho- 
dzi się z pewnym wahaniem jak do 
muzeum, w którym jest wlęcej Rem- 
brandtów niż reportażowych zdjęć z 
życia. 


KONDOTIER W GACIACH 
Gdy Harold Robblns pisał powieść 
"The Adventurers", odwiedził go wy- 
dawca Leon Shimkin i z ciekawością. 
zerknął na kartkę maszynopisu na 
stole. "Co będzie dalej?" - zapyta!, 
"Nie wiem, - odpowiedział ROIJbins, 
- ,bo maszyna się zepsuła i czekam 
na mechanika". 
Cokolwiek jednak można zarzucić 
temu bardzo popularnemu autorowi 
- a zarzuca mu się wiele - nie 
dotyczy to planowania !powieści, w 
czym jest niezrównanym mistrzem, 
Pisze jedynie i wyłącznde "roman ił. 
clef" , opracowuje wydarzenia realne, 
które - zawoalowane - służą. mu 
za wielobarwną. i wielopłaszczyznową 
kanwę; na niej snuje kilkanaście jed- 
noczesnych akcji. Pisze o wszystkim, 
co jest sensacją dnia: o Howardzie 
Hughesie ("The Carpetbaggers"), d 
o niewyjsśnlonym zabójstwie w do- 
mu Lany Turner ("Where Love Has 
Gone"). Nie należy do uznanej lite- 
ratury amerykańskiej, krytyka uwa- 
ża go za pisarza sensacyjnego, ale 
ku zgorszeniu prasy literackiej i "po- 
ważnych" autorów każda jego po- 
wieść jest w istocie sensacją dnia 
d rozchodzi się z miejsca w astrono- 
micznych nakładach, tak że dziś 
trudno mu już odma.wiać talentu, bo 
beztalencie musiałoby zginąć przy 
tak olbrzymiej konkurencji na ame- 
rykańskim rynku wydawniczym. 
Pierwsze wydanie "The Adventurers" 
w ilości 175.000 rozchwytano natych- 
miast, a "producer" Joe Levm za- 
kupll na pniu prawa filmowe za 
okrągły milion dolarów. Powieść sta- 
ła się jeszcze jednym dowodem że 
zarówno kryty,k jak i czytelnik boj- 
kotujący kryt)'1ka - mają rację. 
Bohaterem powieści jest wzorowa- 
ny na Porfirio Rublrosie Mulat Dax 
Xenos, dyplomata, żołnierz, polityk, 
gracz w polo, rycerz przemysłu, po- 


lityk, kondotier i nowoczesny Casa- . 
nova, który ujrzał świat w mitycznej 
republice Corteguay, fikcyjnym sto- 
pie Kuby, Wenezueli i Dominikany. 
Tragiczne dzieciństwo !przeżył w o- 
kresie krwawej rewolucji, gdy gen. 
de Cordoba opanował rządy apotem 
stał się dyktatorskIm "el Presidente", 
miażdżącym kontrrewolucję gorali. 
Dax jest protegowanym pre:ł;ydenta, 
wierzy w niego slepo niemal do ostat- 
niej cbwili i ginie za niego. Cordoba 
wysyła Daxa do Europy i Ameryki 
jako swego agenta; tam bohater po- 
wieści wchodzi w kola polityczne, 
plutokracjli i międzynarodowych afe- 
rzystpw, oSiągając niez.wykłe sukcesy 
buduarowe, !ktore z kolei zapewniały 
mu pozycję a reżymowi Cordoby du- 
że wpływy. Pracował dla kraJu we 
fraku, częściej jednak w gatkach i 
pidżamie. Prostą, naiwną. mtrygę, 
która rOMożyłaby słabszego plSar:ł;a, 
rozwinął Robblns bardzo zręcznie 
przy pomocy epizodów i postaci z 
zycia. W otoczeniu Daxa spotykamy 
i pO.lnajemy mimo zmienionych na- 
zWlsk: Marię Calias, Onassisa, za- 
charowa, paryskich l lomiynskich Rot- 
sChildów, Sjergieja Rubinsteina, Saint 
Laurenta, Batlstę i TrujHla, Zsa Zsa 
Gabar i dziesiątki mnych postaci zna- 
nych z prasy, ekranu i mlędzynaro- 
dowej plotki!. Akcja o kilkunastu pro- 
tagonlStach zmienia błyskawicznie 
miejsce, czas i atmosferę, cofa się 
"flashback"ami, zaskakuje raz skró- 
tami, raz szeroko kreslony.mi szki- 
cami. Pierwsze li ostatnie rozdziały 
powieści sQ. najlepsze, malują eta,py 
bratobójczej walki w wynędzniałej 
republice Corteguay i gd)'1by Robblns 
na nich poprzestał, stworzyłby może 
wstrząsaJącą alegoryCZDlł książkę o 
tragediach republik polUdniowoame- 
rykańskiich. Dowodem dojrzałości me- 
tod pisarskich jest tu choćby szcze- 
gółowa analiza powolnej ale stałej 
infiltracji komunistycznej, !Żerującej 
na głodzie bandolerosów , ktora omal 
nie doprowadza do opanowania sła- 
bego państwa. Arcydziełkiem kunsztu 
tworczego jest 8-stronicowy epllog- 
prolog, rozmowa z dozorcą Wliejskie- 
go DmentarzYka, gdy ekshumują 
zwłoki Daxa z niezapłaconego grobu 
a ciało palą.. 
Powieść mogłaby się stać małą 
monolityczną epopeją, p6łhistorycz- 
ną.. gdyby Robbms oparł się pokusie 
taniej hlpertrofii erotycznej, grożą- 
cej współczesnym pisarzom. Napisał- 
by interesującą książkę o bohater- 
skich 1 niebohaterskich wysiłkach 
małego kraju, zagubionego w dżun- 
gli, zapomnianego przez Boga 1 ludzi 
w wieku międzyplanetarnych rakiet 
i użytkowej elektroDJiki. Tymczasem 
autor co kilka stron wciąga boha- 
tera w świat aferzystów i nimfoma- 
nek, bardzo kolorowy ale etycznie 

 
ohydny. Przetwarza Daxa, człowieka 
bezsprzecznie prawego i idealistę, w 
salonowego buhaja, który w nieprze- 
konywający sposób łączy wielkie po- 
. 
słaIlIllictwo z uszczęśliwianiem dziew- 
czynek. Czyni to z brakiem artystycz- 
nej dyskrecji i wulgarnością, wzro- 
rując się na Mailerze. Jeżeli zamie- 
rzeniem autora miała być satyra z 
"jet-set"u - spaliła ona na panew- 
ce, bo czyteinik urzeczony magią 
własnych pragnień eskepistycznych 
bierze ją na serio. 
Z innym natomiast zarzutem, pod- 
noszonYlIl przez krytykę, truano się 
pogodzić. Robbinsa dezawuuje się 
oskarżeniem o !pogoń za sensacją, o 
jaskrawe, ostre efekty, o enuazę I 
gwałtu, o granie na sadystycznych _


 
instynktach, co w języku anglelskim 
określa się jednym słowem: "Viio- 
lence". Tymczasem gdy sięgnie się 
niebacznie do wzor,ów klasycznej tra- 
gedii greckiej, do Szekspira i Duma- #




 
sa, do Conan Doyle'a, nawet do Sien- 
kiewicza a więc do klasy.k,ów uzna- 
nych, spotykamy się z identycznymi 
efektami. Szekspir, przyznajmy to 
po cichu, poza ki1koma komediami 
jest jedną makabryczną kroniką mor- 
derstw, cudzołostwa, ojcobójstwa, 
gwałtu i tortur, d' Artagnan i Kmicic 
nie żałowali szabli C:ł;y rapieru, nie 
mówiąc o wbijaniu na palik bez ZDle- 
czulenia a literacka sława Conan 
Doyle'a oparta jest wyłącznie na te- 
macie i rozpracowywaniu 
brodDJi per 
se. Trudno więc ustalić dozwolone 
granice sensacji i "violence", mając 
przed sobą "Króla Edypa", "Makbe- 
ta" i powieść Robbinsa. Miarą jest 
tu chyba tylko talent a talentu nie 
odmawiają Robbinsowi nawet naj- 
zaciętsi z jego krytyków. Oto jedna 
z "gwałtownych" scen z ,.The Ad- 
venturers", scena śmierci Daxa: 
"...skoczyłem na nlego, i w tej 
samej chwili !padł strzał. Z początku 
myślałem, że chybił, ale nagle zna- 
lazłem się na ziemi. Patrzyłem na 
niego w górę i W1iedziałem że trafił. 
Ciekawe, że nie czułem bólu, zawsze 
myślałem że towarzyszy kuli. Odtąd 
wszystko płynęło w zwolnionym tem- 
pie. Nawet uśmiech "el Condora", . 
gdy podniósł broń, by znów strzelić. 
Nagle jakby wycinek z obłędnego 
snu. Błysk światła, i ręka z rewol- 
werem, odcięta od ramienia uniosła 
się leniwie w powietrze. Z wyikrzy- 
wionych ust "el Condora" wydarł się 
ryk, słyszałem go wyrażnie, a potem 
buchnęła krew. Znów coś zabłysło, 
i krz)'1k zamarł. Słyszałem strzaly 1 
liczyłem je: trzy, cztery, pięć, sześĆ. 
Tłusty Kot wyglądał straszliwie, gdy 
zbłlźał się do Condora. Tr:ł;ymal o- 
krwawioną machetę oburącz nad gło- 
wą jak drwal siekierę. Drugi ban- 
dolero rozpaczhwie wyszarpywał pi- 
stolet zza pasa ale nie mógł już ob- 
jąć kolby sztywniejącymi palcami. 
Krzyknął coś i zerwał się do uciecz- 
ki, ale nie uszedł nawet czterech kro- 
ków, gdy Tłusty Kot z szaloną. siłą 
cisnął w niego machetą. Tył e:zaszki 
aż do kręgosłupa otwarł się jak pęk- 
nięty owoc. Upadł w krzaki. 
"Starałem się obrócić głowę w 
stronę Tłustego Kota. Szedł ku mnie, 
zachwial się i upadł... potem zaczął 
się czołgać na łokolach. Z szyi i ust 
szła mu krew... wreszcie ujrzałem 
. 
nad sobą jego twarz, niemal dotyka!a 
mojej, i tak trzymaliśmy się za ręce, 
patrzyli sobie w oczy, a ziemia wiro- 
wała koło nas w diabelskim tańcu. 
Tłusty Kot uniósł głowę. Oczy błysz- 
czały mu niewypoW1ledzianym odda- 
niem, troską, miłością przyjaciela, 
ojca, syna. Położył dłoń na moich 
rękach. Scisnąlem ją mocno. Doszedł 
mnie głos ochrypły ale ;pełen uczucia: 
"Trzymaj mnie za rękę, dziecko. 
Przep,rowadzę cię lbezpdecznie przez 
góry ... 
Książka ma 782 strony i ponad 
kilogram żywej wagi. Warto ją prze- 
czytać. Mimo błędów jest to pasjo- 
nująca, ni
banalna opowieść o filmo- 
wym zacięciu - a każdy z nas idzie 
do kina by zapomnieć o szarości je- 
siennego dnia. 


Jerzy Tepa. 


WSZYSTKIM NASZYM KLIENTOM 
I PRZYJACIOŁOM 


składamy najserdeczniejsze życzenia 


WESOŁYCH ŚWI
T BOżEGO NARODZENIA 
i SZCZĘ:SLIWEGO NOWEGO ROKU 


TOMAR 


TRAVEL 


AGENCY 


i 


TOMAR 


PUBLISHERS 


(A. z, HERBICH) 


lA, Brougham Place, Edinburgh 3, Szkocja 




 


---: 

 :JloUf · 


lS -15 Queen's Gate, London. S.W.7 
(w pobliżu Albert Hallu 
ł Hyde Parku) 
Telefon: KNI 7201 
Telegramy: Croftotel London SW7 


(jCJJte :Jlo.tel 


Queeu'. Gate, S.W.7 
Telefon: KNI 8601 


Największe luksusowe hotele poilskie 
w Londynle. Pokoje z prywatnymi 
łazienkami. Radio ! talefon w k8.Ż- 


dym pokoju. W.!nda. Bar. Centralne 
ogrzewanie. Gar
 


Ceny od £2.5.0. 


I 


SYGNETY HERBOWE 
SYGNETY NARODOWE 
(SREBRNE ORLY NA RUBINACH) 
wYkonywa 


" B 


u " 


I 


J 


o 


19ł Nortb End Road., Loudoa, W. U. 
teł. FUL S770 
sklep JubUerako - zegarmlatrzowBld 
L. JlA.NTIIIO&IBQO 



 


FIRMA 


.,. E M C A r O O D"" 
ENOCH & co. (GEN. MERCH.) L TO. 
łł Sberbrooke RoBd, Fulbam, S.W.I 
tel. FUL 5762 


Poleca: 


PASZTETY, SZNYCELKI, PASZTE- 
("'IKI Z MIĘSEM I KAPUST4.. NO
 
KI W GALARECIE I W
nOROWE 

DLINY PRODUKCJI WLASNEd 


oraz 


IMPORTOWANE 


z 


POL sin 


tĄDAJCIE WE WSZYSTKICH SKLE- 
PACH tYWNO$CIOWYCH WYROBóW 


. . 


E M C A F O O D"" 



 


..................................................... 
. 
iMłÓD PITNVi 
. . 
: WYRABIANY W ANGLII : 
. . 

 WEDŁUG STAREJ RECEPTY POLSKIEJ : 
. . 
. . 
. Cena butelki w sklepach detalicznycb 10/- . 
. . 
: 1ądaj wszędzle! : 
: Zapytania: : 
. . 
. EDOUARD ROBINSON LTD., 21 Old Compton Street, London, W.l. : 
....................................................: 


[P@
 


RADIO I ZAKŁADY MECHANICZNE 


Beavor Lane, London, W.6 
tel. RlVerside 8006/7, 8701, 1891 


ł-
>>>
,.. 


10 


Nr l()1)lj1032, 18/25 D€:cember, 1966 


.
 ANDRZEJ CHCIUK 


Przejazd 


powrotny £23 - 



..c 


stałe 


od sześciu lat 
wycieczki 
zapewniają tanią I beztroską podróż 
z noclegiem,posił1ami r opieką w drodze 
POZNAr:J-LON DON-POINAN 


POLSKIE BIURO PODRÓŻY 
ANGLO-POLlSH ENTERPRISES (TRA VEL) LTD. 
12 CECIL COURT. LONDON WC2 Tel TEM 3391.2987 (Przy St. Leicester Square) 


Jui przyjmujemy zamówema na sprowadzanie krewnych 
i przyjaciół z Polski do Wielkiej Brytanii 
NA GWIAZDKĘ: - B02E NARODZENIE 
SYLWESTRA 
Równie! rezerwujemy miejsca na wyjazdy na a
A do 
Polski. 
Wyjazdy z P07.IIa,n1ą. - 7 i 21 grudnia 1966. 
Powroty z Londynu - 8 i 22 stycznia 1967. 
WyJ&Zdy z Londynu - 4 i 18 grudnia 1966. 
POWl'Oty z pO'DISl.nlA -11 i 25 stycznia 1967. 
Przekazujemy pieniądze i wysyłamy paczki do Polski 
Załatwiamy wszelkie polecenia wchodzące w zakres biw-a 
podróży 
Sprzedajemy bilety kolejowe, samolotowe i okrętowe do 
wszystkich krajów 
Wystawiamy bony hotelowe P .B.P. ,.Orbis" - vouchery 
Wyrabiamy paszporty brytyjskie i polskie. 
Przedłużamy ważność wiz pobytowych i tranzytowych 
Wyrabiamy wizy brytyjskie, polskie i inne. 
Oczywiście - TOMASZEWSKI najtańszy ! 






 


., 


., ., 


., 


I 
: 


RESTAURACJA 
" 


{ 



 


" 
282 - 4 BROMPTON ROAD, 
C IJF.T &q.E
 S.W.8. 
TeL KEN-łłł.too 8768 


ZNANA. ZE SWEJ ZNAKOMITEJ 
KUCHNI POI SKIF.' I KONTY- 
NENTALNEJ 


'. 
/ 


ZEZW OLENIE NA W SZF.T .KIF_ 
GO RODZAJU TRUNKI ALKO- 
HOLOWE DO P6LNOOY 


LUNCH 
KOLACJA 


12 8 
6 -11 


OTWARTA 


NIEDZIELE 


W 



tut Dtumbt 

tunt5t CoflU. 


Kawa 


dla 


smaI
osza 


"Blue Danube" - Breakfast Roast - 
lekka i delikatna kawa, wspaniała 
do śniadania; 
"BIue Danube" - After Diner Roast- 
prawdziwie kontynentalna, 
mocno palona, świetna, czarna kawa, 
lub też 
"Blue Danube" - 
After Dinner Roast Espresso - 
do domowych maszynek. 
Palona i pakowana 
(vacuum-sealed) 
w ł Ib. i ł Ib. puszkach 
przez 



 :-. 
 ':: . '
 '.. ': aJ 
"
p' . ,
 
. .- 
 ..... . 

 :  ;. . 
.. . 
;
7j:...A 
. 

 
- .... .
....QRit. 



 :' 


:

::.:.". -.... .... 
, ,mt 




.
. 
:j.;.f' 


.-:
...

 


--- 


GLORIA PRODUCTS LTD. 
125 Parkway, London, N.W.1. 


ANDREWS DELICACIES, LTD., 
Larch MilI, Bleasdale Street, Royton, Lancs. 
ROBINSKI & CO. LTD., 
41 Harrington Road, London, S.W.7. 
K. G. FOODS LTD., 
Commercial Road, Shepton MaDet, Somerset. 



-










 


%tdaj tylko 


?f\5S 0 


OL IV E O 
'/ź 


Najlepsza wiolka oliwa do: SAŁAT, PRZYPRAW, 
PIECZENIA, SMAżENIA I GOTOW AN lA 


Do Dllbyola we wszyatldda polaldeh .ł.
 &ywnołc1owyeb oraz 
'" lDDycb W7MIdeJ 
7. ...
 . .....1..--__1 Da ł-'ł!IIIe WJeUdeJ 
BrytaoU. 





 


WIADOM OS CI 


-. 


CORAZ DALEJ, CORAZ DALEJ... 


-& 


P IERWSZY za Melbourne przysta- 
nek 
robił sobie Kowalik w Broad- 
ford. 
Zajechał przed kafejkę Zabielskie- 
go, wysladł, przeciągnął slę, potem 
obszedł wóz, skontrolował gumy, 
wreszcie wszedł do lokalu. Wprzód 
wszakże zobaczył, iktóry numer ma 
na drzwIach szoferki czel'Wony .,sem1- 
trailer" Mc. Gratha, stojący obok 
pompy, wysoko wyładowany i okry- 
ty brezentem. 
"Szóstka, to pewnie ten rudy Ir- 
landczyik - domyślił się - co tak 
lubi "com1cs". 
Wszedłszy kiwnli ręką do szofera 
siedzli.cego w kącie i przeglJl,dające- 
go ze znudzeniem komiki; znał go 
z widzenia: oz.ęsto spotykali się na 
trasie; mruknął pozdrowienle do żo- 
ny Zabielskiego, która na dźwięk 
dzwonka nad progiem, wyszła. z 
kuchni; i zasiadł przy tym samym 
stoliku pod oknem, co zawsze. 
- Przekonszysz cosz? - spytała 
Mrs. Zabielski, uśmiechaJąc się do 
znajomego jej męża. - Mam bigos, 
marynarze lubUi. bigos! 
- Dzień dobry, Brenda - powIe- 
dział. - Coraz lepiej mówłsz po pol- 
sku. Gdzie stary? 
- Stary? You mean Joe? 
-Uhm. 
- Znowu pojechał na mecz "iPolo- 
nii" - z westchnieniem dezaprobaty 
powiedziała po angielsku, bo po pol- 
sku byłoby to za trudne dla niej. - 
Psze.konszysz cosz? 
- Nie, daj mi tylko dobrej ka- 
wy. Ale mocnej. 
- Again in a hurry? - spytała 
z wyrzutem. 
- Tak jak zawsze. 
- Doigrasz się - powIedziała po- 
ważnie. - Dwa razy na tydzień do 
Sydney i rz. powrotem, to za dużo. 
I zbyt nie
iecznie. Nic dziwnego 
że policja teraz na takich się za- 
wzięła. Zmęczony szofer, to niebez- 
pieczeństwo nie tylko dla niego sa- 
mego, ale 1 dla innych. Doigrasz si
... 
- A kto spłaci dom l "truck"? 
Menzies? - zaśmiał się. - Czy ty? 
- I know - pokiwała głowił. - 
Wy wszyscy emigranci jesteście zbyt 
niecierpliwi: chcecie się dorobić od 
razu. 
- A kiedy będę się dorabiał? - 
wyjął z kieszonki pudełko z pigułka- 
mi. - Jak będę stary? Trzeba te- 
raz podusić, tym bardziej że trafił 
się dobry ładunek. 
- Ale uważaj, - mruknęła wska- 
zując palcem na piguŁkri, - teraz 
cops Żlłdają, aby 1m pokazywać log 
books. KontroluJą szoferów jaką 
Dość godzin !pracujlł i sobie wpisujIł. 
Oprócz tego przedwczoraj złapała 
policja tu ośmiu szoferów między- 
stanowych z benzedrlWł w kieszonce. 
- Wiem o tym, czytam przecież 
gazety, - w jego głosie była nie- 
cierpliwość, - ale co mam robić? 
Jakoś dotychczas nie rllapali, a za 
ten transport leci mi trzydzieści pięć 
funcla.ków. Trzeba spłacać raty, dear. 
No, idź już po tę kaw
 bo muszę 
się śpieszyć. 
Poszła do kuchni, po drodze wy- 
tarła stolik przed szoferem czytają- 
cym komiki. Irlandczyk przeciągnął 
się za stołem 1 mrukIlliJ obojętnie: 
- Go1ng to Sydney? 
- Yep - kiwnQ.ł głowił Kowalik. 
- Uważaj koło Albury i koło Gun- 
dagal: tam wczoraj były patrole... 
- Thanks, buddy, dziękuję, będę 
uważał. Pewnie z nLmi jest ten gruby 

 Jack Tamworth, co 7 
IrlandczY'k przytwierdził ruchem 
głowy. Chwilę mUczeli. 
- Wieczór teraz tak szybko za- 
pada - westchną.ł Irlandczyk, pa- 
trząc 'w szyby - Jak u nas w Blar- 
ney. koło Cork. 
- Znam Blarney, - zaśmiał się 
Zbysze.k, - byłem tam: będzie ,ze 
cztery mDe od Cork. Same moczary. 
No, i ten wasz słynny kamień, The 
Stone. Pocałowałem go, ale jakoś 
dziewczęta nie zaczęły za 11lIlłł la- 
tać... 
Irlandczyk ożywił się: 
- Ty naprawdę byłeś IW Blarney 
Castle? Ja tam się urodziłem. 
- Byłem. Z Anglii wybrałem się 
tam kiedyś na wycieczkę. 
- Funny, 3e właśnie ciebIe spot- 
kałem, kiedy mnie dziś złapała chan- 
dra - powiedział śpiewnie Irland- 
czyk I przysiadł się do Kowaliika. - 
Nazy,wam się Cogan, Pat Cogan. 
- Jak zapewne każdy w Blarney 
- U&miechnlił się 
byszek trochę 
kwaśno: był nieza.dowolony że tam- 
ten sam się przysiadł. - Wołają 
mnie Terry. polskiego imienia i tak 
byś nie wymówił. Ale że się śpieszę, 
więc me bardzo mam ochotę na po- 
gaduszki. Sorry. mate... 
- A, to szkoda - Cogan był za- 
wiedziony. 
.schował komiki do kieszeni i od- 
sunął się nieco, bo Mrs. Zabielskl 
przyniosła kawę. 
Zabielska nic nie rWlłżYła powie- 
dzieć, bo właśnie do restauracji 
wszedł nowy gość, co przed chwUą. 
zajechał był samochodem przed lokal. 
Podreptała więc ku niemu. Kowalik 
pociągnął pierwszy łyik kawy I !po- 
myślał, że może jednak byłoby do- 
brze, gdyby przed granicą stanu New 
South Wales przespał się trochę w 
jakimś motelu. Kosztuje to wpra\\- 
dzie ponad dwa funty, ale człowiek 
wyśpi się jak ta lala I !potem może 
pruć aż do SYdney z małym1 odpo- 
czynkami. Lepiej wydać dwa funty 
niż rąbnąć s
ę do rowu jak niedawno 
trzech szoferów z wełną koło Yass 
i Gundagai 
- A ty nie tęsknisz za swym kra- 
jem? - Cogan spytał niemal natar- 
czywIe. - Słowianie podobno bardzo 
tęskn1lł. 
- Uhm - mruknq.ł Kowalik. - 
Wszyscy kiedyś tęsknią, ale na szczę- 
Acie nie wszyscy naraz. Ja też cza- 
sem to czynię gdy nie mam nic do 
roboty. Ale teraz mam pilny ładu- 
nek do Sydney, do Bankstown. 
Mieszał machinalnie łyżeczkIł w 
kawie 1 ogarnęło go niezadowolenie 
z samego siebie. Czemu się zgrywa 
na hojraka ? Przecież nleraz tęskni, 
właśnie podczas tych długich samot- 
nych godzin, gdy oczy pilnie 
a- 
trują szosy w uchwycie reflektorów 
a na myśl nasuwają się jakby same 
różne obrazy i wspomnienia. Bo co 
innego mołna robić jak nie myśleć, 
w tych długich podrożach ? Samot- 
ność, szum motoru, pusta najczęśclej 
szosa, noc 1 tyle wspomnień, tyle my- 
lili, co nieproszone nadchodził same, 


że aż czasem jest zły na siebie o to. 
.Nastawla wtedy radio, ale to dużo 
nie pomaga, gdyrż nowoczesna m
y- 
ka, co teraz tak się w radio rozpa- 
noszyła, działa mu na nerwy. A dob- 
l.e programy na komercjalnych sta- 
cjach :ł;aczynają się dopiero w nocy, 
gdy już nie ma ogłoszeń na różne 
bisKwity, pigułki, cereals i czopki na 
hemOrOld)', aibo na second hand au- 
ta. OdblOl' zresztą nie jest czysty, 
motor taKiego smoka, jak Mercedes, 
warczy jak cholera, przeszkadza, a 
gdy już minie się Ranges, to stacje 
z .New South Wales mieszają się z 
melburnensKimi i jest wtedy gali- 
matias. Glupie sQ. te nocne godzlny" 
nieraz aż sam do siebie mówł, byle 
tylko własny głos słyszeć. Smieszne. 
ale najczęscleJ w podróży myśli się 
o kobietach, z którymi kiedyś się 
spało, lub o tych, z którymi można 
było się przespać, gdyby nie to że 
człowiek nie skorz)"litał z okazji, albo 
zbyt wcześnie ustąpił. "Ozy wszyscy 
rnężczY:Źlli żałują takłch mewyzyska- 
nych okazji, czy tylko ja? - !Zasta- 
nawiał się nieraz. - Ach, bo życie 
na pewno inaczej 'by si,ę potoczyło, 
gdybym mial na !przykład wtedy w 
górach Stewę - filozofuje. - Już 
pewme z nią bym się tlM'iIłZał- PIerw- 
sza miłość, cholera" - szorstkoscią 
pokrywa tamto wzruszenie. 
- Pocałowałeś ten kam1eń? - nie 
dawał ,za wygraną Irlandczyk. - I 
dziewczyny Dle latają za tODIł? Każ- 
dy, kto pocaiuje The Stone w Blar- 
ney Castle, ma zapewnione powodze- 
nie u óziuń. 
- Za mnli dziewczyny nie latają, 
bo i ja ,za nuni nie latam: jestem żo- 
naty od roku. 
- No, widzisz, ożeniłe.
 się, czyli 
masz powo
nie u kobiet. 
- E, daj mi spokój - machnął 
ręką Zbyszek. 
Powodzenie - myśli - co to jest 
powodzenie'! Trzeba tylko umleć krę- 
cić się koło baby. Mało ktora odmó- 
wiła mu swych WJZględow, jeśli tylko 
umiejętnie tokował: trzy, lub cztery 
tygoaw.e zazwyczaj :wystarCZlł ażeby 
taKą przepu8cić przez łó:Żko. ChY'ba, 
że jest to wielka miłość, taka onie- 
śmiela. Tak było z Helli. Ach, o czym 
ja myślę? - strofuje się, jest zły i 

 niechęcią patrzy na Cogana. 
- CzeJnu mieszasz, Już pra.wie 
wszystką kawę wypiłeś? - mówi ci- 
cho Irlandczyk 1 westcłll1ll'wszy wsta- 
je. - No, szCZ:ęŚliwej podróży, uwa- 
żaj stary, na Tamwortna kolo Al- 
bury. Uważaj też na żonę, - !Zakpił, 
- bo młode żony mają sporo OKaZji 
gdy męza me ma w domu. 1. to bez 
względu na to, czy. kto calował ka- 
mleń w naszym zamku, my nie. See 
you... 
n 
Przed graniCIł Kowalik nie zatrzy- 
mał się jeUnakże na nocleg. 
W Benalll zjadł sznycla po wie- 
deńsku z kartoflaną sałatkQ. w za- 
tloczonej polskiej knajpie na głównej 
ulicy, wypił doore espresso 1 posta- 
nowił jecnać dalej. Noc z soboty na 
niedzielę jest chyba na,)odpowiedniej- 
sza do Jazdy: kto miał wyjechać 
na week-end, to już wyjechał, a Dlkt 
jeszcze do domu nie wraca. Szosa 
::;ydney-Melbourne jest najbardziej u- 
częszczanym odcinkiem w całej Au- 
stralii, łączy dwa najw
ększe miasta 
tego kontynentu. Teraz był tu 
stosunkowy SpoKÓj, ale ileż to razy 
Zbyszek z poaziwem myślał sobie, że 
przez Harbol' Bridge IW Sydney co- 
dziennie pN.ejeżdża ponad 76.000 aut, 
czyli dwa raa.y tyle ile miaia pN.ed- 
wOJenna POlsKa. 1:.000 aut przez je- 
den most w jednym dniu? - cm0- 
kał nier
 z zachwytu. Nar.zeka się 
na tę Australię, ale i 1rnponuJe ona, 
choć nieraz ją przeklinamy. :Ma Slę 
to serce chłopca z Kołomyi - sam 
do siebie gadał głośno, byle tylko 
słyszeć własny głos, a nie. słyszeć 
ciszy w teJ pustce nocy l Jazdy - 
ii Clłłgle OZłowle.kowi coś in
ponuje, al- 
bo pN.ystawione do tamtych kryte- 
riów bawi lub złości. "Ech, KOłomy- 
ja ne pomyja, Kołomyja misto, w 
Kołomyi dlwki fajne" - podBpiewy- 
wał. A Jednak bycza była ta kolej 
u nas, co szła. do Kniaźdworu nie 
nasypem ale ulicą i to naJgwarn1ejszą 
uliCIł Piłsudskiego. KonduKtor Kraw- 
czyk był taki gruby że kiedy szedł 
kontrolować bilety, to pasażerowie 
z korytarza musieli wchodzić do prze- 
działów, maczej by nie przeszedł. Kie- 
dyś Zbyszek jechał tak ze SteniIi Ku- 
likowską: stali w jednym oknie wtu- 
lem w siebie i szczęśliwI pierw8Złł 
miłością sztubaków, a tu grubas Ich 
rozdzielił. Cofnęli się do przedziału, 
ażeby mógł przejść. W przedziale 
akurat były koleżanki Steni, zaczęło 
się mpwić o jakiIIlB meczu czy filmie, 
i już nie wr6cW na swe mieJsca 
w korytarzu. "Ech, byli czasy" - 
wzdycha 1 gwiŻdŻe ukraińskie dumki 
z tamtych stron. 
"Zobaczymy, - mówi do siebie, - 
zobaczymy. Może dojadę do Albury 
1 tam zatrzymam się na noc. Właści- 
wie to nie ma co tak bardzo się $pie- 
szyć: ładunek skóry do fabryki Zalc- 
mana ma być w Bankstown przed 
szóstą. rano w poniedziałek. Obiecał 
to Zalcmanowi, gdy ten d2'1wonił do 
Melbourne do Zbyszka. A może za- 
trzymam się w Holbrook u ;Marii? 
Jakoś nigdy nie mielli1my od tego 
czasu okazji do rozmowy, - krzywI 
się, - a może nie warto z niIł do 
dawnych czaIIów :wracać nawet w 
rozmowIe? No, !ZObaczymy - powta- 
na. - co będzie wAlbury". 
Ale 'w Albury !ZObaczył tylko za- 
palone neony: ,.,No vacanclea" na 
czterech pIerwszych motelach. Wpra- 
wdzie w dalszych motelach nie było 
jut takich napisów, lecz Zbyszek !po- 
stanowił jechać dalej. /Zal mu się zr0- 
biło tych dwóch funtów z groszami. 
Zam1ast wydawać na motel, kupi He- 
li płytę: ach, Hela tak lubi muzy- 
kę!... 
Pomysł kupienia płyty na prezent 
rozochocił go bardzo I znowu gwiz- 
dał coś skocznego. Ozuł się rześ.ki 
I podniecony, aczkolwiek rz.dawał so- 
bie sprawę że odpoczynku miał obec- 
nie malo. W pilitek wieczorem poszli 
z Helą tańczyć do ,,Katiuszy", gdzie 
Marek Berger grał stare tanga, wal- 
ce i bostony i było łm mUo. Marek 
bardzo się postarzał, resztki włosów 
posiwiały mu a łysina zmarszczyła 
się jak skóra na kolanie, ale dawne 
przeboje grał z niegdysiejszym wdz1ę- 
kiem, skrzywiony; bo aym paprerolI&. 
trzymanego w qcie UIIt szedł mu 
prosto w oczy. PrzyczepU 81ę do Zby- 


szka wtedy Lawniczak, był pijany, 
coś opowiadał o swej żonie. jakaś no- 
wa kłótnia; wreszcie nad ranem od- 
płynął od nich. Oboje z HelJl, byli 
podnieceni alkoholem, więc wróciw- 
szy do domu dali się 
garnąć Żlłdzy 
i było już jasno, gdy lZmęozenil P11ZY- 
tuleni do siebie zasypiali. Budzik 
dzwonił o dziewiątej rano, trzeba 
było jechać do szwagra Zalcmana 
ażeby w jego garbarDl załadowano 
Zbyszkowi ciężarówkę. Potem Zby- 
szek wrócił do domu na obiad, po- 
drzemał po nim z godzinkę w fotelu 
i ucałowawszy nieumalowaną Helen- 
kę, wyjechał. 
Wyjechał zły, gdyż b)'i niewyspa- 
ny, a jeszcze zachciało mu się no- 
wych pieszczot żony. Lecz nie było 
na to czasu. Później w jeszcze gor- 
szy humor wprawił go zator na Syd- 
ney Road w Brunsw1ck. Ten wyjazd 
z Melbourne .zawsze jest zawalony. 
Droga tam wąska, i tarasują. Ją. po- 
nadto te idiotyczne i przedpotopowe 
tramwaje melbourneńskie, szczeg,61- 
nie w sobotę po południu, gdy co 
żyje jedzie na wyścigi albo na mecz. 
Po wyjeździe z miasta uspokoił się 
trochę, odprężył, lubił bowiem widok 
dalekich horyzontów, gdy minąwszy 
dział wodny wjeżdżało się w krajob- 
raz pofalowanych WlZgÓI1Z. iPN.ypomi- 
nało to Zbyszkowi Czarnohorę. Ale 
znowu pÓlŹDiej zdenel"Wował go ten 
Irlandczyk swoją uwagą o niewier- 
ności żon. Zły był również na siebie 
że tamtemu powiedział w iknajpie że 

a Blarney Castle. iNigdy w tyciu 
nie był w Irlandii, ale akurat trZY! 
dni temu wpadła mu w ręce jakaś 
książka o tym kraju, gdy na postoju 
w Yass pił kaw,ę I znudzony prze- 
glądał małą biblioteczkę dla szofe- 
rów. Ach, biblioteczka, - !achną.ł 
się, - kilka ksIążek i k11kanaście 
starych magazynów, leżących na sto- 
le obok toalety.. W ten sposób prze- 
czytał o tym idlotycznym kamieniu 
w Blarney Castle i zapam,iętał opis 
zamku. Ale po co mówił temu Co- 
ganowi, że był w Irlandii? Ciągle za- 
skakiwało go katcie własne kłam- 
stwo: po co kłlunl
! 1111, kłamie, to 
nieszkodliwe kłamstewko. Nie ma o 
czym myśleć. A jednak b)'i zły, może 
to ,ze zmęczenia? 
Preed skupionymi ocza.ml rozwijała 
się wstęga drogi, a jakby spłoszone 
dl1ZeWa umykały w tył. W dwóch 
miasteozkach było trochę ruchu, lu- 
dzie wybierali się do kin, lecz już 
poza miasteczkami była ogromna 
księżycowa noc, i bielały w nIej 0dar- 
te z kory olbrzymie drzewa. Czasem, 
jak na rycinach o piel"Wszej wojnie 
spod Verdun, na pustych łąkach ma- 


jaczył krajobraz pełen ikikutów drzew 
wyschłych I dawno =arłych, cza- 
sem królik przebiegł szosę albo kan- 
gur. Nieraz czyta się o wypadkach 
spowodowan
h przez kangury: sa- 
mochód, .zawadziwszy o nie, wali się 
najczęściej do rowu, ale dwudziesto- 
tonowy Mercedes nie boi się kangu- 
rów. Zbyszek zerknął na szybkościo- 
mierz: czterdzieści pl
 mU na ta- 
kiego smoka, to nieżle. E, jakoś do- 
jedzie do Sydney, najwyżej stanie 
gdzie po drodze i wycią.gDąIWSZy1 spod 
siedzenia derk,ę. prześpi się k11ka go- 
dzin. Porządnie odpocznie sobie do- 
piero w .sydney u kolegi; zajeżdżał 
tam często. Wałek ZJmny pracował 
na dziennej szychcie. rw1ęc Zbyszek 
mógł tam spać spokojnie w clągu 
dnia: nikt mu nie przeszkadzał. 
Minął Albury: kontroli nie było. 
Miał szozęBcie. Uśmiechnął się zado- 
wolony i jechał dalej. iP.ięćdziesiątka. 
Kiedy mijał tor kolejowy za Albury, 
przyszło mu nagle do głowy że wła- 
ściwIe powinien kiedyś wrócić do do- 
mu ,wcześnie, ażeby !ZObaczyć czy nie- 
spodziewająca się go Helena jest mu 
wIerna. "A gdybym tak nagle teraz. 
zawx:6cił do domu, byłbym na rano 
w Melbourne. PowiedziałbY'ffi Iż cze- 
goś zapomniałem..... pmez chwilę za- 
stanawiał się, czy by nie wrócić, ale 
przeważyła refleksja. że cała fabryka 
Zalcmana czeka na skóry i że nie 
tylko stracUby premię, ale 1 dobrego 
klienta w Zalcman1e. Więc jechał da- 
lej. 
Droga pięła się pod górę. Motor 
pracował równo I pykał gazol1nłł. a 
o szybę szoferki rozbijały się koma- 
ry i świetliki. iNaraz 1Zr0bUo się Ich 
tyle że musiał !puścić w ruch wycie- 
raczki. Ale te rozmazywały tylko 
owady i zmuszały aby Jechał Olltroż- 
nie, bo mało co przez szybę widział 
a do szczytu wzniesienia było jeszcze 
daleko. Mijający go samochód zatrą- 
bU trzeba było się usunąć. Z gó- 
ry jechał inny, I mocne światla 
oślepiły Zbyszka na moment. Gdy! 
wjechał na szczyt góry, stanął. Prze- 
tarł irchli szY'bę, wciągnął orzeźwia- 
jące powietrze nocy I pmez chwdlę 
nasłuchiwał. Gdzieś daleko na zbo- 
czu, poza ciemną. płachtą lasu, brnę- 
ły przez noc śwIatła jadącego samo- 
chodu, łąki były puste I podzwaniały 
ciszą, a tuż przy drodze, za siatką. 
płotu, stało stado baranów i gapUo 
się na Kowalika. Nigdzie ani jednego 
światła domu, czy osiedla, wszędzłe 
noc i sfalowany krajobraz łysych 
łąk, gdzieniegdzie tyko ozernił się w 
nim płacheć "bush"u. Kowalik znał 
trasę i wiedział że o mUę stąd jest 
zakręt, gdzie trzy miesIące temu roz- 


bił się Bułgar Jordan, z którym 
chcieli zalożyć przedsiębiorstwo tran- 
sportowe. Popalone żelastwo leżało 
tam po dziś dzień. Trzy mile dalej 
było miejsce, gdzie miesiąc temu roz- 
bił się Jimmy Brown: jechał tankow- 
cem, tak samo jak Jordan, zaczepU 
o słup, zwalił się do rowu, 1 też po- 
zostala po nim tylko kupa spalonego 
żelastwa. Kowalik wsłuch!'wał się w 
noc: absolutna cisza i pustka. Przy- 
pomniały się mu nie wiadomo czemu 
Czarnohora i gimnazjalna wycieczka 
z profesorem Kulikowskim: wtedY 
sianokosy pachniały odurzająco, a 
(Zalane księżycem połoniny błyszczały 
jak rtęć. 
Odsiusiał się przy tylnym kole i jut 
miał wsiadać do ciężarówki, ale tam- 
ta chwila zawładnęła nim na nowO. 
Wtedy w jasny,m.' srebrnym świetle 
księżyca kłębiły się połoniny, a w 
dali piętrzyły się karby gór, w za- 
grodzie u Hucuła Hrabyka pobeki- 
wały owce, pachnlało 
tycą I bryn- 
dzą, mamałygą i ostrym tytoniem. 
Wciągnął uważnie powietrze w noz- 
drza l zastanowił s
ę nad Innolicią 
zapachu. Tu płynęła woń spalonego 
"bush"u eukaliptusowego, pachniało z 
daleka dymem. Popatrzył wokoło I 
wsiadł do szoferki, rz.nów zły, bo 
przypomniał sobie, że w Oxford Cre- 
dit Corporation podpisał był zobo- 
wią.za.nie na spłaty ciężarówki. "sto 
czterdzieści funtów miesięcznie, czy 
to nie za dużo? - !pytała Helena. 
- Czy damy sobie radę?". 
w,ówczas nic jej nie odpowiedział. 
Pewnie, że dużo. Sto czterdzieści 
funtów co miesiąc, to 
aczy, że tN.e- 
ba zarobić drugie tyle, ażeby było na 
lŻycie. Ozuł wyrzuty sumienia że do- 
tychczas w Australli nie zaoszczędził 
prawie nic. Trochę pecha, trochę po- 
szło na pIcie i dzdewczynk!, trochę 
wyłudzili koledzy - dopIero przed 
ślubem rz. HelJl, lWIZiął się intensywnie 
do oszczędzania. Lawniczak chwalił 
go w obecności Heleny, że tak na 
korzyść się rŁmlenił, że to nie ten 
sam chłopak co przedtem. No, ma 
się tę odpowiedzialność teraz, człek 
się oChajtnq.ł, okabacił, więc trzeba 
rzarabiać, oszczędzać, 1 wy1'IZec Bię 
dawnego tycia. Dlatego też chwytał 
każdą. okazję zarobku, niecierpliwy 
był, tą nieciel1pliwo&:ią. I ochotą do 
pracy chciał sprawić ażeby Hela nie 
pytała go o przeszłość: jak to sl
 
stalo że nie miał dotychczas nic u- 
składanych pieniędzy. 
Ciężarówka pruła równo, !mÓW 
zmienił bieg, gdyż droga szła pod 
górę. Mijała go kawalkada, to pew- 
nie członkowie parlamentu z Canber- 
ry wracają do Melbourne na weekend. 


Urodę zapewniają i konserwują 
słynne ze swej dobroci kosmetyki 
Heleny Rubinstein
>>>
Mi 
 .,Na Antenie" zawiera. w każdym numerze 
wybór audycji nadanych prz& RO'l'.głomie PoJską 
Radia Wolna F.uropl. 


N 


Redaktor: Zygmunt M. Jabłoński 


mówi 


ł.' 


Rozgłośnia 


ł 


N 


Adres redakcji' 
..Na Antenie", Rozgłośnia Polska RWE. 
l, Englischer Garten, Miinchen, Germany. 
tel.: 229921. 
R,kopisów niezam6wionych redakcja ni
 lWł"CJał. 


Polska 


Wolna 


Europa 


18/25 grudnia 1966 





 


W IMIENIU CAŁEGO ZESPOŁU ROZGŁOŚNI 


POLSKIEJ RADIA WOLNA EUROPA 
życzy 
WSZYSTKIM CZYTELNIKOM "NA ANTENIE" 


WESOŁYCH ŚWI
T 


i 


SZCZĘ:ŚLIWEGO NOWEGO ROKU 


REDAKCJA 






-
 


R 



 


E 


Radia 


Rok IV 


Nr 45 


NA KOL
DOWEd Tysiączna 
FALI 


To będą. już piętnaste święta Boże- 
gQ Narodzema obchodzone WSp6inl': 
przez n8.SZlł rozgłośnię ze słuchaczaffil 
w Kraju. 
Czym ugośclmy ich w tym roku w 
wieczór wigilijny i w dwoch następ- 
nych dniach świąt? Grudniowy numer 
"Na Antenie" jest składany zbyt 
wcześnie, by można było podać dO- 
kładny program radiowy. '.1'oteż 

j- 
rzyjmy tylko na chwilę do 
tudlOW 
aby dowiedzieć się, jakie waznieJsz,: 
audycje przygotowują nasi auto
y l 
repor.terzy, zesp6ł wyKonaWCów l ob- 
sługa techniczna. Zresztą nao tym 
programem pracuje nie .tylko warsz- 
tat monachijski, ale także nasze .stu- 
dia w innycn punktach Europy l za 
Oceanem. 
OtÓŻ wieczór wigilijny przywitamy 
nową wersją "Pastorałki .małoszow- 
skiej" Bronisława Przyłuskiego.. Poeta 
napisał ten utwór na podstawle sta- 
rych tekstów i przedstawien kOlędni- 
ków, które ogiądał w 
ieclństwie. w 
Małoszowie koło Skalbmlerza, a WlęC 
na zlemi krakowskiej. "Pastorałkę" 
Przyłuskiego wydał w r.. 195
 "Veri- 
tas' w Londynie. Grano Ją wlelokrot- 
nie w ośrodkach polsk1ch, w Wielkiej 
Brytanii, StanaCll Zjeanoczonych .1 
ArgentYllle. W naszym prograffile Wl- 
gilijnym ukaże się w noweJ wersJi, w 
wykonaniu zespołu artystycznego Raz- 
głOŚDl polskieJ R.W.l!;., w opracowa- 
niu muzycznym Jana Markowskiego. 
Gospoaarzem tradycyjnego spotKa- 
nia przy "Opłatku" bęOZle w tym 
roku Bolesław Wąsiewicz. Połączy 
on głosy polskie z różnych kraJów 
przy jednym wigilijnym stole. 
Orędzie Ojca św. poprzedzi "Paster- 
kę" transmitowaną o p6mocy z ko- 
ścioła polskiego przy .Levollla Road 
w Lonaynie. 
Swięta rozpoczęte kolędami na na- 
szej antenie, będą kolędami przepiata- 
ne róWDleż w następnycn dwóch 
dniach programu Bożego Narodzenia. 
Niektóre z tych pieśni ku czci Nowo- 
narodzonego zbiegną się w całe al
u- 
my. Wymieńmy przede wszystkim 
zbiór koięd granycl1 i śpiewanych na 
nową nutę, w stylu dzislejszych prze- 
bojów tanecznych, podobnie j
 t
 
czyniono w czasach gdy przeboJaml 
bywały krakowiaki czy mazurki. 
Aktualne zwyczaje, obchody i o- 
brazki świąteczne ze świata wypełnią 
Panoramę Bożego Narodzenia" mon- 
towaną przez Tadeusza Mieleszkę. 
Upływający rO,k 
llen
ijny, który 
tak wspaniale uJ8Jwnlł WlęZy łą
zą
e 
Polaków w Kraju i na całym śWlecle, 
jeszcze raz rozwinie przed słuchacza- 
mi - Zygmunt JabłoilSki. 
Rok mi11ennijny uświetniono rów- 
niez w r6żnych obchodach, a także w 
naszych programach, barwnym 
 
chodem przywołanych z przeszłoscl 
wielkich wydarzeń historycznych. Ten 
pochód "Historii Polski w obrazach 
dźwiękowych" poprowadzi Tadeusz 
Olsztyński. . 
Ofiara z życia własnego wzamlan 
za życie drugiego człoWleka w cza- 
sach największej pogardy stanowi 
treść słuchowiBka Zygmunta J3ibłoń- 
skiego o O. Maksymilianie Kolbe.. 
Marek Celt przeżył podczas wOJny 
niejedną wielką przygodę. O najwięk- 
szej z nich opowie w audycji p.n. 
"Trzeci most". Autor był jednym z 
pasażerów samolotu-widma, kt6ry 
uniósł z Polski okupowaneJ Tomasza 
ArCłszewskiego, J6zefa Retingera i 
Jerzego Cłunielewskiego z wydartą 
Niemcom tajemnicą nowej broni V-l 
i V-2. 
Niebywały dotąd zamach na lu
ą 
fantazję: zbliża się chwila gdy kSlę- 
życ utraci sw6j nimb symbolu rzeczy 
nieosiągalnej. Już człowiek wysyła 
na niego swoje przyrządy i aparaty, 
już nawiązuje łączność, już zwiadow- 
cze patrole krążą w kosmosie. "Zdo- 
bywamy srebrny glob" - taka będzie 
treść reportażu Karola Witta z do- 
tychczasowych dokonań. 
Natomiast Wiktor Trościanko od- 
czuwa silne emocje w zanurzaniu się 
w głąb przeszłości. Lato spędzone na 
Korfu zbliżyło go do Odyseusza, któ- 
ry z tej wyspy rozpoczął ostatni etap 
wędrówki do wytęsknionej Itaki. W 
ten sposób Odyseusz i Trośclanko 
spotkają się "W królestwie Nauzy- 
kat" . 
Który chłopiec nie lubi :wyskaki- 
wać zza drzewa z tomahawkiem w 
ręce, wydając bojowy okrzyk Indian! 
Niewątpliwie takie dalekie echa oży- 
wiają zaInteresowania polskiego uczo- 
nego na ziemi czerwonoskórych. Tym 
uczonym jest prof. Feliks Gross, któ- 
ry przedstawi swoje doświadczenia 
p.n. "żyłem wśród Indian". 
iNajznakomitszym mrożkologiem 
nad Tamizą jest Leopold Kielanow- 
ski - interpretator sztuki dramatycz- 
nej Sławomira Mrożka nie tylko na 
papierze, ale i na scenie. W progra- 
mie świątecznym K1elanowski zn6w 
podejmie ten temat, tym razem w 
audycji p.n. "Historia jednego suk- 
cesu", 
W Polsce przedwojennej należał do 
czołowych kompozytorów lekkich pio- 
senek i melodii filmowych. Milionom 
umilał życie i niejeden twór rodzimej 
kinematografii potrafił uratować od 
nagłej śmierci dając mu zastrzyk 
swojej muzyki. Tym cudotw6rcą był 
Henryk Wam. W latach wojennych 
wnilał życie t.ołnierzom jako kierow- 
nik muzyczny "Parady" - teatru 
2-go Korpusu. Obecnie pracuje w Hol- 
lywood. Z Henrykiem Warsem i z je- 
go piosenkami spotkamy się przy 
mikrofonie w czasie świąt. 
Kończąc te niedyskrecje, wspom- 
nijmy jeszcze raz o Zygmuncie Ja- 
błońskim, tym razem w reportażu z 
niespodziewanymi rozmówkami. Obej- 
dzie on różne działy i zakamarki na- 
szego gmachu ujawniając co się dzie- 
je za kulisami Rozgłośni Polskiej 
R.W.E. 
Brzmi to nawet nieco tajemniczo 
- 1 tyle narazie. 
Dokładny program audycji świą- 
tecznych ukaże się wkrótce zarówno 
w prasie jak w naszych komunika- 
tach radiowych. 
Do usłyszenia na kolędowej fali... 


Tego roku obchodzić będzle Połska 
po raz tysiączny Boze Narodzenie. Po 
raz tysiączny zabłyśnie na jej niebie 
ta sama gwiazda, kt6rej światłość 
niegdyś w dalekiej żydowskiej krai- 
nie przywiodła do Betiejem i okolicz- 
nych pasterzy i mędrców ze Wscho- 
du. Przypomnijmy sobie więc dzisiaj 
rzeczy dawne z jeszcze dawniejszych 
się wywodzące. 
Zaczęło Slę to tak, Żt: Octavianus 
Augustus, Juliusza Cezara siostrze- 
niec i założyciel cesarstwa rzymskie- 
go, nakazał spisać wszystkich miesz- 
kańców ziem władzy swej podległych. 
Bo uczeni doradcy powiedzieli mu że 
bez ścisłych statystyk nie można 
ustalić programu rząaów ani poboru 
danin, ani rozmieszczenia legionów. 
Więc na rozkaz cesarza, powtorzony 
aż po krańce znanego wówczas świa- 
ta, przez jego prokonsu16w i proku- 
ratorów, zaczęła się w oznaczonym 
terminie istna wędrówka lud6w. Każ- 
dy miał zgłosić się w miejscowości, 
gdzie się urodził i dokąd przynależał. 
A w tym tłumie znalazł Slę także ga- 
lilejski cieśla z Nazaretu imieniem 
J6zef, który wraz z poślubioną sobie 
żoną Marią udawał się do Judei, bo 
choć był prostym rękodzielnikiem, 
wywodził się z rodu Dawidowego. 
Gdy doszli do Betlejem i gdy w 
tY111 niebardzo podłym mieście za- 
trzymali się w przydrożnej stajence, 
bo gospody przepełnione były znacz- 
niejszymi podróżnymi, - przyszedł 
na Maryję czas i powiła Syna i zło- 
żyła go w żłobku na sianie. I nad 
głową jej rozwarły się niebiosa 1 po- 
słyszała ch6ry anielskie głoszące 
chwałę Bogu na wysokościach a na 
ziemi pokój ludowi. Od tej to nocy, 
która dla możnowładców rzymskich 
była r6wną wielu innym i minęła 
niepostrzeżona, liczymy po dziś dzień 
lata naszej ery. Liczą je i ci, co wie- 
rzą że dziecko tej nocy zrodzone by- 
ło Synem Bożym i stało się Zbawi- 
cielem rodzaju ludzkiego, i cl co in- 
nych prorok6w obrali. Liczą je nawet 
bezbożnicy, choć często nie uświa- 
damiają sobie że sama data posta- 
wiona u wstępu ich nieraz bojowych, 
skierowanych przeciw Kościołowi 
chrześcijańskiemu pism i zarządzeń, 
jest bezwiednym hołdem złożonym 
Chrystusowi, bo określa czas, jaki 
od Jego urodzenia upłynął. 
A stało się tak, gdy nauka zrodzo- 
nego w Betlejem dziecięcia, nauka 
miłości Boga i bliźniego, rozeszła się 
niesiona przez Jego uczniów szeroko 
po świecie. Ogarnęła wpierw cały ba- 
sen śródziemnomorski potem promie- 
niowała zeń na coraz dalsze kraje. 
Zwany Apostołem Narodów, intelek- 
tualista Paweł z Tarsu pozyskał dla 
niej Grecję, kolebkę europejskiej fi- 
lozofii i sztuki, oraz Małą Azję, sied- 
lisko wielkich, lecz znajdujących się 
w upadku kręgów cywilizacyjnych. 
Głównie jednak przeżyli ją prostacz- 
kowie. Rybak z Galilei, P.iotr, za- 
niósł ją w podziemia Rzymu, stolicy 
wszechwładnego w6wczas imperium, 
i tam położył pierwsze zręby Kościo- 
ła Chrystusowego. Z posiewu sł6w 
jego, z krwi męczenników i z wiary 
wyznawców wzrósł Kościół ten i wre- 
szcie, ponieważ - wedle słów same- 
go Chrystusa - królestwo Jego nie 
jest z tego świata, przetrwał i prze- 
trwa nadal chylące się według praw 
dziejowych kolejno do ruiny imperia 
ziemskie. 
A teraz przenieśmy się myślą w 
epokę o blisko dziesięć wieków p6.t- 
niejszą. 
Daleko od wybrzeży śródziemno- 
morskich, daleko od Wiecznego Mia- 
sta, co już nie rzymskiemu cesar- 
stwu, ale chrześcijańskim papieżom 
swój blask stołeczny zawdzięczało, 
począł krzepnąć w formach państwo- 
wych naród Polan, do słowiańskiego 
szczepu przynależny 1 na szerokich 
równinach nad Wisłą i Odrą rozsiad- 
ły. 
W oplsle podr6ży, co dziwniejsze 
przez arabskiego kupca, IIbrahima 
Ibn Jakuba sporządzonym, Polska 
wymieniona jest jako 6wczesnie naj- 
większy kraj słowiański znajdujący 
się pod panowaniem jednego władcy. 
A władcą tym był Mieszko, kt6ry 
się od legendarnego kołodzieja Pia- 
sta wywodził i który wraz z synem 
i następcą Bolesławem Chrobrym w 
dziejach naszych, takich jakie pozna- 
liśmy w szkole, otwiera nieprzerwa- 
ny do końca XVIII w. poczet król6w 
polskich. Mimo kilku mniej nam zna- 
nych poprzedników, słusznie mu się 
to pierwszeństwo należy. Bo przy- 
jąwszy w r. 966 chrzest, wprowadził 
Polskę w grono pełnoprawnych na- 
rodów świata i związał ją zarazem 
z kulturą łacińską. 
Nie pomniejszajmy ani głębokiego 
dynamizmu wewnętrznego nauki 
chrześcijańsktiej ani też równie głę- 
bokiej szczerości, z jaką Mieszko I 
jego otoczenie przyjęli płynącą z da- 
leka Dobrą Nowinę. Ale równocze- 
śnie podziwiać należy cechujący 
pierwszych piastowskich królów zdro- 
wy, chłopski dnstynkt polityczny. 
Mówię o nich w liczbie mnogiej, bo 
pod tym względem Boleslaw dosyć 
ściśle szedł w ślady ojca. A Mieszko 
jasno pojął trzy rzeczy. 
Po pierwsze, że Ideologii, którą się 
akceptuje ,i w której słuszn
 się 
wierzy, nie należy przyjmować z po- 
ręki przemożnego, w tym wypadku 
niemieckiego SQ.siada, gdyż łacno 
mogłaby być nadtnywana dla celów 
politycznych i nawet imperialistycz- 
nych. Dlatego apostolat chrześcijań- 
stwa w Polsce powierzył nie N,iem- 
com, a slabszym i bratnim Czechom. 
Po drugie, że z tych samych powo- 
d6w aparat i władze ideologiczne nie 
mogą zależeć od podobnych władz i 
struktury u sąsiadów. Stąd jego uko- 
ronowane powodzeniem zabiegi o u- 
tworzenie własnej diecezji kościelnej 
w Poznaniu 1 ziszczone dopiero za 
rządów Bolesława Chrobrego dążenie 
do ustanowienia dla całego Kościoła 
polskiego metropolii w Gnieinie. 
Po trzecle wreszcie, że typ umysło- 
wości i obyczajowości ,Polaków prze- 
znacza ich mimo groźnego naporu 
germanizmu do współżycia z poza- 
niemieckim Zachodem. 


noc 


wigilijna 


Drugi i trzeci punkt zamierzeń 
Mieszka znalazły dobitny wyraz w 
dokwnencie złożonym w Rzymie. W 
tym uroczystym oświadczeniu, zawie- 
zionym ad hmina przez osobne po- 
selstwo, które zapewne zabiegało tak- 
że o powołanie polskiej metropo1ii, 
poddawał Mieszko swoje państwo pod 
zwierzchnictwo Stolicy Piotrowej "in 
patrlmowwn Sancti Petri". Odrzucał 
tym samym władcze zakusy cesarzow 
niemieckich, ,ale na obroncę i pro- 
tektora obierał sobie rzymskiego pa- 
pieża a nie staczający się stopniowo 
ku coraz ostrzejszemu współzawod- 
nictwu z Rzymem - bLZantyjski 
Wschód 
Opis tego, jak na dworze Mieszka 
tysiąc lat temu obchodzono pierwsze 
Boże Narodzenie, jak Dąbr6wka 
przygotowywała ucztę wigilijną a 
ksiądz Jordan - niebawem już bi- 
skup poznański - odprawiał Paster- 
kę, byłby oczywiście czystym wy- 
tworem wyobraźni. Niewątpliwie jed- 
nak, choć w formach nam niewiado- 
mych, oddawano hołd Betlejemskie- 
mu Dzieciątku. A wiara weń jako 
Zbawiciela, głoszona przez sprowa- 
dzonych staraniem Dąbrówki misjo- 
narzy, rozprzestrzeniała się szybko 
i zapuszczała korzenie w całym kia- 
ju. 
Do jakiego stopnia chrześcijaństwo 
wrosło w życie Polaków, tego mamy 
dowód m.in. w naszych starych, a 
związanych ze święceniem Bożego 
Narodzenia obrzędach i obyczajach. 
święta te w uzupełnieniu ich religij- 
nej treści wzbogacały przez wleki 
polski folkior. Przy pokrytych sia- 
nem stołach, na kt6rych stawiano 
nieraz skromne ale tradycyjne potra- 
wy, łamano się opłatkiem i wymie- 

iano życzenia. Wiele już później roz- 
błyska przy nich choinka. I ona też, 
choć jako rekwizyt świąteczny obce- 
go była pochodzenia, zakwitła od 
razu polskimi ludowymi wycinanka- 
mi i łańcuchami z wielobarwnego pa- 
pieru. Ale nade wszystko znalazło 
polskie Boże Narodzenie sw6j wyraz 
w tych niezliczonych kolędach, kan- 
tyczkach, pastorałkach, którymi kraj 
cały rozbrzmiewał. Różnego były one 
pochodzenia i różnej treści. Jedne o 
podniosłym tonie religijnym ze sta- 
rych kościelnych czerpały tekstów 
lub powstawały pod pi6rem natchnio- 
nego poety. Inne, niczym ta pieśń 
gminna, o której mów,i Mickiewicz, 
rodziły się nie wiadomo gdzie. I q- 
czyły w sobie echo trosk i nawet 
zabaw poprzedniego dnia z ewange- 
liczną opowieścią o belejemskiej ra- 
dosnej nocy. 


Funda, funda, funda 
Tota risibunda 
Hej kolęda, kolęda - 
śpiewano głośnie i rubasznie w 
dworkach. A na zapadłej wsi pole- 
skiej słyszałem przed laty zachwyca- 
jąco domorosłą t naiwną kantyczkę. 
Mat;ka Boska prosi w niej świętego 
Józefa: 
Józefie, Józefie, pokolysz Dziecię! 
A on, zajęty obróbką drzewa, od- 
powiada : 
Nie mogę, nie mogę wszak widzisz 
[przecie! 


o t co za danna, 
Pokolysz sama! 
Niech żaden ciasny umysl nie doj- 
rzy w tej naiwnej zwrotce uchybienia 
dla Panny świętej, co Jasnej broni 
Częstochowy i w Ostrej świeoi Bra- 
mie. Jest w niej może poufałość, ale 
jako forma miłości. 
Podobne przeniesienie elementów 
życia powszedniego w ramy biblijne 
ujawnIa się jeszcze wyraziściej w 
szopkach. Stanowią one ze swą ar- 
chitekturą, ze swymi kukiełkami, ze 
swymi przyśpiewkami, nie tylko 
szczególną właściwość polsltlej sztuki 
ludowej, ale jej arcydzieło. KIedy dziś 
- tak jak wczoraj - kolędnicy usta- 
mi wystruganej kozikiem kukiełki 
wołają: 


Herodzie, za swe zbytki idź do 
[piekla, bOB ty brzydki! 
jest to najmniejszym, ale zarazem 
najdawniejszym, najpowszechniej- 
szym protestem przeciw gnębieniu 
maluczkich przez doczesne władze. I 
właśnie ta konsyderacja wprowadza 
nas w głąb do rewolucyjnej treści 
chrześcijaństwa. O tej pierwotnej i 
przyrodzonej mu treści, niedawno tak 
silnie uwypukionej na drugim sobo- 
rze watykańskim, nie zapomnieli Po- 
lacy nigdy. I w Polsce, tak jak w 
innych krajach, Kościół przyoblekał 
się niekiedy w szaty feudalne i pr6- 
bowano uczynić zeń strażnika usta- 
lonego do czasu porządku rzeczy. Ale 
jtn w usta konfederatów barskich 
kładzie poeta hardą. pieśń; 


Nigdy z królami nie będziem 
L w aliansach, 
Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi, 
Bo u Chrystusa my na ordynansach 
Sludzy Maryi. 
Tylko że łstotą Chrystusowej re- 
wolucji jest walka nie z ludttmi 
ale ze złem. Orężem, który ma wy- 
plenić ludzką krzywdę, jest miłość. 
Miłość, co z betlejemskiej stajenki 
promieniuje na caly świat a w sło- 
wach Apostoła wyniesiona jest na- 
wet ponad w,iarę i ponad nadzieję. 
Niech więc ta tysiączna noc wigilij- 
na stanie dla wszystkich bez różnicy 
Polaków pod znakiem prawdziwego 
braterstwa i zgody. Niech we wsp61- 
nej tak dlug.iej chrześcijańskiej prze- 
szłości znajdą. .źródło wspólnego wy- 
siłku, by nadać kształt przyszłości. 
Lamiąc się w myśli z nimi opłat- 
kiem, wołam slowami starej kolędy: 


Podnieś rękę Boże Dziecię, 
Błogoslaw krainę milą. 
Także i dla nas, którzy się poza 
nią znajdujemy, najmilszą i najdroż- 
szą. 


c 


Zjedliśmy jtn główne dania i na rabinu maszynowego. Podszedłem bli- 
poplamiony obrus postawiono tace z żej. 
orzechami i suszone owoce. Na wpół "Obok ołtarza stała figura Matki 
wypite kieliszki ozdabiały stół niby Boskiej. Taka włoska, zwykła. Miała 
zakrzepłe na mrozie kolorowe kwia- gipsową twarz 1 ramiona, otulona by- 
ty. Siedzieliśmy odsun1ęci od stołu, ła w poszarpaną suknię aksamitną, 
nasyceni, zadowoleni, rozgrzani. w ślady welonu muślinowego; ozda- 
Tylko ksiądz Kapllński, przysunię- biały ją strzępy papierowych kwia- 
ty blisko, pochylony nad talerzykiem tów. Ręce Matki Boskiej wyciągały 
z kawałkiem jedliny, przesuwał w się do przodu w proszącym geście. 
palcach kawałek pokruszonego opłat- "Kościół był rozbity, splądrowany 
ka. nie raz. Ramy okienne, ławki 1 kon- 
Niewiele się zmienił od czasów gdy fesjonały połamano i wyniesiono na 
znałem go dwadzieścia lat temu jako opał, szkło skruszone stopami zale- 
najbardziej niesfornego podchorążego gało podłogę, jakieś kawałki broka- 
naszego batalionu. Rozstaliśmy się tow i jedwabi, jakieś pogubione ser- 
właśnie na Boże Narodzenie r. 1944. wetki, jakieś papiery z wyrwanych 
Cynik, hulaka, lubiący wypić i po- kartek... Matka Boska stała nad 
śpiewać, nie przepUBZCZający żadnej tym wszystkim niby żebrząca kobie- 
przystojnej Włoszce... i on został ta, kt6rej wojna poszarpała suknię 
księdzem? i serce. Wyciągnięte ręce prosiły o 
Wydaje się, że zrozwnlał mój pomoc. 
wzrok, bo spojrzawszy na mnie uważ- "Jakiś powiew rozjaśnił płomyk 
nie uśmiechnął się szeroko. świecy, i nagle ujrzałem u stóp fi- 
- Zawsze mnie pytają wszyscy, gury małą lalkę leżącą na podłodze. 
jak się to stało że zOlltałem księdzem, Z pokaleczonych dłoni Matki wypad- 
- powiedział, - tak jakby się me- ło Dzieciątko 1 potłuczone, sponiewie- 
mu powołaniu dziwili. Pan też? rane leżało w gruzach 1 Śmieciach. 
Skinąłem głową. Podszedłem 1 pochyliłem się. Wyciąg- 
- Jedni zostają kapłanami z po- nąłem ręce i delikatnie wziąłem kuk- 
wołania, - powiedział ksiądz Kap- łę z popękanej porcelany ubraną w 
liński, - inni zn6w z wyboru, albo pobrudzone sukienki. Ciężka była jak 
nawet z wyrachowania. Ja mUllia- żywe dziecko, ciepła jakby pulsowało 
łem - tu podniósł swoje ręce poka- w niej życie. Z lęk1em nieokreslonym 
zując nam wnętrze dłoni. - Ja mu- zbliźyłem się do figury Matki Boskiej 
siałem. Mnie te ręce zmusiły. i w jej wyciągnięte dlonie bez palców, 
Patrzyliśmy nie rozwniejąc, a on na jej łono pokryte strzępami sukni 
uśmiechał się do niedowiarków. położyłem Dzieciątko. 
- Było tak, - powiedział po chwi- Ksiądz Kapliński uśmiechnął się 
li milczellla, znów układając dłonie nie podnosząc oczu. 
na obrusie I biorąc w palce 'wamek - I to wszystko - powiedział ci- 
opłatka, zwrócił się do mnie, - świę- cho. - To wszystko. Gdybym teraz 
ta r. 1944 spędzaliśmy na odcinku. powiedział, że usłyszałem chóry a- 
Siedzieliśmy w wydłubanych w zbo- nieiskle, że ogarnęła mnie muzyka 
czu góry kotlinkach i w ruinach wło- spływająca z chmur, to byłbym po- 
skich na wpół zburzonych domków. wiedział nieprawdę. Spojrzałem tylko 
Było względnie cicho. Nasza ofensy- na twarz Madonny spokojną, uśmie- 
wa zatrzymała się, Niemcy nie mieli chającą się, drgającą jakimś wese- 
chęci wychylać gł6w. W samą Wig!- lem w płomieniu świec, 1 odszedłem. 
lię miałem służbę. Kląłem i to po- "świece naturalnie zgasiłem. Była 
rządnie. Wszyscy w kompanii poszli noc, i ciemność obowiązywała. Tro- 
do dowództwa batalionu na smaczną chę po omacku wyskoczyłem z ko- 
wieczerzę z wermutem i wódką. My ścioła i wloką.c swój "tommy-gun" 
na odcinku mieliśmy swoje kiuski w pobiegłem do swoich. I wtedy pew- 
menażkach, jakieś jabłka suszone i nie jakiś pijany grapą Niemiec wy- 
grapę, przez nas samych warzoną z puścił serIę płasko nad ziemią. Tra- 
wina w amatorskich alembikach. Klę- fila mnie w bok. Przypadkowo. 
l1śmy i popijaliśmy ową gorzką. gra- "Kiedy obudziłem się w szpitalu, 
pę. Na naszym odcinku, pamięta leżałem otulony kocami, obstawiony 
pan? - znowu zwrócił się do mnie poduszkami. Na przescieradle przeae 
stał porządnie nadszarpnięty kośció- mną spoczywały moje ręce. Podnio- 
łek. Trochę do przodu przed liniami, słem je i spojrzałem na dlonie. Ot 
można powiedzieć w "nomanslan- tak - i zn6w ksiądz Kapllński poka- 
d"zle. Był wieczór, szary śnieg po- zał nam wnętrze dłoni, tak jakby 
krywał góry, księżyc ledwo wscho- gotował się do uniesienia nimi cze- 
dzu. U Niemców wyczuwaliśmy taki goś w g6rę - czułem na nich ciężar 
sam nastrój jak u siebie. Też pewnie słodki i niepokojący zarazem. Odci- 
pili, też dzielili się opłatkiem i ży- snął się on na moich rękach, jakby 
czeniami prędkiego końca wojny. nigdy nie miał mnie opuścić. 
Czasem ktoś gdzieś dla kurażu wy- "Nie od razu zrozumiałem. 
dro- 
puścił wiązkę świetinych pocisków wiałem i nabierałem sił. Wywieziono 
ze szpandaua lub brenna. Czasem w mnie na południe, potem za morze. 
mroku zadudnil wybuch moździerza. Blizny pozrastały się, wr6cila radość 
Więcej na wiwat niż ze złości. i chęć życia. Chociaż nie wiedziałem 
"W pewnej chwili, gdy manierka co ze sobą robić, cieszyłem się, że 
z grapą rozpoczynała trzecią turę, żyję i mogę pić, kochać, śpiewać. Ale 
z ust do ust, do schronu wpadł Ryn- wciąż czułem niepok6j. Ile razy wy- 
ki i zawołał: "Chłopcy, ktoś siedzi ciągnąłem ręce przed sobą, czułem 
w kościele. Swiatło palą. Niemcy, czy tęsknotę, pragnienie napełnienia ich 
co?". Wyszedłem na zewnątrz i do- ciężarem i ciepłem, których istoty nie 
strzegłem w oknach małego kościoła mogłem sobie uświadomić. 
pełzające po pustych ramach od wit- "Dopiero po roku, gdy zagnało 
raży mdłe świato. Ktoś chodził po mnie, bo wtedy - ksiądz uśmiechnlłł 
nawie kościelnej, obnosząc ze sobą się rozbrajająco szczerze - przypa
 
latarnię albo świecąc sobie elektrycz- dek raczej kierował mnie do kościo- 
ną lampką. pod nogami. Byłem do- ła... Więc gdy mnie zagnało do ko- 
wódcą, najstarszym na odcinku, i bez ścioła, ujrzałem jak kapłan unosi w 
wahania zdecydowałem się sprawę rękach Eucharystię. I zrozumiałem. 
zbadać. Złapałem "tommy-gun" i Moje ręce pragnęły tego ciężaru. Te- 
skurczony przy ziemi pobiegłem. Sły- go Dzieciątka. 
szałem za sobą okrzyki powstrzymu- "I teraz ile razy - kończył ksiądz 
jące mnie, ale już byłem przy koście- po chwili - podnoszę moje ręce w 
leo Kto tam buszował, nigdy się nie czasie nabożenstwa dżwigając w nich 
dowiedziałem. Kiedy stanąłem po słodki ciężar Ciała i Krwi Pana Je- 
środku nawy, kościół był już pusty. zusa, tyle razy schyla się nade mną 
Na nagim ołtarzu zaśmieconym od- poszarpana, poobtłukiwana, w strzę- 
łamkami szkła i kawałkami drzewa py sukien i muślinów zatulona Pani 
stały dwie grube świece. Płomień i dziękuje z uśmiechem. 
chybotał się jakby jtn, jtn miał ule- Ksiądz Kapliński zakończył opo- 
cieć. Plamy żółtego światła i czarne- wiadanie. Długo trwało nim ktoś za- 
go mroku tańczyły na pustym oknie czął nuclć pierwszą kolędę. A śpie- 
nad ołtarzem, na malowidłach ścien- wając patrzyliśmy wci
 na mocne, 
nych, na ocalałym krzy tu drewnia- spokojne dłonie księdza, nie wypusz- 
nym, wiszącym nad nawą. czające z palców kawałka poszarpa- 
"Było zupełnie clcho. Zdawało mi nego opłatka, kt6rym przed chwilą 
się, że słyszę syk ognia pożerającego dzieliliśmy się z przyzwyczajenia tyl- 
knoty. Na zewnQ.trz ustał wiatr, i tyl- ko. 
ko ktoś znowu przeszył noc serią ka- 


Czesław Dobek. 


PASTORAŁKA 


Snieg, latarnie u sani 
Pod stajenką mizerną, 
W słomie antałki piwa, 
Panny młode I Herod. 
Niedźwiedzie niosą w lapach 
Siano, zielone siano, 
Smleszne maski tancerki, 
Leluje I dobranoc. 


Dzieciąteczko, krasula, 
Cała ziemia na rękach, 
Nuty, nuty, a w nutach 
Jak w kożuchu Panienka. 
Półkwaterki cynowe. 
Niebo gnało gwiazdę modrą 
I źrebaki z nocnego śniegu 
Dla Syneczka pod siodło. 


*) ,Utwór nie zamieszczony w do- 
tychczas wydanych zbiorach zmarłe- 
KaJetan Moraw8kL go poety. 


Tadeusz SulkowskL 


"Trzej królowie, 
przybywajcie..." 



 
'. '" 
... " 

 'ł , 
. : 
.. 
"- 
, 
.. 

. 
, t, ("" 
J , ( I 
to'" 
,. 
. 


.......""'" -. 

 
'::.1.1 -ro 


-." . 

 ". 


Miniatura przedstawiająca hołd Trzech Kroll z mod- 
litewnika dedykowanego Zygmuntowi Staremu. Ręko- 
pis z r. 1606-1618, bogato Uwnlnowany z kolorowymi 
miniaturamI, oprawny w aksamit, znajduje tllę w Ba- 
warskim Muzewn Narodowym w l\lonachium od r. 1888. 
Przedtem był własnollcią zbieracza Jezuity Urbana z In- 
golstadtu. Na miniaturze jednym z Trzech Króli jest 
Zygmunt Stary. 



 



, 
,.,r- 


""", 


It: 


-...
. '; 
- 
. 




 ,.- 


MODLITEWNIK ZYGMUNTA STAREGO 


, 
Swięt y Mikołaj w Ho la nd ii 
lłL, . J. i l 


fi 


e . ;1 
'P. t, 

1
't 

' 


.. 


I ' 
\. 1 
ł-, . 


i$ .. 


"ł'fł 

.. f « 


\ 

.' ... 
'

 


f 


.
 


, 


.. 


\. 


" 


Na białym koniu, w otoczeniu świty, holenderski św. Mi- 
kołaJ jedzie z portu do centrum miasta. Tam, przed kró- 
lewskim pałacem powita go burmistrz Amsterdamu. 


,....., . 
 
 
,;, tl., f 
l::: l!Ei ? · 
.
.. 
I 



..
 
Q..
::: 
,. m. 


"':t;;. 


.. 


1'" 


Ił 


ił' 


J ,+. 
-\ł . 


\.. . 
;\\
 ...ł" '- 
" .. 
\ 
"...... 
Sw. Mikołaj zatrzymuje się na chwile aby za pośred- 
ctwem naszej Rozgłośni przekazać pozdrowienia i naJ- 
lepsze tyczenia dla polskich dzieci. 
Amsterdam, sobota 19 listopada. halabardziści i t.zw. w Holandłi Czar- 
Wielki dzief1 dla holenderskich dzieci. ni Piotrusie. Młodzi chłopcy kt6rzy 
Na głównych ulicach w centrum nle- na mikołajową okazję ubierają się 
przeliczone tłumy ludzi. Całe miasto w specjalne czerwone i niebieskie jed- 
mieni się i jarzy girlandami z dzie- wabne stroje w ŻÓłte pasy i co naj- 
siątków tysięcy kolorowych żar6wek. ważniejsze malują twarze czarną 
Na wystawach skiepowych okoliczno- farbą. Każdy z nich dźwiga wielki 
ściowe dekoracje. wór słodyczy, ktore po drodze roz- 
Barwna uroczystość rozpoczyna się dają na lewo i na prawo. 
wczesnym popołudniem, na molo Punkt kulminacyjny uroczystości 
przed wejściem do kościoła pod we- ma miejsce przed pałacem królew- 
zwaniem św. Mikołaja. przy wyciu skim na głównym placu. Tutaj na 
syren okrętowych i biciu w dzwony trybunie oczekuje już na św. Miko- 
podpływa tam holownik z brodatym łaja burmistrz Amsterdamu w peł- 
Mikołajem i z jego kolorową gwar- nym galowym stroju, w cylindrze na 
dią na pokładzie. Dwóch giermków głowie i w srebrnym łańcuchu na 
podprowadza przebierającego nerwo- szyi. Następują krótkie przemówie- 
wo kopytami bialego konia. Św. Mi- nia. Po nich, przy dźwiękach orkie- 
kołaj wspina się na siodło. Dobosze stry pochód rusza dalej przez mia- 
podnoszą w górę paleczki. Pochód sto, t
 m razem już w towarzystwie 
rusza na główny plac miasta. Otwie- karocy z burmistrzem. 
rają go konni policjanci. Za nimi idą. Całe widowisko jest ni
zwykle 
dobosze i trębacze w historycznych barwne, i chyba w żadnym mieście 
strojach. św. Mikołaj prezentuje się nie odbywa się na taką. skalę i z ta- 
wspaniale w śnieżnobiałej komży i ką. pompą. Ale nic dZIwnego: św. 
w czerwonym atkasowym, szamero- Mikołaj jest patronem Amsterdamu. 
wanym złotem płaszczu. Wokół niego A. M.
>>>
r- 


li 


Nr 1081/1082, 18/25 December, 1966 


Gdy cały naród polski w Kraju 1 
za grani
 śwll;ci ty.sJ4,clecie chrztu 
PolsKi, Polacy na emigracji przyłą.- 
czaJą. się do tego Jubl1euszu w swycn 
mawfestacJach na wszystkich kon- 
tynentaCh WOlnego SWlatd. Warto w 
zw1ą.Zku z tym zastanowić się nad 
rolą., jaka !przypadła polskiej emig- 
racJi w naszym tYSlJłcletnlm dorobku. 
1'ytanle tym. wazmeJs.ł.e ze emlgra- 
cja we była zJawlsklem małoznacz- 
nym w OZleJach Pols.u. Odmlenme 
niŻ u innych narodow, gdzie enugra- 
cJe były wytworem czy to eKononucz- 
nym CL.Y aV01ecznym u nas, w na- 
szych UZleJacn, emigracJa wyrasta 
JaKO wyra.t.ne zJawJ.S1{o !pol1tYC:l.ne. 

nllgral:Ja polsKa była l Jest wyra- 
zem uWucn c;;:ynDlkow historycznych: 
s.)'
Ui:l.CJl 
tUpu...,y""'lleJ ll..
tI5U K1a- 
JU l W Y bOI u przez nasz narud cY'wlli- 
zacJl L.w1lłZaneJ z .kzymem l 
cho- 
oem. l1eKroc w CJ.ągu WieKU'W narud 
i panstwo polsKle oraz Jego cywili- 
zacJa ulega..)', na sKuteK !,OL.YCJl geo- 
pol1tyc.ł.lleJ :LagrozeDlu. tyleKroć na- 
rud pOłl:lIU SZUAaJ. oparcla lub pomo- 
cy w celach ouronnych nle gdzle in- 
dZleJ JaK na :.c.acuowae, wysyłając 
tam swoJe eUllgracJe. Jilin.igracJa ""01- 
SKa byla l Jest Wła..iClwym wyrazt:.m 
teJ samoobrony narodu. B,yła tez zJa- 
Wlliluem CZt;sto powtarzaJą.cym Się w 
h1Storll w Cl
U dzleSll;(ClU wiekow 
istwenia POISK1. 
KL.ecz Jasna emigracje o charakte- 
rze P01Jtycznym we mogły byc ele- 
mentem blernym. l!llIllgracJa polJka 
na 
chod.Zle - wyrW/. prL.ynależno- 
ŚCl 1'OlsKl do cywl1lZacjl śWlata za- 
choÓDlego - brała na s.ebIe rolę Jed- 
nego z tą.CZDlKUW ffilędzy Zacnodem 
a Krajem zarowno na płaszczyzme 
polityczneJ JaK kulturalneJ. Tę rolę 
łączniKa wldzuny stale w dzlejach 
poLSKleJ elIllgracJi w c1JłgU stuleci. 
Uj8.wnlia SIę ona w kilku aspeKtach: 
- po plerwsze, emigracJa była 
czynniKlem przeKazuJą.cym narodowi 
polsKlemu wartoscl kUlturalne Zacho- 
du; 
- po wtóre, była ona czynnikiem 
przekazującym do skarbca cywlliza- 
CJl zacnO(LlleJ te wartoscl, kture na- 
rod pOlsKi wypracował u sIebie w 
kraju l Ktore [)Y1Y JaKDY plonem za- 
siewu z r. !łti6; 
- po trzecle, emigracja była de- 
pozytanuszem wartosci narodowych 
w chWilaCh gdy narod polsKi w kra- 
ju padał oflarQ. naJazdow ze strony 
zaborczych sąsladow i zagrozony był 
w swym wyraZie cywl1iZacYJnym. 
EmlgraCja stawała się ową. nucKiewi- 
CZOWSKą "ArKą Przymierza" przecho- 
wUJącą wartosci cywllł:ł;acYJne wy- 
pracowane przez naród polski. Po- 
o.eJmowała wtedy ooowiązek za.bez- 
pleczellla tego bezcennego depozytu 
Ula przyszlYc.n pokolen polsklch w 
kraju. 


