Wiadomości, R. 22 nr 20 (1102), 1967

London, 14th May 1967 


R,'giRtEred at the G. P. O. aR a new"papel' 


I Dziś 6 stron 
I 


Cena 3s. 9d. 


Rok XXII nr 20 (1102) 
LONDYN 


14 maja 1967 


NtI$ze "I"II/one w/erlze 


Ited,lkl"j.1 .. \\ iadomo-l'i" 7wl....cił.1 "i,', zw I ;u'a h,h jt.s/., /.t. SI... Z\\ "",,'i ,!o 
!o,7cregu WSI1,,111I m'ow nil,ow z 1)1 osh.! o W} 1)1'.1111 e z t'ult'j litel'atlll,\ po!,."il"j. 
0.1 jt'j IlU' /..,1 klin Ó, dl\\ iii o b.'t'III'J. jt..hwg"o, nit'/.h} I ,llngil'go n ier sl..I, 1,1..- 
l'} dla IIt.zpstnil,.a tej ankicI}' jl'sl jego wi,rs/.cm uluhi'HI} m, \\ idu"lolnit' 
orl,Z\ l} \\ au} m, umi,tn} lU Zdilen nc II.I Ilami...ć, szczego:ni,. eenio.I}'1Il - i 
o "r"ll,il' II/.ao.;adnil'nic 1,lkic
o W} honl. \Vil'ł "zc le Wł';1/. Z IIz.lsadnieni.lmi 
b...dą si,. ul,a/.}'w u,: w mial.... napł} wu odl)owicd7i. daj;!.' w ten sl)osoh rorlz.lj 
fi4
łej aniolo
ii \\ iCI'sz} 1)(Ilskich wil'cznie mlod} "h Ż} W} ,'h dla (III'Z}- 
najmnit'j jcdnego) \\ "IJI)!cze"neg.o CZ} Ich:ika. 


PI osi Ul}' o \\} haczenie l)(Imii:i...ć W liscle /.aproszon}'ch. 

adnc ni.' h} lo 
zamiel'zo:Il', WsZ} sI kic W} nikł} z lel'hnic /.n}'ch Irudno,.,ci "lilII ządzeniu listy 
prRwdziw ie I)elnej. Zal)ro"zenie nasze kieł'ujem}' ue,,/. l:! do WSZ} stl,it'h 
mi'o-nil,t)\\ poezji. znan} ch i nicznan} ch. Oth)owiedzi na ogi,lne /.a!)\'oszeIllC 
Ilrzyjmicm}' /. I'ÓW11:! wrlzi...cznościq joli, wieł'".
e i uz,I.;.t.lnienia l1;u1;',.,la.:c 
PI z
z imiennie zalll'os/.on}'ch, w ohu wY()ddkach z.lstl'ze/{ając sobie I'ed"k- 
C)' jn} I))"Z},\\ ilej dubOl'u. \V) hl'an) w iel's/, nic może pl' /.e"raCZut' dwu łanu.w 
naszego l} godnil,.t, a uzasadnienie -- I st,'un mol,.,/.} nUllisll z inlel"liniolUli. 


" ł 100 nr. "Wiadomości" ukazały się pierwsze odpowiedzi 


J[.'Iłn:GO PIETRKIEWICZA, IGNACEGO WIENIEWSKIFGO 
i !\1ICHAŁA CHMIFLO\\C A. 


W bieżącym nr. na str. 3 ogłaszamy mlpowit'di 
"ITA TARNOWSKIEGO 
który wybrał wiers7 Jana Kasprowicza z "Księgi ubogich" 


oraŁ odpowiedź-nspomnienie 


TADElTSZA WITTLlNA 


który opowiada. jak Józef Węgrzyn wzbudził w nim miłość do fragmentu 
"żmii" Julius7a Slowackiego. 


W dalszych numerach ..Wiadomości" ukażą się m.in. odpowiedzi 
ANDRZEJA CHCIUKA, ADAMA CZERNI A WSh.IEGO. ZYL- 
!\1UNT A M. JABŁOŃSKIEGO, MIECZYSŁAW A LURCZYŃSKIEGO. 
JtJLlUSZA MIEROSZEWSKmGO. MICHAŁA K. P A WLlKOWSKIE- 
GO, BRONISŁAWA PRZYŁUSKIEGO, EDWARDA RACZYł"'iSKIł:- 
(;0. TY\10NA TFRLEf'KIEGO WIKTORA WElNTRAl'BA. 


JAN KASPROWICZ 


Z "Księgi ubogich" 


.\ /e lila lu nic szcz.rgólnego. 
żadnych III dziwów swiala: 
FUllllaml't/l z skalnych odłalllÓw, 
/. jJla::.Ów .\W'l'r1ww)'ch l hala. 


]'/z('(l chall mały oglódek, 
ł w n/III - o ludz.le zmęczeni! 
C::.uwa t/(ul naszym spoczYllkil'1II 
R:qd pewnych sIebie jaslet/i. 


Rldo?)'ł swoje korony - 
O ludz.le /lękani silUcheIII! 
Sad zrębelll naszego domu, 
Xad do/t/u lUl\zego da(lwIII,.. 


Sie ma lu nic ,\ZczegÓlnego... 
D/()ga SIę HHlje pod plotem 
...."ąd ot/a l dokąd Pledz.le, 
/Jrflll'le me IIlYIlę u tYIII... 


no na cÓi talw Iwiadol/loll 
O ludzil' zbyllllo ciekawi!? 
POIat/rk wze.\'Z('dl nad drugą, 
J), oga sir w blaskach plazOl! 


.1(1I! Dokąd wy tak śp,es::.ycie, 
() lud::'ll' tęslwo/q gnat/i? 
Tu las Jesl, tu potok szumi, 
lI'yzwololl z głaźnej u/chlani. 


,Vie ma tu nic szczególt/ego... 
D::,woll Się odezwał z wież'Y 
\1' CZrTW(owYc/1 omi.acll imllldnia 
1'(IIUl roz/iwitla leiy. 


Pm.bywa się lIloje serce - 
O 11ld::.ie żyjący nadzieją! - 
H ',\:::.ela la ej .\Iwzy, gdy widzę, 
fak I/aw)' SIlIlal Się 1l1l1iqq. 


Cdv .\tojąc w /}rogacl1 lej (I/(ltv 
O ludzie żąd /H l}(}ga('tlL'fl! - 
II' veiągalll rę('(' i zgm n ia III 
"ilw / by Ro:c{!,o wład::.tll'a... 


XIl' ma III nic szczegÓlnego", 
no jaki:'. (ud 111 być liwie, 
(;d::.ie w WIl'( zÓ,. na gńnkir 11 
::.('zylacll 
lagll'iq 
ię ognir Boie, 


Zaga
ł'Y! . '. Że zgasł)' tak prędkn 
() ludzie iywota chciwi! - 
l żr zagawqf 1II1Isiah, 
.\'11: t tu 
if( temn nil' dziwi. 


Z f!.lębill h'ch mrokÓw błł:kill1vch 
lVal('zqC'\' z: chwic}llOlriq l/ldzie! - 
PrZ)' /}lywa Iw umie dzi.1 /1ell'1IOśl 
() C/Ill::.ie i () nie-('udzir... 


Nie ma tlt nic szczegull1egn, 
ludnych tlt dziwów świata: 
F/lndaltlt'nt z: 
kalnvch odlamÓlI'. 
Z płazuw ;wierknwych ('ha ta. 


JóZEF 


CZAPSKI 


. 


os 


KSI4ZKł; tę yi::;ać zacząlem w . r. 
H)4
 w szpitalu w !.\Ieszchedzle, 
zaraz JlO opuszczeni u Ro
j i ,;owit:c- 
kiej. Chciałem utrw.dić w pamięci 
ten naw.lł wspommtcń, dac świadec- 
two tego co przeżyłem, widzialpm i 
slyszalt'm. NIc więcej. DZiŚ, pu 
o 
latach, książka ta ma Się ukazać w 
tlumaczeniu niemit:ckim. 
\Vydawcol niemącki zapI'oponował 
mi, bym dodał po::;ło\\ ie, aktualizuJ:!- 
ce tę ksi
!żkę "Nit.ch pan w tym po- 
RIowIu napisze co się od tlgO czasu 
iStalo między Wschodem a Zacho- 
dem". Nie jestem ani historykiem 
am pohtyklem, me podJąłbym się 
tego zadania, ktore zreszt.! z kome- 
cznoścl przem,;nąć by musiału skro- 
mne ramy tych wspomnitń, zmie- 
mć cały charaktpI' kSH!żki, ale rozu- 
miem ze po tylu l,ltach potrzebuje 
on.1 dopell1lenia. 
."KIe wydawaj tej książki po nie- 
I1l1ecku - mowl mi mOJ przYJaciel 
Angli
. :- DZIŚ, gdy nawiązuje się 
odpl'ęzemc nu«:dzy Wschodem a Za- 
chodem, ksiązka ta mogłaby dać ar- 
gumenty nacjonahstom lIIemleckllll 
Pl'zeciw odprężeniu". 
"Nie wydawaj tej ksh!żki 110 me- 
mltcku l \Ile piSZ mc u Niemczech 
- mówI mi przYJaciel Z Polski. 
Cokolwiek byś napisał będzi(-sz u 
II,'S uznany za neofaszystę". 
Każda z takich rad tylko zachęca 
mnie do wydania tpj książki w 
!I;.lemczech I do napisania poslowia, 
nIe ogląd,IJ'
c SIę na politykę, pro- 
pagamlę, pedagogię czy montlne 
cpnzury. Dać śWiadectwo tpmu co 
b
 lo (to wszystko w ŚWltcCle, w nas 
n
e tylko bytu, 
lle potencjalnie Jest), 
I}le zamazywac i gluszyć ale na 
sWlaUo wypmwadzlć, t,! drogą sie- 
bie samego, może i innych, próbo- 
w.ać u
.o
nić od It'uclzn, goryczy I 
11IenaWlSCI. 
Chcę opowiedzieć w tym poslowi\. 
o da
sz.ych 
osach ludzi, o których 
w kSlązce pisałem, ale Jak pisać o 
I
h losie me wspominając u wieś- 
ciach Z Polski z tamtych lat, ktore 
całe naSZe myślenie I CZUcie wow- 
czas kształtowały? Te wieści które 
w Rosji jeszcze docierały :10 na- 
szych obozów pl'Zez radio komuni- 
katy i pisma sowieckie, a potem już 
na stosunkowej wolnosci, przez pi- 
sma polskie I angielskie, które uo- 
cho

ały do. na nowo twol'zącej się 
armII polskieJ, z fotokopiami tajnPJ 
prasy krajoweJ, :..djęCHIIlIl zmasaKro- 
wanych, l.ortul'uwanych, ai; pu w 
gruzach i śmieciach leżąt:ą głową 
('hopilla ze slt'zaskanego przez 
Niemcow pommka. 
Miehśmy tam bliskich, śmiertel- 
nie zagrożonych i to nas wszystkich 
w. jedną mdzinę łączylo Jak nigdy. 
IIIt1er panował lIad Polską, jeJ za- 
gład«: ogło,;11 przy surmach propa- 
wwdy I entuzJastyczneJ czy chot:by 
bierneJ akceptacJI swych zamierzeń 
{H'ZeZ dl'uzgocącą większość namdu 
niemilc1upgo. 
Te wieści z Polski p.rzec.h
dzily 
nasz,! Imaginację: przecie JUZ od 
J,;sle';1i L
;;9 żeby oczyścić ziemię dla 
lIIemllckleJ kol?nizacjl, zaczyna Się 
n1a
owe przesIedlame, wyrzucanie 
t
slęcy chłopów z ich siedzib, Ży- 
dow I PolaklJw z miast I miasteczek 
zachodniej części Polski przylączo- 
nej do Niemiec na już przeludnione 
tel'eny, tzw. Generalgouvernemenl. 
C
 dZlpń naplywaly wowczas pocią- 
g: pel11e wygnańców z Zachodu, "nie- 
ktol'e z nich byly napełnione samy- 
mi trupami", jak to stwierdził sam 
g'enerał gubel'llator Frank w r. 1942, 
Potem, w samym Generalgouverne- 
ment "oczyszczano" całe tereny pę- 
dząc na głód i śmierć nowe tłumy 
chlopów, planując i tu Niemców o- 
siedlić. 
Już w listopadzie 19:39 wszy- 
scy wykladający na Uniwel'sytecie 
Jagiellońskim (jednym z naj starszych 
uniwersytetów Europy środkowej) 
zostali zaaresztowani Iwywleziem 
do Sachsenhausen. OperacJa ta na- 
zywa się "Sonderkommando Krakau". 
U miera w Sachsenhausen szpreg naj- 
wybitniejszych profesorów, po ty- 
godniach znęcan, upokorzeń. Każą 
im, a wśród nich są schorowam 
Rtarcy, godzinami stać Ze zgolonymi 
głowami, w łachmanach na apelach 
I śpiewać "Wir wollen singen und 
fl'ohlich sein".*') 
Za co? Za usiłowanie otwarcia 
uczelni - "akt zlośliwy i wrogi wo- 
bec Rzeszy Niemieckiej". 
Bo też Polacy dziesiątkowani na 
wlasnej ziemi, nie mieli prawa ist- 
meć inaczej niż niemi i calkowicie 
bezbronni niewolnicy, i to do czasu 
gdy zapadnie wyrok fizycznej ekster- 
minacji całego narodu. 
Przecie już 6 czerwca 1940 Frank, 
protektor Generałgubel'lllltorstwa, 
tego skrawka Polski, do którego 
wtłoczono ponad półtora miliona 
Polaków i Zydów, z wlączonych cał- 
kowicie do Rzeszy ziem polskich, 
powiedział w wywiadzie dla "V oel- 
kischer Bpobachter" w związku z 
rozplak.ltowaniem w Czechach wia- 
domości o rozstrzelaniu siedmiu stu- 
,lentbw czeskich: "Gdybym nakazał 
rozklejanie afiszów takiej tl'€ści w 
Polsce, za każdym razem gdy kazt: 
rozstrzelać siedmiu Polakow, lasy 
pulskie nie wystarczylyby na fabry- 
kację papieru". 
Czy mam wracać po latach do 
opisu spraw, o których wie każdy, 
który o tym chciał się dowiedzieć, 
a teraz pragnąłby z pamięci swojej 
tamten koszmar wymazać? Jak obejść 
wspomnieni a tamtych lat powierzcho- 
*) W marcu b.r. w wydawnictwie 
I,olońskim I{ielwnheuer und Witsch u- 
kazała !'it. moja ksi,!i;ka ,.1' II 111 en- 
schliche Enle". niemiecki IJrzekład 
"X a nieludzkiej ziemi" z dodatkiem 
"Posłowia". sześciu nowych I'ozd/.ia- 
łi,w l)is.tn)Ch z m
 śla o czytelniku 
niemieckim. "h'ak". to pierwszy roz- 
dział "Posłowia". Ponadlo do ksi4żki 
dolączonr ,
ostał anpks I).t. "Prawd" 
II h.ahmu . 
'*),:Chcpmy śpiewać i być wespłi", 


TYGODNIK 


. 
OW I e 


Rozdział I: IRAK *) 
wnie zatal.t!', a jpszcze tak żywe, 
nawPt. u .ludzl, ktol'zy .wówczas byh 
dZlecml, zywe dla mlhona ludzI w 
Polsce, wc.ale 
ie antyniemieckiPj 
tylko dZięki o.flcJalneJ propagandzie 
uporczywl
 J,ednokie\'Unkowpj (bo 
l!rzecle Katyn, zbrodnia sowipcka, 
Jest n.adal w Polsce tematem tabu), 
ale meraz Iwmlmo. tej pl'Opagandy. 

 w,;p.ommema wCI,!gaJ.! mnie dalej 
I. ,dal
J ,
o sprawy za,;adniczej, t y- 

zą
eJ kazdego z. nas, na,;zego wspol- 
zycla w EUI'ople, stosunku dzzś I 
na przyszłość Poklka do Niemców 
l Niemca do Polako w . 
* 
Bylem jednym z ostatnich z armii 
Andel;a. ktory 
puszczal jesiemą 
1942 ZWI:!zek Sowiecki IH'ZPZ grani- 
Ce pers,ką. ';Y tym s
lmy.m mku wyply- 
lIęlo tam ,(J,
OO zolmerzy polskich 
z d.oląc
onypll. do lt'anRportu ;)O,OUO 
kobiet I dZiecI. 
\\'s
y
cy zołmel'ze I uOl'astająca 
młodzlez zdolna do nosze ma broni 
CZy do pomocniczeJ służby w wojsku 
przel'zuce.1II zostali do Iraku. Wla
 
dze angIelskie w POI'ozumiemu z 
rząden
 PO
S
Iłl:ł wywIOzły kublety z 
małY
1I ,,
zle
ml JUŻ z Iranu do In- 
l
II,. Keml, Libanu i nawet l\Ieksyku. 

dzle stworzono. 1Il! warunki życia, 
szczyt. serdeczneJ I mądreJ opieki 
w.porownamu z ich losem w SOwie- 
ckich kołchozach. W Iraku żołmerze 
Ze wszystkich obozo w z l{osji lączą 
::;1ę. z BI'ygadą Karpacką gen, Ko- 
p,


kll:g
. . 'ł:a ostatnia formacja 
1I1la

1 JUz sWletną kartę w walkach 
z. N lemcal

: Tobruk, ofensywa na 
(:azalę, Libia l dalsze dzialania w 
CYI'enaJce. Pod dowudzlwem g'en. 
Ande
'sa, ktol'y nas z Rosji wy pro- 
wa?zlł, twor.zy Się tam na nowo 
wOJsk? polskl
,. pod oficjalną nazwą 
"Ąr!
1I PolskieJ na Bliskim Wscho- 

zle . zołmez:z,. który Rosję Sowiec- 
ką ?pu
clł, cn';lał. przede wszystkim 
mlet: bron, ktorej mu Sowiety nie 

I!:waly, chcI
ł Się blC z Niemcami, 
ISC na,Jl'Ont Jak naJszybciej, Od paź- 
dZI
rmka l!:l42 broń zaczyna do 
wOJska napływać, ale dla żołnierzy 
dopływ tł:n zdał Się zbyt. wulny. W 

anal,hlme, pierwszym naszym Mu- 
zie pod Bagdadpm, wybucha epide- 
mia z.nalarll. Anders opowiada 
w. swoich wspo!umeniach Jak od- 
w.ledzal 
h0.ry
h I 
odaje: "zołnierze 
me skal'z
h Się. am na churoby, am 
na pust.ymę, api. na upaly. Narzekali 

ylko, ze br
n. I sl!ł'zęt przychodzą 
zbyt pow uh I ze lIIe mogą się 11'1- 
leżycie szkolić". . 
Tę upragnioną bruń i upragniony 
sprzęt utrzymuJemy naresZCie _ 
armaty, ;zołgl, !ysl4ce jeepów. W 
VII rozdz.lale mOJej książki wspomi- 
nam specJahstę od brom pancernych 
w . Sowietach, gen, Pamfilowa, przy- 
dZielonego. w 
osJi do wojska 1'01- 
s
lego; tWierdził on wówczas, że ta- 
kie przysposobienie zołnierza do no- 
wo
zes.neJ brom trwać musi przy- 
naJmmeJ trzy lata. 
. P,? zimach sowieckich, gdzie ten 
zołmerz, wyczerpany, znOSić musiał 
n:łrozy 
ieraz ponad 4U StOpili, uczy 
SIę on uzytku noweJ dla mego broni w 
morderczym słońcu Iraku, na czol- 
gach, których dotknąć golą ręką nie 
ł:n0ż
 bez ciężkich op
rzeń. Dla tego 
zołmerza, przeważme z kresow 
wsch?dmch, z kl'aju pól, wilgotnych 
łą
 I gęstych lasów, adaptacja do 

hmatu, 
o życi
 
 pustyni, rudej 
l wyschleJ, bez CI
!l1a trawy! nie by- 
ła ła
wa., l\JI
wahsmy, po kIlka wy- 
pa
lk0'Y clęzklch uda.row słonecznych 
dZlenme, traflaly Się nieraz nagłe 
zaburzenia umyslowe, Jeden z żoł- 
nierzy n,1 warcie, w upalne połud- 
n
e, strzelać zacząl ?O slońca. Żoł- 
mł:rz
 
boz.u układa

 na wyschlej 
ubiteJ zlen
l "kl
mby . Były to zwy- 
kle herby Ich miast rodzinnych Lwo- 
wa i Wilna, z kamieni ułożone. 
To wojsko JESt po zaledwie roku 
Intensywnego szkolenia jPdnostką 
nowoczesną, zE1.0toryzowaną, gotow,! 
do walki. Juz w styczniu 1944 
wchodzi w akcję na froncie wlos- 
kim. 
Te lasY,.namiotów w Kanakhinie, 
Mosul?, Klr
u
u, a potem w Pa- 
lestyme, Egipcie, we Włoszech _ 
czy to było wojsko. w klasycznym, 
normalnym znaczemu tego słowa '! 
To. był 
arod w drodze do Ziemi 
?
leca
eJ, .do Polski. W wojsku mie- 
11!
my z?ł1l1er
y, ale tymi żołnierza- 
mI, byh. wowczas starcy, ludzie, 

tol'yc,h zadny. pobór by nie w.ziąl 
I kO
lety pelmące służbę pomocni- 
cZ.ą, I 1
 :-15-letni chłopcy, którzy 
wiek. s
oJ fals
owali by tylko być 
przYJę
1 do wOJska. W tej "małej 
Pol
ce . na pustyni trzeba bylo stwo- 
I'zyc. mI;! tylko przygotowame bojo- 
we zołmprza ale także ratować zer- 
wany. wązi11:tki nurt myśli, kultury, 
n
ukl: 4 pisma, 3 teatry (jeden z 
mch gral w pustyni, potem we Wło- 
szech F,redrę i Moliera). Odczyty, 
wydawmct,wo ksi:lżek od czytanek 
dla młodzieży po Mickiewiczowskie- 
go "Pana ,!ade
sza", te epopeję na- 
rodow,
, ktora Się rozeszła w wojsku 
w dwóch wydaniach w 10.OUO 
egzemplarzy, po wydawnictwo tomi- 
ków, esejów, poezji zolniel'zy Kor- 
pusu'. młodrch poetów, pisal'zy. Tu 
chodziło o JesZCZe coś znacznie waż- 
niejs
ego. Trzeba bylo stworzyć wa- 
runki. które by umożłiwiły naukę 
tym dorastającym chłopcom i dziew- 
czę
om przygarniętym w Rosji przpz 
WOJsko (byli wśrod nich powrotni 
analfabeci po trzech latach Rosji), 
Dla mlodzieży w wieku przedpobo- 
rowym zorganizowano gimnazja, 
szkoły techniczne, ktore po wyrusze- 
niu woj::;k:ł na front włoski pozosta- 
ły na Bliskim Wschodzie (Palesty- 
na, Egipt, Liban). 
Dla żolnierzy powstaje w Palesty- 
nie pierwsze gimnazjum ogółno- 
kształcące, później zaś we Włoszech 
jest przy każdej dywizji gimna- 
zjum ogólnokształcące, luh technicz- 
nI', a w hazie KOI pnsll - ai; trzy 
gimnazJa. 


Nit' ,jeden oficel' zawodowy zży- 
n
'll Się na takle pomysly. Nauka': 
Na 
o bt:dzle z IWSZC czas w Wal'- 

zaWIł:' dZIś mech sit;' chlopcy ucz:! 
Jak Się obchodzić z karabmpm ma- 

zynowym. Reszta ni£ważna' 
. 
organizowany został 'WydZI,tl 
(',;wlaty w rękach wybltnpg-o n,IU- 
kowca, byłego wiceministra oświaty 
w Polsce, PI'of. Aleksandrowicza 
Nie bylo tam nic z nauki pozornej: 
:\latury. do których tych chłopc.J\v 
d,
pmwadzono już we \Vloszteh, 
Imały nt;rmalne wymagania polskich 
IIl'zulwoJennych matur. Jednocześni.. 
.lachęca Się młodzież d,) stUdiÓW uni- 
w.ers:ytpckich w Rzymip, w Mediola- 
III
 I. Tlll'y!lIe, tak że pod koniec 
dZiała n wOJennych 4.0UII żolnierzv 
pI'zpbywa w gimnazjach i na uni- 
wl'rsytetach. 
. St wOI'zenie całego .tpar'ltu, zdohy- 
Cle pel'sonelu nauczaj4cEgo, tp
o t:ik 
bezcennego elementu również i w h- 
mi,. z kt
"ym i;aden dowódc.1 roz- 
,;tac S.lę lIIe chciał, było nie lada dll- 
konamem, nie do pomyślcnia bez 

l'Ozunl1ema wagi dla tej spr.lWv i 
I pomocy wyższego dowództwa. Ti'ze- 
ba było przy tym wydać n:1 nowo 

zerpg podręczmków szkolnych lub 
Je Ilowlelać. Iluż młodych 
ołm€l'zv 
szlu podczas walk we Wloszech n:1 
patr?le z podl'ęcznikami lt'ygono- 
metl'll czy historii w plecakach; je- 

It n z wykładowcJw, ktllry byl l;) lat 
mspekturem szkolnym, opowiadał mi 
wllwc,,:as,. że podczas praktyki ca- 
łfgo zY;la w 
olscp takieJ pilności 
mgdy me wIdztaI, że musial codzień 
wrlączać św
atło elektryczne w na- 
Illlotach, gdzie ta młodzież mipszka- 
ła, by Ich do snu zmusić. 
W ofensywl.e w.losl"jPj wszyscy do- 
wodcy d
pom1l1al.. Się właśme o tę 
uczącą Się młodzież. W moich "las- 
kich notatkach z 22 kwietnia I !1-t4 
notUje uroczystość w Castpl Pie- 
l1'Oso wI'ęczpnia świadectw matu- 
raln
T
 t
kim kilkudziesięciu mło- 
dym zołmerzom, ktorzy zaledwie 
trzy tygodme później bmli już 
urlzlal w walkach. Ojciec j(dnpO"o z 
tych 

łopc
w! za
itpgo w kampanil 
włoskieJ, mowlł mi wowczas że około 
7U7,: Jego kolegow zginęło w ofen- 

Y'Yle włoRklej. To byl elt'mpnt naj- 
sm-łp!s,:y, n:tjint,;lig.entniejszy, naJ- 
hUJnleJ gotowy zyclPm płacIł'. 
* 
D
iś n
yślę o tym pierw:zym po 
RusJI lecie w Iraku, potpm w Pa- 
l
sIYllle, roku PI'.lygotowań wojen 
nych,. g?rączkl l)\'ganizacJI, jak u 
ok!'
"le zyc.la naszego pełnym na- 
dZI
I, prawie rado"llym. Jak tu byc 
moze? 
.Obuz
 
 pustyni: przeczysta pa- 
wia llI.ebleskość nieba, delikatn,1 
g,;omttna białych namiotów. Ku 
wle
zor0.wi w suchym powleh'zu ten 
na
1 peJzaż o tak pelnym, corotow- 
skun 
Ias
ceniu światlem, o takieJ 
u.I'ze,kaJąceJ logice przezroczystych 
CIPm, logice, ktura się nam tak me 
narzuca w bogatym, zadrzewionym i 
z
budowanym pejzażu. Rude, to zlo- 
clste, to cZerwonawe aż po horyzont 
płaszczyzny, jakby I'ęka dziecka na- 
r¥sowane, czas,lmi jak" pod Kil'ku- 
klem delikatny kontUl' różowych 
k!':
głxch,. falistych wzgJrz, nagich 

uw1l\eż Jak peJzaż księzycowy. AIII 
siadu palm w pobliżu, Jeszcz
 mi 
cza
u do cza"u potęzny gąSZCz kak- 
tUS?W, lu
 ostów -:- tych samych 
ostow, k
oryc
. dehkatną galązkę, 
symbol w.
ernoscl, trz
'ma w ręku 
młody DUł'er na autoportrecie dla 
na.rzeczonej - ,Ile tu te osty są po- 
t
znp, rozrosle, wal wplątanych w 
sl
ble krzaków, pokal'm dla wielbh!- 
dow, są wyschle, żółte i tn
 j Ik mie- 
Cze. . A potem nocą te same białp 
';lamlOty, am jedną chmurką, ani 
Jednym. drzewem n,le zaslonięt.a ko- 
pul
 llIeba, ai; śwwcąca miriadami 
gWiazd. 
Jedna z pI'zypowiŁści Salomono- 
wych w Bibhi urzmi w tłumaczpniu 
angiplskim: "The people perish with- 
O?t vision". Miehśmy wowczas wi- 
zJę, cała tradycja patriotyczna i ro- 
mantyczna wśród Polaków, jakby na 
nowo odrodzona, kazała nam WIPl'ZYĆ 
w ,,
prawiedliwość dziejów". Cała 

oeZ:Ja romantyczna, którą tylu z 
zołn!erzy kuło w szkolach polskich, 
a llIeraz słuchało obojętnie na ofi- 
cjalnych akademiach Polski niepod- 
łegle
, nagle stała się znów aktual- 
na, Jakby dla nas tylko pisana. 
Mickiewicz, ponad 100 lat wcze- 
śniej, modlił się ,,0 wojne powszech- 
ną za wolność ludów" 


() brU/l i {J1'ły narodowe 
O :!mierć szczę{;liwą na pulu /Iitlt"l! 
(To był czas, gdy Michelet płakał 
ze wzruszenia na widok sztandat.u 
młodych NienIlPc). Mlehśmy tę woj- 
nę powszechną i cala prasa alianc- 

a 
 dobra. i ze złą wiarą t.rąbila 
ze Jest ona "za wotność ludów" l 
nam się zdawalo ze "zbrodnie ty
'a- 
nów" przeważyły szalę i zbu,lzily 
11.Irpszcie sumie1l\e świat.a. Ho też 
nie do zniesienia groźne wiado- 
I
ości napływały do nas coraz peł- 
1I\PJ. W pierwszych miesiącach 
I'. 1943 dO
ladujpmy się u nowych 
falach wysiedleń w Gubernii Gene- 
ralnej. 50'10 chlopów z Zamojszczyz- 
ny wysiedlono w końcu r. UJ42, i na 
początku 1943 idzie nowa fala wy- 
siedkń. Z kilku powiatów w Lubel- 
s
cz
źnie zamierzają Niemcy wy- 
sIedlić 200 tysięcy ludzi, by tam 
umie
cić Niemców z Chorwacji i 
ŁodzI. Ludność ładują w najwięk- 
sze mrozy do wagunów. Zdolni do 
pracy jadą na mboty do Niemitc. 
Starców, matki z niemowlętami roz- 
lat
owuje się po przepdnionych 
WSiach powiat6w sąsiednich. Szcze- 
go.ły SCen rozdzi€l'ających, które się 
wowcza!; odbywaj4, doch. dZą do mnie 
późniPj od naocznych świadków. 
Stal'cow na nuszach porzuca się na 
stacjach. w Siedlcach wynoszą z wa- 
gunów 40 trupow /.amarznięty,'h, na 
torze lp.lY dZleVl czynka martwa w 


Redakcja i administracja: 61 Great Russell 
Street, London, W.C.1, tel. CHA :
t}44. - Pre- 
numerata kwartalna 33s., w Stanach Zjed- 
noczonych I K'lnadzie $5.2:1, w Belgii 230 fr. 
belg., we Fmncji 
4 fr., w Niemczech 21 DM 
w Szwajcarii 24 fr. szw., we Włoszech 290Ó 
lirów, w innych kmjach równow:l1".ość $3.2;). 
- Zmiana adresu 1s. - Czeki należy wy- 
stawiać na "Wiadomości". - Ogłoszenia: ad- 
mimstracj.\ "Wi:tdomości". CewI za 1 cal X 
1 szpalta 3Us. 


