Sprawozdania Komisyi do Badania Historyi Sztuki w Polsce T. 3 z. 4 (1887)

.. 


. 


'. 


06fJ1rt
>>>
- 


'. 


- 


/ 


rP 


",,- 


OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ 


I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI. 


I 


Skreślił W. ł...uaz:cz:kiewicz: cz:łonek Akad. umiej. 


I. 


Historyja OpactW'a. 


( 

 
\ 


w szyscy nasi dawniejsi i nowsi dziejopisarze 
zgodnie twierdzą, że klasztór cysterski w Lądzie 
fundował w roku 1145 Mieczysław Stary, książe 
Wielkopolski, sprowadzając mnichów z Altenberga 
Opactwa okolic nadreńskich a linii Morimondz- 
kiej. Zdawałoby się, że imię fundatora i pochodze- 
nie klasztoru tego nieulegają wątpliwości i to tcm 
więcej, że i najnowszy badacz początków klasztorów 
tego zakonu O. LEOPOLD JANAUSCHEK,l), opierający 
swą pracę na oryginalnych genealogiach i chrono- 
logiach przechowywanych do dziś dnia w dawnych 
opactwach cysterskich, podobnegoż jest zdania. 
Przyznaje on wprawdzie, iż trudno coś pewnego 
o początkach klasztoru Lądzkiego wypowiedzieć, 
skoro nazwa ta w źródłach rękopiśmiennych, mie- 
sza się z opactwami Laudy, Luby, Lysy, Rudy 
i Landesium, jednak stanowczo ma Mieszka za 
fundatora; opactwo Lądzkie jest u niego z rzędu 
223 fundacyą Cysterską a córką Altenberga trzecią 
z rzędu 2). Pomijając nasuwającą się wątpliwość 
o ile możliwem jest aby Opactwo Altenberskie 
było w stanie wydać z siebie między latarni 114 3 , 
jako datą pewną osadzenia Łekna, a rokiem 114 6 
jeszcze dwa zastępy mnichów dla zapełnienia Ma- 
rienthalu w Brunsz wiku i naszego 
ądu - mo- 
żnaby zgodzić się na tak powszechnie oznaczony 
początek jego, gdyby nie nowsze badanie źródeł, 
na k,tórych twierdzenie się to opiera. Najważniej- 
szym dokumentem jest zawsze w sprawie początku 
klasztoru przywilej erekcyjny współczesny, mie- 


l) Originum Cisterciensium Tomus 1. 
II) I. c. Apendix B. Specimen chronologiae emendatae. 
Bpra'll'oadanle KomIsy! do bad, hiat, aztukl. Tom III. Zeaz. IV . 


szczący zwykle te szczegóły, o które nam idzie, 
gdyż nie zawsze chronologie klasztorne późniejsze 
datą z dobrych informacyj powstały a oryginalne 
zapisy w Cistercium jakie obowiązani byli składać 
Opaci, naszych czasów niedoszły. Otóż i Ląd za- 
chował taki przywilej z r. 1145 i na nim opartą 
jest Owa zgodność - wydał go niby Mieczysław 
Stary l), wywiódł w nim mnichów de coenobio 
Bergensi (sic) i pomieścił in loco qui vocatur Landa. 
Główne i jedyne to źródło, ten prawny dowód 
o początku klasztoru, krytyka dzisiejsza surowo jak 
należało osądziła, robiąc go fabrykatem później- 
szym w całej osnowie: "w którym nie można do- 
strzedz ustępu, któryby nosił cechę XII wieku, 
któryby okazał, że przynajmniej treść aktu czer- 
pano z innego klasztornego przywileju lub jakowej 
zapiski" 2). Badania paleograficzne oryginału zacho- 
wanego w archiwum miasta Kolonii, bo tam jak 
zobaczymy zawędrowały w XVI wieku pergaminy 
i kopij arze lądzkie, upoważniły uczonego PERLBACHA 
MAXA do orzeczenia o fabrykacyi dokumentu na- 
szego w Lubiążu w połowie XIII wieku, zatem 
w sto lat przeszło od mniemanej daty wydania go 
przez Mieszka. Wobec tego wolnoby nam powąt- 
piewać o całej tak niby znanej sprawie powstania 
Lądu, gdyby z innych stron nieprzyszło nam po- 
twierdzenie lub zapewnienie zawartych w doku- 


l) Oryginał warchiwum miasta Kolonii patrz PERLBAmL\: die Ci- 
stersienser Abtei Lond in Stadtk61nischen Archiv w Mittheilungen aus 
dem Stadtarchiv von K61n von Dr. K. HOBLBAUM Heft 11. str. 71=127. 
Kopije na wielu miejscach. 
II) PIEKOBIŃ8KI: Krytyka Dyplomataryasza Wielkopol. Przegl,d Kry- 
tyczny Nr. 12 1877 r. 


14 



 

__T 
-- 


-
>>>
108 


OPACTWO CYSTERSK JF. W LĄD7.JF. NAD WARTĄ I J EGO ŚREDNIOW IECZNE ZABYTKI H7.TU KI. 


mencie sfałszowanym a raczej podrobionym fak- 
tów. Posłużyć nam tu może rozpatrzenie, kto jest 
właścicielem gruntu na którym stanęła fundacya 
w XII wieku, późniejsze niewątpliwej autenty- 
czności przywileje Lądu, uchwały znane General- 
nej Kapituły Cysterskiej skrzętnie zebrane i topo- 
grafia miejscowości. 
Nazwa Landa występuje po raz pierwszy 
w r. 1136 wspomnioną będąc jako castrum, za- 
mek książęcy, w znan
m potwierdzeniu Inocen- 
tego pp. II posiadłości i majątków arcybiskupstwa 
Gnieznieńskiego, z którego i okolicy oddawane być 
mają dziesięciny l). Zamek ten dobrze o ważności 
swej świadczy, położony na granicach dzielnic 
książąt mazowieckich i kalisko-wielkopolskich jest 
w XIII wieku powodem zaciętych walk o jego po- 
siadanie. Osadzają go i wyrzucają się z niego szcze- 
gólniej Bolesław Pobożny i Kazimierz książe Łę. 
czycko-Kujawski a kończy się ta walka w roku 
1258 ugodą, w której Kazimierz połowę kasztela- 
nii Lądzkiej oddaje Bolesławowi i zamek obiecuje 
spalić 2). Zamek sam leży w pobliżu klasztoru 
w XlIl wieku in vicinitate castri vetcris quod Lenda 
vulgari vocabulo dicebatur 3) pisze o tym w do- 
kumencie WLADYSLAW ODONICZ, który to akt choć 
również wolnoby nam było uważać jako podro- 
biony, przynosi świadectwo, że z własności ksią- 
żęcej stał się zamek choćby znacznie później 
oj daty powyższej, własnością Opąctwa lądzkiego. ' 
W wymienieniu samem wrzekomej darowizny Mie- 
szka Starego r. 1145 znajdą się wsie z obowiązkami 
i ludźmi zamkowemi. Wszystko to przemawia za 
tem, iż klasztor założonym został jeżeli nie w samym 
obrębie fortecznym zamku książęcego, jak owe pra- 
stare Opactwo w Łęczycy, to w każdym razie na 
gruncie doń należącym w pobliżu i obdzielony zo- 
stał majątkiem książęcym. Co do osadzenia tego 
pozostaje jeszcze nie jedna wątpliwość, a przede- 
wszystkie m nasuwa się pytanie czyli bez zezwole- 
nia arcybiskupstwa można było teraz przelewać 
obowiązek płacenia dziesięcin z zamku na klasztór, 
ale więcej nad to, jak rozumieć wyrażenie doku- 
mentu Pawła biskupa poznańskiego z roku 1232, 
w którym tenże dopomina się o zamianę fundi in 
quo coenobium Lendense est locatum ecc/esiae mee 


I) RA.CZYŃSKIEGO: Kodeks dyplomatyczny Wielkopolski. 
a) Kronika Paska i Rocznik Wielkopolski w Monumentach Bu:- 
LOWSKIEGO - DŁUGOSZ. 
a) Kodeks dyplomatyczny Wielkopolski Tom I edycya Tow. przyj. 
nauk. Poznańsk iego. 


hl ,!Jt)
311 r' 


pertinentis l) na inne posiad.łości klasztorne. Mu- 
siał być więc w założeniu klasztoru współudział 
właścicieli i posiadaczy miejsca, a więc przede., 
wszystkie m księcia panującego i biskupa poznań- 
skiego. To wątpliwości ulegać nie może, ale czy 
przyczepienie samego Mieczysława Starego, za fun- 
datora w podrobionym przywileju donacyjnym słu- 
sznem jest, potrzebaby jeszcze określenia daty, 
w których latach Ląd ufundowanym został. W mnie- 
manym toku 1145 jest Mieczysław chłopcem czter- 
nasto letnim i bez opieki działaćby nie mógł, choć 
od lat czt/irech zasiada na tronie książęcym a po- 
dróż jego do Kolonii do grobu Trzech Króli i do- 
bre przyjęcie od obywateli miasta tego, które jak 
chce DLUGOSZ miało wywołać fundacyą Lądu, nieda 
się pogodzić z datą wprowadzenia dopiero reli- 
kwii tych do Kolonii w r. 11642). Z trzech naj- 
starszych Opactw Cysterskich Łekna, Lądu i Ję- 
drzejowa, ten nasz' jest fundacyi książęcej, dwa 
drugie erygowali dostojnicy i tak Łekno comes 
Zbilat, Jędrzejów Janik Arcybiskup gnieznieński 
z bratem Klemensem Gryfici. Głównym promotu- 
rem założenia tych klasztorów i sprowadzenia Cy- 
stersów, będzie niewątpliwie Arcybiskup wspo- 
mniany. Dwa znane oryginalne przywileje dona- 
cyjne dla Łekna i Jędrzejowa mają ustępy dosło- 
wnie powtórzone 3), coby jednę rękę kierującą ozna- 
czało - przypuszczać się godzi, że on był doradcą 
i pośrednikiem książęcym dla fundacyi Lądu. Ba' 
dania JANAUSCHKA wprowadzenie mnichów do Łe" 
kna oznaczają na rok 1143 dzień 26 kwietnia, do 
Lądu na rok 1 146 bez oznaczenia dnia a dla J ę- 
drzejowa rok 11494); ten ostatni klaszt6r ma mni- 
chów francuskich z Morimondu. Łekno i Ląd nie, 
mieckich z nad Renu. Że zakonnicy nie byli po- 
wołani z Altenberga dla zasilenia Lądu, ale do- 
starczyło ich wcześniejsze Łekno, jest dziś, kiedy 
nam wyrażenie przywileju Mieszka więcej hory- 
zontów nie mąci, rzeczą niewątpliwą - przez matkę 
swą Łekno ma Ląd bliskie stosunki z Altenbergiem 
ale nie wprost. Niezaprzeczalny dowód, że Ląd 
jest córką Zbilutowej fundacyi pozostanie w zna- 
nej uchwale ,Generalnej Kapituły cysterskiej pod 
r. 1191: Abbatia de Linda revertatur ad matrem 
suam Luganam et de duobus fiat una, et sit unum 


t' 
.. 


I) Tamże. 
a) FISCHERA: Reinald von Dassel zacytowany u ZEISSBERGA w Klein. 
Geschichtsquellen. 
B) HEUJEL: O klasztorze Jędrzejowskim w Roczn. Tow. nauk. 
Krak. 1852. 
') l. c, Appendix B. Specimen chronologiae emendatae. 


I 

 
l
>>>
...,. 


- 


OP ACTWO CYHTERSKIE W LĄDZIE KA D WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE Z.ABY'rKI SZTUKI. 


f 
" 


ovile et U1JUS pastor l). Pokazuje to, że Ląd stał 
w zupełnej zależności od starszego Łekna - skoro 
łatwą rzeczą bylo zlać obie fundacye w jedno ale 
co więcej, że pierwotna ta fundacya Lądu słabe 
miala podwaliny - niewielkiej liczby zakonników 
dostarczyć też mogla zaled wie kilka lat starsza 
matka, Zważmy, że klasztór miejscową ludnością 
zaludniać się nie mógl ale potrzebował niemców, 
co dla d wóch klasztorów tak oddalonych od Al- 
tenberga łatwą rzeczą nie bylo. Z rokiem 1191 
kończy się pierwsza fundacya Lądu, o której to 
wiemy teraz, iż była córką Łekna, że stanęła na 
gruncie książęcym i biskupim, zatem jedynie mógł 
ją który z książąt wprowadzić, z tych jedynym na 
ów czas może być Mieszko Wielkopolski. Z pó- 
źniejszych przywilei wnosimy, że do upadku tej 
fundacyi mogły się przyczynić stosunki niepewne 
co do własności i prawa dysponowania księcia 
majątkami nieswoimi na rzecz klasztoru. Drugą 
fundacyą wzbudza tym razem już niezaprzeczenie 
Mieszek Stary. On to wstawia się listownie za Lą- 
dem do Kapituły generalnej we Francyi, błagając 
niewątpliwie, zapewniając swą opiekę, czyniąc do- 
nacye, jak skoro. przychyla się ona do osadzenia 
a raczej dopełnienia na nowo starej fundacyi. Pod 
r. 1193 czytamy: Duci Poloniae rescribatur, quod 
petitio sua de non destruenda abbatia de Landes 
c011ceditur ei 2), a ponieważ Łekno tym wyrokiem 
usunięte m zostało od zarządu Lądem, łatwo zro- 
zumieć, że teraz dopiero Altenberg staje się matką 
drugiej tej fundacyi Lądu. Pogodzimy wszystkie 
mniemania twierdząc, że w podrobionym przywi- 
leju Mieszka tę chwilę zanotowano, że tradycya 
o pierwotnej słabej fundacyi ustąpiła miejsca pó- 
źniejszej pełniejszej i pomieszano jedno z drugiem. 
Pomimo tego, że druga fundacya postawić 
musiała Ląd na pewniejszych podstawach i towa- 
rzyszyć jej musiało zwiększenie darowizną księcia 
pierwotnych posiadłości - stosunki klasztorne nie 
wyjaśniają się je6zcze długo. Przywilei klasztornych 
wcześniejszych niż rok 1231 nie posiadamy, pra- 
wdopodobnie zginęły one w pożarach klasztoru 
spowodowanych sąsiedztwem castrum. Podrobio- 
nych niebrak 3) jednakowoż, ale i te kończą się na 
r. 1213. Zdaje się, iż obok świetnego stanowiska 
Łekna, jakie zajmuje klasztór ten misyami swymi 


I) Statutum V capituli general. a. 1I9I celebrati u WINTEM: die 
Cistercienter der nordóstlichen Deutschlands T. III. 
i) l. c. pod r. "93. 
l) Patrz Kodeks dypl. Wielkopol. Tom l. 


I 

 


109 


na Pomorzu, pozostaje Ląd w tyle w początku 
XIII wieku a przynajmniej, wobec bogatszego w ła- 
skach książęcych i opiece dostojników kościelnych 
i świeckich, imię się jego kryje. Klasztory te w po- 
bliżu będące, musimy uznać jako wspólnie działa- 
jące, b0 związane tożsamością pochodzenia. W ka- 
sztelanii lądzkiej ma Łekno posiadłości z daru 
Arcybiskupa Bogumiła syna Bogumiła kasztelana 
Gnieznieńskiego z r. l 172. Dar ten zrobiony dla 
brata Bogufała mnicha w Łeknie, generalna Kapi- 
tuła cysterska oddaje Chrystianowi Biskupowi pru- 
skiemu Cystersowi łekneńskiemu na misyi będą- 
cemu na użytek dożywotni l). Po osadzeniu się 
krzyżaków w ziemi chełmińskiej Jan Opat lądzki 
staje jako pełnomocnik w układach o te majątki. 
W r. 1234 Opaci Lądu, Obry, Altenberga i Mo- 
rimondu wstawiają się do lnocentego IV za Chri- 
stianem biskupem. Obecność Bogufała Poraity 
w klasztorze Łekneńskim jako mnicha, następnie 
wiadomość, że Piotr syn Sławnika został o te czasy 
przyjętym do klasztoru po darowaniu mu swego 
dziedzictwa, rzuca światło, że tak sarno w Lądzie 
nie ograniczano się tylko do przyjmowania Niemców, 
ale chętnie widziano krajowców. 
Nieznamy imion pierwszych Opatów lądzkich 
jak z bardzo podejrzanych źródeł. Podrobione 
w XIII wieku przywileje Mieszka jakoby z lat 
1173 i 1181 przynoszą imiona Bertolda i Arnolda. 
Malowania ścienne w sali klasztornej z polecenia 
Opata Łukomskiego r. 1772 przez Fr. Swacha fran- 
ciszkana wykonane, może wedle jakiej późniejszej 
kroniki klasztornej czynią Opatem w r. 1145 Hen- 
ryka. Butgen (?) a po nim następujących: Henryka 
Busgrafa, Henryk III Abbas, Joannes IV Abbas itd. 
owego Bertolda i Arnolda niedopatrujemy tutaj; 
za to znajdą się oni jeszcze Bertold w roku 1213, 
Arnold w 1232 na przywilejach lądzkich bardzo 
podejrzanej autentyczności Arcybiskupa Henryka 
i Pawła biskupa Poznańskiego. O stosunkach Lądu 
z Kolonią o te czasy milczy dyplomataryusz Wiel- 
kopolski i kopijarz koloński. Sprawa majątku kla- 
sztornego nie może być obojętną badaczowi archi- 
tektury średniowiecznej, wszakże w miarę boga- 
ctwa chwili rozwija się czynność tej sztuki, widać 
ją w budowlach i zabytkach. O pierwotne m upo- 
sażeniu Lądu przez księcia założyciela wiedziano 4 
dotąd z podrobionego przywileju fundacyjnego 
l kilku tego rodzaju z następnych lat końca XII 


I) Dr. HEINR. HECKENBECK: Beitrage fur Geschichte des Klosters 
Wongrowit{ - Leip{ig 1880 Cn;śt! I.
>>>
110 


OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI. 


wieku. IZby siedemnaście wymienionych osad w głó. 
wnym przywileju i trzy w następnych oraz Bene- 
jicium ad magna sal (1174 kop. Kolońsk.) należały 
razem do uposażenia pierwiastkowej fundacyi, tego 
twierdzić nie należy, ale wierzyć można, że w chwili 
podrobienia przywilejów musiały być te wsie w po- 
siadaniu klasztoru, zatem co najmniej w drugiej po- 
łowie XIII wieku, a jak twierdzi PERLBACH l) przed 
potwierdzeniem przywilejów Mieszka starego od 
Bolesława (Wstydliwego) w r. 1261 10 Decembr. 
in Sechowa. W tern to potwierdzeniu książe ten 
wylicza także siedem wsi, które dali nobiles Polo- 
niae. Wszystko to razem nie da się pogodzić i dać 
obrazu majątku klasztornego po te czasy nie może, 
skoro w tern spisie z r. 1261 nie ma wsi X i ą- 
g i n e k i Z a j e z i e r s z c z e jakoby danych r. 1232 
biskupowi Poznańskiemu za locus fundi in quo 
coenobium Landense est locatum, nie ma wsi K o. 
P o I i c e darowanej klasztorowi r. 1233 od Włady- 
sława Odonicza ani K o s z a n o wa, którą bierze 
r. 1241 Kazimierz Kujawski zamianą za swe wSIe 
Głowiew i Wrąbczyn. Za to wspommane 
w przywileju Bolesława Jar o c i n i M a r c i n- 
k o w o razem z nieznaną wsią klasztorną Drą ż y- 
n e m wywołują już w roku 1278 nieporozumienie 
z Mikołajem biskupem Poznańskim, które książe 
ten rozrządza na korzyść Lądu i oznacza granicę 
części wsi rzeczonych znakami, burząc te, które 
fałszywie biskup Bogufał z krzywdą Cystersów ka- 
zał porobić (Dyp. Wielkop.). Zagadkową jest da- 
rowizna starego zamku, obok którego stanął kla- 
sztór w Lądzie, jeszcze roku 1236 od Władysława 
Odonicza uczyniona (Dyp. Wielkop.) i prawo pa- 
tronatu do dwu kościołów ŚŚ. A n d r z e j a i P i o- 
t r a, bo raz, że o tern potwierdzenie milczy a z re- 
sztą wiadomo, że zamek ten istnieje znacznie pó- 
źniej i zajmuje go Kazimierz X. Kujawski a do- 
piero r. 1258 burzy. 
Bądź co bądź pewnem jest, że posiad,łości 
klasztorne tych czasów kupią się wszystkie w naj- 
bliższej okolicy Lądu z jednej i drugiej strony 
Warty, rozciągając aż w Konińskie. Wiele z tych 
posiadłości zniknęło w ciągu wieków jak K w a- 
s k o w o, G o r z y c a, G r a b i e n i c e, W y r a m o wo, 
S t a r a łąk a, inne zmieniły nazwy jak ów K o- 
ś c y o ł Mieszkowego przywileju na forum Sti Ni- 
colai a następnie i dotąd na L ą d e k miasteczko 
pobliskie Lądu, M a r c i n k o w o na K o wal e w o. 


, 


I) I. c, str. 74- 


Wsie położone w oddaleniu od klasztoru są przed 
r. 1261 bardzo nieliczne, jak X i ą g i n k i obok Szre- 
mu, Zajezierszcze pod Biechowem, Kłobia 
i Godszene (Choceń) w Kujawach, Kopolice 
pod Pobiedziskami, ale widzimy, że niejedną z nich 
już wtedy zamieniają Cystersi na bliżej położone 
klasztorne. Ale ruch ten jest słaby o ile z dyplo- 
mataryusza wnioskować można, raczej daje się 
spostrzegać pewne wyciąganie korzyści ksiąźąt i du- 
chownych dostojników z nieporadności przybyszów 
z dalekich stron świata. Dopiero w drugiej poło- 
wie XIII wieku budzić się zdaje większy interes 
comesów polskich dla Lądu, przynajmniej w dy- 
plomataryuszu obok książąt spotykają, się tam oni 
jako dobrodzieje. Będzie to comes Bogusza zapo- 
wiadający darowiznę K o s z u t jeżeli jego synowie 
Gerwardus i Grimislaus dotąd małoletni zejdą bez- 
potomnie lub życie zakonne obiorą (r. 1253), będą 
dziedzice Szymon i Mikołaj obdarowywać klasztór 
Z a b a rt o w e m z jeziorami i pożytkami (potwierdz. 
Przemysława z roku 1279). Comes Dobiesław syn 
Krzesława z Kurozwąk daruje Opactwu (1279) 
wieś Łęg na Kujawach, comes Ozia skarbnik 
lądzki wieś B r o n i k i 1296, comes Gesward w myśl 
ojca swego wieś K o s z u t y odstąpi klasztorowi 
1298 r. W tej epoce często spotykamy zamiany 
wsi klasztornych na inne, tą drogą przychodzi kla- 
sztór do L i p p o gór y ( 1285) (dziś Sługocinek), 
Kopoiny (1291), Niewodnicy i Cieśli na 
nad Gopłem (1293) i t. d. Musi w tern wszystkiem 
dziać się kr.lywda klasztorowi skoro Papież Boni- 
facy VIII pisze do biskupa Chełmskiego, iźby sta- 
rał się aby to co odpadło z posiadłości klasztor- 
nych prawnie odebrać a cenzurą kościelną karać 
sprzeciwiających się lub fałszywie świadczących 
(Romae 1296). Czyni to jak wyznaje, na prośbę 
Opata i zakonników lądzkich. W drugiej połowie 
XIII wieku przypadają lokacye wsi klasztornych 
na prawie niemieckim, Woli lądzkiej (1250), 
Lądka 
(1269), Jaroszyna (1293) l). Z tego 
wszystkiego widno, że stosunki zakonników nie- 
mieckich w Lądzie wyjaśniają się, zyskuje on teraz 
przyjaciół w książętach polskich i nieraz zawdzię- 
cza ich przychylności pomyślne ukończenie proce- 
sów to z chłopami to niesumiennymi sąsiadami. 
Odwiedzają też oni teraz częściej klasztorne zaci- 
sze, czasem ważne odegrają się tutaj sprawy jak 
owe porozumienie między Leszkiem księciem Sie- 


ł 
. 


