Kwiaty Bożego ogrodu : zbiór legend z życia świętych

-" 


KWIATY BOZEGO OGRODU
>>>
, 


. 


. 


"... 


. 


. 
" 



 


. 


., \ . 


"\ 


. 



 


t 


" 


., 


"'., 


,.. 
, 


" 


..... 


OOPUSCCIE DZIA TECZKOM PRZYCHODZIC DO MNIE 


(Kwiaty btlzego ogrodu.)
>>>
KS. FRANCISZEK HATTLER T. J. 


. 
KWIATY BOZEGO OGRODU 


ZBIOR LEGEND Z ZYCIA SWIETYCH 


PRZEKLAD ANT. DOMAfiSKIEJ 


. 


TYSIJ\C 7-11 


Z 8 ILUSTRACJAMI 


. 


NAKLAD KSIF;GARNI SW. WOJCIECHA 
POZNAN - WARSZAWA - WILNO - LUBLIN 


Nr.12 


e..
 
 
 i i:-, (
. F,{J ,---t :'".7 t.. 
T ':'i 
 
 1\ 
k:V \V-. 
 
.U..I ..:; 
 
 
liA..l \j 
 ;.u...."..
 


:. -:3;..
>>>
Il 'bCj .1
 


REIMPRIMA TUR. 


Pozna6 dnia 3 stycznia 1929. 


Bp. Radon.ki 
Wibrjusz GeDeralD). 


(L. S.) 
L. D. 66,29. 


Ka. SI./an Darzyfaakl 
KaDel. KDrji Arc}'bisk. 


TlOCZONO W DRUKARNI SW. \VOJCIECHA W POZNANIU 
NA PAPIERZE Z WI.ASNEJ FABRYKI PAPIERU ..MALTA". 
ILUSTRACJE WYKONANO TECHNlK.\ ROTOGRAWUROW.\ 
\V ZAKLADACH WLASNYCH. 


A 


, 


, 1 -JI(
>>>
NIECII B
DZIE POCUW ALONY 
JEZUS CURYSTUS! 


Przed wielu, 'wielu laty \v picknym slonecz- 
nym kraju, w lfiszpanji, zylo mlodziutkie rodzen- 
stwo, kt6re siC bardzo koehalo. Braciszek mial 
na imic Rodryg, siostrzyczka Teresa. 
Wybierali sobie zaciszne i cieniste k
ciki 
w rodzicielskim ogrodzie, a usiadlszy na darnio- 
wej la\vee, ezytywali razem S w i C t 
 1 e g e n- 
d c, jak w owyeh ezasaeh nazywano pospolicie 
ksiCgi z zywotami swietyeh Panskieh. Z tej le- 
gendy d9wiady\vali sie, jak to w pierwszych 
wiekaeh ehrzescijanstwa nietylko starey i doro- 
sli ludzie, ale nawet dzieci mlodziutkie, male 
dziewezynki i mali ehlopey woleli oddac glowy 
pod miecz katowski, anizeli Boga najmniejszym 
grzeehem obnizic. Przez tc smierc mcczensk
 
zdobywali szezcsliwosc wiekuist
 u st6p tronu 
Bozeg'o w niebie. 
Czytaj
e te wzniosle przyklady, Rodryg 
i Teresa palaU gor
eem pragnieniem osi
gniccia 
takiej samej nagrody, chocby j
 przyszlo r6w- 
l
iez \vlasn
m zyciem okupic. Marzyli 0 smierci 
meczenskiej. . Ale ryehlo musieli wyrzec sie tej 
mysli, g
yZ w kraju katolickim, jakim od wie- 


.
>>>
6 


k6w byla ich ojczyzna, nie moglo bye mowy 
o przesladowaniu chrzescijan. Tedy naradzali 
sic, czyby nie zbudowac sobie lepianki w glcbi 
lasu i tam wiese zycie pustelnicze. I te zamysly 
nie daly sie wykonac. Wiec postanowili nasla- 
dowac swictych w poboznosci i dobrych uczyn- 
kach. Uszczuplali sobie przyjemnosci, rozdawali 
ubogim jalmuzny, 0 He ich na to stac bylo, i od- 
pra\viali wspolnie modlitwy, z "ktorych najmilsZ'\ 
byl im r6zaniec. 
Rozczytuj
c sie w zywotach mcczenniko\v 
i wyznawcow, nie mogli ogarn
c swym mlo- 
dziutkim umyslem tej wielkiej, tajemniczej praw- 
dy, ze jak nagroda za dobre zycie trwac bcdzie 
wiecznie, tak i kara za grzechy musi bye nie- 
skofIczona - wieczna. Ta mysl, ten wyraz bu- 
dzily w nich podziw i przerazenie. "Zawsze, za- 
wsze, bez kofIca, na wieki!" powtarzali wzajem, 
a bojazn boza zamieszkala w ich serduszkach 
i strzegla od grzechu. 
Ta swicta tr\voga przyczynila sie" w dalszem 
:iyciu do ich udoskonalenia: dziewczynka dor6sl- 
szy zajasniala w swiecie chrzescijanskim jak 
gwiazda. To jest swieta Teresa, reformatorka 
zakonu karmelitanek. 


* * 


* 


Widzi
tyscie zapewne, \ .drogie 
pszcz6lki mi6d zbieraj
; malefIka 
przechodzi z kwiatka na kwiatek, 


dzieci,' jak 

 . 
pracownlca 
zanurza sie
>>>
7 


w glebi kielicha, wysysa wonn
 slodycz, gro- 
madzi :i61ty pylek na swych lapkach i tak obla- 
dowana odnosi zdobycz do ula; powraca znowu, 
dalej pracuje bez odpocznienia od switu do za- 
chodu slonca. Za przykladem pszcz6lki starajcie 
sie zbierac bogactwa duchowe; wielk
 warn po- 
moc
 do tego bedzie czytanie :iywot6w Swic;- 
tych. 1m glcbiej wnikniecie w te wspaniale 
kwiaty cnot wszelakich, tern i wasze serca obfi- 
ciej zakwitn
 ku chwale bo:iej, a waszemu udo- 
skonaleniu. 
W tyro wlasnie zamiarze napisalem niniej- 
sz
 ksi
zeczke. S
 to opowiadania prawdziwe 
z zycia dobrych, poboznych, blogoslawionych 
dziatek. Kto z was chce uzyskac prawdziw
 
korzysc z tych powiastek, niech poslucha mojej 
rady. 
Pop i e r w s z e: Nie czytaj duzo naraz. 
Pisalem wprawdzie z mysl
 sprawienia ci przy- 
jemnosci, ale daleko, daleko wiccej chodzilo mi 
o to, by cie zrobic lepszym. A stac sie lepszym 
to rzecz nie tak prosta i latwa, jak przeczytac 
kilka zajmuj
cych historyjek; prawda? 
Pod rug i e: Gdy znajdziesz W kt6rem 
z tych. opowiadan jakis piekny przyklad, zasta- 
1l6w sie nad nim; pomysl chwile; zapytaj siebie, 
czy w podobnym wypadku post
pilbys tak sarno. 
jak to swiete dziecko, 0 kt6rym czytales. 
Pot r z e c i e: Chciej szczerze i mocno isc 
w jego slady.
>>>
8 


'; ,P 0 c z war t e: Wszyscy je
tesmy slabi 
j ulomni... Moze masz .gor
c
 wolc i najlepsze 

hccit ale czy ta wola wytrwala? -Do jutra osty- 
gnie,. zapo
nisz ,0 dobrych postanowieniach. C6
 
trzeba robie, aby pragnienie cnoty umocnic 
w 
uszy? Oto uklcknij po przeczytaniu swictej 
powiast
i i pom6dl sic serdecznie; moWi do Pa- 
na J ezusa poprostu, wlasnemi slo\vami, smialo 
jak 40 ojca, pros Go, zeby cic wspieral, zeby ci 
dop.magal, bo chcesz koniecznie stac sic po- 
czciwem, bogobojnem \ dzieckiem. 
. I teraz, gdys te slowa przeczytal, uklcknij 
s

ie i .pros gor
co najslodszego Zbawiciela, by 
zeslal swe blogosla wienstwo na ciebie i tych, 
kt6rych kochasz. Pros Go, aby wszystkie 
a wszystkie dzieci, co bcd
 czytaly tc ksi
zecz- 
ke, sta\valy sie coraz lepsze. Tak
 modlit\v
 
sprawisz wielk
 pociechc Sercu Jezusowemu. 
Powtarzaj j
 codzieii, a spelnisz prawdziwie do- 

ry . uczynek i przypodobasz sic Bogu. 


Boski przyjaeiel dziatek i Jego Seree. 
Razu pewnego wieczorem P. Jezus szedl 
z uczniami na, nocleg'. Zmeczony byl i spracO- 
wany niezmiernie, caly dzh
f1 bowiem nauczal 
rzes,ze, uzdrawial chorych i kaleki, pocieszal do- 
brotlhvem slowem strapionych. Wicc znuzony 
byl bardzo. Przechodz
c wedle gaju, usiadl pod 
drzewem 'i chdal wypocz
c. 


.
>>>
9 


Az tu w oddaleniu ukazala siC gromadka nie- 
wiast i zblizyla sie szybko wprost ku Zbawi- 
cielowi. J edne niosly na rckach niemowl
tka
 
inne pro\vadzily za r
czki starsze dzieci. 
- Czego tu chcecie? - spy tal surowo je- 
den z uczniow - nie naprzykrzajcie sic Mis
rzo- 
wi. 
Kobiety odpowiedzialy: 
- Pros Nauczyciela, by poblogoslawil na- 
sze dziatki. 

 Odejdicie precz; - rzekl inny uczen- 
zali nie widzicie, ze strudzon srodze? 
- Niech ino spojrzy na nie, a da im szcze'" 
scie! - Niech ino rckc polozy na ich glowkach, 
a da im zdrowie! - blagaly matki. 
Ale uczniowie zast,\pili drogc z gniewem 
i odpcdzali niewiasty. 
Pan Jezus slysz,\c te mowy, rozrzewnil sie 
w sercu swem nad niezlomn
 wiar
 owych ma- 
tek i rzekl do uczni6w: 
-Dopusccie dzia teczkom przyjsc 
d 0 m n i e, ani e z a k a z u j c i e i m, a I b 0- 
\v i e m t a k 0 W y c h j est k r 0 I est won i e- 
b i e ski e. Zap raw d e pow i a dam warn, 
k t 0 b y'k 0 I w i e k n i e p r z y j 
 I k r 6 I e- 
s t w a b 0 z ego j a k 0 d z i e c i 
 tko, n i e 
· w n i j d z i e don i ego. 
I przytulaj
c do siebie dzieci
tka, blogosta- 
. wit je.
>>>
10 


To serce milosci peIne kochalo wszystkie 
dzieci i kocha je zawsze. Niejeden przyklad 
w tej ksi
zeczce opowie ci, jak najmilszy Zba- 
wiciel czynil dzieci poboznemi, cierpliwemi, po- 
t 
slusznemi, pilnemi; jak im dawal wytr\val05c 
w dobrem, \vesolosc w znoszeniu przykrosci, sil- 
n
 wole do spelniania J ego przykazan. Rozu- 
miesz, kochany czytelniku, ze i ciebie otacza Pan 
Jezus Sw
 opiek
, blogoslawi twoje mlode zy- 
cie. A g'dy sic przekona, ze szczerze pragniesz 
bye prawdziwie chrzescijanskiem dzieckiem, 
wtedy obsypie cic hojniej jeszcze Swemi laska- 
mi; bo ani ojciec, ani matka nie kochaj
 nas tak 
bez granic, jak Chrystus Pan, Odkupiciel nasz. 
A wiesz, co trzeba robie, aby sic stac god- 
nym tej milosci? Zaraz ci to wytlumaczc. 
Patrz, oto obrazek przedstawiaj
cy Pana 
naszego Jezusa Chrystusa. Na piersiach Jego 
wyobrazone jest Serce Przenajswietsze. Powiem 
ci, co masz 
ozwazac w duchu, patrz
c na ten 
()brazek. 
1. Uprzytomnij sobie, kto jest, na kogo pa- 
trzysz. To jest Bog! Jego serce jest sercem 
Boga. A r6wnoczesnie staraj sie zrozumiec, ze 
ten sam P. Jezus jest najszlachetniejszym, naj- 
lepszym, najswictszym czlowiekiem; Serce zas 
Jego to skarbnica wszelkich doskonalosci. Jak- 
ze mamy czcic, wielbic i nasladowac to Boskie 
Serce! 


I(
>>>
11 


Gdy iestes w kosciele na mszy sw., patrzysz 
na przenajswietsz
 Hostie w czasie podniesienia, 
pomysl sobie wtedy, ze tw6j Zbawiciel zst
pil 
z nieba na ziemie, i utajony pod postaci
 chleba, 
z milosci
 zbliza sie do nas. Powitaj G'o najpo- 
korniej, m6wi
c te slowa: 
Czesc, chwala, milosc i dzieki w kazdei 
chwili Tobie, 0 Scree Jezusa, utajone pod posta- 
ci
 chleba na oltarzach naszych teraz i az do 
konca'swiata, amen. 
(Sto dni odpust-u raz na dzienJ 
2. Jak widzisz na tym obrazku, Serce Pana 
J ezusa otoczone jest ognistemi promieniami. Coz 
to oznacza"? To jest ogien wielkiei milosci, ktor
 
Zbawiciel pala ku \vszystkim ludziom. Tej mi- 
tosci zawdzieczasz wszystkie dobre uczucia, 
wszystko, co masz i czem jestes. Trzeba nad 
tern chwilke pomyslec. Jak bardzo nas Pan Je- 
zus kocha, jezeli z tej milosci stal sie czlowie- '.. 
kiem, dziecink
 malenk
, zyl w ubostwie i dlu- 
gie lata pracowal na chleb w pocie czola. Dla- 
tego ze nas kocha, zgodzil sie poniesc najokrop- 
niejsze meczarnie i smierc sromotn
 na krzyzu. 
To wszystko sprawilo Jego najswietsze Serce. 
Ono cie kocha tak niewypowiedzianie... ono 
pragnie uczynic cie prawdziwie- bozem dzie
 
kiem, abys kiedys, dozy\vszy kresu cnotliwego 
zycia, przebywal z Nim w niebie i cieszyl sie 
szczesciem wiecznem. Ach, niestety... jak to 


, 
: '. .{ 
.": 
. ".,
>>>
]
 


tr
dno bye dobrym! Przy najlepszej checi 
zdarzy sie zgrzeszyc. Serce Pana Jezusa daje 
ci i na to lekarstwo: \vyspowiadaj sie z zalem 
i szczerem postanowieniem poprawy, a w tejze 
chwili B6g ci wszystko przebaczy. 
Rozumiesz teraz, jak bardzo cie Pan J ezus 
kocha? 
Niedosyc Mu na tern, chce dla ciebie uczy- 
nic stokroc wiecej; chce wejsc do twego serca 
w Komunji swietej. Nie mozesz 00 wprawdzie 
widziec oczyma ciala, ale wiesz na pewno, ze 
jest z tob
i umacnia dobre pragnienia w twojej 
duszy, prowadzi cie jakby za reke i powstrzy- 
Jnuje od grzechu. 
Znalem dzieci bardzo niepoczciwe, sklonne 
do najgorszych rzeczy. Jedne klamaly po dzie- 
siec razy na dzien, drugie byly uparte, inne zuch- 
wale, zapamietale w zlosci, leniwe, nieposluszne, 
samolubne. Rodzice i nauczyciele nie umieli so- 
bie z niemi poradzic. Na szczescie nadszedl czas 
 
przyg'otowania sie do spowiedzi; niekt6re z tych 
dzieci sam pouczalem i przygotowywalem do 
sakramentu pokuty. Czego nie zdolali naprawic 
ludzie, naprawil ukochany Zbawca. Wiele z tych 
1TIoich znajomych dzieci zmienilo sie na lepsze 
po spowiedzi, a bardziej i trwalej po Komunji 
sw. Ze zlosnik6w stali sie lagodnymi, z klam- 
cow prawdom6wnymi, z upartych poslusznymi. 
W szechmocne, dobrotliwe Serce J ezusa dopomo- 
glo im.
>>>
13 


Gdy rozwazysz chwile te wielk
 laskawosc 
i dobroe Boga, ukleknij i podziekuj Mu jak naj- 
gorecej. Nie trzeba nato wspanialych slow ani 
dlugich modlitw, bynajmniej. B6g nie zwaza na 
slowa, lecz patrzy na serce. Jezeli dziekujesz 
za co rodzicom, to przecie nie dobierasz wyra- 
z6w, prawda? Calujesz mame lub ojca w reke 
i powiadasz poprostu: "Dziekuje mamusi' 
, "dzie- 
kuje tatusiowi". Tak sarno i w modlitwie moZesz 
zrobic: ucaluj krzyzyk albo obrazek i powiedz 
z gor
c
 wdziecznosci
, co ci serce podyktuje. 
A czy ty kochasz Pana J ezusa ? Wierze 
lnoeno, ze radbys Go kochac, prawda? Ale ja- 
kos nie umiesz. 0 moje drogie dziecko... jezeli 
tyll{o naprawde tego bardzo pragniesz, to zna- 
czy, ze j u z Go kochasz. Ale to jeszcze male, 
slabiutkie kochanie. Nikt nie zdola kochac Boga 
z calej duszy, ze wszystkich sit, bez pomocy 
z nieba. Mitosc boza jest darem Ducha Swie- 
tego. On sam jedynie \vlewa j
 w serca nasze. 
Ale 00 trzeba 0 to proSlic, modlic sie 0 te wielk
 
laske. Ilekroc spojrzysz na obrazek taki, jak 
w tej ksi
zce, zaraz sobie westchnij: ,,0 slodkie 
Serce J ezusa mojego, spraw to, abym cie ko- 
char coraz wif;ceN. 
....\ Ale. nie zapomnij 0 tych slowach Zbawi- 
ciela: "Kto pelni moje przykazania, ten jest, kt6- 
ry mnie miluje". Znasz przykazania boskie i ko- 
scielne, postepuj w zyciu W'edlug nich, a okazesz 
Bogu, ze Go kochasz. W chodzisz op. do ko-
>>>
14 


sciola, zm6w zaraz tak
 modlitewke: ,,0 Panie 
J ezu... przyrzekam Ci zachowac sie poboznie; 
nie bede sie rozgl
dal ani rozmawial ze znajo- 
mymi, tylko uwaznie odm6wie modlitwy przy 
mszy sw., bo chce sif: przypodobac Twemu naj- 
swietszemu Sercu". To znowu masz sie uczyc, 
a tak ci sie jakos nie chce... Pomysl sobie tak: 
,,0 Panie Jezu, patrzysz na mnie, widzisz, jak 
mi trudno, dopom6z mi, abym sie pilnie uczyl, 
chetnie pracowal!" Po tej kr6tkiej modlitwie 
zabierz sie szczerze do roboty, a sprawisz wiel- 
k
 radosc boskiemu Sercu. Spotkasz czasem na 
ulicy ubogiego, masz w kieszeni grosiki na owo- 
ce albo ciasteczka; odm6w sobie malej przyjem- 
nosci, a daj biednemu jalmuzne. Nasladuj wedle 
Inoznosci najmilosierniejsze Serce J ezusowe. 
A moze sie czasem trafi, ze ci ktos dokucza, na 
zlosc robi, wysmiewa sie z ciebie: zdarzaj
 sie 
niepoczciwi koledzy, prawda? Wtedy nie plat 
zlem za zle, nie mscij sie, ale powiedz w duchu: 
,,0 najdrozszy Zbawiciel1.W Tys dla mnie cierpial 
straszne meki i zelzywosci; przyjmij w podarun- 
ku te przykrosc, kt6r
 zniose w milczeniu dla 
Twojej milosci. Przebaczam temu dziecku, 
a prosze Cie, Panie Jezu, daj, aby sie poprawilo". 
Moze i to sie zdarzyc, ze cie ktos bedzie 
namawial do klamstwa, do nieposluszefistwa 
albo do ciezszych jeszcze grzech6w. 0 wtedy 
m6dl sie gorC\co, bron sie przeciw pokusie. 
,,0 J ezu... niechze mnie Twoje Serce strzeze od 


\ 


I 
I j 
/'1
>>>
15 


zlego! Opiekuj sie mn
, abym Cie nigdy nie 
obrazal". Przezegnaj sie i uciekaj od nikczemni- 
ka, co z djablem w zmowie chce zabic twoj
 
dusze. 
Tak, moje kochane dziecko, masz myslec
 
m6wic, postepowac, a okazesz, ze kochasz naj- 
swietsze, najczystsze, najcierpliwsze, najdosko- 
nalsze Serce Zbawiciela. 
3. Sp6jrzmy na obrazek, co tam wiecej 
widzimy? Wieniec cierniowy okala Serce Jezu- 
sowe. Co to ma za znaczenie? J ezeli nam ludzie 
dokuczaj
, drwi
 z nas, szyd
, oszczerstwami 
obrzucaj&, jak bardzo nas to boli! Taki bol, tylko 
nieskonczenie srozszy przeszywa serce naszego 
Pana, gdy Go ludzie grzechami obrazaj
. I tobie 
sie zdarza nieraz - moze czesto - zasmucic 
Pana Jezusa. Ach, pomysl tylko... z twojej winy 
cierniowe kolce rani
 Najswietsze Serce! Bied- 
nys ty... Lepiej ci bylo zachorowac i umrzec, za- 
nim grzech popelniles. Ale Zbawiciel jest milo- 
sierdziern i litosci
. Bitgnij do Niego, padnij na 
kolana przed krzyzykiem albo obrazkiem i z po- 
kor
 zawolaj: ,,0 Jezu, bylem bardzo zly, obra- 
zilem Ciebie, najlepszego Ojca mojego! Ale mi 
tak zal... brzydze sie tern, com zrobil... nie chce 
tego popelnic nigdy a nigdy! Przebacz mi, Panie 
J ezu, i dopom6z, abym sie m6g1 wyspowiadac 
jak najpredzej". Wstaniesz od rnodlitwy lekki 
i spokojny, Pan J ezus ci przebaczyl. 


t.." 


,,- 
.
;--. 


" 


\. 


...
>>>
16 


. . 4. Na tym obrazku ponad sercem znajduje 
sie krzyz. Powiem ci, co ten krzyz znaczy; naj- 
lepiej ci to objaSnie przykladem: 
Nikt z nas nie wie, kiedy umrze ani z jakiej 

horoby. . Nie wiemy, czy bedzie dluga, ciezka, 
czy nagla jak grom. Ale gdybys juz dzis wie- 
dzial na pewno, ze za kilka lat napadn
 cie ja- 
cys okr1,1tni ludzie, skrepuj
 twardemi" powroza- 
Jni, wrzuc
 do ciemnego wiezienia, a wywl6klszy 
zen potem, bc:d
 bic z tak
 wscieklosci
, ze cale 
twoje cialo krwi
 sie zaleje... gdybys wiedzial, 
ze przybij
 grubemi gwozdziami twoje rece i nogi 
do krzyza i pozostawi
 cie na tern drzewie m
- 
czarni p6ty, az skonasz w b61u i sromocie, po- 
wtarzam, gdybys dzisiai juz wiedzial, ze tak
 
smierci
 zginiesz, czy m6glbys choc jedn
 go- 
dzine bye wesoly? Czybys sie m6g1 usmiech- 
n
c? Nie! Sarna m.ysl 0 tern, co ciC; czeka, byla- 
by juz najstraszniejsz
 tortur
. A teraz przed- 
staw sobie w duchu bolesc Chrystusa Pana, kt6- 
ry od pierwszego dnia z cia Swego na ziemi wie- 
dzial 0 przyszlej mece i smierci krzyzowej. Jako 
czlowiek mia' on nature ludzk
; niemowl
tko 
nieswiadome lezalo w zl6bku. Ale jako B6g znal 
przyszlosc. Dlatego 
bawiciel nasz nie mial 
w tern ziemskiem zyciu ani chwili wesolosci, oczy 
J ego widzialy zawsze korone cierniow
 i krzyz. 
Takie jest znaczenie krzyzyka na Przenajswiet- 
szem Sercu. A czyz tylko meke i smierc poni6s1 
dla naszego odkupienia? Od pierwszej godziny 


.'"
>>>
17 


do ostatniej, zycie Jego bylo cierpieniem. Urodzit 
sic w ncdznej szopie w zimn
 noc grudniow
; 
lezal w zlobie, na sianie, owiniety w ubog1.e pie- 
luchy... biedne dzieci
tko! A m6g1 spoczywac 
\v zlocistej kolysce, marmurowy palac m6g1 bye 
J ego mieszkaniem, liczni dworzanie mogli Mu 
uslugiwac; wszak wedle naszego rozwnienia 
najwyzsze przepychy powinny byly otaczac 
Boga wcielonego. Nie chcial bogactw. Z mila- 
sci dla nas znosil ub6stwo, upokorzenia, a zaw- 
sze z najslodsz
 lagodnosci
. Powiada 0 sobie: 
"Jam jest cichy i pokornego serca". 
Staraj sie nasladowac Pana Jezusa. 
Moze twoi rodzice s
 ubodzy? Moze jestes 
sierot
? Nieraz moze glodny jestes, a w domu 
bieda; nieraz ci zimno, ubranie masz podarte... 
A chocbys zyl w dostatkach, to znowu masz inne 
przykrosci: nauka idzie ci ciezko, nie mozesz lek- 
cyj zapami:tac, profesor sie gniewa, koledzy 
drwi
 z ciebie... Czesto chorujesz, to glowa cie 
bali, to zeby... W kazdym smutku, w kazdej nie- 
doli szukaj pociechy u dobrotliwego Ojca. Idi 
do kosciola albo ukleknij przed obrazkiem i roz- 
myslaj, ile Pan Jezus cierpial dla nas. Potem 
z prostotc\ i ufnosci
 opowiedz Mu 0 wszystkiem 
co ci dolega, i zakoncz temi slowy: . ,,0 drogi 
Zbawicielu! Bede cierpliwym i pokornym, znio- 
se te zmartwienia w milczeniu, racz mi dopo- 
m6c, abym nie wyrzekal i nie skarzyl sie". 

I.;' zaj czesto modlitewke odpustowC\ : "J e- 

 ..
. 
-& fi,

ji.l


.t
 !ego ogr-odu. 
.. G
6w no 
. . 


9 
...
>>>
18 


zu cichy i pokornego serca, uczyn serce moje 
podobnem do Twego". 
. . 5. Widzisz jeszcze na obrazku glebok
 rane 
w Sercu Pana Jezusa. Te rane otrzymal naj- 
drozszy Zbawiciel, gdy skonal na krzyzu, a zol- 
nierz przyst
pil i przebil bok Jego wI6czni
. 
Z rozdartego serca splyncla krew i woda. Za 
grzechy nasze oddal Syn Bozy wlasn
 krew do 
ostatniej kropli! 
. Gdy wiec tak bardzo ukochalo nas J ego Ser- 
ce, mozemy prosic z ufnosci
 0 wszystko, czego 
nam trzeba w zyciu; jezeli to nam przyniesie po- 
zytek albo nie wyr
dzi krzywdy naszej duszy, 
Pan Jezus wyslucha nas niezawodnie. Pamietaj, 
pros Go codzien, pros Go 0 wszystko. A najbar- 
.... 
dziej 0 _, to, zeby cie uczynil poczciwem dziec- 
, 
kiem, milem Bogu. Nie szukaj takiej modlitwy 
w ksi
zce do nabozenstwa, juzem ci radzil, jak 
sie masz modlic. Jezeli np. jestes glodny, to 
idziesz do mamy i m6wisz: "Mamusiu, jesc mi 
sie chce". Czasem nie doslyszy albo nie zau- 
wazy, albo czem innem zaieta, nie ma ochoty 
zajmowac sie tobC\. Czy odchodziesz z niczem? 
o nie; powtarzasz swoje trzy i cztery razy, az 
dostaniesz. Tak sarno trzeba robic z modlitwC\: 
prosic, prosic, prosic z ufnosci
, pokornie a wy- 
trwale. ,,0 slodkie Serce J ezusa, daj mi dobr
 
pamiec przy nauce!" albo "uczyn, abym sie nie 
zloscil" albo "daj mi zdrowie!" Powtarzaj co- 
.. dzien te pros by, a bedziesz wysluchany. Mozesz
>>>
19 


sie modlic 0 wszystko, czego pragniesz, byle 
w twych zamyslach nie bylo obrazy boskiej. 
Uczyn sobie postanowienie, ze jeden dzief1 
nie przejdzie, abys nie sprawil pociechy Sercu 
Jezusowemu. Codzien jakis dobry uczynek; 
przysluga potrzebuj
cemu, odwiedziny chorego, 
podarunek ubogiemu dziecku, pomoc przy lekcii 
k.oledze. Pan J ezus policzy ci to wszystko 
i w zlotej ksiedze zaslug zapisze. 
Odl6z teraz ksi&zeczke na bok i zastan6w 
sie, czy nie m6glbys juz dzis, odrazu przypodo- 
bac sie najdrozszemu Zbawicielowi. J ezeU sobie 
cos takiego przypomnisz, idz zaraz i uczyit to. 


, 


..... 


2-
>>>
1. 
NAJSWIt;TSZA PANNA MARJA. 


Za panowania kr6la Neroda, mniej wiecej 
w czternastym roku jego rz
d6\v, zyl w Naza- 
recie majetny czlowiek, imieniem Neli. Imie jego 
wymawiali niekt6rzy Neljakim, a inni Joachim. 
Wywodzil on sw6j r6d z pokolenia krola Dawi- 
da. lona jego Anna pochodzila z miasteczka Bet- 
teem. lyli sprawiedliwie przed Bogiem i zacho- 
wywali wiernie swiete przykazania. Dochody 
maj
tku swego dzielili na trzy czesci: jedn
 od- 
dawali kaplanom swi
tyni jerozolimskiej, drug
 
ubog'im, a trzeci
 obracali na wlasne utrzymanie. 
Ale smucili sie wielce, bowiem nie mieli dzieci. 
Pewnego razu poszedl Joachim do Jerozoli- 
my na uroczystosc rocznicy poswiecenia swiC\- 
tyni, aby tam zlozyc ofiare. Ale starszy z ka- 
plan6w, kt6remu chcial swe modly polecic, nie 
przyj
l daru; owszem, surowo don przem6wil, 
mniemaj
c, ze chyba' ciezkim grzechem obrazil 
Boga, kiedy go tak widocznie karze jakby kl
t- 
w
 - bo bezdzietnosci
. 
Slowa kaplana ubodly poboznego czleka 
w sarno serce; powr6cil do domu rozzalony 


,.
>>>
21 


I opowiedzial swe strapienie malzonce. Posta- 
nowili poscic przez kilka tygodni, rozdawali ob- 
ficiej jalmuzny niz zazwyczaj i codzien wsp61- 
nie blagali Pan a 0 laske. W tych modlach slu- 
bowali ofiarowac na sluzbe boz
 dzieci
tko, ie- 
zeli ich Bog potomkiem obdarzy. 
I stalo sie, ze Anna powila c6reczke. Dzien 
ten blogoslawiony przypadl 6smego wrzesnia 
roku 733 od zalozenia Rzymu. Wedle najstar- 
szych podan byl to dzien sabatu, czyli w chrze- 
scijafiskim rachunku tygodnia - sobota. 
Kosci6l katolicki kaze nam obchodzic pa- 
mi
tke smierci sWietych; dni te s
 notowane 
w kalendarzu. J edynie Pan nasz J ezus Chrystus, 
Marja Panna i Jan Chrzciciel swiec
 pr6cz tego 
dzien swych urodzin. A jaka jest tego przyczy- 
na? Tylko Bog-Czlowiek, Matka Jego i swiety 
Jan przyszli na swiat bez grzechu pierworodne- 
go, co znaczy, ze juz \v chwili urodzenia byli 
s\vietymi. Inni ludzie, dopiero przez chrzest by- 
waj
 oczyszczeni. K osci61 otacza dzien narodze- 
nia Matki Boskiej szczeg61n
 chwal
 i uroczysto- 
sci
, gdyz to narodzenie przynioslo najobfitsze 
blogoslawienstwo calej ludzkosci. W szak Marja 
stala sie Matk
 Odkupiciela! Przyniosla swiatu 
zbawienic, ktorego wyczekiwal z utesknieniem 
przez cztery tysiC\ce lat. 
Marja jest zarazem i nasz
 matk
; kocha nas 
i wspomaga laskami 'wszystkich, kt6rzy sie do 
niej uciekajC\.
>>>
22 


Prawo przepisywalo lydom nadawac imie 
dziewczynkom pietnastego dnia po. ich urodzeniu. 
Joachim i Anna z objawienia bozego wybrali dla 
swej c6reczki slodkie imie Marja. Swiety tlie- 
ronim powiada: "Wzniosle imie Marja, nadane 
Bozej Matce, nie jest ziemskiego pochodzenia, 
ani go ludzie wymyslili, zostalo ono nadane Naj- 
swietszej Pannie z rozkazu samego Boga". 
Gdy B6g przeznacza wybrancowi swemu 
imie, posiada to imie wszystkie cechy znamienne 
tej swietej osoby. Tak wiec "Marja" w iezyku 
hebrajskim znaczy tyle, co "wzniosla", "mocna", 
"potezna" a wreszcie "Pani". 
Najswietsza Panna jest naprawde istot
 
. w z n i 0 s I C\: i jako Matka Boga, i jako dziecic; 
boze przez laske. 
Jest m 0 c n C\, sil
 bowiem nadprzyrodzon
 
starla glowe piekielnego weza, a zwyciezony 
szatan w'ije sie w prochu u jej st6p. 
Jest pot e z n c\, poniewaz za jej wstawien- 

ictwem otrzymujemy od Pana Boga wszystko, 
o cokolwiek prosimy. 
Jest Pan i 
 i w tad c z y n i C\, jako matka 
Kr6la nieba i ziemi. 
Dlatego to imie Bozej Matki bylo przez 
wszystkie wieki, jest i bedzie najmilszem i naj- 
wyzszej czci naszej godnem. Blogoslawiony Pa- 
we' od krzyza odkrywal pokornie glowe, ilekro
 
to imie wymawial. Kosci61 katolicki nakazuJe
>>>
23 


kaplanom, by takze schylali glowe, wymawiajC\c 
imie Marji przy mszy sw .Od najdawniejszych 
czas6w obchodzili wierni swieto "Iinienia Marji". 
Uroczystosc ta wziela pocz
tek w tliszpanji, a 
zostala zatwierdzona przez papieza w r. .1513. 
Zas od r. 1683 jest obchodzona w swiecie katolic- 
kim powszechnie. 
Pismo swiete nie wspomina ani slow em o la- 
tach dziecinnych Marj.i. Dopiero w p6zniejszych 
wiekach Ojcowie Kosciota zebrali nieco wiado- 
. 
mosci z podafi ustnych, z pokolenia w pokolenie 
przekazywanych. SC\ to szczeg'OIy drobne, ale 
sercom czcicieli Marji drogie. 
Joachim i Anna slubowali, jak juz wspomina- 
lem, ofiarowac swe dzieciC\tko (jezeli ich BOg 
wyslucha) na sluzbe w swi
tyni jerozolimskiej. 
Znajdowal sie tam pomiedzy innemi zabudowa- 
-. niami dom, przeznaczony na wychowanie dziew- 
czC\t zydowskich, kt6re po kilku latach nauki 
i poslug koscielnych wracaly do domu rodziciel- 
skieg'o. Gdy c6reczka ich skoficzyla trzy lata, 
Joachim i Anna odwiezli jC\ do Jerozolimy, zapro- 
wadzili na g6re Moria do swi
tyni, i tam wedle 
naka
anego ceremonjalu ofiarowali j
 Bogu; po- 
czem oddali j
 kaplanom. Tych medrc6w obo- 
wi
zkiem bylo zaznajamiac powierzone ich 
opiece dziewczynki z prawem bozem i przepisa- 
mi reUgji Mojzeszowej.. Stateczne niewiasty, 
czuwajC\ce nad ich wychowaniem, uczyly je
>>>
24 


prz
sc, tkac, haftowac zlotem i srebrem. Utrzy- 
manie w czystosci szat koscielnych bylo przy- 
wilejem, 0 kt6ry sie dziewczeta dobijaly. 
Aczkolwiek mlodziutka latami, ale od pierw- 
szych dni zycia laskC\ udarowana, Marja prze- 
wyzszala swe towarzyszki milosci
 Boga. Slu- 
chala pilnie nauk, nauczyla sie czytac w niedlu- 
gim czasie, powtarzala p6ty psalmy Dawidowe, 
az je wszystkie umiala napamiec: a do rob6t 
niewiescich przykladala sie z wielkC\ pracowi- 
tosci
. 
Zaledwie wyszla z pierwszego dziecifistwa, 
dlugie godziny spedzala na modlitwie lub rozpa- 
mietywaniu dobroci i doskonalosci bozej. 0 p61- 
nocy wstawala pocichutko ze swego poslania 
i ukl
klszy modlila sie gor
co za sw6j nar6d 
i za calC\ ludzkosc. W czesnym rankiem modlila 
sie znowu. Potem uczyla sie i pracowala do 
obiadu. Po poludniu czytala Pismo swiete az do 
zachodu slonca, 0 kt6rej to porze skladano ofiare 
wieczornC\ w swi
tyni. Wtedy przechodzila ra- 
zem z towarzyszkami na kruzganek oddzielny 
przeznaczony dla kobiet, gdzie spiewaly psalmy. 
Cala iej mysl, kazde slowo, ruch kazdy skie- 
rowane byly ku Bogu. Gdy j
 kto wital "dnia 
dobrego ci zycze", odpowiadala "Bogu niech be- 
d
 dzieki". Towarzyszkom swoirn okazywala 
serdeczn
 przyjazn, zawsze gotowa usluzyc im; 
a gdy im zadano jakC\ robote, brala na siebie co
>>>
25 


najtrudniejsze i pracowala ochotnie. Zawsze by- 
la wzorem cierpliwosci i pogody ducha; nikt jej 
nie widzial chmurnej ani nad
sanej, gdy przeciw- 
nie inne dziewczeta kl6cily sie miedzy sob
 i cze- 
sto bywaly karane za nieposluszenstwo. To bylo 
najciezszem zrnartwieniem Marji; serce w niej 
zamieralo na widok obrazy boskiej, to tez slo- 
wem i przykladem strzegla przyjaci6lek od 
grzechu. 
Swiety Ambrozy tak opisuje mlodocian.e la- 
ta Marji: 
"Byla czysta na ciete i na duszy; w sercu jej 
"mieszkala pokora; m6wila malo i skromnie. 
"Caly dzien w pracy, nie byla zC\dna pochwal 
"Iudzkich, ale przypodobania sie Bogu. Nikogo 
"nie urazila, a kazdemu starala sie przysluzyc. 
"zwlaszcza starszym, kt6rym byla pokornie po- 
"sluszna. Nie znala zawisci, samochwalstwa
 
"gniewu, baczna na glos sumienia, starala sie do- 
. "skonalic w cnotach. Ani nawet spojrzeniem 
"nie pogniewala rodzic6w, tklhvosciC\ otaczala 
"slabych i ubogich. Z oczu jej wyzierala uprzej- 
"mo
c, nie skalala nigdy swych ust mow
 nie- 
"przystojnC\, ch6d jej byl powazny, glos Inile 
"brzmi
cy. Jednem slowem, cala postac swietej 
"dziewicy byla rzeczywistem odzwierciedleniem 
"jej czystej duszy. Zycie jej tak bylo doskonale p 
"ze pozostanie po wszystkie wieki niedosciglym 
"wzorem do nasladowania".
>>>
26 


W czasie pobytu swego w swiC\tyni Marja 
uczynila slub, ze nigdy w stan malzenski nie 
wst
pi, ale na sluzbie przy kosciele pozostanie 
przez cale zycie, jezeli wola boska nie bedzie 
temu przeciwna. 
W pracy, modlitwie i nauce Pisma swietego 
uplynelo lat jedenascie; swieta panienka prag- 
nela gor
co pozostac nadal w J erozolimie, ale 
zC\daniu rodzic6w posluszna, wr6cila czternasto- 
letnia Marja do Nazaretu. Tak sarno uznaj
c ich 
wole za swiet
, nie smiala sprzeciwic sie im 
i 
ostala przyrzeczona w malzenstwo sprawiedli- 
weml4 i bogobojnemu Jozefowi. Zanim jednak 
przyszedl dzien zaslubin, mieszkala jeszcze kiIka 
tygodni w rodzicielskim domu. I wtedy to, gdy 
pewnego ranka pogr
zona byla w modlitwie, 
ukazal sie jej aniol Gabrjel, i pozdrowiwszy j
 
ze czciC\ wielkC\, zwiastowal, ze stanie sic Matk
 
Zbawiciela swiata. Swieta dziewica poddala 
sie pokornie wyrokowi bozemu, a dzien ten, po- 
dlug rachuby Kosciola przypadaj
cy dwudzieste- 
go pi
tego marca, jest jednem z najwiekszych 
.swi
t chrzescijanskich. 


* 


* 


* 


W. dawnych wiekach, gdy nie znano jeszcze 
przyrz
d6w, ulatwiaj
cych orjentowanie sie. po 
bezgranicznych przestrzeniach oceanu, zeglarze, 
puszczajC\cy sie w podr6z, dawaIi wielkie bacze-
>>>
Zl 


nie na gwiazde polarn
. Jej swiatlo jasniejsze na 
firmamencie niebieskim w noc pog'odnC\ wskazy- 
waro kierunek drogi. Zwano j,\ pospolicie "Gwia- 
zd
 morza". 
lycie chrzescijanina tak sarno jest niepewnC\ 
i uci,\zliwC\ podr6z
 w lichej lodzi po niebezpiecz- 
nych glebiach oceanu. Pokusy i zasadzki szata- 
na wci
gaj
 z latwosci
 slabych lub zarozumial- 
coW w przepasc potepienia. Nie znalezlibysmy 
nigdy blogiego portu 0 wlasnych silach: Marja 
jest naszC\ przewodniczkC\, pomoc
, ratunkiem, 
Marja jest GwiazdC\ morza. Zwracaj swe oczy 
z milosci
 i zaufaniem ku swiatlu tej Gwiazdy. 
a nie zginiesz.
>>>
2. 
ANIOL STROZ. 


\"1 kr61ewskich rodzinach wielkC\ bacznosc 
zwraca sie na to, by mali ksiC\zeta i ksiezniczki 
nie wydalali sie nigdy sami z domu, ani do ogro- 
du, ani na przechadzke. Towarzyszy im zawsze 
nianka, nauczyciel, ochmistrzyni, czasem ktos 
z dworzan; slowern paniC\tka SC\ pilnie i troskli- 
,vie strzezone, by im bron Boze kto nie ublizyl, 
by sie przez nieswiadomosc nie skaleczyly, albo 
,vog6le nie poniosly szkody na zdrowiu. 
My, przez Laske chrztu sw. dzieci boze, ma- 
Iny wieksze jeszcze prawa i przywileje od kr6- 
lewicz6w: do samego Stw6rcy swiata wolno 
nam m6wic "Ojcze nasz!" Ten Ojciec wszech- 
mocny i najdobrotliwszy otacza nas nicustannC\ 
opiekC\, a ku pomocy i ratunkowi sle nam anioly 
Swoje. Ilu jest ludzi zyjC\cych na tej ziemi, kazdy 
ma przydanego anfola str6za. Pan Jezus powie- 
dzial raz do uczni6w: "V w a z c i e, a b y s c i e 
nie zgorszyli jednego z tych ma- 
l u c z k i c h; zap raw d e pow i a dam warn, 
i c h ani 0 low i e pat r z C\ \V 0 b lie z e 
o j earn ego.
>>>
29 


Nikt z nas nie widzi swego aniola str6za 
. oczyma ciala, a jednak na pewno posiada kazdy 
tego wiernego przyjaciela. I tw6j stoi przy tobie 
ci,\gle, ani na chwile cie nie odstepuje. Zna kazd
 
Inysl twoj
, slyszy kazde slowo, jest swiadkiem 
twoich czyn6w. Trudno ci uwierzyc? Wszak 
gdybys np. byl slepym, a ojciec tw6j stal przy 
tobie, bylbys tego najzupelniej pewnym, chocbys 
go nie mogl widziec. 
Bog obdarzyl niektorych wielkich swietych 
lask,\, ze nietylko czuli wyraznie obecnosc swych 
aniol6w str6zow, ale widywali ich czasem we 
snie, a nawet i ttaI jawie. Przytocze ci kilka 
przykladow. 
1. Gdy swiety Grzegorz z Tours by' malem 
dzieckiem, zachorowal mu ojciec. Pomodliwszy 
sie gorC\co 0 zdrowie tatusia, chlopczyk poszedl 
spac. We snie ukazal mu sie aniol i tak przemo- 
wil: "W ez male drewienko, napisz na niern imie 
J ezus i pol6z na poduszce chorego ojca". Zbu- 
dziwszy sie, maly Grzes opowiedzial sen s\v6j 
matce, kt6ra naturalnie kazala mu czem predzej 
zrobic tak, jak aniol polecil. I rzeczywiscie oj- 
ciec. wyzdrowial w niedlugirn czasie. We dwa 
lata p6zniej ojciec Grzegorza zachorowal zno- 
wu. I tyrn razern ujrzalo dziecko we snie aniola. 
a ten go spy tal, cZY. zna historjc T objasza. "Nie 
znam" t odpowiedzial chlopczyk. Rzekl mu aniol: 
"Tobjasz zostal uleczony rybi
 w
trobC\; uzyj 


.., 
.
>>>
30 


tego samego srodka, to i tw6j ojciec bedzie 
zdr6w.". Maly Grzegorz zerwal sie z poslania 
i w. tej chwHi pobiegl opowiedziec dziwny sen 
matce. Wyslano do rzeki ludzi z sieciami, ulo- 
wiIi ogromn
 rybe, rozplatano jC\ natychmiast, 
wyjeto wC\trobe, i matka Grzegorza upiekla jC\ 
na rozzarzonych weglach w pokoju meza. Skoro 
tylko chory poczul won smazonej ryby, gorC\czka 
ust
pila odrazu, i wstal zupelnie uzdrowiony. Ca- 
fa rodzina padla na kolana i ztozyla dziekczynie- 
nie swietemu aniotowi str6zowi. 
2. Czytamy w zywocie swietej Franciszki 
Rzymianki, ze stracila ukochanego synka, za 
kt6rym bardzo tesknila i ciC\gle 0 nim myslala. 
Na imie chlopczykowi bylo Ewangelista. Wkr6t- 
ce po smierci ukazal sie jej we snie, usmiechnie- 
ty nadziemsk
 wesolosci
. Przy nirn stan
l drugi 
chlopczyk nieco starszy, ale 0 wiele piekniejszy. 
f'ranciszka spy tala synka, co to za dziecko. Od- 
powiedzial jej: 
--:- W kr61estwie niebieskiem jest dziewief 
ch6r6w anielskich. Ci, co nalezC\ do wyzszych 
i bIizszych Bogu, maj
 obowi
zek prowadzic ku 
doskonalosci swych mlodszych braci. Pan 
w Swej szczodrej laskawosci raczyl mle prze- 
znaczyc do drugiego ch6ru; towarzysz rn6j jest 
archaniolern, dlatego tez jasnieje wieksz
 pie
- 
nosci
 i blaskiem. B6g przysyla ci go za opie- 
kuna na reszte ziemskiego zywota. Dniern i noc
>>>
31 


stac bedzie przy tobie i umacniac cie w do- 
brem. 
Ewangelista znikl, lecz archaniol pozos tal 
w \vidomej postaci. Franciszka, upadlszy na ko- 
Jana, zloZyla dzieki Bogu za tak wielk
 laske, po- 
czem zwr6cila sie do archaniola i prosila go, by 
nie zrazaj
c sie jej ulomnosciC\, raczyl prowadzic 
j
 ku cnocie, a strzec od grzechu. 
Po tej modlitwie wyszla ze swej izdebki i za- 
icla sie codziennemi sprawami; aniol nie odste- 
powal jej ani na chwile. Od dnia zjawienia wi- 
dzia.fa go stale przy sob ie, otoczonego jakby ko- 
'em slonecznych promieni. Blask ten byl tak 
olsniewaj
cy, ze niepodobienstwem bylo Fran- 
ciszce zatrzymac wzroku na postaci swego swie- 
tego str6za; radaby sie byla wpatrywac wen bez 
konca, a ledwie oczy podniosla, juz je musiala 
spuszczac ku ziemi. 
Nikt pr6cz niej nie spostrzegl blogoslawio- 
nego zjawiska, nikomu tez 0 niern nie wsporni- 
nala; spowiednikowi jedynie wyznala sw
 cu- 
down
 tajemnice. On zas prosil j
, by mu opo- 
wiedziala, jak wygl
da jej aniol str6z. 
-:- Jest nadziemsko piekny - odrzekla - 
wzrostem nie przewyzsza dziewiecioletniego 
dziecka, mimo to postawa jego jest wspaniala 
I pelna godnosci. Qczy rna najczesciej wznie- 
sione ku niebu, oblicze rnile, jasniej
ce pogodC\. 
Odziany jest w dlugC\ szate polyskowC\, na niej
>>>
32 


kr6tsza w rodzaju dalmatyki mieni sie barwarni 
teczy lub skrzy jako snieg w promieniach slofica. 
ChociaZ kroczy po zierni, towarzysz
c mi wsze- 
dzie, przyczystych st6p jego nigdy kurz nie po- 
kalal. 
Nieraz sw. f'ranciszka w niepewnosci jak rna 
post
pic, zeby zadoscuczynic woli bozej, smu- 
cila sie, ze zamiast przypodobac sie Bogu, moze 
Go niechc
cy obrazic. Zwracala sie wtedy do 
swego opiekuna, a on jej radzil, co ma czynic. 
R6wniez, gdy walczyla z pokusami, a sily jej 
slably, wzywala pomocy archaniola. Jeden osle- 
piaj
cy promien jego spojrzenia odrzucal precz 
szatana. Gdy zasiegala rady Iub wolala 0 ratu- 
nek, postac aniola zjawiala sie wyrazniej przed 
iej oczyma, i mogla sie wen dluzej wpatry- 
wac. 
Ten towarzysz przeczysty byl jakoby zwier- 
ciadlem, w kt6rern dostrzegala wszystkie swe 
ulomnosci. Gdy popelnila chocby najlzejsze prze- 
winienie, aniol skrywal sie i nie widziala go przy 
sobie. Wtedy przerazona robila surowy obra- 
chunek swoich postepk6w i z najwieksz
 skruch
 
spieszyla do spowiedzi. Aniol powracal znowu, 
jasny i u
miechniety. 
Gdy sie bala, ze niedosc korzysta z laski bo- 
zej i leniwie pracuje okolo zbawienia swej duszy, 
aniol spoglC\dal na ni
 dobrotliwie i odrazu przy- 
wracal jej spok6j. Czasern zanadto urnartwiala
>>>
33 


swe cialo, zabranial jej tego. To znowu zdawalo 
jej sie, ze sprawy s\viatowe i stosunki z Iudzmi 
s
 zgubnem marnotra\vstwem czasu; aniol po- 
uczal j
, ze wol,\ boz
 jest, by wiernie 'spelniata 
obowi'\zki swego stanu. 
Swiatlo, bij
ce od aniola str6za, rozjasnialo 
przed oczyma Franciszki gtebie dusz ludzkich: 
widziala wyraznie grzechy lub zle sklonnosci 
swoich bliskich i czesto upominala ich do po- 
prawy. Pewien jej krewny, czlowiek gwaltow- 
ny, nie znaj
cy granic w swej ztosci, obrazony 
ciezko przez swego przyjaciela, postanowil go 
zabic. Aniol str6z wyjawil Franciszce ten wy- 
stepny zamiar. Pobiegla czem predzej do domu 
owego krewnego, przedstawila mu wymownie 
okropn05e zbrodni, kt6r
 chcial popetnie, i p6ty 
blagala go ze lzami, az jej przyrzekl poniechae 
zemsty i najszczerzej, Z calego serca przebaczyl 
nieprzyjacielowi. 


. 


. 


. 


Chociaz dalecy od doskonalosci swietych 
i niegodni ogl
dae naszych aniol6w str6z6w twa- 
rz
 VI twarz, m6dlmy sie do nich codziefi. i pole- 
cajmy sie ich opiece. Zastan6w sie, drogie dziec- 
ko, co to za szczescie miec takiego przyjaciela! 
Odziekolwiek sie zwr6cisz, idzie za tob
i czy 
"dziefi.- jasny, czy noc zapadnie, on patrzy na cie. 
Przeto strzez sie usilnie zasmucic go chocby 
Kwiaty botelIo OlIrodu. 3
>>>
34 


najmnle]Szym grzechem. Musialby oskarzyc cie 
przed Bogiem, a tak bardzo tego nie chce, bo cie 
kochCl; jak mlodszego braciszka. Zato kazdy tw6j 
dobry uczynek, mysl poczciwa przejmuje go ra- 
dosci
; cieszy sie, zes usluchal jego natchnienia. 
W jego objeciach zadne zlo cie nie dosiegnie. 
B
dz pewny jego pomocy, rady, opieki; wszak 
niedarmo nazy\va sic aniolem str6zem. 


.. 


,
>>>
J. 
SWI
TY ALOJZY GONZAGA. 


