Sprawozdania Komisyi do Badania Historyi Sztuki w Polsce T. 7 z. 1-2 (1902)

,.. 


.., 


WYDAWNICTWO AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI W KRAKOWIE. 


. 


SPRAWOZDANIA 


KOMISYI DO BADAN lA 


H 1ST ORYl S TUKI 


W POLSCE 


TOM VII. - ZESZYf I l II. 


Władysław Łuszczklewlcz: Architektura romańska kościoła św. Andrzeja w Krakowie.- 
Feliks Kopera : Oprawa srebrna Ewangeliarza księżnej Anastazyi, żony Bolesława Kędzie- 
rzawego, w bibliotece publicznej w Petersburgu. - T e n że: Miniatury rękopisów pol- 
skiego pochodzenia w Petersburgu. - Maryan Sokołowski: Studya do historyi rzeźby 
w Polsce w XV i XVI w. - Władysław Łoziński: Ormiański epilog lwowskiej sztuki 
złotniczej. - Hieronim Łopaclński: "Mons rei publicae Polonae 1578" obrazowana 
alegorya polityczna z czasów Stefana Batorego. - Franciszek Bujak: Materyały do 
historyi miasta Biecza. - Leonard Lepszy: Władysław Łuszczkiewicz - nekrolog. - 
Adam Chmiel I Feliks Kopera : Sprawozdania z posiedzeń Komisyi historyi sztuki za 
czas od 1 stycznia do 31 grudnia 1899 roku. 


Z 150 FIGURAMI W TEKSCIE 
I 5 TABLICAMI. 


li 


W KRAKOWIE 
NAKŁADEM AKADEMII UMIEJĘTNOŚCI. 
SKŁAD GŁÓWNY W KSIĘGARNI SPÓŁKI WYDAWNICZEJ POLSKIEJ 
MCMII 


.... 



 



 



 
J
>>>

>>>
AR(płITEKTURA ROMAŃSKA 
KOŚCIOŁA ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWIE 


STUDYU:\1 NA PODST A \VIE BADAŃ I ZDJĘĆ NA MIEJSCU DOKONANYCH 


W LIPCU ROKU 1899 


PRZEZ 
I WŁADYSŁAWA ŁUSZCZKIEWICZA. 



 !;?;- 
,. 


\ 
t 


I. 


" 


. 


.j 
,: 
C"J 

;; 4
 
...,. 
. 
I'i 
,n 


.
 


.'
 


( 
I 
r 


"- '. 
. ". .

_..
 


1 
{ 


:" 


,1 


).,. 

 


iz . ,'f.i. 


. :-r l 
", 


f I] ,; 
...... A (. .- '
.I I 
).. , 
 . 
. 'Ii 


.. ..... 
-' 


.." - -- -- 


Fig. l. Ogólny widok kościoła św. Andrzeja w Krakowie 
z północnej strony w dzisiejszym stanie. 


W sprawie rozwoju architektury najstarszych epok 
naszego średniowiecza, a wi
c romańskiej, b
dzie rzeczą 
konieczną oznaczenie dat i charakteru artystyczno-kon- 
strukcyjnego tych nielicznych pozostałości tego stylu 
w mieście Krakowie. Łatwo bowiem wnioskować, że 
z tego głównego ogniska kultury, z tego Piastowiczów 
starego grodu, w zamierzchłej przeszłości rozchodziły 
si
 w szerokim pr:mieniu poj
cia pi
kna i konstrukcyj 


I 


w budowie kościołów i gmachów świcckich, powiedzmy 
po całej ówczesnej Polsce. Na nieszcz
ście źródła pisane 
milczą statecznie kiedy i przez kogo te zabytki, już to 
mniej wi
cej w całości lub fragmentarycznie dochowane, 
zostały zbudowane. A by przyjść do rozjaśnienia tej za- 
gadki nie pozostaje nam inna droga, jak pytać pozo- 
stałych murów, zbadać pomniki lub ich reszty metodą 
ściśle naukową - próbować wyjaśnić je zdjęciami do- 
kładnemi, rozkopywanicm fundamentów, analizą budo- 
wlanego wątku, porównaniem ze znanymi co do daty 
zabytkami dalszych stron kraju. 1)0 takich to najcie- 
kawszych, tajemnicą wieków okrytych kościołów, należy 
bez zaprzeczenia koś c i ó ł Św. A n d r z ej a w Krakowie, 
położony przy ulicy Grodzkiej u stóp Wawelu, ko- 
ściół, przy którym od XIV wieku osiedlił się i dotąd 
bez przerwy zamieszkuje kobiecy Zakon Klarysek, 
przeniesiony tu ze Skały a fundowany w Zawichoście. 
Opisy Krakowa zaliczają kościół ten do najstarszych · 
miasta, ze wzgl
du na kilka dostrzegalnych zewnątrz 
szczegółów romańskich. Dobrze zwykle poinformowany 
w sprawie kościołów dziejopis Długosz w swem Liber 
bC1lejiciorulll (T. I, str. 600 i nast.) przyznaje otwarcie, 
że nic nie wie o początkach kościoła Św. Andrzeja 
w Krakowie, pisząc: "Qllis tamul ecde!iiam ipsam fim- 
tlaverit J qllis qlloque e/us primarius dotator fi/erit J aut quo 
lamo, genere J exortu.lIl Sll1llll habu.erit J pan/lIl milli con- 
stare potuit". Kościół nie przechował żadnych starszych 
zabytków nad wiek XVII, wn
trze zacieśnione szeregiem 
filarów dźwigających oratorium zakonnic ubrała ta epoka 
sztukateryami i malowaniami, strojąc całość na sposób 
budującego si
 o te czasy kościoła Św. Anny w Kra- 
kowie. Historya sztuki rachowała się z tym zabytkiem 
romańskiej architektury, ale czyniła to zbyt pobieżnie, 
i ze smutkiem wyznać trzeba, nie poddała naukowemu 


'. - I 


I 


J 


Q;t.J\- S

Ą 


Ą94G
>>>
ARCHITEKTUKA ROMAŃSKA KOŚCIOLA ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


4 


3 


badaniu, jakby należało. Nie pytała ścian jego szukając 
odpowiedzi, czem był pierwotny kościół o dwu wynio- 
słych wieżach od frontu a nieposiadający głównego wej- 
ścia od zachodu, nie próbowała dojść, ażali wpośród tych 
przeróbek i dekoracyi nie da się doszukać pierwotnego 
szkieletu budowy, wywnioskować z układu planu i oto- 
czenia, czyli obok przeznaczenia religijnego nie było 
innych celcJw w konstrukcyi tego gmachu, Badaczy 
zaciekawiało wzniesienie posadzki przy wielkim ołtal-zu; 
domyślali sit: oni istnienia kl"ypty, podziemnej lokalności, 
ale takich zagadek znalazło sit: wit:cej. które dopiero 
zbliLenie się do tej nieznanej budowli stworzyć i na 
które odpowiedź tylko studyum sumienne tego kościoła 
daćby mogło, Nie zaciekawiał on żadnego z dzisiejszych 
naszych badaczy, nie posiadaliśmy też dotąd nawet 
najskromniejszych zdjt:ć jego architektonicznych. Przy- 
znajt:, ze pierwszy . podjąłem umiejt:tne studyum tego 
prastarego pomnika naszej architektury, wieńcząc tą 
pracą usiłowania me wieloletnie w zbadaniu zabytków 
romcu1szczyzny rozrzuconych po kraju. I )otykam sit: też 
po raz pierwszy kościołów krakowskich, mimo że od 
lat kilkadziesiąt patrzę na nie zamieszkując Kraków, 
a czynię to zacht:cany o
 dawna przez Przewodniczą- 
cego naszej Komisyi akademickiej historyi sztuki I ra 
Maryana Sokołowskiego. 
. W badaniu prastarych budowli miast zachodzi ta 
przedewszystkiem różnica wzglt:dnie badań gmachów 
położonych na wsi lub przedmieściach miasteczka, że 
stosunki topograficzne i otoczenia nie tak tutaj się 
zmieniły, ile w stolicach. Pomijając wznoszenie sit: sto- 
pniowe gruntu w ciągu wieków w ulicach i placach 
miasta, zmiany koryta blizkiej rzeki, osuszenia mocza- 
rów, to stosunek samego budynku do otaczających 
kamienic i pałaców dzisiejszych, wprowadza niemałą 
trudność w badaniu pierwotnego stosunku otoczenia, 
powodów urządzenia wejścia do wnt:trza z tej a nie 
innej strony, stanowiska ludności obok zamieszkałej, 
sąsiedztwa placów pustych lub miejscowości strategicznie 
ważnych. Tego wszystkiego wieś niezmieniona w sto- 
sunkach swych w ciągu wieków nie przedstawia i prawda 
sama się wyłania, zostają ślady tego, co było a więc 
domysł, jak było łatwiejszym, się okaże. To też gdy 
nam przychodzi badać kościół Św. Andrzeja, nie dosyć 
zwrócić nam uwagę na pogłębienie jego posadzki tak 
znaczne wobec dzisiejszych bruków, ale przyjdzie roz- 
patrzeć się w stosunkach topograficznych całej nar 
bliższej okolicy kościoła, badać głt:bię ziemi zarówno 
jak źródła archiwalne i nazwy rzucające światło na 
dawną konfiguracyę gruntu. Spraw tych dotkniemy na 
końcu naszej pracy, po ukończeniu studyum architekto- 
nicznego. l jeszcze uwaga jedna: starożytny kościół 
Św. Andrzeja stał odosobnionym na placu wolnym do 
początku XIV wieku, od tego czasu stał się 
lasztornym 


l_ 


a cała strona południowa kościoła tak związała się 
z zabudowaniami Klarysek, że trzeba jej poszukiwać 
za furtą klasztorną. Obudowały dostawkami i stronę 
północną późniejsze czasy a posunit:to się przed kilku- 
nastu laty do restauracyi niekoniecznie zgodnej z zasa- 
dami naukowemi, tworząc sztuczne stosugi na tynku. 
Badanie w tych warunkach nie łatwem było i wyma- 
gało znacznego czasu, aby dojść do ostatecznych wy- 
ników, VV miarę dokonywania stopniowego zdjęć archi- 
tektonicznych nasuwały sit
 wnioski, pozornie mające 
wa.i.ność, które niweczyły inne odkryte później ślady, 
tym wnioskom zadające kłam. Trzeba było nieraz wra- 
cać kilkakrotnie do miejsc zbadanych i na nowo roz- 
patrywać je, aby zgodzić jedno z drugiem, i stanowczo 
sprawę postawić jak należy. 
Na figurze 2. dajemy dokonane przez nas zdjt:cia" 
rzutu poziomego, tak jak sit: nam kościół obecnie przed- 
stawia z wszelkimi późniejszymi dodatkami i udogo- 
dnieniami. Obeznany ze stylami czytelnik łatwo zrozumie 
bez zmiany w kreskowaniu lub wypełnieniu czarno murów, 
co właściwie w tym rzucie odnosi się do pierwotnego 
romańskiego kościoła Św. Andrzeja. I Zwraca on uwagę 
znawcy tem, że przedstawia właściwie .plan dwu kościo- 
łów średniowiecznych z sobą złączonych, z których jeden 
romański, drugi mniejszy ostrołukowy; pierwszy charak- 
teryzują szczególnie grube ściany magistralne a przed- 
stawia on system kościoła pułapowego z pewnemi 
właściwościami, które następnie bt:dziemy się starali wy- 
jaśnić. Kościołem właściwym Św Andrzeja jest część 
romaóska, to co nazywamy kościołkiem gotyckim jest 
dzisiejszą z akr y s t Y ą kościelną, dobudową jak zoba- 
czymy z XI V wieku. Jak nas poucza rzut poziomy 
kościoła Św, Andrzeja, ma on swą część kapłal1ską 
zakończoną od wschodu normalną a b s y d ą. Prezbi- 
teryum szerokiem jest 4'90 m. przy długości od tęczy 
do arkady absydialnej 5'7 S m. Stosunek to niezwykły 
długości części kapłańskiej wobec znanych nam wy- 
miarów prezbiteryów w najstarszych kościołach mało- 
i wielkopolskich, gdzie nie dochodzą kwadratu, t. j. są 
szersze niż dłuisze. Lizeny przy tt:czy oznaczone w planie, 
świadczą o arkadzie dźwigającej ścianę szczytową roz- 
dzielającą strycby; arkada ta jest właściwą tęczą ko- 
ścioła. Nawa przodkowa pomieszczona między tęczą 
a dwiema frontowemi wieżami ma rozmiary niezwykłe, 
bo 10'96 m. szerokości, 9'2 S m. długości, a więc sze- E- 
lrokość przeważa tu nad długością, co się nie zdarza 
w kościołach romańskich jednonawowycb, Nasuwa sit: 
mimowoli pytanie, czyli możliwym byłoby tutaj przy- iC: 
puszczać kościół pierwotny jednonawowym pułapowym. 
Latwo byłoby bowiem wnioskować, że filary wypel- 
niające tę nawę przynależą do tej epoki tyle późniejszej, 
w której stanąć mogło obszerne oratoryum zakonnic 
na piętrze, i to tem więcej, że filary te mają swe ka- 


I 

 

 


t 
ł 


, 
j 


1 
l 


j
>>>
L 
. 


I 
... 


, 



 


J 


" 


5 


ARCHITEKTJ1RA ROMAŃSKA KOŚCIOLA ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWIE. 



 


pitele impastowe, renesansowego okroju. Bliższe badanie 
popod tynkami tych filarów przekonało mnie, że są one 
budowanymi nie z cegły, jakby to robiła epoka po- 
renesansowa, ale z kamienia, że ich przekrój przedstawia 
się jako kwadrat 0'95 m. boku z naddatkami wyska- 
kującymi 0'24 m. jest tak właściwy naszym zabytkom 
romańskim (Kruszwica w krzyżu - Opatów - 
Koś c i e l e c i t. p.), że wątpliwości ulegać nie może, 
iż należą one do pierwotnej budowy kościoła, a nie- 
normalność stosunku 
szerokości do długości 
nawy łatwo da się 
wytłomaczyć tern, że 
przodkowa część ko- 
ścioła była trzechnawo- 
wą. Ale mamy jeszcze 
dowód ważniejszy w 
tern, że owe filary stoją 
w bezpośrednim zwią- 
zku z lizenami czyli 
wyskokami tej samej 
szerokości 0'95 metr. 
u ścian bocznych, u 
tęczy i przy ścianach 
obu wież, świadcząc o 
organicznym związku 
filarów tych środka na- 
wy ze ścianami całego 
. budynku. Udało nam 
się odszukać dwie z 
tych lizen dołem wy- 
stępujące jako ciosowe 
i niepokryte tynkiem, 
zWIązane konstrukcyj- 
nie ze ścianami, poza 
ołtarzykami z XVlIl 
wieku obok tęczy wy- 
skakujące od sctany 
O' 30 m. Słaby wyskok 
innych lizen, jak w na- 
wach bocznych, przypisujemy futrowaniu ścian od wnętrza 
cegłą w późniejszych czasach. Na planie oznaczyliśmy 
jedyne wejście do kościoła od p()łnocy przez kruchtę 
dobudowaną w początku XVlIl wieku. Przypuszczamy, 
że jakkolwiek obecnie ubrane jest marmurowem obramie- 
niem otworu drzwiowego w stylu początku XVII wieku 
i opatrzone ponad niem prostokątnem okienkiem, ze 
względu na obszerną framugę u wnętrza kościoła wej- 
ście to jest pierwotnem, choć, zagubiło swój portal 
skromny romaI1ski. Rozmiary otworu wejścia mogą być 
dawne, okienko wyrąbano w tympanonie. Jak wba- 
I 
czymy następnie, charakter obronności kościoła wymagał 
jedynego wejścia do wnętrza ze świata. Zważywszy, jak 


lO 
., 


kosztownem i trudnem jest prucie otworów w grubych 
kamiennych murach, nie przypuszczamy, iżby dzisiejsze 
wejście, o którem piszemy, stanęło z nowa w epoce zro- 
bienia barokowego obramienia, Łatwiejsza sprawa za- 
murowania później pierwotnych otworów, jeżeli nie ko- 
rzystano z nich w celu udogodnienia komunikacyi po 
r. 13 I 8 z klasztorem przybudowanym ?d połu dniaJ Jest 
tu wprawdzie otwór do oratoryum dolnego i framuga, 
ale oś otworu przypada na filar wnętrza, a framu- 
ga wypada od strony 
świata, co się sprzeci- 
wia, aby go uważać 
za ślad portalu od po- 
 f''4 
łudnia. W ścianie tej 
spotykamy najczęściej 
wejście jedyne do naj- 
starszych naszych ko- 
ściołów romańskich. 
\\T yjątek stanowią rui- 
na kościoła w Inowro- 
dawiu, ruina na Ostro- ( 
wiu lednickim i kościół 
w Prandocinie z wej- 
ściami od północy, po-' f"" 
dobnie jak tu u Św. 
Andrzeja. Nie oznaczy- 
liśmy też na planie 
wejścia głównego od 
frontu kościoła, bo jak 
dziś nie było go i w 
pierwotnem założeniu 
kościoła naszego. Źe 
tak jest, okazuje brak 
widocznej drzwiowej fra- 
mugi od strony wnę- 
trza kościoła, framugi. 
której zamurowywać 
przy kasowaniu wejścia 
tego, nie było potrze- - \1-.\Q.L, 
by najmniejszej. Inaczej 
rzecz się przedstawiałaby od zewnątrz. Przy podnie- 
sionych brukach poprzed frontem kościoła możnaby 
chwilowo przypuszczać, że jest ukrytym w ziemi, ale - 
układ wątku w spodzie fasady regularny aż do chodni- 
ka nie dozwala riostrzegać żadnych zmian, wywołanych (I- 
skasowaniem romałiskiego portalu. Podniesienie się 
gruntu o I' 15m. względnie posadzki kościoła, nie po- 
zwalałoby przypuszczać nawet tak skromnego co do 
wysokości portalu, jak ten u Św. \V ojciecha 3'63 m. 
mierzącego. Dodajmy do tego, że jeszcze do niedawna 
(1840) poprzed frontem kościoła stała jakaś nizka przy- 
budowa i biegł mur, niedozwalające na dostęp do 
kościoła od frontu. Stwierdzamy.więc, że w picrwotnem 



 




 


Fig-. 2. Rzut poziomy kościoła z przybudowami. 


6 


"'\.11
>>>
J. 


ARCHITEKTURA ROMAŃSKA KOŚCIOł,A ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


7 



 


zalożeniu byk tylko skromne jedyne wejście od pÓI- 
nocy z portalem romańskim. 
Przodkową część naszego planu wypelniają pod- 
stawy kwadratowe dwu wież. Do żadnej z nich niema 
obecnie wejścia z kościoła, do tej od północy znajdzie 
się ono dopiero na piętrze. Mieliśmy obowiązek jednak 
na podstawie badań, wprowadzić wejście do wieży pÓł- 
nocnej, zaznaczyć w rzucie schody wiodące na piętro. 
W wieży sąsiadującej z klasztorem zaznaczyliśmy skle- 
pioną lokalność dolną i komunikacyę z oratoryum za- 
konnic. Znajdą się tu framugi, z tych ta od zachodu 
należy do zamurowanego obecnie otworu światła, druga 
zaś od strony ciemnej szyi międzywieżowej, gdzie do- 
strzega się mały w górze otworek dla podawania z kla- 
sztoru wina, przechowanego w lokalności wieżowej. 
Framuga to więc drzwiowa, otworu wejścia zamuro- 
wanego śladem będąca. Dolny ten sklep wieży ma 
rozmiary 2'75 m. na 2.05 m. nie jest też w planie 
kwadratową szyja między wieżami długa 4'00 m., 
3"75 m. szeroka, Kończąc sprawę rzutu poziomego 
· co do części romańskich kościoła dzisiejszego, wolno 
nam jeszcze zwrócić uwagę na brak bocznych absydek 
obok tęczy odpowiadających zakończeniom od wschodu 
naw bocznych. Znany to obyczaj w naj starszych ro- 
mańskich kościołach w Polsce. Takie absydy okazujące, 
że prócz głównego ołtarza były jeszcze dwa inne po- 
boczne ołtarze, przechowaly się w kościołach Czerwińska, 
.. Kruszwicy, Opatowa i t. p. Świadczyloby to, że kościól 
Św. Andrzeja I]ie służyl dumom pobożnych mieszkańców 
sąsiedztwa, ale jak w grodowych kaplicach, mial jeden 
ołtarz naprzeciw książęcej empory ustawiony. 
Planowi kościola romańskiego w pierwotnym ukladzie 
nie odpowiadają w obecnym stanie wzniesienia (zob. fig. l). 
Wysoki, w jednej linii ciągnący się dach nieodpowiedni 
romanizmowi, ale co więcej budowie nawowej o wązkiem 
prezbiterym, ściana magistralna północna ciągnąca się 
aż do ściany absydy bez cofania się spowodowanego 
ustępem u tęczy, obudowanie prezbiteryum gotycką 
zakrystyą, a nawy przodkowej barokową kruchtą pię- 
trową - wszystko to odejmuje znaczenie romańskiemu 
zabytkowi. Widok kościola od wschodu więcej przynosi 
interesu, ale piękna romańska absyda utopioną jest 
dolem w zabudowaniach klasztornych, a zbytnio wy- 
niosła ściana szczytowa niewłaściwa romanizmowi zbacza 
ku pólnocy, i jest poprostu dziwacznie niesymetryczną 
względnie osi absydy. Jedynie fasada od Grodzkiej 
ulicy, charakterem swoim stylowym odpowiada ukła- 
dowi planu kościola, a choć skromna w ozdobach, nie- 
posługująca się gzymsowaniem, imponuje dwiema wie- 
żami poczynającemi swą ośmioboczność po nad gzymsem 
kościelnym. Ma pośrodkiem okno romańskie i inne 
mniejsze obok, ma wiele otworów branych za strzel- 
nice i tern a surowością form ma coś w sobie forte- 


8 


cznego średniowiecznego. Nieodpowiednimi są barokowe 
szczyty wież o kopułkach zloconych w szachownicę, 
pokrytych miedzią, które też w rysunkach wypuszczamy. 
Formy romańskie wzniesień kościelnych n aj czyściej sty- 
lowo zachowały się od strony dziedzińczyka poza furtą 
klasztorną. Szkoda, że je nie każdy oglądać ma spo- 
sobność i cieszyć się motywami zdobności romańskiego 
stylu. \V spominaliśmy wyżej, że wnętrze kościoła co 
do wzniesień zatraciło charakter średniowieczny i nie- 
ł----
 -" -- 
łatwo zrozumieć zgodę wzniesień z planem i zewnętrzem, 
Co uderza przedewszystkiem, to wynioslość znaczna 
sklepienia prezbiteryum i nawy wobec widoku zewnę- 
trznego kościoła - wynik to zagłębienia się posadzki 
kościelnej o I' 15m. wobec otaczającego zewnątrz 
terenu. Arkady romańskie zlały się też z zasadą pól- 
kolnych arkad renesansowych. Lizeny, któreśmy przy 
rozważaniu rzutu poziomego przy ścianach wskazali, 
przerodzily się tu w pilastry klasyczne o kapitelach 
pseudokorynckich bez akantów, ale z muszlami i festo- 
nami - podobnież ukształciły się i naddatki u filarów, 
przesunęly się one w górę wysoko, celem dźwigania 
belkowania pseudoklasycznego, oprowadzonego w gipsie 
i drzewie po ścianach całego kościola. Zasklepioną zo- 
stala nawa glówna i nawy poboczne w sposób odpo- 
wiedni barokowi; a druty sklepień ubrano Ripsowymi 
festonami. Niebrak rzeźbionej gipsowej dekoracyi u fila- 
rów, spotyka się szeregi białych bambinów ze stiuku, 
ubrania intradosów (podniebi) arkad medalionami i ma- 
lowaniami, a wśród calego chaosu ozdób dających za- 
pomnieć o prastarych czasach, jedynie tam w glębi 
poza wielkim marmurowym barokowym oltarzem, wido- 
czną jest ukryta w cieniu s t a r a a b s y d a ze swą 
konchą obwiedzioną ustępem rodzącym się u posadzki. 
Prezbiteryum zacieśnia ambona w bombastycznym na- 
stroju morskiej łodzi i zawieszony obok organ wielki 
muzyczny. Mamy w absydzie zachowaną wyborną wska- 
zówkę i jedyną w oznaczeniu wysokości pierwotnego 
pułapu, który się mógł wznosić od posadzki około 
13'50 metra. Wyniosł ość ta w porównaniu z innymi 
zabytkami naszego romanizmu niezwykła, była wywo- 
łaną pewnemi okolicznościami, o których nam pisać 
przyjdzie. Zanim jednak sprawę wzniesień wnętrza 
poruszymy, wypadnie rozpatrzeć się w wątku starej 
budowy i jego układzie. 
Pomimo fałszywej teoryi zastosowanej przy słu- 
sznem w zasadzie og-ołoceniu z tynków zewnętrza ko- 
ścioła w r. 1879, możemy z części zachowanych dotąd 
wnioskować o wątkach budowy i ich układzie. Korzy- 
stamy przy tern z fotografii Kriegerowskiej, przedsta- 
wiającej widok kościoła z czasów poprzedzających tę 
restauracyę, służy ona nam za dokument pewny. Zbu- 
dowanymzostał kościół Św. Andrzeja z kamienia 
ciosanego, jest budową niby ciosową, a jednak nie 


, 
, 
:;. 


l'
>>>
ARCHITEKTURA ROMAŃSKA KOŚCIOLA ŚW. ANDRZEJA W K
AKOWIE. 


9 


składa się na nią ani wielki regularny cios w sztukach 
czworokątnych, dłutem dokładnie obrobionych, tak zwany 
grand appare£l kościołów Zachodu, ani nasz cios dobrze 
opracowany, ale ułożony w szychtach róinej wyso- 
kości, jaki spotykamy w kollegiacie opatowskiej, 
w \Nysocicach, w Kościelcu, w Siewierzu, Prando- 
C1l1Ie, nie jest tei budową z dł-Obnych kamieni 
w szychtach poziomych niekoniecznie dokładnie ocio- 
sanych do węgła, ale jest czemś pośredniem między 
jednymi a drugimi systemami kamiennych budowli. 
Dwa są ł-Odzaje ka- 
mieni, którymi się 
posługje architekt ko- 
ścioła Św. Andrzeja. 
Jednym jest piasko- 
wiec silny zbity dro- 
bnoziarnisty barwy to 
brudno-żółtej tosiwej, 
i kamień wapienny 
rodzaj muszlowego w 
odłamie - barwy ja- 
snej srebrzystej brany 
w kamieniołomie we- 
dle naturalnego szych- 
towania od 9 do 3 0 
cm. wysokości i o- 
krzesywany młotka- 
mi bez użycia kamie- 
niarskiego dłuta. Pierwszy w sztukach wielkich porządnie 
i starannie dłutem ciosanych, dochodzących 0'50 m, 
na wysokość, uiytym jest do konstrukcyi węgłów, lizen, 
opraw otworów światła - drugi do wypełnienia mu- 
rów, do konstrukcyi ścian kościelnych. Spotkamy się 
z ciosem piaskowcowym, np. u części ośmiokątnej wiei 
na wyskokach w sposób zazębiany, o ciosach naprze- 
mian krótszych i dłuiszych przechodzących na drugą 
stronę. Ciosy takie zamkną otwory półkoliste przeźroczy 
w wieiy, lub cięte w formie fragmentów półkola u fra- 
mug i otworów okien facyaty i ścian bocznych na 
piętrze. Stanowią one kolorem swoim ciemne plamy - 
czasem jak w lizenach prezbiteryum od południa pójdą 
szychty naprzemian z piaskowców brunatnych i siwych. 
Będą stanowiły oprawę otworów świada jako sztuki 
boczne stojące, górne i dolne poziome zamknięcia jako 
sztuki leiące. Lizeny sformowane są z samych regu- 
larnych ciosów piaskowcowych, Inaczej jest ze ścianami, 
te są z owego wapiennego brukowca, ale w ścisłym 
związku z szychtami ciosów u lizen i węgłów, to jest, ie 
pewna liczba poziomych szycht brukowcowych odpowiada 
dokładnie wysokości jednego ciosu piaskowego. Murarz 
z szczególniejszem staraniem wyszukuje odpowiedniej 
wysokości kamień, aby był w zgodzie z wysokością 
szychty. Ta poziomość szycht jest zadziwiającą, a róinica 


, 
, 
:.. 


.............. 

 



 


/ 


. 
-'"o 


.t 


.J\A.ł..Ą, -1,:t.o. 


Fig. 3, Uklad wlJtku w ścianach i lizenach. 


., 


10 


ich wysokości 0'09-0'28 tworzy charakterystykę budowy, 
Jeieli przypuszczać moinaby, ie ściany w swej dolnej 
grubości 1'3 I fi. mogły być w środku zalewane 
okrzeskami na wapnie, to w wyi:zej części wiei przy 
grubości 0'6 I m. są one stanowczo konstruowane na 
pełno. Przyznaję, ie system uiycia w ten sposób dw-.!:1_" 
wątków: piaskowca w ciosach i otłukiwanego brukowca 
wapiennego znajduję w całym kościelnym gmachu i to 
za powstaniem jego__w jednej historycznej dobię-JIaj- 
wyraźniej przemawiaj Gdyby chodziło o wskazanie po- 
krewnych kościołowi Św. Andrzeja zabytków z tym 
systemem uiycia dwu materyałów, umiałbym jedynie 
wskazać na naj starsze części kościoła Św. Wojciecha \ 
ze swemi ścianami z brukowca i portalem z ciosu 
piaskowcowego - ale szychty brukowca są tu prawie 
jednej około O' I 6 fi. wysokości i takich róinic znacznych 
co do wysokości nie przedstawiają, jakie są u Św. 
Andrzeja. Łatwo zrozumieć, ie wszelkie nadmurowania 
ścian w innej epoce dają się tutaj bardzo łatwo do- 
strzedz po nowym wątku i jego układzie i odróinić 
od starych części, o co nam właśnie idzie w sprawIe 
naszych badań. 
Przyznaję, ie w pierwszych chwilach, gdym począł 
robić zdjęcia kościoła, nasuwała mi się mimowolnie 
myśl, ie za wzorem innych kościołów nawowych ro- 
mańskich w Polsce, jak wOpatowie, Czerwińsku, 
Płocku, kościołów o dwu wieiach frontowych, nawy 
poboczne u Św. Andrzeja pokryte pułapem, były 
stosunkowo nizkie, a dachy ich pulpitowe opierały się 
o ściany magistralne nawy środkowej. Śladów tego 
układu trudno było szukać wewnątrz budynku, skoro 
przypuszczaliśmy, ie ściany magistralne zostały później 
przeprute w górze w arkady dla utworzenia oratoryum 
zakonnic, Ale ślady podniesienia nizkich ścian zewnę- 
trznych kościoła, właściwych takim nawom bocznym 
o pulpitowych dachach, byłyby ai nadto widoczne od 
świata wprowadzeniem wątku nowego; takie sprawy 
nie dadzą się zataić, gdzie tynków jak u Św. Andrzeja 
niema. Myśmy takiego nadmurowania, badając dobrze 
ściany z obu boków kościoła, nie znaleźli. Badaliśmy 
i ścianę zakrytą przybudowaną kruchtą na piętrze, gdzie 
nie było potrzeby maskowania nadbudowy, ale tutaj 
gruby tynk nie dał iadnych pozytywnych wskazówek; 
ściany od dołu ai pod dach są z jednolitego materyału, 
zatem nawy poboczne nie miały daszków pulpitowych, 
Co więcej, nie znaleźliśmy najmniejszych śladów zamu- 
rowanych okien u dołu naw bocznych, i możemy su- 
miennie stwierdzić, ie ich tutaj podobnie jak w Opa- 
towie nie było nigdy. 
Za to w widoku kościoła z tyłu na figurze 4 spo- 
tykamy się ze ścianą, będącą zamknięciem od wschodu 
nawy bocznej prawej, która swym fryzem arkado- 
wym na wysokości tegoi u ściany prezbiteryum wy-
>>>
I- 


II 


ARCHITEKTURA ROMAŃSKA KOŚCIOŁA ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


[2 


r 
., "-i.!

... .

f
 
- . 
 I . 'o. : r 
;!.: 
 'lt;1I1 r 
- 

 
1 o": (_: ..; :łl
_ r
._ o':". .t.. 
:..- t. !;b

-' 'f 


- ! ;('IUI

-" 
;c
-2li 1'1 ł'\; 
'- :}!f,i,t : !':
 t ,;{;,ł 
,-...,111 
 -


._", 
 
...,u'ł - -" _-
 
.ii
: - - _ :'
 


mowme wskazuje
 że cała przodkowa część kościoła 
Św. Andrzeja (porów. w fig, S, a zwłaszcza fig, 6), tak 
jak w budowach hallowych, miała od pierwszej chwili 
. ściany boczne równej z prezbiteryum wysokości i okna 
górą w niej pomieszczone. l oto stoi przed nami za- 
gadka, którą rozwiazać nie będzie nam trudno, mając 
na myśli romański, jakkolwiek należący już do XIII 
wieku, kościół parafialny 
Św. Wojciecha we wsi Ko- 
ścielcu pod Proszowicami. 
Kości ół Św. Andrzeja hal: 
lowym_ bYf.JIie mógł, ale 
miał nad nawami bocznemi 
CI jak tamten galerye dla 
pomieszczenia pobożnych 
kollatorów kościoła lub 
dostojników świeckich, ro- 
dzaj empor, znanych w ar- 
chitekturze romańskich 
kościołów w Polsce, choć 
nie zawsze w tej formie. 
Galerye te rozciągały się 
między wieżami a ścianą 
tęczy, odpowiadały długo- 
ścią 9'20 m. nawom bo- 
cznym, szerszemi od nich 
będąc dla uskoków w mu- 
rach magistralnych. Wy- 
sokość pułapów dolnych 
naw bocznych nie trudno 
nam też wobec później- 
szych ich zasklepień ozna- 
czyć. Wspomnieliśmy, pi- 
. . 
sząc o rzucIe pozIomym 
kościoła, że odpowiednio 
do naddatków filarów roz- 
dzielających nawy przod-- 
kowe, są u ścian naw 
bocznych lizeny, równej 
z niemi szerokości. Są to 
podstawy arkad dotąd 
istniejących, których klu- 
cze wznoszą się od posadzki 
3.90 m. Same filary z gzymsem renesansowym gipso- 
wym są wysokie 3 metry. Arkada ta dźwigała ściankę 
rozdzielającą pułapy drewniane w dwa pola, dla każdej 
z naw bocznych; obecnie zastępują je sklepionka lune- 
towe zdobne gipsaturami. (Mielibyśmy więc ślad istnienia 
empor bocznych. Komunikacyę z tą od północy łatwo 
czyniły 
chody- w widy, ale nie byłoby możliwem ko- 
rzystać z nich dla empory strony południowej, gdy- 
byśmy nie przypuścili, tak jak to ma miejsce w Płocku, 
Żarnowie, Siewierzu i t. p. ..ęmpory _ p
z
 dkow
 zajmu- 


.- 


/1 -::- _....:::: -.-:- 

_..:::JI 
--1=--"""":"'
 


'liP - 


11111111111 


i 


jącej miejsce dzisiejszych chórów muzycznych. Taka 
empora pr zodk owa obszerna istniała w kościele pier
 
wotnym Św
ndrzeja i nie trudno widzieć ją w dzi- 
siejszem oratoryum zakonnic. Znamy urządzenie takich 
empor w grodowych kościołach Żarnowa i Siewierza 
zasadzających się na wprowadzeniu do wnętrza kościoła, 
w pobliżu ściany wchodowej od zachodu lub frontowej 
widy, kilku filarów powią- 
zanych arkadami a dźwi- 
gających piętrowe pod- 
niesienie z balustradą. Do- 
stęp jest jak w Żarnowie 
przez schody w wieży fron- 
towej prowadzące z wnę- 
trza kościoła. \Nida w Żar- 
nowie miała lokalności 
mieszkalne, gdzie chronił 
się kasztelan z rodziną 
w czasie napadu nieprzy- 
jaciół, opuszczając drew- 
niane, sąsiednie zamczysko. 
Tu u Św. Andrzeja archi- 
tekt projektujący budowę 
urządził emporę frontową 
bardzo łatwo. Korzystając 
z filarów rozdzielających 
nawy przodkowe kościoła, 
zrobił to co w Żarnowie, 
zajął część nawy środko- 
wej emporą na arkadzie. 
Stąd tylko drobna część. 
nawy środkowej (porów. 
fig. 2 i 8) kościoła pozo- 
stała wolną, resztę zajęła 
obszerna empora frontowa, 
wiążąca się z temi nad 
nawami bocznemi, których 
istnienia dowiedliśmy po- 
przednio. Wprowadzały na 
nią schody jasne sklepione, 
w sposób tak zwanych 
kręconych schodów w St. 
GiIles, o kamiennych pro- 
gach w wieży północnej, gdy w południowej znalazły 
się mieszkalne ubikacye, bezpieczne od ognia i dotąd za- 
chowana izdebka sklepiona ponad pułapem kościoła 
między widami, której istnienie przychodzi nam po raz 
pierwszy światu objawić. 
Będziemy mieli sposobność o tych sprawach pisać 
następnie. Na figurze 9 dajemy rzut poziomy dzisiej- 
szego oratoryum zakonnic w stanie, w jakim go pozo- 
stawiła epoka zdobienia kościoła i udogodnienia za- 
konnego miejsca modlitwy. Jak widzimy tutaj, oratoryul1l 


. 


f 


... 


.ollŁ 
I 


}'ig-. 4. Widok kościoła od wschodu. 


Lu __ __ 



 
-I
>>>
to idzie za planem dolnego kościoła, filary wolno stojące 
dołu przedłużają się tutaj w górę i wiążą arkadami 
rozdzielającemi pola pułapu kościoła. Cały albowiem 
organizm architektoniczny wnętrza, owe czworokątne 
filary z naddatkami i odpowiednie im lizeny u ścian, 
który spotykamy na dolnym planie kościoła, organizm 
bez zaprzeczenia sądząc 
po układzie wątku pra- 
stary, wyrasta w górę 
tworząc na piętrze orato- 
ryum zakonnic. Przedłużają 
się w górę kamienne filary, 
arkady dolne dają pod- 
stawę ścianom dźwigają- 
cym posadzkę i belki dol- 
nych pułapów. Wprawdzie 
grube tynki, gipsowe im- 
posty i dekoracya zagu- 
biają w owem oratoryum 
surowość romanizmu ka- 


miennego, łatwoby jednak 
było strąciwszy tynki, spo- 
tkać się z charakterysty- 
cznym romańskim wąt- 
kiem, znanym nam dobrze 
z zewnętrznego widoku 
kościoła. Niezawodnie ar- 
kady utworzone tu były 
z piaskowca, na wzór jak 
w oknach i framugach, 
Żałujemy, że nie była nam 
daną sposobność odbija- 
lIla tynków w pięknie 
przystrojonem miejscu ze- 
brań zakonnic, mimo tego 
o prawdziwości naszych 
zapatrywań przyniosły nam 
dowód tu i ówdzie odkryte 
tynki, a co więcej cały 
próg z brukowców wa- 
piennych, jaki się napo- 
tyka u podstawy klęczni- 
ków parapetu oratoryum 
od strony prezbiteryum. Inna sprawa jest z drugą parą 
filarów blizko ściany frontowej znajdujących się. Te urosły 
na podstawach narożników murów wież obu. 
Gdzie się podziały _ściany obu wież, skoro nie widać 
ich w oratoryum naszem, a oglądaliśmy ich podstawy 
w dolnym kościele? Dopatrzećby się można jednej 
w zabudowaniu węgła oratoryum od północy i progach 
od posadzki idących ku drzwiom w tern zabudowa- 
niu, wiodących do schodów wieżowych; ale co do wieży 
południowej, nic tu pozornie w 
rator Y U1n nie świadczy 


- 


"r 


13 


". 


.. 


o jej istnieniu. Jest rzeczą jasną, że zaszły tu zmiany 
w chwili, gdy za czasów biskupa Maciejowskiego i kar- 
dynała Radziwiłła w samym końcu XVI wieku zbu- 
dowano sąsiedni klasztor. Sądzę, ie pierw'?tnie lokalność 
sklepiona na pietrze wieży południowej, zamknięta była 
ścianami; oświecona oknem małem romańskiem, które się 
widzi na fasadzie obok 
okna głównego, służyła 
jako przedsionek wpro- 
wadza jący skromnemi 
drzwiami dzisiejszemi z kla- 
sztoru i innemi naprzeciw 
w ścianie wieży do orato- 
ryum. Było to w tej epoce 
niedogodnem, więc prze- 
pruto w ścianach wieiyod 
oraloryum arkady i z wę- 
gła wieży utworzono filar 
podobny drugim, zaskle- 
piono odpowiednio, a tern 
samem zgubiono ślad wie- 
iy, po której pozostało 
dotąd wspomniane okno. 
Nie daje się ono tu w ora- 
tory um wytłomaczyć jako 
mające charakter stylowy 
romał1ski, o glifach obu- 
stronnie skośnych i pół- 
kolne górą zamknięcie 
z piaskowca. Latwiej było 
tak postąpić m-chitektowi 
z wieżą południową nie 
mającą w sobie schodów, 
ale rozdzieloną na piętra 
lokalnościami sklepionemi, 
Inna rzecz z wieżą pół-. 
nocną. 'posiadało jej wnę- 
trze monumentalne schody 
kręcone, wypełniające całą 
kwadratową przestrzeń od 
dołu aż do wysokości da- 
chów kościelnych, Schody 
te prowadziły do empory 
możnowładcy zarazem i do lokalności piętrowych drugiej 
wieży, oraz izdebki międzywieżowej. Użyć jej do rozsze- 
rzenia oratoryum w sposób jak u wieży tamtej znaczyło 
to zniszczyć owe schody. Od dołu nie były one już 
więcej potrzebne dla zakonnego oratoryum, gdyż do- 
stęp do niego łatwym był obecnie z klasztoru, ale po- 
trzebnymi były teraz od oratoryum w górę dla komu- 
nikacyi z wyiszemi piętrami obu wież i górną lokal- 
nością międzywieżową, a stąd do wejścia na strychy 
kościelne. Innego dostępu na te wysokości nie było. 


ARCHITEKTURA ROMAŃSKA KOŚCIOl.A ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


. 
- 


- 
- ' 
. 
0- 


" 


IIIIIIIII
 


i 


r m.. 


Fig. 5. Widok frontowy kościoła od zachodu. 


I4 


lo 
... 
.. 
..
>>>
16 


15 


ARCHITEKTURA ROMAŃSKA KOŚCIOLA ŚW. ĄNDRZE]A W KRAKOWIE. 


Cóż więc zrobiono? Zniszczono i skasowano część scho- 
dów przypadających do wysokości oratoryum, pozosta- 
wiając dwa ich ramiona, mieszczące się w owem obudo- 
waniu węgła oratoryum a utworzono podobny sąsiednim 
filar i przepruto dwie ściany wieży w arkady oratoryum. 
Sprawę tę wyjaśnimy konstrukcyą schodów, dodamy, 
że ponieważ ich progi spoczywają na sklepionkach, spo- 
tykamy, spojrzawszy w górę, te dwa sklepionka w ora- 
toryum przy wieży. W przestrzeniach między arkadami 
wyprutemi a owym występem dojrzemy łatwo sklepionka 
wznoszące się, dźwigające progi w dwu pozostałych ra- 
mionach schodów (fig. 10). 
Z tego cośmy dotąd o budowie kościoła wypo- 
wiedzieli, staje się rzeczą dowiedzioną, że oratoryum 
zakonnic na piętrze powstałq z dawnej empory, ie zwią- 
zane jest organicznie z pierwotnym romańskim kościołem 
Św. Andrzeja oraz ze 
schodami w wieży pół- 
nocnej. 'Aby z empory 
tej urządzić oratoryum, 
dosyć było przerwać ko- 
munikacyę schodową 
z kościołem i urządzić 
wejście wprost z przybu- 
dowanego od południa 
klasztoru. I )ziś zdaje ..ię 
nie ulegać więcej wąt- 
pliwości, że to co skłoniło 
Lokietka do starań o zy- 
skanie tego kościoła dla 
Klarysek ze Skaly, to 
niezawodnie, iż znalazło 
się tu w owej emporze 
gotowe oratoryum takie 
jakie miały już o te 
czasy Klaryski starosą- 
deckie i gnieźnieńskic 
a Bcnedyktynki w Sta- 
. niątkach. I )opiero też to 
w XVII wieku zagubił 
się charakter stylowy empory wypruciem arkad, de- 
koracyą barokową wnętrza, urządzeniem siedzeń i klęcz- 
ników, ale przedewszystkicm zasklepieniem kościoła, 
jego prezbiteryum i idącej w jego przedłużeniu nawy 
środkowej. \ y tern sklepieniu nowszem gurty wy- 
rastające z dawnych lizen planu są stare, picrwotnie 
skonstruowane, pomiędzy któremi na wysokości zna- 
cznie niższej od kluczy przesklepek dzisiejszych roz- 
łożył się dawny drewniany pułap, złożony z szeregu 
belek, po których dałyby się dostrzedz, podobnie jak 
u Świętego Jakóba w Sandomierzu, otwory w ścianach 
na strychach kościelnych. Kościół Świętego Andrzeja 
. bezwarunkowo nalebł do pułapowych, sam układ planu 



 



l 


liiI - 
1......1 


.
 


-:i" 


.r 


i brak dins.tÓ1Y. wskazuje, że sklepionym pierwotnie-- 
nigdy nie był. 
A teraz zwróćmy Się do fasady kościelnej (fig. 5), · 
najlepiej dochowanej wraz z prezbiteryum części kościoła 
od zewnątrz. Przedstawia się, 
jak to już wspomnieliśmy, w swej 
pierwotnej szacie stylowej z wie- 
żami po rogach, które z czworo- 
kątnych spodem przechodzą 
jak w katedrze płockiej wośmio- 
kątne z romańskiemi przeźro- 
czami w najwyższej swej kon- 
dygnacyi. Nie są one rozsta- 
wione w ten sposób, iżby 
występowały poprzed ściany bo- 
czne kościoła, jak to ma miejsce 


fi' 


=1 


:i....:. 


g 
J , 
.. 


. . ,.,. 
-
:: -= 
I \' 


ł 


/" 


g 
ś 


y- 


'.. 


-- r 


...,.:.. I 



- 
-- 
.-. 


:[" 
1 


_-L [! 
-=- 
J: II 
_ 
i. 


" . 
. ,:
." ,. 


" 


:3' . 


r."i
"! " ", 
-: ::- '.:., :
', . 
/ / ' ::.. '
.
:. 
...)
 ,'rt 
1_.= 
I. IP' 
--- - ; "
. 


I 
, 


- '.:i' 

- C 


// =- 
/ 


.."'. 
I 


Fig. Ó. Widok ko;ciola od pólnocy .z uwz
lc;dnicniem sIanu pien\Olnego. 


',. 


w Tumie pod Lęczycą dla ostrzeliwania tych ścian, Są na 
równi z niemi, więc myśli inkastellacyi tu nicma. Jak zoba- 
czymy później 
 w wieżach podobne do strzelnic, · 
nie są niemi, ale służą dla oświecenia wnętrza, podobne 
znajdą się u szczytu !asady trzy w jednym obok sicbie 
rzędzie. \\' ysokość wież w murach od bruku wynosi 
24'75 m., względnie posadzki kościelncj 25'9 0 m. Poczy- 
nają swą ośmiościennosc nie na równi z gzymsem ko- 
ronującym (nowożytnym ciągnionym z wapna) ścian 
kościelnych, £lIc poniżej, bo na wysokości l I' 10m., 
gdy tamten wznosi się o 12'50 m. ponad bruk dzie- 
dzińczyka. 
Ozdobą części ośmiościennych wież są dołem 


" 
I 


j 
I
>>>
, I 


I 
I 



 


(' 
(. 



 


ł 
r 
, 
r 
I 
1 
I 


t 


" 


I 
I 
.lll 
j 


;
 


ARCHITEKTURA R01\!A
SJ...A KOŚCIOJ.A ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


18 


17 


o 


framugi rozmiarÓw wielkich okicn pÓłkolnie zamknię- 
tych, a szereg przeźroczy romaIlskich w górze ponad 
niemi. Sąż-że owe framugi płaskie zagłębione o O' I 5 
m. zamurowanymi otworami o glifach prostopadłych 
do lica ścian, jakby się zdawało z pozostawionej górnej 
części jednej z framug otwartej na wskróś i z rodzaju 
użytego do ich zamurowania wątku dzikiego kamienia, 
jaki dopatrujemy na dawnej fotografii - pozostanie 
niewyświeconcm. Śladów tych framug nie znalazłem 
we wnętrzach wież, spotkawszy się tu ze ścianami gład- 
kiemi i materyałem budowy 
starym. Rozmiary tych framug 
są szerokości 1'10 m. a 2'50 
m. wysokości po klucz łuku, 
oprawne są ciosami piaskowco- 
wymi w szychtach poziomych; 
mogły być środkiem ozdoby 
wież - pomalowano je dziś na 
czarno, dawszy nowe tynki. 
GÓrne przeźrocza wież są 
romańskic dwupolowe, z kolu- 
micnką środkową o kapiteli ku 
kroksztynowym, dźwigającym 
półkolne górą zamknięcia (fig. 
4, 5, 6); podobnc są do tych, 
jakic spotykamy w kościołach 
w CzerwiIlsku i Kościc1cu pod 
Inowrodawiem, równicż u wież. 
I )ajemy ich stan picrwotny 
z tem wyjaśnienicm, że spody 
kolumienek utopiono pcJźnicj 
nadmurowaniem stolnicy, aby 
zyskać nachylenie dla ścieku 
wody deszczowcj, pokryte da- 
chówką opartą o gzyms dolny 
picrwotnego otworu. Kolumienki razem z kapitelem są 
monolitowe piaskowcowe - półkola górne tworzą dwa 
ciosy. Rozmiary otworu całego mierzą I '10 m, szero- 
kości - wysokość po klucz w dzisiejszym stanie 1'30 
m., w pierwotnym I '56 m. (Stylcm przynależa do 
pierwszej połowy 
I1 wieku. \\1 każdym razie oknami 
lub otworami dla głosu dzwonów nazwać ich nie mo- 
żemy; sprzeciwia się temu brak glifÓw skośnych i nie_ 
możność zastosowania żaluzyj właściwych otworom gło- 
sowym w epoce średniowiecznej. 
Jak wyglądały dachy wież w pierwotnym swym 
ustroju, nic możcmy nic powiedzieć. Nie pouczają nas 
w t)'m względzie starc sztychowane widoki Krakowa; 
domyślamy się, że ścian ki ośmiokąta miały swoje fron- 
toniki, z poza ktÓrych wyrastała Hesza ołowiem kryta. 
1\ by zrozumieć czem są owe otwory li facyaty 
w formie prostokątnych pionowych szpar O' 15 m . (fig. 5) 
szerokich, około I metra wysokości, oprawne w cios 


piaskowcowy, trzeba się nam zwrócić do wnętrza wież, 
a szczególnie tej od północy. Na nieszczęście dostęp 
do wnętrza od dołu aż do wysokości od posadzki ko- 
ścielnej przeszło 7 m. jest nam wzbroniony; zamuro- 
wano do wieży dostępy od dołu i ten od oratoryum 
tak, że gdyby nie wspomniane otwory widne zewnątrz 
odnośne do tej wieży i gdyby nie zachowane części 
schodów ponad wzniesieniem oratoryjnem, nie moglibyśmy 
nic na pewne wnioskować o ich urządzeniu. Była bo- 
wie m wi eż' PÓ.!.u9CIJ.a. w programie pierwotnej budowy 
. . 
przeznaczoną na pomteszczeme 
jedynych schodów, wiodących 
bezpośrednio z kościoła do 
empory, a pośrednio i do gór- 
nych lokalności w wieży połu- 
dniowej oraz innych, o których 
pisać nam tu przyjdzie. T ak 
z pozostałych trzech ramion 
tych schodów domyśleć się 
można, że były one urządzone 
w sposób znanych z kościoła 
w Żarnowie, publikowanego 
w .\jml'l£Jo:::dtl1ziach Komis)'i 
h ist. s:::tu kl
 tom I, str. I 27, 
okrągłych schodów, zwanych 
31is ..;'t. Gillcs
 tą różnicą, że 
tamtych klatka była okrągłą, 
tych jcst czworokątną. Aby 
się dzisiaj dostać do wnętrza 
wieży i reszty schodów, trzeba 
zajść przez klasztor do orato- 
ryum (patrz fig. 9) zakonnic, 
r ..... minąć filar utworzony, jak 
wspominaliśmy, z węgła wieży 
północnej i spotkać się przy 
ścianie z kamiennymi progami ułożonymi na posadzce. 
Progów tych jest ośm i doprowadzają na \\ysokości 
1'80 m. do progu drzwi pomieszczonych w zabu- 
dowaniu wspomnianem kąta oratoryum. Teraz spo- 
tykamy się dopiero z ramicniem schodów dawnych 
prowadzących wprost w górę, rozchodzących się na- 
stępnie wachlarzowo i zwracających na lewo w górę 
i znów na lewo, Spotykamy po drodze dwa otwory 
światła w ścianach wieży odpowiadających fasadzie i pół- 
nocnej ścianic kościoła, Sprawę tę wyjaśniają rysunki (fig. 
9 i 10); ale to nicdosyć, progi te kamienne spoczywają 
na sklcpionkach wznoszących sit; i wijących około wolno 
stojącego pośroclkiem wieży filaru murowanego z ka- 
mienia wapiennego w szychtach jak u ścian zewnętrznych. 
Filar ten stanowi wystający węgieł obudowania kąta ora- 
toryum, ma rozmiary tutaj w rzucie poziomym 1'95 X 0'60, 
Podstawę sklcpionkom półbeczkowym daje filar i ściany 
\vieży a oparcie (l1a \VZl1osząc)"ch. sit; ranlion, płaskie 


ol 


. 
1""1""1 


. 


L 


Fig. 7. Przekrój poprzeczny po linii AB poziomego rzutu kościoła. 


2
>>>
19 


ARCtUTEKTURA ROMAŃSKA KOŚCIOf.A ŚW, ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


I 


20 


poziome sklepionka w kątach wieży w części wyrastające 
z węgła filaru. Takich sklepionek znamy tylko trzy, 
schody dochodzą do poczęcia się ośmiokąta wieży blizko 
bramki wprowadzającej do ubikacyi międzywieżowej. 
Każde ramię wijących się schodów brało światło zewnątrz 
owymi otworami strzelnicowatymi, jedne z nich naprze- 
mian przypadały u fasady, drugie od północy i mijały 
się idąc w górę za schodami. Otwory te światła poczy- 
nały się w wysokości 0'50 m, nad odpowiednim pro- 
giem, miały rzut poziomy lejkowaty, jak to pokazuje 
rysunek na fig. I I. Wylot wewnątrz u lica miał 0'57 m. 
szerokości, zatem nie- 
możliwem było prze- 
cisnąć się do wnętrza 
człowiekowi -zbyt zaś 
głębokie były szpary, 
aby za strzelnice kie- 
dykolwiek użyte być 
mogły. Wyżej niema 
otworów światła, bo 
schodów nie było, to 
też strzelnice pożyte- 
czniejszerniby tu były 
dla obrony, a jednak 
niema ich śladu. Z tych 
fragmentów pozosta- 
łych dotąd wniosko- 
wać łatwo, że w dolnej 
części wieży odnalazły- 
by się dobrze zacho- 
wanesklepionka i progi 
około filaru, których 
istnienie poświadczają 
dolne zachowane otwo- 

 ry światła. Sprawa przeprucia w otwory dwu ścian każdej 
z wież w wysokości oratoryum, zgubienie ich tutaj dla 
udogodnienia komunikacyi i zrobienia jednej sali, wy- 
magała ze strony architekta XVII wieku pewnej odwagi. 
Nie wahał się też ankrowaniem wzmocnić wieżę pół- 
nocną. Zniszczone czasem kamienne progi schodów po- 
krył deskami dopasowanemi dokładnie do każdego z nich, 
Jak wspominaliśmy, schody z otworami światła dopro- 
wadzały pierwotnie z dołu z kościoła do empory, a na- 
stępnie biegły wyżej w części kwadratowej wieży, bo 
niemal aż do lokalności międzywieżowej na wysokości 
pułapu kościelnego i jeszcze nieco wyżej do platformy 
odpowiadającej rodzącemu się ośmiokątowi wież, Łatwo 
też nam przychodzi z reszt pozostałych obrachować 
liczbę progów. Było ich 36 w sześciu ramionach czyli 
załamaniach od posadzki kościelnej do posadzki orato- 
toryum, stąd do platformy wspomnianej była taka sama 
liczba, razem więc 72 progi. l }alej schodów kamiennych 
niema śladów, nie było ich więcej, ale sądzę, że tak jak 


obecnie znalazły się wyżej drewniane schody drabiniaste, 
oprowadzone obok ścian ośmiokąta a doprowadzające 
do przepiętrzenia drewnianego ponitej przeźroczy ro- 
mańskich. 
Dodamy, że schody kamienne nie były tak obra- 
chowane, aby doprowadzały wprost do bramki lokal- 
ności między wieżowej . górnej, osobne progi od nich 
prowadzą w głąb tej lokalności i wychodzą na jej po- 
sadzkę (patrz fig. 10). Przypominam, że w katedrze Płockiej 
w częściach ośmiokątnych znalazły się schody murowane 
na przerzucanych arkadach, W każdym razie notujemy o 
fakt, że architekt ko- 
ścioła św. Andrzeja 
rachował się z zapro- 
wadzeniem dogodnych 
i jasnych schodów do 
empory, które z chwilą 
zajęcia jej na orato- 
ryum stały się nie- 
potrzebnymi, komuni- 
kacyę miało ono teraz 
przez klasztor. Istnie- ., 
nie książęcej empory 
potwierdzają schodr 
monumentalne w wieży 
dające się łatwo z reszt 
wyprowadzić, jakimi 
były. Że były w sy- 
stemie 'l1£S de .W. G£l/es, 

 naleiącym do Xll wie- 
ku, wątpliwości dziś nie 
podlega. To dla na- 
szych spraw ma zna- 
czenie pierwswrzędne. 
Zagadkową dla nas jest lokalność międzywieżowa, po- . 
mieszczona na wysokości znacznej, bo ponad pułapem 
kościoła. Jest to salka o ścianach z kamienia, z którego 
zbudowano kościół. Rozmiary jej są: szerokość czyli 
oddalenie od siebie wież 4'07 m. i długość w kierunku 
osi kościoła 2'9'
 m. Jest sklepioną beczkowo; sklepianie 
poczyna się na wysokości 1'12 m. Za jej pierwotnością 
przemawia wątek ścian, wejście w formie romańskiej 
i trzy otwory światła tegoż samego charakteru, co takież 
w wieży północnej, ale rozmiarów większych i mających 
framużki nie poziomo, ale półcyrklem górą zamknięte. 
Dajemy na fig. I I i l 2 rzut poziomy i przekrój poprze- 
czny okazujący zarazem bramkę zakończającą sklepionka 
schodowe wieży, która progów już więcej nie dźwiga. 
Sądzę, że lokalność ta ma ten charakter chwilowego 
pomieszkania, jaki spotkaliśmy w górnej lokalności wieży 
kościelnej w Żarnowie. Więzieniem byćby mogło, gdyby 
nie komunikacya ze strychami kościelnymi po progach 
przez bramkę i z lokalnością sąsiednią sklepioną wieży 


o 
1 111 
'"I 


. 
I 


r łll.. 


Fig. 8. J'rzekr6j poprzeczny po linii CD rzutu poziomego kościoła. 


f 
I 


, 


) 


, 
'1 


-
>>>
I 
I 


f 


) 
. 
., 
, 


l 
f) 
, . 
, 


- 


21 


ARCHITEKTURA ROMAŃSKA KOŚCIOLA ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


22 


skrajnych. Wynioślejsze są jego proporcye wnętrza 
względnie drugich kościołów romańskich zwykle niskich, 
a nie spotykamy się gdzieindziej z tem rozszerzeniem ., 

lp2ry Jrontowej aż ponad nawy boczne kościoła, jaką 
znajdujemy _ wyjątkowo u Św. 
Andrzeja) To wszystko wyraźnie 
pokazuje, że budowniczy kościoła 
był pierwszorzędnej zdolności, że 
pragnął nadać budynkowi cechy 
artystyczne; czemu jednak tak 
mało posługiwał się ornamenta- 
cyą, mając kamień piaskowy pod 
ręką i dłuto zręczne robotnika - 
n.a to odpowiedź trudna. Zapewne, 
że brak ozdobności da się wy tło- 
maczyc w części zatarciem śladu 
pierwotnej ornamentacyi romaó- 
skiej przez dekoratorów kościoła 
XVII stulecia, brak np. kapiteli 
u filarów choćby tak skromnych 
jak te w Opatowie przez wpro- 
wadzenie pseudoklasycznych im- 
postów ciągnionych w gipsie. Bo 
to, że te tilary nie posiadały baz 
w pierwotnym układzie, jak to ma 
miejsce i obecnie, będzie to wspól- 
nością, podobnie jak brak okien 
w nawach bocznych u dołu na- 
szego kościoła i wspomnianej kol- 
legiaty Opatowskiej. I )łuto zręczne kamieniarzy, któ- . 
rymi się architekt nasz posługiwał, widocznem jest 
w traktowaniu fryzu arkadowego w prezbiteryum i ab- 
sydy (zob. fig. [3), przechodzi on i na ścianki wschodnie 
naw przodkowych. Spotykamy się z nim 
w starannie okutych ciosach w formie 
segmentów koła w zamknięciu okien i fra- 
mug, w traktowaniu kolumienek monolito- 
wych i kapitelików kroksztynowych prze- 
źroczy górnych u wież obu. Posługuje się 
kamieniarz dobrze swym cyrklem, zakreśla 
nim w pojedyńczych sztukach ciosu podwójne 
arkady fryzu, organicznie wyprowadzając je 
z kroksztynków. \V zamknięciu półcyrklowem 
otworów i framug, przybierają ciosy jedną 
wysokość, będąc ujęte równoległemi od 
otworów liniami giętemi, a jednak tak mu 
ciężko wprowadzać gzymsowania wszelkie. 
Być może, że i w tern ubóstwie możnaby 
przypuszczać grzechy epok restauracyi bu- 
dynku, zatarcie śladu gzymsowań pierwotnych. Jedynym 
bO\
iem śladem, jak na dziś, mielibyśmy gzymsy jednako- 
wego okroju, płaskie górą i podparte ciężkim ćwierć- 
wałkiem u otworów i przeźroczy dołem występujących. 


południowej, już w części ośmiokątnej z d woma otwo- 
rami światła. 


Na tern kończymy sprawę z przodkową częścią ko- 
ścioła i przechodzimy do jego absydy zakonczenia od 
wschodu, poza furtę klasztorną na 
dziedzińczyk wewnętrzny przemie- 
niony w ogród wirydarzowy. Gdy- 
by nie to przekonanie zyskane 
autopsyą. starych naszych kościo- 
łów romańskich, że część kapłallska 
czyli prezbiteryum przybierało 
większą zdobność, moglibyśmy 
przypuszczać, że jest ona u Św. 
Andrzeja innego niż przodkowe 
części dziełem architekta. Zarówno 
ściany boczne jak absyda posia- 
dają piękne fryzy arkadkowe ro- 
mculskie związane organicznie z li- 
zenami (patrz fig. 4 i [3), Ale te 
lizeny powtarzają się u wież fron- 
towych, u węgłów nawy przodko- 
wej w tej samej szerokości, ale 
kamień brukowiec tu użyty, znaj- 
dzie się w ścianach i szczytach 
całego kościoła. Niema więc wąt- 
pliwości, że prezbiteryum stanowi 
jednolitą z pierwotną budową ko- 
ścioła całość. Fryz ten ma dużo 
prostoty, arkadki w dwu ustępach 
progowych przechodzą dołem w prostokreślne krok- 
sztynki. Arkady wyrobione są w jednych sztukach ka- 
mienia, podobnie jak w l'rędocinie i Opalowie. Czasy 
bliższe przyniosły nam barokową. miedzią. krytą kopułkę 
absydy, ścianę szczytową cegłą nadmuro- 
wan
 do nieodpowiedniej romanizmowi wy- 
sokości, zgubiono cały bok pÓłnocny pre- 
zbiteryum, stawiając na sklepieniu zakrystyi 
całą nową ścianę. A jednak rysunek, jaki 
dajemy (zob. fig. -\-) uczy nas, że jeżeli 
kościół nasz świeci starożytnością, nie mniej 
posiada tę szatę, która się nie starzeje, 
szatę stylu romańskiego, ktÓra z pośród 
przeróbek późniejszych i zniszczeń dotąd 
przegląda. 
W obec całego szeregu opracowanych 
przez nas do tego czasu romańskich kościo- 
łów dawnej Polski, wyróżnia się ten nasz 
krakowski kościół Św. A ndrzeja wysmu- 
kłością swych stosunków, a dodajmy orga- 
nizmem zamkniętym w jednolitą. całość. Jakkolwiek 
okazał się być nawowym, ma w widoku-zewnętrznym 
pozór hallowego , ze względu na przeniesienie ścian 
magistralnych' ze środka nawy głównej na boki naw 


fi 


.... 


I 
Ibl 


. 
111111 11 111 


. 
I 


j'" JIC. 


Fig. 9. I,zut poziomy dawnej empory na piętrze, 
dziś oratoryum. 


Fig. 10. l'rzekruj klatki scho- 
dowej po linii AH rzutn 
poziomego lig. 9.
>>>
23 


ARCHITEKTURA ROMAŃSKA KOŚnOł.A ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


24 


Sąż one romańskie? czy me naldą do epoki, w której 
pokryto stolnice otworów dachówką, stanowczo twierdzić 
nie myślimy, Gzymsy koronujące są dokonane w za- 
prawie gipsowej w epoce zaprowadzenia wyniosłego 
dachu kościelnego - uwagi wi
c o\le naszej jak na 1 
teraz nie zajmują. 
., \V całej naszej pracy \lic o co inneg-o nam szło, 
jak o kościÓł Sw. Andrzeja w tym stanie, w jakim 
chciał mieć architekt z g-mntu budujący go, \la lat wiele 
nim objęły w posiadanie córki Sw. Salomei, ufundowane 
pierwotnie w Zawichoście. Przyszły one tu w epoce 
gotycyzmu i jeżeli przY\liosły tutaj coś, co mnie obchodzi, 
to ten kościołek dmgi wspomniany przy rozważaniu 
planu, o któ- 


CI 


I ym mi przYJ- 
dzie pisać po 
uporanlll Sl
 
z kościołcm 
g- łów n y m. 
Znamy go te- 
raz, zbadali- 
śmy w mu- 
rach jego to, 
co potrze- 
bncm do wy- 
prowadzenia 
końcowych wniosków; byłoby to jednak dla nas nie- 
dostatecznem, gdybyśmy nie mieli jeszcze zastanowić 
się nad stanowiskiem, jakie zajmował w hierarchii ko- 
ścielnej i nad stosunkami jego topograficznymi w pra- 
starych jak on czasach. 
Stosunki dzisiejsze nie zawsze co do budowy ko- 
ściołów rachują si
 z przepisami kościelnymi i tradycyą 
wiekami uświ
coną. Budujcmy kościoły ciągnące si
 
z północy ku południowi; kościołkom miejskim dodajemy 
dwie wieże u frontu; zapominamy o rozdziale części 
kapła6.skiej od naw przodkowych tak zwaną tęczą, że 
przypomniemy sprawy główniejsze. Średnie wieki nigdy " 
o tych przepisach nie zapominały; to też kościół Św. L 
Andrzeja ma swą oś główną skierowaną od zachodu 
ku wschodowi, ma swą tęcz
 zakreśloną arkadą, ma dwie 
wieże od frontu do siebie podobne rozmiarami i układem. 
Dwie takie wieże mają nasze romańskie kościoły 
--- 
tylko wtedy, gdy wymaga tego ich wyżs zP. hiprarch iczl1C 
znaczeni
 powiedzmy, jeżeli są kościołami katedralnymi 
lub kolIegiackimi, jeżeli przynależą klasztorom, których 
mieszkańcy noszą tytuł kanoników. Kościoły zwykłe pa- 
rafialne lub grodowe posiadają co najwięcej jedną wieżę 
frontową. :\Ia dwie wieże romaliska katedra płocka, 
jedyna, co z katedr polskich niemal zachowała pierwotną 
szatę, a katedra gnieźnieńska w śladach pozostałych 
o tern obyczaju poświadcza. Z kollegiat, ta wOpatowie, 
inna w Tumie pod Lęczycą, ślady w Kielcach świadczą, 


. 
1""111111 



 
I 


..lit... 
I 


Fig. II. Rzut poziomy wie.! na ",ysokoścI 
izdebki IY,iędzywieiowej. 


że dwie wieże frontowe są konieomcm wymaga\liem, 
by zaznaczyć hierarchiczne,ga\lowisko kollegiaty
 Z kla- 
sztomych cytujemy kości()ł Kanoników regulamych 
w Czerwil1sku \lad \\'isłą. 
Przypuszczamy, że mina w Inowrodawiu musiała 
przynależeć dla swych dwu wież zapomnianej kollegia- 
cie; dowod()w znalazłoby się wi
cej. To też mamy 
i tu prawo wszcłkie twierdzić stanowczo, że kościół
- 
Św. A
drzeja w Krakowie od pierwszej chwili był ł- 
koll
gi;M.;.kill1 lub miał inne wyższe stanowisko hierar- 
chiczne.J Poświadcza to i obszeme nad zwyczaj jego 
presbiteryum czyli cz
ść kapłańska, świadcząca wymownie 
(-;-liczbie obsługujących księży. To si
 zaprzeczyć WięC 
nie da,żezwy- 
kłym kościoł- 
kiem, preben- 
dą nie był, 
jak mogły 
być niemi ko- 
ściołki S-go 
Jana lub Sw. 
Wojciecha 
w Krakowie. 
O istnie\liu 


Fig, 12. Przekrój poprzeczny wici na wysokości 
izdehki międzywiciowej. 


w Xl wie- 
ku kościoła 
w Krakowie, któryby nosił tytuł kollegiaty a nazwę 
Sw, Andrzeja, mi lczą
 szelkie źródła dotąd znane - na- 
zwiska kanoników i prepozytów, prałatów i fundatorów 
Św. Andrzeja, nie pojawiają się w żadnych dyplomata- 
ryuszach. l )opiero dokumenta z Xl V wieku rzucają na 
tę sprawę drobne światło, z powodu okoliczności od- 
dania kościoła Klaryskom ze Skały tu przeniesionym 
w zamian
 za Św. IdLiego. \V przywileju Lokietka z r. 
1320 czytamy: Ol}mCS dcria: cauouici scu prclati qui 
ill cadc1Il ccdcsia. Saudi ...-Im/ree pcrs01udus, digJlitatcs, 
cll1llJ1licatus seu prcbclldas hactC1lllS obtiuc!JaJlt et obti- 
'llCllt, vel iu futuro possod ibidc1Il obtillcrc bC1ll:ji{ia 
illstitllta, aJll1llodo 'lWU .'ll1lcti ...-IJldrce sct! SaJlcti Eg-i- 
dii ecclcsic prclatz: ca1lO1ll
ci altt bcucJiciati 1lOJIliuari 
dcbad . , . . . . 
Lokietek pisze się tu: ecclesiae, Beati Egidii in Cra- 
covia patronus; opat sieciechowski Klemens mieni się 
patronem kościoła Św. Andrzeja. Że kollegiata w tym 
czasie była w zaniedbaniu, świadczy inny dokument 
z tegoż roku, wydany przez komesa Nawoja z :\Iora- 
wicy, kasztelana, Gołucha, kanonika, komesa Piotra, cho- 
rążego krak. i innych Top0ł-czyków, potomków jakiegoś 
Sieciecha, fundatora kościoła Św. Andrzeja, jak si
 do- 
wiadujemy o tem w tekście. 
Czytamy tutaj, że fundator oddał kości()ł opa- 
towi sieciechowskiemu ł-liJIl qllatuor prcbcllda} il:'i, ktÓrych 
uczynił dilliui ojjioi cxcadorc.!.--, postcyitali sue sC1l/pcr 


. 



t1JJ . 


". 


,
>>>
25 


ARCHITEKTURA ROMAŃSKA KOŚClOł.A Ś".'J. ANDRZEJA W ....RAKOWIE. 


" 


dOlllinillm rclinquc1lflo. hl qll/i( Ji(m ilt didt( calc,,'ia Itq:li- 
f!.'clll'ic Plurimc tam pcr abbatcm qllam pcr {'{uwItim,\' SilOS 
frcqucn(is committcbautur, plcrllmquc dii,ini lawli,,' ot/tus 
fucrat suprcssm" 1I0S tamqllam vcri ńcrcdcs et domilll: dc. 
O tych prałatach i kanonikach u Św, .\ndrzeja 
wzmiankuje i przywilej biskupa Nallkiera z r. 1320 z d. 
2 gmdnia (I ypI. :\IPoI. str. 194) oraz brewe papieskie 
Jana XXIl z r. 1325 z dnia 4- 
kwictnia (str. 201), które na- 
zywa kości')ł Św. Andrzeja: ,"c- 
ot/a rcm ad c(l,\'dcm abbakm et 
C(l1l(1Clltll/ll (siaicdlO'i'l'C1lSC) tl/JIC 
spata1ltcm .. dal-owuje go za- 
konnicom król Władysław Lo- 
kietek z żoną Jadwigą, zamie- 
niając się na kościół Świętego 
o Idziego. 
Iamy stanowczą wska- 
zówkę,
e koś ci(Jł Św:-Andrzeja do nku 1320 był 
kollegiackim, świe ckim kościołcm, że nigdy klasztornym 
nie był, aż do chwili przeniesicnia się tu Klarysek ze 
Skały. Czyim kosztem i na czyim gruncie stanąć mÓgł, 
w jakich wamnkach topograficznych, oto pytanie, na które 
może nam przynieść odpowiedź badanie gruntu. 1)0 wia- 
domości o najstarszym Krakowie na podstawie badall. 
topografii podanej przez nas w RO{-::;llil.-ll I.-ral.-mt1sl.-im, 
tom ll, str. I i następne, odnośnie do okolicy miasta, 
w której stoi Św, Andrzej, możcmy dodać parę szcze- 
gÓłÓw zyskanych świeżemi rozkopaliskami. Na wiosnę 
bieżącego roku przy braliiu fundamentów pod nowe 
seminaryum dyecezyalne, w micjscu ogrodów kanoni- 
czych pomiędzy \\" awelem a kr-yminałem spotkano się 
z gruntem świadczącym o odwiecznych bagniskach. 
Faktem jest, że w głębości S-metrowej nie można się 
było dokopać stałego gruntu pod 
budowę i musiano piaskiem tworzyć 
sztuczną podstawę fundament(Jw. 
Cała ziemia była zgniłą, mokr-ą, usu- 
wającą się, pełną korzonków roślin- 
ności. Świadczy to, ie mokrzadła 
i stojące wody rozciągały się przed 
'Xawelem od północy a nazwa przed- 
mieścia Groble odnosi się do sztu- 
cznego nasypu, broniącego prze- 
darcia się w te mokrzadła pobliskiej \\'isły. 
Był więc przed wiekami Zamek krakowski bro- 
nionym i od północy wodami i tu, gdzie dziś 
spotykamy plantacye, w sposób jak był okolony 
Wisłą od zachodu i południa. Jedyny dostęp miał 
od północnego wschodu (zob. fig. 17). 
Niemniej ważnem jest spotkanie się nama- 
calne poza kościołem Św. l\Iarcina z pobrzeżem prastarej 
Wisły. Z 'okoliczności budowy nowej szkoły ewangielickiej 
rozkopywano grunta w pobliżu dawnego muru miej- 


skiego przy pialItacyach. \\"iadomo, że w.wiesienie ulicy 
Grodzkiej, względnie ulicy 1 ietlowskiej wynosi 5'30 111., 
to wzniesienie nazwaliśmy brzegiem rzeki \\"isły, dotąd 
w prastal-ych czasach dochodzącej, ciągnącym się od 
Św. :\likołaja przez CnJdek, I ominikallY i gmachy Św. 
Piotra. l Łóż przy rozkopaniach, o których wspominamy, 
odnaleziono zaraz za fundamentami muru miejskiego 
w głębokości czterech metrÓw 
czysty wiślany piasek, charakte- 
rystyczny swymi żwirowymi 
kamykami, który się ciągnął ku 
wschodowi w kiemnku dawnej 
łąki Św. Sebastyana w korycie 
rzeki niegdyś leżącej. Nawia- 
sowo dodamy, że badanie ścian 
kościoła Świętego l\łarcina do- 
koła nic przyniosło żadnego 
rezultatu w spr;m ie starożytności jego budowy, cała 
budowa pochodzi od dołu do góry z r. 1638, jak 
świadczy I 'mszcz. 
Grunt, na ktorym stanął nasz kościół Św, .-\.ndrzeja, 
nie przedstawia w obecnym stanie właściwego poziomu, 
wznosi się on w kicmnku z zachodu ku wschodowi tak, 
że kościół więcej tkwi w zicmi w stronie swej ab- 
sydy niż u frontu. 1 w kicmnku poprzecznym z północy 
ku południowi widzimy to nachylenie gruntu, pomijając, 
Le bmk przed wejściem do kościoła podnosi się wzglę- 
dnie posadzki kościelnej o l' (S m., to ta posadzka leży 
obecnie wyżej od posadzki sąsiedniej ubikacyi klasztomej 
(dolne oratoryum) o 0'80 m. O ile mógł się podnieść 
grunt przed facyatą kościelną, wskazały nam rozkopy 
świeżo dokonywane dla wodociągów. Badałem je dość 
uważnie, dziwił mnie napotkany mur kamienny w po- 
przek ulicy biegnący na wysokości 
domu probostwa ewangie1ickiego 
i mogłem sprawdzić, że w głębości 
('
O m. odnalazł się przed f
\sadą 
kościoła Św. Andrzeja calce ziemi 
popod nasypiskiem i brukami; stał 
on więc na wzniesieniu. :\łusimy dziś 
uważać jako pewnik na podstawie 
topografii, że cała ta część miasta 
między zamkiem na \Vawelu aż do 
kościoła Św. Piotra zabudowana kamienicami 
z ulicami Grodzką, Kanoniczą, Podzamczem i pla- 
cem Św. :\łagdaleny, była w pierwotnej dobie 
wązkim wyniosłym pasem ziemi, ograniczonym 
od wschodu rzeką \\"isłą, a od zachodu nie- 
Fig. Ib. Wspornik . d 
P rzeb y t } 'mi moczaramI, ochodząc y mi od P ółnoc y 
w zakrystyi. 
drogą wznoszącą się do .bramy dawnej zamku. 
Od strony osady Krakowa, u do
u wzgórza znalazł się 
ten język zIemI otoczony woda;ni z boków, z drogą 
do zamku i ku Wiśle. Niepodobna przypuścić, aby 


" - 
.. 
e ---"\ ' 


Il ml I I I 


/ / 


I i I 


I I I r 
 


Fig. I... \\"i.lok fry!.u zewnętrznego kościoła. 


Fif(. q.. Profil żebra 
sklepieniowego. 


Fig. 15. ProiiI kapnika 
zakrystyi. 



 
n 


26 


.ł 


.
>>>
27 


ARCHITEKTURA ROMAŃSKA KOŚCIOŁA ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWJF.. 


28 


w obronę zamku nie był ten język ziemi z natury 
obronny włączony. Ujęty wałami i palisadami stawić 
mógł łatwo przeszkodę w zdobywaniu zamku górnego 
przez nieprzyjaciela. O tern przynależeniu świadczą 
kośdoły tu zbudowane, ów Św. Idziego, który dyplo- 
mata XIV wieku uważają jako własność królewską. 
I nasz Św. Andrzeja stoi w okole na gruncie książęcym, 
a dopiero wiek XIV przyłączy okoł do miasta, a król 
Kazimierz grunta i domy tu swoje będzic rozdarowywał. 
Ulica Kanonicza zabudowuje się na tych gruntach do- 
piero w XV wieku. Co więcej, znajdujemy w history- 
kach naszych potwierdzenie tego, co mówimy o tej 
ważności strategicznej miejscowości, istnienia tutaj przy- 
gródka lub może, jak tego był obyczaj w Polsce, jak 
było w \\'ilnie, we Lwowie, zamku dolnego z mieszka- 
nie-m książęcem i kaplicą. 
Trzebaby dochodzić, czy ten obyczaj dwu zamków, 
dolnego i górnego, właściwym jest Polsce Piastowskiej. 
Posłuchajmy, co mówi Bielski, piszący za Długoszem, 
który zaczerpnął wiadomości zGodzisława Baszkona. 
Odnosi się to do czasów ubiegania się I lenryka Bro- 
datego z Konradem Mazowieckim o opiekę nad mało- 
letnim Bolesławem Pudykiem, który przebywał w zamku 
Przegini. 
«W rok potem, roku 123 S », pisze Bielski, «zebrał 
Konrad wojsko przeciw I len rykowi i przyciągnąwszy 
do krakowskiej ziemi, namawiał Krakowiany cuonemi 
słowy i obietnicami, aby ku niemu przystali, a gdy nie 
chcieli tego uczynić, obsaoził klasztór jędrzejowski i ko- 
ścioły w Skalmierzu i Prendocinie. Potem do Krakowa 
przyciągnął i stanął między miastem a zamkiem, go z i e 
koś c i ó ł Ś w. A n d r z e j a s t r z e I b ą o s a d z i ł (bo na 
ten czas na przedmieściu był). Ilenryk, acz mógł z nim 
bitwę zwieść, ale tego przestrzegał, aby ludzi z obu strou 
wiele nie zginęło. Wszakże go trapił na picowaniu. A tak 
Konrad, widząc szkodę ze wszech stron i ktemu, że mu 
też z Krakowa mocno odpierano, odciągnął od oblężenia 
z niemałą szkodą swą. Puścił si
 do l\1azowsz wszędzie 
paląc i pobierając obyczajem nieprzyjacielskim. Potem 
Henryk zdobywał zasie kościołów, które on był osaozał, 
a około Św. Andrzeja tak długo leżał, aż się musieli 
poddać, gdzie wypuścił wszystko wolno». Jak widzimy, 
9 
nie może tu być mowy o samym kościele; ten strzelbą 
nie mógł być osadzony, bo inkastellacyi nie ma śladu, 
ale o całem tern obronnem wzgórzu, na którcm stał 
w otoczeniu wód i palisad, Konrad zdobył ten przy- 
gródek, ale zamek trzymał I łcnryk i z niego robił wy- 
cieczki czyli owe picowanie. Z drugiej strony zaczepi.!li 
go Krakowianie, była tu więc forteczka około Św. 
Andrzeja, skoro I len ryk powróciwszy długo ją oblegać 
musiał. Gdyby zamknęli si
 we wnętrzu kościoła, głód 
i brak wody prędkoby zmusił wojska Konrada do 
poddania SIę, To też i owa wiadomość, którą podał 


jedyny I ługosz, na podstawie nieznanych nam dziś źródeł, 
o zamknięciu się mieszkańców Krakowa w kościele Św. 
Andrzeja w czasie napadu Tartarów 124 I r, nie od- 
nosi się do szczupłego wnętrza kościołka, ale do jego 
fortecznego obrębu. Środków obrony, strzelnic kościół 
nigdy nie posiadał - bronny w sobie zaczepnie działać 
nie mógł. 
Jak mniemamy, był kościołem przygródka zamko- - 
wego lub dolnego zamku z mieszkaniem książęcem. Dowo- 
dem zamieszkania dworu w pobliżu jest empora ko- 
ścielna, loża na piętrze, która innego znaczenia w XII 
wielm mieć tu nie może. 
'AT najstarszych księgach miasta Krakowa w XIV e 
stuleciu występuje jeszcze długo dla tej okolicy Św. 
Andrzeja miano Ok ó ł, pochodzące od o k o I e n i a czyli 
obronnego otoczenia. Kazimierz Wielki rozporządza tutaj 
planami na korzyść dworzan swych; teraz zabudowują 
się te place. Zapiski jak ta z r. 1342 (143 I). i:.'odclIl 
{lIl/l(} f_llcia res/:
'/ul'i'it DC!iko de .\ir/e I ql/a dale Za- 
'wischolli de lIlodis ill 01..'0/ COlltra !iallClioll .Alldrealll 
jure hereditario lub ta z r. 1346: RodellI awUJ Scre- 
1lissilllllS dOlllilll/s Rex P%uiae rC!ilJ:'łUf'lIit per dOIll/milll 
Fra1l::;I:\.k01lelll t"tl}l(}lliallll arealll /l/Will !iitalll contra St. 
.rl1Ulrealll in Okol, 11)'lIloui de ROSe1UJ'liJ illre hercditario 
jos.l'idC1UI/lIll", pokazują jasno, że nazwa ta długo się 
utrzymała i że ów okół leżał (colltm) w pobliżu Św, " 
Andrzeja i otaczał go dokoła. Sądzić można, że później- 
sza brama Crodzka stanęła na tem micjscu, któ,"c 
przedtcm ujęte wałem i fossą zamykało okół od po- 
łudnia, broniąc zamku. Z chwilą dopiero, gdy drewniane 
budoyvle na \N awelu, o których piszą analiści, iż się 
poczynają budować w micjsce spalonych dawniejszych 
na całem wzgórzu w r. '26 S ust
pują murowanym, 
goy brona zamkowa na górze zyskuje tc murowane 
baszty i barbakany, których reszty do niedawna były 
widoczne, gdy staną mury dokoła na szczycie wzgórza 
i zmieni się taktyka oblężnicza, gdy nowe miasto Kazi- 
mierz zyska swe mUł-y dokoła i stanie się obroną Kra- 
kowowi od południa, znaczenie owego okolcnia upada 
a place łaską królewską przechodzą do miasta i prze- 
suną się w tę stronę fortyfikacye jego, stanie brama 
Grodzka. Zmienią się też stosunki topograficzne czyniące 
miejsce z natury obronnem, odsunic się Wisła i zabuduje 
domami i kościołami zaniedbane jej dawne koryto, 
a domy nowe kanoników w ulicy ich nazwy dadzą za- 
pomnieć o dawnych moczarach. Wszystko się tu wkrótce 
zmieni a nicdawne nam epoki zatrą wszelkie ślady 
miejsca walk, jakie książęta w XII i XIIl stuleciu tutaj 
staczali, kusząc się o posiadanie zamku, siedziby tej 
władzc)w kraju. Tylko trzy kościoły skupione w pobliżu 
pozostały na straży historyi tej cząstki miasta najstar- 
szych epok Krakowa. 
A teraz dozwólmy sobie streścić rezultat naszych ., 
( - 


. 
, 


. 

 
l, 


'I
>>>
f 
I 
I 
I 


I 
t 


, 
, 


i_ 


--- 


29 


ARCHITEKTuRA ROMAŃSKA KOŚCIOŁA ŚW, ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


3 0 


Fig, 17. Topografia okolicy Św. Andrzeja. 


Wzgórza i wzniesienia: A Wawel, Ił Okól, C ŚWa Trójca, D Skałka. _ Wody i 
bagna: E Żabikrulc, F Św. Seba.tyan, G Koryto Wisly, H Wyspy (Stradom), I ."0.. starej 
osady miejskiej (ul. Św. Józefa). - Nasypy: K .)roga na v"-2:górze zamkoweJ L GroblR. 
_ 
Budowy: I. Sztorp zamkowy, g. Katedra. 3. Sw. Michał. 4. Św. Jerzy, 5. Św Felile!!!; i 
Audakt, 6. Św. Idzi, 7. Św. Marcin, 8. Św. Andrzej. 9 Św. Trójca, 10. Sw Michał. t.. Uroga 
na T)'niec. 


badań nad kościołem Św. Andrzeja, odnośnie do naj- 
starszych jego części lub ich zachowanych śladów. 
\ĄT ezwanie, pod jakiem stanął kości(,ł nasz, wiąże 
się jak zwyklc o te czasy z pewnymi stosunkami imion 
rodzinnych lub patronów, dla których czci dwór ksią- 
żęcy ma moraln e zo bowiązania, Bo wszystkie te pra- 
stare kościoły na wzgórzu Wawelskiem i u stóp jego 
w najbliższem sąsiedztwie stojące, uważać należy jako 
fu nd acye książęce, 'ów Św. Jerzego reprezentuje cześć 
dla patrona rycerstwa średniowiecznego, podobnie jak 
Św. Michała, którego kościoły zawsze zajmują dominu- 
jące wzgórza, kościoły Św. Audakta, Św. Maryi Egip- 
skiej, z pewnością odnoszą swe tytuły do stosunków ów- 
czesnego duchowiet1stwa 
przy boku książęcym bę- 
dącego, a pochodzącego 
z okolic, gdzie cześć dla 
tych świętych patronów 
była żywą. Kościołek Św. 
Idziego wystawił Włady- 
sław Herman z żoną Ju- 
dytą w spełnieniu ślubu. 
Tytuł katedry Św. \Va- 
dawa mówi o stosunkach 
dworu polskiego z ksią- 
· żętami czeskimi; wolno 
nam też mniemać, że sto- 
sunki z \V ę
ami przy- 
niosły tytuł kościołowi 
Św. Andrzeja. Nigdzie czę- 
ściej nie spotykamy się 
z imieniem chrzestnem Św. 
Andrzeja, jak na dworze 
Arpadów. Pierwsza żona 
Hermana Judyta, Czeszka, 
miała dziadka po stronie 
matki Adelaidy, Andrzeja 
I-go, króla węgierskiego; 
druga była wdową po 
królu węgierskim Salo- 
monie. Św, Andrzej, zwany 
Zórawkiem, osiadły w Tro- 
piu na podgórzu karpac- 
kiem, pochodzi z \ĄT ęgier. 

 W tytule naszego kościoła 
należy widzieć stosunki 
z Węgram
a Władysława 
l Iermana. Zabudowuje się za Jego czasów podnóże 
Wawelu nowymi kościołami. 
" Kościół Św. Andrzeja stanął co najmniej na po- 
czątku XII wieku w miejscowości u stóp góry zamkowej, 
która jeszcze w drugiej połowie XI V stulecia nosiła starą 
nazwę O koł a. Mógł być ten osobliwy naówczas ka- 


mielmy budynek (kościÓł castellum) środkowym punktem 
obronnego okolenia, bo do tego wybornie nadawał się 
pas ziemi wiążący się wprost z \ĄTawelem, położony 
między brzegiem rzeki \Visły od wschodu a mokrza- 
dłami nieprzebytemi od zachodu, dziś topograficznie 
sprawdzoncmi. Pas ten ziemi nosił na sobie starą drogę 
do przewozu na Wiśle w okolicy Stradomia. 
:\Ia nasz kościół wybitny charakter budowli w sobie 
obronnej dla niezwykle grubych murów (1.61 m.), braku 
od dołu otworów światła lub tak wązkich szpar- (o. 15 m .), 
że się przez nie do środka wedrzeć nie można - dla 
wież mających typ strażnic. Jeżeli bowiem przejście z pod- 
staw kwadratowych wież frontowych w ośmiokątną górę 
uważać należy za waru- 
nek piękna, to niemniej 
wiąże się to z celami o- 
brony. \Y stosunkach na- 
szych ilekroć w średnio- 
wieczu wieża ma być 
strażnicą, choćby jak w ko- 
ściele Panny Maryi, pil- 
nującą bezpieczelistwa od 
ognia, staje się w górze 
ośmiokątną z oknami w 
każdej z ośmiu ścianek dla 
dobrego strzeżenia calej 
okolicy. Jeżeli w naszym 
kościele Święto Andrzeja 
schody w wieży północnej 
wymagały kwadratu, to 
ośmiokąt górą wskazywała 
potrzeba stróżowania; stąd 
też przeźrocza romaliskie 
. obiegają tu dokoła na 
wszystkie świata strony, 
dozwalające czuwać nad 
zbliżającym się nieprzy- 
jacielem. Str aż_ czuwająca 
miała wygodne pomie- 
szczenie we wnętrzu wież. 
Z ich wysokości wzrok 
panował nad całą okolicą 
i łatwo było z nią poro- 
zumiewać się znakami. 
Widać było z okienek czyli 
przeźroczy dzisiejszych 
stare opactwo Tynieckie, 
oddalone o milę,' bliższe wzgórza Bielan, Przegorzał, 
Tęczyn i naprzeciw leżącego wzgórza Zwierzyniec- 
kiego, obronną Skałkę, całą osadę dawnego Krakowa 
z Gródkiem i wzniesieniem Św. .:\Iikołaja a straż mogła 
dawać baczność i na drewniane zabudowania \\'awel- 
skiego wzgórza. \\'olno nam też przypuszczać, że wzgląd, 


Q 


:JODm. 
i I
>>>
I 


3 1 


ARCHITF.KTlJRA ROMAŃSKA KOŚCJOł,A ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


3 2 


aby oko objąć mogło te tyle ważne miejscowości, 
kierował obraniem podstawy kościoła w tern miejscu. 
Kościc',ł zbliżony wi;cej do Wawelu lub przesuni;ty na 
.. bok, jUlby tych korzyści strategicznych n"ie miał. Że 
nic chciano mieć kościoła naszego parafialnym dla 
ludności i żołnierstwa zamieszkującego OkÓł, wnioskować 
łatwo ze szczupłości naw przodkowych niemogących 
więcej pomieścić osób jak 250. Jakże obszernem wobec 
tego jest prezbiteryum czyli część kapłańska, a jeszcze 
więcej empora na pi;trze ze swymi monumentalnymi 
schodami. Czyż zresztą owe dwie wieże zasiadłe u frontu 
nie świadczą o wyższem hierarchicznem stanowisku ko- 
ścioła Św. Andrzeja? W każdym razie zwykłych kaplic 
. 
lub kościołów farnych nie znamy w Polsce o dwu wie- 
żach. KościÓł nie mógł być polichromowailym, więc 
bogate sprzęty -- nie posiada zdobności figuralnej lub 
symbolicznej treści rzeźb, coby kazało przypuszczać, że 
budowali go fun datorowie świeccy; nigdy kochający się 
w rzeźbie Benedyktyni, lubiący się popisywać swą eru- 
dycyą. Bogatym był fundator wyszukujący szlachetnego 
wątku budowy, sprowadzanego niemałym kosztem z dal- 
szych okolic miasta prawdopodobnie rzeką Wisłą. 
Znane nam kościoły romańskie \11ałopolski z dru- 
giej połowy XII stulecia używają, raczej posługują się, 
do budowy ścian ciosem starannie obrobionym w sztu- 
kach stosunkowo wielkich, o szychtach nierÓwnej wyso- 
kości. Otóż uważamy to za postęp w porÓwnaniu z metodą 
użytą w kościele Sw. Andrzeja. Praca kamieniarska jest 
tu łatwiejszą zważywszy, że korzystał on z naturalnego 
szychtowania wapienia w kamieniołomie, pI-zez co tanim 
kosztem zyskiwał gotowe kamienie do budowy, choć 
niezawsze dobrze młotkiem kantowane.!: tego względu 
.,. nasza budowa, używajac środk('jw prymitywniejszych 
musi być odniesioną do daty wcześniejszej, niż te z wiel- 
kiego ciosu, za tem
lajmniej do początku XII wieku. 
Użycie piaskowca powszechnem jest w tej epoce w Kra- 
kowie, że wspomniemy kości()ł Św. Wojciecha i kryptę 
Św. Leonarda. 
System pokrycia wll{
trza był pierwotnie p'!.,łapo- 
wy m, wzniesionym na banlzo wyniosłych od posadzki 

Cianach kościelnych. Pułapy miały rozdziały ściankami 
wyrastającemi z arkad, stąd bezpieczniejsze i łatwiejsze 
do zastąpienia nowemi. Szkody wynikle z pożarÓw 
w latach 1455 i I..J.7 3 łatwo się dały wynagrodzić 
wprowadzeniem nowych belek. 
Istnienie empory stwierdzonem zostało analizą 
budynku oraz schodami monumentalnymi w widy pół- 
nocnej. Obszerność jej każe się domyślać licznego grona 
dworzan i rodzmy książęcej. ) 
Sklepiona lokalność góma mic;dzy wieżami przy- 
pomina przeznaczenie 
ego rodzaju, jakie miała izdebka 
na wieży kościoła w Zarnowie, schronienia dla kaszte- 
lana i jego rodziny w chwili groźnej. 


I 
I 
L 


Ze względu na konstrukcyą SCJaIl, baoanie przy- 
niosło dowód, że na lat wiele przed zastosowaniem 
systenll;-;:lżycia chvu materyałów t. j. kamienia i cegły 
w naszych krakowskich kościołach XIV stulecia, już 
w XII wieku znajoujemy posługiwanie si; dwoma ro- 
dzajami kamienia: ciosem w wielkich sztukach piaskow- 
cowym na części konstrukcyjne i ozdobne, brukowcem 
wapiennym w rozmiarach pcJźniejszej cegły dla wypeł- 
nienia murów. 
W szystko to wskazuje, że kościół Św. Andrzeja {1 
jest zabytkiem architektury niesłychanie ważnym a datą 
budowy i swym piaskowcem zbliżony do krypty \Va-_ 
welskiej, mogącym przynieść świadectwo, jak wyglądać 
mogła stara katedra Krzywoustego. To też nicby nie 
przeszkadzało uważać za" prawdopodobnego fundatora 
kościoła jego zgodnie z dokumentem Nawoja z .:\10ra- o 
wicy z r, I 120 - znanego palatyna z czasów \\Tła_ 
dysława Hermana, owego S ieciecha, wszechwładnego 
dostojnika, bijącego własną monetę, założyciela opactwa 
Benedyktynów w Sieciechowie, tak bardzo związanego 
z 
ościołem i kollegiatą Św. Andrzeja. \\'prawdzie datę 
budowy jego musielibyśmy pociągn,!ć w tył ku koń- 
cowi jeszcze XI stulecia - ale trzeba przyznać się, że 
studya nasze nad romańszczyzną nie doszły tak daleko, 
aby tę rMnicę w jej rozwoju o lat kilkaoziesiąt dało 
SIe łatwo stylowo wykazać. Ale budowę kościoła II 
Św. Andrzeja nowsi dziejopisarze przypisują Piotrowi 
\Vłastowi. Tradycya ta powszechna przyznawania mu 
fundacyi wszystkich najstarszych murowanych kościołów 
w Polsce, żadnymi innymi dowodami nie poparta, nie 
może się utrzymać. 
\Vspomniany dokument z r. 1320, dotąd niepo- e 
szlakowanej autentyczności, wydany przez członków rodu 
ToporczykÓw, stanowczo uważać nam każe fundatorem 
Sieciecha, przodka ich. 
Z przywileJÓw Lokietka, Nankiera, opata Klemensa 
i potwierdzenia papieskiego w początku XIV wieInI, 
zgodnie z tem wynika, że opactwo Sieciechowskie jest 
właścicielem, ma tu prawo patronatu t. j. prezentowania 
kanonikÓw i kustosza. 
\V X V wieku widzi I ługosz wszystkie te dostojell- 
stwa w posiadaniu samych Toporczyków (u Św. Ioziego). 
Twierdzi, że bezprawnie przyszli oni do patronatu, który 
właściwie należał do O p ata i klasztoru Sieciechowskieu-o 
h . 
Opaci mieli dać rodowi Toporczykc)w, zdaniem I )łu- 
gosza, wspc)łuoział w patronacie w chwili pewnych 
kłopotów. 
Wobec tego wszystkiego nie da się zaprzeczyć, że 
łącznikiem całego tego zawikłania byłoby postawienie 
na fundatora kościoła Św. Jędrzeja, palatyna Sieciecha. 
Toporczykowie, związani z Sieciechowskiem opactwem 
byliby naturalnymi pretendentami do patronatu i prawa 
mianowania kanoników. 


f 
I 


, 


" 


-
>>>
33 


AkCHITEKTURA RO!\IAŃSKA KOŚCIOLA św. ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


34 


r 


I lerby T opór w kościele Św. Idziego świadczą, że 
w 
 V wieku za fundatorów je
ynych kollegiaty uwa- 
. żali się Toporczykowie więc i kollegiaty dawnej u Św. 
Andrzeja w Krakowie. Ostateczne rozwiązanie zagadki, 
kto mógł być i kiedy fundatorem kościoła, pozostawiam 
historykom naszym bieglejszym w tych sprawach. Oni 
o też powinni nas pouczyć, czy empora nasza mogąca 
wygodnie pomieścić do ISO osób, odpowiadać może 
książęcemu dworowi lub otoczeniu palatyna. Z tego co 
GalhIs pisze o dworze książęcym za poprzedników 
Krzywoustego, wnioskowaćby należało, że tak obszernej 
empory wymagaćby mógł jedynie panujący książę. 
Z tych empor, jakie znamy w kościołach romańskich 
Płocka, Czerwińska, Tumu pod Łęczycą, Siewierza, 
\\. ysocic, Prandocina i t. p., byłaby ta u Św. Andrzeja 
rozmiarami najobszerniejszą, coby oznaczało, że służyła 
dla licznego dworu, jakim mógł być przynależący do 
panującego na krakowskiej stolicy. Coby jednak za 
związek miał nasz kościół z dworem królewskim, jeżeli 
go stawiał Sieciech, niechaj odpowiedzą znowu bieglejsi 
odemnie znawcy średniowiecznego prawa kanonicznego 
i stosunków lokalnych. \Y ten sposób badanie naukowe 
gmachu, jeżeli przyniosło światło w sprawach artysty- 
cznych odległej epoki średniowiecza, stworzyło nowe 
pole dla domysłów. Oczekujemy też rozwiązania tej 
zawiłej kwestyi co do daty od historyków naszych. 
Nasze kościoły romańskie współczesnych zakrystyi 
pierwotnej budowie nie posiadają; przybudowywano je 
w późniejszrclfCzasach najczęściej w skromnych rozmiarach. 
Nie było jej przy kościele Św. Andrzeja, a ta, z którą 
się spotykamy, jest niezwykle wielką gotycką, sklepioną 
lokalnością, umieszczoną w węgle obok prezbiteryum 
i ma ścianę jednę z niem wspólną. Nietylko rozmiarami 
uderza nas, ile zamknięciem wielobocznem od wschodu, 
osobnemi wejściami od zachodu i do prezbiteryum. Prze- 
strzeI1 zamknięta ścianami dorównywa rozmiarami prze- 
strzeni presbiteryum; opięty szkarpami budynek ma 
wygląd kościołka, w każdym razie prezbiteryum kościel- 
nego, zamkniętego pięcioma bokami ośmiokąta. Długość 
w świetle wynosi S'so m. przy szerokości 4'53 m. ma 
dwa pola sklepienia wyrastające z kroksztynów u ścian; 
jedno krzyżowe zwykłe, drugie namiotowe przy absydzie 
wielokątnej. Żebra kamienne mają profil niezwykły na- 
szym zabytkom a klucze sklepienne gładkie dalsze kon- 
struowane jak cała robota kamieniarska. Trzy okna 
gotyckie oświecały wnętrze; dwa od północy, jedno na 
osi głównej od wschodu. Budowa to ceglana niegdyś 
zewnątrz testowana choć otynkowana, szkarpy w trzech 
wstępach zaznaczonych kapnikami kamiennymi, pokryte 
niegdyś takiemiż obdasznicami, dziś zastąpionemi mie- 
dzianą blachą. Cokuł zagłębiony w bruku; członek jego 
górny dostrzedz się daje jeszcze od zachodu, ale od 
wschodu utopiony, bo grunt się podnosi znacznie tak, że 


, 


I 
ł 


- 


posadzka obniża się tutaj względnie niego o 0'50 m. 
Przez czas mocno zniszczone są kapniki, a cała ściana pół- 
nocna wzmocniona szkarpowatem zgrubieniem, świadczące 
o starożytności i pożarach, jakie budynek przeszedł; to 
najważniejsze, że budynek cały ma dach pulpitowy, 
oparty o ścianę wyrastającą na jego sklepieniu. Ściana 
ta należy do X V II wieku; zbudowaną jest z cegły 
w przedłużeniu ściany nawy romaI1skiego kościoła. Ona 
to zagubiła wygląd kościoła o węższem prezbiteryum 
od północy. To przymurowanie ściany sprowadzonem 
zostało zapewne potrzebą, gdyż dach dawny siodłowy 
zakrystyi sprowadzał zaciekanie na ścianę prezbiteryum 
i zaspy śniegu. To w ten sposób usunięto, ale kościół 
zeszpecono. \\T skutek to tej ściany utworzyła się prze- 
strzeń między murami, przedstawiająca się ze strychów 
jako ciemna przepaść. Taż ściana wyrosła na sklepieniu 
zakrystyi sprowadziła niesymetryczność szczytowej wscho- 
dniej ściany kościoła (patrz fig. 4). Dajemy rysunek 
profilu żeber i kroksztynów (zob. fig. 14-16). Część 
zakrystyi wewnątrz ujętą jest w chórek murowany, za- 
wieszony na półkolistej arkadzie; tutaj są miechy i do- 
stęp do organu przez drewniane schody kręcone, umie- 
szczone na naszym planie w rogu obok wejścia. 
Że to wejście istniało od początku, świadkiem gzyms 
gotycki, raczej jego pozostały fragment wykazujący, że 
należał do załamującego się nad gotyckiem dziś nieistnie- 
jącem wejściem: w nowszych kształtach jest dzisiejsze. 
Kiedy i w jakim celu zbudowano ten drugi kościół, · 
zdaje mi się odpowiedź nie trudna będzie. 
Jeszcze przy fundacyi zawichosckiej przez Św. Sa- 
lomeę klasztoru Klarysek w r. 125 S spotykamy jako 
rektorów szpitala - prokuratora, spowiedników, pewną 
liczbę Franciszkanów przywiązanych do żeI1skiego kla- 
sztoru i zamieszkujących sąsiedni klasztorek. Zostali oni 
w Zawichoście po przeniesieniu się zakonnic w r. 1260 
do Skały i objęli w posiadanie kościół i szpital po 
Klaryskach. Część zakonników zawichosckich przeniosła 
się z zakonnicami do Skały. Bulla Aleksandra IV z r. 1260 
wspomina przy Skale o budowie szpitala, więc musi być 
rektor Franciszkanów, prokurator zarządzający mająt- 
kami, pewna liczba spowiedników i księży do odprawiania 
nabożeI1stw, Księgi cudów Św. Salomei i dyplomata- 
ryusze przechowały nazwiska wielu z nich. \V żywocie 
Sw. Salomei zanotowano przemowy, jakie miała do braci 
i sióstr skalskich. \r testamencie wyraźnie o zakonni- 
kach obsługujących żeński klasztor wspomina, zapisując 
im książki: tal,!:- chorales J qualll ad stud£ulIl pertmentes. 
Czyni to na użytek czynnych przy klasztorze żCI1skim 
Minorytów skalskich. Do tego celu służyć mają i zaku- 
pione przez Salomeę dla lektora Borysława rękopisy: post 
decess1l11l £PS£llS conferre (s) fratr£bus ad USllJll J qui c£rca 
praed£das .Sorores 11leas carissilllas 11lorabuntllr et eis 
divina mimstrabllnt sacra11lenta. (Dypl. ¥Pol. I, str. 92). 
3 


"
>>>
I 
L 


ARCHITEKTURA IłO
fAŃSK" KOŚCIOŁA ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


35 


c:; 


\ \' początku XIV wieku przenoszą swój klasztor 
Klaryski ze Skały do Krakowa. Skała narażoną była 
na ustawiczne niebezpieczeństwa, a przy tern żona Ło- 
kietka Jadwiga pragnie mieć swe ukochane siostry 
w Krakowie. Otrzymują darem od Łokietka kościół 
Św. Andrzeja, stojący wówczas za murami miasta. 
Przy kościele Św. Andrzeja znalazły Klaryski za- 
wichostskie upragnione bezpieczeństwo od Tatarów i walk 
książęcych, spokój jakiego niezaznały ani w miejscu swej 
pierwotnej fundacyi, ani w Skale :\:Iinie też wkrótce lat 600 
ich spokojnego pobytu w Krakowie, w swym klasztorze przy 
kollegiackim niegdyś sieciechowskim przybytku bożym. 
Trzy klasztory Klarysek w Starym Sączu, Gnie- 
źnie i Krakowie zapełnią się córkami wielkich rodów 
polskich, a książęce mitry i królewskie korony zamienią 
na welon zakonny nie jedne panie z Piastowiczów 
rodu. To też przez kobiety na dworze bawiące nawiążą 
się ścisłe stosunki władców Polski z Klaryskami. W epoce, 
w której zasiędą one przy kościele naszym, duszą tych 
stosunków jest Jadwiga, żona Lokietka, wnuczka przez 
matkę bl. Jolenty, Klaryski gnieźnieńskiej. Ona to nie- 
zawodnie wpłynęła na męża w sprawie oddania Kla- 
ryskom kościoła, pragnęła je mieć w najbliższem są- 
siedztwie królewskiego dworca, mieć ciągłe z niemi 
porozumienia. To też w r. 1320 zyskuje u papieża po- 
zwolenie przebywania za furtą klasztorną. Dopiero po 
śmierci Lokietka 1333 r. przenosi się do Sącza, jako 
pani sądeckiej ziemi. Wedle Balzera między latami 
1337 a 1339 przywdziewa sama suknie zakonne w Starym 
Sączu i umiera 10 grudnia 1339. 
Klasztorem w Krakowie rządzi w latach I 332 a I 334, 
a następnie po r. 136 I sprawuje rządy inna Piastowi- 
czówna Jolenta, córka ks. Lignickiego, wnuczka bl. Jolenty. 
v\" edle Ulanowskiego znalazły się Klaryski już 
w październiku 13 J 
 r. w Krakowie. Z zakonnicami 
przyszło do Krakowa i owe szczupłe grono zakonników 
ze Skały dla posługi klasztornej, Stary miejscowy kra- 
kowski klasztor F rallCiszkanów stał wówczas w obrębie 
murów miasta. Zależało mieć Klaryskom swoich zakon- 
ników, którzyby w pobliżu zamieszkali - może i szpital 
zaprowadzono i rektor był potrzebny. Stali oni pod za- 
rządem ksieni, a była nią w Krakowie \\'Yierzchosława - 
od gwardyana Minorytów miejskich nie zależeli, ale od 
wizytatora i generała zakonu. Zakonnice mają teraz swój 
kościÓł, rozbrzmiewa on dziennymi i nocnymi ich śpie- 
wami - dla zakonników potrzeba osobnego kOHciółka dla 
śpiewania godzin i oto zdaniem naszem zbudowano około 
r. 13 I 8 tuż obok kościoła zakonnic chór dla Minorytów. 
\\Yybudowano gotycki kościołek, wiążący się ze 
ścianami roma6skiego w epoce, w której jeszcze nie 
rozwinęła się w Krakowie szkoła architektoniczna. Tern 
się dadzą wytłomaczyć niezgodne z naszymi zabytkami 
profile żeber i gładkie klucze. Przypuszczać można, że 



 


jak sasiedni klasztor stanęła budowa kosztem pary kró- 
lewskiej Łokietka i Jadwigi. Przybudowanie kościółka 
zabrało światło w prezbiteryum od północy zakrywszy 
okno. Stąd też łatwo \vytłomaczyć wyprucie dwu go- 
tyckich okien w ścianie absydy, aby zyskać światło dla 
części kapłańskiej. Dziś ono nie ma znaczenia wobec 
ołtarza i obudowania absydy częścią klasztoru. 
I oto sprawa naszej krypty się łatwo wyjaśnia. 
Podnoszenie się gruntów w ulicach i placach Krakowa 
jest rzeczą stwierdzoną rozkopami dla wor1ociagów. 
Można dziś stanowczo utrzymywać, że z bardzo małymi 
wyjątkami do głębokości 2 metrów, w jakiej zapuszczano 
rury, zawsze napotykało się rumowisko i stare bruki. 
Możnaby obniżeniem posadzek znanych datę budowy 
kościołów oznaczyć dość ścisle, jak wysoko sięgał grunt 
stały w tej lub owej epoce. Stary kościół Św, Andrzeja 
ma posadzkę niżej od bruku O I' 15m. a może więcej, 
jeżeli stał na wzniesieniu. 
W XIV wieku bruk ten, o ile sądzić możemy z in- 
nych rozkopalisk był o 0'75 m. niższym od dzisiej- 
szego. Kiedy bur1owano dzisiejszą zakrystyę, bur1owano 
ją na równi z gruntem tym a może wyżej, stąd różnica 
0'93 m. między posadzką starego kościoła a tą nowo 
zbudowanej zakrystyi, \Vypadało więc dla dostania 
się z niej do prezbiteryum kościoła schodzić po czterech 
w nim progach, a gdy to zawadzało, podniesiono na 
wzór kościoła katedralnego miejsce pod wielkim ołta- 
rzem. Dokonano to w czasie, w którym dekorowano 
kościół i wprowadzono marmurową posadzkę. Zrównano 
posadzki obu sąsiednich kościÓłków - w nawie pozo- 
stało dawne niveau. Jak w katedrze na \Vawelu, tak 
u Św. Andrzeja wzniesienia przed wielkimi ołtarzami 
nie znamionują, iżby one ukrywały podziemną kryptę 
i to tern więcej w naszym kościele, ile że przestrzeń 
w prezbiteryum pozostawiona przez ujęcie progami nie 
jest kwar1ratową, .jakiejby wymagało sklepienie krypty 
wyrastające z jednej środkowej kolumny. 
Sądzę, że w badaniu kościoła Św. Andrzeja wy- 
czerpaliśmy już wszystko, co się odnośnie' do czasow 
przedklasztornych wyciągnąć dało. Inna sprawa z epo- 
kami, w których Klaryski są tu gospodyniami, a zbliża 
się sześć wieków niedługo od czasu ich osiedlenia się 
tutaj w klasztorze zbudowanym naprzod przez Ło- 
kietka, o czem świadczy dokument papieski Jana XII 
z r. 1325, następnie przebudowany przez biskupów kra- 
kowskich kardynała Jerzego Radziwiła i Bernarda 
Ia- 
ciejowskiego w końcu XVI i na początku X\'Il stu- 
lecia, Lokietkowej budowy nie potrafiliśmy odnaleść 
najmniejszego śladu, jednego gzymsu, okna lub oddrzwi 
do kościoła, znać drewnianym był. Za to działalność 
wspomnionych biskupów przedstawia się okazale sze- 
regiem cel z oddrzwiami kamieIHlemi - obszernym 
refektarzem i dziedzińcem. Brakuje krużganku dolnego. 


3 6 


1 
I 


II 


f 


II 


. 
ł 


. 


f
>>>
ARCHITEKTURA ROMAŃSKA KOŚCIOLA ŚW. ANDRZEJA W KRAKOWIE. 


3 8 


37 


t 
, 
I 


Obszar, jaki zajmował klasztor, rozciągał się na plac, na 
którym zbudowano kościół Św. Piotra i Pawła. Były 
tu domy altarzystów Św. Andrzeja, owych Franciszka- 
nów przywiązanych do dworu Klarysek, dla nich to 
zbudowano kościół czyli dzisiejszą zakrystyę. 
Budowa kościoła jezuickiego Św. Piotra i Pawła 
zniszczyła owe domy franciszkallskie. Nie były one wię- 
cej potrzebne klasztorowi, gdyż zakonnice przeszły pod 
opiekę biskupów krakowskich a zarządzali majątkami 
księża świeccy, jak to ma miejsce dzisiaj. Do czasu bu- 
dowy kościoła wspomnianego należą dwie części dolne 
bramki późno renesansowe, wiodące od pólnocy na 
cmentarzyk kościelny i na klasztorny dziś obszerny 
dziedziniec. To do naszej sprawy nie należy, raczej 
pytaćby należało, czyli nie zachował skarbiec kla- 
sztorny coś z tych bogactw w naczyniach i paramen- 
tach, jakie dostały się tutaj ofiarnością książąt i zapisem 
testamentowym założycielki Klarysek w Polsce Św. 
Salomei owe: Rcliquie .mndoyu1Jl, mHces (mrci et tlr- 
gente£, cruces, thuyibu/e, tabu/c et )'1JIagil1cs dcpictc, or- 
1ltltUS ue/csie mu/bp/ex et precioslls: il1 m.m/is, ...tolis, 
l'lmlipuh.., albis et i11 a/iis oYl1amcnt£s 'i'ariis cxistcns... 
_ Pożary klasztoru w XV stuleciu i nieszczęścia kra- 
jowe wymiotły stąd wszystko; trochę zachowanych re- 
likwiarzy mieści ołtarzyk w oratoryum. Znajdą się tam 
ciekawe zabytki i mozaika przenośna, sięgająca czasów 
Św. Salomei; są aparata haftowane piękne w zakry- 
styi zakonnej na piętrze obok oratoryum w szafach 
XVII wieku. Dla badacza sztuki drobnej z epoki śre- 
dniowiecza nie wielkie otwiera się tu pole; dla archi- 
tektury franciszkańskiej pozostaje zakrystya; ona razem 
z kościołem zawichosckim wiążą się Klaryskami krakow- 
skiemi. Tylko ta Skała, ów LaPis ..,: 1Ilariac dyploma- 
taryuszy, miejsce gdzie przebywały od r. 1260 do 13 I 6, 
ich klasztor tamże tajemnicą są dla nauki pokryte. 
A przecież stał tam klasztor, był kościół, który papieże 
obdarzają odpustami i był tam zamek na wysokiej skale 
wśród doliny Ojcowskiej. Dotąd ta Skała nazywa się 
Grodziskiem, śladów zamku nie nosi więcej, ale tradycya 
o klasztorze w odleg-łem stąd miasteczku Skale, gdzie 
zmarla jako zakonnica Św. Salomea, przeniosła się w ze- 
szłym wieku na to odludne miejsce, każąc jej tu pustel- 
niczy wieść żywot. Ks. Piskorski zabawiał się wymyśla- 
niem pamiątek tej świętej, znacząc wszystko piętnem 
baroka. Klasztor Św. Andrzeja z czcią religijną zacho- 
wał wszystkie swoje przywileje, wydał je i ogłosił dru- 
Idem prof. P i e k o s i ń s ki, a dr. U I a n o w s k i w pracy 
o założeniu klasztoru Św. Andrzeja poddał je umie- 
jętnej krytyce i wyjaśnił początkowe dzieje klasztorne. 
Żywot Św. Salomei pomieściły 1I101ll11llC1da lh'c- 
/O'luskic/:o, wstępem krytycznym go poprzedziwszy. Ale 
jeżeli naj starsze dzieje klasztorne wyjaśnili nam nasi 
.historycy, to powiedzmy szczerze: te sześcset lat blisko 


I 
, 


, 


ł 
I 
I 


. 


- 


pobytu Klarysek w Krakowie u Św. Andrzeja me po- 
zostawiły po sobie jak luźne wspomnienia, oczekując 
na opracowanie historyczne. Sądzę, że nie brakłoby 
w archiwum klasztornem odpowiedniego materyału w za- 
piskach, jak to widzę z pracy księdza Załęskiego o ko- 
ściele Św. Piotra i Pawła i z notat mi podanych przez 
jedną z sióstr zakonnych, gdy zapytywałem o daty od- 
nośne do budowy, o imiona artystów zajętych przy 
dekoracyi kościoła. Od niej dowiedziałem się mimo- o 
chodem, że w r. 1639 podnoszono pokrycia wież ko- 
ścielnych i powiększano 3 okna, sprawiono szafy na 
aparata kościelne, że za rządów ksieni Eufrozyny Sta- 
nisławskiej w r. 16,p stanęła w pobliżu absydy kościoła 
kaplica klasztornych służących, że w roku 1693 ozda- 
biano sztukateryami wnętrze kościoła, postawion::;, am- 
bonę i ozdobne organy co kosztowało niewiele, bo za- 
ledwie 16 tysięcy ówczesnych złotych, gdyż dobrodzieje 
dostarczyli materyałów a rzemieślnicy i sztukatorowie 
na korzyść klasztoru obniżyli znacznie umówioną zapłatę. 
Powiedziano mi, że to zaczerpano z zapisów klasztornych 
i słusznie, bo takie sprawy jak wszystkie najdrobniejsze 
wydatki zapisywać musiano do regestrów wydatków 
i dochodowo Skrupuły zakonnic bronią do nich przy- 
stępu świeckim, a jednak badacz dziejów klasztornych 
musiałby mieć je oddane do użytku. Znalazłoby się tu- 
taj niejedno imię artysty dekoratora kościoła Św. Anny, 
skoro dekoracye u Św. Andrzeja w takim z tamtą 
stoją pokrewnym związku. \Yszystko to okazuje, że 
pracownikowi nad wewnętrznemi dziejami Klarysek 
zamieszkałych przy Św. Andrzeju nie brakłoby materyału, 
Zachęcając do podobnej pracy drugich, sam ogra- 
niczyłem się do studymll romańskiego kościoła z czasów 
blizkich jego budowy, rachując się z tem, co pozostało 
w murach do dziś dnia i wyprowadzając z tego pewne 
wnioski. Przyznaję, ie żaden z zabytków nie przyniósł 
mi tyle rozkoszy jak ten Św. Andrzeja rezultatami badań. 
Bo pJza stroną architektury jako sztuki i konstrukcyi, 
otworzył on drogę do rozświecenia kultury tak odle- 
głych czasów, stosunków miejscowych starego Krakowa 
i jego zamku. Nie są to hipotezy, bo głosy wołające 
ze starych murów, wypowiadające dziejowe okoliczności, 
są równie dokumentami, kto wie czy nieraz nie więcej 
przekonywującymi jak te, które stronnicza analisty za- 
pisała ręka. :\Iurów o stronniczość w wypowiedzeniu 
prawdy oskarzać nie podobna; możę się ich badacz mylić, 
ale one same świadkiem prawdy pozostaną. 
Kończąc, niech mi będzie wolno podziękować na 
tern miejscu tym wszystkim, którzy mi ułatwili dostęp za 
furtę klasztorną, oraz młodemu badaczowi Panu Julia- 
nowi Pagaczewskiemu za chętną pomoc przy zdjęciach 
architektonicznych badanego gmachu. 


SkOl1czyłem d. 30 września 1899. 


.....,j
>>>
J 


OPRAWA SREBRNA 
EWANOIEllARZA KSIĘŻNEJ ANA5rAZYI 


. . 
ZONY BOLESŁAWA KĘDZIERZAWEGO 


I, 


\V BIBLIOTECE PUBLICZNEJ W PETERSBURGU 


r 


OPISAŁ 


FELIKS KOPERA. 


Kodeks Biblioteki Pu- 
blicznej w Petersburgu ozna- 
czony sygnaturą: Lat. Q. v. 1. 
Nr. 65, mieści się w srebrnej 
oprawie, która jest cennym 
produktem złotnictwa, jak 
sądzę, drugiego wieku naszej 
chrześcijańskiej ery. 
Są to srebrne blachy, 
ułożone na deskach rozmia- 
rów 20 cm. X 301/p' cm. Pas 
9 cm. szerokości wzdłuż brze- 
gów książki występuje blisko 
Fig. 1, Z Ewanj!;iel. ksic;tnej Ana- 
stazyi w Bib!. pub!. w Petersburj!;u. na I l/p' cm. tworząc ramę dla 
płaskorzeźby tejże samej wy- 
pukłości. Relief ma tło gładkie opatrzone tylko napisami. 
Jedna okładka oprawy przedstawia Ukrzyżowanie z Matką 
Boską, św. Janem i kobietą czołgającą się u stóp krzyża, 
który obejmuje rękoma niżej przebitych nóg Chrystusa. 
Druga okładka: Chrystus w mandorli na tronie i symbole 
czterech Ewangelistów. Zabytek bardzo zniszczony: po- 
łowy Chrystusa Ukrzyżowanego niedostaje, twarze i dra- 
perye znacznie uszkodzone. W skutek tego zniszczenia 
widać dokładnie technikę. Blachy trybowane i układane 
na jądrze z kitu, który dziś przedstawia się, jak miękki 
kamień, nieco czerwonawo szary. Ale to ogólny opis 
dla oryentacyi a w dalszym ciągu przechodzę do szcze- 
gółów. 
\V spomniana rama składa się z blaszek, na których 
wyryty wzór czworolistny. W środku każdego czworo- 
liścia dwa współśrodkowe kółka. Te czworoliście- ukła- 
dają się w pas, a w miejscu, gdzie się stykają z sobą 
są części tylko kółek, bo reszta odcięta skrajnym gładkim 
szlakiem. Ponieważ każdy z liści jest utworzony łukiem 


J J)C1PJt;; rPJ)O
 gi 
1h6JłOI)] 0)1; 
"PJłBl;1T):lJBJ10: 
JIiLf3Ve' ł:ORV 
€}\ lISS1M(} 
J
 Pll \9
50 
Th€ROJ)JW 


czwartej części obwodu koła, to też stykające się liście 
łączą się z sobą w jego wzór, W nęki tego deseniu 
mają kreski w kratkę albo kółka, a na takie m tle 
w pierwszym i drugim razie różyczka czworolistna z kó- 
łeczkiem w pośrodku. Wzdłuż tych pasów po obu stronach 
biegnie gładki rąbek. Wszystko to jaśniej dómaczą 
podobizny. W pewnych odstępach, bez względu na orna, 
men t, ramy poprzecinane są przez całą szerokość kreską 
poprzeczną. Jestto naj widoczniej pozostałość po tech- 
nicznej stronie złocenia W granicach bowiem tych kresek 
blaszka jest naprzemian to złocona, to ma swoją natu- 
ralną barwę, a stósownie do tego opisane do w złoco- 
nych partyach ma kółka a w srebrnych kreski w kratkę, 
Blaszki przybite są gwoździkami na brzegach i w środku 
wewnętrznych różyczek. Pochyłą przestrzeń wewnętrzną 
opisanej ramy zdobią pas liści i szlak perełkowy. 
Tło całej kompozycyi jest gładkie a z niego wy- 
stępują płaskorzeźby figuralne i napisy: wszystko try- 
bowane z jednej i tej samej dość cienkiej blachy. Na 
krzyżu rozpięty Chrystus, z którego tylko pozostała 
część od bioder z peridzonium zawiązanem na przedzie, 
części rąk z trzema strugami krwi u każdej i nogami 
jednym gwoździem przebitemi. Krzyż stoi na pagórku 
z kłębów. Dochowała się z niego górna część z kartką 
i napisem: IHC. Całe ciało było srebrne, złocone zaś 
opaska i krzyż z napisem oraz ciekąca krew. (Zob. fig. 2). 
Kompozycya obmyślana. Krzyż rozciągając się na 
całej przestrzeni dzieli ją na cztery części. Górne dwie 
mają prawie 1/4 wysokości, a dolne nieco więcej nad 9/ 4 , 
W dolnej na lewo }latka Boska; lewą ręką podparła 
głowę, a prawą trzyma draperyę i dotyka łokcia ręki 
lewej. Z kolanami zgiętemi stoi na małym pagórku, 
jakby z brył kamieni, na których spostrzega się tu 
i ówdzie rośliny, Suknia srebrna z pasem od bioder po 


I 


ł 


-
>>>
41 


OPRAWA SREBRNA EWANGIELlARZA KSIĘŻNEJ ANASTAZYJ. 


4 2 


Fif(. 2. Przednia okladka oprawy Ewanf(ieliarza Biblioteki publicznej 
w Petersburf(I1, przedstawiająca Ukrzyżowanie z pochylonI} 
u stóp krzyża AnastazY=l' 


, 


kolana złoconym o wzorze esownic. I olna część sukni 
obszyta takimże szlakiem zdobnym kamieniami: jednym 
owalnym i innym dokoła ułożonymi drobnymi. Do tego 
szlaku ku przodowi doszyty był drugi bardzo krótki. 
Wszystkie te szlaki są złocone. Na ramionach :\Iatki 
Boskiej zarzucony złocony płaszcz z szerokimi rękawami 
o szlaku ze złotych kamieni, nakrywa głowę i spada 
z tyłu do stóp ubranych w trzewiki. Koło głowy :\la- 
donny złoty krąg. Obok 
niej napis dość czystą ka- 
pitaJą, ułożoną od góry 
do dołu w pionowej je- 
dnej linii: S, MARIA. 
Po prawej stronie św. 
Jan w pozycyi tej samej 
co N. M. P.: Głowa z dłu- 
gimi spadającymi na ramię 
włosami i odkryta, suknia 
bez ozdób; płaszcz złocisty 
zakrywa prawe kolano. 
Blacha zdarta w miejscu, 
gdzie lewe ramię i bio- 
dra, nogi bose a pod 
niemi pagórek. Koło gło- 
wy złocisty krag, Przed 
nim podobnie ułożony na- 
pis: S - I h S, 
U stóp Chrystusa 
obejmuje krzyż widoczna 
w połowie kobieca postać 
w podobnym kostyumie 
jak l\Iadonna: szlak pła- 
szcza tylko odmienny, bo 
złożony z czworolistnych 
rozet i punktów. Ponad 
postacią w trzech wier- 
sza ('h mieści się napis: 
ANA I STAS i lA. 
\\' górnych partyach 
krzyżem oddzielonych 
w jednej na lewo meda- 
lion przedstawiający słońce, w drugiej księżyc. Słońce 
wyobrażone jest w popiersiu męskiem w s/.. w prawo, 
jedną ręką podpiera twarz, drugą trzyma na piersi, 
koło jego głowy, jakby promienie, to tło medalionu 
o motywie muszli, który się tak często spotyka na rzym- 
skich sm-kofagach, lub też artysta wyraził tak w istocie 
promienie. Suknia skromna wycięta z rzędem pereł u szyi. 
Cały medalion jest złocony, podczas gdy księżycowi 
w drugim medalionie pozostawiono srebrną barwę bla- 
chy. \Vyobrażony jak kobieta, luna, podobnie w po- 
piersiu w S/4 zwrócone ku słońcu w tym samym kostyumie, 
co :\Iadonna, tak samo podpiera ręką twarz. Tło tylko 


'r. 


,. 
_' .01 


.
 


l) 


(:.. 


. 


to 


. 
 'I 
.' ".,' . 


-. . 


. . 


.' 
, 
" 


" 


l' 


:."\. 


" 


':( 


.. 


., " 


,; 


'. 


, 


-- 


f 
]I 


medalionu gładkie jest złocone. Obok słońca pIOnowy 
napis SOL, obpk księżyca L VNA 
Kompozycya prosta, łatwa. prymitywną, lecz przy- 
tem obmyślana i wymierzona. Znać troskliwość o układ 
fałdów, o ornamentacYę, pozę i ruchy zrozumiałe, ręce 
i nogi staranniej niż zwykle odtworzone. 
\\"szystkie figury koło krzyża majo.! ów ruch ręki 
podpierającej głowę; jako wyraz bólu i żalu. Jestto po- 
zostałość antyku. :\Iotyw 
ten widzimy często na 
średniowiecznych zaby- 
tkach tej epoki, jak n. p. 
na rzeźbie z kości słonio- 
wej ks. kanonika Petru- 
szewicza I. 


. . 


'ł. 


Ol. 


, 4: , 
: 
. 


, 


\ 
. 
, 


Druga strona okła- 
dki ma podobne ramy 
ujmujące tło, na którem 
postać Chrystusa siedzą- 
cego w majestacie. Wy- 
stępuje 011 jako relief na 
2' 3 cm. całkiem pewną 
techniką z tła wydobyty. 
Otacza go mandorla pro- 
filowana. Siedzi na tronie 
złoconym w formie mensy, 
podobnie profilowanej 
u góry i u dołu, którego 
dolną część zdobią owalne 
kamienie ułożone naprze- 
mian. Nogi spoczywają na 
podnóżku kratkowanym. 
Głowa ma aureolę złocistą 
a na niej krzyż. Broda 
dość krótka a wlosy spa- 
dają na ramiona. Obok 
głowy .\ -w. Suknia u szyi 
wycięta, rząd pereł przy 
wycięciu, toga na lewem ra- 
mieniu, prawe ramię wolne. 
Błogosławi wsposóbzacho- 
dniej sztuce właściwy. Płaszcz obwija łono przytrzymując 
draperyę ułożoną na lewem ramieniu, którem obejmuje 
księgę. Część kolan bardzo zniszczona. Suknia srebrna 
ma gładki szlak złocisty, Płaszcz także zlocony. Księga 
wykładana dwoma wielkimi kamieniami z drobniejszymi 
ułożonymi dokoła niego i także pozłacana. Tło mandorli 
bliżej Chrystusa ograniczone jest punktowaną linią i od 
tej linii równie jest złocone. Jestto znowu pozostałość 
po technice złocenia. (Zob, fig. 3). 


'- 


4' 


I 


'). 
.f 


'.J 


\1 


. 
," . 


.
 



 
 ł 


'" 


, . 
. 


/, 


.a 


" 


- ! 


r- 


.\ 
,. ) 
;l ". 


l' 


I. 


J 


.' 


; 


I Zob. komunikat profesora l\laryana Sokołowskiego, 
t. V, str. C \"111. 


\ 


-----I
>>>
OPRAWA SREI!RNA EWA"'l;IELIARZA KSIĘŻNEJ ANASTAZ\ I. 


43 


Utworzoną wolną przestrzel1 zajmują symbole Ewan- 
gielistów. Na lewo anioł w 5/ 4 w prawo, skrzydlaty, 
prawą n
ką trzyma rulon z napisem: 'Jl
ATHE\"
, lewą 
z roztwartą dłonią wyciągnął przed siebie; skl-zydła, 
rękawy i brzeg dolny sukni są złocone. Klęczy. Xa 
prawo orzeł w profilu, w lewo ze szponami i od jednego 
z nich wybiega napis: 10h-S. Skrzydła, głowa, ogon 
i łapy złociste. U dołu na lewo lew skrzydlaty trzyma- 
jący w łapach załamaną wstęgę z napisem: )l?-ARCVS. 
Biegnie w lewo odwróciwszy łeb. \\' końcu wół skrzy- 
dlaty podobnie w biegu, ze łbem w przeciwnym kie- 
runku. U nóg przednich złamany napis: L \TA-S. 
Symbole te należą do najlepszych, jakie widzie- 
liśmy kiedykolwiek z tej epoki, do której odnosimy 
nasz zabytek. \Vypełniają one mandorlę bardzo dobrze 
i są komponowane z bacznością na symetl-yę. \\"idzi 
się to w układzie póz, a zwłaszcza skrzydeł i rozłożenia 
wstęg z napisami. Układ anioła klęczącego niezły. 
Zwłaszcza stosunkowo nieźle rozwiązana pozycya nóg 
tak do wykonania trudna. Orzeł ma pióra i szpony 
starannie wykonane. Lew i wół są w ruchu mimo skrę- 
conych pozycyi. Widocznie chodziło złotnikowi o wierność 
w szczegołach: uwydatnił lwu żebra a wołowi skórę 
marszczącą się na gardzieli: jestto już naśladowanie 
natury anie bizantyńskie obrazowe pisanie pojęć. 
\,"prowadzając złocenia niektórych części na 
srebrnem tle, złotnik starał SIę osięgnąć koloryty- 
czny efekt. 
Grubość każdej okładki równa się 2'2 cm. Z trzech 
stron tej grubości blaszki mają ornament, lecz każda 
inny. Pierwsza ma karbowanym szlakiem objęty pas 
z wzorem linii falistej zamienionej w liściastą łodygę 
z półskrętami kończącymi się liśćmi i trzema kuleczkami 
wyobrażającymi zapewne kwiat. Druga okładka ma dwie 
faliste linie podobnie stylizowane w gałęzie spajane przy 
zetknięciu. Przestrzenie środkowe wypełniane są liśćmi 
C1l lacc, skrajne liśćmi w profilu. Kuleczki pod liściami 
zajmują pozostałe miejsca. (Zob. fig. 4). 
Nie mam zamiaru bez zwią.lku z innymi zabytkami 
złotnictwa pojedynczo opracowywać opisaną oprawę, ale 
dla usprawiedliwienia determinacyi wypada mi przynaj- 
mniej parę punktów podać. Symetryę widoczną w obu 
okładkach tak ściśle przestrzeganą sputykamy w bizalL 
tyńskiej sztuce tej epoki. Tak n. p. rzeźby skrzyneczki 
z kości słoniowej w Eremitażu w Petersburgu nr, 23 
z Xl-Xl[ w. bizantYl1skiego stylu są równie syme- 
trycznie skomponowane, Jest szereg postaci i każda 
z nich jednę rękę ułożyła na piersi, a wszystkie są długie 
o podobnie fałdowanej draperyi, Niektóre z tych postaci 
trzymają księgę przez draperyą, motyw tak częsty 
w bizantyńskiej sztuce i w naszych kodeksach miniatu- 
rowych XV wieku. U stóp Chrystusa obejmująca krzyż 
Anastazya bije pokłon w sposób bizantyński schylona. 


4-+ 


Taka poza CZCI znana jest powszechnie z mozaiki por- 
talu kościoła św. Zofii w Konstantynopolu 1. Drobne 
mutywy, jak ornament krawędzi oprawy, ów szlak z kół 
i półkoli układający się w czworoliścia znajduje się 
także w zabytkach bizantyÓskich 2. T en sam motyw liści, 
jakby z górnej części ł-Ozwiniętego korynckiego kapitelu, 
jaki widzimy u pochyłości szlaku, w takiem samem zasto- 
sowaniu spotyka się tam także 5. Ten sam motyw gałęzi 
wijącej się w linii falistej zdobi antependium z czasów 
Henr}"ka l[ 4 zabytek sztuki zachodnio bizantyńskiej. 
Obok tych motywów pochodzenia bizantyÓskiego, są 
ślady zachodu: naprzód pismo łacińskie kapitała z un- 
cyałą, ale dość rzadką może pochodzić z Xl[ w., bo 
takie pismo w tej epuce powszechnie było w użyciu, dalej 
sposób błogosławienia Kościołowi zachodniemu właściwy 
i nogi Ukrzyżowanego Chrystusa jednem gwoździem 
przebite, co widzi się równie w sztuce XII wieku D. Są 
wreszcie typy wspólne, jak typ Chrystusa £n b'ono, 
który już spotykamy w mozaice kościoła św. Puden- 
cyany w Rzymie i potem ustawicznie, tylko zwykle 
z ewangielią wspartą na tronie i trzymaną gołą ręką 6. 
Po czterech stronach mandorli symbole Ewangielistów. 
Jednem słowem wśród motywów ogólnych właściwych 
sztuce tak na zachodzie. jak wschodzie, wyróżnić się da 
właściwości ikonograficzne czysto zachodnie obok innych 
wschodnich, a z tymi ostatnimi także ornamentacyą, 
zdobiącą zabytki bizantYl1skie XII w. lub wcześniejsze, 
Kie mogę wchodzić tutaj w gruntowną analizę i tylko 
na podstawie podanych punktów śmiem twierdzić, że 
zabytek nasz powstał z Xl[ wieku i jest produktem tego 
momentu w historyi sztuki, kiedy artyści poczynali 
zrywać z ogarniającą cały chrześcijański świat sztuką 
bizantyńską i jęli się samodzielnego tworzenia, biorąc 
za przewodniczkę naturę: Stąd te rysy naturalne w wy- 
konaniu czterech symbolów obok form i ornamen- 
tów bizant)"11skich. \ \" zrost sztuki złotniczej w XI l wieku 
był wielki na zachodzie do tego stopnia, że nawet św, 
Bernard wystąpił przeciw niemu. :\Iimo to klasztory 
i kościoły nie- przestawały wzbogacać się w dzida ar- 
tyzmu. \\"tedy też powstał nasz zabytek. 
Spojrzyjmy na karty księgi 7, może ona da nam 



 


i 


I Bayet, L'arl bYZa1llin, Paris, str. 53. 
t L a b a r t e, flisloire des arls indltslricls au 1/Ioycn-age et 
li l't'poq1le de la Rellaissance, t. I, Paris, 1872, pl. XIII). 
a L a b a r t e, Op. cit. pl. XIII. 
· Tamże str. 379. 
6 F a l k e, Jisldik des K1t1lslgewcrbes, Stuttgart, str. 26. 
ft Sprawozdanie, t. I, tahl. XXIII. 

 Kart tych jest ogółem 66, są jednak braki. Całość poczyna 
się przedmową św. Hieronima, potem idą kanony i ewangelie: 
Mateusza, Marka, Łukasza i Jana. Urywa się: su ni aulem el alia 
llmlla, que fecil Ihs, que si scribanlur per sin gIda nec ipSIU11 
arbilror 1Ilundu11l capere eos, qui scribcndi SIUII libros. 


ł.
>>>
45 


.. 


OPRA \VA SRERRNA EWANGIELIARZA KSIĘŻNEJ ANASTAZYJ. 


l'" 
:"j -J .ł 
;"'\ , 
 1 
. 

:.-:\ 
 '1 
, ;,}, 
r 
 ',
.' 'o" 
, .

 '" _\W .. 
",\,\\;" " 
1\ 
r 


Fil(". 3. Tylna okladka oprawy Ewangieliarza ksic;inej Anastazyi w Bibliotece 
puhlicznej w Petersburgu, przedstawiająca Chrystnsa na tronie 
z cwang-ieli'} i symbole Ewang-ielistiw. 


jakiś punkt do determinacyi czasu oprawy. Jestto tetra- 
ewangelium: «Cztery Ewangelie z przedmową św. Hie- 
ronima», poczynającą się ewangelią św. 1\lateusza, pisane 
na pergaminie bialym, grubym w jednej kolumnie na 
66 kartach i liniach znaczonych sztyftem. .l'\a karcie 
I v. i na 8 v. zostawione miejsce 9 , 13"2 cm. na 1111- 
cyal. Na k. 6, 7, 8 są wypisane kanony w czterech 
kolumnach oddzielone 


wyrysowanemi piór- 
kiem kolumienkami o 
romańskich kapitelach 
i bazach. Zresztą mi- 
niatur ani śladu, Napisy 
wielkiemi literami mają 
zarówno kapitalne, jak 
uncyalne litery. Inicyaly 
są czerwone. Czasami 
ich koniec zwęża się i 
zamienia w ornament 
liściasty. Na tle czerwo- 
nem litery zostawiony 
nieraz rowek wolny lub 
od litery wysuwa wąs 
niewielki i nieodbiega- 
jący. Próbę pisma po- 
dajemy (zob. fig, I). To 
jedyna ozdoba księgi. 
Charakter pisma równy 
i dość gruby, gotyku 
nie znać, parę jednak 
ostatnich kart zdradza 
dążność do lamań za- 
miast zaokrąglania. Typ 
to minuskuly ten sam, 
którego przykład podal 
l' r o u " a które po- 
chodzi z r. I I 83. Są 
tam te same znaki na 
et w formie 't- i równo- 
rzędnie, & zamiast (£ 
mamy ę. Dwa ii mają 
kropki, nadto zamiast 
est jest e a e01l c. Li- 
terki są wypisywane nad literami. Litera L przedstawia 
się w kształcie greckim .\. \\"szystko to przemawia takie 
za XII w., jako epoką powstania księgi i z nią prawdo- 
podobnie, sądzę, oprawy. 
Do biblioteki publicznej dostało się nasze Tetra- 
evang-elium z 13iblioteki Przyjacioł nauk w \Varszawie 
(miało tam nr. 385), której ją dał biskup plocki Adam 


r 


I . 


.,., 
\\ 

. 

 '\ 
J 


. .. 


. 
I 


., . 
- " 
\. 


"' 



 
.
 


(- 
,,\ ;
". 
; \ \.. " ,I; 
I 
 



 


..Ił 

 I 
} " 
...... 


'- 



 


" 
',' . 


\\ ł.. 
,0,1 


,"'''. 


, ,l/onuel de Pal£'ographie , Paris 1892, pl. VIII. 


- 


.. 


4 6 


. 


Prażmowski, jak na pierwszej karcie włączonej świadczy 
notatka Gołębiowskiego. Niewątpliwie pochodzi z Polski, 
może z Płocka lub innego kościoła w d yecezyi 
płockiej. 
To polskie pochodzenie stwierdza jeszcze jeden 
punkt, a zarazem naszą determinacyę czasu pochodzenia. 
1'\a pif'ł-\vszej okładce widzieliśmy kobietę schyloną u krzy- 
ża, a nad nią napis: 
AN:\STASIA bez epi- 
tetu Sllllctll. Jestto bez 
wątpienia ofiarodawczy- 
ni, jak to widzi SIę 
często, że wspomnę cy- 
towany portal kościola 
św. Zofii w Konstanty- 
nopolu, gdzie ofiaro- 
dawca podobnie cześć 
oddaje Bogu. Tę .-\na- 
stazyę tak kornie w bi- 
zantyński sposób po- 
klon bijącą mamy w 
Polsce wlaśnie w XII w. 
i pochodzącą z Rusi. 
Jestto żona Bolesława 
Kędzieriawego, księż- 
niczka ruska. 
\Yprawdzie Halzer' 
wbrew Długoszowi 2 za- 
przecza istr,ienia Ana- 
stazyi, twierdząc. że żo- 
ną Bolesława była w 
istocie księżniczka ruska, 
ale że nie nazywała się 
ona Anastazya, ale 
\Yierzchosława, jedna- 
kowoż sądzę, że jestto 
tylko nieporozumienie, 
i tak Długosz jak Hal- 
zer nie mylą się 3. \Yierz- 
choslawa, jak ją nazy- 
wają źródła ruskie, w la- 
cińskich źródlach zwie 
się Anastazyą. \ r ten 
sposÓb obok I30żydar używano Teodor, obok Radym 
Gaudenty, obok Eufemia Ludmiła, a obok \\'ierzcho- 
slawy Anastazya. Badania zatem Balzera nie sprzeci- 
wiają się istnieniu Anastazyi, ale owszem to istnienie 
stwierdzają, aczkolwiek z wyjątkiem podanej przez 



 


.. . 



 



 


. 
/' 


., 


..., 
',' 


/ I 
:. . 


. 


I Genealogia Piastów, Krak(',w, 1895, str. 158-160. 
2 Ilistorya Polski, ed. Prezdz. z. 11, str. 37. 
8) \Vyjaśnienie takie tej kwestyi zawdzięczam cennym 
gom proC. .l\Iaryana Sokoł owskiego. 


uwa-
>>>
.. 


OPRA WA SREBRNA EWAIIOGIELJ..RZA KSlftŻNEJ ANASTAZ\'J. 


48 


. 
fi 


47 


Długosza wiadomości, że była córką \\' szewołoda, wszy- 
stkie w jego histotyi podane szczegóły inne są błt;dne 
i należy je sprostować i uzupełnić w ten sposób, że 
Anastazya czyli \\'ierzchosława była córką \rszew01oda 
ks. nowogrodzkiego, pochodzącego z rodu \Ionc;ma- 
chowiców i że prawdopodobnie w [137 wydał ją ojciec 
za Bolesława Kędzierżawego, z którym żyła co najmniej 
do I 149, a umarła przed rokiem I I 6
 jeszcze za 
życia męża. 
Jakiego pochodzenia był złotnik, który zabytek 
nasz wykonał, dociec niepodobna. Jego wartość arty- 
styczna i fakt, że księga była przeznaczoną widocznie 
dla którego z kościołów płockiej dyecezyi naprowadzają 
na domysł, że jestto produkt tego wysokiego rozwoju 
cywilizacyi, na jaki starał się wznieść swoje otoczenie 
współcześnie żyjący biskup płocki Aleksander. To zaś, 
że Anastazya była księżniczką nowogrodzką a biskup 
wielkim poplecznikiem sztuki Zachodu, może nasunąć 
domysł, czy drzwi nowogrodzkiej cerkwi, które mają 
pochodzić z Płocka,' nie zostały za pośrednictwem :.le- 
ksandra i Anastazyi wykonane dla Nowogrodu. Jest 
nawet na nich napis, wyryte jego imię i postać. Inne 
jednak ważne względy, jak zwraca mi uwagę pro f. 
M. Sokołowski przemawiają stanowczo przeciw takiemu 
tłómaczeniu i każą sprowadzenie ich z Płocka do Nowo- 
grodu odnieść do XIV wieku \\" każdym razie jednak 


- 


o, 


....... 
, rio 


, 


, '- 


podobnie jak nowogrodzkie drzwi zdaje się wiązać nasz 
zabytek z Płockiem i postacią tej .wybitnej postaci XII 
wieku. \r dalsze kombinacye wnikać nie myślimy, wy- 
magałoby to odrębnych studyów, wiążących się z bi- 
skupem A.leksandrem i jego dworem: temat, nad którym 
od dawna pracuje prof. \1. S o koł o w s kil. 
Tak więc wszystko zgadza się na tę determinacyę 
zabytku, który podałem na czele. \\'chodzi on przeto 
w zakres najstarszych naszych ksiąg i ich opraw, a za- 
tem zabytków bibliotek kościelnych u nas. Takich naj- 
starszych ksiąg liturgicznych wymienił prof. :\1. Soko- 
łowski sześć, twierdząc, że nasze kościoły i klasztory 
musiały ich posiadać wiele 2. Jako jeden jeszcze przy- 
kład i zabytek, choć późniejszy, ale dopełniający obrazu 
kościelnych bibliotecznych skarbów, podaję na tern 
miejscu opisaną oprawę, nawiązując ją do wspomnia- 
nego poruszenia i omówienia tej kwesty i w Sprawo- 
zdaniach s, oraz do wywołanej nią notatki pro f, \\'ład. 
L u s z c z k i e w i c z a 4, a przytem historyk złotnictwa 
zyskuje jeden z Ilajstarszych naszych pomników. 


) 
,J 


I) Zob, '!-'pn7f£'ozdanie z posiedzenia komisyi historyi sztuki 
z dnia 2R lipca 1900 r. 
") Spmwozdania, t. V, str. cvm i następne, 
") Tamże t. V, ClV do CXII. 
') Tamże CXVII. 


-:- 


. 
'f 
\ 


-,'(( 


ł ' 


0;: - 

 - 



 


- - -:=::::!:" - .

- =...
 . 
- 
 --.".-. 

 -- -

'-':" -==-' - 
-
--- 


F- 


- 


-- 


::::=- 


"-.- 
-_ w:..".. 


o '-- 


'."""'--- 


- -::::::.-... -- 1 
- 

 -.:""'-- 


- 

--.. 

 - - 
---- 
 .-- 



 
1 


, - , 
',. 
. . 
......... 


-1" ' 


.ł 

 
 


_r; 
 
.A o 


:4 


(. 'J 


,. 
. 


4' 


Fig, 4. Brzegi okładek Ewang-ieliarza księżnej Anastazyi w Bibliotece publ. w Petersburgu. 


I
>>>
---,... 


., 


. 
I 
II 
I 


------., - 


MINIATURY 
RĘKOPISÓW POLSKIEGO PO([łOOZENIA 


ł 


W BIBUOTECE PUBLICZNEJ \V PETERSBURGU 


OPISAŁ 


fELIKS KOPERA. 


WI EK XI-XII. 


) 


1 


. , 


;." - 



 
... 
" 

 
, ., 

 


'
 \ " . 
.' '.' -';, '. 
 
_ ..
(' 
.:' S 


'.. 


I 


"", 


1);'- 


" 


-"1- 


" 


,\ 


Fig, l. Miniatura z księgi Ośmiu l'rorokow. 


Gdy r. 1899 przebywałem na studyach w Peters- 
burgu jako stypendysta Akademii Umiejętności, stara- 
łem się przejrzeć dział manuskryptów łacińskich, opisać 
ich miniatury i sfotografować to co ważniejsze. Program 
tych badań był mi przedłożony przez prof Maryana 
S o koł o w s k i e g o i w porozumieniu z nim wykony- 
wany. Te studya przyniosły materyał nie tylko w opi- 
sach miniatur, ale także w fotografiach, który częściowo 
przedkładany na posiedzeniach Komisyi historyi sztuki 
r. J 899 obszernie zamierzam publikować, poczynając 
od wieku XI i XII. O księgach i miniaturach pisał 


już w .SPrawo:::dalliach prof :\1. Sokołowski ł, omawiając 
znane sobie kodeksy i dochodząc do wniosków stwier- 
dzających obecność w Polsce bardzo ozdobnych i roz- 
powszechnionych ksiąg liturgicznych w pierwszych dwu 
wiekach naszej chrześcijal1skiej cywilizacyi. 
To, co w Petersburgu z tych dwu wieków SIę 
mieści, zebrałem w jeden rozdział, jako przyczynek do 
wspommanej pracy. 
A zbiór ten petersburski jest bogaty. Mieszczą się 
w nim rękopisy biblioteki Załuskich, do której dostały 
się z różnych bibliotek kościelnych i klasztornych a na- 
wet krakowskich, jak z biblioteki katedralnej lub 00. 
Augustyanów, dalej ze zbiorów Towarzystwa Przyja- 
ciół Nauk, z Puław i wreszcie bezpośrednio z kościołów 
i klasztorów 
Kilku uczonych naszych zajmowało się nim pod 
różnorodnym względem, choć nie wyczerpało materyału. 
Jedynie ksiąg kościelnych nie tykano prawie. Jak wia- 
domo, przedewszystkiem te księgi ozdabiają miniatury, 
to też i miniatury ich nie były uwzględniane. Podnieść 
jednak tu należy, że tylko autor anonimowej broszury 
p. t. Z bibliotek rosyjskich, w Krakowie 189H B prze- 
glądał je, interesował się niemi i nawet notował sygna- 
tury, jeśli ważniejszy kodeks wpadł mu w ręce. 
T o też tylko artystyczną stroną kodeksów posta- 
nowiłem się zająć. Studya nad treścią, tak ważne nie 
tylko dla historyi Kościoła i liturgii w Polsce, ale dla 
historyi kultury naszej, musiałem pozostawić odłogiem; 
czas, którym rozporządzałem, był stosunkowo za mały 
dla tak żmudnej pracy a nadto musiałbym robić studya 
przedwstępne i specyalne po za biblioteką, które nie 


I T. V, str. ClV-CXII. 
· Odbicie z Przeglądu Polskiego. 


4
>>>
52 


51 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA. 


leżały w programte moich zaJęc w Petersburgu, Wy- 
rzekałem się badań w tym kierunku z przekonaniem, 
ze ktoś z profesorów katolickiej Akademii duchownej 
w Petersburgu, lub jej uczniowie tę stronę opracują 
i że praca ich będzie gruntowniejsza i lepsza. 
Na końcu tych paru słów wstępnych winienem 
złozyć podziękowania Zarządowi publicznej Biblioteki za 
ułatwianie mi studyów, panu Stanisławowi Ptaszyckiemu. 


za przewodnictwo w poszukiwaniach i wskazówki a takze 
uwazam sobie za obowiązek serdecznie podziękować 
p. llenrykowi \,\'łudkowi w Petersburgu, amatorowi- 
fotografowi za bezinteresowną a gorliwą pracę w foto- 
grafowaniu miniatur i zabytków polskich w Petersburgu, 
dzięki której z funduszu na futogratie udzielonego mi 
przez Akademię Umiejętności mogłem osięgnąć kilka- 
kroć większą liczbę zdjęć fotograficznych. 


'. . 


ł. 


I 
I 


((l 

 
I 


l. Ksh:gi ośmiu Proroków: 
"Octo prophetae cum prologis 
S. Hyronimi". (Zob. fiig. J, 3-8, 
12). Ostatni to nabytek pergami- 
nowy foliów łacińskich biblioteki. 
Darowali ją spadkobiercy Wienie- 
witinowa, Niestety wszystko, co 
tylko mogło rzucić światło na po- 
chodzenie rękopisu, usunięto: wy- 
skrobano napisy późniejsze, jedyną 
drogę, po której moznaby było 
czegoś dociec, bo księga w swym 
pierwotnym tekście jest pod tym 
względem narazie zupełnie dla hi- 
storyka niemą. Tak opisujemy poniżej rękopis, który 
równie dobrze może być polskiego pochodzenia, jak 
lwia część łacińskiego oddziału, ale nie jest prawdopo- 
dobnem, że jest pochodzenia zupełnie obcego i z Polską 
nie ma żadnego związku. Fotografowałem ją i opisałem, 
bo wydała się mi tak ważną, że uważałem za niezbędne 
poddać pod dyskusyą kwestyę jej metryki, na którą 
może się złożą porównawcze studya i inwentarze lub 
jakie notatki poza tym tak ciekawym zabytkiem, aby 
wbrew barbarzyństwu dowiedzieć się prawdy. W każdym 
razie pozostanie materyał przydatny do porównawczych 
badań nad naszem tak bogatem miniaturowem malar- 
stwem, który warto mieć pod ręką, choćby nawet 
z Polską nie był w bezpośrednim stosunku. Przypuszczam 
bowiem, że kodeks jest nieznany, bo inaczej czyż mógłby 


, 


Fig. 3 Inicyal z ksic;l('i 
Ośmiu l'rorokliw. 


Fig. 2. 


być W katalogu zdeterminowany jako rękopis w. XV, 
skoro najpóźniej datuje z Xl wieku
1 Dodać wtmenem, 
że zabytek do-stał się do Biblioteki r. 1885 i że z tej 
chwili pochodzi ta determinacya, 
Sygnatura jego jest: Lat, F v. I, /'/1'. I33, a tytuł 
brzmi: Odo prophetac cum prologis .\'. !fj'cronimi, llcmpe 
E::;echicl, Daliiel, Amos, Abdias, f(illl1S, Jfichaea,,, S. XV. 
Księga ma rozmiary 34 X 48 cm. i liczy kart 20 I. 
Oprawiona w białą skórę na wzór kratki wyciskaną. 
Na pierwszej okładce była tabliczka w formie tarczy, 
czego tylko ślad pozostał. Ostatnia okładka jest we- 
wnątrz wylepiona kartą tym samym charakterem pisaną 
co tekst sam, i zawieI-a legendę o życiu św. Gordyana: 
huic ira C011l71l0tltS Clcmclltiall1ls, iussit cum plltmbat£s 
cedi. 1:.l cum domini ccdenmt bmtus Gordia1l1lS clalJlll- 
bat diccns: gratias tiM al[o domille mcus ihu ::ł-Pc. Hcc 
audioLs impcrator Clcmottillll1ls im....it CUIll cajite tnm- 
ca ri, ibi a1ltc temPlmll in telludc. L1tius corjus iussit 
itcrltlll lI1ltC tcmplulll palatii iadari i1l lom sujradido 
ut 1l01l sepclirdur pcr dics qltillquc, scd Cl11libus dcre- 
linqui. -it ubi vcnieballt callCS illugitulJl cmiteballt et 
llon audcba1lt C01ltillgcre cmll. l1t1lc 1t1l1lS ex Jalllil ia 
eius cum alit:.. dlristia1lis lwdUł-1lO silc1ltio vcm:nmt et 
rajucnmt vC1leralldulll corpus sci (;ordia1li martyris et 
ve1lie1ltes i,I via quc latina 111l1ll'upatur, llOl1 lonl[e ab 
llrbe roma miliario Plus mi1lus 1t1W illie po,weY1wt eum 
ill cripta sexto idus maius ubi iam pridclll SlllldUlll 
ePimac hum sepelicraltt. 
Potem: 


L I/ATill T1:.MP 
L D] ixit domi1lus I/tS dlsciPulis sms 
[1:.]go SltJIl 'iIliis vera et pater 
melis agricola est... 


Litery w nawiasach opuszczono, aby je ozdobniej 
namalpwać.
>>>
MI'IATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA. 


54 


53 


,1 


L 


." 


\ 


, 



 1 


\ 


'\ 


,

 
\,1 
r 
"""\. 
""- '--:. 
... , 



' 


) 


"1. 



 



-- 



 
{' 
 I \ 
JWKlCfSlOJO A1i
O, 


\ 
" l 


Fig'. 4. Inicyal E z ksit;gi Osm in Proroków. 


