Tłum zbrodniczy : szkic psychologii zbiorowej

r 
\Ą
\ 


Scypio Sighele. 


TŁUM ZBRODNICZY. 


Szkic psychologii zbiorowej. 


Przekład z włoskiego 


Antoniny Morżkowskiej. 



:.:
 


lit IAR ZĄ» P O IJ T fe 
WOJ.K... POL8JUIQ, 
Z.t.ił. n 
Rr M.3:30'1. 


.WARSZAWA. 


Nakładom k"i
garni G. Centnerszwera 



...r.z..;!:k:o",".k:.. :NI :1.-9.3. 


189;). 


iii
>>>
)l,03BOJIeOO l{e03ypOBJ. 
BapmaB& 5 IBJJIJl 18\J4 rOJ{a. 


( 


I 
\ 


"'1

+'1 


Warszawa. Druk A. Ginsa, :Kowoziolna]i. 47. 


, 
I 
I 



. .).,ft tt ł. \
>>>
{ 


"VSTĘP. 



 


Socyologja 


psychologja zbiorowa. 


.. h---+- 


.Ne; r.tti p.i.hologi.i I. rJumone degli 
individui nou da mai un risultato eqaalle 
Bila Somma di ci. kuno di loro.
 
,- , Efł,.ICO F".r. I). 


I. 


"Dajcie mularzowi, pl
ze Spencer, cegły 
twarde, dohrze wypalone, z ostremi krawędziami, 
rzemit'ślnik ułoży z nich mur dość wysoki, trwały 
bez pomocy cementu; lecz jt'śli dostarczycie mu 
cegieł żle wypalonych. popęl-mych. nierównych 
nikt nit' zdoła bez cem('ntu, wystawić z nich 
ściany rówlH.j piprwszej mocą i trwałością. Jeśli 
robotnik układa w ars('nale armatnie kule, nie 
może ustawić ich w ten sposób w jaki ustawiał- 
by cegły. 


I) W faktaeh psrcholog-icznych zhiór jednostel nigdy 
nie da \\'
'padkow(jj równej sumio każdoj z nieb. 


* 


1
>>>
- 4 - 


Określone kształty istnieją dla stosów kul 
armtLtnich, są niemi: piramida z podstawą kwa- 
dratową, bryła prostokątna. Za pomocą tych 
kształtów otrzymamy symetryę, niepodobną sy- 
metryi kształtów ze scianami pionowemi, lub bar- 
dzo pochylonemi.. . Wreszcie, jeśli mamy ułożyć 
stos kamyków różnej wielkości, musiemy poże- 
gnać się z nadzieją nadania stosowi określonej 
formy geometryczm'j. B'tdzie to kupa niptrwala 
pozbawiona rogów i regularnych powierzchni. 
i';estawiając powyższe fakty, by wydobyć 
z nich ogólne prawidło. widzimy, ż(' charakter 
składowych jednostpk okn'śla charakter agregatu. 
Od tych jednostek widocznych i dotykal- 
nych przejdźmy do jednostek fizyków, i chemi- 
ków, które tworzą masy materyi; tutaj skonsta- 
tujemy istnienie tegoż sanu'go prawidła. 
Każdy, tak zwany, pierwiastpk, każd!' ciało 
ZłOŻOlll', każda nowa kombinacya tych ciał po- 
siada sobie właściwy kształt krystaliczny, Kry- 
ształy danego ciała różnić się mogą wielkością, 
możl'my jl' zmodyfikować ścinając rogi i krawę- 
dzie, typ pierwotn!'j bUllowy pozostaje niezmien- 
nym. 
Wszystkie moll.kuły danego ciała grupują 
się według specyalnych kształtów krystalicznych. 

tałość stosunku między naturą molekuł, a ich 
systemem krystalizacyjnym jl'st tak wielką. żo 
biorąc pod uwagę dwa rodzaje molekuł blizkich 


,. 


I 
+ 


. 


ł 
I
>>>
(. 


, 
4 


- 5 


sobio wła
nościami chemiczllt'mi można przl'wi- 
dzieć, że ich systl'my krystalizacyjnp równil'ż są 
do siebie zbliżone. Ostatecznie mamy prawo 
twierdzić bez wahania, że we wszystkich zjawi- 
skal'h dotyczących matl'ryi nif'or
aniczll('j, natura 
pierwiastków składowych okrl'śla pewne rysy 
charaktl'rystyczlll' agregatu. 
Można tl'Ż sprawdzić powyższo prawo na 
agn'gatach materyi organicznej. W treści ka
 
żdego rodzaju rośliny lub zwierzęcia, istniej p dą- 
żność do wytworzenia budowy właściwPj całl'j 
roślinie lub zwierzęciu, dąiność bardzo widoczna 
we wszystkich wypadkaeh, w których warunki 
trwania żywotności są dostatf'cznie proste i w któ- 
rych tkanki nil' nabyły tak ddikatIll'j budowy, 
że straciły podatność do nowego układu. Wśród 
zwil'rząt tyll'krotnie cytowany przykład polipa 
najh'piej tę prawdę uwydatnia. Pokrajany po- 
lip, w każdej swej części okazujl' organizacyą 
i właściwości całego zwif'rzęcia Pośród roślin 
jako wybitny przykład posłużyć nam może, be- 
gonja: z kawałka liścia wyrośnie cała roślina. 
Ta sama prawda objawia się w mnil',j lub więcej 
określonych społl'czeństwach istot niższych. Czy 
społeczeństwa te dają nam obraz chaotycznej 
zbiorowości, czy też stanowią rodzaj organizacyi 
z podziałl'm pracy między członków (wypadek 
dość częsty) zawsze je określają właściwości skła- 
dowych pierwiastków. Jeśli rozpatrujemy budowę
>>>
li 


pewnych osobników wraz z ich instynktami, gro- 
mada tychże oRobników musi ujawniać }WWllt', 
stale ce('hy i każda gromada, która te same ce- 
chy posiada nic może mieć budowy i instynktów 
różnych od tych którp widzimy w pierwszej 
gromadzie" l). 
Otóż, kto wie, że dla wszechświata i dla 
ludzkości istllit'je jedno prawo, kto choćby po- 
wierzchownie, poznal teoryą ewolucyi, ten z ła- 
twością pojmie agrpgaty ludzkie w formach 
Spencera. 
Istotnie, kto mówi, że wlaściwości składo- 
wych części okn'ślają całośc, ten wypowiada 
prawdę, którą można zastosować do spoleczeń- 
stwa. Spellcer na tej prawdzie, oparł swoją so- 
cyologję, stawiając aksiomat naukowy: że zasa- 
dnicze rysy ludzkich Hpołeczeń;;tw, odpowiadają 
zasadniczym rysom człowieka. 
Ratyfikował on tym sposobem idl'ę Augusta. 
Comte'a który streszczając tę samą myśl, powie- 
dzial: powinniśmy zapatrywać się. na spoleczeń- 
stwo ludzkie tak, jak zapatrywalibyśmy się na 
jedm.go człowieka, który istniałby wiecznie i). 
Rchopenhauer doszedłszy do tl'gO samt'go 
wniosku pisze: "od najduwni,
szych czasów na- 


') ,v stA:p do socyologii. 

) A Comte, Systeme de politillue positive. Paryż 
lHf,l, str. 32\1 i nast. 


-( 


, 
'"
>>>
7 


zywano człowil'ka mikrokosmos, odwróciłem zda- 
nie i dowiodłem, że świat to macantropos, wtem 
znaczeniu, że wola i wyobrażenie dają nam okre- 
ślenie człowil'ka l). 
W niosek Schopenhauera został opartym na 
zasadzi£' zupełni!' różnej od tych, które kierowały 
wnioskami Comte'a oraz Hpencera. 
Istotnie filozof ja Rchopenhaul'ra, jakkolwiek 
zawiera wspaniałe karty natchnione metodą po- 
zytywną, jest jednakże teoretyczną opartą na 
a priori; filozofje zaś Comte'a i Spencera po- 
wstały na zasadach obserwacyi i doświadczenia.. 
Różny punkt wyjścia, pozwolił im jednak zejść 
si't u celu. Schopl'nhauer twierdząc, że świat to 
macantropos wyraża te samą myśl, którą mieli 
Comte i Spencer :I). 
Pomińmy tymczasl'm kwestję analogii mię- 
dzy człowiekiem a społeczeństwem, która dopro- 
wadzić by nas mogła do uważania tego społe- 
czeństwa jako prawdziwy organizm; nie możemy 


l) Schopenhauer. Le monde comme volont
 et comrne 
representatioD. 
II) Gabha; lntorno ad alellni piu generali probIerni 
delIa scienza sociale. Florem'ja 1881. 
Gumplowicz, Zarys soryologii. De Graf, IntroductioD 
a la sociologie; 
Letourneau, L'evolutioD du mariage et de la familIe, 
Paryż 1888. Nazwali CZCZI\ mfJtaforl\, jedność orgapizmu zwie- 
rzęcego z organizmem społecznym.
>>>
I 


- 8 - 


l" 


jednak zaprzeczyć, Żl' istnieją w zbiorowości 
ludzkiej zjawiska, które są naturalnym wynikiem 
zjawisk, wywolanych J)l'Zf'Z jej członków, czyJi 
że agregat przedstawia nam serye właściwości 
określonych przez scryę właściwości jego skład- 
ników. Zapytajmy tylko, co działoby się, gdyby 
człowiek otaczał sympatyą tych, którzy mu żle 
czynią. a zrozumiemy, że stosunki społpcznc po- 
szłyby w wręcz odmiennym kierunku aniżeli 
obecnie l}. 
Zapytajmy się dalej, co działoby się, gdyby 
ludzie szukali nie najkrótszej lecz naj d łuższej 
drogi do osiągnięcia celu, a zrozumiemy, że społe- 
czeństwo straciłoby zupełnie swój obecny wygląd. 
Analogja budowy a przez to funkcyi mię- 
dzy człowiekiem a społeczpństwem jest faktem 
widocznym i niezaprzeczonym, odnajdujemy ją 
nietylko w cechach ogólnych, lecz i w niektórych 
cechach drugorzędnych, między osobnikami nale- 
żącemi do danej klasy a tąż klasą pojętą jako 
istota zbiorowa. 
Społeczeństwo-to nie całość jednolita z je- 
dnoimiennemi częściami, lecz prędzej skała osa- 
dowa utworzona powoli ze szczątków naniesio- 
nych przez nieskończoną seryę istot, I) to orga- 


i 


') Sponcer dzioło wyżoj wymionione rozdz. lIl. 
l) Sergi, Antropologia et sC'ience antropologiche. Mes- 
syna lB89, stl'. 128. 


3
>>>
9 - 


nizm, który na równi ze zWIerzęCIem posiada 
tkanki różnf'j budowy, i różnej czułosci. Otóż, 
te tkanki, albo warstwy, albo grupy społeczne 
z czasem utworzone przez ciągłe i postępowe 
przechodzenie od prostego do złożonego, od je- 
dnolitego do różnolitego-co jest podstawą prawa 
ewolncyi l) te grupy mają cechy organiczne 
i psychiczne, każdej z nich własciwe, i które 
odtwarzają specjalne cechy osobników w skład 
grup wchodzących. 
Najprostsza obserwacya może nas o tem 
przekonać. Rzućmy okiem na hiRtoryą, a zoba- 
czymy że dawny przedział między zwycięzcą 
a zwyciężonym, między panem i niewolnikiem, mię- 
dzy pat.rycyat.em i plebsem, nie był jedynip prze- 
działem polit,ycznym, i ekonomicznym, lecz ozna- 
czał rzeczywiście dwa odrębne swiaty. Wycho- 
wanie, język, nawyknienia, ubranie, sposób bycia, 
wszystko to miało charakter specyalny obwaro- 
wany bardzo surowymi zwyczajami, a nawet 
przepisami, od których nikomu uchylać się nie 
było wolno II). 
Wiemy też, że arystokracya umysłowa, pie- 
niężna czy rodowa, sądownictwo, duchowieństwo, 


l) Patrz: Spen('Cl'. Piorwsze zasady rozdz. XIV. Ar- 
digo oporo filozofil'be, tom I I. La formaziono naturale nel fat- 
to dol siRtollla solal'o. 
I) I'atrz piękną monografję Ful da Cazzaniga 
L'amhiont£', szczególnioj rozdz. 11 i X \T.
>>>
10 


woj
ko, lud, wreszcie wszystkie klasy 
połeczlll', 
które obecnie reprezentują dawIH' kl/sty, określo- 
ne jedynie dziedzicznością, wykazują dokładnie 
w swym duchu i w zbiorowych objawach, nie- 
tylko cechy ogólnoludzkif'l, lecz także cechy 
scczeg('jlne arystokraty, sądownika, księdza; któż 
nie- wie, że każdą z tych klas rozpoznać można 
po jpj zwyczajach, ideach, uczuciach. tendencjach? l) 
Aksiomat, że cechy agregatu określone są 
cechami jego składowych części, można zastoso- 
wać niptylko do zbiorowego organizmu społecz- 
nego lecz i do poszczegMnych jego części. 
Inaczej być iIi!' może, bo jeżeli społeczeń- 
stwo ludzkie ,- ułamek wszechHwiata, a raczPj epi- 
zod wszechświatowej ewolucyi, podlt'ga z ko- 
nieczDosci wHzystkim prawom naturalnym, które 
kierują światem organicznym, tf'm więcej ogól- 
nym prawom społeczeństwa ulegać muszą poje- 
dyńcze jego części, tak jak mineralogiczne cha- 
raktery kryształu powtarzają Hię w każdym jego 
odłamie jak trafnie wyraża się Henryk Fen-i. 
Socyologja, z tego punktu widzenia rozpatrywa- 


t 


I) '1'1, prawdt; uznąją W
Z
Sl'
. pisarze. l'att'z VacclLro 
Genesic fanzione delia leggo p(.nali. Rz
'm, Jłocca 181'0 roż. 
I-BZY. Tocqneville mówił: 
KlaHY tworzące spoleczellstwo - 
to odrl:hne narod
'." Patrz także: Ilagehot; Lois sdentiliques 
du dev?loppement des nations. Paryż lB85, fi w
.danie: Spen- 
cer, Wstęp do socyologii rozdz. X. Przesądy klasowe.
>>>
11 - 


na jest w ogólnych zarysach wiernem odbiciem 
psychologii, tylko nieskończl'nie więcej rozległem 
i złożonem. Psychologja bada człowieka, socyo- 
logja ciało społpczne; wiemy jednak, że jego ce- 
chy zależą od cech pojedyńczych ludzi; dla tego 
to istnieje analogja między funkcjami organizmu 
społecznego i organizmu człowieka. 
Indywidualność spółeczna, rzeklby Espinas 
jest równoległą do indywidualności człowieczC'j; 
Socyologja jest rozszerzoną psychologją, w któ- 
rej głÓwne prawa psychologii indywidualnej od- 
zwierciedlają się rozszerzone i dopełnione; we- 
dług słów Farc'a to "słoneczny mikroskop psy- 
chologii. u 


n. 


Jak daleko posunąć można analogję między 
właściwościami agregatu i jego składowych czyn- 
ników? Czy zawsze istnieje stały stosunek mię- 
dzy prawami psychologicznemi, którl' rządzą oso- 
bnikiem a temi, które rządzą agregatem, f'zy 
rzeczywiście grupa ludzi posiada właściwe sobie 
cechy wynikłe z cech pojedyńczych osób. 
Jednem slowem czy niema wyjątku-od tej 
reguly? 
Zanim odpowiem na to pytanie. przytoczę 
tutaj kilka bardzo pospolitych zjawisk psycholo-
>>>
12 


1 


gicznych. które ułatwią nam odpowiedź, a raczej 
znajdziemy ją w nich samych zawartą. 
Każdy zna omyłki popdniane przez sędziów 
przysięgłych. Omyłki wynikają nif'raz z powodu 
osobistej nieudolności, lub trudności niezwykłpj 
w treści sądzonej sprawy; lecz dość często ludzi(, 
inteligentni wydają sąd niedorzepzny w sprawach 
które rozstrzygnąć możnahy z łatwością, przy 
pomocy odrobiny zdrowego rozsądku. 
Słyszałem, naprzykład, wyrok uniewinniają- 
cy trzech młodych ludzi, którzy przyznali się 
sami do ohydm'go postępowania z biedną dzie- 
wczyną; znieważyli ją, i umęczyli w najwstręt- 
niejszy sposób. Czyż każdy z sędzillw wzięty 
osobno byłby uniewinnił podobnych zbrodniarzy? 
Garofalo przytacza próbę, której podJano 
sześciu wykształconych doktorów, (między niemi 
byli słynni professorowie); proszeni o wydanie 
wyroku w sprawie człowieka oskarŻOllf'go o kra- 
dzid, uniewinnili go, pomimo niezaprzeczonych 
dowodów przestępstwa, później dopipro przyznali, 
że osądzili winm'go niesprawipdliwil' I). 
Sąd przysięgły uwolnił niedawno w depar- 
tamencie Haute- Viennc, trzech wieśniaków: ojca, 
Jana Pauzy, jego żonę i syna oskarżonych o za- 


I) R. Harofolo, en guivri di pOl'sonfJ colte (Archivio di 
psichiatria, scienze ponali e antropologia £'riminale, tom I1-gi, 
str. :ł7ł). 


ł 



 


ł 
ł 


ł
>>>
13 -- 


bicie ubogipgo chłopca, Piotra Grasaet, ich da- 
wnego służącego, którego udusili! zamordowali 
,., w rodzinnem kółku" z niesłychanem barbarzyń- 
stwem. Pauzy po zduszeniu ofiary ciężarem 
swego ciała, rzekł z drwiącym śmiechem: ,.,J uż 
chyba umarł" -:- ,.,Kto to wie" odparła żona, i dla 
więkHzl'j pewności rozbiła Piotrowi czaszkę dwo- 
ma uderzeniami kija.. ,., Teraz, odezwał się mąż, 
już mu się nic nie należy." 
Któż uwierzyłby, że podłość tej rodziny 
mordującej bl'zbronnego człowil'ka ujdzie kary? 
I czegóż dowodzą powyższe, oraz im po- 
dobne fakty, które każdy mógł zauważyć? no- 
wodzą one poprostu, że: dwunastu ludzi rozsą- 
dnych, intdigentollych może wydać wyrok niedo- 
rzeczny. Zbiór osobników może wykazać rezultat 
wręcz przeciwny temu, który wydałby każdy 
z nich osobno. 
Podobne zjawisko ujawnia się w łonie 
licznych komisyi: artystycznych, naukowych lub 
przemysłowych - jest to jedna z licznych plag 
administracyjlll'go syskmu. Zdarza się dość czę- 
sto, że wyroki tych komisyi zadziwiają, a nawet 
w osłupieni£' wprawiają publiczność. Jakim spo- 
sobem, mówią profani, tacy wyborowi ludzie 
mogą dojść do takiej konkluzyi? Jakim sposo- 
bem, dziesięciu, lub dwudziestu artystów, dziesię- 
ciu lub dwudziestu ludzi nauki, może wydać 
wyrok nie licujący z zasadami sztuki, albo nauki? 


..
>>>
14 


Arystydes Gabdli, wybitny pisarz, któn'go 
stratę świpżo opłakują Włochy, probował zana- 
lizować przyczyny tego zjawiska. 
"Mówią-pisał Gabelli - że komitety, rady, 
jl'dnem słowem wszystkie zbiorowe władz£' dają 
gwarancję przeciw nadużyciom. 
Czyż jednak istotnif' spPłniają to ostatnie 
zadanie ił Dajemy komuś władzę by jej używał. 
Jeżeli gwarancjI' przf\szkadz

ją h'mn używaniu, 
wtf'dy są zbyteczne. OMż ilośĆ' stanowi tego 
rodzaju gwarancyą przez partyjUl'go dueha, przez 
niesnaski wywołane prywatą, njżllil'ą w opinii 
usposobil'nin, jl'den z sędzi/JW nie przyjdzie by 
drngipgo niezobaczyć, ten chory, ów podró- 
żuje i zbyt często ('ała sprawa zostaje odłożoną, 
z nieocf'nioną stratą ('zasu i dobn'go skutku; bo 
jeżeli trudno we wszystkich odnalPść tall'llt, 
jeszcze trudnif'j znall'ść można stałość zda- 
nia i postanowil'il; ponieważ na nikim nil' ciąży 
odpowiedzialność osobista, więc każdy woli nie 
wydawać się ze swem zdaniem;' bo tf'n, który 
mając władzę nie używa jf'j. musi stać na drodze 
t.ego, kto powinil'uby władzy używać, ho wresz- 
cie-siły zgromarlzonych ludzi znoszą się wzajem- 
nie nie zaś dodają. 
Tę prawdę potwierdza fakt, że często rzecz 
znpełnie mierna wyjdzil' z grona ludzi, z któ- 
rych każJy lepif'j ohrobiłby ją, pozostawiony 
własnym siłom. 


J 


. 


J 


ł 


-
>>>
1:; 


"Ludzi - mawiał Galileusz, nie można po- 
rÓW11ać do koni zaprzężonych, które wóz ciągną 
razem, lecz do koni biegnących swobodnie; któ- 
ry najpierwej przybiegnie do celu, ten odniesie 
zwycięztwo I). 
Zasadniczą i ważną wydaje mi się, krótko 
wyrażona myśl Gabellego, że zbiorowe siły ludz- 
kie, znoszą się nie zaś dodają. Myśl tę rozwi- 
nął z matematyczną dokładnością i jasnoscią 
Max Nordau, człowiek nanki, który zasługuje na 
większy rozgłos od tego, którym darzą go współ- 
cześni.-"Zgromadzcie dwudziestu lub trzydziestu 

 Kantów, Helmholtzów, Rhakespearow, Newto- 
nów, pisze Nordau, i poddajcie ich sądowi, któ- 
nl:kolwiek z bieżących kwestyi. Ich wywody 
zapewne różnić się będą od wywodów jakiego- 
kolwiek innego zgromadzenia (chociaż i za to 
nie ręczę) lecz co do ostatecznego sądu, ten bcz- 
wątpienia wypadłby równie miernie, jak i tyle 
innych sądi)w wydanych przez zwykłych śmier- 
telników. A dla czego? Bo każdy z tych dwu- 
dziestu lub trzydziestu wybl"anych; po za wła- 
ściwą soLie swoistością, która czyni z niego do- 
skonałą pod pewnym wzgl
dem istotę, posiada 
przymioty dziedziczne rOdji':8ju, które czynią go 
podobnym nietylko do wszystkil'h innych czlon- 


') OabcIli-L"instruction on Italie. 


-
>>>
w - 


ków zgromadzenia, lecz i do pierwszego lepszego 
nieznajomego przechodnia. Można powiedzieć. 
że wszyscy ludzie. w stanie normalnym, posia- 
dają pewne przymioty, które stanowią ieh war- 
tość wspólną, identyczną, równą dajmy na to 
ilości X-wartość ta jest powiększana w osobni- 
kach wybitniejszych inną wartością, różną dla 
każdego z nich, którą oznaczyć można literami- 
a, b. c, d, i t. d. Wynika ztąd, że w zgromadze- 
niu złożonpm z dwudziestu ludzi, geniuszów, mo- 
żnaby zliezyć 20X. a tylko lb, lc. Id, i t. d. z ko- 
nieczności więc 20X zwyciężyłoby odosobnione 
a, b. c, d, mówiąc innemi słowy, esencya ludzkiej 
natury zwyciężyłaby cechy indywidualne. czapka 
robotnika pokryłaby doktorskie birety l). 
Powyższo zdanie. które nazwałbym aksio- 
matem intuicyjnym raczej niż dowodzeniem. uła- 
twia nam zrozumienie przyczyny, dla której 
nie tylko sądy przysięgłe i komissye, ale także 
zebrania polityczne, popełniają nieraz czyny sta- 
nowiące absolutny kontrast z osobistemi zdania- 
mi i dążnościami, większej części ich człon- 
ków. 
Chcąc się przekonać o tern, należy podsta- 
wić, w przykładzie danym przez Nordaua, liczbę 
sto lub dwieście na miejsce jego dwudziestki. 


I) .l\rax Nordau, Paradoksen rozdz. III. 


--
>>>
17 - 


Zdrowy rozsądek publiczny dawno juź zre- 
sztą wypowiedział prawdę zawartą w aksiomacie 
niemieckiego filozofa: Dawne przysłowie bowiem 
mówi: - Senato'l'es boni vi'l'i, senatus autem mala 
bestia. -lud zaś powtarza ją i w czasach obec- 
nych, gdy mówi o niektórych grupach społecz- 
nych że są złożom' z uczciwych ludzi, którzy 
wzięci razem są łotrami l). . 
Porzućmy teraz powyżej wymienione zgro- 
madzenie, w którem przynajmniej istniał pewien 
wybór i zwróćmy się do innych przypadkowych 
zgromadzeń np. widzów w teatrze, tłmnu w nie- 
przewidzianych zebraniach, na placach i ulicach 
miasta, a odnajdziemy w nich zjawisko, które 
nas głównie zajmuje. 
Każdy z nas wie, że zbiorowiska ludzkie 
nie odzwierciadlają bynajmniej psychologii poje- 
dyńczych członków. 
Zbiorowisko ludzkie daje zatem bez wąt- 
pienia rezultat psychologiczny, różny od rezulta- 
tu, któryby nam wskazywała logika. To też 
bezwątpil'nia wielokrotnie doświadczenie kłam 
zadaje zasadzie Spencera, że: "cechy agregatu są 
określone cechami jego składowych części. " 
Henryk Ferri odczuł tę prawdę, pisząc co nastę- 
puje: "Zbiór osób uzdolnionych nie zawsze daje 


I) Forri, Nuovi orizzonti. 


2 



\8lI0 rłl; 
., 
1.'NIw!:ł15' rlilQA 
"'O.tJ1III,,, 


--
>>>
18 - 


pewną gwarancyą uzdolnienia zbiorowego; zbiór 
ludzi rozsądnych może wytworzyć niedorzeczne 
zgromadzenie, tak jak w chemii dwa. gazy płyn 
mogą wytworzyć l). 
Dla tego to !Zauważył, że między psycho- 
logją, która bada pojedyńczego człowieka i so- 
cyologją. która bada całe społeczl'ństwo, jest 
jeszcze miejsce na inną gałęź wiedzy, którą mo- 
żnaby nazwać psychologją zbiorową. Nowa ga- 
łęź zajmowałaby się wyłącznie grupami ludzkie- 
mi sędziów przysięgłych, komissyi, komitetów 
i t. p. które w swych objawach nie podlegają 
prawom psychologii indywidualnej ani też so- 
cyologii »). 
Lecz dla jakil'goż powodu niezależnie od 
przyczyny wskazanej przez Maxa Nordau'a zgro- 
madzenia ludzkie przeczą Spencerowskil'j zasa- 
dzie? Powodów wiele naliczyć można, każde 
zjawisko wynika z licznych przyczyn; jednakże 
w danym wypadku możnaby je sprowadzić do 
dwóch przyczyn głównych-a mianowiciI': Zgro- 
madzenium brak jednolitości, zgromadzenia nie two- 
rzą całości O1'ganicznej. 
Istotnic, zbytecznl'm byłoby prawie zazna- 
czać, że analogja między cechami agregatu a 
cechami składowych jednostek, możliwą staje się 


I) Dzieło wyż£'j wymionione str. 483. 
I) D. Forri dzioł. wyż. wym. str. 351, nota 1.
>>>
19 


tylko wtedy, gdy te jedno
tki są równe sobie, 
albo, wyrażając się ściślej, gdy są do siebie po- 
dobne. Zbiór jednostek różnych nie tylko nie 
może wytworzyć agregatu, któryby odzwiercie- 
dlał różne cechy jerlnostek,-ale nawet żadnego 
agregatu wydać nie zdoła. Jakiż agn'gat utwo- 
rzyć mogą człowiek, koil, ryba i owad "I 
W danym wypadku, sprawdza się arytme- 
tyczne prawo: by otrzymać sumę, trzeba mieć 
ilość jednego gatunku. Nie można dodawać ksią- 
żek do krzeseł, ani monety do zwierząt. Cho- 
ciaż możemy je zrachować materyaluie, wypadła 
z nich suma-będzie cyfrą pozbawioną sensu. 
Otóż jeśli analogja cech agregatu i jedno- 
stek jest możliwą tylko w obpc pewncgo stopnia 
ich pOllobieństwa, łatwo wywnioskujemy, że ta 
analogja zwiększy się lub zmniejszy, stosownie 
do większl'j lub mlliljszej jednulitości składników 
agregatu. 
Zgromadzenil' kosmopolityczne nie może od- 
dać różnych charakterów osób, które biorą w niem 
udział, z taką ścisłością, z jaką zgromadzenie 
włochów lub niemców oddałoby charaktery tych- 
że włochów lub niemców. Porówllajmyż teraz 
zgromadzpnie ekspertów z sądl'm przysięgłych, 
w którym ślepy przypadek umieścił sklPpikarza 
obok uczonego; albo salę teatralną, w której 
znajdziemy osobistości wszelkich stanów z naj- 
rozmaitszym pozionll'm umysłowym. Porównajmy 
* 


---
>>>
- 20 - 


wreszcie wszystkie przeciętne zgromadzenia ludz- 
kie z temi, w skład których wchodziła tylko je- 
dna klasa ludzi. 
Różnorodność żywiołów psychologicznych, 
(idei, gustów, zwyczajów, dążeń) uniemożliwia 
w pierwszym wypadku stosunek cech agregatu 
do cech jednost('k, gdy przeciwnie jednolitość 
żywiołów umożliwia je w drugim wypadku. 
Podobieństwo jf'rlnostck nie wystarcza prze- 
cież na utworzenie analogii między ich i agre- 
gatu cechami, trzeba jeszcze by te jednostki łą- 
czył stosunek stały i organiczny. 
Spencer w zdaniu przytoczonem na początku 
tej książki zaznaczał na poparcie swej zasady, 
że z cegieł dobrze wypalonych, twardych, pro- 
stokątnych, można wystawić dość wysoką ścianę 
bez pomocy wapna, oraz że taki£'j ściany nikt 
nie zbuduje z kamieni różnych kształtów. 
:Można jednak zrozumieć łatwo, że tutaj nie 
tylko kształt cegieł należy brać w rachubę, że 
ważną rolę odgrywa sposób układania cegieł jedną 
na drugiej, i jedną koło drugiej w pewnym po- 
rządku, który sprawia, że wszystkie są ściśle z so- 
bą złączone. IRtotnie gdybyśmy te same cegły 
zebrali w stos bezładny otrzymalibyśmy agregat 
nie różniący się niczem od stosu kamieni różnej 
wielkości i różnych kształtów. Przenieśmy to 
porównanie na niwę socyologii a wyciągniemy 
ztąd wniosek, że zebrania przypadkowe i nieorga- 


" 


. 
I 


1 
'I 


. 


1 
J 
I
>>>
.. 


1 


l' 


I 
I 

. 
! 
I 
I 
J, 


- 21 


niczne, na prżykład w salach teatralnych, w tłu- 
mach, nic mogą odbić w swych objawach cech 
jcdnostek składowych, tak jak bezładny zbiór 
cegieł nie może oddać kształtu pojedyńczej cegły 
równoległego czworoboku; by z cegieł zbudować 
mur, trzeba je ułożyć w pewnym porządku, by 
agregat ujawnił cechy składowych jednostek, musi 
pomiędzy niemi istnieć stały stosunek organiczny, 
jak to ma miejsce między członkami jednej ro
 
dziny, lub osobami, należącemi do jednej klasy 
społeczeństwa. 


UL 


Powyższe wywody możemy streścić w pro- 
stym i logicznym wniosku: Zasada Spencera-że' 
agregaty są określone cechami składowych jedno- 
stek, jest słuszną i można ją stosować w całej 
rozciągłości, gdy chodzi o agregaty złożone z je- 
dnostek jednakowych i organicznie z sobą połą- 
czonych, lecz traci swoją doniosłość i stosowaną 
być może bardzo oględnie, gdy mamy do czy- 
nienia z jednostkami różnorodnemi, między któ- 
remi istnieje I:laby związek organiczny, 
Wreszcie powyższej zasady nie możemy 
wcale stosować w tych wypadkach, w których 
w skład agregatu wchodzą różnorodne i rnezorga- 
nizowane pierwiastki.
>>>
- 22 


Ta ewolucya w stosowaniu zasady Spencera 
do agregatów ludzkich, wskazuje nam jasno, że 
agregaty jednolite, organiczne podlegają prawom 
socyologii - które, jak to powiedzieliśmy wyżej 
od praw psychologicznych różnią się rozciąglo- 
ścią lecz są im równolegle, gdy zaś w miarę 
mniejszej jednolitości agregatów zmnipjsza się 
możliwość przystosowania do nich praw socyolo- 
gicznych, które zastąpić można prawami pSYI'1Lologii 
zbiorowtY. najzupelniej różncmi od praw psychologii 
czlowieka. 
Psychologja zbiorowa posiada \ więc własne 
swoje pole i kroczy orogą wręcz przeciwną dro- 
dze socyologii; pierwsza przestępuje granice, przed 
któremi cofa się druga, a jej prawa panują tam, 
gdzie prawa socyologii tracą swoją wladzę. 
Każda grupa jednostek odchyla się tem wię- 
cej od zasady Rpellcera, im więcej zawiera w so- 
bie pierwiastków przelotnych, nieorganicznych, 
przypadkowych, przez co wchodzą w sferę psy- 
chologii zbiorowej. 
Otóż sądzimy, że ze wszystkich różnolitych 
i llieorgallicznych zbiorowisk, o których wspomi- 
naliśmy powyżej, tłum najmniej podlega prawom 
socyologii, a przez to najlepiej do niego można 
zastosować prawa psychologii zbiorowej. 
Bo też tłum jest doskonale różnolitym agre- 
gatem ludzkim, ponieważ składa się z osobników 
różnego wieku, różnej plci, poziomu i stanowiska 


) 
I 


.' 


- 


I 
r-
>>>
:t 


- 23 - 


.' 


społecznego, stoi na różnych stopniach moralności 
i kultury; jest też doskonale nieorganicznym, po- 
nieważ zbiera się nagle, niespodzianie, bez po- 
przedniego porozumienia. 
Badanie p;;ychologii tłumu, będzie jedynie 
badaniem psychologii zbiorowej w zjawisku, któ- 
re lepiej od innych wykaże jej prawa, wykryje 
sposób jej działania. 
Pragniemy w tej kRiążce przedstawić wnids- 
ki wynikłe z tego badania, aby ułatwić dokładne 
pojęcie o naturze zbrodni przez tłtun popełnia- 
nych oraz niebezpieczeństw społecznych, które 
z tych zbrodni wyniknąć mogą. 


" 


--0-- 


. 

. 
I
>>>
f 


. 


ROZDZIAŁ I. 


Psychoftzyologja tłumu. 