'I 
I, 
I 


i, 
, 


,I 


I) Wszystko to wedle kodeksu dypl. Wielkopol. wyd, Tow. Przyj. 
Nauk, Poznań. Tom I.
>>>
111 


OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI. 


, 
. 


radzkim a Ziemowitem Kujawskim doprowadzone 
in Lenda claustro ordi1Zi.
 CistercietlSis w r. 1278 
do końca, przez Przemysł'awa księcia Wielkopol- 
skiego (Dyp. Wielkop.). Jak wspominałem już, nie 
znamy imion Opatów lądzkich z pierwszych lat 
XIII wieku, wiemy tylko, że w Sierpniu 1206 r. 
Opat lądzki nieznanego nazwiska obok arcybiskupa 
i archidiakona gnieźnieńskiego powołany był jako 
komisarz papieski przy wyborach na biskupa Wro- 
cławskiego Cypryana 1). Dopiero od połowy wieku 
da się ustalić następstwo Opatów lądzkich. Krótki 
ten szereg rozpoczyna Matias, idzie po nim Gerhard, 
spotykany już r. 1287 a którego widzimy czyn- 
nym w r. 1293 - następca Conrad należy już do 
XIV wieku. Z nazwiskami zakonników spotykamy 
się w dyplomataryuszu kilkakrotnie, będą to Hen- 
ryki, Hermany, Mikołaj e, Wilhelmy, Gizyberty, wy- 
raźnie pochodzenia niemieckiego. O stosunkach kla. 
sztoru lądzkiego z Kolonią w XlII wieku głuche 
panuje milczenie - wiadomo tylko, że kościół 
klasztorny ma relikwie Towarzyszek ś-tej Urszuli 
sprowadzone z Kolonii a kanonik gnieźnieński An- 
drzej przywozi je tutaj (Kodeks Wielkop. Nr. 406) 
w roku 1263. Relikwie te znajdują się dotąd w ko- 
ściele lądzkim 2). 
W czternastym to dopiero stóleciu objawia się 
w klasztorze lądzkim dążność do zaokrąglenia 
swych posiadłości przez zakupna i zamiany; szereg 
Opatów tych czasów rozwija w tym kierunku 
czynność, widoczną w dyplomataryuszach naszych, 
Jeżeli Opactwo zyskuj-e teraz łaski monarsze i przy- 
jaźń dostojników kraju, to z drugiej strony, bronić 
się ono musi od przywłaszczań posiadanych dotąd 
majątków przez sąsiednią szlachtę i staczać z nimi 
walki. Z zakupów ziemi, wydzierżawiania sołtystw, 
sprzedaży mł'ynów o jakich przynoszą nam wia- 
domość dochowane akta, łatwo dojrzeć ruch jaki 
ożywia Opactwo lądzkie. W klasztorze przebywają 
Łokietek, Jagiełło i arcybiskup Domarat; zagląda czę- 
sto Wierzbięta starosta Wielkopo13ki, przyjaciel Opata 
Jana a choć łuny pożarów w czasie najazdu Krzy- 
żaków zajaśnieją wokoło Lądu, on sam uchroni 
się szczęśliwie, umiejąc zasłonić się przed nieprzy- 
jacielem Polski, wspólnością narodową niemiecką. 
Gra ta podwójna o przyjaźń polską i krzyżacką 
podsunie Opatowi Maciejowi zaraz z początkiem 


1 
I, 


'I 


I) POTTHA8T: Regesta pont!ficnm Nr. 146o
- Breslau. 
I) Głowy MICczenniczek okryte sq kaMa z nich z osobna kosztownq 
materyq haftowanq - szkoda że dawniejsze zBstqpione zostały nowemi ,- 
okrycia przypominajq głowIC kro Ryxy w katedrze kolońskiej. 


- 


tego stólecia zamiar powiększenia swych posiadło- 
ści w Pomeranii, a korzystanie z wyzuwania się 
narodowości polskiej z majątków teraz pod pano- 
waniem Krzyżackiem będących. Jeszcze w wieku 
zeszłym otrzymali w tamtych stronach zakonnicy 
lądzcy z daru księcia Mestwina (1280) tak zwane 
dobra Kłodawskie z Kłodawą, Malavillą, 
Succino i Zakrzewem l). Teraz r. 1305 do- 
kupuje Opat Konrad wsie Trąbki i Koźmien 
od Opactwa Mogilnickiego, które je posiadało od 
Światopdka darem. Benedyktyni ci sprzedają je 
Lądowi za 20 marek i postaw sukna, zaiste cena 
to nie wygórowana 2). Tworzy to zaraz prepozyturę 
Kłodawską a zakonników lądzkich tam osiadłych 
zowie akt z r. 1316 Jratres de Clodava. Jakie tam 
było gospodarstwo poucza nas dokument z tej 
daty. Hieronim ojciec Sulisława, Domasława 
i Hieronima na łożu śmierci wobec Dawida ko- 
mendanta gdańskiego wyznaje, że bezprawnie za- 
garnął wieś Rościszewo należącą do klucza Kło- 
dawskiego i wraca ją klasztorowi. To nieprzeszka- 
, dza, że za przykładem swego poprzednika Opat 
Maciej skupuje dalej majątki na Pomorzu. Właśnie 
roku 1328 trafia mu się do tego sposobność, bo 
oto imiennik jego biskup kujawski pragnąc wyco- 
fać się z posiadłości w tamtych stronach godzi się 
na odprzedanie wsi kapitulnej G o d z i s z e w a 
(Gardschau) niegdyś należącej do klasztoru pelpliń- 
skiego. W skutek nastąpionego układu biskup od- 
daje Cystersom lądzkim wieś powyższą zamianą 
na klasztorny Łęg i dziesięciny z K ł o b i; do tego 
dołącza biskup prawo patronatu do kościoła, je- 
zioro, dziesięciny z grangii cysterskiej w K ł o d a- 
wie, ze wsi Trąbek, Cho7.emina i Zakrze- 
wia (Zachrzewken pod Gdańskiem). Na żądanie 
Opata, W. Mistrz krzyżacki Luter z Brunszwiku 
wydaje r. 1333 w Elblągu potwierdzenie przywi- 
leju donacyjnego Mestwina (Oryginał w archiw. 
koloń.) a komendator gdański Brat Radcherus 
i Konrad wójt ziemi tczewskiej określają r. 1336 
granicami posiadłości cyster;;kie, gdyż sąsiedzi ich 
kłócą się o granice. Otóż teraz główny zarząd ma- 
jątków w Pomeranii przenosi się z Kłodawy do 
nowo nabytego Godziszewa, tu w r. 1354 jest 
d wór, grangia w której rektorem i magistrem cu- 
riae jest brat Herman mnich i kapłan występujący 
przed wójtem obrębu tczewskiego z oskarżeniem 


l) Pomerelisches Urkunden Buch Nr. 114 - PERLBACH I. c. 
Nr. I./.. 
2) Kodeks dypl. Wielkopolski Tom II.
>>>
l 


112 


OPACTWO CYS'rERAKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚUEDNIOWfF:CZNE ZABYTKI SZTUKI. 


na dziedzica sąsiedniej wsi T h u r y, że wody jego 
jeziora zalewają grunta cysterskie. Proboszczem 
\v Godziszewie jest ksiądz świecki, dopiero Papież 
KaJikst' III r. 1457 oddaje zarząd Cystersom i wzywa 
o przeprowadzenie tej sprawy Jana biskupa ku- 
jawskiego. Nagrobek Alexandra Luciusza de Lo. 
ventico sekr. król. w kościele Jądzkim i liber mor- 
tuorum l) nazywają go w r. 1639 restauratorem bo- 
norum Godsis'{eviensium; darował on 4000 złotych 
na ten cel. Wspomniony Opat Maciej stoi w do- 
brych stosunkach z królem Wład. Łokietkiem skoro 
r. 1324 u bawiącego w Pyzdrach wyrabia sobie 
potwierdzenie owego przywileju donacyjnego Mie- 
szka Starego, co więcej król pragnie wy nad grodzić 
krzywdy dawne z czasów tułaczki swej uczynione 
klasztorowi, propter l1imiam desolationem et de- 
st,'uctiol1em quam fecimus domui Landensi ord. 
cist. cum essemus cum exercitu in Polonia, ofiaru- 
jąc prawo wybudowania na Warcie pod zamkiem 
w Pyzdrach młynu, lub zreperowania dawnego. 
W r. 1325 król Łokietek na prośby Opata naszego 
ogranicza obowiązki kmieci z D o I a n i znów w Py- 
zdrach r. 1326 po raz drugi potwierdza pr zywileje 
Lądu. W ostatnich czasach władzy Opata Macieja 
straszne klęski dotykają Ląd i okolice. W r. 1331 
cały okrąg jest w ogniu, gwałty i łupieże Krzy- 
żackie dotykają i dóbr zakonnych, miasta Słupca 
Pyzdry doznaj
 najwyższych okropności - 
wkrótce przychodzą na okolicę, morowe powietrze 
i głód. W procesie z Krzyżakami występuj
 też 
jako świadkowie r. 1339 przed Galhardem de Car- 
ceribus Opat Maciej i brat Mikołaj Cellararius kla- 
sztorny. Protokół zeznań czyni Mikołaja starcem 
wielkim, zeznają obydwa na niekorzyść Krzyża- 
ków, mówią o stratach jakie doznał od nich kla- 
sztór, o zupełnem zniszczeniu ogniem wsi Dr ą- 
ż y n a (Drechtino) i oznaczają szkody na 200 ma- 
rek. Co najważniejszem się pokazuje z zeznań Mi- 
kołaja to to, że oddział Krzyżaków złożony z Pru- 
saków, już wyważył jedne drzwi próbując się do- 
stać do klasztoru w Lądzie, ale ulegając perswa- 
zyom braci zakonnej, zaraz ustąpił 2). W Pyzdrach 
stracił klasztór młyn pod zamkiem. Horyzont nie 
prędko się wypogadza - dyplomataryusz lądzki 
o te czasy milczy - zaledwie pod r. 1336 pier- 
wsza wzmianka się zjawia - Opat Maciej jeszcze 
gospodaruje, sprzedaje grunta w Woli Lądzkiej 


l) Z relacyi ks. kanonika Stan. Chodyńskiego z Włocławka. 
Ił) Lites ac res gestae inter Polonos ordinemqlle Crllciferorllm. Tom I 
str. 257 i 258. ed. DZIAl..yŃSKI. 


i potwierdza zamianę Łęga. Następcą jego widzimy 
Jana Opata równie czynnego a domagały się tej 
czynności czasy powojenne, w których ład za 
prowadzać należało. Stara się też on o przyjaźń 
króla Kazimierza W. - bawi w Lądzie Jagiełło 
a między przyjaciółmi klasztornymi zapisać należy 
Wierzbiętę starost" jeneralnego, którego tak czę- 
sto zaznacza bytność w Lądzie dyplomataryusz 
WielkC'polski a nieomieszkała zanotować dnia zgonu 
klasztorna Liber mortuorum. Dostojnik ten pieczę- 
tuje się herbem Niesobia czyli Krzywosądem a oko- 
liczność tę zanotować nam tu nie bez powodów 
przychodzi. On też to głównie dopomaga Opatowi 
Janowi do skupienia działów wsi W i e l k i e g o 
Wrą b c z y n a w kilku rękach trzymanych. Początek 
daje nabycie od Wawrzyńca z Kulikowa części 
gruntów tej posiadłości za 56 marek. Pertrakta- 
cye o kupno dalszych części odbywa Wierzbięta 
w roku 1363 w klasztorze lądzkim wobec zjazdu 
właścicieli. Jest tu 1l0bilis Stasco z żoną Panią 
Jachną, Mikołaj podchorąży biskupa poznańskiego 
z żoną Czerską - strony te sprzedają swe działy 
za 110 marek. I znowu Wierzbięta następnego 
roku spisuje w Lądzie zeznanie Dobruchny dzie- 
dziczki W. Wrąbczyna, że cały inwentarz należy 
po jej śmierci do Opata lądzkiego. Drugą postacią 
zbliżoną do Opata jest arcybiskup Jarosław Sko- 
tnicki, trzyma on stronę jego w sprawie z kmie- 
ciami z Dolan o wypasanie łąk klasztornych i go- 
dzi go z Szymonem Plebanem w r. 1364. Może 
to przyjaźń z Opatem ściągnie arcybiskupa Ja- 
rosława do pobytu dwuletniego w klasztorze 
lądzkim tego dostojnika kościoła t 1376, o którym 
mniej pochlebne świadectwo wyda mu tablica mar- 
murowa na kościele lądzkim w XVIII wieku po- 
mieszczona, jakoby w spełnieniu woli zmarłego 
domagającej się oskarżenia siebie. Czytamy o tern 
w katalogu arcybiskupów gnieznieńsk. l): Postquam 
autem in eodem archiepiscopatu, non ad natu- 
ram solum, verum etiam ad societatem vixisset, 
cessit archiepiscopatu et monasterium in Landa in- 
gressus est, ibique vixit annis duobus tantummodo, 
et mortuus est Zneyne (I) sepultus die XVII Sept. 
Anno dom. 1376. Nie bez wpływu królewskiego 
a przypuszczać godzi się i arcybiskupa, był krok 
tego Opata Jana, który go postawił w złem świe- 
tle u stolicy apostolskiej. Papież Urban V wezwał 
Opatów Grysowskiego i Henrychowskiego klasztorów 



 


l) Monumenta Pol. hist. cd. BIELOWSKI. Tom 111 str, 395.
>>>
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZrE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDN£OWIECZNE ZABYTKI SZTUKI. 


113 


szląskich przez breve z r. 1367 Romae 5 Novemb. 
dla zrobienia porządku co do obioru nowego 
Opata w Łeknie "gdyż Opaci Lądzki i Besowski 
zwalili wybór Gottfrieda kanonicznie dokonany 
a narzucili Hermana Celaryusza, który prawego. 
Opata wypędził i zabiera sam dochody. Papież ten 
przyznaje, że zrobili to z polecenia króla Kazimie- 
rza Tlde mandalo ut dicebant carissimi in Christo 
filii nostri Ka{imiri regis Poloniae illuslris et ad 
suggestionem dilecti jilii Henna"i cel/arii dieti mO'- 
nasterii de Leklla et quorumdam a/iorum ipsius 
cel/arii complicum" l). Że król musiał mieć po- 
wody słuszne w odsunięciu choć bezprawnie Gott- 
frieda i że znalazł pomoc u Opata Jana - wno- 
sić można z tego, iż utrzymał się słusznie Her- 
man Opatem w Łeknie a wymienia go w tej go- 
dności przywilej królewski z roku 1370 (Nr. 1624 
Kod. dypl. Wielkop.). Opata Jana spotykamy w Lą- 
dzie po r. 1375, pochował on jeszcze swego przy- 
jaciela Wierzbiętę starostę, którego akt z tej daty 
ma za zmarł'ego, Tlquolldam bOllae memoriae Wier;:- 
ban/ha". Następcą Jana byłby Tilman dawny sub- 
prior lądzki, rządzi on klasztorem jednak krótko, 
gdyż w dyplomataryuszu już r. 1388 spotykamy 
się znowu z imieniem Jana Opata być może in- 
nego od powyżej wymienionego. Tożsamość po- 
twierdzićby mogła przychylność dla niego króla 
Jagiełły; klasztór zbogacony zostaje darem kró- 
lewskim wsią S kor z ę c i n e m z jeziorem N i e d z i a- 
giel, na co jest dokument z r. 1392. Podwakroć 
spotykamy się teraz, że dziedzice sprzedają włości 
swe, biorą pieniądze od klasztoru ale trzymają je 
do śmierci, po czem dopiero przechodzą na wła- 
sność Lądu. Tak pozbywa Światopełk z Radolina 
wieś S ł a w o c i n za 300 marek, w podobny spo- 
sób przychodzi klasztór do M a k o w n i c y dziedzi- 
ctwa Mikołaja de Wenacya zwanego "krwawym 
djabłem" w roku 1398. Siedem aktów do tej osta- 
tniej sprawy przechował dyplomataryusz lądzki; 
w podobny sposób Pasco pozbywa wieś R a- 
d łów za 30 marek groszy pragskich. Koniec 
XIV wieku zastaje w Lądzie Opatem Gerharda, 
którego wizerunek malowany przez F. Adama 
Swacha r. 1722 znajduje się w szeregu portretów 
na sali klasztornej w Lądzie z datą śmierci 13 99 
co nie jest prawdą, gdyż widzimy go przy zamia- 
nie w r. 1403 wsi małego Wrąbczyna i Nedamirza 
klasztornych na S o koł o w o, przy sprzedarzy soł- 


l} Kodeks dypl. Wielkop. Tom 111 str. 304 Nr. 1585. 


- 


tystw w Malavilla, w Radłowie (1405) mły- 
nów w K o s u t a c h i W i e r z b n i e. Prawdopodo- 
bnie za tego też Opata urosła wieś Z a gór o w o 
w pobliżu Lądu w miasto przywilejem Jagiełły, 
wcześniej zyskuje K ł o d a w a prawo kulmeńskie 
(1333), Lippagóra (1343), Świecin (1340), 
Wierzbno (1347), Kowalewo (1353) loko- 
wane są na prawie Magdeburskim. Od połowy 
XIV wieku ma Ląd czynsze z domów i jatek 
w Pyzdrach oraz w Koninie ( l 373) a co więcej 
w oddalonej Kolonii. Czynsze w tej stolicy nad- 
reńskiej znane są z zapiski w kopijarzu lądzkim 
przechowanym w archiwum kolońskim i wynosiły 
niewielką sumę doroczną 25 marek 36 szelągów. 
Gruntów i posiadłości własnych nie miał klasztór 
w Kolonii. 
Wiek XV nie zwiększa majątków klasztornych 
darowiznami, raczej stara się o pieniLldze sprzeda- 
rzą gospodarstw i so.łtystw, wydzierżawianiem mły- 
nów i t. p. Opaci zmieniają się częściej, po Ge- 
rardzie obejmuje godność Henryk - portret w sali 
klasztor,1ej dodaje mu nazwisko Rollen od r. 1418 
do 1431 jest Opatem Sigfried, dalej Rychard (14 3 9), 
potem Jan w latach od 1445 do 1458, Matias, 
więc Cornelius (1463), Jan (1496) a ostatni z Niem- 
ców Henryk Butgen zamknie w r. 1551 poczet 
kolończyków. Kalendarz z XV wieku, pochodzący 
z Lądu a przechowany w archiwum Państwa 
w Wiedniu ma zapiski o dniach zejścia kilku Opa- 
tów. Oprócz powyżej wymienionych znajdzie się 
Gi s e l b e r1 u s A b b a s, oraz Commemo,-atio ira- 
truum et familiarum defunctorum. Ci l) familiares 
byli to przyjaciele klasztoru' świeccy, częstokroć 
zamieszkujący razem z zakonnikami. Nazwiska 
Opatów okazują pochodzenie niemieckie. Czują się 
oni wszyscy synami Kolonii w tej epoce dziejowej 
i utrzymują z nią tcraz stosunki. Najdawniejszy 
akt jest z r. 1430, którym Burmistrz i Rada mia- 
sta wstawiają się u księcia Bergu (Altenberg) za 
mnichem rodu kolońskiego Girlachem von Moelich 
zu der Lynden in Poleyne o spadek po ojcu i). 
Król Kazimierz Jagiellol'1czyk wstawia się do Rady 
miasta tego o zwrot dziedzictwa Jana z Kolonii 
zakonnika lądzkiego (1489). Kolończycy grabią pry- 
watne majątki mnichów z Lądu i Łekna. To nie- 
płacą czynszów klasztorowi i taki Jan Stock brat 
zakonny z Polski (1506) jedzie zaprzysięgać przed 


'\ 


l) ZEI88BERG: Kleinere Geschichtsquellen in Archiv. fr. oestr. _ 
Geschichte Band 55, 1877 str. 26. 
.} PEBLBACH I. c. str. 97.
>>>
114 


OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WART4 I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI. 


. 


Radą jako Andrzej von Hole winien za lat 13 
czynsz roczny w sumie 25 dukatów. To zbiegi 
z klasztoru lądzkiego skarżą na Opata Henryka 
przed Radą miasta i potrzeba wstawienia się Ar- 
cybiskupa gnieźnieńskiego i biskupa poznańskiego 
aby bronić go przed tymi A p o s t a t a m i, których 
radzą zamknąć i oddać do Opactwa Altenberg- 
skiego za karę 1). W tej samej sprawie odzywają 
się do rady Opaci Łekna i Lądu. Taką jest przy- 
jaźń Kolonii dla Lądu w XV wieku, tego miasta, 
którego Rada w początku następnego, wyda pole- 
cenie (1520) aby do 3 klasztorów polskich tylko 
urodzonych kolończyków przyjmować (zapiska w ar- 
chiw. kol. u PERLBACHA). Prawie przez cztery wieki 
utrzymywała się narodowość niemiecka w klaszto- 
rze lądzkim bez zaczepki ze strony Polskiej. Nie- 
obrażało to dotąd uczuć narodowych a jeżeli ar- 
cybiskup Jakób Świnka na synodzie łęczyckim je- 
szcze w XIII wieku (1285) powstał' przeciw prawu 
nieprzyjmowania Polaków do klasztoru "chociaż 
Panowie polscy zapisy i fundacye klasztorom dali 
i dla pożytku dusz miejscowych założyli", był to 
głos odosobniony. (Cod. dip. Maj. Pol. Nr. 551). 
Wszakże sam DŁUGOSZ opowiada ze spokojem, że 
w Lądzie i Węgrowcu istnieje "chwalebny zwy- 
czaj przyjmowania w poczet zakonników tylko 
urodzonych Kolollczyków" (Hist. V 473). Inaczej 
znów zapatruje się współczesny Jan Ostroróg i jego 
to poglądy znalazły uznanie w XVI wieku na sej- 
mach polskich. W konstytucyach sejmu Piotrkow- 
skiego z r. 1511' uchwalono zażąd&ć od klasztoru 
przedłożenia przywileju upoważniającego przyjmo- 
wanie wyłącznie Niemców. Takich przywilejów 
Ląd nie posiadał, gdyż nigdy ich nie było, był 
obyczaj, ale nieujęty w prawo. Dalsza konstytucya 
z r. 1538 nakazuje wybór Opatów z pomiędzy 
urodzonej szlachty polskiej, aby zapobiedz wciska- 
nia się do klasztorów Niemców "nowej wiary". 
Mimo tego dopiero po r. 1550 wszczął się spór 
o wprowadzenie Opata Polaka w Lądzie, Jana 
Wysockiego kan. gnieznieńskiego 2). Jakoż r. 1553 
uciekli niemieccy zakonnicy z Lądu; braci z Kolo- 
nii wyprowadził Andrzej Swederi do Szląska, gdzie 
im klasztór Heinrichowski dał przytułek. Opuszcza- 
jąc klasztór, zabierają oryginalne dokumenta i przy- 
wileje klasztorne, które z Henrychowa wysyła do 
Rady miasta Kolonii Andrzej Opat 1560 roku, dla 


I) Tamie. 
2) Biblioteka Warszaw. 1870 Tom IV artykuł WŁ. NEHRINGA 
Historyczne dokumenta etc. 


prowadzenia procesu. Archiwum lądzkie w koloń- 
skim miejskim znajdujące się, składa się z 17 ory- 
ginalnych przywilei pergaminowych,. z kopijarza 
pergaminowego z XV wieku i stu listów papiero- 
wych. Oryginały idą od 1145 do 1552 - kopijarz 
ma na 47 kartach sto przywilei od 1145 do 1537, 
listy należą do XVI wieku. Szczegółowy opis ar- 
chiwum tego i regesta przywilei wydał MAx PERL- 
BACH W zacytowanej na początku pracy. Ślad tego 
procesu ginie 1567 a koszta podaje Antoni Herz- 
bach prokurator klasztoru lądzkiego w Kolonii. 
Z chwilą odsunięcia się Niemców z Lądu rozpo- 
cznie się panowanie żywiołu polskiego a Opaci 
rodu szlacheckiego zasiądą na tem dostojeństwie 
klasztornem. Tylko że rola klasztorów cysterskich 
już przedtem zmieniła się, ścisłość pierwotnej re- 
guły zginęła, że trudno wyróżnić teraz Cystersa 
od każdego innego zakonnika obcej reguły. Będzie 
to widocznem w samych budowach tak kościel- 
nych jak klasztornych, które powstaną u Cyster. 
sów lądzkich - prostotę pierwiastkową zastąpi na- 
puszystość barrokowa, opróżnią się krużganki dolne 
starego cIaustrum a wspaniałe sale i osobne cele, 
bogate i pańskie pałace Opackie, wzniosą się jakby 
naprzekór dawnej surowości. Panowanie polskie 
w klasztorze lądzkim wyda kilka imion rozumnych 
i pobożnych Opatów, dobrze zarządzających ma- 
jątkiem, umiejących świetnie utrzymać stanowisko 
dostojne, budujących wiele, ale to wszystko nie 
wyjdzie po za kres zwyczajnego, podniesionej no- 
wej kultury jak u Cystersów XII i XlII wieku 
nie będzie ,ohrazem. Będą klasztory nosiły wspólne 
wady i cnoty nowszych społeczeństw naszych. 
Zginie też prędko tradycya o niemieckim pocho- 
dzeniu Lądu - a braknie kronikarza, który by umiał 
bezstronnie zapisać zasługi innoplemiennych, po- 
przedników umiejących co pewna walczyć z tru- 
dnościami na obcej a często wrogiej im ziemi. 
Godzi się też nam zapisać tę parę imion Opatów 
polskich z XVII i XVIII wieku - tych co burzyli 
gmachy i co je w nowej po swojemu wznosili sza- 
cie, skoro więcej ich pracy dziś widać w starym 
Opactwie lądzkim niż z czasów średniowiecznych, 
skoro pamiątki zachowane mimowolnie wywołują 
o nich wspomnienie. 
Szósty z rzędu Opat polski Jan Zapolski po- 
przednio kanonik Kruszwicki, przez lat 43 zarzą- 
dzający klasztorem lądzkim, rozebrał starolytny 
kościół klasztorny do szczętu i na tern miejscu 
nowy z fundamentu wyprowadził ze sklepieniem
>>>
. 