EMIGRACJA cZJl:STO 
POW'.rAKZALNY 
YNNIK 
DZ.lEJOW POLSKICH 
Od chwili złączenia Polski z Rzy- 
mem przez chrzest Mieszka zaobser- 
wować można stałe cią.Żellle narodu 
polskIego ku Zachodowl. W chwilach 
wielkiego zagrożenia politycznego 
lub wIelkich potrzeb natury kultu- 
ralnej przyblerało ono formę mniej- 
szych lub WlęKSzych emigracJi o cha- 
raKteNe pol1tycznym, bądź kultural- 
nym. 
Jednym z pierwszych emigrantów 
politYC:l.nych stał Slę W latach pierw- 
szego przesllema w połowie Xl w. 
syn Bolesława Chrobrego, król Mie- 
szko II, Jego żona Ryksa, kSlężniczka 
nieffilecka, l ich syn Kazimlerz. Zna- 
lazł on aZYl w s,Yllnym Klaszto- 
rze benedyktyń.sJum w Cluny, zanJ.iIIl 
jako Odnowlciel wróc1ł do kraJu. Na 
tym samym emigracYJnym torze 
odnajdujemy w począ.tkach XIV w. 
Włady sława Lokletka, szukaJącego 
na ;t;achodzle (w Rzymie 1 u Ande- 
gawenow węgierskich) pomocy IN 
trudnej walce o uwolnieme i zJed- 
noczeme Krolestwa. Na tułactwie w 
Klasztorze beneo.YKtynsklm w DIJon 
spędza długle lata - 1iS66-1388 - 
ł'laStoWICz, KSlązę Właaysław J:Slały, 
odsuml;(ty od sUKcesJi tronu pQl- 
sklego przez h.azlffilerza WielKle- 
wo. Grób Jego znajduje się po dziś 
dzień w ka
ellrze w VIJon. Grono 
to powiększa w trzysta lat potem 
inny krOi pO.Skl Jan r..azmuer:ł;, naJ- 
pierw jako mezłomny uchodźca w 
latach potopu szwedzkiego, potem ja- 
ko tułacz po abdykacJi, korzystaJący 
z azylu w parysK1lI1 klasztorze st.- 
Germarn-des-PŃs. 
Rownolegle występowała równi
 
emigracJa o aspekcle kulturalnym. 
Szły na Zachod od naJdawmeJszych 
czasow licznQ grupy młodziezy du- 
chownej i świeckiej po naukę i wie- 
dzę praktyczną, naJplerw do klasz- 
torów we Włoszech, we FrancJi, we 
Flandrii, lub w HlsZlpanii, później do 
uczelni i ośrodków umwersyteokich 
do .Padwy, ao Paryza, do Mont- 
pellier, do Salamanki. Trudnosci 
pQdróży i długosc drogi sprawiały 
ze mewielu z nich wracało 00 
kraJu, większość osiadała we wszyst- 
kich kraJach Zachodu, kładąc pierw- 
sze podwalmy pod społecznosć emlg- 
racYJną.. Jeszcze w XVI w wielu wy- 
bitnych Polaków, jak Frycz Mo- 
drzewski, Stanisław Hozjusz, Marcin 
Kromer, Andrzej Nidecki, .Jan Za- 
moyski, Jan LaSki, miało na ra- 
chunku swego życia dziesięć l wię- 
cej lat pObytu za granicą., zanim 8WO- 
ją. rolę w Polsce odegrali. 
W tym ruchu emigracyjnym, toru- 
jącym drogi z Zachodu do Polski, na 
jedno z pierwszych ffilejsc wybija się 
król Stanlsław Leszczyński, w pierw- 
szeJ po.owle XV.Lil w. Nieszczęri1iwy 
ten monarcha, który cztery lata za- 
ledwie spędził na tronie a pół wieku 
na tułactwie, osiadłszy od r. 1736 
na Księstwie Lotaryńskim, z dworu 
swego w Luooville utworzył ognisko 
pOlityczne i kulturalne, z którego 
przez 30 lat będzie oddziaływał na 
kształtowame się stosunków między 
Polską a Zachodem, a Francją w 
szczególności. On to pierwszy wy- 
tknie emigracji drogę celowego 1 
skoordynowanego działania, po któ- 
rej kroczyć będą dalsze emigracje, 
coraz częściej powtarzają.ce się w 
mlarę Jak państwo polskie chyliło 
Slę ku upadkowi. 
W ślady króla Stanisława wstą.pi 
najpierw emigracja konfederacji bar- 
skiej, uformowana w Bawarii I we 
FrancjI w latach 1772-1775, z człon- 
kami Generalności Konfederackiej na 
czele, potem w latach 1792-1793 emig- 
racja twórców konstytucji 3 maja 
po jej obaleniu przez Katarzynę II, 
i wreszcie w latach 1795-1801 emig- 
racja pokościusZlkowska i legionowa. 
Z posiewu krwi, idei i doświadczeń 
tej ostatniej narodzi się po upadku 
powstania listopadowego t.zw. Wiel- 
ka EmigracJa, która przez lat czter- 
dzieści na drodze długofalowego dzia- 
łania wypełniać będzie wobec Kra- 


NA ANTENIE (WIADOMOśCI) 


Rola emigracji w dorobku polskiego IOOO-lecia 


ju, podzielonego między trzech za- 
borcow, zadanla polityczne i cywili- 
zacyjne wytknięte przez rpoprzed11i- 
Mw. Nie Jest to już emigracja ani 
dworu królewskiego, ani garści pat- 
riotów konfederackich, ale - przez 
swoją liczebność, przez swój poten- 
cJał moralny 1 intelektualny - wy- 
rasta na wolną dzielnicę Polski u- 
Jarzmionej w kraju. 
Ten rozdzlał dzlejów polskIej emi- 
gracji zamknął się IN r. 1871 pod 
wpływem klęski },'rancji w wOjnie 
pruskieJ. Zamknął się jednak nie na 
długo. Pod wpływem bowiem terro- 
ru, Jaki na :ł.lemiach polskich roz- 
szalał się w latach Bismarcka i ca- 
rów Aleksandrów, pod wpływem r&w- 
noczesnych wstrząsów rewolucyjnych 
we wschodniej Europie natury naro- 
dowej i społecznej, formuje się na 
Zachodzie, w latach 1884-1886 nowe 
pokolenie emigracji złożone z mło- 
dzleży socjalistyczneJ, która wkrót- 
ce, pod wpływem żywych tradycji, 
przeJmuje od poprzedników program 
walki o niepodległość narodu. Emig- 
racja ta od r. 1
92 staje u podstaw 
ruchu, który w pierwszej wojnie 
śWlatowej doprowadza do ożyJWienia 
Bprawy polsklej na terenie nuędzy- 
narodowym i do odbudowania pan- 
stwa polskiego w r. 1918. . 
A rownocześnie towarzyszy tej po- 
litycznej fali naszej emigracji w tym 
czasie :l:ala druga o aspekcle kultu- 
ralnym. W latach 1890-J.9J.4 we Fran- 
cji. w 
waJcarll, Belgii, Anglii, Wło- 
szech i w Sawarll miode pokolenie 
plsarzy, artystów, uczonYCh toruje 
myślą., piórem 1 pędzlem nowe drogi 
polskle ku Zachodowi. W samym Pa- 
ryżu, według wf\P6łczesnych oDliczeń 
Wacława Gąsiororwsluego, plzebywało 
w r. 1913 648 Polakpw tej kategorii. 
Rok 1939 l wybuch drugiej wojny 
śWlatowej otworzył nowy rozdział 
naszej emigracji, imt,6ry sami piszemy. 
ROLA EMIGRACJI JAKO 
L.t).CZNIKA MIĘ:DZY KRAJEM 
A ZAOHODEM 
W !promieniowaniu wpływów za- 
chodmch na Polskę emigracja odgry- 
wała poważnQ. rolę. 
Najwcześniejsze było działanie emi- 
gracJl 'klasztornej i uniwersyteckiej. 
ł$yła to akcJa anonimowa bezimien- 
nych braciszków, ukrytych pod habi- 
tem zakonnym lub za klauzurQ. klasz- 
tornQ" ale nieraz kronikarz zdradzał 
anonlffiat, ujawniaJąc imiona lub na- 
zwiska. Od XIil w. to klasztorne łQ.cz- 
nictwo pomnożone zostało przez ak- 
cję emigracji uniwersyteckiej. Gdy 
na Zachodzie poczęły powstawać og- 
niska oświaty wyższego szkolnictwa, 
ze wszystkich dziel!.lic Polski groma- 
dy młodzieży świeckiej l duchownej 
pod wpływem Żłj.dzy wiedzy 1 niedo- 
statku szkół w kraJu poczęły prze- 
dzierać się do różnych wszechnic, 
akademll i uniwersytetów we Wło- 
szech, Francji, nawet w HiszpaniI, w 
pogoni za nauką, dyplomem, czy ka- 
rierą. Trudnoścl podr()(Ż;y, odległość 
dr,óg nie ,zawsze bezpiecznych, a czę- 
sto katedra profesorska zatrzymy- 
wały na stałe tych "wychodźców nau- 
kowych", czynlJłc z nich stałych łącz- 
nikow między Zachodem a kraJem. 
Gdy w r. 1364 kroi Kazimierz Wiel- 
ki założył w Krakowie polską. wszech- 
nicę, akademia krakowska stała się 
głównym katahzatorem wiedzy za- 
chodnlOeuro,pejskiej, przesyłanej do 
KraJu przez to rozproszone po całej 
Europie wychodztwo. 
W tym pośred11ictwie, dokonuJą- 
cym się odtąd regularnie przez 
następne wiekl od XV do XVII, na 
pierwsze miejsce wybija się IW xvm 
w. działalność króla-emigranta Sta- 
nisława Leszczyńskiego. 
Tu, na dworze Leszczyńskiego w 
Luneville i w Nancy, kontaktuJą. się 
Polacy przybywaJą.cy z KraJu z elitą. 
umysłową ówczesneJ FrancJl IZ Wol- 
terem na czele, stale przyjmowaną 
w gościnnym pałacu Filozofa Dobro- 
czyńcy. Tu gromadzą. się zbiory nau- 
kowe i biblioteczne przekazywane do 
Polski. Tu, w szkole kadetów, ufun- 
dowanej w Luneville kosztem króla 
Stanisława, kształci się rok rocznie 
kilkudziesięciu młodych Polaków, 
przygotowujących się gruntownie do 
przyszłych funkcji publicznych na 
ziemi ojczy-stej. Tu wielki wychowaw- 
ca l reformator, X. Stanisław Konar- 
ski czerpie pierws:i:e światło natchnie- 
nia do przyszłych swych prac i za- 
dań w Polsce i do głównego swego 
dzieła o naprawie Rzeczypospolitej. 
Zainicjuje to dzieło Konarskiego sam 


Leszczyński SWOim traktatem "Głos 
wolny wolność ubezpieczaJący", dl u- 
kowanym w języku polskllU l francu- 
skim we własnej drUKarni lotaryń- 
skieJ. 
Na te drogi dzlałalności kulturalnej 
Stanisława Leszczyńskiego w Jcgo 
akcji pośred11ictwa między Zachodem 
i POlSKą wchodzą, z kolel usadowIem 
we FrancJi emigranci konfederaCji 
barskiej w latach 1772-1775. Znana 
była w tym zakresie działalność słyn- 
neJ "konfederatki" Teofilii Sapieży- 
ny. Pozostawiła nam ona swój osobi- 
sty dziennik, w któr;rm zapisywała 
zaobserwowane wydarzenia; ale za- 
sługa Michała Wlelhorskiego, przed- 
stawICiela politycznego barzan w Pa- 
ryżu i w Wersalu, stawla go za- 
szczytme na pierwszym mieJscu w 
rzędzie kontynuatorow dzieła Lesz- 
czyńskiego. Pozostając w osobistych 
kontaktach z wieloma pisarzami i en- 
cyklopedystami :l:rancusk1łl1Jo a w 
przYJażm z Mably l Rousseau, skła- 
ma on ich do napisania memoriałow 
filozoficznych poświęconych naprawie 
.KzeczypospoliteJ, Jej rząau I Jej u- 
stroju. 
Na tej drodz
 i tym lSamym tOlem 
podążać będą lówweż dalsze emIgra- 
cje, te, ktore uformowały Slę po dru- 
gIm rozblOrze, i te, które nastąpiły 
po upadku insurekcji kościuszkow- 
sklej. Kształtowały Slę one w ogniu 
rewolucji francuskiej i wśród zwy- 
cięstw Napoleona, i obie przekazują. 
zapał tej rewolucJi oraz JeJ idee do 
Kraju jako zasiew ruchu spiskowego 
pod przyszłe powstame. Z walk leglo- 
nowych l ze zWlązanych z mmi 
nadziej oraz rozczarowań rodzą 
się polski ruch lIiepodległośclOWY 
i polska myśl repubIikan:ska. Po- 
wstaJe we Włoszech hymn narodowy 
"Jeszcze Polska nle zginęła" a w Pa- 
ryżu broszura Kościuszki "Czy Po- 
lacy wybić się mogą. na niepodleg- 
łość 1', ktore stają. Slę jakby testa- 
mentem pol1tycznym dla polskich po- 
koleń XIX w. Pieśn narodowa WybiC- 
kiego i plSmo KOŚCiUSzki przekazane 
z emigracji do kraju w tornistrze 
leglomsty-mwalidy, zrodzone z ducha 
rewolucJi francuskie], stały się za- 
siewem na przyszłość. Z tych to bo- 
wiem idel rodzi się nowa emigracja 
po upadku powstania listopadowego 
w r. 1831. 
Rola, jaką. odegrała wie1ka emigra- 
cja w przekazywaniU wartoścl CYWl- 
l1zacyjnych Zachodu do kraju, była 
olbrzymia. Tysiące młodych 1'olakow, 
których los wOjny zapędził na fran- 
cuską. ziemię, znalazło sposobność 
zetknięcla Slę z Zachodem Europy, 
kształcąc się na uczelnlach średnich 
i wyższych we Francji, w jej szko- 
łach zawodowych, w jej pracowDlach 
artystycznych. Blbhoteki, muzea, 
zbiory publiczne i arcruwa l'rancJi, 
Anglii i Włoch stanęły przed tą mło- 
dzieżą. otworem. 
Dokonywa się wtedy w J8ik naj- 
szerszeJ skal1 bezpośredni kontakt 
uchodzców polskich ze społeczeństwa- 
ml Zachodu, z lch nauką.. sztuką, 
ideami - powstaje przez czterdzieścl 
lat 1stniema wielkieJ emigracji Jakby 
ClJłgła konfrontacJa mysli, zasad l 
charakterów. Wykształca się w tych 
warunkach nowy sposób myślenia ca- 
łego pokolenia młodych Polaków, a 
przede wszystkim rodzi się na emig- 
racjl nowoczesna polska myśl demok- 
ratyczna, która znajduje swój wyraz 
w t.zw. Wielkim Manifeście Tow. De- 
mokratyc:1'.Ilego Polskiego z r. 1836 i 
w akcle :.jednoczenia emigracji pol- 
skiej z r. 1837. 
Te wszystkie zdobyte wartości u- 
mysłowe i moralne, przekazy,wane 
były do kraju różnymi drogami w 
sposób stały i pozacenzuralny, czy 
to konspiracyjnie przez emisariuszy 
Młodej Polski, czy przez kontakty 
rodzinne które odegrały tu dużą. rolę. 
Dz.łęki tej akcji. prowadzonej przez 
dziesiątki lat w jak najszerszym 
wachlarzu społecznym, ludzie wiel- 
kiej emigracji zbliżyli - mozna po- 
wiedz.ieć - Zachód do Polski i spo- 
wodowali że ten Zachód wCielaJąc Jej 
synfJw wciel1ł całą Polskę w ol1bitę 
cywilizacji zachodniej w sposób ści- 
ślejszy .i trwalszy niz przedtem. 
Nie wolno zapomniec o jeszcze jed- 
nym rysie ważnym dla rpośred11ictwa 
kulturalnego emigracji. Elementem 
tym było w ciągu wieków kolekcjo- 
nerstwo, t.j. zbieranie za grani
 pro- 
duktów cywHizacji Zachodu w posta- 
ci ksią..żek, dzieł sztuki 1 muzealiów. 
Zaznaczało się to przez wiele wieków 
naszego Millennium. Wiemy np. że w 


XV w. znakomity historyk Polski .Jan 
Długosz formuje za granicą swój bo- 
gaty kSlęgozbiór. który potem prze- 
każe Blbhotece Jagiellońskiej w Kra- 
kowie. Znany w początkach XVI w. 
ze swej działalnosci mecenasowskIeJ 
biskup płocki Erazm Ciołek, wybitny 
dyplomata Jagiellonów, ostatnie lata 
:;:'YCla, które przebył w Rzymie, po- 
św,ięea zbieraniu księgozbioru i dzieł 
sztuki, które potem przekazane zo- 
staJą do Kraju. Wiemy, ja:kimi dro- 
gami formował swój księgo:lJbiór za 
granicą. o::;tatni Jagiellończyk Zyg- 
munt August, a w sto lat po nim 
król Jan Sobieskl. W xvm w. blskup 
J. Andr. Załuski w iLuneville, na 
dworze Le::;zczyńskliego, zakłada swoJ 
księgozbl,6l, który wyrasta na naj- 
więkazą bibliotekę prywatną. w Eu- 
ropie XVIII w. i staje Się potem Bib- 
lioteką. Narodową. w Warszawie. 
Wspomniany już dyplomata konfede- 
racJi barsklej, Wielhorski, poświęca 
klejnoty rodzinne, by zakupić w Pa- 
ryżu wielki zbiór biblioteczny, który 
potem przeniesiony zostaJe do Pol- 
ski. W dobie ,wielkJ1ej emigracji XIX 
w. spotykamy również wielu biblio- 
filów i kolekcjonerów. Zbiera ksią.żki 
I lycmy wojewoda Maciej Wodzyński 
w Dreznie, Adolf Cichowliki w Pary- 
zu, Joachim Lelewel w Brukseli, któ- 
ry wspanlały zbiór map i atlas&w za- 
plaze uniwersytetowi w Wilnie. Ks. 
Adam Czartoryski i jego dzieci, Wła- 
dysław i !za, formują, w Hotel Lam- 
bert w Paryżu bogate zbiory!, które 
późnJ.ej, z końcem XIX w., przewie- 
ZlOne zostają do Krakowa i Gołucho- 
wa. Sławny Ignacy Domeyko w Chile 
zbiera muzealia geologiczne i przy- 
rodniCze z myślą. o kraju i przekazuje 
je później do Polski. 
Równocześnie emigracja spełnia 
drugie swe zadanie, ,przekazując Za- 
chodow'i wartoścl kulturalne wypra- 
cowane przez naród polski w kraju, 
przede wszystkim przez osobisty u- 
dział emigrantów w powiększaniu 
dorobku cywilizacYJnego Europy za- 
chodniej. Polacy oSledll za granlcami 
Kraju włą,czali się niejako w po- 
wszechność kulturalną. Zachodu !przez 
swoją twórczą myśl i osobistą. pracę. 
Histona notuJe ten wkład Polaków 
przeby,wających za grani
 co naj- 
mniej od XIII w. Antoni Oleszczyń- 
ski, znakomity rytownik wlelkiej emi- 
gracji, przypomniał tę zaslugę emi- 
gracYJną v. dziele pod tytułem 
"WfWomnienia o Polakacl\ co słynęli 
w obcych 1 odległych krajach - opi- 
sy i wizerunk.i.", /Wydanym w Paryżu 
w r. 1843. \Pójdźmy jego śladem i 
przypomnljmy tytułem przykładu kil- 
ka n
wisk co najznamienitszych. 
Poczet ten wypada zacząć od ro- 
daka z Małopolsld lub Slą.ska, zakon- 
nika reguły św. Norberta, o nazwi- 
sku Witelo, który w połowie XlII w. 
przebywał we Włoszech. Był to zna- 
komity filozof, matematyk t fizyk, 
a przede wszystkim światowej miary 
optyk, od ktorego zaczęła się euro- 
peJska nauka w tej dziedzinie. W 
tym samym czasie przebywał w Rzy- 
mle inny emlgrant, Marcin Polak z 
Opawy, spowiednik papleży Jana XXI 
i MlkołaJa III, głośny autor "iKroniki 
pa;pieży i cesarzy", która po od- 
kryciu druku w XV w. doczekała się 
kilkunastu wydań. Koniec XIII w. 
notuje za grani
 innego teologa pol- 
skiego, Jana Polaka, hel1bu Pe1ikan, 
który był arcybiskupem Uppsali, pry- 
masem Szwecji i znanym w Europle 
pisarzem. 
W XIV w. występuje na scenie 
europejskiej wielkopolanin Jan z Ra- 
dlicza, lekarz światoweJ sławy" 
- 
niejszy kanclerz polski, przez wlele 
lat był rektorem UDlIWersytetu w 
Padwie; w XVI w. .Józef Struś, le- 
karz, twórca nauki o pulsle, był roz- 
rywany przez wszystkie dwory euro- 
peJskie, a nawet i dwór sułtana. 
XVII w. dał },'rancJl wybitnego 
grafika-ilustratora Jana Ziarnkę, 
lwowiamna, a Rzymowi historyka pa- 
piestwa Abrahama Bzowskiego, i dał 
przede wszystkim Europie Leibnitza, 
którego pochodzenie polSkie nie jest 
dziś kwestionowane. 
XIX w. - wiek wielk.lej emigracji 
- przyniósł całą. falę wybitnych Po- 
laków, którzy wnieśli do kultury 
światowej bogactwo swej myśli i 
swego talentu. Mąż stanu i dyplo- 
mata, a zarazem pisarz Adam Czar- 
toryski - historyk i numizmatyk 
Joachim Lelewel - fiłozof .Józef 
Hoene-Wroński - ekonomista Lud- 
wik Wołowski - lekarze: Ksawery 
Gałęzowski i Józef BabińskI - osu- 


osobę krolewską. Jan Kazimierz w la- 
tach potopu szwedzklego w r. 1655, 
Jedyny wowczas wyraz mepooiegłoscl 
Korony polskIej. Za grawcą, na emi- 
gracJl, szukać będzie w XV III w za- 
oezpleczenia swoJej suwerennoścl po- 
dwoJny elekt Stanlsław LeSZCZyńSKi, 
aby uniknąć przymusu aodYlKacJJ. 
Go.y z koncern .xVlll w. konfeo.eracJe 
interwenluJą. w obrome Rzeczypospo- 
htej, rowmeż szukać będą na emig- 
racJo! zabezpieczenia su werennOSCl 
polskieJ, zagrożonej interwencjanu 
sąsiadów. Hugo KOłłątaj, jeden z sze- 
fuw emlgracJl drezQensKłeJ w r. 1'/

 
i 1793, Jest pierwszy ktory defimuJe 
na piślllle ów legal1Zm emigracYjny 
Rzeczypospolitej. Lega1lzm ten bęazle 
Slę starała odtworzy c emigracja po- 
kOŚCiUszkowska, zwo
uJąc do Memo- 
lanu w r. 1797 posłów sejmu wlel- 
klego. W te same ślady pOJdzle po- 
listopadowa wielka emlgracJa, usuu- 
Jąc zebrać w Paryzu t.zw. komplet 
lieJmu powstańczego prawem przewl- 
dzlany. Ten legahzm emigracYJny 
stanie się rówmeż podstawą. d.llała- 
ma władz poiskICh na 
chodzle pod- 
czas drugleJ WOjny BWiatoweJ, gay w 
r. 19i!9 .Polska padła Oflal'"4 nowego 
podziału ffilędzy Nlemcy hItlerow- 
skie a stalinowską Rosję. 
W tym clJłgłym szuKaniu poprzez 
wieKi podstaw y legamej 0.0 a:.\luama 
pohtycznego emigracJl objawia się 
głębokle poczucie pra.worząonoścl na- 
rodu polsklego, cecha zasadnicza cy- 
wilizacJi. IDllugracJa nasza swoJą. 0- 
becnośalą. na I4a.chodzie gwarantowa- 
ła bezpieczeństNo i przetrwanIe! tej 
Idei. 
Na drugim torze działania wystę- 
pUje dąj;ność emlgracJl do oDrony na- 
szej kultury przez przenoszenie i od- 
twarzanie na Zachodzie !pewnych 
le- 
mentów teJ kultury. w dzledzill1e 
naukowej, literackieJ, w dzledzinle 
sztuk plęknych, szkolnictwa i tym 
podobnych. ;t;asługa emlgracJi w tym 
zakresle wystąp1ła w całej pełni do- 
plero w XIX w., gdy ernlglacJa uJaw- 
nlia przez swoJą. liczebno$Ć i orga- 
nizacJę, ze Jest prawdzlwą. "womą 
dzlelmcą" ujarznllonego w KrajU na- 
rodu. l!;mlgracJa wykonywała wtedy, 
po r. 1831, to zadame w latach stra- 
szhwych re;presJ!, które spadły na 
narod polskl ze strony ROSJl po klę- 
sce powstania listopadowego. 
Na zamknięcie Tow. PrzYJaciół 
Nauk w Warszawie, największeJ pol- 
skieJ instytucJi naukoweJ w kraJu, 
odpowiada emigracJa w kwietmu 
11:SS2 utwol'Z'emem w Paryżu Tow. Ll- 
teraokiego, ktore z czasem rozwlll1ie 

UGRACJA JAKO KONSERWA- się w największą emigracyjną insty- 
TOR WARTOSCI CYWlLIZAC).'J- tucję naukową. .Na zamykanle wyz- 
NYCH NARODU POLSKIEGO szych uczelni w Wllnie, w Warszawie 
Do osobnej kategomi zasług, jaki- i w Krzemieńcu i nlSzczenie szkol- 
mi emigracJa zaplSała się w kultu- nictwa na Ziemiach polskich, emigra- 
rze polsklego tys1JłClecia, należy jej cJa odpowiada otwleraniem szkołek 
rola "konserwatorska". Sta.Dą.wszy w elementarnych w Nancy i w Orleanie, 
rÓŻnych okresach dziejowych wobec a w r. 1841 otwarciem słynnej szkoły 
mszczenia kultury naszego narodu w batignolskiej. Powstaje w r. 
sa
 
kraju przez najeźdźców lub zabor- Tow. Naukowej Pomocy dla zbiera- 
ców, emigracja podeJmuje się trudu ma funduszy na kształcenie młodzie- 
i obow
ą.zku Jej obrony przez zbiera- ży i umieszczenia jej w uczelnlach 
nie polskich wartości kulturalnych francuskich. SZkoły prawa 1 admini- 
na Zachodzie, zabezpieczanie ich stracJi w Dijon l iPOltlers, wydziały 
przed znisz.czeniem, konserwowanie 1 lekarskie w Montpellier i w Paryżu, 
strażnictwo. Jest to zas1uga o Wlel- szkoła rollllcza w Gngnon, wydzlaly 
kiej doniosłośOl dla narodu polskiego. humanistyczne wielu un1wersytetow 
Na trzech płaszczyznach obserwo- francusluch zapełniły się dzięki tej 
wać możemy działanie emigracJi w akcji młodzieżą. polską. W r. 184
 
tym zakresie: ideowo-moralnej, spo- powstaje w Paryżu Wyższa 
Zkoła 
łecznej, w której wyrażało się istme- Poiska na Montparnasse'ie z zada- 
nie narodowości, i wreszcie material- niem przygotowanla młodzieży napły- 
nej. W tej oz.łedzinie chodzi o mate- waJącej z kraju do studiów na uni- 
nalne produkty polskiej kultury wersytetach Francji. 
śWiadczące o przynależności polskie] Na płaszczyźme akcji spoleczno- 
do świata zachodniego. humanitarnej powstaJe Tow. Dobro- 
Najstarsza w tej kategorii zasług czynnoścl, Zakład św. Kazimierza dla 
emlgracji była obrona sprawy zasad- weteranów powstania, tworzy się Ko- 
niczej, obrona idei niepodległości na- misJa Funo.uszów EmigracYJnych Ił; 
rodu polsk.i.ego. Od najdawniejszych celami samopomocy przez dobrowol- 
czasów lstniała tendencJa szukania ne opodatkowanie się uchodźców. Ta 
za granicami kraju za.bezpieczenia organizacja w r. 1864 przeobraża się 
symbolów niepodległości narodu i na Instytucję Czci i Chleba, roazaJ 
państwa w chwilach nieszczęść. .Już funduszu emerytalnego.. "w celu spła- 
w po.owie Xl w. żona Mieszka 11, cania długu walecznym ochotnikom 
Ryksa, wywozi na Zachód zasadnicze i żomierzom naszym" - jak m(}wi 
czynniki polskiej suwerenności i nie- akt fundacyjny. W r. 1836 powstaje z 
podległości: składa królewskie insy- inicJatywy gen. Bema Tow. Politech- 
gnia polskie w depozyt do skarbca niczne, rodzaj s8llI10pomocy oficerów 
cesarzy rzymskich i ukrywa syna i zołnierzy powstania, maJąceJ na ce- 
Kazumerza, następcę tronu, we lu doskonaleme się w ich specjalno- 
wspomnianym klasztorze benedyktyń- ściach, ułatwianie im pracy rł;awodo- 
sklm w Cluny. Wróci on do kraJu, gdy wej. W r. 1887 Zygmunt iMiłkowski 
kryzys polityczny przeminie i pano- rzuca myśl, urzeczywistnioną p6żniej 
wać będzie jako Kazimierz Odnowl- na emlgracji, zbierania Skar.bu N a- 
cieL rodowego dla akcji politycznej na 
Na Zachodzie szukać będzie w po- rzecz niepodległoścI kraju. 
czątkach XIV w. zabezpieczenia Równolegle do tej akcjI o charak- 
swych praw królewskich Władysław terze społecznyun prowadzona jest na 
Lokietek, na Zachód wynosl awoją emigracji. praca o zasadniczej dla 


szający bagna w Szwajcarii .Jan Le- 
lewel - organizujący wyższe sZlkol- 
nictwo w Chile geolog Ignacy Do- 
meyko - a w Meksyku dr Seweryn 
Gałęzowski - budujący koleje w Po- 
łudniowej Ameryce inzynierowie Er- 
nest Malinowski i Władysław Folkier- 
ski - odkrywający wnętrze Austra- 
lii Paweł Strzelecki - oto wybór 
z tego wielkiego katalogu nazwisk 
Polaków zasłuzonych dła kultury eu- 
ropejskIeJ i światowej. AJe wśród tej 
powodzi nazwisk trzech emigrantów 
zapisało się przed innymi pamiętnie 
i Dleśmierteln1e w dziejach Europy 
XIX i XX stulecia: Adam Mickie- 
wicz, Fryderyk Chopin i Maria Skło- 
dowska-Curie. 
Niezależnie od tego osobistego 
wkładu wybitnych uczonych - dz.ia- 
łanie KraJu na Zachód ujawniało się 
również poprzez Idee, ktore były ory- 
ginalną wartośc
, jaką. naród pol- 
ski spłacał Europle dług zaCiJi,gmęty 
w r. 966. 
Zaliczyć tu należy zasady idei ja- 
giellońskiej sformułowanej w aktach 
oni polsko-litewskiej XV 1 XVI w., 
zasady polskiego parlamentaryzmu i 
idei wolności obywatela, zasady tole- 
rancji religijnej !przedstawione przez 
Pawła WłodkoWlca na soborze w 
Konl5tancji w r. 1415 l W konfede- 
racJi warszawskiej w r. 1573 oraz za- 
liady sformułowane w konstytucji 3 
maJa, które przekazała Zachodowi 
ernlgracja drezdeńska w momencie 
największego roznamiętlllenia rewo- 
lucji francuskiej. Dalej zasady sfor- 
mułowane w haśle powstania listo- 
padowego "Za waszą wolność i na- 
szą" , przekazane Zachodowi przez 
patriotow wielkiej emigracJi, wresz- 
cie idee pokoju powszechnego i ładu 
europeJsklego w sformułowaniu krola 
Leszczyńsklego i Adwna Czartory- 
skiego. 
Ostatn
 wreszcie zasługą., jaką od- 
dała emigracja, było ukazanie Za- 
chodowi właściwego obllcza Europy 
wschodniej. Jest rzeczą stwierdzoną., 
że dopiero dzięki wielkiej, emigraCjI 
XIX w. świat zachodni odkrył Sło- 
wiańszczyznę w całej skali jej war- 
tOŚCl cywllizacyjnych, intelektual- 
nych i moralnych, w całym wach- 
lar2'.u jej róŻnorodności, zmekształca- 
nych od czasów Piotra Wielkiego 
przez .imperializm rosyjski w loei 
panslawizmu. Adam Mickiewicz był 
tym, który naJdobltniej zagadniellle 
to ,postawił w 8Woich wykładach o 
literaturacb słowiańskich w College 
de France w latach 1840-1846. 


Kluby 


polityczne 


we 


Dutą. rolę zaczynają. odgrywać we dać, oba kiuby powstały w łonie ra- Ilość członków szybko wzrosła do dawnego t.}.pu i szuka.li nowych ram 
FrancJi kluby potityczne. Jest to no- dykałów i oba prZYJęły nazwy z okre- 550, której to cyfry do dziś Klub ce- działalności, :nie skompromitowanych 
we 1 ciekawe zjawisko we francuskim su wielkiej rewolucJi francuskiej. Les lowo nie przekracza. Nazwiska wielu potityczną. przeszłością. Czwartej Re- 
życiu publicznym. DoŚĆ kiubów stale Montagnards, również lewicowi, zna- członków, zwłaszcza wysokich urzęd- publiki. Wkrótce jednak nastąpiła 
wzrasta i ich wpływ się wzmaga. .Jest leżli Slę jednak w opozycJi do jakobi- !llików, utrzymuje się w taJemnicy. pewna ewolucja. Dwa czołowe kluby 
ich obecnie ponad sto, i niemal wszy- nów i mendesistów, zwłaszcza, gdy po Do Klubu wstąpiło wielu przyjaciół i - Klub .Jean-Moulin i Klub .Jakobl- 
stkie powstały po powrocie gen. de krwawym stłwnieniu powstania wę- współpracowników Mendes-France'a. nów - stały się dwoma ośrodkami 
Gaulle'a do władzy, głównie jako giersklego, nie wszystkie elementy W ogóle kiub zgrupował w swym atrakcji dla pozostałych klubów, i te 
reakcja przeciw stylowi l'ZIldów per- Jakobińskie zdecydowanie potęplły łonie wyborową ell tę FrancJi. Oook zaczęły się wokół nich grupować. Do 
sonalnych, jaki wprowadził nowy pre- interwencję sowiecką.. Klub Górall do urzędników są w nim młodzi działa- pierwszego cią.zą. kiuby, w których za- 
zydent Francji. Kluby są równiet dziś jest bezkompromisowy wobec cze związków zawodowych. zwią.zków rysowują. się wpływy lewicowych ka- 
wyrazem rozczarowania młodych elit komunizmu i to jest jeden z powo- rolników, studentów i wIelu profeso- tolików, do jakobinów zbliżs.Ją się 
do tradycyjnych partii pOlitycznych, dów, ale nie wyłączny, że pozostaje rów uniwersytetu. Przychodzą oni z kluby laickie. 
które w okresie poprzedniej, IV Re- poza dwoma wieikimi zgrupowaniami różnych odlamów lewicy, od wydało- W czerwcu 1964 Klub .Jean-Moulin 
publiki, nie potrafiły dać Francji sta- klubów, które póżniej powstały. nych z partii komunistów, poprzez zwołał do Vichy delegatów zgrupo- 
łych rządów i prowadziły do wiecz- W okresie kryzysu algerskiego w socjalistów, radykałów do lewICOwych wanych wokół siebie kiubów na. spe- 
nych kryzysów i przeSlleń. Stą.d klu- maju 1958, który przywrócił do wła- katolików. Tak się złożyło, ze właśnie cjalną "DemokratycznQ." Konferencję, 
by polityczne jako naczelny cel po- dzy generała de Gaulle'a, powstał katolicy zajęli pewne kluczowe stano- gdzie ponad tysiQ.c przedstawicieli 19 
stawiły sobie opracowanie nowych trzeci klub - Club Jean-Moulin, naj- wiska w Klubie. Większość kiubu sta- największych kiubów opracowało za- 
form ustrojowych i rządowych, które poważnieJszy i wywierający dziś nie- nowią. wciąż członkowie, którzy do sadnicze tezy i program wspólnego 
w oparciu na instytucjach demokra- wątpliwie największy wpływ na mło- żadnej partii nigdy nie należeli. Klub działania. Wyłonlono tam również sta- 
tycznych a nie na WOll Jednego CZlO- de l postępowe elity. Jean-Moulin, wyłonił dwie grupy - Grupę Dzia- ły sekretariat tych kiubów. Od tego 
wieka, co zawsze jest zjawiskiem to nazwisko największego bohatera łania i Metod oraz Grupę Studiów 1 czasu ilość klubów tej grupy powlęk- 
przejściowym, zapewniłyby stałość i francuskiego ruchu oporu, aresztowa- Publikacji. PielWBZa już teraz ma szyła się do ponad 40. 
sprawnoŚĆ rządów. nego i zamordowanego przez Niem- działać W klerunku refol'lIlY państwa W m1esLQ.c później Klub .Jakobinów 
Kluby te są wIęc prawie wszystkie c6w. Klub powstał Jako organLZacJa i gospodarki. .Jedną, IZ podstawowych zorganizował w Paryżu pierwszą 
w zasadzie antygaulUstowskie 1 mają taJna, przygotowuJąca nową sieć opo- tez Klubu .Jean-Moulin jest wprowa- Konwencję Instytucji Republikań- 
charakter lewicowy. Tradycyjna pra- ru, goyż Jego założyciele obawiali dzenie demokracji ekonomicznej i skich do której dziś należy około 60 
wIca, z wyjątkiem nielicznych wypad- się wojskowego zamachu stanu i przemysłowej; zdaniem Klubu demo- klubów. Konwencja uchwaliła swą. 
kÓw, pozostała poza tym ruchem. wprowadzenia we Francji rządów pół- kracja polityczna nowoczesnemu spo- "kartę", która podkreśla powołanie 
Przed r. 19513 istniały we Francji faszystowskICh. Przygotowywali się łeczeństwu nie wystarcza. Druga gru- "socjalistyczne l europejskie kiu- 
dwa kluby polityczne. .Jeden z nich, więc gorączkowo do opozycJi pod- pa Klubu .Jean-Moulin uświadamia bów". 
Club des .Jacobins - a więc klub ziemneJ. Twórcami klubu byli prze- opinię przez ogłaszanie wyników Między obu grupami klubów nie ma 
Jakobinów, powstał w r. 1951 z ini- ważnie młodzi, wysocy urzędnicy swych studiów i ma w swym dorobku zresztą wielkich różnic doktrynal- 
cjatywy Charles Hernu, który do dziś państwowi, którzy nigdy do zadnej około 10 bardzo poważnych pozycji, nych, różni je natomiast podejście do 
jest jego prezesem. Zgrupował on partii politycznej nie należeli. De jak broszury p.t. "Państwo i obywa- udziału klubów w życiu politycznym. 
młodych, dynamicznych, lewicujących Gaulle obją.ł jednak władzę w drodze tel", "Siła uderzeniowa i obywatel", Kluby spod znaku .Jean-Moulin zaan- 
działaczy Partii Radykalnej spod zna- parlamentarnej i zachował podstawo- "O demokrację ekonomiczną", "So- gażowały się czynnie w bieżą.cą. po- 
ku byłego premiera Mendes-France. we swobody demokratyczne. Akcja cjalizm i Europa" 1 t.d litykę tyłko raz - wysuwając i po- 
Celem kiubu było uzdrowienie repu- podziemna okazała się więc bezprzeo- Początkowo wIększość klubów pierając kandydaturę mera Marsylii, 
bliki przez tchnięcie nowej energii i miotowa. Klub postanowił Jednak przyjęła zasadę nie brania czynnego Gastona Deferre, jako kontrkandyda- 
życia w szeregi kostniejącej Partii istnieć dalej i jako nowy cel wyzna- udziału w życiu politycznym, a w ta gen. de Gaulle'a w zeszłorocznych 
Radykalnej, która niegdyś była głów- czył soble przygotowanie "nowego żadnym wypadku nie upodabniania wyborach na prezydenta Francjl. 
nym filarem sklepIenia politycznego typu człowIeka politycznego" i do- się do partii politycznych. Kluby mia- Konwencja .Jakobinów tet tę kandy- 
Francji. prowadzenie do "głębokieJ reformy ły być w swym założeniu jakby kuż- daturę poparła, ale ostatecznie nic z 
Drugi kiub, "Club des Montagnards państwa", którego charakter demo- nią nowej myśli i doktryny poli- tego nle wyszło. Klub .Jean Moul1n po 
(Klub Górali)" - narodził się w r. kratyczny został zdaniem Klubu za- tycznej, ekonomicznej 1 społecznej i tym niepowodzeniu, bardzo krytyko- 
1956, w okresie wielkiego kryzysu i grożony przez słabość Czwartej Re- szkołą. dla nowych elit. Nic dziwne- wany przez wielu członków za tę !ni- 
rozłamu Partli Radykainej, któremu publiki i przez nowy typ rządów per- go że do klubów garnęli się ludzie, cjatywę, wycofał się na poprzednie 
jakobini nle zdo1al1 zapobiec. .Jak wi- sonalnych de Gaulle'a, którzy straclli 78)"
nłe do parW apolitycme pozycje - a.po11tyczoe, :Je- 


Francji 


żeli chodzi o czynne angażowanie się 
w bieżQ.cą politykę. Natomiast Kon- 
wencja .Jakobinów wstąpiła do nowo 
powstałej Federacji LeWICY Demokra- 
tyczno-Socjalistycznej na równi z 
partiami politycznymi 1 przybrała 
przez to, do pewnego stopnia, charak- 
ter nowej partli. 
Niektóre kiuby pozostają poza obu 
grupami, jak już wspomniany Club 
des Montagnards (Klub Górali). Gaul- 
liści poczq.tkowo nie przywiązywali 
wagi do klubów, ale wobec ich roz- 
woju i wpływów dziś gorączkowo or- 
ganizują własne kluby, jak Demokra- 
cja Bezpośrednia czy Związek Mło- 
dych dla Postępu. Rodzajem klubu 
jest też Grupa 29, stworzona przez 29 
lewicowych działaczy politycznych, z 
socjalistycznym Andre Philipem na 
czele, którzy opuścili swe dawne u- 
grupowania opozycyjne i zadecydo- 
wa dać poparcie de Gaulle'owi. Były 
minister finansów Valery Giscard 
d'Estaing, szef niezaleznych republi- 
kanów, partli która wchodzi do obec- 
nej większości rządowej, organizuje 
na dużą. skalę klub p.n. "Perspekty- 
wy i realizm". Wszystkie te ugru- 
powania są jednak dalekie od siły 1 
wpływów, jakie reprezentują jakobini 
czy Klub Jean-Moulin, który dziś stał 
się we Francji prawdziwą instytucją 
polityczną nowego typu. 
.Jedną z głównych krytyk kierowa- 
nych pod adresem gen. de Gaulle'a 
było, że stylem swych rządów perso- 
nalnych, niechęcią. do tradycyjnych 
partii politycznych, spowodował pe- 
wien zanik życia politycznego we 
Francji, stawiając w ten sposób pod 
znakiem zapytania przyszłość francu- 
skiej demokracji parlamentarnej po 
swoim odejściu. OtÓŻ można powie- 
dzieć, że rozrost klubów politycznych 
jest odpowiedzią na to zagadnienie a 
zarazem wskazówką, jak żywotne są 
demokratyczne instynkty społeczeń- 
stwa francuskiego. 
Martaa Vz&naedd. 


kultury polskiej doniosłości. Wobec 
tępienia tej kultury w kraju, tu, na 
obczyźnie koncentrują się zasadnicze 
wartości polskiej nauki, literatury i 
sztuki. Wystarczy przypomnieć, że 
cała polska poezJa romantyczna z 
czołowymi Jej przedstawicielami, jak 
Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, 
Zygmunt Krasiński, Bogdan Zaleski 
i C. K. Norwid, znajduje na Zacho- 
dzie warunki twórczoścl i druku. W 
Brukseh zakłada Joachim Lelewel 
warsztat swej naukowej pracy histo- 
rycznej. Towarzystwo Literackie i je- 
go wydział historyczny pod egidą A- 
dama Czartoryskiego, J. Urs. Niem- 
cewicza, Ludwika Platera i Karola 
Slenkiewicza, skupiają najwybitniej- 
sze postaci nauki pols.kiej; geolog Ig- 
nacy Domeyko, filozof i matematyk 
Antoni Bukaty, historycy Teodor 
Morawski, Walery Kahnka, .Juhan 
KlacZiko, Maurycy Mochnacki, Feliks 
Wrotnowski i inni rpracują.. piszą., 
drukują- Tu powstaJe największy 
pomnik kartografii polskiej XIX w., 
mapa gen. Wojciecha Chrzanowskie- 
go, tu urzeczywistnia się sprawa 
zbierania po bibliotekach i archiwach 
Europy zachodniej materiałów źród- 
łowych do dziejów polskich w celu 
odparcia fałszów historyków Peters- 
burga, Moskwy i Berlina. Polacy dru- 
\kują. w Paryżu w językach obcych 
dzieła o kulturze narodowej, dzien- 
nikarze wydają. czasopisma, wolne od 
cenzury. Powstają również pracow- 
nie artystów, malarzy, ;rzeźbiarzy, 
grafików, a wśród Dlch najwybitDleJ- 
sze nazwiska sztuki polskiej; działaJQ. 
i komponują muzycy z Frydery1kiem 
Chopinem na czele. Cała ta akcja 
trwać będzie na emigracji aż do cza- 
su, gdy warunki polityczne w r. 1867 
przeobrażą zabór galicyjski w dziel- 
nicę o pełnej autonomiI kulturalnej 
i narodowej w ramach nowej monar- 
chii habsburSkiej, co umożliwi pod- 
jęcie dalszej akcji kulturalnej w tym 
lIowym Plemoncie polskim z lepszymi 
widokami na przyszłość. 
Niezależnie od tej akcji pielęgno- 
wania wartości ideowych i społecz- 
nych rozwijała się również w latach 
wlelkiej emigracji działalność mają.- 
ca na celu ratowanie i zabezpieczenie 
wartości natury materialnej. Wobec 
faktu niszczema lub wywożenia z 
kraju zbiorów muzealnych, bibliotek 
publicznych i archiwów oraz kolekcji 
prywatnych (podobnie jak to było 
po trzecim rOZibiorze), emigracja po- 
dejmuje decyzję brzemienną w skut- 
ki na przyszłość: przY\!ltępUJe do zbie- 
rania tych skarbów kultury polskiej 
na obczyźnie i przechowania ich dla 
przyszłych pokoleń polskICh. W r. 1832 
AleksancleI' Gołyński i bracia Wo- 
dzińscy rzucają. piel'Wsi myśl utwo- 
rzenia Blbliot
i \Polskiej na zacho- 
dzie Europy; w r. 1833 :Mickiewicz 
rysuje cały program tego zamierze- 
nia, które w pięć lat później zostaje 
urzeczywistnione przez Tow. Literac- 
ki
. dzięki J. Urs. Niemcewiczowi i 
Karolowi Sienkiewiczowi. "Kiedy na 
ziemi polskiej - czytamy w ode- 
zwie z tego roku - obce rządy gwał- 
tem i podstęjpem !pOdkopują. staro- 
dawne podstawy naszego istniema, 
kiedy skarby ożywiające tradycję pa- 
triotyzmu staJą się pastwą. najazdu, 
Wydział Historyczny Towarzystwa 
Literackiego rozszerza i podnosi za- 
kres swoich działań. Z darów począt- 
kowych zakłada się Biblioteka Na- 
rodowa, która da Bóg powlęksZRĆ się 
będzie. Archiwum Wydziału, Biblio- 
teka i wszelkie jego zbiory w Pa- 
ry:iiu zgromadzone... dziś na obcej 
ziemi bezpieczniejsze niŻ na rodzimej 
stają się i są. własnością. Narodu"... 
Owocem tej inicjatywy jest Biblio- 
teka Polska w Paryżu, założona na 
zasadach fundacji emigracyjnej w 
listopadzie 1838, która od r. 1853 ma 
swe trwałe pomieszczenie na wyspie 
św. Ludwika, w domu zalkupionym ze 
składek emigracji. Biblioteka ta z 
biegiem lat, dzięki ofiarności kilku 
pokoleń emigracyjnych, wyrosła na 
prawdziwy pomnik kultury polskieJ, 
widome 1 bogate świadectwo związ- 
ków Polski z łacińskim 1 chrześci- 
jańskim Zachodem. Jeden z twórców 
tego dzieła, Sienkiewicz, pisał w r. 
1851: "Nam me o mury jedynie, nie 
o książki jedynie, lecz nam idzie prze- 
de wszystkim o symbol życia polskie- 
go na obcej ziemi, ożywiony współ- 
czuciem Polaków z kraju. Nam idzie 
o pielęgnowanie tu, między nami. te- 
go najświętszega depozytu, jaki O- 
patrzność w doczesnych sprawach 
sercom ludzkim ,powierza". 
Tak pojęta instytucja bi'blioteczna 
stała się dla Kraju i dła Zachodu nie 
tyliko pomnikiem kultury polskiej, 
ale także żywym ogniskiem tej kul- 
tury, promieniującym na zewnątrz 
przez czynną pracę naukową. Ta ak- 
cja uzupełniona została i wzmocnio- 
na w r. 1868 w stulecie konfederacji 
barsk1ej przez drugą. podobną pla- 
cówkę, założoną w S:lJWajcarii pod 
nazwą Muzeum Narodowego PolSkie- 
go w Rapperswilu, które miało być 
wyrazem żywej idei narodowej. "Na- 
r6? bez przewodmka - ;pisał jej za- 
łozyciel Władysław Plater - jest jak 
okręt bez sternika... W braku repre- 
zentanta uznanego całej Polski, pat- 
rO
lUjącego walce o niepodległość, na- 
lezy zastąpić go zbiorową mstytucją, 
ogniskiem systematycznej, wszech- 
stronneJ, praktycznej pracy. Ognisko 
to winno przybrać nazwę Muzeum 
Narodowego i być narzędziem pro- 
pagandy idei polskiej"... 
Obie te instytucje biblioteczno-mu- 
zealne, w Paryżu i Rapperswilu, gro- 
madzące i konserwujące na Zacho- 
dzie świadectwa przynależności kul- 
tury polskiej do świata cyrwllizacji 
łacLńsko-chrześcijańskiej, stały się 
najpiękniejszym owocem działania 
emigracji polskiej w tej dziedzinie. 


. . . 


W tym krótkim zarysie starałem 
się odpowiedzieć na postawione w ty- 
tule pytanie: jaką. rolę odegrała emi- 
gracJa polska w dorobku polskiego 
Tysiąclecia. Emigracja nasza, stale 
powtarzalny czynnik dziejów pol- 
skich, odegrała w dziejach Tysiącle- 
cia rolę o zasadniczym znaczeniu. 
Była bowiem łącznikiem i strażni- 
kiem tej przynależności, była jakby 
czułym barometrem ciśnienia dwóch 
cywilizacji - ze Wschodu 1 Zachodu 
idącego na ten naród słowiański, le- 
żący we wschodniej Europie, który 
w r. 966 optował na rzecz Zachodu 
i pracą Tysiąclecia tę opcję potwier- 
dził. Emigracja zadanie swoje wier- 
nie wypełniała, istnieniem swoim 
świadczyła o woli narodu polskiego 
trwania przy dokonanym wyborze. 
Emigracja nasza jest więc wyrazem 
trwania narodu polskiego przy cywi- 
lizacji zachodniej łacińsko-chrześci- 
jańskiej, i w tym jej posłannictwie 
kryje się sekret jej olbrzymiej zasłu- 
gi w dziejach Polski. 


Czesław VbowaaJee,
>>>
Nr 1081/1082, 18/25 December, 1966 


NA ANTENIE (WIAOOMOSCI) 


m 


Katdy kto og14dał galerie sztuki, sprawą I wiele tajemnic naukowo 
muzea I zamki w Górnej Bawarii, opracować i wyśwletlil!. Jak dotąd 00-- 
otwarte dla zwiedzających, musiał się wiem, nawet te obiekty, które znaj- 
natknąl! na stosunkowo dutą 110M dują się pod opieką bawarskich władz 
"poloniców". A je!eli szczególnie za- państwowych, nie SIł dokładnie opra- 
interesował się polonicaml bawarski- cowane, nie mówiąc jw: o tych obra- 
mi, I do tego miał możnośl! poszpe- zach, czy dziełach sztuki, które nadal 
rania po bibltotekach czy magazy- pozostają w posiadaniu rodziny ksią- 
nach muzeów monachijskich, z pew- tąt bawarskich czy zgoła OIIób pry- 
nością stwierdził że poloniców tutaj watnych. 
jest o wiele więcej niż ukazują spisy Jak się wydaje, Identyfikacja wlęk- 
w katalogach dla turystów. szośet obiektów jako polskich czy 



 


"&rt-.;....;.... IJO 
,ri.1\)ói.olo.lI 
t '7' 
 
.....f-.. 
l' 
"" 


.' 


.. 


\
 


..t:' 



 


'Ii 




 


. , ' f fllit.,_ 


\ 


:.ł.
 


StefaJl Batory 
(Peltzes albo Kohes) 
Tak, w magazynach Starej Pina- polskiego pochodzenia opiera się na 
kotekl monachijskiej znajduje się podstawie ustnej tradycji czy też wy- 
przeszło 40 obrazów pochodzenia pol- rytych herbów polskich lub napisów. 
skiego czy te
 o tematyce polskiej. A przeeteż łańcuchy złote, kolie, pier- 
A między nimi: ścienie, relikwiarze czy niektóre ob- 
- pierwszy olejny obraz, przed- razy nie są specjalnie znaczone I nie 
stawiający Warszawę z r. 1610; można wobec tego stwlerdzll! z całą 
- trzy obrazy olejne malowane pewnością Ich pochodzenia. W tych 
własnoręcznie przez Zygmunta m wypadkach ostatnie słowo miałby 
Wazę; właśnie historyk sztuki, który by za- 
- portrety Anny Jagiellonki, Ste- jął się tą sprawą od strony :tródeł 
fana Batorego, Zygmunta m, WIa- i dokwnentów. 
dysława IV, królowej Konstancji, Zanim jednak to się stanie, pozwo- 
królewiczów z domu Waz6w, portre- liłem sobie jako amator 1 laik, po 
ty rodzinne Sobieskich - miniatury dziennikarsku, na dociekanie jak1m1 
Jana In, Jakuba Sobieskiego, Jad- drogami tyle pięknych rzeczy zw1ą- 
wigi Sobieskiej, królewny polskiej zanych z Polską przeszło w posIada- 
Teresy Kunegundy, portret Augusta nie bawarskich zbIorów państwo- 
m I wiele innych. Są między nbnl wych. 
obrazy Rubensa, szkoły Rubensa I Wlększośl! z nich (na pewno prze- 
kilka obrazów malarzy szkoły pol- ważająca wlększośl!) pochodzi z po- 
skiej. sagów kslę
czek I królewien, które 


, . 


\ 


... . 


'. , 


.ł 


1f.5
 . 
\. 


Alegoria - "sw. Ignacy Loyola i św. Franciszek Ksawery" 
(malował Zygmunt m Waza) 
Wszystkie te obrazy, poza kilko- w ciągu wieków zaślubiały książąt 
ma, nie SIł wystawione w salach bawarskich. Po Annie Głogowskiej 
P.inakoteki, lecz przechowywane zamężnej za Ludwikiem II w xm w. 
(trzeba przyznać pieczołowicie) w - nie zostało nic; po Jadwidze Ja- 
magazynie. giellonce, córce Kazimierza Jagielloil.- 
Z pam1ą.tek polskich nal
cych do czyka, nie przetrwało w zbiorach 
bawarskich zbiorów państwowych - państwowych prawie nic, z wyjąt- 
żeby wymlenlć tylko najbardziej fra- kiem malowanej p6źno-gotyckiej pła- 
pujące - mamy skorzeźby w kaplicy na zamku w 
- 14 dywanów Łzw. "polskich", Burghausen, gdzie Jadwiga dłuższy 
roboty perskiej, z końca XVI I po- czas przebywała I prawdopdobnie u- 
czątku XVII w.; marła. Na płaskorzeźbie wykonanej 
- kapa z herbami Rzeczypospoli- za życia Jadwigi widać ją klęczą:ą 
tej I Waz6w: wraz z mę!em pod zmartwychwsta- 
_ pozłacana patera, własność Zyg- jącym Chrystuaem. U stóp pary ksią- 
munta Starego; tęcej tarcze z herbami Bawarii I Pol- 
_ modlitewnik-rękopis Ilwninowa- ski (orzeł jagielloński). 
ny na pergaminie, również króla Zyg- W archiwum tajnym Witte18ba- 
munta z lat 1506-1518; chów przechowywany jest spis rzeczy 
_ ornat z kościoła Mariackiego w jakie zOlltały w zamku po śmierci 
GdaiLsku, z r. 1400, roboty weneckiej; Jadwigi w r. 1502. Wykazane są tam 
_ taca z kryształu górskiego o- suknie adamaszkowe, wełniane, futra 
prawna w złoto 1 wysadzana drogimi sobolowe, gronostaje, koszule lniane. 
kamieniami roboty mediola:ńskiej, z Zdumiewająca rzecz że nle ma w spl- 
herbami Polski I Waz6w: sie tadnej bltuterll. 
_ Madonna (przypuszczalnie Smo- Poza tymi dwiema rzeczowymi pa- 
1e:l1ska) typu Hodegetrll, która praw- miątkaml - została jednak po Jad- 
dopodobnie należała do wlana kr6- widze tywa pamięl! wśród Bawarów, 
lewny Anny Wazówny, ubrana w ucieleśnlona w stałych obchodach 
suknię ze 150 podłużnych pereł; wjazdu królewny do łail.cuckiej sto- 
_ relikw1arze, puchary, kielichy, ltcy swego małżonka, Jerzego Boga- 
patery z herbami Rzeczypospolitej 1 tego Wittelsbacha. 
królów polskich; Następne polskie ksiątęce obluble- 
_ solniczka I patera, wykonane nice zolltawlły po sobie w BawarU 
własnoręcznle przez Zygmunta m ze nie tylko pamięl!. 
złota, wysadzane drogimi kamienia- Królewna Anna Katarzyna iKon- 
mi: stancja, córka Zygmunta m z rodu 
_ sztandar z herbamllRzeczYPos- Wazów, przywiozła z sobą tyle wspa- 
politej, Sasów I Wittelsbachów, który niałości te nie chce się wlerzycS pod- 
występuje w katalogu jako "Sztandar skarbiemu litewskiemu Mikołajowi 
gwardii królewskiej". A na gablotce, Tryznie, który pisał że uroczystości 
w której sztandar się znajduje, wld- zaślubin królewny z Wittelsbachem, 
nleje napis: "Chorągiew harcownl- księciem Neuburskim w Warszawie, 
ków". były skromne. Objaśniano wtedy 
Jak z tego nlepełnego spisu jw: skromność obchodów niewysokim sta- 
widać, sprawa pamiątek polskich nie nowisklem księcia I trudnościami 1'1- 
jest do tej pory opracowana I czeka nansowymi polskiego dworu. "Aktu 
cierpliwie na polskiego historyka tego nie bardzo maieBtatuoBam obie- 
sztuki, który w oparciu na archiwach cują lormam - pisze Tryzna do Sa- 
polskich I tajnych archiwach książąt piehy - bo sie lIla żadną nie zanosi 
Wlttelsbachów, mógłby zająć się tą Bolennitatem, ale zgoła lrimplioiter i 


POLONICA 


w 



 


pMvati1n odprawić chcą. Frekwencji 
też senatorów malej sie spodziewają". 
Gdy królewna wychodziła za mąż 
rl.:ygmunt III już nie tył. Wydawał 
ją brat przyrodni, Władysław IV, 
który często był w kłopotach finan- 
sowych nawet za życia ojca. Nie łe- 
piej się te.ż działo z kasą królewską 
po śmierci Zygmunta III. Władysław 
był rozrzutny i niegospodarny. W 
rok po wydaniu za mąż królewny- 
siostry, miał przeszło cztery miliony 
czerwonych złotych długów, które 


\',., 


'
b 


BAWARII 



 


., 
. 
v ,
i . 


H 


- :t. ł 


,. - 


, I 


-' 


i-J.- 


, . 


Widok Warszawy z r. 1610 
(malarz nieznany) 
Według tradycji między innymi "Wiedzieli o tym ludzie nie tylko w 
dziełami sztuki królewna przywiozła Polsce, ale I za granicą. I kardynal 
modlitewnik króla Zygmunta starego Gaetano, legat papieski, zanim się 
(o którym wspomniałem). Jest to Majestatowi przedstawił, posłał mu 
manuskrypt na pergaminie, bogato z Ujazdowa kilka wybornych sław- 
Iluminowany, z 16 miniaturami ko- nych mistrzów obraz6w, w których 
lorowymi pięknej roboty. Na każdej się król wielce kochał I które własną 
prawie miniaturze król Zygmunt Sta- ręką kopiować raczył". Tak też wi- 
ry, w szatach królewskich i w złotej docznie skopiował zabrany potem 
siatce na głowie, asystuje wydarze- przez królewnę Annę obraz Matki 
nlom ewangelicznym. Tekst polski Boskiej Bolesnej, prawdopodobnie 
pisany piękną szwabachą zawiera szkoły boloil.skiego malarza, bardzo 
psalmy, litanię o tyciu Chrystusa 1 naówczas modnego - Guida Reni. 


-1 


, ....--.-- 
.. -
 



 
........'?'

 


;,...... 


.ł.
 
... ił;...ł .
&' 
 
1 


':- ':1It
 -",,"\"' . ,. 
Y-.!C" '\. :{?:'. 
o
1 :!!o 
. 
,,'. 


.
. 



 


I' 


. , 
' . 


Sztandar gwardII z herbami Wittelsbachów, Sas6w I Rzeczypospolitej 
(około r. 1780) 
modlitwy do Matki Boskiej. Dedyka- 
cja po łacinie, antykwą, ofiarowuje 
księgę "niezwyciężonemu królowi". 
Księga oprawna jest w czerwony ak- 
samit, ze złotymi okuciami. 


zapłaciła Rzeczpospolita i wiadomo 
że królewnie samej, a nie jej mę- 
żowi, winien był 137.880 zł. 
Mimo to skarbiec królewski Wa- 
zów musiał byl! jeszcze zasobny, sko- 
ro król szczodrze siostrę swoją wy- 
posiUył w klejnoty i w dzieła sztuki. 
Lubił ją bowiem bardzo I wniał być 
hojny. Chciał ją najpierw wydać za 
którego z arcykstą.żąt habsburskich, 
potem myślał o elektorze branden- 
burskim, który w r. 1641 hołdował 
królowi na zamku warszawskim. Ale 


Teresa Kunegunda Sobieska 
(I'upusieńka), córka Jana m 
(Martin Maingeud) 


i z tego nic nie wyszło. Po hołdzie, 
elektor wyjechał nie prosząc o rękę 
infantki. Może dlatego, że nie była 
piękna i miała jw: 23 lata, a w tam- 
tych czasach dla oblubienicy był to 
już wiek "poważny". Jak pisze w pa- 
miętnikach ówczesny nuncjusz pa- 
pieski Viscontl, królewna Anna "et- 
cha była, spokojna i przez wszyst- 
kich lublana, ale piękności ciała nle- 
wielkiej, rysów grubych i trochę gar- 
bata". Wydano ją w r. 1642 za Fili- 
pa Wilhelma Neuburskiego z bocznej 
linii Wlttelsbachów. Jaką. swnę po- 
sagu Filip wziął za Anną, nie udało 
mi się stwierdzić. Królewna nato- 
miast zabrała z sobą wcale pokaźne 
wiano w klejnotach, tkaninach, dzie- 
łach sztuki I obrazach. 


.,.. 
.. \o 
;, ,. 



 


',. 


Zygmunt m Waza 
(Bubenaf) 


ł 'w . - /. 
'
 
.. 


. 

', . 


.. 


.. 


t, 


ł: 


ił .' 
 j, , 
t
 


\ I 
I 
IW 


J, 


! 
. ' 
, r 


. 


ł '- 


Kielich z herbami Rzeczypo- 
Bpolitej i StefaJla Batorego 
(około r. 1740) 


Królewna przywiozła tet trzy ob- 
razy malowane własnoręcznie przez 
Zygmunta III. Bo król Zygmunt pa- 
rał się złotnictwem I malarstwem. 
Jak pisze jeden z pamiętnikarzy: 


i . 


'. .. 


A także alegorię, przedstawiają:ą 
św. Franciszka Ksawerego i Ignace- 
go Loyolę, I drugą alegorię: ustano- 
wIenie zakonu .Jezuitów. Obrazy te 
pewnie były miłą dla królewny po 
ojcu pamiątką. Królewna zabrała też 
z sobą do Bawarii dwie solniczki i 
tacę odrobioną w złocie przez kr6- 
lewlIkiego ojca. Poza tym dostała od 
brata w wianie kilka portretów Zyg- 
munta ID, w tym jeden pędzla Ru- 
bensa. Kilka portretów króla brata, 
królowej matki i macochy, portret 



 
 


. 


.. 


Jan Kazimierz Waza w wieku 
chłopięcym 
(malarz nieznany) 


Anny Jagiellonki, Stefana Batore¥o, 
portrety braci z okresu chłopięcego, 
wspomniany jw: obraz Matki Boskiej 
Smoleńskiej szkoły bizantyjskiej i 
widok miasta Warszawy z r. 1610, 
gdy mur zamku od strony Wisły 
nie był jeszcze ukoil.czony. Jak bo- 
wiem wiemy z opisów pamiętnikar3Y, 
zamek od strony Wisły posiadał wy- 
soki mur, podobny fortecznemu, a na 
obrazie ogrody zamkowe są otwarte 
i przy zaczętym murze kręci się kil- 
ku robotników. 
Zabrała też piękne dywany perskie, 
zwane "polskimi", i kapę z herbami 
Rzeczypospolitej i Waz6w, tkaną, 
prawdopodobnie we Flandrii, i wiele 
innych kryształowych oprawnych w 
złoto pater, tac i drobiazgów złotych, 


. - ł 
'9, 
J. 
.". 


\ t 


r 


Kr6lowa KODIItancja tona Zygmunta m 
(RubeDlf) 


wyrobów emaliowanych, szmukler- 
skich, które zdobią dziś muzea mona- 
chijslde A może i wiele innych pięk- 
nych rzeczy, o których nic nle wIe- 
my. 
Nie upłynęło pół wieku od śmierci 
Anny Katarzyny Konstancji Waz6w- 
ny, księżnej Neuburskiej, gdy córka 
króla Jana Sobieskiego, Teresa Ku- 
negunda, wychodzi za mąż za Mak- 
symiliana Józefa, księcia Witte18bach, 
uczestnika bitwy pod WIedniem I 
przyjaciela króla. 


rach kslązęcych jest kilka portretów 
Jana ID i Marysieńki, portret Teresy 
Kunegundy-Pupusleńki jako małej 
dziewczynki w gronostajowym płasz- 
czu ze szczygiełkiem w ręku, portret 
całej rodziny królewskiej, miniatury 
króla Jana, królewicza Jakuba, jego 
żony Jadwigi, tabakierka szyldkre- 
towa oprawna w złoto i zapewne nle- 
jeden z 14 dywanów, Łzw. "polskich". 
w które obfitowała komora króla Ja- 
na po zwycięskiej wyprawie wledeiL- 
skiej. 


......... . 


(; 
.. . 

.
 . 


t; 
'C 


I 
',I 


\., 


.Jan ID Sobieski 
(ma1al'z nieznany) 
,,Król Jan, obrońca chrześcijań- Z kolei kojarzy się nowy związek 
stwa, opromieniony chwałą zwyclę- między polskim rodem królewskim a 
stwa nad Turkami, marzył o utrwa- WlttelsbachamL Wnuk Teresy Sobie- 
leniu dynastii, a tym samym o od- skiej 1 Maksymiliana, elektor Maksy- 
powlednich koUgacjach swoich dzie- mll1an m Józef Karol Leopold (syn 
ci" - pisze Boy w ,,Marysieńce Bo- cesarza Karola), żeni się z królewną 
bieskiej". Tak więc wydając córkę polską, elektorówną saską, Marią 
za elektora bawarskiego, księcla Anną Zofią, 
rką Augusta m, Wet- 
Maksymlliana, z głównej l1n11 Wit- tina. 
telsbachów, musiał jej dać posag wlę- Pamiątki polskie w Bawarl1, zwIą- 
cej nit królewski Teresa Kunegunda zane z naszymi Sasami, ograniczają 
dOlltała w gotówce pół miliona tło- się w zbiorach monachijskich do kil- 
renów. czylt piel! razy tyle, Ile wziął ku zaledwie obiektów. Stara Pina- 
za księżną Neuburską, córką drugiej koteka ma świetny portret Augusta 
tony męża Wazówny Filipa Wilhel- m, pędzla Sllvestre Luisa, a Naro- 
ma Neubursk1ego, jej brat Jakub. Te- dowe Muzeum Bawarskie - sztan- 
resa, ukochana córka Jana In, prócz dar z herbami Rzeczypospolitej Pol- 
gotówki wniosła w posagu wiele skiej, Wettinów I Wittelsbachów na 
kosztowności I dzieł sztuki Król, kt6- jednej stronie i z Matką Boską na 
ry w oczach współczesnych uchodził, drugiej. 
słuszn1e czy niesłusznie, za skąpca Z tych czasów pochodzą herby Pol- 
(nazywano go powszechnie ".Sob- ski 1 Wittelsbachów umieszczone na 


"""'-- 


,
 ,t' '. , 
"- \
 .. '" 
.. / 
"", , 
.- \ 
{ " 
, 
j 
I ,...' I 
\ 'Y J f',' 
. I 
\ 
..' 
'
. 
\.
 
.  
,. 
ł: 


I 

 
 ,. 
'Fr qr 


'."-..-... 
. ,."V 
lt 1G;t..
-- 
 ' 
.. .:..... ... ..... \
'\. \'-"'" ł(
 


- 


f. 
,)
)/
/.. ...."'....,.t 


Kufel kryształowy z herbami Rzeczypospolitej Waz6w 1 ks1ążłlf. 
Neubursk1ch. Na tarczy zawieszony Jest order ,,złotego Runa' 
(wiek XVll) 
kiern", albo "kutwQ."), potra.fll otwo- frontonie monachijskiego kościoła 
rzyl! swoją prywatną szkatułę na wy- Teatynów i nad lożą elektorską w 
prawę wiedeńską, pociągając za sobą rokokowym teatrze dworskim zbudo- 
naród do powszechnej ofiary. Jak no- wanym według projektu architekta 
tuje dworzanin królewski, Francuz Cuvllllera. Dla porządku dodam, te 
Deleyrac ..rzecz, której by się nikt choć kościół Teatynów zbudowano na 
nie spodziewał po tym monarsze i sto lat przed przybyciem królewny 
. w którą cI, co go znali, nie wyjmu- polskiej do Monachium, jego obecny 
jąc rodziny I bliskich. zaledwie uwle- fronton wzniesiono po jej ślubie. 
rzyć mogli", potrafił też byl! szczod- Jeszcze dwie księżniczki polskie 
ry dla najukochańszej córki, którą były tonami Wlttelsbachów: jedna to 
czule nazywał nie ,,Purpureil.ką", jak Ludwika Karolina Radziwiłłówna z 
zanotowali kronikarze, ale po pro- Bid, wnuczka księcia Janusza i cór- 
stu ..Pupusieńką", jak to sprostował ka Bogusława, wyszła za Karola Fi- 
sumienny Helcel, a potem Boy. lipa. Po niej została misa Łzw. ra- 
,,Pupusieilka." wyjechała więc z dziwilłowska", znajdująca się obec- 
Polski obładowana złotem I kosz- nie w Monachium w skarbcu Wittels- 
townościami, których drobna częśl! bachów. Druga Polka, z którą otenił 
tylko zdobi dzisiaj muzea bawarskie. się Karol Filip po śmierci Radziwll- 
Wyjechała 
egnana z talem i ser- łówny, to księżniczka Teresa Kata- 
decznle przez ojca, a raczej oschle rzyna Lubomirska, córka Józefa Ka- 
przez matkę. Z matką zresztą pra- rola z Ostroga, o której by się można 
wie zerwała, bo po śmierci króla Ja- dowiedzieć szczegółów chyba tylko 
na, gdy Marysieflka - jak mówlla zajrzawszy do rodzinnego archiwum 
o sobie "nieboszątko, które nie miało W.ittelsbachów czy Lubomirskich. 
sie gdzie podzac" - nie dostała za- Na za
oil.czenie tego opisu wysu- 
prollzenla od córki I nie wstąplla na- wam dWle sugestie. Po pierwsze, by 
wet do niej, gdy wyjeż&ając na sta- polscy historycy sztuki zaintereso- 
łe z Polski, udawała się do Rzymu. wali się polonicami bawarskiml I !e- 
Slub ukochanej przez króla ,,Pupu- by wysłany z Polski zespół specja- 
sieilki" odbył się nie w Warszawie, listów przybył do Monachium I tu 
lecz w Brukseli, gdzie rezydował na miejscu zapoznał się z materIa- 
Maksymilian Wittelsbach jako na- łem, badając zbiory 1 archiwa. Rezul- 
miestnlk swego kuzyna, króla hisz- tatem tego mogłaby być publikacja 
pańskiego Karola II. obrazująca całośl! pamiątek polskich 
Czasy były niespokojne. W hisz- znajdujących się w Bawarii. 
pańskiej wojnle sukcesyjnej Maksy- Po drugie: skoro istnieje współ- 
milian walczył przeciwko Austrii. praca kulturalna między Niemcami 
Dutą część Bawarii zajęły wtedy Zachodnimi a Polską, czego dowodem 
wojska austriackie. Wojna rozdzielna jest choćby rzeczowy udział Polski 
małżonków, którzy spotkali się dople- w urządzanej w Niemczech zachod- 
ro po dziesięcioletniej rozłące. (Te- nich wystawie Canaletta, ab rząd 
resa zmarła w Wenecji w r. 1730, po- zachodnioniemiecki zorganizował re- 
chowano ją w Monachium w kościele trospektywl1ą wystawę poloniców ba- 
św. Kajetana). warskich i zaprezentował ją w Pol- 
W bawarIIkich zbiorach zarówno sce. 
pailatwowych jak w prywatnych zblo- BrooJalaw PrzyłuakL
>>>
r 


IV 


NA ANFENIB (WtAOOMOśCI) 


Nr l081/108:ł, 18/.;!ó December, ;1.1;66 


Czy prochy Norwida powinny być przeniesione do Kraju P 
Ankieta Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa 


W zwi.qt:ku z projektem przenie- 
Bienia do Kraju prochów Cypriana 
Norwida z crnentarza w J.Ir1ontmorency 
pod Paryżem - llozgłośnia Polska 
R.W.E. zwróciła si
 do pisarzy emi- 
gracyjnych z prośbCł CI odpowiedź na 
,UU;t'iiJlU:JCłce pytania. 
Czy zua.niem pana szczCłtki Norwida 
powl.1my być przeniesione do Kraju 
czy tez pozostac w dotychczasowym 
'lInejscu' Wl.ecznego spoczynku, 
Jeśli pan jest zdanm, że prochy 
NorwLCla powmny być przenieswne do 
Kraju, co nalezawby uczynic dla spo- 
pul.u.ryzowama Jego tworczosci, tak 
aby ta uroczystolić wzbudz
ć mogla 
ja" na]l:izerszy ogólnonarodowy od- 
dźwi
k! 
Jeśli jest pan zdania, że prochy 
Norwula nalezy przenieść do .Kraju, 
gdzie powmny byc złozone? 
A1
k
et
 przeprowadził Kazimierz 
Sowłński. 
LJzis zamieszczamy pierwszCł Beri
 
wypowiedzł. W numerze nUBL
pnym 
- dalszy ciąg ankiety. 


l\lłCHAL CIUllELOWIE(J 
Bardzo ml trudno odpowiedzieć na 
pytanle czy prochy NOlwida powinny 
byc przemeslOne do Kraju. :l'. Jednej 
strony, miła Jest mysi o takim uro- 
czystym zadoscuczyrueniu dla pisa- 
rza, któregc zauczam do naszych naj- 
większycll i naJg1ębszych, za lata za- 
ponUllema, lekcewazema i spycnama 
w Clen. Tym bardziej że we SIł to 
lata tYlko dawne - przeciez Jeszcze 
kl1kanW:iCle lat temu .NorwLQ bYł ofia- 
rę. lJłl;(UÓW iwypaczen poutYKi Kul- 
tura.nej i wydawmczeJ poprzeanikow 
i towarzyszy p. hUISZK1. 
Z dl'ugleJ sLrony JeQliak uprawiane 
z zamtlowaniem przez Polakow spro- 
waOZallle pl'ocnow tego czy innego 
plsalza i sK1adallle icn w ty111 czy ln- 
nym panLeome wydaje ffil się typo- 
wym l mepoządanym obJawem nasze- 
go egzaltoWanego, uroczystosclOWO- 
pogl'ZeDOWtgo stosunku 110 literatury. 
Czy SZCZątKl NOrwlda spoczYWd.C bę- 
dą na zlemi franCUSKiej czy polskiej 
- Jest wlasciwie rzeczą oDOJętną. 
Ważne jest tylko jedno: abysmy nie 
pogrzebali jego twórczosci. Ważne 
Jest zycie .Norwida w kulturze pol- 
skiej, nie miejSce jego trumny. 
Rozumi('m, ze rozglośne uroczysto- 
ści mogą się przyczyniać do spopu
a- 
ryzowanla ich przedmiotu. Ale ZWłaSZ- 
cza w wypadku l'lorwida nie chce mi 
się wierzy c aby - z nimi czy bez 
nich - Jego myśl i sztuka kiedykol- 
wiek stałY się popularne i miałY - 
. jak to okresla ankieta - "ogólno- 
narodowy oddźwięk". Norwid był 1 
chyba pozostanie pisarzem dla pisa- 
rzy, poetą dla poe tow. Dopiero za 
posrednictwem swych "póznycn wnu- 
ków", wykarmlOnych na jego puściź- 
nie, móg1by i powmien zasuac i1eowo- 
uczuciowy krwiobleg narOdU. 
Powiedzmy sobie szczerze że tych 
wnUKÓW się jeszcze nie doczekał, że 
wpływy jego na literaturę polską SIł 
nllue. Dosrarczył mektórym poetom 
trochę wynalazków formainych do 
naśladowania i garstki efeKtownych 
cytatów na okrasę mów i essayów. 
Ale Jako niezmlernie rzadki u nas 
okaz artysty-myśliclela pozostał Wła- 
ściwie san::otny i obcy. uznaJemy go 
juz i powazamy, lecz czy ktokolwiek 
próbował myśl Jego rozwiJać lub - 
co moze jeszcze ważniejsze - jej się 
przeclwstawiać? 
Gdyby tak np. Leszek Kołakowski 
czy inny polSKi plsarz niekatolicki 
tego talentu i eruoycJi napisał książ- 
kę na temat: "Dlaczego ODCY jest mi 
pogląd na świat Norwida?" a odpo- 
wiedziała mu np. Hanna MalewSKa, 
dlaczego jej jest bliski - oddałoby się 
Norwidowi i kulturze polskiej o wiele 
większą przysługę niż przez ekshuma- 
cJę i ponowne grzebanie zwłok poety. 
Ożywiłoby się jego twórczość. 
Rzecz Jasna dzleł takich me można 
zamawiac. To tylko przykład, przeja- 
skrawiony w sweJ konkretnosci. Wie- 
le jednak można zrobić - w pracow- 
niach edytorskich, na seminariach u- 
niwersyteckich by wytworzyć 
sprzyjającą im atmosferę. Wątpię, czy 
projektowana uroczystość sprowa- 
dzenia zwłok mogłaby się istotnie do 
takiej atmosfery przyczynić. Oba- 
wiam się że sprzyjałaby raczej płyt- 
kim okolicznosciowym popisom ora- 
torskim niz poważnym studiom, któ- 
re winmśmy Norwidowi. 


CZESŁAW CHOWANIEC 
W moich oczach sprawa przenie- 
sienia Norwida do Kraju rysuje się 
w trzech aspektach: prawnym, mate- 
rialnym i narodowo-moralnym. 


Aspekt narodowo-moralny 
Norwid spoczywa od r. 1888 


cment
rza wielkiej emigracji w Mont- 
morency, który jest dziŚ jakby pan- 
teonem polsklego pielgrzymstwa, u- 
swięconym inicjatywą Adama Mickie- 
wicza i .stuletnlą traoycją dorocznych 
pielgrzymek. Ten cmentarz l ta tra- 
uycJa związane SIł ściśle z wielką e- 
migracją, tak zasłużoną w 9Z1ęJą.ch 
pOlskich :XIX w. Rola dziejowa end- 
gracJi 1 wysiłek jej czterech pokoleń 
sprawtly że ta wlelka emlgracJa była 
me przejsciowym zjawislnem demo- 
graficznym; przez wartosć swego 
wKładu patriotycznego i kulturalnego 
wyrosła ona w ciągu XIX w. na praw- 
dziwą dzielnicę polską - wolną wo- 
bec ujarzmionego KraJu. 
Ten charakter wartości moralnych 
przetrwał po dzień dzisiejszy i wyra- 
ża zarówno w tradycjach wiecznie 
zywych, jak i w lnstytucJach wciąż 
dzialaJących, jak wreszcie w pamiąt- 
kach l pomniKach historycznych, dO" 
których należą cmentarze emlgracyj- 
ne kryjące bohaterów Nocy Listopa- 
dowej (.Montmartre i Pere-Lachaise), 
powstanców styczniowych (Montpar- 
nasse), patriotów wieiKiej emigracji 
{Montmorency}. POffilllki te i cmen- 
tarze są poo czujną opieką konserwa- 
torską Tow. Opieki nad Zabytkami 
i grobami polsklmi, istniejącego od r. 
1840. 
W świetle tego stanu rzeczy - ini- 
cjatywa przeniesienia prochow Nor- 
wida z narodowego cmentarza w 
Montmorency do Kraju nabiera w 
moich oczach charakteru nie manife- 
stacji kulturalnej ale aspektu poli- 
tycznego. Obawiam się ze pewne od- 
łamy .Polaków w Kraju i za granicą 
mogą uważać tę inicjatywę jako chęć 
wyrwania z bezcennego dla Polski 
dziedzlctwa emigracYJnego jednego z 
klejnotów dla umnieJszenia wartosci 
tego dziedzictwa. Obawiam się, że tą 
drogą uczczenie pamięci Norwida mo- 
że nie wynagrodzić straty, ządanej 
polskiemu jestestwu uformowanemu 
na emlgracJi, - tak jak'nie wynagro- 
dziło przeniesienie prochów SłOwa- 
ckiego na Wawel, Lelewela do Wilna 
{dziS nam zabranego},' Adama Czar- 
toryskiego do Siemawy (gdzie zosta- 
ły sprotanowane po druglej wojnie), 
Muzeum Rapperswilskiego do War- 
szawy gdzie uległo tragicznemu znisz- 
czeniu w czasie powst8nla. 
'z powyż
zych względów 'jestem 
przeciwny przemesiemu prochów Nor- 
wlda z Montmorency do KraJu. . 


,.lo' 


...\ 
.' "" 


\
. 
'.
 ,. 

,' .. '" 
Ii!' ,. 4; \, 

- ,\.
, 


pienia kręgi o wiele szersze. Niemniej 
trudno jeszcze mówić o powszechnym 
zrozumieniu arcytrudnej twórczości, 
któ
a nigdy chyba nie trafi do sze- 
rokich mas społeczeństwa. Dlatego 
decyzja powzięta u góry nie jest wy- 
kładnikiem 1;yczeń ogółu. 
Gdy wśród niewątpliwie żywej po- 
pularności przewowno szczą.tki Sło- 
wackiego na Wawel, "by królom był 
równy", kończył się wielki spór dwu 
wieszczów zrównanych w oczach po- 
tomności; kwitowała ona "za gro- 
bem zwycięstwo". Jeśli idzie o Nor- 
wida, wiele jeszcze brak aby cały 
naród odczuł konieczność naprawie- 
nia krzywdy tragicznemu samotni- 
kowi z przytułku św. Kazimierza. 
Dlatego decyzja - choć tak p
na, 
wydaje się przedwczesna. (Pisał już 
N orwid o czynach przedwczesnych i 
książkach ukazujących się u nas za 
póżno). 
Jeden znajgłębszych katolikow 
polskich nie spodziewał się zapewne 
tak żywego zainteresowania swym 
pośmiertnym losem przez czynniki, 
które głoszą całkiem inne poglądy. 
Dlatego wszelkie uroczystości orga- 
nizowane przez władze komunistycz- 
ne przy trumnie autentycznego kato- 
lika wywołują, delikatnie mówią.c u- 
czucia mieszane. 
Kto z nas nie zna jednego z naj- 
bardziej przejmujących utworów 
Norwida: "Coś ty uczynił ludziom 
Micklewlczu ?". Wydobycie ze wspól- 
nego grobu wygnańczego w Montmo- 
rency nieszczęsnych szczątków poe- 
- jak w innych dziedzinach o za- ty, tylekroć grzebanego za życia, 
szczytach i rangach rozstrzyga wła- podkreśli raz jeszcze ironię losu, któ- 
dza. ra w prochach wątpliwej autentycz- 
Fakt że nie pochowano go dotąd ności nakaże czcić wielkiego Polaka. 
obok 'Syrokomli, nie jest na pewno Dla wymienionych powodów myślę 
największym zaniedbaniem potom- że szczątki Norwida powinny jeszcze 
nych wobec Norwida. Cięższym grze- pozostać w dotychczasowym miejscu 
chem jest brak dostępnego dla wszy- spoczynku. 
stkich wydania jego dzieł. Znamy je Do dziś dnia nie mamy pełnego 
z ogłoszonych tu i ówdzie fragmen- krytycznego wydania utworów poety. 
tów 1 z oglądania bibliofilskich to- Po dawnych zapowiedziach wydawni- 
mlków, podobniejszych do białych czych Miriama, z których część tylko 
kruków niż do 
ią.ż
k: Rz

 rozJ?o- urzeczywistniono, niedawno ukazał 
r
dzający tak WU
lkiml mo
llwośc
- się pierwszy tom w opracowaniu Ju- 
ml w:rdawniczYI
ll pr
ysłuży
by Slę liusza W. Gomulickiego. Gdy, po u- 
n
jleplej czytelmko
 l :ła:W le Nor- kończeniu publikacji, wypowiedzą się 
wlda przez ogło
zeme oIfolnle dostęJ?- _ I).a jej temat ,specjaliści (będzie to 
nego wydania Jego 
eł. Po
s
Je wreszcie pierwsze pełne wydanie 
jednak od ra
m pytame, w Jakim zbiorowe), zajdzie potrzeba wyboru 
stopniu Norwld zostałby przy tym z dorobku Norwidowego najpiękniej- 
oSkubany p
ez ce
zurę. . szych lecz zarazem dostępnych dla 
W projekcle k?ffiltetu, obraduJące- średniego czytelnika utworów poety- 
go pod przewodnlct
em ,znanego n?r- ckich i pism d.ramatycznych, jak 
wldologa Zenona Kliszkl, słychać 
- rówAież pism prozą_l korespondencji. 
ne jeszcze fałszy
e tony. Norwll\' ,Wydanie takie; ilustrowane repro- 
mianowi:ie 
ył emlgrantem. iPorzucit dukcjami prac Norwida malarza i 
kraj znaJduJący się w warunkach po- grafijta - w nakładzie co najmniej 
dobnych do .obecnych. Woln
 wy- ,:.
O.OOO ,egzemplarzy, b
ie pierw- 
brał samotme wśród bardzlej ugo-, -szYJn- kro
em .aby przybliźyć p6ź- 
d
wo nastr
jonych rówieśn
ów. Nit; nemu wnukowi" myśl (i jej artysty- 
wladomo też wcale, czy ChClałby dziś czne odbicie) Norwida. Również ra- 
wrócić do kraju 
e
ury. Komitet dio i teatr mogą znałeźć w pismach 
pragnący sprowadzlć 
ego zwłoki. ko- genialnego "wielkoluda" wartości nie 
rzysta zbyt swobodnle być moze z podlegające nakazom chwili. przez 
tego że Norwid sam nie ma dziś gło- umiejętnie przeprowadzoną populary- 
su. ... . . zację Norwida należy uczynić go .na- 
Jezeb proJe
t ten dOJdzle do sku
- prawdę "żywym" a wtedy społeczeń- 
ku, łat
o soble. wyob
azlć refleksje stwo odkryje samo najlepszą formę 
świadkow norwldowskich uroczysto- uczczenia go. 
ści w kraju. 
lac
ego ---: bę
 ,Pytali Wydaje mi się, że najodpowiedniej- 
- rząd, konflskuJący dzleła zYJących szym schronieniem dla prochów poe- 
poetc:w emigł:acyjny
h i na
ujący ty byłaby chyba Żelazowa Wola; je- 
prasle p,rzemilcz,ać lch nazw
Ska - den z nielicznych współczesnych, któ- 
przywozl do 
aJu prochy enllgł:anta, ry umiał docenić geniusz Chopina, nie 
który, gdyby zył, byłb
 przedmlo
em czułby się obco w jego miejscowości 
tych samych szykan l dyskrymma- rodzinnej. Lub, jeśli idzie koniecznie 
cji? JEI;kich korzyści stąd dla siebie o Warszawę, z którą był tak związa- 
oczekuJ
? .. ny duchowo - tam gdzie "runął for- 
Norwld wreSZCle Jest poetą trud- tepian", gdzie "ideał sięgnął bruku". 
niejszym, zwracającym się do nie- 
wielkiej publiczności, i wymachiwa- 
nie jego zwłokami przed tłumem mia- 
łoby w sobie coś nie dyskretnego, je- 
żeli nie groteskowego. 
W tych okolicznościach można już 
sobie wyobrazić same uroczystości, 
z mową Kliszki u progu honorowej 
krypty. Polacy mają ostry zmysł hu- 
moru, niejeden więc z obecnych, pa- 
rafrazując Słowackiego i Boya, szep- 
nie zal)ewne SIłsiadowi do ucha: 


. 


ł-. 


ł- 
". 


Medallon w bl1łz1e dłuta KA.7.lmle rza Wwlewsklego 
l1a. stelli nagrobnej Norwida na cmentarzu 
w Montmorency 


ADAM. CZERNIAWSKI 
...mniej8za o to, 'w' jakiej spocznie8z 
- ' ," [urnie 
Gdzie? Kiedy?.. ,:;. , 
Bo grób tw6j jesuze_ -odemk-ną',_ - '. _ 
, . [pouft61'me'... 
I lać ci będą łzy potęgi drugiej;  
Ci, co czlowiekiem nie mogli cię 
Lwidzieć... 


IRENA GAq;ZOWSKA 
Odpowiadam pytaniem: czy uro- 
czyste przeniesienie czyichś prochów, 
po 78 latach, na miejsce niezwykle 
zaszczytne, jest uznaniem wyjątko- 
wych zasług człowieka, po którym 
te prochy' pozostały? A jeśli chodzi 
o poetę, który przede wszystkim i 
nade wszystko był myślicielem, czy 
to materialne zbliżenie go do narodu, 
zamieszkałego na ziemi ojczystej, 

est symb
lem, wyrazem zgody, przy- 
Jęciem myśli przewodniej, świado- 
mym i dobrowolnym podpisaniem się 
pod jego ideowym testamentem, u- 
znaniem go za jednego z przewodni- 
ków narodowej myśli? 
Jeżeli tak, to niechże prochy N 01'- 


.1' 


,I 


.,,,.......' 


Niech fantastycznie lutnia 
[nastrojona 
Wtóruje pieśni pOSiipnej i Bmutnej, 
Bo Kliszko wstq.pil w grób 
[Agamemnona 
I pysk rozpuścił w sposób tak 
[okrutny 
Że rozbudzone na pól trupy z cicha 
lI1ówiCł do siebie: "C6ż tam znów 
[u liJc/w?"... 


ZYGMUNT MARKIEWICZ 
Projekt sprowadzenia do kraju 
prochów Cypriana Norwida, będący 
w założeniu spóźnioną próbą uczcze- 
nia wielkiego poety-wygnańca, na- 
f\tręcza wiele wątpliwości. 
W wypadku Mickiewicza, Słowa- 
ckiego, Sienkiewicza - projektodaw- 
'cy sprowadzenia doczesnych szcząt- 
ków pisarzy odpowiadali życzeniom 
szerokich mas narodu wyrażonym 
spontanicznie i oddolnie. Inaczej było 
już np. z przewiezieniem prochów gen. 
Bema; uroczystość ta nie była by- 
najmniej odczuwana jako konieczna 
forma uczczenia pamięci generała- 
bojownika. Dyskusja związana nie- 
gdyś z przewiezieniem zwłok Stani- 
sława Augusta Poniatowskiego do 
Wołczyna ukazała dowodnie, że nie 
każdy pomysł pośmiertnego uznania 
spotyka się z żywym oddźwiękiem 
społeczeństwa, reagującego nieraz z 
opóŻnieniem na akcje skądinąd godne 
poparcia. 
Obserwujemy od lat wzrastające 
zainteresowanie twórczością. Norwi- 
da w kołach młodzieży uniwersytec- 
kiej, artystów, intelektualistów. O 
ile w czasach Miriama
Przesmyckie- 
go należało do dobrego tonu zachwy- 
cać się Norwidem {który był rodza- 
jem "żelaznego wilka"} , dziś popu- 
larnoŚĆ tego pisarza objęła bez wą.t- 


w szyscy prenumeratorzy "Wiadomości" otrzymuj, co ml.luąc 


na 


ZBIGNIEW FOLEJEWSKI 
Po ostatniej wojnie, która rozniosła 
po wszystkich zakątkach świata pro- 
chy tylu zn,anych, wybitnych i nie- 
znanych, szarych Polaków, prochów 
których się nigdy nikt nie doliczy, 
których nikt w urny nie pozbiera i 
nie uczci, może się na pierwszy 
rzut oka wydać niepotrzebnym i pu- 
stym gestem aby przenosić dziś pro- 
chy jednego więcej poety z Francji, 
a więc ziemi bliskiej i nigdy nam 
nie wrogiej, do kraju, do którego 
przecie: cmĘ:1;I tarze i nieznacz.Qlle ,gro- 
l;Jy, J;o.zsi,ę:I.Ile, po .świecie, ntgdy m
 
wrócą. 


A jednak tak już jest że prochy 
wielklch IJoetów, tak jak ich poetycki 
twór, należą wraz z wieloma innymi 
pamlątkaml narodowymi do kraju; w 
Kraju jest ich miejsce, w ziemi z któ- 
rej ich słowo poetyckie wyrosło. 
Norwid żył i tworzył na obcej zie- 
mi w zapomnieniu, w cieniu t.zw. 
wieszczów narodowych. Tak jak oni 
jednak pod wpływem tęsknoty do 
kraju potrafił wypowiedzieć w nie- 
jednym niezapommanym utworze naj- 
bardziej niewypowiedziane marzenia, 
bóle i nadzieje swego społeczeństwa. 
A był świadomy, tak jak jesteśmy te- 
go świadoml my, dziś po tylu latach 
odczytujący Jego poetyckie credo, 
swoJeJ twórczej roll, swego udziału 
w przyszłym rozwoju duchowym swe- 
go narodu - roli nie mniejszej aie w 
pewnym sensie większej nawet, niż 
jego wielkich i za życia jw: wielbio- 
nych współczesnych. Ich prochy wró- 
ciły do kraju. 
Powinny wrócić i jego. 
Aby uroczystość ta mogła wzbu- 
dzić jak naj szerszy, ogólnonarodowy 
oddźwięk, należy oprocz opracowań 
i wydań naukowych poety przygoto- 
wać popularny wybór jego pism, tych 
które w perspektywie rozwoju lite- 
ratury polskiej okazały się najbar- 
dziej płodne i sugestywn:e. Cztery to- 
Tak pisał Norwid w znanym wier- my takich pism wydają się natural- 
szu o geniuszach, których społeczeń- nym wyborem, mianowicie: bryki, 
stwo nie było w stanie od razu przy- proza artystyczna, dramaty i wybór 
jąć. Miał zapewne i siebie na myśli: lIstow. Rownoczesnie potrzebne jest 
wiemy dobrze że zagadnienie sławy opracowanie wreszcie pełnego kryty- 
pośmiertnej często powraca w jego cznego przeglądu ęch poezji i poetyki 
rozmyślaniach. Zdawałoby się obecnie Norwida w nowszej 1 najnowszej li- 
że przepowiednia poety w odniesieniu teraturze polskiej, uwydatnienie tych 
do sieble samego ma się teraz spraw- jej organicznych cech, które były i SIł 
dzić w sensie dosłownym. A jednak nadal żródłem odkryć 1 mespodzia- 
nie: będzie to już druga z rzędu eks- nek. Norwid 1 literatura Młodej Pol- 
humacja zwłok. $ki, Norwid 1 awangarda, Norwid i 
W r. 1888 mijał okres pięcioletni, literatura podziemia, Norwid i twór- 
na jaki zakupiono grób dla Norwida czość powojenna - oto tematy, któ- 
na cmentarzu w Ivry. W razie nieod- rych podjęcie i opracowanie jako 
nowienia koncesji zwłoki poety wy- przedsięwzięcie zbiorowe lub szereg 
rzuconoby do anonimowego dołu przedsięwzięć indywidualnych, po- 
cmentarnego. W ostatniej chwili Mi- winno się przyczynić do uczynienia z 
chalina Zaleska przesyła pieniądze, uroczystości sprowadzenia do Kraju 
które poLwalają na przeniesienie prochow Norwida czegoś więcej niż 
zWłok na cmentarz Montmorency, parodniowa manifestacja choćby naj- 
gdzie zostają złożone w jednym ze bardziej podniosła. 
zbiorowycn grobów polskich. A literatura: poezja, powieść, dra- 
Tak więc uroczysta ekshumacja, mat! Trudno oczekiwać aby sztuka 
której możemy się w najbliższym cza- polska z miejsca, na zamówienie dać 
sie spodziewać, będzie możliwa tylko mogła odzew na uroczystość tego ro- 
dlatego że w r. 1888 znalazła się przy- dzaJu. Ale wiemy przecle z jakiej np. 
padkiem oboba gotowa uratować pro- okazji powstał jeden z najpiękniej- 
chy poety. Norwid nie mógł był prze- szych wierszy polskich, te g oż właśnie 
widzieć, że stosunek rodaków do jego N 
osoby i twórczości okaże się aż tak orwida "Bema pamięci rapsod ża- 
przekorny! łobny". I mamy przykłady, zwłasz- 
Teraz dopełni się czara ironii: czło- cza Andrzejewskiego "Popiół i dia- 
wiek, który był wrogiem patetycz- ment" , w jak wstrząsający sposób 
nych gestów, wróci tryumfalnie do słowo poety sprzed stu lat może zna- 
ojczyzny wśród fanfar i kwiatów, i leŹĆ swą niespodzianą aktualizację 
spocznie, być może, na Wawelu. Bę- w artystycznej wizji rzeczywistości 
dzie równy królom. Kolejność wyda- naszych nit:dawnych dni. 
rzeń iście surrealistyczna. Prochy Norwida powinny oczywi- 
Ten aspekt świetnie podchwycił śc
e być zło$one w Warszawie, w zie- 
Ernest Bryll w niedawno ogłoszonym ml mazowieckiej, z której poeta wy- 
wierszu p.t. "Powrót": ' 

j:!,dł ,na wygnanie, o której nigdy 
DJ.e przestał myąl
ć
 za którą tęsknił 
Umieral szukając i $) której potJ;p,fU wyśpiewać w ldl- 
gdzie łgarstwo we krwi naszej. ku krót,kich strofach więcej niż inni 
Stąd i nic dziwnego _ że 'f!,ikt nie w dł\łgich pQematach. Z przytułku 
Aspekt prawny czuwal przy nim. dla starców w Paryżu, przez ubogi 
W r. 1888 nastąpiło przeniesienie W najgorszej godzinie grób na cme.ntarzu w Ivry opłacony 
Norwida lzmarłego pięć lat przedtem uwierzył w mądrość wnuków. Cóż. tylko na pięć lat, ,przez zbiorowy 
z cmentarza w Ivry do Mo.ntmorency Odgadł. Fow
-aea _ niepewna gar_o gró
 polskl w Montmorency - droga 
i to za zgodą naJbliżlizej rodziny. Na- stka prochów wśród buczenia prze-' pOWlI
na . chyba prowadzić prosto na 
suwa się pytanie: czy dzisiejsze żą- mów pl. Zamkowy . lub . na Rynek Starego 
danie -dalszej rodziny z trzeciego po- ... ĄHas,ta w Warszawie. Aby historia 
kolenia ma większą wagę prawną niź Miejsce spoczynku zwłok poety- nie doplsała jeszcze jedną strofę do pro- 
decyzja poprzednia? Czy nie stworzy jest istotn.! dla naszego zrozumienia roczego poematu Norwida, który z 
to precedensu niebezpiecznegó na jego twórczości. A teraz, po śmierci pewnością ktoś inny zacytuje. 
przyszłość - pozwalającego np. aby - tylko twórczość się liczy. Ale jeśli 
potomkowie sławnych ludzi zamiesz- ju:t sumienie zmusza nas do ekspiacji 
kali w AIr.eryce lub na SyberU mogli za wszystkie wyrządzone Norwidowi 
reklamować przeniesienie ich przod- krzywdy, - złóżmy te prochy nie na 
kÓw, po(.howanych w Europie, do Wawelu, lecz albo w Laskowo-GIu- 
miejsca ich stałego pobytu. Moim zda- chach, miejscu jego urodzin,- albo w 
niem wola Norwida, zanotowana w Warszawie, mieście z którym 'związa- 
wielu jego wypowiedziach poetyckich,' ne były jego młodzieńcze lata, zanim 
oraz wola najbliższej rodziny, wyra- nie opuśclł Polski na zawsze. Królom 
żona wspóicześnie, powinny mieć nie był równy 
 raczej prżerastał 
większe znaczenie niż dezyderat większość z nich o głowę. 
prawnuka z bocznej linii, sformułowa- Niech grobowiec gdzieś na ustToniu 
ny pod wpływem róŻnych okoliczno- symbolizuje samotność i niezależność 
lici. duchową tego drogiego nam człowie- 
ka. Postawmy też niebanalny pomnik 
Aspekt materialny poecie, który tak cenił rzeźbę. 
Z punktu widzenia samej techniki I wreszci
, -można by z tej okazji 
przeprowadzenia ekshumacji nasuwa- wydać Czarną Księgę ,złożoną, z do- 
ją się następujące uwagi. kumentó
 atakujących ,wypowiedzi i 
Norwid jest pochowany nie w ja- - czyny róznych .osób, od Adama Mi- 
kiejś "fosse commune" (jak to pewni ckiewicza począwszy, skierowanych 
. 
nieuczciwi pisarze usiłowali swego przeciw Norwidowi osobiście 1 prze- 
czasu rozpowszechniać w Kraju), ale ciw jego twórczości. Byłby to poucza- 
w grobie zbiorowym ufundowanym na ją.cy akompaniament do uroczystych 
cmentarzu w Montmorency przez e- gestów: dałby ludziom dużo do my- 
migrację dla zasłużonych Polaków. ślenia i spełniłby rolę ostrzeżenia na 
Ten gr6b mieści w sobie 14 trumien przyszłość. 
postaci c1
lubnie zapisanych na polu 
literatury, nauki, sztuki i życia poli- 
tycznego lub społecznego. 
Konstrukcja grobu jest taka że 
trumny nie leżą w osobnych katakum- 
bach, ale w pionie, jedJ?-a na drugiej, 
_ ostatn.ia ze zwłokaml dr. Konstan- 
tego Henszla złożono w r. 1902, 64 
lat temu. Nasuwa się pytanie: czy 
godzi się gospodarować w grobie ZblO- 
rowym dia celów ekshumacyjnych bez 
upoważnienia innych rodzin, których 
przodkowie pochowani są ponad trum- 
ną Norwida? 


"'-I' 
 


" - 
.. 


" 


NA ANTEN I E 


"11,1 


wida będą przeniesione do Polski a 
powrót ten niechaj będzie wyrazem 
uznania za prawdę - w przeszłości 
która "wieczności jest dobą" i na 
"przyszłość wieczną" - tego, co jest 
źródłem, wytyczną i celem jego my- 
śli. A są nimi: wiara w Boga - mi- 
łość Chrystusa - uwielbienie Naj- 
świętszej Panny Marli - przywiąza- 
nie do Kościoła katolickiego - po- 
jęcie człowieka z jego wolnośclą.., god- 
nością, autorytetem sumienia i nie- 
zamienną "oryginalnością" - niena- 
wiść do materializmu - pogarda dla 
maszynizmu - absolutny sceptycyzm 
w stosunku do transformizmu - 
krytyka socjalizmu tak utopijnego 
jak naukowego, nie opartego na za- 
sadach chrześcijańskich - filozofia 
historii i filozofia wojny, związane 
ściśle z podstawowym Norwidowym 
pojęciem prawdy - pojęcie ojczyzny 
i emigracji, pierwsze - wią4ce się 
z całą jego koncepcją "rzeczywisto- 
ści duchowej", drugie - oparte na 
rozeznaniu i przyjęciu misji zleconej 
przez naród, wobec Boga, świata i 
własnego sumienia. 
Ale Norwid "wieszczem narodo- 
wym" nie był, nawet w chwili naj- 
żywszego entuzjazmu Młodej Polski. 
.Nie był i nie jest. ',,sława popularna", 
którą tak "bardzo lubi" Słowacki, 
lękając się "bardzo - wymuskanej 
sławy", nie może być udziałem poe- 
ty-myśliciela znanego powszechnie z 
kilku wierszy, a nie znanego na ogół 
z dzieł ważnych i najważniejszych, 
które według wszelkiego prawdopo- 
dobieństwa nie zawędrują nigdy pod 
wszystkie umysłowe "strzechy". 
Przy tern należałoby zapytać same- 
go Norwida, czy to przetrząsanie 
ludzkich szczątków nie jest, w świe- 
tle jego myśli, ..bałwochwaleniem" 
a "bezczeszczeniem", niezgodnym z 
godnością człowieka, lecz łatwym 
bardzo, gdyż te dwie rzeczy "same 
się robią, a bez osobistej usilności". 
Wreszcie, niechże on sam odpowie 
na pytania jakie rzucał ojczyznom 
wielkich duchów, od Sokratesa, Dan- 
ta i Camoensa - do Mickiewicza, 
gdy wśród swarów i chęci "politycz- 
nego korzystania" ze zwłok - tu 
"trzy groby na trzech miejscach się 
kopie" - tu "grabarz po raz drugi 
gr6b trzęsie - tu "leje się łzy potę.gi 
drugiej" w imię ..inaczej głoszonej 
zasługi", a wszystko w celu zbicia 
- aż ćwiekiem - "sprzecznych clał" 
i wtopienia, jak w gllnę, w formę 
czasowo ponętną - niezastąpionej, 
oryginalnej materii, w jaką wcieliła 
się genialna myśl ludzka. 
Cmentarz polski w Montmorency 
przyjął tego zmęczonego "błędnego 
viatora" na "spokojne łoże". Do czy- 
niących zgiełk około niego mógłby 
odezwać się on - wiecznie 1;ywy du- 
chem, lecz oderwany od trosk i za- 
biegów i swarów - słowami Michała 
Anioła: "Ucisz się... zaklinam... 
mógłbyś przebudzić mnie... na co? 
i po co?". 


PAWEL HOSTOWIEO 
Kult prochów I relikwii ma za sobą 
wielką tradycję. W wiekach średnich 
nie szczędzono wysiłków do zdobycia 
relikwii świętych, które według po- 
wszechnego mniemania broniły mia- 
sta od kięsk i, ścią.gając pielgrzy- 
mów, sprzyjały dobrobytowi; Do 
świętych dodano później poetów. W 
walce Florencji z Rawenną o posia- 
danie prochów Dantego omal nie do- 
szło do rozlewu krwi. Miasta włoskie 
są dumne - gdy były miejscem uro- 
dzenia lub zamieszkanIa sławnych 
poetów. O Sulmonie mówi się "cittA 
ovidiana", o Pescarze - "cittA d'an- 
nunzlana". 
Pośmiertny kult poetów mo:te mieć 
jednak róŻne formy, róŻne style. Pro- 
jekt sprowadzenia do kraju prochów 
Norwida nie wydaje mi się szczęśli- 
wy. Jakie byłyby tam jego losy? 
Czy spocząłby wśród honoratiorów 
na Wawelu, czy wśród humilior6w 
na Skalce? Takie rozporządzanie się 
prochami poetów, walenie ich na ku- 
pę do krypty pierwszej lub drugiej 
klasy nie bierze pod uwagę indywi- 
dualności artystów, tego co jest w 
nich jedyne i niepowtarzalne. Zdaje się 
raczej sugerować myśl :te w poezji 


bezpłatnie ośmiostronicowy dodatek 


MóWI ROZGŁOśNIA POLSKA RADIA WOLNA EUROPA 


Numer "WIADOMOŚCI" wraz z dodatkiem "NA ANTENIE" 
W księgarniach i polskich kioskach kosztuje 6s. 6d. 







 


KAJETAN MORAWSKI 
Zwłoki Norwida już raz przelllesio- 
no z cmentarza w Ivry, gdzie złożo- 
no je po jego zgonie, na polski cmen- 
tarz w Montmorency. Spoczywają 
tam wśród tych, którzy dzielili jego 
los tułaczy i którzy w ostatnim okre- 
sie jego życia zapewnili mu dach nad 
głową. A w r. 1952 wznieslOno z po- 
wszechnych składek emigracji na 
grobie jego tablicę marmurową z me- 
dahonem w brązie odtwarzającym 
rysy wielkiego myśliciela i poety. 
Jeśli dziś prochy jego śladem pro- 
chów Mickiewicza i Słowackiego wró- 
cić miałyby do ojczyzny, pozostanie 
ta tablica znakiem widomym czci i 
opieki, jaką pamięć jego otoczyli Po- 
lacy, co jak on byli uchodźcami. I 
należy się, żeby ekshumacji jego do- 
konano z poszanowaniem grobowca 
gdzie nadal leżeć będzie trzynastu 
jego towarzyszy. 
Gdzie trumna Norwida po noweJ 
wędrówce złożona zostanie na miej- 
sce ostatecznego chyba jw: spoczyn- 
ku - o tym trudno przesądzać z od- 
dali. Jedno jest pewne: złożyć ją 
trzeba nie tylko w polskiej ale i w 
poświęconej ziemi. Niech wśród tłu- 
mu Polaków pochylą się nad nim 
chorągwie kościelne. Z pism tego co 
powiedział że. ateizm w naturze 1 w 
naturze ludzkości prawowitego miej- 
sca nie ma 
 nie mo2aia wykreślić 
Boga. Wykreślenie Boga z hołdu Mu 
składanego przez naród byłoby taką 
,samą przewiną. i takim 5amym fał- 
szem historycznym. 