1. Dziecie swiete. 
Alojzy urodzil sie 9 marca 1568 r. Ojcem jego' 
byl margrabia Castiglione w LOlnbardji. Matka, 
cnotliwa nicwiasta, wychowy\vala syna od 
pierwszych lat zycia poboznie. Zanim jeszcze 
m6wie zacz
l, juz umial sie przezegnac; Ojcze 
nasz, Zdrowas i hme male modlitewki byly nie- 
mal pierwszemi slowami, kt6re wym6wit. 
Dziecko roslo niewinne, mile Bogu i ludziom. 
Poniewaz ojciec jego sluzyl w wojsku, Alojzy 
vrojektowal w swej dziecinnej gl6wce, ze takze 
zostanie zolnierzem. Dlatego tez najczesciej 
przebywal wsr6d zalogi zamkowej. 
Pewnego upalnego popoludnia zolnierze w ko- 
szarach i dow6dca w swej komnacie wypoczy- 
wali zmeczeni kilkogodzinnemi cwiczeniami. 
Nagle obudzil wszystkich wystrzal armatni.. Ze- 
rwal s.ie z poslania margrabia Castiglione naj- 
vewniejszy, ze miedzy zalogC\ wybuchl bunt. 
i kt6rys z oficer6w strzelil na alarm. Czem pr
- 
dzej wybiegl na podw6rze zamkowe, az tu za- 


S.
>>>
36 


\viadomiono go ze smiechem, ze to wlasny jego 
synek byl sprawc
 tego alarmu. Alojzy podpa- 
trzyl, gdzie wachmistrz proch przechowuje, usy- 
pal sobie sporC\ garsc, i skorzystawszy ze sposob- 
n05ci, ze sie m6g1 zblizyc bezkarnie do armaty, 
nabil jako tako i zapalony lont przylozyl. Omal 
sie nie dostal pod kola cofaj
cego sic po wystrza- 
Ie dziala, co byloby spowodowalo smierc na 
miejscu. Przestraszyl sie biedny ojciec niezmier- 
nie, i chc
c oduczyc dziecko raz na zawsze tak 
niebezpiecznych figli, zapowiedzial mu, ze do- 
stanie r6zg
. Ale kapitan i wszyscy zolnierze 
przepadali za malefikim Alojzym, a jego odwa:ina 
sprawka zachwycila ich. Uderzyli wiec w prosby 
i jakos przeblagali margrabiego, kt6ry wkoncu 
i sam dumny byl z dzielnego czteroletniego wo- 
jaka. Ojciec tcdy darowal mu wine, ale sumienie 
swietego dziecka zbudzilo sie i nie dawalo mu 
spokoju. ,,0 Boze" - smucil sie Alojzy - "po- 
pelnilern tak wielki grzech, ukradtem proch 
wachmistrzowi! Z calego serca zalujc... odpuse 
mi, Panie Jezu kochany! C6z mam robie, zeby 
choe w czesci zle naprawie?... Aha, juz wiem! 
Pobiegn
 i przeprosze wachmistrza, moze mi 
wybaczy ten pierwszy i ostatni raz,". 
Ale wachmistrz podni6s1 chlopca wg6re, 
usciskal, ucalowal i uspokoil, zapewniaj
c, ze 
gdyby sie tatus nie pogniewal, codzienby mu dal 
ch
tnie prochu, i strzelaliby obaj na wiwat tatu- 
siowi. 


....
>>>
37 


Kochany i pieszczony przez zolnierzy Alojzy 
najlepiej lubil bawic sie przy nich, czego mu ani 
ojciec, ani matka nie bronili. Tymczasem jakkol- 
wiek cala zaloga zamku skladala sie z uczci- 
wych ludzi, byli to po najwiekszej czesci nie- 
okrzesani wiesniacy; w rozmowach pozwalali 
sobie cz
sto na grube zarty i rzucali wyrazy 
bardzo nieskromne. Alojzy nie z tego nie roz
- 
mial, ale slysz
c, ze wszyscy wybuchaj
 smie- 
chern na takie slowa, powtarzal je p6ty, az zapa- 
mietal. Raz czy dwa razy nie zauwazono w do- 
mu, co malec m6wi, ale wkoncu uslyszal to och- 
mistrz malych Gonzag6w i zdumial sie wielce. 
Dziecko zapytane, dlaczego uzywa takich szka- 
radnych wyraz6w, podnioslo na matke oczka 
niewinne. i zapewnilo j
, ze nie wie, co te slowa 
znacz
, ale peW110 cos zabawnego, bo sie z nich 
zolnierze smiejC\. Matka zganila go surowo i wy- 
tlumaczyla, ze to wielki wstyd, a na wet grzech 
m6wic tak brzydkie rzeczy. Od tego dnia nigdy 
juz nieskromne slowa nie przeszly przez usta 
Alojzego; a gdy przypadkiem doslyszal jak
 nie- 
przyzwoitC\ rozmowe, rumienil sie, spuszczal 
oczy i uciekal czem predzej. 
Autor zy\vota Alojzego Gonzagi zaznacza, 
ze te bezwiednie wymawiane glupie slowa byly 
najciezszemi bled
mi w nieskalanem zyciu 5wic- 
tego mlodzienca. 
Tak wzrastal maly Alojzy w bojazni bozej 
pod okiem swi
tobliwej matld. Ona to, gdy skon- 


"
>>>
J8 


czyl lat siedcm, uczyla go poznawac wszechmoc- 
neg'o i dobrotliwego Boga, trumaczyla, ze czlo- 
wiek nato jest stworzony, aby wszcdzie, zawsze, 
kazdym czynem Bogu sluzyl, wole Jego pokor- 
nie pelnil i kochal Go ze wszystkich sit swego 
serca. Te slowa spra\vily niezatarte wrazenie na 
duszy chlopczyka; rozmyslal nad nicmi i ukla- 
dal sobie, jak Ina sic zachowywac, aby sie za- 
wszc podobac Bogu. Dor6slszy, powtarzal nieraz, 
ze od si6dmego roku zycia zaczela sic jego praca 
okolo wlasnego udoskonalenia. Nazywa to: "r 0 k 
mego na\vr6cenia". 


. 


2. Aniol czystosci. 
Gdy skonczyl dziewicc lat, zabral go ze sobC\ 
ojeiec do Florencji, na dw6r ksiecia toskanskie- 
go; tam zacz
1 sie uczyc laciny i doskonalil sie 
w ojczystym jezyku. Pewnego dnia wpadla mu 
w rece ksi
zeczka 0 nabozenstwie rozancowem. 
Czytal jC\ z wielkiem zajeciem, wielbi
c z
eia 
Najsw. Panny i rozrzewniaj
c sie nad J ej cier- 
pieniem. 1m wiecej rozwazal tajemniee r6zanca, 
tern bardziej wzrastala jego mUosc do Matki Bo- 
zej. Seree mu bieglo ku tej Kr6lowej nieba i zie- 
mi, plon
l z
dz
 sluzenia Jej wiernie. Zrozumial, 
ze da J ej najrnilszy dow6d przywi
zania, zacho- 
wujC\e przez cale zycie cnote czystosci. 
Poniewaz wielu swietych, 0 kt6rych warn tu- 
taj bed
 opowiadal, czynito takie same postano- 


.. 


\' . 


" t-. 
.
>>>
39 


wienia jak Alojzy i dochowywali tej wielkiej 
cnoty do smierci, uwazam za stosowne pouczyc 
was, jak to macie zrozumiec: Czystosc polega 
na niewinnosci mysli, uczuc, slow i czynow. To 
znaczy, ze kto chce posi
sc i zachowac te cnote 
pra wdziwie anielsk
, powinien nieustannie czu- 
- wac nad swojemi myslami, nie dopuszezac do 
nich nic takiego, czegoby sie musial wstydzic 
przed Bogiem i przed ludzmi. Nie prowadzic ni- 
gdy rozmow nieskromnych, nie czynic nie takie- 
go, czegobY5my nie mogli ezynic bez zarumie- 
nienia w obliczu Boga i calego swiata. Najwyz- 
szym zas stopniem tej cnoty jest dziewictwo 
czyli wyrzeczenie sie milosci ziemskiej i z,vi
z- 
k6w malzenskich. 
W pewnym kosciele florenckim znajdowal sie 
w oltarzu piekny. obraz, przedsta wiaj
ey zwia- 
stowanie anielskie. Tlumy poboznych schodzily 
sie do tego obrazu, oddawaly czesc Najsw. Pan- 
nie modlami i piesniami. Tutaj przychodzit i dzie- 
siecioletni Alojzy; przed tym obrazem zlozyl swe 
serce Kr6lowej dziewic w ofierze i do smierci 
J!ub6w doehowal. Marja otoezyla. go nieustann(l 
opiekC\ i uprosila dlan :.u Boga .w1elk
 laske, ze 
nigdy w zyciu nie doswiadczal poku(:'przeciw 
skromnosci. BedC\c z natury zywego i zapalczy- 
wego usposobienia, niedowierzal wlasnym silom, 
pracowal wspolnie z t
 laskC\ i unikal sposobno- 
sci do grzeehu. Czynil to w nastepuj
cy spos6b: 
strzegl jak najsurowiej swego wzroku, wiedzC\e,
>>>
40 


ze jedno spojrzenie moze bye przyczyn
 upadku 
czlowieka. Id
c tedy na przechadzkc, nie rozgl
- 
dal sie po ulicy, tylko spuszczal oczy ku ziemi, 
a myslal 0 rzeczach dobrych albo modlil sie 
w duchu. Umartwial sw'e dafo z mil05ci ku Zba- 
wicielowi, kt6ry dla nas tyle wycierpial. Latwo 
tedy zrozumiemy, dlaczego zdolal zachowac do 
koiica zycia anielsk,\ cnotc niewinnosci. 


3. Dobra spowiedi. 
Jeszcze \v domu rodzicow bed
c, odbyl 
Alojzy pierwsz
 spowiedz. Zamieszkawszy z oj- 
cern we Florencji, postanowil przygotowac si
 
skrupulatnie i odprawic spowiedz z calc go zycia. 
Dopelniwszy ze skruch'\ rachunku sumienia, po- 
szedl do kosciola i ukl
kl przy konfesjonale za- 
wstydzony i upokorzony, jakby najciczsze winy 
mial sobie do wyrzucenia. Lecz zaledwie prze- 
m6wU pierwsze slowa do spowiednika, padl ze- 
mdlony, i musiano go odniesc prawie nieprzytom- 
nego do domu. Na drugi dzien stawil sie znowu 
u konfesjonalu, jeszcze lepiej i g'runtowniej przy- 
sposobiony do swictego sakramentu. Nietylko 
wymienir.. jak najdokladniej wszystkie s
oje 
grzechy, ale ponadto przedstawU spowiedniko- 
wi, jakie okolicznosci wplywaly nan szkodliw'ie, 
czego bedzic sie staral unikac, aby nie popase 
w te same bledy. Ksi
dz zdumiewal sie dojrza- 
losci . duchowei dziesiccioletniego chlopczyka.
>>>
, 


"'1 


') 


---- 


,I 


. 


, , 

.c 
'(C 
... 
., 
., 
, . 
I f L .:.- 
,- .
 
\ 
--., 
_.) 

 I 
, 
" 
.. . , 
. " 
, 


5W. ALOJZY. 


(Kwiaty botego ogrodu.)
>>>
41 


Najwiecej sobie '\vyrzucal Alojzy popedli- 
wosc. Wprawdzie nie pozwolit nigdy opanowac 
si
 gnie\vo\vi, nie okazy\vat go nazewn
trz, ale 
w duszy czut sie czcsto silnie zniecierpliwionym. 
Winien byt temu gor,\cy temperament, narodowa 
cecha \vtocho\v. Alojzy potcpial sic suro\vo i da- 
wat sam sobie nauki, jakby z kims innynl roz- 
mawiat. Prze"dstawiat, co to za wstyd ulegac 
gwatto\vnym nap adorn ztosci i tracie panowanie 
nad sob'\. Czlowiek zapamictaly w gniewie za- 
pomina 0 wszystkiem i czcsto sam nie wie, co 
wygaduje. - Po kilku takich rozmyslaniach po- 
stanowil przelamae sic koniecznie i z pomoc
 
Boz
 \v niedtugim czasie zwyciczyt sw
 popc- 
dliwosc zupetnie; tak zupetnie, ze nietylko nie 
okazywal zniecierpliwienia nazewn,\trz, ale po- 
trafit sttumie w swej duszy rozdraznienie i nigdy 
sie nie g-niewac. 
Drugim blcdem, ktory w sobie dostrzegt, byty 
slo\va lekcewazenia w rozmowach 0 znajomych, 
a czasem jakies uwagi ublizaj
ce im. Byly to za- 
ledwie male, powszednie grzechy; kt05 mnie} 
dbaty 0 wlasne zbawienie wcaleby ich sobie nie 
wyrzucal, ale swicty mlodzieniec nie mog" zniesc 
najmniejszej skazy na swej duszy. Dla wYkorze- 
nienia i tego drobnego przestcpstwa postanowil 
jak najrzadziej wdawac sie w rozmowy i zaba\vy 
. z kolegami, bo w tern widzial sposobnosc do zle- 
go. Wyrzucano mu, ze jest dziwakiem, odlud- 
kiem, ale on nie bral sobie do serca takich g'adan.
>>>
42 


4. Pierwsza Komunja sw. 
W roku 1580 powr6cit do rodzicielskiego 
zamku. W tymze czasie przyjechal do Castiglio- 
ne arcybiskup medjolanski Karol Boromeusz (po 
smierci uznany sWietym) i mieszkal u tamtejszc- 
go proboszcza. Mlodziutki Alojzy odwiedzal go 
czcsto, zwierzal mu sic ze swych mysli, pra- 
guien i prosil 0 rady, jak ma zyc, aby sic Bogu 
podobac. Arcybiskup zapytal go, czy juz przy- 
stf:powal do Komunji S\v. "Jcszcze nie" - odpo- 
wiedzial chlopczyk. Karol Boromeusz sam przy- 
gotowal go do tego waznego aktu i przyrzekl 
udzielic mu Najswictszego Sakramentu. W oczc- 
kiwaniu na najpickniejszy dzieli w zyciu. Alojzy 
sPCdzal wiele czasu na modlitwie, przygotowy- 
wal sic do godneg'o przyjccia Pana J ezusa i cia,- 
gle badal swe sumienie, zali nie przypomni sobie 
jakiego niepotrzebnego slo\va, jakiej mysli, kt6- 
raby sie Bogu nie podobala. Wreszcie pobiegl 
z placzem do spowiedzi. 
Gdy s\viete dziecko ukleklo na stopniach 01- 
tarza, by przyj
c w swe serce Cialo i Krew Pan- 
sk
, wszyscy obecni w kosciele bylP wzruszeni 
i zbudowani widokiem jego anielskiej twarzycz- 
ki, jaSniej
cej milosci'\ boza,. 
Od tego czasu czesto przystcpowal do Ko- 
munji sw., a zawsze z najwicksz
 poboznosci
. 
Podzielil sobie tydzien na dwie czesci: we 
czwartek, piatek i sobote modlil sie do Boga OJ-
>>>
4.3 


ca, do Syna i do Ducha Swictego 0 pomoc do 
godnego przyjccia Najsw. Sakramentu. Niedziela 
byla dniem Komunji SW.i zas poniedzialek, wta- 
rek i srodc dzickowal w tenze spos6b Trojcy 
Swictej za otrzymanq laskc. 


5. Wybor stanu. 


Skonczywszy lat pictnascie, zacz
l siC zasta- 
na\viac, W jakim zawodzie bylby najmniej na- 
razony na grzechy, a najwiccej mial sposobnosci 
do sluzenia Bogu. Nie pozalowal Pan laski bto- 
goslawionemu dziecku: natchn'\l je chCci'\ nie- 
zlomn,\ wst,\pienia do zakonu jezuit6w. Alojzy 
objawil ten zamiar ojcu, ale margrabia dIngo 
zwlekal z pozwoleniem dla zbyt mlodych lat 
syna. Gdy jednak widzial, ze to nie lekkomyslna 
zachcianka, tylko prawdziwe powolanie, juz mu 
nie stawial przeszk6d i zgodzil sic z wol,\ boiC\. 
W osmnastym roku wst,\pil Alojzy do zako- 
nu jezuit6w w Rzymie. Byl tam niedlugo, bo 
tylko szesc lat. W owym czasie wta5nie \vy- 
buchlo we Wloszech morowe powietrze; mlody 
zakonnik poswiecU sie z calem zaparciem pielcg- 
nowaniu chorych; ratowal ich, pocieszal, umie- 
rajC\cym wskazywal mitosierdzie boze i niebo 
otwarte, az wreszcie sam uleg'l strasznej zara- 
zie i oddal swc\ czyst
 duszc Bogu w dniu 21 
czerwca 1591 r. 


it 



 


it 


'. 


.....
>>>
44 


Kazdy z nas dostaje na chrzcie imiC jakiegos 
swictego. Zastan6wcie siC, drogie dzieci, jaki eel 
ma w tern nasza katolicka religja? o to, otrzy- 
mujemy odrazu na pocz
tku zycia opiekuna 
i przyjaciela, kt6rego cnoty winnismy nasi ado- 
wac. Ojciec sw. przeznaczyt swictego Alojzego 
na szczegolnego patron a mtodziezy. 


-4 
..-
>>>
4. 


BARTLOMIEJA CAPITANIO. 


Urodzila sie w roku 1807 w wiosce Lovere, 
niedaleko Brescji w polnocnych Wloszech. 
Zdolna i bystrego umyslu uczyla sie dosko- 
nale, pilnie opracowy\vala swe lekcje, odrabiala 
zadania, dbala 0 honor "dobrej uczennicy". 0 nie- 
posluszefistwie wobec starszych nie miala na- 
wet pojccia. 
Mimo tych zalet bylo to dziecko nadzwyczaj 
trudne do prowadzenia. Od najpierwszych tat 
zycia cechowala i'\ zywosc niemal niepohamo- 
wana. Poza obowi,\zkow'\ prac
 szkoln
, kt6rei 
nie zaniedbywala nigdy, nie umiala usiedzicc 
spokoinie ani kwadransa. To biegala, to skakala, 
to sie krecila jak fryga, wszedzie jej bylo pelno. 
ladna zabawa nie zdolala jej zadowolic na dlu- 
zej; jednej nie skoflczywszy, zaczynala drugC\, 
i ta jej sic wnet przykrzyla. A ciekawosc!... 
Rozmowy Bartusi ze starszymi bywaly zawsze 
tylko szeregiem pytafi, a iezyczek uwijat sic jak 
szpulka u kotowrotka. Stowem, byla to, jak sie 
o takich dzieciach powiada, "prawdziwa iskra u .
>>>
46 


Schodzila sie z r6wiesniczkami codziefi., 
i wtedy naturalnie musialy bawic sie tylko w ta- 
kie gry, jakie ona wymY5Iila. 
Dzieci z takiem usposobieniem, jak warn tu 
\v kilku slowach przedstawilem Bartlomieie, mu- 
s
 nieustannie \valczyc z sob
 i bardzo sie na- 
trudzic, jezeli im zalezy na tern, by nie popasc 
w nieznosne wady. To tez najwickszem szczc- 
sciem dziewczynki bylo, ze iej wychowanie do- 
stalo sic w dobre rece. Rodzice nie mieli dose 
wolnego czasu, by czuwac nad dzieckiem na 
kazdym kroku; g'dy wiec Bartlomieja skoficzyla 
lat dwanascie, oddali j
 do szkoly klasztornej 
w tej samej wsi, gdzie micszkali. Tam przebyla 
cztery lata, przoduj,\c towarzyszkom w nauce 
i poczciwem spra wowaniu. 
B6g posluzyl sic dwiema napoz6r malo zna- 
c
cemi okolicznosciami, by skierowac mysli 
i pragnienia dziewczynki na droge doskonalosci 
duchowej. Bylo zwyczajem w klasztorze czyty- 
wac glosno pensjonarkom podczas obiadu i wie- 
czerzy. Zakonnice wybieraly na ten eel zywoty 
swietych albo jakie pobozne legendy. Ot6z 
pewnego dnia przypadla kolej na zywot 5W. 
Alojzego Gonzagi. Juz pierwsze slowa opowiesci 
zajely uwagc Bartlomiei, zapamictala niemal 
wszystkie szczeg6ly i rozmawiala 0 nich p6z- 
niej z kolezankami. Rodzice, dowiedzia\vszy siC; 
° t
m, kupili dla niej k s i C\ z e c z k e z z y w 0 - 
tern sw. Alojzego. Nie posiadala"sie z ra-
>>>
47 


dosci, czytala j
 niezliczonc razy, az siC jej pra- 
wie napamicc nauczyla. Nosila j
 ci,\gle przy 
sob ie, a rozpamictywanie cn6t mlodziutkiego 
swictego wprawialo j,\ \V zachwyt. Przelozona 
spy tala j,\ raz, co najwieeej lubi w tej ksi,\zce. 
"Wszystko od pocz,\tku do konca podoba mi sie 
bardzo" - odpowiedziala Bartlomieja. - "Ko- 
cham swictego Alojzego, i zdaje mi sic, ze ktoby 
chcial szczerze, m6glby nasladowac jego cnoty, 
bo s
 BlUe, pelne prostoty, a tak porywaj'\ee du- 
sze ku Bogu". 
Innym zn6w razem tak m6wila: 
- Swiety Alojzy to przeciez patron mlc- 
dziezy; Kosci61 go nam dal za opiekuna, tern 
samem obowi,\zani jestesmy nasladowac jego 
anielskie zycie. . 
Nie byly to ezcze sloW'a. Bartlomieja zamie- 
nila ie w czyn. Zastanawiala sie nad kazdym 
swoim postepkiem, wszystko, co robila, m6wUa 
czy myslala, mialo zawsze jeden eel - zdoby- 
cie cn6t sw. Alojzego. Na pierwszem miejscu po- 
stawila sobie przed oezyma jego n i e win nos c t 
nastcpnie jego u mar t wi e n i e cia I a. 
. Czytala w zywocie swietego, ze slubowal 
Matce Bozei nie zawierac zwi,\zk6w Inalzenskich 
i wytrwac w niepokalanei e z y s t 0 s c i do 
smierci. Takie pO$tanowienie jest ezynem wie1- 
kiej wagi, wymaga roztropno5ci i doswiadezenia; 
dlatego tez nie godzi sie, by nieletnie dzieci przy- 
rzekaly Bogu ofiare, kt6rejby moze p6zniej nie
>>>
48 


byly w stanie spelnic. Wystarczy pracowac nad 
sob
 uczciwie, wykorzeniac swe wady, a naby- 
wac cnoty. Pan B6g mile patrzy na te usilowa- 
nia i dopomaga dobrym dzieciom lask
 uswicca- 
ia.c
. Wszelkie zas wyzsze d
zenia mog
 bye 
tylko udzialem dusz wyj
tkowych, a najwicksi 
nawet swicci nie skladali ciczkich slub6w bcz 
porady i pozwolenia spowiednika. Tern bardziej 
sie to odnosi do dzieci. 
Tak tez uczynila Bartlomieja. Spy tala swe- 
go ojca duchownego, czy moze, bior
c za wz6r 
sw. Alojzego, slubowac Bogu czystosc dozgbnn
. 
Spowiednik przeznaczyl jej czas pr6by, zabra- 
niaj
c przysieg'i; a gdy min,\l naznaczony przez 
niego termin, zgodzil sic na powt6rn
 probe 
i obiecal jej, ze zezwoli na wieczyste sluby, je- 
zeli wytrwa w cnocie do lat szesnastu. Zas do 
tego czasu ma postcpowac dalej sladami swic- 
tego Alojzego. 
Bartlomieja czuwala surowo nad sweml my- 
slami, zwracaj
c je tylko do rzeczy szlachet- 
nych; strzegla swego wzroku; z obawy przed 
zgorszeniem spuszczala najczcsciej oczy ku zie- 
mi; starala sie m6wic malo, a nie sluchac bcz- 
myslnej gadaniny. Gdy kolezanki rozprawialy 
szeroko i dlugo 0 sukienkach, 0 modach, przery- 
wala im zrccznie, i ani sie spostrzegly, jak roz- 
mowe skierowala ku przedmiotom pouczaj
cym 
albo swietym. Niezawsze jej siC to udawalo; 
pr6zne dziewczynki opieraly siC jej wplywowi,
>>>
49 


gawedzily dalej 0 strojach i wstqzkach. Wtedy 
upominala je lagodnie i serdecznie, prosila 
a wreszcie usuwala sie od nich. 
Zachowanie jej bylo zawsze spokojne; od- 
zwyczaila sie wpredce od nadmiernej zywosci 
w rozmowie i w ruchach, nie podnosila zbytnio 
glosu, nie smiala sie halasliwie. Wcale jej to nie 
przeszkadzalo W obcowaniu z towarzyszkanli; 
owszem, bawila sie z niemi wesolo, dopomagala 
mniej zdolnym, kochali jq wszyscy w klasztorze, 
tak zakonnice jak kolezanki i sluzba. 
W dalszem nasladowaniu cnot sw. Alojzego 
postanowila Bartlomieja u mar t w i a c sie 
w jedzeniu. Wiadoma to rzecz, ze dzieci rosn
 
szybko, z tej przyczyny natura daje im wiekszy 
apetyt niz osobom doroslym. Prawdzhvie zdro- 
we dzieci Sq zawsze glodne. 
Rodzice przysylali czesto swej coreczce roz- 
maite owoce, konfitury, ciasteczka; Bartusia lu- 
bila bardzo te dobre rzeczy; ale raz postano- 
wiwszy wiese zycie umartwione, dotrzymala 
slowa. Nie tykala sarna wybornych przysma- 
k6w, tylko je dzielila pomiedzy kolezanki tub 
zanosila dzieciom ubog'im. Gdy podawano przy 
obiedzie jej ulubione potrawy, dosypywala do 
nich umyslnie soli, vieprzu, aby uczynic je nie- 
smacznemi; przeciwnie zas zmuszala sie do je- 
dzenia pokarm6w, kt6re jej byly wstretne. Bar- 
dzo czesto doznawala z tego powodu wielkich 
Kwiaty bOfeQo oQrodu. ..
>>>
50 


przykrosci. Spostrzegla to raz przeloZona szkoly 
i wyrzucala jej niepotrzebne udreczanie siebie. 
- Matko wielebna, prosze mi nie zabraniae 
tego malego umartwienia - odpowiedziala Bar- 
tlomieja pokornie. - Slyszalam, ze dogadzanie 
podniebieniu zabija poboznose, a jabym tak 
chciala bye prawdziwie pobozn
. Zreszt q svt. 
Alojzy jest mi i pod tym wzgledem najmilszym 
wzorem. 
Przed kazdem swietem Matki Boskiej zada- 
wala sobie Bartromieja rozmaite przykro
ci jako 
pokute za grzechy. I tak np. modlila sie dlugo, 
kleczqc bez oparcia, przy robocie siedziata 
umyslnie jak najniewygodniej, to znow kladla do 
trzewikow male kamyczki, ktore jej bolesnie za- 
wadzaly przy chodzeniu. Majqc pragnienie, 
wstrzymJTVVala sie od picia. 
Ale przedewszystkiem pracowala nad opa- 
nowaniem swej woli. Nie zadala sobie zadnego 
umartwienia, poki jej na to spo\viednik nie po- 
zwolil. Sluchala slepo jego rozkazow, pelniqc je 
pokornie, bez wahania. Tak sarno posluszna by- 
la swym nauczycielkom na kazde ich skinienic; 
starala sie ich mysli zgadJTVVac. Nie zaniedbywa- 
la przepis6w szkoly klasztornej, ani jej przyszlo 
do glowy wykrecae sie od reguly, jak to nieraz 
robily inne dziewczeta. Naprzyklad, gdy za- 
dzwoniono na godzine milczenia, Bartromieja 
przez caly ten czas nie wym6wila ani sl6wka. 
Choeby miala najpilniejsz
 robote, rzucala jq, 
p
>>>
51 


jesli przelozona kazala robic co inn ego. Z natury 
gwaltowna i sklonna do gniewu, jak jej ukocha- 
ny sw. Alojzy, ham ow ala SWq popedliwose calq 
sil
 woli. Przychodzilo jej to nieraz tak bardzo 
trudno, ze walka wewnetrzna malowala sie wy- 
raznie na jej t\varzy. 
Wielk q takze pokusq do zlego byly dla 
dziewczynki jej nadzwyczajne zdolnosci. Nauka 
przychodzila jej z latwosci
, wypracowania jej 
byly za\vsze najlepsze, zaslugiwala codzien na 
pochwaly. Jakze tu nie bye dumnq z siebie i za- 
rozumialq? Czula to niebezpieczenstwo Bartlo- 
mjeja i wzywala gorqCO laski Bozej na pornoc 
przeciw proznosci. Upokarzala sie czesto przed 
nauczycielk
, oskarzala sie 0 niedbalstwo, brak 
pilnosci i prosila 0 kare. To zn6w zqdala od ko- 
lezanek, zeby jq upominaly, gdy zrobi co zlego. 
obwiniala sie na kleczkach, ze nie jest dla nidi 
dobrym przykladem. Nadzwyczaj rzadko, ale 
trafialo sie czasem, ze zasluzyla na nagan
; 
wtedy nie tlumaczyla sie, ani sie starala un ie- 
winnie, owszem dziekowala za polajanie i przy- 
rz.ekala poprawe. 
W ten to sposob przeczytanie zywota swi
- 
tego mlodzienca przyczynilo sle do udoskonale- 
nia Bartlomiei. 
Drugie zdarzenie, ktorego Bog uzyl dla jej 
dobra, bylo nastepuj
ce: Pewnego dnia w czasie 
rekreacji, gdy najmlodsze dziewczynkl biegaly 
4.
>>>
52 


po ogrodzie, dozorczyni szkoly rozmawiala ze 
starszemi. Przyszlo jej na mysl zadac pytanie: 
-:- Sluchajcie, dzieci, kt6ra z ,vas chcialaby 
zostae 
wi
tq. 
Nie zbywalo malcom na dobrej woH, zakrzy- 
czaly wszystkie ch6rem: 
- Ja! Ja! Ja! 
- Wszystkie? 
- Wszystkie! 
- Piekne to pragnienie, ale czy si
 spefni? 
Nie pomoze chec bez pracy. A jak sie waIn zda- 
je, kt6ra zostanie swiet q najpierwej? 
Umilkly, nie wiedzqc co odpo,viedziec. 
- Wiecie, co zrobimy? - rzekla zakonni- 
ca zartobliwie - zabawmy sie w losowanic; 
wezme tyle idziebel slomy, ile nas tu jest, bo 
i ja chce nalezec do zwiqzku. Kt6ra wycia.gnle 
najdruzs
 slomke, ta zostanie swiet q najpier\vej. 
Dzieci obstqpily nauczycielke ciasnem ko- 
fern i wyrywaly jej z rqk slomki nier6wno po- 
ciete, ktorych peczek przysloniety chustk q trzy- 
mala. Gdy je zmierzono, pokazalo sie, ze slOinka 
Bartusi byla najdluzsza. 
Chociaz to losowanie bylo tylko zabawq, 
jednak serce swietej dziewczynki przepelnila 
radose niewyslowiona: toz w ostatniej chwili od- 
mowila cichutko Zdrowas Marja, aby za przy- 
czynq Matki Boskiej ona to wlasnie mogla za- 
sluzye na niebo. I dobra Matka wysluchala pro- 
sby niewinnej: duszyczki. Od tego dnia Bartlo-
>>>
53 


ITIICJa zapalala jeszcze g'oretsz q milosci
 ku 
Najsw. Pannie. 
Opowiadala raz 0 tej pobozpej zabawie przy- 
jaciolce, ktora sie poswiecila wychowaniu dzieci, 
i radzila jej uzywae tego rodzaju nie\vinnych fi- 
g-low dla zwracania sere i umyslow dziecinnych 
ku sprawom niebieskim. 
- Wydaje sie to malo znaCZqcem - mowi- 
fa - a jednak, doswiadczylam sarna, jak nieza- 
tarte \vrazenie sprawila na mem sercu ta dluga 
slomka. Zapal do pracy nad udoskonaleniem 
wlasnem podwoil sie od o\vej chwili. 
Bartlomieja przezyla szese lat w klasztorze: 
cztery jako uczenica, a po zdaniu egzaminow 
pozostala jeszcze d\va jako nauczycielka. Po- 
tern \vr6cila do domu rodzicielskiego. 
Po niejakims czasie otworzyla szkolke dla 
dziewcz
t; uczyla jc i wychowy\vala \v duchu 
naszej s\vietej religji. Lecz niedlugo trwala ta 
piekna praca, zmarla \v roku 1833, przezywszy 
zaled\vie lat 26. 
Rodacy ze czci q wspominajq imie blogosla- 
wionej Bartlomiei. 


* '* 


* 


. 


Choebys byl najgrzeczniejszym, najpoczciw- 
szym, poslusznym i niewinnym jak aniolek, je- 
zeli sie dostaniesz w zle towarzyshvo, zepsu- 
jesz sie niebawem, a twoje czyste serduszko uta-
>>>
54 


rza sie w brudzie grzechu. Gdy zaS przebywasz 
z dobrze wychowanemi, bogobojnemi dzieemi, to 
i ty sam stajesz sie codzien lepszym. Tak sa- 
rno sie dzieje i z czytaniem; jezeli ci wpadnie 
w rece jedna, druga nikczemna, gorSZqca ksiqz- 
ka, ani sie spostrzezesz, jak rzeczy zle, ktore 
w niej przeczytasz, wsiqknq do hvej niewinnej 
duszy i nieraz doprowadz q cie do \vielkiej obra- 
zy boskiej. Dlatego zaklinam was, dzieci kocha- 
ne, nie czytajcie z bezmyslnej, glupiej ciekawo- 
sci byle czego, ale zawsze wpierw spytajcie ro- 
dzicow lub kogos, kogo oni powazajq, czy \varto 
czytac te lub OWq ksiqzke. 
Jak to juz we wstepie do tego dzielka po- 
wiedzialem, nie przyniesie warn korzysci pobiez- 
ne czytanie Iub polykanie ksi
zek takich naprzy- 
klad, jak niniejsza. Te powiastki z zycia swie- 
tych to nie historyjki pisane Ii tylko dla waszej 
zabawy, ktore raz przeczytawszy, odlozycie 
gdzie na polke i zapomnicie 0 nich; to pozywna 
strawa dla duszy, dobre przyklady do naslado- 
wania.
>>>
5. 


CYRYL, MALY MJ;CZENNIK. 


Cyryl urodzil sie w Cezarei, stolicy Kapa- 
docji. Rodzice jego, bogaci i powazani ludzie, 
zyli w poganskiej ciemnocie, jak i caly 
wiat 
w pierwszych wiekach po Chrystusie nie znal 
prawdziwej wiary. Dziecko zas, cudem Bozym 
oswiecone, garnelo sie do chrzescijan. Czy go 
nianka uczyla, czy ktory z niewolnikow sluzeb- 
nych, czy moze nawet maly jaki towarzysz za- 
bawy, niewiadomo; dose, ze nie rnajqc jeszcze 
lat dwunastu, Cyryl byl juz wyzna
q Boskiej 
prawdy i calem sercem kochal Pana naszego Je- 
zusa. Najswietsze J ego imie czesto bardzo mial 
na ustach i glosno w domu opowiadal, ze jest 
chrzescijaninem. Ale rodzice malo zWaZali na je- 
gQ mowy, biorqc je za dziecinne jakies brednie. 
Tymczasem Cyryl, aczkolwiek latami dziecko, 
serduszko mial dojrzale i umysl roztropny. Naj- 
wyzszem jego pragnieniem bylo rozszerzac mie- 
dzy znajomymi czese ukrzyzowanego Zbawicie- 
la; a ze slowa swoje popieral czynem, byl po- 
sluszny rozkazom starszych, uczynny dla kaZde- 
go, milosierny, lagodny, pUny w nauce, przeto
>>>
56 


i starsi i mlodsi Igneli do niego; ktokolwiek go 
poznal, musial go kochac. Jeden tylko czlowiek 
odwracal od niego swe serce, a tym czlowiekiem 
byl rodzony ojciec. Anielskie dziecko, mile 
wszystkim, ITIusialo cierpiec od ojca pra\vdziwe 
przc
lado\vanie; ,vidocznie zatwardziala \v za- 
bobonach dusza poganina czula wstr
t do cnot 
chrzescijanskich. Bez najmniejszego powodu 
gniewal sie na Cyryla, krzyczal nan, bit i inne- 
mi karami gnebil. A chlopczyk znosil t; niespra- 
wicdliwose z niewyslowion
 slodyczq; wiara do- 
da\vala mocy jego sercu. 1m wieccj go ojciec 
ucicmiezal, z tern w'ieksz q cierpliwosci q przyjmo- 
wal Cyryl lajania i razy, nie czul zalu do niego, 
owszem kochal go mimo wszystko i okazywal 
mu zawsze pokorne przywiqzanie. Ale szatan 
sprawil, ze \v miare jak dziecko stawalo sie co- 
raz lepsze, stary poganin utwierdzal sie w swej 
zlosci. Slowa Cyryla, ze jest chrzescijaninem, 
obily sie nieiednokrotnie 0 jego uszy, postanowil 
zlamac stanowczosc synka chocby najokrutniej- 
szemi srodkami. 
Pewnego dnia kazal nie\volnikom zbic go 
r6zgami tak, ze cale cialo krwi q splyn
lo. Przy- 
woral go potem i krzycz
c pytal, czy \vyrzeknic 
sie swej glupiej wiary. Cyryl potrzqsn
l glowq 
przeCZqCO, bo zm;czony i pokaleczony nie mial 
sily m6wic. Wtedy ojciec rozkazal go wyrzucic 
za brame domu, wyrzekl sie go i wydziedziczyl.
>>>
57 


Z pieszczonego spadkobiercy bogatych ro- 
dzicow stal si: Cyryl w jednej chwili zebrakiem- 
sierot q . Ale niedarmo ukochal nad wszystko- 
Zbawiciela; Pan Jezus nie poskqpil mu pociechy. 
t.ask q Boz q \vsparty, chlopczyk czul sie wesoly 
i szczesliwy, nie martwilo go ubostwo, bo wiek- 
sze, niesmiertelne skarby nazy\val swoj
 wI as- 
nosci
. 
Tak nieslychany \vypadek, jak ,vyrzucenie 
syna z domu rodzicielskiego, poruszyl cale mia- 
st
. Kto zyl, zdumiewal sie nad niezlomn
 sil q 
duszy w tak mlodym chlopcu. Chrzescijanie 
wielbili Boga, ktory w malem dziecku okazal' 
wszechmoc Swojq, a poganie palali wscieklosci q , 
ze wlasnie tak male dziecko ,vazy sie obrzucac 
wzgard
 ich stare bogie 
Pretor czyli sedzia. zawolal przed swe ob- 
licze malego zbrodniarza, postano\vil naprowa- 
dzie go na dobrq droge lagodnem napomnieniem
 
a w razie nieposluszenstwa grozb
 chlosty. 
- Upamietaj si:, biedne dziecko - tak za- 
czql s
dzia -- spotkala cie od ojca bardzo ciezka p 

le zasluzona kara. Byle
 krn
brny i uparty, 
nie dziwota, ze ci
 obic kazal i precz wypedzil. 
Ale ja sie za tob'l wstawi
, przeprosisz go pokor- 
nie, i znowu cie przyjmie do swojej laski jako 
umUowanego syna i dziedzica. 
A Cyryl tak odpo\viedzial: 
- Zapewniam was, panie, ze mie niesluszny 
gniew ojca nie trapi; Pan moj i Shvorca kocha
>>>
58 


mnie bardziej od niego. Ciesze sie, izem jest 
wygnany z domu, bo piekniejsze mieszkanie go- 
tuje mi w swych palacach Zbawiciel Jezus Chry- 
stus. Raduje sie, zem ubog'i tu na ziemi, zato 
w niebie stokroe wieksze skarby mie czekaj
. 
- W mojej mocy podac cie na meki, a na- 
wet smierci q skarae! - srozqc sie zawolal se- 
dzia. 
- Pan J ezus doda mi sUy - odparl Cyryl 
- smierci sie nie boje, przez wrota smierci wej- 
de do zycia wiecznego. 
Slowa te wypowiedzialo dziecko z odwagq 
i spokojem. Tylko moc nadprzyrodzona, Boze 
natchnienie moglo go nauczye takiej mowy. To 
tez pretor stropil sie wielce i przez chwile nie 
wiedzial, co czynic. Wreszcie zawolal siepaczy, 
kazal chlopcu skrepowae rece sznurem i popro- 
wadzic na stracenie. Glosno krzyczal, aby go 
spalono na stosie lub scieto mieczem. Ale to 
wszystko bylo tylko udaniem, na postrach; po- 
cichu zas szepn
l swym slugom, by przygoto- 
wali ogien i miecz katowski, ale dziecku nfe ro- 
bili krzywdy. 
Niewolnicy spelnili poslusznie rozkaz pan- 
ski, ulozyli wysoki stos z such eg'o drzewa 
i smolnych galezi, a jeden z nich porwal Cyryla 
za rarniona, jakoby go nan mial rzucic. Inny 
przyskoczyl, groz
c mu biczowaniem, inny po- 
kazywal mu widly zelazne, haki, obcegi. Dziec-
>>>
. 


59 


ko patrzylo na katow spokojnie, niczem nieustra- 
szone. 
Tedy wyslali jednego z posr6d siebie z za- 
pytaniem do pretora, co im rozkaze czynic, gdy 
groiba mqk i smierci na nic sie zdala. 
Sedzia znal dobrze rodzicow Cyryla i jego 
salnego bardzo lubil; trudno mu wiec bylo pa- 
stwic sie nad niewinnem dzieckiem. Raz jeszcze 
chciat spr6bowac namowq i zno\vu zawezwal 
malca przed siebie. 
- Przekonales sie juz na wtasne oczy, ja- 
kie meki cie czekajq za upor - rzekl do niego 
I ag'odnie. - Jedno moje skinienie, a zycie po- 
stradasz. Zastan6w sie, uli tuj sie nad sob
, a ja 
juz sam pomowie z hvoim ojcem, powrocisz do 
domu i do dziedzictwa. 
- 0 panie... - odpowiedzial swiety chlop- 
czyk - teraz to dopiero bolesc mi zadajesz. 
Naprozno stos mi pokazywano, naprozno kat 
miecz \\'Yostrzyl; dlaczego nie chcesz rozkazac, 
aby mie stracono? Do domu ze mn
 pojdziesz. 
Wszak ci juz m6wilem, ze stokroc pieknieiszy 
dom bedzie mojem mieszkaniem, a majetnosc 
dzieci Bozych przewyzsza wszelkie dziedzictwa 
tego swiata. Czemu sie wahasz? Kaz Inie za- 
bic co predzej, abym poszedl do nieba. 
Na te zuchwale slowa sedzia stracil doreszty 
cierpliwosc i wydat na Cyryla wyrok smierci.
>>>
60 


Tlumy ludu towarzyszyly malemu Ineczen- 
nikowi na plac za miastem, gdzie mial bye scie- 
ty. Wszyscy litowali sie nad nim, \vielu plakalo. 
- 21e czynicie placzqc - rzekl do otacza- 
jqcych - owszcm, radujcie sie i blogoslawcie 
Pana. Miluje Go i calem sere em ufam, ze mie 
przyjmie do wspal1iatych przybytkow wiecznej 
szczesliwosci. Ach, pozwolcie Ini oddac zycie za 
mojq swiet q wiare! 
Z temi slowami na ustach podal ochotnie 
glowe pod miecz katowski. Cata Cezarea palala 
uwielbieniem dla dwunastoletniego bohatera, 
a smierc jego tak chwalebna pozyskala Chry- 
stusowi Panu wielu nowych wyznawco\v. 


* 


* 


* 



 


Niebo to prawdziwa nasza ojczyzna. - lycie 
ziemskie jest tylko prob q , tylko niedlugq we- 
drowk q . Czy bedziemy godni, aby nas Bog przy- 
jql do tej upragnionej ojczyzny? 
Pan J ezus zapytany raz' przez pewnego mlo- 
dzienca, co ma czynic, aby bye zbawionym, tak 
mu odpowiedzial: "J e s I i c h c e s z w n i j s c 
do Z y w 0 t a, c h 0 \V aj p r z y k a z ani a". 
Niech kazdy z nas zapyta swej du
zy, czy 
mialby nadzieje dostac sie do nicba, gdyby mu 
dzis umrzec przyszlo?
>>>
6. 


BLOGOSLAWIONA MARJA LATASTE. 


Mala \vioska Mimbaste \\' poludniowej Fran- 
cji jest miejsccm urodzenia Marji. Rodzicc jej 
nie odznaczali sic: ani bogachvem, ani wysokiem 
pochodzcniem; byli to prosci wicsniacy, Ilieucze- 
ni, ale pobozni, uczchvi i pracowici. Micszkali 
na koncu wsi \v matej zagrodzie, ktora nosila 
nazwe "Pod starym debem". Nic mieli na ksztal- 
cenie Marysi w miescic, \VC wsi szkoty nie bylo, 
matka \\riec uczyla corcczke wszystkicgo, co sa- 
rna umiala, to znaczy: pacierza, katechizmu, czy- 
tac, pisac i troche rachowac. Przytcm i do go- 
spodarskich zaiec wprawiala Marysie zawczasu; 
kiedy inne dzievlczynki lcdwie umiejq igl
 w pal- 
cach utrzymac, Marysia juz nieile szyla i prze- 
dla na kotowrotku. Matka pilnowata jej bardzo, 
ieby nie trwonila czasu na bezmyslne proz- 
niactwo. 
Najwiecej bylo klopotu z nauk
 religji; Mary- 
sia nie lubila katcchizmu; przykrzylo jej sie 
uczyc napami
c \vszystkich prawd wiary, cnot, 
g'rzecho w, sakramcn tow; zy\\ra, niepostuszna, 
uparta \vykrecata sie od tej trudnej lekcji, jak
>>>
62 


mogla. Starsza siostra pomagala jej, tlumaczyla, 
zachecala; czasem sie udalo zatrzymac roztrze- 
panq dziewczynke przy ksi
zce, ale codzien pra- 
wie trzeba bylo szukac jej po wszystkich kqtach 
i napedzac do nauki. Przytem jeszcze martwila 
matke zuchwalstwem, uporem i nieposluszen- 
stwem; slowem, bylo to dziecko bardzo trudne 
do prowadzenia. 
Pani Lataste nieraz iuz sil braklo, zwqtpie- 
nie j
 ogarnialo; ale modlila sie gor
co, wzywa- 
jqC Boskiej pomocy. I Pan Bog dopomogl. Ale 
nie stalo sie to w sposob widoczny, owszem, 
poczqtek odmiany w zyciu Marji mial zr6dlo 
\v grzesznej pobudce. Sarna opowiada 0 tem 
\v liscie do swego proboszcza, pisanym w kilka- 
n-ascie lat pozniej: "Malem dzieckiem bedqc, wy- 
obrazalam sobie, ze mi sie wcale inne zycie i oto- 
czenie nalezy niz to, w ktorem sie z woli 
Bozej znajdowalam. Stanowisko corki nie- 
zamoznych rodzicow, przebywanie \v lichej 
wioszczynie, ciche i jednostajne dni, mie- 
siqce, lata, wszystko to wydawalo mi sie jakby 
krzywd q . Tesknilam za czem
 wiekszem, lep- 
szem. Marzylam, co za wspaniala przyszlosc 
przypadlaby mi w udziale, gdybym miala ro- 
dzicow bogatych i znakomitych. Posiadlabym 
wysokie wyksztalcenie i moglabym zajasnief 
w swiecie. Gdy mi sie zdarzylo spotykac ludzi 
tak od losu obdarowanych, zazdroscilam im 
z calej duszy i smucilam sie, ze nigdy taka nie
>>>
63 


bede. Krylam sie jednak z temi myslami; nikt 
z bliskich nie mogl odgadnqc, co za gorycz i bunt 
zalewaly mi serce. Cierpialam bardzo, bo wi- 
dzialam, ze moje pragnienia nie ziszczq sie 
nigdy" . 
Jakkolwiek Marja nie zdradzila przed nikim 
tresci swych smutnych rozmyslan, to jednak mat- 
ka i siostra widzialy jei przygnebienie. Modlity 
sie obie za ni q i podwoily serdecznq troskliwosc. 
W dVlunastym roku zycia podobalo sie Bogu 
uleczyc jq z tej ciezkiej choroby duszy. Lekar- 
stwem byla pierwsza Komunja sw. Bliskosc tego 
waznego dnia w zyciu sprawila glebokie wraze- 
nie na Marysi; z wielk q czci
 dla Najsw. Sakra- 
mentu przygotowywala sie do spowiedzi i ko- 
munji. Teraz juz nie uciekala ad lekcyj religji, 
owszem, uczyla sie najchetniej katechizmu i pro- 
sila matke 0 wytlumaczenie, gdy czego nie mogla 
zrozumiec. Tern samem zaczela sie zastanawiac 
nad sob q , poznala swoje wady i postanowila 
szczerze pracowac nad wykorzenieniem zlego. 
Stala sie uleglq, pilnq i poboznq. 
. Gdy po raz pierwszy w zyciu przyjela Zba- 
wiciela do swego serca, zapalala niewypowie- 
dzianq radosci q i powtarzala ciqgle: 
- 0, jakze blogo 'qczyc sie z Panem Jezu- 
sem! Jak slodko posiadac Go w swem sercu! 
Matka odrzekla jej na to: 
- Spodziewam sie, ze postarasz sie z calych 
sit zasluzyc na laske czestej Komunji swietej.
>>>
!I 


. . 


64 


- 0, mamo... - odpovliedziala Marysia - 
zobaczycie, jak sie od dzisiejszego dnia popra- 
wiQ! 
I dotrzymala slowa. Pomoc Ducha Sw. za- 
znaczyla teraz jeszcze wyrainiej zwrot jej ku 
lepszemu. Rodzice i siostra zdumievlali sie, jak 
z nieznosnego, przykrego dla wszystkich dziec- 
ka zrobila sie dziewczynka lagodna, usluzna, pra- 
cowita i zawsze mile usmiechnieta, a nie nad q - 
sana jak dawniej. 
Raz obudzona szlachetna dusza Marji rzucala 
jasne promienie ku niebu i ku bliinim. 
Za dobre sprawowanie sie, za pilnosc w na- 
uce da\vala jej czasem matka pare groszy na 
ciastka; ojciec takze przeznaczyl jej malq mie- 
siecznq pensje na drobne sprawunki. Dziewczyn- 
ka nie wydawala tych pieniedzy na niepotrzebne 
lakocie, tylko chovlala oszczednie do woreczka. 
Pewnego dnia, gdy wracala z matk q z kosciola 
do domu, stary zebrak zaszedl im drog'e i prosil 
o jalmuzne. Pani Lataste nie miala przy sobie 
vicniedzy, i przykro jej bylo, ze musi odprawic 
ubogiego z niczem. Ale Marysia dobyla swoj 
woreczek z kieszeni i podala go matce z uszcze- 
sliwionq mink q . 
- Niech mamusia da dziadkowi z moich pie- 
niedzy. Jeszcze dosyc dla mnie zostanie. 
- J akze zrobie? - odpowiedziala matka 
- kiedy niema drobnych, tylko srebrniaczki. 
Zreszt q daj mu sarna, He zechcesz.
>>>
6.5 


Dziewczynka wsuneta zebrakowi w reke pol 
franka, mowiqc: 
- Pomodlcie sie za mnie, zebym sie jak naj- 
predzej popraw'ila. 
Poczem dogonila matke i zawolala z ra- 
dosci q : 
- Wiecie, mamusiu, juz teraz na pewno be- 
de dobra, bo dziadek powiedzial: "niech ci Bog 
stokrotnie zaplaci". A przytem prosilam go, ze- 
by sie modlil na mojq intencje. 
Rozmaitemi sposobarni pelnila Marja obo- 
"\viqzki swe wzgledem bliinich. J ednq z jej naj- 
milszych rozrywek bylo gromadzic dokola sie- 
bie mlodsze dzieci, ktore jeszcze nie chodzity do 
szkoly, i uczyc je najwazniejszych prawd naszej 
wiary. Umiala robic te lekcje tak przystepnemi 
i zrozumialemi, tak przytem zabawiala swoich 
tnalych ucznioW', ze gromadka powiekszala si
 
z kazdym niemal dniem. Dzieci Ignely do mlodej 
l1auczycielki i tatwo zachowywaly w parnieci 
to, co im tlumaczyla. Jeden tylko byl chlopczyk 
pomiedzy niemi tepego poiecia, i ten niczego sie 
nie -m6gl nauczyc, mimo ze Marysia najwiecej 
nad nim pracowala. Po uplywie roku tyle wla- 
snie umial, co przed rokiem, co znaczy, ze tak 
sarno nic nie umiat. Zaledwie potrafil wyjqkac 
Ojcze nasz i Zdrowas. 
- Sk
d ty dobierasz cierpliwosci z tym 
nieukiem, Marysiu! - rzekla do niej matka pew- 
5 


Kwiaty bote
o o
rodu.
>>>
66 


nego 'dnia. - Nie Inecz sie, bo niczego go nie 
nauczysz. 
- 0, mamo - odpowiedziata dziewczynka 
- wyscie tez mieli niemalo utrapienia ze mnq; 
ja nawet gorsza bylam daleko, bo nie chcialam 
sie uczyc, a on biedaczek radby z calego serca. 
tyIko ma takie ciezkie zrozumienie Nic to, nie 
bede sie zrazala, owszem, ciesze sie, ze odpoku- 
tuje choe troche za moj upor i zlq wole. Zoba- 
czycie, rnamusiu, ze rni Pan Jezus dopomoze. 
naucze Piotrusia katechizmu. A co to bedzie za 
uciecha, jesli go doprowadze do KomW1ji swietejt 
Wtedy musi pomodlic sie za mnie! 
Pewnej niedzieli po potudniu szla Marysia na 
iiieszpory i spotkala dwie znajome dziewczynki 
w przedsionku koscielnym. Rozmawialy g'losno. 
a chichotaly jeszcze glosniej. Zasmucilo jq 
bardzo takie nieposzanowanie Darnu Bozego, ale 
nim zebrala mysli, zeby im powiedziec jakies. 
rozsqdne slowo, juz pobiegly w ulice podska- 
kujqc. 
W kilka dni p6zniej spot kala znowu jedn
 
z tych dziewczqt i tak sie do niej odezwala: 
- Parnietasz, Joziu, jakesmy razem przy- 
stepowaly do pierwszej Komunji sw.? Ja bar- 
dzo czesto 0 tern sobie wspominam i bardzo cie 
Iubie. 
- 0, i ja ciebie kocham - odpowiedziala 
tamta. 


, -..
>>>
67 
- W dowod przyjazni chcialabym... ale bo- 
Je sie, ze falszywie zrozumiesz moje slowa i po.. 
gniewasz sie na mnie. 
- Ja na ciebie? Nigdy w swiecie. 0 c6z ci 
chodzi ? 
-'- Mam ci cos powiedziec... 
- Co takiego? Nie b6jze sie! . 
- Czy przypominasz sobie, gdziesmy sie 
widzialy przeszlej niedzieli? 
- Przed kosciolem; albo co? 
-- Przed kosciolem - powtorzyla Mary- 
sia lagodnie - zdaje mi sie, ze... zachowanie 
si e waszc... 
- Bylo bardzo naganne! - wpadajqc jej 
w mowe, zawolala przyjaciolka. - Sta!ysmy sie 
przyczynq zgorszenia, dalysmy mlodszym dziew- 
czetom zly przyklarl. slusznie mi zwracasz u\.va- 
gee Dziekuie ci i przepraszam. 
- 0 nie, moja droga, nie mnie obrazilas, nie 
ja mam prawo gniewac sie na ciebie. Pan Jezus 
sie gniewa, p6jdZmy 0-0 przeprosic, dobrze? 
Poszly razem do kosciola i uklekly przed 01- 
tarzem. j 
Milosc blizniego objawila sie u .M.arji wiel- 
k
 slodycZC\ w obcowaniu z ludzmi i niezmiem
 
W'Yrozumialosci
- na ich bledy. W Sqsiedniej 
wiosce zachorowal pewien gospodarz,- znajomy 
Latast6w. Powszechnie bylo wiadomo, ze czlo.. 