- 


OI'ACTWO CY8Tł
RSKIE W LĄDZIE NAD WA R T4 I JEGO ŚREDNI 
t.' ZI\E Z,\, BYTKI SZ'lT KI, 


. 


krzyżowem do wysokości kopuły wielkiej później 
wykończonej, staraniem wielkim wymurował. Na- 
pis pod portretem jego w sali opackiej donosi 
o nim: Joamzes Zapolski .32 Abbas, Ecc/esiam no- 
vam in formam crucis ex fU1zdamentis erexit. A. 
D. 1689. 
Ósmy Opat Antoni Mikołaj Łukomski herbu 
Szeliga profes łądzki, obrany roku 1694" wszystkie 
zbiory łożył na dokończenie rozpoczętej budowy 
kościoła i dopełnienie jej częścią przodkową z wiclką 
kopułą, na niej latarnią i z dwoma wieżami zna- 
cznie miedzią przyodziawszy, tudzież ołtarze trzy 
mozaikowe, inne drewniane, posadzkę marmurową, 
wiele srebrnych ozdób wewnętrznych posprawiał. 
Klasztór z sklepieniami malaturami ozdobił, szcze. 
gólniej historyami zakonnemi na pł'ótnie malowa- 
nemi, ambity albo kurytarze klasztorne kosztownie 
ukształcił. Nowicyacki budynek odosobniony wy- 
murował, wiele gmachów poczynił, kościoły para- 
fialne odbudował i ponaprawiał" (z relacyi współ- 
czesnej). Dł'ugie lata panowania Łukomskiego za- 
.maczyła uroczystość sześćsetletnia założenia kla- 
sztoru lądzkiego w. r. 1745 obchodzona świetnie 
na miejscu, a której opis zachowała rzadka bro- 
szura I) inaczej panegiryk z którego wiele nauczyć 
się można. Przedewszystkiem okazuje się. że mni- 
chy lądzcy o swej przeszłości nie wielc już co 
wiedzieli w początku XVlIl wieku, skoro przy- 
znają się, że gdy "pod kopułą mniejszą extraordy- 
naryjną ozdobę, sumptem i spezą Opata chciano 
postawić strukturę znaczną, powstającą z różnych 
inskrypcyi y snycerskiej roboty referujących się 
do sollenizacyi skończonego szóstego wieku. A że 
z d a w n i e j s z y c h kronik klasztoru lądzkiego. nie 
mogła być doskonała wiadomość o sprawach re- 
gulujących się do każdego z osobna wieku, dlatego 
materya wystawionej fabryki musiała być z ró. 
żnych autorów zbierana". Między dobrodziejami 
klasztoru znano wówczas oprócz fundatora Mie- 
czysława Starego tylko Arcybiskupa Dobrogosta No- 
wodworskiego dla dziesięciny z Mąkownicy, a za 
największego nieprzyjaciela klasztoru panegiryków 
po' trzykroć wzmiankuje Kazimierza kujawskiego, 
który zawziął się r. 1247 na zniesienie fundacyi 
."y dlatego tenże klasztór nad rzeką Wartą potę- 
żnie osadził wałami, fosami i inną amunicyą wo- 
jenną utwierdził, dopiero Bolesław kaliski od tego 


l) X. M. KAZIMIERZA JARMUNDOWICZA - Fundacya kościoła 
i klasztoru lendzkiego świCClego zakonu Cystc:rscyeńskiego sze
cią wiekami 
trwałości swojej stwierdzona - Poznań druk. Akad. '74 5 . 
SprawozdanIe Komi.yl do bad, blat, ..tuki. Tum, III. Ze.z, IV. 


..... 


115 


Ląd uwolnił a miejsce klasztorowi oddał". Wiado- 
mość to zaczerpana z DŁUGoszA. Z powodu owego 
mniemanego dziurą do kościoła pogrzebu, Jaro- 
sława Skotnickiego, zmarłego jak wiadomo w Ka- 
liszu - autor nasz powołuje się na powagę Opata 
Łukomskiego, źe tenże "w starej fabryce kościoła 
widział jeszcze przy drzwiach kościelnych tęż dziurę 
gliną zalepioną, którą być może wniesiono pomienia- 
nego Arcybiskupa ciało, tradycya Starych Ojców 
nauczała. !!! Opat Łukomski zmarł r. 17 50 1), on to 
sprowadził malarza Fr. Swacha od Franciszkanów 
z Pyzdr dla malowania szeregu Opatów w sali 
klasztornej na piętrze. Najlepszy też, jedynie pra- 
wdziwy pozostawił on nam portret Łukomskiego 
z podpisem: Nicolaus Łukomski .3S Abbas secun. 
dus fundator hujus m01zasterii obiit 17S o aetatis 70 
Abbat. S 6. 
Nie przewidywał kaznodzieja panegiryczny uro- 
czystości sześćsetletniej, policzonych dni żywota 
klaszt
ru, ale zdaje się, że i następca Łukomskiego 
Konstanty !łowiecki Cysters t 1777 nie miał tego 
na myśli, budując obok kldsztoru wspaniały 
g m a c h o p a c ki, którego piękne reszty dotąd 
świecą. Temu też Opatowi zawdzięczamy powsta- 
nie z muru kościoła w Lądku. 
Ostatni Opat Antoni Bartłomicj Raczyński dach 
kościoła miedzią pokrył, kośció-ł w Zagórowie roku 
1799 wystawił. Zeszedł ze świata 1821 r. i prze- 
żył suppressyą klasztoru w r. 18;9 nakazaną 2)_ 
Po suppressyi pozostał'o jeszcze kilku zakonników 
z pensyą dożywotnią pod przeorem X. Janem Wy- 
sockim. Odtąd opuszczone gmachy niszczały po- 
woli, burza grudniowa 1825 roku niemałą w nich 
zrządziła szkodę, dopiero 1850 roku powzięto myśl 
osadzenia tu Kapucynów. Drogą składek zyskano 
znaczny fundusz na restauracyę kościoła klasztor- 
nego i adaptacyą budynków. Pod kierunkiem pro- 
wincyała Kapucynów X. Beniamina, nastąpiło od- 
nowienie nie przynoszące zaszczytu co do części 
średniowiecznych gmachu, ale co do kościoła 
zrobiono co należało, aby go do porządku dopro- 
wadzić. Szczegó.ty odnoszące się do tej sprawy, 
znajdzie czytelnik w Pamiętniku religijno - moral- 
nym Serya 2 Tom l. Zakon kapucyński nie długo 
cieszył się z nowej swej siedziby - ostatni zakon. 
nicy zmuszeni byli opuścić klasztór lądzki w 1864 
roku i odtąd zapanowało zniszczenie powstrzymy- 


') Data wypisana na nagrobku w kościele lądzkim. 
-) Pamiętnik religijno-moralny; artykuł GAWARECKIEGO. Serya I 
Rok ,840' Tom III. 


16
>>>
116 


OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO HREDNroWIECZ NE ZABYTKI RZTUKI. 


wane przez dzierżawcę odnajmującego cele piętra 
ubogim mieszkańcom okolicy. Pustka zajrzała wszę- 
dzie - tylko kościół utrzymuje się starannie 
a chwała Boża w nim kwitnie w niedawnej tra- 
dycyi kapucyńskiej. ,O Cystersach, dawnych mie- 
szkańcach, zapomniano już zupe,łnie. 
Na tern kOl1czymy pobieżny nasz pogląd na 
dzieje Opactwa lądzkiego rozwój jego ma- 
jątkowy, wystarczający dla naszej sprawy bada- 
nia zabytków sztuki średniowiecznej, ale niedo- 
stateczny dla tych, którzyby pragnęli szczegółów 
żywota klasztornego i wyjaśnienia o ile osada ta 
Niemców z nad Renu, wpłynęła na kult religijny 
okolicy, obyczaj i zwyczaje mieszkańców sąsie- 
dnich osad. Historya klasztoru w Lądzie, oczekuje 
na badacza i, byłaby wdzięcznem polem, gdyby 
nie zbyt skromne zasoby źródeł, któremi rozpo- 


rządzać ,możemy. Być może, że wiele z nich 
ukrywa się w cieniu jak do niedawna przywileje 
oryginalne, kopijarze i rachunki w archiwum mia- 
sta Kolonii, jak owa liber mortuorum przechowana 
w Włocławku, której ogłoszenia w Monumentach 
BIELOW!,!KIEGO oczekujemy z upragnieniem. Korzy- 
staliśmy z niej i w niniejszej pracy, mając udzie- 
lone szczegóły od uczonego ks. kanonika St. Cho- 
dyńskiego, któremu oraz serdeczne podziękowa- 
nie za ułatwienie pobytu w Lądzie niniejszem 
składamy. 
A teraz przypatrzmyż się topografii miejsco- 
wości i resztom architektury klasztornej i tym ma- 
lowaniom ściennym, o których wieść i skromna 
wskazówka w jednym rysunku publikowanym l), 
zawiodły nas do Lądu w celach badawczych prze- 
szłego lata. 


II. 


Topografia Lądu 1 zabytki sztuki. 


Okolica naj bliższa dzisiejszej wsi Lądu, w któ- 
rej obok kościoła kupią się dawne klasztorne bu- 
dynki, nie jest zbyt malowniczą; kraj to płaski, 
rolniczy z lekkiemi w oddali wzniesieniami; prawie 
bezleśny. Całą ozdobą jej rzeka Warta w pośród 
łąk kręto płynąca, opuszczająca łatwo dawne ło- 
żyska, zostawiająca po drodze "stare wody". 
Wśród nieprzerwanych ról, występują grupami 
drzew zagajone wioski, czasami migną w oddali 
kościelne wieże miasteczek. Tu skupiły się history- 
czne Pyzdry, Słupca obok Lądku, Zagórowa i Go- 
liny, przypominające dawniejsze życie okolicy - tu 
w pobliżu nad Wartą znajdzie się w Ciążyniu stary 
pałac Biskupów poznańskich a dalej puszcza Kazi- 
mierska z podaniami o pustelnikach czasów Bo- 
lesława Chrobrego. Kraj otwarty szeroko, rola za- 
gospodarowana dobrze, istny Wielkopolski kraj" 
obraz z jeziorami i wodą i ludem, który stracił 
swój strój narodowy ale zachował typ dawny 
i pieśni stare. Dawnej to ziemi kaliskiej północna 
strona, sąsiadująca z Kujawami i Gopłem, pobliska 
Gniezna i Poznania. Osada dzisiejsza Ląd usado- 
wiła się na wzniesionym prawym brzegu rzeki 


Warty, stanowiącym próg północnego płaskowyża 
spuszczającego się w nisko położone łąki towarzy- 
szące tutaj lewemu brzegowi rzeki. Swawolne lata 
młodości strumienia, zaznaczyły się liniami jego 
zakrętów, ,zmieniającymi się zanim nie ustaliło się 
koryto główne. Taka dawna woda, u stóp tera- 
sowego wzniesienia owego progu, stanowi zamknię- 
cie od południa komplexu zabudowań klasztornych 
w tej osadzie od wieków istniejących na tern miej- 
scu, sławnego Opactwa lądzkiego i w pobliżu będą- 
cego dworu z zabudowaniami gospodarczemi. Kla- 
sztorne gmachy spuściły się niemal na równi 
z wodą, odosobnionym pałacem opackim; kościół 
i właściwe klaustrum pomieściły na stopniowo 
wznoszonym się gruncie. Przewóz na rzece War- 
cie od zachodu, a od wschodu teraso wato spada- 
jące ku wodzie ogrody dziedzica Lądu, jego pię- 
kny, piętrowy, nowszego stylu budynek mieszkalny 
na wzniesieniu i obok położone, dobrze świadczące 
o podniesionej kulturze zabudowania folwarczne, 
oto najbliższe sąsiedztwo klasztorne. 


') Wzory sztuki śred. i odr. hr. PRZEŹVZIECKlEGO Serya I.
>>>
OPACTWO C
STERSKIE W lADZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI. 


117 


\ 
. 


Gł
boko wyrobiony wiekami wąwóz, .zaznaCLa 
starą drog
 do przewozu na Warcie; na glinia- 
stych bokach wiesza si
 kilka chat, dalej placyk 
z karczmą i łodzie u brzegu. Za rzeką rozpoczyna 
si
 wysoka grobla sztucznie usypana wśród łąk 
nadbrzeżnych, wiodąca drog
 do Zagórowa, mia- 
steczka o pół mili oddalonego. Wyniosłe płasko- 
wyże dworskie jest oddzielonem od wzniesienia 
klasztornego drogą pogł
bioną, zdążającą ku odno- 
dze rzeki i opustoszałemu Opackiemu pa,łacowi. 
Taką jest dzisiejsza topografia miejscowości, ale 
w czasach gdy historya klasztoru pocz
ła si
 zapi- 
sywać i długo potem, inaczej si
 ona przedstawiała. 
Slerokie nieprzebyte moczary, bagna i mokre .łąki 
ciągn
ł'y si
 obok rozbujałej Warty, a otaczały je 
na wzgórzach odwieczne lasy. Obok rzeki szły 
drogi podniesionym północnym brzegiem z Gniezna 
na S.łupc
 do Starego Konina, mijając puszcz
 
Kazimierską ku Kaliszowi; jadąc ie Słupcy trzeba 
było szukać brodu aż pod Koninem l). Zamki le- 
żały wśród błot na nasypach, lub czepiał'y si
 
brzegów rzeki wzniesionych, ł'ączyły je groble, je- 
dyne komunikacye wśród strasznych i cz
stych 
powodzi. Z okolicznościami temi rachować si
 mu- 
siał założyciel odwiecznej kasztelanii lądzkiej i po- 
wstały cysterski klasztór w XII wieku, jak widzie, 
liśmy na podstawie dokumentów, w obr
bie a przy- 
najmniej w pobliżu zamku, castellu, pomieszczony. 
Obszerny grunt nadrzeczny, na którym obe- 
cnie widzimy usadowione: kościół z klasztorem 
i zabudowania dworskie wsi Lądu, odpowiada do- 
tąd warunkom jakich domagały si
 posady śre- 
dniowiecznych drewnianych zamków i po-łożenie 
cysterskiego klasztoru. Dla tamtych, panujący teren 
nad okolicą, w terasowato spadających dzisiej- 
szych ogrodach pałacowych, sąsiedztwo 'mokrych 
i lliedost
pnych łąk i rzeka broniąca od południa, 
doskonale nadają si
 pod zamek, tern wi
cej, że 
daje si
 dostrzegać od zachodu i północy pewne 
sztuczne nasypowe wzniesienie z reszt dawnych 
obronnych wałów utworzone. Zdawaćby si
 mo- 
gło, że piwnice murowane pozostałe po dawnym 
dworskim budynku, zaznaczają główny rdzeń dre- 
wnianego zameczku, jako znajdujące się tuż u spadku 
terasowego ku rzece. Wzniesienie zamkowe panuje 
nad starą drogą do przewozu i łatwo bronić może 
dost
pu nieprzyjacielowi próbującemu pod zamkiem 
przejść rzek
. Klasztór wobec wzgórza zamkowego 


l) SADOWSKI: Drogi handlowe rzymskie i greckie. Pamięt. Akad. 
Umiej. Tom III. 


__L 


zajmuje położenie niższe, więcej spokojne a zbli- 
żone do rzeki, której sąsiedztwa wymagały po- 
trzeby gospodarcze i przemysłowe pierwszych osa- 
dników. Domyślać si
 też łatwo innego strumienia, 
raczej koryta roboczego nieco oddalonej rzeczki, 
. która pod zabudowaniami klasztorne mi gospodar- 
czerni płynąc, dobrym była motorem dla młynów 
i foluszów tak nieodłącznych od pierwotnych za- 
kładów cysterskich. 'Vszystko to okazuje, że miej- 
sce jakie zajmuje klasztór, od pierwszej chwili t. j. 
od XII wieku służyło Cystersom lądzklm i stoso- 
wniejszego nie dałaby nam okolica naj bliższa - 
brzeg prawy rzeki, tu tylko jest wzniesionym do- 
statecznie. O przeniesieniu klasztoru na inne niż 
w pierwotnem założeniu miejsce, milczy też tra- 
dycya; od najdawniejszych czasów był on na tern 
miejscu, które si
 zwało Lądem. W samej nazwie 
leży pojęcie suchego miejsca w lniesionego nad 
wody i mokrzadła; wyrażenie to znamionuje miej- 
scową ludność rybacką, 
Jedna jest rzecz, któraby zachwiać mogła to 
nasze twierdzenie o tożsamości położenia klasztor- 
nych budowli a tą byłoby zbyt bliskie sąsiedztwo 
zamku, castellu, wszakże jak dziś oddzieleniem je- 
dynem jest wąwozista droga. Na szczęście przy- 
chodzą nam tu przykłady pomieszczenia klaszto- 
rów i katedr naj starszych polskich w samych obrę- 
bach zamkowych jak w Łęczycy, Płocku, Krako, 
wie, Sandomierzu i t. p. a co więcej, wyrażenie 
przywileju, że jeszcze r. 1236 zamek był tak bli- 
skim sąsiadem klasztoru, iż w czasie napadów, 
ogień zapalonego zamku ogarniał. zaraz i mieszka- 
nia Cystersów. Władysław ks. Wielkopolski syn 
Odona roku 1236 pisze w przywileju dla Lądu: 
"considerans conti711tam defectionem domus quam 
habebal1t ex vicinitate castri veteris quod Lenda 
vu/gari vacabu/o dicebatur... i dalej Et quia iu- 
teudo reformare domum paupercu/am cui il1teri- 
tum frequens incendia (sic) minabatur etc. 1). Przy- 
puściwszy, że i ten dokument sfałszowanym był 
w drugiej połowie XIII wieku, świadectwo o są- 
siedztwie zamku nie traci znaczenia, ale zarazem 
przybywa dowód, że zamek zaniedbany ustąpił 
miejsca nowemu inaczej nienazywanoby go caste/- 
fum vetus. Jakoż ten nowy jaki go zastąpił nie 
trudno odszukać w posadach swych, a należał do 
tak zwanych moczarowych, jakich niemało było 
w Wielkopolsce w XII i XIII wieku, a których 


l} Kodeks dypl. Wielkopol. Tom l.
>>>
)18 


. 


.. 


OPACTWO C Y !:;'J'.ł.; Rt-jK I E W LĄDZn; NAn WARTĄ I .TEUO ŚHI
DNJOWIECZNE ZABYTKI 8Z'I'UKI 


cechy charakterystyczne dobrze są znane uczonym 
naszym I). 
W odległości około 2 tysięcy kroków. od kla- 
sztoru lądzkiego w kierunku południowym ku mia- 
stu Zagórowowi daje się spostrzegać już z dala 
wpośród łąk nadwarteńskich żółtawe wzniesienie 
niby pagórek położysty, który lud miejscowy na- 
zywa grodziszczem. Zdaleka on jest od mie- 
szkań ludzkich, samotnym wśród nieprzejrzanej 
okiem zieloności łąk mckrych. To też najłatwiej 
dopłynąć w to miejsce rzeką Wartą, gdyż pagó- 
rek leży tuż u jej brzegu prawego. Tę drogę obra- 
łem; jakoż wypłynąwszy u przewozu pod klaszto- 
rem, po p6-łgodzinnej jeździe łódź przybiła do 
brzegu zarosłego sitowiem i wikliną; byliśmy już 
u grodziszcza. Rodzaj zatoki utworzył tu czas i mie- 
szkańcy Zagórowa; oni to są właścicielami wy- 
jątkowymi grodziszcza i obsiewają go pszenicą, 
zasadzają jarzynami. Grunt bowiem jest szczegól- 
niej żyzny. O kilka kroków od brzegu, podnosi 
się on i wyrasta w stożkowaty pagórek w części 
północnej a pochylający się stopniowo ku połu- 
dniowi. Nasyp cały ma kontur eliplyczny, zajmuje 
obszar około 3 morgów polskich, oś najdłuższa 
może mieć 200 kroków, oś krótsza prostopadła 
do rzeki połowę tego. Do koła wzniesienia znać 
ślady fosy, giną one od południa, od rzeki pozo- 
stał brzeg wzniesiony, snać że rzeka dochodziła aż 
do nasypu, Część wznio
lejsza stożkowata półno- 
cna była podstawą zamku właściwego, spłaszcze- 
nie południowe mieściło p r z y g ród e k z zabudo- 
waniami folwarcznemi, tam pozostało ściernie po 
żniwie, tu zastało się kartofle. Cały grunt jest 
jakby popiołem po spaleniu drzewa posypany, 
chodząc po ścierniach trafia się na skorupy z na- 
czyń to czarne to czerwone - część odnaleziona 
starego kafla piecowego o polewie brunatnej za- 
chowała wyrukłą głowę i skrzydła orła polskiego 
XV wieku. Obok tego nie braknie i kości ludzkich 
mocno zwietrzałych. Nie wiem o ile prawdziwem 
jest twierdzenie poważnych osób z okolicy, że przed 
kilkoma laty mieszkańcy Zagórowa wywieźli ztąd 
wiele kamieni ciosanych i użyli na budowy w mia- 
steczku... Rozkopanie więc grodziszcza za funda- 
mentami byłoby pożądane m dla nauki, co do nas 
konstatujemy fakt, że obok starego zamku przy 
klasztorze był drugi w pobliżu, zostawiając pogo- 
dzenie obu z zapisami kronikarzy naszych pod la- 


l) M. SOKOŁOWSKI: Ruiny na Ostrowiu lednickim. Pamięt. Akad. 
Umiej. Tom 111. 


tarni: 1247, 1255 i 1258. Przypatrzmy się teraz jak 
wygląda obecnie klasztór lądzki. Oko przyzwyczajone 
do naszych cysterskich małopolskich klasztorów, 
obeznane z widokiem Wielkopolskiego Sulejowa, 
tych monumentalnych zakładów o twardych lini- 
jach ciosowych kościołów i lokalności klasztornych 
romańskiego stylu, napróżno szuka tego w Lądzie 
dzisiejszym. Obrębu klasztornego zakreślonego mu- 
rami jakoby fortecznymi z wieżami i basztami 
niema śladu - dostęp do kościoła otwarty z cmen- 
tarzyka nieoparkanionego i zaledwie właściwe klau- 
strum ujęto murem, za niedawnych czasów osie- 
dlenia Kapucynów. Gdzie były zabudowania go- 
spodarcze klasztoru, gdzie młyn w dziedzińcu 
poprzedzającym drogę do furty zakonnej, gdzie 
grangie, folusze i te wszystkie nieodłączne od cy- 
sterskiego klasztoru XI lub XII w. lokalności znajdo- 
wały pomieszczenie, dziś tego kiedy to piszemy, 
śladu nie pozostało. W olnoby nam mniemać, że od- 
noga rzeki Warty płynąca obok klasztoru jako za- 
niedbane łożysko, przepływała przez ten dziedzi- 
niec, zaczem przemawia wzniesienie gruntu na 
drugiej stronie wody i połączenie mostem. Odnoga 
rzeki znaczy' ślad zaniedbanej młynówki, wpadającej 
w pobliżu klasztoru do Warty. To co pozostało 
po dawnym Opactwie lądzkim nie wszystko jest 
średniowiecznem, owszem tego jest właściwie bar- 
dzo mało i to nie sięga XII wieku, jak się podo- 
bało pisać SOlHE8ZCZAŃI;KlEbtU l) idącemu tu za wska- 
zówkami obcymi, ale należy do XIV stulecia. 
Będzie to właściwe mieszkanie mnichów, ich klau- 
strum z furtą, kapitularzem, krużgankiem dolnym 
i kilku artystycznie ważnemi ubikacyami dolnemi, 
gdy piętro zabuduje się w XVII wieku nieznanemi 
dawnym Cystersom c e la m i, biblioteką, olbrzymią 
salą przyjęć opackich. Klasztór ten stanął obok 
ściany południowej kościoła jak chce reguła stara, 
równoodlegle od młynówki, więc na ciasnym grun- 
cie. A co powiemy o kościele, jak: że stoi na tern 
miejscu co dawny, na linii świętej ku wscho- 
dowi i że jest budową niezwykle wspaniałą, ale 
w duchu i charakterze niernającym związku z Cy- 
stersami, bo kościołem z XVII wieku, z całym apa- 
ratem wież i kopuł, pilastrowań i gipsatur, fresków 
i mozaik, jakiemuby przystojniej było stać w stolicy 
kraju niż w tym nadwarteńskim zakątku. Plan ko- 
ścioła ulworzonym jest z dwu części szczęśliwie 
związanych. W systemie włoskim z kopułą w krzyżu 


! 