MARIAN PANKOWSKI 
Projekt przeniesienia prochów Nor- 
wida do Kraju nie powinien nikogo 
dziwić. Wynika on bowiem zarówno 
z typowo polskiej skłonności do ob- 
chodów rocznicowych jak i z ciąg- 
łej troski rządu P.R.L. o to, żeby 
tWQrzyć wciąż nowe obrzędy scalają- 
pe społeczeństwo. 
Norwid posłuży więc za jeszcze je- 
den pretekst do zaroanifestowania 
jedności wszystkich bez wyjątku Po- 
laków, da okazję do przemówień kil- 
ku pisarzom wyspecjalizowanym w 
tego rodzaju akademiach. Poczta wy- 
puści znaczek z podobizną poety- 
tułacza, a radio, telewizJa i prasa 
pęłne będą wierszy Norwida i opo- 
wieści o jego losach. 
A jak już prochy Norwida spoczną 
w tej czy innej krypcie, wycieczki 
z całego Kraju, ba - nawet z Fran- 
cji! - będą odwiedzały grób wy- 
dobyty z zapoffillienia. Przez tygod- 
nie, a może 1 miesiące słowo "Nor- 
wId" brzmieć będzie nad Polską. 
Nasuwa się pytanie: co z Norwida 
zostanie nam ukazane przy tej oka- 
zji? 
Osobiście pragnąłbym żeby wspom- 
niano człowieka biednego 1 samotne- 
go, i nie tyle zapomnianego po śmier- 
ci przez społeczeństwo, co nie pamię- 
tanego za 
cia. W ten sposób pod- 
kreślonoby tragiczną i trwałą ce- 
chę wszystkich Norwidów, czy Ta- 
deuszów Sułkowskich, wszystkich co 
marli pośród obojętnych, lub jak Si- 
niawski i Daniel bili głową w mur 
u
zędowo obowiązującej obludy. 
Powinno się teź wspoffillieć Norwi- 
da-odnowiciela języka poetyckiego, w 


który wniósł słowa o semantyce. o- 
czyszczonej z traoycyjnego różu. i 
dlatego właśnie nle przYJęla tej pO
ZJi 
owczesna elita poisKa, przyzwycza,]o- 
na do błysKotek i rym,owanej lIj.U- 
ZYCZKl, uSYPlaJącej jaK hamaK pod 
majową jaD10111ą. ,. 
'.l'otez DaJlep:zym. upamiętnieniem 
NOlwldowego powstallla w naszej 
poezji powlnno być uwartosciowienie 
tych dwu stron JegO' losu i dzlela. Na- 
H
załOby uroczyscle proklamować bez- 
wzglęaną BWODO(lę Slowa orukowane- 
go i nie llillleJ Dezwzględne prawo 
plsarza polsKiego do samOtDOHCl, t.Z1l. 
prawo do nielJrania udzialU w oficJal- 
nych anKieLach, protestach i oskarze- 
mach, prawo POwstrzymywania Slę 
od doblJawa l tak JUZ DezbronneJ 
oPOZYCJ1, prawo UO plsania w imlo; 
wlasnych mekontrolOwanych marzen, 
be:ł; potIzeoy Uwnaczema się prze! 
kimkolwlek z tego, bądz co bąOZ, na- 
turamego faktu. 
TaKie upanuętnienie Norwida nl1a- 
łoby sens. tlo Dez dotarcia do zagad- 
menia wolności dl UKU, bez uroczy- 
stego oglOszema aKtu swobód artysty, 
wydarzenie JaKim bęOZle przemesle- 
me prochów gotowe ogranlCzyc się 
do ustawienia kryształowego poSlłgu 
przed tasadą gmachu, w kLOrym wre 
praca anonimowych termitów-cen- 
zorów. 


WlKTOK WEINTRAUB 
Taka uroczystośc pogrzebowa stwa- 
rza pozory wyrównania rachunku 
krzywd wobec wielkiego pisarza. 1'0- 
zory tylko. Sub specie historii praw- 
dziwym v..Yl'ownamem racnunKU Jest 
bowlem rOla pisarza w zyweJ trady- 
cJi kwtura1neJ, waga wpływu JaKi 
wywiera. 1 tu docieramy ao najoar- 
dZleJ ironicznego aspeKtu sprawy. 
Wobec Norwida POlsKa nie wywią- 
zała się jeszcze z elementarnego obo- 
WiąZKU lostarczenia czyte1niKOwi peł- 
nego, poprawnego wYdallla Jego pu- 
sClzny plsarskieJ. 'l'y1ko co wyszedl 
plerwszy tom zmorowego wydania je- 
ł:;o plsm, pierwszego po niedokonczo- 
nym wyddniu MU"lama z lat U/S7- 
l:JS!:!. .Ponieważ opracowanie tego wy- 
dania jest dzie1em jednegó tylKo 
cZłowieKa, a nie, jak to Slę działo z 
wydaniami Mlckiewicza, ::Howackiego, 
wyspianskiego, wieloosobowych ko- 
mltetów rel1aKcyjnych, WOillO się oDa- 
wiac że będzie ono doprowaOZone, do 
konca nie wczesniej nlz za dzlesięcio- 
lecia. Czytelnik, ktory chce Slę zazna- 
Jomić z utworaml dramatycznymi 
l"orwida, z jego pismami o sztuce i 
literaturze oraz z listami (które, Jeśli 
o Norwlda_ idzie, nie SIł tyłko biogra- 
tlcznytni dokfunentaml, ale integt:al- 
nym sKłaónikiem tw6rczoSci), ci
gle 
Jeszcze skazany jest na stare wydanie 
.!\11riama, ogłOszone w naK.la1Zle 2000 
egzemplal'zy i stanowiące dziś rzad- 
kośc blbliograficzną. A jego "Pisma 
polityczne l fi1ozoflczne" trzeba naJ- 
dosłowmej sprowadzać do Kraju z 
Lond.ynu, gdzle wyl1ano Je w bardzo 
skromnym nakładzie w r. 1957. Po 
dziś dzlen nie doczekały się one prze- 
druku w KraJu. Wie1k1 tez brak po- 
pUlarnych wyborów pism Norwida. 
:3zybKie udostępmenie w popraw- 
nym tekście i masowym nakladzie 
wszystldch tekstów Norwida będzie 
wYlazem hołdu dla poety może nlniej 
etektownym od uroczystego trzeclego 
pogrzebu, ale społecznie bez porów- 
nania donioślejszym i rzetelniejszym. 
A Jeśli wydanie takie nie dostarczy 
okazji do maratonu retoryczno-oKo- 
licznościowych popisów, to i ,NorwiO 
i polski ogÓł kUlturalny tylko na tym 
zyskają. 


JOZEF WITTLlN , 
lm bliźej mi do własnego grobu, 
tym ffilliej pocią.gają mnie sprawy 
cmentarne, pogrzeby, ekshumacje 
t.zw. szczątków 1 prochów. Na kilka 
lat przed wojną "Wiadomości Lite- 
rackie" ogłosiły ankietę na temat 
przeniesienia trwnny króla Stanisła- 
wa Augusta. Odpowiedziałem wtedy 


 tak bardzo nie lubię pogrzebów, 
lZ nawet na własnym wolałbym być 
nieobecny. Nie spodziewałem się że 
niebawem nadejdą czasy, kiedy wielu 
bliskich mi ludzi będzie musiało sa- 
II?-emu sobie kopać groby a setki ty- 
SlęCY w ogóle nie będzie miało po- 
grzebu ani grobu, gdyż jak pisał 
Mieczysław Jastrun, "trumną był 
piec krematorium". Dlatego dziś 
przyzwoity grób na cmentarzu czy w 
kościele uważać należy za przywilej, 
który powinien ffileć każdy śmiertel- 
nik. A cóż dopiero Norwid! Dzieła je- 
go stały się jednym znajżywszych 
żródeł 
ycia umysłowego, "p6żnych 

nu
ów '. Toteż 1n1cjatywę przenie- 
Slema szczątków Norwida z Mont- 
morency do Polski uznać należy za do- 
brą. Nasuwa się tu wszakże-kwestia 
wyko
ania włffi,;ciwej trumny.' Sk_
ro 
NOrwlda pochowano w zbiorowej mO- 
gil.e wraz z innymi e.migrantami pol- 

klmi, czy uda się zidentyfikowaĆ 
J
go. trumnę? Co do miejsca pl'zenfe- 
Slema tej trumny, naj odpowiedniejSZY 
wydaje 
i się Wawel. W tej sprawie 
osoba naJbardziej zainteresowana nie 
może się wypowiedzieć, ponieważ' ód 
dawna przestała już być, osobą,. O 
miejscu jej "wiecznego ,spoczynku" 
rozstrzygną.ć mają rządy, i komitety 
złożone z elity "p6żnych wnuKów" i 
prawnuków. Powumiśmy przeto żą- 
dać od tych komitetów maksymalnych 
warunków A więc: niech NorWida 
przeniosą na Wawel. Kult Norwida.za- 
równo wśród młodzieży jak. i pośród 
starszych miłośników poezji rośnie w 
Polsce z każdym rokiem. Nie beZ 
słuszności można Norwida uważaĆ za 
protoplastę polskiej poezji intelektual- 
nej. A jeśli dodamy, że autor "pro- 
methidiolla" był najbardziej auten- 
tycznym poetą katolickim w nowoc:z:,e. 
sn
m pojęc
u tego, co nazywamy ka- 
tohcką myslą, to przeniesienie jegO 
s
c
ątków z 1v!ontmorency, gdzie tylkO 
mehczni turyści odwiedzają jego gr6b, 
do Polski i na Wawel, może i powinDO 

rzyczrnić się do rozpowszechnienia 
Jego plsm wśród szerokich sfer kato- 
lickich. 
Wśród ogłoszonych do tej pory,na- 
zwisk członków Komitetu Sprowad,zę- 
nia Prochów Norwida uderza brak na- 
zwiska jednego z najbardziej zasłuŻO- 
nych norwidologów w dzisiejszej pol- 
sce, a mianowicie: Juliusza W. Go- 
mulickiego. Chcemy wierzyć, że brak 
tego nazwiska wśród innych, wybit- 
nych nazwisk członków Komitetu jej;t 
p
zrpadkowy l nie wynika z poważ- 
mejszych przyczyn nieznanej mi na- 
tury. Od najmłodszych lat należę dO 
wielbicieli Norwida i rad bym' dOŻYć 
pełnego, zbiorowego wydania jego 
_ dzieł, co mi się wydaje równie ważne 
a może 1 waŻDiej/ize, niź umies
cze
,łe 
jego trumny tam, gdzie sarkofagi :Mi- 
ckiewicza i Słowackiego.
>>>
("'Nfo 1081/1082, 18/21S Deoember, 1966 


NA ANTENIE (W1ADOMOSCl) 


v 


-- 


HENRYK SIENKIEWICZ Kryzys kinematografii polskiej 


.. .......... ..... ................ ..................... ..... ............... ............................. 


. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
Po długiej serii niepowodzeń na łów i reżyserom, zarzucają.c im eske- riusza, który przebrnął jakoś pl zez : 
wielkich festlvalach filmowych w piZlll - on1iJanie polskiej tematyki kon1isJę oceny scenanuszy, utrącony i 
Cannes, w Wenecji, czy w Oberhau- współczesnej czy SKłonnosć do "tor- został na koiaudacji bądż przelezał : ::::::::: 
sen kmematografia polska odniosia malizmu". Oswiadczyli że odtąd popie- Slę w ko.r.isJi kIlka czy kUKanascie 
dwa godne podkreślenia sukcesy. rac bęoą wy..ączme film "spolecZlUe mlesięcy. 
F11m Jerzego Skolimowskiego "Bd- zaangazowany". Konsekwencje tych :£; Cl1wilą, gdy scenariusz skierowa- 
riera" uzyskał główną nagrodę na zapowledżi me kazalY na sieble dlugo ny zostaje 00 produkcJi, dZlałaC za- 
festivalu w Bergamo, a "Sublokator" czekać. czyna z kolei urząd cenzury. W kilku 
Janusza Majewskiego cenioną w świe- Ciosem dla filmu polskiego było wypadkach film Już nakręcony bąOZ 
cie filmowym nagrodę Fipresci, czyli przede wszystkim daleko idące ogra- me otrzymał wizy cenzorskieJ, bądż 
MiędzynaI'odowego Stowarzyszenia wczenie autonomii zespolów filmo- na interwencję wysokich czynników : 
Krytyk1 Filmowej. Bezspornym osiąg- wych. Stworzewe siedmiu takich auto- z filmu powycinano niektóre sceny, : 
męciem artystycznym - zdanie 111 nomicznych zespolów byłO jeónym ze które naslępnie dograno w innej wer- : 
wielu krytyków me tylko polskich, ale szczęsl1wych po::;unięć polskiej polity- sji na podstawie dostarczonego tek- : 
i zachOdnlCh - jest "l'araon" w re- ki kulturalneJ po r. 19::16. Początkowo stu. . 
żyserii Jerzego Kawalerowicza. Tak- korzystałY one ze znacznego macgi- Ale to jeszcze nie kowec tej istnej : 
że i kontrowersyjne "Popioły", za- nesu wo1nosci przy projektowaniu i drogi cierniowej I'eżysera pOlskiego. : 
równo jeśli chodzi o walory his to- nakręcaniu filmów. Ambicje art y- Plawdziwą zmorą dla zespołów fi1mo- : 
riozof1czne jak 1 artystyczne zdobyły styczne poszczególnych kierowników wych są coraz to nowsze drakońskie : 
sobie trwalą pozycję w dorobKu kl- zespołów i wzajemna ich konkurencja ograniczewa finansowe. Oszczędza : 
nema.tograf1i polskiej. Charaktery- tworcza przyczynuy Slę w niemalym Się na wszystkim. Na studiach, na : 
styczne żt:: mimo wielu elementów stopniu CO trywn1ów filmów "szkOły gatunku taBmy. na czasie przeznaczo- : 
specyficznie polskiej problematyki, polskiej" w złotym okreSle popaz- nym do n{okręcaI1ia fiimu. "Dużo, by- : 
film Wajdy znalazł entuzjastów także dżierniKowym. Obecnie z tej autono- le jak 1 prędko" - oto hasło nadzor- : 
na zachodZie, m.in. wśród krytyków lllii zespołów nie pozostało aw śladu. cow polskiej kinematografii. Wpraw- : 
francuskich. Do ambitnych wreszcie WszysLKie decyzje o naKręcawu każ- dzie zespOłY filmowe otrzymują cza- : 
i interesuJllcych filmów ostatniej do- dego filmu d,ugometrazowego muszą. sami premlę za nakręcenie filmu, ale : 
by zaliczyć można "Szyfry" Wojcie- obecnie przedostac się przez gęste si- o przyznaniu tej premii decyduje ar- : 
cha Hasa. Czyż więc lamenty nad to oSławlOnej komisji oceny scenariu- bitra1nie nacze1ny zarząd kinemato- t 
upadkiem polskiej produkcji filmo- szy i szereg dalszych instancJi. grafii zwykle z motywów czysto poli- ! . 
wej pozbawione są podstaw? otÓŻ owa kon1isJa oceny scenariu- tycznych. 
Niestety, kilka jaskółek nie zwia- szy Od lat juz jest glównym hamul- Caly ten złozony system odbija się . 
stuje jeszcze wiosny. Warto też przy- cem w pracy polsklego srodowiska jak najfatalniej na polskiej produk- 
pomnieć, w jakich warunkach Kine- filmowego. .Lm bardziej orygma1ny i cji filmowej. Trudności cenzuraine 
matografia polska osiągnęła te suk- mniej konwencjonalny Jest temat sce- powodują przede wszystkim mnoże- 
cesy. Film "Bariera" prześlizgnął się nariusza, im większe zawiera "ryzy- nie się filmów komercjalnych, prze- 
po prostu przez ucho igielne komisji ko" polityczne czy też artystyczne, ważnie lekkich komedii czy operetek, 
oceny scenariuszy i różnych instan- tym głębszą budzi,weufDOŚĆ u aparat- pozbawion,) ch jakichkolwiek ambicji 
cji rodzimej cenzury. Stosunek do czyków l1cznie reprezentowanych w artystycznych, ale których realizacJa 
Skolimowskiego, najwybitniejszej komisJi oceny scenariuszy. Zasadni- nie napotyka na opór władz. Równo- 
chyba indywidualności w młodym po- cze nieporozumienie n1ięozy kon1isJą cześnie mllożą się t.zw. filmy zaan- 
koleniu Ieżyserskim, charakteryzuJą a kierownikami zespOłu i rezyseraml gażowane, których przykladem są 
losy "Ry!:'opisu" - jego debiutu fil- wynika także z faktu ze w praktyce "Barwy Walki" Jerzego Passendorfe- 
mowego. "Rysopis" Ju:t nakręcony nakręcania filmu - jak to Slę dżleJe ra, opart:: na książce Mieczysława 
przeleżał bodaj ze dwa lata na skła- na zachodzie - pierwotny scenariusz Moczara. Właśwe filmy tego rodzaju 
dzie. Pewno nie ujrzałby światła składający Slę czasem z kilku kartek, korzystają najczęściej z róznych pre- 
dziennego, gdyby nie sukces odniesio- często aowoinie zmiewany jest w mii i nagród. W realizacji tego 1'0- 
ny na zachodzie przez drugi z kolei trakcie robiewa filmu wedlug dowol- dzaju filmów zaangażowanych wy- 
film młodego reżysera "Walkover". nej improwizacji reżysera. OtÓŻ w różniają się tacy reżyserzy jak Ja- 
Wówczas dopiero przypomniano sobie POlsce w scenariuszu wszystko musi kuboWSKa, Petelscy, Kuźmlński a w 
o "Rysopisie" i zezwolono na jego wy- być dokładnie przewidziane, ustalone, ostatnich czasach Passendorfer. 
świetlenie w kinoteatrach polskich. zaopatrzone pieczątką urzędową i ści- Trzecią, najmniej liczną grupę sta- 
Charakterystyczna jest również śle wykonane przy nakr",caniu filmu. nowią reżyserzy, którzy we skapitu- 
sprawa "Faraona" i "Popiołów". Obaj DodaJmy, że Komisja jest zespolem lowali i którzy nie bacząc na trudno- 
reżyserzy podjęli się zadania nakręce- wIeloosobowym, w którym obok ści pl"óbuJą nadal nakręcać filmy 
Dla tych filmów wbrew wejako ape- przedstawicieli zespołu filmowego za- ambitne. Jeden znajwybitniejszych 
10m partyjnych nadzorców kinemato- siadają I'eprezentanci ministerstwa polskich reżyserów, Tadeusz Konwi- 
gra.f'1ki o urzeczywistnianie fiimOw kultury i osobistości partyjne i że cki, mimo wielokrotnych interwencJi 
"społecznie" - czytaj: politycznie - głosowanie odbywa się jawnie. Często czekał kilka miesięcy na aprobatę za- 
zaangażowanych o polskiej tematyce więc, jeśli kilku uczestników zglosi orskiego dla swego filmu "Salto" i w 
wspólczesnej. Obaj ci wybitni reży- jakieś zastrzeżenia, scenariusz moze rezultacie zgodzić się musiał na pew- 
serzy woleli jednak - w istniejących byc odrzucony tak ,,na wszelki wy- ne zmiany w scenariuszu. Hasowi u- 
warunkach - sięgnąć do przeszłości, padek". Warto by tu podkreślić, ze daremn1ono interesujący projekt sfil- 
jeden cofaJ¥: się wstecz o lat sto pięć- Czesi, którzy zapożyczyli od Polaków mowania "kafkowskiej" noweli Bruno 
dZiesląt, a arugi o trzydzieści wieków. koncePCJę zespolow flimowych, zreali- Schulza "Cynamonowe sklepy". 00- 
Bez przesady można stwierdzić że zowal1 Ją nierówwe leplej, dając po- mowę motywowano rzekomo wielki- 
wszystkie niemal ambitne i artystycz- szczegóinym zespołom szeroklj, auto- mi kosztami tej imprezy. Wajdzie nie 
nie ciekawe filmy polskie ostatniego non1ię. pozwolono na zrobienie "Przedwio- 
okresu nakręcane były wbrew ape- Ale zaakceptowanie scenariusza śnia". Reżyser Kuc przez cały rok 
10m ministerstwa kultury czy odpo- przez kon1isję oceny scenariuszy, jest starał się o zatwierdzenie swego sce- 
wiednich instancji partyjnych. dopiero pierwszym etapem tej istnej nariusza do filmu "Chudy i inni". 
Kilka odosobnionych sukcesów fil- Golgoty kierownika zespolu czy reży- Moglibyśmy zresztą mnożyć tego ro- 
mu polskiego we może więc przesło- sera filmu. Drugim etapem jest uzy- dzaju przykłady. 
nić niewesolej rzeczywistości. Filmo- skanie zgody samego wiceministra W rezultacie najwybitniejsi reżyse- 
we środowisko twórcze w Polsce pra- kultury, 'J.'adeusza Zaorskiego, który rzy POlSCY - .0 ile tylko mogą- ...:...- 
cować musi w haniebnych, coraz to w zasadzie akceptować musi i kiero- bądź całkowicie bądz częściowo prze- 
gorszych warunkach. Z jednej strony wać do produkcji scenariusz każde- noszą swą pracę za granicę. Na pa- 
przy kilkakrotnej, nie liczącej się z go filmu. Otóż Zaorski, który - jak radoks zakrawa fakt, że Wajda na- 
wymaganian1i pracy artystów kontro- slychać - boi się wlasnego cienia, kręca obecwe... w Jugosławii "Bra- 
li politycznej. :£; drugiej strony - pod niechętnie bierze na siebie jakiekol- my raju" według powieści Andcze- 
naciskiem często bezmyślnie stosowa- wiek ryzyko. jewskiego. Roman Polański nadal 
nych, drakońskich oszczędnoścI. Dopiero po aprobacie scenariusza pracuje na Zachodzie odnosząc sukces 
Wszystko to przy wręcz archaicznych reżyser wraz z jego autorem opraco- za sukce.sem. Majewski, laureat na- 
warunkach technicznych warsztatu wUJe t.zw. scenopLS, który jest do- grody w Mannheim, również przesta- 
filmowego nie tylko w porównaniu ze kładniejszą werSJą scenariusza, za- wia się na współpracę z zagranicą.. 
środkami jakimi rozporządzają produ- wlerającą np. wszystkie dialogi. Powodzenie jakie zdobyły dwa jego 
cenci i reżyserzy na Zachodzie, ale i Wreszcie trzecim, ale jeszcze nie filmy dla telewizji francuskiej przy- 
w zestawieniu z kinematografią ta- decyduJącym etapem porodu nowego niosly mu lukratywny kontrakt z te- 
kich krajów jak Związek Sowiecki filmu, Jest t.zw. kolaudacja. W sk.ad lewizją kanadyjską na szereg filmów 
czy nawet Czechosłowacja lub Ru- specjainej komisji przeprowadzaJące] kolorowych. Czołowi reżyserzy krót- 
munia. ową kOlaudację wchodZi znów nieod- kiego metrażu, Jan Leninca i Sta- 
Decydujący bodaj zwrot w polity- zowny wiceminister Zaorski, przed- wsław Borowczyk, oddawna pracują 
ce partii na odcinku filmowym na- stawiciele partii oraz zespolu, które- na Zachodzie. Smutny to eksport ta- 
stąpił przed blisko trzema laty, po mu powierzono nakręcanie danego lentów. Inr.ych zmuszonych do nakrę- 
słynnej konferencji w Jabłonnie "po- filmu. Dawniej w kolaudacjach często cania filmów w Kraju ogarwa coraz 
święconej zagadnieniom programo- brał udział minister kultury Galiń- większe zniechęcenie. . 
wym twórczości filmowej". Nie brak ski, którego "Zlote myśli" na temat Trudno więc chyba liczyć na prze- 
było zresztą już poprzednio oznak filmu byly przedn1iotem anegdotek zwycięzenie- obecnego kryzysu kine- 
zaostrzenia kursu. Na konferencji tej 1 drwin w kawiarwach warszawskich. matografii polskiej dOpÓKi partia nie 
przedstawiciele Komitetu Centralnego Obecny minister kultury Motyka zmieni swej polityki na odcinku kul- 
i ministerstwa kultury nie szczędzili rzadko bierze udział w tych posiedze- turalnym. 
krytyk różnym kierownikom zespo- niach. Zdarzało się te projekt scena- 


LIDIA i ADAM CIOŁKOSZOWIE 


Zarys dziejów 
socjalizmu polskiego 
T
 L Str. 520 + 66 plauaz Uustracy,iDycb 
Na wlelJuł skalt; zakrojone dzieło o polskim socja1lzm1e 1 polskim 
ruc
u .r
botniczym od jego pocz.ątków do czasów dz1siejBZyd1. Tom l 
obejmuje okres od wIelKiej eDlJgracj1 do powstania styczniowego 
(1B;:s4-1861). 
Marian Kuk1el w "Kulturze": To nie zarys. To hLstor1a źródłowa, 
dogłębna, jakiej nie było dotąd. KsifłŻka ta pisana z pasją, z wni- 
łowanlem prL.eoJInotu, staje wyżej od wszystkich dotychczasowych 
prac w tej dzledzlDie. Wlelk.1e o8U}gnięcie i zapowiedz dzieła napraw- 
aę pomnlkowego. Adam Pragler w "Wiadomościach": Książka Cioł- 
koszów jest przedsięwzięciem wyjątkowym. Zawiera ogromny ma- 
teriał źrodłowy, krytyći.we opracowany i doskonale ułożony. Po- 
wstanie dzieło, które w SWOlm zakresie, na długie lata, będzie 
ostateczne. Józef żm1grodzki w "Tygodniu PolskiJn": Wśród pub- 
likacJi, które ukazały Slę w cilłgu wuglch lat naszego pobytu na 
obczyźllle, na palcach można pol1Czyć dzieła naukowe tego kalibru 
i tej klasy. 'l'o dzieło o charakterze encyklopeQycznyro, mieszCZQ.Ce 
w sobie olbrzymi zasób materiału hiIItorycznego, odznac.ilające się 
naukową rzetelności4 f skrupulatnością. Wie8ław WohD.out w ,,Dzien- 
nlku PoLs.k1m.": Monwnenta1na praca. }'elika GrOBlI w "Robotniku 
Polskim": Jest to praca klasyczna, która przejdzie do l1teratury 
polskiej.- Elwletnie na,p1Bana - czyta Bię tę kSlJł.Żkę z ta.k4 ciekawo- 
ścią, :te trudno się od niej oderwać. Benedykt Heydenkorn w "ZWląZ- 
kowcu": "Niewątpliwie naj cenniejsza pozycja wydawnicza na emig- 
racji w r. 1966". 
cena: 63110, 40 fr. lub 9 doL 
z przesyłką: 66s., 42.50 fr. lub 9.
 dol 
Zamówienia. należy, kierować: 
GRYF - Księgarnia S.P.K., 20 Queen'B Gał.e Terrace, Londoa. S.W.7. 


wychowawca pokoleń 


Od czasu jego urodzin minęło lat 
120 - od daty zgonu: pół wd.eku. 
Czas, który nas dziel1 od obu tych 
dat, wypełnił naj dramatyczniejsze 
karty historii. Dla naszego narodu 
była to epoka naj cięższych prób, mo- 
zolnej wspinaczki ku nadziei wolno- 
ści, kolejnych zrywów kilku pokoleń, 
tragicznych zawodów i klęsk. JakiŻ 
charakter, jaką. formację duchową 
musiały te pokolenia wykształcić, 
aby na straszliwej huśtawce prze- 
ciągu historii nie stać się strzępem 
moralnym! O istnieniu innych decy- 
dowały materialne układy sił, prze- 
mysł, bogactwa naturalne w rękach 
własnych rządów, zdolnych takie atu- 
ty zmobilizować i rzucić na szalę. 
O naszym istnleniu, pozbawionym 
materialnych fudamentów niepodleg- 
go rozwoju, musiało zadecydować co 
innego. Decydowało wychowanie po- 
koleń. Wd.ęź, którą poeta nazwał arką 
przymierza, więź budująca siły, na- 
kładająca obowiązki. 
Jeśli Polska nie skończyła się na 
Maciejowicach, w falach EIstery, na Wreszcie twardym nauczycielem 
szańcach zdobytej Woli, na szubie- młodości studenckiej była bieda, któ- 
nicach cytadeli, za drutami Oświę- ra długo towarzyszyła autorowi 
cimla iMajdanka - to dlatego że "Trylogii", zanim niebywałe powo- 
w każdym pokoleniu we zbrakło wy- dzenie jego książek uczyniło go au- 
chowawców. Od wieków były nimi torem o najwyższych honorariach, 
wiara i wyrosły na niej obyczaj, kul- jakie znają dzieje naszej literatury. 
tura narodowa i osobowość narodowa Zanim światowy best-seller "Quo va- 
w ich najszerszym pojęciu. A z kul- dis" przyniósł mu nagrodę Nobla. 
tury tej wyrośli organlzatorzy woli Ktokolwiek chciał Sienkiewiczowi 
i wyobraźni: artyści, poeci, pisarze. - są i tacy fanatycy sporu do dziś 
RÓŻnego formatu, r6żnej rangi - od - zarzucić partykularyzm polskiego 
wieszczów do bystrych kronikarzy świata szlacheckiego xvn w. i jego 
dnia. gloryfikację, warto przypomnieć że 
Henryk Sienkiewicz jest wśród 'był to nasz pisarz najbardziej znany 
tych wychowawców postacią szcze- na świecie, najbardziej przekładany. 
gólną. Jak dziecko w szkole ma swo- Opowiadał mi jeden z moich przy ja- 
ich ulubionych nauczycieli, których ciół o swoim spotkaniu przed kilku 
słucha bez przymusu, z zapałem, któ- laty z Japończykiem, który cytował 
rym wierzy i okazuje swe dziecinne mu fragmenty z "Trylogii" i opowia- 
uczucia - tak od lat z górą 80, każ- dał jaki był nieszczęśliwy, kiedy mu 
de pokolenie Polaków 19nie do Sden- w zabawach przydzielano rolę Woło- 
kiewicza jako wychowawcy, organi- dyjowskiego, podczas gdy on chciał 
zatora wyobraźni, lekarza wątłych być Kmicicem. Takich barier cywili- 
sił i najciekawszego mistrza sło- zacyjnych nie przekroczy :taden par- 
wa. ,tykularyzm. Mogła go przekroczyć 
W każdym pokoleniu od chwili u- tylko świetna proza artystyczna, pla- 
kazania się "Ogniem i mieczem" , styczny świat, którego siła i piękno 
"Potopu", "Pana Wołodyjowskiego", potrafily przemówić do każdego. 
,,Krzyżaków", "Quo vadis" bywaliś- Warto przypomnieć, że "Ogniem i 
my Skrzetuskim i Kmicicem, Wolo- mieczem" ukazywało się w odcinkach 
dyjowskim, Zbyszkiem z Bogdańca prasy rosyjskiej - zresztą bez pła- 
i Winicjuszem. cenia autorowi jakiegokolwiek hono- 
Gdy w latach grozy, pierwszej zl- rarium. 
my wojennej, znalazłem się w Kow- Nic tak nie świadczy o nIeprzemi- 
nie, stolicy Litwy, na dwa dziesiątki jającej wartości dzieł Sienkiewicza, 
lat odciętej od :tywego kontaktu z jak jego obecność - na pierwszym 
Polską, trafiłem do ubogiej rodziny miejscu w obecnym młodym pokole- 
robotników fabryki. Zarówno gospo- niu Polaków, gdy położenie ojczyzny 
darz domu jak jego córka witaLi mnie wzywa zn6w do pielęgnowania war- 
językiem Sienkiewicza, tytułowali tości, wiążących naród z jego naj- 
waćpanem, cytowali co w złych ter- lepszymi tradycjami. Popularność 
minach zwykł był robić Zagłoba, a Sienkiewlcza tak naocznie stwierdza- 
nade wszystko dodawali otuchy, mó- na w Kraju, gdy tylko zliczy się po- 
wili że to przecież nie koniec, :te w zycje rynku księgarskiego, to dowód 
czasie "Potopu" było gorzej. Dziś, że aw jego artyzm formy, ani jego 
gdy od tamtej zimy dzieli mnie czas treŚĆ nie uległy przedawnieniu. A 
dorosłego pokolenia, postaci moich wzory charakteru, które przekazywał 
przyjaciół z Kowna szukam, biorąc, są mod
lem .wychowawczym, wbrew 
do ręki "Trylogię", tak się zrosły.z wszystkim me udanym próbom mode- 
autorem tej jakże realnej fikcji li- lowania z importu. Gdy tyle obłudy 
terackiej. ' i fałszu oblepia się codzień dokoła 
Niezbyt dawno, bo w czasie kiedy pojęcia patriotyz
u, a o pierwsze:d- 
w Polsce wyświetlano "Krzyżaków", stwo w tytule naJlepszyc.h patriotów I 
sfilmowanych według powieści Sien- naj zacniejszych synów oJczyzny Btają 
kiewicza w Warszawie matki łapały spryciarze, nadzorcy narodowego 
się za głowę nie mogąc doliczyć się jarzma, ludzie wyzbyci norm moral- 
prześcieradeł' które spryt malców ności publicznej - Sienkiewicz jako 
"organizował:' na cele umundurow
- wychowawca jest znów organizato- 
nia komturów. A wszelkiego rodzaJu rem sił duchowych, przypominając :te 
naczynia kuchenne - jak w potrze- nie spryt i siła przemocy, ale rycer- 
bach Don K1chota, rycerza z La Man- skość duszy jest przewodnikiem po- 
czy - szły na zbroje, szyszaki, tar- koleń i siłą wewnętrzną narodu. Ry- 
cze i miecze. Na podwórkach i pla- cerskość - to znaczy: odwaga, na- 
cykach, w krzakach i nad wodami wet wobec silniejszego, wstręt do za- 
rozgrywały się pOJedyncze bitwy, w kłamania, rozum, pomoc słabszym, 
których Zbyszko i Jurand mścili swe interes zasad i narodu ponad interes 
krzywdy, albo przetaczała się w własny. 
zgiełku, kurzawie i krzykach mikro- Przypomnę tu znów jeden szczegół 
skopijna bitwa pod Grunwaldem, by z biografii Sienkiewicza gdy w ostat- 
chorągwie krzyżackie legły u stóp nim dziesiątku lat ub.w. Sienkiewicz 
rozpalonych bitwą zwycięzców. całą energię swoją i zespołu świat- 
Były jednak czasy, w których łych Polaków zużytkował na posta- 
świat, powołany do życia piórem wienie w sercu ujarzmionej Warsza- 
,Sienkiewicza, odegrał rolę nie w za- wy - pomnika wychowawcy tJoko- 
bawach. Stworzył wtedy, albo odno- leń, wieszcza i narodowego Pielgrzy- 
wił w duszy pokolenia to co póżniej ma Adama Mickiewicza. Przypadł 
" nazwano słowem: imponderabllia, wtedy rok jubileuszowy pracy pi- 
wartości niepozbywalne, konieczne, sarskiej Sienkiewicza. Zawiązały się 
podstawowe dla człowieka, jeśli nie komitety i powstawały różne inicja- 
wyrzekł się pełni człowieczeństwa. To tywy, żeby uczcić najpopularniejsze- 
czasy kataklizmów i czasy narodo- go, znakomitego powieściopisarza. 
wych nocy. Upadku ducha po po- Na te inicjatywy jego wielbicieli 
wstaniu styczniowym, trudnych dróg Sienkiewicz odpowiedział listem, któ- 
w przededniu i podczas pierwszej ry należy także do najbardziej istot- 
wojny światowej, potworności i nych rysów jego biografii: 
śmiertelnego zagrożenia w czasie 
wojny ostatniej. We wszystkich tych 
czasach świat ludzi Sienkiewicza, ich 
charakterów, ich wartości nadrzęd- 
nych - wycisnął głęboki ślad na du- 
, szy pokoleń, porywał do czynu, pięt- 
,nował zdradę, egoizm .i prywatę. 
Wszystko to organlzował Sienkiewicz 
nie jako moralista czy polityk. Nie 
,był ani tym ani tamtym. Miał swoje 
bardzo Il1ocno osadzone zasady Il10- 
. ralne i poglądy na sprawy polityczne. 
Ale przede wszystkim był artystą. 
który środkami swego wspaniałego 
',warsztatu pisarskiego, swą wyobraź- 
: nią i wiedzą, wreszcie - o czym sam 
'mówił - trudem pracy pisarskiej, 
zdziałał więcej niż filozof-moralista 
czy aktywny polityk. I dlatego spory 
ideologiczne, czy polityczne, jakie do- 
, kola postaci Sienkiewicza i jego dzieł 

 wybućhały nieraz w Polsce z namięt- 
',nością odbrązowiania czy nawet o- 
skarżeń, były czymś w rodzaju polo- 
'. wanla na cienie, zawziętym i nie da- 
jąc)'m się wytlumaczyć weporozu- 
. mieniem. 
. Nic, co było wartością olbrzymiej 
puścizny pisarskiej Sienkiewicza 
przez te spory, osądy, wyroki - nie 
straciło na wadze. Bo siła tego do- 
robku - umyślnie mówię o jego sile 
a nie wartości - tkwiła gdzie in- 
dziej, niż tam, gdzie w nią strzelano. 
Była nią sugestywnie przekazana 
wiara w wartości, dla których warto 

 żyć, warto nawet umrzeć, wiara w 
_ przemijanie wegodziwości i zła, prze- 
_ mocy tyranów .1 więzów niewoli. Był 
,tą siłą Sienkiewicza jego człowIek 
- odważny, choćby przejściowo osamot- 
. wony, uparty wobec przeciwności 10- 
. su i zasadzek nieprzyjaciela. A w 
: formie, której sugestia tak porwała 
,miliony czytelników na całym świe- 
_ cie, był to przede wszystkim język. 
O tych podstawach swojej siły pi- 
:-sarskiej jak mówił sam Sienkie- 
-wicz: 


na wsi, CZe11ŁU zawdzięczam pewną 
znajamaść naszegO' ludu i języka. CO' 
także nie pazastała bez silnegO' wpły- 
wu na mnie, ta znaleziany gdzieś na 
stl"ychu kufer z książkami, pamiędzy 
którymi pisarze szesnastegO' i siedem- 
nastegO' wieku trzymali prym. Da 
książek tych darwalem 8'ię jako dziec- 
ka, tak iż magę 1Jowiedzieć, że pra- 
wie uczyłem 8ię czytać na Reju, Ka- 
chanawskim, Górnickim, Skardze, 
Birkowskim, OTzechaw8kim. 


Wspaniali to byli nauczyciele ję- 
zyka. A oto .inni nauczyciele dzieciń- 
stwa: 


Nie wiem i nie pamiętam czy umia- 
łem już 'Czytać, gdy uczO'na mnie 
"Śpiewów historycznych" Niemcewi- 
cza. Chciałem wówczas jeździć pa ce- 
carski7n i pa innych błoniach, jak 
"Sieniaw8ki odważny i smutny" 
innymi słowy: pragnąłem być ryce- 
rzem. 


.. ...... ..... ................. .......... ... .. ................. ..... .......... .............. ... ........ 


Reforma studiÓW 
fllozoflcznJch 


W maju b.r. ukazała się w ,,życiu 
Warszawy" krótka notatka informu- 
jąca :te program studiow filozoficz- 
nych w Polsce ma ulec zasadniczym 
zmianom. Ponieważ tytuł notatki mó- 
wił o rewizji systemu nauczania a 
jej treść sugerowała że filozofia jako 
tradycyjny przedmiot uniwersytecki 
ma ulec w rzeczywistości likwidacjI, 
czytelnik miał wrażenie, iż ta .wia- 
domość polega na dziennikarskim 
meporozumieniu. ' 
Wszelako późniejsze informacje nie 
pozostawiają wątpliwości że komu- 
nikat był prawdziwy a jego oc
na 
błędna. Wyszło więc na jaw U wstrzy- 
mano egzaminy wstępne dla matu- 
rzystów, którzy pragnęli studiow8.ć 
filozofię na uniwersytecie warszaw- 
skim, a to oznaczało, że dawny typ 
studiów nie ma być w, przyszłości 
kontynuowany. W śląd za tą infor- 
macją przyszła wiadomość iż rekru- 
tacja nowym trybem na zreorgani- 
zowane studia filozoficzne odb",dzie 
się jesienią przed rozpoczęciem no- 
wego roku akademickiego. Wreszcie 
powoli wyłonił się pełniejszy obraz 
planowanej reformy. 
Ponieważ te zamierzenia. otacza 
wielka tajemnica, trudno jest mieć 
pewność, czy dotychczasowe lDforma- 
cj
 są ścisłe. A
e są one tak niepo- 
kojące że ich ujawnienie staje się 
naglące. 
Według nowego planu, studia filo- 
zoficzne mają być dostępne jedywe 
dla kandydatów, ktorzy mają już 
dyplom w zakresie jakiegoś przed- 
miotu studiów wyższych. Innymi sło- 
wy, filozofię mogą, studiować wyłącz- 
nie absolwenci matematyki, flzyki, 
chemii, biologil 1 innych kierunków 
nauk przyrodniczych oraz technicz- 
nych. Po wtóre, o przyjęciu na stu- 
dia filozoficzne ma decydować egza- 
min konkursowy oraz zaświadczenie 
organizacji partYJnych, a WlęC w 
praktyce poparcie bądź P.Z.P.R. bądź 
Z.M.S. Stosownie do tego wymaga- 
wa, komisja kwalifikująca na studia 
filozoficzne składać się będzie z pro- 
fesorów i wykładowców filozofil oraz 
z przedstawicieli partii. W takim ze- 
spole jest rzeczą nieuwknioną że 
przedstawiciel partii ma głos decy- 
dujący, często wezaleŻDie od wyniku 
egzaminu. Wreszcie nowe przepisy 
przewidują, że kandydat przyjęty na 
studia filozoficzne ma uzyskać sto- 
pień magistra pod koniec trzeciego 
i stopień doktora pod koniec piątego 
roku studiów. Stwarza to paradok- 
salną sytuację, gdyż z jednej strony 
tok studiów filozofil jest skrócony 
1 przyśpieszony w stosunku do innych 
przedmiotów uniwersyteckich, z dru- 
giej - doktorat z filozofU wymagać 
będzie w sumie dziesięciu lat studiów. 
Któż w takich warunkach zechce stu- 
diować filozofię? 
Chciałbym zwrócić uwagę moich 
słuchaczy n.a trzy najważniejsze pun- 
kty zamierzonej reformy, mianowicie 
na zniesienie studiów Hlozoficznych 
na szczeblu przeddyplomowym, Łzn. 
jako przedmiotu równowartościowego 
z innymi kierunkami studiów wyż- 
szych; na przekształcenie filozofil na 
przedmiot podyplomowy, dostępny 
wyłączwe jako przedn}.iot dodatkowy 
do studium z zakresu nauk śclidych 
lub technicznych; wreszcie na sposób 
rekrutacji kandydatów na studia fi- 
lozoficzne. 
, Na wstępie chciałbym podkreślić 
iż nie podzielam niechęci do wszel- 
kich ręform studiów uniwersyteckich. 
Mam wielki szacunek i wdzięczność 
dla uczelni polskich i zagranicznych, 
które mnie wykształciły, ale jedno- 
cześnie zdaję sobie sprawę z wielkich 
zmian jakie nastąpiły od czasów mo- 
ich studiów uniwersyteckich. Wszę- 
dzie na świecie wzrosła ogromnie 
iloŚĆ wyższych uczelni I litudentów, 
w cyfrach absolutnych.1 względny;h, 
t.zn. w stośunku do liczby ludności. 
Kto zetknął się z ekspansją wyższe- 
go szkolnictwa. wie że wzrost uczel- 
ni i liczby studentów wymaga zmian 
w systemie studiów i metodach nau- 
czania. Chodzi jednak o to, by w 
zapale rewizji uniwersyteckich insty- 
tucji nie zatracić istotnych .celów 
studiów wyższych oraz wartości spo- 
łecznych, jakie uniwersytety mają 
stwarzać i umacniać. 
Od czasów, gdy Kazimierz Twar- 
dowski zreformował studia filozoficz- 
ne najpierw we Lwowie, a później, 
za pośrednictwem swych uczniów, w 
całej Polsce, ścisły związek filozofii 
i nauk ścisłych był jedną z charak- 
terystycznych cech polsklęgo syste- 
mu nauczania filozofii. Nie będzie 
chyba przesadą powiedzieć :te dzięki 
temu systemowi nauczania Polska 
naie:tała do europejskiej awangardy 
filozoficznej w okresie między dwie- 
ma wojnami. Osłabienie tych związ- 
ków nastąpiło po r. 1945 i było skut- 
kiem dominującej pozycji, jaką mar- 
xizm-leninlzm zdobył w nauczaniu 
filozofii. Antynaukowe nastawienie 
marxlzmu-len1n1zmu, pogarda dla 


wielkich uczonych 1 filozofów na- 
szych czasow, miaiy wiele zgubnych 
następstw. Decyzja odwrocewa .tego 
procesu jest rzeczą słuszną 1 pp
y- 
teCZfill.. 
Ale zn1eBienie przeddyplomowych 
studiow filozol1cznych i zastąpienie 
ich studiami podyplomowymi celowi 
unaukowlenia filozofii nie służy. Stu- 
dent, który zapisuje Slę na fIlozofię 
po uzyskaniu oyplomu z zakresu fi- 
zyki, biologii lub matematyki, nie 
stanie Slę przez to fllozofem. W naj- 
lepszym razie stanie się filozofem 
nauki lub fizykiem, biologiem, mate- 
matykiem o filozoficznych zaintere- 
sowaniach. Choclaż filozofia nauk! 
jest ważną ga.l
z.ią filozofii, jest to 
tylko jedna z Jej dziedzlIl. Oprócz 
f.llozof1i nauki istnieje logika, teoria 
poznania, fIlozofja mora.U:ia, estety- 
ka, historia mysli filozoficznej ,i Qg- 
romny, bardzo zrOŻnicowany dział fi- 
łozofll zonentowanej humanistycznie. 
Wszystkie te dziedziny filozofii na- 
łe2ą do kultury umysłowej i nie moż- 
na żadnej z niej wykreśl1ć nie obni- 
żając poziomu życia intelektualnego, 
a, lym samym nie zubażając życia 
całej społeczności. 
Zmeslewe przeddyplomowych stu- 
diow filozoficznych i ich ogranicze- 
nie do studiow podyplomowych jest 
błędnym rozWlązaniem sprawy i mo- 
że mieć tylko szkodliwe skutki spo- 
łeczne. Istnieją przecIez inne sposo- 
by by student filozofii oprocz kwali- 
flkaCji filozof1cznych, jakich nie moż- 
na nabyc łatwo i trybem przyśpie- 
szonym, miał rownież kwalifikacje w 
zakresie Jednej z nauk przyrodni- 
czych lub b-połecznych. Można pod- 
mesć wymagama w stosunku do stu- 
dentow przyst..pujących do egzaminu 
magistersklego i doktorsklego z filo- 
zoili i żądac aby wykazali się zna- 
jomością jednej z nauk logIcznie lub 
faktyczme zWląZaDej z jego zalnte- 
resowanlem filozoficznym. Można. 
rówmeż iść w ślady reformy prak- 
tykowanej obecnie w Wielkiej Bry- 
tanii i wprowadzić studia kombino- 
wane, t.zn. pozwolić studentom, już 
na szczeblu przeddyplomowym, łli-- 
czyć fil,?zofię z innym przedmiotem, 
stosowwe do ich zdolności i zainte- 
resowan. Zamierzona reforma stu- 
diów filozofIcznych w Polsce nie liczy 
się z faktem wielkiej rożnorodności 
ludzkich talentów i intelektualnych 
upodobań oraz popełnia błąd, zakła- 
dajli-C Iż studia filozoficzne można 
udoskonalić redukując je do rzędu 
przedmiotu dodatkowego. Istnieje du- 
że niebezpieczeństwo że w ten sposób 
dojdzie do zniszczenia tradycji i do- 
robku filozofU w Kraju. Może nawet 
zabraknąć kandydatów na studia fi- 
lozoficzne i ludzi o rzetelnym filozo- 
ficznym ,wykształceniu. 
. W zreformowanym systemie nau- 
czania dopuszczewe do studiów filo- 
zoficznych zale:teć będzie od pozy- 
tywnej oceny kandydata przez wła- 
dze partyjne, od udzielonego za- 
śwIadczenia politycznej prawomyśl- 
ności, a nie wyłącznie od jego uzdol- 
ilień I zainterellowań, których spraw- 
dzianem jest egzamin wstępny. Trud- 
no pojąć, jak do tego dojść mogło 
po wszystkich Łzw. "błędach 1 wy- 
paczeniach minionego okresu". Prze- 
cie:t członkowie partii wiedzą, dosko- 
nale że podoblłe wymagania w st- 
sUhku do kandydatów na studia sta- 
wiane w' przeszłości, nie przyniosly 
im żadnych korzyści, natomiast po- 
niży
y 
artość nauki, uniwersytetu 
i sfopni uniwersyteckich, sprzyj3ły 
szerzewu się intelektualnej miernoty 
i moralnej korupcji, oraz obniżały 
kwalifikacje umysłowe i zawodowe 
ludzi opuszczających wyższe uczel- 
nie. 
Wszystko wskazuje :te władzom 
part'yj
ym bardzo na tym zależy by 
ukryć przed opinią w ,Kraju zamie- 
rzoną reformę studiów filozoficznych. 
Korzystając z cenzury - nie dopusz- 
czają, one do dyskusji publicznej nad 
sprawą, która przecie:t musiała po- 
ru
zrć pol
ki. świat filozoficzny, mło- 

lez studiuJąclj, filozofię, uczonych 
mnych dziedzin i wszystkich ludzi 
myślących. Latwo jest odcyfrować 
cel tego manewru. Jeśli się uda wpro- 
w
dzić zamierzoną reformę w życie 
bez, nadania jej rozgłosu, stawia stę 
wszystkich wobec faktu dokonanego 
i rozbraja Ich sprzeciw. Dlatego jest 
rzeczą ważną, by przerwać milcze.nie 
gdyż dopiero wówczas argumenty ra: 
cjonalne mają szansę osiągnięcia 
zmiany decyzji podjętych tajnie na 
zgromadzeniach partyjnych. Wszyst- 
ko wskazuje na to, że projekt refor- 
my opracował wydział nauki przy 
K.C. P.Z.P.R., z którym poza Ada- 
mem Schaffem żaden filozof nie ma 
kontaktu. Pewne jest żę. polscy filo- 
zofowie uniwersyteccy nie przykła- 
dali ręki do zamierzonej reformy stu- 
diów i ze uważają ją w jej obecnej 
postaci za błędnli- i szkodll\Vlł. 


Władysław Tańsk.i. 


TADEUSZ 


Ii U N T ZE-KONICZ 


Rok millennijny, jak rzadko który 
okres zmusza nas do zastanowienia 
się nad naszą przeszłością. 
Dlaczego tak mało mówi się w kra- 
ju, a jeszcze poza Polską, o naszych 
rodakach żyjących i pracujących za 
granicą? Iluż to ludzi z Polski po- 
chodzących zdobyło nie tylko sławę 
wśrod współczesnych, ale wprowadzi- 
ło coś nie przemijającego w dziedzi- 
nę, którą się zajmowali? Możemy się 
szczycić nimi jako wykwitem naszej 
kultury. 
Złożyło się tak szczęśliwie, że sta- 
łem się posiadaczem dwudziestu kil- 
ku rysunków polskiego malarza, któ- 
ry żył 1 pracował przez wiele lat w 
Rzymie, Tadeusza Kuntze-Konicza. 
W historii malarstwa polskiego, napi- 
sanej przez Janusza Dobrowolskiego, 
nie napisano wiele o nim. Jest próba 
ujęcia monograficznego postaci i 
twórczości Konicza przez Janusza 
Koniusza. Praca jest cenna, ale nie 
wyczerpująca. Najbardziej zasłużo- 
nym badaczem twórczości i życia Ko- 
nicza jest Maciej Loret. 
Niedawno Mariusz Karpowicz w 
"Biuletynie historii sztuki" zwrócił 
uwagę na związki Konicza z najbar- 
dziej postępowym polskim środowi- 
skiem połowy XVllI w., reprezento- 
wanym przez rodzinę załuskich. 
Rysunki Konicza, których jestem 
właścicielem, są już częściowo znane. 
Wisiały one w słynnej rzymskiej Ca- 
fe Greco. Kilka z nich ogłosił wspom- 
niany przeze mnie Loret w "Dawnej 
sztuce" w r. 1939. 
Był to już okres gorący, poprze- 
dzający wojnę, dlatego też ta publi- 
kacja przeszła bez echa. Są to od- 
ręczne szkice rodzajowe z życia ludu 
rzymskiego. Zadziwiające pewnością 
rysunku i migawkowym ujęciem cha- 
rakterystycznych scen i typów rzym- 
skich. 
Z biegiem lat zjawiają się naśla- 
dowcy Konicza: bardzo znany kroni- 
karz życia ludu rzymskiego Pinelli 
i znany rysownik typów neapolita:ń- 
skich della Gatta. Rysunki Konicza 
górują jednak nad scenkami oby- 
dwóch Włochów przez to że nie są 
ani teatralne ani statyczne. 
Odtwarzanie scen ludowych praw- 
dopodobnie łączy się z polską trady- 
cją malarską, skoro współcześnie w 
odległej Rosji robi to samo Aleksan- 
der Orłowski, "'" w Prusach Daniel 
Chodowiecki. W samej Polsce zaś 
dwaj cudzoziemcy, Włoch Canaletto 
i Francuz Norblin, wprowadzają 
scenki rodzajowe do swoich obrazów. 
Zamllowanie do przedstawiania scen 


ghese. Dla tamtego ozdabia cały pa- 
łac we }'rascati a dla tego maluje 
do willi Borghese (obecnie muzeum) 
szereg rzymskich scen antycznych. 
Być może, że z teg'o czasu pochodzą 
także obrazy kościelne, zamówiane u 
Konicza przez księżnę Annę Jabło- 
nowską. Rzymskie malowidła Koni- 
cza, to krajobrazy polskie z charak- 
teru. Wskazuje na to nastrój' malo- 
wanych dębowych i bukowych lasów, 
o drzewach z uschniętymi konarami 
- temat nie spotykany w malarstwie 
włoskim. 
N a ten okres przypadają rysunki, 
o których mówiłem. Miały one wejść 
w skład albumu ze scenami rzym- 
skich obchodów ludowych. Konicz 
przygotował ich około 300, z których 
znane są 23. 
Księ2:na Jabłonowska z pewnością 
je ogląaała, bo zamówiła gwasze we- 
dług tych rysunków, które z bie- 
giem lat przeszły w posiadanie ro- 
dziny Szeptyckich. Gwasze te, ma- 
lowane z rozmachem, w zdecydowa- 
nych kolorach i pozbawione szczegó- 
łów, pełne są charakteru, przecho- 
dząc niemal w satyrę. Do wybuchu 
pierwszej wojny w posiadaniu Szep- 
tyckich było jeszcze trzydzieści kilka 
gwaszy z tej serii. 
Konicz ożenił się w r. 1775 z Rzy- 
mianką i w Rzymie mieszkał już do 
śmierci. Zmarł w wieku lat 60 i pp- 
chowany został w rzymskim kościele 
San Andrea delle Frate. 
Pozostawił po sobie dwóch synów 
małarzy: Piotra i Antoniego, pracu- 
jących dla dworu hiszpańskiego. Ma- 
larze ci zasługują na wzmiankę w 
polskiej historii sztuki. Córka Koni- 
cza, Elżbieta, wyszła za mąj; za ma- 
larza hiszpańskiego Jose Madrazzo, 
a potomkowie tej pary, zawsze wier- 
ni sztuce, noszą podwójne nazwisko 
Kuntze-Madrazzo, do dzisiaj miesz- 
kają w Madrycie. 
Dorobek Konicza nie jest znany w 
całości i z pewnością jest wiele obra- 
zów, które czekają na swoje odkry- 
cie. Podobno młody polski histo- 
ryk sztuki, przebywający obecnie w 
Rzymie, Olgierd Zagórowski, odna- 
lazł na terenie Włoch około dwustu 
prac naszego malarza. Może więc do- 
czekamy się wkrótce obszernej mo- 
nografii Konicza, opracowanej facho- 
wo przez polskiego uczonego. Mono- 
grafia ta uzupełniłaby lukę w naszej 
wiedzy o jednym z polskich malarzy, 
którzy tworząc poza krajem powięk- 
szali dorobek n8.łlzej rodzimej kultu- 
ry. . 


rodzajowych ujawnia się u Konicza 
nie tylko w rysunkach, ale i w jego 
malarstwie. Pełno takich scen jest 
w krajobrazach, którymi Konicz po- 
krył drzwi w willi Borghese w Rzy- 
mie. W jednej z sal pozwolił sobie 
na danie oderwanych od tla scen ro- 
dzajowych, przedstawiających pary 
muzyczne, wśród których nie brakło 
typów polskich, jak krakowski kob- 
ziarz i grajkowie ukraińscy. Malar- 
stwo sztafażowe Konicza nie jest 
jego pomysłem, ale odbiega, choćby 
ze względu na dute poczucie ruchu, 
od tego wszystkiego co w jego okre- 
sie w tym rodzaju malarstwa było 
robione. 
Konicz urodził się w r. 1733 w Zie- 
lonej Górze, w rdzennej Wielkopolsce. 
Ojciec jego był muzykiem miej- 
skim. Uciekł z Zielonej Góry przed 
wojskami Fryderyka II, które w 0- 
kresie wCijny siedmioletniej, zajmując 
Elląsk, oderwały również od Polski 
tę ziemię. Młody Konicz, będąc na 
studiach w Rzymie stale nosił strój 
polski i stąd pewne, Rzymianie na- 
zywali go Taddeo Polacco. Legenda 
mówi że młody Tadeusz był oddany 
na naukę do kuchni krakowskiego 
biskupa, Andrzeja Stanisława zału- 
skiego. Miał więc zostać mistrzem 
kucharskim. Chłopak jednak miał ta- 
kie zamiłowanie do rysunków u 
wszystkie ściany 1 piece kuchni po- 
krywał swo1m1 szkicami, narażając 
się nieraz na rózgi. Doszło to do uszu 
biskupa, który przekonawszy się na- 
ocznie o talencie chłopca, wysłał go 
na studia do Rzymu. W Rzymie spę- 
dził Konicz osiem lat, do 23-go roku 
życia. Studiował tam w akademii 
francuskiej, która naówczas propa- 
gowała nowe prądy w malarstwie 
europejskim. W r. 1756 wezwany 
przez swego mecenasa udał się do 
Polski, wioząc z sobą pewnie zamó- 
wione różne płótna. W ich liczbie 
były obrazy, ki óre według Karpowi- 
cza miały ozdobić przyszły gmach 
akademii. Są to portrety I obrazy 
alegoryczne. Obecnie znajdują się w 
Muzeum Narodowym w Warszawie. 
Plany biskupa Andrzeja Załuskiego 
przerwała choroba i szybka śmierć 
w r. 1758. Ale Konicz zdążył jeszcze 
namalować doskonały portret swego 
protektora, przechowywany obecnie 
przy kościele Franciszkanów w Kra- 
kowie. Po mniej więcej dziesięciu la- 
tach Konicz ponownie zjawia się w 
Rzymie aby stać się mala.rzem Hen- 
ryka, księcia Yorku, z katolickiego 
rodu Stuartów, biskupa Frascati i 
kardynała, oraz ks. Marcantonia Bor- 


Dziękuję wam całym sercem i pa- 
zastanę na zawsze wdzięczny. Paz- 
w6lcie jednak pawiedzieć sabie, że 
jest ta 'Czas 11Jickiewiczawski, w któ- 
rym wszystkie nasze siły i środki pa- 
winniśmy paświęcić sprawie pomnika 
dla największegO" naszegO' paety. Jeśli 
będzie ?ni danym daprowadzić tę spra-- 
wę da 8zczęśliwega kańca, będzie ta 
zarazem najwyższą nagradą majej 
dwudziestapięcialetniej pracy na ni- 
wie literatury palskiej. 


Przypomnijmy i to, że przyjmując 
nagrodę Nobla w r. 1905, wyglosił po 
laoimie mowę, oświadczając: 


Jednakże zaszczyt ten, cenny dła 
wszystkich, a ileż cenniejszym musi 
być dla syna Palski/... Głaszona ją 
umm'łą, a ata jeden z tysiącznych da- 
wad6w że ona żyje! Głaszano ją nie- 
zdalną da myślenia i prwcy, a ata 
daw6d że działa! Głaszona ją padbitą, 
a ata nowy daw6d że umie zwycię- 
żać/.. . 
Więc 
a ta uwieńczenie nie mojej 
a8aby, albowiem gleba palska jest 
żyzna i nie brak pisarz6pJ, którzy 
?nnie przewyższają - ale za to uwień- 
czenie palskiej pracy i palskiej siły 
tw61'czej wam, panowie, członkawie 
Akademii, którzy jesteście najwyż- 
8zym wyrazem myśli i uczuć waszegO' 
szlachetnegO' narodu, składam jako 
Palak najszczersze i najgorętsze dzię- 
ki. 


W tym fragmencie mowy Sienkiewi- 
cza jest także aktualny do dnia dzi- 
siejszego przekaz wychowawczy. I 
dlatego w półwiekową rocznicę zgo- 
nu wielkiego twórcy "Trylogii", my- 
śli nasze spotykają się w tej świąty- 
ni, która jest najpiękniejszym wyra- 
zem sił narodu - w krypcie święto- 
jańskiej katedry Warszawy, gdzie 
spoezywa jej' syn a nasz wychowaw- 
ca - Henryk Sienkiewicz. 


, 
. .Największy wpływ wywarła na 
mnie to, że cale dzieciństwo BPfdzilem 


Witold ZahorskJ. 


ZblgDlew "..... 


Wiktor Tro6claako.
>>>
Nr 1081/1082, 18/25 Deoember, 1966 


NA ANTENIE (WJAOOMOSCl) 


VI 


paszport.) 


Walka 


CJA 


FLORE 


N 


o 


łam uznana za "wroga Polski Luda- 
wej". Określenie to stało się memal 
oficjalne. Usłyszałam je po raz pierw- 
szy z ust nieco podpitego kolegi li- 
terata: "Mają o was własne zdanie... 
bądźcie ostrożna koleżanko". Kiedy- 
indziej powiedział mi życzliwie taK- 
sówKarz, były oficer milicji zwalnio- 
ny w okresie Października: - "Ka- 
menda wie, żeście wrogiem komu- 
nizmu, i tylko czeka, żeby was przym- 
knąć. BYłOby trochę szumu, ale to 
by wam wiele nie pomogło..... 
Po kilku miesiącaoh redaktorstwa 
wyrzucono mnie z redakcji za "nie- 
dajrzałość polityczną, mętniactwo 1 
świadomie szkadliwe działanie prze- 
ciw władzy ludawej" i wytoczono 
proces pod pretekstem "nieodpowied- 
niej tematykI drukawanych artyku- 
łów". Przestępstwa te popełniłam w 
okresie względnej "odwilży" w sta- 
sunkach z cenzurą. Równocześnie 
wydawnictwa systematycznie odrzu- 
cają składane przez mnie do druku 
utwary, wyklucza się mnie z współ- 
pracy z radia i prasy, rozpoczyna 
jawnie szykany 1 kompromitawanie 
wobec spałeczeństwa. lV..ąż pl zez 10 
lat nie mógł znaleźć żadnej zarob- 
kowej pracy, córka była kalejna - 
wyrzucana ze wszystkich szkoł, jako 
"nie nadaJąca się" do liceum ogólno- 
kształcącego" . . . 
Kiedy życie stała się już nie do 
zniesienia, złożyliśmy podanie o pasz- 
port do Australii. Zaczęły się nasze 
bezawocne kołatania do różnych urzę- 
dów i osób. Była jednak w r. 1962 
taka chwila, że mogliśmy wyjechać. 
Znajomość z dygnitarzem, zwanym 
,,szarą eminencją Szczecina", podpuł- 
kownikiem urzędu bezpieczeństwa - 
Góreckim zawarłam przypadkiem, i 
początkowo do głowy mi nie przysz- 
ło, by ową znajomość wyzyskać. Cór- 
ka moja, Magdalena, była uczennicą 
szkały podstawowej nr 43, a jednym 
z jej kolegów klasawych był syn 
podpułkownika. 
Spotykaliśmy się na zebraniach ko- 
mitetu rodzicielskiego, którego Gó- 
recki był przewadniczącym. Nie wie- 
dzieliśmy osobie nic, tak mi się 
przynajmniej wówczas wydawało, bo 
jak się p6żniej przekonałam - on 
wiedział o nas wszystko. 
Któregoś dnia rozmawiałam z do- 
brą znajomą. Wiedziała omaich 
staraniach o wizę, a kiedy przypadka- 
Wo wspomniałam o ppłk. Góreckim 
- zawołała: 
- .Jak ta, znasz osobiście tego ge- 
neralnego ubiaka w Szczecinie? To 
przecież tylko od niego zależy. Zaraz 
idź do niego, tak półaficjalnie. Bez 
jego podpisu sam sekretarz kamitetu 
wojew6d2kiego nie dostanie paszpar- 
tu. 
Urzędował w dawnym gmachu U.B. 
przy ulicy Małopolskiej. Przywitał 
mnie dość uprzejmie. Obiecał "zba- 
dać sprawę" i powiadomić mnie te- 
lefonicznie. 
Z pl. Lotnika do bramy Portawej 
prawie biegłam. Już wtedy miałam 
jak najgarsze przeczucia .l szczerze 
żaławałam że byłam na Małopolskiej. 
Zatelefanowano w jega imieniu. 
Głos był niezna.ll1Y. 
- Tu komenda. Obywatelka Bo- 
niecka? Przyjdźcie dzisiaj na dworzec 
gł6wny, okola ósmej na kwadransik, 
możecie? 
Spotkaliśmy się przed dwarcem. 
Górecki opowiadał ml o mnie i mojej 
rodzinie. Cytawał fragmenty listów 
pisanych przez nas do syna i ad nie- 
go, mówił o moich obawiązkach pi- 
sarza, o ojczyźnie... 
Zawsze miałam za złe partii że sta- 
suje tak nieskańczenie prymitywne 
metody... Mieliśmy jeszcze dwa spot- 
kania, zawsze na ulicy, zawsze w 
ruchliwych punktach miasta. Bałam 
się tego człowieka. Czułam w nim 
chłód i siłę. Nie mówił wprost, uży- 
wał przenośni i formuł pauczają- 
cych, mówił o młodzieży emigran- 
ckiej. Oboje wiedzieliśmy doskonale 
czego ode mnie chce. Przyzwyczajana 
do vstroŻllej czujności, nie pytałam a 
nic, czekałam. 
Ostatni raz widziałam ppłk. Góre- 
ckiego na przystanku tramwajowym 
koła "Gryfu". PowIedział wyraźnie: 


Choć przeszło rak temu wyjecha- 
łam z Polski, jeszcze wszystko w 
Australii wydaje mi się nierealne, 
zaskakujące nowością, cieszące oczy 
i serce, łatwe i proste. Pamiętam, jak 
witali nas rodacy addawna tu miesz- 
kający. 
- .Jak się pani czuje w Australii? 
- zapytywali. 
- .Jak się pani u nas podoba? 
- .Jak tam naprawdę jest teraz w 
Kraju? 
"- Długo staraliście się państwa o 
paszport '! 
Mój Boże, jak mam Im ;to opowie- 
dzieć? Jak długo czekaliśmy na pasz- 
port... Czekaliśmy chyba przez cały 
ostatni, dwudziestoletni okres życia 
na chwilę ucieczki poza druty. I 
ten właśnie moment poza stał naj sil- 
niejszym wspomnieniem. Przekrocze- 
nie granicy czechosłowacko-austria- 
ckiej pośpiesznym pocIąglem, do któ- 
rego wsiedliśmy w Częstochawie oka- 
ło p6łnacy, granicy wyznaczonej gę- 
stymi zasiekami z drutów kolczastych 
podzielonych na równomierne adcinki 
strażniczymi wieżamI. 
W przedziale paśpiesznego pocią- 
gu było gorąco i ciasno. 
Nigdy w życiu nie zapomnę mętne- 
go - poprzez mżą.cy deszcz - świat- 
ła reflektorów omiatających chude 
drzewa i drogę sunącą razem z pocią- 
ciem. Cały dojrzany przez okno wa- 
gonu świat był jakby zasnuty paję- 
czyną. Wi€że strażnicze były takie 
same jak w Majdanku, przysadziste, 
na pozór zupełnie nie groone. Nie 
słyszałam ani słowa z toczących się 
obok mnie rozmów, przyciskałam po- 
liczek do chłodnej szyby nie magąc 
uwierzyć, że ota, wreszcie przejeżd2ia- 
my granicę. I nic się nie dzieje.. . 
koła pociągu nie zmieniają swego 
monotonnego rytmu, nikt nie krzyczy, 
nie płacze, nie modli się... Zdąży- 
Uśmy... zdążyliśmy... uciec z Często- 
chowy, ostrzeżeni telefanem ze Szcze- 
cina, że milicja już nas poszukuje. 
- Czy długo czekaliśmy na pasz- 
porty - ja, mój mąż I nasza obecnie 
17-letnia córka? Czekaliśmy ponad 
5 lat. Za granicą mieliśmy syna z :;;y- 
nową 1 drugą córkę. 
Ponad pięć lat starań, niezliczo- 
nych, pisanych przez nas i przez 
wytrawnych adwokatów, próśb, pism 
I podań do różnych ministerstw, in- 
stytucji, organizacji nIezlIczanych 
spotkań z "osobistościami", wyjaz- 
dów do Warszawy, okresów nadziei i 
caraz głębszego zwątpienia. 
Ciągle ten sam cykl: kwestionariu- 
sze i podania do biura paszportów 
przy komendzie głównej milicji aby- 
wIIJtelskiej w Szczecinie - odmowa. 
Odwołanie do dyrektora biura pasz- 
portowega w Warszawie, - odmowa 
z powołaniem się na paragraf... "z 
W jednym z klasztorów woda za- powodu innych ważnych względów". 
lała mortuariwn. Kilku młodych za- Trzy miesiące gorączkowych narad, 
konników póty nurkowało w ciepłej kwestionariusze da biura w Szczeci- 
glinie, aż wreszcie wydobyło nagle nie - odmowa... 
ciała niebaszczyków. - Obywatelka Boniecka? - nie! 
W zalanych piwnicach potonęły NIe pojedziecie do Australii. 
baczymy" leżala nadzieja i prześw
- dziesiątki tysięcy szczurów 1 tysiące - Dlaczego?... 
czeme, że jego następstwem b{)dzU3 kotów. Fale piekielnego deszczu zmy- Mieszkałam z rodziną w Szczeeinie 
zrozumienie wśród niemiookich wspót- wały z dachów nieprzeliczone setki od r. 1945. Byłam członkinią Związ- 
wyznawców życiowych interesów na- gałębi, które ginęły natychmiast. W ku Literatów Polskicn. Dyskrymina- 
rodu po18kiego. Przekonywajq,co i wy- stajniach wyśclgowych utonęła czter- cja mnie, jako bezpartyjnega pisarza, 
raziście zabrzmiały w zwiq,z
u z tym dzieści rasowych koni. W ogradzie byłega żołnierza A.K., inteligentki - 
slowa bylego więźnia Dachau biskU- zoologicznym ani jedno zwierzę nie jak opiniawano: "nie zaangażowanej 
pa Buchkremera z Ak:wizgranu i to- zastało przy życIu. uczuciowa w budowę socjalizmu" 
warzysza niedoli polskich księży w Te trupy zwierzęce zaczęły później trwała pełne dwadzieścia lat, z krót- 
tym obozie koncentracyjnym, kiedy gnić, i fetor w mieścle stał się nie ką przerwą t.zw. rehabilitacji przed 
w kazaniu u świętego Wojciecha w do znieslenia. Tak straszny że żoł- i w "akresie Października", kiedy to 
Akwizgranie 18 września, podczas nierze wybierający martwe stworze- partia patrzebowała ludzi nieskomp- 
wspanialego obchodu Millennium Po- nla musieli nakładać maski gazowe. romitowanych. Ofiarowano mi nawet 
laków w Niemczech zachodnich po- · · · pracę w szczecińskim radio, a na- 
wiedzial: ,,Niemieccy biskupi udzie- Około pięciu tysięcy samochodów j:!tępnie stanawiska naczelnega redak- 
lili w czasie uroczystości millennijnych zabraly wody Arno. Dalsze dziesięć 'tora w redakcji efemerycznego t y- 
swej odpowiedzi - cytuję doslownie: tysięcy, zalane błotem, me nadaje się godnika dla ziem zachodnich "Zie- 
"że musimy zdobyć s
ę na zrozu- już do reperacji. Trzeba by je roze- mla I Marze". 
mienie życiowych interesów naszego brać do ostatniej śrubki, a to się Sielanka trwała krótko. Powali 
sq,siedniego narodu po18kiego, które- nie opłaca. wyklarawywało się wszystko. Zosta- 
mu zabrano jego wschodniq, część te- 'Samachody toczyły się w potokach 
rytorium, że jednak pojed:n.anie moż- wody jak pierogi w zupie. Waliły o 
liwe jest tylko wtedy, kiedy my - ściany, wybijały drzwi, bramy 1 wit- 
Niemcy - gotowi będziemy do wy- ryny skiepowe. 
rzeczeń i ofiar. l jeśli się od nas Na niska położony plac Duomo wo- 
takich ofiar zażq,da, !Chcemy byc go- da wdarła się czterema ulicami, i 
towi na odpowiedź: TAK, w imię wokół katedry zrodził się kolosalny 
pojednania i pokoju, szczególnie my, wir, szalejący z szybkością przekra- 
którzy zjed1Wczeni jesteśmy z naro- czającą. pięćdziesiąt kilometrów na 
dem polskim we wspólnej wierze ka- godzinę. Toczący się samochód woda 
tolickiej" . rzuca ponad kratą we wspaniałe 
I drzwi Baptisteriwn. Pięć bezcennych 
Te i inne słowa przypomniał mów
 plakiet Ghibertiego odpada 1 ginie '
... 
ca uroczystości berlińskiej, Kudl1cki. w błocie, ale - na szczęście - dolna 
I oto człowiek, nie 'uznający ani część kraty zatrzymuje je na mlej- 
uroczystości, ani ludzi, których nie scu. Są jednak bardzo zniszczone. 
zaszczyci dygnitarz Polski Ludowej, Wiry dostają się do wnętrza ka- 
który nie usłyszy pochwał na czeŚĆ tedry. Pływające ławki 1 konfesjo- 
przepiaa.nych w treścl i w formie, za- Dały walą o ściany, o marmury, o 
pło
 oburzeniem. Jak to - na uro- freski, obcinają głowy rzeżbom. 
czystości ku czci polskiego Millen- W innych kościolach podobna hi- 
nium w Berlinie, mówi się po nie- storia - pływające, tłukące się ła- 
miecku! "Czułem się, mówi ten szcze- wy narobiły szkód nie dających się 
gólny korespondent, - trochę dziwnie ocenić. W Santa Croce spustoszenie 
i nieswojo". I powiada że co innego jest rozpaczliwe. 
Ich własna uroczystość, Ich akade- · · · 
mla, a potem zabawa w ogromnej Potop trwał równiutko jedną. dobę. 
sali kasyna, na którą przyszedł sam Wady zaczęły odchodzić, 1 wtedy to 
szef misji wojskowej, p. minister Bo- dopiero mieszkańcy zdali sobie spra- 
lesław Koperski, oraz delegat Łzw. wę z tega że zeszły wody, ale zosta- 
towarzystwa ,,Polonia", czyli odpo- ło błoto. Tysiące i tysiące ton błota, 
wiedniej gałęzi partii do robIenia in- które zatkało kanalizację, zasmaro- 
teres6w partii wśród zagranicznych wała budynki, pokryło ulice warstwą, 
Polaków. Tam byli, tu ich nie było, w pewnych miejscach przekraczającą 
wIęc było dziwnie. W dodatku, co dwa metry głębokości. Telefony nie 
również ubodło Męclewskiego, także działają., światła nie ma, wody nie 
i X. infułat Lubowiecki też mówil ma. Na drugi dzień po katastrofie 
głównie po niemieeku. I też nie ala- obywatele Florencji zabrali się do 
wił dwudziestu dwóch lat Polski Lu- ratowania miasta. Gdy nadjeżdżać 
dowej w l000-leciu ,Polski. A juz po- zaczęło wajsko, drogę żołnierzom 
gnębiło pana Męclewskiego to, że wskazywały dzieci, które stały na 
młodzież niemiecka - właśnie nie- rogach ulic z opaskami na ręku, re- 
miecka - na tej polskiej uroczysta- gulując ruch. T.zw. "długowłose", 
ści odtańczyła polski taniec, za co czyli panienki-beatlesiątka zapamn1a- 
im zamiast po polsku, po niemiecku ły a swoich wyśnionych bohaterach 
dziękował infułat Lubowiecki. I w i popisywały się niebywałą. energią., 
dodatku - według p. iMęclewskiego świetną organizacją, wzruszającą po- 
_ doktór Kudlicki mówił tendencyj- mocą dla ludzi starych I chorych. 
nie. .Półmartwe miasto zabrzmla10 łomo- 
A u nas - iliłgle wracał pan ko- tern wojskowych clężarówek I szczę- 
respondent do urzędowej galówki - kiem łopaŁ 
"długo się jeszcze bawiono przy mu- Straty? Nie Bilę się żeby o nich 




 
zyce tanecznej. Baw.lono się polsku. coś powiedzieć. Za wcześnie na to ............................................................................... , 
Wierzcie mi państwo - bardzo milo żeby ocenić ile to miliardów niewy- . 
I serdecznie". Wierzymy, panie Męc- miernych zniszczeń w dokumentach, . · 
lewski, wierzymy. Pewnie i pienią.żki pergaminach, rzeźbach, obrazach 1 = W NASTĘPNYM NUMERZE "NA ANTENIE" = 
na to poszły z odpowiedniego budźe- nade wszystko we freskach, które . · 


u
:



i


e


O
gi


:
 'i'::::::.kr




i

ą:az:
Ci
ł::
h E POLONICA W SZWECJI = 
pijali. Tylko czy to ma być istota czy w pałacowych fundamentach, . · 
polskich obowiązków na obcej ziemi które pózniej dopiero wyjdą na jaw. = = 
i zadanie Polaków w tym ogromnym .Jakie olbrzymie szkody prywatnego . · 
zagadnieniu życiowych interesów Pol- mienia mieszkańców tego półmiliono- . · 
ski wobec społeczeństwa niemieckie- wego miasta. = bogato ilustrowany reportaż Michała Lisińskiego o szwedzkich łupach z Pol- = 
go? Kiedy żegnałem Florencję w dwa. ... · 
Pytanie nie potrzebuje odpowiedzi. tygodnie po niewiarogodnej katastro-. ski i innych polskich pamiątkach wy pełniających muzea i pałace W Szwecji. = 
Natomiast odpowiedzi wymaga py- fie - padał deszcz... Można ją było = . 
tanie skąd tyle prymitywnej perfidii, parównać do ogłuszonego człowieka,. łvl.in.: O polskich sztandarach w królewskie J ' zbro J 'owni w Stockholmie , o tu- · 
skąd to ustawiczne szkodzenie spra- który po odzyskaniu przytomności = = 
wie polskiej za cenę dopasowywania uniósł się z ziemi i ciężko chwytając. reckim namiocie Au gu sta Mocne g o , i o P ewne J ' P i ę kności z Ni es ' wI ' ez ' a · 
jej do sztancy komunistycznej dyk- powietrze klęczy, podparty rękami. . ImIe- · 
tatury? Bo mimo poziomu wywodów Z tej klęc2ącej pozycji Florencja · . M l . " k ' d 16 1 5 . = 
p. Męclewskiego, nie jest to chyba prędko się nie podniesie. = nIem" e USIna, tora o r. '" przebywa W StockholmIe. . 
sama... .naiwność.. · 
1V. T. 1V
cWCh 
Paow
:..............................................................................: 


- Więc pajedzlecie koleżanko Bo- 
niecka do Australii jaka nasz czło- 
wiek... 
Ale to właśnie była cena, której 
nie mogłam zapłaclć. Powiedziałam 
mu ta wręcz. 
Tego poabiedzia widziałam go 0- 
statnl raz. W latach następnych kU- 
kakrotnie chadził do niego mój mąż, 
ale podpułkownik po prastu wyrzucał 
go za drzwi, krzycząc: 
- Póki ja tu siedzę, nie wyjedzie- 
cie nigdzie! 
I rzeczywiście, sprawę można byłO 
ruszyć z miejsca dopiera po przenie- 
sieniu pułkawnika na identyczne sta- 
nawiska do Gdańska. Usiławaliśmy 
szukać dróg pośrednich. 
- .po prostu zapłaćcie - poradził 
ktoś życzliwy. 
Syn przysłał pieniądze. Pierwsze 
próby zaVl."1odły. Drobne sumy, pre- 
zenty, krycie "kosztów podróży", ko- 
lacje... Nie, to nie tak, to dabre dla 
tych, którzy zawsze siedzieli cicho, 
którzy dopiera zaczynają starania. 
Czas wlókł się niemiłosiernie. Był już 
r. 1963. Wreszcie poważna oferta: 
60.000 zł., w dwa miesiące paszporty. 
Pienlądze do rękI. Cała transakcja 
trwała dziesięć minut. Aha, jeszcze 
jeden drobny warunek: sportowiec, 
.Janusz Orzepowski, sprowadzi się na- 
tychmiast do naszego domku, który 
potem przejdzie na jego własnośc. 
.Janusz O
zepowski wprawadził się 
bez dapełnienla jakichkolwiek formal- 
ności, do naszego domu. Osoby zain- 
teresowan
 wzięły pieniądze, za któ- 
re kupili sobie "Syrenkę", a dla nas 
rozpoczął się czas oczekiwania. Oka- 
zało się, że cała sprawa była zwyk- 
łym wyłudzeniem i szantażem, o tyle 
bardziej skomplikawanym, że Orze- 
pow.sk.1 był agentem urzędu Bezpie- 
czeństwa. Wpadliśmy w pułapkę. ży- 
cie zmIeniło się w koszmar. 
Orzepowski był zawodnikiem i "ob- 
jeżdżaczem" motorów w firmie ".Ju- 
nak" w Szczecinie. Z firmy go usu- 
nięto za kradzież części motocyklo- 
wych. Ale jak stwierdziłam, sprawy 
nie skierawano na drogę sądową - 
miał bowiem dobre plecy: milicję, 
prokuraturę. komitet wojewódzkl 
Partii. 
Wprowadziwszy się do naszego do- 
mu, zaczął czynić wszystko aby nas 
wyrzucić. Za nic nie płacił, wyłamy- 
wał zamki, rąbał siekierą drzwi' i 
maje meble, domagał się darmowych 
świadczeń: światła, ogrzewania, wody. 
Działał absolutnie bezkarnie będąc 
konfidentem U.B. Prosiłam o spra- 
wiedliwość i opiekę. Pisałam wielo- 
krotnie do władz, poczynając od 
Związku Literatów, a ltończąc na 
K.C. partii i ministerstwach. W odpo- 
wiedzi na to prokuratura miejsco- 
wa w osobie prokuratora Tora wy- 
stąpiła z wnioskiem zamknięcia mnie 
w szpitalu dla umysłowo chorych, a 
komitet wojewódzki partii poradził 
pa dobroci abym pazostawiła Orze- 
powskiega w spokoju, ponieważ "jest 
potrzebny Palsce Ludowej". Inne u- 
rzędy po prostu nie reagowały na 
maje wałanie o pomoc. 
Po tych straszliwych doświadcze- 
niach nareszcie uśmiechnął się do nas 
los. Dostaliśmy nareszcie paszporty 
pod warunkiem: 
- Wyjeżdżajcie natychmiast 1 bez 
szumu... 
Na dwarcu w Częstochowie wypeł- 
niała nas jedna myśl: czy zdążymy? 
Czy w ostatniej chwili nie odbiorą 
nam dokumentów? Czy już był tele- 
fon da U.B. i milicji? Czy wywąchali, 
że jesteśmy w Częstachowie i przy- 
śpieszamy wyjazd o dziesięć dni? 
Strach paraliżował zmysly, przesz- 
kadzał w skupieniu, nawet modlić się 
nie umiałam... Na dworzec, w óW 
pamiętny wrześniowy wieczór przysz- 
liśmy o wiele za wcześnie, ale w ho- 
telu nie magliśmy już być ani minu- 
ty dłużej, zdawało się że się po pro- 
stu dusimy... 
I ota nareszcie jesteśmy w Austra- 
lii, a dobrzy ludzie miejscawi rodacy 
pytają się czy mieliśmy jakieś trud- 
ności z otrzymaniem paszportu... .Jak 
im na to odpowiedzieć... 


te monety, ozdobne tarebki - dzle- Telefon już nie działał, dzwony nie 
siątkami tysięcy popłynęły z wodą do biły na alarm, ba poruszane są elek- 
niezbyt odległego morza. trycznością. a dopływ prądu zastał 
Jakim cudem to się wszystko sta- przerwany. Mateotti zostawił samo- 
ło? Jak to możliwe, żeby w tej śmie- chód w bezpiecznym miejscu, prze- 
sznej rzeczce nagle znalazło slę tyle brał się w strój rybacki, włozył wy- 
wody? Skąd to piekielne zaskoczenie sokie buty gumowe i jak ka.tdy ra- 
powodzią o apokaliptycznych rozmia- sawy dziennikarz ruszył na miejsce 
rach? katastrofy. Na ratunek, gdzie się da, 
Wracam, ciągnąc za sobą upaćka- tam gdzie tylko szalany prąd wady 
ne nogi. Już nie mam więceJ siły. na to pazwala. 
Widzę jeszcze, jak zrozpaczony skle- Ca dziesiąty chłopak włoski ma 
plkarz w furii wyrzuca na ulicę buty większą czy mniejszą nadymaną łód- 
całymi tuzinami. Wiele jeszcze w zu- kę Z gumy. Zaroiło się od tych łodzI, 
pełnie dobrym stanie, ale... nerwy nie a znalazły Slę na ulicach także 1 ło- 
wytrzymały. dzie rybackle, motorówki, a nawet 
Z pensjanatu dzwonię na lewo i na amfibie. W ośleplającym deszczu za- 
prawo. Znajomy dziennikarz, Giorgio częto ratawać przede wszystkim lu- 
Mateotti, godzi się na spotkanie. dzi. Zdrawi uciekali sami na wyższe 
Chcemy rozmawiać w kawiarni, ale piętra, chorych, starców, małe dzieci 
tu nie ma nawet stojącego miejsca. - trzeba było wynosić. 
Idziemy do mego pensjonatu i tutaj Przedziwny spok9j opanował mie- 
on mówi, a ja słucham. szkańców: nie było histerii, krzyków, 
* * . paniki. Dzięki temu utonęło zaledwie 
Deszcze padały od dwóch tygodni około dziesięciu ludzi 
prawie bez przerwy. 2 listopada o Z daleka łamot wybuchu - to 
4 pp. nastąpiło t.zw. oberwanie się eksploduje skład karbidu, na szczę- 
chmury. Zaczęła się nieludzka ulewa, ście opustoszały. 
hucząc po dachach, zacinając w ok- W więzieniach skazańcy usiłują 
na kubłami wody. Ludzie uciekali do wyłamać kraty. Dozorcy otwierają 
bram 1 do domów, a ulice wkrótce cele. Czterdziestu desperatów skacze 
opustoszały. Wreszcie wszyscy poszli do wody, dwóch tonie, reszta ucieka 
spać, nle myśląc w ogóle o Arno, bo i wreszcie ratuje się w gałęziach 
przecież od poziomu wody do bału- drzew wystających z wody. Przesie- 
strady nadbrzeżnej były jeszcze dwa. dzieli na tych drzewach przeszło do- 
metry. Ulewa jak ulewa - gwał- bę, a potem znaleźli schronienie w 
towna, więc pewnie szybko przejdzie. klasztorze, gdzie wystraszone zakon- 
Mateotti wstał w nocy, żeby udać nice nakarmiły więźniów. No i tyle 
się na t.zw. "świt" do redakcji dzien- ich widziano. 
n1ka "La Nazlone", który mieści się Jeden wpadł w więziennym pasiaku 
tuż nad rzeką Arno. Przez deszcz, da jakiegoś mieszkania ,j, ludzi prze- 
wzmagający się bez przerwy, wol- konał, że to nie jest strój więzienny, 
niutko jechał z wysoko położonego ale pidżama, w której zaskoczyła go 
Fiesole swoim nowiutkim Fiatem, powódź. 
W redakcji niewiele miał do rOboty" Inni więźniawie brali udział w ak- 
więc wyglądał przez okno w czarną cji ratunkowej, wyłamując zalane 
noc 1 lejące się potoki wody. drzwi I wyciągając żonę i dzieci wła- 
Gdy zaczęło świtać, spojrzał jesz- snego strażnika. 
cze raz i wtedy - oczom swoim nie * · · 
wierząc - ujrzał że woda olbrzymią Gionni Lonzi, członek włoskiej dru- 
kaskadą przelewa się przez balustra- żyny water-palo, która na olimpia- 
dę dzielącą. bulwary od rzeki. Samo- dzle zdobyła medal, znalazł się w 
chód, pomyślał, - nowiuteńki sa- damu zalanym aż po drugie piętro. 
mochód! Rzucił wszystko, zbiegł jak Skacząc do lodowatej wody, wyciąg- 
szalony po schodach i brodząc w wo- nął z parteru po kolei aż siedem 
dzie dapadł swego wozu. Jechał jak osób. Przy ostatnim osłabł już zu- 
mógł najszybciej, bo woda rosła w pełnie 1 skostniał z zimna. I wtedy 
oczach. Koło Dumna miał już wodę to usłyszał z dołu wycle psa, zamk- 
pod stopami, ale teraz jechał już niętego w pokoju. Skoczył jeszcze 
coraz wyżej, aż się wreszcie wydo- raz, ale teraz wyciągnięto go już z 
stał .na Fiesale. Tu z góry spojrzał wody nieprzytomnego z żywym psem 
na miasto 1 doznał wrażenia że Flo- w ramionach. 
rencja tonie. żółte wody, pokryte Inny sportowiec próbował płynąć 
pianą. i śmieciami, pędziły ulicami na pomoc w wyścigowej jedynce, 
jak wściekłe, pęczniejąc w oczach. Łzw. "skiffie". Łódź wywróciła się i 
przepadła. WIoślarz się uratował. 
* . * 


ZJawiłem Slę we Florencji wieczo- można oczyścić, gdy błoto skamie- 
rem 17 listopada. KolacJę Jadłem na nieje? 
dworcu przy świetle lampek i ,świe- Na placu ptzed Duomo leżą na bru- 
. czek, bo swiatło w miescie znowu ku kościelne ławki ,j, kon1esjona.ły. 
zgasło. .Jadłem szynkę z grollZkiem. Na wspanlałych drzwiach Ghibertie- 
. Smakowało trochę dziwnle. JaWłc go w Haptisteriwn z dziesięciu bez- 
taksowką prze
 ciemne uhce w me- cennych, przeBławnych płyt, przed- 
samowitym błocie, wewie,le zd
ałem stawUl.jących sceny blbhjne, zostało 
dostrzec, bo już było dla mnie jasne tylko plęć. Obok robotwcy już myją 
że w tym ffileście .Medyceusww zo- benzyną marmury katedry wysma- 
stałem zatruty. Noc w Ja.kimś pensjo- rowane tym brązowym św1nstwem. 
naciku spędziłem w torturach, stwler- A deszcz pada i pada. 
dzaJIłC rownocześnie z przerazeniem, Kościół Santa Croce głębiej jesz- 
że kanalizacJa we działa i że - po- cze tonął w tej mazi. Zamknięty, jak 
dobnie jak w całym n1ieś:ie' - w zresztą wszystkie kościoly i muzea. 
ogole nle ma wody.' Ale wiem, że z krzyża drewnianego 
1tano szpltal i pompowanie żołąd- Cimabue, jednego z największych 
ka. Po kilku godzmach' w jakiś cu- skarbow sztuki BWiatowej, właściwie 
downy sposob przyszedłem do siebie nic nie zostało. Wiele fresków Glotta 
i lekko osłabiony ruszyłem na mia. - w ruinie. 
sto. Zobaczyłem koszmarny obraz' Mijam Pałazzo Vecchło, który tro- 
mlasta powalonego na łopa.tki, pol- chę lepiej wygląda, i oto Już stoję 
trupa, tonącego w gorach błota. Sa- koło galerll Utf1z1, gdzie zresztą 
mocllodow bardzo mało, ludz.L tez nie- większość najcenniejszych obrazów 
wlele. Myiilę, że bardzo dużo osob- zdołano w porę wynieść na wyższe 
uCIekło z mla5ta, obawiając się za- pIętra. Tu jednak w archiwach piw- 
razy. 1
etor, bo wiele kanałow zatka- nicznych przepadła bezpowrotnie du- 
nycn błotem. Na moich oczach wy- ża część drukow, m1krof1lm6w 1 ne- 
clQ.gano ze ściekow kubełki tej cuch- gatywów o ogromnym znaczeniu hi- 
nąceJ gliny zDlleazanej z czarno-brą- storycznym. 
zową roPił z pOPItkanych zbiornikow No i wreszcie rzut oka na tę zbrod- 
pallwa. nlCZlł rzekę Arno. Znam ją doskonale 
Wlele sklepów, to tylko ziejlłce ja- z miesięcy letnich, kiedy ta rzeka 
my z powybIJanymi drzwiami i oklla- właściwie nie istnieje. Spiętrzona jest 
mi, a w środku mokre szmaty, kslQ.Ż- jedynie sztucznie w granicach mia- 
ki i połamane meble, wszystko po- sta, ale poniŻej i powyżej - to tylko 
zieplane w OClekające brązowe kupy. strumyczek szerokości dwóch stóp. 
.Na sClanach domów, palacow i ko- A teraz p
 korytem płynna gli- 
iiciołow wszędzie zaciek! tej ł:'OPy ko- na a w niej deski, szmaty. gałęzie, 
loru gnoJu, która płynęła na wierz- potopione koty, buty, pudla, potrza- 
chu powodziowych fal, wywolujlłC skane meble. Na most Alle Grazie, 
najcięŻBze, najtrwał$ze naJtru
ej- gdzie woda wyłamała wszystkie ba- 
sze do usunięcia zniszczelUa. Brodzę lustrady, woj11kowe ciężarówki wy- 
w tej mazi po kOIltki, często zapa- rzucają góry błota a buldozery spy- 
dając się do polowy łydek. Wszyscy chają, to wszystko w dół, do rzeki. 
mieszkańcy Florencji chodził, w gu- Tłumy dzieclaków gap1Q, się na to 
mowych butach, a ja swoje buty 1 widowlBko. 
spodnie - na szczęście stare - mu- Wzburzona rzeka płynie dołem, ale 
siałem potem po prostu wyrzucit. w dniu powodzi jej poziom był wyż- 
Przed pewnymi sklepami tłwny ko- szy o pełne... dziesięć metrów! Oto 
bieŁ Na tekturze wywieszony napis: podchodzę do iPonte Vecchio, tego 
Vend1te materiale alluvlonato mostu-symbolu, ;Litościwie oszczędza- 
l8przedaZ materiałów powodzio- nego w czasie wojny przez Niemców. 
wych"'. Kobiety grzeb1Q, w mokrych Most stoL 'Stoi 'nawet cały dach nad 
szmatach, w stosach butów, torebek, tymi domkami złotników, które z 
które się sprzedaje za jedną. trzecią tego przedziwnego mostu tworzyły 
ceny. zacieki ropy na jednych uli- niezapomnian.ą, pełną. czaru uliczkę, 
cach do wysokości połtora metra, na świecącą się od błyskotek, złota i 
innych - nitej położonych - do srebra. ZoIItały nawet pokOlki na 
trzech, czterech metrów, a czasem pierwszym piętrze. Tylko parteru 
nawet do wysokości drugiego piętra. tych domów nie ma, bo został prze- 
Z piwnie jakiegoś pałacu żołnierze bity wodą. jak ogniem arytylerll. Złe- 
WYiliłgają paczki dokwnentów, a ra- jące dziury, zawieszone teraz szma- 
czej sznurkami związane bryły cuch- tami, a zegarki, bransoletki, naszyj- 
ną.cego błota. Czy to w ogole będzie nlki, korale, pierścienie, broszki, zło- 



--- 


o obchodzie polskiego millennium 
w Berlinie 


Nawarstwione od pokoleń stosunki 
polsko-niemieckie, a za naszej parnię:- 
ci przygnieclone bezmiarem clerpien 
I tragedii polskiego narodu - to 
WCllłZ KlUczawy problem i dla Pola- 
ków I dla .NIemców. Niezrazumienie 
tej oczyw.llltej prawdy będzie drogo 
kosztowało kaŻdego, Kto uSliuje głO- 
wę schować w piasek. 
W tym wielklm zagadnieniu poli- 
tycznym, maraUlym i KUlturamym od 
stuIecla przeszłO gra swoJą rolę drob- 
na na pozór dla calosci sprawy, ale 
ma)lłca swą znaczną wagę - pOlska 
grupa etniczna w Niemczech. Od po- 
koleń zorganizowana. strzegą.ca wia- 
ry, mowy I obyczaJu poiSKlego. Twar- 
da wobec dyskryminacji, równie twar- 
da wobec Jawnych przeslacowan, bo- 
hatersKa w closacn, jakie na nią 
Spadły z rąk brunatnego totalizmu. 
Także 1 w ostatnich dwóch dziesiąt- 
.kach lat Związek Polaków w Niem- 
czech, z trudem buduJąc swą organi- 
zacJę na ruinach zniszczema po klę- 
sce Trzeciej Rzeszy, nawlą,zał do 
tych chlubnych tradycjI. Objawiło się 
to ZWłasZCza w udzla1e Związku Po- 
iaków w wielkich obchoQach miilen- 
niJnych w clągu tego roku. zeby wy- 
mienić obchody w AkwIzgranie, w 
Hamburgu. w Hanowerze, w Nev.lgea, 
w Stuttgarcie. w Monąchiwn, w A.ltO- 
tlng, w Mannheimie I w Berlinie. War- 
to dodać że takie uroczystości pol- 
skiego millennium, jak w Akw1zgra- 
nie I pielgrzymka w AltOting, zgro- 
madziły kilkadziesiąt tysięcy Niem- 
ców. w tym kilka tysięcy Polaków. 
Innymi SłOWY - jest to flpołeczność 
polska, wrosła w ziemię niemiecką. 
i na tej ziemi słUŻliCa sprawie pol- 
skiej. I jako taka zasiuguJąca na naj- 
wyższe uz.nanie. 
Niestety. wartości niewątpliwe, bez- 
sporne i tak dla nas cenne są od daw- 
na celem gry podJazdoweJ dyktatury 
rządzącej Polską. Uważa się tam, że 
nie ma. wartości od niej niezależnych, 
a jeżeli są - trzeba je poddać BObie, 
a jeśli poddać sobie się nie dadzą - 
ogłosić za wrogie ludowI. 
Z takich chyba pobudek wyszedł 
niepoczytalny wręcz atak koreapon- 
denta Radia Warszawa, Edmunda 
Męclewskiego na obchód millennijny 
ZWiązku Polaków w Berlinie. urzą- 
dzony przez oddział Zwią,zltu dla ucz- 
czenia polskiego lOOO-lecia, a także- 
i to bynajmniej nie na marginellie pro- 
gra..nu - dla poinformowania oplnll 
niemieckiej o znaczeniu tego histo- 
rycznego faktu 1 jego dZiałaniu na 
dzisiejs2ą rzeczywistość obu narodów. 
W tym celu Zwlą,zek zaprosił znako- 
mitego znawcę stosunków polsko-nie- 
mieckich, Stanisława Kudiickiego, 
aby przemówienie jego trafiło do 
tyoh, dla których polskie widzenie 
tej sprawy albo nie jest jasne, albo 
- powiedzmy otwarcie - wręcz egzo- 
tyczne. 
Przem6wienie Kudlickiego, skiero- 
wa.ne do apinli niemieckiej, tak jak 
jego poprzednie wystąpienia, poruszy- 
ła także I tym razem istotę sprawy. 
Z jednej strony mówił o historii eks- 
pansji niemieckiej na wschód, kosz- 
tem Polski, o polityce, prowadzącej 
do tego wybuchu, jakim bYł stosunek 
'n'zeciej Rzeszy do Polski, z drugiej 
przypomniał o związkach kultural- 
nych, takich jak pobyt Mickiewicza 
w Berlinie, jego spotkanie z Goethem, 
brak zachwytu dla wykładającego 
wówczas Hegla. Mówił o epizodzie 
wiosny ludów, o zwolnieniu gen. Mie- 
rosławskiego z Moabitu i o entuzjaz- 
mie, z jakim go powitała ludność Ber- 
lina. Przypomniał rolę 18 polskich po- 
słów do Reichstagu z odwagą bro- 
nią.cych sprawy polskiej w kolejnych 
fazach pruskiej i cesarskiej palityki 
wytępianie żywIołu polskiego. Może 
najwiękBzą, rewelacją dla nie znają- 
cych historll NiemCów było przypom- 


nienie Kudlickiego że po trzecim roz- 
biorze Polski Prusy liczyły więcej 
mieszkańców mówiących po polsku 
niż po niemiecku. Wspomniał o znaka- 
mitym uczanym polskim na katedrze 
uniwersyteckiej Berlina, prof. Brilck- 
nerze, o Przybyszewskim. A wresz- 
cie o zdziesiątkowaniu społeczności 
polskiej w Niemczech w erze Trze- 
ciej Rzeszy. Wszystko to mówił nie 
dla Polaków, których znajomość tych 
spraw wynika bądź z autopsji, bądź 
z mowy i nauki ojczystej. Mówił dla 
zaproszonych iNiemców, a także - 
o czym organizatorzy poprzednio 
wiedzieli - dla telewizji berlińskiej, 
a poprzez nią. dla setek tysięcy Niem- 
ców, którzy wyjątki z przemówIenia 
Kudlickiego usłyszeli w programie 
telewizji. 
Najdłuższą część I najbardziej ak- 
tua.lną. dla zagadnienia wzajemnych 
stosunków, stanowiło oczywiście owo 
zagadnienie moralne, które jednym 
słowem "Przebaczymy" - rzucili z 
wyżyn najczystazej postawy chrze- 
ścijańskiej bilIkupi polscy, a za nimi 
tysiące, setki tysięcy Polaków w 
czasie naszych obchodów 1000-lecia 
chrześcijaństwa w Polsce. Kudlicki 
mówll o znaczeniu tej moralnej ofen- 
sywy biskupów polskich. I powiedział 
do Niemców - co przytoczymy tu 
w dosłownym przekładzie fragmentu 
jego przemówienia: 
Nie wolno również przemilczać i 
tego że u podstaw tego sZowa "prze- 


.) Pani Baniecka, magister filazofiI, 
profesar llceum, autorka kilku ksią.- 
żek beletrystycznych, była redaktor- 
ka naczelna tygodnika "Ziemia i Mo- 
rze" i członek Związku Literatów 
Polskich, po wajnie mieszkała i pra- 
cowała w Szczecinie, skąd przybyła 
do swojej rodziny w Australii. 