Kwestya odpowiedzialności karnej jest sto- 
sunkowo prostą, jeśli jedna osoba popelnia zbro- 
dnię. Staje się więcej zawikłaną jeśli kilka osób 
bierze udzial w zbrodni, bo trzeba wtedy zbadać 
udzial, który każda z nieh przyjęla w czynie 
zbrodniczym. Roztrząsanie powyższej kwestyi 
wtedy przedstawia niezmiernie wiele trudności, 
gdy zbrodnię spelnia już nie jedna osoba, ani też 
kilka osób, lecz nieoznaczona ich liczł-a; wtedy 
jednem slowem, gdy zbrodnię popelnia tłum. 
Kara sądowa, latwa do wymierzenia 
w pierwszym wypadku, trudniejsza w drugim, 
w ostatnim staje się prawie absolutną niemożli- 
wością, bo nikt nie wie gdzie szukać prawdzi- 
wych winowajców, kogo ukarać należy. 
Jakże wtedy postępujemy? 
Albo stosujemy wojskowe prawa dziesiątko- 
wania, karząc kilka osobników, kMrych udalo się 
pochwycić agentom policyjnym- nieraz najnieslu- 
8zniej-albo też idąc za przykladem Tarkwiniusza 


I
>>>
- 25 


i jak on wierząc, że można pozbyć się nieprzy- 
jaciół ścinaniem najwyższych makówek-karzemy 
instygatorów, których nigdy nie brak w tłumie. 
Sędziowie mając do wybom dwa nielogicz- 
ne i niedostateczne rozwiązania nieraz wszystkich 
uwalniają uznając, wraz z Tacytem, że "gdzie 
wielu winnych nie karzą nikogo." W tym wy- 
padku dochodzi się do bezkarności drogą niedo- 
rzecznego rozumowania, mówiąc stylem Pellegri- 
na Rossi. 
Czy ta bezkarność jest słuszną? I dla czego 'ł 
W przeciwnym wypadku, w jaki sposób 
można oddziałać przeciw zbrodniom popełnianym 
przez tłumy? 
Odpowiedź na te pytania jest celem tej pracy. 


L 


Klasyczna szkoła karna nie postawiła sobie 
nigdy pytania, czy zbrodnię tłumu najeży karać 
w ten sposób, w jaki karciemy zbrodnię, spełnio- 
ną przez jednego człowieka. Było to bardzo na- 
turalnem. 8tudyowano zbrodnię jako istotę praw- 
ną; winny pozostawał na drugim planio, wystę- 
pował w charakterze jakiegoś X, którego nie 
chciano i nie umiano odcyfrować. Czy rodzice 
zbrodniarza byli epileptykami, pijakami, albo też 


,.
>>>
- 26 - 


ludźmi zdrowemi, z jakiej rasy on sam pochodził, 
w jakim klimacie urodził się, gorącym lub chłod- 
nym, czy poprzednio jego życie odznaczało się 
lub nie przykładnością-nic to nikogo nie obcho- 
dziło. To też. nie troszczono się wcale o pozna- 
nie warunków, w jakich spełnioną została zbrod- 
nia. Czy oskarżony działał sa.m - lub też wśród 
tłumu, którego krzyki podniecały i upajały win- 
nego, zawsze działał pod wpływem własnej 
woli. 


W obu wypaf1kach jednakie przestępstwo 
musiało wywoływać jedną karę. 
Kto uznawał tę zasadę, nil' mógł logiczniej 
rozumować, lecz kto ją odrzucił, dla tego upada- 
ło całe rozumowanie. Tak się też stało. 
Szkoła pozytywna dowiodła, że wolna wola 
to proste złudzenie świadomości Rzkoła ta od- 
słoniła świat dotąd nieznany czynników antro- 
pologicznych, fizycznych, społecznych zbrodni 
i wzniosła do potęgi zasady prawnej myśl, przez 
wszystkich bezwiednie odczuwaną, dla którf'j jed- 
nak zbrakło mi'9jsca wśród sztywnych formuł 
prawników, myśl, że zbrodnie popełniane przez 
tłumy muszą być sądzone odmiennie od tych, 
które wypływają z winy pojedyńczego człowieka, 
a to dla tego, że tak w jednym, jak w drugim 
wypadku różny udział biorą dwa czynniki: an- 
tropologiczny i społeczny.
>>>
- 27 - 


Pugliese pierwszy wyłożył w swojej broszur- 
ce t) doktrynę odpowiedzialności karnej w zbrod- 
ni zbiorowej. Żądał w końcu zniesienia połowy 
odpowiedzialności dla t.ych wszystkich. którzy po- 
pełniają przestępstwo w skut.ek podszeptów du- 
mu: "Gdy buntuje się dum, pisał, osobnik nie 
działa jako taki, lecz występuje w roli kropli 
wody w potoku wezbranym, a wtedy karcąca 
ręka staje się bezdusznem narzędziem" i). 
Postarałem się dopełnić myśl Pugliese'a, 
objaśniając porównaniem, antropologiczną zasadą 
jego teoryi; dalej porównywałem S) zbrodnie wy- 
nikłe z gwałtowności tłumu ze zbrodnią pojedyń- 
czego człowieka, którego zaślepiła namiętność. 
Pugliese na.zwał zbiorową zbrodnią dziwne. 
i złożone zjawisko tłumu, spełniającego przestęp- 
stwo pod wpływem porywającej mowy dema- 
goga, lub też zrozpaczonego faktem, który wy- 
daje mu się bądź to niesprawiedliwością bądź to 
obelgą przeciw niemu. Zjawisko takie wolałem 
nazwać zbrodnią tłumu, bo według mnie, istnieją 
dwie formy zbrodni zbiorowych które należy wy- 
raźnie odgraniczyć: 1) zbrodnia z przyrodzenia do 
których należą camora, majfia, rozboje-2) zbrod- 


1) Dol dolitto colettivo. 'l'rani 1887. 
II) loco cit. 
.) Patrz Lit complieita, Archivie di psichiatria, scien- 
ze ponali cd antropologia criminale. vol. Xl, fasc. 8-4. 


#I 


J
>>>
- 28 


i 


llia z namiętności, Pierwsza odpowiada zbrodni 
zbrodniarza z urodzenia, druga. zaś przestępstwu 
zbrodniarza z przypadku. 
Pierwsza jest zawszl' rozmyślną; druga- 
nigdy - w piprwszcj przeważa czynnik antropo- 
logiczny, w drugil'j społeczny. Pierwsza wzbu- 
dza dla jego sprawców - bojaźń stałą i poważną, 
druga bojaźń lekką i przelotną. 
Półodpowiedzialność naznaczona przez Pu- 
glies'a dla zbr.odni tłumów jest sprawiedliwą je- 
żeli nie sama przez się, to przynajmniej jako 
środek do osiągnięcia zamierzonego celu. 
Przy naszym kodeksie l) i w wypadku, któ- 
ry posłużył Pugliesemu, do post.awienia swojej 
teoryi B) tylko przy pomocy półodpowiedzialno- 
sci można dojść do kar łagodniejszych dla tłumu, 
aniżeli dla pojedyńczych osobników, 
Lecz dla śc
slej wiedzy, półodpowiedzialność 
jest absurdem, szczególniej dla nas pozytywistów, 
którzy utrzymujemy, że człowiek zawsze w zu- 
pełności odpowiada za wszystkie swoje czyny S). 
Teoryę pozytywną należy oprzeć na innych 
podstawach. 


I) l\J{I\vimy tu o kodoksiu włoskim i francuzkiIII. 
S) 'l'rybunał w Bari, na prośbl: adwok, Puglios'a przy- 
jął półodpowiodzialność dla oskarżonych o zbrodnie pOllelnio- 
ne w szale tłumu. 
8) Patrz dzieło Ferri'ego. NuO\'i orizzonti 11 wydanie 
str. 128 i na4. PozytywiBci francuzc
. (głównio Tardo) nie
>>>
- 29 


Nie powinniśmy zastanawiać się, czy spraw- 
cy zbrodni dokonanych wśród oszalałego tłumu 
są całkowicie lub w połowie odpowiedzialni-bo 
są to stare formuły fałszywych idei-lecz powin- 
niśmy tylko pomyśleć, w jaki sposób możemy 
zbrodniom zapobiedz. 
To zadanie powinniśmy rozwiązać. 


II. 


Chcąc dobrze określić chorobę i znaleźć na. 
nią lekarstwo, musiemy najpierw postawić jej 
dyagnozę. Zanim zaczniemy roztrząsać czem jest 
zbrodnia tłumu i jakiemi środkami można jej za- 
pobiedz, musiemy wpierw poznać jej objawy. 
"Tłum, pisze Tarde, jest zbieraniną żywio- 
Mw różnolitych, nieznanych sobie wzajem; jednak 
zaledwie w jednym z nich zaświeci iskra namię- 
tności wnet zelektryzuje tę mięszaninę. wytwa- 
rzając w niej nagłą organizacyą. Bezładność 
wytwarza ład, hałas staje się głosem, a tysiące 
ludzi zamienia się w jedno, jedyne zwierzę 


} 


uznaj" by człowiek zawsze odpowiadał za swoje występne 
czyny i utrzymuj" że zdarzają się wypadki nieodpowiedzial- 
ności. W HI-m rozdzialo za8tanowiemy się nad wartości" 
tej teoryi.
>>>
f 
l 


30 


potworne i bez nazwy, które idzie naprzód z nie- 
przepartą celowością. 
Większość przyszła zwabiona ciekawością, 
lecz gorączka kilku ludzi ogarnia wszystkich 
i u wszystkich w szał się zamienia. Kto przy- 
biegł jedynie w celu ratowania niewinnej ofiary, 
pierwszy ulega morderczej zarazie, nie dość na 
tern, nie dziwi się temu wcale" 1). 
Co jest niezrozumiałego w istocie tłumu, to 
jego nagla organizacya. Niema tu poprzedniego 
poszukiwania wspólnego celu; dla tego też mu- 
siemy zaprzeczyć dziennikowi The-lancet, który 
w artykule anonimowym zaznacza w tłumie zbio- 
rową dążność wynikłą z wyższych, pierwotnych 
zdolności wszystkich składowych mózgów. A je- 
dnak widziemy jedność akcyi i celu wśród nie- 
skończonej rozmaitości poruszeń tłumu i słyszemy 
jedną nutę pomimo dysonansu tysiąca głosów 
). 
Nawet zbiorowa nazwa t/um oznacza że po- 
jedyńcze jednostki, które go skladają ogniskują 
się w jednej indywidualności i identyfikują się 
z sobą; musiemy więc uznać w tłumie - chociaż 


,. 
j 
, 


l) G. 'l'arde, La pl1i1osopbie penale sh'. 320 l'arJż Lug- 
dun 18110. 
Flaubert, gł
boki ps
'cholog, zostawił wspaniało karty 
po:swięconlJ opisowi tłumu. 
S) "Tłum posiada prostą i glt;boką potęg,: szerokiego 
unisono." G. Tarde. loco cit, str. 321. 


r
>>>
-, 


, 
, 


l 

 
I 


- 31 


( 
, 
, 


nie zdajemy sobie z tego dobrze sprawy- akcyę 
czegoś, co tymczasowo odgrywa rolę wspólnej my- 
śli. Owo coś nie jest wybuchem najpośledniej- 
szych sił umysłu i nie może dosięgnąć sfery 
prawdziwej zdolności umysłowej. możemy je okreś- 
lić zatem tylko temi słowy: dusza tłumu I). 
Zkąd ta dusza pochodzi? Czy cudem po- 
wstaje? Czy też jest zjawiskiem, którego nigdy 
pojąć nie zdołamy? A może wynika z jakiejś 
najpierwotniejszej właściwości człowieka? Jak 
wytłumaczyć potęgę jednego okrzyku, głosu, ge- 
atu jednego człowieka, która pociąga nie raz bez- 
wiednie cały naród do najokropniejszych nadużyć? 
Bordier odpowiada - "Tą potęgą -naślado- 
wnictwo, które, tak jak dyfuzya w ośrodku ga- 
zowym dąży do zrównoważania prężności gazów, 
dąży do utrzymania równowagi w środowisku 
społecznym, we wszystkich jego częściach, dąży 
do zniszczenia oryginalności, do ujednostajnienia 
charakterów epoki, kraju, miasta, małego kółka 
towarzyskiego wreszcie. Każdy człowiek posiada 
dążność naśladowniczą, która dosięga swego ma- 
ksimum podczas zebrań ludzkich, a jako najlep- 
szy dowód posłużyć nam mogą: sale teatralne 


l) W 
'ciąg z dziennika lekarskiego The lancet. l'atrz 
Cont1"ib1tzione al/a dottl'ina della responsabilitti lJenale nel (le- 
litto colettivo, przez Pugliosa lRivista di giurispl'udonza) rok 
18S9.
>>>
r 
. 


32 


i zgromadzenia publiczne, gdzie najlżejszy oklask, 
najlżejsze sykanie wystarczają, by poruszyć zgro- 
madzonych, w jednym, lub w drugim kierun- 
ku" l). 
Że na.śladownictwo jest jedną z najsilniej- 
szych dążności ludzkiej natury, to pra-wda nieza- 
przeczona, Rzućmy tylko wzrokiem wokoło, a 
przekonamy się, że społeczność jest przędzą po- 
dobieństw wytworzonych przez wszelkie formy 
naśladownictwa. przez naśladownictwo w formie 
mody, zwyczaju, sympatyi, posłuszeństwa, wy- 
kształcenia, wychowania, przez naśladownictwo 
sa.morzutne. lub odruchowe i). 
Społeczeństwo możnaby porównać do spo- 
kojnego jeziora, w które od czasu do czasu wpa- 
da kamień, naokoło niego fale rozszerzają się 
coraz więcej, aż wreszcie uderzą o brzegi. Po- 
dobnież dzieje się z geniuszem, który ciska ideę 
w zatęchły spokój miernych inteligencyi, a ta 
idea, z początku słabo uznana, a nawet zauwa- 
żona, rozszerza się z czasem ja.k fale jeziora. 
Ludzie, mówi Tarde, przywodzą na myśl 
stado owiec, wHród których nkazuje się czasem 


J) A. Bordier, Życie społoczellstw. Paryż 1888, 
8tr. 76. 
I) Patrz G. Tarde, Prawa naśladownictwa. PaD"Ż, 
Alcan lf\!JO.
>>>
I 
. 


- 33 -- 


! 


szalona owca- geniusz-a ta samą silą przykładu 
zmusza resztę do naśladownictwa l). 
Istotnie wszystko co jest, wszystko co wy- 
szło z rąk człowieka-od przedmiotów materyal- 
Dych do idei-nosi na sobie niestarte piętno na- 
śladownictwa, powtórzenia mniej lub więcej prze- 
robionego, idei niegdyś wynalezionej przez wyż- 
RZą umysłowość. ' 
Wszystkie wyrazy naszego słownika, dziś 
tak oklepane, były ongi neologizmami; rzeczy 
dziś zwyczajne odznaczały się niegdyś oryginal- 
nością, były unikatami. 
Oryginalność jest premierą pospolitości- 
wyraził się bardzo dowcipnie Maks N ordau. 
Jeśli tej oryginalności brak siły żywotnej, 
nie znajdzie naśladowców i zginie sama, tak jak 
ginie w zapomnieniu sztuka wygwizdana na 
pierwszem przedstawieniu; jeżeli zaś zawiera 
w sobie zdrowy pomysł, naśladowcy mnożą się 
nieskończenie. 
Treść zasadniczą idei obecnie aż do znu- 
dzenia oklepanych, bo je wszystkie usta powta- 
rzają, powstały z intuicyi-nicdgyś cudownych- 
starożytnych filozofów, a komunały dzisiejsze bły- 
szczały dawniej iskrą oryginalności I). 


I) G. Tardo, loco cit. 
II) Patrz: N ordau i Stuart:MiIl la liberta, 'l'nryn 180ó. 

tr. 97 i na.st
plle. 


;3
>>>
.... 


.
 


- B4 - 


To samo widzimy w historyi, to samo 
w kronice drobnych, codziennych wypadków. 
CaJa ludzkość podlpga instyktowi naśladow- 
nictwa tego, o czem wie, co widzi i słyszy. 
Prądami opinii publicznej, tak w polityce, jak 
i w innych sprawach-kieruje ów instykt naśla- 
downiczy. 
"Dzisiaj każdy giełdziarz działa energicznie 
z entuzyazmem, szybko kupuje i rozkazuje swo- 
im agentom; w tydzień później ci sami ludzie 
chodzą osowiali. niezdecydowani, skłonni do sprze- 
daży swy('h walorów. Co spowodowało tę zinia- 
nę? Przyczynę znaleść trudno, a gdybyśmy ją 
nawet znaleźli, zdziwi nas jej błahość. 
W rzeczywistości zmianę spowodował in- 
stynkt naśladowczy. Jakiś drobny fakt rozpalił 
nadzieje, wtedy odezwali się ludzie obdarzeni 
umysłem żywym, usposobieniem optymistycznem, 
a tłum zawtórowaJ im zgodnem echem. W kilka 
dni później, znowu jakaś drobnostka zachwiała 
nadzieje, pobudzając do słowa pesymistów, a tłum 
powtórzył ich zdanie" I). 
Siłę działającą w polityce i operacjach finan- 
sowych podziwiamy we wszystkich formach czyn- 
ności ludzkich. Naśladownictwo istnieje zarówno 
w kroju ubrania jak i w formie rządu, w czynach 


I 


ł 
I 


" 
I 


, 


1 


.) Patrz Bagenot, loco cit. str. 10-1 i na.t,:pne 


-
>>>
35 


, 


uczciwych i w zbrodniach, w samobójstwie 
i w obłędzie, we wszystkich objawa.ch życia., 
w drobnych czy wielkich, w bolesnych lub ra- 
dosnych l). 
Nic to dziwnego, że zdolność, wrodzona 
każdemu człowiekowi 
) nietylko zwiększa, lecz pod- 


, 


I) Sl\dze, że uznając wszel"hpotęgę in
tynktu naśla
 
dowczl'go, uznajemy posrodnio i
tnienie mizoneizmu w naturzo 
ludzkiPj. Tarde, który tak lłobl'ze ilustrował prawa naśla- 
downictwa. zaznacza jednak że. jeśli zaWRze wszystko naśla- 
dujem}, to musimy naśladować nip t,\'lko dawne, lecz i 
wie- 
że przykład
'. t'zę
ć naszego nRŚlado\\nictwa pochodzi z na- 
szej miłości dla rzeczy now)"ch, temu nie przeL'Zę, lpcz twier- 
d7
 stanowczo, że ów filonpizm nio wyklUl'za hynajmnioj mi- 
zoneizmu. 'Viększo
ć holduje mizollpizmowi wobec wAżnej 
inowa(',ri; zaś wobec drobiazgu zwraca sie do filoneizmu. Oby- 
dwa zjawiska istnioją równologle i w
półcze
lIie; łat\\.o j£' roz- 
różnić. Nie rozwodziłhym się dłużoj nad tym pl'zedmiotem, 
gdyby nie chęć odparcia zarzutu-na poz{,r bardzo nikłego- 
któr,\' 'I'ardo postawił uczonomu Lamlll'oso (te delit ponti'lue, 
Re' ue Scientif,qu£' pażdż. 1800). 
"Lambroso. pisze Tal'de, jako przyklad mizoncizmu 
przedstawia nalll nart,d francuzki, nar(,d już 011 czasów Stra- 
bona, próżny, \\ ojowniczy, mił/ljąey -"OŚć. Tak wiplk/\ 
sprzecznoH(' należy ch," ha położyć na kal'b laps/Ul calami." 
Sprzecznośc jednak nie i
tnieje, jeśli zapamiętamy po- 
wyżej zaznaczone odrożnienie. Nar(,d powien, może być za- 
razom mizoneisj;ą i wil'lbici£'lom nowo
cij tak jak światowa 
kobieta moie zmieniać ubranie stOSO\\ nic do mody, a nie poj- 
mować posto:pów nauki, 
II) a także, dodać tl'zeba, każdego Z\\ ierzęda. W dzie- 
le Romanes'a. L'fr:ol/ltion nI/'ntale c1lfZ 1/'8 a1łimllllJ:. znajd u- 
* 


... 


"
>>>
,. 


36 


waja swoją skuteczność wśród tłumu tam gdzie 
wszystkie wyobraźnie są podniecone, gdzie jedność 
czasu i miejsca przyspiesza w niesłychany i pra- 
wie piorunujący sposób wymianę uczuć i wrażeń. 
Lecz fakt, że człowiek naśladuje, nie tłuma- 
czy dostatecznie naszych wywodów. Musimy 
wiedzieć, dlaczego człowiek naśladuje, czyli po- 
trzebujemy tłumaczenia, któreby nie zadowolniło 
się przyczyną powierzchowną, lecz wykryło wła- 
ściwą przyczynę zjawiska. 
Wielu pisarzy, zauważywszy występujące 
czasem ostre formy naśladownictwa tak w natę- 
żeniu jak i w rozprzestrzenianiu się, widząc w niem 
zarazem więcej nieświadomości niż woli, starali 
się podsunąć hypotezę zarazy moralnej. 
Doktór Ebrard pisze: W zjawiskach naś]a- 
downictwa istnieje coś tajemniczego, jakiś pociąg, 


jemy bardzo zajmujący rozdział o wpływie naśladownictwa 
na tworzenio si
 i rozwilj instynktbw. Jest to wpł
.w wielki 
i bardzo rozpowszechniony. Osobniki jodnego gatunku naśla- 
dują sip' wzajom-wiolo ptakr,w liCZą śpiewać' rodzic8-przy- 
tern jedne gatunki przejmu,jll od drugich pożytol'zno, luh nic 
nie znaczące właściwo
ci. 'fu taj ujawnia się konioczna po- 
trzoba naśladowania dla naśladowniC'twa samego - jl'st to 
pierwsze żr(,dło sztuki. Darwin przypuszcza, że pszczołr na.- 
uczyły się od trutnia wysysania kwiatów, przebijając z boku 
płatki korony. Mip'dzy ptakami, owadami, jakiomikolwiok 
zwierz,:tami istnieją geniusze, a geniusz nawet w świecio 
zwiorzęcym możo liczYI: na powodzenie. Patrz Tarde, loco cit. 


.. 
I
>>>
,. 


37 


który porównać najlepiej można z tym wszech- 
władnym, odruchowym instynktem, popychającym 
nas bezwiednie do powtórzenia czynów, które 
widzieliśmy i które silnie oddziałały na nasze 
zmysły i na naszą wyobraźnię. Istnieje rodzaj 
hypnotyzmu któremu zawsze uhgną słabe umy- 
sły l). 
J olly Ip.ówi jeszcze wyraźniej: "N aśladow- 
nictwo to istotna zaraza, której pierwiastek tkwi 
w przykładzil', tak jak zarazek ospy tkwi w za- 
szczl'pianym płynie; w naszym organizmie wl'ge- 
tują zarodki choroby, które rozwinąc możc naj- 
lżC'jszy powód, a w naszym umyśle drzC'mią na- 
miętności, ni('me pod wpływC'm rozsądku a roz- 
wijające się gwałtownil' pod wpływl'm naśladow- 
nictwa u II). 
Dt'spint:', 1vIoreau de 'l'ours i widu innych 
przyłączyli się do JoIly i Ebrard'a S ). 


I) 1':Lrard: Samobójstwo z punktu widzonia lIledJCz. 
n£'go, filuzoficznego i t. d., rozdz. VII, 
S) ./!lUy: do l'imitation, l'nion m':dicale, t-olll VIU, 
stl', 309. rok lB09. 
") Doktrlr I'rosper Despine w dwóch dziełach: O za- 
mzie 1Iłontl1lej lB70 j Dr l'imitlltiIJn considtree at, point de 
we des dilftfrents principes qui la eliterminent lB71. .Moreau 
de Tour,,: De la contlwion du Buieide li propos de l'epidemil' 
actuelle. l'aQ'ż lB75. Un mot BU?' la c011tagion elu crime et 
sa prophylaxie. Union medicale, t. XXII. .M 88. 
Przed niemi: La Rochefoucald (Maks
'my) wspominał 
o zjawisku zarazy moralnej; nrierro de Boismont: Du suicido
>>>
38 


! 


Wszyscy jednogłośnie uznali, że zaraza mo- 
ralna istnieje na równi z zarazami chorób fizycz- 
nych. 
Posłuchajmy Despinf"a: Jak dzwięk muzycz- 
ny wywołuje drgania we wszystkich narzędziach 
muzycznych, w których skali ów ton Idy .- tak 
objaw jakif'goś uczucia, namiętności pobudza od- 
powiedni pierwiastek naśladowczy, kłtże mu drgać 
niejako-w każdym osobniku, który mniej więcej 
odczuć je możc l). 
Taką metaforą, objaśniającą hypotezę mo- 
ralDl'j zarazy, widu chciało wytłumaczyć nietyl- 
ko zwykłe, naturalnt' i stale wypadki naśladow- 
nicze, ll'cZ takżl' dziwnit'jszc i rzadsze fakty £'pi- 
demii, wybuchających od czasu do czasu z powodu 
danego zjawiska. 


I 
. 


et de la folie suicido. Paryż 1865, II wyd., str. 258 i nastp,p- 
ne. Calmeil i Prosper Lucas pisali o zarażliwości obłędu, 
pil'rwszy w dzielo: Do la folie considor
e sous le point do 
vue pathol ogiq no, l'hilosophiquo, etc. Paryż l1i45. Prosper 
Lucas w hro"zurze: De l'imitation contagionso ou de la pro- 
pagation s
'mJ!hatiqul' dns nC\'roses et dos monomanioR. Paryż 
1831. Przypominam toż, żo Emil Auginr w 18f16 wystawił 
kOID£'dyą, 7.at
.tlllowaną: :l.araza. Obecnie id£'a zarazy moral- 
n£'j nal£'ży do bardzo pospolitych, a co więcej naduż
,t
'ch idei, 
żo przytoc
'.C'my tylko I\If'langes et portraits-( 'aro-tom I-szy, 
I'tr. 247 i piękną k"iążkę Allhry'ego La contagion dn mAlu- 
tre. l'ar
.ż, Alt'an lH8K. 
,) j)""pino: III' la !'untagion morah,. str. 1:1. 


I 
ł
>>>
'! 


, 

 


3B 


Tym sposobem przyłączono do zarazy mo- 
ralnej-£'pidemje samobójcze, które nastąpiły po 
pewnem słynnem samobójstwie l); tpjże zarazie 
przypisywano zbrodnip spPlniane po ohydnem 
morderstwie, rozgłoszonem przez dzienniki Ił), da- 
lej I'pidemje polityczne i religijne, którl' wybu- 
l'hały nagl£', pociągając za sobą cały naród, pod 
wpływem palących słów trybuna lub demagogn.. 
Możemy więc km śmielf'j przypisać zarazie 
moralnpj manifestacye tłumu niespodziewane 
i nieraz niezrozumiałe. 
Czy jednak zadawalnia nas to tłumaczenie? 
Czy istniej p jaka różnica (oprócz wyrazowej) 
między zarazą moralną, a naśladownictwem? 
Jeżeli to tłumaczenip ma nam wystarczyć, 
musiemy wiedzieć w jaki sposób rozpowszechnia 
SIę zaraza. 


ł) r.arażliwoH'; sRmoMjstwa wy!tępnje wJraZl1l(\J ani- 
żeli w innych wypatłkach naśladowczych. W roku 1772 np. 
15 inwalidów w krótkim przet'iągu czasu powie!iło się na ha- 
ku wbit
.m w ścianę cj(\umego zakątka korytarza. Gdy w gł
- 
bię kratom Wezuwiusza wskoczył jakiś lord znudzony życiem, 
lIInó
two anglików poszło za jego przykładem. 
1) Co do epidemii zhrodnit-zych, przykłady, sl\dze, były- 
by zbyt.eczne, każdy wie o nich przynajmniej z opisów. Tym 
przedmiotem, oprócz młodszych autorów zajmował się Despi- 
ne: ł'sy!'hologie naturelle, t.om III. str. 36B i nast. Wpom- 
nimy tylko o dwóch epidemiach zabójstw spełnionych za po- 
moeą rewolweru lub witryolu przez kOhiety. na ich kochan-
>>>
40 


'fi 


Tard£' zrozumiał tę konieczność i już przed 
siedmiu laty postawił hypotezę l) wtedy bardzo 
śmiałą i nową, że zaraza moralna powstaje w8ku- 
tek sugestyi. 
"Jakąkolwiek byłaby czynność komórkowa, 
powodująca myślenie-pisze Tarde-nie możpmy 
zaprzeczyć, że ta czynność odtwarza się i po- 
mnaża w mózgu, w każdl'j chwili naszego życia 
umysłowego i że każdej oddzielnej percepeyi od- 
powiada oddzielna czynność komórkowa. .Jest 
to nieskończone, niewyczerpane przedłużl'nie tego 
powikłanego promieniowania, które tworzy to pa- 
mięć tylko, to nawyknienie stosownie do tego 
czy powtarzania pomnażające pozostały zamknięte 
w systemie nerwowym, czy też wezbrane dotarły 
do systemu mięśniowego. Pamięć moglibyśmy 
nazwać, przyzwyczajeniem C'zysto nerwowcm ; 
przyzwyczajl'nil' zaś pamięcią mięŚni II). 


.... 


"", 


i 


kaeh; po,'z,\tek jednoj z nich dała Marya Hiem w lB80, tr7.c- 
lila wystrzałami zabijaj,\c swego uwodziciela. dnigIl Klotylda 

tlldral, równioż w lH80 r. która kwasom siarczan
'1II zeszpe- 
ciła sWllgo kochanka. Patrz Cause8 criminelles et mondaines, 
A. Bataille. Wedłllg profesora Brourdera punktem wyjścia 
dla zbrodni podolmych byłby romans Karr'a, w kt6rym mllż 
zdradzony przez zem8t
 oblewa twarz żony witryolojolll. 
I) !tOHIO philosophique, (Listopad lHS-!) art,,"kuł: 
Qt,'est ce qu'1me socit!tt!. 
I) Patrz artykuł wyżej wymieniony.
>>>
- 41 - 


Otóż (chcę tu streści6 teoryą Tarde'a) ponie- 
waż każda idea, lub każdy obraz zapamiętany 
powstał wskutpk jakipjś rozmowy, lub czytania, 
ponieważ każda zwykła czynność ma swoje żró- 
dlo we wzroku, lub w poznaniu czynności analo- 
gicznej sppłnianej przez kogoś - więc owa pamięć, 
lub zwyczaj, zanim stały się mimowolnem naśla- 
downictwem siebie samego w samym sobie, były 
naśladownictwl'm dowollll'm świata zpwnętrz- 
npgo. 
Zat£'m z punktn widzenia psychologicznl'go 
całe życie umysłowe polega na sugcstyi, którą 
w mózgu jedna komórka poddaje drugiej; szuka- 
jąc zaś przyczyny zasadniczl'j, z punktu widzl'nia 
społecznego, widzicmy sugestyonowanie jednych 
osób przez drugie. 
Tcorya Tarde'a, która zyskała uznanie wicIn 
światłych filozofów 1) wydaje mi się wspaniałą 
prz£'z swoją głęboką prostotę; nie potrafiła jed- 
nakże pozyskać na razie wielu zwolenników, któ- 
rzy mogliby ją rozpowszechni6; natomiast posia- 
dła inny zaszczyt: odtworzyli ją bowipm autoro- 
wip, którzy nic o niej nie wiedzipli. 


l) l\Ii
dzr innomi w
.lllieniomy: 'l'aillo'a, Ribot'a, ]
s- 
pinas'a. 'faine pisał do 'l'arde'a, że jogo toorya jest kluczom 
otwierając
"III prawie wszystkie zamki. l'atrz także: Lf'.8 lais 
de l'imitation, polemikę między Tarde'm a Jllljllszem Fiorotti 
w Seuola posith'a d. 7, 9, 10.
>>>
- 42 - 


. 


Takim, naprzykład, autorem jest Sl.rgi, któ- 
ry w ksiązeczce zatytułowanej: Psicosi epidemica 
rozwija nieznane sobie idee Tarde'a. 
Sergi odtwarzając Tarde'a, nie zatrzymał 
się na ogólnikach i przewyższył :filozofa francuz- 
kiego-stanowczością. 
Fizyczną podstawę sugestyi przedstawia jaś- 
niej i dokładniej, dlatego pragnę tu przytoczyć 
jego własne słowa. 
nDusza- mówi Rergi-jest rodzajem czyn- 
ności ogólnej, równej każdej innej czynności or- 
ganicznej bez zadm'go wyjątku. 
Kto jest obeznany z tego rodzaju czynnoś- 
('ią wie, ze każda tkanka organiczna działa pod 
wpływem bodźców; jeżeli pobudza ją czynnik 
zewnętrzny wtedy tkanka działa w sposób odpo- 
wiedni naturze i energii bodźca. 
.T ako przykład posłużyć może tkanka mięś- 
niowa: istotnie widziemy, że mięśnie kurczą się 
tylko wtedy, gdy na nie działa bodziec zewnętrz- 
ny. Organy duszy działają tak samo; nie mają 
swojej autonomii. Dusza wchodzi w stan czynny 
wskutek pobudzeń zewnętrznyeh, a objawy od- 
powiadają naturze bodźców. 
nNazywam pobieralno8cią (recettivitJ) zdol- 
ność przyjmowania zł'wnęŁrznyeh wrażeń; nazy- 
wam odbiciem (riflessione) zdolność objawiania 
pobudzonej czynności według przyjętych wyra- 


I 
T
>>>
" 


- 43 


zen. Te dwa warunki można ująć w zasadnicze 
prawo, pobieralności zwracającej dm'ha. 
"Psychia.trzy, od pewnego czasu zajmują 
się pilnie rolą sugestyi w hypnotyzmie i w ogóle 
sądzą, że objawia się ona tylko podczas hypno. 
tycznt'go stanu pacyentów, a jednak ich suge8tya, 
to tylko wyraźnit'jszy objaw zasadniczego warun- 
ku psychy, pobieralności, który to objaw potęguje 
stan chorobliwy pacyenta. Sugestya. hypnotyczna 
wyraża tylko usposobienie psychy, zasadnicze 
warunki, według których działa. Sugestya jest 
złączoną z powYŻl'j wzmian kowaną pobieralno- 
ścią, która znów zależy od ogólm.go prawa orga. 
nizmu wchodzącego w stan czynny, tylko pod 
wpływem bodźców zewnętrznych I). 
Według Sergi'ego zatem, według Tarde'a, 
każda idea, każde wzruszf'nie jest tylko refleksem 
zewnętrznych bodźców. Każdy więc rusza się, 
działa, myśli, dzięki sugestyi, poddanej widokiem 
jakicgoś przedmiotu, słowa, zasłyszanego dźwię- 
ku, ruchu istniejącego poza nim. Sugestya może 
działać na jednę osobę, na kilka, kilkadziesiąt 
osób; może rozchodzić się daleko jak istna zaraza 
dotykając jednych gwałtownic, innych słabo, nie- 
których wcale. 