 
II 


I' 


. 


') SOBlE8ZCZA:ŃSKI: Wiadomo.ci o sztukach pięknych 'IV dawnej 
Polsce.
>>>
- 


.. 


OPAC'l'WO cY!:!'l'ERHKU; w LĄIJZJE NAD WARTĄ I JEGO ŚHEIJNJOWlJWZNE ZAłlYTKI ł:,IZ'l'UhJ. 


119 


i 


urządził presbiterium Opat Zapolski - nawa środ- 
kowa wyrosła w olbrzymią drugą kopułę ośmio- 
vłatową wewnątrz pozostawiając w rogach małe 
konchą zasklepione przestrzenie. I majestatyczne to 
i zadziwiające ozdobami a malaturami wrocław- 
skiego malarza Neuherza z r. 1721 - ale do na- 
szego zadania jak najmniej należy zajmowanie się 
sztuką tak spóźnionych czasów. Nie kościół ten był 
przedmiotem naszej wycieczki, wiedząc z góry, 
że jest on budową nową, ale sztukę średniowieczną 
o ile w przebudowaniach późniejszych została l) 
sądziliśmy odszukać. Tej nic nie zostało w kościele. 
Niemniej jak kościół, budziłby interes i pałac opa- 
cki dziś w opuszczeniu po za tym stojący - dobry 
wzór baroka XVIll wieku ze swą wspaniałą kla- 
tką schodową od frontu, ubraną w pseudo korynckie 
kolumny. Pozostawiamy pracę tę badaczom sztuki 
tych epok a zwracając się ku budynkowi kościel- 
nemu próbujmy czy się nie da nawiązać wspo- 
mnienie o, kościele cysterskim w Lądzie z wcze- 
śniejszych jak d
isiejsze czasów. Ze kościół pier- 
wotny a raczej ten dawniejszy kościół, który 
ustąpił miejsca nowo zbudowanemu przez Opata 
Zapolskiego, był ceglanym w formie krlyża i roz- 
miarów mniejszych, to wskazywać się zdaje ściana 
ramienia kościelnego krużganku klasztornego. Ona 
jedna pozostała z dawnej budowy, związana ze 

klepieniami korytarza, utrzymaną być musiała 
i wejść w układ nowej z gruntu budowy kościel- 
nej. Pozosrały w niej ślady zamurowanych okien 
i układ wątku. Jaką była ta budowa, czy nawową 
i w takim razie jaki system sklepień przedstawiała, 
na to odpowiedzi nie znajdzie; to pewno, że prze- 
szukaliśmy wszystkie kąty okoliczne za porzuco- 
nymi ciosami w nadziei, że odńalezione ułomki 
objaśnić nas potrafią o stylu budowy. Zapiski kro- 
nikarskie, wiadomości zaczerpnięte w dyplomata- 
ryuszu a odnośne do kościoła klasztornego lądz- 
kiego są bardzo niedostateczne. Ani jeden przywi- 
lej nie zanotował nam chwili poświęcenia kościoła 
jak to ma miejsce w dyplomataryuszach Sulejow. 
skim, Jędrzejowskim, Mogilskim. Tylko w kalen. 
darzu lądzkim z XV wieku, jaki odnalazł ZEJ!:!ISHERO 
w archiwum wiedeńskim, zaznaczono dzień bez 
oznaczenia roku. OClObris 11. Nota. Dominica prima 
post Dionisii tunc est dedicatio ecc/esiae Latzdensis 
). 


l' 
\ 
II 


. 


l) Widok kOKioła tego znajdzie czytelnik w Tygod. Illust, Waru. 
Tom V, r. 186
, ztr. 
59. Tom VII, r, 1863 str. 4, 
'I) Kleinere Gt'schichtsqulllltn in Mitelalttr MI ArchiJol. J, oesl, Gt- 
schicht T. 55. 


,. 


Wiemy, że poświęceniu przez Arcybiskupa kościoła 
klasztornego towarzyszą zawsze darowizny dziesię- 
cin biskupich, szukaliśmy jednak napróżno w dy- 
plomataryuszu, ażali uposażenie dziesięcinami nie 
nosi daty dnia powyższego. Raz tylko w r. 1213 
uposaża Henryk Arcybiskup dziesięcinami ze wsi 
klasztornych wymienionych w rzekomym przywi- 
leju Mieszka, ale i data dnia niezgadza się a co 
więcej, przywilej nie jest autentycznym. To pewna, 
że w połowie XIII wieku kościół jest skończoną, 
budową, zapewne piękną jak wszystkie Cysterskie. 
Święci w nim w r. 1255 Fulko arcybiskup gnie- 
źnieński Bogufała z Cirnelina na biskupa poznań- 
skiego w obecności biskupów Wolimira kujaw- 
skiego, Tomasza wrocławskiego, Andrzeja płockiego 
i jakowegoś z zakonu dominikańskiego biskupa 
chełmskiego l). Podobny akt powtarza się w roku 
1287, gdy Jakób Świnka arcybiskup konsekruje na 
też samą katedrę biskupią Jana Herburta 2). Do- 
chodzą nas wiadomości o fundacyach ołtarzy 
w tym dawnym kościele dla Dobiesława syna Zyry 
dziedzica de Koścyoł z roku 134g i króla Jagiełły 
w r. 1392. Pierwszy żąda aby za darowaną wieś 
Łęg wystawili mu w kościele ołtarz śś. Wawrzyńca 
i Stefana ze swym kielichem, mszałem i ornatami 
oznaczonymi herbami ofiarodawcy i przed nim 3 
msze tygodniowo a raz do roku w wigilią' św. 
Grzegorza papieża odprawiali, a w dzień ostarni 
obok solennego nabożeństwa wyprawioną była 
uczta dla zakonników i Opata 3). Król Jagieł,ło za 
darowiznę Skorzęcina poleca wystawienie w ko- 
ściele klasztornym ołtarza śś. Piotra i Pawła, przy 
którym ma osobno do tego wyznaczony kapłan 
klasztorny co tydzień za żyjącego a potem za 
zmarłego odprawiać nabożeństwo. Mamy td wia- 
domość o ex komu nice rzuconej na klasztór przez 
Arcybiskupa gnieznieńskiego, która się odnosi do 
zawieszenia nabożeństwa w jego kościele, a prze- 
ciw której protestuje w katedrze gnieznieńskiej 
Fryderyk protes lądzki. Szło tu o niepłacenie 
przez Opatów dziesięciny od dziesięcin na rzecz 
stolicy apostolskiej, przy czem upierały się kla- 
sztory w Lądzie i Łeknie w r. 1394 w Grudniu 4). 
W końcu dodajemy, źe kościół stary stał pod we- 
zwaniem N. Panny i św. Mikołaja. Z nagrobków 
dzisiejszych kilka z nich mogło się znaleźć jeszcze 


l) Rocznik Wielkopolski w Monumentach BIELOWISKIEGO. T, 111, 
str, 
3 oraz Kronika PASKA atr. 109. pod r, 125;, 
I) Z.Al.A8Z0W8KI: l/ira l:.pi5cop, Poznań etc. 
I) Kodeks dypl. Wielkopolski Tom 11. 
6) Tamie Tom 111,
>>>
120 


OPACTWO CYSTERRKIE W I_ĄDZTE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI, 


w starym kościele, choć one wszystkie najstar- 
sze należą do XVI wieku. Najdawniejszym z nich 
będzie niezawodnie Jakóba (Glabco) Boturzyń- 
skiego, kamienna płyta pomieszczona obecnie w po' 
sadzce na krużganku. Przedstawia rycerza w wy- 
pukłej płaskorzeźbie, stojącego w arkadzie wspar- 
tej na dwu kolumenkach. Trzyma on w ręku tar- 
czę z herhem Czewuja l) i miecz a zatarty na, 
pis odczytaliśmy dopełniając sobie STARO WOLSKIM : 
MDXXXI. Slib Hoc Saxo Requiescit G/abco Bo- 
thur{ynsky, Mi/es Sepu/chri Christi, Tribunus Po- 
snaniensis, Conjrater Ordiniis qui l"elictis (omni- 
bus, in hoc mor/uw; est coenebio. Omte pro eo). 
Był to tak zwany familiaris w rodzaju zakonnika 
trzeciej reguły klasztorów żebrzących, osiad.ły na 
starsze lata w Lądzie. Piękny ten pomnik ma 
układ niezwykły ale długim leżeniem w posadzce 
mimo wypukłości płaskorzeźby zatarł się znacznie, 
że dziś ogólnymi tylko rysuje się kształtami swymi. 
Z pomników opackich trzy z końca XVI wieku 
należą z pewnością do starego klasztoru, tymi są: 
Jana Wysockiego wystawiony mu przez brata Sta- 
nisława z Budzisławia w r. 15,60; Jakóba Goskow- 
ski ego z r. 1560; Jana Grzymułtowskiego z roku 
1628. W dzisiejszej zakrystyi kościelnej pomie- 
szczono płytę napisową dla Jana biskupa Linko- 
peńskiego wygnanego ze Szwecyi od króla Gu- 
stawa w czasie prześladowań religijnych i tu w kla- 
sztorze zmarłego 2). J a n B r a s k od roku 15 13 
biskup Linkopeński był najznakomitszym mężem 
ówczesnej Szwecyi, stał się dla niej tern czem był 
u nas później Stanisław Hozyusz; pierwszym był 
na '" yłornie sercem i poświęceniem w epoce re- 
formacyi. Zmuszony opuścić ojczyznę swą r. 1528 
udał się do Gdańska pod opiekę króla polski
go. 
W r. 1538 wybrawszy się ztąd na Sobór powsze- 
chny do Mantui zasłabł ciężko w drodze i zmarł 
w klasztorze lądzkim 3). 
Z rozmiarów cegły widnej w ramieniu ko, 
ścielnem krużganku, na oberwanej z tynku ścianie 
kościelnej, i z kształtu zamurowanych okien nawy 
bocznej prawej okazuje się, że stary kościół nale- 
żał do budowli ceglanych, że zatem stanął do- 
piero w początkach XIII wieku. Okolica Lądu nie 
posiada odpowiedniego do budowy kamienia a naj- 
bliżej znalazłby się on we wsi Brzeżny w okoli- 


I) PIEK08IŃSRIEGO: o powst. spół. pols. patrz ROl.prawy i Sprn- 
wozd. wydziału II, Akad. Umiejęt. Tom XIV, str. 287. 
II) Napis w Pamięt. rei. morIII. Ser. II, Tom I, str. 132. 
B) [ZIEDUSZYCKI MAURYCY: Rrs dziejów kościoła katolickiego 
w Szwecyi. Pamięt. Akad. Umiej. Tom " str. log. 


cach Konina, zatem w odległości o mil cztery. Rzeka 
Warta mogła była ułatwić transport tego mate" 
ryału, gdyby rzeczywiście w zakonnikach lądzkich 
znalazło się pragnienie zbudowania kościoła ka- 
miennego, podobnie jak u Cystersów małopolskich. 
Posłużyćby zresztą mogły i kamienie eratyczne, 
tak powszechnie używane do budowy w ciągu 
Xl i XII wieku w Wielkopolsce. Widać zmysłu 
tego niema u Cystersów lądzkich, skoro kościoły 
parafialne w ich wsiach dziedzicznych pra wie 
wszystkie, jak się z liber benejiciorum -Laskiego po- 
kazuje, są jeszcze w XVI wieku drewnianymi, jak 
św. Mikołaja w Lądku (aż do r. 1775), w Woli 
kościół św. Michała, w K o wal e w i e kościół śś. 
Piotra i Pawła, w Jar o s z y n i e kościół pod we- 
zwaniem WW. Świętych, w KoszLUach św. 
Bartłomieja i t. p. 1). Takie stałe trzymanie się 
najprostszego i najłatwiejszego środka dla posta- 
wienia kościół'ka parafialnego, wobec tego, że w tak 
pobliskiej okolicy jak Konillskie, jak Strzel no, Ino- 
wrocław, Giecz i t. p. znajdują. się kamienne bu- 
dowy, co najmniej każe nam się domyślać pewnej 
obojętności żakonników lądzkich w epoce średnio- 
wiecznej na budownictwu kościelne. Bardzo pra- 
wdopodobnie, że klasztór i kościół pierwszej fun- 
dacyi w Lądzie były z drzewa, a upoważnia nas 
do twi"erdzenia okoliczność napomknięta w przy- 
wilejach następnych o częstych pożarach wskutek 
sąsiedztwa zamku, pożarach, które drewniane bu- 
dynki zniszczyły do szczętu. 
Jeżeli pewną jest rzeczą, a dowodu na to nic- 
brak, że polscy Cystersi kochają się w budowlach 
kamiennych i umieją zawsze odnaleźć taki mate.. 
ryał w okolicy jaką zajmą w posiadanie (Wą- 
chock, Jędrzejów, Koprzywnica), jeżeli w tern mają 
wspólność z Cystersami Francyi i Nadrenu, nie 
sądźmy, iżby przezorny ten naród nic potrafił zna- 
leźć i takiego wątku, który by zastąpił kamień gdy 
go brak było. U matki to sąsiedniego Lądo wi kla- 
sztoru Cystersów w Paradyżu, w brandeburskim 
L e h n i n i e znajdzie się naj starszy przykład bu- 
dowy ceglanej z r. 1180. W K o l b a t z u, który 
jest matką Oliwy, reszty ceglanego kościoła należą 
do początku XIII wieku a przypisują je wpływom 
kolonistów z Danii, gdzie cegła prasowana da- 
wniej była w użyciu. Do XIII wieku niema jednak 
w okolicy Lądu jak w całej Wielkopolsce mowy 
o cegle; jeżeli w dokumencie nie ma wyrażenia 


--- 


l) Joann;s de Laseo Liber Benęjieiorum Areh, Gn;. 1880 T. l.
>>>
OPACTWO CYSTERSKIE W L,ĄDZIE NAD WART,Ą I JEGO 
REDNIOWIECZYE ZABYTKI SZTUKI. 


]21 


J 


opus latericium lub ecclesia murata trzeba mieć 
wtedy na myśli lekkie drewniane budowle. Tak 
pierwszy jak i drugi budynek kościelny w Oliwie 
z przed roku 1224 są z drzewa, które ludność 
miejscowa pali wymordowawszy mnichów l). Sto- 
sunki Łekna i Lądu z Oliwą są niezaprzeczone 
przez Opata Gotfrieda z Łekna, mnicha Filipa 
i Christiana biskupa pruskiego; ceglane budowni- 
ctwo mogło tą drogą dojść do Lądu w chwili 
gdy w roku wymienionym Oliwa poczyna się 
murować. 
Że był ten nasz stary kościół' lądzki ceglanym, 
to pewnem, sądząc ze ściany wspólnej z klasztorem, 
ale iżby s,stem lehniński użycia formowanej ce- 
gły był zastósowanym, na to dowodów się nic 
znajdzie. Cegła użyta jest zwykłą, dobrze wypaloną 
czerwonej barwy; rozmiary jej są wielk.ie ho dłu- 
gość wynosi 0'26 metr. szerokość 0'12 przy wy- 
sokości stałej 0'10. Układ jest tego rodzaju, że za 
d woma wozem położonemi idzie jedna cegła sztor- 
cem, testowanie jest widocznem. Jedyny ślad ar- 
chitektury jest w odsłoniętym z pod tynku ale za- 
murowanym oknie wychodzącem na korytarz. 
Okno to półkolne ma cechę XIII wieku i przypo- 
mina otwory u facyaty p6łnocnej ramienia po- 
przecznego kościoła wStrzelnie 2) na Kujawach, 
rozmiary nawet są podobne; domyślać się można 
pod tynkiem śladów dalszych okien_ Kościół był 
budową nawową, dowodem tego, iż ściana nasza 
na piętrze klasztoru jest nową, przynależną do 
kościoła XVII wieku - niskie nawy boczne nie- 
wymagały ścian, które by się piętrzyły po nad 
sklepieniami krużganku klasztornego w kościele 
pierwotnym. W końcu zaznaczamy, że był on 
krzyżowym w planie jak dzisiejs.lY, tylko nawa 
poprzeczna znacznie krótszą była, jak skoro brak 
obszerniejszej zakrystyi daje się spostrzegać w ra- 
mieniu kapitularza. (Tab. XV). · 
K I a s z t ó r. Jest to dziś rzeczą dowiedzioną 
w nauce dziejów architektury średniowiecznej, że 
jcżeli gmachy kościelne pierwsze w epoce romań- 
skiej zyskują swój organizm a części ich składowe 
wynikłe z potrzeby kultu umiały w kierunku pię- 
kna wiązać się i zamknąć w jedną artystyczną ca- 
łość dość wcześnie, w budownictwie świeckiem 
i klasztorne m nastąpi to znacznie później. Wiadomo 


I) TH, HIRSCH: Das Kloster Oliva w Neue preuss. p,'ovin{. 
B1iitter 1851 T. X, - STEINBRUCK: Die KI6ster Pommerns. 
I) Patrz rysunek w rozprawie Autora: Kościoły Duninowskie etc. 
w Pamiętniku Akadem. Umiejęt. Tom II. ,. 


nam, że każda lokalność w pierwotnych zamkach 
jest osobnym budynkiem czyli to z drzewa czy 
z kamienia i cegły. Ten też charakter odosobnie- 
nia przyjęły zabudowania klasztorne przeznaczone 
na użytek mnichów - szereg to domów większych 
i mniejszych zwykle bezpiętrowych gromadzi się 
na placu w obrębie dziedzińca wchodowego bez 
wytkniętego porządku w myśli piękna, ale w miarę 
stosowności do potrzeb każdorazowych. Pewna 
ich liczba z tych, które bliżej kościoła się skupiły 
zachowuje pewną myśl w swym wzajemnym siebie 
położeniu, zawiązek przyszłego organizmu wł'aści- 
wego klasztorom. Tak zwany krużganek kla- 
sztorny ze swymi czterema ramionami obejmują- 
cymi pośrodkiem wirydarz, przyjdzie następnie 
jako zasada organizmu budynku klasztornego mie- 
szczącego pod jednym dachem lokalności wszystkie, 
ale na to trzeba czekać jak w naszych cysterskich 
klasztorach do XIll lub XIV wieku. Jakkolwiek zda- 
waćby się pozornie mogło, że do planu krużganku 
stosowały się zabudowania jego ramion: furty, re- 
fektarza i kapitularza z dormitarzem - to bliższe 
studyum okazać zawsze musi, że krużganek wtło- 
czonym został w przestrzeń zakreśloną kościołem 
i trzema pod kątem prostym spotykającymi się 
odosobnionymi budynkami, a przyniosą nam w tern 
dowód te zabytki w których dość późno drewniany 
klaszt6r przemieniał się na tym samym miejscu 
w murowany. Krużgane
 będzie miał plan nieko- 
niecznie regularnym kwadratem zakreślony, ale 
stosowany do kierunku stojących już budynków, 
przybierze błędy dawne za swoje i nakreśli się 
trapezem a jak tutaj w klasztorze lądzkim rzecz ta 
wystąpi w całej swej prawdzie dowodowej. Je- 
dyny to stary klasztór Cysterski w Polsce, który 
dość poźno bo w drugiej połowie XIV wieku za- 
mieni swój prowizoryczny zrąb drewniany na 
stały murowany z cegły, którego reszty do dziś 
dnia nam się dochowały. 
W październiku 1399 roku znalazł się Arcy- 
biskup gnieznieński Dobrogost gościem w klaszto- 
rze lądzkim. Co go sprowadził'o nie wiemy, ale 
pewno jest, że za bytności swej rozsądził sprawę 
Opata Gerarda z Janem plebanem ze wsi Trąbki 
o dziesięcinę na korzyść klasztoru. W spisanym 
z tego powodu akcie l) pisarz arcybiskupi, nota- 
ryusz nieznanego imienia zastępujący Jana Aiberta 
z Wielatowa zamieścił kilka s,łów, które Idla hi- 


II 


'I 


I 
 
I 
I 


I) Kodeks dypl. Wielkopolski Tom 111. str. 733.
>>>
'. 


OP\('TWO CYI'iTł:RSKrE \V LĄDZIE NA)) WARTĄ I .JEGO HREDNIOWJ!oX':ZSF: ZARYTKI SZTUKI. 