Maria Antonioa Boniecka. 


w 


OBRONIE PRAWDY 


HISTORYCZNEJ 


,.........................! 
- . 
. . 
= A BACKGROUND = 
= SPEClAL : 
. . 
. . 
e THE E 
. . 
i SINO-SOVIET i 
. . 
E CONFLla e 
. . 
= ELEVEN RADIO = 
E DISCUSSIONS e 
. . 
· ICDITED BY . 
. . 
= LEOPOLD LABEDZ : 
. . 
. .- . 
. 
 . 
E G.R.URBAN = 
. = 
. Loac1oa U65 Prtce 18/- net . 
. . 
e THE BODLEY H£AD E 
· _a_y.,.a'" . 
= 10
.. STREET, . 
. LONDON, 1V.o.J. . 
. . 
.........................1 


GŁOSY I OPINIE O KSI.
ŻCE 


"LEW A 


WOLNA" 


Broszura wydana przez "Gryf" staraniem Federacji Światowej Stowarzysze- 


nia Polskich Kombatantów. Do nabycia W kioskach i księgarniach polskich 


NAST
PNY NUMER 
"NA ANTENIE" 
DOŁ
CZONY B
DZIE 
DO NR. 1087 
"WIADOMOSCI" 


".{,. 
"'I:"'. . ..
 ."
>>>
Nr 1081/1082, 18/25 December, 1966 


NA ANTENIB (WlAOOMOSCI) 


VD 


..................................................... 
. . 
. . 
. . 
= STANISŁAW ZADR02NY = 
. . 
. . 
. . 
. . 
i Tu - Warszawa i 
. . 
,; Dzieje radiostacji powstańczej "Błyskawica" = 
. . 
. . 
= Orbis - Londyn - 1964 = 
. . 
E Cena $2.75 E 
. . 
= KaI4tka Stanbława Zadrome&'O "Tu - WarBZ8iWa" jest opow1e- = 
= Acq o dziejach rad!o8tacJ1 .AJ1mIi Krajowej ,..Bły\Bkaw1ca", która była = 
. JIo8em wak:zla.cej 8tolicy. . 
. . 
= Przynosi nie znane ootychcza.a szczegóły dotyczą.oe przygotowań = 
= do powst:a.ma w CZILB1e okupacji jak l pracy radiowej w ciągu po- = 
. \WItania. Nie jest to Jednak suchy dokuimenL PJezczeg6lne fakty ł . 
= wydarzenia przenJka atmo.stera charaMeryatyczna dJa kOWlpiracj.l = 
= I powstania. Mówi o ludziach pełnych poświęcenI&, gotowych do = 
= otiar 1 wypełnlea1a obow1ązku do końca. = 
= 
a "Tu - WarBZ8iW8." wypełnia lukę w dziedzinie WIIpOIIllIl- = 
= karBtwa. woje:nnego. = 
. . 
= Autor tej książki naletał przed IWO
 do gropy pisarzy ma- = 
. ryI113tów. Jest autorem iksUłżki ,,Na gdytlak1m 8ZlalmI", wydanej przez . 
= 
 M. Arcta. Znany jest równie:! Bbuchac:zom Polsklego RadIa, ! 
= gw:lyt występował często przed mIkrotonem jako autor teJlietoIIÓW 1 = 
= repertaży dźwiękowych na tematy morsk1e. Przed 8IWI14 wOJn4 był = 
. generalnym sekretarzem RozgłOŚD.1 Pomar8ldej Polaki
 Ra.d!a.. . 
= Obeanie jest czronkiem red&kcJi 
łośn1 Poł.sk.1ej Radia Wolna = 
. ! 
.......................................K............. 


Metamorfoza 
pułkownika Załuskiego 


Dzień Wojska Polskiego świętu- 
je::ł y jako dzień braterstwa broni z 
Armią Radziecką..... - czytam w 
broszurze, której autorem jest ruch- 
liwy i znany dziś pułkownik. Nas':!- 
wa mi się wątpliwość, czy obecme 
w ten sam sposób określiłby przy- 
czynę świętowania dnia 12 paździer- 
nika. 
Zdanie to znalazłem w niewielkiej 
broszurce wydawllictwa ministerstwa 
obrony narodowej p.t. "Wojsko Pol- 
skie - Ojczyzny wierna straż". Uka- 
zala się ona na jesieni 1951 w impo- 
nującym nakładzie 30.000 egzempla- 
rzy. Być może, nie wszędzie zostala 
wycofana z bibliotek i może niejeden 
z naszych słuchaczy znajdzie okazję, 
by się z nią zapoznać. A warto! 
KsiI}.Żeczka znajduje się również i 
za granicą. Można na nią natrafić 
np. w Bibliotece Kongresu Amery- 
kańskiego, gdzie jest skatalogowana 
pod nr. 4-U.A.-631. .. . 
Po tych informacjach blblIogr
lcz- 
nych należy już ujawnić nazwlsko 
jej autora. Jest nim Zbigniew Zalu- 
ski, podówczas oficer polityczno-wy- 
chowawczy, a dziś autor kilku ksią- 
żek, bliski współpracownik gen. Mo- 
czara 1 czołowy ideolog grupy par- 
tyzantów. 
Jest rzeczą. jasną, że każdy czło- 
wiek może z biegiem czasu zmienić 
swoje poglądy. Nikt też nie może 
odmówić tego prawa płk. Załuskie- 
mu, nawet jeśli ta zmiana jest dia- 
metralna i daleko idą.ca. 
A przede wszystkim jeśli ta zmia- 
na przekonań jest szczera. Gdy jed- 
nak chodzi o członków partii - po 
tylu przykładach z dawniejszej i n
j- 
świeższej historii - trudno mleć 
pewność czy nowe ich "credo" jes
 
rzetelne - i na jak długo - czy tez 
po prostu jest objawem dostosowania 
się do znanej maksymy komunistycz- 
nej: "byt określa świadomość". 
I dlatego warto sięgnąć do tej - 
z taką skromnością przemilczanej 
przez autora - broszurki. Zwłaszcza, 
że w swej "Przepustce do Historii" 
wykazuje tyle żarliwej troski o - 
niech mi będzie wolno zacytować - 
"wychowanie zdrowej moralnie mło- 
dzieży, kształtowanie jej obywatel- 
skiej postawy, politycznej mądrości". 
Dobrze więc by ta młodzież - nie 
tylko zresztą ona - w pełni poznala 
poglądy samorzutnego wychowawcy 
i nauczyciela patriotyzmu. 
Sięgam więc do broszury Zbignie- 
wa Załuskiego. Co mówi o odzyska- 
niu przez Polskę niepodległości i na- 
szym wojsku? Cytuję godne zapa- 
miętania fragmenty ze strony 6 i 7: 
W roku 1918 powstała Polska bur- 
żuazyjno-obszarnwza, powstało jej 
wojsko. Lecz nie była to taka Polska, 
o którą walczył nasz naród, a woj- 
sko które wówczas powstalo nie było 
woJskiem ludu pracującego. Władzę 
w kraju zaga?'nęli obszarnicy i ka- 
pitaliści. A rmi
 była powoł9-na prze- 
ciwko narodowt dla złamanta zacząt- 
ków jego władzy... 
A jakie - zdaniem wnikliwego hi- 
storyka, płk Załuskiego - byłł' cele 
tego burżuazyjnego wojska? Nle m
 
on co do tego najmniej szych wątph- 
wości i tak na to pytanie rażno od- 
powiada: 
Na zewnątrz kraju podboje; we- 
wnątrz - ucisk i gwalt :- wsz..y;;tko 
w interesie finansjery śwtatowe1 t ro- 
dzimych kłas posiadających.. . . 
Takie wojsko nie mogło stę cwszyc 
poparciem i sympatią mas ludowych, 
poparciem narodu. Nie 'miało ono 
trwalego zapłecza, nie moglu być sil- 
ne. 
Na str. 10 swej broszury, płk Za- 
łuski - wzór historycznej uczciwo- 
ści - przypomina w dalszym ciągu 
cierpliwemu czytelnikowi: 
...jak przedwrześniowe. wojsko Pl!l- 
ski burżuazyjno-obs.zarntcZe1. br?ntł
 
interesów francuskic
 b
nkierow. t 
belgijskich fabrykantow, JCJ:k 
ronlło 
prawa amerykańskiego kapttaltsty do 
wyzysku robotnik
 :polskiego, łamią,c 
strajki w przedstębwrstwat;h HarT'/.- 
mana na Ś lq.sku, jak brontło prawa 
angielskiego kupca do. WYZY8
. pol- 
skiego chlopa rozpędzając. straJkt gło- 
dowe chłopów małopolskich. . . 
Trudno to inaczej określić niź nie- 
wybredne szkalowanie wojska Polski 
niepodległej. Nie trzeba chyba wyka- 
zywać falszywości tych oskarżeń. Ale 
to jeszcze pułkownikowi nie wystar- 


cza. Na jednej ze stron poprzednich 
pisze o reakcyjnym kOlpusle oficer- 
skim, który zmuszał żołnierzy "by 
podbijali obce ziemie i ciemiężyli in- 
ne narody", a nawet "aby strzelali 
do swych ojców i braci". Na tym 
tle bystry autor broszury dojrzal w 
naszym przedwojennym wojsku za- 
sadniczą. sprzeczność - cytuję do- 
słownie: - "między żołnierzami a 
oficerami, która rozdzielała wojsko 
na dwa zdecydowanie wrogie obozy". 
Z tego stwierdzenia wywodzi jakże 
prosty wniosek: 


Było to jedną z podstawowych 
przyczyn tego, że wojsko nie mogło 
przeciwstawić się najazdowi hitlerow- 
skiemu, nie było w stanie prowadzić 
prawdziwej, odpowiadającej najistot- 
niejszym interesom narodu wojny 
sprawiedłiwej. 
A więc nasze wojsko nie miało po- 
parcia narodu, nie mialo zaplecza w 
społeczeństwie, przepaść dzieliła ofi- 
cerów od żołnierzy... Rzeczywiście! 


Czyżby płk. Załuskiemu starsi ni- 
gdy nie opowiadali o kampanii wrze- 
śniowej i o jedności wewnętrznej sa- 
mego wojska i tej serdecznej więzi, 
jaka łączyła je z całym społeczpiI.- 
stwem? 
Chyba jednak opoWIedzieli, bo w 
swoich "Grzechach głównych" i 'N 
,,'Przepustce do historii" już zupelnie 
inaczej pisze o tych sprawach i o 
całej kampanii wrześniowej. Ale mo- 
że przyczyny tego należy szukać u 
absolwenta Wyższej Szkoły Oficerów 
Polityczno-Wychowawczych, nie w 
braku materiału żródłowego, ale po 
prostu w fakcie, że obie te książki 
płk Załuski pisał już "na innym eta- 
pie" historycznym 1 politycznym. 
Wróćmy jednak do broszury płk. 
Załuskiego, do radosnego stwierdze- 
nia, że obecne wojsko polskie - cy- 
tuję: "jest po raz pierwszy wojskiem 
prawdziwie narodowym". Na str. 12 
dowiadujemy się czemu to zawdzię- 
czamy: 


Partia, trzon naszego społeczeństwa 
- jest także trzonem wojska, w tym 
przejawia się także ludowy charakter 
naszego wojska. 
Nigdy jeszcze naród polski nie miał 
takiego wojska, bo nigdy, w istocie 
rzeczy, nie mial wojska własnego, 
broniącego jego interesów. 
Dodać jeszcze wypada, że pułkow- 
nik-patriota szczególną w tym za- 
sługę przypisuje armii czerwonej, 
stanowiącej dla niego "wzór i na- 
tchnienie". Ale, jak się okazuje ze 
str. 32, to idealne i tak jednolite 
wojsko chcieli osłabić złowrodzy im- 
perialiści, nasyłając do jego szeregów 
agentów, rekrutujących się ze środo- 
wiska sanacyjno-faszystowskich ofi- 
cerów. Lecz nieomylna partia czuwa- 
ła. Głos ma płk Zaluski: 


Partia ?'Ozbiła odchylenie prawico- 
wo-nacjonalistyczne, które pod prze- 
wodem Gomułki i Spychałskiego otwo- 
rzyło drogę do naszego wojska wro- 
gom i agentom obcych wywiadów... 
...Rozgromienie od'Chylenia prawi- 
cowego w ruchu robotniczym i likwi- 
dacja reakcyjnych spisków oznacza 
dalsze, poważne wzmocnienie naszego 
wojska. Nasze wojsko jeszcze bardziej 
zwarlo swe szeregi, jeszcze głębiej i 
dokładniej zrozumialo swą rolę, więk- 
szym jeszcze zaufaniem i miłością da- 
rzy naszą partię, nasz ludowy rząd, 
swego ukochanego dowódcę marszałka 
Rokossowskiego.. . 
Z broszury płk. Załuskiego dowia- 
dujemy się o wielkim Stalinie i jego 
genialnym kierownictwie, i roli wo- 
dza wszystkich obrońców pOkju oraz 
o innych licznych jego zasługach i 
nadludzkich przymiotach. 
Dziś już płk Zaluski nie mówi ani 
o dalekowzroczności Stalina, ani o 
swej miłości do Rokossowskiego. iNo 
cóż - miłość jest zmienna, tak jak 
zmienne bywają etapy polityczne i 
jak zmieniają się przełożeni. I ci for- 
malni, i ci faktyczni, którym się gor- 
liwie służy. Czyżby chorąży ideolo- 
giczny Z.B.oW.i D.u i partyzantów, 
doradca i przyjaciel generala i mi- 
nistra Moczara przeszedl wewnętrz- 
ną ewolucję? Może ktoś w to uwie- 
rzy. Ale na pewno płk Załuski, wy_ 
specjalizowany w klasyfikowaniu 
grzechów głównych, własną broszurę 
sprzed lat uważa za swój grzech 
pierworodny. 
Tadeusz 
nczykowskl. 


"Polemik" zeszyt piąty 


Niedawno uka;;;al sit; w Londynie 
piq,ty z kolei zeszyt "Jolemik". WJI- 
dawnictwo to, ukazuJq,ce się dwa ?'",- 
zy do roku, ma na celu - jak czy- 
tamy w uwadze redakcyjnej - "puu- 
likowanie artykułów i recenzji czoło- 
wych pubłicystów i historykÓW pol- 
skich przebywajq,cych na Zachoazie, 
a także tych mteszkajq,cych w Kraju. 
Komentowanie ukazuJących się w 
Kraju książek, publikacji i wypowie- 
dzi - zwłaszcza tych, któryCh ten- 
dencyjnaść wymaga bardziej bezstron- 
nego naświetlenia. Celem wydawnIc- 
twa nie jest propaganda, lecz kon- 
frontacja poglądów, na podstawie 
ICt61"11ch 'CzyteLntcy mogq, wysnuć swe 
włas-ne wnioski". 
W bieżq,cym zeszycie ontówiO'l'w fla- 
stępujące krajowe pozycje wydawni- 
cze: 
książkę Andrzeja Micewskiegu "Z 
geogra{it DrugieJ Rzeczypo
polite/, 
książkę prof. Henryka l:Jatowskiegu 
"Ostatni tydzień pokoju", szereg PUb- 
likacji dutyczących roli Miero
taw- 
skiego w hł8torWgrajii polskiej, m.iu. 
p?'of. Stefana Kteniewicza, Bro1tts{u- 
wa Baczki i Mariana żychowskiegu, 
książkf;! socjologiJcznq, pud redukcją 
Ryszarda lJYOntziaka p.t. "M.łodzlez 
epoki przemtan", i w?'eszcie ostatnią. 
głośną ksiq,żkę prof. Adama Schaffa 
p.t. "Marzizm a jednostka łudzka". 
Zeszyt zawiera również szkic pole- 
miczny Andrzeja Stypulkowskiego na 
tema.t konfliktu między Kościołem a 
państwem w Polsce. 
A oto recenzja z tego piątego ze- 
szytu nadeslana z Kraju. 
Pod względem ważkości materiału 
postawiłbym na pierwszym miejscu 
omawianego nwneru recenzję Tytusa 
Komarnickiego z nowej kslą.żki prof. 
Henryka Batowskiego (a właściwie 
z dwoch książek). Wydaje mi się, że 
wciąż za malo swobodna publicysty- 
ka polska nie daje odporu propagan- 
dzie usiłującej wybielić stanowlsko 
Sowietów w r. 1939. W Polsce są. już 
w obiegu setki książek, w ktorych 
pakt Stalin-Ribbentrop przedstawia- 
ny jest jako wielki sukces polityki 
sowieckiej i jako posunięcle politycz- 
nie calkowicie moralne 1 calkowicie 
usprawiedliwione; w tych pracach in- 
teres państwowy Polski jest w ogóle 
pomijany, jak gdyby były pisane 
przez me-Polaków. Niestety, oble 
książki prof. Batowskiego kwalifi- 
kUJą się do rodzaju wspomnianych 
opracowań 1 nawet w języku autor 
przejmuje w odpowiednich miejscach 
żargon propaga.ndowy narzucony 
swego czasu przez partyjnych ma- 
cherów od historii. Widowisko jest 
raczej żałosne. Prof. Batowski jest 
historykiem raczej szanowanym 1 ma 
pewien autorytet wliród studentow. 
Rzeczy przez niego pisane mogą 
mieć oddżwięk. Myślę, że źle się sta- 
ło, iż od razu po wyjściu "Kryzysu 
dyplomatycznego" nie ukazala Slę na 
Zachodzie sprawiedliwa recenzja pięt- 
nująca w tym właśnie tak bardzo 
lStOtnym punkcie oportunizm autora. 
Niewątpliwie nawet usiłują.c zacho- 
wać właściwą. i nakazaną. linię, mógł 
o pewnych rzeczach pisać oględniej, 
nie przepisując staryCh banalow pro- 
pagandowych. Możliwe, że potępienie 
w tym punkcie jego "Kryzysu", 
książki poza tym pracowitej i dają- 
cej wiele interesujących informacji 
skłoniłoby prof. Batowskiego do 
większej oględności w pracy nad 
"Ostatnim tygodniem". 
Recenzja Komarnickiego będzie w 
Kraju czytana, jak to się mówi, z 
rozwieszonymi uszami. Uważam ją 
za jedną z najlepszych pozycji, jakie 
wydrukowano w ogóle w "Polemi- 
kach". 
Ze sprawą prof. Batowskiego, spra- 
wą. etyki historyka pracującego w 
Kraju wiąże się też omówienie przez 
Józefa Żmigrodzkiego prac poświę- 
conych Mierosławskiemu, 1 omówie- 


nie Wojciecha Wasiutyńskiego książ- 
ki Andrzeja Micewskiego ,,
 geogrd- 
l1i politycznej Drugiej Rzeczypospo- 
liteJ". Dla mnie książka Micewsklego 
jest świadectwem że historyk w Kra- 
JU może pomimo w
zystko powieOZiec 
wiele; jelSli oczywiścle dobrze się po- 
stara. .Micewski starał się bardzo; to 
widać. Ale me uniknął pewnych, po- 
wledzialbym, przeholowan, które były 
do umkn1ęcia. Wytknił:Cle ich POSłU- 
ży nie tylko autorowi. Według mnie 
1I1.icewski będzie służył wielu publi- 
cystom historycznym i historykom 
jako przykład pewnych możliwości: 
OCZywlścle będłł się starali iść jeszcze 
dalej. Niektorzy z nich SIł tak ufor- 
mowani przez lata studiów (czy prak- 
tyki) oal:ywanych w okresie stali- 
nowskim, iż OZisiaj odkrywają. ze 
szczerym zdumleniem, ze pewnych 
bredni mOŻ,Qa przynajmniej nie mó- 
wić, że czasem w opracowaniu histo- 
rycznym wymowniejsze jest mllcze- 
nle. 
Recenzja Wasiutyńskiego będzie 
dla mch bardzo instruktywna. Po- 
wiem nawiasem że Wasiutynski za 
bardzo traktuje Micewskiego jako hi- 
storyka, Jak gdyby zapominając że 
ma do czyniema z publicystą. Nie 
jest to zresztą wada recenzji, bardzo 
erudycyjnej i pełnej uwag kierują- 
cych czytelnika w stronę mnych o- 
pracowano 
Niemoralność historyka produkują- 
cego na zamówienia partyjne 1 roz- 
wadniającego tezy z jak1egoś "ple- 
nwn" została dobitnie naplętnowana 
w recenzji Żmigrodzkiego, o której 
nie mogę jednaK wc powiedzieć ze 
względu na bardzo słabą znaJomość 
tematu. 
Nie potrafię również ocenić pracy 
Adama CiOłkosza poświęconej kslą.ż- 
ce Adama Schaffa. Nie zajmuję się 
zupełnie dyskusjami nad ulepszaniem 
marxizmu i nigay nie czytam poswię- 
conych temu zagadnieniu opracowan; 
powodem tego Jest z jcdnej strony 
Konieczność selekcji lektur, których 
i tak zawsze zbyt wiele jak na czas, 
jakun rozporząozam, z drugiej - od- 
czuwam jałowosć tych przeważnie 
rabinackich wywodów pozbawionych 
jakiegokolwiek znaczema praktycz- 
nego. 1'odkreślam to Odczucle, ponie- 
waż jest ono charakterystyczne dla 
wielu ludzi nie tylko z mOjego poko- 
lenia; nikt nie ma przekonania do 
rozważail nad filozoficznym ulepsza- 
niem marxizmu, i na szczęście rodzaj 
naszych zaJęć zwalnia nas od ko- 
nieczności śledzenia owych rozważail. 
Zdaję soble jednak sprawę, że istnie- 
ją rownież czytelnicy pilnie studłują- 
cy tego rodzaju teksty. Dla nich pra- 
ca Clołkosza będzie w ogóle magne- 
sem przyciągaJą,cym do "Polemik", 
do ktorych maczej nie mieliby prze- 
konama. Ciołkosz jest przecież czło- 
wiekiem o poważnym autorytecie. 
Wydaje mi Slę w związku z tym, że 
tego rodzaju eklektyzm, własciwie 
zaprezentowany w "Polemikach" po 
raz pierwszy, moze być dla wydaw- 
nictwa bardzo pożyteczny. 
Cenną pozyCją omawianego nwne- 
ru wydaje ml Slę zwięzła analiza kon- 
fliktu mlędzy Kościołem a państwem, 
przypomlnaJQ.ca jego istotę i wy ja- 
ŚDlaJąca przyczyny pewnych nie zaw- 
sze w Kraju zrozumiałych nieporozu- 
mień sprawozdawczo-komentator- 
skich w prasie czy w radiu za gra- 
weą.. Bardzo słusznie autor wspom- 
nianej analizy podkreślił te w kon- 
flIkcie ujawniły się mOLoliwości społe- 
czeństwa, które zrozumiało iż przy- 
najmmej w pewnym stopniu repre- 
zentuje siłę. Szkic Stypułkowsklego 
będzie w Kraju przyjęty z uznaniem 
jako świadectwo właściwego rozu- 
mienia sytuacji przez Polaków na Za- 
chodzie, nadto zaś przyczyni się do 
jaśniejszego uświadoffilenia politycz- 
nego zwycięstwa, jakie odniosł Kar- 
dynał, i wynikają.cycn z tego kon- 
sekwencji. 


Pamięci Kiryła Sosnowskiego 


Przeżył hitlerowski obóz. Przeżył 
pięcioletnie więzienie w okresie sta- 
linowskim. Nie przeżył wydarzeń, 
które rozegraly się w Polsce w ciągu 
ostatniego roku. Złamany, umarł nie- 
oczekiwanie. Kim był, co zdzialał ś.p. 
dr Kirył Sosnowski? 
Poznaniakowi z urodzenia dwie 
sprawy wypełniały życie: problema- 
tyka polskich ziem zachodnich i dzia- 
łalnoŚĆ katolicka. Tak było w okre- 
sie przedwojennym, podczas okupacji 
i po wojnie. Z jego inicjatywy Księ- 
garnia św. Wojciecha wydała przed 
wojny słynną pionierską książkę Jó- 
zefa Kisielewskiego "Ziemia groma- 
dzi prochy". Po najeździe hitlerow- 
skim, już w r. 1939 dr Sosnowski 
tworzy w Poznaniu podziemną. orga- 
nizację "Ojczyzna", następnie w 
Warszawie organizuje sekcję zachod- 
nią przy departamencie informacji 
Delegatury Rzą.du, prowadząc dzia- 
łalność dokumentacyjną., wydawniczą. 
i propagandową.. Redaguje podziem- 
ne czasopisma: "Ziemie zachodnie 
Rzeczypospolitej", "Zachodnią Straż 
Rzeczypospolitej" i wiele innych taj- 
nych wydawnictw, m.in. książkę "Z 
pierwszej linii frontu". Utworzone 
przez Sosnowskiego podziemne Stu- 
dium Zachodnie opracowuje naukowo 
zagadnienie germanizacji obszarów 
słowiańskich i sprawę tych ziem, któ- 
re mają wejść po wojnie w skład 
państwowego terytorium. 
Następny etap życia dr. Sosnow- 
skiego, to obóz w Stutthofie. Nie 
rozpoznany w czasie aresztowania 
przez Gestapo, umknął cudem śmier- 
ci. Po wyzwoleniu z kacetu przystę- 
puje natychmiast do pracy. Organi- 
zuje Instytut Zachodni i jest pierw- 
szym redaktorem "Przeglądu Zachod- 
niego". Wydaje i pisze ksilj,żki o zie- 
miach zachodnich i o martyrologU 
Polaków pod hitlerowską okupacją. 
Drugi nurt jego działalności, to spra- 
wy kościelne. Podchodzi do zagad- 
nień katolickich z taką samą. żarli- 
wością jak do pracy w Instytucie 
Zachodnim. Stalinowska Bezpieka 
przerywa wcześnie jego aktywność. 
Aresztowany w r. 1948, sponiewie- 
rany i skatowany, spędza pięć lat w 
więzieniu. Zwolniony przedterminowo 
musi jednak stać na uboczu do chwili 
rehabilitacji, która nastąpiła po Paź- 
dzierniku. 
Wraca wówczas do Instytutu Za- 
chodniego i oczywiście wraca do pra- 
cy w osrodkach katolickich. Jest sta- 
le w bliskim kontakcie z prymasem 
Wyszyńskim, przygotowując m.in. do 
druku drugie wydanie książki kardy- 
nała "Duch prar.:v L.o
lej" 1 dysku- 


tując z nim plan naukowego opraco- 
wania dokumentów dotyczą.cych bo- 
haterstwa Polakow w więzieniach 
poznańskich - wspaniałego świadec- 
twa ducha polskiego. W okresie po- 
wojennym dr Sosnowski był wykła- 
dowcą. socjologii w seminarium wroc- 
ławskim, wykładał również do śmier- 
ci w seminarium zagranicznym w 
Poznaniu. Ostatnie jego publiczne 
wystąpienie, to odczyt w katedrze 
wrocławskiej p.t. "Walka Kościoła o 
prawo narodu do istnienia 1 rozwo- 
ju", wygłoszony rok temu w czasie 
słynnych uroczystości kościelnych we 
Wrocławiu. Dla dr. Sosnowskiego 
działalność katolicka i zagadnienia 
ziem zachodnich były nierozdzielne 
i uzupełnialy się wzajem. W grudniu 
u.r., w związku z orędziem biskupów 
polskich, władze rozpętały - jak 
wiadomo - kampanię antykościelną. 
Można łatwo zgadnąć jak głęboko, 
jak dramatycznie przeżywał te spra- 
wy dr Sosnowski. Wedlug wieści, 
które do nas dotarły, Konrad-K1cył 
mial przejść ciężką. próbę na terenie 
Instytutu Zachodniego, bo i tam - 
jak w wielu innych instystucjach - 
pracownicy i działacze poddawani 
byli naciskowi ze strony czynników 
kierujących kampanią. oszczerstw. 
Wyszedl ponoć z tej próby zwycię- 
sko, ponosząc konsekwencje. Wedlug 
innych wieści nadchodzących z Kraju 
mial dr Sosnowski przerwać nić wie- 
loletniej przyjaźni, gdy dowiedział 
się, że osoba mu bliska 1 należą.ca 
do katolickiej elity intelektualnej do- 
puścua się czynu, który świadczył o 
braku lojalności wobec Prymasa. 
Przeżycia ostatniego roku zaciąży- 
ły na zdrowiu dr. Sosnowskiego. 
Skrzep w nodze, potem roztrój ner- 
wowy, który spowodowal skierowa- 
nie do zakładu leczniczego w Kościa- 
nie 1 wreszcie - jw: w trakcie re- 
konwalescencji - śmiertelny zawał 
serca - takie były skutki tragicz- 
nych doświadczeń. Pogrzeb dr. Sos- 
nowskiego odbył się w rodzinnym 
Poznaniu. Mszę żałobną celebrował 
biskup sufragan poznański, Tadeusz 
Etter, a w uroczystościach pogrze- 
bowych brał udział przedstawiciel ar- 
cybiskupa Baraniaka, około stu księ- 
ży i kleryków oraz rzesze poznania- 
ków, którzy pragnęli pożegnać dzia- 
łacza bez skazy. 
Nie słychać dotąd aby Polska Lu- 
dowa oddala należną czeŚĆ pamięci 
dr. Sosnowskiego. Ale Polska wiecz- 
na wpisze Kiryła Konrada w poczet 
swoich bohaterów. 


Requiescat tn gloria. 


Pielgrzymki 


Tak się złożyło że tegorocznd piel- 
grzymka do l;z
stocho\\.}- f)
 la JUUI- 
leuszowa w poawóJnym znaczeniu: 
miała Jwlt'jny nr 2
O i lącL:yla Sl
 z 
pOlsi1.im lVllUcnmUIll. ł'lelgr:tymkl III" 
uległy przerwie nawet w czasie oku- 
pacJI. 
W Polsce Ludow,j na odbycie piel- 
grzymki potrzcl:ne Jc
t zezwoll'nie 
rząau. Co roku księza paUllDł bł\la- 
daJą przez episKopat 00 l"ząau poua- 
nie i za zezwolenie muszą placić 
znaczne sumy, co roku inne, ale zaw- 
sze przewyższające sumę 100.000 zł. 
1
ormalnie tłumaczy się to w ten spo- 
sób że IZąO ponosl wydatki ala za- 
bezpieczema porzą.dku na trasie i Lp. 
W rzeczywistości plelgrzymki są tdK 
zorganizowane że zadna pomoc wlaoz 
nie jest potrzebna. Prowaazą one 
przeważnie przez pola i lasy i nie 
zakłócają ruchu na drogach. 
Plesze pielgrzymKi do Częstochowy 
wyruszaJą z r6znych punkt()w w kra- 
ju. NajllcznieJsza jest zawsze piel- 
grzymka z Warszawy, która w tym 
roku zgromadziła 17.000 OSÓl: a mg- 
ay przedtem me była mniej liczna mz 
aOOO osób. Ma ona stalą trasę nle- 
zmienną i Obliczoną na gOOZlI1Y tak 
że zJawia się niemal z aokłaanoSClą 
zegalka co loczme o tej samej porze 
w oKreślonych nuejscacn. Pielglzymi 
wędruJą bez wzglęou na pogoal;(. 1'1'0- 
wadzi ona dziennymi etapaml przez 
Tarczyn, Mogielnicę, potem kilka ki- 
lometrów szosą. przez .Nowe Miasto do 
miejscowości :::tudzianna, dalej Jan. 
ków koło Tomaszowa, Sk6rKowice, 
Wielgomlyny, Sw. Anna (przez Cielęt- 
niki), Mstów i Częstochowa. 
Po warszawskieJ najliczniejsza by- 
wa pielgrzymka z Kalisza. 
Zapisujący się na pielgrzymkę wy- 
kupuJą kartę uczestmctwa aklaaaJą.c 
za Dlł dobrowolne datki, zazwyczaj 
co najnInlej po 20 zł. 
W r. lWi! władze zakazały piel- 
grzymki uzasadniając to tym, ze w 
Częstochowie miał rzekomo panować 
.tyfus. Było to kłamstwo, w Często- 
cnowie nłe bylo ani jednego wypadku 
tyfusu, nie było ich też na terenie 
pielgrzymki. .Mimo z8lkazu, brutal- 
nycn szykan milicji, kar 1 grzywn, 
plelgrzymka ta Jednak dotarla do ce- 
lU. W ogóle nie ma slły która mogła 
by taką pielgrzymkę ,powstrzymać. 
Uczestmcy ozyWieni SIł woią oporu aż 
do męczenstwa, przeliladowanie opór 
ten tylko wzmaga i w rzeczywlstosci 
nie było tak wspanialej pielgrzymki, 
jak właśnie w r. 1963, ktorą ludność 
(""zęstochowy nazwala "pielgrzymKą 
cierpienia". Skutek zakazu był więc 
wręcz odwrotny. 
Od tego czasu, t.zn. od r. 1963, obo- 
wiązuJe Jt.-dnak zakaz niesienia w piel- 
grzymce chorągwI i występowania 
młodzieży i dzieci w bieli. .Młodzież 1 
dzieci idą nadal, jak dawnieJ, na cze- 
le pielgrzymki, ale ubrani zwyczajnie. 
Pielgrzymi unikają.. jak dalece to tyl- 
ko jest możliwe, sprLoeciwiania się za- 
kazom władz, dopóki nie naruszą. one 
samego istotnego prawa do piel- 
grzymki. W tym roku pielgrzymi 
wchodzący do Częstochowy przez 
szpaler milicji wręczali milicjantom 
kwiaty, które otrzymali przedtem od 
mieszkańców przed m1astem, a niektó- 
rzy nawet specjalnie kupowali je w 
tym celu na przedmieściach. Milicjan- 
ci przYJmowali je na ogół ze wzrulize- 
niem i radością. Jeżeli władze i mili- 
cja stosują szykany, w CZ8lsie piel- 
grzymki odprawia się na ich intencję 
msze i modlitwy. 
Piełgrzymka tegoroczna była dobrze 
zorganizowana i zaopatrzona, bylo 
więcej niź kiedykolwiek samochodów, 
a więc i z zaopatrzeniem w żywność 
było lepiej, sporo pielgrzymów goto- 
wało sobie posiłki na sportowych ku- 
chenkach spirytusowyCh, ale nie było 
kuchni polowych. N a samochodach 
przewieziono też sporo małych kilku- 
osobowych namiotów, które rozbito 
również w samej Częstochowie. Było 
ich klika, może kilkanaście nawet pod 
samym wzgórzem Jasnej Góry. Piel- 
grzyki mialy w tym roku doskonaie 
zorganizowaną pomoc lekarską, dzię- 
kł temu, że w wędrówce uczestniczy- 
li liczni lekarze. 
Sposobność do szykan zdarza się 
przede wszystkim na trasie piel- 
grzymki, w samej Częstochowie wła- 
dze ich raczej unikają. 
N a trasie pielgrzymi muszą gdzies 
jeść i spać. N a miejsca posiłków i 
noclegu wybiera się duże wioski, czy 
też miasteczka mogące pomieścić tłu- 
my pielgrzymów. Poniewaz pielgrzym_ 
ka zjawia się co roku dokładnie na 
miejscu o tej samej porze, ludność 
wie dokładnie, kiedy jej oczekiwać. 
W dniu tym cała okoliczna ludność 
przerywa pracę, przygotowuje posił- 
ki dla pielgrzymów lub noclegi. Nie- 
którzy pobierają za pOSiłKi skromne 
opła.ty, inni nie chcą przyjmować za- 
płaty i wtedy pielgrzymi zamiast te- 
go składają datki na tacę dla Kościo- 
ła. Podobnie bywa z noclegami. Sta- 
rzy doswiadczeni uczestnicy pielgrzy- 
mek rozprowadzają nowych często na 
punkty odległe od miejsca postoju o 
wiele kilometrów. 
Próby zastraszenia mieszkańców, 
aby nie udzielali pielgrzymom pomo- 
cy, nie powiodły się. 
Na ogół bywały to próby raczej dY- 
skretne, nacisków pośrednich. Do bez- 
pośredniego terroru uciekły się wła- 
dze w r. 1963, kiedy pielgrzymka ru- 
szyła z Warszawy (podobnie jak z 
Kalisza) "nielegalnd.e". Wtedy mili- 
cja rozwalała stoły przed restaura- 
cjami, na których ustawiano posiłki, 
wylewała wodę, herbatę, wywierała 
nacisk na chłopów aby odmawiali po- 
mocy pielgrzymom. Były wypadki bi- 
cia pielgrzymów, niektórzy musieli 
uciekać przez okna. Szykany były 
ostre w stosunku do księży przyjmu- 
jących pielgrzymkę po drodze, lżejsze 
w stosunku do ludności. 
W Nowym Mieście jako represję 
za przyjęcie pielgrzymów posiłkiem z 
kuchni polowej odebrano wtedy (czę- 
ściowo w r. 1963, częściowo w r. 1964) 
zakonowi księży kapucynów część 
klasztoru i przekazano go na... szko- 
łę milicji, którą ulokowano w tym 
samym budynku tak, aby zakonnicy 
mieli codziennie pod oknami strzela- 
ninę, krzyki i t.p. 
Proboszczowie, którzy przyjmowali 
pielgrzymkę z orkiestrą.. ukarani zo- 
stali grZY\l-nymi: np_ proboszcz w 
Skórkowicach musiał zapłacić 5000 zł. 
Zakaz przyjmowama przybywających 
z orkiestrą utrzymano nadal i dlatego 
też od r. 1963 orkiestr nie ma. 
Za Moglelnicą na Górze św. Małgo- 
rzaty jest kaplica, ale noszono się z 
zamiarem zbudowania tam 'kościoła i 
kościelny zbierał tam co rocznie dat- 
ki od pielgrzymów. W roku 1963 mi- 


.} Nadesłane z Kraju. 


licja odebrdła mu zebrane plcniądze. 
Pierwsza -szykana w r. 1
ó3 nastą- 
piła w :5ekocinie. Pod pielgrzymkę 
J'Oljcchały "Nysy" z glOSnikam
, 
ł'lzez ktore milicjanci i przedstawl- 
CłCle rad nal'odowych wzy".-ali piel- 
grzymów do zawrocenia z drogl 
- 
powIadaJąc, że i tak nigdy nie dOJdą 
uo Cz,;,stochOWY, bo idą bez zezwoie- 
ma l \\ ładze pochodu me przepuszczą 
w zrozumialej trosce o ich własne 
dobro: w Częstochowie panuje ospa. 
Pielgrzymów było okolo aooo. Wezwa- 
nia pollcJi odniosły wręcz odwrotny 
sKutek: Ó() pielgrzymki dołączyło spo- 
ro osób z ooprowadzącycll pieigrzym- 
kę zwyczajowo do Sekocina. 
Przed dojściem do Tarezyna 1 w 
.samym Tarczynie otwarto wtedy 
punKty szczeplenia plzeciw ospie wła- 
sciwie tyiko po to aby w ten sposób 
zdobyć nazWlska pielgrzymów. Ki«:- 
dy nie dało to rezultatu, w nocy ffil- 
hcja podpaliła na miejscu spoczynku 
pustą szopę, po to, aby straz pozarna 
syrenami mogla ,przeszkadzać pieł- 
grzymom w spokoJu. Później tłuma- 
czono si
 że szopę podpalili pielgrzy- 
mi, ale nigdy mKogo o to me oskar- 
żono i nie prowaozono dochodzenia. 
Dalej, zatrzymano w Tarczynie wszy- 
stkie pojazdy konne 1 samochody 
wiozące bagaż pielgrzymów, a Wll;(C 
bieliznę, koce, obuwie, przybory toałe- 
towe i t.d. i wymierzaJąc równocze- 
śnie wlascicielom pojazaów grzywny 
po 4000 zł. Pielgrzymi nie dan Slę za- 
straszyć, wzięl1 bagaż i nieśli go sa- 
rni. Mężczyżni braJl bagaż kODiet i 
starców niosąc często pakunki ldlku 
osób. 
Gdy pochód ruszył w drogę, milicja 
zatrzymala go znowu 1 legltymowała 
indyw1dualme wszystkich uczestni- 
ków. Był to punkt zwrotny. Po wy- 
legitymowaniu Slę pielgrzymi odrzuci- 
li wszelkie obawy l wzgięoy ostrO.zllO- 
ści: i tak byli Już zaplsani, uwazali 
więc, że kary nie umkną.. więc - 
"niech się dzieje co chce". 
Nawiasem mówiąc nie mylili się. Po 
pielgrzymce wytoczono uczestmKom 
sprawy w koleglach orzekających rad 
narodowych nakładając uczestmkom 
kary grzywny od óOO do 4000 Zł. By- 
wałY w zWlązku z tym ciekawe wy- 
paaKi, tak np. jeden z księży, ktorego 
skazano na 
OO z.ł grzywny, oświad- 
czył że na ten cel nie ma pieniędzy 
i zapytał czy może grzywnę OOSle- 
dziec. Otrzymał kwasną odpowiedz: 
- Męczenników nie potrzel:uJemy. 
Na tym legitymowaniu się file 
skOllczylO. Aż. 00 samych S.kórKowic 
legltymowano pielgrzymów wielo- 
krotnie, z początku - do Nowego 
Miasta co kilka kilometrów, następ- 
nie Już rzadziej. W Nowym Mieście 
czekala na pielgrzymkI;( muicja w hel- 
mach i z gumowymi pałkami w ręce. 
Wielokrotnie tez mincJanci szarpali 
pielgrzymów idących na koncu. W 
l'lO\\ym Mieście milicjant uderzył 
jooną z kobiet, ale dostał z mleJlSca 
w pysk i ustąpił przeo wzburzoną p()- 
stawą. tIUrnu. W Wieigomłynach IlU- 
licJa próbowała grupowego ataKu na 
pielgrzymkę, ale skończyło się tak że 
mUSla,a UClekac. 
Ostatnia próba szarpania pielgrzy- 
mów nastąplła w SkórKowicacn. ;t;no- 
wu czepiono Się ldących na koncu, 
milicJa bała Sll;( ataKowac innych. 
Wtedy czolo pochodu bylo o kilka ki- 
10metr6w na przodzie i weszlO już w 
las. Od tyłU podano jednak hasło: 
"Podać dalej - zawrac
my, milicja 
szarpie" i kiedy rozwSCleczeni piel- 
grzymi zawróciu, milicja uciekla. . 
1'0 wsiach na trasie plelgrzymkl 
chodzili milicjanci i agenci i tłUma- 
cZYli chłopom, ze nie powinni dawać 
pielgrzymum wod
 . rzekon
o dlatego, 
aby się me zazlęblll, aby lch nie no- 
cowali, "bo nar6d zawszony i pe- 
łen brudu". 
Kiedy pielgrzymka już zbliźała się 
do Częstochowy, rOZWlellzono tam a- 
fisze, ze ludnosci wolno przyjmowac 
pieigrzymów, ale pod warunKlem ze 
kwatery będą. zatwierdzone przez ko- 
misJę sanitarną. Ponieważ a1isze roz- 
wle
zono w plątek a pielgrzymka 
przybyła w sobotę przed połUdniem, 
nie było nawet mowy o tym aby ktos 
takie zatwierdzenie uzysKał. 
Pielgrzymka wchoOZUa d? miasta 
pod osłoną milicji, na CZOle me pozwo- 
lono nieśc krzyza, więc pielgrzymi 
sklecili krzyż z patyków, niosła go 
mlodzież, na górze krzyża umieszczo- 
no koronę cierniową. Dalej niesiono 
drugą dużą. koronę z cierni, ludzie 
byli wyczerpani, brudni, bo często po- 
zbawieni bagażu, obszarpani, a SKU- 
tek był taki, że w mieŚCle zapanowa- 
ło powszechne oburzenie na postępo- 
wanie władz, J[ielgrzymkę nazwano 
"pielgrzymką Clerplenia", i nawe
 mi- 
licjanci nie mogli powstrzymać Slę od 
odruchów współczucia w stosunku do 
przybywających. . 
Ponieważ ludnOŚĆ me mogła przy- 
jąć pielgrzymów, ojcowie paulmi ro- 
zesłali na krużgankach i dziedzincu 
klasztoru słomę, podobnie postąpiły 
zakonnice, i tak choć z trudem, piel- 
grzymi znaleźli nocleg. Domy prywa- 
tne bez przerwy sprawdzała milicja. 
Na trasie pielgrzymki nasY1ano na 
nią szpiegów wyszukujących "przy- 
wódców", a więc przede wszystkim 
zakonników, zakonnice, księży i leka- 
rzy. Pielgrzymi rozróżniali na ogół 
wprawnym okiem ,,'kapusiów", odpra- 
wiano cały czas za nich modły i sku- 
tek był taki że wielu z nich wycofa- 
ło się, niektórzy sami się przyznali, a 
jeden z nich od tego czasu z pełną. 
żarliwością co roku uczestniczy w 
pielgrzymkach, ale bez zleceń z U.B. 
Kto bierze udział w pielgrzymkach? 
Władze próbują wszeikimi siłami 
stwarzać 
ozory że są to przeważnie 
stare baby, dewotki, "resztki reak- 
cji", W rzeczywistości co najmnieJ 
jedna trzecia pielgrzymów, to mło- 
dzież poniżej lat 20. Spory procent, 
to Inteligencja z uniwersyteckim wy- 
kształceniem, ludzie w pełni sił umy- 
słowych i fizycznych, nie nieprzytom- 
ni fanatycy religijni, tylko ludzie wi- 
dzący w Kościele alternatywę moral- 
ną i ,polityczną, świadomi dokładnie 
swoich celów, idący często dla dania 
innym przy,kładu i wykazania że 
można sprzeciwić się władzom i za- 
przeczyć partii tytułu do "rządu 
dusz". 
Oczywiście władze bezpieczeństwa 
probują mieszać do tego szumowiny, 
ale te szybko się wykrywa. Nieco 
trudniej wykryć zwyczajnych złodzie- 
jaszków, ale i tych spławia się na 
ogół bez trudności. 
Pielgrzymki, to akt patriotyczno- 
mOTalny takiej siły, że władze nie po- 
trafią sobie z nim poradzić. Trzeba 
być na mIejscu, odczuć tę wszystkich 
przenikającą wolę poświęcenia i ofia- 
ry, aby zrozumIeć, jaka siła się w 
tym kryje. 


List,. 


z 


Kraju 


Ukazała się w Polsce książeczka 
Adama Podgóreckiego o zasaoach so- 
cjotechniki, czyli o sztuce Inanewro- 
wania pogl/łdam11udzkimi. Wydana w 
r. 1966 nie dotyczy materil oboJętnej 
dla mieszkancow tego kraju, ponie- 
waż wiadomo, kto tam dysponuje 
wyłą.czno£,ci/ł manewru. Wprawdz.Le 
nie wydaJe się, aby dotyChcza80we 
zabiegł nad Zffilaną OSOboWOScl doko- 
nywane były na podstawach nauko- 
wych zalecanych przez autora, ale 
odcięcie ludzi od dostępu do informa- 
cji krążących po świecie, które mo- 
głyby słuzyć do wyrobienia sobie po- 
glądu (zwlaszcza przez wchO1Z/łC/ł w 
zycle miodziei) - o zakresie W0lI10- 
ści indywidualnej 1 grupowej gazie 
mdzlej i karmienie ioo tylKO własną. 
propagandą spowodowało Już pewq 
zmLanę w osobowości przeciętnego 
Polaka w KraJu: zmweJszy,a Się 
wrażliwoŚĆ na brak woinosci obywa- 
telskich. 
Prymas, mówiący w swych kaza- 
niach o prawie kazdego CZłOWleka Ó() 
wolności myśH, slowa, przeKOnan, wy- 
znania, zrzeszania, SłOwem 00 praw 
obywatelskich (konstytucyjnie za- 
gwarantowanych) jest obecme jedy- 
q w Poisce osobą.. która pUDucznle 
domaga się ich respektowanla przez 
państwo. lIIłe Wlem, czy uwauze KO- 
respondentów zagranlcznycn me u- 
cnodzi ta stlona wysLąplen Karoyna- 
ła. 
Trudno tu nie wspoffillieć o wspa- 
nialym w tresci i w lonme kaZalllU 
w katedrze św. Jana 24 czerwca w 
którym m.m. tak POWle1ZlaJ: "Prag- 
nąlem, aby ta wielKa uroczysto.sc 00- 
bYła Slę pod otwartym DleLlem. Ale 
WildaĆ trzeba było al:ysmy raz jesz- 
cze zasplewali ".Przea '.L We Oitarze 
zanosim b1agarue: oJczyznę womą" 
- i tu Urwał, po czym przeszeał do 
następnej mYrll1, jaK chr:ł;elSClJanstwo 
manIfestowalo się w twurczOlici na- 
szych pisarzy i poetuw. Zakonczył 
cytatą z "Quo vadis : "i mmął lIIe- 
ron i jego szalenstwa...' (a cytował 
także Tuwima i Galczynskiego). 
WydaJe mi się że wewnl;(u'Zną opo- 
zycJę u przeciętnego Polaka. wywołu- 
Ją przeae WSZYSLK1ffi trudnosci co- 
oziennego życia, które wykazują że 
państwo nie aaJe soble rady z rzą- 
OZeniem, braki na rynku, Zla Jakość 
tOWdl"U, ukryta a nieustająca zwyzka 
cen, meuczclwOŚĆ obsługi, lekceważe- 
nie z którym się spoty1{B. w sKlepie 
jako khent, czy w bLUrze, urzęaz1e 
- jako petent, l t.p. i t.p. - wszyst- 
ko to spraWia, ze cZłowiek żyje w 
stanie permanentnej irytacji - dla 
której potrzeDa wolnOlSCi obywatel- 
skich, staje się potrzebą luksusu. 
Jest oczywlscie obJawem pocieszaJą- 
cym, że w takich warunkach wystą- 
pienia Prymasa spotykaJą się z ma- 
nifestacYJnym wprost uOZlalem wier- 
nych i mewiemych, ale trudno odpo- 
wiedzieć na pytanie w jakim stopniu 
Jest to manilestacja na rzecz woino- 
ad a w jakim - antypatia do syste- 
mu, lub też zwykla CleKawość IUt!zka, 
dla której osoba "prelegenta" jest 
tylko sensacją. 
Ze swoich osobistych kontaktów z 
młodzie2Ją akademickQ. i poakademl- 
cką odnOSZl;( wrażenie, że Jest ona in- 
dyferentna politycznie, jezel1 nie cał- 
kowicie odpOlityczniona, nie ma zau- 
fania do nauk plynących ze szkoły i 
mozhwości aost
pu do innych. Przeży- 
wa zresztą trudny czas startu w o- 
kresie wyzu demograficznego, który 
wielu młodych doprowadza do przeko- 
nania że SIł właściwie zbędni. Znowu 
więc trosl{i materialne wypełniają im 
głowy, a tam, gdzie tych trosk nie 
ma, Jest zwykle mniej lub więcej pry- 
mUywny "ubaw". Aie bylam takze 
świadkiem w tym roku, że na reko- 
lekcjach dla młodzieży akademickiej 
w kościele św. Anny - kościół był 
wypełniony po brzegi, a raczeJ prze- 
pe,niony poza ostatnie miejsca mło- 
dziezą, a księża udzielali komuiił BW. 
przecho1ząc kilkakrotnie wzwuż kię- 
czą.cego szeregu od głównego ołtarza 
do drzwi weJsciowwych - podobnie 
miało byc i w innych kościOłach, w 
których odbywaly się takie rekolek- 
cje. Parę lat temu - przy podobnej 
okazji - kościół św. Anny ",wiecU 
pustkami, chociaż też Prymas odpra- 
wiał rekolekcje. 
Wiąze się zapewne z "odpolitycz- 
nieniem" fakt te m,odzież zna histo- 
rię Polski w sposób nieaostateczny, a 
już ma zupemie wypaczone przez 
szkołę pojęcle o okresie niepodległe- 
go dwudziestolecia, któremu oficJal- 
na propaganda staje przecJ.wstawia 
zdobycze i zmiany przyniesione przez 
ludową dwudziestolatkę, oczywiście 
nie wspominaJąc o różnicach w star- 
cIe i warunkach gospodarczej dzia- 
łalności obu administracJi. Są.dzę, że 
temu okresowi 1918-1939 zarówno w 
zakresie wewnętrznopolitycznym jak 
i ekonomicznym - wartoby podwięciĆ 
trochę uwagi. 
Na pewne powodzenie liczyć mo- 
gą wszystkie informacje o działalno- 
ści młodych rewizjonistów, podawa- 
nie do wiadomości treści ich opraco- 
wań, informacje o podobnych ruchach 
czy wystą.pieniach gdzie indziej. Przy 
tych okazJach moznaby zapowiadać 
audycje o treści historycznej, lub 
związanej z okresem 1918-1939. 
Do stałych argumentów propagan- 
dowych należy rozbudowa przemysiu, 
szkolnictwa, szpitalnictwa, wzrost 
stopy życiowej mas pracujących w 
porównaniu z latami przeuwoJennymi, 
co brzmiałoby przekonywająco gdyby 
społeczeństwo miało możliwość kon- 
troli zarządzania mają.tkiem państwo- 
wym, gdyby się wobec niego rozli- 
czano z każdego wydatku, skoro tak 
się nie dzieje, skoro nie wiemy ile 
kraj kosztuje udział w R.W.P.G., ile 
popieranie ruchów komunistycznych 
w innych krajach - nie można wła- 
ściwie odpowiedzieć na pytanie czy 
w skutkach materialnych olltatnie 
dwudziestolecie przyniosło ludności 
więcej niż międzywojenne - w sto- 
sunku do swych możliwości, a raczej 
w stosunku do majątku jakim dyspo- 
nowało 1 dysponuje. 


.......................... 
. . 
. . 
. . 
= Polska RozgłoAD1a B.W.E. po-. 
. 8zukuJe 14 drogą amatorów ma- . 
. gnetotonu zainteresowanych w = 
· DadsylaDiu 
 miejsca p--'MII . 
= kania. krótkich, nagraDych Da = 
. tumie reportaży 1 materiałów . 
= dt
owych, nadaJlłaych lIio do . 
. ożycia w audycjacb Rozgło6nL = 
. O bliższe Infonnacje nale1y zwra- . 
= ca(\ slo 1I8towu1e do Po1lab Broed- = 
. castlng, RadIo Free Europe,. 
= Wa.rner Pathfl Hoase, 1M Wu- . 
. doar Street, Loncłoa. W.J. = 
. . 
. - 
..........................
>>>
vm 



, 


BUNT MLODYCH KOMUNISTóW 
Wieść o wydaleniu z szeregow par- 
tyjnycn pro!. Kołakowskiego rozeszła 
h Slę błyskawicznle wśród młodzIeży 
aka.demIck1eJ i wywołała ogOlne obu- 
rzeme. Młodzleż wykazywała je pub- 
licznle, a na korytarzach uczelni war- 
szawskich gromaazlły Slę grupki stu- 
dentów żywo na ten temat dyskutu- 
ją.cych. Wladomosć o tym szybko do- 
tarła na ltakowiecką i władze bez- 
pleczenstwa przystąpiły do szeroko 
zakrojonej akcJl przesłucIDwań w 
gmachu mimsterstwa spraw we- 
wn
trznych. Wsrud przesłucIDwanych 
zna.lezll Slę także synowie komuni- 
stycznych dygmtarzy, m.in. syn gen. 
Wacława Komara, dyrektora gabme- 
tu mmlStra spraw wewnętrznycł"_ 
Do szesciu Itudentow zawieszonych 
w prawach akademickich należy 
m.in. Andrzej Duracz, student trze- 
ciego roku wydziału matematyczno- 
fizycznego, członek zarządu Z.M.S., 
syn starego komunisty Jerzego Du- 
racza, ktury brał niegdyś udział w 
Izeroko reklamowanym zamachu 
gwarwi ludowej na Cafe Club. Du- 
racz już przed rokiem otrzymał na- 
ganę. Innym studentem, przeclwko 
ktoremu wytoczono śledztwo policyj- 
ne, jest Adam Michnik, rowllleż syn 
długoletniego działacza partyjnego i 
znawcy klasyków marxlZffiU. 
. Resort Mleczysława Moczara wy- 
, wierał nacisk na władze akademickie, 
domagając się Usulllęcla z uczelni w 
drodze dyscyplinarnej wszystkich 
sześciu studentow. Opiera się temu 
zdecydowane prof. Stanlsław Herbst, 
dzieKan wydzlalu historii. 
przez władze partyjne albo U.B. 
mepokojeni są również dr Krzysztof 
Pomlan, asystent prof. Kołakowskie- 
go, ktory przemawlał po nim na ze- 
braniu 21 października, prof. Wło- 
dzimierz Brus - ekonomista, 1 Zyg- 
munt Bauman - socJolog. 


PROTEST PRZECIW UWIĘZIENIU 
DANIELA I SJINIAWSKIEGO 
Dopiero medawno dotarła na za- 
chód wiadomość że słoedmiu pracow- 
nikow naukowych uniwersytetu war- 
szawskiego wysłalo w czerwcu b.r. 
list otwarty do moskiewskiej "Praw- 
dy", domagając się uwolnienia Da- 
niela i Sjiniawskiego. List podpisali: 
Andrzej Kiełbasiński z wydziału ma- 
tematyczno-fizycznego; Maryla La- 
godzuiSka, polonistka; Wiesław La- 
godzii1ski, magister socjologii; Krzy- 
sztof Pomian, doktór filozofii j asy- 
stent prof. Leszka Kołakowskiego; 
.Janina Walukowa, doktór ekonomii; 
.Janma Woroszylska, doktór biologii; 
Antoni Zambrowski, magister ekono- 
mii, syn Romana Zambrowskiego, b. 
członka Biura Politycznego i b. sek- 
retarza K.C. Antoniego Zambrow- 
skiego usunięto następnie z partii za 
"poglądy rewLZjonistyczne". 


UL 


dzania dokwnentów i kontroli sa- 
mochodu. 
Już po chwil1, zaledwIe obejrzaw- 
ISzy dokumenty, obecny na miejscu 
major milicji oświadczył wyraźnie ze 
obraz do katowic nie pOJedzie. Bi- 
skup zaprotestował. Wywią..zała się 
wymmnd. zdań w tonie dość ostrym. 
Z jedn
j strony biskup i towarzy- 
szący mu kapian, z drugiej Jowo- 
dzący milicją major. 
W pewneJ chwl1i major zamlerzył 
się na księaza, by go uUelzyc. Ale z 
nadzorującej czynność miliCjl i sto- 
jącej obok grupy osob ubranych po 
cywllnemu, najwyraźniej wyższych 
1unkcjonariuszy służby bezpieczeń- 
stwa, padły w tej ChWlli słowa: "Spo- 
kojnie, panie majorze". Musiała to 
powiedzIeć jakaś niemała osobistość, 
ponieważ major natychmiast się u- 
spokoił, polecił zabrać obrWló i prze- 
llleść go do samochodu milicyjnego. 
Kazał również wsiąść do tego samo- 
chodu blSkupowi. Ale biskup się na 
to nie ZgOdzlł. Oświadczył że chce 
jechać nadal używanym dotychczas 
samochodem. A jeśli mu mil1cja u- 
niemożliwia bezprawnie jazdę dozwo- 
lonym środkiem transportowym, pój- 
dzie do Katowic pieszo. I rzeczywl- 
ście ruszył w drogę. Wśród ffillicji 
i cywilnych funkcjonariuszy U.B. za- 
panowała konsternacja. Widać było 
niezdecydowanie. Doplero gdy biskup 
Kurpas uszedł już kawałek drogi, ru- 
szył za nim milicyjny samochud, wy- 
przedził idącego, a kiiedy się zatrzy- 
mał, z samochodu wyskoczyło czte- 
rech osobników, podbiegli do biskupa, 
chwycili go za ręce i nogi 1 siłą 
wciągnęli UO samochodu ffilllcYJnego. 
Obraz zatrzymano, ale ten nowy 
akt bezprawia me zdołał zakłOciĆ 
programu nabożenstw. Odbywały się 
one dalej po całej diecezji katowic- 
kiej, tylko że bez kopii cudownego 
obrazu. Zamiast niego - ustawiano 
pustą ramę, ozdobioną wiązanką 
kWIatów, a kOŚClOły wypełniły tłUlny 
jeszcze Większe wż poprzednio. 


KOśCIół.. SZYKANOWANY 
W dalszym cłą.gu nadchodzą. wia- 
domości o bezsellSownych szykanach 
i Złosliwościach wobec dostojnikow 
kosclelnych w Polsce. Przykładem 
może być przygoda, jaka spotkała 
Jednego z blSkupow, ktory przewoził 
KOplę obrazu Matkl BoskieJ Często- 
chowskiej z katedry warszawskiej na 
Sląsk. 
i! września b.r., we wcZesnych go- 
dzinach rallDYcn, wyruszył z Warsza- 
wy koscielny sarnochod z obrazem, 
ktory nie mogł być dotychczas prze- 
wleziony do mneJ diecezji z katedry 
warszawskiej. Mlał on teraz rozpo- 
cząć węurowkę po diecezji katowic- 
kiej. Obrazowi towarzyszył sutragan 
katowlcki, X. blSkup J ozef Kurpas. 
Do Katowic jednak obrWló, jak Wia- 
domo, me dOJechał. 
Aż do granLC diecezji katowickiej 
wlS:ł;yslko OUbywalo się bez żadnego 
incydentu. W okolicy Będzina szosę 
przecma wewielki lasek, w ktorym 
czekało klika samochodow milicyj- 
nych. Samochód z biskupem Kurpa- 
sem 1 obrazem zatrzymall funkcjona- 
rlUsze służby bezpieczeństwa. Zaczę- 
ła Slę znana już z poprzednich tego 
rodzaju wypadkow kontrola doku- 
mentow, sprawdzanie działania świa- 
teł, hamulców i t.p. Gdy nie wyka- 
zala ona żadnych medomagań, Ofl- 
cer milicji oswladczył wprost o co 
chodzi: samochodowi nie wolno je- 
chać do Katowic, lecz musi udać się 
do Częstochowy. 
W mleJscu kontroli szosa jest doŚĆ 
UCZ"'SZC:ł;ana, przejeżdżający ludzi wi- 
dzlłC przy samochodzie mdagowanego 
i otoczonego przez milicj
 biskupa, 
zaczęli Się zatrzymywać, dowiadywać 
o co chodzi: wektorzy prosili o bło- 
gosławieństwo. Zator na szosie gęst- 
wał, a samochOd biskupa otac2iała 
coraz liczniejsza grupa przejezdnych. 
Powoli zaczynała Slę robić demon- PRZECIWKO DANINOM 
stracja, dla mllicji niemiła. Szybko NA VIETNAM. P()ł..NOCNY 
jednak zjawiły się - widocz11ie we- Przymusowe zbiórki pieniężne na 
zwane drogą radiowIł - lotne patrole pomoc dla Vietnamu północnego do- 
milicji, ktore oczyściły szosę, naka- prowadziły w Polsce do sporej ilości 
zując udac się w swojlł drogę t;)lm, strajków i zebrań protestacyjnych. 
ktorzy się zatrzymali, ,i nie zezwa- M.in. doszło do strajku w fabryce 
lając potem nikomu na zatrzymy- opon samochodowych w Olsztynie, w 
wanie się czy też zwaln1anie szyb- zakładach mechaniki precyzyjnej w 
kości jazdy. Samochód z blskupem Błoniu i w spółdzlelni tworzyw sztu- 
i obrazem zawró'cono przemocę i ka- cznych w ,żyrardowie. 
zano jechać do Częstochowy. BISkup Od załogi w OlBztynie zażą,dano od- 
musial Się zastosować do nakazu dania dniowki ośmiogodzinnej w cią- 
władz 1 zawiozł obraz do klasztoru. gu dwóch sobót jako daniny dla Viet- 
Następnego dnia - w kazaniu wy- namu połnocnego. Ponieważ płace w 
głoszonym w Skalmierzycach Sta- tej fabryce i tak są niskie, wybuch- 
rych na ,śląsku, prymas Polski za- ną.ł czterogodzinny straJk, który zo- 
protestował przeciwko tym szykanom stał zakończony po interwencji woje- 
wtadz bezpieczeństwa. wódzkiego komitetu P.Z.P.R. Przy- 
Tymczasem w Częstochowie biskup musową daninę zredukowano do bez- 
Kurpas doszedl do wniosku, że być płatnej pracy czterogodzinnej w cią- 
może władze zatrzymując konwoj gu dwoch sobót. Wobec straJkujących 
chciały uniknąć manifestacyjnego po- nie zastosowano żadnych represji. 
witania obrazu w Katowicach. Po- W Błoniu i w .żyrardowie doszło 
stanowił zatem przewieŹĆ obraz na do krótkich strajków, ponieważ po- 
śląsk, unikajlłc wszelkiego rozgłosu. trącono wszystkim pracownikom 
Do transportu wyto zwykłego samo- składki od 50 do 170 zł, chociaż już 
chodu. Został on Już po krotkiej jeź- poprzednio musieli przepracować 
dzie zatrzymany przez patrol milicji, bezpłBitnie dWle dodatkowe dniowki 
przystąpiono jak zwykie do spraw- jako daninę. 

. 


liONł..'ERENC.JA FRAKCJI 
PKOCHłNSKIEJ 
Według wiadomości, jakie rozeszły 
się w dobrze pomformowanych ko- 
łach komunistycznych w Paryżu, w 
drugiej połowie listopada miała się 
odbyc w Brukseli konferencja pro- 
chinskich frakcji komunistycznych z 
rożnych krajów Europy zachodniej. 
Przewidywany był także udział przed- 
stawiciela z Polski, prawdopodobnie 
w osobie Kazimierza Mijała. 
W ostatniej chwili impreza ta mu- 
siała być odroczona, gdyż belgijskle 
władze policyjne dały do zrozwnie- 
nia arnbasadzie chiilskiej że zjazd 
tego rodzaju rząd belg1JsKi uwaza1l:y 
na swoim terytoriwn za niepożądany. 
Obecnie prowadzone są starama, 
aby zjazd mógł odbyć slę na terenie 
Francji. Prawdopodobnie będzie miał 
on charakter czysto organizacyjny 
i poufny, a liczba uczestmków będzle 
ograniczona. Z uwagi jednak na wi- 
zytę premiera Kosygina, nawet tak 
skromnie zakrojona impreza może się 
okazać kłopotliwa dla francuskich go- 
spodarzy. 


u 


kra j 


or 


um 


o 


wy 


NA ANTENIE (WIAOOMOSCl) 


A M I 


Strajk w Błoniu trwał jedną go- 
dzinę l również został zakończony po 
mterwencji miejskiego komitetu 
P.Z.P.R. ,Potrącone składki zwrócono 
pracowwkom, ale kilku spośród nich 
oskarżono o organizowanie tej akcji 
i zwolniono w drodze dyscyplinarnej. 
Podobny przebieg miał strajk w ży- 
rardowie, gdzie U.B. zatrzymało de- 
legację strajkujących. Strajk zakoń- 
czył się gdy robotnikom przyrzeczo- 
no ze potrącone składki zostaDlł im 
zwrócone. 
Do zebrań protestacyjnych doszło 
także w fabryce samochodów w Sta- 
rachowicach i przetworów mięsnych 
w Bydgoszczy. ŻQ.dania załóg odrzu- 
cono a protestujących zastraszono 
groźbą kar dyscyplinarnych. 
Na ogół żąda się od pracowników 
dwóch albo trzech bezpłatnych dnió- 
wek jako daniny. Niezależnie od te- 
go przeprowadza się pod naciskiem 
zbiórki pieniężne 1 pobieranie krwi. 
Do protestów doszło także w woj- 
sku. Podoficerowie szkoleni na obo- 
zie letnim koło Giżycka złożyli skar- 
gę do dowództwa dywizji w Olszty- 
nie protestujlłc przeciwko zbiórce pie- 
niężnej na Vietnam północny. Kur- 
sanci byli bowiem już poprzednio 
zmuszeni do podobnych składek w 
swych jednostkach macierzystych. 
Pomimo protestów pieniędzy im nie 
zwrócono, ale nie zastosowano także 
sankcji dyscyplinarnych wobec pro- 
testujących. 


Nr 1081/1082, 18/26 December, 1966 


ROZGŁOśNIA POLSKA RADIA WOLNA EUROPA NADAJE SWOJE 


PROGRAMY OD GODZINY PI
TEJ RANO DO DWUNASTEJ DZIE- 


SIĘ.Ć (W SOBOTY DO DWUNASTEJ), W NOCY I W NIEDZIELE OD 


SIóDMEJ DO JEDENASTEJ PIĘ.CDZIESI
 T W NOCY NA F ALACH 


KRóTKICH, W PASMACH 16 m, 19 m, 2S m, 31 m, 4l m, 49 m, 80 m, 


ORAZ NA FALACH śREDNICH W PAśMIE 417 m. 


NAGRODA PAXu 
Tegoroczną. nagrodę Paxu zamie- 
rzano przyznać pisarzowi katolickie- 
mu Jerzemu zawieyskiemu za całość 
twórczości, tym bardziej że obchodzi 
on w tym roku 40-lecie swej pracy 
pisarskiej. Najwidoczniej jednak za- 
wieyski doszedł do przekonania, że z 
wieńcem laurowym uwitym przez 
Pax nie byłoby mu do twarzy i po- 
wiadomił kogo trzeba, że zaszczytu 
wolałby uniknąć. Wobec czego laur 
przeznaczony dla iZawieyskiego ozdo- 
bił czoło Marii Kuncewiczowej. 
Informowaliśmy jw że Zofia Kos- 
sak odmówiła w lipcu b.r. przyjęcia 
nagrody państwowej. .Jak widać są 
pisarze, którzy odsyłają laury, i są 
inni, którzy skwapliwie ustawiają się 
po -nie w dalszej kolejce, uwaźając 
widocznie, że taki wianuszek, choćby 
z paxowskich listkOw bobkowych uwi- 
ty, warto przyjąć w braku bardziej 
przekonywających wyrazów uznania 
ze strony samych czytelników. 


ZAl\IEK KROLEWSKI WCqż 
NA CZARNEJ LISCIE 
W Warszawie krlłżą. uporczywe po- 
głoski, że w czasie niedawnego kon- 
gresu kultury polskiej prof. Stanisła- 
wowi Lorentzowi, dyrektorowi Mu- 
zeum Narodowego w Warszawie skre- 
ślono fragment przemówienia, w któ- 
rym nawoływał władze dO rozpoczęcia 
odbudowy Zamku Królewskiego. Wia- 
domość ta, jeśli prawdziwa, jest zai- 
ste zdumiewająca. .Jakaż to "racja 
stanu" nakazuje cenzurze skreślanie 
nawet samej wzmianki o Zamku Kró- 
lewskim. Czemuż to nieszc'zęsny Za- 
mek skazany na zagładę i wysadzo- 
ny w powietrze przez Hitlera, zali- 
czony został niemal na równi z Katy- 
niem do tematów stanowiących ofi- 
cjalne "tabu". I co na to sejm? Gdzie 
znaczenie jego uroczystych uchwał? 
.Jak juŻ powszechnie wiadomo, w cza- 
sie obrad wiosennej sesji sejmu usta- 
wodawczego w r. 1949 przYJęto jed- 
nomyślnie taką uchwałę: 
Polska demokracja przejmuje bo- 
gatą puściznę dziejów narodu polskie- 
go... Stąd plynie żywy, tw6rczy, przy- 
szlościowy stosunek do przeszłości, 
st.ąd plynie ten symboliczny niejako 
wniosek, aby Warszawie i narodowi 
w piątą rocznicę powstania rządu lu- 
dowego Zamek Kr6lewski przywr6cić 
jako świadectwo niepożytych sił 
 
rodu i .majestatu Polski Ludowej. 
Uchwała o odbudowie Zamku Kró- 
lewskiego zapadła w r. 1949. Zamek 
miał być odbudowany w ciągu pięciu 
lat. Projekty były zatwierdzone. Dziś 
po 17 latach od tej uchwały miejsce, 
gdzie stał Zamek Królewski, w dal- 
szym ciągu zieje pustką. 
Wiadomo dziś powszechnie, że za- 
kaz odbudowy Zamku z pogwałce- 
niem obowiązują.cych uchwał sejmo- 
wych wydał osobiście Gomułka, któ- 
ry najwidoczniej uważa siebie za 
człowieka stojącego ponad wszelkim 
prawem. 


2ALOSNE WYNIKI ANKIETY 
W ubiegłym roku przeprowadzono 
ankietę na akademii hutniczo-górni- 
czej w Krakowie wśród studentów, 
którzy rozpoczynali albo kończyli no- 
wy przedmiot - podstawy nauk poli- 
tycznych. Wyniki ankiety okazały się 
smutne dla partyjnych prowodyrów. 
N a 734 uczestników ankiety 18 nie 
wniało w ogóle odpowiedzieć jaką 
funkcj
 pełni Władysław Gomułka, a 
2 udzIel1lo odpowiedzi błędnych. W 
wypadku Edwarda Ochaba 43 stu- 
dentów nie umiało odpowiedzieć na 
pytanie a 24 odpowiedziało błędnie. 
............... ...................................................... ....... ...................... .... Tylko 45% zapytywanych potrafiło 
podać trafną odpowie
 dotyczącą za- 
gadnień ustrojowych Polski Ludowej. 
.Jeszcze żałośniej wypadła odpo- 
wiedź na pytanie: "Kto jest twoim 
bohaterem życia". Zdecydowana więk- 
szoŚĆ studentów odpowiedziała: John 
Kennedy! Największą ilość głosów po 
Kennedym zebrali Gagarin, de Gaulle, 
.Jan XXIII i Marx. Pomimo intensyw- 
nej propagandy Mieczysław Moczar, 
"legendarny wódz" jak go nazywa 
wiernopoddańcza "Kultura" w War- 
szawie nie doczekał się żadnego wy- 
różnienia. Bohaterem literackim wy- 
brano większością głosów Kmicica z 
.......... .... ..... .................... ..... ...... ...... ......... ....... ....... ...... .............. ............ ..._ "Po topu Ił Sienkiewcza. 
.......... . ......................................... . ............................,.......................... 
. - 
= = Do nabycia we wszystkich polskich ksi ę garniach = = 
. . . . 
= = ZYGMUNT M. JABŁOlQSKI = E 
. = = . 

 
 NAD RZEKĄ AMEN NIEDALEKO PRAWDY 
 
 
. . . . 
5 5 I INNE KŁAMSTWA 5 5 
. . . . 
.. Okł dk D t L k k .. . . · · 
=. a a anu y as ows le) Cena W WIelkIej Brytanii 6/6 .. 
= = NAKŁADEM : . = 
. . . 
= = POLSKIEJ 
{)N:DACJI _
UL TURALNEJ E E 
= = . - , - ,,-' LONDYN 1966 · · 
.................................................................................................:......... 


LESZEK liOL.AK(JWSKI Górny stał się pr,i;edmiotem szcze- 
Prof. Leszek Kołakowski, usuwęty golnIe qOLkilwych szykd.Jl i przella- 
z partiI 
z pd.Ździernika b.r. za od- uowan po zwolnieniu go w r. 11161 z 
l.zyt wygłoszony w rocz11icę Paźdzler- wlł;;z1ellla, gQ:ł;le prze51edzw.ł 18 mie- 
nika na zebranlU Z.M.H. na uniwer-, SlęCY. .Przez długi czas we mogł 
lSytecie warszawskun, zaapelował od otrzymać żadnej pracy, nawet f1zyc:.\- 
tej decYZJl do zJazdu partyjnego. nej. Udziekolwlek o n
 si", stara! - 
KołaKowskiego wezwano po raz spotykał Slę z odpOwledzłą. że ..:ł;e 
plerwszy przed centralną .KomIsję zrozwniałych wzgl
dow" me może 
Kontroll partYJnej w marcu 1966. 
- l:Iyc zBltrudwony. W ten sposób Wlę- 
spOlowi przesluchuj
cemu młodego Zlen polityczny, UD1ewinwony prawo- 
uczone
o przewodnlczył zamiast Ro- mocnym wyrok1em sądu apelacyjne- 
mana ,Nowaka Jelzy :sztacłIelskl. Ko- go, uKarany był powtornie, tym ra- 
łakowsk1ego oskarzono ze zgodził się Zeln w try'l:Jle adn1illlltrd.cYJneJ samo- 
iJyć mę.zem zawanlR Karola MOQ:ł;e- won. W wypaóKu GÓl.'llegQ prze8łauo- 
lewskiego i Jacka Kuronia w czasle wame bYłO tym ootkllW;sze ze jest on 
procelSu, Jakl Lm wytoczono bez u- jeaynynl zywlclelem cięzko cllorej 
przeaweJ zgoay właUz partYjn'y'ch. matKl, która od kilku lat me opuszcza 

zucono mu dalej ze wartyKul&- łuzka. OJClec Gornego zgmął w po- 
".Jezus curystus", Ktory uku:ł;i:l.ł Slę ..wstamu warszawskun. 
w "Argwnentach', w styczwu i9Uti Doplero po dłuższym czasle Gól'ny 
"przernicu" klika argwnentow na zatrudniony zostal przez pocztę głow- 
r:ł;ecz "reakcji kooclelnej' i nie wziął ną jako gowec roznoszący depesze 
uOZ1alu w akCJl przeclwko llstowi z głodowym wynagrodze11iem 600 zł 
, blISKUpuW. Na spLSle Qalszych o.l?kac- JmelSlęcZDle. 
żen znalazł Slę rowniez zarzut, że bez NIezłomn
 postawił i odwagą prze- 
zgouy partu przyjął ,zapr08;(.eme na konan Gorny zyskał' sobie szacunek 
herDato;: dO kardynała W yszynskiego. i sympatIę wśrod młodych. W srodo- 
Do spotk&nla mlędzy CZOłowym wisku tym istllleje obawa ze jeśli 
przedslawlClelem racJórialist.ycznego naw
t Gorny wypuszczony zostanie 
pogl4- UU na SWlat a 
iOWą KosclOla z wlęzienia - pracy już we otrzyma 
kaLQl1ck1ego w Pollice doszło przy- l skazany będzle wraz z rodziną na 
paUKowo w zaW:aÓZle dla niewido- głodową, egzystencję. 
mycll w Laskacn, dOkąd często przy- 
jezazaJą lUUZle o najroZDlejszych 
przeKonawaCll na wypoczyneK nie- 
1Zlemy. 1'rymas Vv yszynsk1, ktory 
ruwlllez spęuar weeK-end w zakta- 
dzle w LasKach, g1Zle nlegdyś jako 
zwykły k:sllłl.1Z był kapelanem, zapro- 
1.L1 prolesol'a na pouwleczorek. ltoz- 
mowa miała charaKter towarzyski. 
KOIakowski był dwukrotnle prze- 
sluclUwany w budynKU K.C. Partl1. 
WeU1ug wersji kr
cej w kotach 
partyjnych kazano mu tam naplSać 
swoJe "creoo". Kołakowski zastOSO- 
wal Slę uo tego i w ZWlł.Uym expose 
wYJ
nu, co rozwnle pOd pojęciem 
socJallZmu. Proresor wyrazu m.m. 
prZeKOllanle ze plural1zm demokra- 
tyczny mozna przyswolc socJallzmo- 
Wl, pOrUl:!zył za
auwewe womo.scl .in- 
teleKtuameJ JaKO pOWitawowego wa- 
runku kazueJ pracy badawczeJ l prze- 
str".iOegał pol1tykvw aby poddawali 
nleUISLannemu sprawQZ&nlu stosunek 
teoru uo praktYK!. 
Na to expose Kołakowski 11igdy od- 
powledzl nie otrzymał. Po USUDl\iCiu 
g.o z partli - był wlelokrotme wzy- 
wany 1 przesłuchiwany przez U.B. 


PRZESLADOWANY 
W numerze wrześniowym "Na An- 
tenie" w rubryce "Za kulisami" po- 
daliśmy wiadomość o ponownym are- 
sztowaniu znanego działacza młodzie- 
żowego z czasów Października, Prze- 
mysława Górnego. Nie wiadomo do- 
tychczas jakie są jego dalllze losy. 
Powodów aresztowania nie ujawnio- 
no. 


- .Jak się po chińsku nazywa Go- 
mulka? 
- Mało-Tu (wymleniajlłc to imię 
należy na znak szacunku dotknąć 
wskazują.cym palcem czoła). 
. . . 


- Przed wojną uczestniczy h w 
manifestacji ci, co się nie bali. Teraz 
uczestniczą ci, co się boją.. 
. . . 
O komunistach: 
- Nędzą, smrodem i batE'm, chcą 
zapanować nad światem. 
. 
Gdzie na świecie znajduje się naj- 
wY7.szy szczyt górski? 
- Najwyzszy szczyt górski znaj- 
duje się w Związku Sowieckim. Bo od 
r. 1917 idzie się ku górze 1 jeszcze 
nie osiągnięto szczytu. 


- A jak nazywa się 
de Gaulle? 
- Podobnie jak Mao, 
cle MoL 


po chińsku 


a mianowi- 


. . . 
- .Jaka jest różnica między manl- 
festacjlł l-majową przed wojną. i te- 
raz? 


PROSPEKT ROZGŁOSNI PO I.oSKIJI'.J 
RADIA WOLNA EUROPA 


Ukazał 8i
 W druku pl'08pekt Rozgłośni Polskiej Radia 
Wolua Europa, zawierający dokładny tygodniowy rozkład 
programów oraz Informacje dotyet.ąee długości fal i waż- 
niejszych audycji. Pl'08pekt przesyłany jest Da 
JUI"" 
pocztą. 



 


LISTY DO REDAKTORA 


Do redaktora "Na Antenie" 


W związku z artykułem p. Haliny 
Melnyk-Kałużyńskiej w nr. 42 "Na 
Antenie" p.t. "Jeszcze o metropolicie 
Szeptyckim", w którym wspomina o 
współdziałaniu Metropolity z arcy- 
księciem Wilhelmem Habsburgiem, 
t.ZW. "Wasylem Wyszywanym", prze- 
syłam garść wspomnień tyczących 
Slę osoby tego ostatniego i kilka z 
tym związanych zdjęć fotograficz- 
nych. 
Arcyks. Karol Stefan z żywca miał 
trzech synów, Albrechta, Leona i 
Wilhelma. W myśl tradycji habsbur- 
skiej wszyscy trzej służyli w wojsku 
austriack1m; Albrecht w artylerii, 
Leon i Wilhelm w kawalerii. Leon 
pełnił służbę w l-m pułku ułanów, 
Wilhelm - w l3-m, i stąd moja z 
nim znajomoŚĆ. Arcyksią.żę był moim 
o dwa lata młodszym kolegą z aka- 
demii wojskowej w Wiener iNeustadt, 
ale tam się z wrn nie stykalem, gdyż 
był w innej kompanii. Natomiast gdy 
otrzymał przydział do 13-go pułku 
ułanów znalazłem się w jednym z 
nim szwadronie. l3-y pulk był puł- 
kiem uzupełniającym się z Małopol- 
ski Wschodniej, przeto prawie na 
wskroś ukraińskim z niewielką do- 
mieszką Polaków wśród szeregowych. 
Natomiast korpus oficerski w swojej 
większości był polski. 
Arcyksiążę był wysmukłym i przy- 
stojnym młodzieńcem o wybitnie 
habsburskich rysach twarzy. Nosił 
Slę bardzo górnie i nie był koleżeński. 
Na początku swojego pobytu w pułku 
nie okazywał żadnych tendencji po- 
litycznych. Wyznaczenie go do póź- 
niejszej roli "Hetmana Wielkiej U- 
krainy" musiało nastąpić dopiero w 
kilka miesięcy pÓŻDiej. Po zakończe- 
niu kampanii wołyńskiej, jesienią 
1915, wyjechawszy na urlop do Wied- 
nia, widocznie otrzymał tam od ce- 
sarza ostateczne placet na tę misję. 
W końcu lipca 1915 dowódca 5-go 
szwadronu, w którym służyliśmy 
wspólnie, rtm. Kratochvil został cięż- 
ko rallDY, wobec czego objąłem do- 
wództwo szwadronu i przy tej spo- 
sobności dowódca pulku płk hr. Span- 
nocchi pouczył mnie abym zwracał 
pilną uwagę na arcyksięcia aby mu 
się broń Boże nic złego nie stało. Z 
tego też powodu podczas działań 
sierpniowych na Wołyniu doszło do 
scysji między mną i arcyksięciem, 
któremu w niewyjaśnionej sytuacji 
nie pozwolił cm na wzięcie udziału w 
patrolu rozpoznawczym. Rezultatem 
tego stanu było iż został on przenie- 
siony do 2-go szwadronu, będącego 
pod dowództwem Niemca, wiedenczy- 
ka, por. Preiseckera, z którym sto- 
sunki mu się ułożyły jak najlepiej. 
Z ukończeniem kampanii wołyńskiej 
przeszliśmy do odwodu w rejon Bro- 
dów, i tam arcyksiążę mając jw 
aprobatę cesarza w kieszeni, rozpo- 
czął swoją dość misterną propagan- 
dę wśród szeregowych pułku, wzywa- 
jąc od czasu do czasu na poufne po- 
gawędki starszych podoficerów na 
swoją kwaterę. Rozmawiał ze mną 
o tym cficer 2-go szwadronu, ppor. 
Tadeusz Me',1cel, obywatel spod Stry- 
ja. Z owegu też czasu pochodzi zna- 
na później w całej Galicji Wschodniej 
piosenka, niE' wiem przez kogo uło- 
żona w vułku: 
Szcze /te wmerła Ukraina - 
Wasyl Habsburg molodczyna - 
Hajdamaki 8zcze ne zdaliś, 
Deut8chland, Deutschland ii.ber aUes... 
W połowie r. 1916 arcyksiążę Wil- 
helm, otwarcie jw wówczas w żar- 
tach zwany "Wasylem Wyszywa- 
nym", przydzielony został do innego 
oddziału wojskowego. Z tego powodu 
straciłem z nim na pewien czas łIłCZ- 
ność i tylko por. Preisecker, który 
nadał pozostawał z nim w korespon- 
dencji, opowiadał nam że arcyksią,Żę 
otrzymał waźną misję polityczną. 
Wiadomo było z innych źródeł iż w 
owych czasach utrzymywał on łącz- 
ność z metropolitą Szeptyckim i po- 
słem ukraińskim dr. Lewickym. Mu- 
siał też komunikować się 1 z het- 
manem Skoropadskim, gdyż wraca- 
jąc z urlopu do pułku, który wów- 
czas znajdował się na okupacji U- 
krainy w rejonie Bachmutu i Mariu- 
pola, i przejeżdżając przez Kijów zo- 
baczyłem go na Kreszczatiku w po- 
wozie hetmańskim w towarzystwie 
adiutanta Skoropadskiego. My Pola- 
cy w pułku, którego barwy dalej 
nosił, raczej kpiliśmy z niego, nie 
biorąc jego "hetmańskiej" misji na 
serio. 
Po wojnie straciłem go zupełnie 
z oczu, i tylko od Preiseckera, który 
pozostał w Polsce jako administrator 
majątku swojego byłego podkomend- 
nego ppor. Mencla, wiedziałem że ar- 
cyksiążę przebywa w Wiedniu, gdzie 
dalej utrzymuje styczność z kołami 
ukraińskimi. Były to czasy gdy dy- 
wersja ukraińska w Małopolsce 
Wschodniej hulała w całej pełni i 
choć na to nie ma ścisłych dowodów, 
lecz serdeczna przyjaźń i stała łącz- 
ność pomiędzy arcyksięciem i rtm. 
Preiseckerem musiała mieć prawdo- 
podobnie również I podkład politycz- 
ny, gdzie Preisecker odgrywał rolę 
łącznika pomiędzy obiema zaintere- 
sowanymi stronami. Musiało być w 
tym coś niecoś prawdy, gdY* po kll- 



 


",..=.....-,.., 


..,
 
. , 


"- 
 




 


",,
:
. 


J 





 \ ł 


'" - 
-ł. 


....... 


... 



 


\ 


;.;r :.'
. 


" 


:....,!=.
.,......
..... 


Arcyksiążę Wilhelm (Wasyl 
Wyszywany) w towarzystwie 
rtm. KratochvUa 
ku latach Preisecker został z Polski 
wydalony jako uciążliwy cudzozie- 
miec. 
W r. 1937 zostałem wysłany do 
Wiednia z ramienia II oddziału szta- 
bu głównego w celu obserwacji dzia- 
łalności hitlerowców w Austrii, w 
przewidywaniu ewentualnej możliwo- 
ści agresji niemieckiej. Ponieważ 
rtm. 1'reisecker po wydałeniu go z 
Polski należał w Wiedmu do wy- 
bitnych członków partii hitlercwbkiej, 
za jego pośrednictwem starałem się 
przeniknąć w jej koła 1 byłem z nim, 
jako byłym kolegą pułkowym, w sta- 
łej łączności. W owym czasle po- 
vTstała w sztabie głównym myśl aby 
arcyksięcia Wilhelma śclągnlłć do 
Polski, gdzie jego działalność pro- 
ukraińska mogła być lepiej obserwo- 
wana i ograniczona. Otrzymałem za- 
tem zadanie aby go namówić do po- 
wrotu do Polski i zobowiązania się 
do poniechania roboty proukraińskiej. 
W zamian za takie zobowią.,zanie o- 
trzymać miał nietykalność osobistą, 
możność powrotu do domu rodzin- 
nego i odpowiednie zabezpieczenie 
materialne. W sprawie tej zwróciłem 
się do Preiseckera. Preisecker, w za- 
sadzie dobrze do Polaków usposo- 
biony, podjął się tej misji, ale po 
kilku dniach powiadomił mnie iż ar- 
cyksiążę kategorycznie odmówił wi- 
dzenia się ze mną i absolutnie na 
żadne tego rodzaju propozycje się 
nie godzi, będąc moralnie od tylu 
lat związany ze sprawił ukraińską. 
Na tym cała sprawa się urwała. 
Być może że w przewidywaniu 
wielkiego konfliktu europejskiego 
miał złudne nadzieje, podtrzymywane 
widocznie przez Niemców, że przy Ich 
pomocy wypłynie jeszcze na widow- 
nię dziejową jako "hetman Wielkiej 
Ukrainy", albo może rzeczywiście 
przez długie obcowanie z Ukraińcami 
stał się sam patriotą ukraińskim, al- 
bo w każdym razle człowiekiem uczu- 
ciowo i moralnie z obozem ukraiń- 
skim zwIązanym. 
Co się z nim działo w czasie wojny 
- nie wiem. .Jedynie z listu rtm. 
Preiseckera, otrzymanego w kilka- 
naście lat po zakończeniu działań 
wojennych, dowiedziałem się że po 
zajęciu Wiednia przez Rosjan został 
aresztowany i wywieziony do łagru 
w miejscowości Władimir pod iMosk- 
wą, gdzie umarł w r. 1956. 
Taki był smutny koniec niedoszłe- 
go hetmana "Wielkiej Ukrainy". 
Choć trudno go może nazwać wro- 
giem Polski, nie był jednak do niej 
nigdy przychylnie usposobiony. 
W odróżnieniu od niego dwaj jego 
bracia byli zawsze lojalnymi obywa- 
telami polskimi, do polityki się nie 
mieszając. Walczyli dzielnie w armli 
polskiej zarówno w r. 1920, jak w 
r. 1939, starszy na wyższym stano- 
wisku w artylerii, młodszy jako ofi- 
cer liniowy w lI-m pulku ulanów 
legionowych. Ostatni raz widziałem 
go 24 września 1939 w czasie akcji 
pod Newlem. Obaj byli w niewoli nie- 
mieckiej, gdzie na próżno chciano 
ich nakłonić do współpracy z Hitle- 
rem. Nie wiem jakie były ich losy 
po wojnie. 
Jerzy Groblckl, gell. bryg. 
(T o r o n t o). 
CZY NAPRAWD
 "WJELKA"'l 
Do redaktora ,,N a Antenie" 
W"Na Antenie" w nr. 000 z łezką 
wzruszenia, z pochwałą papierowych 
osiągnięć, dyskusji na poziomie, bez 
obicia kijami przeciwników politycz- 
nych, w nastroju podniosłym tysiąc- 
lecia, porównawszy naszych na emi- 
gracji pradziadów ze zgodnym tłu- 
mem 40.000 w Londynie - nestor 
tych tych, co niewzruszenie przy Nie- 
podległości stoją i stać będą, gen. 
Marian Kukiel rangę nam podniósł 
i z ilościowej w Wielką nas zaliczył. 
Ku serc pokrzepieniu, dla podnie- 
sienia głów stęsknionych, dla uspo- 
kojenia rąk postarzałych ale jeszcze 
gotowych, w rocznice narodowe do- 
brze jest tak mówić, zwłaszcza gdy 
słowa do Kraju docierają. Przekła- 
dając jednak na użytek nasz we- 
wnętrzny rachunek sumienia uczciwy 
niż szybkie pokropienie wodą abso- 
lucji, lepiej odłożyć ten aWanii w rę- 
ce historii. 