Józef Czapski w Bagdadzie. r. 19-t3 
ł1lŁb.t.SKIIII plaszczyku. sWladpk tej egzekucji publicznej. Trzebińskl 
:ceny sl
'szy głusny ŚmllCI1 N iem- ?yl tt'zecim z rzędu Z.lstl'zelonym, 
cow: ,,
In blodes Volk". J:!k JPgu poprzpdnicy, ł'£daktorem 
DziecI starsZe kieruje SIę do R/.e- p:s
a" kunspII'ac'Yjnego "Sztuka i 
sZy IJI'ZPZ Warszawę - 11,1 V olks- N al'od , czwal'ty I'edaktol' tegu plS- 
deulschuw. (Już w r. 194U general ma Tadeusz GaJcy zginie w 2:
-im ro- 
gubenmtol' FI'ank purUSZd plan ku życia, już podczas Powstam.1 
zmemc/.pma dZieCI u mpbilskicl1 u- \Yarsz.lwy, wysadzony w powietrze 
czaCh I blond włosach). la wladu- /. całą placowką powst,lńczą. 
mość bły,;kawicznie dociera du War- 
:zawy, c.lłe mlolsto zelektryzow'\11P, 
tłumy na stacji probują z naraże- 
mem żYCia wyKranać te dZICCI, Ud,l- 
Je Im Się kIlKOI'O wyl'wac z w,lgo- 
now, ratować Je - 00 czego! 0,1 os- 
t.atmeJ hantJy, dla tego mldSta gOI'- 
szeJ mż śmle\'ć - hańby być N IPIII- 
Cem. 
l{uch oporu rośnie z milsi,!ca na 
nlleSląc, dynamituje transporty me- 
nl1eckle idące do losji cZy z l{oSJI z 
żołnierzami I sprzętem, wysauza tu- 
ry kolejowe. :\lnożą się zam,IChy, 
Olwarte starcia. 
K l!:l-ł3 jest dla nas rokiŁm tra- 
giczneJ śnl1el'cI szeta rządu I na- 
czelnpgo wodza Arml1 POlskieJ gen. 
SIKorsiuego w wypadku samoloto- 
w
m w 1.lbraltarze. \\ tym samym 
JU/. roku arnlla nasza na BI.sklm 
Wschodzie przechodzi do Palestyny 
I tu odbywają się ostatnie wielhle 
manewry al'mll przed jeJ wyrusze- 
llIem do Wioch, na ktore przyuywa 
następca Sikorskiego n,1 stanOWIs- 
ku \\ odza N :łczelnego, gen. Rosn- 
kowskl. 
J eSleli 1943 Imitozy w Polsce do 
naJkrwawszye'h. Tu okres masowych 
l"Uzstrzehwan publicznych. Areszto- 
":anych pr.lyp.1ukowo, nawet wycląg- 

Iętych z tramwaJu stawlalw pod 
sClanę - z Ikładmcy - I rozst\'.le- 

Iwano. W lęŹllloW z centralnŁg.J 
W;ęZIHlla w,u'::;z Iwskitgo, z Pawia- 
ka, przewuzono na miejSCa stnlce- 
lila na główne place Walszlwy, w 
paplProwych koszutach, bo,;o, uawa- 
no Im uPI'zedmo zastrz
'kl by Się 
lIIe szarpali w więzach. Nie było 
li.r/.ykow, usta skazanycH zalewano 
gipsem. Trupy wywozOIlO po tgze- 
KUCji. Jezdnia zasypana piaskiem 
ktory n,lsiąka krwią, plac BIl,' na
 
tychmia,;t wuwcz
s zapenuał, przy- 
ulega ludnośc nllasta, rzuca Kwiaty, 
zapala śWIeczki, kt.ore na ZiemI us- 
tawia, są tacy, ktorzy moczą swe 
cnustKI w krwI święteJ, zbieraJą 
mozg na ściauach rozprYŚnięty - 
rehhwle narodowe. NiŁmcy przEcho- 
dzą przez plac z głowami spusz- 
czonynIl. "łan tll'lCKlges, ein \'er- 
saucntes Land" - mOWI Jeden z 
pasJą. 
Tego roku Frank w następuJąCy 
SpOSOD komunikuJe fakt rozstrzela- 
nia l7.UOO zakładmkow polskich, 
tych egzekucji bez Jakiegokolwiek 
sądu, "Nie należy SIę wzruszać 
1/ .00J-anl1 rozstrzelanych polskIch 
zakładnikow, bo to są ot lary wOJenne". 
Na te rozstrzeliwama władze par- 
tyjne sprowadzają z Niemiec mło- 
dZież, prawie dZiecI, żeby Się har- 
towały patrząc otwartymi oczyma 
na mękę mewmnych, na placach 
Warszawy. W tym samym rOKU gl'u- 
pa takieJ młodzieży, coś w rodz'l- 
ju skautow hitlerowskich, wyruszy- 
1.1 z wycieczką do Monlow pod Siedl- 
cami. Wyruszyli na cmentarz i tam 
systematycznie połamah st.oIre drew- 
mane krzyże, powywracali pommkl, 
potem pomaszerowali do ogrodu me- 
go szwagra. On sam dwa lata potem 
zeslany przez Armię CZterwoną zmarł 
w obozie sowieckim. 
Przed domem stała tam m,lła Ma- 
dunna glpsOW,'- W letnie wieczory 
dzieci chodziły się modhć przed tą 
Madonną. Mlodzi chłopcy niemieccy 
bagnetem przedziurawiali jej łono 
I połamali ręce. Jedna z tych rączek 
gipsowych wiele lat leżała na stole 
mojej siostry, świadectwo tego 
"dl'obnego" a jakże symbulit:znego 
"acie gratuit" niemieckich mlodzleń- 
ców. 
Polskie uniwersyttcty, szkoły, z 
wyjątkiem powszechnych, zustały 
zamknięte IH'/.ez Nlemcow na całym 
obsz.arze okupowanegu kraju, z 
chwilą gdy Niemcy kraj zajęli. We- 
dług "Einige Gedanl\.en uber die 
Behandlung dei' FI'emdfoelkischen 
im Osten" Himmlera, Polak "nale- 
żal do "Untermensch\'olk des Os- 
tpns" , ktorego uczyć trzeba będzie 
by umiał hczyć najwyżej do pięcIu- 
set, potlpi,;ywać SwoJe nazwisko i 
wierzyć, że "Bożym nakazem jest 
być Niemcom posłusznym, rzetel. 
nym, pracowitym i uczc.wym". Him- 
miel' uważal że uczyć ich czytania 
nie należy. 
W masuwych rozstrzał Ich tq."o 1'0- 
ku ginie wyrwana ze szkół mlodzież, 
wśród niej z.lstęl) naj młodszej gt'- 
neracji polskich poetów. 
2l-letm Andrzej Trzebiński p.ula 
l
 hRtOP,ld.l na Nowym Swiecie, je,l- 
IIPj z glównych ulic Warszawy, w 



 


ł 


. 


ł 


, 


***)"Tmktat 
1\1 iłosza, 


IlOetycki" l'/.I'sława 


Fot. W. OstrtJwskl 


, 


---- 


J żaden grecki antyczny bohater 
do blt!{,y ".Ie 
zedł tak zbyty nadziei 
z lI'yobrazeme711 swojej bialej 
[czaszki 


IWplll{te} blltem obcego 
[pnecl!odnia ... 


napisze u nich po latach :\Iiłosz, ich 
stal'szy towarzysz. 
Już w maju tpgo roku 22-letni 
l!.oeta Bojarski unIIera z ran, tra- 
f
ony w. bl'zuch, gdy składał wie- 
mec 
 btało-czeI
oną sza1'f1j, u stóp 
P?mm.ka Kopermka w 400-setną rocz- 
mcę Jego ul'Odzin. 


KU]Jel1I;ik lwsąg Niemca czy Polaka 
t;/dadaJąc przed 111111 kwiaty padł 
[BoJarsk. 
Czysta bez l'elu willlla być ofw1'a. 
TI,zebiliski, nowy jakiś polskz 
[Nietzsche 
)11/11 1
lllUrł lista mial wgl]Jsowane 
mur 1 puwołne cl!nwry zU[Jamiętu/ 
sekundę patrząc czarny 1111 oczami. 
HaczYIIRki stuknął czole m () karabiłl 
dałe} gołębze pł()szylo Powstallle 
Gajcy, Struiński byli ]Jud1lleflle/ll 
II' ."ze,'II'une niebo lIa turczy 
[t'kHptuzJ 1***) 


R. 1943 to rówmeż rok ostatecz- 
nej, JUŻ w r. 1942 rozpętanej zagla- 
dy. ludnl
ści żydow
kiej, setek pol- 
skich miasteczek. I osad, zaglatly 
gh.ett I. 
arszawsklego, zyd.3w pol- 
skich I zydow spędzonych z Niemiec 
i wszystkich okup?wanYCh krajów, 
tl? rok powstama żydowskiego, 
pierwszego masowego zrywu na zie- 
miach pl'zez Niemców okupowa- 
nych. Wybucha ono 19 kwietnia Hi- 
tler jes
 jł:szcze u szczytu p
tęgi, 
!Jows
ame .Je
t beznadziPjne, boha- 
terskie, w ImIę samej gudnoścl czło- 
wie
,t i narudu żydowskiego. Likwi- 
dacJa ghetta, obhczona przez Niem- 
ców jako trz
dniowa opemcja, trwa 
cz
ery . tyg?dme z g.orą, wielka Ilość 
NI
mco
 Jest w t
J walce zabitych, 
a zydzl, b£zbronm, paleni, gazowa- 
ni w walących się, plonqcych do- 
mach. w piwnicach i kanałach bl'O- 
III'} się do ostatniego. H maj.! gime 
PI'zywodc.l powstania Mordechaj 
Ani
lewicz i caly jego sztab, 16-gu 
dopl
ro genprał S.S. Stroop zawia- 
damia swych przelożonych o zakoń- 
czeniu "wielkiej opel'acJi". 
Prawie równoczpśnie dociera do 
Polski i do nas w Iraku wiadomość 
u odkryciu 4.000 (w pierwszej wer- 
sji mowa była o 10.000) trupów 
oficerów, jeńców polskich w lasku 
katy
skim - oficerow, ktorych po- 
szuklwama 
 tej kSiążce opisuję. 
Katyń, dokonany przpz Sowiety, 
potężnego sojuszmka naszych sojusz- 
ł:likó
 w. walce z Hitlerem, wywołu- 
Je mpopIsany wstrząs całej opinii 
polskiej w kraju i na świecie. Jak 
zażegnać polityczne skutki takipgo 
faktu? 

la mnie, kt
r
 z Rosji wyszedłem, 
ktOl'y z ram
em
 dowodcy armii 
w posz?klwamu I szarpaniu się i 
szarp
nlU lIl
y
h .0 tych zaginionych 
kolegow zJezdzllem Kujbyszew 
Czkał?w, M
sk
ę i 
 całym zespołen; 
ko
egow ImeSląCatUl i miesiącami 
splsy
ałem, . sprawdzałem, dopelnia- 
łem hsty tysięcy tych ko!egów wiEŚć 
o Katyniu była potwierdzenie
 do- 
wode
u prawdy od dawna prze
idy- 
waneJ. 
N a pierwsLą o tym wiadomość, 
ktl!ł"4 
en. Sikorski przynosi ChuI'- 
chIlIoWI, ten ostatni odpowiada z 
flegmą: "J eżeli umarli, cokolwiek 
by pan rubi
, nie zmartwychwstaną". 
"Milczcie, me czas na wzajemne oh- 
winianie Się" - mówią Anglicy. 
. C
y Polacy pod okupacją, czy 
zoh:llerz . polski ": Iraku i na wszY- 
stklc
 Innych !rontac
; cZy rząd 
polski w Londyme moghsmy się zdo- 
być na . ta
 "poli.tyczne" myślenie'! 
Pod 
a;lsklem opinii polskiej z ca- 
łego S
lata rząd polski zwraca się 
do 
Iędzynaro.dowego Czerwonego 
Krzyza z prosbą. o . zbadanie tej 
spra.wY. Rząd sowIecki, ktory natu- 
ralme pod żadnym warunkiem na 

o się nie może zgodzić, wykorzystu- 
Je tę propozycję dla zerwania sto- 
sunków dyplomatycznych z rządem 
polskim. 
To zerwanie zaciąży decydująco 
n
 t
alszym ro
woju wypadków na 
zlPmmch polskich i tylko ułatwi 
Stali.nl!
i je
o a';ltYI
olską politykę. 
Wle
t: 
 .J.'.atynl1
. JPSzcze bardziej 
pogłębia sWladomosc kai;dego Pola- 
ka uaszego śmiertelnego dWlIstron 
negu zagrożpnia. 


Józef Czapski.
>>>
2 


WIADOMOśCI 


Nr 1102, 14th !I1ay, 1967 


ł 


FRYDERYK GOLDSCHLAG 


. 
. 


! 


' , "'PRAWDZIE me tak dawno, ale 
zawsze Jalne 1:30 lat temu, wy- 
Llał Się pewlPn młody nllsJonarz na 
pod bOJ serc. Nie pOJedyńczych Je- 
dnostek, nie - całego narodu, potęz- 
Ilego, śWletnpgo, mpdostępnEgo. W 
swt'J awanturmczeJ wyprawI p nle- 
nuet:kl pUlh ózny dotarl z Hamburg"a 
do NadrenII, gdzie pl zyszlo mu ze- 
gnal oJczyznę Potrząsał złotynIl 10 
1.,1II1\ I zachwytem karn1\1 swe n'e- 
hleskle, cudu spragmone oczy. Pa- 
trzył na Ren, przyzywa I 1 zecznego 
bożka, by mu !'ię zwierzyć, a zarty 
tt'zymaly Się Jego plOl a. 
Poruszał mm szybko I zWlllnie, 
i\hstrz nad mistrze' A co kaItkom 
zawIHzył. JUZ tchnęlo nlPśmlerteł- 
nośclą WięC Je ludzie, mądrzy I 
przewlduJ1łcy ludzie, pllme groma- 
dzJlI I "kr:7ętl11e chowah, az po wie- 
lu. wielu latach pracowIcI mędrcy 
dobl ah Się do mch, uporządkowah 
I wydah w l1'zech grubych tomach. 
Kazdy z nIch LaWlera conaJmmeJ 500 
drogocennych zwierzeń. Co za ko- 
p.llma OPISOW ówczesnych czasuw I 
ludzkieJ menaL.erll! Co za bogactwo 
myśh a barwnoścI obl'azow! NIC w 
tym dZIwnego, wszak Je plsal Hem- 
liCh Heine, a bez względu na przy- 
paJkuwego ,
dl'e".ita 
 wy,1twca: l l'1
d- 
lich HIIlh) - z mysI,! o powmnoscl 
Heine miał wysokie pOJęCIe o so- 
bie, z czym się mgdy me kryl WięC 
I tpI,IZ sIedząc nLld bl zeglem potęz- 
nPJ rzeki, pUścił wodze sweJ płod- 
neJ fantazJI I skarzył Się na za- 
woJ, Jaki go właśme spotka!. Był 
maJ, sWlezy I IlIawdzlwle wiosenny, 
poet:l liczył na przYJęcie g-odne ro- 
dzaJu sweg-o gemusza, na pląsy lU 
S.lłlk, lubaszne tlgle faunów, a prze 
de wszystkim na rozmowę I błogo- 
"lawIEństwo miejscowego bozka 
 
tymcz'1sem . stary 0JCIl'C Rpn opus- 
clł Się na same dno rzeki I - IZ{CZ 
me podobn.l do WlalY - zaJęty był 
studlOwamem.. fI ancuskleJ gl ama 
tykI _ 
Na,hemę obJęh PI'usacy w l' 181.J 
KultUI,1 I JęZYK hancuskl poszły w 
zapomnienie. Lata płynęły monoton- 
me, ludzie pl zyzwyczal h Się do no- 
wego porządku. Wtem... nagle - 
atmosferyczna ZmIanLI, grozne wyla- 
dowame. Gdzl(:ś medaleko wypędzo 
n., stalfgo kI ola, obrano nOWEgo I 
histona wzbogaciła Się o nową re- 
wulucJę Tym razem - hpcową 
OJciec }{en pott'.ląsnąl n\echęLme 
Lruu1ł. Na stLne lLlta trzpba zasląsc 
du kSlązkl. Uczuny dl Heine styszal 
wyr aZnle Jak stal uszek odmlemał: 
"J alme, tu aunes, II aJme" . SIY- 
s/.ał I tak opisał tę dz wną przygo- 
dę. I 
PI zezOl nos c boga rzecznego uzna 
Z'1 uzasadmoną, Sam go naśladował 
w ostatnich czasach, gdy ostatecz- 
lIIe postanowI I UpUŚCIć mpnllecką OJ- 
czyznę I pl zenleśc SIę do gahcklPgo 
!'!slad.1 l\10ze z krotką tylko WIZt 
tlJ.. llIoze na stałe Jeszcze w l' HLu 
LWlel zył Się III zYJaclelowl Imm€1'- 
mannov. I ze Jego nerwy są za sl.tLe 
aby wy rzymać w roJzlnnym kraju 
Zawod IlIezaleznegu, postępowego 
publicysty wymagał stalowej konsty- 
tUCJI I śWiętej clerphwoścl \Valka 
z pohcJa parahżował I ws.-:elką, l1a- 
Viet skromną IIllcjatywe Nie lstma 
la żadn,l centlalna kontlola pańs
wo- 
W.I z JAsno oklfślonvnll wskazania- 
mi I zakLlzan1\, n:łtommst kazde 
p,lństewko - było Ich około hzystu, 
n Iwet mlLIsteczko dbalo n lwiasną 
lekę. zazdlosnle I suroViO, n III.1\VO- 
Izą.dncść I m0\i11ność. Co wvn;knęło 
',Ię szczęślIwIP cenzurzp bpI hnslneJ, 
poddawano skI upulatnym oględzI- 
nom w Lipsku, FlankfUlcIP I Mo- 
nachIUm JHlyme Stuttgart pozwa- 
lal sobIe na luksus wolnośCI prasy 
J,lk wlec L.'i{o w klUju, kt Iy nazwał 
Tartuffem wśród narodow" ; ]ak 

mpś{o te atmosfer/;' ..m l( SZ'lnIllV las- 
n(g-o plwa, kłamstw I p'a"ku"? 


NK 


Hellle zasępił Się patrząt: n I fale 
clerphwego }{pnu. Przeclez zegn,1 
kolebkę naJwzmoślPJszych legend ! 
nllstycznych maI ZEń calych pokole n 
- 
n romantyk, on naJwlęk"zy h- 
I yk mellllt'ckl. 
Ich II ellS mcllt, was soll es "edelIteli 
/Jass uh so tlllUJlg 'lin 
Em JIctl (heli all
 IImltel/ Zelten 
IJas ktl1/1l11t liliI' ¥II(ht «111 dem Sil/n 


Nie możp rozstać !'II;' ze śWI,ltem 
!'\\iych złud,el]. sweJ fantazJI I swe- 
go wblcw wszelkim kalumniom, 
głębokl€go prz
'wiązam,\ do niemiec- 
klcJ oJczyzny. \'hęc l'ZUC,1 na pa- 
piel "H
lmkchr", w kton'i w\,cza- 
I uJe świteziankę "Lorelel". Niby 
dl'Ugl Słowacki ubierze Ja w tak:l 
tęczę barw I światła. że nawpt 
GoeLJbels wylączy ją z bestlalsklPgo 
auto da-fe I zostawI metkmętą w 
podl ęczmkach szkolnych. z'ltalWszy 
Jldyme naLw,sko autr))LI-zvda Atol 
pl Ol oczo pI'zestrz€ga Z,lła
 \'ZOlllgo 
zeglarza: 


/r h g'aube a,e H' ellen \'('1 
(Mlr/gen 
!tm Ende S( h/ffe1' 1IIul Kall1l, 
{"tUl daR hat 11:/1 1h, em Sl/Igel1 
n/e T.ol elri getan. 
"Dle Lorelel" symbohzuJP nll!o';l- 
I pl"zyv.llj.zame du kra ju. mlstycvzm 
I czai romantyzmu, mel"ozel'walne 
WleZY z odpychającą g-o menllecką 
.;połrcznoścl:} WięC szamocp Się 
wZg"m dzony pa"lerb I UpOI me za- 
pl wma l1Ieco sCPl'tyczny świat. 
lt II 'lin fin (leutsdlel' VII lite/ 
Hekwwt Im deut,;chel/ l,and 
,,\ el/ltt mali dle besten l\'amell, 
Su Willi au(1i dn mew e gellul/llt. 


Nlezawodme, choclaz nie tak mI 
lęki. Sporo woJ y spłynęło l\en
m, 
zamm Hellle wszedl na teutonsKI 
par nas. Tymczasem ukladał swlahJ- 
uurcze plany I pełen naJlepszych 
chęcI pozostawIal za sobą duchowe 
WlęZleme. Śnlly mu Się ambitne pla 
ny, przyjaźń menllecko-francuska, 
powolalIle do zycla hgl narodow I 
II1ne szaleństwa "Jeśli do tlgO do- 
plOwadzę, pisał - że masy pOJmą 
lelaźmeJszość, to narody me pozwo- 
h
 JUz podJudzać SIę przez naJem- 
nych pisarzy arystokracJI do niena- 
WiŚCI l wOJny Powstame potęzny 
zWiązek ludow, śWięte przynuerze 
narodowo Nie trzeba będzie :7.)W I Ć 
al mu wzaJemną meufnoścla do !'Ie- 
ble. Przetopimy Ich Il11eCZe na plugi 
a konie zaprzęgmemy, uzyskamy 
pokoJ, zamoznośc I wolnośc TeJ I'ze 
CZYWIStoŚCI poświęcam swe ż'iCle, to 
Jest mOJe zadam e". Jak piękne. są 
Jl'arzpma poetów, z Jaką l'ewnosclą 
puszczają Się w przestwm za I kro- 
r ZIJ. po gwiazdach! 
Heme, Jak kazdy Wieszcz, Vip:ul.ll 
w mlstycvzm Ogłosll Się apostolem 
ulel zbhzcma memlecko-francuskle 
go. Marzvł, na długo pl znl Adenau 
oem I de Gaullem, o zblatamu Się 
tych dwóch pIzoduJących nal'odow 
'V swym słynnym testamenCIe z r 
lR51 powraca uparcie do clazace1 na 
mm misJ I "przeprowadzem j Sl nlecz 
n(go porozumIenia NiemIec z Flan- 
cJą." A w przE'dmowlp d J ,,\\'Intel- 
marchen" wyraza obawę, ze Niemcy 
I FlancJa, "dwa wybrane nar
)(lv 
ludzkości, ski ęcą sobIe nawzaJ.e
1 
l.alkl dla korzyścI Ang-lu I RosJI. 
J .Ik Widać z tego, progI ,mI Heineg"o 
nie odblcgal wiele od mah OŚCI po 
litycznych naszych enllg'1 acyjllych 
konserwatyst ów. 
Kl'aj I wladze tego rozpylonego 
jcszczp wówczas niemiec1de2'o nań- 
"twa przpśll1duJ1J. go naka:7.Uj;1 kon- 
flskate wszvs.klch jeg-o utworów I 
:7akazuja powrotu. ('óż. z tego' 1\JI- 
ł( "Ć do kra ju urodzema wl'hlomę 
tej w mm kultury I nabvte!!o tam 
jezyka są sllnipjsze niz W sz yst1ue 


P.'pularne polskie fmny żywnościowe 


K. G. FOODS - Shepton Mallet 


ANDłłF.WS DFLlCACIFS - Royton 


ROBINSh.1 & Co. - I.ondon 


, 


. 


spe
niając zyczenia sWOIch kItcn- 
łów, prowadza obecnIe meksykań- 
skIe dania gotowe manej wytwl)rm 


. 


. 


. 
..' 


San Anlmio, Texas. U,S.A. 


KaId) sllep dt:hkate
ów powimen mleć n,1 składzie 


CHili I COI\ CARNI'. BE"'''' ('.N{ IIILADAS, TAMALfS, 


CHILlJ łł....ANS 


UCT 


lI., 


UIJlzedzenla ukazy kOlllunktUl'al 
ne Z,lzwyczaJ s:tll1ozwanczych lząd 
CllV. dusz \\ hścle do nakładey Cam- 
plgO z 29 g-ludma 1843 sk.uzy Się 
gorzko ni sV;0Ją. dolę, ale przyzna 
Je' "Eme grusse VorlIebe fUl 
Deutschland gl'asslert In mem(m 
Ih'.'zen. sle 1st unhHlb.ll" He np 111' 
z,ldow,da Się zwyczaJną "Llebp", 
7.dobywa SIę na "VOIhebe", oklEśle- 
nlf'. tl udne rIo pI'zełozema 
wemu 
ulubieńcowi baJkopIsarzoWI Amin 
senowI wsplsuje do albumu. 


l I/d das 1st w/er/a ('III Sm gen um/ 
L(J(hen-1 
ER peltscllt de/' 1Vmd, die Planken 
/n achen-l 
1", lfl1ll1/1el e!l1R( ht de1' letzte Stl/n 
1/PI/I llelz IIle R(/W'e!' n'e He1ll/at 
1( le f 0'11 'l 


Rozunllell1y, dobIze rozumlPmy' 
Hpme III e g-rzesz'i I pl'zedmlOto- 
WOŚCI.l w oceUle ludzI I narodów 
Był choroblIwym anglofobem I Ule 
lI1ugl dmowa{o ojcu, ŻP w mptl'yce 
Uł'odzPllla umiEŚcił jeg-o Imię Jako 
Ha1'l'Y Poza Szekspirem potępiał 
\
szystko "made m England" Po- 
gardzał materlahstyczn,
 moralnoś- 
cia wvsPI,U'zy I ich kapltahstvc:7ną 
śWlatobUlczOŚClą Dla Francuzów 
czuł wyrozum1alość, chocla:7. nI( za 
m'ik'11 oczu nfl Ich słabostki S:7vdzi 
z ich prćznoścl, razI go poguń za 
słav;a Z,lUważa u nich brak pro- 
stoty. umialkowania, wewnel1znpl I 
ze wn
tl'znej r0wnowagi Zarzuca Im, 
ze lubuJą Się w wojnach, do kto- 
I'ych nawet w pokoju naglllają "we 
Z\,Cle, ze starzy I młodzI loZkoszula 

'e oclgl"sem bebna I zapachem pro 
(hu strze ln:czpg-o l\'Ioze I bk bylo 
z l czasu Hemego F.'ancuz, z lat 
jCJlfj I 19-10 Ule przypomma!. swo- 
Ich wOJowmcz'ich przodków. 
i\hsJonal'z-poeh obl'al s
cz, g- lI 1na 
takty1.e Przeciwstawia a nawet 
pru Jaskrawla rozmcC' chal al.tn u 
menueck1Ego I francuskiego, gdyz w 
tej sZCzeroścI widział g-warancJę 110- 
wodzcma Nlewatphwle nual n lj- 
lepsze chęcI I WIFrzył w swa mtul- 
c\"Jna pom\"!ov;ość. Log-Ika gemu- 
sza kIeruje się własnymi prawami. 
Tludncścl plętJzyłv SIl,' plz('(1 
ś'lualklem niemale Heme zyl zaw- 
.;ZP nad slln Bvł 11l0dzon
1I1 dan- 
dysem, wielcp dbałym o wygląd zew- 
nell zny. Łatał Jeden dług" dl ug-Im, 
wleczme zapatrzony w czckalacy go 
udzIal w spadku po strYJu SalonlO- 
\Ile Ze sw... m tprazlllpj szym l pl zy 
szłym dobroczyńcą - stryj-nuhonPI, 
wyznaczył mu jeszcze za ZyCI.l wca- 
lp ładną rcnte - pozostawał prze- 
\,aznie na stopie jawnej luL ukry- 
tej wojnv Pl5bowal dobrLlć Się do 
serduszek p.ęknych kuzynak, Ama- 
hi l Tel'€sy. a gdy Ule znalazł WZ,I- 
lemności. pocleszvć SIę hOJllOśCla 
stryja. Ale stary Salomon. kon,,('\'- 
watywny SE'nator hamburski, mt' 
znal zarlów 
Lekkomyślny blatanek musiał, 
wbrew naJlepszym chęcIOm, studIO- 
wać prawo a po oltzymamu dukto- 
ratu oglądać !'Ię za zajęciem - JC- 
,len z podswladomvch pOViodow e- 
migracJI. Zycie w P,lryzu, zwł.lszcza 
talue jakle prowadzI I elEgant Heme. 
za pan brat zarystakracJą plutu- 
Iq'acią, cyganeną art.., "tyczna I 10Z- 
nyml pasożytanll, Vivmag-ab odpo 
\\ IPdmch środkowo WII,'C apd do 
IFkceważonego i pogardzaneg'o sze- 
fa lodziny i aroĘancka odpowl(dl. 
IJ,1 odmowę. kulmmuJac:l w obeldzc. 
Ż(' tylko dZIęki niemu, Hem'ykowl 
Vememu, p senalor pl zeJdzie z lil- 
ce ŚCI do lustorll Palltyczne są póz 
n'ejsze listy, usiłujące naprawli 
metakt I przebłagać zag-nlcwaneg-o 
starca W ogole sprawy lodzmne I 
kontakty z krewniakami zaJmuJą 
duzo miejsca w zbIOrze listów. Bla 
cia Hemego byh wysokimi b'Uloki,l- 
taml z tytulem ekscplencJI, Jeden Vie 
\Vledmu, drugi w RosJI Jpdna z bh- 
"kich kuzynek poślubiła l.slęcla 
Famihant Heme potrafi udprzyć Wf' 
właścIwa stl un
 rodzlI1na, potrafi 
Jldnak lIIebacznym lub celowym 
Zgl z)'tC'm zaJmozić naJzyczhwsze 
so'ce. Jcdyme n,\ matkę SpłVW,l lIIe- 
pl zebtanc bogactwo UCZUCia I po- 
kOl nego synowskIeg;) szacunku Oj- 
c:). I zel'Z znanllenna, nIe wspomina 
:\1a1ka odpowiada w Języku hebl'aJ- 
cklm, uczony (11 Heme, J.eden z naj- 
lepszych prozaików nI£mHcklch, zna 
I tl n Język. 
Rzad flancuskl w}znat:zył dystyn- 
gowallemu I dobrze zaplsanf'mu emi- 
gl :lntowl stałą pensję T,\ sprawa 
nalOblla poźmeJ, kiedy po upadku 
Ludwika Flhpa nowy rząd lepubh- 
kań "kI ogłosił hstę subsydIOwanych, 
WIcie hałasu o III C WrogowIe na- 
piętnowali poEtę Jako agenta, 1IIe- 
zlęczm apolog-ecl I gorhwl bIOgra- 
fowie (!olah Jedyme ohwy do o 
g-ma. \V gl uncle lZCCZy nie było mc 
złego ani nadzwyczaJnpgo w PIZYJlt;0- 
walllU zasiłku od rządu francusklP- 
g-o zadne warunkI, zadne zobowlą- 
z.lm.1 lIIe byly z tym związane Kaz- 
dy wazmejszy cudzozlemicc, me tyl- 
Iw lIIenlleclu, korzystał z tego hOJ- 
nego 
estu Heme me sprzedał SIę 
I lIIe pl zcszedł na sluzbę obcego pań- 
"twa. Wytrwałe I konsekwentme 
placował nad urzeczywlstniemem 
swej lIIeco mghsteJ IdeI. PI'zestroga 
Napoleona, że Świat przerniem Się 
wkrótce w wielki oboz kozacki albo 
1'( pubhkę amel'ykańską, była zgOlI- 
na z Jcgu koncepcJą pohtyczną. 
Jeszcze prz£d podrożą uchudzll 
Hl
me w Niemczech za wschodząc.! 
g"Wlazdę. Rówlllez zagl'amc:ł darzy- 
la go pewną uwagą. NIc WięC dZlw- 
neg-o, że w Pmyżu pokonal w.;tępne 
OPOlY I zwycIęsko wkroczył w 01- 
bit£' ehtv. Z hstow można sobie u 
robić tyłko powierzchowny sąd o za- 
Sięg u J' go znaJomoścI W rz£czyw IS - 
tośCl bvl znaCZnIe szprszy. Znal SIl;' 
"l Ramt-Beuvem I Jules Janinem, 
czolowyml krytykami, Alexandre Du- 
mas zaprasza go natarczywIe do 
siebIe Bahac ",pada o kazdeJ pmze. 
Qumet, Nerval, Gauber traktują 
go Jak rownego, VlCtor Hugo pisze 
łaskawe wynurzellla, a Georg-e S,md 
apostrofuJP "Mon cousin". KoblCty 
uIJostwlaj.} go I psują Piękna kSlęż- 
n'l BelgloJoso, tak zimna wobec Mus 
"eta, goścI g-o tygodniami w swym 
zamku a w salonach uroczeJ Mada- 
me Jaubelt Heme uchodzI za naj 
cpnniPjszą ozdobę, BalOnowa Betty 


Żądaj tylko 


OLlVE O 
'/. 
Najlepsza włoska oliwa do: SAŁAT, PRZYPRAW, 
PIECZENIA, SMAżENIA I GOTOWANIA 
Uo nahvcia we w!;zystkich polskich sklepach żywnościowych oraz 
w inmch wvsokiej klasy, "kłepach z dehkate!iami na terenie Wielkiej 
., Brytanii 



'6ŚJO 


Ilot"cllIld zaplasza go na naJwyszu- 
l.ansze PlzYJIi:t:1a a me zwalma z 
llzYJacle'
 ko - cmlzKnnych. Heine 
przyjmuje zaproszema skwaphwle a 
Jego I stv do b.uonoweJ mog-ą slu- 
zvc za WZÓI wel salsklego, dystans 
"krupulatme przEstrz£g'IJacego 
o- 
nu, któly am na chwilę me :ł: mzy 
s'ę do poufałoścI lub banalnoscl a 
odda wspaniale I pochlebme calą 
gamę uczuć męskich Heme ,zasłu- 
z)ł na wZg"lętły koblpt, l? czym sv.:l
d- 
cZy chociazbv długoletma przYJazn z 
panią Rachel von VarnhagcI?,. Jedną 
z naJszłachetn'PJ!'zych I naJcIekaw- 
szych kobiet stulecia. Listy do nIeJ 
I męZ3 daJa plastvczme
szy obraz 
tc] niezwyklPJ osoby mz ped;.lIItv- 
cznp opisy współcze!'nych I p"zmeJ- 
.;zvch biogl afów. . 
Heme był pIerwszym Ni
mcem, kto 
ry wzbudził żywsze uczuc
e u zawsze 
pelnych rezerwy Francuzow Jego
- 
l'oda. zdolnoścI, zalety towarzyskIe. 
dOWCIp, pomyslowość, dobry _ humo!', 
kompetpntna ocena kuchn
 I pIwnI- 
cy odp,'wiadaly oczekIwanIom I wy- 
mag-,lIllOm ówczesneg-O 
owarzystwa. 
Ale me tylko wybrancy Apolhna 
interesowali SIę bratem zza Renu 
Poshwle. trybum. demagodzy, mi- 
nistroWie, męzowie stanu, filozofo- 
Wie i hlstol'Ycy dalzą go uwa
ą I 
sz.lcunklPm llallycJa napolponska 
byla jPszcze żywa. Nie mozn3 było 
pl/.elśi oboJetme obok autor,\ "Gre- 
nadIPIow". Tak żaden. Francuz me 
wYlazlł :7.alu po 
raglCznym zal1l- 
kl11ęclU l1aJśwletmeJszpgo okresu hI- 
storII \\'lęC kłaniaJą mu !'Ię nIsko I 
dal z:
 zapr:bz.IJąCym u5nllechpm 
Thlers, gigant pohtyczny, "Goethe 
poht)kl" zWI'aca Się łaskawie do 
:\Ion ChPl Hellle", to samo czynI 

lh'akonserwatywny, arystokratyczny 
GUlzot, nllmster oświaty, "pr
tes- 
t,IIlCkl papIPz" francuski. A tuz o 
bok hsty, zap£wmpma podzIwu I 
przyjaźm Marxa I Lassalle'a. Wy- 
łączny nienawidzący gmmu l stpta 
z\\ilac.
 