\Yszystko to, jak sam tekst Biblii a raczej Jej 
części, pisane na dość białym i dość gładkim pergami- 
nie, we dwu kolumnach szerokości 8 1 / 2 , wysokości 
33 1 /2 cm. a każda ma po 24- wierszy. Linie znaczone 
sztyftem, pismo grube, ale regularne, minuskuła tu 
i ówdzie zwłaszcza w inicyałach kształtami zbliżona do 
cyrylicy lub odpowiada innej literze tego alfabetu; 
A wyrażone jak .\, lambda, R jak 1\., kappa, U po- 
jawia się z ogonkiem jako y, t małe pisane jak "t (tau) 
a e jak r przekreślone w środku. 
tle wyrażane bywa przez ligaturę specyalną re, 
także zamiast tle jest ę, est jest skracane w e, dwa obok 
stojące 1l mają akcenciki pojedyńcze lub podwójne. 
Znajdujemy skrócenia takie jak ; zam. tri. U góry 
wierszy są przecinki uwydatniające wiersze tekstu Pisma 
św. Łączników niema. Z tych wszystkich cech sądząc; 
a przedewszystkiem z ogólnego bizantyńskiego wpływu 
na pismo, należy odnieść nasz rękopis do XI w. 
lnicyały są podwójne, wielkie, bardzo ozdobne na 
tle złotem, ujętem czerwonemi i niebieskiemi ramkami, 
malowane farbą bronzową czerwoną i oplecione wiel- 
kiemi ślimacznicami nieraz aż pięć razy owitemi koło 
środka. Od nich oddzielają się inne mniejsze skręty 


oplatając się o sąsiednie zwoje. Jeśli tło nie jest złote, 
lecz malowane i zamknięte w czerwonym czworoboku, 
to inicyał układa się na tej barwie złotą wsteg-ą. Światła 
malowanych skrętów są oznaczone białą farbą, a do 
nich doczepiono liście, ale doŚĆ rzadko jeszcze i te są 
także malowane czerwonemi i zielonemi farbami. \\"śród 
tej gąszczy zwojów liściastych ukazuje się potwór, albo 
dziki człowiek pnący się po skrętach. Jestto forma 01"- 
namentyki przejściowa od owej stylizowanej w potwory 
ornamentyki z czasów Alkuina do ornamentyki roślinnej, 
którą spotykamy w Biblii z XII w. i opiszemy poniżej, 
a jako taką należy ją odnieść do epoki wcześniejszej 
od tej ostatniej, do w. XI, t, j. do tego samego czasu, 
z którego pochodzi pismo. Tu i ówdzie znikają skręty 
a w polu wolnem ukazuje się na tle złotem biblijna 
scena, ZW1erz albo najczęściej surowa długa bizantyńska 
postać. 
Barwy: czekoladowa z czerwonawym odcieniem 
bardzo częsta, purpurowo-czerwona, zielona z odcieniem 
szkla, niebiesko-lazurowa, orzechowa, gdzieniegdzie wy- 
stępują brzeżki żółte. Obok tych barw użyto złota na 
podkładzie kredowym i srebra 
Procz tak malowanych inicyałów są czerwone form 
dość prostych; końce ich są stylizowane w liścia sty 
ornament przesunięty przez paciorek, albo przechodzą 
w kaligraficzne wąsy nieznaczne trzymające się wątku. 
Nieraz inicyał ma garbiki, jakby grzebienie. Czas ami 
pojawia się mały inicyał złoty z liśćmi na niebieskiem 
tle. 
iekiedy zaś te małe inicyały wykonane są na wzor 
wielkich i są różnobarwne. \\"szystko malowano gwa- 
szowemi farbami. 
Oto szczegółowy wykaz. 
KI. Litera E ze złotej wstęgi (rozm. 8'7 X 18 cm ). 
która zwija się w skręty ułożone w formie odwróconei 
litery 
: obok których owijają się i przeplatają skręty 
mniejsze niezłote, ale barwne, czerwone, bronzowe i zie- 
lone stylizowane w liściaste łodygi. Nawet skręty złote 
podstawowe przechodzą w liście. U dołu te wstęgi po- 
łyka czy wypluwa potworek z łapami zamienionemi 
w liście i ogonem również w liść stylizowanym. Tło tej 
kompozycyi jest niebieskie i ograniczone czerwoną linią, 
a treść inicyału między wstęgami bronzowa dla jego 
uwydatnienia. U przodu czerwoną równie barwą za- 
kreślono pas bronzowy a na nim srebrne litery. \Yszy- 
stko uzupełnione jeszcze białą farbą rysowanymi floresami. 
K. 2. Tło złote obramowane czerwoną i niebieską 
farbą, na niem również litera E (rozm. I I X I 5 s / ł. cm.). 
Inicyał sam prawie czerwonawo-orzechowej barwy, skręty 
niebieskie, zielone i czerwone. Na lewo dziki człowiek 
pnący się po nich, a na prawo łodyga przechodząca 
w skrzydlaty potwór z dwiema łapami, z którego pa- 
szczy wychodzi dalszy skręt. U spodu zielono malowany 
pas a na nim srebrne litery (zob. fig. 4).
>>>
55 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA. 


56 


.v.ł
 
\.,---] '\ 
.\ (' ,.1,.",,,,, 
\\.\
" 
 

 \ \',. 
'''- 


',
 , 


,.... 


,
 


.." 



l 



.
 


ł... '" 
.

 


- " 
, 
.' 
.. \ 
... 


.' 


-;- 


f: 



,:
 


'J
' 
fłClII,{- , 
"., ........ 


.............. 


.... . 


'! 


J 
,'" 


\. 


i", 


, 



 -

 
- ---- - . 
.......- 


, 


Fil(". 5. Miniatura przedstawiajl}ca Daniela we lwiej jamie. 
z księgi Ośmiu Proroków 


K, 102. Na tle zielonem zakreślonem linią czer_ 
woną ze złotych wstęg litera D, między któremi barwa 
niebieska ograniczona białą wązką linią (Rozmiar 
10 1 / 2 X 13 1 /4)' Tło złote a na niem prorok. W prawej 
ręce trzyma księgę złoconą pisaną na purpurze, lewą 
dłoń roztworzył i wyciągnął przed siebie. Suknia ciemno- 
bronzowa ze złotym szlakiem rzuconym koło lewego 
ramienia i czerwona broda. \Vłosy starannie stylizowane 
i twarz z pilnością opracowana z użyciem czerwonych 
i białych linij do m:tatecznego wyk0I1czenia. .Fałdy dra_ 
peryi starannie ułużone. Spokój i godność cechuje ma- 
jestat proroka, ani śladu gwałtownych uczuć, ani naj- 
mniejszej ich zapowiedzi. Poniżej na purpurowej wstędze 
złotemi literami napis. 
K. 105. Kolumna I u dołu, :\Iiniatura rozmiarów 
I I X 18 cm. Szlaki orzechowe, białe i złote obejmują 
obraz przedstawiający Daniela we lwiej jamie. Na dole 
falista ziemia ciemno-żółtawa, a nad nią w przekroju 
widoczna jama. Ściana przecięta żółta a tło wnętrza 
ciemno-orzechowe zbliżone do barwy ciemnej gliny. 
W niej siedzi Daniel, podparłszy głowę i patrzy w górę. 


Tam na tle niebiesIdem odbywa się scena. Anioł w locie 
ciągnie za włosy niosącego garnuszek i chleby mie- 
szkańca ziemi, wytężając wszelkie swe siły. Ruchy obu 
niespokojne. Anioł ma suknię jasno-zieloną, czekoladowy 
płaszcz, czerwone, białe i bronzowe skrzydła. Jego to- 
warzysz odziany płaszczem czerwonawo-żółtym, garnuszek 
i chleby są niebieskie. Płaszcz Daniela czerwony a suknia 
jasno-zielona i niespokojnie pofałdowana. U stóp jego 
lwy najkomiczniej wykonane, samce i samice rÓŻno- 
barwne, dwa niebieskie, dwa ŻÓłto-orzechowe, jeden 
czerwony, drugi ciemno-żółto-zielony i wreszcie bronzowy: 
widocznie nie chodziło miniaturzyście o prawdę, ale 
o kolorystyczny efekt. Zbita ta masa cielsk i lśniąca 
ich skóra stosunkowo najlepiej oddane zapomocą użycia 
białych 'i czarnych kresek, które w tej miniaturze tak 
dramatyczny przedstawiającej obraz są niezwykle obficie 
zastosowane (fig. 5). 
K 105. Kolumna 2 u góry. Litera I (rozmiary 
9 X 9'7) ze wstęg złotych z jasno-zielonym rdzeniem. 1)0 
niej przywiązany potwór skrzydlaty, którego ogon ga- 
dzin owy kończy się łbem. Tło niebieskie zakreślone 
czerwoną linią i posiane białemi trójkropkarni. U spodu 
pas niebieski, zlote litery z białymi do nich przycze- 
pionymi floresami. 
K. 150. Miniatura rozm. 10 X 10 cm. Niebieskie 
tło, na niem litera N ze złotych wstęg o barwach zie- 
lonej, ciemno-żółtawo-czerwonej, niebieskiej i ciemno- 
czekoladowej ; rdzeń jej żłoty o wyciskach z perełek. 
O taki inicyał owija się swem wężowem ciałem smok 
kilkugłowy o barwach zielonej ciemno-żólto-czerwonej, 
niebieskiej i ciemno-czekoladowej, U dołu odszczepia 
się od inicyału skręt kończący się liściem w profilu, 
z którego wygląda głowa. Ponizej dwa pasy: jeden 
cicmno-bronzowy a drugi niebieski, oba ze złotem i 
literami. 
K. IS0 v. Kolumna pierwsza. lnicyal H rozmiarów 
I I l/S X 8'3 cm, Tło niebieskie opisane czerwoną linią 
wydłuzoną na narozach w lilie. Litera narysowana jest 
czarnemi liniami ukladającemi się we wstęgi przeplatane 
przy zetknięciu. Tlo tak wstęg, jak i przestrzeni między 
niemi zlote. \Vnętrze litery zapełnia wstęga czerwona 
w formie serca, która u dolnego i górnego szczytu prze- 
chodzi w różnobarwny bukiet z liści, Liście te są zie- 
lone, czerwone, orzechowo-żółte, niebieskie, tylko lwn- 
tury ich uwydatnione czarną farbą a światła podniesione 
białą. Poniżej inicyału pas barwy czekoladowej ze zło- 
tern i literami (fig. 12). 
Taż sama strona, kolumna druga. Srebrny szlak 
prostokątny I ° X I 2 cm., potem drugi niebieski obej- 
mują tło zlote. \V środku tron bronzowo-żólty, na któ- 
rym rozloiona draperya czerwona a na niej skórzana 
poduszka. Jedno i drugie zaledwie widoczne. Na tronie 
Chrystus w jasno-zielonej sukni, płaszcz niebieski u lewego 



 


. 


I 
? 


J
>>>
57 


MIlIJATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA. 


58 


ramlema wywIl1lt
ty tak, że widać czekoladowej barwy 
podszewkę, włosy długie, starannie ułożone, ciemno- 
brunatne, koło głowy złoty krąg a na jego kraju rąbek 
perełek. Twarz surowa, ponura. \,\,' lewej ręce trzyma 
ksi
gę w pur- 
purowej o- 
prawIe, z ma- 
lowanym 
ciemno- żółto 
grzbietem w 
pra wej zaś 
biały stylus. 
Nogi spoczy- 
wają na pół. 
kuli o osta- 


) 


( 
, :
, \ \ 
I ' n . 1 
. 1 . 


'... . 


Fi", b. Inicyal T Z k.ięgi Ośmiu Proroków. 


tnim zewnę- 
trznym kr
gu 
czerwonym. 
Kontury za- 
znaczone są 
czarną farbą, 
światła białą, 
która nawet 
układa się na 


szerszej prze- 
strzcni lewego kolana w dcsell ze skrętu z liściem 
w pośrodku przedstawiollym w profilu. (Zob. fig. I). 
K. 15 I. Rozmiary 10 1/2 X I I. Tło niebieskie opi_ 
sane czarną i białą linią a w mcm litera U złota, na 
której. orna- 
ment z trój- 
listnych skrę- 
tów stylizo- 
wanych w li- 
ście w profilu, 
Tło jasno- 
zielone a w 
nicm biało- 
żółto-poma- 
ranczowe 


PHFTAO 


. 


,. 


. 


... 


. ,
- 
.' t
. II. 


. -.'- } J 
. ł 
 
" . .....- 
.
 -"",
-:"': 
'-Ioo -
 _. 
, "\. . 
 
- 


. 


.... 


ł-.,;' . 



 


Fig. 7. Inicyał S z księgi Ośmiu Proroków. 


wst
gi. 
lię- 
dzy nimi cze- 
koladowa 
farba z wyją- 
tkiem środko- 
wego pola 
każdego trój- 
listnego 
skręta, które 
jest niebie_ 
złotemi literami 


skie. U spodu wstęga bronzowa ze 
o bialych szlakach. 
K. 165. Tło niebieskie rozmiarów 8 X 8 s /, cm., 


zakreślone czarną linią a na niem złoty potwór ptasiego 
kształtu stojący na własnym ogonie, ze łbem za sobą 
ludzkim ale o oślich uszach. Kontury tylko czerwoną 
farbą rysowane. Poniżej czerwonawo-czekoladową barwą 
malowany pas ze złotym napisem (fig. 7). 
K. 166 v. Kolumna pierwsza. :\Iiejsce opuszczone 
na miniaturę. 
:\"a tej samej stronie złote V ze wstęgi rozmiarów 
83/4. X 8 1 / 4 cm.; przy rozszczepieniu sęczki. Zewnątrz 
tło niebieskie obrysowane czerwoną i bialą farbą, we- 
wnątrz wstęgi zielone i czerwone przy zetkni
ciu koń- 
czące si
 bukietami z liśćmi, U spodu napis na tle cze- 
koladowem ze złotem i literami obwiedzionemi czarną linią. 
K. 172 v. 
Iiniatura rozmiarów 9 X 10 cm. Tło 
niebieskie obwiedzione czarną linią. Litera złota, między 
jej wstęgami farba jasno-niebieska. \V nętrze srebrne, 
ale tak spreparowane srebro, że część jest czarno zok- 
sydowana a część jasna i ta przedstawia dwa koła 
a w każdem z nich gryf skrzydlaty: wn
ki mają orna- 
menty floresowe. 
K. 173. Zostawione mIejsce na inicyal. 
K 173 v. Litera U rozmiarów 8 1 / 2 X 10 l/S' Ze- 
wnątrz niej tło zielone, wewnątrz niebieskie, sama zaś 
litera ze wstęg złotych kończących się liśćmi. Między 
wstęgami barwa bronzowo-czekoladowa. Wewnątrz niej 
mężczyzna kroczący, w zielonej sukni, czerwonym pła- 
szczu, czarnem obuwiu, noga powyżej kostek owinięta 
jakąś materYą, której określić bliżej nie umiem, pod- 
szewka płaszcza czekoladowa - takiej samej barwy 
ciało, w lewej ręce trzyma złoty kij, w prawej róg, na 
szyi ma biały sznurek, do którego w tyle przyczepiony 
kapelusz. U spodu wstęga ze złotemi literami (fig. 8). 
K 185. Litera L Rozmiary 13 1 /6 X 4 1 /s, Niebieskie 
tło opisane czarną linią z białym szlakiem. Rudobrody 
i czerwonowłosy jakób w aureoli, w sukni zielonej, barwy 
szkła, płaszczu czekoladowego koloru o podszewce ledwie 
widocznej, żółtawo-czerwonej. 00 górnej części docze- 
piony pas ze złotemi literami na zwykłej czekoladowej 
farbie obwiedzionej czarną linią (fig. 3). 
K 186 v. 
Iiniaturarozmiarów IOS/4 X 15, Litera 
V ze złotych wstęg zakończonych w liściasty wzór. Są 
zatem trzy pola, na lewo zielone, środkowe czekola- 
dowe, na prawo niebieskie. U spodu pas czekoladowy. 
\Yszystko opisane czerwonemi podwójnemi liniami, między 
któremi barwa żółta oraz białą linią. Dwa smoki skrzy- 
dlate z ogonami kończącymi się kaczymi łbami splatają 
się, na lewo niebieski, na prawo zielony, choć oba mają 
skrzydła i łapy wiśniowe. Z czterech szyi z dzióbami 
środkowe są wiśniowej barwy, skrajne czerwonawo- 
orzechowej. U spodu czekoladowy pas ze złotemi li- 
terami, 
K 188 v. Miniatura 18 1 / S cm. wysokości. Tło zie- 
lone niebieskie i w granicach napisu czekoladowe. Na
>>>
59 


:l.lINIA TURY RĘ K OPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA. 


lewo skrzydlaty potwór: łapy i ogon jeg-o stylizowane 
w liść, Upierzenie orzecnowo-ŻÓłtawe, tylko skrzydła sa 
czerwone i uda przednich 
łap niebieskie. 
K. 1 89. Lit
ra E ze 
złotych wstSg, między któ- 
remi czekoladowe do, Roz- 
miary 8 1 / 4 )..10 cm. Skręt 
z liśćmi w formie wywró- 
conej litery S. Zewnątrz 
jego do zielone, wewnątrz 
niebieskie. Pod tern wstęga 
jedna czekoladowa, druga 
zielona, obie ze złotemi 
literami, jedna i druga 
a zarazem pole inicyału ob- 
wiedzione czerwoną linią. 
K. 193. Rozmiary 
8 1 / 4 X 9, Kogut z dzióbem 


wzmesIonym w górę, z którego 
dobywają się liściaste ornamenty. 
Barwy liści czekoladowa, czerwona, 
zielona, kogut rudawej barwy (fig. 6). 
K. 194. Rozm. 10 8 / 4 X 12 8 / 4 
cm, Litera U ze złotych wstęg, 
między któremi barwa czerwona. 
Tło zewnątrz inicyału zielone obwie- 
dzione szlakiem czerwonym, we- 
wnątrz niebieskie a na niem paw: 
lapy czerwone, uda czekoladowej 
barwy, skrzydła żołto-orzechowe z niebieskimi wierzchami. 
Szyja niebieska, pióra zielone z czerwoncmi centkarni, 
u spodu pas barwy cze- 
koladowej z literami 
złotemi. 


Ostatnie karty perikop pozostawiono niezapisane i do- 
piero w XI i XII w. robiono na nich na marginesach 
dopiski. Kodeks od XII w. 
był w Polsce i w nim to 
na niezapisanych perga- 
minowych kartach zapisy- 
wano członków bractwa 
lubińskiego. 
Kodeksem tym zajmu- 
jemy się z powodu paru 
drobnych rysunków, które 
się w nim mieszczą, a które 
dotąd nie zostały nigdzie 
nawet wspomniane. 
\Vogóle inicyały są po- 
dobne jak w opisanej niżej 
księdze Rodzaju, ale nie 
tak dobrze i styl nie jest ro- 
zwinięty (zob. fig. 9). Obok 
tych skrętów minią ryso- 
wanych znajdujemy po- 
tworki, które często się 
...., spotyka. Wszystko to je- 
dnak małych rozmiarów, 
mniej więcej koło 5 cm. 
wysokości. 
Na karcie 29 rysunek 
przedstawia świętą ]uliannę 
poskramiającą czarta, rę- 
ką prawą ujmującą go 
za czuprynę, lewą zaś dzierżącą w garści literę l. 
Na karcie 30 na marginesie poczęty szkic rysunku jakie- 
goś potwora ze skrzy- 
dłem, ogonem stylizo- 
wanym w liść (fig. 1 I). 
Na karcie 38 v. potwo- 
rek. Na karcie 54 św. 
V/it rysowany czarnym 
atramentem przed lite- 
rą A. vVysok. 8'5 cm. 
(zob. fig. 14), Na karcie 
90 floresik lilijowy. Na 
karcie 1 1 2-tej święty 
Emeram wysokości 6 
cm (zob. fig. 13). Rysu- 
neczki podobnie zdo- 
bią homilią z archiwum 
kapituły krakowskiej 1. 
W yrysowano je w naszym kodeksie na miejscu innych 
wyskrobanych inicyałów, jak to widać na fig. 9. 


--- 


- 


.,c.
" 


,I 
t' 


/ 


", I 


. 


J
 


(, 



 


) r 



 


'. .. 


-.) 
 
',.\ . I): 
. . t , 


" .' 


. .., 


, 



: 


l 


. \ 


. 'j 
.. 


'1 ' \ " 


..: 


,. 
 'I 


f'\ 


. ' 


, 
. 


-:., l 



 


. T", 


Fig. 8. Jnicyal U z ksi
gi Ośmiu Proroków. 


'1\ C.ł...łt: UtJ
lnnOJnJnCmco'«J.'otrn;crtD' 

',y maIe; [Iquldc; Jn(";.
lminonp-dducrlY 
'I' ,'t uo(.puo& i. 
JrqulfaJ1m pouidałc: 
',,' -"h rct:"UObl(
lJci aquc JnnOmlnpmro-quLI 

.
, "'-
J ol- rldhfłnJal
ro UOblt:J
eda;m
' 

 
 rot fwm. uR o n,!oHW)l£11il)1l1IJ1' 
0\ ,_iłł
,' 

 lXłf; IJł" mrblrlUdro
. au wao ' 
.-... d1), 
 (' _ , 

*:.:. ) «qucrmfmC/.rt1np
uromon 
.
. 6m 1, UD w.do.uofn ottIbfuc; 


2. P e r i c o p a e 
evangelicae tworzące 
razem lectionarium. 
Lat. Q. v. I. .Ar. 22. (Zob, 
fig, 9, 1 I, 1 3, 14) Kodeks 
to z X a prędzej z Xl wie- 
ku opracowany w j
f01'lll- 
1Jluda Pololl£ae h£stori- 
ea 1 przez F. Papee'go p, t. 
L£ber fratenu"tllt£s Lu- 
b£nens£s. Pomijając za- 
tem opis nadmieniam 
tylko, że jestto rękopis pergaminowy quarto o 7.... kar- 
tach najprawdopodobniej gallikańskiego pochodzenia. 


Fig. 9. Z pericopae evangelicae, 


'II:.""'" 


60 


] 


II 


't 



 
fł 


I T.V, str. 562-584. 





-.....---- 


ł Publikował wzór Biegeleisen: Iltlstrowane dzieje literatury 
polskiej. Wiedeń. T. I, fig. 116.
>>>
II, 
t 


61 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKI:,GO POCHODZENIA. 



 


3. Dialogi Beati 
Gregorii papae. 
Lat, F v. J 
'r. 26. 
(Zob. fig. 10) Kodeks 
(rozmiarów 2 1'4 X 
3 I' 5) folio z XII lub 
może nawet z XI w. 
o 80 kartach, pisany 
na grubym pergami- 
nie we dwie kolu- 
mny po 3.... wierszy, 
charakterem mniej 
Fig. 10. Z kodeksu: Dia. więcej tym co IlI- 
logi Gregorii papae. 
żej opisana księga 
Rodzaju. - Na k. 16 v. znajduje się jedyny 
ciekawszy inicyał przedstawiający piórkiem ini- 
cyał Q ułożony' z trzech połykających się 
smoków. \tV pośrodku litery uczepiona u szyi 
smoków, nogami opierając się o ich cielska 
W pośród rozet unosi się kobieta naga (zob. 
fig. 10). 
Jestto niewątpliwie inicyał z romańskiej 
epoki. Oryginalne jest przedstawienie nagości 
bezwzględnej i cały układ litery Q. 
Inne inicyaly są w stylu inicyałÓw księgi 
Rodzaju. Książka należała do biblioteki ko- 
ścioła Panny .Maryi i św. :\Iikolaja w Lędzie. Czytamy 
bowiem napis: Liber .",'le .l/a riae So'que ., 'ieola i de 
f.i1lda. - Podobnie z biblioteki klasztornej w Lądzie 
pochodzi kodeks następujący: 


4. Gregorii Papae homeliae. 
Lat. F 'li. J ., T r . 66. Kodeks folio 
rozmiarów 28 1 / 8 X 18 1 / 2 pergami- 
nowy. Kart 174. Pismo z XII w. 
w jednej kolumnie. Na karcie I.... l 
m i n i a t u r a: litera B (rozmiarów 
(3 X 4'5) ze skrętów i splotów prze- 
chodzących w potworki, splatające 
się znowu między sobą. Jestto ry- 
sunek minią: oczy potworków są 
tylko zaZllaczone czarną farbą. Ry- 
sunek dość pobieżny. 
Na karcie pierwszej napis: Iste 
liber est mOtlllChorulIl itl Lwula 
sanetae lIlariac J sll1letique .L' Ticolai 
ordi1lis. .. (reszta nieczytelna). 
kodeks pochodzi z tej samej kla- 


}'ig. 11. Inicyal l. trzymany 
przez św. Juliann
 )Joskra- 
miajl}cl} czarta. Z 
Perico. 
pae evangelicae. pochodzą- 
cych z klasztoru lubińskieJ;o. 


Takie dalszy 
sztornej biblioteki. 


5. Brewiarz rzymski z XII w. Sygnatura: Lat. 
Q. v. .L \lr. 27. Kart I 7 l. Pismo tego stylu, co w opi- 
sanych kodeksach. Pergamin średniej grubości, biały, 


62 


. 


IdU l11JIIIh 
./"¥,,. . " 
.... 


\. . ,. 
,. , ' - 
_t'--


.. ,. J\ 
,., _
 
 f ł 


.- 
 
'6
 

. -
- 
../. ., 
 
I... 


\.. 


-.. 


Hł
BRfOS DFifiSX.. 


Fig. 12. Inicyal H, z ksi
gi O;miu Proroków, 


połyskujący. Książka pochodzi ze zbioru Załuskiego, 
dokąd się dostała z klasztoru w Lędzie, o czem świadczy 
na koncu książki z Xl\' czy XY w. pochodzący napis: 
f.ibcr saJ/etae .1lan
lcJ .\'llJletiquc ."icolai i'l LaJ1nda 
Ordilll
' cistcr.\'ic1l.;z
\'. - Zapiski tu i ów- 
dzie nieco późniejszem pismem świadczą, 
że książka jest przywiezioną z zagranicy, 
jak się zdaje z Lombardyi. N. p. na k. 
1....8 v, czytam y: O qu idll1ll felicis me- 
IIIOJ ic ill LOlllbll rdia qui dedit... potem 
imiona I I uolard, Burchard, Sibilla... Lub: 
C01lstautimls et .l/a riette obicrat qui 
tlcdcr7l1lt. . . 
I\;"a karcie 87 i 88 zapiska history- 
czna o soborze lateraneńskim o 79 wier- 
szach, ktÓrej przytaczam po-czątek: Olll- Fig 13. Święty 
nia ferc quac III .!tJ',zodo diela fuerunt Emeran. Z .Peri- 
l . fi , J l . . J t copae evangelicaec 
app lcata responsil ue Will qlllualll 1ZO{t h d I kI 
, poc o 7:JCYC 1 z a. 
feci dOlllino suo illlPcratori. III primo tlle szloru lubiń.kiego. 
pcr scrnlOllcm OStC1lSil est {melontas bcatl 
CJrprzimi tle uuitlltc Jidci et ecc/esiac J quod 1l1l1iS cs! 
dcus J Ima Jidcs, U1l1l11l baptisllla. 
Dcindc ut J/oses surrexcrunt quidalll cjJlsCOPl et 
abbates et saccrdotcs et feccr7mt prOcla1lllltionem de rebus 
sibi ablatis. Rcspo1lsa 'autelll illo d/e 1lon data... 
\\" ten sposób opisany przebieg soboru; w kOl1cU 
zapiska: a1lno ab incar7111tione dOlllini 1Ilillc C){}} 1n
>>>
63 


) 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO POCHODZENIA. 


64 


dec£mo III anno pontijicatus (Papac PaschaHs) mense 
marc£o XV ka!. aPI'. celebratum es t concilium ROlJlae 
lateranense in basilica constant£nopolitana. 
Na końcu książki niewyraźnie pisane wierszem 
sentencye. - Inicyaly nie mają artystycznej 
wartości. Na karcie 165 spotyka się potwor- 
ka w inicyale, toż na k. 142. Zresztą podo- 
bne są do inicyalów nam znanych z księgi 
Rodzaju, ale skręty nie są rozwinięte w tak 
bujne liście. Natomiast znajdujemy te same 
poprzeczne wiązadla z wstęg, z temi samem i 
krupkami i lapkarni. 
Z tej samej biblioteki pochodzi: 


ną. \\rszystko to otacza napis: ANI )REAS...,. S.... 
R..... ST... ATTONEUS 1 (?) Zewnątrz napisu bie- 
gnie wieniec laurowy. Caly opisany wycisk byl zlo- 
cony. Zajmuje on tylko niewielką środkową część i wpi- 
sany jest w prostokątn
 przestrzeń, która 
służy za podstawę dalszej ornamentacyi, zlo- 
żonej z rzędu pasów po sobie w coraz to 
większych równoległobokach rzędem nastę- 
pujących. Ornament ich to motywy w zasa- 
dzie roślinne lub allegoryczne fig\lry, FIDES 
CARITAS IVSTITlA i t. p. jak to pospoli- 
cie spotyka się w XVI w. Takie pasy po- 
przedzielane rowkami i zamkni
te przy brze- 
gach wązkim kandelabrowym ornamentem 
6. Vita Sancti Gregorii papae. Lat. zapełniają calą przednią okladkę Okladka 
Q. v. I ...Vr. 76. Kodeks to pergaminowy tylna tą samą formą była wytłoczoną, tylko 
pis
ny w jednej kolumnie po S 3 wierszy: li- w środku prostokątną przestrzeń zapelnial 
nie znaczone sztyftem. Pismo podobne do nie herb, ale ornament arabeskowy. 
pisma opisanych kodeksów. Tekst poczyna Fig. I4- Inicyał A, ze św. Wi- Na wewnętrznej stronie przedniej okla- 
. T. ifl 'Y tern, któremu pisarz dedykuje . 
Się wstę p em: L11f1."'it P rae atio Johamlis dki na p Is: ".f\le trzeba tC'll xi({ri s::.;ł.ecić ani 
r księgi z 
Pericopae evangelicaec ;.J' b 'j' 
Levitae ad 7ohll1mem PapalIl de 'vita S'andi pochodzących z klasztoru lubiń- psować obcY'::nifCielll 1'cJ:t:"allli1l1t". Powyżej 
Gregorii Papae. skiego. napis późniejszy: ,.7an Fe/ix hr. Tllr1lowski 
Na ostatniej stronie kodeksu napis pismem XIII w.: W11iósl tę Biblią do zb£oru Czackiego 'w Pulawach (l) 29 
Liber monachorltJJl sa11de 11111rie in Lenda emptus anno Listopada I809''. Luźnie rzucone jest wyżej jeszcze 
domini ivfCC nonaxesimo 11 - Inicyaly nie przedsta- słowo: "wniósl'. Tymczasem katalog- Biblioteki Peters- 
wiają wybitniejszych cech artystycznych: na . burskiej podaje, że księga pochodzi ze zbio- 
k. 3 jest tylko ozdobniejsza litera G rozmia- rów Zaluskich i zaznacza jej owoczesny numer 
rów 4 X 4 cm. rysowana i malowana w stylu 1 176. Zapewne stamtąd przeszla do Biblioteki 
opisanej poniżej księgi Rodzaju I, w Pulawach. 
O ile wiem, nigdzie nie została cenna 
7. Biblia z XII wieku z iIIustracyą ta księga nawet wspomnianą. Katalog biblio- 
ksit:gi Rodzaju. Jestto ogromny volumen teczny pisze o niej tylko: Biblia a Gmesls 
folio oznaczony syg. Lat. r. v. I Nr. 32, ad 4 Regmll Xl"]/, I6. X/lI S CUIll I3 ima- 
rozmiarów 37 X 50 cm. o 182 pergam, kartach, ginzbus Geneseos rubro delinelltis". 
które jednak nie przedstawiają całości, gdyż To też opisujemy ją dokladniej, zwla- 
końca brak (fig. 16, 17, i tablica I). Oprawa szcza,. że miniatury jej są wysokiej artysty- 
z deski pokrytej bialą skórą, ozdobioną wy- Fig. 15. Inicyał S, z ewan- cznej wartości, 
geliarza na rółne święta 
ciskarni tak zniszczonymi, że ledwie są wido- w którem Ukrzyłowanie zob. Jestto zatem Biblia po lacinie pisana, 
czne. W środku na przedniej okladce widać lig. 20, a raczej jej fragment. Pergamin żóltawy, dość 
owalny kartusz z giętymi brzegami, nad którym wzno- gruby i sztywny. Karty są obcinane miejscami dla 
szą się aniołki i trzymają sznury kardynalskiego kape- uzyskania pergaminu, to też powyżej przytoczony napis 
lusza, umieszczonego ponad glowami. Na kartuszu herb na okladce jest calkiem uzasadniony. Pismo uklada się 
Batorych: «Wilcze zęby» z trójlistną królewską koro- w dwie kolumny po 50 wierszy każda. 


t Spotykamy się zatem w bibliotece pGblicznej w Peters- 
burgu z kilkoma aż książkami z XI i XII w. z Lądu. O opactwie 
Cystersów w Lądzie zob. Sprawozdania, t. III. str. 106-139: 

 Opactwo Cysterskie w Lądzie nad TVartą i jego średniowieczne 
zabytki sztuki skreślił W, Łuszczkiewicz. Wiadomości o bihliotece 
i dochowanych z niej książkach jest drobnym przyczynkiem do 
tej monografii. Jeszcze jeden kodeks z tej biblioteki wymieniam, 
chociaż nie ma on miniatur: 
Excerpta ze starego i nowego testamentu. Sygnatura: Lat. 
F. v. I. Nr. I6. Księga małe folio o 170 kartach, ale brak na 
przodzie kart. Pergamin szorstki. Pismo na liniach sztyftem dość 



 


ł 


J 


. 



 


ładne i staranne, podobne do pisma księgi Ośmiu proroków 
Miejsca na ozdobniejsze inicyały opuszczone. 
Kodeks pochodzi najwidoczniej z tej samej epoki co wspom- 
niana księga Ośmiu prorokc',w, 
Okładka z wewnętrznej strony wylepiona pergaminem z pismem 
z tej samej epoki i tego samego stylu, tylko jeszcze większe jest 
podobieństwo do księgi Ośmiu prorok"w. 
Książka pochodzi z Lędu, o czem świadczy napis: Liber 
Sand; Nico/aż Sandaeqree .fllariae in Lenda. 
t Zapewno zamiast Batoreus. Wogi'JIe napis nieczytelny, tem- 
bardziej, że jak się zdaje nie został należycie wywinięty. 


. 
. 


. 


-;;;;--- ,
>>>
65 


:\I1NIATURY RĘKOI'ISI',W POLSKIE(;O I'OCHODZ
;NIA. 


-, ł-' 

B€Vff:€F

 1€ 


ł 


Inicyajy bogate w ornamenta z artyzmem skom- 
ponowane i wykonane. Styl ich przeprowadzony kon- 
sekwentnie. Uiycic dwu elementów jest zasadniczą ich 
kompozycyjną cechą, \\"stęgi dwie uzyskane przez dwie 
wspÓłrzt;dne czerwone linic pi()rkiem rysowane tak, że 
ich tłem jest bezpośreonio pergamin, biegną przeważnie 


\ 
I 
I 


,. 


e 


- 


......., . 


" 


00' 


L 
l 
. 


. 
\\. 


... 


.......... 
.. 


\ . 


; '/ 
f\ . 
L. 



 
 
Ł. 
_...
 
c. '\. 


, . 


'i:' 
'\ 
..... 


c 


J 


.' 


. 
 J.. 


tJ.--,... 


'I ł 
I
i 


.
 
. xi' . J 
.1 ; 

 



"... 
. . 
'.' 
. ł 

.1' . 
'.: [(-' : 

 


,'"" 


\ł.. 
." 


.' 


. .. 


"0 



 -..... 


." ", 


.- 


J 


T- 


.. 


'-..r 


"'.£. Ił. Inicyal E, z księgi Rorlzajll. 


. 


paralelnie albo są przeplatane a także spajane inną po- 
przecZllą \\'stt;gc
 i t\\'orza w ten spos()b skOJ1czony szkielet 
litery; czasami tylko wydłużone kOJ1ce stylizowane są 
w kiełkujące korzonki. czy drobny jaki roślinny motyw. 
Litera u\\'idocwia sit; tem silniej, że przestrzeJ1 między 
temi dwoma wstt;gami jest miniowana, a więc tak czer- 
wona, jak wszystkie małe i podrzędne inicyały kodeksu. 
To element ornamentacyjny jeden. \\" ten wątek wpi_ 
jają sit; wstt;gi tak samo wykonane, lecz wijące się śli- 
makowato i stylizowane w gałęzie, od kt()rych odry- 
wają sit; drobnc odnogi. jakby gałązki i zwijają podo- 
bnie dośrodkowo. \Iiejsce ich rozgał
zienia podniesione 
jest mot)'wem SŁ;czkÓw lub łapek. \\"szystkie te gięte 
wstt;gi i wstążki kOJ1czą się stylizowanym liściem roz- 
członkowanym i czepiającym się sąsiednich wstt;g, gdzie 
tylko można. Ten listek widzi się rownież w zarodku 
u gałązek na całej ich długości, jakoy w postaci ro- 
mańskich żabek, lub gotyckich krabów. To drugi ro- 
dzaj elementu ornamentacyjnego. Gnie sit; on w kręgi, 


. 


, 


+ 


66 


.. 


wije, czepia i oplata około pierwszego układającego 
literę, jak koło drzewa rośliny pnące. Ma się wrażenie 
gąszczy i wikliny ornamentacyjnej. 
To jest określenie ogólne zasadniczych cech wszy- 
stkich wielkich (w granicach mniej więcej 10 X 14 cm.) 
i gMwnych inicyałów kodeksu pod względem kompo- 
zycyi. Co do techniki i koloru, jest ona 
prosta. Rysunek czerwony piórkiem: tylko 
w szczegółach, jak kwiatony gałązek, wy- 
stępuje czarny atrament, Barwy niewyszu- 
kane, prawie zawsze jasne. \Iinium gra naj- 
większą rolę, nietylko nim rysowany inicyał, 
ale użyte ono zawsze tam, gdzie należalo 
uwydatnić kształt litery. Obok niej inne 
matowe barwy: niebieska, żółta, zielona, 
fioletowa. Czerwona barwa bez wyjątku 
jednotonowa i ta sama, reszta barw mają 
tony jaśniejszy lub ciemniejszy, ale raz ton 
zastosowany przedstawia się bez odcieni, 
jako jednolita plama. \Vszystkie wydostają 
się z pod rysowanego ornamentu i na nich 
się odbijają owe wstęgi barwą nietknięte 
z wolnem tłem pergaminowem, odgranicza- 
jąc je tylko. Przestrzeń między skrętami 
jest jedno- lub trójbarwna, t. j. środek ma 
inną barwę a pierścień lub pierścienie mają 
odmienną. Często także u konturów zewnę- 
trznych rysunku podłożona farba tak, że 
przypaokową i ostrą linią zależną od form 
inicyału jest odcięta bez poczucia artyzmu. 
Niekiedy zręcznie wzdłuż rysunku litery ze- 
wnątrz biegną żółte ciągi, \\' ogóle miniatury 
rysowane są śmiało i pewnie. Jedynie tylko 
motyw skrętów monotonny i zbyt silnie wy- 
stŁ;pujący tak, że niezawsze uwydatnia się litera, pomimo 
że artysta pomagal sobie barwami. 
Takie litery mamy: 
I o na karcie I litera E. 
przeplatają od góry począwszy 
1 zwoJe. 
2 0 na k. -1-. Uncyalna U. Litera nietylko w kom- 
pozycyi, ale w kolorycie bardzo ładna. 
Szeroko trzebaby rozpisywać się nad doborem 
i układem barw, które są symetrycznie rozłożone. :\Ii- 
niaturzysta obmyślał kompozycyę kolorów równie do- 
brze, jak rysunkowej ornamentacyi. 
3 o na k. 29 litera kapitalna lI, 
-I- II na k. 49 uncyalna U. 
5 o na k. 64 kapitalna litera L. Kiść liściasta gor- 
nego skrętu umieszczona artystycznie w górnej części 
laski, obok skręt kończy się główką lwa (zob, fig. 17). 
6 o na k. 82 v. litera uncyalna 1-1. Jedna plama zie- 
lona na uboczu w całym doborze barw odbija od in- 
S 


R 


., 


- 


fi 


d.tm 
nw1 

fj 
ntm1 

 
non
 

 
$"\. 
Qu( 


\ \" stęgi tworzące litert; 
coraz to mniejsze kręgi
>>>
68 


6i 


:\lINIATURY RI
KOJ'IS(iW ł'OLSKIEI;O I'OCHODZESIA. 


nych i harmonizuje SIę z całością. Inicyał wyjątkowy, 
bo od wstęg laski odrywają się drobniutkie skręciki, 
zewnątrz uwydatniając się wprost na pergamu1łe, we- 
wnątrz zaś na tle czerwonego pola. 
7 o na k. I I 2 litera P kapitalna. 
8 o na k. I 27 v. litera jeszcze kapitalna F. Wstęgi 
Jej są ozdobione kółkami i owalami, naj widoczniej na- 
śladując drogie kamienie. 
. 9 0 na k. 14S takaż litera F. Już po raz trzeci się 
pojawia, a ornament jej zawsze odmienny. 
100 Na k. l S9 v. litera uIlcyalna E. (zob. fig. 16). 
Obok tego parę mniejszych inicyałów bez wybi- 
tniejszej artystycznej wartości. 
Pominęliśmy inicyał wyjątkowy, poczynający Genesis 
(zob. tab. I). Rozmiarami i figuralnemi scenami wplecionemi 
w ornament różni się od wszystkich innych. Dwie litery 
IN splecione z sobą, któremi poczyna się piery, sze zda- 
nie księgi Rodzaju: In principio creavit Deus COdU11J 
są podstawą całej kompozycyi, wśród której jest 13 
zamkniętych w sobie i skończonych scen. Z tego 9 obra- 
zów z dziejów stworzenia, ujętych jest w medaliony 
i ułożonych na podstawie lasek skombinowanych z sobą 
liter IN, reszta wpleciona w znane nam wstęgi i wijące 
się skręty tak, że I 2 figur rusza się i działa w tym 
lesie ornamentu. Olbrzymi ten inicyał ma l/S metra 
wysokości a 29 cm. szerokości; cały to zatem obraz. 
Medaliony rozmiarów, z wyjątkiem środkowego, 
6'8 cm, średnicy, środkowy 7"9 cm., rozłożone są w kie- 
runku pionowych lasek skombinowanych liter N I w trzy 
rzędy tak, że na każdy przypada medalionów trzy. 
Środkowy medalion na przecięciu się liter, największy' 
przedstawia grzech pierworodny, inne dzieje stworzenia 
i żywot pierwszej rodziny. 
Poczyna się opowieść od medalionu środkowego 
w rzędzie górnym. Przedstawia on Stwórcę w sposób 
rytualny pojętego. Siedzi na masywnym tronie bez 
poręczy, na którego blacie widać z każdej strony dwie 
róże z kamieni (kamień jeden owalny wielki, a koło 
niego sześć mniejszych), nogi spoczywają na półkuli. 
Głowa w aureoli, z której wystawają trzy ramIona 
krzyża. Włosy trefione spadają Mu w lokach na ra_ 
miona. Prawą ręką błogosławi w sposób zachodni, w le- 
wej trzyma roztwarty rulon widocznie Pisma św. 
Płaszcz z pIec przechodzi pod prawem ramieniem 
na lewe, obwijając łono i drapując się na kolanach po- 
dobnie jak w klasycznej sztuce. T yp jest nadludzki, 
majestatyczny, wyrobiony przez starochrześcijańską i bi- 
zantyńską sztukę. 
Drugi medalion na lewo przedsta wia tak samo 
pojętego Boga stwarzającego aniołów. Dwaj już stwo- 
rzeni, a trzeci widocznie pochylony przed Bogiem, z Jego 
dłońmi na głowie, wychodzi z rąk Stwórcy. Środek 
sceny zajmuje Duch św. w postaci gołębicy, w aureoli 


z rozwartemi skrzydłami ponad ogmem g-orejącym pod 
postacią półowalnej czerwonej plamy, od której biją 
płomyki. To centrum kompozycyi, koło którego gru- 
pują się Stwórca w akcie stwarzania anioła i asystujący 
mu dwaj aniołowie. 
Trzeci medalion na prawo ma wpisany krąg oto- 
czony falistemi liniami wyobrażającemi płomienie. Cie- 
kawe to użycie falistych linij na oznaczenie światła bi- 
jącego od słońca. Za kulą widać z boku ten sam typ 
Stwórcy. 
Drugi rząd, to niższe sfery, Na lewo stworzenie 
ziemi. Typ Boga zawsze ten sam, stoi z prawą ręką 
wzniesioną do góry. lewą opuszczoną na dół, z pod 
prawej ręki wysuwa się koło większe, to ziemia, mniej- 
sze to księżyc. Na tle różyczki z języczków oznaczające 
może gwiazdy. 
Po przeciwnej stronie Stwórca w tej samej po- 
staci i drzewa, a więc niewątpliwie ląd, zielone przytem 
niebieskie fale - to woda. 
Poniżej, w ostatniej trójce kręgów na lewo Bóg 
stwarza ptaki wzlatujące ku górze; widocZ1lie stwarza 
także istoty wodne, bo jakiś potwór z fal wychylił się 
z rozdziawioną czerwoną paszczęką, 
Po stronie prawej ta sama postać stwarza czło- 
wieka, podobnie jak aniołów, rękę prawą trzymając na 
jego głowie, a on korzy się i wycią.ga dłonie: u jego 
stóp łby czworonożnych zwierząt, pnących się ku górze, 
gdzie tylko Stwórca i Adam. Jesuo zarazem nadanie 
człowiekowi władzy nad ziemią.. W środku tegoż osta- 
tniego rzędu: Stworzenie Ewy. Adam śpi na zieleni 
raju, a z jego boku dobywa Bóg Ewę, ująwszy ją za rękę. 
Pominąłem sam centralny medalion inicyału, Jest 
on rozmiarami największy, co umotywowane okoliczno- 
ścią, że litery w tym punkcie się przecinają.. Ta część 
miniatury, niestety, bardzo uszkodzona. Środek kompo- 
zycyi zajmuje dr.zewo, zaledwie dziś widoczne, w kształ- 
cie równo obciętego zwężającego się ku górze bukietu, 
a na nim pełno jabłek. Po krajach pola w dali daleko 
mniejsze drzewo tak, ie ich trzy jest, a zatem .-\dam 
i Ewa stoją wśród drzew. Każde lewą ręką trzyma 
jabłko w ustach, a prawą Ewa częstuje Adama jeszcze 
jednem jabłkiem, który je przyjmuje. 
To sceny Stworzenia i dziejów w Raju. Dalszych 
sześć scen odbywa się na ziemi wśród trudów i zno- 
jów. Są one przedstawione nie w medalionach, ale wplą- 
tane w gąszcz ornamentacyi i tak się z nią wiążą, że 
wszystko zlewa się w jednę organiczną i artystycznie 
pomyślaną kompozycyę. 
Wiemy, że ornament gięty w kręgi i stylizowany 
w gałęzie. Widzimy więc zaraz przy środkowym me- 
dalionie na prawo skrzydlatego anioła, wysnuwającego 
się ze splotów, z dobywającem się z pod płaszcza pra- 
wem ramieniem, uzbrojonem w ogromny miecz i gna- 


f :' 
I 


\
>>>
7 0 


:\I1)o1IATURY RĘKOPISÓW POI.SKIEI;!) POCHODZENIA. 


69 


nych przez niego naszych pierwszych rodziców w skó- 
rzanych opaskach koło biódr: Adam z przystrzyżoną 
brodą i długimi podobnie trefionymi włosami jak Ewy, 
tylko te ostatnie bogatsze i w miękkich falach bujnie 
spadają na szyję i ramiona. Adam załamał dłonie przy, 
piersi kurcząc się -- objaw rozpaczy tak naturalny - 


11.1 l 


, 
, - 
.-... 


.J; ". 


....
 


...
 


i I 


(, 
\.. ' 
) 


.. 


l 
 
C-
-='7 

or:?
( 


) 
'1"" ł't..,."f: 
"",' 
,'71. " 
II 


I . 
I 
I 
I 


-[ \ .'" 


, 

 II 


'.- 


./ 


'- . 


,. 


'. 


.0... .... 
:: -...!I,...... J 


,. 


'" , 
.".." ,"'f""'''' ... 
.., ,'1;'" 
,.. 


\ 


..... 
, .. 
. .. 
, 


:' 


, . 
"; 

; 
" 


...
 
., ,"- 
""J 
., 


. ' 


." 


" 



. I 
( 


'
o
 .
 
"łt 


ł_ 


Fig. 17. Inicyal L, z księgi Rodzaju. 


.1 


i pochylił głowę; Ewa postępując przed nim, widocznie 
zawodząc z bólu i nie zdając sobie sprawy, o co cho- 
dzi, chwyciła się za twarz jedną ręką, a drugą trzyma 
również u piersi. Oglądając się na ognisty miecz aniola 
uciekają w ornamentacyjny las, który się im plącze 
koło nóg. 
Osiedli w nieprzebranych gąszczach i trzeba im 
uprawiać ziemię, aby się wyżywić. Poniżej przeto wi- 
dzimy Adama nie tak pięknego, jak z raju wychodził, 
włos nie tak trefiony, broda nie tak starannie utrzy- 
mywana, z ustami p6łotwartemi, schylony trzyma rydel 
w rękach i pracuje. Naprzeciw niego Ewa zajęta pracą 
nad jednym z gałęzistych kręgów: zapewne obiera go 
z robactwa; twarz nie tak owalna i ładna, ale wydlu- 
żona i chuda. 
Z lewej strony medalionu .\dam doczekawszy Się 


\ 
\ 


\ 


- 


plonu, winnym nożykiem zrywa owoc, kosz z jagodami 
zawiesiwszy na ułamku gałęzi. Napełnił go i już po pracy 
stoi obok Ewy karmiącej spowite dziecko. Co tylko 
przyszedł. v\" ręku lewem dźwiga ten sam kosz, w prawem 
podaje nieodstępnej swej towarzyszce winne grono. 
Twarz jej stara, pomarszczona, włosy nakryte chustą 
zawiązaną z tyłu, a na piersiach sterczą kości, Podobnie 
życie żmudnej pracy wyryło toż samo piętno na . \damie. 
Wychowali dzieci: Kaina i Abla. 
1)0 stóp Stwórcy, który siedzi na tronie w me- 
dalionie środkowym, dobywają się wprost ze splotów 
ci pierwsi synowie i bracia, aby złożyć ofiarę. Abel 
niesie owieczkę i wyciąga ją ku Bogu, \Vłosy równo 
strzyżone przy karku zwijają się w lok. Głowę otacza 
aureola. Ubrany w obcisły kostyum z zakasanymi nieco 
rękawami. Typ to szlachetny, poczciwy. Bez aureoli, 
z brzydką twarzą, z zarostem satyra i w kapeluszu, głu- 
pio i brutalnie Kain patrzy ku StwÓrcy, niosąc mu 
snop zboża w dani. 
Ostatnia scena, scena śmierci, trzynasta. Z za splo- 
tow gałęzi z zamachem I"zuca się, oburącz trzymając 
drąg w ręku Kain na Abla, który chwycił się jedną 
ręką za głowę, skąd krew się broczy, drugą odruchowo 
zasłaniając się przed ciosem mordującego g-o brata, 
nogi się pod nim gną i widocznie pada w znak. 
To śmierć, która kończy cykl obrany przez mi- 
niatora z dziejów Stworzenia. Litery pod inicyałem 
i rysunkiem i kolorytem dostrajają się do niego. Jestto 
kapitała i uncyała pospołu w czterech wierszach. Każda 
naprzemian litera jest czerwona, zresztą są bronzowe, te 
ostatnie jednak są podtrzymywane, jakby cieniowane, 
w nieparzystym wierszu zieloną, w parzystym niebieską 
ł
lrbą. T o też cała karta kolorystycznie tak opracowana 
dziś jeszcze wabi oko. 

. szystko to wykonane techniką bardzo prostą, 
jak naj prostszą, prymitywną. Ry..unek piórkiem i czer- 
woną farbą zastosowany do ornamentacyi geometry- 
czno-roślinnej i do figuralnych partyj, przyczem także 
pojawia się zwykły czarny atrament. Cienie są częścią 
malowane cynobrem, częścią znaczone kreskami. Głównie 
rysunek farbą czerwoną użyty w wykonaniu Stwórcy. 
Zresztą skręty i inicyal podobnie. jak wyżej opisywa- 
liśmy. Obok tel skrętów i między wstęgami, malowane 
są tła medalionów, to fioletową, to zieloną, to niebie- 
ską barwą, ledwie dzisiaj widoczną. 
Aby taką techniką w tak drobnych rozmiarach 
opisane sceny wyrazić, trzeba bylo niepospolitego ar- 
tysty. Wogóle rozróżnić należy przedstawienia ze świata 
nadnaturalnego, Boga i aniolów, typy przekazane tra- 
dycyą, udrapowane jeszcze w sposób z klasycznego 
świata przejęty i sceny z życia t. zw. rodzajowe. Te są 
oddane z mistrzowstwem niekiedy. Szczegóły nawet 
typy Adama i Ewy w różnych warunkach i okresach 


J
>>>
7I 


l 


MINIATURY RĘKOI'I'i(IW I'OI.'iKH:(;O POCHODZENIA. 


życia, Kaina i Abla wskazują, że artysta konsekwentnie 
odtwarzał i wzorował opowiadanie, obserwując ruchy 
z życia. Nagość i uwzględnianie anatomii zwracają uwagę, 
zwłaszcza gdy się spojrzy na wspomniane typy przeka- 
zane przez dawniej- 
szą sztukę. Do tego 
złączyć te działające 
figury z tak powj- 
klanym ornamen- 
tem w jedną kom- 
pozycyę udatną - 
to. również wysoka 
artystycZJla zaleta. 
Jaki jest w i e k 
kodeksu? Z jakiej 
epoki pochodzą na- 


sze miniatury? 
Pismo daje nam 
pewne pun kty, na 
których możemy 
próbować odpowie- 
dzi. Litery są pękate, kOl1czone ukośną, cienką linią; 
skrócenia gęste, jednak eon na początku zostaje, ę za- 
miast re, w miejsce zaś et stale jest &, a nie jak 
w XIII w. 7. Kapitalne litery zastąpione często uncyałą 
i mieszane z nią nawet w inicyałach. Wogóle mają one 
często nienaturalne kształty i końce ich poja- 
wiają się czasami spajane, jak n. p. litery 

 i są wyłącznie czerwone. Jeśli są inne 
barwy, to tylko w wybitnych illumi- 
nowanych a opisanych literach i to 
występują wtedy podrzędnie obok 
czerwoną barwą uwydatnionych ich 
kształtów. Linie wierszy i kolumn 
są znaczone o s t r y m s z t Y f t e m. 
Wszystkie te cechy zniewalają 
odnieść nasz kodex na podstawie pi- 
sma do wcześniejszej epoki, niż poda- 
ny przez katalog biblioteczny wiek XI I I. 
Zwłaszcza przemawia za tern użycie ę za- 
miast ae, które już w XlII w. się nie pojawia, 
a we włoskiej pisowni znika jeszcze w XII w., 
podobnie jak wspomniane & zamiast et I. Kształty liter 
jak a, y, które w XlII w. przeważnie zmieniają się 2, są 
zachowane. Formy liter wielkich bez względu na orna- 
ment, a więc nieornamentowanych , są podobne do 
wzorów podanych przez Dra Kar o I a L a m p r e c h t a : 
Initial- Ornalllenlik des VIII bis XIII Jaltrhunderts 


- 



 
) 


/1'- 
l' 

 -'.
. 
" 
 ',,
... 
) 
 
')j
) 


( 

\.-- 


.} 
\; 
\1 
, 
,ł)E 

) 
dtJl 1 01t1t10t1fj 


\. 


,
 
(e) 3 
_ -.;c 


. 


. ---- 
.-.... 
 - '- 


'1 


1"' 


,./ 


Fig. 18. Inicyal D, z Psa/terza Zaluskich. 


1ttlch dm rheinischC1t fftmdschr
ftc1t (Leipzig, 1882) na 
tablicy 42. 
Z paleograficznych zatem cech sądząc wypada od- 
nieść naszą Biblię do XII w. 
A element artystyczny? 

Iotyw inicyału IN z medalionem w pośrodku spo- 
tykamy w drugiej połowie IX w. (Zob. u L a m p r e c h t a 
tabl. 10). W połowie X w. widzimy wstęgi przecho- 
dzące w ornament roślinny (Tamże, tablica 19, 20, 2 I, 
22, 23), a w końcu X w. Tamże (tabl. 23) wiją się 
i układają w kręgi koło drugich wst::g tworzących ini- 
cyał. (Tamże tabl. 24 i 2 S). \V XI w. rozwija się w tych 
wstęgach zamienionych w gałęzie motyw ornamentu 
liściastego, (Tamże tabl. 27 i 28), Przybiera to większe 
rozmiary. (Tamże tabl. 29). Ornament gnie się w skręty 
coraz to bogatsze (tamże tabl. 29), które przeplatają się 
wzajemnie, oplatają wstęgi inicyału i składają się na 
istną gęstwinę. (Tamże tabl. 30). \V XII w., u schyłku 
spotykamy się z tym samym stylem, który scharakte- 
ryzowaliśmy. mówiąc o inicyałach naszego kodeksu 
(tamże tabl. 3 I). Tak samo nie pączki liści, ale rozwi- 
nięte bujnie kłęby pojawiają się u kończyn ugałęzionych 
wstęg i zajmują środek skrętu, a wszystko to osnuwa 
się koło inicyału. (Tamże tabl. 32--33). Te same na- 
wet sęczki przy rozszczepianiu się wstęg zamienione 
w łapki spotykamy na jednym inicyale kolońskiego 
archiwum z drugiej połowy XII wieku. (Tamże 
tab l. 32). Tak i z tego względu z orna- 
mentyki i inicyałów wnosząc wypada 
odnieść omawianą księgę do XII w., 
do drugiej jego połowy. 
:\Iiniatura nasza jest tak wyjątkowa, 
że podobnej jej nie udało się nam 
znaleźć. Czy może ona pochodzie 
z XII w., jak koniecznie wynika: 
«Około połowy XII wieku wchodzi 
w sztukę wiele życia wogóle. Inicyały 
bogate są niezmiernie lubiane. Równo- 
cześnie rysunek figur się doskonali, a 
I'ig. 19, Inicyal o, w twarzach spostrzega się ślady wyrazu. 
z Psalterza Zaluskich. InicYJły często mieszczą w sobie całe obrazy. 
Do tej epoki zachowywany klasyczny kostyum 
znika i występuje współczesny 1. Wszystko to może 
odnosić się do rysunków naszej Biblii, zwłaszcza gdy 
także weźmiemy pod uwagę: kostyum tradycyonalny 
i uświęcone typy, obok rodzajowych przedstawiet1. 
O kostyumie wobec nagości niewiele można powiedzieć, 
ale to, co jest, n. p. chusta na głowie Ewy, kapelusz 
Kaina, jego obuwie, są w duchu nowego naturalisty- 
cznego kierunku. Ornamentyka rozwija się na gruncie 




 


. 7 2 


. -:-:,. 


I 
':.. \ 
t' \.- Ł
 \ 
(,' (: :
 
' 
l
 
\' 
\. r \\ lr, 
y,"1 

.. ,
\ 
 


l L e l e w e l. Bibliograficznych ksiąg dwl!ie. Wilno 1826, I. 
str. 48-49. W. Wat t e n b a c h. Anleitung zur lateinischen Palae- 
ographie, Lipsk 1886, str. 49. Dr. F. L e i s t. Urkundenlehre. Leip- 
zig 1893, str. 89. 
I Watt e n b a c h. Op. cit. str. 44, 65. 


I W. Wattenbach. Das Schrijtwesen im iIlittelalter. III. 
Aufl. Leipzig, 1896, str. 379.
>>>
73 


MINIATURY RĘKOPISÓW POLSKIEGO I'OCHOnZENIA. 


J 


ornamentyki dawnej, celtycko-karolingskiego typu z cza- 
sów Alkuina. To też zasadę ornamentów omawianego 
kodeksu tam spotykamy: ten właśnie skręt, który oczy- 
wiście jest motywem daleko starszym, tylko my tak 
daleko nie sięgamy. T e skręty są tam stylizowane 
w potwory, podczas gdy u nas w rośliny 1, \\" naszych 
inicyałach ślad tego jedyny pozostał w literze L (na 
k. 64 fig. 1lI), gdzie skręt nie kończy się kwiatem, 
ale główką lewka. \\' XII wieku tę samą stylizacyę 
w potwory spotykamy, ale obok niej pojawia się sty- 
lizacya roślinna: od jednego skrętu odrywa się drugi 
i robi się gąszcz ornamentacyjnych splotów. Jeśli się 
odrzuci tę dawną chęć celtycko -karolingskiego stylizo- 
wania w potwory, a tylko pozostawi ornament roślinny, 
to pokrewieństwo obu stylów widoczne. v\" takim orna- 
mencie nakoniec wśród zawikłanych splotów pojawiają 
się postacie ludzi i zwierząt 2, ale już samodzielnie, wple- 
cione w samodzielny i niezależny ornament roślinny. 
Te trzy osobne żywioły: litera, ornament roślinny i zwie- 
rzęcy są skombinowane, a nie przechodzą jeden w drugi, 
jak poprzednio za Alkuina. Jestto r}owód wykształcenia 
kompozycyi wyrobionego postępem sztuki, jak to nie- 
jednokrotnie i w innych przypadkach się pojawia. Tak 
próbujemy przedstawić genezę naszego ornamentu na 
tle celtycko - karolingskiej i niemieckiej sztuki XU w., 
aby wykazać, że nietylko forma inicyałów, jak dowo- 
dziliśmy, ale ornament i stopień jego wykształcenia 
trzeba odnieść do XII w. Genezę tę popierają history- 
czne dane, Fryderyk Barbarossa (I 12 I - I 190) naśla- 
dował przykład Karola \V. w opiece nad sztuką, a spe- 
cyalnie nad miniaturami. :\1iniatury jego czasów są mi- 
strzowskie; kompozycya, delikatność wykonania i po- 
czucie artyzmu w zgromadzeniu odmiennych elementów 
ornamentacyjnych, jak roślinny, owocowy, zwierzęcy 
i ludzki, wszystko rysowane bardzo pięknie S. v\' XlII w. 
styl ten ginie i ustępuje miejsca francuskiemu i wło- 
skiemu. Otóż tylko do tej świetnej epoki XII w. mo- 
żemy odnieść miniatury opisanej Biblii. Nie umiemy 
jednak znaleźć okazu, który możnaby porównać z na- 
szym. \\T szystkie znane mi z tego okresu nie są tak 
wielkie i nie stoją tak wysoko. Jedno tylko dzieło 
z innej dziedziny malarstwa możemy wziąć pod uwagę 
i zestawić. Middleton mówiąc o scharakteryzowanym 
poprzednio stylu, publikuje część fresku kóścioła św. 
Michała w l-lildesheim, jako typowy przykład, twier- 
dząc, że służyły im miniatury za wzór 4. Dzieło to po- 


I 
! 


1 Middleton J. Henry. Il/uminated 1IlanuscriPts in clas- 
sicale and mediaevale times, their art and tkeir technic. Cam- 
brigde, 1892, str. 64. 
I Tamże, str, 159 i 162, gdzie publikowane okazy typowe. 
· M i d d l e t o n, op. ct. 158, 
4 Tamże 162. 


\' 


... 


74 


chodzi z r. I 186. Widzimy w mem tak samo naprzód 
wielkie koło, a w niem równie przedstawiony jest Adam 
i Ewa pod jabłonią pełną owoców i podobnie przed- 
stawioną, dalej wplątane w skręty inne koła, a w nich 
figury przy ogromnych różnicach, bo technika całkiem 
odrębna. Ale ten sam styl wstęg stylizowanych w ro- 
ślinny motyw, a nawet te same tak charakterystyczne 
łapki są zestawianym zabytkom wspólne. Janitschek 
przyznając, że ta ornamentacya ma źródło we współ- 
czesnej miniaturowej dekoracyi, powiada, że jedna jest 
rzecz, której nie dorównywa i mierzyć się z nią nie 
może żadne ówczesne miniaturowe dzieło, a którą w tych 
freskach się widzi, to nagość Adama i Ewy; bo żadne 
nie ma jej szlachetności i prawdy widocznej, mimo nie- 
dostatków konturów 1. Otóż co do artystycznej war- 
tości traktowania nagiego ciała nasz kodex stoi daleko 
wyżej. Zdanie jednak Janitschka jest ważne, bo dowo- 
dzi, jak wyjątkowym płodem miniaturowej sztuki jest 
nasz kodeks i jak pierwszorzędnie ważnym. v\" istocie 
przykład w całej tej epoce tak wybitny traktowania 
nagości, kompozycyi uwydatniającej ruch osób, a zara- 
zem wiążącej w organiczną z nimi całość ornamentem 
nam nie jest znany. 
Kiedy nasza Biblia dostała się do Polski? Czy 
może w niej powstała: \\"iemy, że w XVllI w. książka 
była w zbiorze Załuskich. Lecz przedtem jeszcze znaj- 
dowała się w polskich rękach. Na karcie I 18 czytamy 
napis: CollegiulIl Sandollliriense .soc, Jesu, Oprawa 
księgi pochodLi od Andrzeja Batorego. Skąd ją miał? 
Bawił on w Polsce i był jej dygnitarzem. Zmuszony 
schronić się po śmierci króla Stefana do :\-1iechowa 
i ba wić przez czas elekcyi, może zwrócił uwagę na zni- 
szczony kodeks, którego marginesy obcinano dla uzy- 
skania pergaminu, kazał go oprawić i napisał może: 
«Nie trzeba tej księgi szpecić ani psować oberżnięciem 
pargaminu». Bywał za granicą, widział wiele, poznał się 
na książce i w chwilach wyczekiwania losów zajął się 
nią. Odjeżdżając zabrał książkę zapewne w darze i da- 
rował ją następnie Jezuitom, którymi jego stryj tak się 
opiekował. Taka nasuwa się kombinacya. Jesli książka 
w XVI w. była w Polsce i nie była w poszanowaniu, 
jak to zwykle postępowano z średniowiecznymi zabyt- 
kami w tym okresie - to przypuszczać się godzi, że 
nie sprowadzano jej i nie nabywano, by brzegi jej ob- 
cinać, ale że od dawna, od XII w. wobec stosunków z kul- 
turą niemiecką się zjawiła, czy wykonana u nas przez 
niemieckiego mnicha, czy sprowadzona, nie możemy 
w to wnikać i dalsze kwestye zostawiamy dla tych, 
którzy szersze obejmując w badaniu horyzonty i większy 


, Grundzuge der deutschen Kunst. III. J a n i t s c h e k. Ge- 
schichte der deutschen Ma'erei. str. 160. 


J
>>>
7 6 


75 


:\IDIIA'ITR\' I{I
K()I'ISOW POLSKIE(;O POCHOIIZESIA. 


Fil\". 20, Miniatura z Ewangieliarza na rÓ£ne święta. 


mając materyał do kombinowania, łatwiej to wobec 
innych zjawisk rozwiążą. 1 


8. Fragment psałterza z XII w. ze zbiorów 
Załuskich. (Zob. fig. 18 i 19) Sygnatura tego frag-- 
mentu mieszczącego SIt: w Bibliotece publicznej w Pe- 
tersburgu jest Lat. Q. v. 1. 
1\'1'. 96. Że lIaleiał do zbio- 
ru Załuskiego, świadczy napis 
jego rt:ką: JJrevUlrilllll. Ko- 
deks to pergaminowy, roz- 
miarÓw 18 1 / 2 X 28 1 /" i liczy 
kart tylko 23, przyczem brak 
początkowej i kOlkowej części. 
Poczyna sit: dopiero zdaniem: 
Oml£ //lei ad fide/es tern;, koń- 
czy zaś ,E"UYllmtcs i/llplez'it bo- 
nis et d/,/des di"n:l-it. PergamiII 
średlliej grubości, nieco żółta- 
wy, dość gładki. Pismo to sa- 
mo co znalle nam illnych litur- 
gic7.1lych ksiąg tego wieku. :\Iałe 
inicyały są bronzowe, lIiebieskie, 
zielone. żółte i są wzorowalIc 
na kapitale. Inne są większe 
i także rÓŻnobarwne. Obok tej 
kapitały pojawia się uncyała 
tak, jak w omawianych już rę- 
kopisach. Ze znaków charakte- 
rystycznych, zresztą nam zna- 
nych przytaczam ę zam. ae, 
& zam. et, y zam. y, jednak 
nadto r obok 1:-, n wyraż
Llle 
H. W inicyałach pojawia się (' 
lecz przytem (;, Interwalle mię- 
dzy wierszami wypełniane orna- 
mentami. Zakończenia liter zaopatrzone ukośną cienką 
linią. Linie prowadzoIle sztyftem. Pismo układa się 
w dwie kolumny po 18 wierszy. 
W całym fragmencie tylko dwa inicyały ozdobnie 
malowane. 


. 


r-- 


1.' 


.i, 


... 


I 
.j 


li 


'?) 
."", 
l 
"ł ,\ 
A 
I 


'. 


. .
 


... ..' 


\'.; 
'4 ,. 
) I' 
II-' 


" .!-
 
. ,-, 

£)jP 



' 


Na k. I. Piękna i pełna artyzmu litera D (zob. 
tłg. 18) malowana złotem, rozmiarów 7 1 /2': 8 cm. Owi- 
jają ją i oplatają skręcane wstęgi barwne przechodzące 


l Do kategoryi podobnie ornamentowanych ksiąg należy: 
Gregorll in Ezechielum prophetam. Sygnatura: Lal. F, v. 
l Nr. 25. Małe folio (22"/. x 31 cm.) Pismo i inicyały zbliżone do 
opisanej księgi Rodzaju, tylko jnicyały są mniejsze i rysowane 
jedynie czarnym atramentem. Układ pisma jest we dwie kolumny 
po 38 wierszy. Pergamin dość gładki, 
Na k. 80 znajduje się na marginesie rysunck przedstawia- 
jący gryfa. 
Okładka z wewnątrz wyklejona pergaminem z pismem XII w. 


w łodygi ze stylizowanymi liśćmi. Tło CZęSCIą żółte, 
częścią niebieskie. \IV środku żółta łysa twarz, rzadkim 
włosem porosła, która jak agrafa spina skręty. 
Na k. 18 litera O o średnicy 7 cm. (zob. fig. 19). 
W kole wstęgi w sercowate wzory kończące się we- 
wnątrz PI'zy bukietach liśćmi. W środku takiż bukiet. 
Farby w ogóle gwaszowe 
ciemno-zielona, niebieska, czer- 
wona i żółta. 
Zadnych śladów niema, skąd 
się ten fragment dostal do rąk 
Załuskiego. Być może, że Zału- 
ski zabrał je podobnie jak wiele 
innych ksiąg z którego z ko- 
ściołO\v lub klasztorów polskich, 


'. 


'r - 7t . 
.. .- ..... 
'----- . .- 


... 
 6r '\- 


". 
. 


"I. 


l, V - 


.... .' 
. .
 
\,.' 


'I 


-
 


\.. 


9. Speculum ecclesiae. 
£at. Q. ,'o f .\Y.58. Quarto roz- 
miarów I T5 X 26 2 / 3 cm. Kart 
13 2 . Pergamin gruby i szty- 
wny, pismo nam znane z Xl[ 
wieku, pisane jednym ciągiem 
po 35 wierszy bez linii. E po- 
jawia sit: w kształcie zbliżonym 
do I
 z' zaś zbliżone do .l', 
Tylko pierwszy inicyał ma 
wielkość 6 X 7"5 cm. i wy- 
konany jest w stylu inicyałów 
ksit:gi Rodzaju, ale słabo. W 0- 
g()le inicyały są mll110Wane, 
a niektóre z nich pięknych 
na wet kształtów. 
Rt:kopis dostał sit: do Pe- 
tersburga ze zbioru Towarzy- 
stwa Przyjaciół Nauk, gdzie 
miał sygnaturę 1263 a pierwot- 
nie należał do biblioteki klasztoru, w Bledzewie o czem 
świadczy napis na pierwszej karcie: 
. J1ollasteriuJ/l Rled:::01Jie1lsis .I'al". {In!. Lzstersiellsis. 



.. 


' 
. 


"' 


..' 


, 1 


" s. 
" 


'\ 
. , 


. 
to' } 


h: 
I
 


C) 
.... 


tli- 


\ } 


'-,ł 


'-10 


" J Z\,:
:,. 



 
. '-,\,-
 
'J 
,'
 


j', 



"" 


Klasztor cystersów założył Władysław OdOJlicz' 
\V latach 1232 - 1235 i widocznie książka wraz ze 
sprowadzonymi mnichami dostała się do BIedzewa 1. 


10. Ewangielie na różne święta. Sygnatura: Lat. 
Q. v. 1. 
Vr. I36. (Zob. fig. 2, I S, 20). Jestto kodeks rozmia- 


l Z biblioteki klasztoru w Czerwińsku znajdujemy praw- 
dopodobnie z XII w. kodeks Lat, Q. v. I. Nr, 49. Kart 168. N a 
pierwszej karcie napis: Palrum Col/alio Abba/is Isaiae. 
Nie brak książek z biblioteki katedralnej krakowskiej. Cytu- 
jemy Lat. Q. v. I. Nr. 90: Tłómaczenic Pisma św. od Genesis aż 
do śmicrci Józefa Patryachy. Książka z krakowskiej katedry do- 
stała się do biblioteki Czackiego, od Czackiego widocznie do Pu- 
ław a stamtąd do Petersburga.
>>>
77 


:\lIXIATURY RĘKOI'ISÓW POLSKIH;(' I'OCHOIJZŁ:-iIA. 


7 8 


rów 16 X 23'5 cm. Pergamin gruby, nierównomierny, ale 
dość gładki. Pismo XII w. Kartki papieru z notatkami 
Gołębiowskiego wlepione w kodeks wskazują, że na- 
leżał on do zbioru Towarzystwa Przyjaciół Nauk w War- 
szawie. Jest on zatem najwidoczniej polskiego pocho- 
dzenia. :vIa kart 94, ale początku brak. 
Inicyaly są malowane czerwoną, zieloną lub nie- 
bieską barwą: te barwy jednak często z sobą graniczą 
i między niemi zostawiony jest rowek. Kształty ich są 
czasem dość smukłe. Od kończyn wybiega przewleczony 
przez paciorek trójdzielny listek w profilu. Czasami ten 
liść jest symetrycznie rozczłonkowany a z wnęków 
wybiegają trój listki na łodyżkach. 
Tu i ówdzie są inicyały ozdobniejsze (zob. fig. 15). 
Na karcie 39 v. litera I, na którą nadziana jest 
ryba, Inicyału tego użyto, bo mowa o tyberyjskiem 
morzu. 
Na k. 60 V., gdzie mowa o cudownem rozmno- 
żeniu chleba i ryb. takaż sama ryba. 
Na k. 63 v. litera / opleciona skrętami podobnie 
jak w księdze Rodzaju. 
Na karcie 74 v. na niebieskiem tle splot sznurowy. 
Na k. 75 V., gdzie mowa o ścięciu św. Jana, przed- 
stawiono miecz, Widzimy, że malowania te miały za 
zadanie nie tylko zdobic tekst, ale zarazem pomagać 


w oryentowaniu się kapłanowi szukającemu odpowie- 
dniego rozdziału. 
Na k. 90 ornament piórkiem (zob. fig, 2). 
Na karcie 93 v. rysunek przedstawiający Ukrzy- 
żowanie na całej karcie (zob. fig. 20). Na szerokim krzyżu 
o ramionach na końcach symetrycznie wyrzniętych Chry- 
stus rozpięty. Typ twarzy ciekawy, ból uwydatniony, pierś 
wązka i nikła, nogi jednym gwoździem przybite. Od 
bioder niżej kolan spada draperya układająca się w ba- 
wełniane fałdy. Na lewo stoi Madonna. \\' lewej ręce 
trzyma rulon rozwinięty z napisem: SCA JUARIA, 
a prawą z dwoma wyciągniętymi środkowymi pakami 
wskazuje na Chrystusa. Na prawo św. Jan z ręką. prawą 
u twarzy, lewą. trzyma takiż sam zwój z napisem: 
SCTS IOHANNES. 
Nad :\Iadonną słońce z napisem: SOL. Nad św. 
Janem księżyc z napisem: L VNA. Wszystko rysowane 
tuszem czy sepią., a w cieniach niektóre tylko partye 
malowane cynobrem, jak słońce, część płaszcza Matki 
Boskiej i św. Jana, część aureoli Chrystusa, krew z boku, 
z rąk i nóg płynąca. 
K. 90 v. Dopisek pisarza na marginesie u dołu: 


Laus tibi sit Christe, 
Nam liber explicit iste, 
Usurus libro, scriptoris quoque memento... 


I 


Oto kodeksy z mUl1aturami, które udało SIę mI 
znaleźć. Odniosłem je do XI i XII w., chociaż nie upie- 
ram się przy tej determinacyi (może b
wiem być, że 
który z nich należy już do XIII w.) chciałem tylko 
podać źródła a pewniejsze określenie daty zestawiam 
badaczowi, ktÓry obejmie całość miniaturowego malar- 
stwa w Polsce. 
Pochodzenie ksiąg nie zawsze dało się oznaczyć. 
Tak jest z księgą Ośmiu Proroków i z fragmentem 
psałterza Załuskich. Inne zaś książki opatrzone »ex 


libris« dało SIę odnieść, do tych bibliotek, do których 
pierwotnie w Polsce należały. Dalsze badania w innych 
zbiorach a nawet w tej samej publicznej bibliotece 
w Petersburgu mogą przedstawić przynajmniej w części 
obraz średniowiecznych polskich księgozbiorów. 
Nasze badania oprócz przedstawionego' rezultatu 
przyniosly jeszcze obfity materyał z XV i XV wieku. 
Z w. XIII i XIV nie znalazłem prawie kodeksów z mi- 
niaturami. To też głównieminiatury XV i XVI w. opiszę 
w dalszym ciągu w następnym zeszycie Sprawozdań. 











 


; 


ł
>>>
....- 


l. 


ł 


STUDY A DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE 


w xv I XVI w. 


PRZEZ 


MARY ANA SOKOŁOWSKIEGO. 


I. Warsztaty Wita i Stanisława Stwoszów 
w Krakowie. 


P. Leonard I.epszy dowiÓdł, że wedle wszelkiego 
prawdopodobieństwa Wit Stwosz już w r. q6.... był 
osiadły w Krakowie I. W każdym razie dopiero z roz- 
poczęciem ołtarza \Iaryackiego w r. ł-ł-77 założył wit;k- 
szy warsztat, a w r. 1....8 I, po nabyciu domu przy ul. 
Grodzkiej, lam go przeniÓsł. Z warsztatu tego, nie 
mówiąc o tym ołtarzu, jako najznakomitszem jego dziele, 
wyszły bezwątpienia liczne inne ołtarze. Jeden z nich 
nawet, jak to można wykazać, doszedł nas w całości, 
a o drugich świadczą pozostałe fragmenty i zwłaszcza 
świadectwa nieogłoszonych dotąd współczesnych źródeł. 
Znany tryptyk a raczej pentaptyk z .L
l
iny, który 
z daru p. Wincentego Sroczyńskiego w r, 1859 stał 
się własnością Akademii Umiej;tności 2 i zdobi salę jej 
posiedzeń, jak bliższa analiza przekonywa, nosI meo- 
mylne ślady tego pochodzenia. 
Zastanówmy sit; nad nim bliżej (fig. I). Treść nie 
zwykła i bardzo interesująca. \V polu środkowem scena 
znana z poematu \r altera von Rheinau, który żył w Xl V 
w,: :\Jarya tkająca nieszytą sukienk; Chrystusa w drodze 
do Egiptu, czy w czasie pobytu tamże, a Św. Jozef zajęty 
ciesielską robotą s. Na skrzydle lewem u góry Zwiasto- 
wanie, u dołu Adoracya pasterzy, na prawem u góry 
Uśpienie Najśw. Panny, a u dołu legenda Teofila z £\dany, 


I L. L e p s z y, .Stanislaw Stwosz złotnik i rzeźbiarz, Przegląd 
powszechny, 18R9, T. XXII, str. 53-61. Tenże, Stanislatls Stoss, 
Goldsch11lied und Bitdhatler in Krakatt tmd Niir1zbe1"/(, Zeitschrijt 
jiir Hildende Ktmst, 1889, 24 Jahrg., Heft 4, str, 92-96. 
· J. Kremer, O Tryptyktl z 1I
J!stmf;Y archeologicznej kra- 
kowskiej, Wilno, lR60, str. 17. IX, 
s Pon,w. A I w i n Sc h u It z, fhe l.egende ZItJ//l Lebt'n der 
Jung/mtt Jfaria, 187H, str. 25. 


" 


A/mac matri anno jubilaci sacrum. 


tego Fausta średnich wieków, który duszę zaprzedał djabłu. 
"" środku zatem cudowny stosunek \Iatki do dziecka, ba- 
wiącego si; kł;bkiem nici, z których Marya sporządza su- 
kienkę, przeznaczoną na to, aby sit; powi;kszać w miar;, jak 
dziecko będzie dojrzewało i rosło. Na skrzydłach główne 
sceny z życia :\Iaryi, od Zwiastowania do śmierci i na- 
koniec świadectwo jej łaski i pomocy w ostatecznem 
niebezpieczetistwie, nawet dla najwit;kszego grzesznika. 
Cyrograf zaprzedanej duszy szatanowi Gna od biera i ko- 
nającemu na piersiach kładzie. Jednem słowem, glory- 
fikacya królowej niebios, pośredniczki mit;dzy niebem 
a ziemią, ktÓra nam wszystkie dobrodziejstwa uprosić 
może i jedna jest w stanie zapewnić zbawienie, Ta 
ostatnia scena (fig, 3) jest szczególniej piękna \V swoim ro- 
dzaju. Ruch matki trzymającej dziecko, obawa i pośpiech, 
z jakim do umierającego przystępuje, pełne naiwności 
i wdzit;ku. Po
iedziałbyś, że nowość i niezwykłość po- 
mysłu wpłynęły tutaj na świeżość twÓrczości I. Odwrotne 
cz;ści skrzydeł są pokryte czterema malowanymi obra- 
zami męki panskiej. a na skrzydłach tylnych, ktÓre sit; 
dzisiaj znajdują w :\1uzeum Narodowem, wymalowane 
są cztery figury święte: Św. .-\ nna, Św. Katarzyna, Św. 
Stanisław i Św. Floryan. 


, Już po ukończeniu naszej pracy doszła nas rozprawa H. D a u- 
n a, Eine tlnbekannte Arbeit des reit Stoss (Jahrb1tch der k,l(l. 
pretlss. K10lStS. T. XXI, Heft 111, 1900.). W przypisku na str. 18
 
młody ten uczony, kMry za bytnością swą w Krakowie ołtarz Aka- 
demii oglądał, nazywa tę scenę śmiercią ŚW, Floryana(l) i twierdzi, 
że 
das Relief mit dcm Tode des hl. Florian ist das schwachstec. 
Jestcśmy zupełnie innego zdania. Ponieważ ołtarz jest przytwier- 
dzony do ściany i ruszyć go trudno, nie można było zatem foto- 
grafować go w zupełnie odpowiedniem świetle i ws:/,:ystkie jego 
przymioty nie wystąpiły w skutek tego na naszej podobiźnie do- 
statecznie. Nie potrzebujemy dodawać, że w grupie dodatko\\cj 
głowa Teofila jest uszkodzona.
>>>
ł 


81 


STUDYA DO HISTOItYI RZEiBY W POLSI$ W XV I XVI W. 


82 


\ 


Tkanie cudownej sukienki w pierwszej połowie 
XV w. przedstawiał Jacopo Bellini w niedoszłych do nas 
freskach Św. Jana Ewangelisty w V':enecyi ł. a później 
Albrecht Diirer w »życiu .:\Iaryi«. Co zaś do Teofila, 
to ta legenda grecka przez V oraginę na zachodzie roz- 
powszechniona 2 i stanowiąca treść poematu francuskiego 
truwera Gautier de Coinsy w XIII w., tudzież dramatu 
Rutebeuf'a w tych samych czasach, najpopularniejsza 
była we Francyi. Znaidujemy ją na witrażu z katedry 
w Beauvais i w Laon, a nawet w tympanonie katedry 
Notre Dame de Paris s; w naszych pomnikach należą 
obie do wyjątkowych rzadkości, Pierwsza z nich posłu- 
żyła Stwoszowi za przedmiot ryciny, o której zaraz bę- 
dziemy mówić 4. 
Otóż pojedyńcze figury i niektóre kompozycye 
scen tryptyku Akademii są powtórzone z ołtarza Ma- 
ryackiego. Uśpienie powtarza scenę główną: Św. Piotr 
i Św. Jan są w obu dziełach ciż sami, apostoł dmucha- 
jący w kadzielnicę jest tąż samą postacią, która tam 
zdmuchuje światło; pierwszy na prawo-ten sam, co stoi 
w ołtarzu po prawej stronie z głową podniesioną. Głowa 
w drugim rzędzie w środku taż sama, co głowa wy- 
chylona po prawicy Piotra. Anioł w Zwiastowaniu przy- 
pomina anioła drugiej rzeźby, lewych skrzydeł zamknię- 
tego ołtarza, skrzydła zaś jego są w ten sam sposób 
rozłożone, jedno opadłe, a drugie podniesione, jak w tej 
samej scenie tego ostatniego pomnika. Marya naszej 
sceny środkowej ma ten sam typ, co Ewa w Zejściu 
do piekieł, podobny zresztą do wszystkich typów kobiet 
Stwosza, Tak tu, jak tam, tak w tryptyku z Lusiny, 
jak w ołtarzu Maryackim, kość brody zawsze bardzo 
- wydatna, usta wysunięte nieco naprzód, dolna warga 
mięsista, a otwór ust zaznaczony nieledwie że liniją 
prostą i regularną, czoło wypukłe i wysokie, nos prosty 
i cienki z lekka na końcu zadarty, pod brwiami wy- 
datność, powieka górna ciężka, dolna zaś jakby obcięta. 
Ręce Maryi i Józefa podłużne, o długich, cienkich i koś- 


I - 


I I. A. Crowe & G. B. Cavalcaselle, Geschichte der 
italienischen lllalerei, ed. Jordan. 1873, T. V, str. III, nota 27. 
I J a c o b i a V o r a g i n e, Legenda aurea, ed. Th. Graesse. 
1890, Cap, CLXXXIX. De conceptione B. 1\1. V. str. 871, 872. 
a Cud Teofila był przedmiotem poematu sławnej Hroswity 
w w. X. Otrzymał w XI w. konsekracyę liturgiczną. W Officium 
N, P. Maryi śpiewano: 
Tu mater es misericordiae 
De lacu foecis et miseriae 
Theophilum reformans gratiae 
We wszystkich nieledwie katedrach francuskich jest on 
przedstawiany w rzeibach, dekoryach ściennych, czy witrażach. 
Cf. E m i l e M a l e, tArt religieux du XlH s. en France, 1898, 
str. 329-333, tudzież C o u raj o d e t M a r c o u, Jlfusee de sculp- 
ture c011lparee, Catalogue raisonne, 1892, str. 1-2. 
· Cud Teofila w dolno - niemieckim dramacie z końca XIII 
wieku czy początku XIV. C r e i z n a c h, Geschichte des neueren 
Dramas, T. I, 1893, str. 223-236. 


.. 


, 


cistych palcach, na końcach równo ścit;tych, są takież 
same, jak ręce Chrystusa koronującego na szczycie 
ołtarza. Co do draperyi, nie mówiąc o tak charak- 
terystycznych, zawsze łamanych i kątowych fałdach, to 
ręka wy tak wiszą na ramieniu, jak na piszczelu bez 
muskułów lub na drążku, tworząc zagłębienia poprze- 
czne, są one często szerokie i przy dłoni zakasane. Styl 
i sposób traktowania w obu dziełach jest jeden i ten sam. 
Odnosi się to nawet do podrzędnych szczegółów. Char- 
cica igrająca z łasicą, pod krzesłem :\1aryi tkającej 
sukienkę, powtarza się w scenie pojmania Chrystusa, 
na skrzydle wewnętrznem prawem u góry w ołtarzu 
kościoła Maryackiego. 
Nie tylko jednak typy tak męskie jak żeńskie, 
składających ten tryptyk figur są też same, co w ołtarzu 
P. :\laryi, nie tylko kompozycye niektórych scen po- 
wtarzają się tutaj i tam i sposób pojęcia i traktowania 
draperyj i kształtów i ich wzajemnego do siebie sto- 
sunku, prowadzi do tegoż samego wniosku, ale w do- 
datku środkowa scena tryptyku, przedstawiająca do- 
mowe życ.ie Św, Rodziny w Egipcie, Maryę tkającą 
sukienkę i Józefa zajętego ciesielską robotą - jest 
kopią wspomnianej wyżej ryciny Wita (Passa van t, Le 
peintre gravelly, T. II. 153,4) (fig. 2). Trzy są znane tylko 
exemplarze tej rzadkiej ryciny. Jeden znajduje się w Mo- 
nachium, drugi w królewskim Gabinecie rycin w Dreźnie 
a trzeci w Bibliotece narodowej w Paryżu, Exemplarz 
drezdeński ma jako znak wodny głowę wołu z wężem 
na krzyżu, który z pewnemi drobnemi zmianami pow- 
tarza się w rękopisach krakowskich z lat 148 1- J 4 86 , 
a najbardziej zbliżony jest do znaków z r. 1485 u Pie- 
kosińskiego I. Najznakomitszy dziś znawca rytownictwa 
niemieckiego, dyrektor drezdeńskiego Gabinetu rycin, 
pro£. :\1ax Lehrs, który mi powyższych informacyj udzie- 
lił, twierdzi, że papier tymi znakami opatrzony pochodzi 
z jednej i tej samej fabryki, co dodane do stylistycznych 
właściwości ryciny, wskazuje na jej powstanie w Kra- 
kowie, między latami 1481 - I 486. Przy modyfikacyach 
nieodłącznych od przeniesienia kompozycyi z jednej 
techniki w drugą, tak układ, tło, jak pojedyńcze figury, 
a mianowicie figura dziecka, bawiącego się kłębkiem 
nici, jest identyczna w obu przedstawieniach, w rycinie 
i w tryptyku z Lusiny. \\T prawdzie w rzeźbie matka ma 
koronę na głowie i patrzy wprost na nas, Józef obrabia 
belkę siekierą, a nie przedziurawia świdrem deski, jak 
na miedziorycie, a położenie ramion i rąk u dziecka, 
tudzież jego figury jest nieco odmienne, ale tak całość, 
jak motyw pudła z kłębkiem i kształt tego dziecięcia, 
stwierdzają identyczność. Różnice są tylko wariantami 


I P iekosiński, ltybór znaków wodnych w. Xv, 1896, 
Tabl. 105, 116 i 109. 


ó
>>>
83 


4. 


ST(;()YA DO HISTORYJ RZEZlJY W POLSCE W XV I XVI W. 


84 


I 


_. 
, ,
 
... " 
,'l,; -- 
,,"ł '.1 
, 
'.. , 
ł \ ' .:- 
\\ . 'I 
:{ " t , 
\ 
., , 

 . 
'
 \ ' , "- -ł ... 


" 
...... .' 
I t!..) ) 
.. 
-- - 
"' 
I 

... . 


zwykłymi w takich razach I. Fakt ten jest tern ważniejszy, 
że pozwala nam ozr.aczyć datę obu tych niedatowanych 
i wisz4cych dotąd w powietrzu zabytków. Ołtarz Ma- 
ryacki ukończony został dopiero W r. 1489 »circa festum 
S. Jacobi Apostoli« 2, ale główne jego części 111l1siały 
być g-otowe i ustawione na miejscu przed r. 1486, ina- 


...ł."':"__ 
.V.."
 

- 



., 


I 
i 
 . 


 

 

....(., 
... 


.. - 
 -j I.' _ .' 


. 

 


. 


l
 


r 


\.. 


, 
" . 
!ł...'¥
' 
,I 


- 


I 
.' 


, 
 


., 


,;.., 


u 


\ 


ł' 


". 


ł- 


'I 

 


W r. 1484 rajcy miejscy dali wymowny wyraz swego 
zadowolenia z tego dzieła ł, musieli zatem już je mieć 
wówczas przed oczyma, Bliższe zaś pokrewiellstwo mię- 
dzy tryptykiem a ołtarzem, któreśmy szczegółowo 
wykazali, prowadzą do wniosku, że oba te utwory praw- 
dopodobnie powstały w czasie jeżeli nie t)'msamym, to 



 
t 


r . 

 . .,\ 
. 
 
I , 
I 11'0:- 
.... 
.J " 

. 
. " 
I l" \ '\ .
 
, '. 
f: I \ .. 
'\ ł 
. 
'" ., 
I 

. . 
\ 
i' . 

 
, ". 
. 
.' 
, 'i '- " 
, 
" 

, 

" 
I 
" 
, 
,. , 


Fi
. I. Wit Stwosz, Tryptyk, własność Akademii Umiejętności, w. XV. 


czej bowiem \\'it by nie opuszczał Krakowa w tym 
czasie i to na czas dłuższy, gdyż na kilka lat zapewne s. 
.\Iiasto samo i ci, co stali na straży tego przedsit;wzięcia, 
nie pozwoliliby mu wyjechać. Możemy nawet tt; datę ści- 
ślej określić i cofnąć przynajmniej o dwa lata wstecz. 


I Na związek ryciny Wita ze sceną środkową tryptyku zwr6- 
ciłem już uwagę w publikacyi 
Die oesterreichisch-ttngarische 
,llonarchie in TVort und Bild, lIfakrei tend Plastik in Galizien, 
str. 17 odbitki. Niezależnie odemnie dyrektor muzeum berlińskiego 
Friedlander, będąc w Krakowie w r. 1896, zrobił toż samo spo- 
strzeżenie, o czem mię zawiadomił w ostatnich czasach prof. 
Lehrs, - r6wnież jak B. D a u n w przytoczonej powyżej pracy, str. 
188, nota 2. 
t Lepszy, Sprawozdania, T. V, str. 97 nota; Essenwein, 
Die 11littelalterlichen Ktt1tstde1tkmale der Stadt Krakatt , 1862, 
str. XXVlII. 
· Por. 1\1. S o koł o w s k i, Z dziejów kultury i sz/ttki, 
"'pra- 
U'ozdania, T. VI, str. 102. 


w każdym razie bardzo do siebie zblii.onym. \\Tynika 
więc z tego, ie tak miedzioryt jak tryptyk istniały już 
koło r. 1484, a w każdym razie przed r. 1486, co się 
najzupełniej zgadza z wnioskami wyciągnit;tymi ze zna- 
ków wodnych i czas powstania obu tych zabytków 
w sposób przybliżony oznacza 2. 
Jeszcze słowo o tryptyku. Przy pewnych zmianach 
był on zapewne w warsztacie \Vita kopiowany. Dowo- 
dzi tego Narodzenie z figury przydrożnej w Czatkowi- 
cach, którego rysunek publikował p. Lepszy w .Spra- 
wozda1liach (T. VI. z. II-III, str. LIII i LIV, fig. 14). 


I G r a b o w s k i, Starożytności historyczne polskie, 1840, T, I, 
str. 441 i 442. 
2 Rycina oezwątpienia była wykonana wcześniej od ołtarza 
z Lusiny. Będziemy o tern mówili bliżej, skoro przystąpimy do 
rycin Wita Stwosza i ich rozbioru.
>>>
, 


85 


STUIYA 10 łłliTORYI RZEŹB\' W I'Ol.
no; \\" X\' I XVI \\" 


86 


FIg. 2. Wit Stwosz, Miedzioryt, Św. Rodzina w Egipcie, w. XV. 


Rzeźba ta bowiem, jak to już wówczas zauważano, pow- 
tarza takąż samą scenę z tryptyku i ocalala, jak się 
zdaje, jako część niedoszlej do nas calości. 
Zwrócilem już uwagę Komisyi na grupę rzeźbioną 
w drzewie, w barokowym ołtarzu kaplicy :\Iatki Boskiej 
w kościele Bernardynów 1. Przedstawia ona Św. Annę 
Samotrzecią i obecnie przerobiona w części, pokryta 
nową pozlotą i zastosowana do stylowych wymagan 
XVII w. - pod wielkim 
baldachimem 
 o podpię- 
tych i sfaldowanych dra- 
peryach, - nie zwraca 
oka, co tłomaczy, że dotąd 
nie oznaczono jej wieku 
i pochodzenia. G l o w a 
matki i cale dziecko, wraz 
z koronami wyrzeźbione- 
mi w drzewie, są w niej 
dodane, ale tak dolna 
część figury ';\Iaryi, jak 
cala postać Sw. Anny, 
której korona jest wyko- 
nana z blachy, mają cha- 
rakter nie tylko ostatnich 
lat X\' w., ale warsztatu 
Wita Stwosza (fig. 4). 
Ta ostatnia figura przy- 
pomina pod względem 
stylowym rzeźby wielkie- 
go snycerza w kościele 
Św. Jakóba w Norymber- 
dze z pierwszych lat jego 
pobytu w tem mieście, po 
opuszczeniu Krakowa. Jest 
ona pelna charakteru i 
godna ręki mistrza. Po- 
dobizna zalączona, z której usunęliśmy częściowo póź- 
niejsze nalecialości, nie daje już dla tego dokladnego 
o tem pojęcia, że nie wszystkie dodatki usunąć się 
z niej daly i że te psują i zacierają wrażenie, Grupa 
ta, blyszcząca dzisiaj na tle czerwonej zaslony, za którą 
ocalala skrzynia pierwotnych ram tryptykowych, po- 
chodzila bezwątpienia ze starego kościola, który już 
w latach 1455-1456 mial być wedle Dlugosza do 
użytku pobożnych oddany, a w każdym razie kończyI 
się i uzupelnial przez ostatnie lata XV i pierwsze 
XVI w. 2 Przenosi nas ona w czasy Jana Kapistrana, 
jego osobistości i gorącej wymowy, której wrażenie 
jeszcze nie ochlodlo i w powstających coraz nowych 
klasztorach Bernardynów Obserwantów znajdowalo wy- 


----- 


, 'I 


1\1.. 'I. .._ 


I 
-4- 
o' 


l" 
\ 



.. 


..... 


". ..... \
 


" 


/, 



 


:. I 


.": 


I Sprawozdania, T, VI, str. LXXVIII i CXXIV. 
t Sprawozdania, T. VI, str. CXX, CXXI. 


ł 
I 


.
 , 


"," , 


raz 1. Przy rozpoczynającej się inwentaryzacyi bardzo 
być może, że niejedna jeszcze grupa podobna, czy też 
taki, do niepoznania przekształcony tryptyk, się odnaj- 
dzie i pomnoży zasób zabytków pochodzących z tegoż 
samego warsztatu. 
Sądzimy, że i nasz kościól katedralny, chociaż nie 
tryptyk, to jedną przynajmniej figurę Wita Stwosza 
posiada. 
Iiędzy czterema, a raczej trzema ocalalemi 
dzisiaj figurami O j c Ó w 
Kościola . w niszach go- 
tyckich nawy - glÓwnej, 
Św. Hieronim, wyciągają- 
cy ciem z lapy lwa, od- 
róinia się od innych, nie 
tylko starannością i cha- 
rakterem w.ykończenia, 
ale i cechami, które na 
naszego mistrza wskazują. 
Realizm twarzy i rąk, 
przegięcie kątowate figu- 
ry, uklad faldów sukni 
tak malowniczy, ale nie 
dość umotywowany, lew 
nakoniec, który chudością 
swą i wydatnością żeber, 
również jak calym typem, 
przypomina lwa wśród 
akcesoryj heraldycznych 
na nagrobku Kazimierza 
Jagiellończyka, wszystko 
to zdradza naszego arty- 
stę (fig. 5). Kto wie, czy 
wykonanie tej figury nie 
datuje również z lat po- I J 
przedza jących c z a s o w y I 
wyjazd Stwosza do No- 
rymbergi - może z r. 1485; jest bowiem rzeczą ude- 
rzającą, że postacie innych Ojców Kościola, Św. Grze- 


. 
 

 


.Ii" ... 


", . 


" II 


" 


"' 


i' 
,' 
. -ł-' 
.: 



 


", 
I-- ,'
' 


!. 



 , 
.Ł
 


.1 \ 
I\ 
 .. 


 t;""i.' 
- -
-:_- 


" 


I 
l 


, 'J 


. 


J -- : 
":$: 


---
, 


'.' 


I Kult Św. Anny rozwija się i rozpowszechnia w drugiej po- 
łowie i pod koniec XV w. Odpowiada to całemu nastrojowi czasu 
i roli, jaką zaczyna grać życie rodzinne w zbogacone m i podnoszą- 
cem się do coraz większego znaczenia mieszczaństwie. Wedle le- 
gendy Św. Anna miała trzech mężów Joachima, Kleophasa i Sa- 
lome. Potomstwo z nich utworzyło liczną rodzinę, której przedsta- 
wienia uświęcone kultem p. n, utartą w Niemczech; 
 Die heilige Sippec 
stały się rÓwnież bardzo popularne. Wielką cześć żywił dla babki 
Zbawiciela Św. Bernardyn Sieneński (t1444), założyciel zakonu 
Bernardynów Obserwantów. Zaczęły się tworzyć bractwa Św. Annie 
poświęcone, przedewszystkiem związane z klasztorami i kościołami 
tego zakonu. U nas powstały one oprócz Krakowa, w Łomży, 
Wilnie, Krośnie, Skępem, Warszawie, Warcie, Opatowie i we 
Lwowie. Przy kościołach bernardyńskich były 
Kapliczki Św. Anny 
zdawna zbudowane a do tych bractw należącec. Nasz ołtarz na 
Stradomiu mieści się w takiej kaplicy. Bractwa te istniały 
przez 
niemały czasc, ale mimo to podupadły. Zorganizował je dopiero
>>>
87 


STUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


88 


gorz \V, i Ambroży, wykonane zostały później i noszą 
ślady innej, nieco późniejszej i o wiele slabszej ręki 1. 
Robi to więc takie wrażenie, jakby nasz artysta pracy 
swej nie dokończył i był zmuszony ją przerwać dla 
jakiejś nieprzewidzianej przyczyny. Dowiedliśmy na in- 
nem miejscu, że w r. I4g6 wykonanie stalli katedral- 
nych powierzone zostało Bartłomiejowi z Sącza, a nie 
Witowi, który niedawno kończył stalle !\1aryackie i to 
dla tych samych powodów 2, 
Nakoniec, jak nieogłoszone dotąd dokumenty do- 
wodzą, z warsztatu 'vVita Stwosza wyszedł nie tylko 
wielki ołtarz :\Iaryacki, w znacznej części wykonany 
własnoręcznie przez mistrza, ale i inny jeszcze o wiele 
mniejszy tryptyk do tegoż samego kościoła, zamówiony 
przez altarzystę P. :\laryi Jakóba de 'vVallendorf w r. 
1492, o nieznanej nam bliżej i nieoznaczonej treści s. 
Że tym ostatnim nie był ołtarz z Lusiny, to nie może 
podlegać wątpliwości. Kilka wprawdzie ołtarzy, niezale- 
żnie od wielkiego, było poświęconych Najświętszej Pan- 
nie w naszym miejskim t
lrnym kościele, ale wszystkie 
odnosiły się do scen uświęconych kultem - do Ofiaro- 
wania, Niepokalanego poczęcia, do Zwiastowania, lub 
też do przedstawień czcią szczególniejszą otoczonych, 
jak Matka Boska Częstochowska, czy Loretańska, l\Iu- 


na nowo w r. 1586 arcybiskup lwowski Jan Dymitr Solikowski 
i z jego inicyatywy wskrzeszone zostały wszędzie, -Znak tego 
towarzystwa, mówi statut z tego czasu: każdy z nas będzie nosił 
zwieszanie okrągłe, złote, srebrne, albo jakie, czyja wola, na sznur- 
ku, łańcuszku, albo na tafcie, na którym ma być wyryta albo 
wykonterfowana Św. Anna samotrzecia
 (Societas Sanct( Ann( per 
Poloniam, Llthtlaniam, Rtlssiam et alias S. Regis Poloniae ditiones 
instituta, Cracoviae, 1590 -Bractwo Świ€try Alzny samotrzecieyc, 
Kraków, r. 1630, str, 1 i 45.) 
I Sw. Hieronim i Św. Grzegorz, papież w tyarze, są nieo- 
mylnie oznaczeni; mogłaby być wątpliwość co do. trzeciej figury, 
chociaż jak sądzimy przedstawia ona bez wątpienia Sw. Ambrożego, 
biskupa medyolańskiego, czego dowodzi kościół w jej ręku, jako 
znak symboliczny kościoła duchowego. Św. Augustyn tak w śre- 
dnich wiekach dobrze znany, ma zawsze w ręku księgę, a Sw. 
Ambroży rozmaite atrybuty; najważniejszy jest jednak ten, który 
oznacza Ojca kościoła. Poniw. B a r b i e r d e M o n t a u I t. Traite 
d'lconographie chrt!tienne, i 890, T, II, str. 237. 
I Z dziejów kultury i sztuki, l. c. 
· ... 
in causa inter providum Vitum sculptorem imaginum 
ex una et honorabilem magistrum Jacobum de Valendorff altari- 
stam ad S. Mariam in Cracovia super solucione imaginum sive ta- 
bulae per ipsum Vitum laboratae et eius occasione partibus ex 
altera ... . declaramus quendam Ludovicum mercatorem de Prussia 
sub praesentia - dicti magistri Jacobi dictum Vitum sculptorem 
ad seulpendum et laborandum nonnullas imagines super tabulam 
altaris dicti magistri Jacobi in ecclesia parochiali S. Mariae Craco- 
viae siti de 28 florenis ungarical. convenisse, ipsosque florenos dum 
dictum sculptorem compleret solvere debuisse et postquam opus 
sculpturae ejusdem idem Vitus sculptor perfecerit et de domo sua 
tabulam eandem cum dictis imaginibus sculptis extradere et super 
dictum altare ponere absque solucione ipsorum 28 flor. contra- 
dixisset et recusasset ipsum magistrum Jacobum pro solucione eo- 
rundem sibi Vito facienda et impondenda dixisse et cooperari bona 
fide promisisse, quo respectu ipsum Vitum tabula m eandem cum 


-- 


siały zatem mieścić na swych retabulach, czy głownych 
polach tryptyków, sceny albo przedstawienia z ich we- 
zwaniem związane, co się z tryptykiem Akademii Umie- 
jętności nie godzi. Bardzo być może, że to był jeden 
z oltarzy kaplicy Św. Jana Chrzciciela, może głównego 
patrona, a może też dodatkowy i później usunięty św, 
Jakóba, którego imię nosił fundator. Faktem jest bo- 
wiem, że przed Bonerami kaplica ta należała do rodziny 
Waldorfów, której nazwisko jest oczywiście zmodyfiko- 
waną i do pewnego stopnia spolszczoną nazwą de \Val- 
lendorf I. W takim razie \\'it Stwosz byłby dostarczał 
rzeźb do tej samej kaplicy, którą później miał za Bo- 
nerów ozdobić swemi malarskiemi dzidami Hans Kulm- 
bach. 
Dwie były osobistości z kościołem MaJ-yackim 
ZWIązane, z któremi Stwosz miał bliższe stosunki. Je- 
dna - to Johannes Ileydek de Damnis, czy l ammis, 
naprzód pisarz miejski, a później archiprezbiter :\Iarya- 
ckiego kościoła, który w r. I..ł-n podpisał akt funda- 
cyjny wielkiego ołtarza. 2 Zbliżony do naszego mistrza 
ściślejszą przyjaźnią, czego dowodzi opieka nad żoną 
i dziećmi, którą mu tenże przed wyjazdem do Norym- 


imaginibus sibi magistro Jacobo dedisse et super altare suum iam 
dictum locasse et posuisse. Nlhilominus tamen praefatum magistrum 
lacobum licet caritative et requistum pro solucione eadem juxta 
submissionem et promissionem suam eidem .facienda dictos XXVIII 
flor. solvere etc. Sabbati, XXVIII Junii 1494. Acta o.lficialia 
Crac. VIII). Z Aktliw konsystorskich udzielone mi łaskawie przez 
X. Kozickiego. W tym tak rozwlekle i takim zagmatwanym 
językiem pisanym wyroku, wyraz 
tabulac, znaczy toż samo, co 
niemieckie -Tafel c i w ten sam sposób jest użyty, jak się używa 
ten ostatni w średniowiecznych aktach. Wielki ołtarz Maryacki 
nazywa się zawsze w źrÓdłach miejskich 
die grosse tofle c , albo 

grosse tafelec. (G r a b o w s k i, Staro
tności historyczne polskie. 
T. I str. 441-442.) 
Die Bezeichnung der 
Tafelc darf nicht 
irrefiihren. Denn unter Tafel (taftel, tahel) ist nicht etwa eine 
Bildtafel in unserem Sinne zu verstehen, sondern das gesammte 
Altarwerk, retabulum«. (Reber, Ha1ts IIfultscher von Ulm, Sitzungs- 
berichte der philos.-philol. tmd der histor. Gasse der k. bayr. Akad. 
der Wissen. 1898; Bd. Ił. Hft. 1. odbitki str, 6.). Toż samo odnosi 
się do naszego wypadku: 
Imagines sive tabulae c , czy też 
tabulac, 
użyte w liczbie pojedyńczej, czy mnogiej, oznacza bezwątpienia 
tryptyk. 28 fl. węgierskich ówczesnej monety odpowiada mniej 
więcej sumie 150-160 fl. austryackich dzisiejszych; był on zatem 
zapewne niewielki. Rudolfsaltar w kaplicy P. Maryi w Rothenburgu 
ugodzony u Riemenschneidera w r. 1503 za 50 fl. a Annaaltar tamże 
za 42 fl. Tenże mistrz za każdą figurę z piaskowca na szkarpach 
kaplicy Maryackiej w Wiirzburgu otrzymał 10 fl. (E d war d Tu n- 
n i e s, Leben tmd II 'erke des wurzbtlrger Bildschnitzers Ti111la11 
Riemenschneider, 1900, str. 15, 16 i 17.) To nam daje miarę po- 
równawczą cen. Niektóre tryptyki tego czasu składają się z jednej 
figury w środku i z małych scen w płaskorzeźbie lub z figur 
dwóch, a co najwięcej czterech świętych na skrzydłach bocznych. 
Do tej kategoryi należeć musiał i tryptyk naszego a1tarzysty, coby 
mniej więcej cenom Riemenschneidera. odpowiadało. 
l G ą s i o r o w s ki, Kościół archiprezbiteryalny N p, l/laryi 
w Krakowie, 1878, str. 41. 
I Akt ten publikowany po raz pierwszy poprawnie przez 
L. Lepszego, Sprawozdania, T. V, str. 97, nota. 


1
>>>
89 


STUDY A DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


bergi W r. 1486 powierzył t, - pochodził on oczywiście 
z miasteczka Damm, koło Szczecina na Pomorzu, z dye- 
cezyi Kamińskiej, na co już zwrócił uwagę Gąsiorow- 
ski 2, i z Gdańskiem i Krzyżakami, jak przypuszczano, na 
podstawie źle odczytanej 
nazwy, nie miał nic wspól- 
nego. Wysoko, jak na 
swój czas wykształcony, 
należał Heydek do naj- 
bliższego koła Kallimacha, 
pod humanistycznem na- 
zwiskiem Joannes l\Iiricius, 
czy 
Iirica (od mirica- 
Heyde) s i mial, jeżeli po- 
zory nie mylą, młodszego 
brata czy krewnego ka- 
nonika wrodawskiego Se- 
bastyana Miriciusa (v. d. 
Heyde), magistra w uni- 
wersytecie lipskim, o któ- 
rym Bauch w swych stu- 
dyach nad wczesnym hu- 
mamzmem niemieckim 
wspomina 4. Ten stosunek 
i co więcej zapał, ze 
wszystkiemi wspomnie- 
niami wspólnego towa- 
rzyskiego życia, z jakim 
się Kallimach o tym pi- 
sarzu miejskim wyraża 3- 
tłomaczą nam najlepiej, 
tak znajomość Wita 
Stwosza z Kallimachem, 
jak ten wpływ humani- 
styczny i renesansowy, a 
który w nagrobku Piotra 


" 


I 
 


", 


.
----' 


"'" 


\. 


-/ 


IW 

 


'. 


" 


. . .
- 



 
 '. 


90 


..... 


skiego, wzniesionym przez Kallimacha, a wykonanym, 
wedle jego wskazówek, przez \-\Tita - uderza I. Nagro- 
bek ten ze swoim napisem i ozdobami swej tumby, 
pachołkami czy akolitami trzymającymi tablicę napisu 
zamiast puttów, - to 
pierwszy zwiastun na tle 
średniowiecznem niedale- 
kiego Odrodzenia i pierw- 
sza nieudolna jeszcze 
niezrozumiana przez arty- 
stę próba nowego stylu 
w jego twórczości, 
Drugą osobistością 
z kościoła l\Iaryackiego, 
mającą zresztą z naszym 
rzeźbiarzem o wiele mniej 
przyjazne stosunki, był 
wymieniony wyżej Jakób 
de \Y allendorf , którego 
wzmiankują najstarsze in- 
wentarze skarbca tego 
kościoła pod r. 1490 2. 
Pochodził on z rodziny 
spiskiej, osiadłej oddawna 
w Krakowie, 
Iiejscowość 
Wallendorf-Olaszy koło 
Lewoczy, należała do sze- 
snastu miast spiskich, od- 
danych w zastaw Jagielle 


. - .- :""'.

.. '. "," 


- .' 


...... 


04. 


" 


.". 


- -. 


, . 


I 
i 
"j 
I 
! 



 


I" 


.! 
... 


. 

 


"' 


,. 


l - 


, 


-, 
l' 
\, 


.,. 


, . 


, 
,-. 


l. ;"',.,_. 


w r. I 4 I 2 przez cesarza 
Zygmunta i pozostałych 
przy Polsce. Ale od po- 
łowy XIV w. spotykamy 
ławników, poborców miej- 
skich, a nawet wójtów krakowskich tego nazwiska. 
Iiko- 
łaj, Piotr i Paweł Waltdorff, których często wspominają 
naj starsze nasze akty, byli prawdopodobnie protopla- 
stami Jakóba 3, jeżeli chwiejna pisownia nazwisk tego 
czasu do tego wniosku upoważnia. Z czasem ród ten 
niemiecki musiał się zupełnie spolszczyć, skoro jego 


Fi
. 3. Wit Stwosz. Cud Teofila z tryptyku .-\kauemii l'miejętności, 
w. XV. 


właściwiej mowlac włoski, 
z Bnina, biskupa włodaw- 


I G r a b o w s k i, Staroliftności historyczne polskie, 18--1-0, T. I, 
str. 443. 
t Gąsiorowski, l. c. str. 68. tudzież Grabowski, Sta- 
roliftności. T. I, l. c. 
· Na związek tych dwóch wyraz6w zwrócił już uwagę Z e i s s- 
berg, Kleinere Geschichtsquellen Polens in illittelalter, 1877, str. 81. 
· Gustaw Bauch, Geschichte dt'S Leipziger Fruhhll1Jlanis- 
mus, 1899, str. 171, 173, 184. 
a Ze i ss b erg, Die polnische Geschichtschreibtmg des J/ittd- 
alters, 1373, str. 389 i 394. Że Johannes Heydeck de Damnis był 
tąż samą osobistością, co Jan l\Iirica, potwierdzać się zdaje cały 
przebieg jego żywota i karyery. Filius Nicolai de Damis e regio- 
ne Stetinensi, artium bac cal. na Uniwersytecie, w r. 1468, dnia 2 
grudnia, będąc jeszcze klerykiem został mianowany przez biskupa 
krakowskiego Jana Lutka z Brzezia altarzystą ołtarza Św. Piotra 
i Pawła w kościele P, Maryi. Był jednocześnie przez lat 34 pisa- 
rzem czyli notaryuszem miejskim, tak jak I\lirica. Krlil Jan Olbracht, 
wychowaniec i opiekun Kallimacha, zażądał od rajców miejskich, 
aby go zrobili archiprezbiterem maryackiego kościoła 
za wielkie 
zasługi. c Akta miejskie pod r. 1511 nazywają go 
templi S. I\Ia- 


( 


riae parochus.c W r. 1512 już nie tył. W tym czasie Jordan Glu- 
czing, obywatel magdeburski, jego szwagier, kwituje przez pełno- 
mocnik6w exekutonhv testamentu Heydecka z odebranego spadku. 
(A. G r a b o w s k i, Staro
tnicze 'wiadomości o Krakowie, 1852, str. 
37. Gąsiorowski, l. c. str. 68. Piekosiński, Kodeks dYPloma- 
!J'czny miasta Krakowa, 1882, str. 764). Johannes de Dammis był 
promowany na bakałarza in artibus w r. 1463 za rektoratu Stani- 
sława z Szadka. a. 1\1 u c z k o w s k i, Statula nec non liber promo- 
tiomtm etc. 1849, str, 59.) 
1 Wzory sztuki średniowiecznej, Serya druga, 1855 - 1858, 
Nr. 19, Lit F. f. 
t Sprawozdania, T. IV, str. 73. f 
· Pod r. 1350 i 1385, lVajstarsze ksiegi IIliasta Arakowa, 
Część I, str. 181. Część IT, str. 61, 67, 109 i inne, tudzież 78 i 125.
>>>
lo 


9 1 


STUDYA DO HISTORYJ RZro:ŹHY W POLSC.
 W XV I XVI W. 


Fig. 4. Wit St\\06Z, grupa Św. Anny Snmotneciej w kościele 
Bernardynów w Krakowie. 


nazwa w heraldyce polskiej odegrała rolę. Herb Wal- 
dorff, alias Nabram, z trzema polami czarnemi i trzema 
białemi na tarczy, stał się klejnotem wielu polskirh 
rodzin 1. Kto wie, czy nie był on już wyrzeźbiony czy 
namalowany na naszym tryptyku. 
Że warsztat Wita Stwosza był zajęty, że mu nie 
brakło robót i obstalunków, świadczy nie tylko tak 
znaczny zasób jego dzieł 
nas doszłych i to wszystko, 
cośmy w tej chwili powie- 
dzieli, ale w części i ten 
fakt, że nasz mistrz kra- 
kowski nie miał czasu i nie 
mógł się zająć o s o b i ś c i e 
własnymi interesami i że 
ustawicznie potrzebował peł- 
nomocników, k t ó r z y go 
w sprawach prywatnych za- 
stępowali. V\' r. L
82, skoro 
praca nad ołtarzem :Marya- 
ckim była w pełnym toku, 
dał on takie pełnomocnictwo 
bratu swemu Mateuszowi 
Stwoszowi, zwanemu Szwa- 
bem, złotnikowi, o którego 
pochodzeniu podał nam tak 
interesujące szczegóły pan 
Lepszy 2. W r. 1486 pełno- 
mocnikiem jego był, jakeś- 
my mówili, Joannes Mirica, 
zwany przez K a 11 i m a c h a 
«S a x o n u s», zgodnie ze 
szczepowem pochodzeniem 
plemienia, do którego nale- 
żał, a w latach 1492 i 1494, 
w sprawie z Niemcem Jakó- 
bem de Wallendorf, był 
mm p o l a k Johannes de 
Jacubow Jacubowski «pro- 
curator causa consistorii» 8, naznaczony z urzędu czy 
wybrany, nie mówiąc o innych. V\Tymienione nazwiska 
stawiają nam przed oczyma ludzi, z którymi nasz rzeź- 


- 
" 



 


ł-: 


.... 


\ 



.. 


1 


, 
, 


.... 


" 
 


-- 


I P a p r o c ki, Herby Rycerstwa polskiego, ed. Turowski, 
1858, str. 693. 
I Lepszy, Pacyfikał sandomierski oraz złotnicy krakowscy 
drugiq połowy XV w. Sprawozdania, T. V, str. 96 i 97. 
I 
 Vitus sculptor ymaginum de Cracovia contra magistrum 
Jacobum altaristam de S. Maria in suum constituit procuratorem 
magistrum Johannem Jacubowsky de Jacubow specialem et contra 
alios omnes et singulis generalem ad agendum, faciendum, defen- 
dendum, prout in forma meliori promittens de ratho, presentibus 
ibidem Mathia de Kxyasch et Martino de Szdbiky notariis sociis
 
In consistorio CracJv. 30 października 1492 (Acta oJlicialia Crac. 
XVIII). Udzielone przez X. Kozickiego. 


9 2 



 . 


biarz musiał żyć i wśród których, niezależnie od sfer 
rzemieślniczych i cechowych się obracał. Nie dla braku 
zajęcia i zarobku zatem opuścił Wit Stwosz w r. 1496 
Kraków, aby na stały pobyt powrócić do Norymbergi 
i tam rozpocząć nową działalność, ale dla rozszerzenia 
i powiększenia interesu, który zamierzał zapewne jedno- 
cześnie, zarówno w Krakowie pod kierunkiem swego 
najstarszego syna, jak oso- 
biście w Norymberdze pro- 
wadzić. Przedsiębiorczość i 
dbałość o zysk, które go 
tak odznaczały, prowadzą 
do tego wniosku. Jak zna- 
czne dochody musiał \Nito- 
wi warsztat krakowski przy- 
nosić, najlepiej tego dowo- 
dzą ś r o d ki, którymi po 
wyjeździe r o z p o r z ą d z a l. 
W r. 1496 kupił od rady 
miejskiej norymberskiej dom 
po żydzie Majerze Johel za 
800 fl. 1 a wkrótce potem 
ogród »vor dem vestner 
Thor.« 2). W r. I SOI złożył 
na procent w tak zwanej 
Losungstube 1200 fi. s i 
drugą jeszcze większą sumę 
wypożyczył wkrótce potem 
Banerowi, co go miało na- 
razić na tak straszne na- 


\ 
, 


.. 


'- 


, 


_. 


.,
 



'11 


\ 



- " 


stępstwa. 
Z pięknej pracy p. Le- 
pszego wiemy, że Stanisław 
Stwosz, naj starszy syn Wita, 
był zarówno złotnikiem, jak 
snycerzem. Pozostał on 
w Krakowie i objął bez- 
wątpienia kierunek warszta- 
tu ojcowskiego. Bardzo być 
moie, że dom przy ul. Grodzkiej, koło Św. Piotra, tak 
niewyraźnie oznaczony przez Grabowskiego, na podsta- 
wie nie zbyt ściśle przytoczonych i trudnych do spraw- 
dzenia źródeł, który w r, I S 16 został przez niego 
sprzedany złotnikowi :vIaciejowi - był właśnie dawnym 
domem ojcowskim, kupionym w r. 148 I od Zofii Ley- 
miterowej na rogu ul. Poselskiej i że w nim długo je- 


."'"' 


I Jllitlkeilungen des Vereins .lur Gesc/zichte der Stadt Nurn- 
berg, 1879, 1. Hft. str. 91-94. 
I B e r g a u, Veit Stoss-Adam Kraf/. Kuns/ und Kunstler des 
Mittelalters und der Neuzeit, /zrsg. v. R. Do/zme, 1877, odbitka, 
str.lO. 
I J. Baader, Beitrage zur Kunstgesc/zic/zte Nurnbergs, 1860, 
str. 15.
>>>
93 


STUDYA DO HISTORVI RZEiRY W POLSCE W XV I XVI W. 


9 4 


szcze mieścił się ten sam warsztat 1. Nie przeszkadza to, 
że nowy właściciel mógł sam mieszkać czas jakiś na 
ul. Brackiej II, uprzywilejowanej ulicy złotników, g-dzie 
miał od początku prawdopodobni
 złotniczą pracownię. 
Ten stosunek wzajemny do siebie obu 
warsztatów, ojcowskiego i synowskiego. 
zdaje się iIlustrować wymownie zapiska 
miejska, znana Essenweinowi 3, ale której 
tekstu o wiele dokładniejszego udzielił nam 
łaskawie prof. Piekosiński. 'IV ksi
dze przy- 
jęć do obywatelstwa krakowskiego, «Acta 
juris civilis», pod r, 15°5, czytamy: .,Sten- 
czet Stosz sllJ,czer jus ha bet, h£c orilwdlls J 
bonoYli1l/ teslimonio htera lL01/ £nd(l[et. Ad 
qltod pater SltllS Veyt sn)'czer £llS c£'i,£lc 
resZ;g-naverat. Ded£t 1/11 marcalll," vVedle 
uwagi prof. Piekosińskiego, chociaż uro 
dzony z ojca obywatela nie posiadał jeszcze 
Stanisław Stwosz £pso jacto pra'" miejskich 
i musiał się o nie starać, ale właśnie na 
tej podstawie, jako »hic oril1ndus« nie 
potrzebował już przedkładać "litere bOI/e 
(allle", czy też "testillloniulIl bOllorltm", 
ani też co najwaznlejsza opłacać taksy. 
jeżeli zatem taksę opłacił, »jakby dla za- 
znaczenia, że jest majętny i że nie stanie 
się dla gminy ciężarem« - to musiały 
być do tego ważne przyczyny, .\Iiędzy r. 
I 5 0 3 - I 506 cią g nie się tra g iczna S p rawa 
Fi
. 5. Wit Stwosz, Figura Św. 
Wita i zięcia jego Grzegorza Trummera, Hieronima, w Katedrze krakowskiej. 
żonatego z rodzoną siostrą S t a n i
s ł a w a 
w Norymberdze. Nie tylko \Vit jest na obu policzkach 
publicznie piętnowany za sfałszowanie podpisu i pieczęci 
kupca norymberskiego 
jakóba Banera , który 
go ze swej strony tak 
podstępnie oszukał, ale 
skoro Trummer za 
wiedzą Wita poruszył 
wszystkie sprężyny i zy- 
skał potężnych i wyso- 
ko postawionych przy- 
jaciół, k t ó r z y teścia i 
zięcia wzięli w obronę 
i przewagą swą miastu 
grozili -,nastąpił szereg 
zajść, procesów i skarg, 
tak z jednej strony jak 


I 


''\. 


.
 



. 


I' 


. 1 


1 


!' 


,,' 
, 


'. 


stary Wit był kilkakrotnie więziony 1. Przy ustawicznych 
stosunkach tak rodzinnych jak handlowych mieszczań- 
stwa norymberskiege z mieszczaństwem krakowskiem, 
wszystkie te zajścia musiały się odbić głośnem echem 
na rynku krakowskim i budzić obawy, że 
s t a n o w i s k o Stanisława Stwosza się za- 
chwieje i że warsztat jego, znany bezwąt- 
pienia pod utartą firmą ojca, zostanie na- 
rażony na podobne w działalności swej 
przeszkody i niebezpieczeństwa, jakie miał 
do pokonania warsztat ojcowski nad brze- 
gami Pegnitz. Obawy te były tem większe 
i tem bardziej uprawnione, że Hans Baner, 
brat jakóba, zamieszkiwał Kraków i nale- 
żał do wybitniejszych krakowskich obywa- 
teli i że sam Jak ó b, bezpośredni wróg 
\Yita, z wypadkami tymi tak solidarnie 
związany, z Krakowem handel prowadził, 
a nawet w kilka lat później się wraz ze 
swą żoną Barbarą do Krakowa przeniósł 2. 
Nic więc dziwnego, że młody Stwosz czuł 
wówczas potrzebę uregulowania swego po- 
łożenia i ztkrycia tem samem warsztatu 
od możliwej odpowiedzialności. Dla tego 
zapewne stwierdził swoje obywatelstwo, czy 
starał się o jego otrzymanie, co mu może 
nie przyszło w tych warunkach bez tru- 
dności i złożył nawet znaczniejszą opłatę, 
do której nie był obowiązany, aby się za- 
słonić od przewidywanych ataków. \\1 ar- 
sztat na ul. Grodzkiej, od tego czasu praw- 
dopodobnie dopiero, stał się legalnie i prawnie jego 
własnym'J warsztatem, co nie przeszkadzało, że dla 
ogółu i dla k l i e Jl t e l i 
zmiana ta nie miała wiel- 
kiego znaczenia. 
Od r. I 5 I 5 do I 5 2 7 
:łStenczel Stosh snyczer« 
piastował kilkakrotnie 
godność starszego cechu 
i w tym ostatnim roku 
opuścił Kraków, aby 
przyjść w pomoc obcią- 
żonemu wiekiem i dźwi- 
gającemu wówczas 89 
lat życia na barkach 
ojcu w Norymberdze, 
po śmierci macochy; druga żona Wita, Christina Rei- 
nolt, zmarła na pół roku przedtem s. W r. 1530 wy- 



.
 


. . 
r 


. ' 



'- ':i' . 

' . '" \\ 
, 
\ 


, ;., J'" . 
. oS '. ,-{ 
..... , 


\. ,,
 
." 


...... 


. - ,\ 1. 
') 


- .." 



 


C
 


. . , 
... 
 '.
 
'
'.' 


Fig. 6. Mensa kamienna' oltarza Św. Stanislawa w kościele P. Maryi 
w Krakowie, w. XIV. 


. ,''-. -', ' , 
\ . .......-Ł ' 
. .'
"# 
. . , 
.
 ' 


:4 
'- . 
, -


t. .;' 
""
 .... ..J 


,. 



 .' 

 
1__.- ,-'" 


" 


. A. 

 


"1, . 




 


z drugiej, w skutek których 


1 A. G r a b o w s k i, Staro
tnicze wiadomości, l. c. str. 283. 
Tenże, ,starego Krakowa Zabytki, str. 160. 
t Por. Lepszy, Stanislaw Stwosz, l. c. 
· E s s e n w e i n, Die lI-fitte/a/ter/iclten KitHstdenkma/e l. c. 
str. XXIV. 


I 


.
. ." . \ 


. . #' 
. r'.... 


. . 


.
: 


f-" 


. 
. , 


..... 


1 I. Baader, l. c. str. 16-26. 
· Johann Neud6rffer, Nacltricltten, 
str. 88. 
s Tamże, str. 114. 


, 


ed. Lochner, 1875,
>>>
.,. 
ł 


95 


STUDYA DO HISTORYI RZIi:ŹBY W POLSCE W X\' I XVI W. 


96 


st
puje w aktach już Magdalena, jako wdowa po Sta- 
nisławie t, chociaż warsztat mógł trwać dalej. Przypuścić 
to można na podstawie licznych tego rodzaju przykła- 
dów, a zwłaszcza opierając si
 na znanym nam dobrze 
przykładzie Kulmbacha 2. Podkreślamy t
 uwag
 dla 
zaznaczenia tylko charakteru przedsi
bierstwa. \\T ten 
sposób warsztat ojca istniałby w Krakowie mniej wi
- 
cej lat pi
tnaście do dwudziestu, a warsztat syna lat 
trzydzieści z okładem. 
Z warsztatu Stanisława Stwosza, jak sądzimy, do- 
szły nas dwa zabytki, jeden we fragmentach i pozo- 
stałościach, a drugi w całości. Oba wiążą si
 z kultem 
Sw. Stanisława, Do pierwszego należą grupy snycer- 
skie, wprawione w ołtarz barokowy w kościele N. P. 
Maryi Św. Stanisławowi poświ
cony, który jak dzisiaj 
wiemy przechodził trzy epoki. :\lożna si
 łatwo domyślać, 
że w główny
 kościele parafialnym Krakowa nie brakło 
od początku ołtarza krako
skiego patrona. Figura na 
szczycie poliptyku Wita Vi wielkim ołtarzu, zestawiona 
ze Św. \\' ojciechem, chociażbyśmy przypuścili, że od- 
powiada innej podobnej na tem samem miejscu w pier- 
wotnem urządzeniu, sama przez si
 nie wystarczała 
i nie mogła go' zastąpić. I ri'eczywiście, przy ostatniej 
restauracyi odkryta została mensa z kamienia pińczow- 
skiego, jak si
 zdaje, na której widzimy wykuty i dwa 
razy obok siebie powtórzony herb Ossorya, z wyją- 
tkową i nie znaną dotąd odmianą. Delikatne i staranne 
jej gotyckie profile i obramienia, przy charakterysty- 
cznej łormie tarczy herbowych i hełmów nad nimi, 
świadczą o w. XIV (fig. 6). Do kogo si
 one odnoszą 
i kto był twórcą tej początkowej fundacyi? Zdaje si
, że 
Stanisław \Veingort, pochodzący z dawnej krakowskiej 
rodziny, której członkowie zajmowali w XIV w. stanowi- 
ska konsularne 3, i to tak we własnem imieniu, jak w imie- 
niu swej siostry Osanny, wdowy po Bartłomieju Górce, 
pisarzu ziemskim krakowskim 4. Ołtarz ten był wznie- 
siony pod wezwaniem Św. Katarzyny 1;, ale jak z samego 


· A. G r a b o w s k i, Starego Krakowa Zabytki, str. 160, 161. 
i Lepszy l. c. 
I M. S o koł o w s k i, Hans Sues von Kul11lbach, Sprawozda- 
nia, T, II, 1884, str. 110. 
I W latach 1391, 1395 i 1398. Najstarsze księgi miasta Kra- 
kowa, Część II, str. 231, 247 i 257. P i e k o s i ń s k i, Pr
wileje 
T. I, str. 109. 
· Gąsiorowski, l. c. str. 49. 
& Sądzimy że to wezwanie nie jest dla godła herbowego 
zupełnie obojętne. Herb Ossorya czyli Szarza opatrzony jest zwy- 
kle krzyżem, jeśli koło nie ma krzyża i ma jedno dzwono wyr- 
wane, zowie się Ossolińczykiem (Piekosiński, Heraldyka wieków 
średnich, 1899, str. 157). Wedle P a p r o c k i e g o (ed. Turowski, 
str. 560) zowią go także Poświst. Musi on być pochodzenia nie- 
mieckiego. Tradycya, której ślad został w Paprockim (I. c. str. 
559), nadawała ten herb sławnemu wójtowi Albrechtowi z czasów 
Władysława Łokietka. Otóż ta odmiana, którą na naszej mensie 
widzimy, przypomina żywo godło Sw. Katarzyny Aleksandryjskiej 
i order pielgrzymów do Ziemi świętej i na górę Synaju, co jest 


"-- 


imienia fundatora domyślać Sl
 wypada i Św. Stani- 
sława zarazem. Pierwsze z tych wezwań zatarło si
 
z czasem, a drugie zacz
ło grać główną rolę. Czem jednak 
jaki kult jest większy. i wi
kszą pobożnością i gor
tszem 
uczuciem pokoleń ogrzany, tem prędzej można się spo- 
dziewać, że zabytki do niego się odnoszące ulegną prze- 
kształceniu i zmianie. Każda epoka, miejsce nim uświę- 
cone, otacza swoją opieką, ale dla każdej to, co po- 
przednia pozostawiła, nie jest dość pi
kne i dość wspa- 
niałe i każda chce cześć swoją i swój współudział w tym 
kulcie zaznaczyć we właściwy sobie sposób a wskutek 
tego w tym stylu, który uwaŻa za najdoskonalszy, 
niszczy pomniki dawniejsze i zastępuje je nowymi. Toż 
samo się stało w naszym wypadku. Retabulum ołtarza 
pierwotnego musiało ustąpić miejsca tryptykowi, w skład 
którego wchodziły nasze grupy, a w epoce barokowej 
i to nie wystarczało. Części jego rzeźbionych użyto do 
uzupełnienia tej wysokiej, opatrzonej kolumnami i zresztą 
kształtnej budowy, którą obecnie mamy przed sobą, 
i czemu głównie zawdzięczamy, że nas doszły w bardzo 
dobrym stanie. 
Rzeźby te, obecnie z tego ołtarza wyjęte i sta- 
nowiące w ten sposób pozostałość drugiej z rzędu 
z trzech epok i przemian, które ołtarz przechodził, 
a które daleko lepiej i w lepszem świetle, niż poprze- 
dnio, oglądać można było na Wystawie jubileuszowej 
Jagiellońskiej w krużgankach klasztoru Franciszkanów, 
przedstawiają: I) Kupno wsi (fig. 7), 2) Wskrzeszenie 
Piotrowina (fig 8), 3) Piotrowina z biskupem przed kró- 
lem (fig. 9)
 4) Zabójstwo świętego (fig. 12), 5) Zwłoki 
z orłami na tle Skałki (fig. 10) i 6) Złożenie świętego 
do grobu (fig. I I), czyli najważniejsze i najbardziej roz- - 
powszechnione sceny z legendy spisanej przez Wincen- 
tego z Kielc, którą Długosz w drugiej połowie XV w. 
wziął za podstawę swego żywota. Najwyższe są i naj- 
większą mają w.artość grupy Zabójstwa świętego i Zło- 
żenia do grobu. Obie znacznie większe rozmiarami od 
innych i obrachowane na to, aby były lepiej i bliżej 
widziane. Pierwsza oczywiście zajmowała środek tryptyku, 
a druga wypełniała predellę. Na pierwszy rzut oka 
uderza nas pelność kształtów i typów, tak różna od 
kościstej suchości XV w. Zycie i fury a, z jaką się król 
rzuca na świętego, udzielają się patrzącemu, a figury 
pelne realizmu i prawdy, dobrze wykarmionych a ude- 
rzających powagą biskupów i prałatów, którzy oddają 


tembardziej uderzające, że ołtarz był Św. Katarzynie poświęcony. 
Dwa razy identycznie obok siebie powtórzony, odnosićby się mógł 
tak do Stanisława Weingorta, jak do jego siostry Osanny, jako 
fundatorów. Koło ma w każdym razie charakter narzędzia męki 
i nasuwa się pytanie, czy to nie jest godło pielgrzymie, ujęte 
w heraldyczną formę i czy nie ono dało początek formie herbu? 
Obwiązane dzwono w naszym wypadku (fig. 6.) odpowiadałoby 
dzwonu wyrwanemu w Ossolińczyku. Byłaby to zatem forma star- 
sza, niż inne odmiany i prawdopodobnie najstarsza ze wszystkich. 


, 
j 


- 


-
>>>
97 


STUDV A {lO HISTOR VI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


9 8 


ostatnią posługę męczennikowi, ciągnęły oko w 
Iarya- 
ckim kościele, a pociągają je jeszcze bardziej obecnie, 
skoro możemy ich wartość w szczeg(,łach ocenić. \Vszy- 
stko obrachowane na ołtarz, do kt'rego był tryptyk 
przeznaczony i na światło ukośne, padające z boku, czego 
fotograf nasz niestety lIie uwzględnił oostatecZllie, \\" tem 


:( 
'. 


._0' T 


'"7 . 
..., .... 


raii..". 


. .. 
.. 


. 


" \'j 


. 
 ' 


,( 
I'. ..J. ". 
... J' 


ł , 


\ 


'" 


, 


r- 


\
 


'. 


-
 
....':- 
. t.-. 
. 

. 


.... 
J. 


\ 


"ił . 


t 


..:i. 


:,- 


- 


'.' 
" 


'" 
, .' 


.'. ....-=- 


..... 


. ..'
 .. . 


.. 

- 



 


,. -'
 . 


. 


Fig. 7. Stanisław Stwosz, Kupno wsi, z tryptyku Św. Stanisława 
w kościele p, Maryi w Krakowie, w. XVI. 


świetle dopiero występują w całej pełni i z całą swą tak 
malowniczą subtelnością szczegóły, jak obrus na mensie 
drgający w powietrzu ze swym prostym szlakiem, jak 
obraz na niej ze Św. Michałem, oznaczający Skałkę 
i kielich. Przy wyjęciu rzeźb z ram dotychczasowych 
obraz się ten pochylił, jak to widzimy na naszej repro- 
dukcyi, a później kto wie czy nie zaginął nawet. \Vi- 
dok Skałki w grupie, przedstawiającej zwłoki świętego 
z orłami (fig. 10), ze względu na topografię i architekturę, 
zasługuje na bliższe porównanie z widokiem tej samej 
miejscowości, którą publikował Łuszczkiewicz, podług 
rzeźb tryptyku w Pławnie w Sprtl'lvo:;dalliach 1. 
Ślady szkoły i wpływu starego Stwosza są tak 
w charakterze figur, w bezwzględnym realiźmie, stara- 
jącym się uwydatnić każdą indywidualność, w fałdach 


I Sprawozdania, T. IV, str. XXXI, XXXII, fig. 5. 


- 


draperyj nareszcie - jeszcze w tych rzeźbach widoczne, 
ale bliższa analiza wskazuje na ucznia i syna, na inną 
natUl-ę i inny temperament, a charakter całości wyra- 
źnie mówi o późniejszych czasach. Figury są barczyste, 
twarze szerokie, głowy osadzone na stosunkowo krót- 
kich szyjach, ręce i stopy grube, o również grubych 


., 



 


.( 


. 
\ 



 


. ; 
. 


.
 


-' I ,1 
· i- 


'

a .5 
. t ' "'-' 
 


.. ...., , 


\ 


" 


".' 


I . 


.
JI 
. , 


. ...
 - - 


I. 


" 


, . 


..... 1._ 


" 


--, 


l ) :' : 
I -. 


. 


". 


. , 


.. 


'\. 


. '" . 


I. 
I 


.. 


.. 
, 


0'0 


'. 


.... 
- . 


" --..., 


f' 


I. 



 


'. 


.1 


...f.' - 


.:., \ ", -"- 


I 


Fig. 8. 
tanisław Stwosz, \Vskrzeszenie Piotrowina, z tryptyku 
Sw. Stanislawa w kościele P. Maryi w Krakowie, w. X\'I. 


palcach, żył i wen w nich nie widać, a przynaJmmeJ 
widać nie wiele; sam ruch i gest tych rąk jest szema- 
tyczny, nieraz martwy i pozbawiony wymowy. Włosy, 
nawet tam, gdzie je snycerz na pojedyńcze loki roz- 
kłada, nie są dość subtelne i zaznaczone tylko więk- 
szemi masami. ..-\natomiczna dokładność, zamiłowanie na- 
tury w szczegółach, w drgnieniach życia przenikającego 
kształt, wszystko to się zaciera i nie występuje z do- 
stateczną precyzyą na zewnątrz. Ucho jest zawsze jedną 
linią zakreślone i dolna jego łapka nie oddziela się od 
konchy z taką wydatnością jak u ojca. Linearnej ści- 
słości w oznaczaniu kształtów niema, a modelunek jest 
chociaż piękny i poprawny, to sumaryczny i nieco ogól- 
nikowy. Dramatyzmu głębszego w tych postaciach i sce- 
nach również brak. Znać w nich artystę o bardziej spo- 
kojnym i flegmatycznym temperamencie, bez nerwowej 
gorączki i niepokoju. Rzeźbienie drzewa wielkiemi pła- 
7 


j
>>>
100 


ł 
. 
/1 


99 


STUIIYA DO HISTORn RZEŹny w POLSCE W XV I xn w. 


szczyznami temu wrażeniu w zupełJ\u
ci odpowiada. Je- 
dnem słowem wszystko w porównaniu z wyrobami \Yita 
jest względnie szkicowe, a w skutek tego ciężkie i 
dość grube, bez kątowatości wprawdzie, przesady i ma- 
niery, ale zarazem i bez tego przenikliwego akcentu, a 
nawet wyrazu, który starego mistrza w patetycznych 


I 


-.n 

. -. 
- r ........-
 , 
I 
-. 
;...:. 
'o 'I
 
- 
, 
"- r 
",. 

 

 \ 


. ) 


',' 


"" 


':J.
 


,.- 


.: 


, , 


., 
 


t, 


" 
\' , 


r ' 


," 


. , 


, t', 


Fig. 9, Stanisław Stw06Z, Piotrowin z biskupem przed królem. z tryptyku 
Św. Stanisława w kościele P. Maryi w Krakowie. w. XVI. 


momentach odznacza. Szerokośc traktowania następnie 
,mam10nuJe rozwinięty w. X\'I, a w urnamentacyjnych 
szczegółach i w formie zwłaszcza retabulum na mensie, 
przed którą król zabija biskupa, już mamy tutaj styl 
Odrodzenia, z którym si
 godzą i któremu odpowiadają 
stroje duchownych, żołnierzy i innych figur. Tak, że 
tryptyk pierwotny, z którego te rzeźb
T pochodzą, mógł 
powstać nie wcześniej jak kołu r. l S 1 S-l S 19, a na- 
wet najprawdopodobniej w tych ostatnich latach, jeżeli 
nie później, t. j. w czasie, kiedy się kończyła kaplica 
Zygmuntowska i kiedy tylu już \Vłochów u nas prze- 
bywało i do rozprzestrzenienia się nowego stylu i wpIc- 
i c
nia jego .m
tywów w miejscową twórczość musiało 
S1ę przyczY1l1ac. 
Datę tych, zresztą bardzo dobrze dochowanych, 
rzeźb, można nawet bliżej oznaczyć, na podstawie po- 
równania z zabytkiem drugim, któryśmy wspomnieli. 


............ 


Jest nim w całości jeszcze w pierwotnej formie na 
miejscu stojący składany ołtarz św. Stanisława także - 
w Wieniawie, koło Radomia (fig. 13), o którym p, Ka- 
rol Potkallski udzielił Komisyi przed laty pobieżną wia- 
domość I. Sceny pojedyńcze tego ołtarza są zupelnie 
też same, co w ołtarzu kmkowskim, z wyjątkiem g-rupy 


. 


". " I 
, 


I 
[, 
I' 
! 
r 
I 


\- 


. f'.': 
J11\' 
'. 
 ,'" -';f 
.
 
r 


... 



- 


,I 


ł- 1 
,
 
... .
 ł'f
 - 
..--: 
, , 


". ,.... 


'-... .. 

.
 
 


" 


'.. 


---4 i 
 


" 
.. 
" 


--:o ' 
.... 

. 

o 

' 

 


'- I 
,

. I 


,,' 


"', 


.1 
"'r;'. 


.... 
-.' 
-, 



.,,\i. 


" -. f 


"T 


... 


. .. 


.. 
.. " 


. .\' . 


,d 


....
:' 
-. ,..i...... 


&.. ,.,- 
, 
.;,- 


..., 


#, 

. 


J. 


.. 
L \ 


'-. o 


:'o..,
_"']." 
"" " ',.". 




. 


.
 --- 
" 


. 
, 


0-,"'- " 
.' ,,\. 


-ł " 


" \. 



.
" .f
 
.:.. , 


-..... ... 
I.\.
"C' -.... 
..... ....'9-......:. 


'.' 


......... 


,
.... 


. " 
" 


'- 


" 
, ' 


"- ....... 



 -...... 
,.' 
j" 
,. 


. I 


, 
8t. 


'" 


"

oo 


..... 
....... 


. J 


_ '.-. 
, o' 


Fig. 10. Stanisław Stwosz, Z"łoki z orłami na tle Ska1ki, z tryptyku 
Św. Stanisława w kościele 1'. Maryi w Krakowie. w. XVI. 


., 
J 


przedstawiającej °św, Annt; Samotrzecią, która wypełnia 
lunetę, zakreśloną wydłużonym łukiem nad ołtarzem 
w \Vieniawie, a w ołtarzu P. :Ylaryi już nie istnieje lub 
może zastąpioną była grupą inną. Kompozycya i układ 
scen pojedyńczych tak w jednym wypadku, jak w dru- 
gim, są zupclnie do siebie podobne, w obu z;lbytkach 


I Sprawozdania, T. IV, str. XLVI. Wedle p. Potkańskiego 
tryptyk nosi datę 1544. Ks. Kłosiński, proboszcz w Wieniawie, za- 
pewne na tym samym domniemanym napisie opierając się, twier- 
dzi, że r, 1470. Data ta ma być wypisana na prawem skrzydle 
tryptyku, pod dachem zamku, nad zwłokami św. Stanisława, 
w scenie z orłami. Z samej fotografii domyślać się należy, że to 
są rysy przypadkowe, czy ornamentacyjne, bez żadnego znaczenia. 
Mają być one namalowane czerwono na tle kamiennem zamku, 
zapewne dla urozmaicenia i ożywienia jednostajnego tła i dla wra- 
żenia pęknięć. W każdym razie o dacie właściwej nie może być 
tu mowy, albo też ta jest błędnie odczytana. Tak charakter, jak 
styl tego zabytku jedną z tych dat i drugą w zupełności wyklucza. 



,
>>>
I 
. 

 


101 


STUDYA HO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


102 


Fi!,:. 11. Stanislaw Stwosz, Zlożenie świętego do !,:robu z tryptyku Św. Stanislawa 
w kościele P. Maryi w Krak',wie, w. XVI. 


t 


powtarzają się też same figury i typy i to do tego sto- 
pnia, że ołtarz wieniawski uważać mOŻna za swobodną 
poniekąd, a nawet w niektórych szczegółach za nie- 
wolniczą kopię ołtarza krakowskiego. 'N scenie głównej 
i środkowej strój króla, zagięcie odwianego i cofniętego 
w tył płaszcza, którego kłąb dolny jest w rzeźbie wie- 
niawskiej mniej umotywowany, niż w krakowskiej, cały 
ruch zresztą i rysunek figury, a szczególniej za królem 
żołnierz leżący na ziemi i dźwigający się na łokciu i 
drugi za nim pa- 
dający w pełnej 
zbroi, z włosami 


. .. 
WIszącymI pIOno- 
wo - wszystko 
to jest identyczne 
w obu przedsta- 
wieniach. \\' zło- 



 r . 


, 
,- 


-.... 
..... 


" 


.
 


..... 


I .- 
. " 

 
. " 


} 


f, \!.. \ 
..,{"' 

 ..."". 


'.

: 


. .... 
!. 


II 


żeniu do grobu 
postacie biskupa, 
podtrzymującego 
zmarłego od stro- 
ny głowy i diako- 
na od strony nóg, 
są też same, z tą 
jedynie rOZl11cą, 
że dyakon w ołta- 
rzu krakowskim 
klęczy przy no- 
gach, a w wie- 
niawskim te nogi obejmuje dla złożenia ciała. Toż sa- 
mo się powtarza w bocznych scenach, Rozłożenie figur 
we wskrzeszeniu Piotrowina, ruch rąk króla i jego po- 
stawa w scenie z tym ostatnim, wreszcie figura w czepcu, 
między królem a zmartwychwstałym, w tej samej gru- 
pie, są przeniesione z jednej kompozycyi w drugą. Przy 
sprzedaży wsi, postać za stołem w środku, druga na 
prawo, ma ten sam kapelusz, chociaż inne ustawienie 
stołu wpłynęło na odmienne zgrupowanie figur. Najwięk- 
sze jednak podobieństwo obu ołtarzy uderza w scenie 
z orłami, mimo tego, że moment cudu pojęty jest ina- 
czej tutaj i tam. Kiedy w rzeźbie krakowskiej rozćwier- 
towane zwłoki się już zrosły, to w wieniawskiej zaczy- 
nają się dopiero, czy kończą zra£tać. Jednem słowem 
mamy tutaj przed sobą ten sam do ołtarza w kościele 
\Iaryackim stosunek, jakiśmy stwierdzili w tryptyku 
z Lusiny do cyklu, z którego ocalała rzeźba w Czat- 
kowicach. 
Dodać do tego należy typy polskie, które mia- 
nowicie w ołtarzu krakowskim wpadają w uczy. \V sce- 
nie zabójstwa sam święty, diakon za nim z pochyloną 
głową, który się z takim spokojem zamachowi króla 
przygląda. w złożeniu do grobu, twarze biskupów i dia- 
konów, we wskrzeszeniu nareszcie, zaczynając od Pio- 


lf 


. 
'. 
I 


, ' 


4 


-
 -. 


l 



 


't 
\ 


. 
" : I 
......- . 
 


,. 


" 


..?- 


I)f.\,
 


1 


t, 


- 


trowina - wszystkie figury - mają nieomylny słowiań- 
ski i polski charakter, a król na tronie w scenie z Pio- 
trowinem przypomina Jagiellończyków, Ornament wy- 
ryty na stopniach ołtarza w środkowem przedstawieniu 
tryptyku wieniawskiego sam przez się swiadczy o ro- 
dzimym warsztacie, powtarza on bowiem znany motyw 
tak zwanych pasów przeworskich, złożony z rozet i li- 
lij wodnych naprzemian l. Luk lunety przy tern opatrzony 
jajownikiem z ząbkami w ołtarzu wieniawskim, delfiny 
i muszle z trójzę- 
bami wplecione 
w roślinny i z go- 
tycka gięty wzór 
w rozetowaniach 
nad pojedyńczerni 
scenami, mają ten 
wybitny, a tak 
świeży pełen 
uroku, przy sta- 
rannem s w o I m 
wykończeniu 
styl wcze
nego 
Odrodzenia, który 
świadczyć się zda- 
je, że już stanęła 
na Wawelu »perła 
renesansu na pół- 
nocy«. \Vedle ła- 
skawie mi udzie- 
lonej informacyi X. proboszcza Kłosińskiego, który 
ten tak piękny i interesujący zabytek ma pod swą 
opieką, skrzydła boczne ołtarza zamykają się, a pod 
niemi są drugie, nieruchorne i tak na jednych, jak na 
drugich, widać malowane stacye męki pańskiej, bez 
złoceń, t. j. części, które z natury rzeczy w ołtarzu 
krakowskim nas nie doszły. 
Co jest rzeczą charakterystyczną, to, że ornamenty 
strojów w grupach kościoła \Iaryackiego nie są wy- 
ryte, ani wyrzeźbione w drzewie, ale odlane w ołowiu 
i osadzone na sztyftach w odpowiednich miejscach. Tu 
i ówdzie te metalowe dodatki ocalały, a tam, gdzie ich 
już niema, na szlakach kap, ornatów i sukien, podziur- 
kowane powierzchnie dowodzą ich pierwotnego istnie- 
nia. Ponieważ oba zabytki, tak wieniawski, jak krakow- 
ski, są z wyjątkiem twarzy i części nagich w całości 
pozłocone, pozłota ta zatem zakrywała materyał i ze- 
spalała te ołowiane ozdoby z drzewem. Użycie tak 
niezwykłe metalu do uzupełnienia dzieła wyrzeźbionego 
w drzewie, domyślać się każe złotniczych tradycyj, a 


l 


, I . 


:'\- 


I. 



 


. " 


. I 


. 


.i. .' 


.;, 
a I--A.-. 


. " 


-.0'" 
.t' 
'''' 


... 


f ' 


'1 


.---' 


'. 


/: 


fi 


,o: 



 - 



 


. "", 


"' 


I 
I. S O koł O W S k i, Pasy metalowe polskie tak zwane lwow- 
skie albo przeworskie, Sprawozdania, T. VI, str. 10-16 i ryciny 
tamże. 


J
>>>
10 3 


STUlJYA DO HISTORYJ RZEŹBY W POLSCE W XV I X\'I W. 


Fi!::". 12. Stanislaw Stwosz, Zabojstwo świętego, z tryptyku Św, Stanislawa w kościele r. Maryi 
w Krakowie, w. XVI. 


może i nauki \\'ita, ktÓrego \ladonna norymuerska, wy- 
konana wkrótce po opuszczeniu Krakowa. ma zlotf' gwia- 
zdy na płaszczu, odlane z cyny i przytwie.-dzone do 
drzewa l, co dodane do charakteru i stylu rzeźuy uza- 
sadnia naszą atrybucyę i poświadcza pochodzenie tych 
utworów z warsztatu Stanisława Stwosza. 


Kościół w \t\"ieniawie uył w X\" w, jeszcze o re- 
wniany. Stanisław .\1łodecki, heruu Półkozic, prouoszcz 
miejscowy, koło r. 1520 przebudował go w cz
ści z muru 
i od strony połu- 
dniowej dobudo- 
wał do niego, jak 
się zdaje, kaplicę 
swojemu patrono- 
wi poświęconą 2. 
On też uez wąt- 
plema uył zara- 
zem fundatorem 
ołtarza. I\"a pła- 
skich i wygiętych 
konsolach, które 
łączą predelle ze 
skrzydłami, spoty- 
kamy jego herb 
Półkozic z literami 
S. NI. z jednej, a 
herb Jastrzębiec, 
który był może 
herbem jego ma- 
tki , przy tych 
samych literach 
z drugiej strony s. 
W szystkie te daty 
zgadzają się za- 
tem w zupełności 
z tern, cośmy roz- 
bierając ołtarz św. 
Stanisława w ko- 
ściele P. Maryi 
powiedzieli i prowadzą 00 wniosku, że obu tym ołta- 


- Ii 


/'
I'
i
j ':: 


\r. , 


", . 


:1 
, l. 
I' . 
. , 


» 



 

 


L 


... 


""'. 


\ 

( 


... 


l '. 
 
" ( 
. . ł. ' . 
. 
"11.)0 ...., 


\ 


ł 


/ 


r . 
. 


L__ 


· P. J. R e e, l"ittht"Żl, fl1IS dem Germaniseh. National11luseu11l, 
1892, str. 108, 
, J a n a Ł a s k i e g o, Libcr BenefieiorulIl Al'chidyeec!fYi g1lic- 
źnicńskiej, T. I, 1880, str. 686 i na tej samej stronie nota, która 
się powołuje na szematyzm. Ks. Kłosiński pisze, że Stanisław Mło- 
decki, kaplicę św. Stanisława, chór i zakrystyę z kamienia wybu- 
dował w r. 1519. Jeżeli ta ostatnia data opiera się na dokumen- 
tach kościelnych, to popiera przez. nas powyżej oznaczoną datę 
tryptyku krakowskiego, 
· X. Kłosiński sądzi, że Jastrzębiec jest herbem Hieronima 
Strzembosza, który kościół miał w r. 1264 wybudować z drzewa. 
Nie mówiąc o tern, że utrwalanie w ten spos6b pamięci pierwo- 
tnego fundatora na tryptyku późniejszym i przeznaczonym do ka- 
plicy bocznej nie byłoby zrozumiałe, to same litery S, M, temu 
przeczą. Tryptyk wynosi wysoko 4'176 m., a szeroko 2'88 m. 


"'------ 


104 


, J 


rzom warsztat Stanisława Stwosza dał początek. Jest 
oawna tradycya, przechooząca z książki do książki i po- 
wtarzana niezmiennie przez wszy
tkich, zwłaszcza nie- 
mieckich pisarzy i historyków sztuki, że ołtarz św. Sta- 
nisława w kościf'le :\Iaryackim był wykonany przez 
\\'ita Stwosza 1. TI-aoycya ta, jak widzimy, miała swoją 
poosta wę. vVarsztat syna nie bez słusznej przyczyny 
uchooził zap('wne za wal-sztat ojca i wielka firma wy- 
rouy z niego wychodzące pokrywała. I )ość jest wszakże 
zdać sobie sprawę 
z tego, czem jest 
renesans memle- 
cki, jaki miał po- 
czątek, . charakter 
i rozwój, aby się 
przekonać, że ża- 
den z naszych 
ołtarzy nie mógł 
powstać w No- 
rym berdze, gdzie 
od lat dwudziestu 
i kilku już 
"it 
Stwosz przeuywał, 
ale że musiał być 
wykonany w Kra- 
kowie. Formy, 
które na nich wi- 
dzimy, w ołtarzu 
wieniawskim tak 
dobrze zachowane, 
mogły się tylko 
wpleść w ich or- 
namentacyę pod 
wpływem włoskich 
szkół kamieniar- 
skich 1 z renesan- 
sem niemieckim, 
z rycinami, plakie- 
tami i przedmiota- 
mi przemysłu artystycznego, oraz z dorywczemi wraże- 


.... 


. I 


l' ' 
'ł 
 .." - 


".1 


.. . 
. 
"l' 
\' 
-. 


!. . 

 
" . 
r ' . ' . 
l;x 
".1 . 


0,.1 
I .t 


!- 



 


4' 


i 



 
, 


I 


I 


ł I.-.
 


J 


.... 


L, 


, 


\.. 


l Mimo tego, że Essenwein, l. c. str. 110 jeszcze w r. 1886 
opisał nasz ołtarz dość szczogl',łowo i podał szematyczny rysunek roz- 
kłalu składających go rzcźh w pierwotnym tryptyku a ani słowem 
nie wzmiankował jego związku z Witem Stwoszem, którego krakow- 
skie dzieła dohrze znał, to w następstwie cały szereg historyków 
sztuki wiąże go ze starym \Vitem. Rergau (leit S'toss, Adam 
Krall w f)ohlllc'go fi.'unst mld Kiinstlcr, 1877 odbitki str. 8) wy- 
mienia go między dziełami Wita: .Ferner fertigte er den Altar des 
hl. Stanislaus, in der dicsem Heiligen gewidmeten Capelle (!!) in 
der 1\larienkirche, welcher freilich nur noch in einzelnen Theilen - 
sechs Reliefs mit sehr schonen und lehensvollen Darstellungen aus 
der Geschichte dieses Heiligen-erhalten istc. Znajduje on najwięk- 
sze podobieństwo naszego ołtarza do ołtarza w Bambergu, ale 
w przypisku wątpi, aby ołtarz Bamberski móg łbyć dziełem Wita 
Stwosza. Możnaby powiedzieć: 
ganz gut, aber umgekehrtl c W. 


r 


f'o
>>>
10 5 


STUDYA no HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


106 


, 


niami wędrówek za Alpy, nie mają nic wspólnego. Cha- 
rakter ich krakowski jest nieomylny, nie mówiąc o tem, 
że stary \Vit nie pozostawił nam żadnego z tej wczesnej 
stosunkowo daty dzieła, któreby o \"enesansie świad- 
czyło. Nagrobek Piotra z Bnin\ w \A"łodawku 
wchodzić tu w rachubę nie może. Cieka wy 
bardzo jako świadectwo stośunku Kalli- 
macha do sztuki, najlepiej sam przez 
się dowodzi, jak głęboko nasz ar- 
tysta był w średniowiecznych tra- 
dycyach pogrążony i jak nie umiał 
się nagiąć do nowych i obcych so- 
bie w y m a g a ń. 
Jedna z ostatnich 
zaś prac jego ży- 
CIa nam znana, 
ołtarz Uamberski 
z r, 1523 ma cho- 
ciaż już renesan- 
sowy i to wyłą- 
czme w rysunku 
Gabinetu archeo- 
logicznego, który 
jest pierwotnym 
do niego pomy- 
słem, - to zupeł- 
nie inny charak- 
ter I. J e d y n y m 
\ zatem, j
k widzi- 
my, tworcą na- 
szych ołtarzy 
mógł być tylko 
Stanislaw Stwosz, 
I na którego oto- 
czenie Z ygmun- 
towskich czasów 


I 
, 
. 
, 
. 
. 
. 
. 
, 
. 
. 


.1 ' 


\ 


,. 

 ., I 
!



.} .lłf 

I-ł.
 
. .(i- 
'. ' 


J.t\ 
, .
 
- .J
 


L .,(. 
r 
mi I l-!L : ] 
,. -'o Jj 


 . 
- " 

I, I , 


. \r 


l 
 


I 


...( 



t 
Ił 


.; 


., 


\ 
. 


'.!f 


'. 


.. 