Zjazd rcprezentantów sejmem emi- 
gracyjnym nie był. Emigracja nasza 
mLmO kolosalnych ulatwleń technicz- 
nych epoki, nie zdobyła się na stwo- 
rzenie jednej, światowej organizacji, 
która mogłalJy wyłonić sejm obradu- 
jący w l1asporze. Kilka organizacji 
l t.zw. "Zarnek' nawet dla manife- 
stacji Jednolici ducha, nie dołączyły 
do olJchodów. 
Uchwały, pobierane jednomyślnie, 
dotyczyły spraw ważnych, ale ich 
powzięcie ani nie zmieni położenia 
Kraju, ani nie przerwie "zmowy mil- 
czellla", ani we zmusi państw do 
wystąpienia w sprawie słusznej, ale 
mewygodnej. 
Zgotla narodowa łatwa była do 
oSlągmęcia, bo zjazd nie miał uchwa- 
lić konstytucJi, lub choćby ordynacji 
wyborczej. Słowem, nie zmierzał do 
ustalenia istotnych, na wyborach o- 
partych władz, nie był pomostem po 
którym idąc można było zająć sta- 
nowIska czy zapewnić sobie wpływy, 
czy tworzyć więks:2.0ŚĆ niezbęd.nlł dla 
demokratycznego rządzenia. 
Deklaratywność, nie zakładająca 
podstaw realnej działalności, nie za- 
grazająca nikomu 1 nie wysuwająca 
nikogo, gubląca się w ogólnikach, 
pozwalająca odetchnąć z ulglł po pra- 
cowicie i wzniośle przegadaillym cza- 
sie, nie jest cechą. pozytywną. Wolę 
najmniejsze konkrety od pałaców z 
chmur. 
. Obawiam się i nie bez podstaw, 
ze gdyby na horyzoncie ukazała się 
przed gremium zjazdu prawdziwa 
wła
a z jej prerogatywami, hono- 
rami, ukłonami i - nie najmniejsze! 
- z poborami, głowy zaczęłyby pa- 
rowac i choć nie podgolone, do szat- 
kowania bez pałaszow, natychmiast 
gotowe. 
Na spokój obrad wpłynęła długa, 
ponad dwudziestoletnia szkoła kra- 
jów zachodnich, Anglii zwłaszcza. 
Pc;dróże kształcą. Ale nie jestem pe- 
Wlen, a raczej - a jakże! - nie 
wierzę zupełnie by system mądrości 

glosw:kiej, dwupartyjnego polityką 
kIerowlllctwa na zmianę, jak odcho- 
dzącej i przychodzącej, starej 1 no- 
wej warty mogło salus Rei Publicae 
Poloniae suprema lex esto. A to JUŻ 
byłoby osiągnięcie i dorobek, za któ- 
re chwali) wypada. Dotąd zmory 
starych złud na emigracji żyją, jako 
partii historycznych bezterminowe 
prolongaty. Jeśli tu na niekłamaI1lł 
jedność zdobyć się nie potrafimY, 

z:góż spodziewać się mamy, gdy od- 
zYJe wolna !Polska? Ileż partii po- 
wstaDie? :Miewaliśmy ich i ponad dwa- 
dzieścia. Ten przerost wolności w ga- 
dulstwie, nadmiar programów, zbY- 
tek "leader"ów doprowadził do dru- 
giego krańca. Do zamachu stanu, do 
sciszenia opozycji, do faktycznego 
zawieszenia swobód obywatelskich, 
do kryptodyktatury. 
Kiedy Kraj jest ściśnięty za gar- 
dło, kiedy o reformach ustrojowych 
nikt tam ani pisać, ani mówić nie 
może, po tej stronie podziału świata. 
Polakom przypada przygotowanie 
rozsądnego kIerownictwa własnymi 
sprawami, kiedy wolność przyjdZie. 
Nawet deklaratywule, a cÓŻ dopie- 
ro konkretnie, na podstawie wspól- 
nych posiedzeń, nie została na zjeź- 
dzie i nie jest wałkowana sprawa 
współżycia z sąsiadami UstosunkO- 
wanie się do Ukrainy, Litwy, Biało- 
rusi, Czech, Słowacji wymaga sta- 
nowczo omÓWienia 1 opracowania w 
duchu zgody, w pamięci zachowując 
gdzieśmy się znaleźli, co z naszymi 
narodami, gdy nie chcemy nic oddać 
a wszyscy wziąć jeszcze więcej. Ma- 
łoduszne, tchórzliwe zasłanianie się 
nieposiadaniem mandatu odkłada- 
niem całej sprawy do ch
ill uwolnie- 
nia krajów naszych, doprowadzi nas 
po omacku w płoną.ce granice i po- 
wtórzenie r. 1918. 
Dla działalności politycznej po- 
tł;zebne są pien1ą.dze. iKryzys zaufa- 
ma, który rozpoczął się wraz z upad- 
kiem państwa, pogorszył się z zawa- 
leniem wojska 1 cofnięciem uznania, 
fatalnie ściska sakiewki. AdministrO- 
wanie groszem publicznym we wła- 
snym interesie dożywotnich (sto 
lat!) prokurentów (vide _ artykułY 
i zestawienia p. Czesława Dobka w 
"Kulturze") nie doczekało się na 
"sejmie" ani słowa potępienia. Bez 
oczyszczenia tych zakamarków kSię- 
gowania znakomitego, nie sposób li- 
czyć na ofiarność dla powtórzenia tej 
obywatelskiej operetki z fmansal11 L 
Sprawa łącząca się z poprzedIli4 
- stworzenie jednego centralnegO 

środka polskiego w Londynie - 
ldzie tak szparko że tylko przy nie-- 
śmiertelności nas wszystkich erni8'- 
rantów osiągnięta zostanie. 
Takie pobieżne braków rozpałrze- 
nie na małość naszą wskazuje nie-- 
dwuznacznie. 
Mimo awantur I czasem bijatyk 
emigranci po r. 1831 pozostawill po 
sobie dorobek wspaniały. Nie za- 
wdzięczali go ilości. Kilku ludzi wraz 
z księciem Adamem byli dotknięci 
jeszcze w kołysce palcami bogóW. 
Nasze czasy dotknęło tylko nie- 
szczę8cile, z którego nie potraf ll11Y 
się wysupłać. Nie zdobyliśmy się na 
zorganizowaną, sprężystą masę, któ- 
rej jedność dorównywałaby kilku ge- 
niuszom. 
Stan1aław l;ochowsId 
(B r l 8 b a n e).
>>>
Nr 1081/1082, 18/25 December, 1966 


WIADOMOSCI 


111111111111111111111111111111111111111 ............................................................ .......................................................... 


11 


Na święta! 


ORYGINALNE POLSKIE WÓDKI 


WODKA. WYBOROWA 78 Pr. (Blue Label) ł Itr. - 60/6, i Itr. - 89/9 
i but. - 80/6, ł but. (Fiask) - 16/-, Setka - 8/10, Mln. - 4/9 


\VODKA WYBOROWA 65.5 Pr. (Red Label) 
ł Itr. - 50/9 
i but. - 25/11; ł but. (Fiask) - 18/4 
WODKA LUKSUSOWA 79 Pr. i Itr. - 48/- 
WODKA KRAKUS 65.5 Pr. ł Itr. - 50/9 
i but. - 25/11 
WODKA SOPLICA 70 Pr. i Itr. - 89/6 
WI$NIOWKA 70 Pr. i Itr. - 89/6 
i but. - 80/-; Setka - 9/-; Min. - 4/9 
JARZĘ1BIAK 70 Pr. i Itr. - 89/6; Min. - 4/9 
2UBROWKA 70 Pr. i Itr. - 89/6; Min. - 4/9 


guwOWICA 69 Pr. ł Itr. - 57/9; i but. - 29/8 
WISNIAK 42 Pr. ł Itr. 45/-; i but. - 23/8 
KRUPNIK 70 Pr. i Itr. - 41/-; 
STARKA 87 Pr. i Itr. - 61/S; Mln. - 5/6 
SPIRYTUS 100 Pr. i but. - 89/6 
SPIRYTUS 140 Pr. i but. - 58/6; Min. - 7/10 
GOLDWASSEK 70 Pr. ł Itr. - 40/- 
Mln. - 4/9 
Mln. - 4/fi 
butelka - 11/b 


CASSIS 61 Pr. i Itr. - 85/8; 
WINA OWOOOWE 


MIODY 


NADWI
SKI w kolorowych kamionkach ł Dtra - 24/6, Mln. - 4/9 
BABUNIA w specjalnych butelkach ł Itr. - 29/- 
WAWEL - li Dtra - 88/-; ł Dtra -18/6 
STAROPOLSKI - Gąsiorek ł litra - 18/6 


PIWO T A TRA-żYWIEC i Porter 


Wyłączny importer 


Do nabycia po powyłszych zalecanych cenach w każdym dobrym IIkIeple win i wódek 


EDOUARD 


ROBINSON 


London, W.l. 


L T D. 


..an III '111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111 m:m 1111111111111111111111111111111111111 UI
 111111111 UlIIIIIIIIIIIIIIII
 


III korzyść, to pewnie i żony me zdra- 
Za Mirriwind1 przeleciał przez ka- dzasz? 
mienny mostek 1 z fantazją. zajechał Zaczął JW: jeść., ale podniósł głowę 
przed Caltex Roadhouse - Open 24 i uśmiechnął Slę.. Przełknli.wsz.y co 
hours. Znał tu Marię, 
tanawlał s
ę. miał w ustach. 
ozy będzie ona teraz w. resta
ac
i, - W każdym r8lZoie jeszcze jej nie 
czy też jej siostra. Mq.z Marli Bill zdradziłem. 
pracował w lesie, mąż zaś Rhon
y - To bardzo chwalebne - skrzy!- 
prowadził garaż, przy którym obłe wiła się. - Ze l1lWł byłeś inny. DzJ.w- 
siostry miały zajazd. karz. 
Przez zasnute parq. szyby zobaczył - No, trudno. Czasem człowIek sIę 
Marię, .kręcq.cą Slę za błySZCZlłcy
 zmienia. Z każdłł kobietą Jest się 1n- 
kontuarem na tle reklam Coca-Coli n.ym. Z każdym męŻCZyzn.ła. kobieta 
i czekolad. Przeszedł do toalety, ogo- też jest inna. Such is life. 
lił s
ę tam, wzil}ł prysznic i odswle- Jadł, a ona przypatryrwała si,ę mu 
żył się nieco, zanim wszedł do środ- na wpół kpląCO. 1'atrzyła na jego 
ka. szczupie 1 mocne ręce, były czyste. 
- Hi, strallger! - krzyknął do Ten nigdy nie zasiadł do stołu z nie- 
Marii i :zaśmiał się. umytymi ręka.mi. Inny był niż ci 
Złapała si
 lZ8. serce, lllby pl'ze- wszyscy mężczyźni jakich znała, ja- 
straszona, a może przestraszona na- kich teraz w zajeźdzle zna. Inny na- 
prawdę. wet niż Bill. Nawet wtedy gdy pił, 
- To ty, Terry 1 - ucieszyia się. dbał o czystość. Albo teraz: pmeł.kn.ił 
- I już ogolony 1 ZJesz cofł 1 szybko a nie odpowaedział z pełnymi 
- Ciebie, Mar1a - 
ał sI,
 ustami. Mało kto dziś tak robi. 
rmowu. - A ty 1 - przypatrzył sIę Jej 
Kiedyś była jego kochanką, jeszcze przez chwile. 
w M.ildura, potem wyjechała doką.dś, - Co ja 1 
on jeszcze musiał skończyć kontrakt - Czy ty jesteś szczęśliwa 1 Nie 
na kolei; spotkali się znowu tu po zmieniłaś su; na lepsze 1 
kilku latach, gdy lZ8.ezłi,ł jeździć Clę- Nie odpowiedziała, pQsUa do kuch- 
żarówkIł i raz dla nabrania gazoli?Y ni, przyniosła mu troch
 waty. Lu- 
zatrzymał się właśnie w tym garazu. bił sałatę, pamiętała. 
Była jw: zam
 i 
 by
 zonaty: - .Ja też zmieniłam się na korzy.łć 
udawali kole.zeńsiui. 
yłość i bez- - powiedziała prawie wesoło. - 
pośredniość, ale wyczuwał w niej ja- człowlek wiele rzeczy rozwnie 1.na- 
ldś zaL O żalu Marii powiedziała czej niż przedtem. Ale co z tego 1 
mu kledy.9 Rhonda gdy na dziennej Człowiek zawsze wszystko rozumie 
zmianie prowa.dzJla zajazd, a on wła- rł;a późno. 
śnie wracał z Sydney z lodówkami. M1lczeli, tylko jakaś ślamazarna 
źl'ódło żalu - wedhlg Rhondy - mucha łaziła po plastykowym blacie 
było takie że Zbyszek, 
yl1 Terrr, stołu. W kuchni warczał wyc1q.g. 
bo ta.k go wołali AustraliJczy
y, .ł. lle Przez jadalnię szedł koL Zbyszek po- 
zają.l się poważniej Marią. i we o
- myślał sennie, że nie odpowiedziała 
nil Sl;
 z nią.. Jej mą.ż Bill był pija- mu na pytanie czy jest szczęśliwa. 
kiem. - To kot Rhondy 1 - spytał, aże- 
Patrzyła na niego bez słowa i wy- by znowu coś powiedzieć w tej cisZy 
cierając blaszane naczynia do "milk- jaka wśród nich nastawała coraz OZI;- 
shake"ów odstawiała je machinalnie ściej. 
na półkę nie zdejmują.c zeń wzroku. - Tak, to kot Rhondy - odparła 
BYła zmęczona, szminka jej JUŻ się i popra.wiła włosy wymykające sI
 
starła, a włosy lepiły lSi
 do spocone- spod czepka. 
go czoła. Zauwazył że w kuchni. zanim przy
 
- Miałaś dW:y ruch 1 - spytał niosła jajeczni;ę, zmieniła fartuszek 
ażeby coś powiedzieć, bo milczenie na czysty. Na poprzednim dostrzegł 
jej zaskoczyło go. był plamę po burakach. 
- Owszem, była cała rnaaa face- - Gdzie lWłŹ 1 - DlI'llknq.ł. - 
tów, pewnie z Canberry. .Jechali do Pewnie śpi1 
Melbourne, nie spotkałeś ich 1 - W lesie, rwyław1ajq. pod Gunda- 
- Spotkałem - 
opatrzył na nlJł gai kloce drzewa z rzeki po ostatniej 
p1lnie i zamilkł. - C
gle jesteś na powodzi. 
mnie zła 1 - IZ8.pytał po cbw1l1. - A mąż iRhondy. Louia 1 
_ .D
go miałabym być na cie- - Zaraz przyjdzie. Chcesz gazo- 
bie zła 1 - spojrzała nań bystro. liny 1 
- A., bo ta.kie wrażenie odnosi- - Yep. 
łem czasem - plątał s1
. NacLsnęła na kontuarze dzwonek, 
Zeszłym razem ominą.ł ten zajazd a potem jak gdyby pożałowała tego. 
naumyslnie. A przedtem tak jakoś Drugi raz już nie na.cLsnęła. 
zawsze się składało że okazjI do roz- - .Jeśli nie przyjdzie, bo śpi, to ja 
mowy nie mieli. Teraz w lokalu było ci dam paliwa. DIesel Fuel? 
pusto. Zegar tykał powoli i sennie. - Uhm - westcłuuł.ł. 
Była druga po północy. Owładnęło nim rozleniwienie po je- 
- Zrobię ci jajecznicę, taką po dzeniu, dopiero teraz rozlewało sIę 
polsku, z kiełbasq., .- powiedziała, - po nim !Zmęczenie i wyłaziło na 
jak lublleś. Nie scrambled eggs z wierzch. Przed knajpką. p1'Zewal1ły 
mlekiem, jak to u nas. się dwa samochody do Sydney i jed- 
- Swietnie, jestem głodny. na ciężarówka do Melbourne. Potem 
- Ladna noc - mruknęła zabie- znów terkotał zegar ścienny, i rmów 
rajlłc blaszane kubki do kuchnl przemknęły dwie ciężarówki. Kowa- 
- Jakoś mały drł;iś ruch na szo- lik oparł się na blacie stołu i ziewnął. 
sle - powiedział sadow1lłc sIę za - A, to ty, Terry - zawołał 
stołem koło lady, ażeby widzieć Ma- Louis, mąż Rhondy. wchodząc z kuch- 
rię przez otwarte dr.zwl do kuchni. ni i ziewnął głośno. iBył brudny i !Za- 
Pomyślał ironicznie, że jednak spany 1 tłustą ręką czochrał włosy 
!ZIIl1enia się powoli w Australijczyka: na piersiach. - Znowu w podrpży? 
to oni tak potrafiq. rzucić zdanie czy Ty chyba chcesz miliony zarobić t.e 
uwagę i odchodził" nie oczekując od- tak się szastasz. Szanuj się, dopiero 
powiedzi. co byłeli tu w środ
, nie, we «WWal'- 
- A jak tam żona 1 - py;tała tek rano. 
krzyoz.lłC głośno z kuchni nad sy- - A byłem. Daj mi dwadzieścia 

cym m.a.slem. - Wierna1 galonów. Spałeś? 
, - A bo ja wIem? - odkrzyknJłł - Owszem, spałem i coś mi się 
wesoło. - Przypuszczam, t.e tak. m1łego śnllo, a tu nagle d2iwonek. 
Wiesz jak to jest IZ żonami szo!e- Marii 1 wszystko diabli w,zi.ęli. śniła 
rów międzytmiastowych ciężarówek. mi się wojna n8: N owej, Gwinei. 
Z nimi jak z marynarzami, dziś tu, - To dobrze, ze cię zbudziłem, bo 
jutro tam. wojna to nieprzyjemna rzecz nawet 
_ I w każdym porcie majlł dziew- we snach. Wojna w dżungli, to chy- 
czynę - podeszła bliżej do dr2lWi z ba jeszcze gorsze niż wojna na mo- 
jajkami :w ręce. rzu. 
_ Correct, :Maria, correct, jak to --.Jaka wojna? - zaśm1ał sI
 
IZ maryna.rzam1. Opowiadałem ci nie- Louis. - Snił mi się szpital w Ra- 
raz o tym, jak pływałem z .Joe Za- baul i jedna nersa, Ameryikanka. W 
bielskim. Tylko nie stój tu lZ8. długo, dec
lę była cizia, mówię ci. .Jamby 
bo masło tymczasem spali się na męzczyzny nie ndała od p1,ętnastu 
patelni. lat. O mały włos mnie nie wykoń- 
Gdy przyniosła mu jajecznic,ę, po- czyła, tak lublla ten sport. 
patrzyła na popielD1czkę. Kładąc na- - .Je
teli ord);narny, S1JWagiel'ku 
 
krycle i talerz spytała zdziwlOna: powiedzIała Mana. I pokiwała głowił. 
_ Nie pal1sz teraz? - Wszyscyście tacy sam1. 
_ Nie. przestałem. - A bo ładna była. .Joan mIała 
_ Lęk przed rakiem? na imIę. Była oz Ohio. 
Nie ale mam młodą t.onkę, to Louis poszedł do ciężarówki by na- 
ni;-Palę. 'Przestałem też pić. Piję tyl- tankować paliwa, a Zbyszek coraz 
ko z nią. i niedużo. Nie tak jak daw- bardziej był senny. 
niej - Zmęczony jesteś - Maria sta- 
, 
 .Jesteś szczęAliwy? - popatrzy- nęła obok niego i pogłaskała go po 
,ła mu w oczy. włosach. 
..,':-- Bo ja wiem T Chyba tak. Podniósł na nlą wyblakłe I senne 
_ No, jeśli tak run1enlleś sIę na oczy I pow1edz1aV 


,\ ' 


- Muszę być najpoźniej na ponie- 
działek rano w Sydney. 
- To .masz jeszcze sporo czasu. 
- Tak., ale wolę nie r
ykować, 
to pilny ładunek. 
- Wszystkie ładunki są pilne - 
zaśmiała s.i,ę, zbierajlłc talerze ze 
stołu - gdy ludzie chcq. szybko za- 
robić. 
Poszła do kuchni 1 przyniosła mu 
filiżankę herbaty. Z cytryną.. Tak jak 
lubił, pamiętała, choć picie herbaty 
IZ cytryną. zawsze jQ. trochę amteszy- 
ło, bo tego nie rmano w Australii. 

r.kną.ł na plasterek cytryny plywa- 
Ją.cy na wierzchu 1 chciał pogłaskać 
Marię gdy stawiała filiżankę na sto- 
le, ale umknęła mu z dłoIlUi- Otwo- 
rzyi pl"Zytomniej oczy. lecz mach- 
IUłł zaraz ręk.Q.. Odeszła, a on znowu 
drzemał. Do knajpy wszedł Louis 1 
za.klł1: 
- RobI się chłodno na dworze., 
bloody cold outslde... 
Louis pokręcll się przez ja.kiś czas 
niezdecydowany, a potem poszedł do 
kuchni. Powiedział do szwagierki: 
- Weź od niego forso jaJt się obu- 
dzi, a ja Idę spać. .Do k
órej masz 
siedzieć 1 Do s
6dmej 1 
- Nie, do czwartej. O 
artej 
zbudzi; Heather, śpi na werandzie. 
Od dzie8ilłtej spala, to dotrwa potem 
aż do nadejscla Rhondy. W niedzielę 
nad ranem nie ma dużego ruchu, juz 
chyba najgorsze przeszło włeczorem. 
- A tego Polaka poślij do szopy 
na siano, zm
czon.y Jak cholera. Da- 
leko tak nie IZ8.jedzie, Jeszcze gdzie 
się rozwali. :Mało to takich wypad- 
ków ostatnio 1 - podrapał się we 
włosy na piersiach przez rozchełsta- 
ną. koszulę. 
- On uparty - odparła i wycie- 
rała umyty talerz. Noż i widelec rzu- 
ciła głoano do szuflady 1 wytarła 
gq.bq stół, na którym było kilka 
skrawków sałaty. - Trzeba go jed- 
nak namówić, aby poszedł do szopy, 
niech się tam na sianie przeApi. 
- Do widzenia, Maria - powie- 
dział Louis niezdecydowany 1 poszedł. 
- Dzwoń gdybyś czegoś potrzebo- 
wała. 
Kiwnęła mu głowił i wyszła na sa- 
lę, ponieważ jakiś wóz zaJechał przed 
roadhouse i ktoś trzasnął drzwiami. 


IV 
Sniło mu Się dużo różnych snów, 
mgieł 1 gmatwanin: pachniało siano 
pod Burkutem, a Bill, którego nie 
znał, ubrany był w huculski kożuch 
i kapelusz 
 b8.Źklł naokoło głowy 
i łowll kloce drzewa w jeziorze ra- 
zem z Hrabykiem. Otulały Zbyszka. 
jakieś troskliwe ręce, najwyższa sub- 
limacja matki i zapach Heleny. Pro- 
fesor KuUkowski odezwał się wresz- 
cie do niego i krzyczał, że mu córki 
za żonę nie da, bo Zbyszek to ło- 
buz. Irlandczyk Cogan stał z boku 
i za złe miał Zbyszkowi kłamstwo o 
Blarney Castle. Czemu ludzie sobie 
kłarn.l.lł? Najmn1ejsze nawet kłam- 
stwo .zmienia ŚWiat, deformuje rze- 
ozyrw1sty świat doznań osób zamie- 
szanych w kłamstwo. Każde kłam- 
stwo okrada nas i świat IZ jednej 
barwy. W M.ildura wybudowano naj- 
dłuższy podobno na świecie bar w 
klubIe robotniczym, i kolejarze tam 
popijali, a ",bie siostry .z innymi kel- 
nel'kami usługiwały im. Zbyszek te- 
raz dopiero przez sen rozumie owo 
odkrycie dawno za.s
anych spraw, 
które nie rozwinęły się tak jak mia- 
ły się r01lWinąć: 1 jw: od nich całe 
życie inaczej poszło. I właśnie wtedy 
na plaży nad Murray Stenia przy- 
pomniała sIę Zbyszkowi w :Marii, i 
dlatego obją.ł był iMarię mokrymi od 
wody rękami i wśród Am.techów 
Rhondy odniósł jej siostrę w kępkę 
drzew. Fikała rękami i nogami, 
krzyczała, ale bez złości, kiedy zaś 
postawił ją. wśród traw na zieml I 
obją.wszy przyciQ.gnął do siebie, przy- 
tuliła się doń mocno. Pod cienklł 
warstwlł połyskliwego materiału czuł 
jej ciało I przyclsną.ł jlł mocno do 
siebie, tak mocno że aż plsnęła z 
wyrzutem. Odsunq.ł się od niej i pa- 
trzył błyszczącym 'WZrokiem na jej 
podnoszą.ce się piersL Zalał JIł szkar- 
łat wstydu. Tej nocy była u niego 
w hostelu i leżała cicha i szczęśliwa, 
gdy swój zachwyt nad jej ciałem 
wypowiadał zduszonymI słowami po 
polsku i dellkatnyml ruchami, który- 
mI uczył się tego ciała na pamięć, 
aż przygarnęła go bez słowa I wciąg- 
nęła w siebie. A tu znowu przez 
falę snu przepływa twarz urzędnika 
Oxford Credit Corporatlon i olbrzy- 
mIe wieczne pióro, którym na nowo 
trzeba podpisać kontrakt na kupno 

ówkl, tak, te cholerne sto czter- 
dzieści funtów miesięcznie, oto jaWi 
sIo &dziwiona spokojna twarz Hele- 


ny zmieszanej ze Stenilł w jedwł pla- 
mę 1 plazmę. I są jakieś połowny, 
znowu połoniny llZ8.pach - cudny - 
mamałygi, ktorą. jadł ze Steni.Q. u 
Hrabyka drewnianymi łyżkami. "Ach, 
czemu ludzie są. cIą.gle inni i inni, 
ciągle inni 1 rzadko jesteśmy naJ- 
lepsl dla tych, których kochamy"? 
Mignęły mu z daleka owe dwa miej- 
sca, w których rozbił się Bułgar Jor- 
dan, niedoszły wspólni.k i ten drugi, 
którego imię jakoś nie chciało Slę 
przypomnieć teraz przez sen, albo- 
wiem we śnie panowało czyjeś zda- 
nie - jego, czy Marli 1 - "z każdIł 
kobietlł człek jest inny, z każdym 
mężczyZDlł kobieta jest inna"... Ach, 
jeszcze Jeden sen: jakiś konwój do 
Murmańska, czy do Stanów Zjedno- 
czonych, gruby .Joe zabielski wygry- 
wa w pokiera grub/ł sumę. nagle Jest 
alarm i burza. Zbyszek niechętnie 
odwraca się od tego snu, wie że z 
przeszłości można Sl
 wyzwolić, ale 
jak 1 Zapomnieć jej nie można, ale 
można się z niej wy
olić, lecz jak? 
Obudził się 1 kichnął. Leżał na sia- 
nie 1 zobaczył obok siebie czYJeli oczy, 
dostrzegł je 1 patrzył w nie z natę- 
żewem. Oczy Steni, Heli, Marii. Tak. 
to była Maria, to byio ona. Leżała 
obok. i zawIesiła swój wzrok gdzieś 
ponad nim. Jak1ż amteszny jest ten 
Jej fartuuek, czysty, czyściusieńki, 
niepomlęty. I te koamyik1 włosów u- 
myka,jQ.ce apod czepka keinerki. .Jej 
uwform był mebieski z białymi wy- 
łogami. A jakiego koloru miała uni- 
form wtedy w tym puble w :Miłdura 1 
- Wyspałeś 
"! - zapytała. 
Patrzył na nią. w milczeniu 1 mru- 
żył oczy. Szopę zalewało już ŚWlatło 
dnia, ptaki kiwikaly, i słońce odbi- 
jało się w li.ściach drzewa obok 
szopy, to topola. Nad iMurray River 
też były topole. Spoglądał na nią. 
i nie bardzo jeszcze wszystko rozu- 
uuał, patrzył na jej zapięty i nie- 
zmięty uniform. Leżała oparta na 
łokciu, 'W Jej twarzy był uamiech. 
- Wyspałeś się? - powt,órZ)ia 
cicho, wstajlłc. - Chodź, napij się 
kawy. To cl dobrze zrobi. Teraz mo- 
żesz jechać. 
- Wypędzasz mnie? 
Stmepnęła kilka źdźbeł siana 1 ru- 
szyła ku wyjściu. 
- Kawa dobrze ci zrobI - powtó- 
rzyła. 
Umył się w toalecie, przyczesał 1 
po chwili wszedł do jadalni. Heather 
popatrzyła nań ciekawie 1 zaraz pQ- 
dala mu kawę do stolika, gdzie już 
siedziała Maria 1 paliła papierosa. W 
jadalni było pusto. W lułCie rozparło 
się dwóch policjantów, Pi,Jlłcych her- 
batę E je
cych gOI"lłce gma.nki z 
masłem. 
- Hi. stranger - powiedziała 
kpląCO Maria. 
- A ty nic nie zjesz 1 - IZ8.pytał, 
patl"ZQ.c na nią, jak malowała paz- 
nokcie. 
- Nie, nawet ciebie też nie - od- 
płaciła się mu za jego ldentycznlł. 
odpowiedz na jej pytanie, kiedy 
wszedł był do lokalu w nocy. 
Zrobiło się mu przykro. 
- Głupio ci? - mruknęła clcho, 
ażeby ich policjancl nie słyszeli. - 
Mnie też było przykro stwIerdzić, że 
mój były mężczJlZIl8. jest teraz inny, 
lepszy przy innej kobiecie, niż wtedy 
gdy był ze mnlł. To tak jak gdyby 
pod warstwlł farb tworzą.cych por- 
tret, który się zna, było inne malo- 
widło, ładniejsze 1 cenniejsze, o do- 
staniu się do którego nikt przedtem 
nie myślał. Heca, co, ta.kie nagłe od- 
krycie? 
Nie odpowiedział. Nie bardzo rozu- 
miał o co jej Idzie. V 
- Ach, - mruknęła, - obok re- Nastawał wieczór. W Mittagong 
alnego życia cllłgle trwa ta warstwa zjedli betsztyk z jaJkami i chwilę roz- 
niespełnionego, ten ciągły śmietnik mawiali w jakie.}S brudnawej chin- 
niespełnionych i niepotrzebnych oka- sklej kafejce. Do Sydney me było 
zji. To straszne, ale ludzie o tym już daleko. . 
nie myślą. Maria przez cały czas podrózy była 
- Don't be so philosophical, Ma- milcząca i powazna. Z początkU pok- 
rie - powiedział z rozdrażnieniem. piwai z nieJ, ze nie bYła gotowa w 
, - Such 1s life - zaśm1ała się z pięć millut ale w dwadzlescla. Z dzi
-: 
lekkim odcieniem szyderstwa, - sek- nym drzeniem w sercu palwwał JeJ 
retem życia są okazje, które już ni- mailł wanzeczk
 pod brezent na koń- 
gdy potem się nie powtarzają. Trud- cu przyczepy l z zażenowaniem pa- 
no Je odtworzyć. To już nie to. Nl- trzył na głupawIł HeaUler, jak Dez 
gdy. słowa p1awa1a Marii rękę a jemu 
Milczał i pił kawę. Zapomniał wsy- klwnęła tylko dłoni/ł. Wsie11i i jecha- 
pać sobie cukru, wIęc uczynił to te- 11 przez długi czas w mllczeniu. Wi- 
raz gdy jw: sporo kawy nadpll. dział, ze k1el1y przejeżdzal1 obok ko- 
- A ty się tu nie marnujesz w ścioła, Maria jak gayby zmalała w 
tej pustce? Co ty tu możesz mieć za sobie i z lękiem wypatrywaia czy Jesz- 
życle? - pytał szybko. - Marzyłaś cze ludzie me wychoazą. Potem on 
o studiach, o De pamiętam. gwizdał, a ona słuchała. Zawsze lub
- 
- Tak, ma1'Zyłam. Wrz;ruszasz mnie ła jak gwizdał. Wreszcie odezwała Slę 
Bwojlł pamięcilł - powiedziała łro- poważIlle i trochę naWłSana: 
nicznie. - A czy twoja żona ma Ja- - Ty pewnie myslisZ, że Bill to 
kieś studia? Bo IZ8.wsze twlerdziłeS., zwykły pijaczyna. To tez jed
 z tych 
że twoja żona - na te słowa poło- Australiczyków, którzy Zle Slę czuJIł 
żyła nacisk - musi coś mieć, coś re- we własneJ oJczyznie. Hill był dobrym 
prezentować. poetą., ale się rozpił. Uważa, że pisa- 
- NIe, nie ma... - zdz1wll się sam nie file ma sensu, bo we ma tu dła 
swej odpowIedzi, bo jakoś mgdy o kogo pisać. Może abnegat, może ge- 
tym nie pomyślał od czasu gdy po- niuaz, nie wiem. Rozczulał mnie, ale 
znał Helę. Zawstydził się tego. _ jak długo mozna własne życie poswię- 
Nie, nie ma. cać dła kogoś innego bez żadnej per- 
- No, widzisz - w jej głosie był spektywy 11a oboJga? 
tryumfalny odcień. Zaraz zacichła, Po menueCle Paderewskiego, który 
jak gdyby też i jej zrobiło się wstyd tak kiedyś lubiła, gwizdał Zbyszek 
tego. - No, cóż 1 Mężczyzna z każdą jakiś mazurek Chopina. Patrzył mil- 
kobietą jest inny. cząc na wstęgę szosy i trzymał dło- 
- Marnujesz się tu na tym pust- nie na kierownicy. Maria też za- 
kowiu - powtórzył - z mężem pi- milkła, potem trochę drzemała, wresz- 
jakiem. cie znowu zapaliła paplerosa. Za każ- 
_ Bądź łaskaw odchrzanić sIę od dym razem pytała, czy palenie obec- 
Billa - powiedziała ze złością.. _ It's nie mu nie przeszkadza. "Nie przesz- 
none ol your bloody business. Bill 1 kadza" - odpowiadał, patrząc na 
ja to moja sprawa. nią spod oka. Miała skupiony wyraz 
_ A gdzie Rhonda? _ spytał twarzy, niemal tragiczny i co chwilę 
zmieszany jej odpowiedzią. poprawiała włosy. Ubrana była w 
_ Pojechała do kościoła 1/1 Loui- sportowy kostium i dostrzegł, że 
sem i z córeczką. zdjęła była obrączkę ślubną. jeszcze w 
Machinalnie popatrzył jeszcze raz domu. Miała za to na palcu pierścio- 
na pustą filiżankę i wypił z niej kll- nek od niego, kupił go jej jeszcze w 
ka pozostałych kropel kawy. Shepparton, gdy pojechał tam podsy- 
_ A wy z siostrą - zapytaJ po pywać tory ze swym "gang"lem. Przy- 
chwili - czemu nie wracacie do oj- wiózł jej wtedy pierścionek i ksiązkę 
ca? Przecież tu się marnujecie. Conrada. Książkę znała, ale przeczy- 
_ Bo ojciec teraz po śmierci mat- tała ją na nowo i twierdziła że teraz 
ki ma inną i też jest dla niej inny, zupełnie ją inaczej rozwniała. Bardzo 
dla tej drugiej. Lepszy. Nie umiałam jlł za to chwalił, ale właściwie ów 
się z tym zgodzić. Pamiętam że był pierścionek kupił jej z wyrzutów su- 
zły dla dobrej matki, a teraz jest mienia, ze spał pod Shepparton z ja- 
dobry dla złej kobiety. Cyrk, mówię klłŚ Włoszką, której 1m1enia teraz na- 
ci! Mężczyźni są. śmieszni, nie umieją. wet nie mógł sobie przypomnieć. By- 
ocenić uczucia! Kobiety zresztą też ła brudnawa ta Włoszka, bo z Sycylii 
tego nie umieją, nikt nie wnie. Heat- przyjechała, ale całowała jak nikt in- 
hel', daj temu panu jeszcze fihżankę ny. Ciężki zapach jej gęstych włosów 
kawy, ale ,tej co my pijemy. I tym prześladuje go jeszcze czasem. Wła- 
panom te1; - wskazała na policjan- ściwie to ja nigdy nie byłem lojalny 
tów, którzy rozwiązywali krzyżówkę wobec żadnej kobiety - stwierdza i 
przy stoliku. rozgryza tę myśl, jak gorzką pestkę 
- Myślałem, że tylko wśród emi- owocu. 
grantów są. przegrani 2yciowo inteli- Zwolnił trochę.. bo z week-endu 
genci - pokiwał głową Zbyszek. wracało co raz więcej aut do Sydney. 
Nic nie odrzekła. Po chwili zwró- Wieczór jw: kładł się zielonkawy i 
ciła się doń szybko i powiedziała szep. spomiędzy drzew przeświecał seledyn 
zmierzchu, upał zanikał, można już 
te
 A wzlą.łbyś mnie dO' Sydney? było swobodnie oddychać. W Mitta- 
Gdybym chciała uciec od Billa 1 gong przy befsztyku zapytał: 
WzIąłbyś mnie? W pięć minut była- - .Jedziemy do Sydney, czy stanie- 
bym gotowa. Chcę porozmawiać z oj- my gdzieś w motelu po drodze 1 Bo 
cem. Będę gotowa zanim tamci wró- jw: robi się ciemno. I coraz gęściej 
cą z kościoła. Zawieź mnie tylko do od samochodów. .Jak myślisz 1 
Sydney, potem jw: nie musisz kłopo- - Nic nie myślę - wzruszyła ra- 
tać się o mnle. mionami. 


................................................................................ 
. . 
. . 
. . 
. . 
i AIPlrI E I
A GAILIEI
IIA i 
. . 
. . 
. . 
5 Gl I
AIB30WSIKB lEGO i 
. . 
. . 
. . 
= Największa polska. placowka 84 Sloa.ne Avenue, = 
= farmaceutyczna poza granlca- London, S. W.8. = 
= mi Kraju, wysyla do Polski : 
. . 
= i1mych krajow: = 
. . 
. urządza WYBtawy oraz posiada . 
= LEKARSTWA .. na BkładZie obrazy, rzetby i In- . . 
. , ne dzieła sztuki polskich i za- . 
· granicznych arty.łów. . 
. . 
= przybory łekarskle, chemikalia : 
. . 
. fa.rma.ceutyezne, odczynniki I t.p. . 
. . 
= DZIał eksportowy wysyła także : 
= I inne artykuły, Jak ływnoAć, F.,.or = 
. . 
. materiały wełniane I nylonowe, . 
. . 
= obuwie, pończochy, chustki, ma- = 
= szyny Singera., maszyny dzie- = 
. . 
i -;:::
-;
.
 I\\,
 i 
E ł- . 


1.,"1 E 
. . . 
. 


 : 
! PIENIĄDZE ?'Z
f
 Ij ! 
i DO PO LSKI .¥::r;:- ::; 
 i 
. . 
. . 
. ....... . 
E M A T E U S Z B. 
.1 5 
. . 
E GRABOWSKI Beutlicb 5 
. . 
. . 
= 175 DRAYCOTT A VENUE, e 
. . 
5 LONDON, S.W.S, = 
. . 
= ENGLAND \ = 
. . 
. . 
= tel. KENsington 0750, 9656. = 
. . 
. . 
. . 
: Money ordery lub czeki prosimy = 
= wystaw1a6 na nazwisko: 4 = 
. . 
. MATEUSZ B. GRABOWSKI . 
. . 
. . 
= GALERIA otwarła Jest co- = 
I 
 0_' :) :=:::: :-:: I 
. . 
I
.................................................... .........................: 


- Moglibyśmy staną.ć gdzieś nie- - życie jest śmieszne. Bo wyobraź 
daleko przed Sydney, przed Liverpool, sobie, ze oto mog1ibysmy zajec.nac do 
odpocZQ.? i raniutko ruszyć dalej - Jakieg:o wy,twornego motelu, wziąć 
powiedział, le.cz czuł podżwięk fałszu tusz. 1 W przytUlnym i eleganckUll 
w swym głosle. pOkoJu przezyc BOC, Jakiej jeszcze me 
. - Jak chcesz, zależy jak się CZU- miell$rny razem. Ale ty muSlSZ być 
Jesz. Wolałab
 jednak jechać do na rano w tej swojej fal:ryce, bo stra- 

ydney, nawet zebysmy mIeli przy- ClSZ premię i zrazlSZ soDie klienta. 
jechać: o północy. Z. Alinfield ,wezmę Moze uoafol:y Slę nam przezwyclęzyć 
sobie taksówkę l POJadę do oJca. czas i wsponlDlenia, zawrOC1C tę stru- 
- O północy do ojca 1 Może być gę czasu, co nIeuchronnie cieknie ku 
nieza.dowolon.y, jelili nie on, to jego smierci. Moze udałOby się nam odna- 
obecna zona - mrukną.ł i zaczerwie- leżć cos, czego me UffileU&ny Jakoś 
Dił sie. we dwójkę posiIąśC 1 Znowu mlJa OKa- 
Nie odpowiedziała, odwróclla gło- zJa, a mlJa Dezpowrotwe. Czy Jednak 
wę, wIęc znoWU zacZQ.ł gwiZdać. Czar- Jest mOŻliwe sKontrontowawe cze
oś 
dasz M.ontiego. A potem coś z "Hra- z przesz.loscl z teraznleJSZOBclą cos 
biny Maricy". .Jechali, a ruch na dro- czego nie było, z czyms co by 
ogło 
dze zwołna coraz bardziej się zw1ęk- byc'! ' 
szał, zagęszczał, musiał przeto więcej Nie rzekł nic, zakaszlał. Przez 
uważać. Minęli 
krzyżowanie na Wol- chwilę jechali tak, a zza gOry wylaio 
longong, przez Jakiś czas szosa była si
 ostre światło jakiegoś ameryKań- 
jak gdyby Ol1ciążona z ruchu, lecz z sklego wozu o mocnych reflektorach. 
lasów WYJeżdzałY nowe wozy tych, co Znowu zakaszlał. 
wracali z pikników. Stanął na chwilę - Czy zamkną.ć okno1 - spytała. 
przy garazu, a Maria wyglądała cie- - :Moze jest przeciQ,g? 
kawie przez okno 1 patrzyła jak na - Nie szkodzi - mruknął i sku- 
serpentynie wijlłcej się w dół, płynie pll się na obserwowaniu kra- 
potok aut zdJłżających ku Sydney. wędzi asfaltu, skoro sygnalizowanie 
Płacąc garBŻyście za paliwo Zbyszek lampami nie zmusiło szotera Jadłłcego 
stanął z3: pompą i z 
krycia obserwo- naprzeciw do zmmejszenia świateł. 
wał Marlę. Czuł ZłOdĆ na siebie, nie "Byle tylko nie nadziać się na 
bardzo sam rozumiejąc o co. Kto to słupki przy drodze" - pomyślał. Ostre 
może wiedzieć, ale może życie z niIł SWlaUa wypawy teraz znowu na pro- 
byłoby inne? Jest jednak w tej dziew- stlł i gnaiy w nlch. Zbyszek pomyslał 
czynie coś z dobrego kruszcu. "A z ze jeónak staDle w motelu niech bę
 
Helą to mi źle 1" - strofował się. He- dzie co chce, wech się Za:łcman zło- 
la, to potrzeba innego życia. I to nie ści, niech Oxford Crewt Corporation 
ze względu na niQ., ale na siebie sa- poczeka, niech będzie ta noc, mech 
mego. 'l'amto życie przedtem było pu- się spełni. Próba przywołania prze- 
ste. Przymkną.ł oczy: znowu te poło- szłośc1 niespe1nionej 1 Czy zwykła 
niny i znowu tamte czasy, gdy był żq.ctza, moze i nie bez 
iązku z tym 
młodym glffinazistą i płonął pierw- podnieceniem seksualnym wywoływa- 
szą mllością. ku Steni. Czemu Jednak nym stalym trzęsieDlem wozu 1 A 
myśli o plerwszej miłości tak często może i to 1 to 1 jeszcze zwykła radość 
nas nachodzq. 1 Nagle ogarnęło go jak posiadania pięknej kobiety? Przełk- 
ostry zapach wspomnienie matki. ną.ł śUnę, usmiechną..i się.. bo oto daw- 
Matki, domu, w
atego ojca i bra
 na tkliwoŚĆ jest tuz i oto płonie w 
Dom. NaJ dziwnieJsze słowo i pojęcle, nim ochota na pieszczoty tej właśnie 
z którego wszystko dobre 1 złe w ja- Marii z wczoraJ 1 z dziś. Mignęła mu 
kiś sposób Slę wywodzi na całe życie. przez mom
nt twarz Heleny, jej zie- 
Dom. Hucułki przychodzące do matki lony naszyjnik, najpięknieJszy wtedy 
z grzybami 1 ziołami, chłopi przyby- gdy Zbyszek oblewał go swym gOI'Ił
 
wają.cy pod 
esień sZ8:tkować kapustę, cym oddechem. ale oto Helena jest 
nieufne sPOJrzenie oJca, który n1ko- przerazona 1 oniemiała w obliczu nie- 
mu nie dowIerzał. Płacze matki, gdy zasłużonej a przt;Ciez prostej kon- 
dowiedziała się, że ojciec miał w Kos- sekwencji. Wozem zarzuciło raz 1 
sowIe kochankę, żonę sędziego Kory- drugi, jechał po ŻUŻlu obok SZOSy a 
ckiego. "Od tego się nie umiera" - tamte ślepla narastały, wszystko s'ta- 
mówił ojciec kpiąco i nieprzyjemnie. wało się śwIatłem tych mocnych re- 
A w rok potem matka, wracając z flektor6w, i okropny krzyk Marii: 
pogrzebu ojca szeptała: "Widziałeś 1 "Uwazaaaaj" - ścichł nagle za.falo- 
Nawet nie przyszła na pogrzeb..... wał, aż przeszedłszy w wycie urwał 
Maria wyjrzała z okienka szukając się jak ucięty. Wokół była powódż 
go. Uśmiechnęła się: grzmotu, 1 kruszenia się stall, grad 
- Wiesz 
 
yliśmy oboje bardzo okruchów szkła walił po rękach, twa- 
naiwni i dziecmm. No, ale jedziemy. rzy, gryzł za kouuerzem jeszcze 
A może życie mogło być inne 1 Ale ty przez chwilę Zbyszek czuł kierownicę 
i tak nie ożenilbyś się z Austra1ijką.. w śliskich od krwl rękach śwIat o- 
- Czemu nie 1 - zaprzeczył, choć brócił się w nagłym skręci';' targnęło 
wiedział, 
 miała rację. - Przecież nim, kopnęło, zamigotały jakieś ostre 
dużo naszy
h chłopców 1 waszych i złe gwiazdy, mignęła twarz Heli 
dziewczyn Slę pobralo. skupiona i niema, błysnęło wejrzenie 
- E, ty tylko tak mówisz - wsa- Zalcmana, który - Zbyszek wyraźD1e 
dziła sobie w usta nowego papiero- to Wiedział, pomimo bólu rozdzierają.- 
sa. cego go wpół 1 pomimo wyraźnego 
.Już nie pytała o pozwolenie. Roz- słyszenia chrobotu własnych kości _ 
siadła się wygodnie 1 zanuciła jaklłŚ kpięco uśmIechał się na wIdok kon- 
skoczną. melodię. Lecz zaraz zamil- traktu Oxford Cred1t, porwanego 
kła. wiatrem z jakiejś ogromnej szuflady 
Po kilku minutach, gdy pilnie pa- i unosZlj.Cego się niepowrotnie jak la- 
trzył w szarą wstęgę allfaltu, rozwi- tawiec ku niebu, pełnemu nocy l krwi 
jają.cą się przed światłami., poW1e- . 
działa: 


ADdrzej ChcI.Dk.
>>>
12 


WIADOMOSCJ 


,...
 


Nr 1081/1082, 18/26 December, 1966 


,.. 


.1" 


" 


Joao Barbosa Sobrlnho, nie- 
szc7Jęsny znalazca bajecznego 
diamentu 


Z DARZIDNIE jest autentyczne. Roz- 
pO
ęiO Slę stosunkowo nieaaw: 
no, l'ozwwęl0 :su; aramd.tyczme - l 
WiWClwle we ma Jeszue na1ezytego 
ZW.ouczema. .,nappy end" z pewno- 
HC1'i naueJ0.l:IC, alt: dL.lslaj wszyscy 
bol1atelOWle łnaJą Jeszcze ffilDY ra- 
czeJ 
waane. 
.l'IotuJemy kolejne fazy. 
U$MJ.ECH 1'ORTU.N k' 
Były WiW:ICIWle tej Iortuny uśmie- 
chy Qwa. .Jeaen l. wr
la IW: 
został SKierowany do .l:SrazY!1JczyiKa, 
Joao l:Saruosa ::,oorUlllO. 1'0 raz dru- 
gi, WleC:l.Orem 

 pazdzlerIllKa t.r., 
wmuecnn..,ia Się fOl tuna do Ureka, 
ł'llpocratesa .baslleS 'l'aKapoulosa. 

a=J.lllY od lllStorU plerws.:ego 
szczę
uwca, zanim Slę .sprawy ODU 
tataWle pop!fłCZlł. 
.Jest w .bra..:yill, rw stanie MlnaS 
GerRlS, taKa me oard.l:O po1ta IV.ecz.- 
ka o azwlę=eJ na.loWle .tUo da ł'ra- 
ta, CzeAa :::;reurna. Wartko dopływa 
do arugleJ, nleco Wl
KS:!.eJ, zwanej 

o '.1'lJuca. 'J:a z KOlel lWpaQa 10 
jeszcze WięKSzej - łtlO 
aranaioa, 
a ta Już tlo oos10wnie tluzeJ - 00 KlO 
Uranue. J. wszystk.1e te wody 
CZIł 
:SIl;( wreSZCle ze znaną powszech- 
nle RIO .Ł'arana, tą, co tWOI'ZY słynne 
WO1os!latly liuaua (,::ete 
uedas). co 
ro.:gl'aillc
 ł'araguaJ od Hrazyl1i l 
w po:staCl ogromneJ La J:'lata me tyle 
QZlell ue łlłczy \.JruguaJ rł. A.rgen- 
tYD/ł. ,. 
l jest jeszcze w Brazylii rł.a.w6d 
"garunpeiro' otoczony niemałym sza- 
cuwuem. Co robl garimpelro? Pra- 
cUJe na "garunpo" . A co to j
st 
"garunpo" - no, to już wszyscy Wle- 

. 1Jla h1StoryczneJ BCisłooei powto- 
rzymy: Jest to pl1ZeKopyw
 og- 
rOlllnych 110ŚCl 1Zieml, krUlzenle we- 
zllc.wnycn set
k ton skały, pr.zemy- 
wa.we w ręcznym sitku tysięcy met- 
rów szesclennycn plasKU. J. wszystko 
solldna rt;c:ł.na rODOta, bez żaanych 
maszyn. I,.;za.I:I pracy - od 16 do 20 
gOUL.W na aODę. To właŚillie jest ga- 
runpo i stoSunKOWO rwJ.elu .brazyllJ- 
CZYlWW Je uprawia. Nikt :im rł.a. to 
me piacl. PracuJIł na własne ryzyko. 
DlaczegO Wlt;C tak straszwe ha- 
rUJą r uupowleaz prosta: bo nie luoilł 
pracowac. l:So USllme pragną znalezc 
:Karo ol potem JUż tlo .Konca ZYCla 
proznowac w słOdKim luksusie. Jald 
IKaro '! A no - ZYię .t;wta, pokiady 
uranu lun KrysztalU górsKiego, ame- 
ty::;ty, to!la:ł;y i... dJ.alllenty. Proszę 
Slę me w:muechać. l:Syll tacy, co to 
JUz znalezll i teraz zYJą JaK maha- 
radzowle. Wwc td.Kże Się probuje. 
W szYStKO zależy od SZCL0ę.9Cla. 
Joao l:Saroosa SoorWllO wyspecjali- 
zował Slę w poszukiwaniu 1lamen- 
tow. Nle clągnęły go radioakty.wne 
metale, me clJl.gnęło 1Zł0to. Diament 
_ .kryształ krolewski. Joao lubił dia- 
menty l bardzo pragnął je mieć. Więc 
ozenu Slę z sennorn.ą .Mwervwlł i za- 
raz po SJ.ubie oSladL nd.d Kio da Pra- 
ta. Wytrwale roz.kopywał dno rzecz- 
ki i uwaznie pr.zeslewal wydobyty 
piasek. Na tym .zeszło mu już lat ,sO. 
TaK. Ale znOw nie ma się co srmać. 
Rooota jest naprawdę cit;ZKa i barazo 
powazna. Wymaga znaJomosci rze- 
czy i wlelluego 10Śwla1CZema. Joao 
mczego rwprawdzie dotychczas nie 
znalazł, ale mocno rwierzy że :znaJ- 
Ule.. . 
l oto nadszedł dzień 17 września 
1965, i senhor Joao ujrzał w swoim 
SlCle krysztalowIł bryłę w.i.elkOŚci ku- 
r.zego JaJa. Clerpliwosć 1 wytrwała 
praca została nareszcie nagrodzona. 
1'0 odbiclU !l.ewnętrznej pow401d ur.zę- 
dowy bległy gurniczy stwierdził nie- 
wą,tpliwy Ólalllent. Jeden rł. naJrwięk- 
&ych, jalue dotychczalI SIł znane. 
Zważono - 400 karatow. Urzędowo 
.zarejestrowano pod nr. ,,007" i takQ. 
mu nazwę nadano. Joao OtIV;ymał of:i- 
cjalne zaśwladczenie, .i kryształ mu 
zwrocono. Zaniosł go tedy do swojej 
chatyny l schował tak skrycie że na- 
wet rodzony syn we rwiedział gdzie. 
Dopiero znacznie później śledztwo u- 
staliło, że miejscem ukrycia diamentu 
była ciepła dolinKa mlt;dzy !piersiami 
dony M1nervmy, ślubnej małżonki 
wytrwałego garimpeiro. Schował i 
zaCLął żyć w nieustaJącej trwodze. 
żeby ktOś mu gardła nie poderZDlłl 
i we Il.rabował cennego 
lezillka. 
Bardzo pragn/il sprzedać swojego 
,,007". Ale o kupca nie było łatwo. 
Czterysta karatowI Rzecz nie tania! 
Wie.sć rozeszła si
 &eroko. Setki 
poszukiwaczy wysoko rz.a.kasało spod- 
nie i WZlęiO się do przesypywania 
plasku Rio do Prata. Moze po trzy- 
dziestu latach coś znajWł. A może 
wcześniej? Któż to moze wiedzieć? 
,Posrednik od diamentów, niejaki 
senhol' Isaak, przyprowadził pewnego 
popołudnia do chaty naszego szczę- 
sliwca dwóch cavalheiros, wielkich 
kupców rł. międzynarodowego rynku 
szlachetnych kamieni. Właściwie dia- 
ment chcial kupić ten wysoki pan, 
w pięknie skrojonym białym ubraniu, 
z wielkim 'brylantem na palcu, z 
wiecznym p1órem li książeoz.klł cze- 
kową. Nazywał się Hipocrates Ba- 
slles 'l'akapuulos i był Grekiem. Dru- 
gi - trochę pośrednik, a trochę 
wspólnik - został przedstawiony ra- 
czej niewyraźnie, i aopiero później- 
sze śledztwo wyjaśniło, że nazywa 
się Raszyd Ayoub Skandali, obywa- 
tel syryjskj i człowiek niebezpieczny. 
Senhor Hipocrates dokładnle obej- 
rzał diament, przeczytał dokument 
ul1zędowej ekspertyzy, nr 007, Pl1Zy- 
mrużył oko i powiedział: 
_ O senhol' tem uma fortuna nas 
maos (Pan ma w ręku fortunę). 
Joao rozejrzał się po twarzach ro- 
dziny. Ujrzal w nich nieme przY1Zwo- 
lenie. Rozpoczął tedy rozmowę han- 
dlową, poważnie i spokojnie. Cenę za 
karat znał. RzuClI cyfrę: 


*} Fragment książki "Migawki 
brazylijskie", która poszukuje rwy- 
dawcy. 


.ALEKSANDER POREMBIIQSKI 


GREK 


- Pięć miliardów cruzeiros. 
Tu tl1Zeba dodać, że owego piątku 
dolar notowano w Brazylii na pary- 
tecie cruzeiros 2200. 
Hipocrates w milczeniu wydobył 
przywiezione butelki. 
Już dobl1Ze pod wieczór, IW' przy- 
jaclelskiej atmosfel1Ze, dobito targu 
na cztery miliardy. Joao rł.godził się. 
Niech będzie. Więc teraz tylko 
 
rlłczk1 do rączki i koniec transakcji. 
Bo robi się pótno... 
Ale senhor Hipocrates łagodnie tłu- 
maczył, że takich pieniędzy nie wozi 
Się przy sobie w zapadle klłty dorze- 
ClZa Rio da Prata. Motna rŁgubić, 
można zostać obrabowanym, można 
nawet życie stracić. Joao zastanowił 
się. Wreszcie przyznał rację. Tak, to 
prawda. Sam znał tu takiCh, których 
dla mniejszych pieniędzy przeniesio- 
no rw stan wiecznego spoczynku. Ale 
chyba jakoś da się to załatwić? 


" jJI4,}4".' ,,", 
, ' 


,........ 


, "', 
,,,,,,", 


-... 
. 


.?*:
 


-.:f ...-...., 
 


!łf. ;'.. ., ",:" 

 *
 


5:" 
}. .
":


\'»tf"", 
. 


.łł".', 
:'
; . 
. 


.. 'W: .'";;., 
N; 
.',,,. 
.
 ''1.... .,. 
:.:. .- .. 

'
- '- 

;.,...iI!t ';.', 



..' 
 


. .v'", 


"" --:'-
"'- --- 'y. 
':'..)"- 
;,-,:;' ,1.,,!,
"-""
 
-"
:',;,,, ,:,1\' ..', 


.... 


pl1Zyjechał tam 20 grudnia 1965, a 
już dnia następnego został areszto- 
wany i odstawiony do koszar policjI 
wojskowej okręgu federalnego, Dis- 
trito Federal. I tam rreczyna śpiewać. 
Okazało się, że Grek był sprycia- 
rzem nielada. W Europie z pewnOŚcią 
uchodził za mądrego. Brazylię też 
znał i w Rio de Janeiro na pewno 
by się nie 
gubiL Ba, w samej Bra- 
silia miał już własnych sześć barów., 
z których kilka mu się właśnie nie- 
dawno spaliło. A w Banco de Cr&- 
dito Real de Minas Gera1s miał rze- 
czywiście rachunek, :I. na tym koncie 
Cr$14.000. Wszystko to dokładnie 
sprawdzono. Wyjaśniło się też, że w 
pvzeszłOŚci był Hipocrates członkIem 
sił zbrojnych królestwa greckiego, a 
także międzynarodowym szpiegiem. 
Rzucił się na duży interes 
 tym dia- 
mentem, ale niestety nie rł.nał jeszcze 
Brazylii w stopniu dostatecznym. NIe 


: '. 
SIf"4'?::.
';{.p."':»;;... 
 .,....":':": :
.- ":'

 


II/ł': 


" AIIi!}'\ 


-,-o" _",o, 



. -Y;
'
"1:

' 
, '';;.

-' 


"'1t,
.,",;, , 


'
 



': t . 


," 
.\ 


\t;' 
:; 
,; t', 


. 
\,r.,) , , 
.... 




 y' "_. 



 ,' ,,' 


'ot 
, 


-:-;; 


,;,,' ',f" ,:; 
Y;f",:; 
,.,. -:! . ..;.' ', .f.' ' 
t . ł, ..i tJ." . --:'-
, 
,,



"!'"... 
 ':'" 
. !' 

: 

: 


. ,*"..,--0...: 


-s...-.!! . '*., '
""
 .
. ') 
:". " , ,
 ,, ' , ," , - 
..
.
;
 , : ' , : " ,- ' '" 
.- - ;...._...._:r..
.3r- ł" 
,'''"','- '!'W\
V" 


Sobr1nho przy pracy na "garbnpos" 


Oczywiście, że się da. iDziś - mó- 
wił Grek - wszystko j
st mż!iJwe. 
Od czegóż SIł banki? Czy senhol' 
Joao /ZIl8, Banco de Credito Real de 
Minas Gerals 7 Zna? No, więc. Bank 
jest solidny - tak, czy nie'? Więc 
tu SIł dwa czeki, każdy na Cr$2 mi- 
liardy. Wystarczy tylko zanieść je 
do tego banku. Tam natychmiast wy- 
płacą żywą gotówką.. iNatychmiast. 
Hipocrates wy
muje wieczne pióro 
i uroczyście podpisuje. 
- Esta certo? (W por.zą.dku '?) - 
pyta. 
- Ta. - odpowiada Joao Barbosa 
Sobrinho. 
Z czeków 'ZCOZUffilał tylko sumy i 
podpis. Jakżeż jednak nie wierzyć 
tak eleganckiemu kupcowi'? Zresztą 
rzecz odbywa się Pl"ZY śwdadkach. 
A więc w,ziął czeki li rwydał Gre- 
kowi diament. Wymieniono pożegnal- 
ne usciski dłoni. Hipocrates wyrażnie 
czuł że Mercury się do niego uśmie- 
cha. Ale wyszedł z powagą i 
niknął 
raczej na dość długo. A rł. nim razeI? 
senhol' Raszyd i senhol' Isaak, of
- 
cjalni świadkowie transakcji. . 
Jak tę noc przespał Joao ze swoJą 
małżonką - w spokoju czy nie -- 
o tym nam nic nie wiadomo. Wiemy 
tylko że raniutko zabrał jeden czek, 
drugi na wszelki rwypadek pozosta- 
w1ł w domu - dwa miliardy na razie 
wystarc
 - 1 pognał do miasta, do 
banku. Chci:ał być pierwszym klien- 
tem, przybył pierwszy, na długo przed 
godziną otwarcia. 
Ale czekał długo i nie doczekał 
się. Bo była to sobota, a w soboty 
w całej Brazylii banki są nieczynne. 
Więc niedzlelę przepędził już w lek- 
kim niepokoju, a w poniedziałek stał 
przy okienku i wręczał czek kasje- 
rowi. Ten Wlziął, obejI1Zał, a potem 
zaozą.ł z kimś gadać przez telefon. 
Skończył, oddał czek senhorowi Joao 
i powiedział: 
- Zechce pan rwybaczyć, ale ten 
czek nie ma pokrycia. 
Więc do policji 1 do prokuratora. 
Skarga o oszustwo. Dlugie przeslu- 
chiwania i spisywanie słów senhora 
Joao. SzczegOlowy opis ,,007". iNamwi- 
ska i 1m1ona. "Portrety mówione" 
wszystkich trzech gości rł. owego piąt- 
ku. Depesze i teletypy na wszystkie 
strony kraju i świata. Słowem - 
śledztwo w toku. Policja robi co mo- 
że. A senhol' Joao położył Slę do łóż- 
ka i absolutnie nie jest !Zdolny wró- 
cić do ,zwy.kłej pracy w piasku Rio 
da Prata. Czeka i martwi się nie- 
wyqowiedzianie. 
LA1QCUCH GWALTóW 
Zaczęło się bardzo formalnie, 11::- 
galnie i 'Prawnie. Ot, casus proce- 
duralny jakich wiele. Senhol' Joao 
Bal1bosa Sobrinho jest poszkodowa- 
nym i oskarżycielem. Hipocrates - 
oskarżonym 1 poszukiwanym. Rów- 
nież Raszyd i Isaak - jako rwspół- 
winni. Senhor Joao nie ma pieniędzy 
na adwokata. Z mocy przyjaznego 
prawa korzysta tedy 
 urzędu pro- 
kuratury federalnej, działają.cej w 
tym wypadku jako obrońca poszko- 
dowanego, z t.2M'. Defensória PUblica 
de BrasHia. 
N apływajlł pierwsze wyniki śledz- 
twa. Już się wie na pewno, przez In- 
terpol, że Hipocrates wynajętym sa- 
mochodem pojechał do Uruguaju. że 
w Montevideo próbował sprzedać dia- 
ment ,,007" za iO miliardów, ale że 
transakcja ta nie doszła do skutku. 
I że na razde Grek rł.niknął i ślad 
zagubiono. 
Gen. Riograndino Kruel, dyrektor 
departamentu beZlpieozeilstwa publi- 
cznego, deleguje do tej spraJWy swe- 
go asa, detektywa Egberto ABsump- 
!;;ao. Ten nie traci czasu. Natych- 
miast mknie do Montev.ideo i odnaj- 
duje nie tylko ślad Hipocratesa, ale 
i jego samego. Jest w granicach in- 
nego państwa, nie może zatem go 
aresztować. Ale używa podstępu i o 
dziwo! Potrafił zwabić Greka do Bra- 
silla, stolicy Brazylii. Hipocrates 


wiedział mianowicie o dwóch rze- 
czach: l} że 'Policja tutejsza otrzy- 
muje 5% od wartości odzyskanego 
przedmiotu czy zrabowanej sumy i 
że wobec tego o ile drobne oszustwa 
i złodziejstwa czasem pozostają nie- 
wykryte - to duże wyjaśniane by- 
wają rł.a.wsze i niechybnie; 2} nie 
znał ,zupełnie "lei de garimpo", pra- 
wa poszukiwaczy skarbów. I to go 
zgubiło. 
Najpierw rre
o funkcjonować 
prawo pięciu policyjnych 
rocentów. 
"Delegado" Egberto Assump!;;ao dzia- 
ła z całą energią. Pyta, gdzie dia- 
ment. Grek wyjaśnia że w Atenach. 
że wlaśnie on, H1pocrates, po nieuda- 
nej próbie sprzedaży ,,007" w Monte- 
video pojechał prosto do Aten, linii}. 
Alitalia, i w Atenach rwła.snie wsta- 
wił wyżej wymieniony diament. Po- 
daje szereg nazwisk, komplikuje 
sprawę... Ale senhol' Egberto :nie da- 
je się zmylić. Sprawdza absolutnle 
wszystko. Wzywa nosicieli wymie- 
nionych naz.wisk. Przychodzi wielu 
ludzi. Zeznają. Jedni na korzyść Gre- 
ka, mni na mekorzyść. Znów nic nie 
wiadomo. Więc w koszarach policji 
zjawia się senhol' Egberto rz; samo- 
chodem, czerwonym "Aero-Willy- 
sem", i odbiera Hipocratesa "na wła- 
sną odpowiedzialność" . Twierdzi że 
razem rł. oskarżonym musi pvzesłu- 
chać ..pewne osoby w terenie". Jadą 
więc razem po szosie do miasta 
Goiil.nia w szyku takim: rł.a kierow- 
nicą - delegado Egberto. W tylnym 
schowku na wa.liizy - Grek. Nie do- 
jeżdżają jednak do celu podróŻy. Po 
drodze ktoś napadł na samoch.ód. 
Greka porwano - dokąd? NIe wia- 
domo. 'l'ak opowiada "delegado" Eg- 
berto. I znów nie ma Greka. 
Późniejsze śledztwo wyjaśnia że 
"napad" ten był mlBtyfikacją. Że 
senhor Egberto odstawił Hipocratesa 
na fazendę Morro Vermelho, której 
WłRŚciclelem jest senhor Lula Bron- 
zeado, poseł do parlamentu, rz.e stanu 
Paraiba. I że Grek był tam tajemnie 
a nielega1nie więziony przez czas 
dluższy. I pl1Zeshichiwany w sposób 
raczej swobodny. 
Sprawa dostaje się na łamy pra- 
sy. 'l'ak wysoko postawione osoLy nie 
mogą dopuszczać się aktów n1elegal- 
nych, sprzecznych 
 prawem. Mandat 
poselski senhora Bronzeado stoi pod 
znakiem zapytania. 
Ale deputado BroDLeado aktualnie 
nie ma ani czasu ani możliwości na 
to aby odpowIadać na te niecne za- 
rzuty. Za sfałszowanym paszportem 
funkcjonariusza Interpolu*} leci do 
Aten, prawdopodobnie aby sprawdzIć 
niektóre zeznania Greka. Tam żona 
Hipocratesa, Guiomar Takapoulos, 
skarży się na policji, że dwóch bra- 
zylijskich policjantów groziło rewol- 
werami jej teściowej. Interpol w Gre- 
cji wystaw.ia nakaz aresztowania 
Bronzeado. Interweniuje ambasador 
Brazylii w Atenach, senhol' Araujo 
Castro. Bronzeado pl1Zeczy wszyst- 
kiemu, po powrocie wchodzi na try- 
bunę i wyjaśnia że jako aawokat 
chciał działać w interesie Joao Bar- 
bosa... Prosi prezydenta :Izby depu- 
towanych o wY7IDaczenie komisji i o 
powzięcie kroków przeciwko departa- 
mentowi bezpieczeństwa. Faktem jest 
że na mieszkanie Takapoulosów w 
Atenach dokonano napadu i że mimo 
to diamentu nie odnaleziono. 
Równolegle z tą akcjlł delegado 
Egberto wozi nieszczęsnego Greka po 
rozmaitych miejscowościach ogrom- 
nej Brazylii. Odebral go z tej fazen- 
dy, zapakował do ,,'Porta-mala" i po- 
dróżują. ZWiedzili razem stany: Rio 
Grande do Sui, Sao Paulo, MiDas 
Gerais. Byli w Belo Horlzonte i w 
wielu innych miastach. Zrobili około 
3000 km, lekko licząc. Wreszcie, w 
stanie Rio Grande do Sui Egberto 
zostawia Greka ",na przechowanie" w 


*} Szczegół ten powtarzam .za ty- 
godnikiem "O Cruzeiro" z 6 lipca 
1966. str. 97. 


I 


DIAM ENT*' 


","'!Ii
 i1!..-I,j

 


ł.', 


"" 


, 1 
/' 


,!_I 


h" 


,,,
", '1 


\/ 
,
;
1
 


(. 


'j!,!'- 


f'
 . 


Senhor Lnis Bronzeado wy- 
JaAnIa że działał tylko w in- 
teresie ubogiego "garimpeiro" 


- 


;A, 


. II." 


,1\' 
\ 


,,,,, 


,I' 


.... 


:\\'\'\1 \ '1, .{ 


Delegado Egberto Assump- 

, obecnie w areszcie śled- 
czym 


:p. Ił 
,L 


1"';1 jiJ ''''1,: 
o' 


A 


-:. 'i 


,I;;,. '" :7,", 


Adwocat Francisco de Assis, 
w Neves, w którego majątku 
torturowano Hipocratesa 



.i'
\
-" \1 
'. 


\.
' 
',,\' )
', , 
"  i 
\", , ' " 
, j , 



;: 


, { \ 


;A':-
 
-': 
 . 

. 
 


, f 

l 
t 


\
\ I"\
,: 


\\'
.
\
f -
 


ib\"ł
 . 


'\\'1
 "'
';'\" 


Detektyw Josli A1encar Tei- 
zeira, który bU HipocratesB, 
obecnie w areszcie śledczym 


slódmJm batalionie policji (guardas) 
i zn6w mknie do Uruguaju, do !Mon- 
tevideo. "Ateny stały się już utopii}." 
- rozumuje i zaczyna wszystko od 
początku. Ale nic tam nie wykrył. 
Więc wraca i odbiera swojego Greka. 
Ten nie jadł od tygodnia... Nie prote- 
stuje, gdy Egberto pakuje go znów do 
"porta-mala". Droga wIedzie do Bra- 
silia - jakieś 26QO km. Tam dele- 
gado ze swymi agentami bada go 
okrutnie. Już jest styczeń 1966. 
Rozchodzi się wieść o torturach. 
Senhol' Joao skarży się reporterom. 
Jego syn, Jason Sobrinho, zamyśla 
o puszczeniu w ruch "lei do garim- 
po" . Cała rodzina łaknie zemsty. Pra- 
sa opisuje różne szczeg,óły sprawy. 
Sędzia I ławy kryminalnej podpisuje 
nakaz aresztu prewencYdnego dła Hi- 
pocratesa, Raszyda i Lustak1 Demo- 
stenesa, innego znowu Greka, który 
wszedl do historii później i wszyst- 
kiemu zaprzecza. 
15 styczeń 1966. Agenci przestają 
torturować Hipocratesa - tak on 
twierdzi w późniejszych zeznaniach 
- i każą mu się ogolić. Bo ma być 
jego syn z wizytą. Hipocrates goli 
się poslusznie - ale zamiast syna 
zjawia się delegado Egberto ze swoim 
Aero-Wlliysem. I rł.nÓW rwspólna po- 
dróż, znanym systemem. Tym razem 
do miasta Franca, IW' stanie Sao Pau- 
lo. Wysluchują tam 
znań jakiegoś 
Batizao, który wprawdzie znał Gre- 
ka, ale o diamencle nic nie wie. Więc 
jazda do Sao Paulo. Nocleg w hote'lu 
Resende i rankiem dalej w drogę, 
do Santos. A potem Hipocrates rł.nÓW 
znika, i nikt nie wie co się z nim 
stało. Nawet sam delegado Egberto. 


W G
STWINIE TAJEMNIC 
Poszkodowany garlmpeiro za radą. 
dobrych ludzi udaje się do prasy 1 
do adwokata, Francisco de Assls Ne- 
ves. Co robi w tej sprawie adwokat 
- tego na razie nie wiadomo. Na- 
tomiast prasa robi coraz większy hu- 
czek koło całego !Zdarzenia 1 zdoby- 
wa nowe szozegóły. A wIęc rwiadome 
się staje że Raszyd został "wykiwa- 
ny" pmez Hipocratesa na granicy 
brazylijsko-urugwajskiej. Szczepienie 
ospy - konieczne dła przekroczenia 
granicy - odbywało się tam "za 
ogonkiem". Grek wszedł pierwszy, 
Syryjczyk czekał czujnie pod dr
wia- 
mi. Potem wszedł Syryjczyk - a 
chwilę tę wyzyskał Grek by umknIłć 


przez Montevideo i Rzym do Aten, 
bez zawiadamiania wspólnika. Oczy- 
wiście razem z diamentem. 
Dalej prasa donosi że delegado Eg- 
berto wraz z 'Pomocnikiem, Romeu 
Pereira, również polecieli do Aten. 
Mieli oficjalną "diligl!ncia" (odko- 
menderowanie, delegacja) z dyrekcji 
D.F.SP. na osiem dni. Pobrali sporą 
zaliczkę na koszty. Przebywali tam 
39 dni, rł.naczną częAć tego czasu spę- 
dzając w areszcie policyjnym w Ate- 
nach pod zarzutem napadu na miesz- 
kanie prywatne Hipocratesa Taka- 
poulos. Przyszła stamtąd do Brazylii 
skarga. Wyłoniło się n8lZW1sko trze- 
ciego Greka winnego - Hapjemllio. 



-

.... 


A 
\""" 
ę 
, 


. ,...... 


-- 
 
 
--:WE 
"....b. 
.

 ; 


.
 



-=-ł 


. 
';'": 

 
.. 
'!' 

 


':'. .. 


:
 
:\. 


 


::_' 


OBDUKCJA l TRYUMF 
SPRAWIEDLIW08CI 
Hipocrates wziął adwokata, dr. 
Inesil Pena Marinho. Ten odwiedził 
klienta w szpitalu i następnie udzielił 
wywiadu. że Grek cierpiał przez sie- 
dem miesięcy, będą.c przez pięć mie- 
sięcy skuty kajdankami. że jego cia- 
ło było palone i krajane ostrym no- 
żem. :l:e otrzymał w sumie 44 strasz- 
nych batożeń. 
Ciało Greka rrostało poddane ofi- 
cjalnym oględzinom lekarskim. Po- 
twierdziły one to wszystko 1 jeszcze 
więcej. Prócz obrażeń cielesnych po- 
niósł pewne szkody na umyśle. Jest 
właściwie już półwariatem. 



 


I 


it 
,
 .v;
. 


.'
 


i::::. 


n' 


=o..'i-
 
'. 
",,'5' 


1: 


f. 


" 
.-0..: 


-' ' 


"'; '. 



. 


.....
 .:. :';,} 


-.t 


Oględziny lekarskie ciała Hipocratesa 
potwierdzlly fakt torturowania 


W sumie prasa wie dużo. Nie wie 
tylko co się stało z Hipocratesem i 
o czym myśli syn oszukanego ga- 
rimpeiro - senhol' Jason Sobr1nho. 
Dopiero późniejsze Bledztwo ujaw- 
niło ze Jason w owym czasie rozmy- 
ślał o .zastosowaniu "lei de garimpo" 
w stosunku do Hipocratesa. ZwątpU 
bowiem zupełnie o zdolnościach de- 
tektywistycznych delegado Egberto i 
o skuteczności nowoczesnych me- 
tod policyjnych. Jak to zwykie w 
takich wypadkach bywa - wrócił do 
starych sposob;6w ojców 1 praojców, 
do wypróbowanego wielokrotnie z du- 
żym 'Powodzeniem "prawa poszuki- 
waczy skarbów". 
"Lei do garimpo" jest prawem zwy- 
czajowym. Jako takie - nle występuje 
w żadnych kodeksach pisanych. żyje 
tylko w ustnej tradycji 1 w świado- 
mości garim'Peiros. Okazało się sku- 
teczne. Reguluje stosunki prawno- 
prywatne na polu poszukiwań skar- 
bów, przewiduje pewne kary na tych 
którzy je łamią 1 rw ogóle - jak 
każde prawo - działa rwychowaw- 
czo. Zdało egzamin życiowy i w sze- 
rokich kołach garimpeiros jest prze- 
str.zegane ścLśle. 
Według Jasona Sobrinho Hipocra- 
tes złamał prawo garimpo i musi za 
to cierpieć. A przedtem jeszcze - 
oddać diament. Sprawa nie łatwa. 
"Ojciec stary - pomyślał Jason - 
nie ma na to już sił. iMuszę ja się 
tym zająć". 
Skl1Zy.knął kilku dobrych chiopa- 
ków - wszyscy garimpeiros z dziada 
pradziada - 1 znad dalekich brze- 
gów 'Rio da Prata ruszył w ŚWiat na 
poszukiwanie rł.dradzieckiego Greka. 
Niech go tylko dostanie w swoje ręce 
- diament się znajdzie. Nao ha pe- 
rigo. (Nie ma obawy). 
Tymczasem rwyczerpała się cierpli- 
woŚĆ gen. Riograndino K.ruela i jego 
dotychczasowe 
aufan1e do swoich 
asów. Prosi tedy Interpol o areszto- 
wanie w Atenach każdego obywatela 
brazylijskiego, który by tam napa- 
dał na prywatne domy 1 groził te- 
ściowym rewolwerami. A na tutej- 
szym terenie - nakazuje aresztowa- 
nie delegado Egberto ABsump!;;ao. 
Rozkaz wykonano. 
Wszystko to jednak prawdopodob- 
nie nie posunęłoby naprzód sprawy 
zaginionego ,,007", gdyby nie drobny 
fakt, że w miejscowO'ści TaguaUnga 
pewien skromny lekarz miejscowego 
ambulatorium pilnie czytywał gazety 
i szczegółowo oglądał zamieszczane 
tam fotografIe. A kiedy pewnego 
dnia wezwano go do chorego 
 pro- 
śbą o wydobycie z jego ciała jakichś 
niezwyczajnych przedmiotów - ka- 
wałków żelaza, skóry, powroza - wy- 
jął je, ale twarz pacjenta wydala mu 
się dziwnie znajoma. Po powrocie do 
ambulatorium "Eureka!" wykrzyk- 
nął. To była twarz owego Greka rz;e 
sprawy o diament! Więc zarRiZ na 
policję i zameldował. 
poiicja miejscowa rł.a.łatwiła spra- 
wę !z'wyczajnie, bez żadnych detekty- 
wistycznych mędrkowań. Udała się 
do wskazanego majątku ziemskiego-- 
fazenda Agua Fria, municipio Santo 
Antonio, stan Goias. Tam rł.nalazła 
owego pacjenta, wylegitymowała go 
przepisowo 1 stwierdziła że jest to 
rzeczywiście zagubiony Grek, Hipo- 
crates Basiles Takapoulus. Co tu ro- 
bi? Jest więzionY' i torturowany. 
Przez kogo'? Grek wskazuje wiadome 
mu osoby. Znów legitymowanie i 
aresztowania. Okazuje się. że przy- 
wódcą tych ludzi jest Jason Sobrln- 
ho. A czyj to jest właściw:le majIł- 
tek ? Senhora Francisco de ABsls, ad- 
wokata, obrońcy spraw starego ga- 
rimpeiro. Adwokata na razie jeszcze 
nie aresztowano. Tajemnicą również 
pozostaje fakt dziwnej wędr!wki Hi- 
pocratesa 
 rąk delegado E
berto do 
rąk senhora Jasona. Ktoś tu rł.a.pew- 
ne musiał pośredniczyć - myśli po- 
licja. Ale kto? Sledztwo to wyjaśni. 
Zawiadomiono natychmiast depar- 
tament federalny 
pleczeństwa pu- 
blicznego w Brasilia. Hipocratesa 0- 
debrano, pokwitowano i umieszczono 
w szpitalu wojskowym pod strażą. 
Znajduje się obecnie pod jurysdykcją. 
batalionu gwardii prezydenta. Nad- 
szedł już czerwiec 1966. 


"Happy end" powoli się pr.zybliża. 
Hipocrates ClZuje się jak nowonaro- 
dzony. Ubrany w czystą szpitalną 
pljam;ę, pooklejany plastrami l poza- 
wijany w kojące bandaże, przyjmuje 
wz.macniające lekarstwa i szyoko 
wraca do zdrowia. Zarówno w czasie 
"śledztwa pierwiastkowego" jak i w 
dalekich podrÓŻach rz; delegado Eg- 
berto, jak wreszcie w surowych try- 
bach "lei de garim'Po" - wszędzie 
udowodnił że posiada odpornoSć nad- 
zwyczajną. Wykazał jasno i bardzo 
poglądowo że ma lBtotnie wszelkie 
dane fi:zyczne na zaaklimatyzowanie 
się w Brazylii. Toteż nic dziwnego 
że zarzą.dził przyjazd żony i dzieci Il. 
Aten do Brazylii. Przyjechali. Pani 
Guiomar Takapoulos na widok męża 
załamała ręce. 
W tym także nie ma nic dziwnego. 
Grek zeznaje, że przez wszystkie te 
miesiące był bity i torturowany w 
różnych stanach brazylijskiej krainy. 
że smagano go biczem z drutu kol- 
czastego, że głodzono, że po2jbawiano 
wody apotem dawano jedzenie bar- 
dzo solone. że następnie bito po ner- 
kach grubym moczonym sznurem .i 
po palcach kijem. Że wyrywano mu 
włosy 
 wąsów pincetą. Przykładano 
przed oczy silną żarówkę elektrycz- 
ną całymi godzinami. Dawano prze- 
różne .zastrzyki - na sen, na belU- 
senność, na uspokojenie. Grożono za- 
mordowaniem jego żony i dzieci. Pa- 
lono mu ciało. D.zialano nowocześnie 
i prymitywnie. Zanurzano mu głowę 
w zbiorniku wody aż do utraty przy- 
tomności. Stawiano nagusieńkiego w 
mrowisko. WIeszano za nogi, głową 
w dół. Ofiarowywano wreszcle 200 
milionów cruzeiros w zamian rz;a od- 
danie diamentu. I clągle pytano: 
"Gdzie diament 7". A kledy odpowia- 
dał: "W Atenach" - bito go dalej. 
Jako autorów tych znęcań wska- 
zuje policj,ę, Jasona i nawet adwo- 
katów: FranclBco de ABsis 1 Seve- 
ria.no Farias. Oskarża Egberto AB- 
sump!;;ao i detektywa Jose Alencar 
Teixeira. Policja i adwokaci zaprze- 
czają. Jason milczy ponuro, dziwiąc 
się bardzo że rł.a. stosowanie prawa 
w obronie starego ojca może być ka- 
rany pl1ZeZ inne prawo... 
A sam diament pozostaje wielką 
tajemnicą. Na delikatne już za.pyta- 
nia o miejsce jego pobytu Hipocra- 
tes kolejno zaprezentował aż osiem 
wersji. Ostatnia mówi, że ,,007" w 
ogóle nie był diamentem. Że upadł 
mu w Atenach na podłogę 1 rozbił 
się na siedem kawałków. Że natych- 
miast !Zaniósł te ,kawałki na policję 
i doręczył greckiemu porucznikowi, 
nazwiskiem Matzagas. Spra.wdzono 
tę okoliczność: jest l1Zeczyrwiście w 
Atenach porucznik policji o tym na- 
zwisku i doręczone mu przez Taka- 
poulusa kawałeczkI były rzeczywiście 
z bemvartościowego szkła. Mimo to 
dochodzenie trwa. 
Egberto, osadzony w areszcie, in- 
teresuje się nadal śledztwem i ze 
swej celi wyraża pogląd, że Grek jest 
s
wanym lisem. Detektyw Telxeira 
siedzi również i twierdzi, że działał 
tylko na rozkaz władz przełożonych. 
Obaj będą. odpowiadać karnie za swe 
okrucieństwa i za nadużycie władzy. 
I usunie się ich z szeregów policji. 
Troskliwa opIeka i ludzkie trakto- 
wanie w szpitalu wojskowym rozto- 
piło wreszcie stalowy pancer,z nie- 
ufności Hipocratesa. Tak się wydaje. 
Bo oto paullBtański dziennik "Ulti- 
ma Hora" w numerze z 18 czerwca 
b.r. tryumfalnie podaJe na pierwszej 
stronicy pod sensacyjnym tytułem: 
"Greco Entrega O Mapa iDo Dla- 
mente Roubado" wIadomość następu- 
jącą: "Brasllia, 18 (UH) - Grek Hi- 
pocrates Basile ostatecznie dostar- 
czył policji plan rł. miejscem ukrycia 
w Atenach diamentu ,,007". Już się 
przedsiębierze środki w celu wysła- 
nia agenta do tej stolicy europej- 
skiej i odebrania ka.rnlenia. Delegado 
Valmores Barbosa, któremu zlecono 
śledztwo, sp.ędził wczoraj cały dzień 
na przesłuchiwaniu aresztowanego 
delegata., Dagoberto Assun!;;ao, lecz 
jego zeznanie jest trzymane w naj- 
ściślejszym sekrecie. Akta o bicie 
i torturowanie Greka JW; odesłano do 
właściwej ławy kryminalnej". 




'--' 
 , 



 .
 
...p ',.''''0 
\d ''
-' r -' 
'\ 0"0-.,. :.- :".
 
 

- .;&
.{- 
 



; , 


-

- 
 
.
 


"f 


A' 


'.- 

= 
)-:=. 



-- 


'0. 
e:..9
' 


Pani Guiomar Takapoulos na 
widok męża załamała ręce 


Tygodnik "Fatos & Fotos" rł. 25 
czerwca b.r. donosi wyraźnie: "In- 
terpol z Brasilia otrzymał !Wiado- 
mość, że diament pozostaje już sub 
judice, na odpowiedzialności general- 
nego prokuratora Grecji, w celu 
ba- 
danla (para ser exam1nado}". Wszyst- 
ko więc ma się ku końcowi. 
Na tę ostatnią. wieść wielu popadio 
w nie bardzo miłe rroziwienie. Grek 
przez cały czas twierdził, te "dia- 
ment jest w Atenach". I jesŁ Więc 
właściwie rre cóż go biliśmy tak moc- 
no? 
Inni znów pragną !Wiedzieć, dlacze- 
go Hipocrates - będąc razem z dia- 
mentem bezpieczny w Uruguaju 


'i:1 \ \1\",\1:,0".'1 
, ' 
'. ".' 1 "ł 



 


.:;;:--""" 


"', 
,,,I, J.,' '-""\
' ,
. ,\ 



 
'" 


5;. 


ł." 


( 



 


f, 


" l, 

 


4." 
t 
t 


;, 


.
, 


\ ł'
. 


Hipocrates w czystej szpital- 
nej pidżamie czuje się Jak 
nowonarodzony 


wróci! 20 grudnia do Brazylli. Po 
to żeby go zaraz wsadzono do ciu- 
py? 
- Tak jest -- odpowiada poważ- 
nie Takapoulos. - Zbadałem tutejsze 
prawa i 'wiem, że za to przestępstwo 
przysługuje mi maksymalna kara 4 
lat więzienia. Zamiast przez całe ży- 
cie ukrywać się i pozostawać poszuki- 
wanym - wolalem odcierpieć karę i 
potem spokojnie korzystać z mająt- 
ku. Przyjechalem, żeby zostać ukara- 
ny 1 zakończyć sprawę legalnie. Obli- 
czylem, że mi się to kalkuluje. 
Biedak - pomylił się w rachun- 
kach. Nie wiedział, że tu, w Brazylii, 
nikomu nie zależy tak bardzo na je- 
go czterech latach więzienia. pocil}.ga 
to za sobą tylko niepotrzebne koszta 
i irytuje wszystkich. Tu chodzi o 
diament, o mlliardy cruzeiros! To 
jest rzecz główna. Tu się myśli lo- 
gicznie i plyncypialnie. A nie idea- 
listycznie. "TryumI sprawiedliwości", 
"słuszna kara za przestępstwo" - 
rzeczy niewątpliwie piękne i dążyć 
do tego musimy. Ale najpierw dia- 
menŁ 
Tu właśnie tkwi istota nieporozu- 
mienia między synem starej Hellady 
a prostodusznymi czcicielami "lei do 
garimpo" . 
Skoro !Znalazł się diament i jest 
zabezpieczony" skoro przestępca tet 
jest zabezpieczony w solidnym woj- 
skowym szpitalu a źli ludzie w wię- 
zieniu czekają na karę, możemy spo- 
kojnie wrócić do ubogiej chatki nad 
Rio da Prata. Tam dopiero musi byĆ 
wesoło. Cala rodzina z pewnością, 
skacze z radości. 
Ale nie. 
Senhol' Joao Barbosa odłożył wła- 
śnie swoje górnicze nar.zędzia i zmę- 
czony czeka posępnie na kolację. Wie 
już o znalezieniu diamentu w Ate- 
nach. Ale nie jest mocny w geogra- 
fii świata i przypuszcza te Ateny 
są bardzo, bardzo daleko. Tak dalekO, 
że nie ma już żadnej nadziei, żeby 
..007" mógł stamtąd powrócić nad 
Rio da Prata. "Przepadło" - mpwi 
stary Joao i czeka na kolację. 
Dona Minervina nad domowym og- 
niskiem miesza smakowitą zupę ryb- 
ną. Bardzo uważa, żeby się nie przy- 
paliła. "Bo J oao nie lubi przypalo- 
nej" - powiada. 
A co do diamentu'? "Mój Boże, - 
mówi, - raz się robi dobre interesY, 
szczęśliwe, a kiedy indziej rł.nÓW nie- 
szczęśliwe. Wtedy Joao z tym panelU 
zrobił interes nieszczęśliwy. A teraz 
nie ma już co o tym mówić. Kopał 
mąż na garimpo przez trzydzieści lat 
- niech sobie dalej kopie. On to lu- 
bi. A może znów co znajdzie?". 
Dziwna kobieta. Znam w mojej oj- 
czyźnie wiele żon, które po takiej 
historii dręczyłyby męża po ostatnią. 
godzinę jego żywota. A ta macha 
na wszystko ręką. I dba tylko o to, 
co mąż lubi, a czego nie lubi... 
O szczęśliwy garimpeiro! Nie skarl: 
się na los, on wie co robi. Zabrał 
ci diament 400-karatowy _ bo go 
nie potrzebujesz. Masz przecież jUż 
w domu żywy brylant - o wadZe 
52 kilo. 
Aleksander PoremblMkL
>>>
Nr 1081/1082, 18/26 December, 1966 


WIADOMO
Cl 


13 


STANISŁAW FRENKIEL 


P OD KONIEC XIX w. pozytywizm 
przejadł sIę wszystkim, l wszędzie 
w Europie wykwitały prądy l ruchy 
ideologiczne przeclwstawiają.ce się 
najświętllZym wierzeniom i umllowa- 
nym aksjomatom pozytywistów. Za- 
przeczeniem pozytYWIZmu była każ- 
da ideologia artystyczna, każda dok- 
tryna stylistyczna odrzucająca nau- 
kowy materializm, ekonomlczno-bio- 
logiczny pogląd na świat 1 prawo 
przetrwania dla najsilniejszego. :Mar- 
xiśc1 dopatrują się w tym bankruc- 
twa liberalizmu klasy społecznej, 
która zburzywszy bastylie tyranii 
szlacheckiej, przerażona rozbudzonym 
wzrostem potęgi proletariatu, stara- 
ła się powstrzymać zegar i sprzy- 
mierzyła się z resztkami instytucji 
arystokratycznych i feudalnych. Nie- 
wątpliwie tłumaczy to wiele, choć nie 
wyjaśnia dlaczego reakcja ta zw1ą- 


zała się ze swoistymi formami styli- 
stycznymi. 
Ideałem "fin-de-sl
cle"u był ary- 
stokrata o zmysłowych egzotycznych 
upodobaniach, wielbiciel młodzIeży 0- 
bojga płci. Bohaterzy powieści tego 
okresu cierpią na choroby dziedzicz- 
ne, odnoszą się z sentymentalnym 
pietyzmem do kobiet upadłych i dys- 
kutują z nimi na tematy "rerum no- 
varum". O sprawach erotycznych pi- 
sze się terminologią religijną a reli- 
gijne tematy Interpretowane są jako 
zamaskowane sytuacje erotyczne 
(Salome, św. Jan i :Marla :Magdale- 
na). Sytuacje erotyczne w literatu- 
rze zawierają smaczki nekrofilskie, 
sado-masochistyczne lub fetyszysty- 
czne. Alians miłosny miał zwykle 
charakter kazirodczy lub zachodził 
pomiędzy osobami o biegunowych po- 
zycjach społecznych: hrabia z dziw- 


,.. 


'-{ 
.
. 




,
--- 
r-- --- --- 


.' 


.. 
" 


Gruba kobieta (karykatura pani Whlstler), "To-day" z 12 maja 
1894; ze zbiorów Tate Gallery. 


.1. 
, 


., 


I 



 


-. 


.. 
'.. 
 

'--' - 
.,
" 

. 

- «.! 
._.
 
 
, 
':--,,p."';t\ 
'
 \ 


\ 


. !'ł 


" . 
, ':...., 
,,' 


, 


Dama Kameliowa, ,,2ółty Zeszyt", t. W, paf.dzlernlk 189"; 
ze zbiorów Tate Gallery. 


-..:. 


/
 
15-" 
\
\l '/
,'tU\ 
"''', 'o"
 1:,: ::':::1' 1 " i " 
"'\; 
 


J!i II ) t Y ) , 
.?:;f 
ó£,,
'f", ".: , 
'łił! ;n'-:Yir' t '; ' 1 "'\ 
.Ją,i!..ą.'f i
 i
"\:\,1 
1 f/j - r " t.Y) 
 

 " " ' I ' . 
'1:"(1\'\ 
.! \ l!;; 
.dA, ;:, !i ' 


,';; 


J 


Karta tytułowa do "The Rape -ol tbe Lock", Londyn 1B96; 
ze zbiorów prywatnych. 