I) Sergi, Pskosi epidemica, J\1ed3-01an, Dumolard 
lH!'U, str. -l.
>>>
-44- 


'I 


W pierwszym wypadku zjawiska przez nią 
wywołane, jakkolwiek na pozór szczególne i strasz- 
ne, są li tylko ostrz{'jszym wyrazl'm zjawiska su- 
gestyi, pil'rwszej przyczyny jakiegokolwil'k obja- 
wu psychologicznego. Natura zjawiska pozostaje 
zawsze jednaką, zmienia się tylko jego natężenie. 
Tarde i Sergi tym szczęśliwym pomysłem 
równają naśladownictwo Utunu z naśladownictwem 
jednego człowil'ka; naśladownictwo epidl'miczne 
odnoszą do sporadycznego, tłumacząc pierwszy 
i drugi sugestyą, której przyczyny i warunki od- 
słaniają. 
Teoryę tę potwil'rdza każde pole działalnoś- 
ci ludzkil'j. Któż zaprzeczy cech sugestyi wpły- 
wowi, który mistrz wywiera na ucznia, tychże 
cech naśladownictwu wynikłemu z instynktowego 
zachwytu ii I kto zaprzeczy, że tl'n stosunek 
dwojga początkowo osób jest formą pierwotną, 
zarodkiem tej sugestyi, która powstanie później 
między jednostką i wielką jednostek liczbą; 'mię- 
dzy przewódcą szkoły naukowl'j, partyi politycz- 
nej, religij nl'j , a jej uczniami, lub współwyznaw- 
cami jI Każdy zrozumie, że taka epidl'miczna su- 
gestya, to wyższy stopil'ń sugestyi odosobnionej. 
Każdy również przyznać musi, że sugestya 
epidemiczna może nabil'raó siły i ogarniać coraz 
większe przestrzenie, wobec szczególnych warun- 
ków miejsca i Szczl'gólnyeh cech tej osoby, lub 
tych osób, które ją wywołują. 


l 
1
>>>
- 45 


Sekty polityczne i religijne przekształcały 
się nieraz w istne epidemie szału: od arabskich 
i indyjskich derwiszów do demOllOmianiaków, któ- 
rych ostatnie szczątki odkryto niedawno we Wło- 
szech l), od Perfclwyonistów, Krzykaczy, 0.0 
Sztundystów i Skoptów, od tłumów idących pod 
kiprunkinm Judasza Golonity i Jh'ndy I) do tłu- 
mów, które pod wpływem fetyszowego uznania" 
dla Klopstocka poprzedziły odrodzenie w Niem- 
czech; wszędzie widziemy nicskończoną rozma- 
itość epidl'mii moralnych, epidemicznych psychoz, 
które na pierwszy rzut oka przerażają nas okro- 
pnościami i nikczemnością spełnianych czynów, 
lecz przy chłodnej rozwadze, przedstawiają się 
jako patologiczna przesao.a zjawiska sugestyi, 
najpowszechniejszego prawa społeczeilstw. 
Możemy przejść od nonnalnego sugestyo- 
nowania jednego człowieka przez drugiego, ucz- 
nia przez mistrza, słabego przez silnego, do su- 
gestyi, którą jeden osobnik wywiera na wiplką 
ilość swoich bliźnich, sugestyi geniusza myśli, 


l) W gminie \' erz£'nis, we Friulu w r. lB78 kohiet,}. 
podniecone kazaniami i praktrkarni religijnemi wpadały w kon- 
wulsje. Patrz: Franzolini, L'epidernia di demonopatia in rer- 
zImis. (Rivista spcrirnuntalo di frenatria e di rnedicina legale 
Reggio lB78). 1\Iożnaby naliczyć mniJstwo podobnych epide- 
mij, np. w Lazzaretto i t, d. Lombroso i Lascbi, Delitto po- 
litieo Turyn Bocca lB90 str. 130. 
S) Ronan f LeB aputl'eB. l\Iodyolan 1860.
>>>
46 


lub uczucia na współczesnych; tak samo pOjąc 
możemy w patologii oddziaływania jedllf'go sza- 
leńca na drugif'go, lub też jednego na wielu. 
Te fakty dowodzą, że patologią i fizyologią 
rządzą jedne prawa, oraz że zjawi
ko sugpstyi 
jest wszcch8wiatowf'm. 
Legrand du 
aulle wybornit' opisał-szal we 
dwoje l) tę szczególną formę szakństwa powstają- 
cą wskutek wpływu szalt'ńca na osobę podatną 
zarazie, która pomału traci rozsądek i d08taje 
obłąkania takiego, jakieum ukgł jej piprwowzór. 
Między tern i dwoma istotami tworzy się 
łącznik zalpżności; jPdna panuje nad drugą, a siła 
naśladownietwa nabi{'ra takit'j potęgi, żp każ{' jed- 
nej podziplać halucynaeye drugiej I). 
Od tego obłędu we dwoje (np. w patologii 
sugestya od miHtrza do ucznia, kochanka do ko- 
chanki) przechodzimy do szału wspólnego trzem, 


t 
, 


4- 


I) Legrand de Haulle, I,e deli1'e nps Pf't'8tl'elltions, 1'11- 
ryż, Delabaye 1873 rozdz, II. 
S) Taki wpł,yw miała Eufrazyal\lorcier, obłąkana mor- 
derczyni nad 8wOjl\ przyjaciołką 1':lodyą l\£oni.tt'ot. Patrz: 
CauseR criminelles. lłataille r. 1880 str. 54. Tebaldi podaje 
typowy przykład obłęd!t we du.oje: w pownoj wiosce, w oko- 
licach Wenecyi żyła para ludzi urodzonych pod jednq i tą sa- 
mą smutną gwiazdą, mających te Hamo potrzohy i wałcz8,c.\'ch 
z jednaką dla obojga n.;dzą. 
.I\'Ięża i żonę dotknęła jedna choroba, przekonanie, że 
municypalność miejseowa stała się przrrZY111\ ich niesz('zę
ć,
>>>
l. 


47 


t 


czterem, pięciu osobom, który powstaje w sposób 
identyczny. 
Zawsze szaleniec oddziaływa na krewnych, 
na osoby, z któremi przebywa narzucając im 
chore myśli i zaburzenia zmysłowe, które mącą 
świadomość zostawiając wolne pole obłędowi; 
obłęd chorego odtwarza się w nich z zupełną 
ścisłością, lub też w formie łagodniejszej l). 
Oprócz stwierdzonych faktów obłędu we 
dwóch, trzech i t. d. wszyscy psychiatrzy przy- 
znają szaleńcom siłę sugestyonalną, która panuje 
nad otoczeniem. "Przestając z osobami. które 
myślą, rozumują i działają fałszywo, nasz mózg 
ulcga. wpływowi ich oddziaływania. i nabiera mi- 
mowolnej dążności do naśladownictwa i). 


.. 


niesprawiedliwio l'ozdzielając zasiłki dla hiodnych przO'lnal'ZO- 
ne. Podżegajqc się wzajomnie postanowili wreszde pr.jść na 
rynek i przeklina,: władzę, grożąc jej zem
tą. Zawieziono il'h 
razom do szpitala, u mp,ża i u żony wystąpiły jodnakie zupeł- 
nie ohjaw
. obłędu. 
Patrz: Ragiono e follia, Medyolan 1&;.1. str. 1-l:.ł. 
') Gdy Lasegne i Falret złożyli akademii medycznoj 
sprawozdanie o tych fOl'llIa('h obłt;du we dwóch (Pc la folie 
d dffix, Ann. med. psye1l. 1877) pos)'pały się prace i rozpra- 
wy na temat nazwy klinicznej, którą należało nadać tej cho- 
robie. ,ledni cbddi ją nazwać obłt:dem przejętym, drudzy 
obłędem narzuconym, inni wreszcie ohłt:d£'m we dwóch (P. 
Regis: Obłęd we dwóch). 
-) J. Rombosson PMnom
nC8 nervetlX intelleetuels et 
morał4x.
>>>
, 
" 


- 48 


"Sam widok chorego. mówi Seppilli, idee, 
które wygłasza. wywołują w mózgu otaczających 
te same obrazy psychiczne, czuciowe i ruchowe, 
które stosownie do swej intensywności i trwania 
. 
mogą mniej, lub więcej przekształcić danego oso- 
bnika I). 
Mondsley wzmiankując o przebywaniu z obłlJi- 
kanemi, pisze: "Kto przyzwyczaja się do niekon- 
sekwencyi w myśleniu. odczuwaniu i postępowa- 
niu. tego natura na szczerości. całkowitości (in- 
tegrite) ucierpieć musi, a jasność i siła umysłu 
zmnipjszą się II). 
Wreszcie oprócz epidemii ogólnej, lecz nie- 
uchwytnej na razie, powolnej, istnieje między 
obłlJikańcami. szczególniej między dotkniętemi epi- 
lepsyą zaraza natychmiastowa, pionmująca. Jest 
to zjawisko różne od podanych poprzednio, lecz 
tu i tam widziemy jednakowe pochodzenie, jed- 
nakową przyczynę, mianowicie sugestyą. 
Według Van Swietena konwulsyjne ruchy 
dzieci odtwarzają dokładnie wszystkie osoby, 
które je widzą S). Każdemu znany jest fakt. 


l) Patrz wyż
i wzmiankowane dzieło. 
I) Le crime et la folie, str. 241. Tę samą uwagę 
zrohił Louret: Dł
 traitme'łt de la folie,. Flourens, Psycholo- 
gie comparee; Vigna, llcontagw deUa pazzia, Wenecya 1881. 
&) Patrz: Dykcyonarz nauk medycznych, cytowany 
przez Rabosson. 


J
>>>
- 49 - 


który wydarzył się w Rarlcm; młoda dziewczy- 
na, dotknięta opilepsyą w szpitalu poddała natych- 
miast swoją chorobę wszystkim chorym. Zjawis- 
ko sugestyi, zauważone w obłędzie ujawnia się 
również w iOamobójstwie i zbrodni Istnieje- 
para samobójcza - dwoje kochanków, z ktĆJrych 
jedno sugestyonuje drugie, namawiająo do w
pól.- 
nego samobójstwa. Fakt w obecnych czasach 
bardzo zwykły l). Istnieje samobójstwo we troje 
we czworo, samobójstwo całych rodzin, któm, 
przyciśnięte nędzą porzuca.ją życie. 
Zwykle ojciec pierwszy postanawia zabić 
się i myśl tę poddaje żonie i dzieciom. Mogę tu 
zacytować dwa typowe przykłady zbiorowych 
samobójstw: w Paryżu, w r. 1800 rodzina Rayem 
(ojciec, matka i czworo dzieci) odbierają sobie życie. 
Bretońska rodzina Paul (ojciec, matka, troje 
dzieci) utopiła się w morzu w r. 1
 I). Znamy 
wreszcie liczne przykłady samobójstwa epidemil'Z- 
n
90; według Ebrarda, w Ludgunie, kobiety znu-. 
dzone życiem, po dwie, po trzy rzucały się w nur- 


I) 8zpoIjaliski. Des analogies entre la folk a dellx 
et le II1tieide li deuJ'. I'aryż 1885. (J arnier, Le slIicide a dtllx 
An. d'hyg. pub!. marzec lB\Jl oraz moja broszura L'evoluzio- 
ne dei suicidio all'omicidio nei drammi d 'amore Arch. de psy!'ho- 
logi£', sciences p?nales et anthrop. erimin. tom XII Casc. V i VI. 
K) CO do tego ostatniego faktu, patrz Bataille, Callses 
criminelles et mondaines de lB85 str. 22 i Antusso Di aleuni 
fattori delsuieidio (Arch. di psichiatria) tom X fasc. 11 str. 17G. 
4
>>>
J 
, 


- 50 


ty Rodanu. W Marsylii, zakochane dziewczęta, 
zabijały się gromadni£' l). 
Biorąc pod uwagę zbrodnię, możemy powtó- 
rzyć to, co mówiliśmy o samobójstwie; istnieje 
para zbrodnicza, -w której zbrodniarz, z przyro- 
dzenia sugestyonuje zbrodniarza przypadkowego, 
czyni zeń swego niewolnika (inkub i sukknb)l'); I 
znamy nawet zbrodnicze stowarzyszenia, w któ- ) 
rych przewódzca zbrodni pociąga za sobą przy- 
padkowych zbrodniarzy samą siłą swej woli 
i moralnej nad niemi przewagi. 'l'akim był Lu- , 
cenaire dla całej swej bandy S), Znamy wreszcie ( 
epidemję zbrodniczą, rozwijającą się głównie mię- T 
dzy licznemi bandami zbrodniarzy, oraz zbiorowe 
występki przeciw obyczajności. '). 
J ośli kilku złoczyńców napadnie na biedną 
dziewczynę, zwykle jeden z nich podaje projekt 
ohydnych obelg, które inni wykonywują z istnym 
szałem. 6). 


t) gbrard, dzieło wyżej już wzmiankowane. 

) Patrz Sighele'go: I
a cOPllia criminale. Torino, 
130cca 1892. 
") Patrz: H. Oolr, Li' cl'ime, w rozdzialI) l'asBocintion 
crimineUe. 

) Patrz: Aubry. Dzieło wyż. wzmiankowane, l'ZęŚĆ 
III rozdz. I r. 
6) Henryk Fougnier. LeB mOeltrB brutaleB w dzienniku 
Figal'o 4 Lip('a 1886. Zresztą obszerniej pomówiemy jeszcze 
o różnrch fonllach stowarzyszell zbrodniczych, powstałych 
wskutek 8ugestyi.
>>>
J 


( 


ł ,
 


- 51 


Sądzę, że powyższy obraz objawów sugestyi 
w dziedzinie obłędu, samobójstwa i zbrodni od- 
powiada dokładnie obrazowi sugestyi w stanie 
normalnym. Tak w stanach chorobliwych jak 
i w stanie normalnym podścieliskiem sugestyi 
bywa proste naśladownictwo, które rozwija się. 
rozszerza i dochodzi do form kolektywnych i epi- 
demicznych, do fonu prawdziwego szału, podczas 
którego nikt nie może odpowiadać za swoje czy- 
ny dokonane-móglbym powiedzieć-przez nie- 
przepartą siłę. 
Zatem, siła sugestyi-o której rozpisaliśmy 
się może zbyt długo by wykazać jej powszechnośl' 
czyż nie może być przyczyną manifestacyi tłu- 
mów? Fakt to widoczny, że nawet pośród tłu- 
mu okrzyk jednego człowieka, słowo mówcy, ja- 
kikolwiek śmiały czyn sugestyonuje wszystkich 
świadków okrzyku, lub czynu i prowadzi ich, niby 
posłuszne stado do czynów nawet występnych. 
J Rsnem jest, że w tłumie sugestya wywrze 
najsilniejsze wrażenie i przejdzie rychło w stan 
epidemiczny, gdyż w tłumie, jedność czasu i miej- 
sca, stosunek bezpośredni między jednostkami 
rozszerzą do ostatecznych granic szybkość zara- 
zy wzruszemoweJ. 
Przypuszczam, że nikt powyższym zdaniom 
zaprzeczyć nie zdoła, jednakże, by ułatwić zro- 
zumienie sposobu w jaki pewne wzruszenie, n. p. 
bojaźni lub gniewu, ujawnione przez jedną osobę, 


*
>>>
- 


52 


rozprzestrzenia się wśród zbiorowiska ludzi, 
przytoczę tutaj wspaniałą kartę z dzieła Alfreda 
Espinasa. 
Znajdziemy tu jasne i dokładne fizyologicz- 
ne tłumaczenie psychologii tłumu. 
Słynny naturalista francuzki, mówiąc o spo- 
łeczeństwach zwierzęcych macierzystych, a w szcze- 
gólności o społeczeństwie os, zaznacza podział 
pracy w gronie powyższych owadów, są nawet 
osy, które zajmują się specyalnie czuwaniem nad 
ogólnem bezpieczeństwem. 
Istotnie, placówki strzegą gniazda, do któ- 
rego wracają w razie niebezpieczeństwa i ostrze- 
gają inne osy; te zaś wylatują wzburzone gnie.. 
wem i kłują zajadle napastnika. - 71Lecz w jakiż 
sposób straże mogą zawiadomić inne osy o zbli- 
żaniu się nieprzyjaciela?"-zapytuje d'Espinas.- 
71CZY za pomocą mowy, dość wyrobionej na po- 
dobnego rodzaju porozumienia?" Osy nie uży- 
wają tak jak mrówki rożków, za pomocą których 
mogą komunikować sobie swoje wrażenia; w da- 
nym wypadku, jak o tem przekonamy się wkrót- 
ce osy nie potrzebują wca13 mowy. By ten fakt 
wytłumaczyć trzeba tylko zrozumieć w jaki spo- 
sób wzruszenic trwogi i gniewu spływa z jedne- 
go osobnika na drugi. 
Każdy osobnik, nagle tem szybkil'm wraże- 
niem ogarnięty, posłucha ogólnego ruchu, rzuci 
się na pierwsze lepsze indywiduum, najchętniej 


r 


, 
i 


.t. 


.' 


I 
..-
>>>
.. 


LI 


.t. 


53 


na to, które ucieka. Widok ruchu pociąga W8Zyst- 
kie zwierzęta.. Należy tylko powiedzieć, w jaki 
sposób wzruszenia przechodzą na cały tłum; przez 
sam widok rozgniewanego osobnika-odpowiada- 
my. Jest to prawo powszechne w dziedzinie ży- 
cia duchowego, że wyobrażenie pewnego stanu 
wzruszeniowego zdradza tenże sam stan u osoby, 
która była jego świarlkiem I). . 
By mogla istnieć harmonija, zgodność w 
otrzymanych wrażeniach, poniżej progu świado- 
mości, trzeba by wrażenia zewnętrzne dzialały 
na każdego osobnika pojedyńczo i w jednym 
czasie, lecz gdy dojdziemy do sfery wyobrażeil, 
jedno wrażenie wywołane zewnętrznemi okolicz- 
nościami wystarcza, by wszystkie inne wrażenia 
poruszyć. 
Istotnie, zagrożony osobnik uzewnętrznia 
swój stan świadomości w sposób energiczny; osa, 


l) RHpina.8 wraz z najl'oważniejHzYlIli pSJchologallli na- 
t;zego ('zasu podkro
1ił to prawo, które sfonuułowal już Ca- 
hanis w lJOl'zątku XIX wiokll-"sRma pot
ga objawów jakie- 
goś wrażonia możo przenieść go z jodne
o osobnika na wiele 
innych, tak że niojako idollt
'fikllją się z nim. 
Patl'z: Cahanis. oeunes cOlllpletes. l'arJż, Fil'min 
.' Uidot. tom 1.11 pl'zedmowa st.!'. 14. :l.resztl\ intuil'yjne poję- 
I'ie tego pl'awa istniało już w starożytności. Horary w Ar.... 
poetica 1Il6wi: stale śmieC'h do śmiel'hu pobudza a płacz do 
płal'zu; to nasze twarzo rozumieją się, I'h.'esz b,vIII płakał, 
wi.:.' 8am łzy wJlcwąj. 


, 


-- ----'
>>>
54 


naprzykład, brzęczy w sposób znaczący, za po- 
mocą którego wyraża swój gniew i niepokój; in- 
ne osy słyszą ją i wyobrażają sobie ów hałas; 
lecz czyniąc to muszą poruszyó pewne fibry ner- 
wowe, które owym hałas£'m rządzą. 
Jest to fakt łatwy do zauwaźenia u zwie- 
rząt wyższych, że wyobrażenie jakiegoś aktu 
pociąga za sobą zapoczątkowanie tegoż aktu; je- 
żeli psu pokażemy kawałek mięsa, zwierzę obli- 
zuje war
i wydzielając nadmiar śliny, jak gdyby 
mięso miało już na języku. Dzieci, dzicy ludzie 
ilustrują gestami opowiadanie. Chevreul dowiódł, 
że jeśli człowiek dorosły, poważny, uczony, w sta- 
nie zupełnego spoczynku pomyśli o jakimś mo- 
żliwym ruchu ręką, to bezwiednie ruch ten na 
szkicuje. Myślemy nie tylko mózgiem, leez także 
eałym naszym systemem nerwowym, a obraz po- 
wstały ogarniając zarazem zmysł percepcyjny 
i organy, które do tej perc£'pcyi służą, wywołuje II 
odpowiednie ruchy, które powstrzymaó możp je- 
dyni£' energiczny przeciwny rozkaz l). Im słab- 
szem bywa skupimie myśli, tern gwałtowniej 
panują mimowolne ruchy. Gdy nasze osy zo- 
baczą towarzyszkę wpadajacą do gniazda, z któ- 
rego następnie szybko wylatuje, pociągnięte rn- 


l) Spencor pisze (Pierwsze zasady, rozdz. Vlll): istnie- 
jo i równoważnik pomiędzy wrażeniami i siłalIIi fizycznemi. 
których wynikiellI są czyny.
>>>
55 


chem idą za jej przykładem brzęcząc z nią uni- 
sono. Stąd w całem gnieździe powstaje ogólne 
wzburzenie l). 
l\1istrzowHki opis Alfreda Espinasa tłuma- 
czy, zdaje mi się, dostatecznie psychologję tłumu. 
Między ludźmi tak jak między osami, lub 
ptakami, których caly rój uleci przejęty stra- 
chem jednego ptaka, wzruszl'nie - rozprzestrze- 
nia się 8ugestyonalnie, za pomocą wzroku i słuchu, 
za nim jeszcze poznano jego przyczynę; a impuls 
pochodzi od wyobrażenia naśladowanego aktu: 
dość Hpojrzeć w otehłail by dostać zawrotu gło- 
, wy, który nas do otchłani pociąga II). 
." 


HI. 


Ktoś zarzucić nam może, iż poprzednie fak- 
:. ty, dowodzenia, mogły wytłumaczyć tylko nil'któ- 
re czyny i ruchy tłumów. Rozumiemy czemu 
wszyscy naśladują oklask jednego, czemu gdy je- 
dm ucieka wszyscy ueiekają, dlaczego gniew, 
prz('z jednego odczuty, odzwierciedla się natych- 


') H. Espinas. SpołeCZOlistwa zwierzęce II wydanie. 
Paryż, GelllJer Raillioro, 1878 str. 35B i nastp'pne. 
I) RambosBon: PlIenomłnes nerveu.r, intl'Ueetuels et 
mOł"aItX, leur transmissum pał" contagion, 


"
>>>
- 56 - 


miast na twarzach otaczających. Lecz nie rozu- 
mipmy, dlaczego ten gnipw, wywołuje nieraz 
morderstwo, zły czyn; nie rozumiemy dlaczego 
tłum dochodzi do zabójstw, rzpzi, do tych okrop- 
ności bez nazwy, których naijaskrawsze objawy 
widzieliśmy podczas rewolucyi francuskiej. 
W tych wypadkach nie wystarcza nam już 
teorya o sugestyi tłumu przez widok jakiegoś 
wzruszenia, o impulsie przez ten widok nadanym. 
Ktoś spełnia w naszych oczach zabójstwo, czyż 
dla tego i my mamy zabijać? By z człowieka 
uczynić mordercę potrzeba przyczyn ważniejszych. 
Ten zarzut (po części słuszny, jak tego dowie- 
(lziemy) postawili sobie wszyscy autorowie, któ- 
rzy analizowali przyczyny zbrodni przez tłUlU I 
spełnianych. Przeczuwali, że zewnętrzne jedynie 
okoliczności, nie mogą wywołać czynów okrut- 
nych i dzikich, że ich przyczyna tkwić musi 
także w osobniku, który je spełnia. 
"Jaki proces odbywa się w sercach tych 
ludzi zbiorowo pociągniętych do morderstwa, do 
rozlewu krwi? Zkąd powstaje ta naśladowcza 
potęga, która ich podbija i zmusza do zabijania 
drugich ilu 
Kulminacyjny punkt p08zukiwań dochodzi do 
pierwotnego uspo8obienia morderczego, do instynkto- 
wnej wściekłości, zgubnych prz!lmiotów ludzkich, kt6- 
re znajdują jeszcze silnego pomocnika 'lU inst!lnkcie 
naśladowczym.
>>>
-.. 
- Ol 


Różne zewnętrzne okoliczności, oddziaływa- 
ją na te uśpione potęgi, pomszając i wydobywa- 
jąc je z ukrycia. 
Tutaj, widok krwi wzbudza chęć do jej roz- 
lewu; tam prozelityzm, duch partyjny, przywo- 
łują na pomoc najrozmaitsze ujemne namiętności 
i wkładają w ręce człowieka morderczy oręż; tu 
znów wyobraźnia, nieustannie przez drażliwy tem:' 
perament podniecana, traci jasną świadomo
ć rze- 
czy, pod wpływeni opowiadania o jakimś strasz- 
nym fakcie i w jednej chwili z człowieka uczy- 
nić może dzikie zwierze 1). 
Lauvergne, jeszcze przed Barbaste'm objaś- 
niał zbrodnie tłumu za pomocą pierwotnej skłon- 
ności morderczej. - "Organ naśladownictwa - pi- 
sał - występuje najpierwszy wraz z organem 
okrucieństwa i wojowniczości. W czasach anar- 
chii i rewolucyi, wszystkie popełniane zbrodnie 
są wytworem tych trzech ośrodków mózgowych, 
które pod swoją komendę biorą rozsądek i inte- 
ligencyą. Wtedy człowiek z natury okrutny, 
zakasuje rękawy i staje się oprawcą. 
Naśladują go ludzie, którym potrzeba przy- 
kładu, impulsu by spełnili to, do czego ich po- 
pycha uzdolnienie. 
Ofiarami będł!i ludzie słabi, z małą samo- 
dzielnością, z których dobre przykłady wytwo- 


') Barbaste. Zabójstwo iludożel'stwo. Pal'fż 1856 str. o;.
>>>
58 


rzyły ludzi dobrych, w których instynkta okru- 
cieństwa i naśladownictwa (jeśli niegdyś prze- 
ważały) ustąpiły przed owem labor improbu8 in- 
teligencyi i uczucia l). II 
W zdaniach Barba.ste'a i Lauvergne'a tkwi 
bezwątpienia głęboka prawda. 
Jako poprzednicy nowej nauki, antropologii 
kryminalnej, odnoszą kilka przyczyn zjawisk ma- 
sowych do psychologicznej i fizyologicznej orga- 
uizacyi człowieka. zamiast zrzucić je wszystkie 
bez rozróżniania na barki społeozeństwa, .iak to 
czynią dotąd niektórzy. 
Zanim jednakże rozprawiemy się z czynni- 
kiem antropologicznym, możemy rozważyć kilka 
innych czynników, które objaśnią do pewnego 
stopnia, w jaki sposób powstają w tłumie czyny 
okrutne i barbarzyńskie. 


j 
I 


') Lauvcrgne: Les lorrats CiJnside,.es sous le rapport 
]Jhysiologi'lue, nwral et intellectuel, I'aris. Bailliore 1841 str. 
200. Patrz takżo Attomir Theorie der Verbreehen a?lr Grund- 
Hiitzen drr Phrenologie basid. Leipzig 1842. \V I'dług Scho- 
penhauera rozruchy ma80we ujawniają egoizm i okrucieństwo, 
za.
adnieze ludzkie właś,'iwośd. - "Gdy tłum zerwie pp,ta pra- 
wa i porzl\dku wtedy ujawnia 
ię wspanialo owo "bellulII 
onmhun I'ontra omnes," które tak pi
knie opisał Hohbcs 
w pierwszym rozdziale, De Cive. Wtedy każdy stara się nie- 
tylko wydrzeć innym, to czego sam pragnie, alo niszczy za. 
razem szczęście i byt innych hy 80bie przysporzyć nędzną nad- 
wyżkę dobrobytu."
>>>
- 59 - 


Powinniśmy najpierw zaznaczyć, że tłum 
czuje większy pociąg do złego, aniżeli do do- 
brego. 
Bohaterstwo, cnota, doł:roć, mogą być ce- 
chami jednostki, lecz nigdy prawie cechami tłu- 
mu; tego uczy nas codziennie doświadczenie, 
zwykle bowiem zbiorowość wzbudza obawę, nieu- 
fność, wszyscy CZt
ą, lub wiedzą, że przykllid 
złego człowieka, szaleńca może pociągnąć tłum 
do zbrodni. mało kto wierzy (bo też rzadko się 
to zdarza) by głos człowieka serca, człowieka. 
odważnego nakłonił tłum do spokojnego zacho- 
walUa SIę. 
Pełno niespodzianek wyrasta na niwie psy- 
chologii zbiorowej, jak to zaznaczyliśmy we wstę- 
pie niniejszej książki; sto, tysiąc ludzi zebranych 
popełnia czyny, których nip popełniłby żaden 
człowiek z tej setki czy z tysiąca wzięty osobno; 
bolesne to zwykle niespodzianki. Zbiór ludzi do- 
brych nie da dobrego rezultatu, przeciwnie, wy- 
padnie rezultat średni lub zupl'łnie ujemny. 
Tłum to grunt, na którym bardzo łatwo roz- 
wija się mikrob złego, natomiast mikrob dobrego 
umiera prawie zawsze, wskutek braku odżywczych 
pierwiastków. 
A dlaczego? 
Pomijając już różnorodne żywioły składowe 
tłumu, w którym obok ludzi serca, widziemy ludzi 
obojętnych, lub okrutnych; zaś przy ludziach
>>>
60 - 


uczciwych zbrodniarzy i awanturników i ograni- 
czając się tymczasowo na ogólm'j obserwacyi mo- 
żemy na powyzsze pytania odpowiedzieć, że 
w tłumie przymioty jednostek nie dodają się, 
lecz znoszą. 
Znoszą się, wskutek konieczności naturalnej 
rzekłbym arytmetycznej. 
Przeciętna cyfra kilku liczb musi być mniej- 
szą od liczby największej, skupienie ludzki(, 
w swych objawach nie może odzwierciedlać wła
- 
ciwości silnie dodatnich, które posiada kilku lu- 
dzi z owego agregatu, odzwierciedli on jedynie 
właściwości wszystkich lub większej l'zęści indy- 
widuów. Najh'psze i najwyższe pokłady chara- 
kterów ,powiedziałby Scrgi) wyrobione wycho- 
waniem, cywilizaeyą, giną pokryte warstwami 
średniemi, dziedzictwem każdego człowieka: 
w ogólnej sumie ostatnie górują, pierwsze za- 
nikają. 
W tłumie, z punktu widzenia etycznego, jak 
to zaznaczyliśmy już wyżej I) dzieje się to samo, 
co i w innych zbiorowiskach ludzkich z punktu 
widzenia umysłowego. Zbiorowość osłabia-w sto- 
sunku do sumy ogólnej - zarówno talent jak 
i uczucia humanitarne. 


') VI' () \\"stt:pie.
>>>
- 


61 


Nie zaprzeczam jednak, że tłum może po- 
Rtąpić szlachetnie, bądź to w dziedzinie umysło- 
wej, bądź to uczuciowej 1). 
Pragnąłem tylko podkreślić fakt, że w tłu- 
mie istnieje pred!Jspozycya do złego, w skut£1k fa.- 
talnego, arytmetycznego prawa, tak jak w każdem 
zebraniu ludzkiem istnieje predyspozycya do obni- 
żenia ogólnogo poziomu intelektualnego w poró
- 
naniu z tymże poziomem osób, które zebranie 
stanowią 
W tłumie iRtnipje ukryta skłonność do okru- 
cieństwa, będąca-że się tak wyrażę-złożonym, 
organicznym czynnikiem przyszłych jego mani- 
festacyi, a ten czynnik (na równi z czynnikiem 
antropologicznym w jednostce) może iść w złym, 


l) W pierwszom wydaniu tej książki zaznaczyłom po- 
bieżnie, w odno
niku, 
'Padok, w któr
'm tłum sugestyonuje 
jednostkę do Cz
'llÓW dodatnich. Podczas przewrotów polityl'z- 
nych zdarza sie, że ł'złowiok porwany entuzyazmem wyrośnie 
na Illt;czennika, na bohatera, chociaż w nornJalnych warunkach 
pozostał".
 może t
'lko dobrym obrwatolcm, a nawet zł
"IU, 
stosownio do wplYWt.w swego otoczenia. Pr7.ytoczyłom też 
słowa, ktt.remi l\Ioroau okl'eśla klasyczn
. t
'p paryzkiogo ga- 
min: podczas llokoju, w szesnastym roku życia gamin może 
stać się złodzi
iolll, zabójcą, a w dwa lata póżnioj wysyłl\i& 
go do Nowoj Kaledonii; przy barykadzio ten sam ulicznik 
ginie śmiercią bohatera. (Patrz; Le monde des prisons. Pa- 
ryż 1881 str, 81). To samo zjawisko zaznaczał Alhano w Ar- 
ehivio giuridico. tom XLYJI fasc V.
>>>
(j2 


lub w dobrym kierunku według okoliczności lub 
sugestyi narzuconej mu przez warunki zewnętrzne. 
Jak zebranie, złożone z ludzi średniej umy- 
słowości może w niektórych wypadkach zrozu- 
mieć genialną ideę, lub szlachetne uczucie jeśli 
je kto potrafi przedstawić, tak w tłumie, z po- 
ziomem średnim, lub nizkim, może w niektórych 
wypadkach spełniać czyny bohaterskie, jeżeli znaj- 
dzie wśród siebie odpowiedniego apostoła, lub 
przywódzcę 1). Pospolitość, w pierwszym wypad- 
ku, a okrucieństwo w drugim mogą przetworzyć 
Hię we wzniosłe myśli i uczucia pod wpływem 
mówcy lub wodza - jcdnem słowem autorytetu, 
którego tłum posłucha. 
Puglicse na ten fakt rzucił światło pyszne- 
go porównania. Sile wzruszeniowej tłumu ni£' 
nadano jeszcze impul!'u, któryby nim wstrząsnął 
niby morzem wzburzonem; ciśnienie pary działa 
już w kotle, którego klapy dotąd nie podniesiono; r 
stos prochu leży na słońcu, lecz nikt jeszcze nie 
rzucił nań iskry. Staje człowiek, objawia się myśl, 
rozbrzmiewa okrzyk!-zabijmy wroga ludu! albo 
uwolnijmy przyjaeida biednych !-i ruch już nR- 


I) ..w entuzyastycznym wybuchu, zgromadzonia mogq 
roztoczyć zhiorow" Hzlachetno
ć, do której nie hył"y zdolnym 
żaden z członków tego zgromadzenia wzięty osobno. M 'l'arde, 
w krytyce niniejszej książki (Revue philosophiqne). Listo- 
pad lB!J1. 


{ 


L
>>>
I 


r 


, 


J 


63 


dany, klapa otwarta, proch wybuchnął - Qto 
t.ł:um!l). 
Spencor wypowiada także zdanie, którl' 
w zastosowaniu do tłumu potwierdza porównania 
Pugliese'a "Słowa - mówi angielski filozof- 
mają związek ze wstrząśnieniem moralnem, które 
wywołują związek bardzo podobny do tego. kt
- 
ry istnieje między ciśnieniem w palnej broni, 
a następującym po nim wybuchu: nie wywołuje 
ono siły, lecz ją wyzwala II)." 
Zatem, tak w tłumie jak i w jednostce- 
każdy objaw wynika wskutek wpływu dwóch 
czynników: antropologicznego i społecznego S). 
Tłum, może być czem chce w potędze -lecz tyl- 


') G. A. Pugliese w bihliografii I-ego wrdania tej książ- 
ki, w
'dam
j w Rivista. di Giurisprud£'nza, rok XVI (IB91) 
str. 194. 
S) H. Spencer. Pierwsze zasad
', str. 1114. 
aj l\Ioże zb
.tecznem będzie ohjaśnienio, że mU\nąc 
(J czynnikach: antropologicznym i społecznym nic cbcieliśm
' 
IJominąć £'zJImika fizycznego. W flpominaliśm
' o dwóch pier- 
wszych jedynie, ponieważ lopioj dał
' Rię zastosować do na- 
szej argumentacyi. Lomhroso i Loschi (w :l.hrodni polit
.cz- 
nej) rozpatrują wllływ klimatu na rowolucyo i rozruchy. Pro- 
wadzl\c statystyk.: powstali-od starożytnośf'i do naszych cza- 
fÓW, doszli do nastf:pnych rezultat,',w: największa ilosr huntów 
11rzypada w lecie, najrnniejijza w zimie; w let'ie zaś lipiec jest 
miesi"cem najłmrzliwszym, a w zimio listopad naj spokojniej- 
szym. Fournial, w mało or
'ginalnej, co prawda broszurze, ząj- 
rnuje się także cz
'nnikiem fiz
'czn
'm w z"rodniach zbiorowych.
>>>
64 


ko dam!. sposobność wywoła taki, lub inny wypa- 
dek. Co należy szczególnipj zauważyć, to że dana 
sposobność n. p. słowo lub okrzyk jakiegoś czło- 
wieka, ma znaczenie nieHkończenie większe wobec 
tłumu aniżeli wobec j£'dnostki. Jednostka od- 
osobniona w stanie normalnym, należy do trudno 
zapalnych materyałów; przytknijcie do niej lont, 
a spali się powoli, lub nawet zgaśni£' I). 
Tłum przeciwnie jest zawsze stosem suche- 
go prochu, zbliżcie lont, a wybuch nastąpi. Spo- 
sobność w tłumie, posiada grozę rzeczy niepo- 
wrotnych II). 
Sądzić by można, że powyższe dowodzenia 
naruszyły inne nasze zdanie o mikrobie dobrego 
który umiera w tłumie, a za to rozwija się w nim 
mikrob złego. Ponieważ, wszystko zależy od spo- 
sobności, która może być złą, lub dobrą, zatem 
istnieją równe prawdopodobi£'ilstwa dla dwóch 
przeciwnych wyników? 