Bode w Gesclziclzte der deutsclzen 
Plastzk, 1885, str. 121, twierdzi, że 
rzeźby tego ołtarza mają zupełnie ten 
sam charakter, co wielkiego; Knack- 
fuss, Deutsclze Kunstgesclziclzte, T. I, 
1888, str. 495: wymienia między dzie- 
łami Wita Stwosza 
nur theilweise er- 
haltenen St. Stanislausaltarc. J. N eu- 
wirth, Kunstgesclzichtliche Clzarak- 
terbilder mes Oesterreiclz, 1893, str. 149. Witowi przypisuje 
der Sta- 
nislausaltar der Marienkirche, von welchem nur die beiden Fliigel(!!) 
mit den 6 Reliefs aus dem Leben des Heiligen erhalten sinde. 1\10- 
glibyśmy tę listę znacznie pomnożyć. Żaden z tych pisarzy ołtarza nie 
widział, ani bliżej nie badał i tylko przepisywał wiadomość raz poda- 
ną jeden z drugiego. Interesującą rzeczą byłoby dotrzeć do źródła 
i odnaleźć pierwszą o tern wzmiankę, może na tradycyi opartą. 
I Rysunek Gab. arch. będziemy przy innej sposobności pu- 
blikować. W każdym razie jest rzeczą charakterystyczną, że ołtarz 
bamberski pod tym względem odstępuje od rysunkowego projektu, 
na co i D a u n w ostatniej pracy zwraca uwagę. 


z Bartłomiejem Berecci z Janem Cini z Sieny da- 
leiw wcześniej i w inny sposób musiało oddziaływać, 
niż na starego ojca rodzina Vischerów i Albrecht Dti- 
rer. Stwierdzenie tego faktu i uwydatnienie charaktery- 
stycznych cech w zabytkach przez nas wymIe- 
nionych, pociągnąć powinno za sobą odna- 
lezienie innych jeszcze rzeźb, mających 
toż samo źródło 1. 
\-lówiliśmy już o tern, że warsztatowi 
Wita Stwosza nie brakło pracy. 
»Magister mechanicorum«, zwolnio- 
ny od podatków miejskich, po wy- 
konaniu Marya- 
ckiego o ł t a r z a, 
dostarczający ro- 
bót wielkim do- 
stojnikom kościel- 
nym I samemu 
d wo r o w i, był 
Stary \rit po- 
wszechnie znany 
snycerskie też 
. 
jego wyroby roz- 
chodziły się bez- 
wątpienia szeroko. 
Toż samo praw- 
dopodobnie z nie- 
wielkiemi zmiana- 
mi, c h o c i a ż z 
mniejszą donioslo- 
ścią, odnosilo się 
do warsztatu jego 
syna, który, jeżeli 
pozory nie mylą, 
grał na początku 
XV I w. podobną 
jak warsztat ojca rolę, w dru- 
giej połowie XV. W działal- 
noscl i czynnoscl obu tych 
warsztatow musiały być jednak 
przerwy. Zważywszy średnio- 
wieczne warunki zbytu, przy- 
puścić należy, że praca się 
nieraz nie opłacała i że trzeba 
często szukać nabywców na jarmarkach. Że tak 
w Norymberdze, gdzie Wit nie mniej znaczył 


':; 


Jł" 


¥- 


'c 


.. 


. 


'l 


ł 
, t. 1 1 
" 
 


'. 


-- 


t!.; 


.I 
- '''ol \ 
(" 


, 


\ 

 


l' 
.Ja.. " 


.
 



 


'
 


. 


! 


..: 


] 


.' 'r
 


,. I 


L 


, I 


Fig. 13. Stanislaw Stwosz, Żywot Sw. Stamislawa, tryptyk 
w Wieniawie, w. X.\'I. 


było 
było 


I W dalszym ciągu naszego badania determinacya powyższa 
ołtarza Maryackiego, a zatem i ołtarza w Wieniawie i związanie 
obu tych ołtarzy ze Stanisławem Stwoszem, nabierze o wiele więk- 
szej jak sądzimy ścisłości, gdyż się pokaże, że w tych latach 
właśnie, w ktllr)"Ch one jedynie powstać mogły, nie było praw- 
dopodobnie żadnego innego, poza Stanisławem Stwoszem, zna- 
komitszego snycerza w Krakowie, któryby mógł je wykonać.
>>>
. 


108 


I . 


10 7 


STUUYA UO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


i nie mniejsze zajmował stanowisko jak w Krakowie, 
wiemy o tern na podstawie wspólczesnych świadectw 1. 
Tembardziej musiało być tak samo u nas. Jarmarki 
krakowskie, a nawet innych miast, zwłaszcza podgórskich 
i spiskich, znały zapewne tak dobrze Wita, jak praw- 
dopodobnie jego syna. Rzemieślnicza strona ich twór- 
czości występuje przy tern w pełni. Raz wykonana 
grupa, a nawet cały ołtarz powtarza się kilkakrotnie. 
Artysta nie waha się kopiować sam siebie, a szeroki 
współudział w jego pracy mają z natury rzeczy cze- 
ladnicy, których liczba zresztą jest przepisami cechowymi 
z góry ograniczona. 
Jest następnie fakt, dla ogólnego rozwoju i dzie- 
jów całej naszej kultury mający niepospolite znaczenie. 
W końcu X V w. podnosi się ekonomicznie społeczeń- 
stwo, a przedewszystkiem mieszczaństwo, wzmaga się 
bogactwo kraju i mnożą coraz bardziej fortuny, a w sku- 
tek teg-o budzą się nowe potrzeby i rosną na większą 
skalę wymagania. To nam tłomaczy z jednej strony 
kopie jednych i tych samych utworów, o których była 
mowa, a z drugiej pociąga za sobą konieczność po- 
działu pracy. Tym nowym warunkom czyni u nas za- 
dość z inicyatywą, przedsiębiorczością i z talentem so- 
bie właściwym pierwszy Wit Stwosz. W ślad za mi- 
strzem E. S, i nieledwie jednocześnie z Wacławem z Oło- 
muńca i z najznakomitszym ze wszystkich ówczesnych 
rytowników, .Marcinem Schengaurem, zaczyna on wy- 
dawać i spieniężać ryciny, jako wzory nietylko dla 
swego, ale i dla innych warsztatów artystycznych, tak 
złotniczych, snycerskich, jak nawet zduńskich i kamie- 
niarskich. Oprócz miedziorytu powyżej wymienionego, 
trzy jeszcze inne, ze znanych, są odbite na tym sa- 
mym i tym samym znakiem wodnym opatrzonym pa- 
pierze, sławny kapitel (P a ssa van t, T. II, 154), Matka 
Najświętsza z dzieciątkiem i z różą, jabłkiem, czy gra- 
natem, w pelnej figurze (Passavant, T. 11,153,6), pierw- 
sza tylko w egzemplarzu monachijskim, druga w mo- 
nachijskim, hamburskim i berlińskim, a nawet najpięk- 
niejsza z jego rycin Pieta i to tak w egzemplarzu mo- 
nachijskim, jak londyńskim (B a r t s c h, T. VI, 67, 2). 
Wprawdzie papier taki nietylko w Krakowie, ale i 
w innych częściach Niemiec, a mianowicie w Norym- 
berdze był również wtedy rozpowszechniony, ale styl 
tych rycin, zwłaszcza dwóch pierwszych, dodany do tego 
znaku, wnosić każe, że powstać one musiały we wcze- 
snej, a zatem krakowskiej epoce twórczości Wita. Co 
więcej, jeżeli na papierze innych, a im pokrewnych mie- 
dziorytów, znajdujemy znaki odmienne i u nas nieznane, 
to pamiętać musimy, że z blach dawnych mogły być 
one odbite gdzieindziej w późniejszych czasach. Pozna- 
nie bliższe tych rycin, któremi się wkrótce postaramy 


I N e u d o r f er, Nacltricltten, ed. Lochner, str. 90. 


zajać i opracowanie ich pod stylistycznym względem o 
tyle, o ile będzie to możliwe, ma dla nas głębszy inte- 
res. Układ, kompozycya, główne motywy, jednem słowem 
treść artystyczna, w skutek rozpowszechnienia się tych 
rycin, staje się też nieraz dziełem jednego, a forma i wy- 
konanie zasługą drugiego artysty. Ryciny zaczynają grać 
tęż samą rolę w produkcyi artystycznej, jaką obok nich 
i za czasów tak zwanych »małych mistrzów« grać będą 
póżniej plakiety odlane z ołowiu. Twórczość zaczyna 
się rozdzielać i specyalizować. Przygotowuje się czas, 
w którym przy wykonaniu jednego i tegoż samego 
dzieła sztuki brać będzie udział cały szereg artystów, 
W r. 1538 podług wzoru Hansa DUrera wykonają sre- 
brny ołtarz kaplicy Zygmuntowskiej w Norymberdze 
Piotr Fletner, Pankracy Labenwolf i .Melchior Bayer 1, 
a w piętnaście lat później tarcze dekoracyjne dla Zyg- 
munta Augusta, pod kierunkiem i wedle rysunku Ja- 
kuba Caraglio, wyjdą z pod rąk Kaspra ze Stradomia, 
Kaspra de Castillione iLukasza Suskiego w Krakowie 2. 
Analiza się komplikuje. Zmuszeni jesteśmy zdać 
sobie sprawę, czy dany utwór, wykonany na wzór ry- 
ciny, wyszedł z warsztatu majstra, który był tej ryciny 
twórcą, czy też z innego, niemającego z nim żadnego 
związku, co zresztą sam styl i sposób wykonania roz- 
strzyga. Czy to dzieło wyszło z pod ręki mistrza je- 
dnocześnie z pomysłem, czy też wykonane zostało tylko 
przez jego uczniów, pod jego kierunkiem i przy jego 
dodatkowym i uzupełniającym współudziale? Odpowiedź 
na to pytanie - jest o wiele trudniejsza i w wielu 
wypadkach zawodna. Nareszcie, czy dany wyrób opu- 
ścił warsztat jednego przewodnika, na schyłku jego dzia- 
łalności, czy też już drugiego, skoro go ten objął z kolei 
po nim - rozstrzygnąć z zupełną pewnością jest cza- 
sami jeszcze trudniej. Czy bezpośredni i osobisty kie- 
runek, lub też jeszcze ciepły i nieochłodły wpływ, re- 
zultat użycia tych samych wzorów i modelów, przy ży- 
wej tradycyi i utartych nawyknieniach, mamy w tym 
lub innym wypadku przed sobą. - pod tym względem, 
tam gdzie niema wyraźnych wskazówek, dokumentów 
czy świadectw - sam styl wyprowadzić z kłopotu ba- 
dacza nie zawsze jest w stanie. Odnosi się to jednak 
i odnosić może jedynie do tych utworów, których cha- 
rakter nie jest dość wyraźny i określony. W najzna- 
czniejszej ilości wypadków, tak jak w naszych przykła- 
dach górują nad wszystkiem dwa najważniejsze faktory, 
indywidualność artysty i duch czasu, które dają pod- 
stawę do orzeczenia i usuwają wątpliwości. 
W każdym razie nie wątpimy, że ilość dzieł po- 
chodzących nieomylnie z warsztatów Wita i Stanisława 


. 


. 


I Sprawozdania, T. VI, str. LXIV i LXV. 
, iródla do dziejów sztuki i cywilizacyi w Polsu, T. I. 
(który jest w druku), str. 33.
>>>
. 


. 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W, 


I . 


109 


Stwoszów będzie się coraz bardziej mnożyć i coraz le- 
piej będzie znana, a w skutek tego, że ich działalność 
coraz wyraźniej rysować się zacznie przed naszemi oczyma 
i co zatem idzie, że ich znaczenie dla Krakowa i kraju 
w coraz jaśnieiszem stawać będzie świetle. Przekonamy 
się wówczas, czego już dzisiaj domyślać się można, że 
I warsztat Wita, odziedziczony przez jego syna, miał tęż 
\ sam ą doniosłość dla kOl1czących się wieków średnich 
u nas, co warsztat Gian Maryi Padovana dla rozwinię- 
tego i późnego Odrodzenia i że na polu rzeźby i pla- 
styki nawet dekoracyjnej wycisnął, tak jak ten ostatni, 
niezatarte piętno na najznacZ1liejszej ilości zabytków 
współczesnych, jakie nam pozostawiła przeszłość. 
1899 r. 


. 


II. Pozostałości tryptyku fary kaliskiej w Stawi- 
szynie. _ 
W r. 1898 przedłożyłem Komisyi fotografię inte- 
resującej rzeźby ze śl-edniowiecznego ołtarza w Cegło- 
wie na :\Iazowszu I. Obecnie przedkładam wyborne 
zdjęcia, udzielone mi za łaskawem pośrednictwem Wła- 
dysława Luszczkiewicza, które nadesłał Komisyi p. ja- 
nusiewicz 2, rzeźb drewnianych również z XV w., ale 
o wiele wyższą mających artystycZ1lą wartość ze Sta- 
wiszyna w Kaliskiem. 
Stawiszyn leży nad rz. Bawół, wpadającą do Pro- 
sny i posiada okazały gotycki, może z XIV w. pocho- 
dzący, ale pozbawiony sklepień kościół. Rzeźby nasze 
jednak do niedawna w wielkim ołtarzu tego kościoła 
umieszc.lOne i pochodzące z dawnego tryptyku, prze- 
niesione tutaj zostały' z Kalisza w końcu XVIII w. :Ylie- 
.;ciły się one przedtem w farze kaliskiej, poświęconej 
pod wezwaniem NP. .i\laryi w r. 1445. Fara ta w r. 
[783 się zawaliła i w siedm lat potem, staraniem ks. 
Stanisława Kłossowskiego, została z gruntu odrestauro- 
wana i przyprowadzona do dzisiejszego stanu. Skut- 
kiem tej przebudowy, nietylko ślady jej średniowiecz- 
nego cnarakteru się zatarły, ale wszystkie nieledwie da- 
wniejsze jej zabytki, nieodpowiadające ówczesnym uczu- 
ciom i wymaganiom były usunięte s. VI,'" tym też cza- 
sie bezwątpienia resztki jej zrujnowanego ołtarza prze- 
wieziono do Stawiszyna. Fara kaliska w jednej z bo- 
cznych kaplic posiada cudowny obraz św. józefa, co 
było powodem, że ją powszechnie kościołem tego świę- 
tego nazywano. To sprawiło, że pobieżne wzmianki 
w literaturze o naszych rzeźbach zwykle zaznaczają, że 
je z kościoła św. józefa w Kaliszu do Stawiszyna prze- 
niesiono. Zwracamy na to uwagę, albowiem św. józef 


. 


I Sprawozdania, T. VI, str. ClI et str. C fig. 7. 
I Sprawozdania. T. V. str, II. 
I Album J..aliski
, 1857. Slownik geograficzny, T. III, str. 690 
i T. XI, str. 300. 



 


- ..... 


110 


należy do wezwań rzadkich i w każdym razie późnych, 
gdy tymczasem NP:\larya jest wezwaniem najpowszech- 
niejszem w średnich wiekach i odpowiada w zupeł- 
ności dacie fundacyi kościoła, z którą się tak dobrze 
charakter i styl rzeźb godzi. 
Są to tylko trzy figury: NPMarya z dzieckiem, 
św. jan Ewangelista i św. Bartłomiej (fig. 14). W yrze- 
źbione w drzewie lipowem mają znaczne rozmiary, ka- 
żda z nicn wynosi przeszło półtora metra wy.sokości. 
Należą one bezzaprzeczenia do najpiękniejszych naszych 
( rzeźb w ogóle, a kto wie nawet, czy nie są to najpięk- 
niejsze zabytki snycerskie, jakie nam pozostawiły wieki 
średnie. 
NPanna, tak wdzięcznie w tył przegięta, w wyso- 
kiej, o strzelistych kwiatonach koronie, osadzonej z lekka 
na tyle głowy, z włosami spadającymi w miękkich zwo- 
jach na ramiona, trzyma dwoma palcami prawej ręki 
berło, dziś ułamane, ale którego osada z wypukłością 
jest widoczna, a w lewej dzieciątko bawiące się wino- 
gronem. y..' XIV w. i w początkach XV dawano, zwła- 
szcza w przedstawieniach, mających z Czechami zwią- 
zek, dzieciątku w rączkę jabłko, jako znak grzechu pier- 
worodnego, z tą myślą teologiczną, że dziecko jabłko 
biorąc świadczy, iż grzech weźmie na siebie i ludzkość 
odkupi J. Tutaj winne grono zdaje się być również nie bez 
znaczenia. Oznacza zapewne ofiarę krwi pańskiej, którą 
Zbawca zmyje grzech pierworodny. Wyraz smętny dzie- 
ciątka, przy zadumanej i pochylonej jego główce robi 
takie wrażenie, jakby popierał i usprawiedliwial tę in- 
terpretacyę. Z czasem, jeszcze w X V w. się to zmienilo. 
Motywy te nietylko, że zatraciły myśl, która się z nimi 
pierwotnie wiązała, ale się staly rodzajową zabawką. 
Marya ma suknię dlugą i plaszcz spięty podłużną klam- 
rą pod szyją. Św. józef, stojący na przeciwko nas 
spokojnie i prosto, o pięknych i szlachetnych rysach 
z oczami podniesionemi w górę, z wieńcem loków oka- 
lających głowę, w długiej tunice związanej opaską, za 
którą zatknięta jest pola sfaldowąnego płaszcza, trzyma 
w ręku lewem kielicn, z którego tylko podstawa oca- 
lała, a prawą zdaje się wskazywać na Chrystusa, Osta- 
tnia zaś postać, zwrócona zlekka na prawo, św. Bar- 
tłomiej prawdopodobnie, jest cała owinięta płaszczem, 
z krótką i obcisłą pelerynką na ramionach, jedną ręką 
ten płaszcz podtrzymuje, a drugą kładzie na piersiach, 
jakby dla dania wyrazu uczuciu, które się w jego głę- 
bokiem spojrzeniu maluje. 
Sobieszczański, który zna nasze rzeźby i poswlęca 
im krótką wzmiankę, nazywa ją Mateuszem 2. Typ głowy 


I Por. J. N e u w i r t h, Zur Geschichte der Tale/mal
rei in 
BiJ1tmen, Repertorium jur Kunstwissenschajt, 1885, T. VIll, passim, 
a zwłaszcza str. 63. 
I Wiadomości historyczne o sztukach Pi€knycll w Polsce, 
1847, T. I, str. 220.
>>>
. 


II I 


STUIIYA DO HISTORYJ RZEŻBY W POLSCE W XV I XVI W. 


112 


jednak odpowiada Bartłomiejowi, którego I )urandus 
charakteryzuje w sposób powtarzający się bardzo czę- 
sto przez całe wieki średnie, Cechy przez niego wy- 
mienione odnajdujemy w naszej fig-urze: .,capilli eius 
nigri et ('risPi J caro candidel J ocul£ gra1lt/es J 1lares 
aequales et direetae J barba prolixa" 1. Co więcej, ręka 
prawa wygląda, jakby trzymała nóż, atrybut tego apo- 
stoła. W ten sam sposób to godło męczeńskie jest 
przez świętego trzymane w \\-ielu przedstawieniach, 
a nawet tak nóż trzyma Św. Bartlorniej Giotta w pa- 
dewskiej Arenie II. Kościół w Stawiszynie w dodatku 
jest Św. Jadwidze i Św. Bartłomiejowi poświęcony, coby 
się tak godziło z tą determinacyą. Chociaż bowiem, jak- 
tośmy wyżej stwierdzili, rzeźby nasze z tym kościołem 
i z jego wezwaniem nie mogły mieć pier:wotnie żadne- 
go związku, to bardzo być może, że je z fary kaliskiej 
do Stawiszyna właśnie a nie do innej. parafii dla tego 
przeniesiono, że wezwaniu temu treść ich odpowiadała. 
Subtelność w traktowaniu nie zwykła. Warto po- 
równać włosy ostatniej przez nas opisanej figury, o pu- 
klach uwydatnionych wiertnikiem i ocieniających czoło 
z drobnymi loczkami Św. Jana, z kędziorkami dzieciątka, 
z płynnymi włosami Maryi, których każdy kosmyk gnie 
się naturalnie i faluje, jakby odwiany. Ręce odpowia- 
dają typom, do których należą i godzą się z ich fizyo- 
logicznym charakterem i moralnym nastrojem. Silne 
i stosunkowo wielkie u Bartłomieja, o wiele mniejsze, 
podłużne, nerwowe i żywe, z żyłami drgającemi u Jana, 
a poczciwe, dobre, miękkie i łagodne jak balsam, przy 
delikatności, u matki, Każda' draperya jest nie tylko 
inna, ale z innej materyi skrojona i ta różnica jest 
oczywista, mimo naruszonej powłoki. Kiedy święty bro- 
daty ma płaszcz z grubego i ciężkiego sukna, które 
się z trudnością i jedynie szerokiemi powierzchniami 
łamie, to tunika Św. Jana, o równoległych, pionowych 
i licznych fałdach, zdradza tkaninę lnianą, od której od- 
bijają zagięcia cienkiego, welnianego płaszcza, W stroju 
Maryi suknia spodnia jest cieńsza jeszcze, a plaszcz pra- 
wdopodobnie z cieńszego nawet, niż w tym ostatnim 
wypadku i gładszego, lśniącego się na powłoce sukienka. 
Układ tych fałdów przy tern bez kątowatości, prosty, 
szlachetny, pełen smaku i staranny. Smutek dzieciątka, 
szczęście matki, owiane mgłą zadumy o niepewnej przy- 
szłości, głębokie przejęcie w rysach Św. Jana i zamknię- 
cie w sobie Bartlomieja, gotowego do czynu, a któ- 
rego kość czołowa występuje tak charakterystycznie 
ponad zagłębione oczy - wszystko to są znamiona 
niepospolitego artysty. W ruchu szyj i głów, również 
jak palców i rąk, jest tyle zgodności z naturą i tyle 


l G. Durandus, Rationale divinorum officioru1łl, Lugduni 
1612, T. II, L VII. Cap. 25 de sancto Bartholomeo Apostolo, str. 
448-449. 
I D e t z e l, Clzristliclze IkonograPhie, T. II, str. 158. 


cichej i przekonywającej wymowy I Toż samo uczucIe 
odbija się w postawach figur. 
Każda następnie z tych rzeźb wygląda, jakby była 
przeniesiona z kamienia w drzewo; każda, chociaż tak 
naturalna w ciszy swej i spokoju, w zamkniętym i skon- 
centrowanym układzie, robi takie wrażenie, jakby była 
przeznaczona do gotyckiej niszy, każda tak dobrze w swój 
sposób tę idealną niszę wypełnia, a raczej ją. wypelniać 
może. Nie mówiąc o Bartłomieju i Janie, o tych figu- 
rach jakby wyciosanych w jednej sztuce drzewa, tak 
jakby w jednej, z góry przeznaczonej na to i odmie- 
rzonej bryle marmuru czy wapienia, wedle dawnego 
średniowiecznego zwyczaju, przy budowie wielkich ka- 
tedr, i jakby stworzonych do tego, aby wedle slów 
wielkiego rzeźbiarza, mogły się stoczyć ze szczytu w prze- 
paść i nic nie uronić z całości - to grupa :\Iaryi z dzie- 
ciątkiem odpowiada tym samym wymaganiom. Ciężar 
dziecka z jednej strony, równoważy przegięcie i cofnię- 
cie się matki ku stronie drugiej i obie te części górne, 
oparte na dolnej połowie figury, owiniętej masą dra- 
peryi, tak, jakby wyrastające z jednolitego pnia, który 
im daje podstawę - wybornie dopelniają się nawza- 
jem, dla wypelnienia przestrzeni. Można nakreślić linie 
równoległe po każdej stronie naszych figur, a żaden 
fałd, żaden ruch poza granicę tych linij nie wyjdzie 
i utworzonych przez nie ram nie przekroczy. W drze- 
wie są zwykle sęki i nierówności słojów, któremi słu- 
sznie tlómaczono niezrozumiałe nieraz i inaczej trudne 
do usprawiedliwienia zagięcia i kątowatości fałdów w pó- 
źnych, średniowiecznych rzeźbach, tutaj takich nieumo- 
tywowanych, sprawiających niepokój i rażących oko 
zagięć niema, albo są nieznaczne. Nie wymagał ich 
temperament artysty, ale i materyał użyty musiał być 
nagięty do wymagań innego stylu lub być jednolity, 
dobrany, bez sęków i nierówności. Jeżeli dla tych 
wszystkich powodów materyał ten przypomina nam 
kamień, to przyczynia się także do tego przemalowa- 
nie dzisiejsze figur jednostajną białą farbą, co nawet 
na reprodukcyi jest widoczne. 
W figurach tych doszedł nas z pewnością niele- 
dwie cały środek pierwotnego tryptyku, Stały one na 
konsolach, przykryte były baldachimem i same sobie 
wystarczały: Marya z dzieciątkiem w środku, a dwaj 
święci po bokach, tak, jak je obecnie mamy przed 
sobą. Odpowiadało to wielkiemu ołtarzowi w kaliskiej 
farze, który był N. P. Maryi poświęcony. Podobny 
układ środka składanych ołtarzy znajdujemy w Niem- 
czech często. Widzimy go w ołtarzach Bartłomieja Zeit- 
bloma z r. 1497 w Stutgardzkiem muzeum i W ohlge- 
mutha w Hersbruck i w Heilbronn 1. Potwierdzają to 


ł 


I 
I 


ł 
J 


t Klassisclzer Sculpturensclzatz, T. I, Tabl. 143, T. I, Tabl. 
132, jak również tamże Tabl. 65.
>>>
STUDYA DO HISTORYJ RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


113 


szczegóły, które jeszcze istniały za czasów Sobieszczań- 
. skiego. «Nad figurami świętych - mówi on - unosi 
się filigranowy baldachim w stylu germańskim, podo- 
bnież z drzewa nader misternie wyrobiony» 1. :\Ioże 
figury przedzielone były cienkiemi kolumienkami; w ka- 


'
 ,. 
IJC'::- 


, 
, 


.- 

 


\\ 


, 


, )
 
Jl 


- 


, et' 


( 


" 



 


\ 


" 


'1. 


ł 


r 


ł 


..:. 


, .' 
.. ł.. -. 
\: 



 
 
, : 


y 
.':[ 


.- 
\ 
\i:, 


114 


z jego szkołą., nawet z rzeźbą górno-frankońską i 110- 
rymberską.. uważaną w ogóle, 11gury nasze nie mają 
nic wspólnego. Inaczej się rzeczy mają. z rzeźbą Fran- 
konii dolnej. Taby mogła się do nich przyznać i kto 
wie, czy nie słusznie je zaannektować. Rzeźby ołtarzowe 


,.. 
.'
 


. ł-rI. . 
.:..,,
 . 
... 


t 
.' 
..
 I 
....
 \\ 

). 


, 
-;.o__ 
r. . 

 

. 


........ 
"'\i \. 


t"-- 


'
\\ 


, 
"' 

 
J 
, 


.
 


\' 


.. 


. 



 . 


i 


\ 
" ., 


. 


... ' 


-- 


... 


. t 


..' . 


Fig. 14. Tilmalln Riemenschlleider(?), rzeźby w drzewie z końca XV w, w Stawi szynie. 


ł 
ł 


żdym razIe dopełniały całości ołtarza dzisiaj zaginione 
skJ-zydła i predella. 
Kto te rzeźby wykonał, z jakiej one wyszły szkoly? 
Dziecko bawiące się winogronem tak wygląda, jak- 
byśmy je już widzieli. Zdaje się, że je dobrze znamy, 
a przypomnieć sobie lub odnaleść sobowtóra tej wdzię- 
cznej kreacyi na razie nie jesteśmy w stanie. \Y śród 
rzeźb średniowiecznych polskiego pochodzenia, żadna 
nam na myśl nie przychodzi. Z Witem Stwoszem, czy 


· Sohieszczański, l. c. 


w miasteczkach takich jak Rothenburg, czy też Creg- 
lingen nad rzeką. Tauber - są bardziej charakterysty- 
czne, pelne temperamentu, przy swej ludowej surowo- 
ści i prawdzie, ale w wielu cechach, w podłużnych i ko- 
ścistych twarzach, we włosach osadzonych na głowę jak 
peruki, naszym figurom męskim pokrewne 1. 
Największe jednak pokrewieństwo z naszemi rzeź- 
bami mają rzeźby najznakomitszego dolno-frankońskiego 
mistrza, Tila Riemenschneidera (1468 - I 53 I). Typ Ma- 


I Ji.7assi.fcher .':.culpturen.fchatz, T. II, Tabl. 185. B o d e, Ge- 

fchichle der rlmlschen I'lfTslik, Tah1. do str. 16-ł. 


8
>>>
115 


STUDYA DO HlSTORYI RZXŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


116 


ryi jest nieledwie ten sam, co sławnej Ewy w połu- 
dniowym portalu kaplicy Maryackiej w Wiirzburgu, 
chociaż uduchowiony i podniesiony do wyższego ideału, 
rozpuszczone jej włosy są taksamo traktowane tutaj i tam, 
podobnie jak i r
ce I. Typ Jana przypomina głowę".-\dama 
z gruszkowego czy bukszpanowego drzewa w South Ken- 
sington- :\Iuseum, którą Bode przypisuje twórcy ołtarza 
w Creglingen, ale przypuszcza, że mogłaby i do wczesnych 
utworów Riemenschneidera należeć II. Znawca ten słusznie 
mówi, że «wysokiego nastroju formy, ani też wielkiej 
swobody ruchów nie możemy się spodziewać po Rie- 
men schneiderze, postacie wyszłe z pod jego dłuta są nie- 
śmiałe i jakby obawą skrępowane, ale ta ich nieśmia- 
łoŚĆ ma urok świd:ości i wielki czar, jaki niewinność 
i czystość daje, a traktowanie w nich części nagich do- 
wodzi bardzo delikatnego uczucia i zrozumienia natury» s. 
Możnaby sądzić, że kreśląc tę charakterystykę, miał nasze 
figury przed oczyma. Dodajmy do tego, że znaczna 
cze:;ść rzeźb tego al-tysty jest wykonana w kamieniu. 
Z piaskowca jest Ewa, z piaskowca również :\Iarya 
w «Neumiinsterkirche» w \\"iirzburgu, nie mówiąc o je- 
go kamiennych figurach na szkarpach wiirzburskiej kaplicy 
i o marmurowych czy kamiennych nagrobkach, i obok 
tego każda z nich zastosowana do architektury, kon- 
soli czy też do nisz gotyckich, wysmukłych i wąskich. 
Można też powiedzieć, że ten kamienny materyał ze 
swem architektonicznem przeznaczeniem odbił się w jego 
rzeźbach drewnianych, zupełnie przeciwnie jak u \Nita 
Stwosza, w którego utworach, nawet przez niego samego 
własnoręcznie wykuwanych, snycerstwo w drzewie ze 
wszystkiemi swemi, tak ściśle od materyałl1 zależnemi 
właściwościami, pozostawiło ślad niezatarty. W ostatnim 
tomie 
prawo,;daii twierdziłem 4, że Wit Stwosz swych 
dzieł nie kuł osobiście w kamieniu, Zdanie to wymaga 
pewnej rektyfikacyi. Daun odkrył w archiwum norym- 
berskiem dokument z r. 15°3, odnoszący się do oceny 
kamiennej rzeźby Adama Krafta. Otóż na dokumencie 
tym czytamy, obok nazwisk takich jak Wohlgemuth, 
Vischer i Behaim, nazwisko Stwosza. Jest on pod nim 
podpisany jako steinhauer oder pild...chnitzer 5. Poka- 
zuje się wskutek tego, że tak samo, jak podejmował 
się wyjątkowo odlewnictwa w brązie dla cesarza Maksy- 
miliana 6, tak też musiał czasami odkuwać swe rzeźby 


I Der Schó'ne Jllensch in der Kunst al/er Zeiten -- ed. Hzrth, 
Mittelalter und Renaissance, 1900, wyborna reprodukcya głów Ewy 
i Adama, Tabl. 172. Bode, l. c. fig. do str. 167 i do str. 169, 
I B o d e. Geschichte der deutschen Plastik, 1885, str. 167. 
· Tamże, str. 168. 
· Sprawozdania, T. VI, str. 162, 163, 
6 Berthold Daun. Adam Kraft und die Kunstler seiner 
Zezt, 1897, str. 75. 
ti :Jahrbuch der Runsthistorlschen Samm/umIen des A l/er- 
h&hsten Kaiserhauses, T. X, 1889, str. XXXIX, Nr, 5799, 5800, 
5802 i 5803. 


w kamieniu, i że z techniką kamieniarską był dobrze 
obeznany, co go szczególniej uprawniało do oceny dzieła 
kamiennego. U Riemenschneidera stosunek ten przed- 
stawia się w znacznej części odwrotnie, co nam tłómaczy 
tak właściwości jego stylu, jak mogłoby tlómaczyć to 
wszystko, cośmy o naszych figurach powiedzieli. 
W tej pobieżnej i wstępnej analizie opieraliśmy się 
na podstawowej do ostatnich czasów pracy Bodego, który 
wydzielił całą grupę rzeźb w ołtarzach z Rothenburga 
i z Creglingen nad rzeką Tauber z całości prac mistrza 
wiirzburskiego, przypisując je nieznanemu i anonimowemu 
snycerzowi. \\'szyscy inni badacze zajmujący się rzeźbia- 
rzem wiirzburskim, jak najstarszy z nich Becker ł. A nton 
\\'eber w dwóch wydaniach swej rozprawy II, jak Carl 
Streit II i nareszcie Hugo Graf, jeden z dyrektorów \lu- 
zeum narodowego w :\lonachium 4, uważali tak ołtarz 
Krwi Pańskiej w kościele Św. Jakóba w Rothenburgu, 
jak Wniebowzięcia N. P. :\laryi w Creglingen za najwa- 
komitsze dzieła mistrza l )illa. W chwili, kiedy piszemy 
te słowa, pojawiła się monografia Edwarda Tonniesa 1, 
która wątpliwości dotyczące tej kwestyi usunęła, roz- 
wiązała ostatecznie niejasności i pozorne kontradykcye 
źródeł, stanowiące główny powód hypotezy Bodego 
i w szerokim a przekonywającym rozbiorze dowiodła, że 
domniemany «mistrz z Creglingen» i Riemenschneider 
są jedną i tąż samą osobą, Pokrewieństwo zatem dzieł 
pierwszego z nich z naszemi rzeźbami wzmacnia jeszcze 
bardziej nasze spostrzeżenia i zdaje si
 prowadzić do 
wniosku, że twórcą figur, które publikujemy, był pra- 
wdopodobnie sławny rzeźbiarz wiirzburski. 
Przy wspólnościach są jednak i pewne różnice. Od 
drugiej połowy XV w. snycerstwo i rzeźba w drzewie, 
któr2 się od tego czasu coraz bardziej rozpowszechnia, 
na wszystkie inne techniki artystyczne, a mianowicie na 
malarstwo i kamieniarstwo tak znacznie oddziaływa, że 
mimo tych rysów znamiennych, któreśmy podnieśli, dra- 
perye Riemenschl.}eidra są często niespokojne i w swój 
sposób kątowate, co się tembardziej tlómaczy, że wedle 
wszelkiego prawdopodobieł'lstwa brł on czas jakiś ucz- 
niem W ohlgemutha w Norymberdze, a przynajmniej 
bardzo być może, że pracował jako towarzysz w jego 
warsztacie 8. Ten niepokój pozostać musiał zatem w jego 
pracach, jako ślad górno-frankońskiego wpływu, czego 


ł 


. 


I Becker. Leben und U'erke des Bildhauers IiImann Rie- 
menschneider, Leipzig. 1849. 
. Anton Weber. Leben und Witken des Bildhauers flill 
Riemenschneider, Wiirzburg u. Wien, 1 Ausg. 1882, 2 Ausg. 1888. 
s C a r l S t re i t. Jyllllann Riemenschneider, Berlin 1888. 
. H u g o G raf. Die neuerworbenen lI'erke IiImann R. Bei- 
lage zur Allg, Zeitung, 14 Januar 1891. Nr. 13-14. 
6 E d war d T o n n i e s. Leben und 11 'erke des 1-1 'iirzburger 
Btldschnitzers IiImann Riemenschneider. Strassburg, 1900. (Stu- 
dien zur deutschen Kunstgeschichte). 
8 T o n n i e s, tamże, str. 10-16.
>>>
117 


8TUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


I 18 


. 


w naszym wypadku me widać. \,;\" traktowaniu przy tern 
nagości, zwłaszcza głów, rąk i szczegółów jest zwykle 
w jego rzeźbach o wiele wi
ksza, niż w naszym przy- 
kładzie precyzya, dokładność i ostrość. Modelunek twarzy, 
fałdów dolnej powieki, kOl1czyn nosa i ust ma we wspo- 
mnianej głowie Adama ścisłość medalierską, a szlaki 
sukien są nieraz wypukle ornamentowane, czego się 
w figurach ze Stawiszyna dopatrżyć nie możemy. 
Najwyższa i najpłodniejsza epoka twórczości Rie- 
men schneidera (1468-1 531) rozpoczyna się z r. q9 S 
i trwa do r. l S 16. 1)0 niej należą ołtarz W niebowzię- 
cia N. P. 
laryi w Creglingen, powstały koło r. 1495, 
ołtarz Krwi Pańskiej w Rothenburgu z r. J 4-99, ołtarz 
krzyżowy w 1)etwang z r, 1500, nagrobek Doroty von 
\Vertheim-Rieneck z r. 1503, grobowiec cesarza Hen- 
ryka II i cesarzowej Kunegundy w Bambergu, ukończony 
między r. J 499-1 S l 3. W tedy bezwątpienia i nie później 
jak przed r. 1500, były wykonane figury Adama i Ewy 
w V.:Urzburgu i głowy bukszpanowe czy gruszkowe z lon- 
dyńskiego muzeum I. CO ją od innych epok w artysty- 
cznem życiu mistrza odznacza, to przedewszystkiem wpływ 
rzeźby kamiennej, którą jest on wówczas szczególniej 
zajęty, jak na to Tonnies zwraca uwagę. Oddziaływa 
ona, na jego prace sny
erskie, odbija się w uproszczeniu 
i uspokojeniu draperyj i fałdów a nawet wpływa na uszla- 
chetnienie twórczości. Z tego też czasu pochodzić mogą 
i nasze figury i ten wpływ dodany do tego, co wkrótce 
wyłuszczymy, ich cechy charakterystyczne wyjaśnia. 
Pamiętać należy, że oba ołtarze w Creglingen i w Ro- 
thenburgu, tak jak gruszkowa głowa w Londynie, nigdy 
nie były polichromowane i że je rzeźbiarz z góry prze- 
znaczał do efektu naturalnego drzewa. Przy polichrom ii 
średniowiecznej, albo się rzeźby drewniane oklejały cien- 
kiem płotnem, na które przychodził podkład kredowy, 
lub też warstwa kredy się bezpośrednio kładła na drzewie, 
aby ją w jednym czy drugim wypadku podnieść i ożywić. 
farbami. Zastosowanie płótna, które przy staranniejszej 
polichromii było w częstem użyciu i wiązało się zapewne 
z tradycyami pewnych szkół i warsztatów, pociągało za 
sobą ważne następstwa. Łatwe wówczas, kiedy rzeźba 
była prosta, skupiona w sobie, zamknięta i nie !ozrzucona, 
stawało się trudniejszem w przeciwnym wypadku. Zbyt 
wielkie zagł
bienia, czy wydatności, gałęzie oddzielające 
się od trzonu, ramiona występujące naprzód, lub fałdy 
draperyi rzucone w powietrze, nie tylko było trudno, 
razem z masą podstawową i centralną, okleić płótnem 
równomiernie, ale jeszcze trudniej, przy tych warunkach, 
zapewnić tej plc'Jciennej powłoce na całej powierzchni 
jednakową trwałość II. Niektóre CZęSCl w takim razie 
z czasem, wcześniej czy później, od innych pękały, od- 


· Idem, l. c. str. 60 i 272. 
t Por. uwagi Tonnies'a, l. c. str. 143, 144, 


klejały si
 i narażały polichromię a zatem i dzido na 
zniszczenie. 
loże być bardzo, że ''''it Stwosz, przy swym 
nerwowym, gorączkowym i nawet gwałtownym tempera- 
mencie, nigdy dlatego płótna nie używał i bezpośrednio 
pokrywał drzewo kredowym podkładem. Co innego być 
musiało w twórczości Riemenschneidera, z którego cha- 
rakterem i stylem ta staranna technika się tak godziła. 
Nie ulega wątpliwości, że rzeźby stawiszyńskie były poli- 
chromowane i wszelkie prawdopodobieństwo wnosić każe, 
że barwy je niegdyś pokrywające miały za podkład nie 
tylko warstwę kredową ale i płótno. Przypuścić nawet 
wypada, że to ostatnie zdarte, zeskrobane czy zmyte w nie- 
których miejscach z nich zostało, a że w innych i delika- 
tniejszych kredowa ich powłoka uległa uszkodzeniu przez 
starcie - przed pomalowaniem dzisiejszem olejną farbą. 
Użycie płótna samo przez się, jak z tego wynika, pociąga za 
sobą konieczność uproszczenia kompozycyi, uspokojenia 
ruchów, złagodzenia o ile możności wklęsłości i wypukło- 
ści i prowadzi, jeśli je z góry artysta ma na oku, do tej 
koncentracyi, o którejśmy mówili, a na którą wpływ te- 
chniki kamieniarskiej i wymagania rzeźby monumentalnej 
w swój sposób oddziaływają. Toby nam w pełni tlómaczyło 
te różnice w charakterze naszych figur od innych,' obra- 
chcwanych na ciepły ton drzewa rzeźb naszego artysty. 
Ale to nie dosyć. W \ Vieczerzy pańskiej w Ro- 
then burgu czy w postaciach apostołów przy v\ niebo- 
wzięciu w Creglingen lub też zwłaszcza w głowie Ken- 
singtońskiego muzeum, wszystkie odcienia modelunku, 
najdelikatniejsze fałdeczki skóry i cała żywość naturali- 
zmu w częściach nagich, musiała być i była uzyskana 
w drzewie. \V lipowej kłodzie. czy w sztuce bukszpanu 
została całość ze wszystkimi ornamentami i szczegó- 
łami wykończona. Polichromia wymagała innego trakto- 
wania. Płótno chociażby n aj cieńsze, a przedewszystkiem 
podkład kredowy byłby te subtelności w znacznej części 
zakrył czy zatarł. Należało zatem ograniczyć je o ile mo- 
żności przy użyciu dłuta i noża w stosunku do drzewa, 
aby ich brak zastąpić modelunkiem dodatkowym w mięk- 
kiej i wilgotnej kredzie, którą się płótno pokrywało. Pre- 
cyzya, ścisłość i ostrość wykonania występowały dopiero 
na tym kredowym, raz nieco cieńszym, to znowu grub- 
szym podkładzie i nabierały całej swej ostatecznej wy- 
razistości pod pędzlem malarskim. Nic więc dziwnego, 
że nasze rzeźby różnią się nieco od innych dzieł 
Riemenschneidera, przy tak uderzających i jak sądzimy 
nieomylnych z niemi wspólnościach, że są stosunkowo 
od nich miększe i że ich znamienne cechy tak wyglą- 
dają, jakby lekką mgłą osłonione i starte w dzisiejszym 
swoim stanie. 
Szczegóły te wnioski jeszcze bardziej uzasadnią 
i przyczynią się do bliższego oznaczenia daty naszego 
zabytku, stosownie do tego, cośmy wyżej powiedzieli. 
Figury Riemenschneidera sa wysmukłe i szczupłe, ra-
>>>
f 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


119 


mHna za wąskie, tak jak w figurach Maryi i Bartło- 
mleJa; w figurze Jana draperya bowiem podniesionymi 
fałdami tę wadę maskuje. Głowy w stosunku do tych 
wąskich ramion nieco za wielkie, chociaż odnośnie do 
całych postaci prędzej małe. U mężczyzn czoła szerokie 
i niskie, u kobiet przy znacznej wysokości i szerokości 
nieco na przodzie spłaszczone, czego w naszym wypa- 
dku nie widać. Usta małe, warga dolna pełniej rozwi- 
nięta od górnej, chociaż nie tak silnie jak w naszym 
przykładzie. Oczy w kształcie migdała, podłużne i obwie- 
dzione zawsze dwiema liniami, jakby fałdą u dołu i u góry, 
co ze szczególniejszą wydatnością występuje w oczach 
naszego dzieciątka, a przytem skośnie osadzone. Jeżeli 
przeciągniemy linię prostą w poprzek od jednego ich 
zewnętrznego kąta do drugiego, po przeciwległej stro- 
nie twarzy, to łzawice znajdą się powyżej tej linii, co 
nadaje smutny albo rozmarzony wyraz twarzy. Na koń- 
cach brody lekkie spłaszczenie, także w naszym wypadku 
nie widoczne. Szyje długie,' włosy z wielką starannością 
opracowane, a ręce mistrzowskie. Kształty całe, a przy- 
najmniej głowy na jedną stronę przechylone a nawet 
nieco z gotycka wygięte 1. Wszystkie te rysy nieledwie 
możemy sprawdzić na rzeźbach ze Stawiszyna, a różnice 
w zestawieniu z naszą ryciną polegają jedynie, jak się 
zdaje, na sposobie zdjęcia fotografii, która jej za pod- 
stawę służy. Jeżeli spłaszczenie czoła na czole :\laryi 
ginie, a może nawet i lekkie dotknięcie na brodzie 
me występuje tak jak u Ewy wtirzburskiej, to wina 
tego leży w zbyt jaskrawem ze strony prawej i od 
góry oświetleniu, które w jasnościach kąpie głowy na- 
szych postaci, i ze zbytecznym naciskiem uwydatnia 
dolne wargi w ustach figur. Zresztą typy tak obu Świę- 
tych, jak Maryi są, jakeśmy już mówili, typami wła- 
ściwymi mistrzowi wtirzburskiemu, a ten ostatni, tak 
Ewie pokrewny, przypomina :\1adonny Schongauera, 
i kto wie, czy w pierwotnem swem źródle nie dałby się 
odnieść do wielkiego Aandryjskiego mistrza - do Ro- 
gera van der \Veydena. 
Dodajmy do tego draperye. Wszystkie są drape- 
ryom mistrza Dilla mniej lub więcej pokrewne, ale 
sposób, w jaki płaszcz l\Iaryi jest udrapowany, powtarza 
się w najznaczniejszej ilości figur Madonn, czy innych 
kobiecych postaci tego artysty, zwłaszcza z tej samej 
epoki. Poła płaszcza prawa zagina się poniżej ramienia 
tej strony i podnosi w całości ku stronie lewej, gdzie 
łokieć, czy lewa ręka ją podtrzymuje, \lotyw ten po- 
ciąga za sobą i wywołuje trzy główne, zasadnicze fałdy, 
ożywione tak wzdłuż jak w poprzek fałdami i fałdeczkami 
mniejszymi. Schodzą się one pod ostrym kątem w miej- 
scu, gdzie płaszcz jest podtrzymany, przyczem odkrywa 
się dolna część tuniki spadającej na nogi; co zaś do 


I Wyborna charakterystyka u T o n n i e s' a, l. c. str. 84. 


120 


poły lewej - to ta spada prostopadle w jednej linii 
od łokcia aż po stopy. Układ taki płaszcza z mniej- 
szemi lub większemi zmianami i warjantarni spotykamy 
w Madonnach w «Neumtinsterkirche» w Wtirzburgu, 
w Volkach na « górze kościelnej» i w innych, a nastę- 
pnie na grobowcu Doroty \\'ertheim-Rieneck w Grtins- 
feld w badeńskiem i na nagrobku cesarzowej Kunegundy 
w Bambergu 1. Kto wi'e, czy nie powstał on również pod 
wpływem Schongauera, w którego rycinach się często 
powtarza 2. \\'łaściwości szwabskie i frankońskie łączą się 
i mieszają przy tern w tych rzeźbach. Wtirzburg leiy na 
granicy nieledwie północnej Szwabii. Nic więc dziwnego, 
że jezeli rzeźba, tak jak malarstwo norymberskie, dało 
wyraz nastrojowi frankońskiego ducha i frankońskich 
rasowych cech, to w tern środowisku żył i tworzył 
artysta, który połączył w swoich dziełach pierwiastki 
znamienne jednych i drugich plemion. Przy realizmie 
i charakterze, liryzm i uczucie, wdzięk i słodycz, są to 
cechy właściwe dziełom Riemenschneidera i odnajdu- 
jemy je wszystkie w figurach ze Stawiszyna. 
Oddzielone rylcem następnie jedne od drugich kę- 
dziory i sploty włosów, nie tworzące mas, ale uwyda- 
tnione ostro w szczegółach i rozczłonkowane na poje- 
dyńcze a tak regularne i symetryczne pukle, zdradzają 
wczesną i młodzieńczą twórczość i pozwalają odnieść 
nasze rzeźby do pierwszych lat tej epoki mistrza, z którą 
się, jakeśmy widzieli, tak dobrze zgadzają. Toż samo 
można powiedzieć o podłużnym owalu twarzy Maryi, 
właściwym Madonnom wcześniejszych - czasów, również 
jak o całej świeżości i wdzięku wrażenia, które jak znak 
wiośniany w tej nieco archaicznej formie znamionują 
quattrocellto. :Ylusiały one powstać międzyr. 1497-1 SOO, 
a kto wie nawet, czy nie wcześniej. 
Rezultaty te byłyby o wiele pewniejsze, gdyby 
mogły być oparte na autopsyi i gdybyśmy byli w stanie 
sprawdzić nasze uwagi na samych zabytkach. Pamiętać 
jednakże należy, że twórczość artysty nie jest nigdy tak 
rownomierna i zawsze jednakowa, jakby się na POZÓI- 
zdawało, że w innych dziełach Riemenschneidera znaj- 
dują się również raz mniejsze, to znowu większe od- 
stępstwa od cech zasadniczych, że w jednych z nich 
występują te cechy wyraźniej, a w drugich słabiej, i że 
wskutek tego, to cośmy powyżej rozwinęli i co w ogól- 
nych zarysach nasze rzeźby charakteryzuje, pozostaje 
w każdym razie nietknięte. 
Jakkolwiek się to zatem dziwnem i nieprawdopodo- 
bnem na pozór wydaje, to zdaje się, że mamy w tych 
figurach przed sobą dzieło znakomitego mistrza wtirz- 
burskiego. Obok jednego z największych, jeżeli nie naj- 
większego rzeźbiarza frankońskiego \Vita Stwosza, byłby 


ITonnies, l. c. str. 98, 156 i 157. 
· Bartsch, Nr. 3, 22, 23, 28 i 29.
>>>
121 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV 1 XVI W. 


122 


w rezultacie tej analizy i znakomity jego współzawo- 
dnik wśród pomników polskich reprezentowany. 
Beissel w ostatnich czasach dowiódł, że rzeźbione 
w drzewie składane ołtarze i tryptyki tlandryjskie na 
wielką skalę wywożone były za granicę. Znajdujemy je 
opatrzone w wielu wypadkach markami, które świad- 
czą o ich pochodzeniu i przeznaczeniu na wywóz - nad 
Renem, w 
;estfalii, w całych północnych Niemczech, 
a nawet w Szwecyi i Anglii l. l u nas musiał się taki 
import zdarzać, w stosunku zwłaszcza do Niemiec, Ołtarz 
nasz prawdopodobnie sprowadzony został w końcu XV w. 
z Wiirzburga pośrednio czy bezpośrednio do Kalisza i jest' 
jak sądzimy, obcem wprawdzie, ale nie mniej interesującem 
na naszych ziemiach zjawiskiem. Nie ulega wątpliwości, że 
w epoce kończących się wieków średnich warsztaty sny- 
cerskie, niepospolitej nieraz wartości, powstawały w ma- 
łych nawet i dzisiaj zapomnianych niemieckich miaste- 
czkach, gdzieby się ich na pozór nikt nie mógł spodzie- 
wać. Co więcej. przypuścić można, że przy kolonizacyi 
niemieckiej naszych własnych miast i miasteczek mogły 
takie warsztaty powstawać i u nas w oddalonych od 
wielkich dróg zakątkach, o artystycznym, zgodnie z du- 
chem czasu nastroju. \ \" rzeźbach naszych widzimy wszakże 
tę szlachetność i wykwintność i ten wyższy smak przy 
poczuciu piękna, czyli te podniosłe przymioty, które wy- 
chodzą poza granicę rzemieślniczych stosunków i tylko 
w środowiskach większych, oddychających pełniejszem 
powietrzem, zwykły się rozwijać. Gdyby zatem ktoś 
zechciał nawet wyniki naszej analizy zachwiać i obalić, 
to już sama ta uwaga domyślaćby się kazała i dowo- 
dziła zarazem, że nie u nas one były wykonane, tem- 
bardziej, że o ich powstaniu w Krakowie nie może być 
mowy. Nie dla tego, żeby szkoła i kierunek, rzeźby 
stawiszyńskie odznaczający, nie mógł być reprezento- 
wany w krakowskich snycerskich warsztatach, poza 
obrębem warsztatu Stwoszów, ale z powodu właśnie 
ich wartości, przy tym charakterze. ?\Iistrz, który nasze 
rzeźby wykonał, tak do Riemenschneidera podobny, jak 
domniemany a dziś już nieistniejący mistrz z Creglin- 
gen, byłby musiał i z innych dzieł takich samych lub 
pokrewnych być znany i cośbyśmy z pewnością o nim 
bliżej wiedzieli. To właśnie, że nic o nim nie wiemy 
i że stanowią one zjawisko jedyne w swoim rodzaju 
i wskutek tego trudne wśród nas do wytłómaczenia, 
najlepiej świadczy o ich obcem pochodzeniu i o ich trans- 
porcie z poza granic kraju, 


 dyplomataryuszach nie udało się nam odnaleźć 
żadnej wzmianki o osobistościach ani o dostojnikach 
kościelnych czy świeckich, którzy by z kościołami kali- 


I M li n z e n b e r g e r. Zur Kenntniss und U'iirdigung der 
mitte'alterlichen Altare Deutschlands, fortgesetzt von J. B e i s s e l, 
1895, str. 6-39. 


skimi mieli bliższy związek, a w takiem źródle, jak 
Liber benelicioru1Il Laskiego, któreby mogło i powinno 
dać pod tym względem jakieś wskazówki, te karty ręko- 
pisu, ktore mieściły opis kościołów kaliskich, nas nie 
doszły 1. Kto wie wszakże, czy zdanie sobie sprawy ze 
stosunków kościelnych w Kaliszu w ogóle, nie napro- 
wadzi nas na właściwą dIOgę, i nie pozwoli chociażby przy- 
puszczalnie na wskazanie fundatora naszego zabytku. Ka- 
lisz posiadał dwie parafie i związane z niemi dwie kole- 
giaty zarazem, jedną większą, obejmującą stare miasto 
z kolegiatą zakonną Kanoników lateraneńskich, przy 
kościele Św. 
Iikołaja i drugą mniejszą dla miasta no- 
wego z kolegiatą świecką przy kościele P. 
Iaryi2. 
Pierwsza, której klasztor stanowił, podobnie jak 
Istów. 
koło Częstochowy. od XIV prepozyturę i filię klasztoru 
Kanoników lateraneńskich na Piasku w \\" roda wiu, pod- 
niesiona została do godności kapituł zakonnych przez 
sobór bazylejski, co arcybiskup gnieźnieński Wincenty 
Kot zatwierdził w r. 1441 s. Kolegiata druga, świecka, 
przy naszym kościele, była prawdopodobnie o wiele 
starsza i istniała już od XI \" wieku 4. 
Iiędzy obu temi 
kolegiatami, z ktorych jedna składała się przeważnie 
z Niemców i Ślązaków, a druga wyłącznie z ducho- 
wieństwa polskiego, istniały ciągłe zatargi i spory tak 
o granice parafij, jak o godność i znaczenie II. Otóż 
w ostatnim dziesiątku XV i w pierwszych XVI wieku 
znajdujemy dwóch wybitniejszych i wychodzących gor- 
liwością swą ponad przeciętny poziom ludzi w sto- 
sunku bezpośrednim z tymi kościołami. Jeden był fun- 
datorem ołtarza w kościele Św, 
Iikołaja, a drugi być 
nim mógł, jak sądzimy, w kościele P. Maryi 

liędzy rokiem 15 I 2-1 524 probostwo pierwszego 
z tych kościołów zajmował Nicolaus de Trachenberg. 
Kanonik lateraneński. przysłany z v.,' roclawia 6. Syn za- 
możnego, a nawet bogatego mieszczanina, zajęty przez 
lata w klasztorze na Piasku spisywaniem i redakcyą 
sławnego Repertoriu1Il Heliae, kopijarza dokumentow 
i zapisek, pierwszorzędnego dla badań nad dziejami 
śląskiemi znaczenia', zabrał się on zaraz po objęciu 
probostwa do ozdobienia swego kaliskiego kościoła. 
Zamówił bowiem dla niego li malarza i snycerza Hie- 
ronima Hechta w v\" rodawiu ołtarz bez wątpienia skla- 
dany za sumę 43 A. rachując po 30 gr. polskich, o który 
miał z tym ostatnim spór przed radą miejską wroda- 


I Zob, T. li. 
I A d a m C h o d y ń s k i, Ko'!ció/ Sw. Miko/aja w Kalis%II, 
1874, str. 13. 
· Kor y t k o w s k i Arcybiskupi Gnieźnieńscy, T. li. str. 183; 
X. J. Fijałek, lIlistrz :Jakób z Paradyża, 1900, T. II, str. 32 nota 
· A d a m C h o d y ń s k i, l. c. 
· Tamże. 
· Tamże, str. 22. 
7 Wat te n b a c h, Zeitschrijt des Vereins JNr Gesdticllte lina 
Alterthum Schlesiens, T. III, 1860, str. 204 i 206.
>>>
12 3 


STUDYA DO HIS'I'ORVI RZEŹRY W POLSCE W XV I XVI W. 


12 4 


wską, czemu zawdzięczamy tę interesującą wiadomość I. 
Przy kościele P, :\1 aryi nie było, o ile wiemy. ani przed- 
tem ani współcześnie żadnego, tak wybitnego probo- 
szcza, gdyż Stanislaw Gruszczyński, synowiec znanego 
arcybiskupa herbu Poraj - zajmujący to stanowisko 
między rokiem 1490-1495, wchodzić tu w rachubę nie 
może 2, W ostatnich jednak latach XV wieku archidia- 
konat kaliski należał do znakomitszego o wiele pod 
każdym względem człowieka. Był nim koło roku 1-+97 
t, j, w czasie przybliżonym obstalunku naszego tryptyku, 
jeden z najbardziej wykształconych i tak o służbę Bożą, 
jak o chwałę świątYll dbających ówczesnych prałatów, 
kanonik gnieźnieński, «decretorum doctor», Klemens 
z Piotrkowa s. \Viemy, że za życia ofiarował kościołowi 
gnieźnieńsl,iemu «Iibrum rectoralem» do użytku w chó- 
rze, że testamentem zapisał tej świątyni relikwiarz sre- 
brny w formie głowy, pewną liczbę książek, antyfonarz, 
-+0 fi. na organy, 30 «pro fabrica ecc\esiae» i co naj- 
ważniejsza, że opracował dla uLytku archidyecezyi gnie- 
źnieńskiej brewiarz, wydrukowany z pit:;knymi drzewo- 
rytami «m offlcina providi viri Georgii Stuchs ex 
Sultzbach» w Norymberdze w roku I 502, a nastę- 
pnie (4 Missale gnesnensis dioecesis», wydane u Hallera 
w Krakowie w r. I 5 16 4. Światły ten, czynny i ruchliwy 
kapłan, zasiadając z urzędu i ze stanowiska w kaliskiej 
kapitule mógł dbać o pozostawienie w kościele kole- 
giackim śladu swej działalności i bardzo być może, że 
ufundował nasz ołtarz. Stać się to mogło wprawdzie 
dzięki ofiarności innej, ale prawdopodobniejszą jest rzeczą, 
że tej funkcyi dokonał mąż pod tym względem tak znany I 
Od r. I4.
5, czyli od czasu poświęcenia, aż do ostatniego 
dziesiątka X V w. .kościół czekał na odpowiednią ozdobę 
i wtedy ją dopiero otrzymał. Przy rywalizacyi obu kolegiat 
domysł się nasuwa, że to ostatnie dzieło sztuki, jaśniejące 
jeszcze całym swym blaskiem w kolegiacie świeckiej, spo- 
wodowało w dziesięć czy w trzynaście lat później Tra- 
chenberga, do sprawienia nowego ołtarza dla kolegiaty 
zakonnej. 
Nasz archidyakon i kanonik gnieźnieński, przy sto- 
sunkach z Norymbergą, wcześniejszych prawdopodobnie 
niż r. 1502, mógł podobne stosunki łatwo zawiązać 


I A l w i n S c h u l t z, lTrkund/iche Geschich/e der Bres/auer 
JI/a/er-Innu1tI[, 1876, str. 91. Nie nazwany tu bli:tej 
Probst von 
Kalischc był to bezwątpicnja Trachenberg. 
2 Kor y t k o w s ki, Pralaci i kanonicy katedry łłle/ropo/i/a/ntj 
gnieźnieńskitj 1883, T, II, str. 165. 
· Na posiedzeniu kapituły gnicźnieńskiej z 10 listopada 1497 
wymieniony. jako 
archidiaconus calischiensis et canonicus gnezn.c 
Zob. U I a n o w s k i Acta capilu/01"11111 1894, T. I, str. 560, Nr. 2498. 
Clemens de Piotrków promowany w Uniwcrsytecie krakowskim 
na bakałarza in artibus w r, 1471, za dziekanatu KIcmensa z Gem- 
bic, a na magistra w r. 1474 za dziekanatu Jakliba de Boxicze. 
(M u c z k o w s k i, Liber pr01ll0/iOntlłłl, 1
49, str. 71 i 76), 
4 Kor y t k o w s k i, Pralaci, T. 1Il. str. 219-221. 


. 


z Wlirzburgiem i stamtąd nasz tryptyk sprowadzić, Nic- 
by wszakże nie było dziwnego, gdyby ten ołtarz skła- 
dany, czy przynajmniej wchodzące w jego skład figury, 
nabył w \V roda wiu, gdzie mimo samodzielnego arty- 
stycznego życia, dzida rzeźbiarskie i malarskie z rozmai- 
tych części Niemiec i z dalszego Zachodu drogą handlu 
napływały. Klasztor Kanoników lateraneńskirh na Pia- 
sku zakupywał w r, 1-+3 I «a quodam mercatore» ołtarz 
z rzeźbami alabastrowemi, pochodzący z Paryża ł. a oprócz 
rozmaitych norymberskich obrazów i płyt nagrobkowych 
z odlewami Vischerowskiej, obrazy Albrechta Dlirera 
iLukasza Cranacha w latach 1508 i 15 J 8 dostawały 
się na Śląsk 2. Czy nie podobnie się stało w naszym 
wypadku? Jeżeli tak, to w ten sposób ołtarze składane 
obu kaliskich kościołów, nie tylko Św. :\1ikołaja ale 
i P. 1\laryi, byłyby do Kalisza sprowadzone z \\'ro- 
da wia. 


I 900 Lipiec. 


III. "Wieczerza pańska" ze zbioru p. Strzałeckiego 
w Warszawie. 
P. J. A. Strzałecki, «przedsiębiorca robót malarskich 
artystyczno-dekoracyjnych» w \Varszawie, który w domu 
swoim na ul. Topiel 16 posiada niepospolite i od lat 
skrzętnie gromadzone zbiory sztuki, jeszcze w r, 18 9 2 
nadesłał mi fotografie rzeźb średniowiecznych, które za- 
sługują na publikacyę. Zajęty illllemi pracami nie byłem 
w stanie zdać sobie z nich dotąd bliższej sprawy i obe- 
cnie dopiero po ośmiu latach przedkładam je Komisyi. 
Są to pozostałości z Wieczerzy pańskiej, pochodzące 
z dawnego tryptyku, pełne charakteru i ze względu na 
rozwój snycerstwa u nas, na przejściu z XV w XVI w" 
zasługujące na uwagę. Żałujemy bardzo. że źródło, z któ- 
rego te rzeźby pochodzą, jest nam nie znane. Sądzimy 
jednak, że wyszły z warsztatu krakowskiego i że mie- 
ściły się pierwotnie w jakimś wiejskim kościele mało- 
polskim. «Nadaje mi się okazya - pisał dl) mnie p. Strza- 
łecki 29 listopada 1892 r. - przedstawienia Panu rzeźby 
w drzewie, religijnej treści, mianowicie Wieczerzy Pań- 
skiej, w tych dniach nabytej od jednego z antykwarzy, 
Po usunięciu kurzu i wielkiej masy pozłotniczych i ma- 
larskich warstw, przesiąkłych wilgocia i zmurszałych, 
okazala się przepyszna rzeźba, sposobem traktowania 
fizyognomij, draperyj, włosów. oraz stylu, przypomina- 
jąca naszego \,vita Stwosza. Po nasyceniu klejem wer- 



 
I 


f 



 


I Chronica abbal1lł11 bea/ae J/tlriae I'irginis in Arena, Ser. 
rerulłI Si/es. T, II, str. 223, cyt. u A I w i n a Sc h u l t z a, nie ge- 
chili/z/en A//arschreine des X l' tl. X/"I 7ahrh. in Bres/atl, l1/i/- 
/hei'. der k. k. Cen/r.-Comm. T. VII, Nr. 11, 1862, str. 289, 
· Te:t same prawdy, które nie pozwalają odnieść naszych 
rzeźb do Krakowa, przcmawiają przeciw ich powstaniu w śląskiej 
stolicy.
>>>
-ł 
I 
f-' 


12 5 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


126 


niksem zjedzonej od robaków i przegniłej- rzeźby w drze- 
wie lipowem, kazałem ją fotografować dla przesłania 
Panu». \Ninszując p. Strzałeckiemu tego nabytku i dzię- 
kując za jego uprzejmość, zmuszeni jesteśmy z góry 
oświadczyć, że wedle naszego przeświadczenia, rzeźba 
ta z \\'item Stwoszem nie ma nic wspólnego, co nie 
przeszkadza, że jest w swoim roozaju niepowszednia 
i tembardziej interesująca, że dodana do innych sny- 
cerskich zabytków, ocalałych tak w Krakowie. jak tu 
i ówdzie na prowincyi, przypomina, że poza warsztatem 
\Vita a następnie jego syna Stanisława Stwosza, Kra- 


cerz obracał. Ruch, dyskusya, rozmowa, wrażenie słów 
Chrystusowych uwydatnione dobrze. :\postoł po lewej 
stronie Chrystusa, z długą brodą, widziany w profilu, 
cofa się w tył, i patrzy ze zdumieniem na swego są- 
siada tak, jakby chciał z jego oczu wyczytać, o kim 
jest mowa. Na prawym końcu drugi, łysy, który składa 
ręce, słuchając swego kolegi, podnoszącego dłoń i kła- 
dącego palcem nacisk na to, co go doszło, albo Piotr 
po Chrystusowej prawicy, jak sam typ tego dowodzi - 
zgryźliwy i nerwowy, podnoszący pięść z oburzeniem. 
Za nim towarzysz młodszy o wiele, a na przeciwnym 


, 


j 

 
I 
I 


.
 

 


..' 
'.1 


,
. 


. ,"' 


. 
.1. 


",' 


. 
.M' 


&, , 
.:.,) 


... 


,; . - 


.. . 


-ł.' - 'J. 

 - 
'. r 


'.4-,,":.;. .' 
-- '. 


ł 
":'.-., 


" 
.. - . 


! 



 


.. 


., ...; 1 . 
... .., """-ł' -I' 
.. . 
'. 
l. 


, 
- 


,-... 
.... 



 ' r 
.' , 


'. . 
_ ."f,. 


.'" .. 


'. 


'r 


,'" ..' 


-c. 


'. "", 


f 


-J 


'. 


.,' 



) 
" ,'
 '\ 


.. '\' ". 
'.., 



 


.. 


fit 


-.\ '..,. 



 


.. 




 -ł;\ 1 . .' .- 
'...'..,. , .,...: . 
. : .rv!t., :'. ''li 
, -
'
 


, ., 
.;.._-..... T":..- 
:... 


.. 


, ,. 


"'''' J. 



 



 
-
. 
.' . 
(.". 


.' 


. ł 


';-. 


.. . 


. . 


. 
- 


..., . 


... 


.,,. "'. 


, 


. 


""'" 


Fig. 15. Wieczerza pańska, rzeźba XV-XVI W., własność p. Strzaleckiego w Warszawie. 


l 


ków posiadał w X\' W., jak zwłaszcza w pierwszej po- 
łowie w, X V 1, inne snycerskie warsztaty, 
V\' dwóch fragmentach mamy tutaj przed sobą 
(fig. 15) stół zasłany obrusem, z leżącymi na nim ka- 
wałkami chleba i naczyniami. tudzież I Japostołów sie- 
dzą.cych na ławach dokoła. Figury umieszczone za sto- 
łem i zwrócone wprost do nas, są w dzisiejszym stanie 
przeważnie ruchome, tak że niektore można odjąć 
i ustawić w inny sposób. Brakuje w środku Chrystusa 
ze Św. Janem. Judasz, jak w znacznej części przedstawień 
tej sceny, siedzi na przodzie i zwraca głowę na bok 
ku prawej stronie, trzymając worek ze srebrnikami 
w ręku prawem. Sposób pojęcia formy i ogólny na- 
strój w odczuciu typów zupełnie inny jak w rzeźbach 
Stwosza, te typy SaITIe innego również rodzaju. Każdy 
z nich pełen charakteru, oczywiście wprost modelowany 
z natury i wzorowany z ludzi, wśród których się sny- 


I 


lewym końcu od patrzącego inny, ogolony i wyprę- 
żony, zamknięty w sobie, który się patrzy w stronę 
Judasza - są to wyborne postacie, odpowiadające wy- 
mownie sytuacyi. 
\\'szystko pojęte i wyrażone jednak nawet na w. XV 
czy na początek X \ I w, na północy, w sposób zanadto dro- 
bny i rodzajowy. Tak całości, jak pojedyńczym postaciom 
brak podnioślejszego nastroju i wyższego stylu, brak tych 
przymiotów, które realizmu szczegółów nie wykluczają 
i nieraz idą z nim w parze, Najlepiej to charakteryzuje 
akt jedzenia i picia i rola, jaką ta funkcya w naszej 
scenie odgrywa. Tak doniosły moment ani na chwilę 
nie przerywa \Vieczerzy, Za Piotrem wspomniany przez 
nas młodszy apostoł kładzie do ust kawałek chleba, 
a po prawej stronie ten, który do brodatego i łysego 
towarzysza mówi, trzyma w ręku kubek, aby go wkrótce 
wychylić. Naprzeciw zaś Judasza, na pierwszym planie,
>>>
12 7 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


128 


może Jakób młodszy, nalewa z dzbana wodę do misy, 
tak, jakby się nic nie stało. 
1imo tego, że rozmowa 
jest żywa, że ruch figur w postawie, w geście, w co- 
fnięciu się w tył lub wysunięciu naprzód, zgodny z po- 
łożeniem, to dramatyzmu rzeczywistego i głębszego 
zupełnie w tych postaciach i ich wzajemnym do siebie 
stosunku - niema, a wskutek tego akt prozaiczny życia 
występuje na pierwszy plan. Całość pojęta, jak scena 
codzienna, którą przerywa pierwsza lepsza nie zbyt po- 
myślna wiadomość, ale nic więcej. Toż samo uczucie 
odbija się w pojedyńczych figurach i typach, zwykłych, 
do apostolstwa i posłannictwa nie dorosłych. 
Snycerz po- 
został w i e r n y m 
rodzimym pÓł- 
nocnym tradycy- 
om. W całej sztu- 
ce niemieckiej a- 
postołowie przy 
\\. ieczerzy Pań- 
skiej jedzą i piją, 
zupełnie przeciw- 
nie jak we wło- 
skiej. Kiedy w tej 
ostatniej w przed- 
sta wieniach t ej 
s c e n y, może ze 
wszystkich scen 
ewangielicznych 
najtrudniejszej do 
uJęCia w odpo- 
wiedni kształt - 
wszystko się kon- 
centruje w stosun- 
ku uczniów do Pana i we wrażeniu, jakie wywołują 
słowa Chrystusowe, to w obrazach i rzeźbach niemie- 
ckich jest inaczej. .Andrea dei Castagno w Castagno- 
Museum we Florencyi, tak jak I )omenico Ghirlandajo 
w Ognisanti tamże, przygotowują tylko najwyższe ar- 
cydzieło Leonarda, w którem, jak mówi Goethe, słowa 
Zbawiciela odbiły się i rozłożyły w wyrazach twarzy, 
w głowach, ruchach i postaciach apostołów, jak pro- 
mień światła w pryzmacie. Gdyby nie stół nakryty 
obrusem i nie zastawa na nim, moglibyśmy nie wie- 
dzieć, że w ich kompozycyach o wieczerzę chodzi. 
Tymczasem w Wieczerzy Pańskiej Adama Krafta 
w kościele Św, Wawrzyńca w Norymberdze 1, jeden 
z apostołów wychyla kielich, a drugi wkrótce wychylać 
go zacznie, jak w naszych grupach. W ołtarzu Krwi 
Pańskiej w Rothenburgu, dziele Riemenschneidera, 
Chrystus sam podnosi do ust kawałek chleba, a tem- 


bardziej i z tern większym naciskiem ten motyw jest 
uwidoczniony przez Wita Stwosza na ścianach zewnę_ 
trznych kościoła Św, Sebalda. Tutaj apostołowie krają 
baranka, częstują się najlepszymi kąskami i winem. Pod 
dłutem wszystkich tych artystów, a nawet Wita Stwo- 
sza, mimo tego, ten rys rodzajowy i tak realistyczny, 
ustępuje miejsca nastrojowi całości. Tak u Krafta, jak 
u Riemenschneidera trzeba go szukać, aby zwrócił uwagę, 
a w tej scenie, którą Stwosz grupuje około okrągłego 
stołu, ruch i dramat porusza wszystkie figury i tworzy 
jakby wir postaci ludzkich, wobec którego szczegóły 
bledną i tracą swoją doniosłość 1: postacie zaś' same 
portretowane, jak 
świadczy Neudor- 
fer, z wybitnych 
osobistości współ- 
czesnych 2, są 
ludźmi innego po- 
kroju, jak w na- 
szym wypadku, 
Nie chodzi tu za- 


. I

f\ 

 ... 
1 . \ 


-' -- 

"'
 


--..., 


... 
" 


-- 


6 



.\.. 


)1., 



. . 


..,J 


./ . 


Iffo. 
, 



 


tern o realizm, ale 
o pojęcie tego re- 
alizmu małostko- 
we. Rzeźby mogą 
być milsze, sym- 
patyczniejsze i po- 
siadać większy od 
rzeźb Wita Stwo- 


-
 


" 


I. .'1:. 
;. 


sza urok, ale w 
kaidym razie do 
niego nie należą. 
Jest rzeczą zna- 
mienną, że stroje 
apostołów nie są tradycyjne, ale że niektórzy z nich 
mają na sobie kapoty, czy szuby obwiązane w pasie, 
z szerokimi kołnierzami, może futrzanymi, Vv' śród typów 
niemieckich, znajdujemy tu przy tern drugie, które robią 


, . 


.'. 


'." 


Fig. Ib. Grupa apostołów z Wieczerzy pańskiej p, Strzaleckiege w Warszawie, 


I Na ścianach sławnego 
Sakramentshausc. 




_.--............ 


I Co nie przeszkadza, że ujemny wyrok Bodego (Geschichte 
der dcu/schen Plastik, str. 124) - o tej kompozycyi jest z innego 
stanowiska zupełnie uprawniony. Zwrot pod tym względem, w sztuce 
niemieckiej, stanowią dopiero Albrecht Diirer, a potem Holbein 
jun, obaj pod wpływem sztuki włoskiej i nawet Lionarda. Pierwszy 
w małej Passyi z r. 1509 (Ba. 24), tudzież w wielkiej z r. 1511 
(Ba. 5) kładzie nacisk gt.'lwny na wrażenie słów Chrystusowych, 
chociaż na stole leżą chleby, ustawione są szklanki i w tym osta- 
tnim drzeworycie nawet jeden z apostołów napełnia puchar, ale 
w rysunku Albertyny (Handzeichnungen Alter lI/eister aus der Alber- 
tina und anderen Sammlungen, ed. Schiinbrunner et y. Jl/ieder, 
T. V, Lief.9, Nro 579) mimo zastawionego stołu jest inaczej, a we 
wspaniałej drzeworytniczej kompozycyi z r. 1523 (Ba. 53), na pu- 
stej powierzchni stołu pozostaje tylko kielich i wszystko się kon- 
centruje w stosunku ucznibw do mistrza. Holbeina Wieczerza 
Pańska znajduje się w Muzeum bazylejskiem. 
· Nachrlchten, ed. L o c h n e r, str. 11.
>>>
12 9 


STUDYA DO HIS'I'ORYI RZEZBY W POLSCE W XV I XVI W. 


13 0 


polskich wrażenie. 00 tych ostatnich należy apostol 
jedzący z przechyloną glową i z zadartym nosem, 
i drugi mówiący, z kubkiem w ręku, obaj o mIodych, 
szerokich i slowiańskich twarzach, jakby parobków, czy 
rzemieślników z warsztatu. Obu podobiznę dajemy obok 
na większą skalę, razem z apostolem trzecim, Niemcem 
(fig. 16). Nawet apostola ogolonego, o wydatnych poli- 
czkach i krótkiej glowie, na lewym końcu - do nich- 
by również zaliczyć można. 
Figury są względnie krótkie i nikle, o ruchach 
sztywnych, pozbawione giętkości i jakby osadzone na 
drutach, mają coś w sobie z maryonetek. Ręce i nogi 
traktowane ogólnikowo i z grubsza tylko ociusane, bez 
uwydatnienia muszkulów i żyl i obrachowane na pod- 
kład kredowy i na polichromię. Dodajmy do tego, że 
draperye nie zdradzają swobody ani kątowatości w o- 
szczędnie użytych faldach, że ich wykończenia i zużyt- 
kowania dla ogólnego efektu snycerz unika, że po wię- 
kszej części obleka swe postacie w obcisłe suknie, a 
w zagięciach plaszczów, które widzimy na barkach dwóch 
apostołów, ogranicza się do motywów najprostszych 
i najbardziej pospolitych. \V szystko to są cechy, które 
świadczą, że twórca naszej \\Tieczerzy nie tylko należy 
do snycerzy drugorzędnych, ale że reprezentuje kieru- 
nek zupelnie różny od Wita Stwosza i jego szkoly. 
Rzeźby te powstać musialy w ostatnich latach X V w. 
lub, co najprędzej, w pierwszych dziesiątkach X V I w. 
i stylem przypominają nieco ołtarze w Rothenburgu 
i Creglingen. Odnieść je zatem wypada do szkoly dolno- 
frankońskiej. Nie widzimy w nich wprawdzie tych, tak 
charakterystycznych kształtów, kościstych, chudych i dlu- 
gich, o wielkich i płaskich nogach, które nam na myśl 
przychodzą, skoro o tych ołtarzach wspominamy, - ale 
niskie czoła, proste i wydlużone naprzód nosy, wlosy 
nieraz bujne i osadzone na glowie jak peruki, w naj- 
znaczniejszej ilości tych figur, mają w każdym razie 
dolno-frankoński charakter. Jest w nich przytem pewna 
miękkość, słodycz, nie chcemy powiedzieć liryzm, pewien 
odcień szwabski nawet, co się z tą atrybucyą w zupeł- 
ności godzi. Jeżeli zatem w figurach ołtarzowych ze Sta- 
wiszyna, mieliśmy przed sobą najpiękniejszy przykład 
rzeźb dolno-frankońskiego stylu, wyszłych z pod dluta 
pierwszorzędnego mistrza i sprowadzonych do kraju, 
to tutaj mamy utwór jednego z uczniów, który jak się 
zdaje osiadł w Krakowie i wśród nas praco wal, a na- 
wet ulegal wpływom miejscowym i korzystal zarówno 
z niemieckich jak z polskich modelów. :\Iożnaby przy- 
puścić, że był Polakiem, wykształconym pod wplywem 
tego kierunku i wyszlym z niemieckiej szkoly, gdyby 
duch całości, tudzież inne cechy przeciw temu nie prze- 
mawiały, 
\\'iirzburg obok Norymbergi gral, jako ognisko 
życia na polu rzeźby w ostatnich dziesiatkach X V w" 


pierwszorzędną rolę. Liczny szereg młodych ludzi zapI- 
sanych do cechu «szklarzy, malarzy i snycerz)"" któ- 
rych wykaz zachowaly zapiski w tak zw. fiber de CclllSllS 
etc», najlepiej tego dowodzi. \\. latach 14-72-1493 
znajdujemy wśród nich towa
zyszy, pochodzących z naj- 
rozmaitszych stron świata. Scią.gają oni na naukę do 
\\"iirzburga, nie tylko z Frankonii samej, z nad Renu, 
Uawaryi, Turyngii, Hesyi i Szwajcaryi, ale z Lubeki 
Pomorza, a nawet, co nas najwięcej obchodzi, z Czech, 
\ĄT ęgier i ze Śląska i są w znacznej części snycerzami. 
Na 130 czeladników 25 poświęca się specyalnie sny- 
cerstwu 1. I jeżeli się zważy, jak na to slusznie Tonnies 
zwraca uwagę, że w r. 1483 Tilmann Riemenschneider 
występuje w tej książce jako 

faler.(e.w:lle - to się 
przyjdzie do przekonania, że między pozostalymi bylo 
dosyć takich, których główne a nawet wylączne za- 
jęcie stanowila rzeźba w drzewie 2. \\" r. 150 I jeszcze 
mial wielki mistrz wiirzburski 12 uczniów w swoim 
warsztacie s. \robec więc tych faktów, bez wahania 
można przypuścić, że \V tej licznej rzeszy nie jeden to- 
warzysz pochodzil z nad \Visły, chociaż wyraźnie to nie 
jest wypowiedziane, lub też w każdym razie, że wśród 
niej nie braklo takich, którzy w \ĄJiirzburgu odebrawszy 
naukę, szukali chleba i zajęcia w Krakowie. Rezultaty 
naszej analizy schodzą się z t} mi wynikami i znajdują 
w nich potwierdzenie. 


1900, Sierpietl. 


IV. Snycerze krakowscy i ich warsztaty. 
Przy tej sposobności niech nam wolno będzie zwró- 
CIC się do warsztatów snycerskich, czy też może nie- 
kiedy snycerskich i malarskich zarazem, które Kraków 
posiadal w X V i w pierwszej polowie X V I wieku, Nie 
wszystkie i nie zawsze odpowiadaly wyższym artysty- 
cznym potrzebom, ale istnialy współcześnie mniej lub 
więcej z warsztatami Wita Stwosza a później jego syna, 
i miewaly od czasu do czasu rzemieślnicze zawsze, ale 
niepospolite w swoim rodzaju siły. Z warsztatów tych 
wychodziły te, dzisiaj tylko wyjątkowo do nas doszle, 
ołtarze skladane, rzeźby i figury, których styl od stylu 
\Vita i jego bezpośredniej szkoly tak się różni. Zdanie 
więc sobie sprawy z tego, jakich i ilu wówczas sny- 
cerzy bylo osiadłych w Krakowie, jacy i w jaki spo- 
sób tutaj rozwijali swoją działalność - jest pierwszo- 
rzędnej wagi dla historyi sztuki w Polsce. 
Z góry zastrzedz musimy, że nazwiska ich, wypi- 
sane z ksiąg mieiskich przez Ambrożego Grabowskiego, 
nie koniecznie odpowiadają oddzielnym warsztatom, że 


l Tonnies, l. c. str.10. 
t Tamże. 
· Tamże, str. 16 i 17. 


9
>>>
I 
\ 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


13 2 


13 1 


między tymi snycerzami mogli być i tak zwani ('par- 
tacze», a byli bez. wątpienia tacy, którzy obejmowali 
mIejsca czeladników a raczej «towarzyszy» w warszta- 
tach już poprzednio istniejących. Przy trudnościach zwią- 
zanych z cechowymi przepisami, nieraz malarz czy rzeź- 
biarz wielkiego talentu' i posiadający od dawna wszel- 
kie na majstra kwalifikacye, przyjmował służbę w war- 
sztacie prowadzonym przez przedsiębiorcę o wiele mniej- 
szych od niego zdolności i mniejszej fachowej wiedzy 
i wprawy. Uyło tak w Niemczech t, musiało być i u nas 
w Krakowie. Ilość tych nazwisk nie jest i być nie 
może zupełna i me wyczerpuje wcale przedmiotu, 
ale wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, żaden ze 
snycerzy, o ktnrym są w aktach obszerniejsze wzmianki, 
którego nazwisko się częściej powtarza i który wskutek 
tego grał w swoim fachu i mieście większą rolę i miał do- 
nioślejsze znaczenie - nie został pominięty. Jest zatem, 
jak sądzimy, rzeczą pożyteczną i nawet obecnie, chociai 
wszystkie odnośne zapiski z aktów miejskich nie są 
jeszcze tekstualIlie ogłoszone - obowiązującą, aby nie 
czekając na tę puLlikacyę - te skąpe wzmianki zebrać, 
zsumować i opatrzyć komentarzem. \V X V w. zapiski 
te są krótkie; od XVI zaczynają być z natury rzeczy 
obszerniejsze i nieraz bardzo ciekawe. Powtarzamy je 
za Grabowskim i dopełniamy w niektórych szczegółach 
z innych źródeł. Moglibyśmy je w ostatniej epoce po- 
mnoiyć na podstawie niezależnych od Grabowskiego 
wskazowek, nie wpłynęłoby to jednak na rezultat bada- 
nia i rozszerzyło jedynie i tak już za obszerną naszą 
pracę. Data wstępna jest datą przyjęcia prawa miej- 
skiego, lub pierwszej wzmianki w aktach o wymienio- 
nym snycerzu: 


w. XV, 


1) 1412, Nicolaus Snyczer, był starszym cechu W latach 
1412 (razem ze stolarzem Piotrem), 1420 i 1428 (ze stolarzem Je- 
rzym). W r. 1425 żona jego Dorota przyznaje dług 100 grzywien, 
który mąż jej zaciągnął u Jana Hoze, ławnika krakowskiego i po- 
zwala, aby ten go zabezpieczył na całcm jej mieniu. \V r. 1428 
Niklos Sniczer posiadał ogród na przedmieściu Garbary, o który 
się procesował z krawcem Piotrem, a w r. 1429, tak on jak jego 
żona, byli właścicielami domu na ul. Szewskiej. - Wymieniają go 
akta jeszcze w r. 1431'. 
2) 1449, Gregorius Snyczer, z żoną Magdaleną, zeznają 
dług zaciągnięty u piekarza Macieja'. 
3) 1460, Lorenz Snyczer de l\1eydeburg przyjął prawo 
miejskie i dał groszy 20. Swiadectwo urodzenia przyobiecał złożyć 
przed 
ożem Narodzeniem pod utratą rzemiosła '. 


I R e b e r, Ueber die S/ilen/wickdung der schwiibischen TaJel- 
Jlalerei im XIV u. XV Jahrlz. (St/zttngsberich/e der philosoph.- 
philolog. nnd his/o Classe der k. b. Akad, der Wisse1lsch. in J1/iin- 
clten, Jahrg. 1894, Hft III, 1895, str. 444 i 445). 
, A m b r o ż y G r a b o w s ki. Skarbniczka nn.rze} Archeolo{(ii, 
1854, str. 38, 70 i 71 i nota. 
· Tamże, str. 71. 
· Tamże. 


4) 1481, Matias Snitzer, zobowiązał się dostawić do sądu 
nieznanego nam Marcina Cebulkę '. 
5) 1494, Jorg Hwber (Hub er) von Passaw, ein Bild- 
schni/zer. Przyjął prawo miejskie. Za list urodzenia dali rękojmię 
Marcin malarz i Stanisław szklarz. Złożył grzywnę l'. 


Że już w Xl V w, Kraków posiadał snycerzy, to 
me ulega wątpliwości, ale wiemy o nich nie wiele. 
'N każdym razie wcześnie, jak widzimy, lista się nasza 
zaczyna. Jeżeli w r. 1-1-1 2 
Iikołaj snycerz był starszym 
cechu, to jeszcze przed r. I -1-00 musiał pobierać nauki 
i uprawiać swoje rzemiosło. Zważywszy, że snycerze 
i malarze tworzyli cech wspólny, i że jak to w następ- 
stwie wykażemy, nieraz pierwsi zajmowali się malar- 
stwem, tak jak drudzy snycerstwem, i znani byli za- 
równo pod nazwą jednego lub drugiego fachu - to 
możnaby przypuścić, że Nicolaus Snyczer był jedną 
i tąż samą osobą, co malarz :YIikołaj, którego akta 
wymieniają pod r. 1396, a nawet w r. 1403, jako 
malarza króla Władysława Jagiełły s. Ze względu jednak 
na znaczenie tego ostatniego w XIV w., na jego zajęcia 
w służbie królewskiej i na większą robotę, jaką mu 
wówczas rajcy miejscy powierzali w kościele .\Iaryackim, 
gdzie malował sklepienie -ł.. wnosić wypada, że był on 
o wiele starszy; przypuszczenie to zatem traci podstawę. 
F akt, że nasz Mikołaj posiadał ogród, dom i miał zna- 
czny kredyt, skoro jeden z ławników miejskich poży- 
czał mu 100 grzywien - domyślać się pozwala, że);tał 
na czele warsztatu, który w pierwszej połowie X r W. 
grał w mieście pewną rolę i koncentrował w sobie głó- 
wną na polu snycerstwa działalność. Jest to tembardziej 
godne uwagi, że w tym czasie tryptyki rzeźbione nale- 
żały u nas do rzadkości i że w każdym razie miały 
zupełnie inny charakter od późniejszych. 
Dawne romańskie retabula, superfrontalia, «imagi- 
nes» i relikwiarze na mensach ołtarzy, zaczynają ustę- 
pować miejsca w Niemczech i w Czechach tryptykom 
w ostatnich dziesiątkach X I V w. 5 , ale dzieje się to powoli 
i na południu Niemiec są to ołtarze prawie wyłącznie 
malowane. zupełnie przeciwnie jak na północy, gdzie ruch 
ten i ta stopniowa ewolucya rozpoczyna się o wiele 
wcześniej, jest znacznie silniejsza i gdzie od początku 
tryptyki się rzeźbią. Kiedy w Niemczech północnych, 
od .\1enu zacząwszy, jak twierdzi ostatni tych kwestyj ba- 
dacz, dochowało się po dzisiaj koło 100 ołtarzy wczesno. 
gotyckich, które są po wię.kszej części rzeźbione - to 



 


ł 

 


I Tamże, 
, Tamże. 
u R a s t a w i e c ki, .Słownik malarzów polskich, 1851. T. II. 

tr. 42 i T. 111, str. 327-328. 
. Grabowski S/aro
/ności historyczne, T, I, str. 414-415. 
Otrzymał XX lIlarcas fjtenr/ensiulIl, ża każdy krzyż sklepienny, co 
jest tak znaczną sumą, że dowodziłoby nadzwyczajnej dekoracyi. 

 R e b e r Ueber die S/ilentwickelttnl{, l. C. str. 37(\ -371. 


r
>>>
I 
\ 
I 


133 


STUD\A DO HIISTOR\I RZEŹBY W POLSCE \V XV I X\"l W. 


134 


----- ----- - r". . ł 
 - . 
_ 
., 
). "- ". . t 
'),. ""..,...- 
\--.,.., '....... - 


 
 "..
). 
I 
... .... 
.
 
 . ,'.'..\ ',. I"i." 
-f\
 
J!"" .

..,
 
""" . &" .
',." 
I.
 
,; .. ! ,\1 ' 1\1 .; 
-'i' 


I ;'.' 
--;
l' 4+
 
C: ."'..1 


ł 
. 


na południu, razem z Austryą i Szwajcaryą, jest ich za- 
ledwie kilka I, Z rokiem 14-°° dopiero tryptyki sit: co- 
raz bardziej mnożą i powit:kszają zarazem, a od dru- 
giej połowy X V w, wypełniają wszystkie kościoły. Liczba 
ich staje sit: tak wielka z czasem, że na przejściu z XV 
w XVI w. nieraz jeden kościół posiada tryptyków 
20- 30, jeżeli nie więcej. Stosunek wszakże północy 
do południa i wtedy nie wiele się zmienia. W półno- 
cnych Niemczech tryptyki 
rzeźbione przewyższają 
zawsze ilość tryptyków 
malowanych, a na połu- 
dniu jest przeciwnie. U 
nas, w Krakowie, gdzie 
wpływy południowe i pół- 
nocne się u s t a w i c z n i e 
krzyżowały, tego rodzaju 
utwory malarskie i rzf"ź- 
biarskie, musiały się rów- 
noważyć, chociaż tylko do 
pewnego stopnia. Ale to 
może sit: jedynie odnosić' 
do drugiej połowy X V w. 
\Y pierwszej połowie tego 
stulecia, tak jak przez 
cały w. XIV, wpływ miast 
pruskich i dalszej północy 
na naszą kultun:;, a raczej 
na sztukę, jeżeli pominie- 
my budownictwo, którego 
rozwój ulegał innym pra- 
wom i innych wymagał 
warunków, był i mógł być 
pod tym względem sto- 
sunkowo mało znaczny. 
Polegał na okazach, spro- 
wadzanych drogą handlu do kraju, ale me zapuszczał 
na razie g-łt:biej korzeni. Fale postt:pu najpóźniej docho- 
dziły do nas i ostatnim swym rzutem uderzały o nasze 
brzegi, co wszystko sprawia, że w pierwszych dziesiąt- 
kach X V w. o rozpowszechnieniu się tryptyków rzeź- 
bionych na naszej ziemi. a zwłaszcza o ich wyrobie na 
większą skalę nie może być mowy. ',rucyfiksy z drze- 
wa, :\Iadonny z dzieciątkiem na rt:ku, nawet znacznych 
rozmiarów i tak jedne jak drugie, nie tylko same, ale 
opatrzone malowanemi skrzydłami, a zatem stanowiące 
rodzaj tryptyków w części rzeźbionych, bezwątpienia 
istniały. \r yjątkowo mogły sit: zdarzać ołtarze relikwia- 
rzowe, z szeregami popiersi świt:tych czyli tak zwanych 
hermów drewnianych z relikwiami. a jeszcze rzadziej 


I, 


-- - r .' 
r, 
#': I I
' 
',t' l ,I 

\ l. I 

.: 
. ' . I 
. . ... 
I

 
.' m..i:;! I 
ł - _. 


. r 

, 

 
l ,,
: .. ; 


, 
,I 
I 
I 
. ł 


I, 


I ' 


..... 


i O wiele poźniej, ołtarzyki składane, wytworzone pod 
wpływem tych ostatnich, ze znaczną ilością figurynek, 
'siedzących czy stojących w kilku rzędach na polu środ- 
kowem i na skrzydłach. co ł-Iajwięcej z dwiema lub z je- 
dną większą figurą w środku,t, - ale scen i kompozycyj, 
któreby plastycznie wypełniały całość i tworzyły grupy, 
być jeszcze nie moglo i nasz snycerz :\Iikołaj ich z pe- 
wnością nie wyrabi;,ł. Jeżeli się pojawiły pierwsze ich 
próby, pod koniec jego 
życia - to z a p e w n e 
wszystko. Stylem i chara- 
kterem były bez wątpienia 
te utwory pokrewne rzeź- 
bom pragskim i wogóle 
czeskim końca XI V i po- 
czątku XV w. 
Czterej snycerze na- 
stępni, a zwłaszcza trzej 
ostatni, Lorenz z :\Iagde- 
burga , Mateusz i Jorg 
Huber żyli już i osiedleni 
byli w Krakowie za cza- 
sów \\'ita Stwosza. \ \" r. 
1486, w czasie wyjazdu 
Wita do Norymbergi, 
pierwszy prawdopodobnie 
już nie żył, a :\Iateusz mu- 
siał być rzemieślnikiem 
drugorzędnym, czy też cze- 
ladnikiem w innym war- 
sztacie, skoro kapituła. dla 
wykonania stalli katedral- 
nych, powoływała wtedy 
Bartłomieja z Sącza, o któ- 
rym z a k t ó w miejskich. 
dotąd przynajmniej nic bli- 
żej nie wiemy2. Z LOJ-el1zem z :\lagdeburga dałby się może 
związać najstarszy tryptyk, jaki w Krakowie posiadamy. 
'lamy tutaj na myśli ołtarz składany Św. Trójcy w kaplicy 
Jagiell0l1skicj na Wawelu, opatrzony datą 1467, a za- 
tem wykonan)' w siedem lat po przyjęciu przez tego 
snycerza prawa miejskiego. Układ tego tryptyku (fig, 17) 
jest niezwykly i na tak późne czasy zastanawiający, a wła- 
ściwszy rzeźbie północnej niż południowej. Skoro z ołta- 
rzy składanych. których środek, zarówno jak skrzydła, 
były wypełniane równomiernemi i takiemiż samem i figu- 


1 
I 
I 



':-' . 


".. 
. 


{I'i
,. . 
.
((
 1 . 

 \ / I 
r 

 
I 
.. 
.
. . 



 


,\- 


I. 




 -,. : . 
_ '. '-- . . 4 \ 
...... '" '" 
" it i .:-: 
." '. 
. -, 
-.,'" .. 
. .:a -- "_t 
:.:.. -
 I p 
J 
""':' '. f L 
 


Fig. 17. Srodek tryptyku św. Tnijcy w kaplicy JaglclloJi,klCj na \\awelu. 


," 
- 




 


I M fi n z e n b e r g er. Z,lr Kenntniss und U 'iil"{lig1eng der 
mittelalterliclten Altare Deutscltlands, 1885. str, 42, 


f 


..11,1 
,I: '1\1 
l 
'.:--) . 

 - 


... . 


.{j 
 


. 
).

 J /. 
l' 
ł'. "';.n;,., 


I Jak \\' Polsnitz koło Freiberga naSląsku, który Alwin Schultz 
odnosi do XIV \\'. (,Scltlesiens Kunstleben im drejzeltnten und vier- 
zehllten :Jahrhlmdat. 1R70, str. 8.) a Lutsch (Dje Kunstdenkmiile1" 
der Lt111dkrejse des Reg.-Rezjrks Breslau 1888, str. 255) uważa za 

spatgotischc. 
· Nazwany .dolatorc i .artifex mensarumc. Por. o nim M. So- 
k o ł o w s k i Z dzitjórv kil/tury i sZtukl
 Sprawozdania, l. c. str. 94.
>>>
, 


STUDYA DO HISTORYI RZEŻBY W POLSCE W XV I XVI W. 


135 


ramI czy figurkami świ
tych - zacz
ly się wytwarzać 
późniejsze tryptyki, i kiedy środkowa i glówna ich część_ 
skladala się już z większej grupy czy sceny, wtedy, 
jakby dla zgodności z utartą tradycyą, na pólnocy Nie- 
miec dzielono jeszcze dlugo sam ten środek na trzy 
pola i po bokach sceny glównej umieszczano w niszach 
czy na kroksztynach maleńkie figurki, stanowiące jakby 
pozostalość dawniejszej i pierwotnej formy. Otóż nasz 
ołtarz Jagielloński ma tęż samą kompozycyę i ten sam 
charakter przejśc.iowy, co by odpowiadalo pochodzeniu 
naszego snycerza z pólnocy i z Magdeburga 1. Atrybucya 
ta jest z natury rzeczy wątpliwa. Rzucamy ją jedynie 
jako myśl, któraby wymagala zbadania. 
Co do Hubera - to ten bierze, jak wiadomo, 
udzial w pracy nad nagrobkiem Kazimierza Jagielloń- 
czyka i jest osobistością jeżeli nie zupelnie jasna i wy- 
raźną, to w każdym razie bardziej określoną. Byl bez 
wątpienia kamieniarzem, ale jak z samego wyrażenia 
Bildschllit:::er wnosić wypada - i snycerzem zarazem. 


I O tym ołtarzu zob. gruntowną i cenną na swój czas pracę: 
J,l\I uczkow sk i, Dwie kaPlice Yagiellońskie, 1859. Całą treść i układ 
kompozycyi musiał dać naszemu 
kromnemu rzeźbiarzowi jakiś niepo- 
spolity wspMczesny teolog i poeta, ktliry kierował we wszystkich szcze- 
gółach jego ręką. Jest to potężna pieśń na cześć B'-Istwa, ilIustracya 
hymnu Św. Ambrożego, kt'-.rego początek widzimy na ramach wy- 
pisany: Te Deul/t pa/rem zngeni/um, /e filium 1tn/:
'eni/um, /e spi- 
ri/tl1l1 sanettl1Jl paradi/tml, sanc/aI/t et individttam "-iI1i/n/em, foto 
corde et ore confi/e1łutr, laudamlts a/que benedici11lus. /ibi gloria 
in saecula saeculorum... Środek zajmuje Trójca w tej najwspa- 
nialszej, jaką znamy i najgłttbszej ikonograficznej formie, datującej 
może z XII w.,jeteli nie starszej, a tak spopularyzowanej przez Albrechta 
Durera. która streszcza w sobie zasadniczy dogmat Chrześcijaństwa. 
Blig Ojciec z hrodą. jak dziad kościelny, pełen frasunku i boleści, 
trzyma krzyż z ciałem Zbawiciela przed oczyma ludzkości, a na 
szczycie krzyża gołąb Ducha świętego, Pod stopami tej wielkiej 
postaci i nad jej głową chóry anioMw, a na bokach w niszach 
cztery 
dziewicec x.t':;' lĘtll.f,v: św. Dorota, a nie Elżbieta, jak chce 
Muczkowski, Małgorzata, Katarzynd i Barbara (fig. 17), Nie można się 
co do ich imion pomylić. W liturgii średniowiecznej osohna msza: 
1l/issa de SS. qun/uor cnpi/a/ibtls virginibus była im poświęcona, 
Na próżno byśmy jednak w ikonograficznych podręcznikach szu- 
kali wytłumaczenia postaci brodatych i królewskich. które pełzają 
pod ich stopami. Trzeba wejść głębiej w ducha czasu, aby sobie 
z nich w tern szerokiem zastosowaniu zdać sprawę, chociaż są one 
wzięte z legendy. Każda z tych świętych depce swego prześlado- 
wcę: Dorota prefekta Apriciusa, Małgorzata prefekta Olybriosa, 
Katarzyna cesarza Maksencyusza a Barbara ojca własnego Dioscu- 
rusa, rażonego piorunem za karę. Każda przedstawia tryumf wiary 
nad ziemską potęgą i tak wygląda jak dalekie i bezwiedne echo 
Psychomachii Prudencyusza; w każdej stoi przed nami uosobiona 
Fides. a pod nią Velus cul/ura deortl1ll, Ten chór wiary otacza 
tajemnicę Bóstwa. Na skrzydłach bocznych są namalowani prorocy, 
apostołowie, męczennicy i męczenniczki a na banderolach napisy: 
Te prophe/artl111 laudabilis numerus, Te n/,os/010rtI111 chorus, Te 
mar/yrtlm candida/tls latltla/. Na odwrotnej zaś ich stronie chrze- 
ściańscy rycerze, zaczynając od Św. Pawła na drodze do Damaszku 
Sw. Jerzy zabijający smoka i ratujący Św. Helenę, Św. Huhert, czy 
Eustachy, ktc'lremu się jeleń z krzytem na polowaniu ohjawia 
i Św. Secundus, który wiezie na koniu uwięzionemu Sakrament 
wśród niebezpieczeństw. Jednem słowem skończona i zamknięta 
w sobie a zupełnie jednolita w całej kompozyq'i całość. 


13 6 


GÓrne części tego pomnika, wykonane prawdopodobnie 
podlug rysunków \rita Stwosza, wyszly z pod jego 
dluta, tak samo, jak szczególy drewniane, które je uzu- 
pełnialy, jak to zobaczymy zaraz. Na jednym z kapi- 
telÓw, drugim z rzędu od strony prawej, trzyma Goliat, 
przedstawiony tu razem z Dawidem - tarczę. Czytamy 
na niej napis: »)Jorig Iluber von...» umieszczony niepo- 
zomie, skromnie i w sposób trudny do odszukania. 
Szczyt zaś baldachimu koronowaly pierwotnie potwory, 
czy maski fantastyczne, wykonane z drzewa, wedle świa- 
dectwa :\Iiechowity, na które, o ile nam wiadomo, nie 
zwrÓcono dotąd uwagi. Historyk ten mówi, że król 
Kazimierz «Sepulturam accepit, clIjus opera mausoleum 
est superpositllm marmoreum, CU1Il sltjJcye/llillcntia b;!:"no- 
rU/II yubcfadoylt/ll» l, a wizyta Zadzika stwierdza, że 
te «tigurae aliąłJot humanae» jeszcze za jego cza- 
sów gdzieś porzucone istnialy 2, Farba czerwona, jak 
z tego widać, harmonizowala drzewo z salzburskim mar- 
murem. Tak zwana «maska gotycka», wśrÓd rycin 
blędnie przypisywanych Stwoszowi s, moglaby dać o nich 
wyobrażenie, gdyby nie byly to może kreacye mito- 
logiczne i ornamentacyjne jednocześnie, harpije I sy- 
reny, podobne do tych, jakich tak często używal Piotr 
V"ischer na swych nag-robkach 4. Zastosowanie tak nie- 
zwykle drzewa dla dopelnienia marmurowej calości, 
usprawiedliwiala potrzeba ulżenia ciężaru wysmuklym 
kolumienkom, dźwig-ającym baldachim. 
Zapiski nasze świadczą, że Huber pochodzil z 1'as- 
sawy. Kód I luberów, jeżeli to dosyć powszechne na- 
zwisko nie myli - byl bardzo rozgalt;ziony w poludnio- 
wych Niemczech i zajęty przy wielu artystycznych przed- 
sięwzit;ciach, Na dworze arcyksięcia Zygmunta tyrolskie- 
go w r. q_SS spotykamy llansa Hubera «\\"erkmeistra»lI, 
który później, - jak się zdaje, braI udzial w budowie ka- 
tedry ratysbońskiej 6. A co nas bliżej obchodzi, w sa- 
mej Passawie, żyl w tych czasach i wznosil kaplice 
miejscowej katedry - Stefan Huoer, kamieniarz i budo- 
wniczy, zmarły w r. !..J-7 I 7. Bardzo być może, że to 
byl ojciec naszego rzeźbiarza. Zdaje się, że nasz Huber 
należal do uczniów \Vita Stwosza. 
Iógl przybyc wprost 


. 


. 


I Chronica polollortem, ed. l\IDXXI, L. IV, Caput LXIV, 
str. CCCXXVI. 
I T. Woj c i e c h o ws k i, Kościól katedralny w Krakowie 
1900, str. lU8. 
· Passavant, Nr. lI. 
· Wyraz 
figurac, la figure, użyty być może zarÓwno w je- 
dnem, jak w drugiem znaczeniu, w języku i łacińskim francuskim. Są- 
dzimy zatem, że interpretacya pod tym względem Woj c i e c h o w- 
s k i e g o (I. c.) jest nieco jednostronna, 
· D a w i d S c h o n h e r r, nie Ktms/bes/rebun.
-en Erzherzogs 
Si,l{isl1lttnd von Jyrol, J'ahrbtlch der kuns/his/orischen Sa1llmlunl;en 
des Allerhó"chs/en Kniserhatlses, T. I, 1R83, str. 190. 
L J. S i g h a r t, G"eschich/e der bildenden Kiinste im };,iitig- 
reirh Rayern, 1872, str, 446. 
7 Tamże, str. 437, 


,.
>>>
, 


'" 


137 


STUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


13 8 


. 


do Krakowa z Passa wy, jako towarzysz w dawniejszych 
latach, ale już sam fakt, że si
 tutaj pojawia po raz 
pierwszy w r. 1-+92, kiedy si
 nagrobek królewski wznosi, 
pozwala przypuszczać, że wówczas dopiero został przez 
\\'ita do pomocy w tern przedsięwzięciu powołany. 
\\'śród snycerzy norymberskich pod r. 1468 jest wy- 
mieniony Ulrich I łuber l, może jego bliższy krewniak, 
stryj, a nawet nauczyciel. Jeżeli si
 zważy, że Stwosz 
od r. q86- q
9 przebywał w Norymberdze, gdzie 
bezwątpienia był zajęty, to si
 nasuwa domysł, czy 
wówczas do przeniesienia jakiej z prac swoich w ka- 
mień nie użył młodego kamieniarza. który mógł w cza- 
sie swej wędrówki odbywać naukę snycerską u swego 
żyjącego jeszcze krewnego Ulricha. Rzeźbiarz nasz stał- 
by si
 w ten sposób współpracownikiem i uczniem kra- 
kowskiego mistrza. Powrócił zapewne do Passawy, aby 
być w czasie właściwym wezwany do naszego miasta, 
gdzie si
 jak widzimy, osiedlił, a po dwóch latach za- 
jęcia w pracowni \Vita przyjął obywatelstwo i założył 
własny warsztat, 
Iusiał już być dosyć zamożny i mieć 
widoki zarobku, skoro całą grzywn
 złożył przy wpisie. 

Iarcin malarz, który ręczy za jego list urodzenia, na- 
leżał do bliższych przyjaciół starego Stwosza, podpisy- 
wał z nim I-azem poręczenia II i wydał córkę swą 
Ia- 
gdalen
 za syna tego ostatniego Stanisława s. Świad- 
czyć się to zdaje, że stosunki Jorga ze Stwoszami po- 
zostawały na dobrej stopie. Kto wie, czy z pod dłuta 
Hubera nie wyszła płyta grobowcowa Jana Olbrachta,' 
tak żywo przypominająca w cz
ści swej figuralnej, w ukła- 
dzie i stroju, Kazimierza Jclgicllończyka na nagrobku". 
Różnice w sposobie traktowania między nią a wspom- 
mianymi kapitelami, które stanowić muszą punkt wyj- 
ścia do oceny i determinacyi prac artysty, tłomaczą 
si
 różnym w obu wypadkach materyałem b. Prawdo- 
podobnie przed drugim dziesiątkiem XVI w. Jorg Hu- 
ber już nie żył, jeżeli przedtem nie opuścił Krakowa, 
Samo milczenie aktów o nim, z ktorych Grabowski tak 
skrzętnie wszystko wypisywał, co miało lub mieć mo- 
gło ze Stwoszami pośredni czy bezpośredni związek - 
prowadzi do tego wniosku. Ze snycerzy naszych, jak 
si
 z tego pokazuje, jeden się przeniósł do Krakowa 
z 
Iagdeburga, a drugi z Passa wy, co najlepiej dowodzi 




 


,. 


I B a a de r, Beitrlige, 1, 1860. str. 4. S i g h a r t, l. c. str. 540. 
(;łośny rytownik Wolfgang Huber, czynny przedewszystkiem w Pas- 
sawie w r. 1515-1530, do tej samej rodziny z pewnością należał 
! G r a b o w s k i, Starotytności historyczne polskie, T. I, str. 442. 
I R a s t a w i e c k i, Słownik, T. II, str. 42, L e p s z y, Stanislaw 
Stwosz, l. c. 
· Por. F e l i k s K o p e r a, Grobowiec króla :Jana Olbrachta 
i pierwsze ślady Styltl Odrodzenia na zamku krakowsk.im, odbitka 
z Przeglqdu polskiego str. 9-10. 
· Por. 1\1. S o koł o w s k i, Zagadkozf!Y nagrobek katedry gnieź- 
nieńsk.iej i marlllttry naslV'ch pomników w .YT i X 1'£ w, Sprawo- 
zdania, T. VII, str. 164. 


. 


krzyżowania się wpływów połnocnych 
na naszym gruncIe. 


południowych 


w. X \'I. 


1) 1507, Petrus, Snyczer de Byecz, przyjął prawo 
miejskie. Zaręczyli za list urodzenia se"iores Pictorum. Wykonał 
scutum, alias pavesam, ;ux/a consuetudineHI ar/ijicii, z wyobra- 
żeniem św. Jcrzego '. 
2) 1531, Snycerz z imienia nie nazwany, którego pozostała 
wdowa Catharina Szniczerka stawała w jakiejś sprawie przed urzę- 
dem radzieckim. Może identyczny z poprzednim ". 
3) 1532, H a n s C z i m e r m a n d e B e rl i n o S C u l P t o r. 
Przyjął prawo miejskie. Za list urodzenia ręczył Grzegorz Przy- 
było, złotnik krakowski 8. Tegoż roku wyrok rajców, że Jan Scul- 
ptor winien na przyszłe święto Bożego Narodzcnia złożyć 
expe- 
rimenta artis suae alias stukyc, według ustaw cechu, bez zwłoki. 
Równocześnie rajcy zabronili Janowi snycerzowi utrzymywać cze- 
ladź rzemiosła stolarskiego, ani też innych robotnik{)w zatrudniać 
w swoim warsztacie', coby dowodziło, że już przed r. 1532 war- 
sztat posiadał i robotników takich zatrudniał. W r. 1533 obowią- 
zany jest Stanisławowi Szczerbie malarzowi wyrzeźbić wedle umowy 

imagineł1l Crucijixi c , w przeciągu pięciu niedziel 5. W latach 
1536 i 1541 a raczej w tym ostatnim roku Joannes Sculptor jest 
właściciem rlomu u. W cztery lata później już nie żył. W latach 
1545 i 1552 występuje w aktach :\Iałgorzata 
 Joal1nis Sniczer re- 
licta vidl1ac '. 
4) 1533, Balczer Schniczer 8 . 
5) 1536, Z Y g m u n t S c u l P t o r skarżył się przed rajcami 
na :\Iarcina malarza, że lazur przez sługę jemu ukradziony od- 
kupił 9. 
6) 1544, J a n J a n d a, S n y c e r z. Na jego żądanie starsi ce- 
chu, do których należał i wspomniany Szczerba, zezl
ają, że obraz, 
który Mikołajowi Rydlowi do Przemyśla zrobił, jeszcze nie ukoń- 
czony, wart jest lekko ceniąc 180 zł. po p6ł kopy groszy, wraz 
ze złoceniem i malowaniem, które oddać winien dla uzupełnienia 
rachunku '0. Syn jego Leonard, malarz w Wrocławiu: 
Lenhart 
Janda des Schnitzers Son von Crockac był w maju r. 1544 wmię- 
szany w sprawę zabójstwa ". 
7) 1545, Wspomniany bez nazwiska 
Snyczer Regiae 
1\1 a j e s t a t i sc, ktl'Jry mieszkał na ul. św. Jana ". 
8) 1556, J ac o b u s W er t h er, S ta t u ar i u s. Przyjął prawo 
miejskie i dał fi. l 'u. W r.1563, jako 
Sculptorc, razem z Janem 
1\1arią Padovanem, Janem Frankensteinem, Oswaldem Baltnerem 
i Hieronimem Canevesi, oceniał rzeźby alabastrowe, na żądanie 
Mikołaja Hl1thmana z Wrocławia i Józefa Kiczleera z Krakowa, 
przed urzędem miejskim, przyczem Frankenstein jest nazwany 

Sacrae Regiae 1\ltis Architectusc a Oswald Balthner 
pixidarius 
regius c ... 
Lista ta nasuwa nast
pujące uwagi. v\" arsztat sny- 


I G r a b o w s k i, Skarbniczka. str. 71. 
I Tamże. 
· Tamże. 
· Tamże. 
· Tamże. 
8 G r a b o w s k i, Skarbniczka, str. 72. 
· Tamże. 
· Tamże, 
y Tamże. 
10 Tamże. 
"Alwin Schultz, Untersuchtmgen zur Geschtch/e der schle- 
sischi!" Ma/er, 1882, str. 83. 
u G r a b o w s k i 'skarbniczka, str. 72. 
II Tamże, 
Ił .\praffJozdania, T. IV. str. LXXI.
>>>
. 


139 


HTUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


140 


Fig, 18, Św. Anna Samotrzeeia, 
rzeźba w Szyd/owen. 


cerski Stanislawa Stwosza, syna \Vita, jakeśmy to po- 
wyżej w ślad za p. Lepszym podnieśli, trwal w Kra- 
kowie od r. L.1-96--1527, jeżeli pod kierunkiem jego 
wdowy nie dłużej. Przez ten czas mógł jednocześnie 
istnieć i działać od L.1-94 warsztat jorga Hubera, ale 
wedle wszelkiego prawdopodobieństwa tylko do piel-w- 
szych lat XVI wieku. O Piotrze z Biecza, a tern bar- 
dziej o snycerzu bezimiennym, którego akta pośrednio 
wzmiankują, jeżeli ten nie byl z tym ostatnim jedną 
i tąż samą osobą, są wiadomości tak skąpe i nie wiele 
mówiące, że obaj w obecnym stanie naszej wiedzy w ra- 
chubę wchodzić nie mogą l. Pomijając 
zatem na razie zastrzeżenia, o których 
będzie później mowa, przychodzimy do 
przekonania, że w drugim przy
)ajmniej 
dziesiątku XVI w, Stanislaw Stwosz 
stal na czele warsztatu, któremu firma 
starego \rita zapewniała wyjątkowe 
i tradycyjne znaczenie, i że nie tylko 
ołtarz Św. Stanislawa w kościele :\1 a- 
ryackim, ale wszystkie prawdopodobnie 
znakomitsze a wyłącznie snycerskie 
roboty tego czasu z jego jedynie pra- 
cowni wychodziły i wychodzić mogly. 
Po tym najwi
kszym zapewne 
i najbardziej wzit;tym war s z t a c i e, 
miejsce w trzecim dziesiątku stulecia 
opróżnione zajmuje, jak z powyższych 
zapisek wynika, pracownia Hansa Czi- 
mermana z Berlina. Przed r. 1532 na 
lat kilka zalożona, istniala ona aż do 
r. 15-1-5, a zatem lat 13-15. Ze ten 
Hans bowiem, który z Berlinem mógł 
mieć tylko przypadkowy związek, byl 
jedną i tąż samą osobą, co joannes 
Sculptor czy Schnitzer, to już ze względu na same daty 
zdaje się nie ulegać wątpliwości. Domyślać się wypada, że 
się urodził w Wroclawiu, gdzie między latami 1496-1501 
spotykamy Hansa Czimenmina, malarza i snycerza II, 
może jego ojca. Nasz Hans musiał mieć w Krakowie 
bliższych krewnych, co go zapewne skloniło, że porzu- 
cił Berlin, gdzie jak się zdaje dłużej przebywał, jako 
uczeń i towarzysz - i Le się przeniósł do polskiej 
stolicy. W śród złotników krakowskich współcześnie było 
dwóch wybitnych Hansów Czimermanów: jeden, który 
jeszcze w XV wieku cieszyl się wśród swego cechu 
wielką powagą I znaczeniem, a zmarl około r. 154 0 II, 


". 


.JL. 
\..:.. . .. 
-...... 


,- 
t 


.ł.. . , 
10. 


I O Piotrze z Biecza P0f()w. moje uwagi w Sprawozdaniach, 
T. VI, str. 102 i 103. 
t A l w i n S c h u l t z, Urkundliche Geschlchte der Rreslauer 
Maler-Innung, 1866., str. 83, 
· L. L e p s z y, Pacyfikał sandomierski oraz złotnicy krakow- 
scy drugitj polowy XV w. Sprawozdania, T, V. str, 93, 


--r 


i drugi, O którym dochodzą nas wieści z r. 155 0 I. 
Pokrewieństwo z nimi naszego rzeźbiarza jana jest 
tembardziej prawdopodobne, Że w r. 1532 tak nie- 
pospolity w swym fachu mistrz jak złotnik Grzegorz 
Przybyło, którego bliższe i przyjazne z tymi Czimer- 
manami wiązaly stosunki 2, ręczył za jego list" U1"odze- 
ma, Na konsularnych stanowiskach w mieście zresztą, 
między r. 1527-1539 powtarza się często również 
imię i nazwisko Joannes Czymermann s. \ \ r. 15 10 
posiadal jeden z nich dom przy bramie Grodzkiej", 
a w r. 1526 altarya Św. Anny w kościele P. Maryi 
należała także do Czimermana 5. Daty 
odnośne w źródlach do tych czterech 
czy pięciu Czimermanów, po większej 
części tegoż samego imienia, mit;szają 
się wskutek tego i utrudniają wydo- 
bycie na światło dzienne pOJedyńczych 
między nimi osobistości. \\" każdym 
razie najobszerniejsze wzmianki aktów 
do naszego snycerza się odnoszą. Sta- 
je się on właścicielem domu, wiele za" 
tern musi al zarabiać. Tutaj najprędzej 
się ożenił i tutaj pozostawił rodzinę, 
\\' pierwszych latach po osiedleniu za- 
trudnia znaczną ilość robotników, za- 
pewne należących do innych cecho- 
wych związków, sk0ro miasto musi mu 
przyp' IIninać p o d t Y m w z g I ę d e m 
przepisy miejscowe i przyjmuje obsta- 
lun ki z innych warsztatów. Stanisław 
Szczerba, malarz, dekorator komnat 
zamku królewskiego, kilkakrotnie star- 
szy cechu a sądząc z większych u niego 
w tych czasach zamówień, o których 
nas wieści dosz1y 6, zajmujący na swo- 
jem polu pierwszorzędne stanowisko, oddaje mu do 
wykonania krucyfiks, może część skladową jakiego 
ołtarza, czy malowanego tryptyku. CZl zostało co 
i doszło do nas z dziel sztuki wyszlych z jego pra- 
cowni; Rzeżby z Szydlowca, które publikował w Spra- 
'ltJOzdall£ach p. jerzy Kieszkowski 7, mogłyby może z niej 
pochodzić, ale nie mamy na poparcie tego przypuszcze- 
nia żadnego dowodu. Blask wielkiej epoki, jak luna 
zachodzącego słol1ca, odbija się jeszcze w tych rzeźbach, 


I 
I 
, 


. 


- I 


ł 
I 


, 


; ...'\
 
T 
. , 

 



 


t, 


, \f 
, r 


. 


. 


· L. L e p s z y, Cech złotniczy w Krakowie, jego organizacya 
i dzitje, Rocznik krakowski, T. I, str. 174. 
t Tamże, str. 174. 
· P i e k o s i ń s k i, Prawa, przywileje i statuta miasta Km- 
kowa, 1885. T. I. str. 53, 57, 73, 79, 87, 93 i 100, 
· P i e k o s i ń s k i, Kodeks dyplomatyczny miasta Krakowa, 
1892, T. II. str. 746, 
6 Tamże, str. 759. 
8 R a s t a w i e c k i, ,s"lownik, T. 11. str. 251-252. 
, Sprawozdania, T. VI, str. 347-360, fig. 8, 9 i 10.
>>>
. 


.... 


14 1 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POJ.SCE W XV I XVI W. 


142 


FiR. 19. Św. Harhara, 
rzeźba \\I Szydlowcu. 


Fig. 20. 
Madonna z dzieckiem, 
rzeźba w Szydlowcn. 


. 


które tutaj powtórnie reprodukujemy (fig. I g, 19 i 20) 
ale już czuć, że cienie horyzont zaczną wkrótce zalegać. 
Przy pewności dłuta, poprawności i szerokości rysunku 
i kształtu w figurze św. Barbary uderza nas żywy natu- 
ralizm (fig. 19), w postaci Maryi z dzieciątkiem (fig. 20) 
jest wiele delikatności i wdzi
ku, a w grupie św. Anny 
Samotrzeciej (fig. I g). gdzie młoda :\Iarya, mo- 
dląca się z książki, ruchem głowy i postawą 
tak jeszcze odpowiada prawdzie i obserwacyi 
natury, wszystkie postacie za mało mają indy- 
widualnego pi
tna, albo za mało w twarzach 
uczucia, a sama postać babki Zbawiciela zdra- 
dza już ociężałość formy, która niebawem, 
a zwłaszcza w drugiej połowie XVI wieku, 
dodana do ogólnikowego traktowania powłoki 
i do wszystkich konwencyonalnych dążności- 
stanie się panująca. 
Od roku 1530 snycerstwo zatraca coraz 
bardziej wyższy artystyczny charakter. Pod 
wpływem Odrodzenia włoskiego rośnie dąż- 
ność do uzyskania formalnej i konwencyonal- 
nej piękności, a co zatem idzie zaciera si
 
poczucie życia i prawdy. Zetknięcie bezpo- 
średnie z naturą słabnie i miejsce jego zajmuje 
naśladownictwo włoskich wzorow, _ do któl-ych: 
wysokości sztuka na północy nie dorosła. 
Rośnie i rozwija się jednocześnie artystyczny 
przemysł. Nowe formy, coraz częściej zastępują upada- 
jący gotycyzm i wplatają się w jego motywy, zape- 
wniając w swem świeżem i pełnem nieraz 
uroku przekształceniu wartość kreacyom 
w tych czasach powstałym, ale wynagrodzić 
nie są w stanie braku tej naiwnej szczerości 
i tego głębokiego wyrazu, jakie dawniejsze 
utwory posiadają. »Podczas gdy w r. 1530, 
jak mówi Władysław Łoziński, nie masz we 
Lwowie ani jednego \Vłocha w liczbie' mi- 
strzów mularskich, to po roku tym nie spoty- 
kamy przeciwnie przez długi czas ani jednego 
Niemca z głośniejszem nazwiskiem« na tern 
stanowisku 1. "IN Krakowie, gdzie ten wpływ 
się o wiele wcześniej rozpoczął, dzieje si
 
nieledwie toż samo, co musiało oddziaływać 
na całą twórczość i to we wszystkich artystycznych 
dziedzinach. 
Ołtarz składany jednak, jako taki, w zasadniczych 
swych cz
ściacb si
 nie zmienia. Przetrwał on czasy 
Odrodzenia i nawet baroka, Znajdujemy go wśród 
zabytkow datujących zarówno w każdej z tych epok. 
\\" \\"ielkiem Brzeziu (Gross - Bresa) na Sląsku koło Ly- 


r---- 


I - 


"
' --,." , 

 


I 
I 


, 


I 
1 


. 


L 


, 


----



 


I Wf. Ł o z i ń s k i, Sztuka hVOlvska w XVI i XVII w. 1898, 
str. 18, 19. 


..... 


sej (Lissa), dochował się tryptyk z datą 1596 ł. a bez- 
wątpienia jeszcze nawet w XVII wieku był tu i ówdzie, 
chociaż rzadziej zapewne u nas jak w Niemczech 
w użyciu. Co więcej, forma jego wpływa na budowę 
ołtarzy tak póżno-renesansowych jak barokowych i na 
trojdzielny ich podział. Tak jedne ja
 drugie przy tern 
z tych ołtarzy, czy wierne jeszcze pierwotnemu 
układowi, czy już przekształcone i zastosowane 
do nowych wymagań i do nowego stylu, wy- 
chodzą w figuralnym swym składzie z pod 
dłuta Niemców, lub też rzemieślników wy- 
kształconych w ich szkole. jest bowiem rzeczą 
znamienną, że kiedy Włosi opanowują mono- 
pol budownictwa i kamieniarstwa, to jednocze- 
śnie wszyscy rzeźbiarze, którzy się wyłącznie 
i specyalnie tylko rzeźbie poświęcają, są po- 
chodzenia niemieckiego. Spostrzeżenie . to, 
stwierdzone przez Łozińskiego w znakomitej 
jego pracy na wschodzie kraju 2, da się spra- 
wdzić i zastosowac z pewnemi może modyfi- 
kacyami i na zachodzie. jeżeli nast
pnie ka- 
mieniarstwo wiązało się z całą swą monumen- 
talnością z \\"łochami, to snycerstwo przy 
drobnej swej i bardziej rzemieślniczej technice, 
odpowiadało najlepiej naturze i tradycyom 
Niemców. jakób \Nerther, współczesny Pado- 
vana i Hieronima Canevesi i biorący udział 
w oceme rzeźb alabastrowych, był bezwątpienia snyce- 
rzem figur drewnianych, chociaż mógł wyrabiać rzeźby 
w kamieniu, marmurze czy alabastrze i współ- 
zawodniczyć pod tym względem z całym sze- 
regiem ówczesnych tak niepospolitych zresztą 
i ruchliwych włoskich kamieniarzy i rzeźbiarzy. 
jeżeli w XV w. łączył te zajęcia ze sobą jorg 
Huber, a nawet jakeśmy widzieli częściowo 
i \Xit Stwosz, to tern częściej zdarzać się to 
musiało w drugiej połowie XVI w. Ustawa 
bractwa malarskiego w POZłlaniu z r. I 574, 
potwierdzona w r. 1579, wyrażnie zaznacza, 
że rzeźbiarze w marmurze i kamieniu zarówno 
jak w drzewie, »semper pro pictoribus haben- 
tur« i poddani są tym samym co malarze 
przepisom s, a spór między mularzami a ma- 
larzami do tego odnośny, miasto rozstrzyga na ko- 
rzyść malarzy', co samo dowodzi, że te tak różne 


i! 


"', 


.Ii, 


I 
j 
f 


., 


, A l w i n S c h u l t z, Urkundliche Geschichte, str. 100. Cf. 
H a n s L u t s c h, Die KU1lstdenkHliiler d,!r Landkreise des Reg. 
Bezirks Breslau, 1889, str. 465. 
· Łoziński, l. c. str.105. 
a R as t a w i ec ki, Slownik, T. II, str. 293. 
· Spór w sprawie rzeźbiarza Gabryela Skopa: Warschauer, 
Zeitschrift der historischeH Gesellschaft fiir die Provi1ls Posen, 
X"I Jahrg. 1896, str. 421. To połączenie obu technik trafiało się
>>>
143 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV 1 XVI W. 


144 


techniki SIę ze sobą mięszały i co zatem idzie musiały 
łączyć w jednych i tych samych warsztatach. 
O snycerzach Balcerze ani Zygmuncie nic me u- 
miemy powiedzieć, ale tak Jan Janda, jak szczególniej 
\\' erther, stali bezwątpienia na czele większych i do. 
nioślejsze znaczenie mających warsztatów. Pierwszy za- 
pewne ze Śląska, a może z \\'rocławia pochodzący, 
tak jak Czimerman, skoro miał syna malarza osiadłego 
w tern mieście, dostarczał robót do Przemyśla, których 
cena na owe czasy była bardzo znaczna, Drugi zasiadał 
w sądzie artystycznym wśród mistrzów wówczas pienv- 
szorzędnych i pod każdym względem niepospolitych. 
\\' obec zabytkÓw tej epoki, mających północny i nie- 
miecki charakter, mieć ich obu zatem wypada na oku, 
Przekroczyliśmy w ten sposob w naszym spisie nie 
tylko czasy obu Stwoszów. ale i pierwszą połowę 
XVI w., aby objąć szerszy zakres i zdać sobie sprawę 
z całego artystycznego ruchu, który się u nas pod 
wpływem niemieckim w dwóch najważniejszych kultu- 
ralnie epokach rozwijał i ograniczyliśmy się jedynie do 
snycerzy, wyrabiających lub mogących wyrabiać tryptyki, 
albo ołtarze, czy też współdziałać w ich wykonaniu. 
Co do snycerzy królewskich, z których jeden jest 
wspomniany wyżej pod r. 1545 - to zajmowali oni 
stanowisko wyjątkowe nie tylko ze względu na swój 
stosunek do cechu, ale i na znaczenie w mieście, Dzia- 
łalność ich jednak była prawie wyłącznie dekoracyjna. 
Rzeźbili meble, dekorowali sufity zamkowych kumnat, 
modelowali ozdoby do armat za czasów Zygmunta L 
i Zygmunta Augusta. \\;' roku 1523 jakiś »sculptori: 
wycina figurkę z rogów jelenich do myśliwskiego pa- 
łacu w Niepołomicach; w r. 1529 Hans Schnitzer, może 
nasz Czimermann, rzeźbi 74 rozet z drzewa do sali 
w Kurzejnodze na \\"awelu, a w r. 1553 Erazm Kuncz 
sculptor, wysłany jest z Krakowa do Wilna dla mo- 
delowania ozdób na królewskich armatach I. \V wy- 


wszędzie. We Francyi 
des rclations ćtroites rattachaicnt l e s 
huchiers aux imagiers c , pierwsi wyrabiali meble w drzewie, 
drudzy rzeźby w kamieniu 
et les mcmes maitres pratiquaient 
tantót I'un et tantót l'autre artc. tR. Koechlin et J. Marquet 
d e V a s s e lot, La Sculpture a boyes et dans la Champagne 
meridionale au X VI s. 1900, str. 168 i passim). 
'Item sculptori pro imagine quam fecit ad cubiculare mag- 
num de cornibus cervinis in Niepolomicze dedi tł. 1. gr. 18. (Ra- 
chlmki Seweryna Bonera z r. 1523, Ręk. włas. p. Pawła Popiela.) 
. .. hem ... Hans Sznijczer dedi a labore 74 rosarum ex ligno 
ad Curzano.l{a, a quolibet rosa per gr, 24 - 37 m. (Rach. S. Bo- 
nera z r, 1529, Ręk. Komisyi skarbu w Warszawie) Erazm Kuncz 
wspomniany w rachunkach Deciusza pod r, 1553 i 1557. (Źródła 
do historyi sztuki i cywilizacyi. l. c. str. 4 i str. 38.) W r. 1561 
był Szniczer Grzegorz rajcą miejskim w Krakowie i wraz z Szy- 
monem Krumpfeldem prowizorem szpitala św. Ducha, W r. 1567 
pożyczył on miastu 1000 tł. (P i e k o s i ń s ki, I'r;v'wileje, T. I, 
str, 1074 i 1(91). W tym wypadku jednak 
Sznitzerc oznacza jak 
sądzimy nie zajęcie, ale prawdopodobnie nazwisko. Złoto w stanie 
surowym powierzone Deciuszowi przez Zygmunta Augusta, każe 


padkach tych wprawdzie jest po większej części tylko 
mowa o snycerzach miejskich, którzy dorywczo zaspa- 
kajali potrzeby dworu, ale i snycerze wyłącznie kró- 
lewskiej służbie oddani i jako tacy mający wyjątkowe 
stanowisko, nie spełniali innych zadali i chociaż mogli 
wyrabiać rzeźby figuralne i kościelne, to o tych nic bliżej 
nie wiemy. Twórczość ich zatem nas w danym wypa- 
dku mało obchodzi i wychodzi poza ramy naszego 
przedmiotu, 
Na tern wszakże SIę zadanie nasze lite kOIlczy. 
Tryptyki rzeźbione niejednokrotnie wychodziły również 
z pracowni malarskich. Z zapisek naszych widzimy, 
jak się snycerstwo blizko wiązało z malarstwem. \\'y- 
konanie tarczy przez Piotra z Biecza w r. 15°7 z wy- 
obrażeniem Św. Jerzego, jako sztuki, obowiązywało 
zarówno malarza jak snycerza. Ten ostatni zresztą 
w wyrobach swych nie mógł się obejść bez polichromii, 
wykonanej tą samą zupełnie co malowane obrazy 
techniką, z użyciem złota i tak ulubionego, tak wielką 
rolę w tych czasach grającego, a wskutek tak pożą- 
danego i drogocennego lazuru. Nic więc dziwnego, że 
posługacz rzeźbiarza lygmunta kradł go swemu panu 
i sprzedawał malarzowi »nadwornemu podskarbiego ko- 
ronnego« Marcinowi J w r. 1536. Zastanowić się przeto 
nad polichromią naszych rzeźb wypada. 
Lazuru były dwa, jeżeli nie trzy, a nawet cztery 
gatunki: najdroższy i najlepszy, wschudni - azzur.o o/tra- 
marino, mało u nas używany, i lazur krajowy, chę- 
ciIlski, o którym często w naszych aktach znajdu- 
jemy wzmianki. \V r. 1525 Stanisław Swach, malarz, 
zeznawał przed rajcami, że winien jest l )orocie z Chęcin 
grzywien 5, gr. 12 »pro laZllro ab ea empto« 2. Zdaje 
się, że lazur krajowy miewał rozmaitą wartość. Że 
nasze kopalnie mogły pod tym względem zaspakajać 
naj wybredniejsze wymagania, dowodzi tego wyborowy 
lazur chęciIlski, użyty do dekoracyi kaplicy Tomickiego 
na Wawelu. \tV. r. 1533 pisał romicki »datum Złota, 
feria qllinta post divisionis Apostolorum«, do Stanisława 
Borka, kantora krakowskiego, który SIę zajmował 
w jego imieniu buduwą tej kaplicy, co następuje: 

Mandamus capitaneo nostro Kielcensi, ut mittat ad 
Vos aliquot libras Lazurii electi Chanczinensis, certoque 
nobis persuademus, quod jam illud ad nos miserit. 
Vos igitur curate, ut illo ac etiam auro capella nostra 
sufficienter et non parce exornetur« s. Najczęściej jednak 


I 


. 


. 


. 
, 


. 


tenże Grzegorzowi Snycerzowi od srebra oddzielić (Źródła, I. c. 
str. 3 i 306.) co nic nie ma wspMnego z zajęciem snycerskiem. 
O tym Grzegorzu Snycerzu żadnej wzmianki zresztą nie znajdu- 
jemy, ktÓraoy świadczyła, że był artystą. 
I O tym malarzu szczegMy: R a s t a w i e c k i, l. c. T. 11, str. 9. 
· G r a b o w s k i, Dawne zabytki miasta ł.'rakowa, str. 166. 
· Acta Tomiciana, T. XIV, Nr. 158 Ręk. ex Archlvo 
Ecc/esiae Cathedralis Vladislaviensis, włas. Akad. Umiejętności, 


.
>>>
, 


.... 


145 


BTUDYA DO HISTORYI RZEtBY W POLSCE W XV I XVI W. 


14 6 


I 
. 


musiał być w naszych warsztatach używany lazur tańszy, 
który czerniał po pewnym czasie. jest bowiem rzeczą 
uderzającą, że w krakowskich obrazach średniowiecznych 
tak rzadko znajdujemy draperye niebieskie, a za to 
tak często czarne lub bezbarwne, co tern bardziej 
dziwi, że kolor czarny w stroju XV wieku, zwłaszcza 
w malarstwie, przy tak żywej i jasnej polichromii, był 
nieledwie wykluczony. Co więcej, na niektórych z tych 
obrazów nawet nieba są czarne, jak np. na całej ich 
seryi w kościele Św. Katarzyny. Niewątpliwie zatem 
draperye te i nieba miały pierwotnie barwę lazurową, 
ale z czasem poczerniały albo się ich powłoka skru- 
szyła, gdyż użyto do ich wykonania pośledniejszego 
rodzaju lazuru. Ale być może, że był u nas w użyciu 
oprócz krajowego i lazur śląski, a nawet niemiecki. Ka- 
mień lazurowy wydobywał się na Śląsku, koło Goldberg, 
w dawnem księstwie Lignickiem, w miejscu opuszczo- 
nych kopalni złota..., gdzie ) hodie reperitur lazura, quae 
picturas ornat«, jak świadczy Bartholomaeus Sthenus, 
magister in art£bus Uniwersytetu krakowskiego w la- 
tach I S0I i 1506, w swojej DescriPtio Silesiae 1. W ra- 
chunkach przy tern ogłoszonych przez Venturego z mo- 
deńskiego archiwum, a odnoszących się do wydatków 
dworu d'Este w Ferrarze, czytamy często wzmianko- 
wane: ))Azuro de Alemagna« II. jeżeli zatem w X V w. 
we \Vłoszech sprowadzano lazur z Niemiec, to tem- 
bardziej mogło się to zdarzać u nas. Czy z tym lazurem 
nie działo się niekiedy tożsamo co z naszym i czy 
zawsze można było rachować na jego barwę, to jeszcze 
pytanie? Przynajmniej w r, 156o posyłano do Norym- 
bergi ))farbę niebieską« z Erfurtu, dla sprawdzenia jej 
dobroci i rada norymberska polecała ją zbadać ))durch 
seine filhrnembsten meister des maler handwerks« s. 
Bardzo być może zresztą, że użycie tych rozmaitych 
rodzajów lazuru następowało po sobie w oddzielnych 
peryodach czasu. Nie wiemy na pewno, kiedy lazur 
chęcil1ski został odkryty i czy było go dosyć, aby za- 
spokoić wszystkie nasze potrzeby; kto wie zatem, czy 
czernienie, albo odpadanie farby niebieskiej w naszych 


. J 


. 


. 


. 


tudzież Teki Naruszewicza w arch. XX. Czartoryskich, Nr. 49. 
Nr. dok. 320, str. 947-949. 
I Cyt, w A. Sc h u ltz'a, Urkundliclte Gesclticltte etc. str. 11, 
nota 4, Por. o nim B a u c h'a, Beit,iige zur Litera/urgesclticltte des 
scltlesisclten Humanismus, Zei/scltrijt des Vereins fiir Gesclticltte 
und Alter/hum Scltlesiens 26 Bd., 1892, str. 227-228. W XIII 
i XIV w. obfite w rezultaty kopalnie złota w Nikolstadt i w Gold- 
berg w XV w. się wyczerpały i wszelkie starania ks. Fryderyka II. 
Lignickiego, aby je na nowo rozwinąć, spełzły na niczem. W XV 
zatem w. już się w nich lazur wydobywał. te. Griinhagen, 
Geschichte Scltlesiens, 1884, str. 399). 
· A, V en turi, DArte, Maggio-Augusto 1900, Fasc. V-VIII, 
str. 186, nota. 
a J. Baader, J'altrbucher jur Kuns/gesclticlt/e hrsg. v. Zahn, 
I Jahrg. 1868, str. 226. 


'1 
\ 


średniowiecznych obrazach me spada wyłącznie na karb 
lazuru niemieckiego albo śląskiego. 
jeszcze większą od lazuru w tej polichromii grało rolę 
złoto, za wsze wygładzone i błyszczące, .a nigdy matowe. 
Trzymało się to ściśle z genezą drewnianych tryptyków, 
które zastąpiły w epoce gotyckiej relikwiarze i reta- 
bula metalowe epoki romańskiej. Drzewo w samych 
początkach było w' nich jedynie surrogatem metalu 
i snycerstwo naśladowało pod każdym względem złotni- 
czą technikę. Cała architektura i wszystkie ornamenty, 
kroksztyny, baldachy, rozetowania, strzeliste fiale ze 
swemi niszami, wszystko to było pozłocone i błyszczało 
jak metal. Harmonizując ze sobą barwy i blaskiem swym 
stanowiąc najsilniejszy ton w danym obrazie czy przed- 
stawieniu, zespoliło się ono tak z malarstwem, a prze- 
dewszystkiem z rzeźbą kościelną, że stało się symbolem 
i znakiem jej wyższego, idealnego i religijnego znacze- 
nia. Rola ta rosła przy tern w miarę czasu i proporcya 
złota w stosunku do innych barw powiększała się co 
raz bardziej, odpowiednio do kolorystycznych wymagań 
w następujących po sobie trzech epokach rozwoju, od 
końca w. Xl V - aż po w. X VI. :\Iimo wpływu zło- 
tnictwa, na stylizacyę rzeźby w drzewie aż po r. 1450 
mniej więcej oddziaływała i oddziaływać z natury rzeczy 
musiała rzeźba kamienna, tak wysoko rozwinięta przy 
dekoracyi architektonicznej wielkich katedr i kościołów. 
Kształty były proste, fałdy równe i spadające ciężarem 
swym pionowo. Dla wywołania odpowiedniego efektu 
i zastosowania rozmaitych technik, pokrywano i masko- 
wano ten materyał drzewny nieledwie w zupełności. 
Oklejano drzewo w całości lub w niektórych czę- 
ściach, stosownie do potrzeby - grubem płótnem, na 
które przychodził podkład kredowy. Na wygładzonej 
powierzchni tego podkładu ryły się albo punktowały 
delikatne. cienkie, w kratkę lub w szachownicę, orna- 
menty, aby wystąpić z lekka na pozłocie i blask jej 
tam, gdzie tego wrażenie wymagało, złagodzić. Przy natura- 
listycznie traktowanych karnacyach, stroje figur malo- 
wane temperą, a zatem farbą matO\" ą, o barwach 
jasnych, ale zawsze spokojnych i prostych, zarzucały się 
złoconymi ornamentami z drobnych lilij heraldycznych, 
rozet, lub powtarzających się naj prostszych wzorów, tak 
jak tkaniny tych czasów. Czasami wpuszczano w kre- 
dowy podkład takie rozetki, czy inne motywy, wycięte 
ze skóry, a nawet z grubego papieru, niekiedy uży- 
wano do tego cyny lub ołowiu, a nawet wprawiano 
szklanne pasty i w wyjątkuwych wypadkach prawdziwe 
granaty i ametysty w spiny, szlaki i inne ozdoby, tak, 
że figury świętych w tych początkowych tryptykach 
wyglądały jak wyrobione ze złota i pokryte emalją. 
Ołtarze składane tych czasów nas w Polsce nie doszły, 
a pojedyńcze figury :\Iadon rzeźbione z drzewa i po- 
chodzące z ostatnich lat w. XIV, czy pierwszych XV, 
10 


. 


-
>>>
I 
, 
ł 


148 


147 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


. 


jakie wyjątkowo ocalały, zostały przemalowane w póź- 
niejszych czasach. Pod grubą i barbarzyńską powłoką 
tej malatury, przeglądające ślady pierwotnej polichromii 
pozwalają się nam jednak w charakterze i rodzaju barw 
tej samej zasady domyślać, a odkryte niedawno figurki 
z jasełek w klasztorze św. Andrzeja \ które bezwąt- 
pienia do najdawniejszych zabytków tego rodzaju w na- 
szym kraju należą i tembardziej zasługują na uwagę, 
że rozmiarami swymi nawet nie zbyt się różnią od tych 
figurek, które wchodziły w skład wielu ówczesnych ołtarzy, 
mają pod polichromijnym względem taki właśnie cha- 
rakter. Od połowy XV w, skoro się tryptyki po- 
większyły, rozmiary figur wzrosły i te ostatnie zaczęły 
tworzyć grupy i sceny, skoro technika drzewna się roz- 
winęła, nabrała pewności i zaczęła oddziaływać na styl 
rzeźby - musiało się to zmienić, Przy giętych i łama- 
nych fałdach, przy figurach ustawionych jedne za drugie- 
mi i poruszonych życiem, grube płótno, oklejające drze- 
wo, zastąpione zostało płótnem, o ile możności najcień- 
szem, a z czasem utrzymało się w niektórych tylko 
warsztatach lub w pra ktyce wyjątkowych mistrzów, 
wierniejszych dawnej tradycyi, Gra naturalna świateł 
i cieni, wywołana właściwościami nowego stylu, spowo- 
dowała potrzebę uproszczenia polichromii, któraby w da- 
wniejszem zastosowaniu sprawiała niepokój i nie mogła 
wytrzymać z tą różnorodnością kontrastów, jaka z tego 
stylu wynikała - konkurencyi. Przy użyciu niezmiennie 
złota do architektury i architektonicznej dekoracyi na- 
wet draperye zaczęły się na zewnętrznych swych stronach 
złocić, iloŚĆ barw użytych do części stroju się znacznie 
uprościła i zredukowała do barwy czerwonej, niebie- 
skiej i zielonej, a co najwięcej brunatnej i fioletowej 
i barwy te, zawsze silne w tonie i szczere, otrzymane 
były temperą lub farbą klejową, jak dawniej 2. Ola pod- 
niesienia bogactwa zastosowany został ornament wielki, 
a w wielu wypadkach i wypukły. Wszedł wówczas 
w modę tak malowniczy i dekoracyjny wzór grana- 
towy, o szerokich konturach, który się wyciskał wy- 
pukle na tłach tryptyków, lub malował czarno na zło- 
cie draperyi, aby ją uwydatnić i wyrzucić na wierzch. 
Siła kolorystyczna, jak z tego widać, podniosła się 
i efekt jej głównie polegał na zestawieniu ze sobą wiel- 
kich plam i szerokich, uwydatniających się nawzajem 
powierzchni. Taką polichromiję mamy przed sobą 
w wielkim ołtarzu Maryackim i we wszystkich zresztą 
naszych tryptykach z końca XV i początku XVI w. 
Nakoniec w trzeciej i ostatniej epoce, która z drugim 


I Figurki te odkrył p. Julian Pagaczewski i zamierza je 
wkrótce publikować. 
. Nie ulega wątpliwości, że rodzaj barw i przewaga jednej 
z nich nad drugiemi była rozmaita w rozmaitych szkołach. W po- 
lichromii rzeźby norymberskiej największą rolę, obok złota, grał 
lazur i toż samo było przeważnie w naszem snycerstwie. 


dziesiatkiem X V I w. się rozpoczyna, ta gamma barw 
jeszcze się bardziej uprościła, objęła jeszcze szersze 
przestrzenie i zredukowana została do samego złota. 
Przy pozostawieniu w naturalistycznym charakterze 
części nagich i użyciu niekiedy co najwięcej lazuru, 
dla odróżnienia zagiętych fałdów i podszewek - złoto 
opanowało całą rzeźbę I. Tryptyki św. Stanisława, tak 
w kościele P. 
laryi w Krakow
e, jak w Wieniawie, naj- 
lepiej tego dowodzą, 
Interesującą jest rzeczą stwierdzić, jak ta ewolucya 
odpowiadała zmianom kolorystycznym w rozwoju ma- 
larstwa i jak się godziła i wiązała z uczuciem i nastrojem 
społeczeństw w odpowiednich epokach historyi. \Y pierw- 
szej i w drugiej z tych epok koloryt, czy to otrzymany 
temperą, czy nawet po rozpowszechnieniu się malarstwa 
olejnego i przy kombinacyi dawnej tempery z olej- 
nymi lazerunkami, pozwalający na otrzymanie silniej- 
szych tonów i większych kontrastów, był zawsze, jak 
Niemcy mówią »schonfarbig«. Tymczasem z początkiem 
XVI w. powstaje pod wpływem Leonarda, naprzód we 
\Vłoszech a wktótce potem w całej Europie, nacisk 
położony na modelunek, na plastykę kształtów, wystę- 
pujących z całem swe m zaokrągleniem z tła i co zatem 
idzie na stosunek do siebie świateł i cieni. Barwy się 
zacierają, ustępują na drugi plan, wrażer:Jie ogólne kon- 
centruje się w zestawieniu ze sobą części ciemnych 
i jasnych. I toż samo dzieje się w życiu. Kiedy w XI V 
i w początku X V w. panują stroje obcisłe, barwne 
i jasne, w których nie tylko każda ich część odróżniała 
się od innej kolorem, ale nawet oddzielne ich połowy 
w tak zwanem mi-partie występowały wydatnie przy 
drobnych ozdobach, kiedy w drugiej połowie XV i na 
początku XVI w. materye ciężkie, bogate, łamiące się 
i lśniące, o szerokich wzorzystych i złocistych deseniach, 
weszły w modę, to w w. X V L jest inaczej. Nic niema 
bardziej charakterystycznego, jak to, co o tern mówi 
Baltazar Castiglione w swoim Cortegiano. Wedle niego 
prawdziwy dworak i szanujący swą godność szlachcic 
nie powinnien używać innego stroju jak ciemnego, 
wszelka jaskrawość nie tylko mu nie przystoi, ale jego 
godności ubliża i w takiej też sukni przedstawił go 
Rafael w sławnym portrecie 2. Mody hiszpańskie wszę- 
dzie się rozpowszechniają, a z niemi kolor czarny. - 
Grave e riPosto staje się godłem czasu. Kiedy w ra- 
chunkach dworskich za czasów Zygmunta Starego znaj- 


l 



 



 - 


, Oto, co o tern m6wią badacze rzeźby francuskiej w XVI w. 

Au reste, plus on avance vers le milieu du siecle, plus la cou- 
leur perd du terrain, et quand les Italien
 arriveront, avec leurs 
theories prćtendues antiques sur l'eminente dignite de la pierre 
nue, l'or presque seul resisterac. (R. Koechlin et I. Marquet 
d e V a s s e lot, La sculp/ure a Troyes et dans la Champagne 
meridionale au XVI s. 1900, str. 172). 
I Por. znakomite uwagi H. W () l f fi i n' a, Die klassische 
Kuns/, 1899, str. 228, passim.
>>>
I 
, 
t 


149 


STUDY A DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


1 


dujemy wymienione, zwłaszcza w pierwszej połowie 
panowania, tylko stroje barwne, a przedewszystkiem 
czerwone i karmazynowe, to już w drugiej połowie, 
a zwłaszcza za Zygmunta Augusta możnaby sądzić, że 
król zawsze nosił żałobę, nie tylko po śmierci Elżbiety 
i Barbary, ale wtedy nawet, kiedy zawierał związki 
małżeńskie. Na irmem miejscu zwracaliśmy też uwagę, 
że wówczas i przez cały w. XVI marmury czerwone 
i barwne naszych pomników i nagrobków w. XV, za- 
stąpione były marmurami o ciemnym wiśniowym tonie, 
co wszystko odpowiada temu nastrojowi 1. Złoto w ko- 
lorystycznej skali, które jest tylko spotęgowaniem ko- 
loru żółtego, najbardziej się zbliża do barwy białej, jak 
mówi Otto Runge, tak jak lazur czy kolor niebieski - do 
czarnej 2. Nic więc dziwnego, że czy to w zestawieniu 
z lazurem, czy też nawet bez niego, przy silnych cie- 
niach wypukłej rzeźby, całym swoim przepychem naj- 
wierniejszy dawało wyraz temu uczuciu: polichromia 
ustąpiła miejsca monochromii. Bardzo być może, że nie 
tyle dla względów oszczędności, jak dla tego właśnie 
usposobienia, pozostawiały się już na przełomie nowego 
stulecia całe tryptyki w naturalnym kolorze drzewa np. 
w \tVestfalii, na północy Niemiec, a nawet na południu, 
jakeśmy to zaznaczyli odnośnie do Riemenschneidera s. 
U nas nie spotykamy podobnego przykładu, ale mimo 
tego, jak ten rzut oka dowodzi, wszystkie te przemiany 
w zasadniczych swoich podstawach odźwierciadlały się 
na naszych zabytkach, świadcząc tern samem, że na 
rodzimym naszym gruncie puls życia bił tentnem do- 
strojonem do wielkiego światowego ruchu. 
Polichromia rzeźby już ze względu na sam ma- 
teryał, a g-łównie na złoto i lazur, była bardzo droga. 
Nie znamy w znanych nam naszych źródłach wyraźnych 
i pewnych pod tym względem wskazówek, ale docho- 
wane tu i ówdzie rachunki na zachodzie - dają nam 
o tern wyobrażenie. \tV r. 1442 mistrz Claes z Brligge 
rzeźbił statuę drewnianą do kościoła w Lowanium i za- 
płacony został za jej wykonanie wraz z materyałem tąż 
samą zupełnie sumą, co Rudolf van Vel x, który ją 
złocił i polichromował ł. Niekiedy to zabarwienie było 
jeszcze droższe. Oudard Colas w Troyes w Szampanii 
w drugiej połowie XVI w. rzeźbił w kamieniu wielki 
posąg św. Michała zabijającego smoka na szczyt ko- 
ścioła św. Piotra za 3,P franków na dzisiejszą monetę, 
kiedy Jan Copain za jej pozłotę z użyciem lazuru otrzymał 




 


I 1\1 a r y a n S o koł o w s k i, Zagadkowy nagrobek i marmury 
nass;yck pomników w XV i XVI w. Sprawozdania, T. VI, str. 164 
i 165. 
I W swojej . Farbentkevriec , Por. Woldemar von Seid- 
l i t z, Die 1Ilaleriscken Ausdrucksmittel w czasopiśmie Das Jlu- 
setem. T. III, str. 43. 
· Por. uwagi w A. 1\1 a tt h a e i, Zur J..enntnis der mjttelal- 
terljcken Schnjtzaltiire Sckleswig-Holstejns, 1898, str. 89-90. 
· A. d e L a b o r d e, Les Ducs de Bourgv./{ne, T, I, str. CXIV. 


. J 


15 0 


franków 1200 1. \tV r. 1485 majster Bernhart »der golt- 
slaer« (złotarz) dostał od prowizora kościoła lVIaryackiego 
Jana Thurzona za 90 fi. złota do wielkiego ołtarza, 
ale z tekstu zapiski domyślać się wypada, że ta ilość 
nie obejmowała całości materyału, jaki był do tego 
potrzebny II. \\T ynika więc z tego, że zabarwienie rzeźby 
kosztowało nieraz tyle, co sama rzeźba, albo o wiele 
więcej. Nic zatem dziwnego, że w pewnych wypadkach 
dla oszczędności, czy braku funduszów, odstępowano od 
zasady i obchodzono się bez tego, tak niezbędnego 
poprzednio dodatku, a to tembardziej, że się to zaczęło 
godzić z usposobieniem czasu. 
Przy różnorodnych technikach, jakich niekiedy ta 
polichromia wymagała, nie każdy artysta i nie zawsze 
sam snycerz, czy rzeźbiarz, był w stanie ją przepro- 
wadzić odpowiednio i w sposób zupełnie zadawalający, 
To też w wielkich centrach artystycznych jak np. w XV 
w. we Florencyi powstawały osobne oficyny, które się 
tylko polichromią rzeźb zajmowały. .:\Iiędzy r. 1419- 1 49 1 
malarz Neri-Bicci miał sławny warsztat temu zajęciu 
przeważnie poświęcony s. Koło roku 1483 we Flandryi 
i w Brligge, tak wielki mistrz, jak Jan van Eyck ma- 
lował kamienne statuy do miejscowgo ratusza, za co był, 
jak wiemy, hojnicj niż inni malarze, spełniający takież 
same zadanie, zapłacony 4. Tak w Niemczech, jak zwła- 
szcza u nas wymagania te musiały bez wątpienia być 
o wiele skromniejsze. W każdym razie nie było po- 
trzeby rozdzielania obu czynności, rzeźby i malarstwa, 
szczególniej w tych wypadkach, w których rzeźbiarz 
był zarazem malarzem. 
:\Ialarzy i rzeźbiarzy spotykamy często w X V w. 
w Niemczech w jednej osobie i to zarówno na wyż- 
szych i prawdziwie artystycznych stanowiskach, jak 
wśród niższej rzemieślniczej rzeszy. Tak niezwykły, 
a nie dawno odkryty malarz, jak Hans .:\Iultscher z Ul m, 
którego obrazy z r. 1437 nabyło w ostatnich czasach 
muzeum berlińskie li, rzeźbił w drzewie tryptyk w Ster- 
zing w Tyrolu w r. 1458, malując do niego skrzydła, 
nie mówiąc o tern, że w aktach współczesnych zawsze 
występuje, jako »Bildhower« 6. Sławny Pacher, mimo 
wszystkich zastrzeżeń, jakie odnośnie do tego podnie- 
siono, był bez wątpienia jak \Vit Stwosz, zarówno ma- 
larzem jak snycerzem 7. Interesujący ze wszech miar 


I Koechlin et Marquet de Vasselot, l. c. str. 55-56. 
I G r a b o w s k i, Staro
tności kistoryczne polskie, T. I, str. 442. 
· Vasari, Le Vite, ed. Milanesi, T. II. 1878, str. 85. Por. 
L. C o u raj o d, La polychromie dans la statuaire du lIIoyen-lige et 
de ta Renajssance, 1888, str. 65. 
· Courajod, tamże, str. 22 i 23. 
· Kunstckronjk, XI Jahrg. 1900, Nr. 31 20 Juli, str. 492. 
8 F. v. Reber, Hans 1Ilultscher von Ulm, Sitzungsberickte, 
l. c. str. 64. 
7 R. S t i a s s n y, ber Gesckickte der o'sterreichjscken Alpen- 
kunst, 1898 i R e b e r, Hans Jl/ultscher von Ulm, l. c. str. 65.
>>>
I 


[5 [ 


STUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


15 2 


malarz Berthold w Norymberdze, którego wydobył na 
widownię i bliżej jako artystę scharakteryzował Thode, 
między r. 1363- 1 430 zajmował się jednocześnie ma- 
larstwem i rzeźbą 1. Wśród malarzy norymberskich 
możnaby wymienić wielu innych, którzy w warsztatach 
swoich uprawiali obie sztuki 2. Na północy Niemiec głośny 
Briiggemann nazwany jest na nagrobku »pictor et 
caelator« s, a księgi cechowe wrocławskie od r. 1386 
do 1540 wykazują całe szeregi malarzy - b
dących 
snycerzami zarazem 4. Niektórzy nawet, jak to jest wy- 
raźnie w źródłach zaznaczone, zobowiązywali się udzielać 
swym uczniom nauki jednego i drugiego rzemiosła 5. 

imo tego jednak, połączenie tych fachów nie 
było tak powszechne na północy, jak we \Vłoszech, 
a mianowicie we Florencyi i można być pewnym, że 
w najznaczniejszej liczbie wypadków uczeń malarski czy 
towarzysz, który został majstrem, porzucał jedną z tych 
sztuk, aby się wyłącznie poświęcić drugiej. Przyjmował 
wówczas snycerza jako czeladnika do swego warsztatu, 
który mu pomagał w robocie i w wykonaniu za- 
mówień łączących je ze sobą. Ustawa cechowa pragska 
z r. 1490 ograniczając liczbę towarzyszy w malarskich 
warsztatach wyraźnie mówi, że jeden z nich powinien 
być pomocnikiem do przygotowawczych przyborów, 
drugi malarzem, a trzeci snycerzem 6. Największy z war- 
sztatów malarskich końcowych lat XV w, w Norym- 
berdze, warsztat \Nohlgemutha, zatrudniał, jak się zdaje, 
znaczną liczbę snycerzy, którzy wykonywali pojedyńcze 
figury i kompozycye w ołtarzach szafiastych podług 
rysunków majstra 7. I u nas w Krakowie musiało być 
i było bezwątpienia toi samo. Z warsztatów malarskich 
zatem wychodziły nieraz tryptyki rzeźbione, co utrudnia, 
z natury rzeczy, badanie i odbiera w wielu wypadkach 
bardziej określonej determinacyi podstawę. Można wszakże 
przyjąć za zasadę, bez obawy wielkiej pomyłki, że te 
wyroby czy ołtarze, w których przeważało malarstwo były 
powiększej części oddawane do wykonania malarzom, 
tak jak przeciwnie, że snycerze przyjmowali tylko obsta- 
lunki mające charakter przeważnie lub wyłącznie sny- 
cerski. Bezwątpienia musieli utrzymywać pomocników 
malarskich ze swej strony. 