5- 


.
>>>
68 


wiek ten zaniedbywat obowiqzki nakazane przez 
religje, nie chodzil do ko
ciola i od wielu, wielu 
tat sie nie spowiadal. Przechodzqc sciezk q przez 
pole, Marysia uslyszala urywek rozmowy mie- 
dzy zniwiarzami: 
- Bezboznik, niedowiarek, zakala wsi... - 
tl10wil jeden z parobkow. 
- Przyszlo mu teraz na koniec! - szyder- 
;zo zasmial sie drugi. 
- Ano, jakie zycie, taka smierc - wtrqcila 
swoje ktoras z kobiet. - Niczem ten kamien, co 
sie stacza w przepasc, tak on spadnie do piektai 
a jakze. 
- Ach, nie! prosze was, nie mow:cie takich 
okropnych rzeczy! - zawolala Marysia, staj
c 
wsrod nich. - Kto z nas ma prawo sqdzic tego 
biedaka? Moze go nikt w mlodosci nie uczyl, 
moze mial zle przyklady w domu; gdyby mu 
Bog uzyczyl takich lask, Jakie niejedna z nas 
lekcewazy, moze bylby daleko lepszym od nas. 
Zamiast go potepiac, uzalmy sie nad nim; przy- 
rzeknijmy wszyscy, jak tu stoimy, ze pomodlimy 
sie codzien na jego intencje: "Pomnij, 0 najlito- 
sciwsza Panno", zgadzacie sie? Gdy wszyscy 
bedziemy prosili, Matka Boska nie moze nam od- 
m6wic i nawroci go. 
Usluchali tej poczciwej rady, i rzeczywiscie 
w kilka dni p6,iniej czlowiek ow: przyjql ostatnie 
sakramenta swiete z wielk q skruch q .
>>>
69 


l..aska Boza dzialala w duszy Marji i rozja- 
rzala coraz mocniej slaby z pocz
tku plomyk 
dobrej woli i cnotliwych popedow. Doswiadczala 
cierpien, smutku, pokus, ale rownoczesnie doda- 
wal jej Pan J ezus coraz wiecej sily do zwalcza- 
nia zlego, a utwierdzania sie w dobrem. Przy- 
tocze znowu wyjqtek z listu do tego samego ksi
- 
dza, 0 ktorym wyzej wspominalem. 
"Gdy zaczelam czternasty rok, przychodzily 
na mnie czesto niepokoje i obawy. Niemal bez- 
ustanne pokusy przeciw skromnosci dreczy ly- 
mnie. Dusze mojq przepelnial smutek, czulam si
 
zmeczona i slaba. Szukalam pociechy w modli- 
twie, a znajdowalam oschlosc. Ani matka nie 
mogla mj pomoc; martwila sie razem ze mnq, 
choc nie wyjawilam jej, co mi dolega. Te ciezkie 
i upokarzajqce proby zsylal na mnie Pan Bog, 
aby mi dac poznac niebezpieczenstwo zycia 
w swiecie, aby mie zmusic do walczenia z sob q .- 
Ale broni q moj
 przeciw podszeptom' zlego du- 
cha bylo gorqce ukochanie dziewiczej niewinno- 
sci; balam sie utracic j
 i strzeglam jak najmil- 
szego skarbu. To bojowanie z pokusami trwalo 
dlugo, ale i troska 0 zachowanie czystosci wzra- 
stala i coraz mi dodawala sil ku zwyciezaniu 
zlych mysli. Wreszcie na wielkie moje prosbY 
zgodzil sie spowiednik, bym slubowala Najsw. 
Marji Pannie zachowanie czystosci duszy i ciala 
przez jeden rok. Od tego dnia ustqpily pokusy. 
i uspokoilam sie. Ale coz... jedno zle min
lo, za-
>>>
70 


. 
czelo sie inne. W roku 1839 skonczylam lat 17; 
wtedy to r.ozliczne zle sklonnosci zbudzily sie 
w mojej duszy; miatam wrazenie, ze straszny 
nieprzyjaciel wyzywa mie do walki na smierc 
i zycie. Pycha mych lat dzieciecych podniosla 
znow g'lowe, nieraz wydawalo sie, ze mie opa- 
nuje zupetnie. Gniew zalewal mi serce 0 lada 
drobnostke; by tam ci q g1e rozdrazniona i tatwo 
obrazliwa. Nie dostrzegalam wlasnych ulomno- 
sci, a na cudze, chocby najblahsze, mialam bystre 
oko i surowy sqd. Ach, co to za meka takie zy- 
cie! Uciekalam z domu i biegalam szukac pomocy 
u Pana Jezusa. Przystepowalam co miesiqc do 
Komunji sw., Zbawiciel ratowat mnie, uspokajat, 
tylko w kosciele przed Przenajsw. Sakramen- 
tern doznawalam ulgi. I teraz, najmilszy moj 
spoczynek, jedyne wytchnienie tam tylko znaj- 
duje; tam ogarnia mie radosc, ktorej opisac nie 
zdolam. Pan J ezus utajony w tabernakulum bro- 
ni mie przed czartem, swiatem, przed grzesznc- 
mi myslami, jest mi pociech q w cierpieniu, sprzy- 
mierzencem w walce, rajem na ziemi, moim Bo- 
giem, mojem '\vszystkiem, mojem zbawieniem". 
Te gorqce modlitwy, ta ufnosc niezachwiana 
zjednaly blogoslawionej dziewicy zdroje lask; 
nieraz oczom jej duszy ukazywat sie Chrystus 
Pan wyraznie, przemawial do niej, nauczal, jak. 
ma sie modlic, rozmyslac, jak postepowac, aby 
Mu bye wiernq i mil q sluzebnic q . Posluszna we- 
wnetrznemu glosowi wstqpila do zakonu Najsw.
>>>
il 


Serca J ezusowego i tam zmarla, przezywszy lat 
rlwadziescia piec, W roku 1847, mloda wiekiem, 
.ale dojrzala dla nieba. 


* 


* 


* 


Co nam trzeba zapamietac, przeczytawszy 
10 opowiadanie? Oto, ze Marja wyblagala moc 
duszy i bron przeciw grzesznym popedom jedy- 
.nie przez wielkie nabozenstwo do Najsw. Sakra- 
Inentu. Czyn i ty tak sarno, jezeli serdecznie 
chcesz wyrosnqc na uczciwego czlowieka, mi- 
lego Bogu i ojczyinie. 
Czytalem raz bardzo piekne zdanie, przyda 
sie, abym je tu przytoczyl: Zdala od Boga za- 
miera i ginie dusza czlowieka, tak sarno jak ginie 
i zamiera wszelka roslina w zimie, g'dzie slonce 
jej nie ogrzewa. W cieple slonecznem wzrastajq 
krzewy, rozwijajq sie kwiaty, a w promieniach 
laski zyje prawdziwem zyciem czlowiek. 1m bar- 
dziej sie zbliza do Boga, tern doskonalszym sie 
staje. 
. Nie zapominaj 0 tern, kochaj Pana Jezusa; 
niech bojain Boza zarnieszka w twem serduszku, 
\vtedy nie obrazisz Boga nigdy dobrowolnie, a On 
cie uzna za swe p
sluszne, dobre dziecko i takze 
cie kochac bedzie. Lecz gdyby niestety grzech 
()panowal to slabe, mlode serce, wszystko dobre 
.skrzeploby jak mrozem sciete, stalbys sie zlem. 
nieszczesliwem dzieckiem. Jezeli tedy przycho- 
.
>>>
72 


dZ q takie chwile, ze cie cos kusi i jakby przemo- 
c
 ciqgnie do grzechu, bqdi pewny, ze to zly 
duch stoi u drzwi twej duszy i domaga sie do- 
stac do jej wnetrza koniecznie. 0, nie otwieraj 
mu! Nie poddawaj twierdzy nieprzyjacielowi, ale 
walcz z nim najlepszq broni q - modlitwq. Prze- 
zegnaj sie i mow: ,,0, najdrozsze Dzieciqtko Je- 
zus... nie dopusc, abym Cie obrazil! Strzez mie, 
odpedi pokuse, ja Cie tak pragne kochac i zaw- 
sze bye dobrym! Potem staraj sie myslec 0 czem 
innem" zaspiewaj jak q ladnq piosenkei ale najle- 
piej zrobisz, gdy pobiegniesz zaraz do kosciola, 
iezeli jest wpoblizu. Tam padnij na kolana przed 
Najsw. Sakramentem, tam znajdziesz ratunek 
i opieke.
>>>
""'N. ........ 
- -- , 


,-- 


-\ 


\\ ,\ 
, ", , 
. 

' ,: 
.1 
" ': 
'\" 



--.- 


.... 


(Kwiaty bozego ogrodu.) 


.. .. 


.. 


-:. 


...... 


. - 
\ ."'- 


- \ 


,r- 


\ '\ 


" 


-- 


..... 


......-
 


SW. MARCIN. 




 


\ 


-., 



 



 



 


\\ 



 


I 
't' 


.... 


, 


 
.,
>>>

>>>
7. 


SWIJ;TY MARCIN. 


Jednym z najbardziej czczonych przez Ko- 
sciol katolicki mezow jest sw. Marcin. Lycie je- 
go. to wzor niedoscigly bogobojnosci, milosci 
blizniego w slowie i w czynie. Bog odznaczyl 
\viernego slug'e swego darem czynienia cudow. 
Opisal ten zywot serdeczny jego przyjaciel Sul- 
picjusz. Przy koncu dziela tak sie wyraza: "Mar- 
cin byl tak wielki, ze mowa; ludzka nie zdola 
przedstawic godnie doskonalosci jego. Nie bylo 
godziny w dniu, W ktorejby sie nie wznosil ku 
niebu modlitwq lub czytaniem ksiqg poboznych. 
Nie zdarzylo sie nigdy, by kogokolwiek ze swych 
bliznich potepil; ani mu przyszlo na mysl szukac 
pomsty za krzywde sobie wyrzqdzonq. Byl tak 
cierpliwy, ze znosil z lagodnosci
 obraze na- 
,v:et wtedy, gdy jemu, kaplanowi, najposledniej- 
szy ze sluzby ublizal. Milowal swych nieprzyja- 
ciol i dopomagal im w potrzebie. Nie widziano 
go nigdy wzburzonym, ani rozgniewanym, nigdy 
nad miare wesolym lub smutnym, a oblicze je- 
go jasnialo zawsze niebiansk q pogod q . Czesto
>>>
74 


plakal z litosci nad ludzmi, ktorzy go oczerniali 
falszywie" . 
Marcin urodzil sie w Sabarji r. P. 316. Bylo 
to miasto rzymskie w dzisiejszych Wegrzech; 
prawdopodobnie znajdowalo sie ono w tej samej 
okolicy, a moze i w tern samem miejscu, g'dzie 
dzis lezy miasto Sant Marton (sw. Marcin). Tuz 
za niem wznosi sie gora zwana 
 'v; i e t 
, 
z ktorej szczytu mozna 'widziec wielki szmat 
kraju, okolo 200 wsi i miasteczek. 
Urodzil sie z poganskich rodzicow; OJClec 
jego byl jednym z wodzow wojska cesarskiego. 
W pare lat po przyjsciu na swiat syna poszedf 
ze swym oddzialem do Italji, do miasta Pawji, 
niedaleko Medjolanu. 'Tam wzrastal maly Marcin 
pod okiem zacnej, ale poganskiej matki. Opatrz- 
nose jednak przeznaczala go do wielkich celow; 
nic wiec dziwnego, ze juz w dziecinnym wieku 
byl pod szczeg6lniejszq opiek q Boz q . Dowic- 
dziawszy sie od kogo
 0 miejscu zgromadzefJ. 
chrzescijan, poszedl raz z pustej ciekawosci zo- 
baczyc i posluchac, co sie tam dzieje. Ujrzat ludzi 
modlqcych sie z gorqcosci q ducha, ujrzal milosc 
-, bratni q , uslyszal slowo Boze. WszystkQ to spra- 
\ wilo sHne wrazenie na mlodem, niezepsutem ser- 
cu. Od tcgo czasu nawiedzal czesto ow dom mo- 
dlitwy, a po niejakim czasie prosil przelozonego 
gminy chrzescijanskiej, by go p.t:
yjql pomiedzy 
swoich uczniow. Prosba jego zosfala wyslucha- 
.... 1 
. 
 I 
. . 
'" " 
.... " 


t
>>>
75 
na; kaplan poblogoslawil go i zrobil mu na czole 
2nak krzyza. 
Dwa lata juz trwala nauka swit:tcj '.viary. 
W tym czasie uslyszal Marcin opowiadani:: 
o swiqtobliwych mezach, co uciekali od swiata 
na pustynie i tam wiedli zycie umartwione, od- 
dani rozmyslaniu i pokucie. Takim byl wowczas 
Hilarjon w Ziemi Swietej. Ten takze z urodzenia 
poganin, wczesnie poznal prawde i juz w piet- 
nastym roku zycia zostal pustelnikiem. Slyszqc 
o liilarjonie, Marcin zapragnql go nasladowac. 
ale mial dopiero Js1t dwanascie, i wytlumaczono 
mu, ze za slabe jeszcze jego sily, aby mogl wiese 
tak surowy zywot. Pozostal wiec nadal w domu 
rodzicielskim, skromny, cichy, stroniqc od roz-O 
rywek. . 
Alisci cesarz rzymski wydal dekret, by sy- 
nowie wojow:nikow cwiczeni byli w sztuce ry- 
cerskiej i oddawani do legjonow. Moze ten roz- 
kaz cesarski niekazdemu byl mily, ale ojciec 
Marcina poddal mu sie ochotnie, albowiem nie- 
przychylnem okiem patrzal na postepowanie sy- 
rra, nienawidzil nowej wiary i ufal, ze w sluzbie 
wojskowej tyle bedzie mial wrazen i pracy, ze 
o niepotrzebnych mrzonkach predko zapomni. 
Wprawdzie W owem rozporzqdzeniu zaznaczone 
bylo wyraznie, ze mlodziency zdatni do wojska 
musieli miec skonczonych fat siedmnascie, ale 
ojciec Marcina, jako jeden z wodz6w, latwo prze- 
prowadzil S\vojq wole i sprawil, ze pietnastofet-
>>>
76 


niego chlopca przyjeto. Ze zas sam sluzyl w kon- 
nicy, wiec i Marcina do jazdy zapisal. 
Synowi tak znakomitego rodu nalezala sie 
liczna sluzba, ale Marcin wybral sobie tylko jed- 
nego zolnierza do poslug i obchodzU sie z nim 
lagodnie i serdecznie, jakby z rodzonym bratem. 
Zdarzalo sie, ze c\viczqc sie w pokorze, sam 
zdejm.owal swemu sludze z nog obuwie i czyscil 
je. Kazal mu jadac przy jednym stole ze sob q , 
i czesto mu sam podawal potrawy. Mlody ten 
zotnierz byl sierot q i nie znal innej rodziny 
procz towarzyszy broni; pokochal tez dobrego 
pana calq duszq. 
Marcin nie otrzymal byl jeszcze chrztu Sw., 
gdy wstqpU do wojska; mimo to zycie jego swie- 
cUo przykladem cnot najpiekniejszych. Zmuszo- 
ny obcowac z rozpustnymi zoldakami, zachowal 
niewinnosc duszy anielsk q ; tak byl skromny 
w mowie, umiarkowany w jedzeniu i piciu, ze 
nawet poganie podziwiali go i uznawali jego 
wyzszos
 nad sob q . Ubogich i chorych wspieral 
jalmuznq, nawiedzal, pocieszal, oddawal im pra- 
wie wszystek swoj zold. 
Zaraz w POCZq tkach sluzby Marcin zostal 
wyslany z czesci q armji do Galji czyli do dzi- 
siejszej Prancji. Staneli w miescie Amiens. Pew- 
nego dnia kilkunastu zolnierzy, a z nimi i Mar- 
cin, wyjezdzalo z rozkazami starszyzny za mia- 
sto do inn eg'o legjonu. Zima byla cieika, ostry
>>>
77 


wiatr dql z polnocy, opowiadano ze zgrozq, ze 
wielu ludzi na slnierc zmarzlo. Pod brama, miej.. 
ska, stal zebrak prawie nagi, skostnialy od mro- 
zu, i blagal 0 litosc. W szyscy zolnierze mi- 
neli go obojetnie, jeden Marcin zatrzymal sie, 
zdjety litoscia,. Niestety nie mial przy sobie ani 
denara, gdyz jak zwykle rozdawal byl cala, s
 
miesieczna, pensje ubogim. Patrzyl na drzqcego 
z zimna biedaka i serce mu sie krajalo od zalu. 
Co robic? Niepodobna zostawic nedzarza bez 
pomocy na smierc niechybn
.' 
Rzymscy zolnierze nosHi szerokie plaszcze 
zeszyte z dwoch kawalkow sukna, w ktore moz- 
na sie bylo owinqc od stop do glowy w razie 
chlodu. Nie. namyslaja,c sie dlug'o, zdia,l Marcin 
plaszcz ze siebie i przecia,l go mieczem na dwie 
polowy; jednq otulil przezieblego zebraka, drugq 
sam sie owina,l jako tako. Spostrzeglszy to, nie- 
kt6rzy z kolegow wysmiewali sie zen i szydzili 
z rozcietej plachty; inni, szlachetniej myslqcy, 
wstydzili sie w duszy swego braku litosci. 
. Zajechali przed gospode, gdzie im przezna- 
czono popas, i ziadlszy wieczerze, pokladli sie 
spac. I snilo sie Marcinowi, ze widzi przed sob q 
J ezusa Chrystusa, otoczonego nieprzeliczonemi 
zastepami aniolow. Odziany byl w polo we zol- 
nierskiego plaszcza, kt6r
 mlody rycerz darowal 
byl przed g'odziIUl zebrakowi. Przemowil Pan 
do anielskiej rzeszy: "Patrzcie, jako mie okryl
>>>
78 


litosnie 6w, ktory uczy sie dopiero prawdy 
 
a nie jest jeszcze chrzescijaninem". 
W dlugie lata pozniej zbudowano kosci6t na 
miejscu, gdzie sw. Marcin mial to widzenie. Pa- 
miec czynu milosierdzia przechowuje sie do dzis 
dnia miedzy ludem, i ch06 z biegiem czasu swi q - 
tynia rozpadla sie w gruzy, mieszkancy, Amiens 
pokazujq plac, na kt6rym stata. 
To swiete zjawisko spotegowato w duszy 
Marcina pragnienie chrztN. Doprowadzil swoj 
zamiar do skutku w osmnastym roku zycia; wte- 
dy zrozumial, ze niepodobna mu bedzie pozostac 
dluzej w legjonie glownie dla tej przyczyny, ze 
,vojska cesarskie mialy nakaz obchodzie wsp61- 
nie wszystkie swieta poganskie, a grzechem by- 
loby dla chrzescijanina uczestniczyc \v tych 
urO€zystosciach. Zdarzalo sie, ze za odmowienie 
poklonu bozkom srogie kary spotykaly opornych 
zolnierzy, bywaly na wet wypadki, ze zaciekli 
w pogafistwie dow6dcy skazywali na smierc nie- 
poslusznych, pomimo ze krwawe przesladowa- 
nia chrzescijan dawno sie juz skonczyly. Rozwa- 
zaj
c to wszystko, Marcin postanowil wysta,pic 
z W'ojska. 
A wlasnie gdy to chcial uczynic, nadszedt 
do armji rozkaz cesarski wyruszenia w b6j prze- 
ciw Germanom. Wojsko doszlo na miejsce, gdzie 
dzi
 lezy miasto Wormacja; starszyzna kazata 
przystepowac rotom i wyplacala zold. W edlu
 
zwyczaju wywolywano zolnierzy po nazwisku.
>>>
79 


Gdy przyszta kolej na Marcina, skorzystal z tej 
sposobnej chwili i prosil 0 zwolnienie go od 
sluzby. 
- Nie wstydzisz sie stawac przede mnq 
z takiem za,daniem? - krzyknql w6dz oburzony. 
- Podlym tchorzem jest, kto ucieka z pola 
w przededniu walkie 
Marcin odpowiedzial spokojnie, patrza,c wo- 
dzowi w oczy. 
- Na dow6d, ze bojazni w sercu nie mam 
i nie strach mna, powoduje, prosze cie, panie, jak 
o laske, postaw mie jutro w pierwszym szeregu; 
pojde na nieprzyjaciela z imieniem J ezus na 
ustach, bez zadnej innej broni pr6cz znaku krzy- 
za sw. 
- Dobrze, stanie sie, jako chcesz; biore cie 
za stowo - rzekl w6dz. 
Zaprowadzono mlodzienca do wiezienia, a na- 
zajutrz mial isc na czele swcj roty bezbron- 
ny przeciw mieczom ,vroga. Lecz inne byly za- 
miary Boze: zanim boj rozpoczeto, Germanowie 
pr.zyslali g'onca, pros
c 0 pok6j. Tedy otrzymal 
Marcin uwolnienie. 
Udal sie niezwlocznie do swia,tobliwego bi- 
skupa liilarego i pod jego kierunkiem ksztalcit 
sie dlugie miesi
ce w nauce naszej swietej religji. 
Umocniony na duchu, z blogoslawienstwem bi- 
skupa wr6cil do rodzicielskiego domu. Za laska. 
Boza. nawrocil do chrzescijanstwa ukochana,. 


.
>>>
so 


matke, O]CleC niestety pozostal zatwiardzialym 
poganinem do smierci. 
Lata mijaly, Marcin wyjechal znowu do 
Galji, zostal biskupem w Tours i tam umarl 
w dniu 8 listopada r. 397, dozywszy lat 81. 


.. 


.. 


. 


Niema na swiecie czlowieka, kt6ryby nie 
magi dawac jatmuzny. Czyz to koniecznie trzeba 
pieniedzmi wspomagac ubogich? Malem dziec- 
kiem jestes, moze nie masz ani grosika w kie- 
szeni, to nic nie szkodzi; oddaj biednemu polo- 
we swojej buleczki; nie mozesz dac cieplej su- 
kienki, daj serdeczne slowo; pociesz smutnego, 
uzal sie nad nim, popatrz nan ze wsp6lczuciem; 
powiedz mu, ze bardzo szczerze chcialbys ulzyc 
jego niedoli, ale sam nic nie masz. Czasem kilka 
stow, z serca plyna,cych, wiecej dobrego zrobi 
niz pienia,dze. A He razy spotkasz ubogiego, po- 
mysl sobie, ze pod postacia, zebraka Pan J ezus 
staje przed toba,. Okaz litosc nieszczeslhvemu, 
nasladuj sw. Marcina. 


.
>>>
8. 
SWI
TA ROZA Z -LIMY. 


Dzieci
ce lata R6zy; bojain bOZ3, milosc boza. 


W roku 1586, w dzien sw. dziewicy Agniesz- 
ki de 1\1ontepulciano, w miescie Limie stolicy Pe- 
ru (Ameryka Poludniowa), przyszla na swiat 
dziecinka. Rodzice jej byli hiszpanskieg'o pocho- 
izenia. Na chrzciny obrano dzien Zielonych 

wia,tek, czyli, jak je tamtejszy Iud nazywa, 
R 0 z an q Wi elk a no c. Na czesc babuni da- 
no dziecku imie Elzbiety, czyli po hiszpaIisku 
Izabelli. 
. 
Pewnego dnia, gdy dziewczynke wyniesiono 
z kolyski do ogrodu, matka spostrzegla, ze slicz- 
nie rozkwitla roza \ zwisa tuz nad glo\-vka, jej c6- 
re
zki. Pomyslala sobie wtedy: "Kto wie, moze 
to znak z nieba, moze moje dziecko bedzie kie- 
dys takim kwiatem pieknym, rosna,cym na chwa- 
Ie Bogu, a na pocieche ludziom", i od tego dnia 
nie chciala nazywac jej inaczej, tylko Roza,. 
Rozyczka fbyla wyjqtkowo miluchnem dzie- 
cia.tkiem: juz od. pierwszych miesiecy zycia oka- 
zywala sie zupetnie inn a. niz wszystkie niemo- 


.. 


Kwiaty botefo ofrodu. 


6
>>>
82 


wleta. Lada drobnostk q mozna jq bylo zabawic" 
nie plakala, ani krzyczala co chwila, jak sie to 
zwykle zdarza u dzieci, wog6le malo sprawiala 
klopotu matce i sluza,cym; a kto na nia, spojrzal.. 
mu
ial j
 polubic. 
Pierwsza swiadoma mysl 0 Bogu zablysla 
w jej duszy bardzo wczesnie i z przyczyny pro- 
stej, a jednak w swych skutkach zadziwiaja,cej. 
Piecioletnia R6za bawila sie razem z dziecmi s
- 
siad6w i ze swym starszym bratem na podw6- 
rzu. Deszcz padal poprzedniego dnia, kaluze nie 
wyschly jeszcze, a ze dzieci biegaly i wyskaki- 
waly, kt6res obryzgalo niechcqcy blotem slicz- 
ne wloski R6zy. Zasmucila sie tern', bo wielce 
dbala 0 czystosc i porza,dek; wiec usunela sie na 
bok, aby sie drugi raz nie powalac. Braciszek 
myslal, 'ze sie dqsa, pobiegl wiec za nia, i przy- 
bieraja,c powaznq mine, powiedzial jej kazanie. 
- Siostrzyczko, siostrzyczko... zali to wiel- 
ka obraza, ze troche bIota padlo na twoje wlo- 
sy? Trzeba ci wiedziee, ze wlosy dziewczqt to 
sidla, w ktore szatan lowi dusze mlodzienc6w 
dla piekla. Tak bardzo lubisz swoje wloski? Ale 
Panu Bogu pewno sie one nie podobaj
, kiedy 
zezwolil na to, aby; sie zbrukaly. 
Te stowa zartem wypowiedziane padly 
W' dusze dziecka jak kamien. Pierwszy raz, jak- 
by we mgle niewyraznej,' ukazal sie jej oczom 
grzech. Kto tIe robi, obraza Boga, idzie w stuzbe 
czarta i g'inie w piekle. Serduszko jej scisnelo sie
>>>
83 


wielka. trwogq przed tem pieklem, 0 kt6rem brat 
jej wspomnial. Pobiegla do domu, powtarzaja.e 
eichutko. 
- 0 Jezu, b
dz pochwalony! Nie opuszczaj 
mnie! 0 J ezu, ratuj mnie! - Poczem chwycita 
noZyczki i obciela sobie wlosy. 
Od - tego dnia, mimo ze tak bardzo jeszcze 
malenka, strzegta sie pr6znosci jak ognia, unikala 
wszystkiego, czem mogla zwr6cie uwage ludzi 
na siebie i bye im albo sobie samej powodem 
do grzechu. A tu wlasnie matka jej, kobieta po- 
spolita, n.iewyksztalcona i swiatowa, koniecznie 
chciala pysznie sie przed calem miastem niezwy- 
kla. urod
 swej coreczki. Chciala: te pieknose 
jeszcze podniese roznemi sztuczkami tualetowe- 
mi, nie zalowala na swiecidelka, sukienki, byle 
dziewezynka wygla.dala jak najladniei. 
Pewnego razu, gdy poszly w odwiedziny do 
znajomych, spostrzegla na stole wieniec ze swie- 
zych .kwiat6w; a wiedzqc, jak R6zyczce we 
wszystkiem ladnie, kazala jej sie ustroie VI' ten 
wianuszek. Ale pokorne dziecko wymawialo sie, 
jak . mogl-o, i prosilo matke, by mu _ oszczedzila 
tych popis6w. Na nie sie zdaly prosby, wkoncu 
Roza musiala wlozye wieniec na glowe. Ulegla, 
ale przygniotla sobie umyslnie skronie, zeby 
przynajrnniej b61em ukarae sie za ten czyn proz- 
'\ nqsci. . 1. 
Itmym razem pOwYjmowala matka z szuflad 
paciorki, lancuszki, bransolety i kazala Rozy 
6-
>>>
84 


przystroic sie w to wszystko; chciala jej utrcfic 
wlosy, a twarzyczke ubielic i \vyroZo\\rac. Prze- 
razona dziewczynka blagala ze lzami, .aby mo- 
g'la pobiec przynajmniej do kosciola, zapytac spo- 
. wiednika 0 pozwolenie. Wkrotce wrocila razem 
z ksiedzem, ktory przedsta,vil matce powaznemi 
slo,vy, jak ile robi, zmuszaj
c pobozne dziecko 
do rzeczy tak niepotrzebnych, a nawet szkodli- 
wych, jak zbytnie stroje. Na szczescie potrafit 
j
 przekonac, i od tego dnia nigdy juz nie nama- 
wiala Rozy do proznosci. Owszem ust
pila jej 
gor
cym prosbom i sprawiala jej bardzo skronl- 
ne sukienki, nie zwracajqce uwagi ani barw'\, 
ani krojem. A 0 to wlasnie Rozy chodzilo, by nil(:t 
na ni
 nie patrzal. 
Czula niezmierny wstret do grzechu, 0 czem 
wszyscy w domu wiedzieli; to tez wystrzegano 
sie \V'ymowic przy niej chociazby jedno nie- 
poczciwe stowo. Czasem rodzef1stwo jej przyno- 
silo do domu piosertki nieobyczajne albo jakies 
brzydkie zarty; gdy to przypadkiem poslyszala, 
biegla do matki i padala na kolana placz
c, ze 
sie dzieje obraza Boska. A gdy byla swiadkiem 
".... jakiego zlego uczynku i nie mogla mu przeszko- 
dzic, zalewala sie gorzkiemi lzami. Brzydzila sie 
falszem do najwyzszego stopnia i tak mawiala: 
"Choebym pozyskata cal
 ziemie albo nawet ca- 
Ie niebo za cene klamstwa, nie sklamie, bo B6g 
jest prawdC\". - Gdy slyszala kogos mowi
cego 
klamliwie, odzywata sie delikatnie, ale stanow- 


.. .
>>>
85 


czo: y,Przepraszam, rzecz sie ma inaczej, -wiem 
to na pewno". Albo: "Zdaje mi sie, ze nie tak 
by to, jak powiadasz". 
Trzymata s\ve cialo i zmysly na wodzy,' 
strzegla jak najtroskliwiej czystosci swej duszy, 
nic tez dziwnego y ze Bog' otaczal ja, ojcowska, 
opiek q , i przez cale zycie nie zdarzylo sie, by 
mysla, nawet zgrzeszyta przeciw skromnosci. 
Tak wzrastala bogata w cnoly pod okiem 
Bozem, nieskalana na sercu ni na duszy, jak 
wonna biata roza, kolcami chronia,ca' swych 
snieznych ptatkow od brudnego dotkniecia. 
Chrystus Pan powiedziat: "Kto \viernie cho- 
wa moje przykazania, ten jest, kt6ry mie miluje". 
W calem zyciu Rozy z Limy, na kazdym kroku, 
w kazdym uczynku okazuje sie 'wielka, plomien- 
na mitosc Boga. 


Proznosc. 


Z tq mitosci q Boz q dzieje sie podobnie jak 
z milosci
 do rodzico\v: dobre, kochaja,ce dziecko 
najkpiej lubi przebywac przy tatusiu i lnamie. 
Nieraz koledzy wotaj
 do zabawy albo na spa- 
cer, neci je to, jednak pozostaje w domu; nie wa- 
lesa sie po ulicach, mimo ze tam niejedna cieka- 
wa rzecz jest do widzenia. Bawi sie przy matce, 
uczy sie pilnie, bo wie, ze tern spra\vi najwieksza. 
przyjemnosc rodzicom, a przecie z calego serca 
chce bye ich pociecha..
>>>
86 


Tak wlasnie dzialo sie z blogoslawionq dzie- 
cinka. Rozq. Laska nadprzyrodzona pocia.gala jL\ 
ku Bogu, a ona sua za glosem laski. Takie 
usposobienie duszy sprawialo, ze nie zajrnowaly 
jej zabawy rowiesniko\\'. Nieraz przychodzily. 
dzieci sa.siadow: do ogrodu rodzicow Rozy, przy- 
nosily z sob a. rozne cacka, postrojone laleczki 
i przywolywaty Roze do wspolnej zabawy. Ale 
ona uciekala w najdalszy kqt ogrodu i tam prze- 
bywala w samotnosci na rozmowie z Panem Je- 
zusem. Pewnego dnia brat uwziql sie, ze ia. wy- 
szuka i przyprowadzi. 
- Dtaczego stronisz od nas - zapytal, za- 
stawszy ie kleczqca. pod drzewem przy parka- 
nie. - Niegrzeczna jestes, niegoscinna, chodi ba- 
wic sie. 
- Zostaw mnie tutai - prosila serdecznie - 
nie gniewajcie sie na mnie; tak mi tu dobrze, 
a kto wie, czy wasza zabawa podoba sie Bogu, 
moze tam niema Pana J ezusa miedzy wami. 
Ta nieustanna mysl 0 Bogu zrosla sie z kaz- 
d q inna. niysla. Rozy. Czy przy robocie recznej, 
czy przy jakiem innem domowem zajeciu zawsze 
czula .obecnosc Bog'a przy sobie i. rozmawiala 
z Nim w duszy, jak dziecko, skazane na przeby- 
wanie - zdala od matki, teskni za ni q i mowi do 
l1iej, choe usta sie nie poruszajq. Moznaby przy- 
rownac Roze do slonecznika, co zwraca sie za 
sloncem od wschodu do zachodu i patrzy wen 
z mitoscia. swym pieknym zlocistym kwiatem.
>>>
87 


Czy przedla albo szyla, czy haftowala, czy roz- 
mawiala lub czytata, czy pozostawala w domu, 
:szta ulicq albo kleczala w kosciele, zawsze 
i wszedzie dusza jej zwrocona byla ku Bogu. Nie 
myslcie, ze jej to choc troche przeszkadzalo przy 
robocie. Sami wiecie, ze mozna szyc, rysowac, 
ponczoche robie, a przytem zupelnie swobodnie 
rozmawiac. Owszem, kazda robota Rozy byla 
,vykonana jak najdokladniej; nawet matka, dose 
cia niej surowa, nie mogla jej nic zarzucic. 
Z biegiem lat, gdy podrosla, a milosc Boza 
coraz bardziej sie rozkrzewiala w jej sercu, prze- 
1TIysliwala, coby to zrobie, zeby moc czesciej 
i bez przeszkody obcowae duchowo z Panem 
J ezusem. Wynalazla ustronny kqcik w ogrodzie. 
tam przy pomocy brata swego Ferdynanda zbu- 
loW'ala z desek malq szope, ktorq przezwala 
swojq pustyni q . Dwie drewniane scianki przy- 
pieraly do muru ogrodowego; z gesto posplata- 
nych galezi i grubej warstwy lisci zrobili dach, 
a stary szeroko rozwarty krzak jalowcu zasla- 
nial wejscie. Przy murze usta\vila rodzaj olta- 
rzyka, nad nim zawiesila duzy krzyz z tektury, 
a dokola wszystkie swiete obrazki, jakie tylko 
miala. Zdobila ten oltarzyk kwiatami z ogrodu 
-i przed nim spedzala wszystkie wolne chwile. 
Ledwie slonce \vzeszlo, juz sie zry\vala z tozka 
i biegla zrt:lowic pacierz do swei kapliczki; 
ubrawszy sie, zanosila tam robote, szyla lub na- 
prawiala bieliznei gdyby jej nie od\volywano,
>>>
S8 


goto\va byla caly dzieiI przesiedziec \v ukocha- 
nej pustelni. Jezeli kto z dorno\vych potrzebowat 
R6zy, wiedziano, gdzie jej szukac. "Idicie do 
chatki \V ogrodzie, ona tam jest z pe\cvnosci q ... 
Ina\viano. 
Pewnego dnia tak si
 zapami
tala na rno- 
dlihvie, ze wieczor zapadl i scien1nito sie zupel- 
nie. R6zyczka odziedziczyla po rnatce lekliwq 
nature, a nawet bardzo nierozsqdnie bala si
 
stracho\v. Rodzice domyslili sie, ze siedzi przera- 
iona \v- pustelni i nie rna od\vagi isc sarna przez 
duzy og'rod. Trzeba bylo pojsc po ni q . Coz, kiedy 
i rnatka tak sarno sie bala jak corka. Tedy po- 
szedl z ni'l ojciec, \vyzwolili Raze, i wrocili 
\vszyscy troje do domu. Dziewczynka dziekowa- 
la rodzicorn, ze 0 niej parnietali; ale w tejze. 
chwili przemknelo jej przez glowe: - Dziwna 
rzecz... mama za nicby nie poszla sarna do ogro- 
du pociernku, a jak z ojcem, to sie nic a nic nie 
boi. To i ja nie powinnam sie bac; wszakze Pan 
Bog, rnoj Ojciec najlepszy, jest zawsze przy 
rnnie! - Od tego dnia pozbyla sie niernqdrej bo- 
jaini, nocne cienie przestaty jq przerazac, cho- 
dzila sarna po najdalszych sciezkach ogrodu 
swobodnie, jak w bialy dzien. 
Gdy uprosila rnatk
 0 pozwolenie, biegla d(). 
bliskiego kosciola; tam bylo jcj stokroc jeszcze 
lepiej, niz w ogrodowej pustelni, bo tam ukryty 
w cyborjurn mieszkal prawdziwie -Pan J ezus. 
Wybrala sobie laweczke naprzeciw ottarza i kle-
>>>
..... 


, 


-' 


-, 


.,: 


- Ai 


\" 



 


- \ 


\ .J
. 


.., -a . 
..
.,;;...
 'at, 
.
 .....,;:....; 


-, 


.... 
't"'" 


'. 
. 


.. 


..... . 


/ 
 
 / ' 
'.

 

 - 


. ,- 


1
' 
r 


.. 
../ 


f 



 



 


\ 


""
 \ - " 
,-- ",.-)
 _J 
.' 

............
 


SW. ROZA Z LIMY. 


(Kwiaty bozego ogrodu.) 



 


. , 
, ) 
\7 


'9/ 


- 
 

I 


'..... 



 


\ 


l.. 


) 



 



v t. 
Ii? 




 
. ,-.:,-, 



 
.., p......-../ --.' 
. l.(! . .
., 
. 
- .;.... .".., 


.'\ ' 


. - '\
>>>
89 


CZ(4C 1110dllta sie godzinami. Gdy tylko dowiedzia- 
fa 51(:, ze w ktorYln kosciele jest nabozenshvo 
z - '\\ryst2:""ieniem Przenajs\v. Sakramentu, spie- 
szyla tam uwielbiac najdrozszego Zbawiciela. Po 
odbytej pierwszej Komunji s,v. serce jej laknelo 
Chleba Anielskiego; nie mogt spo\viednik oprzec 
sie jej prosbom, wszak znat niewinnq jej dusze
 
,viec z
odzil sie, by przystt;po\vala co tydzien do 
Stolu Panskiego. Przygoto\vy,vata sie do tego 
\vielkiego aktu z calem skupieniem. poprzedzajqc 
go za\vsze doskonalq spowiedzi q . Chcqc sie prze- 
konac, czy mlodziutki umysl dobrze pOjmuje do- 
nioslosc otrzymanej laski, zapytal jq raz spo- 
\viednik, jakiego uczucia doznaje po Komunji sw. 
- Zdaje mi sie - odpowiedziala - jakby 
slonce wschodzilo w mojej duszy. Blask, radosc, 
jasnosc, niewypowiedziane szczf;scie, oto co. 
czuje. 


Przywia.zanie do rodzic6w. 


Rodzice R6zy nie byli bog'atymi ludimi; to 
tez niezmiernie im bylo ciezko 'Yychowae jede- 
nascioro dzieci, ktoremi ich Bog obdarzyt Naj- 
czesciej male dziewczynki nie zastanawiajq sie 
nad tern, co sie w domu dzieje; Roza podzielala 
klopoty matki i robila, co tylko bylo w jej mocy, 
by jej ulzyc w gospodarstwie. Nieraz dopoina 
Vl HOC szyla, cerowala, latala, zeby tym sposo- 
bem umniejszyc wydatkow na bielizn; i sukienki
>>>
90 


dla rodzenstwa. Porobila wlasnemi rekom kilka 
grz
dek w ogrodzie, nasadzila kwiat6w, pieleg- 
nowala je, podlewala, a gdy sie pieknie rozwi- 
nely, wiqzala z nich bukiety i posylala przez slu- 
zqce na sprzedaz do miasta. Pewien znajomy 
ksHidz zapytal raz, czy naprawde sobie wyobra- 
Za, ze ten groszowy doch6d przyda sie matce na 
co? 
Usmiechnela sie i odpowiedziala: 
- Moja praca malo przynosi, wiem 0 tern; 
ale Pan J ezus bardzo dobry, rozmnozy te grosiki 
na pewno. 
Gdy kt6re z rodzicow zachorowalo, rzucala 
wszystko, a poslugiwala im najtroskliwiej dzien 
i noc, baczna na kazde skinienie, mysli ich odga- 
dujqc. 
Nie bylo i zapewne niema na swiecie dziecka 
rownie poslusznego jak ona. Cokolwiek chciala 
robie, zawsze pierwej pytala matki 0 pozwole- 
nie; nawet szklanki wody nie ,wypila bez pozwo- 
lenia. Zdarzalo sie czasem, ze matka, podraznio- 
na domoW'emi troskami, byla w zlym humorze 
i zabraniala jej pic. Biedne dziecko znosilo prag- 
nienie nieraz przez pare dni, a nie przestqpilo 
zakazu. lie razy szla do szafy po robote, zawsze 
pytala, czy wolno. Raz matka zniecierpliwiona 
rzekla: 
... - 
- Wiecznie tylko pytasz i pytasz; widzisz 
przecie, ze szafa - otwarta, czego mnie nudzisz? 


-
>>>
91 


- Moja robota licha, nie na wiele sie przy- 
da - odpowiedziala dziewczynka - dlatego 
chcialabym jej dodac wartosci przez postuszef1- 
stwo. 
Ale to bylo tylko pokorne rozumienie 0 sobie, 
gdyz przeciwnie wszystko, czego sie tknely 
zreczne paluszki R6zy, bylo zrobione porz
dnie 
I dokladnie. Umiala zwlaszcza haftowac jedwa- 
. biami bardzo pieknie. Pewnego razu, chcqc jej 
doswJadczyc, kazala; jej matka wyszyc kwiaty 
przewrotnie i niewlasciwemi kolorarni. Ustuchata 
bez namyslu. Po jakims czasie matka przyszla 
obejrzec robote i, udajqc zagniewanq, krzyknela 
ostro: 
- C6zes to za szkaradzienstwa powyrabia- 
fa ? 
pisz chyba nad robot q , czy rozumu nie 
masz? Do czego te kwiaty podobne? 
R6zyczka odpowiedziala ze slodycz
: 
- I mnie sie zdawalo, ze tak nie bedzie 
ladnie; jezeli mama pozwoli, to spruje i drugi raz 
wyszyje: Postaram sie zrobic to jak najpredzej 
i jak na.Jlepiej. 
- Najpiekniej objawiala sie milosc Rozy do ro- 
dzicow cierpliwem znoszeniem przykrosci, jakich 
nieraz doznawala od nich. Babka takze obcho- 
dzila sie z ni
 surowo, a czesto niesprawiedli- 
w1e. I tak tIP. - wotala na ni
 nIzabella!", a gdy 
dziecko przybiegalo na zawolanie, dostawalo 
kare ad matki, kt6ra chciala, by jq przezywano 
Rozq. I nawzajem, gdy sie d-ala komu nazwac
>>>
92 


R6z q , babka bila jq r6zg q . Inne dziecko pr6bo- 
waloby z pewnosci q bronie sie, a nawet odplacae 
zuchwalstwem; ona znosila te niezasluzone kary 
cierpliwie i w milczeniu. Coz, kiedy niestety jej 
slodycz, pokora zamiast lagodzic jeszcze 'bar- 
dziej draznily matke, kt6ra w przeciwief1stwie 
do swej swietej coreczki byla szorstka i po- 
rywcza. Gniewala jq poboznosc R6zy, jej malo- 
m6wno
c, jej zamilowanie do samotnosci, tajala 
j
 co chwila, przemawiata do niej surowo, czesto 
bila r6zg q , a nawet... kijem. Rodzenstwo 
i sluzqcy, widzqc postepowanie matki i babki. 
dokuczali ze swej strony bezbronnej SWq dobro- 
ci q dziewczynce, robili jej na ztosc, a gdy sie nie 
Inscila ani slow em, ani czynem, przezywali jq 
obI U d n q S w i e t 0 s z k q. Ale R6za przyjmo- 
wala wszystko bez skargi, a mysl 0 'Zbawicielu. 
kt6ry wycierpial tak straszne meczarnie za grze- 
chy swiata, dodawata jej mocy. 
Przezywszy ; zaledwie lat 32, Roza umarla 
w roku 1616, a w pieedziesi
t lat poiniej zostala 
kanonizowana i doznaje wielkiej czci jako pa- 
tronka Peru. 


* 


* 


* 


lIe to wspanialych cnot w zyciu tej swietej. 
prawda? Jakby to dobrze by to choe odrobinke 
bye do niej podobnq. Pomysl, w czembys jq chcia- 
la nasladowae? Spr6buj, naprzyklad, unikae 
klamstwa; nigdy w najmnieiszei drobnostce nie
>>>
93 


mowic nieprawdy. Ta cnota bardzo sie Bogu po- 
doba. Albo sluchac rodzicow na kazde skinienie; 
niektore dzieci rezonujq, pytajq "dlaczego?" R6- 
za z Limy byla posluszna slepo z calem podda- 
niem swej woli rozkazom starszych. A mozeby 
dobrze bylo odpedzac od siebie proznosc, nie za- 
dawac sie ze zwierciadelkiem. Moze masz zwy- 
czaj duzo mowic? Pomnij na Roze z Limy, na- 
sladuj jej milczenie i rozwage. 


.
>>>
.. 


9. 
MALI MJ;CZENNICY JAPONSCY. 


\ . 


Na Dalekim Wschodzie, poza stalym l
dem 
Azji, wylania sie z oceanu wielki archipelag czyli 
grupa wysp, ktore nosz
 nazwe J aponji. Paf1-. 
stwo to nie znalo religji chrzescijaf1skiej aZ do 
potowy XVI wieku, a cata ludnosc klaniata sic: 
potwornym bozyszczom. 
Japof1czycy jak s
 dzisiaj, tak i przed setka- 
mi lat byli narodem dzielnym, roztropnym, chci- 
wym wiedzy i in teligentnym. 
. W roku 1549 przybyl do tego kraju sw. Fran- 
ciszek Ksawery, zakonnik jezuita, i pocz
t opo- 
wiadac ewangelje poganom. Niedlugo po nim zje- 
chalo wielu jego duchownych wspolbraci, i nie 
uplynelo lat czterdziesci, a prawdziwa wiara 
rozkrzewila sie w Japonji jakby cudem. Wielu 
ksi
Zc\t wyrzeklo sie martwych batwanow 
, 
i przyjeli chrzest wraz ze swemi rodzinami; na- 
wet kaplani pogaf1scy, zwani bonzami, nierzadko 
sie nawracali, a liczne rzesze ludu garnely sie 
do chrzescijanstwa z nieopisanym zapalem. 
A jednak Opatrznosc Boza w Swych niezba- 
danych celach dopuscila w Japonji strasznego
>>>
95 


krwawego przesladowania nowej wiary, ktore 
wybuchlo nagle i trwalo lat szescdziesiqt. Tysi q - 
ce chrzescijan ginelo w najstraszniejszych me- 
czarniach, nawet dzieci umieraly bohatersk q 
smierci q : Opowiem warn 0 kilku malych Japon- 
czykach, niezlomnych w wierze wobec smierci. 


Bracia kr6lewscy. 


Jednq z wielu prowincyj Japonji byla Arima. 
Krol mial tu dwoch braci, Franciszka i Mateusza; 
starszy mial lat osiem, mlodszy dopiero szese. 
W szyscy trzej byli chrzescijanami. 
Ody stronnictwo przesladowcow rozpano- 
szylo sie w kraju, krol stchorzyl, odstqpil praw- 
dziwego Boga i tak dalece posunql sie w swej 
nikczemnosci, ze nawet rodzonych braci sie wy- 
rzekl. Przywolal urzednika, ktoremu powierzyl 
najskrytsze swe zamiary, i rozkazal mu zgladzie 
ze swiata obu malych ksiqzett, ale w" sposob ta- 
jemny, zeby wiese 0 tern nie wzburzyla ludu, 
przywiqzanego do dzieci krolewskich. Powiernik 
zabral na
ychmiast chlopcow, wrzucil ich do 
glebokiego, ciemnego lochu, gdzie przez czter- 
, 
dziesci dni pozostawali, a w miescie rozpuszczo- 
no pogloske, ze wyjechali wraz z siostrq do 
Meako. 
Niewinne chlopieta, przeczuwajqc, ze je 
smiere czeka, przygotowywaly sie do niej mo- 
dIitwC\ i postern. .. ;
>>>
96 


Pewnego \-vieczora, gdy \-vlasnie przyniesio- 
no im jedzenie, franus rzekt: 
- Nic dzis nie bede jadl za pokute. 
- A cozes tak zlego uczynU? - spy tal gc 
mlodszy braciszek. 
- Poturbowalem zolnierza, ktory tu stoi na 
\-varcie; schwycilem go obura.cz za glowe. 
- 0, o! 
- Slowo ci daie, ze tylko zartem, zareczam 
ci, ze z figlow; ale bye moze, iz mu zrobilem 
przykrosc, wiec tez za kare pojde spac 0 glodzic. 
" Zolnierz slyszal te rozmo\-ve brad i rzekl do 
Pranusia ze smiechem: 
- Nie troskaj sie, krole\-viczu, wcale a wcale 
nie jestem poturbowany; o\-vszem, przykroby mi 
bylo, gdybys byl glodny z mojei przyczyny. 
Prosze was bardzo, zjedzcie obaj wieczerze. 
Pranus przeprosil go raz jeszcze i jadl ze 
smakiem. Mateusz polozyl sie zaraz potem 
i usnql. Starszy zas upadl na kolana i zmo\vil 
piee Zdrowas; a powstawszy zamyslil sie gle- 
boko i zaczql plakac. 
Byl tam pod6wczas w wiezieniu razem 
z ksiqzetami pewien wYsokiego rodu mlodzie- 
niee, takze chrzescijanin, im,ieniem Ignacy. Ten, 
widzqc smutek i Izy dziecka, zapytal, co mu do- 
l ega. 
- Myslalem 0 mece i smierci Pana Jezusa 
za nasze grzechy, i strasznie mi sie zal zrobilo, 
ze jest jeszcze tylu ludzi na swiecie, ktorzy nic
>>>
en 


\viedz q 0 tern dobrodziejstwie; azem si
 roz- 
plakal. 
Zdumial si
 Ignacy takiej dOjrzalosci mysli 
u dzieckai jemu samemu Izy stan
ly w oczach, 
wiedzial bowiem z poslyszanej rozmowy strazy, 
ze \.vlasnie tej nocy krolewscy bracia mieli bye 
zamordowani. Braklo mu sUy po\.viedziec 0 tern 
Pranusio\.vi, chcial jednak w jakis sposob przygo- 
towac go na smierc, uklqkl \vi
c i zaczql modlic 
sie glosno: 
- 0 najswietsza Pan no, Matko Boza! Pro- 
sze Ci
 i blagam przez g'orzk q m
k
 Syna Twe- 
go Jezusa Chrystusa, pomnij na mnie grzesznego, 
gdyby mi przyszlo umierac niezadlugo, moze dzi- 
siejszej nocy. 0 dobra Matko... w Twoje swiete 
rece oddaj
 cialo moje i dusz
 mojq! 
Franus powtarzal za nim kazde slowo, i we- 
zwawszy trzydziesci trzy razy imienia Jezusa 
i Marji, przezegnal sie s\.vi
cona. wod q i poszedl 
spac. Ignacy zas kleczal dalej i modlil sie z glebi 
serca 0 wieczne szcz
scie dla tych niewinnych 
ofiar, ktore juz nie mialy sie obudzie do zycia. 
o polnocy wszedl do wiezienia zoldak i przebil 
sztyletem spiqce dzieci. 
Wiese 0 ich smierci rozeszla sie niewiadoma. 
drogq po calem krolestwie i przepelnila zalosci q 
serca chrzescijan. Jeden tylko czlowiek, wyrod- 
ny brat matych meczennikow, niedosc, ze pozo- 
stal odstepcq, ale nadal przesladowal chrzesci- 
jan z dzikiem okrucienstwem. 


Kwiaty botego ogrodu. 


7
>>>
98 


Rzewna odpowledi. 
Pewnego razu misjonarz zapytal synka boga- 
tych i znakomitych rodzicow: 
- Jakbys odpowiedzial, gdyby ci
 zapyta- 
no, czy jestes chrzescijaninem? 
- Odpowiedzialbym "tak" - rzeklo bez wa- 
hania dziecko. 
- Ale mozeby cie za to chciano ukrzyzowac; 
coz wtedy? 
- Wtedy musialbym si
 gotowac na smierc. 
Misjonarz pytal dalej z pewnq natarczy\.vo- 
scia. : 
- Jakze to rozumiesz: "gotowac sie na 
smierc" ? 
Chlopczyk podniosl ra.czyny wgor
 i odpo- 
wiedzial stanowczym tonem: 
- P6kibym tylko mowic zdolal, ciqglebym 
powtarzal: 0 Jezu, zmiluj sie nade mnq! Jezu, 
zmiluj sie nade mna.! 
Misjonarz zaslonil oczy rekoma i plakat 


Szata smiertelna. 
W czasie przesladowania chrzescijan w Ja- 
ponji zyla w pewnem miescie kobieta, ktora za- 
rabiala szyciem na s\.ve utrzymanie. Miala ona 
dwoch synow i coreczke. Ta coreczka zastala 
jq raz szyjqCq bardzo ladnq suknie. 
-- Ach, mamusiu... dla kog'oz bedzie to slicz- 
ne ubranie? - zapytala.
>>>
99 


- Dla mnie - odrzekla matka. - Tylu 
chrzescijan zginelo smierci q meczensk q , lada 
uzien i ja zostane ukrzyzowana. A to przecie be- 
dzie najpiekniejszy dzien mego zycia. Skonczq 
si
 klopoty i zmarhvienia. niedostatek, a rozpocz- 
ne w niebie wieczne. \.vielkie s\.vi
to. Na taki 
dzicn musz
 bye ladnie ubrana. 
-- Mamusiu, uszyj i dla mnie sukienk
 - pro- 
sUa dziewczynka. 
- Mam jut gotowa. dla ciebie i dla mlodszego 
braciszka. 
- A starszy? 
Matka milczala. 
Siostra pobiegla z najwiekszem pospiechem 
do brata i zawolala: 
- Powiem ci cos' waznego: mama uszyla 
trzy piekne suknie na dzien naszego ukrzyzowa- 
. 
nia; dla siebie i dla nas mlodszych, szkoda, ze 
o tobie zapomniala... Ale ty cia.gle mysl 0 tern, 
ze jestes chrzescijaninenl, i chocby cie skazano 
na smierc, nie zaprzyj sie Pana Jezusa, pami
taj! 