I) .Test to prawidło ogólnikowe, wszyscy wiedzą, że 
sp080hnoRć może w jednostce wywołać rr.wnioż piol'Unnj,\ce 
wrażenie n. p. bardzo gwałtowna prowokaeya zbrodniarza 
z urodzenia. 
S) Można dowieść tej prawdy nie tylko za pomocl\ 
zhrodni tłumu, n. II. w wybora('h politycznych. Nazwi
ko 
zręcznio i w czasie właściwym rzucone, przylega do tłnmu 
mimowolnie, lIrzez to samo, że zostało wymowione. W YUlie- 
niając jakiekolwiek inno wywołano by ten sam skutek. Z t y- 
sią.'a przykładów, w
.hierzmy jedon, złożonie z tronu sułtana 


-
>>>
65 


JI 


Przecież tak nie jest. 
Istotnie wynik zależy od sposobności, ale 
też i sposobność bywa dah-ko częścil'j złą aniże- 
li dobrą. 
Jest to następstwem jl'dnej ważnej przy- 
czyny. Gdyby nawet tłum składał się w poło- 
wic z dodatnich, a w połowie z ujemnych jedno.. 
stek, to jeszcze te ostatnie zwyciężyłyby pierw- 
sze. Złość jest czynniejszą od dobroci, grupa 
złych składa się z ludzi, którzy pragną żle czynić 
innym, przeciwnie grupa dobrych składa się z ludzi, 
l{tórzy nigdy nikomużleczyni(: nie chcieli (ludzie bit'r- 
ni),oraz z takich, którzy nawet pragną dobrze czynić 
i pragnil'TIia swoje zamieniają w rzeczywistość. 
J.atwo zrozumicmy, że ludzie bit'rni żadnt'go 
wpływu na tłum mieć nie mogą; negatywne 
przymioty zamieniają ich w ślt'pe narzędzia przy- 
padkowej większości. 
Co zaś do ludzi dobrych czynnie, ich wła- 
dza napotyka liczne trudności; bo jeśli zapragną- 
rl'agować przeciw złym jednostkom, narzucić swo- 
ją wolę, przywrócić spokój, wtedy posłyszą opa- 
czne tłumaczcnie swych zamiarów, zarzuty tehó- 


O
manR ani powstało w głowio tyc'h, ktllrzy to jednak uczy- 
nili; błagali t
'lko o wJmierwnio sprawiedliwości w po- 
wn
'ch sprawach, wtem głos jakiegoś człowi£'ka, którogo na- 
zwiska dotąd nic znamy. wykrzyknął imi
 1\Instafa! 1\Iustaf/l. 
toż został sułtanem. 1\Iontesquieu, Lettres porsanes, list. 81. 
Usbcck v. Hhedi). 


5
>>>
- (jH 


I 
I 
I 


rzostwa, jeśli nie czegoś gorszego. To też jeżeli 
raz ośmielą się stawić opór, to nie powtórzą po 
raz drugi tej próby i nic już nie stanie na zawa- 
dzie sugestyi tych, którzy pragną wywołać wy- 
buch. W każdym rozruchu iluż jest takich, któ- 
rzy wołają "niech żyje U albo "jego śmierci chce- 
myu dlatego jedynie by ich nie posądzono o bo- 
jaźliwość, lub szpiegowstwo! Iluż znów, dla tych 
samych powodów przechodzi od słów do czynów! 
Trzeba mipć niezwykłą dozę silnej woli by rea- 
gować przeciw nadużyciom tłumu, wśród które- 
go los nas rzucił; bardzo mała garstka posiada 
ową siłę. Większość pojmuje, że postępuje źle, 
lecz nic potrafi oprzpć się naciskowi tłumu, Wie- 
dzą, że jeśli nie popłyną z ogólnym prądem, pa- 
dną ofiarą oburzenia innych; z bojaźnią fizyczne- 
go bólu łączy się moralny lęk przed nazwą nik- 
czemników. 
Aleksander IvIanzoni w Narzeczonych mi- 
strzowsko opisuje moralną i fizyczną bezwła- 
dność dodatnich jednostek wobec szalonej więk- 
szości, która pędzi naprzeciw zbrodni. 
" . . .. był to rueh nieustanny, popychano się, 
posuwano się, wśród ciągłej niepewności, waha- 
nia, głuchego szumu ciągłych rad i sprzeczności. 
Nagle jakiś głos donośny zadźwięczał wśród tłu- 
mu, głos przeklęty, który wołał: "Tu w pobliżu 
stoi dom wikaryusza, wymil'rzmy sobie spra- 
wiedliwość, zrabujmy go.u Sądzić by można, że 


\ 
, 
I 
. 
f 


I 

 
I 


1
>>>
t 


I 

\ 
i 
. 
ł 



 


I 
j 
l 


- 67 - 


raptem odżyło wspomnienie zrobionego poprzed- 
nio układu. Zewsząd wybuchły okrzyki: "do 
wikaryusza! Do wikaryusza." Tłum idzie na- 
przód jak jedl'n człowipk, 
ierując kroki ku do- 
mowi wymienionemu w tak złPj chwili. "Wika- 
ry! Tyran! Chcemy go mil'ć, żywego, lub umar- 
łego!" Renzo znajdował się pośrod tłumu, z,e 
zgrozą słuchał o krwawym zamiarze; co do ratun- 
ku, sam nie wiedział: czy jest to czyn nobry, lub 
zły, lecz myśl o zabójstwie napplniała go nie- 
opisanym wstrętem, jakkolwiek on także wi- 
dział w wikarym przyczynę głodu, wroga ubo- 
gich; jednakże pochwyciwszy przypadkiem kilka 
slów, z których zmiarkował, Żl' ktoś pragnie oca- 
lić ofiarę, postanowil z całych sił teUlu ocall'niu 
dopomagać.... Jakiś starzec z rozpłomienionemi, 
błędnl'mi oczami potrząsał młotkiem i sznurem, 
wołając, że nawet zabitego wikarego pragnie po- 
wiesić. - ,,0, hailbo!" zawolał Rl'IlZO, ośmielo- 
ny widokipm kilku przelęknionych twarzy, które 
jednak wyrazem swoim, zdawały t:;ię przeczyć 
projektowi starca. ,,0, hańbo! Czyż chcecie sa- 
mi zamienić się w katów
 Chcecie zamordować 
c:hrzcścianina? I wy chcecie, by po takiej zbro- 
clni, Bóg nic odmówił wam chleba? Nie chleb, 
lecz piorun nam zeszle!" - ,,'l'y psie, ty zdrajco 
ojczyzny!" - zawolał ktoś z boku. - "Czekaj! 
To przebrany sluga wikarego, to szpieg! Chwy- 
tajcie go!" Sto głosów zakrzyczalo: "Co się 
* 


I 
---ł--_
___
>>>
M- 


stało? Gdzie? Kto to jest? Szpieg! Sługa wi- 
karego! Wikary ucieka przebrany za chłopa! 
Chwytajcie go!" 
Renzo zamilkł, pragnął zniknąć, zapaść się 
w ziemię. Garstka przyjaznych zakrywa. go so- 
bą i stara. się własnemi głosy zagłuszyć krzyki. 
Ale Renza ocalił tylko przypadek, rozległo się 
wołanie: "ustąpcie, ustąpcie...!" . 
Mnóstwo osób może znaleźć się w położeniu 
Renza i jeśli to nie jest zbyt śmiałe porównanie, 
rzekłbym, że większość porządnych ludzi znaj- 
dujących się w tłumie, musi fatalnie prawem na- 
śladownictwa psychicznego, naśladować swoje oto- 
czenie. Niektóre zwierzęta. chcąc skryć się przed 
wrogiem przybierają barwę swego środowiska, l) 
tak samo w tłumil" każdy, kto chce uniknąć obelg 
i bójki musi przyjąć barwę momlną swego oto- 
czenia, powtarzać jego okrzyki, przejąć się jego 
wolą. 
.Jeżeli tak jest rzeczy wiścif' , to łatwo zro- 
zumiemy, dla czego złe namiętności w tłmnie bio- 
rą górę i duszą dobre chęci mniejszości 
Po za temi względami istnieje jeszcze jedl'n, 
który jaśniej od poprzednich tłumaczy zwycięz- 


, 
I 


I 
l 


') Pat.rz: WeisSIDan'a: Stlldien zur Desoendenz-'L'heo- 
rie. Lipsk. 1870. str. 10 i nast. CHrard: La natltre lB7B str. 
100. Darwin O ]locJwdzeni1t gatunków i C'anestrini: La teoria 
(li Darwin. l\lodyolan, j)lIl11olard lR
7. 'I w
.d. str. 2fi3. 


1 
.
>>>
.. 


, 
I 


ł_ 


}, 


1 
. 


- 6D - 


two brutalnych instynktów. Wykazaliśmy, tak 
przynajmniej sądzę, w jaki sposób dane wzrusze- 
nie, odczute i objawione przez jedną osobę, prze- 
chodzi na widką liczbę osób. 
Przypuścmy, że mamy do czynienia z uczu- 
ciem wściekłości, lub gniewu, w j£dnej chwili 
twarz i postawa każdego osobnika przybiera wy- 
raz gniewu, w którym tkwi coś tragicznego. 
I nie jest to wyraz pozorny; prawdziwe 
wzrusz£nie podąża za jego zewnętrznemi objawa- 
mi, chociażby tc objawy były początkowo uda- 
ne. Możemy udac siłą woli wzruszenie, którego 
nie odczuwamy; lecz nie moż£my obojętnie zno- 
sić jego objawów. 
Ponieważ określone, fizyczne objawy towa- 
rzyszą zawsze każdemu stanowi umysłu, ponieważ 
te objawy nie są jl'dynie skutkami i oznakami, 
l£cz - jak mówi Ribot - jego pierwiastkami za- 
sadniczemi i koniecznemi wanmkami, wynika zt,ąd, 
że istnieje zawsze stosunek wzajemności, między 
stanem umysłowym, a jego objawami w tern 
znaczeniu, że jedno z nich zawsze wywołuje dru- 
gie i viceversa. 
"Jeśli zamkniemy oczy. mówi Lange, i po- 
myśkmy o ołówku, wtedy poruszamy lekko ocza- 
mi w kierunku linii prostej, a nieraz wykonywa- 
my także ruch dłonią, jak gdybyśmy nią obej- 
mowali ołówek."
>>>
., 


70 



tricker wykazał jasno istnienie mowy we- 
wnętl'znej dla obrazów abstrakcyjnych; każdy mógł 
zauważyć, jeśli badał siebie z uwagą, że myśląc 
o jakil'jkolwiek abstrakcyi, wymawiał w duchu 
 
wyraz oznaczający ją, lub miał do t,go sklon- 
ność l). 
Baiu, streszczając w j,dnem zdaniu idcl' Lan- 
gego i Strickera mówi,żemyśleć, to znaczy wstrzy- 
mywać się od mowy i czynu '). 
Zresztą tysiące doświadezeń dowodzi nam, 
że ruch nie da rozłączyć się z obrazem. "Rzu- 
cają w przepaść ci, którzy wpaść w nią się 
boją; ci którzy lękają się rany zadam'j brzytwą, 
 
sami kaleczą się nią, a tajemnicze odgadywa- 
nie myśli, jest poprostu odczytywaniem stanów 
muskularnych - wszystko to zadziwia ogół, któ- 
ry nie zna t'ltmentarlllgo fenomcllu psycholo- 
gicznigo - Żp w każdym obrazie tkwi skłonność 
do ruchu S). l 


I) l\Ios
o La flltica rozdz. VIII str. 235. 

) Reczonow dowodził podohnie "l\I
'śl to refloks zredu- 
kowany do połowJ. M 
IJ Itihot: Psyclwlogie de l'attention str. 7U. l'atrz: 
Darwin: expres
ion des emotions roz. X. PreJer: L'ame de 
renfant stl'. 250; I't;r,;: Sl'nsatio'ns et monvement. l\Iontegaz- 
za: l,a l'hisiognomie rozd. XXI; Ric('ordi: Saggio di studie di 
o8Bervazioni inwrno all'attenzione nell tlomoe regli animali. 
.IIIodena 1877. 'l'issit;: Les Rrves AI,'an 1890 str. 12.
>>>
t: 


. 



 


.t 
" 


71 


Nawzajem, każdy ruch zawiera w sobie dą- 
żność do wytworzenia jakiegokolwiek obrazu. Mó- 
wiono już powyżej, że myśl jest nie rozwiniętym 
czynem. Można też powiedzieć, że objaw ze- 
wnętrzny jl'st rodzącą się myślą. 
"Dana czynność mięśniowa, powiedział Mand- 
sley, jest nie tylko wykładnikiem namiętności, 
leez zarazem rdzenną jej częścią. Sprobujcie wy- 
razić twarzą jakiekolwiek uczucie-gniewu, zdzi- 
wienia, złośliwości - a udawanie uczucia wywo- 
ła je niechybnie; a gdy rysy twarzy wyrażają da- 
ną namiętność, daremnie chcielibyśmy inną od- 
czuwać l). 
Espinas pisał: tak jak szermierz przy fech- 
tunku zapala się do gry i odczuwa po części 
to, co odczuwałby podczas rzeczywistej walki, 
takjakzahypnotyzowany pacyent przechodzi przez 
!'Itany moralne, odpowiadające postawom, które 
mu przybierać każą tak i zwierzęta doznają tych 
wrażeń, których objawy zewnętrzne oddają. Mał- 
pa, kot, pies w zabawach swoich szybko prze- 
chodzą od gniewu udanego do rzeczywistego, tak 
Hilny związek łączy objawy jakiegoś stanu świa- 
domości z tymże stanem, z taką łatwością jedna 
połowa zjawiska wytwarza drugą t). 


1) B. l\Iandsley: l! IUJsł i dało. 
I) A. Espinas, dzioło wyżoj WYJU. str. 360. W tej 
kwestyi Speneer zahiera głos w sposób następują('y: "Jeżeli
>>>
72 


To też każdy tłum, w którym wywołano 
wzruszenie gniewu, wściekłości nil' tylko ze- 


łącznie z jaką
 grupą Wl'aŻel1 i wynikają£'ych zte.d zjawisk za- 
cz3 nająl'e
o się ru('lm, doznajomy zwykle jakiogoś innego wra- 
żenia, wtedy ono tak zespoli się z czasem z wywołują('emi jo 
wrażeniami, że powstanio zawsze gdy 
i«: one ukaż,\, lub też 

'woła je chociaż wytworzy się hez ieh w
półudziału. ,Jeśli 
ze złowieniem zdobyczy łe.czyło się zwykle zjawisko jakiegoH 
zapachu, wtedy ów zapal.h odczuty w innych warunkach wy- 
woła wrażenia dotyezą!'e złowienia zdobyczy. J ośli zjawi- 
skom ruehu i wrażeniom schwytania zdoh
'czy towarzyszył
' 
uk,\Bzenia, walki i wal'czenia, to owe zjawiska wywołują zaw- 
sze stany p
ychiczne odpowiadające ukąszeniom, walkom, war- 
ozeniom. ,Jeżeli zaś nastl:powały stany psychkzne towarzy- 
szą('e jedzeniu, wtedy one znów powstan,\ in stat,t nascendi. 
A Wił;C proste wrażenie węchowe wytworzy lit'zne i rozmaite 
stany świadomoś('i, któl'e towarzyszą zwykle czynnoś('iom rzu- 
cenia się na zdohycz, schwytania jej, zabil'ia i zjodzenia. Wra- 
żenia wzroku, F;łnchu, dotyku, węchu, smaku, wreszl'ie wraże- 
nia mięśniowe, które stale towarzysz,\ nast,:pująl'Jm po sobie 
fazom tych czynnośl'i, będąc jednocześnie częściowo podrażnio- 
ne wywołają zbiol'oWO chęć zdobywania, mordowania, pożar- 
('ia i dadzą impuls ruchowy, który zmusi członki do goni(1nia 
za zdoh
'I'zą. (:l.asady psychologii, t. I, część czwarta rozdz. 
VIII 
 214). Ten u:4ęp z dzieła Spencora zawiera prawo 
psychofizyologil'zne, ktllre Charcot streszcza w ty('h słowach: 
.,Każdy ruch, kt(,I'Y z zewnątrz odhierają nasze mięśnie, każ- 
da siła nerwowa. która rozwija się w organizmie, w skutek 
pl'zyezyny zownętrznej, nie zaś samorodnie, w
'wołujo całą Be- 
ryę stanów m(,zgowych i zmian mYŃlowYl'h, które wyrazif się 
mogą postaw,\ i wyrazistemi l'Ul'hami." P. Compidi Ił gmn- 
de ipnoti.
mo, Bocca 1Bk!l, str. 4:1. Na t£'m prawio .Tanet 


, 
d
>>>
",. 


73 


'. 
J 


wnqtrznie okaże wzruszenie i niepokój, lecz i we- 
wnętrznie je odczuje l). Łatwo zrozumiemy te- 
raz. żc tłum dojść może do zbrodni. nawet bez 
pomocy czynnika antropologicznego. 
Wszystkie jednostki, z których tłum pow- 
stal. znajdują się w warunkach psychologicznych 
bardzo zbliżonych do tych. jakie odczuwa je- 
dnostka wyzwana i osobiście obrażona. To też 
zbrodnię, którą owe jednostki popełnią, nie wol- 
no chrzcić mianem dzikiego. niezrozumialego czy- 
nu, jest to bowi{'m reakcya (sluszna lub nie słu- 
szna, lecz w każdym razie naturalna i ludzka), 
przeciw przyczynie prawdziwej, lub urojonej 
obrazy, odczutej sugestyjnie. 
Bez wątpienia w t{'j zbrodni przyjmie udział 
czynnik antropologiczny, lecz głównym powodem 
pozostanie rzeczywisty stan wzburzenia tłumu. 
1'en stan rozdrażnienia nadaje zbrodniom tłumu 
wszystkie cechy zbrodni popełnianych przez oko- 
licznościowych przestępców, którzy jak wiadomo 


opierał teOl'Y-: sugo
tyi. P. Paw£'ł .fanet Re/Jue politiqlte /"t 
littemil'e. .N 4-7. 1884. 
') Joly mówiąc o osobniku w tłumie, intuit'yjnie od. 
gadł to zjawisko fizyologkzno, które każe jednostce ślepo 
ulegal- tłumowi: ,,'l'u już nie wola kioruje cz
'nem, pisze 

Ioly, locz sam czyn w \'Uch puszeza wyohrażniową, a nawet 
i flz
'czną część woli." Patrz: La FI"anee cI"iminelle, Pary?. 
I,. COl'f. lR89, rozdz. X,' st.r. 406.
>>>
74 


- popełniają zbrodnię jedynie pod wpływem 
okoliczności lub prowokacyi z zewnątrz pocho- 
dzących. 
Odrzucilismy więc pierwszą zasłonę z tajl'm- 
nicy otaczającej nieprzewidziane zbrodnie tłumu. 
.J edna uwaga jeszcze dopomoże nam w dokła- 
dniejszem objaśnieniu tego zjawiska. 
.Jest to prawdą nipzaprzeczoną, że intensyw- 
ność danego wrażenia potęguje się ilością osób, 
która je odczuwa w jednem miejscu i w jednym 
l'za:,ne. 
Tu leży przyczyna szału, do którego do- 
chodzi nieraz entuzyazm, lub też oburzenie wi- t 
dzów w sali teatralnej, wśród jakiegoś zgroma- 
dzenia. Chcąc mieć dowód na poparcie powyż- 
szego zdania przyjrzymy się sali, w której głos 
zabiera mówca: - " Przypuszczam, że wzrusze- 
nie mówcy mogę oznaczyć liczbą 10 i że pierw- 
szemi zdaniami, pierwszym wybuchem SWOjl-j 
wymowy udziela on połowę swego wzruszenia. 
Hluchaczom, w liczbie dajmy na to 300. 
Każdy z nich może n'agować klaskaniem 
lub zdwojeniem uwagi, zkąd powstanie pewien 
ruch, to, co w sprawozdaniaeh zowią wrażenipm. 
Lecz to wrażenie odczują wszyscy jodnocześnie, 
bo słuchacza zajmują zarówno jego towarzysze, 
jak i sam mówca, a na jego wyobraźnię działa 
widok tych trzystu wzruszonych osób: widok, 
który według wyżej wymienionego prawa musi
>>>
7;) 


wywołać w nim istotne, faktyczne wzruszeni!'. 
Przypusćmy, że słuchacz odczuwa tylko połowę 
ogólnego wzruRzl'nia i przypatrzmy się wyniko- 
wi. To wrażenie nie da się już wyrazić liczbą 5, 
ll'cZ połową pięciu pomnożoną przez 300 czyli 
71,0. .Jeżeli to samo prawo Z6.stosujl'my do czło- 
wieka, który przemawia wśród mileząctgo tł!J.- 
mu, to jego wewnętrzne wzburzenie wyrazić mo- 
żna już nie liczbą 750, lecz 300 razy 111 o ponieważ 
II 
w nim tkwi ognisko, do którl'go słuchacze odsy- 
łają wrażenia im przez niego przesłane. 
Można pOHtawić jako pewnik, że w tłumie 
wrażenia nie przechodzą od wszystkich do je- 
dnego, że nic istnieje tu charakter organicznego 
zogniskowania. 
Istnieje tu tłumne współdżiałanie, wielka 
ilość wzruszeli bezwątpienia przechodzi bez echa, 
gdyż nie wszyscy je odczuwają. Intensywność 
wzruszenia nie da się wtedy określić w stosun- 
ku prostym do ilości zgromadzonych, a przyspie- 
szenie namiętnych poruszeń ulega zwolnieniu. 
Ll'CZ to nie zmienia ogólnego prawa. 
Objawia się ono w sposób mniej określony, 
mniej wyrażny; lecz ta niepewność nawet, ów 
zamęt, wywrą wpływ widoczny. Każdy okrzyk, 
każdy dżwięk, czyn każdy sprawi wrażl'nie tem 
głębsze, im mniej będzie zrozumiany, im fałszy- 
wiej tłumaczony l). 


I) N. p. m"wł'a, który pragnio spok..j przywr(Jeić wśr(.d
>>>
7() 


Każdy słuchacz pod wpływem rozbudzonej 
wyobraźni, łatwiej ull'gnie sugestyi i z przp-raża- 
jącą szybkością przejdzie od myśli do czynu. 
Spencer pisze: "im różnorodniejszą jest po- 
wierzchnia, na którą dany wpływ działa, tern 
większy mnożnik posiada ilość i rodzaj jPgo wy- 
ników" l). 
Stajemy tutaj wobec zjawiska określonego 
przez Henryka Fel'l.i mianem fermentacyi pS,I/cko- 
logicznej; z głębin duszy wychylą się zarodki 
wszystkich namiętności; i jak z reakcyj chl'mi- 
cznych otrzymać możemy nowe ciała tak też 
i z reakcyj psychologicznych, między różnemi 
uczuciami, powstać mogą nowe, straszne wzrn- 
szenia, duszy ludzkiej dotąd nie znam' I). W ta- 
kich wypadkach, ponil'waż nie można ani ro- 
zumować, ani nawet dokładnie widzieć i sły- 


wzlHll'zonogo aud
,toryum, może dojść do wrt;CZ przC!'iwncgo 
rezultatu; osołiy dalej stujące, nie słyszą mowy, widzą ge
ta 
i nadajll im to znaczenie, którego sami pragną, co jest bardzo 
naturalnom, psy/'hologiC'znem zjawiskiom. 'l'aki fakt zdarzył 
Rię l maja lB!ll w Rzymie, po mowie Hamilkara ('ipriani'eg-o 
na zeLraniu rolJotniczem. 
') H. Spencor. l'iorwsze zssad
. rozdz. XX str. 408. 
I) W traktacie o formontaeyach Schiitzonhorgcr l,isze: 
"im I,rostszy organizm, im mni
j zawi(Jl'a spet'yalnych komó- 
rek, tem prostsze zachodzą w nim roake.\"e chomiczne, tem 
łatwiej je rozróżnić i odosoLnićj lecz woLoc złożonego ustro- 
ju hi
tologit'znego wysb:pują wyrażne ciała złożone jako pro-
>>>
77 


szeć, n8:jdrobniejszy fakt przybiera ogromne roz- 
miary, najmniejsza prowokacya prowadzi do zbro- 
dni. W takich to wypadkach tłtun uśmierca 
niewinnego, bo jak mówi Maxime du Camp "wy- 
starcza podejrzenie, każdy protest jest zbyteczny 
wobec niezłomnego przekonania" I). 
Możemy więc śmiało wnioskować, że ro
- 
drażnienie i gniew tłumu - jako uczucia nie 
tylko powierzchowne, lecz rzeczywiście odczute za- 
mienią się w szał wściekły pod wpływem liczby. 
Zbrodnie przez tłum popełniane nie zawierają 
więc w sobie nic dziwnego. 
) Straszliwy wpływ liczby, intuicyjny, tak są- 
ozę, dla wszystkich II), który staraliśmy się wy- 
tłumaczyć, potwierdzają uwagi wszystkich natu- 
ralistów. Odwaga zwierząt wzrasta wobec liczby 
sprzymierzeńców, malr'je zaś w stosunku prostym 
do odosobnil'nia. w jakiem znajduje się zwierze S). 


dukt rozlicznych zjawisk chollliczn
'('h, powstałycli w różnorod- 
ny('h tkankach". l\Iożemy ztąd łatwo wywnioskowa';, że 
w org-anizmie ludzkim, z tak różnolitym składem reakcye psy- 
('hologiczne osiągną maximum rozmaitośd i r(,żnolitości. 
I) 1\1. 1)u Camp. Le!; f'oll\"ulsions de Paris. Pal'Yż, 
lIachctto, 5 wydanio lHBl tom IV, stl', 185. 
.) "W samoj liczhio tkwi suhtolny i potężny wpływ 
kt6ry pOlllSza nami
tności i zmusza prawio osobnika do na- 
śladowania swego sąsiada". (Lancet). 
S) Ta sama mr(,wka, kt6ra z całą śmiałością naraża się 
wobec towarzyszek na utratę życia, odcięta od nich okazuje
>>>
7R 


Forel podaJ najjaskrawszy dowód prawa--że 
odwaga walczących wzrasta w miarę ich liczby 
- za pomocą na.stępującego doświadczenia, które 
Dpisuje w swem mistrzowskiem dzide ,,0 mrów- 
kach." Podczas walki dwóch obozów wrogich sobip 
mrówek, pochwycił 7 tych stworzonek, 3 z je- 
dnego, 4 z drugiego obozu i włożył je do jedne- 
go słoja. Mrówki dotąd wojownicze i zażarte 
zamknięte w słoju żyły w rozczulającf'j zgodzie. 
Gdzież znajdziemy lepszy dowód, że gló- 
wnie liczba rozbudza w tłumie instynkta okru- 
ci('ństwa i zamiłowanie w walkach? 


---- 


i 


wielką nil'HmiałoHć i ol'trożnoHI'. ,-o ForoI. Les {oUl'mis str. 
2-10. Wreszcio wiem,\" wszyscy, że ohecno
ć hliżnicb wzmaga 
w nas siłę wzruszoniową. Y.jawisko to można zauważyć 
w nioktór
'ch ohjawaf'h szalellstw. 
Dr. HegiH, w swem dzi£'le "LCII neltrWitluf/ties mentall's" 
wspomina o chorym. dntkni,:tym ohł,:dom zwątpienia i niezdA- 
c
.dowania, kt6Q' hędąc Bam, nie umiał hlldż to dl'zwi otworzyĆ', 
bądź to włożyĆ' uhrania. Atak ustawał, gdy ktokolwiok wszedł 
do celi szaleńca. 


ł 
f
>>>
ł 



 


ROZDZIAŁ II. 



 


Tłumy zbrodnicze. 


L 


, 


Mówiliśmy przy koń('u poprzedniego roz- 
działu. że liczba zwiększa natężt'nie wzruszenia 
i podaliśmy, według Espinasa matemat.yczny do- 
wód tt'go zjawiska I). 
Powinniśmy dodać, żc liczba daje nic tylko 
ów rezultat arytmetyczny, lecz jest przytem źró- 
dłl'm nowych wzruszeń. Liczba daje bowiem 
t.ł:nmowi poczucie jego nagłtd i niezwyklt'j wszech- 
potęgi. 
Tłum wie doskonale, że możt' działać bez 
kontroli, nit' ulegając ani karze ani sądom, a ta 
pewność ośmiela go do popełniania czynów, któ- 
re sam potępia, czując ich niesłuszność. 


.11 
II 


. 


I) Kardynał de Retz m"wił: nKto ttgrouładza ',(clzi, telł 
ich ponISza. lO (l'wal, Zhl'odnia i kara, Paryż. Alcan lB92, 
str. 2(0). a
>>>
-80 


Każda dyktatura musi z konieczności do- 
prowadzić do niesprawiedliwości, bo kto wszyst- 
ko może, na wszystko się odważa, jest to pewnik 
psychologiczny I). 
"Poter mal jare, graT/de I a mal jare invito" 
powiedział Alfieri. 
.J est więc rzeczą bardzo naturalną, że sto, 
tysiąc, dwa tysiące ludzi przypadkiem zebranych 
nadaje sobie przywileje i prawa sędziów, a nawet 
katów. Nagła wszechwładza, mówi Taine, to dla 
natury ludzkil'j za silne wino, zawraca głowy, 
a szał zamif'nia się wkrótce w okrucieństwo II). 
W takif'h chwilach, najbrutalniejsze i naj- 
dziksze namiętności wychodzą na jaw, z pod sko- 
rupy człowieka cywilizowanego występuje dziki 
człowil'k; żeby zaś wytłumaczyć to zjawisko mu- 
simy przywołać na. pomoc hypotezę, już zazna- 
czoną przez Barbaste'a i Lauvergne'a, hypotezę 
nagłego przebudzenia się pierwotnego morder- 
cz£'go instynktu, ukrytego niby żar pod po- 
piołem S). 


') .rakoby opisał stopiciI moralnego upojonia, umysło- 
weg'o alkoholizmu, który w
.twarza wszechpotęg': w ludziach, 
dzi£'rżllcych najwyższą wład7.ę. 
Ił) 1-1. Taine, [,(,B ori,IJinep ,ze la Fl'ance cont('mporaine. 
L'arJż, Hachetto, 1878. 
8) W odlug ('al'lyle'a: c
'wilizacya "jest korą, pod któ- 
rą żywo mogą płoną" piekiolnym ogniem dzikie namiętno
ci 
"złowi£'ka."
>>>
81 


Bezwątpienia ta przyczyna (nie pomijając przy- 
t'zyn zewnętrznych) powoduje z brodnie tlumu, bo jeśli 
Sergi I) trafnie określił charakter, jeśli to okre- 
HIenie nie jest poprostu łudzącą analogią, to ła- 
two zrozumiemy, że najniższe warstwy naszego 
charakteru nagle na wierzch występują, gdy 
psychologiczna burza wstrząśnie naszym Ol'gani- 
zmem 
). ' 
"Człowiek przez długie wieki cywilizacyi 
nauczony współczucia, nil' może bezkarnie zamie- 
nić się raptem we władzcę, a nawet w kata; cho- 
ciaż rozbudzone dzikie instynkta popychają go 
do zbrodni; chociaż podżega saml'go siebie prze- 
ciw f;woim ofiarom obrzucając jc l,bdgami; je- 
dnak czuje, że popełnia czyn niegodny i na wzór 
l\[akbeta "w jego duszy pelno wije "ię skorpio- 
nów." Wtedy, powodowany straszliwą reakcyą, 
z całych sił opiera się ludzkim uczuciom dzie- 
dzicznie nabytym; walczy z niemi, zwyciężyć je 
może jC'dyniC' "pławiąc się w okropnościach" gro- 
madząc morderstwo na morderstwie. "Bo mor- 
derstwo, (zwykle białą bronią na bezbronnych 
8pełniane) wstrząsa człowieczą maszynę zwierzę- 


I) G. Sergi, La stratificazioDO dei carattere e la dolin- 
quenza, (Antropologia e scieDze antropologiche) :\[ossina 1889. 
l) Tutaj przelotnie tylko zaznaczamy hypotozę, uwar- 
stwienia charaktoru, gdyż zajmiemy się ni" obszerniej w na- 
It'ipnym rozdziale. 


6
>>>
- 82 


cą i moralną, dwoma nieproporcyonalnemi wzru- 
szeniami - z jednej strony poczucie wszechwła- 
dzy nad życiem ludzkiem wywierane bez prze- 
szkód i kontroli - z drugiej wrażenie śmierci 
krwawej, której zawsze towarzyszą krzyki i kon- 
torsye" I). 
Tak pisze Honryk Taine, lecz bezwarunko- 
wo człowiek nie zawsze chce, a nawet nie zaw- 
sze może zbuntowac się przeciw wewnętrznemu 
głosowi, który mu zaleca miłosierdzie i ludzkość; 
nie zawsze ulega człowiek morderczemu instynk- 
towi. 
,Jakkolwiek motłoch popełnia cza
5Cm czy- 
ny tak okropne, że nie wymarzy ich naj bujniej- 
sza wyobraźnia, to z drugiej strony nie popełnia 
tych wszYRtkich zbrodni, na jakie mógłby się 
zdobycI Obok ślepego, brutalnego, nit'ujarzmio- 
nego tłumu, który zatracił poczucie sprawiedli- 
wości i popadł w szał rozhukany, istnieje tłum, 
który nigdy nie przejdzie pewnych granic, który 
żałuje Rpl'lnionej zbrodni i idzie za radą tego, 
który go do porządku przywołuje. O tern świad- 
czą dzil:je wszystkich rewolucyi małych i wielkich, 
politycznych, religijnych lub ekonomicznych. Ta 
zaś różnorodność objawów wykazuje nam jasno, że 
zbrodnie tłumu wypływają nie tylko wskutek su- 


') Henryk 'faine, dzioło wyż. wym. tom 11 str. 301-302. 


- ł 


r 
i
>>>
j 


- 83 - 


gestyi, wpływu liczby, lub upojenia moralnego 
(którego mistrzowski opis podaje Henryk Taine) 
upojenia, któro pochodzi z błyskawicznego zwy- 
cięztwa atawizmu nad powolnym wpływem wie- 
kowej cywilizacyi. 
Istnieją inne przyczyny, których początku 
szukać należy w szczególnej budowie różnych 
tłumów, w różnym charakterze osób, które w ich 
skład wchodzą, charakterów, bądź to uczciwych, 
bądź to z natury swej do zbrodni podatnych. 
Zajmiemy się teraz temi przyczynami. ich 
ważnością i skutecznością, badając różne zbrodni- 
-: cze objawy, które zachodzą w tłumie w różnych 
wypadkach. 


II. 