I Henry Thode, Die Jlfalerschule von Nurnberg, 1891, 
passim, a zwłaszcza str. 260. 
· Tenże, str. 261, 264 i 266. 
· Zob. M a t t h a e i, Zur Kenntnis der mitlelalter/ichen Schnitz- 
altiire Schleswig-IIolsteins, str. 36, tudzież R e b e r, l. c. str. 64. 
4 A l w i n S c h u l t z, Urkundliche Geschichte, l. c, str. 46, 
70, 77, 83, 86, 96. 
6 Tamże, str. 80. 
8 Pangerl et Woltmann, Das Buch der Jlfalerzeche 
In Prag, 1878, str. 19 i 82: 
Chczeme, aby ziadny . .. nechowal 
nez toliko gedneho malerzie, gedneho czupreytyrzie, a gedneho 
rzezakac. 
· R o b e r t V i s c h er, Studien zur Kunstgeschichte, 1886, 
str. 374. 


Zdaje się, że warsztaty nasze były, a przynajmniej 
mogły być i większe i że nieraz zajmowały znaczną liczbę 
czeladników. Wprawdzie tak jak w nieledwie wszystkich 
miastach niemieckich tak i u nas ilość uczniów w warsztacie 
była z góry oznaczona l. \Nedle statutów z r. 1490, 
majster malarski czy snycerski mógł ich trzymać tylko 
dwóch, a zatem więcej niż w Wrocławiu, gdzie ta 
liczba była zredukowana do jednego ucznia rocznie 2. Ale 
tak jak majstrowie wrocławscy, mimo tego, miewali po 
trzech uczniów, a po dwóch co najmniej, przez cały 
w. X V 8, tak i u nas nie zastosowywano się zapewne 
zbyt ściśle do tego przepisu i na odnoszące się do niego 
przestępstwa musiał cech patrzyć przez szpary. Co zaś 
najważniejsza, kiedy w innych miastach liczba towa- 
rzyszy zajętych w warsztatach była również ograniczona, 
jak np. w Pradze 4, a w XVI w. w Augsburgu, Stras- 
burgu 1\ i nawet w Wrodawiu 6 - to u nas i w naszych 
przywilejach cechowych o tem niema mowy. Nic zatem 
pod tym względem nie przeszkadzało, aby rozmiary 
warsztatu się rozszerzyły i by przedsiębiorstwo się roz- 
winęło na większą skalę 7. 
Jest przytem rzeczą charakterystyczną, że z tych 
ustaw wcale nie wynika, aby przyjęcie prawa miej- 
skiego dla majstra było konieczne. Kiedy w Pradze 
i w Strasburgu nie można było się dostać do cechu, nie 
zostawszy przedtem miejscowym obywatelem, a w Bazylei 
każdy wstępujący w skład cechowej organizacyi przysięgał, 
że w przeciągu miesiąca prawo miejskie wykupi 8, to 
w Krakowie dopatrzyć się tego nie możemy. W edle 
 8 
ustawy cechowej z r. 1490, towarzysz nieżonaty nie po. 
winien był dostawać pojedyńczych robót do wykonania, 
jeśli nie miał prawa miejskiego i nie należał do cechu 
jednocześnie, ale w 
 l 2 powiedziano wyraźnie, że ma- 
larz, czy snycerz, a zatem i majster, jeżeli chce roboty 
swe sprzedawać, to musi posiadać » burgerrecht ader 
czeche« 9. Jedna zatem lub drugie go obowiazywało 


.. 


I 
Aueh zal keyn meister mer leriungen haben wenne 
czwenec. P i e k o s i ń s k i, Kodeks dypl. m. Krakowa, str. 465, 
 2. 
· A. S e h u lt z, Urkundliche Geschichte, str. 20. 
8 Tamże, str. 20-30. 
4 Pangerl et Wolt mann, l. c. str. 18-19. 
6 Tamże, str. 19. 
· A. S e h u l t z, Untersuchungen zttr Geschichte der Schlesi- 
schen Jllaler, str. 8-9. 
· O cechu malarskim w ogóle por. piękną pracę L. L e p- 
s z e g o, Cech malarski w Polsce, JViado11l0ści numizmaryczno- 
archeologiczne, T. II, 1896, str. 257, 310, 363, gdzie o tej speeyalnej 
kwestyi niema mowy, ale jest wiele bystrych spostrzeżeń i w spo- 
sób przekonywający rozwiązanych zagadek. 
8 Pangerl et Woltmann, l. c. str. 17. 
9 W statucie z r.149O, Piekosiński, Kodeks dypl. m. Kra- 
kowa, str. 466, B r u n o B u c h e r, Die alten Zunft- und rerkehrs- 
Ordnttngen der Stadt Krakatt, 1889, str. 57, 59. 
 8. 
Man zal 
keinem ledigen gezellen, der do nicht burgerreeht hot und dy czech e, 
stuekwergk ezw arbeiten geben, bey einem firdung bussec. 
 12. 

 Wer nieht burgerrecht ader czech e hette, her sitcze hir auff
>>>
153 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


i skoro raz wszedł do cechu, to mógł się ostatecznie 
obejść bez prawa miejskiego. :\1usiało się to zdarzać 
wyjątkowo, ale bez wątpienia się zdarzało. Widzieliśmy, 
że Stanisław Stwosz prawo miejskie przyjął dopiero 
po dziesięciu latach swej działalności, a Jan Czimerman 
był, jak się zdaje, również w podobnem położeniu. Ustawa 
więc cechowa krakowska była szersza i przystępniejsza 
pod wielu względami od innych tego samego rodzaju 
ustaw niemieckich Dopiero w r, 1638 przywilej Wła- 
dysława IV w artykułach dodatkowych do ustaw cechu 
malarskiego postanawia, że ten, co mistrzem zostać 
chce, »prawo miejskie przyjąć ma« 1. 
Od początku, może jeszcze od ostatnich dziesiątków 
XIV w. malarze, szklarze, snycerze i stolarze stanowili 
cech wspÓlny 2. Przez całą nieledwie pierwszą połowę 
XV w, jako starszych cechu, obok malarzy i snycerzy, 
spoty kamy stolarzy 5, których rzemiosło tak się blizko 
ze snycerstwem wiązało 4. \r wyrobie tryptyków do 
stolarza należało nie tylko sporządzenie szafy i skrzy- 
deł, ale nieraz cała ich strona ornamentacyjna i wła- 
ściwie snycerska. Bywały wypadki, że snycerz dostarczał 
jedynie grup figuralnych, a stolarz dopiero je ustawiał 
i dawał im właściwe ramy z tern wszystkiem, co do 
nich należało. vriemy z ogłoszonych rachunków przez 
Tonniesa, że »Erhart Schreiner« w takim się znajdował 
stosunku do Riemenschneidera w Rothenburg an der 
Tauber 5. Ten stosunek właśnie musiał sprawiać, że tak 
malarze jak snycerze potrzebowali stolarzy i że ich 
musieli używać w swych warsztatach, a może w wy- 
jątkowych wypadkach na wet utrzymywać jako towarzyszy. 
Powoli jednakże się ta organizacya rozczłonkowuje 
i to już w końcu XV w., jeżeli nie w pierwszych la- 


dem Stradom, Kazmir ader Klopper, ader von wanne her were, 
dem zal man nicht gestaten czw vorkowffen mit unser hulffe yn 
der Stad allein ym iormargkt, yn welchem ider man frey istc. 
W XVI i XVII w. było w Krakowie jarmarków trzy: na św. Sta- 
nisław, na św. Wit i na św. Michał. Toż samo musiało być 
i w w. XV. Jarmarki te trwały za każdym razem od 5-11 dni 
Przybywali na nie kupcy zagraniczni, składając do kasy miejskiej 
opłatę, a miasto wystawiało im kramy. Wolność jarmarczna wy- 
dzwaniała się w kościele P. Maryi. (G r a b o w s ki, S/aro
/nicze 
wiadomości o Krakowie, str. 268).. B r u n o B u c h er, l. c. we 
wstępie, gdzie daje komentarze i wymienia cechy, w których 
przyjęcie prawa miejskiego było obowiązujące, pomija malarzy. 
Zob. str. XXIX. 
I Rastawiecki, Sloltmik, T. I, str. 312. 
· Od końca XV w. czy po:zątku XVI. złotarze (Goldschla- 
ger) , którzy klepali dla malarzy i snycerzy złoto do tła obrazów 
i polichromii rzetby, należeli również do cechu malarzy; przedtem 
jednak wchodzili w skład cechu złotników, por. Lepszy, Pacy- 
fikał sandomirski oraz zło/nity krakowscy drugiq połowy X r W., 
l. c. str. 102. 
· G r a b o w s k i, Skarbniczka, str. 38-40. 
· Na północy i w Lubece 
Kistenmakernc i 
Snytkernc 
nieraz uważani jako należący do jednego i tegoż samego rzemiosła. 
Por. Matthaei, Zur Kenntnis, l. c. str. 141-142. 
fi T o n n i e s, l. c. str. 108-111. 


154 


tach XVI w. Stolarze tworzą cech osobny i dbają o to, 
aby tak malarze jak snycerze nie trzymali u siebie 
czeladników rzemiosła stolarskiego. Widzieliśmy, że 
w r. 1 532 miasto zakazuje Czi1ł1
rmanowi utrzymywania 
czeladzi stolarskiej, a ustawa z r. 1547 nowego »contu- 
bernium«, którą stolarze utworzyli, w 
 27 zastrzega 
wyraźnie, aby żaden towarzysz stolarski u snycerzy 
albo malarzy nie pracował i nie wykonywał robót sto- 
larskich l. Ale to nie dosyć. Ten rozdział pracy idzie 
jeszcze dalej. 
Ialarze, którzy dotąd trzymali snycerzy 
jako towarzyszy i dawali im wzory do odrzeźbienia 
w drzewie pod ich osobistym nadzorem i kierunkiem, 
zaczynają części rzeźbione zamówionych u siebie robót 
powierzać innym warsztatom, co bez wątpienia było już 
wówczas w powszechnem użyciu. Pokazuje się tutaj nama- 
calnie to, na cośmy już poprzednio zwrócili uwagę. Tak 
jak \\ enzel Jamnitzer w Norymberdze, który rozdawał 
swe prace złotnicze między najrozmaitszych złotników, 
stając się rzeczywiście tylko przedsiębiorcą na wielką 
skalę i to do tego stopnia, jak nowsze badania do- 
wiodły, że nawet wzory do nich zamawiał w :\1edyo- 
lanie i w skutek tego w wyrobach opatrzonych jego 
marką, czy też z nim wedle kontraktu ugodzonych, 
śladu często nie było z jego własnej twórczości 2, tak 
też i u nas ta działalność się stopniowo rozkłada i w trze- 
cim dziesiątku XVI w. przybiera wybitny charakter 
przedsiębiorstwa. Krucyfiks obstalowany u Szczerby, 
czy też wchodzący w skład większego u niego obsta- 
lunku, wykonał Jan snycerz za umową, króra bez za- 
przeczenia przyniosła Szczerbie zyski. \V danym razie taki 
proceder nie mógł mieć wielkiej doniosłości, ale w innych 
i szerszych zastosowaniach musiał pociągać za sobą jak 
najgorsze następstwa. Ten ruch, który się już rozpo- 
czął za czasów Wita Stwosza, a któryśmy stwierdzili 
w stosunku Hansa Dlirera i Caraglia do majstrów no- 
rymberskich i krakowskich, tak zresztą zależny od roz- 
budzenia się artystycznych potrzeb i rozpowszechnienia 
zWIązanych z niemi wymagań, rozszerza się i doprowadza 
do tego, że oryginalne i indywidualne cechy w dziełach 
sztuki coraz bardziej się zatracają. Co innego było 
rysować pomysły i kierować ich wykonaniem we wła- 
snym warsztacie i pod bezpośrednim osobistym nadzo- 
rem, jak się to działo w XV w. - a co innego po- 
wierzać tę robotę innym i mającym nieraz inny charakter 
i inną artystyczną dążność warsztatom. Jednolitość wyrobu 
się zacierała i dzieło sztuki stawało się zlepkiem nieraz 
przypadkowym rozmaitych części składowych. Długi 
czas było rozpowszechnione mniemanie, że przemysł 
artystyczny XVI w. różnił się od dzisiejszego przedewszy- 


. 


l P i e k o s i ń s k i, PrI;)lwilqe, T. I, str. 532. 
· K. L a n g e u. P. S c h wen k e, Die Si/berbib/iothek Herzog 
Albrechts von Preussen, 1894, str. 32.
>>>
155 


.. 


I 
. 


STUDYA DO HI"TORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


15 6 


. 


stkiem indywidualnym charakterem, Pokazuje się jednak, 
że już w tej wielkiej epoce, jak to Lange wybornie 
udowodnił, zaczyna panować to, co nazywamy fabryczną 
produkcyą. \V naszym wypadku podnieśliśmy tylko jeden 
jej rys znamienny, ale były bez wątpienia i inne, w których 
bliższy rozbiór wchodzić w tej chwili nie jesteśmy w sta- 
nie. Zarodki tej powolnej i stopniowej ewolucyi w orga- 
nizacyi cechowej i w średniowiecznych warsztatach leżały, 
ale potrzeba było tych historycznych, ekonomicznych 
i społecznych warunków, jakie wytworzyły następne stu- 
lecia, aby się w pełni mogły rozwinąć. 
\\" miarę też, jak indywidualna twórczość w XVI 
w. słabnie i ustępuje miejsca twórczości zbiorowej, jedno 
cześnie podnosi się z rzemieślniczego poziomu samo- 
wiedza artystyczna. :\Ialarz czy snycerz nie chce być 
rzemieślnikiem, ale artystą. I Źwiga się w górę, staje na 
szczudłach, dawne stanowisko mu nie wystarcza i sto- 
sunki cechowe go nie zadawalają. \\' pływ renesansu 
włoskiego jest widoczny, Żeby się dostroić do tych 
wymagań i do ducha czasu, bractwo malarskie poznań- 
skie, w ustawie z r, 157.... i 1579, z naciskiem zaznacza, 
że sztuka wchodząca w jego zakres: »arte, ingenio et 
industria absolvitur, caeteris aliis mechanicis, in quibus 
corpus solum defatigatur, praestat et antecellit« I Zgodnie 
z tern następuje coraz większa specyalizacya rzemiosła. 
Ze zbiorowej masy, która uprawiała zarówno rzeźbę orna- 
mentacyjną jak figuralną, wyłaniają się grupy robotników, 
którzy wyrabiają, jeżeli nie jedynie i wyłącznie, to prze- 
ważnie tylko figury i statuy, Kiedy w X V w. każdy 
rzeźbiarz w drzewie nazywa się po prostu »Schnitzer«, 
a w r. 1532 i 1536, skoro język łaciński panuje w naszych 
aktach, wyraz »sculptorc służy do ich oznaczenia - to 
w r. 1556 snycerz \\'erther jest już nazwany »statu- 
ariusc 2. Nazwa ta odpowiada istocie rzeczy i właściwemu 
zajęciu tych, co ją noszą, ale nie mniej pochlebia roz- 
budzonemu poczuciu osobistej godności i miłosci wła- 
snej rzeźbiarzy. \Vybitniejsi z nich pragnęliby się po- 
równać z największymi mistrzami starożytności. Tak 
niepospolity zresztą artysta, jak :\Iichałowicz z Urzędowa 
nazwany jest na nagrobku w Łowiczu Praksytelesem 
polskim s. 
Tak zwana wielka sztuka odrywa się w ten sposób- 
od rzemiosła i rozluźnia węzły, które ją z niem dotąd 


I Rastawiecki, Słownik, T. II, str. 286, 
I Nazwa ta, którą sporadycznie natrafia się i w XV w, od 
końca XVI w. jest powszechna dla oznaczenia: 
sculptorum, tam 
eos, qui ex marmore vel alio lapide, quam hos, qui ex ligno sta- 
tuas excidunt c , jak się wyraża przywilej poznański z r. 1574. 
(R a s t a w i e c k i, l. c. T. II, str. 293.) W roku 1566 Herman sta- 
tuarius we Lwowie, w 1668 Jan Ług, Joannes statuarius tamże 
(Łoz i ń s k i, l. c. str. 105 i 197). 
· 
Praxiteles polonicusc. Zob. ten pod każdym względem 
interesujący napis: Sta rowo I s ki, 
11Ionumen/a Sarma/arum«, 
1655, str. 690. 


wiązały. :\1iędzy nią a przemysłem artystycznym przy- 
gotowuje się rozbrat, niezupełny jeszcze w w. XVII, 
a nawet w części XVIII, ale prowadzący w następstwie 
do tego ostatecznego zerwania i do tej przepaści, która 
oddziela po dzisiaj te dwie bratnie, tak sobie pokrewne, 
na jednym pniu wyrosłe i tymi samymi sokami odży- 
wiające się gałęzie artystycznej twórczości. I dopiero 
nasze czasy starają się wrócić do źródła, aby tę prze- 
paść wypełnić z zobopólną dla obu korzyścią. 
Takie jest do, tacy poza Witem i Stanisławem 
Stwoszem w Krakowie ważniejsi i większą rolę grający 
snycerze, takie warunki rozwoju tej sztuki i okoliczności, 
ktore towarzyszyły jej rozkwitowi czy też wpływały na 
jej upadek. 


1 900. \V rzesień. 


v. Zabytki ocalałe, ich pochodzenie i charakter. 
Ale czas już powrócić do punktu wyjścia naszej 
pracy, do drugiej połowy XV i pierwszych dziesiątków 
.xVI w. i do tych jO lat, od r. 1460-1530, w prze- 
ciągu których powstały nasze ołtarze szafiaste i z któ- 
rych datują nieledwie wszystkie nasze do dzisiaj ocalałe 
tej kategoryi zabytki, czy ich resztki i fragmenty.- 
Wypada potem, rośmy dotąd powiedzieli, zdać sobie 
z nich sprawę i o tyle, o ile to jest w dzisiejszym stanie 
naszej wiedzy możliwe, starać się oznaczyć, jeżeli nie 
w każdym pojedyńczym wypadku ich pochodzenie, to 
przynajmniej ogólny charakter szkół snycerskich ów- 
czesnych, które im dały początek. O pewnej części tych 
zabytków mówiliśmy już poprzednio, ale rozciąga się 
przed nami cały obszar dawnej Polski i to, co na nim 
na tern polu jest znane. Z góry zapowiedzieć możemy, 
że tak jak w końcu XIV i w pierwszej połowIe XV w. 
wpływy czeskie i pragskie na naszą rzeźbę oddziały- 
wały, tak od tego czasu cechy charakterystyczne dolno 
czy górno-frankońskie w ogóle, a norymberskie w szcze- 
gólności były w niej panujące, - podobnie zresztą jak 
na całym północnym wschodzie Europy, 
I. Posiadamy pewną ilość rzeźbionych tryptyków 
nawet w samym Krakowie, które czekają dotąd na 
zbadanie. Nie mówiąc o ołtarzu św. Jana Chrzciciela 
w kościele św. Floryana, który się doczekał pracy p. 
Puszeta ., to pozostają jeszcze do opracowania ołtarz św. 
Trójcy w kaplicy Jagiellońskiej, może najwcześniejszy 
z tych, jakie nas doszły i ołtarz z Rudawy w kaplicy 
Czartoryskich na \Vawelu, mieszczący się dawniej w ka- 
plicy Olbrachta i do niej z fundacyi królowej Elżbiety 
przeznaczony. Pierwszy z tych ołtarzy zajmował nas po- 
bieżnie wyżej. Co do drugiego, to zasługuje on na bliższy 
rozbiór, nie tylko dla tego, jak to zaraz zobaczymy, że 



 
,......""'....._---- 


I L u d w i k P u sz e t, Sprawozdania, T. VI, 1898, str. 139-152.
>>>
_III. 


I 
. 


157 



 


STUIIYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV 1 XVI W. 


ma niezwykle historyczne znaczenie, ale przedewszyst- 
kiem ze względu na znanego nam dobrze Stanislawa 
Stwosza, którego artystyczny rozwój i stanowisko w zu- 
pelności wyjaśnia i jeśli się nie mylimy, ostatnie wątpli- 
wości odnośne do tego artysty - usuwa. 


... 


. 


.. 


- 


.
 -. 


. l 


-. 


-\-'. 


.. - 


_"'" 




' 

 t.-..." ._ 

 ,\- 


.
 


, \ 


-] 


, , 
',.c , 


Fig. 21. Kroiowa Elżbieta, portret ze zbioniw ccsa..kich w Wiedniu. 


Nadworny humanista królewski nazywal siostrę 
\\"ladyslawa Pogrobowca i wychowanicę lIeleny Kot- 
taner, matkę Jagiellonów - najszczęśliwszą z matek i pisal 
o niej w swym giętkim języku słowa, które echem dalekiem 
powtarzaly się przez wspólczesnych w nieskończoność: 

Neptis nata soror regis conjunxque fuisti 

Regum fausta parens Helizabeta triumc " 
a napis na nagl-oblw Olbrachta mówi o niej »... que 
filia regis, soror, uxor et mater erat". 
Iiała ona 13ro 
dzieci, 6 synów i 7 córek. Żadne jednak nie było tak 
jej sercu drogie, jak czwarte z rzędu, jak Jan Albrecht. 
Nie mówiąc o cÓI-kach, to wszyscy synowie, z wyjątkiem 
- św. Kazimierza, którego rysy powtarzaly białoruski typ 
ojca - byli mniej lub więcej do matki podobni, ale 


I Z e i S s b erg, Kleinere Geschichtsquellelt Polens im Alit/el- 
a/ter 1877, przytoczone w tekscie do traktatu .de institutione regii 
p"eri., str. 100. Autor tu zgodnie z ogólnikowym stylem huma- 
nistów nazwany: 
Italus quidam poetac. 


I 


15 8 


żaden może tak jej żywo nie przypominal jak Olbracht. 
Zestawione obok siebie portrety Elżbiety i Olbrachta, 
które tutaj publikujemy (fig. 21 i 22) najlepiej tego 
dowodzą. Pierwszy z nich pochodzi ze zbiorów cesar- 
skich w \\"iedniu, a drugi z naszego t.-yptyku. Prawdo- 


" .,. 
.... 


:1....- 


'" 


t 


',. 


., 



 


'. 


i 


'\- 


" 
, 


J . 
,J-tt ' 
J\
,łJ 
.
. ';;...\ 


" 
, 


...: - 


. 


Fig. 22. Jan Olbracht, głowa z tryptyku Czartoryskich w katedrze 
krakowskiej, Odlew gipsowy, własność Gabinetu historyi sztuki 
Uniwersytetu Jagiellońskiego. 


podobnie wówczas, kiedy Elżbieta dochodzila lat 60 
kreślił jej wizerunek Kallimach: 



Nec caret haec aetas fessa nitore suo 

Sunt hilares oculi, frons, os, naresque geneque, 

Respondent formae singula queque tuec '. 


Na naszym portrecie, którego pierwowzór byl zapewne 
kolo r. 1477 wykonany i który przedstawia Elżbietę 
jako »szczęśliwą od dawna matkę«, ale nie póżniej, jak 
w czwartym dziesiątku jej żywota, wszystkie te cechy, 
tąż samą wesołość spojrzenia, tąż sarną pełność i kształ- 
tność rysów - rozpoznajemy (fig. 21) 2. Powtarzają się 



-""'J..... 
 


l Tamże. 
· Możność publikacyi portretu królowej Elżbiety zawdzię- 
czam uprzejmości Dra Juliusza von Schlosser, kustosza cesarskich 
Muzeów, który mi na ten użytek wyborną fotografię nadesłać ra- 
czył. Portret ten wchodzi w skład kollekcyi portretów Arcyksięcia 
Ferdynanda tyrolskiego, męża Filipiny Welser. Kollekcya ta mie- 
ściła się pierwotnie w zamku Ambras i powstała w drugiej poło- 
wie XVI w. Najznaczniejsza część jej była malowana w tym osta-
>>>
160 


159 


STUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


one zarówno w portrecie syna, modelowanym bez- 
wątpienia zaraz po śmierci, a zatem w 4 I roku życia 
(fig. 22), tak, że dziwnym zbiegiem okoliczności, mamy 
przed sobą obie te osobistości przedstawione mniej wię- 
cej w jednym i tym samym wieku. Są to też same 
głowy, pierwsza spuszczona zlekka na dół i zwrócona 
nieco na bok, a druga podniesiona w górę i patrząca 
wprost. Toż samo czoło, tylko u Olbrachta przykryte 
koroną i bujnymi włosami, które Kallimach w wIerszu 


tnim czasie, ale podług autentycznych wzorów. Portrety są małych 
rozmiarów i jednakowej mniej więcej wielkości, 13'5 cm. wysokie, 
a 10'3 szerokie, wykonane farbami olejnemi na papierze i nakle- 
jone na cienkie deseczki z jodłowego drzewa (Zob. F e r d. von 
K e n n er, Die Portriitsam11llteng des Erzherzogs Ferdiltand von 
Tirol, :Jahrbuch der kunsthistorischen Sa11l11llungen des Aller- 
hói:hsten Kaiserhaz
ses, T. XIV, 1893, str. 37,41,70, 128 i passim.). 
W naszym portrecie oczy są ciemne, z korony spada misterny 
łańcuch na czoło z czerwonym kamieniem, włosy są owinięte w za- 
słonę koloru żółtego, ktÓrej końce falują po obu stronach. W zo- 
rzysta suknia jest niebieska, a na piersiach jaśnieje wieszadło 
z szerokich, płaskich, perłami i kamieniami nasadzanych tafelek. 
Kenner zwraca uwagę, że przedstawienie en jace i plastyczny 
spokój twarzy wskazują na wzór rzeźbiony. Bardzo być może, że 
służył do tego jakiś niedoszły do nas ołtarzyk, na którym była 
królowa przedstawiona, jak się to zresztą zdarzało przy wykonaniu 
wielu innych portret6w tego samego zbioru. Wiarogodność por- 
tretl'lw Elżbiety, tak jak Kazimierza Jagiellończyka, kttJry się tu 
również znajduje - nie może ulegać wątpliwości. Zwyczajem czasu 
jednak strój jest do mody XVI w. zastosowany. Ubranie głowy 
i styl zarówno jak rodzaj klejnotów wskazują na epokę cesarza 
Maksymiliana, kiedy Elżbieta już dawno nie żyła. W pierwowzorze 
była bezwarunkowo w inny sposób, ale prawdopodobnie także bogato 
ubrana. Ze źr6deł wiemy, że posiadała i nosiła suknię: 
vestem exath- 
lasio et margaritisc, ktlrą król koło r. 1487 u rajców krakowskich za 
wielką sumę 2000 fl. węgierskich zastawiał. (Biblioteka Warszawska, 
1841. T, I, str. 390
398). Sam Kazimierz Jagiellończyk, odziedziczył 
zamiłowanie prostoty po ojcu. Na zjeździe pod Wrocławiem r. 1474 
raził swą czarną sobolową szubą, takimże kołpakiem i kapturem 
Macieja Korwina (C a r o, Geschichte Polens, T. V. Erste H1ilfte, 
1886, str. 406 i 407), ale w wyjątkowych wypadkach musiał wy- 
stępować wspaniale. Jedwabie przetykane złotem, kanclerz Jakób 
z Dębna dla niego zamawiał w r. 1469 we Florencyi (A. Prze- 
t d z i ec k i, TViado11l0ść bibliograficzna o rękopisach zawierających 
rzeq)'polskie, 1850, str. 140). Znaczenie wielkiego monarchy,kttJrego 
synowie zasiadali na tronach Europy, przepychu wymagało. Papież 
Mikołaj V posyłał mu w r. 1448 złotą różę (Thei n e r,Jllonu11lenta Pol 
T, II, str. 54. Nr. 77 i E. M i.i n t z, les Arts a la cour des pales, T. I, str: 
67), a król angielski Henryk VI w r. 1450, na co pierwsi zwra- 
camy uwagę, tak zaszczytny zawsze, a zwłaszcza w owych czasach 
order Podwiązki (G. F. B e l t z, Jlle11l0rials oj the most noble Order 
oj the Garter, 1841, str. 169). Oba te odznaczenia otrzymał król 
polski jednocześnie z cesarzem Fryderykiem III. W odpowiednim 
też stroju musiała być przedstawiona matka Jagiellonów w pierwo- 
wzorze naszego portretu. Doszedł nas, jak sądzImy, jeszcze inny 
portret Elżbiety j to wśród naszych własnych zabytków, a miano- 
wicie w ołtarzu św. Jana Jałmużnika w kościele św. Katarzyny. 
Po śmierci męża przyoblekła ona strój franciszkańskiej terciarki, 
słynęła ze swej pobożności i umartwień. (Por. S z a j n o c h a, &kice 
historyczne, T. II. 1857, str. 95). Wzniosła tak wspaniałe nagrobki 
mężowi i synowi, lecz swój własny grobowiec ograniczyła do naj- 
prostszej tumby, bez rzeźb i ozdób. Malarz, który dał rysy Kazi- 
mierza Jagiellończyka legendarnemu królowi klęczącemu przed św. 
Symeonem Stylitą na tym poliptyku, przedstawił naszą królowę 


do Jana :\liryki tak sławił l, tak samo zakreślone brwi, 
taż sama oprawa oka z wypukłością pod brwiami, forma 
nosa i ust z dolną wargą obfitszą i przeciętą w środku, 
taż sama szerokość dolnej części twarzy z wydatnem 
i zaokrąglonem jabłkiem brody, nawet toż samo życie 
i taż sama radość z niego. Elżbieta ma oczy ciemne, 
świadczące o czarnych włosach, a Olbracht miał również 
włosy czarne 2, co nawet ślady pierwotnej polichromii 
na naszej rzeźbie zaznaczyły. Oba te portrety, jeden 
malowany w zamku Ambras czy w lnspruku dla arcy- 
księcia Ferdynanda tyrolskiego, wedle nieomylnych 
wzorów, a drugi rzeźbiony w Krakowie - potwierdzają 
się nawzajem, jak dwa niezależne od siebie teksty rę- 
kopisu. Każdy z nich stwierdza autentyczność i wiaro- 
godność drugiego. Nawet odcień różnicy, jakiej się 
między niemi dopatrzyć można - wzmacnia uczucie ich 
podobieństwa do natury. Elżbieta zdaje się spokojnie 
mówić czy słuchać, a Olbracht się modli i błaga o miło- 
sierdzie, ale niezależnie od tego odczuwamy w jej rysach 
pewność siebie dojrzalszej germańskiej rasy, a w jego 
oczach i wargach nerwowe drgnienie z młodszej krwi 
słowiańskiej płynące, która się z tamtą skrzyżowała, 
Jednem słowem mamy w nich przed sobą żywych ludzi, 
Są one historycznym dokumentem pierwszorzędnego 
znaczenia i wskrzeszają przed nami obie te, tak zna- 
czące w naszych dziejach i tak nam z wielu względów 
drogie postacie. Erazm Ciołek, czy .\Iaciej Drzewiecki, 
albo nieznany nam Włoch, który z ramienia i może 
z polecenia Elżbiety pisał sławny traktat .,de £nstitu- 
ti01le regii pueri" dla Władysława czeskiego, z powodu 
przyjść mającego na świat jego syna - a z któregośmy 
powyższe wiersze Kallimacha przytoczyli - nie bez jej 
wiedzy zapewne przyznawał, że ród Jagiellonów bardziej 
si
 dobrocią i ludzkością niż wielkimi czynami wsławił: 
»plus laudis ex humanitate quam rebus excellenter 
gestis nostra dQmus est adepta« s. Otóż z synów El- 


, 


jako św. Elżbietę turyngską, ale ubrał ją w habit franciszkański, 
umieścił biedne i obdarte dziecko pod jej opieką i położył ka- 
mień na jej ramieniu, jakby dla zaznaczenia, że na miękkich po- 
duszkach nie sypiała. Savonarola w płomiennych kazaniach wy- 
rzucał malarzom florentyńskim, że przedstawiali przyjaciół, zna- 
jomych i głośne kobiety swego czasu jako świętych. We freskach 
Ghirlandaja, w S. Maria Novella, pobożni wskazywali palcami na Pol i- 
tiana, Marsilego Ficina, lub na matki i córki z rodziny Tornabuonich 
i Albizzich, w scenach żywota św, Jana Chrzciciela i Maryi. Można 
być pewnym, że i u nas w Krakowie w pierwszej połowie XVI w. 
ludność miejscowa poznawała w ten sam sposób króla i królowę 
na tej fundacyi Mikołaja Lanckorońskiego u XX Augustyanów na 
Kazimierzu, chociaż nie miała w nich przed sobą takich similitu- 
dini vivissime, jak florencka w tamtych. Są to jedyne portrety 
Elżbiety, jakie nas doszły; lecz drugi pozostałby dla nas martwy, 
gdybyśmy pierwszego nie znali. 
, Z e i s s b e r g, Geschichtschreibung Polens im Jllit/elalter, 
str. 397. 
I 
Nigris crinibus respersusc (M i e c h o w i t a, str. CCCL VI). 
· Zeissberg, Kleinere Geschichtsqllellen, str. 129.
>>>
161 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV 1 XVI W. 


162 


. żbiety jeden Ol brach t zapowiadal pod tym wzgl
dem 
wyjątek. Odziedziczyl coś z ognia i przedsi
bior- 
czości \Uadyslawa \\Tarneńczyka, jak slusznie powie- 
dziano, byl pele n dalekonośnych planów i porywów 
i rwał si
 do czynu 1. Przy wysokiej kulturze i zamiło- 
waniu do humanistycznych nauk, ożywiał go »vastus 
animus«, jak si
 wyrażali współcześni i tern szczególniej 
przemawiał do uczuć matki, która w nim zapewne nie 
tylko swoje własne sklonności pozna wala, ale razem 
z calym umyslowym światem tego czasu największe po- 
kladala nadzieje. \Vkrótce po jego wstąpieniu na tron 
w r. 1493 Hartmann Schedel w obu wydaniach swej 
sławnej Kroniki świata, tak w wydaniu łaciń£kiem jak 


'.' . 


+ 


" ,,' 
,L 


, - 
\" :- 


l, 
" 


',' 


. 
.
 


I'. 


-
 .! 


.... 


. . 
, 


. 
. -, 


.
 


:.( 


- ".. 


t, 


. _.Jr 


I 


'\ 


wet plyt
 nagrobkową z figurą zmarłego, królowa swym 
sumptem sprawila t, ale zaopatrzyla t
 fundacy
 w drogo- 
cenne aparaty, ornaty, zaslony i antependia, tkane i haf- 
towane w jej fraucymerze, pod jej okiem i zapewne 
w znacznej cz
ści wlasnor
cznie. 
Iiechowita, wymie- 
niając dary Elżbiety dla katedry, dodaje: »alia quoque 
pia opera fecit, praecipue lintea, casulas et quae suis ela- 
boravit aut texuit ornamenta manibus« Ił, a inwentarz 
katedralny z r. 1564 wylicza szereg takich aparatów 
z herbami Polsl
i, Litwy i domu austryackiego, które sit; 
mieściły w kaplicy Olbrachta i niezawodnie od początku 
byly dla niej wykonane s. Akt tej fundacyi był wydany 
na dwa lata przed śmiercią królowej, nosi on dat
 l 2 


'.,ł_ 


-'''-.' 


"\:.- 


., \ o 


, '. 



A 
o\-' 


-
 


-.r'. 



 


.:t.. 


I , 


.
 


- , 


1 


- -.; 


Filt. 23. Antependium haftowane z Rudawy, własność Muzeum XX, Czartoryskich. 


i, 


niemieckiem, dawal wyraz tej opinii intellektualnych kół 
ówczesnych włoskich, niemieckich i polskich, nazywając 
Olbrachta »iam futurum toti orbi spectaculum«, »jetzo 
ein kUnftiger Wunderspiegel der ganzen Welt« 2, a sam 
traktat, w kilkanaście lat potem, kladl w usta Elżbiety 
wykrzyk niewypowiedzianej radości na widok tego syna 
»quem natura ad maiestatis decus genuisse videbatur« s. 
Skoro takie uczucia łączyły Elżbiet
 z tern najdroż- 
szem z jej dzieci i najukochańszym z synów, nic dziwnego, 
że calą duszą zaj
la si
 ona wzniesieniem mu po śmierci 
nagrobka, sporządzeniem oddzielnej kaplicy dla pomie- 
szczenia jego zwlok i otoczenia z nim związanej pami
ci 
jak najwspanialszym i jak najdlużej trwającym kultem. Do 
oltarza tego nowego »sacellum« byly wykonane rzeźby 
naszego tryptyku 4. Nie tylko jednak kaplic
, oltarz, a na- 


I 1\1 o r a w s k i K a z i m i e r z, IIistorya Uniwersytettl Jagiel- 
lońskiego, 1900. T. II, gdzie piękna charakterystyka Olbrachta, 
zwłaszcza str. 132, 138 i 197. 
· H a r t m a n n S c h e d e l, Cronica Hlundi, ed. Koburger 
1493, str. CCLXllI verso. 
· Z e i s s b e r g, Kleinere Geschichtsquellen, str. 133. 
· Łętowski, Katedra Krakowska na lJlawelu, 1858, str. 
8 str. 46. 


września 15°3 r, ". Kaplica zostala zapewne zatem już 
w r. 15°2 wykończona, w tym wi
c ostatnim roku, 
lub na początku 15°3 musiał powstać nasz tryptyk CI. 
Stal on na swojem miejscu nietknięty przez dwa stulecia. 


I F. K o p e r a, Grobowiec króla Jana Olbrachta, l. c. pagin. 
I M i e c h o w i t a, str. CCCLXXVII, Oprócz wielkiej kortyny 
w chórze i innych tkanin tudzież wspaniałych relikwiarzy dla ka- 
tedry, ofiarowała 
notabilem casulam cum tricentis ftorenisc 
Uniwersytetowi (W i s ł o c k i, lncunabula typographica biblio/hecae 
Universitatis Jage//onicae Cracoviensls, 1900, str. 163). Po Elżbie- 
cie zachował kościół Bernardynów w Wilnie bogate ornaty, publi- 
kowane w Albumie \Vileńskiem Wilczyńskiego (A. P r z e z d z i e c k i, 
O królowej Elżbiecie, Bibl. Warszawska, 1852. T. I, str. 527 nota). 
I InventariuHl rerum jacultatuHl et supelleetilis sacrae eccle. 
cath. cracov. (Padniewskiego) 1563-1570, dopełnione w r. 1596 
przez Radziwiłła. Ręk. bibl. kapitulnej krakowskiej. 
· Grabowski, Staro
tnicze Wiadomości o Rrakowie, str. 18, 
publikowany poprawniej o wiele u Piekosińskiego, Rodeks dyPlo- 
matyczny miasta Rrakmva, T. II, str. 640. Akt ten się przedewszyst- 
kiem odnosi do ołtarza ś. Marty, który pozostał w kaplicy Ol brach ta, 
pod oknem i wprost wejścia, z dawniejszej kaplicy ś. Jana Ewangie- 
lislY. Zob. o tern bliższy rozbiór F. Kopera, l. c. str. 1-5. Z naszym 
ołtarzem i tryptykiem wiąże się właściwie akt z d. 13 września tegoż 
roku (P i e k o s i ń s k i, l. c. str. 715), gdzie czytamy 
cujusquidem 
altaris et fundationis prefata Ipsa Reginalis Maiestas dieti al/aris 
jundatrix tota et unica debet esse collatrix et patronac. 

 Por. F. Kopera, l. c. 


II
>>>
. 


16 3 


STUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


16 4 


Elżbieta aktem fundacyjnym oddała kaplicę razem z tern, 
co do jej ozdoby i służby bożej należało, pod opiekę raj- 
ców miasta Krakowa, którzy przez pewien czas nie zawie- 
dli położonego w nich zaufania i wybierali ze swego grona 
prowizorów dla przeprowadzenia rewizyi i czynności z nią 
związanych. Słyszymy o takich prowizorach w r. 1540, 
a po raz ostatni w r. 1670 1. Pod koniec wszakże XVII w. 
z upadkiem miasta i nieszczęściami, które się na kraj 
zwaliły, opieka ta poszła w zapomnienie, a na początku 
XVIII w, między r, 17°2- 17 I 6, a właściwie w r, 1 7I 3, 



 .' 

- , 


, 



 


I 
f 


-." 


, " 


... 


" 


JrA"",Y1 ) 
" . 
1 
, ,I 


.., 

A
 
." 


ir
' , 


.. 


.,- 


" - 


. 


szczono, ale przeznaczono go do wiejskiego kościoła we 
wsi Rudawie, koło Krzeszowic, która od w. XII należała 
do kapituły krakowskiej 1. Razem z nim oddano tam rów- 
nież tkaniny i między innemi haftowane antependium 
o gotyckim charakterze, które się z nowem urządzeniem 
nie godziło (fig. 23). W jakim stanie dostały się te zaby- 
tki do Rudawy, na pewno nie wiemy, ale wszystko wnosić 
każe, że znacznie zębem czasu i niedbalstwa naruszone 2. 
\V każdym razie na tryptyk zwrócił pierwszy uwagę 
prof Józef Łepkowski w I S49 r. Znalazł go już w ruinie 


./ 


,. 1 
' .A: " .- 
'\ I 


 
l 
\ 

 __ I 
.
.! 
. "'"' 


:! 


.,f. 


, 
. 


."" / 
/ . 


-L 


,
.
r 
J 


:,- 



.' --i, ' 
\ . 


'-' 


.- 

 


1";,\ 


1 ' 


"--, 


".." 

 


..... ....
 

 ..
 
" 
 
 

- 


Fig. 24. Tryptyk z kaplicy Czartoryskich w katedrze krakowskiej. 


biskup Kazimierz Lubieński, podnosząc ściany boczne 
ambitu katedry od strony wschodniej, przyczem tyle 
dawniejszych zabytków zostało skazanych na zniszczenie 2, 
kazał nasz tryptyk usunąć. Następca zaś jego Andrzej 
Załuski zastąpił go wielkim ołtarzem z czarnego mar- 
muru, który razem z ówczesnym obrazem o jasnych 
tonach lepiej odpowiadał nastrojowi czasu 3. Tryptyku 
przez pamięć zapewne dla przeszłości wyjątkowo nie zni- 


, I 


1 
... pro altari fundando ob salutem anime olim sere- 
nissimi principis Johannis Alberti polonie regis in capella, in qua 
sepultus jacetc - przyczynili się rajcy miejscy. Dokument z 13 
września 1503 u Piekosińskiego, Kodeks dyPl. l. c. str. 715 
do 716. W r. 1540 obrani byli 
in Provisores sacelli et ibidem 
existentium clenodiorumc Jan Morstein i Stan. Wacław rajcy krak. 
a w r. 1677 Kazimierz Kantelli, Jan Krakier, oraz Franciszek Zajdicz, 
pisarz miejski. G r a b o w s ki, Starożytnicze Wiadomości, str. 18. 
· Łętowski, l. c. 
· Tamże str. 12. Wtedy ołtarz św. Andrzeja, stojący w nawie 
bocznej przy filarze od strony południowej, który przy podniesieniu 
naw ambitu wschodniego przez Łubieńskiego usunięto, został prze- 
niesiony w innej formie na miejsce usuniętego ołtarza naszego. 
Por. Kopera, l. c. str. 3-4. 


'-------- 


i w resztkach, których pojedyńcze fragmenty były przy- 
bite gwoździami do zewnętrznej ściany od wschodu pod 
walącym się dachem kościelnego presbyteryum s. y...' jakiś 
czas potem oglądał je Luszczkiewicz. »Pamiętamy dobrze, 
pisał on w kilkadziesiąt lat później, rozmieszczone bez- 
ładnie na zewnątrz kościoła te obdarte ze złoceń kawałki 
rzeźby, wyglądające jak szmaty rozwieszone na płocie, 


. 
, 


I Villam Rudawa contulit et donavit donatione perpetua Jo- 
hannes Miles, alio nomine com es Gnevomirus, capitulo cracoviensi, 
qui anno domini 1185 obiit. Długosz, Liber Benejiciorum, T. I, 
str. 166. Kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych, murowany 
z presbyteryum datującem z czasów Długosza: 
chorum muratum, 
corpus vero ligneum habentem c (T. II. str. 60). 
· "w kaplicy Olbrachta dużo zniszczyła 
 incuria et negligentia 
Altaristarumc. Wizyta Trzebickiego mówi, iż z inwentarzy jej 
ubyło wiele rzeczy, w czasie pierwszej inkursyi szwedzkiej czego 
żołnierz nie wyniósł, to za ordynacyą Gębickiego wydano na po- 
trzeby wojennec. Łętowski, l. c. str. 9. 
I J. Ł e p k o w s k i, Dodatek literacki do Czasu, 1850, Nr. 3, 
str. 3. Tenże, Przegląd zabytków przeszłości w oko/icaclt Krakowa, 
Rocznik Tow. nauk. krakowskiego, 1861, T. V. str. 137-141. Do 
starego muru były zatem nasze rzeźby przybite. 


, 


. 


..........-
>>>
. 


16 5 


166 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


Fig. 25. Głowa św. Stanisława, z tryptyku 
Czartoryskich w katedrze krakowskiej, odlew 
gipsowy. własnos6 Gabinetu historyi sztuki 
Uniwersytetu Jagiellońskiego. 


. 


które deszcz smagał bez litości, liżąc powierzchnię, zima 
pokrywała lodami i śniegiem, a wiatr roznosił drzazgi po 
świecie. Resztki starego tryptyku dogorywały na miejscu, 
gdzie je miłosierdzie bezwiednie złożyło« 1. W r. 1884 
w takim stanie znajdujące się pozostałości razem z haf to- 
wanem antependium, stanowiącem może jedyny dochowa- 
ny do naszych czasów ślad hafciarskiego kunsztu matki 
Jagiellonów, nabył ks, \\"ład. Czartoryski (fig. 23). Rzeźby 
odrestaurowane pod kierunkiem prof. 
Odrzywolskiego umieścił w formie na 
nowo odtworzonego tryptyku na oł- 
tarzu świeżo ufundowanej rodzinnej 
kaplicy na \\' awelu, a antependium 
złożył w swojem :\Iuzeum 2. Przed 
restauracyą fragmenty oryginalne 
zostały odfotografowane przez Bi- 
zańskiego, przy czem architekt Pry- 
liński ślady ich polichromii na tych 
fotografiach z a z n a c z y ł, a głowy 
w nich jeszcze dobrze dochowane, 
tak króla Olbrachta, jak św. Stani- 
sława, polecił odlać \V gipsie prof. 
Łepkowski - dla Gabinetu archeo- 
logicznego, gdzie się obecnie znaj- 
dują (fig. 22 i 25). Cały ten mate- 
ryał, dający wyobrażenie o pierwo- 
tnem dziele sztuki, które wobecnem 
przerobieniu, mimo całej staranności, 
j2ką je otoczono, wyg-Iąda jak stary 
obraz z gruntu przemalowany - 
na tern miejscu przedkładamy. 

lożemy mówić tylko o grupach 
rzeźbionych. niezbyt szczęśliwie odnowionych i popsutych 
nowożytną polichromią, gdyż całe ramy są nowe (fig. 24.). 


-;: 


"  


. 


'W. Łuszczkiewicz, Trypryk ks. Czartoryskich w Ka- 
tedrze krakOl£lskiej, Czas, 1884, Nr. 260, 11 listopada. 
2 Antependium z Rudawy jest na 2 metry, 3 ctm. długie, 
a 0'71 m. szerokie. Na karmazynowej półjedwabnej materyi są 
naszyte 3 sceny męki pańskiej. W środku Ukrzyżowanie z Maryą 
i Janem. po stronie lewej Chrystus krzyż dżwigający między dwoma 
żołdakami, a po lewej scena ikonograficznie wyjątkowa: Chrystus 
zdejmujący suknię 
nieszytąc i oddający ją przed ukrzyżowaniem 
dwom żołdakom. kiedy dwóch drugich się temu przygląda, a je- 
den starszy zdaje się wydawać rozkazy. Podobiznę tej ostatniej 
sceny dajemy na większą skalę na osobnej tablicy (Tabl. III). 
Całe tło jest zasiane liśćmi i kwiatami na łodygach, niektóre 
z nich wyrastają symetrycznie z krzyża, a nawet Z pojedyńczych 
figur. Haft bardzo subtelny i idący w ślad za kompozycyą ry- 
sunku, prawdziwa acupictura. Części nagie wykonane ściegiem 
płaskim, w sukniach i stroju użyto złotych nici, które są obwie- 
dzione kolorowym jedwabiem. raz gęściej, to znowu rzadziej, tak. 
że w miejscach jasnych złoto przegląda, tworząc mieniące się po- 
wierzchnie jak w najpiękniejszych współczesnych miniaturach. 
Jest to tak zwany 
Ueberfangstichc w najstaranniejszych wyrobach 
tego rodzaju używany. Wszystkie zbroje składają się z drucików 
metalowych połączonych łańcuszkowym ściegiem. W Chrystusie, 


. 


l ,' 
" 


W środku Chrystus na krzyżu, na lewo Matka z Janem, 
a na prawo król Olbracht klęczący i modlący się, św. 
Stanisław z Piotrowinem, który króla Chrystusowi po- 
leca, nareszcie św. Piotr z kluczem (?). Na skrzydle le- 
wem Ogrojec i Ecce Homo, a na prawem Zmartwych- 
wstanie i Zdj
cie z krzyża, czy Złożenie do grobu. Co 
do pola środkowego, to krzyż, jak to widać na foto- 
grafii zdjętej przed restauracyą, był podcięty na pewną 
wysokość od dołu i miał na tern 
miejscu wpuszczoną deseczkę z gło- 
wą A dama, która wypełniała prze- 
strzeń, o b e c n i e pustą i tworzącą 
w kompozycyi lukę. Budynki Jero- 
zolimskie sterczały na skale po 
stronie prawej, nad grupą św. Sta- 
nisława zOlbrachtern, a nie po 
lewej, jak dzisiaj. Musiały być zmur- 
szałe i restaurator, odtwarzając je 
na nowo, pomieścił je z drugiej 
strony nad figurami Maryi i Jana. 
Figurze trzeciej z rzędu za św. Stani- 
sławem, a mającej odtrącone palce, 
dał w rękę lewą klucz i zamienił ją 
wbrew u t a r t y m ikonograficznym 
tradycyom na św. P i o t r a, który 
w scenie męki nie uczestniczył, nie 
wiąże się ze św. Stanisławem, ani 
z Olbrachtem, ani też z wezwaniem 
kaplicy i ma typ uświęcony, zawsze 
ten sam, a zupelnie od naszej mło- 
dej postaci różny. Pastoral w ręku 
krakowskiego patrona musiał być 
też ustawiony inaczej, nie tak ukośnie i niezgrabnie jak 
. dzisiaj. \V niektórych scenach skrzydeł do zostało ró- 


.. 


"I.: 


". 
"
 


'. 


którego ciało zbladło, cierniowa korona jest zielonawa, a gwoździe 
blado niebieskie. Marya ma suknię niebieską przy zielonej pod- 
szewce, a Jan przy płaszczu fioletowym suknię zieloną. Kaftany 
i stroje żołdaków zielonawe, blado-niebieskie, to znowu czerwone. 
Suknia Chrystusa purpurowa i wszystko lśniące złotem w światłach. 
Kontur wszędzie popsuty i obwiedziony grubą nicią niezgrabnie 
i niedbale. Na tle część tylko kwiatów pierwotna, reszta założona 
długiemi bawełnianemi nićmi, zdradza początek naszego stulecia. 
Tło podwójnej po bokach bowiem karmazynowego półjedwabiu, 
są dwa bledsze jasno-różowe fragmenty do niego przyszyte. Do- 
myślać się można, że haft stanowił część kompozycyi większej, 
mającej inne przeznaczenie, że może już w kaplicy Olbrachta był 
przeniesiony na jedwab dla ozdoby antependium, a w Rudawie, 
gdzie się dostać musiał w opłakanym stanie, naprawiono go 
w sposób tak barbarzyński. W inwentarzu Padniewskiego z roku 
1563 są opisane liczne antependia, które należały do tej kaplicy, 
ale na żadnem niema wymienionej męki pańskiej. Czytamy tam 
zato opis następujący: 
Serzinka oblonga quasi velum et magnum 
cooperimentum, per toto auro extexta cum passione domini et 
armis (Aquilae. Pogonia et domus Austriae (?), cum textu per to- 
tam circumferentiam et locatim extexta et in extremitate S. Jo- 
annes cum calice albi argentei c ). Objaśnienie w nawiasie dodane
>>>
16 7 


STUDYA 110 HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


Fil/:. 20. Grupa Maryi i Jana, z tryptyku Czartoryskich, 
w katedrze krakowskiej. 


wniei W szczegółach zmienione, mianowicie w scenie 
Ogrojca, gdzie parkan zbity Z desek między skalami 
ustąpil miejsca niskiej i przerwanej skalą zagrodzie 
(por. fig. 28). Nakoniec predella, przedstawiająca Dźwi- 
gemie krzyża, jak to widzimy na zalączonej reprodukcyi 
(fig. 33), zostala wyrzucona i zastąpiona podstawą zdo- 
bną w ornamentacyjne sploty. 
Pole środkowe, wykonane w wypuklej i okrąglej 
rzeźbie, sklada się, niezależnie 
od krzyża z Chrystusem, sta- 
nowiącego część odrębną dla 
siebie, z dwóch grup wykona- 
nych w dwóch oddzielnych sztu- 
kach drzewa, mających swoje 
wlasne podstawy: jedna zlożo- 
na z Maryi i Jana (fig. 26), 
a druga większa zOlbrachta, 
Stanislawa z Piotrowinem i nie- 
znanego nam świętego. Naj- 
więcej jest w nich oryginalności 
i samodzielnej indywidualności 
artysty; z największą też byly 
one wykonane starannością. 
Świadczą o tern najlepiej glo- 
wy Olbrachta i św. Stanislawa, 
pelne prawdy i życia i mode- 
lowane wprost z natury, a ra- 
czej jakby z masek zdjętych 
po śmierci, co w glowie bisku- 
pa przedewszystkiem uderza. 
Anatomia ciala Chrystusowego 
(fig. 27), przy wyrazie pelnym r 
cierpienia, jest wcale poprawna, 
chociaż cialo w pasie zanadto 
i w sposób r aż ą c y wcięte, 
zwlaszcza na figurę mającą ręce 
podniesione i dźwigające jego 
ciężar. Draperye niekiedy ma- 
lownicze i piękne, ksztalty się w nich dobrze uwyda- 
tnia ją, jak w postaci klęczącego króla, a zwlaszcza. 
Jana i Maryi, chociaż w tej ostatniej grupie, przy całej 
malowniczości i artystycznem zacięciu, ostre kąty zagięć, 
poły podniesione w górę i tworzące kłęby, które ster- 
czą w powietrzu jakby byly z blachy, przypominają sty- 
lizacyę Wita Stwosza. 
Te reminiscencye są jeszcze bardziej widoczne na 
skrzydlach bocznych, wykonanych w plaskorzeźbie. Tutaj 
trzy mianowicie kompozycye są powtórzone ze znanych 


.

k'.., 
;, "\
 



 


'" 


. . -.;':" : 
. 
;,:' \.
. ,.:
...'" 


,.. 


, 
. , 


'-", :. 


';' 


-- 



.( 
-', 


za czasów Radziwiłła w r. 1596. Prawdopodobnie hafty z tej sze- 
rzynki czyli zasłony pochodzą, która już w końcu XVI w. była 
znacznie nadniszczona, skoro herby nawet trudno było na niej 
rozpoznać i że niektóre ich części wykrojone z pierwotnego tła, 
naszyte zostały na inny materyał, tak jak je dziś widzimy. 


I 
, 
L 


168 


,,' 


utworów starego mistrza: Ogrojec, Zmartwychwstanie 
i Zlożenie do grobu, a wlaściwie Pieta. Publikujemy 
obok siebie rzeźbę kamienną Ogrojca, wmurowaną dzi- 
siaj w ścianę frontową jednej z kamienic na placu św. 
Barbary, z odpowiednią sceną naszego tryptyku I (fig. 
28 i 29). Uklad, ilość i rozlożenie figur jest w obu wy- 
padkach jednakowe. Skaly tła rozlożone w masach tak 
samo 1 przedzielone w środku parkanem. Judasz po le- 
wej stronie wychodzi z bramy 
umieszczonej w górze po scho- 
dach na dól i takim samym 
gestem w s k a z uje żoldakom 
Chrystusa. Dwóch apostołów 
po lewej stronie, a jeden po 
prawej w rogu: Piotr w je- 
dnym wy p ad ku s i edzący, 
w drugim leżący z mieczem na 
przodzie, a pozostali uczniowie 
podobnie rozmieszczeni, z tą 
jedynie różnicą, że Jan, który 
w Ogrojcu \\'ita śpi wsparty 
na dloni nad Piotrem, przeniósl 
się w naszym utworze na róg 
prawy, a jego towarzysz 
z przeciwka zająl jego miejsce. 
\\.' Zmartwychwstaniu (fig, 30) 
to jeszcze silniej uderza. Daje 
nam ono bowiem wierną kopię 
tej samej s c e n y na lewem 
skrzydle ołtarza Maryackiego. 
Sarkofag tegoż samego kształ- 
tu i tak samo odwalony. Postać 
i ruch Chrystusa w obu kom- 
pozycyach iden tyczne, ręką 
prawą blogoslawi, a w lewej 
trzyma chorągiew, nogą prawą 
zstępuje na ziemię, a lewą ma 
zgiętą ze wspartą piętą na gór- 
nej pokrywie. Żolnierze zajmują w ten sam sposób cztery 
rogi sarkofagu i mają też same helmy, zbroje, postawy, 
ruchy i twarze w obu zabytkach. W Pieta a raczej w tak 
zwanem »Lamento« nakoniec, albowiem ta scena nie wy- 
obraża Zlożenia do grobu, am też Zdjęcia z krzyża, ale 


. 


'.. - 


. 

. 


.... 

 


.... 


\:,' 


" ' 



.:, 


.; 
; 


.... 


, 
l!. 


"- 


I 
-ł 


J" - . 


. . 
"- .. 


. 


\ . 
1'" 


t. 1 ..
,.. 


'. '-, 


.\ 
,,- 
'O 


..' ,-.-:v_: 


'1\ 
.. 
'
 



 . 
:,---,.:., 



-;- 


....,. 


;- 


, Ogrojec, który po raz pierwszy poprawnie publikujemy, 
jest nieomylnem dziełem Wita Stwosza, jak cały charakter rzeźby 
tego dowodzi. Stanowił on pierwotnie środek tryptyku, którego 
skrzydła były malowane i przedstawiały na zewnątrz ŚŚ. patronów 
Krakowa i Polski, a wewnątrz z jednej strony czyściec, a z dru- 
giej piekło, Tryptyk ten stał na cmentarzu otaczającym kościół 
Maryacki na szczycie wielkiego grobu, w którym ciała zmarłych 
składano tymczasowo w zimie, aby je na wiosnę w oddzielnych 
dołach zagrzebać. Paliła się przed nim lampa z funduszów ko- 
ścielnych. Zob. G r a b o w s ki, S/aroty/ności i pomniki Krakowa, 
1847, str. 31. 


. 


i 


---
>>>
16 9 


STUDYA DO HISTORYI RZEZ BY W POLSCE W XV I XVI W. 


FiR". 27. Krucyfiks, 
z tryptyku Czartoryskich 
w katedrze krakowskiej. 


. 


wlaściwie Oplakiwanie ciala Chrystusowego (fig. 3 I), jest 
widoczna kombinacya najslawniejszej i naj piękniejszej 
ryciny Wita, przedstawiającej ten sam przedmiot (fig. 
32. Ba. T. VI. str. 67, Nr. 2) ze sceną podobną w 
Iary- 
ackim ołtarzu, na skrzydle pierwszem prawem zewnątrz. 
Z ryciny wziąl snycerz uklad tl zech glównych figur, 
Chrystusa, Maryi i Jana, umieszczonych jedna nad dru- 
gą. Plaszcz Jana tak samo odwiany i w ten sam 
sposób wypełniający przestrzeń po prawej stronie, 
odgięty wiatrem na 
lewem r a m 1 e n 1 u, 
wzdęty jak żagiel 
i zakreślający pól- 
kole, aby wrócić do 
punktu wyjścia i o- 
przeć się przy podobnych zagięciach fałdów 
na lewem biodrze, najlepiej tego dowodzi. 
Z ołtarza zaś zapożyczyl postać z cierniową 
koroną, ze sznurów właściwie, a nie z cierni 
uwitą i zwróconą ku nam. Może być, że 
Magdalena i Józef z Arimatei stanowią samo- 
dzielne dopełnienie, ale domyślać się po tym 
rozbiorze i tych wszystkich tak uderzających 
i niewolniczych podobieństwach można, że 
tak te dwie figury, jak cała czwarta scena 
skrzydeł: Ecce - Homo (fig. 24), a nawet pre- 
della z Dźwiganiem krzyża (fig. 33), jeżeli nie 
w całości, to w pojedyńczych motywach są 
naśladowane z jakichś innych, niedoszłych do 
nas dzieł Stwosza. 
Najbardziej interesującą rzeczą jednak 
są zmiany, jakie artysta przenosząc te kom- 
pozycye w swoje dzieło, w nich uskutecznił 
i systematycznie przeprowadził. Kiedy tak 
w rycinie Wita, jak w scenach ołtarza Ma- 
ryąckiego, wszystkie figury zwrócone są do 
przedmiotu i do akcyi, kiedy w każdej z nich 
widać, jak czynny w niej bierze udzial i jak 
jest jedynie tern, co stanowi treść przedsta- 
wienia zajęta - to w naszych rzeźbach zwra- 
cają się one ku patrzącemu i starają o to, aby każda 
pojedyńczo wzięta, bezwzględu na akcyę, zwróciła na 
siebie uwagę. W scenie Ogrojca (fig. 28) Chrystus 
patrzy nie na aniola z kielichem, który byl po 
prawej stronie w górze umieszczony i zaginął, ale 
w trzech czwartych wprost, tak, że jego głowa nie jest 
w profilu jak u Wita, ale nieledwie w calości widzialna. 
Nawet glowy apostołów śpiących są o tyle, o ile układ 
na to pozwalał, przechylone ku przodowi. Toż samo 
da się stwierdzić w Zmartwychwstaniu (fig. 30), a tern 
bardziej w Zdjęciu z krzyża (fig. 3 I). W tej ostatniej 
scenie Jan podtrzymujący mdlejącą postać Maryi po- 
winienby być cały zwrócony ku niej t, j. przedstawiony 


" . 


- -- 
.i; - 
.-- .::1:Jf;-;'" 


. 


. 


i 


170 


...... 


prawie że w profilu, tak jak w rycnl1e, tymczasem ma 
011 głowę podniesioną w górę, niezależnie od ruchu, u- 
czucia i sytuacyi i patrzącą ku nam. Marya nie pochyla 
twarzy w zupełności ku Chrystusowi, ale zwraca ją 
w części do nas w podobny sposób. Magdalena przegina 
glowę tak samo i jeszcze silniej w kierunku przeciwnym 
ruchowi ciala, co nadaje kątowatą formę calej figurze, 
a Nikodem, który w ołtarzu Wita chyli się ku zwło- 
kom Chrystusa, zgodnie z polożeniem, tutaj się 
wyprostował, jakby 
czekając na skończe- 
nie akcyi i patrzy 
na nas en face. Na- 
koniec w s c e n i e 
Ecce-Homo (fig. 24), 
postać z oszczepem wśród tłumu, zamiast się 
zwracać ku postaci Boga-człowieka, odwróciła 
się ku patrzącemu. Wszystkie postacie jednem 
słowem jak statyści teatralni dbają przede- 
wszystkiem o publiczność. Pociąga to za sobą 
rodzaj kontrapostu, wywołującego w kompo- 
zycyi i w postawach pojedyńczych figur nie- 
pokój. Styl reprezentacyjny bierze górę nad 
dramatem, krzyżuje jego przebieg i gwałci 
nastrój leżący na dnie przedstawienia, co na- 
daje tym utworom im wlaściwy charakter. 
Rys ten jest dziwnie archaiczny na tak 
późną epokę i tern bardziej na snycerza, 
który tak silnie, jak widzimy, ulegal wply- 
wom Wita. Odznacza on przedewszystkiem 
rzeźbę ołtarzową tak XIV jak początków 
XV w. I, kiedy życie i akcya nie poruszyła 
jeszcze w pełni figur i kiedy każda z nich, 
chociażby miała jakiś związek czynny i zależny 
od treści z sąsiadującą obok, była umieszczona 
w oddzielnej niszy. Ten archaizm odbija się 
nawet w koronie cierniowej, uwitej ze sznu- 
rów i która dopiero z rosnącym naturalizmem 
naśladuje sploty cierni 11. Wątpimy, aby we 
współczesnej rzeźbie dał się on gdzie indziej 
z taką wyrazistością zaznaczyć. Spotykamy go jednak 
najdłużej w złotnictwie, trzymającem się uporczywie 
i przez długi przeciąg czasu najdawniejszych przyzwy- 
czajeń i tradycyj i gdzie był naturalny i usprawiedli- 
wiony. Kiedy w rzeźbie z drzewa wszystkie sceny 
rozwijały się na szerokich polach tryptyków, pozosta- 
wiając artyście całą swobodę kompozycyi i pozwalając 


- 


. I 


'ł 


". ., 


. 
," J 


\ 

 


., 


.
 l lo 
. 
.. 
.
.". 


: '
,,1' .- 
l! . - 


I A. M a tta e i, Zur Kenn/nis der mi//elal/erlicńen Scńni/z- 
al/tire Scńleswig-Hols/eins, str. 45 i passim. 
, Taką samą koronę 
Taukronec, zamiast cierniowej, znaj- 
dujemy tak w scenie Ukrzyżowania jak w Zdjęciu z krzyża na 
skrzydłach zewnętrznych wielkiego Maryackiego ołtarza. Jest to 
jedyny, jeśli się nie mylimy, archaizm w tych rzeźbach Wita.
>>>
STUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


'-" - 
\... 
 \" 
, ..:'C .-,'. ::1.1 ',\' ł i.CJ !lI l j :
 ?' 
'''''':. 't..t
:., 


,A
l,"

;' :.r:....
 ' 
.'l. \\ 

. 
}1 ":
' -, " 
, , . 
,\..,'.', .:; 
t  I " , ' . '
 """-; } ', . I 1 :....- . 
. I .' . .. 
ł.."".' .' .', 
, ., . r
 ;. r . . ł: . . '. i:.f'.' , . ;,. 
 \. \f 
. lIIj,"j1t _} ,:.. .. 
, ' , . 
 '-
" '\ ł J '\ '. 
 
\ " 
h..ł.'
 
,"',:. ' ] ' " '.......7" t""
; . ,I . 
-. 
; 
. ::. 'I', ,;", \, .. 
,',' 
. .,t : -. ł ',,- 
ł,..-:..I ..:..,..' 
1" _-",;' :'{\;.: c, . J' 
. .;, -, . . . 
 ).. "
 , : 
"
 :'1 :''':. 
,' (I 


. -
 I 

. 
-.11' ',-"1\-::. \!. ',,' 
-:
 ' 


171 


na jej poj
cie i wyrażenie w całości i jedynie dla sie- 
bie - to w złotnictwie tak figury, jak sceny umie- 
szczane były i być musiały w ciasnych i zagł
bionych 
niszach, zwłaszcza w późnym gotycyzmie. DoŚĆ jest 
spojrzyć na relikwiarze św. Floryana lub św, Stanisła- 
wa w katedrze krakowskiej, na bogate i z koronek 
gotyckich z przedstawieniami świ
tych złożone nodusy 
wielkich kielichów tego czasu, aby si
 o tern przekonać. 
W tych warunkach i w takich zacieśnionych zagł
bie- 
niach treść grała rol
 tylko figuralnej ornamentacyi; 
należało zatem, jeżeli nie 
zawsze figury, to przynaj. 
mniej głowy zwrócić ku 
patrzącemu. Aniołowie 
w relikwiarzu królowej 
Zon ki są zwróceni jakby 
w pochodzie ku stronie 
lewej, a głowy mają prze- 
kr
cone ku nam 1. Nie 
c h o d z i ł o o to, aby dać 
wyraz uczuciu, ale jedy- 
nie by każdy na pierwszy 
rzut oka mógł rozpoznać 
t
 lub ową postać, takie 
lub inne przedstawienie. 
W założeniu tej dekora- 
cyi leżał już styl repre- 
zentacyjny i górował nad 
dramatycznym. Złotnicy 
brali swoje wzory z istnie- 
jących i znanych pomni- 
ków, z rzeźb, obrazów, 
czy rycin, albo też z ry- 
sunków malarzy, którzy 
je ad hoc wykonywali, 
jak tego domyślać się można z tak interesującego 
nekrologu złotniczego cechu z r. 14- 7 8, który p, Lepszy 
ogłosił i gdzie dwóch z nich \\' oytke i F ynczensz (r) jest 
zapisanych 2. Podług tych wzorów robiły si
 z wosku 
odpowiedniej wielkości modele i złotnik mając je przed 
sobą, przeginał głowy, podnosił kolana, retuszował układ, 
aby go zastosować do swego przeznaczenia. Rozpa- 
trując si
 w naszych rzeźbach, odczuwamy ten sam 
proceder i też same utarte długiem przyzwyczajeniem 
właściwości, Głowy kompozycyi Wita są w nich w ten 
sam sposób przechylone, nogi i kolana podniesione czy 
przegi
te, tak jakby snycerz miał miękki wosk, a nie 
drzewo pod r
ką. 


4 
I' 


J, 


" 


- 
" 


. ' 


. '. 


',I, ", ' 
t '.1-.. , 


-j "; 
I
' 


-ł 
.-
- 


'-'
- 
,.
, 
1- , 
, . 
, . 


"'\. 


.- 


. -, _ J- - . 
" .." 
 


, ..f 


172 


Ten wpływ techniki złotniczej i tradycyj z złotni- 
czymi warsztatami związanych, możemy tutaj jeszcze na 
innym przykładzie zaznaczyć. W scenie środkowej wpada 
w oczy różnica w sposobie traktowania, tak szerokiem, 
pewnem siebie, malowniczem i nawet w swoim rodzaju 
pi
knem draperyi św. Jana i Maryi i w ogóle figur 
dolnych, a opaski Ukrzyżowanego, o płaskich, suma- 
rycznych, równolegle powtarzających si
 fałdeczkach 
i końcach, czy to sztucznie i martwo wychylonych na 
zewnątrz, czy też wymęczonych i spadających z boku. 
(por. fig. 26 i 27). Oczy- 
wiście s t y l i z a c y a jest 
w jednym i w drugim 
wypadku różna, a chociai 
rzeźbiarz starał si
 jej 
nadać wspólny akcent 
przez odpowiednie do- 
tknięcie - to tej różnicy 
nie zatarł. Dwa odmienne 
i zupełnie różne jak widać 
wzory służyły do wyko- 
nania tych grup i Ukrzy- 
żowania. Kiedy w gru- 
pach czuć szkoł
 Wita 
Stwosza, to w Ukrzyżo- 
waniu widać dawniejszy 
i różnież archaiczny mo- 
del. Krucyfiks należał do 
tych prac, które najcz
- 
ściej i w najwi
kszej ilości 
z złotniczych pracowni 
wychodziły. Przy relikwia- 
rzach pacyfikały, mające 
nieraz formę krucyfiksów, 
stanowiły wśród artysty- 
cznych wyrobów. tego czasu przedmiot najbardziej roz- 
powszechniony i najwi
cej złotników zajmujący, W wyko- 
naniu ich złotnicze warsztaty miały najwi
kszą wpraw
 
i odnośnie do nich nie potrzebowały szukać wzorów 
dalekich, gdyż stały one nieraz gotowe na półkach. 
To nam tlómaczy tak dodatne, jak zarazem ujemne 
strony krucyfiksu naszej rzeźby, który wierny złotni- 
czym tradycyom zestawiony został z grupami mającemi 
inny i o wiele późniejszy początek. - Nawet zbyteczne 
wci
cie w pasie ciała Chrystusowego, na które zwraca- 
liśmy uwag
, ma względnie archaiczny, a zatem w tern 
zestawieniu złotniczy charakter. 
Ale to nie wszystko, Figury naszych rzeźb są. 
zsiadłe i nieproporcyonalnie krótkie, głowy zawsze za 
wielkie w stosunku do ciała, co jest zwykłą cechą 
w rzeźbie dawniejszej, zwłaszcza północnej 1 i najdłużej 


l 


" 


- , 
i "ł!-"''' 'i\ 
.
:
 . .: 
 ., .
,
 
I 
 '-.,., 
'". ...- 
- ...... - 


... 
:',i 


.' . p- 
. 


,," 


r
. -- 


, 
, 
. 
 \\l. 


ł. " \:. 

r ... 


, " 


\. 


, , 


'\

 


;.
; 
'. ,. 
" 


ł. . 


., , 


Fig. 28. Chrystus w O
rojcu z tryptyku Czartoryskich w katedrze krakowskiej. 


. 


l Zob. Polkowski, Skarbiec Katedry na Wawelu, z licz- 
nem i tablicami bez numeracyi. Na osobnej tablicy odrysowany. 
· L. Lepszy, Pacyfikał Sandomirski, Sprawozdania, T, V, 
str. 102. 


. 



 


, A. Matthaei, l. c, str. 55 i passim. 


.
>>>
173 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


. 


się utrzymuje w niektórych szkołach złotniczych. Kiedy 
w rzeźbach Wita wielkość głów w proporcyi do wy- 
sokościfigur ma się jak 1-6 1 / 2 , a nawet do 7 i 7 1 /2' 
co jest normalną miarą, to w naszym wypadku ma się 
ona jak 1 - 5, a w niektórych przypadkach jak 1 -4, 
jeżeli nie do 3, co sprawia, że niekiedy te figury wy- 
glądają jak karły, 
np. w l Źwiganiu 
krzyża naszej za- 
ginionej predelli 
(fig. 33). 
Najważniejsze 
z tych cech, a 
przedewszystkiem 
proporcye i też 
same typy odnaj- 
dujemy w trypty- 
ku św. Stanisława 
w kościele P. Ma- 
ryi, któryśmy wy- 
żej zdeterminowali. 
Twarze szerokie, 
zbliżone do kwa- 
dratu, o dolnych 
szczękach rozwI- 
niętych wyda- 
tnych, nosy pro- 
ste, ale miękkie 
i pałkowato za- 
kończone, s z y j e 
grube i krótkie, 
ręce i nogi wiel- 
kie o grubych 
palcach, anatomi- 
czna dokładność 
w częściach nagich, 
jeżeli pominiemy 
krucyfiks, wyróż- 
niający się pod tym względem w sposób zrozumiały, 
zredukowana do minimum - są to znamiona wspólne 
obu zabytkom. Typ nawet tak charakterystyczny 01- 
brachta tutaj, powtarza się tam w głowie i figurze króla, 
któremu święty przedstawia Piotrowina (str. 99, fig. 9 
i fig. 22). Szesnaście do siedmnastu lat oddziela wyko- 
nanie jednego z tych tryptyków od drugiego. Właści- 
wości zlotnicze i nawyknienia nabyte w złotniczej szkole 
się zatarły i ustąpiły miejsca snycerskiej wprawie i pew- 
ności siebie. Styl reprezentacyjny zamieniony zostal 
jednością akcyi, ale temperament i poczucie formy się 
nie zmieniły. Po średnich wiekach rozpocząl się rene- 
sans i przez ten długi czas nie mało zapewne rzeźb 
w drzewie i nie malo tryptyków wyszło z pracowni 
tego, który swoją działalność rozpoczął od zlotnictwa. 


'd 


, 
r 
L 


f, b. 


"' 


.
 :- 


lr
 
\"' 


"- 
\ 


---- 


.. 


,; 


, 
- ,. 


'A 


'
 


.,..... :--.. 
, ., ':"
'Ił'. 


, 


. .... 


.. 


-ł 
" 


-.... 


., 
, 


\.
 
.

 " 
,..-,. 


" 


" ; 


4...
 
., 
, .. 


. ,. 


.
 


\ . 


"".'. 


-' ....., 


... 


.)" 


174 


;. 


Jak w każdej twórczości styl się rozszerzyl, drobno- 
stkowy i tak staranny modelunek, który w publikowa- 
nych przez nas, a tak pelnych realizmu i prawdy glo- 
wach uderza, przeszedl w pociąg do szerokich plaszczyzn: 
nastapiło to, co Courajod nazywa lla detente«, - »die 
vollere Innervation des Lebens{(, jak mówi Justi i wy- 
dalo ws z y s t k i e 
s w e następstwa, 
ale indywidualność 
artysty pozostała 
taż sama. Nie ule- 
ga też dla nas 
najmniejszej wąt- 
pliwości, że oltarz 
z Rudawy wyszedł 
z pracowni Stani- 
sława S t w o sz a, 
który w roku 
14-74 byl przez 
zlotnika "V o i t k a 
przyjęty na lat 6 
na naukt;;, w roku 
'495 przyjmował 
sam ucznia zlotni- 
czego do swego 
warsztatu i jeszcze 
w r. 1497, a za- 
tem po wyjeździe 
. . 
ojca wspommany 
jest w aktach jako 
z lot n i k 1. Skoro 


.,. . 


.J. 


,- . 


. \ ,.
\
 

 



... 


,.- 10. .; 


'1 . 


\.1' 
I 
.. 
 "- 
\' 


."" 


-- 


........ 
. 
.- 


(, 


". 


\ 
, 


" 


'...... 


-
, 
 " 
"... . 
.... 


'
'" 


.
 . 
".- ...-.. 


-. 


-..:. . 



:\- 


.""\...... 


mu ta praca zo- 
stala powierzona, 
byl jeszcze caly 
zatem w zlotni- 
czych tradycyach 
... pogrążony. 
T o wszystko, 
cośmy w tej chwili powiedzieli i starali się rozwinąć, 
potwierdza naszą wstt;;pną i do tryptyków św. Stani- 
sława w Krakowie i w Wieniawie odnoszącą się atry- 
bucyę, uzupełnia ją i pozwala zarazem, co jest tak 
rzadkim i wyjątkowym wypadkiem odnośnie do arty- 
stów i zabytków tego czasu, zdać sobie sprawę z roz- 
woju jednej artystycznej indywidualności; stawia nam 


.... 


\., 


..... 
"" 'II: 


l;ig. 29. Wit Siwosz, Chrystus w Ogrojcu, rzeiba w Krakowie na placu ,;w. Barbary. 


. 


. 


, 


, L. Lepszy, Przegląd powszechny, T. XXII, str. 55 i 56. 
Złotnik W oitke, od kt6rego Stanisław Stwosz pobierał nauki, na- 
zywał się właściwie Wottke (Por. L. Lepszy, Pacyfikał Sand 0- 
mirskl
 Sprawozdania, l. c. str. 1(0), a może Wuttke. Jest to na- 
zwisko północne, które wnosić pozwala, że pochodził on z nad 
morza Północnego, tak jak Heydecke. W tryptyku św. Trójcy 
(fig. 17) - figury są również krótkie i święte dziewice w bocznych 
niszach mają głowy nie proporcyonalnie wielkie. 


J
>>>
175 


STUDYA DO HISTOR\(J RZEŹUY W POLSCE W XV I XVI W. 


17 6 


;' -.- , 
 " 
. 
-."
.
.I' , 

- "' ł;! '
-'I; .:-, 

 . ..;.', :,.. "':-
" 
 
I'" 
,J . . "ł,' 
..I" 
: I"... .;-..... 't' 
. " :''- I, 
 . 
--f ,.Jł" d 
JI) 

r ' 


bowiem przed oczyma punkt wyjścia i punkt dojścia jej 
twórczości. Z rezultatami tej analizy godzą się wyniki 
historycznych danych i to, cośmy w rozdziale poprze- 
dnim wykazali. Pragnąc uczcić pamięć najdroższego 
syna, królowa Elżbieta nie mogła się udać do innych 
artystów jak do tych, których działalność się tak blisko 
z uczczeniem świeżej jeszcze pamięci Kazimierza Jagiel- 
lończyka wiązała, i którzy po Wicie Stwoszu objęli 
spuściznę - do Jorga 
Hubera dla wykonania 
nagrobkowej płyty i do 
Stanisława Stwosza, sto- 
jącego na czele ojcow- 
skiego i bezwątpienia 
w Krakowie najsławniej- 
szego snycerskiego war- 
sztatu, :\lożemy też za- 
znaczyć, że się w wyborze 
nie pomyliła i że ten 
warsztat jej zaufania nie 
zawiódł Obecnie mamy 
w ołtarzu Czartoryskich 
przed sobą tylko ruinę, ale 
w odlewach dochowane 
głowy króla Ulbrachta 
i św. Stanisława domyślać 
si
 pozwalają, z jaką był 
on starannością wykona- 
ny i jak musiał w pier- 
wotnym SWOIm stanie 
i blasku wyglądać, 
W pływ szkoły Wita 
Stwosza uderza nas i w in- 
nych krakowskich rzeź- 
bach, Tak w swoim rodzaju piękne kamienne postacie 
z Ogrojca kościoła św. Barbary, jak to słusznie zauwa- 
żał Łuszczkiewicz w swej publikacyi, do niej bezwątpie- 
nia należą. Do niej by się dał odnieść prawdopodobnie 
drewniany krucyfiks na belce tryumfalnej w kościele 
P. Maryi. W każdym razie figura św. Ambrożego wśród 
Ojców kościoła katedry, mniejsza od innych i niedo- 
strojona do całości, ma niezaprzeczony z tą szkołą 
związek (fig. 34.). Zdaje się, że wyszła z pod dłuta 
Stanisława Stwosza. Jeżeli św. Hieronim odpowiada 
cechom znamiennym ojca, to ta postać godzi się 
z twórczością syna i dostraja do innych utworów wy- 
szłych z jego warsztatu 1. Nie mamy najmniejszej pre- 
tensyi rozwiązania wszystkich zagadek, jakie zbadanie 
zabytków sztuki rzeźbiarskiej u nas komplikują, wstrzy- 


-, ..... f 


r' 


. -,'-, 
. -.. ,..r.,:-. i 

..... ".' ł 
'...''. . . " 
.. 
" oli_i;). 


.. 


........ 
... 


. ... 
, ' 


:..- 
\.. 


..- 


.
 


. ,
i 
. I 


.... '... . 
 . 


. . 
- . ;..' 

 '- ?
.' :t 
'-.1.,' ...... 


..-., - 


., 


..- , 
"'\ 


""
' 


'-. 


. - -\.. '" 


..' . 


mamy się zatem od uwag odnośnie du ncljpiękniejszego 
dziela rzeźby ówczesnej w Krakowie. Mamy na myśli 
tak pełen charakteru i uczucia kamienny krucyfiks w oł- 
tarzu nawy południowej kościoła :\-laryackiego, który 
legenda siecią pajęczą babiego lata poezyi osnuła ł. 
a cześć pokoleń podniosła do wyższego znaczenia. 
W spomnimy jedynie, że wizerunek tego krucyfiksu, 
między wieżą "Ylaryacką a Aoryańskim rondlem, inkru- 
stowany został w złocie 
mi przedpiersiu przepy- 
sznej zbroi Batorego 
w zbiorach cesarskich 
w Wiedniu II. 
:\1ateryał, którym roz- 
porządzamy, jest w sto- 
sunku do bogactwa, jakie 
kra k o w s k i e kościoły 
w dziedzinie rzeźby po- 
siadały, nadzwyczaj ską- 
py. Z wizyt i inwentarzy 
domyślać się można, jak 
znaczna ilość wyrobów 
snycerskich je kiedyś wy- 
pelniała. W końcu XVII 
w. jeszcze, skoro się we- 
szło do katedry, to w sa- 
mej n a w t e północnej, 
naprzód pod drugą arka- 
dą ołtarz św. Wojciecha, 
a dalej, za transeptem 
ołtarze Nawiedzenia i św. 


.' - 


". 


. . 
- . 


-..
,. 


-" . 
. ..- 
I- 


-', 
 


.,' 



..- - 
.
 
",. '. 


_ , : 
'- - 


-- 


'. -, i,' 


1 -ł -';": 
11,- . 
;.i- '- 
, 
;t.. ,,'.: 
-' \, J.. j - 
-'
:i
.. I" 


.. 


,/' ' 


'\. 

, 


.,'':.1 
.J I" 
- ";. 

: 



-'
.
:: 

r." ----._" 


. ".. 
A 


. ! 


. , 
. ł.. 


. . 


..'
" 


',,"'" 


, 
.. '. 
\
 


.. 


... 

 


.
 


....-J..... 
.. 


""'
'- 
... ".. .,).. 
 . 
. -,,- ...,' -. ....;... 
.,... 
"! -=.... C-.;\-' 


-.... 
.' 


. - - 


- 
.
, 

'L":- ". 


. "'.: 


:fa.....-..:- \;.
 ) .. . ł 'I: .i_ 


.... - 


. 


- . 



 -- . 


.:,... 


:\1arcina, od wschodu zaś, 
między dwoma drzwiami 
prowadzącemi do kaplicy 

Iansionarskiej, ołtarz św. Wincentego - były pokryte 
figuralnemi rzeźbami, z których część jakaś sięgać mu- 
siała wieków średnich czy epoki Odrodzenia s. O ołtarzu 
św. .Marcina wiemy, że był »arte sculptoria subtiliter 
et eleganter factum« 4. Sam wielki ołtarz z fundacyi 
Samuela Maciejowskiego (1545 - 1550), z obrazem 
Ukrzyżowania, odznaczał się figurami i ozdobami sny- 
cerskiej roboty, »sculptae insigni opere«
. Kto wie, 
czy Jan Janda, albo Werther, przed przyjęciem prawa 
miejskiego, nie brali udziału w jego wykonaniu. Naj- 
bardziej jednak z opisu tych niedoszłych do nas po m- 


Fig. 30. Zmartwychwstanie z tryptyku Czartoryskich w katedrze krakowskiej. 


t Jut p. Lepszy Z bystrością sobie właściwą szukał dzieł 
Stanisława Stwosza między figurami tych Ojców kościoła. Zob. 
S t a n i s ł a w S t w o s z, Przegląd powszechny, I. c. 


. 


. 


I Pruszcz, KIe.Jnory stołecznego miasta Krakowa, ed. Tu- 
rowski, 1861, str. 57-58. 
· Zeby to podobieństwo ocenić, trzeba się przyjrzeć orygi- 
nałowi zbroi. Por. Przeździecki i Rastawiecki, Wzory sztuki 
średniowiecznej, serya druga, Nr. 33. Litera S. 
" Łętowski, Katedra krakowska na Wawelu, str. 17-18. 
4 Tamte, str. 18. 
& Tamże, str. 3-4. 


.
>>>
177 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV 1 XVI W. 


178 


. 


ników przemawIają do wyobraźni: dwa tryptyki goty- 
ckie w kaplicy św. Krzyża i tryptyk renesansowy 
w kaplicy św. jana Chrzciciela 1. Pierwsze z Ukrzyżo- 
waniem i Zdjęciem z krzyża, opatrzone »tabulis ve- 
tuste picture exornatis«, wisiały na kracie kaplicę 
jagiellońską zamykającej, a drugi pochodził z fundaC)'i 
Andrzeja Kościeleckiego, kasztelana wojnickiego i pod- 
skarbiego koronnego i naprzeciwko miał umieszczoną 
ławkę: »pulchra sedilia desuper floribus inauratis exor- 
nata«. Widać w nim było Uśpienie NPanny w środku, 
Narodzenie i Zwiastowanie na skrzydłach, a \\"niebo- 
wzięcie w górnej lunecie: »exquisitae et elegantis sculp- 
turae«, wszystko razem »pulchris inauratis floribus 
sculptis« ozdobione. :YIąż Katarzyny Telniczanki zmarł 
w r, 15 I 5, a Zygmunt Stary i Jan Boner, jako egze- 
kutorowie jego testamentu, zajmowali się wprowadze- 
niem tej fundacyi w życie, co samo prowadzi do wnio- 
sku, że ołtarz ten miał wyższą artystyczną wartość, 
tembardziej, że wykonanie jego nastąpiło po kongresie 
wiedeńskim, kiedy podwojone usiłowania rozbudzały 
ruch kulturalny u nas. A ileż takich rzeźb drewnianych, 
czy całych tryptyków posiadać musiała Panna Marya, 
Dominikanie, Franciszkanie i inne kościoły! Tak do- 
kładne i wyczerpujące wizyty tych świątyń, jak katedry, 
są nam nieznane, a poczciwy Pruszcz, który z taką do- 
kładnością wylicza wszystkie ich relikwije, tam gdzie 
o dzieła sztuki chodzi, zostawia nas na koszu. Prawdziwy 
»asinus ad lyram«, w nieocenionych swych »Klejnotach« 
przypomina rozczulającą naiwnością niekiedy illustracye 
Holbeina do »Stultitiae laus«. Co do kościoła Marya- 
ckiego - to jeszcze inwentarz z r. 1620 wymienia tam 
Chrystusa na palmowym osiołku 11, a wizyta z r. I 7 1 I 
Matkę Najświętszą w promienistej aureoli do zawiesze- 
nia na sklepieniu s, może sięgającą dawniejszych czasów. 
»Z żalem też nam dziś gonić, za pomarnowanymi ni- 
kczemnie szafiastymi naszymi ,ołtarzami, rzeźbionymi 
i malowanymi - woła w szlachetnem oburzeniu Łę- 
towski - gdzieby te ołtarze wyniesiono? Nie doczy- 
tałem się ani dopytałem - pamięci niema, ani widzę, 
iżby rozdane były do dyecezyi. Tłuczono je i palono, 
bez miłosierdzia i uwagi na święte przedmioty, ani 
na pamięć drogą, iż korzyli się przed nimi ojcowie 
nasi !c 4. 
2. Na prowincyi, w :YIałopolsce, w bliższej i dal- 
szej okolicy Krakowa, doszły nas w całości, czy przy- 
najmniej w pokaźnych pozostałościach cztery tryptyki: 
1°. w Książnicach \Vielkich, 2°. w Zywcu, 3°. wPławnie 
4°. w Zassowie. \Yszystkie wyszły z warsztatów kra- 


., 


. 


. 


I Tamie, str. 4 i str. 8. 
I 
Figura Pańska na osiołkuc Grabowski, Skarbniczka, 
str. 161. 
· Tamże, str. 163. 
· Łętowski, Katedra, str, 8. 


. 

 


kowskich prawdopodobnie, pierwsze dwa ze snycerskich, 
a ostatnie, jak sądzimy, z malarskich. 
Książnice \\"ielkie leżą na lewym brzegu \\"isły, 
niedaleko ujścia Śreniawy, w dzisiejszym powiecie mie- 
chowskim, \Vieś ta z daru królowej Judyty, żony \\"Ia- 
dysława Hermana, dostała się w XI w. opactwu ty- 
nieckiemu \ a kościÓł jej pod wezwaniem św. Stefana 
w
gierskiego wraz z parafią, zapewne wskutek sporów 
z tej donacyi wynikłych, przyłączony ostatecznie został 
do Tyńca przez papieża Klemensa VI w r. 1344- 11. 
\\' ostatnich dziesiątkach X V w. i pierwszych X V I 
probostwo książnickie zajmował człowiek ze wszech 
miar interesujący, o którym nas w źródłach szczegó- 
łowe wiadomości doszły. Był nim siostrzeniec, jak się 
zdaje, a w każdym razie bliski krewny sławnego dy- 
plomaty z czasów Kazimjerza jagiellończyka, profesora 
i rektora Uniwersytetu, a rówieśnika i przyjaciela Dłu- 
gosza, Jakóba z Szadka s
 - :\1ikołaj z Koprzywnicy. 
jakób z Szadka otrzymał od króla w r. 1455 za za- 
slugi położone w licznych negocyacyach, miano\vicie 
z Krzyżakami i Maciejem Korwinem , szlachectwo 
i przypuszczony został, może nie bez poparcia Długo- 
sza, do herbu \\"ieniawa 4. Tegoi samego herbu uży- 
wał, jak zobaczymy, i nasz :\-likołaj, Zawdzięczał on 
całe swoje stanowisko i znaczenie swemu znakomitemu 
protektorowi i wujowi: »suique ut dicebat praecipui 
promotoris et benefactoris« II, Skoro ten ostatni, za 
biskupstwa jana Rzeszowskiego (1471-1488), objął 
urząd jeneralnego wikaryusza dyecezyi »in spiritualibus« 6, 
zrobił go naprzód psałterzystą katedralnym 7, a z kolei 
altarzystą przy ołtarzu św. Antoniego w katedrze 8, 


I Liber Benq. T. I, str. 620, T. II, str. 167. 
I W. K ę t r z y ń s ki, Kodeks dyplomatyczny klasztoru l)1- 
nieckiego. Część I. 1875, str. 105. Nr. L VIlI. 
I O Jak6bie Z Szadka zob. Kaz im ierz Mora wsk i, Histo- 
rya Uniwersytet1l, T. I, str. 366, T. II, str. 52 i X. Jan Fijałek 
jakób B Parady ta, T. II, str. 257, nota. 
· Codex epistolaris saeculi decimi quinti, 1876, I, pars po- 
sterior, str, 162. Nr. CL. 
a Codex Diplom. Universitatis Cracoviensis, T. III, str. 175. 
o Jako 
 Vicarius in spiritualibus generalisc wymieniony 
w aktach z r. 1477 i 1482. Piekosiński, Kodeks dyplomatyczny 
miasta Krakowa 1882, str. 620 i 622. X. prof. Fijałek zwraca 
moją uwagę, że jest on już wikaryuszem in spirit. w r. 1472. 
(Ulanowski, Acta capżt. Cracov. Arch. kom. historycznej, T. IV, 
str. 199). 
7 Podpisany, jako 
psalmista Ecclesie maioris Cracoviensisc 
w akcie z r. 1475, Kodeks dypl. miasta Krakowa, str. 619. Nr. 
CCCCLXX. X. prof. Fijałek, tak znakomicie znający odnośne źródła, 
pisze mi, że był już psałterzystą 20 stycznia 1471. (Acta Rectoralia 
T, I, str. 934 i 1094, Bobrzyński-Smolka, jan Długosz, 
Regesta, str. 291, Nr. 300). Psałterzyści, fundowani przez królowę 
Jadwigę w r. 1373, officye swoje śpiewali przy grobie Jagiełłowym. 
· Po raz pierwszy jako taki pojawia się w dokumentach z r. 
1479, (Ulanowski, Acta cap. Cracov. Arch. kom. hist. T. IV. 
Nr. 227), następnie w r. 1482. (Aódeks dypl. miasta Krakowa, 
str. 624, Nr. CCCCLXXIII). 


u
>>>
180 


179 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 



' 
.
. -ol 
. . . 1 - 'ł'!1 t : " 
--- .-/' :,'ł.' ł . 
; .?, '

':' 
 " .
"':,.' 
". .'. 

.!' I . ',. 
" . 
'. ( 
.'''''' ... , 
- ;,,4'" \ . 
.?:.: ,'
,;'" '. 
. .' . -:.
". '. 


gdzie spoczywały zwłoki Kmitów l, następnie wyjednał 
mu probostwo w Książnicach 2 i nakoniec jemu powie- 
rzył wykonanie swej ostatniej woli s. Żeby to probo- 
stwo dla siostrzeńca otrzymać, zamienił je dla siebie 
z dotychczasowym proboszczem książnickim Janem z W ój- 
czy, kustoszem katedralnym krakowskim w r. 1477 za 
Zagość koło Wiślicy i zajmował to miejsce tylko od 
10 maja do 27 lipca tegoż roku, aby je 
likołajowi 
z Koprzywnicy przekazać za zgodą Andrzeja Ożgi opata 
tynieckiego i przy inter- 
wencyi Długosza, jako 
komisarza biskupiego do 
tej sprawy ł. 
Rola, jaką wówczas 
pod wzg-Iędem polity- 
cznym i państwowym ko- 
ścioł odgrywał, koncen- 
tracya w rękach ducho- 
wieństwa najważniejszych 
stanowisk publicznych co 
zatem idzie, musiała po- 
ciągnąć za sobą osłabie- 
nie właściwych czynności 
duchownych i rozluźnie- 
nie obowiązków z niemi 
związanych, B e n e fi c y a 
koś c i e l n e stawały się 
podstawą bytu ludzi od- 
dcUlych na usługi pań- 
stwa lub dodatkowem 
uposażeniem księży zaję- 
tych w kancelaryach bi- 
skupich i przy katedrach. 
» Cura animarum « powie. 
rzona być musiała, wraz z zarządem beneficyów, za- 


.. a ..,-;_..", ,. .;..... 
) '::J. -I, .- 
'- 


:'- 
;;;;;.= , . - I..;: : 

-. '
,. 
" } 


. 
, !-;. '. 
,.ot,... , 
'
 , 
. - 
. , 


"'. 
.' 


I. . 
 


. , -- 


i'
 
.
 


.."
."" " 
\..
 -ĄA
 


: 


;:
. 



 


.. , 


-, 


" 


. ,;;;,
 
.
;;
'-: 
J ."--. . -' :

. - I.... 
. - 
'- 


, ...--:
- 

.::.. 
. 
.ł...",_ 
- 
- 
...... . - 
-'o, 


'" 
'.-" 


\.. 
.. . 


'
. 



R. 
'..., 
.. ", 
-0'- , II' 
':i-: . 

........... ... 


,. L', 'a-.. .. 
\ " 
. 
'.....
_:- : . 


'oJ" f.;: 
", 
. . 


..- 


stępcom wikaryuszom I. Odbiło się to z natury rzeczy 
na samych probostwach Nic więc dziwnego, że :\likołaj 
z Koprzywnicy zastał swoją parafię w opłakanym sta- 
nie. Pola i łąki plebańskie były spustoszone, stary 
kościół drewniany zupełnie zrujnowany, na cmentarzu 
pasła się trzoda chlewna i bydło, jak akta współczesne 
świadczą 2. Przez szereg lat zajęty przy swoim dobro- 
CZYl1cY i opiekunie w Krakowie, gdzie u spodu aktów 
wydanych przez tego ostatniego znajdujemy często jego 
imię s, spełniając obowią- 
zki altarzysty w katedrze, 
nie był on długo w mo- 
żności, mimo najlepszych 
chęci, przeprowadzenia 
odpowiednich porządków 
i nie wiele zapewne zrazu 
posiadał środkow po te- 
mu. W r. dopiero 1484 
postawił swoim kosztem 
nowy koś c i ó ł, tudzież 
ogrodził i uporządkował 
cmentarz: »edificavit et 


.;: . 
'. . 


-- 


..L 
} 
" I 
-
. . 
,.F' 


" 



- 
'A 


',. 
\" 


" 


. . 


+. 


t 


rl 
. 


-.... 


-.", 


: 't, 
-..., 


\- 
.- 


\\;' 
,- 


\ 
" 


construxit de novo et 111 
toto ecclesiam ligneam et 
cimiterium in Xyanszyce 
propriis sumptibus et im- 
pensis« ł i uzyskał w rok 
potem jego poświęcenie 
pod wezwaniem św. Trój- 
cy, Wniebowzięcia Najś. 
Panny, Stefana króla wę- 
gierskieg-o i VV szystkich 
świ
tych ó. 
W kilka lat później 
gdyż bardzo być może, że 


. 


. 



' 


l 
'
 


. ; ," 


.... 
..... 


--- 


Fi!:,. 31. 


Oplakiwanie ciala Chrystusowe!:,o z tryptyku Czartoryskich 
w katedrze krakowskiej. 


J Por. o tym ołtarzu Długosz, Liber Benej, T. I, str. 250, 
W ojciechows ki, Katedra, str. 101. 
, Został nim, jak zobaczymy, zaraz w r. 1477. W dokumencie 
Z r. 1482 wymieniony jako 
plebanus in Xasznycze et altaristac 
(Kodeks dyPl. miasta Krakowa, str. 624, Nr. CCCCLXXIII). 
. ...huiusmodi testamenti indubitati executorem et fideicom- 
missarium dicti olim Jacobi de Schadekc w akcie Z r. 1491. (Co- 
dex diPlomaticus Universitatis, T. III, str. 175). 
4 W bogatern w dokumenty archiwum probostwa książni- 
ckiego znajduje się Katalog proboszczów i prepozytów tego ko- 
ścioła, zaczynając od r. 1404, ułożony na podstawie miejscowych 
źródeł w XVII w. p. n. .Series plebanoru11l et praepositorum in 
Jllajori Xiątnice ect. c. Znajdujemy tam po Janie z Wójczy, ku- 
stoszu katedralnym, który jest 111 znanym proboszczem, jako IV 
zapisanego Jakóba z Szadka: 
IV-tus Jakobus de Szadek, decre- 
torum doctor, canonicus et officialis Cracov. post resignationem 
Joannis Woysik custodis Crac. ex causa permutationis pro ecclesia 
in Zagość instituitur per Joannem Seniorem Długosz, Canonicum, 
Cracov., commissarium Rdissimi Joannis Episcopi Cracov. ad 
praesentationem Andreae abbatis Thyncensis et conventus sui 
de anno 1477, 10 mensis Mai«. A potem: .V-tus Nicolaus de 


jednak rzeczy SIę zmieniły, 


Koprzywnica.., post resignationem Jacobi de Szadek in anno 1477, 
men si s 27 Julij«. O opatach tynieckich Szczygielski, Tinecia, 
1668. W Liber Benej., T. Ił, str. 375 
 Joannes W oyschik custos 
Cracoviensis de armis Powalyac wymieniony już jako proboszcz 
w Zagościu. 
1 
Dopiero Sobór trydencki obostrzył obowiązek rezydencyi 
i wtedy duchowieństwo burzyło się na synodach i demonstrowało 
przeciw temu w Rzymiec (z listu X. proC. Fijałka). 
, Zob. o tern Statut i inwentar£ mansionarii książnickiej 
w Anneksach. 
. W aktach powyżej przytoczonych w notatach w r, 1479, 
1482, 1483 (Codex dipl. Universitatis, T. III, str. 105) i innych. 
4 Zob. Stattl' i inwentarz w Anneksach. 
& 
ecclesia... in hOJ:orem sanctae et individuae Trinitatis ac 
Beatissimae Virginis Assumptionis, sanctiq. Stephani Regis Hun- 
gariae et omnium sanctorum.., noviter est instituta et privi- 
legiata per Reverend. Johannem de Conary Epis. Crac. a. d. 1508 
ad petitionem Nicolai de Coprzywnica praepositi ejusdem eccle- 
siae Xiężnicensis et altaristae S. Antonii...c Odnośny akt na per- 
gaminie z dwiema pieczęciami z herbem Habdank i kapituły kra- 
kowskiej w archiwum książnickiem. 


I
>>>
182 


181 


STUDYA DO HISTORYJ RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


Jakób Z Szadka zapisał mu znaczną częsc swoJeJ for- 
tuny 1. Śmierć Jakóba z Szadka nastąpiła W siedem 
lat po śmierci Długosza w r. 14-87 i pochowano go, 
zgodnie zapewne z życzeniem objawionem przed zgo- 
nem, u stóp ołtarza św. Jana ad portam Latinam w ka- 
tedrze II, po lewej stronie wejścia głównego do chóru, 
naprzeciw grobu św. Stanisława 3. :vIikołaj z Koprzyw- 
nicy, jako egzekutor jego testamentu i spełniając osta- 
tnią wolę zmar- 
łego, połączył 
w r, 1491 odpo- 
wiednio udo to- 
waną altaryą te- 
go ołtarza z se- 
nioratem kano- 
nistycznej bursy 
Długosza i wy- 
kładem dekretów 
w Uniwersytecie, 
zapewniając tym 
aktem - funda- 
cyi w i e l k i e g o 
historyka, trwałą. 
I p e w n ą egzy- 
stencyę 4. Alta- 
rzystą »secundi 



. 
I -o _ I 
I 
l. - 
r 
r 


PIIÓ......
 



 


?--' 

 ,; 1 


'
 


-, 


, .' 


',. 



. 
 _. 


\ 


.'
 



 
 


. 
 


'. 


. ' 
al 


I 
I 


, 


I, 



 


\/ i 
f 
\\'
 
\P,:' t 


-:':--.. 


mi n isterii « 


I se- 


, 

 , 
- 



 


niorem tej bursy 
zarazem. zamta- 
nował jednocze- 
śnie swego wła- 
snego synowca, 
tegoż samego 
. . .. . 
Imlema I nazwI- 
ska, :\1 i koł aj a 
z Koprzywnicy 
także, syna Sta- 
nisława, bakała- 
rza in jure canonico, a następnie magistra artium, do- 
ktora dekretów, profesora i rektora Uniwersytetu z cza- 
sem (1529 do 1 530) 1;, człowieka z wielu względów 


.---...-..- 

.:t= 


't 
\ 


"'l 


, .:
:t


: 


" 


..
 



;;

 
u , 
t - 
-.- ,-' ... 
-:--

-. 
--........... . 




 



. 


- 


innych pojęć i ożywionego innym duchem I. 
asz pro- 
boszcz ksią.żnicki był całem sercem oddany zasadom 
Długosza i jakóba z Szadka i prawdziwe i głębiej 


... 

;-.. 
',. 


str, 181. Doktorat otrzymał koło r. 1496 (W i s ł o c k i, Acia Recto- 
ralia, 1893-1897. Nr. 1(94). W r. 1517 jest on rajcą miejskim 
(Acta Rect. Nr. 2441, por. Paprocki, Herbarz, ed. Turowski, 
str. 897). Jeszcze w r. 1541 żyje, gdyż jest podpisany na akcie 
Gamrata z 11 maja tegot roku. (Cod. Univ. T. IV, str. 175-177. 
Nr. CCCCXlII). Nasz 
Katalog proboszczów 
tak dokładnie za- 
wsze poinformowa- 
ny pisze, że Miko- 
łaj z KoprzywOlcy 
młodszy, 
baccalau- 
reus in Decretisc, 
został proboszczem 
książnickim bezpo- 
średnio po Jakóbie 
z Szadka w r. 1477 
i że odstąpił tego 
probostwa Mikoła- 
jowi z Koprzywnicy 
starszemu 
anno 
1490 die Martii Sa- 
turnie. Bardzo być 
mo
e, że Nicolaus 
senior odbywał li- 
czne i dalekie piel- 
grzymki, o których 
zaraz będzie mowa. 
w tych latach, coby 
nam w zupełności 
tłómaczyło dla cze- 
go w trzy lata do- 
piero po ś m i e r C i 
swego dobrodzieja 
wprowadził jego te- 
stament w życie i 
że w czasie nieobe- 
cnoscl zastępował 
go synowiec (ne- 
pos) - 
baccalau- 
reus in Decretisc. 
Podanie tak ścisłe 
roku i dnia wnosić 
pozwala, że po powrocie odbył wtedy uroczysty i ceremonialny 
do Książnic ingres i że to zastępstwo i ta data zarazem były po- 
wodem bałamutnej w tym wypadku pomyłki katalogu. Nicolaus 
junior, profesor, nigdy proboszczem w Książnicach nie był. 
J Nie dla tego, aby miał humanistyczne zachcianki i zanie- 
dbywał swój specyalny przedmiot dla Demostenesa i Platona, jak 
Leonardo Bruni we Florencyi; komentował on z katedry schola- 
styczne traktaty Ganifreda i Piotra Heliasa (w latach 1488 i 1489, 
W i s ł o c ki, Liber Diligentiarum, 1886, str. 7 i 8), legował bursie 
kanonistów dzieła najbardziej wówczas cenionych prawników bo- 
lońskich i padewskich (W i s ł o c k i, /ncunabula rypographica, l. c.), 
ale puszczał wodze swej indywidualności i naturze i nie umiał jej 
ująć w karby powołania. Dość powiedzieć, że ten Mikołaj z Ko- 
przywnicy junior, którego nazwano: 
tu turbator Universitatis 
studij cracoviensis generalisc (Acta Rect. Nr. 2853), po przyjęciu 
pierwszych święceń i nie przestając być kanonistą ożenił się i że 
mimo tego, za zasługi położone dla Uniwersytetu otrzymał w r. 
1505 od papieża Juliusza II kompletny indult (Codex Univ. T. III, 
str. 260, Nr. CCCL), tak, że mając żonę, mógł nadal pozostać na 


. 
r 


iii 


, 


.... '.
 



. 
, 
 


\.
, 


,;. 
- ..; . 


" 
";...: 


., 


.. 


I 
I' 



. 


Jr 
- 
,,,-,- 


''f' 


.. 


\', 


-. 
.,., 


, . 



\ 
'
 


." 


, 
" 


'.\ 


" 


"" 
""'" 
" 


, "J"', 
... ". 


"\'_)l...

, 


.... 


, ! 


:.....t . 
....,.. 


.KG 


FIg. 32. Wit Stwosz, miedzioryt. Oplakiwanie ciała Chrystusowego. 


, 


I Dowodu źródłowego na to nie po;iadamy, ale fundacya 
tak wyjątkowa, o doniosłości i zakresie kb'rej nasz Stattel i in- 
wentarz świadczy, domyślić się tego pozwala. 
I 
ante quod et ubi corpus praefati olim Jacobi de Schadek 
requiescitc. (Codex dipl. Universitatis, T. 1II. str. 175. Łętowski, 
Katalog biskupów, pralatów i kanoników krakowskich, T. IV, 1858, 
str. 100-101, podaje napis na jego nagrobku). 
· O ołtarzu św. Jana ad portam Latinam. Liber Beną., T. 
I, str. 235, Wojciechowski, Katedra, str. 63. 
. Zob. Codex dipl. Universitatis, T. III. str. 174-184, Nr. 
CCXCI. porów. M o r a w s ki, Historya Uniwersytetu, T. II, str. 
91 i 347. 
6 Zob. o nim M o r a w s ki, Historya, T. II, str. 99 nota. 
Muczkowski, Liber Promotionu11l, str. 100. Cod. Univ., T. III,
>>>
18 3 


STUDVA DO HISTORYI RZEŹBY W POJ.SCE W XV I XVI W. 


184 


odczute przekonania kończących się wieków średnich 
poruszały jego duszę. Nie wiemy, czy jeszcze za życia 
swego dobroczyńcy, czy w pierwszych latach po Jego 
zgonie odbył pielgrzymkę do Ziemi świętej i do tych 
miejscowości Włoch i Europy, z których kultem cześć 
go gorętsza wiązała. Modlił się do św. Piotra i Pawła 
w Rzymie, chylił czoło przed grobowcem swego pa- 
trona św. 
Iikołaja w Bari, oddawał hołd relikwiom 
Najświętszej Panny w Akwizgranie i Trzech 
rólów 
w Kolonii 1 i w tym samym czasie, kiedy spełniał Jiaj- 
ważniejszy akt życia i ustanawiał tak ważną fundacyę 
swego dobrodzieja, sporządzał nasz ołtarz składallY do 
książnic kiego ko- 
ścioła, Na ramach 
tego ołtarza, któ- 
ry go kosztował 
dość znaczną na 


.1". (I' 


czyka (1488-1503) sprawował urząd regensa kance- 
laryi nadwornej biskupiej I i zmuszony był przy innych 
w katedrze zajęciach tembardziej do stałej rezydencyi 
w Krakowie. Dojeżdżał zatem tylko od czasu do czasu 
do Książnic, wyr
czając się wikarym na miejscu i my- 
ślał, aby odpowiednią fundacyą podnieść swój kościół 
i służbę bożą przy nim. Fundacyi tej dokonał dopiero 
za biskupa Jana Konarskiego w r. 1508. Utworzył 
w Książnicach ko\1egiatę mansionarską, której został 
w ten sposób piel-wszym prepozytem i zbudował dla 
mallsionarzy i wikaryuszów domy mieszkalne, wzniósł 
nową drewnianą dzwonicę i zaopatrzył kościół dostatnio. 
Ołtarze, rzeźby, 
obrazy, stalle i 
ła wki, dzwon y, 
kielichy, monstran. 
cye, a p a r a ty, 
książki liturgiczne 
1 mne ozdoby, do 
kultu należące, 
wraz z zasobną 
biblioteką przyoz- 
dobiły nową pre- 
pozyturę i zaspo- 
koiły dzięki jego 
hojności wszystkie 
jej potrzeby i wy- 
magania 2. To co 
zwykle bywa dzie- 
łem całego szeregu dobrodziejów lub nawet pokoleń, 
stało się czynem jednego człowieka. Nie przeszedł za- 
tem przez ten padół płaczu na próżno i zasłużył się 
dobrze tak swemu probostwu jak parafii. 
Iikołaj z Ko- 
przywnicy umarł w roku 1 5 16 i kazał się pochować 
w katedrze, u stóp ołtarza św. Antoniego, którego 
był sługą przez znaczną część życia s. 
Na tle tego cichego i zacnego żywota i z upo- 
sażeniem bursy Długosza w perspektywie rysuje się nasz 
tryptyk, umieszczony na wielkim ołtarzu i odpowiada- 
jący treścią swego przedstawienia nowemu wezwaniu 
kościoła (fig. 35 i 36). Jest to właściwie pentaptyk, 
którego jedynie środek jest rzeźbiony, przy podwójnych, 
tak ruchomych, jak stałych skrzydłach malowanych. 


. . 
'",.0(. \ 
.. 1 1 
...
.' ....p;. , 
ł- .... ,..' "
 
. \.. " 

 ".....
 
' X ' 
. _a '1110."' 
.
.; . 
.. .. '\ ł) 
) 
 
 ,
, 
: 
::
.r . 
, ' ... ..J.. 
, 
. _i.' , 'II' 
\.- ;;-
 
. . . ""' " 
.
. :"- \ 
\"., " 

 ł . \" 
 - 
- ... ..:.:: ",J." -' I's,;.,. ' 
u' .. 

. ,., 
....",. - '.
: :..,... . .j:
::.
1
: 


,.(,'.' ;-" -, ': ..' . 
.t/.. .:.,'"; 
 .....,..
- 
 l;" 
f /
 .
 

'---... . -; ...j.... " 
I'''' I
 - 
" 1-" 
 I 
-I:' . .- 
,:,'. .
\. 
 
ł ..- 
"", 


owe czasy sumę, 
gdyż 106 jeżeli 
nie 1 16 fi. - czy 
tamy: rok 1491. 
Żeby zapewnić so- 
bie środki i pO,d- 
nieść ten kościół 
do świetniejszego 
znaczenia, dbał i 
upominał się 
o swoJe prawa. 
'\iV r, 14-99 miał 
spór odnośny do poboru dziesi
cin z opatem tynieckim 
Janem Sułowskim, który biskup krakowski rozstrzygnął 
na jego korzyść 2, a w r. 15°° z następcą Sułowskiego 
Janem Piotrowskim 3. Za czasów Fryderyka Jagie\1oń- 


- 
. ." 't ' ,
. l. 
 
 
.. ...
 .. ' 
;j- .: ...; 
 
;.. . , 
'..... . J..... . 
.
.t,,

.'" ',' . 
'li.
:t\ł. . u: . 
'ł: ':'" , 
. ,'10.:1 
'. - 


::..-""'1" 
-'" "" .' 
, 


/' - ' ,.,.. 
t I ..' .- , .....,. 
 .
: 


:: 
.'\ .
. " Ol'::", 
- ......: '
""r" 
 '. 
, " : ).': 

 )..-:"-. ....'- 
t......':':"" "'. 
;;1 . .";-;1';- 
".fi,. 
....." 
. J ' 
 . : . ", : . ' :
" ':' 
1:. " "':. ,II" , :. ..J
'. 
, ; :"':-" ", 
., j" 
, t . 
:L 


, . 
... 


,,' 


..,.i...... 
-%; ..fi. , 


Fig". 33. 


Hźwi/otanie krzy ta z tryptyku Czartoryskich w katedrze krakowskiej. 


wszystkich swoich stanowiskach. W obec szerokości i bezwzględ- 
ności tego indultu pamiętać należy, że w tym samym roku 
postanowiono w Rzymie zburzenie uświęconej kultem wieków 
prastarej watykańskiej bazyliki i zastąpienia jej nową na wzór 
rzymski centralną budową, te papież powziął wtedy myśl wznie- 
sienia swej własnej, grobowce Cezarów przypominającej Sepoltury 
i że w rok później Erazm Roterdamski słuchał ze zdumieniem 
w kaplicy papieskiej kazania, w której Ofiara Ifigenii i bohater- 
skie poświęcenie Curtiusa grało większą rolę od Ofiary Chrystu- 
sowej (P. d e N o l h a c, Erasme en Italie 1898). X. proC. Fijałek 
mi pisze, że widocznie nasz kleryk musiał owdowieć, a może
żona 
jego wstąpiła do klasztoru, skoro około r. 1516 (Kod. dyPl. mia- 
sta Krakowa, str. 758), a w każdym razie przed r. 1521 kapituła 
katedralna przyjęła go do swego grona (Acta Rect. T. I, Nr. 1094, 
Łętowski, Katalog, T. III, str. 161 i 470). Odtąd nazywany stale 
kanonikiem krakowskim. 
I 
...Peregrinus Hierosolimitanus, B. B. Petri et Pauli Apo- 
stolorum, Sti Nicolai in Baro, Sanctissimorum Trium regum Co- 
loniae, Beatissimae Virginis Mariae in Aquisgrano et aliorum san- 
torum locorum c , Katalog p. n. Series plebanorzl111 etc XVII w. 
powyżej cytowany. 
t St. S m o l k a Kodeks dypl. kl. ijnieckiel[o, 1875, Część II, 
str. 546, Nr. CCXCI. 
· Tamże, str. 549, Nr. CCXCII. Spory te wyniknąć musiały 


..........
...... 


ze sposobu, w jaki było utworzone i uposażone probostwo książ- 
nickie, o czem mówi D ł u g o s z, Liber Benej. T. III, str. 182 i 183. 
l Z notatki udzielonej mi łaskawie przez obecnego probo- 
szcza X. Franciszka Staszkiewicza, kMrego uprzejmości i gościn- 
ności zawdzięczam możność zbadania naszego zabytku na miejscu 
korzystania z miejscowego archiwum i ogłoszenia tak interesują- 
cych Statut/iw z inwentarzem prepozytury w Anneksach. 
t Zob. Statuta i inwentarz w Anneksach. 
· 
Nicolaus de Koprzywnica... moritur anno 1516 Veneris 
12 Decembris, sepultus in Cathedrali Cracoviensi circa su um al- 
tare Sti Antonii. (Z Katalogu proboszczów książnickich). 


t 


I 
ł 
c...
>>>
.... 


185 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


ł 



Iamy W nim Uśpienie N. Panny, wyżej \Vniebowzię- 
cie, jeszcze wyżej ponad środkowem polem Koronacyę 
z Trójcą świętą, a na szczycie Matkę Boską raz jeszcze 
z dzieciątkiem. Z dwóch stron \\' niebowzięcia 
z aniołami po bokach, w oddzielnych niszach 
stoją św. Katarzyna z mieczem i narzędziami 
męki i św. Barbara z wieżą, a koło Koronacyi 
dzisiaj ustawione, ale od początku do ołtarza 
należące figury św. Doroty i 
lałgorzaty, 
z rokokowymi wazonikami z jednej i drugiej 
strony. Nad \\Tniebowzięciem wznosi się skle- 
pionko, którego klucz stanowi gładka tarcza, 
a nad Koronacyą oaldachim z takiemże samem 
sklepionkiem o 6 żebrach, wspartern na 6 słup- 
kach. Szerokość głównej środkowej skrzyni, 
czy środkowego pola wypełnionego rzeźbą, 
którego podobiznę podajemy (fig. 35), wynosi 
2 metry i 25 cm" wysokość 2 metry i 53 cm. 
Skrzydła z natury rzeczy, przy tej samej wy- 
sokości, są o połowę węższe i razem ze 
środkowem polem wypełniają całą szerokość 
chóru. Figury \\' niebowzięcia mają 0'74 m. 
wysokości, Święte w niszach i na gzymsie 
koronującym skrzynię środkową: 0'69 m., 
a Apostołowie w Uśpieniu na pierwszym 
planie 0'93 m. Każda z grup górnych, tak 
Koronacyi jak Wniebowzięcia, jest wyrze- 
źbiona w jednej sztuce lipowego drzewa. Co 
do Uśpienia, to składa się ono z 9 sztuk 
tego materyału, większych i mniejszych, a na- 
wet bardzo małych, tworzących grupy z trzech, 
to znowu z dwóch, czy z jednej figury, albo 
głowy i popiersia, przytwierdzone do tła na 
drugim planie. Tło jest pokryte ornamentem 
płaskim, rytowanym, z - wielkich liściastych 
splotów późnego gotyku. \\'szystko pozłocone 
i posrebrzone w części na nowo i pokryte, 
chociaż staranną, to zupełnie fałszywą nowo- 
żytną polichromią. 
Skrzydła otwarte przedstawiają: 1. Zwia- 
stowanie, 2. Nawiedzenie, po stronie lewej, 
a 3. Narodzenie i 4. Trzech Królów po pra- 
wej. Skoro je zamkniemy, ołtarz się zamienia 
na szereg obrazów czterech u góry i czterech 
u dołu: I. Wieczerza pańska, 2. Pojmanie 
Chrystusa, 3. Ecce Homo, 4. Chrystus przed 
Piłatem, 5. Dźwiganie krzyża, ó. Ukrzyżowa- 
nie, 7. Złożenie do grobu, 8. Zmartwych- 
wstanie. Jest zatem razem tych obrazów 12. 
Są w nich pewne interesujące ikonograficzne, a nawet 
żywe rodzajowe rysy. \V Zwiastowaniu maleńka postać 
Chrystusa z krzyżem schodzi w promieniu w ślad za 
gołębiem Ducha św. na 
Iaryę. - \V \Vieczerzy stół 


.,,
 
.. 



 


lo... ..... 


-', 


..J 


/j 


J' ......... 
l "' 


ł 
J 


.
.- 


ł 
I 


jest okrągły i apostołowie siedza na kołem zatoczonej 
ławie, a Chrystus kładzie Judaszowi hostyę do ust, wedle 
Ewangelii św. Jana 1. Judasz ma suknię żółtą, jak w naj- 
znaCzniejszej części współczesnych a. nawet i 
późniejszych przedstawień tej sceny. \V Dźwi- 
ganiu krzyża Szymon z Cyreny, który pra- 
gnie Chrystusowi dopomódz, przy białych 
włosach i krótkiej brodzie, jest ubrany w kró- 
tką suknię z torbą plecioną przewieszoną przez 
ramię, z której wyglądają dwie gęsi, tak jak 
człowiek z ludu 2. \ V Ecce Homo pod wznie- 
sioną platformą z postacią Chrystusa, widać 
w murze okno z kratami, przez które prze- 
gląda głowa więźnia. W szystkie te sceny 
rysują się na gładkiem tle złotem z grubo 
malowanym krajobrazem lub architekturą od 
dołu. - Strony skrzydeł wewnętrzne, które 
widać razem z rzeźbą, są staranniej malowane, 
jak zwykle w podobnych wypadkach. Drape- 
rye niebieskie wszędzie zzieleniały i restau- 
rator dopełnił je zieloną olejną farbą, co 
dodane do krajobrazu i plam drzewnych 
również jak do często użytych żółtych strojów 
w figurach siepaczy i żołdaków i do jedno- 
stajnego, a dziś na mat pozłoconego tła, na- 
daje całości charakter jakiejś zielonej i jakby 
żóltym wzorem pokrytej tkaniny. Rysunek 
figur i rodzaj kompozycyi, mimo pe\\nej 
miękkości i szablonowej pobieżności wykona- 
nia - jest pokrewny obrazom ze znanego 
nam ołtarza w kościele św. Idziego i świad- 
czy o krakowskiej cechowej szkole. 
Predella, odpowiadająca szerokością środ- 
kowej części tryptyku i mająca 0'70 m. 
wysokości, jest zagłębiona i podzielona na 
trzy różne części cienkiemi kolumienkami, za 
których przeźroczem i jakby w niszach usta- 
wione byly rzeźby. Może być bardzo, że ją 
o kilka centymetrów obcięto s i że figury św. 
Doroty i Małgorzaty z niej właśnie pochodzą. 
;\Ia ona z dwóch stron płaskie i malowane 
uszy, służące do podparcia skrzydeł nierucho- 


I' 


I 
 : . t 
1 ; 
 I I 
. . 


.I
"'" 


'...1.... J.. 
:'. - 

 ' 


./1 
... .. 


, 


I' 


,- . 
,1" 
, ( 


-..... 


"'1...
:' ..... 
; i 
, 
.., tł"'1 
, "1(-' 
,3 p 
r ,,\ 


'\. 


186 


( 


-
 


I 
Respondit Jesus: Ille est cui ego intinctum 
panem porrexero. Et cum intixisset panem, dedit Ju- 
dae Simonis Iscariotaec Roz. XIII, v.26 Jest to forma 
bardzo stara, którą już spotykamy w miniaturach Ko- 
deksu Wyszehradzkiego z XI w. 
t Strój Szymona z Cyreny i charakterystyka zga- 
dzają się zupełnie z przepisem księgi malarskiej z gó- 
ry Athos (D,irlron, Jlfanuel d'iconographie chrltienne, 1845, str. 
194), co wskazuje również na bardzo dawne tradycye. 
I Twierdził tak przynajmniej rzeźbiarz Brzostowski, który 
nasz ołtarz oglądał w r. 1870, prled ostatnią restauracyą. Zob. art. 

 O nowo odkrytym oltarzu lVita Stwoszac, Czas, 1870, Nr. 256. 


"'4-:. ........ 


Fig, 34. Stanisl. Stwosz, 
figura św. Ambrożego 
w katedrze krakowskiej. 


I 
..
>>>
188 


STUDYA DO HISTORYJ RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


.". 
 11.......... : ....... · H....;.
...t 
 ..1.......'. · , 

I, 
IJI: 

"
 J 
.a_.,.....I...
;.fi. .\.
I.
;;
,M 

 
;- 
.
 -.,. 

..-.-;.-i. 
. 
 


18 7 


mych, tak jak w ołtarzu w \\'ieniawie (patrz fig. 13), 
wykrojone jednakże w sposób o wiele prostszy i grub- 
szy. Na uszach tych jest przedstawiony klęczący i mo- 
dlący sit; donator, którego po stronie lewej N. Pannie 
poleca opat, a po prawej biskup. W pierwszym wy- 
padku u stóp donatora umieszczona jest tarcza z her- 
bem \\;ieniawa, a w drugim takaż sama tarcza z nowo 
namalowanym heroem Habdank. \\; obu scenach laska 
pielgrzymia z dwiema gałkami wspiera się na jego 
ramieniu. Jest to zatem Mikołaj z Koprzywnicy, jako 
peregr£nlls Hierosolim£tanlls. Te uszy predelli, bezpo- 
średnio o mensę wsparte i zastawione świecznikami 
i ozdobami ołtarza, uległy 
z natury rzeczy najbardziej 
zniszczeniu i musiały być 
w naszych czasach przema- 
lowane tak, że wniosków 
zbyt pewnych wyciągać me 
podobna ze szczegółów ich 
przedstawienia 1. 
Zastanówmy się z kolei 
nad rzeźbą, która nas głó- 
wnie, a w tym wypadku 
nawet jedynie obchodzi i dla 
której o p i s a ne przez nas 
obrazy stanowią tylko do- 
datkowe dopełnienie (fig. 35 
i 36). Doszły nas nieco 
dawniejsze tych rzeźb opisy 
i oceny, raz entuzyastyczne 
nad miarę, to znowu obni- 
żające ich wartość. Jedne 
nam p o z o s t a w i ł zmarły 
przed laty snycerz Brzo- 
stowski, który brał udział 
w restauracyi wielkiego ołta- 
rza :\1aryackiego,..a drugie o wiele kompetentniejszy 
znawca \Vładysław Łuszczkiewicz. Pierwszy w niepomiar- 
kowanym zapale uważał je za dzieło Wita Stwosza, 
wyższe w delikatności i staranności wykonania niż ołtarz 
Maryacki 2; drugi twierdził, o wiele słuszniej, że znać 
w nich szkołę wielkiego mistrza, lecz że są dziełem 


I. 
 
 -\ - . ' 
\
 
,,--.: 


.. 


»małomiasteczkowego snycerza początku XVI w.« 1. 
\\. istocie rzeczy snycerski ten utwór »n'a pas mer£tć 
11i cet exds d'lzonneur ni cette indignitć«, przynajmniej 
w tem znaczeniu, jakie ocenie swej nadał nasz zasłużony 
badacz. Ołtarz nasz bez wątpienia wyszedł z warsztatu 
krakowskiego i wpływ, szkołę, a nawet co więcej bez- 
pośrednie naśladownictwo \Vita jest w nim widoczne 
i na pierwszy rzut oka uderzające. 
-.! Cała kompozycya środkowa ze wszystkiemi nie- 
ledwie swemi składowemi częściami jest w pomyśle, 
układzie i pojedyńczych motywach zapożyczona z oł- 
tarza P. Maryi i tak w wyborze typów, jak tu 
i ówdzie w traktowaniu dra- 
peryi z d r a d z a jednego 
z uczniów Stwosza. Nie mó- 
wiąc o Maryi z dzieciątkiem 
u szczytu, która jest za wy- 
soko umieszczona i za mała, 
abyśmy cokolwiek o niej 
mogli powiedzieć, to zaczy- 
nając od góry, w Korona- 
cyi klęczy ona zwrócona 
wprost do nas między Sy- 
nem kładącym jej koronę 
na głowę i Ojcem i żywo 
w tern zestawieniu przypo- 
mina takąż samą grupę Ma- 
ryacką, z tą jedynie różnicą, 
przy znacznie mniejszych 
rozmiarach, że tutaj tak 
Chrystus, jak Bóg Ojciec, 
trzymają w rękach kulę 
świata, kiedy tam jest kula 
tylko atrybutem Ojca. v\' e 
\\'niebowzięciu (fig. 35) obie 
stojące i w całych figurach 
przedstawione postacie z wymęczonymi i szematycznie 
uproszczonymi fałdami sukien, opierają się nie na gru- 
pie podnoszących je w niebo aniołów, jak w ołtarzu 

laryackim, ale na jednym jedynie aniołku o rozpo- 
startych skrzydłach i złożonych ku nam rękach, co nie 
wypełnia całej podstawowej przestrzeni i uzupełnione 
jest falującymi rąbkami draperyi od spodu. Czterech 
tylko, a nie sześciu jak u \\'ita aniołów, z narzędziami 
muzycznemi towarzyszy tej apoteozie. Przy rozwianych 
płaszczach dwaj mają ciała obrosłe pierzem, a dwaj 
drudzy poniżej długie tuniki związane w pasie. Pierwsi 
trzymają lutnie w rękach, a z drugich jeden organki, 
a inny trąbę. W scenie głównej Uśpienia Marya klęczy 
w płaszczu zarzuconym na głowę, zwrócona do nas 


, 


ł 


"' i.... 


, 
1\ _ 
. L\ 

 . 
.... \. 
 
, . -:-.... 
"i!dti t 
". ."- ..-. 


ł 



 . 
.!" \ 


Fig. 35. Środek tryptyku w Ksi!}źnicach Wielkich. 


'..l .. 
lU ,....11 
'.- ..---....= 


r 


.ł. 



.-:. 


. 


..' . 
," 
 

 


v. 
i 
 J II, 


A. Ił 


I Donator jest przedstawiony z tonsurą, w komży i czarnej 
sutannie, a ze strony lewej opat czy biskup w infule, z brodą (!) 
i z krzyżem patryarchalnym (?) w ręku, ubrany w ornat, czy też 
paenul«: ówczesnej formy, o r«:kach wystających z pod fałdów. 
Na stronie zaś prawej biskup z pastorałem, bez brody, ma kapę, 
pluviale, otwartą na przodzie i spiętą guzem pod szyją. W roku 
1870 herb Wieniawa był widoczny, ale po drugiej stronie Brzo- 
stowski się go tylko domyślał: 
Po lewej dochował się, a po pra- 
wej był, lecz już zatartyc. Na podstawie piecz«:ci w przywileju 
fundacyjnym Konarskiego został on zatem fałszywie zamieniony 
na Habdank. 
lOnowo odkry{J1m ołtarzu TYita Stwosza, I. c. 


:. I I' 


., 


'. 


.\, 


-r 


'rt 
et 


. .'. 11 
1 
....).. 
r 


4,' 


:

 
- " 


I 
I 
., 



 



 


1 Rzeźbiarstwo w Polsce, Encyklopedya kościelna, T. XXIV. 
1900, str. 70.
>>>
189 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹnY w POLSCE W XV I XVI W. 


190 


Fi
. 3Ó. Grupa apostołów z tryptyku 
w Ksil}lnicach Wielkich. 


ł 


wprost i podtrzymuje ją me apostoł brodaty jak 
u Wita, ale Jan ustawiony z boku tak, że ze strony 
przeciwnej odpowiada mu święty odmawiający modlitwy 
z książki; Piotr zaś z kropidłem w n;ku tę środkową 
grupę zamyka po stronie lewej. \N grupach bocznych, 
tak lewej, gdzie widzimy Andrzeja z kociołkiem wody 
święconej, jak prawej, w której Jakób dmucha w ka- 
dzielnicę, obaj ci apostołowie klęczą, tak, że kiedy 
w ołtarzu krakowskim wszystkie postacie stoją około 
klęczącej Maryi, to tutaj mamy trzy 
figury klęczące przy 10 stojących. 
Typy głów Chrystusa tak w Koro- 
nacyi jak we Wniebowzięciu, Jana 
i Piotra, a nawet wielu innych apo- 
stołów są identyczne w obu przed- 
stawieniach i toż samo można po- 
wiedzieć i o typach żeńskich. Jak 
z tego widzimy cała kompozycya 
jest zmniejszona i zredukowana o ile 
możności jak najbardziej i odnosi się 
to zarówno do pojedyńczych postaci. 
Styl ich i nastrój jest obniżony i po- 
jęty w drobnostkowy sposób. Potę- 
żna muzyka organów została prze- 
mieniona na instrument słaby i nieco 
piskliwy, ale to nie przeszkadza, że 
stosunek wzajemny obu utworów 
jest widoczny i zależność naszego 
tryptyku od ołtarza :\Iaryackiego 
oczywista. 
Co zaś najciekawsza, to że ten 
wpływ Wita Stwosza i najsławniej- 
szego jego dzieła został tu skom- 
plikowany wpływem innego sny- 
cerskiego wyrobu, któryśmy wyżej 
publikowali, Na budowę i układ na- 
szego zabytku oddziałał zarówno 
tryptyk św. Trójcy w kaplicy Świę- 
tokrzyzkiej z roku 1467 (str. 134 
fig. 17). :\-Iotyw przejściowy nisz 
bocznych z figurkami świętych powtarza sit:; tutaj, cho 
ciaż tylko w części, albowiem na zastosowanie go 
w całości scena Uśpienia nie pozwalała. Z dwóch 
stron V\T niebowzięcia nisze ze św. Katarzyną i Barbarą 
wiszą w powietrzu i wyglądają jak klatki. Razem ze 
św. Dorotą i Małgorzatą, te »quatuor virgines capitales«, 
zapożyczone z tego ołtarza, otaczają w sposób zresztą 
właściwy i odpowiedni Przeczystą Dziewicę. Aniołowie 
grający, którzy się unosić powinni w powietrzu koło 
grupy Chrystusa i :\-'Iaryi, są przytwierdzeni do ścian 
bocznych tych nisz ze świętemi, tak, że zajęli miejsce 
aniołów śpiewających w tryptyku Swiętokrzyzkim. Cała 
architektura z gotyckiemi swemi laskami i ornamentami 



 " 


t 


; - _I
 c ... 


, 


1 


\' 


l 


. I 


jest ornamentacyi tego ostatniego pokrewna. Też same 
galeryjki, ośle grzbiety i wisiory powtarzają się tutaj 
i tam. Nareszcie na ramach skrzyni środkowej spoty- 
kamy zupełnie podobny, chociaż zastosowany do innego 
przeznaczenia napis w gotyckich minuskułach. Kiedy 
w ołtarzu św. Trójcy czytamy na tern miejscu ustęp 
z Ambrozyańskiego hymnu z datą: Anno domini 
Jl"ClX.'CLXo septimo Jada est hec tabula t, to tutaj, 
zgodnie z treścią rzeźby mamy wyryty werset z Pieśni 
nad pieśniami i słowa: Anno d01flini 
lIlilesimo quadragesimo (sic) nonage- 
simo primo completum est 2. T o 
zespolenie dwóch różnych i nie ma- 
jących ze sobą żadnego związku 
pomysłów wpłynęło i wpłynąć mu- 
siało ujemnie na kompozycyę. Nisze 
górne nie wiążą się z rzeźbą scen 
glównych i nie tworzą z nią żadnej 
organicznej całości. W układzie wi- 
dać sztuczne zestawienie, brak swo- 
body i polotu i temu wrażeniu od- 
powiadają figury pojedyńcze nie 
dość szeroko zakreślone. Znać w nich 
trud i niekiedy drobnostkowość, 
która dodana do tego sztucznego 
i mechanicznego układu, nadaje ca- 
łemu utworowi rzemieślniczy chara- 
kter. Po rozpatrzeniu się wszakże 
spostrzegamy, że niektóre głowy i 
nawet postacie, zwłaszcza Apostołów 
patrzących na niebieskie zjawisko 
w scenie Uśpienia (fig. 36), są pełne 
wyrazu i wykonane z niezwykłą 
starannością, a w figurach świętych 
np. Barbary jest dużo szlachetności 
i dystynkcyi. Skoro się na nie nie- 
zależnie od całości patrzy, to się 
w nich odczuwa wyższy i głębszy 
nastrój. Jeżeli w układzie uderza 
synkretyzm wpływów, to jest on 
takZ'e'w traktowaniu draperyi widoczny. Wpływ Wita 
w łamanych i nieraz z wielką snycerską wirtuozyą wy- 


1\'''' . 


O"'p; 


." 


I Napis cały podaje M u c z k o w s k i, Dwie kaPlice, l. c. str. 29. 
· Napis ten odcisnął z oryginału p. Stanisław Cercha, 
a odczytanie go tak uciążliwe ze względu na błędy pisma 
i małą wyrazistość odcisku, zawdzięczam uczynności i uprzejmości 
p. Adama Chmiela. Zaczyna się na dole od lewej ręki, biegnie 
ku prawej na około rzeźby, tak, że na górnej listwie litery są 
przewrócone dla patrzącego na ołtarz i kończy znowu od strony 
lewej, wypełniając ornamentacyjnie wszystkie cztery listwy ram 
(I, ll, III, IV). Brzmi jak następuje: 
1 Que I (una lub unica?) .j. est .j.. ista + fjue ..... ascendit + 
sicut ..... aurora + consurgens + pulclrra + ut + luna + 
eleeta + ut + sol +
>>>
r 



 
I 


19 1 


STUDYA DO HISTORYI RZJ:ŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


19 2 


konanych fałdach z ich zagięciami, kłóci się z fałdami 
prostymi i jakby wykonanymi pod wpływem kamie- 
niarskiej techniki. Jest nawet w niektórych z naszych 
figur pewne pokrewieństwo z kamiennemi figurami 
Ogrojca św. Barbary ł. które jakeśmy to zaznaczyli, 
mają tak blizki ze szkołą Wita związek. Możnaby przy- 
puścić, że nasz snycerz był uczniem Lorenza z Magde- 
burga, gdyby tryptyk Świętokrzyzki dał się na pewno 
temu majstrowi przypisać i że później jako towarzysz 
wszedł do warsztatu Stwosza, który z czasem porzucił, 
dla założenia własnej pracowni lub przyjmowania robót 
niezależnie od niej i że się jednocześnie zajmował, może 
nawet częściej i na większą skalę, rzeźbą w kamieniu, 
Dwa razy, o ile wiemy, zabytek nasz ulegał re- 
stauracyi, raz w początku XVIII w. za czasów Anto-" 
niego Szembeka, kanonika krakowskiego i przemyskiego 
i jego sumptem, a raz drugi przed laty 30 za pro- 
boszcza X. Teodora Tomaszewskiego. Proboszcz książ- 
nicki X. Szembek, brat Stanisława prymasa, który zmarł 
w r. 1706 i zbudował w Książnicach dzisiejszy muro- 
wany kościół, zdobny w grube stiuki swego czasu 
i odpowiadający charakterem epoce, przeniósł ten ołtarz 
do nowej budowy i przy tej sposobności go ozdobił 
i uzupełnił w części 2. Rokokowe wazoniki z kwiatami, 
któreśmy wyżej wspomnieli, świadczą o tem. Musiał on 
być już bardzo zniszczony i pozbawiony swej archi- 
tektonicznej, a w końcu XV w. nieraz tak delikatnej 


II terribilis + ut ... castrorU11l 1- acies + ordinata + o re- 
gina.... ten/a (;) T nos'" superna. gracia -ł- da + jr11i + 
ista + est + speciosa 
 inter T 
III jilias + ier11sale11l . sicut + vidistis -ł- ea11l + plenam ... 
caritate -ł- et .. dilectione (;) -ł- ut ... in - collis - et 
. in + 
IV ortis ... aromatam ... o regina -ł- anno domini + millesi11l0 
- quadragesilllo (sic) "T nonagesi1ll0 ... primo ... cOlllple- 
t11m - est. 
Oto są dołączone do tej transkrypcyi objaśnienia p. Chmiela: 

 Wyrazy począwszy od que, aż do wyrazu ordinate włącznie 
wzięte są prawie dosłownie z - Canticulll canticorumc, Cap. IV, 
v. 9, gdzie zamiast 
ascendit sicut c , znajduje się 
progreditur 
quasic. Pierwsze jednak z tych wyrazów spotykamy w innym 
ustępie Canto cantic. Cap. III, v, 6: 
quae est ista, quae ascendit 
per desertum sicut virgula... c W dalszym ustępie spotykamy już 
tylko wyrazy pojedyńcze z Canto can/ic. jak 
speciosac (Cap. III, 
v. 13), 
jiliae Jerusalem c (Cap. II, V. 7), który to wyraz jest 
skrócony w naszym napisie w sposób 
irlmc; -in ortisc (zamiast 

in hortisc) z Cap. VIII, v. 13: 
Quae habitas in hortisc; 
arlr 
matame, prawdopodobnie z Cap. VIII, v. 14. W dacie błąd często 
spotykany w napisach, - zamiast 
quadringentesimoc - 
qua- 
dragesimoc. 
I Dobra podobizna wart. Ł u s z c z k i e w i c z a, Stare cmen- 
tarze krakowskie, Rocznik krakowski, T. I, 1898. Tabl. do str. 17. 
· W napisie na barokowym nagrobku Antoniego ze Słupowa 
Szembeka, w książnickim kościele, odciśniętym przez p. Stanisława 
Cerchę, wśród pochwał dla zmarłego, czytamy: porro in ecc/esiam 
istam quam picturarum et iconu11l decore altaribus de novo ex- 
tructis sacro apparatu et varia supellectili dotavit, in aedificia, 
quae hic in a11lplio,i forma a jundamentis erexit etc, 


dekoracyi, strzelistych swoich fijali i ornamentów koro- 
nujących, których się jeszcze otwory na gzymsie gór- 
nym nieruch ornych skrzydeł domyślać każą ł. a nawet 
może i innych ornamentacyjnych szczegółów. \\'tedy to 
zapewne figury świętych z predelli, o tyle, o ile się 
dochowały, zostały ustawione na szczycie dla ukorono- 
wania całości. Pewna, że tak powiemy pustka, pewne 
z trudnością dające się określić i bliżej oznaczyć luki, 
których W. XVIII nie czuł i nie umiał wypełnić, spa- 
dają na karb tego zniszczenia. Restauracya druga po- 
legała na odczyszczeniu, pomalowaniu i przedewszystkiem 
na odzłoceniu rzeźb przy drobnych prawdopodobnie 
uzupełnieniach. \\' ówczas to włosy, brwi i oczy wszy- 
stkich figur restaurator przemalował w jednostajny spo- 
sób na czarno, co przy niebieskawych tonacyach kar- 
nacyi zwłaszcza pod oczami, zmieniło wyrazy twarzy 
i nadało wybitny semicki typ głowom. Spodnie części 
sukien, czy odgięte fałdy, pierwotnie barwne, niebieskie, 
zielone czy czerwone posrebrzył, a resztę pokrył bły- 
szczącą pozłotą na nowym, grubym podkładzie tak, że 
szczegóły straciły dawniejszą subtelnoŚĆ. Kiedy poli- 
chromia pierwotna zgodnie z datą powstania tryptyku 
była bezwątpienia takaż sama, jak w ołtarzu p, :\łlaryi 
i w tryptyku Akademii, to dzisiejsza zbliża się więcej 
do polichromii ołtarzy św. Stanisława w kościele Ma- 
ryackim, czy \rieniawskim; jest zatem o trzydzieści lat 
późniejsza, chociaż przy zbyt obfitem użyciu srebra 
i od tej ostatniej różna. Ten sam malarz odświeżył 
i na domysł uzupełnił zatarte szczegóły na uszach czy 
skrzydłach predelli, 
Rozpisaliśmy SIę szeroko o tryptyku książnickim 
nie dla tego, aby w stosunku do innych wymienionych 
i opisanych przez nas zabytków na to szczególniej za- 
sługiwał, ale jedynie z powodu, że należy do zupełnie, 
jak sądzimy, wyjątkowej u nas fundacyi i że jest naj- 
mniej znany, Nie do niego się też ogranicza to, co 
w dziale rzeźby Mikołaj z Kop'rzywnicy do swego ko- 
ścioła sprawił. Inwentarz przy statutach mansionaryi 
wymienia: »alias imagines S. Nicolai...« za fi. 20, jak 
dodaje zapiska późniejsza, »tertias imagines« do ołta- 
rzyka w chórze przed cy
orium, za takąż samą sumę, 
wreszcie całą mękę pańską wielkim nakładem na środek 
kościoła, z figurami świętych, św. Jana, 
\lagdaleny, 
Longina, centuriona »et patronis« 2, a zatem św. Ste- 
fana króla węgierskiego, jak się zdaje. Z tych snycer- 
skich wyrobów doszły nas tylko resztki: drewniana fi- 
gura św. Mikołaja i na belce tryumfalnej figury N. 
Panny, św. Magdaleny i św. Jana. Są one późniejsze 


. 


--=- 


I . 
. . . 



 


, Snycerz Brzostowski pisze w powyżej cytowanym artykule 
Czasu z r. 1870: 
brak ornamentów dopełniających zakończenie 
ołtarza. Dłubane dziury w gzymsie szafy, to ślad dowodny, jakiego 
były rozmiarue. 
· Statut i inwenatarz Mansionarii książnickiej w Anneksach. 


.
>>>
l 


193 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


194 


moie o lat 10 od rzeźb tryptyku i musiały powstać 
w początkach XVI w, Są to roboty średniej wartości, 
z których św. Jan odznacza się od innych szerokością 
i pewnością ręki, szlachetnością draperyi i głowy i bardzo 
niepospolitym zakrojem, o ile przynajmniej sądzić można 
na tej wysokości. 
Jeżeli w ten sposób na północ i wschód od Kra- 
kowa w Książnicach Wielkich doszedł nas zabytek sny- 
cerski o wyra- 
źnych górno-fl-an- 
końskich cechach, 
powstały pod bez- 
pośrednim wpły- 
wem Wita Stwo- 


-".
 


",I 


. 


sza - to na za- 
chód i południe, 
w Żywcu docho- 
"
rodkowa 
grupa z tryptyku, 
która ma wybitny 
dolno - frankoński 
charakter i wyko- 
nana została przez 
s n y c e r z a, wy- 
kształconego jeżeli 
nie w V"Tiirzburgu, 
to w każdym razie 
w dolno - frankoń- 
skiej szkole. Ży- 
wiec naleiał do 
książąt Oświęcim- 
skich, w XIV w. 
p r z e s z e d ł pod 
zwierzchnictwo 
Czech i dopiero 
za panowania Ka- 
zimierza Jagielloń- 
czyka w r. ł-ł-57 
przyłączony został 
do Polski. Kościół 
jego farny, o którym wspomina Długosl, jak się zdaje 
powtórnie erygowany w" r. 1482, pod wezwaniem Na- 
rodzenia N. Panny, był poświęcony w r. 1547 1 . Koło 
r. 1500 musiała powstać rzeźba, która się w nim znajduje II 
(fig. 37). 
\\Tykonana 
jąca przedmiot 


'..... 


"" 



' 


,I 


.1 . 



... 


, """.. 


"-. 


II 



, 


"" 


-; I 


i 
, 

 


. 
-
 


.' 


ł . 
, e. 


" ,

 


, ,- 


. 


nie N. Panny l\Iaryi, a razem z częscmmi, które ją 
niegd)'ś uzupełniały, odpowiadająca wezwaniu kościoła 
i wchodząca w skład zapewne wielkiego ołtarza - wy- 
nosi ona I m. 6 cm. wysokości, przy l m. 3 l cm, 
szerokości 1 i jest traktowana jak płaskorzeźba. Granice 
z góry oznaczone, w których należało pomieścić całą 
kompozycyę, wpłynęły na jej ścieśnienie. Apostołowie 
przeciskają się jedni między drugimi i .nie mają dość 
miejsca na pomie- 
szczenie rąk i ra- 
mion. Ustawieni 
są razem z :\laryą 
w trzech piętrzą- 
cych się i równo- 
ległych do siebie 
r z ę d a c h. Rząd 
pIerwszy zaczyna- 
jąc od dołu, ma 
najwięcej swobo- 
dy, ale s kła d a 
SIę rzeczywiście 
z trzech figur tyl- 
ko: z Maryi w śro- 
dku, Piotra z kro- 
pielnicą i książką 
otwartą na prawo 
i apostoła siedzą- 
cego na skrzyni, 
trzymającego 
książkę, na lewo. 
\:\' rzędzie drugim 
ciągnie o
o 'św, 
Jan podtrzymują- 
cy l\1aryę, Jakób 
z gromnicą; An- 
drzej z kociołkiem 
wody święconej 
i apostoł w zasło- 
me na głowie, 
który podniósł 
chustę do oczu i płacze. Rząd trzeci nareszcie z posta- 
cią rozdmuchującą węgiel kadzielnicy, z apostołem, który 
położył rękę na ramieniu Jana, z innym co się modli 
z książki i ostatnim po prawej stronie, o głowie pod- 
niesionej do VV niebowzięcia, kończy całą scenę. Ręce 
są słabe i po większej części szablonowe, włosy sze- 
matyczne i figury stosunkowo za krótkie, ale głowy 
i twarze pdne charakteru, wyrazu i prawdy, nadają 
tej rzeźbie wyższą wartość. Draperye płynne, bez ką- 


, 


..; 


I 



 


-! 



 


--= 


, 


'., 

 . 


. 


" 



 


.. 
, I 



 


\ 


, 


, 


-' 



. 


J 


'I 


\ 


, , 


Fi(/;. 37. 


Uśpienie N. Panny, rzetba z tryptyku w Żywcu. 


w jednej sztuce drzewa i przedstawia- 
tak rozpowszechniony u nas, Uśpie- 


I Liber Benef. T. I, str. 86, T. II, str. 289. Elenchtls C1eri 
Dioeceseos Cracoviensis, 1897, strona 260. 
» Zdaje się, że budowa kościoła murowanego rozpoczęła się 
w r. 1515 (Słownik geogr. T. XIV, str. 917), ale prawdopodobnie 
rzeźba nasza jest o parę lat starsza, musiano ją wraz z ołtarzem 
przenieść tutaj z kościoła drewnianego. 


l Wymiary otrzymałem od proboszcza X. Makarego Manie- 
ckiego za łaskawem pośrednictwem p. konserwatora Dra Stani- 
sława Tomkowicza. 


13
>>>
195 


8TUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


19 6 


towatoscl, oblekają dobrze kształty, a fałdy o zagięciach 
z wielką wprawą i żywością dotkniętych, znamionują 
już wiek XVI. Twarze podłużne, stosunkowo chude 
o wydłużonych i prostych nosach, perukowaty tu i ów- 
dzie charakter włosów, głowy wielkie, ramiona wązkie, 
typ nareszcie Maryi, a przedewszystkiem liryczny senty- 
ment i nastrój w wyrazie niektórych postaci, jak w apo- 
stole płaczącym lub Jakóbie z gromnicą, - wszystko to 
są nieomylne dolno - frankońskie znamiona 1. Możnaby 
nawet przypuścić, że się rozwinęły i powstały w pracowni 
Riemenschneidera, że jednem słowem nasz snycerz był 
uczniem mistrza wurzburskiego i pobierał nauki w jego 
warsztacie 2. Dbałość o uwydatnienie każdej pojedyńczo 
uważanej figury, brak w układzie malowniczości, ruchu, 
życia i perspektywy - świadczy, że nie był on ma- 
larzem, ale tak jak snycerz tryptyku książIlickiego dla 
innych powodów - przedewszystkiem rzeźbiarzem, przy- 
zwyczajonym do oddzielnych i samym sobie wystarcza- 
jących figur. Między r. 1860- I 870 interesująca ta 
i w swoim rodzaju piękna rzeźba, na którą pierwszy 
zwrócił uwagę prof, Lepkowski, została kosztem Aka- 
demii Umiejętności odrestaurowana i polichromowana 
na nowo przez miejscowego malarza, pozostawionego 
samemu sobie, bez fachowego nadzoru, co jej odebrało 
znaczną część wartości i ogólne jej wrażenie popsuło, 
Na szczęście przed restauracyą zdjętą z niej została dla 
Gabinetu archeologicznego fotografia, która służy za 
podstawę naszej, o pierwotnym charakterze dobre da- 
jącej wyobrażenie podobizny. 
O tryptyku w Pławnie nie zamierzaliśmy mówić. 
Wł. Łuszczkiewicz badał go na miejscu kilkakrotnie 
i złożył o nim Komisyi osobny komunikat 8; nie sądzi- 
liśmy zatem, żebyśmy byli w stanie coś do jego uwag 
dorzucić. Skoro jednak w ostatnich czasach publikacya 
tego niepospolitego zabytku w 1j'gOd1liku /llustro'Wanym 
się pojawiła 4 i umożliwiła rozpatrzenie się w nim do- 
kładniejsze i bliższe, przyszliśmy do zupełnie innych od 
Łuszczkiewicza rezultatów i zmieniliśmy zdanie. Tak 
jak tryptyk w Rudawie, tak i ten ołtarz składany 
w Pławnie pochodzi z Krakowa i z początkiem XVIII 
w., w czasie ówczesnych niefortunnych przemian i re- 
stauracyj, tudzież tego ikonoklazmu, który najdrogo- 
cenniejsze średniowieczne pomniki usuwał, jeżeli nie 
niszczył - do małego niepozornego kościołka dyecezyi, 
z nieznanego nam niestety kościoła krakowskiego zo- 
stał przeniesiony II. Cieszyć się powinniśmy, że go nie 


I Por. wyżej szpalta 114-119. 
I O uczniach Riemenschneidera, wyżej szp. 130: 
I Publikowany w dziale Spmwozdań z posiedzeń niniejszego 
Zeszytu. Por. Sprawozdania, T. IV, str. XXXI, XXXII, Por. r(Jwnież 
Kraj w obrazac/, 1899, fotografia z objaśnieniem Łuszczkiewicza. 
· Zob. ljg. Illustrowany, 1900. Nr. 21, str. 408 i 409. 
b Wieś Pławno leży koło Nowo-Radomska. 


połamano i nie rzucono w ogień i że po starannem, 
obecnie kosztem księcia Stefana Lubomirskiego odczy- 
szczeniu, możemy to dzieło oglądać i ocenić (TabI. IV i V). 
Przedstawia ono tak w polu środkowem, jak na 
skrzydłach otwartych w sześciu oddzielnych kom pozy- 
cyach sceny z żywota św. Stanisława rzeźbione, a na 
odwrotnych stronach skrzydeł dwie malowane postacie 
Chrystusa i :\Iaryi w pełnych figurach. W środku mamy 
przed sobą: I) Zabójstwo świętego i 2) Rozćwierto- 
wanie zwłok w obecności króla; na skrzydłach zaś, 
z lewej strony: 3) Piotrowina przed królem i 4) Kupno 
wsi, a z prawej: 5) Przesłuchanie świadków do kanoni- 
zacyi i 6) Złożenie zwłok do trumny I. Są tu zatem sceny 
rzadsze i nie zawsze w dziełach sztuki wyobrażane. 
Że rzeźby te nie wyszły z pod ręki \ \'ita Stwosza, ani 
też z jego szkoły, jak chce Luszczkiewicz - to nie 
ulega wątpliwości. Najmniejszego w nich niema śladu, 
ani w typach i postawach figur, ani też wdraperyach, 
tej stylizacyi, która tę szkoł
 znamionuje. Co więcej, 
powiedziałbyś nawet, że nie snycerz je wykonał, ale 
malarz, Nagromadzenie w każdej kompozycyi znacznej 
liczby figur, rozłożenie ich i ustawienie perspektywiczne 
i malownicze, wszystkie ich cechy z drobnostkowością 
i starannością szczegółów, z ich układem i traktowa- 
niem, mają przedewszystkiem charakter malarski. Dość 
jest się rozpatrzyć w tym utworze i zdać sobie z niego 
sprawę, aby się przekonać, że wykonany on być musiał 
w malarskiej pracowni i podług rysunków umyślnie 
w tym celu przez 
rtystę, który był malarzem, dostar- 
czonych. ProporC)'e figur, ich ruchy i wzajemny stosu- 
nek, rodzaj tła, nawet fałdów sukien, prowadzą do tego 
wniosku. Są to kompozycye bogate, rozwinięte w pełni, 
bez względu na przestrzeń i na technikę rzeźbiarską 
i snycerską; w tern wszystkiem, co je charakteryzuje, 
zupełnie różne od tych snycerskich wyrobów, któreśmy 
wyżej rozbierali i jakie znamy w naszym kraju. Klucz 
do ich zrozumienia i determinacyi dają nam nieomylnie 
odwrotne części skrzydeł. \V tym samym mistrzu, który 
malował tak piękne i niepospolicie pojęte postacie 
Chrystusa i Maryi, poznajemy zarazem twórcę całego 
tryptyku, przynajmniej pod względem kompozycyjnym 
i rysunkowym. On dał bezwątpienia snycerzowi do scen 
z żywota świętego wzory i podług nich, pod jego bez- 


.. 


Sceny te są illustracyą żywota świętego wedle tekstu Dłu- 
gosza. Rozćwiertowanie i przesłuchanie świadków wraz z przy- 
gotowaniem do kanonizacyi, wyjątkowo tutaj przedstawione, od- 
powiadają wiernie temu tekstowi. W pierwszej z nich 
..,milites, 
rege spectante, iussa perficiunt et corporis sacri partes per circu- 
itum disperguntc. W drugiej na pierwszym planie opat z Lubiąża, 
wraz z innym Cystersem, przesłuchują klęczącego między nimi 
stuletniego Gedkona, a w głębi arcybiskup gnieźnieński w towa- 
rzystwie biskupa wrocławskiego odczytują świadectwa cudów, wy- 
dobyte ze skrzynki, -kardynałowi Gaetani. (Długosz, Vita Sancti 
Stanislai, Opera, ed. Przeździecki, Vol. I. str. 67, 132, 133 i n.). 