Wlara ule Jest przedmiotem zartow. 


J edna z wielu wysp Japonji zowie sie Ama- 
kuza. Panowal tam w XVI stuleciu wielki wrog 
chrzesciianstwa, ksiqze Tarasaba. Wsrod jego 
dworzan znajdowal sie syn szlacheckiej rodziny, 
chlopiec trzynastoletni imienicm Jan. 


,.
>>>
100 


Pewnego razu podczas wspanialej uczty, 
ktorq ksiqz
 wydal dla swych przyjaciol, jeden 
z gosci zauwazyl, jak zrecznie posluguje ow mlo- 
dy dworzanin. Przywolal go blizej i spy tal, skqd 
jest rodem. Chlopiec odpowiedzial, ze z Naga- 
saki. 
- Mieszkancy Nagasr 
i Sq przewaznie 
chrzescijanami; czy i ty wyznajesz t
 nowa. wia- 
re? - spy tal gosc. 
Zmieszal si
 chlopczyk i milczal chwilk
 ; 
wiedzial, jak q niena wiscia. pala jego pan do religji 
Chrystusowej, nic wiec dziwnego, ze bojain sci- 
sn
la mu serce. Ale i 0 tern pami
tat, ze g'rze- 
chern jest zapierac sie swej wiary. To tez oprzy- 
tomnial wpredce i odpowiedzial spokojnie, ze tak 
jest istotnie. 
- Zartujesz chyba dla zabawienia nas? 
- 0 nie, panie - odrzekl Jan - nie osmie- 
lilbym si
 zarto\.vac ani z rzeczy tak wielkiej wa- 
gi, ani w obecnosci mego najdostojniejszego pana. 
Tarasaba zmarszczyl brwi srogo i zapytal 
mlodego dworzanina, czy ojciec jego nalezy do 
tej obmierzlej sekty. A wlasnie przed kilku 
dniami wyznaczyl mu byl wysok q dozywotnia. 
pensje. 
.- Tak jest, milosciwy panie. 
Na te slowa ksiqz
 wpadl w zlose niepohamo- 
wanq i bylby rozkazal obu scia.c tego samego 
dnia, gdyby nie strach przed buntem oburzonych 
takiem okrucienstwem poddanych. Przywolat
>>>
101 


syna i ojca do siebie, przyrzekal im wielkie laski, 
dary kosztowne, by ich skusic do odst
pstwa od 
wiary sw. Gdy to nie pomagalo, grozil tortura- 
mi, smierci q , dr
czyl ich przez kilka dni, wresz- 
cie kazal ich precz wygnae ze swego panstwa. 


"Ja wlasnie tego chce". 


Szedl sobie raz pewien krole\.vicz na prze- 
chadzke i spotkal znajomego chlopczyka. Nie 
mogl sobie przypomniee jego imienia i zapytal 
go 0 nie. 
- Nazy\.vam sie Krzysztof - odpowiedzialo 
dziecko. 
-- Coz za szkaradne imi
! - za\.volal ksi q - 
ze. - Da\.vniej miales inne, ladniejsze. 
- Tak jest, ale dawniej bylem poganinem, 
a teraz jestem ochrzczony. Moje imi
 bardzo mi 
sie podoba. 
- 
edzniku! Jak mozesz lqczye sie z po- 
dlymi zbrodniarzami, co mordujq niewinne dzieci 
i karmi q si
 ich cialem! Poczekaj, przyjdzie i na 
ciebie kolej, zabijq cie i pozrq. 
Chlopczyk odpowiedzial z wielkim spokojem: 
- W szystko to Sq ohydne bajki; wymyslone 
przez poganskich kaplanow; nie wierzcie im, pa- 
nie. Chrzescijanom nie wolno zabijae nikogo, na- 
wet nieprzyjaciol. Wierzymy w jednego Boga,' 
. ktory rzqdzi calym swiatem; to zas, do czego ty 
sie modlisz, milosciwy panie, Sq tylko balwany
>>>
102 


z drzewa lub kamienia albo obrazy ludzi zlych 
i okrutnych, ktorzy pomarli i da\.vno juz poszli do 
piekla za swoje grzechy. Kto sie klania takim 
bozyszczom, dostanie sie takze do piekla. 
Ksiqz
 wyr\.val miecz z pochwy i krzyknql: 
- Albo w tej chwiIi od\.volasz te bluinier- 
stwa, albo zginiesz! 
Krzysztof ani drgnql i mo\.vil dalej odwaznie: 
- Zdaje mi si
, ze bardzobys sie musiat 
wstydzie, gdybys zabil bezbronne, slabe dziecko, 
to nie jest czyn godzien szlachetnego meza. 
A przytem, nie zdolasz mi zaszkodzic. Nie zabi- 
jesz przecie mojej duszy, tylko cialo; dusza poj- 
dzie do nleba, a jaw I a s n i e t ego c h c e! 
Bedzie mi w niebie daleko, daleko lepiej niz tu- 
taj. 
Ksiqze byl tak zmieszany mOWq chlopczyny, 
ze odszedl oden w milczeniu. Opowiedzial to 
zdarzenie innym poganom, i wszyscy zdumiewali 
sie, ska.d biorq chrzescijanskie dzieci tak q mq- 
drose i tak meznego ducha. 


Jagnie zwycieza witka. 


Innym znow razem przyszlo dwoje dzieci do 
pewnego misjonarza i prosily z naiwnq prostotq, 
aby je ochrzcil. 
- A umiecie katechizm? - zapytal kaplan. 
- Umiemy, chodzilismy na nauke.
>>>
103 


- Bardzo dobrze; ciesze sie, zescie tacy pil- 
ni; trwajcie nadal w prag'nieniu chrztu sw., a gdy 
nadejdzie stosowna pora, to go otrzymacie. Te- 
raz wracajcie do domu i zachowujcie sie pocz- 
ciwie. 
T ak mowil ksi
dz umyslnie, zeby si
 ich po- 
zbyc, przypuszczal bowiem, ze to tylko ch\.vilo- 
wa dziecinna zachcianka, a malcy nie majq nawet 
wyobrazenia 0 swi
tosci Sakramentu, ktorego 
zqdajq. Ale dzieci nie daly sie odpra wic z ni- 
czem: ukl
kly przed ksi
dzem i szlochajqc prosi- 
ly, aby im nie odmawial tak \.vielkiej laski. 
- No, dobrze, juz dobrze, pomyslimy 0 tern 
- rzekl zaklopotany. - Ale rozumiecie chyba, 
ze nie mam prawa chrzcic was bez pozwolenia 
rodzicow; czemuz kto starszy nie przyszedl 
z wami? 
- Owszem, prosilismy naszych ojcow 0 po- 
zwolenie i zgodziIi sie - rzekl jeden z chlopco\v 
- nie wyjdziemy stqd, poki nie zostaniemy 
chrzescijanarni. 
- Nie wyjdziemy! - powtorzyl drugi. 
W tedy ksiqdz wypytal ich 0 najwazniejsze 
prawdy wiary i 0 swiete Sakramenta, a widzqc, 
ze nietylko umiejq wszystko napamiee, ale ro- 
zumiejq doskonale, nie mogl sie juz sprzeciwiae 
i ochrzcil ich. 
Odeszli szczesliwi, jakby skarb znaleili.
>>>
104 


Wkrotce potem darowal ktos jednemu z nich 
obrazek; zaniosl go do domu i powiesil nad swo- 
iem lozkiem. Rownoczesnie nadszedl ojciec i spo- 
strzegl obrazek. Chociaz byl poganinem i nie za- 
dawal si
 z chrzescijanami, poznal odrazu, ze to 
musi bye jakas rzecz swieta. Czy zapomnial 
istotnie, czy nie chcial pamietae, ze synowi nie 
bronil chodzie na nauke do misjonarzy, dose, ze 
ofuknql chlopca: 
- Coz to za szpargal wisi na scianie? Czy 
przypadkiem nie zachcialo ci sie zostae chrzesci- 
janinem? 
- Tak jest, ojcze, ale z twojem wyraznem 
pozwoleniem; pra\.vda, ze pami
tasz? 
- Co? J a mialbym pozwolie na takie beze- 
censtwo? Zaraz mi padniesz na kolana przed 
naszem starem, czcigodnem bostwem i przepro- 
sisz je. A nie, to ci utne glowe. 
Chlopczyk odpowiedzial: 
- W olno ci, ojcze, zrobie ze mna., co chcesz; 
oto jest miecz, zabij mnie, ale chce zye i umierac 
jak chrzescijanin. 
Poganski ojciec wpadl w strasznq wscieklo
e. 
rzucil sie na syna jak dziki zwierz, zdarl zen 
odzienie i nagiego powiesil na sznurze pod ramio- 
na u belki, poczem go zacza.l smagac rozgq, po- 
wtarzajqc za kaidem uderzeniem: 
- No jakze, poklonisz sie bogom? Namysli- 
les sie?
>>>
r 
105 .. 


A dziecko znosito bicie z meczensk q cierpli- 
wosci q i odpowiadalo niezmiennie: 
- J estern chrzescijaninem. 
Ojciec az przytomnosc tracil ze zlosci i bit 
coraz mocniej, az poszarpane cialo krwi q sie ob- 
lalo. Wtedy rzucil nawp61 omdlaleg'o syna w k
t 
izby i wyszedl z domu. 
ZbiegIi sie krewni i domownicy i zamiast lito- 
wac sie nad skatowanem dzieckiem, szydzili z je- 
go glupoty. Chlopiec milczal spokojny; zdawalo 
sie, jakby ktos inny cierpial za niego, ktos inny 
dodawal mu sit i odwagi. 
Bylby go moze zly ojciec na smierc zame- 
czyl, ale misjonarze ujeli sie za dzieckiem i za- 
brali je pod swojq opieke. 


Ignacy. 


W roku 1616 umarl cesarz japonski Dayfusa- 
ma, drugi zrzedu prz"'esladowca chrzescijan. Po 
nim nastqpil syn jego Xogun, gorszy jeszcze wr6g 
nowej wiary. Ten krwiozerczy tyran rozkazal 
straci
 w jednym dniu 52 chrzescijan. Bylo to 
22 wrzesnia 1622 r. Dzien ten zapisany jest 
w martyrologji pod naZWq W i elk i d Z i e n 
m e c zen s t w a. Okolo 30.000 chrzescijan ze- 
szlo sie z wielu miast i wsi, aby SWq obecnosci
 
oddac hold meczennikom i wzmocnic wlasne ser- 
ca widokiem ich niezachwianej wiary.
>>>
106 


Wyprowadzono swietych skazancow poza 
bramy miasta Nagasaki, na wzgorze ponad mo- 
rzem. Niektorzy mieli bye spaleni na stosie, inni 
mieczem scieci. Miedzy tymi ostatnimi znajdo- 
wala sie kobieta rodem z Portugalji; mqz jej byl 
spalony przed rokiem. Miala ona czteroletniego 
- synka, imieniem Ignacego. Ochrzcil go swiqtobli- 
wy jezuita, ojciec Spinola. Ten misjonarz star 
wlaSnie wsrod skazanych na smiere ogniowq. 
Podczas gdy pacholkowie kata ustawiali stosy, 
kaplan mial ostatnie w zyciu kazanie do swych 
duchownych dzieci. 
Spostrzeglszy znajomq kobiete, przypomniat 
sobie 0 jej synku, a nie widzqc go z powodu ttu- 
Inu, zapytal: 
- A gdziez Ignas? Nie wzieliscie go z sob q ? 
- Owszem, ojcze, jest tutaj - wziela dzie- 
cko na rece i podniosla wgore. - Ofiarowalam 
BOgtl, co mam najdrozszego; moj synek chce 
umrzee dla milosci Jezusa i cieszy sie, ze pojdzie 
do nieba razem ze mnq. Ignasiu, pros ojca, aby 
cie poblogoslawil na smiere. 
Chlopczyna uklqkl przed ksiedzem, zlozyl 
)"qczki i prosil 0 blogoslawienstwo. Caly Iud 
ptakat. 
Nadeszla ostatnia godzina skazanych. Naj- 
pierw scieto mieczem 30 ofiar. Pierwsze trzy 
glowy spadly tuz przed oczyma stojqcego przy 
matce Ignasia. Patrzyl spokojnie, czekajqc swo- 
iej kolei. Czwarta zrzedu byla jego matka. Gdy 


..-
>>>
107 


jq zamordowano, dziecko ukleklo, nie czekajqc 
rozkazu, i odchylilo kolnierz u koszulki... J edno 
uderzenie miecza polqczylo je z matk q w niebie. 
Inni m
czennicy zostali spaleni na stosie. 


"!- 


*' 


"" 


Swi
ta, jedynie prawdziwa wiara katoIicka 
jest tak wielk q lask q Boz q , tak niezmiernym 
skarbem, ze powinnismy bez wahania cierpiee 
dla niei, stracie wszystko raczej, nawet zycie, 
byle jej nie odstqpie. Otrzymale
 ten skarb od 
Boga, dzi
kujze Mu za to cz
sto, dziekuj Mu co- 
dzien. Staraj si
 tak postf;powae w calem twem 
zyciu, jak ta \viara naucza. Chocby kto zly wy- 
smiewal si
 z ciebie, choeby ci dokuczano, znos 
to cierplhvie, a zyj po bozemu i pami
taj na przy- 
kazania. Bogu si
 mamy podobae, a nie ludziom, 
prawda? A kto sie wstydzi swi
tej wiary, ten 
jest n
dznym, nikczemnym czlowiekiem.
>>>
10. 
SWII;;T A TERESA. 


Ta wielka sluzebnica boza urodzila si
 w ro- 
" 
ku 1515 w liiszpanji, miescie Avila. Ojciec jej 
byl szlachcicem, nazywal si
 Alfons Sanchez de 
Cepeda, matka Beatrix de Ahumada. Teresa 
wstqpila do klasztoru karmelitanek w: dwudzie- 
stym roku zycia, a najwi
kszq jej zaslugq jest. 
.ie za bozem natchnieniem odnowila uspion(\, 
gorliwose, wlala nowego ducha w zakonnice. 
Przestrzegala scislego wypelniania regul, zalo- 
zyla wiele klasztorow w swej ojczyznie i zmarla 
4 pazdziernika 1583 r. 
Na rozkaz swych spowiednikow pisala dzie- 
je s\vego zycia; to, co opowiada 0 swej mlodosci, 
jest bardzo pouczajqce. Swi
ta Teresa sqdzi sie- 
bie niezmiernie surowo, wyznaje przed Bogiem 
i przed ludzmi wszystkie swe ulomnosci i wady. 
Oto, co opowiada 0 latach dziecinnych: 


... 


[!'. -.... 
-.. '».' 
& . 


Rodzina. 
Mialam bogobojnych i cnotliwych rodzicow; 
z ich pomocC\ i za ich przykladem post
pujqC, 
moglabym byla wejse z latwosci q na dobrq dro-
>>>
109 


ge, gdyby mi nie stala na przeszkodzie moja 
,vlasna uparta zlosliwose. Ojciec rad czytywal 
pobozne ksiqzki i nas dzieci zachecal do tego. 
Matka przynagIala nas do mo dIi
 . Takie po- 
stepowanie obojga rodzicow sprawialo, ze iuz 
\v szostym czy siodmym roku zycia (0 He sobie 
przypominam) czulam pociqg do dobrego. Ale 
najwiecej dzialalo na mnie w tym kierunku prze- 
konanie, ze nie czem innem zasluze na milose 
mych rodzic6w, jak cnot q i pobozno
ciq. Oni sa- 
mi swiecili nam wznioslym przykladem. Ojciec 
kochal ubogich i chorych, oddawal sie im praw- 
dziwie 2erdecznie; a dla stuzqcych byl zawsze 
lagodnym i wyrozumialym panem. Nigdy sie nie 
dal naklonie do kupowania nieW'olnikow, jak to 
powszechnie czyniono; tak sie litowal nad nimi, 
ze nie mogl mowie 0 ich nedznym stanie bez 
wzruszenia. Gdy raz niewolnica naszego stryja 
przebywala pewien czas w domu moich rodzi- 
cow, ojciec obchodzil sie z ni q milosciwie i zad- 
nej roznicy nie robit miedzy ni q a rodzonemi 
dzieemi. Slyszalam sarna, jak mowil: "Nie moge 
zniese tej mysli, ze moj brat nie chce udarowae 
tej dziewczyny wolnoscict:". 
Ojciec m6j odznaczal sie takze w wysokim 
stopniu milosci q prawdy. M6wit zawsze prosto 
i jasno, nie przysieg'al nigdy, karnose i prawose 
Inial W wielkiej cenie.
>>>
110 


Cnotliwe dziecko. 
Wstyd mi, gdy si
gn
 myslq \v s\ve lata dzie- 
dnne i widze, jak wiele lask otrzymy\valam juz 
wtedy od Bog-a, a poiniej z wlasnej winy je za- 
tracilam. Rc
cawalam jalmuzn
, He tylko mo- 
glam; copra\vda bylo to bardzo malo. Szukalam 
samotnosci, by si
 modlie, i modlilam si
 dlugo. 
Gdym si
 bawila z innemi dzieemi, najlepiej mi 
si
 podobalo budowae klasztory, gdzie naturalnic 
sarna bywalam zakonnicq. 0 He sobie przypomi- 
nam, powolanie zakonne zdawalo mi si
 pieknym 
celem zycia, choe bardziej jeszcze pragn
lam po- 
niese m
czeiiskq smiere dla Jezusa. 
Mialam, zdaje si
, dwanascie lat, a moze na- 
wet mniej, gdy mi matka umarIa. Nie odrazu od- 
czulam t
 wielk q strat
, ale przyszla chwila, ZC 
zrozumialam sieroctwo swoje, i ci
zki smutek mie 
ogarnql. Wtedy poszlam do obrazu Naisw. Pan- 
ny i blagalam J q placzqc, aby mi chciala bye 
matk q . Modlilam sie z dzieci
cq prostot q , lecz 
\vidno zostalam wysluchana, kiedykolwiek bo- 
wi em wzy\valam tei przeczystej Dziewicy, zaw- 
sze mi przyszla z pomOCq. 


Szkodliwe kshtzki. 
Zaledwie wyszlam z dziecinstwa, zaczelam 
spostrzegae przymioty zewn
trzne, ktoremi B6g 
mie obdarzyl. Powiadano, ze bylam szczodrze 
uposazona w te powierzchowne zalety. Ale za-
>>>
111 


miast dziekowae pokornie za te dary, poslughva- 
tam sie niemi ku boskiej obrazie. Zdaje mi sie, :ie 
dopomogla mi w zlem pewna okolicznose; lecz 
nim jq tu przytocze, musze zauwa:iyc, jak to cza- 
sem :lIe postepujq rodzice, jezeli nic czu\vajq 
z najwieksz q troskliwosci'\, by dzieci ich patrza- 
ly tylko na rzeczy dobre, slyszaly tylko mowy 
uczciwe. Pisatam ju:i 11a poczqtku, jak zacnq ko- 
biet q byla moja matka; jednak ja nie przejelam 
sie :iadnq z jej pieknych cnot, natomiast odziedzi- 
czylam po niej jednq zt q sklonnosc, i ta wyrzq- 
dzila krzywde mej duszy. Matka czytywala 
z nadmiernem upodobaniem stare bohaterskie 
opowiesci i romanse rycerskie. Widocznie to czy
 
tanie bylo dla niej daleko mniej szkodliwe niz dla 
mnie, bo nigdy nie zaniedby\vala swych obowiqz- 
kow. Przypuszczam, :ie ba\viqc sie \v ten sposob, 
chciata zagluszyc smutne mysli, zapomniee cho- 
ciaz chwilowo 0 roznych ciezkich utrapieniach. 
W tern zas bardzo zawinila, :ie nietylko nie za- 
kazywala, ale owszem chetnie pozwalata nam 
dzieciom czytywae te same ksi,\zki. Mo:ie jej sie 
zrlawalo, ze korzystniej bedzie dla nas zajqe sie 
czytaniem niz winny sposob, lub w niestosow- 
nem towarzystwie czas przepedzac. Ojciec, prze- 
ciwnie, bardzo nierad widzial te ksiqzki w na- 
szych rekach i musielismy wrecz krye sie przed 
nim, zeby nam ich nie bronil. Przy\viqzalam sie 
tak do tych uroczych opowiesci, ze nal6g czyta- 
nia oslabil Ne mnie wszelkie lepsze d'\:inosci 
c 
\ 
1
>>>
112 


i \vciqgnql mie na blednq droge. Ani mi to przez 
mysl nie przeszlo, ze tie robie, czytajqc po ca- 
lych niemal dniach, a nawet i \v nocy te roman- 
se; doskonale umialam chowac sie przed ojcem, 
a nudny i smutny to byl dzien dla mnie,gdy mj 
sie nie udalo dostac nowej ksiqzki. Zgubny 
wplyw tego zamitowania okazal sie nieba\vem: 
stalam sie proznq, dbalq 0 strojne fatalaszki, pie- 
l
gnowalam rece i wlosy, szukalam sposob6w, 
aby podniesc swojq urode i przypodobae sie. 
Uzy\vatam pif:knych pachnidel i wielu innych 
jeszcze dobieralam srodkow, a bardzo bylam 
zreczna i pomyslowa. Nie poczuwam sie do \vi- 
ny, bym miala \v tern nieuczciwe mysli aIbo 
chciala bye komu przyczynq do grzechu. Tak 
nie bylo nigdy. Ale ta zbytnia dbato
e 0 wlasnq 
urode zawtadnela mnq na dlugie lata, i wcale jej 
sobie nie poczytywalam za grzech; dzisiaj widze, 
ze :tIe postepo\valam. 


Zly przyklad. 


Niech mi wolno. bedzie zwrocie u\vage rodzi- 
cow, jak wielkie ma znaczenie w rozwoju ducho- 
wym ich dzieci towarzystwo, w kt6rem przeby- 
wajq. Natura ludzka daleko latwiej sklania sie 
ku zlemu niz ku dobremu, tak wlasnie dzialo sie 
i ze mnq. Mialam kilku ciotecznych braci mniej 
\viecej w rownym wieku ze mnq; przybiegali ba- 
wi
 sie ze mnq, prawie ciqgle byl
 my razem 
i 
" 
I 
(
>>>
i i ' 

 . 
 . I 
, . I , 
\" 

 ,.. L 
"C 


q,.I
 
CI 


. 
.
. 


t 


"
-
-.-:J'-.. 
...{.:, ." 
.;

 .
.
 . 


4 «\.. 
1)' ) 
-{:. 


. ' 
. : 


'. 



" \ 1 1 ' \ . I T 
:k,- ., 1 
 t I 


, .. 


01] 
OO 'JlP" 11 
M Jfi\fi- 


; 


.. 


. :L 


i : 
f 
i 

 
JI 
---

 


\ 


, .- 


R 
\
 
ETt.'t E 


.. 
... 


_ 4. . .' 


I 
,. 
. 


." 


"- 


, 
.. "&t- "- .....-Ao .#fir 
- ,# ...-.:.- ---p-,_. 
- '___ -, _- 
 1........ 
 
"40 "1
 -."1. ...
t:: 
. \.
 -' "" 
..,'" -
,... . '" 
.". .
- 
\. 
P"" .
 _
 -- "'_-"t,; :bJ:..
 F-,f' I!.," 
. , 

 - '
"!*- 
 
:.

 ' .

.. .... 
 
 


. t' 
)-- 


.... 

 



0 


{ 


' . 


\- 


SW. TERESA. 


(Kwiaty bozego op"odu.)
>>>

>>>
113 . 


i bardzosmy sie lubili. Cieszyto mie, gdy im mo- 
-gtam sprawic przyjemnosc. Opowiadali mi 0 roz- 
nych pustych figlach i innycb niedorzecznosciach. 
Moja siostra, 0 wiele starsza ode mnie, dawala 
rni dobry przyklad we wszystkiem
 co poczciwe 
i moraine, ale ani mi w glowie postalo naslado- 
wac jq. Obralam sobie raczej za wzor stryjeczn
 

iostrzyczke, ktora odwiedzala nas bardzo czesto, 
a ten wzor byl wlasnie najgorszy. Byla to dziew- 
czyna tak lekka w pojeciu 0 zlem i dobrem, tak 
Hcha w postepowaniu, ze matka moja, poki zyla, 
robila, co tylko mogla, aby jej nie dopuscic do 
przyjazni ze mnq. Moze przeczu\vala, ilu zlych 
I"zeczy naucze sie od niej. Ta dziewczyna jednak 
nie dawala sie usunqc, zawsze sobie znalazla 
pretekst do przebywania w naszym domu. Nie- 
podobna bylo jej sie pozbyc. A mnie wlasnie jej 
towarzystwo bylo najmilsze. Mialysmy sob
 
\viecznie cos do opowiadania, ona to nama\viata 
Inie do zalotnosci i innych niedorzecznych po- 
stepkow, pomagala mi w pomyslach do stroju, 
slowem, psula mnie. Przez to ciqg'le obcowanie 
z ni q stawalam sie coraz gorSZq, podczas gdy 
przedtf'm t czyli do czternastu lat zycia, nie przy- 
pominam sobie, abym kiedykolwiek obrazila Bo- 
t 
ga ciezkim grzechem; choc wlasciwie poczciwe 
postep
wanie moje wyplywalo raczej z troski 
o hon. r, ktory mialam w wysokiej cenie, anizeIi 
z bogobojnosci. Nie mialam nic drozszego nad 
poczu.'cie wlasnej godno
ci. lebym byla wtedy 
( 
Kw!- .ty bozefo oirodu. 8 
I 
l 
\ 
\
>>>
114 


rozumiala, 0 He bardziej powinno mi bylo cho- 
dzic 0 nieobrazenie Majestatu Bozego, anizeIi 
o to, co w ludzkiem poieciu nazywa sie honorem. 
Po smierci matki ojciec i siostra opiekowaJi 
sie. mnq troskliwie; bardzo im sie nie podobala fa 
poufalosc z kuzynk q , czesto mie nawet karali 
z tego powodu. Ale ze trudno bylo bez poroznk- 
nia z.rodzinq zabronie jej wstepu do naszego do- 
mu, a ja ze swojej strony umialam sobie radzic 
chytrze i sprytnie, przeto niweczylam ich usilu- 
wania. 
Rozwazam nieraz, jak nieobliczone szkody 
przynosi duszy zle towarzystwo. Gdybym tego 
sarna na sobie nie doswiadczyla, nie wierzyfa- 
bym. 
W mlodosci zwlaszcza niebezpieczefistwo 
bywa najwieksze. Ach, oby wszyscy rodzice 
chcieli korzystac z teg'o, co tu pisze, i strzec jak 
najbaczniej swych dzieci! 
Ta grzeszna przyjazn odmienila mie zupelnie 
w bardzo niedlugim czasie. Led wie pozory do- 
brego pozostaly. Kuzynka wszczepila we mnie 
wszystkie swoje wady i duchowe brzydoty. St
d 
wysnuwam wniosek, co za korzystny wpl!w do- 
bre towarzystwo wywiera na mtodziez. Pewn
 
jestem, ze latwo stalabym sie byla praw
 i od- 
pom
 na zepsucia, gdybym byla obcowala 
w dziecinnych latach z osobami cnotliwemi. 
Nie popelnilam wprawdzie nigdy grzech6w 

miertelnych, aI;li sie splamitam nikczemnosciq
 


..
>>>
115 


bo juz Inialam z natury wstret do rzeczy po- 
dlych; ale grozilo mi wielkie niebezpieczeiistwo, 
g'dyz stale zylam wsrod okazyj do zlego, a nie 
uciekalam przed niemi. Sam BOg \vyratowal mie 
od zguby, wyrywajetc wbrew woIi mojej z nie- 
godnych stosunkow i nie dajetc zaginqe mej 
duszy. 


Nawr6cenie. 


Od trzech miesiecy trwalo juz to j;ycie 00- 
dane swiatowej proznosci, ktorem sie zarazilam 
od mej stryjecznej siostry, gdy nastetpila w niem 
nagfa zmiana: oddano mie do klasztoru. Byl to 
zaklad wychowawczy dla panien ze szlacheckich 
domow. Przez pierwszy tydziefi mego tam po- 
bytu bylo mi bardzo przykrQ z powodu wlasnie 
moich ztych nalogow; balam sie, by nie spostrze- 
zono, jak jestem prozna i lekkomyslna. Ale juz 
i sarna zaczelam uczuwac przesyt; coraz cze- 
sciej sumienie nasuwalo mi obawy, ze Boga 
obrazam. Wyspowiadalam sie czem predzej, i po 
kilku dniach przyszlo uspokojenie. Czulam sie 
da)eko szczesliwsza w klasztorze niz w domu. 
Wszyscy byIi zadowoleni ze mnie i polubili mnie. 
Ja takze rada bylam zyc wsr6d zakonnic, cho- 
ciaz w owym czasie wcale mi jeszcze nie przy- 
chodzilo na mysl samej zostae mniszk q . 
Pan Bog wybral za narzedzie oswiecenia du- 
szy mojej dozorczynie naszei sypialni. Znajdowa- 
8.
>>>
116 


lam przyjemnosc w obcowaniu z siostrq, milo 
mi bylo rozmawiac z ni q , sluchae, jak m6wila 
o Bogu. Opowiedziala mi, co spowodowalo jej 
wstqpienie do klasztoru. Oto raz, czytajqc Pismo 
Swiete, natrafila na znany wszystkim ustep ewan- 
gelji: "Wielu jest wezwanych, ale malo wybra- 
nych". Wystarczylo jej te kilka slow, uczula 
nieprzeparte powolanie do zycia zakonnego. Pro- 
stemi slo\vy opisywala mi obfitct nagrode, ktorej 
Pan uzycza tym, c
 wszystko ziemskie opuscili 
dla Jego milosci. 
Towarzystwo tej bogobojnej siostry rozpo- 
czelo dobry wplyw na mojq dusze; zczasem po- 
zbylam sie lekkomyslnej proznosci, zbudzila sie 
\ve mnie tesknota za rzeczami wiecznemi. 
W tym klasztorze przebylam poltora rokui 
tam przyzwyczailam sie do modlihvy ustnej; go- 
rqCO prosilam wszystkich 0 modlitwy na mojq 
intencje, aby mi BOg wskazal, w jakim stanie 
chce, abym Mu sluzyla. Alisci nawiedzil mie Pan 
ciezk q chorob q ; odeslano mnie do ojca. Gdy mi 
sie troche polepszylo, wyjechalam na wies do 
siostry. Po drodze wpadlo mi wstqpic do brata 
mego ojca, u ktoregb zabawilam kilka dni. Byl - 
to cztowiek cnotliwy, zamilowany w czytaniu 
mqdrych ksiqg. Zostal nawet poiniej zakonni- 
kiem. Jakkolwiek krotko goscilam u stryja, dose 
bylo tych paru dni, by stowo Boze z ust jego po- 
slyszane wywarlo silny wplyw na mnie. Zbudzi- 
ly sie w mem sercu te same uczucia, co w dniach
>>>
117 


dziecinnych, rozwazalam nicosc zycia swiatO- 
wego, jego Hche i predko przemijajqce rozkosze 
i niezawodny koniec wszystkiego. Ogarnela mie 
trwoga piekla. 


It 


It 


It 


To byl przelom w zyciu Teresy. Zdecydo- 
wala sie stanowczo wstqpie do zakonu. Nie przy- 
szlo jej to latwo. Ciezkie pokusy dreczyly jq, 
musiala waIczye i zmagac sie z niemi. BOg jq 
zato poiniej sowicie wynagrodzil wewnetrznemi 
pociechami. 
Przytocze tu stowa sw. Teresy jako rade dla 
nas wszystkich: 
"Jezeli czujesz VI sobie poryw do spelnienia 
czegos dobrego, nie wahaj sie isc za nim, nie b6j 
sie, ze nie podolasz. Gdy bowiem podejmujesz 
prace z miJosci dla Boga, nie mozesz doznac nie- 
powodzenia. Nasze sUy Sq slabe, ale On wielki 
i mocny w kazdym wzgledzie."
>>>
11. 


SWI
TY KAZIMIERZ. 


Niejedno dziecko ani sie domysla, jakkm 
szczesciem dlan jest, ze sie urodzilo w ubost\vie. 
Czlowiek ubogi chetniej i gorecej sie modli, bo 
ktoz mu dopomoze, jesli nie Bog. A g'dy braknie 
pieniedzy na zbytki, tern mniej sposobnosci do 
grzechu. Bogatym dzieciom latwiej Boga obra- 
zie, biednym zas latwiej zachowac niewinne 
serce i poboznosc; zwlaszcza gdy maj
 troskli- 
wych rodzicow. 
Na ile to pokus jest narazone dziecko boga- 
te! Gdy sie zdarzy, ze t a k i e wlasnie, urodzo- 
l1e i wychowane wsrod wspanialoSci wielkieg'o 
swiata, zyje skromne, niewinne, b
gobojne, mu- 
simy uwielbiac dzialanie laski Bozej, a owo 
dziecko zasluguje na szczodr
 zaplate w czasie 
i w wiecznosci. 
Takiemi zdrojami Swej laski udarowal Bog 
swietego Kazimierza. Byl on krolewiczem pol- 
skim, synem Kazimierza Jagiellonczyka i Elzbie- 
ty Austrjackiej, c6rki cesarza Albrechta II. Uro- 
dzil sie w; Krakowie dnia 5 pazdziernika 1458 r.. 
a umarl mlodo, przezywszy zaledwie lat 25. 


,.,'
>>>
119 


Najwieksz q cnot q , jak q ten mtody s\viety ja- 
snial, byla niepokalana niewinnose. W srad pokus 
i niebezpieczenstw: zycia na krolewskim dworze 
zachowal dusze czystct od kolebki az do grobu. 
Nigdy cnota nie przychodzi ludziom latwo; 
1(azimierz strzegl surowo swych mysli, mow}" 
i czynow, a Bog mu byl pomOCq. Posluchajcie, 
jak zyl ten swiety mlodzieniec i jak nad sob", 
pracowal. 
Sluchal w;e wszystkiem swej najzacmeJszej 
matki i nau
zyciela, ktoremu go rodzice oddali 
w.opieke. Krolowa Elzbieta byla jednq z najzna- 
komitszych niewiast swojego czasu. Otaczala 
swe dzieci nieustajqcq opiek q , a gorqcem jej pra- 
gnieniem bylo wychowae je w bojazni Boiej. 
Gdy maly Kazimierz dorosl do lat, w ktorych 
go trzeba bylo zaczcte uczye, powierzyla dalsze 
jego ksztalcenie kanonikowi J anowi Dlugoszowi, 
mezowi wielkiej nauki i swicttobliwosci. Wszyst- 
kie dzieci krolewskie kochaly swego nauczyciela 
i byly mu posluszne, ale zadne nie bylo mu tak ' 
chetnie poddane jak Kazimierz. Nie czynil nic 
bez porady Dlugosza, ani tez przeciw jego pole- 
ceniom. Tym sposobem uniknctl wielu niebezpie- 
czenstw i wytrwal w anielskiei czystosci. 
Drugq wielk q cnotq Kazimierza byla pokora. 
.J akkolwiek syn wielkiego krolewskiego rodu, 
nigdy sie swem pochodzeniem nie pysznil, ani tez 
od nikogo nie wymagal jakichs szczegolniejszych 



oI:
>>>
120 


cwlobitnosci. Powiadal,:ie prawdziwie dumny 
jest tylko z wysokiej godnosci, jak q przez chrzest 
otrzymal, stajqc sie dziecieciem Boga, przezna- 
czonem do wiecznego krolowania w niebie. Gdy 
przeto wszyscy ludzie byli tak sarno jak i on 
dzieemi Boga niebieskiego, widzial w nich swo- 
ich braci i jak z braemi serdecznie postepowat 
Ta pokora jednala mu obfite dary duchowe, 
bo Pismo sw. powiada: "pokornym Bog' laske 
dawa". 
Swiety Kazimierz modlil sie. czesto i gorqco. 
Jak innym dzieciom zabawa, tak jemu modlitwa 
byla radosci q i najmilszem przepedzeniem czasuw 
Kleczetc przed oltarzem, oddawal czese Panu Je- 
zusowi, ukrytemu w Najsw. Sakramencie, albo 
rozmyslal nad gorzk q Jego mek q i smierci(\. 
Cierpienia Zbawiciela sta\valy tak wyrainie 
przed oczyma swietego dziecka, ze nieraz lzami 
sie zalewal. Poniewaz ta meka i smiere powta- 
rza sie codzien W1 bezkrwawej ofierze mszy sw.
 
krolewicz zbiegal co rana ze swych komnat do 
kosciola zamkowego i modlil sie ze skupieniem 
i milosci q . Patrz(tcym nan zdawalo sie, ze widz,\ 
aniola. 
Wielkie mial takie nabozenstwo do Naj- 
swietszej Marji Panny, Matki Bozej. Kochal j
 
jak matke i bardzo lubil wyslawiac jej wielkie 
znaczenie w niebie, jej niezawodne posrednictwo 
za nami u Boga, zachwycal sie jej cnotami i sta-
>>>
121 


ral sie z calych sil nasladowae jet. Odmawial co- 
dzien hymn lacinski, opiewajqcy jej czese, ktory 
w polskiem tlumaczeniu zaczyna sie od slow: 
Juz od rana -- rozspievvana 
Chwal, 0 duszo, Marje; 
Czese Jej swiqtkom - i pamiqtkom, 
Codzien w niebo niech bUe. 
Cud bo zywy - na podziwy 
J ej wielmoznose u Boga. 
Panna czysta - Matka Chrysta, 
Przechwalebna, przebloga. 
Jest podanie, ze sam sw. Kazimierz ten 
,viersz ulozyl;. co zas nie ulega wqtpliwosci, to 
to, ze umieraj
c, kazal go przepisae i wlozyc 
sobie do trumny. Sto dwadziescia lat poiniej, 
gdy otwarto grobowiec, znaleziono cialo swiete- 
go nietkniete zgniliznq, a w jego rekach znajdo- 
wala sie owa modlitwa takze niesczerniala, nie- 
zniszczona, mimo ze podziemie, w ktorem prze- 
szlo wiek spoczywal, bylo niezmiernie wilgotne. 
. Swiety Kazimierz nie dogadzal swemu cialu, 
ale surowo je trzymal na wodzy. Juz w dwuna- 
stym roku zycia poczql zadawac sobie rozmaite 
umartwienia i czesto odma wial sobie nawet nie- 
winnych przyjemnosci. Rozdawal codzien jalmu- 
zne i dobrym byl dla ubogich. Nieraz wstawial 
sie za nimi u ojca, wyszukiwal nedzarzy i sluzy' 
im. Dworacy probowali czasem powstrzymac go; 
zwracali mu uwage, ze nie uchodzi synowi kr6-
>>>
122 


lewskiemu tak sie ponizae. Pewnego razu odpo- 
wiedzial im: 
- Czemze jestem wobec Pana naszego J e- 
zusa Chrystusa? On, Syn Bozy, kr61 nieba i zie- 
TIli., raczyl zejse do nas biednych ludzi; leczyl 
nasze slabosci, stal sie sam nedznym i ubogim, 
aby nas na wieki wzbogacic. W szak wyrainie 
powiedzial: "Cokolwiek uczynicie jednemu 
z tych maluczkich, mniescie uczynili". Nie prag- 
ne wiekszych zaszczytow nad postepowanie sla- 
dami mego Pana. 
Tak q to usilnq pracq nad zdobyciem cnot po- 
zyskal Kazimierz obfite laski Boze i stawal si
 
coraz doskonalszym. Jak mowilem juz na poczqt- 
ku, zachowal czystose duszy i ciala do smierci. 
Piotr Skarga, ktory opisal zywot tego swietego 
krolewicza, przytacza jego wlasne slowa: "Ra- 
czej umre, nizbym niewinnose utracil". 


It 


* 


* 


Poty czlowiek jest niewinny, poki nie po- 
pelni smiertelnego grzechu. Wprawdzie szcze- 
rym zalem i pokut q mozna Boga przeblagae i od- 
zyskac J ego laske, ale pra wdziwa niewinnose juz 
nie wr6ci. Czy rozumiesz, drogie dziecko, jak 
bardzo sie trzeba wystrzeg'ac tego pierwszego 
smiertelnego grzechu? Jest on straszniejszy nit 
jadowita zmija, gorszy od smierci.
>>>
r 


123 


Staraj sif; w"alczyc z pokusami i zwycit;zac 
je t q samq broni q , co swi
ty Kazimierz. Prze- 
czytawszy to opowiadanie, zastanow sie chwilkf;, 
czy bf;dziesz wojowal z nieprzyjacielem twojej 
duszy modlitwq, jalmuznct, posluszefistwem po- 
komem lub umartwieniem? Pomysl nad tern 
i zacznij od dzisiaj. 


.
>>>
J2. 


BI..OGOSI..A WIONA GERMANA COUSIN. 


W poludniowej francji niedaleko Tuluzy 
znajduje sif;. mala wioska Pibrac (Pibrak). Lezy 
ona w gorzystej okolicy, a domki S,\ wlasciwie 
nf;dznemi chatkan1i; mieszkancy tej wsi, prze- 
\vaznie ubOOzy ludzie, trudni,\ sif; upraw,\ roIi 
i chow em bydla. 
Dawno juz, dawno, przed trzema wiekami 
stala w szczerem polu daleko poza wsi,\ nf;dzna 
chalupa; nalezala ona do Wawrzynca Cousin 
i jego zony Marji Laroche. Pan Bog nie obdarO- 
wal ich dobrami doczesnemi, ale zato zeslal im 
wielkie bogactwo, aniolka z nieba, coreczke. 
Germana urodzila sie w roku 1579. Uczciwi ro- 
. 
dzice wychowywali j,\ po bozemu, matka uczyla 
prawd wiary i modlitw, jakie sarna umiala. 
Dobrze bylo dziewczynce w domu rodziciel- 
skim, ale to Szczf;5cie niedlugo trwalo: zaledwie 
Germana osiem lat skonczyla, umaria jej matka, 
a ojciec ozenil sif; powtornie w bardw kr6tkim 
czasie. Od tej chwili zaczely sif; dla dziecka dni 
smutku i trwaly bez przerwy az do smierci. Ma- 
cocha kochala tylko swoje dzieci, 0 swoje tylko 


..
>>>
125 


dbala, a pasierbice poniewierala, jakby jak
 
przybledf;. 
Biedna G'ermana miala i bez tego wiele gorz- 
kich cierpien: slabowita, skrofuliczna od urodze- 
l1ia, rosla nf;dzna i w
tla. J'\ to raczej nalezalo 
pielegnowae i dobrze zywic, nie tamte zdrowe 
dzieci; ale macocha ani chwilki sif; 0 ni q nie 
troszczyla. Owszem, gniewal j,\ widok bladej, 
chorej dziewczynki, a jej rf;ka wykrzywiona 
i bliznami skroful pokryta budzila w tej nielito- 
sciwej kobiecie tylko odraze. 
- Ty wstretna krzywulo! - fukala na Ger- 
mane. Nie bylo dnia, zeby jej nie lajala z pogar- 
d,\, zeby nie wymyslala na ni q jakich nowych 
przezwisk. Patrzee na ni,\ nie mogla bez obrzy- 
dzenia; to tez odpedzila j,\ ad siebie i od swoich 
dzieci, jak 
powietrzonq. 
Swiat s,\dzi, ze takie udrf;czenia, liche zdro- 
wie, niesprawiedliwe Postf;powanie S,\ prawdzi- 
wem nies
cz
sciem; ale w rozumieniu chrzesci- 
jailskiem. znacz,\ one co inn ego. Dla Germany 
.' \ 
byly to obfite blogoslawienstwa Boze, bo daj
c 
jej laske. Cierpliwosci, Pan J ezus wzbogacal jq 
cnotami i prowadzil ku niebu. 
Mimo tak nielitosciwego zachowania sif; ma- 
cochy Germana sI:uchala we wszystkiem jej roz- 
karow, byla pracowita i pojf;tna. Zebyz tern pil- 
nem wykonywaniem roboty, zawsze za cif;zkiej 
na jej dziecif;ce sUy, pozyskala choe 'czasem ja-
>>>
126 


kies dobre slowo albo przychylne spojrzenie.... 
bynajmniej. Cokolwiek robila, co powiedzial
 
zawsze dosta wala szorstk q naganf;; zlosliwa ma- 
cocha pobudzala naw'et ojca do gniewu na biedne 
dziecko. Zdolala wmowie w niego, ze przebywa- 
nie w: jednej izbie z dziewczyn,\ skrofuliczn
 
szkodzi na pewno jej dzieciom; i poty go trapila. 
az ustqpil i zgodzil sif; wydalie corke z domu. 
Macocha zapowiedziala dziewczynce, ze odtctd 
bf;dzie pasae owce daleko na lesnej polanie. 
Wychodzila wif;c Germana ze sw'\ trzodka 
wczas rano, a wracala poinym wieczorem. Co 
sie nacierpialo dziew!f; iol tnie sl
be dziecko, to 
sif; opisac. hie tIa. Na wiosne i w jesieni ranki 
i wieczory byly chlodne, a ona bosa, w lichej po- 
.. 
latanej plociennej sukience; w Iecie upal, odbie- 
rajqcy sUy, cZf;sto burze z piorunami i gradem, 
naokol ani zywego ducha, a glod codziennym to- 
warzyszem! 0 suchym kawalku chleba wyp
- 
dzala j,\ macocha do roboty; a gdy wrocila pod 
noc do domu, nieraz przemokla do nitki albo 
przeziebla, rzucano jej znowu kromkf; chleba ze 
wzgard q , zamiast' cieplej pokrzepiajqcej strawy. 
Dawniej sypiala w izbie na gorce razem ze 
swem' przyrodniem rodzenstwem; ale odkctd ma- 
cocha uznala jej chorobf; jako zarailiwq, prze- 
znaczyla Germanie k'\cik w sieni pod schodami, 
na wi,\zce stomy. W zimie nie moglo tam dziec- 
ko wytrzymae i uciekalo do stajni mif;dzy 
owieczki, gdzie bylo cieplej.
>>>
127 


Nie na tern koniec: gdy szla lub wracala ze 
SWq trzodk(\, zlosliwe dzieci wiejskie zaczepialy 
mal,\ pastuszkf; szyderczemi przezwiskami, ob- 
rzucaly j,\ grudkami ziemi, biegly za ni,\ drwi,\c 
i wysmiewaj,\c. Za przykladem glupich dzieci 
poszli i starsi; dziwiono sif; z pocz'\tku, ze male, 
"\vqtle dziecko skazane jest na tak,\ mf;cz,\Cq ro- 
bote; ale ze sie nikomu nie poskarzyla, nie sly- 
szano ani slowka narzekania, ten i ow posqdzil 
jq, ze musi bye nieznosnym bebnem, i sprawiedli- 
wie j,\ rodzice zrobili za kare pastuszk q . To 
mniemanie rozpowszechnilo sif; we wsi, i ootC\d 
do zimna i glodu przylctczyla, sif; nieprzyjaifi 
Judzka. .. · ".11. 

.. 
A Germana znosila wszystko w milczeniu. 
z anielsk'\ cierpliwosci q . W lesie, samotna wsrod 
swych owieczek, zalila sif; cichutko Panu Jezu- 
sowi, ale Go nigdy nie prosila 0 polepszenie doli. 
- Ty" mif; tak kochasz, 0 Panie Jezu, ze dla 
mnie cierpiales meki i smiere krzyzowq, czemze 
ja.t biedne dziecko, mog'f; Ci okazae, ze Cif; nad 
wszystko w swiecie milujf;? przyjmij w poda
un- 
ku moj glod i to zimno i to ludzkie dokuczanie. 
\Vszystko zniosf; wesolo, abys widzial, Panie Je- 
zu, ze Cif; kocham z calej duszy! 
I biegla ze swemi owcami z twarzyczk,\ po- 
godn,\, za wsze spokojna. A Iudzie przezywali j,\ 
idjotk,\, bo nie rozumieli, jak moze sif; usmiechae, 
gdy jej ile na swiecie.
>>>
128 


Dojrzal kto czasem, jak pod drzewem klt:- 
czala, odmawiaj(\c rozaniec, to do innych wy- 
zwisk dolozono jeszcze s w i e t 0 s z k e, i tak 
nie bylo konca przeslado\vaniu. 
W jednej rzeczy przeprowadzila swoj,\ wolt:: 
oto nie pierwej \vyruszala na pastwisko, az wy- 
sluchala mszy sw. Zrobila sobie krzyzyk z d\voch 
patyczkow, umocowala go \v lesie na drzewie, 
i klecz,\c przed tym krzyzykiem, zapominala przy 
modlitwie 0 swej niedoli. Choeby nawet nie mia- 
la tego wizerunku mt:ki Panskiej przed oczyma, 
cala otaczaj,\ca jq przyroda porywala jej duszt: 
ku niebu. Patrz'\c na promiennq jasnose poranku. 
rozmY5lala, jaki Bog dobry, ze dal ziemi slonce 
zlociste, co rozgrzewa role, zbozu i wszelakin1 
roslinom rosnC\e pomaga; wszak i dla niej takze 
to slonce swieci. I ten strumyczek taki czysty. 
z szumem plyn
cy po kamieniach, ozywia trawy. 
kwiaty i jej spieczone usta zimn,\ wod,\ ochladza. 
A drzewa takie rozlozyste, zielone, tak milD sie- 
dziee w ich cieniu podczas upalu. Tyle kwiatow. 
kazdy inaczej przystrojony z laski Stworcy. 
a wszystkie pachnq, wdzieczq sie Panu J ezuso- 
wi i Matce Boskiej. A te gwiazdy roziskrzone 
wieczorem na niebie! A bialy ksiezyc! Ach, jaki 
wielki, jaki dobry Bog, co to wszystko stworzyl! 
Codzienne modlitwy i rozpamietywania do- 
broci i wszechmocy bozej pomnazaly z kazdym 
dniem milose wzgardzonej przez ludzi pastuszki 
do Ojca niebieskiego. Codzien tez odnawiala po-
>>>
/- - 
..... ',' 
. "'
t 


,'. 



 
'- 
f . 
) , 
- 
. 
 
--- 
\, 1[, . .
\ 
\ " 
.. 
. 
r 


, 


",,' 


" 



 - 


I 

 . 


r. 


- 
. " 


t 



. 0........._ 



 ... 
 


.' 


.' 


.y:'i't 
_/
---". 


-
- 


..... 
SW. KAZIMIERZ, KR6LEWICZ POLSKI. 


,
 


........- 


(Kwiaty bozego ogrodu.)
>>>
"
>>>
. 


129 


stanowienie sprawowania sie poczciwie ku 
chwale tego najlepszego Ojca. Przemysliwala, 
czemby to przypodobae sif; Bogu, a czego sie 
wystrzegae, aby Go nawet niechcqcy nie obrazie. 
Tak swiete, aniolom podobne dziecko mu- 
siato i Matke Boz q kochae gorqco. Germana od- 
mawiafa codzieft rozaniec, zastanawiala sif; chwi- 
I
 nad kazdC\ tajemnicC\, wielbila Marje i Jezusa 
W cZf;sci radosnej i chwalebnej, w bolesnej opla- 
kiwala meke Zbawiciela. Kazde swif;to Marji 
Panny obchodzila uroczyscie w swem serdusz- 
ku; starala sie dowIese Matce Boskiej, jak jC\ ko- 
ch
 pelniqc uczynki milosci bliiniego. Nf;dzny 
kawalek chleba, jedyne swoje na caly dzien po- 
zywienie, przelamywala na dw:oje, jednC\ polo- 
Wf; zjadala sarna, drugC\ oddawala kalekom ze 
\vsi albo opuszczonym sierotom. W ten sPOsob 
zjednala sobie przywiC\zanie tych najbiedniej- 
szych. Przybiegaly do niej na lqkf;, obsiadywaly 
jq kolem, a Germana uczyla je pacierza, kate- 
chizll}U, opowiadala 0 Bogu. Przestrzegala star- 
sze dziewczynki przed proznosci q , mowil
 jak 
obrzydliwym' jest grzech wszelki, i jak trzeba 
unikac sposobnosci do zlego. Dzieci niezawsze 
chf;tnie sluchaly jej rad; 5mialy sif; i przezywaly 
jC\ kaznodziejq. Ale Germany nic nie zrazalo. 
" Za te uczynki milosierne dla ciala i dla duszy 
nagrodzil j", Pan Bog cudownem zdarzeniem, za- 
pisywanem takze w zyWotach niektorych innych 
9 


Kwiaty botego ogrodu. 


I
>>>
130 


swif;tych. Zdarzenie to rzucilo niebianski blask 
na pokorn
 pastuszkf;. 
Doszfy uszu macochy pogloski, ze G"ermana 
rozdaje chleb ubogim. Ani przYPu5cila zlosliwa 
kobiet
 by to z wlasnego, skqpo wydzielonego 
pozywienia pasierbica jej czynila jalmuzne. Po- 
s,\dzila dziecko, ze zabiera chleb pokryjomu, 
czyli poprostu kradnie. Moze calemi bochenka- 
mi wynosi? Trzeba jq zlapae na gorqcym uczyn- 
ku, poki go jeszcze nie rozdala i ma przy sobie. 
Pewnego dnia, ledwie Germana 
szla na 
'qkf;, juz macocha pogonila za ni q . Spotkala po 
drodze dwoch znajomych wiesniakow, ale nie 
witajqc ich, biegla zdyszana z roziskrzonemi zlo- 
sci,\ oczyma. Domyslili sie, gdzie idzie, i choe sa- 
mi nieraz dokuczali Germanie, jakos ulitowali sie 
nad ni q i poszli wslad za macoch q powstrzymae 
j,\, gdyby chciala bie pasierbice. Stanf;li za drze- 
wem i patrzyli, co sie bf;dzie dzialo. 
.cousinowa dopadla Germany i chwycila j
 

 
za rf;ke, krzyczqc: - 
- Ty krzywulo... ty swietoszko... Pieknych. 
sif; rzeczy dowiaduje! 
Dziecko patrzalo na macochf; oslupiale z prze- 
razenia. 
- Nie wytrzeszczaj OCZOW na mnie, nie uda- 
waj, :ie nie rozumiesz! J almuzne dajesz. Dzia- 
d6w pasiesz moj
 prac
... ty zlodziejko! 
1 


. 