Ię chętme do ,,1\I(')n hebstel 
!\larx", ktory w r 18-1-1 przedstawI 
ś\\ la u przyjaciela Jako naJwiększe- 
go z :ł:YJących lIIemlecklch pocI. w 
U£'lIle odwdzlęczv Się lewolucYJną 
"Pl( snla Luntu" na wladomoś{o o 
pJWstamu ll.aczy śląskich 
Rowme ('hętn'e I często nachodzI 
Hpine balonow James'a I Anselm:l 
Rotsclllltlów. Można ubawIć SIę, po 
dazaJLlc za antvkapltahstycznym I 
:nty"pmlckim naplaWlaczem ludz- 
k"ścl ,lo blUl al vstokJ atvczneJ plu- 
toi;:! aC]1. N azwałpl1l go klHlyś "gl' 
mu"zpm sprzecznoścI". co naJleplPJ 
"ddo\Je paradoksalność . postępow
- 
ma. Spryciarz Hpme umiał prz.emo- 
WIl- do dostoJnych przYJacloł I fl- 
nansowvch doradcow. Potrafił przy- 
Jemnie - połpch ać ich prozność. NIP 
mO:7.na JHlnak odmowIć POtłZI
U 
I
 
wYI'ozull11ałOŚCI, taktu I domosłoscl 
usług- jakle spotkały bankruta ze 
stlon
 przyzlenmych materiahstów. 
!';Ie tylko plzyjmowah z clerphwoś 
c'a I humOlem fantastyczne preten- 
SJe I bezcel'emonialne narzucame sIę 
na udziałowca w lóznych ryzykownych 
mtensach, bez wplaty jcdnpgo fran- 
k,I, me tylko zaplsywah czy wpłaca- 
II na JPgo rachunpk. zyski z rózpych 
km zy"tnych operal'JI, ale powlada- 
nllah go o tym w w y worny, dUl;1Y 
Wl ażliv;E'l!:o poptv me razącv spo!'ob. 
Zd. adz,lją zn,IJomość hteratulY 
piękneJ, cytują bardzo dowclpme 
w 1l'rsZ ScllIlIpr,\ "DIP Tellung dei' 
Elde" J.lk rownlez naJświezsze pro- 
dukty Ich dystyngowanego khenta 
('oz dopipro ukochana bal'onow;1 
Bettv Rot!'chlld, o której juz byla 
mowa Gdv "Ię czyta jeJ listy do 
chorego poety, pojmuJe się z
 ChOPIII, 
kapryśny I laczeJ pows
ląghwy 
Chopm. czul do meJ wyrazną sla- 
LJość 
Nawl't arystokracja niemipcka da- 
rzy mLu noh ,IV; nego. syna szacun- 
kiem. Prz€chowala SIę koresponden- 
Cja z balonem Johannem Georgem 
\on Colta I ciekawsza z kSIęciem 
Hermannem von Puchler-Muskau. 
Tpn st,twlał wcale obiecujące krokI 
na niwie htetacklej I zasięgał P?,- 
r,ldy u "wego "hochgehebter M
lster . 
I'rozny Heme cieszy Się sWOJą "ko- 
lossale Reputation" I zapewn,la. od- 
danych sluchaczy, że po smlerCI 
(;oethego jemu przypadla palma 
pl£l wszeństwa wśród poeLow me- 
mle' kic h. Pl zy jaclelowl LewaIdowI 
donosI bez rumieńca nieskIomnoścl 
ze w PaI}ZU kazdy jest do zastą- 
pienia "z wyjątkiem słońca I !nnJe':. 
I1eme byl urodzonym posredm- 
kiLtu I do tej cenneJ zalety nlel':tZ 
,1pelowano MidI zwycięski urok, u- 
mial czarowa{o, posługiwał Się przy- 
tumnvm dowcipem - Freud w sweJ 
IOZPI-Llwle podaJe go za przykład - 
I rowniez zręcznym pochlebstwem 
J Pgo słowo mowlOne dorównywalo 
pu;,memu - dar, którym bogowie 
obd
\1z,lją tylko wybranych. Zapro- 

zono g-o do wspólpracy w "Revue 
Des Deux mondes" I "Europe htte- 
I an t'''. FI.\ncuzom otwierał nowy 
świat Nie znali zupehlle Nlemcow. 
Uzupdmal WIęC zaJmuJąco sławne 
plomer"kle dZlelo Mme de Stael "Dt' 
I' All£magne". SYPie essayanu o ro- 
mantykach, Lutrze, Kancie I t
. 
Guethego nIe wazy Się przekładac 
,,\V y 1'1 ancuzI me mozc.cle sobie 
e 
"O wyobrazIć, skoro me znacIe Ję- 
;yka" - dowodzI koledze-Francuzo- 
WI 
Hellle czuJe Się w Pal'Yzu "Jak 
Iyba w morzu". Szczę
hwy, swobo- 
dny, woJny, zanurza Się w rozko 
szach ZYCI.\ mtelektualnego, me gar 
dząc clelesnynll. PrzyznaJe słuszność 
11 zysłowlu francu
kJe
u, pyszmą- 
cemu się że Ilekroc Bog nudzI SIę, 
otwIera oklpnko w meblOsach I spo- 
gląda na wIeczny karnawał bulwa- 
IOW, 
Te opiewane bulwary przedsta- 
wiały meco podeJrzany wygląd. Rok 
mmal od rewolucjI hpcoweJ I obJę- 
Cia władzy przez "Juste mlheu" po 
les trols gloneuses" dniach. ślady 

alk, resztkI meusunlętych barykad 
były Jeszcze widoczne. Bohaterowie 
tych dl11 mipszah Się w tłumie uh- 
cznym z weteranami rewolucJI 1789, 
podpory g-Iorll napoleońskiej. jes
cze 
w pelni sił, z upIOrnymI JUż śwlad- 
kanu tcrrm u i gilotyny. Heine z 
podziwem wspomina ZP zetknął się 
złudinlI, ktol'Zy znah Robesplerre'a 


o 


I Mnabe:łu I pamiętah urzekającą 
siłę głosu maigrabiego rewolucJo- 
msty Heine patrzal I słuchał Z 
wzrastaJącym ZdzlwlPmem I mpdo- 
Wlerzamem, czy JPdnak Jeg) miSJa 
ma szanse powodzema. Skal zy "Ię. 
ze 10'1 ancuzl 111ezdoll1l s
 do n ozu- 
mienia duszy mnpgo nalodu. CytuJe 
hr. Gobineau - nawlaspm mowląc' 
dyletanckiego ama Ol 1- ktol y Jakob
 
tWierdził, ze w historycznym rozwo- 
J u FI ancuzI nabvwah tym większeJ 
E'nergll zyclOweJ I tworc:7ej lin Wlę 
cPj wchlamah germańskIch elpmpn- 
tów. Hemp niezupełme SIę z tym 
zgadza, wskazuJ:lc na przewagę 
plPl'wla!'tka celtvcklpgo I latvńskle- 
go. Wlasna obserwacja pIOwadzI g-o 
do wmosku ze FrancuzI nie sa stwo- 
rZPI11 do współżycia w zWiązku na- 
rodów, który wymag'
 wzajemnpg-o 
zrozumIenia I ofiar Sa :71 psztą tak 
zdolm a przez pl ZYI ode I geOglaflę 
uprzywilejowani, żC' mogą !'oble po 
zwoh{o n;1 luk!'us Izolacll. 
Do polskich przVlaclol piora au- 
tora "i\'Iemoiren des Hel'l'n von 
Schnabelpwopskl" należal Eugpnllls7 
BI'pza W l' 182
 wybrał Sle stu- 
dent Hein n (10 ŚWJ:1t IOW'l. w ów- 
czesnym \\'1Plkim KSI('stwip Poz- 
nańskim, w odwiedziny do kolFg-1 Bre- 
zy Owocem trzytygodmowego poby- 
tu w 1'ol.;ce b\ ł bal wny OpiS kraju 
I nlleszkańl'ów. zamieszczony ano- 
mmowo w bel hńskl111 "Gesellschaf- 
tel'" Nfi podklpśłen'e za!'lugu e wv- 
lewny zachwyt nad Po'k:lml, sko- 
ro pochodzI od tak mt pośllllml go, 
j,rkkolwlt'k v;owczns JPszczP młode- 
go, znawcy Ostatm hst Bl'Ezy z 
r. 1853 z (
mpzn.l do unllerLIJącpgo 
pOfty star,\ Się go pocleszvć I zapp- 
wmć, ze "me unllze póki zalZyć Się bę- 
dZie w człowieku Iskra poezJI." Swym 
zlośhwym wierszem "Zwel Rlttl'I" 
naraził Się Heine enllg-l'aCJ I polskieJ, 
Klaczko poh.lkloVial go ;;UlOWO W 
"Rpvue dl' P.IIIS". Znakoll1lty ki y- 
tyk fmncuskl Enl1le Monteg-ut 01)0- 
wmda o !'v;eJ Wlzyr le u Helllego, n,l 
kilka tvgodm pI'zed JPgo ślmerclą. 
li mili '\Jący POpt,1 skarzył S'ę gOl'z- 
ko: "II ćtmt pour le mompnt attaque 
de ta nl.\mel e la IJlus Il1lhgne 1),11 
des Allemands sans aveu, par dps 
Pulon,lIs, p 11 des femmps dp mau- 
vaise vle",.. I tak Polacy znaleźh Się 
w lIIeszczegolnym towarzystwie. 
Hpllle kochal gorąco Chopllla I po 
tępIal SIlIOWO Ił cz zasluzenie wybryk 
Mme Ceol'ge Sand, choclaz łączyły 
go zazylc' stosunki z tą lwicą htp- 
racką 12 paźdzIel mka 18;)0 pisze 
do krytyka Laubego: "George Sand, 
das Luder. dlc;;e Emancllllat1lce 
hat melllPn armell Freund Chopin 
III einem abschpuhchen Roman auf;; 
emporendste maltraillert" Chodził'l 
o karykatulowame Chopllla Jako 
kSIęcia Kalola w powIEści "LucIPzla 
Flortam". 


\. N ALIZA hstów do kobIet z pa- 
..ł.. ryskiego okresu wymagałaby 0- 
sobn€go omówlPma. Studium fascy- 
nUJące kaL.dego psychologa I sOCJO- 
loga. \\T "Ks ędze pleśm", szczyto- 
wym oSlągmęclU hrykl ŚWIL1toWPJ, 
zamknął swoJe pierwsze dośwwdcze- 
ma I klęski ITl1łosne. Wydana przed 
podl ózą do Francji me będzie przpd- 
mIOtem mOIch lozwazań. Jozefa Ko- 
walska, w sweJ klasyczneJ pracy 
.,Heme LI Fr.l1lcp. Okres pI'zedpa- 
l:\i;kl", pośwl
ca JeJ duzo wmkh- 
wych uwag. Rozpl'awa, moim zda- 
mem ulatwl zl'ozumienie wlplu za- 
gadE'k w ŻVCIU poety. W korespon 
dencjl paryskiej zasluguJą na u- 
wagę listy do Racheh Varnhagen 
von Ense, bel hńsklej Żydowkl, zo 
ny dyplonMty i świetnego pubhcy- 
sty memlE'ckll go. Dom ich stał Hei- 
nemu otworem podczas jego studlOw 
w stolICy państwa. Pam Varnha- 
g-en, duzo starsza od mlodzlka, u 
miała pclskromlć go swym intpłektu- 
alnym i matczynym autorytetem a 
tworczość kiPrować we właściwą 
stronę ParZe Varnhagpn zawdzię- 
cza 11Istol'la hteratury olbrzymią 
ilość listów popty, starannie prze- 
chowanych I uporządkowanych 
Hellle nie przpstawal opiewać wdzię- 
ku przYJaclołkl I nie zawaha I się 
zanllanowat jpj ,naJmędrszą kobie- 
ta wszechświata" A wyznając: 
"J'appal lIens a Mme Varnhagen" 
poświęca jpj cykl meśmlertplnych 
Wierszy obJętych nazwą ...Heimkehr" 
Gdy Się Tatt'zy na kobIety oczami 
pewnych krajowych, a co gorsza - 
emigracyjnych pisarzy, gody Się po- 
zwala, aby Ich obraz dochodził do 
n,IS przepuszczony plzez spektl'um 
plugastwa bywalców hzeciorzędnych 
domów pubhcznych, gody wyranzowLI- 
ne uhczmce wielbi SIę Jako symbol 
koblPCOŚCl, uCieczka do lis' ów Hei- 
nego stanowI balsam dla zranione- 
go romantyka. To nie są banalne hy- 
mny do jakichś w fantazJI poczętych 
nadkobiet, to są jedynie wymlany my- 
śli i zwierzenia, z pamięcią o matce, 
sIOstrach i kochankach. Stąd ton 
pełen szacunku. naleznpgo dystansu 
a rowmez dyskretnego IŚCie dwor- 
sko-trubadUlsklego hołdu, Jak ko- 
bIecie potrzebnego. jak chętme WI- 
dZianego, jak rzadko składanego! 
KOI'espondencja z okresu parys- 
klPgo lIIe obfituJe w ZWlerZEma nll- 
losnp. Pisze z podrózy po NIemczech 
do zony. Ożenił Się prZPClez, mOJ 
Bozp, szczl;'śhwle. no t
k. pow 
tarza to do znudzema. W gruncie 
l zet:zy mezahans. krzycz4cy, bole- 
snv mpzahans PI'owmcJonalna gąs- 
ka fl'ancuska, bez klzty wvksztalcp- 
l1Ia I kultUlY, 20 lat młodsza od 
amanta. wstl;'puje w zycie nalwlęk- 
szeg-o i najsubtelmeJszego liryka 
Stosunek tych dwojga nieco dZIw- 
ny, Hellle w roh bardzieJ ojca-opie- 
kuna I1IZ kochanka. Intelekt ualne 
wyposażenip wybranej jest mu do- 
brze znane, daje temu wyraz n\('- 
jednoklot me w łagodno-:7.ar tobhwC'J 
formie. Wzmaga ten fakt JedYnie jp- 
go troskę o nią i chęć ułatwipnm 
jej życl.a oraz zaop,ltrzema w plZY- 
SZłOŚCI, Kaprysy Matyldy - tak Ją 
szybko przechrzcił z niemozhwej, 
jeg-o zdalIlem, Eugenii - kosztowa- 
Iv męza dużo zdrowia I pieniędzy 
Nie narzekał jednak. wręcz prze- 
cIwnie, przy kazdei sposobnoścI 
składal dowody czułości W liście z 
Nipmiec całuje "maly dołek na pra- 
wym policzku" a podpisuje się: 


M I S J I 


"Dun almei Hund u Id Catle " In::!ym 
1.lzem: "Je ne pense qu'it tOl et Je 
t'mme comme un fou qlle Je SUIS". 
Tak więc Hellle znalazł wreSZCie.. 
sZCZęŚCIP. Szczęście" Moze - I to w 
dodatkowym, zgola zbytEcznym cier- 
plPnlu 
Hemp lIIe uClpkal przed clel'ple- 
niem Gemusz sprzecznoścI, ogłądal 
Się za mm. Jego meco cilOroLhwy 
elolyzm, wymagał klęsk. Podśwla- 
domlp D1'ag-nal Cierpieć, co było ZI'P- 
!'ztą tylko z korzyścIą dla JegO lnycz- 
nPJ tworczoścl. Wvżywal Się Wlec w 
:7awodach mllosn\'ch. l zekomo autpn- 
tycznych w gruncIe rzeczy imagi- 
nacvJnych 
KoblPty, dnrzącp go obolętnością, 
n13la 7,ap"wmone powodzenie. 
W chwlh szczerości. w "Das Buch 
le Grand" ZWlelza się. że zaintN'e- 
s"wama hudza Się w nim z chwIla. 
gdy go traktuje się "en canalllp". 
W mało znanym wIerszu "Klarissc:" 
znaJlhlJę zwrotki' 
/Tnd je m e 111' a'f mil h lmR,
handel
t 
Treuer bleib' ich dH' 1'el bunr/el1. 
nC1I1I ?1I1ch fesselt I10lae Bo
l1e/t 
W1e 'lIIich Gute Rtets l'erl1 iebell 
"1l1
t nu 
;ch el 'n/emer lOR Re;n 
}fu
It dlł dl( 11 111 mil II 1'e1'I;cben. 


Jasno postawIOna sprawa, olilZU- 
C,I przychylną partnerkę. ząda znę- 
cam.1 Się Piękny I poetyczny, chuc 
m(('u zbyt bl utaJny masochizm Nie 
Jedyne zresztą zboczenie. W "TIaum- 
UlI,lel" napomyka o pOCiągu UO mal- 
l1IU1ow;\'ch posągow I o neklOfllIJ- 
n)ch tnntazJach. Te nastlaJą Się 
W) Hlzme w "Inter mezzo" I kazą bo- 
hLlterov; I, w pl£śm 32, przywoł,lć 
Zlllal ł4 kot:hanKę "tę cichą, tę zlm- 
n.!, tę LJlad:
". Istna makabra, cza- 
sem wzruszaJąca, czasem od pycha- 
Jąt:a, modna JUZ Jednak we FrancJI 
dZięki poezJom T. Gauller'a I poz- 
meJ.;zym - Baudelmre'a. 
Heme kieruje się pewnym umia- 
łem. Pl,trafl otIząsnąć Się z kosz- 
malu I złagodzI c punur4 hagelhę 
ftg 1,1\ nym pomyslem. SwoJe Jer e- 
mtady mllosne sprowadza do absur- 
du, doczepiaJąc (w 28-meJ pleśm 
"Intel mezzo", do poprawnego teks 
tu mpmlecko brzmiące, sztuczme 
zm£kształconp słowa francuskie. Za- 
l.aw,1 ,I la Tuwim czy Hemal" 


lh(' En/e WUI RO lal1ge gf!'lZlg 
/)« kam der Mm ulid Rle war 
sl Je ndabell 
Fud alle
 lach t um' Jaucl1
f und f1 eut 
slch) 
lr II «bcl 'lin lIlc lit zu lachen 
k a ]J a b e l] 


(
dy Się !'zklcuje cmentarne upo- 
doba ma HelllPgo me wolno pommąć 
"Romanzelo", w ktol'ym opisuJe 0- 
zywieme postacI z tapet ściennych 
I pOŚll1lertne spotkam e Geoffroy 
}{udel'a z !\Iehsande von TIIpohs. 
.Test rok 1851, Heine złozony śmier- 
telną chOl obą, sparahzowany I śle- 
pv ZanllPl'.1 zwolna. \V tym stanie 
oddaje zdumiewająco realistyczme 
pI'zyplyw I odpływ namiętnych u- 
czuć swych bohaterów. Wyzywa SIę 
w obrazach wIOsny zyclOweJ i kon- 
li astujące] z mą zImy. Raz jeszcze 
pl,lgme odczuć drpszcz pożądania i 
UJąĆ w !'we atl'oflczne zwiotczale ra- 
mIOna żywą istotę 
zyczemu 10'TIantykn nllało stl1f. 
się zadość, Wśrod listów t. III 
znaJdujemy I klOtkie "billets doux" 
do Mouchp. 
Któz to była ta nipśmiertelna Mu- 
szka'! Wydawca zamieszcza jeJ fo- 
tog-rafię, młodej NiemkI czy Aus- 
tl'iaczkl. nazwiskiem Camille Sel- 
den a późnieJszym de Krmitz Lepiei 
jf'dnak me poświęcać portretowi 
zbytmej uwagi I patrze{o na model 
oczami poety. Nie zeby była brzyd- 
ka Przeciwnie. młoda, o regulm'- 
nych ry!'ach, inteligentnych oczach. 


tylko.. me ta heinowska Muszka, 
ktorą patetyczme przyzywa, aby u- 
sly!'zeć jej "brzęczenie". Litościwy 
los wyznaczył JeJ rołę łektorkl I se 
kretarki przy łożu dog-orywającego 
g-E musza I kazał wypelmć misję wiel- 
CP szlachetną. l\'Ilala podać sprag- 
nlOnpmu napó i zapommema i zlu- 
clz£'nla, pozwolić mu wlerzvć. że wy- 
biła dla mC'g"o wresZCie godzIlla wyz- 
WOlpnl.l z chorobliwej ucieczki, ze 
zdolny Jest kochać I l'IPSZVĆ Się wza- 
Jemnością. 
Poza krótklll1l liścikami przecho- 
wały się dwa poświęcone jej wiN'szf' 
J('(lpn pól-anakreontyk a poł-elegla, 
wspolczuje z "kwiatem loto!'u" jak 
ją poetvczme nazvwa' 


n1e T.otosblume e1 Rchl1esset 
lin Kelchlem 1111 M()1ldeslrcht, 
noch staff deR bej? {(chtendell LebeilR 
E1IIl'f«llgt R1e l1W' em GedlCht. 


DI'Ug-I, pozeg-nalnv, "An die Mou- 
che", jest mpzlpmsko piękny i nad- 
poptycko dehk'ltny. Poeta prosi, aby 
g-o me pytać o ostatnią rozmowę z 
Jego "l\'Iarterblume". MozelllY się Je- 
dnak domyśhć I czuć glęboką wdzIę- 
czność dla anioła-pocieszyciela, gdyż 
tpn stoczył zwycięską walkę z na- 
ttętnym wvsłanniklem śmiercI, Za- 
J[1. 1 chwilowo Jeg-o mieJsce przy łozu 
11.\ wpoi tylko zywPgo trubadura I 
pozwohł mu dośpiewać ostatm hymn 
.;tęskmone) li umęczoneJ duszy Ecce 
tll1lma '. 
C'lIIulle Seldpn przekładała z me- 
złym powodzemem mektore wiersze 
Hemcgo na Język francuski, Na 
ogol zadame mewdzięczne I skaza- 
np na mepowodzeme. "CrenadIPrzy" 
(po h'ancu.;ku "Les Ueux glena- 
dlel s") zWLILlly aż lIzech śmlałkow, 
dWllch Francuzów, jednego Belga. 
Rezultat - bardzo nIezadowalający 
Heme sam 11Ie zdołał przełozyć swych 
wlPrszv JFgO Język francu!'kl pozo- 
sl'1wl:t1 Zlfszta duzo do zvczenia NIc 
pisał nawet oi.tograficzme. 
T£'''tampnt "na.;tępcy Goethego" 
wYI'azał :7.yczpme pozostawlema do- 
czp"nych szczątków na ziemi fran 
cuskleJ. Ateistę-protfstanta, zydow- 
sklego przechrztę, pochowano w 
myśl Jego \\oh w kat.olickleJ 
CZęŚCI cment.alza Montmai tre. Wła- 
rlze kościelne me mogły odmo- 
WIĆ pośmiertnej prośbie autora 
"Ule W,lhlfahrt nach Kevlaal" naJ- 
wZlllosleJszego I naJPlękmeJszpgo 
Wlelsza na cZPść lmłośclwej Matki 
Boskiej. Spoczął WięC Heme w goś- 
cmneJ Ziemi sweJ przybranej ojczy- 
zny a dobr} los oszczędził mu wi- 
doku IlIckelhauby BIsmarcka I ha- 
kpnkreuza Hitlera. Komec drugiej 
wojny przywrócił go do łask no- 
wych dfffioklatycznych Niemiec, W 
rocznicę śmierci ambasador niemie- 
cki spotYKa Się z wysokim dygm- 
tarzpm Quai d'Orsay na je
o gro- 
bie, g-dzle obaj składają wieńce w 
imieniu obu krajów, które chciał 
widzieć pogodzone i zjednoczone pod 
jpdnym sztandarem. Różne instytu- 
cje i org-anizacje wysyłają swych 
nrzedstawicieli. a mUZyKa odg-rvwa 
hymny narodowe, Heine na pewno 
nie pozosh;e Vłuchv na te zasz- 
czytne hołdy. Pomnąc może jak 
urorzyś6" przyjmui" się obecni" w 
stolicy Napoleona jego "kozackich" 
wrol'"ów. uśmiecha się 7apewne na 
mvśl o swych zamiarach latowania 
dwóch cywilizowanych TJarodów za- 
chodniej Eurony, A gdy żółć prze- 
mawia pr7.C'z nieg-o, wzdvch'l moż" 7 
rezvgnacja, jak to uczynił Ilrzed 
laty w ..Disputation": 
. 


noch eR ?vill mich seMer bedunken 


nasR 


alle belde stinken. 


sil' 


Fryderyk Goldschlag. 


Wyśmienite duńskie wyroby masarskie 
marki 


wedłuJ( recepty na!'zego mistrza 


sztuki kulinarnej G. To.MASZEWSKIEGO 
zadowolą najbardziej wybredne podniebienia. 
Z4dajcie w sklepach żywnościowych: 


PASZThTY (5 gatunków w 3-uncjowych puszkach) 
(;OTOWE DA:"JIA MIĘSNE (9 gatunków w 15-uncjowych pusz- 
kach) mai ki JENSEN, która jest gwarancją doskonałej jakoHci. 


W 176tą rocznicę Ustawy 3eo Maja 


L01.A KOśCI USZKO 
WOLN\'CH I UZNAN\'CH MULARZ\' 


prdcuj.lca w Nowym JOl ku 


SKI.AHA HOLD PAMIĘCI BRACI 
TWÓRCÓW 


WIELKIEJ KONSTYTUCJI 


Sekretarz: 
M.łrcin S. Ziembiński 
I Oak Rldge Place 
Eastchester, New \'01 k 


Mlistrz: 
Antoni T. Drabik 
I l Satterlee Street. 
Staten l'\land. New 


York 


Najbliższ
 numer "Wiadomości" ukaże się w objętości 6 stron druku 
Cena egzemplarza: 3s. 9d.
>>>
Nr 1102, 14th May, 1967 




Szkoło
 


DOSZŁA mnie wiadomość z Lon- 
dynu o śmIerCI Witolda SIkor- 
skIego. Był mOim kolegą szkolnym. 
NIe wIdzielIśmy SIę, od czasu kIedy 
Przekazałem mu Kółko Klasyczne 
GInmazjum ReJtana, przez przeszło 
dwadzIeścIa lat l spotkahśmy się do- 
Piero w Angłn dobrze po woj me. 
Zaraz na początku rozmowy pOWIe- 
dZIał mI: "Wlesz, wysyłam paczkI 
OstrowskIemu". 
OstrowskI był naszym wspólnym 
(bo me bylIśmy w teJ samej klasie) 
kauczyclełem łacmy, greki l kultury 
lasyczneJ. Maly, łatwo rumlemący 
SIę blondyn koło trzydziestkI mówił 
z okropnymI rusycyzmami ("zamkmJ 
okno bo przestudzIsz sobie spmę") l 
akcentem wIęceJ mz kresowym Uro- 
dzony gdzIeś na wschodnIm Wolymu, 
Wychowany w Petersburgu, dZIwił Się 
Wszystkiemu w Polsce. KIedy pOJ e- 
chahśmy wycIeczką do ŁowIcza i oglą- 
dah procesję Bożego CIała, powta- 
rzał zdumiony: "Patrzcle, wszyscy 
goleni. U nas chłop z brodą chodzI". 

le umiał zupełme dać sobIe rady z 
lasą. Nie umiał wymagać. Ale miał 
nIeprawdo podobne zamiłowanIe do 
antyku. Zaśmiewał SIę z dowcIpów 
rnaJących dwa 1 pół tysIąca lat Kaz- 

y szczegół życia starozytnych Gre- 
ow był dla mego wazny. WIerzył ze 
Wszystko co jest coś warte w naszeJ 
kulturze pochodzI z Helłady, od reli- 
g'J1 począwszy a na obyczaju łudo- 
Wym kończąc. I umiał nas tym entu- 
zJazmem I mIłoścIą zarazić. 
Zadame zaś nie było łatwe, bo 
rnlał do czymema z młodymI barba- 
rzyńcami. Klasa nasza byla nieduża, 
do matury doszło tylko czternastu. 


STANISŁAW PIASECKI 


}IOJĄ szkołą średmą, czyh krotko 
- budą, był Chrzan na SmolneJ, 
pleno tltulo: 8-klasowe GImnazJum 
Filologiczne MęskIe Generała Pawła 
ChrzanowskIego. Ale przeclez kaz- 
demu młodemu "chIzanowI" dość do 
kładnie było Wiadomo, co SIę w m- 
nych szkołach warszawskich dzieJe. 
'rak WięC, chyba w r. 1913, dowIe- 
dZiałem Się, że u Konopczyńskle 
g.o Jest sztubak-poeta Leszek Sera 
fInowIcz. Wazne l "murowane" wla 
domości z innych szkoł przychodzI- 
ły najczęścIeJ przez kolegow, kto- 
rzy z teJ czy mneJ racJI zmlemli 
sztubę. Tak było I tym I azem. Zda- 
rzyło SIę, ze w r. 1912 emigrował 
od nas do Konopy mÓJ rodzony, czy- 
li z JedneJ ławkI, kolega KazIO K. 
Gdy poźniej przy spotkanIu mowlł 
rnl o nowej budzie I nowych kole- 
gach, to wymiemł I Serafmowlcza, 
Jako piszącego ładne wIersze l uzy- 
waJącego przy tym pseudommu Le- 
choń 
WIOsną 1914 r. patrzyłem w par- 
ku Warszawskiego Koła Sportowego 
na rozgrywkI temsowe konkursu 
szkoły Konopczyńskiego Przygląda- 
Jących SIę sztubaków było wiełu 
D'l.iwny Jakiś, me banalny wyraz 
tWarzy l "strój medbały" Jednego z 
Wldzow zwróciły mOJą uwagę. Za- 
Pytałem znaJomego konopaska' 
- Kto to jest, ta tyczka w oku- 
larach 'I 
OdpowIedziano mI: 
- To Serafmowicz 


* 


'" 


* 


Jednak dopiero jeslemą w l' 1915 
doszły do mnie pIerwsze słowa lY- 
rnowane Lechoma Szkoła Konop- 
cZYńskiego urządziła obchód roczm- 
cowy Powstama Listopadowego. By- 
!em tam zaproszony przez Kazia K. 
l słuchałem z lekkIm dreszczem za- 

hwytu, gdy on właśme wygłaszał 
okohcznośclOwe wIersze kolegi-poety 
Okrzyk: _ "NIemasz, memasz JUZ 
Moskała!" głosIł radość tych, kto- 
rzy czuwają, zaś słowa: - "...a pan 
sobIe SIeJe, orze...", skierowane do 
WSI polskIej w ogóle, a do hreczko- 
Slejow z dziada-pradziada w szcze- 


ZBIGNIEW GRABOWSKI 


Nie wstępowah do neo-klasycznego 
gimnazJum z miłoścI do antyku ale 
dlatego ze łatWIeJ się byłe dostać 
albo czasem (Jak w mOIm wypadku) 
dlatego ze przyszlI z Innych mIast, 
gdzie byh w szkole klasyczneJ. Wśród 
teJ czternastkI tylko StasIek, syn na- 
uczycielki, Adam, syn urzędnika, i Ja 
reprezentowalIśmy środowisko mteh- 
genckle "z domu". Reszta, w teJ, Jak 
Się dZIś pIsze, Jaśmepańskiej, burzu- 
aZYJneJ Polsce, była synami robot- 
mkow, rzemieślmków, pracowmkow 
handlowych. 
Stefek był synem wdowy po szew- 
cu. zeby Się do mch dostać, trzeba 
było WYJŚĆ na czwarte pIętro staro- 
mIeJskIeJ kamlemcy. Stamtąd zwy- 
kła drabma wIodła na strych. Strych 
był rozlpgły, ośwIetlony tylko dym- 
mkaml I trzeba było uważać na gło- 
wę zeby me zawadzIć o belki. Na 
końcu strychu były drzwI z dykty. 
Za nImI dwa malutkie, niezwykle 
czyste i staranme umeblowane po- 
kOIkI z oknami inspektowymi w su- 
fIcIe, a raczeJ w pochyłym dachu. 
Z tego strychu wyszlI w śwIat naJ- 
pierw kSiądz, potem ofIcer, potem 
nauczycIelka, daleJ żona adwokata, 
wreszcIe lekarz. Kiedy się JUZ tak. 
starsI pomagaJąc młodszym, wycho- 
walI, przeprowadzili matkę do po- 
rządnego mIeszkama. W to mIeszka- 
nie trafIła bomba memiecka w r. 
1939 I zabIła matkę, odwiedzaJące 
Ją córkI l wnukI. ZabIła takze Antka 
l jego ciotkę. 
Antek me mieszkał na strychu, 
tyłko w starym domu na święto- 
JańskIej. Juz w SIenI śmlerdzlllło 
z powodu zepsuteJ kanalizacjI. NIe 


Trzeci 


Maj 


ZUPEŁNIE przypadkowo zgadałem z mch wszystkich FIanclszek Fuch;, 
SIę z Jedn
m z sWOIch przYJaclOł o ktorym pIsze tak po ludzku plOf. 
o GImnazJum SobieskIego w Klako- KlemensIewIcz Uczył on nas hlstorll 
wie Zapytał czy znam album wydany I geografn, I Jakze wspamałe były 
{e
zcze w r. 1958 z okazJI 75-lecla te lekcJe. Jak p
zybhzał nam wypad- 
eJ szkoły, która dZIsiaJ nosI JUZ m- ki historyczne, Jak plast
czme przed- 
Se mIano. II LIceum Im Króla Jana stawiał kraJe l lądy, o ktorych mowlł. 
oblesklego w Klakowle-). Ze szkIcu prof. Klementowlcza, który 
Nle, me znałem tego wydawmctwa wygłosił oracJę załobną nad grobem 
ch.ociaz zaproszony byłem przez ko
 ukochanego nauczycIela, dowiaduJę 
Fltet organIzacYJny Jubileuszu 75- SIl,' ze po wOJme ofIarowano Fuchso- 
ecla do przybycia do Krakowa NIe WI katedrę na UmwersyteCle Jaglel- 
rnOgłem pojechać; ale pozyczony mI lońsklm, ałe odrzucIł tę ofertę tłu- 
Przez przYJacIela londyńskIego album macząc ze woh. pl acowac nad ł;1ło- 
WSkrzesIł w całeJ krasie dawne cza- dZlezą szkolną I ze najlepIeJ Się wSlod 
sy, kIedy to w mundurku glmnazJal- meJ czuJe. PamIętam dobrze nllesz- 
rYm zasiadałem przez hzy lata na kame dr Fuchsa na ul SobIeskIego 
a\Vie tego gimnazJum. meopodal gimnazJum - mleszkahśmy 
k K
ięga pamIątkowa wydana przez sami w domu nalezącYI1} do p. Turo- 
Ol1'ntet orgamzacYJny JubIleuszu WIcza, najmIlszego kamlemczmka Ja- 
szkoły Jest ImponUJąca, a pomewaz kIego znałem, obok dr Ludwika Wll- 
-; o ile wiem _ mkt na emIgracJI czyńsklego, w kt?rego "karnIemcy" 
nIe zajął się szerzej tym wydawmct- przy Podwale 1 mleszkahśmy latami, 
wem, więc czyme to teraz w nadziei a ktory był i lekarzem l plZYJacle- 
ze moze gdy wYJdzie kSięga pamiąt- lem. P. TuroWIcz był oJcem dwoch 
kowa z racji stulecia szkoły, ktoś bracI. AndrzeJa l Jerzego (Jerzy Jest 
fracoWlty a "pamięthwy" uwzględni od lat redaktorem ś
letnego "Tyg:od- 
e mOJe skromne dodatki l uzupełnle- mka Powszechnego w Krakowie) 

la. ChcIałbym bowiem zarówno złożyć W kamienicy p. Turowicza przy ul 
ołd naszym nauczycielom Jak l po- Sobieskieg:o 7 mieszkał na 3 piętrze 
r
z!eć kilka słów o mlcjatywle, o śWietny hlstor
k prof. Oskar H
lec- 
7
oreJ me wspomma kSIęga z okazJi ki, meco daleJ prof Konopczynskl, 
-lecIa: a którą warto przypommeć. obok polomsta. prof. Jozef. TretJak 
z A WIęC najpIerw nauczycIele tej - oJcIec anghsty, AndlzeJa -:- a 
nakomltej szkoły. Ich wizerunkI I naprzecIw prof. Stamsław EstrelChel 
kYIwetki wyzieraj a z kart księgi: ja- z rodziną, która JUZ wtedy zapowla 
l az wspamała kolekcJa, Jaki pokaz dala sil,' Jako niezwykła (syn Jego 
ndYwldualności' I Łucki, I Plotro- Karol był mOIm kolega szkolnym, 0- 
\Vicz, I Leon Chwlstek, fIlozof (autor pIsał daWllle czasy w prześliczneJ 
;n0 wieloścI rzeczywistości"), mate- kSlązce "Nie od razu Kla:ków zbu- 
atYk, malarz i to bardzo nieprze- dowano") A na wskos meJako od 
Clę,
ny', autor powIeści "Ogrody Bo- naszych okien mieszkał wielki poseł 
W., Innowator (pIsze o mm cIepło do parlamentu austllacklego, socJa- 
k Itold Zechenter mój !lóźmejszy lista Ignacy DaszyńskI. 
Xlega z redakcjI "Ilustrowanego Nauczyciele' Fuchs, Klemenslewl
z, 
Uryera Codziennego" w KrakowIe); Lucl
1 - dopIero dZIsiaJ wIemy, Ile 
:i przedtem Mazanowskl, l Klemen- zawdzięczamy t
m mezwykł:ym lu- 
eWICz l naJbardzIeJ może ukochany dZlOm, pełnym wiedzy, dobrocI serca, 
wyrozumlllłości Om to uczyli nas o- 
bIektywizmu, oni pokazywah wiel- 
kość wIedzy, om uczyli pokory wobec 
naukI i sztukI. Ze wzruszeniem prze- 
rzucałem karty kSIęgI - tak pełne 
są wspommeń. 
Wspomnień uroczystych meJako, 
i zabawnych, niekiedy wręcz frywol- 
nych: oto postać katechety, X. SlUdy, 
który opIsany został w pamiętnym 


---:-- 
zj ) KSIęga Pamiątkowa III Glmna- 
J um, obecme II LIceum Im. Króla 
1
;:' SobieskIego w KrakowIe, 1883- 
no . Kraków, nakładem KomItetu 
k dZlclelsklego II LIceum Ogól no - 
skztałcącego Im Krola Jana Soble- 
2 le l go W KrakowIe, 1958; str. 346 i 
n. 


gólności, starały SIl,' rozbudzac i na- 
woływać do słuzby dla «prawy na- 
lOdoweJ. 
Autor wIersza OIaz deklamator, 
który Wystąpił w mundurze ułana 
I. 1830 z wysokIm czako, dostah 
huraganowe oklaskI. 
* * * 


W pół loku późmeJ, 3-go }IaJa 
1916, słowa Lechoma szły do słu- 
chaczy JUZ me z małeJ scenkI czy 
estJady szkolneJ, łecz ze sceny praw- 
dZIwego, choc mewIelkIego, teatru w 
Pomarańczarm Łazienek, a wygłasza- 
h Je czołowI artyścI stohcy. Jamna 
Szyhnzanka, Staszkowskl i mm, któ- 
rych nazwIsk JUZ dZIś mestety me 
pamIętam Na wldowm zaś w lozach 
i krzesłach zasiadła me tylko "so- 
clety" ze stohcy l z Królestwa. byli 
tam rówmez rodacy z PoznańskIego 
I z Galicji. Tak WięC piel wszy pu- 
bhczny debIUt Lechoma zgl'Omadzlł 
SUI genel'1S reprezentacJe wszystkIch 
hzech zaborów, które dopIero dwa 
I pół roku pozmeJ połączyć miała 
mepodległość. 
Tego dma rano, po raz pIerwszy 
od wIelu lat legalnIe. za zezwoleniem 
obcego generała-gubeuJatOla, tym 
razem Beselera, Warszawa uczciła 
roczmcę KonstytucJI wielotysięcz- 
nym pochodem, ktory wypadł na- 
prawde imponuJąco Po poludmu I 
wIeczorem zorganizowano szereg 
przedstawień teatralnych, akademll i 
koncertów. 
Przedstawleme okolicznoścIOweJ 
sztuki Lechonia, Ul ządzone po połud- 
mu w teatrze Pomaranczarm, było 
bodaJ najlepIej udaną tego dnia lm 
prezą tak pod względem artystycz- 
nym Jak I nastrojowo patrIOtycznym 
Odległe o trzysta kroków ŁazIenki 
któla Staslll były mewldoczną dh 
oka widza, lecz Jakze UCZUCIOWO sIl- 
ną, nadzmysłowa dekoracJą dla sc.en 
sztuki, w której autor przedstawiał 
hIstoryczne chwile narad, odbywa- 
nych pod przewodnictwem monat'chy 
a bezpośrednIo poprzedzaJących u- 
chwalenie KonstytucJi plzez Sejm. 
Rolę Stanisława Augu«ta glał zna- 
ny, dobry aktor St.aszkowskl, KSIęcia 
Jozefa - Kuncewlcz ObaJ ucha rak- 


Kochana 


szkoło
 


WOJCIECH W ASIUTYŃSKI 


WIADOMOSCI 


gdy 


. 
Cle 
a 


3 


wspominam"" .. 