BEARDSLEY 


ką, kslą.dz z kupcową.. żołnierz z za- woczesnej architektury jstniał nie 
konnicą. Akt seksualny z reguły by- tyle w teoretycznych rozważaniach 
wał bolesny (d'Annunzlo), kobiety estetów i socjologów-reformatorów 
deptały po mężczyznach, albo tarzaly leCA w budownictwie przemysłowym, 
się pr::.ed nimi w prochu. Starcy ła- w konstrukcjach stalowych stosowa.- 
sili się do podlotków a postkllmate- nych w budowie mostów, hal maszy- 
ryjne jamochłony brały w czeladź nowych i dworców kolejowych, a Bru- 
studentów. Kobiety były chorowite, nelleschim nowej architektury był 
miały białą. cerę 1 niebieskie żyłki na Brunell. 
skroniach, nosiły powłóczyste szaty W sztukach plastyoznych a BZCze- 
I przynosiły nieszczęście. Rzeźby gólnie w malarstwie dominującym 
przypominały stalaktyty spływają.cej stylem był prerafaelityzm, neoroman- 
żywicy (Rodin) , a malarstwo przy- tyczna próba powrotu do szczerej 
prawia!o o zawrót głowy rozpląsa- prostoty skromnych mistrzów rze- 
niem linearnych floreSÓW'. mieślniczych quattrocenta, nieuprze- 
Największym grafikiem tego okre- dzonego stosunku do natury i sza- 
su był Aubrey Beardsley, jeden z cunku wobec materiału i technologII 
pierwszych artystów secesji. :MImo artystycznej. Założenia tego kierunku 
że twórczość jego ograniczyła się do oparte były na pobożnej bzdurze, bo 
czarno-białej ilustracji graficznej, artyścI quattrocenta ani nie byli pro- 
Beardsley wytworzył swoisty styl, stakami, ani nie odznaczali się skrom- 
który dominował w grafice europej- nością., jedną. z podstawowych zało- 
skiej przez ćwierć stulecia i dotrwał żeń kompozycyjnych i filozoficznych 
na niektórych obszarach peryferyj- jakie wyznawali była zasada podda- 
nych, jak Rosja, Hiszpania i Stany nia szczegółów i części całości kom- 
Zjednoczone, do wybuchu pierwszej pozycyjnej, a tego prerafaelici nie 
wojny światowej. rozumieli i nie praktykowali. 
Pod względem formalnym secesja Jedną z cech prerafaelitów, a w 
była pierwszym oryginalnym stylem szczególności Hunta i Burne-Jonesa 
europejskim od czasów gotyku (resz- jest gubienie się w masie nieistot- 
ta stanowiła mniej lub więcej efek- Ilych szczegółów i pewna afektowana 
towne zmartwychwstania) i choć dzi- delikatność, która zaprzeczała rze- 
siaj może wydawać się śmieszną a- czywistemu tonowi życia społecznego 
fektacją, pod koniec stulecia była tak w wiktoriańskiej Anglii jak w 
pierwszą. jaskółką. zapowiadającą, ad- rzeczypospolitej florenckiej. Patrzą.c 
went nowoczesnej sztuki. Był to prze- na obrazy czy rysunki Burne-Jonesa 
de wszystkim styl dekoracyjny, a i jego kolegów nie można oprzeć się 
więc płaszcz
nowy raczej niż bry- wrażeniu że jest się ofiarą, oszustwa, 
łowy i linearny raczej niż kolory- że banda ordynusów i kilka dobrych 
styczny, stąd o większym zastosowa- dziwek, stara się odstawiać zdech- 
nlu we fryzach dekoracyjnych, w laków i markierują słabosilne (czy- 
zdobnictwie i w grafice użytkowej, telniku, wybacz więzienny rusycyzm). 
w dekoracji wnętrz, w ceramice i w Prerafaelityzm promieniował afekto- 
meblarstwie niż np w architekturze waną słabością, na którą w epoce 
lub w rzeźbie. zażartej walki o byt mogli pozwolić 
Podstawą i cechą rozpoznawczą se- sobie jedynie ludzie o pewnych za- 
cesji był falisty szlak ornamental- sobach materialnych. Była to epoka 
ny o bardzo złożonej etiologii. Trochę kwiatów cieplarnianych, rajskich pta- 
było tam japońszczyzny, ale był to ków i papug, organizmów które mo- 
wpływ wtórny, który zjawil się kie- gły przetrwać jedynie w sztucznym 
dy secesja była już sformułowanym otoczeniu. 
stylem. Dutą rolę odegrały tu mo- W europejskim malarstwie oznacza 
tywy celtyckie, 1ryjskie wykrętasy to epokę symbolizmu, kiedy literatura, 
i skandynawskie splątane węzły. Cie- sztuka i muzyka posługiwała się tak 
kawym prototypem jest tkanina kr6- formą jak treścią jako bodźcami ewo- 
lowej Matyldy w Bayeux, oplBująca katywnymL Zjawiska naturalne sta- 
historię podboju Angl1i przez Nor- nowily dla artysty tworzywo o tyle 
manów, wykonana kilka lat po bit- o ile mogły stać się w jego rękach 
wie pod Hastings w r. 1066. Kon- ogólnym symbolem egzystencjalnym: 
cepcja dekoracyjna oparta jest na lilia tracila sens botaniczny a nabie- 
wzorach linearnych dekoracjI ks1ą.g rała cech seksualnych lub religijnych. 
klasztornych wykonanych stylem ro- W takich warunkach oczywiście treŚĆ 
mańskim, a raczej jego celtycko- odgrywała w malarstwie istotną rolę. 
skandynawską. odmianą. Postaci tej Wśród najlepszych artystów tego 0- 
tkaniny dziwnie przypominają rysun- kresu każda niemal forma - para 
ki artystów secesyjnych, d to przy- butów, krajobraz, czy martwa natu- 
puszozalnie na skutek wspólnego na- ra - znaczą kompleks pojęć i wyob- 
tchnienia motywami dekoracyjnymi rażeń daleko wychodzących poza za- 
Europy p6łnocno-zachodniej. kres widzialnego doznania. U gor- 
'Początki secesji tkwią w Anglii; szych widać usiłowanie spotęgowania 
zaczęło się jeszcze od nostalgii pre- siły wypowiedzi za pomocą bardziej 
rafaelitów za średniowieczem jaklego wymyślnych i wyrafinowanych sym- 
nie było, za zdematerializowaną. rze- bolów. Zaczynają się rz;jawiać orna- 
czywistością wytrawioną mdłym deo- menty egzotyczne, często prymityw- 
dorantem. William Morris, pod wpły- ne i związane z zasadniczymi zja- 
wem lamentów Ruskina opłakującego wiskami w życiu człowieka, jak mi- 
uwiąd rzemiosła artystycznego II. sztu- łOŚć, śmierć, macierzyństwo czy "li- 
ki cechowej w prostej proporcji do bido" . 
wzrastającego uprzemysłowienla kra- Nowa postawa stylistyczna fawo- 
ju, zaczął głosić konieczność stwol1Ze- ryzuje intensywny kolor i uproszczo- 
nia nowej sztuki przez zapoczą.tko- ny kształt zamiast dawnych delikat- 
wanle nowego zdobnictwa, Brzydota nych odcieni 1 troskliwego rysunku. 
pseudonaturalistycznych tkanin an- Najważniejszą. sprawą w obrazie jest 
gielskich z okresu wystawy w r. 1851 wyrazistość wzoru, a zjawiska na- 
polegała na przeładowanlu płaszczyz- turalne stanowią dla artysty wartość 
ny zdobniczej trójwymiarowym ilu- ikonograficzną jedynie kiedy nadają 
zjonistycznym deseniem, który kłócił się do przełożenia na oderwane sym- 
się z dwuwymiarowym założeniem bole. We Francji tendencje te zja- 
płaskiej tkaniny. Jak większość ino- wiły się w literaturze nieco wcze- 
watorów, :Morris był tradycjonalistą śniej, w poezjach Verlaine'a, :Mallar- 
I zwrócil się po natchnienie do bo- mego i Rimbauda, w Belgii w drama- 
gatej skarbnicy rzemiosła artystycz- tach I poematach :Maeterlincka, a w 
nego średniowiecza skąd wyniósł re- Anglii w dramacie Wilde'a "Salome" 
wolucyjną zasadę, polegającą. na pod- napisanym po francusku dla Sary 
trzymaniu I podkreśleniu dwuwymła- Bernhardt. Ilustmcje do angielskiego 
rowoścl wzoru plastycznego kosztem wydania wykonał Aubrey Beard- 
światłocienia, modelunku I perspek- sley. 
tywy. W ciągu 30 lat :Morris i jego Beardsley urodził się w r. 1872 w 
zwolennicy rz;mleni1i skalę wartości Brighton; już w gImnazjum zaczą,ł 
plastycznych w Anglii: Morris okre- zajmował się teatrem, pisać i ryso- 
ślił sztukę jako wyraz radości z pra- wać. Gruźlicę stwierdzono u niego 
cy i sprowadziwszy działalność art y- w siódmym roku życia, tak że od 
sty do sprawy kompetencj1 odrzucił dzieciństwa był istotą cieplarnianą. 
pojęcia natchnienia ł geniuszu jako I chorowitą, rozw.ijając charaktery- 
wyobrażenia absurdalne. Zdając sobie styczną dla ludzi tego typu pobud- 
sprawę że w wyniku rewolucji prze- liwość. Rysował więcej niż malował 
mysłowej sztuka stała się zjawiskiem i dziwny jego talent od samego po- 
peryferyjnym, przedmiotem pustej czątku skonc
ntrował się na poetyc- 
frazeologU pseudoklasycyzmu, doma- kiej ilustracji, na ozdobnym rysunku 
gał się sztuki "dla wszystkich", kt6- I szczodrej linii. 
rą uważał za konieczność, jak wol- Po opuszczeniu szkoły w r. 1888 
ność dla wszystkich, czy oświatę dla Beardsley pracował jako urzędnik w 
wszystkich. Postawą swoją :Morrls towarzystwie ubezpieczeń, rysując 
daleko wyprzedził epokę i przepo- kiedy tylko czas znalazł i coraz bar- 
wiedział nową sztukę XX stulecia, dziej utwierdzając się w przekona- 
związaną rz; przemysłem, architekturą niu że rysunek jest jego prawdziwym 
wnętrz i rozwojem współczesnego powołaniem. W r. 1891 pokazał swe 
zdobnictwa. Dalekowzroczność :Morri- rysunki Burne-JonesowI, który go po- 
sa pokrywała jedynie dziedzinę socjo- chwalił i zalecił studia artystyczne. 
logii sztuki; pod względem artystycz- Beardsley zapisał się na kursa wie- 
nym Morris był niestety pod wpły- czorne do Westminster Art School 
wem swych przyjaciół z Bractwa a równocześnie zaznajomił się z księ- 
Prerafaelitów .1 przejęty wizją Ru- garzem z Queen Street, Evansem, 
skina, który wolał średniowiecze od który wystawił kilka rysunków w 
renesansu, marzył o zmianie porzą.d- oknie wystawowym. W jesieni r. 
ku społecznego i o socjalizmie, który 1892 wydawca Dent spotkał Beard- 
miał więcej wspólnego z wizją Tho- sleya w księgarni Evansa i powierzył 
masa :More'a niż Marxa. mu ilustrację nowego wydania "Le 
Wszelako :Morris był człowiekiem :Morte d' Arthur" metodą czarno-bia- 
praktycznym 1 plany swoje urzeczy- łych bloków liniowych; ten sposób 
wistniał systematycznie założywszy reprodukcji był stosunkowo nowym 
spółdzielnię przemysłu artystycznego, procesem drukarskim, który umożli- 
która wytworzyła wIele przedmiotów wiał większy nakład i tańszą cenę 
użytku codziennego, mebli, kilimów, pojedynczego egzemplarza książki, 
tapet i dywanów opartych na śred- niż na to pozwalało mozolne drzewo- 
niowiecznych wzorach ale o wiele rytnlctwo warsztatów Williama :Mor- 
lepszych od wszystkich innych pro- risa. Praca ta zabrała Beardsleyowl 
duktów zdobniczych wiktoriańskiej półtora roku w którego czasie styl 
epoki. Niemniej dalszy rozwój no- jego przechodził powoli z naśladow- 
woczesnej myśli artystycznej znalazł nictwa maniery Burne-Jonesa na róŻ- 
lepsze warunki na kontynencie euro- ne formy płaskiego rysunku linIo- 
pejskim niż w Anglii. Prerafaelityzm wego w stylu "japonIzujących" eks- 
był ślepym zaułkiem i nie miał da- perymentów Whistlera. Japońszczyz- 
nych aby przerod7Jić SIę w nowocze- na ogarniała wówczas świat zachod- 
sny ruch artystyczny. Najważniejsze ni: w Londynie głosił ją Whlstler, 
wypadki w dziedzinie sztukI nowo- w Paryżu Lautrec I Gauguin, a sława 
czesnej nawet jeśli wyrosły i zwią-- niedawno zmarłego Van Gogha za- 
zane były z Anglią, rOZP.grały się czynała podbijać śwIaŁ W Paryżu 
na kontynencie I były czę
cią wlel- zetknął się z nią WyspiańskI a póź- 
kich zmdan zachodzących w kulturze niej :Miriam-Przesmycki, którego 
europejskiej. Po r. 1880 występuje "Chimera" pod względem graficznym 
na całym świecie rozdwojenie w S7.tu- jest naj czystszym dokumentem sty- 
ce. Z jednej strony znajdują się ar- lIstycznym tej epoki. 
ty.ści i poeci strzegący swych marzeń Beardsley jednak w ostatecznym 
i odwracający się od l1zeczywistośc1, obliczeniu nie naśladował nikogo. U- 
z drugiej - zjawia się nowe pokole- kończywszy mozoli e ilustrowanIe 
nie artystów i architektów domaga- Malory'ego ustalił własny styl, który 
ją.cych się sztuki, która w założeniu łączył w jedną całość mediewalIzm 
uzna maszynę jako nieodwracalny 1 prerafaelitów, japońszczyznę i linea- 
niezaprzeczalny fakt życia współcze- ryzm quattrocenta. Beardsley lubo- 
snego i na tej przesłance chce szu- wał się w irracjonalnych zakręta- 
kać nowych rozwiązań w zakresie sach, w arbitralnych fantazjach li- 
sztukI, przemysłu artystycznego I ar- nearnych, które lIkwidowały głębię, 
chitektury. Ironicznym paradoksem zastępując ją faluJącym rytmem de- 
wiktoriańskiej epoki zal
 no- koracyjnym, osnową dla elementów 


figuralnych, inicjałów i fallicznych 
form. 
Z pracowni Burne-Jonesa wywodzi 
się znajomość Beardsleya z Wildem, 
ktory powlerzył mu ilustracje do "Sa- 
lome". Ilustracje te są dziwnym po- 
łączeniem zdobDlczego linearyzmu, 
kapryśnej groteski i obojętności wo- 
bec obrazkowego narratywu. Ozdob- 
ne wariacje na temat rÓŻy i pawiego 
pióra (Whistler dekorował w r. 1878 
Pawią. Salę w Londynie i stąd pawie 
oczko, pawie piora i ich literacko 
zdobniczy występ w ikonografii :Mło- 
dej Polski). karzełkowaci mężczyźni 
o twarzach jak fetusy w spirytusie, 
ale kobiety zawsze mocarne, szero- 
pierśne, cesarskie lub wyniosłe wład- 
czynie. NiektOre rysunki były od- 
rzucone z powodu erotycznych szcze- 
gółów, trzeba było poprawiać czy 
wymazywać zbyt wyraźne zarysy, 
ale to co w koncu poszło do druku 
przekraczalo wszystko co dotychczas 
kiedykolwiek zostało opublikowane VI 
Anglii. Pod względem treści twór- 
'Czosć Beardsleya jest panegirykiem 
na czeŚĆ POtęgl kobiety, ktora włada 
światem jako eteryczna nimfa lub 
jako rozpasana hetera. Mężczyzna 
ukazany bywa jako dziewczęcy efeb 
o bezwłosym ciele, albo jako błazen 
lub groteskowy potworek o wysta- 
jącym czole pączkującego embriona. 
Wilde ukazywany był w ilustra- 
cjach kilkakrotnie, jako czarodziej, 
to znów jako kobieta na księżycu. 
Czasem występuje w tych rysunkach 
Whistler jako faun, gdzle indziej zno- 
wu Max Beerbohm jako embrion. 
Całe to towarzystwo miało niezbyt 
dobrą. reputację i rysunki Beardsleya 
niewątpllwie przyczyniły się do fali 
oburzenia, którego kozłem ofiarnym 
stał się ostatecznie Wilde. 
.pierwszy numer "żółtego Zeszytu" 
pod redakcją artystyczną 1 suto opa- 
trzony rysunkami iBeardsleya był 
sensacją literacką i artyrstY:ZJlą. Gro- 
teskowe rysunki, sensacyjna tematy- 
ka stworzyły dokoła Beardsleya aurę 
wyrafinowanego artyzmu. ZaCZ4ł o- 
trzymywać zamówienia na różne pro- 
jekty graficzne w większości wypad- 
ków ogłaszane przez wydawnictwo 
The Bodley Head. Trzy numery ,,żół- 
tego Zeszytu" wystarczyły aby stwo- 
rzyć nową, koncepcję kObiety: ..the 
Beardsley Woman", która odpowia- 
da aspiracjom intelektualnym kobIety 
,,.fin-de-siecle"u. Styl Beardsleya z0- 
stał podchwycony przez karykaturzy- 
stów ,'punch"a, którzy posługiwali 
się nim aby wyśmiewać londyńskie 
sfery artystyczne. Beardsley dotarł 
do elitarnych klubów i salonów, by- 
wał w Cafe Royal, w restauracji SŁ 
James's na Piccadilly, w teatrach 1 
w operze gdzie zbierali się "wagne- 
rianie". Szczupły, blady i jasnowłosy, 
był postacią symboliczną jak gdyby 
wcieleniem bohatera swej epoki: 
kombinacją Doriana Graya, des Es- 
seintes'a i Roberta de SŁ Loup. 
Równocześnie zmieniał się jego styl. 
Beacdsley rysował z waz greckich 
w British Museum, na skutek czego 
jego własny styl utracił afektację 1 
stał się bardziej spoisty 1 bezpośred- 
ni. 
W kwietniu 1895 Wilde został are- 
sztowany po przegraniu sprawy są- 
dowej przeciw markizowI Queensber- 
ry (ojcu lorda Douglasa) o ollZczer- 
stwo, co wzmogło nagonkę organi- 
zowaną. już przedtem przeciw niemu 
przez prasę brukową. :Mimo że Wilde 
nigdy nie pisał w "żółtym ZellZycie" 
w oczach ogółu postać jego kojarzyła 
się z postacią Beardsleya. Doszło do 
tego, że w zimnokrwistej Anglii, w 
Londynie rozwścieczony tłum, zgro- 
madzony przed lokalem wydawnictwa 
The Bodley Head na Vigo Street, 
powybijał szyby. Przestraszeni wła- 
ściciele wydawnictwa wypowIedzieli 
posadę BeardsleyowI. 
W ten sposób młody człowiek zna- 
lazł się nagle bez środków do życia. 
Beardsley był człowiekiem o neuro- 
tycznym usposobieniu: nie ulega wąt- 
pliwości, że jego uczuciowe prl'dys- 
pozycje miały charakter wyraźnie 
homoseksualny, co nie przeszkadzało 
mu być silnie związanym z własną 
siostrą, drugorzędną. aktorką o nieco 
eterycznej urodzie. Być może po 
skandalicznej sprawie Wilde'a Beard- 
sley starał się demonstrować osten- 
tacyjnle że nle jest zboczony i ów 
protestantyzm erotyczny doprovvadził 
do ekscesów rozpusty, które do resz- 
ty podkopały jego delikatną struk- 
turę organiczną.. W rezultacie Beard- 
sley nawIązał nowe kontakty, które 
wywarły decyduJący wpływ na ostat- 
nie lata jego życia. 
W r. 1896 wydawca Smithers i pi- 
sarz Symons założyli nowy magazyn 
"The Savoy", poświęcony głównie li- 
teraturze erotycznej. Beardsley wy- 
konał tam wIele ilustracji, projekto- 
wał winiety i ilustrował swoją po- 
wieść "Pod wzgórzem", opiewającą 
miłość Tannhausera i Wenery, która 
się tam ukazała. Prócz tego wyko- 
nał ilustracje do "Lizystraty" Ary- 
stofanesa, do sztuki Ben Jonsona 
"Volpone" l do wielu innych znanych 
dzieł literatury erotycznej. W tym 
czasie Beardsley uzyskał finansowe 
poparcie :Marca Andr
 Rafałowicza 
bogatego syna rosyjskiego bankiera: 
Rafałowicz był kulturalnym grafo- 
m.a.nem, wyrafinowanym estetą, ho- 
moseksualistą 1 - co w tym czasie 
często szło w parze - gorącym kon- 
wertytą katolIckim. W tych czasach 
(teraz zdarza się to rzadziej) i w 
tych sferach, katolicyzm często sta- 
wał sIę ostatecznym wyrazem wy- 
sublImowanej erotyki, być może na 
skutek egzotycznych i bogatych form 
liturgicznych, egzaltowanej symboliki 
1 bogactwa artystycznych form, któ- 
rych protestantyzm i judaizm zawsze 
cel;wo unikały. Rafałowicz był przy- 
jaclelem poety Graya i platonicznie 
adorował Beardsleya, marząc o na- 
wróceniu artysty na katolicyzm. 
Beardsley w r. 1897 pl1zechodził o- 
kresy gorą.czkowej pracy przeplata- 
nej apatią I wyczerpaniem na skutek 
nawrotu gruźlicy. :Mieszkał w Bruk- 
selI, później w Dieppe, a w końcu 
osiadł w :Mentonie na Rivierze fran- 
cuskiej. Wykonał w tym czasie sześć 
ilustracji do "Panny du :Maupin" 
Gautiera wyraźnie wykazujących 
wpływy malarstwa rokokowego, wa- 
hające się pomiędzy tak różnymi 
źródłami jak Watteau Lancret i Lon- 
ghi. Lamał sIę wewnętrznIe, co wi- 
dać z jego korespondencjI ze Smi- 
thersem, gdzie zachowa! postawę cy- 


nlcznQ. 1 lronlczną., oraz z kilku za- 
chowanych listów do Rafa!owlcza, w 
których wzrastające zainteresowanie 
relIgią 1 problematyka etyczna wska- 
zują.. że mimo homoseksualizmu i ży- 
dowskiego pochodzenia Rafałowicz 
'był szczerym i poważnym apostołem 
katolicyzmu. Walka wewnętrzna 
Beardsleya w ostatnim okresie jego 
życia odbija się w serii ilustracjI do 
dziwacznej sztuki Ben Jonsona "V 01- 
pone" wykonanych na krótko przed 
smiercią. 
7 marca 1898 Beardsley napisał do 
Sm1thersa list, w którym prosił go 
o zniszczenie wszystkich nieprzyzwoi- 
tych rysunków, a w dziewięć dni póź- 
niej zmarł jako katolik w Mentonie. 
W kilka lat styl jego stał się uni- 
wersalnie przyjętą metodą. ilustracji: 
w Austrii poddali mu się Kllmt i 
Schlele, w Rosji wpływ graficznych 


\1"' 
,.
'
\ 

 
I 


i 
'- -'.i 

. ,
.". 


,.. 
... 


\ 
\ 


1'-./ 


r -" 


-', 


-' 
. 


'- 


rozwiązań Beardsleya widnieje w ilu- 
stracjach Baksta i Benois w "śwIe- 
cie SztukI" i później w "Złotym Ru- 
nie". W Hiszpanii podlegał mu mło- 
dy Picasso. W iNiemczech Beardsley 
miał niezliczonych naśladovvców w 
grafice "Simplicisslmusa". W Polsce 
wpływ Beardsleya ogarnia grafikę 
Młodej Polski i oprawę "Chimery". 
Nawet ilustmcje Dulaca do "Baśni" 
Andersena nie są od niego wolne, 
a w Polsce pokutował do ostatnich 
lat w rozpustnych fantazjach Bere- 
zowskiej. Beardsley należy do secesjI, 
ale i secesja należy do Beardsleya. 
Ostatecznie styl jest abstrakcją, ogól- 
nym atrybutem dzieł sztuki. Na tle 
secesji Beardsley odcina się jako 
artysta ł.tóry ten styl ukształtował 
i pozostawił na nim niezatarty ślad 
swojej twórczości. 
Sta.n1sław FrenkleL 


. 


" 
II 
'; J. 
. WIt. 
'\.- 




\ 
., I. f! 
I 
 
t"" 
f 


ł 


, 


j
 


... 


'. 


i 


Wagnerianie, ,,2ółty Zesz3-t", t. III, pa1dzlernik 1894; 
ze zbiorów Victoria & Albert Museum. 


. ., 


, ' 


J:; 



,_" I 
 
"
 :r ''''' ,
 
...''''f': " ' 
"'. ę"'- 
. . -
 .". " 
1.-' · 
. ." 

 -. ... 
". . 
. 


... 


. . 

 . . 

 . . . . 
. 
. o . 
( 
.: 
"\ .. 
, . 
- 0. 
\ .. 
0° 
"""" .... 
, 01\ 
t 


'\ 


... 


I 
..... 
I 


'" 
 
.. ..... 


... 


A -
, 


\ 



 
\ 


ł! ł 


Karta tytułowa do "Plays by John Davidson", Londyn 1894, 
z karykaturami, od lewej: 1\laOOl Beardsley, Henry Harland, 
Oscar Wllde, Sir Augustus Harris, La GallieDDe i Adellna Genoo; 
ze zbiorów Tate Gallery. 


,/C, 1- 
t li.s. 
""4:.. V 


_".......-.t 



 


.,. 
, " 
, \ 

 
" 
) i 
Iv ,.- 



o 


___ o 


I 
I
I 

 


KobIeta na księż
'cu. narta tytUłowa tło ,,!Salome" Oscara 
Wllde'a, w angielskim przekładzie lorda Alfreda Do
lasa; 
ze zbiorów Fo..&, Art Muaeum, Harvard, U.s.A.
>>>
14 


WIADOMO
CI 


Nr 1081/1082, 18/26 Decemlber. 1966 


..................................................................................................................................... 
- . 
. . 
. . 

 . Z okazji łl
 

e
a
 S Z I .

; L
 
L
A de Luxe J Q u. s. .,, 
 . "lA . .. 
 
-' 
 .. : 


;
- I 
. ( .......,
 J nik i ........e wyposał.en1e) . _o :!: 
8. THURLOE PL. LONDON . 
. "-""'I --- lO po".,,""' lO CASSEL GALLERV S.W7. . 
. WIELKA LOTERIA II obraz z CASSEL ART GALL ERY ; 
 S.THURLOEPL.LONDONS,W.7. · 
= (do wyboru: Kossak:, Nlemczyc lub Klos) fi. z . UNDERGROUND .$TATION = 
. TH6 . 
. . dla wsz y stkich KLIENTóW III weekend w PARY:żU t U ,eTO "'- "ALotR T . ORAT"" . 
 . . 
NATURAL H/
rOR" NU'IU" r, 
'... .. 
. (firma ANGLOPOL TRAVEL Ltd.) NUseu", .' A . 
. 

 . 
. . 
 
! PRZEDSTAWICIELSTWO BANKU P.K.O. E 

 
 '8. ' A S K O BA n
 r- . . 
 
. 
/"J" 81 Cromwell Road, London, S. W. 7, England 
! 
 n.VIł TELEGRAMY: HASKOBA, LONDON TeL: FRE 7888 (8 linie) ; 
...................................................................................................................................... , 


MARIAN PANKOWSKI 


Z POLSKI I DO POLSKI 
DROGA WIEDZIE PRZEZ POLAND STREET 
Wizy, bilety, kupony hotelowe i przekazy P.K.O. 
szybko i sprawnie załatwia 
Przedstawicielstwo Banku P .K.O. i biuro podróży 
POLAND STREET AGENCY 
15 POLAND STREET, LONDON, W 1. 
teL GERrard 2231 i 5115 
BIURO ()fVWARTE: 9.30 - 5..30, sobota 9.3() - 12.30 
Przedstawicielstwo POLSKIEGO BIURA PODR02Y "O R B I S" 
Z okazji Bożego Narodzenia i Noweg-o Roku 
biuro składa wszystkim Klientom 
najserdeczniejsze życzenia 


Podróż jednego Sarmaty do Drogenbosu, gdzie mieszka flamandzki 
malarz Feliks De Boeek.) 


o 


" 


o 


" 


o' 


Portret właJSny 


G DY PRZYBYLEM do Brukseli, 
resztki lipcowego sobotniego de- 
szczu parowały z bruku. Wszedłszy 
na Grand' Place, pojąłem że jestem 
jedynym turystą swobodnym; wszy- 
scy bowiem obecni tu ludzie istnieli 
grupowo. Grupa nad piwem, szklanka 
w szklankę przy widokówkach gru- 
pa, no I grupa z kamerami przy 
czole, polerująca na odległość kamleń 
ratusza 8zaroburoboży. 


C'f 


.
 


bczoły zbierające na zimę krajobra- 
zy. I kręci się plac wyrwany ku słu- 
żebnej grawitacji, grupowym zachwy- 
tem zamieniony w tort wielkanocny, 
A helikopter ministerstwa turysty- 
kI, z przezroczystego uwity plastyku 
- nad tą ciżbą. I migiem 1m tysiąc 
ponumerowanych torebek II.: przecIw- 
zmęczeniowym proszkiem rozdzielił. 
A sto wytresowanych gołębI na tle 
coraz to Innych gmachów drogocen- 


(I, 


.. 


rorlI"eL wł-ny 


Przemknąłem się pod gzym.sem ka- 
mer i pelikanich teleobiektywów a tu 
_ I byłbym wpadł, ale mnie szofer 
autocaru litościwą łapą uratowal! Bo 
chciałem od murów na plac, na śro- 
dek 
 a tu plac ci zmienili w jedną 
wielkIl płytę na centralnej osi. Spoj- 
rzę - żem też tego wcześniej nie 
dostrzegł! - tysiąc turystów razem 
tam sIę kręci, ale żaden ni kapinę 
głową. nie poruszy. 
I Wiruje ten bastion słomkowych 
kapeltplZy, slonecznych naoczników, 
kameI! i lornetek i slyszę, jakby mnie 
w uchu strzykało, cy.k-cyk, pik-pstryk 
i pszszsz... w
yki, ważki, bąki, 


.) Urodzony 12 stycznia 1898: 
czytaj De Buk. 


nych w perłowe reklamy miejsco- 
wych wyrobów się układa... 
Miałem jeszcze w chlebaku czer- 
stwą bułkę posypaną makiem l wia- 
nuszek myśUws
iej. Czym prędzej 
zagrYJZłem. Od r8lZu wieprzowina 
przypomniała ml że mam własne gra- 
nice, a czosnek szwadronem 87IWole- 
żerów w sercu mi się nastroszył. 
Turyści na skraju swych zespołów 
stojący. poczuwszy mój chuch sar- 
macki, uśmiechnęli się do mnIe wa- 
kacyjnie. W tej chwUl nowy tysiąc 
luda luzowal tamtych. Spojrzałem na 
ratusz. Kaczan kukurydzy objedzony 
na chybcika. 
Tak ci opuszczam plac ten, obie- 
cując sobie tu wrócić w czas gromów 
I piorunów, od których zajmą. się 
słomkowe kapelUBZe i siarką. za- 


skwIerczy Grand' Place pobielony bu- 
rZQ.. 
A tu w uliczce, pod nogami - 
sto owych g01ębi, we soble ale lu- 
dziom dziobie po arcYmlStl1"QWsku 
wY\Il1Yślone ze sztuCL;nego JaKlegos 
tworzywa !Zielone pO.KOWiKOSCl kUli- 
ste. Cóż, klełbasy lm me dam na- 
rOdoweJ, WlęC tylKO ł:zę ChopUlOWSką 
w sroaek stada puscl1em. .L na to - 
o dzlWO! - Jeden z gOlęDi poderwał 
się nadprogramowo. 
laill 1111 na ra- 
mlewu, naduł się wszystkimi t\iCZ3.- 
fil, stwarÓDlal tu i ow1Zle po 1Z1eW- 
CZynsKU i, odbiwszy Slę Ode mme, ru- 
szył w powletrze, ale powoli, z c1ą.g- 

 i cierpliwą m.ys1ą o ffillle, bO 00- 
wracał Slę pN.eZ plUl'OpU1Cnne ram
ę.. 
ozy .za Jego iotem na
, czy spo- 
nuędzy autocarow i salnocnodovi' no- 
gę po noaze wydobywam... 
A ja ChleDaK przYClskam i skar- 
petkom tłwnaczę ze nie czas na nog 
Odpar.zan16, prze Cle żeśmy 'Wszyscy ra- 
zem pOlu.wani. A do gOlębia-pNewod- 
ni.Ka 
 litanię w.zm
sI:: 
Szaro8iu, ptaBiu, konisiu, k08iu mój, 
7''11 zaw8ze nade mnq. tęczfł 8tÓj! 
Chroń mię, broń mię, stroń mię i n1eś! 


Przerwalem, bo mpj piórzysty ra- 
tunkowiec poanielał, zmalał l po bet- 
leJemsku do mnie .zalllrugał. Wach- 
la.I1ZOWato, po kobiecemu sobą mach- 
Wił 1 - już go nie widać. Pewnie 
poleciał w kierunku swej rynkoweJ 
rzeczywistości. 
l chociaż cudzoziemcem będąc, po- 
czułem się rad, stąd I zewBZlj,d, rad 
jak rowerowa dętka, kiedy ją kolarz 
IZ iNordu poIIJ!PUJe prowansalskim la- 
wendowym porankiem. l w takim 
stanie sarmackiej złożoności, poaniel- 
&kOŚci, łezki ale 1 cwaniactwa., staną.- 
łem przed bra.mą. :Mmą.łem czarne, 
nie wrogie tyle że czujne skrzypienie 
żelaz 1 .zaczq.łem się zbliżać do b'elik- 
sowego w sadzie domu. 


. 
Ozyteln1k wIdzi że trzeba było cu- 
du z jasnego nieba., żeby w Brukseli 
kongresów i międzynarodowych spot- 
kan, w mieście trojjęzycznych auto- 
carów. muzeów d koszarowych gma- 
chów administracJi, co 'WYpiera ze- 
wszq.d życie, .móc odkryć 1'eliksa De 
Boecka. Co za ulga móc po takim 
m1eacie, skłonnym oprocz tego do 
szybkiego pokocniwania sezonowych 
paryakosci, natrafić na artystę rze- 
telnego w każdym calu, spotkać czło- 
wieka żyjącego dla malowania 1 któ- 
ry, gdy'by we nalegania przyjacioł, 
mgdy by nie wystaW1ał. 
Jak przekazać osobowość Feliksa De 
Boecka? Trzeba, chociażby niezgrab- 
nie, zaczq.ć od życlorysu. Wczesnie 
traci rodziców I dZiedziczy po nich 
gospodarstwo w podbrukselsklej wio- 
sce Drogenbosie. Odtąd życie artysty 
zwilłZB-ne jest z ziem1Q. Brabancjl. 
Rok za rokiem, zaczynają mijać lata. 
Maluje. Ma urodziwą żonę. Sady 
kwitną 1 owocują. Czegóż 'Więcej, 
zdawałoby się., może braknąć mala- 
rzowi, rosłemu gospodarzowi? Nie- 
stety, tak rozpoczęte życie upodabnia 
Się do żywotu czarnoleskiego we tyl- 
ko radościami. De Boeckom umiera 
CZlWoro dZieCl, pią,le wprawdzie PN.e- 
tyło, stąpa jednak wą.ską miedzą., 
ozęściej dotykając nocy, niż maków... 
W trzecim dziesi",cioleclu De Boeck 
jest jednym .z pierwszych malarzy 
belgijskich, którzy rozpoczynają wal- 
kę o obraz niefiguratywny. 
Obrazy z tarnytch lat cechuje geo- 
metryzacja. Potem przychodzi okres 
istnej obsesji koła. Twam, rodząca 
kobieta, rozstrzelany. czy ogromne, 
po leśmianowsku rwypurpuI1ZOne ko- 
guty. wszystko jest gęstwą k,6ł, cl2Jbą 
tarcz nabrzmiałych barwą i zwinię- 
tych z pasją pierścieni. Innym ra- 

m dwie przeCiwprostokątne, skrzy- 
żowane na linii horyzontu, sprowa- 
dzają świat do jednej uciekającej do- 
środkowo perspektywy. tam gdzie 
wstają zorze. Pasma poziomych ko- 
lorów w niezliczonych odcieniach sza- 
rości, od osiego gniazda po naj ran- 
niejsze oZ piór grzywacza, wypełniaJą. 
za każdym razem na nowo wyżej 
określony szkielet lIZeOZywiStośCi. 
Wielki i często opracowywany te- 
mat :wstających zórz staje się tłem, 
gdzie za. sprawą. malarza zjawia się 
po koleI wszystko co żyje: ziarna 
kiełkują.ce w stronę Bwiatła, owady 
1 ptaki, krety 1 nietoperze, słowem 

cie, portretowane I wpillywane w 
coraz to Inne, sztuczne otoczenia ko- 
lorystyczne. 
Przy próbie opiiIU tego malarstwa 
wyodrębnianie tematów przychodzi 
zaledwie z pomocą w przekładaniu 
treści obrazów na język literacki; nie 
powJ.nno jednak godzić rw jedność De 
Boeckowego świata. 
Wspomniany już krajobraz jutrzen- 
nej lZiemi, portrety wwierzą.t, wize- 
runki przyjaciół, autoportrety, wszy- 
stkie te obrazy ukazują. dwustru- 
mienność natchnienia: postawę mi- 
styka współistniejąCIł z postawą eks- 
perymentatora odnawiającego bez 
przerwy swe malowanie. Autoportre- 
tów namalował De Boeck bez prze- 
sady chyba z kilkaseŁ Za każdym rr 


.; 


--.w '
A 
lł" 

.:' 


''" 



"'"'. 
0-, 


zem jest to seria ikilku lub kilku- 
nastu obrazów' o nieomal że Identycz.- 
nym rysunku. Zmianie podlegają ko- 
lory, zestawiane coraz inaczej. coraz 
ryzykowniej. Widok urzekający I nie- 
samowity zarazem. Bo płótna te są 
duże, ogromne. Głowa jest dwukrot- 
nie lub kilkakrotnie większa niż w 
rzeczywistości. Patrzymy na kilku- 
nastu "De Boecków" ustawionych 
obok siebie. Każdy z nich odbił się 
w Innym klimacie, ten w lustrze ma- 
rzenia, tamten pali się czerwieniami 
mrożącymi krew, Inny !Znów jest as- 
cetycznie jasny. Wielki I osłupiający 
paradoks bezustannego uinniania 
swej własnej twarzy... 


,:;t 


! ło:.
 


'" 


Taniec 


z modelem, oplsa'W9zy wokół czallzki 
Gandhiego swoje rysy. brodę l prze- 
pyszne włosy flamandzkiego patriar- 
chy. 
Wszystko co dotychczas wyliczy- 
liśmy świadczyło o illtnieniu świata 
mającego swój rodowód w zachwycie 
dla Natury, w szacunku dla dobra. 
Stąd wywodzi się usolennlanie obrazu 
rzeczy i ludzi. De Boeck widzi czło- 
wieka wyolbrzymionego pracą., w ge- 
stach przydających mu urody I 
szlachetności. Macierzyństwo, siano- 
kos, siew, namalowane są w skrótach 
zaostrzonej perspektywy. Pierwszo- 
planowa ogromna ręka niemal przy- 
słania resztę utopionego rw głębi ob- 


"",.,. 


.:-., 


. : 't- 


..
., 


; 


" 


Zmarłe dziecko 


Obok tych etiud kolorystycznych 
De Boeck maluje autoportrety-tryp- 
tyki, wywodzące się duchem ze śred- 
niowiecznych obsesji Europy katolic- 
kiej. Na tllZech sąsiadujących ze so- 
bą płótnach twarz artysty z męskiej 
przejrzewa w starczą., żeby na koniec 
objawić już znamiona rozkładu. Tu- 
taj należy też wspomnieć o seriach 
płócien powstałych z podziwu dla 
ludzkiej dobroci i poświęcenia. Nale- 
żą. tu m.in. portrety O. Damiana., 
opiekuna trędowatych, i Gandhiego. 
Artysta opracował wielokrotnie po- 
dobiznę _proroką. łagodności. Doszedł 
aj; do mJsty
ego u tQł.....m1e nfA siO 


razu ciała. Postaci te promlenlują.. 
Swiatło wynikające z kompozycji jest 
równocześnie aureolą. i wartościuje 
gesty, tylekroć wYrażane, ale zawsze 
odświętne i pełne obietnicy. 
Pomimo to sądzę że byłoby ,J)le- 
właściwe nazwanie Feliksa De 1łoe- 
cka symbolistą. Jego podziw dla Na- 
tury - jeślibyśmy nawet chcieli 
przyjąć że jest jakimś lIwiadomym 
panteizmem - nie wpływa na istotę 
tego malarstwa. Idea nie zm.I.enia ru- 
chu pędzla. Może zaledwie podrżucić 
temaŁ Swiat istot tywych. portreto- 
wany jest badawClZO, poznawcżol. bez 
czarów. Malarz widzi iw1at i wplllu.}e 


Sad w śniegu 


go do swego raptularza; korzysta z 
jego propozycji tak jak to czynili 
polscy pisarze szlacheccy z Kocha- 
nowskim na czele, kiedy malowali 
uroki życia na rwsl. którą., nawiasem 
mówiąc, ujrzeli w całej ozdobie do- 
piero dzięki Horacemu. 
W przeciwieństwie jednak do ich 
sposobu wyrażania i w ogóle w 
przeciwieństwie do poimpresjonistów 
i realillt6w róŻnej maści, Feliksa De 


Boecka interesuje przede wszystkim 
fakt plastyczny: jak po swojemu na- 
malować rzecz. NajwzniośleJ8ze mo- 
dele służą. kolorystycznemu ekspe- 
rymentowi. W poszukiwaniu naj- 
oszczędniejszego wyr8lZu, matkę z 
dzieckiem plIZedstawia jako delikatną 
rycinę odbItą biało na tłach blado- 
szarych, bzowych czy pszenicznych. 
Matka rodząca, hymn na cześć doj- 
rzałego ciała kobiety, jest przede 
wszystkim wpisywaniem kształtu w 
którym nie ucichła jeszcze miłość w 
rytm kolisty. I znowu rytm się liczy 
a nie temaŁ Artystę urzeka więc 
to co po malarsku da się z danego 
znaku rzeczywistości wyProwadzić: 
nie noc panująca nad Drogenbosem, 
ale pretekst do wpiilywanla linear- 
nych sugestii we wciąż nowe niebie- 
skościanl1 dojrzałych węgierek iskrzą.- 
ce się nieba. 
Jest to - podobnie jak w muzyce 
Bacha. - przeprowadzanie dowolnego 
tematu przez coraz to nowe środowi- 
ska ibarwne. Dzięki nieustającemu 
szukaniU 1 ryzykowaniu nowych sy- 
nonim.ów rzeczy. to co naturalne, bo 
z Natury, staje się odtąd wyłącznie 
Feliksowe. I tym cennlejsze - w 
zestawieniu z obrazem abstrakcyj- 
nym - że zawiera odnośnik do na- 
szych snów i do ran naszych... 
. 
W czesne popołudnie listopadowe. 
Sobotnie. Na żywopłotach Drogen- 
bosu ni to mżawka, ni to szron. Tyle 
że zieleń jest szklana. Brama Felik- 
sowego domu otworem. Nie jesteśmy 
dziś p}erwsi. Feliks wita nas, przed- 
stawia I po chw1li prowadzi wszyst- 
kich na piętro, do swej pracowni za- 
wieszonej na4 -.daJp. Tu dopiero za. 


czynają się gody przyjaźni ze sztuklł- 
WIemy gdzie stanąć. CI co są tu po 
raz pierwszy chcieliby coś mówić, ale 
milkną., bo właśnie Feliks postawU 
przed nami pierwszy obraz przynie- 
siony z głębi swego atelier Olbrzymi, 
w niebieskiej lelewelowskiej bluzie, 
znosi wciąż nowe płótna. Gasi nimi 
pop11Zednie i zostawia nas sam na 
sam z nimi. Według sobie tylko wia- 
domego klucza wydobywa z czter- 


Gołąb 


lziestoletniego dorobku coraz to inne 
prace. Swoją wczorajszość zderza ze 
sobą dzisiejszym. 
- Cd przeszło dwudziestu lat tu 
przychodzę, ale tej serii jeszcze nie 
widziałem - szepce do mnie sąsiad. 
I maleje przestrzeń przed nami. Za- 
tor płócien w naszą. stronę. Ciżba 
istnień wykarmionych samotną no
 
lustruje nas oczami, które 'Wiedzą ze 
nas przeżyją. Miasto Ii!Ibudowan e 
przez jednego, siwego dziś człowieka 
wybiega ku nam przez barbakan i 
coraz to Inną. ulicą nieruchomieje na 
chwilę przed nami, tryumfalne, po- 
chwalne, modlitewne, żałobne... 
Aż wieczór wczesny I niski. .AJ. 
Feliks znużony przystaje. Teraz Ma- 
rlke, urocza żona Feliksa, częstuje 
nas podwieczor.kiem. iPrzy stole go- 
ście i domowi. Tu redaktor miesięCZ. 
nika literackiego, tu poeta flamandZ- 
ki, tu... 1 tak co soboty. wciąż noWi, 
ale I wciąż dawni., powracający, ale 
nie saml, zawsze wIernl i urzeczeni, 
ledwie na progu a już uratowani F od e- 
liksowym cudem na kilka godzin 
świata zadyszanego i tracącego beZ"" 
powrotnie pawie pióra amen. b 
Gdy go żegnamy, w jasnYc 
drzwIach stoi żegnający. A na dWo- 
rze mgły - bo od rzeczld - że dra.- 
biniastym wozem nie wywIeziesz! AJe 
nasz, dwukonny, jakoś się przewierci 
do Brukseli. Na zakrętach wystarCZY 
.zakląć po sarmacku,' a mgła się rOZ- 
pruje. I płyniemy nią i po niej SZy- 
bujemy, bryzg świętandrzejOweg o 
wosku w stronę nocy, którą z pokO- 
lenia na pokolenie naszczepiamy rr.o- 
rzą., niezmordowanie. 
MarIan Pankow.łd-
>>>
Nr 1081/1082, 18
 Decem'ber, 1_ W I A D O M O S C J 


.. 


. 


'. 
. 


- 


, ......... 
,.....,. 
" "- 
';. 


,j 


-,..... 


f 
... 
 


... 


- 


Ostoja-Kotkowski ze swym aparatem rzucającym obrazy spek- 
tronowe, używane w teatrze eksperymentalnym Sound & Image 


-,
:"':-ł.. $",.;;"'. 


... 


.' ,. .. ...... . . \ 
. . .... .e . .... 
., , . . .. . 
. ",.. .... . . 
.. .... ..... 
.
.......... .. 
. ,. '. . .'. . .. . . . . . . . 
... '.... ... .....
. 
, . . ... . . .... . ... 
. .. ... ... 
........e..... .. 
. ...... . ...... . . 
,. . ... ... . 
. . . . ... e,... . . . .. 
'. . . . .. ... .. . .. 
.', ...... C · 
.' .... ... .... . 
..
............ . 
. . . . . 
...... .... 

- . . .. . ...... 


. 



. 


l 
 
' 


...., 



 


11\ 


:1 .ij
. 'j 


.... 


." 


. lo' 


Ostoja-Kotkowsk1 w atelier w Stirllng 


'"] 


fi 
'r 


r\ 

:('l .: ':
 


,1. 

 


tf 
"I 
, 
. 


\ 



 


\' 


" 


I 


'.:' 


, I 


Sr 



 


Ostoja-Kotkowski i znany pisarz angielski Angus Wilson, który 
otworzył międzynarodowy wystawę fotografiki wAdelaidzie 


o 
., 
'v 
.... 

 
-':--.. 

 
 
',," 
::
,
 
\
,. 
" 
\ 
: ,
 " 
:-"' 1 


Antonlo Bodrlguez 


.
 


.' 


" . 


.. 


'W 


,L. 


Fala: rysunek elektronowy 


FRANCISZEK K. GUMOLKA 


). S. OSloja-Kolkowski, 
prekursor szluki julra 


1 


J EDN4- z najbardziej znamiennych 
cech sztuki modernistycznej, jest 
jej zupełne zerwanie z tradycją a 
równocześnie jej ogromne uóżnlco- 
wanie. Pod tym względem nar.lUca 
się analogia między sztuką a ogól- 
nymi warunkami cywilizacji współ- 
czesnej. 
"Wszędzie brak jedności, brak au- 
torytetu, to samo 2Jjawlsko zry.wania 
z tradycją" - mówi znany pisarz 
angielski Sir Herbert Read. 
Z milionowych mas konformistyC7- 
nych społeczeństw wyzwalają. się od 
czasu do czasu duchy niespokojne 
a twórcze, które odrzucają więzy tra- 
dycji, burzą istniejące konwencje ar- 
tystyczne 1 jak m6wU Asnyk: "szu- 
kają prawdy nowego płomienia, szu- 
kają nowych nieodkrytych dróg"... 
Jednym z takich poszukiwaczy jest 
Stanisław Józef Ostoja
Kotkowski. 
Urodził się w r. 1922 w Gołubiu, 
na Pomorzu. W czasie wojny bierze 
udział w ruchu podziemnym. Po woj- 
nie zjawia się w Niemczech, gdzie 
studiuje w słynnej akademii sztuk 
pięknych w DUsseldorfie, dzięki sty- 
pendium które otrzymał jako jeden 
z ośmiu szczęśliwych kandydatów na 
120 zgłoszonych. 
Dlaczego Ostoja wylądował w Au- 
stralii? Wydaje się że dla tych sa- 
mych powodów, dla których wylądo- 
wało tysiące Polaków, którzy po uszy 
mieli Europy, steranej wojną., głodnej 
i zdawało się, o beznadziejnej przy- 
szłości. 
Ten olbrzymi kontynent zaskakuje 
europejskiego malarza 1ntensyIWDo- 
ścią. kolorów ochry, głębokością. błę- 
kitów i bezbrzeżnością sinych widno- 
kręgów, 
Ostoja nie znajduje duchowego po- 
krewieństwa z większością. malarzy 
australijskich, kt
rzy tkwią. jeszcze 
w pseudopatriotycznym ferworze ma- 
lowania typowego krajobrazu z owcą 
1 drzewem eukaliptusowym. 
W Melbourne, gdzie się najpierw 
osiedla, kontynuuje studla malarskie. 
Ale nawet artyście tak zdolnemu jak 
Kotkowski trudno było wyżyt. z ma- 
laratwa. Próbuje sztuki stosowanej, 
ale afisz artystyczny jest w Austra- 
lii nieznany. Szuka szczęścia w pro- 
jektowaniu deseni w przemyśle włó- 
kienniczym, ale :tego awangardowe 
pomysły były zbyt nowoczesne. Do- 
piero dziś, po dziesięciu latach, za- 
czynają je stosować. 
Zniechęcony, rzuca Melbourne i 
idzie w "bush" a raczej w pustynlę 
środkowej Australii. Tam pracując w 
różnych zawodach, m.1n. jako spa- 
wacz, zaoszczędził sobie nieco pie- 
niędzy, aby wystawIć swe dzieła na 
pierwszej swej wystawie w Adelai- 
dzde. 
,,Krytycy byli bardzo przychylni, - 
powiada Ostoja, - ale sprzedałem 
tylko jeden obraz". 
Mimo to Adelalda tak urzekła arty- 
stę, że założył tam swe studio i stąd 
robi wypady na całą Australię i No- 
wą. Zelandię. 
Dotychczasowe oslągnięcla artysty 
są. znakomite. Wystawia we wszyst- 
kioeh stolicach stanowych Austral1i, 
przy czy1ffi obrazy jego wiszą w pra- 
wie każdej galerU stanowej. 
Wystawia też w Nowej Zelandii, 
a w r. 1961 zostaje jednym z nielicz- 
nych artys
 których płótna włą- 
cwno do reprezentacyjnej wystawy 
malarstwa australijskiego w Londy- 
nie, w Whitechapel Gallery p.n. "Ex- 
hibiU()n ot Contemporary Austral1an 
Palntings". 
Jedną z pierwszych wystaw Ostoi, 
którą widziałem, były emalie 1 pla- 
styki a.bstrakcyjne. W emaliach 
swych Ostoja wypowiada się raczej 
poprzez metaforę poetycko-malaraką 
nitż poprzez konwencjonalne, banalne 
i od dawna pozbawione treści emo- 
cjonalnych alegorie dawnej sztuk!. 
Patrząc na jaskrawe, tysiącami zda 
się, drogich kamieni jarzące się ema- 
lie artysty czuło się, że nie budowa 
określonej konwencji stylistycznej 
czy wyrazowej, nie gramatyka praw 
formalnych jest celem abstrakcji - 
ale właśnie szukanie wyrazu poprzez 
burzenie wszelkich konwencji. 
arodkie:m jego wypowiedzi jest 
artystyczna, szlachetna i nie znana 
w AustralU sztuka złotników z za- 
mierzchłych wieków Dalekiego 
Wschodu. 
Ostoja nadaje dziełom swoim ty- 
tuły, ale są. one rzeczą nieważnQ., jak 
niewa.ma jest forma - watna jest 
wyłaniająca się z pozornie przypad- 
kowego chaosu kształtów i skłębio- 
nych barw, najgłębsza treść rzeczy- 
wistości psychicznej malarza. 
Emalie Ostoi, jak zresztą wszyst- 
kie dzieła rasowych abstrakcji, prze- 
ciwstawiają się mechanizacji współ- 
czesnego życia, jego standardyzacji 
I konformizmowi, którego celem jest 
niwelacja jednostki, tak często obec- 
nie obserwowana w życiu społecznym 
I politycznym. 
Sztuka Ostoi jest nowoczesną., poe- 
tyczną refleksją. sztuki uczuć i wyob- 
rateń, i równocześnie sztuką świa- 
domych poszukiwail, wyboru i kon- 
strukoji. 
Niespokojny duch Ostoi zafascyno- 
wany jest zagadnieniem komlbinacjl 
koloru i głosu. Stąd, we współpracy 
z holenderskim kompozytorem po- 
wstaje pierwsza !próba artysty za- 
przęgnięcia zdobyczy noV\ oczesnej 
techniki w służbę sztuki. Powstaje 
"Image and Sound in story" - pró- 
ba harmonizowania malarskiej ab- 
strakcji z muzYką elektroniczną. Wi- 
działem ten eksperyment na og6lno- 
australijskim kongresie fotografiki w 
Melbourne. 


Kolorowe przezrocza bez treści rzu- tym wypadku zakładów Philipsa w 
cane na ekran były dla przeciętnego Addd.idzle. OlStoja wierzy j
dnak, że 
widza czymś czego nie potrafił sko- sytuacja ulegnie szybkiej zmianie, 
jarzyć z niczym realnym, ze znanym kiedy artyści wyjdą poza pierwszą 
kształtem czy nawet z ideą. lub po- fazę eksperymentu. 
glądem. A mimo to zdjęcia te urze- Cieszący się dużym sukcesem eks- 
kały. ;peryrnent nowoczesnego teatru "Sound 
Podbudowa muzyczna jest kompo- and Image" jest nlezwykle 1ntere- 
zycją elektroniczną, w ktprej tony sującym połączeniem mechanicznie 
były inne, obce. Nie była to melodia, operowanych przezroczy polichroma- 
ale raczej zespół dźwięków ostrych, tycznych z elektronową muzyką, lań- 
metalicznych, jak wibrafonu, gwał- cem i recytacją. poezji. 
townych i przenikających do głębi W innym eksperymencie p.t. "Chro- 
jaźni - to znów dalekich, zanikają.- masonic" wra!enia wzrokowe 1 8łu- 
cych. Równocześnie jednak dźwięki chowe oddziaływają na widza bez 
te były doskonale zharmonizowane z wprowadzania elemelltu teatralnego. 
abstrakcjami kompozycyjnymi prze- TaAmy elektronowej muzyGt1 operują 
zroczy, których Intensy:wr..ość kolo- za pomocą impulsów serJQ. tar6wek 
rów i natęUnie światła ulegało cląg- elektrycznych. Niskie tony operu.)lł 
ł
j zmianie. żarówkami niebieskim1 i fioletowymi, 
Efekt, jaki osIąga iLrtysta, jest nie- średnie - czerwonyuni i pomarańczo- 
zwykły. W rękach bowiem Ostoi ko- wym1, WYllOkie - śółtymi 1 białymi. 
lor i światło r02Jbny twarWł skorupę Jasność i natężenie kolorów jelit kon- 
ustalonej przestrzeni td.k geometrycz- trolowane częstotliwością tonpw. 
nej jak naturalistycznej. · · · 
Rozmiarowa przestrzeń Ostoi jest Gama talentu Ostoi jest zaakaku- 
psychoiogiczna i emocjonalna. Art y- jąca. W przeszłości, wielu było ar- 
sta chce te uczucia kontrolować. Stąd tystów, kt6rzy wypowiadali Się uży- 
stosuje konieczność formalnej modu- wając rÓŻnych tworzyw. Klasycznym 
lacji i eksploatacj,t wszystkich jarzą- przykładem jest genialny Picasso. 
cych własności kolorów, nie tylko Smiem jednak twierdzić, że n1espo- 
tych najjaśDiejszych, ale nawet tych kojny duch, a równocześnie tw6rczy 
najciemniejszych, przytłumionych. dyna.m1zm Ostoi prowadzi go w dzie- 
W jego rękach kolorowe przezro- dziny technik. których niewIelu ar- 
cza nie są. prostym naśladownictwem tyst6w pr6bowało - technik" które 
lub stereotypowym powtarzaniem BIł odbiciem naszego wieku, podbojów 
rzeczywistości, ale malarskim międzyplanetarnych 1 "computer"a. 
przetwarzaniem psychicznego stanu · · · 
istoty ludzkiej, który zaklęto w for- Nowa Zelandia zaprasza Ostoję, by 
my danego tworzywa. Sztuka jego, wykonał opracowanie sceniczne do 
demonstrowana widzom, jest aktual- "Sprzedanej narzeczonej" Smetany. 0- 
nie sztuką pamięci, skojarzeniami stoja komponuje prześliczną oprawę 
wyobrażeń z emocjami psychicznymi. stylizowano-naturalist;yczną do tej 
Forma, kolor, efekt, przejrzystość, popularnej opery, ale równocześnie 
nigdy nie są. tu symbolem, mimo to zaskakuje publiczność Adela1dy ul- 
stanowią reprezentację zewnętrznego tramodernistycznym.l dekoracjami do 
fenomenu natury. "Fausta" Gounoda. 
Reakcja moja była podwójna. Raz, Również dziedzA.na płaskorzeżby 
zdaję sobie spra.wę z tego że kolor, fascynuje Ostoję. Tu najbardziej cha- 
kształt, dźwIęk i słowa są. środkami, rakterystycznY1ffi dziełem jest płasko- 
za których pomocą człowiek definiuje rzeźba w nowej kwaterze głównej 
pochodzenie i cel życia. W zorganizo- British Petrolewn w Melbourne. Pra- 
wanej kulturze, jego idee promieniu- cę te wykonał Ostoja po wygraniu 
ją w spoSÓlb odbijający oblicze danej ogplnoaustralijskiego konkursu na 
epoki. projekt ozdoby hallu wejściowego te- 
Drugie, 
 sztuka a.bstrakcyjna wy- go budynku. Temat;ycznle, płasko- 
daje się być odbiciem naszego wieku, rzeźba Jest historią pochodzenia prze- 
wieku nieznanych przestrzeni i kształ- mysłu naftowego, ;j, zdaniem artysty, 
tów astralnych. Wśród licznych dzie- najbardziej odpowiednim materiałem 
dzin sztuki, próby abstrakcyjnej fo- byłaby miedź, kolorem najbardziej 
tog rafii. filmu czy eksperymentu ta- zbliżona do koloru ropy czy smaru. 
kiego, jak Ostoi, mogą stać się po- Pobieżne jednak obliczenia wykazały, 
czątkiem tego co pewnego dnia roz- że koszta płaskorzeźby rozmiarów 
winąć się może w wielką sztukę ma- 50 X 6 stóp, miejscami głębokośol 12 
lowania ruchu. cali, wykonanej z miedzi, byłyby 
Artysta wiflrzy w to n1ezłomnie, ogromne. Dlatego Ostoja decyduje 
toteż w krótkim czasie później, za- się na technikę, którą uczeni 
skakuje krytyków serią. eksperymen- australijscy stosują. w Weapons Re- 
nów elektronowych, u których ;pod- search Establishment" a mianowicie 
stawy leży zagadnienie światła. E1wia- - pokrywanie n1emetalowego włók- 
tło wywierało zawsze magiczny na szklanego miedZlią.. Technika ta 
wpływ na plastyków. Szczególnie w wymagała specjalnych urządzeń w 
dzisiejszej dobie wielu z nich odrzu- miejscowych zakładach elektronicz. 
cnoby farby, gdyby mogli malować nych, ale rezultatem jest imponująca 
za pomocą promieni świetlnych. płaskorzeźba, która robi wrażenie 
Trzeba jednak mieć nlezwy'klego dzieła wykonanego w zastygłym, sta- 
ducha awantury artystycznej, aby rozłotym smarze - produkcie po- 
eksperymentować w tej dziedzinie. bocznym z ropy naftowej. 
Nieliczne, ale zaSkakują.c
 ekspery- Kolorowy film krótkometrłUowY 
menty na tym polu są. dokonywane p.t. "A Man and His Mural", kt6re- 
w Europie przez Nicolasa Schoffera go tematem jest Ostoja i jego płasko- 
w Paryżu i LLvinusa van der Bunta rzeźba, otrzymał pierwszą nagrodę w 
w Hadze, którzy torują drogi nowe- Nowym Jorku w r. 1966 w dziedzinie 
mu ruchowi malarskiemu. Do grona filmów technicznych. 
tych 1nowatorów dołącza się obecnie Jeden z jego ostatnich, a równo- 
Ostoja który swym wspaniałym eks- cześnie może najciekawszych ekspe- 
perymentem tworzenia elektronowych rymentów to "Obrazy elektronowe". 
obrazów zaskakuje krytyków, czaru- Na pierwszy rzut dka wyglą.dają. one 
je publiczność na wystawach 1 na jak fotografie. Ale fotografiami nie 
festivalu sztuki w Adelaldzie. BIł; technicznie, są. to kształty otrzy- 
Eksperymenty te, o których pisze mywane za pomocą, rozłączenia, nor- 
już d2J!ś prasa kulturalna Europy, malnie synchronizowanego, systelJlU 
są jak mówi artysta, poszWtiwanlem w katodzie promien:1oweJ, a której 
dróg, które doprowadzą do sztuki przypadkowo kontrolowane kaztałty 
umożliwiającej bezpośredniejsze wy- rzucane są. na ekran przy pomocy 
powiadanie idei artystycznej, przez specjalnej tabCcy rozdzielczej. Osta- 
zastosowanie naj nowszych zdobyczy teczny rezultat zależy od wprawy 
techniki i nauki współczesnej. artysty rw spawaniu przypadkowych 
W widowisku, kt6re jest nową, nle- efektów w zharmonizowaną. całość. 
znaną ikoncepcją eksperymentalnego Rezultat ten jest fotografowany. 
teatru, widzowie festlvalu zobaczyli Tego rodzaju eksperymenty uka- 
coś czego jeszcze nikt dotychczas nie zują wielkie możliwOŚci sztuki w 
widział. Artysta nazwał go "Sound przyszłości. Nie tylko jako sztuki, 
and Image". W tej próbie Ostoja ale jako funkcji w życiu przyszłych 
maluje światłem, łącząc obrazy z mu- pokoleń. Sztuka Ostoi, kt6rą artysta 
zyką, poetyczną deklamacją I bale- wprowadza przed oczy widzów, jest 
tern. 'Viększość eksperymentu to sztuką, której centralnym zagadnie- 
film, na kt;6rego tle hiszpański tan- niem jest funkcja. 
cerz, Antonio Rodriguez, tańczy na Konieczność sprecyzowania funkcji 
scenie. Głośniki ślą na widownię dzieł artystycznych odczuwać się da- 
dźwięki elektronowych kOll1;Pozycji wała już z końcem XIX w. Stąd tez 
Badinga i innych, a światła stwa- impresjonizm był !pierwsz
 który za- 
rzają wizję obrazów, które widujemY atakował funkcjonalną. doktrynę ar- 
jedynie w sennych marzeniach. R6w- tystyczną. Marcel Duchamp zadał 
nocześnie "computer" produkuje poe- śmiertelny cios malarstwu stalugo- 
maty parafrazujące np. tradycyjne wemu przez odrzucenie ustalonych 
życzenia świąteczne. Na tym tle roz- praw sztuki na rzecz wolnej hierar- 
lega się głos aktora recytującego chii estetycznej. Ten sam sens funk- 
dzieła poetyckie. Długi, charaktery- cjonalny kierowa! później Gropiusem. 
styczny monolog ojca nowoczesnego i grupą Bauhaus, a później surrea- 
teatru, Ionesco, P.t. "The Mire" do- liści stosowali prawo przypadku w 
skonale odtworzony przez aktora na sposób dowolny w swoich dziełach. 
scenie, podkreślony jest surrealistycz- Konsekwentnie, automatyzm Amery- 
nymi wizjami malarskimi. kanlna Pollocka kate mu wynaieźć 
Całość robi niezapomniane wraże- to co nazywamy wrażeniową abstrak- 
nie. Próby równoczesnego oddzlały- cją. Jego idea malarstwa, to dzieła 
wania na wzrok i słuch w sztuce nie tworzone pod wpływem n1episanego 
są. rzeczą nową.. Ale środki jakimi prawa przypadkowej improwizacji. 
posługuje się Ostoja, są. niewątpliwie IDksperymenty Stanisława Ostoi- 
równie współczesne jak .,sputniki". Kotkowskiego są. kontynuacją. tych 
Jeden z krytyków artystycznych tak prądów w sztuce. Co więcej jednak, 
komentuje widowisko Ostoi: "Disney BIł one namiętnym poszukiwaniem 
użył kina, by nam pokazać muzy'kę; dróg prowadzących do wyzwolenia 
Ostoja zaprasza nas by zobaczyć poe- sztuki spod wpływu człowieka. Pr6- 
zję i słyszeć senne marzenia". bami swymi artysta wykuwa nową 
Ostoja uważa że zastosowanie me- drogę syntezie 3ztuki, która wydaje 
tody elektronowej w malarstwie do- 6ię być idealnie zharmonizowana z 
prowadzić musi w końcu do wypo- odkryciami nowych widnokręgów 
wladania Idei sztuki, której przysz- międzyplanetarnych, dających dostęp 
łość leży w jutrze. W obecnej fazie do asnykowskich "nowych nieodkry- 
eksperymentu, technika elektronowa tych dróg" - JUTRA. 
jest bardzo kosztowna i wymaga 
operacji całego laboratorium - w Franciszek K. Gwnołka. 


...................................................
............................ 


NAJBLIżSZY NOWOROCZNY NUMER 
"WIADOMOŚCI" (1083) UKAżE SIĘ. 
28 GRUDNIA B.R. 


................................................................................. 


15 


.. 


.. 


& 



 


'---\ 


o 


, ,
 


, 


ft"....:
 
 

 ,,
 
, "':.... 
, 
..., 



 --- -.. 


OtitoJa-Kotkowskl I Int. Malcolm Mann przy aparacie 
doAw l!/.dc
ll\ ym 


. .... 


..: ..ł 



 



' 


,
 
...;. .............. 

 
,
;.... " 
- 


I 
I 


..' 


.,,; 


..,. 


.. 


, 
 
"-ł 


... 


.. 


.' 


" 


-r- ....\, 



' 


, 4'1;, 

 IP- ł. 
., 
ł:.J 
.. '..... .- 


,.... 


ł-ł 
ł 



 
;," ,-
 $...- 
:.. " 
., 


..... 


" 


., 


....... 


.... 
" 


, . .. 


. 
- 


...
 


'... 



 -.- ;, .... ',... 

 ,- . ł- .. 
, po -, 
..:..... ..
!,,"i:. . " 
.. "
 ,
 \ 
 
" ... 


.. 


"
" '.
io 
\ f"
 
 ...
 


.". 
.. ł\ 
.. 


" 


, 


". 


.. , 
oĄ.-"
 


-(00 


..
..' 


Mim francUllk1 Marcel Marceau I Ostoja-Kotkow»k1 Da tle mle- 
dzianeJ płaskorzef.by 


............ 


\ 


"- 
-
."I 


. 
, '''';'''1 
..'ł!'t"'
. 

:-
 ,- 
..'-_ ,
T 

 ...- 
l: 


;-
," 
."'" -,-..- - . 


i:., 

.- 
-. 

 
\, 


.. .." I ,,1- 
'..... ...
 
.. 
.;''1 


',. 


,"
 



 .. 
_.fi 


. ,; -z. 



 
"'
- 


"'....... 


.. 


, '-
 



 


-\ 


-\ 


,"-'","- .- 
.",-'"" " 
,'..
-, ' \ , : 
'.1 t 
.... " 


.... 


..... 


" " 
..- lO 
 . 


..... 
...."-..........'"""'
,t.. 
'-- ' 


Fonnowanie płaskorzeźby 
. 


, 
, 


- 


--t, 

. -.
 

,:i, 

', 
 
:.il$
 ( ,.\ 
" ." " 
'
,. 
Y", . ' .':' 
"
i:
: f 

 
 .... A;' 
; "ł 

 
... ł . 

 


., 


" 
h" 

łr".f H t 

 11\: ,,1-,4.i' 
" "
 rl 


,'. ... 


to: :-- 

..: 


. 
, r 



 
 ...... 


,)"'t 
ł f. " 


t . .. ' 
. .l ł 
'.... 
, . 
\' .. 
- 


\ 
'. 
"t 


:.-.c::.. 'i '-:.' 


'j_
T"'
'
 


4' Y 
.,: 


.
 


f 


" 


,,'" ,'.: 

..' 


.......
."" .r


"" 

.. . 


" 


i.. 
J ,I" 


.. 


" 


.. 






 
..:. fI_,_'" 
,.. , 
...

 


ił 


.....:.".. . 


Fragment plaakorzeźby 


-'- ,.' .
 


"A'''' 


Traua: ry.UDek elektroDowy
>>>
16 


WIADOMOSCI 


....::..:::;:::.:- 


,;:;rrtWiWitn:?"'Tl:q;0ft k "\iWft:
i'R
;;:'1[ll;llllli;:lif i ;: 
Z aj ,....,..,..,..,..--..,-,',",', 
,"

1 
))-s:.
9;
,0 'P6ł.'łI1e
e ......,...., '.;:)ó;n
 -' ':Jf
 
-po1fo1190 1h ,.........,. ł..s; il@ 
............


..
b
;
io :
m
 
.---:
. \ ,..sor\ , . 
 G '" ;Ił.) - ',%,$ 
111'h ,,,,,,u :"M 
1. 00 to."o1.. GL1.ł. ) i'1 
RP' U1IL o 1.0
. 2')0 ta"o1.. l łJ' '1;] 
L1"o-s:1 1. II. 2C) 
. I 11\1.
lC"!) 
 c Jł.) t 
8
 .... ee s , l

' l 
1181.1. "t e:. a-s:o.S O ...",,-s:. ......1\
 c Jł.) 
 
t1n 
 20 c ...1' l
p.I»'  
'Pe-s:eo. n @ 2')0 
. 40 Qotn'P-S:. 
!'lo.S1}. @ 2c)0 1I1łt. t.JCł.
ł.) 
'1-s:eoo.to-s: e.tn'P. lS'L1' 
1\0 "()aae n 3 0 


---



 PUSZKA 
'Ą4tt194'tnta pot
4 
tJ!gIJS 

 
Zen-ia '-/9'44 
38. KNIGHTSBRIDGE LONDON, S.W.' 
- TEL.BEL=2793 


Rozpoczynając 28-i rok pracy w księgarstwie polllkim na emig- 
racJi dzi
kuJemy naszym klientom za zaszczycanie nas swoimi za- 
m6wieniami i polecamy nasze usługi na przY8z1oAć. 


POLSKA I JEJ DOROBEK DZIEJOWY 
W 
GU TYSąCA LAT ISTNIENIA 
Praca zbiorowa najwybitniejszych polskich uczonych i 
specjalistów przebywających w wolnym świecie. . . 
Redaktor prof. dr Henryk Paszkiewlcz. 
Geografia. Język polski. Obnędy i zWYł:za
e. Historia. do r. 191
. 
Historia ustroju. Historia. gospodarcza. Zt
te W
.chodnte. 
yzna
ta 
religijne. 600 dwuszpaltowych stron, '120. tlustrM?! w tekśc:!e, tab
tce 
kr6l6w, herbów rodowJlch i wojew6dzkich, stro1ow polBJcich, m
t 
i monet, 10 plansz na kredowJIm papie'l"ze, 22 mapy, oprawa pl6cum- 
na, złocenia. 
Cena £7.7.0, przes. 5/6; U.S.A. $22.00, przes. 75c. 
POLSKA MOJA OJCZYZNA. Mgr M. Goławski. 
Wydanie nowe, rozszerzone. liustrowany podr
cznik 

- 
storii Polski dla dzieci i młodzieży. Str. 185, 120 ilustracJI, 
10 mapek, oprawa płóc., tłoczenia 
Cena 18/6, przes. 1/6; U.SA $2.60, przes. 30c. 
DIARIUSZ I TEKI JANA SZEMBEKA. TOM D. 
Uzupełnienie do dokumentacji tomu I. Diariusz za rok 
1936. Dokumentacja za r. 1936. Opracował prof. T. Ko- 
marnicki. Str. XVI + 600, oprawa płócienna 
Cena 72/6, przes. 4/6; U.S.A. $10.50, przes. 70e. 
Na składzie również tom I - cena jak tom D. 


, 


P
TNIK KIJOWSKI. TOM ID. 
Praca zbiorowa, red. prof. W. Wielhorskt Str. 270, 70 ilu- 
stracji, oprawa płócienna, tłoczenia 
Cena 37/6, przes. 3/-; U.S.A. $5.50, przes. 50c. 
Na składzie również tom I, cena 21/-; U.S.A. $3.00 i 
tom fi, cena 32/6, przes. S/-; U.S.A. $4.70, przes. 5Oc. 
MATERIAŁY IDSTORYCZNE. Gen. K. Sosnkowski. 
Str. 720, oprawa płócienna 
Cena 63/-, przes. 4/6; U.S.A. $9.00, przes. 70c. 
U KRESU W
DRóWKI. Gen. K. Narbut-ł..uczyński. 
Str. 464, 20 ilustracji i szkiców 
Cena 52/6, przes. 4/6; U.S.A. $7.50, przes. 6Qc. 
WSPOMNIENIA Z PRZEżYC W NIEWOLI SOWIECKIEJ. 
Prof. W. Wielhorski. Przedmowa - prof. H. Paszkiewjcz. 
Str. 144, oprawa płócienna 
Cena 21/6, przes. 1/6; U.S.A. $3.00, przes. 25c. 
CZAS PRZESZŁY DOKONANY. Wspomnienia. A. Pragier. 
Str. 1000, oprawa płócienna 
Cena £5.5.0, przes. 4/6; U.S.A. $15.00, przes. 70c. 
LAJKONIK NA WYGNANIU. 
Sto i jeden felietonów z lat 1950-1962. 
.. Nowakowski. 
Ozdobne wydanie. Str. 472, oprawa płoclenna 
Cena 63/-, przes. 4/6; U.S.A. 9.00, przes. 60c. 
LEON SAPIEHA (1883-1944). Biografia. K. Krzeczunowic.l. 
Str. 128, ilustrowane, oprawa płócienna, tłoczenia 
Cena 45/-, przes. 4/6; U.S.A. $6.75, przes. 6Oc. 
MOJA PRYWATNA AMERYKA. Kazimierz Wierzyński. 
Ozdobnie wydany nowy tom prozy świetnego poety. 
Str. 244. 
Cena 30/-, przes. 2/6; U.S.A. $4.50, przes. 5Oc., 
DO NAJ

TSZEJ PANNY MARD LITAN
. Cypri3: n 
Norwid. Wstęp X. J. Jarzębowskiego. "MaryJna poezJa 
Norwida" . 
Wydanie bibliofilskie, egzemplarze numerowane. Dochód 
przeznaczony na Zakład św. Kazimierza w Paryżu. 
Cena 35/-, przes. 2/-; U.S.A. $5.00, przes. 30c. 
DZIEJE POLSKI POROZBIOROWE 1795-1921. M. Kukiel. 
Str. 663, oprawa płócienna 
Cena 48/-, przes. 4/6; U.S.A. $7.00, przes. 6Oc. 
T
CE POLSKIE - POLISH DANCES. 
Zbiór 16 najpopularniejszych tańców ludowych w ukła- 
dzie na głos i fortepian, 12 wielobarwnych plansz strojów 
ludowych. Teksty piosenek po polsku i po angielsku, ry- 
sunki I. Ludwig, oprawa płócienna 
Cena 17/6, przes. 2/-; U.s.A. $2.50, przes. 35c. 
W druku: 
O POLITYCE. Krytycme rozważania. L Orłowski. 
Przedmowa prof. T. Komamickiego. Str. 220. 
Cena 30/-, przes. 3/-; U.S.A. $4.25, przes. 40c. 


OFERTA GWIAZDKOWA - KSI
2KI 
PO ZNI20NYCH CENACH 


Z DNIA NA DZIElQ' F. Goetla, 16/6, $2.50; o Wł..NIERZU CIU- 
LACZU J. Kowalewskiego, 12/6, $2.00; DWA KSIĘ:
YCE M. Kun- 
r.ewiczoweJ, 12/6, $2.00; KARIEROWICZ J. Mackiewicza, 14/6, $2.80; 
WIĘ:2NIOWIE NOCY A. Romańskiego 16/6, $2.00. 
Przy zamówieniu serii 5 książek (wszystkie w płócien- 
nych oprawach) 50% rabatu i cena kompletu £1.11.3, 
przes. 4/6; U.S.A.. $5.65, przes. 70c. 


KATALOGI KSI
2EK WYDAWNICTW 
EMIGRACYJNYCH I KRAJOWYCH 
WYSYŁAMY NA 2
DANIE 


Zamówienia pocztowe wykonywamy natychmiast 
Przekazy pocztowe i czeki prosimy wystawiać na 
ORBIS (LONDON) LIMITED 


. 


BAB"YNA 


*) Strange Communists I Have 
Known by Bertram D. Wolfe. Lon- 
dyn, George Allen and Unwin, 1966; 
str. 222 i 2bbl. 


HISTORIA 


Pandora. 


Składamy wizytę Hamletowi 
...Ale nie temu Hamletowi z tra- traktowana sprawa niebezpieczeń- 
dycyjnej interpretacji, gubiącemu się stwa odradzających się dążności na- 
w wątpliwościach i sprzecznościach zistowskich wywołała długą. i poucza- 
wewnętrznych - lecz Hamletowi, jącą. dyskusję. Doskonały referat pol- 
któremu widzenie straszliwej prawdy ski zastępcy sekretarza generalnego, 
istnienia pozwala umocnić wolę tra- Witolda Grochowskiego, poświęcony 
giczną walki ze zmorą Zła czy wro- odszkodowaniom niemieckim zyskał 
giego Przeznaczenia. ogólną aprobatę. Inne wystąpienia 
Już w wagonie, w połowie tej sto- polskie były również przyjęte wielce 
sunkowo długiej, bo 20-godziDinej, po- życzliwIe. 
dcóży nawiązuje ze mną rozmowę Gościnność urzędowa - niebywała 
przemiły, kulturalny profesor duńl!lki. - wyraziła się w serdecznych, po- 
Ot tak, mimochodem, wyciągam z rywających niemal przyjęciach: śnia- 
pamięci nazwiska Oehlenschlaegera, danie na ratuszu i obiad u ministra 
Kierkegaarda, 
wiaduję się jak na- spraw zagranicznych, przy godnej 
leży je wymawIać, a potem przemi- naśladowania oszczędności kraso- 
łego autora "Nieis iLyhne", Jacob- mówczej: zamiast m6w - miłe ser- 
sena, wspominam naturalnie znanego deczne rozmowy. 
wszystkim Andersena i napomykam Punktem kulminacyjnym wzruszeń 
coś o Brandesie i () historyku filo- stały się normalne, zwykłe uroczy- 
zofii, ktoremu wiele zawdzięczam, stości składania wieńców na wielkim 
H
ffdingu, podkreślając przy tym, że cmentarzu ofiar duńskiego Ruchu 
Klerkegaard odgrywa obecnie tak Oporu. Wyznaję że nie miałem po- 
wielką rolę w europejskim ruchu eg- jęcia o liczbie tych rozstrzelanych 
zystencjalizmu. Towarzysz mój jest przez okupanta i zmarłych w obo- 
widocznie mile poruszony, a gdy do- zach koncentracyjnych i zgasłych po 
wiaduje się, że jadę na zebranie, wyzwoleniu ofiar zesłania. Jesteśmy 
F.I.L.D.I.R.u, twarz jego napełnia świadkami tworzenia si
 jak gdyby 
podniosłe uczucie, dyktując mu iywe, nowego kultu zmarłych w walce o 
gorące wyznanie: wolnoAć, prawdę 1 prawo. Wzruszenie 
- Ależ wy, męczennicy obozów głębokie towarzyszy temu braterskie- 
koncentracyjnych, macie wielką mi- mu hołdowi, złożonemu zmarłym ob- 
sję do spełnienia! Budowę wielkiej, cego kraju, ale z tej samej, zw
a- 
zjednoczonej rodziny europejskiej! nej krwią przelaną.. europejskiej ro- 
Ta miła antycypacja zetknięcia się dziDy. 
ze społecznością duńską w tym wła- Uroczystości tej towarzyszy życz- 
śnie "rodzinnym" kole byłych zesłań- liwe - wbrew zapowiedziom - "paź- 
ców staje się zapowiedzią prawdzi- dziern1kowe słońce bose". 
wego, głębszego spotkania z rzeczy- Prócz uroczystych, a tak wzrusza- 
wistością duńską. jących manifestacji tego nowego kul- 
- - - - - - - - - tu, trudno nie wspomnieć, bo nie 


Bertram D. Wolfe, w młodych la- skiej, siedzibie liberalów, na zebra- Jest to może jedyna historia zakoń- 
tach komunista, rozczarował się gdy niach sowietów robotników, żołnierzy czona tak pogodnym "happy-end"em. 
do głębi dotarł do sprężyn aparatu .i chłopów, w koszarach, w konsty- l'oman 
vlalmoWSKi był bez w
t- 
komunistycznego. Odwrócił się wów- t,ua.ncie i Bóg wie, gdzie jeszcze. :l.a- pienia naj.w.ięk!szej ,klasy pr?
okato- 
czas od Jwmun1iaanu i począł go sy- chowy;wal się nie jako korespondent, l'em jalum rozporządz:ała pohcJa car- 
stamatycznie demaskować w wielu ale Jako uczestnik rewoluejl, która ska. Azef był głosniejszy od niego, 
książkach opracowanych źródłowo i go \Wzekla swoim rozmachem. Jego ale zasięg jego prowokacJu był 

j: 
przekonywająco. Ich znaczenie było 
V05 rewolucyjny, Jak pisze Wol1e, szy, choclJy z uwagi na epokę w JakleJ 
tym wliększe że. Wolfe nigdy ni,; 
ral roi się od bl
ów ii nieścisłości, ale nie dzlałal (r. 1
05). DziałalnoŚĆ .Mail- 
osobistego udzialu 'W okropnOSClach Imało to znaczenia. Chwlla czekała now.skuego przy,padała lIl8. lata poprze- 
wojny domowej w Sowietach, a póź- właśnie na swój wyraz w słowie, i on azaJące rewolucJę sowiecką. Mahnow- 
niej w erze Stalina. Ale przyglądał to siowo wypoWliedział. sKi zruszczony l'olak spod ł'łocka, 
ini się blisko li 
 p
 o tym.co Póżniej me mLal już nic do powie- za miodu .karany za kradzież z wł
- 
zobaczył i o ca;ym Wledział ze zna.J0- dzenia. J:robowal stać się politykiem maniem i inne przestępstwa, po wYJ- 
mości
 rzeczy i ze spokojem history- komW1istycznym, ale we mial do tego, fciu Z więzieIl1la, jaKO metalowlec, 
ka. Jego książki przełożono na 16 danych. ł'rędil{Q zr
 zł:
 
ię, i .to przys
 do 
chu robotnicz,ego. Wnet 
językow. diatego że na d.rugun Zjeździe Mię- stał 8lę prowokatorenl.' .NaJpIerw do- 
ł!ył później doradcą w DepartaDlen- dzynarodówki nie pozwolono mówuć rażnym, a później ze stałlł pe.nsjlł' Po 
cle Stanu, profesorem UIUWersytetU po anguelSKu, ani przekładać, na.
 rewolucji r. 

5, gdy z,,!uązki zawo- 
.kalifornijskiego, a obecnie jest za- JęzyK, WięC me rożunuał co S1f
 dzieje dowe stały mę Jawne, obJIłł w peter- 
'trudniony w B1b1iotece Hoovera. i nie doszedł do głosu. Złożył wtedy sburskim związkU metalowców łltano- 
Na marginesie wi
ych op raco- swój mandat do iKom
tetu wykonaw- wisko kierowIHcze. Uchodził wtedy za 
wań Wolfe ogłosił teraz książkę czego J.\'llędzynarodowki, który puI.- miehszewika. Otrzymal później' zl
 
,Stra.nge' Communist I Have stawal jako "reprezent.ant amerykAń- cenie od swoich zwierzcl1nik6
 poli
 
known....), poświęconą osobliw
 l
- &kich ma5 robotniczych". !4iia1 jednak cYJnych stama 
nę -.bolszewl1Uem l 
dziom i zdarzeniom, z kt.6ryDl1 8lę sZCZI.:ście że !pręl.ko potem wnarł w--zwalczania mienszewików. W ten spo- 
zetknął w czs.sie rewolucji sowieckiej IVlolIKwie na tyfus, co dało sposobność BÓb, jego droga stała Bi
 zbieżna z 
oraz w okresie który ją poprzedzał. zallczerna go w poczet świ
tych pań- 'drogą Lenin.a, .ktory robu to samo, 
Dziś komuniści, na ogół, sił, można skic.h .. hagiografii komurnstycznej. bez UIl1.Strukcji .policyjnej. Na zjeździe 
powiedzieć, mnJiej więcej ,,znormali- Wtedy własIue .przypadł mu w udzia- w Pradze w r. 1
IZ, gdzie uksztalto- 
zowani" i podobni do siebie roby le g
ob pod murem Kremla. O jego wala si
 odrębna part.la .komwustycz- 
ziarnka fasoli. W heroicznym okresie eposie rewolucyjnym jruż si
 teraz w na, lV1alinowskti reprezentowal mo: 
rewolucji, ludzie z różnych środow.isk, hosji nie wie, bo J1Jle Jest potrzebny. -sk1ewskie zwią.zki zawodowe. :l. poręki 
każdy własną drogą i z własnych mo- Angelica Halabanowa, ktorą Wolfe Lenina wszed! do 
Omltetu 

ral- 
tywów, dochodziloi do decyzji zwifłZS- dobrze znał w ciągu długich lat, uro- nego. Wnet bolszewlcy wystaWlli go 
nia się z komunizmem i oddania te- dziła się w zamożnej rodzinie w Czer- jaKO kandyd
ta do 
lWly 
 
 ego wy- 
mu ruchowi wszystkich swoich sił. nichowie, pod Kijowem. Choć wy«:ho- braniu sprzYJało to ze 
o.LicJa skr
t- \ 
Te decyzje były 
dywidualne i ba
- v.:ana w zbytkach,. od dziecka przeJ
a n
e, .zamykała d
 kozy Jego p!zeCl
V- 
dm różne. Toteż w owym cza&e &
 nędzą ludzk
 l w 19-ym roku zy- n1kow. W ])unue M.al.ulowski zaJął 
można było .spotkać bardzo osobliwe cia zerwała z rodzin, by poświ
ć wnet czołowe BtRiIlowisko. :l.godnie. z 
tY'PY komunistów, jacy )
 pó
j się wyłlłCZnie sprawie "zni
enia n
- inst

 
a, a t
e z Ul- 
wyszli z obiegu. Im własrue posWlę- dzy". Drogę do tego wldziała v.: re- str.ukCJaml POliCJ1, dOI?r
wadził,
o .roz- 
cona jest ta ksilłŻka. wolucji społecznej. Jej wychowawe na łamu we frakcJu socJalistycznej l, do 
Wolfe podzielił ją na d2Jiesięć roz- uniwers)"teCie wBru.kseli, gdzie rej utworzenia odrębnego klubu pOsł?w, 
dzial6w, kalŻdy poświęcony człowieka- wodził ł:li.see Reclus, sławny geograf, boJ:.zewików. Lerun przebywał wow- 
wi którego znal, czy zdarzeniu z ja- anarchista, umocniło jlł w wlerze. czas 'W Krakowie';i w PoX:0ninie, i Ma- 
kim się zetknął. Niektóre z nich, jak lV1ówua k1l.koma językami i zdecy- Hnowski często go 
wledzal. Pr
- 
sylwetka Róży Luxemburg Cfl.y Tra- dowała osiedlić się we Włoszech, gdz1.e mówienia Malinowskiego były rue- 
ckiego (których osobiście nie znał), robotnikom działo si
 pod6wczas naJ- zmiernie ostre, często nakła
o. na 
były gdzie illldz.iej już obszernie oma- gorrł;ej. Postanowiła życ tak jak robot- niego różne kary. W tym czasIe Jeg
 
wiane, więc można je Ibwtaj pominąć. nice i postanowienia tego dochowala wynagrodzenie miesięczne z POhCJl 
Inne zasługują na bliższą wzmianikę. do końca długiego życia. doszło do 700 l'b. , 
John Reed jest. pochowany pod mu- W czasie ,plerwszej wojny świato- Z .różnych stron poczęły ,wę Pł:zesą- 
rami Kremla i należy do uŚWiięconej wej, gdy załamała si
 Druga Między- czać podeJrzenia co do roli Mal,,?ow- 
legendy rewolucji sowieckiej. Jest narodowka, a robotnicy, wbrew wie- skiego jako prow
atora.. 
e ze. te 
autorem niewielkiej książeczki "Dzie- rze 8WoilCh przywódców, nie zapobiegli podejrzenia pochodzilr ze .zródeł nu
- 
sięc dni iktóre wstrząsnęły światem". wojnie, Hałaballlowa brala uomał w szewickich więc Lenin. me daw
 .\Dl 
Osiągnęła ona milionowe nakłady w marou 1916 w .konferencji .kobiet w wiary i gorąco go bronił. Nast.lłPił po- 
lcilkunastu językach. Była spisana na Bernie, poświęconej przywrócenó.u po- tern prawdzywy ,,coup de theatre". 
gor/łCo i jak kiedyś "Marsylianka", ikoju. We wrześniu t.r., pod patrona- W maju 1914 Malinowski nie opo- 
zrodziła się z płomienia rewolucji i tem Lenina, odbyła si
 w takimże wiadając się nikomu złożył' mandat 
ten płomień dalej szerzyła. A jak to celu konferencja w Zimmerwald pod do Dumy li. zniknął. Dopiero po ,la- 
się stało? Reed, wychowanek sław- Hernem. W ten spotób zetknęła Slię tach wyszlo na jaw, że tegoż dnia 
lIlego Harval'd University, nie czuł Bałabanowa z LenJinem. W wyniku prezesa Dwny &dziankę uprzedził 
się dobrze w tymi uprzywilejo
aIIlym konferencji w Zimmel"Wald powstała rili1iister spraw wewnętrznych, że :Ma- 
środowisku. ZblJiLŹył się do radykal- nowa mJ.ędzynarodowka komunistycz- li'nowski jest agehtell1 policji i że po- 
nego środowiska literackiego w Green- na. Balabanowa, na życzenie Lenina, stanowiono go wycofac, 'z uwagi na 
wich Village, gdzie w modzie byli objęła stanow1isko sekretarza. I tutaj możliwość wykrycia, co by rzuciło 
Marx, Tołstoj, Isadora DuIlCaIIl i zaczęła się przedziWlll8. komedia po- plaDlę na całą Dumę. Lenin i wtedy 
wogóle wszY'stko co było sprzeczne z myłek. Bo Hałabanowa chciała przy- Jeszcze me wierzył w winę Malinow- 
przyjętymi normami. Zetknął się ze wrócenia pokoju, a Lenin chciał skiego i oskarżenia !przypisywał o.n- 
srodowiskiem robotniczym (jedyny "przeobrażenia wojny ó.mperialis
 trygom miellSZewików, MartoOwa i Da- 
raz w życiu), w czasie wielkiego nej w rewolucję społeczną". Przez ja- na. Napisał nawet na ten temat bro- 
strajku w Paterson i był przez kil- kiś czas Bałabanowa sprawowala swój szurę p.t. "Metody walki burżuazyj- 
ka dni w areszcie. Stąd wyniknęło urząd sekretarski i jeździła po świe- nych inteligentów przeciwko robotni- 
'pierwsze jego dzieło rewolucyjne - cie z dobrą nowUnlł. kom". Gdy dowiedzial .się O kryminal- 
właśnie epos owego strajku. Ale lilie mos.;o to trwać długo. Gdy nej przeszłości Malinowskiego, zbył 
W czasie pierwszej wojny świat- widziała jaik komuniści wi
LŹą starych to slowami: "Wstyd doprawdy za 
wej był korespondentem wojennym socjalistów, 
tórzy z nimi się nie go- ludzkość, jeżeli z meszczęśc osobistych 
w Europie. Sprzyjał wówczas Niem- dzą, gdy była świadkiem, jak z rozka- człowdeka korzysta się w walce poli- 
COlU, jako słabszym od bloku _anglo- zu Lenina i Trockiego, strzelano z tycznej". Malinowski wyszedł z 'Ukry- 
francuskiego. Potem, na wschodnim dział do zalogi Kronsztatu, 
tóra tak cia w Listopadzie 1918, gdy Lenin 
froncie, pIątal .się po kwaterach ro- niedawno jeszcze była sławiona jako był już u władzy. Zjawił się, w Pe- 
syjskich i pokochał Rosję. Pisal o ,puma i chwała rewolucji", zrobiła tersburgu i .zażądal, aby dopuszczono 
Rosji (carskiej, w r. 1915): "Rosyj- rzecz, która nigdy już 'później nikomu go do Lenina albo zaaresztowano. 
skie ideały są najwznioślejsze, rosyj- się nie powiodła. :l.wróciła Leninowi Spełniono to dl'Ugie jego życzenie i 
ska sztuka jest najwspanialsza, ro- swoją legitymację, zrzekła się wszyst- po krótkich ceregIelach, sądowych za- 
syjska kuchnia jest najlepsza" i t.d. kich mandatów li urzędów i uzyskala strzelono. Tak &ię kończy ta niepraw- 
W przeddzień rewolucji, w sierpniu od niego pozwolenie opuszczenia Ro- dopodobua historia zbieżności linii 
1917, znalazł się w Petersburgu. Był sji. Balabanowa była chyba pierwszą .taktycznej Depal'tameutu Policji i 
wszędzie, w kwaterze bolszewików w komunistką na wysokim stanowisku, Lenrna, z udUalem Malinowskiego po 
Instytucie Smolnym, w dumie miej- która opuściła "obóz socjalistyczny". obu stronach. , 
Powróciła do Włoch, gdzie żyła jesz- W olfe podaje jeszcze kilka innych 
cze długie lata i była czynna w de- barwnych historU, ale te kt6re powy- 
mokratycznym odłamie partii socjali- żej krótko streszcząno, są chyba naj- 
stycznej, pod przewodnictwem Sara- przedniejsze. 
gata, dzisiejszego !prezydenta Włoch. 


Dzięki niezwykłej sumienności 01'- 
- ganizacyjnej i poświęceniu przewod- 
niczącego duńskiej grupy byłych de- 
portowanych, zebranie Federacji Mię- 
dzynarodowej Byłych Zesłańców Obo- 
zów Koncentracyjnych (istnieją.cej 
od r. 1951 - F.I.L.D.I.R.) - odbyło 
się w warunkach możliwie najko- 
rzystniejszych zarówno dla pracy we- 
wnętrznej Federacji jak dla poznania 
ojczyzny Hamleta i Kanuta Wielkie- 
go. 
Zjazd był pracowity. Doskonała or- 
ganizacja obrad i wędrówek, uroczy- 
stości i urządzanych przyjęć pozwo- 
liła uczestnikom znieść trudy zjaz- 
dowe z uśmiechem na ustach i opusz- 
czać Danię z uczuciem żalu że ten 
korowód zdarzeń i wrażeń mlinął bez- 
powrotnie. 
O samych - równie poważnych 
jak owocnych - obradach wspomnę 
jedynie że pod holenderską batutą, 
były sprawne- I rzeczowe. Poważnie 



:;:;:
:
:;:;:
:;:;:
:
:;:;:;:;:
:
:
:
:
:;:
:
:;:
:?:;:;:;:;:

;
;

;
;;

;;;
;;;
;;;
;
;;;;

;
;
;
;;;; 
li!i!!: DO POLSKie jj!j!ii 
I tona £ 4-12-10 
R EG s 101 1

1


 


loco stocjo 


fregala 


10C.DEAN ST. 
LONDON,W.I 


można zapomnieć o czarującej go- 
ścinności członków duńskiej grupy 
F.I.L.D.I.R.u. 
Przyjęcie na lotnisku zostawiło nie- 
zwykłe wręcz wspomnienie "gastro- 
nomiczne" . Drugie, u prezesa Cle- 
mensena, było szczytem przedziwnej 
gościnności, smaku i sztuki. Willa, 
zbudowana przez naszego gospoda- 
rza, jest małym arcydziełem we- 
wnętrznego ładu, konstrukcji lekkiej, 
przejrzystej, zespolonej półtonową - 
czy może atonalnlł - gamą barw z 
meblami i całym urządzeniem wnę- 
trza. Serdeczność przyjęcia stawała 
się jak gdyby czwartym wymiarem 
tej naprawdę czarują.cej całości. 
Naturalnie gospodarze zapragnęli 
pokazać nam parlament, zamek kró- 
lewski i muzeum oraz zamek Ham- 
leta. Wyznaję że zdwniony byłem i 
jestem wspaniałością budowli wzno- 
szonych na miarę wielkości wewnętrz- 
nej tego małego liczebnie narodu i 
zgromadzonych przezeń bogactw kul- 
turalnych. 
Nie znając języka duńskiego, naj- 
łatwiej można si
 porozwnieć po nie- 
miecku i poza tym po angielsku. 
Francuskiego uczą, się teraz tłumnie 
- jak mnie zapewniał jeden z sym- 
patycznych gospodarzy - z okazji 
francuskiego małżeństwa następczyni 
tronu. 
Pomimo dość upowszechnionej zna- 
jomości języka niemieckiego, nie zda- 
ją się Duńczycy żywić sympatii ani 
dla Niemców, ani dla Rosjan, zwłasz- 
cza w Ich sowieckim wydaniu. Opro- 
wadzający po muzeum z lubością po- 
kazywał nam pamiątkę z czasów woj- 
ny o Schleswig-Holstein: puchar 
pięknie rzeźbiony, gdzie wśród sta- 
rych bóstw skandynawskich jakiś po- 
twór pożera głowę Bismarcka. 
Rzecz szczególna że i dla imperia- 
lizmu dolara też nie mają tu sym- 
patii. 
Głęboko natomiast w świadomości 
duńskiej tkwią niewątpliwie korzenie 
przyjaźni dla bratnich narodów i 
państw skandynawskich, a potem dla 
Anglii. 
Mówię to oczywiście lila podstawie 
krótkich, "migawkowych" zetknięć 1 
rozmów przelotnych... 
A wszystko oglądam, odczuwam, 
przeżywam w łunie przedziwnej go- 
ścinności, braterstwa broni i dyskret- 
nej dumy, że będąc małym - liczeb- 
nie i terytorialnie - państwem, moż- 
na być wielkim narodem. 