.. 


r 
\
>>>
I 
t 


197 


STUDYA DO HI!STORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


198 


i 
ł 


pośrednim kierunkiem, zostały one wyrzeźbione. i\Iala- 
rzem zaś tym był nie kto inny, tylko najznakomitszy 
z tych, jacy wówczas w Krakowie przebywali - Hans 
Sues von Kulmbach. 
Chrystus błogosławiący ręką prawą, a w lewej 
trzymający kulę świata z krzyżem, o jasnych włosach 
i brodzie, w koronie cesarskiej na głowie, w płaszczu 
szkarłatnym i w tunice koloru stalowego i :\Iarya, 
zwrócona ku niemu, mająca również koronę jakby ce- 
sarzowej, ze złożonemi rękoma i pochyloną twarzą, 
w białej chuście, owinięta ciemno-niebieskim pła;zczem, 
występują przed nami na tle złotej, opatrzonej fren- 
dzlami zasłony i naj wymowniej o tern świadczą. 
Iiękki 
i płynny pędzel, użycie olejnych lazerunków dla nada- 
nia blasku barwom i emaljowej, przejrzystej powłoki - 
ruch i sposób pojt;cia tych wysmuklych, giętkich, z lekka 
przechylonych, jak w postaci .:\Iaryi kształtów - wska- 
zują na Kulmbacha , który tego rodzaju pojedyt1cze 
postacie na skrzydłach swoich tryptyków, nawet na tle 
takich samych zasłon, tak często malował: »in der, bei 
unserem Meister beliebten ruhigen Unterhaltung«, jak 
mówi ostatni jego biograf I. Szerokie i jasne w świetle 
powierzchnie draperyj przy zalamaniach w cieniu są 
też same jak we wszystkich nam znanych, a mianowi- 
cie krakowskich dziełach mistrza. Tak wplyw jakóba 
dei Barbari, jak Albrechta Dlirera, jest w tych figurach, 
ich postawie i ruchu, typach i draperyach widoczny. - 
Omylić się pod tym względem ani chwili nie można, 
a żywość kolorytu prawie, że wenecka, przypomina 
cykle z kościołów P. Maryi i św. Floryana. Użycie złota 
zamiast farby w koronach, w opasce spinającej płaszcz 
Chrystusa, jest także Kulmbachowi właściwe I!; tak, że 
przy wysmukłych proporcyach, delikatnych i pociągłych 
rysach, podłużnych rękach, o palcach cienkich i dlugich, 
przy tej miękkości i chwiejności niepozbawionej wdzit;ku, 
nie możemy sit; wahać. Figury te z pewnością wyszły 
z pod pendzla Kulmbacha. (Tabl. V.) 
Też same zasadnicze cechy znajdujemy z mezna- 
cznemi modyfikacyami w rzeźbie. (Tabl. IV,) Na tłach 
połączenie romanizmu z gotykiem, tak charakterystyczne 
dla artysty, jakeśmy nato w specyalnej naszej mono- 
grafii zwracali uwagę s. Przy gotyckich oknach i skle- 
pieniach w tych scenach, mamy nieomylne formy ro- 
mańskie w przedstawieniu Piotrowina przed królem, 
a pociąg do gór zamglonych w perspektywie odbił się 
w scenie Skalki. Baldachimy takie lub do nich zbli- 
żone, jak tutaj nad tronem królewskim, powtarzają się 


ł- 


, 
.. 



 


I Karl K o e l i t z, Hans Sues von K"lmbach und seine 
Werke. 1891. 
, Tamże, str. 37. 
a Maryan Sokołowski, Hans Sues von Kulmbach,jego 
obraJV' w Krakowie i jego mistrz Yacopo dei Barbari, Sprawo- 
zdania, T. II, 1884, str. 86 i 87. 


r 


w krakowskich obrazach; stroje figur, jakkolwiek pol- 
skie i wzorowane na otaczającej naturze, są też same, 
co w tych ostatnich. Czapki spi
zaste, czy ostro zakoń- 
czone, czy opatrzone workami z tyłu, a tak charakte- 
rystyczne, zawoje, turbany i kapoty z potrzebami, prze- 
noszą nas w ten sam świat. I toż samo da się powie- 
dzieć o typach ludowych, o polskich wąsach, zarostach 
i rysach. Figury są również wysmukłe i dlugie, a w wy- 
jątkowych wypadkach za krótkie znowu, co spada na 
karb snycerza, tak jak zresztą drewniana forma konia 
w scenie Rozćwiertowania, gdzie jednak i mimo tego, 
znać podkład rysunkowy mistrza; koń ten bowiem 
w charakterze głowy i wyrazie ludzkiego oka, tak jak 
w rysunku nóg, przypomina ciężkie konie w scenie 
ścięcia św. Katarzyny Aleksandryjskiej. jeżeli dodamy 
roślinność, trawę, liście krzewów czy kwiatów przed 
sadzawką Skałki, z całą ich dokładnością, to staną nam 
tern żywiej przed oczyma Kulmbachowskie cykle. Sceny 
te są same przeż się sk0l1czonyml obrazami i boga- 
ctwem szczególów rozsadzają snycerską technikę i z góry 
wskazane rozmiary i ramy, w których się nie mogą 
swobodnie pomieścić. \V niektórych figurach uderza 
niezwykła szlachetność. W scenie Zabójstwa poważna 
postać z laską w ręku, z długą brodą i turbanem na 
głowie, a zwłaszcza obok niej stojąca młodego huma- 
nisty w birecie i z łańcuchem na szyi; przy Sprzedaży 
wsi szlachcic w czepcu, tak pełen charakteru, a nawet 
na tern samem skrzydle król, o rysach 'polskich, ale 
tak różnych od typu jagiellońskiego - wyróżniają się 
od innych. Doszła nas w Niemczech dość znaczna ilość 
tryptyków rzeźbionych wyszlych z pracowni Kulmbacha, 
a nawet opatrzonych jego monogramem, ale na żadnym 
z nich, o ile nas pamięć nie myli, snycerskie kom po- 
zycye nie noszą tak wyraźnego piętna tego początku 
i pochodzenia, 
Przed kilkunastu laty w pracy mojej o Kulmbachu J 
twierdziłem, że obrazy tego artysty w kościołach P. Ma- 
ryi i św. Floryana z r. 15 14- I 5 I 6 dostaly się do 
Krakowa z Norymbergi. Na podstawie danych, któremi 
wówczas rozporządzałem, drogą metodyczną i ścisłą nie 
mogłem dojść do innych rezultatów. Od tego czasu się 
rzeczy o tyle zmieniły, że pokazała się w naszem mieście 
znaczna liczba nieznanych dotąd obrazów Kulmbacha. 
Oprócz wielkich cyklów z życia Katarzyny Aleksandryj- 
skiej i św. Jana Ewangielisty, tudzież skrzydeł będących 
własnością hr. Andrzeja Potockiego pod Baranami, 
a pochodzących również z kościoła l\1aryackiego, udało 
mi się resztki innych ołtarzów składanych tego ma- 
larza odnaleźć. Jeden fragment z popiersiem Świętej 
nabyłem sam do Muzeum Xx. Czartoryskich, drugi, 
wprawdzie popsuty i wykrojony z większej całości z przed- 


1 Tamże, Sprawozdania, T. II, str. 112.
>>>
ł 


199 


STUDYA DO HISTORYJ RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


200 


stawieniem Ucieczki do Egiptu, znajduje się dotąd 
w budynkach klasztornych na Skałce. :\Iuzeum Czartory- 
skich, już po ogłoszeniu mojej monografii, weszło w po- 
siadanie obrazu Śmierci NP. :\Iaryi, który' należał do 
nieistniejącego dzisiaj kościoła św. :\Iichała na \Vawelu, 
a był wykonany bezwątpienia pod kierunkiem i przy 
współudziale mistrza. Nareszcie w Muzeum śląskich 
starożytności od krylem przed laty zniszczony i ze- 
szpecony do niepoznania tryptyk, z pełną charakteru 
rzeźbą w środku i z całemi figurami świętych, ze św. 
Janem Ewangielistą, św. Urszulą, Barbarą i Katarzyną 
na skrzydłach, pod których ciężką powłoką i warstwami 


\V tryptyku tym mamy przykład rzeźby, wyszłej 
z niepospolitego i poza obrębem cechu, dla Bonerów 
czy dworu działającego warsztatu, o którym w aktach 
miejskich niema mowy i który zaspakajał tylko wyją- 
tkowe i wyższe potrzeby. Tryptyk w Zassowie (fig. 38), 
któremu z kolei poświęcimy słów parę, należy do innej 
kategoryi. Jest to również wyrób malarski, ale z miej- 
scowej, rodzimej, jeżeli nie małomiejskiej pracowni po- 
chodzący, na cechowym gruncie wyrosły i odpowiada- 
jący skromnym przeciętnym wymaganiom. Wieś Zassów 
w powiecie pilzneńskim, w dawnem województwie san- 
domierskiem położona, posiadała od zamierzchłej prze- 


.. 


, - - '---
- 
ł r- - 
, ł 1 .".....

. ,.- .
" -"łr...;....'..,
 ,- .ł
._ l 


 1'....01( . )i- ł' . P- 
'. I 
, I .' .- ..) 
ł , 
- I 
ł , ' l" ł 
t I t: 
. 
 . ł , 
. - f 
1 ',' '. 
\ l, , '
,,- ') 
II ł \. ,I 
'. 
ł .... 
 
ł -- . , 
, , 
 II 
. , ł / 
\" ł " ,. 
11, 
ł ! fi! 
...,... ł I 
\ 
I I , II' . ,-- ,-- 

. 
I I " I , ''T, ,} 
., 
t .. .,. I I l. .' I 
I , . ., 
ł I 
 '. "- r. , 
I ł , 
- I ł , .... 
, 
- .1) I ł "-"" 
I -, 
Fig. 38. Tryptyk \V Zassowie, 


farb późniejszych, można odgadnąć ten sam pendzel, 
jeśli nie tęż samą szkołę. Przy stosunkach tak bliskich 
patrycyatu wrodawskiego z krakowskim, z Bonerami 
i ich krewnymi z emigracyi \Vissemburskiej, domyślać 
się można, że i ten utwór z Krakowa pochodzi i tutaj 
był wykonany. Jeżeli się zważy, że między r. 1514- 
1518 nie znamy żadnego dzieła Kulmbacha wykona- 
nego w Niemczech - pierwszą z tych dat nosi wzór 
do witrażu, do tak zwanego »:\Iarkgrafenfenster« w ko- 
ściele św. Wawrzyńca w Norymberdze, na którem są 
przedstawieni Fryderyk Brandenburski i Zofia Jagiellonka, 
drugą zaś obrazy Hanowerskie - to się przyjdzie do 
przekonania, że tę czteroletnią lukę w płodnej i nieprze- 
rwanej twórczości malarza, dómaczy jedynie. i wypełnia 
działalność jego krakowska, jak z tego widzimy czynna 
i szeroka. :\liędzy r. 1 5 14- 1 5 1 8 powstały wszystkie 
nasze ołtarze i z tych czasów musi pochodzić i tryptyk 
wPławnie. 


szłości kościołek drewniany pod wezwaniem św. Klemensa t, 
który w ostatnich czasach ustąpił miejsca nowej muro- 
wanej budowie. Do tej ostatniej przeniesiono z ko- 
ściołka dawnego nasz ołtarz składany po niefortunnej 
i jaskrawej restauracyi. Przedstawia on w środku Ukrzy- 
żowanie z dwoma łotrami i znaczną ilością figur, na 
skrzydle lewem Ogrojec i Pojmanie Chrystusa, a na 
prawem Zdjęcie z krzyża i Złożenie do grobu. Odwrotne 
strony skrzydeł, pierwotnie opatrzone obrazami, są zu- 
pełnie starte. Na szczycie wśród strzelistych fijali wzno- 
szą się figury Zbawiciela, św. Piotra i Pawła. Ukrzyżo- 
wanie zwraca uwagę ze względu na rozwinięcie tej 
sceny i na niektóre rzadsze w naszych pomnikach 
ikonograficzne motywy, na żołdaków rzucających kości 
o sukni
 Pana, a szczególniej na centuryona z lancą 
w ręku, który palcem sięga do oka, dla pokazania 


1 


I Liber Bellefie. T. II, str. 259 i 427.
>>>
ł 


201 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


f 


zgodnie z legendą, że kropla krwi Chrystusowej mu 
wzrok przywróciła I. Rzeźba jest płaska, bez plastyki 
i wydatności, bez żadnych śladów wpływu snycerskiej 
techniki i wprawy, w kompozycyi i układzie, a nawet 
w wykonaniu pojęta w sposób malarski. Powiedziećby 
można, że jej twórca przeniósł ją bezpośrednio z wła- 
snego obrazu w drzewo. Znać w niej pokrewieństwo 
z innymi _ produktami mniejszych malarskich warsztatów 
w naszych wiejskich kościołkach. Stroje, a zwłaszcza 
zbroje, pancerze i _hełmy przy spiczastem obuwiu, wska- 
zują na pierwszą ćwierć XVI w. Krucyfiks środkowy 
z barokowym swym kartuszem został pod koniec w. 
XVII w głównej scenie dodany. 
\V ten 
posób, z czterech większych małopolskich 
snycerskich utw01
ÓW, których rozbiór obciążył i nad 
miarę rozszerzył naszą pracę - tryptyki w Książnicach- 
\Yielkich i Pławnie wyszły z pracowni krakowskich. 
Co zaś do tryptyków w Zywcu i w Zassowie, to mogły 
one mieć ten sam początek, ale kto wie, czy pienvszy 
nie jest śląskiego poch9dzenia, a drugi nie prowincyo- 
nalnym wyrobem. Illu
trują one wymownie to, coś- 
my powyżej powiedzieli
 Stawiają nam przed oczyma 
rzeźby powsiałew wars
tatach snycerskich, zarówno jak 
w malarskich, tak artystyczne jak rzemieślnicze, raz 
z charakterem górno- ;to znowu dolno - frankońskim, 
a nawet z tak zatartemi i mało znaczącemi cechami, 
jak w ostatnim z opisanych ołtarzy, że o nim pod tym 
względem nic powiedziec nie można. 
Na_ Podgórzu, w powiatach nowo-sądeckim, nowo- 
tarskim i gorlickim ocalały jeszcze cząstki średniowie- 
cznych rzeźb i tryptyków. \V klasztorze Klarysek 
w Starym Sączu znajdują się płaskorzeźby drewniane 
ze scenami z życia _ św. Jana Chrzciciela i św. Barbary 2, 
w Szczawnicy na szczycie wieży kościelnej porzucony 
cały ołtarz składany s, w Grynwałdzie kilka rzeźb ze 
scenami z życia 
Iaryi 4, nareszcie cały Ogrojec w Ptasz- 
kowej II i kilka figur nawet lepszych i mających większą 
wartość w Rzepienniku 6, w Krużlowej i w Grybowie 7, 
z których ostatnie stały się własnością Muzeum Naro- 
dowego. Pochodzą one z XV i z XVI w. Jeieli Jan 
Janda dostarczał robót do Przemyśla - to niejeden 
z krakowskich snycerzy mógł być tych resztek i frag- 
mentów twórcą. \Vpływ szkoły Wita, a zwłaszcza Sta- 
nisława Stwosza dałby się na niejednym z nich zaznaczyć. 


1 


, J a c o b i a V o r a g i n e, Legenda a"rea, ed. Th. Graesse, 
1890, str. 202. 
I Sprawozdania. T. IV, str. LXXXV. 
· Teka grona konserwatorów Galicyi zachodniej, T. I, 1900, 
str. 424. 
· Teka, str. 425. 
& Tamże, str. 156, fig. 24. 
· Tamże, str. 293, fig. 68. 
7 Tamże, str. 139, fig. 17 i str. 113, fig. 4. 


202 


3. Ten sam wpływ w kaidym razie możemy 
stwierdzić na niektórych zabytkach wielkopolskich. Dzięki 
inwentaryzacyi pomników Poznańskiego, tendencyjnej 
i niedokładnej, ale przeprowadzonej w całości, wiemy, 
że w tej dzielnicy dawnej Polski dochowało się jeszcze 
po dzisiaj [7 - 30 pozostałości tryptyków rzezbionych, 
razem z figurami na belkach tryumfalnych lub stojącemi 
luźno. Zaczynając od południa znajdują się one w \Vy- 
socku w pow. Ostrowskim t, w Krotoszynie 2, w Pako- 
sławiu koło Rawicza s, w Koźminie", w Zdzieszu koło 
Bod;:a li, w Jaraczewie koło Jarocina 6, Chwałkowie koło 
Szremu 7, w Krzywinie 8, w Szmiglu 9 w Prochach koło 
Szmigla 10, w Kościanie 11, w Głuchowie w Kościańskiem 12, 
w Skarboszewie w powiecie wrzesieńskim 13 i w Po- 
znaniu w kościele św. \V ojciecha na lewym brzegu 
Warty H, a dalej na północ i zachód w Tarnowie koło 
","ęgrowca a. W Dębogórach koło Wielenia 16 i w Cho- 
ciszewie w powiecie międzyrzeckim nad Obrą 17. Pomie- 
szczone w skromnych drewnianych kościołkach, lub 
z nich przeniesione do wspanialszych murowanych świą- 
tyń, tworzą one grupy lub wypełniają całe skrzydła, 
Są bardzo często powprawiane w barokowe ołtarze, co 
się najwięcej przyczyniło do ich ocalenia, niekiedy przy- 
bite gwoździami do ścian zewnętrznych kościoła, jak 
niegdyś nasze fragmenty rudawskie, np. w Krzywinie 18, 
to znowu ustawione w kapliczkach przydrożnych jak 


I Chrystus na krzyżu, św. Małgorzata i św. Jan Ewang. 
pliźny got. J. K o h t e, Verzeichniss der Ktlnstdenkmiiler der Pro- 
vinz J'osen, T. III, str. 331. 
· Św. Rodzina, w. XVI. J, K o h t e, T. III, str. 313. 
B 3 Królowie, św. Walenty i św. Katarzyna, późno gotyk, 
J. K o h t e, T. III, str. 238. 
· Środek tryptyku, J. Kohte, T. III, str. 198, fig. 197. 
& Św. Anna Samotrzecia z r. 1510, K o h t e, T. III, str. 321. 
8 Ukrzyżowanie i Złożenie do grobu. pełne uczucia i godne 
uwagi; w. XV. Kohte, T. III. str. 259. 
7 3 Kn',lowie i Złożenie do grobu, w. XV, tak jak w Jara- 
czewie, K o h t e, T. III, str. 291. 
· Piękne, barwne, w części złocone rzeźby. W środku Marya 
między św. Eustachym i Mikołajem i dwoma świętymi po bokach. 
W górze Wniebowzięcie. Ramy barokowe. Ehrenberg, Ge- 
schichte der Kunst im Gebie/e der Provinz Posen, 1893. str. 40. 
9 W kapli=:y św. Wita tryptyk, w środku Wniebowzięcie, 
a na skrzydłach Zwiastowanie, Nawiedzenie, Narodzenie i 3 Kró- 
lowie. J. Kohte, T. III, str. 149. Ehrenberg, l. C. str. 41. 
lO Św. Anna Samotrzecia, J. Kohte, T. III, str. 147. 
" Cały tryptyk, Zesłanie Ducha św. Grupa świętych w pre- 
delli i malowane skrzydła, K o h t e, T. III, str. 106, fig. 105. 
II Środek tryptyku, K o ht e, T. III, str. 154. 
.. Św. Rodzina. K o h t e, T. III, str. 292. 
Ił Grupa Apostołów z Wniebowzięcia, Kohte, T. II. str. 
39, fig. 23. 
'8 Środek tryptyku, Chrystus błogosławiący między Maryą 
a Anną, u spodu 3 popiersia proroków, Kohte, T. IV, str. 150. 
.. Skrzydła tryptyku z 12 apostołami, K o h t e, T. IV, str. 183. 
" Środek tryptyku, Marya z dzieciątkiem i małe figurki świę- 
tych, między któremi Katarzyna i Barbara, dobrze zachowane, 
późny gotyk, K o h t e, T. III, str, 110. 
,. Ehrenberg, l. c.
>>>
STUDYA 10 HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W- XV I XVI W. 


}'ig. 39. Rzetby z kościola w Ceglowie, 


20 3 


w Zdzieszu 1. W wyjątkowych jedynie wypadkach za- 
chowały pierwotny kształt i zastosowanie, \"szystkie 
powstały mniej więcej między r. 1470-1530. Rzezby 
w Vębogórach, Głuchowie i jaraczewie sięgają jeszcze 
XV w.; drugie przy późno-gotyckim swym charakterze 
pochodzą z pierwszych dziesiątków w. XVI. Najzna- 
czniejsza ich ilość przedstawia św. Annę Samotrzecią 
lub też świętą Rodzinę z dalszem czy bliższem pokre- 
wieństwem Zbawiciela. 'IV Głuchowie cały środek try- 
ptyku odnosi się do męczeÓstwa św. Apollonii, a mne 
do s c e n z ż y c i a 
Maryi i Chrystusa, 
Z patronów spotyka- 
my tutaj najczęściej 
św. jana Ewangeli- 
stę , Wal e n t e g o. 
Wawrzyńca, Miko- 
łaja i Floryana J a 
z patronek św. Bar- 
barę, Katarzynę i 
Urszulę. :\lożna być 
pewnym, że w tych 
przedstawieniach nie 
brak św, Stanisława 
i Wojciecha, chociaż 
inwentaryzator pru- 
ski o nich milczy, 
jakaś część tych 
snycerskich wyro- 
bów wyszła prawdo- 
podobnie z miejsco- 
wych warsztatów, 
O snycerzach po- 
znańskich nic wpraw- 
dzie nie wiemy, ale 
z malarzami pocho- 
dzącymi z ""Tielko- 
polski i tam wy- 
kształconymi jak się 
zdaje, spotykamy się 
często 2. \V r. 1584 cech malarski w Poznaniu liczył 
jeszcze 7 członków 8. Były między tymi wyrobami za- 
pewne i takie, które zawdzięczały swój początek war- 
sztatom śląskim, a przedewszystkiem wrodawskim, ale 
nie ulega wątpliwości, że i Kraków w tej produkcyj 
grał wybitną rolę. 


I 


1'- 


.. . 
t 


--'.,.
 


'" 
-. 


I " 
I - :: 
'ł 
I __o 
-A- . 
. 
\.-\ 
I 


.. 


. .,,;!, 


, 
 
. . \'1 


\ \. 


.- , 


I 
I 
I_ 
I 


lu 


, 


L 


I K o h t e, l. c. 
I Jeszcze w XV w. i to bardzo wczesme przyjmują prawo 
miejskie w Krakowie, w r. 1436 Matias pictor de Szreda, 1453 
Johannes pictor de Leszna, w r. 1460 Jacobus pictor de Poznania. 
(G r a b o w s k i, Skarbniczka, str. 39, 40. R a s t a w i e c k i, Slownik, 
T. III, str. 238, 318). 
· Zob. Łuk a s z e w i c z, Obraz historyczno-statystyczny miasta 
Poznania w dawniejszych czasach, 1838, T. I, str. 429. 


204 


J. 


Z trzech tryptyków, któreśmy przed laty oglądali 
i które Kohte w niedostatecznych zresztą podobiznach 
publikuje, w Poznaniu, w Kościanie i Koźminie, ten 
ostatni ma najbliższe pokrewieństwo z Krakowem. Kiedy 
w pierwszych znać tylko ogólny górno-frankoński cha- 
rakter, jeżeli słabe reprodukcye nie mylą 1 - to ołtarz 
koźmiński przedstawia tak widoczne naśladownictwo 
wielkiego ołtarza :\Iaryackiego, że nmsiał być wykonany 
przez ucznia \rita Stwosza. Kompozycya głównej sceny, 
wprawionej dzisiaj w ramy barokowe, jest powtórzeniem 
. . 
z pewnymI warJan- 
tarni Uśpienia w kra- 
kowskim poliptyku. 
\\'idzimy tu wpraw- 
dzie motyw nowy 
i rzadki, a zapewne 
warunkami miejsco- 
wymi czy życzeniem 
donatora wywołany. 
Św. Tomasz klęczy 
przed Maryą i przyj- 
muje z jej rąk opa- 
skę 2. La cinto/a ta 
jednak, tak powsze- 
chna w sztuce wło- 
skiej, a tak wyją- 
tkowa u nas, tego 
pokrewieństwa z oł- 
tarzem Maryackim 
nie zaciera. Inne 


ł 


-----ł 


? 


\. 


...-.. 


:, 
.., - 


l- 


) 


J 


:- 


, 


).', 


,I 
I 
I 


, .. 


figury mImo tego 
obcego motywu z ca- 
łym swoim rozkła- 
dem są naśladowane 
z naszego ołtarza. 
,--\postoł środkowy, 
który podtrzymuje 
Mary
, Marya klę- 
cząca i zwrócona do 
nas profilem, w stro- 
ju takim samym i tak samo udrapowanym, Andrzej 
z kociołkiem po lewej stronie, a nawet jan, mimo 
innego typu - wszystko to jest jednakowe w obu 
utworach. Rzeźby te datują już z XVI w., jak cały 
charakter i szerokość traktowania dowodzi i ze Stani- 
sławem Stwoszem nie mają nic wspólnego, ale naj- 
wymowniej świadczą, jak wielkie wrażenie ołtarz 1\Ia- 
ryacki na współczesne i późniejsze pokolenia wywierał 
i jak daleko sięgał wpływ starego Stwosza. Można 


I 


l, 


I '. 


I K o h t e, l. c. T. II, str. 39, fig. 23 i T. III, str. 158, fig. 
105 i 106. 
I Legenda attrea, I, c. Cap. CXIX, De assumptione sanctae 
1\lariae virgini
, str. 509, 


ł 
I
>>>
ł 


20 5 


STUDYA DO HISTORYJ RZKŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


206 


Fig-. 40. Św, Krzysztof. Figura z tryptyku 
w kościele św. Marcina w \Varszawie. 


ł 


byc pewnym, że dokładniejsze zbadanie innych rzeźb 
wielkopolskich doprowadziłoby w wielu wypadkach do 
podobnych wyników. 
Łuszczkiewicz w pobieżnych swych zapiskach I wy- 
mienia kilka średniowiecznych figurek w Zawodzie pod 
Kaliszem i podnosi scenę środkową tryptyku zachowaną 
dobrze z przedstawieniem św. Anny Samotrzeciej w Lu- 
baniu koło \Vłodawka. :\IÓwi on rÓwnież o wprawionej 
w ołtarz barokowy kościoła podominikańskiego \V Sie- 
radzu - »płaskorzeźbie polichromowanej ze Zdjęciem 
z krzyża o bogatej kompozycyi 
w duchu średniowiecza, z zachowa- 
niem nawet kostiumów tej epoki«. 
Zabytków tych nie znamy i nic o nich 
nie możemy powiedzieć. 
4. Na :\Iazowszu dochowały się 
figury drewniane dwóch ołtarzy sza- 
fiastych \V Cegłowie, koło Nowo- 
Mińska, któreśmy tutaj publikowali 2, 
a obecnie dla porównania powta- 
rzamy (fig. 39) i w War s z a w i e 
w kościele św. .Marcina. Pierwsze 
przedstawiają N. Pannę z dziecią- 
tkiem na półksiężycu, z dwoma chło- 
piętami, którzy fałdy jej sukni pod- 
trzymują, św. Jana Chrzciciela 
z barankiem i św. Stanisława z Pio- 
trowinem. Są one polichromowane 
i złocone. \r ypełniały środek tryp- 
tyku, mającego do niedawna jeszcze 
skrzydła rzeźbione z jednej, a ma- 
lowane z drugiej strony, ze św. 
Barbarą, może Dorotą, Katarzyną 
i Teklą ze lwem pod nogami. Co 
do drugich, to jest ich trzy. \Vy- 
obrażają one św. Krzysztofa (fig. 40), 
Gaudentego biskupa Nowary, czy 
Ambrożego Ojca kościoła (fig. 4 I) 
i św. Erazma Antiochejskiego, jedne- 
go z 14 Pomocników s (fig. .p). 
Św. Krzysztof kroczy przez wodę z pałką w ręku 
i z prześlicznem dzieciątkiem na barkach, które się ku 
niemu miłośnie pochyla i trzyma kulę świata; dwaj 
drudzy jako biskupi w pontyfikalnych strojach, w infu- 
łach szerokich końca XV w. i ze swymi atrybuta- 
mi, jeden z kościołem dedykacyjnym w dłoni, a drugi 
z tern narzędziem męki, około którego są owinięte jego 
wnętrzności. Dwie ostatnie z tych figur są znacznie więk- 
sze od pierwszej i nie tylko ta różnica wymiarów, ale 


, 


"'" 


, 


I Wf. Ł u s z c z k i e w i c z, Encykl. kościelna, l. c. str. 70. 
, Sprawozdmzia, T. VI, str. ClI. 
a Por. Przegląd katolicki, 1887. Nr. 43, str. 673-676. 


ł 


.":h 


sposób traktowania dowodzi, że dopełniały się na- 
wzaJem 1 że figura pierwsza wchodziła \V skład innej 
grupy, a \V każdym razie inaczej od nich i na innem 
miejscu była ustawiona w tym samym ołtarzu, Zamknięcie 
w oznaczonych granicach i skrępowanie ich ruchu przy 
stosunkowej swobodzie, jaką się św. Krzysztof odznacza, 
prowadzi do tego wniosku, Polichromia przy złocie 
różnobarwna; pastorał św. Erazma dodany w epoce ba- 
rokowej. Rzeźby z Cegłowa są może nieco grubsze, 
mniej staranne, ale za to miększe w modelunku i do- 
tknięciu, warszawskie mają więcej 
precyzyi i ostrości i może na wet 
twardości do pewnego stopnia, ale 
jest między niemi, tak w typach, 
jak w całym charakterze i sposobie 
wykonania znaczne pokrewieństwo 
i to do tego stopnia, żeby nie było 
nic dziwnego, gdyby były wyszły 
z jednego warsztatu. Jest to tern bar- 
dziej prawdopodobne, że oba te 
kościoły, tak w C e g ł o w i e, jak 
w \Varszawie należały do August y- 
anów i że ich budowy, od których 
zawisło urządzenie wewnętrzne, a za- 
tem i powstanie rzeźb naszych - 
datują z tego samego czasu. Ks. 
Ziemowit 
Iazowiecki uposażył za- 
kOl1l1ików warszawskich reguły św. 
Augustyna wraz ze szpitalem przez 
nich obsługiwanym darowizną Ce- 
głowa w XIV w., a chociaż z cza- 
sem miasteczko Cegłów przeszło na 
własność biskupów poznańskich, to 
probostwo wraz z kościołem zostało 
przy Augustyanach i przy kościele 
szpitalnym św. 
Iarcina w \r arsza- 
wie 1. Zdaje się też, że Augustyanie 
w drugiej połowie XV w. wznieśli 
z cegły oba te gotyckie kościoły II 
i że byli jednocześnie fundatorami 
ołtarzy szafiastych, z których pochodzą nasze rzeźby. 
Realizm typów, tak uderzający w figurach św. Ambro- 
żego czy Gaudentego, Erazma i Stanisława w Cegło- 
wie, przy łamanych i kątowatych draperyach, chociaż 
tak różny stylizacyą od realizmu i kątowatości Wita 


l 


'- 


, 
. I 


", 


l J. Łuk a s z e w i c z, Opis historyczny kościołów parochial- 
nych w dawnej dyece
i poznańskie;, 1863, T. III, str. 91 i str. 
205, nota. 
t Por. Słownik geogr. T. I, str. 530 i T. XIII, str. 40 i 64. 
Budowę kościoła w Cegłowie przypisuje tradycya ks. Annie Ma- 
zowieckiej, tak jak wszystkie nieledwie murowane kościoły tych 
czasów na Mazowszu. Może być zresztą, te ks. Anna się do jego 
wzniesienia przyczyniła. Co do kościoła św. Marcina w Warszawie 
to musiał on powstać jednocześnie ze szpitalem koło r. 1444. 


..
>>>
-
 


2°7 


STUDYA DO HI"TOJ{Y1 RZEŹBY W I'OL'iCE W XV I XVI W. 


208 


Fig. 41. Sw. Gaullenty. Figura 2 tryptyku 
w kościele św. 1....larcina \\" \VarS2a\\ ie. 


Stwosza w obu wypadkach - wskazują na górno- 
frankońskie wpływy i kto wie czy nie na miejscowy 
warszawski początek. Od XV w. spotykamy w \\" ar- 
szawie malarzy, którzy mogli być snycerzami zarazem, 
a niektórzy z nich nawet dorabiali się fortuny i sta- 
nowiska, coby świadczyło o pewnem Jkh znaczeniu. 
i\liędzy r. 1428-1459 pojawia się waktach miejskich 
warszawskich malarz Piotr ł. w r. 1443 Jan z v\' ęgrowa 2, 
w 1449 malarz Mikołaj, właściciel domu na Starem 
Mieście 8, a na przejściu do w. XVI 
i już w r. 1508 malarz Piotr Broda, 
który nietylko posiadał dom na je- 
dnem z warszawskich przedmieść, ale 
został lawnikiem i jednego z synów 
oddał do rlugustyanów". Niektórzy 
z tych malarzy pobierali nauki w Kra- 
kowie, drudzy w śląskiej stolicy, Koło 
r. 1488 przebywał pięć lat jako uczeń 
»Niklas Polin« z \Varszawy w war- 
sztacie Jakóba Reynhardta, najbardziej 
wziętego i głośnego malarza i snycerza 
w końcu XV w. w Wrocławiu!, \V wy- 
robach tego warsztatu przeważał bez 
wątpienia, tak- jak w całej śląskiej 
i wrocławskiej snycerskiej produkcyi, 
charakter górno-frankoński, coby się 
tak godziło z naszemi rzeźbami. 
Ten wpływ południowo-niemiecki, 
z Norymbergi i \\'urzburga płynący, 
któryśmy poznali we wszystkich nie- 
ledwie naszych snycerskich zabytkach, 
rozciąga się i dalej na północ. Naj- 
lepiej tego dowodzą ołtarze szafiaste 
i rzeźby drewniane Prus \\'schodnich 
i Zachodnich w ostatnich czasach zin- 
wentaryzowane. \\T prawdzie tutaj, z nad 
brzegów Renu i \Vestfalii, a następnie 
z Niederlandów przez Szleswig, Szweryn 
i Lubekę oddziaływa prąd inny, ale 
w najznaczniejszej ilości wypadków 
wpływy południowo - niemieckie biorą 
górę. Snycerze wykształceni we fran- 
końskich warsztatach osiedlają się w miastach pruskich, 
zastosowują do miejscowych wymagań, nadają swoim 
tryptykom formy przejściowe i przypominające do 
pewnego stopnia północny układ, pozostają jednak 
w całem wykonaniu, w stylu i charakterze wierni 


I 
. 
lł 



 
.,.
 


., 


-. 


I Rastawiecki, Slownik, T. II. str. 105 i 106, 
I Tamże, T. III, str. 239. 
I Tamte, T. II, str. 315 i 316. 
· Tamże, T. III, str. 145 i 144, 
I A. S c h u l t z, Urkundtiche Geschichte der Breslatter Mnler- 
Innung. str. 74. 


\ 
\. 


swemu pochodzeniu i nauce. Ołtarze dopiero takie, 
jak w Kartuzach koło Gdańska I, jak w Suchowie 2 
i w Pruszczu (Prust) w tej samej okolicy 9, jak w \Valten- 
dorf w Natangii ", czy w Brunsberdze w \\' armii II 
mają zupełnie inne i wyłącznie północne znamiona. Są 
to albo szeregi świętych, jednych koło drugich w równo- 
ległych do siebie rzędach, albo kompozycye z maleńkich 
figurynek, misternie nieraz wyrzeźbionych i ustawionych 
w perspektywiczny sposób, które się zawsze prawie 
grupują około centralnego" i górują- 
cego nad całością Ukrzyżowania. 
Z tego przeglądu moie zbyt szcze- 
gółowego i obejmującego tak szeroki 
horyzont, na którym jedne zabytki 
występują z zupełną wydatnością, a dru- 
gie są zaledwie zaznaczone i gdzie 
na tle iycia przeważnie rzemieślniczego 
wyłaniają się raz silniejsze to znowu 
slabsze objawy artystycznej twórczo- 
ści - widzimy, jak wielką rolę gra \-rit 
Stwosz i jego szkoła. Tak stary mistrz 
norymberski, jak jego syn Stanisław, 
mają największe znaczenie, a wielki 
ołtarz :\Iaryacki, jako »standard-work« 
tej snycerskiej działalności, góruje nad 
innymi. l\lożemy go rozpoznać nie- 
ledwie z każdego punktu widzenia. 
Kształty jego i motywy odbijają się 
w rozmaitych utworach i centrach, raz 
silniej to znowu słabiej jak się zdaje, 
odpowiednio do odległości, co wszakże 
nie przeszkadza, że obok niego po- 
wstają dzieła mające inny charakter. 
Przegląd ten następnie pozwolił nam 
stwierdzić, jak w naszych snycerskich 
warsztatach pomysły i formy przecho- 
dziły z jednej pracowni do drugiej 
i jakim ulegały transformacyom, jak na 
rzeźbę w drzewie oddziaływały inne 
techniki, kamieniarstwo, malarstwo, 
złotnictwo, a nawet dzięki inicyatywie 
Stwosza, przez rozpowszechnienie form 
i pomysłów, rytownictwo na miedzi. Udało się nam 
pewną ilość tych zabytków zdeterminować i wskazać 
warsztaty, które im dały początek, ale pozostała zna- 
czna ich jeszcze ilość, których pochodzenia bliżej oznaczyć 
nie byliśmy w stanie. 


. 



 


I 
I 


) '. 


.. 


. 


I 


\ 


'$ 
$
:' , 


. 


. 
 


I H e y s e, Die Bm/- und Kunstdenkmiiler der Proz1inz 11 est- 
prt'tlssen, T. I, str, 18. Beilage 2, 
Ił Tamże, str. 30, Beilage 5. 
I Tamże, str. 130, Beilage 7. 
· A. B o e t t i c h e r. Die Batt- u1td Ktms/denkmiiler der P
o- 
vmz Ostprettssen, Hft. II, str. 177 i 178, Tabl. V. 
I Tamże, Hft. IV i VIII, Nachtrage, str. 60, flg. 46.
>>>
209 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


210 


) 
 
If' 


Fig. 42. Św. Erazm. Figura z tryptyku 
w kościele św. Marcina w \Varszawie. 


. 


Przechodzimy obecnie peryod wstępny badań. 
Chodzi nam i chodzić przedewszystkiem musi o wielkie 
grupy i o wykazanie na podstawie analizy, do jakiej 
z nich dany zabytek należy. VV miarę dalszych prac 
i studyów, nie tylko nad rzeźbą, ale nad malarstwem, 
serye tych grup coraz się ściślej będą określać, a po- 
szukiwania archiwalne, razem z inwentaryzacyą kraju, 
wydobyć jeszcze mogą na wierzch nieznane dotąd 
pomniki i fakty, które z rezultatami analizy zestftwione, 
rozjaśnią widnokrąg i kto wie, czy 
nie pozwolą nazwać każdej z nich po 
imieniu. jeżeli zważymy, jak w kilku 
latach ostatnich nauka u nas postąpiła 
i jak z niepewności, ze mgły i chausu, 
zaczęła dochodzić do pewnych wyni- 
ków, jak analiza artystyczna na za- 
chodzie zaostrzyła obserwacyę i wyro- 
biła się na narzędzie ścisłe i w wielu 
wypadkach nieomylne, to przyjdziemy 
do przekonania, że postępując tąż samą 
drogą - nie pobłądzimy. Obraz się 
wówczas wypelni i w szczegółach wy- 
kończy, ale już dziś, jak sądzimy, stoi 
w ogólnych zarysach i w zasadniczym 
swym zrębie jasno przed naszemi oczy- 
ma. W szystkie jego części składowe 
łączy ze sobą wspólny im charakter 
frankoński w dwóch swoich różnych 
odmianach i zespala z potężnym pniem 
sztuki niemieckiej. Snycerstwo nasze 
XV i XVI w. jest tylko gałęzią sny- 
cerstwa niemieckiego, zaszczepioną 
przez kolonizacyę niemiecką na na- 
szym gruncie, ale wyrosłą i rozwiniętą 
w naszej własnej atmos\ferze. Czy 
posiadało ono cechy miejscowe, czy 
i o ile się przyczyniło do wyrobienia 
polskich rzemieślników i artystów, czy 
nareszcie między tymi snycerzami, 
którzy je uprawiali, byli Polacy i kiedy 
się zjawiają? 
vViek XV - to wiek joanny d'Arc, 
Hussytyzmu i Grunwaldu, wiek budzących się narodowo- 
ści. język polski zaczyna się wyrabiać, znajdować wyraz na 
wypowiedzenie wyższych uczuć i myśli i jednocześnie roz- 
szerzać i rozpowszechniać. Przysięga, którą składa \\- oj- 
ciech jastrzębiec, kanclerz JagieUy, w r. 1420 po swych 
niefortunnych układach z Krzyżakami w \\; rodawiu, jest 
wypowiedziana w całem swem szczegółowem brzmieniu 
po polsku 1. Zofia, piękna księżna Szczecińska, która 
w roku 146 I błaga Kazimierza Jagiellończyka o wzglę- 


/(' 
c 


'I 


, 


ł 


. 


. 


. 


l S t a n i s ł a w S m o l k a, Szkice historyczne, T. I, 1882, str. 268. 


" 


dność i łaskę pod Chojnicami dla swego męża Eryka, 
używa mowy polskiej i tem, jak się zdaje, największe 
wywiera wrażenie na króla i jego otoczenie 1. Co zaś 
najważniejsza, żywioł polski po miastach a w szcze- 
gólności w stolicy kraju się wzmaga i mnoży, objawia 
się coraz silniejszy ruch odporny przeciw germanizacyi 
i kraj zalegającym obcym przybyszom. Nie tylko szlachta 
żąda, aby beneficya duchowne udzielane były wyłącznie 
Polakom, nie tylko coraz częściej pojawiają się głosy 
i skargi przeciwko powszechnym pod 
tym względem nadużyciom, ale w po- 
łowie stulecia powstają zaburzenia po. 
miastach przeciw Niemcom. \\. r. 1444 
w v"ilnie mieszkańcy miejscowi wypę- 
dzają w czasie zimy nauczycieli nie- 
mieckich i to bez względu na to, czy 
są wolni, czy mają rodziny, nad czem 
ubolewają gdańskie źródła współcze- 
sne 2, a w Krakowie są tak częste 
zajścia i spory między Niemcami i Po- 
lakami wśród rzemieślników, że w r. 
15°1 miasto dla zapewnienia spokoju 
nakazuje im zbierać się w oddzielnych 
gospodach s. T en coraz bardziej ro- 
snący prąd narodowego życia i naro- 
dowej samowiedzy wpływa na po- 
wolne i zrazu mało znaczące, lecz 
z czasem doniosłe polszczenie się ży- 
wiołu niemieckiego. Jeżeli odnośnie do 
snycerzy nie możemy tego wykazać, 
to wśród malarzy tego czasu spoty- 
kamy często nazwiska, czy przezwiska 
polskie. VV r. 14-ł-6 przyjmuje prawo 
miejskie Johannes Czesia pictor 4, w r. 
1466 Jan Wielki II, w 1470 Stanisław 
Oleszky 6, w r. 1477 Johannes dictus 
Drwal 7, w r. 1489 johannes Goray 
dictus Gorayski 8 i inni, W XVI w. Kra- 
ków się zupelnie i ostatecznie polszczy 
i w tym procesie zespalającym obce 


/ 


l Długosz ed. Przeździecki, Historia, 
T. V, str. 322-323. Por. Bielski MarclO, Kronika, ed. Gałę- 
zowski, T. V, str. 106. 
· Chodziło tu o szpiegów krzytackich, jakimi ci nauczyciele 
byli bezwątpienia , ale odbywało się to w każdym razie na tle 
wielkiego ruchu narodowego. Zob. H i r s C h, Danzigs Handels- 
IInd Gewerbsgeschichte, 1858, str. 171. 
· G r a b o w s ki, Staro
tnicze wiadomości o Arakowie, 1852, 
str. XI. Piekosi ński, Przywiltje, T. I, str. 472. Bruno Bucher, 
Die alten ZlInjt- IInd Verkehrsord. der Stadt Krakali, str. 106. 
· Grabowski, Skarbniczka, str. 40. 
fi Tamże, str. 55, Rastawiecki, Slownik, T. III, str. 47,48. 
B G r a b o w s k i, Skarbniczka, str. 40. 
7 Tamże, str. 175. 
8 Tamże, str. 41. Rastawiecki, Slownik, T. III, str. 215. 
14
>>>
211 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


212 


naleciałości Z narodem i rozkładającym zbity i twardy 
dotychczas konglomerat niemieckiej kolonizacyi, aby go 
rozpuścić w żywiole miejscowym i organicznie zwią- 
zać z całością społeczeństwa - grają nie małą rol
 
»Germani polonicati«, na których tak narzeka w latach 
.15 19 i 1520 Rudolf Agricola w listach do Vadiana 1. Z na- 
tury rzeczy liczba nazwisk polskich wśród rzemieślników 
i artystów staje si
 coraz wi
ksza i jeżeli najznaczniej- 
sza ich ilość należy do kategoryi tak zwanych »prze- 
mianek«, to wątpić nie można, że tak poprzednio jak 
zwłaszcza teraz są mi
dzy temi nazwiskami takie, które 
oznaczają Polaków. W każdym razie warunki twórczości 
si
 zmieniają, każdy obcy przybysz ma koło siebie 
inne otoczenie, inne typy, twarze, stroje i obyczaje 
i wszystko to odbija si
 i odbijać musi w tych dzie- 
łach sztuki, obrazach i rzeźbach, które z pod jego r
ki 
wychodzą. Zrazu tego nie widać. Najstarsze nasze tryp- 
tyki, z ołtarzem Maryackim na czele, wyglądają jeszcze, 
jakby były wśród samych Niemców wykonane. Figury 
ich, twarze i stroje są wyłącznie niemieckie i toż samo 
powtarza si
 w innych tryptykach, które nas z X V w. 
doszły 2. Ale w w. XVI, a zwłaszcza w drugim jego 
dziesiątku jest inaczej. W »vVieczerzy pańskiej « p. Strza- 
łeckiego, w tryptyku Stanisława Stwosza u P. :\Iaryi 
i w Wieniawie, nareszcie w tryptyku wPławnie, wy- 
szłym z pracowni Kulmbacha, odźwierciadlają si
 już 
w pełni nast
pstwa tego społecznego procesu. Świat 
polski wyst
puje w tych snycerskich wyrobach ze 
wszystkiemi swemi właściwościami na scen
 i przy obcym 
nieraz akcencie przemawia do nas swojskim jtzykiem, 
co nadaje tym utworom miejscowe pi
tno. 
Doszły nas dwie zapiski odnośne do artystów ów- 
czesnych, rzucające światło na rodzaj ich twórczości 
i na środowiska, w których żyli. Jedna pochodzi z dru- 
giej połowy XV w, i znajduje sit w aktach rektor- 
skich Uniwersytetu, a druga z końca XVI, w aktach 
ławniczych bydgoskich; pierwsza jest łacińska, a druga 
polska. Z pierwszej pod r, 1470 dowiadujemy si
, że 
malarz Stanisław z Krakowa wypożyczył studentowi 
Markowi z Koszyc ksi
g
 »de Vita Antichristi et XV 
signis« i że tenże zobowiązał si
 mu ją zwrócić pod 
karą ekskomuniki II. W drugiej z r. 1598 czytamy skarg
 


, Die Vadianische Briifsammlung der .stadtbibliothek St. 
Gal/en, herausg. von Emil Arbenz, T. II, 1894, str. 309, Nr. 216, 
str. 242, Nr. 165. Por. M o r a w s k i, Historya Uniwersytetu, T. 
II, str. 288. 
· Może być bardzo, 
e polskie typy już w końcu XV w. 
zaczęły się tu i ówdzie w snycerskich wyrobach warsztatu Stwo- 
sza pojawiać, chociaż nas żaden tego rodzaju zabytek nie doszedł. 
Domyślać się tego pozwalają figury opolskim charakterze w pierw- 
szych pracach Stwoszowskich w Norymberdze, ktlJre powstały 
zaraz po opuszczeniu przez tego mistrza Krakowa. 
· Wisłocki, Acta rectoralia, Nr. 153. Por. W. L. Schrei- 
b er, Jlfanuel de l' amateur de la gravure sur bois et sur metal 
au XV siec/e, 1895, T. VII, str. VIII i IX, Tabl. LV, LVI i LVII, skąd 


malarza Filipa na towarzyszy malarskich, którzy go na- 
padli, skoro wieczorem wracał do klasztoru, gdzie miał 
zapewne jakieś dekoracye w robocie i pokaleczyli; jeden 
z nich pchnął go szpadą dwa razy w łokieć, za co 
otrzymał »mułtanem«. Jaki był powód tego napadu, 
skarżący si
 nie wie i nie rozumie, tembardziej, że po- 
życzał im kamieni do tarcia farb i » Owidiusza«, kró- 
rego mu jeszcze nie zwrócili 1. Z zapisek tych widzimy, 
że na
i malarze byli właścicielami książek, których illu- 
stracye służyły im prawdopodobnie za wzory do ich 
własnych kreacyj, a w każdym razie rozszerzały widno- 
krąg ich umysłowy i stawiały ich na wysokości czasu 
w dwóch różnych epokach historyi. Staje nam w nich 
przed oczyma cały stosunek sztuki do piśmiennictwa 
w każdej z tyćh epok, do panujących poj
ć i wyobra- 
żeń i do ich kulturalnego nastroju. Sądzimy zatem, że 
warto było zapiski te podnieść i wydobyć z zapomnienia. 
Alt
llchryst i Owidiusz / Czy może być wi
kszy 
kontrast? Gdyby nas żadne inne wiadomości o tych 
stutrzydziestu latach nie doszły, które rozdzielają ma- 
larza krakowskiego od bydgoskiego, Stanisława od 
Filipa - tobyśmy na samo wspomnienie tych tytułów 
na tle ekskomuniki z jednej strony, a brz
ku szpad 
i zgiełku z drugiej - odczuli, że zamknął si
 w nich 
peryod olbrzymiej ewolucyi kulturalnej i moralnej ze 
wszystkiemi swemi nast
pstwami. Żeby wytrącić naszym 
malarzom z rąk jedną z tych książek, a na jej miejsce 
włożyć drugą - na to potrzeba było zupełnego try- 
umfu humanizmu nad scholastyką, cywilizacyi włoskiej 
nad niemiecką we wpływie na naszą kultur
, wskrze- 
szenia świata starożytnego w czci i kulcie ludzi, zakoń- 
czenia wieków średnich i rozpocz
cia nowoczesnej ery. 
Przez ten czas snycerstwo w twórczości artystycznej ustą- 
piło na drugi plan, a kamieniarstwo i rzeźba w marmurze 
zacztły grać główną rolę, - przyszedł Rej i Kochanowski 
i zjawił się największy rzeźbiarz polski tych czasów, 
Jan :\Iichałowicz z tJrz
dowa, tak malo dotychczas znany, 
zasługujący na szczegółowe opracowanie i na specyalną 
monografię. 
Na zapytania postawione wyżej nie mogliśmy dać 
zadawalniającej i bezpośredniej odpowiedzi, ale w tym 
przebiegu rzeczy i w tych kolejach dziejowych mieści 
S1(
 na me odpowiedź pośrednia. 
19 00 Październik - 190 I 
 wiecień. 


t 


........... 


możemy mieć dobre wyobrażenie o xylograficznych illustracyach 
do Antichristtts et Quindecim signa. O wydaniach niemieckich 
i francuskich, zob. L. Hain, Repertorium Bibliograph. Vol. I, pars 
I, 1826, str. 120, Nr. 1150, 1151, 1152. 
I Rastawiecki, Słownik, T. III, str. 512. Wydań Owidiusza 
illustrowanych z drugiej połowy XVI w. jest wiele. Najbardziej 
podręczna: JJletamorphoses, argumentis brevioribus ex Luctatio 
grammatico collectis expositae, tma cum vivis singular, transjor- 
mationum iconibtts in aes incisis, Atwerp. 1596. (E b e r t, Al/g. 
Bibliogr. Lexicon, T. II, str. 269, Nr. 15440).
>>>
21 3 


STUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


21 4 


VI. Wpływ snycerstwa krakowskiego i szkoły 
Wita Stwosza na kraje sąsiednie. 


Rozkwit snycerstwa krakowskiego oddziaływał nie 
tylko na Mało- i \\Tielkopolskę, na miasta i ziemie 
wchodzące w skład państwa polskiego, ale w najświetniej- 
szej epoce i na kraje ościenne, na Spiż, Siedmiogród 
na Śląsk. 
Co do Spiżu, to kultura w tym bogatym kraju 
w tych czasach w takiej pełni rozwinięta i w pomnikach 
dotąd tak obficie i dobrze dochowanych o tym rozwoju 
świadcząca - była w znacznej części samoistna i od 
nas niezależna, chociaż ze względu na swój tak bliski 
i bezpośredni stosunek do naszych miast podgórskich, 
nas bliżej obchodząca. Snycerstwo szczególniej w mia- 
stach spiskich, razem z malarstwem, musiało stać 
i stało bez wątpienia wysoko, a przynajmniej w arty- 
stycznej miejscowej produkcyi grało niemałą rolę. Na 
podstawie okazów po dzisiaj dochowanych, w takich mia- 
stach jak ku wschodowi wysunięty Bardyów nad Teplą, 
jak Keszmark nad Popradem, Lewocza, jak dalej na 
zachód i za Liptowskiemi górami leżąca Bystrzyca 
(Neusohl), nie mówiąc o mniejszych osadach, tak wę- 
gierscy jak miejscowi badacze doszli do przekonania, 
że ołtarzy szafiastych w latach przez nas wskazanych 
i na przejściu ze średnich wieków w renesans, przy- 
puszczać wypada w tym kraju 500-600, jeżeli nie 
więcej I. Prawdopodobnie wszystkie, nie wychodząc poza 
średnią miarę wartości, powstawały na miejscu i były 
dziełem miejscowych malarzy i snycerzy, których imiona 
i przezwiska, bez bliższych objaśnień i z tak skąpemi 
zresztą do ich życia i działalności datami jak u nas 
i wszędzie - nas doszły. Znamy takich wybitnych kamie- 
niarzy i rzeźbiarzy jak Stefan Krom z Koszyc, zajęty 
koło r. 1430 pod nazwą Stefana Kromawer przy bu- 
dowie kościoła św. Szczepana w \\'iedniu i jeszcze w r. 
1464 we własnej ojczyźnie czynny j!; takich snycerzy 
i malarzy jak Mikołaj i Jakób, urodzonych i działają- 
cych również w Koszycach, z których warsztatów wy- 
chodził w r. 1466 wielki ołtarz w Bardyowie 5; jak Nico- 
laus de Leucza twórca w r. 1484 ołtarza w Popradzie 4, 
jak zresztą wielu innych, których wymieniają księgi 
bractwa Corpus Christi w Lewoczy II. Zważywszy jednak 
stosunki ekonomiczne i handlowe Krakowa z miastami 
spiskiemi, fakt pochodzenia części Niemców krakowskich 


. 


I Por. J u l i u s P a s te i n e r, Die ó"sterr.-ungar. Monarchie 
in TVort und BiM, V. Bd. 4. Heft. Baudenkmaler Oberungarns, 
str. 120. Por. także A r n o l d I P o l y i, Gescltichte und Restaura- 
tion der kirchlichen Runstdenk11lale in Neusohl, 1874, str. 84 i 118. 
, Tamże, str. 121, 122. Por. E. He nszlmann, Die11littelalter- 
liche Baukunst in Ungarn, Oesterr. Revue, Bd. II, 1865, str. 164. 
· P a s t e i n e r, l. c. str. 122. 
· Tamże, 
& Tamże, cała lista, str. 122. 


- 


ze Spiżu i przenoszenia się ludności z tych wszystkich 
miast do naszej stolicy, jak często i odwrotnie, pamię- 
tając, że takie kulturalne ognisko jak Kraków musiało 
pociągać do siebie rzemieślników i artystów i przed- 
stawiać im widoki zajęcia i wyrobienia, przychodzimy 
do przeświadczenia, że przy organizacyi cechowej po- 
dobnej bez wątpienia j"ak u nas, wielu z nich musiało 
szukać tutaj nauki, wstępować do naszych warsztatów 
i spędzać czas swych wędrówek u stóp Wawelu, 
Z rachunków miejskich Bardyowa wiemy, że w pierw- 
szej połowie XV w. a nawet i póżniej, miasto to za- 
spakajało w znacznej części swoje potrzeby z tej strony 
Karpat, a przedewszystkiem w Krakowie 1. Młodzież 
nauki pobierała w Bieczu: »Nicolaus antiquus rector scho- 
lae de Beycz« otrzymywał od rady miejskiej bardyow- 
skiej przez szereg lat opłaty II. Sól sprowadzano z Bochni 5, 
a płótno, sukno, popiół, wosk zielony, farbę żółtą a na- 
wet postronki z Krakowa 4. Dla uregulowania spływów 
wody powoływano w r. 1429 majstra )'Iikołaja, a w r. 
1435 majstra Michała, obu rurmistrzów krakowskich z na- 
szego grodu, tudzież innego specyalistę w tym samym za- 
wodzie z Olkusza II. \V r. 1436 organista z Krosna, a w r. 
1438 z Krakowa wzywani byli do miejscowego kościoła 8. 
\\T r. 1434 Hans Freydenthal, dobrze nam znany kra- 
kowski odlewacz dzwonów. chrzcielnic i puszkarz, spie- 
niężał w Bardyowie strzelby i proch 7, a w latach 1438 
i 1444 Michał arcufex de Cracovia dostarczał miastu 
łuków 8. \\. r. 15°1 magister Thomas carpentarius de 
Nova Sandecz krył dach w sławnym bardyowskim ra- 
tuszu 9 i jeszcze w r. 1574 Johannes stannifusor Tarno- 
viensis lał dzwon do Bardyowa 10. Gdyby rachunki Kesz- 
marku i Lewoczy się w takim samym stanie i w tej 


I Fejerpataky Laszló, Afagyarorszdgi Vdrosok, Regi 
Szd11laddskónyvei, 1885. RachunkI Bardyowa od r. 1418-1444, 
str. 163-617. 
· Tamże, str. 400, 467 i 468. 
· Tamże, str. 376, passim, 
· Tamże, str. 464, passim. 
& Tamże, str. 298 i 357. 
8 Tamże, str. 389. 
7 
Anno 1434 Hans Freudenthal zu Cracau haben wir be- 
zahlt vor buchsen und pulverc. Myskovszky Victor, Bdrtla, 
Kó'zepk01-i 11zue11lIlkei, Monu11lenta Hungariae ArclteolOlJica, 1879, 
T. IV. Z. I. str. 26. 
8 Fejerpataky Laszló, l. C. str. 484. 
8 Ciekawy jego list do rady miejskiej: 
Quare si fiet volun- 
tas Dei et Vestrarum Dominationum, compIeto labore in curia 
Domini Episcopi in Sandecz si me certificabitis de labore, veniam 
ad Vestras Dominationes et id perficiam, quod fiet ad placitum 
et ad voluntatem Vestraruni Dominationum. De meo labore me 
non laudendo sed patet labor meus multis hominibus in Regno 
Poloniae. Datum in Sandecz feria quinta post Dominicam Resu- 
rexi Anno 1501. Magister Thomas, Carpentarius de Nova Sandecze. 
Myskovszky, l. c. str. 72. 
'o W 
Liber Ecclesiarum HosPitalis Saneti EfJŹdiic czytamy: 

miserunt Cracoviam pro stanno - pro fusione novae campanae 
sub A. D. 1485c, a na jednym z dzwonów: 
Johannes stannifusor 
Tarnoviensis cum filio Johanne confecit Anno, Christi M. D. L. XX. IIII
>>>
? 


21 5 


STUDYA DO HISTORYI RZEiBY W P01.SCE W XV 1 XVI W. 


216 


rozciągłości do nas dochowały - tobyśmy toż samo 
mniej więcej i o tych ogniskach życia powiedzieć mogli 1. 
Jeżeli do tego dodamy te 13 czy 16 miast spiskich, 
rozrzuconych wokoło, które ze swą starościńską sto- 
licą w Lubowli od r. 1412 należały do Polski - to 
będziemy mieli wyobrażenie o tych stosunkach. Nic 
więc dziwnego, że miasta spiskie zaczęły się polszczyć 
i to do tego stopnia, że fakt ten budził w niemieckiej 
ludności troski i obawy. A ponieważ hakatyzm nie da- 
tuje od dzisiaj, Niemcy zatem bardyowscy wyrobili sobie 
w r. 1530 od króla Ferdynanda I przywilej, zabrania- 
jący Słowianom i Polakom przebywania i osiedlania się 
w Bardyowie, czyli wykluczający w tern mieście »Polonos 
scilicet et Slavos, ab ingressu morandi et habitandi« 2. 
Domyślać się przy tern wszystkiem tembardziej na- 
leży, że \Yit Stwosz używający wielkiej i głośnej sławy 
po wykonaniu Maryackiego ołtarza - miał dla uCZlliów 
i towarzyszy spiskich szczególniejsze znaczenie. Chociaż 
dotychczasowe poszukiwania dzieł i utworów \Nita Stwo- 
sza na Spiżu, tak powszechne w dawniejszej literaturze- 
nie doprowadziły do żadnych rezultatów - to ślad jego 
wpływów w snycerskich wyrobach miejscowych da się, 
jak sądzimy, wykazać i dowieść pozytywnie. Wielki ołtarz 
w kościele św. Jakóba w Lewoczy z r. 1508 świadczy 
o tern najlepiej, Przedstawia on N, Pannę na półksiężycu 
ze św. Pawłem, Jakóbem i Janem Ewangelistą w środku, 
sceny z legendy, tak Jakóba jak Jana, w płaskorzeźbie na 
skrzydłach, a Wieczerzę pańską w predelli i mimo tej sto- 
sunkowo późnej daty i charakteru z nią zupełnie zgodnego, 
tak w typach, postawach figur, jak zwłaszcza w drape- 
ryach i w sposobie ich traktowania, zdradza wpływ ołta- 
rza Maryackiego i naukę krakowskiego mistrza 8. Wiemy 


Mensis Septembri. Jesus Nazarenus Rex Judeorum. Myskovszky. 
l. c. str. 144. Pod Bardyowem była wprawdzie wioseczka Tarnów 
(zob. J a n o t a, Bardyów, Historyczno - topograficzny oPis miasta 
i okolicy, 1862, str. 75), ale stosunki z naszym Tarnowem, o którym 
w nocie następnej będzie mowa, również jak inne względy dowo- 
dzą, że jest tu o naszym Tarnowie mowa, 
I Z drugiej połowy XV W., coby było najważniejsze w tym 
wypadku, żadnych rachunków tych miast nie znamy. Jest jednak 
rzeczą interesującą, że z XVII w. doszły nas trzy ważne pod tym 
względem dokumenty: Kontrakt z r. 1623 o rzeźby do organów 
w Lewoczy, bardzo bogate, których robotę zaczął Hans Hummel 
z Krakowa w r. 1615, a skończył 
Meister Andreas Herstcl Tischler- 
meister und lVIitbiirger zu Crakauc w r. 1624. (V. Myskovszky, 
Mit/heil. der k. k. Cen/r.-Comm.,Jahrg. XIX, 1874, str. 110). Umowa 
z r. 1697, także miasta Lewoczy z Hansem Lang von Crakau o krycie 
wieży ratuszowej miedzią i układ z r, 1650 Bardyowa, na mocy 
którego 
Nicolaus Krenitzky, sculptor polonus de Tarnówc zobo- 
wiązał się ołtarz wielki 
de novo, duabus solum tabuli s Regum 
exceptis . .. ad modum et formam majoris altaris Jaroslaviensis... 
subtili sculptoria efformare, exsculppere, fabricare et erigere...c 
za 1000 tł. węgierskich, bez malowania. (Myskovszky Victor, 
Archaeologiai Ertesito; 1893. Februar, Nr. 15, str. 53). 
I Janota, l. c. str. 9 i 42, nota 27, 
· Zob. opis i podobiznę tego ołtarza: Wen z e l lVI e r k l a s, 
flie mittelallerliclzen Kunstwerke der Yakobskirclze zu Leutschau, 


z nagrobka kamieniarza :Marcina Urbanowicza na zewnę- 
trznej ścianie tego kościoła, że ołtarz ten wykonał ojciec 
jego żony 
Iałgorzaty: «Paulus sculptor, qui supremum 
altare ecclesiae hujus sculpsit» 1, Otóż styl i charakter rzeźb 
tego ołtarza zdaje się nieomylnie dowodzić, na co już 
w swoim czasie zwracał uwagę Henszelmann i Myskow- 
szky, że ten Paulus kształcił się i pracował w warsztacie 
starego Stwosza 2. 
Co więcej, na prawo w tym samym kościele 
przyparty jest do filaru bardzo kształtny renesansowy 
tryptyk. Delfiny zgrabnie wygięte i starannie odrze- 
źbione, a znane nam jako motyw ornamentacyjny 
z tryptyku w Wieniawie, pośredniczą między górną jego 
częścią a skrzydłami. W środku stoją figury: św. Jan 
Chrzciciel i Jan Ewangelista, u góry św. :\;Iarya Egipska, 
a na skrzydłach św. Jan Jałmużnik i św. Chryzostom jak 
się zdaje. Odwrotne strony skrzydeł są malowane i opa- 
trzone monogramem H. T. tudzież napisem: «Ioannes 
HenkeI Anno [520 posuit» ; predelle wypełnia rzeźbione 
Złożenie do grobu s. Tak kompetentny znawca jak pro£ 
Jan Bołoz Antoniewicz twierdzi, że rzeźby te żywo przy- 
pominają ołtarz św. Stanisława w kościele Maryackim, 
a zatem i w \yieniawie, 4 coby również upoważniało 
do wniosku, że snycerz, który je wykonał, przechodził 
tęż samą szkołę, co twórca tych ostatnich ołtarzy, Nie 
ulega wątpliwości, że bliższe badania przy ścisłej analizie 
porównawczej, pomnożyłyby znacznie podobne przykłady 
i stwierdziły w sposób przekonywający, że znaczna część 
snycerzy spiskich szukała nauki w Krakowie. 
Ten wpływ snycerstwa krakowskiego rozciąga się 
wszakże o wiele dalej i sięga do Siedmiogrodu. Przez 
Koszyce na Siedmiogród prowadziła naj ważniejsza arte- 
rya handlu ze Wschodem i ona najwięcej się przyczyniła 
do podniesienia rozkwitu i bogactwa tej ziemi. Toż samo, 
cośmy powiedzieli o Spiżu i jego tak rozwiniętych mia- 
stach, da się tem
ardziej zastosować do tak zwanych 
saskich, siedmiogrodzkich kolonij, które pod względem 
samodzielnej kultury od XIV w. stały bardzo wysoko. 
Z Klausen burga (Kolosvar), w średniowiecznych źródłach 


ł 


. 


Jllitllzeilungen der k. k. Central-Commission. Dwa świeczniki po bo- 
kach mają takie same głowice, jak świeczniki w Bieczu. Por. Teka 
konserwatorów Galicyi zachodniq, l. c. str. 217, fig. 28. 
I Henszlmann Imre, LO"csenek Regisegei (Alterthiimer 
von Leutschau), 1878. ed. Academiae. V i c t o r M y s Js: o V s z k y, 
Les monument s d'Art du mC!)len 4ge et de la Renaissance en Hon- 
grie, Tabl. XLIV. 
I Henszlmann Imre, LO"csenek Regisegei, l. c. Myskov- 
s z k y, l. c. 
· Venc. lVIerkias, die Stadtpjarrkirche S. Yacobi major in 
der kongl. Freistadt Leutsclzau, 1862, str. 34-35. 
· Prof. Antoniewicz przedłożył uwagi, odnośne do tego ołta- 
rza, na jednem z posiedzeń grona lwowskiego Komisyi. Przed kil- 
kunastu laty oglądaliśmy go kilkakrotnie na miejscu, ale wówczas 
tak ołtarz Maryacki, jak zwłaszcza Wieniawski były nam za mało 
znane, abyśmy z naszej strony mogli coś pewnego pod tym wzglę- 
dem powiedzieć. 


;
>>>
" 


218 


21 7 


STUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


. 


zwanego Clus albo Clussenborch, pochodzili złotnicy 
i rzeźbiarze zarazem, którzy między r. 1370-1390 odle- 
wali brązowe, konne posągi św. Stefana i Władysława 
dla biskupów w Nagywarad 1. Powołani do podobnych, 
a na swój czas nadzwyczajnych przedsiewzięć przez Ka- 
rola IV do Pragi, 
Iarcin i Jerzy de Clussenborch, pozo- 
stawili swe imiona na sławnym brązowym pomniku św. 
Jerzego przed pragską katedrą św. Wita 2. Bardzo być 
może, że z ich rąk wyszły przepyszne złotnicze wyroby 
ofiarowane przez Ludwika W. do Akwisgranu, jak to się 
starał udowodnić Hampel s. Z tego środowiska mającego 
tak wybitne złotnicze tradycye, a znaczenia którego w X V w. 
dowodzą liczne kościoły i zabytki - wyszedł Maciej Stwosz 
złotnik, brat naszego Wita, który z Harow, między Schass- 
burg a yIediasch, przeniósł się do Krakowa i w r. 1482 
przyjął tutaj prawo miejskie"', Otóż w związku z tern i w na- 
stępstwie zapewne licznych i ciagłych stosunków, jakie 
wówczas między Krakowem a miastami siedmiogro- 
dzkiemi istniały, vVit Stwosz dwóch swoich synów, uro- 
dzonych z pierwszej żony Barbary Herzin (?), a zatem 
przyszłych na świat w Krakowie, wysłał tam na zarobek r;, 
Obaj, jak się zdaje, byli snycerzami i pobierali nauki 
w krakowskim ojca warsztacie. Jeden z nich Jan osiadł 
w Beregszasz i zmarł w r. 1530, a drugi Marcin w Me- 
diasch, a potem w Schassburgu, gdzie przebywał do 
zgonu w r. 1 534 6. W ten sposób wpływ krakowskiego 
snycerstwa i warsztatu v\Tita Stwosza musiał się odbić 
w Siedmiogrodzie i pozostawić tam swoje ślady. Na po- 
łudniowej ścianie kościoła w Cybini (Hermanstadt) wi- 
dnieje płaskorzeźba przedstawiająca Chrystusa w Ogrojcu, 
która charakterem i całą kompozycyą przypomina Ogro- 
jec krakowski starego mistrza, któryśmy wyżej publiko- 
wali 7 (fig. 29). Nie był to przykład jedyny i wyjątkowy. 
Drogą handlową ku Wschodowi i w tęż samą stronę cią- 
gnąć musieli i inni malarze, snycerze i rzemieślnicy. Najle- 
pszym tego dowodem są ocalałe w siedmiogrodzkich ko- 
ściołach tu i ówdzie ołtarze św. Stanisławowi poświęcone 
i świadczące, że pamięć krakowskiego patrona towarzy- 
szyła tym osadnikom, którzy przez jakiś czas wśród nas 


ł 


l J. Hampel, Die Jlle/allwerke der ungariscken Kapelle im 
Aackener JI-1iinstersckatze, Zeitsckrift des Aackener Gesckicktsvereins, 
Bd. XIV, Separatabdruck str. 64, _ 
2 W. B o d e, Gesckichte der deutschen Plastik, str. 90. 
I J. H a m p e l, Zeitsckrijt des Aack. Gesckicktsver., l. c. str. 
50-53. 
· L. Lepszy, Par,yjikal sandomierski, Sprawozdania, T. V 
str. 96. 
6 Właściwie imienia i nazwiska pierwszej żony Wita Stwosza 
nie znamy. Jeieli Barbara Herzin była jego żoną, to tylko pierwszą, 
ale i to jest bardzo wątpliwe, por. Lochner. l. c. str. 114. Ipo- 
l Y i, l. c. str, 98 i 99. 
8 B a a d e r, Beitriige, w Zahn'a, Yakrbucker, 1. Jahrg. 1868. 
str. 240. 2. Jahrg. 1869, str. 79. L o c h n e r. l. c. str. 103-105. 
7 Kircklicke KlInstdenkmiiler aus Siebenburgen, kerausg. v: 
Aussckuss des Vereins .lur Siebenburgische Landesktmde, 1887, 
serya I, Tabl. 1. tekst str. 5. 


l' 


przebywali i albo po krótszym czy dłuższym nad Wisłą 
pobycie, powracali do swej ojczyzny, lub też tutaj uro- 
dzeni szukali chleba wśród gór siedmiogrodzkich. 
Tembardziej i z tern większą pewnością możemy 
te uwagi odnieść do prastarej piastowskiej i w najbliższem 
naszem sąsiedztwie leżącej dzielnicy - do Śląska, cho- 
ciaż mniej mamy dla ich poparcia bezpośrednich dowo- 
dów i chociaż vVrodaw miał sam przez się sił dosyć, 
aby pcd tym względem zaspokajać tego kraju potrzeby 
i na wszystkich innych kulturalnych polach znaczenie 
Krakowa równoważyć. Snycerstwo w śląskiej stolicy 
bardzo wysoko stało. Alwin Schultz narachował w sa- 
mym vVrodawiu tryptyków rzeźbionych i wybornie za- 
chowanych J 4, a zatem ilość znacznie większą od tej, 
jakąbyśmy się u nas poszczycić mogli I. Rozkwit ten 
jednak wrodawskiego snycerstwa, uzupełniony tak po- 
kaźną liczbą snycerzy, którą miejscowe źródła nam prze- 
kazały - przypisują jak sądzimy słusznie, wszyscy bada- 
cze, którzy się tym przedmiotem zajmowali, tak Schultz 2, 
Schnaase s, jak w ostatnich czasach Bode ", wpływowi 
sąsiedniego Krakowa, a przedewszystl(iem Stwoszowi. 
Stosunki nie tylko tak blizkie i ciągłe dwóch miast ze 
sobą, pokrewieństwo ich ludności, ale samego Stwosza 
z Vv'rodawiem, nawet po opuszczeniu Krakowa r., osie- 
dlenie się na Śląsku jednego z jego synów, którego 
kamienny nagrobek w Ząbkowicach nas doszedł 6, zdaje 
się pośrednio to twierdzenie popierać. Między r. 1445- 
1489 spotykamy w Wrodawiu malarza Niclos von Kro- 
ckow 7. W r. 1522 jest tam wspomniany Lucas moler 
von Crockow 8, a między rokiem 1513- 1529 tamże 
osiadły i z tryptyku wykonanego dla Kalisza dobrze 
nam znany, malarz i snycerz Hieronimus Hecht, którego 
żona Katarzyna Hassert z Krakowa pochodziła 9, co upo- 
ważnia do przypuszczenia, że ją poznał będąc towarzy- 
szem w jakimś krakowskim warsztacie. W wielu z za- 
bytków wrodawskich możemy stwierdzić blizkie z naszymi 
zabytkami pokrewieństwo. Nie da się ono zaprzeczyć 
nawet w największą z nich mającym wartość, w tryptyku 
św. Stanisława z r. 15°8 w Muzeum śląskich staroży- 
tności. W połowie XVI w. tak wybitni krakowscy sny- 
cerze jak Cimermann i Jan Janda pochodzili z nad Odry. 
Wzajemna wymiana sił zatem istniała między obu mia- 
stami, ale można być pewnym, że w XV w. Kraków 


I A. S c h u lt z, Die gescltnitzten Altarschreine des XV und 
XVI J. in Breslau, l'rfittlteil. der k. k. Centr. Commission, T. VII, 
Nr. 11 str. 289. 
I A. S c h u lt z, tamże str. 230. 
I C a r l S c h n a a s e, Gesckickte der bildenden Kunste, T. VIII, 
1879, str. 580. 
· B o d e, Gesckicltte der deutschen Plastik, str. 201. 
6 Lochner, l. c. passim. 
e Scklesiens Vorzeit in Bild und Sckrijt, T. III, 1881, str. 465. 
7 A. S c h u lt z, Urkundlicke Geschicltte str. 63. 
B Tamże, str. 74. 
8 Tamże, str. 91. 


.
>>>
.. 


21 9 


STUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


220 


grał w stosunku do Wrocławia takąż samą rolę, jaką 
w XVI zaczął grać Wrocław odnośnie do Krakowa, 
skoro znaczenie naszego miasta osłabło. W najbardziej 
przytem wysuniętych ku wschodowi okolicach Śląska 
i w tych zwłaszcza, które wchodziły w skład dyecezyi 
krakowskiej, potrzeby kościelne musiały być przeważnie 
zaspakajane w Krakowie. Bardzo być może, że ołtarz 
szafiasty w Trójcy, koło Kreuzberg ze św. Stanisła- 
wem l, albo figury ołtarzowe w XVI w. z przedstawie- 
niem polskiego patrona w Pszczynie 2 i w Brześciu 
koło Pszczyny II, są krakowskiego pochodzenia. W Sta- 
rym Bielsku, w Ogrodzonej i w 
Iiędzyrzeczu dolnym 
(Niederkurzwald) na Śląsku austryackim, znajdują się 
tryptyki, które wedle miej
cowej tradycyi z Krakowa 
zostały sprowadzone ,. 
Ale to nie dosyć. Ten proces narodowościowy, to 
odrodzenie, a raczej rozbudzenie się żywiołów polskich 
i słowiańskich i ich reakcya przeciw germanizmowi, 
o którejśmy wyżej mówili, odbywa się w XV w. na 
Śląsku z tem samem nieledwie natężeniem jak u nas, 
chociaż z natury rzeczy z mniejszymi widokami powo- 
dzenia i co naj ważniejsza - znajduje wyraz w sztuce. 
W klasztorach Cysterskich, które się najwięcej przy- 
czyniły do germanizacyi kraju, powstają poważne zaj- 
ścia między mnichami polskimi a niemieckimi, W roku 
T 462 w Lubiążu »in die Apollonie virginis facta est 
contencio magna inter polon os monachos et almanos« 1. 
Wszystkie klasztory franciszkańskie się wtedy pol- 
szczą 8, a w r. 1474 w kapitule wrocławskiej znaczna 
cz
ść jej czlonków sympatyzuje z Polską 7. Żywiol pol- 
ski i czeski po miastach, a nawet w samym Wrocławiu 
się podnosi. Nie mamy wprawdzie żadnego bezpośre- 
dniego na poparcie tego twierdzenia świadectwa, ale 
sam fakt, że w r. 15 I 2 rzeźnicy wrocławscy, w imieniu 
cechu swego i innych miast śląskich, zwracali się do 
rzeźników krakowskich po polsku: »Naszą przyjaźń 
i ustawiczną slużbę przodkiem wskazujem panowie przy- 
jaciele mili 1« 8 - i że ten dokument jest najstarszym 
znanym nam aktem miejskim w języku polskim - daje 
do myślenia. Otóż odbija się to w zabytkach snycerskich. 
Piękny tryptyk z kościola św. Magdaleny z r. 1493 
w Muzeum wrocławskiem, z Ukrzyżowaniem w środku, 
z Uwieńczeniem Chrystusa cierniową koroną, Przy- 


I Lutsch, l. c. T. IV str. 265. 
· Tamże, T. IV, str. 442, 
· Tamże, T. VI, str. 432. 
· Mit/heilungen der k. k. Cen/ral-Commission, 1856, I. Jahrg. 
str. 261-262. 
6 Monumen/a Lubensia, ed. Wattenhach, 1861, str. 23. 
B C. G r U n h a g e n, Geschich/e Schlesiens, 1884, str. 393. 
· Tamże. Por. taHe C. Grunhagen, Schlesien am Aus- 
gange des hlit/elal/ers, eine kul/urhis/orische Uebersich/, Zei/schrij/ 
des Vereins jur Geschich/e und Al/er/hum .schlesiens, T. XVIII, 
1884, str. 26-67. 
8 Piekosiński, Prawa i przywileje, T. I, str. 390. 



 


biciem do krzyża, Zdjęciem z krzyża i Zlożeniem do 
grobu - na skrzydłach, - wyróżnia się na tle innych 
wybitnymi typami polskimi i kto wie nawet, czy nie 
byl wykonany przez Polaka 1. Jest to wypadek wy- 
jątkowy, ale tembardziej godny uwagi, że z tej daty 
żadnego zabytku o podobnym charakterze u nas me 
posiadamy. 
Jeszcze silniejszym o wiele i plodniejszym w na- 
stępstwa byl ten ruch na górnym Śląsku, w Opolu, 
Raciborzu i okolicy. Przez cały w. XV żaden z książąt 
górno - śląskich nie żeni się z Niemką 2. Na zjeździe 
w Nissie w r. 1497 książęta śląscy porozumiewają się 
tylko po czesku 9, a Mikołaj II, książe Opolski nie ro- 
zumie nawet języka niemieckiego '. Prastare nazwy 
polskie wsi i miejscowości wracają do swoich praw 
i wchodzą w użycie w miejsce nazw niemieckich 1. 
W końcu stulecia, jak to z żalem stwierdza najkom- 
petentniejszy znawca źródel śląskich »eine oberschlesi- 
sche Urkunde in deutscher Sprache ist eine unerhorte 
Seltenheit« 6. Snycerze miejscowi jakiegokolwiekbądź 
pochodzenia stosować się muszą do tych wymagań. 
Nic też dziwnego, że w kościele parafialnym w I3ier- 
dzianach koło Opola znaleziony został przed laty środek 
tryptyku, którego wszystkie figury są polskie. Przed- 
stawia on tak zwane Radości Maryi: Anna i Marya 
siedzą na ławie, a między niemi dzieciątko Jezus przyj- 
muje dary winogron i jabłek, około zaś niego aniołowie 
grają na instrumentach. »Patrzą na ten widok z górnej 
galeryi i cieszą się nim czterej prorocy w polskich na- 
rodowych strojach: Jeremiasz w szubie futrzanej i w czapce 
krakowskiego patrycyusza, Jezajasz i Daniel w doktor- 
skiej todze i birecie krakowskiego Uniwersytetu, a Eze- 
chiel z siwymi włosami w delii, czy opończy polskiego 
wojewody« 7, 
. Może być, że zjawiska te były samodzielne, od nas 
niezależne i że z tym wplywem Krakowa na Śląsk, o któ- 
rym mówiliśmy, nie mialy bezpośredniego związku, Do- 
tknęliśmy ich jako objawów rozbudzenia się narodowości, 
pokrewnych nam i takich samych, jak te, któreśmy 
stwierdzili na naszym własnym gruncie. Ale na zakoń- 
czenie powrócić musimy do vYita Stwosza, od którego 
rozpoczęliśmy nasze studya. Uczniowie i towarzysze pra- 
cujący w jego warsztacie, a których zgodnie z miejsco- 
wymi warunkami przez lat piętnaście czy dwadzieścia 
musiała być tak znaczna ilość - rozchodzili się nie 
tylko po Polsce, ale po wszystkich krajach sasiednich. 


ł 


, 


ł 


, Z notat robionych na miejscu w r. 1897. 
I C. Grun hagen, l. c. str. 395. 
· Tamże, str. 396. 
· Tamże, str. 395. 
6 Tamże, str. 396. 
B Tamże, str. 396. 
· Schlesiens Vorzei/ in Bild tend Schrif/, Bericht V. 1872, 
str. 114. Lutsch, T. IV, str. 219.
>>>
.. 


221 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


222 


, 


Ostatnie lata XV w. i pierwsze XVI stanowią naj- 
świetniejszą kartę dziejów naszego Uniwersytetu, Uni- 
wersytet krakowski ściagał scholarów z rozmaitych stron 
świata i zajmował jako centrum oświaty na wschodzie 
Europy pierwszorzędne stanowisko. Największa jednak 
liczba jego magistrów i uczniów pochodziła z sąsiednich 
\Vęgier, ze Spiżu, Siedmiogrodu i ze Śląska. Na polu 
materyalnej kultury było nieledwie toż samo. Życie 
kulturalne Krakowa odpowiadało temu intellektualnemu 
ruchowi przynajmniej w tej artystycznej gałęzi, którąśmy 


się bliżej zajęli. Mogły tryptyki i wyroby snycerskie 
spiskie dostawać się sporadycznie do nas i zdobić na- 
sze podgórskie kościołki, mogły ołtarze szafiaste śląskie 
w jednym lub drugim wypadku przenosić się do ko- 
ściołów wielkopolskich, a nawet wyjątkowo dochodzić 
do okolic Krakowa - ogniskiem rzeczywistem tej dzia- 
łalności pozostawał Kraków, z którego promieniowalo 
wówczas światło wokoło, tak pod względem umysłowej, 
jak materyalnej i artystycznej kultury. 


190 I Maj. 


-*-*
-* 


ANNEKSA 


, 


ł 


I. Do szpalty 88, nota 3, w. 6. (Proces UIi'ta Stwosza 
z :Jakóbem de WallendorfJ. Od wyroku Wallendorf apelował 
do Gniezna. W tych samych aktach konsystorskich znajdu- 
jemy ustęp do tej apelacyi odnośny, którego mi również udzielił 
X. KozicH Brzmi on jak następuje: 

Sabbati XXVIlI Junii lecte lata et in scriptis pronunciata 
per dominum vicarium instante principali et Jo(hanne) de Ja(cubow) 
procuratore suo in praesencia Jo. de Usscie procuratoris ex ad- 
verso speciali cittatione domini ad hoc cittati qui in continenti 
verbo appellavit se cum eadem appellatione ad curiam Gnesnen- 
sem limitando ipsam appellationem domini insinuans et petens 
sibi sententia responderi. Et dominus respondit, in haec verba 
quamvis non sencio te gravasse tamen contentus sum quod ap- 
pellacionem tuam prosequeris ad quam prosequendam in fine parti 
tuae quadrimettre .... .... .. go et assigno praesentibus domino 
Conarski et notariisc. 
2. Do tej samej szpalty i noty, w. 5 od dolu. (Ceny 
tryp!J'ków w XV i XVI wJ W aktach miasteczka Georgen- 
berg (Sobota Spiska) na Spiżu z r. 1503 zapisane są następu- 
jące ceny ołtarzy szafiastych: I) Der grosse Altar S. Ge- 
orgii - fl. 160, 2°) der Altar S. Nicolai - fl. 70, 3 ) S. 
Anthonii - fl. 40, 4°) S. Annae - fl. 80. (V. M e r k l a s, Mit- 
thez'l. der k. k. Central- Commiss£on, IV Jahrg., 1861, str. 77). 
3. Do szpalt 89-90, nota 5. (Miryka-Heydccke). Identy- 
czność Jana Heydecke de Damnis z Janem Vliryką, przyjacielem 
Kallimacha, da się ściśle dowieść. Heidecke »legavit domui 
Collegii majoris artistarum libros: 1°) Anstoteles, Problemata, 
Mantuae, 1471, 2°) Cicero, De natura Deorum, Venet#s, 147 1 , 
3°) Herodotus, lltstoriarum libri, Venet£is, 1474, 4°) Plinius C. s., 
Historiae naturalts libn: Vmeitis, 1472c. Co zaś naj ważniejsza 
»idem fuit possessor libri Plato, Opera 
I et II, Florent£ae, fol... 
Takie i tej treści książki mógł w tym czasie posiadać i legować 
Uniwersytetowi tylko jeden z takich humanistów, jak Miryka. 
Oprócz tego 
idem archipresbyter Heydecke ex affectu singu- 
lari erga domum Collegii majoris, legavit etiam testamentaliter 
doctoribus et magistris Universitatis Jagellonicae Cracoviensis 
pommum deauratum ab intus et extra pro malmatico (zamiast 
malvattco, malvaticum vinum -- Małmazya. G. Cn a p i i T h e- 


ł 


I. 


s a u r u s, 1780, str. 693) in valore quadraginta florenorum, per 
mediam sexagenam computando floren um , similiter tres scu- 
tellas mag nas cum quatuor talariis in valore septern floren. 
et unam patellam in valore triu m flor... (por. W i s ł o c k i, In- 
cunabula typogr. str. 219). Jeżeli się zważy, że Kallimach, który 
w bogatej swej bibliotece posiadał zapewne takież same książki, 
zapisał je kardynałowi Fryderykowi, a za to legował misę 
srebrną, »cum instrumento aquae infusorio, alias nalewkac, ra- 
zem wartości 100 fl. Uniwersytetowi (W i s ł o c k i, tamże str. 
102) - to to pokrewieństwo darów tembardziej ten wniosek 
poprze. Czuć w nich podobne potrzeby, ten sam sposób ich 
zaspakajenia, a co zatem idzie, tęż samą atmosferę i otocze- 
nie, tembardziej, że się te dary różnią od innych, o jakich 
nas wiadomości doszły. Świadczą one, że obaj nasi huma- 
niści, zgodnie ze swym charakterem, mieli zamiłowanie 
w ucztach wesołych i że je uważali za stronę nieodłączną 
i ożywczą życia uniwersyteckiego. Kallimach był pod tym 
względem mistrzem, a Miryka-Heydecke uczniem. 
Jan Miryka, a nie Jakób, jak błędnie testament _ Kalli- 
macha, który nas doszedł tylko w kopiach, twierdzi, na co już 
zwrócił uwagę Morawski (lltstorya Uniwersytetu, T. II, str. 
146 nota), przyjaciel Celtesa, Jakóba z Boxic, Mikołaja Mer- 
gusa z Nissy, Macieja Drzewickiego i Piotra z Bnina, wła- 
ściciel pięknego ogrodu, w którym śpiew słowika uprzyjemniał 
rozmowy wysnute z historyi weneckiej Sabellicusa czy 
z traktatów o snach i ich znaczeniu, był notaryuszem miej- 
skim. Mistrz Olbrachta robiąc Mirykę w r. 1494, pod tern 
przekręconem w doszłych do nas źródłach imieniem, jednym 
z egzekutorów swego testamentu, wymienia go jako notaryusza 
miejskiego. Otóż z aktu fundacyjnego Maryackiego ołtarza 
wiemy, że do r. 1477, a może 1478 zajmował to stanowisko 
Krzysztof Rebencz z Marienburga i że po nim objął je bez- 
pośrednio Johannes Heydecke de Damnis (Lepszy, Pacyfi- 
kał, Sprawozdania, T. V, l. c. str. 99 nota). W r. 1486 Wit 
Stwosz wyjeżdżając do Norymbergi i powierzając mu opiekę 
nad swą żoną i dziećmi, nazywa tego ostatniego 
Stadt- 
schreiberc (G r a b o w s k i, Starożytności hIstoryczne, l. c. T. I.
>>>
1. 
. 


223 


HTUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


224 


str. 442), a W r. 1489 podpisany on jest na akcie fundacyj- 
nym Maryackiego ołtarza, jako "notarius civitatisc. Heydecke 
piastował ten urząd, jak się zdaje, aż do r. 1500 t. j. do 
chwili, w której został archipresbyterem kościoła Panny Ma- 
ryi i kiedy go zastąpił Balcerz Behm (Piekosiński, Ko- 
deks dypl. miasta Krakowa, T. I, str. XI i XII.) - był zatem 
pisarzem miejskim przez lat 22, a nie 34, jak mylnie twierdzi 
Grabowski. Na przeciąg tych lat wypada testament Kallimacha, 
z czego wynika, że wspomniany w nim notaryusz miejski 
Miryka nie może być kim innym tylko Hcydeckem. Co do 
Bchma, to ten od r. 1488 był vice-notaryuszem, współdziałał 
zatem na tym urzędzie razem z Miryką przez lat 12 i miał z nim 
z natury rzeczy ciągłe i bliskie stosunki jeszcze za życia sła- 
wnego nauczyciela i doradcy Olbrachta. Codex picttlratus Behma 
mieści cały szereg przywilejów, które Olbracht wydał dla miasta 
Krakowa i poprzedza ich spis przedmową, a raczej pancgirykiem 
zmarłego króla, wypisanym czerwonemi literami. W panegi- 
ryku tym mamy przed sobą, jeżeli nie osobisty i własno- 
ręczny tekst Miryki-Heydecka, to przynajmniej wyraz uczuć, 
jakie całe to koło Kallimachowe z Olbrachtem i jego pa- 
mięcią wiązały. Jest on charakterystyczny i o ile wiemy ni- 
gdzie dotąd nie publikowany. Podajemy go w całości: 
Johannes Albertus, Casimiri Poloniae Regis ac Litphuanie 
magni ducis etc. tcrtio genitus t, Alcxandro eius gcrmano in Lit- 
phuania magno duce relicto, anno Domini millesimo quadringen- 
tesimo nonagesimo secundo, die vigesima septima mensis Augusti 
in conuentione Piotrouiensi -licet primoribus aliquibus ingratus - 
unanimi tamen totius communitatis desidcrio et affectu in patcr- 
num solium successit, die vicesima tercia mensis Septembris in 
arce Cracoviensi corónatus, agni ac divini ingenii indicibilisque 
prudentie, ita ut doctrina ceterisque humanis virtutibus omnibus 
antecelleret. Erat enim in eo tanta morum ceterarumque regalium 
virtutum obseruancia, ut si in aliquo homine aut prudencia in 
respondendo, aut in tacendo, audiendoque modestia vnquam fu- 
erit, illa multo magis in eo cerneretur. Vetus preterea est vulga- 
tum prouerbium: vbi magna viget prudencia, minor reperitur 
fortuna. 
am cum prauo inductus concilio fratre suo gcrmano 
Sigismundo principe et pene totius regni potentatu et gente co- 
mitatus in Moldauiam castra pcr Thurcum Walachis recepta op- 
pugnaturus ingrederetur, Soczawam Moldauie primam arcem ex- 
pugnare cepit. Stephano Moldauie palatino bellum mouens. Quod 
dum aliquantulum durassct, Wladislaus frater suus, Casimiri primo- 
genitus, Hungarie et Bohemie rex, notabili oratorum lcgatione ad 
hoc missa interccpit pacem utrimque fide firmans. Sed callida 
Walachorum fraus latuit fidei roboratc immemor. Collectis etcnim 
ex Thurcia Thartharis ct Hungariis subsidiis in montosis siluis 
dam latebat, Polonos, qui iam sccuros se facta pace credebant, 
invasurus, dumque Poloni fraudis ignari passim incrmcsque redi- 
rent et per angustam silue viam oneratis curribus distrahercntur, 
hos, quos in silua reperit necat, trucidat et multam nobilitatem 
in seruitutem Turcorum captiuam abegit, magnam populi et 
diuitiarum copiam surripuit. Tanta tunc erat Johannis Alberti 
prudencia et magnanimitas, ut illos, qui cx ea parte silue non 
pauci ex suis remanserant, licet tunc egrotus, magna animi for- 
titudine coadiuvaret eamque luce crastina ordinaret belli aciem, 
ut toti multitudini in eum congregate potenter resisteret, nec am- 
plius se passus est persequi, licet tanta dade recepta; potenti 
tamen et armata manu cum suis in Leopolim se contulit. Vasta- 
tione deinde Rcgni in Podolia, Russia ad Sandomiriam usque 
propter subditorum inobedientias pcr Turchos et Thartharos 


t Pierwszem dzieckiem Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety był Wla- 
dyslaw kr61 węgierski i czeski (1456-1516), dmgiem Jadwiga wydana za 
Jerzego Bawarskiego (1457-1502), trzeciem św. Kazimierz (1458-1483), czwar- 
tern dopiero Jan Albrecht (1460-15°1). Dokument nasz jednak córkę pomija. 


passus magnoque actus infortunio pace prius cum Thurcho fir- 
mata anno domini millesimo quingentlsimo primo ex Cracouia in 
Thorun Prussie ciuitatem cum magistro ordinis Almanorum de 
pace tractaturus se recepit. Ubi dum vix mcnse uno pcrstitisset, 
subita quadam egritudine decedit et tri duo obmutuit; sacra de- 
nique dominici corporis communionc percepta omnibusque dcuo- 
tioncm signis ostcnsis, tamquam vcrus christianae religionis zelator 
Deo spiritum rcddidit. Cuius corpns regal i pompa vigesima sexta 
Julii in Cracouiam delatum in arce sepelitur, non sine civium 
magno merrore. O! regcm ciuibus acceptum, cuius frequcns cum 
consulatu ac ceteris magnificis ciuibus in arduis ncgociis consul- 
taÓo liberalisquc at humana conuersacio inuidiam apud nobili- 
tatem peperit. Hic pro insigni propugnaculo value saneti Floriani 
primum laPidem in jundamenia iecit et pro edijicii illius inicio 
.centum marcas donauit. Quantis emunitatibus, libertatibus, ac 
priuilcgiis Cracouiensem ciuitatem dotaucrit, ex sequentibus quis- 
que facile deprchcndere potcrit. Et nisi hunc clcmentissimum 
principem maiora nobis parantcm intempesta mors surripuisset, 
plus aliis ornassct patriam, cuius priuilegia hic per ordinem re- 
gestrata comperies. (B. Behm: Cod. piet. jolium I53, I5-1). 
Z dokumentU tego nie tylko wieje duch l\liryki i po- 
średnio świadczy o identyczności Heydecka z przyjacielcm 
Kallimacha, ale jest on dla tego interesujący, że bliżej nam 
mówi o tak ważnym i znamiennym krakowskim zabytku, jak 
Rondel floryański; stwierdza bowiem, że Jan Albrecht pod 
fundamenty tej fortyfikacyjnej budowy i wejścia do bramy 
floryańskiej broniącego barbakanu, kamień węgielny położył 
i na rozpoczęcie tego przedsięwzięcia 100 marek ofiarował, 
co się tylko do naszego Rondla odnosić może. \Vprawdzie 
data tego budynku (r. 1498 czy 1499) z Miechowity (Chrollica, 
str. CCCLIII) i Wapowskicgo (cd. Szujski, str. 39) jest znana, 
ale o współudziale osobistym Olbrachta w jego wzniesieniu 
bezpośrednio się tylko z tego źródła dowiadujemy. Mateusz 
z Miechowa z właściwą sobie prawdomównością nazywa Jana 
Alberta 
in edificando negligcns ac nullusc (str. CCCL VI). 
Oprócz tego, 
amore filiali pcrmotus c , wybudował on dla 
królowej Elżbiety dom kamienny na Wawelu (str. CCCL VII). 
O innych budowach jego nic nie wiemy. 
4. Do szpalt 13 1 - 1 3 2 , 137-138. (Snycer:::e krakowscr 
XV i XVI w.). Essenwein w swoim spisie (Die mittelalter, 
Kunstdmkm. der Stadt Krakllu, 13eilage XIII, str. XXIV) jednego 
i tegoż samego snycerza wymi
nia kilkakrotnie i nieledwie pod 
każdym rokiem, pod którym jest o nim w aktach wzmianka, 
idąc w ślad za Grabowskim, w skutek czego się liczba sny- 
cerzy u niego mnoży i na pozór jest większa od naszej. - 
Nazwisko snycerza królewskiego pod r. 1545: Lyetawsky wy- 
gląda na źle odczytane i dlategośmy je pominęli. 
5. Do szpalty 159, nota, wiersz 22. (J;Vieszadlo lla czole 
w portrecie Elżbiety). Strój klejnotu wiszącego na czole, czy 
opaski na niem, znany nam tak dobrze z portretów kobie- 
cych Ambrogia de I'redis i Lionarda da Vinci - powstały 
W Medyolanie w ostatnich dziesiątkach XV w., przeszedł do 
Niemiec w skutek małżeństwa cesarza M aksymiliana I z Bianką 
Sforza w r. 1494, ale rozpowszechnił się bezwątpienia do- 
piero na północy w XVI w. Możnaby przypuścić, przy 
częstych podróżach i ambasadach Kallimacha do Włoch 
i pobycie jego w Wenecyi, że ten 
magister elegantiarumc 
na dworze polskim przyczynił się do jego zaprowadzenia 
i użycia w stroju Elżbiety o wiele wcześniej, gdyby nie to, 
że na naszym portrecie jest ona za młoda na te czasy. Nie 
ulega zatem wątpliwości, że w pierwowzorze naszego portretu 
wieszadło to nie istniało i że je dodano skoro się dzisiejszy 
portret malował i kiedy takie wieszadła były rozpowszechnione. 


. 


. 


. 


ł
>>>
1. 


226 


225 


STUDYA DO HISTORYI RZF.iBY W POLSCE W XV I XVI W. 


. 


6. Do szpalt 165-- 1 66 nota 2, Ta bl. III (Antepmdium 
s Rudawy). Data powstania naszego haftu da si« oznaczyć. 
Związana ona jest z treścią tak ikonograficznie wyjątkową 
przedstawienia. Scena zdjęcia nieszytej sukni z Chrystusa przed 
Ukrzyżowaniem w dziełach sztuki się nie spotyka, a przynaj- 
mniej należy do tak wielkich rzadkości, że żadnego wyrobu, 
a tern bardziej obrazu czy rzeźby z jej wyobrażeniem nie umieli- 
byśmy nazwać. Nie istnieje jako taka w stacyach :\I«ki pańskiej, 
niema o niej wzmianki nawet w tak wyczerpującym ikonogra- 
ficznym wykazie jak książka malarska z glky A t hos i nie wchodzi 
w skład malarskich średniowiecznych kościelnych kompozycyj. 
W naszym wypadku umieszczenie tej sceny na hafcie spo- 
wodowane bezwątpienia zostało zdarzeniem, o którem akta 
kapituły gnieźnieńskiej d3ją nam bliższą wiadomość. Skoro 
po śmierci kardynała Fryderyka, Elżbieta jako egzekutorka 
jego testamentu złożyła w skarbcu gnieźnil'lbkiej katedry 
bogate paramenty, które arcybiskupiemu swemu kościołowi 
kardynał zapisał i pomnożyła jeszcze ich ilość darami ze swej 
strony, kapituła postanowiła się za t« wspaniałomyślność kró- 
lowej wywdzi«czyć. \Vśród relikwij katedralnych znaleziona 
została w tych samych czasach, nieznana dotąd a najdrogo- 
cenniejsza z nich, suknia C/I1]'st/lso'liJa i rdikwiję tę Elżbiecie 
kanonicy ofiarowali. Działo się to w 1503 r. 20 czerwca »in 
capitulo generali«. Po wymienieniu zapisu kardynała i darów 
Elżbiety akty nasze piszą: 
.... Dni attendentes, quod Sma 
dna Elisabeth d. g. regina Polonie donavit huic ecclesie 
multa clenodia prescripta, deliberaverunt unanimiter, qllod 
sue J.
/ti tribllatur de tU1/iea Sllh'atoris nostri Y/u'su 11llPer ,ii 
thesauro illvmta«. (B. U l a n o w ski, Acta Capitulorum, Vol. I, 
18 94, str. 581, Nr. 2615. Por, Korytkowski, Arcybiskupi 
gllieil1. T. 11, 1888, str. 532 nota). Na dworze i w otoczeniu 
Elżbiety dar tego rodzaju musiał robić niemałe wrażenie 
i królowa sama nie tylko przywiązywała do niego wagę, ale 
otaczała go bez zaprzeczenia szczególniejszym kultem. i'\ic za- 
tem dziwnego, że pod tem wrażeniem scena Zdjęcia sukni 
pallskiej wystąpiła Wśł-(d innych scen męki na pierwszy plan, 
że ją pod kIerunkiem królowej, czy nawet przy jej osobistym 
współudziale na naszej zasłonie wyhaftowano i że ten haft 
kr610wa złożyła \\. kaplicy Olbrachta. Relikwiję musiała za- 
pewne przekazać skarbcowi katedry krakowskiej lub najprawdo- 
podobniej także kaplicy swego syna. Tak jednak jak już 
w średnich wiekach w Gnieźnie, skoro ją i tar.l dopiero w tym 
czasie odkryto i znaleziono, tak i pI'lźniej w Krakowie zaginęła. 
»l;dzieby się ta relikwia znajdowała? U nas jej niema - mówi 
ł"ętowski (Katalog bisk., T. II, 1852, str, 54). I'\a hafcie naszym, 
na tem antependium z Rudawy w l\luzeum Czartoryskich, do- 
chował się w ten sposób jedyny ślad tego zdarzenia. 1\liędzy 
20 czerwca 15°3, a 30 sierpnia 1505, jako datą śmierci 
Elżbiety, koło r. 1504 zatem, musiał już nasz haft być wy- 
konany i dodany do innych darów Olbrachtowej kaplicy, 
poświęconej jak wiadomo Bożemu Ciału. Prawdopodobieństwo 
przekazania relikwii temu 
sacellumc już z tego samego wy- 
nika, suknia bowiem Pana najbliższy z Bożem Ciałem miała 
związek. Co więcej, domyślać się można, że 
szerzynka«. 
z której pochodzą nasze hafty, była przeznaczona do owi- 
nięcia samej relikwii, a raczej drogocennego »reservaculum c , 
w którem ją pomieszczono. Zwyczaj zawijania relikwij w zło- 
tem przetykane, naj wspanialej zdobne i haftowane tkaniny 
był przez całe wieki średnie powszechny i trwał tu i ówdzie 
nawet do końca XVI w. (Francisque-Michel, &cherclles 
sur le C011l11lcrce, la .Fabrication et lusagt des Itoffis de soie, 
d'or et d'm'gmt et d'autrcs tissus prlcit'Ux. l\1DCCCLII, T. I, 


. 


r 


str. 133 - I 34, a zwłaszcza str. 137). Przykrycie, zasłona, czy 
jak ją naj właściwiej może wówczas nazywano 
szerzynka., 
z przedstawieniem Dźwigania krzyża, Ukrzyżowania i Zdjęcia 
sukni z Chrystusa przed Ukrzyżowaniem stanowiła najwła- 
ściwsze 5zczątków tej sukni dopełnienie i ozdobę. 
7. D
 szpalty 173 fCllllraktt'rystyka kształtów 
ttl11isłtl'ltJa 
Stwosza). Stosunkowa wielkość rąk uderza szczególniej, jeżeli 
porównamy ręce w fig. 8 i 28 z fig. 29 \Vita Stwosza. Cu 
do nóg, to w reprodukowanych przez nas scenach jest ona 
mniej widoczna, ale wpada w oczy w scenie 
Ecce Homoc, 
której podobizny nie reprodukowaliśmy w stanie poprzedza- 
jącym restauracyę. 
8. Do szpalty 198 (Strojc polskie w obrazacII krakow- 
Skie/l KulJJ/baclUl). W pracy naszej o Kulmbachu (Sprawozda1/ia, 
T. 11, str. 92 i 93) zwracaliśmy uwagę na pokrewieństwo 
strojów w cyklach z żywota św. Katarzyny i św, Jana Ewan- 
gelisty ze strojami norymberskimi czasów A. Durera. Nie 
ulega wątpliwości. że mie5zczaństwo krakowskie nosiło suknie 
i stroje najbardziej norymberskim pokrewne, ale za małośmy 
znali wówczas nasze własne zabytki w miniaturach i innych 
pomnikach, aby zwrócić uwagę na pewne w nich szczegóły 
i charakterystyczne odmiany, które były jedynie Krakowowi 
i Polsce właściwe. 
9. Do szpalt 213-216 (

/iasta spiskie). Pokrewieństwo 
kulturalne miast spiskich z naszemi miastami zwłaszcza pod- 
górskiemi, a mianowicie z Bieczem, da się zaznaczyć nie- 
ledwie na wszystkich polach. Jeżeli snycerstwo tak kwitło na 
Spiżu, jakeśmy to stwierdzili, to odpowiadał mu rozkwit 
stolarstwa, którego niepospolite okazy, tak w Bardyowie, 
Lewoczy, jak w Keszmarku, każdego zwiedzającego uderzają 
i tern większą mają wartość, że są w najznaczniejszej części 
opatrzone datami. Stalle w kościele św. Idziego w Bardyowie 
z r. 1492, ławki pod chórem w kościele św. Jakóba w Le- 
woczy z r. 1494, czy stalle w kościele św. Krzyża w Keszmarku 
z r. 1518, pod wzgl«dem stylu, motywów, rozet, tarczy he- 
raldycznych wśród roślinnych splotów i charakteru ornamen- 
tacyi, przypominają stalle w llieczu (por. również ornamenty 
na ławkach w Bardyowie z r. 1483 i na sławnym stole ra- 
tusza bardyowskiego: 1\1 y s k o w s z k y , Les m01lUments du 
Moyen-age et de la &naissance en HOllgrie, Tabl. Y i Tabl. 
VI, tudzież Tabl. XXIV ze stallami w Bieczu: Teka k011ser- 
watoro'ltJ Galiqi sachodnie): str. 216, fig. 27). Wszystkie ko- 
ścioły tych miast są hallowe, a wymieniony kościół w Keszmarku 
wsparty na ośmiobocznych słupach jest w planie, konstrukcyj- 
nej zasadzie i rozkładzi,e przestrzeni do kościoła bieckiego bar- 
dzo zbliżony. Budowle spiskie są kamienne i ciosowe, a nasze 
ceglane i z tej różnicy materyału wynikają wszystkie od- 
miany, ale mimo tego charakter jest zasadniczo pokrewny. 
To pokrewieństwo uzupełniają charakterystyczne renesansowe 
attyki na monumentalniejszych b
dynkach świeckich, jak za- 
mek w Keszmarku lub inne, takież same, jak w naszych 
ratuszach i zamkach. (Por. 1\1 y s k o v s z k y, l. c. Tabl. VlII, 
XIV, XXYlII, XLIlI i LXXIV). We wszystkich tych miastach 
przytem i na całej drodze handlowej ku Wschodowi, przez 
Koszyce i Siedmiogród, którego ogniska życia tak są do 
spiskich podobne, jak na to nie raz zwracano uwagę - domy 
miejskie mają podcienia, jak u nas np. w Krośnie i w cen- 
trach ważniejszych dróg handlowych naszego kraju. Ludność 
z tej i z tamtej strony Karpat była nieledwie jedna i taż sama. 
Część rodziny 1\Iarcina Kromera, który się urodził w Binaro- 
wej pod Bieczem, zamieszkiwała Bardyów. (Hans i Bartus 
Kromerowie wymienieni tam w latach 1418-1430, Fej er- 
15
>>>
227 


STUDYA DO HISTORYI RZKŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


228 


pat ak y Laszló, l. c. str. 164, 168, 184 i passim). Schwebold 
Fiol, znany hafciarz i drukarz krakowski osiadał wLewoczy. 
Humaniści wykładający na naszym Uniwersytecie przenosili 
się cz'tsto na Spiż i obejmowali kierownictwo szkljł miejsco- 
wych. Rudolf Agricola przeniósł się z Krakowa w r.. 1514 na 
Węgry (Mora wski, Hist. Uniw., T. II. str. 233) i bawiłzapewne 
na Spiżu. Walenty Eckius Philyropolitanus, po r. 1516, czy nieco 
później, objął miejsce naczelnika szkoły w Hardyowie i w na- 
stępstwie został tam syndykiem miejskim. (W i s z n i e w s k i 
Hist. Litrratury, T. VI, str. 333). Nareszcie za nim pociągnął 
i Leonardus Coxus, na co, o ile wiemy, pierwsi w naszej litera- 
turze zwracamy uwagę. W latach 1518 i 1519 wykładał w Kra- 
kowie Liwiusza, Kwintyliana i Listy św. Hieronima (M ora wski. 


Do szpalt 188 - 194. (Statltta i tl1wentarz m1l11stonaryi 
ksią:Jmckit'i z r. Ijo8). Fundacya prepozytury w Książnicach 
Wielkich przez \Iikołaja z Koprzywnicy w r. 1508 musiała na 
wsp'Jłczesnych robić wrażenie, skoro Deciusz w małem swem 

opusculum": De !:JtgiSm1t11di regls lt'mp()riblis ją wspomina. 

Eodcm m,ense (Maii) - m(jwi on - die decima septima, 
in maiori Xiasznicze praepositura et quatuor mansionarii ex 
parochiali ibidem ecc1esia, ahbatis conventusque Thinicensis 
patronorum assensu, Xicolao de Coprziwnicza rem promo- 
vente et Joanne Conario, Episcopo Cracoviensi confirmante, 
erecta et fundata est«. (I. L. Decii. De !:Jigts. Reg. temp. l£bcr, 
wydał W. Czermak, 1901, str. 26). Ta waga właśnie spowo- 
dowała, że postanowiliśmy dokument niniejszy publikować. 
Zrazu i ze względu, że nas przedewszystkiem obchodzą szcze- 
gcJły zawarte w inwentarzu, mieliśmy zamiar tylko inwentarz 
wydrukować. Zważywszy jednak, że cz'tść wst'tpna, stanowiąca 
właściwe statuty, dla historyka życia religijnego w Polsce 
i organizacyj z tem życiem związanych może mieć interes, 
zdecydowaliśmy się na ogłoszenie tekstu w całości. Jeżeli 
statuty nasze datują z r. 1508, to inwentarz obejmuje dary. 
które w szeregu lat p6źniejszych l\Iikołaj z Koprzywnicy skła- 
dał. Ostatnie pochodzą z I 5 14 r. 
Jest to r'tkopis pergaminowy w kształcie zeszytu. z po- 
czątku XVI w" w 4- ce , składa się z 28 kart nlb. Na pierwsz.
j 
z nich rota przysięgi i ust'tpy z ewangelii św. ł
ukasza do 
odczytania przy niej - znacznie starte. \Vymiary kart 17 X 24'5 
cm. Sześć pierwszych kart tekstu obciętych z boku, tak, że 
ich szerokość wynosi tylko 15 cm. Majuskuły tudzież inicyały 
naznaczone rubryką. Tytuły pisane minuskułami z majusku- 
łami znaczonymi również czerwoną rubryką. Pieczęć wyciśni'tta 
na czerwonym wosku, zawieszona u rękopisu na sznurku 
jedwabnym czerwonym. Na niej herb Habdank, nad tarczą 
insignia biskupie. W otoku napis: Joannes Conarski Dei 
gratia Epus Crac. I. 
In nomine domini Amen. 
Ad mcmoriam sempiternam Johannes de Conari Dei gratia 
episcopus Cracoviensis significamus tenore praesentium , praesen- 
tibus et futuris, quibus expedit universis in nostra constitutus 
praesentia venerabilis vir dominus Nicolaus de Coprzywnicza, prae- 


I Statuta te wraz z inwentarzem dochowały sili w dwóch el("zemplarzach , 
wkrotce po sobie pisanych. Egzemplarz drugi nieco pó:tniejszy i mający pewne 
waryantYI jakeśmy sili potem przekonali. posłużył nam do notat, na podstawie 
ktorych skreśliliśmy ustliP odnośny w tekscie naszej pracy. Ztąd wynikły pewne 
drobne n;tnice między datami przez nas zutytkowanemi. a temi , które prze- 
druk nasz podaje. 


Hist. Umw, T. 11, str. 241 i 242), a w r. 1520 znajdujemy go 
w Lewoczy. Akta miejskie tego miasta mówią: »eodem anno 
feria 6-ta ante Laetare D. M. Johann Henckel plebanus Leut- 
schov, (fundator ołtarza, o kt'Jrymśmy mówili), una cum Judica 
et juratis civibus Rectorem scholae egregium Leonhardum Co- 
xum de Anglia Pop.tam Laureatum instaIlerunt biennio qui 
elapso schole Cassoviensis factus est«. (M y s k o v s z k y; 
Archaiiol. 1:.1-t. l. c. str. 77). Cztery czy pi'tć lat musiał tam 
bawić, gdyż w latach 1525 i 1526 miał już znowu wykłady 
o Cyceronie, Wergiliuszu i Kwintylianie w Krakowie. (M 0- 
r a w sk i, l. c. T. II, str. 241 i 243). Stosunki te z całym ruchem 
sztuki i oddziaływaniem wzajemnem miast spiskich i polskich 
na siebie ściśle si't wiązały - dlategośmy je tutaj podnieśli. 


11. 


positus ecclesie X yasznicensis, constructor et cooperator mansio- 
nariorum I seu specialis benefactor et dotator eiusdem ecclesie 
Xyasznicensis exposuit, quo modo a temp.ore, quo eiusdem ecclesie 
mansionarie et mansionarii su nt instituti, fundati et erecti ad de- 
cantandum cursum beatissime Virginis l\Iarie cum missa-Salve 
sancta parens-singulis diebus cum toto officio ecclesie eiusdem 
ah antiquo tenendo, in ipsa ecclesia instituta et inchoata, ut huius- 
modi hore cum missa beate Marie Virginis cum officio ecclesie 
praedicte ab antiquo tenendo cum diligencia debita et absque 
omni negligencia et dispendio per ipsos mansionarios, seu capcl- 
lanos et eorum successores peragerentur, domusque eorum com- 
munis dehito modo et ordine regeretur et disponeretur certa 
statuta ad haec necessaria per ipsos tenenda et observanda, tam 
in ritu et ordine ecc1esie al' dictarum horarum explecione , quam 
in domus praedicte regimine illo modo fecerunt et condiderunt 
tenore infrascripti; quo facto et realitcr nobis exibuit et praesen- 
tavit in scriptis supplicavitque huius modi statuta per nos iustis et 
racionalibus, ne quolibet in futurum levipenderentur et delerentur 
recipi , admitti , ratificarique gratificari, approbari et confirmari, ac 
per nos mansionarios ecclesie praedicte Xyasznicensis omnes et 
singulos in omnibus punctis, clausulis et articulis modisque et for- 
mis, prout sunt facta et condita ad unguem tenenda et observanda 
decerni et mandari. Quorum quidem statutorum tenor sequitur 
de verbo ad verbum et est talis: Anno domini millesimo quin- 
gentesimo octavo, dominico die et festo beatissime Virginis Marie 
AsslImpcionis, cursllm sive horas gloriosissime Virginis Marie ince- 
pi mus cantare , nos, qui. pro tunc mansionarii primi fIlimus vide- 
licet: Stephanus de Buszko, Johannes de Paczanow, Egidius de 
Globuszko, Blasius eciam de Buszko. Praetcrea ut negligencie et 
defectus, sive excessus delinquencium circa cantum horarum et 
missarum huiusmodi debita adversaria corrigerentur, praesencia 
statuta per nos et successores nostros tenenda et observanda fe- 
cimus et condidimus et primo: quod quicunque mansionarius sive 
capellanus eiusdem ecclesie sive principalis sive substitutus ne- 
glexerit in missa primum introitu m, unum denarium pro pena ad 
manus praecentoris sive senioris dahit. Qui autem post Kyrie elei- 
son venerit , duos dabit denarios, qui vero post epistolam venerit, 
daIJit pro pena ternarium, sed qui totam neglexerit missam, unum 
integrum grossum pro pcna dabit. In matutinis , qui venerit post 
Venite - dabit unum quadrantem pro pena , si vero post psalmos, 
dabit medium grossum, si et inquantum non fuerit in totis ma- 
tutinis, pagahit unum integrum grossum pro pena. Item si hoc 
secundo fecerit ex contemptu , puniatur in duobus grossis irremis- 
sibiliter tociens, quociens neglexerit vel eum facere contigerit. 
Si ad horas neglexerit, utputa primam, terciam, sextarn, nonam, 
vesperas, complctorium, et postremum venerit, dabit pro pen a 
unum quadrantem. Idem eciam volumus de officio ecclesie habere 
solito et ab antiquo et consueto tenendo consequentes, si aliquem 
de fratribus, capellanis, sive mansionariis principalibus in quo- 


ł 



 
j
>>>
229 


STUDYA DO HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


23 0 


ł 


cunque negotio spaciari et abesse ad tempus breve, sive longum 
contigerit, aut alias quomodolibet per se laborare non posse nec 
valere, tunc secundum ordinacionem et disposicionem privilegii 
erectionis faciendum est cum eo, quod talis loco sui seu per se, 
cum licencia tamen et ita sciencia senioris videlicet praepositi, 
aut in absencia praepositi praecentoris unum alium capellanum 
habilem et valentem pro choro statuere debet et tenebitur, quem 
ipse praepositus aut senior sive praecentor probatum recipere vel 
refutare habebunt potestatem, alioquin ipse absentans pro pen a 
singulis septimanis septem grossos aut pro singulis diebus, qui hus 
sic se absentaverit, unum grossum dabit et persolvet pro pen a 
realiter et -cum effectu, De infirmis autem, qui vere infirmi fuerint, 
micius erit agendum cum eis per ipsos praepositum et praecen- 
torem et eciam alios confratres principales vel eorum substitutos, 
tamen ad privilegium erectionis super refugiendum est et recur- 
renrlum, ut omnia secundum ordinacionem peragantur. De aliis 
vero missis legendis, si quis mansionarius et principalis per se vel 
per alium idoneum missas in ecclesia legi institutas pro loco et 
tempore congruis et competentibus legere neglexerit, ad quos 
capellanos seu mansionarios senior seu praecentor superintendat 
et in penam negligencie unum ternarium sol vet tociens, quociens 
peccaverit, et nihilominus ipsas missas neglectas omnino adim- 
plere- tenebitur, alioquin inadvertens et pc rtinax pro qualibet 
missa sic neglecta unum grossum sol vat in manus praecentoris, 
quas penas, si quis solvere sponte rccusaverit, extunc praecentor 
circa divisionem fructuum et proventuum pccuniarum de porcio- 
nibus quorumcunque delinquencium recipere et detrahere ac de 
illis cum consilio et voluntate aliorum confratrum sive sociorum, 
prout melius et efficacius videbitur expedire, disponendi habebit 
pIcnam facultatem et praedicte pene pecuniarum imponantur ad 
cistulam communitatis seu do mus. Postremo de regimine domus 
communis: Ut in suis edificiis et honestate debita in futurum con- 
servetur, statui mus, ut praecentor sive senior sit pro tempore pri- 
mus et principalis sit in ipsa domo, ad quem omnes habeant re- 
spectum et illi debito honore cum prosequendo intendent, qui 
eciam cameras vacaturas confratribus et sociis habebit distribuendi 
facultatem secundum senium et ascensum eorum, et delinquentes 
in eos corrigendi, eo super salvo: Quod camera seu habitatio 
mclior et praestancior in ipsa dom o pro praecentore seu seniore 
per seniorem adoptetur et inhabitetur quodque pro honestate do- 
mus et securitate conservanda nullus inhabitator ipsius domus sub 
pena unius gros si aliquem extraneum , seu hospitem advenam 
hospicio recipere et pernocturnare audeat sine licencia et certa 
sciencia praecentoris in ipsa domo, et quod insuper quicunque 
inhabitans ipsius domus sine licencia praecentoris ex quacunque 
causa in domo non pernoctaverit et dormierit extra domum, in 
uno grosso per ipsum praecentorem puniatur tociens, quociens hoc 
reiterare praesumserit, quodque domus ipsa honeste per omnia ab 
omnibus inhabitatoribus conservetur et in suis edificiis tempestive 
restauretur; pene autem supcrius designate sive pecunia ex ipsis 
penis proveniens ipsum praecentorem cum consilio fratrum sive 
sociorum pro utilitate ipsius domus seu pro communi bono ipsam 
domum inhabitancium convertantur, salvis illis, que pro negli- 
genciis missarum provenerint, quia pro illis misse neglecte sup- 
pleri per praecentorem procurabunt, omni dolo et fraudepostergatis, 
et quod praecentor superintendat et provideat super has negli- 
gencias missarum, in quo oneramus conscienciam praedicti prae- 
centoris seu senioris. 


I 
ł 


De assecucione beneficii: 
Statui mus quod quicunque mansionarius praedictorum be- 
neficium mansionarie noviter fuerit assecutus, ille infra unum men- 
sem pro fisco communitatis ac pro ipsius domo utilitatibus ac 
edificiis unum fertonem ([util]itatibus) contribuat et ad manus 
praecentoris (domum) tradat, qui praecentor tenetur habere cisti
 
culam parvam duobus seraculis adiunctis, ad quam cisticulam ipse 
praecentor clavem unam primam habeat, et frater primus post 



 


praecentorem senior secundam clavem habebunt. Qui confratres 
de ipsis pecuniis disputent, ordinationem condignam facient, ubi 
ruina vel emendacio domus ingruerit reformanda. 


Pro conviciatoribus: 
Item quia de mansionariis et aliis nostris fratribus seu sub- 
stitutis conviciatoribus, detractoribus, et a maledicto oris linguam 
non refrenantibus, seu oris maledicti consuetudinem resecare 
negligentibus per statuta nostra praesencia de certa nostra scien- 
cia, statuimus, ut mansionarius, qui mansionarium alium con- 
fratrem suum invaserit ac fratrem nostrum verbis furiosis in 
ecclesia, vel in domo, f't quocunque alio loco honesto verbis 
probriosis, contumeliosis, conviciatoriis, detractoriis et maledic- 
toriis affecerit manifeste, aut de hoc confessus vel convictus 
fuerit evidenter per praecentorem ac fratres corrigatur et si, quod 
absit, rebellans inveniatur, per praccentore;n iuxta vigorem privi- 
legii erectionis et praesentis statuti in uno fertone puniatur; sub- 
stitutus vero, si qui esset, vel fuerit, quod absit, per subs[t]i[tu ]tos 
laborent, in tribus grossis sit puniendus et, si se correctum et 
emendatum non reddiderit, de gremio et suhstitucione ac con- 
sorcio nostri capituli sine quavis dilacione et procrastinacione sit 
ammovendus et rept::llendus. 
Si quis in licitis non obedierit praecentori pro tempore 
existenti, dabit pro pena unum grossum. 
Quicunque alicui ex fratribus nostre communitatis maledi- 
xerit, vel convicia imposuerit et erit super hoc probacio, dabit 
pro pena quatuor grossos infra quindenam, si vero secus fecerit, 
puniatur in sex grossis. Et si iterum non curaverit eandem penam 
dare, extunc privetur occurrente prima porcione proventuum, vel 
in uno fertone et deferatur praeposito. 
Si quis suadente diabolo, extra aliquem ex fratribus nostre 
communitatis percusserit, vel capillaverit fratrem, vel cum armis 
manus suas extenderit, dabit pro pena mediam marcam infra 
unum mensem, si vero contumaciter neglexerit, extunc praecentor 
cum fratribus deferret eum praeposito, et praepositus faciet cum 
eodem conviciatore secundum ordinacionem et disposicionem pri- 
vilegii erectionis. 
Si quis pro aliqua iniuria, vel ex alia causa ad praepositum 
vel dominum episcopum aut eciam ad dominum abbatem Thini- 
ciensem recursum habuerit sine licencia praecentoris, pro tempore 
existentis, vel communitatis, dabit pro pen a unum fertonem infra 
unum mensem, sub condicione supra data. 
Quicunque inebriatus fuerit et exinde scandalum aliquod 
fecerit, dabit pro pena quatuor grossos sub condicione supradicta 
Quicunque cum lumine tempore nocturnali circa horam ter- 
ciam, vel post per domum ambulaverit, vel in camera sine laterna 
et maxi me inebriatus sederit, vel si strepitum, aut impedimentum 
aliquod fratribus exinde fecerit, dabit pro pena unum talentum cere, 
aut duos grossos infra unam septimanam. 
Quicunque sine licericia dormierit alias, quam in sua domo, 
quod absit, quod esset suspectum, dabit pro pena prima nocte ta- 
lentu m cere aut tres grossos ad ceram, similiter et secunda nocte 
et tercia. 
Quicunque sine licencia praecentoris alicubi iter arripuerit, 
dabit pro pena duos grossos. 
Quicunque ad convocacionem cito non venerit post primam 
vocacionem, aut secundam, vel ex ea sine licencia exiverit, dabit 
pro pena unum grossum. 
(Praepositus seu dispensator sive procurator domus nullus 
unquam audeat aliquibus de rebus seu provisionibus domus, seu 
communitatis mansionariorum extra domu m aliquid dare sine spe- 
ciali licencia et voluntate praecentoris et aliorum fratrum, sub 
pena excomunicacionis, et eciam pena unius fertonis pecuniarum, 
si probabitur super eum). 
[tern domini mansionarii pro quibuslibet quatuor temporibus 
congregatis capitulariter et in simul convenientes, vocatis per prae- 
centorem, perlegant omnia statuta eorum et excessivos inter se
>>>
, 
I 


23( 


STUIJYA DO HISTORVI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


23 2 


corrigant et punient sccundum statuta suprascripta et jurata, et 
ut eciam sciant, quomodo ct qualitcr se regcre dcbcant et debent. 
Nos itaquc Johannes de Conari, Dci gratia episcopus Craco- 
vicnsis. mcmoratus, extunc huiusmodi statutis visis et lcctis m3- 
turaquc deliberacione rccensitis ac pcr omnia iusticie ct cquitati 
consonis, pcrquc cultns divini in pracdicta ccclesia sanctc Marie 
Assumpcionis in Maiori Xyasznicc, ut praefertur, instituti, plcnaria 
cxplanacione necnon domus communis ipsorum mansionariorum 
praedicte honesta et sccura conscrvacionc utilibus ct necessariis 
consideratis et inventis, p
ticioni seu supplicacioni praefati domini 
Nicolai de Coprzywnicza, pracpositi ccclesie in eadcm Maiori 
Xyasznice modcrni, iuste ct racionabili favorabiliter annucntes, 
statuta praedicta in omnibus et singulis eorum verbis, c1ausulis, 
modis ct articulis, prout facta et condita sunt, duximus recipicnda, 
admittenda, ratificanda, gratificanda, approbanda ct confirmanda, 
paritcrque rccipimus, admittimus, ratificamus. gratificamus, appro- 
bamus et confirmamus, dccernentcs ea robur perpetue ac rcali- 
firmitatis obtincre per praesentes, mandantes nihilominus omni- 
bus et singulis pracdictc ccclesie Xyasznicensis mansionariis, seu 
capellanis et corum substitutis, quibuscunque sancte obcdiencie 
in virtute ct cxcomunicacionis pena pcr nos et successores nostros 
aut pcr praepositum ciusdcm ccclesie Xyaszniccnsis in ipsos con- 
travenicntes et rebelles trina trium dumtaxat dierum monicione 
canonica pracvia fcrcnda et mulganda, ut huiusmodi statuta in 
omnibus custodiant, tcneant, obscrvent ct adimpleant rcaliter et 
cum effectu. Quoniam dignnm cst, ut ncgligentes, et dcsides pro 
sui s dc meritis puniantur, boni vcro ct fidelitcr pro honore Dci 
laborantcs et dccertantcs, hic et in futuro pracmiis rcmuncrentur 
sempitcrnis. Actum ct datum Cracoviac in curia nostra ep:scopali 
dic Saturni .ultima mcnsis Junii, Anno domini millesimo quingen- 
tesimo nono, nostro sub sigillo, pracscntibus ibidem venerahilibus 
ct honestis viris, dominis, Dominico dc Saczcmym dccrctorum 
doctore, canonico Lacziciensi, auditorc nostrc curie, Galio praepo- 
sito Kyclczensi ct Rathiboriensi, wladario nostro clavis Cracovien- 
sis, Felice Szizchowsky decano Szadocensi, l\1artino de Szbiky ca- 
nonico eciam Sadecensi et plebano in Szthroszyszka, Stanislao de 
Szandomyria, publicis notariis nostris ct aliis quampluribus fide 
dignis, pctitis ct vocatis hec sunt. 
(Stanislaus de Sandomiria notarius curie ciusdem ssrt). 


Donata ecclesie sancte Marie in Maiori Xyasznice per vene- 
rabilcm virum dominum Nicolaum de Coprzywnicza plebanum, 
expost praepositum eiusdem ecclesie Xyasznicensis, altaristamque 
altaris tituli sancti Anthonii in ecclesia cathcdrali Cracovicnsi, pe- 
regrinum Jerosolimitanum, constructorem ct bencfactorcm ac mul- 
torum ornamentorum ciusdcm ecclesie donatorem, necnon coo- 
peratoris mansionariorum in eadem ecclesia Xyasznicensi com pa- 
rata ct dotata pcr cundem. 
Primo supradictus dominus Nicolaus de Coprzywnicza pre- 
positus Xyaszoiccnsis edificavit et construxit de novo ct in toto 
ecclesiam ligncam et cimittcrium in Xyasznicc propriis sumptibus 
ct impel).sis anno domini 1484. Qlle ecclesia dedicata est anno do- 
mini 1485 pcr revercndum patrem dominum Paulum episcopum 
Laudocensem, suffragancum reverendissimi in Christo patris do- 
mini (ct domini) Johannis Rzeszowszki, Dei gratia episcopi Cra- 
coviensis in honorem beatissime Virginis Marie Assumpcionis ct 
sancti Stephani rcgis Ungarie. Cuius ecclcsie dedicacio fuit insti- 
tuta per supra dictum dominum Johannem, episcopum Cracovicn- 
sem, prima dominica post Omnium Sanctorum festum, que dedi- 
cacio eiusdem ecclesie Xyasznicensis postea non potuit fieri et 
esse, neque locum habere poterat. propter octavam Omnium Sanc- 
torum. Que octava Omnium Sanctorum novitcr est instituta et pri- 
vilegiata per Scdem Apostolicam. Ideo eadem dedicacio eiusdem 
ecclesie Xyasznicensis translata est in primam dominicam post 
festum sancti Bartholomei, apostoli, per reverendissimum in Chri- 
sto patrem dominum et dominum Johannem de Conari Dei gratia 
episcopum Cracoviensem, anno domini 1508, ad peticionem et ad 


..... 


instanciam venerabilis viri domini Nicolai de Coprzywnicza, prae- 
positi eiusdcm ecclesie Xyasznicensis, peregrini Jerosolimitani. 
Itcm supradictus dominus Nicolaus, praepositus, dum et quando 
fuit institutlls ad eandem ccclesiam in eadem Maiori Xyasznice, 
ubi nichil invenerat; omnia erant dcstructa, desertata et anihilata, 
tam in ecclesia, quam in dotc plebanali. Agri plebanales et prata 
desertata fuerunt, ubi praedictu'i dominus Nicolaus de Coprzywni- 
cza omnia restauravit et rcparavit, recdificando dc novo. Primo, 
ecclcsia fuit vetustis ct antiqua, ruinosa et foraminosa, ita quod 
canes et scrophe asccndcbant ad ccclesiam pcr foramina parictum 
cimittcrii, ncc signa apparcbant, uhi sepcs cimittcrii erant, sed pel- 
Ichant pcr cimittcrium pccora et pccudc;, ct via communis crat 
vectoribus per cimiterium equitandu. ubi dominus Nicolaus pracpo- 
situs de novo edificavit ecclesiam et cimitterium propriis sumpti- 
bus suis. Item idcm supradictus dominus Nicolaus post institucio- 
ncm ad ecclesiam in Maiori Xyasznicc nihil invcncrat salubre; 
omnia corruerant et erant dcstrtata ct dcstrncta pcr antecessorcs 
suos et in dote plebanali omnia edificia ccciderant, neque scpcs 
erant circa domum, seu curiam plebani. Ubi omnia per eundem 
dominum Nicolaum de Coprzywnicza rccdificata erant ct post rce- 
dificacionem domorum supervcnit ignis post tres annos ah insti- 
tucione sua a vicinis villanis et omnes dom liS plcbdnalcs, vicario- 
rum, ortulanorum exustc erant. Vnas itcrum domus pracdictus do- 
minus Nicolaus pracpositus cdificavit dc novo, dotcm totam ple- 
hanalcm, duas domus vicariorum, scolam, duas ortulanias, hec om- 
nia totum de novo cdificavit. 
Agri plebanalcs omncs deserti erant, in quibus agris antc- 
ccssores sui non scminahant, quos idcm dominus Nicolaus re- 
staurav:t. 
ltem eciam prata dotis plebanatus anihilata erant et dcstructa, 
ita, quod magna rubetha et spine crevcrant in cisdcm pratis, quc 
rubctha et spinas idcm dominus Nicolaus extirpavit et eradicavit 
non modicis impcnsis ct sumptibus suis. 
ltcm idcm dominus Nicolaus de Coprzywnicza plcbanus, ex- 
post pracpositus eiusdem ecclcsic Xyaszniccnsis, repctebat alienata 
ab ecclcsia sila supcr monastcrio Thinicicnsi, litigando per scptcm 
annos cum domino abbatc ct cum suo conventu Thinicicnsi, ubi 
non modicas impensas fccit super easdem litcs, usque ad scntcn- 
tiam diffinituram datam pro ccclesia pcr olim dominum Cardina- 
lem bone memorie, que sentcntia ct causa est in thesauro ccclc- 
sie Xyasznicensis, que custodiatur, ut pupili a oculi; forte possunt 
venire dies et tcmpora, ad quam necesse erit rccurrere et rcfu- 
gium habere. 
Item adhuc idcm dominus Nicolaus de CoprzywOlcza prae- 
positus eiusdcm ccclc
ie Xyasznycensis fccit et paravit et cffodit 
duas pisciunculas, qł:;as dcdit modernis dominis mansionariis ccclc- 
sie Xyasznycensis. 
Item idem dominus Nicolaus, pracpositus Xyasznicensis, edi- 
ficavit turrim ligneam, seu campanille pro campanis, suis propriis 
sumptibus et impensis. Primo, pro prima campana maiori dcdit 
centum viginti florenos, in qua su nt duodecem centanarii. Cui 
campane in baptismo est impositum nomen Nicolaus, que campana 
est empta et comparata per eundcm dominum Nicolaum anno 
domini 1506 '. 


ł 



_
-'
.."v"""'" 


I Ten dzwon wielki nazywany Mikolajem, fundowany przez Mikołaja 
z Koprzywnicy dotychczas si
 zachował. Napis na nim brzmi: .Ave Marya 
Dominus Tecum benedicta Laus Deoc. Przedzielone liliami. Poniźej napisu 
w kole Ukrzyżowany między dwiema Mary..mi z rytym ornamentem. Odlew 
piękny i staranny. 
OprÓcz te
o są dwa dzwony późniejsze: l. Dzwon maly złe
o odlewu 
z wyobrażeniem św. Mikołaja, prawdopodobnie Chrystus z ogromnym globem, 
Św. zakonnik kl
czący przed Chrystusem. Napis w górnej części: me fecit 
Math,as UT/!idn/!r in Cracovia A. D. 1778 Ave Marya. 2. Dzwon mały licheg-o 
odlewu z napisem: "Za staraniem W. X. K. Teodora Tomaszewskiego po- 
bożni parafianie Książnic fundowali, robił mnie Aloj. Olszewski R. P. 1891. 
Vox etiam in auribus meis sonet. 
P. Stanislaw Cercha odczytał dla mnie te napisy. 


, 


!
>>>
, 


... 


233 


STUDYA 110 HISTORYI RZEŹBY W POLSCE W XV XVI W. . 


234 


ł 


Item alia campana media est eciam empta per eundem do- 
minum Nicolaum, pro qua dedit viginti tres florenos, que eciam 
baptisata est, et est nomen ei impositum Johannes. 
Item tercia campana, que est ex antiquo, quam eciam do- 
minus Nicolaus praepositus Xyasznicensis dedit baptisare, cui im- 
positum est nomen Stephanus. 
Item idem dominus Nicolaus praepositus comparavit imagines 
splendidas, notabiles, magnas, ad summum altare pro centum sex 
florenis '. 
Item alias imagines sancti Nicolai ad aliud altare secundum 
supradictus dominus Nicolaus comparavit. 
Item adhuc tercias imagines ad minus altare in choro ante 
ciborium idem dominus Nicolaus comparavit. 
(ltem item expost suprascriptus dominus Nicolaus praepositus 
Xyasznicensis comparavit quartas imagines sancti Nicolai super 
altare eiusdem sancti Nicolai, eodem anno, quo supra, pro triginta 
florenis', quas imagines idem dominus Nicolaus praepositus pro sua 
ecclesia Xyasznicensi donavit.) 
ltem adhuc suprascriptus dominus Nicolaus praepositus com- 
paravit optimum et solemne ciborium ad servandum Corpus 
Christi. 
Item idem supradictus dominus Nicolaus comparavit passio- 
nem in medio ecclesie, devotam, notabilem, sumptuosam cum 
aliis imaginibus sanctorllm: Johannis, Marie Magdalene, Longini 
centurionis et latronum. 
Itcm formas seu staIla in choro in utraque parte dextra et 
sinistra supradictus dominus Nicolaus comparavit et construxit. 
Item vexiIla optima de optimo kowthyro rubeo cum tabulis 
seu imaginibus, que eon stan t ultra triginta florenos, per eundem 
dominum Nicolaum dc Coprzywnicza praepositum Xyasznycensem 
comparata et data pro eadem ecclesia sua. 
(Itcm cxpost anno domini 1514 supradictus dominus Nico- 
laus praepositus adhuc comparavit alia secunda vexilla de czem- 
letho rubeo, que constant decem marcas pecuniarum. Itcm idem 
dominus Nicolaus rcstauravit tcrcia vexilla de tela, ferialia.) 
ltcm armarium magnum , quod stat in thcsauro ecclesie, 
praedictus dominus Nicolaus comparavit ad servandum ornatus, 
cappas, dalmaticas et alia ornamenta ecclesie. Item adhuc aliud 
armarium, quod stat in sacristia, ad servandum calices, cruces 
idcm dominus Nicolaus dedit, 
Item in eadem ecclesia Xyasznicensi sunt quatuor calices 
argentei; duo calices ex his quatuor sunt in toto deaurati cum 
patenis, alii duo sic pcrmanent non deaurati, solum poma in 
medio calicum sunt deaurata. 
(ltem itcm anno domini 1512 supradictus dominus Nicolaus 
pro festo gloriosissime Virginis Marie Assumpcionis comparavit 
et donavit quintum calicem argenteum, in toto dcauratum, satis 
large et abunde, in quo calice su nt quatuor marce argenti et 
unus scotus, super quas quatuor marcas argenti et unum scotum 
dedit decem aureos in auro ad deaurendum. qui calix constat 
quinquaginta duos florenos cum labore, cum lapidibus preciosis 
et margaritis, quem calicem legavit ecclesie sue Xyasznicensi idem 
dominus Nicolaus.) 
Item una prima crux magna argentea in toto est dcaurata, 
in qua sunt quinque marce argenti cum septern scotis, que 
constat quadraginta quinque florenos in toto, quam supradictus 
dominus Nicolaus de Coprzywnicza praepositus Xyasznicensis 
comparavit. 
Item alia secunda crux minor argentea non deaurata sed 
sic permanet alba, quam eciam idem dominus Nicolaus comparavit. 
Itcm adhuc alia tercia crux parva ligata in scarseIla, seu 
capseIla de cowthiro flaveo, que eciam est data per supradictum 
dominum Nicolaum eaedem ecclesie Xyasznicensi. 
Item adhuc supradictus dominus Nicolaus praepositus dedit 


f 


I W dru
im e
zemplarzu Statutów na mar
inesie napisano: IIÓ fi. 
· W dru
im e
zemplarzu 20 fi. 


I 
, 
I 


et comparavit unam param de ampulis argentcis pro cadcm cccle- 
sia sua X yasznicensi. 
Item adhuc idem venerabilis vir dominus Nicolaus de Co- 
przywnicza praepositus ecc1esie Xyasznicensis comparavit et 
construxit monstranciam argentcam ad portandum Corpus Christi 
in toto deauratam, in qua sunt tredecim marce argenti et XIII 
scothi, que constat centum quadraginta sex floren os , et que 
comparata est per supradictum dominum Nicolaum anno domini 
1509. Que monstrancia est legata et don ata pcr supra dictum 
dominum Nicolaum ecc1esie Xyasznicensi. 


Tabula. 


(ltcm adhuc eodcm anno quo supra, vidclicct anno domini 
1512. idem suprascriptus dominus Nicolaus, praepositus Xyaszni- 
censis, comparavit ct dedit unam parvam tabulam cum imagine 
beate Marie Virginis et diversis reliquiis sanctorum in eadem ta- 
bula. a qua imagine Anthonio pictori dedit quatuor florenos. Que 
tabula dccet poni super altare maius in festis solemnibus et dccet 
portari in processionibus rogacionum. que tabula constat septua- 
ginta tres ftorcnos, omnia simul computando, sicut aurum, argen- 
tum, lapidcs prcciosos, margaritas. laborem aurifabri. Summa tocius 
facit septuaginta tres florenos per mcdiam scxagcnam, quam ta- 
bulam idcm dominus Nicolaus praepositus Xyasznicensis legavit 
et donavit ccc1esie sue Xyaszniccnsi. Oretur Deus pro co et l\Iaria 
mater eius.) 
Donata pro ecclesia: 
Item anno domini millesimo quingentesimo decimo quarto 
venerabilis vir dominus Nicolaus, praepositus Xyansznicensis, pere- 
grinus Jcrozolimitanus comparavit quatuor capi ta ct duas manus; 
duo capita sanctorum pontificum Stanislai et Nicolai, cum diversis 
reliquiis sanctorum et sanctarum, et alia duo capita sanctarum 
virginum Kathcrine et Barbare eciam cum diversis reliquiis san- 
ctorum, 1\lanus sancti Stanislai et Adalbcrti, eciam cum re(li)quiis 
sanctorum. Et quicunque sine mortali pcccato ct contrito corde 
confessus fucrit, flexis genibus oraverit unum pater noster et ave 
Maria, a quolibet capi te quadraginta dics indulgenciarum obtinebit. 
Similiter a quolibet manu totidem. ltcm adhuc a qualibct particula 
reliquiarum, que sunt in capitibus et manibus eciam per quadra- 
ginta dies indulgcnciarum obtinehit. Hacc supradictus dominu s 
Nicolaus omnia donavit ecclesic Xyansznicensi. Item idem vene- 
rabilis vir dominus Nicolaus adhuc comparavit tres tabulas parvas 
cum diversis reliquiis sanctorum. tectas de cornu tabulas ad dan- 
dum easdem osculari populo in missis. 
Ttem adhuc supradictus dominus Nicolaus comparavit pulcram 
cruccm ligneam deauratam supcr aItare poncndl1m, cum reliquiis 
sanctorum et ligno vite. 
Item adhuc idem dominus Nicolaus, suprascriptus peregri- 
nus, comparavit fon tern baptismalcm cum tectura eiusdem fontis 
baptismalis. 
Item adhuc aliud armarium secundum, quod stat in zacri- 
stia, super quo sacerdotes induuntur et ornatus servantur et 
caliccs idem dominus Nicolaus comparavit. 
Item expost anno domini millesimo quingcntcsimo decimo 
quarto pro festo Pasch e idcm supradictus dominus Nicolaus se- 
cunda et alia vexilla de czemletho rubeo comparavit que constant 
XI marcas. 
Item idem dominus Nicolaus comparavit omnia staBa, tam 
in choro, quam in toto corporc ecclesie. 
Sequuntur alia ornamenta ecclesie sancte Marie in Maiori 
Xyasznice. Primo: ornatus de rubeo axamito cum cruce antiqua, 
cum omnibus aliis attinenciis ad eundem ornatu m pertinentibus, 
sicut alba cum panniculis, humerali, stola, manipulari et cingulo. 
Secundus ornatus de adamasco albo novo, cum cruce alba, cum 
panniculis, ante et retro, humcrali, stola, manipulari, cum omnibus 
attinenciis ad eundcm ornatum pertinentibus, per dominum Nico- 
laum de Coprzywnicza, praepositum Xyasznicensis ecclesie, com- 
paratum et donatum eaedem ecclesie.
>>>
ł 


STUDYA DO HISTOR'iI RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


23 6 


235 


Tercius ornatus eciam de adamasco coloris glauci, cum 
cruce et cum omnibus a]iis pertinenciis pertinentibus ad eundem 
ornatum ut supra. 
Quartus ornatus de camcha cum auro intextus. cum aliis 
diversis coloribus, cum cruce et cum omnibus aliis atLinenciis 
pertinentibus ad hunc ornatum, comparatum per dominum Nico- 
laum. supradictum praepositum, donatum per eundem ecclesie 
sue Xyasznicensi. 
Quintus ornatus eciam de camcha rubea. cum magnis cam- 
pis auro et aliis diversis coluribus serico intextis, cum cruce et 
cum omnibus aliis attinenciis pertinentibus ad eundem ornatum, 
comparatum et legatum per supradictum dominum de Coprzy- 
wnicza eaedem sue ecelesie Xyasznicensi. 
Sextus ornatus per supradictum dominum Nicolaum, prae- 
positum ecelesie praedicte Xyasznicensis, comparatum, de camcha 
auro intexta et aliis diversis coloribus serico intextis, cum cruce 
alba. cum panniculis, humerali, stola, manipulari, cum omnibus 
pertinenciis ad eundem ornatum praedictus dominus Nicolaus 
legat pro eadem sua ecclesia Xyasznicensi. 
Septimus ornatu s de ni gro czamletho cum cruce, cum om- 
nibus a]iis pertinenciis ad eundem ornatu m pertinentibus et spe- 
ctantibus. 
Octavus ornatu s de camcha admodum flavei coloris antiquum, 
cum omnibus pertinenciis pertinentiblls ad eundem ornatum, cum 
cruce antiqua. 
Nonus ornattls antiquus eciam, cum cruce et eciam admo- 
dum flavei coloris cum diversis coloribus. 
Decimus ornatus al hus, antiquus, totus auro antiquo intextus, 
cum nova cruce, cum omnibus aliis attinenciis ad eundem orna- 
tum pcrtinentibus, in quo canitur matura missa de beata Virgine 
per m:msionarios. 
Undecimus ornatus eClam antiquus de camcha glauca, cum 
cruce aurea stricta alias thkanka. 
Duodecimus ornatus de harassio nigro, cum cruce rubea 
eciam harassio ruheo, cum omnibus attinenciis suis. 
hem ad summum altare su nt tria antependia seu pallia al- 
taris. Unum et primum dominus Nicolaus de Coprzywnicza prae- 
positus Xyasznycensis comparavit de camcha auro intexta cum 
magnis campis, serico diversis coloribus intextis, quod antepen- 
dium dedit et legavit ecelesie sue cum duabus pallis serico intex- 
tis. Una palla eiusdem altaris superior pro septern florenis rece- 
pta est et empta per eundem. 
Secundum antependium altaris eiusdem idem supradictus 
dominus Nicolaus comparavit de camcha simplici cum pallis eciam 
serico intextis. 
Tercium antependium eiusdem summ i altaris est antiquum 
de kithayka cum bombice insutum. 
hem ad alia tria altaria in ecelesia et quartum extra ecele- 
siam ad quodlibet altare sunt duo antependia seu pallia altarium, 
unum pro diehus festivis et aliud pro diebus ferialibus. Ad al- 
tare minus ante Corpus Christi est de camcha glauca et rubea, 
cum palla serico intexta. 
(hem expost adhuc eodem anno quo supra idem domi- 
nus Nicolaus. praepositus Xyasznicensis, comparavit et donavit su- 
per duo altaria in corpore ecelesie, videlicet ad altare sancti Ni- 
colai et ad altare beate Virginis Marie et sancti Stephani , regis 
Ungarie, duo antependia altarium nova, de nova camcha vide- 
licet eciam de coloribus rubeis et glauci. Jhesus). 
Item ad altare sancti Nicolai est antependium de czamletho 
brunatico cum pallis et serico intextis. 
hem ad altare sancti Stephani est antependium de kithayka 
grisea cum serico intexta. 
Item qllatuor alias szirzinki magne et notabiles, super alta- 
ria quatuor auro intexte et serico pauco: 
Una habens in medio Jesus auro intextus. que fit in maiori 
altari cum axamito aureo (rubeo) alias zlotoglow. 
Item secunda szyrzinka, que fit in minori altari ante Cor- 


...... 


pus Christi, in qua eciam est in medio Jhesus auro intextus cum 
camcha auro intexta. 
hem tercia szyrzinka. auro et modico serico intexta, in qua 
est in medio Agnus Dei, auro intextus. que fit in altari ad sanc- 
tum Stephanum. 
hem quarta szyrzinka. que fit in altari ad sanctum Nicolaum 
modicum minor serico eciam intexta et modico auro; has szy- 
rzinkas dominus Nicolaus comparavit et dedit pro eadem sua ec- 
elesia in X yasznice. 
Item adhuc idem dominus Nicolaus de Coprzywnicza, prae- 
positus eiusdem ecelesie Xyasznicensis dedit sex alias szyrzinkas 
minores ad pulpitos in altaribus sub libros. seu suh missalia po- 
sitas in festivitatibus solemnibus, pro honore Dei et genitricis sue. 
hem idem adhuc dominus Nicolal}s praepositus sex manuter- 
gia cum serico dedit, que sex manutergia ad tergendllm manus 
sacerdotibus, qui sunt ID divino officio, ad ałtare dedit et legavit, 
que ponenda sunt in diebus solemnitatum praeter alia manutergia 
simplicia sine serico. que sunt quatuor pro diehus ferialibus, que 
idem dominus Nicolaus dedit pro eadem ecelesia sua. 
hem alia adhuc manutergia sunt oc to ecelesie lunga. cum fi- 
lis flaveis insita. quibus tergunt manus in sacristia sacerdotes. prae- 
parando se ad dominia seu divinum officium. 
hem corpora]ia sunt oc to per dominum Nicolaum comparata. 
Item idem supradictus dominus Nicolaus dedit adhuc alia 
duo tepecia nova appendencia super formas seu stall a in diebus 
festivitatum seu solemnitatum, pro sua ecelesia X yasznicensi (dedit). 
Item duo tepecia (ali a) ad ornandum gradus ałtarium (dedit). 
Item sex czaIunii super formas seu stall a ponenda. 
Item scatula lignea de cipresso cum corporali. quam scatu- 
lam cum praedicto corporali mecum habui in Jerusalem, in terra 
sancta. in diversis sacris locis. 
Item idem venerabilis vir dominus Nlcolaus. praepositus 
Xyasznicensis, peregrinus Jerosolimitanus, comparavit duas dal- 
maticas de camcha, coloris duplicis rubei et glauci, valoris XllII 
florenorum. quas idem dominus Nicolaus dedit pro ecelesia sua 
Xyasznicensi. pro honore Dei et Virginis Matris ems, anno domini 
1508 pro fest o beatissime Virginis Marie Assumpcionis. 
!tern sunt tres cappe, una de hathlassio flaveo. cum avibus 
griphonum de auro, antiqua. 
hem secunda cappa antiqlla alba ex antiquo auro. 
hem tercia cappa est coloris flavei et viridis (antiqua). 
Anno domini 1512 comparavit cappam (quarta cappa) no- 
vam quartam pro ecelesia sua Xyansznicensi, de nova camcha. co- 
loris rubei et glauci, quam cappam supradictus dominus Nicolaus 
praepositus Xyansznicensis donavit ecelesie sue Xyansznicensi. 
hem per eundem dominum Nicolaum comparata sunt duo 
errea candelabra ad summum altare. 
!tern ad quodlihet altare sunt candelabra stannea per supra- 
dictum dominum N. comparata. 
Libri pro choro comparati per dominum Nico]allm praepo- 
situm: 
Primo graduale notatum in pergameno ad magnum mo- 
dum, item aliud in papyro graduale. 
hem antiphonarium notatum in pergameno ad magnum mo- 
dum per eundem dominum Nicolaum comparatum. 
Item aliud antiphonarium est eciam ad minus modum in 
pergameno. 
Item psalterium in pergameno, item aliud in papyro. 
Missalia: primo unum missale magnum in papyro de impressa. 
Item aliud eciam minus de impressa in papyro. 
Item tercium missale ad magnum modum in pergameno 
scriptum. 
!tern quartum missale minus ID pergameno scriptum. 
Item quintum adhuc missale ID papyro scriptum ad parvum 
modum. 
Item sextum missale ID pergameno scriptum de antiqua 
littera 


ł 


ł 


1 


-
>>>
ł 


237 


STUDYA DO HISTORYI RZEiBY W POLSCE W XV I XVI W. 


ł 


ltcm agenda scripta de optima littera ad parvum modum 
pro dominis mansionariis. 
Primo graduale notatum de beata Maria Virgine in papyro. 
Itcm Icgendarium ad legcndum lcctioncs dc beatissima Vir- 
ginc Maria. 
Item psaltcrium dc imprcssa in papyro practcr coralem. 
Itcm in formis scriptum in papyro. 
Item pro cadem ecclesia Xiasznicensi per supradictum do- 
minum Nicolaum, praepositum, data su nt quadraginta volumina li- 
brorum, sermonum et aliarum diversarum materiarum, pro studio 
et utilitatc praedictorum dominorum mansionariorum, ecclcsic 
Xyasznycensi. Hos libros suprascriptos (et infra) praedictus dom i- 
nus Nicolaus praepositus Xyasznyccnsis dcdit ct Icgavit pro honorc 
Dei ct salute sua, ut domini mansionarii orent Dcum pro anima sua, 
Inventarium scu conscripcio librorum ccclcsic in l\1aiori 
Xyasznicc. 
Anno domini 1509 vcncrabilis vir dominus Nicolaus de Co- 
przywnicza, pracpositus ecclesie in lVIaiori Xyasznicc ct altarista 
altaris tituli sancti Antonii in ecclcsia cathedrali Cracoviensi, 
peregrinus Jerosolimitauus ctc. hos lihros infrascriptos donavit ct 
legavit pro cadcm ccclcsia sua in Maiori Xyasznicc. 
Et primo: bibliam in uno magno voluminc dc imprcssa de 
littcra argcntina circumvoluta cute rubca cum fibulis. 
EXl'ositioncm super totam bihliam Nicolai dc Lira 10 sex 
voluminibus manu ct penna scriptis. 
Primum volumcn continens super Pcntatheukon in asseri- 
hus circumvolutum cutc rubea cum fibulis. 
Sccundum volumen continens scriptum Lire super libros 
]ozuc, Judicum, Ruth, Rcgum, Paralipomcnon, ct ncminc ctiam li- 
gatum in asscribus circumvolutum cute alba cum fibulis. 
Tercium volumen contincns cxposicioncm Nicolai de Lira 
supcr Hestcr, Tobic, ]udith, Machabcorum, Jcrcmic ct Ezechicl, 
ligatum ct circumvolutum eciam cutc alba cum fibulis. 
Quartum volumcn, in quo continetur cxposicio Lire super 
Apokalipsim, concordancie brcvcs, biblie, dccrcti ct dccrctalium, 
ligatum in asscribus circumvolutum cute alha ct cum fibulis. 
Quintum volumcu in asscribus circumvolutum eciam cute 
alba cum fibulis, in quo continctur dicta Nicolai dc Lira super 
psalterium ct supcr epistolas bcati Pauli et super omnes canoni- 
cas apostolorum, 
Scxtum volumcn in asscribus circumvolutum cutc rubea, 
contincns cxposiciouem Nicolai Lira super quatuor cvangelistas. 
Postilla supcr l\Iatheum Nicolai de Lira ct supcr totam bi- 
bliam dc imprcssa dc littcra Norimbergensi. 
Monotractatus supcr totam hibliam in asseribus circumvo- 
lutum cute rubea ligatum ad parvum modum. 
Passionale in magno volumine, scu scolastica historia, de 
impressa cum ccrtis historiis, manu ct peuna scriptum in fine, 
in asscribus circumvolutum cute ruhea. 
Passionale ad parvum modum ad fracturam papyri, manu 
et penna scriptum, circumvolutum cute rubea alba, cum fibulis. 
Kancionalc divinorum, manu et penna scriptum, in asseribus 
circumvolutum cutc seu zamcss, cum fibulis, quod applicatum est 
super formas scu stalla ecclesie. 
Scrmones Bcrnardi cardiualis cpiscopi Tuscimicnsis, manu 
et pcnna scriptum, in asseribus circumvolutum cute rubea 
10 toto. 
Secundus libcr scrmouum undcr, seu au rei scrmoncs, dc 
imprcssa dc tcmporc et de sanctis in asseribus circumvolutum 
cutc rubea. 
Tcrcius libcr sermonum alias pracceptorum dc impressa in 
asseribus circumvolutum cutc glauca. 
Quartus libcr scrmonum novi thcsauri, sriptum manu et penna, 
in asscribus circumvolutum cutc rubea pcr medium, 
Quiotus liber sermonum manu ct pcnna scriptum, circum- 
volutum cute rubca cum fibulis in asseribus. 
Scxtus libcr sermonum dc sanctis et homilic ab adventu do- 


ł 


ł 


I 


238 


mini usque ad Ramispalmarum, scriptum manu ct pcnna, m as- 
seribus circumvolutum cute alba cum fibulis. 
Septimus liber scrmonum Cezarii pcr circulum anni, manu 
et pcn[ n la scriptum, in asseribus corrigio albo circumvolutum 
per medium. 
Octavum volulOen magnum ct spissum , in quo continetur 
primo gloza seu exposicio supcr psaltcrium totum de impressa; 
in eodem eciam scrmoncs Leonardi de Utino circumvolutum cutc 
rubea in toto sinc fibulis. 
Quatuor partes aut volumina sermonum Jordani, manu et 
penna omnia quatuor scripta, ligata in asscribus. 
Primum volumen circumvolutum cutc alba cum fibulis. 
Sccunda pars cooperta corrigio glauco cum fibulis. 
Tcrcia pars eciam circumvolutum cutc alba cum fibulis. 
Quartum volumen Jordani eciam circumvolutum cutc alba 
cum fibulis. 
Opus postillarum et scrmonum ]ordani dc tcmporc, in asse- 
ribus circumvolutum cute rubea per mcdium dc littcra tam co ar- 
geotina dc imprcssa. 
Liber scrmonum de imprcssa Hugonis de Prato super tota 
evangelia et cpistolas per totum annum, in asseribus circumvolu- 
tum cute rubca per mcdium. 
Libcr sermonum, manu et pel1l1a scriptmn, in asscribus cute 
alha per medium coopertum de sanctis. 
Libcr scrmonum, manu et pcnna scriptum, in asscrihus cute 
rubea in toto coopcrtum, de tcmpore per totum annum. 
Libcr scrmonum de imprcssa doctoris Jacohi Cartusiensis in 
asseribus circumvolutum cutc alba. 
Sacramcutalc ductoris Nicolai de Blonye cum exposicione 
missc, ct cciam statuta provincialia in uno parvo volumine, quod 
est applicatum ad formas scu stall a ecclcsic. 
Exposicioncm aliam super psaltcrium de Turrccremata, que 
applicata est super formas ccclcsic, ut simpliccs habcant rcclJrsum 
ad eandcm cxposicionem psaltcrii pro dubiis eorum. 
Itcm adhuc cxpost idem supradictus dominus Nicolaus prae- 
positus dedit librum Catholicon de impressa de littcra Vcnc- 
ciana, quod applicatum est super formas seu stalla ecclcsie, ut 
facilius posscnt acccdcre simpliccs ad eundem pro dubiis eorum. 
[tcm libcr Vitas patrum dc imprcssa in asscribus circumvo- 
lutus cutc glauca sine fibulis. 
Item adhuc aJia exposicio super psalterium clarissimi Cassio- 
dori scnatoris, in magno voluminc in assenbus circumvolutum cute 
glauca sine fibulis dc impressa, (quod ligatum et applicatum cst su- 
per stalla in choro ccclcsie). 
Item libcr introligatus io coopcrtorio albo, qui vocatur ars 
mcmorandi per figuras. per imagincs depictas super totam bibliam 
pro lcctoribus simplicibus, ct alic multc matcric, ut infra videbis, 
revidc libeotcr proficies. 
Itcm libcr, qui vocatur Scolastica historia, dc littcra Vene- 
ciana ad magnum modum Coopcrtum cutc rubca sinc fibulis. 
lItem anno domini 1511 dcdit supradictus dominus Nicolaus 
pro ccclcsia sua Xyaoszniccnsi secundum librum Vitas patrum 
ecclesie dc impressa. Dedit cx Cracovia per maous domini Ste- 
phani, mansionarii Xyaoszniccosis. Itcm supradictus dominus Nico- 
laus dcdit adhuc unum libellum parvum, in quo continetur primo 
officium misse. Itcm tractatus contra usurarios. Itcm epistola 
contra Turcos.) 
Alii libri pro choro ccclesie in i\taiori Xyasznice, ct primo 
vencrabilis vir dominus Nicolaus, pracpositus supradictus, compa- 
ravit pro eadem sua ccclcsia graduale magnum in uno volumine 
in pcrgamcno scriptum et notatum cum aliis libris infcrius scriptis. 
Secundum gradualc minus in papyro scriptum et notatum 
eciam idcm dominus Nicolaus comparavit. 
Antiphonarium in pergamcoo scriptum et notatum in uno 
magno volumine comparavit. 
Tria missalia, unum magnum de impressa ad summ um altare 
pro choro, secundum missalc minus cciam de imprcssa com pa-
>>>
r 


. 