Kółko 


klasyczne 


tylko ubIkacJe ale I zlewy były po 
Jednym na każdym pIętrze na kory- 
tarzu. CIOtka Antka była szwaczką. 
Mały, cIemny lJOkOlk pełen był ble- 
hzny. Okno wychodzIło na WąZIUt- 
kie, cIemne podworze. N a parapecIe 
staly domczkl z dużymi zielonymI 
roślInami (fIkus?). Piec, maszyna do 
SZYCia, WIelka rozkladana kanapa, 
szafa słuząca za przeplerZeme I ob- 
razy śWIęte, prawie mewldoczne w 
mroku. 
Ale Antek I Stefek wcale me byli 
naJubozsl w klasie. NaJubozszy był 
Jerzy. Zupełny sierota. wychowanek 
SalezJanow, mIeszkał w bursIe l miał 
tylko dwie pary skarpetek. Z okru- 
cieństwem właściwym chłopcom w 
tym wieku, zauważyhśmy to I kIe- 
dy Jerzy wchodził do klasy, ktoś ko- 
mumkował rzeczowo: "Niebieskie" 
albo "Rózowe". Jerzy, wychowany w 
twardeJ szkole sleroclńcow, me rea- 
gował na to w ogóle. Potem, Jako 
student, sam był wychowawcą w 
bursIe. Został nauczycIelem Językow 
kłasycznych. Znalazłem jego nazwl- 
«ko na liścIe katyńskIeJ. Drugie na 
hścle katyńskIeJ Jest nazwIsko Staś- 
ka, syna nauczyclełkl. 
Tak WięC wiem na pewno ze spo- 
śród czternastu conaJmmeJ czterech 
zginęlo w czasIe wOJny: dwoch za- 
łatwił sąsiad wschodm, dwoch za- 


Lechonia 


teryzowani byli według sławnych 
portretow Bacciarellego O Ile pamlęc 
mme me myh, były Jeszcze posta- 
cie: marszałka Stamsława Małachow- 
skIego, kSIędza Hugona KołłątaJa I 
Ignaceg., PotockIego; ale nazwisk 
aktolOw me pamiętam :'IJatomlast 
do dZiś wYlaźnie mam w oczach 
przepIękną Szyhnzanke w roh pam 
GrabowskIeJ; to me była Jakaś do- 
bra kopia sławnego portretu pędz- 
la tego czy IIlnego mlstIza. to by- 
ła zywa, autentyczna grande amou- 
I euse schyłku polskIego rokoko, za- 
glana według własnego konceptu l 
sentymentu przez naJlepszą I naJ- 
plękmPJszą wówczas aktorkę stolicy 
NIe widziałem późmeJ I me zobaczę 
JUZ chyba piękmeJszego kWiatu pol- 
"kleJ ul'Ody 
PIękny Język l naturalny a wdzięcz- 
ny rym wIersza Lechonia dawały JUŻ 
zapowiedź późnieJszych oSlągnlęc. A 
w końcowej sceme ostatnie, patetycz- 
ne słowa włozone w usta Króla, 
słowa wiary, 
"że nam zakwitnie na nowo z tą wlO"ną 
Rzeczpo"polIta !" 


były śmlatym i udanym, bo ZISZCZO- 
nym, w hstopadzle 1918 proroctwem 
poety. 
Obecna na przedstawIeniu pub- 
liczność przYJęła sztukę Lechoma 
bardzo przychyłme, prawIe entuzJa- 
styczme, zakłopotany autor, wpro- 
wadzony na scene przez Szyhnzan- 
kI,', musiał długo, długo kłaniać SIę 
dZIękuJąc za gorące brawa I owacJe. 
W Jednym z pIerwszych rzędów 
krzespł sIedział młody profesor wy- 
kładaJący filozofIę w stołecznym Unl- 
welsytecle, Ilość znany JUZ w War- 
szaWie, sam zaś śWletme znaJący 
Watszawę. Zapytany nazaJutIz o to, 
kto był w Pomal ańczarm, dał od- 
DowIedz medługą a dokładną. - ..Z 
Warszawy - premierowa publiczność, 
wytworny sos Soublse" Tyle o WI- 
dzach ze stohcy [Z myśla o tych. 
ktOlzy me znaJą SIl,' na kuchm I me 
maJą bhsko dośWIadczoneJ polskieJ 
pani domu, dodam w naWIaSIe, że 
sos Soubise robi SIl,' ze śmietankI] 
'V"pommałem o obecnoścI l'o:lakC'w 


stara 


buda 


troJwlelszu, kUl"SUJącym po gimna- 
zJum: "x SIUda/dzIała cuda/Jak mu 
SIl,' uda.." Za mOIch czasow X SlUda 
sprzedawał melaz Jeszcze na kory- 
talzu bloszurkl zaWlelaJące sztuki 
teatralne, które pIsał pod pseudoni- 
mem, l to wierszem. PamIętam wstęp 
do Jego noweJ wersJI "Chorego z u- 
rOJema" : 


Kasper, Kaspel', gdzIe te ZIólka 
gdzIe ta 1.0zpalona śC'lOlka, 
gdzIe ta szklanka z lemonwdą! 
Dawa1, dawa1, mm przY1adą... 
Ach, 1UZ konam, ach, 1UZ po mme 
ach, tak zawsze zyłem skromnIe! 


Jakze oktutme "nablJahśmy SIę" z 
kSIędza-wIerszoklety. Czytahsmy gło- 
sno Jego zacne grafomaństwa na ko- 
I y tal zu właśnie wtedy kIedy mm 
przechodzIł. StarsI uczmOWIe, Jak dr 
Stefan Papee, opowIadah mi ze X. 
SlUda słynął z kazań, w których raz 
po raz POJawiał sie zwrot "bądz co 
bądz". ZapamIętałem takI oto ury- 
wek z kazama tego wątpliwego nowe- 
go X Skargi: 
"Onego czasu pędził przez uhce 
:\Iadrytu smrodlIwy automobIl. A na 
logu uhcy haltuJe go pohcJant I mo- 
WI: "stóJ!" A z tego automobIlu wy- 
chyla Sle upudrowana gęba l mowl 
bądź co bądz. "krolem Jestem". Tak 
mOWlł kroi Alfons XIII gdy go za- 
haltował policaJ, tak mowIł LudwIk 
XVI gdy go bądz co bądź ścmano na 
gilotynie. ." 
UczmowIe' Jaklz wspamały zespoI 
gdy Się czyta nazWIska! Ilez sWlet- 
l1ych uczonych, pisarzy, artystów dało 
to gimnazJum! WspomIna SIę o wy- 
dawnICtwach, o przedstawiemach u 
Iządzonych przez "Sobka"... ale za- 
pommano o jednej lmcJatywie, która 
nalezy dZlslllJ na pewno do "białych 
kluków". W r. 1917 Wacław Syruczek 
załozył wraz z synem rektora Ko- 
stanecklego - zgmął potem w kata- 
strofIe maszyny "Lot" na trasie Kra- 
ków Warszawa pIsmo pt. 
"ŚWIatłocIeme". Było to pismo hte- 
rackiej awangardy. Pisali na jego ła- 
mach, sam Syruczek, Stamsław 
Bromewskl l mm. Boy-zeleńskl po- 
śWIęCIł temu pIsmu feheton w "Cza- 
sie": zajął się mianOWICIe recenzJa- 
mi teatralnymI "ŚwlIltłoclem" I za- 


chodm. Bo był Jeszcze Jułek. A to 
Jest psychologlczme ciekawa hIstoria. 
Był w naszeJ klasie jeden zyd, 
nazwIskiem Kaplan, Był rudy, atle- 
tyczny, wygimnastykowany. MOWlł ze 
chce studIOwać rolmctwo l wYJechac 
do Palestyny. Uczył SIę słabo, me był 
zdolny. Bylby został w SlOdmeJ kla- 
sIe. ale powiedzIał w szkole ze me 
będzie chodzIł daleJ bo emIgruJe do 
Palestyny, wobpc czPgo podclągmę- 
to mu stopme. N a jeslem zjawIł SIę 
w ósmeJ klasie Jakby mgdy mc. 
Zdał maturę. PrzypIlnowal żebyśmy 
kupili pamIątkową paplerośmcę dla 
wychowawcy w sklepIe Jego strYJa. 
Na przYJęcie pomaturalne me przy- 
szedł WIedział ze mkt go me lubił. 
Jułek nalezał do mOIch naJbhz- 
szych kolpgów. Poszedł na dentystykę 
I me wldzlehśmy Się przez kilka lat. 
Spotkałem go u Stefka. Rozmowa 
zeszła, jak wtedy niemal zawsze i 
wszędzie, na sprawę żydowską. Nie 
pamIętam co powledzmlem, ale Ju- 
lek popatrzył na mme intensywme 
l powiedział: "NIe zapomInaJ, ze Ja 
takze jestem zydem". Musiałem zro- 
blc głupIą mmę, bo Się r(\ześmlał. 
"Wlesz-poWledzIalem-że mgdy o 
tym me myślałem". I co najdzlwmej- 
sze, była to prawda. DZIś z odlpgłoścl 
lat me mogę sobie przypommeć czy 
chodził z nami na lekcJe rehglI. 


spoza KI'olestwa. Otóż pamiętam, że 
był na tym przedstaWIeniu poznań- 
czyk Olgleld kSIążę C zat'tOryskl , ten 
sam ktory późmej. w sierpmu 1918 
roku, zawlOzł z Warszawy swemu 
tesclOWI propozycJę dwu cesarzy 
przYJęcia korony polskieJ; propozy- 
CJę zresztą odrzuconą dla dobra Kra- 
JU mezwłocznle i kategoryczme przez 
pana na zywcu. 
Jednak dma 3-go }laJa 1916 am 
kSląze Czartoryski, ani tez naJ moc- 
meJszy z warszawskIch besserwIsse- 
rów "kniaź" AndrzeJ KI asnościeńskl 
(Andrzej Rotwand. tout court) me 
mleh tyle do opowiadania, co śWIeżo 
pIzybyły do Warszawy krakowlamn 
WOJciech Kossak. odzmny w pi!i'k- 
ny granatowy mundur ułański. Z 
właścIwą sobie swadą opowiadał on 
znaJomym o rozmOWIe, na ktorą za- 
prosIł go Wilhelm II, gdy medawno 
zWIedzał Wawel. Oznajmił Kossako- 
WI wprost. "NIech pan powIe 
swym rodakom w Warszawie, że 
mOJa cesarską wolą Jest utworzenie 
mepodległego Państwa Polskiego" 
Takim to teatralnym gestem cesa- 
rza rozpoczynały NIemcy meudane 
starama o rekruta polskiego, Jedno- 
cześme zaś meświadomle spełmały 
przPpowledme Zygmunta KI aSlńskle- 
go. - ..Bog kaze «z a t a n o m od- 
budować Polskę" 
Ofensywa uśmiechów, Jak «le to 
dZIsiaJ mawm, zaczęta oweJ wIOsny 
I prowadzona przez dwu generałow- 
gubernatorów, to jest von Beselera 
w WalszaWIe i von Kuka w Lubh- 
nie, spotykała SIę z chłOflną rezer- 
wą młodzieży, masowo wtedy wstępu- 
Jącej do konspiracyjneJ P.o W. pod- 
ległeJ PiłsudskIemu 
Z murow Uniwersytetu Wal sza w- 
skI ego wyfrunęło w tamtych miesIą- 
cach powIedzonko: - "Beseler nic 
mp wykuka" 
NIe byłoby to dziwnp. gdyby nowy 
Jakiś Esik, przyszły bIograf Lecho- 
ma, (lowlOdł nleZhlCle, ze ten zad 
był pierwszym znanym szeroko dow- 
cIpem puszczonym przez przyszłeg-o 
redaktora .Cyrullka", który wtedy 
umwer«ytecką nosił czapkę. 
:stanisław Piasecki. 


znaczył ze za Jego czasow "gimnazIŚ- 
CI podpatrywah aktorki w gardero- 
bach pl zez dZIUrki wiercone w pr ze- 
plerzelllach - a me plsah tak po- 
waznych recenzJI. Jakle łobuzy wy- 
rosną z teJ młodzlezy", kazał Boy, 
"ktola dZIsiaJ pisze z taką powagą 
o :\'Ielpomeme" RedakcJ,r była bar- 
dzo dumna z tych uwag Istotnie, re- 
cenzJe w ,.ŚwIaUocIPmach" nastroJo- 
ne były powazme. Były to anahzy 
wielce przemądrzałe. Nowele pach- 
mały .lUz "nowym stylem". A sam 
Wacek Syruczek, kt?ry utonął potem 
w dZlenmkat'stwle I zmal nował Się 
.lako pIsaIskI talent, wołał w Wierszu, 
ktOl y dZIsiaJ Jeszcze pamIętam (kon- 
kurował z Antomm Langem i Jego 
wierszem gdzie ,.plostych" l.ymUJe 
Się z "akrostych" a "Iozczyn" z 
"wlOszczyn" - był to wiersz pl"any 
dla pam, która me lubiła zbyt pro- 
stych rymów Langego): 
C/wcby wicher zwal1ł sto 11mb 
i dębow nad Letą 
nieustannie dąż na Ol1mp 
młody mój poeto! 
PowIesz moze kiedyś. PióT!l-m 
zaufa l i burzyl 
ducha zbhża SIę futurum 
bl1e tętnem stu zyt..." 
Wal to pl zypommeć "ŚWlatłocle- 
me" i Wacława SYluczka, tak Jak 
nalezało przypommeć Staszka Kara- 
slńs
,I,ego.1 Jego "Koło Strazy Pol- 
skIeJ , ktore zbierało się w Jego po- 
kOJu na Batorego 1 na gol nym pIę- 
trze W tym samym domu zbIerało 
SIl,' ongiś "Eleusls" plof Wmcentego 
Lutoslawskiego. 
WspoltJmema i uzupełnienia. Sądzę 
że były one obowiązkIem dawnego 
ucznia "Sobka". tylko trzy klasy gim- 
nazJum - od 3-eJ do 6-ej - byłem 
uczmem tej śWIetneJ szkoły, którą 
wspommam dZIsiaj czule, ze wzru- 
szernem. Nie tylko dlatego że były 
to dawne czasy, czasy spodziewanIa 
I nadzIeI, wIelkICh lotow ambIcJI. Ale 
i llatego ze pozwohły nam poznać 
ludzI oddanych wIedzy, ludzI dobrych, 
wIerzących w dobroć Jako w siłę 
twórczą. ze nauczyły nas szacunku 
dła cIągłośCI kultury, pokOlY I bun- 
tu zarazem. 


Zbigniew Grabowski. 


Prawie na pewno me, ale Jakoś nie 
zauwazahśmy tego. Bywałem u nie- 
go w domu. przypommnam sobie Je- 
go babkę I wydaJe mI Się że nosiła 
perukę. NIe przypommam sobIe że- 
byśmy kIedykolwIek przez te długIe 
lata szkolne mowIlI o pochodzemu 
Julka. Przypommam sobie natomiast 
ze brał udział w robiemu przez nas 
kawalow naszemu, wYJątkowo me- 
mądremu, prefektowI. 
Kawały roblhśmy także Ostrows- 
kIemu. A właścIwIe terroryzowah- 
śmy go. Ale w pewnych gramcach. 
Do szósteJ klasy był z nami chłopak 
powszechme zwany Kozą. Na JedneJ 
lekcJI zachował SIę wobec Ostrows- 
kIego nie mesforme, Jak wszyscy, 
ale wręcz po chamsku. W klasIe za- 
panowała cisza Po dzwonku SPUŚCI- 
hśmy KozIe lame. 
W osmeJ klasie postanowll1smy 
pokazać OstrowskIemu że go na- 
prawdę cemmy. Zaczęhśmy przygo- 
towywać dła mego pubhczny ob- 
chód, ktory mmł SIę odbyć przed 
maturą, w Jego ImIenIny na św. Sta- 
nisława. MIał się składać z prze- 
mówIeń po polsku, po łacinie I po 
grecku l z przedstawiema komedII 
Plauta "Jeńcy" Byłem reżyserem teJ 
sztuki. Początkowy pomysl zeby za- 
grać Ją zupełme klasycznie, to zna- 
czy w maskach, na koturnach I z 


Na
ze 


wyolbrzymionymi gemtahaml na 
wierzchu, upadł od razu ze wzgłędu 
na trudnoścI techmczne l meprzy- 
gotowame opinn pubhcznej. Rzecz 
miała być mespodzIanką dła Os- 
trowskiego ałe w zupełneJ taJemm- 
cy nie mozna było jeJ utrzymać. 
N asz nauczyciel hIstorII, bardzo przy- 
zWOIty człowIek, pochwahł zamiar 
ale dZIwił Się wyborowI sztukI. "Dla- 
czego me wZIęlIścIe bardzIeJ znanej 
sztuki Plauta, na przyklad "Zolmerz 
Samochwał"?" "Dlatego - odpowie- 
dZiałem z wielkIm wewnętrznym za- 
dowolemem - bo mkt z nas me 
umiałby dobrze zagrać roh prosty- 
tutkI". 
Kiedy JUZ odbywaly SIę proby, a 
karty zaproszeń, po laclme, były w 
druk,lrm, nastąpIła katastrofa. Wkro- 
czył dyrektor. W ciągu następnych 
dZiesięcIOlecI wldzmłem wIele rzeczy 
obrzydhwych, tragIcznych, wstrząsa- 
Jących. A Jednak wspomnieme mter- 
wencJI tego człoWIeka budzI we mme 
do dZIś echo gmewu l obrzydzema. 
Zabroml nam zrobić uroczystość dla 
człowieka, któremu zawdzięczaliśmy 
tyle, kazał "Jeńcow" wystawlC Jako 
przedstawleme na dochód szkoły w 
ramach JakieJś wymyśłoneJ przez 
sIebIe akademii l rozesłać zaprosze- 
ma wedle swojej listy zaWIeraJąceJ 
nazwiska glówme jakichś urzędnIków 
mlmsterstwa ośwIaty. WiedzIał że 
na mIesIąc przed maturą me może- 
my IŚĆ na bunt. 
.Ten dyrektor przed r. 1926 ma- 
wiał, kiedy mIał odpowledme audy- 
torIUm, "my, narodowcy". Po zama- 
chu maJowym zaczął mowlć "mar- 
szałek" przez duze M. Clou Jego aka- 


ulubione 


. 


demII, rozpoczętej "Jeńcami", stano- 
wiło odegranie na wlolonczeh przez 
Jakiegoś Jego przYJacIela "PIerw- 
szeJ Brygady". KIPdy ten zaczął grać, 
przewroc1łem za sceną stos ławek. 
Huk był spory ale artysta SIę me 
speszył. 
Do OstrowskIego poszliśmy wszy- 
scy do domu. WygłosIlIśmy do mego 
przemowleme po łacmle i po grecku, 
wręczyhśmy mu drukowane po łacl- 
Dle zaproszeme na medoszlą uroczys- 
tość, i wielką azalię. Nerwowo prze- 
łykał śhnę żeby me płakać. 
Pozostało Jeszcze przekazać przed 
maturą kołko klasyczne następcom. 
Powstalo ono oczYWIście z InIcJaty- 
wy Ostrowskiego. Zbierało SIę bodaJ 
co dwa tygodme. Jak to bywa w zy- 
CIU, pamIętam tylko sWOJ referat, ale 
było Ich duzo więceJ. Zarząd kołka 
mIal o przeJąć ode mme dwóch kole- 
gów z następneJ klasy: MICIńskI i 
SikorskI. Bolesław MICIńskI poźnieJ 
byl autorem pracy o KanCie l bardzo 
orygmalnych esejów fIlozoflczno-h- 
terackich, umarł młodo we FrancJI. 
zmszczony gruźhcą zamm antybIO- 
tykI weszly w uzycle. O Ile pamIętam, 
mIał być prezesem kółka. Ale widać 
było z jego trochę marzycielskiego 
a trochę zarozumIałego zachowama 
ze me dla mego praca orgamzacYJ- 
na. Tą z punktu przeJął SIę SIkor- 
ski. Jemu WięC właścIwie przekaza- 
łem kółko. 
InnI napIszą pewnIe o jego zasłu- 
gach dla teatru. Ja będę pamlętal że 
posyłał paczki OstrowskIemu. 
:.Jjln d'age nea mela1nan eUr!lSS011len 
eis hala dian. 
WOjciech 'Vasiut)ńskL 


. 
"Włer
Ze 


Odpowiedzi na ankietę "Wiadomości" - Uzasadnienia wyboru 


WIT TARNAWSKI 


:\loJ ulubIOny wiersz? Jest Ich WIe- 
le. PostanowIłem Wybl ac mozhwle 
naJPlostszy, by móc na mm pokaz.lc 
- o ile to OCZYWIŚCie będzIe w mo- 
Jej mocy - co w poezJI liryczneJ 
Jest Istotne, co Ją tworzy. 
Wybór mOJ padł na Jeden z WieI szy 
Kasprowicza w "Ksl!i'dze ubogich" 
Dlaczego KasprowIcz 'I Bo Jest to 
poeta, któremu w mOIm POJęCIU dZIe- 
Je SIl,' dZISIaJ wIelka krzywda. Co 
więcej w Jego osobIe stała Się krzyw- 
da sameJ poezJI Zupełne śClągm!i'cie 
z pIedestału tego uWielbIanego ml- 
shza mOJeJ młodoścI l nIemal od- 
mÓWIenie mu rangi poety jest syg- 
nałem ostrzegawczym. ze coś medo- 
brego dZIeJe SIę dZIś w krolestwle 
poezjI. 
OCzYWIścIe Kasper, Jak go w o- 
wych czasach nazywahśmy, napIsał 
wiele słabych I sztucznych wierszy. 
KIedy uSIłował być kunsztowny, wy- 
szukany, młodopolskI - najczęścIeJ 
chybIał; trafIał, Im bardzieJ stawał 
SIl,' prosty, był sobą Jestem jedn'1k 
głeboko pewny, ze kto potrafi powIe- 
dZIeć (a słyszałem takie zdanie me 
raz I me dw'i) IZ naJlepsze wiersze 
"Księgi ubogIch" me zasługuJą na 
mIano poezJi a przekłady tragedII 
Ajschylosa zalatują "zmIrą - ten za- 
tracIł Jakąś część zdolności odble- 
rama poetyckIch wrazeń 
Istotą poezJI lirycznej było zaw- 
sze I pozostało do dZIsIaJ wzrusze- 
me, a cechą rozpoznawcza hrycznego 
poety - zdolność Jego wyrażema I 


TADEUSZ WITILIN 


DZiękuJe za zaproszellle n1l11e do 
wYPowiedzI na temat ulubIOnego 
wiersza. PrzyznaJe ze zachęcIła mnie 
do tego obIetnica honorarium NIe 
dlatego zebym był pl zysłowIOwym 
poetą romantyczllle umlelaJącym z 
!ło,lu na poddaszu, tylko ze bezpłat- 
ne plsallle uwazam za Jedną z naJ- 
bat dZIeJ meomylnych oznak grafo- 
maństwa Speszyło mme Jednak zą- 
danie uzasadmema wyboru Bo sztuka 
to pl zede wszystkim UCZUCie, a poe- 
Zja - bardzieJ wlazhwy rodzaJ sztu- 
kI - to mIłość. MiłoścI zaś SIl,' me 
uza«adma. IstmeJe wspaniała stala 
hawaJska pleśń, w ktÓleJ zakochany 
młodzieniec wyznaJe swoJeJ dZiew- 
czynIe: "Kocham cię, bo Jesteś pięk- 
na Jesteś piękna, bo Clę kocham". 
Jest to chyba naJlepsze poetyckie wy- 
jasnleme Bo kIedy zaczynamy coś 
tłumaczyć, to trzeba uCieka" «le do 
lozsądku. do pewnego wyrachowania, 
które Jest zaprzeczemem spontamcz- 
nego uczucia I gdybym musIał uza 
sadmć ze lubię JakIś Wiersz, pome- 
waz ma rymy męskie, albo żeńskie, 
albo mjakle, albo dlatego, że Jest to 
biały WIersz, albo bIało-czerwony, 
albo anty-czerwony, albo ze Jest PI- 
sany Jambem, heksametrem, JakImś 
zgłoskowcem, czy mnym pterodakty- 
lem. ze jest atonalny, rytmICzny, 
rwany, szarpany, kopany I onomato- 
peiczny z piękną średniówką, to le- 
pIeJ w ogołe dać z tym śWIęty spo- 
kOJ 
Dlatego myśle że lepIej napIsać 
"Jaki wIersz wywarł na mme naJ- 
wIększe wrazeme pod wpływem mo- 
Ich wspommeń". I Jeśh Redakcja 
pozwoli, to tak odpowiem na zapro- 
"zenIe 
Było to tak dawno, ze aż wstyd 
się przyznać, bo az w zamiel'zchleJ 
epoce filmu memego. I właśme kIedy 
mieliśmy wybrać Sle do kma, zadano 
nam na Jutro WIersz. Pech potworny, 
bo ĆWIczenIe z arytmetyki mozna 0- 
stateczme oderznąć od kolegi z rana 
tuz przed lekcJą, ale wiersza trzeba 
SIl,' wyuczyć o dZIeń wcześmeJ Tym 
razem zaś szczególme nalezało mlec 
Się na baczności, gdyż wokoło 10Z- 
taczała SIę wspaniała WIOsna, lecz z 
nią nadcIągała roczna cenzura, czyli 
z promocJą, albo nie. . 
Umówiłem sil,' z MIetkIem z
 przyJ- 
de do mego po odrobiemu pIsemne- 
go wypracowalllla, razem wykuJemy 
potworne wIerszydło l Jazda do kllla' 
Gdy śpIeszyłem w strone jego domu 
przy uhcy Flory, zapadał JUZ prawie 
zmIerzch, IVhmo to szedłem w brałych 
temsowych spodmach, z rakIetą i pIł- 
kamI. Ten stróJ był komeczny. NIe 
dlatego że w mieszkamu Węgrzynów 
korytarz był tak długi IŻ gralIśmy 
w nim w temsa, bo to robiło SIę przez 
cały rok, ale ze białe temsowe spod- 
me były to Jedyne długie spodnie, 
które wolno było nosić sztubakom 


V\ zbudzema uczucIOwego oddzwlęku 
w słuchaczach WszystkIe przydatkI 
mtelektualne l łamańce formy mogą 
UlozmmCIC I wzbogaclc dzmłame 
WZl uszema - Jezeh go tylko me za- 
głuszą - ale nie stanowIą one I me 
zastąpIą istoty. Tam gdzie me ma 
wzruszenia, me ma prawdziwej h- 
ryki 
OCZywIście, ze lm wzruszenia sta- 
Ją SIl,' głębsze czy subtelnieJsze, Im 
szlachetmeJszyml l mniej banalnymi 
budzone ślOdkaml, w lm głębsze, bar- 
dZieJ mtymne uderzają struny-tym 
doskonalszą otrzymuJemy poezJę LEcz 
podstawowym chlebem hryczneJ 
poezJI sa UCZUCia proste l prawdy 
Wieczne, które będą zawsze budzIły 
oddzwlęk w człowieku. radość i smu- 
tek Istmema. miłość i śmlerc, ta]em 
mca bytu, Bóg - oczYWIście u kaz- 
dego z prawdzIwych poetow wyrazane 
w sposob Jemu właścIwy I Jedyny. 
'Vłasnie to wszystko znaJduJemy 
u autora "KSIęgi ubogIch.'. Kaspro- 
WICZ w swoIm naJlepszym wydamu. 
zwłaszcza w łatach pełneJ dOJrzałoś- 
CI, Jest poeta uczuc I wzruszeń plO- 
stych, odwIecznych, wspolnych wszyst 
klUl ludzIOm WYlósł z ludu I wymosł 
stamtąd swoJe proste prawdy I me- 
kłamane UCZUCia na wyzyny wYI.afi- 
nowaneJ kultury poetyckIeJ - me- 
tknIęte. Toteż prościutka zwrotka 
"KSięgi ubogIch" była dla mego po- 
kolema wstrząsającą rewelacJą 
pokl nie znalazła zbyt wIelu naśla- 
dowcow; ale jeszcze dzisIal, gdy od- 
czytuJe wielsz który tu wybrałpm, 
cog z t.lmtpgo wstrząsu, V\ ktorym 


h zPclej klasy gmmazJalneJ StaszIca, 
a wraz z I akletą I piłkamI mozna by- 
ło chodzIć po uhcy bez czapki, oczy- 
WIśCie ucznIOwskIeJ \\T ten sposob 
udawało SIę nam przemycac do kma 
na fIlmy "dla młodzlezy medozwolo- 
ne". MIeliśmy zaś tym razem pojść 
na "Czterech Jeźdzców Apokahpsy" 
z Rudolfem Vałenhno w kmle "Sty- 
lowy". 
OtwOlzył mI l\'hetek. rówmeż juz 
w bIałych spodmach Weszhśmy do 
Jego pokoju I zabrahśmy Się do nau- 
ki Ale nie szło nam. Z otwartych o- 
kien dobiegał odurzający zapach 
bzow I maJa AleI UJazdow«klch I 
beztroski gwar z kawiarm .,Bagate- 
la". W przyległym pokoju Zosra, SIO- 
stra Mietka, grała na pianime :\'Ia- 
zurka Chopina, a siedemdziesięciolet- 
nia babcm. pam Kurk1ewiczowa w 
odwiedzlU3ch z Krakowa krzątała Się 
po sąsiedmej Jadalni podśpiewuJąc u- 
lubioną pIOsenkę ludowa spod zywca: 
P, zyszla baba do farosa 
PrzewIelebnie strapwna: 
Powiedzta mi, mój larosie, 
Czy 1a bede zbawiona? 
Zajrzal C1 je1 do paszczęki, 
Baba zębów me m1ała, 
FaJno babo, będz1esz w mebie, 
Czym bys w pIekle zgrzytała? 
Nakrywano teJ JUZ do wczesneJ ko- 
lacJI, bo medługo mmła zaJechać 
przed dom zamaWIana stale ta sama 
dorozka którą Węgrzyn co wieczór 
wyruszał do teatru. Tym razem na 
"Mazepę" Słowackiego. A my mamy 
wblJac w mózgownice rowmeż Sło- 
wackiego. Fragment ze "zmII", Nie 
podoba SIl,' nam on zupełme, uroz- 
maicamy WIęC sobIe naukę grą w 
"Przytomnośc umysłu" Zabawa po- 
lega na tym ze Jeden rzuca w drugie- 
go byle czym, krzesłem. Jabłkiem, do- 
mczką albo kałamarzem i woła: 
"Przytomność umysłu!", a drugI mu- 
SI w pore uchyhć się albo schwytać 
ten przedmIot. Jeśh dostanie nim w 
łeb, śmIechu Jest kupa Przy tym 
powtarzamy zadany poemat przed 
rzeźmając go ile się da: 
- .,Budziak". Czy ty wiesz co to 
Jest "budziak?" Chyba "buziak"? - 
kpi MIetek. 
- A czy widzrałeś kIedyś sumaka? 
- wołam. - Co to za bydlę ten Ja- 
kiś sumak? 
Wtem otWIeraJą sie drzwi i staje 
w mch oJcIec MIetka: 
- Czego się wygłupiacIe, gó wnm - 
I ze'! - móWI z patosem, poważme i 
dramatyczme 
I po tych słowach bierze ode mn
e 
"WYPISY Szkolne Na Klase Trzecią 
ZatwIerdzone Przez MInisterstwo Oś- 
WleCell1a Pubhcznego l Wyznań Re- 
ligIJnych" l zaczyna czytać głosem 
jak dzwon zygmuntowski recytuJąc 
tak, Jak to tylko potrafIł wielki Jó- 
zef Węgrzyn. 
Ty śpisz, sumaku / Ty śpisz, 8umaku! 