\
>>>
131 


- Matusiu... widzi Pan Jezus, zem nigdy nlc 
11ie ukradla... - wyjetknela dziewczynka ze lzami 
\V oczach. 
- Nie ukradlas? A sketd bierzesz chleb dla 
dziadow? A co tam chowasz w fartuchu? Po- 
kaz zaraz! 
Szarpnela ze zlosci
 fartuszek zatkniety dol- 
nemi rogami za pasek, gdzie Germana chowala 
zwykle chleb i rozaniec jak do kieszeni... Z po- 
latanej szmatki wysypaly sie na ziemie sliczne 
\Voniej
ce kwiaty. Byly one jakies dzhvne, bar- 
dzo piekne, nikt jeszcze we wsi takich nie wi- 
dzial... A zimna jesien stretcala juz liscie z drzew. 
nie pora byla na kwiaty... 
Za debem stali d\vaj wiesniacy, swiadkowie 
z woli bozej. 
Wszak to cud L. Ach, ilez razy swieta dziew- 
czyna byla przedmiotem ich szyderstwa! 
W r6cili do domu przeieci zalem za swe nie- 
poczciwe postepowanie, rozpowiadajqc po calej 
wsi, co widzieli. Odtqd nie osmielil sie nikt rzu- 
cie przykrego slowa Germanie. 
Gdy sie ojciec 0 wszystkiem dowiedzial, i je- 
go oczy sie otworzyly: Bog g'o udarowal takim 
skarbem, a on tego skarbu nie umial cenie. Te- 
raz wszystko b
dzie inaczej. Zapowiedzial zo- 
nie surowo, zeby.sie nie wazyla tknqe palcem 
dziecka, a gdy Germana wracala do domu, wy- 
szedl naprzeciw niej z poszanowaniem' i po raz 
9-
>>>
133 


pierwszy od dawn ego czasu usciskal jq serdecz- 
nie. 
- Corns moja - r
ekl pokornie - wstyd 
nam i zal, zes nie miala dotctd cieplego kqta do 
spania. Od dzisiejszego dnia powrocisz znow do 
izdebki na gore; matka ci przyrzqdzi dobre po- 
slanie, juz sie me bedziesz poniewierala po kct- 
tach. 
- Bog warn zaplac, tatusiu - odpowiedzia- 
la G'ermana i, mile sie usmiechajqc, pocalowala 
ojca w reke. - Mnie sie wcale nie przykrzy 
w stajni; ciepluchno mi miedzy owieczkami. 
Ostawcie wszystko, jak bylo. 
r _ Zali z msciwosci upierasz sie przy swo- 
jem? Tak to cie w katechizmie uczono? 
- A niechze mie Bog zachowa, abym was 
Iniala dobrowolnie rozgniewac! - rzekla ser- 
decznie. - W szakze sam Pan J ezus raczyl sie 
urodzic vi ubogiej stajence miedzy bydlqtkami; 
zezw6lcie, abym miala mieszkanie na podobien- 
stwo Najswietszego Dzieciqtka. 
Nastaly teraz lepsze czasy dla Germany. Lu- 
dzie przypominali jedni drugim, co to za swiete 
dziecko zylo wsrod nich niepoznane, przeslado- 
wane. Zal im bylo swej zlosci, postanowili wy- 
nagrodzic jej zyczliwemi slowy dawniejsze drwi- 
ny i gorzkie przezwiska. Ale Opatrznosc Boza 
inaczej zarzqdzila. · 
Pewnego ranka slonce sie juz wzbilo wyso- 
ko ponad g6ry, a Germana jakos ani sie nie zbie-
>>>
133 


rala do kosciola, aili owiec nie wypedzala ze 
stajni. Macocha poslala jednego ze swych sy- 
now, zeby j
 zbudzil. Gdy wszedl do szopy, uj- 
rzal siostre spiqc
; nie poruszyla sie, choc na ni
 
wo(al. Dotkllql jej reki, byla zirnna jak 16d
 
Twarz jej u
miechnieta jasniala nadziemskiem 
weselem. Germana nie zyla. 
Dzialo sie to w roku 1601. 
Pochowano cialo jej swiete na cmentarzu 
\v Pibrac. 
Niewiadomo, kto pierwszy prosil Bog'a 0 la- 
ske za jej przyczynq i zostal wysluchany, dosc
 
ze w niedlugim czasie nauczyli sie ludzie szukac 
jej posrednictwa w smutkach, w chorobie i we 
wszelkich potrzebach. Za lask q Bosk q dzialy si
 
cuda u jej grobu. 
Gdy po czterdziestu trzech latach otworzono 
trumne, zmarla lezala niezmieniona, jakby spi
ca. 
W roku 1853 z
liczyl papiez Germane Cou- 
sin w poczet blogoslawionych. 


* 


. 


* 


Czego cie uczy ta wielka swieta? Jak ci si
 
zdaje? Cierpliwosci, niezachwianej, niezwYcie- 
zonej cierpliwosci, gdy sie ktos z tob q ile obcho- 
dzi, dokucza ci, gardzi tob q . Ona czerpala sile 
w rozwazaniu meki Pana J ezusa, ktory znosil 
w milczeniu tak straszne zelzywosci, klamstwa 
ohydne i okrutne udrf:czenia. Czynil to na za-
>>>
134 


doscuczynienie Bogu za ludzkie grzechy, a zatem 
i za twoje. J ezeIi nie bedziesz usilowal iSc w J e- 
go slady, to chyba naprozno cierpial za ciebie. 
Wiec pami
taj; gdy doznasz od kogo przy- 
krosci, nie wyrzekaj, nie szukaj pomsty, nie roz- 
powiadaj ten1u i ow'emu, jaki jestes pokrzyw- 
dzony, tylko sobie westchnij cichutko z calego 
serca. Ofiaruj swoj smutek Panu Bogu, a wkon- 
eu pamietaj, co Zbawiciel powiedzial: 
"Milujcie nieprzyjacioty wasze, czyncie do- 
brze tym, ktorzy ,vas prze
ladujq".
>>>
13. 



\VI
TY FRANCISZEK SA LEZY. 


Pranciszek byl potomkiem szlacheckiej ro- 
dziny de Sales w Sabaudji; urodzil sie dnia 21 
sierpnia 1567 roku. 
Gdy go przyniesiono po chrzcie z kosciola, 
matka wziela go na rece i z przepelnionego wia- 
rct serca tak przemowila do malenstwa: 
- Juz teraz jestes towarzyszem aniolow. 
braciszkiem Najswietszego Dzieciqtka Jezus, 
swiqtyni q Ducha Sw., cztonkiem Kosciola kato- 
lickiego. Bogu cie poswiecam i ofiaruje. 
I roslo dziecko ciche, slodkie, skromne, po- 

tuszne, istny aniol z nieba. Pobozna matka 
strzeg'la go z troskliwosci'l najwieksz q , mozna 
smialo po\viedziec, ze go prawie z oka nie spusz- 
czala. Dala nlU wychowanie twarde, nie. roz- 
pieszczala synka, nie karmila go przysmakami; 
dbala tylko, aby jadl dosyta potrawy proste 
i zdrowe. Gdy juz mogl troche rozumiec jej mo- 
'we, opowiadala mu przystc:pnemi slowy 0 Bogu. 
zwlaszcza 0 tern, jak q wielk q milosci q ukochal 
Jezus Chrystus wszystkich ludzi. Maly Franus 
sluchal uwaznie, moze i nie\vszystko rozUlnial;
>>>
136 


ale najnmleJsze nawet dziecko latwo pojmuje, 
gdy slyszy, ze je ktos kocha. To tez chlopczy- 
na, kt6ry z
ledwie oderwane jakies slowa z trud- 
nosci q wymawial, zlozyl pewnego dnia cale zda- 
nie bez niczyjej pomocy i zawolal: 
- Bog i mama kochajq mnie bardzo! 
Mozescie sie nigdy nie z
stanowili nad rze- 
CZq bardzo prostct, ze zniesc zasluzonq kare po- 
kornie i cierpliwie jest cnot q . Wlasnie nastepu- 
jqce zdarzenie dowiedzie warn tego: 
Maly Franus bawil sie raz w korytarzu 
zamkowym i z ciekawosci q pobiegl az na strych. 
, 
Tam spostrzegl na skrzyni kaftan murarza, kto- 
rego przywolano dla jakiejs naprawki. U jedne- 
go guzika ,visiala przywiqzana czerwona jed- 
wabna wstqzeczka. Az sie dziecku oczka za- 
smialy do swiecidelka. Odczepil wstq:ieczke 
i . schowal w zanadrze. 
Przebierajqc sie po skonczonej robocie, n1U- 
rarz zauwazyl, ze mu sie gdzies wstqzka po- 
dziala. A ze mu byla potrzebna, szukal jej i roz- 
pytywal sluzbe, czy mu iej kto z zartu nie za- 
bral i nie schowal. Ale nikt jej nie widzial, na- 
wet sie sluzqcy pogiliewali za takie posqdzenie. 
Wlasnie gdy sie sprzeczano, przechodzil tamte- 
dy hrabia de Sales, ojciec Franusia. Zapytal, 0 co 
chodzi, i zaraz mu przyszlo na mysl, ze tak q 
rzecz bez wartosci a jaskraw
. moglo zabrac 
. tylko dziecko.
>>>
137 


- Za wolaj mi tu zaraz panieza - rzekl do 
pokojowea. '. 
.. Malee przybiegl zmiesz
ny, bo mu sumienie 
nie dawalo spokoju. 
- Ktos ukradl wstqzeezke temu ezlowieko- 
wi. - rzekl ojciec i spojrzal nan badawezo. - 
Moze to ty? 
- Aeh, ja, tatusiu, ja! - zawolal ehlopezyk, 
rzueajqc sie ojeu do kolan. - Tak mi sie podo- 
bala, ze jq sobie wziqlem. Oto jest, oddaje... 
strasznie sie wstydze... Zal mi... nieeh mi tatus 
przebaezy! 
- Przebaeze, bos sie przyznal szezerze 
i odrazu; ale ukarac eie musze, abys dobrze po- 
pamietal i nig'dy juz nie uezynil ezegos podob- 
nego. 
-:- Aeh, me uezynie, tatusiu! Nigdy, przc- 
nigdy! 
Franus plakal, ealowal ojea po nogaeh; sta- 
ry odiwierny i nianka panskieh dzieci i sam 
oskarzyciel wstawiali sie za malutkim winowaj- 
C4, nie pomogly niezyje prosby, Franus dosta' 
w skore. Mniejszy to byl b6l niz wstyd "i upo- 
korzenie; wiedzial ojeiee, dlaezego tak surowo 
postqpil: od tego dnia poszanowanie eudzej wlas- 
nosci zapisalo si
 w duszy dzieeka ognistemi 
gloskami. Nie tknql najmniejszej drobnostki, je- 
zeli nie mial do niej prawa; nie osmielil sie na- 
wet zrywac owoe6w w sadzie bez pozwolenia 
matki albo ojca.
>>>
. 


138 


\. 


Aby zawczasu WPOIC w syna nlilosc cnoty, 
pani de Sales czytywala mu wyjqtki z zywot6w 
swietych, wybierajqc takie ustepy, ktore nlogly 
zajqc malego sluchacz
. Tlumaczyla mu wyra- 
zenia, ktorych nie rozumial, zwracala jego uwa- 
ge na to, jak wielu swietych odznaczalo sie po- 
korq, poboznosci q , milosierdziem ju:i. od wczes- 
nego dziecinstwa. 
Pewnego razu sluchajqc czytania, franus 
przerwal matce okrzykiem: 
- Ach, mamusiu, jabym tak chcial zostac 
takze swietym! 
Ze lzami w oczach odpowiedziala: 
- Moje dziecko drogie, chciej tylko szcze- 
rze, a Pan BOg z pewnosci q nie odmowi ci Swej 
laski. Dzis zapamietaj sobie jednet, a najwazniej- 
SZet rzecz, :ie drogq do swietosci jest P raw d a. 
Pan Jezus, nasz. mistrz i wz6r, powiedzial 0 so- 
bie: "J am j est P raw d a". Klamstwo czyni 
czlowieka podlym W obliczu Boga, ludzi i same- 
go siebie. Kto nl0wi prawde, jest dzieckiem Bo- 
zem, kto klamie, jest dzieckiem szatana. Wy- 
bieraj. 
I Pranus wybral. Nigdy \v :iyciu nie w:ym6- 
,vii sl6wka, kt6reby sie najscislej nie zgadzalo 
z prawdet; nawet gdy czasem zawinil i wiedzial-, 
:ie bedzie ukarany, nie szukal ratunku w klam- 
stwie ani w wykr
tach. Takim strachem przej- 
mowala go nlysl, ze moglby sie stac dzieckiem 
sza tana.
>>>
]39 


Ani dwoch lat nie mial jeszcze, a juz zakwitla 
w jego serduszku milosc bliiniego. Gdy spoty- 
kal na przechadzce ubogich, a zwlaszcza male 
dzieci, oddawal im wszystko, co mial w reku, 
czy zabawki, czy jedzenie. Jezeli nic nie mial do 
darowania, zwracal sie do niaftki i poty jq pro- 
sit, czesto z placzem, az mu dala grosik dla ubo- 
giego. Weszlo w zwyczaj, ze nianka, wybierajqc 
sie z dzieckiem na przechadzke, kladla do kie- 
szeni chleb i owoce, zeby Franusiowi nie zbraklo 
jalmuzny. Czy sie bawil na pokojach nlatki, czy 
siedzial przy stole, skoro tylko uslyszal jekliwy 
glos zebraka, zrywal sie czem predzej i z
nosil 
mu, co mogl, najczesciej potowe sweg'o obiadu. 
Mial kilku rowiesnikow, ktorzy go czesto 00- 
wiedz
li; bawiono sie z
wsze wesolo i zgodnie, 
bo franus nie upieral sie przy swojej woli, ow- 
szem ustepowal towarzyszom we wszystkiem; 
najwieksz q '" mial ucieche w sprawianiu przyjem- 
nosci drugim. Nie mogl zniesc, gdy ktore z dzie- 
ci. plakalo. Raz brat jego stryjeczny Kasper de 
Sales nie umiat zadanej lekcji, i nauczyciel .wziql 
sie do rozgi. W tedy Franus przytrzymal go za 
reke, wolajqc z placzem: 
- Ach, panie... zaklinam pana, prosze nie bie 
mego braciszka! 
- Musze gb ukarac - odpowiedzial nau- 
czyciel surowo - szkaradny leniwiec, rozga mu 
sie nalezy.
>>>
140 


- Blagam pana... juz lepiej mnie dac' w sko- 
re; ja silniejszy i zdrowszy, mnie to nie zaszko- 
dzi, a on gotow sie rozchorowac. 
Po dlugich naleganiach postawil wreszcie 
na swojem i zostal obity, a Kasperek wyszedl 
calo. Inni koledzy szemrali miedzy sob q , wycho- 
dzqc ze szkoly, jak mogl nauczyciel zgodzic sie 
na tak q niesprawiedliwosc. Ale Franus przeko- 
nywal ich naiusilniej, ze wlasnie stalo sie zadosc 
sprawiedliwosci, bo zdrowszemu lahViej 001 
przecierpiec, a dopiero teraz Kasper zacznie sie 
dobrze uczyc, chocby tylko ze strachu, aby 
zn6w brat nie dostal za niego rozgq. . 
Sw. Franciszek Salezy mial trzech rodzo- 
nych braci; na imie im bylo Gall, Ludwik i Jan. 
Kochal ich bardzo i uwazal za sw6j swiety obo- 
wiqzek naklaniac ich do dobrego i jako najstar- 
szy wykorzeniac ich wady. Rozumial, ze .dzieci, 
nie majqc obowiqzku sluchac go, malo sobie be- 
d q wazyly jego napomnienia. Dzyl tedy nieza- 
wodnego sposobu: stal sie im niezbednym. Ba- 
wit sie z nimi, wymyslal im rozne mile niespo- 
dzianki, dogadzal we wszystkiem, co tylko nie 
sprzeciwialo sie rozkazom matki; jednem slo- 
wem tak ich przyciqgal do siebie, ze obyc sie 
bez niego nie mogli. Wtedy wystarczalo jedno 
jego slowko, aby go natychmiast usluchali. Nie- 
kiedy trafialo sie, ze kt6rys okazyWal upor, wte- 
dy Franciszek usuwal sie od zabawy i odchodzil 
od braciszkow zasmucony. Byla to kara tak
>>>
141 


cieZka, ze skutkowala odrazu, dziecko przyrze- 
kalo poprawe i staralo sie zachowywac g'rzecz- 
- 
nie, zeby nie pogniewa6 f'ranusia. Tak to, ni- 
czem Aniol Stroz, prowadzil braci na drog
 
cnoty. 
Zarowno kolegom i rowiesnikom najIepszy 
tIa\.val przyklad. Sarna jego obecnosc wystar- 
czala, aby ich wstrzymac od ztego. 
- Dajcie spokoj, nie dokazujcie, bijdimy 
grzeczni, patrzcie, swiety idzie - mawiali, gdy 
sie zblizal. I ustawaly klotnie, bitki, jak za do- 
tknieciem czarodziejskiej rozdzki. 
Gdy ktory z chlopcow zaklijl albo wymo- 
\vil nieskromn
 stowo, f'ranus napominal go la- 
godnie;, a ,taki wstyd odzwierciedlal sie w jego 
twarzy, jakby to on sam lekkomyslnie Boga 
\ obrazil. Po wielu latach, gdy owi przyjaciele 
byli juz dojrzalymi ludzmi, wspominali zawsze, 
mowiijc 0 swych dziecinnych latach, ze tylko 
wplywowi Franciszka za wdzic:czajij zamilowanie 
obowiijzku i czesc dla cnoty. . 
Czesto urzijdzali razem przechadzki w pole 
albo do pobliskiego lasu, gdzie f'ranus mial ulu- 
bionij polanke; klekali wszyscy r pod drzewem 
j odmawiali rozaniec albo litanj
 do Najsw. Marji 
Panny. Potem przemawial do nich Franus, za- 
.checajijc do dobrego, a tlumaczijc, jak trzeba 
unikaf z calych sit sposobnosci do grzechu. Cze- 
sto wkoncu dodawal:
>>>
142 


- Moi drodzy, uczmy sie zamlodu stuzyc 
Panu Bogu; nie oci"gajmy sie, ktoz nam zare- 
czy, jak dlugo pozyjemy? 
Opowiadal im takze rozmaite przyklady 
z zywotO\V swietych, kt6re byly jeg'o najmil- 
szem czytaniem. 
Franciszek, skonczy\vszy szkoty, wst"pil do 
stanu duchownego. Jako kaplan oddal sie calem 
sercem nawracaniu kalwinow, przyczem narazo- 
ny byl z ich strony na wiele przykrosci i prze- 
sladowan. Ale s\.viete jego stowa, a bardziej 
jeszcze przyklad cnotliwego zycia dziataly cu- 
da: okolo 72.000 heretyk6w przyci"gn"l do ka- 
tolickiego Kosciola. 
W roku 1602 Franciszek zostal biskupem ge- 
newskim i umarl, przezywszy lat 55. Jest on za- 
lozycielem wizytek, zakonu poswicconego wy- 
chowaniu dziewcz"t. 


* 


* 


* 


Niekazde dziecko bywa powolane do tak 
wznioslych cel6w; ale tez i tego nie wiesz, jakie 
s& zamiary Boga wzgledem ciebie. Staraj sie 
wiec od dzis nasladowac sw. Franciszka Sale- 
zego: b"di poslusznym rodzicom, poboznym, ko- 
chaj prawde. Niech mlodsze dzieci maj" z ciebie 
dobry przyklad, moze zdolasz powstrzymac nie- 
jedno z nich od grzechu. Co..to za szczescie! 
Rozmawiaj z kolegami nietylko 0 zabawie i bla- 
hostkach, mow im czasem 0 wielkiej cnocie mi-
>>>
143 


losci prawdy. Tak czesto dzieci nieostrzezone 
przez starszych grzesz
 klamstwem I Jak(\z be- 
dziesz mial wielk& zasluge przed Bogiem, je51i 
chocby tylko jedno powstrzymasz od zlego. Mo- 
zesz takze modlic sie na intencje swoich znajo- 
mych albo lagodnie i cierpliwie pracowac nad 
ich popraw(\. Niejedno dziecko daleko chetniej 
poslucha rady rowiesnika anizeli rozkazu star- 
szej osoby. A posiew, rzucony mal(\ r(\czk
 
w serce przyjaciela, wyda pion dobry i przynie- 
sie ci blogoslawienstwo Boze.
>>>
, 


14. 


SWI
TA ELlBIETA TURYNOIJSKA. 


EIzbieta byla kroleW'I1& wegierskij, corkij An- 
.frzeja II i Oertrudy. Urodzila sie w Presburgu, 
owczesnej stolicy panstwa, w roku 1207. Zycie 
jej mialo uplywac wsrod ciezkich smutko\\' 
i udreczen, by tern obfitszij stala sie jej nagroda 
w niebie. 
Juz od najmlodszych lat otaczal EIzbiete 
blask laski bozej, ktorej dzialanie przyrownac 
moZna do rzeiw
o wietrzyka w slonecznym 
ogrodzie. Te same cnoty, ktoremi sie odznaczala 
w dojrzalym wieku - milosc Boga i bliiniego, 
juz jij zdobily w dziecinstwie. Ledwie jej ustecz- 
ka poczely wymawiac pierwsze wyrazy, juz so- 
bie skladala modlitewki; a nie miala trzech lat 
jeszcze, gdy juz dawala jalmuzne ubogim. 
Kronikarz zapisuje, ze z urodzeniem krolew- 
ny ustaly wojny i zaburzenia na Wegrzech; glos 
powszechny twierdzil, ze przyjscie na swiat te- 
go blogoslawionego dziecka przyniosto pokoj 
ojczyznie. 
Pewien zakonnik opowiadal, jak od wielu lat 
rOciemnial i stracil wladze w rece. Mala ksiez-
>>>
145 


niczka dala mu jabluszko; jakies przeczucie ka- 
zalo mu potrzec sobie oczy i reke sokiem z tego 
jabluszka. W tej chwili przejrzal i odzyskal sileo 
Przerozne tego rodzaju wiesci doszly do 
uszu l1ermana, landgrafa Turyngji. (Niekt6rzy 
ksi,\zeta malych panstewek niemieckich nosili 
tytuly I and g r a f 0 w; np. dziedzic prowincji 
nadrenskiej nazywal sie Rheingraf. Byl takze 
Pfalzgraf, landgraf Turyngji i 1. d.). Postanowil 
szukac synowej w rodzinie kr61a Andrzeja i wy- 
prawil w tym celu poselstwo do Presburga. Do 
prosby 0 reke Elzbiety dodal drug,\, by kr61 An- 
drzej raczyl oddac juz dzis coreczke do Wart- 
burgu, gdzie wedle 6wczesnego zwyczaju, przy- 
jetego na ksi,\zecych d\vorach, miala bye oto- 
czona osobliwsz& pieczotowitosci'\ i wYchowy- 
wana spolem ze swym przyszlym malzonkiem. 
Slyszal i krol Andrzej wiele 0 zacnosci land- 
grafa, niemniej 0 jego znaczeniu i bogactwach, 
nie dziwota wiec, ze przyj,\l najuprzejmiej po- 
selstwo zlozone ze szlachetnych rycerzy i nie- 
wiasf znakomitych rodow. Po naradzie z m
- 
zonk,\ zgodzil sie na propozycje i powierzyt uko- 
chane dziecko przybylym z Turyngji niewia- 
stom. Czteroletnia Elzbieta opuszczala dom ro- 
dzicielski, by don juz nigdy nie wrocic. Matka 
przydala jej na towarzyszki kilkanascie szla- 
checkich dziewcz,\t wegierskich, a ojciec rozka- 
zal wyladowac skrzynie podarunkami, wspania- 
l
 wypraw
 i sprzetami; liczne podwody wiozly 
Kwbty bole,o o,rod.. 10 


.
>>>
" 


146 


za odjezdzajijcij z poselstwem narzeczonij boga- 
te wiano krolewny EIzbiety. 
Zajechali zdro\vo i szczesliwie do miasta Ei- 
senach. Tutaj oczekiwali swej przyszlej syno,,'ej 
oboje rodzice Ludwika, hrabia Herman i zona je- 
go Zofja. Nie posiadali sie z radosci i na kola- 
nach dziekowali Bogu, ze ich prosba zostala "'Y- 
sluchana. lirabia wzi'l,l dziecko na rece, przy- 
cisn&1 je do serca, ZWijC SWij umilowanij c6rkij. 
Trzy lata juz przebywala Elzbieta na tu- 
ryngijskim dworze, gdy pewnej nocy miala sen 
straszny: ukazala sie jej matka, kr610wa Ger- 
truda z krwawij ranij w piersiach i tak do niej 
przem6wila: 
- Dziecko moje 
 najdrozsze... patrz, otom 
poniosla smierc z reki morderc6w. Cierpie me- 
ki czysccowe za czas zmarnowany, a nie ku zba- 
wieniu uzyty, za czyny przeciwne woli Bozej, 
za niepoczciwe zamiary. M6dl sie za mn& gorij- 
co, aby milosierny Bog' raczyl policzyc na za- 
doscuczynienie Swej sprawiedliwosci haniebnij 
smierc moj
 i skr6cil te straszne meczarnie. 
Dlziecko obudzilo sie z placzem wielkim 
i dlugo nie moglo sie uspokoic. Niestety sen oka- 
zal sie prawdij; przyWieziono do Turyngji wia- 
domosc 0 zamordowaniu krolowej Gertrudy. 
Elzbieta nie ustawala w modlach blagalnych, 
at zn6w pewnej nocy ujrzala matke, ale jut z ra- 
dosnem obliczem i uslyszala te slowa:
>>>
147 


- Dzieki twemu wstawieniu sie, corko mi- 
la, przebaczyl mi Bog i reszte kary darowal. 
Ide do nieba. 
lirabia Turyngji sam przeznaczyl stosow- 
nych opiekunow dla wegierskiej krolewny 
i strzegl jej wychowania z pieczolowitosci
 
prawdziwie rodzicielsk(\. Wybral szesc dziew- 
czynek ze znakomitych rodow, z niemi razem 
miala sie Elzbieta uczyc i bawic. Stare kroniki 
dworskie zapisaly niejedno 0 tych dziecinnych 
latach ksiezniczki; mianowicie przytaczaj& wspo- 
Innienia jej towarzyszek. J edna z nich opowiada 
takie szczegoly: 
"Piecioletnia krolewna nie umiala jeszcze 
czytac, ale szla razem ze starszymi do kosciola; 
prosita, zeby jej otworzono ksiege z psalmami, 
odmawiala pacierz klecz(\c i calowala ziemi
. 
Nieraz takze, gdysmy sie bawili w gry, i jak to 
dzieci lubi(\, skakalysmy na jednej nodze, Elzbie- 
ta zaganiala nas nieznacznie, jak stado g(\si(\t, 
. . 
w sti'one zamkowej kaplicy. Jezeli zastala wrota 
zamkniete, klekala w przedsionku i sciany 
i drzwi ze czci(\ calowala. To znow bawilysmy 
sie w chowanego; przegrywaj&ce dawaly fanty; 
nasza kr61ewna nigdy innych wykup6w za te 
fanty nie naznaczala, tylko "przezegnac sie", 
"zmowic Ojcze nasz", "zm6wic Zdrowas Maria U 
i t. p. 
"Nie mogla zniesc nieobyczajneg'o zachO- 
wania sie albo slow nieskromnych. Gdy ktora 
JO.
>>>
" 


.. 


148 


z nas powiedziala przypadkiem jak(\s nieprzy- 
zwoitosc, musiala placic kare z pieniedzy prze- 
znaczonych na lakocie; a te kary szly potem dla 
ubogich" . 
Inna zn6w towarzyszka sw. Elzbiety opo- 
wiada co nastepuje: 
"Chodzilysmy z ochmistrzyni(\ na dalsze 
spacery; czasem wstepowalysmy na cmentarz. 
Pewnego dnia ksiezniczka tak do nas przemo- 
wila: Patrzcie, He tu grobow... jakie mnostwo! 
Tu pod ziemi(\ lez(\ ciala ludzi zmarlych przed 
laty i takich, co umierali niedawno, i takich, kto- 
rych pochowano wczoraj. Przyjdzie kolej i na 
nas, bedziemy musialy umrzec. Powinnismy ko- 
chac Boga i sprawiac sie poczciwie, aby smierc 
nie byla nam straszna". Uklekla i modlila sie 
glosno, a mysmy za ni(\ powtarzaty: ,,0 Panie 
J ezu, blagamy Cie przez Tw(\ gorzk& meke i za 
przyczyn& Twej Najswietszej Matki, racz wy- 
zwolic dusze w czysccu cierpiij.ce, a nam zywym 
daj laske, abysmy postepowali wedlug Twych 
przykazan i znalezli sie po smierci w niebie,. 
gdzie wieczna radosc i wieczne wesele. Amen". 
W kosciele czesto powtarzala tak(\ modlitewke: 
,,0 Jezu Chryste, Boze moj, Panie m6j, kt6rys 
cierpial meki za mnie biedn(\ grzesznice, nie do- 
pusc, abym Cie obrazala. Niech swiete piec ran 
Twoich bed(.\. mojem zbawieniem!" 
Dzieci SC\. zazwyczaj bardzo tkliwe na poda- 
runki i te osoby najbardziej kochaj,\, od kt6rych
>>>
149 


otrzymujij zabawki albo przysmaczki. Kto chcial 
pozyskac serduszko .Elzbiety, uczyl jij jakiej no- 
wej modlitwy albo piesni poboznej. Wybrala kil- 
ka psalm OW, litanje, koronke i inne modlitwy, 
ktore postanowila odmawiae codziennie; i gdy 
jej co przeszkodzilo wsr6d dnia spelnic ten obo- 
\viijzek, nie pierwej kladla sie do lozka, az od- 
nlowila wszystkie modlitwy. 
Nieraz wsrod najweselszej zabawy stawala 
Hagle i m6wila: 
- Dose juz. Dla milosci Pana Jezusa nie bedf; 
sie dalej bawila. 
Unikala taiic6w nawet najniewinniejszych; 
ale gdy obyczaj dworski tego wymagal, brala 
w nich udzial, aby nie zwracac uwagi. Najcze- 
sciej jednak, przetanczywszy raz wkolo, odcho- 
dzila nieznacznie i kryla sie w dalszych komna- 
tach. Zapytywana przez towarzyszki, czemu to 
robi, odpowiadala: 
- Jeden taniec wystarczy dla zadoseuczy- 
nienia swiatowym wymaganiom; reszty sobie 
odmawiam. Zdaje mi sie, ze to male umartwie- 
nie podoba sie Bogu. 
W niedziele i swieta, kiedy wszystkie nicwia- 
sty ksiijzeceg'o dworu stroily sie bogato, ona 
przeciwnie w duchu pokory ubierala sie jak naj- 
skromniej. Nie przywdziewala zlotem szytych 
rf;kawiczek, ani sukienek misternie haftowanych; 
gdy juz koniecznie trzeba bylo ubrac sie pieknie, 
czynila to dopiero po skonczonem nabozeftstwie. 
\. 


.
>>>
150 


... Nie lubila trefic wloso\v ani przystrajac glowy 
kosztownemi wstegami lub drogiemi kamieniami, 
a pieknij twarz swojij tak ostaniala welonem, ze 
prawie nie mozna by to dojrzec ryso\v. 
Ifrabia i hrabina obsypywali jij podarunkami, 
dawali pieniijdze na koszto\vne stroje; ale Elz- 
bieta ubierata sie tak :skromllie, jak tylko si
 
dato bez ublizcnia stano\\risku s\vych opiekunow, 
a kazdy zbywajijcy grosz obracala na jalmuzne. 
Podobna ptaszkowi, co sie troszczy 0 swe piskle- 
ta, albo mro\.vce gromadzijcej zapasy dla mro- 
wiska, zagIijdala do spizarni, do kuchni, zbierala 
po obiedzie resztki ze stotu i \vszystko zanosila 
swym ukochanym ubogim. 
Zaledwie Elzbieta skonczyla dziewiec lat, 
skonczylo sie zarazem jej blogie i swobodne zy- 
cie na dworze turyngijskim - umart landgraf 
If erman. Byl on tak przywiijzany do swietego 
dzieci(\tka, ze nikt, nawet najwyzej posta\vione 
osoby nie wazyly sie ublizae przyszlej zonie 
Ludwika czynem ani slowem. Z chwilij smierci 
hrabiego zmienilo sie wszystko. Odtid zycie Elz- 
biety mialo bye pasmem zmartwien, ciezkich 
oIiar i upokorzen. Bog prowadzil jij drogij cier- 
nist
 przez ziemie, aby tern wiekszij chwatij 
uwienczyc j& w niebie. Za gorycze i lzy nagro- 
da wieczna i niesmiertelne krolowanie. Serce jej 
tak bylo przepelnione milosciij Stworcy, ze naj- 
ciezsze udreczenia byly jej mile, gdy je znosila 
dla Niego. MUosc byla jakby og'niem w kadziel-
>>>
151 


Jlicy, a cierpienie wonnem ziarnem kadzidla, rzu- 
canem na zar. 
o He sam hrabia lferman kochal Elzbiete jak 
rodzone dziecko, 0 tyle zona jego wkrotce po 
przybyciu krolewny na dwor wartburski stracila 
do niej serce, niemal nienawidzila jej. Nie dziw; 
cale zachowanie sie ksiezniczki bylo jakby zy- 
w& nagan& jej wlasnego postepowania: Elzbieta 

kromna, pobozna, milosierna, oddana Bogu, 
hrabina Zofja kobieta pyszna, zamilowana 
\v strojach i w swiatowych proznosciach. Takie 
dwie wrecz odmienne dusze musialy pozos tat 
sobie obcemi; a po stronie hrabiny budzila sie 
i coraz wzrastala n.ieprzyjain. Tak sarno ile 
usposobiona dla Elzbiety byla i corka Zofji, 
Agnieszka. Obie te niewiasty ani myslaly 0 80- 
gu, 0 wiecznosci, tern wiecej tez draznil je widok 
bogobojnej dziewczynki, a nie bylo juz tego, co 
ich zle zamysly poskramial w zarodzie. 
Zaczely obie ganic jej pokore, wyrzucaly 
prostot& ubrania, szydzily z jej czestych i dlu- 
gich modI ow; zdaniem ich wszystko to wlasciw- 
sze bylo jakiejs dziewce chlopskiej, niili przy- 
szlej zonie panuj&cego ksiecia. 
Zly przyklad idzie zgory: dworacy rychlo 
sie opatrzyli, ze osoba krolewny przestala' bye 
lliedoscigl& szyderstwu, a za brak uszanowania 
kara nikogo nie czeka. Pochlebcy tedy przeszli 
wszyscy na stronc; hrabiny i jej corki, a przesci- 
gali sie w lekcewazeniu Elzbiety. Mlodziutkie to-
>>>
152 


.... 


warzyszki, ktorym nieraz przykrzyla sie jej po- 
hoznosc, opuscily i&, a wolaly zabawy i tance 
z Agnieszk&. Nawet dziewki i sluzba dworska 

tawialy sie zuchwale malej krolewnie. 
Pobozne dziecko, przedmiot zelzywosci p 
stalo smutne wsrod tej zgrai jak w&tla roslina na 
szczycie gory, ktor& \vicher pomiata i g'nie ku 
ziemi, albo jak lagodne jagnie, co znosi glod i bi- 
de, a nie umie sie zemscic. 
Jezeli jednak przesladowcy liczyli, ze po- 
stawi& na swojem. czyli skloni& ksiezmczke do 
odmiany trybu zycia, to sie srodze zawiedli. Elz- 
bieta nie zwazala wcale na dokuczliwe uklocia 
szpilek i szla spokojnie raz obran& drog&. Wobec 
hrabiny Zofji zachowywala sie z uszanowaniem
 
znosita jej docinki i szorstkie obejscie lagodnie,. 
a milosc Boza, jakby podsycana przeciwnoscia- 
uti, rosla i potc;zniala w jej sercu. .. 
I znowu zaszla zmiana; tym razem korzy- 
stna dla swietej krolewny. Elzbieta dorosla do 

at przepisanych prawem i obyczajem, poslubila 
L udwika item samem zostala hrabin& Turyngji. 
Ucichly zlosliwe jezyki, rzesza dworakow ko- 
rzyla sie przed now& pani&, nawet Zofja i Agnie- 
szka zapanowaly nad sW& zlosci&. 
Niestety, ziemskie szczescie niedlugo trwalo; 
po kilkoletniem pozyciu z dobrym i kochaj&cym 
malzonkiem Elzbieta owdowiala w dwudzie- 
stym roku zycia. Nikczemna rodzina rzucila sie, 
na ni'l z now& zajadlosci&; doszlo do tego, ze.
>>>
153 


wygnano i& wraz z dziecmi z zamku i z kraju. 
Nedza jej byla tak wielka, ze dla wyzywienia 
trojga malutkich dzieci&tek siadala zebrac na 
schodach koscielnych. Znosita i to dopuszczenie 
Boze z weselem dla mitosci Chrystusa Pana. 
Zyla lat 24, zmarla w dniu 19 Iistopada 
1231 roku. 


it 


it 


... 


- 


Zdarza si
 nieraz, ze i dzieci maj& duzo do 
przecierpienia. Swieta Elzbieta wiedziala, gdzie 
szukac rady i pomocy. Nie skarzyla si
 ludziom
 
tylko Bogu; a wszystkie swoje smutki skladala 
w podarunku najdrozszemu Zbawicielowi i bla- 
gala Go 0 sil
 i wytrwanie. Tym sposobem skar- 
bila sobie 
slugi i wieczn& nagrode w niebie. 
Rozwaz, drogie _dziecko, czy niema w two- 
jem zyciu jakich smutnych dni? Moze zdrowie 
masz liche? Albo ub6stwo rodzicow i toble do- 
tkliwie dokucza? Glodny bywasz czesto, mar- 
zniesz w zimie. A moze jakas wada w twojej po- 
wierzchownosci, .jakas ulomnosc cielesna jest 
powodem glupich zart6w I drwinek? To B6g 
zsyla na cieble pr6by; czy znosisz je cierpliwie, 
z poddaniem sic; J ego woli? lie razy chce ci si
 
narzekac, ile razy jakie bunty budz& si
 w sercu, 
wspomnij na swic;t
 Elzbiete.
>>>
"- 


15. 
SWII;TY PASCIfALIS BAYLON. 


Marcin i Izabella Baylonowie, rodzice Pascha- 
lisa, byli ubogimi ludimi i musieli ciezko pra- 
cowac, aby wyzywic siebie i piecioro dzieci. 
Mieszkali we wsi Torremosa w liiszpanji. 
Najmlodszy synek urodzil sie w dniu 17 maja 
1540 roku; a ze poprzedniego dnia przypadala 
",koscielna uroczystosc sw. Paschalisa biskupa, 
Todzice uwazali, ze pieknie bedzie nadac dziecku 
to imie. 
Id&c w pole albo do bogatszych gospodarzy 
na robote, Baylonowa nie chciala zostawiac ma- 
Ienkiego Paschalisa w domu, brala go wiec ze 
sob&. Nawet przy pra
y mogla uwazac na dzie- 
cko, inaczej nie mialaby chwili spokoju. Po dro- 
dze wstepowala codzien na msze do kosciola. 
Zastanawialo jC\ i cieszylo, ze niemowl&tko led- 
wie kilkomiesieczne rozpatruje sie ciekawie po 
kosciele, spogl&da uwaznie na ksiedza przy otta- 
rzu, jakby chcialo zrozumiec wszystko, co widzi. 
Najczesciej istoty wybrane dla nieba wcze- 
snie juz wyrozniaj& sie od swego otoczenia: klo- 
. 
potali sie nieraz rodzice z czworgiem starszych
>>>
155 


dzieci. Paschalis byl im tylko umileniem zycia 
i pociech&. Podrastal zdrowo, bawil sie grzecz- 
nie, nikomu nie zawadzal. Pewnego dnia matka 
wyszta po cos do s&siadow, a ze ojciec byl 
w domu i starsze dzieci takze, nie bala sie zo- 
stawic malenkiego przy nich. Za powrotem spo- 
strzegla ku wielkiemu swemu przerazeniu, ze 
dziecka niema w izbie. Pyta, szuka, nikt nie za- 
uwazyl, kiedy wyszlo i gdzie sie podzialo. 
- Jakze wyjsc moglo - zawolala z pla- 
czem -- przecie chodzic jeszcze nie umie! 
Rozestala dzieci na wies, aby pytaly po 
"\vszystkich domach, czy kto nie widzial malego 
Paschalisa, a sarna z rnezem przeszukala ogro- 
dek, szope, stajenke, nie bylo go nigdzie. Zroz- ..... 
'... 
paczona biegnie do kosciola prosic Boga 0 zmi- ". · 
towanie i tam na stopniach wielkiego oltarza 
znajduje zgube. Jakim sposobem roczne dziecko 
zaczolgalo sie na czworakach przez kamieniste 
sciezki, jakim cud em nie zmylilo drogi, nie sto- 
czylo sie ze stromego wzgorza, to juz wiedzial 
chyba Aniol Stroz PaschaUsa. 
Gdy sie nauczyl dobrze chodzic, biegal cze- 
sto sam do kosciola, i nikt mu tego nie bronil, 
przekonawszy sie, ze idzie i wraca zdrowo, jak- 
by go kto pro"\vadzil za reke. Z matk& co ranD 
sluchal mszy sw. i rozpytywal 0 wszystko. Co 
to za sliczna pani w zlocistej sukience? Dla- 
czego swiece zapalaj&? Co mowi ksi&dz? D4a- 
czego dzwonek dzwoni i 1. d. Matka opowia-
>>>
156 


dala nIu 0 Bogu, mllosiernym ojcu wszystkich 
ludzi, pokazywala krzyz na oltarzu i tlumaczyla, 
co ten krzyz Zl1aczy, mowila 0 Matce Najswiet- 
szej, a dziecko sluchalo chciwie i uczylo sie ko- 
chac Boga. 
Za ubodzy byli rodzice PaschaUsa, aby mogli 
posy lac dzieci do szkoly; ledwie troche podra- 
staly, juz musialy isc do obcych ludzi na sluz
. 
Przyszla kolej i na najmlodszego; przyj&l go 
ktorys z zamozniejszych gospodarzy za pastusz- 
ka. Pilnuj&c bydla na l&ce, po calych dniach sa- 
rnotny, Paschalis przemysliwal, jakimby tu spo- 
sob em nauczyc sie przynajmniej czytac. Z ksi&- 
zek pewnieby sie dowiedzial 0 Bogu, 0 swie- 
tych, 0 tern, jak trzeba sie sprawiac, aby sit: 
Panu J ezuso\vi przypodobac, jakim sposobem 
unikac zlego; a on biedny, nieswiadomy niczego. 
Pewnego dnia znalazl w domu jak
s star
 
ksi&zke i wzi&l j& ze sob& na pastwisko; a gdy 
tylko spostrzegl kogo przechodz&cego niedaleko, 
biegl j prosil, zeby mu dwie albo trzy litery po- 
kazal i powiedzial, jak sie nazywaj&. Przypatry- 
wal im sie uwaznie i powtarzal je poty, az do- 
skonale zapamietal. Gdy juz w taki mozolny spo.. 
sob nauczyl sie abecadla, probowal znow z ludz- 
k& pomoc& skladac wyrazy i tak powoli, bardzo 
powoU, przeciez postawil na swojem, umial 
czytac. Matka wystarala mu sie 0 ksi&zeczkc; 
z nabozenstwem do Matki Boskiej. Co to byla 
za radosc, gdy zobaczyl, ile tam piesni, modlitw, 


t
>>>
157 


litanij! Aby moc je odczytywac spokojnie, zabral 
swoje owce ze wspolnego pastwiska, gdzie inni 
chlopcy dokazywali, bawili sie, i przepedzil je 
na odosobnion& IClczke kolo starej kapliczkl 
przydroznej. Tam zasiadl na schodkach i z wiel- 
k& poboznosci& modlil sie. Ktorys z pasterzy 
doniosl gospodarzowi, ze Paschalis obral naj- 
gorszy kawalek 'a.ki dla jego owiec; rzeczywi- 
scie grunt byl tam kamienisty, ziemia sloficem 
przepalona, ledwie gdzie niegdzie kepka trawy 
zieleniala. Wiesniak wybiegl czem predzej z do- 
mu zlajac niedbalego pastuszka. 
- Jak mozna bye tak glupim, zeby glodzic 
t.iedne zwierzeta! - krzyczal ze ztosci
 na 
dziecko. - Kamienie ci bed& jadly, czy co? 
Wynos mi sie st&d zaraz! 
- Pod okiem Boskiej Matki mialaby sie stac 
krzywda owieczkom? Co tez powiadacie, gospo- 
darzu! - odpowiedzial Pascbalis naiwnie. - 
l\1.iejcie ino cierpliwosc i pozwolcie mi je tutaj 
pasac, a zobaczycie, ze nigdy glodu nie zaznaj&. 
Zastanowil sie chlop, nie smial przeczyc po- 
boznenlu dziecku, a po niedlugim czasie przeko- 
p.al sic;, jak dobrze zrobil ustepuj&C mu; na cal& 
\vie
 nle bylo tak pieknych tlustych owiec
ek, 
jak jego wlasne, z lichej l&ki pod kapliczk&. 
Pewna zapobieg'liwa gospodyni chciala i swo- 
je chude kozy utuczyc i poszla do Paschalisa 
naklonic go, by przechodz'\c wedle jei chaty, za-
>>>
158 


bieral razem i jej trzode. Ale chlopiec odmowil 
bez namyslu. 
- Dlaczego nie chcesz? - ofuknela go. - 
J edna ci robota pedzic pietnascie sztuk czy 
dwadziescia piec a zaplata; podwojoo. Nie ro- 
zumiesz, ze ci dobrze radze? 
- Owieczki mnie sluchaj&, a kozy uparte - 
odpowiedzial, ruszaj&c ramionami. 
- \Vycwiczysz je pretem raz i drugi, to cif: 
bed& sluchaly. 
- Tylu jest pastuchow we wsi, zg6dicie 
sobie inn ego, ja nie chce. 
Pobiegla do Baylonowej na skarge, i ta jej na- 
turalnie przyrzekla \vszystko zalatwic po jej 
wolL Tymczasem Paschalis i matce nie dal sie 
przekonac. Pognie\vala sie. 
- A jak ci kaze, to musisz! - krzyknela - 
gadasz, ze kozy uparte, tys sam koziol. Jutro 
zabierzesz ze sob
 trzodc; Janowei i basta. 
- Nic gniewajcie sie, Inatusiu - odpowie- 
dzial chlopczyk pokornie i pocalowal j
 w reke. 
- Ja nie z uporu, ale z czego inn ego to czynic;. 
- Ciekawam bardzo. 
- Wiecie, siedze sobie u drzwi kapliczki
 
czytam na tej ksi&zce, coscie mi podarowali, 
mysle to 0 Panu J ezusie, to 0 Matce Boskiej; 
wyuczam sic; modlitewek napamiec, a moje owce 
pas
 sic; spokojniusko tuz kolo mnie; jak dzien 
dlugi zadna mi nie ucieka. Juz tam widno Naj- 
s\\rif;tsza Panienka przykazuje aniolkom uwazac 


." .
..
>>>
159 


na nie. A kozy co? J edna w prawo, druga w le- 
wo, do lasu blisko, porozbiegaj& sie, musialbym 
szukac, gonic, ale nie 0 to mi chodzi. Gorzej, ze 
wlez,\ gdzie w szkode, a chocby tego nikt nie 
spostrzegl, i tak bede mial krzywde ludzk& na 
sumieniu. Nie przykazujcie mi, matusiu najmilej- 
sza, pieknie was prosze. Przecie sarna nie chce- 
cie, abym grzeszyl, prawda? 
- Prawda, synku, nie pomyslalam 0 tern; 
zarobek mi byl w glowie. Ale teraz cie nie przy- 
nagIam, bo widze, ze sprawiedliwie m6wisz. 
I Janowa musiala szukac dla swych k6z in- 
nego pastuszka. 
Tak to od wczesnych dziecinnych lat wy- 
strzegal sie Paschalis najmniejszego grzechu, 
unikal sposobnosci do zlego. A staral sie przy- 
tern posluzyc kazdemu, byl zawsze lagodny, 
cierpliwy, wszyscy go lubili. Rowiesnicy nie 
smieli traktowac go poufale jak to\varzysza, taki 
w nidI wzbudzal szacunek. 
Kilka lat przebyl w sluzbie u tego samego 
gospodarza a potem powedrowal do dalszej wsi, 
bo mu sie tam trafilo dobre miejsce, a chcial do- 
pomagac sw& prac& rodzicom i miec czasem ja- 
kis grosz na jalmuzne. Zgodzil sie za pasterza. 
u zamoznego wlasciciela folwarku, Marcina Gar- 
cii. Sluzyl mu pUnie i wiernie, a calem postepO- 
waniem tak sobie zjednal jego serce, ze O\V 
chcial go przyj&c za syna i caly mai&tek mu za.- 
pisac. Ale Paschalis odpow:iedzial mu, ze dJa
>>>
160 


, 


Inilosci Bozej woli pozostac ubogim. I dalej pel- 
nil swoj& sluzbe. Cala okolica podziwiala jego 
prostote, pokore i czyste zycie; zwano go po- 
wszechnie s w i e t y m pas t e r z e m. 
Gdy mu sie zdarzylo zbl&dzic przez zapo- 
-mnienie, zaniedbac niechc
cy jakiego obowi&zku 
.albo zniecierpliwic sic; w duszy, natychmiast ro- 
bU wezelek na sznurku, ktory nosit przy sobie. 
Nie czekal az sie tych wezlow zbierze wiele, ale 
.biegl czem predzej skruszony i zaluj&cy do spo- 
wiedzi. Inni pasterze dziwili sie bardzo, co on 
-moze miec do powiedzenia ksiedzu, bo zaden 
z nich nawet cienia grzechu w nim nie zauwa- 
zyl. 
Wi&zal tez Paschalis zgrabne kulki z gietkie- 
go sitowia, nawlekal je na sznurek i w ten spo- 
.sob sporz&dzil sobie r6:ianiec, na ktorym sie co- 
dzitn modlil. Klekal wtedy zwrocony twarz& do 
pustelni w gorach, gdzie slyn&l cudowny obraz 
Matki Boskiej, i kc;dy chadzaly kompanje piel- 
.grzym6w kilka razy do roku. W wolnych chwi- 
lach zrobil wiecej takich r6zanc6w jak swoj 
-j rozdarowal je znajomym. Tlumaczyl, jak on 
.sobie te modUtwy wyobraza: piec Ojcze nasz 
w kazdej czesci rozanca to piec ran Pana J ezu- 
sa, pi
c ognisto czerwonych roz, a kazdy dzie- 
si&tek ZdrowaS to r6ze biale, cnoty Najsw. Pan- 
ny. Mial zawsze pod rek& maly oltarzyk, kt6ry 
sporz
dzil w nastepuj,\cy sposob: u samej gory 
..swego pasterskiego kija przymocowal poprzecz-
>>>
161 


ne drewienko, to tworzylo krzyz; ponlzeJ wy- 
rzezbil postae Matki Boskiej. Wbijal ten krzyz 
w ziemie pod drzewem, klekal i modlil sie z tak 
g'or
cem przejeciem, jakby widzial niebo otwar.. 
te przed sob&. Inni pasterze podsluchiwali nie- 
raz tych natchnionych inodlitw, ale gdy to spo- 
strzegl, milkn
1 i smucil sie; anielska jego poko- 
ra bala sie pochwalludzkich. 
 
I tak, choe niezawsze mogl bye w kosciele, 
codzien mysl& i sercem sluchal mszy sw., kle- 
CZ&C przed swoim oltarzykiem. A widno milym 
Bogu byl ten jeg'o kij pastuszy, bo go uczynil 
narzedziem Swej laski. W okolicy, w ktorej Pa- 
schalis przebywal, znajdowaly sie dose geste 
bajora i stawy, w ktorych wiesniacy poili swe 
bydlo, ale daleko trudniej bylo 0 wod
 zr6dla- 
n&, zdrowij. do picia dla ludzi. Nieraz pasterze 
cierpieli pragnienie, bo trzeba bylo biegae dale- 
ko po wode. Pewnego dnia narzekali na to przed 
Paschalisem, a on sluchal tych zalow, i przykro 
mu bylo, ze pomoc nie moze. Wreszcie rzekl: 
- A gdyby tak przewiercie kijem dziure 
w ziemi, mozebysmy natrafili na wode? Spro- 
buj, Manuelu. 
Manuel wpakowal SWij. laskc; w ziemie az po 
rekojese; nietylko sic; woda nie 'pokazala, ale na- 
wet sladu wilgoci nie bylo. 
- Moze tam dalej, ku lasowi, niech Jak6b 
szuka wody, albo kazdy zosobna. 


. KwiatJ boteQo oQl'odu. 


11
>>>
162 


Czterech bylo pastuszkow, probowali wszys- 
cy, ale daremnie. 
- Ot, cos gadasz nie do rzeczy - rzekl 
najstarszy -- ludzie gleboko studnie kopi& i nie- 
raz nie dokopi& sie wody, a tobie sie sni, ze to 
, tak latwo. 
Nie odpowiadaj&c, wziij.l Paschalis swoj kij 
z krzyzykiem i z trudem go pocz&l wpychac 
w ziemie, tuz obok miejsca, gdzie Manuel czynil 
to pierwej bezskutecznie. Ledwie go zaglebil do 
polowy, szara sucha ziemia pociemniala, zwil- 
gotniala, pokazaly sie kropelki, trysnelo zrodlo. 
Oniemieli z podziwu patrzyli na towarzysza jak 
na czarodzieja. Lecz on spokojny zupelnie poca- 
lowal krzyzyk i im go podal do pocalowania, 
mowiij.c: 
-- Dziekujmyz Panu Jezusowi i Matce Jego; 
zrozumieliscie chyba, ze to Oni w Swej laska- 
wosci udarowali nas wod&. 
Gdy sie dosyta napiU, odeszli. 
- Cos warn powiem... - szepnij.l Pietrek 
i obejrzal sie, czy go Paschalis nie slyszy. - 
On to dobrze wiedzial, gdzie zrodlo; siedzi tu 
wiecznie sam z owcami, wymacal ktorego dnia 
wode, potem zasypal ziemi& i przydeptal, a te- 
raz cuda wyrabia. Zawolajcie go jutro na I:. ij. k e 
c z t ere c h deb 6 w, tam jeszcze nigdy nie byl; 
niech dlubie kijem, ciekawym, czy co wsk6ra. 
Zgodzili sie i pobiegli nazajutrz z propozycjij. 
do Paschalisa. 