122 


storyi budowy klasztoru a głównie dla daty po- 
wstania dzisiejszego gmachu niemał'e mają znacze- 
nie. Przy zakończeniu pisma swego dodał on: 
actum et da/um.. . .. in stuba murata monasterii 
Landensis. Musiała to być okoliczność ważna, którą 
inaczej wytłomaczyć nie potrafimy, jak przypuszcza- 
jąc, że przed niedawnymi czasy od spisania aktu, 
jeżeli nie cały klasztór to części jego były dre- 
wnianymi, ie pisarz zanotował w ten sposób nie- 
zwykły stan budow li, którego się nie spodziewał 
tu zastać. Owa stuba murata znalazła się obok 
krużganku klasztornego, a źe sądy tego rodzaju 
odbywały się w kapitularzu, mogła być tą a nie 
inną lokalnością. To byłaby dla nas jedyna wska- 
zówka archiwalna co do daty średniowiecznych 
lokalności lądzkich, o których pragniemy pouczyć 
czytelnika j
kimi je znaleźliśmy i objaśnić ry- 
sunkami. 
Wedle obyczaju średniowiecznego, klaustrum 
właściwe leży przy ścianie południowej kościoła 
z krużgankiem i wirydarzem. Zewnątrz przedsta- 
wia się jako budynek piętrowy bielony, w kwa- 
drat ujęty i dachówką kryty; parę frontoników 
o liniach giętych, jedno i drugie zdobniejsze wej- 
ście portalowe, ściana zamykająca od południa 
dziedzińczyk przedklasztorny ze swą bramą, ny- 
szami i bramkami wyprowadzającymi do ogrodów 
nad wodą - są jedynemi oznakami artyzmu 
XVIll wieku w tych bezstylowych budowach. To 
pamiątka widoczna zasług Opata Łukomskiego 
w przebudowaniu klasztoru. Gmach klasztorny wy- 
,suni"tym jest po przed facyatę kościelną o całą 
szerokość zabudowań ramienia furty, wejście do 
wnętrza jest od zachodu - tu jest dawna furta, 
tu rząd okien dolnych świadczy o szeregu pi- 
wnic właściwych ramieniowi zachodniemu zabu. 
dowań krużganku. Pozorna bezstylowość a w ka- 
żdym razie nowożytność budowy ustąpić musi 
gdy (patrz Tab. XV grundrys klasztoru) wszedł- 
szy sklepioną szyją znajdziemy się we drzwiach 
wprowadzających na krużganki klasztorne. Rozwi- 
nięte pięknie gotyckie sklepienia ze swymi kamien- 
nymi zwornikami u krzyżujących się żeber, szeregi 
rzeźbionych wsporników u ścian, kamienna po- 
sadzka którą malowniczo przerywają płyty na, 
grobkowe, reszty odrzwi średniowieclnych i pe- 
wien nieład w sprzętach i obrazach, opadłe z tynku 
tu i owdzie ceglane mury - rzeczywisty budzą in- 
teres badacza. l oto jesteśmy u celu naszej nau- 
kowej wycieczki - stoimy przed zabytkiem archi- 


,. 


tektury XIV wieku, nie bez znaczenia dla historyi. 
Tab. XV przedstawia nam układ klasltornych za. 
budowań wokoło krużganku dolnego, podobny 
do wszystkich małopolskich. Ciemno zapełnione 
na rysunku mury należą do średniowiecza, zakre- 
ślone pochodzą jeżeli nie z epoki późniejszej, to 
przynależą do lokalności bezstylowych nie monu- 
mentalnych. Posadzka krużganków znajduje się ni- 
żej od sieni wchodowej o 0'75 metr. Cztery ich 
ramiona ani są równej długości ani spotykają 
pod kątem prostym; najdłuższem jest ramie kapi- 
tularza, wynosi bowiem 32'90 metr. gdy to u furty 
ma 2875 a dwa inne ramiona 28'50. Rzut po- 
ziomy jest trapezem, zasklepienie koryl
.rzy przed- 
stawiało w węgłach pewne trudności, które umiał 
dowcipnie rozwiązać architekt XIV wieku. Styl 
w jakim to dokonał jest czystym gotyckim, o ja- 
I kichkolwiek reminiscencyach romanizmu nie ma 
tu mowy 1). Ani grubość murów ani konstrukcya 
sklepień otrzymana bez pośrednictwa gurt - lub 
jakikolwiek szczegół choćby ornamentacyjny po- 
chodzenia krużganku z epoki romallskiej nie zdra- 
dza. Sklepienia krzyżo we wyrastają z wsporników 
przyściennych, te są równie jak i żebra z kamienia; 
ostatnie znajdą się i ceglanemi ale zostały mocno 
tynkiem pokryte w czasie niedawnej kapucyńskiej 
restauracyi razem z tamtemi. Badanie profili utru- 
dnionem zostało wielce tern, iż murarz dokony- 
wujący wrzekomej odnowy, przykroił sobie sza- 
blon jeden do ciągnięcia żeber w tynku bez poję- 
cia o gotycyzmie, pobielił wsporniki i klucze skle- 
pień dopełniając poprzednie nagromadzenie po- 
białki. Dla wyrysowania nie jednego szczegółu na- 
leżało pierwej oskrobać przedmiot aby zrozumieć 
jego formy, w ten sposób zalepione. Mury doko- 
nane są cegłą, śladu testowań niepokazują jak ze- 
wnątrz od strony wirydarza, opięte tu będąc 
szkarpami. Okna gotyckie o glifach skośnych roze- 
towania potraciły i wypełniają je najzwyklejsze 
dzisiejsze oszklenia ujęte drewnianymi szprosami. 
Jakkolwiek pozornie, cztery ramiona kruż- 
ganku wydają się pochodzić z je,dnej epoki goty- 
cyzmu, bliższe rozpatrzenie dozwoli dostrzedz, że 
. nie w jednej stanęły chwili. Pewne różnice w roz- 
winięcIU piękna, w staranności przeprowadzenia 
szczegółów a nawet w wymiarach łatwo nasu- 
wają się oku. Pierwsze miejsce należy się tutaj 


') Za SOBIE8ZCZAŃ8KIM i STRONCZYN8KIM id,cy autorowie opi- 
s6w L,du powtarzaj, bezpodstawnie, te: część krużganku jest w 8tylu 
kr,głołukim bizantyńskim czytaj romańskim.
>>>
I. 


d 


123 


OPACTWO CYRTERRKTE W LĄDZIE NAD WARTĄ I .TEGO 
REDNIOWTE(,Z
E ZARYTKT s z'rnn. 


ramieniowi furty (Tab. XVI). Rząd kamiennych 
wsporników na wysokości od p03adzki l '92 metra 
pomieszczonych, odznacza się bogactwem od mian; 
będą to pięciokątnie geometryczne bogato ogzym- 
sowane, obok roślinnych i figuralnych wprawną 
wykutych ręką. Dają one podstawę ośmiu polom 
krzyżowych sklepień, zakreślonych żebrami poprze- 
c
nemi i krzyżowemi, przyściennych półprofilo- 
wych krużganki bowiem nie mają. 
Na każdym z przyściennych wsporników spo- 
czywają podstawy żeber w ten sposób, że ich profile 
z sobą się wiążą tylko w częściach przodkowych, 
gdy szerokość całkowita żebra każdego dopiero 
w miarę "wyrostu z nad wspornika się rozwija. 
Profil całkowity daje rysunek na tablicy naszej 
pomieszczony. Żebra poprzeczne zakreślają nor- 
malny łuk gotycki, przy szerokości średnicy arkady 
podstawowej J-40 metra, dochodzą w kluczu do 
475 metra wysokości od posadzki. Klucze sklepie- 
niowe kamienne mają wykute tarcze z herbami: 
Niesobia (dwa razy powtórzony), Bogorya, 
O r z eł, D r o g o m i r obok tego przedstawienia 
symboliczne g ł o w Y Z b a w c y i P e l i k a n a k a r- 
miącego pisklęta. Z pod warstwy pobiał'ki wi- 
dać dokładne opracowanie kamieniarskich robót. 
Najważniejszym w tern ramieniu furty szczegółem 
konstrukcyjnym, będzie rozwiązanie trudnego zada- 
nia zasklepienia ostatnich pól, przy tak rozwartych 
kątach ogólnego zakreślenia ramion krużganku. 
Rysunek u góry na Tablicy XVI przedstawia, tak 
jak się rzecz ma u obydwu węgłów wyskakują- 
cych ściany okiennej. Będzie tu zasadzoną prosto- 
kątna sztuka kamienia, rodzaj wspornika, na któ- 
rym rozłożą się podstawy żebrowań w taki spo- 
sób, iżby dać mogły dobry układ sklepienia kąto- 
wego i dwu sąsiednich pól spotykających się tu 
ramion krużgankowych. W innym razie występu- 
jący silnie od weg,ła sześciościenny wspornik bę- 
dzie dźwigał zbliżone do siebie normalnie żebra. 
Konstrukcya taka może być zachowaną w budo- 
wlach ceglanych jedynie przy użyciu ciosowego 
kamienia na żebra i wsporniki. Ramię krużganku 
obok refektarza jest przy tym samym systemie za- 
wieszenia żeber zasklepionem wyżej o 0,36 metra 
w kluczu, wsporniki z wyjątkiem jednej głowy 
męski
j ma przeważnie geometrycznych form ale 
co stanowi niezwykłą u nas sprawę to liczba zwor- 
ników u sklepienia. Nietylko bowiem mają je krzy- 
żujące się żebra w bogatych rozetach kamiennych 
pięciolistnych ale i każde żebro poprzeczne; u tych 


8pra'll'osdanJe Koml8yl do bad. hI.t, 8atutl. Tom III, ZeIIl, IV. 


- 


ostatnich klucz ten jest walcem, w całej wysoko- 
ści występującym po przed profil żebra, ZWIesza- 
jącym się i zaznaczonym kamienną rzeźbą roślinną. 
W ęgieł wyskakujący u ostatniego pola sklepienia 
niema wspomnianego poprzednio środka konstruk- 
cyjnego . dla ułatwienia porządnego układu żeber, 
ale posługuje się za to szeroką 0'80 metra gurtą 
ostrołukową, na której rozłożą się obustronnie 
pola sklepień sprowadzając porządek wymagany 
(Tab. XV). Pozostały u ściany korytarza naszego 
. reszty dwu zdobnych gotyckich wejść do refekta- 
rza i sali opackiej. 
Najmniej regularnym jest rozkład pól sklepio- 
nych w ramieniu krużganku obok kapitularza, 
forsowano tu rozkład wsporników przyściennych, 
aby je zgodzić z otworami wejść li ścian prawdo- 
bodobnie dawniejszych. Widoczne też pewne roz- 
szerzenie korytarza w planie, a żebra poprzeczne 
w miejsce ścisłej prostopadłości do ścian wypa- 
dają często skośnie. Największa różnica względnie 
poprzednich ramion daje się spostrzegać w tern, 
iż żebra są z cegły profilowanej wykonane i otyn- 
kowane a zworniki są zaznaczone bardzo pła- 
skiemi ornamentami i są szczupłe nadzwyczaj; 
tarcz herbowych nie posiadają. 
Sklepienie ramienia kościelnego jest lichem bar- 
dzo naśladowaniem systemu dotąd wspominanego 
w XVII wieku, przy zachowaniu kilku dawniejszych 
ceglanych poprzecznych żeber z cylindrycznymi 
kluczami. Zdaje się, że pierwotne spadło w czasie 
budowania kościoła przez księdza Zapolskiego i że 
zbudowano na prędce inne, imitując gipsowymi 
płaskimi pasami żebra krzyżowe i zastępując miej- 
sce kluczy, barrokowymi karteluszami z herbem 
P o d k o w ą. Krzywe to wszystko i niedbale wyko- 
nane, rozpada się pomimo niedawnej restauracyi 
przez 00. Kapucynów dokonanej. Tyle co do 
krużganków klasztornych w opactwie lądzkim. Ba
 
dania nasze wykazują, że: l. stanęły one w epoce 
gdy lokalności klasztorne już istniały, gdyż do 
ich położenia zastosowały się; 2. że naj starsze mi 
i najwięcej monumentalnemi są ramiona furty i re- 
fektarza, pierwsze jako starsze zaznaczyło się her- 
bami fundatorów; 3. ramie kapitularza stanęło 
nieco później a w każdym razie po ukończeniu za- 
budowań przy ścianie; 4. że budowę części naj- 
starszych odnieść należy do XIV wieku; 5. że za- 
tem o śladach romanizmu nie może być tu mo- 
wy; 6. że sklepienia przedstawiają niezwykły mo- 
tyw, to jest klucze rzeźbione u żeber poprzecznych 
16 


J
>>>
r 
I 


124 


OPACTWO CYRTERHKIE W LĄ DZIE NA D WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUK I. 


jakiego się nigdzie dotąd w pomnikach naszych ni«t 
znalazło. 
Zabudowania tak zwane furty klasztornej 
oraz prostopadle do nich ustawione i łączące się 
bezpośrednio r e f e k t a r z a, nie zachowały w lo- 
kalnościach swych nic z charakteru średniowiecznt:j 
sztuki. Wyjątek może stanowi szereg pięknie skle- 
pionych piwnic i składów podziemnych w pierw- 
szych się znajdujących a tak wyniosłych, iż spro- 
wadziło to potr łebę podniesienia posadzki części 
lokalności dolnych i korytarza wewnętrznego o sześć 
progów a względnie krużganku o jedenaście. Lo- 
kalności bezstylowe furty, to szereg izb ze świa- 
tłem zachodnie m wychodzących na wspólny, nieco 
przyciemny korytarz. Dalszym ciągiem tego kory- 
tarza i lokalności będzie kuchnia ślady swe uwi- 
doczniająca w węgle zachodnio południowym gma- 
chu klasztornego, a sąsiednia refektarza (patrz 
Tab. XV) z jednej a dzisiejszej furty z drugiej 
strony. Zgodne to z przepisami zakonu to położenie 
kuchni a towarzyszy mu bliskość wody w korycie 
młynówki niemi wymagana. 
O R e f e k t a r z u możnaby nam niewspominać, 
sala to wielka sklepiona w XVllI wieku, z oknami 
od południa, niegdyś miała zapewne sklepienie go- 
tyckie, zniesione gdy zbudowano piętro za Opata 
Łukomskiego. Bez znaczenia dla nas jest sąsiednia 
s a l a o p a c k a, do której wejście z korytarzy dol- 
nych zaznacza brama gotycka bardzo skromna. Za 
to zabudowania od wschodu budzą główny interes 
charakterem monumentalnym trzech dalszych lo- 
kalności k a p i t u I a r z a, k a p I i c y i s i e n i p r z e- 
c h o d n i e j, po nad któremi leżał na piętrze dawny 
d o r m i t a r z, jak o tern świadczą schody dotąd 
w części zachowane. 
Położenie k a p i t u I a r z a względnie krużganku 
uwidocznia plan klasztoru na Tab. XV przedsta- 
wiony, przekrój jego poprzeczny po linii g'oo oraz 
niektóre szczegóły architektoniczne daje Tab. XVIII; 
rzeźby zworników i ich główne typy znajdą się 
na Tab. XX. 
Sala k a p i t u I ar z e m będąca jest niezwykle 
piękną rozwinięciem sklepienia ostrołukowego ze 
środkowego filaru. Równie pięknej tego stylu nie 
napotkałem dotąd w żadnym z klasztorów naszych. 
Ma ona g metrów długości na 8 metr. szerokości 
i oświecają ją trzy okna od wschodu, gdy jedyne 
wyjście wyprowadza na krużganek. Zachowała się 
dotąd dobrze i z wyjątkiem zmodernizowania jej 
wyglądu rozwieszeniem litografii i sztychów w ram- 


kach za szkłem, obudowaniem od dołu sClan drze- 
wem i siedzeniami zbyt powszedniemi, nicby do 
zarzucenia nie było. Że wiek XVIII umiał uszano- 
wać piękno tej sali, dowodem, że marmoryzując 
filar środkowy, nie zmienił zupełnie jego profi- 
lowań, a nieznawstwa zostawił chyba pamiątkę 
w sześciu obramieniach sztukowych dla obrazów 
na ścianach, zakreślonych czterema spotykającemi 
się półkolami, jakby z rozetowań okien gotyckich 
wziętemi. Marmoryzowanie równiei pokryło glify 
odrzwi wchodowych, piękne ono i dobrze wyko- 
nane za czasów X. Opata Łukomskiego ale sądzę, 
że zagubiło pierwotny charakter architektury tego 
otworu. 
Zarówno w myśli utworzenia bogatej SIeCI 
żeber na sklepieniu, ile ze względów rozmieszczenia 
wsporników dających tymże podstawę u ścian 
w przestrzeniach międzyokiennych i po bokach 
otworu wejścia, architekt pominął zwykły układ 
czterech pól krzyżowego sklepienia, jaki nastręczał 
filar środkowy. Jeżeli poprzeczne arkady od filaru 
do ścian zatrzymały u osi równoległej od kierunku 
biegnącego krużganku normalny swój układ, mu- 
siały one w osi prostopadłej rozbiegnąć się w dwa 
ramiona by objąć niemi otwory okien i drzwi. Oto 
pierwsze .zbogacenie sklepienia; dalszem jest przer- 
wa między przekątniemi żebrami od filaru ku ką- 
tom sali, sprowadzona innymi ku wspornikom, 
przy zachowaniu normalnych przekątni drugich 
biegnących od wspornika jednej ściany do tegoż 
sąsiedniej (patrz rzuty żeber na planie Tab. XV). 
Sumienne obrachowanie krzywizn żeber w zasto- 
sowaniu do ich długości, jaką przebiegać mają aby 
się spotkać na oznaczonej wysokości klucza z in- 
nemi krótszemi lub dłuższe mi, sprawiło, że wylot 
żeber z nad filaru jest regularnym i rozbiegającym 
się palmowo. Jedenaście profilów żeber spoczęło na 
poziomej płaszczyźnie abakusa kapitelu filaru, pro- 
filów wprawdzie nie całkowitych ale ich części fron- 
towych formy gruszkowej (patrz Tablica XVIII 
u dołu). Spadek żeber u ścian przyjmują na siebie 
wielkie wsporniki kamienne na wysokości od po- 
sadzki 2'06 metr., mniejsze znajdą się po węgłach, 
pierwsze dadzą podstawę to 5 to 7 żebrom, ką- 
towe pomieszczą po jednem. Prawdziwą ozdobą 
tego pięknego i bogatego sklepienia, w których że. 
bra odgrywają rzeczywiście konstrukcyjną, rolę, są 
zworniki i klucze rzeźbione a charakterystyczne 
i niezwykłe. Słabe o nich pojęcie daje autografia 
(przyznać musimy błędnie wykonana), wedle ry-
>>>
, OPACTWO CY8TE:ł:8KIE W L ĄD ZIE NAD WARTĄ I JEGO HREDNIOWIEf'ZNE ZA BYTKI SZ TUKI.I 


sunku autora na Tab. XX. Każdy z kluczy, jest 
cylindrem z jednej sztuki kamienia, w której wy- 
kuto i początki spotykających si
 żeber. B
dą tu 
stykać si
 dwa żebra w arkadach poprzecznych 
i przekątnych, po trzy gdzieindziej, a zadaniem klu- 
czy b
dzie zaklinować te spotkania konstrukcyjnie 
i zaznaczyć estetycznie. Estetyczny też wzgląd uje. 
dnostajnienia form zworników zaprowadził takie 
ci
żkie cylindry i u arkad poprzecznych, gdzie ich 
gotycyzm u nas w Polsce nie zna. Każdy taki cy- 
linder wydłuża si
 na dół po przed żebra i zazna- 
cza rzeźbą, mniej wi
cej w formie wiszącej lub 
płaskiej, wi
c rodzajem wisiora lub tarczy a odpo- 
wiednio do liczby spotykających si
 żeber, silniej 
lub słabiej. Cztery b
dą tu typy: gło w y m 
 sk ie 
prawie okrągło traktowane zwrócone wprost na 
dół (fig. 1 i 2 Tab. XX); wielkie ro
ety 
o trzech rz
dach liści lub roślinny ornament (fig. 3 
i 7); m ał e r o z e t y w formie wisiora (fig. 4); 
trzy głowy mniejsze skupione pionowo a spo- 
czywające na trójściennej t a r c z y (fig. 5 i 6a). 
Układem ornamentacyi zaznacza 
i
 zawsze dobrze 
liczba spotykających si
 żeber, a ważność kon- 
strukcyjna powi
kszeniem jej rozmiarów. Znacze- 
nia symbolicznego nie mają, ale należą do fanta- 
zyi artysty z wyjątkiem g łów m 
 s k i c h wyraźnie 
portretowanych i jednej t a r c z y z monogramem 
lub herbem. Głowa fig. 1 należy do typu polskiego 
do osoby otyłej w dojrzałym wieku, bezbrodnej 
ale z silnym wąsem; b
dzie to portret dobrodzieja 
klasztoru, inna fig. 2 jest głową brodatego mnicha, 
może współczesnego budowie Opata. Znak na tar- 
czy zwórnika fig. 6b przedstawia liter
 Z z dwoma 
rozetkami, wedle zdania uczonego PIEKOSIŃSKIEGO 
może być herbem polskim dotąd nieznanym albo 
cudzoziemskim, nigdy zaś monogramem architekta. 
A teraz słów par
 o filarze środkowym i wspor- 
nikach. W spomnieliśmy, że pierwszy pokryty jest 
sztukiem w epoce, w której uważano to jako naj- 
wyższą ozdob
. A przyznać trzeba, źe mozaicysta 
ten Opata Łukomskiego wywiązał si
 z tego do- 
skonale, gdyż łudząco naśladuje granit siwy u trzonu 
a ciemno-czerwony marmur u kapitelu, baza pozo- 
stała kamienna. Naturalnie, że na tern narzuceniu 
powierzchni czystość profilów gotyckich ucierpieć 
nieco musiała. Filar jest w przekroju regularnym 
dziesięciobokiem, o ścianach u bazy wkl
sło 
uko- 
wy ch ; średnica trzonu mierzy l metr. Kapitel 
wysoki 0'48 ma wydatność znaczną co do swej 
średnicy (1'64 metr.) a to ze względu zyskania 


.. 


125 


obszernej podstawy pod sklepienie. W tym wzgl
dzie 
filar ten odchodzi od typów znanych epoki Kazimie- 
rza Wielkiego, które kapiteli nie posiadają (patrz ry- 
sunek na Tab. XVlll); wysokość całego wynosi 2'06 
metr. Wsporniki kapitularza b
dą oprofilowane gzym- 
sowo, pi
ciościenne stopniowo zw
żające się jak je 
daje rysunek Tablicy powyższej, lub pi
ciościenne 
powycinane w framużki trójlistne; jedne i drugie 
spotykamy zwykle w pomnikach naszych końca 
XIV wieku. Z trzech okien kapitularza, środkowe 
zostało zamurowanem i zasłoni
te ołtarzem przy 
nim zaprowadzonym w XVlll wieku, dwa inne 
potraciły swe podziały i laskowania, a zaszklenie 
ich jest nowożytnem. 
W najbliższem sąsiedztwie kapitularza, wcho. ' 
dząc doń po prawej r
ce bywa w klasztorach 
cystersów Ma,łopolskich tak zwany kar c e r e s, 
izdebka wąska o małem zakratowanem okienku, 
,'wychodzącem na ogród, z dostępem naj zwyklej 
z kapitularza, w której więziono mnichów, gwa
- 
cących przepisy zakonu. Nie ulega wątpliwości, 
że lokalność w Jędrzejowie, Wąchocku, Koprzy- 
wnicy i Sulejowie tuż obok kapitularza, jeszcze 
w epoce romańskiej nie była czem innem niż 
więzieniem, a pokazują to zapisy scholastyczne 
na ścianach i okienko stylowe ale więzienne. Co 
więcej, podrzędna ta lokalność pomieszczoną była 
, pod schodami wiodącymi z kapitularza wprost do 
dormitarza na piętro, stąd klatka schodowa wcho. 
dzi, że tak powiemy w przestrzeń więzien ną 
tworzy przesklep ki obniżające dziwacznie sklepie- 
nie w kierunku wznoszących się schodów. Do- 
bry przykład daje Wąchock ale tu wejście do kar- 
ceresu istnieje nietylko z kapitularza ale i od sieni 
przechodowej z krużganku do ogrodów. Dawniej- 
sze opactwa we Francyi mają na tern miejscu 
r o z m o w ni c ę m nic h ó w (parlatorium). Zabudo- 
wania ramienia krużganku wschodniego stanęły 
w epoce bądź co bądź rozluźnionej reguły u Cy- 
stersów, w końcu XIV wieku, niema się już braci 
konwersów dla obsługi gospodarstwa, stąd mniej- 
sza potrzeba karności kiasztornej. Za tern idzie, że 
mnichy dotąd twardej nie lękający się zimy i wśród 
nocy udający się wprost z pościeli do kościoła na 
modlitwy
 mogli zapragnąć przynajmniej mniej- 
szego i cieplejszego oratorium. Przypuszczenia te, 
staną się faktem patrząc na lokalność sąsiednią 
kapitularza w Lądzie, która jest najwyraźniej tern 
o r a t o r i u m, tą kaplicą a co wi
cej ogrzaną i ja- 
sną; nigdy karceresem być nie mogła. 