239 


STUDYA DO HISTORYJ RZEŹBY W POLSCE W XV I XVI W. 


240 


ravit, tercium missale votivale, manu et penna scriptum, idem 
venerabilis vir dominus Nicolaus, praepositus, comparavit et do- 
navit ecclesie pie proptcr Deum. 
Quartum missale ad magnum modum in pcrgameno, scri- 
ptum manu et pen na. 
Quintum missale minus, eciam scriptum penna et manu, 
eciam in pergameno. 
Sextum missale in pergameno scriptum de antiqua littera. 
ltem agenda in pergameno de optima littera ad parvum 
modum, scripta pen na. 
Item alii libri pro choro dominis mansionariis in Xyasznice. 
Graduale in papyro cum ceteris responsoriis et antiphonis 
intemerate Virginis Marie, 


Legendarium diversorum sanctorum doctorum Ambrosii, 
Augustini, Bernardi et aliorum sanctorum, doctorum ad legendum 
lecciones in matutinis. 
Psalterium unum de impressa super formas seu stalla pro 
hebdomadario. 
Viaticum manu et penna scriptum applicatum super formas. 
(Ego Jacobus mansionarius Xyasznicensis perlegi statuta om- 
nia ista. Anno domini 1509, septimo die mensis......) l 


. Wiele z ksiąłek, mebli i przedmiotÓw powyłej wymienionych znaj- 
duje się dotąd w Książnicach. Za nasz!} bytnością na miejscu nie mieli sm y 
dość czasu, aby te zabytki sprawdzić i z opisem inwentarza porównać, Za- 
bystya, 8karbczyk, biblioteka i archiwum kościoła ksiąłnickiego wymagałyby 
szczegÓłowej inwentaryzacyi, 





 


ERRATA 


Szpalta 110, w. 15 od dołu, zamiast: św. Józef, stojący 
na przeciwko, czytaj: św. Jan, stojący na przeciwko. 
Szpalta 124, nota 2, w. 1, zamiast: Też same prawdy, 
czytaj: Też same powod y. 
Szpalta 150, w. 21, zamiast: koło r. 1483 we Flandryi, 
.... tak wielki mistrl jak Jan Van Eyck, czytaj: koło r. 1433 we 
FI andry i .... tak wielki mistrz jak Jan Van Eyck. 
Szpalta 168, w. 5, zamiast: na placu św, Barbary, czytaj: 
na placu Maryackim. 


Szpalta 170, nota l,zamiast: A. Mattaei, czytaj: A. M atthaei. 
Szpalta 173, fig. 29, zamiast: Wit Stwosz, Chrystus w Ogrójcu, 
rzeźba w Krakowie na placu św. Barbary, czytaj: Wit Stwosz, 
Chrystus w Ogrójcu, rzeźba w Krakowie n a p l a c u M a r y a C kim. 
Szpalta 192, w. 5 od dołu, zamiast: 
et patronis c , czytaj: 

e t p a t r o n i c. Bardzo być zresztą może, że powinno się czytać 

et latronumc, w takim razie z natury rzeczy o św. Stefanie 
Węgierskim nie mogłoby być mowy.
>>>
. 


- - -...;;;...;;: o 


I( 



 


)1-.; 
,", 


. 
 ..... I .' 


I 
\ 


\\
 


.,. 


-- 


" 
'", " 


- I 


.' ...
. .\\
 


"1' 


t' 


-\.\ 



- 


-1' 
\ 
l' 


J}'" 


/) 


........-._

."..
- 
. 'f{' 

'. . 'r'\.. 
.J
 l,r
 ł. ...-' 
..,
. ' 
 Ji - l';¥"o,. 
1.';".',-" (_ I.., .. 

 
 .:.. 
.
. 
; 


 
.:.:,.,?-:-j,.
 
 
 
:'''''',-'-. 

-:.,;.:;:::.- 

".- - . 

'

 

-
 
:...- 


I', I' - ,\' ' 
- .
., 
.- ł ' 
. - 
 - 



 


/ -,,
": 



y 
1,- 


----- 


Fig. I i 2, 
Kalkany Z !\Iuzeum XX. Czartoryskich w Krakowie. 


ORMIAŃSKI EPILOG 
LWOWSKIEJ SZTUKI ZŁOTNICZEJ 


WŁADYSŁAWA ŁOZIŃSKIEGO 


PRZEZ 


Rzecz naszą o złotnictwie lwowskiem w XVI i XVII 
wieku doprowadziliśmy tylko do r. 164-0, to jest do 
daty jego zupełnego upadku. Nie można było tego 
upadku tak kwitnącej niegdyś we Lwowie sztuki uwa- 
żać za chwilowy, bo już w kilka lat po owej dacie 
nastąpić miał cały długi okres upadku i zniszczenia ca- 
łego miasta. Do zubożenia, .dokonanego w spokojnych 
czasach, przybyła ruina wojenna, nawał katastrof, cały 
grad klęsk i ciosów, tak od swoich jak od wrogów. 
Zdawało się, że wśród tej straszliwej burzy, jaka szaleć 
poczęła w Polsce od r. 1648, rozsypie się w gruzy sto- 
lica Rusi, że Lwów zginie na zawsze w tym powszech- 
nym zamęcie. Od r. 164-8 do r. 1672 przebyło miasto 
trzy oblężenia, okupując się każdemu krwią i złotem, 
a ileż krzywd, zdzierstw, ucisku, kontrybucyj przypadło 
mu znieść od swoich, od eksakcyjnych komisarzy, od 
niepłatnego wojska I :\Iieliśmy tedy aż zbyt dosta- 
teczne powody, aby nie kusić się o dalszą historyę sztuki, 
która do istnienia swego i rozwoju potrzebuje spokoju, 
bezpieczeństwa, dobrobytu i nadziei pogodnego jutra. 
.-\. przecież mimo to wszystko, a raczej po tem 
wszystkiem, co strasznego i tragicznego przyniosło to 



 


ćwierćwiecze dziejów Polski i Lwowa, nastąpiła jeszcze 
pora odrodzenia i ponownego rozkwitu złotnictwa. 
Trwała ona bardzo krótko, bo objęła zaledwie lat kilka, 
i tembardziej miała w sobie coś z zagadkowości feno- 
menu, że nie tłumaczyła się przeszłością i nie dała ża- 
dnego gruntu pod przyszłość. Znamienną zaś i bardzo 
jnteresującą cechą tego nagłego zabłyśnięcia przygasłej 
już całkowicie sztuki jest fakt, że zawdzięczamy je głó- 
wnie Ormianom, co znaczy, że historya złotnictwa lwow- 
skiego jak się zaczyna od przewagi mistrzów ormiańskich, 
tak się i kończy na niej. Na samym początku XV w, 
(14°7-1419), a więc w czasie, od którego dopiero da- 
dzą się śledzić początki tej sztuki we Lwowie, na 18 
mistrzów sztuki złotniczej przypada I Polak a 6 Or- 
mian, reszta zaś to sami Niemcy; na samym schyłku 
XVII w. pracuje we Lwowie blisko 30 Ormian złotni- 
ków, mistrzów i towarzyszy, cyfrą tedy swoją stanowią 
więcej niż połowę ogólnej liczby, znaczeniem zaś w sztuce 
i zamożnością podnoszą stosunek ten do daleko wyższej 
jeszcze miary przewagi. 
Fakt ten tłumaczy nam niejedną stylistyczną za- 
gadkę; wyjaśnia nam mianowicie kwestYę, dlaczego tak 
16 


.
>>>
. 


243 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI ZŁOTNICZEJ. 


długo, tak uporczywie, do tak późnej pory cywilizacyi 
naszej, bo aż w głąb XVIII w., utrzymuje się ten silny 
pierwiastek wschodni w wyrobach złotniczych, o ile one 
służyły do stroju, do broni, do jazdy. Utrzymywali go 
i podsycali Ormianie, złotnicy lwowscy, i to głównie 
l wo w s cy, bo od najdawniejszych czasów ze wszystkich 
miast polskich Lwów najbardziej słynął z artystycznej 
i kosztownej oprawy szabel, z bogatego zdobienia rzędów, 
z misternego wykuwania tarcz, kałkanów, misiurek, koł- 
czanów i ładownic W złocie i srebrze, 
00 tego stałego oryentalnego wpływu na kostium 
i broń polską, utrzymywanego handlem i rękodziełem 
Ormian, przyczyniają się w ostatnich dziesiątkach lat 
XVIl w, zwycięztwa króla Jana III nad Turkami, przy- 
czyniają się mianowicie w wysokim stopniu łupy drogo- 
cenne z pod Chocimia i \Viednia. Pod wpływem tych 
pysznych trofeów, z któremi wraca rycerstwo i szlachta 
w progi domowe, następuje u nas formalna oryentali- 
zacya smaku na polu kostiumu i broni, i z siłą m o d y 
rozpowszechnia się w społeczeństwie, Ów bogaty rząd 
Hussejna baszy, zdobyty pod Chocimem, szczerozłoty, 
sadzony dwoma tysiącami rubinów i szmaragdów, na 
którym król wjeżdża do Krakowa na koronacyę, a który 
potem dostaje się w darze \Vielkiemu Księciu Toskań- 
skiemu Cosimowi III, ale w stolicy Medyceuszów, W 1'0- 
dzinnem mieście Benvenuta Celliniego, jest tylko przed- 
miotem podziwu jako cosa deI barbaro lusso - ów rząd 
baszyński pod królem polskim jest niejako sygnaturą 
stylu i smaku, jaki się odbił na sztuce złotniczej owego 
czasu, oddanej przeważnie na usługi kostiumowym i ry- 
cerskim przyborom. 
Cały ten kilkoletni renesans sztuki złotniczej na 
samym schyłku XVII w. da się też odnieść do rozbu- 
dzonej zwycięztwami Sobieskiego rycerskości, do roz- 
miłowania się w stroju narodowym, którego ten wa- 
leczny hetman i późniejszy król nigdy nie zrzucał. Niejako 
sąsiad Lwowa, przebywający z przyjemnością w Żółkwi 
lub Jaworowie, Sobieski ciągle zatrudniał złotnikó
 
lwowskich, w domu jego na rynku lwowskim był war- 
sztat złotniczy; na wet w małej Żółkwi, jak mamy tego 
wskazówki, usiłował zatrudniać miejscowych złotników, 
choć bardzo mało umieli. Wielki przyjaciel Ormian, 
Sobieski protegował ich energicznie we Lwowie; oba- 
czymy, w jaką butę urośli ormiańscy złotnicy pod 
wpływem łaski królewskiej. 
Jak zapalonym amatorem bogatej broni był król 
Sobieski, o tern świadczą nietylko pamiętniki jego czasu, 
ale i przechowane dotąd, niestety nieliczne już zabytki 
po nim, jak zaś miał smak specyalnie wschodnio-polski, 
o tern może naj wymowniej świadczy drobny na pozór 
fakt, że kiedy król zamówił sobie w Florencyi, w tak 
zwanej Galleria J rękojeść do szabli, zbył wprawdzie ro- 
botę komplementem, że jest intieramente a suo gusto e d' un 


244 


lavoro perfetissimo J ale w gruncie rzeczy nie był kontent 
ani z roboty ani z kamieni, i dał ją zaraz do przerobienia 
swemu złotnikowi, prawdopodobnie Ormianinowi Bedro- 
sowi, o którym poniżej będzie mowa, z poleceniem, jak 
to wypływa z listu Bruneuego \ aby z zatrzymaniem 
niektórych florenckich ornamentów, a mianowicie ładnych 
falistych kordonków (cordoncini di linee curve) dodano 
do jelca pałąk złoty sadzony dyamentami (elle senza 
ritardo se facesse la guardia d' oro tempestata di dia- 
manti). Był Sobieski pod względem swego amatorstwa 
tylko kontynuatorem starej tradycyi polskiej, bo nigdzie 
może poza \\T schodem nie lubowano się tak w prze- 
pychu rycerskim jak w Polsce. \Vszystko, co tylko mogło 
dodać blasku szabli i zbroi, szło w jej usługi; miecznik, 
płatnerz, łucznik i rymarz nie mógł się obejść bez zło- 
tnika i jubilera, wszystkie techniki sztuki złotniczej: in- 
krustacya, emalia, niello czyli blach mai, jak u nas zwano 
ten sposób ornamentyki, rzeźbienie, rytowanie, trybo- 
wanie, złocenie alt azzi1Jlilla J kameryzowanie drogimi 
kamieniami, wszystko to składało się na ozdobienie 
buławy, szabli, tarczy, ryngrafu, ładownicy i rzędu. Lwów 
w tej sztuce przodował niewątpliwie wszystkim innym 
miastom polskim, a jeszcze w X \'111 w. szabelka lwow- 
ska była przedmiotem pożądania dla szlachcica. Bardzo 
liczne na to dowody przytoczyliśmy w naszej pracy 
o złotnictwie lwowskiem, wydanej przed dziesięciu laty; 
do niej też odsyłamy po szczegóły czytelnika. 
Wynika ztąd, że każdy badacz sztuki złotniczej musi 
badać broń polską, każdy zaś miłośnik starożytnej broni 
polskiej musi znać historyę złotnictwa polskiego. Po- 
wiedzielibyśmy jeszcze więcej: powiedzielibyśmy może 
nie bez słuszności, że naj obfitszy zapas motywów, naj- 
bogatszy może materyał do gramatyki ornamentu swoj- 
skiego spoczywa w starożytnej broni - dotąd prawie 
wcale niewyzyskany. :\1imo że najznaczniejsza część 
kosztownej broni. polskiej zginęła na zawsze, pozostało 
jej jeszcze dosyć, aby z niej zebrać plon bogaty. Jest 
jej jeszcze niemało po naszych zbiorach publicznych 
i prywatnych; jest jej może drugie tyleż po zbiorach 
publicznych zagranicą, gdzie ją skwapliwie gromadzono, 
umiejąc ocenić jej wysoką wartość artystyczną i jej 
silnie zaakcentowaną narodową i obyczajową oryginal- 
ność. Zapewne, mała to sztuka w stosunku do archi- 
tektury, malarstwa i rzeźby, ale jest w niej niekiedy 
tyle misterności, tyle talentu, tyle smaku i wdzięku, że 
na ich widok nasuwa się na myśl strofka \Yiktora 
Hugo, choć w niej tak dużo przesady: 
Et devant l' art i1ifini 
Dont jamais la loi ne change, 
La miette de Cel/in; 
Vaut le bloc de lIfichel Ange. 


) 


I Cosimo Brunetti, sekretarz króla Jana III. C i a m p i, Biblio- 
grafia critica, III, 79, 80.
>>>
l 


245 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI ZŁOTNICZEJ. 


24 6 


r 


vVeźmy np, tarczę polską, część zbroi najmniej do- 
tychczas uwzględnianą, choć prawda, że i po zbiorach 
dość rzadką. Rozmiarami swojej płaszczyzny dawała ona 
najwięcej pola do ornamentyki i najbardziej tentowała 
artystów. Włoscy i niemieccy mistrze robili z tarczy 
prawdziwe arcydzieła sztuki, wypełniając je figuralnemi 
kompozycyami, kutemi au rep01lss
 akcentując światła 
dyskretnem złoceniem miejsc właściwych. Nie znamy 
takich tarcz polskich, a przynajmniej o żadnej z tych, 
które znajdują się w naszych zbiorach, powiedzieć się 
nie da, że wyszła z pod dłoni polskiej. Gdyby zresztą 
tarcza taka wyszła z pod dłuta Polaka, nie przestałaby 
być obcą rzeczą, bo nie miałaby cechy obyczajowej 
polskiej. Ale tarcza polska, ta, którą wieszał nad łóżkiem 
swem tuż pod obrazem :\1atki Boskiej szlachcic, z którą 
i na wojnę i na »okazowanie« wyjeżdżał towarzysz 
pancernego znaku, którą noszono za hetmanem i wie- 
szano pod buńczukiem przed jego namiotem, którą 
upinano u boku ognistych rumaków, na jakich wjeżdżał 
do Rzymu orszak Ossolińskiego, tarcza polska godna 
jest osobnego studyum i na niej to można podziwiać smak 
i zręczność złotników polskich, a specyalnie lwowskich. 
Prototypem tarczy polskiej jest kalkan wschodni, 
i wyraz ten przeszedł w słownictwo nasze; spotykamy 
go w pamiętnikach i starych inwentarzach. Przejęliśmy 
tę tarczę od Wschodu, ale pod dłonią płatnerza, haf tarza, 
złotnika polskiego stała się ona swojską, narodową i po 
swojemu oryginalną. Kałkan jest to tarcza pleciona 
z trzciny lub pręcia figowego, okręcanego jedwabiem 
różnych kolorów, opatrzona w pośrodku metalowym 
uch watem czyli jabłkiem lub guzem na wzór klasycz- 
nego rzymskiego u1Ilbo. Sama tarcza splatana, stożkowo 
wypukła, nadzwyczaj wiotka ale bardzo odporna, jeżeli 
zdejmiemy z niej środkowy uchwat, przedstawia się zu- 
pełnie tak, jak umbrelka na lampę. Jest to szeroki, 
płaski stożek z góry ścięty. Otóż z początku sprowa- 
dzano kałkany już całkiem umontowane, t. j. z obra- 
mieniem metalowem do koła i z takiemże środkowem 
jabłkiem wschodniej roboty, czasem bogato ozdobionem 
kamieniami inkrustowanymi złotem, i takie tarcze, ory- 
ginalne wschodnie kałkany, znamy w bardzo bogatych 
okazach, jak np. tarcze Ordynacyi Krasińskich, tarcze 
w zbiorach książąt Czartoryskich w Krakowie (fig. I i 2), 
tarcza publikowana przez A. Przezdzieckiego w trzecim 
tomie Wzorów sztuki średniowiecznej i t. p, 
Wkrótce jednak poprzestano na sprowadzaniu ze 
W schodu samych tylko gołych, niemontowanych kał- 
kanów, a uch wat y dawano dorabiać złotnikom miejsco- 
wym, czem się tłumaczą owe tarcze polskie, których 
plecionka jedwabna ozdobiona jest wzorem czysto-wscho- 
dnim, a niekiedy napisami kuficznymi, podczas gdy 
srebrny uch wat ma już najwyraźniesze cechy zachodniej 
ornamentyki. Z czasem zarzucono oryginalną plecionkę 


I 
r 


I 
) 
I 



 


wschodnią, bo była albo za droga, albo trudno jej było 
dostać na miejscu, a że materyału do takich wyrobów 
nie było, haf tarze zaś lwowscy wprawdzie umieli oplatać 
kałkany, jak to z ich zapisków cechowych wypływa, 
ale oryginalnym wzorom dorównać nie zdołali, przeto 
zaczęto plecionkę naśladować w skórze, w stali, w dru- 
cie, w miedzi lub srebrze. Dało to początek tarczom, które 
kute są w prążki, naśladujące prętki trzcinowe albo ra- 
czej figowe, koncentrycznie układane. Posiadam w zbiorze 
moim cztery takie tarcze, naśladujące kałkanowe prążki 
w miedzi, drzewie i stali. 
Jak już mówiliśmy, kałkany takie nabijane były 
niekiedy po calej powierzchni rozetami, ferecikami, gwiazd- 
kami z srebra i złota, czasem nawet obsypane turku- 
sami i innymi szlachetnymi kamieniami; główną przecież 
i stałą ich ozdobą był właśnie uchwat, jabłko środkowe, 
u1Ilbo, i na misterne wykonanie takich uch watów w sre- 
brze i złocie wysilali się złotnicy polscy, a między nimi 
w pierwszym rzędzie lwowscy. Były to cacka, prawdziwe 
arcydzieła małej sztuki, jak to wnosić można z nie- 
licznych okazów, które się dochowały, a dochowały się 
tylko pośledniejsze, z lichszego kruszcu wykonane, bo 
naj bogatsze, szczerozłote, kamieniami drogimi sadzone, 
padły ofiarą klęsk i ruiny ekonomicznej. Posiadam 
w zbiorze moim kilka luźnych uchwatów - kałkany do 
nich jako z mniej trwałego materyału, prawdopodobnie 
ze skóry, drzewa lub trzciny figowej, uległy zapewne 
zniszczeniu - a każdy z nich uderza oryginalną orna- 
mentyką, razem zaś reprezentują wszystkie główne typy 
ornamentacyjne, jakich używano: I) w węzeł, 2) w śli- 
mak, 3) w gwiazdę i 4) w rozetę. Są one roboty pol- 
skiej, chociaż nie mam żadnej wskazówki, że lwowskiej; 
na szczytowym guziku każdego znajduje się herb wła- 
ściciela: Dębno, Jelita, Abdank, Łodzia; wszystkie odnieść 
należy do XVI i pierwszej połowy XVII w. 
Uchwaty takie robił już we Lwowie w połowie 
XVI w. obok innych złotników także jeden z najznako- 
mitszych mistrzów w swej sztuce, J a n R o t t e n d o r f ł, 
jak o tern świadczy zapisek w aktach sądu ławniczego, 
który tu przytoczę, nie był mi bowiem znany w czasie, 
kiedy pisałem moją rzecz o złotnictwie lwowskiem. VV spo- 
rze z Janem Koźmińskim, łowczym kaliskim i rotmistrzem 
Jego Kr. Mości, który domaga się od niego zwrotu 
dwóch szabel, trzech koncerzy i hełmu, Rottendorf wy- 
kazuje, że przedmioty te zatrzymal zamiast gotówki za 
roboty, które wykonał dla skarżącego. »Naprzód, co 
srebra u mnie zustało, com pierwej robił p. Koźmiń- 
skiernu, grzywien dziesięć i kwinta, a dlatego był Jego- 
mość przy mnie zostawił, żech miał do puklerza więcej 
przyrabiać, t. j. g w i a z d nie dostawało do niego par 


I Cr. Łoziński Władysław, Złotnictwo lwowskie w da- 
wnych wiekach, str. 58, 59.
>>>
. 


247 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIE] SZTUKI ZŁOTNICZE]. 


248 


86, które gwiazdy, kiedym je wyrobił, ważyły grzywien 
4 bez dwóch łutów i bez kwinty. Od tych mi gwiazd 
nie zapłacono. Potem robiłem r z ę d z i kko z a c k i, który 
waży grzywien dwie i jeden łut. Potem też robiłem 
u c h wat h, który waży grzywnę i półszosta łuta. Potem 
robiłem m i e s i ą c z k i i g w i a z d y na puklerz, które 
ważą grzywien cztery bez dwóch łutów i bez kwinty. 
Potem robiłem srebro na puklerz, które srebro 
waży 4 1 /2 grzywny i półtrzecia łuta, t. j. miesiączków 
i gwiazd 85 par. Potem robiłem kra j na puklerz, który 
waży grzywien dwie i półszosta łuta. Potem robiłem 
u c h wat pozłocisty, który waży grzywien półtora. Po- 
tem robiłem znowu u c h wat, który waży grzywien trzy 
bez trzech kwint« l. 
Z zapisku tego wyraźnie wynika, że Rottendorf 
otrzymywał od rotmistrza Koźmińskiego gołe t, j. nie- 
oprawne jeszcze kałkany, czyli same plecionki trzcinowe, 
które opatrywał w środkowe jabłka czyli uchwaty, 
opasywał rabkiem srebrnym, a nadto na sposób 
wschodni ozdabiał sztuczkami ornamentacyjnemi, które 
na bogatszych puklerzach bywały sadzone turkusami 
a nawet rubinami, albo składały się z płytek ach a- 
towych, znowuż złotem inkrustowanych. Bardzo charakte- 
rystycznym i ważnym jest szczegół, że Rottendorf nabijał 
puklerze czyli kałkany miesiączkami i gwiazdami. 
Z początku przypuszczaliśmy, że to miały być herbowne 
Leliwy - Koźmińscy jednak pieczętują się jedni Porajem, 
drudzy Lubiczem - był to zatem motyw ornamenta- 
cyjny czysto wschodni, powtarzający się tak często na 
broni i czaprakach tureckich. \N niosek ztąd prosty, że 
nawet bardzo wybitne cechy wschodnie w ornalJlentyce 
broni nie dowodzą jeszcze, aby ta broń nie wyszła z pod 
dłoni polskiej. 
Poświęciłem może za dużo miejsca jednemu przy- 
kładowi przeważnego udziału złotnika w ornamentowaniu 
broni polskiej, mniemam przecież, że nie odbiegłem od 
rzeczy, przytoczenie bowiem samego szczegółu bez od- 
powiedniego komentarza albo wcale albo tylko niedosta- 
tecznie informuje czytelnika, który nie zawsze wie, jaka 
rzecz ukrywa się pod nazwą, dziś już całkiem nieużywaną 
i obcą, a dla braku dobrego podręcznika o starożytnej 
broni w naszej literaturze, także i o rzeczy samej bardzo 
niedokładne, a nawet wprost fałszywe miewa zdanie. 
Jakkolwiek w rozprawce tej chodzi mi głównie 
o złotników ormiańskich, którzy nadali temu epilogowi 
złotnictwa lwowskiego na schyłku XVII w. swoją sy- 
gnaturę, nie mogę przecież pominąć tych mistrzów nie- 
ormiańskiego pochodzenia, którzy mieli udział w tern 
krótkiem odrodzeniu się ginącej sztuki, a już najmniej 
tych, którzy tak samo jak Ormianie zajmowali się prze- 
ważnie ornamentowaniem broni i wyrabianiem przyborów 


t lnducta Judicii Civil., tom XII, pag. 1651. 


czysto-kostiumowych polskich. Należy do nich w pierw- 
szym rzędzie co do czasu i znaczenia w sztuce Stanisław 
C h o c i n o w i c z. Z testamentu jego, spisanego w r. 1677 
wypływa, że był mistrzem bardzo wziętym i że prze- 
ważnie trudnił się oprawą broni. Wyliczając swoje długi 
i wierzytelności pisze: »Naprzód wyrobiłem srebro do 
s z a b l i p. Mieńkińskiemu, które ważyło grzywnę i pół- 
dziesiąta łuta, to srebro próby czwartej, fanzy bru (Fel
n- 
silber) przy nim grzywna i pi;ć łutów. Panu Racibor- 
;kiemu oprawiałem o r d y n k ę, która waży grzywnę 
i półtora łuta srebra... Zadał mi Jegomość na tę ordynkę 
złotych 15, za robotę przyjdzie mi złotych I I, przysłał mi 
też na pozłotę czerwonych 4- Potem dorabiałem rzędzika 
b raj c ark o w e g o p. Piaseckiemu, który to rzędzik, 
że mi j:\Ić rękami swojemi odważył i odliczył, przychodzi 
do niego według porachowania za srebro, co do niego 
przybyło, jak i za złoto, com nowe złocił sztuczki, i za 
robotę złotych 36; te pieniądze odebrawszy rzędzik od- 
dać. Dorobiłem towarzyszowi z pod chorągwi, nie wiem 
czyjej, krzyż do czeczugi l i kapturek i puklików sześć 
do rękojeści... pl pan Grodzicki z porachowania różnych 
robót winien mi 4 I zł., a od o r d y n k i od roboty 30 
złotych«. Z gotowego niesprzedanego zapasu roboty 
pozostaje po Chocinowiczu: r z 
 d P s t r o-z ł o c i s t y na- 
sadzony na rzemieniu błękitnym, r z ą d drugi s u t o - z ł o- 
c i s t y także na rzemieniu błękitnym, trzeci r z ę d z i k 
b i a ł y b raj c ark o w y, również na rzemieniu błękitnym, 
miejscami sztuczki złociste; srebro do p a ł a s z a gotowe 
bez kapturka. Chocinowicz obok rzędów i opraw do 
szabel wykonywał także inne roboty swojego zawodu; 


I Terminologia siecznej broni, używanej W Polsce (miecz, 
kord, koncerz, szabla, pałasz, ordynka, multanka, czeczuga, kara- 
bela) dotąd nie jest wyjaśnioną i nie łatwo da się wyjaśnić. Jako 
zasadę przyjąć należy, że na nazwę siecznej broni wpływał w regule 
rodzaj g łów n i, rzadziej zaś rodzaj j e l c a, a najrzadziej, prawie 
nigdy, rodzaj o p r a w y. Kuszenie się o rozwiązanie zagadki, jaką 
bywa niekiedy specyalna jakaś nazwa, na podstawie podobieństwa 
lub stosunku do jakiejś rzeczy, albo też pokrewieństwa lub iden- 
tyczności brzmienia, wiedzie niekiedy do śmiesznych rezultatów. 
Łepkowski w swojej bałamutnej broszurze o Broni siecznej próbuje 
wywieść nazwę szabli-czeczugi od ryby tegoż nazwiska, z której 
niby to brano skórę na oprawę pochwy, co najpierw jest nieprawdą, 
bo skóry czeczugi na ten cel nie używano, powtóre prowadziłoby 
do wniosku, że według tej samej analogii powinny być także takie 
nazwy szabel, jak jaszczur, capa, kursz i t. p. Tłumaczenie za 
Czackim nazwy i n d y c z e k, szabel używanych za czasów Kazi- 
mierza Jagiellończyka, podobieństwem do głowy i szyi indyka, 
również jest niedorzeczne. Kazimierz Jagiellończyk umarł w r. 1492, 
kiedy jeszcze nikt w Polsce nie widział ani żywego ani malowa- 
nego indyka i widzieć nie mógł, bo dopiero odkrywano Amerykę, 
zkąd (z Indiany) ledwie w stokilkadziesiąt lat pMniej indyka przy- 
wieziono do Europy. I n d y c z k a była to po prostu szabla i n- 
d y c k a czyli indyjska, pochodząca z Indyj Wschodnich, gdzie wy- 
rób broni słynął tak samo jak w azyatyckiej Turcyi i Persyi. 
Nawet Linde przy słowie kordelas dodaje: kord do lasa, 
podczas gdy słowo to żywcem wzięte z włoskiego języka, w któ- 
rym taki nóż myśliwski zwał się col/elazzo, cor/elazzo, a nawet 
wprost cor/elas. 


-
>>>
. 


249 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI ZLOTNICZEJ. 


25 0 


wykuwał figuralne wota na blasze srebrnej do miejsc 
cudami słynących, jak np. do Częstochowy i Studzianej, 
do 00. Jezuitów, we Lwowie; jakiemuś kanonikowi jaro- 
sławskiemu robił kubki i czarki pozłociste, a nadto ozdobne 
łyżki niellem ornamentowane, dodaje bowiem w te- 
stamencie wyraźnie, że łyżki te »rzezał do blachmalu«. 
Dla Bractwa ruskiego przy cerkwi św. Piatnic (Para- 
skewii) we Lwowie robił lampę srebrną; dla mniszek 
św. Katarzyny oprawiał krzyż drewniany i t. p., a z go- 
towych dzieł złotniczych, wykonanych jego ręką, pozo- 
staje po śmierci jego kielich pstro-złocisty, z pateną 
i miednicą do ampułek, kufel pstro-złocisty, turybularz 
w wieżyczkę robiony i t. p. 1. 
Chocinowicz należał jeszcze do tej generacyi złotni- 
ków lwowskich, którzy nie znali marki miejscowej 
złotniczej, bo dotąd nie istniała, \Y pracy mojej o złotni- 
ctwie lwowskiem wykazałem, że aż do r 1599 żadna 
z cech złotniczych, które obowiązywały równocześnie 
zagranicą, nie była przepisaną we Lwowie. Złotni
ze 
wyroby lwowskie nie były stemplowane ani cechą miasta 
(Bescham:eicllen), ani cechą warsztatową (Meisterzeicllen, 
marque de maitre), ani w końcu cechą próbierczą, stwier- 
dzającą zawartość kruszcu (TVardeinzeichen, POi?lf01l de 
la maison comJllune). \\'ypływa ztąd, że wyroby złotni- 
cze lwowskie aż po koniec X\'I w. z reguły nie mają 
żadnej cechy i że wyciśnięcie cyfry lub osobistego znaku 
złotnika mogło być tylko rzeczą dobrej woli, a więc 
czysto przypadkową. Dopiero od wspomnianego r. 1 599 
lauduJll cechowe przepisuje wyciskanie takiego znaczku 
czyli gmerku, ordynacya zaś cechowa równocześnie do- 
daje drugi znaczek, cechę próbierczą, "'Vardein.-::eichen, 
którą wybijać mają starsi przysięgli cechu, jednakże nie 
z reguły, nie na każdym przedmiocie, nim wyjdzie 
z warsztatu, ale tylko z tytułu rewizyi, podejmowanej 
trzy razy na kwartał 2. Doprowadzając rzecz o złotni- 
ctwie lwowskim tylko do r, 1640, nie dotarłem do 
czasu, w którym nareszcie zaprowadzoną została także 
oficyalna cecha miejska na wyroby złotnicze, wyraziłem 
jednak przypuszczenie, że stać się to nie mogło wcze- 
śniej, jak dopiero pod sam koniec XVII stulecia, a jako 
jedyny znany mi wyrób złotniczy, opatrzony już taką 
cechą, wskazałem puszkę złotą na hostye w skarbcu 
katedry lwowskiej z r. 1694, przyczem podałem także 
podobiznę samejże cechy, t. j. lewka z gwiazdą s. 
Przypuszczenie to było trafne- dopiero w r. 1678 
zaczęła we Lwowie obowiązywać cecha miejska złotnicza. 
Zaprowadził ją urząd radziecki na żądanie cechmistrzów 
Jakóba Halarowicza i Jerzego (Kirkora) Latynowicza, 
» Uważając - są słowa tego rozporządzenia -iż ta cecha 


l Acta Consularia z r. 1678, pag. 365-374. 
I Cf. Złotnictwo lwowskie w dawnych wiekach, str. 33-42. 
a Ibidem, str. 42. 


złotnicza największą sławy diminucyą i ujmę po innych 
miastach i po całem Królestwie ztąd odnosi, że dla 
partaczów, których się przy mieście tem po różnych 
iurysdykcyach, także dworach szlacheckich i duchownych 
wiele namnożyło, robota srebrna z tego miasta taka wy- 
chodzi, która nietylko próby talarowej, jako jest w ory- 
ginalnym przywileju Najj. św. pamięci Zygmunta III 
króla opisano, nie wynosi, ale ?wszem ósmej a czasem 
ledwie p i ą t ej próby znajduje się - dla ścisłych zaś 
i ciężkich czasów nie podobna, aby zubożali bracia ce- 
chowi talarowej próby robotę srebrną wydawać mogli, 
przeto praesenti ordlnatione jedną powszechną próbę 
j e d y n a s t ą na wszystką cechę zlotniczą postanawiamy 
i żeby każdy mistrz nie inszej niższej i podlejszej próby 
tylko jedynastej roboty tak dla siebie na sprzedaż jako 
i obcemu, kto da robić, wydawał. Iluboby ktokolwiek 
obcy, jakiegokolwiek stanu i kondycyi kazał sobie co- 
kolwiek z podlejszego srebra robić, nie ma tego żaden 
złotnik podejmować, ale się z nim tak umówić, aby ta 
robota na próbę jedynastą wychodziła. \ \" yższej jednak 
próby nad jedynastą, wolno będzie każdemu z braci 
roboty się podjąć. A któryby złotnik z podlejszej próby 
niżli jedynasta robić się podjął, ten ma być raz grzywną 
srebra pokarany a za drugiem przeświadczeniem dwiema 
grzywnami, a jeżeliby był i dalej uparty, potem od 
cechu odpadać będzie. Dla weryfikacyi zaś próby jedy- 
nastej lwowskiej albo wyższej nad jedynastą postana- 
wiamy, aby każdy brat cechowy na każdej 
robocie gmerk alias znak cechowy, t, j. lewka 
z tarczą, na której trzy góry a nad niemi 
g w i a z d a m a b y ć w y r y s o w a n a, w y b i ja ł, k t ó r y 
to znak alias gmerk przy cechmistrzu zosta- 
wać p o w i n i e n. A któraby robota bez tego gmerku 
od któregokolwiek brata wyszła, niema się za lwowską 
ale za fałszywą robotę trzymać i 
ną cechmistrzom opo- 
wiedziawszy urzędowi zabrać, czego część na fortyfikacyę 
miasta, część urzędowi, a część na potrzebę cechową, 
t. j. na poprawę baszty, prowiant i inne expensa obra- 
cać się będzie« 1. 
Nic lepiej nie określa przeważnego kierunku lwow- 
skiej sztuki złotniczej tego czasu, to jest jej oddania 
się w służbę rycerskim potrzebom szlacheckiego spo- 
łeczeństwa, jak fakt, że ordynacyę powyższą układa 
i wydaje urząd miejski w porozumieniu i za zgodą 
nie samych tylko złotników ale także łuczników, mie- 
czników, haftarzy, siodlarzy i rymarzy lwowskich. 
\ y szyscy ci rzemieślnicy potrzebowali złotników - sza- 
bla, łuk, kołczan, rząd nie wyszły z warsztatu, do- 
póki ich sztuką swoją bogato nie ozdobił złotnik. 
Charakter dekoracyjnej, dd' broni głównie zastosowanej 
sztuki złotniczej lwowskiej uwydatnia dalszy jeszcze 


l Acta Consularia z r. 1678, Vol. LXXVI, pag.1263-1272.
>>>
ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI ZLOTNICZEJ. 


25 2 


25 1 


ustęp cytowanej powyiej ordynacyi, który postanawia, 
ie »iaden z kupców obcych, tak Polaków, jako i z Or- 
mian, Szkotów, Greków, Żydów i innych przychodniów 
(oprócz samych mieszczan miasta tego) w sklepach swo- 
ich, budach, kramach, na handel wszelkich robót srebr- 
nych, jako to pałaszów, ordynek, uzdeczek, 
ł u b i a o p r a w n e g o i inszych ab hinc nawozić, wysta_ 
wiać, albo gdzieindziej pptajemnie (krom jarmarku lwow- 
skiego, póki nie będzie wydzwoniony) przedawać nie 
powtmen«. 
Do bardzo kosztownej broni nie wystarczały nie- 
kiedy złoto i srebro; ozdabiano ją, jak wiemy, takie 
drogimi kamieniami. Do tego powolany był specyalista- 
jubiler, a jubilerów takich poza Ormianami było w tym 
czasie dwóch znakomitych, mianowicie Dominik :\1 u- 
c h a c k i i :\lelchior D u c h n i c z, Muchacki miał świetną 
klientelę; obaczymy niiej, ile sama pani wojewodzina 
czernichowska Fredrowa dawała zarabiać jemu i Duch- 
niczowi. Ale obok kolców, manelli i naszyjników bry- 
lantowych, jubiler ten wyrabia takie ornamenta do broni. 
\V r, 1 b88 pozywają 1\Iuchackiego dwaj złotnicy iól- 
kiewscy, Jan Kowalski i Kazimierz Kudlowicz, a chodzi 
o następującą sprawę: 1\Iuchacki otrzymal od nich w Ja- 
worowi e bez wagi ośm sztabek szczerego zlota i za 
rozkazaniem króla Jana III miał go uiyć na oprawę 
tarczy. Zapisek łaciński powiada wprawdzie ad elabo- 
randum scutum, dla urobienia tarczy, chodziło tu jednak 
tylko o ornamentykę. Nadto otrzymał 1\Iuchacki do 
ozdobienia tejże tarczy ze skarbca królewskiego za po- 
średnictwem obu wymienionych powyiej złotników iół- 
kiewskich pewną ilość drogich kamieni (lapidulll prctio- 
sorUlll pyroporum dictorulll). Chodziło tu więc znowu 
o ozdobienie królowi puklerza zwanego kałkanem, 
a mianowicie o t. z. uch wat sadzony kamieniami. :\1 u- 
chacki odebrawszy złoto, a niezważywszy go w obec- 
ności obu skarżących, stopił je bez świadków, a gdy 
zrobił zeń uchwat stosownie do zamówienia, okazało się, 
ie uchwat ważył znacznie mniej, nii dostarczone nań 
zloto i że nie wszystkie kamienie zostały użyte, wskutek 
czego wspomniani złotnicy iółkiewscy ponieśli szkody 
na przeszlo 100 dukatów, których zapłaty domaga się 
od nich skarb królewski. 1\Iuchacki zaprzecza, jakoby 
złoto i kamienie otrzymał był za pośrednictwem skarżą- 
cych złotników żółkiewskich; otrzymał on oboje oez- 
pośrednio od królewskiego dworzanina p. Bogdańskiego, 
zwaiył zloto w obecności cechmistrza Halarowicza i in- 
nego dworzanina króle\\skiego, robotę, jak naleiy, wy- 
konał i kałkan królewski w tej samej wadze oddał. 
Sad ławniczy kaie mu przysiądz według roty: jako 
takową robotę, t. j. kałkan na potrzebę Króla Jego- 
mości, oddał i że nic a nic złota od tej roboty przy nim 
nie zostało i kamieni drogich do tej roboty sobie da- 
nych nie odmienił, i ie tej roboty albo raczej blachy 


zlotej alias cyrkel nie od aktorów, ale od p. Bogdań- 
skiego odbierał. Co tei Muchacki uczynił 1. 
Główną klientką Muchackiego była wymieniona 
jui wyiej p. kasztelan owa czernichowska Fredrowa. 
W sporze prawnym, jaki prowadzi z Jerzym Boguslawem 
Fredrą, prawdopodobnie synem i spadkobiercą kaszte- 
lanowej, zeznaje :\luchacki: »Najprzód w r. 1681 pani 
Fredrowa dała mi robić wierzchy do zausznic dyamen- 
towych ;pore i przysłała w starych sztukach dyamentów 
C£rc£ter 80, których, że na te wierzchy mało było, dokupiła 
u mnie 37, za które moje dyamenty, bo były drobne, 
dala mi Jejmość Pani zł. 220. Potem eodem a'nno tai 
pani Fredrowa kasztelanowa dała mi robić kanak rubi- 
nowy, z rubinów weneckich, i do starej sztuki rubino- 
wej okrąglej koronę na wierzch dorobić; te rubiny 
z starej roboty i z innych sztuk do
ywały się. Naten- 
czas i pierścień wielki dyamentowy rautowy i na wierzchu 
na kształt róży dyamenty i na obrączce dokola takie 
dyamenty. Eode1ll anno pani kasztelanowa dała mi robić 
zausznice wielkie, na które kamienie jui podobywane t. j. 
gołe miała, Potem w r. 1682 tejże pani robilem pierścień, 
na kamieniu rznięta Najśw. Panna Bolesna i krzyżyk 
koralowy i rogi koralowe 2. 
Melchior D u c h n i c z, z prastarej zlotniczej rodziny 
lwowskiej, której protoplastą był Jan Duchna na po- 
czątku XVI w" jest drugim z rzędu jubilerem lwowskim. 
Dla kasztelanowej Fredrowej robi »szpilki trzęsiące« z sza- 
firami, otoczonymi kaidy kilkudziesięciu brylantami; 
wstęgę wielką z dyamentów, na które kasztelanowa dała 
pierścienie stare spore; przy wstędze byl klejnot zawie- 
szony; dalej pętlice równiei dyamentowe, manelle kora- 
lowe, opasane dyamentami, dwa krwawniki oprawne 
w agrarnony B, na jednym z nich byl herb p. kasztelana 
Bełzeckiego, na drugim herb Pilawa, dwie zausznice dya- 
mentowe za cenę 3000 zł. '. Duchnicz jest jui ostatnim 
jubilerem na większą skalę we Lwowie, który słynął 
niegdyś handlem pereł i kamieni. Byl ławnikiem, mial 
kamienicę w mieście, a na przedmieściu halickiem folwark 
dobrze zagospodarowany. W regestrach jego wiele jest 
'różnego Państwa i róinej kondycyi ludzi«, którzy mu 
winni za roboty złotnicze i jubilerskie, Figuruje w tych 
regestrach stolnik ziemi przemyskiej Stanisław Giedziń- 
ski z długiem 5000 zł.; ksiąię Dymitr Wiśniowiecki 
z sumą 1294 zł., starosta przemyski Andrzej Modrze- 
jewski z sumą 639 zł.; generał Heliasz Łącki z sumą 
100 zł.; wojewodzina sieradzka Przerembska z sumą 1030 
zł. Przed śmiercią robi znaczne legata poboine; 00. 


l Acta Consularia z r. 1688, pag. 49, 
· Acta Consularia z r. 1683, pag. 1013-1014, 
· Tyle co agrlments, rodzaj pasamenteryi, ozdobionej fere- 
cikami złotymi i kamieniami. 
· Acta Consularia z r. 1683 pag. 1013, 


-
>>>
I 


253 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI ZLOTNICZEJ. 


254 


Reformatom, u których pogrzebać się poleca, zapisuje 
przeszlo 6000 zł. 1. 
Oprócz juz wymienionych spotykamy jeszcze kilku 
zlotników Polaków, o których z zapisków archiwalnych 
wnosić mozna, ze należeli do najcelniejszych w tym 
ostatnim okresie lwowskiego zlotnictwa, Są. to :\Iarcin 
S z ark o w s k i, Grzegorz N i e d z i e l s k i, Jan T o k a r- 
ski, Krechmalowicz, \\'alenty Brzemiński i Ja- 
kób H a l a r o w i cz. Szarkowskiego zatrudniali kaszte- 
laństwo czernichowscy Fredrowie, którzy widocznie ko- 
chali się bardzo w sprzętach srebrnych i biżuteryi, bo 
po ich śmierci każdy prawie znaczniejszy zlotnik lwowski 
ma jakieś rachunki z spadkobiercami. Szarkowski robil 
dla Fredrów kręcone lichtarze stolo we, okładki srebrne 
do książek, koszduzy srebrny, w którym bylo dwanaście 
grzywien, ażurowy, w kwiaty wycinany, i konchę albo 
ślimaka morskiego (t. zw. nalltzlus) ze srebra; p. Kornia- 
ktowi robil kalamarz, miednicę i parę s t r z e m i o n 
zlocistych. Jest także mowa o d e n k u z lot e m do mi- 
siurki także dla p. Korniakta 2. 
Grzegorz N i e d z i e l s k i znany nam z znaczniejszej 
roboty, którą wykonal na zamówienie bractwa Cerkwi 
Stauropigialnej we Lwowie w r. 169 I. »Za konsensem 
i zgodnem wszystkich postanowieniem, czytamy w za 
piskach tegoż bractwa, stanął takowy konsens dla 
ozdoby Matki Przen aj św. w nowo wystawionej kaplicy, 
ażeby szatą srebrną z konstytucyi, ustanowienia i le- 
gacyi ś. p. Leonowicza, brata niegdyś naszego, przybrali 
i ozdobili, jakoż dajemy na to srebra grzywien 30, na 
co i pozłotę obmyśleć będziemy powinni i rzemieślnika 
od grzywny l l zł. pro labore placić deklarowaliśmy. 
Pp. deputowanym daje się na pozlotę tego z obrazu 
lańcuchy złote dwa, maneli złotych para, krzyżyk jeden, 
które ważą czerwonych złotych 55, pierścieni jedynaście, 
ważą czerwonych zlotych 8, do czego jeden złoty we- 
necki oddal p. Krassowski, dwie sztuce złota odlewanego, 
które wazą czerwonych złotych 15 i ćwierć - wszystko 
komputując czerwonych zlotych 79 i ćwierć. Tymze pp. 
deputowanym dajemy 330 zł. na robotę szaty tej na 
obraz cudowny Matki Przen aj św. panu Grzegorzowi Nie- 
dzielskiemu, magistrowi tej szaty, podług kontraktu usta- 
nowionego i spisanego, placąc onemu od grzywny każdej 
po l l zł.« S. Niedzielski prawdopodobnie wykonał dla 
Stauropigji drugą jeszcze robotę, o której czytamy: »Na 
umieszczenie relikwii św. Merkurja uchwala bractwo kiot 
ozdobny sztuką złotniczą misterną wyrobić, które opus 
ażeby najprędzej do skutku doprowadzić, zlecamy do 
tego i upraszamy pp. Hrehorego Rusyanowicza i Izaro- 


1 Ibidem, z r. 1684, pag. 582 -592. 
t Ibidem, r. 1683, pag. 1014-1015. 
· Plantatio porządku i elekcyi Prawosławnego Bractwa Cer- 
kwi Sławnego Uśpienia Przen. Panny Maryi. Rękopis Zakładu nar. 
im. Ossolińskich, Nr. 2125, pag. 56, 57. 


1 


wicza, dwóch z pośrzodka braci naszych, którzy abrys 
zgodny i ozdobny prezentować powinni« 1. Kiot ten 
zabrali prawdopodobnie Szwedzi, bo w inwentarzu sreber 
Stauropigii już go nie spotykamy. 
O dalszych przytoczonych powyżej złotnikach po- 
dajemy tylko najważniejsze szczegóły: Tokarski robił 
monstrancyę 00. Dominikanom w Żółkwi; Halarowicz 
obok oprawy r z ę d ó w b o g a t y c h wykonał wiele robót 
znaczniejszych do kościołów lwowskich, jak np, mon- 
strancyę zlotą wielce kosztowną, bo sadzoną perłami, 
rubinami i dyamentami dla Dominikanów; Krechmalo- 
wicz pracował dla starosty samborskiego i dla księcia 
Dymitra \\'iśniowieckiego; Walenty Brzemiński wy konał 
dla katedry ozdobny kielich fundacyi mieszczki Polań- 
skiej, lampę srebrną fundacyi ławnika Czechowicza itp. 
o całej reszcie zaś, jak 
Iichał Hertraff, Jerzy Boim, Jan 
Kurzejkowicz, Kazimierz \\"itowicz, Andrzej Dębski itp. 
nie mamy nic do powiedzenia, w aktach bowiem spo- 
tykamy same tylko ich nazwiska, bez żadnych szcze- 
gółów odnoszących się do ich znaczenia w miejscowej 
sztuce złotniczej. Giną oni zresztą wobec przewagi 
złotników ormiańskich, którzy i liczbą swoją i znacze- 
n.iem zajmują pierwszorzędne stanowisko, a jak do nie- 
dawna jeszcze nie mieli wstępu do cechu i uważani byli 
za partaczy, tak obecnie biorą górę nietylko nad samym 
cechem, ale i nad wszystkimi współzawodnikami w sztuce. 
Jako akatolicy Ormianie wykluczeni byli od wspólnictwa 
cechowego; który z nich chcial uprawiać sztukę złotni- 
czą, mógł to czynić Jedynie pod osloną serwitoryatu 
królewskiego lub magnackiego, a nawet po przyjęciu 
unii z Rzymem przez Ormian lwowskich aż do r. 1654 
żadnego Ormianina nie było w cechu. Dopiero w tymze 
roku 1654 osobna ordynacya królewska postanowiła, 
że do. cechu może być przybranych czterech Ormian, 
ale żaden z nich nie może być wybrany cechmistrzem. 
Ale już w r. 1678, mimo że ordynacya ta była jeszcze 
w mocy, jednym z cechmistrzów, jak widzieliśmy, jest 
Ormianin Kirkor Latynowicz, tern bardziej więc uderza 
fakt, że kiedy w siedm lat później, r. 1685. cech zło- 
tniczy wybiera cechmistrzem N o r s e s a 1\I oy z e s o w i- 
c z a, urząd miejski pociąga o to cech do odpowiedzial- 
ności. Tłumaczą się zlotnicy, że uczynili to »na instancyę 
możnych panów«, ale jak się zdaje, właśnie ta magnacka 
protekcya i niesympatyczna, zuch wala osobistość :\loy- 
zesowicza wpłynęły bardziej na niechęć wladz miejskich, 
aniżeli samo odstąpienie od ustaw cechowych. Jakoż na 
relacyę dr. Andrzeja Szymonowicza i Dominika \Vilczka, 
rajców wydelegowanych do rewizyi praw i przywilejów 
cechowi złotniczemu nadanych, »w których to jest !.in- 
gulareJ że na cechmistrzów i inne urzędy nie powinni 
bracia wybierać nacyonalistów (t. j. Rusinów i Ormian) 


I Ibidem, pag. 81.
>>>
255 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI ZLOTNICZEJ. 


25 6 


et schismaticos J ale do cechu dana jest facllltas przybrać 
czterech Ormian« - magistrat nie pozwala zaprzysiądz 
:\Ioyzesowicza, nakazuje wybrać innego cechmistrza 
i nakłada za naruszenie ordynacyi na cech karę 60 
grzywien I. 
Ale ta surowa interwencya władz miejskich zamiast 
postawić zaporę wzrastającej przewadze mistrzów or- 
miańskich, wywołała skutek wręcz przeciwny, dała właśnie 
hasło do obalenia wszelkich zapór, do zniesienia wszel- 
kich ograniczeń. Do »instancyi możnych panów«, której 
się już cech oprzeć nie zdołał, przybyła najmoiniejsza, 
decydująca, przeciw której nie było już appellacyi, 
przybyła wola królewska. Dekretem datowanym w War- 
szawie dnia 6 czerwca 1685 król Jan III nadaje zło- 
tnilwm ormiańskim zupełne równouprawnienie. »Rzecz 
pożyteczną, niemniej jako i potrzebną - są słowa kró- 
lewskiego dekretu - miastu naszemu Lwowu widzimy, 
aby jak cała in genere nacya ormiańska stateczną ku 
tej Rzeczypospolitej od kilkuset lat słynąc życzliwością, 
wierze także św. katolickiej coordinata J do wszystkich 
miejskich lwowskich przypuszczona i przyrównana została 
praw i prerogatyw; tak aby i złotnicy ormiańscy in specie 
żadnej nie podlegali circumskrypcyi, ale zarówno z micyą 
ritllS romani nadanemi cieszyli się prawami i wolno- 
ściami, Przeto uważając wspomnianą od lat kilkuset 
życzliwość, męztwo i odwagę w defensyi miast Kamie
ca, 
Jazłowca i Lwowa i innych pogranicznych fortec; oswiad- 
czoną ormiańskiej nacyi ludzi, uważając z nich pożytek 
miasta naszego Lwowa i tegoż miasta z konktlrencyi 
i osiadania Ormian wielką ozdobę, a ztąd zachęcenia 
i konserwacyi tejże nacyi do osiadania w miastach na- 
szych i Rzptej oczywistą potrzebę - umyśliliśmy eadem 
plenitlldine J którą mamy condere conjirmareqlle (eges et 
privilegia J artykuł ten przywilejów kunsztu złotniczego 
lwowskiego, którym circllmscriptum J aby c z te r e c h 
t Y l k o nacyi ormiańskiej złotników w nim zostawało, 
interpretando na lepszą i miasta i cechu pomienionego 
stronę, t e n Ż e a r t y kuł ex rationibllS legitimis z n i e ś ć 
i s k a s o wać; jakoż aliis per o1Jmia tych przywilejów 
salvis pllnctis et al'ticltlis J ten sam tylko, jako ozdobie 
i potrzebie miasta Lwowa prejudykujący, z n o s i m y, 
k a s u j e m y i a n n i h i l uje m y, i deklarujemy, ażeby ab 
hinc w cechu tymże złotniczym lwowskim n i e c z t e- 
"rech tylko Ormian, ale ile teraz i na potem 
tego być może, magistrami zostawali, bez 
wszelkich tak samego cechu jakoteż i magistratu ta- 
mecznego excepcyi i kontradykcyi, sllb vadio dwóchset 
.czerwonych złotych irremissibiliter sllccllmbendo i przez 
.Urodzonego Instygatora koronnego w sądach naszych 
zadwornych vindicando. Deklarujemy przy tern i po- 
stanawiamy, iż przerzeczeni złotnicy magistrowie or- 


I Acta Consuiaria z r. 1685, pag. 875. 


miańskiej nacyi, ile ich w cechu będzie, każdy olllni- 
lllodam habebit potestatem J uczniów pro rei et temporis 
necess£tate wyzwalać, towarzyszów chować i sami alter- 
natilll qllotannis z inszą nacyą zarówno, osobliwie ritlls 
romani, przy każdej ele-kcyi rocznej niepochybnie, jako 
przedtem bywało, cechmistrzami legitime obranymi zo- 
stawać« l. 
Tryumf Ormian był tedy zupełny. Zwyciężyli u dworu, 
a niebawem zwyciężyli i w mieście, De jllre zostali 
zrównani, ale de facto wzięli górę. I łatwo im było 
przeważyć szalę znaczenia w sztuce na swoją stronę, bo 
nietylko przedsiębiorczością i talentem ale i liczbą byli 
bardzo silni. 
Iożemy przytoczyć długi szereg nazwisk 
złotników ormiańskich, a przytoczyć je warto już dla 
samego odrębnego polsko-egzotycznego brzmienia, już 
dla samej pamiątki po tym niegdyś tak licznym i ruch- 
liwym światku ormiańskim, który dziś utonął jakby bez 
śladu między nami, a wraz z którym jedna z najżyw- 
szych barw spełzła na tak malowniczym i wzorzystym 
niegdyś społecznym kobiercu Polski, Oto nazwiska 
lwowskich złotników i towarzyszy sztuki złotniczej »na- 
cyi ormiańskiej« z tego czasu: Bedros 
1arderysowicz, 
Bedros Zacharyaszowicz, Teros Seferowicz, Kirkor La- 
tynowicz, Ariuton Dadurowicz, Kirkor Kamieniecki, Jan 
Bedrosowicz, Andrzej Sahakowicz, Łazarz Ariutowicz, 
. Szymon Augustynowicz, Piotr Augustynowicz, Krzysztof 
Kirkorowicz, Kiryłło Kirkorowicz, Norses :\Ioyzesowicz, 
Jan Bedrosowicz, Józef Madaszowicz, Filip :Vluratowicz, 
Grzegorz" Bogdanowicz, Krzysztof Dernorseszowicz, Krzy- 
sztof .vlusztafowicz, lVlikołaj Antoniowicz, Stefan Balsa- 
mow"icz, Bogdan Owanis Jakubowicz, Melko Seferowicz, 
"Norses Norsesowicz, Kasper Zacharyaszowicz, Mikołaj 
Kirkorowicz i Imbraim. Mamy ich wi
 28, mistrzów 
i towarzyszy, od r. 1682 do r. 1700, ale nie mamy 
jeszcze wszystkich, bo nie jest to spis wyjęty z rege- 
strów cechowych; których niema, ale tylko zestawienie 
tych nazwisk, które przewijają się przez indukty sądu 
ławniczego i akta radzieckie z lat przytoczonych, a wit;c 
z aktów prawnych i procesowych, a przypuścić przecież 
nie podobna, aby każ d y złotnik ormiański miał ko- 
niecznie jakiś proces przed sądem lub jakąś sprawę 
na ratuszu, 
Jakby sobie chcieli powetować przebyte upośle- 
dzenie i pomścić się na złotnikach lwowskich za doznane 
od cechu upokorzenia, Ormianie występują teraz z nie- 
słychaną butą, zdobywają szturmem pierwszorzędne 
stanowisko w sztuce, sprytem a zapewne i talentem 
jednają sobie naj możniejszą i najzyskowniejszą klientelę, 
opanowują cały ów najważniejszy może dział złotniczych 
robót, jakim niewątpliwie była we Lwowie dekoracya ko- 


I Oryginał dekretu tego na pergamlme w zbiorze hr. Jana 
Szeptyckiego w Przyłhicach. Pisownię zmieniliśmy na dzisiejszą.
>>>
257 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI Zł..OTNICZEJ. 


25 8 


Fig. 3. 
Sajdak ze zbiorów XX. Czartoryskich. 


, 


sztownej broni, ignorują cech i jego stare ustawy, nie 
znoszą opozycyi, a na każdą lekką choćby przyganę rwą 
się do kija i do szabli; przepłacają towarzyszy, odwodząc 
ich od innych mistrzów, gwałtem bo zapomocą magnackich 
hajduków zmuszają do roboty w swoich warsztatach; 
nie mogąc wydołać licznym zamówie- 
niom sprowadzają sobie do pomocy 
cudzoziemców, a głównie złotników ze 
wschodu, zatrudniają nawet żydów; 
na remonstracye i skargi odpowiadają 
szyderstwem i odwolaniem się do pro- 
tekcyi kasztelanów, wojewodów, het- 
manów, samego króla. Jakoż głównie 
potentaci liczą się do ich klientów; 
między tymi, dla których robią, spo- 
tykamy samego króla Jana 111, który 
w pałacu swoim lwowskim utrzymuje 
swój własny nadworny warsztat zło- 
tniczy i zatrudnia w nim samych Or- 
mian; spotykamy hetmana wielkiego 
koronnego Stanisława Jabłonowskiego, 
dalej Stanisława Bełzeckiego, kaszte- 
lana bełzkiego, Zamoyskich, kasztela- 
na czernichowskiego Fredrę i innych. 
Patryarchą między nimi był B e- 
dros l\Iarderysowicz, który zapa- 
miętał jeszcze naj cięższe czasy dla 
pozacechowych złotników ormiańskich, 
bo już około 1650 r. był czynnym 
we Lwowie i doznał niejednej przy- 
krości od cechmistrzów. Wyrabiał on 
głównie bogate rzędy, nabijane złotem 
i sadzone drogimi kamieniami. Bedros 
zastawia u współziomka swego Miko- 
łaja Hazarowicza dwa takie rzędy za 
43 I 7 zł., a więc za sumę jak na owe 
czasy bardzo wysoką. Jeżeli zważymy, 
że mądry Ormianin nawet swemu kom- 
patryocie i współwyznawcy nie poży- 
czył na zastaw więcej niż połowę tylko 
wartości, to przypuszczać można, że 
jeden rząd miał wartość przynajmniej 
4000 złotych ówczesnych, coby na dzi- 
siejszą monetę wynosiło około 20,000 
koron, a ztąd wnosić można, jak pyszne 
i bogate były to rzędy. 'vVartość ich 
przecież polegać miała jeszcze bardziej na wysoce arty- 
stycznej i misternej robocie, aniżeli na samym szlache- 
tnym materyale, użytym do dekoracyi, bo Hazarowicz 
zeznaje przed sądem wójtowskim, »że ani pondem certi 
ani acsti1Jlationis są, tylko na szczęściu; których robota 
a nie valor i pondlls sprzedaż robi zawisłą«. Jakoż 
rzędy te miał wywieźć Bedros do Krakowa, spodziewając 



 
\. 


\ 


l 
, r 

 '. 
, \,:, 
, \ 


, -\ 
. .\ 
. \ \ 


_ 
 .. .

 '1. 
;.,,_ 
. . '- 
, .,"'\'10 
':"\,:. 2':
'-:' 


". 


\ 


ł 


się tam znaleźć na nie amatorów wśród zjazdu szlachty 
i magnatów na koronacyę Jana Kazimierza. Bedros 
w tym czasie nie miał jeszcze prawa miejskiego we 
Lwowie, kiedy bowiem w sporze z swoim wierzycielem 
Hazarowiczem zarzuca sądowi wójtowskiemu niekompe- 
tencyę i żąda, aby sprawa wytoczoną 
została przed sąd ormiański, Hazaro- 
wicz odpiera, że oskarżony »jako tu- 
recki Ormianin prawem lwowskiem 
i artykułami ormiańskiemi szczycić się 
nie może« l, 


,. - 


Najbardziej interesującym a jak we- 
dług danych acz skąpych wskazówek 
przypuszczać należy, także najcelniej- 
szym mistrzem złotniczym ormiańskim 
był drugi B e d ros. nazwiskiem Z a- 
charyaszowicz. Wiemy o mm 
z aktów miejskich, że król Jan III 
urządził mu warsztat złotniczy w swo- 
im pałacu; lwowskim i że wyłącznie 
dla króla pracował. Jeszcze w r. 1690 
mieszka i pracuje w pałacu królewskim, 
niegdyś Korniaktowskim; po raz pier- 
wszy zaś spotykamy o nim wzmiankę 
w roku 1670 II. X. Sadok Barącz zna 
go tylko pod imieniem Bedrosa i na 
podstawie aktów ormiańskich mieni go 
jubilerem nadwornym króla 8. Z tychże 
aktów sądowych ormiańskich wiemy, 
że Bedros Zacharyaszowicz mianowa- 
ny został sekretarzem królewskim - 
zaszczyt najwyższy, jaki mógł spotkać 
mieszczanina owych czasów. \N ystar- 
cza to, aby wnosić, że był ulubieńcem 
króla i że na łaskę monarszą zasłużył 
sobie głównie swoją sztuką. On też 
to zapewne otrzymał do przerobienia 
ową rękojeść do szabli wykonaną dla 
króla we Florencyi, o której pisze 
Co simo Brunetti. O robotach jego nie 
znajdujemy niestety szczegółów; przy- 
godnie tylko dowiadujemy się, że o- 
prawiał w złoto pałasz dla kasztelana 
czernichowskiego i że raz z gotową 
robotą wyprawiał się do Gdańska. 
W procesie wytoczonym przez cech 
złotnikom ormiańskim, o którym mowa powyżej, wspom- 
niany ten »pan Bedros« z pewnym szacunkiem jako 
osobistość wielce poważana, której też ani urząd miejski 


4i 

;rł. 



 


. \, 


""d. - 


.:ł 


- -:( 


:-. 



 


I Inducta Judicii Advocatialis z r. 1649, pag. 605, 609, 
622, 633. 
I Acta Consularia z r. 1670, pag. 183. 
I X. Sad ok Barącz, Żywoty s/awnyclt Ormian, str. 68. 
17
>>>
./ 


ł 


259 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI ZLOTNICZEJ 


260 


ani świadkowie nie wciągają w spór, prowadzony z obu 
stron z wielką zaciętością. 
Do bardzo znanych ale mniej wziętych złotników 
ormiańskiej »nacyi« lwowskiej należał T o r o s S e fe- 
r o w i c z, który obok swojej sztuki zawodowej uprawiał 
zyskowniejszy zapewne dla niego handel - ludźmi, 
a mianowicie jeńcami tatarskimi. Spotykamy go też 
w aktach miejskich głównie z powodu targu o Tata- 
rzyna, którego chciał kupić u p. Szaniawskiego w Janowie. 
»Pan Szaniawski powiedział mi - zeznaje Seferowicz - 
że ma na sprzedaż Turczyna i mnie z nim potykał, 
abym go kupił u niego. Stargowałem tego TurczYIJa 
za 100 lewkowych, źwierciadło bursztynowe, dwie czy 
trzy sztuki burły i obiecałem mu do tego trzy pier- 
ścienie z jego złota zrobić i uździenicę mu sprawiłem, 
do której srebra swego dołożyłem, a targowałem tego 
Turczyna, którego zda mi się Mechmet zwano, przez 
trzy dni u p. Szaniawskiego«. U swych współbraci Or- 
mian Seferowicz nie miał miru; cechmistrz Kirkor La- 
tynowicz, który go oskarżał, że robi u żydów, naszedł 
go raz z pachołkami czyli t. zw. »familią p. burmistrza c 
i zabrał mu srebro »dla doświadczenia próby, albowiem 
była fałszywa półdziesiątej próby«. Seferowicz miał 
jednak możnych protektorów, pozostawał »na serwito- 
ryacie pańskim«, a burgrabia zamku lwowskiego nie- 
tylko obronił go przed cechem, ale nadto samego cech- 
mistrza Latynowicza do więzienia zamknął 1. 
Seferowicz, jak się z tegoż samego zapisku do- 
wiadujemy, wyrabiał obok rzędów także o b u c h y 
i c z e k a n y ze srebra, a więc i on, jak wszyscy or- 
miańscy złotnicy, uprawiał w sztuce swojej dział broni 
szlacheckiej; czekan bowiem bywał obok szabli nieod- 
stępnym towarzyszem rycerskiego człeka; miał pozory 
niby laski zwyczajnej, ale był równie morderczą a na- 
wet niebezpieczniejszą bre nią niż szabla i równie jak 
szabla bywał bogato ozdabiany, głównie zaś złotem 
i srebrem nabijany. Nim wszedł w obyczaj codzienny, 
czekan tak samo jak buzdygan był bronią w najgroź- 
niejszem tego słowa znaczeniu; nosiła go jazda przy 
troku u siodła. Niemcy nazywali broń tę Streithammer J 
Francuzi marteau aarmes J Anglicy horsman-ha1llmer, 
Polacy c z e k a n e m, a nazwę tę przejęliśmy od Węgrów, 
którzy broń tę nazywają fokos albo csakany. Jako broń 
jeźdźca czekan miał krótkie drzewce czyli kijec, a na 
nim osadzony był rodzaj młota, którego długi i mocno 
zaostrzony koniec zwano n a d z i a k i e m, zaś drugi koniec 
tępy i właściwie młotkowy o b u c h e m. Czekan miał 
u nas także znaczenie kostiumowe i niejako ceremo- 
nialne; ozdobiony bogato niesiono na ramieniu lub 
upinano pod tarczą na koniu wraz z łukiem i koncerzem, 
jak to widzimy na licznych rysunkach, a między innymi 


, Acta Consttl. z r, 1682, pag. 118, 813. 


na sztychach Dolabelli, przedstawiających wjazd Osso- 
lińskiego do Kzymu w r. 1633- Straszny w zwadzie, 
czekan należał u nas niejako do broni zakazanej; kon- 
stytucya sejmu warszawskiego z r. 1620, odwołując się 
do dwóch poprzednich konstytucyj z r. 1578 i 1601 
»0 zabronieniu niezwykłych broni i oręża postanowio- 
nych, bacząc, że co dalej większa swawola w ludziach 
roście, przeto, aby się złym zamysłom zapobieżało, sta- 
nowi, aby żaden cuiuscunque C01lditionis nie ważył się 
odtąd zażywać albo nosić czekanów in loco publico 
pod winą dwóchset grzywien; wszakże na wojnie prze- 
ciwko nieprzyjacielowi koronnemu zażywanie czekanów 
i innych bwni zachowuje«. Zakaz ten ponawiano i później, 
a Kitowicz opowiada, że jeszcze za jego czasów pod 
klątwą kościelną nie wolno było chodzić na nabożeństwa 
z czekanem. 
Znakomitym specyalistą w wykonywaniu bogatych 
przyborów rycerskich i dekowwaniu broni był Kir kor 
L a t y n o w i c z , wspominany w aktach miejskich jako 
Armcnus aur
fex Civis Leopoliensis. Z pertraktacyj 
spadkowych po śmierci kasztelana czernichowskiego 
Fredry dowiadujemy się, że Latynowicz robił mu złoto 
do ł u b i a, na co otrzymał od nieboszczyka kasztelana 
złota wartości 80 dukatów częścią w »canach« częścią 
w czerwonych złotych, tak, że dostarczone mu złoto miało 
łączną wartość 200 dukatów, Ze złota tego zrobił ka- 
sztelanowi oprócz łubia także d e n k o d o m i s i u r ki 
i pozłocił mosiężne łańcuszki do łubia. Robił nadto 
kasztelanowi s a h a j d a k p o lo w y blachmalowy, który 
już wraz z baftem kosztował 300 zł., bo był haftowany 
ciągniOllem złotem 1. 
Do tego suchego zapisku nie zawadzi również do- 
dać komentarz, a mianowicie zwrócić kilku słowy uwagę 
na przybór wojenny, którego bogata i artystyczna de- 
koracya wchodziła w zakres złotnika polskiego, a w szcze- 
gólności lwowskiego, a który do takiej dekoracyi na- 
dawał się tern bardziej, im dalej odbiegł od swego 
pierwotnego znaczenia. Tak samo jak buława i buzdygan, 
które z żelaznej, a nawet bardzo morderczej broni 
obuchowej, używanej niegdyś w zwartym boju, a zna- 
nej także zagranicą, w Niemczech jako Streitkolben J 
we F rancyi jako masse de guerre J przeobraziły się z czasem 
w godło dostojeństwa, w symbol starszeństwa i do- 
wództwa, a wyrabiane z szlachetnego kruszcu, z srebra, 
złota, kryształu, achatu, rzeźbione, niellowane, emalio- 
wane, drogimi kamieniami sadzone, stawały się niekiedy 
kosztownem cackiem artystycznem i arcydziełem sztuki 
złotniczej, tak samo mówimy i sajdak, pierwotnie tylko 
futerał na strzały, z czysto użytkowego wojennego 
sprzętu stał się zbytkową ozdobą, dekoracyą kostiumową. 
Mimo coraz bardziej postępującego udoskonalenia 


l Acta Consul. z r. 1683, pag. 1015.
>>>
I 
ł 


262 


261 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI ZLOTNICZEJ. 


Fig. 4. 
Sajdak ze zbiorów XX, Czartoryskich. 


broni palnej, luk dlugo utrzymywal się w użyciu, a naj- 
dlużej może w Polsce. jeszcze przy samym końcu X V l I 
wieku cale chorągwie jazdy bywaly uzbrojone w luki; 
jedna taka chorągiew, p. Rożniatowskiego, przebywala 
wlaśnie we Lwowie .w tym samym 
czasie, który nas zajmuje. jeszcze 
w XVIII wieku i to w drugiej jego 
polowie używano luków w utarcz- 
kach, zwlaszcza z hajdamakami, jak 
to obok innych źródel poświadcza 
Kitowicz. Ale nawet kiedy już luk 
wyszedl z praktycznego użycia, po- 
zpstal sajdak jako odznaka rycer- 
skiego czlowieka, żolnierza z zawo- 
du. jeszcze Kitowicz widzial towa- 
rzyszy pancernych z kolczanami 
i sajdakami zlocistymi i kameryzo- 
wanymi, które już nie dla użytku, 
ale dla malowniczego efektu wy- 
pełniano farbowanemi w różne ko- 
lory strzalami. Każdy towarzysz, 
chcąc się dystyngować od innej 
szlachty, nieslużącej wojskowo, przy- 
pasywal na zebraniach towarzyskich 
zjazdach obywatelskich sajdak 
srebrny, bo sama szabla oznaczala 
tylko szlachcica, a me 1 żolnierza 
zarazem 1. 
Łuczników nie brak też bylo 
i we Lwowie; nie stanowili wpra- 
wdzie osobnego cechu, ale polączeni 
byli z cechem haftarskim. Kto chcial 
zostać mistrzem luczniczego rzemio- 
sla, musial wedlug ordynacyi z r. 
1658 zrobić luk z kibicy wypiłowa- 
nej, a potem znowu tę kibicę calym 
rogiem pokryć i powlec porządnie, 
na co mial czasu niedziel dwana- 
ście B. W czasie, o którym piszemy, 
t, j. okolo r. 1678 bylo jeszcze wielu 
luczników we Lwowie, dowiadujemy 
się o tern z oskarżenia, jakie zano. 
szą na czterech z nich, a więc tylko 
na cząstkę ogólu, cechmistrze z po- 
wodu, że »ważą się wbrew ordyna- 
cyom cechowym luki u kupców cu- 
dzoziemskich skupować, nie opowie- 
dziawszy się calej cesze; jako i teraz świeżo od posla 
tatarskiego nie malo luków nakupili« 8. Niektórzy z nich 



 


, \
 


t- 


\ 
I 
\ 


" 


\ 


.
 "0 


I 

ł 



 


, X. Jędrzeja Kitowicza Opis obyczajów 
Wydanie drugie petersburskie II, str. 104, 105. 
I Acta Consul. z r. 1658, pag. 893-910. 
8 Acta Consul. z r. 1678, pag. 601. 


i zwycz:zjów, 


\ 


wyrabiali oprócz luków skrzydla husarskie, jak np. jan 

Iucha i Hryhory Plotycz, o co pozywają ich szmuklerze 
w r. 1683, żaląc się, że »lucznicy ci w rzemiośle im 
przeszkadzają, t. j. skrzydla husarskie, które samym 
szmuklerzom należą, robią, i piór, 
które od strzal odchodzą i onym 
się do rzemiosła ich nie zdadzą, 
przedawać im nie chcą« 1. 
Nie odbiegamy naszem zdaniem 
od rzeczy, przytaczając te szczególy; 
sztuki tak ściśle związanej z oby- 
czajami nie da się traktować i nie 
da się zrozumieć bez znajomości 
obyczajów, nie da się też dobrego 
wyobrażenia o niej czytelnikowi, 
jeśli się nie uwzgl
dni i tych ręko- 
dzieł, z któremi się ściśle wiązala. 
Latynowicz, jak przytoczyliśmy, ro- 
bil dla kasztelana czernichowskiego 
»sahajdak blachmalowy polowy«, 
który byl zlotem haftowany. Sam 
go oczywiście haftować nie mógl 
i zapewne udal się do haf tarza, któ- 
ry jednak na takiem pośredniem 
zamówieniu nie najlepiej wychodził. 
Ormiańscy zlotnicy zaciężyli i nad 
haftarzami, dyktowali im ceny, ja- 
kie im się podobalo, uważając haft 
»ciągnionem« zlotem za rzecz wcho- 
dzącą w zakres wlasnej sztuki. Tym 
sposobem wywolali na siebie burzę 
ze strony wlasnych wspólziomków, 
bo cech haftarski skladal się w 
przeważnej części z Ormian. jakoż 
w czasie najdokuczliwszej przewagi 
konkurencyjnej zlotników ormiań- 
skich uchwalają haf tarze lwowscy 
laud1l11z cechowe, które tak uzasa- 
dnia ją: »vVidz.ąc dobrze, iż cala 
cecha wielkie zniszczenie, nacyi zaś 
ormiańskiej zlotnicy pożytek nie- 
maly ztąd mają, kiedy tak od wiel- 
kich panów jako też i innych szla- 
chetnego stanu ludzi robotę wielką 

 sobie nienależytą, ale naszej haf tar- 
, skiej braci cechowej przyzwoitą, na 
siebie biorą i z takowemi osobami 
targ uczyniwszy dopiero z bracią naszą o te roboty kon- 
traktują, co z wielkiem cechy uciemiężeniem a pomienio- 
nych zlotników pożytkiem dzieje się, zapobiegając temu 
itd. post211Owiliśmy między sobą takowe laudum: Aby 


, 
\ 
I 
\ 


\ 


- "-- 


I 


0,.,.;;-_ 


. *' 
: 
 
)\ 
\
, 


." ,.
. 


:
 . 


h 
...:. L
 


,. 


'.. 


1 


":-... :: . 



- ' . 


" 


-
 


, Acta Consul. z r. 1683, pag. 914. 


...I
>>>
26 3 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI ZLOTNICZEJ. 


264 


z braci cechowej żaden me ważył się od złotnika nacyi 
ormiańskiej robót bogatych, jako to siedzeń złotem 
ciągnionem lub też weneckiem haftowanych, także k a ł- 
k a n ó w brać, okrom takiej roboty, któraby za zł. 60 
a to z materyą i złotem haftowaniem stała« J. 
Spotykamy w zapisku o robotach Kirkora Lat y- 
nowicza dwa wyrażenia na rzecz na pozór jedną i tę 
samą: ł u b i e i sahajdak czyli s a j d a k, do których to 
dwóch wyrazów przybywa jeszcze i trzeci synonim, 
koł c z a n. Różnica między tymi trzema wyrazami za- 
tarła się, ale właściwie każdy z nich pierwotnie oznaczał 
coś odrębnego. Sajdak (fig. 3-5.) był to futerał dwoisty, 
obejmujący łuk i strzały zarazem; kołczan mieścił tylko 
same strzały. Sajdak i kołczan, oba wyrazy tatarskie, 
oznaczać zaczęły z biegiem czasu jedno i to samo, ale 
między niemi a ł u b i e m pozostała różnica. Sajdak by- 
wał robiony ze skóry, łubie, słowo czysto polskie, 
oznaczało zaś futerał na strzały drewniany, Dlatego też 
Latynowicz używał do łubia tylko samego złota a nie 
haftu, jak do sajdaka. Według ordynacyi lwowskiego 
cechu haftarskiego sajdaki robiono haftowane, gładkie 
i drukowane, ze skóry juchtowej moskiewskiej, kowel- 
skiej, litewskiej, wołoskiej i capowej; można je było 
ozdabiać nietylko haftem, ale także puklikarni i roze- 
tami srebrnemi, które nadto rytowano, sadzono kamie- 
niami i niellowano, jak to uczynił Latynowicz, który 
wykonał sajdak blachmalowy. Łubie musiało być 
z drzewa i albo całe obciągnięte bywało przez złotnika 
srebrem lub złotem, albo pokryte było skórą, jaszczu- 
rem, aksamitem, a złotnik tylko okuwał je w rąbek 
dokoła. Czasem atoli i skóra lub inna materya, którą 
było pokryte drzewo łubia, bywały haftowane, jak o tern 
świadczy cytowana powyżej ordynacya haftarska, która 
jako sztukę mistrzowską przepisuje »capę na łubie, 
łańcuszkową robotą subtelną haftowaną« 2. 
Z dalszych znaczniejszych złotników Ormian przy- 
toczyć należy Kir kor a Kamienieckiego (z Kamieńca 
podolskiego), którego rzędy złotem i kamieniami zdo- 
bione szły także ze Lwowa do W ołoszy, jak się o tern 
dowiadujemy z pertraktacyi spadkowej po Teodoraczku 
Stanowiczu, rotmistrzu chorągwi wołoskiej króla Jego- 
mości, któremu z liczby umówionej nie dostarczył był 
jeszcze dwóch rzędzików złocistych i jednego srebrnego; 
Krzysztofa M u s z t a f o w i c z a, także z Kamieńca, któ- 
rego zatrudniają Babonabek, rotmistrz królewski, i woje- 
woda kijowski Jędrzej Potocki; Piotra A u g u s t y n 0- 
w i c z a, poświęcającego się także wyłącznie dekoracyi 
broni i rzędów; jeden taki rząd robił na koronacyę 
do Krakowa, » kozacki, złocisty; sztuki wielkie wszystkie 
złociste, a sam wszystek biały pręgowany«. 


I Acta Consul. z r. 1689, pag. 496. 
I Acta Consul. z r. 1658, pag. 893-910. 


Ale najwięcej mieli powodzenia, ncljWlęcej budzili 
zazdrości swoją klientelą i najwięcej opozycyi wywołali 
swoją butą u współbraci cechowych dwaj złotnicy or- 
miańscy, Ariuton Dadurowicz i Norses :\Ioy- 
z e s o w i c z. Formalny bunt powstał przeciw obom; 
wszyscy złotnicy nieormiańscy podali sobie ręce w walce 
przeciw ich arrogancyi i zuchwałości, opartej na łaskach 
magnackich, i przyszło w r. 1690 do procesu przed 
urzędem radzieckim, którego aktom zawdzięczamy wiele 
interesujących szczegółów. Obaj mieli »walne roboty« 
dla magnatów, jak się wyrażali świadkowie, a roboty 
te polegały głównie na oprawie szabel i dekoracyi in- 
nych przyborów rycerskich. Mieli tak dużo zamówień, 
że nie mogli im podołać i obdzielali niemi nieraz innych 
złotników nie-Ormian. Norses Moyzesowicz, ten sam, 
którego obalenie z cech mistrzostwa wywołało dekret 
królewski na korzyść Ormian, celował głównie w opra- 
wianiu szabel i byl może już ostatnim mistrzem, co 
podtrzymywal tradycyę tej specyalnej sztuki, z której 
zawsze słynęli złotnicy lwowscy. 
Przy bardzo małej liczbie przechowanych dotąd 
zabytkow, a przechowały się tylko pośledniejsze, które 
nie budziły chciwości nieprzyjaciół i nie tentowały uwię- 
zionym w nich kapitałem swoich, nie mamy prawie 
wyobrażenia, jak dalece posuwał się zbytek w opra- 
wie szabel, ile złota i drogich kamieni, ile talentu 
i sztuki składało się na ozdobienie szabli, tej pieszczonej 
kochanki polskiego szlachcica. Głównia przecież była 
pierwszym warunkiem jej wartości, dobroć też i pa- 
miątkowość główni stanowiła o stopniu kosztowności 
oprawy. Tylko bardzo zaufany złotnik otrzymywał do 
oprawy głównię doskonałą albo pamiątkową, a ma- 
jątkiem i zdrowiem odpowiadał za skarb sobie powie- 
rZO!1Y. Vv. r. 1607 wpada na ratusz lwowski bardzo 
poważany złotnik lwowski, Krzysztof Bierak, i z naj- 
większem przerażeniem prosi o ratunek pana wójta, bo 
mu zgim;ła szabla, powierzona mu do oprawy przez 
wojewodę ruskiego Stanisława Golskiego : »Nie tak 
chodzi o srebro - woła utrapiony - jako o żelazo, 
gdyż to żelazo nie moje jeno pańskie i to pana, nie- 
lada pana, bo mnie o nie barzo upominał: Złotniku, 
złotniku, patrz tego, abyś mi go nie odmienił, bo to 
jeszcze mam od ojca mego miłego pamiątkę 1« J. 
Najcenniejsze głównie były zawsze wschodnie, da- 
mascenowane, ale także głównie niektórych polskich 
szabel ni były wysoce cenione. \Ve Lwowie był ich 
zawsze skład obfity, wykuwali je także bardzo dobrze 
miecznicy miejscowi. Cech mieczniczy lwowski chlubił 
się osobliwszym przywilejem, że »ze wszystkiego świata 
czeladź mieczniczego rzemiosła do Lwowa po przcmianck 
przychodziła«. Oprócz szabel lwowskiego wyrobu, ku. 


. 



 


ł 


t 



 


I Indttcta 'lud/cii Civil., vol. XXIII, p. 947.
>>>
26 5 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI ZLOTNICZEJ. 


266 


f 


powali złotnicy do oprawy najczęściej głównie ostrogskie, 
gorlickie i krakowskie. Głównie »podgórskiego klinia«, 
»krakowskiego klinia«, »krakowskiej kuźnicy« często 
wymieniane bywają w regestrach. V\T pobliżu samego 
Lwowa, W miejscowości nie wymienionej jednak w ak- 
tach, utrzymywał kuźnię taką niejaki Tomas Szabel nik. 
Dostarczał on ze swojej szabelni około r. 166 I kling 
gotowych miecznikom i złotnikom lwowskim 1. _ 
Złotnik otrzymywał tylko gołą głównię i trzaskę do 
niej, t. j. drewniany szkielet pochwy, którą potem mie- 
chownik lub olsternik oblekał podług życzenia jaszczu- 
rem, capą, aksamitem. Bywały wszakże pochwy także 
całe ze srebra, a wtedy wykonywał je sam złotnik. 
Bardzo rozmaity bywał sposób oprawy i dekoracyi; 
składały się na nią niekiedy wszystkie techniki złotnictwa: 
tausia, azzimilla, rzeźba, rytowanie, niello, emalia,. ka- 
meryzacya drogimi kamieniami. Z dwóch najszlachetniej- 
szych sposobów ozdabiania broni zagranicą, t. j. wy- 
pukłej rzeźby rękojęści stalowej i inkrm:tacyi złota na 
stali i żelazie, tylko ten drugi sposób był we Lwowie 
i wogóle w Polsce zwyczajniejszy. Rękojęści wypukło 
lub nawet de ronde bosse rżnięte w stali przy szablach 
polskich są nadzwyczajną rzadkością i należą do wy- 
jątków. Zdarzają się bardzo często u nas przy jelcu bez 
pałąka rękojęści rzeźbione, zazwyczaj w głowę orła lub 
lwa, ale bywają wtedy prawie zawsze z srebra, drzewa, 
kości lub rogu. Kosztownym szablom dawano rękojęść 
z kamienia, jak achatu, nefrytu. lapis lazuli; ozdoba zło- 
tnicza polegała wtedy na ujęciu kamienia w misterny 
kapturek i pukliki, a niekiedy na ozdobieniu go w ara- 
beski inkrustowane złotem. 
Inkrustacya złotem na stali była zato bardzo często 
używana II. Jest to może najartystyczniejsza dekoracya 
okucia szabli; na tle czarnem żelaza, któremu umiano 
nadawać ton bardzo głęboki, arabeski inkrustowane 
złotem wywoływały efekt bogaty a dyskretny zarazem. 
Dekoracyę taką przewyższał szlachetnością swoją tylko 
oniament niellowy na złocie, który był niejako odwro- 
tnym rodzajem efektu; jak tam złoty rysunek na tle 
czarnym, tak tu znowu czarny rysunek na tle złotem. 
W cytowanej już pracy mojej o złotnictwie lwowskiem 
dawnych wieków po r, 1640, przytoczyłem bardzo 
liczny szereg złotników, który uprawiał sztukę złotej 
inkrustacyi na stali, a idąc za pewnemi wskazówkami 
przypuszczaćby nawet można, że technika ta wcześniej 
byla znana i uprawiana w Polsce, aniżeli gdzieindziej 
w Europie, Benvenuto Cellini był już sławnym mistrzem 
we wszystkich gałęziach złotnictwa w Rzymie a tech- 
niki tej nie znal. Dopiero około r. 1530, kiedy mu 


, 


1 Acta Consularia, z r. 1661, pag. 415. 
· Obszerniejszą rozprawę umieścił W Sprawozdaniach Kom. 
hist. sztuki IV, 116 o inkrustacyi p. L. Lepszy, który takte domy- 
ślał się udziału Ormian lwowskich w dekoracyi broni polskiej. 


wpadły w ręce tureckie puginały, ozdobione tym spo- 
sobem (pug1ltdetti turcheschi intagliati di bcllissimi fog- 
liami et pulitissimamude commessi doro), przyswoił 
sobie sekret tej dekoracyi 1. Była to jednak technika 
bardzo uciążliwa, wymagała głębokiego żłobienia ry- 
sunku a sottoslJuadro i znacznej ilości złota, które wbi- 
jano dość głęboko; naj trwalsza i najszlachetniejsza to 
była dekoracya, ale i naj żmudniejsza i naj kosztowniejsza. 
Chcąc ją zastąpić robotą zbliżonego efektu ale znacznie 
tańszą i łatwiejszą, zaczęto używać sposobu inkrustacyi 
sitkowej czyli t, zw. techniki all'azzimina, która na tern 
polegała, że rysowano albo raczej drapano płaszczyznę 
stalową jakby w sitko, nadając jej tym sposobem po- 
trzebną chropowatość; na takiem tle rytowano nieco 
silniej ornament, poczem pokrywano go cieniutkim 
płatkiem złota, które osobnym młotkiem wbijano w za- 
cięte linie rysunku. Poznać łatwo można ten sposób po 
sitkowanem niejako tle stali i po tern, że ornament 
sprawia wrażenie, jak gdyby był robiony piórem, ma- 
czanem w płynnem złocie II. Sposób ten dekoracyi bardzo 
częsty na zbrojach i szablach polskich, używany był 
u nas powszechnie w XVI i XVII w. Przyszedł on ze 
wschodu, gdzie go używano do ozdabiania brzeszczotów 
arabeskami i napisami z koranu, i już dla tego samego 
nie ulega wątpliwości, że musiał być znany ormiańskim 
złotnikom lwowskim. 
Niellowanie czyli jak ten sposób zwano u nas: 
blachmal (od blackmalen) spotyka się bardzo często na 
oprawie szabel polskich, daleko częściej niż tausyę czyli 
inkrustacyę. Każdy lepszy złotnik polski umiał blach- 
malować doskonale; widzieliśmy też, że Chocinowicz 
rzezał srebro pod blachmaI, a Kirkor Latynowicz robił 
sajdak blachmalowy dla kasztelana Fredry. Znam prze- 
pyszne okazy niellowanej broni polskiej, buław, buzdy- 
ganów, sajdaków, ładownic i szabel; te, na których 
ornament ma cechy wschodnie, przypisywać zwykliśmy 
w czambuł wschodniemu artyście, tymczasem wielka część 
takich zabytków jest pochodzenia swojskiego, wyszła 
z pod dłoni polskiego, a przedewszystkiem lwowskiego 
złotnika. Gdybyśmy mieli publikacye z dokładnymi ry- 
sunkami takiej broni, a tern samem gdyby porównawcze 
badanie tych ornamentów niellowych na podstawie 
licznych, zestawionych obok siebie okazów było ułatwione, 
wykazaćby się dały różnice między polską ornamentyką 
wschodniego typu a ornamentyką oryginalnie wschodnią, 
różnice może dość znaczne i dość zasadnicze, aby sta- 
nowić tytuł do stylowej odrębności. 
Emalię, którą złotnicy polscy z niemiecka nazwali 
szmalcem (od Schmelz, które to słowo powstało znowu 


1 La vita di Benvenuto Cel/ini. Wydanie medyolańskie Z r. 
1878, str. 59. 
· Maindron Maurice, La methode des azziministes. Ga- 
zette des Beaux-Arts, X, 1 Octobre 1893. 


--'
>>>
26 7 


J 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI ZLOTNICZEJ. 


268 


z włoskiego smalto) rzadziej SIę spotyka na broni pol- 
skiej niż inkrustacyę i niello. Z wyjątkiem kilku za- 
bytków, jak np. przepysznej ładownicy z herbem Bończa 
w posiadaniu p. Markowskiego na Podolu rosyjskiem, 
którą miałem sposobność oglądać przed kilku laty 
w Krakowie, nie zdarzyło mi się widzieć prawdziwie arty- 
stycznej dekoracyi emaliowej na broni polskiej. Rzadziej 
bywa tu emalia żłobkowa (champ leve)J daleko już czę- 
ściej komórkowa czyli t, zw. cloisonne, a wtedy naj- 
częściej nalewana jest dość niezgrabnie i nierówno mię- 
dzy niestosunkowo wysokie ścianki komórek. Posiadam 
w zbiorze moim jeden taki okaz dekoracyi emaliowanej 
na okuciu szabli z czasów króla Stefana; komórki na 
okuciu, układane w karpią łuskę, zalane są nierówno 
zieloną emalią, niedoprowadzoną do gładkości wyma- 
ganej w tego rodzaju technice. Druga szabla z herbem 
Radziwiłłów, również w zbiorze moim, ma jelec i okucie 
już doskonałą techniką emaliowane, ale ostra i jaskrawa 
dekoracya sama, w podłużne paski białe, czerwone, 
zielone i niebieskie, ma w sobie więcej oryginalności 
niż smaku i harmonii. Ozdabianie oprawy płytkami 
emalii malarskiej spotyka się również dość rzadko 
na szablach polskich XVI i XVII wieku; dopiero 
w wieku XVIII zaczęto używać częściej tej dekoracyi. 
Posiadam wszakże szablę z końca XVI w. z herbami 
Polski i Batorego, której rękojęść i sków ki całe są po- 
kryte emalią malarską z ornamentami en relief i z zło- 
tymi akcentami rysunku. Przypuszczam atoli, że to ro- 
bota siedmiogrodzka raczej aniżeli polska. Za to 
w płasko tzeźbionem srebrze, w rżnięciu en crellX, 
spotykamy na okuciach szabel polskich niekiedy zna- 
komite dowody artystycznej biegłości i w rysunku 
w technice, 
Kameryzacya drogimi kamieniami bywała bardzo 
częsta; pyszne wschodnie wzory wpłynęły tu bardzo na 
smak magnata i na robotę złotnika; jednakże okazy, 
sadzone naj szlachetniejszymi kamieniami, najczęściej ru- 
binami, ale także dyamentami i szafirami, które celowały 
nietylko kosztownością, ale i wysoką rzeczywiście sztuką 
jubilerską, zginęły dawno. Pozostały tylko takie, których 
okucie sadzone było albo tańszymi turkusami, albo 
granatami i innymi czeskimi kamieniami, i te, mimo 
grubszej roboty i dość ciężkiej osady, wywołują wpra- 
wdzie wrażenie przepychu i malowniczy efekt, na co też 
głównie były obliczone, nie mają jednak wyższej arty- 
stycznej warto"ści. Daleko oryginalniejsze i niekiedy 
prawdziwie artystycznego znaczenia są oprawy pochew 
z płytek cień kich achitu, inkrustowanego złotem z po- 
dziwienia godną misternością rysunku i techniki; jest to 
sztuka, którą obok wschodnich posiadali tylko polscy 
złotnicy. Często używano też do rękojęści i okucia płyt 
z laPis lazllli lub górnego kryształu, który to ostatni 
dostarczał jeszcze w XVII w. ulubionego i wielce ce- 


nionego materyału do gałek buław i do piór buzdy- 
ganow. 
Która z wszystkich tu wyliczonych technik była 
specyalnością obu najgłośniejszych lwowskich złotników 
Ormian, A r i u t on a i N o r se s a, bo tak ich pospolicie 
nazywano we Lwowie, opuszczając nazwiska, nie dowia- 
dujemy sie z zapisków archiwalnych; przypuszczać 

szakże należy, że żadna z nich nie była im obcą, bo 
niemal wszystkie kwitnęły na 
T schodzie a Ormianie 
nasi w sztuce swojej przedewszystkiem byli uczniami 
\\1 schodu. Złotnicy lwowscy w żałobach i narzekaniach 
swoich na przewagę i zuchwałość obu tych mistrzów 
ormiańskich, które się oparły aż o sąd ławniczy, stwier- 
dzają zgodnie, że tak Ariuton jak Norses oprawiają 
szable dla króla jegomości i dla największych magna- 
tów. Ariutonowi daje król Sobieski szablę do oprawy 
w złoto, hetman Stanisław jabłonowski robi u Norsesa 
wielkie i »pilne« zamówienia. Norses tyle ma roboty 
dla »wielkich potentatów«, jak się. wyrażają złotnicy, 
że podołać im nie może; sprowadził sobie Greków 
cudzoziemców i nawet trzech żydów złotników wziął 
sobie do pomocy. Ufny w protekcyę pańską, Norses 
posunął się tak dalece w swojem zuchwalstwie, że nie- 
tylko używał hajduków, aby gwałtem zabierać robot- 
ników z cudzych warsztatów, jak to uczynił złotnikowi 
Bachczyńskiemu, ale nadto posyłał do warsztatu Bed- 
rosa, nadwornego jubilera królewskiego po czeladź, 
a gdy mu jej Bedros dać nie chciał, »napadł gwałtem 
na pałac jego Król. :\Iości, za co król się rozgniewał 
i Norsesa kazał zamknąć w więzieniu ratuszowem pod 
Aniołem« 1. Norses występuje sam wszędzie z prawdziwie 
wschodnią okazałością, strojny i pyszny, ale nietylko sam 
się ubiera w szaty drogie, chce nadto, aby i towarzysze 
pracujący w jego warsztacie imponowali lwowskiemu 
światu. Zatrudniał stale pięciu złotników, a stroił ich 
własnym kosztem .»w sukno francuzkie, bławaty i ada- 
maszki«, kiedy mu zaś inni majstrowie zarzucali, że 
czeladź rozpuszcza, odpowiadał hardo i z szyderstwem: 
- Czemu i ty tak, kiedy możesz, nie czynisz? 
Nie dziw, że Norses i Ariuton wywołali przeciw 
sobie bunt fot'malny wszystkich złotników. \Vytoczono 
im ze strony cechu proces o gwałty i nadużycia, a na- 
wet o pospolite szalbierstwa, ale w tych oskarżeniach 
niewątpliwie daleko mniej było prawdy niż zawiści. 
Zarzucają Ariutonowi, że królowi »Posztychował« złotą 
szablę i kilka czerwonych złotych tym sposobem sobie 
przywłaszczył, przez co »wstydu całą cechę nabawił«; 
Norsesowi, że p. kasztelanowi Bełzeckiemu pofałszował 
robotę, chociaż »niemasz we Lwowie żadnego takiego 
mistrza, który by się tak dobrze miał mieć, jak p. Norses«. 
Urząd radziecki uznał, że należy ukrócić zuchwałość obu 


ł 


, Acta Consul. z. r. 1690, pag. 345 i dalsze. 


j
>>>
J 


26 9 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIE] SZTUKI ZŁOTNICZE]. 


27 0 



 


Urmian i wydał wyrok przychylny cechowi, skazując 
Norsesa l\1oyzeszowicza na trzy miesiące aresztu i 300 
grzywien, a Ariutona Dadurowicza także na trzy mie- 
siące więzienia i 200 grzywien 1. \Vyrok wypadł zbyt 
surowo w stosunku do całkiem ogólnikowych i dowo- 
dami nie popartych skarg cechu, a surowość tę tylko 
tym sposobem wytłumaczyć sobie można, że urząd ra- 
dziecki nie zapomniał, jaki go spotkał despekt, kiedy 
zrzuciwszy Norsesa z cechmistrzostwa, musiał bezpo- 
średnio potem uznać zupełne równouprawnienie Ormian 
w cechu, a to wskutek przytoczonego powyżej królew- 
skiego dekretu, o którym łatwo się domyśleć, że tak 
szybko i jakby w odpowiedź na krok urzędu miejskiego 
wydany został tylko w skutek zabiegów Norsesa 
i za instancyą tych »wielkich potentatów«, którzy go 
protegowali. 
Tyle wiemy o ormiańskich złotnikach z aktów 
archiwalnych. Nie wiemy z nich wszystkiego, cobyśmy 
wiedzieć radzi, ale już to, co akta zawierają, stwierdza 
rzecz najglówniejszą, stwierdza nietylko pokaźną bardzo 
liczbę złotników Ormian we Lwowie, ale zarazem ich 
wziętość u tej najwyższej warstwy społecznej, która bo. 
gactwem, wykształceniem, zamiłowaniem przepychu i sma- 
kiem wybrednym była najbardziej powołaną do ocenienia 
ich talentu i korzystania z ich sztuki. Imię króla Jana III 
i tych kilka dalszych świetnych nazwisk, które zawierają 
akta, tych kilka zamówień wykonanych, o których za- 
chowała się w nich wzmianka, tak skąpa stosunkowo, 
wystarcza zupełnie, aby wzbudzić bardzo pochlebne 
wyobrażenie o lwowsko-ormiańskiem złotnictwie na sa- 
mym schyłku XVII w. Nie trzeba bowiem zapominać 
o tern, że są to tylko wzmianki całkiem przygodne, 
szczegóły nawiasowo w aktach przytoczone, a więc tylko 
drobny odprysk z tego, co było. 
Niema niestety widoków, aby się kiedykolwiek 
powiodło stwierdzić talent tych ormiańskich złotników, 
których nazwiska tu przytoczyłem, zabytkami broni pol- 
skiej, i do świadectw pisanych przydać świadectwo naj- 
dowodniejsze, rozstrzygające, świadectwo samegoż dzieła. 
Nie dlatego, jakoby przypuszczać należało, że nie do- 
chował się do naszych czasów ani jeden okaz dekoro- 
wanej przez nich broni, że w posiadaniu prywatnem lub 
publicznem nie dotrwała ani jedna szabla, przez któregoś 
z nich oprawiona, ani jeden rząd, ani jeden kałkan, 
sajdak lub czekan ich sztuką ozdobiony. Przeciwnie, 
jestem pewny, że zachował się niejeden taki zabytek, 
ale odnieść go można według pewnych odrębnych zna- 
mion co najwyżej do ormiańskiego złotnictwa w ogól- 
ności, nigdy zaś do tego lub owego mistrza w szczególności. 
Złotnicy ci w regule nie oznaczali swych wyrobów na- 
zwiskiem lub choćby znakiem albo monogramem, a co 


ł 


ł 


I IbIdem, cały proces na str. 345,346, 375, 386,401,427,746. 



 


gorsza, nie wyciskano na nich cechy miejscowej lwowskiej, 
choć jak wiemy, zaprowadzono ją w r. 1678. Rozpo- 
rządzenie to nie było wykonywane z potrzebnym rygorem. 
Znamy kilka wyrobów złotniczych bez najmniejszej 
wątpliwości lwowskich, jak np. berła bractwa literackiego 
i kupieckiego w 
luzeum miejskiem z pory, kiedy już 
ordynacya z r. 1678 obowiązywała, które cechy miej- 
skiej nie mają. Zdaje się, że wyciskano ją tylko na 
przedmiotach przeznaczonych na sprzedaż \V kramach 
i na jarmarkach, a nie na robotach wykonywanych na 
zamówienie prywatne. Na broni, przyborach rycerskich 
i kostiumowych nie spotkałem jej nigdy. 
Z pory, o której w pracy niniejszej była mowa, 
znam tylko cztery zabytki, dotąd zachowane we Lwowie, 
z których trzy stanowczo miejscowego są wyrobu, 
o czwartym zaś twierdzić się to z pewnością nie da. 
Są to wspomniane dwa berła w ;\luzeum miejskiem, 
puszka złota na hostye fundacyi Szomerów i berło 
sadzone rubinami w katedralnym skarbcu. Oba berła 
są dziełami drugorzędnej wartości, a w dodatku straciły 
wiele na odnowieniu, którego w r. 1 S 1 4 dokonał złotnik 
lwowski Franciszek Feliński. Berło bractwa literackiego 
mieszczan lwowskich srebrne, częściami pozłociste, po- 
siada trzon gładki, okrągły, zamknięty u góry kulą, 
ujętą w liście akantu; na kuli statuetka .Matki Boskiej 
z lilią w dłoni, w koronie i aureoli z fałszywych dya- 
mentów, stojącej na księżycu i depcącej węża. Cała 
postać bardzo miernie modelowana i cyzelowana, oto- 
czona jest t. zw. mandorlq, owalem laurowym i pro- 
mienistym. Jak świadczy napis umieszczony na kuli, 
fundował berło to dr. medycyny Jakób Alexander Jó- 
zefowicz z małżonką swoją Katarzyną \\T ojszanką, Berło 
bractwa kupieckiego ma więcej charakteru i oryginalniej 
iest skomponowane. Na trzonie gładkim, ośmiobocznym 
gałka a na niej dwa rogi obfitości wypełnione kwiatami 
i owocami, pośrodku trzy pagórki z gwiazdą, którym 
to heraldycznym dodatkiem, wziętym z własnego swego 
herbu, ozdobił w r. 1 585 herb lwowski papież Syxtus V, 
Trzeci zabytek, jedyny jaki znam z cechą złotniczą 
miejską, którego rycinę podałem w mojej pracy o Z/otn£- 
dwU: lwowsk£e11l dawny/ch w£ekó'liJ \ jest to puszka na 
hostye z pokrywą w formie kielicha z szczerozłotą czaszą, 
na okrągłej podstawie ozdobionej wykuwanym wieńcem 
z dębowych liści i emaliowanym, kamieniami sadzonym 
kanaczkiem. \Y smukło wybiegającej w górę podstawie 
osadzony węzeł rzeźbiony w cztery glówki aniołków, 
dolna część samej czaszy ozdobiona rubinami i perłami 
ujętemi w emaliowaną oprawę, wierzchnia zaś przepa- 
sana łańcuszkową taśmą, ornamentowaną perełkami 
i niezapominajkami z emalii z pięcioma t. zw. fereci- 
karni również emaliowanymi, w których umieszczony jest 


· Str. 40.
>>>
271 


ORMIAŃSKI EPILOG LWOWSKIEJ SZTUKI ZŁOTNICZF.J. 


27 2 


emblemat małżeńskich ślubów: splecione dłonie. Pokrywa 
puszki tak samo jak podstawa ozdobiona jest trybo- 
wanym wieńcem dębowym i przepasana znowuż ka- 
naczkiem emaliowanym z rubinkami, a wybiega w krzyżyk 
sadzony brylantami. Obok lml0n ofiarodawców, Anny 
i Jana Szurnerów, wyryty jest na rąbku podstawy rok 
1694. Robota puszkl czysta 1 zręczna, ornamenta wy- 
wykonane au repousse dowodzą znacznej biegłości 
w sztuce, całość robi wrażenie ładnej rzeczy, ale wartoŚĆ 
właściwa polega więcej na robocie jubilerskiej, a robota 
jubilerska jest mechaniczną aplikacyą, dziełem innej ręki. 
Są to manelle "i fereciki, używane do stroju kobiecego, 
których już gotowych użył złotnik do ozdobienia puszki- 
nie ulega wątpliwości, że dała 'mu je panl Wojszanka 
Szurnerowa. 
, Czwarty w końcu znany mi zabytek z tego czasu, 
berełko srebrne pozłociste, jako dzieło złotnlcze i jubi- 
lerskie. zarazem jest prawdziwem cackiem, a jeżeli wy- 
szedł z 'pracowni Muchackiego lub Duchnicza, co nle 
jest rzeczą zbyt nieprawdopodobną, bo berełko jest 
ofiara hetmana Jabłonowskiego, który jak widzieliśmy 



 
" 


....::. ....\ 

\'.
:':;';.. 
'\ ::"'i.
 . 
I tJ...,., 
J) 
 .' 
'1" . 


" 
... - 


" 
. - .- - .... "--. 


"'," 


. , , 
, 

 !::
.. . 


- -.. 
 . 


zatrudniał złotników lwowskich, a Muchacki i Duchnicz 
wykonywali kosztowne i subtelne roboty, to świadczy 
bardzo pochlebnie o talencie 1 smaku jednego z tych 
dwóch mlstrzów. Berełko to jest ozdobione emalią i de- 
likatnym ornamentem nlellowanym ; na rączce herb 
Jabłonowskich, środek trzonka sadzony bogato rubinami 
i szmaragdami, niellowany w arabeski i opatrzony 
dwoma napisami: REGNVM NOSTR VlVI FOVE i RE- 
GEM NOSTRVM FOVE. Górna część trzonka sadzona 
również drogimi kamieniami, Berełko to mieściło się 
niegdyś w dłoni statuy Chrystusa Miłosiernego, przez 
wzgląd jednak na jego wartość przeniesiono je do 
skarbca, zastąpiwszy je innem mniej kosztownem. 
Ostatni przebłysk gasnącej sztuki złotniczej we Lwo- 
wie, która dzięki udziałowi Ormian po raz ostatni po- 
dźwignęła się z upadku, był tylko chwilowy. Nie prze- 
trwał XVII w. Nowe klęski spadły na Polskę i na Lwów. 
VI; r. 17°4 Karol Xll zdobywa miasto, przedtem nigdy 
niezdobyte mimo kilkakrotnych ciężkich oblężeń. Do- 
konywa się ostateczna ruina Lwowa, a z nią i upadek 
jego sztuk i rękodzieł. 


" 


. 


t.!,. 


, " 
l' .' 
. , 
, 


-:' 


\- 


t.. ....., 
, .. 


... 
-, :,," 


. t 


"_'o 
c.'\ 


f:' 


. 


. 
., . 


" 


-: ...0 
 


..; 


Fig. S, 
Sajdaki ze zbiorów XX. Czartoryskich w Krakowie. 


'- 


. 


)
>>>
, 


- - ł 


(,' 
.. 

 


. .: 



 
.... 
.J 
,f 
J 
.. 

 
.f 
!.' 

 


;.., 


" 
., 


" 
, . 
\! . 
L,. 


- 
 " . 


;;--../ 
_ .)l'
 

", \. 
.,,"
 ) 
,,' 
«,..ł." 


.)" 


.,'. 


.-!. 
.:I
i 
I W . -. _.., 
I 


,ł 
I 


" 


" 
. Ol 


.. 


.l 
.rt 



 
-., 
-'., 
....,. 
. i'ł:ł 
 
---...: 
"L-'"\_-\Ą 
. . 
lt iW 

- II , II 


dl 
L 
, 


/' 
"",{ 


I 

.I 
, 


--; 


, 
.. 



 .AR
 'r.ir.icit:ATi.
 


,'. 




 + 
" 


". 


l
-- 




 
" 
t. 


-I_O 


,. '. " 


'. 


. -,' ". -
.. 
b ,-,.., i:tI:.':..
'''''t. 


... 



. 
, 
... 


.. 
, . 
'" 



. 
. 


'. 


.. "I. . .......r 
..-d ,
'... I"..rc -- . 
I. - ..... .- 


. _ r_ 



:
 _....' 


"'" 


.., 


.. 
'.. 
, 
. 
. 



_.- ł- 


". - :".. 
"oj. 


" 


, " 


. .
 


II'..... 
 


l. 
... 


,; 


.... 


- 


..... 
 


,,, 


_ lo. 
 


.,...- , 


... 


, J 


't-....,;r. 
.... 
'-; 
,'\ 
 
.. '".... 
...... 


t,. 


" 


..:.. 


} 


Fig. I. Obrazek alegoryczny z r. 1578, przedstawiajl}cy Rzeczpospolitl} PolskI}. (Porlohiznc; wykonał Henryk Jaworski). 


,. 


: 
T..,{;t ... .4.. 
P,.zl'q-it.f 
, 1 1'..b'(j.... -LS: 
c.-i", ...;ó .,
 

 ) P....tk
.d"., 
: ]f dr ..J:., 'w 
q-...;jt.-.. flo 
I ,}YaS 1",_,.. ' 
- . p(..ł-«."..'i 
... J1«IA-W tA l..A.. 
-1 J 
. .ł.!Ep .....:... 
\'1 J"'lck.... 
" ;"C
 
. 
 - -= 

:'. ,- 


..' ! 
, .' 
, 


("" 
. \ 
1 
.- 
J 
'- 
C 
Pt'rc- 
't. 


"MON S REI PUBLICAE POLONAE 1578" 
OB,RAZOW ANA ALEGORY A . POLITYCZNA Z CZASÓW STEFANA BATOREGO 


ł 


WYDAŁ I OBJAŚNIŁ 


HIERONIM LOPACIŃSKI. 


. 


Już W wieku XV-ym wznioślejsze i dalekowidzące 
umysły w Polsce przewidywały, że skutkiem trudnych 
do poprawienia wad narodowych i złego ustroju pań- 
stwowego nastąpi smutny upadek. Przeszło na 'sto lat 
przed wymownemi przepowiedniami Skargi, który, gro- 
miąc w »Ka:;aniacll sejmowych« nieprawości współcze- 
snych, wróżył wieszczym duchem ojczyźnie zagubę, od- 
zywali się w dzidach swych Jan Długosz i Jan Ostroróg 
w »Pamiftniku dla naprawy Rzeczypospolitej« o konie- 
czności zmian w jej ustroju, przepowiadając w razie 
przeciwnym straszliwe skutki. Jednym z najwięcej roz- 
winiętych dzialów piśmiennictwa naszego w wieku XVI-ym 
jest literatura polityczna, nastrojona na żałobną nutę. 
Jeszcze za Zygmunta Starego skreślił Jędrzej Krzycki 
(um. w r. 1537) »lVag-robek Rzec:::ypospol£tej«, w któ- 
rym opłakuje jej zgon, będący skutkiem »poswarek 


) 


między bracią i niezgód w starszyźnie«. Jasny obraz 
smutnej przyszłości stawia przed oczyma swych współ. 
obywateli Andrzej Frycz Modrzewski w dziele »0 po- 
prawie Rzeczypospolitej« (r. I 55 I), mianowicie w księ- 
dze o wojnie. W drugiej połowie w. XVI-go, chociaż 
wówczas Polska w kwitnącym była stanie, przepowie- 
dnie upadku mnożą się. Dość wymienić takie przodu- 
jące w literaturze ówczesnej osobistości, jak Łukasz 
Górnicki, Stanisław Orzechowski, Mikołaj Rej i Jan Ko- 
chanowski, że nie wspomnimy o innych, mniej znanych, 
aby przywołać na myśl wygłaszane przez nich prze- 
strogi dla współziomków i przeczute wieszczym zaiste 
duchem wróżby przyszłości. Orzechowski w »Quincunxie 
to jest wzorze Koronv Polskiej na cynku wystawionym« 
(r. I 564) z rozpaczą woła: »lginiemy 1« »Zewsząd wo- 
łają na nas prorocy do Polski od Boga posłani, op 0- 
18
>>>
. 


MON S REI PUBLlCAE POLONAE 1578 


275 


wiadają nam upadek pewny, tak jako Lot zapaść opo- 
wiadał Sodomie, co i my przed upadkiem od swych 
kaznodziei takież przyjmujemy, jako od Lota przyjmo- 
wała ślepa Sodoma O czym tak pismo mówi: »Visus 
est eis quasi ludens lotjuifl.. (Wyd. Turowskiego, str. 
102). V./ wydanym przy »Żywode człowieka poczci- 
wego« - »Spólnym narzekaniu wszej Korony na po- 
rządną niedbalość naszę« Reja (I 
67 /8) spotykamy 
w utyskiwaniach na rząd wadliwy, na rozpanoszenie się 
prywaty, przeczucia nieszczęścia i upadku Rzeczypospo- 
litej; mówi on swym prostym a obrazowym językiem: 
»Idziemy do zguby, jak kuropatwy pod sieć. ..«, »im 
dalej, tym bliżej skłaniamy się ku upadkowi«. Również 
i Jan z Czarnolasu w napisanych pomiędzy r. I 570 
a 1572 »Wróżkach« (t. j. wróżbach) w pełnych prze- 
czucia wyrazach dowodzi, że »złe a swawolne obyczaje 
są przyczyną zginienia Rzeczypospolitej«, i wykazuje 
różne wady, »co wszytko są szcieszki ku zgubie Rze- 
czypospolitey« (wyd. jubileuszowe, t. II, str. 272). Andrzej 
Ciesielski, ogłaszając w r. 1572 mowę o przyszłej elekcyi 
»Ad equites legatos ad Conventionem Varsoviensem 
publice designatos«, bardzo wyraźnie wskazuje skutki 
niezgody i swarów (por. St. Tarnowskiego )Pisarze 
polityczni XVI w.«, t. II, str. 3 i nast.). Smutne prze- 
powiednie wygłasza i Krzysztof Warszewicki np..w »Mo- 
wie po śmierci króla .Stefana« (1587). Podziwiać na- 
prawdę trzeba razem oz Tarnowskim (tamże str. 388) 
to jasnowidzenie, ten zmysł przeczucia i odgadywania 
przyszłości, jakim odznaczali się wielcy nasi pisarze i po- 
litycy w. XVI-go. 
Bardzo popularne było szczególnie w w. XVlI-ym 
jedno dzielko politycznej treści, które dość dziwną miało 
historyę. Tu sprawdza się Horacyuszowskie »Habent 
sua fata libelli«. Napisana w r. 1554 przez młodziu- 
tkiego autora, wówczas ucznia Akademii krakowskiej, 
książeczka wydana została w 23 lata dopiero po jego 
śmierci i to pod cudzem nazwiskiem i zmienionym ty- 
tułem. Mamy tu na myśli dziełko Jana Dymitra Soli- 
kowskiego (ur. I 539, um, 1603) p. n. »racies pertur- 
batae et afjlictae Reipublicae eiusque restaurandae ratio 
per visionem in Pathmo insula revelata«. Czy kiedy 
wyszło to dziełko pod nazwiskiem autora, z pewnością 
niewiadomo, Pierwsze znane dziś wydanie z r, 1626 
p. n. »Stanislai Orechovii ApocaliPsis« ogłosił wnuk 
Stanisława Orzechowskiego, Mikołaj Orzechowski. Po- 
nieważ w r. 1780 Abraham Penzel, wydając pisemko 
Jana Broscyusza »De litterarum in Polonia vetustate«, 
podał wiadomość, i.ż w Bibliotece Jagiellońskiej znaj- 
duje się rękopis tej niby Orzechowskiego pracy pod 
nazwiskiem Solikowskiego, przeto Józef Maksymilian 
Ossoliński w t. 1lI, cz. II »Wiadomości historyczno- 
krytycznycft« str. 259 słusznie przypuszcza, że »mógł 
Mikołaj Orzechowski w domowym zapasie znaleźć bez 


276 


imienia to dziełko, nawet ręką dziada swojego Stani- 
sława Orzechowskiego przepisane czy kreślone, i tym 
pozorem zwiedziony, za jego własne poczytać, toż wy- 
dać«. O wydaniu z r. 1580 wspomina »Encyklopedya 
wielka« Orgelbranda, t. XX, str, 93, ale zdaje się, że 
wzmianka pochodzi z Ossolińskiego (t, III, cz. l, str. 500), 
który tylko z przedmowy do wydania z r. 1660, usku- 
tecznionego przez Lipowskiego, wywnioskował o istnie- 
niu wydania z r. I 580. Obecnie, o ile nam wiadomo, 
edycya z w. XVI-go nie jest znana. Natomiast posiadamy 
dwa rękopisy tego dziełka z w. XVI: pierwszy, znany 
Penzlowi i Ossolińskiemu
 który ogłosił z niego przed- 
mowę do Zygmunta Augusta (» 
Viadomości«, t. III, 
cz. li, str. 253-9), podpisaną tak »Parcovii 5-ta Au- 
gusti die fel£cissimi tui natalis I55.f- .silcrae Maiestatis 
tuae Regiae Fidele ivlancipium Joan: Demetr: ,Soli- 
kowski«, znajduje sit; w Bib\. Jag. i zapewne ręką sa- 
mego autora jest pisany. Drugi rękopis o 20 lat póź- 
niejszy, z takim samym tytułem, jak krakowski, po- 
siada cesarska Biblioteka publiczna w Petersburgu, do- 
kąd się dostał z Biblioteki Załuskiego, z sygnaturą 
»Mss. Latina F. XV, 16«. Na końcu napis: »Finis Fa- 
dei ReiPublicae impositus die Mercurii I8 Augusti A. 
D, I575. V. .N B. et 1V: P« Litery ostatnie są, jak przy- 
puszczać można, inicyałami przepisywaczów rękopisu l. 
Wydania z w. XVII-go są następujące: »Apocal£- 
psis«, wspomniana wyżej z r. 1626, »J-acies« itd, 1629 
w Krakowie, z r 1630 we Lwowie, »Jdea apocaliPtica 
seu Apocalipsis« w Krakowie I 660, w Warszawie 1660 
i 1696, w Warszawie 1763; nadto przedrukowano 
»FaC£es« p. n. »/dea Apocal.JPlica .
eu Apomlypsis...« 
w »Svada latina... per J. Ostrowski DaneJ1kowicz... 
collecta«, t. II. Lublin I 747, str. 74 -H9; w roku zaś 
1770 M. Światkowski znowu tytuł zmienił: »Monitor 
somnians seu SOmnill11l praesentem Rezjmblicae stattl1n 
referens«. Wcześniej jeszcze niż wydanie łacińskie Mi- 
kołaja Orzechowskiego wyszło dziełko Solikowskiego 
w przekładzie polskim. Piotr Grzegorzkowic , zmarły 
około r. I 584, przerobił je na wiersz polski p. n. »Wi- 
zerunek utraPioney Rzeczypospolitej i naprawa z ksząg 
S'tanisl..lwa Orzechowskiego« ; wyszło w Dobromilu r, 
1612, 16 I 6, w r. 1629 bez miejsca, pod imieniem Hie- 
ronima Bozdarzowskiego i w tymże roku u Łazarza 
w Krakowie. Drugi przekład polski p. n, "Sen na ja- 
wie albo widowisko .Stanislawa Orzechowskiego, w któ- 
rJl1Il postawa zamieszane y y uciemiężone y Rzeczypo- 
spolitey, tudzież naprawienia iey sposób okazuie się«, 
wydał w roku 1767 ks, Zygmunt Aleksander Nałęcz 
z Włynia Włyński w Krakowie (8-ka, k. 8 + str. 86), 


l Wiadomość o rękopisie Bibl. Petersburskiej zawdzięczamy 
proC. Teodorowi Wierzbowskiemu, który chętnie pozwolił nam 
przejrzeć odpis, z oryginału sporządzony. 



 


J...
>>>
. 
ł- 


277 


MONS REI PUBLICAE POLONAE 1578 


27 8 


Fig. 2. Karta tytulowa wydania polskiego 
Snu na jawiec 
z roku 17ó7. 



 


drugie wydanie wyszło w Warszawie w r. 1779 w S-ce, 
k. 2 i str, 84, Toż znajduje się w »Dzielach 
'tan£Slawa 
Orzechowskiego«, dumaczonych przez tegoż, wydanych 
w Wrocławiu 1826 r., t. II, str. [95-242. Naśladowa- 
niem pracy Dymitra Solikowskiego ma być » lFzór 
Rzeczypospol£tej rządnej do ciala czlowieczego przysto- 
sowa1lY, krótko sPisany«, w Krakowie u :\Iik. Loba 
r. 1613 przez jana januszowskiego. 
\\" związku z popularnem dziełkiem Solikowskiego, 
o którem z tego wlaśnie powodu obszerniej się rozwied- 
liśmy, są dwie oryginalne ilustracye, które tutaj w wier- 
nej podobiźnie, wykonanej przez p. Henryka jaworskiego 
z Lublina, podajemy, Obrazki ma- 
lowane, jak data wskazuje, w r. 
1 578, dochowały się szczęśliwie 
w cennym księgozbiorze p. józefa 
Lipińskiego w Strzałkowie w pow. 
Stopnickim. Dzięki n i e z w y k ł ej 
uprzejmości i uczynności dzisiej- 
szego właściciela biblioteki, którą 
odziedziczyl po ś. p. józefie Lipiń- 
skim, swym ojcu, będziemy mogli 
z jego książnicy niejedną jeszcze 
nieznaną zupełnie lub bardzo rzad- 
ką rzecz ogłosić. 
Przechodząc do opisu tego 
niezmiernie ciekawego zabytku 
sztuki iluminatorskiej nieznanego 
malarza, zaznaczyć winniśmy, iż 
karta pergaminowa, której obie- 
dwie strony są zamalowane i za- 
pisane, nie doszla niestety w ca- 
łości: brak mianowicie na stronie 
glównej kawałka z prawego boku, 
wskutek czego w umieszczonych 
tam wierszykach łaciłlskich braknie 
końców wyrazów; na szczęście do- 
pelnić je latwo, a zresztą znamy 
te wiersze z innego źródła (p. niżej). Na stronie odwro- 
tnej brak w tem samem miejscu zakończenia pokrywy 
naczynia, zapełnionego napisami łacińskimi. Nadto u dołu 
od strony lewej pergamin jest nieco uszkodzony, i kilka 
w nim jest dziurek, przez robaki wygryzionych; wre- 
szcie obcięto górną część rysunku i bok lewy ze szkodą 
dla całości. 
Zanim opiszemy treść obrazków, przytoczymy w krót- 
kości osnowę utworu Solikowskiego, który w 20 roz- 
dzialach, w alegorycznej formie, przedstawia stan Polski. 
Zaczyna tak: »Gdym po morzu greckim żeglował, bę- 
dąc zaniesiony od wiatru na wyspę Patmos l , wysiadłem 
na ląd, a co się trafiać zwykło tym, którzy w niezna- 


t 
ł 


l Por. Apokalipsę św. Jana. 



 


jomej krainie zostają, najprzód przypatrować się zdaleka 
i wszystkiemu dziwić, potym, widząc wszystko wokoło 
bezpieczno, począłem bliżej postępować« l. Ujrzal tam 
obóz niestrzeżony, gdyż warty spały, a dookola woj- 
skami nieprzyjacielskiemi był otoczony; była to Polska. 
\N obozie były budynki, przedstawiające dom Rzeczy- 
pospolitej, dom spustoszały i in., były to opuszczone 
przybytki Bogobojności i Sprawiedliwości, a dom Pry. 
waty dorównywal domowi Rzeczypospolitej. Rozpano- 
szyły się tutaj uosobione przez autora Rozpusta, Bunt, 
Ucisk itp. Rzeczpospolita w postaci chorej liiewiasty 
z Religią i Sprawiedliwością wyjeżdża wózkiem starym 
i bez dyszla i pomimo pomocy 
Nadziei i Cierpliwości późno przy- 
była do domu senatu. Tu Prawda 
przestrzega je, iż zapóźno do se- 
natu udawać się po radę i ratunek, 
gdyż i ten dom przez nieprzyjaciół 
jest opanowany. »Zalawszy się lza- 
mi Rzeczpospolita, poczęła dawać 
wiarę Prawdzie, aż oto glos trąb 
i loskot kodów zagrzmiał, i trzech 
pokazało się uzbrojonych mężów, 
prosto do Rzeczypospolitej przy- 
chodzących. Pierwszemu nazwisko 
napisane bylo P r z y jaź ń z m y- 
ś lon a (AlIliC£tia silllulata), który, 
siedząc na koniu siwej maści, l i s a 
za szyję prowadzil. Drugiemu bylo 
Nienawiść domowa (Odium 
intestinulll)/ ten jachal na mysza- 
tym koniu, w i l k a z łowu na 
sznurku prowadząc. Trzeciemu- 
N i e p r z y jaź n i j a w n e ( Im11lt:' 
cit£ae apertae), który n ied ź w i e- 
d z i a na żelaznym lańcuchu pro- 
wadząc, na koniu kasztanowatym 
jacllal. Ci, napadłszy Rzeczpospolitą 
przede drzwiami wielkoradzkiego domu, potwarzami ją 
lżyli« (Rozdzial VI), następnie zrzucili z wozu i na zie- 
mię przewrócili. Tu Rozbój (Direptio), Rozpacz, Bez- 
bożność (Atlleismus), wiele innych złych potęg opano- 
wują wszytko i plądrują do szczętu. Do nich przyłącza 
się smok o trzech głowach, z napisami: Ślepota, Wojna, 
Głód i innymi, Senatem owładnęła Prywata. Ale oto zja- 
wia się wielka gromada rycerzy, a pomiędzy nimi »mąż 
czterdziestoletni, okazałości pańskiej, ogromnej (dosło- 
wnie - pelnej) i wdzięcznej twarzy, w czarnej sukni, 
niosący na głowie złotą koronę, w lewej jabłko złote, 
a w prawej berło trzymając, jachał na koniu; nazywał 
się k ról, przed którym szło dwóch poważnych starców 


l Przytaczamy z przekładu ks. Włyńskiego.
>>>
. 


280 


MO.IS REI PUJ;!LIOAE POLONAE 1578 


FiR.3. 
Herb Radwan z Dymitra 
SolikowskieRo Hamaxa 
1564. Exemplarz Muzeum 
XX. Czartoryskich, 


279 


z laskami: R a d a i W o l a, Jak tylko zaś podkomorzy 
koronny, który się zwał »Przeczucie zniszczenia« 
(Sensus ruinae,' Włyński przełożył C z u łoś ć z n i s z c z e- 
n i a), obaczył niedaleko króla, z radością pomieszaną 
z płaczem do nóg się jego rzucił i nie tylko z prośbą 
poratunku żebrał, ale jak za powinność wołał, aby stra- 
pioną Rzeczpospolitą, panią swoję, nie tylko od domo- 
wników swoich opuszczoną, ale nawet poszarpaną i uci- 
śnioną odwiedzić raczył, a wprzód niż się to do nie- 
przyjaciół doniesie, o ocaleniu jej zamyślać począł i do 
samego przyłożył się dzieła«. (R. IX). Gdy Przeczuciu 
zniszczenia przyszła z pomocą Bojaźń Boża (1 imor Dei), 
gdy na radzie królewskiej uradzono dopomóc Rzeczypo- 
spolitej do podźwignienia się z niemocy, pośpieszył krÓl 
z niemi, z Roztropnością (Prudmtia), .YIiłością 
(Charitas) , z Wytrwałością (Lonstantia), 
Wolnością (Libertas) do domu Rzeczy- 
pospolitej i tam uradzono, że, aby ją 
uzdrowić, należy uderzyć w dzwon, 
który ma napis Prawa (Leges), ser- 
cem z napisem Wykonanie (h,xecu- 
l£o). »Przywiązawszy tedy serce, każe 
w dzwon uderzyć, aby żądaniom 
Rzeczypospolitej za dosyć uczynił« 
(Rozdz. X VI). Na głos dzwonu śpieszą 
wszyscy do walki z potworami, zwyciężają 
je i biorą do niewoli. Uzdrowiona Rzeczpo , 
spolita obchodzi z tryumfem obóz, do któ- 
rego zstąpiła cudnej urody niewiasta imieniem 
Wieczna Sława (Gloria Perennis) i w nim 
pozostała (R. XX), 
Prof. Władysław Nehring w monografii 
»0 życiu i pismach Jana Dymitra Solikowskiego« (cz. III 
pracy »0 historykacll polskich XVl-go 'lvieku«, Poznań 
I 860) nazywa »Facies« płodem żywej wyobraźni, rozdra- 
żnionej widokiem zepsucia, wkradającego się do Rzeczy- 
pospolitej. Nie wykazał młodziutki autor doświadczenia 
politycznego, owszem umieścił w niej po większej części 
tylko wybryki młodzieńczej fantazyi« (str. 3). Dalej 
powiada »Praca jest młodzieniaszkowata, pełna deklama_ 
cyi, a choć autor w przedmowie zaręcza, »że to pisze, 
co we wszystkich ludzi ustach jest codziennie«, przecież 
są to raczej ćwiczenia z upodobaniem wykonane, mniej 
na prawdzie, niż na fantazyi osnowane« (str, 85). Przyta- 
czając krytyczny ten sąd zaznaczamy jednak, że autor 
miał widać słuszność twierdzić, że »pisze to, co we wszy- 
stkich ludzi ustach jest codziennie«, ponieważ prawie 
w ciągu dwieście pięćdziesiąt lat utwór jego tak był 
popul,arnym. 
Znane tylko w niewielkim urywku dziełko Dymitra 
Solikowskiego p. n. »llamaxa sive Religionis et Rei- 
publicae currus«, wydane w Krakowie w roku 15 6 4, 
z którego dochowały się 4 karty, ma treŚĆ podobną 


do «Facies« I. Przechodzimy do opisu treści obu obra- 
zkÓw, na karcie pergaminowej wymalowanych. 
U dołu na stronie głównej (Fig. I) czytamy na ta- 
blicy ornamentowanej napis, jako tytuł obrazka: »Mons 


I W jednym tylko egzemplarzu, i to nie zupełnym, przecho- 
wało się w Bibliotece Ossolińskich we Lwowie nieznane prawie 
dziełko Solikowskiego, wydane w Krakowie w r. 1564 p. n. 
 Joan. 
Dt?lIletrii Solikowski Hamaxa sive Religionis et ReiPublicae Currus: 
Jacobo lIchanicio, Antistiti Gnesnae ampiissimo, Legato nato, Regni 
Primati: Jler( et orthodoxae Religionis, atque adeo vniuers( ReiPtlb- 
lice Polon( Assertori vigilantissimo: ArchiePiscopatum ingressuro, 
in Gratulationem oblatus. Cracoviae Lazarus Andreae Impressit 
Jl1DLXIlII. Otrzymawszy dzięki uprzejmości proC. T. Wierzbow- 
skiego odpis dochowanych 4-ch kartek pisemka, podajemy tu ich 
treść, gdyż powtarzający się w nim pomysł wozu, na którym sie- 
dzi Religia i Rzeczpospolita, oraz niektóre drobne 
szczegóły są w niejakim związku z dziełkiem Soli- 
kowskiego »Facies ReiPublicae perturbataec. 
Na karcie l-ej mieści się przytoczony wyżej 
. tytuł, na k. 2-ej herb Radwan lub Wierzbowa 
(
Radwanum set) Wierzbowac) z literami po 
bokach I. V. A. G. t. j. Iacobus Vchański, 
Archiepiscopus Gnesnensis (fig. 3). 
Pod herbem sześciowiersz, w którym au- 
tor wyraża radość, że po niebezpieczeń- 
stwach i trudach, którym podlegała Rzeczpo- 
spolita zabłysnęło zwycięstwo, że Państwo 
jest w chwili, gdy Uchański został pryma- 
sem, bezpieczne, gdyż Bóg pomaga tym, któ- 
rzy w Niego wierzą. Następuje prozą krótki opis 
wozu (
Summa sive pictvra hamaxae c ), objaśnio- 
nego obszernie wierszami, które się nie dochowały; 
dla tego to streszczenie dziełka jest dla nas z docho- 
wanych kartek najważniejsze. Autor przedstawia powóz 
prymasa; na godniejszem miejscu siedzi Religia z kie- 
lichem i hostją, przed nią zaś Rzeczpospolita w ko- 
ronie z berłem i złotem jabłkiem. Wóz opiera 
ię na 
4-ch kołach, z których dwa przednie są pod Rzeczą- 
pospolitą: Sprawiedliwość i Pilność (Justitia et Sedulitas), dwa 
tylne pod Religią: Przykładność i Opatrzenie oświeconych (Exem- 
Plaritas et Provisio literatorlIm, jak to rozumieć ?). Trzy pary 
koni są do wozu wprzągnięte; pierwsza wyobraża Miłość ojczyzny 
i Zgod
 (Amor Patriae et Concordia) druga, - Zapał i Odwagę 
(Zelus et Fortitudo), trzecia - Czujność i Stałość (Vigilantia et 
Constantia). Na koniu, oznaczającym Czujność, siedzi jako woźnica 
Mądrość (SaPientia), trzymająca w prawej ręce bicz - Naukę, 
(Disciplina), w lewej zaś - wodze wszystkich koni, Bojaźń Bożą 
(Timor Dei). Pomiędzy Religią a Rzecząpospolitą siedzi Arcybiskup, 
wiezie chore dziewice na uzdrowienie do dwóch miast, a miano- 
wicie Rzeczpospolitą do Dobra Ogólnego ad liblVl",?Eho.p. (sic), u któ- 
rego stóp płyną dwie rzeki: Spokój i Wieczna sława (Tranquillitas 
et Fanla l'erennis). Religię zaś wiezie do Jerozolimy, której mury 
oblewają dwie rzeki: Prawdziwa Szczęśliwość i Życie wieczne 
(Vera jelicitas et Aeterna Vita). Przy końcu tego streszczenia 
(Szum1la libelli) autor zwraca się do czytelnika z prośbą, aby mu 
wyhaczył, jeżeli nie będzie mu się co podobało w budowie po- 
wozu i zaprzęgu koni, gdyż autor nie był nigdy powoźnikiem 
ani woźnicą. 
Na karcie ostatniej czytamy drugie przypisanie książeczki: 
loanni Kostka a Stangenberg, Castellano Gedanen: Thesavrario 
Terrarlmi Prussiae' Generali: Derssoviensi, Pucensi, Bernen: et Ca- 
minen: [aPitaneo: Viro 1I1agnijico, et de Republica Polona optime 
merito, 11lerentique lo: Dem: Sol. S. D.c (= salutem dicit.) 
Następuje napis 
Dambrowczyk«, pod nim herb Dąbrowa 


. 


.
>>>
. 


281 


MONS REI PUBLICA
' POLQNAE 1578 


282 


Eig.4. 
Herb Dl}browa z Dymitra 
Solikowskiego Hamaxa 
1564. Egzemplarz Muzeum 
XX. Czartoryskich. 


Reipvb. Polonae I578. 26 Decem.«, t. j. Góra Rzeczy- 
pospolitej polskiej r. 1578, 26 grudnia. Środek obrazu 
zajmuje wysoka zielona góra z dwiema drogami, wio- 
dącemi po jej pochyłościach do pięknego zamku czy 


II 


podkowa z trzema krzyżami i literami po bokach L K t. j. Ioannes 
Kostkac (fig. 4). 
W ośmiowierszu pod herbem autor wychwala sławny ród 
sarmacki, zasłużony ojczyźnie w wojnie i pokoju, noszący w herbie 
podkowę z trzema krzyżami. Również takim duchem ku ojczyźnie 
ożywiony jest senator Kostka; gdyby mężów jemu podobnych 
więcej posiadała Rzeczpospolita, nie byłaby pełną ówczesnego 
zamętu. 
(
Ol si nostra viros similes Respublica plures 
Repperiat, non hoc turbine plena joretc). 
Że zasług Jana ze Stangenberga (w Prusach królewskich) 
Kostki autor nie przesadził, dowodzą szczegóły jego żywota. T, 
Święcki w »Historycznych pamiątkach znamienirycJl 
rodzin i osób dawnej polskie, wydanych przez J. Bar- 
toszewicza w Warszawie 1858, opowiada o nim co 
następuje (t. I. str. 121-2): »Jan Kostka, wojewoda 
sandomierski, malborski, pucki, czczewski, lipień- 
ski starosta, mąż wielkich zdolności, w r. 1553 
na weselnych godach Zygmunta Augusta z Ka- 
tarzyną Austryaczką, z kopią goniąc, Stanisława 
Ostroroga w ramię przez zbroję przeszył. Księ- 
cia Brunświckiego w Prusach postępy wojenne 
wstrzymał, do Rostoka dla pojednania królów 
duńskiego i szwedzkiego był wysłany. W Królewcu 
Prusy książęce urządził, pewne ustawy dla tej pro- 
wincyi, pod'wczas do Polski należącej, przepisał, 
Gdańszczan uspokoił i do oddania kościoła księżom 
Dominikanom zniewolił 1567 r. Po śmierci starego 
Alberta, księcia pruskiego, w Heiligenbeil przysięgę 
od stanów odebrał, rządy miasta Elbląga uporządko- 
wał, intratę cła morskiego dla króla upewnił i ustawy 
dla Gdańska takie napisał, iż za nie podziękowanie 
od stanów na sejmie odebrał. Na sejmie lubelskim 1569 r, Alberta 
Fryderyka, przybyłego do złożenia homagium, wspaniale przyjmo- 
wał. Stan rycerski po odjeździe Walezego pragnął go mieć za 
króla; w senacie nawet był o to proszony, przyjąć jednak korony 
nie chciał i życzenia swoje za Stefanem Batorym oświadczył oraz 
do wyniesienia jego na tron wiele pomagał; zmarł 1581 r..c 
W kończących dochowaną część książeczki 20-tu wierszach 
łacińskich autor wyznaje, że pomysł do napisania utworu wierszo- 
wanego p. n. 
lIamaxac zawdzięcza Janowi Kostce, który nadesłał 
nowemu arcybiskupowi, wybierającemu się do Gniezna, w darze 
powóz, zaprzężony trzema parami koni. Prosi Kostkę o pobłażanie 
dla słabego swego utworu (
(.armen scriptum rudiore Minerva)c. 
W ostatnim wreszcie czterowierszu wzywa Kostkę, który podał 
mu przedmiot do tego pisemka (
qui materiem nobis ad scriPta 
. dedisti), aby zabawił się jego darem, przyjął go mile, jako dowód 
miłości ku nicmu autora i liczył go do tłumu swych czcicieli. 
Jako dzielny syn ojczyzny, Solikowski już w młodym wieku 
marzył o naprawie w niej stosunków państwowych i religijnych; szukał 
w myśli środków i ludzi, którzyby naprawę urzeczywistnić mogli, Widzi 
więc raz sprawcę naprawy w dzielnym królu (
Faciesc), to znowu 
w takimże prymasie (
Hamaxac). Pomysł wozu, na którym siedzą 
Religia i Rzeczpospolita, wyzyskany w Facies (rozdz. IV-ty), pona- 
wia w »Hamaxac z tą różnicą, że tam był to szczegół drugorzędny, 
tu zaś rozwinął się w główny wątek utworu. W obu utworach 
Religia i Rzeczpospolita przedstawione są iako dwie niewiasty. 
Oto jak w 
Faciesc Religię opisano (r. II): 
 We drzwiach domu 
spustoszałego siedziała niewiasta z uczciwą wielce poniekąd twarzą, 
z oczyma gorejącemi i nad zwyczajną moc ludzi bystremi, lecz dla 


. 


. 


miasta, otoczonego muramt z bramami i basztami. Na- 
pis u stóp zamku czy miasta, mogącego przedstawiać 
np. Wawel i Kraków, brzmi: »Arx faelicitatt's« (Zamek 
szczęśliwości). Do zamku, którego bramę zamyka »fra 
Dei« (Gniew Boży), dwa rozhukane rumaki ciągną wspa- 
niały rydwan z leżącemi na nim insygniami królewskiemi: 
berłem, koroną i jabłkiem. Z powodu rozszalałych i nie 
zgodnych (»Discordia« - niezgoda) koni, które już dy- 
szel złamały, ciężki wóz, gdyż wagi dodaje mu umie- 
szczony z tyłu olbrzymi kamień z napisem »Peccatmll« 
- grzech, po drodze w górę sunie się nadzwyczaj 
wolno, co symbolicznie wyraził malarz nieznany pod 
postacią umieszczonego obok wozu żółwia z napisem: 
»Testudine tardius« - wolniej od żółwia. Napis z boku 
prawego, jako tytuł tej części obrazu, jest na pół przecięty; 
pozostały tylko wyrazy: »Res... statum me...« 
t. j. »Res nostrae ad arcem felicitatis sive 
statulll lIleliorem tendentes«, t j. państwo 
nasze śpieszące do zamku szczęśliwości 
czyli do lepszego stanu. Po wielkich wy- 
siłkach zdołał się jednak wóz wtoczyć 
na górę i dostać do zamku, a tu koroną 
ozdobil swoje skronie król, w którego 
postaci nie trudno poznać dzielnego Ste- 
fana Batorego. Korona na głowie króla 
złota i miecz przy boku; ubrany w ciemną 
odzież i płaszcz purpurowy z złotymi guzami, 
stojąc mocno, czyni wysil ki zbawienne (.Salu- 
bres conatus), aby powstrzymać mocną liną, 
do kół przywiązaną, pędzący w przepaść 
tenże rydwan, przedstawiający upadające pań- 
stwo nasze (»Res nostrae ruentes«). Na wozie, ciągnio- 
nym w szalonym biegu przez tęż samą parę koni, siedzi 
kilka osób i woźnica, zacinający konie biczem. Jestto 
uobrazowana lekkomyślność osób prywatnych (» Tellle- 


łez i żalu od cery odpadła. W jednej ręce trzymała kielich z hosiją, 
w drugiej klucze, suknie miała z cieniuteńkiego płótna, nie ludzką, 
jako znać było, sztuką szyte, lecz silnemi czyjemiś rękami tkane. 
Na podołku położoną trzymała książkę, na piersiach było napisane 
słowo: Religia (
RelifJioc), od uszu szedł napis Słowo Boże (» Ver- 
bum Deic), od ust Kazanie (
Praedicatioc), od oczu Nadzieja 
(
Spesc), od piersi, stolicy serca lViara (
Fidesc), od rąk UCl!Ynki 
liii/ości (
OPera Charitatisc), na samyni kraju przy nogach Prl!Y- 
kład Życia (
Exe1ll/Jlum Vitaec). »W rozdz. IV-ym opisuje autor 
osoby siedzące na wózku:c W środku wózka były trzy krzesła 
nie jednakowe, z pomiędzy których na wyższym siedziała panna 
niejaka, urody pięknej, ale w sukni wytartej, i włosy niepocześnie 
leżące, mająca twarz także wybladłą, w łzach tonące oczy znakiem 
były, że musiała być chorą. Napis miała Rzeczpospolita, tudziet 
RelifJia równie żałosna wraz z Sprawiedliwością, siostrą swoją chorą, 
wsiadła na wóz. c 
Wspomniane w »Hamaxac cnoty znajdują się wszystkie pra- 
wie uosobione w »Faciesc. lustitia rozdz. 2, 7, 9, 10, Timor Dei 
13, Constantia 14, Concordia 15, 16, Discip/ina 17, 18, Amor 14, 
Tranquillitas 18, Felicitas 18, Vigilantia 29, Sapientia 18, Gloria 
(tu Fama) perennis 20.
>>>
I 
I 


283 


ł 


MONS REI PlIBLlCAE POLONAE 1578 


28 4 


ntas privatoru1ll«). Wóz teraz pędzi prędzej od tygrysa 
(» Tigride velocius«), który biegnie z góry obok wozu; 
ten zaś lada chwila wpadnie w paszczę straszliwego 


Tristis et rerum terminus. 
Placanda su nt ergo Deum 
Offensa nobis numina, 
Vt sic diu sint omnia 


- - 


en. 
..... 

 
ł:o D I S CO R D I A. 13 
[f\ 

 ODIVM INTESTINVM. tft 

 
 
 
 8 
o 
tIl
 _.rJI 


 
rl 

 ni?, 
.
 
 ii' 

 

 
Ą
óJ I N I M I CI T I 
 A P E R T 1£. G d 
a 
 
. o

 
 " 
. ....." 
 ';p 

 r g$ 

 n 
 
ć
 
ao 


"Y) 
 ,.. t'I\ 
.....0 .:;.
 
 ("" 
..... I:: p.. .... 

 t.. 
 
o 
:::i . :).... 
_
 '21 
 .... 

v 
 
 
 

"" 
 . 
 

 - 
if. v.J 
.
 . 


M O N S !nr J ql1eln vo' eeroitl' : 
Rls£/t POLON I publiC3. ł- 
Q
 {ola vilłic Princip" Z 
Vitl: (Im ul namque hane: fe/JId 
 
MOTs atra.nobi$ auferret  
Q.!!i 6nis in!\et. "emitis a: 
Morii arrallohis Im"lIuer, 
Trifus lit r e rl1m tetnunus , 
Plac4nda.{unt. ecgo D EVM 
Offrnfapobis numina 
Vt fie diu (jOt oMllia · 
Tranquilla. ii iam coi'rir,i 
Rts non ęueant, &fa ą-uellnt 
Plinru$ iłlulYI dum modó 
f.xift.at aitusluptter. 


V1 
UJ 

 
. cł
 
f,;'.
 

'S-' 
. \.?J. ł., 
.A.\.((.
 
ń.. 
'..... 


ARX FOELICIT A TIS. 



 
aG 
t- 
V,! 
O 
Z 


u5 
 

 
 
Z 
O 
U 


T E, N D I T in JTcem prorpematis 
Plłhłic& res red 
I R A D E I Ctim'nis obfUllt 
. pondtra f
ul 
łize mw tum finr 
,. riftia per fe 
Nos ta.men Ulis 
Plura Cubinde 
Accumul.lmus 
At
ae ruicum 
Jmpetu magno 
Ac:.cele[iuDu,s. 


AMICITIA SIMVLATA. 


. 


MONS REIPVBLICA: POLONJE. 


PECCATVM. \ 


. 


Fig, 5. Tablica z wydania :oFacies perturbatae Reipublicae
 IÓ2Ó r. PodobizD4Z wykonał Dr. Fr. Kri'ek. 


smoka, który symbolizuje upadek lub przepaść zaguby 
(»Ruina sive vorago perditionis«). W pośrodku góry 
umieścił malarz jedną nad drugą postaci obiegających 
ją zwierząt: lisa z napisem: »A1llicitia si1llulata« - 
przyjaźń udana, wilka, przedstawiającego nienawiść do- 
mową (» Odium intestinum«), i niedźwiedzia, który wy- 
obraża jawną nieprzyjaźń (»lnimititiae apertae«). Od 
góry z obu boków opisanego obrazka są tablice 
z wierszami łacińskimi. Napis z lewej strony brzmi: 


.... 


Tranquilla: si iam corrigi 
Res non queunt: et si qucunt, 
Placatus ille dummodo 
Existat altu s Jupiter«. 


Wiersze te, z których każdy składa się z czterech . 
jambów (dimeter iambicus), w dosłownym przekładzie 
polskim znaczą, co następuje: 
Góra, którą widzicie, jest Rzecząpospolitą Polską, 
która żyje jedynie życiem monarchy: skoro bowiem 
raz zabierze go nam śmierć straszna, jaki nas koniec 
czeka, widzicie: oto śmierć straszna nam grozi i smutny 
koniec państwa, Błagać zatem należy bóstwa, na nas 
zagniewane, aby, jeżeli już rzeczy naprawić nie można 
lub jeśli można, wszystko. było spokojne dopóty, do- 
póki tylko łagodnym będzie ten wielki Jowisz, 


1 
. 


.Mons iste, quem vos cernitis, 
Res est Polon i Publica, 
Quae sola viuit principis 
Vita: simul namque hunc semel 
Mors atra nobis auferet, 
Qui finis instet: cernitis. 
Mors atra nobis imminet 


ł 


.......
>>>
f 
I 


28 5 


286 


MONS REI PUBLlCAE POLONAE 1578 


Sft;:';1':;"
":'ł." 
-----.. '---- - 
,'..(. - .:..r....;I.1o 
.....ł- ......J 
_.- '-- r-" '- 
",
_J,......ą...., 
..Ii.1--ł :;r"., 


I 
I 
. 


Początkowe wyrazy napisu na tablicy prawej, które 
S1(
 dochowały, są takie; (w nawiasie dopelniamy, czego 
brak) : 



Tcndit in Ar(cem) 
Prosperitat( atis) 
Publica rcs: (sed) 
Criminis obs(tant) 
Pondera sacui 
Haec mala cum (sint) 
Tristia pcr (se), 
Nos tamcn (illis) 
Plura sub(indc) 
Accumulam(us) 
Atquc ruinam 
Impetu ma(gno) 
Acceleram(us)c. 


. 


Wierszyk ten streszcza niejako zawartoŚĆ obrazka: 
objaśnia w nim nieznany poeta, może sam Dymitr So- 
likowski to, co malarz pędzlem swym wy- 
obraził. Oto przekład dosłowny powyższe- 
go napIsu: 
Śpieszy do zamku szczęśliwości Rze- 
czpospolita, lecz wstrzymuje ją ciężar stra- 
szliwej zbrodni. Chociaż nieszczęścia te sa- 
me przez się są smutne, my jednak raz 
po raz więcej jeszcze do nich dodajemy 
i gwałtownie przyśpieszamy swój upadek. 
Nadmienić należy, że myśl zawarta 
w wierszach od drugiego do siódmego 
z lewej strony dosłownie znajduje się 
w »Qu£1'lCltnX£e« ()rzechowskiego; czytamy 
w nim: »bowiem śmierć jego (t. j. króla) 
śmiercią pewną królestwa polskiego jest« 
(wydanie Turowskiego, str, 103.) 
Z odwrotnej strony karty pergamino- 
wej wyobraził malarz ładne białe naczynie 
w postaci wielkiego puhara z podstawą i po- 
krywą, oprawnemi w bronz lub złoto (Fig. 6). 
Napisy, umieszczone na pokrywie i powierz- 
chni puharu są następujące: 
»Sensus ruinae, quae proxima est ex 
gladio domestico vel hostii i, ex calamitate 
pestis vel famis etc. Expergefactio ex som no 
diuturno. Timor Dei. Veritas. Sana mens. Constantia. 
Charitas erga Deum, Patriam, Amicos, vt sit in Consilio, 
Voto, Agendo Scientia, Aequitas, Caeleritas (sic), vt sit 
Custodia, Conatus, Apparatus, in hoc Prudentia, Forti- 
tudo, Temperantia. Ad hoc Scire, Posse, Velle, vt sit 
Exequutio in verbo Dei, in Polytia per Concilium natio- 
nale, Regem, vt sit Rex Sapiens, Iustus, Clemens, Se- 
natus Fidus, Concors, Prudens, vt sit Provisio T ogae, 
Militiae et egentium, Ratio }1eritorum et virtutis, officio- 
rum et dignitatis«. 
Napis ten jest dokładnem streszczeniem z dziełka 
Solikowskiego, a w kilku miejscach dosłownem powtó- 


" . 


rzel11em tych przymiotów i zalet, jakie powinny się 
w Rzeczypospolitej znajdować. W przekładzie tego napisu 
notujemy w nawiasach rozdziały 
Apokalipsy« Solikow- 
skiego, w których są te same wyrazy i pojęcia użyte. 
Przeczucie zguby (zniszczenia, upadku) (rozdz. 9 i na- 
stępne), która bardzo jest blizka od miecza domowego 
lub nieprzyjacielskiego, od klęski powietrza, głodu i t. d. 
(R. 7) Przebudzenie z długiego snu. Bojaźń Boska. 
(R. 13) Prawda. (R. S) Zdrowy umysł. (R. 16) Wytrwa- 
łość. (R. 14) }1iłość ku Bogu, ojczyźnie, przyjaciołom 
(R. II nast.), aby w radzie, życzeniach, działaniu (R. 9) 
była świadomość (R. 16), sprawiedliwość lR. 10, 12 
, 
13, 18) i szybkość, aby były piecza, zapał, gotowość, 
w tych zaś roztropność (R 14), męstwo, wstrzemięźli- 
wość (R. 14). Do tego (trzeba) wiedzieć, móc, chcieć 
(R. 1 I), aby było wykonanie (egzekucya) (R. 1 S) w Sło- 
wie Bożem (t. j. w kościele), w państwie 
przez sejm narodowy i króla, aby król był 
mądrym, sprawiedliwym, łaskawym (R. 18), 
senat wiernym, zgodnym, roztropnym (R, 
18), aby było opatrzenie pokoju, wojny 
i potrzebujących (R 10), (aby był) wzgląd 
na zasługi i cnotę, na obowiązki i godność 
(R. 17). 
Jako komentarz do napisu powyższego 
i »Apokalipsy« dodajemy, że przymioty 
wyszczególnione Rzeczypospolitej, króla 
i senatu szczegółowo są przedstawione przez 
Modrzewskiego w księdze o obyczajach, 
tamże znajdą się uwagi o »baczeniu na 
ludzie ubogie«. Oczywiście świeżo wydane 
wielkie dzieło Modrzewskiego musiało wy- 
wrzeć poważny wpływ na młodziutkiego 
wówczas Solikowskiego i wskutek czytania 
ksiąg o »poprawie Rzeczypospolitej« mogła 
nawet zrodzić się w nim owa »Idea apoca- 
lyptica«, którą w swem dziełku przedstawil, 
Z zestawień rysunku, znajdującego się 
na stronie odwrotnej pergaminu, z treścią 
książeczki Solikowskiego, widoczna, że ma- 
larz idzie za wskazówką autora. 
Luźniejszy nieco zachodzi związek pomiędzy główną 
stroną karty a tyle razy cytowanym »Snem na jawie«. 
Ściśle mówiąc jednak, nie tylko zwierzęta lis, wilk 
i niedźwiedź i napisy przy nich, oraz smok są wzięte 
z »Fac£u Reipubl£cae«, ale i inne szczegóły nie skądinąd 
są zaczerpnięte. W »Fac£es« Solikowskiego jest mowa 

 wózku, na którym jechała Rzeczpospolita (K I V); był 
to »wózek stary' i bez dyszla, bądź że się dla starości 
zepsuł, bądź że go przez moc połamano, który wół 
i źrzebna mulica ciągnęły, mężczyzny jakieś rozmaitego 
stanu na grzbietach niosące. 
lała nadzieja była jazdy, 
bo każdy na swoję stronę bydlę ciągnął«. Rozszerzywszy 


"."7.- ,oc.-. 


.-":-". ".(J.c-
'" ..... r _" ....'..1.. _' 


",..," 0-. 
._.,...r.. 


_-.:!.
.t.u ,.
,
 r 
»w... 'I.ł....-i- J_A' 

Itł_ : 

--- /"'.'--
L ,- 

...-
. 
...
 I 
c.:;7.;
 --c..
-- ,)J
'i 
- ---.. £0-:----- - I 
.,.;rł:'£'--"$.ł..;'- 


 
"'---J.I
--------" : 
"';:------,.y.-----r.u, 
--
-... ..r--.- . 
f..r
 
J. ..l;-l" ---- - -U!:ł- . 
 

Jo;;.J =-0 
-Y."Iof;;;-- ....!,. 
s
-- ':";.J'---'
 

_a---- 
f¥k' - c-.
.w . 
--- t:.i- -- 
t."];,.-;'- 
 
d .
.ł-. 
"",...;.-_....
.._1' 
.t-.......'" iPt
'f". . 


Naczynie z napisami, odmalowane 
z odwrotnej strony karty pergamino- 
wej. Podobiznę wykonal H. J a\\ orski. 


. 


. 