łączy sle mezwykłe i doskonałe z 
czymś dZlwme znaJomym, pobrznne- 
wa we mnie. 
PoezJa In yczna, Jak mozemy Się 
domy';lać, zlodzIła SIę w sWOIch 
plerwocmach z krotklch inkantacJI 
rehglJnych I z przysplewek ludowych 
Rzecz znamienna. ze właśme w tych 
dwóch kIerunkach poszła naJdosko- 
nalsza twolCZOSC KasprowIcza, daJąc 
nam z jedneJ strony "Hymny", a z 
h ugleJ "Księgę ubogich" i "Moj 
ŚWIat". W Kasprowiczu poezJa u 
swego szczytu wroclła meJako do 
zrodeł. 
Mimo złeJ passy, "mrozu, ktolY 
przyszedł na psa", Jakby mo ze po- 
wiedzIał sU1owym, c@opsklln słowem 
sam Kasplowicz, pozostał on w mOIm 
WYCZUCIU poetą wysokiej mrary, Jed 
nym z naszych naJwybltmeJszych. 
IVhec odwagę wyrazenra swych u- 
czuc naJ prostszym słowem. Jakle 1'0 
dZI się na ustach w chwilI wzrusze- 
ma, me szukaJąc zadnych dodatko- 
wych ozdób m przynęt - znaczy być 
poetą. OczYWIście, azeby zna leźć to 
Jedyne słowo, które WYl aza naJWIel- 
mej prawdę UCZUCia, a me wszech- 
obecny banał, by na me bez omyłki 
trafić, trzeba takzp urodzIć Się poe- 
tą Trzeba MICkiewicza, na to by na- 
pIsać: 
Gdy tu mój trup w pośrodku waR 
[zasiada. 
TV oczy zagląda wam i głośno gada, 
Dusza w te'1l czas daleka, ach daleka! 
Błąka 8'Ię i narzeka. ach '11 a rzeka / 
To jest tak ze mÓJ ulubIony wIersz. 


.1,11ędzy blyszczące TOBą czahary; 
A tuta1 strzelcy w stepach Budz!aku, 
Utoczą wkrotce kn1e1e 1 1 aTY. 
Sumak me słyszy! Sumak me Błyszy! 
Bo IInlcząc strzelcy 1dą na łowy, 
J cOlaz c1sze1, 
Ulędzy paru wy, 
Pom1ędzy trawy, 
Toną 1 toną, 
A zorze płoną 
J ŚW1t 1askrawy 
Puzłaca me bo na wschodzIe. 
O' ,akze nl1ło przy rannym chłodzIe 
Tak S1ę zapU8zczac w stepowe knieje. 
Jak ta1emmcza ta chw1la nocy, 
K1edy noc kona, kSlęzyc bledme1e 
Juz dZIeń na wschodzIe, ' 
A na połnocy 
Jeszcze lśmą. gwwzdy, 
Jeszcze lśmą 1asno... 
J wschod S1ę złoC'/., 
Bledn1e, czerW1en1, 
NIebo S1ę mten1, 
Gunazdy w lazurze 
Już gasną, gasnIJ, 
l lJolne l.oże 
Puwsta1ą. z 10SY perlamu. 
J C'/.Cho strzelcy szl1 manowcann. 
Cisnął kSlązkę na stoł, odwroctl 
Się I wyszedł z pokoJu Jak ze sceny. 
Stahsmy w milczemu, a po twa- 
rzach spływały nam łzy. Mimo ze 
przeclez byhśmy JUZ prawie doroślI 
bo przeclez nosIlIśmy długie spodme: 
choCIaZ co prawda dopiero białe te- 
nIsowe dla "przeJśclowego wieku". 
A potem w skupIemu, prawie szep- 
tem nauczylIśmy Się wiersza prze- 
słuchuJąc SIę wiele razy. 
Tego wieczoru me poszhśmy do 
kma "Stylowy", ale do Teatru Na- 
rodowego, by stoJąc w pierwszeJ ku- 
lisIe podzIWIać Węgrzyna w roh 
Zblgmewa i Osterwę w tytułoweJ 
roh Mazepy Słowackiego. 
N azajutrz, na pytame nauczycie- 
la: "Kto na ochotmka wypowIe za- 
dany wiersz?" wyskoczylIśmy obaJ 
do tabhcy Jak za naclśmęclem guzI- 
ka, Deklamowaliśmy, naJPierw MIe- 
tek, potem Ja, umiejąc na blachę. 
Z uczuciem I miłością. Ze Jednak "me 
masz miłoścI bez cIerplema", OśWlad- 
czyhśmy w zapale IŻ Słowacki to 
naJwspamalszy poeta na śwIecIe. To 
zaś była herezJa. Bo tytuł naJwspa- 
maiszego poety na śwIecIe musowo 
należał się IVhcklewiczowl. 
Do ławkI wróclhśmy z niedosta- 
tecznym, czyh z dWóJą. 
Tak WIęC, choć wIersz ten me po- 
zostawIł mI wyłączme radosnych 
wspommeń, zarył mI SIę w sercu tak 
wspamale że powtarzałem go sobIe 
pozmeJ w hcznych chwIlach strasz- 
liwych doznań wOJny, wlęzleń, smu- 
tku, osamotmenia, etapów Jeniec- 
kICh, obozów katorżmczych, szpitalI, 
brudu, podłości i chamstwa. I no- 
szę w sobIe ten fragment poematu 
po dziś dzień. Najlepszy dowód że 
zacytowałem go z pamięci.
>>>
4 


STANISŁAW SOBOTKIEWICZ 


WIADOMOśCI 


Dlaczego 


Podbipi
ta 


zginął 


pod 


I DLACZEGO w ogóle zginął? Był 
postacią fikcyjną. Nie podlegał 
żadnym rygorom historycznym. Sien- 
kiewicz, na równi z Zagłobą, Oleńką 
i "hajduczkiem"-Basią, darzył go og- 
romną sympatią, Większą niż innych 
swoich bohaterów. Należało by mu o- 
kazać trochę więcej względów i prze- 
dłużyć życie. 
Bodaj do końca "Ogniem i mie- 
czem", a zatem i na przeciąg "Poto- 
pu". I pozwolić, nie tylko Skrzetuskie- 
mu z Heleną, ale i jemu połączyć się 
dozgonnie z czarnooką Anuslą i... u- 
raczyć czytelnika "basałykami" litew- 
skimi, a panu Zagłobie dać pole do 
dalszego dworowania z małomówne- 
go druha, któremu miła małżonka po- 
magałaby do utrzymania tak zacnego 
I'Odu i przysporzenia równie mężnych 
olbrzymów-rycerzy na nowe zbaras- 
skie, kamienieckie czy chocimskie po- 
trzeby. Dlaczpgo więc autor zezwolił 
mu tyłko na dopełnienie ślubów, a 
odmówił temu litewskiemu niedźwie- 
dziowi uciechy wyEierania słodkiego 
miodu z wdzięcznej barci Anusinej? 
Daje na to odpowiedź Monika Warneń- 
ska w szkicu o Sienkiewiczu. Niemniej 
ciekawą. i intrygującą tajemnice prze- 
znaczenia Podbipięty zdradza Marceli 
Kosman w swojej pracy: "Na tl'Opach 
bohaterów Trylogii"..) 
Naprzód jednakże - kilka domy- 
sław: jak ta postać powstała? Skąd 
i z czego w wyobraźni powieściopi- 
sarza zrodził sie ten typ? '" "ani 
jednpgo nawet nazwiska nie zaczerp- 
nąłem z fantazji" - pisze Sienkie- 
wicz do redaktora "Czasu", Stanisława 
Smolki. To prawda. "Podbipięta" - 
również było autentyczne. ... "na Lit- 
wie spotkał jakąś starszą. panią no- 
szącą to nazwisko i nic poza tym" 
- podaje Kosman. Pewnie za War- 
neńską. Ta więcej o tym pisze. Naz- 
wisko takie obiło się o uszy Sien- 
kiewicza w powiecie trockim na 
żmudzi, w pobliżu Hanuszyszek. 
niegdyś majątku jego teściów, Szet- 
kiewiczów. żyła tam starowina, pani 
Brzostowska de domo Podbipięta. 
Stąd imię. Do Hanuszyszek dorymo- 
wal żartobliwie miejsce pochodzenia 
Longinusa - z Mysikiszek (co Za- 
g-Joba na Psiekiszki przerobił) i po- 
lecił cnotliwemu Litwinowi złożyć 
śluby czystości przed Najświętszą 
Panną w Trokach... 
Do imienia należało dorobić koń- 
l'zyny i tułów. Dorobił je istotnie nie 
na miare krawca. Wszystkim na ogół 
imponuje ogrom i siła. Nie mniej i 
Sienkiewiczowi. Z natury drobny, nie 
odznaczał sil,' zbytnią krzepą. Z tym 
większym podziwem znajdował ją u 
drugich. Raz nawet sam próbował 
zabawić sil,' w osiłka. Gościł wtedy w 
Rogalinie u Edwardostwa Raczyń- 
skich. Gospodyni domu, pani Róża, 
osoba nie naj słabsza, z łatwością jed- 
ną ręką podnosiła swego sześciolet- 
niego synka. Również i Sienkiewicz 
chciał dokonać tej sztuki. Skutek był 
taki że uszkodził sobie ścięgno i na 
kilka tygodni musiał przerwać pi- 
sanie nowej powipści "Quo vadis". 
Ale swoim bohaterom nie mógł po- 
zwolić na to, aby tak niefortunnie 
kończyli swe popisy. Nie musiał 
wstydzić się swej siły i Longinus 
Podbipięta. Jego mleczny brat. to 
niewątpliwie Porthos z ..Trzech mu- 
szkieterów" Dumasa. Taki sam 
olbrzym o szerokich ramionach i 
z równie ogromnym mieczem, któ- 
remu ze zdumiemem przygląda się 
D' Artagnan. Ale Porthos był zwa- 
listy i tęgi. Dlaczego Sienkiewicz 
swemu bohaterowi tak poskąpił cia- 
ła? Wynikało to po trosze z asce- 
tyzmu Longinusa. Tl'Ochę dla od- 
miany. A bodaj najwięcej wpłynęła 
na to jeszcze jedna lektura. Sien- 
kiewicz, jak dowiadujemy się od 
Krzyżanowskiego ("Henryka Sien- 
kiewicza żywot i sprawy"), znał do- 
skonale Słowackieg-o. ... "odnosi się 
wrażen
e - pisze Krz:y
anowski.- 
że mewydarzony slOdmoklaslsta 
znal "Beniowskiego" na pamięć"... 
Niewątpliwie. Duch ten ukrainny i 
]loezja Dzikich Pól znajduje swój 
wyraz często w opisach Sienkiewi- 
cza. Najbardziej uderzające są po- 
czątkowe strofy z "Piesni piątej..... 
Tam tpż. w dalszych zwrotkach pi- 
!\ze Słowacki w swych mistrzowskich 
oktawach: 
Beniowski przebył Dniepr - gdV 
[raz wieczorem, 
Kiedy już księżyc wstawał 
[zamyślony, 
Obaczył ogień pod dębowym borem 
W ziemi palący się, wielki, 
[czerwony. 
Przy ogniu siedział człek okryty 
[worem, 
Dzikiej i strasznej twarzy, jak 
[Hurony... 
Dalej siedziało dwóch panów na 
[ziemi. 
Na jednym żupan był, skóra i kości, 
Drugi otyły i z rubinowemi 
Policzki, pełen w Bobie 
[wielmożności, 
Przypijał gło
no do drugiego 
[zdrowiem 
Z butla, co miał brzuch obszyty 
[sitowiem 
Ów pan wspaniale; tuszy... 


................................................... 


Siedzial, jak m6wię - i z oplecionego 
Butla pił. Litwin to był stare; daty, 
Z chudym się na czas połączył kolegą. 
A jego sluga czerwono kudłaty 
Perkunas... 
Kucharzem teraz był i u trójnogów... 
,. .już nie dawne runy 
Spiewal, lecz diabla żmujdzkiego 
I stra;szydło 
Krzyżem odpędzał, gdy b
ly pwruny. 
Wybornie um
ał wędzić gęsie skrzydło 
l po tatarsku zawijać kołduny - 
Krol perski, kt6ry płacił złota m
nę 
Za każdą nową rzecz - to za boćwmę 
Dałby dwie. - O boćwino!... 
Trudno oprzeć się mimowolnej 
uwadze że ten "czerwono kudłaty 
Perkunas" również znalazł swe miej- 
swe na kartach "Trylogii". Przywo- 
dzi nam na myśl początek "Poto- 
pu", gdzie to "przy drzwiach ku
- 
laty 
mudzin huczał gwałt0'Yfi!
 
żarnami mrucząC pod nosem plesn 
monoton'ną" . . . A owych "dwóch 
panów" sIedzących na ziemi, jakże 
nam przypomina zapoznanych przez 
Skrzetuskiego u Dopuła Wołocha 
*) Por. recenzję Krystyny BI.zozow- 
skiej w 1086 nr. "Wiadomości". 


dwóch szlachciców. Zagłobę, acz nie 
Litwina, ale tak samo o takiej 
"wspaniałej tuszy" i "wielmożnoś- 
ci" i też raz po raz przypijającego 
"głośno do drugiego zdrowiem". I 
właśnie Podbipiętę. "Na jednym żu- 
pan był, skóra i kości" - powiada 
Słowacki. A jakby zaraz za nim po- 
wtarza Sienkiewicz: "Szerokie jeg"o 
ramiona i żylasty kark zwiastowały 
niepospolitą siłę, ale była na nim 
tylko skóra i kości". Wycieczki zaś 
Słowackiego pod adresem Mickiewi- 
cza o kuchni litewskiej i boćwinie, 
podejmuje w "Ogniem i mieczem" 
Zagłoba przeciwko Podbipięcie i 
wszystkim boćwinkom - Litwinom. 
("Wielki to u boćwinków ród Pod- 
bipiętowie") . 
Przeniesione przez Słowackieg"o 
na grunt Ukrainy wrażenia z Co- 
operowskich powieści o Indianach 
zapłodniły wyobraźnię Sienkiewicza 
jeszcze na ławie szkolnej. Po wielu 
latach spłacił twórcy "Beniowskie- 
go" swój artystyczny dług, zosta- 
wiając na kartach powieści ślad te- 
go, co od poety duch pisarza za- 
pożyczył. 
Na pewno można znaleźć i inne 
porównania. Każdy na swój sposób 
może się ich doszukiwać. Każda co 
roślejsza i chudsza postać z otoczenia 
Sienkiewicza mogła dodać Longinu- 
sowi jakichś cech i rysów. Niejeden 
obraz czy posąg mógł się do tego 
przyczynić. Jako uczeń gimnazjainy 
często mały Henio zaglądał do Fa- 
ry na Świętojańskiej. Urzekał go 
tam "majestat gotyckiego budow- 
nictwa -- jak pisze Warneńska - 
ołtarze, pomniki, zwłaszcza posągi 
rycerzy w zbrojach". Po latach Sien- 
kiewicz przypomni to sobie: ..Sam 
nie wiem czy od tych rozmaitych pa- 
miątek, od tych portretów, od tych 
pomników. od tych marmurowych 
twarzy nie wiał wówczas na mnie 


KAZIMIERZ SCHLEYEN 


o 


NA TEMAT JĘZYKA mają prawo 
wypowiadać się i niefachowcy, bo 
to nasza wspólna własność i mamy 
wpływ na jego kształtowanie. Ling- 
wiści wyjaśnią co jest poprawne, po- 
wolywać się będą na większe powagi, 
na uczonych, którzy całe SWŁ życie 
poświęcili studium języka. To ludzie 
skromni, nie apodyktyczni, nie pró- 
bują tworzyĆ neologizmów ("nowo- 
twór" brzmi zbyt chorobliwie) ani ich 
nie protegują. Dbają o czyslośc języka, 
a problem ten nabiera wagi na wy- 
chodźstwie, gdzie tak łatwo o skaże- 
nia, które zakradają się w sposób nie- 
postrzeżony. Latwiej godzimy sil,' L 
tymczasowym przywłaszczeniem po- 
szczególnych słów, które mają znajo- 
me odpowiedniki, jak "lar.alord", 
"szoping" czy "landry", ale tępimy 
zdecydowanie to co razi np. "czy pani 
jest na telefonie?" lub "czy ty lubisz 
ten film '!" Ale nawet dbający o czy- 
stość języka stali sie mniej odporni 
na anglizowanie i już nie razi ich od- 
powiedź "obawiam się że pana dyrek- 
tora nie ma" lub ie ktoś się "obawia 
że zapomniał ksiąiJkę". Nie ma w tym 
żadnej obawy, tak się dawniej nie mó- 
wiło i to tylko wpływ języka angiel- 
skiego. Nie razi nas już że pani 
jest "raczej" zmęczona, choć dawniej 
słowa tego używaliśmy dla pr
eciw- 
stawienia. 
Roi się w naszym języku od obcych 
wyrażeń. Łacina i greka ma miejsce 
uprzywilejowane we wszystkich mo- 
wach ludzi wykształconych i tego się 
nie zwalcza. Ciekawe jest tylko, że 
V\ plywy te nie zanikają, lecz lIasilenie 
ich staje się większe, może przez mię- 
dzynarodowe kontakty o wspólnych 
równoznacznikach, np. niewątpliwie 
częściej niż dawniej spotyka się takie 
słowa jak "integracja" czy "kon- 
tekst". Podobną tolerancją cieszy się 
francuszczyzna (co jest często dy- 
ktowane przez snobizm), coraz mniej 
modna, utrzymująca sil,' głównie na 
wyżg,zych piętrach society. Zeszło z 
wyżyn i rozpowszechniło się mnóstwo 
wyrażeń w dziedzinie toalety i kul- 
turalnej. Niesposób zaś oddać zwięźle 
"faux pas" czy "tableau!" 
Natomiast anglicyzmy stanowią nie- 
spodziankę. ..Tramwaj" czy "sweter" 
to już nasz, a niewielu znało pocho- 
dzenie "szopenfeldziar.ki". Duży maga- 
zyn strojów męskich zawiera nazwiska 
lordów Raglana, dawniej Havelocka, 
a "smoking" też nam przypadł do gu- 
stu, choć w angielskim nie jest przyję- 
ty w tym znaczeniu. Wytworni pano- 
wip chodzili na "derby" i płynęli 
"jachtem" nie wiedząc, że w ojczyź- 
nie tych słów wymawia się "Dar by" 
i "jot". Nie znajdziemy odpowied- 
niejszego słowa niż "dżentelmen", 
choć w Anglii ma bardziej ogólne 
znaczenie, "bluff" też trudno zastą- 
pić, a próby spolszczenia "week- 
end'u" nie powiodły się i słowo to- 
ogólnie przyjęło się obecnie w Polsce. 
Niespodziankę stanowi to, że w Kraju 
angielskie wyrazy zaadoptowano w 
sposób masowy, w takiej mierze, że 
tu na wychodźstwie raziłyby i podle- 
gały zwalczaniu skoro mamy zupeł- 
nie trafne własne słownictwo. W sło- 
wie i piśmie wzdłuż i wszerz Kraju 
przyjął się "relaks", a słowo "alert" u- 
żywane nawet w komunikatach tury- 
stycznych da sil,' zastąpić ściślejszym 
określeniem stosowanym w konkret- 
nych wypadkach jak "pogotowie", 
"czujność" lub "ostrzeżenie". Tych 
słów my tu nie używamy. "Test'y", 
"overall'e" i inne już w setki idące 
.amglicyzmy zasiadły wygodnie na 
polskim fotelu. Nie wiadomo jaką 
drogą przedostały się do ogólnego 
użytku. Może przypisać należy to 
temu, ie Polacy w Kraju są. bar- 
dziej zapatrzeni na Zachód niż nam 
się wydaje. Za tym przemawia jeszcze 
fakt że skutecznie obronili się przed 
rusy
yzmami, któ!e pokutują wśró.d 
starszego pokolema, nawet na emI- 
gracji, z różnymi "póki co", "przyj- 
dzie się" i Lp, 
Z germanizmami sytuacja gorsza. 
W domu od wyjątkowo francuskiego 
"parteru" aż po "strych" i "dach" 
pełno wyrazów "made in Germany:", 
"cegły", "latarnie" "szyby", "fa
by", 
"druki", "kubły", w pokojach "fIran- 
ki", "talerze", "kufry", "fartuchy", na- 


wiatr minionych wieków, sławy, si- 
ły. wolności i nie nanosił tych ziarn, 
które długo leżały mi w duszy, za- 
nim wyrosły z nich moje powieści 
historyczne" . 
Stanislaw Mackiewicz, jak przyta- 
cza Irena Bączkowska ("Wiadomoś- 
ci" nr 1047), w jakimś grobie ryce,'za 
z białoruskim napisem (w Białosto- 
ckim, w Belezweczu najprawdopodo- 
bniej ). dopatrywal się cieniów, które 
miały w fantazji Sienkiewicza przy- 
brać postać litewskiego olbrzy- 
ma o anielskiej duszy. Trochę cia- 
ła i siły dodali mu inni. Za tym 
poszło niezrównane bohaterstwo i 
wyczyny iście Herkulesowe. Sien- 
kiewicz już za młodu zajmował się 
heraldyką. .. ."idąc raz z nim przez 
ulice--wspomina Aleksander Święto- 
chowski czasy uniwersyteckie--zdu- 
miewałem się nad jego biegłością w 
rozpoznawaniu herbów na arvsto- 
kratycznych gmachach i karetach 
ora'z nad znacznym zasobem wiedzy z 
historii rodzin szlacheckich". I nie 
bardzo mu widać chętny dodaje; 
"Ryła to wszakże jedyna niezwykła 
w nim cecha". Wystarczyła jednak, 
aby dzięki temu, i rozwijającemu się 
niesłychanie talentowi, zdołał zać- 
mić swych wszystkich poprzedników 
i rówieśników... 
Znał zatem herby. Czyli czytał, 
studiował herbarze. A w nich znaj- 
dował nie tylko herby i ich opisy, 
ale i ich właścicieli odznaczających 
sil,' niejednokrotnie, może jedynie na 
stronicach tych "Imionospisów za- 
służonych w Polsce ludzi wszyst- 
kich stanów i czasów", takimi czy- 
nami, taką niesłychaną siłą i dziel- 
nością, że nikogo nie zdziwią w jesz- 
cze lepszym nieco wydaniu bohatero- 
wie Sienkiewicza. Przerzućmy choć- 
by karty sędziwego Niesieckiego w 
odnowionym wydaniu z r. 1855, z 
mottpm W oronicza: 


Kości spruchniałe powstańcie z 
[mogily. 
Przywdziejcie ducha i cJ:ało i Rily. 
Tacy Brudzyńscy na przykład. 
Stefan "mąż rycerski", zanim został 
zabity w walce pod Chojnicami 
"przebiwszy się przez liczne szyki 
nieprzyjacielskie, uderzył zapamię- 
tale na księcia żegańskiego i poło- 
żył go trupem". A Wojciech, dwo- 
rzanin dwóch królów, Aleksandra i 
Zygmunta I, "odszczególniał się 
nadzwyczajną. siłą, podnosił bowiem 
z lekkością sześciu ludzi razem w 
zbroi i żelazie"... Stanisław Cio- 
łek "wojewoda Mazowiecki, wsławio- 
ny swoich czasów z wielkiej siły 
ciała", dźwigał takie kloce, ktćrp 
dwudziestu mężów z trudem uno- 
siło, dziesięciu osiłków łatwo po- 
konywał, łamał podkowy i najmoc- 
niejsze powrozy w rękach targał. 
(To samo czynił i król Zygmunt I). 
A "będąc w Krakowie wyniósł 
dzwon wielki na wieże kościoła Pan- 
ny Marii"... A Piotr Wiesiołowski, 
oboźny koronny z czasów zygmun- 
towskich, "był tak wielkiej siły, że 
powóz sześciokonny pochw
-ciwsz:1 
za koło, w miejscu zatrzymywał, 
albo siedząc na koniu ująwszy się 
belka, od ziemi go podnosił". Byli 
i tacy, co żubry oszczepem na miej- 
scu osadzali. Byli inni, którzy jesz- 
cze bardziej swym podobieństwem w 
nadczłowiecznych zmaganiach Pod- 
bipięte przypominali. Taki Wojciech 
Padniewski, bodaj z równie dostęp- 
nych Sienkiewiczowi źródeł, w bit- 
wie na Wołoszczyźnie jednym za- 
machem miecza ścina Turczynowi 
g-łowe wraz z ramieniem do pachy. 
Tym lacniej uwierzyć że pan Podbi- 
pięta swym Zerwikapturem przy 
zbaraskiej okazji, gdy spełniły się 
jego naj serdeczniejsze życzenia, "by 
sil,' ustawili równo do cięcia", zdo- 


POLSKIM 


wet "stoły" i to nas wcale nie wzru- 
sza, bo to już dawno nasze i nie śni 
na
 sil,' pozbywać się "rotmistrza" 
am "r
tusza" z "burmistrzem". \V 
trzecim dziesięcioleciu b.w. zebrano 
się gorliwie do oczyszczania języka 
z obcych naleciałości, zwłaszcza ger- 
n
anizmów, bo rozpanoszyły sil,' zbyt- 
mo, glównie w słownictwie fachowym. 
Zrobiono 
poro i wynik był pozytyw- 
ny. Lecz język ma swoje upodobania i 
o ile "strug" łatwo zastąpił "hebel", 
o tyle "zwijki" mimo napisów na pu- 
dełkach nie znalazły prawa obywatel- 
stwa i po dawnemu kupowano "gil- 
zy" lub "tutki". Czystka jeszcze się 
nie skończyła i dziś w Polsce nikt nie 
kupuje w sklepie "szlafroka" tylko 
"podomkę". Życie zaś tworzyło no- 

e. w¥,'azy dla nowych pojęć, jak 
sWletme skomponowany "odrzutowiec" 
i nikt się nie dowiedział kto jest tego 
autorem. Uczeni wywodzić mogą od- 
mienną genealogię wyrazów, ale dla 
nas ważne jest skąd słowo przyszło a 
nie gdzie się urodziło. Dlatego "bu- 
ters:ł:nyt" jest rusycyzmem a nie ger- 
mamzmem. 
Nie należy rozdzierać szat z powo- 
du tylu obcych dzieci w naszej rodzi- 
nie językowej. Jeżeli otworzymy słow- 
nik przekonamy się, że nip ma jedne- 
go rodzimego polskiego słowa zaczy- 
nającego się na a lub e. Jak dbałość 
o czystość języka jest konieczna, tak 
rasizm językowy jest nie na miejscu 
i słusznie prof. Wieniewski walczy z 
przesadnym puryzmem. O przyję- 
ciu słowa do wła:nej I'Odziny nip 
decydują uczpni lecz vox populi i to 
nie w drodzp jakiegoś referendum 
lecz na podstawi p nieuchwytnych u- 


podobań. Zresztą etymolog'ia naukow- 
ców też nie jest wyczerpująca. Ze 
zdumieniem słyszałem kilka zdań 
sanskrytu przypominających bardzo 
słowiańskość, a nawet zawierających 
dźwięk e używamy tylko w języku 
polskim i francuskim. 
Język potoczny różni się bardzo od 
literackiego, w większym stopniu niż 
nam się wydaje. Z potocznej mowy 
ubywają wyrazy które zachowuje li- 
teratura, lecz odwrotna droga nale- 
ży do rzadkości. Raczej przyjmują 
się powiedzonka, porównania i całe 
zdania. Znikaja na zawsze wyraże- 
nia które zasługują na dłuższe życie. 
Gdy sil,' czyta Kossak-S'zczucka czy 
Obertyńską aż żal zbiera, że takie 
bogactwo językowe zostało zmarno- 
wane. Słowa nie trącące archaizmem 
zagineły w wartkim potoku języka 
Niektóre nawet nie wydostaly się na 
szersze wody lecz żyją jeszcze wśród 
ludu. Obecnego słowa "weranda" nikt 
nie usiłował spolszczyć, ale w głębi 
Śląska do dziś nazywają ją "wysiad- 
ką", co nieźle opisuje część domu 
gdzie się wysiadywało. Nie trzeba szu- 
kać daleko, bo jesteśmy świadkami 
jak za naszych czasów pewne wyrazy 
zniknęły z potocznej mowy. I tak 
umarła "świekra" ustępując miejsca 
"teśdowej", która miała bardziej og- 
raniczone znaczenie. "Stryjenka" po- 
szła w zapomnienie, zastąpiona przez 
uniwersalną "ciotkę", a "sędziwy" 
przechodzi już do łitpratury. Proceder 
ten trwa już od dawna, zapewne od 
czasów zanim przekazano potomnoś 
ci minione słowa. Przemawia za tym 
porównanie z językiem czeskim po- 
chodzącym z tego samego pnia. Po 


lał aż trzy głowy pogańskie ściąć 
naraz. 
O pociętych ciałach, rozpłatanych 
tulowiach, porąbanych członkach, 
rozwalonych na pół kadlubach czę- 
sto wspominają dawni kronikarze. 
Mniej czy więcej wiarogodnie, ale 
zapewne nie bez pewnej słuszności. 
Bo gdzie rąbią drzewo, tam lecą 
drzazgi. A miecz w ręku wprawnym 
jest straszną bronią. Trudno w tym 
miejscu powstrzymać się od tragicz- 
nego wspomnienia spod Cecory. W 
nierównej walce z ćmą tatarską padł 
tam sędziwy hetman żółkiewski. Od- 
ciętą na rozkaz Iskander paszy gło- 
wę nieustraszonego wodza zawieszo- 
no nad bramą, przez którą sułtan 
przechodził do meczetu. Zwłoki het- 
mańskie odnaleziono później. Nie 
tylko bez głowy, ale i z odrąbanym 
prawym ramieniem... 
Mężr.y potomek Stowejki Podbi- 
pięty szukal wprawdzie sposobności 
do spełnienia swych ślubów, zdawal 
się jednak też i mścić za doznane 
przez Rzeczypospolitą i jej synów 
krzywdy - od poganina. Mając jed- 
nakże okazje również i z Kozakami, 
nie mógł przed nimi zataić swej nie- 
pospolitej siły i poskromić piorunów 
straszliwego Zerwikaptura. Do je- 
go homerycznej walki z Tatarami 
podczas przeprawy przez obóz 
Chmielnickiego niewątpliwie znowu 
przyczynił się Niesiecki i dostarczył 
pisarzowi nie byle jakiego tła. Tro- 
chę podobnie wygląda desperacka 
wałka szlachcica z Kujaw, Macieja 
Kadzidłowskiego, który uwolniwszy 
sil,' z więzów "wydarł szable jedne- 
mu..., a rąbiąc nią wokoło siebie, 
poległ dopiero po wielkiej klęsce 
wroga nastającego". Jeszcze bar- 
dziej uderzajace jest bohaterstwo 
Bogdana Komoniaka, któI'y tylko z 
jednym zbrojnym opadnięty przez 
Tabrów, stanął pod s o s n ą, "spod 


Nr 1102, l-tth May, 1967 


Zbarażem? 


którpj tak dzielny odpór" dawał "że 
wprzód 40 Tatarów od ich broni po- 
legło", zanim swe życie oddał. Jak 
ów "rycerz bez skazy" pod rozłoży- 
stym dębem, Królowej Anielskiej 
swą duszę polecając. Ale już po speł- 
nieniu swych ślubów, jakby po to, aby 
tym godniej dołączyć do swych przod- 
ków i przysporzyć im w niebie ra- 
dości "że taki był z Zer- 
wikapturów-Podbipiętów żyjący o- 
statni". 
Dokonał swego. Okazji do tego aż 
na Zadnieprzu szukał, u takiego wo- 
dza i wojownika jak książe J eremi 
Wiśniowiecki. Wiadomo, kto go tam. 
wraz z Sienkiewiczem, zaprowadził. 
Przede wszystkim Bogusław Kazi- 
mierz Maskiewicz, również Litwin. 
autor "Dyjaryjusza" z lat 1645-1660. 
Przebywał na służbie u ks. Wiśnio- 
wieckiego aż do potrzeby zbaraskiej. 
Jpst z nim w Lubniach przed sam
 
zawieruchą kozacką. Mówi o jego 
wyprawie w stepy, do Kudaku i Chor- 
tycy. Opisuje pochód wojsk książę- 
cych z Za(lnieprza i potyczki z Ko- 
zakami. Wiele zeń korzysta Sienkie- 
wicz. Ale też wiele musi pominąć. 
Sam Maskiewicz i jeg-o towarzysze 
mało przypominają Skrzetuskiego i 
Wołodyjowskiego. Najmniej Podbi- 
piętę - ze średniowiecznym mie- 
czem i czystośdą. młodzianka. Kto 
się chce żenić, żeni się bez za- 
chodu. Nie czeka na trzy głowy. Nie 
obca im też zapewne bywa białogło- 
wa i poza łożem malżeńskim, domyś- 
lając sil,' choćby tylko z krótkiej no- 
tatki ojca Boguslawa, Samuela, któ- 
I'y znoV\u w swym "Dyjaryjuszu", 
skreślając czasy Zygmunta III Wazy, 
przyznaje sil,' do tego dość lakonicz- 
nie. 
Bo przy okazji wielce osobliwej. 
Pomagał wdowie po Filonie Sopofce 
umyć i ubmć ciało nieboszczyka. 
"Pracowałem siła..... I dodaje: "w 


JĘZYKU 


czesku "palec" nazywa sil,' "prst". e 
na,; zasadnicze slowo zniknęło bez śla- 
du w literatUl'ze, natomiast utrzymały 
sie pochodne jak "naparstek" i "pierś- 
cień". Czeskie "jaro" to nasza "wio- 
sna", lecz znów pozostały tylko po- 
chodne jak "jary", "jarzyna", zboże 
..na jarze". Przemiany językowe 
trwają i trwać będą. 
Różnice językowe między dzielni- 
cami są pokaźne i nieraz pouczające. 
N a wschód od Sanu pytają "jak jest 
na dworze", na zachód "jak jest na 
polu". W północnej Polsce można spot- 
kać taki dziwoląg jak "na dWOI'ZU". 
Gwara zakopiańska jest tak dalece 
odmienna od kaszubskiej, że o poro- 
zumienie me łatwo. We Lwowie pe- 
wien rodzaj kaszki nazywają kra- 
kowską, tę samą w Krakowie - czę- 
stochowską, a w Częstochowie - 
marymoncką. W Wiedniu parówki 
(w Małopolsce "kiełbaski") nazywają 
.,frankfurteI'ami", we Frankfurcie zaś 
"Wiener Wuprstel". W dziale gastro- 
nomicznym różnice pokaźne. We 
Lwowie krupnik to tylko gorący na- 
pój alkoholowy na miodzie, lecz krup- 
nik-zupa nazywa się perłową. "Sztu- 
kamięs" to tylko mięso rosołowe. 
Małopolskie "serwuladki" nieznane są 
w Warszawie, bo tam mies'zkają "ser- 
delki" i tam w wędliniarni prosi się 
o "rozmaitości", w Małopolsce zaś o 
"mieszaninę". Komu zaproponują 
"roztrzepaniec", nie będzie wiedział że 
to "podśmietanie". Jednak pewne wy- 
rażenia wyrugowały dzielnicowe spe- 
cjalności i lak zwyciężyła "kanapka" 
wypędzając "sznytki", "obkładane 
sznytki", "butersznyty" i "ilustrowa- 
ny chlebek", 


WillilOO@rn@
@I! 


w ustawicznym dążeniu do udoskonalenia pisma 
7mieni.y drukarnię na lepszą. Kto to zauważy. 
i oceni., niech wyrazi swoje uznanie czekiem 
albo "postal order"em za prenumeratę w kwartale 


11/67 


(355. lub $5.25) 


Administracja: 67 Great Russell St., London, W.C.1 


Wszyscy prenumeratorzy "Wiadomości" otrzymują 


co miesiąc bezpłatnie ośmiostronicowy dodatek 


NA ANTENIE 


mówi Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa 


Numer "WIADOMOśCI" wraz z dodatkiem "NA ANTENIE" 
w księgarniach i polskich kioskach kosztuje 6s. 6d. 