Najpierw zatrzymajmy się przy tym tłumie, 
który z błyskawiczną szybkością dochodzi do 
czynów okrutnych i dzikich. Niektóre epizody 
z rewolucyi francuzkiej dostarczą nam uajlep- 
!'zych przykładów. Lud był wtedy dzikiem zwie- 
rzęciem uienasyconem w pragnieniu krwi i ra- 
bunku. Nikt nie zdołał i uic nie mogło położyć 
tamy jego szałowi; po chwilowem zadowoleniu 
krwiożerczego instynktu powstawał jeszcze groź- 
niejszy i straszliwszy. Co popychało lud do 
* 


J
__.
>>>
- 84 


tych nadużyć, czy tylko wpływ nagle przebu- 
dzonego instynktu morderczego? Czy robotni- 
cy i chłopi uczciwi mogli raptownie zamienić 
się w potworną bandę zbrodniarzy? Czy prze- 
to nie zmieszały się z niemi, wszystkie te indy- 
widua, kłóre tworzą najniższe warstwy społecz- 
ne - trzecią podszewkę - rzekłby Wiktor Hugo 
- które przy każdym buncie, powstaniu, wycho- 
dzą z miejsc podejrzanych, w których kryją się 
zwykle niby ów muł występujący na powierz- 
chnię zmącomj wody. 
"Podczas dni pokoju, gdy uśmierzone na- 
miętności polityczne nie napastują rządu, policya 
hamuje w części zapędy włóczęgów, rzezimiesz- 
ków i t. p. Żyją w ukryciu, popłochl'm zdjęci 
na widok policyjnych agentów. Lecz jeśli nastą- 
pi zwrot w opinii, jeśli prasa codzienna wystąpi 
przeciw władzy, a głównie przeciw prcf'l'kturze 
policyjnej - wtedy ci wszyscy ludzie zhardzieją. 
Opierać się będą i walczyć z agentem, przyjmą 
udział we wszystkich rozruchach, ukarani zaś 
nowem jakiem rozporządzl'niem odegrają rolę 
ofiar politycznych. Niech wybuchnie rewolucya 
staną się jej najgorętszemi, najgrożniejszemi zwo- 
lennikami, a za tym przyklrl,(łl'm pójdą ich ko- 
chanki, które za sobą wszędzil' wloką J). 


') Carlier. Dwie prost
.tl1C
'e, ftr. 220. 


.i" 


I 
1'. 



 
I 


ł
>>>
85 


..,' 


"Klasa ludzi bez ząjecia, mówi Gisquet (kla- 
sa liczna, złożona z ludzi bez przytułku, których zlP 
popędy zrzuciły jarzmo praw i etyki)-przcdstawia 
stosunkowo do liczby ogólnej, mały ułamek lu- 
dności; lecz jl'śli weżmi('my pod uwagę predys- 
pozycye, które lenistwo i nędza wywołują, jeśli 
zsumujemy złe namiętności, któn, w tych ,lu- 
dziach fermentują, zobaczemy, żo w nich głównie 
tkwi brutalna sila, która grozi przewrotem pm'ząd- 
ku społecznego. Ten zbiór ludzi bez' czci i wiary. 
powiękHzają w ('hwilach nil' pokoju, awanturnicy, 
ludzie splamieni, których długi i zła opinia wy- 
rzuciła z prowincyi na bnlk Paryża. Można t('ż 
do nich dołączyć wszelkiego rodzaju łotrów, 
a gdy namiętności politycznl' poruszyły to błoto, 
dążą ku niemu ludzie z nieokiPłznaną wybrażnią, 
pragnący silnych wrażl'ń, które znajdują w uli- 
cznych dramatach, w ludowych, masowych poru- 
szeniach" l). 
Doświadczenie każdl'go potwierdza prawdę 
zawartą w powyższych zdaniach. Gdy na wi:- 
dnokręgu zabłyśnie burza polityczna, po ulicac h 
snują się i zatrzymują gromady ludzi, tu i tam 
ukazują się złowrogie twarze, których nikt ni- 


t 


l) Mfmoires de M. Gisqllet, tom [, str. 405. Bruksel 
la lB41, l\Iace, Le service de la sltreti, Paryż, 18B5, rozdz 
XII. Cerć, Les populations dangf'l'eltsf's et If'S mis
l'es Boeia- 
les. Paryż, lB72, rozdz. IX. i X nn. 


t
>>>
- BIJ 


gdzie nie spotykał. Każdy zadaj t' sobie pytanif': 
"Co to za ludzip, którzy każdpmu przywodzą 
na myśl nieczyst.e zwierzęta wyehodzące z ciem- 
nychjaskiń, gdy pocznją woń padliny?" I). W Pa- 
ryżu podczas straszliwych oni roku 17!13, takip 
indywidua stały się duszą wszystkieh spdniallych 
zbrodni. Naoczny świadt'k opowiada, że, "wiel- 
ka ilość włóczęgów, którzy podążyli do stolicy 
po pierwszych rewolucyjnych jej drguniaeh, przp- 
bil'gała miasto, przyłączając się do grona robot- 
ników, wychodzących z warHztatów. Zdobyli so- 
bie tu i owdzie trochę broni i wznoAili bunto- 
wniczl' okrzyki. Mieszkańcy uciekali przed nie- 
mi, zamykali domy. Gdy powróciłem do sil'bie, 
do dzidnicy St. Venis, najludnil:jszej w Paryżu, 
ci rozbójnicy Htrzdali w powietrzt' by rzucie" po- 
strach na mil'szkańców" II). 'l'ych wstrętnych 
istot narachował Droz 3) około 40,000, chociaż 
wielu autorów nie uznaje tej cyfry. \J1 
Ludzie ci wchodzili do mieszkań prywat- 
nych, do biur i kantorÓw, kradnąc co tylko 


') Joly. Lit .Franco criminollo. 
S) l\fatthieu Duma.s SOllvenirs tom I, str. .Ul. !'.h'is- 
sncr nazywa włóczp.
"'w rewolucJi francuzkicj stowarzysze- 
niem zorganizowanem w celu rabunku i mordów bezkal'lly('h. 
") lhoz IIistoire lu rl'gno de Louis XVI tom 11 
str. 230. 
l
ail1r. l\[,"moires, tom J. 


j 
,
>>>
H7 


unieść z sobą mogli; resztę niszczyli. 'Vładza 
próbowała dać zajęcie dwudziestu tysiącom tych 
opryszków; lecz wielu z nich przyłączało się 
do band zbójeckich. Weszli do klasztoru Świę- 
tego łJazarza, pisze 'l'aine, i zrabowali go. Z sza- 
tni wywlekli ubiory; łachmaniarze przywdziewa- 
li zbroje; inni znów przywłaszczali sobil' ryn- 
sztunki pamiątkowe, jl'den z nich wywijał sza-' 
blą Henryka IV" l). 
Słusznie też twierdzi Joly, że autorami 
morderstw byli ci zbrodniarze z przyzwyczajenia; 
oni to orszakiem otaczają gilotynę i wydzierają 
sobie zaszczyt rozstrzeliwania bliźnich I). 
Wkrótce poszły za niemi ich kochanki, bo 
kto pod jakimkolwiek pozorem żyje z prosty- 


I) Taine. La 1'ivollltion I str. 11'5. 
R) 1-[, Joly. La France C1"iminelle. Paryż, lt\8lł, str. 40
. 
l\Iaksym dll Camp, Ilrzodstawiajllc ideę ,roly'ego pisał 
o komunardach z lB70 r. 
]Janda złoczyń
lIw, którzy mordo- 
wali pod różnemi pozorami, gdyż nil' mogli znależć dla siebie 

łusznego usprawiedliwienia; mordercy, utrzymywali, że wal- 
czyli z wrogami ludu zabijając najuczciwszych ludzi; złodzieje 
pod pozol'om odbiorania d6hr nal'odo\\'
"ch, rabowali kasy pu- 
"liczno, niszcz
 li PQ watne pałace, ograbiali kasy lllUniQ pal- 
no; podpalacze przeszkadzaj liC ni"
' pochodowi armii, wsz,:dzie 
wzniocali pożary; tylko pijacy mówili prawd,:: mieli pragnie- 
nie więc odbijali heczki. Wszyscy szli za impulsem własnoj 
przowrotności ani dbając o kwestyo polit
'czne". (Les conVlll- 
sions de Paris, tom l. str. XII. 


, 
, 


-
>>>
8H 


stytueyi, rozporządza zawsze wielką liczbą oso- 
bników ciągle gotowych do rozpusty, kradzieży 
i morderstwa. W takich wyparlkach, kobiety 
nietylko towarzyszyły mężczyznom, lecz popy- 
chały ich do złego, a nawet przewyższały śmia- 
łością i okrucieilstwem, "Nie jt'dnokrotnie, pisze 
Maksym du Camp, ocalonoby ofiarę, gdyby nit. 
interwencya kobiet, które zachęcały litościwszych 
okrzykiem: "Jesteścif' tchórzami!" i same nit' raz 
pierwszy cios zadawały I). 


I) Les convulsions clI' Pal'uł tom IV, str. 152. 'l'euże 
autor przytacza poniżoj zamilJszczony epizod dziejów komu- 
ny: MHtraże "postrzegły człowieka, kWQ' szodł pownym kro- 
kiem: Stój! :l.aczęto go hada{o, l\Iiał wąsy, widocznie h.rł 
to żandanu. num wohtł: Hozstrzelać go! To żandarlll! 
W bandzie nąjgłoHniej krzyczała kohict-a, z fuzy" w ręku 
i z zapasem nabojów przy pasku: nazywała Hię Marcolina 
.Epilly. ,lednogłośnio w
'dano wyrok śmierci. :l.aprowadzono 
ooorę na ulicę Vacquerie i postawiono koło muru. Nieszczę- 
śliwy człowiek energicznie rzucił Mię na swych opl'awców 
i kilku z nich przewrliclł. Schwytane go, rzucono na ziomię, 
ktoś strzelił. Ofiara krwią zlana, ze strzaskaną r
ką powsta- 
ła jednak. l\Iarcelina zawołała: Mzostawcie go mnio!" l'rzy- 
łożyła mu fuzyę do piersi i wystrzoliła. Gd," upadł, lecz żył 
jeszcze, dohiła go drugim strzałem." 
Patrz także J\Iichol£'t'a: Les {emmes dans la ret'ollt- 
tion franraise. 
Nieraz już zauważono (n. p. Lomhroso), że kobieta 
przowyższa w złem mężczyzn,:. Gdy zaprawi się do zbrodni, 
staje się hyeną, nie znajqcl\ granic, ni hamulca. Ferrero La 


I 


,
>>>
- 89 - 


Ze zwyrodniałych, nie tylko zbrodniarze 
brali udział w rewolucyi; przyłączyli się do nich 
obłąkańcy. Gdy opuścili szpitale-których bra- 
my otworzył im tłum rewolucyjny - mogli bez 
przeszkody puścić wodze szałowi na placach 
i ulicach. Wielu z tych nieszczęśliwych przebie- 
gało Paryż, roznosząc wszędzie postrach i zabu- 
rzenIa. 
"Syn obłąkall£'j - opowiada Tcobaldi _ l), 
który naprzemian przesiadywał w szpitalu i w wię- 
zieniu należał do najokrutnitjszych autorów ró- 
żnego rodzaju rabunków, pożarów, rzezi. Słyn- 
" ną obłąkaną stała się też Lambertyna Theroigne, 
krwawa bohaterka, która poprowadziła tłum do 
pałacu Inwalidów i przewodniezyła wzięciu Ba- 
stylii - zmarła w Salpetriere, czołgając się na 
rękach i nogach i grzebiąc w śmipciach podło- 
gi II). Zbrodniarze, obłąkani, synowie obłąka- 


C1-udeltii e la pieta nella temmina. Sprawiedliwość nakazuje 
nam dodar-, żo jeśli kobieta potrafi być okrutną, t.o odwaga 
i okrucioństwo mają wiele punkt6w st.ycznych i jednakie po- 
C'hodzenie. 
Rewolucya francu
ka dała nam tylko joden wizerunek 
kohiety tchórza ])"barl"Y. Podczas komuny, pisze joden z hi- 
!;toryk6w, kobioty dłużoj od m
żczyzn pozostawały na bary- 
kadach. 
I) Teobaldi. Ragione e pazzia. str. 87. !lIedyolan 
Hoepli, 1887. 
S) Patrz Esquirol, Des maladies mentales. Paryż, 1838. 
Na czwartej stronie albumu widziemy portret '£hproigne.
>>>
no 


nych. alkoholicy I) całe błoto społeczne pozba- 
wione zmysłu moralnego, do zbrodni nawykłe 
- dajp największy kontyngpns rewolucyonistów 
i buntowników. 


Wiele sz(
zeg6łIJw o wpływie obłąkanych na rewolucye i o udzia- 
le jaki w nif:h biorą podajo .1uliusz Cli're w książce: Łes 
IlOtlłmes de la Commlf.ne, pełna biografia wszystkich jej człon- 
ko'.w. Par.,"ż, lB71: d.. Laborde. Le./l ltommes de la Commnne- 
tlr l'insllrrection de Paris devant la psychologie mm'bide, Pa, 
ryż lR!12. :\[. du Uamp, [.a comml/ne d l' Hótel de nUe 
(Revue des deux mondes), lB79. 
I) Należy zauważyć, że ilość ohłąkanych zwi
ksza się j 
podczas rewolucyj nie tylko przoz to, że jeśli mogą. biorą 
w nich udział, locz dla tego, że wiolkie zaburzeniu puhliczne, 
polityczne luh roligijne wywołujll 8zal..llstwo w tych wsz
'st- 
kich, którzy mioli choćby lekką d01'1 predyspozycyą, Fakt ton 
stwierdził, po raz pierw
zy zdaje si
, prz
' końcu przeszłego 
wieku, Pinel, tWIJrOR nowożytnej psychiatry i ; po nim w dziele: 
Infll/enee tle.q commotions politiql£es.llolhomme zaznaczył przyrost 
ehłqkanFh w rewolucyach z r. lB32, lB:11 i lB-l8. Hergeret zau- 
ważył także to zjawisko w 1'.1848; Lunier w książce: influence 
tks tvellt'ments et des com"wtions politi'lues Sl£t. le dl/Jl'lo}J}lement 
tle la folie (Paryż, lB79) pisze, że smutne wypadki z lB70 i um r. 
lIpowodowało 1700 do lROO wypadkoJw szalollstw od 1 lipca 
lB70 do 31 I1rudnia lt-\71. H.amoB-l\loyia (LUR nem'oRiH de la.q 
IlOmbres celebres en la ltistoi.ja Argentina. Buenos Ayres 
lB7B) skonstatował ten smutny fakt podczas rl'wolucyi w Jłu- 
enos Ayres w lBHi r. Patrz także Logrand dl! Haulle, Le 
Mlire des }Jerstcl/tions, Paryż. Dclahaye lB7S, w ostatnim 
rozdzialo.
>>>
91 


Zmif'szajmy t.'tkie indywidua z tłumem nie- 
rozważnym i z natury swej podatnym każdemu 
impulsowi, narzucą mu własne szaleństwo i wla- 
sną zbrodniczość. Czyż wobpc tl'go dziwić mo- 
gą przl'stępstwa tłumu 'ł 
Tam, gdzie wskutek zamętu nikt nie roz- 
kazuje i nikt nic słucha, dzikie namiętności uży- 
wają swobody narówni z namiętnościami dodat- ' 
nil'mi; na nieszczęście bohaterowie - tych takżl' 
nie brakuje - nic mogą powstrzymać morderców. 
Ci ostatni działają; większość złożona z poslusz- 
nych automatów nie może rl'agować, dąży wszę- 
dzie nieświadomie. 
Dla zwiększmia okrucieństwa prawdziwych 
zbrodniarzy i podrażnienia ogólnego, dodajmy do 
moralnego upojenia liczbą, upojenie fizyczne, dzię- 
ki wielkif'j ilości wypitego wina, orgjl' wśród 
trupów, a nagle "z wynaturzonego stworzl'nia, 
wyjdzie demon Danta, wyrafinowany i zwierzęcy. 
dl'mon niszczycif'l, a przytem kat wynalazczy, 
dumny, szczęśliwy z zadanych l'ierpil'ń" 1). 
"Ciągły huk morderczych strzałów - pisze 
'l'aine - rozbudził in
tynkt morderczy i chęć do 
zabójiStw przeszła w manję, która dotknęła nie- 
czynne dotąd, oddalone nawet tłumy. Okrzyki, 


') Henrrk 'faine. Les origines de la France contem- 
1,omitle tom JI, str. 302,
>>>
- 92 


wrzawa. zastąpiły miejsce rozumowania; gdy je- 
den uderza wszyscy chcą go naśladować. "Kto 
nie miał broni-mówił jeden z naocznych świad- 
ków, rzucał na mnie kamieniem, kobiety zgrzy- 
tały zębami i pięściami wygrażały. Za mną za- 
bito już dwóch żołnierzy!.. Wśród wołania, "na 
szubienicę z nim" doszfildłem do Hotelu lnwali- 
dbw, gdy przyniesiono mi głowę zatkniętą na 
pice, oznajmiając mi, że jt'st to głowa paua Lau- 
nay, który wychodząc z domu został raniony 
w ramię; zanim doszedł do ulicy Sw. Antoniego 
obito go i wyrwano mu włosy. Pod arkadą Sw. 
Jana był już pokryty ranami Koło niego wo- 
łano: "ściąć go, powiesić - przywiązać koniowi 
do ogona. Wtedy rozgniewany, chcąc skrócić 
BWą mękę, zawołał: "niechże mnie kto zabije"- 
przyczcm przpwrócił jcdlll'gO z trzymających go 
ludzi. 
W jCdlll'j chwili przekłuto go bagnetami, 
a trupa ciągniono po rynsztoku wołając: Oto 
potwór, który nas zdradził! "Pospólstwo chce 
obnosić jego głowę, proponują by ją uciął czło- 
wiek przewrócony przez zabitego. Był to ku- 
charz bez miejsca, który wyszedł na ulicę zasię- 
gnąć wiadomości; chętnie zgodził się z głosem 
ogółu, sądząc, że spełni czyn patryotyczny, a na- 
wet dostanie medal za ucięcie głowy potworowi. 
Uderza w szyję podaną sobie szablą, że jednak 
nic była dość ostrą, wyjmuje z kieszeni nożyk
>>>
- !13 


i z kueharską wprawą w krajaniu mięsa, odcina 
wreszcie głowę. Potem nakłada ją na trójzębne 
widły i wiedzi£' na ulicę St. Honore, orszak zło- 
żony z kilkuset ludzi; na widłach zaś kazał 
umieścić dwa napisy, by każdy mógł przeczytać 
czyją głowę niesie. Wesołość tłum ogarnia; or- 
szak przeciąga około Palais Royal, dochodzi do 
Nowego .Mostu; przed posągiem Henryka IV, 
trzy razy pochylają ściętą głowę mówiąc: Po- 
kłoń się twemu panu! To żart końcowy, z któ- 
rym spotykamy się po każdym tryumfie, - 
w rzeźniku odnajdujemy gamena" 1). 
Gdy tłum dojdzie do kgo stanu, w którym 
nie wystarcza mu już morderstwo, lecz pragnie 
widoku śmiprci otoczonej najokropniejszl'mi mę- 
czarniaJni--gdy instynkt krwiożerczy doszedł do 
tl'gO stopnia szału, wtedy szybko budzą się 
w nim popędy do rozpusty. Rozpusta i okru- 
cieństwo idą teraz w parze, jedno podtrzymuje 
drugie. Jak zwyrodniały człowi£'k osmuca poe- 
zyę miłości krwią i męczarniami I) tak f,łum 


l) Henryk Taino, dzieło cyt. tom l, 
tr. 58-60. 

) Lombroso (Delitti di libidinc c di amore, Homo de- 
lin'lucnte, tom 1) studyował związek iRt-uiejllr.y między rozpu- 
stą, a instynktami mordorczemi, wykazując, że zabójstwo nie- 
raz towarz
'szy gwałtowi, Jednako zadawalniając zbrodniarza. 
"Pewne indywiduum, któro prost
.tutki nazywały katem, zabi- 
jał zwykle przed każdą hulanką kilka kur, gołł:bi, gęsi. Inny 
poważnie zranił 15 dziewcząt w przeciągu kilku miosięcy,
>>>
94 


zwiększa nikczemność zabójstwa obrazą o byczaj- 
ności i to bezwstydne szaleństwo krwi i rozpusty 
doprowadza do ohydnego ludożerstwa. 
"Wszystkie potwory pełzające w głębiach 
serca wychodzą z człowieczej jaskini, instynkty 
nienawiści, instynkty nieczyste tworzą jedną sfo- 
rę, która opada kobiety głośne swą sławą złą, 
lub dobrą-panią de Lamballe, przyjaciółkę kró- 
lowej, Desrues, wdowę po znanym trucieidu, 
kwiaciarkę z Pal ais Royal, która przed dwoma 
laty, w przystępie zazdrości zabiła swego ko- 
chanka. Tutaj rozpusta przyłącza się do barba- 
rzyństwa, by wprowadzić do tortur niesławę 
i nastawać na życie nastając na wstydliwość. 


gdyż sprawiało mu to zadowolomie, jak to Ham wyznał. .:l'a 
krwiożerczość rozpusty, według Lombrosa, pochodzi z ata wi- 
zmu, z czas{Jw, gdy miłośC: zyskiwano krwią i walko,. Ponio- 
waż ów atawizm odradza się zarówno w zbrodniarzach z uro- 
dzenia, jak i w tłumio. mamy tu nowo, analogiI; mit;dzy psy- 
ehologjl\ kryminalno, indywidualną, a zbiorową. Pmini opie- 
wał matrony rzymskie krwią w cyrku upojone: 
l'osi, poicbe dagli animi 
(Igni pudor (łjsciolso, 
Vigor doiła Iibidino 
La cl'lldoltit raccolse; 
Patrz 'J'oobaldi'ego dzioło cytowane str. i1. 7. intuicyą poe_ 
ty opisywał to połączonie dzikości i rozpusty, które ludzie 
nauki zowią teraz chorobliwem zhoczeniem uczucia. Patrz 
Krafł't
Ehhing'a Le psicbopatie sossuate. 'J'orino, Bocca lB8fl. 


------
>>>
- 9j 


Panią de Lamballe zabito za prędko, znieważono 
tylko jej trupa; co do Desrucs i kwiaciarki wy- 
obraźnia tłumu dościgla Nerona, dosięgła Iroke- 
zów. Od Irokeza do ludożl'rcy krok jeden, nil'- 
którzy go przeszli. Ex-żolnierz Uamiens wbija 
szpadę w bok adjunkta Laku, wyrywa mu serce 
i do ust zanosi. Krew plynęła mu po twarzy. 
Panią Lamballe po śmierci poćwiartowano; nie 
śmiem tu nawet opisać czynu perukarza Charlot, 
który niósl jej głowę, dodam tylko, że jeden 
z jl'go towarzyszy gryzł jej serce l). Możnaby 
tu powtórzyć słowa Maksyma du Camp: "byli 
szaleńcy, których nall'Żalo zamknąć w szpitalu 
w Charenton, w oddziale fhryatów" I). 
Nie chodzi tu już o obłęd moralny zbro- 
dniarza z urodzenia, który nie dotyka zdolno- 
ści umY8lowYl'h; lecz o szał gorączkowy, który 
sprawcę podobnie ohydnych czynów oddziela od 
reszty jl'go bliźnich. Brak namyslu przed wy- 
konaniem zbrodni, ich groza dowodzą jasno, że 
tłum popclnia ohydne czyny w stanie rzeczywi- 
stego 
zaleństwa. Motłoch woli zabić wraz ze 
swemi wrogami przyju.ciół \.lub takich, w których 
przyjaźń wierzy) aniżeli poczekać by mogli mm- 
nąć się od wrogów. 


I) Henryk '1'aine. Les O1'igines de la Pmnce contem- 
pomine, II, str. 303-304. 
g) M. du Camp. Les cOn'imlsions de Pm'is, IV, stl'. 151. 


"--
>>>
- 96 - 


Gdy rozstrzeliwano zakładników, jakiś ko- 
munard rzucił na ziemię fuzyę i chwytając księ- 
ży, po kolei przerzucał ich poza mur, wśród 
oklasków tłumu. 
Ostatni z księży stawił opór i upadł pocią- 
gając za sobą komunarda. Niecierpliwi morder- 
cy strzelili i zabili wraz z kRięuzem swego towa- 
rzysza" I). 
Jest to zbrodnia szalu, bez przyczyny i bez 
celu; to bezrozumna wścipkłość, naturalne na!:itęp- 
stwo upojenia krwią, strzałami, wrzawą i winem; 
jest to obłęd prochu, powiedzieliby Arabowie, 
który wybucha czasem po bitwie, to obłęd, pow- 
tarzamy, który budzi w ezłowipku atawistyczne 
popędy, bo widziemy je także w zwierzętach. 
"Po bitwie, pisze ForC'l - wielkie mrówki ogar- 
nia taka wścif'kłość, że gryzą wszystko to, co je 
ota.cza: poczwarki, inne mrówki, niewolnice, któ' 
re starają się je uspokoić ściskając im łapki, 
dopóki pałają gniewem" II). 


I) 1\[, du Camp, dzioło cyt. 1\1. Dosjardins w studyum, 
Le droit des gens et le Lynch aux Etats- Un

 przytacza fakt 
analogicznr. MWe wsi Salina, w Colorado schwytano złodzie- 
ja, który zn{Jw zabił chwJtajf\cego. Tłum wycif\gnl\ł zabiJjcę 
z więzienia, powl{,kł do drogi kol d żelaznoj i powiesił na 
słupie. W tej chwili przochodził pociąg; rozdrażniony mo- 
tłoeh dał kilka stl'załów i zranił kilku podrttżnych, wygląda- 
jący,'h przez okna wagon{tw. 

) Forel, Les tourmies crtowane pozez Ferri'ego Evo- 
luzione nel omicitlio. Arch. psych. etc. tom lIJ, str. 21J9. 


i
>>>
- !ł7 - 


.J 


Ul. 


Obok tłumu, który z zawrotną szybkoscią 
spada na ostatni stopień najnikczemnipjszf'j zwie- 
rzęcosei, pragniemy wywołać tutaj obraz innych 
tłumów, które zdołały oprzeć się innym potężnym 
wpływom popychającym do zbrodni. "W mie- 
siącu maju 1750 r. czytamy w Hi8tor!li 08mna- 
8te.'10 wieku policya ze zwykłą sobio gwałtowno- 
ścią oczyszczała ulice z żebraków. IGlkoro dzie- 
ci bez żadnego powodu wyrwano z rąk matek, 
które napełniały ulice okrzykami rozpaczy. Ze- 
brały się gromady ludzi, matki opowiadają że 
policyanci żądali okupu za dzieci; inni rozmysla- 
ją jaki los czeka porwane dzieci. Niedorzeczna 
bajka krążyła wśród ludu; z Ludwika XV zro- 
biono Hl'roda, który miał odnowić rzeź niewi- 
niątek. Doktorzy, m()wiono, zalecili mu kąpiele 
z krwi ludzkiej dla przywrócenia zdrowia szarp- 
niętl'go rozpustą. Motłoch zaczął wojować z po- 
licyantami. Jednego z nich zabito, wielu innych 
poturbowano. Otoczono pałac pana Berryer pre- 
fekta policyi, który jednak zdołał umknąć przez 
ogród. \V sciekłość oblegających doszla do zeni- 
tu; mówiono już o zdobyciu pałacu, gdy jeden 
z urzędników policyi, odważniejszy od swego na- 
czelnika, kazał nagle drzwi otworzyć. Na ten 
7
>>>
H8 


widok lud zatrzymał się i uszanował dom otwar- 
ty; cofnął się i rozpierzchł wkrótce po ulicach l). 
Jest to bardzo zrozumiała zmiana fi'ontu- 
pisze Lacretelle - przypomnijmy sobie wilków. 
których blask zapałki rozproszyć może. tak sa- 
mo WZrllszpnia spowodowane okrucieństwem lub 
obłędem ustępują przy pierwszym objawie spo- 
koju i energii. 
Tak, zrozumiała jest ta zmiana, lecz dla 
powodów innych niż te. które podaje Lacretelle. 
Z poprzednich kartek moglismy się dowie- 
dzieć, że spokój i energia nie tamują wcale okru- 
cieństwa. Zdarza się to dość rzadko i zwykle 
dzięki właściwościom samego tłumu, nie zas ze- 
wnętrznych okoliczności, które by ten tłum zdo- 
łały ujarzmić i zwyciężyć. 


l) Karol Lal'rotulle. liistoire ilu dix-huitibne siłell': 
patrz: .Uemoir/'.IJ tires des Archives de la Police de Paris. 
patrz F. Pleuehet, tum Jl, stl'. 129. 
(lislJ uet (l\ł.-'moires i t. d. tom II stl', I:W), pl'zytacza 
fakt analogiezn
, kUtry wydarzył Rit: w Paryżu w 18J2, pod- 
czas £'pidemii cholorycznej: d wóch nieopatrznych ludzi ucioka- 
ło, za nim hi()gł
' tysiąco o
karżyciuli; uciokający bowiom 
mieli da(
 dzieciom kawałok zatrutogo chloha. 
Oskarżeni chl'onią się na odwach, locz w jodUl'j chwi- 
li otol'zono odwach i nic już nio ochroniłoh3' ludzi od śmierci, 
g-dyhy nie szczęśliw
 pom
'sł komisarzbw polieyi .Jacquemin 
i Honricy, którzy ów llsondo zatruty kawałek chleba między 
Rohą podziolili i 7,jodli w oczach tłumn. Ta przytomno:ić umy- 
słu zamioniła wlicil'kłość w wybuch śmiechu. 


t 
J 
I
>>>
- 9
1 


Hóżne przyczyny spowodowały wzburzenie 
ludu podczas wielkiej rewolucyi z 17
13 r. i dro- 
bnego buntu z 1750 r. lecz przyczyny te miały 
jedno znaczenie, jeżeli rozpatrzełuy je z punktu 
widzenia psychologicznego. 
Sądzę nawet - że pogłoska o chwytaniu 
dzieci dla dogodzenia dzikiemu kaprysowi króla,_ 
więcej lud wzburzyć mogła od abstrakcyjn{jj idei 
najbardzipj nawet pożądanej reformy politycznej. 
A jednak wzburzenie różne dało wyniki. Dla- 
czego
 Bo dwa tłumy antropologicznie różniły 
się między sobą. Jest to jedyny powód, ktÓry 
logika podyktować nam może. 
Gromady ludzi, które zaległy ulice Paryża 
w lt
13 r. składały się po większej częsci ze zło- 
czyńców, z osobników zwyrodniałych, których 
wskutek psychicznej słabości, łatwo można było 
pociągnąć do wszelkich przestępstw. Zas tłum 
z roku 17:0 Rkłartał się z robotników, z wyrob- 
ników, z ojców i matek drżących o życie wła- 
snych dzieci. Lud poruszony słusznym, nawet 
świętym powodem, dłużej podrażniony mógłby 
dojsć do zbrodni pod wpływem liczby l), Lud 


I 


') l\Ianzoni w X 111 rozdz. I p,.omessi Sposi Przollysznie 
opisuje obł
d tłumu i Pl'zyczyny, dla kt.órych czasom rozna- 
lIliętnia si,: do zapamit;tania, Clasem uspokaja i rozprasza: 

Noi tUlIlulti lJopolari, c' li sempro un corto numoro d '1l01ll i- 
nif'ho, o por un riscllldaul!'uto di passione, o por una pCl"sua-
>>>
100 


ten uspokoił się nagle pod wpływem utilOści 
i odwagi oficera, poznając zarazem całą ohydę 
zamierzonego gwałtu. 



ione fanatica, o pel' un di
ogno scolomto o por un malodotto 
gusto d(,1 sOl]qnadro, fanno IIi tntto per ispingoro lc cose al 
peggio; propongono e promnovono i piu spietati con
igli" 

ofłion nl'Il fuoco ogni volta che principia a iIIanguidirc; no- 
n'e mai troppo ppr costOI'O; non vorrl'bel'o chl1 ił tumnlto 
avrosse finl1, ne misura. Ma por contraposo, c' .. sempre an- 
che un corto nnmoro d'altri uomini, cho eon pari ardore o con 
insistcnza pari, s' adoprano por produl' I'cfł'otto contrario: 
taluni mossi da amicizia o da parziali tit pOl' lo pfll'sone minac- 
('iate; altri senz' altro impubo cho d' un pur" spontanoo or- 
roro dol sangue e doi fatti atrol'i. In ciascuna di quostc dno 
Tlarti opposte, ancho quando non ci siano concorti antec 
edonti, l' uniforni£'t'l doi \"Olori croa un COllf'crto instantaneo 
lleHc oporazioni. ('hi forma poi la massa, e (Inasi ił mater 
iale dl'l tumulto, e un miscng'lio aCI'idont.alc di uomini, 
,.he piu o mono, pel' gl'adilzioni indofinitc, tengollo dell' 
uno e doli' altr,o estl'£'lIloun' po' risl'altlati, un po' tlll'hi, Ull 
po indinati a lina ccrto. gin8tizia
 com£' I' intendon loro, 
nn po' vogliosi di \'cd..rnc quall'he duna grossa, pronti allil. 
ferocia o aHa misorkorllia, a dl'tostaro c ad adOl'aro, 
Kccondo ('he si prl1senti I' ocC'asiunc di pl'O\'ar con sil1urezza 
I' uno e l' altl'O s£'ntimento: ad dio ogni lIlum,'nto (li sap£'ro, 
IIi crcllore IJualcho cosa grossa, hi bognosi di gridare d" ap- 
plaudil'e o. f(ualallP duno, o d' ul'larqli diptro. Vira I' muO\'ia, 
Bon le parolo choz lIIandan fauri piu voluntiol'i e chi e rlusci- 
to a porsuodl1rgli cho un talo non moriti d'£'ssore SIJuartato, 
non ha bisagno di spondor piil parole per kovincergli cho 
sia dogno di e!o!ser portato intrionfo; attori, spottatori, stru- 
menti, ostaC'oli, seC'ondo ił vl1nto; pronti an"he a star£' ziUi
>>>
101 


Tell fakt odzwierciadla, w zbiorowej for- 
mie to, co przytrafia się indywidnalnie przypad- 
kowemu zbrodniarzowi. Jego gniew nstaje, broil 
wypada mu z ręki, jesli staniesz przed nim bez- 
bronny, lub jesli w jakikolwiek sposób uda się 
przywrócić jego duszę do normalnego stanu. Bo 
też zbrodnia, którą spełnić zamierzał, wynikała 
jedynie z chwilowego obłędn, gdy obłęd minął 
brak mn jnż odwagi, nie może popełnić krwawe- 
go czynn. 
Zbrodniarz z urodzenia jednak nie zrzecze 
się dobrowolnie swoich zamiarów j tak samo po- 
stąpi tłum, złożony z powy
szych zbrodniarzy. 
Kto sądzi, że ów tłnm można ujarzmić energją 
i spokojem, ten zapewno wierzy, że temi same- 


(lUando non santan piu grida da l'ipctero, a flnirlo. quando 
man('hino gli inst.igatol'i a standllrsi (IUantlo moIte vo£'i concordi 
e non contratlotto ahhiano !!l.tto; Andiamo - e a turnarsene 
ca
a, domandltntlosi !'uno con !'altt"O: ('os' e stato !'-Sicco- 
me pC'r{, łluesta massa arondo la magior forzo., la 1'110' daru 
a chi vuoll!, .'osi ognuna dolIo duo parti attiro usa ogni arto 
per tirarIa dalIa sua; sono quasi dllo animo nomkhe che 
£'omhattono por entrar(l in fluel rorpo.nł'io e farlo mllovere. 
Fanmo Ił. chi sapr'l spargcr le voci pili alto a eccitar le pas- 
sioni dirigcro i mo\'imonti a favoro dcl!' uno odell' altro in- 
, tcnto; a chi sapra pilI a proposito trlJvar lo nno'.o ehe riaco 
ndano gli sdegni, o gli alfieroliscano, risvoglino lo sporanze 
o i terrori; a chi sapra trovare ił gridu cllt
 ripotuto dai pili 
e pili forto, osprima attosti e croi, ne\lu stesso tempo della 
pluralit:\ pOl' runa o per !'altl'a parte.
>>>
102 


mi Hroukami można oddalić napadającego w no- 
cy :złoczyńcę lub ukoić grożącC'go furyata. Mor- 
. dercy w r. 17D3 "nie mogli zatrzymać się", pi- 
sze jl'den z historyków, a bohatprski !';pokój ich 
ofiar nil' miał na nich najmnil'jszego wpływu. 
Bezwątpienia, do stanu zapamiętania doprowa- 
rlziło ich upojenit' tych (Ohwil okropnych, lPcz ka- 
towskie usposohil'nie istniało w nidl wskutf'k 
fizyologiczllej i psychologicznej organizaeyi. 
Dwie !';prawy z lat ostatnich mogą poprzeć 
dowodnie nasze słowa; dwie sprawy wynikłe 
z jC'dnych POWOdćIW, a zakoilczone różnemi wy- 
nikami: pierwsza dotycząca lwzrobocia w Deca- 
zeville; w r. 18RG rohotnicy w kopalni Jlecazevil- 
le postanowili przerwać pracę. U dali się pod 
wodzą Bedla ex-gÓrnika do inżyniera \V atrin, 
naczelnego dyrektora kopalń i zaciągnęli z sobl\: 
do mero!';twa. Tutaj robotnicy przl'rUożyli przy- 
czynę swoieh zażall'ń. .J ako gMwny warunek 
postawili natycłllnia!';tową dymisyą Watrino.. In- 
żynier odmówił, zltznaczajl\:c, że ohowiązek każe 
mu pozostać przy zajmowanym dotąd urzędzie. 
Gdy wychodził z merostwa 1,500 robotników po- 
witało go okrzykil'm: "śmiprĆ' tohie!" 'Vatrin 
schronił !';ię do pohlizkiego domu i wbil'gł na 
pierwsze piętro. Hozzłoszczony tłum kamieniami 
rozbijał okna; kilku robotników wchodzi po dra- 
binip na piętro, inni zaś wyważywszy drzwi 
wpadają do domu, niby rwący potok po rozbieiu 


, 
I
>>>
103 


tamy. Na ich czele idzie górnik ze stryczkiem 
w ręku. Watrin słysząc okrzyki tłumu. otwiera 
drzwi i staj

 sam wobec napastników z całą zi- 
mną krwią, która nie opuśeiła. go ani na chwilę 
w tym dniu ostatnim. 
Wedlug Lacretelle'a., encrgją i :-;pokojem 
powinil'n był zapanować nad tlunH'm, na nie- 
!'Izczęścip był to tłum dla wpływów moralnych 
nie podatny. 
Bedel uderzył WatrinR kijl'm, raniąc go 
w ko
ć czołową; daremllip !itanął w obronip Wa- 
trina inżenier Chabaud; inny robotnik Bassinet 
rzucił mu na głowę drzwi pokoju. Mer z Deea- 
zeville błagał \Vatrina o napisanie dymisyi. Nie- 
szczęśliwy człowiek krwią oblany, bl\Z przy tom- 
no
ci prawie siada przy stole z zamiarem napi- 
sania żądanej dymisyi. Mer biegnie do okna są- 
dząc, że uspokoi tłum tą wiadomością. 
W odpowiedzi słyszy groźny okrzyk. Nie 
chcemy jego dymisyi, lccz śmierci!" Trzech nę- 
dzników chwyta W atrina, eiągnie go do okna 
i zrzuca na ulicę; padając rani się śmierh'lnie 
w głowę, z głuchym jękiem leżał bez mchu. 
Natychmiast otacza go nikczl'nllla tłuszcza, ncp- 
ce, rozdziera ubranie, rwie włosy... wreszcie 
zdołano go odpbrać przemocą rozbestwionym ro- 
botnilwm i przenieść do szpitala l). 