II 


II
>>>
126 


oPAcrwo C¥STERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWmCZNE ZABYTKI SZTUKI. 


Potrzeba zaprowadzenia schodów na piętro 
do dormitarza z wejściem od kapitularza, pocią- 
gnęła za sobą pewne zacieśnienie naszej kaplicy, 
nie powiem, iżby na korzyść jej architektury ale 
to pewna, że na korzyść wygody mnichów. Mury 
magistralne powinny tu były zakreślić przestrzeń 
równej szerokości z kapitularzem t. j. 8.00 metrów, 
tymczasem część jej przodkowa od krużganku, jest 
przemurowana ś
ianą a komunikacyą z pozostałą 
wolną częścią stanowi nisko, bo w kluczu 2'80 
metr., przesklepiona szyja wiodąca z krużkanku do 
kaplicy. Na tern sklepieniu opierały się schody 
idące z kapitularza na piętro, w ten sposób usu- 
nięte z widoku od strony kaplicy jak to plan na 
Tabicy XV wskazuje, z tą różnicą, że kierunek 
schodów jest tu błędnie zaznaczony przez ryso- 
wnika. Biegły one wprost do góry bez załamywań 
obok ściany krużganku i dawały obok siebie miej- 
sce na komin, którego palenisko czyli otwór pro- 
stokątny, zamykany obecnie drewnianymi skrzy- 
dłami, dotąd pozostał. Jest to zwykły kominek 
o czem świadczy szczernienie od nagromadzonej 
sadzy, całego wnętrza. Na Tablicy XIX uwido- 
cznione są na przekrojach poprzecznym i podłu- 
żnym, owa szyja wchodowa oraz otwór prostoką- 
tny kominka tego, a d wie framużki widoczne na 
przekroju u dołu Tablicy tej, są widocznie kana- 
łami ciepła obecnie zamurowanymi. Jakiż dowód, 
że lokalność nasza była kaplicą od początku zało. 
żenia swego? Dowodami są: okno o węgarach ka- 
miennych formy kościelnej, pozostała kamienna 
mensa pod oknem z profilem gotyckim i szereg 
z a c h e u s z k ó w czyli krzyżów poświęcenia ka- 
plicy, wykonanych w epoce gdy tynki były świeże, 
skoro pozostały rysy, silnie zamarkowane rylcem, 
co tylko na mokro mogło być zrobionem. Z a- 
c h e u s z k i te są starsze niż malowania kaplicy, 
o których pisać będziemy a malarz rachował się 
z nimi malując później rozliczne sceny. Z dwuna- 
stu widocznych jest dotąd trzy na ścianie głównej, 
jeden na ścianie wchodowej i trzy na ścianie są- 
siedniej kapitularza, ale łatwo dostrzedz puste dziś 
miejsca, w których reszta w symetrycznym swym 
rozkładzie 
naleźć się musiała. Przestrzeń właściwa 
kaplicy jest w planie zbliżoną do kwadratu ma 4 
metry szer. na 5 metrów długości, zasklepioną jest 
krzyżowo w sY3temie ostrołukowym, a profil ce- 
glanych żeber daje rysunek Tab. XIX. Żebra te 
w zbliżeniu do kroksztynów sc'hodowato szczu- 
pleją, właściwie wspornik kamienny jest tylko 


jeden przy szyi wchodowej, na miejscu trzech in- 
nych żebra powstające wiążą się wprost ze ścianą. 
Na kluczu sklepienia kamiennym jest wykuty herb 
N i e s o b i a w formie jaką na krużganku spoty- 
kaliśmy. 
Jedyne okno oświecające kaplicę różni się za- 
sadą od zwykłych ostrołukowych i nosi w sobie 
pewien element romański. Glifów skośnych w ca- 
łej grubości muru obustronnie przeprowadzonych 
nie ma, ale od wnętrza znajdujemy obsl'erną fra- 
mugę półkolem zamkniętą 0'46 metr. głęboką, przez 
co ściana, w której właściwy otwór okna się mie- 
ści, staje się tak szczupłą, że łatwo było samym 
wprowadzeniem kamiennych półlasek o profilu 
skromnym, utworzyć obramienie (patr Tab. XIX). 
Niezwykł'ym też u nas jest rysunek okna tego 
w tem, że węgary boczne nie wiążą się wprost 
w ostrołuk, ale łączą za pośrednictwem środkowej 
laski, tworząc dwa ostrołukowe pola, którym to- 
warzyszy górą na osi środkowej trzecie stosunkowo 
bardzo krótkie. Do witrażów figuralnych podobny 
układ szczególniej się nadawał, a mogły one sta- 
nąć za obraz ołtarzowy dla mensy przyoknie usta- 
WIOnej. 
Ważność tej naszej kaplicy klasztornej podno- 
szą niesłychanie' staroiytne malowania ścienne, za- 
bytek sztuki, który my, do końca a raczej drugiej 
połowy XIV wieku odnosimy. Jedyny rysunek ko- 
lorowany, publikowany we Wzorach sztuki' śre- 
dniowiecznej i odrodzenia, dawał zachętę do zba- 
dania malowań tych na miejscu, zdjęcia' dokła- 
dnych icb kopij akwarelIowych i kalk naturalnej 
wielkości. Autor z polecenia Akademii U miejętno- 
ści i jej Komisyi historyi sztuki, zajął ,się tą sprawą 
i udał na miejsce, a skoro Muzeum Narodowe 
przyczynił'o się funduszem dla wynadgrodzenia ry- 
sownika, któremu gościnny dom właścicieli Lądu 
dał przytułek na czas dłuższy na miejscu, przeto 
dziś cały cykl malowań lądzkich w dokładnych 
zdjęciach znajduje się na widoku publicznym i do- 
zwala rozpatrywać w tym ważnym pomniku sztuki. 
Zanim jednak na tern miejscu przyjdzie nam za- 
jąć się opisem tych malowań - należy się dokoń- 
czyć sprawy architektury klasztornej i zajrzeć w naj- 
bliższe sąsiedztwo kaplicy. Tern sąsiedztwem jest 
sień przechodowa z korytarzy do ogrodów, zwy- 
kła na tern miejscu w najstarszych klasztorach 
polskich Cystersów, a jak tu niezwykle piękna 
w pełnym stylu gotyckim zasklepiona. Wprowadza 
doń z kruiganku portal gotycki, szc ególnym tra- . 


I 


. 


. 



 


. 


. 
. ,. 
. . - 
. 
. 
.
>>>
.. 


ł 


. 



 


. 


,. 


OPACTWO CYS'I'ERI-\KlE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO HREDNIOWIEC ZNE ZABYTKI SZTUKI, 


.. 


fem mający bogate oprofilowane węgary od strony 
wnętrza sieni - wskazujące jakoby one zamykane ' 
skrzydłami drewnianymi nie były, gdyż i framugi 
drzwiowej brak jest zupełny. W ścianie prawej 
naszej sieni żłobią się d wie niskie framugi z sie- 
dzeniami kamienne mi , po stronie przeciwnej' jest 
jedno z nich tylko. Jeżeli wolno nam stawiać hi- 
potezy co do przeznaczenia tych siedzeń w sieni 
przechodniej, powiedzielibyśmy, że służyły one do 
zdejmowania obuwia i jego czyszczenia, do czego 
w starych francuskich opactwach XII wieku, na 
tern miejscu osobna znajdowała się zdaniem Viollet 
le Duca lokalność. Dwa pola sklepienia krzyżowego 
gotyckiego, zamykają sień tę w górze, a mają cie. 
kaw e wsporniki żeber u ścian i klucze sklepienne 
w kamieniu kute. Cztery w rogach pomieszczone 
wsporniki, są to głowy męskie i kobiece, mające 
na sobie prostych okrojów abakus, dwa u ścian 
są roślinne i figuralne. Rysunki na Tablicy XVII 
dają nam je wszystkie i dozwalają w nich widzieć 
to portret mnicha (może artysty), to twarz brodatą 
z uszami zwierzęce mi - głowę dziewicy z dziwnie 
utrefionym włosem i starszej kobiety z zawinię- 
ciem właściwem XIV wiekowi. Jakkolwiek war- 
stwa pobiałki odejmuje tym utworom rzeźbiarstwa 
czystość konturów, to jednak świadczą one o ta- 
lencie rzeźbiarza i naśladowaniu natury zdumiewa- 
jącem. W tym względzie jednak mistrzowskiem 
dziełem jest głowa mnicha na zworniku żebra po- 
przecznego w rodzaju tym tu przeprowadzona, 
jaki widzieliśmy w kapitularzu (patrz rysunek). 
Z wsporników ten u prawej ściany. przedstawia 
skurczoną nagą postać jakby szatana otoczoną z bo- 
ków dębowymi liścia mi w rodzaju tej, podobnego 
układu w kościele św. Jana Jerozolimskiego w Gnie- 
źnie. A te analogię, podnosi rzeźba klucza skle- 
piennego w polu obok drzwi ogrodowych, rodzaj 
baldaszka gotyckiego, spadającego wisiorowo ze 
SWYIVi arkadami i fijalami, jaką w powyższym ko- 
ściele kilkakrotnie widzimy powtórzoną. Mówiłoby 
to o pewnej szkole kamieniarskiej tej okolicy Wiel- 
kopolski w końcu XIV stulecia. 
, Tyle się zachowało tylko śladów architektury 
średniowiecznej w klasztorze Iądzkim. Dormitarz na 
piętrze zginął w przebudowie XVIII wieku, że o nim 
żadne echo już nas nie dochodzi; na miejscu jego 
znajdzie się wielka sala z portretami Opatów l), 


" 


l) Portrety te, o których kilkakrotnie wzmiankowaliśmy, biegnq od- 
malowane klejowo na Ikianach wokoło sali w wysokości dwu metrów 
. od posadzki. Sq to popiersia zamknięte owalnie, dokonane z małym wy- 

 . 


. 


\. 
. 
. .. 


127 


która minęła się z przeznaczeniem swem pierwo- 
tnem, skoro służyła do niedawna za miejsce przy- 
jęć i uczt w bogatem opactwie. A teraz wróćmy 
do naszej kaplicy by rozpatrzeć się w jej malo- 
waniach. 
M a l o wa n i a l ą d z k i e. Właściwa kaplica 
zachowała cyklus średniowieczny malowań swych 
ściennych, z wyjątkiem ściany, w której pomie- 
szczono okno, gdyż tu wiek XVIII lichemi malatu- 
rami swemi zerwał nić wiążącą z sobą średnio- 
wieczny pomysł kierujący rozkładem scen i ich 
wyborem. Z malowań tych dawnych ostały się 
tylko sceny figuralne; ich obramienia polichromijne 
deseniowe, dekoracya malarska feber sklepienia, 
czego przy tak bogatem rozwinięciu figuralnych 
przedstawień spodziewać się tu było można, zni- 
knęły bez śladu, zastąpione niezręcznemi gładkiemi 
obramieniami obrazów ściennych i sklepiennych. 
Malowania rozłożone są w czterech polach skle- 
pienia krzyżowego i na trzech ścianach, od łuku 
przyściennego sklepienia, schodząc tu do wysokości 
1'40 metr. nad posadzkę; spód ścian odtąd jest 
gładkim bielonym, bez śladu polichromii, bo będąc 
zakryty stalami przed laty, malowania nie wyma- 
gał. W owej wąskiej szyi wprowadzającej z 'kruż- 
ganku do kaplicy, zginęło wszystko pod bielidłem, 
przedłużyły się tylko tutaj malowane wstęgi z her- 
bami. 
Malowanie ścienne w kaplicy przedstawia się 
kolorystycznie bardzo smutnie. Jest ono spłowia- 
łem i zabrudzonem, w wielu miejscach zatarte m 
do niepoznania, wykonane było juf pierwotnie na 
tynku niedbale kładzionym, więc nierównym, nosi 
ślady dziur łatanych później i gwoździ, któremi 
przytrzymywano obicia ścian kirem. Tu i owdzie 
przegląda cegła a głównie żebra sklepień nią świecą. 
W szystko lo mogłoby hyć jeszcze znośnem przy 
zabytku malarstwa ściennego odleglejszej epoki, 
gdyby nie ślady niezgrabnej ręki malarza klasztor- 
nego początku XVlll wieku, pragnącej może nie 
bez pewnego poszanowania, utrwalić i uwidocznić 
zacierające się malowanie dawne, okonturowaniem 
nowem i podniesieniem barwności niektórych szat 
i teł'. Cała ta praca widoczną jest dobrze, bo nic- 


, 


jątkiem z fantazyi malarza Fr. Adama Swacha Or. S. F. M. w r. 17 22 
(napis) - dwu ostatnich polskich Opatów a głównie Opata Łukomskiego, 
wizerunki sq wiernie z natury zdjęte. Ściany tej sali sq bielone, tylko nR 
suficie tenie sam malarz zostawił olbrzymich rozmiarów malowanie sym- 
boliczne, z mnóstwem figur zakonników diwigających krzyie i sentencyj 
wypisanych. Dzieła tego dokonał w krótkim prze,iągu czasu, gdyi zacz,ł 
8 Juni 1722 a skończył 11 Juli tegoi roku. Słabe td to dzieło i bez in- 
teresu dla dziejów sztuki.
>>>
1i8 


OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI. 


dbałością i surowością dwu barw użytych tu je- 
dynie, ciemno niebieskiej i ceglatej, odbijają od de, 
likatnego a subtelnego konturowania pierwotnego, 
które znajdzie się oszczędzonem wszędzie, gdzie 
restauratorowi było trudnem zabawiać się nad 
szczegółami a sumienie nakazywało mu oszczędzać 
sobie pracy. Sądząc z rodzaju użytych barw i fak- 
tury, dokonał tej restauracyi autor oryginalnych 
malowań na ścianie przyoknie, prawdopodobnie 
żyjący za czasów księdza Opata Łukomskiego 
i z jego polecenia. Był nim może braciszek lądzki 


Malowania sklepienia rozdzielają żebra; cztery 
tu są sceny: l. Chrystus jako sędzia. 2. Ba- 
r a n e k B o ż Y w otoczeniu symbolów czterech 
ewangielistów. 3. Anioł powołujący zmar- 
łych grzeszników na sąd ostateczny. 4. Anioł 
p o w ołuj ący wybra nych. Sceny te odnosz
 
się do S ą d u O s t a t e c z n e g o. 
C h r y s t u s jak o s ę d z i a figura l. przedsta- 
wionym jest siedz
cym na tęczy z rękami wznie- 
sionemi ale zgiętemi w łokciach, obszerny biały 
płaszcz spada mu z ramion i pokrywa dolną część 


... 


Łukasz Latkowski, o którym są wiadomości l), że 
malował wiele w klasztorze i kościele, a nieumieję- 
tność jego idzie tu w parze z poszanowaniem pa- 
miątki klasztornej, jaką było malowanie to przy- 
pisywane jeszcze Mieczysławowi Staremu. Malarz 
niezakonnik pamiątki tej by nie uszanował woląc 
przemalować wszystko na nowo. 
Rozpatrzmy się naprzód w treści i układzie 
malowań kaplicy naszej o ile na to pozwala stan 
ich dzisiejszy, rozpoczynając od sklepienia. 


I) Pami..tnik religijno-moralny Serya 2, Tom I, 1858, str. 12 4. 


* * 
* 


Fig. I. 


ciała, zostawiając obnażone piersi. Na rękach i sto- 
pach oraz na lewym boku oznaczono rany. Obok 
twarzy dwa miecze skierowane końcami ku ustom; 
nimbus crucifer. Postać cała zamknięta kołem o tę- 
czowych barwach. Tłem jest niebo z gwiazdami, 
słońcem i ksi"życem o twarzach ludzkich. W obra- 
zie tym, zaledwie parę dolnych fałdów płaszcza 
i ogólna sylweta należą do pierwotnego artysty. 
Modelowanie wewnętrzne ciała zatarło się, tors 
jest pustym bez oznaczenia szczegółów piersi 
i brzucha, koloryt zupełnie spłowiałym, grana- 
towe tło, tęcza i ciała niebieskie pomalowane 


1 


-
>>>
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI. 


129 


ciężką ręką malarza XVIII wieku. Szczęśliwie za- 
chował się sąsiedni. 
Baranek Boży w polu przyoknie. Oto- 
czony on również kołem, tło ma niebieskie i cho- 
rągiewkę czerwoną, na tle rzucony jest kielich. 
Z kolistym obramieniem wiążą się w krzyż cztery 
mniejsze kręgi z godłami ewangielistów i imionami 
ich wypisanemi na banderolach literami scholasty- 
cznemi. Tłem ogólnem jest gwiazdziste niebo. 
W pierwotnym stanie dochował się baranek 
z dziwnie subtelnem i płynnem konturowaniem 
runa brązową farbą, tło i chorągiewka oraz sym- 
bole ewangielistów ucierpiały rubasznem przema- 
lowaniem późniejszem, a z napisów pozostał 
Matheus i część Joannes, reszta spłowiała zupełnie. 
Najbliższem malowaniem po prawej ręce jest: 
A n i o ł z w o ł u j ą c y n a s ą d w Y b r a n y c h. 
Wychyla się on popiersiem z obłoków obok zwor- 
nika sklepienia z długą prost
 trąbą przy ustach, 
w miarę rozszerzania się pohi obrazowego ku 
ścianie południowej kaplicy, dają się widzieć na 
ziemi groby skrzynkowe, z których występują na- 
gie postacie z nimbusami około głów i rękami zło- 
.lonemi do modlitwy, kilka z nich ma na sobie 
białe grobowe całuny. Kolorytu właściwego to 
malowanie nie ma, ale na spłowiałem jak stary 
gobelin dawne m malowaniu malarz restaurator 
powtórzył grubym pęzlem ceglatą barwą dawne, 
delikatne rysy, zabarwił skrzydła anioła i grunt 
dolny kilku ciężkiemi farbami. Ostatnia scena: 
Anioł zwołujący na sąd grzeszników 
w układzie jest podobnym poprzedniemu malowaniu 
i tu wychyla się skrzydlata postać z trąbą z obło- 
ków, tylko w miejsce spokojnie modlących się na- 
potykamy potępieńców z ruchami strasznymi w po- 
śród skał i bałwanów, noszą oni w miejsce twa- 
rzy, trupie głowy z błyszczącymi zębami. Malo- 
wanie pierwotne zakrytem tu zostało przemalowa- 
niem bardzo brzydkim o kolorycie ciał źółtym 
i brudnym. 
Jak widzimy nie mógł artysta silniej i prościej 
przedstawić na czterech skrawkach drobnego skle- 
pienia potężnej sceny S ą d u o s t a t e c z n e g o. 
Z jednej strony używa 0!l dobrze znanych w śre. 
dniowieczu symbolicznych przedstawień: s u r o- 
wego sędziego i tryumfującej ofiary w dru- 
giej wprowadza element rodzajowego malarstwa, 
ale umie to związać w sposób dekoracyjny syme- 
trycznością układu powtarzającego się w odpowie- 
dnich polach sklepienia. Nowego dla ikonografii nic 


'I 


- 


nie przynosi, motywa te znane są dobrze w XIV 
wieku w zachodniej Europie, ale nie wiem o ile 
powszechne u nas w kraju, raz tylko bowiem na 
witrażach kościoł'a Panny Maryi w Krakowie, więc 
w XV wieku, spotykam owe dwa miecze przy twa- 
rzy surowego Sędziego. Scena s ą d u tak powsze- 
chna gdzieil1dziej, w naszej sztuce rzadko przycho. 
dzi. Tern też więcej zadziwia nas ona na sklepie- 
niu małej klasztornej kaplicy, jako przedmiot głó- 
wny i każe domyślać się w niej żałobnego prze- 
znaczenia lub strasznej epoki nieszczęść w jakich 
ona stanęła. Przechodzimy teraz do malowań na 
ścianach. 
Z trzech ścian kaplicy z malowaniami średnio- 
wiecznemi, jedna tylko jest nieprzerwaną otworami, 
to jest ta po prawej ręce wchodz
c od krużganku; 
naprzeciw niej leżąca ma gotycką nysz
 a wcho- 
dową w większej połowie szerokości przerywa 
otwór sklepionej szyi i komin, o którym wspomi- 
naliśmy. Pomimo tej nieregularności, system po- 
działów malowań stale jest przeprowadzonym 
w trzech pasach poziomych. Dwa górne zajm
 
sceny figuralne, naj niższy pas obiegnie i szyję 
wchodową a pomieści na tle zdobnem szeregi tarcz 
herbowych, przerwany jedynie w części ściany 
wchodowej. Rozdziały między scenami zaznaczają 
jedna lub dwie grube ceglastej barwy linie; orna- 
mentacyi właściwej architektonicznej nie pozostało 
śladów nawet, a szarą farbą zakreślono niezgra- 
bnie rozdział ściany od sklepienia; o czystości linii 
obramienia każdego z obrazów nie ma dziś mowy, 
Względnie malowań na sklepieniu, te na ścianie 
zachowały więcej pierwotnych rysów i kolorytu 
i tu lepiej niż tam znać, że już na początku ze- 
szłego wieku były one mocno pobladłe i zatarte. 
W obec przemalowywań całymi płatami, szczegóły 
choć wybladłe ale wymagające staranności pęzla 
utrzymały się nienaruszenie. Nie ośmielił się teź 
dopełniać malarz zeszłowieczny gotyckich napisów 
na karteluszach rzuconych w pośród tła obrazów, 
bo je w znacznej części już wówczas czas zatarł 
i uniemożebnił jak dziś odczytanie. Napisy te gdyby 
ostały się, ułatwiłyby nam bez zaprzeczenia roz- 
poznanie treści malowideł; nie jest ona i bez tego 
trudną do odgadnięcia tam, gdzie czas nie zatarł 
postaci i akcessoryów obrazu. Tak się stało z gór- 
nem malowaniem jednej ze ścian, gdzie cały śro- 
dek obrazu zatartym jest zupełnie. Rozpoznajemy 
na ścianie głównej treść zaczerpniętą z ewangielii 
o p i 
 ci u p a n n a c h m ą d r y c h, poniżej sklepienia
>>>
]30 