 


Fig. 6.
>>>
28 7 


MONS REI PUBLICAE POLONAE 1578 


288 


porównanie państwa do wozu, artysta już na nim nie 
sadza Rzeczypospolitej, jako niewiasty, ale sam wóz 
Rzeczpospolitą wyobraża. Przypomnijmy sobie, że już 
poeci greccy i rzymscy państwo do łodzi i okrętu po- 
równywali. (Pomysł do ody XIV, ks. I-ej »0 navis, 
referent in mare te novi fluctus« wziął Horacy z AI- 
kajosa). I postać króla odmalowana jest w utworze 
Solikowskiego (R. IX); artysta potrzebował tylko nadać 
jego osobie podobieństwo do Batorego, który ziszczał 
w sobie ideał monarchy, przez polityków w. XVI-go 
wymarzony. O górze tylko niema mowy w »Facies«J 
gdyż z rozdz. I-go widzimy, że twierdza (munitio) była 
na równinie, ale miała w sobie budynki dziwnej wyso- 
kości i roboty. To jest właśnie ów »zamek szczęścia\ 
»Arx Joelicitatis« na naszej ilustracyi. Chociaż poszcze- 
gólne części składowe tego zabytku sztuki malarskiej 
z wieku XVI-go dadzą się bez trudności w »Apokali- 
psie« Solikowskiego odnaleźć, przyznać jednak trzeba, 
że układ i zestawienie tych części inne są na obrazku, 
niż w książce. Jest to więc artystyczne wyzyskanie po- 
przedniego pomysłu i dość udatne przedstawienie na- 
oczne fatalnych skutków bezrządu. 
Słówko jeszcze powiedzieć należy o artystycznej 
stronie obrazków. Wielkość dochowanego pergaminu 
wynosi na długość 34 centymetry i na wysokość 23'5. 
Kontury obrazków wykonane są piórem i atramentem, 
następnie zaś cieniowane i kolorowane farbami wodnemi, 
niegdyś bardzo żywemi, które dziś po trzech przeszło 
wiekach zblakły. Insygnia władzy królewskiej, guzy 
przy płaszczu i podstawa oraz pokrywa puharu, na od- 
wrotnej stronie mieszczącego się, są złocone. Wykona
ie 
artystyczne nie pozostawia wiele do życzenia; cały rysunek 
i ornamentacya trzymane są w stylu odrodzenia. Robota 
artysty nie ustępuje współczesnym mu pracom obcym. 
Malarz, który rysunki wykonał umiejętnie i starannie, 
należał do tak zwanych iluminatorów lub miniatorów, 
którzy rękopisy ilustrowali w wiekach średnich i w XVI 
przepięknemi nieraz miniaturami. Sztuka iluminacyi kwitła 
we Francyi, Niemczech i Włoszech, gdzie w w. XVI-ym 
odznaczył się szczególnie na tern polu Giulio Clovio 
z Florencyi. I u nas w wiekach średnich zajmowano 
się po klasztorach iluminacyą rękopisów: bogatsze książ- 
nice, w których są rękopisy średniowieczne, w Polsce 
pisane, chlubią się przepysznemi miniaturami zakonni- 
ków. Dziś przy obudzonych przez Komisyę do badania 
historyi sztuki w Polsce poszukiwaniach w tej dziedzinie 
spodziewać się należy, że i z w. XVI-go niejeden za- 
bytek tego rodzaju wydobyty będzie z zapomnienia. 
Zastanawiając się nad szczegółami rysunków, za- 
znaczyć winniśmy, że najlepiej udały się iluminatorowi 
budynki: bramy, baszty, wieże, dachy i mury są właśnie 
takimi zabytkami architektury romańskiej i gotyckiej, 
w jakie w XVI-ym wieku cała Polska obfitowała. Nieźle 


wyobraził artysta i zwierzęta tak, iż charakterystyka 
każdego z nich uchwycona została trafnie. Przepyszna 
jest paszcza potwora, dobre są konie rozhukane. Gorzej 
udały się artyście osóbki siedzące na wozie; sam ryd- 
wan - lepiej, Nie wiele można zarzucić górującej nad 
wszystkiem postaci króla. Wybornie odmalowany został 
wielki puhar na odwrotnej stronie karty pergaminowej. 
Co do skromnej zresztą ornamentacyi tablic dolnej 
i górnych, to spostrzegać się na nich dają już cechy 
psuiącego się nieco stylu odrodzenia. 
Dla ścisłości tego opisu dodać należy, że dawne 
wydania »Apokalipsy« niby Orzechowskiego zdobione 
były ilustracyami. Ossolit1ski, opisując pierwsze znane 
mu wydanie łacińskie z r. 1626, powiada, że książeczka 
ma »ćwiartek nieliczbowanych 2 5 oprócz tablicy arkusza 
składanego z napisem u spodu: »Mons Reipublicael, 
u wierzchu zaś »Arx Jelicitatis« z wyliczeniem w środku 
błędów, przywar, występków, zawalających rżnącą się 
przez wertepy drogę do owej twierdzy najwyższej i bez- 
piecznej szczęśliwości«. (Wiadomości, t. IlI, cz. II, str. 
250-1). Zawdzięczając staraniu i uprzejmości dra Fran- 
ciszka Krceka dokładną podobiznę opisanej przez Osso- 
lińskiego tablicy, przerysowaną z egzemplarza Biblioteki 
Ossolińskich, możemy podać jej treść i stosunek do 
naszego rysunku (Fig. 5). Wydawca książeczki Soliko- 
wskiego widocznie miał przed oczyma rysunek z r. 1 578 
lub jego kopię dokładną, gdyż tablica ma tę samą 
prawie wielkość, co nasz rysunek, i zawiera wszystkie 
napisy, znajdujące się na stronie głównej naszej karty 
pergaminowej, ale bez rysunku; napisy i wiersze rozło- 
żone są przy tern zupełnie tak samo, jak na rysunku z r. 1578; 
z niej przeto dopełniliśmy uszkodzonego napisu i końcó- 
wek wierszyków, umieszczonych z prawej strony naszego 
rysunku. Nader drobne różnice w napisach zaznaczamy 
tutaj. W przedostatnim wierszu z lewej strony na ta- 
blicy z r. 1626 błędnie »Placatus illum dum modo« 
zam. £Ile. Napis położony z tejże strony brzmi w zmie- 
nionej postaci: »Temeritas Haeretica« zam. »Temeritas 
privatorum«. W napisie »Res nostf\e ad aram foelici- 
tatis siue statum meliorem tendentes« widoczny błąd 
zamiast arcem. Jest nadto na tablicy z r. 1626 dodatek, 
nic wspólnego nie mający z napisami na niej, z »Idea 
apocalyptica« Solikowskiego i z rysunkiem z 1578, ale 
charakterystyczny dla w. XVII-go: Z prawej strony ta- 
blicy z boku umieszczono wyobrażenie strasznego dyabła 
z rogami i ptasiemi nogami, owiniętego wstęgą z napi- 
sem: »Crede siad vis J vel in me«J tj. wierz, jak chcesz, 
choćby we mnie. Nie mamy chyba potrzeby dodawać, 
że tablica taka z napisami i dyabłem, jaką dołączono 
do wydania dziełka Solikowskiego w r. 1626 między 
kartą B 2 i BS) nie mogła służyć jako ilustracya lub obja- 
śnienie broszury, gdyż napisy takie bez rysunków odpo- 
wiednich mało do zrozumienia rzeczy mogły się przy- 


. 


. 


. 


.
>>>
MONS REI PUBLICAE POLONAE 1578 
----- 


28y 


. 


czynić. W wydaniu z r. 1630 tablicy niema, "V wydaniu z r. 
1660 przed tytułem na osobnej kartce wyobrażone są Do- 
mus ReijJltblicae i DOJll1ls Reiprivatae (Ossoliński, tamże str. 
25 I). \Ą' ydanie Radzińskiego z r. 1696 ma rysunek zapewne 
ten sam, co w wyd. z r. 166o. Również przy przekładzie Włyń- 
skiego, który, jak się zdaje z wyd. r. 166o, przypisanego sy- 
nom Andrzeja YIaksymiliana Fredry, przekład swój uskute- 
cznił, gdyż w przedmowie wspomina, że dzidko to wychodzi- 
ło ozdobione nazwiskiem Fredrów, w wyd. zr. 1767 znajduje 
się rycina z napisem Dom Rzeczypospolitej, Dom do- 
bra własnego. Obrazek (Fig. 2) zajmujący stronę w 8-ce, 
umieszczony jest przed kartą tytułową broszury. U góry na 
tablicy, ornamentowanej w stylu rococo, czytamy napis ,Sen 
na jawie albo widowisko Stanisława Orzechowskiego«, 
pod tablicą zaś dość wierna ilustracya do treści »Apo- 
kalipsy« Solikowskiego przedstawia z lewej strony wielki 
dom zrujnowany, przy nim krzyż walący się; do tego 
domu prowadzi pod górę droga popsuta; u dołu dwie 
figurki ludzkie, podpierające się kijami czy bronią. Nad 
domem napis: »Dom Rzeczypospolitey«. Jako przeciw- 
stawienie ruiny tego domu umieścił nieznany ilustrator 
książeczki z prawej strony rysunek wspaniałego wiel- 
kiego domu z dobrze utorowaną drogą i napisem u góry 
»Dom dobra własnego« t. j. prywaty, Środek obrazka 
zajmuje obóz, opisany przez autora »Snu na jawie« 
z wielkim pośrodku namiotem, przed którym stoją dwaj 
jeźdźcy. W trzech rogach ryciny widzimy konne zbrojne 
oddziały żołnierzy nieprzyjacielskich, mających oczywi- 
ście zamiar uczynić napad na obóz. Najniższą część ry- 
sunku, dodaną gwoli osobom, którym ks. Włyński prze- 


Uzupełnienie do szplt. 279/80, przypisek. \\' interesującą 
powyższą pracę wkradła się drobna bibliograficzna niedokład- 
ność, którą czujemy się w obowiązku sprostować. Autor w przypi- 
sku twierdzi, że dziełko J. D. Solikowskiego p. t. Hamaxa sive &1£- 
gtimis et l?£ipublicae currus. Crac. 1564, przechowało się tylko w je- 
dnym egzemplarzu i to niezupełnym (raczej ułamku) w bi- 
bliotece Zakładu Ossolińskich we Lwowie. Tymczasem tak 
nie jest. K. Estreicher w swej Bibliografii XV i XVI stule- 
cia, Krak., 1875, str. J 97 powiada, że ten druk znajduje się 
w trzech bibliOlekach. a mianowicie: w bibliotece Ossoliń- 
skich, w bibl. Czartoryskich i w Dzikowskiej. Z pięknej rozprawy 
Pro( Łopacińskiego dowiadujemy się, że egzemplarz Zakła- 
du Ossolińskich jest tylko ułamkiem i składa się z 4 pierw- 


. 


29 0 


kład swój przypisał, tj, Kazimierzowi na Zakliczynie 
i Maryannie z Krasińskich Jordanom, starostwu Siedmi- 
chowskim, zajmuje siedząca niewiasta, która trzyma w le- 
wej ręce dwie połączone z sobą tablice herbowe: Kor- 
win (Krasińskich) i Trąby (jordanów). Obrazek tu opi- 
sany jest naśladowaniem i rozwinięciem dalszym ilu- 
stracyi w wydaniach Apokalipsy Solikowskiego z wie- 
ku XVII-go. 
Pozostaje nam wreszcie wspomntec, że strona 
główna zajmującej nas tutaj karty była już raz reprodu- 
kowana, a mianowicie w Nr. 4 z r. 1840 »Przyjaciela 
ludu«, który wychodził w Lesznie, znajduje się na str. 
28 zmniejszony do połowy obrazek niekolorowany, na 
str. zaś 29-30 artykuł objaśniający p. n. »Stan Polski 
w roku 1578, alegorycznie wystawiony», podpisany 
literą L, pod którą zdaje się ukrywać nazwisko samego 
właściciela, Ś, p. Józefa Lipińskiego. Pomimo tej repro- 
dukcyi, dziś, rozumie się, mało komu znanej, uważaliśmy 
za potrzebne ogłosić dokładną podobiznę tego za- 
bytku raz jeszcze, a to z powodów następujących: 
Podobne naszym ilustracye do dzieł treści politycznej 
w Polsce są prawie nieznane, przydatną więc, zdaje się, 
rzeczą jest wydobycie ich na światło dzienne; podobizna 
w »Przyjacielu Ludu« jest nie zupełnie dokładna, gdyż 
podaje tylko jedną stronę karty, jest o połowę mniejsza 
od oryginału, są tam opuszczone napisy łacińskie, znaj- 
dujące się na tablicach bocznych, i wreszcie autor arty- 
kułu podpisany literą L. nie domyślał się, że ogłoszony 
przez niego rysunek jest ilustracyą do dziełka odpowie- 
dniej treści, cośmy starali się w tej pracy wykazać. 


szych kart to. j. z karty tytułowej, dedykacyj i treści (Sum- 
ma). W jakim stanie jest egzemplarz biblioteki w Dzikowie, 
nie wiemy. Natomiast egzemplarz biblioteki Muzeum Xx. 
Czartoryskich jest zupełnie kompletny i bardzo dobrze za- 
chowany a składa się z 20 k. nlb, (sig. Eiij.) w 8-ce, z któ- 
rych ostatnia czysta. Całe dziełko drukowane kursywą, na- 
pisane jest wierszem (distichon t. j. hexametr naprzemian 
z pentametrem). W. Nehring w swej pracy O żyC£u i pismacll 
J. D. Solikowsk£ego, Pozn. 1860 str. 88 wzmiankuje także 
o istnieniu 4 kartek dziełka w Ossolineum, lecz mylnie po- 
daje jego format, 
folc. Pod Fig 3 i 4 dajemy pełne cha- 
rakteru rysunki herbów z egzemplarza Muzeum Xx. Czar- 
toryskich. (Przypisek &dakcyt). 


. 


l')
>>>
t A 
.
... 
1 1 1 '.
' 
 ' 

. 
,J - 
.\ 
\ . 
ł
'1J. ' 
 . .-
,\;'"., 
:,;.r. ;': "

':';;;:.. . 
. 111 .. " . .........
 .. 
'. '
 i " ,"
'. - -::
-i 
t ;
;;; ,
:,,:jj

"""

\ '
:ł: -
:

, . , 
";fi
f
a
:i 
 '" "


. r(;':
 i
' . l " ] ;
' ;.;'; :J;'
 
" f '
:. 
 '!!!!" , '. ..[ , ) J . '.1 ." 
 J:..' 'c-ł
'f" ł..'P 

,ł!I'Uł I:-,:I
.;:
... . '.ł 
 .. ':.",.' .

t7-\:''' 
" "fi;, i:: :('i' ,!:;:,I,'
\ }.. .' ':,'9" -, ,'./ ' ,
o..:.(; 't" 
; WI" '».1' W .,"!(,1i\i. 
- .\,\!, . '. . .: 
'Ir.,: 
".,
/,:,'
:
" 
:
;I-:
'" " , ': ' 
I n , . 
 .r..
; "'
 .
,';
. ' . 
 
,.". l" I I ""'0';:.,:. ' . J
 : \'( '" 
,
 , .,. .\ . ' , '_ . , '", . 
 ' ,h - '/' ': f ".";' '. "- 
" , ...,.Aw,," 
. , f.,. ':. . 
/. 
.,' '. .) 
. .' J1" ;.,' L
." ,,) . I f 
'i.. 
'''''''''i-''''h .. .!III'" ...:'
.'("" ",,"1,"'"p."4''';'' 
'.

 '-
 
-,:.::": }
: 
ą

{:
..'
'."'" ;,,', ,:
.;..,t: ,. 
,
'!:' 
:. ",. ," " Y" , 
," 

 ,
- I. ,. . jf[
, ,"..r_ 
 '. l.!.- 
' \", 
.' "--'\'''£}E.!'':" . 

 _,.; " ' . - , -:,:fit , i , ' \ "-;
 
 . 
... .łtr _ '" _ 
 .. 
... -.."....... _.
I. ...,
 .........._ _tC - -,. ł. _ 
O-
. -_ _=-_" -:.,__ =--== .... 


t 

 
.,\ 



U'll 
,

 
:
;.
vrl J:1 '
;'" 
. ,.-: L - ' 
 
I i - -I 
 
 
. 
. ,! J ;, ..il ': '. " , 
. ';I,.rt...

;' 
 £ "'
 "" 
 

. '
, ,., '.
'.'1Il , :6 
ł\, .
, l i l iii
U/tih1' _ ;.,' II '. 
- 
J I 
I",,
.i 1'£'" 
@' I" .111. I..:" ',:'" ". 
""':4 . A' 
 
,; ''': 

 I .... ,/ 
,". "rF.? ..
. " 
.' , ." ,g,. ' 
- -'0: ,..t 
 ". l '-'..J
'f.l 
. 
 ".:;:' '""'T . 
;
 
} 


. 1 
II /1j 
 


, 

 


'1!"'.
.. 
r/. 


000-":. . 
'-
r- 


ł 


'. 


. ;,1..' ,- 
,1,1 


'fot 


. i
,p_ D' 
 
'J \
 \ ' 
 ( ! ; I 
e!(.2IL 
f'.! .. I j "I ! 
:",
Ą"}jj,IY' :l 't 
.0:-::..." ... 


; .. , , 
" 
fi 'I, "i- 
" I 
._
 


::. .... 


.....-::. - =- --=--r_ 




 


" 
, 


Fig. 1. Biecz, widok od zachodu. 



 


MA TERY Al Y DO HISTORYJ MIASTA BIECZA 


DR. FRANCISZEK BUJAK 


OPRACOWAŁ 


CZĘŚĆ I. (1361-1574). 


Z uzupełnieniem. i objaśnieniem rycin przez Maryana Sokołowskiego. 


Biecz zajmował wybitne stanowisko pośród naszych 
miast prowincyonalnych w czasach pomyślnych dla ich roz- 
woju. Świetna jego przeszłość dawno już zwróciła na siebie 
uwagę badaczy, bo obok doniosłości pod względem handlo- 
wym było także poważnem jego znaczenie jako ogniska kul- 
turalnego, czego żywem świadectwem są liczne zabytki. Za- 
bytkami ze sztuką związanymi najwięcej zajmowali się daw- 
niej Wł. Luszczkiewicz, a w ostatnich czasach St. Tomkowicz; 
ostatecznym rezultatem tych studyów jest inwcntaryzacya 
tychże zabytków dokonana przez St. Tomkowicza '. Na prze- 
szłość miasta i jego zabytki piśmienne zwrócił najwięcej uwagi 
prof. Maryan Sokołowski. On to odszukał »Najdawniejszą 
księgę sądową miasta Bieczac wydaną przez prof. Ulanow- 
skiego t, on też zwrócił moją uwagę na kopiarze bieckie i za- 
chęcił mię do niniejszej pracy, która może będzie pożądanem 
uzupełnieniem powyższych publikacyj. Do rozjaśnienia prze- 
szłości Biecza przyczyni się także postanowione już przez Aka- 
demią wydanie najstarszych ksiąg wyższego sądu magdebur- 
skiego na zamku bieckim. 
Kopijarzy jest dwa i oba są obecnie własnością Aka- 
demii Umiejętności w Krakowie. Pierwszy, nazwany przez Ka- 


, Inwentaryzacya zabytków Galicyi zachod. II. l'owiat j!;orlicki w TU8 
!{'runa kons
rltJatorów Gal. ladz. t. I, s. 167-247. 
· Archiwum komisyi prmvniclif t. V, s. 401-450. 


rola Rogawskicgo »Księgą odpisów przywilejów, dokumcntów 
i inwentarzy kościoła farnego w Bieczuc, a poniżej jako tom 1 
oznaczany, jest rękopisem papierowym in folio, pisany kilku 
rękami głównie w drugiej połowie XVII w., zawiera także do- 
kumenty z XVIJI 
.; treść jego w całości odnosi się do spraw 
kościoła hieckiego. Przechowany jest w lichym stanie: pismo 
przeważnie niewyraźne, brak jednolitej numeracyi, wiele kart 
wyciętych, wiele arkuszy wstawionych później, dawna oprawa 
w skórę, bardzo prosta, dość zniszczona. - Drugi kopijarz, 
nazwany przez K. Rogawskiego »Księgą odpisów przywilejów 
i dokumentów miejskich« a tutaj oznaczany jako tom 11, zo- 
stał już krótko opisany przez prof. Piekosińskiego, który z niego 
czerpał materyał do tomu III Kodeksu dyplomatycznego ma- 
łopolskiego. Jest to rękopis papierowy in folio pisany na po- 
czątku XVII wieku, paginowany nieco później, ostatnia ozna- 
czona stronnica jest 420, ale str. 290-299 powtarzają się; 
na początku są 4 karty czyste, na końcu jest czystych kart 
kilkanaście, tudzież oryginalny dokument Władysława IV-go 
z r. 1642. Papier ma jeden znak wodny, przedstawiający orła 
dwugłowego ukoronowanego z literą M u obu skrzydeł u góry 
przyczepioną, ale rysunek filigranu nie jest wszędzie jedna- 
kowy. Oprawa z XVII w. z ciemnej skóry obleczonej na de- 
skach, ze skąpą ornamentacyą i śladami klamer mosiężnych. 
Staranne pismo pierwszego kopisty sięga do stron. 250, naj- 
późniejszy dokument przez niego przepisany pochodzi z r. 1612. 


,I
>>>
. 


293 


MATERYALY DO HISTORYI MIASTA BIECZA 


294 


ł 


Następny kopista jeszcze staranniej pisał aż do str. 307, osta- 
tni dokument przez niego przepisany pochodzi z r. 1619. Trzecia 
ręka wpisała kilka dokumentów z czasów Władysława IVgo 
i jego następcy, tudzież obszerne akta dwóch dla dziejów 
miasta wcale interesujących procesów, prowadzonych przez 
miasto z proboszczami w r. 1659. Dokumenty są ułożone dro- 
bnemi grupkami, po kilka dokumentów w związku pozosta- 
jących razem, ale na prawd«;: niema porządku ani chrono- 
logicznego ani rzeczowego. Wszystkie kopie opatrzone są 
u góry majuskułowymi nagłówkami, wzgl«;:dnie bardzo dubrze 
streszczającymi dokumenty. lnicyały imIon wystawców, naśla- 
dowane z druków gotyckich. są dość ozdobne; zwłaszcza od- 
znacza się pod tym względem drugi kopista. który wykonał 
piórem portret króla Stefana Batorego (wl':dług najbardziej 
rozpowszechnionego typu) i nie szczt;;dził ornamentacyi a na- 
wet złoceń literze S (Sigismundus III). Kopie są numerowane, 
z wyjątkiem kilku ostatnich, numerów jest 179. Oryginały 
oznaczono rysowanymi znakami, przedstawiającymi np. wieżę, 
sowę, serce lub przypominającymi średniowieczne znaki no- 
taryalne. 
Nadto korzystałem z Kodd.:su 
{mlbon':;yka. Nalcży on 
do zbioru rękopisów biblioteki Jagiellońskiej jako nr. 17, zo- 
stał wi«;:c dostatecznie opisany w Katalogu Wł. Wisłockiego. 
ale opis ten wymaga uzupełnienia. Jest to kodeks papierowy 
in folio, silnie oprawiony w pergamin, ma kart liczbowanych 
w XYI w. 114, a nieliczbowanych 17, ale zapisanych jest 
tylko 36. Znak wodny: krzyż podwójny. Na okładce i na 
pierwszej karcie napis: 
pecuniae civiles censualesc świadczy, 
że był on przeznaczony na prowadzenie wykazu czynszów, 
które miasto miało pobierać na rzecz fundacyj pobożnych, 
u kogo się znajdują, w jakiej ilości i jak są ubezpieczone. 
Pierwotnie jednak miał to być inwentarz wszystkich legatów 
(nie tylko czynszów) na pobożne cele w Bieczu przeznaczo- 
nych; wskazuje na to tekst karty drugiej, który się zaczyna od 
prawniczej definicyi testamentu. Dalej zaś czytamy: »Quo circa, 
ne testatores sua frauderentur voluntate u'tima et heredes 
privarentur hereditate temporali , hunc codicem c u m c o n- 
s i l i o s e n a t o r u m B e c z e n s i u m comparare curavi, in quo 
testamenta et legata pro piis usibus rite in futurum descri- 
banture. Tym, który splawił tę księgę z polecenia rajców bie- 
ckich w r. 1519 (data na czele karty 2 wyrażona) był, jak 
należy wnioskować z napisu na wewnętrznej stronie tylnej 
okładziny, Marcin Samborczyk (Samborita), bakałarz artium I, 
pisarz miejski (grammateus) i ołtarzysta biecki, a spowodo- 
wały go do tego liczne zapisy na odbudowujący się właśnie 
kościół parafialny. Zapi
ał on tylko 5 kart między rokiem 
1519 a 152 I, naśladowców nie znalazł. 
Przedmiotem niniejszej publilacyi jest zestawienie w krót- 
szych lub dłuższych streszczeniach (regestach) zawartości 
ubydwóch kopiarzy bieckich i kodeksu Samborczyka. Z in- 
nych źródeł nie czerpałem 2, bo uważałem za zbyteczne wy- 
ławianie wśród wydawnictw historycznych nielicznych sto- 
sunkowo wzmianek dotyczących 13iecza (np. o osobach zeń 
pochodzących lub o bytności monarchów), ale właściwie nie 
nadających się tutaj. Kopiarze zawierają prawdopodobnie 


I Promocya je2"o odbyła siC; pod koniec 1507 r. (Muczkowski: S/otutn 
nu non... s. 145). W r. 1553 uposa:la on szko/I} parafialnq w Bieczu, p. nr. 153. 
ł Wyjqtek uczyniłem dla przypadkowo pod rc;ką znajdujljcej siC; Liber 
retaxationum benefic, dioc. cracov. 1529 z archiwum kapituły krakowskiej. 


wszystkie ważniejsze dyplomaty i akty, ktore w tych czasach 
otrzymał Biecz. W oryginale przechowały się w Bicczu tylko 
2 dyplomaty, jak to. stwierdził Dr St. Kutrzeba w r. 1898. 
Przeznaczone dla Sprtlwosdań Komisp' do bada1lZa h,: 
stor)'i s:::tuki w Polsce zostały te regesta ułożone po .polsku 
i z uwzględnieniem potrzeb historyi kultury; mimu to znaj- 
duje się tu kilka _ dokumentów, które uznakm za stosowne 
ogłosić w całości. a więc przeważnie po łacinie. _ 
Część I-szą stanowią regesta dokumentów od r. 1361 
do 1574, to jest z czasów rozkwitu mieszczaństwa w Polsce. 
Jest ich razem 185, a więc zasób wcale znaczny, - jak na takie 
miasto. Treść ich jest bogata i różnorodna. ale mimo to za- 
pewne nie wystarczy do przedstawienia rozwoju miasta '; 
Najznaczniejsza ich część tyczy si
 _ fundacyi ołtarzy w ko- 
ściele parafialnym; wybitną rolę odgrywa sprawa dróg han- 
dlowych, miejskich zakładów przemysłowych, tudzież przez 
cały ten okres przewijająca się sprawa furtyfikacyi miasta. 
Niemniej intcresujące są wiadomości o organizacyi i stosun- 
kach wewn
trznych tudzież przyczynki do topografii miasta. 
Znaczna ilość przywilejów uzyskiwanych od obu Zygmuntów 
świadczy, że połużcnie miasta pogarszało się, jak się pogar- 
szały w Polsce wogólc stosunki handlowo-przemysłowe, wsku- 
tek zmian całą Europę obejmujących. 
Iieszczaństwo, widząc 
podstawy swego dobrobytu podkopane, skarży się i szuka 
ratunku u króla, ale przywileje dawnego typu, których król 
nie szczędzi, już w zmienionych wa:-unkach nie skutkują 
i świetności przywrócić nie mogą. 
Jedną z ważnych przyczyn upadku miast i mieszczań- 
stwa w Polsce jest nadmierne obciążenie czynszami wieczy- 
stymi (lub spłatnymi) własności nieruchomej miejskiej na rzecz 
kościoła i przejście znacznej jej części wprost na własność 
instytucyj kościelnych czyli »martwej rękic. Przez to miasta 
tracą możność rozwoju terytoryalnego, bo znaczna część ich 
obszaru (w Krakowie np. prawie trzecia część) zostaje wyłą- 
czona ze wspólności życia komunalnego (uwolniona od po- 
datków i sądownictwa); z drugiej strony znowu działalność 
produkcyjna ludności obraca się częściowo na utrzymanie 
rozlicznych i zanadto licznych instytucyj kościelnych (ducho- 
wieństwa) przez płacenie czynszów wieczystych, z których 
pobożne mieszczaństwo, zagrożone nadto klątwami i cenzu- 
rami kościelnemi, sumiennie się uiszczało. Jest to bardzo ważna 
sprawa, na którą dotąd uwagi nie zwrócono. 
Do podniesienia wartości tej pracy przyczynią się w zna- 
cznej mierze ilustracye zabytków z Biecza i jego okolicy po- 
chodzących, dodane i opatrzone obszernemi i bardzo poucza- 
jącemi objaśnieniami przez prof. M. Sokołowskiego, któremu 
za zachętę do pracy i udzielanie cennych wskazówek składam 
tutaj serdeczne podziękowanie. 


I ZwiC;z/1} kronikc; lliecza pomieści/ St. Tomkowicz w Teu konserw. 
Gn/iq; sach. t. I, s, 168-171. Zwracam tutaj uwagc; na nieuzasadnione do- 
statecznie jego twierdzenie, powtórzone za A. Chmielem (I('wart. hist. z roku 
18 9 8 , s. 910), jakoby Biecz posiadał j'ut pod koniec XIV wieku 30 cechów. 
Naprawdc; w »Najdawniejszej ksic;dze sl}dowej Bieczac niema o cechach ta- 
dnej wzmianki, a występujl} tylko przedstawiciele 30 rótnych rzemiosł; cechów 
było wówczas według wszelkiego prawdopodobieństwa daleko mniej; wskazuje 
na to zresztl} istnienie jeszcze w XVII w. »wielkiego cechuc (magnum con- 
tubernium), który był połljczeniem rótnych rzemiosł, nie dośc! licznych, aby 
stanowiły odrc;bne cechy, tudziet zalełnośł rzemieślników bieckich od sljdo. 
wnictwa cechów krakowskich (por. nr. 120),
>>>
295 


29 6 


MATERYAł.Y DO HISTORYI 'IIASTA BIECZA 


1
 I F
 C' S' 
+- 
" 
- -' 


I. ł 36 ł. 26 grudma. Biecz. 
Kazimierz, król Polski, pozwala Bieczanom zbudować 
wagę, postrzygalnię i kramy solne. 
fom II. s. 20b, Druk. Piekosiński Kod. dyplom. małopol. t, III. 
s. 147. 


2. ł 363. 23 lutego. Biecz. 
Kazimierz, król Polski, nadaje miastu Bieczowi prawo 
magdeburskie. 
Tom II. s. 48 i 54. Drukow. Piekosiński Kod. dyplom. małopolski 
t. III, s. Ibl. 
Uwaga: W dok. Władysława Jagiełły z 9 listop. 1399 
(nr. 15) jest powtórzona treść przywileju na wójtowstwo 
bieckie, pochodzącego z czasów Kazimierza Wielkiego. 
3. ł ił64. 28 czerwca. BiecE. 
Kazimierz, król Polski, nadaje Wawrzyńcowi z Oło- 
muńca trzecią część dochodów z młyna pod Hieczem 
przez niego zbudowanego. 
Tom II. E. 141. Druk. PiekosiIiski Kodeks dyplomat. małopolski 
t. III. s, 178. 


.-.1 


l. . . 
..'
 


:") 


. iiil
 
"-i. 
.

" 



 "/ 

 ::....
 ,
"" 
/ 0:............':. 
." "'..... --J! '" 
:"---. --
 
'{ 
 
I . ;
:-o 

 ' 
. 
'"r-'..J"';' . --
.- 
,;. '_o 
 o' .. 
 
.;..! 
"'#_
 u  .&

 . -


. 
. '.,-- -.... 
't:i..' - . 
 . '-'-. . 0--'- 
I 
 
 ---- .,. c. /1/
 
1:"- -::. -
 . . .=:::::;Jf -- "----- 

 .....
 


JI ..' .,I....... i . 
...
. 
,I: .
,Ji

': 
.. '
'." 
I.- __ I. I 
, ,'.irl!.: 
 , 'i.. 
I :.
.I 
..r-- '. , 
.. . :\ 
o
.' "'\:&, o 
 

 -: .. 


"\I' .-:. 



 
._---- ' 


.':'Ii... 


. -. .
 -,. 


.
 . T . 


-- 


wojnickiego, uwalnia mieszczan bieckich od opłaty cła 
w W ojniczu, ponieważ wykazali się przywilejem króla 
Kazimierza, króla węgierskiego i starszej królowej Polski. 
Tom II. s. 213. Druk. Piekosiński, Kodeks dyplomat. małopolski, 
t. III. s, 287. 


9. 1383. 8 kwietnia: Biecz. 
Jan, mieszczanin biecki i wójt najwy
szego sądu prowin- 
cyonalnego ziemi bieckiej, razem z 7 ławnikami po- 
twierdzają rezygnacyę sołectwa w Hartlowej przez Ja- 
kusza z Kunowy na rzecz swego syna Klemensa. 
Druk. Akta g-rodzkie i Liemskie t. I. s. 8. 


10. ł3
m. 25 kwidnia. Biecz. 
lanusz, starosta biecki, mając zmierzyć role wsi Kryg 
dla opłaty czynszu po upływie wolnizny, wymierzył ła- 
nów 6, t. j. jeden łan sołtysi i 5 łanów mających opła- 
cać czynsz kr610wi (census regalis). 
Tom II, s. 219. Druk. Piekosiń.ki, Kodeks dyplomat. małopolskI, 
t. III. s. 350. 


,. 
\ 


- - -- ,- -.. , 
1.'
s'&J5F:'-I1.;'.s.
.' . 
t 'rin
f-r'. -t'.UAO. 
:t.l:a
..' ,07""'. 1 0, ...
1ru",. I . 
(j
'"!.'th. ":/-",,,...... 


.' 


l . 
.rJ.I........ł..,.. 
',' '.
,', ').._)\ . : ł l" .. 
I, ..I _ .... I, 
I .. ł.... 'f 
... \\ \
., .
 . 


.' '0" I 
. I 
- 'I 
' J'""t:,:
 I 
.
':i 


-- 


't 
t,. 


f"ł; 


.". ., 


" 


: -.
 ..r 
, -
. 

 ., - - 


" 
.,\ 
J \ . 


..... 


:L-
 


-' , 


k 
.1.-1.. 


l..;.......... . 


.., I.LL....... ,,-- 


...1 


'* 
. -- 


, -
 
-......- ' 


- 


Fig. 2. Hiecz, miasto werlług- ryciny Brauna. 


4. 1365. 22 11laja. Pilzno. 
Kazimierz, król Polski, uwalnia mieszczan bieckich od 
opłaty cła w Wojniczu. 
Tom II. s. 24. Drukow. Piekosiński, Kodeks dyplomat. małopolski, 
t. III. s. 190, 


5. ł 3fi 7. 25 kwietma. Kraków. 
Kazimierz, król Polski, zakazuje celnikowi w Wojniczu 
pobierać opłaty od mieszczan z Biecza, Jasła, Osieka, 
Dembowca i Pilzna. 
Tom II, 8. 24, Druk. Piekosiński, Kodf'ks dyplomat. małopolski, 
t. III, \. 208. 
6. ł 36
. 8 marca. Bochma. 
Kazimierz, król Polski, ustanawia w Bieczu targi. 
Tom II. s. 55. Druk. Piekosiński, Kodeks dyplomat. małopolski, 
t. III. s, 21b. 


7. ł 374. I7 paźdzŻi'rnika. Koszyce. 
Ludwik, król Węgier i Polski, za uznanie praw jego 
córek do korony polskiej, przyrzeka między innemi 
pewnych wyraźnie wymienionych grodów nie oddawać 
obcym tylko ziemianom (terrigenae); należy do nich 
także Biecz. 
Kod, dypl. Wielkopolski, l. III. s. 425. 
8. ł 375. 25 maja. Biecz. 
Floczko, pan i rycerz, tudzież starszy celnik powiatu 


I I. 13
3. 2 listopada. BŻi'c:::. 
Spytko, wojewoda krakowski i starosta biecki, poświad- 
cza, że na prośby :\Iikołaja. sołtysa wsi Libuszy, zniżył 
tejże wsi, otaksowanej na II łanów, liczbę łanów na 8, 
z których po wszystkie czasy ma ona opłacać daniny 
i spełniać powinności, a sołtys swój udział pobierać. 
Tom I. s. lIS. Tom II. s, 3, z transsumptu Zygm. I. z r. 1518. 
Druk. Piekosiński, Kod. dyp!. maJopo!., t. III. s, 351. 


12. 139U. 2 11laja. Biec:::. 
Jadwiga, królowa Polski, potwierdza Bieczanom przy- 
wilej tyczący się drogi z Bardyowa. 
Iledwigis, Dei gratia regina Poloniae, notum facimus 
tf'nore praesentium universis, quod nos fidelibus nostris 
iter seu viam cum facturis gradiendi et eqUltandi de 
Hardeiow non tam en per aquam seu ab altera parte 
aquae vulgariter Wysła dictae civibus Biecensibus, ve- 
luti antea habuerunt et a praedecessoribus nostris ob- 
tinuerunt, sed tantum modo ista ab hac parte Wisła 
serenissimi principis dni dni Vladislai , regis Poloniae, 
consortis nostri carissimi usque ad adventum concessi- 
mus et indulsimus gratiose. Unde vobis omnibus, qui- 
bus expedit, mandamus, quatenus ipsos praefati dni 
regis usque ad adventum omni absque impedimento 
liberos ire et transire pennittatis viam per eandem, ali-
>>>
, 


I 


297 


MATERYALY DO HISTORYI '\ilASTA BIECZA 


29 8 


ter non facturi nostrae gratiae sub obtentu. Datum 
Biecz in die s. Sigismundi martyris anno Domini mil- 
lesimo CCC nonagesimo]. 
Tom II. s. 219. 


13. 


l iHł3. I6 maja. Sącz. 
Jadwiga, królowa Polska, odnawia i zatwierdza przywi- 
lej króla Kazimierza (z daty 23,'11 1363). 
Świadkowie: Spytko, podkomorzy krakowski; Drogost, 
sędzia generalny krak.; :'I:awoj de Lankawa wojski krak.; 
Jakusz de Boturzyn. podkomorzy; Zawisza de Oleschni- 
cza; Staschko de Bobowa, ręką (per manus) Macieja 
biskupa przemyskiego, kanclerza dworu królowej. 
Tom II. s. 54. 


14. 


t 3H5. 26 lipcn. Kraków. 
Jadwiga. królowa Polski, zgadza się, aby rajcy bieccy, 
a mianowicie obywatel l\1ikołaj Cyncerlink. zbudowali 
i uposażyli szpital pod wezwaniem św. Ducha dla ubo- 
gich, chorych i innych nieszczęśliwych osób z m. Bie- 


" ,illl!;' 
I . 
fi 
I 
 
: ., :!I 
" 
. . . 
. . '" 
". 

 

 . '".: ,..- 
. .."".....- . . . .. 
.
 ... . 
l . _.
 ":o 
, ... -.",-. 
 
.;;:-- 


daniem świadków: Spytko, wojewoda krakowski; Piotr 
Epischka. magister Curiae; jakussius, podkomorzy; Na- 
woj de Lankawa, podskarbi; jakób Ungarus i Mikołaj 
de Falkowo, dworzanie (familiares aulae). 
Tom II. s. 9. 


15. t 3!łH. 9 listopada. Biecz. 
Władysław, król Polski, oświadcza, że Stanisław czyli 
Stano. wójt biecki, dostatecznie przez Jakussa de Bo- 
thurzyn i innych ziemian i mieszczan udowodnił, że jego 
ojciec Stanisław otrzymał od poprzednich królów pol- 
skich wójtowstwo w Bieczu i we wsi Wójtowa wola 
i posiadał na to przywilej, który jednakże po tegoż 
śmierci zaginął, więc chcąc walor darowizny poprzedników 
utrzymać, nadaje mu otrzymane przezeń drogą spadku 
wójtowstwo bieckie i sołectwo w Woli wójtowej ze 
wszystkiemi przynależytościami i dochodami, a miano- 
wicie młyn o 2 kołach i staw rybny. położone na rzece 
Sytnica , szósty denar z czynszu i trzeci denar z opłat 



 


,,-, 


L 


..... 


....ł;;.... 


Fig. 3. Hiecz, miasto od strony poludniowej, 


cza, uwalnia od podatków i danin 2 łany i włość w Li- 
buszy 
 z 3 stawami rybnymi stanowiące to uposażenie, 
a nadto ofiaruje pod ten szpital plac około dolnej bramy 
miejskiej, na którym stał niegdyś królewski dwór (aream 
nostram, in qua alias regalis curia erat circa valvam in- 
feriorem predictRe civitatis) a czynsze z połowy łaźni 
w Bieczu się znajdującej na utrzymanie chorych i zo- 
stawia radzie prawo prezentowania kapłana na kiero- 
wnika. 
Tom 11. s. I. 


14a. t 3Ha. I6 CJJerwca. Krako'w. 
Dokument tej samej dokładnie treści co powyższy z do- 


. 


l Krótki ten dokument z powodu nieco niejasnej stylizacyi wolalem 
umieścić w całości w oryginalnym tekscie. Niejasność pochodzi może z po- 
wodu podniszczenia autentyku. 
· Wieś Libusza (villa in fluvio Libuss) założona zostala na mocy przy- 
wileju Kazimierza Wielkiego, wydanego w 1348 r. 30 września w Krakowie; 
sołectwo otrzymał niejaki :ak"b. Dokument ten wydany zostal z oryginału 
w Dodatku '/0 Ga,
łv /wow. z r. 1851 nr. 14, kopia jego znajduje siC; w ko- 
piarzu m. Hiecza s. 14 i w kopiarzu fary bieckiej str. II I. W r. 13tJ1 2b-go 
grudnia otrzymal Hynko, sołtys z Libuszy, królewski przywilej na zbudowanie 
mlynu na Ropie. Z kopiarza miejskiego s. 18. 
W dokumentach w niniejszej publikacyi streszczonych niema nigdzie 
wzmianki o tern, aby szpital biecki pod zarządem zakonu św. Ducha de Saxia 
pozostaw al zawsze występuje świecki duchowny jako prepozyt szpitala; por. 
St. Tomkowicza Inwentaryzacyc; w 7
ce konsn-w. t. I, s. 17 j. 


sądowych, 2 jatki mięsne, 2 stragany (bancae) szewskie, 
2 stoły piekarskie. połowę łaźni, 8 łanów wolnych, nadto 
dodaje mu z własnej łaski: 2 piekarzy (duos pistores), 
prawo łowienia ryb w rzece Ropie w obrębie granic 
m. Biecza. We wsi Wójtowa wola r.1a posiadać Stano: 
jeden łan wolny ze stawami, ile ich wybuduje, karczmę, 
młyn, kowala, stragan piekarski, szewski i rzeźnicki- 
wszystko wolne, dalej szósty denar z czynszów, trzeci 
denar z kar i remanentias agrorum ultra mensuram la- 
nearum. Za to wszystko obowiązany jest na każdej wy- 
prawie służyć z jedną kopią. Nadto król przenosi Hiecz 
i \Vójtowską wolę na prawo niemieckie. 
Świadkowie: Bolesta, . . . . .. krakowski; Piotr de Fal- 
kow . . . . . . sandomierski I); Zbigniew de Brzezie, mar- 
szałek dworu królewskiego; Per manus Nicolai de Cu- 
row, episcopi Wladislaviensis. 
Tom II, s. 264 jako transsumpt w dok. sądu wy:tszego magdebur- 
skiego na zamku krakowskim 27 stycznia 14 28 . 


16. 13HH. II listopada. Żabllo. 
\Vładysław. król Polski, pozwala mieszczanom bieckim 
pociągać wszystkich przedmieszczan do robót dla na- 


') llolesb nie jest znany skąd innąd; Piotr de Falków byl w latach 
1.1.05-1407 lowczym sandomirskim.
>>>
299 


MATERYALY DO HISTORYI MIASTA BIECZA 


3 00 


prawy murów miejskich, ilekroć będzie tego potrzeba, 
zachowując sobie tylko czynsze i prawa królewskie. 
Świadków nie podano, ale użyto uwagi godnego w tym 
względzie wyrażenia: 
 Presentibus tantum modo ad no- 
strae voluntatis beneplacitum valiturisc. 
Tom II. 34; t, II. 6. 35. jako transsumpt z dok. Kazim. Jagiell. 
z r, 1462; t, II. 6. 32, jako transsumpt z dok. Zygm. Aug. z r. 
1554. Druk. Rzyszczewski i Muczkowski Kod. rlypl. pol. t. III. 361. 


17. 1405. I7 listopada. Niepołomice. 
Władysław, król Polski, nadaje Bieczanom prawo użyt- 
kowania (ususfructus) lasów królewskich, z których mogą 
ciąć drzewo na budowę domów i na inny użytek. o czem 
zarazem zawiadamia Żegotę de Rogow (?), starostę bie- 
ckiego i jego następców. 
Tom II. s. 57. 


18. 1409. I8 mrpllta. In Nova Civitate alias Corczyn. 
Władysław, król Polski, 
consideratis .... multiplicibus 
oppressionibus, gravaminibus, laboribus et iacturis civi- 
bus et incolis civitatum regni nostri est frequentia ve- 
ctigalium, ducturarum et equitaturarum, quae podwody 
dicuntur," postanowił te podwody znieść a specyalnie 
uwalnia od nich Biecz, aby żadnemu urzędnikowi, ani 
posłowi, ani sokolnikowi nie dawano koni ani wozów, 
z wyjątkiem 3 lub 4 do przewozu królewskich naczyń 
kuchennych do najbliższej stacyi, jak to było we zwy- 
czaju za króla Kazimierza (Wielkiego). 
Świadkowie: Mikołaj, arcybiskup gnieźnieński; wojewo- 
dowie: Piotr Kmita, krakowski; Maciej de Wansosche, 
kaliski; Jan Liganza, łęczycki; Jakób de Koniecpole, sie- 
radzki; Michał de Bogumiłowicze. kasztelan lubelski; 
Mikołaj, prepozyt św. Floryana, podkanclerzy. 
Tom II. s. 97. 


19. 141 a. 4 kwietnza. Kraków. 
Albert (jastrzębiec), biskup krakowski, eryguje ołtarz pod 
tytułem Zwiastowania N. P. M. w kościelt. parafialnym 
w Bieczu, na prośby Agnieszki wdowy po Piotrze Ty- 
czu, sołtysie w Binarowej, która złożyła 170 grzywien 
w ręce Mikołaja Fabri, Jana Biela. Pawła Fristokiel, Mi- 
chała Czomar (s) i Tomasza Textoris (Tkacza), rajców 
bieckich, aby za to czynsz wieczysty nabyto na uposa- 
żenie tego ołtarza, żądając za to, aby odprawiano co 
tydzień 3 msze za nią i jej rodzinę. Prawo prezenty po 
śmierci fundatorki otrzymują rajcy, obecnie na jej pre- 
zentę otrzymuje od biskupa inwestyturę Filip Clend- 
mist ze Sącza, proboszcz w Rosenbarku, który dodaje 
na uposażenie ołtarza 30 grzywien t. 
Świadkowie notaryusze biskupi: Mroczek rektor kośc. 
wKulikowie, Jakob, rektor kośc. w Bieczu i włodarz 
krakowski tudzież Wojciech Ochyra. 
Tom I. 6. 37 i 187; tom II. s, 10 9. 


20 1420. 29 sierpnia. Proszowice. 
Władysław (Jagiełło), król Polski, zwierzchni książę Li- 
twy etc. zważywszy, że mieszkańcy królewskiego m. Bie- 
cza cierpią mnogie szkody z powodu oszczerstw, gwał- 
tów i pociągania przed sądy od niektórych ziemian, bie- 
rze ich pod swą protekcyę i nadaje im przywilej, że 
we wszystkich wielkich i drobnych sprawach mają od- 


l Naglówek kopii brzmi: Fundatio aItaris Annuntiationis B. M. V., in 
quo prima mi6sa quolibet die dominico vocc solenni cantatur. vul"o Matura 
vocatur. 


powiadać tylko przed własnym sądem prawa magde- 
burskiego, z wyjątkiem 2 artykułów 
iam dudum per 
laudum et constitutionem regni revocatis et proclama- 
tisc: I) za wszelkie rany i 2) za zabójstwo w mieście 
popełnione, za które sprawcy mają odpowiadać przed 
sądem królewskim. 
Tom II. s. 2; tom II. s. 290 jako transsumpt z dok. Zygmnnta III. 
z 6/VI. 1612. 


\ 
. 


21. 142 I. 20 maja. Sanok. 
Władysław, król Polski, pozwala mieszczanom bieckim 
na rzece Ropie, około miasta płynącej, w miejscu do- 
godnem zbudować szlifiernię (lapsatorium) o dwu ko- 
łach i tyluż kamieniach, tudzież zaopatrzyć ją innymi 
instrumentami do tego potrzebnymi, celem ostrzenia 
noży. siekier i innych narzędzi, zobowiązując ich tylko 
ratione census do dostarczania co rok 10 noży odpo- 
wiednich do użytku w kuchni królewskiej. 
Świadkowie: Dobiesław de Senna, kaszt. wojnicki; Mar- 
cin de Wroczimowicze, chorąży krak.; Przedpełk de Ko- 
pydlow, podczaszy kaliski; Jan Manzik de Dąmbrowo, 
mensae regiae generalis subpincerna. 
Tom II. s, 178. 



 


22, 1423. 22 sierpnia. WiHica. 
Władysław. król Polski, porównując mieszczan bieckich 
z mieszczanami krakowskimi i sandeckimi w prawach 
i przywilejach. postanawia, że: I) w razie śmierci żony 
któregokolwiek mieszczanina bieckiego wszystkie rucho- 
mości (suppellectilia), które żona mężowi wniosła, nale- 
żeć mają do niego i jego dzieci z wykluczeniem wszel- 
kich powinowatych; w razie braku dzieci, ruchomości 
te. albo to, co z nich pozostało jeszcze. dostanie siostra 
zmarłej lub najbliższa krewna. 2) W razie, gdyby umarł 
mąż, który zawarł śluby po śmierci pierwszej i drugiej 
żony z trzecią. to wszystkie ruchomości nabyte za ży- 
cia tamtych zwane w prawie niem. gerad[ e], mają na- 
leżeć tylko do wdowy po zmarłym. 
Tom II. s. 1ó5. 
W kopiarzu nagłówek brzmi: Privilegium de parapher- 
nalibis et gerada. 


; 


23. l-ł2
. 27 styc::nill, fil castro Cracoviensi. 
Zygmunt de Kazimiria, wójt ndjwyższego prawa niemie- 
cko-magdeburskiego na zamku krakowskim, razem z sie- 
dmiu ławnikami przysięgłymi transsumuje dokument 
Władysława Jagiełły z r. 1399, który mu przedłożyli 
rajcy hieccy z wójtem swoim Konradem Murarzem 
(Murator), zamiast odpowiadać na zarzuty. 
Tom II. s, 264. 


24. J 433. Biec::. 
Sąd ziemski krakowski zakłada z polecenia królewskiego 
zastaw 100 grzywien dla utrzymania spokoju między 
Tomaszem Nacze (?), obywatelem miasta Tarnowa, a raj- 
cami i pospólstwem m. Biecza. 
Tom II. s, 247. 


; 


25. 14ił4. 26 lutego. Btecz. 
Zofia, królowa Polski, na podstawie orzeczenia komisyi 
przez siebie wydelegowanej, do której należeli Jan de 
Sprova, sędzia ziemi 
andomierskiej, naówczas magister 
Curiae reginae, Paweł de Biskupicze, kasztelan małogo- 
ski. naówczas starosta biecki, Marcissius, chorąży krak., 
dzierżawca z Dambowdzal Jan Farurej , cześnik krak., 


ł 


-
>>>
1 


3 01 


MATRYALY DO HISTORYI MIASTA B1ECZA 


3 02 


Fig. 4. Biecz, wnętrze kosc;oła. 


ks. Stanisław Kercz, Bartłomiej, proboszcz (rector) bie- 
ck i, Barthorius (s) de Konin, kanclerz królowej, Przed- 
sław e (s) Schpiek, wójt biecki, uznaje prawa sołtysów 
z Libuszy do sołectwa wsi Kryg i zakazuje staroście 
swemu (capitaneo nostro) bieckiemu łamania tychże 
praw. 
Tom II. s. 8, 


26. 


ł ..t3-1-. 25 Hpea. KrakO'llJ. 
Władysław, król Polski, przyrzeka, że potwierdzi przy- 
wileje nadane przez poprzedników - a między porę- 
czycielami jego znajdują się także rajcy m. Biecza. 
Lewicki: Codex epist. XV. s, t. II. s. 331. 


. 


27. 


t43;;. ]0 maja. Biecz. 
Paweł de Biskupicze, ka- 
sztelan małogoski, staro- 
sta biecki, poświadcza, 
że gdy wysłani przez 
królową Zofię komisarze 
do rozstrzygnięcia sporu 
między szpitalem bie- 
ckim a czterema braćmi, 
sołtysami w Libuszy oc- 
casione remanentiisagro- 
rum wymierzali sporne 
pola według przywileju 
sołtysiego, same strony 
za wiedzą starosty ugo- 
dziły się, mianowicie soł- 
tysi pozostawili prepo- 
zyta szpitala i rajców 
bieckichjako opiekunów 
szpitala w spokojnem po- 
siadaniu ziemi (remanen- 
tiae agrorum), rozciąga- 
jącej się na granicy Li- 
buszy, po obu brzegach 
rzeczki Libuszczki, w kie- 
runku ku Lipinkom, na 
których wówczas Miko- 
łaj, podwójci (viceadvo- 
catus) siedział. 
Tom II. s. 218. 


r. 


,. 


---.. 



 


'4 '.I! 
I 


ł 


! ':.. -, 


..... 


t 


... 


; 


. 


28. ł 435. 30 maja. Bieez. 
Paweł de Biskupicze, kasztelan małogoski, starosta bie- 
cki, poświadcza, że gdy z polecenia królowej Zofii wy- 
słani zostali Jan de Sprowa, sędzia ziemi sandomierskiej, 
Marcissius, chorąży krakowski, Jan Farurey de Garbo- 
wo i inni do rozstrzygnięcia sporu między Maciejem 
prepozytem szpitala bieckiego i rajcami bieckimi, a czte- 
rema braćmi sołtysami z Libuszy, 
occasione remanentiis 
agrorum« i role te według przywileju sołtysiego rozmie- 
rzali, sami spór wiodący, nie czekając na rozgraniczenie, 
pogodzili się, a sporna ziemia w Libuszy i Krygu aż 
do granic Kobylanki przy sołtysach pozostała. 
Tom II. s. 240 jako oryginał; tom II. s. 7 transsumpt w: dokum, 
Zygm. I. z 16/VII 1543; t. II. S. 12 transsumpt w dok. komisarzy 
król. z r. 1519. 


2!J. 1437. 25 listopada. Bieez. 
Zufia, królowa Polski, na podstawie urzeczenia komisyi 
złożonej z urzędników królowej (officiales nostri) Miko- 
łaja de Brzezie, subdapifera krakowskiego, Mikołaja de 


.. 


Chrąnstow, wojskiego krak. i starostów N. miasta Kor- 
czyn a i Sanockiego, Jana Farureya de Garbow i innych, 
do zbadania praw ks. Jana, prepozyta szpitala bieckiego 
wydelegowanej, uznaje, że tenże prepozyt jest posiada- 
czem wsi Kryg i Libusza, zastawionych za 150 grzy- 
wien gr. pragskich, a mieszkańcy ich są wolni od wszel- 
kich robót na rzecz grodu biec kiego. z wyjątkiem po- 
mocy przy zwożeniu drzewa i innych materyałów bu- 
dowlanych do naprawy tegoż grodu, o czem swego sta- 
rostę bieckiego Jana de Zagórzany zawiadamia. 
Tom II. s. 16. 


30. ł-l-3H. I9 grudllia. Piotrkow 


in par/ammto gmerali, 
Władysław Trzeci, król 
Polski, potwierdza przy- 
wileje wszystkim stanom 
i osobom 1. 
Tom II. s. 250. 


.... .,. 


31. 1440. 6 mar,'a, Kraków. 
Władysław, król Polski, 
uwalnia obywateli miasta 
Biecza od myta (thelo- 
neum) w v\"oj niczu, po- 
nieważ przedłożyli listy 
królów Kazimierza i Wła- 
dysława uwalniające ich 
od tego myta. 
Tom II. s. 23. 


J ' 


32. I. Bez miejsca i daty. 
Zofia, królowa Polski, 
poświadcza, że Mikołaj 
zwany Przybianka, ple- 
ban z Bobowy, nabył so- 
łectwo we wsiach kró- 
lewskich Kryg i Libu- 
sza, należących do po- 
sagu i dzierżawy królo- 
wej, . ktćrych to wsi raj- 
cy miejscy są 
posseso- 
res et tutoresc i ofiaro- 
wał go ubogim w szpitalu 
bieckim. (Brak końca). 
Tom II. s. 2. 


I 


II. ł -1--1-7. 3I maja. Biecz. 
Zofia, królowa Polski, zezwala na darowanie szpitalowi 
bieckiemu św. Ducha sołectwa we wsi Libuszy i Kryg 
i obiecuje postarać się o potwierdzenie niniejszego swego 
dokumentu przez swego syna Kazimierza, Dei gratia 
electllll1 regem Regni Poloniae et Magnum ducem Li- 
thuaniae et Russiae. 
Tom L s, II 2 ; tom II. s. 5. Drukowane poprzednio w Dodatku 
tyg. \0 Gaz. Iwow. z r. 1853 nr. 26 s. 100 i w Aktach grodzkich 
i ziemskich t. III. s. 208, nr. I I l. 


33. ł 4-1-7. I3 czerwca. Bieez. 
Jarosław, sędzia i wójt prowincyonalny najwyższego 
prawa niem.-magdeburskiego w grodzie bieckim, razem 
z 7 sołtysami jako ławnikami (iurati) poświadcza, że 
wobec nich Mikołaj, pleban z Bobowy, za pośrednictwem 
swego prokuratora Marcina Kimicz (s), pisarza m. Bie- 


I Przywilej J.:'eneralny dla całego społeczeństwa drukowany w Coa
x 
epistol. XV. s. lir. 251. S. 371.
>>>
, 


3 0 3 


MATERYALY DO HISTORYI :lUASTA BIECZA 


3 0 4 


czat naznaczył rajców bieckich rządcami i opiekunami 
s o ł e c t w a w Libuszy i Krygu. darowanego przezeń 
na własność bieckiemu szpitalowi św. Ducha, tak jak 
niegdyś Jadwiga, królowa Polski, mianowała tychże rajców 
opiekunami (tutores) wsi Libusza i Kryg i domu rzeczo- 
nego szpitala, na co im przywilej wystawiła, - zastrzega- 
jąc sobie, że choć rajcy będą rządcami sołectwa, on je- 
dnak aż do śmierci swej pobierać będzie dochody z niego. 
Świadkowie: Jan de Zagorzany. magister curiae et sub- 
dapifer reginalis; Jakób Przekora de Morawiany, kaszt. 
czchowski; Piotr Rozcmbcrski; Jan Gorlicki; Stefan 
Spiek, pleban biecki i kanclerz królowej. 
Tom II. s. 212. 


34. t..J--ł 7. I3 czerwca. Biec::. 
Jarosław, sędzia i wójt prowincyonalny najwyższego 
prawa magdburskiego w grodzie Hiecz. razem z ławni- 
kami tegoż sądu (sołtysami z okolicznych wsi) poświad- 
czają, że Mikołaj, pleban z Bobowy, za pośrednictwem 
prokuratora swego Marcina Rywicz (s), notaryusza m. 
Biecza, sołectwo we wsiach królewskich Kryg i Libu- 
sza, należących do uposażenia królowej wdowy, a rzą- 
dzonych i posiadanych przez rajców bieckich, darował 
razem ze wszemi przynależytościami i młynami ubogim 
i domowi szpitala bieckiego. 
T. II. s. 19. 
Uwaga: Oba powyższe dokumenty są odmiennemi nieco 
redakcyami aktu jednej i tej samej sprawy dotyczącej. 
35. t45(). 20 lutego. Kraków. 
Kazimierz III, król Polski, przychylając się do prośby 
matki swej, królowej Zofii i zważając na korzyść dla 
swego skarbu i dla obywateli Biecza, pozwala im zbu- 
dować 
dealbatoriuin alias blech. na miejscu, gdzie 
niegdyś były ogrody 
humulorumc (?) między miastem 
a grodem, a na wybudowanie i późniejszą naprawę 
domów i młyna zwanego WalIiwon (?) I i innych budyn- 
ków do blichu należących; pozwala w lasach królew- 
skich ciąć wszelkiego rodzaju drzewo, ile go będzie po- 
trzeba; dalej zapewnia im możność korzystania z wody 
do rnłynu doprowadzonej i specyalną opiekę starosty 
i tegoż zastępców W grodzie. Pozwala bielić w tymże 
blichu płótno lniane, konopne. bawełniane (tcla ex bom- 
hicis filis) a także bielić Bolcz, jak w innych blichach 
w królestwie, żądając corocznie od każdej petio czyli 
postawu płótna wybielonego 84 łokcie wynoszącego 
tyle, ile płaci blich krośnieński; resztę dochodów za- 
trzyma miasto dla siebie. Nadto zabrania król wszel- 
kiego kupowania lnu, konopi i nici w Bieczu i wywo- 
żenia ich do innych miast, tudzież wykonywania rze- 
miosła tkackiego i innych pokrewnych zajęć po wsiach 
w obrębie 2 mil koło Biecza. 
Świadkowie: kasztelanowie: Jan de Czyżow, krakowski; 
Przedbór de Koniecpole, sandomirski; Jan de Bobrek, 
biecki; Hincza de Rogow, rospierski; Jan Brąndi. spi- 
czymirski; Grzegórz de Branecz, radomski; per manus 
Jana de Koniecpole, starosty sieradzkiego kanclerza Kró- 
lestwa Pol. i Piotra de Szczeciny, podkanclerzego. 
Tom II. s. 36. 
36 1450. IO lipca. Rad/ow. 
Zbigniew, kardynał i biskup krakowski, wydaje dekret 
w sprawie między Szczepanem, plebanem, a rajcami 


ł Mote w oryginale była mowa o wal n ym m ł y n i e. 


biec ki mi. nakazując plebanowi zwrócić naj dalej do 15 
sicrpnia tegoż roku zabrane z kościoła św, Jakóba 
p o z a m i a s t e m (extra muros biecenses) 9 grzywien, 
16 groszy i kielich, z kościołów św. Krzyża 
i ś w, :\1 i koł a j a 5 grzywien i pieniądze z grobów za- 
brane (pecunias ex sepulcris receptas) i złożyć je do 
skrzyni (ladula) w kościele parafialnym, do której są 
3 klucze (u plebana, rajców i u vitricos ecclesiae); z niej 
mają być pieniądze za wiedzą plebana wyjmowane tylko 
na fabrykę kościelną. Następnie zarząd koś c i o łaś w. 
P i o t r a oddaje rajcom i poleca jego restauracyą, a z opu- 
stoszałych zagród zakazuje plebanowi pobierać pecunias 
mensalium et c1ericalium, dopóki nie będą zamieszkane. 
Tom II. s. 247 
Uwaga: patrz o kościołach tych w Inwentaryzacyi St. 
Tomkowicza Teka konserwatorów Gal. ::adl. t. I. s. 235, 
24 2 ; wiadomość tam zawarta pochodzi prawdopodo- 
bnie pośrcdnio z niniejszego dokumentu. 
37. ł 4fi t. I7 grudnia. In Convmtione gt'1leralz' Novae ci-lJi- 
tatts Corc::yn. 
Kazimierz, król Polski, uwzględniając pograniczne poło- 
żenie miasta lliecza, wskutek czego obywatele i miesz- 
kańcy jego 
continuis frequentant vigiliis et excubiisc 
a przedewszystkiem mając na oku starania tychże o do- 
kończenie naprawy murów uwalnia ich od opłacania 
wszelkich ceł (thelonea) od towarów w całem królestwie. 
Tom I. s. (II. 


38. ł4ti
. 7 stycznia. Kraków. 
Kazimierz, król Polski, potwierdza przywilej Władysława 
Jagiełły z 12/XI 1399. 
- Tom II. s. 35; tom II. s. 32 jako transsumpt w dok. Zygmunta 
AUg'usta z r. 1554. 


39. l-I-ti-l(5). I8 maja. Nowe miasto Korc::yn tli Conventtone. 
Kazimierz, król Polski, uwzględniając położenie m. Bie- 
cza w pobliżu granic, na których bardzo często zdarzają 
się napady nieprzyjacielskie, a doświadczywszy wytrwa- 
łej wierności jego obywateli i mieszkańców, pozwala 
(facultatem et libertatem damus, concedimus) zbudować 
kanały wodne i wodę do nich zt'wsząd z pól i gór wy- 
pływającą (dccurrentes) z odległości jednej mili spro- 
wadzać prz
wodami podziemnymi (concavitates subter- 
raneae), także przez prywatne obejścia (areae) i rozpro- 
wadzać po całem mieście, do browarów i dokądby tylko 
było potrzeba; następnie pozwala czerpać dochody z wo- 
dociągu i nakładać czynsze bez przeszkód i opłat dla 
króla lub starosty. 
Świadkowie: ....., biskup krak.; . . . . ., biskup wło- 
cławski; Jan de Tanczyn. kasztelan krakow.; Łukasz de 
Górka. woj ew. poznański; Stan. de Ostrorog, woj ew. 
kaliski; Dersław de Rytwiany, woj ew. sandomirski; Piotr 
de Opporow, woj ew. łęczycki; Hincza de Rogow, kaszt. 
sandomirski; Dobiesław Kmita, kasztel. lubomirski; Al- 
bert de Żychlin, kanonik sandomirski, gniezn., krakow., 
włocław., podkanclerzy krókstwa. 
Tom II. s. 195. Karta mocno wyblakła. 


40. 1-164. I c:;erwca. Kraków. 
Mikołaj Rezinger. wójt prowincyonalny najwyższ. prawa 
magdeburskiego na zamku krakowskim, razem z 7 ław- 
nikami. wydaje wyrok w sprawie między rajcami mia- 
sta Dąbowdzal a Hynkiem de Bobirstein, wójtem tegoż 
miasta, o pobieranie opłat: darowane, wirschowe, ogro-
>>>
3°5 


MATERYAŁY DO HISTORYI MIASTA łlIEl.ZA 


dne, targowe, miodowe idefensio fluvii na korzyść wójta, 
albowiem oryginalny przywilej Kazimierza (Wielkiego), 
choć nie wymienia tych opłat, to jednak mówi o po- 
wi«kszaniu przez wójtów dochodu, także przez dochody 
czerpane niegdyś przez poprzedników, a te opłaty na- 
leżą właśnie do odwiecznych. 
Tom II. s. 244. 


t 46
. I3 maja. Krakow in cO/l'lJł'ntione. 
Kazimierz, król Polski, skłoniony certis arduis Regni et 
Reipublicae negociis, mianowicie chcąc wypłacić armi- 
geros et s o l d a t o s, którzy służyli w wojnie pruskiej, 
a którzy teraz z powodu zatrzymania należnego im żołdu 
usiłowali pustoszyć ziemie polskie, dla zapobieżenia więc 
temu niebespieczeństwu sprzedaje na wyderkaf 7 grzy- 
wien czynszu, płaconego mu corocznie z miasta Biecza 
za 15 i grzywien w gotówce, za zgodą rady koronnej 
a specyalnie Jakóba de Dambno, podskarbiego koron. 
i starosty krakowskiego i bieckiego, 
pozwalając ten czynsz obrócić na upo- 
sażenie ołtarzysty i nadając mu im- 
munitet kościelny. 
Świadkowie: Jan, biskup krakowski; 
Jakób, biskup przemyski ;Jan de 1'han- 
czin, kasztelan krak; Jan de Pilcza, 
woj ew. krak.; Dersław de Rythwani, 
wojewoda sandomir.; Stanisław de 
Ostrorog, woj ew. kaliski; Dobiesław 
Kmitha, kasztelan lubelski; Jan de 
1'harnow, kaszt. wojnicki; Fe.liks de 
1'harnow, kaszt. sandecki; Eustachy 
de Sprowa, kaszt. radomski; Dobie- 
sław de Zyrawicza, kaszt. przemyski; 
Mikołaj de Borzysczewicze, kasztel. 
małogojski, magister curiae reginalis; 
Piotr Dunin de Prawkowicze, pod- 
komorzy sandom.; Michał de Lasso- 
thy, podkomorzy łęczycki; Spytko 
de Jarosław, podkomorzy przemyski. 
Tom I. s. 24 i tom II. s. 187 jako transsumpt w dokum. biskupa 
krakowskiego z 13 marca 1471. 


41. 


3 06 


je od wszelkich danin i powinności i od wypraw wo- 
jennych powszechnych i partykularnych. 
Świadkowie: Dobiesław Kmitha de \Visnicze, kasztelan 
lubelski; Jan de 1'arnow, kaszt. wojnicki; Stanisław de 
Strzelcze, kasztelan sandecki; Jan Długosz, kanonik kra- 
kowski; Maciej Blandowsky, kanonik krakowski. 
Tom II. s. II. 


147 I. I3 marca. Krakó'w. 
Jan de Rzeszów, scholastyk sandom., kanonik i admi- 
nistrator in spirit. et temporalibus sede vacante eccl. 
Cracoviensis, na prośby konsulów m. Biecza eryguje oł- 
tarz św. Katarzyny z zachowaniem wszystkich formal- 
ności i inkorporuje mu czynsz roczny 7 grzywien jako 
uposażenie, zatwierdzając to, co rajcy ustanowili. 
Świadkowie: Maciej de Blandow, kanonik; Klemens de 
Górka, decr. dr., ołtarzysta katedr. krak.; Piotr de 1'ho- 
rzemicze, kan. kielecki, włodarz krak.; ran de Schebna, 
pleban in Rupella s. Stan.; Jan 1.0- 
choczki, kanonik chełmski. 
Tom I. s. 23 i tom II. s, ISÓ, 


44. 


'" 


45. 1472. I2 czerwca. Kraków. 
Kazimierz, król Polski, sprzedaje na 
wyderkauf Stefanowi Szpiek, probo- 
szczowi bieckiemu, za 600 fi. węg. 
czynsz roczny 18 grzywien z do- 
chodów płynących l z miasta Biecza, 
pozostający obecnie w zastawie u Ja- 
kóba de Dambno, kanclerza koron- 
nego, starosty krak. i dzierżawcy 
Biecza, za zgodą tegoż i konsyliarzy 
królewskich i uwalnia ten czynsz, 
w równych kwartalnych ratach pła- 
tny przez rajców osobom i na cele 
przez nabywcę wskazane, od wszel- 
kich ciężarów publicznych, nadając 
mu immunitet kościelny. 
Świadkowie: Jan, biskup krak.; Sta- 
nisław de Ostroróg, woj ew. kaliski; 
Dersław de Rytwiany, woj ew. sandom.; Spytko de Ja- 
rosław, woj ew. bełzki; Dobiesław Kmita de Wisnicze, 
kasztelan lubelski; Stanisław de Szydłowiecz, kaszt. żar- 
nowski; Dobiesław de Kurozwiąki. kaszt. rospierski; Pa- 
weł Jasieński, starosta chełmski i bełzki; Jakób de Ko- 
nieczpole, starosta przemyski. 
Tom I. s, l, 151, 154 i tom II. s. 51, 9') jako transsumpt w dok. 
biskupa krak. J. Rzeszowskie
o, z 9/X 1473. 


- +,{......J'J'j".r",...c.J 


Fig. 5. Biecz, odrzwia kościelne od strony 
południowej. 


1469. 22 grudnia. BiecJJ. 
Rajcy m. Biecza fundują za zgodą biskupa krakowskiego 
w kościele parafialnym ołtarz pod wezwaniem św. Ka- 
tarzyny, oddają na utrzymanie ołtarzysty czynsz roczny 
7 grzywien, na którego zakupno obywatel biecki Jan 
Damner przeważną cz«ść kapitału ofiarował, określają 
obowiązki ołtarzysty i zastrzegając sobie patronat, pre- 
zentują na tę godność ks. Bartłomieja zBiecza. 
Tom I. s. 2Ó. 


4 2 . 


1470. II liPca. Kraków. 
Kazimierz, król Polski, z uwagi na niedostatek szpitala 
bieckiego, 
w którem wielu biedaków dotkniętych uło- 
mnościami i chorobami na łożach leżąc, gdy wsi Kryg 
i Libusza zastawione niegdyś przez królowę Jadwigę, 
obecnie przez kanclerza Jana z Dębna wykupione zo- 
stały, pozwala na zakupno sołtystw we wsiach Kryg, 
Libusza i Bieniarowa I na rzecz tegoż szpitala i uwalnia 


43. 


1 Przywilej na zalożenie wsi Bmarowej (villa in fluvio Sytnicza) otrzy- 
mali od Kazimierza Wielkiego w Krakowie 23 czerwca 1348 r. Mikołaj Wło- 
sniczar i Hermann. Kopia jego znajduje siC; w kopiarzu kościoła bieckiego 
str. 114 i w kopiarzu m. Biecza str. 4; drukowany w Rzyszczew. i Muczkow. 
Kod. dypl. pol. t. III. s. 220-222. 


t 472,5 paid:;iermka. hl cOllvmtu Novae Civttatis Corczyn. 
Kazimierz, król Polski, zatwierdza zamianę placów w m. 
Rieczu, między Mikołajem Szczepanowskim, wójtem, a raj- 
cami jako opiekunami Szpitala Ubogich. 
Świadkowie: Jan, biskup krakowski; wojewodowie: Jan 
de Pilcza, krakowski; Dersław de Rytwiany, sandom. ; 
Spytek de Jarosław, bełzki; kasztelanowie: Dobiesław 
Kmitha de Wisnicze, lubelski; Jan de 1'arnow, wojnicki; 
Stan. Wąntropka de Strzelcze, sandecki; Eustachy de 
Sprowa, radom.; Dobiesław de Zeranicza (Żórawica), 
przemyski. 
Tom II. p. 5. 
47. 1473. 27 kwwtnia. Bwcz. 
Wawrzyniec de Strzeszyn, sołtys i wójt najwyższego 


4 6 . 


I) W dok. z 14/VIlI 1546 dochody te sI} nazwane stationes. 
20
>>>
. 


3 08 


3°7 


MATERYAł..Y DO HIS TORY I MIASTA BIECZA 


prawa magdeburskiego w grodzie Biecz razem z 7 ła- 
wnikami tegoż sądu (sołtysami z okolicznych wsi) świad- 
czy, że Jakób de Dąmbno, kanclerz kro pol. i starosta 
generalny krak. sand. i biecki, sprzedał sołectwo w Bi- 
narowej rajcom bieckim dla szpitala św. Ducha za 330 
grzyw. pol. 
Tom II. s, 18; Tom I. s. 117 drukowane w Dodatku do Gazety 
Iwo\\". r. 1853 nr. 10. 


-1-8. 1473. 9 sierpnia. Kraków. 
Stefan Spiek de Biecz, 
o l i m rector sive plebanus ec- 
clesiae ibidem c, za zezwoleniem biskupa krakowskiego 
funduje w kaplicy na cmentarzu kościoła parafialnego 
zbudowanej "pro sermone polonicoc 2 ołtarze miano- 
wicie: I) pod tytułem Wniebowzięcia N. P. M., św. Zofii 
z córkami, Katarzyny, Małgorzaty, Doroty, św. Szczepana 
męczennika. Stanisława, Walentyna, Erazma i Jana Ewan- 
gielisty, 2) pod wezwaniem św. Barbary, Agnieszki, 
Apollonii, Otyli i, św. Wojciecha, Floryana i Wacława. 
Jako uposażenie ołtarzystów oddaje 18 grz. czynszu ro- 
cznego kupionego od króla Kazimierza JagiellOJlczyka, 
zobowiązując każdego z nich do odprawiania 3 mszy 
tygodniowo, a prawo prezenty oddaje Janowi Creidlar 
z Lublina, nowemu plebanowi bieckiemu. aż do jego 
śmierci a następnie rajcom bieckim, 
Tom 11. S. 182, tom II. s. 92 jako transsumpt w dok. bisk. krak. 
z 9/X 1473. 


49. 1473. 9 pa;jdzienzika. Kraków. 
Jan de Rzeschow, biskup krakowski, potwierdza, że Ste- 
fan Spiek, niegdyś pleban biecki, ofiarował 18 grzywien 
rocznego czynszu za zgodą króla na ufundowanie 2 oł- 
tarzy 
in capella cimeterii ecclesiae parochialis in Biecz
 
pro sermone polonico specialiter constructa, 
pierwszego pod wezwaniem Assumptionis B. V. Mariae 
i świętych Zofii, Katarzyny, Małgorzaty, Doroty, Szcze- 
pana męcz., Stanisława, Walentyna, Erazma i Jana Ewan- 
gelisty, drugiego zaś pod wezwaniem św. Barbary, Agnie- 
szki, Apolonii, Otyli i i Wojciecha, Floryana i Wacława 
i transsumuje dokument Spieka z 9 sierpnia 1473, w któ- 
rym tenże funduje uposażenie dla 2 ołtarzystów, zobo- 
wiązując ich do odprawiania po 3 msze tygodniowo 
i do wszystkich obowiązków będących w zwyczaju 
w prowincyi gnieźnieńskiej, a patronat oddaje rajcom 
bieckim. 
Tom I. s, 3 i 
. 153. tom n. S. 88. 


50. 1475. £ sierpnia. In Conventione Novae Ci'lIitatis Corczyn. 
Kazimierz, król Polski, daje rajcom m. Biecza, czyli ra- 
czej kościołowi parafialnemu bieckiemu I) rolę Skotnia 
za górą zamku bieckiego się ciągnącą, obecnie z rozkazu 
królewskiego zniesionego (nuper mandato nostro dirupti 
et vastati) aż do kościoła św. Piotra, stojącego przed 
tymże zamkiem. tudzież 2) pola ciągnące się od potoku 
wpadaj;!cego do przekopu młyńskiego (fossaturn mo- 
lendini) aż do skały pod tymże kościołem św. Piotra, 
należące niegdyś du grodu a to w zamian za zabrane 
przez Jakóha de Dambno, wojewodę sandomierskiego, 
starostę krakowskiego i dzierżawcę miasta Biecza, ogrody, 
role i place (areae) tuż przed samem miastem leżące, 
a do kościoła parafialnego należące, na których się bu- 
duje nowy dwór fkrólewski] (in quibus curia nova con- 
struitur). . 
Świadkowie: Jan, biskup krak; Zbigniew, bisk. włocławski 


i podkancI.; wojewodowie: Dersław de Rytwiany, krak; 
Jakób de Dambno, sandom.; Dobiesław Kmita, lubelski; 
Spytko de Jarosław, ruski generalny;. Stanisław Wan- 
tropka, bełzki; Jan de Rytwiany, kasztel. sandom. i mar- 
szałek kor.; Stanisław de Schydlowiec, kasztelan żar- 
nowski, IlIustrium natorum regis magister curiae; Do- 
biesław de Kurozwanki, kasztelan rozpierski. 
rom. II. s. 79. 
Nagłówek kopii brzmi: Privilegium occasione mericae 
alias Harty. 
Uwaga: Mamy więc tutaj dokładne oznaczenie czasu 
powstania 
trzeciegoc zamku bieckiego, który więc nie 
w X\TJ wieku, jak przypuszcza St. Tomkowicz, ale 
w XV w. zbudowany został. Dlaczego »zamek Jadwigi« 
został zburzony, co skłoniło Kazimierza Jagiellończyka 
do tego? Chronologicznie jest ten fakt w blizkim związku 
z napadem wojska Macieja Korwina , które wpadły 
przełęczą dukielską i doliną Popradu, zajęły Żmigród 
i :\luszynę i dosięgły aż Pilzna, paląc wiele miast i około 
200 wsi (1474). Długosz opowiadając o tern (Hist. pol. 
t. V. s. 598) Biecza nie wspomina, prawdopodobnie więc 
nie był on wówczas zagrożony, ale może wtedy uznano 
dotychczasowy gród za zbyt słaby do obrony i znie- 
siono go. 


I 
. 


5 I. 14
 1. £ £ c:;erwca. Bez 11ltejsca. 
Jakób de Dambno, kasztelan i starosta krakowski ge- 
neralny, poświadcza, że Bogusław (Bogu fał) de Jankowa, 
jako :opiekun dzieci Zawiszy Oziembłowskiego, otrzymał 
całą sumę za wieś Lipinki. 
Tom II. s. 222. 


52. 14
 1. II czerwca. Biccz. 
Jakób de Dambno, kaszte\an i starosta krakowski i biecki, 
stwierdza, że szlachetny Albert, syn Daroniowej, razem 
z szlachetnym Szoszukowskim sprzedaje swoją macie- 
rzyznę we wsi Lipinki, które to dobra 
wysłużylic (ex- 
servierant) przodkowie matki jego i otrzymali je przywi- 
lejem królewskim tytułem zastawu za pewną sumę. 
Tom II. s, 222. 


5 3. 1"'
 1. JE sierpnia. Biecz. 
Wobec bieckiego sądu ławniczego czyni testament Mi- 
kołaj Czwikla de Strzezow, Jeguje mianowicie na ufun- 
dowanie ołtarza w kościele parafialnym bieckim 120 
grzywien, które wypożyczyli od niego Maciej Thuchow- 
szky, młynarz w Pilznie, i Andrzej, wikaryusz w Strze- 
żowie, następnie zobowiązuje niejakiego Jana Spitho do 
nabycia dla tegoż ołtarza ozdobnego kielicha srebrnego 
pozłacanego a patronat oddaje radzie m. Biecza. 
Tom I. S. 31. 


. 


54. 1483. 2/ styc:::nia. Kraków. 
Jan, biskup krak, zawiadamia duchowieństwo bieckie, 
że daje inwestyturę na prepozyt a szpitala bieckiego 
po śmierci Jana Mikołajowi z Biecza, stosownie do pre- 
zenty rady m. Biecza, i rozkazuje go wprowadzić w po- 
siadanie kościoła szpitalnego. 
Tom II. str. lU. 


. 


5 5. 14
3. £6 lipca. lVlogila. 
Marcin, opat klasztoru Cystersów w Mogile, daje peł- 
nomocnictwo 2 członkom klasztoru do starania się 
o spadek po zmarłym Marcinie, notaryuszu miasta Bie- 


.
>>>
3 0 9 


MATERYALY DO HISTORYI MIASTA BIECZA 


3 10 


cza, należący się klasztorowi imieniem Stanisława, syna 
zmarłego, będącego Cystersem mogilskim. 
Uwaga: Na tym samym dokumencie ksiądz Bartłomiej, 
jeden z upełnomocnionych, kwituje radę miasta Biecza 
z otrzymanych 26 złotych, tytułem spadku Stanisławowi 
się należącego. 
Tom II. s. 229. 


56. 


1484. I3 styczllIa. Lubltil. 
Kazimierz, król Polski, daruje szlachetnemu :\likołajowi 
Szczepanowskiemu, wójtowi bieckiemu. ogrody czyli 
dworzyszcza opustoszałe pod górą zamku bieckiego mię- 
dzy nią a kościołem św. Piotra, za miastem wzdłuż sta- 
wów królewskich aż do rzeki Ropy. 
K'yzczcwski i Muczkowski, Kod. dyp\. poJ. t. III. 453. 


57. 


1484. I8 lutego. 111 
conval tione Lublziu'nsi. 
Kazimierz, król Polski, 
pozwala Stanisławowi 
Schalowskiemu wyku- 
pić wieś królewską Li- 
pniki z rąk Bogufała, 
opiekuna dzieci Zawi- 
szy Oziąbłowskiego, za 
kwotę, za którą zasta- 
wioną była Zawiszy. 
Tom II. s. 179. Podobny 
dokumcnt tcjtc samej tre- 
ści z dat!} Wilno 1480 in 
festo Asccnsionis Dni znaj- 
duje si
 w t. II. S. 210. 



't _ 


. 


tosław Zagorowski zapisał testamentem na ufundowanie 
i ozdobienie (super fundatione et decoratione) ołtarza 
w kościele parafialnym w Bieczu, naznaczając zarazem 
ołtarzy:.tę a patronat oddając rajcom bieckim. 
Tom II. s. 274, tom I. s. 53 i tom II. s. 197 jako transsumpt 
w dok. biskupa krak. Jana Rzeszowskie,::-o z 15/X 1485. 


. 60. 


1485. IJ wrzt'Śnia. Krakow. 
Jan de Rzeschow, biskup krakowski, na prośbę raJcow 
m. Riecza eryguje ołtarz św. Stanisława, na któ- 
rego fundacyę szlachetny Świętosław Zagorowski kupił 
czynsz 8 grzywien; czynsz tenże ołtarzowi i ołtarzyście 
świeżo prezentowanemu ks. Janowi inkorporuje i trans- 
sumuje dokumenty kupna i darowizny, określając obo- 
wiązki ołtarzysty i nadając rajcom bieckim prawo pa- 
tronatu. 
Tom I. p, 52; tom II. p. 
197. 


. . 


1487. 8 marca. 
Jakób z Dębna. kaszte- 
lan i starosta krakow- 
ski, biecki i sandecki, 
uwalnia wieś Libuszę 
od wszelkich robót przy 
jazie młyna bieckiego. 
do czego w razie gwał-- 
townej potrzeby była 
obowiązana. 
Tom II. p. 3 w transs..m- 
pcie Zygmunta I, z r. 1518; 
Tom I. p. 12Ó w transsum- 
pcie Zygmunta I. z r. 1518. 


61. 


. .' 
.. 


... 



 


. I' . 


58. 


1485. 22 styc:mia. In 
COIl'l1entz{me Novae Ci'l}i- 
tatisCorczYII. Kazimierz, 
król Polski, zatwierdza 
dokonaną przez Jakóba 
de Dambno, dzierżaw- 
cę Biećza, zamianę 
o- 
grodu królewskiego«, 
in agro seu laneo Ba- 
ranowski d i c t o na 
przedmieściu. który dał 
rajcom bieckim za ogród pcnes 
versus ecclesiam s, Nicolai l. 
Tom II. s. 90. 


curiam nostram regalem 


I 
,
: 


'- , 


.' 


r .- 


.. .. 


,..;-. - 


, 
. 



 


..... 


L' , 


62. 1488. 7 lt'stopada. In 
COll'l'en!t{me generalt'Piotr- 
kO'l}iensz. 
Kazimierz, król Polski, 
pozwala Stanisławowi 
Lissowskiemu wykupić 
bona regalia Lipniki 
z rąk Stanisława Scha- 
lowskiego za sumę. za 
którą były pierwotnie 
stacyi i innych praw kró- 


, 



 


':J. 
-j 


Fig. Ó. Biccz, brama ogrodzenia kościclneRo od strony miasta. 


. 


59. 1485. 2 9 slErjJnia. Biccz. 
Thomasz Sułowski s, sędzia najwyższego prawa niemie- 
ckiego w Bieczu, z 7 ławnikami poświadcza, że Mikołaj 
Szczepanowski, burgrabia i wójt dziedziczny biecki, sprze- 
dał rajcom bieckim (na wykup) 8 grzywien czynszu ro- 
czncgo z młyna na rzecze Sietnicy 4, wzdłuż drogi 
(strata pub lica) z Biecza do Jasła (jasiel), z roli Schoba fi 
zwanej i z dochodu swego z szóstej części czynszów 
we Wójtowej woli za 210 fi węg., kt,óre sławetny Świę- 


I W naglówku w kopiarzu napisano: Privilegium commutationis hor- 
torum pastoris et li, Nicolai iuxta curiam castrcnsem. Tutaj mamy ozna- 
czone mniej wit;cej położenie kościoła św. Mikołaja, czego brak było dot!}d; 
por. Teka korłSerw. t. I. s. 235. 
· w kopii tom I. s. 284 rok 1385. 
· w kopii tom I. s. 53 Sziełowski. 
· tamże Sczybnica. 
6 tamże Schober. 


. 


zastawione, z zastrzeżeniem 
lewskich. 
Tom II. p, 180. 


63. 1491. 20 kwietnia. Rad/ow. 
Fryderyk, electus confirmatus krakowski, zatwierdza wy- 
kupno czynszu rocznego 7 grzywien, które miał płacić 
kościół szpitala św. Ducha z powodu posiadania pewnej 
części wójtowstwa bieckiego, i poleca prepozytowi szpi- 
tala odprawianie mszy za duszę fundatora. Marcina Go- 
larza (rasoris). 
Tom II. s. 15. 


64, 1493. 22 lutego. In convmtt'one generali Piotrkoviensi. 
Jan Olbracht. król Polski, uwzględniając osobliwą wier- 
ność rajców i mieszczan bieckich, zwłaszcza w czasie 
opróżnienia tronu Królestwa przez śmierć jego ojca, 
uwidocznioną w gorliwem popieraniu jego elekcyi, po- 
twierdza im wszystkie dawniejsze przywileje i prawa. 
Świadkowie: jak w dok. druk. w Cod. epistol. sec. XY. 
Tom II. 5. 252.
>>>
3 11 


MATERYAl..Y DO HISTORYI MIASTA H11i:CZA 


3 12 


65. 1494. 4 listopada. Rad/ow. 
Fryderyk, kardynał, arcybiskup gnieźnieński i biskup 
krakowski, wydaje w sprawie między Janem Gałką ple- 
banem, a rajcami bieckimi dekret, wyjaśniający poprze- 
dni wyrok w tej w sprawie w Sączu 12/V tegoż roku 
wydany: I) gdy rajcy naznaczą alho przedstawią (or- 
dinabunt seu prcsentabunt) plebanowi któregoś ze służby 
do sprawowania szkoły i kościoła (aliquem ex mirniJstris 
servitoribus) ad' regendum scholam et (ecclesiam), a ple- 
banowi się nie spodoba, powinien rajcom donieść o jego 
niezdolności i w przeciągu tygodnia przed krakowskim 
wikaryuszem in spiritualibus ją uzasadnić, w razie nieu- 
zasadnienia powinien być cenzurami kościelnemi do 
przyjęcia służhy zmuszonym. 2) Testamenty i zapisy 
mają pozostać pod zarządem kwestorów (vitrici eccle- 
siae) , wspólnie wybieranych, i być przechowywane 
w skrzyni (cornmunis ladula) pod trzema kluczami. 3) 
Rajcy mają oświadczyć uroczyście przed pospólstwem 
(coram tota communitate), i majstrami rzemieślniczymi, 
pod swą przysięgą urz;dową, że nie mają pieniędzy te- 
stamentami zapisanych na kościół, że nie dali ich na 
procent, ani nie rozdzielili między siehie - tem si; ma 
zadowolić pleban a nic żądać już rachunku. 4) I )zwon- 
nicy mają na niedzielę dobywać stroje kościelne (appa- 
ramenta, ornatus) co gorsze, a na święta uroczyste i ru- 
chome co lepsze. jak to jest zwyczajem w innych ko- 
ściołach. 
Tom II. s, 138. 


66. Około 1495. (bez daty). Bzcez. 
Rajcy bieccy wyjaśniają Fryderykowi, kardynałowi i bi- 
skupowi krakowskiemu albo jcgo vicario in spirituali- 
bus powstanie ołtarza św. Katarzyny i zawiadamiają go, 
że sumę 130 grzywien ofiarowali szpitalowi bicckiemu, 
z obowiązkicm płacenia 7 grzywien czynszu, za którc to 
pieniądze sZI
ital kupił sołcctwo wc wsi Hinarowa, w po- 
wiecie hieckim. 
rom I. s. 30; tom II. s. 239. 


67. 1495. 5 lutego. Biecz. 
:\likołaj Strasch de Bialaczow, sędzia, i Jan de i\1aiori 
:\1odlnicza, podsędek ziemi krakowskiej, poświadczają, 
że Spytck de Melstyn, kasztelan zawichojski, sprzedał 
rajcom bieckim wykupny czynsz 15 l/Z grzywien ze wsi 
swej Szerzyny za 250 grzywien, na uposażenie dwóch 
ołtarzy., zabezpieczając regularną wypłat; i wolność 
od ponoszcnia z tego czynszu jakichkolwiek ci;żarów, 
i dając im intromissyę. 
Tom I. s. 33; tom II. s. 234 i 18." 


68. 14
.5. I2 czerwca. Biec::. 
Iudex iuratus et iurati miasta Hiecza w liście do Fry- 
deryka Jagiellończyka, kardynała, wypisują na żądanie 
rady hieckiej z księgi ławniczej testament nieboszczyka 

likołaja Czwikły ze Strzeszowa, occasione fundacionis 
altaris tito Transfiguracionis Dominicae w kościele pa- 
rafialnym bieckim w kaplicy nad zakrystyą i poświad- 
czają, że rada ta za sumę 120 grzywien zwróconą przez 
dłużników kupiła od Spitka de Mclsztyn, kasztelana 
zawichojskiego, czynsz roczny 7 grzywien ze wsi Se- 
rzyny dla ołtarzysty, stwierdzają wreszcie, że nic nie 


I W nal{ł,'wku kopii wypis,mo: Cen su. altaris S. Catharinae et Trans- 
tigurationis. 


stoi na przeszkodzie, aby ołtarz pod wezwaniem Prze- 
mienienia Pańskiego został przez władzę duchowną ery- 
gowany. 
rom I. s. 31: tom II. S. 224. 


69. t 4
H). T5 czerwca. Kraków. 
Wobec aktów wikaryusza generalnego krakowskiego 
zeznaje Spytek de Mclstyn alias de Szerzyny wraz ze 
synem Janem, że wziął od rajców bieckich 250 grzy- 
wien, które stanowią fundusz ołtarzy św. Katarzyny 
i Przemienicnia Pańskiego, założonych przez tychże raj- 
ców i zohowiązał się płacić z nich 15 1 / 2 grzywien czyn- 
szu, który ubezpicczył na dohrach swych Szerzyny. 
Tom I. S. 270. 


ł 
I 


70. 1495. 3T grudnia. Biec::;. 
Rajcy miast (civitates) Sącz i Krosno i miasteczck (op- 
pida) Strzeżów i Wielopole wezwani przez :\Iikołaja de 
Strzezwow(s), kasztclana wiślickicgo i starost; bieckiego, 
jako sędziowie poluhowni mi;dzy rajcami bieckimi 
'a (
rzegorzem krawcem, zbadawszy sprawę znalcźli .Gre- 
gorium in pluribus al'ticulis et clausulis sibi ohiectis 
fore reum et culpahilem«. Aby miasto nie podległo 
lekceważeniu alho szkodzie, postanowili (ponieważ te 
ekscessy (;rzegorza tylko przez ukorzenie się jego mo- 
gły być w dobry sposób załagodzone), że ma on raj- 
ców i całe pospólstwo (communitas) miasta według roty 
ułożonej błagać o przebaczenie, a ktoby później tę 
spraw; przypominał (wznawiał), ma hyć pozbawiony 
czci i wiary (infamis) Wyrok poprzednio przez staro- 
stę wydany, sędziowie polubowni potwierdzają o tyle, 
że Grzcgórz w Bieczu ma się wysprzedać i gdzieindziej 
się przenieść, kontentując się listem, jaki mu rajcy 
hieccy wystawią 1. 
Tom II, s. 20tJ. 


71. 149{;. I2 /Iltlrca. fil praetorio ci'lJitatis Biec::;, 
Jan Carvatianus, dziedzic Gorlic, za zgodą kardynała 
Fryderyka, biskupa krakowskiego, funduje we farze 
bieckiej ołtarz pod wezwaniem N. P. :\1aryi Śnieżnej 
(ad nives), przeznaczając na jego uposażenie czynsz ro- 
czny 9 grzywien, który nabył od króla Jana Olhrachta 
za 300 fi. węg. suh titulo iustae reemptionis, mianowi- 
cie: 5 grzywien z dochodów m. Biecza, a 4 grzywny 
płacone skarbowi krÓlewskiemu z miasteczka Dambo- 
wiec z tytułu stacyi (stan). Prawo patronatu oddaje 
fundator rajcom bieckim po swej śmierci, a obecnie 
prezentuje na ołtarzystę Mikołaja z Gorlic. 
Świadkowie: Jan Gałka de Niedzwiedz, pleban biecki; 
l\1ikołaj Nacz, prepozyt szpitala bieckicgo; Jan Bochnar, 
burgrabia krakowski; Andrzej Strasz de Białaczów; Ka- 
sper Gahryel, burmistrz, Jan Molendinator, Stanisław 
Waindrich i inni rajcy bieccy. 
Tom I. s. 14; tom II. s. 294 jako transsumpt w dokum. kardynała 
Fryderyka z 7/V 149ó. 
72. 149H. I2 kwie!11ia, In 
'Omlefltl011e gt'llera/i Pi{)trkowiC1lsi. 
Jan Olbracht, król Polski, sprzedaje Carvatianowi, he- 
redi de Gorlice «;orlickiemu), czynsz wykupny 9 grzy- 
wien, mianowicie 5 grzywien z dochodów swych (de 


, 


l Nal{łówek kopii brzmI: Causa inter Mal{nificum d. Nicolaum de 
Strzezwow(s), cap:taneum Biecensern, consules et Gleg-orium Sartorem. \Vidocznic 
starosta brał w ohronę i nie pozwalał I{O według surowych praw miejskich 
skazać. Jaka to była 'prawa, nie wiemy.
>>>
3 1 3 


:\IATERYALY DO HISTORYI :\IlASTA BIECZĄ 


ł 


censibus terrestrihus) Z miasta Biecza a 4 grzywny ze 
stacyi w mieście Dambowiec za 300 fi. w złocie, uwal- 
niając ten czynsz od wszelkich ciężarów (służby wojsk.) 
publicznych, a nadając mu immunitatem ecclesiasticam. 
Świadkowie: Fryderyk, kardynał, arcybiskup gnieź., bisk. 
krak.; Krzesław, biskup włocławski i kanclerz królewski; 
Uryel, biskup poznański; Piotr, hiskup płocki; Mikołaj 
Primus, biskup przemyski; Spytko de Jarosław, woj ew. 
krakowski; Jan Swidwa de Szamotuły, woj ew. poznański; 
Sędziwój de Czarnków, woj ew. kaliski; Ambroży Pam- 
powski, woj ew. sieradzki; Jan Ostroróg, kaszt. poznań., 
starosta gen. Wpoiski; Piotr de Kurozwąnki, kaszt. sandom., 
podskarbi koronny; Mikołaj Strzeżowski, kaszt. wiślicki. 
Tom II. s. 15ó; tom l. s. 19 i tom II. s. 292 jako transsumpt 
w dok. kard. Fryd. z 7/V 1496. 


I I 
.. 



 iti l 
.IJ.! . 



 


.
 


-' 


I 
I 


, . 
-" :... 
 


11 ' - ....., , 
:1 


, 
. 


I
 . 


. :":... - 
 .. 
 .--
 ...:.,' "":. - - . 
':!o. "1:'; . _'" .. 
"', ..;. 
 

 

, 
 '=.'.-t: . 
- "" .:o... 4 . " 

.. 
':
ę..,,
,
-
. 

l' \.". -,
 "-. 


., 


. ,'.1 


3 1 4 


74. 14H7. I6 lutego. Biecz. 
Jakób de Dąmbno. kasztelan i starosta krakowski, bie- 
cki, sandecki, uwalnia wieś Libuszę od wszelkich robót 
i pomocy przy naprawie jazu (obstaculum) i młyna bieckie- 
go, a przeznacza ją do naprawy jazu młyna w Libuszy, na- 
leżącego jak i sama wieś do szpitala ubogich w Bieczu. 
Tom II. s. 297, 


75. I-HHł. I9 maja. Krakow. 
Jan de Boslaw, kanonik i wikaryusz dyecezyi krakow- 
skiej in spiritualibus, wydaje z aktów wikaryatu gene- 
ralnego w formie instrumentu notaryalnego de-kret 
z dnia II/VII 1497 w sprawie między Janem Gałką, 
pIcbanem bieckim, a rajcami bieckimi o prezentowanie 
dzwonnika na miejsce zmarłego Mikołaja Szafrańca. 


.. 


,.. - ';" 


.. 
-- 


. 



 


"'" 


..-, - 



 ł 


c.oa-
 


" 
" 


J.........., I 
".Jif. ....
... 
........ .. 
-. 



 
,L.

 
.,''- 
.;- ł - 
, r' '--- _ 
... 


- 


r.- ... . 


t · 



 


,- - 

 6. ...._

. _ ........_ _.. 


.
. I 


...: 


- ...... - '::-
 ....... 
 
"... ': 
 - .

 
... '..... -,.,.., 
-. . 


- 
 ',;.. ::. _""" 
'-.:;, ". 
\.  .... 

 



, 


....- 


Fig. 7. Biecz, brama wjazdowa do miasta. 


, 


73. 1.....!lG. 7 maja. Kielce. 
Fryderyk, kardynał, arcybiskup gnieźnieński i biskup 
krakowski, eryguje na prośby szlachetnego Carvatiana 
Gorlickiego ołtarz ku czci N, P. Maryi, św. Mikołaja, 
Jana Chrzciciela, Zofii i Doroty, inkorporuje mu czynsz 
roczny 9 grzywien, jako uposażenie dla ołtarzysty i po- 
leca duchowieństwu parafii hieckiej, aby wprowadziło 
w posiadanie tego ołtarza Mikołaja z Gorlic, który otrzy- 
mał inwestyturę na pierwszego ołtarzystę. 
Świadkowie: Piotr Wapowski, kantor. krak.; Jakób de 
Bokszyce decretorum dr., kanon, gnieźnieński; Piotr de 
Brzostek kan. kielecki; Wojciech de Rzgow, wiceprepo- 
zyt i collector kiclecki; Jan Wapowski, kuchmistrz; Gi- 
wąn de Komorze, starosta lipowiecki; Stanisław Tho. 
miczki, dworzanin. 
Tom l. s, 17; tom II. s. 291 '). 


') Nag-Iówek kopii: Erectio altaris.... cum inllllgentiis nullius valoris, re- 
vocatae enim sun! per concilium Tridentillllln. 



 


Wskutek oświadczcnia rajców, że uczynią to, jeżeli 
tylko pleban zwróci zabrane od zmarłego klucze do 
szafy w zakrystyi, gdzie się przechowują kielichy i inne 
apparilmenta świąteczne, wikaryusz generalny nakazał 
plebanowi owe klucze zwrócić. pozostawiając mu klucze 
do bramy kościoła, do chrzcielnicy i do Eucharystyi. 
Tom II. s. 227. 


7 6 . 1502. 3I stycz/lia. Czcho'lV. 
Mikołaj Strasch de Białaczow, sędzia i Łukasz Zebrzy- 
dowski de Polanowice, podsędek ziemi krakowskiej, 
poświadczają, że Stanisław i Jan Ruczyńscy bracia ro- 
dzeni sprzedali na wyderkauf czynsz roczny 8 grzywien 
pol. rajcom bieckim za 210 fi. węg. w złocie, 
occasione 
altaris s. Stanislai in eccl. biecensi parochiali
 i zapisali 
go na swej wsi Olszyny i na wszystkich jej przynale- 
żytościach, zabezpieczając czynsz ten i jego wypłatę 
licznemi klauzulami. 
Tom II. s. 2 I.
>>>
3 1 5 


. 


3 16 


MATł.RYAł.Y DO HISTORYI MIASTA IJIECZA 


77. 1502. f. VI Paschae. Biecz. 
Testament Stanisława Mądrego (Madri) sporządzony 
wobec ławy bieckiej, tudzież burmistrza Pawła Floryana 
i Grzegorza Nacza rajcy, zawiera wyliczenie 14 jego 
dłużników z oznaczeniem, ile mu który winien, nastę- 
pnie legat 250 grzywien na ufundowanie ołtarza i od- 
prawianie mszy za jego duszę, w końcu rozporządzenie, 
że resztę jego majątku ma otrzymać żona i syn. 
Tom I. s. 49. 


78. 1503. 20 lutego. Bzecz. 
Jan Madri (Mądry), ołtarzysta z Frystatu w księstwie 
cieszyńskiem, przedkłada za pośrednictwem pełnomo- 
cnika podwójciemu i ławnikom m. Hiecza, w obecności 
ks. Jana de Crisna. kaznodziei Niemców, testament swego 
brata niedzielnego (indivis) Stanisława, obywatela bie. 
ckiego, spisany ręką notaryusza miejskiego, bakałarza 
Wacława z Pilzna, po sprawdzeniu całej jego treści 
każe go przetłumaczyć na język łaciński przez notaryu- 
sza publicznego, a na jego wykonawcę naznacza Jana 
Fiola, prepozyta szpitala we Frysztacie. 
Tom I. s. 48. 


79. 1503. 31 lipca, Biecz. 
Jakób Siekluczky, kasztelan i starosta biecki. zobowią- 
zuje się zwrócić rajcom miejskim pożyczone od nich 
100 złotych 'na Boże Narodzenie, albo w razie swej 
i swej żony Agnieszki śmierci upoważnia ich do poszu- 
kiwania tejże sumy na posiadaczach jego wsi Siekluk 
i Ossowina. , :'t 
Tom I. B. 24Ó. 


80. 1504. 3 czerwca. Kraków. 
Jan, biskup krakowski, na prośby ks. Jana, kaznodziei 
niemieckiego w farze bieckiej, zatwierdza testament 
Stanisława Mądrego. 
Tom I. s, 47 i 197. 
. 


81. 1505. 29 kwietnia. In conventione generali Radomimsi. 
Aleksander, król Polski, wydaje wyrok w sporze mię- 
dzy m. Nowym Sączem a Bieczem, o drogę (pro transitu 
et via libera) z Bardyowa i jego okręgu do Polski na 
korzyść Biecza, albowiem zdawna kupcy z okręgu i mia- 
sta Bardyowa nie na Sącz, ale na Hiecz jeidzili i wia- 
rygodne informacye stwierdziły, że prosta i bliższa droga 
z Bardyowa do Polski przez Hiecz prowadzi (iter pa- 
cificum, consuetum, perpetuum et transitus directior 
et proximior). 
Świadkowie: Andrzej, arcybiskup gnieźnieński; biskupi: 
Jan, krakowski; Wincenty, włocławski; ".Jan, poznański; 
Łukasz, warmiński; Spytek de Jarosław, 'kasztelan krak.; 
wojewodowie: Jan de Tarnow, sandom.; Mikołaj Gar- 
dzina de Ludbrancz, kaliski; Piotr Myszkowski de Mi- 
row, łęczycki; Mikołaj de Kurozwiąki. lubelski; Mikołaj 
de Kościelecz, brzeski; Prandota de Trzciana, rawski; 
Jan de Tarnow, ruski; kasztelanowie: Jan Jąrand de 
Brudzewo, kaliski; Jan de Przeramb, sieradzki; Jan La- 
talsky, gnieinieński; Jan Slupeczsky. sandecki; Jakób de 
Siekluka, wojnicki i starosta biecki; Piotr Schafraniec 
de Pieschkowa skala. wiślicki; Jan Jordan de Zaldiczyn, 
biecki; Marcin de Skotniki, zawichojski; Piotr de Opa- 
lenicza, lądzki; Piotr Gorsky, nakielski; Jan de Lasco, 
kanclecz kościoła gnieźnieńskiego i król. Polskiego; se- 
kretarze królewscy: Wojciech Gorsky, scholastyk wło- 
cławski; Mikołaj de Barthniki, kustosz płocki; Mikołaj 


82. 


Firlej de Dambrowicza chorąży krak. i starosta lubel- 
ski; podkomorzowie: Wojciech Skora de Gay, dobrzyń- 
ski; Stanisław de Kazanow, lubelski. 
Tom II, s, 49. 
1505. 28 września, Krakow. 
Aleksander, król Polski, zatwierdza układ między rajcami 
m. Biecza a Jakóbem de Siekluki, kasztelanem wojnickim, 
starostą i wójtem dziedzicznym bieckim, oraz jego żoną 
Agnieszką de Tanczyn, że z domu nabytego od jednego 
z mieszczan, a zamienionego na dwór wójtowski, mają 
płacić miastu I grzywnę corocznie, zamiast ponoszenia 
wszystkich ciężarów miejskich. 
Tom II, s. 239. 
1505. 30 'lf.wześllia, Kraków. 
Aleksander, król Polski, rozstrzyga spór między ksienią 
klasztoru w Starym Sączu a rajcami m. Biecza, o opłatę 
myta przez kupców i woźniców z Węgier do Biecza. 
przez powiat biecki przybywających na targi i jarmarki, 
(nundinae et dies forenses) na korzyść ostatnich, albo- 
wiem tylko jadący dalej poza Biecz np. do Krakowa 
mają płacić myto, gdy przybędą do tych miejsc, gdzie 
z dawna myto pobierano. 
Tom II. s. 44, 
1506. 7 marca. In conventione generali. Lublin. 
Aleksander, król Polski, za staraniem Jakóba Sieklu- 
ckiego, kasztel. wojnickiego i star. bieckiego, pozwala 
Feliksowi Oziąblowskiemu wykupić wieś Lipniki z rąk 
St. Lissowskiego za kwotę pierwotnego zastawu. 
Tom II. s. 180. 


, 

 


. 


83. 


84. 


t 


85. 


1507. 25 marca. Biecz. 
Sąd ziemski krakowski poświadcza, że Jan de Melstyn 
et in Szerzyny heres sprzedał rajcom bieckim za 200 
złotych wykupny czynsz 6 grzywien i zapisał go na wsi 
Szerzyny na tychsamych warunkach, jak już poprzednio 
jego ojciec Spytek, kasztelan zawichojski, sprzedał czynsz 
roczny za 250 grzywien (nr. 67-69). 
Tom II. B, 241. 
1509. 23 paźdzzi'1'1Iika, Lwów. 
Zygmunt, król Polski, w uznaniu zasług Jana Wielopol- 
skiego, w ciągu obecnej wyprawy wojennej przeciw 
wojewodzie:: mołdawskiemu, »za radą konsyliarzy kró- 
lewskichc nadaje mu 
dobra, a zwłaszcza wójtowstwa 
szlachetnych Mikołaja in Ptaszkowa i Wojciecha in 
Msanicza, wójtów w pomienionych wsiach królewskich. 
tudzież Mikołaja de Kwiatonowicze, dalej dobra stano- 
wiące oprawę, posag i wiano ich żon i inne dobra dzie- 
dziczne lub w zastawie trzymane, gdziekolwiek w kró- 
lestwie się znajdujące, które przeszły do dyspozycyi 
królewskiej według ius commune Regni« wskutek za- 
niedbania pospolitego ruszenia. 
Tom II. B. 193. 
1510. 21 lutego. In conventione generali. Kraków. 
Zygmunt, król Pulski, potwierdza przywilej Kazimierza 
Jagiellończyka z grudnia 1471, uwalniający mieszczan bie- 
ckich od płacenia myt (thelonea). 
Tom II. s. Ó1. 



 


86. 


J 


87. 


88. 


1511. 31 maja. B£ecz. 
Consules et tota civitas Biecz zawiadamiają biskupa 
krakowskiego Jana, że Jan de Thyczyn. pleban w Klim- 
kówce (dyec. przemyskiej), kupił od nich na wyderko f 
10 mr. czynszu, co do której sumy miasto się zupeł-
>>>
.. 


ł 



 


_-o;. 


4 


::
 -. 
\.' 


I. 
, o. 
I 
 


............. 
-- 



 



 
-.', 


.J ł 
t 


""" 
 


;;= 


_O' 



? ,- -.e:J 


'l--";;:';:; 



 
--- 
...,' 
-?
- 



--'!! 



 - 
- 
 -"''---,,- 


.¥ 



 


.""'L'ł- 


.. 


. 


" 


- 
 - -=-
- 


.,' 


../ , 

 

 
'"' 1\ 

 , 
:::." 
; 


"'-'
 
--
 
-" :::;-- 
-......--=-- 


..J 


....1' ..... 


::;:-;::-- 


'" -'f' -- _ 
'" -
_ _ t.........
= 


J 



--.- 



 
.-..... 


't_
 


.,:,'1. ,o 
, :'n
 



 !
.} i: ' [li" 
 ;
 
:7 
.' ", 
 
 ",;t 
-
 . .
;
. _O:ł
 r _ .

 
 
t. _o,:_[
. 
l "\ 
.' I..'
 
.::,., ;: . . l" 
: 
,- 
I
 r\\ 
'" -u 

'

,::':


.! - 
r . 
...... :
,,-' '. 
,c' .:;:....... ł :;.r......." 



 


, 


--
-=:;
 - 
- __:-z

-.-
 


' ,

,: 


-; 1/' i 
== _ ". . 


;]-'k'! 



?
-. 


- ..:] 
,
 


_...=.
 


ł-?Ii..,==-=. 


... 


. -1;. ---"-:... -
- 


_"J.- 


L: . 


J1 '
.:--'

L
 
,,
,:
 _

.} - .', 
. . . I . _ '. "I '
 
- o: ...y. .... - = :-'""";: 't:.. "\. 
::F.r..
_
L.t:..._
,- 
'=.
,
; ,

 
' -- - ' 0 
 _ '- . . . ' ł --
''', -: . 
- 
"""ł,: 

,:,,
- 
 ' 


. .'. 
t 


--' 
. -, 


...... 
-

"'- 



- ,,- - 


.... .. 



, 
" --== ': ". 

_,
,c

_ :L

 
. ...... t 
-, .t:-- 
,'. c; 
bt"'

 
t-



:. 

. '
 - 

 -j m;!':' - £ ,- .11-,-t""':"""";'-ł! '.
 
". _
 

--9 JI Jt..
 (I
, li 
. L
-:
C' -- '.. ,=. -'- . 
.' '
 . 
-
 
 ,";,' 
'-';:

2 ś
'
 "
:
_ ł 

 
. 
'"III' 
:', I
ł:, 


nłU L.. - 
 -" . 
,:- 

 

 
l
 t
fłt
;- 
__ _ -- 
__

 -;:
. 
 _ 
 i...... 


..-------. 





- 



 
- 


:f... 
-

 


Fig. 8. Biecz. wieża z ratuszem. 


. 


-=... . 
9

--'4 
.......'- -......... 


"-. -=-

 



 


.=:0. 
...--- 


"..
 


;,;r 



--
 


- \ 


'1 
I 


.
>>>
3 1 9 


. 
I 


MATERYALY Oli HISTORYI MIASTA BlECZA 


nie sądownictwu kościelnemu poddaje, I ze zamierza za 
zgodą proboszcza bieckiego Jana Gałki fundować ołtarz 
pod wezw. św. Anny, a patronat oddaje rajcom, a ci 
obiecują dać ołtarzyście mieszkanie. 
Tom I. s. 40 i tom II. 8, 133 jako transsumpt w dok, "onarskie
o, 
biskupa krak.. z 13:VII 1511. 


89, 1511. I3 lipca. Krako'w. 
Jan KonaIski, biskup krakowski, eryguje ołtarz św. Anny 
w kościele par. w Bieczu, według brzmienia transsu- 
mowanego listu rady bieckiej z 31 maja 151 I, dodając 
zwykłe klauzule. 
: om I. s. 40 i tom II. s. 132. 


90. I ó l:!. I9 pa:Jd:;urmRa. Krakow, 
Zygmunt, król Polski, pozwala Barbarze, wdowie po Ja- 
nie młynarzu biec kim, i jej synowi Ilierominowi, sprze- 
dać na wyderkaf 10 grzywien dochodu rocznego z trze- 
ciej części młyna bieckiego, za 200 grzywien jakiejkol- 
wiek osobie duchownej lub świeckiej, i zapewnia nabywcy 
spokojne posiadanie. 
Tom II. s. 142. 


9 I. 1515. 27 styc:;nia, Kraków. 
Bernardyn Gallus de Jadra, kustosz vicarius in spln- 
tualibus krakowski, wydaje wyrok w sprawie między 
Zofią Jaskowną mieszczanką z Tarnowa a ks. Marcinem; 
oltarzystą ołt. św. Stanisława o jatkę (macceIlum car- 
nificum), legowaną tejże altaryi przez Pawła Paul, oby- 
watela bieckiego, za pośrednictwem swego brata ks, 
Walentyna Jaskowica, niegdyś prepozyta szpitala w Tar- 
nowie. 
Tom I. s. 551 i 208. 
Uwaga: Do wyroku tego dołączone są cztery dokumenty 
mianowicie: I) biskupa krakowskiego Jana z 10 maja 
1514, polecający wikaryuszowi sprawę powyższą roz- 
strzygnąć, 2) Rajców bieckich z dnia 6 maja 1505 
roku poświadczający darowanie jatki altaryi św. Sta- 
nisława przez ks. Walentyna Jaskowica, z warunkiem 
odprawiania za jego duszę 16 mszy rocznie, 3) Raj- 
ców bieckich z 6 maja 1513, zawierający świadectwo 
starszych cechu rzeiników, że wobec całego cechu da- 
rował niegdyś Jan Jaśko jatkę swemu synowi Pawłowi 
na wyłączną własność, 4) Testament Pawła z 15 sty- 
cznia 1505 w Tarnowie spisany. 


. 


92 1510. I4 września. Kraków. 
Zygmunt, król Polski, skonstantowawszy, że podmie- 
szczanie bieccy są zobowiązani przywilejem Kazimierza 
Jagiellończyka do robocizny na rzecz miasta, potwier- 
dza kontrakt za pośrednictwem Jakoba Siekleckiego 
naówczas starosty, dobrowolnie zawarty w tej sprawie 
między miastem a przedmieściem, mianowicie, że przed- 
mieszczanie obowiązani są .dla reparacyi murów i ob- 
warowania miasta każdy z osobna każdego roku 16 
razy przewieść materyały, gdziekolwiekby było tego 
trzeba«. 
Tom II. s. 68. 


93. 1515. Biecz. 
Jan Gałka de Niedzwyedz l, dziekan i pleban biecki, 


· Pisarz r
kopisu (piszący dopiero w r. 1519) podaje na czele nast
- 
pujące wiadomoAci o Janie Galce: Przewytszal on wszy,tkich dusz pasterzy 
bieckich bOlo"{actwem, hojnością zapisu na rzecz kościola i zacności!} obyczajów. 
Pilnie spelnia! swe obowiązki duszpaderskie i trzod
 swą z bezdroty nawracal 


3 2 0 


mianuje dziedzicem dóbr swoich najpierw Chrystusa 
Zbawiciela, aby duszę jego raczył uczynić współdzie- 
dziczką wiecznej ojczyzny, a następnie króla Zygmunta 
dla miłości i obrony królestwa polskiego
. Wykonaw- 
cami testamentu swego mianuje: jednego potężnego (po. 
tentem) króla polskiego Zygmunta, a drugiego roztro- 
pnego (prudentern) Mikołaja Lanckorońskiego, kaszte- 
lana wojnickiego I. 
Przedewszystkiem tenże wielebny pan Gałka zapisał 
królowi Zygmuntowi 3 wsi mianowicie: Lupczę, Rosz- 
miszów i Niedzwiada ze wszystkimi prawami i sołty- 
stwami z warunkiem. aby z nich pro fabrica ecclesiae 
Uiecensis dał 400 grzywien
. Następnie legował temuż 
kościołowi kielich srebrny i pacyfikały srebrne, podo- 
bne do kielicha, złocone, parę ampułek srebrnych zło- 
conych M, dalej dwie komże (casulas) niebieskiego ko- 
loru, dwie komże takiegoż koloru szeroką taśmą (clavus) 
złotą przctykane, kapę .de veluto raso«, wszystko złoto 
i srebro zebrane z popiołów (de cineribus) 4 na spra- 
wienie wspaniałej monstrancyi 5 6. 


94. 1515. Biec:;, 
Piotr, kuśnierz, robi testament wobec rajców: Walen- 
tego Codera, Jerzego l3aiera i Uartłomieja, kramarza, 
a mianowicie zapisuje cechowi kuśnierzy 4 grzywny, 
na kościół farny 10 grzy".'ien, a I O grzywien na kościół 
szpitalny, dalej oddaje wszystkie swe wierzytelności mia- 
stu i wrcszcie cały maj,!tck żonie, a po jej śmierci ko- 
ściołowi. 
Kod. Samhor. s. 4. 


95. 151 f,. 7 marca. Biec::. 
Paweł Nałęcz, mieszczanin, robi testament wobec raj- 
ców Jerzego Beyera, Stanisława Gerlacha. tudzież wobec 
sędziego przysięgłego Mikołaja Czwikła i ławników Ma- 
cieja Kuncza i Grzegorza, bakałarza; wylicza najprzód 
swych dłużników (Wielmożna Sieklucka, 2 panowie Ka- 
mienieccy, mieszczanin Jan Farurey, Sanoczanin \łvątro- 
pkOl, .\likołaj l'rzągowski z Wiślicy, sołtys w Glinniku 
pod Frystakiem i i.), którzy mu razem winni 145 grzy- 
wien i 21 złr., z czego kościołowi farnemu zapisuje 5 
grzywien. 
Kod. Sambor. s. 5. 


na prawdziwą drogę poboźnem upommaniem a niekiedy srogiem karceniem 
(mordacibus fla
ełlis). Znużony 30-letnią prac,! w parafii zamierza' zlotyć jut 
swój urząd, gdy w tern w nocy w dzień św, Barbary (4 
r.) 1515 r. wybuchl potar; 
pogrąŻony w gl
bokim śnie razem z wszystkimi domownikami, zbudzil się do- 
piero otoczony zewsząd o
niem, tak, te zaledwie opalonego i na pól żywego 
zdolano go wynieść. Jednakie wskutek poparzenia wśród strasznych cierpień 
po 4 dniach umarl. 
I Pisarz wyratnie zaznacza, te opuszcza wszystko, co si
 w testamencie 
nie tyczy legatów kościola, albowiem tylko te wypisać postanowil. 
· Równocześnie (tj. w r. 1519) pisarz notuje: quibus iam ex toto 
perceptis corpus templi fe re totum (choro excepto) cum structura 
tignorum. tolorum et tecti extructum est. Mamy tu wi
c informa- 
cyą, kiedy i w jaki sposób zbudowany zostal obecny kościól parafialny. 
· Pisarz dodaje w tern miejscu: Quae pacificalia insigni suo sunt insi- 
gnita, quo gaudit familia Schycllowiciorum et Odrow!}zorum, dominorum mihi 
graciosorum. 
ł Bylo to zloto i srebro zebrane wśród z
\iszcz spalonej plebanii, a po- 
chodzące prawdopodobnie z rótnych naczyń lub z pieniędzy. 
fi Tu pisarz objaśnia: Bylo grzywien 21 na wag
. a zloto watylo 33 
florenów. Prawdopodobnie było samego srebra 21 grzywien, a osobno zlota 
na 33 florenów. 
6 Wedlug notatki w kopiarzu bieckim t. l. s. 98 byl ten Galka fun- 
datorem bursy prawników w Krakowie.
>>>
.. 


3 21 


MATERYALY DO HlSTORYI MIASTA I1JECZA 


3 22 


96. 


jJ ,

 
,fd 
J
?/ 
 
, .?
... 
,l,t'h f'y
 
t?J;J; ił' -.p::/ 1:: // 
 

 -. /',)' - -: -" ,,'. I 
. 
) 
 /;,{y ',.; {.../ ',-' 
.....ł'\.. ",,, !-r / r
 
,I'. I"
 J' 
" " 
 \'
 . ' .', j' 
.1; \
1 
 " , , :': : 
f"" . 

., 
;; " J
 7
. 
,', .
 
 ',"
,-'
 ; 
:?.r. 
'!! 
 . ,. _ 
 ... -
-..:: L.{ ,. .J' " f t -, I 
r/,?''' 'J , 'tł, \:
 
 
:f ,,- .' . 1 
,r l 
 
- \ "-1- ! 
; """ ". ;i. ,\ 
_ 
/: ;'':. \"'. , , ; !.' ,I 
 .. . ....,.,; .' . :_
"" . _ _- 
 . ,.
.
 
 
',...!' l}' , '." ./
 __: " "," 
_ 

... . I I." .. ....."1- 
. .k'. 
. _ 
 1
 
:.." 
..-=-'
'
= ::--:.__- . S;;
 
,



. 
..:
_';; - '
:I: c 

- .. "",
 -
 ¥.-.
"T" 
I...c- 
 ...-._...
.

 - - 

'

i1 .,.
 


15 t 6. 30 maja. fil castro Craco'lIiensi. 
Jakób Maysnar, wójt prowincyonalny najwyższego prawa 
magdeburskiego na zamku krakowskim, razem z 7 ła- 
wnikami stwierdza, że szlachetny Marcin, wybrany sędzia 
(iudex protunc electus I, przezorny Paweł, złotnik z Bie- 
cza i Mikołaj sołtys z 13edlny, ławnicy najwyższego sądu 
magdeburskiego w Bieczu, zeznali pod przysięgą, że 22 
lutego tegoż roku w domu szewca Kaspra w Bieczu 
szlachetny Feliks Oziąmbłowski, czyniąc ostatnie rozpo- 
rządzenie swej woli wobec tegoż najwyższego sądu 
bieckiego, darował dziedziczne swe wójtowstwo w Li- 
pinkacl-i żonie swej Elżbiecie. 
Tom II. s. 223. 


97. 


15 t 7. 30 lipca. Wtbw. 
Zygmunt, król Polski, ratyfikuje zapisanie na wsi kró- 
lewskiej Lipniki i jej wójtowstwie długu 250 fi., zacią- 
gnionego przez Feliksa Oziąbłowskiego, tenutaryusza 
i wójta dziedzicznego 
tejże wsi, od szlachetne- 
go Cedera Cosmierow- 
skiego. 
Tom II. s. 181. 


913. 


t fi t 8. I lukgo. fil con- 
'lIt'ntioIlC generali. Kraków. 
Zygmunt, król Polski, 
pozwala Janowi Wielo- 
polskiemu wykupić trze- 
cią część młyna bieckie- 
go, leżącego przy drodze 
wiodącej do dworu kró- 
lewskiego (curia regia) 
od Barbary wdowy po 
Janie młynarzu i jej 4 
synów. 
Tom II. s, 174. 


I.". 


zapłaty tylko za drzewo z lasu królewskiego, którego 
granicę sprawdzą królewscy komisarze. 
7) Rzeźnicy mają płacić staroście tylko po 3 fertony 
i po I kamieniu łoju, a nie są obowiązani bezpłatnie 
zabijać wieprze i łupić dziczyznę, lub dostarczać mu 
mięsa codziennie za cenę 2 groszy. 
8) Starosta ma prawo naznaczać sam lub przez zastępcę 
jednego rajcę, ale wybór rady nie ma się przewlekać 
żadną miarą poza pierwszą niedzielę po oktawie No- 
wego roku. Rajcy i obywatele starsi (cives seniores) 
wybierają radę (consulatum) według dawnego zwyczaju 
w powyższym terminie, a ta rada kooptuje jednego 
rajcę, jeżeli starosta zaniedba korzystać ze 5wego prawa 
wyznaczenia go z pośród ławników obecnych i da- 
wniejszych. 
9) Rada obowiązana jest najdalej do 13/\'II. urządzić 
w którejkolwiek baszcie więzienie dla więźniów staro- 
ścińskich, którzy będą 
na koszcie i straży sta- 
rosty, a w więzieniu 
miejskiem mają być po- 
mieszczeni tylko skazań- 
cy aż do egzekucyi. 
10) W nocy bramy mają 
być otwierane tylko sta- 
roście, podstarościemu 
:ylko furty, a służbie 
grodzkiej bramy wcale 
nie mają być otwierane. 
I I) Targowe (foralia) ma 
wybierać służba staro- 
ścińska tylko w obecno- 
ści delegata rady dla 
kontroli jego wysokości; 
od żywej nierogacizny 
nie ma się wcale pobie- 
trzej rajr,y zaprzysięgną, że dawniej 


99. 


Fig. 9. Dom Kromera. 


t fi t 8. 20 marca. Kraków, 
Zygmunt, król Polski, wydaje następującą ordynacyę 
dla usunięcia sporów i nadużyć między Piotrem Od- 
nowskim starostą, a rajcami bieckimi: 
I) Słód w młynie nie powinien być dłużej przechowy- 
wany, jak 2 miesiące, aby się nie psuł i nie szkodził 
ludziom go warzącym. 
2) Obywatele bieccy powinni brać słód z młyna i płacić 
po 4 tygodniach. 
3) Płacąc za cały słód składający się z 8 ćwiertni tyle, 
co się płaci u obywateli, dodając po 2 grosze od każdej 
ćwiertni 
4) lIekloćby z powodu braku wody, lub innej wady, 
f ,) l u sz g ro d z k i nie mógł sukna folować - mogą 
sukiennicy gdziekolwiekbądź indziej w prywatnym folu- 
szu pracować i nie są wtedy obowiązani do płacenia 
staroście I gr. od postawu. 
5) W czasie targów (nundinae) ani starosta, a miesz- 
czanie nie mogą pobierać w mieście ani na przedmie- 
ściach targowego. 
6) Las wsi Manczyna należy do miasta po granicę, 
oznaczoną niegdyś przez kanclerza i starostę Jakóba 
z Dębna, a bednarze miejscy za drzewo z tego lasu 
mają płacić radzie, nie staroście, który może żądać 


1 ludex electus t. j. wybrany na następny okres wójt prowincyonalny. 


. 



 


rać targowego, jeżeli 
nie pobierano. 
Tom II. s. ÓIJ, tamte s. 25. jako transsumpt w dok. Zygm, Augu- 
sta z 28 października 155 ó . 


100. 


15 t 8. I3 maja. Kraków. 
Zygmunt, król Polski, potwierdza darowanie narożnego 
maccelli w Hieczu koło domu mieszczanina Słowika 
przez Walentyna, prepozyta szpitala tarnowskiego, na 
rzecz ołtarza św. Stanisława I ołtarzysty jego Marcina 
Beher (Beier) i tegoż następców z zastrzeżeniem po- 
winności na rzecz miasta. 
Tom l, s. bo. 20 I i tom II. p. 208. 


101. 


15 t 8. I czerwca. Kraków. 
Zygmunt, król Polski, wydając dekret w sporze między 
Piotrem Odnowskim de Felstyn starostą, a rajcami 
bieckimi, postanawia: I) rajcom wolno ciąć drzewo 
w lasach królewskich, wozić własnymi końmi... (equis 
et redariis) na potrzeby kościoła, ratusza, baszt, murów 
i innych budowli publicznych w mieście, tudzież do 
wypalania dachówek (tegulas) i cegieł na te same cele; 
2) wskutek skarg, że starosta zwykł słód na czas droż- 
szy zatrzymywać
 postanawia, że obywatele warzący 
piwo są obowiązani kupować u starosty iusto pretio 
7 ćwiertni świeżego słodu a tylko jednę ćwiertnię star- 
szego; 3) woźnego ziemskiego w razie potrzeby nie 
21
>>>
3 2 3 


, 


'\łATERYALY DO HISTORYI MIASTA BIECZA 


3 2 4 


może starosta rajcom odmawiać; 4) długi rzemieślnikom 
i obywatelom ma starosta bez zwłoki popłacić, podo- 
bnież 5) zwrócić miastu dług 40 fl.; 6) dalej zapłacić 
wołu zabranego Marcinowi Kuńczy z Wójtowej woli; 
7) ponieważ zaś starosta oskarża rajców, że chcieli go 
zbrojnie napaść i zabić, a faktora jego w kościele obledz 
i służb «t poranić kazali. mają rajcy przysiądz w swym 
ratuszu, że nie z ich wiedzą i wolą powstał tumult, 
a nadto powinni wyśledzić inicyutorów tego tumultu 
i zamknąwszy do więzienia, tak długo trzymać, aż od 
króla w tym względzie informacyę otrzymają. 
T. II. B. 277. 
102. 1518. 4 czerwca. Kraków. 
Zygmunt, król Polski, poświadcza, że przed aktami kró- 
lewskimi rajcy bieccy zobowiązali się placić St. Chrzą- 
stowskiemu 20 grzywien czynszu rocznego w kwartal- 
nych ratach za otrzymane od niego 200 grzywien, które 
po jego śmierci przejdą na własność miasta, zabezpie- 
czając wypłatę dożywocia, ewentualnie zwrot kapitału 
licznemi klauzulami. 
Uwaga: W kopiarzu znajduje się także dokument ten 
w transsumpcie sądu ziemskiego krakowskiego 1519 r. 
f. II. ante 4/X. Tom II. s. 238. 
Tom II. B. 150. 
103. 1518. I2 września. Kraków. 
Zygmunt, król Polski, na prośby Mikołaja. prepozyta 
szpitala ubogich w Bieczu. transsumuje i zatwierdza 
dokumenty starostów bieckich Spytka. wojewody kra- 
kowskiego z r. 1383 i Jakóba z Dębna, kasztelana kra- 
kowskiego z r. 1487, na rzecz Libuszy wydane. 
Tom l. p. 115, tom II. p. 3 bez początku. 


104- 1518. 29 października. Biecz. 
Klemens de Kamieniecz, kasztelan sanocki, Jakób de 
Lubomierz. sędzia ziemski i grodzki krakow. i Jan de 
Biechów, podsędek zicmski krak. - komisarze królew- 
scy - taksują trzecią część młyna bieckiego na 600 
grzywien. uznają perlucra Jana Wielopolskiego na Bar- 
barze wdowie po młynarzu i jej synach w sądzie grodz- 
kim bieckim uzyskane, uchwalają mu intromissyę w po- 
siadanie tej trzeciej części. polecając nadwyżkę taksy 
ponad jego perlucra zwrócić Barbarze. 
Tom II. s. 153. 
105. 1518. Biecz. 
Maciej Graber zapisał według księgi ławniczej na ko- 
ściół farny 12 grz., na bractwo M. Bożej 2 grz., na ko- 
ściół szpitalny 1 grz., a na kościół św. Jakóba 2 gr
ywny. 
Kod. Sambor. p. 5. 


106. I 518. Bzecz. 
Andrzej, krawiec, długoletni członek zarządu kościoła 
parafialnego (aedilis-vitricus), zapisał na tenże kościół 
połowę domu, a 1/, część dożywotnio żonie. a po jej 
śmierci też na kościół. Żona otrzymała też dożywotnio 
ogród, który następnie w połowie na kościół a w po- 
łowie na bractwo Matki Bożej przejść powinien I. 
Kod. Samb. p. 3, 
107. (między t 5 t 8- -1(19) bez daty. Biec:;. 
Mathis Graber legował Bractwu Matki Bożej 2 grzywny, 
kościołowi szpitalnemu 1 grz.. kościołowi parafialnemu 
18 grzywien, a 
do świętego Jakóbac 2 krowy. 


t Ogród ten nabyr w r. 1538 od rajców Walenty Criidnar za 10 grz., 
które po porowie miary dostać fara i bractwo (Kod. Samb. p. 3). 


Bogusz legował kościołowi (parafialnemu?) 6 grzywien. 
Testament Walentego Węgrzyna (Valentini Ungari): 
Najpierw otrzymał kościół na budowę 100 złotych, na 
wykupno samej monstrancyi dał 50 zł., a na sporządze- 
nie jej ofiarowała jego żona, Elżbieta. srebra wartości 
52 zł. Następnie dał 100 zł. na budowę fary, jak o tern 
dokładniej stoi w regestrze kościelnym. wreszcie po 
jego śmierci cały majątek ruchomy i nieruchomy ma 
przejść na własność kościoła. 
Kod. Samb. p. 3 i 4, 


108. 1 fi 1 9. 7 maja. Kraków. 
Zygmunt. król Polski, pozwala rajcom bieckim wykupić 
trzecią część młyna bieckiego z rąk Jana Wielopolskiego 
z Klęczan i Barbary młynarki z 6 synami. 
Tom II. s. 175. 


109. 1 fi 19. 22 maja, Blecz. 
Mikołaj, szewc, robi testament wobec burmistrza i raj- 
ców Kaspra. Grzegorza, Franciszka, Klemensa i Ditricha 
Piotra a mianowicie leguje: 10 węgierskich złotych 
(aurcos) na pozłocenie monstrancyi, bractwu Matki Bożej 
vulpineam subductam, kram szewski krewnemu Wa- 
wrzyńcowi, szewczykowi, Szymonowi Panso, nauczycie- 
lowi (scholastico) 2 grzywny, dalej 40 grzywien ce- 
chowi szewskiemu, z warunkiem, aby płacił księdzu za 
odprawianie 2 mszy co tygodnia, a w końcu dom i ru- 
chomości zapisuje żonie a po jej śmierci kościołowi 
parafialnemu. 
Kod. Samb. p. 4. 


110. 1519. I9 lipca. Biec:;. 
Mikołaj Czykowski de Wojsławicze, - kasztelan poła- 
niecki, starosta biecki. stwierdza, że za starostwa Piotra 
Hcrburta z Fclsztynu dnia f. II, ante 4/X. 1515 r., Bar- 
bara, wdowa po Janie młynarzu bieckim z 4 swymi 
synami w sądzie bieckim grodzkim zobowiązała się 
zwrócić Janowi Wielopolskiemu z Klęczan w 3 rocznych 
równych ratach 186 florenów w złocie i 120 fl. in 
medientibus, a w razie niedotrzymania któregokolwiek 
terminu dać mu in
romissyę na cały młyn biecki i od- 
powiadać tylko w sądzie grodzkim bieckim. Z powodu 
niedotrzymania tcrminów została Barbara skazana kilka- 
krotnie na. kary konwencyjne, a gdy 4 dekretów intro- 
misyjnych nie posłuchała, także na zapłacenie wadyum 
ustanowion
go przez starostę. 
Tom II. s. 143. 


. 
1 


III. 1 fi ł 9. 24 lipca. Biccz. 
Mikołaj Cikowski de Wojsławicze. kasztelan połaniecki 
i starosta biecki, Jan Wielopolski dE Klęczany, Stanisław 
Gniady. wójt z Jasła, komisarze króla Zygmunta I. do 
sporu Mikołaja, prepozyt a szpitala bieckiego, z chłopami 
wsi Kryg i Libuszy, Michałem i Jakóbem Wojszą. Mi- 
kołajem Kozarzem, Marcinem Świerzem, Janem SzaIcza, 
Michałem Staszakiem i Mikołajem Śledziem o agrorum 
extremitates między wsiami Kryg, Libusza i Kobylanka, 
które od wielu lat w r«tkach chłopów pozostające, przy- 
sądzają szpitalowi bieckicmu na podstawie dokumentu 
Pawła de Biskupicze z 30/V. 1435. 
Tom II. s. 12 i jako transsumpt w dok. Zygm. I. z 1543. Tom 
II. s. 6-7. ' 


. 


112. t 519. 3 paźdzternika. Kraków. 
Zygmunt, król Polski, potwierdza dokument komisarzy 



 


......
>>>
, 


3 2 5 


MATERYALY DO HISTORYI MIASTA BIECZA 


3 26 


królewskich z 29/X. 1519 dotyczący otaksowania trzeciej 
części młyna biec kiego. 
Tom II. s, [75. 


, 


I 13. 15 l!ł. Biecz. 
Przy końcu streszczenia testamentu Jana Gałki, mówiąc 
o przeznaczeniu złota i srebra na monstrancyę, dodaje 
pisarz: Monstrancya ta przyniesiona została w sobotę 
we wigilię Zielonych świąt przez bakałarza Grzegorza, 
rajcę bieckiego, wartość jej in pondere et labore wy- 
nosi, licząc dokładnie wszystko; 800 fi., wartość zaś 
wszystkich legatów Jana Gałki wynosi 1000 fi. l . 

a marginesie u dołu dodała ta sama ręka: :\Ionstran- 
tiam fecit Johannes Czermerman 2, consul Cracoviensis 
et constat mille fiorenos, habens in se 60 marcas argenti. 

astępnie przekreślono et I:onstat mille fiorenos, a 60 
poprawiono na 64. 
W końcu jest następująca »nota de 400 marcis legatis«: 
Najprzód J. Król. Mość dał z czopowego przez Wnego 
Mikołaja Jordana z Zakliczyna, kasztelana wojnickiego, 
pełnomocnika (factor) generalnego i poborcę 30 grzywien, 
a 70 grzywien zatrzymano z poboru (exactlo) królew- 
skiego. Następnie dał pan J. 
podrzenczy« (podrządca ?) 
panu Weynrichowi 100 grzywien, dalej 60 grzywien dał 
pan Kaspcr, kanonik, panu Weynrichowi i Kasprowi. 
Pan bakałarz z Kasprem otrzymali 60 grzywien od 

Podrzenczyc. Pan Jordan dał sam przez pisarza 25 
grzywien, a panu Czwykla z bakałarzem 55 grzywien. 
W przeciągu 4 lat legat w całości wypłacony został. 
Kod. Samb. p. 3. 
114. 1520. 15 czerwca. Biecz. 
Rajcy i pospólstwo miasta (Consules cum tota com mu- 
nitate civitatis) Biecza proszą Jana Konarskiego, biskupa 
krakowskiego, o erekcyę ołtarza. zawiadamiając, te 
Janowi L e n t i c k a, ołtarzyście ołtarza tytułu Divisionis 
Apostolorum, kupili czynsz 7 grz. de proventibus advo- 
catialibus we wsi Lipnica za 200 fl., przeznaczonych na 
ten cel testamentem Stanisława Mandrcgo, a czynsz 
1 1 /. grzywny za 30 grzywien legowanych na ten cel 
przez Stan. Harthela i 
e sam ołtarzysta ofiarował dom 
swój z ogródkiem prope valvam civitatis, a w końcu 
określają obowiązki ołtarzysty, bezpieczny zarząd fun- 
dacyi i wypłatę czynszu. 
Tom I. s. 44 i tom II. s. 231 jako transsumpt w dokumencie 
biskupa krak, Jana Konarskiego z 15/1\. 1520, 


. 


115. 1520. 15 lipca. Kraków. 
Jan Konarski, biskup krakowski, eryguje ołtarz Divisio- 
nis Apostolorum na podstawie powyższego dokumentu, 
gdy rajcy zobowiązali się w ciągu 2 lat postarać się 
o przyzwolenie królcwskie na czynsz roczny i o wol- 
ność kościelną dla niego. 
Tom I. s. 44 i 194; tom II. s. 230. 


. 


u6. 152 L 5 kwietnia. Biecz. 
Franciszek, serarius (mleczarz), legował na kościół św. 
Ducha dom, pozostawiając go w dożywocie 
onie, dalej 
szubę podbitą lisami (sprzedano ją za 4 grz. bez 6 
groszy) i wszystkie swe wierzytelności u przedmieszczan. 
Kod. Samb. p, 5. 


I W sumie tej nie jest uwzględniona kwota 400 g-rzywien na budowę 
kościoła przeznaczona, ale tylko wartość paramentów. 
I O Janie Czymermanie patrz w rozprawie L. Lepszego: ł'acyfikal san- 
domierski w Sprowozdanioc1z k
m. kisI. szl1tki t. V. s. 87-1°3. 


- 


... 


u7. 152 L 21 grudnia. In convention" gencralt: Piotrków. 
Zygmunt, król Polski, pozwala rajcom bieckim sprzedać 
za 200 grzywien czynsz wykupny i zapisać na docho- 
dach miejskich na uposażenie beneficyum duchownego, 
nadając temu czynszowi immunitet kościelny (t. j. sądo- 
wnictwo), ale zastrzegając dla siebie i państwa należne 
stąd dochody. 
Tom. II. s. 152. 


u8. 1522. 16 lipca. Kraków. 
Jan, biskup krakowski, zawiadamia duchowieństwo biec- 
ki e, że nadaje inwestyturę na prepozyta szpitala po 
śmierci Mikołaja Floryanowi Nacz, klerykowi in mino- 
ribus zaprezentowanemu przez radę m. Biecza, i rozka- 
zuje go wprowadzić w posiadanie kościoła szpitalnego, 
praw i dochodów. 
Tom II. s. 17. 


119. 1523. 16 stycznia. Kraków. 
Zygmunt, król Polski, na wiadomość o spaleniu się 
całego miasta Biecza, na prośby Jana Bonera, burgra- 
biego, żupnika i wielkorządcy krakowskiego, uwalnia 
mieszczan bieckich od podatków, szos zwanych, i in- 
nych istniejących lub przyszłych, od ceł starych, wy- 
jąwszy nowe, na lat 20, od dostarczania wozów na 
wojnę (currus bellici) na lat 10, a od czopowego na 
rok jeden, o czem zawiadamia Jana Pieniążka z Kru- 
żlowej, sędziego i poborcę (exactor) ziemi krakowskiej 
i jego następców. 
Tom II. 
, 213. 


120. 1523. 16 stycznia. Kraków. 
Zygmunt l. uwalnia rzemieślników bieckich od pozy- 
wania poza miasto Biecz a zwłaszcza od zwierzchnictwa 
i sądownictwa cechów krakowskich. 
Sigismundus, Dei gratia rex Poloniae, magnus dux 
Lithuaniae etc. significamus tenore praesentium univer- 
sis, quod conquesti essent nobis consules civitatis nostrae 
Biecensis, quod opifices hoc est magistri artificiorum et 
socii seu famuli ipsorum eandem civitatem incolentes 
in causis eorum et controversiis tam ratione artificio- 
rum quam etiam debitorum et iniuriarum aliarumque 
rerum exortis, ad aliena iudicia et loca m a x i m e vero 
ad magistros contuberniorum civitatis Cracoviensis sae- 
pius evocarentur et traherentur in praeiudicium, gra- 
vamen et dam num eorum non mediocre ac contra iura 
et immunitates ipsi civitati Biecensi per nostros prae- 
decessores concessas, in vilipendium et contemptum 
iurisdictionis ipsius civilis supplicassentque nobis, ut 
eorundem artificum et ipsius civitatis Biecensis com- 
moditati prospicientes ipsos illius artifices ac eorum 
socios seu famulos in praedictis eorum causis et aliis 
mere secularibus ad civitatem Cracoviensemali a q u e 
extranea lo c a quaecunque trahi non permitteremus. 
Nos eiusmodi consentaneis supplicationibus permoti, 
considerantesque ipsam civitatem nostram Biecensem 
inter alias civitates regni nostri haud postremam esse, 
nec carere viris probis, industriis (s) et iurisperitis, qui 
de ipsis artificum et aliis maioribus causis commode 
cognoscere possent et difinire eximendos esse duximus 
et harum serie litterarum authoritate oostra regia exi- 
mimus ipsos artificiorum civitatis Biecensis magistros 
eorumque socios seu fam ul os, quo a supervacaneis 
laboribus, fatigis et expensis liberentur, ab omni supe-
>>>
327 


. 


MATERYAl.Y DO HISTORYI MIASTA HIECZA 


3 28 


rioritate et iurisdictione magistrorum et contuberniorum 
civitatis Cracoviensis et quarumcunque aliarum civita- 
tum exemptosque esse declaramus decernentes, quod 
coram ipsis in quibuscunque causis suis comparere et 
respondere amplius perpetuo non teneantur, quodque 
ipsae eorundem opificum Biecensium seculares causae 
et controversiae deinceps non alibi, quam in ipsa civi- 
tate Biecensi tractari, indicari, cognosci et determinari 
debeant per magistratus et officiales, quorum interest 
aut aequis aut amicabilibus modis componi, contraria 
consuetudine prius observata non obstante, cui quoad 
praefatos artifices . . . . derogamus. . . . . Datum Cra- 
coviae, die s. Marcelli papae et martyris a. D. 1523 
regni nostri 16. 
Tom II. s. 131. 


12I. 1523. 16 styc::mia. Krakow. 
Zygmunt, król Polski, ze względu że jarmark (forum 
annale) w Bieczu na św. Mikołaj się odbywający przy- 
pada równocześnie z jarmarkami niektórych miast 
i miasteczek sąsiednich ze szkodą dla Bieczan, przenosi 
go na ich prośby na dzień Nawrócenia św. Pawła bez 
szkody jednakże dla innych okolicznych miast. 
Tom II. s. 220. 


122. 1523. 23 maja, Kraków. 
Zygmunt, król Polski, wydaje wyrok w sprawie między 
Nowym Sączem a Bieczem o drogę z Hardyowa i oko- 
licy do Krakowa, postanawiając zgodnie z obszerniej- 
szym tekstem dekretu Aleksandra z r. 15°5. że nie 
przez N. Sącz ale przez Hiecz powinni jechać kupcy 
z towarami do Krakowa i polecając staroście bieckiemu 
w tym względzie wspierać Bieczan radą i pomocą. 
TOIII II. s. 53. 


123. 1523. 4 grudllia. In pradono Riccmsi. 
ProconsuI, consulesquc miasta Biecz, za zgodą starszych 
wszystkich cechów i całego posp61stwa pozwalają Mar- 
cinowi Beierowi, bakałarzowi artium, ołtarzyście biec- 
kiemu i plebanowi w Binarowy, w uznaniu zasług koło 
miasta jego ojca Jerzego Beiera. szewca, na placu we- 
wnątrz murów miejskich iuxta propugnaculum valvae 
superioris zbudować sobie dom, któremu nadają immu- 
nitet kościelny t. j. wolność od opłat (exactiones) miej- 
skich t. j. stróży dziennej i nocnej (vigiliae diurnae et 
nocturnae), robót i innych służebności, ale zastrzegają 
sobie, aby per testudinem superiorem domunculi wolny 
był dostęp do baszty, kiedy tylko będzie potrzeba. Po 
śmierci ks. Beiera prawo patronatu nad domem przejdzie 
do rajców miejskich, którzy według jego życzeń będą 
oddawać go na mieszkanie tylko w Bieczu urodzonym 
duchownym, zobowiązując się do odprawiania jednej 
mszy tygodniowo za fundatorów (s) i do składania po 
2 grosze kwartalnie na reparacyą. 
Tom II. B. 209. 


124. 1525. 16 sierpnia. Kraków. 
Zygmunt I. wydaje dekret normujący opłaty celne od 
sukna i płótna wyrabianego w Bieczu. 
Sigismundus, rex PoL, Magnus dux Lith. etc. significa- 
mus... quo modo. dum essent questi coram nobis cives 
Biecensis contra theloneatorem Cracoviensem eisque 
vicesgerentes, qualiter ipse ab eisdem civibus a stamine 
ranni simplicis Bieccnsis proprii atque domestici laboris 
non colorisati sicut a panno Wratislaviensi vel alio id 


generis colorisato ratione thelonei per 2 grossos hic in 
Regno exigeret non deberet plus quam per unum 
grossum hic praesertim in Regno recipere non sine ipso- 
rum civium iniuria, quare nos super hac re talem de- 
cisionem fecimus, quam praesentibus litteris declaramus: 
quod ipsi cives Biecenses deinceps et quilibet eorum 
a stamine simplicis panni non colorisato laboris proprii 
hic in Regno [ grossum tantummodo ratione thelonei 
sohrent. Dum tamen huiusmodi pannum ex Regno eve- 
herent vel venderent pcr 2 gr. a mcmorato panno sim- 
plici non colorisato contribuent. lnsuper querebantnr 
cives praenominati, quo modo idem theloncator vel eius 
vicesgerens a pecia telae dealbatae maiori quam fuerit 
solitum theloneo eos... depactaret. :-.Jos ad tollendam 
dissensionem tam iuxta nostrum theloneatorem quam 
ipsos cives ita constituimus, qaod a pecia telae candi- 
dae seu dealbatae qum 50 ulnas et non plus in se 
continente praenominati cives I gr. solvent. Praeterea 
nobis iidem cives in gravi querimonio exponi fecerunt, 
quod notarius seu vicesgerens ipsius theloneatoris Cra- 
coviensis in civitate nostra Biecensi extorquebat ab 
ipsis civibus ratione thelonei a panno simplici proprii 
laboris non colorisato extra Regnum evehendo per 4 
gr., a quo non deberet recipere plus quam per 2 gr. 
et hic in Regno per I gr. ltaque nos nolentes, quod 
hiis inusitatis theloneis seu potius depactationibus a 
theloneatoribus nostris praenominati cives premi debe- 
rent, volentes ut eis in praemissis iustitia fiat, deputa- 
vimus et praesentibus deputamus ad huius rei cogni- 
tionem puta extorsionem huiusmodi insolitorum thelo- 
neorum generosos Andream Srzeniawa vicecapitaneum 
Biecensem et Johannem Wielopolski fideliter nostros 
dilectos, quibus mandamus, quatenus cognita ita esse, 
ut exponitur, volumus, ut ipsius vicesgerens vel notarius 
theloneatoris nostri Cracoviensis id quod ab eisdem 
civibus indebite et ultra, quam sit consuetum extorsit, 
sine omni difficultate eis restitui curet, sic facturus pro 
gratia nostra. I larum etc. - Datum Cracoviae die do- 
minico post fest um s. Mariae nivis a. d. millesimo qui n- 
gentesimo vicesimo quinto regni nostri annno decimo 
nono. Relatio magnifici Christophcri dc Schydlow, 
cancellarii. 
Tom II. s. 279. 


.1 


L 


f 


125. 1527. 19 marca. ],/ convmtione gmeralt'. Kraków. 
Zygmunt, król Polski. pozwala Stanisławowi Kwilińskiemu 
sprzedać roczny czynsz wykupny ze swych wsi Lena- 
schowo, Falistówka, Grabanina i Satków, w ziemi kra- 
kowskiej położonych, za sumę 400 grzywien na uposa- 
żenie beneficyum duchownego, zastrzegając sobie służbę 
wojenną z tychże wsi. 
Tom II. s. 155. 
126. 1527. I7 pa:;d::;ierllika. Biec::;. 
Mikołaj Schramel, tkacz, rozporządza swym majątkiem 
wobec Macieja Krudnara, sprawującego urząd podwój- 
ciego, Bartłomieja, golarza i pisarza miejskiego Grze- 
gorza Malkowic, dzieląc majątek między swoje dzieci 
a na kościół oddając I grzywnę i plac (area) w mieście. 
Nast"puje potem spis ruchomości i wierzytelności. 
Płótna było 20 c o n t a l, gotówką 3 grzywny, masła 3 


. 


I Co to za miara, nie wie?1. Sprzedawal Sehramel I eon tum po 4 zl, 
i 3 grosze. 


.
>>>
. 



 


.1 


f 


. 


. 


3 2 9 


;\IATERYALY DO HISTORYI MIASTA BIECZA 


33 0 


: 18 --;-:-;- .--....,.i - I 3fi-;- 
 
:'
;:

 i";'J
 t1' ..: . ,'



.ił 
_
 _ 
 _ _

i
 
' ?l O '. "', ot':.iI:....
 
 ,Q:- --=," -'- 1 
, i \ o_r-' " 'f. ,'. ,- , 
"" ' \i L . 
f" - " . h-;'! 
()\. ' - t 
' I k J 
1

! .l I 
\. , r ' I 
I '. . '.}C1 1 
,,-,C') ! . '1t. " 'l, 
_J I . I r'. 
. , I ,..,
\. 
. '.(\
 - "" 
It'J-
 '
f 
, 
'
 I ' I .\, 
r
 "rJ. 
i 

 
 :

,: 
I \) I ' 
 
Iw! ,'-
 
:

: .J', 

 \'1. :
\
:, I 


Fi
, 10. Odrzwia w domu Kromera. 


beczki. -I- świnie, 2 krowy, 2 naczynia cynowe (scutellae, 
konewki), 2 pierścienie, 5 poduszek (pulvinaria) i t. d 
Wierzytelności wynosiły 22 grzywny 19 groszy a znaj- 
dowały się u 27 dłużników, którzy byli przeważnie 
z biedniejszych mieszczan (n. p. pastuch miejski) i z chło- 
pów ze wsi okolicznych. Długi zaś Schramla wynosiły 
22 grosze. 
Kod. Samb. p. 7--8. 


12 7. 


I 527. 20 grudnia. 
:\Iaciej. łaziebnik (caldeator)I, 
wybierając się na wojnę 
ku Węgrom a wątpiąc, czy powróci" czyni testament, 
a mianowicie z domu swego odbudowanego po pożarze 
zapisuje bractwu i cechowi mieszanemu (fraternitati et 
contubernio riliscellaneorum) 2 grz., kościołowi farnemu 
Bożego Ciała 3 grz. Między egzekutorami testamentu 
wymieniony Jacobus, bursator, a 
notaryuszem miejskim jest Grze- 
gorz i\lalkover. 
Kod. Samb. p. b. 


128. 


152
. 6 lutego. Bzecs. 
W obec krakowskiego sądu ziem- 
skiego sprzedaje Stanisław Kwi- 
leń ski rajcom bieckim czynsz rocz- 
ny wykupny 24 grzywien z dzie- 
dzicznych swych wsi Nienaszów, 
Falistówka, Grabanina i Sadki za 
sumę 400 grzywien, zabezpiecza- 
jąc regularność wypłacania i wy- 
kup licznemi klausulami. 
Tom II. s. 271. 


12 9. 


152S, Biaz. 
Rachunki do budowy szkoły się 
odnoszące. 
26 kwietnia Marcin Baer złożył 
4 grz.. zapisane przez Kaspra z 01- 
pin, potrącając sobie 3 fertony 
wydane na szkołę. 
1 maja Czisłowski na cement do 
szkoły 24 groszy. 
7 maja tenże na wapno do szkoły 1 1 / 2 grzywny. 
16 maja murarzom pracującym circa schild scholae 23 
groszy. a ich pomocnikom 24 1 /2 gr., 1 den. 
23 maja murarzom pracującym około szkoły 2 grzywny 
z pieniędzy miejskich (majster 20 gr., trzej murarze po 
18 gr., 3 pomocnicy razem 20 gr.). 
Najęto »Theophila c ad p i n g e n d u m ambos clipeos 
vulgo schilden scholae za 2 złote (wypłacone 6 czerwca). 
28 maja za opał do wypalenia dachówek gr. 6. 
29 
 
 łaty (asseres) do szkoły 42 gr. 
30 
 majstrowi murarskiemu 20 gr., a trzem cze- 
ladnikom (socii) po 18 gr. Nadto 5 ludziom przez cały 
tydzień pracującym a szóstemu przez 3 dni po 8 gr. 
za dzień - razem 21/2 grzywny. 
Za piwo dla murarzy 1 gr. 
Cieślom obrabiającym łaty (vom Latten) 6 gr. 
30 maja otrzymano na budowę szkoły 7 grzywien od 

larcina Samhorczyka na rachunek 10 grzyw., które 
legował na szkołę honorabilis dominus Jacobus de 
Schirzini 


I Zapewne by' on takle felczerem i w tym charakterze na wojnę się 
wybiera/o 


6 i 13 czerwca złożył l\larcin Samborczyk pozostałe 3 gr. 
6 czerwca za 18 a n k r i ad clipeos scholae po 2 gr. 
razem 36 gr. 
6 czerwca ceglarzowi (lutifigulo) za opał 6 gr. 
6 
 majstrowi murar. 12 gr., czeladnikom dwom 
po 13 1 /2 gr., 4 pomocnikom gr. 21, den. 6. 
13 czerwca murarzom i pomocnikom gr. 48, den. 3. 
I 8 
 ceglarzowi za opał 6 gr. 
2 I 
 pożyczono 2 zł., które dał na kościół Bojanek. 
2 I 
 murarzom i pomocnikom 1 grzywna. 
2 I 
 dano murarzom medium achtuale piwa, za 
które zapłacono z miejskich pieniędzy gr. 5 1 /2' 
23 czerwca zwrócono kościołowi pożyczone pieniądze 
i zapłacono pół antałka piwa. 
28 czerwca kowalowi za ankry z pieniędzy miejskich. 
18 lipca Jeorgio wer (fUr) die Win- 
terchan gr: 12. 
15 listopada burmistrz i rajcy 
otrzymali od pana Buczyńskiego 
6 1 / ł grzywien z czynszu rocznego 
Marcina Baera, które tenże na bu- 
dowę szkoły darował. 
Kod. Samb. p. b-8. 



 


-" " 


Uwaga: Dla łączności podamy tu 
kilka późniejszych zapisek do szko- 
ły bieckiej się odnoszących. 
1529 r. zapłacono pastuchowi 
miejskiemu i jego pomocnikowi 
od poprawienia 5 komor i stopni 
(gradus) 7 fert. i 3 gr. 
1259 r. 6 lutego zapłacono Mun- 
cze a sera (zamku) vulgo wom 
schlossen gr. 5. 
1529 r. 21 maja dano na szkołę 
1 grzywnę, którą potrącił Krzy- 
wański z płótna. 
1532 r. pracującemu w szkole 
circa cameram cantoris 2 gr., a 
za 2 zamki 12 gr. 
1532 r. I I maja a fenestra scholae cantori, ipsi Cziolek 12 gr. 
1532 r. 2 października Jacobo a exstructione stubae can- 
toris fert. 3. 
Kod. Samb. p. 8. 


13 0 . 


t 529. 14 kwietllia. Kraków. 
Piotr Tomicki, biskup krakowski i podkanclerzy ko- 
ronny, na prośby rady i pospólstwa miasta Biecza, ko- 
rzystaj;!cych z ustąpienia Jana Lithatonios z Kezmarku, 
kaznodziei niemieckiego i ołtarzysty Przemienienia Pań- 
skiego, łączy te dwa beneficya, ponieważ gorliwy kazno- 
dzieja niemiecki potens in opere et sermone j e s t b a r- 
d z o p o t r z e b n y, a b y u c h r o n i ć m n o g ość l u d u 
tego języka używającego od skłonienia się 
ku sekcie Luterańskiej. Wybierać kandydata na 
to beneficyum ma proboszcz, a potwierdzi rada i starsi 
cechów (seniores fraternitatum) po odbyciu przez niego 
clwumiesięcznej próby; w razie sporu ma rozstrzygać 
biskup. Uposażenie jego ma stanowić 10 grzywien z czyn- 
szu rocznego kupionego za 370 grzywien na wsi Sze- 
rzyny od Spytka i Jana de Melsztyn, którego reszta 
t. j, 1 I grzywien ma należeć do altaryi św. Katarzyny. 
Tom II. s. 105.
>>>
- 


33 1 


MATERYALY DO HISTORYI MIASTA BIECZA 


33 2 


13 1 . 