I) Emil r.ola, w powieści n()rminal mistrzowsko też 
oddał patalogiczną 1lrzewrotnośi' tłumu.
>>>
1(» 


o północy życie zakończył. Któż go za- 
bił? Czy uczciwi robotnicy, wiodący przykładnI" 
życie, których nagle niezmil'rzona potę
a liczby 
zamieniła w okrntnyeh złoczyńców? 
Zabójcami byli: Granier, robotnik z jak 
najgorszą opiniją, "sowia głowa", Chi/psu l, trzy 
razy skazany za bójki i zadane rany, raz za 
kradzież. 
lłlllnc zwany także Bussinet, skazany za 
bicie i rany 
głowa spłaszczona, zwierzęce szczę- 
ki;" Ludwik Bedel, skazany za bójki i kradzie- 
że "Gotów był zabić byle kogo, za 50 franków", 
chciał zebrać bandę 
 w cdu okradania wiosek", 
po zamordowaniu W atrin'a, poszedł do bawaryi 
grać w karty J). 
Postępowanie robotników w Rzymif' w lAS!) 
r. różniło się bardzo od postępowania zbójców 
z Decazeville. 
Robotni I,; ów do rozpaczy doprowadzał dłu- 
gotrwały kryzys l'konomiczny. Podni{,cl'ni mo- 
wami swych przywódzców, którzy nakłaniali ich 


I) 
zczegół,l' tej sprawy podają: A. Bataille: Ca1tsf's 
criminelles et 'lltondaines de 1880. La greve de Dlccueville 
str. 1:16. Analogiczne epizody znależ
 można w procesi£' 
anarchistów lugdnllskich lHH3. l'atr7. JJataille dzieło wyż. 
wzmianko IH8:i i Lf'.s procrs anarcllistes wł'C
zcie hozrolJocie 
w Mnnceau les Mines (llataille 1&;2), z którego Zola wził,ł 
pomysł do powic
d Uerminal. 


.. 


(. 


I
>>>
103 


by zabrali siłą to, czego nie mogli dotąd otrzy- 
mać legahwmi sposobami-wyruszyli dnia 8 Lu- 
tego lHR!ł uzbrojeni kijami, kamil'niami i prze- 
szli część miasta od mostu Ripetta do plal'u Hi- 
szpanii, z łatwością łamiąc opór kilku policyan- 
tów, którzy chcieli zagrodzić im drogę. Ilością 
imponować nie mogli, lecz lękano się ich, bo nie 
znaleźli żadnej przeszkody w pochodzie. Zaczę- . 
to zamykać przed nit'mi drzwi i okna; przecllO- 
dnil' kryli się po domach, zostawiając robotni- 
kom wolne pole do popełnienia nadużyć. 
Lękliwość mieszkańców ośmieliła robotni- 
ków, tu i owdzie poczęto ciskać kamieniami na 
latarnil' i szyby sklt'powe. 
Pochód z placu Hiszpanii skierował się 
w stronę placu Wiktora Emanuela z głuchym 
szumt'm tłumu, który przy lada iskrze wybuch- 
nie. Zatrzymali się groźni przy galcryi Królo- 
wej Małgorzaty, z zamiarem zrabowania kawiar- 
ni "Grande Orfeo', na której progu stał whdy 
przypadkowo jakiś oficer. Na widok tłumu wy- 
jął szablę z pochwy i kazał mu rozejRć się. Ro- 
botników zt'hrało się już wtedy około tysiąca; 
jednakże ani jedlll'go kamit'nia nit' rzucono; nikt 
\. nie rzucił buntowniczego okrzyku; wszyscy po- 
szli dalej i rozpierzchli się wkrótce. \V tym 
wypadku spokojna odwaga jl'dnostki wystarcza, 
by tłum zrozumiał niesłuszność swoich zamia- 


....
>>>
I' 



I 


WG 


J 


rów; wraca wtedy do normalnego usposobienia, 
jak ów pijak, którego oblano zimną wodą. 
Wytoczono proces przeciwko trzydziestu 
dwom robotnikom oskarżonym o rozruchy uli- 
czne; alp ich poprzednio postępowanie okazało 
!o;ię wzorowem. W tem sądzę leży przyczyna 
łagodnego przebiegu ich manifestacyi; tacy lu- 
dzie mogli tłuc 8zyby i latarnie, lecz nie posu- 
llttliby się nigdy do zbrodni, jak to miało miej- 
sce w recazeville I). 
Czynnik antropologiczny zatem wpływa wi- 
docznie na czyny tłumu, zgromadzenie uczciwych 
ludzi można do złl'go pociągną(\ lecz nie dosię- 
gnil' ono nigdy tpgo stopnia zbrodni, do kMrego 


') I\log-lihy';my zapl'lni,: tutaj wiele stronnic opisem 
Iopzrobocia, Ilodczas ktilrych robotni.'y nie dopuścili si
 żadne- 
go przestępstwa ważniejszpgo, dlatrJgo jedynie, że hyli to lu- 
I!zie uczciwi. 
Przytaczamy t
'lko jeden takt opisany przez Uislluet. 
W Listopadzie lHHl robotnic
' pracujący w fabr
'ka('h mate- 
ryj jedwahnych w Lugdunie, zażądali podwyższenia płacy, 
cz£'go im odmówiono. W odpowirJdzi przestali pracować i zlmn- 
to wali się przeciw policyi, która niepotrzebnie wmieszała się 
w tę sprawę. Sz('zeg,.lnym tl'afl'm poz04ali panami miasta 
i zmusili wojsko do odwrotu ku l\Iacon. I'rzestrach opano- 
wał miasto. :l.aledwie jednak rohotnif'
' zwydężyli, uspokoili 
sił: natychmiast, ani jednogo sklepu nawet nie rozhito; a gdy 
w kilka dni póżniej wojsko wkror.z,\'ło pod wodzą księ('ia Or- 
lea.llskiego i mal'szałka Soult, pok{,j panował w mi!'ś!'irJ, ro- 
botnicy pozwolili władzy powl'6d.: tam 8k,\d ją wyrzucili."
>>>
107 


z łatwością dojdzie gTomada. ludzi ze złemi skłon- 
nościami. Zastanawiając !oiię nad antropologicz- 
nym składem tłumu, widziemy też, żo nie tylko 
obecnosć faktycznych zhrodniarzy źle wpłynąć 
może na całość, Żf' równ.ie szkor11iwy wpływ wy- 
wrą ludzie uczciwi, którzy jednak nie mają 
w sobie fizycznego wstrętu do widoku krwi roz- 
lpwalll'j. Wielu z nieh znajdując się w spokojnem 
uczciwem środowisku wybiera sobif' zajęcie, do któ- ' 
rego byłby niezdolnym człowiek litościwy i bar- 
dzo uczuciowy n. p. zajęcie żołnierza, rzeźnika, 
chirurga. Tacy ludzie, w tłumie łatwiej od in- 
nyeh popełnią zbrodnię I). 
Podczas rl'wolucyj francuzkich-pisze Proal 
"wyjątkowpm okrucipństwem odznaczali się rze- 
źnicy. " 
Rzeźnik Legendre należał do najzaciętszycb 
rowolucyonistów z 17!13 r. jemu to powiedział 
Lanjuil1ais: ..Zanim mnie zarżniesz, wydaj de- 
kret, któryby mnie w wołu zamipl1ił A »). 
Największą ilość zbrodni indywidualnych 
popełniają właśnie ludzil' oddani zajęciom, lub 
rzemiosłom okrutnym. " Pomiędzy mordercami 
kobiet, pisze COlTe, należy zaznaczyć rzcżnika 
Arinaill, ex-żołnierza Billoir i Lebiez'a dawnego 
studenta medycyny. Gwidon Potin opisuje okra- 


l) Pat.rz Androi, PnthaJ,Qgie inteme III tom str. 69. 
II) Proal, l.e crime et la Jll'ine :tr. 2.
5.
>>>
108 


dzenip księżm'j Orleańskiej, przyczem zniknął 
jedpn z lokai. Odnaleziono jego ciało-poćwier- 
towane; kradzieży zaś dopuścili się dwaj lol,;aje, 
ex-studenci, chirurdzy" I). 
Eugeniusz Rue, doskonal!:' opisał ») okropny 
wplyw rzeźniczego zajęcia na uczuciowość czlo- 
wipka Niejednokrotnie zresztą zauważono, że 
wszystkie rzemiosla, które wpajają w czlowipka 
lekceważl'nie żyeia (własnego lub eudzego) roz- 
wijają w nim jednocześnie krwiożercze instYllkta. 
Mamy tpgo dowód w zajęciu żolnierskiem. Iluż 
tu dzi..lnych i bohaterskich ludzi ma w sobie 
żyłkę zbrodniczą! \Vszak RYHzard Lwie S{'ree, 
kosztował ciała Haracpnów ."smacznego i soczyste- 
go ciata" . 
Lecz po obrachowaniu wartości t.Yl'h wszy- 
stkil'h mniej, lub więcej zbrodniczych popędów, 
pozostaje zawsze dusza tłumu najważniejszym 
czynnikiem, za jej to sprawą dobrzy psują się, 
a źli i okrutni w głębi duszy ujawniają swoją 
naturę. Nie rozwiązaliśmy jednak dotąd praw- 
Jll'go pytania: jaką odpowiedzialność zastosować 
do zbrodni przpz tłum popełnianych i' 
Na to pytanie Jlostaramy się odpowiedzieć 
w następnym rozdziah'. 


-
-- 


I) Corre, Les criminelR, str. 1711. W Lipcu 1801 r. 
w HZ)'lIIie dWól'h rzeżników zabiło człowieka nożami. 
I) Patrz: l,PfI m,ljBti'rp8 nr l'm'is.
>>>
- 


HOZDZIAL III. 
W n t o s k i P r a w n e. 


-
- 


1. 


"Zbiorowe zbrodnie me obowiązują niko- 
go", powiedział Napoleon; te słynne słowa po- 
dyktowało mu badanie dziejów KOllwencyi. 
Jest to proste skonstatowanie faktu, które 
jednak nie było i być nie mogło naukową dok- 
tryną. 
Nauka nil' uznaje braku odpowiedzialności 
za zbrodnie przez tłum popełniane, bo wie, że 
organizm społeczny - jak każdy organizm - rea- 
guje zawsze przeciw temu. kto warunkom jego 
życia zagraża. 
Poddać się tej reakcyi, znaczy, być odpo- 
wiedziahtym; jeśli reakcya jest konieczną i nie- 
uniknioną, konieczną i llieulliknioną musi być od- 
powiedzialność. 
Lecz kogóż nazwiemy odpowiedzialnym iI 
Zdrowy rozsądek, którego wyroki bywają czasem 
- mylne, a często znów doskonale dokładne, intui-
>>>
} 


110 - 


cYJnw odczuwając to, cz£'go dowipdzie faktami 
pozytywne badanie, ów zdrowy rozsądek odpo- 
wiada: odpowiedzialność spada na cały tłum. 
Nauka zaś, która stara się rozjaśnić wiele przy- 
czyn powodujących zbrodnie tłumu, widząc, Żp 
te przyczyny są tak zawikłane i złączone z sobą 
że nip można określić ich poszczególnej wartości 
nauka musi wraz ze zdrowym rozsądkiem wy- 
rzec: odpowiedzialność spada na tłumy, Na tłu- 
mie, na tcj nieokreślonej, mglistl'j istocie musi 
spoczywać odpowiedzialność, bo w nim tylko 
znajdujt'my wszystkie czynniki antropologiczne 
i społeczne, które powodnjl
 przestępstwa jego 
człoIJków. Kto pragnąłby zrzucić odpowiedzial- 
ność na pojedyńczc jednostki, popl'lniłby błąd 
widoczny, bo w jednym osobniku nie znajdzie- 
my wszystkich czynników zbrodniczych, jednost- 
kę nazwalibyśmy raczej jedną z przyczyn, nie 
zaś ich zbiorem. 
Zatem, czy istotnie tłum odpowiedzialnym 
być powinien'ł Czy dzisiaj odpowiedzialność zbio- 
rowa istnieć może? Niegdyś istniała tylko od- 
powit'dzialność zbiorowa. Za zbrodnię jednego 
karano jego rodzinę, klan i plt'mię. Starożytne 
prawa rozciągały karę winnego do jego żony, 
dzieci, rodzeństwa, nawct dalszych krewnych I). 


I) Na pół cJwilizowane palistwa dawnego 'Yschodu 
wJlllierzałJ jedną kar,: winnomu, jogo żonio i dzieciom.
>>>
111 


I 


W epokach piprwotnych każde pll'l11ie, każ- 
da rodzina, tworzyły istotę niepodzidną. .Tl'd- 
nostka tworzyła część nie zas całość, była nie 
organizl11pl11, lecz organpm. U karanie jpj samej 
nazwanoby wówczas niedorzecznoseią, tak jak 
niedorzecznością nazwalibysmy dzisiaj ukaranie 
tylko jednego członka zbrodniarza. 
Wraz z postępem cywilizacyi, indywidnali- 
zowano odpowiedzialność. Jeszcze przy końcu 
przeszłego wieku, pozostały ślady dawnej dok- 
tryny, szczególniej co do niektóryeh zbrodni po- 
litycznyeh i religijnych l). 


W Egipcie cała rodzina skazanego jego lo
 podzielała. 
Pat.rz: 'l'honissen, rh'oit el-iminel des anciens peuples de I'Orient, 
tom l i Letomneau, Evollttion de la mo/'ale. Pal'Yż, 1887. 
,) Pra.wie w
zy
tkie europejskio państwa, do kOlica 
pr;w
zlego wieku 
kazJ\mł3' na wygnanie rodziny pl'zo
t':pcńw 
politycznych. 
'l'al'de odnajdujo rosztę odpowiedzialności zbiol'Owej 
w nienaruszalnoi!d parlamentu, według ktlirej nie można po- 
z
'wać deputowanego, luh senatora hez upoważnienia zg'l'oma- 
dzenia, do kt.,rego nal£'ży, jak gdyh
' to zgromadzeni!' prz
'.i- 
mo wało na Hi
hi() odpowil'llzialność. La philosophie p?nale 
stl', 1:37. 
Według nas, istnieje wił:cej 1iladów starej teol'.\"i od- 
powiodzialności zhiorowej, 8zczególnioj w przesądach. W sta- 
rożyt.nych czasach czyn dohry lub zły jednog"o z członkbw 
lJlemienia m..gł przynie
ć korz
'
ć luh krzywd!: całemu ple- 
mieniu. Dotąd między Indem-a nawet wśród klas oświeco- 
n
'cb krąży pogło
ka, że nił1kt.,ro cZYllY mogą żle luh dolnoze
>>>
112 


Obecnie nikt nie skazuje na wygnanie ro- 
dziny winnego, dzieci kryminalisty nie noszą na 
czole piętna niesławy; zwyczajowo tylko jesteśmy 
nieufhi£' w;;posobif'ni do rodzin kryminalistów. 
Jest. to może głos wewnętrzny intuicyjnil' odczu- 
wający siłę prawa dziedziczności 'I Nic o tpm 
nil' wiemy; lecz z pl'wn08cią tkwi w tym głosie 
coś więcej, oprócz przesądu społl'cznego. Obe- 
cnie prawo zatem indywidualizuje odpowiedzial- 
ność l); nit' możemy już powiC'dzieć: ta rodzina 


wplJnąć nietJlko na ich autora, lecz także na obecne o
oh
., 
n. p. rozlanio wina, lub rozsypanie soli. Bagebot pisze: Są 
ludzie, kt(,l'z
' h:kają 
ił: trz
'nastki przy stole, nic trapi i,'h 
tutaj myśl e przykro
ci osohi
tej, lecz BI\dzq, że jeśli w tI'Z
.- 
na
cie os",!' st.ół oh
iądl\, jOllnej z nieh lub kilku o
ohom 
przytrafi si.: ni"szczł:
cio. Taki£' pojł:cio nazywa 'l'ylor reszt. 
kami barbarz
 I"
twa epoki cywilizowanej. Słaha wiara w od- 
powicdzialność w
p(,lną tl'zynastu osobom jest t
.lko lekkim 

ladf'm wil'Lkil'j zasadJ OIlpo\\ ioclzialno
c:i z!.iorowej, kt',ra 
niegdyś odograła w świo('io olbrzymh, roi.:. 
.1) Tarclo dodajo: 
spec
'alizowanil' OIJpowiedzialnośl'i 
wzrośnie na mocy antropologii kryminalnoj kt.',ra pozwoli roz- 
wikła{o w tmn sku"ieniu zwanl'm j('dnostkq różne żpvioły 
skłaclowe, pozwoli zastosować do każdego z nich odpowil'clni 
środok zarad.,zy.
 
Kauka w p\'Zyszlo
,'i, Ilozwątpienia lepiej niż dzisiaj 
okl'e
1i przyczyny ez
'n('w hulzkidl, nio sądzę jodnak h
. przez 
to można hyło zastosowa.: odpowiedzialność do mózgu jednost- 
ki, a nawot do pewnego zwojn tego mózgu. B.:dzie to tJlko 
odpowiedzialność patulogiczna, społeczna zaś musi doty.'zeć £'.a- 
loj jednostki, ho każdy oBohnik wodług wyrażenia Hchilłt'lt!'go
>>>
113 


popełniła zbrodnię, ukarzmy Ją; lecz ten czło- 
wiek zawinił, ukarzmy go. 
Jeżeli jednak zniknęła niedorzeczna idea 
odpowiedzialności zbiorowej, ukazała się druga, 
analogiczna pod pewnym względem, a w każ- 
dym razie ściślej naukowa od pierwRzej; mam 
tu na myśli odpowiedzialność środowiska spo- 
łecznego. Zawsze zrzucamy odpowiedzialność na 
te dwie przyczyny, chociaż w różnej propor- 
cyi, a zatem jest to odpowiedzialność zbiorowa. 
W !'poce zaczątkt'lw prawa karnego, mówiono: 
jednostka popełnif1:jąca zhrodnięjest winna, a z nią 
cała jej rodzina, lub całe jtj plemię. Dzisiaj 
gdy prawo karne weszło w okres największego 
8W!'gO rozwoju, mówiemy: \Vina spada na wi- 
nowajcę. oraz na to środowisko, które poddało 
mu sposobność do jej spełnienia. Zmieniono ter- 
miny choć nie tak dokładnie jakby się to pozornie 
zdawać mogło; zmit'niono głównie przyczyny tych 
dwóch wniosków, które jeilnak zawsze doprowa- 
dzają do odpowiedzialności zbiorowej. 
Istnitje tylko wielka różnica między skut- 
kami tych dwóch wniosków. 
l )awniej, gdy odpowiedzialność ciążyła na 
jednostce i na jej rodzinie, reakcya spadała na 


je
t (tfolltem \V org-anizmie społecznJłI\ i jak dla chemika 
atom jest l'zllstkq nif'podzi£'lną, tak dla so('
-ologa niepodziel- 
nrm jest f'złowi£'k. 


8 


-
>>>
114 


nie w równej mierze 1). Dzisiaj odpowieclzial- 
no
ć składamy na jednostkę i na środowisko ota- 
czające, lecz reakcya, kara spada tylko na jed- 
nostkę. Dawniej odpowiedzialność jednostki i ro- 
dziny była solidarną i doraźną. Za dni naszych 
odpowiedzialność środowiska jest tylko pozorną 
(w tym sensie, że kara nie spada nigdy na śro- 
rlowiako społeczne) jest nawet w stosunku odwrot- 
nym do kary dotykającej jednostkę, bo im więk- 
sza od powipdzialność spada na środowisko, tem 
mniejsza ciąży na jednostce, odwrotnie zaś reak- 
cya społeezna tem mniej dotyka jednostkę im 
winnil'jszem okazuje się środowisIw 
). 'Vszyst- 


I) ":I. PUl'Zl\tkll-pisze Tarde-odpowiedzialnośc: zhioru- 
WI\ ruzumiano w ton sposób, żo kara spadała na wszystkich 
krewnych winnego, pc.żniej, dził;:ki mniej
zemu barbarzJII- 
stwu ohyczajów, karę rozciągano jedynie do ktflregokolwiek 
krownego przestr:pey. 

) Pan Albano pisał w kr,rty£'o pierwszego wydania 
tej książki: "W ed/ug mnio nie można llorl,wllywal: zhiorowej 
odpowiedzialności starożytnyeh z odpowiedzialnością, o której 
autor wspomina; nie rozumiem nawet tak poj.:tej odpowie- 
dzialności. l'im'wszy !trzask pl'awa karnego narzucał odpo- 
wiedzialność kilku j£'dnostkom, narzucał jll rzoczywiś('ie i do- 
rażnie, według "łusznego w
'rażenia autora. /)zi
iaj, gdy 
uznajemy odpo\\'i(J(lzialno
ć środowiska - nie llIallłY wcale na 
myśli odpowiedzialności pmwnej, h
'łoby to niedorzcl'znością, 
lecz maili na myśli: przyczynę, pochodzenie, Atosunek dWlu:h 
zjawisk, Odpowindzialność starożytnych, h
'ł to fakt żywy 
i eZ3"nny; dzisiaj zaś jest to wyraz, użpvany przoz socyologl'\\'
>>>
115 


I 
I 

 
I 


kie, lub prawie wszystkie przyczyny morderstwa 
dla kradzieży tkwią w jego sprawcy, to też za- 
zwyczaj silnil' oddziaływa w takieh wyparlkach 
reakcya społeczna. :l\forderstwo spowodowane na- 
miętnością wynika zaś po większej części z przy- 
czyn, tkwiących w Hrodowisku, dla tego reakcya 
słabilj dotyka przestępcę. 
Grlyby kto dowiódł, że wszystkie przyczy- . 
ny zbrodni znaleźć można w środowisku, że na 
nim więc ciążycalaodpowif'dzialność- niemożnaby 
zastosować żadnej kary do jednostki-takie wy- 
padki zowiemy uprawnioną obronę. 
Jeżeli w nocy napadnie na mnie złodziej, 
kMrego, broniąc się, zabiję! za śmierć jego nie- 
odpowiadam (czyli reakcya społeczna dosięgnąć 
mię. nil'może) bo przyczyna czyli odpowiedzial- 
ność-tkwi w środowisku, w nif'slusznym napa- 
dzie złodzieja. 
Powyższe dowollzenia streścić możemy w na- 
stępujący sposób: mówiąc, że tłum cały powinien 
odpowiadać za przestępl'two swych członków, 
zastosowaliśmy tylko do wybitniejszego od in- 
nych wypadku, teoryą nowożytną odpowil'dzial- 


by wykazać czynniki zbrOlIni, pozonłie obce, u. j£'dnak wplJ- 
Wowe. (l'. Arl'hi\'io giuridi,'o t. -17 fasc. 4-5). Podzielam 
zupełnio sqd 11. Alhano, 101'1. czyż nie wJPowiedziałem innemi 
słowy togo, czego on saUl dowodzi '? Cz
'ż niezaznaczył£'lII, ż!' 
ollpowhlziaJność 8rodowiska je
t tylko pozorną. 


*
>>>
116 


ności zbiorowej, która nietylko w jednostce lecz 
i w środowisku odnajduje przyczyny każdej zbro- 
dni. Ponieważ jPdnak reakcya na środowisko 
spaść nie może-wskutek obecnej indywidualiza- 
cyi odpowiedzialności - więc w tym specyalnym 
wypadku tłum niewchodzi w rachubę. Dora,żnie 
za tern odpowiadać będzie tylko jednostka, po- 
nieważ jednak jej odpowiedzialność jest w sto- 
sunku odwrotnym do odpowiedzialności tłumu 
(środowiska) należy zbadać, czy przyczyny zbrodni 
tkwiąwsz,l/stkie w tłumie. bo w takim razie jednostka 
byłaby nieodpowiedzialną, albo też jaka część od- 
powiedzialności na tłum spada, aby wpdług niej 
unormować reakcyę przeciw jednostce. 
08tatecznie powinniśmy w tym wypadku 
(jak i we wszystkich) odnaleźć stopień obawy 
którą winny budzi w społeczeństwie (temibilitt't) 
a która według szkoły pozytywnej 1) bywa mniej- 


.. 


l) Tutaj należy zauważyć, że je
1i szkoła poz
.tywbtów 
jawnie uznała temibilitLl winnego za podstawę zadośćut'zynip- 
nia prawnego, to idea ta istniała już, osłonięta mniej lub wi
- 
cej nieja
nemi fonuułami, w doktr3"nie klasycznych krymina- 
listów (Pat. Carrara, I'rogramma 
 2085, 2111, 215: 1(Js
i- 
na, Elrmenti di rlirito penale ksiqżka l r. 'l'rattato di dirito 
penal!' ; tom ./I, rozdz. IV. 
Y.daj(' mi si
, żo idea stopnia bwlzonej obawy leży 
ukr
'ta w toor
'ach pozytywisttlw iI!I'
!ldentów, kt{.rzr na od- 
mit'nn
 ch podstawal'h oparli odpowiedzialność. Mam na my- 
śli t('orp
 identyczności, o której Tarde w
pomina. btotnil' 


j
>>>
117 


szą lub większą w odwrotnym stosunku do licz- 
by i sily przyczyn zewnętrznych w etyologii 
zbrodni. 


identyczność osobista, której Tarde żąda by obarczy{o oskarżo- 
nego odpowiedzialnością, okaże sił: warunkiem f'łusznym o ty- 
le, o ile oznaczy, że dana j£'dnostka zmieniła się od czasu 
w którym f'pełniła zbrodni,:, że różni się od samej siehie, czy-' 
li nie wzhudza już w społeczClistwie obawy, zatem niepowin- 
na już być odpowiedzialną: Tardl', np. dowodzi, że należy 
bardzo lekko karać zbrodnie małoletnich, bo człowiok dorosły 
różni się od- dziecka. .leżeli, pisze 'farde, ukarzecie dwudzie- 
stoletniego człowieka za pl'zost
p
two, popełnione dziesię(
 lat 
wstecz, karzecie osohę niewinną, bo w człowieku dwudziesto- 
letnim nic luh prawie nic nie zostało z dziesip'cioletniego 
dziel'ka. Identyczność osobista znikn,:ła. ()tóż zdaje mi sit:, 
że w tym wypadku identycznuść oBohistą doskonale zast,:puje 
brak obawy, jaki wzbudza durosły człowiek nUl'llIalny i uczci- 
wy, który bedąc dzieckiem, popdnił zbrodnię. Jeśli obłąkany 
zabija kogoś w ataku t'uryi, tu gdy obblkany \\'
"zdrowieje 
to 
połeczellstwu kara": go za morderstwo nie powinno. Widzi- 
llIY ztąd, że ident!lezność osobista Tarde'a jest synonimeUl teo- 
ryi stopnia obawy jaką winny budzi w społecz£'llstwie. Iden- 
tyczność ta, wzięta w szerszym zakresie np. że obłąkany ni- 
!{dy za swoje zbrodnie odpowiadać nie może, bo ohłąkanie 
wytwarza w człowieku drugie ja a.nonnalne, różne od nor- 
malnego, wydaje mi sip' Idędną i niedorzeezną w skutkach. 
.Jest niedorzeczną z punktu widzenia d eterministycznoge, bo 
detenninizm nieuznaje w żadn
'm wypadku istot nieodpowie- 
dzialnych. Jest hłędną z punktu widzenia soeyulogicznego, 
bo społeczellstwo zaWf'ze występuje przeciw tym, którzy je- 
go istni£'nie narażają, bądź to przeciw obłąkanym, bądż to
>>>
118 


II 


Należy więc kwm;tyę postawić w ten spo- 
sób: jaką obawę budzi sprawca zbrodni w tłu- 
mie? Co znaczy: Czy ten człowiek wyrwany 
z egzaltowanego i rozdrażniOllPgo otoczenia, uwol- 
niony od tysiąca sugestyi, które go do zbrodni 
popychały, przywrócony do normalnego stanu, 
będzie jeszcze szkodliwym dla społeczeństwa? 
Czy uczciwą istotę może tłum popchnąć do zbro- 
dni, może ją doprowadzić do stanu chwilowl'go 
szału, który po sobi!' nie zostawi śladÓw, a przez 
to samo nie może ulegać reakcyi karnej I). 
Chcąe odpowiedzieć na to pytanie, musieli- 
byśmy wiedzieć już nie teoretycznie, lecz w za- 
stosowaniu do każdego wypadku, jaka siła suge- 
styi istniała w tłumie i jaka potęga zepsucia od- 
działywała na jednostkę. :Musielibyśmy dall
 
wiedzieć czy tłum istotnie posiada tę straszną i nie- 
zrozumiałą potęgę, która potrafi zmienić w mor- 
dercę człowieka z gruntu uczciwego. 


przociw zhrodniarzUlu. (Patrz takżo krJt.ykę teoryi Tanle'li 
przez }'erri'ego Hociologia crilllinale. 'I'uryn, 1
72 str. 530. 
i dalsze. 
l) l\lt.wię tylko o reakc
'i kal'lloj, gdyż kara traci ra- 
cyę bJtu od chwili, w którl'j znika niebuzpioczollstwo wywo- 
łane przez zhrudnif:. OJszkodowani£' c
'wilno Illa zawsze ra- 
cYę bytu dlOl,hy przostl:llca niewzhudzał obawy. 