OPAC'TWO CYHTEItHKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO HltEDNroWIF.C7.NE 7.ABYTKI !-;7.'I'UKI. 
--
 


pomieszczoną, a dołem obraz wotywno erek- 
c y j n y z ś w i 
 t Y m A l e x y m p o ś r o d k. u; na 
ścianie wchodowej o b r a z N a r o d z e n i a P a n a 
J e z u s a z p o k ł o n e m M a g ó w, a niżej małych 
rozmiarów malowanie Ś w i 
 t Y J a n C h r z c i c i e l 
z kl
czącym zakonnikiem cy ster ski m. Na 
ścianie sąsiedniej kapitularza scena główna nie da 
si
 rozpoznać, za to w pasie niższym mamy z je- 
dnej strony framugi Ś w i 
 t e g o Jer z e g o z a b i- 
jaj ą c e g o s m o k a , z prawej zaś Ś w i 
 t e g o 
M a r c i n a u c i n a j ą c e g o p o ł 
 P ł a s z c z a dla 
okrycia ubogiego człowieka. Oprócz tego dostrze- 
gamy w nyszy u tej ściany tak zwaną We r o- 
n i k 
 utrzymywaną przez anioł'ów, a w framudze 
komina E c c e h o m o. Wokoło ścian kaplicy po- 
niżej malowań powyższych biegnie nieprzerwanie 
pas szerokości 0.70 metr. z szeregiem tarcz 
h e r b o w Y c h skośnie ustawionych, który si
 prze- 
dłuża w szyj
 wchodową a wznosi po nad ko- 
minkiem - i w
żej ciągnie po ścianie kapitu- 
larnej (patrz figura 2). 
Przedstawienie pi
ciu panien mądrych 
jest wydanem chromolitograficznie w publikacyi 
Wzorów sztuki średniowiecznej i odrodzenia l), nie 
powiem jednak, iżby z właściwą ścisłością co do 
charakteru rysunkowego postaci i ubiorów. Dość 
powiedzieć, że mądre panny są na tej chromoli- 
tografii do pół obnażonemi, czego w oryginale 
w żadnym razie nie ma. 
Parabola o 10 pannach zapisaną jest u Ma- 
teusza w Roz. 25 wierz 1-13, poczynając si
 sło- 
wami "podobne jest królestwo niebieskie do dzie- 
si
ciu panien itd. itd.". W sztuce średniowiecznej 
zachodniej przedstawienie to nie jest niezwykłe m 
tak w rzeźbie jak malarstwie. W katedrach Stras- 
burgskiej, Reimskiej, w kościołach St. Denis i St. 
Germain I'Auxerrois, w przedsionkach bocznych ka- 
tedry w Chartre
 i u portalów w Notre Dame pa- 
ryskiej, spotykamy si
 z postaciami rzeźbionemi 
panien mądrych i głupich. W kodeksach miniatu- 
rowych i na witrażach katedry w Troyes, natra- 
fiamy na ich przedstawienia malarskie. Jest ich 
zawsze dziesi
ć, pi
ć głupich i pi
ć roztropnych; 
ostatnie mają zwykle strój zakonny, obszerne su- 
knie i welony na głowach. Strzegą, one pilnie lamp 
zapalonych, które trzymają w r
kach. Panny głu- 
pie noszą w sztuce średniowiecznej szaty świeckie, 


') Hr. PRZEZDZIECKI i bar. RAIITAWIECKI: Wzory 8J:tuki i t. d. 
Sery. 2. 


mają gł
wy odkryte, albo w cylindrycznych czep- 
cach, ich lampy są bez knotów i oleju. Postacie 
roztropnych panien bywają w ruchach spokojnych, 
drugich zaś niespokojne i wyrażają w twarzach 
uczucia przykre. W katedrze w Amiens obok głu- 
pich stoi drzewo oliwne bez owoców i liści, obok 
mądrych drzewo to kwitnie i owocarni jest przeła- 
dowane. Czasem panny mądre prowadzi Chrystus 
a szatan głupie, przy pierwszych jest kościółek 
zamkni
ty, przy drugich z bramą, na oścież otwartą. 
W kościele paryskim St. Germain l' Auxerrois wy- 
stępuje górą biust Chrystusa trzymającego dwie 
banderole z napisami po stronie głupich nescio 
vos, po przeciwnej vigilate et orate. Panny mądre 
cz
sto mają oznaki świ
tości to jest n i m b u s Y 
około głów. 
Nasze malowanie ma wiele z tych oznak iko- 
nograficznych francuskich, ale różni si
 tern, że 
ma tylko pi
ć panien roztropnych. Postępują one 
jedna za drugą, mając za tło mur z framugami 
półkoliste mi jako przedstawienie raju. Przyjmuje 
je anioł klęczący i skrzydlaty w rogu lewym 
obrazu. 
Z nad muru występuje biust Chrystusa 
z banderolą, na której gotycki napis dziś zatarty 
zdaje si
 mieścić słowa ewangielii vigilate et orate. 
Ubiór panien stanowią zwykłe suknie, obciskające 
stan i spływające fałdami na sarn dół, głowy uko- 
ronowane otaczają nimbusy. Każda z panien trzyma 
w r
ku zapaloną lampkę. Ruchy są spokojne, ale 
przegięte w charakterze sztuki XIV wieku. Pier- 
wotna koloryzacya wybladła wielce, wygląda też 
jakby starta, stąd twarze i ręce mają wewn
trzne 
kontury zaledwie widoczne ale nie bez szlachetno- 
ści. KI
czący anioł wydaje si
 dziś jakby był na- 
gim, zepsuty restauracyą późniejszą. Parę fałdów 
u podniesionej sukni zwierzchniej panien można 
uważać za dotknięcie rozumne średniowiecznego ar- 
tysty, reszta ucierpiała wiele naprawą tynku i prze- 
malowaniem w XVIII wieku. Co do charakterystyki 
rysunkowej ogółu postaci, nie wątpimy, że tu si
 
wiele pierwotnego zachowało. Scena pi
ciu panien 
stoi w niezaprzeczonym związku treścią z malowa- 
niami na sklepieniu - c z u waj c i e i m ó d lc i e 
s i
, zgadza się z powołaniem na sąd wybranych 
sceną, sąsiedniego sklepienia. Pod wzgl
dem artysty- 
cznym, układ obrazu ma słusznie coś' architekto- 
nicznego a pół postaci zwieszonej Chrystusa i dwie 
banderole z napisami dobrze zapełniają ostry kąt 
podsklepiennej arkady. Jest dużo wdzi
ku w na- 


.. 


,
>>>
131 


OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE :NAD WARTĄ I .TEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI. 


.. 


kreśleniu tej sceny, szkoda że tak uSlkodzonej cza- 
sem i ręką nierozmyślną. 
Bezpośrednio poniżej sceny p i 
 c i u p a n i e n 
r o z t r o p n y c h jest inny obraz ścienny, którego 
jednak treść nie ma związku z ewangielią ale jest 
realną, w związku będącą z fundacyą co najmniej 
tej kaplicy klasztornej. Jest to właściwie tablica 
erekcyjna, owa dedykacya budynku patronowi przez 
fundatora, w formie malarskiej spotykana u nas 
wyjątkowo, ale dobrze znana w rzeźbie XII, XIII 
i dwu następnych wieków. Bywa taka świadectwem 


i daty pismem gotyckiem na banderolach wśród 
tła pomieszczonych, ale dowody te czas nieubła- 
gany zatarł nieomal zupełnie; kilka liter w od- 
stępach pozostałych nie dozwalają nic odgadnąć, 
coby niewątpliwem ódczytaniem nazwać można. 
Namalowane herby, charakterystyka postaci, ich 
ubiory i cechy artystyczne, dozwolą pewnych przy- 
puszczeń może nie wiele odchodzących od rzeczy- 
wistej prawdy. Malowanie nasze fig. 2 ciągnie się 
pasem podłużnym przez całą szerokość kaplicy 
i ma posrodkiem postać męską stojącą, widzianą 


wymownem i pewnem o intencyach fundatora 
w postawieniu gmachu do którego należy, jego 
imieniu i dacie fundacyi a prócz tego wielu 
ważnych archeologicznie szczegółów. Główną za- 
sługą każdej tablicy erekcyjnej jest, że nosi na- 
pis, herby i daty l). . Nasze malowanie o któ- 
rem mowa, będące taką tablicą erekcyjną, 
miało odpowiednie objaśnienie treści, wi
c imiona 


, 


') Autora: Kościoły i rzeiby Duninowskie itd, w Pa.mi..t. Akad. 
Umiej..t. Tom III. 
SprawozdanIe Komisyl do bad. !liat, sztukI. Tom. III, Zesz. IV. 


Fig. :o. 


frontem; aureola wokoło g,łowy okazuje, że jak 
zwykle w tablicach erekcyjnych średniowiecznych, 
mamy przed sobą jednego ze Świętych Kościoła. 
Szłoby teraz o oznaczenie którym on jest; ubiór 
pielgrzymi, w ręku długa laska, przewieszona torba, 
wskazują na jednego z dwóch, których ikonografia 
przedstawia w stroju pielgrzymim: śś. Alcxego lub 
R o c h a. Trzeci z świętych pielgrzymów Jak ó b 
z K o m p o s t e 11 i ma naszyte na kapeluszu i pe. 
lerynie muszle, których postać nasza nie mając, do 
tego Świ
tego odniesioną być nie może. Nasi dwaj 
17
>>>
I 


132 


OPACTWO CYSTERSKIE W J,ĄDZIE NAD WAIłTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI. 


święci należą oba do tej kategoryi reprezentantów 
cierpień, upokorzenia i poddania się, iż nie oba- 
wiają się pokus, uciech i zaszczytów, przeciw któ- 
rym klasztór jest schronieniem. Dla tej wspólności 
i stroju pielgrzymiego trudnoby ich odróżnić w sztuce 
średniowiecznej, stąd św. Alexemu dają w rękę 
kartę znalezioną po jego śmierci, którą dał się po- 
znać rodzinie, gdy św. Roch przedstawiany bywa 
z podniesioną suknią celem pokazania ran na no- 
gach, sprowadzonych zarazą morową. Obok św. 
Alexego mieszcz
 schody, pod którymi się chronił, 
a przy Rochu dodają psa, który mu chleb przy- 
nosił. Otóż tych szczegółowych oznak dla jednego 
lub drugiego świętego nie przynosi nam malowa- 
nie, przedmiot trzymany w ręku lewem, jest dla 
nas nieodgadnionym, przypomina raczej o w o c lub 
c h l e b niż zwój papieru jakiby służy.ł św. Alexemu. 
Podniesione znowu fałdy sukni i obnażone golenie, 
domyślaćby się kazały, że marny przed sobą św. 
Rocha. W każdym razie jest to święty, pod któ- 
rego imieniem stoi kaplica nasza. Byłaż ona ka- 
plicą św. Alexego lub św. Rocha. Za pierwszem 
mniemaniem przemawiałaby ustalona cześć odwie- 
czna, liczne legendy pobożne kursujące po kraju 
naszym o tym ubogim świętym i często napoty- 
kane w fiber mortuorum imiona braci Cystersów 1) 
Alexych. Od najdawniejszycb czasów powstają ko- 
ścioły i kaplice pod wezwaniem tego Świętego. 
Co do św. Rocha jest on postacią XIV wieku, 
prawda, że sława jego jako cudotworcy ustalona. 
we Włoszech jeszcze za życia, mogła w pół wieku 
po śmierci zaszł'ej 16 sierpnia r. 1327 dojść do Pol- 
ski, ale o chwili kanonizacyi milczą Bolandyści tak, 
że właściwie cześć św. Rocha urasta w r. 1414, 
w czasie koncylium konstancyeńskiego. Liczne ka
 
plice pod jego wezwaniem najczęściej na pamiątkę 
morów stawiane, należą co najczęściej do XVI w. 
Z tych to powodów postać naszego obrazu nie 
może być jak św. Alexym, a więc i kaplica pod 
schodami do dormitarza pod tern wezwaniem fun- 
dowaną była; schody rzeczywiste zastąpiłyby tutaj 
symboliczne, jakie ternu Świętemu dodają na obra- 
zach. Fundatorowie klęczący przedstawieni są po 
prawej ręce głównej postaci Świętego; odbierający 
fundacyę po lewej. To zwykły układ tablic erek- 
cyjnych XII i XlII wieku. Głównym fundatorem 
jest c o m e s h e r b u N i e s o b i a (Krzywosąd), klę- 
czy on obok Świętego i ofiarowuje mu budynek 


') Liber mortuorum pelplińskie w - Monumentach Tom IV. 


klasztorny, bo trzymając mały jego model oburącz, 
podawać się go zdaje. Klęczy na prawem kolanie 
z głową odkrytą i po rycersku przystrzyżoną nad 
czołem, ma płaszcz na ramionach spadający w tył 
i odkrywający pełne kolczugowe uzbrojenie pokryte 
t. z. justaucorps XIV wiekowym. Przy boku ma 
miecz a na tle obok głowy namalował malarz jego 
szyszak, z pióropuszem wyniosłym, rodzajem oznaki 
herbowej, szyszakom XIV wieku właściwej. Nie 
jest to więc postać panującego książęcia, gdyż ma- 
larz nie wahałby się wprowadzić w miejsce hełmu 
lub też wprost na głowie, korony jako oznaki tego 
dostojeństwa, gdyby nim był odziany. Używa ten co- 
mes herbu Niesobia, namalowanego tuż po nad 
grupą fundatorów z tej rodziny, po za klęcz
cym 
bowiem głównym dobrodziejem, spotykamy trzy 
kobiety w tej postawie, jego żonę i dwie córki: 
Pierwsza ma równie jak drugie złożone ręce 
do modlitwy, odznacza ją czepiec poduszkowy 
na głowie, jaki spostrzegamy na nagrobkach ko- 
biet polskich z XIV wieku, (nagrobki Borkowy 
u Franciszkanów krak. i Adelajdy w Sandomierzu 
i t. p.), suknię ma obcisłą w stanie, ale wolno 
spływającą od ramion. Dwie drugie są w strojach 
panieńskich, ale welon ostatniej z rzędu domyślać 
sję każe stanu jej zakonnego. Łatwo zrozumieć 
znaczenia postaci klęczących po drugiej stronie św. 
Alexego, są to otrzymujący fundacyę kaplicy Cy- 
stersi lądzcy: Opat z pastorał'em, profesi i kon- 
wersi klęczący u furty .klasztornej, której przedsta- 
wienie ujął artysta w szemat mebla gotyckiego 
i dał mu za sąsiedztwo widok okolicy lesistej, za- 
znaczywszy dwoma dziecinnemi drzewkami. Że to 
lądzcy zakonnicy, więc towarzyszy im herb funda- 
tora Mieczysława Starego orzeł polski, odpo- 
wiedni wielkością i miejscem tarczy z N i e s o b i ą. 
Urasta comes nasz fundator na tern malowaniu 
w drugiego po królu dobrodzieja klasztoru. Kto 
nim był, łatwoby nas objaśniły napisy na dwu 
karteluszach widocznych dotąd, z tych ten obok 
fundatorów pozostał zupełnie czystym bez śladów 
liter. Dwa wiersze o 30 głoskach mogły się były 
pomieścić. Kartelusz obok obdarzonych Cystersów 
zachował parę liter drugiego wiersza, w których 
możnaby z pewnem prawdopodobieństwem znaleść 
wyraz mesico i dwie litery pi kończące napis. 
W ten sposóh utrudnia nam się zadanie nie po- 
mału i pozostaje jedyna wskazówka w h e r b i e 
i spisie dobrodziejów, jakie nam może dostarczyć 
dyplomataryusz Wielkopolski iliber mortuorum.
>>>
OPACTWO' CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO 
REDNIOWIECZNE ZARYTKI SZTUKI. 


133 


, . 


Przedewszystkiem, do jakiej epoki należy dobrodziej? 
Na to odpowiedź łatwa: do tej epoki, w której 
zbudowaną jest kaplica, skoro herb Niesobia na 
zworniku obok malowanego na ścianie znajdujemy. 
Ta wedle oznak stylowych nie mogla stanąć jak 
w drugiej połowie XIV wieku, zatem i nasz fun- 
dator żyć musiał około roku 1360; nie idzie zatem, 
iżby malowanie nie mogło być wykonanem i po 
śmierci fundatora. 
Otóż z wybitnych dobrodziei klasztornych 
herbu Niesobia, znamy tylko jednego. Jest nim 
wspomniany przez nas częsty gość w klasztorze, 
przyjaciel Opata Jana znany z dyplomataryuszów 
W i e r z b i ę t a. Generalny starosta ów Duus Wir{- 
byantha Capitalleus Pofoniae w fiber mortuorum /2 
Januarii wykazany jako zmarły, ale bez wyrażenia 
roku; skądinąd wiemy, że stało się to około 1375. 
Przynależność jego do herbu N i e s o b i a jest udo- 
wodnioną pieczęcią na przywilejach licznych wy- 
stawionych przez tego dygnitarza, a ze względów 
artystycznych w formie zupełnie identycznej co 
do rysunku z malowanym w kaplicy i wykutym 
na zwornikach. 
Próżno przeszukiwaliśmy wszystkie znane nam 
herbarze i publikacye świeże P. ULANOWSKIEGO za 
herbem Niesobia i osobami go używającymi w XIV 
wieku, próbując czyby się niedało związać z in- 
nymi znanymi dobrodziejami klasztoru. Jak na te- 
raz musimy stać przy tern, że tablica erekcyjna 
odnosi się do W i e r z b i ę t Y i jego rodziny, że ka- 
plicę św. Alexego on zbudował a O p a t J a n ma- 
lowanie wykonać dał używszy do tego mnicha 
lądzkiego. Wszakże z myślą tą ostatnią wiąże się 
inna scena odmalowana na ścianie wchodowej po- 
niżej głównego obrazu T r z e c h K ról i. Niepodo- 
bna przypuszczać, aby ów św. Jan Chrzciciel 
z klęczącą i modlącą się drobną postacią zakonnika 
Cystersa miał' nie być patronem jego, zatem Janem 
tym najłatwiej przypuszczać Opata fundatora ma- 
lowań. Pokora nie pozwalała na oznaczenie go- 
dności opackiej pastorałem w ręku trzymanym, 
jak na obrazie erekcyjnym daje się to spostrze- 
gać. (patrz fig. 3). 
Co do stanu w jakim dochowało się malo- 
wanie tablicy erekcyjnej notujemy, iż charaktery- 
styka postaci nie została naruszoną tutaj przez re- 
stauratora, ale że nie żałował on farb aby nie- 
które szaty podnieść w barwach jak płaszcz Wierz- 
bięty, spodnią suknię św. Alexego, tła herbów itp. 
Z twarzami obszedł się dobrze, gdyż ich prawie 


nie dotykał, szczegóły architektury i uzbrojenia 
oszczędził, ale jest to o tyle wybladłem, że karna. 
cye i ciemne pierwotnie szaty św. Alexego zró- 
wnały się w tonie a całość, stała się jakby bez- 


Fig. 3. 


barwnym starym gobelinem. Pomimo tego, malo- 
wanie przedstawia tyle zasług w oddaniu delika- 
tnych odcieui charakterystycznych postaci, tyle 
wdzięku w ruchach, iż słusznie autora za niezwy- 
kłego reprezentanta malarstwa swej epoki uważać 
należy. Poniżej obrazu ciągnie się pas z tarczami 
herbowemi, o których wypadnie nam poniżej opo- 
wiedzieć. 
Sąsiednia ściana wchodowa ma namalowany 
o b r a z p o k ł o n u T r z e c h K ról i fig. 4, który 
należy do największych rozmiarem z cał'ego cyklu 
malowań kaplicy, gdyż poczyna się tuż pod skle- 
pieniem a dołem wcina się weń w stronie lewej, 
sklepienie szyi wejścia. Scena ta łączy w sobie Na- 
rodzenie Dzieciątka Jezus i pokłonem Magów, jest 
manifestacyą hołdu świata dla Zbawcy, mniej zaś 
przedstawieniem jego ubogiego stanu, w jakim 5ię 
znalazł przy urodzeniu swem w szopie betleem- 
skiej. W ikonografii chrześciańskiej od najdawniej- 
szych czasów dwie te sceny łączą w jedno, a spo- 
strzegamy to jeszcze na mozaikach i sarkofagach 
V wieku. Scena na naszym obrazie przedstawiona 
jest realistycznie, rodzajowo; wśród peizażu gór- 
skiego występują rozrzucone piesze i konne po-
>>>
134 


OPACTWO CY8TEU8KII: W LADZIE NAD WAU'rĄ I .JEGO HmmNIOWIECZNE ZAnYTKI 8ZTUKJ. 



 


stacie jakoby stafaż. Cztery wstęgi napisowe, rzu- 
cone wśród obrazu miały zadanie objaśniać zna. 
czenie pojedynczych grup i figur; tekst ten w zna- 
cznej części dziś jest zatartym i odczytać się nie 
dozwala. W prawej stronie obrazu widzimy tu 
skromną szopę, przy niej tradycyjne zwierzęta 
wołu i osła przy żłobie. Na tern tle występuje sie- 
dząca majestatycznie o pełnym wdzięku ruchu po- 
stać Najświętszej Panny trzymająca oburącz nagie 
Dzieciątko. Nosi koronę na głowie otoczonej au- 
reolą i ma włosy rozpuszczone, Obok na lewo 
Maryi oparty o swą laskę śpi św. Józef, przy nim 
pies wierny, na prawo zbliża się klękając jeden 
z Magów. Starzec to z długą siwą brodą z mm- 


busem wokoło głowy; trzyma w rękach skrzyne- 
czkę z darami, którą zdaje się otwierać i ofiaro- 
wywać Dzieciątku. Przypada ta główna rola kró. 
lowi B a I t a z a r o w i i jak pokazują pierwsze litery 
napisu Balthas... do niego odnosiła się wstęga na- 
pisowa u szczytu malowania. Koń królewski wy- 
suwa się do połowy z za skał, trzymany za lejce 
przez pachołka brodatego, z gołą głową a ubra- 
nego obciśle w duchu XIV wieku. Ma przy boku 
miecz, je&t sługą królcwskim dworzaninem, dlatego 
przypadł mu zaszczyt trzymania korony, którą król 
klęczący przez pokorę zdjął składając hołd Dzie- 
cięciu. Dwaj drudzy królowie zbliżają się konno, 
mając na głowach korony i nimbusy, jeden młodszy 


C a s p a r murzyn, trzyma w ręku lewem naczy- 
nie złote; drugi M e I c h i o r starzec wskazuje na 
anioła i gwiazdę zjawiające się na niebie. To 
są postacie główne, reszta są dodatkowemi, rzuco- 
nemi nie bez humoru kantyczkowego na malo- 
waną ścianę. Będą to pasterze z laskami, zdu- 
mieni na widok gwiazdy, zwracający się w jej 
stronę, ,obok nich igrają dwie kozy. To znów na 
przodzie pośrodkiem obrazu znajdzie się strudzony 
pasterz, z kijem za pasem I okrągłej czapeczce, 
dobierający się do naczynia z napojem, którym go 
częstuje usłużny dworzanin królewski w szyszaku 
na głowie, z torebką u pasa i małym mieczykiem 
u prawego boku. W rogu lewym malowania pa- 


t 
f 


f 
,/ 


ł 


Fig. 4. 


sterz pogania przed sobą trzy wielbłądy objuczone 
należące zapewne do orszaku królewskiego, trochę 
zamałe w proporcyach względnie sąsiedniego konia 
królewskiego, ale niemniej dobrze scharakteryzo- 
wane przez malarza, który je w naturze widzieć 
nieraz musiat Drobne kępki kresek oznaczają trawę 
rosnącą, a kratkowane tłomoczki zielone reprezen- 
tować tu mają drzewa peizażu górskiego. Obok 
tych oznak dzieciństwa sztuki dziwnie odbijają 
względną szlachetnością rysunku, dobrą charakte- 
rystyką godności królewskiej, prawdą ruchów i gie- 
stykulacyi postacie główne i podrzęd
e, }Jrzypomi- 
nając utwory staro-kolońskiej i flamandzkiej szkoły. 
Nic też dziwnego, gdyż scena ta zwraca nas za- 


f 
II 


-
>>>
.. 


OPACTWO CYS'L'ERHKIE W J,,\DZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZAnYTKI SZTUKI. 