. '.
>>>
163 


- Poszedlbym chetnie - odpowiedzial- 
ale krow i owiec nie moge zostawic samych. 
- J ozek ich przypilnuje - rzekl Manuel - 
umyslniem go tu z domu przyprowadzil; chlopak 
jut m&dry, da sobie rade; zreszt& twoje bydlo 
spokojne, niema z ruem klopotu. 
Pobiegli wszyscy pedem na L&ke czterech 
debow. Paschalis nie szukal miejsca, nie wybie- 
ral, gdziekolwiek stan&l i swoj& laske zatkn&l, 
z szumem i bulgotaniem wybuchalo zrodlo. Ale 
pokorny mlodzieniec nie przypisywal tego wi- 
docznego blogoslawienstwa Bozego swej zaslu- 
dze, tylko najlitosciwszej Opatrznosci. 
Nic nie mial milszego dla siebie, jak sluchac 
mszy sw. i w dziefi powszedni, gdy mu na to 
pan jego pozwolil. Wtedy zatopiony w uwielbie- 
niu Najsw. Sakramentu zapominal 0 calym swie- 
\. 
cie, ciezko mu bylo rozstawac sie z Panem Je.. 
zusem. Za powrotem do domu dziekowal gorij.CO 
gospodarzowi i szedl we solo do roboty. 
Starannie pilnowal, aby powierzone mu by- 
dlo nie zachodzilo w szkode, tak sie bal cudzej 
krzywdy. J ednak zdarzylo sie raz, ze pozostaw'- 
szy ze SWij. trzod& na noc na pastwisku, zdrze.. 
mn&1 sie, i owce tymczasem w:lazly w zasiane 
pole, napasly sie i podeptaly sporo zboza. Skoro 
swit pobiegl Paschalis do gospodarza, przepro- 
sil go i z&dal obliczenia szkody, ktor& przyrzekl 
zwr6cic co do grosza, skoro tylko dostanie SWij. 
11-
>>>
164 


roczn& zaplate. Lecz gdy w pare miesiecy poi- 
niej przyszedl z pieniedzmi, ow gospodarz nie 
chcial ich przyj&c zadn& miar&, bowiem z tego 
wlasnie zdeptanego pola otrzymal w zniwa naj- 
wiecej snopkow: i wymlocil najpiekniejsze 
ziarno. 
Swiety pastuszek nosit zawsze przy sobie 
sierp i pomagal zniwiarzom przy robocie, by 
tym sposobem wynagrodzic szkody, jakie moze 
kiedy wyrz&dzily jego owce. 
Czyste mial serce, czyste mysli, kochal 
prawde. Gdy ktos pozwalal sobie mowic nie- 
skromnie w jego obecnosci, uciekal z obrzydze- 
niem. Dalby sie raczej por&bac w kawaly, za- 
nimby wymowit slowo klamliwe. Zdarzalo sie 
czasem, ze mu ktos niedowierzal; wtedy zapew- 
nial slowami: "Doprawdy tak jest, jak mowie". 
Wiecej to u ludzi znaczylo, niz przysiega przed 
sij.dem niejednego czlowieka bez sumienia. 
Martwit sie, ze pasterze, z ktorymi chcij.c 
niechc&c musial przestawac, klocili sie, przekli- 
nali, nieraz przysiegali, wzywaj&c imienia Bo- 
skiego w rzeczach malej wagi. Dreczyla go 
mysl, ze czesc winy ciij.zy i na nim, poniewaz 
slyszy te bezbozne mowy, a nie umie nakazac 
milczenia swym towarzyszom. Dlugo przemy- 
sliwal i zastanawial sie, jakby sie wyrwac z tego 
otoczenia, i znalazl tylko jeden ratunek dla swej 
duszy, zycie klasztorne. Skonczywszy lat 20, 
wst&pil do zakonu sw. Franciszka z Asyzu; tam
>>>
]65 


w ub6stwie i zaparciu sie wlasnej woli m6gt 
lepiej Bogu sluzye niz na swiecie. 
Tak sie tez stalo: Paschalis jako zakonnik 
wzni6s1 sie do wielkiej swietosci; B6g udarowal 
go lask(\ cudow za zycia i po smierci. 


* 


* 


* 


Chciej nasladowac tego swietego w kt6rej 
z jego cn6t, kochane dziecko. Np. postanow so- 
bie przy rannym pacierzu, ze przez caly dzien 
bedziesz sie strzegl najmniejszego grzechu; ze 
dobrowolnie nawet zlij. myslij. nie obrazisz flo- 
ga. Przyjdzie na ciebie pokusa, to sobie pomy
l: 
Pan B6g jest przy mnie, widzi mie, czyta 
w mem sercu; nie chce zgrzeszyc, nie chce za- 
sluzye na kare. A wieczorem spytaj swego su- 
mienia, czy w ci&gu dnia nie popelniles dobro- 
wolnie jakiego grzechu. J ezeli sobie cos takiego 
przypomnisz, przepros odrazu Pana J ezusa 
i obiecaj Mu, ze jutro postarasz sie bye lepszym.
>>>
16. 
SWI
TA AONIESZKA. 


To swiete dziecko bylo czczone od pierw- 
szych wiek6w chrzescijanstwa we Wloszech, 
w fIiszpanji, Francji; wielcy uczeni naszego Ko- 
sciola opisywali jej zycie i slawili jako najpiek- 
niejszy wzor dziewiczej niewinnosci. Swiety 
Ambrozy, biskup medjolanski, powiada 0 niej: 
"W szystkie narody wielbi& jednoglosnie Ag'nie- 
szke, odniosla bowiem zwyciestwo nietylko nad 
srogim tyranem, ale i nad slabosci& swych mlo- 
dych lat. u 
Opowiem warn, co jest przechowane w sta- 
rych ksiegach 0 jej krociuchnem zyciu: 


Bogata narzeczona. 


Urodzila sie w Rzymie w r. 291 z bogatych 
i znakomitych rodzic6w. Piekn& mill-la postac 
i urodziwij. twarzyczke, ktorej szczegolnego 
wdzieku dodawala skromnosc i szlachetna pro- 
stota. Jako mala dziewczynka zlozyla w ofierze 
sw& niewinn& duszyczke Zbawicielowi i przy- 
siegla, ze ziemskiego oblubienca znac nie chce.
>>>
167 


9 d tej ch\vili modlitwa i milosierne uczynki sta- 
ly sie tresci& jej zycia. 
W owych dawnych wiekach zwyczajem bylo 
tak w zamoznych jak i ubozszych domach wy- 
dawae corki mlodo zam&z, a zareczac je czasem 
nawet w dziecinnych latach. Pewnego dnia, gdy 
trzynastoletnia Agnieszka szla ulicij z domu, 
gdzie pobierala nauki, spotkal j& syn prefekta 
Cnaczelnik miasta nazywal sie u Rzymian pre- 
fektem); od pierwszego wejrzenia tak mu sie po- 
dobala, ze bez dlugich namyslow postanowil j& 
zaslubic. Odwiedzil rodzicow Agnieszki i prosil 
o reke ich corki. Ale dziewczynka, zawsze po- 
kornie postuszna rodzicom, tym razem odmo- 
wila stanowczo. 
- Dlaczego nie chcesz bye moj& malzonk&? 
Powiedz, uczynie wszystko, aby twe serce po- 
zyskae - rzekl mlodzieniec. 
- Nie moge i nie chce bye twoj& - odpo- 
wiedziala - mam juz narzeczonego nie zlamie 
daneg'o sto\va. 
Nie wiedzial, ze jest chrzescijank& i 0 swym 
boskim oblubiencu J ezusie mowi. Odszedl smut- 
ny do domu, lecz nazajutrz powrocil, a sludzy 
niesli .za nipt wspaniale klejnoty i strojne szaty. 
Cieszyl sie nadziejij, ze te bogate podarunki 
skloni& serce dzieweczki ku niemu. Lecz odtr&- 
cila dary i osobe jego po raz drugi, m6wi&c: 
- Idz precz ode mnie, strawo smierci! Ten, 
co mie kocha, i ktorego ja nad wszystko miluje,
>>>
168 


obdarzyl mnie kosztowniejszemi upominkami, 
iest szlachetniejszy rodem i znaczeniem od ciebi
. 
Wr6cil do domu. rozzalony i z rozpaczy za- 
chorowal ciezko. Wtedy prefekt poslal po Ag- 
nieszke, a gdy sie przed nim stawila, usilowal 
rozczulic i&, pros ii, by sie nad synem jego, cho- 
rym z milosci dla niej, ulitowala. 
- Patrz, oto umiera przez ciebie! - za- 
wolal. 
- Czyz dlatego mam zerwac dawniejsze 
pr
yrzeczenie ? Naprozno z&dacie, panie, abym 
to uczynila. 
Po jej odejsciu prefekt zasiegmd wiesci u zna- 
jomych, ktoby to mial bye ow narzeczony, kto- 
rego Agnieszka wyzej cenila nad jego syna. Nikt 
go nie znal, 0 nikim takim nie wiedziano. Do- 
piero kt6rys z domownikow prefekta odezwal sie: 
- Dziewczyna jest chrzescijank& od urodze- 
nia; zapewne czarodziejskiemi sztukami omamio- 
n
 Bogu chrzesciian odd ala swe dziewictwo i je- 
go nazywa oblubiencem. 
Slowa te napelnily otuch& serce zasmucone- 
go ojca; rozumial, ze prosb&, czy grozbij. posta- 
wi na swojem. Po raz wt6ry kazal przyprowa- 
dzif Agnieszke, przyj&1 j& na osobnosci i lagod- 
nie przedstawial, jak ile czyni, sprzeciwiaj&c sie, 
gdy wie, ze sila po jego stronie, i gdyby tylko 
chcial, m6glby j(\ przymusie. Milczala z obo- 
jetn& twarz
, jakby wcale mowy jego nie sty- 
sz
c. Zniecierpliwiony pocz&l grozie, ze i& zyw-
>>>
169 


cern spalh
 kaze, jesli nie wyprze sie swej wia- 
rYe Gdy groiby zarowno nie pomagaly jak przy- 
jazne namo\V'y, kazal j& wlec skrepowan& do 
swi&tyni, by1 tam przed oltarzem poganskiego 
b6stwa sypala kadzidlo na wiecznie tlej&ce ogni- 
sko. Ale skoro tylko pacholek rozwi&zal jej re- 
ce, zamiast zlozyc hold balwanom, przezegnala 
sie poboznie, stwierdzaj
c znakiem krzyza sw
 
niezachwianij. wi are. 
Rozwscieczony prefekt rozkazal i& oddac 
w rece nieuczciwych kobiet, aby zhanbiona prze- 
bywaniem w ich domu, tern pokorniej przyjela 
jego wielk& laskawosc. Ale ona spokojna i ufna 
rzekla do swego przesladowcy: 
- Jezus Chrystus nic opusci mnie. On rnoj
 
obron&. Aniol stroz takze czuwa; gdziekolwiek 
jestem, nic mi sie zlego nie stanie. 
Syn prefekta wyzdrowiawszy poszedl do do- 
mu, gdzie z musu pozostawala, i zblizyl sie do 
niej zuchwale; w tejze chwili sila niewidzialna 
odtrij.cila go, padl na ziemie martwy, jakby gro- 
mem razony. Sludzy poskoczyli czem predzej 
zawiadomic 0 strasznym wypadku prefekta. 
Przybiegl i rzucil sie z krzykiem na cialo syna. 

 Tys zabila czarami moje dziecko... nik- 
czemna guslarko! - zawolal oszalaly z gniewu 
i zalu. 
- 0 nie, panie - odpowiedziala Agniesz- 
ka - nie uczynilam krzywdy waszemu synowi, '" 
Aniol BoZY uj
l sie za mn
 i pokaral go smierci&.
>>>
170 


- Jezeli mowisz prawde - odparl prefekt 
- tedy rzeknij aniolowi, aby mu wrocil zycie. 
- Ust&pcie st&d, panie, wszyscy niech sie 
oddal&. 
Gdy odeszli, Agnieszka upadla na kolana 
i blagala Boga z placzem, aby przebaczyl wine 
grzesznikowi i zbudzil go do zycia. I ukazal sie 
promienny aniol, pocieszyl j
, uspokoil, i jak po- 
przednio dotknieciem swej prawicy zadal smierc 
mlodzieficowi, tak sarno jednem skinieniem przy- 
wrocil mu zycie i zdrowie. Syn prefekta wy- 
biegl na ulice, gdzie ojciec i sluzba oczekiwali 
nan, i wolal glosem wielkim: 
- Jeden tylko jest Bog prawdziwy! B6g 
chrzescUan! Balwany, kt6rym sie klaniacie, ni- 
czem S& i nic nie mog&! 
Slysz&c te slowa, sludzy swi&tyni Jowisza 
zapalali straszn& nienawisci& i natychmiast udali 
sie do namiestnika cesar skiego, z&daj&c smierci 
niebezpiecznej czarownicy. Prefekt nie smial 
przem6wic za ni&, choc zawdzieczal jej zycie 
syna, bo lekal sie zemsty kaplanow. Odeslano 
Agnieszke do sedziego. Niedlugo j& badal, zg6ry 
wiedz&c, ze ma wydac na ni& wyrok smierci. 


Meczetistwo. 
Wyprowadzono Agnieszke za miasto; siepa- 
cze uloZyli stos z suchego drzewa, podpalili, 
a g'dy juz wielk'im ogniem plon&l, rzucili nan
>>>
171 


Agnieszke. Lecz plomienie rozst&pily sie na dwie 
strony, nie tykaj&c szat swietej dziew'icy; nato- 
miast srodze poparzyly katow i tych, co najbli- 
zej stalL Ona uklekla spokojnie ze zlozonemi re- 
koma i modlila sie glosno. Ogieft malal, przyci- 
chat, az z ostatniemi slowami modlitwy zupelnie 
wygasl. Na wet widok tego cudu Boskiego nie 
ulagodzil wrogow; kaplani i Iud, przez nich pod- 
burzony, domagali sie smierci Agnieszki. Wiec 
sedzia skazal jC\ na sciecie. Przyjela wyrok z ra- 
dosci&. 
Tlum sie rozstC\pil. Niektorzy patrz&c na mlo- 
dziutkC\ dziewczynke, owieczke bezbronn& wsrod 
srogich wilk6w, plakali z IitoscL Sam kat stal 
zawstydzony i nie smial jej dotkn&c. Rzekla doft: 
- Czemu sie wahasz? Nie obawiaj sie zabic 
mnie; smierc jest poczC\tkiem nowego, wiecznego 
zywota. 
Uklekla, zmowila ostatni& modlitwe, a kat 
sciC\1 jej glowe mieczem. 
Stalo sie to w roku 303 po narodzeniu Chry- 
stusa. 


Gr6b swietej. 


. 
Piekna meczeftska smierc c6rki nie zasmucita 
rodzicow. Przyszli na miejsce stracenia, zabrali 
jej cialo ze czci& wielk&, zaniesli do swej malej 
wiejskiei posiadlosci za bramami Rzymu i tam 
pogrzebali.
>>>
172 


Do grobu meczennicy ci
gnely wielkie rze- 
sze chrzescijan na modlitwe, a do nich przyl
- 
czyla sie rowiesnica i przyjaciolka Agnieszki, 
imieniem Emerencjana. Dziewczynka ta nie byla 
jeszcze ochrzczona, ale znala juz Boga praw- 
dziweg'o i przygotowywala sie do przyjecia sw. 
sakramentu. 
Spostrzeglszy te codzienne procesje, poganie 
wyruszyli zbrojno, aby je rozproszyc. Dzieci 
rzucaly kamieniami na modl
cych sie, zraniono 
kilkoro ludzi. Emerencjana stanela nieustraszo- 
na w posrodku drogi naprzeciw tlumu 
i W ostrych slowach czynila poganom wyrzuty. 
Ta mowa dziecka rozj
trzyla ich jeszcze bar- 
dziej; wszyscy porwali za kamienie, posypal sie 
grad glazow na glowe Emerencjany. Padla 
martwa na ziemie, przyjmuj
c krwawy chrzest 
meczeilstwa. 
W tejze samej chwili dal sie slyszec huk 
straszny, ziemia zadrzala, blyskawice rozdarly 
strop niebieski, a pioruny bUy raz za razem. 
Wielu pogan zginelo od tych piorunoW', reszta 
rozbiegla sie w poplochu. 
W nocy zlozono cialo Emerencjany do grobu 
tuz obok Agnieszki, a rodzice i krewni strzegli 
kolcjno swietych relikwij przed nowym napadem 
ze strony pogan. Gdy tak modlili sie pewnej no- 
cy, ukazal im sie liczny zastep dziewic w blasku 
niezmiernym. Odziane byly w lsni
ce zlociste 
szaty. W posrodku szla Agnieszka, wiod
c przy
>>>
173 


sobie baranka bialego jak snieg. W szystkie te 
dziewice zatrzymaly sie przed rodzicami Ag- 
nieszki, a ona tak przemowila: 
- Nie smuccie sie moj
 smierci&, nie placz- 
cie, ale owszem radujcie sie razem ze mn
; 
otrzymalam w niebie tron wspanialy i na wieki 
przebywac bede z Tym, kt6regb umilowalam 
ponad wszystko, zyj
c na ziemi. 
Kosciol katolicki obchodzi pami
tke tego zja- 
wienia w dniu 28 stycznia. 
Ta wielka sila wobec m
k i smierci jest 
prawdziwie cudowna u tak slabej dziewczynki. 
Ale nie mysIcie, kochane dzieci. by Agnieszka 
miala j
 sarna ze siebie. Duch Sw., ktory jest Mo- 
c
, napelnil jej dusze mestwem. a ona pracowala 
wspolnie z lask'\ bosk
, jak tylko mogla najgorecej. 
W szystkim nam slabym, nedznym ludziom 
potrzeba mocy w zyciu. Bez niej nie jestesmy 
w stanie kroku post
pic na drodze cnoty. Np.: 
Powinnismy kochac Boga nad wszystko w swie- 
cie, nad krewnych, rodzic6w, nad siebie samych. 
A czyzbysmy to potrafili bez laski Ducha Sw.? 
Albo np.: chcialbys sie modlic tak, aby twoja 
modlitwa mil
 byla Bogu. Nie umiesz, Duch Sw. 
jedynie moze cie tego nauczyc. Albo jeszcze inny 
przyklad: trzeba sluchac rodzicow, nauczycieli, 
nawet wtedy, gdy nam nakazu
 cos trudnego, 
nieraz cos przykrego do spelnienia. Nie zdobe- 
dziesz sie n.a takie posluszenstwo nigdy bez po- 
mocy Ducha Sw.
>>>
174 


Pozostawieni sami sobie, popadlibysmy z la- 
twosci& w grzechy, mozebysmy je nawet poko- 
chali, bo natura ludzka sklonniejsza jest do zle- 
go niz do dobrego. Duch Sw. sprawia, ze uczu- 
wasz obrzydzenie do grzechow, zalujesz za nie, 
przepraszasz Boga i starasz sie poprawic. Ach, 
He dobrych natchnieil, He lask otrzymujesz z nie- 
zmiernej dobrotliwosci Ducha Swietego! Wiec 
tez modi sie pokornie, modI sie z prostot
, boS 
jest biedne, male, slabe dziecko. Staraj sie me 
czynic, ani nawet nie myslec nic takiego, czem- 
bys sprawil przykrosc Duchowi Sw. A gdy ci 
cos w duszy doradza, zebys spelnil jakis dobry 
uczynek, usluchaj zaraz, ani sie wahaj, to Bog' 
mowi do ciebie. 
Ach, gdybys mogl zrozumiec, jak bardzo Bog 
cie kocha! Stokroc wiecej, niz ty kochasz sam 
siebie. 
Jezeli poddasz SW& wole temu dobremu glo- 
sowi wewnetrznemu, jasna pogoda i wesele za- 
panuj
 w twem sercu. Jako najpiekniejsze roz- 
nobarwne kwiaty zakwiti1& w niem cnoty chrze- 
scijailskie. Aniol Stroz i sam Bog w TrojcYi Swie- 
tej jedyny spogl
dac bed& na ciebie z upodoba... 
niem, tak sarno jakbys i ty sie cieszyl widokiem 
slonecznego ogrodu pelnego kwiecia. 
Pan Jezus powiedzial, ze w duszy takiej On 
i Ojciec uczyni
 sobie mieszkanie. 


,.
>>>
17. 


SWIt;TY JAN BERCIIMANS. 


W miesi
cu sierpniu roku 1621 Iezal ciezko 
chory mlody zakonnik w malej celi klasztoru je- 
zuitow w Rzymie. Pielegnuj
cy go brat widz&c, 
ze choroba sie wzmaga, wspomnial mu ostroznie 
o smierci. Lecz on, wcale nie przerazony t
 my- 
sl
, kazal sobie podac krucyfiks i ksi
zeczke 
z regulami zakonu, zdj
l z szyi rOZaniec, a przy- 
ciskaj
c do serca te trzy przedmioty, rzekl spo- 
kojnie : 
- 0 to s 
 t r z y r z e c z y, k t 6 r e n a j - 
bar d z i e j k 0 C h a I e m w z y c i u, z tern i 
c h e t n i e u m i era m. 
Tym mlodziencem byl Jan Berchmans. 
Urodzil sie 13 marca 1599 r. w Diest, 
malej niderlandzkiej miescinie; rodzice jego nie 
posiadali wiekszego maj
tku, ale byli zacnymi, 
uczciwymi ludzmi, wychowali syna po chrzesci- 
jansku. Pocz
tkowe nauki pobieral najpierw 
w szkole miejskiej, a potem przez trzy lata w za- 
kladzie wychowawczym pewnego ksiedza. 
Jako czternastoletni chlopczyk dostal sie do 
Mechlinu do domu zakonnika Proymond3;, kt6ry
>>>
176 


w podeszlym wieku bed
c, potrzebo\val roztrop- 
nej uslugi i towarzystwa. Ale nie bronil dziecku 
uczyc sie; owszcm. sam go posylal do nowo 
otwarteg'o przez ksiezy iezuitow gimnazjum. 
Mlodzieniec, skoiIczywszy szkoly, zastanawial 
sie nad wyborem stanu, uczul nieprzezwyciezo- 
ne powolanie do zakonu. Zaraz tez w r. 1616 
wst
pil do nowicjatu 00. jezuitow w Mechlinie, 
tam przebyl dwa lata, zlozyl sluby i wyjechal 
dla wyzszych studj6w teologicznych do Rzymu. 
Cieszyl sie, ze zostanie ksiedzem, lecz Bog ina- 
czej zarz
dzil: w sierpniu 1621 dostal gwaltow- 
nej gor
czki i umarl po kilkodniowej chorobie. 
Jezeli policzymy lata sw. Jana Berchmansa, 
to krotkie bylo zycie jego; ale widzimy tyle 
-enot i zaslug, zdobytych usiln
 prac
 w tym nie- 
dlugim czasie, ze nagrod
 za nie stalo sie niebo. 
Jak pracowal, by te szczesliwosc wieczn
 
zaskarbic sobie? Nasladowal wiernie J ezusa 
Chrystusa, wzor swietosci, i czcil calem sercem 
Marje, Matke J ego. 
Opowiem warn nieco 0 jego zyciu, to zrozu- 
n1iecie, dlaczego mila mu bylo umierac krzy- 
zykiem i roiancem w reku. 


Krzyz. 
JezeH masz portret zmarlego ojca lub matki, 
to nie dlatego jest on ci drogim, ze ma np. zloco- 
ne ramy, ale ie przedstawia ukochan
 osobe;
>>>
(Kwiaty bozego ogrodu.) 


... 


SW. AGNIESZKA.
>>>

>>>
177 


prawda? Ot6z i sw. Jan Berchmans dla tej samej 
przyczyny lubil miec krzyz przy sobie; patrz
c 
nan, wspominal na Tego, ktory zycie oddal z mi- 
losci dla nas i z milosci dal sie przybic do krzy- 
za. Trudno mu bylo oderwac si
 od tych roz- 
myslan. 
Mechlin posiada stacie drogi krzyzowej na 
gorze zwanej Kalwaryjsk
: to bylo najmilsze dla 
Jana miejsce, gdzie codzien spedzal wolne od 
nauki chwiIe. Ivlodl'\c sie z wielkiem skupieniem, 
obchodzil te stacje boso, aby nietylko mysI
 
cierpiec razem z Panem Jezusem, ale aby przez 
umartwienie ciala l
czyc sie z Nim w tej kaIwa- 
ryjskiej drodze. Ci
gle rozwazanie meki Panskiej 
uczylo g'o pOjmowac milosc Zbawiciela, i w jego 
sercu gorzala coraz promienniejsza milosc do- 
brego dziecka ku wszechmocnemu Ojcu. Wi elk a 
jcj sUa nie polegala na samem jedynie uczuciu, ale 
obja\.viala sie w chetnem diwiganiu codziennego 
krzyza. 
Coz to jest cod z i e n n y k r z y z? T 0 s
 
O\VC male lub wieksze zma
twienia i przykrosci, 
kt6rych peIne jest zycie naszc. Nietylko Iudzie 
dorosli maj
 troski i klopoty; dzieciom takze nie- 
raz bywa bardzo smutno; a unikn
c tych smut- 
k6w ni"epodobna, ani uciec przed niemi, musimy 
je znosic, czy chcemy, czy nie. W tern wlasnie 
polega wielka r6znica, jak przyjmujemy nasz 
- krzyz codziennie. J ezeli cierpisz, bo musisz, jak 
skazaniec znosi kajdany i wiezienie, z niecierpli- 
Kwiat, boie
o o
rodu. 12
>>>
178 


wosciC\, wstretem, wyrzekaniem na Ios i Opatrz- 
nose, to cierpienie twoje obraza Boga, jest grze- 
chern i tak sarno nie przysparza zastugi twej 
duszy, jak meki piekielne duszom potepiencow. 
Przeciwnie zas, jezeli dzwigasz krzyzyk eo- 
dzienny z poddaniem sie woli Boskiej i z milO- 
sciC\ ku Panu Jezusowi, mniej odczuwasz jego 
ciezar, nabywasz cnot, jednasz sobie coraz \.viek- 
sZC\ faske Boz&, slowem, pracujesz na wieczn& 
szczesliwosc w niebie, jak sw. Jan Berchmans. 
Jednym z ciezkich krzyzow dla dzieci jest 
o bow i C\ z e k po s Ius zen s t wa. Jan pod- 
da\val sie ochoczo rozkazom swych rodzic6w; 
wystarczalo im powiedziec slowo, aby usluchal 
natychmiast. Tak sarno bylo w szkoIe, nastepnie 
w nowicjacie. W czasie pobytu w Rzymie po- 
szedl raz z bracmi zakonnymi do sadu jezuitow; 
pozwolono im na te przcchadzke pod warunkiem, 
ze nie bedC\ zrywac owocow. Naturalnie zaden 
z klerykow nie przekroczyl tego zakazu, ale gdy 
znalezli kilka orzechow pod drzewem lez&cych, 
jeden z nich schylil sie, by je pozbierac i zjesc. 
- Zapomniales, ze nie wolno nam tykac 
owoc6w - przestrzegal g'o Jan. 
- Nie zrywam przecie - odpowiedzial tam- 
ten - same spadly; z ziemi wziC\c wolno. 
- Mnie sie zdaje, ze ubli:iylbym sobie, prze- 
krecaj&C w ten spos6b wyrazny zakaz na swoj
 
korzysc. 


"
>>>
179 


Przyczyn
, ze scisle i sumiennie wypelnial 
rozkazy przelozonych, bylo glebokie przekona- 
nie, ze sluchaj,\c starszych, slucha samego Boga. 
W zapiskach jego znajduje sie taki ustep: 
"PosluszeiIstwo polega na zjednoczeniu woli 
naszej z woI& Boga. \V osobie moich przelozo- 
nych widze samego Chrystusa Pana, i dlatego 
nigdy mi przez mysl nie przejdzie z&dac, aby mi 
sie tlumaczyli, dlaczego cos rozkazuj't". 
Drugim codziennym krzyzem jest praca. Na- 
uka wypelnial
 zycie naszego swietego; juz 
w domu rodzicow zrywal sie przed wschodcm 
sloiIca, zeby moc uczyc sie dluzej. W szkole na 
pauzie, gdy koledzy bawili sie, on siedzial nad 
ksi&zk&. I w konwikcie odznaczal sie tak& samij. 
pilnosci,\. Przelozony szkoly tak 0 nim pisze: 
"Trzy lata pozostawal pod mojem kierowni- 
ctwem i ani razu nie zasluzyl na kare, ani nawet 
na nagane. J edynie w zamilowaniu do pracy 
umyslowej .trzeba go bylo powsci&gac; czesto 
prosil 0 pozwolenie, by moc sie zabrac do lek- 
cyj przed koncem rekreacji. Przy obiedzie zaw- 
sze mial otwart& ksi&zke przed sob&. Swietne 
postepy w naukach byly mu tez obfit& nag'rod" 
tej pUn.osci". 
Wst,\piwszy do zakonu uczyl sie dalej z ta- 
kim samym zapalem. Nie byla to pospolita zij.- 
dza 
iedzy, ktora dodawala bodica, ale glebo- 
kie przeswiadczenie, ze wol& 8ozij. jest, aby 
12"
>>>
180 


umial jak najwiecej, i ze ta usilna jego praca po- 
doba sie Bogu. W tych samych zapiskach, 
o ktorych juz wspomnialem, znajduj& sie takze 
nast
puj&ce slowa: 
"Celem dobrego ucznia powinn_a bye jedynie 
ch\vala Boza. Ma bye przekonany, ze jesli sie 
. uczy z t& mysl& przewodni&, praca jego staje sie 
boldem milym Bogu". - A dalej: ,,0 moj Boze, 
ofiaruje wszystko, czego sie ucze, i kazd& inn(\, 
prace mego zycia na czesc Twoj& i ku chwale 
Najsw. Panny. Ponadto przyrzekam calem ser- 
cem, ze w pracach moich nigdy sluchac nie bede 
podszept6w zlego ducha, ani tez wlasnych zlych 
sklonnosci. ., 
Trzecim codziennym krzyzem bywa czesto 
 b cowan i e z 1 u d z m i. Kto chce zyc po 
chrzescijansku w zgodzie z bliznimi, musi im cze- 
sto ustepowac, wyrzec si
 nieraz wlasnej woli. 
nie to czynic, co jemu samemu dogodne, ale co 
chc& inni. Tak musi przelamywac milosc wlas- 
n&, aby unikn&c niepokoju, niezgody i najrozmait- 
szych nieporozumien. Kto sie nie zdobedzie na 
takie zaparcie si
 siebie, nawet pokore, nie zdo- 
fa zyc spokojnie w spoleczenstwie, obraza 80ga 
i sam sie unieszczesliwia. Zobaczmy, co 0 tern 
mysli nasz swiety: 
"Staraj sie nie bye bliznim cieZarem, ale umi- 
leniem zycia." 


. t
>>>
181 


"Postanawiam sobie strzec w mem sercu mi- 
losci bliiniego jako irenicy oka, dopomagac ko- 
legom w czem podolam, pozyczac im ksi'lzek,. 
skryptow i t. d. U 
"Nie waz sie s&dzic drugich ani sie mieszac 
\v cudze sprawy. Jezeli sie stalo cos godnego 
potepienia, ubolewaj w duszy i lituj sie, a bacz 
na wlasne postepowanie." 
"Zmow na intencje poprawy tej osoby Zdro- 
was Marja albo inn& modlitwe.' , 
"Nie pamietaj uraz!" 
Tak pisal sw. Jan Berchmans i tak zyl. Uni- 
kal najpilniej w obcowaniu z drugimi wykroczen 
przeciw milosci bliiniego. Tym sposobem i sam 
zachowal blogi spokoj duszy, posiadal przyjain 
kolegow i dawal im buduj&cy przyklad. Wesole 
usposobienie i brak zarozumialo
ci jednaly mu 
wszystkie serca. Gdy sie bawiono w gry pod- 
czas rekreacji, uwazal na siebie, aby jakiernS za- 
niedbaniem albo niecheci& nie psuc zabawy. "Do 
czegokolwiek sie bierzesz, czyn to dobrze i chet- 
nie" - tak& mial zasade. 
Czwartym krzyzem codziennym s& c h 0 r 0- 
by, p r z e c i w nos c i, p r z y k r e n i e pow 0- 
d zen i a i 1. d. Tutaj przedewszystkiem trzeba 
zapamietac slowa Boze: "W c i e r p 1 i w 
 s c i 
posiedziecie wI adze nad sercem 
\va s z em". Berchmans uporz,\dkowal swe co- 
dzienne zycie stosownie do tej rady:
>>>
182 


"Cierpliwosc polega na tern, bysmy znosHi 
niedole zycia ze spokojem, nie poddaj&c sie zbyt- 
niemu smutkowi ani innym grzesznym uczu- 
ciom. " 
"Przyjrnij wszystko, co cie spotka, nawet 
najprzykrzejsze, z pamieci&, ze to jest z reki Bo- 
zej. " 
"Nie okazuj niecierpliwosci nazewn&trz, ani 
tez sercu swemu nie pozwalaj na niezadowolenie, 
niepokoj, smutek lub najlzejsze pragnienie ze- 
msty. " 
Mysli tu przepisane byly gwiazd& przewod- 
ni& w zyciu Jana. Ze postepowal scisle \vedlug 
tych zasad, swiadczyli towarzysze jego, z ktory- 
mi przeZyl piec lat pod jednym dachem. Zaden 
nie mogl sobie przypomniec faktu godnego na- 
gany. 
Kazdy z was rozumie, ze takie stosowanie sie 
do drugich, zaparcie sie siebie, lagodnosc, cierpli- 
wosc. nie przychodz& latwo; zwlaszcza, gdy sie 
jest mlodym, zyweg'o temperamentu, inteligent- 
nym i utalentowanym czlowiekiem. Kto inny 
dalby uczuc sW& wyzszosc drugim; mozecie bye 
pewni, ze tego rodzaju ofiary kosztowaly wiele 
Jana Berchmansa. Pamiec na Zbawiciela, diwi- 

aj&cego krzyz bez szemr
nia, i milosc ku Nie- 
mu - to irodlo, z ktorego czerpal sUy.
>>>
183 


R6zaniec. 
Do umieraj,\cego Jana Berchmansa przyst&- 
pil jeden z zakonnik6w i pytal: 
- Powiedz mi, bracie, co ci szczegolniej do- 
pomoglo w pracy nad udoskonaleniem? 
Swiety odpowiedzial: 
- Chetnie ci sie przyznam, od czego zaczC\- 
fern. Pocz&tkiem i podwalin& bylo mi nabozen- 
stwo do Najsw. Panny. Jezeli zrobilem jaki krok 
na drodze cnoty, Jej to' zawdzieczam jedynie. 
Zycze ci, bracie, a na wet chce, bys i ty czynil to 
sarno. BC\di zawsze i niezmiennie wiernym sy- 
nem tej btogoslawionej Matki. 
Z ust umieraj&cego swietego plynie rada dla 
mlodziezy. Najpierwsz& kierowniczk& w poczci- 
wem, 'chrzescijanskiem wychowaniu dzieci jest 
Marja. 
Berchmans lubil od dziecinstwa nawiedzac 
cudowne obrazy l'¥\atki Boskiej \v kosciolach 
i tam rozpamietywal tajemnice rozanca. Nie- 
rzadko odnlawial sobie jakiej ulubionej potrawy, 
aby w ten spos6b choc mar em umartwieniem 
okazac sW& milosc Najsw. Pannie. Jezuici w Me- 
chlinie zalozyli bractwo Dzieci Marji, do ktorego 
dopuszczali tylko przykladnych i pilnych ucz- 
niow. Jan Berchmans prosil 0 przyjecie; w bar- 
dzo krotkim czasie i tam odznaczyl sie chlubnie 
ponad innych cztonk6w. Obrany przelozonym 
bractwa, stal sie apostolem Marji, korzystaj&c
>>>
184 


z kazdej sposobnosci, by rozszerzac J ej czesc 
i nabozenstwo do Niej. Sam zas spelnial gorli- 
wie przepisane w tern bractwie obowi&zkL 
W zakon.ie staral sie najusilniej nasladowac 
cnoty Matki Boskiej, aby w ten spos6b zaskar- 
bic sobie J ej milosc." 
Jeden z jego towarzyszy opowiada: "W Rzy- 
mie chodzilismy razem na przechadzke, a Jan 
zawsze takC\. wybieral droge, aby komecznie 
przechodzic kolo kosciola lub kaplicy. Wstepo- 
walismy obaj, klekali przed oltarzem, lecz mod- 
litwa Jana, lepsza niz moja, porywala jego duszf; 
w niebo; zapominal 0 calym swiecie, nie wie- 
dzial, ze czas uplywa, i dopiero gdym glosno za- 
wolal, ze pora juz wracac do domu, powsta waf 
spiesznie napol przytomny, jakby ze snu zbu- 
dzony". 
I 
Z przepelnionego serca m6wify usta. Czy- 
tal duzo, wyszukiwal buduj&ce powiesci, cudow- 
ne legendy 0 Matce Boskiej, i te opowiadal 
wsp6luczniom tak mile i zajmuj&co, ze nigdy im 
sie nie przykrzylo go sluchac. 
Pewnego razu opowiadal jednemu z kolegow 
w kIasztorze, jak zakamienialy jakis grzesznik, 
kt6ry bluznil przeciw Marji, popadal w coraz 
ciezsze zbrodnie i wreszcie haniebnie zycie za- 
konczyl. 
- W olalbym -- odparl tam ten - zebys mi 
L",, raczej przytoczyl zdarzenie, swiadcz&ce 0 do- 
brotliwej laskawosci Matki Boskiej.
>>>
, 


185 


- Owszem, milosierdzie Jej nie ma granic, 
alaska J ej jest bez miary. Chcesz przykladu? 
Wszak powolanie do zakonu nie jest twoj& ale 
Jej zaslug&. A ktoz umacnia tW& wole i wy- 
tr\vatosc? Marja. 
Zwyczajem bylo jezuitow wysylac kazno- 
dziejow na ulice miasta, aby w przystepny spo- 
sob nauczali Iud i dzieci. Przyszla raz kolej na 
Berchmansa; wzi&l ze sob& drugiego brata i po- 
szli. Zaraz na najblizszym placu trafili na zbie- 
gowisko: jacys podpici robotnicy klocili sie 
z \vrzaskiem, uliczne wyrostki graly pod murem 
w kosci, a reszta pospolstwa gapita sie na zwa- 
de, dorzucaj&c obelzywe slowa to tym, to owym. 
- Umykajmy st&d - szepn&l towarzysz 
Jana - jeszcze nas wylaj& albo pobij&. 
- Ufam w pomoc Matki Boskiej, ze im kaze 
umilkn&c i sluchac mnie, gdy tylko zaczne do 
nich m6wic. 
Przezegnal sie, zmowit Zdrowas, i stan&wszy 
na podwyzszonem miejscu, rozpocz&l kazanie. 
W tejze chwili ustaly krzyki, rzesza zwr6cila 
oczy na mlodego zakonnika, starzy i mlodzi ob- 
st&pili go kotem i sluchali uwaznie. Gdy skon- 
czyl, . odpro\vadzono go, dziekuj&c za nauke, ,az 
do drz\vi klasztornych. 
Nietylko we wlasnych potrzebach biegl 
ufnie do Marji, prosif j& takze za drugimi. Po- 
wiadal czesto: - Jezeli miluje Marie, wszystko 
otrzyrnam od Boga; jestem wszechmocny.
>>>
186 


Proszony 0 wstawienie sie, mial zwyczaj spi- 
sywac na karteczce tresc sprawy, 0 kt6r& cho- 
dzito, kladl ten papier u stop obrazu Matki 80- 
skiej i modlil sit:; jak natarczywe dziecko. Nie 
bylo przykladu, zeby go nie wysfuchala. 
Bliski smierci, zdobyl sie jeszcze na site, by 
uklekn'\c przcd Komunj,\ sw., i odmo\viwszy Con- 
fiteor, tak dalej mowit: 
- 'Wierze i wyznaje, ze tu przy mnie jest 
obecny Syn jednorodzony Boga Ojca \vszechmo- 
g&cego, Syn przeczystej Dziewicy Marji. Wy- 
znaje, ze pragne umierac jako wierne dziecko 
matki mej, katolickiego Kosciola, jako wierne 
dziecko Marji, Matki Najswietszej, ze chce zyc 
i umierac jako prawy syn zakonu Jezusowego. 
Po tych slowach przyj&l Komunie sw. z naj- 
wznioslejsz& poboznosci&. 
W nocy z 12 na 13 sierpnia, na kr6tki czas 
przed smierci& zacz&l spiewac hymn "Witaj, 
gwiazdo morza". Przy slowach "Okaz mi sie 
matk&" przerwat nagle i zawotal: 
- Modlcie sie! Czuje zblizanie sie zlych du- 
h ' b . ., 
C O\V'... oJe Sle. 
Jeden z ojcow uspokajal go, mowi,\c 0 dobro- 
ci Matki Najsw., a Jan mu rzekl: 
- Gdybym mial tysi&c serc, tysi&cem serc 
kochalbym Marje. · 
W chwile poiniej usiadl na lozku z oczyma 
w gore wzniesioncmi i za wolal glosem rozdzie- 
raj&cym :
>>>
187 


- Nie, nie... tego nie uczynie! 0 Panie... Cie- 
bie mialbym obrazic? Nigdy! 0 Marjo... nie chce 
obrazic Twego Syna; wole umrzec! Wole tysi&c 
razy umrzec! 
Opaol na poduszki, zwrocit glowe, jakby mo- 
wi&c do kogos, i znow mocnym glosem zawolat: 
- Precz ode mnie, szatanie! 
Wzi'\l krzyzyk, rozaniec, ksi&zeczke zakon- 
n& i relikwje i pokazal te rzeczy wrogowi swcj 
duszy, mowi&c: 
- Oto bron moja! -- potem obejrzal uwaznie 
kazdy przedmiot zosobna, jak zolnierz bada swoj 
rynsztunek przed bitwC\, i rzekl ciszej: - CzegoZ 
sie boie? Krzyz zwyciezyl pieklo... rozaniec, 
Matka-Dziewica starla piekielnego weza; moje 
reguly... nato S&, by krolestwo szatana burzyly. 
Relikwje... triumf swietych nad pieklem. 
Jeden z ojcow rozpocz'\l litanje do Matki Bo- 
skiej. Chory odpowiadal glosno i wyrainie 
"M6dI sic za nami". Przy slowach "Pan no nad 
patU1ami, Matko najczystsza, Matko niepokala- 
na" wpatrywal sie z uwielbieniem W obraz 
l'v\arji nad lozkiem wisz&cy. .Wkoncu opuscily go 
sUy, ze stowami Jezus, Marja... oddat Bogu nie- 
\vinu& swc\ dusze. 
Stalo sie to w dniu 13 sierpnia 1621. Zyl tat 

 
22 i piec miesiecy. Papiez Leon XIII zaliczyl go 
\v poczet swietych 1888 roku.
>>>
18. 


SWI
TA LIDWINA. 


Lidwina urodzila sie w kwietn& niedziele ro- 
ku 1380 w niiescie holenderskiem Schiedam. OJ- 
ciec jej pochodzil ze starego szlacheckiego rodu, 
ale tak byl ubogi, ze musial zarabiac na utrzy- 
manie rodziny jako miejski stroz nocny. Matka 
pracowala ciezko VI domu i wychowywala po 
Bozemu dziewiecioro dzieci, osmiu chlopc6w 
i jedn& dziewczynke. 
Bog przeznaczyl Lidwinie krzyzowC\. droge 
zycia; z woli Jego miala isc sladami Zbawiciela, 
a przez cierpliwe znoszenie strasznych chor6b 
zapracowac na obfit& nagrode w niebie. Niema- 
wl&tkiem w kolysce pierwszy raz zaniemogla; . 
byla to jakasciezka i niebezpieczna choroba, 
pojawiaj&ca sie tylko u starszych ludzi; nie- 
zmiernie sie dziwiono, sk&d jej tak mate dziecko 
dostalo. Rodzice stracili nadzieje zachowania jej 
przy zyciu, ale jak gor&czka przyszla niespo- 
dziewanie, tak rownie nagle nast&pilo polepsze- 
nie w spos6b niemal cudowny.
>>>
189 


Ledwie poczc;la m6wic i rozumiec, iuz chc;t- 
nie sluchala opowiadan matki 0 Bogu, 0 Jezusie 
Chrystusie, Odkupicielu swiata i 0 Najswic;tszej 
Panience. W serduszku Lidwiny zbudzita sic; 
rychlo rnilosc ku Matce BoZej; rano witala Jq 
radosnie Pozdrowieniem anielskiem; wsr6d dnia 
powtarzala tc; modlitwc;, ile razy jei na mysl 
przyszla. Stawala przed obrazem Matki Boskiei 
i wpatrywala siC; w J ej oblicze, biegala szukac 
Jej w kosciele, iak tylko mogla najczc;sciei. 
A wlasnie ufundo\vano oltarz w kosciele sw. Ja- 
na Chrzciciela, i tam schodzili siC; ludzie codzien 
wieczorem na modlitwc;. Rodzice Lidwiny nie 
opuszezali tych nabozenstw, a dziecko brali ze 
sob(\. Przyklad powszechnej poboznosci jeszeze 
j
 bardziei poci(\gal i mitosc do Naisw. Panny 
pomnazal. 
W siodmym roku zycia juz byla przydatna 
do malych poslug. Matka posylala i(\ ze sniada- 
niem do szkoly, dla dwoch starszych braci.. 
Przechodzqc kolo kosciola, nie mogla sic; oprzec 
checi odwiedzenia Krolowej niebieskiej w Jej 
domu i wstc;powala choe na krotk
 chwilc;. Pew- 
llego dnia tak sic; zapomniala na serdecznej 
modlitwie, ze ° wiele pozniej niz zwykle wro- 
eila do domu. Matka strzegla coreczki troskliwie 
przed zlem towarzystwcm; tknc;to jq podejrze- 
nie, ze Lidwina bawila siC; moze z ulicznemi 
dziecmi i skrzyczala j(\ za to surowo.
>>>
190 


, - Nie gniewajcie siC;, mamusiu zlota - 00- 
parlo dziecko, patrz(\c jej smialo w oczy - ni- 
gdzie nie cbodzilam, tylko do szkoty iak codzien 
i do kosciola poklonic siC; Matce Boskiej. le- 
byscie wiedzieli, jak slicznie usmiechala siC; do 
mnie! 
Lidwina nie umiala klamac, szczerosc i pro- 
stota cechowaly j
 od pierwszych lat zycia; 
mozna sobie zatem wyobrazic, jak blogie uczu- 
cie ogarnc;lo serce matki na mysl, ze Panna Naj- 
swic;tsza raczy darzyc SWq lask q iej dziecinke. 
Bieda w domu naganiala calq rodzinc; do pra- 
cy; matka zawczasu uczyla dzieci, by kazde 
przyczynialo sic; jak moglo do zarobku na domo- 
we potrzeby. Mala Lidwina umiala juz w dwu- 
nastym roku wybornie pomagac przy gospOOar
 
stwie, czyto praniem, czy szyciem, czy innq ro- 
bot(\. A zawsze chc;tna, pUna, zgadywala mySli 
matki i sluzyla iej ochoczo. Oboje rodzice ko- 
ehali jq bardzo. 
Jakkolwiek mlodziutka latami, miala sposob- 
nose widziec nieiedno i rozwazac, jak swiatowe 
zycie przeciwienstwem jest zycia prawdziwie 
chrzescijanskiego. Jei rowiesnice rozmawialy 
tylko 0 strojach, zabawach, tancach, kazda 
chciala wyjsc zamqz najprc;dzej, a zadna siC; ani 
zatroskala, czy te gtupie rozrywki, ta zalotnost 
i pr6:inost nie s(\ blotem, w ktorem tarzajq SW(\ 
drogocenn
 szatc; niewinnosci. Znajome dziew- 
czc;ta zapraszaly j(\ czc;sto na zabawy, a na ta- .
>>>
191 


. kich pohulankach 0 grzeeh nie trudno. Z pocz
t- 
ku seree Lidwiny zdawato siC; Ignqc do tych roz- 
rywek; ale bardzo rychto przyszta rozwaga. 
Prawa iei dusza odczuta niebezpieczenstwo item 
gorc;cej zwrocila sic; po ratunek do Boga. 
- 0 Panie J ezu, Boze moj - modlila sic; 
Lidwina - zabierz ode mnie wszelk
 mitosc 
przewrotn(\; nie chcc; kochac nikogo procz Cie- 
hie! Strzez mnie i bron, abym nie grzeszyta. 
Lidwina w dwunastu latach byla silna, hoza, 
zdrowo rozwinic;ta, milej twarzyczki; rozumiala 
sic; na gospodarstwie, a robota palila jei sic; w rc;- 
kach. Przytem skromna, obyczaina, nic dziwne- 
go, ze nawet z bogatszych domow mlodziency 
zwracali swe oczy na tc; dzielnq dziewczync;, 
i niejeden pragnqt posiadac tak q zonc;. Kilku 
z nich zachodzilo do ojca panienki, a kazdy pro- 
sil 0 pierwszenstwo do jej rc;ki, gdy dorosnie. 
Ojciec rad usluchal tych propozycyj, bogaty zic;c 
bardzo mu byt pozqdany. Przywolat raz c6rkc; 
do siebie i, opowiedziawszy 0 tych zamoznych 
konkurentach, pytat, ktorego z nich wybierze; 
zawczasu mozna bc;dzie sprawic zarc;czyny, a ze 
slubem poczekac pare lat. Lidwina wystuchafa 
oica sPokojnie, a potern odpowiedziata z dzie- 
cic;cc:t.ufnosci q : 
- Oicze drog4 nie mam nijakiei chc;ci do 
malzenstwa; proszc; was, jezeli mic; kochacie, 
. nie wspominajcie rni 0 narzeczonym.
>>>
192 


Na te jej stowa weszla matka, dawniej juz 
wtajemniczona w postanowienia corki, i ze swej 
strony dodata: 
- Ot, lepiej daimy spok6i dalekim projek- 
tom; dziewczyna jeszcze za mtoda, poco jei tern 
gtowe zaprz'\tac, zwtaszcza, ze sobie co in- 
nego zamysla. 
C6z takiego? - rnruknql ojciec niechc;t- 


nie. 


Ano, ofiarowata serce Panu Jezusowi 
i chce tak wytrwac przez cale zycie. Wszakci 
to nasza iedynaezka, niechze ma swoiq wolC;. 
Pobozny ojciec nie smiat sprzeciwiac sic; tym 
zamiarom Lidwiny i rzeczywiscie od teg'o dnia 
zaprzestat m6wic 0 wydaniu jej zamqz. Ale spo- 
.dziewat sic; w duchu, ze czas wiele zmienia, 
a dziewczyna iest mloda i ladna. 
Ona zas gorqCO prosita Boga, aby Sam ra- 
czyt pokierowac jei losem podtug Swei najswic;t- 
szej wolL Zbawiciel wystuchat tej modlitwy, ale 
w spos6b niespodziewany i W owej chwili bar- 
dzo dla Lidwiny przykry. J ednakowoz dopusz- 
czenie Boskie, tak w poczqtkach swych gorzkie, 
mialo stac sic; p6zniei pociech q juz tu na ziemi, 
a wiecznq szczc;sliwosci q w niebie. 
U spokoiona, ze rodzice nie bc;d q jej przymu- 
.£zali do matzenstwa, Lidwina usunc;ta sic; jeszcze 
bardziej od ludzi, podwoita SWq pilnosc w sluze- 
Jt1iu rnatce, '\vyrc;czata jq w najeic;zszych robo-
>>>
193 


- 
...- 


tach, kazde swoje zaJc;cle ofiarujqc Bogu na 
ch\valc;; _ otrzymywala coraz nowe taski nieba 
i coraz pic;kniejszemi kwitla cnotami. 
Tak przeminc;ly dwa lata. Nagle, bez zadne- 
go wyraznego powodu Lidwina zachorowata 
cic;zko. Dziwna ta choroba zaznaczyta siC; naj- 
pierw zupelnym upadkiem sil, az do bezwtadno- 
sci, a p6zniej ze zdrowej i ksztaltnej dziewczyny 
zrobita pokrzywionq kalekc;. Po niejakim czasie 
zdrowie zaczc;lo powracac zwolna, tak ze wsta- 
wala na kr6tko z lozka i wychodzila na swieze 
powietrze. W parc; miesic;cy p6zniej .czula sic; 
juz prawie zupelnie uleczona. 
Az tu pewnego dnia wlasnie w sarno swic;to 
Matki Boskiej Gromnicznei przybiegly sqsiadki 
odwiedzic Lidwinc;. Zima byla ostra, rzeki i sta- 
wy pokryty siC; grubym lodem. 
- Chodi z nami na slizgawkc; - namawia- 
ly jq dziewczc;ta. 
- Nie umiem; nigdym siC; jeszcze nie slizga- 
fa; a przytem chora by tam niedawno, bojc; sie, 
ze znow sobie jak
 biedc; sprowadzc; - odpowie- 
dziala. 
- Dziwaczka z ciebie - rzekta iedna. 
- Nie umiesz, to dc; nauczymy - dodala 
druga. 
- A zreszt q nikt cic; nie zmusza - zakofI- 
czyla trzecia; - staniesz sobie przy brzegu i bc;- 
dziesz siC; przypatrywala. To tak tadnie wyglq- 
d
 przekonasz sie. 


Kwlaty bote,o o,rod. 