I 
I
>>>
11\1 - 


Czy tłum cud taki sprawić może"ł 
\V pi('rwszym rozdziale tej książki dowie- 
dliśmy, że wpływ tłumu na jednostki jest zjawis- 
kiem sugestyj nem. ]\Jożtmy więc odpowiedzieć 
na pytanie, które postawiliśmy sobie, badająe 
wplyw sugcstyi na człowieka, oraz ja.k daleko 
wpływ ten sięgnąć może. Na nieszczęście zbyt 
malo zbadano sugestyę na jawie byśmy tu po- 
dać mogli jakieś pl'wne wnioski, na.tomiast 1'0-' 
staramy się zużytkować sugcstyą hypnotyczną, 
która daje nam obszerne pole doświadezeń i ob- 
serwacYI. 
Nic zmil'ni to skuteczności naszego badania; 
bo chociaż sugestya tłumu jpst sugestyą na jawie 
wiemy wszyscy, żp jest to zarazem pierw!zy sto- 
bień sugestyi hypnotycznej. nozulllowanie opar- 
te na jedlll
 z nich można zastosować do dru- 
gi('j. Jedyną różnicą będzie większa siła sugestyi 
w śnic magnetycznym aniżpli w stanie normal- 
nym osobnika. 
"Sugestya hypnotyczlla, pisze Lauame, dzia- 
ła na chore i uśpione mózgi w taki sam sposób, 
w jaki działa zwykła sugestya, gdy dowodzimy 
innym t.ego, o czem pragniemy ich przekonać. Hu- 
gestya hypnotyezna i zwykłe przekonywanie ró- 
żnią się między sobą tylko stopniem natężenia. 
Czy można skłonić czlowieka do danej zbro- 
dni, za pomocą sugestyi hypnotycznej? Czy mo- 
żna zanihilować jego osobowość i doprowadzić do 


'" 


--
>>>
120 - 


popełnienia czynów, których nie dopuściłby się 
nigdy z nieprzymuszonej własnej woli? 
Jeżeli wierzyć mamy szkoll' w Nancy mu- 
siemy odpowil'dzieć twierdząco. 
Siebault pisał: "Hypnotyzer może wszystko 
rozwinąć w umyśle pacyenta i nakazać mu wy- 
konanie wszystkiego, nietylko w śnie lecz i po 
przebudzl'niu. 1) "Idzie do celu z koniecznością 
spadającego kamil'nia I). 
Kilka faktów może pozornie poprzeć praw- 
dę )lowyższPgo zdania. Richet S) i Licgl'ois ') 
podają fakty świadczące, Ż, przy pomocy sugc- 
t;tyi można zwyciężyć czynne pierwiastki jedno- 
stki, kazać jej zapomnieć o najświętszych uczu- 
ciach, o elementarnych zaRadach moralności. Do- 
bra córka, zahYPllotyzowana, strzela do matki 
z pistoletu. Uczciwy młodzieniC'c chce otruć 
kochaną przez niego ciotkę, młoda dziewczyna 
zabija doktora, który żle ją leczył, inna znów 
truje nieznal1l'go sobie człowieka II). Lecz takich 
rezultatów nieotrzymano natychmiast, bez kilka- 


I) Siebault, Hu somulOiI ot dos etats analognos str. óU!. 
II) Jhidem. 
I) Richct; L' hommo et l' intellig-once, Paryż. lIi6-ł. 
') Liegeois, Do la sng!'stion hypnotiflue dans ses l'a- 
ports avec le droit civil ot le droit criminel. 
a) To dwa ostatnie faktJ przytacza (Hlles de la Tou- 
reI te, wdzielo : 1,' hJllUotismo ot les j.tats analogues. Paryż, 
1
7, str. lHO, WH.
>>>
121 


.t 


krotnych usiłowań, bl'z trudu. Nieraz trzeba by- 
ło długo walczyć z pacYl'utem. Campili mówi: Su- 
gestylI. działała powoli i stopniowo. Ile razy pa- 
cyent stawia jakieś zarzuty lub niechce ślepo 
słuchać rozkazów, trzcba powt,arzt\ć sugestyą 
z dodaniem szczegółów, które by złagodziły jej 
znaczenie w umyśle chorego. Przy pierwszych 
t;łowach pacyent buntuje się, lecz jeśli powtarza-, 
my rozkaz, jego umysł, a takżc wyraz twarzy 
nabiera niepewności, pacyent zamyśla się, stara. 
się pochwycić wspomnienil', wreszcie odurzony 
nieustallnemi sugestyami, automatycznie ustępu- 
je l). Ustępuje automatycznie, lecz nie bez w!';trę- 
tu, lwczem nieraz dostaje ataku histeryi, co do- 
wodzi, ile go kosztowało posłuchanie rozkazu. 
Jest to bunt organizmu, który mimowolnie do- 
konał czynu, przeciwnego jego naturze II). 
.J eżeli więc istotnie, pomimo oporu pacyen- 
ta, za pomocą powtarzania można narzucić mu 
wykonanie jakiegoś rozkazu, to z drugiej strony 
musicmy zaprzeczyć twierdzeniu Beaunis'a, że 
każdy człowiek zahypnotyzowany ma tylko tyle 
woli, ile mu jej zostawi hypnotyzer i że wresz- 


') ('ampili. 11 grando ipnotislllo e la suggostione ipno- 
tica, noi raporti col diritto ponale e ch-i1o. - Torino - lłocf'a, 
1886, st. 18-111. 
i) l'at.rz w dziolo GiIle8 diJ la Tourette, roz. 1\.
>>>
122 


cie uosabia sławny ideał: kija w ręku podróż- 
nego" l). 
Człowiek zahypnotyzowRny pozostaje zawsze 
osobą nie rzeczą I) skoro swą wolę objawia opo- 
rem, stawianym sugestyi. A jeśli ulega, dowodzi 
tem indywidualnej słabości, nie zaś potęgi suge- 
styi, bo imaginacyjne zbrodnie spełnia z odrazll 
i następnie do nieh nip powraca B). 
W reszeie tiLkty ulegania rozkazom, które 
obrażają zmysł moralny, są dość nieliczne w po- 
równaniu z temi, w których zwyciężył ogół za- 
hypuotyzowanych osób. Te ostatnip fakty, zba- 
dane głównie w Salpetriere zbijają teoryę szko- I 
ły w Nancy. r 
Zapewnieniom Siebault, Liegeois i Beau- 
nis'a przeciwstawić możemy zdania Clmrcot'a, 
Gilll's de la 'l'ourette, Brouardel'a, E'ere, Petre8, 
Laurent, Delbeuf: 71Człowieka zahYJlnotyzowane- 
go nie można porównywać do biernej maszyny, 
pisze Gilles de la Tourette; posiada on osobo- 
wość, wprawdzie bardzo uszczuploną, która je- 
dnak odzywa się wyraźnie w pewnych wypad- 
ka.eh '). 71Uśpiony, dowodzi Fere, może oprzeć 


') Bnaunis: lJu somll!tmbulisme pl'ovol[ue, stl', Hn. 
IJ) milos do la 'l'ourl'tte: Dzido c)"t. wyżej, str. la;!. 
") Patrz: Lomhroso: Htudii suU' ipnotismo, III w)"d. 
1887, oraz Lombroso i Ottol()nghi: Nuo\"i studii suU' ipno- 
tislllo e la £'l'edulit'L. 'l'orino, 1887. 
ł) Ihioło wyżej w
'm. Stl', 1:16. 


w
>>>
123 


1:".. 


się określoll('j sugestyi, będąc{j w absolutuej 
sprzeczności z jego uczuciami l), a Brouardel do- 
daje, że spełnia tylko sugestyjne rozkazy przy- 
jemne lub obojętne Ił). Wreszcie Pitres zaprZl'. 
cza absolutnej nieodpowiedzialności zahypnotyzo- 
wallych osób S). Normalne ja zawsze przeżyje 
anormalne wywołane przez hypnotyzera. Jeżeli 
kto sprobuje narzucić anormalnej osobowości wy- 
konanie czynu, odrażającego organicznie osobo-' 
wość normalną, nie uda się próba. 
Mnóstwo mamy przykładów na poparcie 
tego zdania. Wybierzmy kilka z nich. 
"Leczyliśmy, powiada Pitres, młodą kobie- 
tę, która bardzo łatwo poddawala się hypnotyz- 
mowi, objawom naśladowczych ruchów, złudzeń 
i halucynacyi. Nie mogliśmy zmusić ją do bicia 
kogokolwiek. .J eśli tpgo od niej wymagano, wznosi- 
ła ręcc i wpadała w spn letargiczny'). 


') Ft
rij: Los h.rpnotitlllos hysteriquos, considorcs ('om- 
IIW slljets d' expol'ienco en medecino lIIentale. 

) nrouardol: Gazl,tto dos h,ipitaux .M B, Listop. 1B8:J. 
") l'itres: Los sugestions hypnoti'llles. Bordoaux 188-1 
str. Ul. :r. POw)'ższellli autorami zgadzajll si.: w zdaniaeh 
lłianchi: La responsahilita nol isterismo. Lauront: Les sug. 
gestiollts C'rilllinolloR. ])olhoouf: L' hypnotisme, et lihertt" dos 
ropresentations puhliqllos. Hi('her: I';tlldos chimil)uos SUI' la 
grand!' h3'storo £'pilopsie. Paryż. 

) l'itres. Dzieło wrż. wzmiankowane, str. 55. 


, 
I
>>>
124 


Fere opowiada fakt analogiczny: "Jedna 
z naszych pacyentek namiętnie kochała pewnego 
młodego człowieka, ucierpiała wiele przez niego, 
lecz kochała go zawsze. Jeżeli narzucono jpj 
sugestyjnie jego obecność, wtedy była zmartwio- 
ną i chciała uciekać, lecz nikt nic potrafił zmusić 
jej do wyrządzenia ukochanemu krzywdy l). In- 
ne rozkazy spełniała automatycznie, W tych 
dwóch wypadkach uczucie litości oparło się wszel- 
kiej sugestyi. To samo zjawisko powtarza się, 
ilekroć myśl poddawana zetknie się z jakimkol- 
wiek żywem i głębokiem uczuciem osoby zahyp- 
notyzowancj. 
Pitres ogłasza doświadczenie, które tu przy- t 
toczę, jako dowód oporu stawianego przez pa- 
cyentów rozkazom hypnotyzcra. "U sypiam cho- 
rą (młodą dziewczynę) i mówię jej, kładąc na 
stole pieniądz: Po obudzeniu weźmiesz ze sto- 
łu ten pieniądz, który tutaj ktoś zostawił, nikt 
cię nie podpatrzy; będzie to drobna kradzież, 
ni£'pociągająca za sobą żadnych złych następstw 
dla ciebie. 
Poczem obudził"m chorą. 
Podeszła do stołu i włożyła pieniądz do 
kieszeni z pewnem wahaniem. Lecz w chwilę 


') F,:r?: Los bypnotiflueOl hyst?ri1Iues, ,'onsideres COlll- 
me sujets d' expericnce en medecine mentale.
>>>
... 



 


125 


późnipj wyjęła monetę i oddała mi ją, mówiąc: 
'1'0 nic moje pim.iądze, gdybym je zatrzymała, 
popełniłabym kradzież, a ja nie jl'stem złodzil'j- 
ką" l). 
Gilles de la Tourl'tte przytacza fakt analo- 
glCzny: 
"Pewnego dnia poddaliśmy W. uczuciu sil- 
nego gorąca. W tej chwili poczęła obcierać czo- 
ło z potu i utrzymywała, że panuje nipznośny' 
upał. 


Chodźmy do kąpieli. 
- Jakto, z panem? 
- Naturalnie. W morzu mężczyźni i ko- 
biety kąpią się razem bez Rkrupnłu. Vi. zawa- 
hała się. 
- Odwagi, rozbierz się. 
Waha się jeszcze; po chwili rozpina włosy, 
zdejmuj l' buciki i zatrzymuj l' się! 
- Rozkazuję ci rozebrać się! 
Zarumieniona W. namyśla się, wreszcie zdl
- 
mnje snknię. 
- Dalej, prędzcj! 
Na ten brutalny rozkaz na twarzy jej odbi- 
ja się ciężki l' cil'rpienie, chce uHłochać ll'cz wola 
reaguje, wstydliwość zwycięża sugestyę. \V. szty- 
wniejo, zakdwie zdołałem zaże
nać atak hiHte- 


I) Pitres. Dzi£'ło W
"Ż£'j wspomniano, sh'. 54.
>>>
12li 


ryczny" I). Gillcs de la Tourette dodaje: "W. jest 
dosyć wstydliwą. Z tego powodu powstala w niej 
nieświadoma reakcya., gdyż w podobnych wanm- 
kach Sara R. nie wahała się wcal.. i zdjęła 
ubrani!' by wejść do nieistni!'jącej kąpieli." 
\V tym wypadku silne uczucie wstydliwości 
zwycięża sugestyę u \V. uczucie to zaś o wiele 
słabszp w Sarze R. nie broni jej przed podda- 
nym rozkazpm. To samo rlziejp się we wszyst- 
kich innych wypadkach. Litość lub uczciwość 
silnie rozwinięte buntują się przeciw sugcstyom. 
Podatność do sugestyi okazuje się w ostatecznej 
a.nalizie predyspozy"yą organiczną, być może ni('- I I 
raz słabą, ukrytą i niewyraźną. 
adna idea, na- 
wet w stanio hypnotycznym poddana, nic zakwi- 
tnio czynem, jeśli trafi na grunt absolutnio tej 
idei przeciwny, oporny. Do takiego wniosku 
dochodzą WRZYSCY prawie uczeni, którzy badali 
zjawiska hypnotyczne a Janet sformułował ów 


l) (HlIos do la ')'ourette, dzieło wyż wzmian. l'itl"(J
 
opisuje podohnl1 do
wiadczenio: ,Jodnoj z moi('h par'.\'l1nt£'k 
kazałom po przchudzfJniu pocałować jednego z moich u('zni. 1'0 
zhudzoniu chora zbliiyła się do niego, wzir:ła go za rr;kl: i zawa- 
hała /Sir:, zażl'nowana uwagą, z jaką patrzyli
my na nią. J'rzl'Z 
kilka dm"iI pozostała nierur'homą, z twarzą wyrażającą żywy 
ni£'pokój. Naglona pytaniami przyznała się, żo opanowała ją 
dziwna ehf:ć pomłowania tego ucznia, Ipcz nic popełniłahy 
nigdy taki£'j nir'przyzwoitości.
>>>
127 


) 


wniosek w słynnem zdaniu: "Nieznana idea nic 
nie poddaje" l). Sugestya, mówi Campili, powin- 
na być w harmonii z wewnętrznem usposobie- 
niem pacyentek, w przeciwnym wypadku pacyent 
nie posłucha i spełni tylko te rozkazy, które 
mógłby spełnić w pewnych warunkach w stanic 
normalnym" II) 
Sugestya może więc zmienić osobowość, 
zmniejszyć wolę do tego stopnia że chwilowo' 
śladów jej odnalt'żć nie możemy; lecz tak 080- 
bolVOŚć jak i wola ooezwą się, odrzucając niektó- 
re wstrętne im sugestye, a jeśli ich posłuchają 
reagują w następstwie objawami, które można by 
nazwać 8kruchą O1-ganiczflą, po spełnieniu czynów 
przeciwnych jego naturze normalnej. 
Dzisiaj wiemy, że zaraza nie jest "aktem 
przejścia choroby z dotkniętego nią człowicka na 
zdrowego, IC'cz prędzC'j aktem przechodzenia cho- 
roby z chorego na człowieka mającego do niPj 
prcdyspozycyę" 8) wil'lkim też fałszem tchnie 
pojęcie że: sugestyą można każdego zmusić do 
kaideqo czynu. Nie! orlpowiaoamy, o ih' w danym 


r 


') Paweł .Janet, I1m'ue 1'0litiłluO ot littprail'O, 4-7, lR84. 

) Caml'i1i, Dzieło wyż. wzmian. str. 4. 
l) Patrz dawne określ£'llio zarazy przoz Gallal'de'a: Di- 
etiOlmaire de medecine et de chimrgie pmtique oraz kryty- 
ki Auhry'ego, La e01/.tagion (liI mell,.t,'e.
>>>
128 


człowieku nie istnieje grunt dobrze przygotowa- 
ny do przyjęcia sugestyi. 
Bez wątpienia usposobienie wrodzone może 
być słabsze w drugim aniżeli w pierwszym wy- 
padku, wystarcza jego istnienie, choćby w mi- 
nimalnej dozie. (W stanie hypotycznym, w sku- 
tl'k woli hypnotyzl'ra powtarzają "ię objawy 
właściwe snom, jasnowidzeniu i pijailstwn, czy- 
li czlowiek popPlnia czyny nielicujące z jego 
stanem normalnym, w każdym razie jego normal- 
ne ja. pomimo wszelkich zmian patologiezllyeh 
żyje, można je zC'psuć lecz nigdy zniszczyć I). 


I) 1'0l'ównanio stanu h
'pnoty('znogo do snu luh upojo- 
nia może wyda,; si.: niedokładncm. Istotnio możnahy zauwa- 
żyć, żo człowiok w stanio hypnozy spełnia £'zyny w skutek 
woli h'zedl',j osohy, ktl,ra zmionia, swojeIII pośl'l'rlnktw{'m. sto- 
sunok czynu do moralnego charaktol'u jednostki. (Campili). 
T
mczasem w śnio i t. d. nie w,'hodzi w grf
 obca wola 
a człowiek, chlll'by patologicznio zmioniony jost zaw:szo w sto- 
sunku łJezpośrednim z człowickiem nUl'malnYIII. Istniojo tu 
więc zasadnicza rl,źnica mif:dz,\' p\'Z
'Czynami r{,żn,nh stan{,w, 
('O jednak nio zmienia wml()gi-i mil:dzy skutkami tych różnych 

tan{,w, Analogja zaś, (jak to krótko zaznal'zyłom w t£'k:«'io) 
zasadza si,: na tom, ŻO tak sugestya jak s£'n, Inuatyzm, pi- 
jal14wo, wprowadzają!' organizm w stan anormalny nic Ulll- 
gl\ jednak zanihilowa{o nomlalnl1j osobowości, tylko jll zlllnil1j- 
sza,;ą, sUg'estya zaś w wyższ
'm stopnin od innyeh stan{,w 
patologkzllych, o kt.JQ'I'h powiedzie':' h,f naw£'t można: że 
zamiast zmnipjszać osnhowoś':" zmioniaj'l i zaostl'Zajll nioktl,ro 
jej rysy. \V śnie np. występują dJarakter.\'styczn!' cochy je- 


, 
r 
J 
, 


---
>>>
12!ł 


Colojanni wyraził się bardzo trafnie o al- 
koholu, że stosownie do czasu i siły swego dzia- 
łania, zmniC'jsza lub też odejmuje l) siłę moralną, 
przekazaną nam dziedzicznie lub rozwiniętą przez 
wychowanie i która niC'pozwala nam iść za po- 
pędem tych podszeptów, które nas do z brodni 
lub nawet do nieprzystojności doprowadzić by 
mogły. 
Słowa powyższe zastosować możemy przez' 
analogję do sugestyi, dodając słowa Ribot'a "że 
w stanie hypnotycznym przejścip od idei do 
czynu jest szybsze, ponieważ, nie znajdujo 
przeszkód na swej drodze, nic go nie wstrzy- 


dnostki, a przJzwJczajenie, jako dJl'oktol' CZrllllO
ci ps
'chi('z- 
n
'ch, sprawia, że osobowość śnillcego odtwarza sił: niby 
w obrazie, chociaż trochę niojasno, niopewnie, wśród scon naj- 
bardzicj zawiłych. Dla tego to Uou¥ille (Revue philosophi- 
que) PI'ZYllUszczał istnienie osohnego rodzaju odpowiodzialno- 
ści dla zbrodni w śnie popołnianrch. 'l'o samo rzec można 
o pijRlistwie. Znamy wszyscy przrsłowio: in dno veritas, zaś 
cała szkoła pozytywistów (Forri: Nuovi Orizzonti II wyd. roz. 
III, Lombroso, Uamo delinquellte tom 11 1889, Oarofalo: -'ri- 
minologia 11 wyd. Marro: I carattori doi delinlłuenti, Alhano : 
Ubriachozza e responsahilitta nel progotto di Codice ponale. 
r.anardolli, 1888), zgodnio z Colojanilll dowodzi żo: "trunki 
alkoholit'zne uczuciom ludzkim dodają żJwości, energii, zmniej- 
szajll zaś rozwagę i obrachowanio, w skutek których zwykle 
dla różnych powod{)\\. wstrz
"1l1ujeIlłJ sil; od społnienia jakie- 
goś l'zJnu." 
I) L' aleoolismo, Catania, 'l'rOIJOa, 1887, str.:.125. 
{) 


r 
I 
t
>>>
I 


130 - 


muje, bo myśl poddana sama króluje w uśpio- 
npj świadomości l). 
Bugestya łatwiej od wszelkich innych sta- 
nów patologicznych może popchnąć człowieka do 
czynów, lbudzących w nim zazwyczaj odrazę. 
Jpdnakże ten człowipk zawsze objawi choćby 
w naj słabszym stopniu swoją osobowość. Jeżeli 
nie_możemy powiedzieć, że człowiek pod wpły- 
wem: snu lub pijaństwa, tak jak pod wpływem 
sugestyi odzwierciadla swoją własną osobowość, 
to możemy znów zauważyć że ten wpływ ozna- 
cza do jakiej katpgoryi czynów człowiek czuje 
wstręt naturalny i organiczny. 


. 


III. 


Zdaje mi Rię, że z tf'go co wYŻl'j po- 
wiedziano wyłania :się jaRna konkluzya. Jeżeli 
pod wpływem sugestyi hypnotycznej, najsilniC'j 
działającej ze wszystkich sugestyi, osobowość 
nie ginie, - tcm pcwniej istnieć będzie pod 
wpływem sugestyi na jawie, nawet wtedy, gdy 


I 


, 


I 
I 
1 


') Rihot: I.os malauies de la volonte. ]}aryż, IV w
.d. 
str. 1:17. 


r 
I
>>>
131 



 


w tłumie dochodzi do swego ma.ximum. Zbro- 
dnia w tłumie przez jednostkę popełniona. mieć 
będzie zawsze początek, choćby najdrobniejszy 
w fizyologicznem lub psychologicznem usposo- 
bieniu jej sprawcy, na którym zatem ciążyć mu- 
si odpowipdzialność prawna. 
Czlowiek, z gruntu uczciwy, nie posłucha 
rozkazu hypnotyzera i oprze się wirowi wzruszeń 
przez tłum wzbudzonych. "Skoro natura silnie 
zbuduje organizm umysłowy, pisze Tomassi, zda- 
rzenia mogą nim wstrząsnąć, lecz zwalić nie po- 
trafią" l). 
Czyż możemy ztąd wnioskować, że każdy 
kto w tłumie zbrodnię popełni, jest przez to sa- 
mo zbrodniarzem? 
Byłby to błąd wielki. W każdym tłumie 
prawie znalpźć można zbrodniarzy z urodzenia. 
Nie możemy jednak powiedzieć, że są niemi 
wszyscy, którzy zbrodnię popełnią B). Nazwiemy 
ich poprostu ludźmi słabej woli, Natura każde- 


. 


, 


') Gal'ofalo przytacza słowa Tomassi'ego i dla uog{,I- 
nionia, oraz IJotwierdzenia konkluzyi, do któroj doszliśmy, do- 
daje: "zbrodnia nigdy nie będzie bezpośrednim i natychmia- 
stowym skutkiem okoliczności zewnętrznych, zawsze tkwi ona 
IV jednostce i jost objawom natury zwyrodniałej jakiekolwiek 
przyczyny wywołały by to zwyrudnienie. Zatem nioma w tom 
rozumieniu przypadkowych zbrodniarzy (Criminologia str. 911). 

) Rnnedikt na piorwszym kongrosio antropologiczn
'1Il 
utrzym3"\'al. że w
zyscy zhrodniarze 8/1 takiOlui z ul'odzenia 
* 


I
>>>
132 


go obdarza określonym charakterem, który ce- 
chuje, określa postępowanie danej jednostki, im- 
puls jej nadaje - tak jak pocisk tcm łatwiej 
rozbija przeszkody, im większą nadano mu szyb- 
kość początkową l). 
N a nieszczęście nadzwyczaj rzadko spo- 
tykamy silnc natury, które zwycięzko opierają 
się pokusom i unikają wykolejeń. Jeżeli jak 
utrzymuje Balzac są ludzie -dęby i ludzie-krzewp, 
ci ostatni bez wątpienia tworzą większość ludz- 
kości. Dla ogółu życic składa się z kompromi- 


i miał słuszność w tym sensie, że w każdoj zbrodni bierze udział 
czynnik antropologiczny. _Lecz według utartej tenuinologii, 
zhrodniarzami z ul'odzonia nazywamy tych jodynio, u których 
czynnik antropologiezny wystt:pujejako przyczyna naj ważniej- 
sza. Innych przestł:PC'{IW, nazywamy: zhrodniarzami z przy- 
zwyczajenia, z przypadku, z namił:tności, przez co nie wyklu- 
czamy czynnika antropologicznogo, lecz zaznaczamy jogo dru- Ił 
gorzędną rolę w otiologii zhrodni. Takie znaczonio nadał swej 
klasyfikacyi zbrodniarzy Honryk l"erri, a ci wszyscy, którzy 
go krytykowali, nawet llenedikt, dowiedli że nic pojmują 
ani jej znaczenia ani celu. 
I) Jost to prawdą nietylko w stosunku do człowieka 
uczciwogo, locz także i do przostł:pcy z urodzonia. A nawet 
pod tym względom można zidentyfikować człowioka uczciwe- 
go ze zbrodniarzem, bo są równi sobie w ohec Wpł3"WÓW 
ro- 
dowiska społocznego. zdaje mi się howiom, że bardzo HZCZ('- 
gólno okoliczno
ci tylko mogą jednego lulJ drugiogo ZWl'óeiĆ 
z ich drogi.
>>>
133 


i
 


sów, bo niemając możności nagięcia środowiska 
do siebie, muszą sami nagiąć się do niego. 
W t,j obszernej gromadzie osób słabych- 
zacząwszy od tych, któr, Bcnedikt zowie neuro- 
stenikarni, bezsilnymi wobec zewnętrznych im- 
pulsów, do dmlz sluzaZt'zych Sl'rgi'ego, które dla 
interesu poddają się woli innych, od istot do- 
brych lecz nieśmiałych i łatwowiernych, które 
przyjmują ,pierwszą ll'pszą ideę narzuconą, "do 
osób zmiennych w skutck niestałości i wrażliwo- 
ści temperaml'ntu,-jakież nieskończone stopnio- 
wanie! 
Wola, - pisze Ribot-tak jak inteligencya, 
ma swoich idyotów i geniuszów, wraz z wszyst- 
kiemi pośredniorni odcieniami l). 
Słabość charaktl'ru, mniej lub więcej głtt- 
boka, mniej lub więcej godna pogaruy, daje zaw- 
sze wynik jcden i mni'jszą lub większą podat- 
ność do Rug,styi środowiska. To co Ribot pisał 
o osłabieniu woli II) - że w każdym czynie czło- 
wieka cierpiącego na brak woli, charakter indy- 
widualny schodzi do minimum, zaś zbiór okolicz- 
ności zcwnętrznych dochodzi do ma.ximum, - mo- 
żemy śmiało zastosować do ludzi słabego cha- 
rakteru bez okrl'Ślonl'j tl'ndencyi w życiu. 


l) Choroby woli. 
I) Ribot, dzioło wyżej wymien,
>>>
134 


U mieśćcie tych ludzi w sprzyjającem środo- 
wisku, pod wpływem dobrych sugestyi a pozo- 
staną uczciwymi, przynajmniej wobec kodeksu, l) 
przeciwnie zaś, pod wpływem niezdrowych su- 
gestyi przemienią się w zbrodniarzy z przypad. 
ku lub namiętności. 
W skutek słabości charakteru łatwo wchła- 
niają w siebie wszystko co ich otacza: dobro i zlo, 
zewnętrzne okoliczności kierują trybem, sposo- 
h cm ich życia II) 



 


') ('bok zhrodniarza z przypadku istnieje zhl'odniarz 
w utaJonoj potędze, ujawnieniu której przeszkadza brak sto. 
sownych okoliczności, lub toż bogactwo daje mu możno"ć za. 
dowolonia swych inst)"nktów bez ohrazy ludzkości. 
nałem 
trzech ludzi, ktUr
'ch t)"lko położonie społeczno ohroniło przed 
więzioniom. 
Gdyhym hył ubogim, kl'adłhym, m{J\vił joden 
z ni..h." 
:I) (Ibjawy niosły/'hanio łatwego prz)"stosowania sip, do 
otoczenia złego lub dobrego widzimy hardzo W3"rażnio u histe- 
ryków. Oto co pisze w tej kwest
.i Laurent: 

amknijci(J 
w klasztorze hister)"czkę; gdyb
. przedtom b
.ła nawot uliczni- 
cą, zmieni się, zaledwio poczuje zapach kadzidła; po kilku 
dniach z zadziwiąiąCII łatwością zmieni prz)"zw
'cząjenia, na- 
bierając gustów i nawykniell klasztornych, pacierzami zastąpi 
rozpuHtę. Nio hf;dzie z niej przecież zwykła dowotka; mo- 
dlić sił: będzio z pl'zesadzoną gorliwością, jak przedtom ż
'ła 
skandaliczniej jej, religia: to mistycyzm, pełen egzaltacyi. 
'l'akiemi hył)": Marya Magdalena, :\Iarya 
gipcyanka i wiole 
innych, o kttJrych pamię(
 do nas nie doszła. Tę SRmą kobie- 
tę umieśćcie w lupanarle, wohec prostytutok nastąpi 1I0wa 
metamorfoza. W przociąg-Il tygodnia zmieni się do niopozna.- 


.'10
>>>
J' 


13[) 


Jeżeli tak dzieje się w życiu zwykłem, spo- 
kojnem i normalnem, cóż stanie się w tłumie 
w którym koncentruje się w jednej chwili suge- 
stya w takiej ilości, jakil'j nie ujrzymy w żad- 
nym innym wypadku'ł Wszyscy słabi ulegną, 
zbrodnię popełnią uczciwi bez woli, którzy na- 
zajutrz może zajaśnieją wspaniałym wybuchem 
altruizmu z przyczyny analogicznpj do tej, która 
wrzuciła ich dzisiaj w wir nienawiści I). 
"Widziałem w r. 1
70, - pisze Joly, -gro- 
mady ludzi pędzących za powozem generała, od 
którego, za jaką bądź cenę żądano okrzyku pa- 
tryotycznego. W raz z tłumem leciał młody chło- 
piec 
znałem go osobiście) entuzyasta, dobry, ła- 
godny, nieposzlakowanie uczciwy. Nagle zaczął 
wołać o rewolwer, by zastrzelić opornego gene- 
mła. Gdyby dostał broń w rękę, nic wiem co 
by się stało 
). 
Iluż to ludzi znajduje się w położeniu owe- 
go znajomego p. Jolyi' Iluż z nich niestety, po- 


nia: przeJnlle zargon, gusta i zwyczaje dOlllu. W 'l'royos 
znałem przed kilku laty histOl'yczkę, której postępowanie bu- 
dowało całą IJarafię. Pewnogo dnia, za namową siostry opu- 
ściła klasztor i weszła do lupanaru. Jak przedtem uosabiała 
cnotę i pobożność, tak póżnioj stała się perłą lupanaru, patrz 
ŁeB 8uggestions et-iminellcs. 
l) Patt'Z: Rozdz. I R tr. 6-1. 
I) Jol
': La France erimineUe. Paryż, L. Cerf. 188U 
6tr. 406, nota 1. 


. 


I 
II 
II
>>>
136 


sługuje się bronią, którą im przypadek w dłoń 
włożył? Czy to są ludzie zepsuci? 
Nie, powtarzamy, - to są poprostu słabe 
charaktery, powierzchownie tylko obdarzone lito- 
ścią i uczciwością. 
Świeżo warstwy charakteru, stanowiące fizy- 
czną podstawę tych uczuć, nie zorganizowały się 
jeszcze, nie mogły więc pokryć warstw dawniej- 
szych, tej pozostałości po dawnych przodkach. 
Pierwszy lepszy wypadek, który głęboko niC'mi 
wstrząśniC', wystarcza do zdezorganizowania ich 
charakteru. Warstwy mieszają się bezładnie, a naj- 
niższe, wybijając się raptownie, wywołują dzikie 
i okrutne objawy I). 
To co w życiu codziennem wynika z ewo- 
luc!}i, w tłumie zwykle z rewolucyi powstaje. De- 
zorganizacya charakteru odbywa się zwykle pod 
wpływem złych przykładów albo też wskutek 
namowy zepsutego towarzysza i gdy raz otwo- 
rzy drogę występkowi, rozpościera się coraz da.- 
lej aż wreszcie zmienia do gruntu jednostkę, jej 


') Pt. G. Sorgi: La 8tratitlcazione (lfl camttere e la 
lleliquenza, l\1!'dyolan lR83. Dawne warstwy z pewnośdl\ 
]Jrz
'dUBZą 
wiC'tc, ho zawsze w organizmie świoże formacye 
zanikają i rozpadają się łatwiej i szybciej od dawniojszych. 
Najpóźniej powHtało funkcye, nujwi Rihot, najwcześnioj za- 
Juierl\jl\. 


I' 


J 


1', 


.. 


.,... 


I
>>>
137 - 


.. 


charakter - to wszystko w tłumie rozwIJa SIę 
w przeciągu kilku minut. 
Zamiast powolnego i stopniowego rozprzę- 
żenia, które uczciwego człowieka zamienia w zbro- 
dniarza z przypadku, a potem w zbrodniarza 
z przyzwyczajenia, istnieje w tłumie rozprzęże- 
nie natychmiastowe, które z uczciwego człowieka 
czyni zbrodniarza namiętności. A jeśli tak jest 
jakąż rcakcyę społeczną do nich zastosujemy? 
Zanim odpowiemy na to pytanie, musimy' 
zająć się jeszcze jednym czynnikiem zbrodni tłu- 
mu, czynnikiem dla psychologii najważniejszym 
-przyczyną dla której zbrodnię popełniono I). 
N a początku drugiego rozdziału mówiliśmy 
w krótkości o stanie umysłów tłumu i zauważy- 
liśmy, ŻE' niesprawiedliwości, których lud dozna- 
je i cierpienia, które przechodzi, wytwarzają 
w nim predyspozycyę do zbrodni, której nie mo- 
żna lekceważyć. 
Teraz musimy bliżej zbadać przyczyn.v wy- 
wołujące zbrodnie zbiorowE'. 
Tłum nie zbiera się bez przyczyny i celu. 
Ten cel jednak skupia małą tylko liczbę jedno- 
stek; większość otacza pierwszą grupę w skutek 
sugestyi. 