Bardzo ciekawe jest studium gwa- 
ry lwowskiej. Jej wpływ na kształto- 
wanie się języka ogólnopolskiego 
był zapewne większy niż się przypu- 
szcza, lecz o dowód trudno. Lwów 
był polską bramą na wschód, miej- 
scem wielkiego handlu wymiennego, 
gdzie spotykały .się Ióżne nacje i 
prawdopodobnie tędy przedostały się 
różne wschodnie wyrażenia, zwłasz- 
cza w dziedzinie końskiej i materia- 
łów. Ciekawe że we Lwowie zacho- 
wały się staropolskie wyrazy jak 
"kiereja" - płaszcz, które gdzieindziej 
przepadły. Gwara lwowska jest jesz- 
Cze ciekawym dowodem jak język 
kroczy własnymi upodobaniami nie 
dbając o metrykę. Za przykład niech 
posłużą. dwa wyrażenia: "furdygar- 
nia" i "literatka". Pierwsze, oznacza- 
jące więzienie, brzmi jakoś wulgarnie 
i dlatego nie przedostało się poza 
rogatki, chociaż jest tylko przekrę- 
ceniem dawnej "kordegardy". Nato- 
miast mała szklaneczka, "literatka", 
zadomowiła sil,' w całej Polsce usu- 
wając w cie'ń inne wyrazy jak "an- 
gielka". włącznie do dziwacznego "mi- 
kadka". Po prostu spodobała się. A 
jednak nie ma nic wspólnego z lite- 
raturą. 
Przyznać się musi ze wstydem. 
że to tylko ósemka litra - nie- 
mieckie "Liter Achtel" pI'zeinaczone 
po swojemu. 
PI'zyzwyczailiśmy się do pewnych 
wyrażeń i stosowanie ich nie przed- 
stawia nam trudności. Powstają one 
dopiero gdy obcemu chcemy przy- 
swoić naszą mowę. Jakże mu wytłu- 
maczyć, że słowo "czerstwy" posiada 
dwa przeciwne znaczenia, młode i 
s
are, raz w odniesieniu do cery, dru- 
gi raz do chleba. Przywykliśmy do 
pewnych powiedzonek, porównań, 
przysłowi, w których trudno dopa- 
trzeć sil,' logiki lub które są wręcz nie- 
logiczne. Mało co bywa tak w towarzy- 
stwie jak palce, a jednak mówimy 
"sam jak palpc". Dziwne jest przy- 
słowie: "Nie mów hop aż nie prze- 
skoczysz." A któż mówi "hop.' po sko- 
ku? Dziwne też wydają się niektóre 
{Iorównania : Pijany jak bela, głupi 
J
k. bu
 lub s
ołowa noga, głuchy jak 
p!en, ciepło .lak w uchu, używa jak 
pIes w studni i bardzo wiele innych. 
Ze zwierząt, zresztą nie jedyni wino- 
waJ.cy. !lpatrzyl
śmy sobie najmilsze, 
n
J!ntehg.entmł:Js:ł:e - psa, najwier- 
meJszego przYJacIela człowieka, kon- 
centrując w nim co najgorsze. Ileż 
to przezwisk i przekleństw z nim się 
łączy! Zły jak pies, psia dola. psie 

ycie, schodzi na psy i jeżeli chcemy 
Jedynym słowem określić złego prze- 
łożonego to słowo "pies" wystarczy. Za 
cI? to, piesku? Spośród ludzi ni stąd 
m z owąd wybraliśmy jedną ofiarę. 
Jest nią tak użyteczny rzemieślnik 
jak szewc. Upił się jak szewc, szew- 
sk
 pasja mnie ogarnia. Jeżeli kogoś 
zWięźle chcemy ocenić jako parta- 
cza - mówimy krótko: to szewc. 
Czy aby nie za wiele na jednego? Ale 
nam się tak spodobało i o złej in- 
tencji zrobienia krzywdy mowy nie 
ma. 
!?zowinizm językowy jest ogólnym 
obJawem. Przyznając melodyjność i 
inne zalety poszczególnym językom, 
każdy własną mowę otacza najwięk- 
szym sentymentem, bo może nią naj- 
lepiej oddać swe myśli i uczu- 
cia. 
Czym jednak polski wyróżnia się w 
wielkiej rodzinie języków? Oto po- 
siada największa ilość zdrobnień 
jakimi żaden inny pochwalić się nie 
może. Z jednego słowa "chłop" mo- 
żemy utworzyć przeszło czterdzieści 
wyrazów, które dla objaśnienia nie 
wymagają żadnych przymiotników. 
"Chłopaczek" czy "chlopisko" same 
mówią. za siebie. Drugie miejsce może 
zajmuje "baba", od "babuleńki" po 
"babsztyla". Takim bogactwem inny 
język poszczycić się nie może. 
Daremno doszukiwać się w naszej 
mowie więzów logiki, sztywnych re- 
guł tworzenia i wtłaczania w ramy, 
które bez skrupułów rozsadzimy. Ję- 
zyk bowiem kieruje się swoistymi u- 
podobaniami i nie sposób je uczenie 
bez reszty .wyjaśnić. J eqn? słowo 
przyhołubI, mne przedwczesme złoży 
do lamusa. 


Kazimierz Schleyen. 


wielkiej ł
sce u samej, a potem tro- 
c
ę, .co diabeł 
aże"... Nie jak nasz 
mewmny Longmus Podbipięta, co 
pokusy jasnych oczek Anusi Borzo- 
bohatej z
akiem krzyża zażegnywał. 
I z tym wIększym niepokojem myślał 
o swych ślubach. I może właśnie 
dlate
o przepasany później szarfą, 
Anusmą tak szalał ze swym Zerwi- 
pa
t
rem po
 Machnówką, że saUl 
kSlązę J ereml oglądał nazajutrz o- 
krutną jego robotę: ..."ręce pood- 
walane wraz z ramionami, rozcię- 
te głowy od czoła do brody, ciała roz- 
chlastane straszliwie na dwie poło- 

y", I "dziwić się raczył, bo takich 
CIęĆ zgoła dotąd w życiu nie wi- 
dział" _ 
. N:a miar
 takich mocarzy znaleź- 
h SIę przecie i ludzie po stronie prze- 
ciwnej. T
ki B.urdabut, któremu tylko 
Skrzetuskl mogł sprostać. Czy po- 
t
m "olbrzym
 Pułjan", co z łatwoś- 
Cią ł
mał 
W:le od razu podkowy i 
za me
wYClęzonego w walce wręcz 
uchodził. Ale i on musiał ustąpić 
P
dbip
ęcie. qchy a straszny rycerz 
me. mla.ł sobIe równych. Ze wszy- 
stkich b
tew, ze wszystkich potyczek 
wychodził tł:dy zwycięsko, podziw 
tylko tym 
Iększy dla swojej siły i 
sweg? pamIątkowego po przodkach 
Z
rwlkaptu
a , wz.budzając. Na ko- 
mec dopełmł slubow. I tym znakomi- 
tym. czyne!ll ukoronował swój rycer- 
SKI I cnothwy żywot. 
. qodni j,;go. ws
ółtowarzysze i przy- 
JacIele S.pISUJą Się również świetnie. 
W sz
stklch swyc
 przeciwników po- 
konuJą. gł

ko: NIe .trafia ich żadna 
strzała. NIe Ima Sle ostrze szabli. 
Skrzetuski .po. str
cie Heleny na próź- 
no. szuka. smJ.ercl. . Mały Wołodyjow- 
ski 
ładzle w pOJedynku potężnego 
wa.tazkę. Bohu
a. .N:awet Zagłoba wy- 
kpIwa SIl,' 
 wielkieJ przygody i przez 
całą Ukl'mnę, przez morze zrebelio- 
waneg! . chłopstwa przechodzi cało z 
pachohklem-.Heleną. Za bardzo dziw- 
ne zac,,:ęło SIl,' to wydawać niektórym 
czytelmkom, znajdującym te powieść 
z lat dawnych" w odcinkach" gazeto- 
wych: I {lod?bno nawet pierwsza żo- 
na. SlenkleW:lCza, Maria z Szetkiewi- 
czow, zwrócIła na to uwagę, że Hen- 
ryk nazbyt dobrodusznie pozwala 
swym b!h.aterom wymigiwać sie z 
naJtrudme
szych opresji i przygód. 

!,orl? .ta.kl.e 
am
 zarzuty podnieśli 
lowmez I mm, me mógł Sienkiewicz 
pozm
tać J51!lcł
y na te głosy. Musiał 
ko
os POSWlęc.IĆ. D
óch miał do wy- 
bOI u.. 
 ołodYJowsklego i Podbipiętę. 
Podblplęta. był ?Ostaoią zmyśloną. A 
o. Woł.odYJowsklm Sienkiewicz nie- 
wlel
 J,;szcze wówczas z kronik się 
dO
lfdzl.a
. Docho

ąc do końca pierw- 
szeJ C,:ęS,:1 
r
logll, zapewne miał już 
w sobie Jakles za!'odki . "Potopu", ale 
o ,,!:,anu WołodYJowskIm" nie myś- 
lał Jeszcze zgoła: Był więc dla niego 
mały rycerzyk me tak ważną figurą. 
I razem z Podbipiętą stanął przed 
sądem własnego tWórcy. Jak to Sien- 
kiewicz rozstrzygnął? Jeśli wierzyć 
pog!oskom krążącym wśród jego 
znaJomych, po prostu do kapelusza 
wrzucił dwie karteczki znazwiskam: 
"skazanych". Jak to najczęściej by- 
wa. nawet i w tym wypadku los po- 
twi
rdził regułę, że ci najcnotliwsi 
n
a
ą gorsze szczęście. Padło na Pod- 
blplętę. A pisarz uniknął na przysz- 
łość jeszcze jednego zarzutu, że 
pl zedwcześnie uśmiercił "Hektora 
kamienieckiego" . 
Dlatego Podbipięta zginął pod 
Zbarażem. 
A zginął bohat€l'sko, śmiercią męż- 
ną i piękną, męczeńską nieomal. 
Wstrząsającą i tak wzruszającą, że 
jak głosi legenda, jeden z czytelni- 
ków (czy tylko jeden?) po prze- 
czytaniu tego odcinka ukląkł i za- 
czął sil,' modlić za du'szę cnego ry- 
cerza. 
śmierć jego okrutna przejęła nie- 
równie srożej jego najbliższych i roZ- 
pętała w ich sercach wulkan naj- 
skrajniejszych uczuć: gniewu i 
wściekłości na srogiego wroga, boleś- 
ci i żalu po tym szlachetnym i ci- 
chym przyjacielu. Kiedy jego ciało 
ukazało się zawieszone wysoko na 
beluardzie, wszystkich przeniknął 
dreszcz zgrozy. A potem porwał szal. 
Z okrzykiem "Krwi!" pierwszy Za- 
g!oba rzucił się w fosę. Ten facecjo- 

lIs.ta, .d!a którego nie było żadnej 
SWlętOSCI, ten szlachcic o krótki ni 
od
pchu, który dopiero w obliczu 
naJwiększego niebezpieczeństwa zdo- 
bywał sil,' na waleczność, ten kpiarz 
n!ezrównany, który tak niemiłosier- 
mp dworował sobie z nieobrotnego 
Litwina, nagle na widok tego druha 
porwał się, a z nim drudzy, na całą 
potęgę nieprzyjacielską - dła odbi- 
cia jego zwłok. 
Rozczulający i godny pogrzeb u- 
rządził Sienkiewicz temu słod- 
kiemu rycerzowi bez skazy. Wraz z 
jł:g o . przyjaciółmi opłakali go rzeW- 
me I wszyscy czytelnicy. Jak brata 
naj droższego. A potem niejeden na- 
wet mszy świętej za jego dusze nie 
omieszkał zamówić. Inni. tam w 
Zbarażu, doszukiwali się jego pro- 
chów. Jego mogiły. Kiedy okol o 
r. 1900 magistrat Zbaraża wY- 
stąpił z projektem zagospodarowania 
podmiejskich terenów wieśniacY 
tamtejsi uderzyli w lament, n!e 
chcąc dopuścić do zbezczeszczenIa 
miejsca, w którym wedle ich wiarY 
miał sie znajdować "grób świętego 
Podbipięty". 
O takipj czci, o takim uznaniu dla 
swoich bohaterów Sienkiewicz na- 
wet nie marzył. To był prawdziwY 
tryumf magii jego pióra. I to byłY 
lata największego powodzenia. Nie 
zaoszczędzono mu wprawdzie i do- 
tkliwych ukłuć, przykrości i zjad- 
liwości, ale to już niewiele mogło 
mu zaszkodzić. Rychło zaczęto tłu- 
maczyć i przerabiać jego dzieła, 
podkładać pod nie muzykę, Wys
.a.: 
wiać na scenach, nakręcać z nlCl
 
filmy. Również i malarze złożyli 
mu swój hołd, przenosząc na płótn
 
całe tuziny batalii, scen i postaCI 
z tych czaTujących powieści. Ude- 
rzająca między innymi jest "podo- 
bizna" pana Longinusa Podbipięty. 
Artysta, J. Madejski, świetnie od- 
tworzył tego zacnego Litwina: z 
opuszczonymi wąsami, o dobrodusz- 
nym spojrzeniu i z takim wyraze
 
twarzy, jakby się zdawał nIe 
tylko kpiącemu zeń Zagłobie, 
l
 
i na wszystkie docinki i złośliwOS CI 
krytyków pod adresem kreacji sa- 
mego mistrza - odpowiadać cierP' 
liwie: 
- Słuchać hadko... 
Stanisław Sobotkiewi cz ,
>>>
Nr 1102, 14th May, 1967 


l
U
ZKA 


"Polonia bryłyiska"? 


Stosunek komunistycznych władz 
warszawskich do Polaków w wolnym 
świecie ulegal w ciągu lat różnora- 
kim przemianom. Na samym począt- 
ku U.N.R.R.A. (Org:łnizacja Naro- 
dów Zjednoczonych Pomocy Uchodź- 
com), gęsto przetkana wtyczkami lw- 
munistycznymi, stosowalII wszystkie 
możliwe środki, niemz bliskie prze- 
mocy, by o!Jrzydzi{- Polakom żyCie n'l 
Zachodzie i sklonić ich tą drogą do 
POwrotu dl Polski. Powiodlo się to, 
ale nie calkowicie. Zostalo na Zacho- 
dzie okolo (;00 tysięcy Polaków, z 
największymi skuJlieniami w Wiel- 
kiej Brytanii, w Aust.ralii i w K3- 
nadzie. Ta emigTacja, głównie woj- 
skowa, zajęła wyraźm! postawę opo- 
ru wobec narzuconego krajowI sys- 
temu rządzpnia i ancksji jego wsc:10d- 
nich dziplnic przez Sowiety. Ci Pola- 
Cy określili swoją postawę - em; 
gl'acji politycznej. Ich odmowa po- 
wrotu d
 kraju byla protestem. Naj- 
więhze skupienie Polaków - w Wiel- 
kiej Brytanii, przechowało symbole 
prawne z okresu niepodleglości. By- 
ło to dla komunistów warszawskich 
dość kłlpotliwe, gdyż uh'udnialo u- 
dawani.. Pl'zed światnn że cały na- 
ród [miski godzi się z panowaniem 
komunistycznym i uważa je za pra- 
wowite i własne. Komuniści w oWYIII 
czasie byli wobec tego zjawiska bez- 
r1!dni. Poprzestawali na wygadywa- 
mu na emigl'ację w swoich pismach 
krajowych, ale nie miało tu żadneg-o 
skutku. 
RZECZ się zmienila po l.zw. pol- 
skim październiku 1!!56. Wielu Po- 
lak,;w z Kraju mogło wtedy począ{- 
odwiedzać swoich bliskich na Za- 
chodzIe. Polacy z krajow zachollnich 
(gIty przyjęli obce obywatelstwo). 
mogli odwiedzać kr,lj. zełaznu kUr- 
tyna w pewnej mierze stała się pl'ze- 
mkliwa. Władze warszav.skie wowczas 
poczęły rozwijać szewką propagan- 
de wśród Pol,lków na Zaclwdzie, wzy- 
wają!' do powrotu do kraju. Już me 
byto tel'az wymyślań ani obelg, ate 
V,yrozumiałe perswazje. Poczęto wy- 
dawa{- specjalne pismo dla emigran- 
tów, p.t. "KI'aj". l\Ialowano w nim 
blogostan w jakim kraj żyje. Ani 
słowa nip pisano o komuniźnlle. Ape- 
lowano do uczuć solidal'ności naro- 
dowej i do tęsknoty za rodz;nnym 
kl'ajobrazpm. iJbulewano nad opła- 
kanym losem uchodźców żyjących w 
obcym świecip. Nie przY11l0sto taki.e 
i tu spodziewanych skutków. Bl nie 
było już U.N.R.R.A. wyposażonl:j w 
rozliczne narzędzia przymusu i nie 
Lyło już błczradnych dipiSów, ale zes- 
poly polskie coraz lepiej zagospoda- 
rowane i umiejące sobie radzi{- w no- 
wym otoczeniu. 
Administracja warszawska zorien- 
towała się wówczas że emigracja 
polska na Zachodzie jest zjawiskiem 
trwalym, którego nie łatwo będzie 
się pozbyć. A każda emigracja, szc/.e- 
g-ólnie zaś polityczna, jest dla uzur- 
Jlatorskiej władzy w kraju zjawis- 
kiem niepożądanym. Podjęto tedy z 
kolei wysiłek opanowania czy rol.s:!- 
dzenia emigmcji od wpwnątrz. W 
kilku krajach powstały pisma nawo- 
łujące do "współpracy z krajem", 
co oznaczało pogodzenie się z po- 
jaltańskim stanpm rzeczy. Te pisma, 
broń Boże, nie były komunistyczne, 
a nawet o komuniźmie wcale nie 
wspominaly. Wychwalały dokonania 
"narodu" w dziele odbudowy Polski 
i podnosily jej rosnące znaczenie w 
świecie. Nic wzywały już Polaków do 
Powrotu do kraju, zalecaly tylko 
"zgodną wspjłpracę Polaków" w ca- 
IYm świecie. To także nie przynioslo 
dO!Jl'ego skutku. Organizacje polskie 
na Zachodzie, polityczne i społeczne. 
nadal wystrzegały się wszelkich sto- 
sunków z przedstawicielstwami dy- 
plomatycznymi "Polski Ludowej" i 
Jej coraz liczniejszymi wysłannika- 
nI i. 
Upłynęly dalsze lata. Starsze po- 
kolenie wykrusza się. Narosly nowe 
pokolenia Polaków, urodzonych czy 
?d dziecka wychowanych w wolnym 
swiecie. Skurczyło to liczebnie emi- 
grację polityczną, jednakże nie ode- 
bralo jej swoistego charakteru. Na- 
dal emigracja ta trwa w postawie 
oporu wobec zmian pojałtańskich i 
daje wyraz tpmu wszystkiemu, o 
CZym Polacy w kraju mówić nie m)- 
gą. W takiin to stanie rzeczy podjęli 
komuniści warszawscy swoją nową 
politykę, którą obecnie przeprow
- 
dzają. Nie można było pozbyć s
ę 
emigracji, bo nie chciala powróCić 
Pod panowa11le komunistów. Nie mo- 
żna było opanować ani rozsadzić jej 
o
l wewnątrz, bo umiała się obro- 

IĆ. Wtyczki warszawskie, jakie bez 
z:;tdnej wątpliwości w polskIch orga- 
nIzacjach na Zachodzie suto są po- 
rozstawiane, mogą co najw
'żej do- 
nosić co slyszą, ale nie stać ich na- 
Wet na próby opanowania tych or- 
ganizacji, czy kierowania nimi. TI'ze- 
ba było wymyślić coś calkiem nowe- 
go. 
I To właśnie teraz się stalo. Powsta- 
d nowa organizacja pro-warszaw- 


- 


ska, tym razem jawna, p.n. "Zrze- 
szenie Polonii Brytyjskiej". Ma ona 
niby wypowiadać wiasne poglądy emi- 
grantów w Wielkiej BI'ytanii i chce 
uchodzić za ich przedstawicielstwo. 
Chce odebrać emigracji jej charakter 
polityczny i dać jej cechy emigracji 
"zysto zarobkowej. W takim pl'ZY- 
padku, gdy!Jy to się miato powieść, 
nic by już me stało na przeszkudzie, 
uy Polac;y w Wielkiej Brytanii po- 
zbyli się "śtepej nienawiścI do 1'01- 
ski". W biuletynie "Zrzeszenia" pi- 
sze się że wylania się "koncppcja no- 
Wl.go Polaka na obczyźnie, Polaka 
prawdziwie wolnego. Jest nim ten, 
KtO patrzy na Polskę bez upI'zedzeń, 
:zuka prawdy, nie widzi żadnych 
przeszkód w najściślejszej z nil;! 
lączności - z jej władzami, organi- 
zacjami i instytucjami". Polacy win- 
ni zrozumieć że Pulska przegrała 
wojnę u boku aliantow zachodnich, 
ale wygrała wojnę opierając się na 
Sowietach. Teraz "państwo polskie, 
dzięki swoim wysIlkom, wysunęło 
Polskę na jedno z czolowych miejsc 
w Europie... takie państwo musi bu- 
dzić siłą rzeczy w sercach wszystkich 
ł'olaków... dumę narodową". 
Rzecz jest przeprowadzana facho- 
wo. Unika się wszelkich spraw spor- 
nych. Dalej nie ma ani słowa o ko- 
muniźmie, o Sowietach, a nawet w 
ogóle o polityce. Wyszukuje się spra- 
wy na pozór nipsporne. Idzie tylko 
o to, by zachęcić Polaków na Zacho- 
dzie do nawiązywania kontaktów, je- 
żeli nie z władzami krajuwymi, to 
chOt'!Jy z ich placówkami w LOl1lly- 
n,p. lstniPje "Centralny Komitpt '1 y- 
siąclpcia Państwa Potskiego", który 
zajmuje się zDlOrką na bUlIowę szkoł 
w Polsce. Istnieje "Komitet Olim- 
pijski", któr.V ma finansować Wyjaz- 
dy Polaków z kraju na igrzyska 
sportowe. Istnieje wreszcie naJoso- 
bliwszy tWQr, "Fundusz Odbudowy 
Zamku Królewskiel,:"o" w Warszawie, 
ho wiadomu przecież że mimo wielu 
urLJczystych postanowień, (;omułka 
zall1ku odloudować nie chce, Ale mniej- 
sza o to. Istotne jest tylko to, by 
pod takim cZy owakim pozorem, tra- 
fić do ludzi. W biulet.ynie "Zrzesze- 
nia" ogłoszonu listę ,.15:! członków 
założycieli" niezbyt ozdobną (jeżeli 
za ozdobI,' na bezl'ybiu nie uznałoby 
się pana Kazimierza Smo.!?:orz.
wskie- 
gO). Wypowiedziano pociechę że "zbli- 
ża się godzin:!, w której trzeszcząca 
budowa emig-mcji politycznej zawali 
się jednpgo dnia i zniknie - pod 
ziemią". I oto zglaszają się niEcier- 
pliwi spadkobiercy. Wyznają że n.ła- 
ją w zanadrzu "przeszło 200 nazwisk 
utajonych - tych ludzi, którzy s:} 
jEszcze związani organizacyjnie, śro- 
dowiskowo i pieniężnie z emigracją 
polityczną. Ujawnią się, gdy przyj- 
dzie czas". Wyrywa im się przy tym 
westchnienie: "N le możlla powie- 
dzieć, żeby odwaga cywilna była pol- 
ską cechą narodową lIa emigracji". 
:::;zczególną uwagę przywiązuje 
ię 
do kombatantów. Przeznaczono dla 
nich "Komitet Kombatantów P.S.Z. 
w WielkiPj Brytanii". Na razie bez- 
imienny (więc także spośród "człon- 
ków utajonych"?). Przeciwstawia on 
masy kombatanckie "zbiurokratyzo- 
wanym centralom organizacji". Wzy- 
wa do zespolenia ruchu kombatanc- 
kiego z organizacjami w Polsce i do 
zbliżenia z kombatantami brytyjski- 
mi. Domaga się oddania sztandarów 
przechowywanych w Instytucie. gen. 
Sikorskiego "narodowi". WrcSZCI
! d
 
zaznajamiam a ..młodzieżv polomJn';J 
z historią polskich walk wyzwolen- 
czych", co trzeba odpowiednio rozu- 
mieć. ("Monte Cassino i Lenino mia- 
Iy tę samą wartość"). 
Cała impreza, zakrojona na dość 
szeroka skalę, zmierza do zdemobili- 
zowania emigracji politycznej i prLe- 
tworzwia jej na "polonię brytyjską", 
Wysiłek ten wydaje się pl
edwc
esnr. 
To prawda że groby polskie otWieraJą 
się i dalej będą .się 
twiera!y, ale 
zadanie które enngracJa pohtyczna 
podjęła, nie jest jeszcze spclnione i 
nie wyczerpuje się w jednym. poko- 
lpniu. Doświadczeni$l poprzedmch e- 
migracji wskazują, że i drugie poko- 
lpnie (to które dziś liczy ok
ło lat. 
40), jest zdolne do prowadzema da- 
lej dzieła ojców. Nie trzeba sobie też 
wyourażać, jak to czynią inicjatorzy 
"Zrzeszenia" że nastąpi jakaś ka- 
tastrofa demograficzna i naraz "je- 
dnego dnia" wszyscy przywódcy pmi- 
gracji politycznej znajdą się "pod 
ziemią". Będzie to wymagało pewnego 
czasu. Przez ten czas "czlonkowie 
utajeni" jeżeli nie maj!'!, jak się pi- 
sze w biu]ptynie, "odwagi cywilnej", 
będą musipli pozostawać w cieniu, w 
oczpkiwaniu lppszych czasów. Doś- 
wiadczenia wskazują że granicą te- 
go czasu będzie podeszły wiek no- 
wego pokolenia, czyli pI'z
najmniej 
za lat dwadzieścia. A cóż Się w tym 
czasie może zdarzyć w świ"cię'! Je- 
dno tylko jest pewne - nie będzie 
odbudowany zamek kl'ólewski w War- 
szawie. 


P .mdora. 


ksiażki, pisma, płyty 
LIBELLA 
12 Rue Saint-Louis-en-I 'Ile Paris IV 


. 
 . 
:;, . 
I-l ===- - . !t." 

 ,.-
. r - = - 
 
 
 .....er
 
==
r ..
 f 

 
, 
 I.
( ;1
ail.'


 iI
 

 . "N
"v 
"']\
 
 I .. L" : s A I N T . LOU I S 
  N L' I LE 
",." 

 ." I " .I 
 II " l t 

 . '.