13
>>>
]94 


- Nie marudz, odziej siC; cieplo i idz -- :.la- 
chC;cil Lidwinc; ojciec. - Rozerwiesz siC;, zdro\v- 
sza wrocisz. 
Ulegla tym namowom i poszla z kolezankami 
na 16d. Stanc;ta sobie na uboczu i przypatrywata 
siC; slizgaiqcym; ruch, wesolosc, smiechy, zarty, 
wszystko jq bawito. 
\Vtem... iedna z dziewczqt mknqc z rozpc;- 
dem, nie zauwazyla na swei drodze Lidwiny, 
i z calym impetem uderzyta w ni q silnie. Dziew- 
czynka, niebardzo jeszcze mocna po chorobie, 
zachwiala sic; i runc;la na kupC; bryl lodowych. 
Zemdlon\ odniesiono do domu. 
Przerazeni rodzice postali po lekarza; poka- 
zalo sic;, ze Lidwina ztamala zebro. Cierpiata 
bardzo, a stan iej nietylko ze sic; nie poprawial, 
ale z kazdym dniem bylo gorzej. Wezwano kil- 
ku doktorow, ci takze nie mogli nic poradzic. Ja- 
kis wrzod strasznie bolesny tworzyt sic; pod zla- 
man(\ kosci(\ i sprawiat dziecku niewypowiedzia- 
ne mc;czarnie. Wila siC; na t6zku z OOlu, mieisca 
sobie znalezc nie mogla, jc;czata, ptakata, to znow 
przycichla bezsilna, zdawato sic;, ze umiera. 
Pewnego dnia ojciec pochylit sic; nad ni(\, 
glaszcz(\c jq po twarzy i pocieszajqc. Lecz wta- 
snie w owej chwili Lidwina miala wrazenie ze 
, 
sic; dusi. Dobyta ostatnich sit, dZwignc;la siC; 
wgorc; i, objqwszy ojca za szyjc;, przytulita siC; do 
niego mocno. Ten ruch nagly przyspieszyl pc;k-
>>>
195 


nic;cie wrzodu: brudna zepsuta krew buchnc;ta jej 
z ust strumieniem. Rodzice byli pewni, ze juz 
kona. 
Jednak nie umarta. Od tego dnia poczc;ty na 
ni q spadac nieprzerwanym lancuchem coraz no- 
\ve, straszne, niebywale choroby, a trwal ten 
stan niezmiernych dolegliwosci - trzydziesci 
osiem lat! 
W poczqtkach miata jeszcze tyle sity, ze si
 
zwlekala z 16zka i chodzila powoli 0 lasce, albo 
posuwajqc zydcl przed sob(\; czasem czotgata si
 
na czworakach jak dziecko, co chodzic nie umie. 
Lecz po niedtugim czasie i do takiego nc;dznego 
poruszania sic; zbraklo iej sit; le:iala bezwladna 
i zbolala. Kiedy siC; chciala spowiadac przed 
\Vielkanoc(\, bracia musieli jq zaniesc do koscio- 
la. W srod nieopisanych cierpiefI, ktore dla ko- 
gos inn ego bylyby wtasnie przyczynq do grze- 
chu, bogobojna dzie\vczyna strzegla pUnie swych 
Inysli, swei mowy, by w niczem Boga nie obra- 
zic. Zdarzylo siC; pewnego dnia, ze dwoch ludzi
 
posprzeczawszy siC; na miescie, w coraz wiC;kszy 
wpadato gniew, a wkoncu jeden z nich dobyl mie- 
cza i rzucil sic; wsciekle na przeciwnika. Tam- 
ten bezbronny uciekat co sit; zawr6cit w boczn
 
ulicc;, a widz(\c drzwi otwarte, wskoczyt do sie- 
ni. Bylo to wtasnie mieszkanie Lidwiny. Mat- 
ka jej schowata czem prc;dzei struchlaleg'o czlo- 
wieka w izbie chorej corki; zaledwie to uczyni- 
la, nadbiegl nieprzyjacieI. 


13-
>>>
196 


- Niema tu nikogo obcego? Nie schronit siC; 
tu jaki czlowiek? - krzyknql srogim glosem. 
Ale matka zapewnila go, ze nikogo procz niej 
w izbie nie bylo. Niedowierzajqc jej slowom, 
pchnqt drzwi ad komory, gdzie lezala chora, i po- 
wtorzyt swoje pytanie. 
- Ten, kt6rego szukacie, ukryl sic; tutaj - 
idpowiedziala Lidwina z prostotq. 
o dziwo... jakby tych slow nie styszat, cofnql 
sic; morderca natychmiast i pobiegl szukac swej 
ofiary gdzie indziej. 
Tymczasem matka, oburzona szkaradnq rora- 
d q , a co najmniej glupot q Lidwiny, przystqpila do 
lozka i z gniewem uderzyta j(\ silnie w twarz. 
Dziewczyna przyjc;la policzek spokojnie i rze- 
kla: 
- Pewna .bylam, mamo, ze moc prawdy 
ostoni biednego cztowieka nieprzebitym pukle- 
czem. 
Zawstydzona matka nie smiata iuz ani stowa 
przem6wic i od tego dnia zachowywata siC; 
wzglc;dem corki z wielkim szacunkiem i milosci q . 
Biedna Lidwina dtugo nie mogla pogodzic siC; 
ze swym smutnym losem. W zaraniu zycia wy- 
£zec siC; nietylko przywilej6w mladosci ale jesz- 
cze cierpiec mc;czarnie i bye bezwladnq, ja
 
martwe drewno, to za cic;zkie brzemic; dla czter- 
nastoletniego dziecka! Slyszqc nieraz dolatujqce 
z ulicy gtosy dziewczqt swych row'iesnic, ich 
wesote rozmowy, smiechy, Lidwina zalewata sic;
>>>
197 


rzewnemi tzami. One biegajq, cieszq siC; wiosnq, 
zrywajq kwiaty, dla nich pogodne lato, jagody 
w lesie, kqpiel w strumieniu, a ona... zawsze sa- 
rna, zawsze smutna, chorob q do lozka przykuta 
jak wic;zien. Czc;sto wtedy przychodzila matka 
ze stowkiem pociechy, albo ojciec siadal przy 
niei i starat sic; jq rozweseIic; nieraz i kolezanki 
przybiegaty okazac iej swe wspolczucie, znosily 
nowinki; nic to wszystko nie pomagalo. Dopie- 
ro B6g zlitowat sic; nad nieszczc;sliw'\ i wskazat 
jej, ze tylko u Niego i w Nim znajdzie prawdzi- 
we ukoienie. 
Spowiednik Lidwiny ksiqdz Jan Pot odwie- 
dzal jq czc;sto i wysilat si
, by serdecznemi sto- 
\vy rozpraszac iei czarny smutek i podnosic iq na 
duchu. Widzqc jednak, ze wszystko, co czyni, 
jest bezskuteczne, tak raz przemowit: 
- T rzeba kon ieczn ie, moje dziecko, zmusic 
swoi(} wolC; do poddania sic; temu dopuszczeniu 
Bozemu; staraj sic; rozpamic;tywac mc;kc; Pansk q , 
stokroc bolesniejsz(} od twojej choroby, zoba- 
czysz, jak mysl 0 krzyzu Zbawiciela uczyni lek- 
kim twoj krzyz wtasny. 
- Sprobujc; postuchac was, ojcze - odpo- 
wiedziata - nauczcie mnie, jak to mam czynic.. 
Zaczc;ta tedy rozmyslania wedtug wskazowek 
spowiednika, ale nieustanne okropne dolegIiwo- 
sci rozpraszaty jej uwagc;, nie umiala skupic my- 
sli; wszystko pozostato po dawn emu, a placzom, 
jc;kom i wyrzekaniom nie by to k0l1ca. Ody zno-
>>>
198 


wu raz ksiqdz Pot przyszedl do niei, zmartwil sic; 
tyro rozpaczIiwym stanem iej duszy i powtornie 
naiusilniej iq zachc;cat, by sobie zadala przymus, 
nie ustawata w rozpamic;tywaniu drogi krzyzo- 
\vej, nie ustawala nawet wtedy, gdy sic; jej bc;- 
dzie zdawalo, ze Bog zapomnial 0 niej i nie chce 
jej zsylac pociechy. Gor(\ca wytrwalosc dotrze 
do celu. 
Tym razem Lidwina wzic;la bardziei do ser- 
ca stowa ksic;dza, przemogta zniechc;cenie i po- 
wr6cita myslq do cierpiqcego Pana Jezusa. Po 
niedlugim czasie zaczc;lo jej bye mitem to roz- 
wazanie. Podzielila sobie godziny mc;ki Panskiej 
na siedem czc;sci wedlug oznaczonych p6r dnia 
w kaplanskim brewjarzu i odmawiata codzien- 
nie to rozmyslanie w takim samym porzqdku. 
Rychlo otworzyly sic; jej oczy, poznata jak nie- 
stusznie narzekala na chorobc; przez Boga ze- 
stanq i ze tzami modlita sic; 0 przebaczenie. W za- 
mian otrzymata z nieba laskc; mocy i cierpliwo- 
sci; tak sic; jej serce odmienito, ze nietylko 
przestata trapic siebie i drugich wyrzekaniem, 
ale nawet ukochata swoie cierpienie. W szak ie- 
mu tylko zawdzic;czata oderwanie sic; od ziem- 
skiej proznosci; chc;tnem niesieniem krzyza za- 
stugiwata na bezcenne skarby szczc;sliwosci 
wiecznei. Czc;sto mawiata: 
- Gdybym przez jedno Zdrowas Marja ofia- 
rowane na tc; intenejc; mogta odzyskac zupetnie 
zdrowie, iuzbym tego dzis nie uczynila. 


-
>>>
199 


Z katdym dniem przybywalo jej coraz wznio- 
slejszyeh enot ehrzescijanskich, az po dlugich 
trzydziestu osmiu lataeh mc;ezarni zasnc;la w Pa- 
nu dnia 14 kwietnia 1433, w 53 roku zycia. 
Kochane dzieeko! Moze i na ciebie zesle kie- 
dy Pan Bog jak q ehorobc;; moze dlug
 i cic;zk q . 
o ehorobc; nietrudno, a sprowadza jq najezc;sciej 
nasza. wlasna wina. Zazic;bilas sic;, bos nie po- 
sfuehala starszyeh i lekko ubrana wyszlas z do- 
mu; albo zjadlas za wiele, albo zaszkodzilaS so- 
bie \v ezem przez nieuwagc;. Tak bywa ezc;sto 
u dzieei. 
Poleeam ci trzy mysli jako pocieehc; w takim 
razie. 
Pop i e r w s z e: pamic;taj, ze nasz Ojciee 
niebieski wie 0 twoiej ehorobie, i ze nic sic; nie 
dzieje bez J ego woli, albo dopuszezenia. 
Pow tor e: bqd.t pewnq, ze zez\volil na to 
j e d y n i e dla twego dobra. Jakie to jest owo 
dobro, nie rozumiesz moze w pierwszej ehwili; 
tak sarno i s\vi
ta Lidwina lata eale musiala 
przecierpiec, zanim pojc;la mysl Boz q . Staraj sic; 
wic;c poddac pokornie woli Boskiej i znos cier- 
pliwie ehorobc;, a przyjdzie ezas, kiedy poznasz, 
w jakiin eelu byla na ciebie zeslana, i r6wnie 
jak Lidwina ealem sereem za ni
 podzic;kujesz. 
Pot r z e e i e: uez sic; od sw. Lidwiny 
umaeniac SWq cierpliwosc rozpamic;tywaniem 
mc;ki Chrystusa Pana. Spoglqdaj ezc;sto na obra- 
zek Ukrzyzowanego i uprzytomniaj sobie, iak 


,. 1
>>>
200 


straszne Syn Bozy poni6s1 katusze, aby swiat 
zbawit, a zatem, abys i ty dost
pila laski ehrztu 
sw., odpuszezenia grzeeh6w, darowania kar za 
nie i wieeznego kr61estwa w niebie. Po takiem 
rozmyslaniu rozmawiaj VI sereu z Panem Jezu- 
sem, pros Go 0 wytrwanie, cierpliwost, pros, 
aby ci dopom6g1 osi
gn
t te laski, jakie ci za- 
mierzyl dat przez dopuszezenie na cic; ehoroby. 
Tym sposobem stanie siC; ona prawdziwem two- 
jem zdrowiem'tu na ziemi i w wieeznosei.
>>>
... 


19. 


SWI
TY BERNARDYN SIENNENSKI. 


Kropla rosy nie ma w sobie swiatla ani bar- 
wy; ale gdy rankiem padnie na ni
 promien 
slonea, jaka:i jasnost, jaki blask w tej kropelce! 
Moznaby powiedziee "male sloneezko". Jezeli 
czlowiek mysli z milosci q 0 Bogu, 0 swic;tyeh, 
g'dy ich enoty rozwaza i nasladuje, dusza jego 
staje sic; eoraz podobniejszq do tyeh wzor6w, 
staje siC; swic;t q . Przykladem tego iest Bernar- 
dyn. Ukoehal od najpierwszyeh lat dziecinstwa 
najswic;tsz q Dziewicc;, to tez mlodost jego stala 
sic; odzwierciedleniem jej doskonalosei. 
Bernardyn przyszedl na swiat we wloskiem 
miescie Siennie w r. 1380 szezeg61nem zrzqdze- 
niem Bozem w dniu 8 wrzesnia, w kt6rym przy- 
pada uroezystost Narodzenia Najsw. Marji Pan- 
ny. Trzy lata mial zaledwie, gdy mu umarl 
ojciec, w siedmiu stracil matkc;. Ciotka wzic;la 
do siebie sierotc; i zajc;la si
 iego wyehowaniem. 
Pokoehala go iak rodzonego syna, a najpierwsz
 
jei praeq bylo wszczepit w seree chlopezyka 
milose Boga i nabozeiistwo do Marji. Posiew 
padl na dobr
 rolc;; Bernardyn przyjmowal na-
>>>
202 



 


uki ciotki z posluszn
 gotowosci q , wielbil Matkc; 
Boz q i staral siC; nasladowac J ej enoty. 
Umyslil sobie poscic co sobotc; na ezesc Kr6- 
Iowej Aniol6w, nawiedzac Jei wizerunki i przed 
niemi siC; modlic. Jeden z naipic;kniejszyeh posq- 
g6w znajdowal siC; za miejsk
 bramq; maly Ber- 
nardyn chodzil tam eodzien, klc;kal na stopniaeh 
i modlil siC; dlugo i gorqeo. Zauwazyla te jego 
przeehadzki za bramc; Sienny iedna z jego krew- 
niaezek i spy tala go raz, co tam robi. 
ModIc; sic; do Najswic;tszej Panny 
o wszystko, ezego pragn
, a t)ajbardziei 0 to, 
zeby mnie ani na ehwilc; nie Wypuszezala ze 
Swej opieki, zeby mic; ehronila od niebezpieezenstw. 
Jestem mlody, Ic;kam..sic; utplcic przez grzech nie- 
winnos
. a miluic; ia. jako. skarb najdrozszy. 
Swic;ty Bernardyn zaehowal przez eale zy- 
cie tc;..synowsk q milosc Marji; w kazde Jej swic;- 
to spelnial jakis dobry uezynek. Autor iego zy- 
wota przytaeza taki ustc;p z kazania, kt6re sly- 
szal: "Ja, brat. Bernardyn, ezczc; Marjc;, odkqd 
zyjc;; urodzilem sic; w dzien Jej narodzenia, przy- 
wdzialem suknic; zakonnq 6smego wrzesnia, 
w tym samym dniu sluby zlozylem, w tym dniu 
-ooprawilem pierwsz
 msz
 sw., oby mi BOg po- 
zwolil zyeie zakonczyc w dniu osmym wrzesnia!" 
T en sam pisarz dodaje: "Prawdziwie rnogc; 
zaswiadczyt, ie nigdy nie slyszalem kaznodziei, 
kt6ryby slawil z ambony Najswic;tsz q Pannc; tak 
wzniosle i serdeeznie, jak brat Bernardyn". 
. 


l'
>>>
203 


Tej In ilosei w pol'lezeniu z bojaini q Boz
 
za\vdzic;eza Bernardyn s\ve uswic;eenie od mlo- 
dyeh lat. Juz iako dziecko lagodny byl, powaz- 
ny, skromny, garn,\l siC; do modlitwy, biegal do 
kosciola poklonic sic; Zbawicielowi, iak tylko 
m6g1 najezc;sciej. Sluzyl do mszy z takiem prze- 
jc;ciem, ze obecni w kosciele budowali sic; jego 
widokiem. Sluehal kazan uwaznie, chowal w pa- 
mi
ci kazde slowo, a potern zgrornadzal dokola sie- 
bie rowniesnik6w i powtarzal im uslyszana nauk
. . 
W dniu sw. Onufrego przypadal odp\lst 
w jednym z kosciolow Sienny; zeszla si
 ludu 
moe wielka, jedna ez
sc zaledwie zmiescila sic; 
\V swi
tyni, reszta musiala pozostac naze- 
wnqtrz. Przyszedl i maly Berl1ardyn na nabozeIl- 
stwo, a widzqc tlumy spragnione Slowa Bozego, 
u:ialil sic; w swein sereu nad niemi; nie pr6bowal 
juz wejsc do kosciola, tylko stanql na pagorku 
i zaezql m6wic. Z duszy, palajqeej ogniem 
milosci Bozej, plync;ly slowa swic;te i porywa- 
j,\ee, sluehano dzieeka z zapartym oddechem. 
Kilku tylko mlodyeh ehtope6w, jego znaiomyeh, 
wysmiewalo sic; zen; ale pozniei, po lataeh, gdy 
sami na sobie. doswiadezyli eudownyeh skutk6w 
jego . natchnionej wymowy, uznali, ze owo ka- 
zanie w dniu sw. Onufrego bylo jej blogosla- 
\vionym poezqtkiem. 
Dwie enoty Najsw. Panl1Y obral sobie g'16w- 
nie za wz6r naSladowania: Jej milosierdzie dla 
nc;dzy ludzkiej i Jei niepokalan
 ezystosc.
>>>
. 


204 


Pewnego dnia stanql zebrak pod drzwiami 
mieszkania jego ciotki. Ale w domu byl tylko 
ieden bochenek ehleba, kt6ry mial starezyc dla 
ealej rodziny; odprawila wic;e ubogiego z ni- 
ezem. Serce Bernardyna scisnc;lo sic; zalem. 
- Na rnilosc Bosk q , ciociu, dajcie co temu 
biedakowi, bobym nie m6g1 iest ani obiadu, ani 
wieezerzy - zawotal z plaezem. -. Nieeh juz 
ja bc;dc; glodny, byle nie on. 
Slowa dzieeka wzruszyly ciotkc;, ukroila 
kromkc; ehleba i dala ehlopeu, aby sam zani6s1 
ubogiemu. 
Zdarzalo si
 takie kiedy indziei, ze spotka\v- 
szy ubogiego, a nie majqe mu nic do dania, ze- 
bral u starszyeh poty, az wyprosil iakies wspar- 
cie dla biedaka. 
Jeszcze rzewniei i troskliwiej strzegl swej 
niewinnosei. W iedenastym roku zycia oddano 
go do szkoly. Jeden z jego nauezycieli zapewnia, 
ze nie mial w ciqgu ealego swego zawodu lep- 
szego ucznia nad Bernardyna. Odznaezal si
 
zwlaszcza anielsk
 skromnosci q ; z ust jego nie 
wyszlo nigdy slowo nieobyezajne, a gdy posly- 
szal mic;dzy kolegami takie niepoezciwe rozmo- 
wy, rumienil si
, jakby go kto w tW.i!rz uderzyl. 
Z usposobienia byl ustc;pliwy, lagodny, nie 
szukal zwady; jedyna rzeez, kt6rej nie umial 
znosic w milezeniu, to bylo wlasnie bezwstydne 
gadanie. 


. .
>>>
205 


Pewien zamozny i szanowany mieszczanin 
pozwolil sobie raz przy nim na gruby dwuznaez- 
ny zart, co tak oburzylo Bernardyna, ze nie ba- 
cZqe na r6znicc; wieku, zganit ostro owego pana. 
Takie to na onym zrobito wrazenie, ze natyeh- 
miast oddalil siC; ze \vstydem. Uplync;lo lat kil- 
kanascie, Bernardyn juz iako kaplan mial kaza- 
nie w tern sam em miescie, a owze obywatel 
znajdowal siC; w kosciele. Przypomnial sobie 
sw
 winc;, surOWq naganc; da114 przez dzieeko 
i zdjc;ty zalem rozplakal siC; w glos. 
Ta ezystosc duszy Bernardyna trzymala na 
\vodzy jego mlodyeh przyjaci61. Sami lekkomysl- 
ni i niedbali 0 swe zbawienie, szanowali jego 
cnotc; i przynajmniej w jego obeenosci zaehowy- 
\vali sic; przystojnie. Gdy kt6ry z nich dokazy- 
wal zanadto, koledzy go przestrzegali: - Ber- 
nardyn idzie! - Milknql natyehmiast. 
Znalazl sic; raz podly czlowiek, kt6ry go na- 
mawial do grzeehu; gdy mu sic; za pierwszym 
razem nie udalo, pr6bowal swyeh nagabywan 
kilkakrotnie. Widzqe, ze sic; go nie pozbc;dzie, 
Bernardyn zwierzyl siC; swym przYiaciolom 
i prosil, by mu pomogli odeg'nat kusiciela. Gdy 
. ten siC; pojawit niebawem, POCZq' sehlebiac 
ehlopcu, dawal mu nawet pieniqdze, leez Ber- 
nardyn zaezql krzyezec z ealyeh sit, koledzy 
. nadbiegli, obrzueili nikezemnika blotem i kamie- 
l1iami, ze ledwie z zyciem uciekl. 


(. 


,'';'
>>>
206 


W siedemnastu lataeh skonezyl ehlubnie 
szkolnq naukc;. W tyrnze ezasie nawiedzilo Sien- 
nc; straszne morowe powietrze. Mlodzieniee 00- 
dal siC; ealy piel
gnowaniu ehorych, nie zwaza- 
j
e na niebezpieezenstwo. Nie tknc;la go zaraza. 
Kilka lat pozniej, \V 22 roku zycia wstqpil do 
zakonu SW. franciszka z Asyzu. Pc;dzil zywot 
w praey nad zba\vieniem wlasnem i bliznich 
i umarl, maiqe lat 73. Ody konal, zakonniey spie- 
wali hymn "Wielbij duszo moja Pana i rozrado- 
wal sic; dueh m6j \v Bogu, Zbawicielu moim/'. 
Przy tyeh slowaeh dusza swic;tego uleciala do 
nieba. 


... 


... 


... 


Wielkie nabozenshvo do Matki Boskiej. 
" 
ustrzeglo Bernardyna od. cic;zkich grzech6\\'. 
Maria kocha dusze ezyste i dlatego zawsze spie- 
szy Z najdobrotliwszq pomOCq, gdy Jej wzywa- 
my na ratunek. Znam kr6tk
 modlitewkc;, kt6rej. 
skutecznosci wielu juz ludzi doswiadczylo. Ra- 
no i wieez6r po pacierzu zmaw jeszeze jednn 
Zdrowas Marja, a potem tak sic; m6dl: 
o Pani moja, 0 Matko moja, ealy sic; Tobie 
ofiaruj
; a na dowad, ze jestem caly Tobie od- 
danY, ofiarujc; Ci oezy rnoie, uszy mOje, usta 
moje, seree moje i ealego siebie najzupelniej. Ody 
przeto Twoim jestem, 0 dobra Matko, zachowaj 
mnie, broil, jako rzeezy i wlasnosci Swojej.
>>>
20. 


SW
TY MAJORYK I INN I MALI 
M
CZENNICY. 


W roku 477, po smierci krola Wandal6w 
Genzeryka, Hunneryk, syn iego, obiql rzqdy. 
Byl on zwolennikiem herezjarehy Ariusza, 
kt6ry zaprzeczal b6stwa Panu naszemu J e- 
zusowi Chrystusowi. OezyWiscie ze Hunne- 
ryk, wyznawea takiej sekty, musial bye zacie- 
klym wrogiem prawowiernyeh ehrzescijan. Roz- 
poezql od tego; ze wypc;dzil ze swej sluzby 
wszystkich dworzan katolik6w, pozostac im na- 
wet w panstwie nie pozwolil, lecz skazal na 
wygnanie do dalekiego obcego kraju. Nieeo p6z- 
niej kazal pojmac blisko dwa tysiqee katolik6w, 
wsr6d swych poddanyeh, i tyeh wyprowadzic 
na puszezc;. Znaidowalo sic; mic;dzy nimi duzo 
bardzo dzieci; a ze wymienione byly po nazwi- 
sku, pr-zeto niepodobna bylo uehronic je od tego 
wyroku. Matki towarzyszyly swym dzieciom, 
jak tylko im pozwolono najdalei. Niektore mimo 
b61u rozstania weselily sic; rnyslq, ze ieh drogie 
dziatki dost
pily zaszezytu mc;ezenstwa i maj
 
niebo zapewnione. lone zn6w rozpaezaly. vrze-
>>>
208 


widujqC srog'ie niebezpieezenstwa pustyni i wy- 
gnania, i ehcialy przeehrzcit swe dzieci na arja- 
nizm, byle im tylko zachowac zycie. Ale zadne 
z tyeh malutkich nie dato sic; odwiesc od praw- 
dziwej wiary. 
Spc;dzono skazaneow najpierw do dw6ch 
miast, Sicea i Lara; tam wrzueono ich do tak 
ciasnych wic;zien, ze lezeli jedni na drugich, iak 
snopy zboza. Nory, gdzie trzymano tyeh me- 
szczc;sliwyeh, euehnc;ly zgniliznq. Wreszcie 
pewnej niedzieli otwarto drzwi obrzydlei kazni 
i wyprowadzono ehrzesciian, ale nie na wolnosc, 
tylko na gorsze jeszeze udr
ezenie. Wic;zniowie 
zaczc;li natyehmiast spiewac psalmy; ze wszyst- 
kich stron zbiegali sic; wsp6lwyznawey z zapa- 
lonemi swieeami; tlumy zalegly wzg6rza i do- 
liny, matki prowadzily swe dzieci do st6p mc;- 
ezennik6w, prOSZqe 0 blogoslawienstwo. 
Pewien biskup, ktory takze przecierpial to 
przesladowanie, tak opowiada: "Gdysmy szli 
drog
, ujrzelismy jakqs kobietc; z 'worem napel- 
nionym odziezq na pleeaeh, prowadzqC\ male- 
go ehlopezyka za rc;kc;. Zawolala do niego: 
- Biegnij, biegnij, dogonmy ich, to Sq swic;ci, 
co id
 po koronc; niebiesk q . 
Przedstawilismy jej, ze jest za slaba, nie na- 
dqzy mc;zezyznom, ze zreszt
 nie ma obowiqzku 
lqezyt sic; dobrowolnie z mc;czennikami; odpo- 
wiedziala:
>>>
209 


- Poblogoslawcie mnie i mego wnuczka, 
a stan
 si
 mocna. 
Opowiedziala nam, kim iest i skqd pochodzi. 
Byla c6rk
 czlowieka z wysokiego rodu. 
Rzeklem: 
- Dlaczegozes tak n
dznie odziana i poco 
chcesz isc tak daleko? 
- Uciekam z dzieckiem na WYg'nanie, zeby 
go wrogowie nie sprowadzili z praw'ej drogi na 
manowce wiecznei smierci. 
Na te jej slowa rozplakalismy si
, a ja rze- 
klem: 
- P6jdi z nami; niech si
 dzieje wola BoZa". 
Rzesza wygnanc6w ciqgn
la dlugim sznu- 
rem; szli przewaznie nocami, dla niezmiernej 
spiekoty. Odpoczywali w jaskiniach; cz
sto 
w drodze . braklo sit starcom i dzieciom, wtedy 
eskortui
ey zolnierze kluli ich spisami, albo rzu- 
cai
c kamieniami, nap
dzali ich do pospiechu. 
Ody i to nie pomagalo, a oslabieni dlugim mar- 
szem, lichem pozywieniem i upalem padali 
W omdleniu na ziemic;, wiqzano im nogi i ci
gnio- 
no iak niezyw'e zwierzc;ta po zeschlej grudzie 
i kamieniaeh. Odziez darla si
 W strz
py, pora- 
- nione cialo znaczylo krwi
 drog
. Wielu mc;czo- 
nych w ten sposob marlo, i rzucano ich bez po- 
grzebu. Ledwie mala cZqstka dostala si
 zywo 
na mieisce przeznaczenia. Lecz i tam obchodzono 
si
 z nimi jak z bydlem i iak bydlo zywiono 
n
dznie owsem. 


Kwiaty bOie'o o,rodu. 


14
>>>
210 


Za malo tych zbrodni bylo liunnerykowi
 
ponowil przesladowania w r. 484 z wi
kszem 
jeszcze okrucienstwem. Ulozyl sobie, ze albo 
wszystkich katolikow przeci
gnie na arjanizm
 
albo ich wypleni doszczc;tu. Rozeslal katow po 
calem swem panstwie z rozkazem, by nie zwa- 
zali na wiek ani na plec, nie oszcz
dzali nikogo
 
kto nie zeehce wyznac si
 arianinem. J ako si
 
to zawsze dzieje na swieeie, niewszyscy posia- 
dali wiar
 mocn
 w obliczu m
k i smierci; zna- 
1azlo siC; wielu, ktorzy tylko polow
 serea ko- 
chali prawd
; ci dali siC; nastraszyc i sprzedali 
to swic;te dobro za marnq laskc; smiertelnego 
czlowieka. Prawdzhvi zas wyznawcy Chrystu- 
sowi wytrwali w swe; wierze mimo najstrasz- 
niejszych m
czarni. 
Jednych ubito kijami na smierc, innych spa- 
lono zyweem; innych znow omotywano sznura- 
mi, wieszano na postronkach ze stryehow do- 
mostw i bujano nimi jak tobolami w lewo i pra- 
wo ku zabawie zdziczalego posp6lstwa. Nie- 
rzadko sznur si
 zrywal, ofiara padala z wyso- 
kosci na bruk uliczny, ponosz
c smierc albo la- 
miqc r
ce i nogi. Obcinano katolikom uszy I no- 
sy, odr
bywano r
ce i nogi, przypalano im cialo 
rozzarzonemi blachami. 
Dostala si
 w szpony katow Dag'ila, zona 
dworzanina krolewskiego; smagano jq najpierw 
rozgami, a potem bito grubemi kijami az do 
utraty przytomnosci. By zas udr
czenie duszy
>>>
211 


\vyrownalo bolowi data, odebrano jej malutkie 
dzieci i wyslano ie z innymi skazancami na pu- 
styni
. 
Szczeg61niej nieludzko postc;powano z kapla- 
nami katolickimi i z klerykami. W Kartaginie 
mieszkal pewien zaprzaniee imieniem Elpidopho- 
rus. J ezeli czlowiek z \vlasn
 dusz
 obchodzi sic; 
tak bezlitosnie, ze jq odrywa od prawdziwej re- 
ligji, od Boga, zrodla wiecznego zycia, a smier- 
telnym grzechem dobrowolnie j
 zabija, iakoz 
si£: dziwic, ze seree jego przepelnia wscieklosc 
prawdziwie tygrysia na tych. co nie chcq upo- 
dlic siC; jak on. Takiemi uczuciami wlasnie mio- 
tany byl ow Elpidophorus. liunneryk polecil mu 
naklaniac do odszczepienstwa kaplanow; On! tez 
chc;tny i posluszny, rozkazal m
czyc srodze oko- 
10 54(){) duchownych, poniewaz nie dali si
 w za- 
den sposob odwiesc od wiary sw. Przyprowa- 
dzono przeden pewnego mlodego ksic;dza nazwi- 
skiem Muritta. On to wlasnie przed niewielu 
laty udzielil chrztu sw. dzisieiszemu swemu 
przesladowcy. Gdy siepacze rzucili si
 na Mu- 
riUC;, by zerwac zen suknie i biczowac go, ka- 
plan dobyl z zanadrza bialq plociennq szatc;, 
w ktor"q sam przyodzial byl niegdys po chrzcie 
Elpidophorusa. Rozlozyl j
 przed oezyma apo- 
staty i rzekl: 
- Spoirzyj na to poswic;cone odzienie; b
- 
dzie ono twym oskarzycielem, gdy s
dzia naj- 
pot
zniejszy zawezwie ci
 przed swoj trybunal. 
14.
>>>
212 


Bedzie swiadkiem twego odstc;pstwa. Nieszcze- 
sny... ta szata niewinnosci okrywala ciC;, gdy 
omyty wod q ehrztu sw. stales u st6p oftarza; 
ona pornnozy twe rneki w piekle, bedziesz wlecz- 
nie g'orzal i wiecznie sobie wyrzucal zlarnanie 
swic;tych. przysi
g, obleczon w kl
twe i pote- 
pienie! 
W szyscy obecni wpatrywali sie w zhai1bion
 
snieznq szate i plakali glosno. J eden tylko Elpi- 
dophorus rnilezal zatwardziale. 
Drugi taki sam nikczemny heretyk nazywal 
sic; Theukarius. Mial on powierzonych sobie 
dwunastu ehlopc6w, ktorych uczyl spiewac. 
Tych, iako wiernych katolikow, skazano takze 
na wygnanie. Theukarius zalowal, ze traci ich 
piekne glosy i kazal chlopc6w odwolac z drogi. 
Ale dzieci obejrnowaly z plaezern kolana star- 
szych, czepialy sie szat rneczennikow i za nic 
nie ehcialy ich opuscic. Dopiero zbrojni zolnie- 
rze oderwali ie przernoe
 i przyprowadzili zpo- 
wrotem do Theukariusa. Nc;dzny odstepca spo- 
dziewal sie zwyciezyc ich stalosc poehlebstwern 
i pieszczotami, lecz laska BoZa zrnienita dzieci 
w silnych duchem rnez6w. Wiec ich lzyl i grozit 
mc;kami, a gdy to nie pornoglo, bit ich bez Iitosci. 
Wszystko przecierpieli z rnilosci dla wiary. Gdy 
troche p6iniej przycichlo przesladowanie, mia- 
sto Kartagina uwazalo owyeh chlopczyk6w iak- 
by dwunastu apostol6w. Caly Iud ukochal rna- 
lyeh mes;.zennik6w. Mieszkali spolem jako bra-
>>>
213 


cia, jada1i przy iednym stole i spiewali w koscie- 
Ie piesni dzi
kczynne na ehwal
 Boz
. 
W czasie owyeh przesladowan przyprowa- 
dzono pewnego dnia przed sc;dziego kobiet
 imie- 
niem Dionizja. Miala ze sob
 synka, jedyne swe 
dzieeko. Majoryk byl maly jeszeze i bardzo Wq- 
tly. Gdy jq siepacze przywiedli na plac kaini, 
rzekla do nieh: 
- Robcie, co chcecie, mc;ezcie mnie, jak ehce- 
cie, 0 jedno tylko was prosz
, nie czyncie mi tej 
hanby, abyscie mic; ze szat obnazali. 
Te slowa rozjqtrzyly katow jeszcze bardziej; 
zaczc;li j
 biczowac z tak q wsciekloSci
, ze krew, 
tryskajqea z ran, plync;la strug'
 na ziemi
. Wte- 
dy powiedziala do nich, wcale nie zalc;kniona: 
- Sludzy szatana! To, co czynicie ku poni- 
zeniu memu, stanie sic; chwalq mojq. 
A widzqe trwogc; wsp6lwyznawcow, prze- 
znaczonych takze na m
ki, krzepila ich na du- 
ehu. .Wtem, rzuciwszy okiem na syna, ktory 
stal blisko, spostrzegla, ze drzy na calem ciele. 
Zach
cala go do wytrwania spojrzeniem i slo- 
wami, a gdy mu zdzierano sukienkc; i bito okrut- 
nie, stala przy nim i podtrzymywala jego od- 
wag
, m6wi
c: 
- Pami
taj, synku, zesmy oehrzczeni w imic; 
Trojcy Najswic;tszej, jestesmy dziecmi katolic- 
kiego Kosciola; nie teg'o si
 mamy bac, co nas 
boli tu na" ziemi, ale strasznych m
k po smierci,
>>>
214 


co nigdy nie ustajq, wieczne s
. A zycie szcz
- 
sliwe w niebie takze trwac bc;dzie wiecznie. 
T
 rnow
 i przykladem wlasnym tak umoc- 
uila seree Majoryka, ze zniosl bicie i zn
canie 
sic; katow z niezlomnem rn
stwern. 
Gdy skonal, wzic;la go na rc;ce i zaniosla do 
dornu. Tam go sarna pochowala, by miec swe 
dziecko jak najblizej i l
ezyc siC; z niem w rno- 

 
dlitwie. 
Przyszedl czas porn sty Bozej na strasznego 
tyrana Ilunneryka. W tyrn samym roku 484, gdy 
z najsrozsz
 zawzic;tosci
 rnordowal katolikow, 
spadla nan ohydna, obrzydliwa choroba: od stop 
do glowy pokryly go roje zrqcego robactwa, 
cialo jego psulo si
 za zycia, i jak sprochniale 
drewno rozlatuje siC; w kawaly, tak odpadalo od 
kosci. 


olE- 


* 


* 


Jak te dzieci kochaly Boga! Nad wszelkie 
uciechy, nad zdrowie, nad zycie! Tyle m
k prze- 
cierpialy dl"tego jedynie, by nie obrazic Boga. 
I my wszysey, drogie dziecko, otrzymalismy 
to sarno przykazanie: powinnismy kochac Boga 
n a dew s z y s t k o. Pami
taj 0 tern zawsze. 
Np. Bog wskazuje ci przez usta rodzicow, 
abys si
 uczyl, a ty wlasnie wolalbys siC; bawic. 
Od dzis bc;dziesz juz \viedzial, ze trzeba rzucic 
zabawki, a wzi
c si
 szczerze do ksi
zki. Do-
>>>
215 


wiedziesz tern, ze kochasz Boga ponad wlasne 
przyiemnosci. To znowu powiedziala ci mama, 
zebys sic; nie zadawal z pewnym chlopcem, bo 
jest niegrzeczny i niepoezciwy. A ty jego wlas- 
nie najlepiej lubisz ze wszystkich kolegow. Uslu- 
chaj mamy, tak rob, jak ona ci kaze, a znowu 
dasz dow6d, ze kochasz Boga wi
cei niz przyja- 
ciela. I tak postc;puj codzien - zawsze. 
Powtarzaj sobie w duehu: Bog tak chce, ko- 
cham Go, wic;c z radosci
 wszystko uczyniC;, na- 
wet ehocby mi bylo to przykre. 
To bc;dzie znakiem, ze kochasz Boga nad 
siebie samego, nad wszystko w swiecie. 
J ezeli ci
 kto obrazi, jezeli czasem dokuczajq 
ci inne dzieei, szydz
 z ciebie, robi q ei na zlosc, 
nie dopuszezaj gniewu do serca, nie mscij si
. 
Powiedz sobie: Pana J ezusa obrzucano wzgar- 
d q , szyderstwem, zelzywosciami, pastwiono si
 
nad Nim, a wszystko znosil z milosci dla ludzi. 
To i ja bc;d
 znosit przykrosci i smutki cierpli- 
wie, aby Mu okazac, ze Go kocham calem 
sercem.
>>>
21. 


BLOOOSLA WIONA MARJA TERESA 
ARCYKSI
lNICZKA AUSTRJACKA. 


Marja Teresa urodzila si
 w Wiedniu 22 sier- 
pnia 1684 roku. Ojcem jej byl cesarz niemiecki 
Leopold I, matk
 Eleonora Magdalena z ksi
z
- 
cego domu Pfalz-Neuburg. 
Ta swi
tobliwa pani wzywala codzien gorq- 
e
 modlitw
 pomocy nieba w wychowaniu uko- 
chanej corki; zajmowala si
 ni
 najtroskliwiei, 
wczesnie uezyla prawd wiary, a co najwazniej- 
sza, swieeila dziecku przykladem wznioslych 
cnot ehrzescijanskich. To tez usilowania jej i pra- 
ea wydaly obfite owoce. Malenka arcyksi
znicz- 
ka w pierwszych juz latach zycia pokoehala Bo- 
ga, a milosc ta; obja wiala si
 ci
gl
 pami
ciq, 
by tylko to ezynic i m6wic, co si
 Bogu podo- 
ba, a ul!ikac tego,. co Go obraza. Zdejmowala i
 
trwoga. przed najmniejszym grzechem; cz
sto 
mawiala: 
- Chcialabym zyc tak niewinnie, abym umle- 
rai
c nie wstydzila si
, ani musiala zalowac te- 
go, ze zylam.
>>>
217 


Wytlumaczono jej, ze przez chrzest otrzy- 
mala skarb laski uswi
eajqeej, za ktorej spraw
 
stala sic; wolnem od wszelkiej zmazy, umilowa- 
nem dzieci
cieln Bozem, ze ten blogl stan nazy- 
wa siC; niewinnosci
, trwa p6ty, poki czlowiek 
nie popelni smiertelnego grzechu, item samem 
jest najpic;kniejszq ozdob q duszy, jej najwyzszem 
szcz
sciem. Radosc ogarnc;la serduszko Marji 
Teresy, gdy zrozumiala t
 wielk
 prawdc;; po- 
stanowila strzee z ealych sit bezeennego skarbu 
swej niewinnosci. 
A jakich nato uzywala srodkow? 
Pie r w s z y m byla szczerosc wzglc;dem 
spowicdnika. Co tydzien opowiadala mu nawet 
niepytana wszystkie swe mysli, otwierala przed 
nim najskrytsze tajniki serca; w rzeczaeh wi
k- 
szych czy mniejszyeh zasic;gala jego rady. Czula 
si
 najszez
sliwszq, ze tak postc;puj
c, zachowa 
nieza wodnie czystosc duszy. Oto jej wlasne slo- 
wa: "Poki jestem zupelnie szczerq wobec mego 
spowiednika, poty si
 nie l
kam 0 moj
 niewin- 
nose. " 


D rug i m srodkiem byla modlitwa; ta na 
pewno .strzeze czlowieka od c
zkich grzeeh6w. 
Pewnego dnia, zdajqc spraw
 stJowiednikowi 'ze 
stanu swej duszy, Marja Teresa tak rzekla: 
- Codzien prosz
 Boga najusilniej, by mi nie 
pozwolil popelnic smiertelnego grzeehu; a je- 
sli - znaj
e moj
 przyszlosc, wie, ze kiedys mo-
>>>
218 


glabym to uezynic, niech mnie wczesniej zabie- 
rze z tego swiata. Wol
 postradac zycie niz nie- 
winnosc. 
T r z e c i 
 broni
 przeciw grzechom bylo 
serdeezne nabozenstwo do Najsw. Panny. Odda- 
j
c sic; Jei w szczegoln
 opiekc;, Marja Teresa 
codzien odmawiala rozaniec. W swic;ta Matki 
Boskiej i w ich wig-Hje, a takze w soboty wy- 
.szukiwala sobie odr
bne modlitewki i inne cwi- 
czenia duchowne; odmawiala sobie ulubionych 
przysmakow, umartwiala si
 w rozmaity sposob, 
aby nie dopuscic przewodzenia zmyslow nad 
dusz
. Czc;sto rozmawiala z dworskiemi panien- 
.kami 0 zyciu i cnotach niepokalanej Dziewicy, 
cheiwie sluchala, gdy kto 0 Niej opowiadal, slo- 
wem, pracowala nad tern, by milosc Marji roz- 
szerzac wsrod swego otoczenia. 
Rozumiej
c, ze Najsw. Panna z
da od Swych 
czcicieli przedewszystkiem czystosci duszy i cia- 
la" powzi
la postanowienie ofiarowac Jej swe 
mlode, niewinne zycie na \vlasnosc. Na intencjc; 
wytrwania w tym zamiarze odmawiala codzien- 
nie godzinki 0 Niepokalane.m Pocz
eiu. 
C z war t y m srodkiem przeeiW: grzechom 
byla u Marji Teresy cnota wstydliwosci. Nie do- 
zwalala nawet zaufanej sluzebnicy wchodzic do 
pokoju, gdy 
i
 ubierala lub rozbierala. Zdarzylo 
siC;, ze doktor zapisal iei w ehorobie lekarstwo 
na poty; trzeba bylo zmieniac bieliznc;, ocierac 
_spotniale cialo, lecz swic;ta dziewczynka nie do-
>>>
219 


puseila przez skromnosc, by siC; do niei zblizono. 
Moznaby przytoezyc jeszeze inne zdarzenia po- 
dobne. Slowa, ktore tak ezc;sto powtarzala: 
"WolC; umrzec, niz utraeic niewinnosc", praw- 
dziwie streszczaly w sobie jei anielskie zyeie. 
P i q t Y m srodkiem byla pokora. U roeza po- 
stac ksic;zniczki, roztropna mowa, szlaehetne za- 
ehowanie siC;, enotlh,ye postc;pki ziednywaly jej 
powszeehnq milosc, podziw, czc;sto wywolywaly 
nadzwyezajne pochwaly: Marja Teresa nietylko 
nie zwracala na to uwagi, ale prawie nie "\vie- 
dziala 0 tern. Celem jej dqzenia bylo przypodO- 
bac sic; Bogu, 0 to iedno dbala, wic;eej 0 nic. Ni- 
gdy siC; nie zdarzylo, by powiedziala sarna 0 so- 
bie eos korzystnego. 
Temi to sposobami po\viodlo siC; istotnie 
Marji Teresie uchowac ezystosc ciala i duszy 
w ealej niepokalanej krasie, a Bogu podobalo sie 
zerwac ten eudny kwiat zaled\vie rozkwitly 
i przeniesc go do niebieskieh ogrodo\v. 
Zdaje siC;, ze ksic;zniezka wezesniej juz wie- 
dziala, jakie Sq zamiary Opatrznosci; gdy bo- 
wiem w maju roku 1696 umarla jej sluzqca, Marja 
Teresa .powiedziala do swego spowiednika: 
- Wkrotce i ia pojdc; do krainy wieeznosei 
za moiq pokoiowk q . 
Od tego dnia podwoila ezujnosc nad sob q , 
troskli\vie baezqe na kazde slowo, na ka:idy swoj 
czyn. Widoczne by to, ze mysli 0 bliskiei smier-
>>>
220 


ei i zaehowuie siC; tak, aby kazdej godziny bye 
gotow
 na zaw.olanie Panskie. 
Wkrotee sic; okazalo, ze nie myUlo iej prze- 
ezucie. Tego sameg'o roku zaehorowala na ospc;. 
Pierwszq jej trosk q w tej eic;zkiej ehorobie bylo 

badanje skrupulatne sumienia. Odbyla spowiedi 
z calego swego niedlugiego zycia z buduiqeq 
skrueh q . Gdy spowiednik zapewnil iq, ze na- 
prawdc;, odkqd zyie, nie popelnila nigdy smiertel- 
nego grzechu i moze bye spokoina, ze niewinnose 
jej nie poniosla najmniejszei skazy, dzieeko unie- 
sione swic;t q radosei q rozplakalo sic; slodkiemi 
lzami. Poddana we wszystkiem woli Bozei zno- 
sUa spokoinie bolesnq ehorobc;, ofiaruiqc swe 
cierpienia ukrzyzowanemu Zbawieielowi i J ego 
boleseiwei Matee. Krotkie strzeliste westehnie- 
nia byly w eic;zkieh ehwilaeh jej pocieeh q . Nawet 
gdy jq sily opuszezaly, wymawiala wyraznie: 
- 0 Matko Boska... 0 mOja najswic;tsza Mat- 
ko! Oddaic; Ci siC; ealem sereem... ueiekam sic; 
pod Twojq obronc;: Bqdz mojem pocieszeniem 
w zyeiu i w smierei L. Tys po Bogu moja pomoc 
jedyna... Zwroc na mnie Swe milosierne oezy... 
o laskawa, 0 litosciwa, 0 slodka Panno Marjo! 
CzujqC zblizajqcy siC; koniee, kazala sobie 
podae obrazek, ktory iej spowiednik darowal; 
przyeisnc;la go do ust z milosei q i modlila siC;: 

 0 .l\1.atko najlepsza, ja dzieeko Twoje chro- 
nic; siC; pod Twojq opiekc;; juz CiC; teraz nie 
puszezc; od siebie.
>>>
221 


Powtarzala te slowa kilkakrotnie, seiskaja.c 
obrazek w martwieiqcych ra.czkaeh. 
Oplakiwana przez wszystkich, zeszta ze 
swiata w dniu 28 wrzesnia 1696, przezywszy za- 
ledwie tat dwanaseie. 
Autor jej zywota dodaie na zakonczenie: Nie 
trzeba sic; zaslaniae wymowk q , ze jestes dziee- 
kiem; sluzyt BOgll, praeowae na zbawienie du- 
szy to konieeznost, to obowiqzek kazdego ezlo- 
wieka, ezy mlody, ezy stary. Nie narzekaj, ze 
nie zdolasz, dobywai wszystkieh sit, a Bog ei 
rc;kc; poda. Oto mlodziutkie dzieeko jak ty, mala 
ksic;zniezka wskazuje ci drogc;. NaSladuj jej 
cnoty, a zasluzysz tak sarno jak ona na wieczne 
kr6lestwo w niebie. 


.
>>>
22. 


SWI
TY STANISLAW KOSTKA. 


Ten kochany, anielski swic;ty urodzil si
 
\V roku 1550. Rodzice jego Jan Kostka i Malgo- 
rzata z Kryskieh nalezeli do starej szlachty pol-. 
skiei i mieszkali w swej wsi dziedzicznei Kost- 
kowie. Stan isla w sp
dzil pierwsze lata pod 
okiem rodzicow; w ezternastym roku zyeia wy- 
siano go wraz z Pawlem, starszym bratem, pod 
opiek q nauezyciela J ana BiIiiIskiego na dalsze 
ksztalcenie do Wiednia. Mieli tam ksic;za iezuici 
zaklad wychowawezo-naukowY; zjezdzali don 
licznie synowie najpierwszych rodzin z Polski7' 
Czech, W c;gier i Wloch. Tam tez umiescili paiI- 
stwo Kostkowie obu swyeh syn6w'z nauczycie- 
lem. Jeden rok zaledwie mogli tam ehlopey prze- 
bywae, skasowano bowiem tc; szkolC; po smierci 
eesarza f' erdynanda, iei zalozyciela. 
Przeniesli siC; tedy do innej dzielniey miasta 
j tam wynaic;li prywatne mieszkanie w domu 
pewnego bogatego luteranina, przy plaeu zWa- 
. nym "Am liof", tuz obok kosciola Dziewic;ciu 
Chorow Anielskieh. Prawie dwa lata mieszkali 
w tym domu i przez caly ten czas wiele miat
>>>
223 


Stanislaw do wycierpienia od swego starszego 
brata Pawla, ktory nie mogl zniese iego poboz- 
nosci. Ale Bog nie opuscil swic;tego dziecka 
i wsrod eic;zkich doswiadczen zsylal mu obfite 
poeiechy. W tym to czasie natchnql go Dueh Sw. 
powolaniem do zakonu. Napisal 0 tern do domu, 
Ieez ojeiec ani slyszee nie ehcial Z poczqtku 
o takiem postanowieniu syna. Zas Stanislaw 
sUny Boz q pomOCq zrozumial, ze w tym razie 
Boga musi sluchae, a nie rodzieow. I wyjeehal 
z Wiednia do Dillingen, gdzie byl klasztor jezu- 
How. Tam zwierzy I sic; ojcu Kaniziuszowi (kt6ry 
zostal pozniej zaliezony w poezet swic;tyeh). 
Ten go wyslal niebawem do Rzymu. Rozne 
trudnosci sprawily, ze Stanislaw musial odbye, 
tc; czterystomilowq podroz pieszo. Wielka. 
musiala bye wytrwalose i mocna wola szesna- 
stoletniego mlodzienca, ze temu podolal. 6w- 
czesny general jezuitow i zalozyeiel nowicjatu 
w Rzymie, Franeiszek Borgjasz (takze w 50 lat 
po smierei kanonizowany) zgodzil sic; przyjqc. 
mic;dzy swyeh duehownyeh synow mlodego Po-- 
laka. 
Ledwie dziewic;e miesic;ey uplync;lo, iuz Sta- 
nislaw dojrzaly dla nieba zasnql smierci q swiC;- 
tych w roku 1568. 
Kr6tka droga iego zyeia zasiana jest prze- 
cudnemi kwiatami roz; uezyfnny z tyeh kwia- 
to\V wiqzankc;:
>>>
224 


Niewinnosc. 
W owym ezasie, kiedy jeszcze Stanislaw 
chowal sic; w domu rodzieielskim, zjezdzalo tam 
duzo gosci; sa.siedzi dalsi i bliscy nawiedzali 
dwor kos.tkowski, bawiono siC; wesolo i hucznie. 
Naturalnie przy biesiadzie kielichy krqzyly ge- 
sto, rozmowa z poczqtku przyzwoita zmieniala 
siC; w rubaszne zarty, a nawet w niesforne kon- 
eepta. Podrastajqcy syno\vie siadywali u jedne- 
go stolu ze starszymi, i te niestosowne mowy 
obijaly siC; 0 ich uszy. Ilekroe Stanislaw po sly- 
szal cos takiego, ogarnial go niepokoj, zmiesza- 
nie malowalo siC; na jego twarzy, rumienil siC;, 
jakby to on zawinil, i spuszczal oczy zawstydzo- 
ny. Jezeli wstrc;tne gadanie trwalo dluzej, pod- 
nosil glowC; i oczy \v gorc;, ehwilc; trwal jakby 
zapatrzony w niebo i zaraz potem tracil przy- 
tomnose. Jesli go kto nie podtrzymal, spadal 
z krzesla na ziemic;. Zemdlonego wynoszono 
z komnaty. Dzialo sic; to za kazdym razem, g'dy 
kto z gosci pozwalal sobie na bezwstydne gada- 
nie. Ojciee zwracal na to uwagc;, by natyeh- 
miast zmleniae przedmiot rozmowy, a najczc;s- 
ciej wrc;cz upominal winnego, by zamilkl, bo 
"Stanislaw znowu oczy wzniesie w gorc; i ze- 
mdleie" . 
Ta ezystose duszy promieniala z hvarzy 
dzieeka. Byl tak mily i pic;kny, ze wszysey, co 
go widywali, zeznali, ze robil wrazenie aniola 
\y ludzkiej postaei. Uciekal duehem od swiata,
>>>
1 
1 f 


.. 



 


.. 


.. \ 
.. 


..... 


--., 


\ 


" 



 
it 
, 



 
; 


-., 


, 


l 
.. 


" 


4"'""'?-- 


\ 


. 


J 


; 


... 


. 


. 
.,- w 


SW. ST ANISl.AW KOSTKA. 


,Kt"yiaty bofego ogrodu.) 


... 


1 


-. 



.? 


. 


. f 


.
>>>
.
>>>
225 


.. 


czystose mysli obja wiala siC; \v mowie i postc;- 
po\vaniu jego. Mimo dziecic;cego wieku budzit 
powazanie powszechne, ezczono w nim cnotc; 
nie\vinnosci. 
A jednak z natury byl zywego i gorqeego 
temperamentu, i trudniej moze niz komu inn emu 
przyehodzilo mu utrzymae zmyslowe porywy 
na \vodzy. Ale pracowal nad soba. usilnie. Czc;sto 
poseil, a \vogole malo iadal; \volal samotnose 
niz zabaw
 ze s\vawolnymi rowiesnikami, niz 
ga\vc;dki bezmyslne lub rozpustne. Zadawal s - 
bie umartwienia i tak \vzmacnial panowanie du- 
szy nad eialem. 



 


Cierpliwosc i lagodnosc. 
Czc;sto siC; przytrafia, ze rodzeiIstwo, jednako 
\vychowywane, jest pod kazdym wzglc;dem od- 
rc;bne i niepodobne do siebie. Pawel Kostka byl 
\vlaSnie zupelnie innym od swego mlodszego 
brata. Ta rozr iea eharakterow najjaskrawiej vty- 
stqpila w lataeh, gdy opusciwszy szkolc; iezui- 
to\V w \Viedniu, zamieszkali razem w prywat- 
nym domu. ' 
Pawel prowadzil zyeie nadto swobodne: 
przyjaznil sic; z mlodymi polskimi paniezami, 
ktorym nie innego nie bylo W g'lowie, tylko za- 
bawy hulaszeze, wizyty w znakomityeh domaeh, 
nabywanie ukladnyeh swiatowyeh obyczai6w. 
Zaproszenia dla wesolyeh i wykwiptnyeh mlo- 
dzieneow sypaly siC; ze \vszech stron, biegali 


K
iaty bozego ogrodu. 