 L,. ZaIe8kL 


. ;Nr 1081/1082, 18/25 December, 1966 


- u.::::' 


f;1 
, 


22,RCLANC GARCENS. S.W.7 . FRE -3175 


- 


W znakomity sposób uzupełnisz listę 
ulubionych potraw dodając do niej 
chińskie dania gotowe 


:19 


produkowane w Ameryce ściśle według autentycznej 
recepty chińskiej. 
* Pełne danie sporządzone W ciągu kilku minut: 
Wołowina - Kura - Krewetki 
* Przyprawy kuchenne do zwykłych dań: 
Sosy - Jarzyny - Makarony 
W szystko ze specyficznym posmakiem 
doskonałej chińskiej kuchni. 
Zamawiaj LA CHOY w firmach: 
B .. H I N S li I & Co. Ltd. 
41 Harrington Road, London, S. \V. 7. 
Andrews Oeliea.eies Ltd. 
Larch Mili, Bleasdale Street, Royton, Lancs. 
K. G.Foods Ltd. 
Commercial Road, Shepton MaIlet, Somerset. 


----......----------------------------------------... 
- - 
- . 
= Najlepsze życzenia świłteczne i noworoczne = 
- . 
= składa wszystkim swoim klientom = 
- . 
- . 
! Anglopol 'ravel Limited 
 
- - 
. _ . obecna I adre s - . 
_ uprzejmIe przypOllunająC, ze nazwa _ 
- . . 
_ są następujące: = 
= . 
= GENERAL & OVERSEAS TRAVEL AGENCY LTD. = 
- - 
= a':;', 
 (INCORPORATING ANGLOPOL TRAVEL LTD.) : 
- 

 . 
_ fl . 
= .... 42 Brook Street, MayEair, London, W.l. : 
- . 
= " Telephone: 629. 4161/5 (STD Code 01) : 
. ;: ! 
i_______..___.___.__________________________._____.-. 


DYREKCJA KAWIARNI I RESTAURACJI 


,;9J
" 


przesyła serdeczne życzenia świą- 
teczne i noworoczne wszystkim swo
 
przyjaciołom i bywalcom ka wiarru 


20 Thurloe St., S.W.7 




 
Najlepsze życzenia 
ś\VI4TECZNE I NOWOROCZNE 
składa swoim Klientom 
POLSKA PRALNIA FLEET LAUNDRY 
144 Fleet Road, Hamstead, N.W.8 
Telefon: GUL 1770 


PRENUMERATOROM 


"W I A D O M O Ś C I" 


najlepsze życzenia przesyła 
paryska " L I B E L L A"
>>>
Nr 1081/1082, 18/26 December, 1966 


WIADOMO.CI 


17 


Komisja Odczytowa Polskiego Radia OSTATNIA WILIA dOZEFA BECKA 
ClągnlłCY się od dawna cykl wypo- Dodaję natychmiast, te od czasów 
Wkrótce !po powrocie z Tokio, zo- dzi, dwóch, najważniejszych, należy gruntownej znajomości języka były wiedzi na temat Żydów, nudzi wielu gdy jeszcze nie wiedział o istnienl
 
stałem powołany w r. 1931 na sta- tu przypomnieć. dokonane przez nią. przekłady dzieł . 
nowisko przewodniczą.cego Komisji Karol Szczapa-Krzewski zabierał Jacka Londona, Aldousa Huxleya i czytelników. Mme - za każdym ra- Komendanta! Ja - od szkolnych lat 
Odczytowej Polskiego rladla i zajmo- głos dosyć rzadko, ale umiał wtedy in. Krytyka, doceniając wysoq war- zem - przypomina ostatnią Wilię "uwielbialam" numer 13 - bez za- 
wałem je aż do wybuchu drugiej woj- zabłysną.c świetnym znawstwem na- tość jej przekładów, nie dosyć uwy- mego męża. strzeże6 Mąż ój j dn . 
ny światowej, pełniąc te ODOWią.z.Ki szej literatury. Nie zdążył urzeczy- datniła zawarte w nich twórcze war- . . m z e ym. zawsze 
obok pracy zawodowej w minister- wistnić żywionego od dawna zamiaru tości. W powIeściach Londona Mu- 13, tyko nie przy stole wigilijnym, 
stwie spraw zagranicznych. Pozosta- napisania pracy o okresie pOl.ytywiz- rzyni zamleszkują.cy wyspy Oceanii, Rok 1943 w Rwnunii. Jesteśmy w bo to oznacza śmierć jednej z osób 
wiono fil swobodę w dobraniu sobie mu, do której przygotował mnóstwo mówią koślawą angielszczyzWł, Uw. B k dzi l j il U ' 
dwu stałych współpracowników i za- notatek. Polemizując, potrafił zadać 'Pidgin English. Dla tej gwary stwo- u areSZCIe, w przy e one w , w następnym roku. Wszyscy wIedzie- 
pewniono ścisły kontakt z władzami śmiertelny cios, ale było to zawsze rzyła tłumaczka wspaniałe polskie pod ochroną 28 żandarmów, 
 podo- liśmy o tej jego słabostce. 
kierowniczyn1i oraz poszczególnymi pchnięcie szpady, a nie uderzenie kło- odpowiedniki, a powołane przez nią ficerów, l oficera (zmienianego co Chłopcy zatelefonowali że stanow- 
wydziałanll Polskiego Radia, których nicy. do życia monstra językowe nieraz k'lk dno i d 6 ta " h Ó . '" . 
przedstawiciele mieJ.! sporadyczwe Pozostał mi w pamięci oparty o znajdowały potem drogę do prac in- I a l) 4 o Jnyc agent w cro zaden z nich nie przyjdzIe I wy- 
uczestniczyć w obradach Komisji. Do poduszki łożka w jerozolimskim szpi- nych pisarzy. policJi. Posterunki, z bagnetem na tłumacZQ. się po świętach. 
jej zadań należała przede wszystkim talu. Przyszedłem. po raz ostatni Z pisarstwa pani Stasi emanował karabinach, chodzą dzień i noc pod Schaetzel Rogoyski moja Buba i 
ocena materiału, który Imał być na- pożegnać go przed wyjazdem do zawsze optymizm i radość życia, wy- kn i N " arl " 
dany przez mikrofony Polskiego Ra- Chin. Kilka dni wcześniej odwiedził rastające z wIary w cilłogłą ewolucję o am. o WlęC, me wyg 1 'l""a Slę ja zaczęliśmy szaleć, szukajq.c sposo- 
dla bądź to na całą Polskę bądz w go gen. Sosnkowski. Szczapa, major ku coraz jaśniejszej przyszłości. Tej plzez okna parteru. Z plerwsze
o bu jak zaradzić tej trzynastce. :M4Ż 
zasięgu poszczególnych stacji. Mate- piechoty, był już od dawna poza postawie duchowej zadała ostatnia _piętra można patrzeć na wielkie mój już był bardzo c1ętko chory ale 
riał był bardzo bogaty, obejmujący służbą wojskową. Rozmawiać ze mną. wojna cios śmiertelny. Zbrodnie oby- d al ' 
krótkie odczyty, pogadanki, audycJe nie mógł, bo rak krtani zniszczył mu dwu okupantów ujawniły nikczemne rzewa w ei i na niebo. jeszcze schodził na dół na kolację. 
zbiorowe i t.p. Audycje o charakte- struny głosowe. Na jednej z karte- składniki natury ludzkieJ. Dwie ogło- W ciężkich warunkach interno- Gdyby nawet znalazł a1ę ktoś chętny 
rze specjalnym jak np. rolnicze i t.p., czek, które mi podawał, napisał: "Był szone po wojme kSilłŻeczki, "Dziwy waDia. dowodem wielkiej łaski policji ze znajomych to juŻ nie otrzyma 
nie należały do zakresu studiów Ko- u mnie Szef. Przeniósł mnie do re ze- życia" i "Kobiety", stanowią. przej- b ł d ) i ' 
misji, natomiast współpracowaliśmy rwy". Pociecha wodza dla umierajq,- mujące dokumenty zma&'ań i klęski, yo u zie an e czase.n }Jozwolen m(,- przepustkI. St6ł nakryty, zbliża się 
w przygotowaniu auoycJi w językach cego żołnierza. a w niektórych icn fra&'mentach do- jej córce na zaproszenie znaJomych 8-a. Sehaetzel, Rogoyski ofiarowywa- 
obcych. Komisja zorganizowała także Przyszli autorzy prac o JuliWlZu patrzeć się łatwo momentów autobio- polskich uczniaków czy stuoentów. li się iść na spacer i wróciĆ po Wilii 
audycje w języku nowogreckim, ikto- Kadenie-Bandrowskim zwrócą nie- graficznych (,,!Matki"). Podczas po- . 
re z Warszawy nadawano przez kilka chy'bnie uwagę na szeroki i głęboki wstania warszawskiego przeżyła pani Zwykle działo się to 19 marca (imie- MfłŻ mój nie zgodził się kategorycz- 
lat na Grecję, nie mającą. jeszcze zasięg wiedzy tego pisarza. Wypo- Stasia tragedię osobistą, która nie Iliny mego męża) i na Wilię. Dawa- nie, udają.c że sytuacja nie jest zła, 
wówczas w
asnej r"

ostacJi. wiad
e przez niego n,a posiedzeniach zabliźniła się nigdy: jej jedyną, oko- no wtedy goścIom specjalne przepust- bo on i ja bardzo lubimy trzynastkę! 
Członkowle KOlWsJl przesłuchiwali KomlsJi uwagi, trafne 1 mądre, ce- chaną córkę, Ewę, lekarkę, zamordo- 
również nadawane audycje, aby 0- chował maksymalizm kreślonego 11'0- wali Niemcy w SZipitalu polowym ki, ale tylko tym których zaaprobo- Nastrój robi się koszmarny. Wszy- 
prócz oceny ich treści, móc wypowie- gramu i śmiałość postulatów, nie wraz ze wszystkimi znajdującymi się wała policja. W okresie, o którym pi- scy silą się na wesołość, dowcipy. Ni- 
dzieć się o radiofonicznych walorach liczących się z realnymi możliwościa- pod jej opieką. rannymi. Do tego szę, mieszkał jeszcze - w tej samej komu się to nie udaje Nakryć 
poszczególnych prelegentów. Wsp61- mi. Ale o tych "in magnis voluisse" bólu pani Stasi przyłączyła się go- -' 
nie opracowaliśmy "Poradnik dla zawsze pozostawała nam pamlęć dro- rycz z powodu wielu krzywd wyrZ/ł- willi - m1n1IIter Antoni Roman z sprzątnęło się dwa. Na 14-ym miejscu 
prelegentów radiowych", a książecz- gowskazu skierowanego ku nęcącym, dzonych najbUższernu jej człowieko- żoną, jego sekretarz 1 wierny sekre- sadzam Hajduka. Przygarniętego za- 
ka ta, 
dana przez. P;lskie . Radio, choć niedościgłym. horyzontom. wi. Dawniej radosna i zwycięska, w tarz mego męza Doman Rogoyski biedzonego -kundla adorującego' me- 
jest dziś zapewne blbllograflcznym Kaden, który mlał tylu zawistnych smutku odeszła na zawsze. ' 
białym krukiem. i niechętnych, na terenie naszej W pracach Komisji Odczytowej, Minister SchaetZel był jedynym, któ- go męża. 
Posiedzenia Komisji odbywały się współpracy zyskał jedynie przyjaciel- skoro o nich tutaj mówimy, uczest- remu woino było przychodzić codzień. 
raz na tydzień; dyskutowano na nich skie i serdeczne uczucia. niczyła pani Stasia przez caly czas Warunki internowania Romana bYłY 
sprawozdania przedstawione przez Korzystając z udzielonego mi przy- istnienia tego zespołu. Była przyikla- Pol był 
m. Naleiał do przy ja- 
członków Komisji. wileju poprosiłem o stały udział w dem pracowitości i sumienności, przy- skrajnie inne: mógł wychodzić kiedy ciół mojej córki. Był studentem, inte- 
Tak to w bezbarwnym skrócie pracach Komisji Oda,ytowej StanI- noSlla nowe pomysły i idee, dając chciał, z jednym tylko cywilnym agen- ligentnym, wesołym, serdecznym 
przedstawiały się nasze prace, a wra- sławę Kuszelewską-
8ką i przy- nam swym zapałem zachętę, będącą tern. Mężowi memu było to zabronione. 
cając do nich wspomnieniem, powi- rodnika Stanisława Sumińskiego. ważnym czynnikiem w każdej pracy. chłopcem. Przyznał się kiedyś do wie- 
nienem poświęcić kilka słów tym, Sumiński wniał mówIć o przyro- Sama wybitna prelegentka, we lekce- Nawet wyjazd do dentysty; trzeba by- lu przykrych szykan na uniwersyte- 
którzy w rOzmaltym charakterze w dzie w sposób, który zbliżał do niej ważyła w ocenianych materiałach ni- lo go sprowadzać. 
pracach Komisji uczestniczyli. Byli to jego słuchaczy. Było w tych poga- czyjego, nawet jawnie nieudolnego Na Willi r. 1943 miało b y ć 16 osób. cie. MfłŻ polecił mi pójść do Michai 
głównie kierownicy i pracownicy dankach coś z Kiplinga 1 Dygasiń- wysiłku, poddając każc1Q. nadesłaną Antonescu (premier, żaden krewny 
działu programowego Polskiego Ra- skiego, a może najwięcej ze zniewa- pracę drobiazgowej analizie. Miała dar Nasze dwie rodziny z domownikami, ich "duce"), wie1k1ego gentlemana i 
dia. lającej prostoty Biedaczyny z ABsy- doszukiwania się piękna w codzien- Emin Bey Ressul Zade. z żoną Wandą 
'FrancIszek Pułaski wnosił atmo- żu. Słuchając Swnińskiego zdawać ności, miała jakiś 'rullkinowski pęd uroczego człowieka, który zawsze mi 
sferę prawdziwej kultury 1 spojrzenie się mogło, że to profesor :przyniósł do tworzenia toczlłcemu się życiu na- - Polklł. On był wysokim dygn1ta- pomagał, gdy chodziłam do niego w 
doświadczonego Europejczyka na sze- z gabinetu zoologicznego np. wy- dobnego otoczenia. Surowo tępiła rzem republiki Azerbejdtanu, potem sprawach różnych ludzi. Bezsilny był 
rokle dziedziny stoją.cych przed na- pchanego ptaka, który pod magicz- szpetotę, niechlujstwo przechodnia, emigrantem osladłym w Police. &dy l '
 
mi zagadnień. nym wpływem wykładu powoli wraca niedbalstwo władz, a tryumfalnie 1 ty ...0, gdy chodziło o los Becka. No, 
Halinie Sosnowskiej wiedza f1lozo- do tycia, otrząsa się na swej ga- radośnie głoslla każdy objaw uplęk- Kaukaz zajęli boluewicy. Ona dow- ale to inne sprawy. Do8ć że uzyska- 
liczna, zdobyta w szkole Witwickie- łq.zce, zaczyna trzepotać skrzydłami szenia zewnętrznego wyglądu Pol- cipna, inteligentna dama. Reszta: łam dla Pola prawo mieszkania przy 
go, ł..ukasiewlcza, Tatarkiewicza 1 i podnosiĆ się do lotu. W słowach ski młodzież, - towarzvaze moie j córki. 
Kotarbińskiego, pomogła w osiągnię- prelegenta, nie uciekającego się do KiedyJj,- źartując, rozdalilłmy człon- ,,
nas. Dzięki temu lIie groziło mu już 
ciu równowagi Slł4u i zdolności de- namaszczonych zwrotów, pulsowało kom Kom1Bjl zmyślone tematy ich Wśród nich Pol - nazwe go tak - - jako żydowi - nagłe wywiezienie 
cydowan1a w sprawach spornych i to uczucie obejmujące bratersko przyszłych 
adanek. Temat przy- ktory już mieszkał 11 nas. z Rwnunll. Moje serce ujął Pol, gdy 
trudnych. Czesław Miłosz nazwał ją wszystkie żyjące istoty, które kazało dzielony pani Stasi ooalł tytuł: "NIe- willa miała bvć _ P owiedzm y o 
kiedyś Junoną.. Na jej iklasyczną u- świętemu Nauczycielowi Sum1ńakiego rzucać papierków!". "pewnego dnia, nie chciał z Bubq. l 
rodę, przypominającą posągi Ateny, nazywać wilka bratem. Myślę te u- Ze szczerym podziwem m6wlla o S-ej. GdzieJj po 6-ej telefonuje jeden z Rogoysklm słuchać radia, puszczać 
pada dziś Iblask bohaterstwa. Oprócz lnierając w niemieckim obozie kon- pracach prezydenta Stefana Starzytl.- zaproszonej trójki atudentów, że prze- płyt, tylko rozmawiał ze starszymi i 
piszącego te słowa, tylko ona jedna, centracyjnym, prof. Swnińsk1, bez skiego zm1erzają.cyct} do upiększania 
z wymienionych tutaj, pozostała przy jakiejkolwiek sztuczności mógł się Warszawy, radowała a1ę katdym no- praszają., ale na Wili, nie przyjdłł. Na- wcześnie poszedł spać. Nazajutrz po- 
życiu. zwrócić do swego dozorcy słowam1: WYffi zieleńcem, każdym szeregiem mowy mojej córki nie pomagają, bio- wiedział mi że otrzymał wiadomość o 
Hemyk Mościcki przychodził na "Bracie Lotrze!". drzewek zasadzonych wzdłuż ulicy. rę słuchawkę i Wyjaśniam te chociaŻ śmierci rodziców. Tragiczną wiado- 
każde posiedzenie Komisji. Oszczędny A na koniec ta. której pamię:l to PlIIzą.c kiedyś o jej wojennych 
w słowach, stosował w pracach ra- wspomnienie poświęcam, pani Sta- książeczkach powiedziałem te osiąg_ jeden przyjść musi, bo nie chcę trzy- mość o ich barbarzyńskiej śmierci. 
diowych metody naukowe, do których nisława Kuszelewska-Rayska - pa- nęła w nich patos bez koturnu. Pa- nastki przy wigilijnym atole. :Mówią · . · 
przywykł w swych pracach uczone- ni Stasia, jak nazywaliśmy ją. wszy- tosu, w pospolitym ałowa znaczeniu, że byli już na kilku W1liach 1 te BIł Po świętach, trzech studentów wy_ 
go-historyka. Był on stałym łączni- scy. nie cierplala 1 umiała go 
ględ- 
kiem między Komisją a działem pro- Poznałem ją na samym progu nie- nie wyszydzić. NIe dzięki górnolot- pIjani. AlOzmawiają - na zmianę - jaśniło, że nie mogli zasiąść do Wigi- 
gramowym Polskiego Radia. podległości. Przybyła wtedy do War- nym słowom, ale dzięki przenikają.cej zupełnie tl'ZeźwO 1 normalnie! Proszę gli w towarzystkie 
yda. Celowali w 
Zofia GrochoIska trzeźwym i kry- szawy z dalekich kresów wschodnich, ją. szlachetności, dzięki jasności l czy- ich... obiecują dać odpowiedź za go- Pola. 
tycznym słowem umiała trafnie o- przynosząc ze sobą atmosferę walki stości myśli, pozostała IW nallzej pa- 
świetlać usterki, nakładać tłumiki i tego entuzjazmu, który stanawll mięci jako duch wysokiego lotu i ja- dzinę - który przyjdzie. W kUka miesięcy później, umarł 
lub uwypuklać zalety omawianych cechę żołnierzy Polskiej Organizacji ko bliski człowiek. Niemało przyczy- Rozmowę tę słyszał mój lJUłŻ, które- mój mJłŻ, 
materiałów. Pomagała nam niemało Wojskowej. Była jednym z nich. En- DUo się do tego że nasze skromne 
w pracy, nie szczędząc krytyki przed- tuzjazm był niezmiennym rysem jej zebrania nieraz zmieniały się w sym- go ulubioną cyfrą. była trzynastka. 
stawianym przez nas krytykom. W charakteru, łącząc się - co rzadko się pozjony, wytsze poziomem od poata- 
niemlecldm obozie koncentracyjnym zdarza - z silnym poczuciem rzeczy- wionych nam zadań. 
brutalnie zamordował ją jeden ze zbi- wistości. Jak gdyby Ikar, projektują.c Patrząc z perspektywy długich lat 
rów. swój lot, równocześnie obliczał grot- na pracę tego szczupłego grona lu- 
W posiedzeniach Komisji uczestni- ną dla jego skrzydeł silę promieni dzi, wierzę iż w zbiorowym dorobku 
czyli od czasu do czasu pracownicy słonecznych. tamtych czasów. 
sto tak niespra- 
rozmaitych działów Polskiego Radia Wkrótce potem zaczęły ukazywać wiedliwie lekceważonym i aponiewie- 
albo goście zapraszani od hoc w cha- się jej felietony, zawsze oryginalne ranym, znalazła się bardzo drobna 
rakterze rzeczonazwc6w lub opinio- i śmiałe, pisane doskonałą. polszczyz- cząsteczka, bęc1Q.ca owocem wspólnie 
dawców. Nie mogąc wyliczyć wszy- ną. Wielkie oczytanie pozwalało jej podjętych przez nas trudów. 
stkich, ponieważ i udział ich był ra- poruszać się swobodnie na obszarach 
czej przelotny i pamięć może zawo- literatury światowej, a świadectwem 


"aD Fr7l1Dc. 


Francuska książka polskiego socjologa 


Chcę tu dać wyraz żywemu wraże- 
niu, jakie zrobiła na mnie książka 
- nie czytana - i rozmowa z jej 
autorem. Chodzi o wydaną w Paryżu 
pracę Leona Epszteina. 
Polacy, którzy ogłaszają drukiem 
dzieła naukowe w obcych językach, 
zasługują. na szczególną uwagę. Do 
nich 
ależy Epsztein, od r. 1948 pra- 
cują.cy w paryskim Centre National 
de la Recherche Seienilifique. Jest on 
rzadkim okazem wierności przedmio- 
towi swych badań. W r. 1962 zdabył 
dyplom doktorski na wydziale des 
Lettres et des Sciences Humaines 
Sorbony. Teza jego ukazała się z koń- 
cem listopada b.r. w wydaniu książko- 
wym u, Armanda Colln. Tytuł wiele 
mówiący: "Ekonomia i moralność w 
pocZQ.tkach kapitalizmu przemysłowe- 
go we Francji I w Wielkiej Brytanii 
(L'Economie et la morale aux d
buts 
du capitalisme industriel en France 
et en Grande Bretagne)". Długi, ucz- 
ciwy tytuł, który sam przez się jest 
programem. 
Zagadnienie wzajemnych stosun- 
ków między ekonomią a religią i mo- 
ralnością dręczyło autora już od pew- 
nego okresu studiów uniwersyteckich, 
odbytych najpierw w Lozannie, Pary- 
żu .1, Wiedniu oraz częściowo w Pol- 
sce
-(w latach 1936-1938 słuchał Ste- 
fana Czarnowskiego i Stanisława 
Ossowskiego), następnie znowu w Pa- 
ryźu i Londynie. Te dwa zasadnicze 
etapy były przedzielone przerwami 
od niego niezaleŻDymi, jak udział w 
kampanii wrześniowej (w kawalerii) 
I pięć 1 pół roku Oflagu. "Starałem 
się =-- nadmienia nawiasowo - nadal 
studiować tam socjologię. 
Takie uboczne uwagi o barwie jak 
gdyby usprawiedliwiania się, rzucają 
światło na intencje autora. 
;postaram się powtórzyć to co wiem 
od. niego o tej pracy, którą miałam 
sposobność przejrzeć w całości I prze- 
czytać w ustępach. Wydaje mi się ona 
osiągnięciem pod pewnymi względa- 
mi odkrywczym. Pisał ją. o Francji i 
Anglii, "ale - dodaje - z myślą o 
niektórych objawach życia polskie- 
go". W przeciwieństwie do przeważa- 
jącej tendencji traktowania tematu 
w spoSÓ'b abstrakcyjny, głównie z 
punktu widzenia filozoficznego, autor 
wnleszcza go w określonych ramach 
czasowo-przestrzennych, a mianowi- 
cie w pierwszej połowie XIX w., w 
krajach które zajmowały wówczas 
przodujące miejsca w gospodarczym 
rozwoju świata. Wybór ten podykto- 
wało przeświadczenie że do dziś żyje- 
my w znacznej mierze w zasięgu prą- 
dów, które wzięły początek w pierw- 
szych dziesiątkach lat ubiegłego stu- 
recia. 



OOOOOO
OO
OOOOOOOOOO 


Mam w ręku tylko lutne arkusze aniżeli znakomitości sławne przez swą 
rewizji książki. Sam spis rozdziałów oryginalność. Zaznajomienie się z Ich 
jest wielce obiecujący. Pierwsza część koncepcjami uważa. za tym bardziej 
poświęcona jest przede wszystkim pouczające że przez porównanie uwy- 
pogoni za zyskiem, jako zasadnicze- datniają. teDdencję do skrajności prze- 
mu 'bodźcowi kapitalizmu liberalnego, ważają.cą we Francji. 
który nabiera szczególnej mocy od r. Zastoso'\\"anie metody porównaw- 
1815. Fale spekulacji wzmagają się i czej, służą.cej do wyłowienia i podkre- 
zataczają coraz szersze kręgi. Od- ślen1a tego co Istotne i typowe, wyda- 
bijają się nie tylko w dziełach je się sżczególn1e cenne w pracy o 
ekonomicznych, ale i w literaturze. charakterze socjologicznym. 
Obok wszechmoŻDej żądzy wzbogaca- Nie bez wpływU na obranie tego 
nia się autor skupia uwagę na dwóch stanowiska. - konkretnego, ludzkie- 
innych zjawiskach ściśle z nią zwią- go - jest' droga, która doprowadziła 
zanych. Są nimi: następstwa konku- autora do socjologii w ogóle 1 do tego 
rencji, zgubne zwłaszcza dla klasy ro- tematu w szczególności, droga wy t- 
botniczej, oraz czysto formalne, złud- kn1ęta częstą. zmianą środowisk. 'Wy- 
ne oblicze wolności gospodarczej, któ- chowany w tradycjonalistycznej at- 
rej ofiarami padali nawet uprzywl1e- moaferze dworu polskiego, obracał 
jowanI. się, POCZQ.wszy od studiów wyższych, 
Druga, obszerniejsza część pracy w liberalnych kołach miejskich, a po 
omawia reakcje, jakie nal!ltępstwa re- wojnie zetlmq.l się z rzeczywistością 
wolucji przemysłowej wywołały wśród socjalistyczną. Przejście przez te tak 
ekonomistów i reformatorów spolecz- zasadnicze etapy, te zmiany środo- 
nych. Zaczynając od tradycjonalistów, wisk społecznych l krajów zamiesz- 
autor zatrzymuje się na progu kon- kania, otwierało mu - tak to sobie 
cepcji socjalistycznych. Są one stOSUD- wyobrazam, wnioskują.c z jego słów 
kowo lepiej znane, szczególnie gdy - coraz to nOwe pole obserwacji, wio- 
chodzi o Francję. Naturalną bowiem dą.c ku pluralizmowi i globalnemu u- 
koleją. rzeczy, uczeni badający rozwój jęciu rzeczywistości. 
myśli społecznej są skłonni brać pod Trudno jest więcej powiedzieć bez 
uv:agę.przede wszystkim autorów wy- zaznajomienia się - podchodząc do 
rózniaJących się pewną skrajnością tego z odpowiednim przygotowaniem 
poglądów. otóż Epsztein starał się, - z całoścIą. książki.. Mam Jednak 
wbrew tej tendencji, przeanalizować wrażenie że już sporo skorzystałam z 
st
owisko rzeczników drogi pośred- uważnego przeczytania wstępu, a 
nieJ. Potraktował na:jobszerniej doro- szczegółniej konkiuzji. Podsumowują.c 
bek licznych myślicieli brytyjskich, w niej rezultaty swych badań, autor 
którzy, pozostając często w cleniu na- zwraca specjalną uwagę na realizm 
wet we własnym kraju, odzwierciedlą- myślicieli brytyjskich w przec1wsta- 
ją ogólną opinię przeważnie wierniej wieniu do pewnego romantyzmu re- 
formatorów francuskich. Wyłan1a.14 
się przy tej sposobności bardzo istot- 
ne zagadnienia, 
re do dziś niewiele 
straciły ze swej aktualności i które 
dotycZQ. nie tylko obu wymienionych 
krajów. 
Doskonały język pozwala autorowi 
przemycać masę erudycji, która w 
mniej jasnym przedstawieniu mogła- 
by przytłoczyć. Jest to ten rodzaj pi- 
sania, który sprawia że chwyta się 
główną. myśl nawet gdy pewne szcze- 
góły pozostają niedostępne. Nie posu- 
wa się aż do popularyzowania, ale 
udostępnia. 
.Jest to książka pokatnych rozmia- 
rów: liczy 357 stron, z których prze- 
szło 20 poświęconych bibliografii i 
niemal 10 indeksowi nazwisk. 
Pragnęłam zasygnalizować ukaza- 
nie się jej tym, którzy Interesują się 
historilł i myślą. społeczną w ujęciu 
socjologicznym. w nadziei że natrafi 
na krytyka świadomego rzeczy. Cle- 
uę się że taką książkę napisał Po- 
lak. 


-------------------....--- 
- . 
_ WACLAWA GRUBI1Q'SKIEGO . 
- . 
_ dwie książki o Rosji . 
- - 
= MIĘ:OZY MŁOTEM = 
= A SIERPEM : 
= (czyli pogodna podrM: po piekle) = 
: cena 9& = 
: LENIN = 
= (czyli dyktatura cyniczna) = 
= cena 4s. = 
= Skład gl6wny: "V E R I T A S" = 
- . 
-------------------------- 


Wszystkie książki, nadsyłane BIł re- 
dakcji ..Wiadomości", notowane są 
w specjalnym dziale wraz z kr6tklm. 
om6wieniem. 


Zofia Ko&u'yDowa. 


. 


. 
Jadwiga Beckowa. 


Co mi li, w Sudanie zdarz)lo 


I znowu, i znowu. na WIgilię zo- 
stałem sam. Miałem nadzieję na hucz- 
Ile polskie święta wspólnie z kraja- 
nem i przyjacielem Mietkiem M., ale 
jego wczoraj wysłano do Kairu a 
mnie dziś rano, na calutki dzień do 
późnego wieczora tu - do KOIIt1! Lu- 
bię Kost!, tę dziurę w moście, ale nie 
w Wlgllię. Wrócę do Chartwnu choć- 
- by w nocy, bo przynajmniej z synem 
chcę pogadać o WigilU. Nie chodzi mi 
o sentymenty, ale niech aię chłopak 
czegoś poiytecznego dowie. Opowiem 
mu także tę zabawną przygooę, jaka 
mnie tutaj spotkała mniej wIęcej go- 
dzinę temu. Była to przygoda w jego 
stylu, dziecinnym i fantastycznym, 
i kosztowała mnie trochę zdrowia. 
otÓŻ pod wieczór wyuedłem sam 
nad brzeg Białego N1lu. Przez lor- 
netkę oglądałem ptaki, te cudowne 
kiejnoty Sudanu, ale głównie mialem 
nadzieję że wypatrzę gdzieś - na- 
uego bociana. Na wiosnę widziałem 
ich odlot: wspanialym łukiem leciały 
ponad moim domem, od horyzontu do 
horyzontu, na północ. Zostawiły mnie 
w złym stanie nerwów. Nie widziałem 
ich powrotu. A dziś na próżno ich wy- 
glą.dałem... nie, ani jednego, nawet na 
lekarstwo. (Na lekarstwo?). W oddali 
krążyły żurawie, pełno Ich tu, wróciły 
w listopadzie. Tu i ówdzie czarnono- 
gie i czarnodzlobe miejlIcowe bocia- 
ny Abdima, niedaleko para arcybo- 
cian6w v.1elkich pięknych boćków 
Dżariba, o żółtych siodełkach u na- 
sady dziobów. A naszych skromnych 
- ciconia-ciconia - ani śladu. W 
końcu odjąłem od ocz
 lornetkę i 
ostro zawróciłem by iść do hotelu: 2'dv 
wtem, wpół obrotu, zobaczyłem ze 
tuż za mną atał najprawdziwszy, nasz 
bioło-czerwony bociek! Wryłem nogi 
w piasek, zdwniony. 
Bociek musiał być stary, po niejed- 
nej już podróży, spoglądał na mnie 
przymruzonym okiem. 
Raptem zakłopotałem się. Przeciet 
mógł to być Holender, Francuz, Ru- 
mun, Rusek a może nawet Niemiec. 
Wreucle odezwałem się do niego po 
angielsku : 
- Hullo, good evening. 
Odparł mi krótko, z arabska: 
- No ingl1zl. 
I dodał: 
- Mówte pan po polsku, po twarzy 
widzę, te! pan Polak. 
Lody pękły. 
- Z których stron pan przyleciał? 
- zapytałem gorą.co. 
- Siedleckie. 
- Panie drogi! Panie drogi, prze- 
cież pan - niemal m6j krewniak. Ja 
ta1de jestem z lubelszczyzny. W 
SIedlcach zdałem maturę. Siedl- 
ce! Bogu dzięki ze świat jest tak 
straszliwie, tak okropnie mały. 
I wyciągnąłem do niego rękę. On 
powoli podał mi zimną. mokrą.. w 
czerwoną piQ.Stkę skuloną łapę. Trochę 
mnie to przywróciło do równowagi, a 
jego ustawiło we właaciwej perspek- 
tywie, że to przecie - ptak. Widocz- 
nie to zauważył, bo się nabzdyczył. 
Zawstydzony, powiedziałem, z mizer- 
nym uśmiechem: 
- Proszę pana, jak to miło, co 1 
Bo to dmlaj Wigilia... 


A on powiada: 
- Co? 
Więc mówię: 
- No tak, Wigilia. 24 grudnia. O, 
widzi pan, mam tu opłatek, w liście. 
z Polaki Przyllłała mi go krewniacz- 
ka, bUlika mi bardzo Zollia z Lublina. 
WIdzi pan - z Lublina. Przełamiemy 
si, tym opłatkiem. 
- Co to takiego, ten opłatek? 
Zatkało mnie! Zupełnie jak uderzo- 
ny powiedziałem: 
- Panie. jak t01 Jak to: "Co to 
opłatek?". Pan nie wie co to opła- 
tek? 
I spojrzałem spode łba. 
Na to bocian odpowiedział, już 0- 
pryskliwie: 
- Nie, panie, nie wiem. 
W tej chwili zdałem sobie sprawę... 
- NO, tak! Oczywiście! Przeciet 
pan nigdy na Boże Narodzenie nie 
był w domu! Pan nie wie co to jest 
opłatek. Panie drogi, to pan także 
nie wie, co to znaczy - zobaczyć 
pierwszą gwiazdę? I pan nJgdy nie 
słyszał ze swojego gniazda na dachu 
kolęd śpiewanych przy choince! I na- 
wet nie widział pan gorą.cych świateł 
na śniegu, z okien pokoju, gdzie stoi 
choinka. Pan... nie wie co to SQ..
 
kolędy? 
- NIe wiem. 
- Przeclez by pana do każdego 
domu zaprosili z radością. Pana! Na- 
szego bociana! Przy każdym stole 
wigilijnym jest miejsce dla niespo- 
dziewanego gościa. 
I mów1łem długo, w zapamiętaniu, 
zapomniałem o nim, choć przecie to 
jemu opowiadałem, jemu, temu b0- 
cianowi z Marsa. 
Aż on mi przerwał: 
- Po co mi pan te sentymentalne 
bajki opowIada? 
- Bajki?... 
- A bajki! Rozmazuje się pan nie 
wiadomo po co, nie wstyd panu? To 
wszystko pic i legenda. 
WłollY mi się zjeżyły! KrzYknąłem 
zażarcie: 
- To dorzucę panu jeszcze jedną. 
legendę! My, w PollICe, wierzymy że 
w Noc Wigilijną wszelkie stworzenie 
uzyskuje ludzką mowę... 
- Bujda! A to już najwi
ksza buj- 
da! Przecie! my tu gadamy z sobą. 
wśród białego dnia! - odkrzyknął. 
- Tak? A wie pan dlaczego? Bo 
właśnie tam, w lubelBzczyinle, u nas, 
już dwie godziny temu zapadła Wi- 
gilijna Noc! Widzi pan - różnica 
szerokości geograficznej i tak dalej... 
Zbiedniał, zmalał. 
- Po co mnie pan męczy. Pewnie, 
panie, te chciałbym kiedyś, raz w 
życiu, być w domu na £lwięta. Ale 
daj mi pan spokój! Przecie! to nie 
moja wina! Czy nie widzi pan że 
jestem stary I teraz po pa.6skim ga- 
daniu, tęsknię do domu bardziej niż 
kiedykolwiek, a do wiOlIny daleko... 
I bez pożegnania, niezgrabnymi 
podskokami zacZlł1 zrywać się do 
lotu, a ja, nie patrząc na niego, ru- 
szyłem do hoteliku w Kostl. 
I tak rOZlltaliśmy a1ę, 8IDutn1 t.eś- 
my się spotkali 
SłalaWaw WaJastYk. 


I.....-_._._-------------------._---_._._----_._---
 
. . 
- . 
i 
£11JE
J])Am
 I 
5 7J
;
MM;/
i:!' 1I1l'I -'} 5 
_ 
IVI

 ,. 
- - 
! NA ROK 1967 i 
- - 
- . 
- - 
_ zawiera praktyczne mformacje i porady niezbędne na codzłeiI, po- _ 
= nadto interesującą treŚĆ z r6tnycb dziedzin i liczne UWltracje. : 
- . 
- - 
_ Cz
 łnformaryjna zawiera dz1aly: . 
- - 
= taryfa pocztowa (z uwzględn1enlem opłat do Polski); miary i wa- = 
. &1; temperatury (Celljusza i Fahrenheita): adresy. _ 
. . 
. - 
. Spis treAci: . 
- . 
= Calendariom * Fazy księżyca * Wschody i zachody lIło4ca * 8włę- :: 
= ta ewangelickie, prawosławne i :żydowskie * D0A6 Polak6w w ZJed- = 
_ noczonym Kr61estwie * Połska Misja Katolicka, polMkie parafił' i . 
= liIIta dnszpasterzy polskich W Anglil i w Walii * Szkoły polskie = 
= w Wielkiej Bry tanU * O jfzyku angielskim. * Co należy wiedzłeó = 
_ jadąc na kontynent z Angl1i A.A.. R.A.C., P.K.M. * Potrawy miej- _ 
: scowe są najciekawsze * Anegdoty * O kucbni - eon amore * = 
_ Zębate nieszczęścia * Podatek dochodowy i Capital Gałns Tax - 
= * O osobliwościach Albionu felieton satyryczny * Spod jakiej = 
= gwiazdy 'i' *Rośliny ozdobne dla zacienionych miejsc ogrodu * Sport : 
= polski w Wielkiej Brytanii * :Formulności pogrzebowe * Opłaty pocz- : 
_ towe * Mlar, . y I wagi * Adresy. . 
- . 
- - 
_ KALENDARZ M02NA NABYWAC1: · 
- . 
= W administracji "Dziennika Polskiego", 9 Charleville Road, Lon- : 
= dyn, W.lł: w polskich ksiągarniach: u lokalnych sprzedawców = 
. "Dziennika: u przedstawicieli zagranicznych "Dziennika". _ 
! = 
._-------------------------------------------_._-_..
 


--

..


- 


Popularne polskie firmy żywnościowe 
ANDREWS DELICATES - Royton 
K. G. FOODS - Shepton Mailet 
ROBINSKI & 
. - London 
spełniając życzenia swoich klien- 
tów, sprowadzają obecnie meksy- 
kańskie dania gotowe znanej wy- 
twórni 


, 


. 
.. 


. 


-I 


. 


San Antonio, Texas, U.S.A. 
Każdy sklep delikatesów poWInien mieć na składzie 
CHlLLI eON CARNE, BEEF ENCIDLADES, TAMALES, 
CHILLI BEANS 



-...

....,.." 


------------.---.--..----.-...--......-...----------- 
. - 
: Wino które kosztuje o wiele mniej niż jest warte = 
5 PECS MAGYAR RIESLING 5 
: DOSKONALE POLSLODKIE RIALE = 
= WINO 
GIERSKIE = 
- . 
- Cena butelki \V sklepach detalicznych 9s. 9d. _ 
- . 
- - 
= 
4.DAJ WSZĘ:DZIE = 
: W razie trudności informacji udzieli wyłączny Importer: = 
- - 
= EOOUARO ROBINSON L TO. = 
= 21 Old Compton Street, London, W.l. TeL GER SS61 = 
.-------.-----..------......--.....--.---.--.-------. 




 





 

 
$IJYl
D {)JffifJ (c)ld 


gwarantowana, czysta włoska oliwa do gotowania, 
smażenia i sałat w butelkach 31, 6i, 13 i 26 uncji 
lub w puszkach i, l, ! i l galon. 
Dystrybucję na terenie wysp brytyjskich prowadzą firmy: 


ANOREWS OELICACIES, L TO., 
Larch Mill, Bleasdale Street, Royton, Lancs 


ROBINSKI & CO. L TO., 
Harnngton Road, London, S.W.7. 


K. G. FOOOS L TO., 
Commercial Road, Shepton MalIet, Somerset. 


., " 


BROWNEJONES LIMITED 


1 NORFOLK PLACE, WNDON, W.2. TEL. PAD 2797 


NASZ4 SPECJALNOSCI4 
S4 PACZKI DO ROSJI, 
LITWY, ŁOTWY I E STO N I I 


2ą.daJcłe nowych cennIków 


---.----.---.....--------------.----.-.-----.--.-.... 
- . 
- . 
5 !P@&@!roil@l& I 
= a 
= STARE MAPY POLSKIE, KSążKI, SZTYCHY = 
- . 
: KIOSK KSIF.;GARSKI - OGNISKO POLSKIE = 
- . 
- . 
: 65 PRINCES GATE, = 
_ LONDON, SOW.1 . 
- . 
: '.l'eWon: KEN 2111 = 
\._-----------_._---------------_._._.....__.......
>>>
Maria -W odzlcka (1878-19&6) '- i.
.....::
....................................................................; 
-- . . 
..Wsiej Lwi"" zń
jet :kt
 takoj PaDi tryb życia zdobyła stanowczym uni- · 80 " I " V E " POR lU " LTD. . 
Wodzicka..... .....:..- 'oto pierwsze słowa kaniem światowości wiedeńskiej, z : ... #4
'" ... = 
mowy wygłoszonej w hołdzie i po- życiem dworskim włącznie, co było . . 
żegnaniu 19 marca b.r. na cmentarzu ułatwione wdowieństwem starego ce- '. 12 Martello Street
 .. . 
Lyczakowskim we Lwowie na pogrze- sarza. Pokazywała później z 
mie
: = = 
bie- Marii- z- TtI1'nów' .JerżOWej Wodzl
 chem tryumlu tablice gen
a}ogl b czne,: London, E.8, tel. CLI 8581 = 
ckiej. Liczne grono" z, pralatem Ha- które były w przygotowamu, a y w . S . 
łuniewiczem, proboszczem archikat
- miarę awansów męzowskich i ją p?0- : : za wiadamia j ' ą że znane ze swe j '. 
dralnym, -na: czele, odprowadzało na dać serwitutom etykiety dworsKleJ.!.. 
 . 
wieczny spoczynek seniora tamtejsze: Toteż gdy Wodziccy powrócili do, =. d .. k ' . "O
S 1)

 = 
go społeczeństwa, a tym samym l Lwowa, była- juz zaprawlOną malarką. f. -plerWSzOrzę nej j
 OSCl . 
Lwowskiego Związku Artystów-Mala- W katalogu, tamtejszej wystawy wio- 
 . . 
rży, której to postaci poświęcamy ni- sennej w r. 1914 występuje oboK ta- i. O r i e n t a ] n e potrawy 

1 = 
niejsze wspomnienie. kich nazwisk jak Ax€ntowic!1:- i I = t\", 'O O 
'" . 
Ze Lwowem było związane niemal Brandt. . lJrzyprawy marki: 'ł\l\\.""
 
 oJ.fl-f,O u . 
cale jej życie ód chwili- z
mą:żpój
cia Wybuclui pierwsza wojna światowa, = c,,1 S f' " \' = 
w r. 1901: Znała:- Lwów Jeszcze Jako i niebawem następuje zajęcie Lwowa. eOLIT _ 80 "8" v - R" J .. H ..\.\. \\\\'i '\
G\\\:O\" 0,,1\0 l . 
stolicę ..Królestwa Galicji i Lodome.- przez wojska rosyjskie: Choć mąż 
€j . ... .. 
 .. .. \\of' .

. = 
rji': nast
pnie jako stolicę dzielnico- zmobiliZQwany, a córeczka pod ople
, = \\\ (.ot\."t.(.'t f' f,.S) (

\( . 
wą: a przez śzereg lat stańow
skiem ką krewnych ewakuowana, Maria,. ,lł-
bywać łńożna: We wszystkich .....\\P.1"\1"\ ...1
\+ . 
społe " z n ym t t{)warz ¥ skim - znajdow . a- Wodzicka- zostaje' na miejscu, staje · A \\\ 3 '" O 

 d . . 
... K . i . '. " 
,"'''1.,N
\"{ ,. ..."'"
 
ła się na tam "llRc ,plerws
 plame. do pracy w Czerwonym rzyzu pll

'. śklepach delikatesów zaopatrywanych 
\ " p" . 
Atoli oddana malarstwu, w miarę lęgnuje rannych. Po roku Lwów od- · 
,\\ 1.'N'Dl1\.1ł1JO
 . 
przeobraJ;eń kr'aju r niiaśta, ich doli bity, a władze austriackie, choć krzy:
 = P rzez P olskie hurtownie: \.t, 1\.C'£ N łr S -: = 
1- niedoli, coraz wyłączniej służyła wo patrzące na tych, co nie wiali;'. . 
sztuc_
. Tak więc i przedstawicie! tak wobec niej nłe wysuwają zastrzeżen, . . 
jej bliskiej "rodziny malarskiej",Leo- gdyż Wzg:lędy okazywane )ej przez = ANDREWS DELICACIES K G FOODS Ltd ROBINSKI & CO. Ltd. = 
pold Lewicki żegnał ją na cmentarzu. hr. Bobrmskiego, okupacyjnego ge- . 
... .. . 
Podkreślił jednak że nie malarstwo n-erał-gubernatora, wygrywała na KO- · l d l S C l R d L d S W 7 . 
samo jedąo t? życie wY})elnial,o: w.y- rzyść wszelakiego rodzaju podOltlecz-: L-arch Mili; B eas a e treet ommercia oa on on, . . = 
pełniały je inne jeszcże obowiązki i nych. Gdy na przełomie 1918/1919 wy-.' Ro y to n, Lance. Shepton Mallet, Som. 41, Harrington Road . 
inne przywiązania; cechowała' stała buchnie z kolei'zawierucha ukraińska, · . T I . 
gotowość pomagania bliźnim "nieza- ona. wyzyskuje swe dawne,oby?IVat
l- = Tel. MED 3001 ele 2741 Tel. KN 5201 = 
leżnie od stanu _ i nacji", a także stwo, by przy pomocy konsulatu me- . . 
szczodra ofiarność, p6ki warunki oso- mieckiego oalej luazi ratować. A . . 
biste nie zmieniły sIę o 180°. - wbrew temu, iz "intel' anna silent :..............................................................................: 
Wprawdzie ,Maria Wodzicka spędzi- musae". stale przy stalugaeh pracuJe, 
la całe niemal życie na wschodzie kra- biorąc w r. 1917 udzial w wystawie- 
ju, ale pochodziła- z przeciwleglej dzieł sztukJ na rzecz inwalidów Wo- 
dzielnicy, z Wielkopolski. Jej domem jennych oraz pierwszej wysta
ie 
rodzinnym było Objezierze, siedziba sztuki artystek polskich we Lwowle, Humorysta amerykański iMort Sahl 
Turnów, przez dziesiątki lat placów- a w r. 1919 w drugiej wystawie sztu- dzieli republikanów na konserwatyw- 
ka wzorowej pracy ziemiańskiej, za- ki artystów polskich we Lwowie. . nych i nowoczesnych. "Konserwatyw- 
razem ośrodek patriotyzmu i kultu- W dwudziestoleciu międzywoJen
 ny republikanin jest zdania, :te nie 
ry, owiany wspomnieniem udziału ko- nym talent rozwija się coraz pełniej należy robić niczego czego się daw- 
lejnych pokolen Vi wojnach i powsta- przy konsekwentnej codziennej pra- niej nie robiło. Nowoczesny republi- 
niach, a także pobytem ni mniej ni cy, której po wydaniu 
 m
 córki kani są.dzi :te należy robić rzeczy bez 
więcej tylko Mickiewicza, który, to i opuszczeniu przez męza oficJalnego precedensów, ale nie w obecnej chwi- 
nazwisko w "Panu Tadeuszu" uwiecz- stanowiska oddać się może coraz wy- li". 
nU. Pałac w stylu stanisławowskim, łączniej. Nigdy nie zasklepiająca się _ 
być może dzieło Kubickiego, symbo- w jednej n'anlerze, chętnie i do końca Zdaniem jednej z dziennikarek an- 
lizował i pańskoŚĆ i p;lskość tego śro- życia sprzyja różnym szkołom i kie- giełsk1ch, telewizja dostarczyła no- 
dowlska. Miode jej lata przypadły na runkom, a najwyraźniej poddaje się wego spr8JWdzianu przynależności do 
szczytowy okres zmagań z naciskiem wpływom prof'- Sichulskiego. Z dal- klasy Społecznej., NiŻsze ik1asy korzy- 
gennanizacyjnym państwowości pru- szych wystaw wymienić wypada dwu- stają z wydzierżawionych telewizo- 
skiej. Nlegodzlwość i nonsens, 
ej po- krotne wystawy malarzy lwowskich r&w, średnie, mają własne, arysto- 
Utyki miały p6źniej rzutować na w Warszawie w latach 1935 i 1939 i kracja- nie ma ich wcale. 
stanowisko, jakie Maria Wodzicka sa- ostatnią przed wybuchem drugiej . 
ma zajmie w dwudziestoleciu wobec wojny - czerwiec 1939 - również Polacy' są. o wiele lepiej polDformo- 
zagadnienia mniejszoścf narodowej. warszawską: ..Martwa natura w ma- wanl o W!l.elkiej Brytanii niż Brytyj- 
Wcześnie zarysowały się w niej larstwie polskim". - czycy o Pcllsce _ stwierdził z preten- 
upodobania malarskie. RGzwijaU je Niewyczerpanym źródłem tematów sją do swych rodaków .Jo Grimond, 
mistrzowie do Objezierza zaprasza- ma.larskich stają się przez szereg lat P rz yw ódca liberałów, !PO swym objeź- 
ni I wyjazdy do Drezna, ParyŹ& czy wyjazdy latem na Huculszczy
ę i h dni 
Krakowa; -gdzie stawiała pierwsze serdeczne zbliżenie się do tamteJszeJ dzie krajów blOku:rsc o ego. 
kroki pod Stanisławskim. Nie przesz- ludn'OŚci. Nie bez wpiywu na to jest 
kodziło to oddaniu jej - osieroconej Wacław Moraczewski, jeden z pierw- W Londynie wystawiono pa Ucyta- 
przez śmierć matki 
-na rok nauki szych, którzy zwrócili uwagę na ta- cję jeden z naJstars
ych a ciągle zdat- 
W ..Oknie" z nr. 1063 ..Wi
domo- wiek nie pozbawionym zdolności. do Sz1toły 
spOdarstwa- Domowego I lent obecnie tak czczonego poety nych do 1.d;ytku samochodów. .Jest to 
ści" pisałem o artykule ..Wieczol' pro- Chwalił natomiast Brodskiego, Ach- życia_Chrzęfjcija.ń$
ieg$!:w Zakład
ie ukraińskiego, Iwana- Franko. Aliści ..Daimler", :ątodel z r. 1898. 
pagandowy" w "Russkiej Mysli" , w maduUnę i poetów naj młodszego po- Kórnickim generałowej Jadwigi ,Za- inn'ł1 jakże kontrastowI!}., 
yła w trz.
- _, 
ktorym redaktor S']ergiej Wodow kolenia, których utwory nie są dru- moyski'ej: Pob'yt 'ten zawsze wspómi'- ciin 'dziesięcIoleciu podróz do GrecJl; Brytyjska Służba Zdrowia w ub.r. 
stusznie skarcił parysklch art
stów kowane, lecz krążą w odpisach W- śród nać będzie- jako spędZony me tyłko w widok' Akropolu przeżyciem niemal obdarzyła bezpłatnie kompletami 
emigracyjnych, którzy zgodzili się młodzieży. Obecnie drukuje się - w orzeżwia.ją.cym klimacie 
lę i Jl;ik'by w rel1gijnym, gdyż doskonałe piękno od- sztucznych zębów 2.307.000 pacjen- 
weJsc do komitetu honorowego uro- oryginale i w przekładach h n
 kl,:a wyższej sferze ducha, owianej, ożyw- czuła jako odbicie doskonałości bo- tów. 
czystosci urządzoneJ ..pod wysokim języków - szereg nowyc u wor w czymi prą.dam1i które Zakład czerpał sklej, a refleksem tych wrażeń nie _ 
protektoratem" sowieckiego ko.nsula- Tarsisa. z Zachodu w sensie postępu duchowe- tylko same płótna, ale podnieta do Jeden z londyńsk!l.ch sklepów z za- 
tu w Paryżu dla uc
zenia 21-eJ rocz- Podejrzenia że Tarsis jest agentem go i materialnego. nauki klasycznej greki i odtąd czy ta- bawkami ma na składzie pluszowe 
nicy zwycięstwa nad Hitlerem: Z nie- sowieckim są - moim zdaniem - Niebawem po tych edukacyjnych nie ..Odysei" w oryginale. misie-giganty. Długość ich, a raczej 
jakim opóźnieniem, bo doplero w pozbawione sensu. Nie mniej zagadka oslą.gnięciach nastąpiło małżeństwo z Ruskie zagadnienia zbliżyły Marię wzrost wynosi 9 stóp, t.j. około 2 m. 
;,RusskieJ Myśli" z 22. października, wypuszczenia go z Sowietów pozosta- .Jerzym hr. Wodzickim. Nie było pary Wodzicką do metropolity Szeptyckie- 70 cm. 
dziesięciu al"tystów-ernigrantów dot- je zagadką. _ lepiej dObranej pod wzg:lędem warun- go, z którym przyjaźń łączy ją do _ 
knlętych artykułem woaow8:.wystoso- ,ków żewnętrznych, i kto ich znał, ten ostatnich jcgo chwil. W ciężkich kon- Jeden z brytyjskich pedagogów po 
W8.10 dluższy Ust do redakcJl, w któ- ..Gość z Polski..... T
l jest tytuł podziwiał aż do końca u nich obojga fliktach, - w jakich tkwią jego arcy- długich badaniach statystycznych 
rym POWOłUJąc się na francuską us
- krótkiej notatki w moskiews
im t y- połączenie dorodności, z dystynkcją i biskupie rządy,. ona zawsze bierze w stwierdził że ludzie którzy za młodu 



 
wę prasową ..prostują" t

,erdzenla godniku ..Ogonlok" z 9 października wdziękiem. Maria Wodzicka była wy- obronę szczerość jego intencji, zwią- chodzili do szkół koedukacyjnych są 
:redaktora ..Russkiej Mysh. Pis
 b.r. Notatka donosi, że po miastach smukłą, jasną blondynką, której pro
 zanych z wierno'ścią dla Stolicy Apo- szczęśUwsi w małżeństwie od innych. 
m.in. ze zebranie, w którym brah Syberii odb
a tournee Gieorgij Sor- fil na uroczym szkicu olejnym utrwa- stolskie
, w posłuszeństwie której u- Mają dłuższą praktykę współżycia z 
udział, nie miało charakteru politycz- gonln, poeta l tłumacz, członek To- m w r. 1904 Jacek Malczewski. Mąż trzymać powierzoną sobie trzodę płcią odmienną. 
nego, że się odbyło w podm
słym i warzystwa Przyjaźni Polsko-Sowie
 jej, "un cadet de famille", był naj- kosztem wszelkich ofiar uważał _ 
wzruszaJącym nastroju, ze Im

o n
 ckiej. Sorgonin urodzony w Irkucku młodszym synem Kazimierza, niepo- za swój oł:owiązek. Bliskość zamiesz- PoUtycy brytyjscy nie ukrywają że 
celU uczczenie zwycięstwa cyw
ilzacJl "zrobił dużo by poezja polska za- spolitego ornitologa; po którym odz!
- .kania 
 'ul. Zi
fIl1ą.łkowskiego, ob
c- w przygotowywaniu mów korzystajQ. z 
nad barbarzyństwem, uczczeme. po- brzmiała po rosyjsku". Przekładał dziczył namiętność myśliwską i wnl-'nie Nowakowskrego, przylega do sw. fachowej pomocy dziennikarzy. Przy- 
ległYch uczestnlków H.esistance l t.d. m.in. wiersze Asnyka, Staffa, Tuwi- łowanie przyrody, właściciel Kutko- .Jura - ułatwiała stałe odwiedzanie wódca opozycji Heath zaangaźował 
Redaktor Wodow zaopatrzył list do- ma, Broniewskiego i Karskiego. rza nad Pełtwią., doktór praw Uni- schorowanego Metropolity, a rosarium niedawno nowego takiego pomocnika. 
P iskiem, w którym mówi że argumen- Prócz teg:: jest autorem kUku zbior- wersytetu Jagiellońskiego, szedł qro- przy jego rezydencji przechodzi pod Premier Wilson korzystał ze wsp6l- 
ty autorów listu nie są przekonywają- ków wierszy. Jednym z celów jego gą kariery urzędniczej. Koniec ,r: 1918 jej opiekę. Powstaje też pierwszorzęd- pracy Geralda Kaufmana, byłego re- 
ee i że lepiej by zrobili wstrzymując podróży po Syberii było zaznajomie- zastał go na stanowisku dyre}{,tor:a ny portret ,jego, wcielony do gal
rii, daktora politycznego tygodnika "New 
się od tego rodzaJu . wy-st
pień. W dal- nie pisarzy, studentów i robotników z Namiestnictwa,' co go pl'edestynowa- spalony z nią razem w r. 1944, wsród Statesman". Obecnie jednak coraz 
szym ciągu uwaza UdZlał artystów Polską Ludową i z twórczością współ- ło na pierwszego szef,:,- polskiej adml- wszys
ich plócien może jedno z naj-, więcej przemówień pisze sam. Przy- 
rOllyjskich zamieszkalych w 
oln
ch czesnych poetów polskich. nistracji w Małopolsce WschodnieJ, lepszych. wódca l!berałów Grimond nie potrze- 
krajach w urzędowych sowlecklch W tymże numerze jest fotografia potem dopiero podzielonej n'a' trzy Intelekt i, usposobieni. e kierowaly buje pomocy, bo sam jest do pewnego 
wieczoraCh czy zebramach za god
y "pierwszego samochodu" wypuszczo- wojewQdztwa, z których on lwowskie Marlę Wodzicką równiez do zagad- stopnia z{\wodowym dziennikarzem- 
pOżałowania.. Nadto podkreśla ze nego w r. 1885 przez finnę BelU. Sa- objął: W r, 1925 opuścił służbę by nień_życia niewidzialnego I nadprzy- p1suje regularnie do dzienników lon- 
\Vbrew twierdzeniu autorów listu wie- mochód ten znajduje -się w drezdeń- zająć się majątkiem przez wojnę zlł-i- rodzonego, kuiminując z biegiem lat dyńskich. 
cz6r miał charakter polityczny, p
e- skim mUZEum komuni,kacjl. (Dodam szczonym. ale zrezygnował z odbudo- ku glębokieJ w
erze w żYcie pozag
o-, _ 
nj.awiał bowiem na nim przedstawlclel w nawiasie że dobrze jest :te przynaj- wy sty1owego pałacu. Równolegle do bowe. "Nie ma śmierci, jest inne zY- .Jeden z posłów w parlamencie in- 
T.A.S.S.-a wygłaszając mowę topor- mniej sam,ochód nie stanowi wyna': swych zajęć zawodowych, Jerzy WI;
 cie" - te słowa, które przed laty dyjskim skrytykował nadawanie 
nie (grubo) propagandową. I zazna- lazku rosYJskiego);, dzicki oddawał się namiętnie myśliw- ĘJrzyjaciółka wy
wiedzi';lła 
mier
- psom policyjnym im10n w rodzaju 
cza :te wielu członków Resistance roz- " stwu, odbył wyprawy do- Afry
l i Jąc. a ona - o JeJ chorobie me .wie- ..Whisky" lub "Brandy (ikohlak)". co 
PoczęłO swą niebezpieczną. wal!-ę wte- W "Nowym Russkim Słowie z fi Azji, a wspaniała kolekcja trofeów dzą.c - usłyszała, natchnęły hiera- jego zdaniem _ nie licuje z obowią- 
d gdy Sowiety byly w sOJuszu z listopada b.r. p. Ju. Sreczinskij um
e- po jego śmierci w r. 1952 przeszła tyczny oDr8:z prorokini o rysach zmar- zującą w Indiach prohibicją. 

tlerem I gdy przyglądały się obo- ścił artykuł "Lotysze i Polacy u Bla- do lwowskiego imiwersyteckiego Mu- łej. Była mą Jadwiga Rosenwerth. _ 
j a tnie jak Hitler g n ę bił Franc j ę. łych". UdzIał większego pols
iego od- zeum Prz y rodniczego. .Jerzowie Wo- Ta wiara pomogła Marii Wodzickiej ak kł d i ki 
... h d im b ryJ skim .. i , ćwi Ć i .. .J o przy a wysp ars ego uprze- 
Zresztą - kończy Wodow - uwa- działu na wsc o n 8Y e - dziccy mieli jedną córkę, Annę, p6
- przebyć ostatn e er wec:ze zycIa, dzenia do cIJ-dzoz1emc6w jeden z czy_ 
tam sp6r z ludźmi, którzy w dalszym froncie białych Rosjan autor "opiera niejszą stefanowI!}. Stablewską, któ
a, w, którym najbliżsi, rodzina i przy- telników "Guardian"a przytoczył w 
cłq.gu mniemają, że brali udział w na "Listach z tamtych czaSÓw .Józe- tym co rodziców znali, ich obojga wy
 jaźnie, a w r. 1963 jedyna córka, ko- 1M ie do redakcji napis zauważony 
- kim . t ą iemu" za fa Mackiewicza w nr. 1057 "Wiado- bitnie P rz ypo minała. 'lejno wyprzedzali ją w zaświaty. Po- c .' 


 p i





e1
WY"'WYs p " mości". Do tego p. Sreczinskij 
daje, W r. 1904 .J-erzy Wodzicki został wojenne warunki osobiste skazały ją na drzwiach po
{QJU .na poII



 
- że według posiadanych 
rzezen f.rag- przeniesiony służbowo do Wiednia, na sk
mne bytowa
e w szczęściem ;;

.£ 
dz
e


u. b
r Pal
ej i 
- Wyp uszczenie z Rosji sowieckiej mentarycznych infonnacJi po 
.deJściu gdzie młoda para osiadła do r. 1913. do konca zachowaneJ częśc
 dawnego niebezpiecznych narkotyków" 
bł do Polski 'brygady płk. Ziehnskiego Pobyt ten w wysokim stopniu ptzy- mieszkania z pyszną. panoramQ. miasta . 
Walerija Tarsilla, autora "Baśni o ę- (por. "Okno" w nr. 1070 "Wiadomo- czynił się do dalszego rozwoju zdbl- zeń widoczną. W tym okresie raz wy- _ 
k1tnej mUlIZe" i "Sali nr 7", o którym ści") pozostał dobrowolnie w annll nej i chłonnej na wszystko co piękne brała się do Krakowa w r. 1956, ale . Aforyzm Malcolma :Muggeridge'a: 
nieraz pisałem, w czasie gdy się roz- Denikina niewielki oddział zwany cz
 i wybitne, młodej pani. Mentorem jej, mimo nalegań swoich do Lwowa po_ "Książka bez indeksu jest jak roz- 
poczynał proces nieszczęsnych Sji- to "polskimi wywiadowcami" czy tez jak sama mówiła, stał się tam, :wUj wróciła. "Et s'U n'en reste qu'un, je kład jazdy bez nazwy stacji". 
nlawskiego i Daniela, obudziło I wciąż "polskim szwadronem". Oddział ten mężowski, Wojciech Dzieduszycki, serai celul-la." _ znać tak sobie oboje _ 
budzi dozą. sensację na Zachodzie. łk i i bit dłsz w . W dzi t 1li A 
Obecnie Tarsis, CZIOWlek przeszło 60- został ca ow c e wy y wpa y ówczesny minister dla Galicji, po- panstwo o ccy pos anow :" Maszynista pociągu w Grecji zau- 
letni , ożenił się z dwudziesto , letnią zasadzkę w zagłębiu Donieckim. Pan przednio profesor filozofii starożytnej choćby już jeden tylko tam został, ważył człowieka leŻQ.cego na torze. 
b żd i Srec
inskij kończy swój artykuł tymi we Lwowie, polihistor.' Według niej, to będę nim ja!". Zdążył zatrzymać pociąg. Wkladając 
przystojną Szwajcarką i po o Je z e 
łowami: "Dużo rzec'!y nas dzieli. :Mo- umysł jego ogarniał wszystko, i tWieI"'" !=statnią wystawą malarską, w któ- do ust papierosa rzekomy samobójca 
z'odczytami Większych miast :urop
 zemy wytoczyć wzaJem
ie sporo 0- dziła, że "znać go, to większy' przy- reJ wzięła udział 84-letn

 artystka, zwrócił się z uśmiechem do obsługi 1 
Odbywa obecnie tournee po 'anac skaruń i kontroskarżen. Wszystko wilej niż być królową całego świa- był w r. 1962 
alon ukramskich ma- pasażerów: "Czy ktoś z państwa 
Zjednoczonych. W końcu październi- co możemy zarzucić stronie przeciw- ta"! Wiadomo, jak ten niepospolity larzy XIX i XX w. z prywatnrch mógłby mi dać ognia? Cholernie chce 
ka byłem na jego popisach w Oakland nej, znamy doskonale i mamy w po- człowiek lubował się w źartach i wła- zbiorów Lwowa, a ostatnią radoscią mi się palić". 
po angielsku, a w początku listopada gotowiu gniewną repUkę. Ale o tym śnie, gdy w owych latach został mi- by
 _ na kilka n;iesięcy prz
d odej- 
W Rosyjskim Centrum" w San Fran- co mogłoby nas w jakikolwiek sposób nistrem, miał wyrzec: "Teraz, wil'Jm, śąiem -_odwiedzmy wnuczki ,z 10- 

o - po rosyjsku. W Oakland zbliŻyć, staran;y się nie wiedzieć co to łaska stanu, 0d czasu gdy jes- letnią córką. Na stalugach zn
Jdował 
przem
wlał niezbyt ciek:;;
;k

t
 albo co prędzeJ zapomnieć, byle nie tern ministrem, zupełnie zgłupiałem". się rozpoczęty obraz św. Cecyhi. Kt
- 
władaJąc bardzo sł
O :zo dZiarskleio zakłócić "hannonii nienawiści"... Z nim odbyla dwukrotnie podróże do regoś dnia słabnąca artystka u::,adzl- 
ręczał się pomocą a
, j ednej oso- · Włoch, I w ogóle połozenie Wiednia ła dziewcz3,"nkę na. swoim mieJscu i 
tłumacza I "sponsora w t. _ W "Nowym Russkim Słowie" z 6 sprzyjało częstym Wypadom do Pa- pędzel jej powierzając, pokierowała 
bie pJ;of.. BOłdyrewa6
tó

 w

ę
 listopada b.r. w artykuliku podpisa- ryża Wenecji i na_ wybrzeże dalma- póciągoięciami małej rączki. Tym ge- 
głosił dłuzsze przem i 
n b ł ciekaw
 nym inicjałami A.D. czytamy o "No- tyńskle. Każda- z tych podróży rozwi- sfem pewnego rodzaju przysposobie- 
Występ w San Franc sc tal wielką. wych książkach w wydawnictwie Jała jej umysł i upodobanie sztuki, nia przekazywała młodemu pokoleniU, 
BZY. P
 Tarsis przeczy z h utwo- "Kultura" (Paryż)". Mowa o "Teina- uzupełniała wyk8ztałcenie. Tak np. w jeśli nie własny talent, to niezapom- 
ekspresJą urywki z ki
kU swyc czym tach rosyjskic
" Michajly Michajło- Paryżu uczęszczała. na kl,lrsa małar- niany wzór \ył,aąnej pracy i wy trwa- 
rów prozą i kilkał:a::i ers:;clft
 d wa i o "Pohtyce narodowościowej stwa wprowadzana tam pr?:ez Ludwi- łoścl. Uczczeniem jednego i drugich 
odpowla
ł na py a. re n
e: Z.S.S.R." Borysa Le
ckiego z serii ka Pugeta, przez żonę skuzynowane- stanie się obecnie we Lwo
ie przygo- 
powiedzl były dość cieka
e. Ostat ł "Archiwum rewolucJi" Instytutu Li- 2'0 oraz 'przez zaprzyjaźnioną Olgę towana przez Związek Artystów Pla- 
go laur
ata 
obla SZOłO
 owa 

z
:_ terackiego. P
 A.D. oceł;lia dość 0- BÓznańską; z tego okresu pozostal styków zbiorowa pośmiertna wystawa 
"katem za Jeg
 wstr ski t: ne W l y D ąPi _ biektywnle kSlążkę MichaJłowa, uwa- obraz jej z serdeczną dedykacją. Ten Marii Wodzickiej. 
nia w sprawie SJiniaw ego an e ża że autor, choć rosyjskiego pocho- 
la, dodając ponadt? że Jedyna zda- dzenla l choć żyjący w kmju slowlań- ..................................................................u................................... 
niem jego wart0ś;
owa rzecz Szoło- skim, jest człowiekiem zupełnie "za- 
chowa "Cichy Don z
stała napi::,ana chodnim", mało różniącym się od 
- ,według ogólnej opmii w RosJi - pierwszego z brzegu "lewego" publi- 
n
e przez Szołochowa, lecz przez za- cysty Francuza czy Niemca _ z ich 
bitego oficera białej armii, którego kompleksem... "nad-wyższości". 
rękopis przywłaszczył. Jewtuszenkę Co do kSIążki Lewyckiego ma spo- 
nazwał poetą. "policyjnym" jakkol- 1'0 zarzutów. Przede wszystkim _ 
obiektywizmu nie ma w niej za grosz 
.;. - - - - - - - - - - - - 
 ("objektiwnost' w niej i nie noczewa- 
-------------- " ła"). Tak np. Lewyckyj twierdzi, że 
BedakcJa "WładomoAo1 wkładaJIIe przy reżymie Chruszczowa prowaw:o- 
wiele imudnej pracy w przygotowy- no w dalszym ciągu carską politykę 
wauie nadsyłanych prac 

 P .P kolonialną. .Jeszcze bardziej nie podo- 
pozwaJa sobie uprzeJmie PI......., . balo się panu A. D. antyrosyjskie 'P 0 - 
Autorów o ułatwienie jej tego mda- slowie W. Hołubnyczego, którego 
nła. Maszynoplay nadsyłane do re- zresztą nazywa Gołubnlckim. To po_ 
dakcJi powinny by
 jednostrolUl8, słowie - zdaniem recenzenta - ob- 
odbijane na zwykłym papierm. nie 
 niża styl całej kslQ.Żki. 
bibułce, pisane na uw. "dwa zq.bki . 


lA 


W I A I O ifhf.A:Ct! /}; r 
'" 


- =----- .... 


:.., 
- 


- 


Na 75.lecie Edwarda Raczyńskiego 


rysunek Feliksa Topolskiego 


.....- 


" 


\ 
. - \, 

'.\... \ I 

 


 i.f 
,.... '\ , 


-,- .... 
J
:I' ), 
I 
J 


I ł. 


" 


.. 


'St 


I 
I 


'., 


/'
 
.- / \
 


..r 
,H ' " 

 


" 


,. 


'
 



. 


'" 


/ 



 


\ 


..... 


J. 


1\ 


I 
tf\ł 


. 


Edward Raczytiski - polityk, dyplomata, dzlałacz społecz- 
ny - jeat wydatnie czynny na wsz)'lltldch polach IIwej wielo- 
stronnej dz1a1alnoścL Opr6c:l wYllokich stlUlowuk zajmowanych 
w polIIkim :tyciu publlcznym, m.in. wlataclI 19M-1946, &Dlba- 
sador Rzeczypollpolitej PolIIklej w Londynie a obecnle członek 
Rady Trzech, jelit prezesem zar7,lłdu InIItytutu im. gen. Sikor- 
skiego I wielu innych orglUlłzacji polskicb na uchodztw1e. Do 
tycze6 składanych w związku z ukończeniem przez Niego 19 
grudnia b.r. 76 lat tycia, "Wladomoścl" przyłączają się tym go- 
ręcej te Edward Raczytiski, zgodnie z piękną tradycją rodzInną, 
nigdy nie szczędzU pomocy I poparcia sprawom kultury I tw6r- 
czoAcL Nie tylko popiera je zawsze z niezmiernym zapałem, ale 
pornna.ia własnym wkładem pisarskim Jako autor szeregu utwo- 
rów p&DllebIikarsklcb o wysokiej wartości literackiej. 





 


OKNO NA ROSJĘ 





 


lWcbaI K. PawlikowMi. 




WlBf_\si 


!iE
 x:':""" 

 
J " D E""IESS 
"Olf\\\ ,;1 ( ,u"UJ:u;
:
'W:" 
, 
 JA%D 
I fregata 
;i =
'S"":
;A 
..DD,DEANBT. 
 -11 
j\"-.A 3 i ;1 GilU - 
LDNDDN,W...:, "
 '? 
 
, .. s::-.. 
'- 
....
.:.:w.:.

 


J.
!.... 
 



 
 
-
 


Rozmaitości 


. 
.Jedna z greckich restauracji w Lon- 
dynie pozwala gościom tłuc talerze na 
znak że podoba 1m się przygrywają- 
ca przy posiłkach orkiestra. .Jest to 
starodawny greck!l. żwyczaj odpowia- 
dający oklaskom. Trzeba przyznać że 
W porównanlu z tym najhuczniejsze 
óklaski są dość słabym dźwiękowo 
wyrazem uznania. 
. 


! Pan Arthur Rising z Oxfordu wy- 
grał samochód na konkursie, w któ- 
rym zadanie polegało na odgadnięciu 
ile osób zwiedzi pewną Wystawę prze- 
mysłu samochodowego. Pan Rising 
wymienił najbardziej zbliżoną cyfrę, 
zaledwie o kilkadziesiąt mniejszą od 
rzeczywistej liczby zWiedzających. W 
jaki sposób do niej doszedł? Bardzo 
prosty: dopisał jedno zero do swego 
numeru telefonu. 


. 
N a pokazie mód w Londynie pe- 
wien dziennikarz przeprowadził sze- 
reg wywiadów z damami z arysto- 
kracji angielskiej, aby się przekonać 
czy odpowiada prawdzie fama, która 
głosi że nawet księżniczki noszą bie- 
liznę kupowaną vi firmie ,,:Marks I 
Spencer". Ceny tej finny są. niskie, 
lecz jakość jej towarów cieszy się 
powszechnie dobrą opinią. Dzienni- 
karz przekonał się - na słowo zresz- 
tą tylko - że wiele arystokratek 
pod wspaniałymi futrami I modnymi 
kreacjami miało na sobie bieliznę od 
Marksa I Spencera. 


-... 
, 


.Nr 1081/1082, 18/2&- Decernber. 1* 


Korespondeneja 


o OCALENIE BffiLIOTEKI 
POLSKIEJ 


Do redaktora "Wiadomości" 


Szum i hałas wokoło subwencji dla 
Biblioteki Polskiej w Londy'nie budzi 
gorzkie uczucia. A nie wiadomo, czy 
piękne I rzeczowe wystąpienie lorda 
SŁ Oswalda w Izbie Lordów oraz 
jego kolegów zmieni bezwzględne 
stanowisko r
du brytyjskiego. 
Ta Biblioteka Polska - to skarb- 
nica czasów przeszłych, obecnych 
oraz przyszłych. Nie możemy dopu- 
ścić do jej zmarnowania. 
Wyzyskano nas bezmiernie w okre- 
sie ostatniej wojny, zdradzono, oszu- 
kano po zwycięstwie wspólnie odnie- 
si-onym i zmuszono do wyrzeczenia 
się powrotu do własnej ojczyzny, 
zniewolonej za zgodą sojuszników 
przez satrapów moskiewskich. Obec- 
nie usiłuje się pozbawić nas resztek 
naszej osobowości, odrębności starej 
kultury, by pod naciskiem wessać 
nas - politycznych uchodźców - 
bez reszty. 
Nie dopuśćmy do tego przez bier- 
noŚĆ i obojętność. Wysilmy się aby 
zbiorową akcją. zdobyć we własnym 
zakresie potrzebne fundusze na Bib- 
liotekę Polską w Londynie. Opodat- 
kujmy nasze domy, sklepy, przedsię- 
biorstwa, a także i nasze zarobki. 
Niech nikogo nie zabraknie w tym 
dziele. Pokażmy że i w czasie po- 
koju potrafimy walczyć z przeciw- 
nościami losu o nasze prawa kultu- 
ralne i o naszą narodową schedę. 


Józef Godlewski. 


KS
KA O BATORYlU 


Do redaktora "Wiadomości" 


Dr Fryderyk Goldschlag w artyku- 
le "Kłopoty z Batorym" ("Wiadomo- 
ści", nr 1075) pisze o książce p.t. 
"Czy królobójstwo?", której autorem 
jest mój ś.p. mąż dr Scheuring, a 
którą wydałam po jego śmierci. 
W zagadnieniach lekarskich dr 
Goldschlag nie podejmuje żadnej po- 
lemiki, niczego nie dowodzi. Zakrzyk- 
nął tylko: "protestuję!" w obronie 
autorytetów, których orzeczenia au- 
tor książki naj dokładniej przeanali- 
zował, wykazał ich niedoskonałość, 
wysnuwając na podstawie długich i 
żmudnych studiów własne wnioski. 
P1sZQ.c książkę p.t. ..Czy królobój- 
stwo?", autor nie stawiał pierwszych 
kroków w dociekaniach naukowych. 
Był starym, doświadczonym naukow- 
cem. Wiele jego prac przed i w cza- 
sie wojny ogłoszono również w ob- 
cych językach. .Jego wnysł analitycz- 
ny, a nie tylko "wiara i czucie", je- 
go niezwykła pracowitość i sumien- 
ność zjednywały mu uznanie u swo- 
ich i obcych. Cenił go bardzo prof. 
Rencki, na którego powołuje się dr 
Goldschlag. O prof. Renckim opowia- 
dał mój mąż, że był tak znakomitym 
diagnostą, iż rozpoznanie choroby 
dawał przed otrzymaniem wyników 
laboratoryjnych, który zazwyczaj je 
potwierdzały. Ufał więc prof. Rencki 
8wojej intuicji i ogromnemu doświad- 
czeniu, a nie tylko "szkiełku loku 
mędrca" - jak pisze dr Goldschlag. 
W naszych dziejach doświadczali_ 
śmy niejednokrotnie łaski Bożej, któ- 
rej zdaje się nie widzieć dr Gołd- 
schlag. Tę łaskę dostrzega i dostrzec 
się jej nie waha autor książki, i bez 
znaczenia jest, czy zgodzą się na 11:0 
bardziej "ortodoksyjni historycy", o 
czym wątpi dr Goldschlag. 
Dr Goldschlag sądzi, źe autor 
książki miał "w młodości sny o szpa- 
dżie i potędze", o "Polsce od morza 
do morza", o "mocarstwowości" o 
"zwycięskim pochodzie katolicyz
u", 
o "zwartym i silnym narodzie". Nie 
wiem czy o tym śnił, ale wiem że 
tego pragnął. Na metodę polemiczną 
dr. Goldschlaga, ujawnioną w cyto- 
wanym wyżej zwrocie, pragnę zwró- 
cić szczegÓlną uwagę. W gruncie rze- 
czy sprowadza się ona bowiem do 
przechodzenia do porządku nad histo- 
rycznymi ambicjami narodu polskie- 
go. 
Nie rozwniem też, dlaczego poglą,d 
autora książki na sprawę Dreyfusa 
obraża "zdrowy rozsądek". Pogląd 
ten jest tylko odmienny od poglądu 
dr. Goldschlaga. 


Trudno wreszcie nie przytoczyć 
zdania z artykułu dr. Goldschlaga, 
w którym pisze: "Co mnie szczegól- 
nie gniewa, to pomysł elektorów, by 
młodemu królowi wpakować do łoż- 
nicy stare pudło, Annę Jagiellonkę". 
Anna Jagiellonka była koronowaną 
królową Polski, była żoną króla Ste- 
fana Batorego i ostatniQ. z wielkiego 
rodu .Jagiellonów. 
W tym miejscu kończę mój list 
słowami dr. Goldschlaga: "Sunt cerU 
denique fines każdej nieprzyzwoito- 
ści". 


Zofia Scheuring. 


}o'ARBOWANY CZY MALoWAN}:" f 


Do redaktora "Wiadomości" 


Sprawa drobna, ale interesująca. 
"Farbowany ptak" jest być może 
bliŻszy nastrojowi ksiQ.Żki iKosińskie- 
go i trafniejszy w przekładzie niŻ 
się Zbigniewowi Grabowskiemu wy- 
daje ("Wiadomości", nr 1079). 
Nie chodzi o ptaka malowanego, 
czy wymalowanego, bo to mogłoby 
znaczyć, że na papierze czy na płót- 
nie. Chodzi o to że ptak jest poma- 
lowany -- ale w tym właśnie rzecz, 
że się nie maluje pierza, piór, sier- 
ści, włosia, wełny, t.zn. nie kładzie 
się na nie kolorów, tylko się przenika 
je i przesyca kolorami, t.j. farbuje. 
Biedne jawajskie wróbelki, tysiąca- 
mi importowane do Anglii, są far- 
bowanymi ptaszkami. 
Farbowany lis jest mimowolnie 
trafnym przykładem pana Zbigniewa. 
W "farbowanym ptaku" już coś brzmi 
fałszywie, okrutnie, niepokojąco, w 
zgodzie z intencjami Kosińskiego. 
Wspomniałem w "Tygodniu Pol- 
skim" że taki właśnie tytuł ustalili- 
śmy z autorem, po długich i dociek- 
liwych rozważaniach, i juśli tylko 
uda mi się wywiązać z przyrzeczenia, 
przełożę na polski tę nieprzecięt.ną., 
wstrząsającą książkę p.t. "Farbowa- 
ny ptak". 


Marian Hemar. 


P.S. Przy sposobności tego listu, 
pragnę wyrazić podziw dla Jadwigi 
Maurer. To znakomite, prawdziwe, 
nie farbowane pióro! 




 


NIEPOROZUMIENIE Z DOLINAMI 


Do redaktora "WladomoAcl" 


W liście p. Zofii Malczewskiej "To- 
pografia tatrzańska" (..Wiadomości", 
nr 1079) znajduję ciekawe d słuszne 
uwagi dotyczące mego artykułu 
"Spór o Morskie Oko" (nr 1063). 
Tylko jeden zarzut, wynikły zapew- 
ne z nieporozumienia, wymaga spro- 
stowania. Nie pisałem nigdzie że do- 
lina Pięciu Stawów jest odnogą do- 
liny Białej Wody. ZauWa1:yłem jedy- 
nie że Morskie Oko leży w odrębnej 
dolinie, stanowiQ.cej rodzaj odnogi 
doliny Białej Wody. 


Fryderyk Goldscblag. 


Do redaktora "WiadomOŚci" 


W nr. 22, pisma wydawanego przez 
Z.B.oW. i D. "Za Wolność i Lud" uka- 
zał się przedruk mego artykułu p.t. 
"Treblinka Steinera". Artykuł ten 
był wydrukowany w nr. 1071 "Wiado- 
mości". 
Jestem bardzo rada, że artykuł mój 
bez zniekształceń i bez skreśleń udo- 
stępniono czytelnikom w Polsce, któ- 
rzy z powodu zarządzeń reżymowej 
cenzury są pozbawieni możności 
czytania prasy polskiej ukazującej się 
w wolnym świecie. Ponieważ jednak 
zjawienie się mego nazwiska na ła- 
mach pisma, które wydawane jest 
przez Z.B.oW.iD., może wywołać w 
Kraju wrażenie mojej z tym pismem 
wSp6łpracy - dla uniknięcia jakiego- 
kolwiek nieporozumienia oświadczam, 
że artykuł mój p.t. "Treblinka Stei- 
nera" umieszczono w piśmie "Za 
Wolność i Lud" bez mojej wiedzy i 
bez wiedzy redaktora "Wiadomości". 
Z wydawnictwami Z.B.oW.iDu nie 
współpracuję z zasadniczych wzglę- 
dów ideowych i POlitycznych. 


Wanda Pełczyti8ka. 


PIENIĄDZE 
201 złotych za £ HASKOBALTD. 


N AJSZYBCI EJ 


Paczki do wyboru 


WOLNE 


OD 


CŁA 


81 CROMWELL ROAD, LONDON, 8. W. 7. 


TeL FRE 7888
>>>
WIADOMOSCI 


-:Nr 108111082, 18/1A5 December, 1986 


19 


, 
TRESCI 


ROK 


1966 


ZA 


WY KAZ 


Przed wymarszem na transport Meer 
Schaum. 1074. 
Zamazańska WeronIka. Limeryki. 
1042. - Metafizyka i księgowość. 
1047. - Chłopska śpiewka o dróŻce 
nad jeziorem. Pojednanie słońca z 
księżycem. Niepogoda nad WJgramL 
10:8. 


zlenie dla Manueli. 1059. - Dzień sa- 
motnej włóczęgi. 1063. 
Wojlitomliki Stefan W. Kołczak-Ja- 
nin. 1061. 
Wojtyslak Czesław. Na polach opa- 
lowych Coober Pedy. 1061. 
Wołodkowicz Andrzej ob. Kropki nad 
"i" w dialogu polsko-żydowskim. 
1044/1945. 
Wróblewski Józef ob. !Przyczynki do 
dialogu polsko-żydowskiego. 1032. 
Wujastyk Stanisław. Fauna sudań- 
ska. 1077. 
Wult Józef przeł. Mieczysław Zarzy- 
ski. Pochwała Heinricha Grubera. 
1067. 
Wysłouch Franciszek. Tajemnice 
puszczy. 1049. 
Zakrzewska Lidia. On. 10M. - Tunel 
I światło. 1055. - Niezaadresowany 
list. 1059. - Mirka im pomoże. 1065/ 
1066. - Nikt mi nie wierzy. J.075. 
Zaleski Z. L. Semper fidells. 1042. - 
Składamy wizytę Hamletowi. 1081/ 
1082. 
Zaporowski Bogdan ob. Kropki nad 
"I" w dialogu polsko-żydowskim. 
1044/1045. 
Zarzycki Mieczysław ob. Wult Józef. 
1067. 
Zbyszewski W. A. Felieton z okazji 
wyborów. 1031. - Kultura musi ko- 
sztować. 1038. - Galtier-Boissi
re. 
1041. - Bielatowicz. 1054. 
Zdziechowski Kazimierz. Historycy 
niemieccy o stosunkach z Polską.. 
1034. 
Zgierska Jadwiga. Adam z Bochenia. 
1070. 
Zielińska Halina. Prawda o Rappers- 
wilu. 1039. 
Zylberberg Michał. Szalom Asz a Pol- 
ska. 1040. 
2erańska Alina. Pittsburgh I płtts- 
burczanie. 1081/1082. 
tochowski Stanisław. Szar1a jakiej 
nie bywało. 1048. - Ratownictwo 
morskie w rękach polskich. 1072. 
tuła\Vski Marek. Wystawy Gauguina 
i Bonnarda. 1041. 
40 lat temu. 1036. 