.. 
l 2 
! :;; 
,o...'cł.;::-- IO.ORLEANS QUAIDEBETHUNE 
" 
 n E """d r,;u-'o-,c'IC 
fą,'

 ! =
 ---
 

 
;,'1;
 - , :1 -
 -

- - t:t

 
??-r- -- -
 


wystawy obrazow malarzy . 
z catego swiata 
GALERIE LAMBERT 
14 Rue Saint-Louis-en-I 'Ile Paris IV 


p 


Motto: 


"Dziękowałem Posejdonowi, 
że mi pozwolił powl'ócić do 
Grecji." 
(Jerzy HOI'dyński: "Paestum") 


pAT
Z!iC na uro
zą Zatokę Nea- 
pohtanską ma Się wrażenie jak 
g
yb
 morze odeb.rało wszystek błę- 
kit mebu. Woda Jest tak mocnonie- 
bieska, . że podobno jakiś turysta 
chcąc Się przekonać o jej bezbarw- 

ości, nabl:ał d? rąk nieco wody i z 
zalem stwierdził, że kolor poludnio- 
wych mÓI'
 jest taki sam jak na pół- 
n
cy. Popąg gnał .z szybkością stu 
kllometrow .l1a godzmę, trzymając się 
magnety:zme .1!lzUl'owego wybrzeża; 
w pewneJ chwlh Wezuwiusz, jak dro- 
gowskaz:, zasygn.alizował zmianę tra- 
sy; pO
ląg rzuCił pluszowe wzgórza 
Poml!el, często wpadał na mosty, 
dudmł głucho. nad korytami rzek peł- 
nych złotego Janowca i różowych ole- 
and.rów,. przedzierał się przez wy- 
s?
le gory ku arkadyjskiej Kampa- 
nII. 
Pod Salerno mOI'ze nabrało stalo- 
w.ych poł
s
ów, a niebo pociemniało 
mesamowIcIe. . .Góry miały wygląd 
katedr P?rozbIJan¥ch toporem Km- 
IlUS':'. . Wlsz:ące wiadukty pospinane 
gdzlemegdzle klamrami mostów ro- 
biły wrażenie resztek po średnio- 
wiecznych krużgankach cudem ocala- 
łych pod zwalonymi nawami kościo- 
ł
w.. Zza szczytów ape!lińskiego grze- 
blema 
ydobywały Się napuchnięte 
łby złowIeszczych chmur, co jak żub- 
ry szukały wodopojów na pastwi- 
skach bez dl'óg. Pierwsza błyskawi- 
ca wyrwała z morza zloty sygnał, w 
górach rozległa się detonacja bli- 
skich bojów. Lecz burza przetoczyła 
sil,' prędko, nipbo zalśniło jak krysz- 
tał toczony w muranoskich szklar- 
ni.ac
 na wen
ckiej lagunie, profil 
g.or Jakby wycięty z. kartonu opierał 
Się o horyzont. Pociąg mknął teraz 
po zielonej równinie pastwisk i łak 
koła dzwoniły na stalowych szynach: 
Za oknem pI'zelatywały z szumem 
oliwne ogrody i gaje gorzkich poma- 
rańcz. Mocna zieleń zalewała bl'zP- 
goi modrej zatoki, niewidoczny deko- 
r,:,tor .przytraczal d.o ziemi cieply błę- 
kit meba. Co chwila przesuwały się 
z!lk
pturzon
. cyprysy, tuliły się do 
sle
le.z l.esblJską czułością pinie nea- 
pohtanskle! zapUSZCzone eukaliptusy 
zdawały Się nie dbać o swój zew- 
nętrzny wygląd, tak bardzo rozpa- 
czały za australijską ziemią. 
Zahuczał kamienny most nad rze- 
ka. Sele, spłynąl szkarłatną strugą 
gaz?n. róż. w szklaną taflę jeziora, 
zablehła Się samotna willa wśród 
winnic ustawionych w żołnierskim 
ordynku. Na seledynowym niebie po- 
jawiały sie w matematycznym ryt- 
mie intarsje wież wysokiego napię- 
cia. Kola wystukiwaly coraz to wol- 
niej odleglości na szynach, wreszcie 
pociąg stanął na miniaturowej stacji 
z liliowego trawertynu, oplątanego 
czerwienią kapryfolium i jasnym fio- 
letem kampanul bujnego powojnika. 
\v terakotowych wazach błyszczały 
mit'ly, pod oknami zawiadowcy sta- 
cji, na zielonym l'abacie, pahła się 
szałwia. 
Z wagonów wyszło kilka osób, po- 
tem pociąg ruszył bez zwłoki gwiż- 
dżąc jak opętany. Po chwili przepadł 
w paszczy tunelu, pozostawiając za 
sobą cynfoliowe ślady torów. W daw- 
ną cisze wróciła muzyka przyrody: 
rzępolenie podekscytowanych stale 
cykad, brzęk spitych miodem pszczół, 
dzwonienie ukrytego ptaka w róża- 
nym krzewie. Za druci:łnymi siatka- 
mi stacji zarysowywały się gorącymi 
plamami doryckie peryptery martwe- 
go miasta. 
Przypatrując się kolumnom świą- 
tyń w Paestum*) zastanawiałem się 
nad tym, czy sklepienie dla staro.żyt- 
nych Greków przedstawiało tak waż- 
ną rolę i spełniało takie zadanie jak 
na przykład w architekturze budow- 
nictwa chrześcijańskiego. Myśle że 
greccy bogowie, zbyt rozmiłowani w 
natul'ze, nie mieli ochoty do ukrywa- 
nia swoich wdzięków w mrokach mar- 
murowych mauzoleów, gdzie syczy 
żółta lampa lub dżwięczy żałobnie 
inkwizycyjna sygnaturka. Dach był 
prawdopodobnie umieszczony w ten 
sposób, że nie zatrzymywał nie tyl- 
ko potoków blasku słonecznego, ale 
także deszczu i wzroku ludzkiego. I 
kiedy sklepienie to zawaliło się, a 
wszelki ślad po nim zaginął, grecka 
świątynia nie zamieniła się w tak 
żałosne rudery jakie przedstawiają 
niejedne kościoły i klasztory chrześ- 
cijańskie zdruzgotane wojnami i cza- 
sem. Ich grandezzy i dostojeństwa 
nie dotyka ręka potwornego czasu, 
swą nagością lśniącą w słońcu czy 
poświacie księżyca, uwypuklają jesz- 
cze bardziej pojęcie wieczności i nie- 
skończoności, jak niebo i woda. Kie- 
dy romantyzm pragnął wyobrazić 
ruiny, wrzucał w ogrody i cmenta- 
rze odłamki olimpijskich fryzów i ar- 
kadyjskich kolumn z marmuru bia- 
łego jak piana morska, z której le- 
genda wyłoniła uroczą Afrodytę. 
Kolumna posiada wartość sakral- 
ną, prostotę formy i skończone pię
- 
no słowa zaczarowanego w poezJI; 
ma w sobie zadumę nieprzemijalnoś- 
ci. Już w zamierzchlych dziejach ro- 
dzaju ludzkiego nie sklepienie lecz 
kolumna zajmowała w pi
rwotny,? 
budownictwie poczesne mIeJsce. NaJ- 
pierw ma ona wygląd ma
ywnego 
monolitu' w z grubsza obcIOsanym 
kawale ;kały ludzie widzieli syntezę 
czegoś nieosiągalnego, znanego tył- 
ko Bogu. Menhir wyrósł prawdo,?o- 
dobnie wcześniej od szałasu. Egipt 
faraonów obciążył kolumnę m
są 
wyobraźni istoty śmiertelnej tęskmą- 
cej za wiecznością.. Starożytna G.re- 
cja, pozbawiając kolumne matenal- 
nago balastu w koncepcji geniałnych 
linii wynikających z kosmicznych 
praw, uduchowiła ją. Kolumny te 
przetrwały trzęsienia ziemi, potopy! 
huragany; ich stoickiego spokoju I 
zadumy nic nie zdołało i nic już nie 
zdoła zamącić, nawet bliskość dł-zew 
szamocących się na wietrze. 
Dawna Posejdonia a I'zymskie 
Paestum, została założona u ujścia 
rzeki Sele (Silaros) przez greckich 
rozbitków szukających nowych sie- 
flzib, którzy mieli szczęście nie spot- 
kać fatalistycznych Syren. Paestum 
bieli sie na zielonych błoniach zato- 
ki sałernitańskiej; otoczone jest su- 
g-estywnymi ramami z cyklopowego 
muru długości niemal pięciu kilomet- 


*)Oryginalne 
djęcia świątyń w 
Paest um, ilustruJące artykuł. wyko- 
nal Adam Hroż (Rzym, via Piemonte 
117), 


WIADOMOśCI 


a 


e 


rów. Data załoi;enia tej niegdyś bo- 
gatej kolonii greckiej tkwi w odmę- 
tach tysiąca lat przed narodzeniem 
Chrystusa. Nie tak dawno temu ki- 
lof archeologa wydobyl z ziemi bia- 
ły szkielet Paestum, które przed wie- 
kami razem z dwoma innymi mia- 
stami, zostało zasypane katastrofą 
jakby inspirowaną przez Apokalipsę. 
Z mitów podanych przez legendar- 
nego Homel'a, Urecy stworzyli nie- 
śmiel"lelną sztukę, która dotada do 
naszych czasów zaklęta w manII ur. 
Podczas gdy eleatyccy filozofowie 
rozprzestrzeniali doktrynę Pitagor.t- 
sa, rzeźbiarze wznosili wspaniale 
świątynie doryckie. W niedalekiej 
Elei, w zatoce zamkniętej od połud- 
nia przylądkiem Palinuro, zachowały 
sil,' mizerne odłamki fascynującej 
przeszłości, a przede wszystkim "L1. 
parola dei passato (Słowo Przesz- 
łości)"; w Paestum dzisiaj wida{- 
jeszcze nienaruszone kolumny pokry- 
te złotą patyną czasu. 
Monumentalne piękno tego ustm- 
nia, zatopionego w milczeniu, zacho- 
walo się w profilach trzech świątyń. 
Najlepiej wygląda świątynia Posej- 
dona; ogrom jej kolumnad, całe jesz- 
cze frontony i gigantyczne dintele 
wprawiają w zachwyt, odbierają pa- 
trzącemu oddech. Nie ma na świecie 
lepiej zachowanej perły stylu doryc- 
kipgo z V-go wieku przed n.tl'Odze- 
niem Chrystusa. 
Po kondygnacji trzech schodów 
przysypanych delikatnym ornamen- 
tem trawy i polnych kwiatów, wcho- 
dzimy w ciepłą przestrzeń pozasta- 
wianą kolumnami, które jak archaicz- 
ne kariatydy bez głów, podpierają 
niebo zamiast sklepienia świątyni 
poświęconej bogowi morskich wód. 
Czasami biel kamienia jest oślepiają- 
ca. Pośl'ód wonnych traw. purpuro- 
wych anemonów, liliowych rozmal'y- 
nów i polnych goździków, jaśnieją 
fragmenty kapiteli, stylobatów, me- 
top. Wiatr miękkimi palcami rozgat.- 
nia gałązki złocistego janowca, pu- 
rusza dzwonkami bujnego powojnika. 
Powietrze nasiąknięte jest wonią 
mięty i lawendy. Na rozgrzanym 
trawertynie siedzą jaszczurki o onyk- 
sowych oczkach. Pisał o nich poeta 
Jerzy Hordyński w wiel'szu "Paes- 
tum": 


"Jas-:czlll'ką chciałem był z PI'ÓŻł/O,!it'l, 
zadziwiać kształtem, 
dysk1'ecjq pm'u8zel', 
11'iernośNą do ?'llin.". 


Obecność człowieka nie wypłasza 
jaszczurek, ale też i nie napawa ich 
zaciekawieniem. Niebo jest ogrom- 
ną, błękitną szybą, na której każ- 
demu wolno malować osobiste fan- 
tazje i marzenia, Nie słychać głosów, 
tylko woniejąca ziemia tętni jak jed- 
no, ogromne, nieśmiertelne serce. 
Obok naj starszego Templum Cere- 
ry przewodnik pokazał grupce tury- 
stów karczocha podobnego do mor- 
skiej gwiazdy. Słońce przygrzewało 
mocno, w powietrzu unosił się lepki 
zapach ostrężyny. Kiedy zostałem 
sam, spóbowałem jak smakuje kar- 
czoch I'osnący wśród ruin greckiego 
geniusza; miał coś z kadzidła i szał- 
wio Ponieważ czułem gorycz w u- 
stach, poprawiłem sobie smak kilko- 
ma ostrężynami słodkimi jak ulepek. 
Podczas tej maleńkiej uczty godnej 
eremity, zostawiłem m
opatrznie m!- 
je słonecz
e oku!ary me. mog
c sobie 
przypommeć gdzie. Zgoublł
m)e pl'a
: 
dopodobnie podcz
s r?blema zdJęc 
fotograficznych. Nie mmły one spe- 
cjalnej wartości, były. nawet bard
o 
sterane i może własme dlatego me 
miałem sumienia zostawić ich nawet 
w tak wspaniałym i niepowtarzalllym 
otoczeniu jakim są .rUl
Y Paestum. 
Szukając zg-uby, zWled
alem barązo 
dokładnie Termy, AmfIteatr, Ś
lą- 
tynię Pokoju, resztkI rzymskIego 
Forum, cysterne pachnącą. francus- 
kimi olejkami (nigdy tego me zapom- 
nę!), dotknąłem. chy.
a ka
dego ka- 
myka całej PosejdonII. Słonce zaczy- 
nało nakładać amara!lt?we .w?ale na 
elegancki perypter sWlątynkl ('el:e- 
ry, bogini urodzajów, od strony n\(,- 
widocznego stąd morza, szedł deh- 
katny powiew czystego, słonego po- 
wietrza, Setki czarnych ptak?w za- 
częły krążyć nad Paestum, w lC
 r
- 
chach można było dopatrywaC s
ę 
jakichś sybilli
skich wróżb, kto 
Ie 
jakich? Ałe Ja szukałem okularowo 
Wreszcie usłyszałem gł?s,. prawdł;- 
podobnie jednego ze. strazmk?w.. kt?- 
ry zawiadamiał mnie uprz';Jmle, z«; 
zamyka się tuż po zachodzie; Ptaki 
mówią własnie o tym znakamI 
wych 
skrzydeł. Nocują podobno w rUInach, 
a wczesnym rankiem odlatują ku 
błękitnym górom; słowo
 t
m towa- 
rzyszył szeroki ges
 ramIema, wska- 
zującego stronę m

sta Sa-łerno. 
Cóż miałem zroblc? AddlO, okula- 
ry... Po dalekich wędró
kac
, .po 
łondyńskich mgłach, hlszpansklch 
bezdrożach i włoskich pałacach, zna- 
lazłyście wreszcie zaciszny kącik w 
tym mauzoleum z trawert
nu, na 
którym znajduje si
 cz
saml zwap- 
niona muszłę pamiętaJącą odległe 
czasy kiedy morze zalewało te wspa- 
niałe szczątki greckiej chwały. Wy- 
chodzac zostawiłem sh'ażnikowi mój 
adres. z prośbą, by w razi
 
nale- 
zienia okularów, przesłał mi Je. do 
Rzymu. Wsunąłem z 
óry w Jego 
drapieżną dłoń suty napiwek. Dodaw- 
szy nieco 
ięcej 
irów, m.ógłbYI.n na 
pewno kUpIć sobIe u BIłgoraja w 
Rzymie nowe, bardzo modne okula- 
ry. No, ale to pamiątka... valore sen- 
timentałe.., . 
Ponieważ sp6źniłem się na p
Clą
 
do SaleIno, postanowiłem 
'ozeJrze
 
sil,' za hotelem łub austerl
L Ktos 
poinformował mnie, że w pobh
u pla 
ży, znajdującej sil,' o kilka kllome
- 
I'ÓW od ruin Paestum. jest przyzwOI- 
ty hotel, Albergo della TOI:r,;. ?-apa- 
dał zmrok bardzo szybko; pinie I pal- 
my zamieniały się w straszące boho: 
mazy. świerszcze, czarujący poecI 
miedz i fos przydrożnych, pachna- 
cych maciPl'zanką, przygotowywały 


Wszystkie 


książki, 


nadsyłanI' 


redakcji "Wiadomości", notowane są 
w specjalnym dziale wraz z krótkim 


omówieniem. 


s 


sie do tragicznej pawany; koncerto- 
wały już żaby a kI,zewy karłowatego 
oleandl'u i bukszpanu upodobniały 
się do czyhających na ofiarę rabu- 
siow. Wysuwał się zwolna księżyc z 
lśniącego staniolu. W widoku tym 
było coś tak przerażająco sztuczne- 
go jak tylko może być nocny pejzaż 
w południowej Italii. Zaszczekały w 
ciemni psy, po chwili uderzył mnip 
szyld hotelowy rażący oczy szkarlat- 
nym neonem. Dolce Itaha! Slodka 
Italia, chytra na pieniądze, pozba- 
wiona wszelkiego śladu romantyz- 
mu, arlekinowata Italia... Italia... 
'l'orre znaczy po wlosku wieża, ale 
ten hotel Albergo delia Torre w ni- 
czym nie PI'zypominał wieży. Był to 
nowoczesny dom zrobiony naj prawdo- 
podobniej z pustaków. wydawalo się 
jakby go napompowano powietrzem. 
Okna miał pmstokątne i szerokie jak 
to czasem, nie wiem czy slusznie, na- 
zywało się je za mojego dzieciństwa 
w Krakowie oknami weneckimi. Chło- 
pak hotelowy, bo dyrektora nie było 
w tej chwili, zaprowadził nmie do 
pokoju. Każda ściana tego pomiesz- 
czenia była innego kolol'u, w typie 
a1'lekina, jak poinformował mnie pi- 
kolo, Ale to było zupelnie nieważne; 
jedna myśl tylko mnie nurtowala, w 
jakim stanie będzie materac i Spl'ę- 
żyny. Okazalo sil,' że łóżko było ku- 
sząco wygodne. Zaraz po kolacji, u- 
ciekając przed telewizją, ukryłem się 
w moim pstl'okatym pokoju. Zanim 
się położyłem, stanąłem przyoknie 
szeroko otwartym na śI'ódziemno- 
mOl'ską noc. (;wiazdy sypaly się z 
granatowego nieba, rechotały żaby 
w stawie; na horyzoncie, byłem p
w- 
ny że to morze, paliły się źólte lam- 
py ryb'lków czekających świtu z za- 
rzuconymi na nocny połów sieciami. 
Wsłuchiwałem sil,' w daleki szept 
morza pieszczącego słonymi ustami 
oczy granatowej nocy. Otaczała mnie 
tajemnica ciężko oddychającej ar- 
chaicznej ziemi. Nie słyszałem 
wprawdzie, ale wyobmżałem sobie, 
że dochodzi mnie krzyk Sybilli, która 
starała się przekonać Eneasza, aby 
nie udawał sie do Podziemia bez z:o- 
tej gałązki jako podarunku dla Per- 
sefony, która pod cuchnącymi woda- 
mi jeziora Awerno, oczekiwala go 
m\ progu świata pozagrobowego. Nie 
wiedziałpm, że nad brzegiem morza, 
o kilkanaście zaledwie kroków od 
hotelu i od mojego okna znajdowal 
sil,' camping dla cudzoziemców. Do- 
wiedziałem sil,' o tym na drugi dzieli 
rano. Tej uroczej nocy odg'łosy ży. 
cia campingowego nad brzegiem mo- 
rza przejęly mnie zdumiewającą 
podnietą, mitologia wzięła mnie w 
I'amiona. Na olowianej powiel'zchni 
Styksu zamajaczyła łódka Charona, 
na uI'wistym brzegu czekaly swojej 
kolejki cienie zmarłych. W sinych 
wodach rzeki pływały nieżywe dzie- 
ci pozabijane pl'Z{,Z zwyrodniałe mat- 
ki w ich własnych łonach; samobój- 
cy wzdychali do światła gdzie można 
I'ozpaczać. cierpieć i mieć nadzieję. 
Po Łąkach Asfodelowych pląsają du- 
sze b!ogosławionych, w nadbrzeżnych 
gajach mirtowych slychać rozpacz- 
liwy lament przestepców wojennych 
i mOl'derców zakutych w kajdany. 
Eneasz pocieszany przez ojca, pod 
przewodnictwem Sybilli, opuszcza 
werg-iliuszowe infprno; wychodzi z 
niego przez bramę z kości słoniowej. 
T1'Ojański bohater, dla kt,ireg-o to 
wszystko co widział, zdawało sil,' tyl- 
ko koszmarnym snem, kieruje swo- 
je kl'Oki ku morzu, czeka już nań 
okręt z rozpostartymi ża!;lami i wio- 
słami gotowymi do podróży. 
Odsunąłem !'ię mi okna. Za chwilI.' 
sp:!łpm snem sprawiedliwych. 


Henryk-Czesław śliwiiiski. 


,..,. 
..,.. 



....ł:- " 
,I. I 
 "".1(; 
. :+ 
J: 


1- 


./ 


" 
t. 


-ił' . 1 ' 
. f' . 
.. , . 
."1 \ 
- . ł 
f ' 


do 


'..- .1 
-,..- ;.Q 
q 
: iJ 



- 

 '.Jł. j 


.J 


t 


- 



 


to' 


.. a:- 


": f. . 


l. 
 
I 



 


,. 


ł- 
, ł 

 - J . '. 
lir 


" 


I 


... 
. . 


u 


-
 
.-..,-
 
--- 

.. "'T-'" 
I 


..' 


r- 



:ł 

 
, 



 ,! 

,# , 
1- 
-...... 
.:. · .... 
..J/,
 .:..#-
-łx r; 


... 


jto 


\I 


... .- 


.... 


"""" 
.,\. - 



 


i 

"t
.. 


łI, 


-- . 
.. 


-. 


( 
,.'" .,:
- .. 



 -, 
. "
:. 
 ';'I'

 
(');'. :Wf. 
.- 


" 
..... Ji' 



 
r 



 
!\ 1 .1' 
. ' . 
...,f " t 
. . ot 
4, ' \. ., i- 


;"\[ 


.,. 
. 
..c;.._
- 
...Ń:
 
- '" 


... 
 



. 


-b. 


-"- .. ... " 


:.;/t. 


t. 


.-- 


--.' 
;.. 
.,..1\... '"*_ 
J ' " 
f 
.. 


... 

 ,. 



 ..... . 


".;I, . 


.. ).-: 


___..J.... 


5 


4. 



 


.. 
.1 


" 


.... 


): 



 ' 


.- 
I 


m 


. 


, I 
j 


.,.. 
. 1 .
 
. i 



. 
- 
. ł 


fi :--
' .
'"" 
1J"-
 


i' 


.. 
I .. ,
. 
..... 
_ 
4."".' 
1 . 


.. 


..
 


-' 


-
 


.-li 
 


,..
- 
. 


..... 
- 


". 
J 


p:) 


1c ,ot: ..,.J. 


"". 


\ 


 

 
-'''- .. 


. -:--....... 
.. ..(. ł .; 


..,j
>>>
6 


OKNO 


NA 


W "Okme" w m' 1097 "Wladomo;- 
CI" "'spommałem ze gl udmowy ze- 
!zyt moskiewskiego miesięcznika "No- 
WYJ !\'Iu" wyszedł z dwumiesięcznym 
memal opozmemem I ze przyczyn,
 
tego opózmema było wycofam e przez 
Konstantma SImonowa całoscl swych 
"WoJennych zapl!kow", gdyż cenzu- 
ra zaządała skleslema z mch kIlku 
stron. Obecme "RusskaJa Mysi" z 2K 
marca br. przypomma ze Slmonow, 
ktory był w czasIe wojny korespon- 
dentem WOjennym mającym przed 
sobą "otwarte dlZWI wszystkich szb- 
b"w" I ktol y meraz bywał obecny n I 
zeblamach lad wojennych, dotąd na- 
pisał trzy kSlązkl o wOJme - plerw- 
;zą ..Dm I noce" z punktu Wlllzema 
obowlazuJąceJ PiZY Stahme oce'IY 
wypad'kow vWjennych, dWie zaś dal- 
sze ("ŻYWI I umai h" I "zolmelzem 
me można sie modzlc") - wedle 
ocen czasow Chi uszczowa. \\' glębl 
duszy jednak musiał 
ozulluec 7,e 
sVi ymi kSlązkaml o wOJnie rozpow- 
szechma I umacma klam"t \\ o Totez 
pewną probą wylamama SIę z błędne 
go koła tego Hamstwa było klolkle 
opowladame "PI zYJazd zony" ogło- 
szone w czasoplśllne "Moskwa" w l' 
191i-t Są to dZIeJe korespondenta wo- 
Jennego, ktolen'u me podobają Się 
kłamstwa komumkatow wOjennych z 
piel wszego okresu WOjny Bohatelo- 
Vii Jednak me udaje Sle wyrwac z 
klęgu "wielkiego kłam"twa" I mU
1 
pozostać "na klawędzl dozwolonego 
Jeszez£' w r. 191i; "NowYJ Mu'" 
zapowIedzlai ogłoszeme dZlenmkow 
wOJennych SUllonowa. Pod komec I 
1961i zaczęly Się jednak przedosta- 
\', ać na Zachod pogloskl ze cenz
ll:! 
zabrama drukować Ich w całoscl, 
malują one bowiem w zbyt 
czarnych kolorach pierwsze nlleslaCe 
wOJny. W numet'ze g-rudmowym nie 
tylko me ukazały Się. J,lk wiemy, te 
zapiski, ale me ma Ich w spiSie ut- 
WOl OW ktol e mają być og:oszone W 
1967. :,RusskaJa My"l" ocema wyda- 
I'zeme z Slmonowem Jako znanuen- 
nt'. oto pisarz, ktolY w Ciągu ;"z-;- 
I egu dZiesięciolecI t I'zymał SIl,' SCIS- 
le hnu partyjnej, nagle "Się zbun
'- 
wał" "Slmonow - pisze "Rus"kaj"1 
,\Iysl" - Jest bardzo czułym bilo 
metrem nastl'OjOW w ZWiązku So- 
wieckIm. "Jego "bunt" Jest Jeszcze 
Jednym dowodem ze przy"złosc hte- 
I atury sowieckIeJ jest me w lękach 
dog
atyko\\, ,tle w I'ękach hbel t- 
low. 


* 


KomumścI całego śWiata UPOl- 
czywIe domagają Się, aby St,wy ZJed- 
noCZone zaprzestały n,lIotow na Pol- 
nocny Wietnam. WtolUJą Im mm 
pl'zeclwmcy udziału Ameryki w wOJ- 
me w WietnamIe. Ich zdamem, n'l- 
loty me plzynosza Stanom zadneJ 
korzvścl. Odwrotme - tylko powo- 
dUJą' u połnocnych Wletnamczykow 
cOlaz sllmeJszą wole oporu. Jezeh 
tak Jest Istotme, tedy komumscl po 
\\ mm SIę cieszyć ze Amel ykame 
bombardują terytonum Polnocnego 
Wletn:!mu I w ten spo"ob umacnmJą 
u poddanych Hoszi-nnna wolę OpOI u 
(;dyby tych 'ltakow powletlzl1
ch me 
było, pl awdopodobnle I
ołnocm W let- 
namczycy Izuclhby bron I rozeszh Sle 
do swych WSI" (Argus w "Nowym 
I{ussklm 
Iowle" /. 3U marca L I ) 
* 
W Okme" w 111 łU9:! "WI.Hlumo", 
"I" p'
'zytoczylell1 tleśc hstu p M 
Szatowa do redakcji "Nowogo Rus- 
"kogo Słowa". W hścle tym autor de: 
maskował falszel "twu , Lltle1ltul nOj 
(
azjpty", która fotogl:1hę lotmka 
:\'IUlzvna wZięteg-o do nlewoh pI'zez 
"olnocno - wlptnamską ImhcJantl,ę 
pl'zel 'Jblła pl zez niezbyt zręczny I e- 
tusz czy tez fotomontaż na bmłpgo 
lotmka Ta sama fotografia, .lle z 
lotmklem Murzynem ukazal.\ Się o 
kilka dm wcześmeJ w katO\nckH.'J 
TI l"bume Robotmczej" 
" W "LitlPraturnoj GazJecIe" z 20 
malca b I ukazało Się "spl'ostowa- 
me" p. A. (jIU\llOWa, ktmr tWlPutZI 
ze ledakc)
 tej gazety mc me ob- 
chodzI kolor skólY wZiętego 1'0 \1Ie 
woh lotmka amel ykańsklego i że u- 
mieściła zdjęcie takle Jakiego jej do 
stmczyła obsługa fotogr:!hczn I a- 
lIlel ykańskleJ agenCji "Assocmtell 
PI'ess". Ciekawe Jest zakonczeme te- 
go "sprostowania": "pozo

ajp nam 
dorlać ze "demaskowamem nas za- 
Jęła Się wydawana w polskim Jęzł'k?, 
w LondYll.le g-azeta "Wladomoscl 
- JPdno z wielu pisemek (hstkow) 
kOl zystających z jałm uzny (podacz- 
k.\) Centralnej Agenc}1 Wywiadow- 
czeJ Stanów Zjednoczonych Sama 
prasa amelykańska ze zrozumiałych 
powodow me zdecydowała Się na 
dema"kowanie" tego rodzaJu"u Obok 

plostowama p Glomowa ponowIlie 
Ulllleszczono zdjęcIe rzekomego bIa- 
łego Amerykanma " 
InfmmacJe o tym "SPlostowanlU 
zawdzięczam upl'zeJmości p JUI.łJa 
Rleczmsklego z Nowego JOl ku, ktolY 
ponadto napIsał w tel sprawie obszer- 
ny hst do redakcji "Nowogo Russko- 
go Słowa" (z 9 kWletma b r) W hś- 


ROSJĘ 


cle tym oplsal cai..! hlstol'1ę z,lzna- 
czając PIZY tym ze Istotme władze 
Stanow Zjednoczonych me zdecydo 
wały sil,' n.\ zdem.l"kowame lalszel- 
"tW.1 me chcac Z.ll,eVine szkodzlc 
sViym kOlespondentom w l\1oskwle, 
ale zdemaskowame nastąpllo w "No- 
wym Russklm SłowIe", a nie w ,,\VI,I 
dDmoścl.lch", ktole tylko pizy toczyły 
h,;;t p Szatowa umieszczony w plŚ- 
n1le lOsyJsklln "LltleratUl naJ a l
a- 
zJeta" wDI..ła Jednak napaść na "W la- 
(lomoŚCI", aby sowieccy czytelmcy 
mozhwle IzadzleJ dowtadyw,tl1 sit: ° 
Istmcmu za gral11cą "olneJ pl.IS
 
10'YJskleJ. Co ciekawe, "LltlelatUl- 
naJa GazJeta" podala obok "splO"lo 
wania" p. (;Iuwowa Je"zcze b.udzleJ 
znllenlOJ\ą mz pOpi zeunlO tW:II'Z "L 1- 
łego" lotmka I OCZY\\lsCle am slow- 
klPm me wspomniala 
e 18 styczma 
- razem z piel wotl\
 10.0gl.!tl:
 \\ 
"LltlelaturnoJ l;azJu"le" - zjawII.I 
Sle w oficjalnych "lzwiesl1Jach" ta 
S.lma fotogl'.lIta, lei;z z twal'z4 - 
:\ll11'zyna u Pan S.'eczl1\skiJ dod,IJ.! 
WIeSZCle że ł,!cznie z plet'\vsz:
 [0- 
tograflą w "TI'ybUI11e RobotniczeJ" 
w Katowicach, t...1 ".Ima mUl'zynsk.1 
fotogl'afm ukazab SIt: w bel!:l'adz 
klej "Borbie" I w walszawskleJ "TlY- 
bUnie Ludu", sfu
szowana natoml.lst 
fotoglafia zawędlOViała na - Za- 
chod do jednego z pl,;;m w ;\lona- 
ChlUIII .. 


* 


w ,,slavia Ol'ienł:.llis" (I'ocznlk X\' 
m 4 z l'. 19b/i) wydawanych plzez 
Komltet Słowlanoznaw!twa P A N w 
Warszawie ukazał.l Się opracowan.1 
przez Bazylego BlałokozowlCza "Ko- 
respondencJa Mai iana Zdziechow",kle- 
go z Lwem TołstoJem". Z dziesięcIU 
hstow napisanych do TolstoJa przez 
ZdzIechowskiego i trzech odpowie- 
dZI rosYjskiego pisarza Bmłokozowlcz 
podal; hstów Zdzlechow,;;klego (tyl- 
ko w orygl11ale rosYJskIm) I Jeden 
hst Tołstoja (zalowno w orygl11ale 
10sYJsklm Jak w polskim przekla- 
dZle). Korespondencja zaczęla Się w 
l' 189;j. Tołstoj oburza Się n"1 ..stlasz- 
ne g-walty, J.\klch dopuszczaJ a Się 
dZikie, gluple I oki utne władze 10- 
sYJskie nad W1arą I Językiem Pola- 
kow" Dla zwalczama tych gwałtow 
nalezy, zdamem TołstoJa, pOtępiĆ pa- 
tllotyzm, jako zlod'o menaWIŚCI nllę- 
dzy nalodaml, I przecIwstawiać mu 
powszechwl chi zesclJańską mlłosć. 
Potępiając patllotyzm - z.uowno 
clenllęzców Jak ciemiężonych - Toł- 
stoJ ma zrozumIenie dh te&,o drugie- 
go patl'lotyzmu pisZąC W Jednym z 
hstow: "Jezeh pan powie, że patllo- 
tyzm da SIl,' łatwiej usplawlellliwlć 
w uCiemiężonym mż w CIemIęZYCIe- 
lu, Jak 10WnleZ, że łatwiej mozna 
pOjąć obJawy egOizmu u człowieka, 
którego Się gnębi, mz u czlowleka 
zYJącego w spokoJu, to me podobna 
Się z panem me zgodzIć". StOI Jednak 
zasadmczo na stanowisku że "u na- 
lody podbite, doznając uCisku, po: 
wmny mszczyc patllotyzm, bUlzyc 
Jego podstawy teoretyczne, wystawiać 
go na pośmlewl,;;ko, ale me wysła- 
WiaĆ". Jeden z hstów Tołstoja był 
wydlukowany, szeloko omawiany I 
dyskutowany w Plasie polskieJ, o- 
CZYWIŚCIe galicyjskiej Był lowmez 
ogloszony w Niemczech I Czechach 
"Słowo Polskie" pisało w kuńcu l. 
ll'iVJ "Bar dZieJ mz kiedykolwiek stal 
"le wielki plsal'Z I myśhclel gudnym 
uwagi naszej I sympatn obecme, kle 
dy głosem pełnym powagi zWlOclł su: 
przeciwko pl ześtadowcom Polski, 
która ud wlekow Jęczy pod obuchem" 
HeakcYJl1e koła 10sYJskle natomiast 
zdpcydowame potępiły stanowisko 
Tołstoja m.1n dając Jednemu z at Iy- 
kułow w prasie pr.\wlcoweJ tytuł 
Hlabl'l Lew Tołstoj Jako polonofil" 
, Zdziechowski odwiedził Tołstoj3 w 
J..tsneJ PolanIe. Rozm.lwlano o Sien- 
kieWICZU I OlzeszkoweJ. Czytame 
"Quo vadis" było dla TolstoJa udl'ę- 
czemEom, nie byl prawie w stame do 
czy tac tej powieścI do końca. Z ptaW 
dZlwym z.lchwytem natomiast wy- 
lazał Się o pOWIPśclach ,.społecznych" 
Sienkiewicza, tJ "Bez dogmatu" I 
Rodzinie Połamecklch". Stosunek 
Tolstoja do Orzeszkowej był dosć 
klytyczny i wydawała mu Się ona 
"nad miarę sPntymentul na ". 
W l' 18f19 w KrakowIe na wlelklnl 
zelJl'aniu tOWR! zyskim z okazJI set- 
nej locznicy Ulodzln Puszkl11a "silne 
byly akcenty protołstoJowskle" .- 
podkreśla Bmłokozowlcz M 111. Zdzle- 
cho", ski wzmósl toast na cześć Toł- 
stoja Teleg-I am wy
ł.lI1Y do 'l'ołstoJa 
podpi"ah plOCZ Zdziechowskiego plO- 
fpsorowie Mallan Sokolowskl I K
zl- 
mierz MorawskI Telegram brzmIał' 
"Littel'ateUls, rassambies pour. c
- 
lebl'PI' l'anniversah'e de Pou"hkme, 
saluent le gl and alllste et le penseul 
subhme Leon Tolstoi, don t l'oe
\'l.e 
est l'expression p:!rfalt du geme 
I'usse. Gloi\'e li l'apótre de la justlce". 
(Trzeba zauwazyć, 
e telegtamu tego 
Tołstoj nie otrzymał, lecz sil,' o nim 
dowiedział z llt,tu ZdziechowskIego) 


'Iichał K. Pawlikowski. 


Jadwiga (Jurkszus) i Adam Tomaszewscy 


ogła'izają suhskr
 pcjł: na kliązk
 p.t. 


Toronto, Tronto, Trana 
(Felietony i repOl taże na TEMATY KANADYJSKIE - aspe\{ty 
historyczne, !"ulturalne, ohyczaJowe, problemy dnia codzienne
o i t.p.) 
Tek"t olwlo 200 "t! on z foto
rafiami. 
Cena książki w przedpłacie $3,00 lub równowartość. 
Nazwl"ka plzedp13clcJeli b
dą zamieszczone w ksiązce. 
Plzedpłaty prosimy kielować na adres: 
\ TO
I ,\SZEWSKI, 5 Ridout St., Apt. A., Toronto :1, Ollt. ('a nada. 
Termir. plzedpłaty upływa l slerpma 1!1/'7. 
K"lążka uka/.e Się na Jeslem. 


NAJSZYBCIEJ 


PIENIĄDZE 
201 złotych za £ 


HI ClUHIWELL HOAO. LONUO:\', 


Paczki do wyboru 


WOLNE OD CŁA 


HASIiOBA LTD. 


S.W.7. 


Teł. FIlE 7H8
 


WJADOMO
CI 


Korespondencja 


JESZCZE o ZHIOUDOW \:\'Il Y 
N.\:\IIEST:\lh.A IOTOCh.1EGO 


00 reddktora "W tadomości . 