15
>>>
226 


z wieezoru na wiecz6r, z balu na bal; jak siC; to 
powiada "uzywali mlodosei". A ezy siC; Boga 
takiem zyeiem obraza, czy siC; popada w eoraz 
cic;zsze grzeehy, bardzo im to wszystko bylo 
obojc;tne. Zaden nie pomyslal 0 modlitwie, zapo- 
minali 0 swych religijnyeh obowiqzkach, nie 
przystc;powali do sakramentow S\v., jednem slo- 
wem - zyli wystc;pnie. 
\V aktaeh beatyfikacji sw. Stanislawa znaj- 
dUje siC; ustc;p, dotyczqcy Pawla. Sluga jego Pa- 
eyfik 
znaie kilkakrotnie, ze "Pawel prowadzil 
sic; troehc; nieporzqdnie". Takim samym s\via- 
toweem byl i nauezyeiel obu braci, ow J an Bi- 
linski. Mozna latwo pojqe, ze zamknic;ty w so- 
bie, cichy, pobozny mlodszy braeiszek byl dla 
nieh niemym wyrzutem. To tez postanowili przy- 
eiqgnqe go do swego towarzystwa. Ale daremne 
byly wszelkie proby, namowy, perswazie. Upo- 
ko zenie i zlose przepelnily seree Pawla tern 
bardziei, ze mlodsi koled y podju zali go jeszcze 
drwinkami, ze daje przewodzie nad sob q dzie- 
. eiakowi. 
Dlugie paeierze Stanislawa, jego czeste 
przebywanie w koseiele, jego milezenie przy 
stole podezas rozpustnyeh rozmow, jego skrom- 
na odziez, staranne unikanie przyjaciol Pawla, 
wyrazna nieehc;c, raezei obrzydzenie do ieh pi- 
jaekieh zabaw, ezyz nie dosye tego bylo, czyz 
nie zanadto dosyc, by Pawla rozdraznie do zy- 
,vego i w . ud ic w nim niepohamowanq ehec
>>>
2Zl 


zemsty. Nawet nauczyciel, zamiast lagodzic zlosc 
starszego brata przeciw mlodszemu i starac siC; 
ten przykry stosunek naprawie, stawal wlasnie 
po stronie Pawla, czynit Stanislawowi te same 
wymowki, przezywal jego poboznose prostac.. 
twem. 
- Przesada nawet w dobrem jest blc;dem 
- usilowal wpajae wen swe zapatrywania - 
iycie towarzyskie ludzi szlachetnie urodzonych 
da sic; wybornie pogodzic z poboznosci q , nie za- 
przeczaj temu. Oddaj s,viatu, co powierzchowne, 
zewnc;trzne, a Bogu, co duchowe; wszakci On 
tylko tego wymaga. A co najwazniejsze, nie za- 
stanowiles sic; wcale, ze urqgasz woli ojca, kt6- 
ry nie wyslal ciC; do Wiednia na pacierze, tylko 
po wyksztalcenie, po gladkie wykwintne oby- 
czaje; a ty stajesz sic; z kazdym dniem wiC;k- 
szym prostakiem, dzikusem. 
Nie bylo dnia, zeby sic; te przemowy nie po- 
\vtarzaly; ale skutku nie sprawialy zadnego. 
Stanislaw trwal w swej poboznosci i skromnem 
odosobnieniu. Tedy Bilinski poczql go obrzucac 
kpinkami i szyderstwem. Pawel ze swej strony, 
wyczerpawszy caly zas6b slow zelzywych, stra- 
cil miarc; swej zacieklosci i porwal sic; na ttik- 
czemny pomysl znc;cania sic; czynnie nad bratem. 
Tlumaczyl si
 sam przed wlasnem sumienlem, 
ze robi to dla dobra Stanislawa, bo przelamuje 
jego upor. Dopuszczal sic; na cichym i lagodnym 
ehlopcu pra wdziwego okrucienstwa: bit go pic;- 
15*
>>>
228 


sciami z calej sily, czc;sto bardzo nawet kijem, 
rzucal go 0 ziemic; i kopal nogami. Choc starszy 
o dwa lata, nie byl wcale tak silny, by mu sic; 
Stanislaw nie mogl oprzec albo oddae wet za 
wet. Ale Stanislaw nie bronil siC; wcale, znosil 
razy w milczeniu item wtasnie doprowadzal 
zlose brata do szalu. 
Czasami wbiegal do pokoju Bilinski i wy- 
dzieral Stanislawa z rqk Pawla; ale i \vtedy 
zamiast slow wsp6tczucia dosta\valy sic; krzyw- 
dzonemu wiecznie te same uwagi, ze go sluszna 
kara spotyka za uparte, zacic;te nieposluszefi- 
stwo. 
-- U;JamiGtaj si
 -- po\viadal dmi mentor- 
skim ton em -- zastano\v sic;, jak musisz zle po- 
stc;powae. kiedy rodzony brat zniesc juz tego 
nie moze i wrog"iem ci sic; staje. 
To przesladowanie - jak sam Pawel po la- 
tach nazy\va swe okruciefistwo - nie bylo chwi- 
10wym tylko \vybuchem gniewu; jeden dziefi nie 
minql, by Stanislaw nie musial cierpiec bicia 
i deptania nogami. A trwalo to dluzej ruz dwa 
lata! W marcu 1565 zamieszkali chlopcy w do- 
mu "AnI Hof", a w sierpniu 1567 wyjechal Sta- 
nislaw do Rzymu. Zebyz tylko od brata cierpiec 
musial zn-:canie! J eszcze i obey mu dokuczali. 
\Vspolnie z Kostkami mieszkali dwaj mlodzi Po- 
lacy, rowniez dla nauki przybyIi do Wiednia, 
a takie sarno hulaszcze zycie prowadz
cy jak 
Pawel. Jeden z nich byl krewnym, tego samego 


.
>>>
m 


nazwiska, drugi Rozrazewski, poiniejszy staro- 
sta sremski. Drzwi, prawie zawsze otwarte, I q - 
czyly ich pokoje. W procesie kanonizacyjnym 
sw. Stanislawa Sq spisane ich zeznania. Postu- 
chajmy, co mowi Rozrazewski: 
"Czc;sto bardzo \vsrod nocy Stanislaw, ko- 
rzystajqc, ze wszyscy spi q , wstawal z lozka, 
klc;kal przed obrazem Matki Boskiej, a odmo- 
wiwszy pacierz, padal twarzq ku ziemi z roz- 
krzyzo\vanemi rc;koma i w tej pozycji pozosta- 
wal dlugo, zatopiony w modlitwie. Widzialem to 
nieraz, bo lampka nocna swiecila siC; w jego po- 
koju, a ja wstawalem wtedy umyslnie, by swic;- 
tcmu dziecku przeszkadzae. W chodzilem doti 
pod jakimkolwiek pozorem, i niby to nie spo- 
strzegajqc lezqcego krzyzem, potykalem sic; na 
nim, szturchalem go nogq i potrqcalem jak ka- 
mien. Tak byl zatopiony w modlitwie, ze zdawal 
sic; martwy; nie odpowiadal ani slowem, ani jc;- 
kielTI na uderzenia." 
Drugi szlachcic, sqsiadujqcy z bracmi, ow 
Kostka, tak zeznaje: 
"Lata min
ly od smierci Stanislawa, czesc 
jego jako swic;tego juz sic; rozpowszechnila po 
zierni polskiej, gdy bc;dqc raz w Jaroslawiu, 
wstqpilem do klasztoru. Ksieni darowala mi 
obrazek, przedstawiajqcy mego blogoslawionego 
towarzysza mlodosci, jeden z pierwszych, iakie 
byly w obiegu. Spojrzalem na te rysy znajome 
i zalalem si
 lzami. Ksieni byla przekonana, ze 


... '!.
>>>
230 


placzc; z rozrzewnienia nad wielk q chwalq, ja- 
kiej sic; dorobil u Boga m6j krewny, ale upoko- 
rzony pamic;ci q mych win, zaraz jq wyprowadzi- 
lem z blc;du. "Nie z pociechy ia placzc;, matko 
wielebna, ale z zalu! Ilez to razy, ach, ile razy 
deptalem po nim umyslnie, gdy rozciqgniony 
krzyzem na ziemi noce na modlitwie przepc;- 
dzal! " 
Jakze sic; zachowywal Stanislaw \v tern pra- 
wdziwem i tak dlug'iem mc;czefistwie? Nie zwa- 
zaj
c wcale, czy sic; to bratu i nauczycielowi po- 
doba albo nie, powziql mocne postanowienie tak 
zyc, jak czul, ze wolq Boz q jest, aby zyl. Nieraz, 
gdy Pawel surowo lajal go, ze sic; nie zachowuje 
jak na szlachcica przystalo, jest prostakiem, od- 
ludkiem, gdy mu tlwnaczyl, ze powinien bye 
gladkim i uprzejmym, nie gardzic swiatem, by 
nawzajem nie doznawac pogardy, Stanislaw da- 
wal mu za wsze jednq, godnq wiecznej pamic;ci 
odpowiedZ : 
- Nie dla swiata jestem stworzony, ale dla 
wiecznosci; dla wiecznosci chcc; zyc, nie dla 
swiata. 
Wiedzial, ze ani brat, ani nauczyciel nie przyj- 
mq nigdy tej jego zasady, ale na wszystkie ich 
wyrzuty i nagany mial tylko tc; jednq odpowiedz. 
Tak Paw-el, jak Bilinski d
brze czuli, ze kla- 
mi q , zarzucajqc Stanislawowi lekcewazenie ich 
napomniefi. Tym niepoczciwym wykrc;tem osta- 
niali sw6j wstrc;t do jego wzniostych cnot. Po-
>>>
231 


stc;pujqC sami wrc;cz przeciwnie, musieli nienawi- 
dzic jego bogobojnosci. On zas byl im najskru- 
pulatniej posluszny we wszystkiem, co tylko 
nie sprzeciwialo sic; zbawieniu duszy. Np. z roz- 
kazu Bilinskiego nie wolno mu bylo wychodzic 
sam emu do miasta, tylko zawsze ze sluZqcym. 
To rozporzqdzenie bardzo bylo Stanislawowi nie- 
mile, wolalby byl nie miee swiadka swych dlu- 
gich modl6w w kosciele albo w czc;stych odwie- 
dzinach klasztoru jezuit6w; zawadzal mu ten slu- 
Zqcy. Jednak przyja.l poslusznie rozkaz nauczy- 
ciela i stosowal sic; do niego za wsze. 
Mial takze chc;e wstrzymywac sic; od wszel- 
kiego pozywienia wieczorem w przeddzieil Ko- 
rnunji sw. I tego, jakoby ze wzglc;du na zdrowie, 
zabronil mu Bilinski. Stanislaw, choc mu to bylo 
bardzo przykro, zasiadal poslusznie do stolu 
i jadl wieczerzc;. 
. 
Pawel rozkazal bratu chodzic na lekcjc; tan- 
ca. Widzial B6g, ze wszystko inne bylby Sta- 
nislaw chc;tniej czynil, niz te bezmyslne cwicze- 
nia proznosci swiatowej; ale nie okazal tego po 
sobie i godzil sic; z wolq brata. Chcial tern po- 
stc;powaniem dac dow6d, ze bc;dzie mu poslusz- 
ny we wszystkiem, co tylko nie iest grzechem; 
a jesli czasem obstaje przy swem zdaniu, to je- 
dynie dlatego, by nie dzialac ze szkod q dla du- 
szy albo przeciw glosowi surnienia. Tern cen- 
niejsze byly te ustc;pstwa, ze Stanislaw nie miat 
wcale obowiqzku poddawac sic; woli brata, ani
>>>
232 


Pawel rozkazywac, b
dqc tylko 0 dwa lata star- 
szym. 
t.ajany, poniewierany, powiedziec mozna, ka- 
towany przez Pawla, Stanislaw nietylko nie czut 
do niego niechc;ci, ale nawet najmniejszego zalu. 
Owszem, okazywal mu przywiqzanie na kazdym 
kroku. Dawal sic; bie i deptac nogami, ani pr6- 
bujqc siC; bronic; nie plakal, nie skarzyl siC; przed 
nikim, nie grozil, ie napisze do ojca albo do mat- 
ki 0 tych niesprawiedliwosciach. A kochajqcy 
rodzice na pewno byliby polozyli kres przesla- 
dowaniu i jeszczeby surowo ukarali wyrodnego 
brata. 
Skoro tylko burza przemijala, Stanislaw jak- 
by nigdy krzywdy nie byl doznal, naimilej sic; za- 
chowywal wzglc;dem Pawla. Nie bylo poslugi
 
ktorejby dlan z radosci q nie pelnil; na kazdym 
kroku dawal dowody, ze go szanuje jako starsze- 
go. Sprzqtal mu sam w pokoiu, porzqdkowal je- 
go rzeczy, suknie mu czyscil i buty, slowem, nie 
wstydzil sic; nainizszych poslug, a wszystko co 
robil, spelnial dokladnie i starannie, nie jako plat- 
ny sluga to czyni, ale jak ktos prawdziwie ko- 
chajqcy. - 
Takie postc;powanie musialo wkoncu wy- 
wrzec pozqdany skutek; Stanislaw stosowal do 
siebie rady ewangeIiczne: dobrem za zle placil t 
przyslugq za obrazc;, milosci q za krzywdc;. Byl- 
by Pawel chyba ze wszelkiej szlachetnosci obra- 
ny, gdyby nie uznal wreszcie, ze ta milose ply...
>>>
233 


nc;la z pobudek nadprzyrodzonych. Przejrzal tez 
wkoncu 0 tyle przynajmniej, ze uspokaial sic; po- 
woli, przestal drc;czyc brata i nie bronil mu zyc 
wedle swej woli i za glosem wewnc;trznego na- 
tchnienia. 


MiloSC boza. 


Mlodziutkie serce to pqczek rozy. Czasem 
vlslizga siC; don grzech, iak brudny robak, i nisz- 
czy pqczek jeszcze przed rozkwitem. Czasem 
rodzina albo ludzie, z. kt6rymi dziecko zyje, Sq 
zimni dla religji, niedbali w spelnianiu obowiqz- 
k6w duchowych; wtedy przychodzi mroz na 
biedne serduszko i scina je lodem. 
Nie tak bylo ze swic;tym Stanislaw em. Ro- 
dzic6w mial poboznych, a matka sarna uczyla 
dziecko prawd wiary, tlumaczyla mu przykaza- 
nia, on zas wystrzegal sic; grzechu jak ognia. 
Dlatego tez wczesnie plync;ly w tc; duszc; prze- 
czyst q niezwykle, nadprzyrodzone dary; serce
 
ozywione lask q , rozkwitalo milosci q Boz q . Od 
chwili gdy Stanislaw przyszedl do uzywania ro- 
zumu i poiql, ze B6g jest iego Stworcq i Ojcem
 
od tejze chwili przyrzekl Mu wiernie sluzye 
i bye Mu dobrem dzieckiem. Rozpamic;tywanie 
wszechmocy Boskiej, milosierdzia Boskiego, mo- 
dlitwa byly naimilszem zajc;ciem tego wybrail- 
ca laski. J eszcze w domu rodzicielskim bc;dqc
 
zaglc;bial sic; w tych rozmyslaniach z takiem
>>>
234 


przejc;ciem, ze nic poza' tern nie zwracalo jego 
uwagi. . 
W Wiedniu wic;cej mial ieszcze sposobnosci 
do poufnego przebywania z Bogiem. Zdarzalo 
sic; wielokrotnie, ze klc;cz
c zatopiony w modlit- 
wie, tracil rachubc; czasu, nie czul, ze go sily 
opuszczajq, az gdy upadal nawpol zemdlony, 
z musu przerywal rozmoW'c; z Bogiem. Widzimy 
w tern wyrazny dowod, jak niebiafisk q radose 
sprawiala mu ta rnilosci q palajqca modlitwa, kie- 
dy wszystko inne przy niej niknc;lo. Nic tez 
dziwnego, ze takienl weselem sic; cieszqc, nie tc;- 
sknil wcale do ziemskich rozrywek. 
Nieraz po obiedzie zasiadal Pawel z Bilinskim 
i z kolegami do gry w kosci lub w szachy, wtedy 
Stanislaw korzystal, ze nie zwazano na niego 
i biegl na swoj
 najmilsz
 rekreacjc;. Tuz obok, 
o kilka krokow od domu, w kosciele Dziewic;ciu 
Anielskich Ch6row mial ulubiony kqcik. Tam 
klc;kal, rozpoczynal modlitwc;, a nieba wem swiat 
przyrodzony znikal z przed jego oczu. J asnial 
anielsk q pic;knosci q , ogien wewnc;trzny barwil 
mu lice rozami, a lzy jak rosa perliste plync;ly 
cicho po twarzy. 
W niedziele i swic;ta uroczyste przyjmowal 
Komunic; sw.; codzien sluchal dw6ch albo trzech 
mszy sw., a idqc do szkoly i wracajqc do domu, 
wstc;powal zawsze do kosciola poklonic sic; Pa- 
nu Jezusowi w Naisw. Sakramencie. Prosil Go 
codzien 0 pomoc w nauce; czyz moglo tak byt,
>>>
235 


by najlepszy Pan odmowil czegokolwiek swemu 
pokornemu, malemu sludze? Stanislaw byl ied- 
nym z pierwszych uczni6w w swej klasie. 
Sowiciej jeszcze wynagrodzil mu BOg te co- 
dzienne odwiedziny Przenajsw. Sakramentu 
w bardzo waznej chwili. W roku 1566 zachoro- 
Vo"al Stanislaw cic;zko; pra\vdopodobnie przyczy- 
nilo siC; do tego naiwic;cej okrutne znc;canie sic; 
nad nim Pawla. Lekarze nie umieli pomoc, stan 
chorego coraz siC; pogarszal, zblizala siC; smiere. 
Czul to sw. Stanislaw i bezustannie zaklinal bra- 
ta i nauczyciela, by mu sprowadzili ksic;dza. Ci 
zas wahali sic; ze wzglC;du na wlasciciela domu, 
protestanta. Godziny uplywaly, chory blag'at na- 
pr6zno. Tedy zaczql siC; modlie do swic;tej mc;- 
ezenniczki Barbary, 0 ktorej czytal, ze nie do- 
pusci, by ten, co jej opieki wzyw
 umarl bez 
swic;tych sakramentow. Zwr6cil ku niej serce 
z naigorc;tszq prosb q . I wysluchala go. 
Od wieczora pogorszylo sic; tak gwaltownie, 
ze koniec zdawal sic; niechybny. Nauczyciel czu- 
wal przy 16zku chorego. Wtem okafo p6lnocy 
zjawila sic; Stanislawowi sw. Barbara, otoczona 
zastc;pem aniolow; promienisty cherubin ni6st 
puszk
 zlotq. Ledwie go ujrzal chory, mimo 
smiertelnego oslabienia uklqkl na tozku i zawo- 
lal do nauczyciela: 
- Oddaj czesc Panu Jezusowi w Naiswic;t- 
szym Sakramencie !... Oto aniotowie i swic;ta 
Barbara przyszli do mnie, przynoSZq mi Komu-
>>>
236 


njc;! - Po tych slowach skupil sic; w duchu, na 
twarzy odmalowal siC; zachwyt blogi. - Panie t 
nie jestem godzien, abys wszedl do serca mego - 
szeptaly usta trzykrotnie. Przyjqwszy wiatyk t 
polozyl sic; spokojnie i odmawial dzic;kczynienia 
po Komunji swic;tej. . 


Marja, druga matka. 
Po tym pierwszym cudzie, 0 ktorym warn 
opowiedzialem, raczyl Bog ucieszyc Stanislawa 
drugiem zjawieniem. Sarna swic;ta Bogarodzica 
na wiedzila go w chorobie, gdy juz byl niemal 
konajqcy. 
Od dziecinstwa uwielbial Jq i kochal calem 
sercem. Ody mial wypracowac do szkoly zada- 
nie 0 dowolnym temacie, Z a w s z e wybieral ia- 
kqs cnotc; albo jeden z przywilejow' Krolowej 
nieba. Rozczytywal sic w ksiqzkach, opowiada- 
jqcych 0 Niei; gdzie znalazl napisane imic; Maria t 
calowal je ze czci q i milosci q . Na marginesach 
swych ksiqzek i zeszytow pisal czc;sto: ,,0 Marjot 
bqdi rni laskawq!"' Gdy \¥ kosciele iezuitow 
spiewano po nieszporach piesfi "Witaj, krolowo t 
Matko milosierdzia", anielska jego twarzyczka 
plonc;la zachwytem i radosci q . Zawiqzalo sic; 
w owym czasie w Wiedniu bractwo. ku czci Mat- 
ki Boskiej; Stanislaw byl najg'orc;tszym jego 
czlonkiem. W kazdym dniu zycia kochal MarjC;t 
przernysliwal, jakby J'l ucieszyc, do -Niej si
 
zwracal z ufnosci q , jak do rnatki. Dlatego tez ta
>>>
237 


umitowana Matka zeszta z Nieba na ziemic;, by 
odwiedzlt sw'e chore dziecko. 
Trzymai
c na rc;kach malenkiego J ezusa, 
przyst
pita do tozka taskawa i dobrotliwa i zlo- 
zyla na chwilc; swe Boskie Dzieci
tko w objc;- 
ciach Stanislawa, aby ie mogl usciskat i popie- 
scit. Wtedy tez powiedziata rnu, ze zyczy 50- 
bie, aby wstqpil do zakonu Jezusowego; a odcho- 
dz
c, udarowala go zdrowiem. 
W parc; dni pozniei mogl juz 0 wlasnych si- 
lach ise do kosciola, dzic;kowac za tyle task 80- 
gu i Najsw. Pannie, dobrej swojej matce. 
Ta dobra Matka dopomogla mu zwalczyt tru- 
dnosci, ktorych wiele stawato na przeszkodzie 
jego powotaniu. Gdy wreszcie przywdzial 
w Rzymie suknic; zakonn
, zdato rnu sic;, ze nie 
z r
k ludzkich, ale od samei Matki swej i Pani jq 
otrzymal. 
Rozrnawial iak mogt najczc;sciei z innymi no- 
wicjuszarni 0 Marii, stawit Jej znaczenie \v nie- 
bie, rozwazat Jej dostojenstwo, wyliczal z nie- 
opisanym zachwytem Jej cnoty, podziwial skar- 
biec J ej zaslug i wladzc; niemal wszechmocnq, 
jak
 J
 BOg obdarzyl. W. mowie swej uzyWal 
tak zuchwalych, przedziwnie dobitnych zwrO- 
tow, ze rnusiano rozumiee, ze natchnienie swic;te 
przezen rnowi. A jeszcze zalowal nieraz, ze nie 
ma zdolnoSci wyrazit sic; tak mocno, jakby po- 
winien. Wyszukiwat nowe okrzyki hotd
 no
e 
tytuly dla Najsw. Panny, nieznane porownania
>>>
2.18 


dla Jej zaslug i godnoSci, a z kazdego slowa try- 
skala rnitosc strumieniem. Opowiadat towarzy- 
szom taski swiadezone przez Marjc;, wydarzenia 
cudowne, J ej ratunek, obronc;, opiekc;. Przed roz- 
poez
ciem pracy biegl zawsze do ktorego z kO- 
sciolow (a wic;kszost ich w Rzymie wzniesli po- 
bozni fundatorowie pod wezwaniem Bozej Matki) 
i prosil J
 0 blogoslawienstwo. Wystarczalo 
spojrzee nan wtedy, by wiedziee, z kim jego ser- 
ce rozmawia. Przy odmawianiu rozanca albo 
g'odzinek taka jasnosc bila z jego twarzy, jakby 
widziat Marjc; zyw
 przed sob
, styszat Jej glos 
i odpowiadal na pytania. 
Pewnego razu poszedl Stanislaw w dzien 
swic;ta M. B. Snieznei z oicem Emanuelem do 
kosciola pod tern samern wezwaniem. Ciekawy, 
jak mu tez odpowie, spy tal go ksiC\dz: 
- Czy bardzo kochasz Madc;? 
Stanislaw spojrzal nan zdziwiony i odpowie- 
dzial: 
- Czy JC\ bardzo kocham? Wszakci to mo- 
ia Matka! 
Caty tc\ dziecic;c
 milosciC\ przeic;ty, modlil si
 
do Matki 0 wszystko, czego pragn
l, z nieza- 
chwian
 ufnosci
, tak byl glC;boko przekonany, 
ze prosbom jego nigdy si
 nie oprze i niczego 
mu nie odm6wi. Inni nowicjusze polecali sic; je- 
go wstawiennictwu, przez niego slali sw'e prosby. 
Gdy sic; kt6ry Zalil, ze nie otrzymuie czegos, 0 co 
sic; modli, rnawiali:
>>>
239 


t
 
- Powiedzze Stanislawowi, niech on zako- 
lata do serca swej ukochanej Matki; Ona uczyni 
wszystko dla swego benjaminka. 
Istotnie, ezynila dlan wszystko. Wystuchala 
i ostatni
 prosbc; ukochanego dziecka: chelal 
urnrzet w dzien Jej Wniebowzic;cia, zeslala anio- 
low po jego duszc; w dniu 15 sierpnia 1568. 


MiioSc braterska mocniejsza nit smierc. 
Jakiez byty daIsze losy Pawta, przesladowcy 
swego swic;tego brata? 
Niepodobna pomyslec, by Stanislaw, kocha- 
j
c tak serdecznie brata za zycia, zapomniat 
o nim w niebie. Pamic;tal tez i kochal go poza 
grobem, wstawial sic; za nim i za swym nauczy- 
cielem u Bog'a poty, az im wyprosil zupeln
 od- 
, IQianc; i poprawc;. 
Pawel doczekal nawet wielkiego szczc;scia
. 
ze brata jego zaliczyl Kosci61 w poczet blogo- 
slawionych. Dzien smierci Stanislawa stal sic; 
dniem obfitych task dla swiata wiemych. Obraz 
jego wzniesiony na ottarzu doznawal czci po- 
wszechnej, a zlote i srebrne wota dzic;kczynne 
swiadczyly, jak przemoonym byl opiekuneIp.. 
tych, co go wzywali. To wszystko widzialy 
oczy Pawla. 
Nie uptync;ly ani dwa lata od czasu, g'dy 
w Wiedniu razem mieszkali, gdy po raz ostatnt 
rc;kc; nan podnosil, a juz rozbiegal sic; po swiecie.
>>>
240 


zywot swic;tego w dwoch jc;zykaeh 'napisany. 
Ksi
zeczka ta dostata siC; w rc;ce Pawla; wyczy- 
tat w niej, jak szczegolniei doskonalym slugq 
Bozym byl ow chlopczyna, ktorego gnc;bil. Wy- 
czytal j. swoie imic; kilkakrotnie na kartach tej 
ksi
zki, jako imic; tego, co sic; gtownie przyczy- 
nit do wzniesienia ku niebieskim wyzynom sw. 
Stanistawa. 1m doktadniej poznawat doskonatosc 
brata, tern jaskrawiej stawato mu w parnic;ei 
wtasne niegodziwe postc;powanie. Obwinial si
, 
czul sic; potc;pienia godnym, brzydzil sic; sob
. 
Gdy mu kto rnowit - a powtarzano rnu to ezc;- 
sto, ze jest szezc;sliwszym od innych PoIak6w, 
co wielki swic;ty byl i jego bratem, ze go ludzie 
szanuj
 i powazaj
, ze mu zazdroszczq tego 
szczc;scia, nie smiat nic odpowiedziec, tak bar- 
dzo sic; czut za wstydzony; bolaly go te mowy, 
a nawet obrazaty. 
Ojeowie jezuiei, z
dni dowiedziec siC; naj- 
drobniejszych szezegotow 0 zyciu i cnotach Sta- 
nistawa, wypytywali go wielekroc i prosili, by 
im wszystko opowiadal, co tylko pamic;ta; obru- 
szyt sic; pewnego razu i rzekl zniecierpliwiony: 
- Moi ojeowie, nie macie to juz innych swic;- 
tych pr6cz niego! - Lecz \v tejze chwili pod- 
ni6st oczy ku niebu i zawolal z placzem: 
- 0 swic;ty, modI sic; za rnn
! 
Od ch\vili swego na\vrocenia az do srnierci 
przepraszat codzien Boga za swe okrutne postc;- 
powanie i btagal Stanistawa 0 przebaczenie.
>>>
241 


Jeszcze na smiertelnem lozu wylewal gorzkie 
lzy zalu za wszystk;ie uderzenia, deptania noga- 
ml i cic;zkie zelzywosci, jakich sie tak bardzo 
czc;sto dopuszczal na swym niewinnym bracie. 
le serdecznie zalowat swyeh grzechow 
i zmywal je nietylko lzami, ale nawet krwiq 
wlasnq, wyszlo naiaw mimo jego wiedzy, za 
bozem zrzqdzeniem. 
Okolo roku 1603 pojechal w odwiedziny do 
panstwa Laskich. Po wieczerzy odszedl do go- 
seinnego pokoju, gdzie mu przysposobiono noc- 
leg. Rozejrzat sic; po izbie, a widz
c, ze jest sam, 
rozebral sic; i ukl
kt do pacierza. Nie zauwazyl 
za pie cern tozeczka, w ktorem lezat Stas, synek 
gospodarstwa. Pawel spc;dzil wic;ksz
 czc;st no- 
cy na modlitwie i rozmyslaniu, a zanim sic; spac 
potozyl, dobyt z podrc;cznego kuferka dyscyplinc; 
i biczowal sic; do krwi, powtarzaj
c z ptaczem: 
- 0 rnoj swic;ty bracie, moj swic;ty bracie, 
modi sic; za mn
 grzesznym! Przebacz mi te 
okrucienstwa, te razy, ktorych ci nie szczc;dzi- 
tern! Blagam cic;, odpuse rni! 
Dziecko widziato i styszato wszystko; z jego 
ust dow:iedziano sic;, jak cic;zko Pawel pokutowal 
za swoje winy. 
W tymze duchu pokuty zyl dalei, uzywal 
maj
tku na dobre uczynki i pobozne fundacje, 
a doszedlszy do lat szestdziesic;ciu, prosil 0 przy- 
ic;cie do zakonu jezuitow. Lecz chociaz pozwo- 
lenie otrzymal, nie mogl zen korzystat. Bog ze- 
ICwiaty bob
o o
rodu. 16
>>>
242 


sIal mu smiert wtasnie w dniu, w ktorym we- 
dtug wyroku papieza Klemensa X swiat katolie- 
ki obchodzi uroezystose sw. Stanistawa Kostki. 
Tak wic;c i tu na ziemi i poza grobem w nie- 
hie Stanislaw placit dobrem za zle, milosci
 za 
przesladowanie.
>>>
POWROT DO OJCZYZNY. 


... 


lIe smutkow
 b6Io\v, nieszcz
se znosi biedne 
serce ludzkie tu na ziemi! Jednem z wielkich 
cierpieil jest tc;sknota za ojezyznq. Nietylko 
doroslych ona drc;czy; zdarza si
 i dziecku zyt 
zdala od matki, ojca, zdala od rodzenstwa. Ma- 
rzy ono 0 dalekich stronach, gdzie najdrozsi 
mieszkaj
; nieraz biegnie mysl
 az za gory nie- 
botyezne, przelatuje ponad niezmierzonym oce- 
anern; ach, gdyby mialo skrzydla, leeiatoby na- 
prawd
, a tak seree swe i tc;skn'(}t
 sle do oi- 
czyzny. 
I rny ehrzescijanie, iakkolwiek mamy tu na 
ziemi kraj rodzinny, w ktoryrn mieszkamy, ie- 
stesrny jednakze jakoby wygnancami. Niebo to 
nasza ojczyzna prawdziwa. Kr61uje tam Wszeeh- 
moeny Pan i Oieiec nasz najlepszy - tam 
Marja, Matka nasza
 tam sw:ic;ci, bracia i siostry 
nasze! Ku tej krainie wiecznego wesela posylaj 
czc;sto. twe mysli. Wyobrazaj sobie, jak dobrze, 
cudnie, blogo byt musi u tego Ojca i u tej Matki. 
Wyobrazai sobie szczc;scie swi
tych, co niegdys 
zyli jak ty na ziemi, a dzis, odrzuciwszy precz 
wszelkie troski, ciesz
 sic; radosci
 nieopisan
 
- bez konca. Miej nadziejc;, ze w tym raju roz- 
16*
>>>
244 


koszy i ty kiedys zamieszkasz; niech ci ona bc;- 
dzie cownie mil
, iak pilnemu uczniowi mys[ 
o bliskich \vakacjaeh, iak dziecku stc;sknionemu 
za rodzicami mysl, ze do nich powraca. 
Ale i 0 tern nie zapominaj, ze to niebo radosd 
tylko wtedy rnoze byt twym udzialem, jezeli - 
zyt bc;dziesz, iako zyli swic;ci. 
Pewnego razu Pan Jezus, wyszedtszy na 
W'zgorze, nauczaJ zgromadzone u stop Swyeh 
tysi
ce ludu; powiedziat wtedy wyraznie, kto 
rna prawo zwat sic; btogoslawionym. Wyliezyl 
osiem cnot, ktore pelni
c dost
pimy nagrody 
wiekuistej. J ezeli wic;c chcemy znalezt sic; kie- 
dys w niebie, rnusimy na nie zasluzyc, bo niebo 
. iest mieszkaniem t y I k 0 swic;tych. 
Opowiem warn parc; przykladow 0 tych cno- 
tach, co nas czyni
 godnymi nieba. Bogobojne 
zycie to wtasnie prosta droga, ktor
 id
c wy- 
trwale, swic;ci dostali sic; do ukochanej ojczyzny. 
Chciei tylko szczerze postc;powat ich sladami, 
a i ty osiqgniesz eel upragniony. 
1. B log 0 s I a w i e n i u bod z y w d u - 
c h u, a I bow i e m i c h j est k r 0 I est W 0 
n i e b-i e ski e. 
Ubogi w duchu to znaczy pokorny. Cokol- 
\viek dobrego ezyni, przypisuje to lasce Boga, 
a Die wlasnej zastudze. Malo siebie eeni, nie 
szuka pochwal ani uznania; znosi cierpliwie lek- 
cewazenie, nawet wzgardc;, pomny, ze Syn Bo-
>>>
245 


zy, Zbawiciel nasz, cierpial w milezeniu naj- 
straszniejsze zelzywoSci. 
Takim pokornego ducha swic;tym byl P r a n- 
cis z e k Reg i s. Pochodzil z wysokiego rodu, 
odznaezal sic; bystrym rozumern i wielk q nauk
, 
a jednak, gdy go miano wyswic;cac na ksic;dza, 
blagal przelozonyeh, by nie czynili tego; at 
nadto \vielkim dlaiI zaszczytem bc;dzie poslugi- 
wat kaplanom, do niczego innego nie jest zdol- 
ny. Ale. starsi w zakonie lepiej znali jego war- 
tose, i biskup udzielil mu sakramentu kaplail- 
stwa. Miewal ezc;sto kazania, ale nie krasom6w- 
cze popisy, tylko nauki peIne prostoty dla naj- 
ubozszej ludnosci. Wszelkie pochwaly byly mu 
przykre, sluchal ieh, rumieni
c sic; ze wstydu. 
Gdy zas czynil mu kto wyrzuty, albo przetozo- 
ny strofo\val ostro, nie tturnaczyl sic;, choc na- 

(ana byla niesluszna, ale milczal pokornie. 
Nieraz rzueano nan oszczerstwa, ani pr6bo- 
waf sic; bronit; a gdy raz przyjaciel chcial sie 
ujqe za nim, prosit go usilnie, by tego zanieehal. 
- Nadarza mi sic; taka pic;kna sposobnosc 
cierpiee niesprawiedliwie, a ty mic; cheesz po- 
zbaw
t zaslugi - mowit do przyjaciela. - Pan 
nasz J ezus Chrystus milczal, gdy Go spotwa- 
rzano. 
Zdarzalo rnu sic; nieraz, ze nosit slomc; na po- 
slanie dla ubogich chorych, co wywolywalo 
drwiny przechodniow. Ktos zwrocil rnu uVlag
, 
ze niepotrzebnie sie naraza na posmiewisko.
>>>
246 


- Tem lepiei - odpart swic;ty - rnarn po- 
dwojny zarobek u Boga: sluzc; bliznim i znosz
 
\vzgard
 dla milosci Pana J ezusa. 
2. B tog 0 s I a \v i e n i cis i, a I bow i e m 
o nip 0 siC; d 
 z i e m i c;. 
Stodk
 cnotq lagodnosci odznaczat sic; swi:- 
ty f
 r y dol i n. Zyl on \v Irlandji okolo roku 
500 po narodz. Chr. Z ojczyzny swej pojechal 
do Niemiec glosic poganom bosk q prawd
. W tej 
apostolskiei podrozy dostal sic; na wysPC; Sackin- 
gen wsrod Renu. Byta to miejscowosc bezludna 
i sluzyta na pastwisko bydta okolicznym chlo- 
porn. Zdawalo sic; Frydolinowi, ze wlasnie tam 
dobrze b
dzie wybudowac kosciot, ktory stojqC 
wposrod kilku osad, bytby dla wszystkich za- 
rowno blisko. Gdy tak raz przechadzat sic; po 
dolinie, szukaj
c dogodnego miejsca na dom oo- 
zy, spostrzegli go pasterze i pos
dzili, ze sic; za- 
krada po ich krowy. Nie dali mu sic; wytluma- 
czyc, tylko go obili kijarni i wypc;dzili. 
Nie odstraszato to Frydolina; udal sic; do 
ksic;cia, panuj
cego w tym kraiu, i otrzymawszy 
oden pozwolenie, wrocil znowu w te same stro- 
ny. Bogaty wiesniak przyjql go do siebie na 
mieszkanie. Ale zona jego, nieuzyta i klotliwa, 
nierada byla gosciowi; chc
c sic; go pozbyc, 
dokuczata rnu iak mogta, a codzien powtarzala, 
ze niema w domu miejsca i nie stac jej na zy- 
wienie obcyeh przybyszOw. Frydolin zoosit 
z pokor
 przykre sto\va, nie skarz
c sic; mc;zowi,
>>>
247 


choc wiedziaf, ze tenby stanql \v jego obronie. 
lcdnak wlasnie zdarzylo siC;, ze gospodarz, wra- 
cajqC raz do domu z pol a, poslyszal grubjanstwa 
swej zony i z gniewem kazal jej milczec. Sam 
zas tern uprzejmiej zachowywal sic; wzglc;dem 
s"\viqtobliwego goscia; nawet dla okazania mu 
szacunku zaprosil go na chrzestnego ojca s\ve- 
go syna. To rozgoryczylo ieszcze bardziej jego 
ionc;; wstyd jej bylo ubogiego przyblc;dc; miec 
za kumotra. Ale cichy spok6j i niezachwiana slo- 
dycz f'rydolina odniosly \vreszcie zwycic;stwo 
i nad opornq duszq; otwarly sic; oczy zlosliwej 
kobiety, poznala, :ie swic;tego ma \v swym do- 
mu. Odtqd zmienila sic; zupelnie. 
f'rydolin wprowadzil sw6j zarniar w wyko- 
nanie
 wzni6s1 kosci61 na wyspie Sackingen 
i zbudowal obok niego klasztor. Z tego klaszto- 
ru padly pierwsze promienie wiary chrzescijan- 
skiej na Szwabjc;, Czarny Las, czc;sc badenskie- 
go kraju i Wirtembergji. A niewiasta, co tak zlo- 
rzeczyla ojcu chrzestnemu swego dziecka, od- 
dala p6zniej Bogu tego satnego syna do klasztoru 
na wyspie Sackingen. 
Spelnily sic; slowa blogoslawienstwa Chry- 
stusowego; cichy i lagodny f'rydolin wziql w 
u- 
chowe posiadanie wielkie obszary ziemi. 
3. B log 0 s I a w i e n ism u t n i, a I b 0 - 
wiem oni bc;d q pocieszeni. 
W tern blogoslawienstwie Zbawiciel rna na 
mysli skruszonych grzesznikow t oplakujqcych
>>>
248 


swe winy. Przyrzeka im ;spokoj sumienia. Takim 
smutkiem ogamione bylo serce sw. AUgUstyna.. 
\V mlodosci grzeszyl cic;zko i dlugo dobrowol- 
nie Boga obrazal. Ale matkc; mial swic;tq; Mo- 
riika modlila sic;, plakala, zebrala poty laski dla 
syna, az jq Bog wysluchal i zeslal Augustynowi 
poznanic win. Sam swic;ty opowiadal, jakiej nie- 
zmiernej radosci doznal, nawrociwszy sie do 
cnoty. Tak pisze: 
,,0 Panic, zerwales moje okowy, chwalic Cie 
bc;de sercem i ustami; powtarzac bc;dc;: 0 Pa- 
nie, kt6z Ci wyrowna? Kto ja jestem, a ktos Ty 
jest? Czyny moje byly zte, zle byly mowy mo- 
ie, wola moja! Ales Ty Bog dobrotliwy i rnilo- 
sierny; spojrzales na grob, jaki sobie zgotowa- 
lem, i zabrales z serca mego przepasc potc;pie- 
nia. Jakze mi blogo dziC;ki Tobie wyrzec sie 
grzesznych rozkoszy! Dawniej straszno mi bylo 
utraeic je, dzis weselc; sic;, zem je odrzucil. Tys 
to je wziql ode rnnie, a wzarnian dales rni Sie- 
bie samego ku najslodszernu rozradowaniu. Nie 
mogc; sic; nasycic rozparnic;tywaniem Twei cu- 
downej dobroci ku zbawieniu czlowieka. Spiewy 
koscielne rozrzewniajq seree moje, placzc; z ra- 
dosci i dziekczynienia. . 
4. B log 0 s I a w i e n i, k tor z y 1 a k n Cl 
i p rag n 
 s p raw i e d Ii \V 0 S e i, a I b 0 - 
\v i e m 0 nib e d 
 n a s y c e n i. 
Spra wiedliwosci laknie ten, co szczerze chce 
zyciem swem przypodobac sic; Bogu. Przyklad
>>>
249 


takiej szczerej chc;ci daje nam blogoslawiona 
Ka tar z y n a Tho mas. Urodzona w r. 1533,. 
nie miala jeszcze lat czterech, g'dy stracila ro- 
dzicow, i krewni wzic;1i jq na wychowanie. Po- 
bozna matka uczyla s\ve dzieciqtko zawczasu 
kochac Boga; nowi zas opiekunowie zupelnie 
inaczej z ni q postc;powali. Wysmiewano jej po- 
botnosc, przeszkadzano w modlitwie, a nieraz 
i karano za proznq stratc; czasu, chciano ja, ode- 
rwac od Boga wszelkiemi sposobarni, ale da- 
remnie. Gdy ciotka nie dawala jej chwili wol- 
nej, ona przy kazdej robocie modlila sic; cichut- 
ko albo rozmyslala 0 wiecznych prawdach. Pro- 
sila swic;tych 0 pomoc, aby jej praca i modlitwa 
byly zawsze Bogu na chwalc;. 
Tc;sknila za poznaniern prawdy, zblizenieln 
sic; przez cnotc; do Najwyzszego dobra, I a k n C; - 
I asp raw i e d li'w 0 s c i. Tego jej tez Bog 
hojnie uzyczyl. Lecz zdarzaly siC; dni i tygodnie, 
w kt6rych Bog dopuszczal na ni q ZWq tpienia 
i trwogc;. Zdawalo jej siC;, ze siC; sprzcniewierzy- 
la Pam J ezusowi, ze jest niewdzic;czna, ie za- 
niedbuje sie w slutbie Bozej. Takie mysli niepo- 
koily jCl bardzo. Rada byla pomowic z kims ro- 
zumnym a dobryrn, a nikogo takiego nie znala. 
Laska boska dopornogla jej w tern: spotkala 
pcwnego poboznego pustelnika, zwierzyla mu 
sie ze swych drc;czqcych mysli, a on jq pouczyl, 
uspokoil, pogoda wrocila do jej serca.
>>>
250 


Ale zycie wsrod ludzi, jakkolwiek Bogu odda- 
ne, nie wystarczalo jei; powzic;la postanowienie 
sluzenia Mu w zakonie. Lecz ciotka ani slyszee 
o tem nie chciala, owszern, robila wszystko, co 
mogla, aby jq odwiesc od tego zamiaru. Chcqc 
rozbudzic jej proznosc, spra wiala jej pic;kne su- 
kienki, wodzila jq po zabawach; lecz jakkolwiek 
te pokusy Sq najniebezpieczniejsze w rnlodym 
\vieku, Katarzyna zwycic;zyla je, a Bog spelnil 
jej g'orqce pragnienie, sprawil, ze kre\vni ulegli 
nareszcie i pozwolono jei wstqpic do klasztoru. 
J'\1iala \vtedy lat 16. Tanl s\viecila przykladem 
cnot i umarIa jak swic;ta. 
5. B log 0 sl a w i e n i nl i I 0 s i ern i, a 1 - 
bow i e rn 0 n i mil 0 s i e r d z i ado s t q p i q. 
Tysiqc lat temu zyl .czlowiek swiqtobliwy, 
imieniem 0 d i I o. Byl przelozonym klasztoru. 
a W zywocie jego zapisane jest, jak bezgranicz- 
"nie byl rnilosierny. Autor tego zywota powia- 
da: Slepyrn sluzyt za przewodnika, glodnych 
karrnil, zrozpaczonym dodawal otuchy, srnutnych 
pocieszal; kazdy iego krok byl dobrern dla bliz- 
nicb, w milosierdziu znajdowal najwyzszq ra- 
dost. Przyiaciele wyrzucali mu, ze przesadza 
i niegodnych darzy SWq litosci q . Odpowiadal im 
nieraz: 
-- Wole bye nad rniare milosiernym i spo- 
dziewae sic; rnilosiernego sqdu bozego po smier- 
ci, anizeli za twarde, nieuZyte serce bye pote- 
pionym bez litosci.
>>>
251 


. - Nieraz odda wal ubogirn na wet nainiezbc;dniej 
potrzebne rzeezy, nie dbaj'\e 0 iutro, a zaWsze 
zsylal Bog dobrych ludzi, ktorzy znow jego 
i klasztor wspornagali hojn,\ jalmuznq. Milosier- t 
ny, znajdo\val rnilosierdzie. 
6. B log 0 s I a w i e n i e z y s t ego s e r - 
c a, a I bow i e m 0 niB 0 g a 0 g I '\ d a i '\. 
Czystem jest seree, ktore brzydzi sic; ztern, 
unika: wszelkiej zrnazy i praeuje nad tern usilnie, 
by zawsze hye wolne od grzechu. Czystego 
serea byli wszysey ci swic;ei, 0 ktoryeh warn 
'\v tej ksi,\zeezee opowiadalern. Dlateg'o teraz 
rnieszkajq w niebie i oglqdaj,\ Boga t war z q 
w t war z. 
7. B log 0 s I a w i en i po k 0 j e z y n i q- 
C y, a I bow i e rn 0 nib C; d q n a z wan i s y - 
narni bozymi. 
Takiern dzieekiern bozem byla I z a bell a, 
krolowa portugalska. M'\z jej unosil sic; ezc;sto 
zlosci q na urzc;dnikow swego dornu albo na in- 
. nyeh dostojnikow; skoro tylko wiadomo bylo 
kr61owej, ze gniew krola jest niesluszny, na- 
tyehmiast biegla don i p6ty prosUa, uspokajala, 
az go ulagodzila zupelnie. Tak sarno postc;po- 
wala, widz'\e niesnaski mic;dzy swymi poddany- 
mi. \Vszc;dzie byla aniolem pokoju'. Nieraz klot- 
Die i wyrzqdzone szkody dochodzily do iej wia- 
dornosci; jezeli zalezalo na pienic;znem odszko- 
dowal1iu, placila je sarna, byle przywr6cit spo- 
koj i zgodC;.
>>>
252 


Pewnego razu doszto do rozdwojenia mic;dzy 
kr61em a jego bratem; spierali sic; 0 majqtki ra- 
dzinne, a kazdy uwazal siebie za prawego wla- 
scieiela. Byloby doszlo do krwawego konea, 
gdyby nie Izabella. Darowala bratu mc;za wlas- 
ne swe dobra wzamian za tamte i odrazu dopro- 
wadzila do zgody. 
Innym razem zdarzylo sic; znow, ze jej ro- 
dzony brat poroznil sic; z krolem Kastylji, i wy- 
powiedzieli sobie wojnc;. Uzyla ealego swego 
wplywu, by przyezync; sporu spokojnie wzajem 
rozwazono, i znowu zazegnala nienawisc, i obaj 
nieprzyjaciele zawarli przymierze. 
Cic;zszy cios pad I na ni,\, g'dy syn jej wlasny 
podni6s1 bron przeciwko rodzonemu ojeu. Dwa 
\vojska 'wyszty w pole, bitwa zdawala sic; nic- 
uniknionq. Ale l1ieustraszona swic;ta krolowa do- 
siadla konia, i ehoc jq ze wszeeh stron mogly 
trafiac kule, pojeehala najpierw do obozu mc;za, 
potem do obozu syna, blagala, zaklinala obu po- 
ty, az zmiekezyla ich serea. Syn poddal sie oietl' 
i uealowal jego rc;kc;, a ojeiee przebaezyl mu 
i poblogoslawil. Tak dzic;ki wdaniu sic; krolo- 
,vej nie przyszlo do krwi rozlewu. P6iniej, gdy 
ten syn jej wst,\pil na tron portugalski, grozila 
rou znowu wojna. I tu krolowa eheiala pogodzic 
wrog6w, leez uciqzliwa podr6z do kraju nie- 
przyjacielskiego przyprawila j,\ 0 smiert. 
8. B log 0 s I a w i e n i, k t 6 r z y c i e r - 
pi q przesladowanie dla sprawie-
>>>
Z53 


d I i w 0 s c i, a I bow i e m i c h j est k r 6 I e - 
s two n i e b i e ski e. 
Na czele cierpi'\cych przesladowanie dla 
sprawiedliwosci stoi Zbawiciel nasz J ezus Chry- 
stus. Jako Bog by I, jest i bc;dzie Panem nieba; 
lecz przez krzywdy i nlc;czarnie, poniesione nie- 
winnie, dost,\pil jako czlowiek najwyzszego kro- 
Jowania. U stop gory Oliwnej poczc;la siC; J ego 
mc;ka, a na szczycie Golgoty koniec mc;ki, po- 
czqtek wspanialosci wiecznej. 
Tak w slady Mistrza szedl pierwszy mc;- 
czennik Szczepan, tak cierpieli wszyscy swic;ci, 
co poniesli smierc za wiarc;. 0 wielu z nich czy- 
talyscie w tej ksiqzce, kochane dzieci, mozecie 
wic;c teraz rozumiec, jak . nieopisanie wielkC\ 
jest nagroda, iezeli dla niej dajq sic; ludzie kato- 
wac i zabijac. Znosili dlugie i okrutne mc;czar- 
nie, 0 ktorych czytac nawet nie mogliscie bez 
przerazenia. 
Chrystus Pan powiedzial: "K r 6 I est w 0 
n i e b i e ski e g w a I t c i e r p i, i g w a I tow - 
nicy zdobywaj,\ je". 
Czy ktore z was zadawalo juz sobie gwalt 
czyli przymus, aby bye poslusznym, poboznym, 
lagodnym? Aby zachowat niewinnost, bye mi- 
losiernym, cierpliwym? 
Jezeli z lask'\ boz'\ dostanlemy sic; do Nieba, 
to tylko za ten przymus w pelnieniu uczynko\v 
dobrych, a wystrzeganiu sic; grzechu. Z a t 0
>>>
254 


przyjrnie nas Pan Jezus pornif:dzy Swych Swic;- 
tych do Nieba. 
Ty, kt6ry czytasz te slowa, rozwaz, pornysl, 
jak ci siC; zdaje, bc;dziesz ty kiedy swic;tyrn? 
Nierna posredniej dro
i : albo swic;tym - albo 
potc;pionym. 
Ach, te dwa slowa po\vinny bye \vszystkielTI 
dla nas! Zastan6w sic; dobrze. 
Za przykladern tych rnlodziutkich swic;tych, 
o kt6rych czytales, zyj poczciwie, sluchaj star- 
szych, ucz sic; pilnie, a przedewszystkiem ucie- 
kaj od grzechu! Ach, uciekaj od grzechu! ModI 
si
 do najrnilszego Dzieciqtka J ezus, do J ego 
Matki przeczystej, aby ci przychodzili z pornoc
. 
Zbawiciel oczekuje tego, bysrny.go prosili. Prze- 
cie nato dal siC; ukrzyzowac, aby nam niebo 
otworzyl. 
Pomysl, dziecko drogie, za kazdy najrnniej- 
czy dobry uczynek, za kazd q zwycic;zonq po- 
kus
, za kazd q przykrosc zniesionq cierpliwie, 
jczeli byly z milosci dla Boga, otrzymasz sowi- 
t(\ nagrodc;. Pornysl nad tern i g'rornadz skarby 
na zywot wieczny! 


. ,.
>>>
SPIS RZECZY. 


Niech b
dzie pochwalony Jezus Chrystus! 
1. Najswi
tsza Panna Marja 
2. Aniol Str6z . 
3. Swi
ty Alojzy Gonzaga 
4. Barttomieja Capitanio . 
5. Cyryl, maly m
czennik 
6. Blogoslawiona Marja Lataste 
7. Swi
ty Marcin . 
8. Swi
ta R6za z Limy 
9. Mali m
czennicy japoIiscy 
10. Swi
ta Teresa \ . 
11. Swi
ty Kazimierz 
12. Swi
ta Germana Cousin 
13. Swi
ty Franciszek Salezy 
14. Swi
ta Elzbieta Turyngijska" 
15. Swi
ty Paschalis Baylon 
16. Swi
ta Agnieszka. . 
17. Swi
ty Jan Berchmans . 
18. Swi
ta Lidwina .. 
19. Swi
ty Bernardyn SienneIiski . 
20. Swi
ty Majoryk i inni mali m
czennicy 
21. Brog. Marja Teresa, arcyksi
zniczka austrjacka 
22. Swi
ty Stanislaw Kostka 
Powr6t do ojczyzny 


Str. 


5 
20 
28 
35 
45 
55 
61 
73 
81 
94 
. 108 
. 118 
. 124 
. 135 
144 
. 154 
. 166 
. 175 
. 188 
. 201 
. 201 
. 216 
. . 222 
. 243 


,
>>>
ERRA TUM. 


Na str. 124 zamiast "Btogostawiona 
Germana Cousin" czytaj ..Swi
ta". 


.
>>>