'I" 


" 


l) Ten punkt pominąłem w piorwszJJU wydaniu tej 
ksil\żki; pan Albano w swojej krytyce słusznie zaznaczył 
koni!'czność omówienia tej sprawy.
>>>
138 - 


Niejednemu z naszych czytelników zdarzy- 
ło się przystanąć na ulicy i wpatrzyć się w jakiś 
dany punkt, w okno lub też oprzeć się o barye- 
rę mostu by spojrzeć na płynącą wodę? Po kil- 
ku chwilach gromadka ludzi skupia się koło pa- 
trzącej osoby a nowo przybyli zaczynają szeptać 
między sobą; - Ot, tam !-Co takiego ? Już ł)Oszło 
na dno... już znika... 
Sugcstya jest tak silną, że niektórzy widzą 
jakiś nieistniejący przedmiot I). To samo zdarza 
się, gdy cel zgromadzenia ma ważne i doniosle 
znaczenie. 
Demonstracye wywołuje zwykle gromadka 
ludzi mniejsza od tej, która w demonstracyi udział 
bierze. W tym wypadku roztacza swoją władzę 
sugestya naśladowcza, nil'tylko bezpośrednio - co 
znaczy, że do najpierwszl'j gromadki przyłączą 
się ciekawi przechodnie bez zajęcia, -lecz także 
pośrednio, w tern znaczeniu, że wiele osób, które 
dowiedzia1:y się z dzienników lub od znajomych 
że w danem miejscu i czasie odbędzie się jaka 
demonstracya, mówią sobie: - Pójdę zobaczyć! 
-i spełniają swój zamiar. W każdym tłumie 
mała garstka wie o celu zebrania, większość 
przychodzi z ciekawości. Takie są psychologicz- 
ne warunki tłumu w pierwszych chwilach zebra- 



 


I) Auhry, La contagion du lIIourtre, stl', 12.
>>>
139 - 



' 


nia; to usposobienie trwa krótko. W miarę roz- 
woju manifl:'stacyi i rzuconych okrzyków - lub 
tpż na meetyngu-w skutek mów wygłaszanych, 
-dziwne zjawisko powstaje wśród różnolitego 
zbiorowiska: oto różnolitość znika, zastąpiona 
przez absolutną prawie jednolitość. Najbojaźli- 
wsi usuwają się jak mogą. Pozostałych ogarnia 
jednaki stan naprężenia; wszyscy przejmują się 
celem, znanym początkowo kilku jednostkom, 
tłum ma jedną duszę. Jakichkolwiek czynów. 
dopuściłaby się następnie cała owa gromada spo- 
jona jedną, jedyną ideą, to zawsze należy wziąść 
pod uwagę powód zebrania, jeśli chcemy wymie- 
rzyć siłę reakcyi społeczlll'j, którą do tego tłumu 
zastosować należy. Tłum zebrany w Paryżu 
w r, 1750 z powodu potwornego okrucieństwa przy- 
pisanego Ludwikowi XV, gdyby nawet mimier- 
cił kilku agentów policyjnych, mniejszą dźwi- 
gałby winę od tlumów, które dla niewytloma- 
czonej krwiożerczości wyprawiały mordercze 01'- 
gje podczas rt'wolucyi francuskiej. Oddziaływać, 
-nawet za pomocą zbrodni-przeciw niesprawil'- 
dliwości, nikczemności a kraść, zabijać dla błahe- 
go i niemorallll'go powodu, to dwie bardzo różne 
sprawy. 
Zatpm, tak w zbrodni zbiorowej, jak w je- 
dnostkowej powód powinien być główną za- 
sadą mierzenia odpowiedzialności, tern bardziej, 
że powud wynika z uczucia, które jak najsłusz-
>>>
140 - 


mej przypisac można jednostce i za którą całko- 
wicie powinna odpowiadać. 
Powyższe zdanie, tyczące się zbrodni nie- 
przewidzianych, tern więcej zastosowac można do 
zbrodni, z góry obmyślonych. Lud niezawsze 
zbiera się w celu żądania czegoś, lub protestowa- 
niu przeciw komuś, nie zawsze zbrodnię wywo- 
łuje natychmiastowa prowokacya lub ferment psy- 
chologiczny, o którym wspominaliśmy wyżej. 
Nieraz kilka osób zgromadza się z jasno wytknię- 
tym zamiarem wywołania rozruchu w tłumie 
i popełnienia danej zbrodni. . Jako przykład po- 
służyć nam może działalnośc Komitetu robotni- 
ków bez zajęcia w Rzymie, dnia 1 Maja. 1891 r. 
Nie ulega żadnej wątpliwości, że kilku anarchi- 
stów udało się na plac św. Krzyża z Jerozolimy 
z zamiarem zużytkowania swej broni. .J ednego 
policyanta zabito uderzeniem noża, kilka osób 
zraniono. Wpływ mów podburzających, wpływ 
liczby i wszystkich okoliczności, które w tłumie 
potęgują wrażenia, bez wątpienia mogły unieść 
tych ludzi dalej niż zamierzali, lecz w takich ra- 
zach reakcya społeczna musi okazac się surow- 
szą niż wtedy, kiedy w grę wchodzą zbrodnie 
niespodziane. Tłum nie wywolal zbrodni, lecz 
tylko podał dobrą ku niej sposobnośc 1). To sa- 


I 
, 


J) Prawne skutki przestępstw mogą naturalnie doty- 
czyć tJlko tych, którzy przed rozruchem umyślili zbrodnię, do 


l 
ł
>>>
141 


mo rozumowanie możnaby zastosować do pewncj 
formy zbrodni zbiorowej, w Europie na szczęście 
nieznanej, za to bardzo pospolitej w niektórych 
częścia.ch Ameryki: mówię tu o prawie Lynch'u I). 
Lynch'iści wiedzą dobrze, że mają kogoś zabić 
i gromadzą się w tym celu. Jeżeli zatem czynem 
przewyższą intencye -- jest to już rzeczą ma- 
łej wa.gi, ponieważ z własnej woli stali się 
zbrodniarzami. To też spotkać ich może mini- 
mum ,uniewinnienia. Jednakże raz jeszcze po-' 
wtarzam, że nie należy tracić z oczu przycz!lny 


innych zaś stosować można tylko reakcy& dla niespodzianych 
zbrodni przeznaczoną. 
1) Poniżej zaznaczona. tabliczka daje nam obraz WZl'Ostu 
Lynch'u w Ameryce. WyjąłelIl j& ze studyum Desjardins 
LeB droits des gens et la loi de Lynch aux Eta.ts-Unis, (Re- 
vue des deux Mondes, 15 Maja lB91 r.) 


L a t a Egzekucye 
 
prawne 
1884 I 103 219 
1880 108 181 
1886 83 133 
1887 7
 123 
1888 87 144 
Li

 
8 125 


ł
>>>
142 


nawet w zbrodniach z premedytacyą. Lynch, do 
którego jednak nie żywią odrazy, udanej lub 
prawdziwej, wielu osób, (chociaż według mnie, 
jest to barbarzyński sposób wymierzania spra- 
wiedliwości l),) ('Ineh, powtarzam, może być wy- 
wołany wybuchem oburzenia na jakąś ohyd- 
ną zbrodnię t), w takim razie istnieją okoliczno- 
ści łagodzące. Prawo słusznie zabrania człowie- 
kowi wymierzania sprawiedliwości samemu sobie, 
lecz w niektórych wypadkach prawo potępia, su- 
mipnie rozgrzesza. Jeżcli syn zabije tego, kto 
znieważył jego matkę, to prawo może ukarać 
syna, lecz każdy uściśnie mu rękę. Wprawdzie 
nie znajdziemy tak silnej wymówki dla prawa. 
Lynch'u, lecz nikt zaprzeczyć nie możp by nie 
używali go ludzie z wysoce moralnych pobudek; 
barbarzyńską jest tu tylko forma. Odwrotnie zaś 
i pobudki lynch'u mogą być barbarzyńskip i pra- 
wo ostro karać je musi a) 
Pozostawmy na stronie zbrodnie zbiorowe 
z premedytacyą (które zasługiwałyby na osobne 
studyum, lecz przechodzą zakres naszego tema- 


j 


') Kilku pisarzy,'mit:dzy innymi Hepworth Dizon, (:Nou- 
veIIe Amerique) i James Bryse, (The allleican t'ollllllonwaelth) 
thlllla!'zyli i uniewinniali prawo Lyncha trudnościami, jakie 
istniejll przy utworzeniu. 

) Desjardins wiole przytacza podobn
'ch przykład!.w. 
l) l'atrz: Stud
-ulII De
jardinsa.
>>>
143 - 


tu) i powróćmy do nieprzewidzianych zbrodni 
tłumu. Zastanówmy się na jaką karę a właści- 
wiej na jaką reakcyę społeczną zasługują, nietra- 
cąc przedewszystkiem z myśli powodu przestęp- 
stwa. 
Szkoła pozytywna, zdaje mi się, nie może 
dać stanowczej odpowiedzi, a tern mniej formuły 
ważnej we wszystkich wypadkach. 
W tłumie, jak to już widzieliśmy, są zbro- 
dniarze z urodzenia i z przypadku; mniejsza o to, ' 
że jednaką popełnili zbrodnię. 
Według ,mnie, należy zastosować karę nie 
do objektywnej ważności przestępstwa, lecz do 
8topnia obawy. jaką winny wzbudza w społeczeń- 
stwie. Dodajmy jeszcze: że do zbrodni zbioro- 
wej nie można zastosować kilku ogólnych pra- 
wideł wyznaczonych dla zbrodni jednostki, sto- 
sownie do łagodzących lub obciążających oko- 
liczności. 
Naprzykład: odosobniony zbrodniarz. który 
zabija kilka osób bez wyraźnego powodu powi- 
nien by zawsze podlegać ma.xiltmm "kary, ponie- 
waż twiprozić możl'my a priuri, że przestępstwo 
wykazało jego zbrodniczość z urodzenia, albo 
obłęd. 
Tejże zasady stosować nie możemy do zbro- 
dni zbiorowych. Człowiek może w tłumie za- 
mordować wielu ludzi, a jednak nie nazwicmy 
go zbrodniarzem z urodzenia. Do występków
>>>
144 - 


doprowadza go często urojenie moralne, dopiero 
po ich spelnieniu rozumie co uczynil. U pada 
pod brzemieniem wyrzutów sumienia i szczerego 
żalu. 
Taine opowiada, że podczas rewolucyi r. 
17
3, X. bardzo uczciwy czlowipk, zabil pięciu 
księży w jednym dniu; poezpm wkrótce umarl, 
trawiony wstydem i wyrzutami sumienia. 
Jak nerwowy atak, (którego często dostają 
ludzie, spelniający fikcyjną zbrodnię w stanie 
hypnotycznym), dowodzi organicznego doń wstrę- 
tu, tak i żal po dokonaniu rzeczywistej zbro- 
dni dowodzi braku zepsucia w winnym. Zatem 
śmierć byla by dla niego zbyt srogą karą I). 
Nie możemy więe podyktować tutaj abstrak- 
cyjnie żadnej absolutnej reguly. 
Tutaj więcej niż w czem innem musimy 
stać twardo przy naj ważniejszej zasadzie naszej 
szkoly, która każe oznaczać miarę i formę reak- 
cyi, stosownie do osobistego charakteru oskar- 
żonego. 
Szkola pozytywna przegląda, rozpoznaje 
i bada cierpliwie - niezliczone przyczyny zbioro- 
wych zbrodni, czem pragnie wzbogacić swoją 


. 


l) GdJ chodzi o zbrodnie zhiorowe należy przypomnieć 
sobie zdanie Holzendorfa: r. punktu widzenia moralnego, nie 
l1łOŻeUlJ nigdy twierdzić, że dana zhrodnia gOl'szą jest od in- 
nej. (L'assassinio e la pena di morte). 


I 
I ł 


- 


....
>>>
. 


..... 


145 



 


kompetencyę, lecz nie ma wcalc pretensyi do wy- 
dobycia z tych wszY1Stkich badail tak dokładnego 
wniosku by można go zastosowac do wszystkich 
wypadków l). 
W chwili obecnl'j panuje szkoła klasyczna, 
a zatem musi istnil'c ogóhlP prawidło. "Tern 
prawidłt'm, (pisałEIm w piprwszl'm wydaniu tej 
książki) może byc tylko prawidło podane przpz 
p. Pugliśze: na zbrodniarzach w tłumie ciąży tyl- 
ko półodpowiedzialność. " . 
Sam uznałem jednak niedorzeczność podo- 
bnego unipwinnil'nia występku częściowego, z po- 
wodu braku trafności przyjętej formuły 
). Głb- 


I) Trzeba też w tycb zbrodniach wziąść pod u wl\g
 płeć 
i wiek, ho wiemy, że dzieci, kobiety i młodzieńcy najłatwiej 
ulegają Rugestyi. "Dziecięctwo, pisze Itambosson, to roztopio- 
ny metal, wlewany do formy, który przyjmuje wszystkie 
kształty... Temperamenty do dzie,'innyc!J zbliżone np. ko- 
hiet i młodzieży płci mt;zkiej najłatwi£'j ulegną zewnętrznym 
wrażoniom i wszelkim moralnym zarazol11".-l..auvergne (Les 
for
ats str, 216) nazwał dzieci "gąbkami zdolnemi dQ rozwoju" 
określenie hardzo trafne, które można po części zastosewać do 
kobiet. 
I) Wiemy już żo psychiatrya nowożytna wykazała fał- 
szywość wniosków Btaroż. psychyatr. według których czło- 
wiek m"lgł ulegać częściowemu ohłl\kanill, bYl' obłqkanym, 
a zarazem zdrowym na umyśle; ohłąlmnym wzg!l:dnie do nie- 
których uczu
 lub iJoi, zJrowo my
lqcYlll wzglł:dnie do in- 
nych uczuć lub idei. Dzisiaj uznajemy wraz z l\Iandsley'em 
że każdy ehłqkaniec jest nim do szpiku kości. 


10
>>>
146 


wnie zaś z tego powodu, że owa formuła. posłu- 
żyłaby nietylko przypadkowemu przestępcy, lecz 
także i przestępcy z urodzenia, co byłoby nie- 
sprawiedliwością, ora.z jedną ze szczęśliwych dla 
niego szans prawnych. A jednak lepszej formu- 
ły znaleźć nie mogłem. 
P. Garofalo, w sprawozdaniu z mojej książ- 
ki ') zamieścił bardzo zręczny sposób pogodzenia 
idei szkoły pozytywnej z kodeksem. 
"Sądzę, pisał Garofalo, że właśnie w tej 
kwestyi możnaby znaleźć w naszem prawodaw- 
stwie praktycznie rozróżnienie, o które ehodzi 
panu Sighele'mu, między zbrodniarzem z przy- 
padku a zbrodniarzem z urodzenia, którzy je- 
dnakowo wykroczyli w tłumie. Bo jeśli to roz- 
różnienie istnieje, dlaczegóż nie moglibyśmy za- 
stosować najwyższego stopnia kary do zbrodnia- 
rza z urodzenia, do drugiego zaś karę zmniejszo- 
ną. Dlaczego p. Sighele pragnąłby obarczyć pół- 
odpowiedzialnością morderców Watrina, skoro 
nie byli to wcale zbrodniarze z przypadku? Na- 
sze obecne prawodawstwo bezwątpienia nie uzna- 
je kategoryi zaznaczonych przez naszą szkołę. 
Leez przy stósowaniu okoliczno8ci łagodzących mo- 
żemy w praktyce (codziennie czynią to sędzio- 


l) La T,.ib,tna g'tidiziaria, 12 Sierpnia, lB!Jl. Pt. tak- 
że głębokio uwagi Fioretti'ego (Scuola positi\'a, lB91, .
 4, 
str. 133). 


r 


I 
t 


I
>>>
147 


wie) rozróżnić sprawców jednakich zbrodni i ka- 
rać ich według indywiduallll'go charakteru." 
:Mogę tylko potwierdzić powyższe zdanie l). 
'l'ymczas£'m więc musimy zadowolnić się nadzi£'- 
ją, że zdrowy rozsądek sędziów potrafi zastoso- 
wać nasze idee do zbrodni zbiorowych. Tp idee 
w następstwie przenikną kod£'ks. Na teraz, zba- 
danie zjawiska zbrodni zbiorow£'j jest tylko przy- 
gotowanil'm gruntu do reform prawnych. Celem 
zaś i obowiązkiem pisarza -mawiał Filangieri-' 
jest dostarczcnil' użytecznl'go materyóJu tym, w czy- 
ich rękach spoczywają rządy. 


--- 



 


l) Jedno tylko }lOsta wit: zastrzeżenie: pl'OpozJc
-1!. pana 
Uarot'alo napotka kilka trudno
ci. Ponieważ w zbrodniach 
zbiorowJcb okoliczności łagodzące dotycz" ogńłrl, sędzia nie 
zawsze zrozumio powód, dla którego miałby je zastosowal; do 
jednego (przestępcy z }lrz
'padku) nie zaś drugiego (zhrodnia- 
rza z urodzenia). .Teżeli jakiś łotr i uczciwy człowiek na je- 
dnl\ i tl\ samą prowokacJę odpowiedzą jednaką zhrodniq, to 
my, pozJtp"iści potrafimy zastosować do nich odmienną karę 
(ho ohchodzi na.s zbrodniart, nie zaś zbrodnia) lecz sł:Jziowie, 
którzy t
'lko lllll:il\ na względzie zhl'odni
, hołdując logice, uka- 
rzq ich jednakowo. 


* 


I 
ł
>>>
D() I )ATEloC. 


Despotyzm większości i psychologja zbiorowa. 


- 


Czytelnik, (jeśli cierpliwie dotarł do końca 
książki) niezapomniał zapewne o teoryi naśladow- 
czej BugeBtyi, rozwiniętej, śladem Tarde'a w pierw- 
szym rozdziale tt-j pracy. Według muie ta teo- 
rya, zastosowana do prawa konstytucyjnego, mo- 
że uwydatnić zal:';adę przewagi większości, która 
jest dzisiaj podstawą naszego życia politycznego. 
Dlatego to, dodaję kilka krótkich uwag, pra. 
gnąc tylko wskazać temat, który ze wszech miar 
zasługuje na obszerne opracowanie. 


, 
., 



 


, 


Dwie grupy myślicieli dzielnie, choć z ró- 
żnych pobudek, wojują z despotyzmem większo- 
ści. J eduą grupę liczniejszą, a bez wątpienia \ 
czynniejszą-tworzą indywidualiści, druga składa 
się z ludzi, których nazwę arystokratami, zosta- 
wiając sobie na póżnipj objaśnienie tej nazwy. 


),
>>>
J 


149 - 


Indywidualiści pochodzą w prosh.j linii od 
Stuarta Milla i Spencera, a ich celem--najzupd- 
niej slusznym-przeciwstawienie prawom pailstwa 
praw jednostki, które rozszerzają się z dniem 
każclym.-"Zakreślenie granic królewskiej wladzy 
pisze Spt'ncer, takiem bylo zadanie liberalizmu 
w przeszlości, w przyszłości zadanit'lll prawdzi- 
wego liberalizmu będzie ograniczeniC' władzy par- 
lamentów" I). 
Stuart MilI przed Spencerem wypowiedział 
myśl analogiczną, choć d3 innC'go przedmiotu za- 
stosowaną: 
"Gdyby cała ludzkość wyraziła jedną opi- 
nję z wyjątkiem jednego człowieka, który mial- 
by zdani" przeciwne, to cała ludzkość niemiała- 
by prawa narzucania temu człowiekowi swt'go 
zdania i odwrotnie" 
). 
Zatt'm Spencer i Stuart MilI chcą by sza- 
nowano mnil'jszość, na co zapewne zgodzą się 
wszyscy. l\Iożna roztrząsać naturę granic, które- 
mi należy otoczyć większość, lpcz nikt nil' za- 
przeczy, że te granice istnit'ją. 
Dwaj powyżsi uezelli, a wraz z nimi ich 
uczniowil', w niczl'm nieut'hybiają arytmetyczne- 
mu prawu, na którC'm spoczywa nasza polityka; 


') SJlencer: .Jednostka wohec pallstwa, rozd. IV. 
I) Stuart Mili: La lihel'til, l'ozd. l, str. 26.
>>>
150 - 


według nich liczba rozstrzyga o sądach wydanych 
przez państwa lub parlament; chcieliby tylko, 
o ile można, zmniejszyć funkcye państwa, a przez 
to samo jego decyzye-by większą wolność po- 
zostawić jednostce. 
Arystokraci zaś, (których sądem zajmiemy 
się tutaj) utrzymują, że dpspotyzm większości 
jest absurdem. - Dlaczego?- Bo większość, mó- 
wią, musi się składać z istot pospolitych i śm. 
dniointeligentnych; kto jl'j słucha, musi oddać 
berło w ręce mierności. \V l'dług logiki rządzić 
powinni najinteligentniejsi, czyli mniejszość. Jest 
to krzyczącą niedorzecznością, by głosy 100 chło- 
pów lub robotników posiadały wartość głosów 100 
ludzi wykształconych. Widzil'luy więc, Żl' ci lu- 
dzie, za przykładem Carlyle'a czczą bałwochwal- 
czo geniusz, a gardzą szczerze plebsem (dlatego 
nazwałt'm ich arystokratami), drugiemu odejmują 
wszelkie prawa, przypisując pierwszemu przywilej 
"rządzenia ludźmi. 
Stendal mawiał: "W olę starać się o wzglę- 
dy p, Guizot, aniżpli mego stróża", streszczając 
we właściwy sobit' sposób pozorny paradoks, W('- 
cłług którego stawiając pochodzenie władzy w su- 
terenach, inteligencyę oddajemy w służbę liczby_ 
Rozmyślając bezstronnie nad ogólnem gło- 
sowanipm, musimy postawić sobie pytanie: Dla- 
czego, z jakiego pow ocIu gta wiamy na równi głos 
stróża, albo robotnika z głosem n. p. H. Spl'n- 


I 
.. 


l,. 


. 
. 


-
>>>
151 - 


cera? W ten sposób wyłożone pytanie może 
mieć, zdaniem naszem, jedno tylko rozwiązanie; 
przypuszczalny brak logiki w prawie, które wprze- 

 ciwieństwie ze zwykłym trybemrzeczy,-stawi&na 
jednym poziomie dwie nicrówne sobie istoty. 
Lecz przy bliższem rozpatrzeniu, pierwotne 
wrażcnic ulega radykalnej zmianie. 
Istotnie: czy zwycięztwo większości zape- 
wnia przewagę zdaniu ludzi średniPj illteligencyi 
silnych tylko liczbą? Czy też przeciwnic, pew.: 
na wyższa idea zwróciła ogólną' uwagę, innemi 
słowy posiadała wielką siłę atrakcyi, zatem po- 
w sta ła w głowie człowieka niezwykłego ? 
Niewiem sam, czy w tych słowach doM: wyraź- 
nie myśl moją wypowiedziałem, lecz sądzę, że teraz 
dość jasno zrozumieć można moją tendencyę, oraz 
skutki, wynikające z zastosowania psychologiizbio- 
rowl'j do prawa konstytu cyjnego. 


l. 


Rzućmy okiem na historyę. 
W odległej przc8złości, kto był dowódzcą 
plemienia lub klanu? Czy człowiek słaby? 
Później, gdy siła inteligencyi zastąpiła si- 
łę pięści, czy rządził ludźmi, człowiek słabego 
mnysłu? 
Czy ludzie energiczni i silni panowali nad 
tłumami przy pomocy strachu lub fałszu? "Nie, 


. 


-
>>>
152 


- pisze Tarde - to tłumaczenie nie wystarcza. 
Panowali przy pomocy uroku. Przykład ma
lll'- 
tyzerów pozwala nam dopil.ro zrozumieć głębo- 
kie znaczenie tego wyrazu. Magnetyzer nie po- 
trzebuje uciekać Rię do kłamstwa by zyskać wia- 
rę osoby zamagnetyzowanej, nie potrzebuje tero- 
ryzować, by ulegano jego woli. Magnetyzer po- 
siada urok, to wszystko tłumaczy. Czyli, .według 
mnie, w osobie zamagnetyzowanej istnieje utajo- 
na siła wiary i pragnień unieruchomionych w ró- 
żnego rodzaju wspomnieniach, uśpionych lecz ży- 
wych; ta siła dąży do wyzwolenia, jak woda ze 
stawu do upustu i tylko magnetyzer, na mocy 
szczególnych okoliczności, mOŻl' jej dać to wy- 
zwolenie. Pomijając stopień, takim jest każdy 
urok. .. Iluż wielkich ludzi: od Ramsesa do Ale- 
ksandra, od Aleksandra do Mahometa. od Maho- 
meta do Napoleona, urokiem opętali duszę ludzką. 
k Ileż ł razy l wpatry.wanie d się w błY ł szc
ą k cy J 
pun.t s awy ub gem uszu anego cz OWle -a, 
wprawiło cały naród w stan kataleptyczny! l). 
Zapatrując się w ten sposób na historyę, przy- 
puszczając zarazem że można uogólnić słowa Tarde'a 
i zast08
wać je do wszystkich ludzi, wojowników, 
myślic.",li, którzy panowali lub panują nad tłu- 
m['Illi, czy można powiC'dzieć, ż(' większość Rama 


,) Tardo. (łu'estce'lu'unesoeipttJ'?(l{ev. philos.) List,lt:i84. 


ł
>>>
. 


" 


B 



, 


153 


postawiła ich na pied£'stale sławy'ł Tak się to 
mówi wprawdzie, lecz w gruncie rzeczy, ci ludzie 
sami narzucili się większości, która bezwiednie 
dąży za nimi, jak czlowiek zahypnotyzowa
lJ 
idzie za hypnotyzerem. 
Wychodząc z tych przykładów,-pomyślmy 
czy los gl'niuszów uie spotyka również każdego 
człowieka, który celuje w czemkolwiek? Dla- 
czegóżby prawo sugestyi w tych wypadkach tra- , 
cilo władzę,? Ni£'ma żadnej racyi, którą mogli- 
byśmy wyjątek taki usprawiC'dliwić, wiemy bo- 
wiem-z codziennego doświadczenia-że su
estya 
ma niezaprzeczalną władzę nad wszystkil'mi ob- 
jawami czynności ludzkiej. 
Dotąd, pomimo zmiany obyczajów istni£'je 
średniowieczna zasada, na mocy której silniejszy 
i śmielszy budował sępie gniazdo na szczycie 
góry, gromadząc koło siebie chaty maluczkich, 
podle
łych jego władzy. Dotąd czlowi£'k obda- 
rzony większą dozą rozumu, odwagi, zręczności 
umie wzbudzić w innych zaufanil', przewyższa 
ich i pociąga za sobą tłum bezwiedny. 
W dziedzinie religii, wiedzy, polit.yki, w każ- 
dej dziedzinie objawów ludzkil'go umysłu, wi- 
dziemy skupienie ludzi koło jl'dnej, najwyżej kil- 
ku jednostek, tworzących tym sposobem kościół, 
szkołę, partyę, która walczy pod wpływ£'m su- 
gestyi tego dowódzcy, który najll'piej uosabia 
jakieś uczucit., ideę lub intf'res. 


II 
I
>>>
1:-4 


I 


Jeżeli więc o jakiejkolwiek kwestyi mówie- 
my: takie jest zdanie większości, oznaczamy po- 
prostu zjawisko, o którem właściwie wyrazić po- 
winniśmy się: zdflnie l ksa sugostyonuje wirkszość. Co 
znaczy: zdanie pewnej jednostki, dziś mówcy, 
jutro może dziennikarza, posiadało samo w sobie 
taką skuteczność, że narzuciło się większości. 
:Mieć tylko idee poddane, wierząc w ich sa- 
morodność, pisze Tarde, oto złudzenie właściwe 
zahypnotyzowanym l). 
WraGając do pytania, które postawiliśmy 
sobie wyżej, musimy odpowiedzieć arystokratom, 
że błądzą, nazywając despotyzm większości tryum- 
fem pospolitości, że światem nie rządzi większość 
średniej inteligeneyi, lecz przeciwnie, władza na- 
leży do mniejRzości najintl'ligent.nicjszej, która 
ciągnie za sobą ogół i narzuca mu swoją wolę. 
Powierzchownemu obserwatorowi przemożne 
prawo większości wydaje się tryumfem liczby, 
gdy przeciwnie jest to bezwiedny hołd, złożony 
przez pospolitość ludziom wYŻSZl'go umysłu iii). 


') Loc. dt. Ardig-o uznał b
 zasadniczą id/'ę Tarde'a. 
Pt. artykuł: Sen80 conl1n1tr1e e 8uggl'stio1ie. (Critica sociale, 
rok J J'12 10) z komentarzami Filipa TUl'ati. 
2) Stuart MilI pisał: Panowanie lUi!'l11ot może być tyl- 
ko miernem. Żadne pałistwo, w któl'lJIU rządziła, hądż to de- 
mokracya, IJl\dż to liczna arystokraeya nie wzniosła sił; ponad 
średnią miarę, ani w prRkt
'ce, ani w z",
'ł'zajach lub opiniach
>>>
155 


Tutaj przewiduję zupełnie naturalny za- 
rzut. 
Większość, mówi czytelnik, nieschyla na- 
tychmiast czoła przed ludźmi genialnymi, bądź 
to w sztuce lub nauce. Geniusze zwykle pozo- 
stają osamotnieni, bo walczyć muszą z mizonc- 
izmem ogółu. 
To prawda. 
Lecz cóż to znaczy? 
Czyiby w świecie zwyciężały idee mierne, 
dlatego, że większość, rządząca pozornie, składa 
się z miernot? Historya całego świata dowodzi 
nam, że tylko użyteczne idee przeżywają swoich 
twórców, czyli że większość przejęła się niemi, 
uwieczniła je. A czyż niemożua przypuścić, że 
idee, które dzisiaj stanowią wyłączną własność 
kilku myślicieli jutro znajdą zastęp zwolenników, 
a później przenikną wszystkie umysły? Czyż 


) 


dopóki lud nie dał się powodować radom lub wpływom jedne- 
go albo kilku zddnyeh ludzi, ktÓ1'ZY przerastali ogół. ..Gdy- 
hJ
m
' chcieli pow
'ższe zdanio bra(
 dosłownie, musielibyśmy 
powiedzieć, że to co S. Mili nazJwa w)"jątkiem jest ogólną 
regułą bo ludem rządzą zawsze ludzie w
'ższych zdolności 
i więcej od ogółu wykształceni. .feżeli jednak weżmiem
' pod 
uwagę ducha, któl'Y to zdanie oż)"wia, przyznamy słuszność 
l\IiIlowi, ho musimy z konieczności przyznać, że gdJ narodcm 
rządzi geniusz, życie tego narodu płynąć musi szerszeD1 kory. 
telll niż wtedy, gdyby nimi rządził człowiek zWJkłych zdol- 
ności.
>>>
156 - 


nie wiemy sami, że jeśli pewna myśl, w jednej 
głowie powstała, ginie bez echa, to znaczy, że 
nie miała w sobie warunków życiowych? 
Nie zakrywajmy ogólnego prawa, tlrobną 
Rtosunkowo, kwestyą czasu. Istnieje sugestya 
natychmiastowa, właściwa głównie uczuciom - 
i sugestya powolna, właściwa głównie ideom. 
W obu wypadkach, zjawisko pozostaje niezmil'n- 
nem, chociaż wolnil'j rozwija się w drugielli. 
- N alt-ży na świat spojrzeć z wyższego punk- 
tu widzenia. 

postrzeżemy wtedy, że opinja tłumu na- 
tychmiastowa, lub t£'ż powolnie utworzona, wy- 
pływa zawsze z opinii jednego lub kilku ludzi. 
Spostrzeżemy, że sugestya działa z błyskawicz- 
ną szybkością lub też miarowo, powolnie i Żl' 
wola większości nie jest sumą woli jednostek 
(co dałoby nam mierny rezultat) lecz jest odbi- 
ciem i niejako bezwiennym refleksem woli jedne- 
go człowieka. 
Kto zarzucałby większości powolność z ja- 
ką działa na nią sugestya, ten według mnie, ni£' 
zrozumiałby dobroczynnego wplywu tego prawa, 
które dało większości raczej niż mniejszości, mo- 
żność narzucenia swojej opinii. 
Gdyby przeważyło zdanie arystokratów, gdy- 
by ster państwa przeszedł w ręce kilku ludzi 
niepospolitych, wtedy z pewnością przeprowa- 
dzonoby wide pożytecznych reform bez pozwo- 


-
>>>
137 - 


lenia większości, lecz zysk na czasie przyniósłby 
tylko wielką stratę. Mniejszość narzuciłaby re- 
formy przedwczesne, a łatwo zrozumieć jaką szko- 
odę przynieść może taki pospiech. Jeśli natomiast 
pozwolimy idei płynąć normalnie i sugestyono- 
wać większość, możemy być pewni, że jej zasto- 
sowanie odbędzie się w chwili właściwej. 
Despotyzm większości, rozpatrywany w świe- 
tle psychologii zbiorowej, nie jest zatem pano- ' 
waniem miernot. Nieusprawiedliwia go też za- 
sada, że liczba jest wszystkiem. 
Ponieważ opinja większości jest w gruncie 
opinją, zwolna rozpowszechnioną, ludzi niepospo- 
litych, zatem despotyzm większości określić mo- 
żna jako: despotyzm idei genialnych, gdy nadejdzie 
właściwa chwila ich zastosowania. 


\ 
. 


K U N l E C. 


-
>>>
-
>>>
, 


\ 
I 


SPIS RZECZY. 


-
 


Str. 


WSTĘP: Socyologja i psychologja zhiol'owa. 
I. Prawo biologiczne Herberta Sponcera, zastosowano 
do socyologii. Analog-ja tego prawa z ideami A. 
Comto'a i F;"hoponhauera. . . . . . . . .. S 
H. Wyjątki od prawa H. Sponcel'a. Sądy przysięgł
-ch. 
Komisye al't.,rstyczne, naukowe, przomysłowe. trwa- 
gi A. Gab£'Ili'ego i l\Iaxa NOl'daua. Zehrania po- 
lityczne, ideo Honryka Ferri. Psychologia zhioro- 
wa, Skupienia ludzkio nieol'ganiczno i jednolite. 
'fłulII. . . . . . . . . . . . . .. 1 L 
111. Rtreszczenio i wnioski. . . . . . . . . . . 21 
RO:r.U:r. lA L I. Psychofizyologja tłumu: }JrobloDlRt od- 
powiedzialności karnej w zbrodni zbiorowej . . . 24 
l. Klasyczna szkoła prawa karnogo nio l'ozwiązała te- 
go prohlematu. 'l'eorra H. A. Pugliose'a. Kr
- 
tyka. Cel toj pracy . . . . . .. 25 
11. Co to jest tłum? Naśladownictwo: ideo BOl'dier'a, 
'l'arde'a, NOl'dau'a, Bagehotra. Zaraza mm'allllliidoe 
Abral'd'a Jol{ego, Iespino'a, 1\Ioreau de 'l'ours. 
Sugesfya: toorye Tal'de'a i Sergi'ego. Sugestya 
w Btanie normalnym. Rugestya w ohłędzie, samo- 
bójstwie, zbrodni. Sugostya w tłumie. Ideo Espinas'a. 211 
liI. Teorya sugest.yi niotłulUaczy dostatecznie zhro- 
dni tłumu. Czynnik antropologiczny: intuic
'e Bar- 
basto'" i Lauvergnc'a. W tłumie łatwiej rozwija się 


-
>>>
Its.- 


4 


Biblioteka Główna UMK 
1111111111111111111111111111111111111111111111111111111 
300046108073 


Sb'. 
mikrob złego niż mikrob dobrego. PrzJczJny te- 
go zjawiska. P
Jcho-fizJologja wzrUSZOli. PORZU- 
kiwanie Lange'go, Strickor'a, 13ltina, Maudsloy'a, Ri- 
ł,ot'a, Darwina, ;\Ianteg'azzy. \Vpływ liczhy na na- 
t
żenie wrażoń. Dowod
' podane przez Forora i gs- 
pinas'a. Fonnentacya PS3'cbologiczna . . . . . 51) 
ROr.Dr.IAł, 11. 'l'łulIJJ zhrodniczo. 
J. .Ieszcze wpłJw li!'zhy. l\Ioralne upojenie despoty. 
11wagi Jakohi'ogo i H. Taine'a. Rozmaitość tłu- 
mów. Czynnik antropologi!'zny w tłumie. . . . 711 
11. Tłumy podczas rewolucyi francuzkiej. r.wyrod- 
nieni!', włóczł:gi, zbrodniarze, IIzalellCY. Epizod
- 
z rewo!tU'yi, w
'jęte z dzieł Carlier'a, Gisquet'a, 
1\Iatbieu Dumas, Bailly'ego, Taine'a, 1\1. du Camp. BiJ 
III. Uczciwe tłumy. Rozruchy w Paryżu w 1750. Bez- 
robocie w Decazeville. Rozruchy w 18H9 w fizJ- 
lilie. Okrutno zajęcia. . . . . . . . . . . 97 
ROr.D:r.IAL III. Wnioski prawne, 
1. Hłynne zdanie Napoleona J. Dawniejsza i ohecna 
odpowiedzialność zhiorowa . . . . . . . . . 109 
U. Temibilif/l zbrodniarza. Wpływ sugestyi bJpnoty- 
c:mej na cbarakter indJwidualny. Szkoła w Nancy 
i szkoła pal'yzka. Sngestya hypnotyczna nie zabija 
osohowości . . . . . . . . . . . . . . 118 
III. Sugestya na jawie. ()dpowiodziahlo
ć ciąż
' zawsze 
na jednostce. Słahi i nourastonicJ. Stopniowanie 
odpowiedzialności. r.brodnie niespodziewane. Prawo 
lJnchu. Antropologiczny t
 p zhrodniarza. Garofa- 
lo, Wnioski . . . . . . . .- . . . . . . 180 
DODA TEK. Dospot
'zm większo
ci i psychologja zhio- 
rowa. Przociwnicy: lndywiduali
ci, Arystokraci. 
Sugostya w biitoryi i w polit
'ce. Wyniki zastoso- 
wania tego zjawiska do prawa konstytucyjnego. . 148 


\."'tHł( 
Ą 

1II5'TkC:K.A 
· 'Clautll\l
>>>