Porembiński Aleksander. Historia 
psa. 1038. - Zawrotna kariera. 1046. 
- Napad. 1053. - Narzeczeni. 1057. 
- Grek i diament. 1081/1082. 
Poznański Karol. Dr Henryk Kry- 
szek. 1076. 
Pragier Adam. Pierwsze dni rządu 
Arciszewskiego. 1036. Struktura rzą.- 
du Arciszewskiego. 1037. 
Pruszyńska Maria. Rozmowa z dok- 
torem Weinszlagiem. 1076. W okupo- 
wanej Warszawie. 1077. Dalsze dzieje 
Jagny. 1080. 
Przed przyznaniem nagrody ,,\Viado- 
mości" . 1041. 
Przemówienie wygłoszone na pogrze- 
bie ś.p. Ludwika Abramowicza 8 
kwietnia b.r. na powązkach w War- 
szawie. 1053. 
Przyczynki do dialogu polsko-żydow- 
skiego. Adam Robakowski. Józef 
Wróblewski. Irena Czarowicz. Janina. 
Sur
.nowa-Wyczałkowska. J. Z. Kę- 
dzierski. 1032. 
Przyznanie nagrody "Wiadomości" 
za r. 1965. Laureatka: Zofia Romano- 
wiczowa. 1046. 
Przyznanie nagrody za najwybitniej- 
szy wiersz wydrukowany w r. 1965 
w Wiadomościach". Laureat: Jan 
W";
zakiewicz. 1046. 
Rey Sydor. Lekcja historii. 1049. 
Robakowski Adam ob. Przyczynki do 
dialogu pOlsko-żydowskiego. 1032. 
Rodzińska Halina. Malczewski w 
Lake Placid. 1044/1045. 
Romanowiczowa Zofia. Paryska Ga- 
leria Lambert. 1033. 
Rostworowski JaIl. Główny ołtarz. 
1054. - Nic prostszego. 1080. 
Rowiński Krzysztof. W teatrze "Sy- 
rena". 1077. 
Rozmaitości. 1031. 1034. 1036. 1038. 
1042. 1043. 1047-1050. 1052. 1054- 
1056.1058.1060-1062.1064-1066.1068- 
1070. 1072. 1075-1077. 1080. 
Rudnicki Zygmunt. Rosjanie na Ku- 
bie. 1032. 
Rzewuska-Tyszkiewicz Jadwiga. 
"L'Etrangere" Balzaca. 1072. 
Sakowska-Wanke Wanda. El Greco. 
z National Gallery. 1037. - Renoir 
i Bonnard. 1040. - Temat w malar- 
stwie. 1043. - Poranek sztuki. 1054. 
- Dubuffet. 1055. 
Scherer Olga. Melancholia ćwierć- 
wiecza. 1046. 
Scheps Samuel. Stanisław Vincenz- 
polski badacz chasydyzmu. 1072. 
Scott George E. Wspomnienie o Ra- 
fale Malczewskim. 1044/1045. 
Siemaszko Z. A. Nauka w Wielkim 
Xięstwie Litewskim. 1056. - Wilno 
otwaI1te. 1059. 
Silva rerum. 1041. 1042. 1053. 1056. 
1060. 1065-1066. 1068. 1070. 1072. 1080. 
Skowroński Tadeusz. Osiemnasty 
rzymski obelisk. 1047. - Pontyfikal- 
na Gwardia Szwajcarska. 1055. - 
Zaczarowany ogród w Nimfie. 1057. 
- Największa katastrofa w dziejach 
Włoch. 1079. 
Słonimski Antoni. Spowiedź emigran- 
ta. 1058. 
Sobieski Jakub. Jak to było napraw- 
dę z Niemcami według źródeł histo- 
rycznych. 1051. 
Sobotkiewicz Stanisław. Patrząc na 
zdjęcie matki. 1043. - Aeternitati 
(Jillgimuli. 10ó9. 
Sojka Wojciech X. Blelatowicz w la- 
tach szkolnych. 1061. 
Sopicki Stanisław. Generał Rozwa- 
dowski. 1064. 
Srokowski Włodzimierz ob. Kropki 


nad "i" w dialogu polsko-:tydowskim. 
1044/1045. 
Stambro\\-ski Aleksander. Kapitalizm 
państwowy a gospodarka planowana. 
1049. - Propaganda 1000-lecia ist- 
nienia państwa polskiego. 1055. - 
Rosyjski ustrój rolny. 1060. - Kry- 
zys społeczno-gospodarczy w Wiel- 
kiej Brytanii. 1062. - Kierenszczyz- 
na. 1069. - Wzrost przestępczości w 
Wielkiej Brytanii. 1071. - Nawrót 
do średniowiecza. 1073. - Inicjatywa 
i własność prywatna. 1075. - An- 
gielski wymlar sprawiedliwości. 1077. 
- Obywatele drugiej klasy i zagad- 
menie wynarodowienia. 1078. 
8tarzenski Paweł. Biblioteka im. Ig- 
nacego Domeyki w Buenos Aires. 
1056. - Z pamiętnika plutonowego 
dypl. 1079. 
Surynowa-\Vycz6łkowska Janina. ob. 
Przyczynki do dialogu polsko-ży- 
dowskiego. 1032. - Legenda o drze- 
wie "Om bu" . 1038. - O zazdrości, 
Kafce i o sercu z goździków. 1043. 
- Listy Jana Bielatowicza. 10M. - 
Facet, endek i koleżanka Kudelkle- 
wicwwna. Bratniak. 1059. Megalo- 
manka z kompleksem niższości. 1065/ 
1066. O "Charitas, wysokich aspi- 
racjach i o kawiarence na Piwnej. 
1079. 
Szczepańska-Nledenthal Jozefa. Czar- 
ka Malczewskiego. 1044/1045. 
Szymanowski Karoł. Listy do Zofii 
i Pawła Kochańskich z lat 1924-1926 
przepisał, przygotował do druku, 
wstępem opatrzył Aleksander Janta. 
1060. 
Swiderska HaJlDa. "Poznam tą. drogą 
z braku znajomości". 1057. - O :toł- 
dakach, biskupach i wędrują.cej ka- 
tedrze. 1070. 
Tarnawski Wit. Notatki z lektury. 
1071. 
Tepa Jerzy. Eskeplzm szarego czy- 
telnika. 1040. - Nowości amerykań- 
skie. 1081/1082. 
Terlecki Tymon. O Miłoszu. 1056. 
Tiche Karln. Nagrody Millenniwn. 
1039. 
Toporska Barbara. Z prośbą. o odpo- 
wiedź. 1036. 
Trenczyńsk1 Andrzej W. a.p. Peter 
Privadok. 1046. 
Uzupełnienie przemówienia. 1061. 
\Tincenz Stanisław. Z perspektywy 
podróży. 1032. Polityk n1epolityczny. 
1043. Rzeczywistość urojona. 1048. 
Lwowscy kosmopolici. 1050. awięce- 
n1e wody. 1062. "Navigare necesae 
est". 1064. 
Warszawskie środowisko bibliofilskie. 
1036. 
Waslutyński Wojciech. Filistyni od- 
kryli Amerykę. 1042. - Trzy mod- 
litwy na Wielki Tydzień. 1046. 
Węgrzyńska-Kośclałkowska JanIna. 
Gute Nacht, Ant1gone. 1041. 
WIeniewski Ignacy. Tadeusz Sinko. 
1070. - 01'11 Gród. 1081/1082. 
Wierzyński Kazimierz. Ra!ał Mal- 
czewski. 1044/1045. - Chopin i wier- 
sze. 1070. - Steinbeck pije kawę. 
1072. 
Winczaklewlczowa Anna. ob. Kropki 
nad "i" w dialogu polsko-żydowskim. 
1044/1045. 
Wittlin Józef. Z Rafałem i o Rafale. 
1044/1045. - Z perspektywy dzie- 
sięciu lat. 1070. 
Wittlin Tadeusz. Modigliani wśród 
polskiej cyganerii Paryża. 1040. - 
W oazie boga wojny. 1051. - Daleki 
Wschód Greenwich Village czyli wię- 


PROZA Guareschi Giovannlno, przeJ. Zofia 
Kozarynowa. Don Cam1llo w kołcho- 
Ankieta "Wiadomości". A la maniere zie. 1067. Cmentarz żołnierzy wło- 
de Marcel Proust. 20 wścibskich py- skich. 1070. 
tań. Andrzej Chciuk. Fryderr k Go
d- Gwnołka Franciszek K. J. S. Ostoja- 
lichlag. Zbigniew Grabowski. Ste
a.- Kotkowski, prekurson sztuki jutra. 
JUa KOS80wska. Tadeusz Wi
tlin. 1081/1082. 
1057. Jadwiga Beckowa. .
1ichał Giinther Władysław. Warszawskie 
Chmielowiec. Władysław ,Gunthe!. teatry w Londynie. 1056. _ Chybiony 
Janusz Kowalewski. Beata Oberty,n- przekład. 1071. 
ska. Wiktor Trościanko. Ignacy Wle- Historia medycyny wielkopolskiej. 
niewski. 10159. Marian AxeL Stani- 1056. 
sław BaJiński. StanISław Irzyk. Mi- Humor i satyra. 1031. 1050. 1055. 
chał K. Pawlikowski. Jan Winczakie- 1056. 1059. 1061. 1063. 1073. 1074. 
wicz. Karol ZbY8 z ewski. 1001. Irena Irzyk Stanisław. Wieża Babel przed 
.8ącz}j;owska. Barbara CZl;J.plicka. X. wieżą. z kości słoniowej. 1039. - Nie- 
Kamil Kantak. J. Z. Kędzier8ki. Kry- specyficzne funkcje sztuki tradycyj- 
1i1;;)'na Kibish. Edward Raczyński. Ja- nej. 1051. 
nina Surynowa-Wyczółkowska. Ja- Jakubow8kl Edmund. O żukowskim 
niDa ,Węgrzyńska-Kościalkowska. Ja- i innych żmudzinach. 1036. 
I1ina z PuttKamerów żółtowska. 1063. Janta Aleksander. Marmur i mur. 
Danuta ,Kosliowska. l\larian Kukieł. 1037. _ Kupa mięci. 1038.1065/1066. 
Jan Leszcza. Alek!;ander Poremński. _ Rafał którego nie znamy. 1044/ 
Jerzy Tepa. Barbara Toporska. Sta- 1045. _ W przedmiocie tkanki łą.cz- 
nisław Vmcenz. 1065. nej. 1050. - Indyjski pamiętnik. 1076. 
Arciszewski F. A. O masakrze dwoch Janta Aleksander ob. Szymanowski 
batalionów. 1078. Karol. 1060. 
Ax.eL l\larian. Furioso cantabile. 1053. Jasieńczyk Janusz. Enigmatyczny 
-:Na_ zdrowy rozsą.dek. 1075. . . Potocki i "Rękopis" Hasa. 1034. - 
Ayre Robert. Krajobraz kanadYJski Dwie "Lady L" Gary'ego i Ustinova. 
w interpretacji Malczewskiego. 1044/ 1037. - Szpiegostwo bez szminki. 
1045. 1041. 
Bailly Rosa. PięćdziesięClolecie. 1M? Jcśman Czellław. KsiąŻę-podróŹDik 
BączKowska Irena. Lament po zagon- którego nie było. 1077. 
czy ku. 1047. - Węzły na mtce. lWI. Kamieniecki Witold. Historycy I po- 
Beutlich Tadeusz. Nowoczesne tka- litycy warszawscy. iRom8lIl Knoll 
niny. 1071. (1888-1946). 1035. Władysław Smo- 
Bieńkowska D. Ir. Już im nigdy nie leński (1851-1926). 1047. Jan Karol 
opowiem. 1075. - Tamto lato. 1077. Kochanowski (1869-1946).1049. Wac- 
rug Ben. W Londynie. 10ii4. 1037. ław Grzybowski (1887-1959). 1006. 
lOiS9, 1041. 1047. 1052. 1056. 1061. Stanisław Kętrzyński (1876-1950). 
1071. 1078. 1062. Ignacy Tadeusz Baranowski 
Bochdan-Niedenthal Maria. Rafał w (1879-1917). 1072. Franciszek Pula- 
Brazylii. 1044/1045. ski (1875-1956). 107
. 
Bogdanowicz Edward. Polowanie na Kantak Kamil X. Polacy wymierają. 
bawoły we Wschodmej Afryce. 1038. w Libanie. 1071. 
Bohusz-Szyszko Marian. N owe obra- Kasterska Marya. Mój wywiad z Du- 
zy Turkiewicza. 1039. hamelem. 1062. 
Bregman Aleksander., "Perła Koro- Katelbach Tadeusz. U generała Sosn- 
ny". 1042. kowskiego. 1078. 
Bromirska Stella Ewa. "Archeogra- Kemblan Jan. "Papa" z Teheranu. 
my" Niemczyca. 1058. 1040. 
Brook Peter. Marek WaJsblwn. 1032. Kędzierski J. Z. ob. Dialog polsko- 
Bryza-Zarzycki TadeUSz. Gestapo na żydowski. 1032. 
Piusa. 1074. Kędzior Aleksalłder KaroL Batalio- 
Brzozowska Krystyna. Najodważniej- ny. 1034. - Nominacja. 1063. 
szy żołnierz Izraela. 1031. - Papiru- Iilbisb. Krystyna. Prawda o Bli-dzie 
sy z Herkulanwn. 1032. - Kto Wor- Parysa. 1063. 
mował Roesslera. 1077. Kołłllpajło Ignacy. Paderewski. 1069. 
Bujnowski Józef ?b. Kro
ki nad ,,i" Kopań.ski Stanisław. iBlelatowicz jako 
w dialogu polsko-zydowskim. 1044.." żołnierz. 10M. 
Chciuk Andrzej ob. Kropki nad "l Korboński StefaIl. Ostatnie lata Mal- 
w dialogu polsko-żydowskim. 1044/ czewskiego w świetle jego listów. 
1045. W1ersze Mosze Zalcmana.-1063. 1044/1045. 
- Coraz dalej, coraz dalej. ,1081/ Kosiń8ka Zofia. O przyjacielu. 1006. 
1082. KOlIsowska Danuta. iLiterackie pwt- 
Chmielowiec Marian. Słownictwo ki z drugiej strony oceanu. 1062. - 
karciane. 1072. Maja Wojciechowska, jedna z roz- 
Chmielowiec Michał. Pamiętam. Dzię- sypanych pereł. 1064. 
kuję. 10M. Kotkowski Zygmunt. iBielatowicz w 
Cuctin Jeremiah, przeł. Mieczysław moich oczach. 10M. 
Giergielewicz. Gościna w Zakopanem. KowalewskI Janusz. Mój przyjaciel 
1067. W Częstochowie i gdzie indziej. łagierny Ludwik Hass. 1037. - Sta- 
1068. Ostatnie rozmowy z Sienkiewi- re i nowe. 1062. 
czem. 1070. Kozarynowa Zofia. Matki żydówki. 
Cybulski Maciej. Antybunt naszego 1046. - O snobizmie słów kilka. 1047. 
czasu czyli bohater w poszukiwamu - Z Turynu do SoplIcowa. 1055. - 
sześciu postaci. 1031. - Diabeł-de';ls Tranzytem przez Polskę. 1059. 
ex machina. Paradoksalna komedia Kozarynowa Zofia ob. Guareschl Glo- 
Homara w Ognisku. 1049. - ..Lotne vannino. 1067. 1070. 
płaski". 1080. Krancowa FelicJa. Rafał w Zakopa- 
Czapska !-Iaria. Odnaleziony puchar. nem. 1044/1045. - Jan Tarnowski. 
1078. - ob. Maulnier Thlerry. 1047. 1067. 
Czarkowski-Golejewski Kajetan. O Kronika. 1031. 1034-1939. 1042. 1044/ 
metropol1cie Szeptyckim. 1067. - Die 1045. 1047. 1048. 1050. 1051. 1053. 
Gniidige Frau. 1068. 1055-1059. 1062-1064. 1067. 1068. 1070- 
Czarowicz Irena. ob. Przyczynki do 1072. 1074. 1076. 1077. 1080. 
dialogu polsko-żydowskiego. 1032. Kronika ilustrowana. 1040. 
Czerwak Kazimierz. Bezpłatne teatry Kropki nad "I" w dialogu polsko- 
amerykańskie. 1073. żydowskim. Jadwiga Maurer. Michał 
CZY'telnicy o ..Wiadomościach". 1036. K. PawlikowskL Anna Winczak1ewi- 
1040. 1044/1045. 1046. 1050. 1053. czowa. Andrzej Wołodkowłcz. Bogdan 
1058. 1061. 1063. 1064. 1071. 1079. ZaporowskL Włodzimierz SrokowskL 
Dan1lewiczowa Maria. ,,Posłannictwo Dr Józef Pawlikowski. Andrzej 
obowiązuje".- Tragiczny finał działal- Chciuk. Józef Bujnowski. 1044/1045. 
ności Tadeusza Grabianki. 1038. - Krótkie wypowiedzi o Zmarłym. 10M. 
Bezdomne bibliotekarstwo. Prehisto- KrWlzelnlcki Ludwik. Sekunda przed 
ria warszawskiej Biblioteki Na.ł:0do- katastrofą.. 1048. - Makówka. 1081/ 
wej 1040. - "Votre camrade- deser- 1082.. 
teur Zbyszewski". 1048. - Kolumna IU:zy
anowskl JuliaIl. SIenkiewicz i 
barska w Rapperswilu. 1057. - 0- Wltkiewicz. 1077. 
lśnienie. 1068. - Magia starej ks1q.ż- Ksią.żki nadesłane. 1033-1036. 1040. 
ki. 1074. '1042-1046. 1048. 1050. 105
-1054. 1056. 
D!łbrowska Maria. Dwa listy. 1044/ 1057. 1060-1062. 1068-1073. 1076. 
1(}45. Kukiel Marian. Jak te:' było naprawdę 
Dobek Czellław. Miasteczko. 1048. - z Niemcami i z nami. 1067. - Kon- 
Jesienne zabawy. -1060. d
!fer ludów w "Nie-boskiej kome- 
Drobiazgi włoskie. 1035. 1039. 1049. du. 1075. 
1073 Lanckorońska Karolina. Notatki z 
Drobnik Jerzy (Andrzej TOIJllcki). podróży do Grecji. 1032. Argołida. 
Tryumf baroku. Dokoła wystawy 1034. Korynt - Ateny - Delfy. 1042. 
Wiek Rubensa" w Brukseli 1033. Wyspy. 1055. 
:... Polonica na straganach. 1062. Lash George Herbert. Pożegnanie z 
Drwęska Alicja. ,Wystawa rysunku i Rafałem Malczewskim. 1044/1045. 
grafiki 1034 LaBockl W. A. Tury olbrzymie. 1077. 
DZiwy' i dzi
adła. 1069. Laterań.ski Jan. Nokturn Chrystusa- 
Eizenman Mieczysław. Mimochodem wy. 1081/1082. 
po "Wiadomościach". 1052. - "Gdy Laurent Jacqnes. Dobrze zrozumiany 
się -człowiek robi starszy"... 1063. - interes. 1036. 
Kiełbasa i Muzy. 1069. Ledóchowskl Wlodz1m1erz. Spacer- 
Evans Klara. Dzień wielkiej ryby. kiem po Johannesburgu. 1057. 
1056. Legeżyńskl Stefan. Wieczór Tadeusza 
:Falencka Karin. Teatry w Warsza- Wittlina. 1071. - ,,żona dla AUlitra- 
wie. 1035. lijczyka". '107.3. - Wieczór 
ii iBoh- 
}'renkiel Stanisław. O krytyce. 1038. danowiczowej I Stanisławy Kuazelew. 
_ Trzy polskie wystawy. 1046. - skiej-Rayskiej. 1076. 
Gauguin w Pont-Aven. 1050. - Ma- Lewicki Stanisław L. Katzenjammer. 
larstwo ,Bohusza
zyszki. 1052. - - 10
. 
Nucleus" Andrzeja Bobrowskiego. LiBłCkl Tadeusz. Spacerkiem po oślej 
1053 - Malarstwo Caziela. 1055. - łą.ce. 10M. 
Bea
dsley. 1081/1082. Lu,?odziec
 I?ltanIslaw. W komisji 
Garllński Józef. Na odprawie u gen. wOjskowej sejmu. 1053. - Jad rusy- 
Roweckiego. 1040. fikacyjny. 1064. 
Gierglelewicz Mieczysław. Bohdan ł..Y,8ek. Pawel. Kołobrzeg dawniej I 
Lepki wśród Polaków. 1049. - Na dzlsiaJ. 107-5. 
'marginesie pamiętników Jeremiah'a Mackiewicz Józef. Listy z tamtych 
C tin 1064 - Mistrz Przepiórka. czasów. 1057. - Od rzezi w folwarku 
'l;;r1 
. Q
 vadis" dla bibliofilów. do - antystalinizmu. 1078. 
1079' .. Majewski StefaIl. Tajemnica masak- 
Oieri:'lelewłcz Mieczysław ob. Curtin ry dwóch batalionów. 10H. 
Jeremiah, 1067. 1070. Malczewski Rafał. Listonollz z Field. 
Giertych Jędrzej. Głos polskiego "an- (Z puścizny rękopiśmiennej). 1044/ 
t it" 1063 1045. - Z notatnika. 1044/1«M5. - 
Jł=z 

zimi
. Stan I szanse-naj- Wspomnienia z pobytu w Polsce w 
kosztowniejszego wyścigu. 1053. l
i
 1959. 1044/1045. - Myśli o od- 
Głosy Włochów o kataklizmie. 1080. wllży. 1046. 
Gold!lchlag ,Fryderyk. Dwaj panowie Mauln1er Thlerry, przeł. Maria Czap- 
H -1033 _ Bociany wielkopolskie ska. Joanna i sędziowie. 1047. 
'o
iągają' się'- 1034. - a.p. .senator Maurer Jadwłr
 Ob ży ' :



 / .. 
-Aleksander Helman-Jarecki. 1039. - w dialogu po s o- o 
, Les vous et les tu'
 1048. - O pol- 1045. - .....chclałbym być 8ZCZU- 

ch kopciuszkach, 
ygańskim opac- rem..... 1075. " 
twie i wielkiej pol:ityce. 1049. - Par- ..Mazowsze w pary:tll . 1051 
ricidium. 1058. - O brodatym lisie, Meysztowlcz Waleriall X. Moc fał- 
nietkniętych winogronach i zwyclę- szu. 1060. 
skiej świętej. 1059. - Nie taki stra- Mitklewłcz Leon. Plan koncentracji 
szny jak go malują.... 1062. - Spór w kampanU wrzdn1owej. 1036. - 
o Morskie Oko. 1063. - Odpowiedź Marszałek Pilsudski o swoich gene- 
polskiego filosemity. 1069. - Rzecz rałach. 1069. 
o genialności. 1073. - Kłopoty z Ba- Morawski Kajetan. Trzy sylwetki. 
torym. 1075. 1053. .. 
Gostkowskl Stanisław. Przeminęli z Morelowsk1 JaIl. ..Milczenle Brand- 
wiatrem. 1051. staettera w Nowym 
?rku. 1038. 
Grabowski Zbigniew. Niemcy zachod- Nagroda ..Wiadomości za najwybit- 
nie po wyborach. 1034. - Aleksander niejszą. ksl.ą.żkę pisarza polskiego wy- 
"'Bobkowski. 1043. - Szymon Wolf. daną. na emigracji w r. 1965. Lau- 
1056 _ Alfa. 1070. reatka: Zofia Romanowlczowa. Prze- 
Grębeckl Zygmunt. Bartek-jeniec. bieg obrad jury, l06Q. . 
1032. Nastempowlec Marceli (20XS6 I jed- 


na dwudziesta) + 5/10 3 po 3 = ? 
1074. 
Następca. W oczach Zachodu. 1031. 
1033. 1036. 1037. 1042. 1043. 1046. 
1047. 1049-1058. 1060-1076. 1078-1080. 
Nowakowski Tadeusz. ..Twierdza bez 
murów". 1038. - Człowiek o jasnym 
spojrzeniu. 10M. - Arkadia na gru- 
zach ejczyzny. 1067. 
Orłowski Leon. Polowanle na tygrysy 
wAssamie. 1044/1045. 
Ostu.szewskl Jan. Zagadnienie ..We- 
sela" i jego aktualność. 1067. 
Ośniałowskl MariaIl. Kartki z dzien- 
nika. 1032. 
Pandora. 'Puszka. Francja - Niem- 
cy -- Europa. 1031. Angielska cho- 
roba. 1032. Parvus. 1033. Na Kubie. 
1034. Przemiany. 1035. Publicystyka 
na emigracji. 1038. 
jednoczenie Eu- 
ropy. 1039. Wojna n1emiecko-'sowiec- 
ka. 1040. ..Droga" - do nikąd 1041. 
Dziennik ankarski. 1042. Człowiek 
który zniknął. 1043. Między Pekinem 
a Moskwą.. 1044/1045. Maj 1926. 1046. 
Trzy kontynenty. 1047. Przemiany 
ustrojowe. 1048. Szklanka zimnej WO- 
dy. 1049. Zdrajca. 1050. Zbrojenia. 
1051. Prorok przypomniany. 1052. 
Cztery układy. 1053. Kryzys Wspól- 
noty Atlantyckiej. 1054. Są.d idzie. 
1055. Arcyszpieg. 1056. Vietnam I 
Chiny. 1057. iNehru. 1058. Kryzys. 
1059. Przez oczy brytyjskie. 1060. 
żarliwy żywot RÓŻy Luxemburg. 
1061. Rewolucja w miasteczku. 1062. 
Trudna próba. 1063. Deflacja Wilso- 
na. 1064. Sprawy atomowe. 1065/1066. 
James Forrestal. 1067. Trzy odmiany 
demokracji. 1068. Dzieje wywiadu. 
1069. Polityka narodowościowa w S0- 
wietach. 1070. Niedoszła wyprawa 
skandynawska. 1071. Zwiastun wol- 
ności. 1072. Wspólnota? 1073. Roz- 
mowy O kulturze. 1074. Polska na 
codzień. 1075. przemIany. 1076. Viet- 
nam i izolacjonlzm. 1077. Spisek nie- 
miecki. 1078. Nie ma wyboru? 1079. 
..Lewa wolna". lOBO. Barwna histo- 
ria. 1081/1082. 
Pankowllkl Marian. Do iLp. Jana Bie- 
latowicza. 1064. - Podróż jednego 
Sarmaty do Drogenbosu, gdzie miesz- 
ka flamandzki malarz Feliks de 
Boeck. 1081/1082. 
Paszkowski Lech. żeglarz mórz Po- 
łudniowych. 1036. - O panu Czar- 
lińskim co do Australl1 pojechał. 
1081/1082. 
Pawlikowski Józef dr ob. Kropki nad 
"i" w dialogu polsko-żydowskim. 
1044/1045. 
Pawlikowski Michał K. Okno na Ro- 
sję. 1033. 1035. 1038. 1042. 1043. 1046. 
1051. 1052. 1055. 1056. 1058. 1060. 
1063. 1065/1066. 1067. 1070. 1072. 
1076. - ob. Kropki nad "i" w dia- 
logu polsko-żydowl!lkim. 1044/1045. 
- Na marginesie ,,Lewej wolnej". 
1049. 
Pelczyńska Wanda. Wspomnienie o 
Stanislawie Kuszelewskiej. 1040. 
Pletrklewlcz Jerzy. Profil duszy. 10M. 
Pilawa-Na.górska Anna (1882/1968). 
Wiersze, uwagi, refleksje. 1081/108
. 
Piotrowska Maria. J. ..Old WarBaw . 
1053. 
Pochwały dla "Lewej wolnej". 1059. 
Polacy na fresku z Grosvenor Square. 
1068. 
Polonica amerykańskie. 1042. 
Pomlan Bolesław. Wakacje. 1037. - 
Szlakiem mormonów. 1052. - Krzy- 
że Arizony. 1057. - San Augustine. 
1069. 


RECENZJE Z KSI4żEK 
Accoce Pierre et Pierre Quet: ..La 
Guerre a 
te gagnee en Sulsse" ob. 
Brzozowska Krystyna. 1073. 
Adamczewski Jan: "Tajemnice Kra- 
ków rozkopano" ob. Brzozowska Kry- 
styna 1039. 
Adamczewskl Jan: ..Tajemnice Kra- 
kowa" ob. Brzozowska Krystyna. 
1053. 
Allen William Sheridan: "The Nazi 
Seizure ot Power" ob. Pandora. 1062. 
Almedingen E.M.: "The Ladies of 
SŁ Hedwig's" ob. Kozarynowa Zofia. 
1034. 
Badeni Stefan: "Wczoraj I przed- 
wczoraj" ob. Zbyszewski W. A. 1035. 
Bellow Saul: ..Herzog" ob. Kosiński 
Zdzisław. 1032. 
Borkowski Piotr. Gwara warszawska. 
1062. 
Bregman Aleksander: Wojna w woj- 
nie. 1072. 
Brown J. F.: The Krushchev Era 
and After" ob. Pandora. 1076. 
Brzozowska Krystyna. Dlaczego Kra- 
ków rozkopano. 1039. - Dzieje Kra- 
kowa w skrócie. 1042. - Podroż w 
przeszłość i przyszłość Krakowa. 
1053. - Kto usypał kopiec Krakusa. 
1055. - ..Hitler pozostanie z nami 
na zawsze". 1072. - ..Wojna została 
wygrana w Szwajcarii". 1073. 
Burn Michael: ..MI'. Lyward's An- 
swer" ob. Hradyska Irena. 1061. 
Castex P. P. Surer: ..WyplSY i studia 
z literatury francuskiej X,X wieku" 
ob. Kozarynowa Zofia. 1035. 
Chabrowski Wacław T., X. ..Lato w 
Pensylwanii" ob. Rostworowski Jan. 
1068. 
Chmielowiec l\lichał: ..Piękno i smu- 
tek tych wszystkich rzeczy.. . 
1039. - ..Nasi ludzie". 1049. - Por- 
tret ubeka. 1050. - ..Cygańskim wo- 
zem". 1056. - Zły to ptak? 1071. - 
Dojrzały debiut. 1072. - Nie będziesz 
karykaturował przeciwnika swego. 
1079. 
Ciechanowiecki Andrzej. Bohdan O. 
Jeżewski: ..Polonica na wyspach bry- 
tyjskich" ob. KomarDlcki Tytus. 1042. 
Ciepieńko-Zielińska Dona: ..Emilia 
Plater" ob. Kozarynowa Zofia. 1051. 
Ciołkoszowa Lidia: ..Publicystyka 
polska na emigracji 1940-1960" ob. 
Pandora. 1038. 
Ciolkoszowie Lidia i Adam: ..Zarys 
dziejów socjalizmu polskiego" ob. 
Pragier Adam. 1049. 
Ciszek Walter J., S.J. with Daniel 
L. Flaherty: ..With God in Russia" 
ob. Kozarynowa Zofia. 1034. 
Clark Douglas: ..Three Days to Ca- 
tastrophe" ob. Pandora. 1071. 
Croce Elena: ..Wspomnienia rodzin- 
Dream-House. ne" ob. Kozarynowa Zofia. 1065/1066. 
O Einsteinie. Crocker Walter: ..Nehru" ob. Pando- 
ra. 1058. 
Czermański Zdzisław: ..Kolorowi lu- 
dzie" ob. Nowakowski Tadeusz. 1063. 
Czerniatowicz Janina: ..Recepcja poe- 
zji greckiej w Polsce w XVI-XVII 
wieku" ob. Wieniewski Ignacy. 1060. 
Czerniawski Adam (redakcja.): ..Ry- 
by na piasku" ob. Rostworowski Jan. 
1053. 
Danilewiczowa l\laria. Rzeczowe son- 
dowanie przeszłości. 1055. - Róża- 
niec wspomnień. 1071. - Nasze stro- 
ny. 1076. 
David Janina: ..A Touch of Earth" 
ob. Grabowski Zbigniew. 1078. 
Deakin F. W. and G. R. Storry: ..The 
Case of Richard Sorge" ob. Pandora. 
1056. 
Elektorowicz Leszek: "Zwierciadło w 
okruchach" ob. Grabowski Zbigniew. 
lOBO. 
Ficowski Jerzy: ..Cyganie na polskich 
drogach" ob. Kozarynowa Zofia. 1056. 
Flaherty Daniel L. ob. Ciszek Wal- 
ter J. 1034. 
Flemming George J.: ..Polska mało 
znana" ob. Pandora. 1075. 
Florczak Zbigniew: ..Podróż na ho- 
ryzonty" ob. Chmielowiec Michał. 
1079. 
Francić Mirosław: ..KalendarzdzIe- 
jów Krakowa" ob. Brzozowska Kry_ 
styna. 1042. 
Frendł Ludwik ob. Wandycz Piotr. 
1939. 
Garder Michel: ..Agonia reżymu w 
Z.S.S.R." ob. Pandora. 1048. 
Garliński Józef: ..Między Londynem 
a Warszaw
" ob. Iranek-Osmecki Ka- 
zimierz. 1060. 
Glass Henryk: "Gawędy z drużyno- 
wymi" ob. Wojstomski Stefan W. 
1069. 
Goławska Maria (ułożyła): ..Wypisy" 
ob. Kozarynowa Zofia. 1077. 
Goławski Michał (opracował): Pol- 
ska chrześcijańska" ob. Kozarynowa 
mnie Zofia. 1077. 
Grabowski Zbigniew. Dotknięcie zle- 
Rok. mi. 1078. - Od Szekspira. do Ke- 
rouaca. lOBO. 
Greene Graham: ..The Comedians" 
ob. Kossowska Stefania. 1043. 
Grzędziński January: ..Maj 1926" ob. 
Pandora. 1046. 
Grzymała-Siedlecki Adam: ..Sto je- 
denaście dni letargu" ob. Kozaryno- 
wa Zofia. 1072. 
Guzy Piotr: ..Krótki żywot bohatera 
pozytywnego" ob. Chmielowiec Mi- 
chał. 1050. 
GUnther Władysław. Subiektywizm 
komedii Fredry. 1049. - Listy Alek- 
sandra Jełowickiego do Ksaweryny 
Chodkiewiczowej. 1050. - Cynthia. 
1055. 
Helsztyński Stanisław: "Człowiek ze 
Stratfordu" ob. Kantak Kamil X. 
1038. 
Helsztyński Stanisław: ..Wyspa Wi- 
kingów" ob. Kozarynowa Zofia. 1042. 
Helsztyński Stanisław (edited): "Po- 
land's Hommage to Shakespeare" ob. 
Kantak Kamil X. 1062. 
Hełm-Pirgo Marian: ..Virgin Mary 
Queen of Poland" ob. Kozarynowa 
Zofia. 1077. 
Hordyński Jerzy: ..Głowa na pieńku" 
ob. Rostworowski Jan. 1046. 
Hradyska Irena. Ogród zakopanych 
talentów. 1061. 
Ind AIlison: ..A History ot Modern 
Esplonage" ob. Pandora. 1069. 
Iranek-Osmecki Kazimierz. Trzy opo- 
wiadania o Polsce podziemnej. 1060. 
James Betty: ..London on £1 aday" 
ob. Big Ben. 1039. 
Janta Aleksander (opracował I prze- 
tłumaczył): "Godzina dzikiej kaczki" 
ob. Rostworowski Jan. 1072. 
Jełowicki Aleksander: ,,Listy do Ksa- 


POEZJA 
Brzechwan JaIl. Liryczny uśmiech. 
1071. - Wiersze pośmiertne. Ostat- 
nia młodość. Bezpotomność. Sen wie- 
czny. Faust. Taktowne wnieranie. 
Anioł. Linie równoległe. Podswnowa- 
nie. 1081/1082. 
Brzozowska Krystyna. Braterstwo. 
1037. 
Chabrowski Wacław T. X. Olbrzym. 
1047. - Nał'ady bogów. Kotek .1 my- 
szka. Tak sobie myślę. Upokorzenie. 
1048. 
Chciuk Andrzej. Knajpa. 1059. - Im- 
presje z małego miasteczka. 1061. - 
Do literatury krajowej. 1072. - Nie- 
konwencjonalna modlitwa. 1075. 
Chciuk Andrzej ob. Zalcman Mosze. 
1063. 
Chcościechowski PrzemylIław. Modłit- 
wa za matkę bastarda. 1061. - Po- 
żegnanie. 1071. 
CzapliC'ka Barbara. 
Maluczki jestem. 
Brzask. 1055. 
l
r
.ling Jan. Recenzja z "Kolorowych 
ludzi". 1070. - Do M. G. w szpitalu 
o mojej kuracji w Abano. 1077. 
Gall Jerzy. Wspomnienie. 1061. - 
Milczenie. 1068. 
Hemar Marian ob. Shakespeare Wil- 
liam. 1031. 
Hoffman Ewa. Cykl. Liryka letnia. 






 1063. 
Janowska Krystyna. Rymy staro- 
świeckie. Dialog starych zrzędów 
wzorem Krasickiego. 10:8. O niedob- 
rej córce. 1067. 
Janowski Adam. Zapalnlczka. 1041. 
JeDne Beniamin Józef. Iluzjon kry- 
tyki. Pejzaż malowany patykiem. 
1078. 
Kędzierski J. Z. W jesieni. 1076. 
Kobrzyńskl Bolesław. Szkatuła z mi- 
niaturami o poezji. 1031. - Burleska 
o Tytanusie. Lato. 1040. - Elegia 
cieniom Jana Bielatowicza. 1054. - 
Mistrzostwa wszechświata. Fantazja 
poetycka o piłce nożnej. 1059. 
Legeżyńskl Stefan. N.iewidzialny bo 
w słońcu. 1054. 
Leszcza JaIl. Notują.c zbielałymi u- 
stami... 1037. - W 45-ą. rocznicę po- 
wstania śląskiego. 1053. 
Limeryki o chorobach. 1072. 
Lipska Anna Marla. W dziesiątą. ro- 
cznicę śmierci Lechonia. 1063. 
Lurczyński Mieczyllław. Meteor. 1047. 
- Meteor. 1049. 
Miązek Bonifacy X. Wiersze. Epilog 
do Jeremiasza. Portret van Gogha. 
Dedykacja. Pr6ba opisu. Pożegnanie. 
Powrót do domu. Przeszłość. Sen. 
Ojczyzna. .... 1038. - Modlitwa 
do Matki Boskiej. 1047. - Psalm 
oświęcimski. Na drodze do EmauB. 
1065/1066. - życzenie. 1071. - Nad 
Dunajem. 1075. - iProśba najpro- 
stsza. 1077. 
Ośnlałowskl Marian. Madonna z Tar- 
gówka. 1037. 
Pakulska Barbara. Gdy ktoś 
zapyta. 1033. 
Piaskowska-Humlńska Janina. 
1037. 
Pusłowskl Fr. Ks. Fraszki. 10M. 
Reszczyńska-Stypldska Marta. Nu- 
mizmatyka. 1062. 
RomISzewski Eugeniusz. Pieśń O ry- 
mach męskich. 1048. 
Rostworowski Jan. O aniołach. Fe- 
retron. Malowidło. Minerał. 10M. - 
: Zasłona. Miasto. Wyzwolenie. Pycha. 
: Siatka płaczu. 1050. - Kolor ołowiu. 
: Krystalizacja. Osiedlenie. List do 
: Wolnej. 1055. - Malowane upominki. 
: Żona. Ojciec. Twój czas. ... . 1070. 
: - Lato 66. Bieszczady. Niedzlca. 
: Sandomierz. Wawel. Letajsk. 1073. - 
: Ojczyzno! Ojczyzno! 1077. 
: RyblekI Andrzej. Sosna. 104:9. 
: Shakespeare William przeJ. Marian 
: Hemar. Sonety. 1031. 
: Swinarskl Artur Marya. Kolos na 
: wyspie Rodos. 1037. 
: Toporska Barbara. Athene noctua. 
: 1039. 
. Zakrzewska Lidia. Myśli noworocz- 
: ne. 1037. - Stare wino. Wierność 
! nagrodzona. 1039. - Cel. Szczęście. 
. Rodzaj czwarty. Opus ostatnL 1048. 
: - Styczna między stycznlem a la- 
i tern. 'Rozdzielenie serdeczne. 1052. - 
i Poemat czerwony. 1062. - Elegia. 
: 1071. - Gdyby glina potrafiła m6- 
. wić... 1077. 
: Zalcman Mosze przeł. Andrzej ChclDk. 
: Me słowo. 1063. 
i Zaleski Zygmunt L Z relikwiarza 
. poetyckiego. Po wyzwoleniu. Dąb bu- 
i chenwaldzki. Osiołek. · · .. I. n. Sen. 
: m
 Blok 61. IV. Sen pieściwy. V. Noc 
: kwitnie. VI. Sen przelotny. Sen ma- 
: jowy w Buchenwaldzie. 18 kwietnia 
............ ....... .................................................................................................... 11111 ł 1I11111111111111111 ł III ł 11111 ł III 1945. Complłgne - StyczeA 1
 -o. 


POLSKI OSRODEK NAUKOWY W LONDYNIE 


zawiadamia 2e ukazał się nakładem OIirodka szkic historyczno-obyczaJowy pióra 


RACZYIQSKIEGO 


EDWARDA 


jego mieszkańcy 


. 
I 


Rogalin 


w oprawie I drukiem Oficyny Stanisława Gliwy 


Tom obejmuje 260 stron, w tym 240 stron tekstu i 33 ilustracje na 20 stro
ac
 pięknego papieru. 
Oprawa twarda w estetycznym płótnie najlepszej jakości. Egzemplarze edycJl blbliof
skiej oprawne 
w skórę. Obydwie oprawy ze złoceniami I w barwnej obwolucie. Stylowa i czytelna czcionka, dyskret- 
ne akcenty dekoracyjne w postaci inicjałów I typograficznych arabeskó
, oraz dobrze równoważone 
obfitymi marginesami kolumny druku tej fascynują.cej książki, wydanej w wyjątkowo starannej i bo- 
gatej szacie graficznej. 
Cena za egzemplarz £2.10.0; fr. fr. 87.50; U.S.A. $7.50. 
Ograniczona ilość egzemplarzy edycji bibliofilskiej, oprawnych w skórę, jest do nabycia w cenie 
£5.0.0; fr. fr. 75.00; U.S.A. $15.00. 


ZAMóWIENIA PRZYJMUJE 
POLISH RESEARCH CENTRE, 26 Pont Street, London, S.W.l. 





--
 


11111111 ł 1111111111111111111111111111111 ł 111111111 r 1111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111IIIIImlllllllllll ł ł 1111111111111111111111111 


tref' ,'tI,n1em, ntl Iwltlzd/tl(ł 


Skromne życzenie: aby wszyscy prenumeratorzy 


jak najprędzej opłacili kwartał 1/1967 


3515. albo $5.25 


Administracja "Wiadomości", 67 Great Russell Street, 


London, W. C. 1.
>>>
2D 


weryny" ob. Giinther Władysław. 
1000. 
Jezewski Bohdan O. ob. CIechanowie- 
«ki Andrzej. 1u42. 
Jędrzejewlcz Jerzy: "Noce ukraińskie 
albo rodowod genlUsza' ob. l\1.arkow- 
ski Zygmunt. 106i!. 
KantaK Kaull1 X. Polska biografia 
Szekspira. .10.s8. - Hommaglwn pol- 
skie Szeksplrowl. 1062. - Przypom- 
wany aWl",ty. 1075. 
,,Kerensky Memolrs (The)" ob. Staro- 
browski Aleksander. 1069. 
K",dz.Lerskl J. z.: "HlStoria Anglii. 
T. 1, do roku 1485" ob. Narolewski 
T. M. :LOa
. 
hlocnowlcz Kazimlerz: "Cztery we- 
aOLl"zymane pakLy ob. Panaora. 100a. 
hOtlISLler Al....lur: ,,1'ragmenty wspo- 
n1ll.eJl OD. Pandora. 1Uó.s. 
b.OiO
lej Leon: ,,li y a miile ans 
na.:slSalt la ł'ologne (960-1I1tiQ)" ob. 
b.o:t.arynowa 
la. 10/3. 
hOlllarBlCKl TytWl. Polskle zabytki 
na wyspacn brytyjsklcn. 1
. - Nie- 
ffileCKI zarys lUSLOru .Polsk1. 1055, 
homarmCKl 'J.'ytu5(opracował) :,,Dia- 
nUS:ł; l tekl .Jana :szembeka, t. li", 
Ob. '.1'ro;:blCk.1 Kazumerz. .1uW. 
honarlSk.1 Kazumerz: "Dalekie a bll- 
slUe OD. Kozarynowa 
la. 10.s3. 
b.oWU'slU :szymon (red.): "Materiały 
do tllograuJ, genealogu i heraldyki 
pOl.!ikleJ. 'i'. li' ob. Danilewlczowa 
l\'larla. 1U55. 
h.orDOWiKl ;stefan: "W imieniu Polski 
wwc
"eJ Ob. Kowalewskl Janusz. 
.1U;S;). 
b.oliwski Jerzy: "The Painted Bird" 
ou. \"illlUelOWlec Michał. 1u1.L. 
hOawli.lO .t.oUZ1tii&W. łierzog. 1032. 
n.UJoIOUWIi_ ttWI&IUa. Komedlanci. 
.1U,*.i. 
Au
wewski Janusz. W 1mlewu Pol- 
alU walc:t4cej. .10
. - l!;popea epoki 
"b'ołiUiuonLu '. 1061. 
h.owaLSka Anna: "Wieza" ob. Koza- 
rynowa 
iR. 1000. 
hozarynowa ZoIla. Dokoła Soboru. 
1031. - żywot człowleka poczciwe- 
go. 1033. - Z nieludzkiej ziemi. 1034- 
- Dwle Clekawe kSlJł.Zki. 1035. - 
O ffilastach. 1036. - Kwiatki ziemi 
pomorlik.1ej. 10;:17. - Spojrzenie z wy- 
BOka. 1040. - Ucieczki. 1042. - Z 
olltrogaml i bez. 1044/1045. - Zimne 
i Clepłe prądy literackle. 1050. - 
"Wodz powstancow, Emll1ja Plater". 
10ól. - Jadłł Cyganie. 1056. - Dal- 
sza i bllższa pr:ł;eSZłosć. 10:8. - Po- 
lak szweazklego rodu w wojsku wło- 
skim. l06u. - 'l'ajemn1ca Bmierci ste- 
fana Batorego. 1001. - Obiektywizm 
Danuty Mostwin. 1062. - Benedetto 
Croce w oczach corki. 1065/1066. - 
Bez nienaw18ci. 1068. - Katedra i 
zamek. .L071. - Więzień niepokona- 
ny. 1u72. - O 1000-leciu po francu- 
sku. 1073. - "Pamiętnlka Kijowskie- 
go" tom trzeci. 1076. - Trud naucza- 
Dla l pouczama. 1077. - Dobry i zły 
Lem. lU /9. - Dwóch żydowsklch pi- 
sarzy o Polsce. 1070. 
KrUgęr Horst: "Das zerbrochene 
Haus" ob. Brzozowska Krystyna. 
1072. 
Kukiel MarIan. Henri de Montfort i 
jego p08mlertny glOs o Katywu. 1063. 
Kurek Jalu: "Uwaga, imija!" ob. Ko- 
zarynowa Zofla. 1042. 
"La ł'olonia dal 19i!9 al 1964" ob. Ko- 
zarynowa ZoJ:ia. 1035. 
Lam Andrzej (wybrał): "Opisane z 
pamlęci ob. Rostworowski Jan. 1053. 
Lem StanLSław: "Czas nieutracony" 
ob. Kozarynowa Zofla. 1019. 
LeWlckYj Borys: "Pobtyka narodo- 
WOSClowa w Z.S.S.H.. w doble Chru- 
szczowa' ob. Pandora. 1070. 
LeW1S lt'lora: "The Strange History 
of Noel 1'leld" ob. Pandora. 1043. 
Lobodowski Jozef: "Termmatorzy re- 
wolucji" ob. Kowalewski Janusz. 
10b1. 
Lysek Paweł: "Poszło na marne" ob. 
łi.eytan Elżbieta. 1040. 
Lysek Paweł: "Przy granicy" ob. Da- 
wlewlczowa Maria. 1u71. 
MaClejewska Irena: ,;Leopold Staff 
- lwowISki okres tworczoścl" ob. 
WieDlewski Ignacy. 1044/1045. 
IUacklewicz Jozef. Na bliską. odleg- 
łość. 1034. 
Mackiewicz Józef: "Lewa wolna" ob. 
Chmielowiec Michał. 1039. 
l\Jacklewicz Stawslaw. "...i słuchali 
dalekiego gonu szeAciu ogarów" ... 
10a7. 
Mackiewicz Stanisław: "Europa in 
flagranti" ob. Zbyszewski Karol. 1040. 
Macpherson C. B.: The Real World 
of Democracy" ob. Pandora. 1068. 
Majchrowski Stefan: "Pan Fredro" 
ob. Giinther Władysław. 1049. 
Mann Mendel: "Sur la Vistule" ob. 
Kozarynowa ZOfia. 1080. 
Markiewicz Zygmunt. żywot Szew- 
czenki. 1063. 
MaW'er Jadwiga. Nowsze polskie opo- 
Wladania. 1039. 
Mękarska Józefa: "Wędrówka po zie- 
miach wschodnich Rzeczypospolitej" 
ob. DanUewiczowa Maria. 1076. 
Mihajłow Mihajło: "Tematy rosyj- 
skie" ob. Pandora. 1072. 
Milik J. T.: "Bwięty Swlerad" ob. 
Kantak KamU X. 1075. 
Miłosz Czesław: "Gucio zaczarowa- 
ny" ob. Rostworowski Jan. 1036. 
Monfort Henri de: "Le Massacre de 
Katyn. Crime russe ou crime alle- 
mand?" ob. Kukiel Marian. 1063. 
Montgomery-Hyde H.: "Cynthia" ob. 
Giinther Władysław. 1055. 
Mortkowicz-olczakowa Hanna: "Spa- 
dek i inne opowiadania" ob. Kozary- 
nowa Zofia. 1050. 
Mostwin Danuta: "Asteroidy" ob. 
Kozarynowa ZOfia. 1062. 
Mostwin Danuta: "Olivia" ob. Koza- 
rynowa Zofia. 1062. 
Mroczkowski Przemysław: "Szekspir 
elżbietański i żywy" ob. Grabowski 
Zbigniew. 1080. 
Nagórski Zygmunt sn.: "Wojna w 
Londynie" ob. Bregman Aleksander. 
1072. 
Narolewski T. M. Historia Anglll. 
1052. 
NetU J. P.: "Rosa Luxemburg" ob. 
Pandora. 1061. 
Nowakowski Tadeusz. Przejście przez 
morze biało-czerwone. 1056. - Po- 
chwała Czermańskiego. 1063- 
Nowicki Zygmunt: "Długa droga" 
ob. Kozarynowa Zofia. 1044/1045. 
Otwinowska Jadwiga (opracowała): 
"W kręgu dzielności i pracy" ob. Ko- 
zarynowa ZOfia. 1077. 
"Pamiętnik Kijowski. Tom trzeci" ob. 
Kozarynowa Zofia. 1076. 
Pandora ob. dział prozy. 
Paszkowski Lech. Weteran atlantyc- 
kich IIZlak6w. 1042. - Settlerll of the 
Latrobe Valley. 1051. 
Pawlikowski Michał K.: "Wojna I 
sezon" ob. Mackiewicz Stanisław. 
1037. 
Pełczyńska Wanda. Na marginesie 
"Bomb I myszy". 1065/1066. - "Tre- 
blinka" Steinera. 1071. 
Penkovsky Oleg: "The Penkovsky 
Papers" ob. Zieliński Adam 1036. 
Pertek Jerzy: "Dziejp O.R.P. "Orzeł" 
ob, Paszkowski Lech. 1042. 



 


WIADOMO
CI 


Pertek Jerzy: "Burza" weteran at- cret War Agalnst Hitler" ob. Pan- 
lantyckich szlakow" ob. Pas:ł;kowski (Jora. 1078. 
Leca 1042. Segal Kalman: "Kochankowie w So- 
".t'olSkle opowladawa 1000-1963" ob. domie" ob. Kozarynowa Zofia. 10
0. 
M.aurer Jaowlga. 1039. Hmger Isaac Hasnavls: ,,'l'he Famlly 
"ł'onullk POWISLanCOW wlelkopolskich Moskat" ob. Kozarynowa ZOfia. 1
. 
w Poznanlu" ob. Wieliczka Zygmunt. "Słownik języka Adama Wckiewi- 
10aa. cza" ob. Trypućko Jozef. 1037. 
l'ragier Adam. Prehistoria socjaliz- Sokolnicki MIChał: "Dziennik ankar- 
mu pOLSkiego. 10411. ski 111a9-1941" ob. Panaora. 1042. 
Pragler Aaam: "Czas przeszł}' doko- Soplckl Stanisław: "Krzyż i Orzeł 
nany" ob. Sakowski JullUS7. 10óó/ Biały" ob. Kozarynowa Zofia. 1071. 
.1000. 
temer Jean Fran{;OlS: "Treblinka" 

uet Pierre ob. Accoce PieI're. 1073. ob. ł'ełc:ł;ynska Wanda. 1071. 

mus 1'ranciszek: "Niewidzialne Storry G. R. ob. Deakin F. W. 1056. 
SClezk.!" ob. Kozarynowa Zofia. 10;:17. Surer P. ob. Castrex P. 1035. 

eszczynska-:StyplilIiKa Marta: "Czas Szczypiorski Adam: "Cwlerć wieku 
głoau" ou. .P..osLworowskl Jan. 1046. Warszawy (1806-1830)" ob. Kozary- 
.I...eyw.n J!ażbłew.. O poisklm żołnierzu. nowa ZoJ:ia. 1036. 
.1U,*U. TomkieW1CZ lVlUla: "Bomby i myszy" 
lthode Gotthold: "Kleine Geschicbte ob. Pełczynska Wanda. 1065/1066. 
.t'olens' ob. Komarnu:kl Tytus. 10a5. Toporska Harbara: , Siostry" ob. 
łWgow Arnold A.: "Victim of Duty" Chmlelowiec Michał. 1072. 
OD. .t'andora. 1067. Trębicki Kazimierz. W słuzbie praw- 
ltomanowlczowa Zofia: "Próby i za- dy hlStorycznej. 1050. 
nllary: ob. Nowakowskl rJ.'adeusz. 1'rypućko doze!. Słownik języka Ada- 
.lUiJ6. ma Mlckiewicza. 1037. 
liotitworowski Jan. Między wiersza- Wagar W. Warren ob. Wells H. G. 
mI. 1000. 1046. 10b8. - .Nie wszyst- 10::.::. 
kle ryby spaiy. 10:3. - Tu Japoń- Wandycz Piotr - Ludwik Frendl: 
czyk1. lo7
. "Zjednoczona Europa" ob. Pandora. 
!Wstworowski Jan: "Nasi ludzie" ob. 1ua9. 
Cnmlelowlec Michał. 1049. Warneńska Monika: "Chłopiec z Re- 
ltucker Jan Jerzy: "Wspommenia omanowa' ob. Kozarynowa
ia,1058. 
LWOWle" ob. Kozarynowa ZoJ:ia. 1036. Wawrzykowska-Wierciochowa Dioni- 
:SaKowski JuliulSz. Z ubocza loży na zja: "W kręgu miłości i bohaterstwa" 
CZOłO sceny. 1UQ5/1066. ob. Kozarynowa Zofia. 1008. 
Sapieha Lew: "WoJna z wysokości Wells H. G. "JoW'D8.lism and Pro- 
SlOół&." ob. Mackiewlcz Józef. 1034. phecy 1893-1946. An Anthology Com- 
,,::iq,d idzle!" ob. Pandora. 10ó5. piled and Eillted by W. Warren Wa- 
Scnaclau W. B. ob. zeman Z. A. B. gar" ob. Pandora. 1062. 
J.Qaa. Werth Alexander: "Russia at War 
SCheuring Herman Zdzisław: "Czy 1941-1945" ob. Pandora. 1040. 
kcoloboJstwo '!" ob. Kozacynowa Zo- Wieczorkiewicz Bronisław: "Słownik 
fła. 106.L. gwary warszawskiej XIX wieku ob. 
Schlabrendorff Fabian von: "The Se- Borkowski Piotr. 1062. 



 


Wlelhorski Władysław: "Wspomn1e- Bą.czkowska Irena. Plon nwneru 
nia z przeżyć w niewoli sowieckiej" 1058. 1062. 
ob. Kozarynowa Zofia. 1040. Biega.ńBkI Stanisław. Jeszcze o roli 
Wieliczka Zygmunt. Porachunki pod gen. Tadeusza Rozwadowskiego. 1074. 
pomnikiem Chwały. 1033. Borkowski Piotr. Etymologia Nicka. 
Wieniewski Ignacy. Lwowska mło- 1068. 
dość Leopolda Staffa. 1044/1045. - Borowicz Tadeusz. Prawda o spot- 
Hellewzm w Polsce w XVI-XVII w. kaniach z Polską. 1041. 
1060. Brakowa Alina. Dlaczego milCZ/ł-? 
Wierzyński Kazimierz: "Cygańskim 1057. 
wozem" ob. Chmielowiec Wcnał. 1056. Budyn Zdzisław. Dwie dygresje. 1057. 
W1niarski Bohdan: ,
ad Wisłą, Pis- Bolas Kazimierz. Gęśliki i przęśliki. 
są. i Narwią" ob. Kozarynowa Zofia. 1053. 
10:8. Burrett Edward. iNwner gwiazdko- 
Wojstomski Stefan W. Gawędy z dru- wy. 1035. 
żynowymi. 1069. Clechanowiecki Andrzej. Prawda o 
Wolfe Bertram W.: "Strange Com- śmierci Henryka i MarU Skirmun- 
munists I Have Known" ob. :tandora. tów. 1067. 
10ł31/1082. Chclnk Andrzej. Zastrzeżenie i po- 
WOŹDlakowski Jacek: ,,Laik w Rzy- chwała. 1069. - ,.Straty ubiegłego 
mle i w Bombaju" ob. Kozarynowa roku". 1070. 
ZOfia. 1031. Czarkowski - Golejewskl Kajetan. 
Zawieyskl Jerzy: "Wawrzyny i cyp- "Brzana". 105ft 
rysy" ob. Kozarynowa Zofia. 1060. Czereśniewski Wawrzyniec. Op6źnio- 
Zbyszewski Karol. Hlstoria w pasjo- na książka. 1050. 
nującej formie bo podana przez Sta- Dąbrowski J. P. Wiesław Dąbrowski. 
nisława Mackiewicza. 1040. 1067. 
Zbyszewski W. A. Stefan Badenl - Drawdzik Witold. Sprostowanie błę- 
niedoszły wielki hiBtoryk. 1035. Idów. 1060. 
Zeman Z. A. B. and W. B. Scharlau: -F1cowskl Jerzy. Monografia Brunona 
"The Life of A1exander Israel Hel- Schulza. 1035. 
phand (parvus)" ob. Pandora. 1033. Freokiel Stanilllaw. XVI-wieczny 
Zieliński Adam. Czyżby podświado- Londyn. 1042. 
my wallenrodyzm? 1036. ł'ryl1ng Jan. Aktualna wymlana li- 
Zubrzycki Jerzy: ,,.8ettlers of Lat- stów. 1046. - Pochwała rymu i ryt- 
robe Valley" ob. Paszkowski Lech. mu. 1064. 
1057. Gask1ewiczowa Romana. Amerykań- 
żaki Andrzej: "Początki Krakowa" ski znaczek millennijny. 1072. 
ob. Brzozowska Krystyna. 1055. Gierglelewlcz Mieczysław. "Oj Kott, 
pani matko, Kott! Kott". 1053. 
Glertych Jędrzej. Factum "Przeglądu 
Wszechpolskiego". 1037. - Czy wróg 
w Polski? 1039. - Kto rozstrzelał Hen- 
ryka i Marię Skirmuntów? 1070. 
Godlewskl J6zef. Anegdoty 
dow- 
skie. 1059. 


KORESPONDENCJA 
Alexandrowicz Stanisław. Realia 
"Lewej wolnej". 1051. 
Arnicki J. T. Miła niespodzianka. 
1033. 



 


Goldschlag Fryderyk. Pax: Habsbur- 
giana. 1038. - Apel do współwy- 
znawców. 1044/1045. - Tęsknota do 
Warszawy. 1060. -- Brutus i Cezar. 
1064. - Nie chodziło o kastrację. 
1071. 
Gombrowicz Witold. Jak przyjęto 
"Iwonę" we Francji. 1046. - Gom- 
browicziana. 1059. 
Gortat Wincenty. Zasługi profesora 
W. J. Rose. 1031. 
Gostkowskl Stanisław. "Mea culpa". 
1078. 
G6rski Kazłmierz. Nie mogło być ina- 
czej. 1072. 
Giirlich J. G. Dr Herbert Hupka. 1070. 
Grabowski Zbigniew. O sztuce i o 
Niemcach. 1065. - Jeszcze o Kosm- 
skim. 1077. 
Holińskl AUred. Pomyłki krakowskie. 
1061. - Zasłużony ofiarodawca. 1076. 
Jacewicz AUons. Przewidywany suk- 
ces komunistów w wyborach do wło- 
skich rad miejskich. 1056. 
JaworlIka z Kownacklch Jadwiga. 
Zniekształcone wspomnlenie. 1070. 
JeleńlIkI K. A. Spóźniona errata. 1046. 
Jenne ]JIInl.....ln J6zef. Nie broszura. 
1064. 
Jędrzejewicz Wadaw. Rozkaz do bit- 
wy warszawskiej. 1071. 
Kantak Kamil X. Pokłosie z dwóch 
zeszytów. 1061. 
Karska Wanda Ewa. Kto pierwszy? 
1036. 
Kędzlerllki J. Z. Olplński w Oświęci- 
miu. 1036. - Wcale nie "rybka". 
1060. - NiedociQ.gn1ęde. 1069. 
Kibish Krystyna. Pomyłka. 1062. 
Kiersnowski Tadeusz. Polska i Lit- 
wa. 1040. 
Kołłupa,JIo Ignacy. Poezja i nawiga- 
cja. 1067. 
Komarwckl Tytus. Polityka germa- 
nizacyjna w zaborze pruskim. 1063. 
Komitet redakcyjny t. W ,,Pamięt- 


.
.................................................... ................... ............................................................ 


_ _ 
 
 ___ ____ _ __ _
_ _. . ..- _ 'Il_ _ ,£.....--..-.
 
W dotychczasowy 1082 nwnerach "Wladomoścl' ukazały Sl'" 
prace nastt;;puJlłcycn lLSó autorow: 


LazarWł Aaronson, Adam Adler, Pedro Antonio de AJar(,'Ón, 
Z01la iUuano, 'J:aueutlz AlI-'.farczyoski, Władysław Anderli, :sta- 
lWIiaw iUlUCacKl, lRaone1e d' AnnunzlO, OUlllawne ApolliolUl'e, 
uanut& iUn01uuwa, ",o li. Auden, i\'1arian Axel, Robert Ayres, 

. A. iUClISoWWSkl, 
bOłetliaw .laaKtj, Witold Babiński, Claude Backvill, :stefan 
Bauem, .I\,oman "'. G. Bader, harol badW'a., Henry łSaerleln, .l\.a- 
ZUlller:ł; bagWtiKl, łwlta naJll,)', J.goac,)' .łSa.l.UUIKi, :sta.wsław ba- 
WUiAl, Manuel banrelra., da.UWJga JiaranowliKa, dan łSartKowski, 
\\'lauylSlaw .nartolSzewlcz, t..:ezarm łSaudouin de CoW'tenay,lrena 
b/łCZKOWlilia., doze1 HeCk, dadwAga Beckowa., Czesław Bednar- 
CZYK, hcYISł.yua łSeuuarcz,)'koWa, Maria tselina, Joacbim dU 
tiel1ay, \\'tow:unierz .asem ue Cosban, .tdnilia 
L Benua, IStefan 
beneuykt, .11. btJnnet, hcystyna .berwiWIKa, Andrzej Beuerman, 
'.1:au
UlSZ btoutl1co, HUDert Jilaleckl, AloJzy Biel, Jan Biela- 
tUWICZ, D. .I. .I.UenkuwUa, Jan łSoDer, .Marła Hochdan-Nwden- 
t.Da1, .lo ....... JiOuet, LOmlle łSogan, .t;uward .ISogdanOWICZ, J! ehktl 
boJluaoowicz, L.01ia LOJldanoW1Czowa, l)1arian BohWlz-Szyszko, 
elan .Do.uewicZ, lUOOlUWlled el-::ialen Bonuack, Karołma Bor- 
cuarutowa., lRUlSta borg, ł'. L. borm, Wanua łSorkowska, ł'iotr 
bOrKO\,ISAl, ADł.oni borman, AnUJ:zej Borowicz, .l\'lichał Boro- 
W1CZ, .1'nmppe boucucel, IStanisław lSobr-Tylingo, Brat, Alek- 
banuer brto
man, .ł..1nll ISrelter, Peter Brock, bobdan .8rodzm- 
tI.IO, LUUWlK& brOtlł-.ł:'lawr, .iJ. W. Brogan, 
wa Bromirska, 
.duons brunacISKI, £tU.lsław broncel, !'el.JJul Broniecki, X. Wi- 
W1U .1UOBltJWIiKl, t..:urlStme brooke-Hose, TaueWłz Bryza-Za- 
rzycKI, "an łSrzechwa., Wanda łSrzesKa, dan lSrzł;;kowslU, Kry- 
tI
'yJla nrzoLowlSha, J)'1a.1guł'zata buna.rut, Jozef bujnowski, da- 
ct:K bUKowlec1U, J1i.azUlUerz Hulatl, Wiesław Buli1i.owliki, An- 
ul'zeJ bUJWIWl, AnuczeJ busza., 
.1'eiC \"arueual, lJ1ga Larwsle, Adł'ian. Carton de Wiart, 
1i- 
nam. t..:atll'W'l, .tUlJIe t..:aton, .t;wa Ct!drowna, 
iiguel de Cer- 
vwu.es baa\'eora., U. Wacław 'i:. lJhabroWIikl, ZbIgnleW Cha.ł.ko, 
h' lWaIll .11eill')' lJilamoorlain, WaleClan t..:oarkiewlcz, Andrzej 
Ll1cłUK, d. A. Cnueclii, dan lJlunlC1inliki, MarIan t..:lunielowiec, 
"Ulcnw U1ll111eloWlec, Wacław LboCUUlowlcz, dadwiga t..:hojko- 
boutlere, ttanluel CllotziDoff, .ł.rzemysław Cnr08cieCilowski, 
,£;. J4. unudzyusti.J, Jan lJieplwski, Andrzej t..:iolkosz, Alan Clark, 
.t'lerre Llos
elmann, doyce lJollm-lSuutn, B. S. Conrad, John 
Lonrad, dotiel'll t..:onrau. Andrzej uorvin-Romań8ki, Edward 
liordou UI'alg, Edward CranH.tibaW, Juana Inez de la t..:ruz, 
...... TO. UtiGi'Oi', l"icnarti CW'le, deremiah CW'tiD, Maciej Cybul- 
ski, jj;dwarti t..:ygan, Wincenty Cygan, Maria Lza.ban-tiold- 
InaJlOWa, derzy LzaJkows1U, łSarbara t..:zaplicka, l\1arła Czap- 
lSi.a, l!,;uward lJzaplSKl, bneryk t..:zapski, .haJetan (;zarkowski- 
lioltJjewtiki, i'lorlan Czarnys:ł;ewicz, Olgierd Czartoryski, Bog- 
dan lJzayKowlSl,i, Irena t..:zarowicz, Zdzilllaw Czermański, Ka- 
zimierz lJzermak, Ada.m C:ł;erniawski, \Viktor Czernow, Paweł 
Lzerwińtlki, l)larian t..:zuchnowski, Vmytryj CzyzewśkiJ, 
t..:hw'les \'ion Vulibray, Luclomir Dan1lewicz, Maria Dani- 
lewiczowa., Mw:ia Uąbrowska, J. P. lląbrowski, Roman D.ąb- 
rowskl, 1S1,auilSław Uljtbrowski, Tadeutlz Dębski, Emily Dickm- 
tlon, Czesław Uobek, l\'laria Dobek, Jerzy Dolęga-Kowalewski, 
llesmond Doneliy, JtJuy llrobnik, Alicja Drwęska., Leonldas 
lludarew-OstitJtynski, dózef Dużyk, Zygmunt Dygat, A. T. Dyg- 
na!!, :Serwacy Uzierzba., M. K. UZlewanowski, Władysław Dzle- 
wanowski, J.o ranci!;zek Dziubinski, 
Anthony i!;den, A. S. Ehrenkceutz, Samuel EhrliclJ., Seweryn 
Ehrlicb, ltJ.ieczy:sław 
izenman, Józef Ekkert, Izrael Emiot, 
Alektiander Z. J!illg1llCh, Haymond Engbsb, Jan Erdman, l\larta 

I'(lmanowa, Klara Evaos, Krzysztof Eydzłatowicz, 
IStefan J! abilSzeweski, Jerzy }'aczyński, Roman ł'ajans, łza 
Faleliska-.NeYDlUllowa., KaZl1Ilierz ł'uWwicz, Maciej ł'eldbu:ren, 
Ta.deusz i'ełtlzl,yn, Jerzy i'icowski, Adolf l'ierla, TytWł ł'ilipo- 
wicz, Louis J!'ischer, StaIll8law l'ischlłłWitz, Anna }'iszer, Emi- 
lia l!'iII:ł;er, Zbigniew l'lorczak, Stefan i'lukowski, Zbigniew 
.ł,'olejewski, d. K. ł'oy, Halina ł'rankowska, J6zef ł'reylich, 
AleklSander l!'redro, 
Iieczyllław R. l'reokel, Sta.ni!llaw }!'ren- 
kiel, dacek l'riihliog, dan J!'ryling, Francis ł'ytwn, 
Władylllaw Gacki, Grigore Gafencu, Jerzy Gajek, Jerzy Gall, 
Louis lialantrere, Paul liallico, Irena Gałęzowska, Józef Gar- 
liński, J. A. Gawenda, Antonina Gawrońska, Ewa Gleratowa, 
Mieczysław Giergielewicz, Jędrzej GiertyclJ., Natalia GlnzbW'g, 
Jerzy GiLYCki, Kazimierz Glabillz, Paweł Glikson, Xawery Glin- 
ka., Mateusz Głiński, Jacek Gła.żewskl, Wojciech Gnlatczyński, 
Józef GodlewISki, ł'erdynand Goetel, Fryderyk Goldschlag, Wi- 
told GOlDbrowicz, Anna de Gontaut-Blron, Adam Gorayski, 
Edward Gorey, Wmcenty 6ortat, Stanisław Gostkowaki, Bar- 
bara Goździk, Joachim Georg GorlIch, Waleria Grabowska, 
Wojciech Grabowski, Zbigniew Grabowski, Michał Gradowski, 
Marek Gramski, Poliy Grant, Zygmunt Grębecki, Jerzy Gro- 
bicki, Kazimierz Grocholski, Zdzisław Grocholski, J. P. Grosse, 
Wacław Grubwki, Henryk Grunwald, Sylwester Gruszka, Mie- 
czysław Grydzewski, Tadeullz Grygier, Wacław Grzybowski, 
Giovann1 Guareschi, Franciszek K. Gnmołka, Feliks Gutman, 
Zofia. Guzowska, Andrzej Guzowski, Władysław Giinther, 
Rajmund Habermass, Robert Hajduk1ewicz, Oskar Halecki, 
Czesiaw Halski, Jadwiga Harallowska, Adam Harasowski, Zyg- 
munt Haupt, Aleksander Heiman-Jarecki, Helena Heiolldorf, 
l\1arlan Heitzman, Józef Held, Stawslaw Helsztyński, Bronl- 
sław Hełczyfiski, Marian Hemar, Edward Henzel, Auberon 
Herbert, Kazimiera, H. Herbichowa, Gustaw Herllng-Grudzlń- 
ski, Herman Heslle, Lidia Hewryk, Zinaida Hipplus, Zofia 
Hofier, Ewa Hoffman, Jakub Hoffman, Jan Holcman, AUred 
Hołińskl, Homer, Ludwlg HouigwUl, Horacjusz, Sheila Horko, 
Teresa Horodyńska, Weronika Hort, Jerzy Horzelski, Paweł 
Hostowlec, Klaudiusz Hrabyk, Irena Hradyska, Mariusz Hryn- 
kiewlcz-Moczuł!;ki, Paweł Hulka-Laskowski, Roman Hupałow- 
ski, Anna Cobb Hurry, 
Janusz A. Ihnatowicz, Zofia Dińska-Moseley, Kazimiera 
nłakowicrowna, Maria nłowiecka, Kazimierz Iranek-Osmecki, 
Stanisław Irzyk, Halina Iwanicka, Wacław Iwanluk, 
Z. M. Jabłoński, Alfons Jacewicz, Max Jacob, Zdzllllaw Ja- 
godzinski, J6zef Jakiicz, Krystyna Jakubowiczowa, Edmund 
Jakubowski, Józef Jakubowski, Mieczysław Jałowiecki, J6zef 
Janin, Jerzy Janisch, Jerzy Janlszowski, Aleksander Jankow- 
ski, Aleksander Janta, Aleksander Jareckl, Bruno Jaroń, Ta- 
deusz Jaro!;iewicz, Fryderyk Jarosy, Eugeniusz Jarra, Janusz 
Jasień€zyk, J.. St. Jasiński, Zbigniew Jasiński, Tadeullz Ja- 
strzębiec, Natalia Jastrzębska, Dionizy Jaszewski, Georges 
Jean-Aubry, Teresa Jeleńska, Beniamm J6zef Jeune, Witold 
Jeszk!J, Czesław Jeśman, Ignacy Jeśman, Irena Jezlorkowska, 
Jacek Jędruch, Wacław Jędrzejewlcz, J. R. Jimenez, Karol 
Jonca, G. R. Jordan, Cecylia Jordan
Rozwadowllka, Zygmunt 
JuncJziłł, \Viktor Junosza, Zoja JW'lew, Jadwiga Jurkszus-To- 
m.aszewska, 
Zbigniew Kabata, Zdzisław Kaczmarczyk, Franz Kafka, Fran- 
ciszek KalinOn'!łki, Stanisław Kalinowski, Witold Kamieniecki, 
Bronisław . Kamiń
ki, X. KamU Kan
k, Andrzej Kantorbery, 
Zy.gnumt, .
czyńs
 M;ę,rceli .Karcze
s1{.i.. _Z
J;D
wlt _ J{ar- 


piński, \Vładzunietiz KarpWlzko, Tamara Karren, Gabriel Kar- 
1ilU, .L.ygmunt .harskl, .1\'laria KasiWIKa, dózef J. KalIpereIi, 

ranCltlzeK haliprOW1Cz, elan haltprowlcz, J)'JaI'ya KaIIwrlika, 
'J:aueWlz KattJUJu.cn, Hanna Kawa, d. A. JiaWKa, John Keats, 
»OlelSlawa .l\.etJltll', Jan hemblan, dan Kempka, J. Z. 
lzier- 
SKI, .A. K. .l\.ędz1or, KrYlityna .b.1b18h, LeOpold Kłela.nowsKi, 
IS. A. .b.1er1i.egaard, .atyszard WerSBowliki, Jerzy Klent, honstan- 
ty hietl1cz-hayskl, bławomu lUna8towlllU, 
tanl8ław KIrkor, 
"oze! .I\.lIiiel, tttaJ11tiław .bJmga, H. :s. Kh8zczewslU, Zygmunt 
.lUouziu.8K1, L. 1\'1. hIIeiJelskl, 'L. b. KobiernicKa, Holtj8ła.w .1\.011- 
rzyntlłU, Leon hoczy, AnbW' hOtJtltltjr, ;Sta.n1sław .holbUli:ł;eW8łU, 
Ignacy hoUul'aJło, .11tJnryK 'L. KOlDar, J.rena AOlnw:lllcKa, ':.ay- 
tUti 
ło.OmarBlChl, Wacław ńOlllarwcKi, :.t.o!ła .l\.ouuerowliha., 
:L.ygmuot Kon, ISzymon KonarlikI, AlIred KonieCZllY, .1)lar1lW 
.l\.onopacki, :Stanl!iław b.opanski, ISttJIan Koper, Wu.c1aw .1\.0- 
raOleWICZ, !:SttJIan .ł..OrbuIlSlu., AleiUianutJr hOI'CZYnsJó, 1'01& .ho- 
rlan, WmctJnty Korotyil8ki, .1)larek :si. Korowlcz, łSolelliaw 
horpow8łU, dawna horSka., Zo1ia Korwm-.t'lotrowl!.ka, oIW'1J 
hosacz, "'łauytliaw A. hOliiaJlowliki-Lorentz, ZOiia hOSiwlka, 
L.UZlISław KOIiW!lKi, l\laria hOliliO, WłoQ:l.unierz KOliliowliki, Zo- 
1ła hOSlSak, Uanuta Kossowska., SteIaJlia KOli8owl!.ka, Adam 
hOliliowliłU, Leon .hosttJcKi, .l\'.aarła hosuowiclUl.-1h}browa., bta- 
nJ.8ław hOIiClIILI/;.Owli1il, Zygmunt hotKoWliki, }!'1"ancUizek Kotula, 
btanlJsław hOtWICZ, elan .l\.owalewllkl, danusz .howalewskl, dan 
howaJlK, Zoba hozarynowa., da.dwlga .hozieltika., h.lemens Kra- 
jewsID, Anatol lual.uwiecki, Karol .heanc, J.o el1cja .l\.l'ancowa., 
:.aaUeutlZ hcalSuwsKl, Jan .heok-.1'aszkowski, i\beczysław KrUK- 
1.01S1oanski, haZunlerz Krllli.owtlki, Ludwik KruIi:ł;elWCkl, Michał 
hruszyWI.lU, Iwan Kryłow, Kornel .hezeCZWlUWICZ, iUtJkswlUer 
.h.rz,)'wol)łocki, derzy .hezywickl, dullan .heLyzanOWIikl, hry- 
1i1,yua huczyUlika, btaD1sła.w Kudlickl, dan Kuucewicz, l\'1arlan 
hUJawskJ, 
'Ia.rlan hukiel, Hyszard hukier, brunon houlczycKi, 
Waaua hWWlec-Kozłowska., derzy KOłtuwak, .l\'J.aria .huncewi- 
('zowa, duJU hW'ei., dan hW'zawa, Witold hUIIII au., IStaJllSl.awa 
n.utlze.ewIiKa, dan Kwap1nski, Wilhelm Kwaterniak, \Valel'1a.D 
Jło.wlatkowski, 
t..:arlUIi Lu.cerda, ł'eliks La.chman, Paula Lamowa., GIU!ieppe 
TomSlSl di Lampedusa., Karolma Laockoronska, W. S. Lanuor, 
.l\Ucnele Lanza, li. H. LaslI, Irmina. Laskowska, JanUllz Las- 
kowlSki, W. A. Lasocki, Otton LaskowSkl, dan LawcallSKI, 
oJacques LaW'eut, Ludwik LawinlIki, U. Margery Lawrence, de- 
rzy .a.ebiedzlewlSki, Jan Lechoń, Wacław LeUDicki, Włodzunierz 
LedocbowslU, liilles LeJ'ebvre, lSte1an LegeżynsKi, Witold Leit- 
gelJer, l\'1. łS. Lepecki, derzy Lenki, '.fadeWIz Lessec, Jan LeIiZ- 
cza., Holelllaw LelWlian, X. Ilenryk Lesniewski, Primo Levi, 
Ryszard LeWańISKi, J. K. Lewicki, :s. L. Lewicki, l'lora LeWUi, 
.ł.ewr LeWl!!, L. H. Lewitter, Irena Lewulis, Konrad LibicKI, 
Jozet Lichwn, AnW' Lilien-lSrzozdowiecki, Zygmunt Lilientbal, 
Ludwik Lille, Stawslaw Linger, A. .Mo LipSKa., Józef Liptiki, 
Ltoon Lil'liki, ł'ranciszek Lis, Jan Lis, TadeWlz Lisicki, I,Ue- 
czysław Lisiewicz, Teodozja Lisiewicz, R. P. Lister, Leon .ł.it- 
wlll8kl, Bogdan Loebl, TadeWlz LUbaczewski, J!'eliks Lubicz, 
IStanisław LUbodzieckl, Olcha Ludwikiewicz, 
lieczylllaw LW'- 
CZYlliikl, A. T. Lutolllawskl, JtII'zy Luxenburg, 
!:Stefan ł:.akocwski, Aleksander Laszcz, Aleksander Lemplc- 
ki, Józef LObodowISki, :stefan Lochtin, Danuta B. Lomaczew- 
ska, Irena Losiowa., Jerzy LozWski, H. J. LUbieński, Michał 
Lubieński, Marian Lysakowllki, ł'aweł Lysek, 
Wlera Macbajska., TadeWlz Machal!Iki, Józef Mackiewicz, 
StaJ11tiław Macklewicz, Fitzroy Maclean, Boy 
lacliregor Ha- 
titie, Louis Mac.Neice, Joseph de Maistre, Stefan Majewski, Jad- 
wiga l\lakowiecka, Witold Maksymowicz, Jerzy Malcoarek, 
Lelizek l\'.1aiczewski, Rafał .l\1alczewski, Jan Matecki, Zbigwew 
M.ałecki, Osip Mandelsztam, Mendel Mann, .Katherine 1\'laD8- 
field, Julij l\largolin, Zycmunt Markiewicz, A. W. Marth, Elż- 
bieta 
1arylska, Władysław Matlakowski, Władyllław K. Mat- 
lakowski, Thierry Maulnier, Jadw
a MaW'er, Leszek Mech, 
łSohdan A. Melemewski, Jadwiga Meraviglia-Crivell1, Stanilllaw 
lVleyer, X. Walerian Meysztowicz, Edmund Męclewski, Józefa 
Mękarska., Stefan Mękarsk1, Witold Mężnicki, X. Bonifacy 
Miązek, Antow Michałek, Czesław Michalski, Wiadylllaw 
1ich- 
nieWlcz, Boleliław Miciński, Witold M1eczylllawski, Bogulllaw 
l\Uedzin8lu, TadeWlz Mieleszko, Juliusz Mieroszewskl, Henryk 
.i\lierzwwki, ArtW' MiOdzyrzecki, Georges Mikes, Jerzy Mikke, 
Marla Mllk1ew1czowa, Henry Miller, Clark Mills, Antoni Min- 
kiewicz, Leon l\1itkiewicz, Wadaw Modrzeński, Maria Modze- 
lewska, Władysław Mongud, Henri de Montfort, Henry de 
Montherlant, Jadwiga Morawska-Kleczkowska, Barbara Mo- 
rawska-Ledóchowska, Dom1n1k Morawski, .Kajetan Morawski, 
Adam Morbitzer, Hero Morrls, James Morris, L. IL Morstin, 
Ryszard Mossin, Władysław Most, Danuta Mostwin, Maria 
Mrozowska., Jadwiga Mrozowska-Toeplitz, Jerzy Mr6wka, Mal- 
colm Muggeridge, Krzysztof MWlzkowski, Kazimierz Mycieiski, 
Aleksander l\lyszkowsk1, 
Władimir .Nabokow, Eugenia Nadlerowa, Marek B. Nadol- 
czak, Henninla Naglerowa, Zygmunt Nagórskl jr., Zygmunt 
Nag6rskl sn., Wanda Nakoweczn1koff, Jerzy Nałęcki, Krzysz- 
tof Nałęcz, Andrzej Namitkiewlcz, J. K. Naroiewski, Adam 
Nechay, Krystyna Nepomucka, J6zef Nerczyński, Wanda Nie- 
działkowska, IStefania Niekrallzowa., J. U. Niemcewicz, Sta- 
nlsław NiemIra, Jerzy Nlemojowllki, Jan Niezabudek, Zofia 
Nlezabytowska., Karol Niezabytowski, Zofia Norblin-Chrzanow- 
ska, Hanna Nowacka, Tadeusz Nowacki, Antoni Nowak, Jan 
Nowak, Tadeullz Nowakowski, Zygmunt Nowakowski, Lud- 
wika Nowicka., Andrzej Nowicki, Witold Nowosad, 
Beata. Obertyń8ka, Cyprian Odorkiewlcz, Jan M. Oko6, Ka- 
zlmierz Okulicz, Tadeullz Ola.llek, Jan Olechowski, Omar 
Kha.yyam, Włodzimierz Onacewicz, Edmund Oppman, Helena. 
Orchowowa, Michał Ordon, Aleksander Orłow, Leon Orłowski, 
Andrzej Oset, Czesław Ostańkowlcz, Renata Ostrowska, Jan 
Ostaszewski, Jan Ostrowski, Krystyn Ostrowski, Władysław 
Ollzelda, Marian Ośn1ałowski, Jadwiga Otwinowska., J. B. Ożóg, 
Jerzy Paczkowski, Irena Paczk6wna., J. L Paderewski, Mi- 
chael Padev, Barbara Pakulska., Roman Palester, Marian Pan- 
kowski, Kazimierz Papee, George Q. Parneli, Maria Paschal- 
ska, Borls Pasternak, Henryk Paszk1ewicz, Lech Paszkowski, 
Wiesław Patek, Maria Pawlikowska, J6zef Pawlikowski, Mi- 
chał Pawlikowski, Michał K. Pawlikowski, Joanna Pawłowska, 
Charles Płjguy, X. Paul Pelkert, Wanda Pełczyńska, Tadeusz 
Pełczyński, David Penderyn, Hanna Peretlakowlcz, Piotr Pe- 
ruckl, Max Demeter Peyfuss, Mary Phelps, Frument PIacIkoń, 
Sergiullz Piasecki, Janina Plaskowska-Humińska, Marian Ple- 
chał, Alfred B. Plechowlak, Irena. Piechowiczówna., Jan Pień- 
kowski, Jerzy Pletrk1ewicz, Szymon Pietrkiewlcz, Stanisław 
Pigoń, Anna PUawa-Nagórska, B. K. Pilewskl, Halina PUl- 
chowska, M. I. Piotrowska, Luigi Pirandello, Aleksander PI- 
skor, Czesław PIskorski, Branlmlr plstivsek, Tadeusz Piszcz- 
kowski, X. Leon Plater, Ryszard Plesner, Andrzej Pleszczyfi- 
ski, Antoni Plutyńskł, E. J. Płomieński, Janina Płoska, J6zef 
Płoski, Wiktor Podoski, Jerzy Pogonowski, Aleksandra Po- 
leska, C. Huberto Galimberti Poletti, Andrzej Pomlan, Bole- 
sław Pomian, Juliusz Poniatowski, Jerzy K. Ponlkiewski, Jerzy 
Popiel, Aleksander Poremblńskł, Antonl Pospieszalski, Henryk 
Po
ki, Edward Pozna6sJd,. Karol p 
n,."..kl, Adam Pragier, 


Aleksander Pragłowski, Jacques Prłjvert, Zygmunt Prószyński, 
Hanna ł'ruc.bno-WrOblewska, 
1aria ł'ruszyJl!lKa, Karol .1'rzed- 
nowek, ZoI1a. 1'rzewłocka, Wadaw PrzeZUziecki, Henryk ł'rzy- 
borowski, IStanisław ł'rzybYllzewski, Bronisław ł-rzyłWlki, 
Stanisław I'strokonski, J!'r. .hs. Pwalllowskl, Aleksander PUtlZ- 
kin, .N ikolaJ l'uszkin, 
Edward 
aczynskl, Irena Rados, Wacław RadulIlki, P. A. 
RadWaIlllki, doze!a Hadzyminska, Wiktor .l(.ajkowski, Wincenty 
Rapacki, 'J.'adeWlZ RaWICki, Antoni Rawicz-bzczerbo, Zygmunr 
Rawita-liawronliki, .1'. R. Reid, Jan Kembiellll8ki, barIJara 
RensKa., ltlecbllled &im Heliulzade, Marła KeSZCZytllSka-bty- 
pin!lKa, :sydor lWy, Klżbieta łieytan, AdaIn RoboKOWISKi, doer- 
gen .1(.001, lStani!lława Hogalska, dozef !Wlan, duleli lWmains, 
"ozef .1.toman, 'L01la Homanowlczowa., \Vładysław .1«IInaJlowsk.1, 
l!:ugenlWlz liomlszewski, Pierre de Honsard, W. J. Ro8tJ, :sta- 
IU.!iła.w Hoskosz, dózef Rossowski, Hóża liostworowliu, .tan 
.Kostworow8łU, IStefan l\1aria Hostworowskl, Krzysztof lWwiń- 
ski, Wanda Roycewlczowa, Marian E. Hoyek, '.fadeusz lWZ- 
manit, K. A. J(,óŻaokowski, Artur Rubiwltem, derzy .l(.ucki, 
Kiemeoli liudniclU, Zygmunt Rudnicki, lSrowsław Rudzw:skl, 
lSertrand HustitJU, .1.j;IIacY Hutk1ewlcz, Joanna .Kybicka, AndrzeJ 
.Kybick1-, J. l\L Kytard, Jadw
a BzewusU-'.1'yszkiewICZ, Julian 

kA 
X. .J Óze f :sadzik, Marc-Ant4llne Girard de Saiot-Amant, Wan- 
da :SakowsKa-Wanke, duliWIz lSakowsKi, Alistair :SlUllpson, .LeW 
lSapleoa, Adam !:Sas, AleKsandra lSas-Kropiwnlcka, O. L. ba- 
vory, Lecb lSawiclU, .NapOleon ISądek, MaW'lce ISceve, 1'adeusL 
Scnaetzel, OsKar IScbeW;.er, :SaBluel Scheps, Olga 8cberer, Leon 
IScower, ńazunierz :scnleyen, litjnryk IScnoen1eld, Oeorge J!:. 
Scott, :stawslaw ISeliga., .1)J.ieczysław 8erwack1, K. N. Sna.rma, 
Leon :sieblerski, Zoygmew lSieJóel-Zdziewcki, :.t.. A. :Siemaszko, 
Jan :SiemieWlKi, Henryk :SieDk1ewicz, Zita :Sikorska, :Silex, de- 
rzy IS. :SltO, Osbert lSitwell, 1'adeWlz SIUta, danWłZ :Skarbek- 
.n-.ł-1ChalowsKi, Leopold :SlUenacz, ISIawoj :skł&.Ukowski, :Stani- 
sław ISKoneczny, brelioUII ISkopebtis, Olgierd SkorWlzewski, 1'a- 
deusz ISliowronski, Teresa ISKurzewsu, duliusz blaski" oIW'aj 
!:SlaV11i., AntOni m011lU1lilO, lUw.I1"-",,-£ BIBUłóU£M:w..hi, B""'..... 
ISnopkowski, ,Jakub !SOlJieski, 1'atleWlz :SolJOlewski, :Stanisław 
lSoDotKlewlcz, \' illy Soerellllen, X. W ojciecn lSoJka, Irena ::io- 
ko1Dicka., M1chał 
okol11icki, Jerzy !SOKOłowski, }!'lorlan Soko- 
łow, łS. d. :SOI&K, Irena ISobu, Wadaw :Solslil, .l\1aria z Ekiel- 
likiCh :SołowlJOwa., l\1ichal SOłowjew, Stanillław :Soplcki, Star- 
lllISław SosauowSki, hazim1erz bOtlnkowski, J.zabelia !Sosnow- 
ska, JanWIz :Sowinllki, .h.azimierz Sowinski, AntOD1Da Spandow- 
ska, H.ude Spiel, JtoDert :St. John, Włodzimierz :SrokowISki, Aa- 
na IStalJltJWSKa, :stelan Stablewski, Leopold :staff, Aleksander 
:stambl'owskl, Ludwik Stanczykowski,' Walter Starkie, Maria 
:starzenska., Paweł IStarzensKi, Marla ::itaazewlika, .Auna 
:stearntl, Homan IStefanowski, Margaret Stewart, Stanilllaw 
Stral,)'OlSki, Aw1a IStrawinska, StanitI1aw Strollllki, Jerzy :stru- 
miellliKi, lileb Struve, M1eczysław StrzałJmwski, \"iesław 
StrzałkOWliki, Władysław IStudwcki, Aleksandra btypulkowska, 
:styka, Halma lSujliOWIlka, Wiktor Sukiew1icki, danina Suł- 
kowska, 1'adeWiz lSulkoWIiki, Jules Supervlelle, Janina SW'Y- 
nowa-Wyczółkowska, 
lelania Swlnars.ka, Al'tur filaria :Swi- 
narski, Jan Szary, Joze1a :Szczepanska-Nledenthal, Zdzisław 
Szczerbwki, William Szekspir, Elzbleta SzempUnska-Sobolew- 
slia, :st.anillław ISzenic, EugeniWlz Szenuentowski, Tadeusz 
Szmitkowski, Sta.nisła.wa Sznaper-Zakrzewska., J. J. Szostak, 
Klara ISZpakOWIlka, Barbara ISzubaka, Przemysław A. Szudek, 
Maria SZWlzkiewiar:owa, Wanda Szybowska, Arnold Szy1man, 
Karoi Szymanowski, Antonl Szymański, Jerzy :Szymański, Le- 
ISzek Szy .....ń..kJ. 
Jerzy 8clbor, Henryk-Czesław śliwiński, Antoni ślusarczyk, 
Florian śmieja., Alina świderska, Hanna świdenka, Zofia 
świdwińska, Halina świdzlńska, Marek świ
cki, Tadeusz 
świętochowski, Uzesław śwlrslu, 
Paul Taborl, Bolesław Taborski, Rabindranath Tagore, Ste- 
fan Taraszkiewicz, Wit Tarnawski, Maria Róża. Tarnowska, 
Stanilllaw Tarwid, Andrzej Tchórzewski, Henryk Tennenbaum, 

la.ria Tennenbawnowa, Jerzy Tepa, Tymon Terlecki, J. A. 
'I'eslar, Zofia Tędziagol8ka., Janina Thor, Karin Tiche, Juan 
de Timoneda, Walter Tlttle, Ada Tol, Adam Tomaszewski, 
Tadeusz Tomaszewski, Feliks Topolski, Krystyna fiacewska- 
Asipowicz, Zofia 1'rampe, A. W. 'l'renczyńlSki, IL B. 'l'revor- 
Roper, Kazimierz Trob1cki, Lew TrockiJ, Wojciech Trojanow- 
!;ki, Wiktor Trościaoko, Barbara 'l'ruchan, J. J. 'l'runk, Józef 
'l'rypućko, Helen Tudor, ł'rank Tuohy, Wiktor Turek, Julian 
Tuwim, Wiktor Tyszeckl, Ludwik Tyśmienlcki, 
Jan UlatowlIki, Władysław Uniborski, J. M. Ursyn, 
Vanslttart, Var80viensl8, Piel' Vldal, Stanisław Vinceoz, 
F. A. Voigt, 
Borls A. WadeckiJ, Marek WaJsblum, Henryk Wallck1, Ta- 
deusz Walik, DamiaJl S. Wandycz, Melch10r Wańkowicz, Zofia 
Wańkowiczowa, X. Józef Warszawski, Bohdan Wasiel, Halina 
Wasilewska, Antoni Wasilewski, Tadeusz Wasilewski, Wojciech 
Wasiutyński, Aleksander Wasung, Jan Wawrzkiewicz, Joseph 
Wechllberg, Janullz Wedow, Wiktor Weintraub, Aleksander 
Welsllberg-Cybulllki, Antoni Wejtko, Janina Węgrzyńska-Ko- 
ścialkowska, JlUlles D1Uon Wbite, Walt Whitman, JanWIz Wiel- 
horski, Władyllław Wlelhorski, Zygmunt Wieliczka, Doman 
Wieluch, Igoacy Wienlewski, Kazlm1erz Wierzyński, Jan WIl- 
czyński, Thornton \Vllder, Zofia Wilga, Angus Wilson, Edmund 
Wilson, Rafał WiD, Józef W1nawer, Jan Winczak1ewlcz, Anna 
Winczakiewiczowa, X. Edmund \V1nkler, Bronłlllaw Winn1cki, 
Maria Winowska., Włodzimierz Wisłocki, MIkołaj Wiszn1cki, 
Józef Wlttlin, Tadeusz Wittlin, J. A. Włzner, W. K. Włodkowski, 
Kazimierz Wodzicki, Wiesław Wohoout, Antoni Wojciechowski, 
Marlan Wojciechowski, St. W. Wojstomski, Czesław Wojty- 
siak, Ewa Wolska, Andrzej Wołodkowlcz, Eustachy Wołłowicz, 
Ryszard Wraga, Bohdan \Vroński, władysław Wrzeszcz, Józef 
Wr6blewslu, Jan Wszelaki, Marla Wszelaki, Stanisław Wuja- 
styk, J6zef Wult, Wanda Wyhowska de Andreis, Franciszek 
Wysłouch, Barbara Wysłouchowa, Bolesław A. Wysocki, 
TadeWlz Zabłocki, Jan Zaborowski, Jan Zadeykailski, Marian 
Zadora, Wacław Zagórski, Stefania Zahorska, Józef Zając, 
Tadeusz Zajączkowski, ZOii ZaJdlerowa, Lidia Zakrzewska, Mo- 
sze Załcman, J. St. Zaleski, Z. L. Zaleski, O. T. Zaleski, Grze- 
gorz Załęskl, Kazimierz Zamorski, Jadwiga z Dzlałyńskich 
Zamoyska, Weronika Zamszańska, Zblgnlew Zw1iewski, Boh- 
dan Zaporowski, Jan Zarański, Zygmunt Zaremba, Stanilllaw 
Zarzewskl, Mieczysław Zarzycki, Jan ZlI.Śclński, Alfred Zau- 
berman, 
1ichał Zawadowski, Zygmunt Zawadowski, Barbara 
Zawidowska, Karol Zbyszewski, W. A. ZbyszewskI, Jerzy Zdzle- 
chowski, Kazimierz Zdziechowski, Nykoła Zerow, Halina Zie- 
lińska, Adam Zieliński, Stella ZłlUacWl, Anton Zischka, Juliusz 
Znaniecki, Andrzej Zubrzycki, Jan Zych, Józef Zych, Zdzisław 
Zygma, Michał Zylberberg, Henryk Zylberlast, Wacław Zyn- 
dram-Kościałkowski, 
Jerzy f:arnecki, Alina 
era.68ka, Monika żeromska, Olga 

eromska, Sta.nłsław 
ochowskl, Halina f:ołnierczykowa, Ste- 
fan 
ongołłowlcz, Janina z Puttkamer6w f:ółtowska, Adam f:ół- 
towskl, Jan f:ubr, Marek 2uławski, Helena 
W'kowska, Wiesław 
f:yłlński, Eugeniusz f:yto
lIkI, J6zef f:yw1na. 


tqr 1081/1082, 18/2G December, 1986 


olka Kijowllkiego". Pomyłka w 1mle- 
niu i nazwisku". 1036. 
KopańskI Stanisław: Analogie: napis 
nagrobny po białorusku. 1050. - 
Wierszyk o Kandybie. 1065/1066. 
Kowalik Jan. Nieudany nwner spe- 
cjalny. 1068. 
Kozarynowa Zofia. BI4d chronologi- 
czny. 1057. 
Koziński Nikodem. Niemcy, 'D1e hitle- 
rowcy. 1043. 
Krzyżanowski Jullan. Sienkiewl:z i 
Curtm w Ragaz. 1072. 
Kudl1cki Stanisław. Taniec generała. 
1043. 
Kukiel Marian. "Tylko dla dorosłych". 
1042. - Słowa uznania. 1058. 
Lachman Feliks. Czy "Miałki bies"? 
1036. - To nie hibernacja. 1038. - 
Potknięcia. 1060. - Transkrypcje. 
1076. 
Lachman Odo. ,,Rafclu". 1070. 
Lam Andrzej. Czyj topór spada krzy- 
wo. 1077. 
Leser Tadeusz. Apel do generała Ko- 
czara. 1047. 
Lewitter R. L. Namler i Dmowski. 
1036. 
Lipowskl Adam. dr. Sprawa emigra- 
cyjnej autonomii koś.:ielnej. 1042. 
Lisickl TadeWlz. Ja wiem lepiej. l03ł. 
Machalski Tadeusz. Opinie marszał- 
ka Pllsudskiego o generałach pol- 
skich. 1073. 
Mackiewicz J6zef. Pochodził od adiu- 
tanta króla Stanisława Augusta. 
1079. 
Mackiewicz Stanisław. Polska i Lit- 
wa. 1040. 
Majewski Stefan. Nowy talent. 1052. 
Majewski TadeWlz. Podzlękowanie. 
1065/1066. 
Malczewska Zofia. LwiQ.tko wykar- 
mione ludzką. piersiQ.. 1043. - "Brza- 
na". 1056. - Topografia ta
rzańska 
I poprawki do wspomnienia "O Jalllu 
Tarnowskim". 1079. 
Marek Krystyna. Trzy błędy w jed- 
nym zdaniu. 1065/1066. 
Mitklewlcz Leon. Factum ZdzLsława 
Mitkiewicza. 1067. 
Mohortyńskl Piotr. Polska i Litwa. 
1040. 
Morawska Jeanne. Grób Kadena. 
1078. 
Morawski. Kajetan. Harden i Wil- 
helm n. 1038. - Nagrody. 1051. 
MorkowskI Zbigniew. Niemieccy dra- 
gonl. 1072. 
Nagórskl Zygmunt SD. Kariera Bob- 
dana Winiarskiego. 1069. 
Nowlak Jerzy. Zamiast kwiatów na 
grób Mackiewicza. 1061. 
Okulicz Kazimierz. Szlachetny głos. 
1078. 
Orłowski A. S. ,S. J. Lec: sprostowa- 
nle. 1062. 
Ośniałowskl Marian. Prawda o 
"Współczesności". 1058. 
Otwinowska Jadwiga. Wzruszaj4cy 
tren. 1050. 
Panucewłcz Wacław. Polska i Litwa. 
1040. 
Paszkiewlcz Marian. Poprawka do 
poprawek. 1060. 
Paszkowaki Lech. O zarzu:anlu kot- 
wicy i innych usterkach. 1044/1045. 
- Sprostowanie. 1060. 
Pawllkowslu J6zef. Ciemne strony 
Kanady. 1038. 
Pawllkowski Michał K. Poprawki 
myśliwskie. 1031. - A jednak "miał- 
ki". 1041. - Podziękowanie. 1064. - 
C i CH. 1068. - Dwuwiersz Balmon- 
ta. 1077. 
Pełczyńska Wanda.. Błędy Alana 
Ciarka których nie można pominąć 
milczeniem. 1034. - Data 
łr.. 
1038. 
Pomlan-Piątkowskl Bolesław. Polo- 
wanie na bawoły. 1048. - Wyznawcy. 
1067. - Bronię moje silniki. 1008. 
Popiel KaroL Kawały Konstantego 
Żukowskiego. 1060. 
Popławski. M. M. Pojedynek. 1078. 
Popławski Włodzimierz V. Teoria i 
praktyka. 1038. 
Pragłowski Aleksander. Inny plan 
koncentracji. 1041. 
Prawdzic-Lazarskl Artur. Nietakt. 
1055. 
Rose W. J. Władysław Smoleński. 
1055. 
Rostworowski Jan. Sprostowanie. 
1038. - Kilka słów w obronie "prysz- 
czatych". 1042. - Kardynał. 1071. 
Rudnicld Zygmunt. Spotwarzanie Be- 
cka. 1038. 
Sobeckl Staolslaw. Parafia polska w 
San Remo. 1038. 
Soblellki Jakub. Błędy. 1056. 
Soplcki Stan1IIIaw. Bilik a nie B1łyk. 
1036. - Kłopoty I'ZQ.du Arciszewskie- 
go. 1041. - Data rozkazu generała 
Rozwadowskiego. 1076. 
Stambrowskl Aleksander. Polska I 
Litwa. 1040. 
SzeUga Adam. "Demallkować!". 1052. 
- Jeszcze o Brutusie. 1069., 
Szymański Antoni. Jak Niemcy po- 
magali bolszewikom w roku 1920. 
1068. 
świderska lIanna. Czy potrzebny? 
1042. 
TarnawskI Wit. Dlaczego i kiedy 
Conrad zacZ/ł-ł pisać? 1065/1066. 
Taylor Jerzy, dr. To nie faszyści. 
1064. 
Tchorzewskl Tadeusz. Niekrasow, nie 
Puszkin. 1065/1066. 
TeBlarowa Jadwiga. Sprostowanie. 
1069. 
Urbańska Jadwiga. Czy "premiera"? 
1036. 
Walewski Witold, prezes Koła Kijo- 
wian. Zniekształcone wspomnienie. 
1078. 
\\'awrzkiewicz Jan. "Nie ma cudów". 
1053. 
Węcławowlcz Andrzej. Polska i Lit- 
wa. 1040. 
WIenlewski Ignacy. Pochwała. 1051. 
- Słonimski o nowoczesnej sztuce. 
1061. - Ostatnie słowa Cezara. 1071. 
Winczakiewlcz Jan. Podziękowanie. 
1064. 
Wlttlin Józef. Jadwiga Maurer, dok- 
tór Goldschlag, Kozarynowa. 1033. 
Wlttlin Tadeusz. Jeszcze o Kosiil- 
skim. 1079. 
Zagrodzka Marla. iByle tylko tak da- 
lej. 1064. 
Zaleska Antonina. Dzieje górnictwa 
i hutnictwa w Polsce. 1074. 
Zaleski Z. L. "Spojrzenie wstecz" DIL 
wydawcę "Chimery". 10M. 
Zamorski Kazimierz. Skarby w ,
. 
wej wolnej". 1048. - Pro domo. 1070. 
ZbyszewskI KaroL Rady finansowe 
Władysława Zbyszewskiego. 1051. 
Zbyszewski W. A. Comme tout le 
monde. 1042. 
Zielińska Halina. Trzej ostatni bib- 
liotekarze Rapperswilu. 1066/1066. 
żebrowskI Henryk W. Kto rozstrze- 
lał Henryka I iMarię SkirmuntóW. 
1079. 
f:ochowskl Stanisław. O ukazanie wY. 
siłku żołnierza polskiego. 1076. 


ę 





- --- 


Publł.hed by "WladomOK1" L- 67 Gł-ł 
Ru.uell Street, LoDdoD, w.aL 
ud prlnted by SuperIor PrlDten (T.V." 
11-11 N_ ROII4. LoII4oa. aL
>>>