152U. 
Wartość beneficyów kościelnych znajdujących się w Bie- 
czu według Liber retaxationum beneficiorum ex com- 
missionc Rndissimi in Christo Patris et Domini Domini 
Petri Thomiczki Dei gratia episcopi Cracoviensis Regni 
Pol. ,'icecancellarii auctoritate Synodi provincialis Lan- 
ciciensis... 1529. 
Biccz, e c c l e s i a p a r o c h i a l i S et decanatus ruralis 
Cuius possessor honorabilis Martinus Sdibikowski, qui 
iuravit: 
In Biecz oppido ex agris praedialibus decima manipu- 
laribus marcae V. 
In Lowczow de tota villa decima manipularis m. 4 gr. 9 d. 
In Olcsna decima manipularis m. 4 gr. 
In Goląnka dec. manip. m. I gr. 
in Pozna tota . 
In Schydłowa tota . 
In Dambowiecz tota 
In Sierchowa . 
'" 
In Zarzece tota '" m. 5 
() 
In Strzeszyn a sculteto Ol 
 12 

 
In Glinnik a praedio nobilis .. 
 12 
In Kwiatkowice a sculteto E 
 24 
In Bedlna a sculteto () 
 16 
Ol 
In Luguscha I de XXII. virgulis "C 
 23 d. 4. 
In suburbio Hiecensi m, 4 
 44 d. 2. 
In Bicstwieschowa tota dccima manipularis m. 2. 
Ibidem in suburbio missalia sexaginta metretae siliginis 
et totidem avenae, quae reductac ad valorem pecu- 
niarum ad mensuram biecensem taciunt m. 16 gr. 42. 
Ibidem mensalia de parochianis tota mr. 8. 
Clericaturae mr. 4 gr. 18. 
Canapalia in Goląnka gr. 10, 
Valor capcllae mr. 68, gr. 2, tern. 2. 
Liber retaxationum s. 420. 
Altare tituli s. S t a n i s l a i in ecclesia parochiali et de- 
canatu Bieccnsi, cuius possesor praefatus Martinus de 
Biecz', qui iuravit etc,: 
in Olszczyny villa census in vim reemptionis marco 8, 
in Biecz ex maccellis laniorum cen sus m. I. 


m. 


gr. 10 

 6 
ferton III. 
gr. 40 


.. m. 


co 


Valor altaris m. 9. 
Altare tituli C o r p o r i s C h r i s t i in ecclesia parochiali 
et decanatu Biecensi, cuius possesor honorabilis Petrus 
de Biecz, qui comparuit per honorabilem Martinum de 
ibidem, qui iuravit etc. census a communitate seu con- 
tubernio lanificum oppidi Biccensis in vim reemptionis 
m. 10. 
Valor altaris m. 10. 
Altare tituli S. Barbarae in ccclesia parochiali et 
deca na tu Biecensi et capella Polonorum, cuius possesor 
honorabilis Johannes de Biecz iuravit ctc. census ex 
praetorio civitatis Biecensis in vim recmptionis m. 9. 
Valor altaris m. 9. 
Liber retax. s, 125. 
Altare tituli A s s u m p t i o n i s V. M a r i a e in ecclesia 
parochiali Biecensi, cuius possesor praefatus Matheus 2, 
qui iuravit etc. 
In Biecz de praetorio cen sus in vim reemptionis m. 10. 
Valor altaris marcae 9 1 /1' 
Liber retax, S. 180. 


t Martinus de Biecz, parochus de Benarowa. 
1 Matheus de Biecz, possesor altariae B. Spiritus in eccl. parochiali B. 
Mariae in Cracovia. 


Altare t i t u l i s. C a t h c r i n a e in ecclesia parochiali 
Biecensi, cuius possesor honorabilis Martinus de Sambor, 
qui comparuit per pracfatum l\1artinum r de Hiecz] iuravit. 
In Swiącany census in vim reemptionis marca e 10. 
Valor altaris marcae 10. 
Altare tituli Tran sfigu ra ti o n is Do m i n i in ecclesia 
paroch. Biecensi, cuius nomine comparuit praefatus 
Martinus. 
In Świącany ccnsus in vim reemptionis marco 10. 
"alor altaris marcae 10. 
Altare tituli D i v is i o n i s A p o s t o lor u m in eccI. 
paroch. Biecensi, cuius possesor honorabilis Gregorius 
de Biecz, qui per praefatum Martinum comparuit. 
In Nienaschow et in Phalistowska, .Schatki, Grabaniny 
census in vim reemptonis marco 7. 
In oppido Biccz cen sus perpetuus m. I. 
Valor altaris m, 8, 
Liber retaxationum beneficiorum s. I4Ó-7. 
l' r a e p o s i t u r a H o s P i t a l i s in oppido Biecz, cuius 
possesor honorabilis Florianus de Biecz, qui iuravit etc. 
In Bienarowa, Lybuscha et Cryk ex sculteciis et certis 
cmethonibus et tabernis cen sus perpetuus mr. 22. 
In Lybuscha et Bienarowa, in duobus molcndinis duae 
mensurae cuiuslibet grani, quae exponuntur pro ali- 
monia pauperum. 
In Biecz de medio censu balnei mr. 6. 
Ibidem census in praetorio in vim reemptionis sexagen. 
Ibidem in una domo in circulo cen sus, qui datur coctrici 
1I0spitalis sexagen. 
Ibidem in suburbio ab una hortulania census gr. 24. 
In Grodna ex agris praedialibus dccima manipularis mr. 2. 
Valor praepositurae mr. 32 Rr. 12. 
Nota, quia praepositus pro tempore existens providere 
solet ex proventibus praedictis pauperes et infirmos in 
Ilospitali manentes. 
Liber retax. S. 33Ó-337. 


13 2 . 


1531. 17 maja, K1'llkow, 
Zygmunt, król Polski, pozwala prowizorom i rektorowi 
szpitala ubogich w Bieczu kupić czynsz roczny na ma- 
jątkach mieszczańskich w Bieczu lub obok, dozwalając 
na wyłączne w sprawie tego czynszu sądownictwo du- 
chowne (immunitas ecclesiastica), ale zastrzegając po- 
noszenie z dawna istniejących ciężarów na rzecz państwa 
miasta 1. 
Tom II, p, 151. 


ł 


133. 


1531. I paździentika. Kraków. 
Wyrok sądu polubownego w sporze mi«dzy właścicielką 
wójtowstwa w Bieczu a radą miasta Biecza. 
Nos Nicolaus Cikowski de Woyslawicze, castellanus 
Sandecensis, burgrabius Cracoviensis et ad,'ocatus here- 
ditarius Bochnensis, Johannes comes de Tanczyn, castel- 
lanus et capitaneus Lublinensis et curiae Regiae Maje- 
statis marsalcus, Stanislaus de Mielecz, castellanus Za- 
wichostensis, Severinus Boner, burgrabius, supparius et 
procurator generalis castri Cracoviensis, Biecensis et 
Rabstinensis capitaneus ac Felix Ligąza, burgrabius 
castri Cracoviensis, arbitri et amicabiles compositores 
inter magnificam dominam Agnethem Beatam de Tan- 
czyn, castellanam Sandecensem, possesorem heredita- 


ł 


i 


I N agl6wek kopii brzmi: Consensus Seren. Regiae Majestatis super 
marcis 100 ratione halecum pro hospitali Biecensi. - Nabyto więc dostawę 
pewnej ilości śledzi - nie czynsz!. 


I 
J 
I
>>>
I 
fi 
I 


I 
I 

 


I 
ł 
\ 


; 


I 
J 
I 


334 


333 


MATERYAl.Y DO HISTORYI MIASTA BIECZA 


Fig. I I. Biecz, Oprawy okien domu w Kromera. 


riam advocatiae Bieccnsis ex una et famatos procon- 
sulem ct consules Bicccnses cx altcra partium signifi- 
camus tcnore praesentium, quia inter partcs supradictas 
ratione omnium et singularum controvcrsiarum ad in- 
vicem utrinque quomodolibct motarum, habitarum ct 
intcntarum iuxta carundem citationes regalcs ct com- 
missorialcs hincinde contra se prosecutas concordiam 
infrascriptam conclusimus in hunc qui sequitur modum: 
() Imprimis quemadmodum magn, dna Agnes Beata de 
Tanczyn. castellana Sandeccnsis contra dictos procon- 
sulem, consulesquc querebatur, quomodo ipsi contem- 
ptu quodam, quotics per ipsam rcquircntur. eandem in 
curiam ipsius adire nolent. iudiciaque in eiusdem curia 
advocatiali tanquam loco competenti dicionis suae ban- 
nire et celebrarc recusarent, verum alibi eadem in 
locis incompetentibus cxerccnt, actaque insuper iudiciaria 
scabinalia ad sc viccadvocato ipsius magnif. dnac Bcatae 
deportare mandarunt, 
quibus acceptis eadcm 
in praetorio ultra 
2 septimanas scrvarunt 
ac eisdem pro libito 
ipsorum usi sunt, quac 
etiam circa sc servari 
postulabat. lnvcnimus 
et utrumque receptum 
conclusimus, quod ex 
nunc mcmorati procon- 
suI ct consules Biecen- 
ses, quoticscunquc per 
ipsam magn. dnam Bea- 
tam requisiti fuerint, 
aliquibus c medio ipso- 
rum designatis eandem 
adire debebunt, quo 
negocia opportuna mutuo tractarentur ad invicem. 
competencius est en im aliquos e medio consulum 
suam magnificentiam in rebus reipublicae adire et 
eidcm oportunis, quam quod sua magnificentia prae- 
torium ascendere vel eos adire deberet. In hoc tamen 
modus a sua magnificentia servari debebit, ne ipsos 
consules mandatis et obedientia obstringat corum iuri- 
bus contrariis. Judicia vero non in curia advocatiali 
nec in domibus aut tabcrnis cx nunc peramplius ban- 
niri et cclebrari debebunt, vcrum in praetorio civili 
Biecensi tanquam loco omni iuri ct iurisdicioni fundato, 
dcbcbuntque consulcs memorati quamprimum disponere 
et ordinare locum in praetorio civili pro iudiciis celc- 
brandis temporibus futuris perpetuo, ubi etiam a iu- 
diciis civilibus Bieccnsibus non alibi, quam ad Jus su- 
premum Castri Cracoviensis appellare cuiquam crit 
libcrum. Acta etiam iudicialia scabinalia civilia non in 
curia su ac magnificentiae nec in domibus viceadvocati 
aut ullis aliis locis scd in praetorio scrvari dcbcbunt 
in thesauro civiH, ita tamen, quod eisdem cista ordinari 
debct, ad quam viceadvocatus unam clavem et scabini 
duo scniores quilibet similiter per unam clavem haberc 
dcbcnt. Ad quos, quoties neccssitas postulavcrit. ipsi 
consules aditum negare non debent prefatis viccadvo- 
cato et scabinis. Ne autem in futurum uHa sit sinistra 
suspicio ob hanc retentionem actorum in praetorio 
factam per consulatum, ipsa acta in proximis iudiciis 


" 


... .' 


.,' 


y 


'.. 


T! " 
... I T, 
;
 
l. 


, .. 


,II 


'\1 


I' . 


.h 


tcrrestribus coram vicecapitanco Biecensi, iudiceque et 
subiudice terrcstribus Biecensibus reponi debent ac per 
cosdem rcvideri, qui si in eis ullam cognoverint notam 
sinistram domino capitaneo id referre debent. Super 
qua tandem sua magnificentia tanąuam capitaneus loci 
cum dictis consulibus id, quo d aequitas postulavcrit, 
procedere dcbebit iustitiam ministrandam, ubi demum 
acta cadem c o g n i t a, c a s t i g a t a c t c m e n d a t a pcr 
eosdem vicccapitaneum, iudicem et subiudicem Bieccn- 
sem in manus dictorum viccadvocati ct scabinorum 
Biecensium pcrpetuo servanda tradi et assignari de- 
bcbunt. 
2) Qucsta cst praetcrea magnifica domina Bcata, ca- 
stellana Sandecensis contra idipsum officium consulatus 
Biecensis. quod illi transitum alias g a nc k trans murum 
civitatis ex domo advocatiali erectum ad necessitatem 
suae magnificentiae curiae disiccre et impetuose con- 
fringere iussisscnt, id 
quod dnmu vicccapita- 
neum rcvideri dcbet 
ct quidquid vicccapita- 
ncus cognovcrit damni 
illati temere per con- 
sules Biccenses circa 
disiectionem dicti tran- 
situs, id totum suae 
magnificentiae rcstau- 
rari per cosdem con- 
sulcs dcbet. Domina 
etiam magnifica castel- 
lana Sandecensis eun- 
dem transitum, ubi mu- 
ro civili propter pro- 
pinquitatem eidem con- 
ncxam noxius fucrit ex 
proiectione continua sordium et fecium dc eodem tran- 
situ versus murum civilem, ulterius cducere a muru 
civili debebit ac eundem transitum in postcrum instau- 
rare sui s propriis impensis tenebitur. 
3) Quia vero ipsa magnifica domina deponebat sc gra- 
vari iniuria civium mcmoratorum Biccensium ex possc- 
sione hortorum in suburbio consistcntium, quibus in 
praeiudicium suae magnificcntiae dicti cives uterentur 
dictiquc hortus ad advocatiam pcrtincrcnt, etiam pra- 
tum iuxta villam Bcdlna, quod est contiguum fluvio 
Ropa ad ipsam pcrtincre asseruit, quod ipsi consules 
quoque in ciusdem praeiudicium tenent coque utuntur, 
invenimus et conclusimus reviso privilegio advocatiali 
ipsac magnificae dominae, quod ipsa nec ad hortos nec 
ad ipsum quoquc pratum quicquam iuris habet aut 
proprietatis. Idcoque dicti consules ct cives Bieccnses 
pro suac magnificcmiac intcresse ratione talium omnium 
nihil pati debcnt impeticionis, verum ubi praefati con- 
sulcs et civcs Bieccnscs super talium hortorum et prati 
possesione iura producerc ncquiverint, cx tunc potius 
regis (s). uti et loci capitaneo competcrc videbuntur in 
futurum. 
4) In supcr questa magnifica domina... contra mcmora- 
tos consules Biccenscs, quo modo illi violcnter e tabcrna 
sua novitcr in villa Bcdlna erccta sutorcm cxpulisscnt 
resque illi disiecisscnt suo artificio oportunas in maxi- 
mum dam num et praeiudicium privilcgii eiusdem advo- 


, I 


. , 
-.. - 
.' , 

. 


t. 


\ 



,,1..
>>>
335 


MATERYALY DO HISTORYI MIASTA BIECZA 


33 6 


catialis, super cuius rei cogmtJOnem dnos vicecapita- 
neum, iudicem et subiudicem Biecenses designavimus, 
qui in proximis terminis terrestribus Biecensibns rem 
totam illic audituri sunt, cognitoque quod ipsi cives 
aut aliquis eorum noxius fuerit compertus. pro tali 
excessu iuxta ipsorum cognitionem puniri dcbet. Et 
nihilo minus eadem magnifica domina in cadem taberna 
sutorem suum servare debebit et poterit libere pro 
usu et necessitate sua iuxta continentiam privilegii sui 
advocatialis desuper quod peramplius consules biecenses 
neutiquam impedire dcbebunt in futurum. 
5) Questi tandem sunt e diverso famati proconsuI et 
consules Biecenses nomine et ex parte totius commu- 
nitatis ac rei publicae eivilis contra ipsam magnificam 
dominam castellanam Sandecensem, quomodo ipsa tres 
areas integras domorum civilium pro se usuque ac ne- 
cessitate sua accepisset et in eorum duabus aedificia 
curiae advocatialis suae erexisset oportuna de facto, ter- 
tiam vero cannali et aquaeductu e curia sua illic locato 
confossam aedificio inhabilem reddidisset, unde a sin- 
gulis areis supranominatis cen sus terragii, t:xactiones 
regales. cannalium exactiones, vigiliae et alia eivitatis 
onera more civilium consuetudinum solvi solita hacte- 
nus, reipublicae et fis co civili dcperdita mancnt, unde 
et iacturam non modicam et praciudicium haberent 
intolerabile. Super quibus singulis vigore compromissi 
utrinque accepti decrevimus... quod ipsa magnifica ca- 
stellana Sandecensis areis supraexpressis tribus occu- 
patis pro necessitate suae magnificentiae tam aedificiis, 
quam cannali et aquaeductu praefatis ex nunc in per- 
petuum uti et frui debet tanquam propriis eosque ob- 
tinere pleno iure et successores sui hereditllrii. Ex qui- 
bus quidem areis supranominatis tri hus in solidum civi- 
tati memoratae dictisque consulibus tanquam admini- 
stratoribus rei publicae pro omnibus ct singulis exac- 
tionibus eivilibus: vigiliis, censibus, terragiis. cannalibus, 
scharwarek ac in summa omnibus oneribus civilibus, 
solis exactionibus regalibus exceptis, u n a m m a r c a m 
pecuniarum numeri et monetae polonicali ad praetorium 
singulis annis semper ad festum s. lVI artini... solvere 
debebit..., census autem retentos... consules... cassant et 
dimittunt in aevum nunquam a quopiam in futurum 
repetcntes. Quoties vero exactiones regales in civitati- 
bus exigendae laudatae fuerint, toties et sua rnagnifi- 
centia suique successores easdem specialitt'r ex areis 
praedictis tribus seu qualibet area praefatarum seorsum 
iuxta antiquam consuetudinem dare, solvere et nulla 
contradictione interposita pagare tenebitur suigue suc- 
cessores debebunt, ipsa solutione marcae unius annalis 
ratione onerum praefatorum civilium duntaxat non ob- 
stante, quae suum semper terminum solvendi ad idem 
festum s. Martini habere debet in aevum. 
6) Cannale vero, per quod aqua e curia suae magni- 
ficentiae trans murum civitatis profluit, quo similiter se 
consules memorati gravatos querebantur a sua magni- 
ficentia, conclusum et inventum est per nos, quia cum 
cannale memoratum nullum evidens dam num civitati 
intulit hactenus sed nec muro civili noxium est, ex 
praevisa monitione boni cannalis trans murum locati 
a sua magnificentia liberum erit ei peramplius ita tam en, 
quod sua magnificentia suique successores semper in 
tempore eiusdem reformationis aequam rationem habere 


dcbcnt foramenque cannalis trans murum euntis crata 
fcrrea bene muniri et provideri debet, ne ab intra ac 
extra latrociniis ingressus et egressus clancularii pateant 
civitasque periculo exponatur. 
7) Quod vero consules memorati ipsam magnificam 
castellanam ratione electionis unius consulis quotannis 
hucusque clecti a sua magnificentia citaverant ad prae- 
sentiam regis nolentes id suae magnificentiae peramplius 
admittere im mo hanc potestatem adimere conantes, id 
non ad dictorum consulum intercsse pertinet, cum ips) 
in eligendo consulatu nullam facultatem ex vi privile- 
giorum habeant. verum id potius re... dominoque loci 
capitaneo a Sua Maiestate Regia agendum convenit cum 
sua magnificentia, unde peramplius suam magnificen- 
tiam pro praemissa consulis electione molestare et quo- 
vis modo impedire non debebunt ipsi consules hanc 
actionem reg... et dno loei capitaneo relinłuentes. 
8) Praeterea quod ad electionem scabinorum spectat. 
consules memorati instabant deponentes illis praeiudieio 
essc, quod ipsa magnifica domina electo viceadvocato 
suae magnificentiae et scabinos eligere pretenderet et 
nitebatur, deponentes ipsi consules id ad ipsos pertinere, 
decrevimus et conclusimus, quod ex nunc ipsi consules 
scabinos iudieiis civilibus praesidentes eligere debebunt 
in praesentia tamen dni capitanei vel cius vicecapitanei 
Biecensis et magnificae dnae castellanae Sandecensis 
vcl eius viccs gerentibus tanquam domini advocati he- 
reditarii civitatis memoratae, qui super intendere debe- 
ant, quo viri prohi et loco ac condicioni idonei per 
eosdem consules eligantur, iuramentisque eorundem 
scabinorum electorum officio praestan... adsint, quo offi- 
eium iudieii ben e debite et exacte administretur tcm- 
poribus pcrpetuis, 
Quam concordiam suprafatam ambo partium praefata- 
rum ipsa videlicet magnifica dna castellana Sandecensis 
pro se suisque succesoribus dictique proconsui et co n- 
sules pro parte totius reipublicae civilis in omnibm: 
punctis, clausulis. articulis. conditionibus utrinque ex- 
pressis, ratam gratam et inviolabiliter servandam accep- 
tarunt temporibus perpetuis et in ae\'um. Ibidemque 
ipsae partes memoratae omnia et singula ipsorum pro- 
ducta cita
iones, condamnationes et qnosvis terminos 
iudiciarios... revocarunt et in nihilum redigcrunt. In 
cuius rei evidentius testimonium sigilla nostra praesen- 
tibus sunt appensa, Actum et datum Cracoviae in domo 
et residentia saepedictac magnif. dnae Agncthis Beatae 
de Tanczyn, castellanae Sandeccnsis, advocatiaeque 
Biecensis possessoris hereditariae die dominico post 
festum s. Michaelis, quae fuit prima die mensis Octobris 
anno Dni millesimo quingentesimo tricesimo primo. 
Tom II. 6, 159-164. 


I 


134. 1632. 6 marca. Kraków. 
Zygmunt, król Polski, wydaje wyrok w sprawie między 
miastem Ciężkowice a Bieczem o drogę z Bardyjowa 
na korzyść pozwanego Biecza, polecając zgodnie z przed- 
łożonymi przywilcjami króla Alcksandra i samego Zy- 
gmunta 1., aby wszyscy (a więc Ciężkowiczanie) wiozący 
towary z Węgier, czy to z miasta Bardyjowa, czy też 
tylko przez to miasto lub jego okręg, jechali przez 
Biecz i tam się zatrzymywali, nim się dalej wybiorą 
w głąb królestwa i pozwalając Bieczanom wyłamujących 


.
>>>
337 


MATERYAł..Y DO HISTORYI MIASTA BIECZA 


33 8 


się z pod tego ohowiązku aresztować i zabierać towary, 
do czego mu pomoc starostwa bieckiego zapewnia. 
Tom II. s. 45. 


135. 1532. 29 paidzu'17zika. f(rakow. 
Zygmunt, król Polski, potwierdza transsumuje doku- 
ment sędziów polubownych z l/X. 1531, zawierający 
ugodę między miastem Bieczem a Agnieszką Beatą de 
Tanczyn, kasztelanową (castellana) sandecką i wójtową 
(advocata) biecką. 
Tom II. s. 159, 


136. 1534. 26 marca. Bucz. 
Sąd ziemski krakowski daje rajcom bieckim intromisyą 
tanquam e brachio regali na dobra Krzesława Woy- 
szyki de Żmigród, skazanego na zwrócenie w y p o Ż y- 
czonego od nich Paulina Oczko, trębacza 
(tubicinator), razem z trąbą mosiężną (tuba cuprea alias 
mosiądzowa) wartości 20 grzywien. 
Tom li. s. 230. 


137. 1543. 16 /tpca. Krakow. 
Zygmunt, król Polski. potwierdza dekret komisarzy 
z r, 1519 w sprawie granic wsi Kryg, Lilmsza i Ko- 
bylanka. 
Tom II. p. o-H. 


13 8 . 1544. 18 CZErwca. Biecz. 
Seweryn Bonar de Ualice, kasztelan i starosta biecki, 
żupnik i wielkorządca krakowski, stwierdza, że wobec 
aktów grodzkich 8 lipca 1541 Adryan l:3uczyński z Ol- 
szyn oświadczył, że rajcom biecki!T1 jest winien 48 grzy- 
wien czynszu rocznego, który na dobrach swych za- 
bezpieczył. Ponieważ terminu wypłacenia rat nie do- 
trzymał. po licznych pozwach uiyskali rajcy wyrok na 
niego i litterae executoriales, na mocy których miał im 
woźny dać intromisyą na dobrach Olszyny. 
Tom II. s. 71, len sam dokument skrócony t. II. S. 120. 


. 


139. 1544. 29 sit'rP1lia. Biecz. 
Seweryn Bonar de Balicze, kasztelan i starosta biecki, 
wydaje wyrok i (litterae) executoriales Dobiesławowi 
Cieklińskiemu, podstarościemu bieckiemu, przeciw Adrya- 
nowi Huczyńskiemu z Olszyn z powodu długu 100 
złotych. 
Tom II. s. 124. 


I 


. 


140. 1544. J grudllia, Krakow. 
Zygmunt. król Polski, wydaje wyrok w sprawie między 
miastem Ciężkowice a Bieczem o drogę do Węgier na 
korzyść pozwanego Biecza, polecając stosownie do przy- 
wilcju krÓla Aleksandra i swego własnego, aby wszyscy 
wiozący towary do Hardyowa lub jego okręgu prze- 
jeżdżali przez Biecz i pozwalając Bieczanom, aby wyła- 
mującym się z pod tego ubowiązku zabierali towary. 
do czego mają żądać pomocy starosty. i obracali na 
potrzeby publiczne swego miasta. 
Uwaga: Jest tu także wzmianka o podobnym wyroku 
z r. 1532, że w nim jest przestroga. 
aby mianowicie 
sami Ciężkowianie do Węgier przez l:3ardyowski okrąg 
idący albo tędy powracający nie udawali się inną drogą, 
jak przez Biecz«, tymczasem w wyroku owym jest tylko 
mowa o podróży z Węgier, a niema wcale wzmianki 
o podróży na Węgry, o co obecnie chodzi. 
Tom II. s, 40. 



 


14I. ł 545. ł- lipca. Krakll'l.v. 
Zygmunt, król Polski, rozstrzyga spór między ks. Era- 
zmem, doktorem medycyny i prepozytem szpitala w Bie- 
czu, a Feliksem Szalszą, kmieciem ze wsi królewskiej 
Libuszy, o rolc i łąki na granicy mi;dzy wsiami Kryg. 
Libusza i Kobylanka na rzecz pierwszego na podstawie 
donacyi i wyroku komisarskiego z 24 lipca 1519 r. 
Tom II. s. 10. 


142. 1546. 6 lutego. Krakow. 
Zygmunt, król Polski. chcąc ulżyć miastom zbyt przy- 
gniecionym podwodami delegatów, posłów wszystkich 
miast i wsi, które podwody rei publicae causa dawać 
zwykły, a między innymi i przedstawicieli m. Biecza. 
którzy przedłożyli potwierdzony przez Jana Olbrachta 
przywilej Władysława Jagiełły uwalniający ich od pod- 
wód, co obecnie potwierdza, 
Tom II. s. 98. 


143. ł 546. 19 marca. Kraków. 
Wobec aktów administratora dyecezyi krakowskiej 
Andrzeja Czarnkowskiego, Erazm Wolski. proboszcz 
i Jan Koder (Chodur). rajca z Biecza, zaproponowali 
następujący rozdział dochodów altaryi Wniebowzięcia 
K P. M. jako jej patroni po śmierci Jana Corvina osta- 
tniego jej posiadacza: I) kaz
odzieja polski otrzyma 5 
grzywien rocznie a 2) dwaj wikaryusze parafii po 2 
grzywny. 3) obowiązki zaś do altaryi przywiązane mają 
wszyscy spełniać kolejno co tydziell. 
Tom I. s. II, 10m II. s. 102 i tom I. s. 100 jak transsumpt w dok. 
biskupa Samuela Maciejowskiego z 9/1\". 154 0 . 


144. 154f). 9 maja. Kraków. 
Samuel. biskup krakowski, na prośby raJcow i plebana 
bieckiego Erazma Wolskiego. artium et medicinae do- 
ktora, jako patronów, kapelanią św. Stanisława na cmen- 
tarzu kościoła parafialnego czyli ołtarz \Vniebowzięcia 
N. P. M. rozdziela i wciela do beneficyum dwóch wi- 
karyuszów parafialnego kościoła (po 2 grzywny) i ka- 
znodzip.i polskiego (5 grzywien), który w kaplicy św. 
Stanisława przy (penes) tymże kościele po polsku 
z p o w o d u m n o g o Ś c i l u d u t y m j ę z y k i e m m ó- 
w i ą c e g o głosi słowo boże, ponieważ dla szczupłego 
uposażenia trudno znaleść odpowiedniego do tego urzędu 
duchownego, tudzież ponieważ wikaryusze parafialni 
prawie żadnego uposażenia nie mają, ściśle określając 
ich obowiązki i stanowisko zależne wobec proboszcza, 
który obowiązany jest im dawać wikt według dawnego 
zwyczaju za darmo. 
Tom r. s. lO, tom II. s, 101 159. 


145. 1549. 21 lutego. Kraków. 
Zygmunt August, król Polski, potwierdza miastu Biecz 
wszystkie dawniejsze przywileje i prawa. 
Tom II. s. 253. 


146. 1549. 15 sierP1lia. Kraków. 
Zygmunt August, król Polski, stwierdza, że mają prawo 
obywatele bieccy nadane przywilejem \\'ładysława Ja- 
giełły wycinania w okolicznych lasach królewskich 
drzewa na ich potrzeby i na użytek publiczny (pro 
illorum necessitate et usu publico ) i że starosta nie 
może im tego zabraniać, aż do odwołania tego przywi- 
leju przez króla. 
Tom II. 5. 4 I. 


22
>>>
339 


'łATERYALY DO HISTORYI MIASTA BIECZA 


34 0 


147. 154!ł. 20 sierpnia. Kraków. 
Zygmunt August, król Polski, normuje urząd rajców 
w ten sposób, że ma ich być 12 dożywotnich (dotąd 
liczba była chwiejna), nowych ma wybierać z pośród 
ławników miejskich starosta. Administrować miastem 
i jego majątkiem ma sześciu i zdawać sprawę ze za- 
rządu według zwyczaju a tylko do spraw ważniejszych 
powoływać mają innych sześciu; zakazuje staroście 
i podstarościemu zuchwałego mieszania się w sprawy 
miejskie i łamania zarządzeń rajców, dozwalając tymże 
w każdym wypadku apelować do króla; w końcu usta- 
nawia w Bieczu wolny targ na mięso (liberum forum 
carnium) w każdą sobotę od św. Bartłomieja do Trzech 
Króli. 
Tom II. s. 248. 


148. 15-łU. 27 sierpnia. Krakow. 
Zygmunt August, król Polski, daruje miastu Hiecz młyn 
pod temże miastem leżący, a właściwie jego trzecią 
część zastawioną mu dawniej za pewną kwotę przez 
poprzednich królów. 
Tom II. s. 27. 


149. 1550. 9 czerwca. in cO/Wtlltżone gmeralt: Piotrków. 
Zygmunt August, król Polski, oświadcza, że potwierdził 
mi
dzy innymi miasfu Bieczowi przywilej na blich, a to 
dlatego, .aby obywatele jego nie tylko byli ochoczy 
do ubwarowania go, ale także, aby im nie brakło po- 
trzebnych na to kosztów c, a tutaj objaśnia dodatkowo 
jedną tego przywileju klauzulę, aby nie stała się przy- 
czyną sporów, a mianowicie, że nikt, a więc i staro- 
stowie i dzierżawcy królewscy nie mogą w Hieczu i jego 
okolicy w promieniu 2 mil zakładać blichu i tkackich 
warsztatów na szkodę tego miasta 
Tom II. s. óo. 


150. 155 t. I8 marca. Krakó,ltI. 
Zygmunt August, król Polski, poświadcza, że Wawrzy- 
niec Spytek Jordan de i\lelsztyn, kasztelan sandecki 
i podskarbi koronny, zgodnie z dawniejszem zobowią- 
zaniem swego ojca Jana Jurdana uczynionem na rzecz 
Jana Ocieskiego, podkanclerzego koronnego, podkomo- 
rzego i burgrabi krakowskiego, starosty sandeckiego 
i olsztyńskiego, przenosi ze sprzedanych dóbr Szerzyny 
czynsz wykupny II grzywien 12 groszy, kupiony niegdyś 
za 306 przez rajców m. Biecza na uposażenie 2 ołtarzy 
w kościele parafialnym w Bieczu na dobra swoje Brzo- 
zową, zapisując go w aktach oficyalatu duchownego 
bieckiego, dając nań intromisyą przez woźnego ziem- 
skiego krakowskiego w towarzystwie 2 szlachty i ubez- 
pieczając jego posiadanie i pobieranie różnemi klau- 
zulami. 
". om I. s, 3Ó, tom II, s, Ó9. 


151. 1551. I8 marca. Kraków, 
Zygmunt August, król polski, potwierdza na prośby 
rady hieckiej drugim dokumentem przeniesienie czynszu 
rocznego I I grzywien i 12 gr, z dóbr Szerzyny na 
dobra Brzozową, należące do podskarhiego kor. Wa- 
wrzyńca Spytka Jordana, nakładając także ciężar wy- 
prawy wOjennej i inne prawa królewskie należne z tego 
czynszu na Brzozową i jej posiadaczy -non obstante 
huiu:.modi census asscriptione immunitati ecclesia- 
sticaec. 
Tom I. s, 3Ó i 187, tom II. s. 139. 


152. t 55 t. I5 marca. Krakow. 
W obec administratora dyecezyi krakowskiej Jana Przy- 
remhskiego przenosi Wawrzyniec Spytek de l\1elsztyn. 
kasztelan sandecki. czynsz roczny płacony rajcom biec- 
kim na utrzymanie 2 ołtarzy w parafialnym kościelc ze 
wsi Szerzyny na wieś Brzozową. 
Tom II. s. 275. 
Uwaga: W tej sprawie zasługują też na uwagę zapiski 
następujące: 
»R. I 529 w aktach Piotra Tomickiego I grudnia opinia 
(sententia) ołtarzystów bieckich o przeniesieniu czynszu 
10 grzywien za 200 grz. na wsi Szerzyny zapisanych, 
Patrz akt egzekucyi z okazy i tego czynszu 28 'lY. 1530. 
R. 1530 31 grudnia złożenie (repositio) czynszu 21 grz. 
ze wsi Szerzyny dla ołtarzyst()W bieckich za tęż sumę. 
Patrz akt z 27 marca 1533 r. i kwit z 12 maja 1534 r. 
Przepisanie (ingrossatio) czynszu 8 grzywien na wsi 
Szerzyny dla ołtarza św. Stanisława w Bieczu. Patrz 
aprobacya z 25 czerwca 1546 r.c. 
1'0111 I. S. 139. 



 


153. 1551. I3 kWietlll
l. Biec:::. 
W ubec aktów oficyalatu bieckiego zatwierdzają Jan 
Gniadek i Jan Czarny, jako pełnomocnicy całej wsi 
(totius communitatis) Brzozowa, kontrakt zawarty przed 
administraturem dyecezyi krak. Janem Przerębskim 
między WawrzYI1cem Spytkiem de l\1elsztyn, kasztela- 
nem sądeckim, a rajcami bieckimi o czynsz I I grzywien 
i 12 groszy na utrzymanie 2 ołtarzy w kościele biec- 
kim i zobowiązują się pod karami kościelnemi płacić 
ten czynsz w dwóch rocznych ratach w olwcności sła- 
wetnych panów: Pawła Zająca, prokonsula, :\Iacieja 
Liszka i Szymona Szewca; między świadkami jest także 
Andrzej, kaznodzieja niemiecki. 
1'0111 II. s. 227. 


154. 1553. 22 marca. In CO/Jlitti's &g ni. Krokow. 
Zygmunt August. król Polski, pozwala rajcom m. lIiccza 
przyjąć 400 fi. od szlachetnego Jana Czermiellskiego 
i zobowiązać się płacić dożywocie w wysokości umo- 
wionej bez zwracania kapitału. 
Tom II. s. 182. 


ł 


155. I 553. 5 /1.1aja. Biec::. 
Ordynacya szkoły parafialnej w Bieczu. 
Hunorabilis l\lartinus Samboritanus, in Brzesko plebanus 
et altarista Biecensis, personaliter comparens et rata 
habens omnia et singula praemissa I, cupiensque secun- 
dum praeceptum propheticum elemosynis peccata sua 
redimere ac civitatis Biecz, in qua ab ineunte aetate 
per multos annos sese sustentavit, commodis prospi- 
cere, quo diligentius in ea pueri et adolescentes bonis 
litteris atque moribus erudirentur et cum ad capessen- 
dam rem puhlicam tum ad cultum divinum redderen- 
tur idonei, censum praedictum 10 marcarum rectori 
scholae Biecensis pro tempore assignavit secundum 
o r d i n a t i o n e m infrascriptam perpetuis tempOJ-ibus 
sub approbatione ordinarii officii valituram. 
lmprimis ordinavit ipse dominus l\lartinus Samboritanus, 
ut is cen sus magistro sive baccalaureo scholae Biecen- 
sis pro tempore existenti solvatur quotannis sta(tuJtis 
temporibus dimidius quidem ad festum s. Johannis 


I To jest kupno czynszu i jego warunki, patrz wyżej tudzież nr. 15ó- 


i
>>>
34 1 


MATERYALY DO HISTORYI MIASTA RIECZA 


34 2 


lIaptistae, rcliquus vero dd Natalcm Domini nostri Jesu 
Christi. Cum autem scholae moderatorem consules Bie- 
ccnses quaerere et eligere et pro tempore existenti pa- 
rocho praesentare debebunt et quidem talem, qui sit 
in aliqua universitate graecae, latinae et theutonicae, 
adminus autem latinae et theutonicae linguae peritus, 
honestis moribus ornatus, de nulla hacresi suspectus. 
Debcbit vero is quotidie exceptis festivis diebus, so- 
lemnibus vigiliis et sabbathis duas lectiones per Se 
legere, unam quidem in Cicerone, \T ergilio. Sallustio et 
aliis bonis autorihus praesertim oratoribus, poetis et 
historicis classicis camque lectionem germanicc ipsis in- 
terpretabitur, alteram vero in arte grammatica graeca 
et latina, in dialectica et rethorica successi\'e secundum 
profectum atquc capacitatem scholasticorum. lIabebit 
praeterea cum eisdem scholasticis provectioribus eisdem 
diebus exercitationes, secundis quidem ac terciis feriis 
in ea parte grammaticac, quae etymo- 
logia dicitur, quarta feria in syn- 
taxi, quinta in dialecticis, sexta in pro- 
sodia et ratione carminulll, sabbatho 
autem in rcthoricis scrihcndisque cpi- 
stolis et oratiunculis seu de graeca 
vel theutonica in latinamlinguam trans 
ferendo, ita tamen, ut in his omni- 
bus capacitati et profectui schola- 
sticorul1l scrviatur. Dominicis autem 
ac aliis festis diebus c\'angelium sivc 
epistolam ipsius rlici circa rem divi- 
nam legi solitam latine et germa- 
nice ipsis eXIJonet non tamen sub 
concionc, tunc enim iubebit omncs 
composite interesse concioni ger- 
manicae. Putcrit tamen exercitatio- 
nes supramemoratas per substitutum 
idoneum nonnunquam explere, per 
quem etiam, si ipse per se non suf- 
ficiet musicam et computum ecclesia- 
sticum uno aliquo die in septimana festo vel festo leget et 
exercitabit. His autem umnibus lectionibus et exercitatio- 
nibus omnes scholastici divites et mendici a minimo ad 
maximum interesse debebunt, ne, iuvantibus quidem et 
adultis exceptis, praesertim quod ad lectiones attinct, ante 
omnia vero in ScllOlis quotidie: Yeni sancte Spiritus. in 
dimissione vero ac domnitione: O adoranda Trinitas 
etc. cantari debebit. I-Iabebit autem ipse ludi magister 
pro his laboribus loco merc
dis decem marca s annuas 
supramemoratas ex censu ab ipsu dominu I\lartino 
Samboritano apud consules atque communitatem eius- 
dem civitatis emptu seu in alia quaevis bona forte 
postca transferendo ultra antiquos proventus a clerica- 
tura: Bogm"od:;ica, Sah/e et Au/er a ,10bis ac praecia 
a pueris pendi solita hac tamcn moderatione intuitu 
supradictarum 10 marcarum facta, quod a pueris ci\'ium 
eiusdem civitatis in prima classe sive in maiori loco, 
ut \'ocant studentibus singulis non iam 8 sed 6 gr. tan- 
tum in trimestre tempus; ab iis, qui in minor loco 
lcgere iam scient tantum 3 gr., a ceteris vero Sl'cun- 
dum antiquam consuetudinem. Ceterum in diversis 
curis et negotiis distentus ipse ludi magIster minus recte 
hacc umnia suprascripta praestare possit, liber esse dc- 
bebit a notariatu civitatis nisi forte pro ratione tempo- 


, 


\ 
, 


ł 


. 
I 


- 


ris et evidcnti utilitatl' schulae parucho cum cOllsulibus 
aliter videbitur. Porru consules duu eruditiores cum 
parocho pro temporl' existcnte sive substituto eius, co n- 
cionatori gennanico vel altarista aliquo omni quartali 
anni semcl scholam ingredi et schulasticos de negli- 
gentia ludi magistri ct substituti eius al' de studiis et 
profectu puerorum diligentcr examinare dl'bebunt. Quod 
si nl'gligentem aut in honestis moribus aut sibi minus 
morigerum aut deniquc minus idoneum ludi magistrum 
repercrint, peterunt cum pariter et non consules sinl' 
paroch o neque parochus solus sine consulibus amovere 
et ali um suprascripto mudo ipsi surrogarc. Hoc tamen 
ipse d. l\lartinus in potestate sua retinuit, ut, quoad 
vixcrit ipse, et non alius quisquam, nisi quem forte 
ipse secum adhibere et admittere volucrit, scllOlam si- 
cuti suprascriptum est visitct et ipsi suli census ille 
10 marcarum soh'atur, ita ut si qua necessitas et aege- 
stas cum praemat, in proprium suum 
usum convertere eum possit, Alio- 
qui autem scholae moderatori eum 
annumeret curetque ipse et attendat, 
ut haec ordinatio effectum suum in 
toto sortiatur. Quod si. quando post 
mortem ipsius d. :\lartini lingua ger- 
manica in schola supradicta doceri 
intermittetur et moderator linguae 
germanicae imperitus ei praeficietur 
neque curabitur, ut hinc ordinationi 
satisfiat, tunc supradictus census 10 
marcarum debebit om nino converti 
pro sacerdote et capellano sive prae- 
bendario capellal' sive sacelli fa- 
mati olim Gregorii Cromer, civis et 
consulis Biecensis, quae cst postrema 
in sinistra parte ecclesiae parochia- 
lis Biccensis, qui unam quidem m
r- 
cam concionatoribus, commemora- 
tionem animae ipsius d. Martini Sam- 
burithani in concione facientibus inde sol vet, reliquam 
vero sibi habebit. Tenebitur autem is presbiter seu 
praebendarius in eodem sacello per se vel per alium 
legere omni septimana duas missas: unam de passione 
dni nostri Jesu Christi: Humilill'l".'t, altcram vero pro 
peccatis: Si iniquitatis. \Tero sacerdotem seu capella- 
num seu praebendarium legitimi haeredes et successo- 
res supramemorati Gregorii Cromeri de linea masculina, 
in defectu vero masculorum etiam per sexum femini- 
num descendentes luci ordinario praesentare debebunt, 
ita ut senior tantum et gradu propinquior praesentet 
cetcris consentientibus. Quod si stirps CrOlnerorum 
masculina pariter et feminina prorsus defecerit, tunc 
demum consules civitatis Biecensis iuspatronatus eiusdem 
capellae sive praebendae pleno iure devolvetur. Ut au- 
tem haec omnia et singula robur perpetuum obtinere 
valeat, praefatus honorabilis Martinus Samboritanus ven- 
ditionem census et ordinationem suprascriptam. -. . . 
confirmari, immunitatique ecclesiasticae ascribi... a do- 
mino Vicario in spiritualibus generali Cracoviensi petiit. 
Tom II. 6. 83-80 jako czc;ść dokumentu Bartlomieja Gantkow- 
skie
o, wikaryusza dyecezyi krak, z 3 czerwca 1553. 



;
:,.:?;",. 
 =--
" 
,. 
.'If -. 
\
t':: ,'
)
:

/ 


 . .., ,:':.. ., 


1, _ 
I ) ' 
'
 :,: ,M\c 

 ....'ffJ' 14' #f:C' h
 
'


 "';"'
...", . ,

 


t7,:.)

1 
r.'
 ,., PL. ,..' .. ,-,_.t;J 
J /-'" t

"!
': (, 
il 
 ,,'I;
.

 

...... =-..:;;. - ---=
 =-:.: I IIJ 
 I 
 t _ .;\\
 gp ' 
-.._ 
__r- -=-" - '"... ;..;...,,
i.;J.I -. 
--_---.:..- -- -- ,-.,-- --
 



 

. .If'- 
'.L. 


-'- 
, -'ii; 
f;-:;' , 
'!':

 A: 


\
 .- 


c- 


. 
 



 ..: 


..... 


Fig, 12. Hiecz. Tarcza z orlem na scianie szpitala z r. 1487. 



. 
J' 


l 

= 
.-
 
, 


'J 


15 6 . 


1553. 12 maja. Krakow, 
Zygmunt August, król Polski, pozwala I\larcinowi Sam-
>>>
, 


343 


MATERYALY DO HISTORYI MIASTA HIECZA 


344 


borczykowi (Samborita), plebanowi w Brzesku a ołta- 
rzyście bieckiemu, celem uposażenia rektora szkoły 
w Bieczu kupić roczny czynsz wykupny za 200 a nawet 
300 grzywien na młynie lub blichu biec kim albo też 
na innych dobrach miejskich lub ziemskich, poddając 
ten czynsz immunitati et iurisdictioni ecclesiasticae. 
Tom II. p. 87; tOIll II. p. 
o jako transsumpt w dok. B. Gątkow- 
skiego z 3:'6 1553. 


157. ł 553. 15 maja. Kt"aków. 
Wobec kanclerza i wikaryusza in spiritualibus krakow- 
skiego sprzedają plenipotenci rady i pospólstwa m. 
Biecza l\laciej Liszek i Feliks Milner, rajcy, Mlrcinowi 
Samborczykowi (Samborita), plebanowi z Brzeska i oł- 
tarzyście z Biecza, za 200 grzywien czynsz wykupny, 
10 grzywien na dochodach blichu miejskiego i trzeciej 
części młyna, zobowiązując się gu płacić w 2 równych 
ratach półrocznych (na św. jana i na Boże Narodzenie) 
rektorowi szkoły w Bieczu według ordynacyi fundatora 
i zabezpieczając jego wypłatę zwykłem i klauzulami. 
Świadkowie: Jan Czorczbogk, dziekan gnieźn.; Jakób 
Paczyński, archidyak. zawichostski ; Andrzej Patricius, 
pleban Szczurowy; Marcin Kromer, utr. i ur. dr. kustosz 
wiślicki; Andrzej Skarzewski, dziekan kruszwicki. 
Tom II. s. 81. jako transsumpt w dok. Wikaryusza generał. in 
spiritualibus z 3iV1. 1553. 


158. 155ił. 19 maja. Kraków. 
Zygmunt August, król Polski, wydaje dekret w .sporze 
między józefem Milnercm ze Sącza a radą m. Biecza 
o część młyna pod Bicczem, na korzyść miasta, które 
się wykazało szeregiem dokumentów dowodzących praw 
jego (kupno za 200 grzywien od matki józefa). 
Tom II. !, III. 


159. 1553. 3 CZl'rwca. Kraków. 
Hartholomeus (
antkowsky, kanclcrz, archidyakon i vi- 
clrius in spiritualibus dyecczyi krakowskicj, zatwierdza 
kupno czynslu roczncgo 10 grzywien na blichu i trze- 
ciej części młyna bieckiego dla rektora szkoły w Hieczu, 
który nabył :\Iarcin Samborczyk, pleban z Brzcska, od 
rady i pospólstwa m. Biccza, tudzież ordynacyą dla 
tegoż rektora i transsumuje dokument Zygmunta Au- 
gusta z 1553 r" zawierający pozwolcnie na kupno tegoż 
czynszu. 
Tom II. s. 81-87. 
160. 1553. 19 sierpnia. Krakow. 
Zygmunt August, król Polski, na skutek skargi Bie- 
czan, że są uciskani poborami ceł królewskich wbrew 
przywilejom dawniejszym a świeżo potwierdzonym, 
uwalnia ich od wszelkiej opłaty ceł, z wyjątkiem no- 
wego cła granicznego, tak jak są wolni Sandeczanie. 
T. II. s. ó3. 
161. 1554. 16 marca. Lublin. In convent£one gmerali, 
Zygmunt August, król Polski, potwierdza miastu Bie- 
czowi przywilej Kazimierza Jagiellończyka o robociznie 
przedmieszczan bieckich. 
Tom II. s. 32 


t 62. 1554. 14 kwietnia. Lubhll. bl cOllvmti0111' gmerali. 
Lygmunt August, król Polski, wydaje wyrok w sprawie 
między radą i pospólstwem m. Biecza a Stanisławem 
Honarem de Balicze, starostą bieckim i czchowskim, 
o zbudowanie przez tegoż blichu przed miastcm i odjęcie 
dopływu wody blichowi miejskiemu, na korzyść miasta 


z tego powodu, że miasto posiada dawniejsze przywileje 
na blich (cyt. dok. Kazimierza jagiell. z r. 1450), wobec 
czego Zygmuntowi I nie wolno było (non licuisse) na- 
dawać prawa budowania blichu Scweryno\\ i BonarowI 
ani tegoż synowi Stanisławowi jako starostom bicckim 
w promieniu 2 mil około Biccza. 
Tom II. s. 38. 


163. 1554. 1-1 kwictllt;l. Lublin. In COn1/l'ntt{J1le gall'rali. 
Lygmunt August, król Polski, wydaje wyrok w sprawie 
apclacyi od orzeczcnia komisarzy kn}lewskich o wy- 
kupno 6 mieszkańców przedmieścia bieckiego, o co spór 
toczyli: Stanisław Bonar de Baliczc, biccki i czchowski 
starosta, i rada z całą communitas miasta Biecza. Obie 
strony opierały się na przywilejach królewskich, ale 
wyrok wypadł na korzyść mieszczan jako posiadającyh 
starsze przywilejc i zabronił staroście wykupywać przed- 
mieszczan, którzy oddani zostali »pro laboribus et re- 
paratione murorum ac alim'um defcctuum ci\'itatis«. 
Tom II. p. 28. 
164. 1555. 10 c::;erwca. Pwtrkow. In com/altione gnll'ral; 
Regni. 
Zygmunt August, król Polski, nadaje Bieczowi - na 
podstawic przywileju Kazimierza jagicllończyka, od lat 
około dwudziestu jednakże nie wykonywanego, wskutek 
czcgo bardzo nieliczne i doniczego są jarmarki (nun- 
dinae) w tern mieście, tak że w pustkę się ono obraca- 
wolność od wszelkich myt (thelonea) wszystkim kupcum 
miejscowym i ohcym, skąrlkolwiek na jarmark (nun- 
dinae sive forum annuale) na św. Piotra i Pawła (29/ V I.) 
przybc:dą i rozszerza ją t,dde na drugi jarmark na święto 

awróccnia św. Pawła, tak, że cclnicy nic mogą żądać 
. opłat od nikogo z miejscowych i obcych przcz 8 dni 
w czasie trwania każdego jarmarku, z wyj,!tkicm od 
sukicn, mic:sa i obuwia, któlc skądinnąd nic powinny 
być sprowadzanc. 
Tom 11. s. 5u. 


165. 1555. 1-1 listopada. IVi/l/o. 
Zygmunt August, król Polski, zdając sobie sprawę (ra- 
tioncm habentcs) zc zasług wielebnego M a r c i n aKr o- 
m e r a, doktora obojga praw, kantora krakow.,. kano
 
nika warmińskiego i sekretarza swego, które sobie 
zdobył częściowo u ojca jego, cz;ściowo u niego w kafl- 
celaryi królewskiej przez posclstwa. i udział w sądach, 
przez napisanie llistoryi Królestwa i reszty dzicrżaw 
jego, okazując w służbie rzeczypospolitej gorliwość, 
prawość, wykształcenie i wierność - d o m jcgo r o- 
d z i n n y, należący do niego wspólnie z braćmi i siostrą 
a położony na rogu rynku (in acic circuli) ku kościo- 
łowi parafialnemu. uwal nia od wszelkich poda t- 
k ó w, danin i opłat państwowych, miejskich, zwyczaj- 
nych i nadzwyczajnych, a także od czopowego od wszel- 
kich napojl}w szynkowanych w nim. jak długo będzie 
pozostawał w rękach potomków, hraci i siostry Kro- 
mera i nakazujc starostom i poborcom podatków i raj- 
com bicckim przestrzeganie tego przywileju pod karą 
1000 dukatów węg., których część przypadnie skarbowi 
królcwskiemu a część stronie pokrzywdzonej. 
Tom II. s. 2u9. jako transsumpt w niedatowany'" dok. ZYl('m. III. 


166. ł 556. 28 mm"cn. Wtlno. 
Zygmunt August, król Polski, ustanawia w Hieczu myto 
(theloneum) 3 denary od konia i od pary wołów, które 


\
>>>
, 


34 6 


3-1-5 


lIIATERYAł..Y DO HISTORYI MIASTA BIECZA 


mają pł.ICić wszyscy nie uwolnieni od płacenia myt 
przez przywileje i konstytucye; opłata ta ma być obra- 
cana przedewszystkiem na naprawę dróg i mostów, 
o które się troszczy miasto per aliquot a civitate stadia 
quoquo versus. 
Tom II. 42. 


167. 1 ;)56. 23 pa:itl,;ienlikll. rVars::;ll'ltltl. 
Zygmunt August, król Polski, potwierdza dokument 
Zygmunta I. z 20 marca 1518. 
TOIII II. s. 2+-27. 


J 


168. 1556.,; listopada. Warsza'ltItl. 
Zygmunt August, król Polski, potwierdza ugodę za- 
wartą między Hieczem a Ciężkowicami przez pełno- 
mocników, którymi dla Hiecza byli rajca Feliks Milner 
i ławnik Bartłomiej Kromer, mianowicie, że Ciężkowianie 
mogą jeździć na Węgry tam i na powrót dowolną drogą 
bez przeszkód ze strony Hiecza, byle tylko wozili własne 
towary, (wiozących obce towary ma rada m. Ciężkowic 
na żądanie rady bieckiej karać) a za to Ciężkowice, 
odstępując ud przywileju udzielonego im przez tegoż 
króla, pozwalają Hieczanom jeździć dokądkolwiek z po- 
minięciem ich miasta. 
Tom II. s. 47. 
169. 1556. 7 listopada. r1tf11'Ssa'Wa. 
Zygmunt August, król Polski, rozszerza poprzedni przy- 
wilej o mycie z 28 marca 1556 o tyle, że i od pary 
nierogacizny i pary baranów mają pobicrać Rieczanie 
po I denarze. 
TOIII II. s. 43. 


170. 1557. E3 stycznitl. r Vars::;tlwtl. hl cOllventione gl'nerali. 
Zygmunt August, król Polski, chcąc, aby mieszczanie 
bieccy tem gorliwiej wzięli się do obwarowania swego 
miasta i aby na to mieli fundusze, pozwala rajcom na 
pobieranie opłat (census) a vino cremato seu distillato, 
quod g o r z a łka \'ulgari nomine appellatur, upominając 
starostę, aby dozwalał rajcom pobierać tę opłatę od 
wszystkich, co wódkę w domu robią, albo skądinnąd 
sprowadzają i szynkują. 
Tom II. s. 158. Cyt. Tomkowiez: T
ka kOIl.u'll'Ottlró'llJ Gal. .ach. 
tom I. s. 170. 


17 l. 155M. 13 pa:id::;ltrnika. Wars::;awtl. 
Zygmunt August, król Polski, wydaje dekret w sprawie 
między pospólstwem a rajcami bieckimi. 
Sigismundus, rex \'oloniae, Magnus dux Lith. etc., si- 
gnificamus nos designasse certo.. commissarios nostros 
iudices in causa intel' communitatem civitatis nostrae 
Hiecensis partem actoream et famatos proconsulem et 
consules civitatis eiusdem Biecensis citatos. Coram qui- 
bus commissariis nostris communitas civitatis Biecensis 
imprimis querebat de eisdem proconsule et consulibus, 
quod ipsi pecuniam ex proventibus civilibus annuis 
provenientern, quae potissimum ad r e p a l' a t i o n e m 
m o e n i o r u m civitatis aliosque usus civiles defensionis 
causa faciendos converti debeat, non eo, quo cOl1\'enit 
ordine, administrent dispensentque. Deinde querebant 
ue eisdem non esse septa civitatis, quae antiquitus ex 
roboribus construcnda erant, in locum priorum alia con- 
struenda expetebat. Querebant etiam non com monstrasse 
consulatum in ratione, ne quos usus contributionem 
dictarum s c h o 5 civitati ante decessum generosi Se- 
verini Honar donatam converterit. Praeten'a conquere- 


\ 


bant de cxpeditionc litterarum in cancellaria nostra, 
quodque conati sunt consules impetrare, ut consula- 
tum ad vitam gererent, item quod consules ab iis, qui 
ius civile civitatis suscipiunt, non ex aequo pensionem 
a susceptionc iuris ch,ilis exigant, item de libero foro 
exactionum a carnibus, quam exactioncm negligentia 
consulum capitaneus accipit. Insuper expetebat, ut lo n- 
g e r i s cura proventuum civilium administrandorum 
committeretur, denique petebat, ut libertas ab exactio- 
nibus pontalium civitati Biecensi concessa ex aequo in 
omnes cives extenderetur. Quas quidem causas com- 
missarii ad decisionem nostram remiscrunt, quem ad- 
modum ea omnia actis commissariorum uberius conti- 
nentur in terminoque hucusque continuato praesentibus 
utnsque (partibus) per se et per plenipotentes suos 
legitime coram nobis comparentibus terminumque atten- 
talltibus nos cum consiliariis et iuris peritis nostris 
actis commissariorum nostrorum revisis controversiaque 
examinata plurimum principio de ratione per consules 
Biecenses cx administratione proventuum civilium red- 
denda reiecta, antiquitus usitata consuetudine iuxta quam 
consules antea rcddere rationem sol iti erant. decerni- 
mus, ut ipsemet capitaneus Biecensis in absentia vero 
eius \'icecapitaneus adiunctis sibi ad id senioribus civita- 
tis contuberniorum omnium de universis et singulis 
perceptis et distributis proveotibus, in quos usus quan- 
tumve specificatis in singulos expositum aut ex proven- 
tibus annuis acceptum sit, :-ationem sufficientem et 
exactdm a consulibus Bieccnsibus singulis annis ante 
electionem novorum consulum exigat. De septis vero 
civitatis decernimus, ut communitas cum capitaneo 
agat, si \'elit ideo quod ad consules non pertineat. 
Quantum vcro attinet ad exactionem contributionum 
civilium s c h o s \'ulgo appellatorum, quae vivente ge- 
neroso Severino Uonar, capitaneo Biecensi impetrant (s) 
pro reparatione civitatis fuit, decernimus consulatum 
in proxima ratione commonstrare deberet, in quos usus 
eandcm contributioncm schos expcndcrit. Decernimus 
etiam consules ab impetitione communitatis ratione 
expeditionis litterarum in cancellaria nostra ideo liberos 
esse, quod non tcmpestive de eo ipsis causam institu- 
erint. Praeterea decernimus pensionem a susceptione 
iuris civilis secundum \'eterem consuetudinem consules 
ab iis civibus, qui ius civile imprimis suscipiunt exigere 
debere; de e)..,actione item liberi fori a carnibus, quam 
capitaneus accipit decernimus. ut communitas a capi- 
taneo, si vult, agat. L o n h e ro s, quorum curae admi- 
nistratio proventus civilis committitur decernimus non 
esse necessarios propterea, quod consules omnes de 
administratione proventuum rationem reddere adstricti 
sunt. Postremo decernimus cives Biecenses libertate 
pontalium civitati nostrae Biecensi concessorum (s) ex 
aequo omnes gaudere debere. In reliquis vero omni- 
bus causis sententias commissariorum nostrorum, quae 
in rem iudicatam transiverint et a quibus non est ad 
nos provocatum in omnibus conditionibus et articulis 
approbamus et confirmamus, hoc insuper adiecto, quod 
consules senioribus contuberniorum turres civitatis, in 
qui bu s singula contubernia defensionem civitatis pro 
debito fidei suae sustinere tenentur intus forisque ex 
publico civitatis sumptu adstricti erunt ea conditione, 
ut si non sufficiat ad reparationes turrium necessarios
>>>
347 


, 


MATERYALY DO HISTORYI MIASTA IJIECZA 


34 8 


provcntus civitatis adstricti erunt singuli civcs contri- 
butionem intcr se faccre, e)". qua quidem contributione 
reparationes turrium necessariae per consules diligenter 
perficiendae crunt. ita tamen quod deinceps contubernia 
singulas turres suas fidei curacque eorum commissas 
adstricti erunt reslaurare ac resarcire propriis sumpti- 
bus ncque permittere, quod aedificia per consules acdi- 
ficata labcfactentur aut corruant hac nostra sententia 
mediante. In cuius rei fidem sigiIlum nostrum praesen- 
tibus est appensum. Datum Warschoviae feria Y ante 
festum s. I łedvigis proxima a. D. millesimo quingen- 
tesimo quinquagesimo octavo, regni nostri anno XXIX. 
Relatio magnifici Johannis de Uczieszyn R. 1'. cancellarii. 
Tom II. s. 28... 


172. 155U. 22 kwidmtl. Krakow. 
Zygmunt August, król Polski, uwalnia miasto i miesz- 
czan bieckich od pozywania ich we wszystkich spra- 
wach przez kogokolwiekbądź przed trybunał krÓlewski 
(post curiam), ilekroć król bawi poza obrębem królestwa 
lextra Regnum nostrumJ. 
 
Tom II. s. 40, 


173. ł 56 ł. 6 c.'::erwca. Bu'cz, 
Ks. Erazm Wolski, doktor arlium et medicinae, pre- 
pozyt i oficyał hiecki, wobfc ks. Błażeja, kaznodziei 
Polaków i surrogata i aktów oficyalatu bieckicgo oddał 
50 złotych w ręce cechmistrza i starszych wielkiego 
cechu (magnum cODtubernium) na odprawianie mszy co 
piątek w kaplicy tegoż cechu. znajdującej się w ko- 
ściele parafialnym bieckim po stronie północnej a nadto 
podarował do tegoż ołtarza następujące paramenta: 
calicem argenteum cum patina, item pacificale argen- 
teum inauratum ac 5 lapidibus et margaritis et reli- 
quiis adornatum. item cassulam de holo serico nigro 
cum cruce aurea et alba et omnibus spcctantibus ad 
hoc, itcm cassulam de atlassio nigro cum cruce rubea. 
cum alba et omnibus attincnciis, item 2 ampullas de 
alabastro, pelium etiam de alabastro ad ablutionem 
digittorum, item missale cum armis. 
Tom I. s. hl. 


174. ł 563. 18 slyc.';mtl. 11/ convl'1ltu gelU'rali Piotrko'llŻellsi. 
Zygmunt Augu,.t, król Polski, wydaje miastu Biecz 
z ksiąg kancelaryi królewskiej kopię przywileju Kazi- 
mierza III Jagiellończyka z daty 19/11. 1450. 
To", II. s, 3U. 
175- ł 563. 29 listopada. 11/ COll'lleJltu reglli gmerali War- 
sza'lJŻellsi. 
Zygmunt August, król Polski, na prośby rajców biec- 
kich zatwierdza ex post czynsz roczny 8 grzywien, 
który nabyła rada m. Riecza niegdyś od zmarłych Sta- 
nisława i Jana Huczyńskich na wsi Olszyny I za 210 fi. 
węg. w złocie na wyderkauf. 
Tom II. s. 210, 


176. ł 565. r8-24 
 maren. Piotrkow. 11/ COIl'lJeJltu R£gni 
gel1erllli. 
Zygmunt August, król Polski, zawiadamia rajców m. 
Biecza. że na sejmie w Piotrkowie w sprawie między 
Wojciechem Pruskowskim, plebanem bieckim, a Janem 
Krepel, Adamem krawcem. Szymonem i Józefem szew- 


, Wieś nad Dunajcem Vi pohliiu C7chowa. 
t Post dominicam keminiscere; bliis;'e określenie daty w kopii zupełnie 
wyblaklej jesl nieczytelne. 


ccm, Kasprem de Drewno, sukiennikiem, obywatclami 
bieckimi, wydał wyrok zakazujący tym obywatelom 
praktykować nowacyi i obrzędów (ritusl czy to publi- 
cznie czy prywatnie, przechowywać kapłanów podej- 
rzanych co do religii katolickiej i uczęszczać na »con- 
tifJJles novatorume i to natychmiast do dni trzech pod 
karą proskrypcyi i konfiskaty majątku, a nadto naka- 
zuje rajcom ten wyrok we wszystkich szczegółach wy- 
konać pod karą 2000 dukatów I. 
Tom II. s. 229. 


177. 156
. 21 czerwca. Biecz. 
A k t k o m m i s a r s k i z r o z k a z a n i aKr ó I a J:\l ś c i 
za uchwałami sejmowemi około słuchania 
l i c z b V i P o P r a w y m i a s t stał się jest n a r a t u s z u 
b i e c k i m przez Ich Mści Pany kommisarze to jest JM. 
Wielmożnego Pana Jana Trala (z) Sczekarzowic, kaszte- 
lana radomskiego i starostę pilznieńskiego i takież uro- 
dzonego pana Stanisława Thassyckiego z Lusławic, pana 
Piotra Sułowskiego, sędziego grodzkiego bieckiego ku 
namiestnikowi starościemu szlachetnemu Tobiaszowi 
Chomątowskiemu, podstarościemu bieckiemu i od Króla 
Plości na to wysadzone według kommisyej K. Jl\1. 
szerzeJ w sobie obmawiającej w poniedziałek, który 
był 21 dzień miesiąca czerwca roku Pańskiego I 568. 
Tamże panowie komisarze czyniąc dosyć wskazaniu 
K. J. IVI. opytawszy pierwej rady, czech mistrzów i po- 
spólstwa wszystkiego, jestliżeby chcieli co przeciwko 
woli i rozkazaniu K. J. 1\1. mówić, a iż na wszystko do- 
browolnie z dzięk! jako posłuszni rozkazaniu pozwolili. 
tak jurysdykcyą swą komisarską albo assessorską fun- 
dowali i przez woźnego Pawła Pawłowskiego z przed- 
mieścia bieckiego przy slachcicach l\likołaju Schalab- 
skim i \V ojciechu Borzedzkim ohwoławszy przy 
innych wielu wiarygodnych. 
Poczyna się lidzha ab anno Dni 1562, to jest z roku, 
ktlry pisano 1563 aż do roku 1568. 
A tamże przed nami lidzbę ze wszystkich dochodów, 
przyjęcia swego i takid z wydatk6w przez całą pięć 
lat rajce przez 011 czas wszy tek minęli będący przy 
bytności radziec z teraz siedzących i takież przy wszy t- 
kich czechmistrzach i przy wszytkiem pospólstwie czy- 
nili weryfikując wszędy regestra radzieckie z wiado- 
mością czechmistrzów i pospólstwa, a żeśmy przez ten 
czas wszy tek pilci lat nie mało nieporządnego saffo- 
wania około wydawania pieniędzy a zwłaszcza na nie- 
potrzebne dary, czci, pokłony, na wesela, na drogi, żeśmy 
nie dokładając się na tern czechmistrzów ani pospólstwa 
ku szkodzie ich rzeczy pospolitej opuściwszy czo po- 
trzebniejsze oprawy murów, wież, strzelby, dział chako- 
wnicz obaczyli. 
Acz się wzdy od kilku lat poczęli byli poprawować 
gdy poczęto wedle dekretu K. J. M. lidzby słuchać. 
jedno iż przecie wiele się zawadzało niepotrzebnych 
a ich rzeczypospolitej szkodliwych wydatków prze nie- 
posłuszność, tedyśmy im to ex nunc zakazali, aby nie- 
śmieli na poty m nigdy tak śmielie bez wiadomości 
czech mistrzów i pospolitego człowieka tern saffować na 
niepotrzebne wydatki, coby było z ich rzeczą pospo- 
litej szkodą a zwłasz
za ex proventibus ordinariis et 


. 


ł 


I Naglówek kopii brzmi: Mandatum de non fovendis haereticis in civi- 
late Hiecensi. 


.
>>>
, 


35 0 


34 f1 


MAT ERY AL Y DO HISTORYJ MIASTA BIECZA 


. 
) 


privilcgiatis to jest z tych pieniędzy, które przychodzą 
z b l e c h u. r o r n e g o, g o rz a ł ki, s t r o ż n e g o. s i e r- 
skiego. przedmiejskiego i z garnczarskiego, 
od jatek, z łaźnie, ogrodne z przedmieścia, 
srotarstwo. postrzygalnia, za cegłę, za wapno, 
ramowe. kathowe, pasterne, mostowe, płat 
o d s k l e p ó w r a t u s z n y c h i, kit'dy też bywa według 
uchwały. czopowe, kwartniki od wina. tedy tern 
wszytkiem inaczej schaffować nie mają. jedno z tychże 
przyjętych prowentów wydatki przystojne odprawić 
z wiadomością czech mistrzów i pospolitego człowieka, 
chyba gdzieby się dotykało jakiej wielkIej, pilnej w y- 
p r a w y n a s ej m albo do J. M. j, róla a zwłaszcza 
gdzieby się dotknęło wolności przywilejów panów (?) albo 
jakiej mniej rzeczy potrzebnej dla ułomku 
wszytkiej rzeczy pospolitej. tedy mogą na 
to dać (ze) skarbu pospolitego, gdzieby 
była tego potrzeba. tedy z tych pieniędzy. 
które przychodzą ex proventibus ordina- 
riis sive privilegiatis jedno tym sposobem. 
aby pierwej dostatecznie obrachowali 
z czechmistrzami, czem by ta potrzeba od- 
prawiona być mogła. aby się nic niepotrze- 
bnie nie wydawało. A co od wydatków 
zostanie ex ordinariis proventibus, tedy 
to wszytko ma być obrócono i zachowano 
na poprawę miasta. wież, murów i na inne 
ku obronie i oprawie miasta tego, ó co 
czechmistrze z pospolitym człowiekiem 
mają radę napominać, a jestliby rajce nie 
chcieli być potężni (s), tedy staroście albo 
jego namiestnikowi mają deferować, a sta- 
rosta aut eius \'icesgerens tego ma dojrzeć, 
ahy się temu wszytkiemu egzekucya stała, 
nikomu na tem nil' folgując. 
A dla tej przyczyny tedy od 
tego czasu, iż każdy rajca 
porządkiem na sobie ma 4 
niedziele urząd burmistrzow- 
ski niesie. tedy będzic każ- 
dy powinien dniem przed 
zdaniem urzędu swego przed 
czechmistrzami na to od 
pospólstwa wysadzonemi ze wziętków i wydatków swych, 
jestli słusznie albo niesłusznie co wydawali lidzbę osta- 
teczną uczynić i resztę drugiemu oddać za quitern od 
czechmistrzów. A gdzieby który kto co niesłusznie wy- 
dał, tedy to tamże z ratusza nie schodząc ma peremp- 
torie sine quibusvis dilationibus aut appellationibus 
odłużyć, a starosta albo jego urząd, aby się temu egze- 
kucya działa dojzrzeć i wedle dekretu J. 1\1. Króla w rok 
ante electionem novorum consulum lidzby statecznie 
wysłuchać de omnibus perceptis et expositis. 
A gdzieby rajce z nienawiści naprzeciwko czech mistrzom 
chcieli się w tej mierze srogimi okazować a sub prae- 
textu alterius rei u to ich skarać, że ich doglądają, 
tedy ich wtem wszytkiem ma starosta albo namiestnik 
jego bronić. 
A co się dotycze. iż się wiele na tej lidzbie za te lata 
słuchanej okazowału, iż wiele wydano na dary, na ko- 
lędę, na czci i na inne (nie Ipotrzebne wydatki, które 
się już ex nunc amputuwały prawie wszytkie, tedy im 


to jednak będzie wolno na to się złożywszy albo innych 
okrawków, coby zostało od szosu. kiedy będzie uchwalon, 
że będą mieć, komuby rozumieli wedle potrzeby i ku 
pożytku swemu. komu chcąc pro dignitate sua dać 
i darować, co ich będzie wola. na co się poslJólstwo 
albo czech mistrze zezwolą. 
A iż wieś Męczina jest z przyzwolenicm wszytkich prze- 
dana, z której też mieli rajce singulis annis solarium 
certum i teraz tedy płatu na każdy rok lJrzybywać bę- 
dzie wedle tego jako się porozumieją rajce z czech. 
mistrzami i pospólstwem. tedy jednak z tegoż płatu ma 
się dostać rajcom siedzącym singulis annis per fi. 10 
a już im nic ku temu dawać nie mają, a starym rajcom 
dawać z tego intraty. wedle obyczaju starego po groszy 
24 a czechmistrzom do roku po gr, 30 
z tejże intraty tak i ubóstwo po staremu 
zach"wawszy. 
A skoro się te pieniądze za :\łęczinę 
wzięte. których jest ośmnaścieset złotych 
u pana Krzystofa Pieniążka na Kruzlowej 
zapisanp, nazad do skarbu wrócą. tedy 
niemi sami panowie rajce bez przyzwo- 
lenia czechmistrzów i pospolitego czło- 
wieka saffować wedle zapisu swego nie 
mają. jedno jestliby ich nie była potrzeba 
ku oprawie miasta, tedy się na to wszyscy 
zgodzić mają i tam ją dać. kędyby wię- 
kszy pożytek uczynili. ażeby też na pew- 
nem miejscu były, aby potem nie zginęły. 
A takież i ty pieniądze. które są na wy- 
"\, './1 derkaffiech zatrzymane prze niedbałości 
'! ;rj ' ....._ radziec przeszłych, iż o nie prawem nic 
'Wt,' 
 

 . !iilr:: - '\' 
j czynili tym pospólstwo było obowiązane, 
.:. ,1' 
 
 iż się musieli Xiężey singulis annis na płat 
I l-=: r - r, _ 
 zwykły. które z tamtych wy- 
--=- .:.
 -- -. -= ",--} _ - 
 = 
 derkaffów miał być \'icariom 
- 
 

. " r '
;-III- " " 
 
 -;. 
 ' -
 altaristom, ma
sionarzom: 

 .
'
 .........
 - ' . ".

 .=--==:...-
 . 


 

- 
.. -, 41- kaznodziei składać . ted) ' oto 
-- "..;;' - -----
 -- 
 - 
- 
 ,,
 1-,. l . 
:; _ Z- :,


.(\ft':..::: " ;r.. / mają sine intermissione pra- 

 · .:!:.......-.::.',..,-.j( "'"' --;. 1 \ wem popierać a nic nikomu 

 
 _

'ł'-ir .l\
 
chyba za pozwoleniem cze- 
chmistrzów nieodlJuśczać.- 
A gdy ta suma zatrzymana 
będzie do skarbu odłożona. tedy się to na oprawę 
miasta albo do pospolitego skarbu ku pożytku obrócić 
ma, zapłaciwszy Xiężey, co przyjdzie, a na potem nie 
mają się nigdy na ten płat Xiężey pospólstwo składać, 
jedno im z tychże wyciągnionych wyderkaffów płacić. 
A gdzieby o nięm prawem czynili, tego to tak długu 
Xięża czekać mają albo sami Xięża o nię prawem nie- 
chaj czynią. 
A czo też przed tem rajce nie wiedząc jako Czermień- 
skiego wyderkaffu albo płatu 20 złotych stracili, ty za- 
łożyć mają i to ich na ten czas jest et id sine absen- 
tibus, a niech się sami o to prawem patrzą wedle de- 
kretu starościego. który transit in rem iudicatam, gdy 
od niego nie prowokowano, będzieli komu krzywda. 
A takież za wozniki przedane, z tych pieniędzy rajcc 
lidzbę dostatecznie uczynić powinni na przyszłej lidzbie 
i coby tam jeszcze kędy przy kim być co było zatrzy- 
manego. tedy się to wszytko dp skarbu przywrócić ma 
i 20 zł. z kościoła wziętych, co srebro wykupiono też 


, 
. 
I 


-I 


. 


Fig. 13. Biecz. Kapliczka przydroina, 


ł 


.
>>>
35 1 


J 


MATERYALY DO HISTORYI MIASTA BlECZA 


352 


z nich ma być dostateczna lidzba i z resztą. która się 
okazała z tej lidzby naszej. 
A każdy burmistrz ma pokazać, co by dobrego za 
urzędu swego sprawił. a zwłaszcza kiedy b
dzie czas 
po temu. 
A iieśmy z o
lądania poprawy miasta wyrozumieli, iż 
tej poprawy wielka potrzeba, bo parkany murowane, 
na niektórych miejscach poprawy i pobicia takież i ko- 
ściół dachu. wieże brony potrzebują, takież i około 
dział. hakownic, ołowu, prochów wielkie zaniedbanie do 
tego czasu działo, przetożmy to zarazem reformować 
tak znowu jako też i oprawić rozkazali za takowąż in- 
stygacyą czech mistrzów imieniem pospolitego czło- 
wieka i za egzekucyą (starosty) albo jego namiestnika, 
ut supra. 
Inwentarze też mają być spisane tak na ratuszu jako 
też i \\ ieżach, srebra, c z e n y, zbroje, dział. hakownic, 
pancerzów. ołowu, prochu. salietry, wozów i innych 
wszytkich rzeczy potrzebnych od mała do wiela, aby 
się potem snadnie pokazać mogło. czego się będzie 
przyczyniało. Z których inwentarzów jeden ma hyć u sta- 
rosty, drugi na ratuszu, trzeci u pospólstwa. 2e P r z y- 
wileje. dekrcta i listy wszytkiemu miastu 
potrzehne iżby były porządnie do jednych 
a k t s P i s a n e dla poslJolitej potrzeby a prętszego na- 
lezienia ku potrzebie każdej nie ruszając przywilejów 
aż za potrzebą wielką (o nich że). A w rok, gdy mają 
nową radę obierac;:, żeby się starzy rajce wedle inwen- 
tarzów i z tymże, co przyczynili, oddawali. 
Czechy rurne ma każdy burmistrz za urzędu swego od- 
dawać, które potem mają być wrotnemu przy...... sło- 
dziech oddawane a wrotny czech mistrzom we 4 nie- 
dziele dla lidzby na ten czas, kiedy tenże burmistrz 
lidzbę czynić będzie, co czechy oddawał. 
Wały aby nie były ogrodmi i kopaniem psowane albo 
zarównowane i pod murem. 
A blech żeby w dobrym opatrzeniu, żeby percepta z pdna 
skarbu pospolitego dochodzili. 
A Charta góra, gdzie bywały pospolite pasze wszytkiego 
pospólstwa. tedy ma być po staremu wszytkiem wolna, 
żeby ex nunc nie śmieli nic. nikomu na niej oddawać 
i zagradzać bez pozwolenia pospolitego człowieka, chyba 
co tam teraz siali, zebrać pro hac vice mają. 
Na klejnot dla strzelania z hakownic i z rusznic do 
tarcze miejskim synom i innym rzemieśnikom, którzy by 
do tego chuć mieli, trzykroć strzelić do roku mają mieć 
z pospolitego skarbu ex proventibus ordinariis flor. 12 
dla ćwiczenia młodych ludzi czasu potrzeby. 
A co się dotycze tej lidzby wyżej pomienionej, którą 
rajce każdy z osoby swej czechmistrzom na każde 4 
niedziele czynić powinni. tedy chociajby prze zatrudnie- 
nie wszyscy czechmistrze nie byli albo dla odjechania 
na drogę, tedy jedno przed temi czechmistrzami czynić 
będą powinni. którzy doma będą, przynamniej trzema, 
a także i dla inszych rzeczy stanowienia, tedy ci, którzy 
doma będą stanowić mogą; na co sie ich więcej zgodzi, 
na tem stanąć ma. A dla lepszej wiary ku tej większej 
sprawie pieczęci nasze są przyciśnione. 
Actum et datum in lJraetorio Biecensi, anno et die ut 
supra. 
Tom II. 6. 2!j1-28S. 


178. 1569. 15 marca. Lublril. 111 cOm't"llti01It' gOlerali n'glli. 
Zygmunt August, król Polski, wskutek przedstawienia 
mieszczan bieckich, że dotąd nie mieszkali w ich mie- 
ście żydzi i na prośby ich. aby od tego nadal byli 
uchronieni, zakazuje żydom nabywania dóbr dziedzicz- 
nych, osiedlania się, przebywania, sprzedawania towa- 
rów w czasie jarmarku w Bieczu i pod Bieczem i za- 
wiadamia o tem MIkołaja Ligięzę, starostę bieckiego, 
aby nad wykonaniem tego przywileju czuwał I. 
Tom II. s. 141. 


179. 1569. 26 marca. Lublin. 111 COll'lJ{'lItu rcglli genemlt. 
Zygmunt August, król Polski. potwierdza miastu Bie- 
czowi przywilej Władysława Jagiełły uwalniający je od 
podwód, assensu consilioque tam Senatorum quam 
nuntiorum Regni in hoc conventu existentium, ponieważ 
pozwane przed sąd królewski o płacenie podatku pie- 
niężnego tytułem podwód uchwalonego na sejmie egze- 
kucyjnym warszawskim (constitutione Warszowiensi 
omnes libertates podwodarum civitatibus sunt sublatae). 
wykazało się tymże przywilejem i potwierdzającym go 
dekretem Zygmunta Starego, tudzież jako położone nad 
granicą \\ czasie wojennym narażone być może na wy- 
datki celem obrony swojej:t. 
Tom II s. 99. 
180. 1569. I.J. maja. Lublin. bl comJmti()1/t, gmerali Regni. 
Zygmunt August, król Polski, potwierdza umowę między 
Marcinem Kromerem, doktorem obojga praw i teologii. 
kanonikiem krakowskim i sekretarzem swoim a rajcami 
m. Biecza dotyczącą sumy 400 zł.. pożyczonej im na 
odbudowanie stojącego w środku miasta magistratu 
(pretorium?) i złączonej z nim wieży, które obecnie 
uległy zniszczeniu. Kromer nie chce zwrotu tej sumy 
dla siebie. ale postanawia, aby ją rajcy w ciągu 15 lat 
w równych półrocznych ratach złożyli napowrót z do- 
chodów miejskich i obrócili na uposażenie jakiegoś 
beneficyum s. 
Tom II. s, I!jS, 


181. 1569. q maja. /(rllko'W. 
Fundacya stypendyjna l\larcin;. Kromera dla 2 uczniów 
uniwersytetu krakowskiego pochodzących z Hiecza. 
(Ordl1latio reverendi domini l\lartini Cromeri de stu- 
diosis Biecensibus a. d. 1569 die 17 Mai). 
Reverendus dominus Martinus Cromerus. utriusque iuris 
doctor, custos Sandomiriensis. Cracoviensis et \Varmien- 
sis canonicus et S, Regiae Maiestatis secretarius, coram 
me nota rio publico ac testibus infrascriptis personaliter 
constitutus sponte, libere nulloque iuris aut facti errOJ'e 
seductus, sed maturo fretus consilio 400 fl. mon. et mi 
polonicalis in Regno currentis famatis dominis consu- 
libus totique communitati ci\'itatis Biecensis, patriae 
suae, ad instaurationem praetorii turrisque ei adiunctac 
nuper fortuita ruina collapsae dedit, numera\'it et _ cum 


I l'odobne przywileje uzyskało za czasów Zygmunta Augusta takte 
wiele innych miast polskich, widocznie wtlwczas konkurencya iydowska w dro- 
bnym handlu zaczęla być J:'rotna dla mieszczaństwa. 
· Nagł.iwek kopii brzmi: ł'odvodaruln decretum post executionem. 
· NaJ:'l«iwek kopii zczemialej i do teJ:'o stopnia nieczytelnej, :e czę- 
ściowo tylko zrozumialej, jest następujący: Benelicium I{ndi olim Martini Cro- 
meri episcopi Warmiensis, jest tu mowa najprawdopodohniej o ustanowieniu 
stypendyum dla studentów pochodzl)cych z Biecza; por. ordynacyę Kromera 
dla tego stypendyum wydaną 17 maja ISlI9.
>>>
J 


353 


'IATERYALY 110 HISTORYI :\JJASTA IIIECZA 


354 


cffcctu tradidit ca cunditionc, ut dicta pccuniaria summa 
dc pub lico ciusdcm civitatis thcsauro ad cxtcnuationcm 
intra 15 annos proximc conscqucntcs in usum ct pro 
sustcntationc duorum studiosorum, cx ca ipsa civitatc 
Sicccnsi in Acadcmia Cracovicnsi in studiis bonarum 
littcrarum atquc doctrinae dcinccps alcndorum solvatur 
sccundum dispositioncm ct ordinationcm ipsius dni 
Martini Cromcri dc conscnsu ct voluntatc corundcm 
consulum atquc communitatis factam, quac talis cst ut 
scquitur: 
Duo adolcsccntcs e civitatc Siccz orti, minimum 15 an- 
nos nati, qui lJrogressus bonos in bonis littcris habc- 
ant ct propensionem ad ea cum honcstate morum con- 
iuncta, a parcntibus autcm aut aliunde sumptus suf- 
ficicntcs habcrc non possint quindecim annis pro nimis 
in Acadcrnia Cracovicnsi alentur incipicndo ab initio 
anni futuri 1570. Eos autcm ipse dnus Cromp.rus quoad 
vivet cligendi et nominandi potcstatcm sibi reservat 
post mortern vero ipsi consulcs novi et antiqui cum 
praeposito hospitalis et opificiorum magistris pro tem- 
pore existentibus adhibito ctiam ludi litterarii consilio I 
eligcnt et nominabunt et curatoribus infra edendis prac- 
sentabunt. Quorum adolescentium quilibct non ultra 
tres aut quatuor annos hoc beneficio uti poterit, va- 
cante autcm loco alicuius infra unum et ad summum 
alterum mensem a tcmpore notitiae idem electores alte- 
rum eligere nominare et praesentare ad eundem modum 
tenebuntur. Ni fecerint poterunt curatores alium ex 
cadcm civitate vel si ibi dcfuerit idoneus aliunde arbi- 
tratu suo surrogare. Debebit autcm prae aliis haberi 
ratio propinquorum et cognatorum ipsius dni Cromcri, 
si qui erunt idonei, nec solum in civitate Bieccnsi 
supradicta. verum etiam alibi natorum sive ii sint ge- 
ncre nobiles sive non. Viventquc ii adolesccntes ad 
praescriptum ordinationis elemosinae b o r c a n a e et sub 
cura atque disciplina curatorum cius atquc iis curato- 
ribus cum rectore universitatis pro tempOJ.e cxistcnte 
illi ipsi studiosi et pecuniae, undc ii se sustcntcnt statis 
tcmporibus sive ratis rcpresentari a consulibus dcbcbunt, 
vidclicet 13 florcni cum medio infra octavam Natalis 
Christi incipicndo a proxime futuro anni pracsentis 
Natali, alterum tantum ad festum s. Viti ita ut quot- 
annis floreni 27 solvantur. Ex iis autem curatores su- 
pramcmorati uni cx illis studiosis 7\/1 grossos in sin- 
gula s hebdomadas in victum ct alios usus necessarios 
numcrabuntur. totidem ct alteri; unum vero florenum 
residuum pro se tollcnt exiguam quidem laboris mer- 
cedulam, sed Deus eos amplius remunerabitur. Quid- 
quid vero pcr tempus vacationis loci superfuerit in pro- 
motioncm unius studio si, qui primus sacris initiari vel 
baccalaurcus magistcrvc vcllct ac poterit, ab ipsis co- 
vcrtcntur, insupcr promovcndo ita ut modo mcmoratum 
cst quilibet sivc ad sacros ordincs sivc in artibus dc- 
bcbunt consulcs supradicti civitatis Sicccnsis 3 florcnos 
in subsidium confcrre dc publico, cum a curatoribus 
requisiti fucrint. Cctcrum e studiosis illis quilibct pust 
exactum tcmpus suum in hoc bcneficio tencbitur civi- 
tati supradictae 2 annis scrvirc in ali quo munere publico 
vel ecclcsiastico pro statu, conditione ct aptitudinc sua 
satvo usitato salario, vel si voluerit, sol vet civitati 15 


I Chodzi tu zapewne o opinię naucz\"cieli szkoly miej.kiej bieckiej. 


vel, si 4 annis co bcneficio usus fuerit, 20 florcnos in 
usus pubticos convertcndos, quibus conditionibus obli- 
gabit se quilibct corum prius quam hoc bcncficio uti 
incipiat, Porro consules una cum communitate supra- 
memoratae civitatis Biecz debebunt se et publica eius- 
dem civitatis bona provcntusque ad servanda et im- 
plenda, quantum ad ipsos et successores eorum pertinet 
omnia in hac dislJositione et ordinatione contcnta intra 
unum menscm litteris suis sub sigillo publico ct sub 
ccrtis pocnis obligarc ct a Regia Maiestate intra 3 mcn- 
scs eius obligationis conscnsum ct confirmationem ipsi 
uno Cromero repraesentarc. 
Quam qui dem ordinationem et dispositionem supra- 
dictam famati dni Gabriel Trąmbecki, Martinus Aro- 
matarius, consules, Florianus penio et Martinus tardo. 
magistri contuberniorum et cives biecenses suo et su- 
orum consulum et magistrorum contuberniorum ac 
totius communitatis Biecensis nomine vigore procura- 
tionis, mandati et plcnipotentiac, dc qua pcr littcras 
patentcs sigillo civitatis Hicccnsis signatis fidem fcccrunt 
in omnibus et singulis clausulis.... approba vcrunt sequc 
summam pracdictam 400 fl.... cum cffcctu tulissc reco- 
gnoverunt, dc illa cundcm quitavcrunt, ad obscrvatio- 
ncm omnium ct singulorum infrascripta ordinationc 
contcntorum sc ct omncs consulcs totamque communi- 
tatcm civium Bicccnsium... sub pocnis ac ccnsuris ccclc- 
siasticis pcr loci ordinarium... fulminandis, rcnuntiantcs 
quibusvis tam iuris quam facti rcmediis et cautelis 
quibusvis cfficacitcr obligavcrunt. Acta fucrunt haec 
Cracoviac in acdibus pracfati rndi dni Martini Cromeri. 
canonici Cracov., pracscntibus venerabilibus Thoma 
a Plaza. canonico Wislicicnsi, ccclesiac s. Step hani Cra- 
coviac ct in Modlnica picbano, Michacle Zarski, prac- 
bcndario ct altarista cathedralis cccl. Cracov. ct Johanne 
Czermienski, testibus adhibitis. 
Ex actis \'icariatus ct Officialatus Cracoviensis dc- 
scriptum... 
Tom II. s. 200, 


182. 10tHł. 
Rajcy oddają 400 grzywien zwanych »kwilcńskimi« 
z obowiązkiem płaccnia rocznego czynszu między kilku- 
nastu mieszczan, którzy kwoty otrzymanc ubezpicczają 
na własnych domach. 
Kod. Samb. p. 10. 


18 3. 1674. 20 kwietnia. Kmków. In conventu &gnigenerali 
Henryk, król Polski, na prośby Gabrycla Trąmbcckiego, 
rajcy, i Stanisława Stcrnberga, notaryusza miejskiego, 
posłów m. Biccza na sejm koronacyjny (nuntiorum 
civitatis nostrac Bieccnsis ad conventum pracsentern 
coronationis nostrac missorum) potwicrdza Hieczowi 
wszystkie dawniejszc prawa i przywilcje. 
Tom II. p. 254. 


184. 1674. 20 kwietnia. Kraków. In com/entu &gnz genl'rali 
frlicis coronationis 110strae. 
Henryk, król Polski, wskutck skarg rady, ławników 
i pospólstwa m. Biecza, że są pociągani do opłaty ccł 
(thelonca) wbrew przywilcjom przcz Kazimicrza Jagiel- 
lończyka na sejmic w Korczynie i przez Zygmunta 
Starcgo na scjmie w Krakowie za zgodą wszystkich 
stanów królestwa (omnium Regni ordinum consensu) 
udzielonych, zakazujc wszystkim dzierżawcom ceł i ich 
23
>>>
355 


35 6 


MATERYALY DO HIS'IORY} MIASTA UlECZA 


poborcom pobierać opłaty od wszelkiego rodzaju towa- 
rów będących własnością Bieczan, tudzież od wołów 
i trzody (peccoribus). 
Tom II. s. U4. 
185. [574. ID maja. Kraków. 
Henryk, król Polski, usuwając zwyczaje obserwowane 
w Bieczu 
a iure naturalis successionis abhorrentese 
nadaje mu artykuły wyjęte z plebiscytu m. Krakowa 
dotyczące się 
geradee. Po śmierci żony obywatela 
bieckiego, wszystkie 
gerade czyli paraphernalia e należą 
do jej dzieci i do męża i pozostają przy nim nawet po 
śmierci dzieci. Gdy żona umrze bez potomstwa, to wszy- 
stko, co do gerade należy i co mężowi przyniosła, o ile 
pozostało jeszcze, ma być oddane siostrze albo naj- 


I; 
ł 
I .
 
.. 
 I 
, ':' 
, r.t 
" 
I 11 


:%, 


- ,. -'
.. 
_ 
. oJ__ 
.. .-
,
- 


,t 


. . 


. 


-i ,,
:,]jl.!J t 


'f--" - 
!! 'J 
II 


, ....... 




 - 




I 


........ 


L - 


bliższej krewnej, ale klejnoty złote i srebrne, pieniądze 
w gotówce i inne rzeczy, jako do gerade nie liczące 
się, pozostają przy mężu, który nie jest obowiązany 
zdawać z tego sprawy, a nadto ma on zachować łoże 
i pościel (stratum) po żonie. Nie liczy się do gerade 
wszystko, co mąż dał żonie jeszcze jako narzeczonej 
(stroje, klejnoty). Gdy mąż umrze, pozostawiwszy po- 
tomstwo czy nie, gerade czyli wszystkie ruchomości 
(suppeIJex) czy to przyniesione przez żonę, czy jej da- 
, rowane jako narzeczonej a także stroje i klejnoty do 
niej należą. Te same zasady spadkowe obowiązywać 
mają także, co się tyczy h e r g i e wet h (rebus expe- 
ditoriis aut armis bellicis). 
Tom II. s. IUU. 



 



 


...:r 


r
-' 
'. lJ
ł-
;
 __- 



, . 
_..,.
J. 'i
-
 
"'t ..
... ł.rJi:
...vł;:

__
_:"'-- . 
J J",w(-" ...--: ..:__...... 
I :-
 ___. - 
 



 
r 


-- 


----" 


.. ,;? 


"t 


.. . 
 ł 

.. . t '": 
-ł 

 J -"'- 
} :i ',L 1:' ]' -1, 
.' n
 ' \, 
Ir'
. r=.'. r...
: ,
 
. ::..
. 
 
 '-=:= , 
..
 .
. .
... 1-4. ._....__ 
. . 
 rV.:7,,:- 
.- 17,;ir 
- 

 .;;; .

 ' :- 
.fi..::::tł, 'I
 


,I (. 


I- c
 


.
. . /'. 
I 
( " . 
.j . 


.'. 



 
, -- ...... 


.,.. 


- 
--- 


-
 


Fil(". 14, lIiecz. Slalle w presbileryum z XVII w, Klisza Teki Konserwaloruw Galicyi zachodniej, 



 
 
..d 


. 
I 


(Uzupelnienie i obja';nienie r)'cin nastąpi na kOlicu Części U).
>>>
WŁADYSŁAW ŁUSZCZKIEWICZ 


* 1828 - t 1900. 


. "1łł.'
" ; 
., :::,:' ': ;,' ;
.
',:

 '-, ' 


. 


Zamknęła się wielka karta dziejopisarska, którą 
przez ciąg żywota swego ku uczczeniu i wyświeceniu 
drogiej nam przeszłości kreślił ś. p. Władysław Łuszcz- 
kiewicz. W tym zawodzie uczonego zawsze był on nie- 
zmiernie czynny, pełen fantazyi, 
temperamentu, jakiegoś iście szla- 
checkiego animuszu od zarania 
swego życia do ostatniej chwili, 
niemal do ostatniego tchnienia 
zawsze przy pracy, dobrej myśli 
i zapału dla ideałów, którym swo- 
je artystyczno-naukowe życie po- 
święcił. 
Działalność owocna ś. p, 
Łuszczkiewicza ujawniła się na 
rozlicznych i rozległych polach 
naszej sztuki i jej dziejów; a wszę- 
dzie czy to jako artysta-malarz 
czy jako profesor szkoły sztuk 
pięknych, popularyzator wiedzy, 
uczony, czy jako organizator Mu- 
zeum narodowego lub współorga- 
nizator naszej Komisyi historyi 
sztuki uwydatnił swoją działalność 
swój artystyczny i typowy sposób 
pojmowania rzeczy i na utworze- 
nie i rozwój tych instytucyj wpływał niepomiernie, wno- 
sił w nie nabyte wielką pracą i sumą wieloletnich za- 
biegów doświadczenie i wiedzę połączone z charakte- 
rystycznem piętnem, zabarwionem indywidualizmem. 
Zadaniem mojem nie będzie wyliczać tutaj wszyst- 
kie jego życia owoce, podnosić ich wartość i znacze- 
czenie dla społeczeństwa, dla sztuki, lecz tylko uczcić 
jego pamięć wiekopomną, jako uczonego i niezapomnia- 
nego przewodnika naszej Komisyi a współpracownika 
kilkotomowego wydawnictwa Sprawozdant'a Komt'syt' Id- 
S/OIP' s::;/ukt: których lwią część wypełniły rezultaty je- 
go prac nad dziejami sztuki w Polsce. Tych, coby za- 
pragnęli poznać jego wybitną działalność w innych 
dziedzinach, odsyłamy do nekrologu napisanego przez 
Dra Stanisława Tomkowicza, pomieszczonego w \' to- 
mie Roczmf.:a krakowskt'ego (str 1-46), w którym autor 
obszernie i niezwykle zajmująco opowiedział nietylko 
życie ł.uszczkiewicza, jego porywy artystyczne i dzieła, 
ale nadto podał dokładny, krytycznie zestawiony spis 


, . 


" 


rozpraw i pism zmarłego. Następnie nadmienię i wspo- 
mnienie pośmiertne skreślone przeze mnie w Kwartal- 
mIm Iltstorycznym t. XI\', str. 566- 570, w które m omó- 
wiłem jego zasługi naukowe, w 
Vjadomościacll IIUJllI:;ma- 
l}'czllO-archeologicznych t. IV, szp. 
209-216, w których znów po- 
mieszczoną była ocena jego nau- 
czycielskiego w krakowskiej Szko- 
le sztuk pięknych zawodu a zna- 
czenia i zasług, jakie mu historya 
przysądzić winna w rozwoju ma- 
larstwa polskiego, kiedy po ustą- 
pieniu r. 185 I Stattlera, zabrał 
się co żywo i energicznie do re- 
organizacyi szkoły i tworzył no- 
we warunki i podwaliny do pierw- 
szego rozkwitu narodowej sztuki. 
\V roku 1856 nadesłał ś. p. 
Łuszczkiewicz do redakcyi Czasu 
pierwszy artykuł dotyczący budo- 
wnictwa epoki romańskiej p. t.: 
Wt'adomość o zabytku archtlektur)' 
biztmtyńskil'j w klasztorze J'ldrze- 
jowskjm, - w ostatnim zaś tygo- 
dniu przed śmiertelną chorobą 
oddał do druku sekretarzowi na- 
szej Komisyi ostatnią swoją naukową rozprawę p. t.: 
Archt'tcktura romańska kośaOła św. Andrzeja w Krako- 
wie. Dwie te prace, to dwie daty graniczne, oddziela- 
jące przestrzeń czasu lat 44 ciągłych, bezustannych, wy- 
bitnych i niezmiernie wydatnych badań nad romani- 
zmem w dawnej Polsce. Pierwsza z nich to młodzieł'l- 
cza próba na temat, który go do głębi zapalnej jego 
duszy poruszył, który stał się nieodłączną cząstką jego 
pragnień i dociekań, któremu poświęcił życia zadanie 
i długie lata naukowej działalności. Ostatnie dzieło to 
jakby korona, świetna wielką erudycyą i znajomością 
przedmiotu, wieńczy wielki cykl całożyciowych zdoby- 
czy. Z całą słusznością twierdzić możemy, że kwestya 
romanizmu w Polsce byłaby dla nas kartą ciemną a co 
najmniej pełną naj dotkliwszych luk, częstokroć doty- 
czących pomników, które już dzisiaj znane zaledwie 
z imienia, bo uległy z biegiem czasu zupełnej zagładzie. 
Piśmienna spuścizna ś. p. Łuszczkiewicza liczy według 
krytycznie opracowanej bibliografii w nekrologu pióra 


.. 


j' 


,
 


'. 


.1 


, 


110...... 


a 


-
>>>
IV 


111 


WLAJJYSł.A W LUSZCZKU:WJCZ 


Dra St. Tom1,.''Owicza 161 artykułów i rozpraw, mniej lub 
więcej obszernych, tudzież 34 recenzyj z publikacyj artysty- 
cznych, razem I94 numerów. Zapełniłyby one niewątpli- 
wie kilka jeśli nie kilkanaście sporych tomów. Pod wzglę- 
dem treści przypada największa czę
ć na historyę archi- 
tektury. potem idą rozprawy z zakresu malarstwa i rzeźby, 
nastftpnie podręezniki artystyczne ;dla uczniów Szkoły sztuk 
pięknych i młodych malarzy, wreszcie konserwatorskie, ma- 
jące konserwacyę zabytków na oku. Najmniejszą stosun- 
kowo wartość przedstawiają jego recenzye, bo krytycyzm 
naukowy cofa się tutaj i ustępuje w nich najczftściej miej- 
sca panegIryzmowi. Leży w tern niewątpliwie jeden z ry- 
sów znamiennych jego pióra i naukowej krytyki, która wy- 
suwa zawsze na plan pierwszy strony dodatnie, poszukuje 
fragmentów piękna, podnosi je i silnie oświetla a pomija 
choćby zasadnicze myłki, przeoczenia i błędy. Była to me- 
toda odziedziczona w spadku po ubiegłej epoce, do której 
Łuszczkiewicz należał jeszcze pierwszą połową s\;Vej dziejopi- 
sarskiej twórczości. Sięga ona do chwili założenia Akademii 
Umiejętności w Krakowie i niesie z sobą i odźwierciedla 
wszystkie ułomności i wady minionego okresu. Tło, na któ- 
rem rozpoczyna działalność Łuszczkiewicz, godne zaznaczenia, 
by tem łacniej uprzytomnić sobie jego stanowisko i znacze- 
nie w rozwoju naszej literatury. W przecil.\o"ieństwie do war- 
szawskich archeologów, którym przewodzą krytyczny umysł 
Bolesława Podczaszyńskiego, znakomity erudyt ruchliwy Ed- 
ward Rastawiecki, trzeźwy Karol Heyer i syntetyczny acz bez 
należytego pogłębienia rzeczy F. M. Sobieszczański, - wśród 
grona archeologów krakowskich w chwili powrotu Łuszczkie- 
wicza z zagranicy rej wodzi senator Soczyński i grasuje dy- 
letantyzm, dorywczość słowa i sądu, obok tego dosyć za- 
pału i rozgłośnej krzątaniny. Niezwykła miara szowinizmu, 
maskującego niewiarę, brak wszelkiej ufności w powodzenie 
poważnych badań, kazała rozgłaszać raczej, że Stwosz i Kulm- 
bach Krakowianami, mnożyły się ich atrybucye do niebywa- 
łej liczby a nikt nie miał odwagi potępić publicznie to nau- 
kowe kłusownictwo, nikt skarcić i wrftcz oświadczyć, że z per- 
gaminów spłowiałych wytarte niemieckie wyrazy, wydarte 
z kodeksów karty, na obrazach wywabione podpisy to nieu- 
czciwość. Że to swywoli i nieuctwa dowody. które ani nam 
nie przyniosą chluby, ni zwiC(kszą zastępu naszych artyst{lw 
z przeszłości, ani też nie zmienią żadnego faktu a zaciemnią 
tylko i utrudnią badanie nad istotnem odbudowaniem histo- 
ryi naszej cywilizacyi i pomników naszej kultury. Atmosfera 
to była ciężka, fatalna, bo porywała za sobą i zdrowsze je- 
dnostki lub jl' do tego stopnia onieśmielała, iż nie miały od- 
wagi męskiej, by walkę z nią rozpocząć i pokonać stanowczo 
tę z fałszywego pojęcia patryotyzmu zrodzoną metodę. 
W roku 1849 wyjechał śp. ł.uszczkiewicz do Paryża 
dla studyów malarskich w Akademii sztuk pięknych i wten- 
czas to po raz pierwszy patrzył z bliska na konserwatorską 
pracę sławnego Viollet-Ie-Duc'a, uczonego restauratora lw- 

ciołów Sainte-Chapelle, Notre-Dame i tylu innych najzna- 
komitszych budowli francuskich. Pod wpływem widzianych 
dzieł francuskiego architekty pisze widocznie przedmowę swoją 
do Zabytkow dawnego budownictwa, a pomnikowe dzieło te- 
goż uczonego: D£ctz'onna£re ra£sonnl de t'arclt£tecture franfa£se 
du XI-XVI szecle (Paryż 1854-68, tomów 10) stało się 
w jego późniejszych pracach nieodzownem vademecum, jego 
busolą, według której sterował własny sąd o polskich pomni- 
kach architektury. Przygotowanie jego szkolne miało kierunek 
humanistyczno-artystyczny; - po krakowskiem gimnazyum, 


dwa lata wydziału filozoficznego na Uniwersytecie Jagielloń- 
skim i rok jeden spędził w paryskiej Akademii des beaux 
arts, -- ale nie musiało ono w młodym Łuszczkiewiczu pod 
względem znajomości historyi sztuki rozjaśnić jego umysłu. 
Pierwszy jego powyżej wspomniany artykuł o klasztorze Jft- 
drzejowskim w rzekomym stylu bizantyńskim dowodzi, że 
jeszcze nie wiedział o wsp6łczesnych doniosłych postępach 
i wynikach nauki historyi sztuki we Francyi i Niemczech, 
choć wracał z kulturalnego centrum Zachodu. Wykształcenie 
wiftc dalsze w tym i w innych kierunkach jego wielostron- 
nej wiedzy przypi -ać należy własnej późniejszej pracy nad 
sobą, ale też, co częstokroć bywa udziałem autodydaktyzmu, 
właśnie może dlatego brakuje w nim bezwzględnej ścisłości, 
lekceważy szczegóły, gdy ma na oku rzecz wagi doniosłej, 
gdy siła wrażeń ponosi go wartko do głównego tematu. 
Niejednokrotnie unosi go tedy tak daleko, iż w dobrej wie- 
rze podaje niczgodne cyfry, błftdne cytaty, niedokładne ry- 
sunki, bo zawierzając zbytnio pamięci, którą posiadał w wy- 
sokim stopniu, pracując szybko nie sprawdzał własnych no- 
tat, dopełniał je piórem i uzupełniał ołówkiem pamięciowo. 
To była strona ujemna jego wielkich badań; wywołuje ona 
też potrzebę kontrolowania podanych przez niego szczegółów. 
objaśniających doniosłego znaczenia wyniki. Dodatnią stroną 
prac wszystkich tej epoki była wrodzona bystrość wocenia- 
niu ważności zabytku, przejęcie się przedmiotem bez wzglftdu 
na nakład pracy, wielu zachodów i straty czasu celem do- 
pięcia możliwości zbadania jego. Umiał też w lot pochwycić 
cechy charakterystyczne, zwypuklić piękność formy badanego 
zabytku i urozmaicić rzecz samą nawiązaniem historycznej 
opowieści. 
Wykłady w Szkole sztuk pięknych nietylko nasunęły 
mu pierwszą myśl, ale one właśnie skłoniły go niewątpliwie 
do systematycznych studyów nad historyą sztuki i zniewoliły 
do powiązania jej z ojczystymi zabytkami. Doniosłem było 
dla śp. Łuszczkiewicza w tej pierwszej fazie jego literackiego 
rozwoju, że już z domu wynosił pewien zasób wiadomości 
odnoszących się do tej właśnie dziedziny, bo .ojciec jego był 
dyrektorcm ówczesnego Instytutu technicznego krakowskiego, 
zaś brat architektem. Nadto ważnem było zetknięcie się jego 
z popularnym wówczas estetą i oryginalnym, choć zbyt ckli- 
wym stylistą Józefem KremerclII, tegoż bratem budowniczym 
Karolem, założ
cielem muzeum archeologicznego przy Towa- 
rzystwie naukowem krak. i autorem kilku prac architektoni- 
cznych, a potem ze starym już i wielce zasłużonym historyo- 
grafem Krakowa Ambrożym Grabowskim, polihistorem Żegotą 
Paul im, historykiem kultury Józefem Muczkowskim, z pełnym 
wykwintnego smaku Lucyanem Siemieńskim, który co do- 
piero powrócił z emigracyi do Krakowa a wśród rozlicznyc
 
zajęć publicystyczno-literackich jął się również uprawiać ar- 
cheologię; atoli ponad innych oddziaływa na ł.uszczkiewicza 
Paweł Popiel, który, jak pisze autor jego biografii w Spra- 
wo::;dan£ack kom£syi /listoryi s::tuki (t. V, str. XXXlII) wniósł 
w atmosferę starego Krakówa wyższy nastrój, miłość i od- 
czucie wartości polskich zabytków i pomników sztuki i stał 
się duchowym przewodnikiem grona znawcÓw. Prace tych 
zacnych ludzi na tle dziejów były jednakowoż bądź co bądź 
przygodne, nie objęte systematycznym programem, jaki może 
jedyny z nich Józef Muczkowski miał jasno przed oczyma, - 
ale nie brakuje im najlepszej chęci i naj szlachetniejszych 
porywów. Innych pomijam, choć był ich poczet znaczny, lubo 
złożony z przygodnych dyletantów, co dla mody czy sportu 
uprawiali archeologię. Aczkolwiek wpływ ich niekiedy zyski-
>>>
v 


WLADYSLAW l.USZCZKIEWICZ 


VI 



 


wał przewagę chwilową i był szkodliwy dla metodycznych 
badań. to z drugiej strony wpływali oni niewątpliwie na oży- 
wienie i zaciekawienie ogólne a zbieraniem i kollekcyonowa- 
niem starożytności położyli nawet niezaprzeczone zasługi dla 
przyszłych badań, atoli uprawa naukowa przez nich dokony- 
wana była wątpliwej doniosłości, częstokroć marna, wadliwa 
i bezcelowa, zaciemniająca niejednokrotnie i tak nierozja- 
śnione dotąd widnokręgi. 
Koła naszych uczonych krakowskich oceniły bardzo 
wcześnie wybitne talenta śp. Władysława Łuszczkiewicza, 
skoro wnet po ogłoszeniu pierwszego artykułw. o klasztorze 
jędrzejowskim powołały go r. 1858 na członka Towarzystwa 
naukowego. Paweł Popiel, ówczesny konserwator całej zacho- 
dniej Galicyi, który jak wspomniałem kulturą umysłową gó- 
rował nad innymi, nie był wprawdzie w ścisłem znaczeniu 
tego słowa umysłem produktywnym na polu archeologii pol- 
J skiej, ale przynosił znawstwo. posiadł znakomitą erudycyę 
i cześć dla ojczystych pamiątek, którą umiał budzić w mło- 
dszych. On też zwrócił się do młodego Łuszczkiewicza w r. 
1864 z zachętą i zasiłkiem na wydawnictwo autograficzne 
zdjęć architektonicznych z Zabytków dawnego budownictwa 
w obrfbie zarządu c, k. konserwatora krakowskiego, Była to 
pierwsza jego praca o powalnym zakroju i pozwoliła po raz 
pierwszy poznać nam starożytne zamki, pałace, opactwa i ko- 
ścioły polskie na podstawie zdjęć technicznych z pomiarami, 
przekrojami, planami i drobnem objaśnieniem historycznem. 
Obok pracy Karola Kremera ogłoszonej jeszcze r. 185 2 
o .zburzonym ratuszu krakowskim (Rocznik Tow. nauk. krak. 
t. XXIII) byłto objaw na naszej niwie starożytniczej wyją- 
tkowy, pocieszający, bo oznaczał już poważny zwrot ku ści- 
słości, ku metodzie analizy pommków, by na tej podstawie, 
jedynie racyonalnej i poważnej, szukać drogi postępu. Że 
Łuszczkiewicz czuł i rozumiał dobrze nowy prąd ówczesny, 
widać z przedmowy umieszczonej na czele wydawnictwa. Sta- 
nął więc tą pracą od razu na pewniejszym. bo realnym 
gruncie i wierzył od pierwszej chwili, że tylko na takim 
fundamencie można dalej budować. Mimoto brak obszerniej- 
szego opisu przedstawionych zabytków wskazywał, że chociaż 
uchwycił za właściwy nerw rzeczy, to jednak niezupełnie je- 
szcze jasno zdawał sobie sprawę ze zadań historyka sztuki. 
Poważne dzieło zwróciło nań uwagę członków Towarzystwa 
naukowego. Wszechnica jagiellońska obchodziła właśnie wtedy 
5 00 letnią rocznicę swego założenia i cały świat uczony pol- 
ski żywo zajmował się dziejami Kazimierzowej instytucyi; 
zaczęto pilnie badać za śladami budowli Kazimierza Wiel- 
kiego i zaproszono ł
uszczkiewicza do komisyi wyznaczonej 
z grona Towarzystwa nauk., ćelem odszukania miejsca i za- 
bytków budowlanych uniwersytetu, założonego przez wielkiego 
króla. Nie omylono się, bo rezultat badań przedłożony przez 
Łuszczkiewicza uczonemu ciału potwierdził pokładane w nim 
nadzieje; wskutek tego powołano go niebawem do współpra- 
cownictwa w wydawnictwie Monografii opactwa Cystersów 
w Mogt"le, które zbliżyło go wówczas do józefa Szuj ski ego, 
Zygmunta IIelcla i innych. W nowej pracy stanął Łuszczkie- 
wicz już na zupełnie zmienionym stanowisku; już zrozumiał 
jasno nietylko cel, dokąd miał dążyć, ale i jak prowadzić ba- 
dania, jak analizować i w jaką formę ująć wyniki dochodze- 
nia naukowego. W niej dostrzegamy, że zaczyna się intereso- 
wać współczesnym ruchem naukowym zagranicznym i w dzie- 
łach obcych szuka dla pomników badanych porównania. 
W monografii Mogiły widzimy olbrzymi krok naprzód, po- 
stęp, który jest już chlubą jego talentu a praca sama zachowa 


I 


1 


na zawsze trwałą i wysoką wartość. Odtąd uznanie dla jego 
literackiej działalności i płodność. pióra wzrastają z rokiem 
każdym; pisuje do dzienników i pism tygodniowych. - więc 
popularyzuje wiedzę. wydaje rozprawę o rzeźbie kamiennej, 
o zabytkach budownictwa krakowskiego, o ruinach Odrzyko- 
nia i t. p. Niemniej wpływ dodatni Pawła Popiela na niego 
nie ustaje. Widnieje on ze sprawozdall robót restauracyjnych. 
widać go w wydawanych poradnikach konserwatorskich. Nie 
da się zaprzeczyć, że publikacya Essenweina Die mittelalterlidlen 
KunstdOlkmale der Stadt Krakau było r. 1869 nie małego 
znaczenia; dzieło z dzisiejszego punktu widzenia zbyt pospie- 
sznie 'zredagowane, nie dość jednolite, nie wyczerpujące 
przedmiotu, ale w swoim czasie pełne doniosłości, rzucało 
niezmiernie wiele światła na znaczenie pomników krakowskich 
w sztuce zachodniej, wykazujące po raz pierwszy szerzej 
i z niebywałą dotąd bystrością stosunek ich i związek z kul- 
turą Niemiec i Włoch. Rzecz ta napisana przez Niemca po nie- 
miecku. głównie na podstawie materyału zebranego przez 
polskich uczonych, odbiła się szerokie m echem nietylko w nauce 
zagranicznej, ale wywarła również bezpośredni, zbawienny 
wpływ na dalszy rozwój historyi sztuki, na sposób patrzenia 
naszych archeologów, a zarazem natchnęło ich ufnością, utrwa- 
liło przekonanie, że nasze pomniki to prawdziwe klejnoty 
sztuki. więc była gorącą zachętą do dalszych badań uczo- 
nych polskich. Najmniej opracowanym przez Essenweina dzia- 
łem był dział malarstwa historycznego, gdy t polscy uczeni 
najmniej mu przygotowali pod tym względem materyału; nic 
zatem dziwnego, że ś. p. Łuszczkiewicz zwrócił się wtedy do 
uzupełnień w tym właśnie kierunku. Założenie polskiej Aka- 
demii Umiejętności w Krakowie było wówczas najdonioślej- 
szem ze wszystkich zdarzeń w świecie umysłowości polskiej. 
Wpłynęło ono natychmiast nietylko na bez porównania zna- 
czniejszą ilość, ale i na jakość rozpraw i stało się nową etapą 
dla rozwoju naszych umiejętności ścisłych. 'Podniesienie całego 
poziomu naukowego, wniesienie i zastosowanie bezwzględnego 
ostrza krytyki do prac drukowanych kosztem Akademii było 
bezpośrednim skutkiem utworzenia tej instytucyi. już w pół 
roku po ukonstytuowaniu się Akademii d. 7 lipca 1873 r. zo- 
staje ś. p. Łuszczkiewicz jej członkiem czynnym krajowym 
i odtąd rozpoczyna najznamienitszy okres swej działalności 
naukowej, płodny w szereg wybitnych i doniosłych rozpraw, 
które z zaciemnionej pomroki dziejów wydobywają coraz ja- 
śniejszy obraz polskiej cywilizacyi, naszej kultury, jej znacze- 
nia, pochodzenia i rozmiaru. Okres ten rozpoczął się zaini- 
cyonowanem przez józefa Szujskiego utworzeniem na wnio- 
sek Lucyana Siemieńskiego dnia 18 maja 1873 r. osobnej 
Komisyi do badania historyi sztuki, która miała zespolić ów- 
czesne siły i zestrzelić wszystkie usiłowania ku podniesieniu 
wiedzy archeologicznej na ten stopień, na jakim znajdowała 
się ona wówczas na Zachodzie. Zaczęto od programu. Młody 
jeszcze, ale wyposażony we fachowe studya w Paryżu, Hei- 
delbergu i Wiedniu przybywa wtedy do Krakowa prof. Ma- 
ryan Sokołowski i przywozi z sobą to, czego brakowało najwię- 
cej archeologicznym pracom polskim, metodę naukową. Dwaj 
ci ludzie poznali się i przylgnęli do siebie. Łuszczkiewicz 
niósł z sobą wielką znajomość i umiłowanie ojczystych za- 
bytków, młodszy Sokołowski to, czego najbardziej niedosta- 
wało tamtemu, wiedzę w świetle nowoczesnej krytyki, umie- 
jętność badania i znajomość wszechstronną literatury zagra- 
nicznej, a potem blask i dostrojenie stylistycznej formy, które 
u Łuszczkiewicza ułomną i zaniedbaną była. Wsparli się, wspól- 
nie jęli się ułożenia programu prac dla nowo utworzonej Ko-
>>>
1 


VIII 


WLADYSLA W LUSZCZKIEWICZ 


VII 


misyi, programu, który uderza trafnością, który stał się rze- 
czywistą wytyczną na okres dwudziestokilkolctni programo- 
wych badań naukowych. Również wspólnie zaczęli tę wielką 
prace;', przedsiębiorąc razem wycieczki w Poznańskie, do 
ruin na Ostrowie jeziora Lednicy i zbierając do monografii 
o naj starszym zabytku polskiej architektury materyały i do- 
kOllywując studyów. Łuszczkiewicz był pierwszym Komisyi 
hiswryi sztuki sekretarzem, a następnie od 3 stycznia 18 7 8 
po I I lutego 1892 jej przewodniczącym i tę naukowo-ouy- 
watelską czynność spełniać umiał z niezwykłą zabiegliwością 
i taktem, dbając o rozwój Komisyi, o przysporzenie jej i po- 
zyskanie sił nowych i funduszów. Młodych uczonych zachęcał, 
wskazówek udzielał, służył chętnie swemi notatami. Z licznych 
wycieczek naukowych rezultaty ogłaszał w nowym organie. 
Pierwszy tom Sprawo:::dań Komisy; do badania histOl)'i sztuki 
w Polsce rozpoczyna też praca jego drukowana r. 1877 p. t. 
Opactwo sulcjowskie zabytek architektury X/l1 wieku, a dość 
przerzucić choćby pobieżnie rozprawę, aby nabrać przekona- 
nia. że praca jego w Komisyi pod wpływem nowych warun- 
ków i nowego otoczenia zyskała w porównaniu do prac po- 
przednich niezmiernie jakościowo i pod względem formy, że 
rozpoczął liczyć się poważnie z postępem zdobyczy nauko- 
wych europejskiej literatury, że pragnął udoskonalenia, czego 
mimo wielce ciekawych spostrzeżeń, brakuje jeszcze w po- 
przednich rozprawach. pisanych w r. 1873, dotyczących dzie- 
jów cechowego malarstwa. Na czele programu prac Komisyi 
postawiono zadanie zbadania zabytków stylu romańskiego 
i był to w całej swej treści najważniejszy dezyderat, który 
miał nietylko zaspokoić pragnienia archcologów, domagają- 
cych się opisu nieznanych zabytków, alc strumieniem światła 
rozjaśnić najważniejsze, najmniej znane i najciekawsze ustępy 
dziejów doby Piastowskiej na tle jej pomników sztuki i kul- 
tury. Była to rzecz tern pilniejsza, bo nieubłaganie wszystko 
niwclujący czas, w połączeniu z najbardziej wrogimi stosunkami, 
straszliwe czynił spustoszenia; ginęły bowiem niepostrzeżenie 
pomniki pierwszorzędnej wagi, a inne w zaniedbaniu i opu- 
stoszeniu oczekiwały tegoż samego losu, lub wreszcie błędnie 
determinowane zwiększały chaos i zamęt. Ś. p. Łuszczkiewicz 
podjął się z zapałem i właściwą sobie energią studyów nad 
romanizmem w Polsce i w 7 tomach Spmwo:::dań Komis)'i 
wydobył wspaniały szereg nieznanych lub mało znanych po- 
mników architektury romańskiej, tak że prace jego w tym 
kierunku wytworzyły szeroką podstawę do ocenienia budo- 
wniczej działalności artystów średniowiecza w Polsce. Z dro- 
bnych ułamków umiał on nieraz tworzyć całokształt, odtwa- 
rzać to, co ręka ludzka w pierwotnem dziele zepsuła. Bujna 
wyobraźnia pomagała mu w tej robocie, a gdy uniosła go 
zbytnio na fale hypotez, wstrzymywało go i zniewalało do 
chłodniejszego traktowania przedmiotu grono uczonych przy- 
jaciół, przed którymi rad wypowiadał swoje myśli, nim prze- 
lał je na papier. Dyskutując więc żywo, rozwijał coraz to 
nowe poglądy i ponętne domysły, a widząc walne argumenta 
strony przeciwnej, cofał pierwotne twierdzenia, dając folgę 
rozwadze i krytyce. 
Ale nietylko architektura romańska doznała jego piórem 
pogłębienia, lecz także to, co wiemy o charakterystyce na- 


szych budowli gotyckich, jest w wielkiej CZęSCI Jego zasługą. 
On po Essenweinie dalej prowadzi specyalne studya nad go- 
tykiem w Polsce i wykazuje, na czem zasadza się jego odrę- 
bność, jaki i skąd bierze swój początek. Renesansu, chociaż 
go lubił, mniej rad dotykał, twory zaś baroka lekcewai.ył. 
Podounie z różną predylekcyą brał się do pracy nad archi- 
tekturą i rzeźbą; mniej już przykładał ręki do badań nad ma- 
larstwem, a już wcale niechętnie dotykał przemysłu artysty- 
cznego, gdyż należał jeszcze wspomnieniami do owej starej 
szkoły, która tylko dla wielkiej sztuki nosiła zachwyt w scrcu 
i na ustach, a nie sądziła, by w drobnej rzeczy mógł się od- 
zwierciedlić prawdziwy geniusz twórczy artysty, że i tutaj 
duch epoki znajdywał pole popisu i swoje charakterystyczne 
piętno na niej wyciskał z równą siłą, acz w odmienny sposób, 
bo na odmiennym materyalc i zawarunkowany celem i prze- 
znaczeniem swojem. A jednak pomimo tego interesował się 
drobną sztuką na swój sposób i bardzo często mimochodcm , 
potrącał o ten przedmiot, zwłaszcza na wycieczkach, gdy zo- 
czył co pięknego: ławę kościelną czy chrzcielnicę, pulpit czy 
świecznik. krzyż czy kielich i t. p. oglądał, odczuwał ich war- 
tość i rysować kazał, a w Sprawo:::daniach swoich z wycieczki 
dawał szerszemu kołu o nich wiadomość i rysunek piękncgo 
lub ciekawego zabytku. nie zapuszczając się jednak w głę- 
bszy rozbiór naukowy. 
Wogóle zważywszy, naldy z naciskiem podnieść, że 
działalność naukowa ś. p. Łuszczkiewicza ześrodkowała się 
nad zbadaniem historyi budownictwa w Polsce, głównie ko- 
ścielncgo. Prace nad architekturą świecką, lubo rozmiarcm 
mniejsze, zajmują temsamem, że literatura nasza jest pod tym 
względem ubogą, miejsce bardzo ważne. Jego przyczynki do 
historyi architektury dworu szlacheckiego w Polsce XVI w., 
studya o zamkach, o miejskich kamienicach i pańskich pa- 
łacach pozostaną na zawsze nieocenionym materyałem dla 
następców. 
W dysertacyach o rzeźbie średniowiecznej czy później- 
szej posunął niepospolicie naprzód naszą w tym przedmiocie 
znajomość, stwierdzając, jak wiele treści i artyzmu kryje się 
w tych pogardzanych dawniej zabytkach naszej sztuki z prze- 
szłości. Toż samo jego badania nad malarstwem cechowem 
są bezsprzecznie niemałej wartości, w kt6rych niejedno tra- 
fne kryje się spostrzeżenie, niejeden ważny szczegół, z którym 
musi się liczyć "każdy, ktokolwiek i kiedykolwiek będzie pisał 
o dawnej sztuce malarskiej. 
Ś. p. Władysław Łuszczkiewicz był postacią, która żywo 
zrosła się z historyą sztuki polskiej. Wielkiego znaczenia za- 
sługami zdobył sobie imię, które będzie zawsze ze czcią i uzna- 
niem wspominane, wypełnił posłannictwo uczonego polskiego, 
w znoju tworzył podwaliny wiedzy, na której rozrost wła- 
snemi patrzył oczyma, bo sam układał pierwsze jej funda- 
mentu ciosy, sam w pocie czoła spędzał nad tą budową dłu- 
gie chwile swego pracowitego żywota; to też historya zapisała 
jego imię na kartach swoich, a w sercach naszych pozostał 
nieutulony żal, żeśmy stracili najzasłużeńszego przewodnika 
pracy i przyjaciela. 



 


. 


. 
b 


Leollard Ll'PSf'J)'. 


.
>>>
1 


SPRAWOZDANIA 
z POSIEDZEŃ KOMISVI HISTORVI SZTUKI 


. 
I 


za czas od 1 stycznia do 31 grudnia 1899 roku. 


Zestawił sekretarz redakcyi ADAM CHMIEL, pod kierunkiem i z uzupełnieniami przewodniczącego. 


Skład Komisyi w dniu 31 grudnia 1899 r. 


. 
I 


P r z e w o d n i c z ą c y: Dr. Maryan Sokołowski, c. k. radca Dworu, członek czynny Akad., prof. Uniw. Jagiell.. dyr. Muzeum 
XX. Czartoryskich, korespondent c. k. Komisyi centr. konserw. w \Viedniu, członek honorowy Towarz. historyi sztuki 
w Wrocławiu, członek rzecz. cesar. Towarz. archeologicznego w Moskwie i Towarz. staroźytnik(m: w Królewcu. 
S e k r e t a r z: Dr. Jerzy My cielsk i, prof. Uniw. Jag. w Krakowie. 
I' 
Dr. Jan Bołoz Alltoniewicz, prof. Uniw. we Lwowie, konserwat. Leonard Lepszy, naczelnik urzędu probicr., czł. koresp. Akad., 
Dr. Oswald Balzer, prof. Uniw. we Lwowie, czł. czyn. Akad. koresp. Komisyi centr. konserw., w Krakowie. 
Władysław Bartynowski, redaktor »Wiadomości numizmat y- Andrzej Lubomirski ksiqżę, kurator Zakładu Ossolińskich, 
czno-archeologicznych« w Krakowie. konserwator we Lwowie. 
Mathias Bersohn w Warszawie. Władysław Łoziński, czł. czyn. Akad., konserw. we Lwowie. 
Ks. Dr. Józef Bilczewski. prof. Uniw. we Lwowie. Władysław Łuszczkiewicz, człon. czyn. Akad., dyr. ;\Iuzeum 
Ferdynand Bostel, prof. gimn. we Lwowie. narod., koresp. Komisyi centr. konserwat., w Krakowie. 
Ks. A. Brykczyński, proboszcz w GO\\ orowie. Sławomir Odrzywolski, architekt. radca budown., prof. wyż. 
Henryk Bukowski w Stok holmie. szkoły przemysł., konserwator, w Krakowie. 
Adam Chmiel, adjunkt archiwum m. Krakowa. Dr. Fryderyk Papee, skryptor bibliot. uniw. we Lwowie. 
Dr. Ludwik Ćwikliński, czł. koresp. Akad., c. k. radca Dworu Edward Pawłowicz, kustosz muz. Zakł. Ossolińskich, koresp. 
prof. Uniw. lwow. i konserwator. ' Komisyi centr. konserw., we Lwowie. 
Dr. Aleksander Czołowski, dyr. arch. miejsk., koresp. Ko- Ks. Antoni Petruszewicz, prałat kapituły metropolitalnej gr.- 
misyi centr. konserwat. we Lwowie. katolickiej we Lwuwie, członek czynny Akademii, kon- 
D r. Włodzimierz Demetrykiewlcz, c. k. konserwator zabyt- serwator. 
ków w Krakowie. Dr. Franciszek Piekosiński, człon. czyn. Akad., prof. Uniw. 
Edmund Diehl, inżynier w Warszawie. Jag., konserwator, w Krakowie. 
Wojciech hr. Dzieduszycki, człon, kor. Akad., konserwator Dr. Antoni Prochaska, adjunkt archiw. kraj. we Lwowie. 
w Jezupolu. Władysław Przybysławski, konserwator, w Uniżu. 
Włodzimierz hr, Dzieduszycki, czł. kor. 1\kad., korespondent Władysław Rebczyński, kustosz Muzeum przemysł. miejsko 
Komisyi centr. konserwatorskiej we Lwowie. we Lwowie. 
Józef Dziekoński, architekt w Warszawie. Dr. Witold Rubczyński, koncepista c. k. Prokuratoryi skarbu 
Dr. Herman Ehrenberg, archiwista i prof. hist. szt, Uniwer we Lwowie. 
w Królewcu. Dr. Stanisław Sm olka, człon. czyn. i sekretarz gen. Akad., 
Walery E/jasz, artysta-malarz w Krakowie. prof. Uniw. Jag. w Krakowie. 
Ks. Dr. Jan Fijałek, prof. Uni\\.. we Lwowie. Tadeusz Stryjeński, architekt, radca budown., konserwator, 
Dr. Ludwik FinkeI, prof. Uniw. we Lwowie. w Krakowie. 
Dr. Konstanty M. Górski, docent Akadem. sztuk pięknych Jan hr. Szeptycki, konserwator, w Mużyłowie. 
w Krakowie. Dr. Stanisław Tomkowicz, człon. koresp. Akad., konserwat., 
Zygmunt Hendel, architekt, koresp. Komisyi central. kon- w Krakowie. 
serwal. w Krakowie. H. Trawiński, sekr. zarządu Muzeum Louvre w Paryżu. 
Aleksander Jelski w Zamościu (gub. mińska). Maryan Wawrzeniecki, artysta-malarz w Warszawie. 
Dr. Antoni Karbowiak, prof. wyż. szk. przem. w Krakowie. Ludwik Wierzbicki, dyrek. ruchu kolei państw. we Lwowie. 
Dr, Wojciech Kętrzyński, dyr. Zakładu narod. Ossolińskich, Dr. Władysław, Wisłocki, czł. czyn. Akad., kustosz bibliot. 
czł. czyn. Akad., konserwator, we Lwowie. JagielL w Krakowie. 
Tadeusz bar. Konopka w Krakowie. Dr. Tadeusz Wojciechowski, czł. czyn. Akad., prof. Uniwer., 
Dr. Feliks Kopera w Krakowie. koresp. Komisyi centr. konserw., we Lwowie. 
Michał Kowalczuk, architekt we Lwowie. Stanisław \tyspiański, artysta-malarz w Krak/)wie. 
Dr. Stanisław Krzyżanowski, prof. Uniw. JagielL, dyrektor Józef Zieliński, w Łążynie (gub. płocka). 
archiw. m. Krakowa, koresp. Komisyi centr. konserwat. Teodor Ziemięcki, kustosz Muzeum narod. w Krakowie. 


; 
I 


. 



 

 


.
>>>
XI 


.. 


I 
1 


SPRA WOZDANIA Z POSIElIZEŃ 


XII 


, . 


. .::. 


Post'edzent'e dnt'a 26 stycznt'a I 899 r. 
p r z e w o d n i c z ą c y poświęcił naprzód gorące wyrazy 
wspomnienia zasłużonemu architekcie Julianowi Zacharjewi- 
czowi, członkowi lwowskiego grona Komisyi, zmarłemu 27 gru- 
dnia r. 1898. I 
- P. S ta n i sł a w T o m ko w i cz przedstawił załączoną 
tu (fig. I) fotugrafię z cudami słynącego Obrazu Matki Boskiej 
t. zw. piaskowej, czyli w ko- 
ściele 00. Karmelitów na ,- 
Piasku w Krakowie, doda- 
jąc do niej następujące ob- 
jaśnienie. 
Historya cudownego 
obrazu Matki Boskiej na 
Piasku nie jest dokładnie 
znaną. Opisy kościoła i hi- 
storycy klasztoru powtarza- 
ją tylko podanie klasztorne, 
które jeszcze świeżo przy- 
toczył w swojej pracy hi- 
storycznej X. Wacław z Sul- 
gostowa, Kapucyn, w bro- 
szurce O cudownym obrazie 
.,.,;Jalki Bożej w Karmelu kra- 
kowsktm na Piasku (Kra- 
ków I898). Według teg
 
podania łączy się z naszym 
obrazem podwójny urok cu- 
downości, nietylko bowiem 
wierni doznawali tu licznych 
łask a między nimi wielu 
znakomitych ludzi, królo- 
wie, nawet wielki bohater, 
król Jan III; ale sam obraz 
miał powstać w sposób cu- 
downy. Jeden z zakonników 
tutejszego klasztoru, umie- 
jący malować, powziął myśl 
namalowania wizerunku 1\. 
Panny na murze, który wów- I;, 
czas jeszcze był zewnętrzną 
ścianą kościoła. Zaledwie 
nakreślił kontury, odwoła- 
ny obowiązkami zakonny- 
mi, musiał pracę odłożyć. 
Nazajutrz, gdy przyszedł 
dalej malować rozpoczęte 
dzieło, ujrzał zdumiony, że przez noc niewidoma ręka do- 



. 


',. 


'.' :..' 
.' 


Ji' 
I' 
. 


. .
, 


. , 


I 
fi 

 


, 
., 
,- . . 


l! 
, 
I 
I, 


,. 


..4. ."#/1 


" '" 


I 
':. 


',. 
:i: 


'I' 


I 



 


l f I 
l , t 
, If. 
I I 
, I 
,: i 


-., 


.,., 


- .-...t. 
 


'-, 


kończyła malowidła, które zajaśniało w całym blasku kolo- 
rytu. Rozgłos cudowności zabrzmiał po mieście i kraju. Wierni 
otoczyli to miejsce'czcią, którą siC; cieszy do dnia dzisiejszego. 
Jak się nazywał ów malarz zakonny, podanie nie mówi; 
nie przechowało nam też dokładnej daty powstania obrazu: 
miało się to stać około r. 1500. Z dalszych jego dziejów, już 
lepiej nam znanych z aktów klasztoru i kroniki Krakowa, 
wiemy, iż stanęła tu wkrót- 
ce kaplica przybudowana 
do zewnętrznej ściany ko- 
ścioła, dla osłonięcia obrazu 
i podniesienia przez nabo- 
żeństwa czci jego. Kaplica 
ocalała w pożarze, który 
w XVI w. w perzynę obrócił 
klasztor i kościół w czasie 
oblężenia Krakowa przez 
wojska Maksymiliana, arcy- 
księcia austryackiego, ale 
w X"II w. przez Szwedów 
oblegających miasto spu- 
stoszoną i razem z kościo- 
łem niemal do szczętu zbu- 
rzoną została, a wśród 
I zgliszcz i ruin żołnierze obo- 
zujący przywiązywali konie 
do haków wbijanych w ścia- 
nę, w tern właśnie miejscu, 
gdzie był obraz namalowa- 
ny. Niepojętym sposobem 
obraz jednak ocalał na po- 
zostałym kawałku ściany 
kościoła. Z pod kupy gru- 
zów odgrzebano go po ustą- 
pieniu najeidzców, a na 
miejscu dawnej kaplicy sta- 
nęła nowa, do dziś dnia 
istniejąca. 
Już niejednokrotnie 
zwracano uwagę na malar- 
skie zalety obrazu, który 
atoli od dawna ujęty w ra- 
my wypukłego retabulum 
ołtarza barokowego, niedo- 
statecznie oświetlony wtem 
zagłębieniu, a nadto pokry- 
ty szybą osłaniającą, nie 
był przystępny hadaniu hliższemu, Dopiero w paidzierniku 
r. 1898, w czasie restauracyi kaplicy, nadarzyła mi się po ro- 
zebraniu ołtarza sposobność przyjrzenia się bezpośrednio i szcze- 
gółowo obrazowi, oraz otrzymania zeń fotografii, której repro- 
dukcyę z pozwoleniem władzy klasztornej oddaję do użytku 
Akademii Umiej. w Sprawo:::dant'ach Komtsyt' htsl, sztukt'. 
Mur, na którym obraz jest malowany, jest zewnętrzną 
ścianą nawy bocznej kościoła, zwróconą w stronę miasta, da- 
wnej bramy szewskiej; można ją uważać za ścianę południową 
kościoła, niezbyt dokładnie oryentowanego. Mur w najbliż- 
szej okolicy obrazu jest ceglany, i jak się zdaje średniowie- 
czny; ale wyżej nad samym obrazem znać łatania póiniejsze, 
nadstawiania kamieniami ciosowymi z jakiejś rozebranej bu- 
dowy, niezbyt starannie układanymi. 
Sama przestrzeń pokryta malowaniem, o ile ją widać 


,. 


"-1:; 


'. 


,. 



' 



 


I 
\ 
. 1 i 

 I 
! 


¥ 


... 


.1 
:1 


'. . 



. 


, 

 ' ' 


" 
.d 
:1 


f 


',o. _ 


. ,) 


. ;;
. 


" . 


, . .
. 


,-. 


........ 



. 


-- ".. 


, J 


: ,,,_ 


.... . . 


'\ 
,. : I 
I , 


..'.
 
''lo 


..., 


,- 


. -"", 


!' 


Fig-. 1. Obraz N. Maryi Panny na Piasku w Krakowie. 


I Ś. p. Julian Oktawian Zacharjewi( z urodził się d. 17 lipca 1837 r, 
we Lwowie, gdzie odbył początkowe studya, po których udał się do Wiednia, 
na politechnikę, Obok studyów pracował tam przy restauracyi tumu św. Szcze- 
pana, W latach 1858-1871 był intynierem kolejowym, poczem powo'ano go 
na profesora Akademii technicznej we Lwowie, daiąc mu katedrę architektury. 
Jako profesor po'oty' niepospolite zas'ugi, stworzy' bowiem własną szko'ę, 
1- której wyszło wielu najwybitniejszych budowniczych i architektów. Sam opra- 
cowal dzieła architektoniczne, jak gmach politechniki, kościoł i klasztor Fran- 
ciszkanek, gmach Kasy Oszczędności we Lwowie i wiele pałaców, willi, ko- 
ściołów i cerkwi. Restaurowal katedrę w Tarnowie, kościół św. Jana, Matki 
BOfikiej Snietnej we Lwowie, kościół parafialny w Stryju, Obok tego wykonał 
mnóstwo prac rysunkowych, jako wzory mebli, ram, ołtarzy (ołtarz w kościele 
Karmelitanek we Lwowie), pieców (dla fabryki Glińsko), naczyń, waz (dla 
szkoły w Kołomyi) itp. Stara' się o publikacye zabytków sztuki, i tak wyda': 
Zabytki sstuki "Ul Po/st:/!, zeszytów 4. l¥ykopalisła "Ul Zafukwi ,,,,d Dniutn",. 
Lwów 188z, z rysunkami przez siebie wykonanymi. 


l 
l,
>>>
"I' 


ł 
T 


XIJI 


.. 
I 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


wśród ramy, której nie ruszono. ma wys. 1'31 m., szer. 0'84 m. 
Farby kładzione są na powłoce tynku wapiennego, niezbyt 
grubej. pierwotnie w technice a tempt'ra, W późniejszym cza- 
sie obraz został przeciągnięty farbami olejnemi, które z cza- 
sem przyczerniały i okazują lichy pędzel np. na draperyach 
i na głowie Chrystusa. Od góry jednak od brzegu pozostały 
małe partye obrazu bez tej nowszej powłoki; np. część tła 
czerwonego, a także części nicbieskiej draperyi. Te party e 
są jaśniejsze, co znać nawet na fotografii. Głowa M. Boskiej 
jest stosunkowo mało przemalowana, i na niej stwierdzić 
można dobry pędzel malarza obrazu. Twarz dobrze naryso- 
wana i malowana, i piękna, odznacza się istotnie głębokim, 
smutnym ale pełnym rzewnej miłości wyrazem. Ruch głowy 
swobodny i naturalny. Oczy są jak żywe, wzrok pełen głębo- 
kości i siły. Delikatnie wykonana jest koronkowa zasłona głowy; 
której cienki rąbek wygląda do- 
koła twarzy z pod ciemniejszych 
draperyj. Matka Boska trzyma 
usadzonego na lcwej ręce małego 
Chrystusa. 
Obie postacie mają nimbus, 
w kształcie dyskusa, zapewne zło- 
tego, obecnie zczerniałego. P. Je- 
zus w lewej ręce trzyma księgę. 
prawą zaś chwyta za jabłko, które 
1\1. Boska ma w swej prawej ręce. 
(aowa i nogi P. Jczusa, oraz wszy- 
stkie ręce i drapcrye na obrazie po- 
psute przemalowaniem. Twarz 1\1- 
Boskiej mierzy wys. 0'32 m.; twarz 
P. Jezusa 0'22 m. Tunika M. Boskiej 
i koszulka P. Jezusa są czerwonc, 
obie złutym galonem lamowane. 
Płaszcz wierzchni M. Boskiej nie- 
bieski. Na głowie pod draperyą 
płaszcza rąbek żółty, a pod nim 
rodzaj białej chusteczki koronko- 
wej spada na czoło. 
O ile pierwotne malowanie 
dojrzeć i zbadać można, wsl-m- 
zywałoby ono na dobrego mala- 
rza z XVI wieku, może nawet 
nie z samego jego początku; układ wskazuje na pewne wpływy 
szkoły flamandzkiej, jak zwrócił uwagę obecny przy oglądaniu 
prof. Łuszczkiewicz. Olejne przemalowanie znów pochodzi zape- 
wne z XVII w. i zdradza rękę dużo mniej artystyczną; farby olcjne 
bardzo zciemniały i pierwotny jasny koloryt zrobiły brudnym 
i ponurym. Stan obrazu jest zniszczony a nawet groźny. Farby 
płatkami się łuszczą i odpadają za najlżejszem dotknięciem 
chustką. \V dolnej połowie tynk odstaje od muru; powierzchnia 
cała nierówna i w zagięciach gromadzi się kOrz, którego bez 
niebezpieczeństwa strzepać nie można. Część górna obrazu 
trzyma się lepiej. W różnych miejscach znać uszkodzenia od 
uderzeń i wbijanych gwoździ, jak się zdaje, już dawniej na- 
prawiane niezręcznie przez wbijanie kołków. Fotografia uwy- 
datnia uszkodzenia w prawym policzku i w połowie długości 
nosa M. Boskiej. Mniej więcej w środku piersi M, Boskiej tkwi 
jeszcze dziś silnie hak żelazny z uchem, świadectwo potwier- 
dzające tradycyę o żołdakach wiążących tu konie. 
- Dr. Stanisław Tomkowicz przedkładając rysu- 
nek i fotografie z dzwonu roboty Oswalda Baldtnera znajdują- 
cego się w Ołpinach w Galicyi, odczytał następujący komunikat. 


. 


;x 


l 


XIV 


O Oswaldzie Baldtnerze, słynnym w X\TI w. odlewaczu 
artystycznych bronzowych dział w Krakowie, mniej wiemy 
stosunkowo niż o nicjednym z mniej zasłużonych jego kolegów. 
Dzieła jego, jakkolwiek lane w trwałym spiżu, rozproszyły się 
gdzieś po świecie, lub poprzepadały tak, że trudno nam sobie 
wyobrazić, na czem polegało jego imię wśród współczesnych, 
i brak nam podstaw do ocenienia jego talentu. Nawet archi- 
walne dotąd wydane wiadomości o nim nader są skąpe. 
Ambroży Grabowski zupełnem pomija go milczcniem; podo- 
bnie Kołaczkowski. 
aledwie kHka przyczynków zawierają ko- 
munikaty zamieszczane różnymi czasy w Sprawozdamach Kom. 
hist, s:::tuki (t. VI, str. XXV i XLII). Dzięki im wiemy, że ślady 
pobytu tego Norymberczyka w Polsce spotyka się od r. 1559 
przez lat kilkanaście; że Zygmunt August mianował go ph-t
 
darius albo tormmtator regius, otaczał go swoją opieką i obda- 
rzał przywilejami za ważne usługi 
oddane około urządzenia zbrojo- 
wni; że go używano jako rzeczo- 
znawcę do szacowania rzeźb ar- 
tystycznych alabastrowych, i że 
wreszcie w muzeum arsenału ber- 
lińskiego znajduje się prześlicznie 
rzeźbione działo z podpisem Bald- 
tnera z Krakowa. 
Prof. M. Sokołowski, poda- 
jąc zbiorek dat z jego życia i dzia- 
łalności wyraził przypuszczenie, że 
prócz armat zapewne zostawił Bald- 
tner cały szereg innych utworów 
odlewniczych. Jeden z tych utwo- 

 rów udało mi się odnaleźć. Będąc 
w r. 1896 w Ołpinach w JasieI- 
skiem w celach inwentaryzacyj- 
nych, dostrzegłem z daleka pięk- 
nego kształtu ozdobny dzwon, 
zawieszony w otworze wysokiego 
muru, nad bramą ogrodzenia ko- 
ścioła parafialnego. Jest on tak 
umieszczony, że z dołu nawet przez 
lornetkę niedokładnie tylko można 
zdać sobie sprawę ze szczegółów 
jego ornamentacyi; gdy się zaś 
doń po drabinie wyjdzie, szczupłość miejsca nie dozwala objąć 
całości, tern .mniej narysować przedmiot, lub odfotografować. 
Na razie musiałem poprzestać na odczytaniu napisu i pobie- 
żnej notatce. Dopicro później przekonałem się o całej wartości 
artystycznej dzwonu, posławszy na miejsce rzeźbiarza, który 
zdjął pomiary, naszkicował (fig. 2) kształt dzwonu, i porobił 
gipsowe odciski z części rzeźb zdobiących powierzchnię. Szkic 
całości, oraz fotografię z częściowych odcisków gipsowych 
obecnie przedkładam (fig. 2, 3, 4, 5) z następującem obja- 
śnieniem. 
Dzwon jest średniej wielkości; odznacza się niezwykłem 
rozszerzeniem ku dołowi, spowodowanem przez zgrubienie pier- 
ścienia odsercowego. Wysokość wynosi 0'62 m.; średnica dolna 
mierzy 072 m. Od dołu niema żadnej ozdoby. Natomiast górną 
krawędź czyli czapkę obiega dokoła ozdoba i napis złożony 
z pięknych wersalików (wys. 0'023) kroju elzewirowego, o kan- 
tach ostrych i jakby wypukłą listewką obwiedzionych, w je- 
dnym wierszu: 
OSVALDVS BALDTNERVS 
CRACOVIAE ME FECIT ANNO DOMINI 15 6 9. 


Fig-. 2. l )z\\ on Oswalda Baldtnera w Olpinach.
>>>
. 


SPRA \\IOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


xv 


XVI 


Umieszczenie napisu wśród ornamentów okazuje fig. 3; 
cały zaś napis z kawałków odcisku gipsowego odtwarza fig. 4. 
W tym napisie N jest zawsze odwrócone, jakby było 
widziane w źwierciedle. Zwyczajne na napisach tego rodzaju 


, 
. ' 


" 


-" 


.. 


" . 
.1 


""
i '. 


\. 


\ 


'" 



 . -'f- 
",r-.",. 

 
' 
- 
..... ... 


. y 


f 
I 


". 


........ 


r 


"., 
.r. 


..ł... --..... "'. 
. " " r-, ':' -,"": 
. ,." . 


 


--... 


. 
, 


,... , 


. 


vi 


Fig. 3, Szczegół z dzwonu Oswalda Baldtnera w Ołpinach. 


pomiędzy wyrazami punkty albo krzyżyki, albo znaczki, tutaj 
wyjątkowo, o ile wiem, zastąpiono płaskorzeźbionym wy- 
dłużonym dzwonkiem, który z koroną u góry i wystającem 
od dołu sercem mierzy niewiele mniej wysokości od liter (0'02). 
Ten napis jednowierszowy ujęty jest dołem i górą w li- 
stewki. renesansowego przekroju, dość wypukłe. Nad górną 
są jeszcze ząbki, jakby ułamki meandru, tworzące rodzaj 
krenelażu. Natomiast pod dolną listewką rysuje się lekko wy- 
pukle bogata koronka. maswerk gotycki, utworzony z rzędu 
linearnych kółek wypełnionych wkreślonym w nie linearnym 
czteroliściem ; granicę ich dolną tworzy listcwka okroju go- 
tyckiego gzemsu okapowego, a pod nią biegnie ornament 
powstały przez przepołowienie powyższych kółek i cztero- 
liści Z tą różnicą, że końce linii przy spotkaniu się dwóch 
półkoli zakończa zwieszony ku dołowi, bogato modelowany 
w płaskorzeźbie kwiaton gotycki. Osi kół i półkoli mijają się 
tak, że każdy kwiaton modelowany wypada pionowo pod 
środkiem kółka wyższego szeregu. W obu szeregach trój- 
kąty między krzywemi liniami i listewkami wypełnia trzy- 
many na drugim planie drobny maswerk z mieczykowa- 
tych trójliści. Zbiegające się krzywe linie linearnego wypeł- 
nienia kół i półkoli zakończone są maleńkim plastycznym 
kwiatonikiem z trzech listeczków przypominających koniczynę. 
Cała ta ozdoba szlachetnego pomysłu i rysunku odlana jest 
grubo, z licznemi niedokładnościami. Z tła w wielu miej- 
scach sterczą kawałki niepotrzebnego metalu; niektóre czę- 
ści wypukłe są oderwane lub nie wyszły w odlewie. 
Najciekawszą częścią ozdoby jest mcdalion odlany 
w płaskorzeźbie w połowie wysokości płaszcza dzwonu (fig. 5). 
Jest on ujęty w listewkę kolistą, płasko trzymaną, której pła- 
szczyznę ożywia motyw tkaniny czy plecionki. Średnica me- 
dalionu z ramką mierzy 0'14 m. Płaszczyznę kolistą meda- 
lionu, wyginającą się za kształtem płaszcza dzwonu. wypełnia 
doskonale płaskorzeźba na tle perspektywicznem. W głębi 


na tylnym pIani..: widzimy miasto z wlezaml I kopułami, ob- 
wiedzione muren z bramą i wieżą od frontu. Woda oblcwa 
miasto, gdyż tuż pod murami znaczą się dwa statki, a także 
i bliżej w dwóch punktach lekko rysują się kontury dwóch 
łódek. Na lewo widać promieniste słońce nad samym horyzon- 
tem. Na prawo nieco bliżej domek z kominem i drugi po- 
dobny przy samej krawędzi na lewo. Na średnim planie trzy 
drzewa o szeroko rozpostartych parasolowych koronach. Na 
dole kamienie, trawa i chwasty. Pod drzewem środkowem, 
ale na pIani c pierwszym siedząca na fałdach płaszcza po- 
stać nagiej kobiety, l11:-1jącej tylko ślad lekkiej draperyi prze- 
rzuconej przez piersi. Zwraca ona twarz ku nagiej postaci 
po jej prawej ręce stojącej w profilu, w przestrzeni między 
dwoma drzewami. opierającej prawą rękę na oszczepie 
kształtu zbliżonego do halabardy. a lewą podpartej o wła- 
sny bok, z przerzuconą przez ramię draperyą. Po drugiej stro- 
nie kobiety siedzącej jest grupa: mężczyzna nagi z zarostem 
twarzy, w postawie siedzącej. oparty jedną ręką o kij pasterski 
wyciąga drugą i przegina si« ku kobiecie młodej, nagiej, sto- 
jącej w postawie wyprostowanej poprzed trzeciem drzewem. 
Mi«dzy tą parą mały skrzydlaty amorek stoi na trawie i tuli 
się do kobiety. W górze nad głową tej młodej wyprostowa- 
nej kobiety unosi się jakaś niezbyt wyraźna skrzydlata dzie- 
cięca postać. 
Treść tej płaskorzeźby nie jest jasną, a do tej niejasności 
przyczynia się niezbyt poprawny odlew, gruby. pełen grudek 
i niedokładności zacierających wiele szczegółów; nie można 
być pewnym, czy postać stojąca wsparta na halabardzic 
jest mężczyzną czy kobietą; niewiadomo, co oznacza ruch 
ręki wyciągniętej brodatego mc;żczyzny, którego postawa niby 
siedząca jest też zagadkowa. Lewa noga młodej stojącej ko- 
biety, do I,tórej tuli sic: amorek. uszkodzona w odlewie, wy- 
gląda jak konar drzewa. \V każdym razie przedmiot wydaje 


t 


. 



..- . ,... 
,,- /I. r. ł r '- 
 "'\, ! .1 
.
'r\" r..
 
- - 
 
r . 
_. r- 
',I - 
'"' 
... 
,.- 
 
, 

 
'- 
r
;.
 -'!....... J ,... 
'-..J '.J.I 
 
- - 
-- 
...,...-" -r .
 r F 
.... 
r,. '. L 
 r.' 
" " ---:..I_
 , .1 ł - 
.. --ł-. 
. 


FiR" 4. SzczeKóI z dzwonu Oswalda Baldtnera w Olpinach. 


się być mitologicznym, a nawet lichy odlew pozwala dostrzedz 
i ocenić pic:kność pomysłu i uktadu płaskorzeźby, umiejętność 
kompozycyi tak wybornie wypełniającej przestrzeń, śmiałość 
linij rysunku i mi "kość i wdzięk modelowani,) nagiego ciała: 
wieje z tego dzieła duch rozkwitłego renesansu.
>>>
- 


. 


- 


XVII 


SPRAWOZDANIA Z POSIEDZEK 


xnll 



 


\V ogóle cały dzwon, niezmiernie zaJmuJący, uważam 
za jeden z najpiękniejszych na naszej ziemi. Obok niezwy- 
kłej szlachetności płaskorzeźby medalionu, podziwiać trzeba 
subtelność rysunku ornamentacyi górnej krawędzi, lekkiej i deli- 
katnej a przy prostocie swej pełnej wdzięku i bardzo umie- 
jętnie skombinowanej z motywów geometryczno-linearnych. 
o dwóch różnych planach wypukłości z modelowanymi mo- 
tywami roślinnymi. Przypuszczać można. że dzwon tak ozdo- 
hny przeznaczonym hył pierwotnie do miasta, zapewne do 
Krakowa, a może właśnie niedoskonałość odlewu spowodowała, 
że jako niezupełnie udany dostał się na prowincyę, do wiej- 
skiej parafii. 
Wiadomości jak i kiedy w Ołpinach się znalazł, brak 
zupełny. Jakkolwiek przywilej Kazimierza \V., w r. 13-1-9 nada- 


V,... 


jąca »Sąd Parysa«, o ile wiem dotąd nigdzie nie reproduko- 
wana. Znalazłem ją ostatniej jesieni hędąc w Amsterdamie 
w tamtejszym Rijks _
ńtse1/lfl. C mieszczona razem z kilkunastu 
innemi plakietami w t. zw. .Silbergallerie., czyli sali narożnej 
parterowej, oznaczonej Xrem 157, w witrynic stojącej w oknie 
najbliższem przejścia do gabinetu 
r. 150, numerem żadnym 
nie jcst oznaczoną. Porównanie reprodukcyi z gipsowego od- 
cisku tej plakiety, który otrzymałem dzięki uprzejmości Dy- 
rekcyi Muzeum (fig. 6), z reprodukcyą wyżej podaną meda- 
lionu na dzwonie, wskazuje, że obie płaskorzeźby 'nietylko 
są do siebie podohne, ale wprost identyczne z temi jedynie 
różnicami, które wynikły z różnej natury matcryału i rodzaju 
odlewu. Zaczynając od cech zewnętrznych identyczność zacho- 
dzi co do rozmiarów i plecionkowej obwódki. Układ i ry- 


.....L.; 

 
; . I' 
.. 
I 
.. ) ., 

 
, ,. 
,
 
I J 

 
, 
l
 I 
. ....." 
.. 
. 
,. 
. . 


c- ., . . 
-' 
 
. 
I q 
I .Ił, ;, 
,.: .' 
4 

 -.A,",r 
'. 
. j 
- 
I 
.O! 
- .
 .j 
" \- 
. 

. " .. 
, 
.... 
... 
-, 
 


. 


Filr. 5. Szczeg-ół z dzwonu Oswalda Baldtnera w Ulpinach. 
Sąd Parysa. XVI w. 


. 


jący wsi prawo magdeburskie, mówi o dwóch łanach danych 
kościołowi w Ołpinach, Długosz w Lib. bcnef. nie wspomina, 
iżby tu istniał kościół. It zalicza wieś do parafii w Święcanach. 
Pierwsza wiadomość o kościele jest z r. 1595 (wizytacya Ka- 
zimierskiego). Natomiast nie bez znaczenia może jest tradycya 
do dziś dnia żywa w sąsiedniej wsi Żurowie. Żurowa aż do 
rozbioru kraju stanowiąca część starostwa bieckiego, według 
szematyzmu opierającego się na archiwalnych wypisach X, Pa- 
włowskiego, należała niegdyś do parafii w Ołpinach. Dziś 
stanowi własną parafię. Lecz miejscowi ludzie twierdzą. iż nie- 
gdyś tu Lyło centrum parafii. do której należały Ołpiny, i że 
hył tu w dawnych czasach dzwon duży i piękny, zabrany 
później do Ołpin w zamian za mały z datą 1597 r. i podpi- 
sem, do dziś dnia tu wiszący. Kto wie, czy ten piękny, którego 
nie mogą zapomnieć Żurowianie, nie był właśnie dzwonem 
Baldtnera 
 
Do odgadnienia zagadkowej treści płaskorzeźby meda- 
lionu posłużyła mi plakieta ołowiana z XVI w., przedstawia- 


Fig'. Ó. Plakieta z Rijks l\fuseum w Amsterdamie. 


sunek kompozycyi figuralnej jest ten sam. Drohne różnice 
wynikły ztąd, iż równa płaszczyzna plakiety została zastoso- . 
wana do wygiętej w dwóch kierunkach powierzchni płaszcza 
dzwonu, wskutek czego cokolwieczek się skróciły proporcye 
w kierunku pionowym (12'5 cm.: 12 c:n.). Szczegóły rzeźby, 
wykonanej na drobną skalę i w pierwowzorze traktowanej de- 
likatnie, nie mogły oczywiście w grubym odlewie spiżowego 
dzwonu wyjść z taką samą subtelnością. jak w cieniutkim odle- 
wie ołowianym plakiet
. Na d7.wonie mnóstwo rzeczy wsku- 
tek niedokładności odlewu wypadło niezrozumiale. Ka pla- 
kiecie wszystko się wyjaśnia. Widzimy niewątpliwie jedną 
postać męską a trzy kobiece. Na lewo od widza stojąca w szy- 
szaku z pióropuszem, wsparta na halabardzie, to Minerwa 
z przerzuconą przez lewe ramię chlamidą. \V środku pod drze- 
wem, na kłodzie siedzi Juno. za którą. poniżej łokcia wycią- 
gniętej naprzód lewej ręki, rysuje się głowa pawia z piórkami 
nad tyłem czaszki. Juno ma na górnej części klatki piersiowej 
płaską szeroką ozdobę zakrywającą obojczyki, obie zaś z Mi- 
h
>>>
-...-- 


. 


XIX 


SPRA WOZDANIA Z POSIEDZEŃ 


XX 


nerwą mają golenie ujęte w rodzaj kamaszów odgiętych w gó- 
rze. Trzecia po prawej stronie pod drzewem stojąca i całkiem 
naga, to Wenus, do której nóg tuli się skrzydlaty Amor. Obok 
Junony zaś siedzi brodaty Parys, z płaszczem przerzuconym 
przez biodra i kamaszami na nogach. Lewą ręką wspierając 
się na kiju pasterskim, przechyla się górną połową ciała ku 
Wen erze, aby jej podać jabłko, 
które trzyma w prawej ręce. Nad 
głową Wen ery trzyma wieniec 
mała kobieca postać płynącej nie- 
jako w powietrzu Wiktoryi. 
Ale nietylko treść staje nam 
się jasną na plakiecie. Przede- 
wszystkie m możemy podziwiać pię- 
kność linij i miękkość modelowa- 
nia postaci ludzkich, z których 
trzy kobiece są niemal całkiem 
nagie. Twórca takiej kompozycyi 
był niewątpliwie znakomitym ar-