W 109.)/109(; nI. "Wladon.oścl" 
Aleksander Jant'l zamlt:ścll obszerną 
10zmoWe z Jll10slawelll SIczYlIsklIn, 
mordercą namwstmka Andrzeja Po- 
tockiego w r l !-IlIS we L \\ 0\\ le 
AutOl zazn lozyl I wYJasmł potem 
lówmez na łamach "Kultury", ze UI- 
tykuły Jego N I CZęsClą większej ('.!- 
lOSCI, w ktol PJ uwzględlll 1'07ne aspek- 
ty "teJ slllutnt'J splawy" l'oj'lWI «II: 
un:l brc mo/.e w po"tacl kSI !zkl. 
Ie 
zmlellla tu Jetln:rh faktu /.e og:o"zo- 
11) .u'l)'kuł tych a,;;pektuw me ośwlet- 
1,1, a komentalzP, klon: zawiei ,I, z 
tl'eśClą Z:1gadlllen1a nUIJą mewIele 
w"pulnego. Tak WięC n
01'dersLwo po- 
lityczne tłU\l1.:Jczy tym ze było ono 
Jakoby często praktykow.lI1e w dwu- 
,.zlestoleclu pOpl'zodZajl!cym w)'buch 
pierwszej wOjny ŚWiatoweJ. DI.\ UZi1- 
sudmema tej tezy wyhcza wypadki, 
mniej lub wIęcej znane, zanuchuw 
na panujących I mlnISLl(JW. 
J,lota przesłuchuje Slcz)lbkiego 
przy pomocy magnetofonu, l)l'owadzl 
z mm wlelogodz111ne lozmo\\y na to, 
by ustahc gdzie stal, kiedy otViorzył 
ogień, czy przy okme czy PI'ZY 
dl'zwmch, Ile oddal stlzalow I 111ne 
szczegoły Jeśh chodzI o motywy mor- 
del'stwa, PI'zytacza bez komental zy 
odpowiedzI Slczyńsklego, ze to byl 
odwet za tellOl I ukalame człowieka 
odpowIedzialnego za Jego stosowame 
Pamiętam dobl ze te chwile I bylem 
we Lwowie na pogrz!:ble nanne;;tlll- 
ka Potockiego, ktmy był bl',ltem mo- 
jej matkI, 
Janta pI.1\vdopodobme nie wie 
o co poszlQ, natOllll:tst Slczyńskl 
wie na pewno ze furię sklajnych 
przywodcow ukrmńsklch wywolalo 
zbhzeme pols
lch czynmkow pr.l- 
WIC owych z org-amzacJ
 staroru:ką, 
co pozbawiało lTkramców monopo- 
lu przywództwa. Może bal dZieJ Jesz- 
cze skrajne elementy ukrmnskle byly 
zamepokoJone slmamanll lumlPstlll- 
k.1 Powcklego o ugodę obu mu otlow I 
postępanll oSI..!l:'mętyml pl zez mego na 
tej dlOdze O tym SICZYliski me mogl 
me wIedzieć. Byl on nalzędzlem w cu- 
dzeJ lęce, choć m07e meśwl.ldomYIll 
narzędziem Ale Janta zdaje Się wle- 
IZYć bajeczce o tenolze I pod'\Je Ją 
czytelnikom bez komentarzy. Pyta w 
pewnej chwlh SlCzyńsklego. kml byl 
Andrzej PotockI. DZiwne pytame I 
pod dziwnym skierowane a,h'esem 
Andl zeJ Potocki me był blUlOkra- 
tą. mZ4d namlestmka przYJąl z po- 
CZUCia obOWl4Zku po tlługun waha- 
mu I Z tym ze zadama tego podeJ- 
mie Się tylko na CZ,IS okteślony. Ce- 
lem Jego było oSIągmecIe ugody pol- 
«ko-ukHllń'kiej. Zg-111al, tak Jak po 
latach zg1114ć nuał dla podobnych 
pl zyczyn Tadeusz Holo
ko. . 
Aleksander Janta poswlęclł wIele 
starama dla ustalema szczegolow z
- 
machu. Mozna sobie zadac pytam e 
czy w mteleSle stosunkow wzaJem- 
nych między Polakami a Ukr,lIńca- 
nu postąpll słuszme powracaJ:!c do 
tej tragedII spIZed lat 59-c lU. 


Edward RauYII"kl. 


w SPól.PR ,\C'\ "OLlT\'CZ
 c\ 
\ Kl'LTUKALN \ 


Uo rł'daktora ,,'Viadomo':;ci" 


l\l1ch'1ła Chnnelo\\ ca ("SpoJIzeme 
ku u IlogleJ Pam", "WiadomoścI", 
111 1(JII2) co do wspołlH acy z Polsk4 
Ak:hlulllą N.lUk 
Z Jednej shony mamy PI'etensJ£' 
- I to calklem słuszne - ze n:1ZWI- 
ska pisarzy na enllgl'acJI I IC h t WOl- 
czoSc Sl) pomlJ.lne w KlaJu, a z dru 
glej stlOny sanll SIl,' do tego PlZY- 
czymamy, bo gdy nas o to z Kraju 
IlytaJą, to sle zamykamy na klucz 
I me chcemy udzleh! 111101 nl.lcjl o 
n,lszeJ pl acy 
Uwaz:un ze t! zeb,1 \\ nazme od- 
dZlehć WSpOlplace pulilyczn.J od 
wspolpracy kutlmahJeJ z KlaJpm, 
Jak tej plel'wszeJ me nHlzna upl'a- 
\\ lać I n.!dal uwaZllc "Ię za plsal'za 
stojącego na stanowisku całkowitej 
mepodlegloscl Polski, tak tę druga 
UplaWI'1( powlmen każdy z nas, kto 
Iy doblo n.ł«zego, polskiego wysllku 
l.ultlualnego ma na swej pieczy 
Jeszcze WięC laz dZiękuJe za zaJ
C1l' 
mocnego I zdecydowanego s' ,IIOWI- 
sk,1 wobec tej sprawy. 
Idąc Z" wezwamem K,lzlmlel z I 
W ielzyńsklego ("KorespondencJ,I", 
ni' 1(91) I wieloma 111nynll zamlesz 
czonynll w ,,\VladOIllOSCJach", pozwa- 
lam sobie przesłać czek na '
O dola 
rów na fundusz naszej blbhot.-kl w 
Londynie l\Ialym tym podal unklem 
chCiałbym wyrazić uznanie dla wiel- 
kiej oaszeJ pisarki I klerowmczkl tej 
instytucji kultul'alneJ - p.lm MarII 
lIamlewlczowej. 


Pa weł ł,ysek 
(Nowy Jork). 


GE
ER;\I.
K'\ S\LWETK;\ 


Do Redaktora ,,'Vladomości" 


W nr. 10V4 "WiadomoścI" ukazal 
SIl,' śWletme napisany artykul-wspom- 
m"me W łodzlllllprza Ledochowsklego 
pt. "HóI-KomOlowskl okiem kUlie- 
la". 
l'omIJ.IJąC mi co zbyt subtelne spo- 
strzezema mektorych pań krakow- 
skich I u samego autOl a o osobIe 
.rluwnego bohatera tego opowIadama, 
Ptagnę podać w wątphwoŚć UW,lgl 
mezvJącego JHZ dZIsiaJ gen Stalll- 
sł.\\\ a Szeptycklego o gen. WI:uly- 
sl.\wle Andel sle. 
i\lam na myśh słowa mm szalka 
Piłsudskiego wypowledzl.lne Jakoby 
na widok gen Amlelsa podczas glY 
WOjennej w obecnoścI gen. Szeptyc- 
klego w \Vllme: ,,s,lme bl zu"hy WI- 
dz
. 1\1lło Wślod nich genelalską zo- 
baczyć sylwetkł:" 
Marszałek Piłsudski na pewno 
Izekłby to samo na widok gen biom 
Władysława Andel'sa I dZISiaJ, albo- 
wiem zachow.11 on ponllmo pl'zeklo- 
czoneJ od daVi na 70-1 generalską syl- 
wetkę... bez brzucha! 
Ale pułkowmk Anders zOstal mia- 
nowany genelałem blygady - o ile 
"le me mylę - w 1'. 1934. . 
Gen. brom Szeptyckl zaś był JUZ 
w tym czasie od dawna w stame 
sr,oczynku, zatem nie móg-ł bl ać u- 
udziału w glze wOJenneJ, na ktolej 
OSobliicle oglądal gen Andel sa. 
A WI
C Jak/.ez'/ 


Leon i\litkiewicz. 
(N o w y .J o I k) 
UO 1'0I'R,\WIENIA 
I WYJ \
XIE:\'I \ 


("lłlwWlcle 


podzlel.ull 


W wIeiszu moim p t. "KanIleń z 
stanowisku sPlca" (,,\VI,ulomo:cl" 111. 1(1'17) du 


00 redaktora ,,\Vi,ulomoś, i" 


zWlOtkl hzeclej wkl,1I1I !Ie bł,!,1 dlu 
karski z rodzaju zlo"l1\\ ych \V II 
IlIJce bl znnąceJ "Ile pomylek milcz- 
kiem zakopałeś w lesie". tZ\\ l'hnch- 
I1k słowo "l e s I e" zastapll slowpm 
"I e c I e", co OCZYWIscle OI\\lel.l tUlt- 
ke dla domyslow ze chodziło t H h 
tylko o czynnoścI wak,lcYJne 
H' cho- 
dZIło 
Równocześllle pl ,lgnę POd,lć do 
wiadomoścI osob zallllPI eso\\ ,I IY( h 
co następuje Wle",z p l. "K 111IIeń z 
sercn" posl Iłem rowmez ,lO "I yg!III- 
mka Puw...zet:hnego" U kaz.1I «1(' o I 
w «wl4lecznym IIUlllt-l'l' I t'
n pblll,l, 
ale wiol nne ZIllIt'IIIOLI.J, ,I 1111,1110\\ 1- 
Cle oez dwoch slodko\\}lh z\Vloll'k 
l'1t:ć 1111' dokon,llt\m J3 I lIIe (lokCln 11.\ 
Ich ledakcj.l "Tygmlnlk.1 Powszt'l'h 
nego". Dokon.lł Ich nllOllllast znljO 
my'), na klol'ego I
ce tlilI' pOsl.!!!.1 
Jąc adl esu I ed,ll,cjl ,:ryJ.',Ollmka PO\',- 
szechnego") wiei sZ pos ałt'11I I kto I y 
bez mOJeJ wiedzy I na wł.lsn:} odpo 
Wlpdzl,llnosć WIŁ'ISZ "dla g,lzety pol 
l,o!iclelnej" I" zysJlosobll, Jak nil o 
tym domosł hstowme, me
!et y JUZ 
"po 
zkodzle". 


J dn Ru"t wOJ (I\Vski 


.) N,lzwisl.o ladH';; zn.llll' rl'd,lh'jl 


'!IOTTO Z LI'.R:\lOXTOW.\ 


!Jo redaklOl.1 ,,\\ hulomosC\" 


N:J początku m tykułu Alt'ks,lmh 1 
Wata O przetłumaczalnoścl Ut\\OIOW 
!JoetycklCh" (..W mdon.o:cl" m ](I!!!) 
Jest nast!i'puj.lca cytata' 
"Jest' SII.1 blagod.l! '1,lj,1 w zwucza- 
njl słow zywych" 


(Lermonto\\ )" 
WYlazu ,zwucz:tnJl" me ma w jl,' 
zyku rosYJskim. 
atonllast "ll'ofk.
 
pl zytoczonego \VI
I sza bl znH' "J est 
siła blagodatnaj,1 w SOZ\\ UCZJI "IOW 
zywych I dyszy t mepom ItnaJ I sWI'I- 
taJa pllelp!;t' w mch". 
"SOzwuczje" odpowl.ub pol"klpl11u 
"h,ll'monm" \V ZllaCZP11IU po('obH"I- 
stW,1 dźwlękow 
Stanislaw Luhol!ZIl'I'kl. 


SLUSZ:\'A WYMóWh. \ 


Do reddktOld ,,'Vladomu:d" 
\V dZiale "KOleSpon(lencja" p Je- 
I zy Z.uemba (m' 1099) ma zUI,eln4 
1.\CJę, aby częściej podawae w piaNie 
"stałe I śCI«łe wskazówki na Jaki 
alhes, konto I t P nalezy 
rzekazy- 
wać stałe dotacje i Jednorazowe (ht- 
ki" w zWJazku z latowamem Blbho- 
teki Polskiej w Londyme. A co robIą 
"WiadomoścI"" Zammst po,
 listem 
p Zaremby Oli lazu podal' alhes, 
I!:lyzmolą. 11 wyrazow od ledakcJI - 
kiedy było podane. Trzeba było wy: 
zyskać sprzyjającą chwilę, gdy ktos 
pod wpływem dobl'eg-o hst
 od razu 
chwyta za ploro, a n
e kazac mu szu- 
kat- dawnych numerowo 
Kl\stvna Holdwd) 
. (i1 u c k d e n) 


Czeki, pl zekazy I)Ocztowe I t P n,t1ezy 
wy"l'1Włat- na 
POL1SH LlHRARY FU:\! () 
I pl zesył,lt na adl es: 
l'oli"h Sodal and Cult ural 
As"ociahon 
9, Prince" (;ardens. 
London. S. W . 7 


Dziw-y 


. 
I 


dziw-adla 


LUDZIE I ZWIERZĘTA 
ZWierzęta me zawsze doznają ze 
strony ludzi tyle dobloci I mIloścI, 


CZARLJJACY KRAJ 
Aktor amerykański DlCk GregOlY, 
Murzyn, plShe w swej biogl'afll: 
"Gdzie znaleźć dIUgi równie czarują- 
cy kraj Jak Stany ZJednoczone'! Mu- 
szę tu siadać na tylnych ławkach w 
autobusie, chodzIć do najgOIszych 
szkoł jadać w obskurnych restaura- 
cjach: mieszkać w najobrzydhwszych 
dzielnicach nllasta - I zarabiam 
pl zeszło 20,000 dolarów mieslęczllle, 
opowiadając o tym wszystkim". 


ZAPACH NARODOWY 
Hen Erich Munzenmeler, właściciel 
domu w Esshngen pod Stuttg-al'tem] 
zwrócił Się do sądu, 
ądaJąc eksmIsJI 
lokatorki, pam Enllll1 HOlnbel"gel 
Zgodnie z narodową tradycJą, palii 
Emlha ukisiła 22 funty kapusty, a 
kamienną Ulne z tym smakołykiem 
umleŃclła w plwmcy. Lokatorzy po- 
zostałych OplOCZ apartamentu pam 
EmilII, pięcIU mieszkań, p
dnieśl! 
gwałt. że kapusta pachllle Inaczej 
IIIZ konfltmy rózane. Sędzia zalzą- 
dził wizję łokalną, a po obwąchamu 
urny orzekł IZ zapach kiszonej kapu- 
sty me Jest pI'zyklY, wobec czego 
a- 
m Emilia moze zostać w mieszkalIlu, 
a kapucha w piwnicy Hen Erich 
zapowiedział apelację: tWIerdzi on że 
przed przybyciem sęd
leg-o pam Eml- 
ha wywIeli zyła piWniCę. 


POW AZNE W ATPLIWOH('J 
NowoJorski dZlenmk "Dmly News" 
umieścił następuJq,cy list jednego ze 
swych czytelników: "Nie Jestem by- 
naJmnieJ bltmklpm, chcę tylko pl ze- 
mIlWI(' ludzIOm do lozurnu WIemy 


wszyscy ze ta cz
ść Ziemi, na ktulej 
żyjemy, Jest otoczona dokoła tym, 
co nazyw.ul1Y wlllnokręglem. Tymcz,l- 
sem gWJazdzial'ze chcą abyśmy wIe- 
I zyh ze Zlenlla Jest kulą WirUjącą w 
plzesttzelll. Władomo przeclez IZ 
przedmiot WI1 UJący z taka. szybkoś- 
Cią, jak:! om przypIsuJą Ziemi, ws:y- 
stko by z sIebie zlzuclł, a wytwOlzo- 
na plzezeń wichura wymIOtłaby go 
do czysta OpowiadaJ:! lowmeż ze 
gÓI'y na dole globu stOją do gOi y 
nogami. a oceany II zymaJą. Się dn,1 
czymś, co nosi nazwę siły ciązenm. 
To jest plzeClez oczywista memozh- 
wośc I to właśme chciałem IIIIWle- 
dZle,,". 


('Oś NOWE(;() 
O IHLANnCZYKA('H 
Radny mmsta Chicago, James C 
MUl'lay, przedstawił I'adzle mlI'J- 
sklej plOJekt uchwały, celem pow- 
Zlęcla Jej w dmu św. 1',11 tyka, p.ltlO- 
na IrlandII (17 marca). 
W ploJekcle tym powiedziano ze 
św. Pat! yk odkrył teOl ie względnoś- 
CI, a fOlmułe odklycla zaplsal na 
kartce, ktou
 umieścił w zakOlkowa- 
nej flaszce I wrzucił ją do morza. 
Flaszkę tę wyłowił pewnego dma Al- 
bert Emstem, przechadzaJac Się nad 
morzem na Coney Island pod N owym 
JOlklem. 
Amelyke odkrył majtek Irlandzki, 
nazwiskiem Danaher. Należał on do 
załogi statku Kolumba "Santa Maria", 
a skolo pIelWSZY ze wszystkich UJ- 
rzał ląd, wskoczył do wody w spo- 
denkach i pantoflach - I pierwszy 
wyszedł na brzeg. Jego spodenki I 
pantofle znajdują SIę obecme w Dub- 
lime, w muzeum. 
Projektowanej przez p Murray'l 
uchwały nie poddano pod głosowame 


STRACONE ZACHODY 'IIIł,OsCI 
Obywateł sowiecki J. J. Altańsklj 
zamielzał wyblance swego selca Z.I- 
telefonować pare czułych słow Oby- 
watel Ahańsklj znajdował Się w Mo- 
skwie, a jego ukochana w LenIngI a- 
dZIe. Poprosił o lI-eJ WIeCZOlem mo- 
sklpwska telefom"tkę o polączenl!' 
I!;O z odpowledmm numel em (pmn- 
l?: I .\dzk 1111 
- O czym pan chce muwl{? - 
usły!zał w aparacie. 
AhańskiJ zarumlemł się. 
- ° nllłOŚCI, obywatelko - odpo- 
wiedział. 
- lVI lłość 'lO tym można mówIć 
tylko od 8-meJ rano do lu-tej wle- 
CZOI em - upierał Się telpfon 
- ° czym wolno mówIĆ teraz? 
- Wolno na plzyklad o śmierci, 
albo o JakImś me cierpiącym zwłoki 
spotkamu. 
- Doskonale - uCieszył Się Ah:!ll- 
;klj. - Ja będę mówić o śmierci. bo 
unlleram z mIłości. Będe mówił o 
tym że muszę ja. spotkać niezwłocz 
me. 
Telefoni;;tka powiesiła ,
łuchaw.k
 
Ale moskIewska "PI awda umleSCI- 
h pełen gOl yczy hst obywalel.I Ahań- 
sklego, 


Nr 1102, 14th May, 1967 


KRONIKA 


\N lHłZEJ ,\ IIZłEUZ\ ;'I;Sh.lEGO 
I'OIłJ{ÓZ 110 ZIE;\II sWłł.;TF.J. 
(;t{Jo{,.JI, .JORII \NII. S) lU I 
ł LIH;\:\T 


Spelm.IJ,IC (\.1\\ He pl,lgmeme odby 
CI.I pOlh oZY ,'o Ziemi Ś\\ H;'teJ młody 
malał z polski Andl ZPj DZiel zyńsln 
,;;pl,'dzll II.l pl zelol11H' ubległpgo I hle- 
zacego loku klika mle';;lęcy w wy- 
mlt'lIlOnych w naglowku krajach I 


" 


.: 


" 



I , 
. " 

 
 
--" 
...." ----
 


HE \'1' \ OHl
UrY

I\. \ 
\\ ClIICAGO 


Stal.\łllem ZWI,}zku Akadenllkow 
Polskich I "V erltasu" odbył Się tu 
wlecz.Jr autorski Beaty Obertyńsk ej 
Wprowadzll Ją Tymon Terlecki W 
sWOIm słowie wstępnym wywolal un 
lwow"kl "kl'aJ lat dZlecmnych" pOt.tkl 
I Z\\ lązll Jej poezję ze st.u'opolską 
tl',ulycJ.! ,lClankową. WIHsze, frag- 
menty wspoml1l€ń I panllętmka z 
ze,lam.1 do ZWiązku Sowieckiego le- 
cytowah I czyta h autmka, ktoIa Jest 
sWletną mterpretatolką swoich utwo- 
ruw, dwie artystki. Elzbleta DZle- 
wonsk.\-Krzemlensk.\ I TO!.I KOłlan 
oraz czlonkowle ZWiązku Akadenu- 
ków Polskich: Stamslaw Gal'czynsl.!, 
Jolant,1 Pawhkowska I Lech Sowu- 
lewski (młody obiecuJący poeta). 
PI zewodmczył pl ezes chlc,lgowskiego 
mldzl,llu ZWiązku Andrzej AzarJew 
Impleza śCiągnęła tak lIczną pubh- 
czno
ć ze wypełmła ona szczelnie 
IHzyległy kOl'ytarz I klatkę schodo- 
wa. 
Pobyt Obel tyńskleJ odbll Się wy- 
J4tkowo silnym echem w srodowlsku 
polskim. Przemowleme Terleckiego 
oglosll "Dzlenmk ZWiązkowy". Je- 
dna z OłgamzacJI polomJnych zade- 
KlalOwała gotowość wydama pamlęt- 
mk,1 ObertyńskleJ "Z domu mewO- 
h" po polsku I po angielsku PodeJ- 
mowało Ją wlelp ośrodkowo Po wle- 
CZOl ze pubhcznym, Jedna ze szkoł 
Ulządziła s potkam e poetki z mło- 
dZlezą. 
Przed pIzyjazdem do Chicago, 
Obel tYliska 1I1Iała wieczur autorski 
w Montrealu. Planowany Jest wle- 
CZOl w Nowym Jorku, po któl ym WI'Ó- 
clona do Anglu gdzie stale 111lpszkn. 


pl zywlozl stamtąd bogat:! tekę JlH,'k- 
nych oblazow I I)sunkow, kture \\y 
stawił (od 2-t kWletl1l,1 do 1'1 m.IJ.1 
b I) W londYlisklej galeru "l1I.pel 
Gro«\'enOl (;,llIcrtes". Pahonat nad 
wy«tawa obJąl Delt'g-at Stohcy APl'- 
stoisklej w Wielkiej HI Yl:\nU, al cy 
biskup Cardmale Była lo od I' 19H1 
17 -a wyst:!wa obrazów DZIel zyńskle 
go w Ang-hl l'olllzeJ - pejzaz 11- 
banski Andrzeja DZiel zyńsklt'g-n 


, 


i!'F 





 


. 


I ..-.. 
- 


. 



.:: 


" 


-. 


...-- 


BEJ lU T 


.\\II
llYI\. \;'I;sKIE 
I'Ol'l L.\Ul\ E \\ \lHr-; JE 
"UI \HL'\ \\ RAJl ,,, 


KSlązka 'l'ldeusz,1 \\ Illhl1.l, "Diabeł 
w JaJU " ktoreJ tytuł w plerViszym wy- 
damu po :!nglelsku bl'znllał "A ReIue- 
tant TJavellel 111 Russla", ukaLała SIt' 
w St,mach Zjednoczonych w ski OCle, 
nakladem ,:rhe New Amellcan LI- 
bl.1I y", z małą znualJ.
 w t:y tule, 
"An lInwllll11g 1'1,1\ ellel Ul RUssm". 
l'1.lwda tej kSI,IZkl, sklyta w lekkiej 
beleli ystyczneJ Opowleś"I, III zemO\\ l- 
1,1 wprost do polskich czytelmkow, 
anglos,lsklCh zaś ujęła plOstOt! rOI- 
my I szuble1llcznym humOlem, ktolY 
maskuje Istote plzezyc autOl,1 I hcz- 
nych mnych zesłanl'ow 11.1 melutlzklt'J 
zwml 


Sl'ROS'ł'O\\ ,\NI lo; 


l'rostujemy, w zVilązku z IUtykul
nl 
Aleks.lIllha Wat,1 ("W mdomoścl" 111 
1099) "O pl zelłum.lc
lnoścl ut wo- 
IOW poetyckich" ze w zJezdzle poetow 
polskich w P.uyzu w dmach 1-;j mal- 
ca blah udział następujący poecI :z: 
kraJu: 
Jalosław IwaszkiewICZ, Zblgmew 
Helbert, Artm Międzyrzecki, JuIJ.1!] 
Przyboś, Adam Wazyk I Witold \\'11'- 
psza, a ponadto krytycy Jan Blonskl 
I Jerzy KWiatkowski. Z wynllemo- 
nych poetów en1lgracJI me pl zybył 
i\I.1I'Iln l'ankowskl. 


HEZIl\IIENNY DAJ{ 
Na lęce adnllnlst!acJI "WI.ltlomoś- 
ci" zlozono bezl1l1lenme z Kahfornu 
(Bel'keley) 10 dolałOw na rzecz R,- 
ohoteki Polskiej w LnndY1lle SUIJI!i' 
tl;.' III'zekazah':;my na Fundu«z HII.IIII 
teczny. 


Książki nadesłane 


1\l1l1enallo deI ClIstJaneslmo 111 Po- 
loma Catalogo delia Mostra dl CI- 
meh Copelmcam ol'gamzzata dal 
M useo Copel mcano ed Astr ononllco 
dell'Ossenatollo Astronornico (h Ro- 
ma. DlCembl e 19fi(i; Roma, Accade- 
mla NazIOnale dei Lmzel, 19fHi, sli. 
:n I 1nl. i tabl 8 - PI
k1lle wydany 
I lIustrowany katalog wystawy po- 
śWięconeJ Kopel'mkowl I Jego dZlelu, 
zOlgamzowaneJ dla uczczema 1000- 
lecia chi ześCljmistwa w Polsce. 
Koiicioły w Polsce odbudowane 


Wzmacniajcie nelwy i oczyszczajcie 
krew, a hędziecie cieszy c sil,' zdlo- 
wiem i wzmożona enPI gią do pracy! 
Wycia
 z zyclOdaJnydl 
Iuczol{,w 
zWlelzęc
ch 
KALEFLUID 


li ż) wanie tego 1)\ epdratu I)()lepsza 
"tan /.IlłOwia w sposob bardzo znacz- 
ny, w wypadkach ogóhlpgo osłabie- 
nia, depresji nerwowych. zmęczema. 
W\ czerpama, zaburzeń i staroŃci. l' 
kobiet również w wieku przejścio- 
wym Wysyłamy bezpłatne pl zeplsy 
używania w j
zyku polsl(\l11. 


Laboratoire 


KALEFLUID 


Z ZYCIA TEATRU na Ile zasługuJą. Ale Jak baldzo WZIU- 
Biedny Otello! Nie dosyć, ze z:1plą- szaJące Jest tłunuczeme mimlej lM- 
tany w fatalną ml1 ygę, stał SIt' za- menki, ktma pIOwadzIła samochod 
oOJcą I s.lmoboJcą, ale z biegiem lat z mezwyklą szybkością fantastyczny- 
uWIkłano go w konfhkty lasowe z n1l esanll-floresan1l! l'ohcJa, ustahw- 
p(\\odu b.uwy Jego «kolY Jednym szy po zatrzymaniu samochodu, ze 
Się ona podoLa, Ul ugUl1 me Przed siedząca PIZY klelowmcy młoda osob.1 
kilku laty gl upa szowlmstow md
YJ- znajduje Się w stame silnej mtoksy- 
sklCh domagała Się zakazu odeglam,1 kacJI alkoholowej, usłyszała następu- 
"Otella" w Kalkucie, uznała bowiem Jace usplawledhwlenle: "OZI" umaił 
zoaJdujące Się w tym diamacie po- kut mOjej mamUSI, WięC stalałam Się 
g':lldhwe wYI.lzema, odnoszące Się Jlkog o tym zapommeć". 
do rasy Jego bohatela, za obl'3zę Mieszkająca w l\hami na Flolydzle 
wszystkich kolOlowych ludzi pani Dorota Hlghouse kocha pudle. 
\\' kilka lat pozmeJ zabwnlono Ma ich czterdzieścI sztuk. Przed \Vlel- 
lektUlY tego ,hamatu w szkołach 1'0- kanocą zakupiła mnóstwo kopett z 
ludnwweJ Aflykl. W tym kraju mał- barwiącymi ploszkanu, zamlelzaJą
 
zeństwa między blalyn1l I kolorowy- pomalować pisanki. Ale w ostatmeJ 
n1l są zabronione, wobec czego ZWlą- chwIli zmlemła PloJekt - I pomalo- 
zek Otella z Desdemoną uznano za wala swoJe pieski. W medzlele WIPl- 
gorszący przykład.. kanocną zobaczyli mieszkańcy Miaml 
NIe tyłko Jednak raSISCI poprawla- na uhcach pudle złote, sleblne, białe, 
Ją utwory me zYJących autOIuw. CZ.lrne, Czel'wone, nIebieskiP, zielone, 
Pl7.ekonała SIl,' o tym soplam
tl a a- zółte I fIOletowe. 
mel'ykańska, Dmota KlIsten, spl
wa,
 Pan Paul J. Scollal'd tez ma 
Jąc 1011,' MałgOlzaty w "Fauscle z p«aml do czymema. Z.lpytany 
Gounoda na sceme mo"klewsklego o szaTJse wyboru gubplnatOla Hocke 
teal1u "Bolszoj". Znając tę 1011,' do- fellera na prezydenta Stanów, oś- 
skonaJe zaIyzykow.lła wykoname Jej wiadczył reporteIowI nowoJOIsklel$0 
bez pO
lZedmej próby i skutkIem te- "Dally New"": "Wątpię, czy rozwod 
"'0 spotkała Ją pIzykra lIIespodzlanka Rockefellera wpłynie uJemme na Jego 
Okazało SIl,' ze moskiewska werSja wybóI'. Ja byłem zonaty oSiem lazy. 
opelY rózm Się od francuskIeJ, totez a mimo to wspolobywatele wybrah 
."liss Kusten potknęła SIl,' parę lazy mme na stanowIsko rakarz'! mleJ- 
mimo ostrzegawcz
J. m1l1ukl Jej part- sklego". 
neJa. Wyjaśmono Jej po przedstawle- 
mu ze w Sowietach przefasonowano 
"Fausta", usuwając z tekstu wszy- 
stkie aluzJe odnoszące Się do. zycm 
po śmierci. Pubhczność moskiewska 
pIZYJęła MIss KIrsten b
rdzo /.ycz- 
hWle, a dZlenmkarzom, ktorzy w.gal- 
delobie wypytywah Ją po zakoncze- 
niu opery o Wlazema, opowIedziała 
o przezytej niespodziance, dodaJąc: 
"Telaz wrocę do hotelu I zemdle
ę". 
Z mnym autorem scemcznym miała 
ostatmo kłopot nowojoIska "Gałlery 
of Modern Alt", gdzIe urządzono wy- 
stawę dZieł Aubl eya Beal 
s!eya. Do 
zarządu galerII zwrócił SIl,' lIlspek- 
tor Ulzędu celnego w Nowym JOI'ku 
ploszac o szereg danych o autoIZe 
ksią/.kl któl ej 50U egzemplal zy na- 
deslan
 z zagt'anicy pod adre«em 
galerii Danych tych potrzebował ce- 
!pm wypełmema formularza, maJą- 
cego otworzyć ballerę celną wspom- 
manym ksiązkom, Zaskocz?ny zarz1!-
 
gałel ii udzielił żądanych lIlfOrmacJI, 
których celnik słuchał przez telefon, 
zapisując je wlerme w odpowledmch 
rubrykach. Obywatelst
o: gleckl
 
(co prawda powinm byh I?owledzlec 
_ ateńskie.) MIejsce zamieszkama: 
A teny Rok piel wszego wyd:;tnl.l 
kSiążki: 411 przed ChI' Nazwisko 
aulOla: Arystofanes. , 
ChodzIło o ;j00 egzemplarzy "l,lO- 
IIl1woi" w ięzyku anglelsknll, wyda- 
nie z l' 1896, z ilustracjamI Beard- 
sleya, które g-ałel'la rozprzpdawała 
podczas wystawy. 


66, BId. Exelmans, Paris 16-e. 


wybudowane 194;j-19fi:;. Kolpglllll\ I e- 
dakcYJne doc. dr 1\Ialcl11 lIukowskl, 
I11Z. al'ch. Jan Oąblowskl, dr Tddeusz 
Dobl zeniecki, IIIŻ. alch. Andrzej Hec- 
ki, Janina Jankowska, led Juzef I\.os- 
sobudzkl, red. Tadeusz Sielski. Słowu 
wstępne pr(Jf dr Jan Zachwah,wlCL. 
Obwolutę plOJektował Stefan Zacze- 
lIiuk. Oplacowallle gtahczne I nall- 
ZÓI techlllczny Tadeusz Sielski. Wat- 
szawa, "AIs Chllstlana", 191Ii stl. 
255 I In!. I tabJ XVI. . 
W poprzedmm numelze (1lU1) "WIa- 
dOIllOSCI" (:
 ilustracJe): Lidia Za- 
klzewska: Lustro. - Stani"ław Lin- 

er: /.ome Nle.lzlela. SkowlOnek. 
M,lły dom - Jamna Plaskowska-Hu- 
mm"ka: Obrazek Tl\vaJ lato - Ste- 
lan I\.orhonskl: Wspomllleme o Ka- 
ZImlei zu B.lglllsklm Aleksandl 
I'u,",zkin, przel Zygmunt Karski: Zna- 
ki 
a Aleksallllra I. - Zofia Koza- 
rvnowa: Slomlane małzenstwo - Wil 
'l'arnawskl: Nie podawac blatu lęki! 
- Pandora: Puszka. Zygzaki - Ta- 
deusz Wittlin : CzaIOdzIej małej sce- 
ny. - Jakuh Sohieski: MlkolaJ z 
WIlkowlecka a Kazllmelz Dejmek. - 
StaniNław Wujdstyk: zebrak z Om- 
llurmallu. - Jan Rostworowski: l\ol1ę- 
dzy WIerszanIl. KOI espondencJa 
(Zhig-mew Grahowskl. Adam PI a
iel'. 
P. C\. Szudek. Jozef Weisbach. Janusz 
Laskow"ki. X. Kamil Kantak. 
K'Ilązkl nadesłane. 


. 


· Co "LitieratUlllaja Gazjeta" zarzuca ,,'Viadomościom"? 


. 


l zy Ameryl(ę mlklył ;.eg-lalz irlandzki? 


. 


I\.to mówi o naJ.:"rodzie Nobła dla Zbig-niewa Herbelta? 


IIacze
u Ad.lmowi Czernhlwskiemu nie podohała się anldetd o 
uluhlOn
ch wlelszach? 


. 


Jaki byłhy pożytel( z antologii poezji polskiej w odwrotn)m 
porządku CZ8"0\\ ym: od Iredvńsklego do Ueja? 


. 


Który U'itł.'P cennej ksi4Żki pro!. Witulcla J)OIoszpw"kie
1I zg-niew.lł 
\dama l\IickIPwirza? 


- tylko prenumelując "WiadomoścI", można bez trudu i ry- 
zyka znaleź{o odpowiedź na te I wiele I11nych pytmi Z.llegaJąc 
z pl enumel atą, Czytelmcy natażaJą 
ię na przykl e (obusli onllle) 
TU zel wy w wysyłce pisma. 


Pubhshed by "WiadomoścI", f.7 Gleat Rus«ell Stleet. \V C.l, 
and printed by Whlte Eag-Ie PI'ess U,I, (T D.), 2 Vine Lane, Toolpy Rl. S E l.
>>>