135 


równo treścią jak stosunkami klasztornymi do tej 
Kolonii, w której cześć Trzech Króli od XII wieku 
była żywą a spowodowaną relikwiami tych Świę- 
tych Kościoła, do których pielgrzymowali w wie- 
kach średnich najpierwsi władcy świata. Zachowa- 
nie malowania tego przedstawia wiele do życzenia, 
ale choć przemalowania XVII wieku zatraciły har- 
monią barw pierwotną, sylwety postaci, ich twarze 
i szczegóły drobne choć spłowiałe pozostały nie- 
tkniętemi. Z obrazu tego zdjętą w czasie mej by- 
tności w Lądzie kalkę, przechowują zbiory Akade- 
demii Umiejętności, kopiję akwarelIową znaleźć mo. 
żna w Muzeum Narodowem. 
Wspomniane powyżej malowanie: Św. J a n 
C h r z c i c i e l z m o d I ą c y m s i ę m n i c h e m to- 
warzyszy od dołu po prawej stronie obrazowi 
Trzech Króli, znajdując się obok krawędzi szyi 


, 
ł. 
r 


dzia płowego o sterczących uszach i otwartej pa- 
szczy zwróconej ku dziewicy. Wolnoby się dopa- 
trzeć wokoło niej promienistej aureoli cał'ego ciała. 
W przeciwnej stronie obrazu z zamazania wystę- 
pują jaśniej d w i e ko r o n y zdaje się nie należące 
do głów i t r z y n a c z y n i a w kształcie fioli lub 
krótkich butli jasnych w jakimś związku z koro- 
nami zostających, ale bez pośrednictwa widocznego 
postaci ludzkich. Nad tern nieokreślonem dla nas, 
zwiesza się anioł wychylony pół figurą i trzyma 
dwie banderole z napisami niegdyś gotyckimi dziś 
zatartymi do tyla, że zaledwie kilka osobnych gło- 
sek dostrzedz można, nie dostatecznych do okre- 
ślenia tekstu. Jestże to scena z Apokalipsy lub 
dalszy przebieg historyi panien nieroztropnych 
z spadającymi koronami z ich głów i lampami 
niezapalonymi lub przedmiot inny. Na odpowiedź 



 


f 
II 


wchodowej do kaplicy i otworu komina. Dalszą 
część dołu obrazu wypełniają herby. 
Malowanie na trzeciej ścianie wspólnej z ka- 
pitularzem ma w górnej swej części obraz, którego 
treści nieumiemy objaśnić dla stanu zniszczenia 
w jakiem się przedstawia. Dwa dolne dadzą się 
łatwo zdefiniować, będą to śś. Jer z y i M a r- 
ci n. Pierwsze z trzech malowań zajmujące górną 
część ściany zatarte jest pośrodkiem, tworząc nie- 
zdefiniowaną mieszaninę barw ceglastych, brązo- 
wych, szarych bez określenia konturami. Dopiero 
w miarę zbliżania się malowań ku częściom bo- 
cznym obramienia wyłoniają się z tego chaosu osoby 
i sprzęty. Na prawo daje się wyróżnić postać dro- 
bna młodej kobiety jakby przestraszonej i skupio- 
nej w modlitwie, do której zbliża się stworzenie 
wsparte na tylnych łapach, kształtu jakby niedźwie- 


, 


- 


Fig. 5. 


słabe nasze ikonograficzne wiadomości zdobyć SIę 
tu nie potrafią. 
Św. Jerzy (fig 5) namalowanym jest po le- 
wej stronic środkowej nyszy a poniżej zatartego 
obrazu, stanowiąc z św. Marcinem drugiej strony 
tak zwany pendant przez zwrócenie koni odpowie- 
dnie i stosunki wielkości i układu postaci. Pierwszy 
jest rycerzem w pełnym rynsztunku z kaskiem ko- 
nicznym i tarczą z krzyżem, którą się od lewej 
strony zasłania. Kształt i wielkość tarczy odpo- 
wiada XIV wiekowi, takąż cechę ma kulbaka i spo- 
sób siedzenia na koniu rycerza. Koń wspina się 
przedniemi nogami przestraszony cielskiem olbrzy- 
miego gadu, dwu nożnego smoka, którego Święty 
swą lancą przebija. Na tle peizaż z szematycznymi 
drzewami i drohną klęczącą królewną Lydyi po 
przed pałacem swym, naznaczonym bramą z da-
>>>
I 


]36 


OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO 6REDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI, 


szkiem. Na banderoli początek napisu St. Geor.... 
Stan zachowania pierwotnego malowidła dość do- 
tąd dobry, choć nie wolny od przemalowania czę- 
ściowego. Cześć św. Jer z e g o jest powszechną 
od dawna w Sławiańszczyźnie i dlatego nie mo- 
żemy z pomieszczenia tutaj tej postaci, wyprowa- 
dzac wniosków o wpływach zagranicznych na ma- 
lującego artystę. 
Św. M a r ci n (fig. 6) ucina część swego pła- 
szcza dla okrycia ubogiego kaleki. Koń jego stąpa 
spokojnie, ale Święty minął już żebraka, więc 
zwraca się i nachyla ku niemu ciałem i lewą ręką 
trzymając miecz krótki, zajęty jest ucinaniem szaty 
swej zwierzchniej. Skurczony, w pozie błagającej 
z wyciągniętymi rękami ubogi, należy do tych ka- 
lek, którzy bez pomocy stołeczków małych postę- 
pować nie potrafią. Te instrumenta narysował ma- 


wieżą, namalowani w półfigurach ale w barwach 
surowych z pewną niedbałością położonych przez 
malarza, który posługiwał się wtem współcze- 
snemi rycinami. Z nad głów tych postaci rozwija 
się ornament malowany i biegnąc obustronnie łą- 
czy się u klucza arkady figurą błogosławiącego 
B o g a O j c a. Boki framugi okiennej wypełniają 
malowania barrokowi właściwe w skrętach strzę- 
paty ch barw ceglastej i siwobłękitnej przechodzą- 
cych na wyskokach w światła białe, a łączące się 
w górze karteluszem, na którem mieści się dwu- 
wierszowy łacil1ski napis, nie daje się jednak do- 
kładnie odczytać z powodu zatarcia niektórych 
gł'osek. Brzmi on: Opus sine exemplo... ratro (aJ- 
merito c.. ritas sine. .. de. W głębi framugi obok 
samego okna pomieścił malarz XVllI wieku całe 
postacie N. Panny i św. Jana Ewang. w spo- 


larz obok bosonogiej postaci. Napisu na banderoli 
brak zupełny, zato znajdzie się szematyc.l11Y okaz 
drzewa. Obie sceny traktowane więc są rodzajowo 
w duchu rodzącej się sztuki północnej. 
W pośrodku między obu Świętymi w głębi 
framugi, mamy na ścianie g ł o w ę C h r y s t u B a n a 
c h u ś c i e t. z. Weronikę, podtrzymywaną od anio- 
łów, malowanie to nic nie zachowało z rysów 
średniowiecznych a jednak mamy przekonanie, że 
treścią jest pierwotnem. Toż samo odnieść można 
do malowanego Eccehomo z aniołami w framudze 
po nad otworem kominkowym, malowanie to po- 
bieżne ma cechy dawne. Tyle co do malowań śre- 
dniowiecznych, ale pozostaje nam jeszcze ściana 
czwarta kaplicy z malowaniami XVII wieku. Na 
ściankach obok framugi okna są: święty Piotr 
z kogutem i ś w i ę t a B a r b a r a z zwykłą sobie 


I , 


Ftg. 6. 


sób jak je mieszczą pod krucyfiksem, którego tu 
jednak brak obecnie. Tradycya miejscowa opo- 
wiada, że na ołtarzu pod oknem stał drewniany 
wizerunek Zbawiciela na krzyżu, który niezbyt da- 
wno wyniesiono ztąd do kapitularza i gdzieśmy 
oglądali ten mierny utwór rzeźby XVII wieku. 
Dlatego też i kaplicę naszą za czasów Kapucynów 
tu mieszkających, nazywano k a p I i c ę P a n a J e- 
z u s a. Skoro więc całe to dostrojenie malowaniem 
ściany okna odnosi się treści,! do tego zmiennego 
wezwania kaplicy św. Alexego, przeto twierdzić 
,nam wolno, że pierwotne malowanie miało sceny 
inne, bliżej stojące z S ą d e m na sklepieniu i r o z- 
t r o p n e m i p a n n a m i jako należące do jednego 
cyklu, a z którym się malarz XVllI wieku niera- 
chował. I dziwna zaiste, gdy obok tego umiał on 
obejść się uczciwie z pozostałemi resztami malo- 


l 
. 


-
>>>
. 


OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUK!. 


l 


wań na ścianach innych i zachować nam prawdziwe 
bogactwo, jakie wprowadził kolega jego średnio- 
wieczny do ozdoby ścian, w szeregu osiemnastu 
tarcz herbowych pomieszczonych rzędem w pasie 
dolnym, obiegającym po ścianach kaplicy i jej szyi 
wchodowej. Pas ten wysokości 0,70 metra, ma tło 
złotożółte, ubogacone gałązkowym zielonym orna- 
mentern, 'na nim usta wione są w odstępach zwy- 
kłe gotyckie tarcze herbowe, w położeniu skośnem. 
Takich tarcz przypada pod obrazem erekcyjnym 
pięć a w przedłużeniu w szyi jest ich trzy, gdyż 
pozostałe wolne miejsce zajmuje jakiś znak mały, 
bez interesu ikonograficznego; na drugiej ścianie 
szyi są cztery herby. Wszystkie dotąd wyliczone 
tarcze mają wysokości O' 58 metra i znajdują się 
na jednym poziomie. Wielkość tarcz zmienia się na 
ścianie "Trzech Króli- i sąsiedniej "kapitu- 
l a r z a", są one teraz znacznie mniejsze i zgrupo- 
wane po dwa, wyraźnie brakło miejsca na większe 
z powodu kominka i framugi. Będzie więc dwa 
herby na jednej, cztery na drugiej ścianie. Co do 
wycięć łukowatych, kt6remi przerywa się poziom 
linii ograniczającej spód pasu herbowego, te łatwo 
wytłomaczyć formą zaplecków siedzeń księżych, 
przy ścianach niegdyś ustawionych. O ile ważnym 
jest tak obfity zbiór tarcz herbowych dawnej 
epoki, o tyle przyznać trzeba ze smutkiem, że ma- 
larz XVIII wieku, obszedł się tutaj z niemi nieco 
brutalnie i pozwolił sobie nie jeden z nich prze- 
malować w sposób dla siebie łatwy, ale nie licu- 


137 


Grzymały, Bogorye, Leszczyce, Pomiany i t. d., 
ale wiele z nich zupełnie były nam niezrozumia- 
łymi i kazały w ich odgadnięciu szukać pomocy 
obcej. Na szczęście, posłużyła tu znana uprzej- 
mość głębokiego badacza średniowiecznej heraldyki 
polskiej Dra FR. PIEKOSmSKIEGO, który raczył mi 
zakomunikować oznaczenie herbów w porządku 
jak one się na ścianach kaplicy ułożyły, poczyna- 
jąc od węgła przyokiennego ściany "mądrych pa- 
nien". Podajemy tu jego orzeczenie wedle notatki 
łaskawie nam komunikowanej, odnosząc je do po- 
mieszczonych obok rysunków. 


a. 


b. 


a. G r z y m a ł a. J estto herb Przecława woje- 
wody kaliskiego, który d. 23 czerwca 1370 r. jest 
zarazem starostą Wielkopolskim, a więc bezpośre- 
dnim na tern starostwie następcą Wierzbięty z Pa- 
nicwic (kodeks Wielkoposki Nr. 1636). 
b. Herb heroldyi naszej n i e z n a n y (jest to po- 
piersie lwa szarego z grzebieniem czerwonem ko- 
gucim na wierzchu łba). 
e. P o raj herb Jana kasztelana kaliskiego 1382. 


e. 


) 
l 


jący z tą subtelnością. niezwykłą i wykończeniem 
graficzne m, jakich ślady na miejscach nieprzemalo- 
wanych pozostały. Co więcej posługując się przewa- 
żnie tylko dwoma barwami nie zważał na właści- 
wości heraldyczne kolorów pierwotnych i kładł 
gdzie chciał to ceglaste, to błękitne; wiele z tych 
powierzchownych farb dało się nam na szczęście 
łatwo odsunąć by dojść do dawnego malowania 
i jego subtelności. Znaczna liczba tarcz herbowych 
należy do heraldyki polskiej, łatwo tu dostrzedz 


- 


d. 


e. 


Może się ten herb odnosić także do komesa Do- 
biesława syna Krzesława z Kurozwęk, dobro- 
dzieja klasztoru lądzkiego (28 Marti 1.J48(?) obiit 
eomes Dobieslaus, qui eontulil Ląng. Liber mor- 
tllorum). 
d. Herb' P o m i a n, należą.cy zapewne do Mi- 
kołaja z Wenecyi, zwanego krwawym djabłem, 
sędziego kaliskiego między latami 1381 a 1400, 
który klasztorowi nadał wieś Mą.kownice. 
e. Herb Godziemba.
>>>
138 


OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD W.ARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI. 


f. Herb w heraldyce polskiej dziś nieznany. 
Może to być herb lub odmiana herbu "G e r o" 
wspomnionego w księgach poznańskich pod r. 
1419 (ULANOWSKI: Materyały do hist. praw. i he. 
rald. polsko Nr. 146). 
g. Herb P r o s z 11 a w pierwotnej formie. We- 
dle naszych heraldyków herb Proszna, przedstawia 
lwa całego, dźwigającego na grzbiecie trzy wieże. 


f. 


g. 


Zapiski jednak' z ksiąg poznańskich (ULANOWSKI : 
Materyały, Nr. 131, 133) uczą nas, że ma być 
tylko pół lwa, to jest lew bez głowy i trzy wide, 
tak jak jest w niniejszym herbie. Ten rysunek uczy 
nas także, skąd herb Proszna powstał, szczególniej 
charakterystyczną wskazówką jest ów róg pośrodku 
położony. Dziedzice Wyciąża czyli Chycin, pieczę- 
tują się z początku XIV wieku (1305). 


z. 


k. 


h. Odmiana herbu Byliny. Herb Byliny znany 
w Wielkopolsce w wiekach średnich, wyobraża 
literę S z krzyżem u góry. Używają herbu tego 
z końcem XIV i na początku XV wieku dziedzice 
Wróblewa, Sierakowa i i. d. (Kod Wielkopol. IV, 
str. 346). 
i. Róg m y ś l i w ski. Herb nieznany heral- 
dyce naszej. Przypomina on takiż róg pod lwem 
w herbie W yciązkich i powyż w herbie Proszna c. 
k. Jest to albo herb B o r y s o w i e albo od- 
miana herbu G I e z y n a znanych tylko z zapisek 
sądowych średniowiecznych (ULANOWSKI: Inscriptio- 
nes clenodiales 1887. Nr. 973 i 1334)' 
I. Ten herb w tej formie n!e jest również 
znany w heraldyce polskiej. Jest to połączenie 
herbu Jelita z herbem Godziembą. Herb Jelita 


użyty tu jest tym kształtem, jakiego używał pruski 
ród Dębiczów. 
ł. Herb heroldyi polskiej zupełnie nieznany. 
m. Herb B o g o r y a należący do Jaros,ława 
arcybiskupa gnieźnieńskiego, przyjaciela opactwa 
w Lądzie. 
n. Herb R o g a l a tt:.m od zwyczajnej odmienny, 
że rogi z korony wyrastają. 


1*1 


h. 


o. Herb D ryj a. W r. 1276 jest Albertus de 
Liibenow kasztelanem zbąszyńskim a roku 1288 
Bodzanta Lubaschky kasztelan lądzki (kod. Wiel- 
kopolski). 
p. Herb D o l i wa. Mikołaj podkomorzy kali- 
ski (kod. Wielkop.). 
r. Herb Z arę b a. Ubisła w cześnik kaliski 1382 
(kod WielkopoI. Liber mortuorum). 


I. 


ł. 


s. Herb L e s z c z y c
 tego herbu jest Albert 
wojewoda brzeski 1343 (kod. Wielko p.). 
Dotąd słowa Dra PIEKOSIŃSIHEGO, z których 
łatwo wywnioskować wagę, jaką nadaje ten uczony 


m. 


n. 


co do strony graficznej naszej kolekcyi herbów. 
Wszakże kilka z nich występuje w zmienionej for- 
mie lub zupełnie nowej a choć nie rozwiązują za- 
gadki dlaczego malarz zapewne z polecenia Opata 


"
>>>
OPACTWO CYSTł:RSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I .TEGO l:iHF. DNIOW IEC'Zl\'E ZABYTKI 8ZTPKI. 


139 


pomieśclł je razem w tej kaplicy klasztornej, do- 
myślać si
 łatwo, że przynależą do dobrodziei kla- 
sztoru. Znamy z kodeksu lądzkiego list
 tych, któ- 
rzy przyczyniali si
 do uposażenia opactwa aż po 
czasy, w których malowanie wykonanem było, to 
jest mniej wi
cej do ostatnich lat XIV wieku. 
Z tych jednakowoż zaledwie pięciu odnalazłoby tu 
swoje tarcze herbowe, reszta dobrodziei niebyłaby 
zaznaczoną. Zważywszy jednak, że główny fun- 
dator przedstawiony na tablicy erekcyjnej W i e r z- 
b i ę t a z P a n i e w i c kasztelan poznański i starosta 
Wielkopolski, zmarły około 1370 roku nie jest 
wspomnianym w kodeksie \Vielkopolskim jako czy- 
niący zapisy na rzecz klasztoru, zatem dobrodziej. 
stwo jego i rodziny w innej nie dającej si
 ująć 


datkami do fundacyi Wierzbi
ty i jego rodziny 
przyczynili. \V szakźe i zworniki krużganku powta- 
rzają z nich kilka i akta o przyjaznem usposobie- 
niu dostojników Wielkopolskich dla Lądu w końcu 
XIV wieku nas pouczają; par
 nieznanych uczo- 
nemu PIEKOSIŃSKIEMF herbów, mogą być cudzo- 
ziemskiego pochodzenia przynależeć szlachcie nad- 
reńskiej, przyczyniającej si
 do zwi
kszenia fundu- 
szu na przebudowanie klm;ztoru. Stosunki o te 
czasy Lądu z Kolonią i jej okolicami są stwierdzone. 
Mniemanie nasze, iż tablica erekcyjna odnosi 
si
 do fundacyi murowanego klasztoru, potwierdza 
odmalowany na niej w tyle po za kl
czącym Opa- 
tem z zakonnikami wspaniały portal gotycki. Szcze- 
gólniej staranne malowanie tego jakoby podrz
- 


- I 


o. 


p. 


przywilejem musiało nastąpić formie. Wyjaśnia nam 
to malowanie sarno, ofiarujący św. Alexemu do- 
nator trzyma w ręku model nie kościoła ale bu- 
dynku klasztornego; znaczyłoby to wi
c, że sfun- 
dował gmach nowy klasztorny. Jakoż zgadzałoby 
si
 to z powtórzonym dwukrotnie herbem Niesobia 
na zwornikach sklepienia krużganków, zgadzałoby 
si
 z zapiską dowodzącą, że w końcu XIV wieku 
przebudowanym już jest klasztór z drewnianego 
w murowany. Dla niezbyt zamożnego opactwa 
okoliczność taka była jakoby drugą fundacyą; to 
też malarz z polecenia Opata obok herbu Niesobia 
mógł pomieścić na tablicy erekcyjnej o r ł a godło 
pierwszego mniemanego fundatora Mieszka Starego. 
Tak spraw
 stawiając, czemżeby wi
c była serya 
cała herbów namalowanych w kaplicy, oto pa- 
miątką tych dobrodziei, którzy si
 mniejszymi 


P£sałem w Styczn£u 1887 r. 


SprawoadanIe KomisyJ do bad, hist, sztuki. Tom III, Zesz. IV. 


- 


r. 


s. 


dnego przydatku, nadaje mu główne znaczeme, jak 
skoro szło tu o wyrażenie, że fundator to a nie 
co innego zbudował a przyczynili się ci, których 
herby do koła kaplicy obiegają. Brak tarczy z her- 
bem N ał
c z tak powszechnym w Wielkopolce, 
tłomaczy si
 współczesną walką tego rodu z Grzy- 
malitarni, którzy należeli do przyjaciół Lądu. Orzeł 
polski na tablicy erekcyjnej, widnieje także na zwor- 
niku krużganku i mógłby znaczyć współudział Ja- 
dwigi i Jagiełły w przebudowaniu klasztoru. 
Na tern kończymy sprawozdanie nasze z wy- 
cieczki do Lądu. Przyniosłoże ono troch
 światła 
w sprawie historyi sztuki w Polsce, nie do mnie 
należy osądzić; ale to wolno nam wypowiedzieć, 
że pierwsi dajemy dokładny obraz tego, co ze sztuki 
średniowiecznej przechowało w obecnej chwili da- 
wne opactwo llldzkie. 



 


18
>>>

>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH. 


przez 


Maryana Sokołowakiego. 


W ostatnich dwudziestu latach naszego stule- 
cia nauki dotyczące dalekiego Wschodu, tak zna- 
czne i tak doniosłe na wszystkich polach poczy- 
niły postępy, że nie tylko o całe tysiące lat prze- 
dłużyły historyę ludzkości, nietylko odkryły nieznane 
i w zupełnych ciemnościach pogrążone dotąd cy- 
wilizacye, ale światłem swe m rozjaśniły wiele nie- 
zrozumiałych i niewytłomaczonych zagadek; roz- 
szerzyły horyzont naszych pojęć i zaspokoiły cieka- 
wość. Dzięki temu, te wszystkie wschodnie zabytki, 
które wobec przeszłych pokoleń wyglądały jak 
,hieroglify przed odkryciami Cham polio na iLepsiusa, 
nabrały wartości i znaczenia. Były nieme dotych- 
czas i martwe; ożywiły się nagle jakby za dotknię- 
ciem czarodziejskiej różczki i zajęły odpowiednie 
i należne im miejsce w tej spuściźnie, którą nam 
pozostawiła przeszłość, przyczyniając się same do 
jej lepszego poznania. O trzech zabytkach należą- 
cych do tej kategoryi, znalezionych lub znajdują- 
cych się na naszych ziemiach, mamy zamiar mó- 
wić w niniejszej pracy. Zabytkami temi są: l) bla- 
szka czy medalion z zagadkowe m przedstawieniem, 
nad którem się zastanawiał Lelewel; 2) naczynie 
wykopane w Dobiesławicach, a znajdujące się obe. 
cnie w Muzeum XX. Czartoryskich w Krakowie 


i 3) relikwiarz wydobyty przed parą laty z ukry- 
cia w katedrze na Wawelu, o którym pisał w swoim 
czasie ks. kanonik Polkowski. Pierwszy i ostatni 
z tych zabytków były już w części chociaż niedo- 
kładnie publikowane, drugi jest nieznany zupełnie; 
wszystkie jednak wymagają bliższego wytłomacze- 
nia. Będziemy się starali je zrozumieć w świetle 
ostatnich rezultatów nauki, sądząc, że oznaczenie 
ich pochodzenia nie jest zupełnie obojętne dla zna. 
jomości dziejów naszej własnej kultury. Zastano- 
wimy się nad nimi w porządku chronologicznym. 
Zaczniemy od blaszki Lelewela, która należy do 
przedhistorycznych czasów i przejdziemy do na- 
czynia z Dobiesławic, znalezionego wśród naj star- 
szych naszych historycznych wykopalisk, aby za- 
kończyć ten przegląd na relikwiarzu, datującym 
z pierwszych wieków średnich i stanowiącym po 
dziś dzień jedną z ozdób skarbca katedralnego. 
O zagadkowej blaszce będziemy mówili krótko, 
gdyż znamy ją tylko z rysunku i niedokładnego 
opisu wielkiego naszego uczonego. Nad naczyniem 
i relikwiarzem zastanowimy się obszerniej, gdyż 
oba te zabytki mamy pod ręką i jesteśmy w sta- 
nie je lepiej i dokładniej zbadać. 


Lelewel w "Polsce wieków średnich" 
daje nam rysunek blaszki miedzianej, a raczej jak 
się wyraża "jednostronnego miedzianego medalika", 


- 


I. 


który za jego czasów wydobyty został z jakiejś 
przedhistorycznej Podolskiej mogiły. Rysunek ten 
powtarzamy (fig. 1). Widzimy przed sobą na nim
>>>
142 


TRZY ZABYTKI DALEKmGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH. 


wyrytą postać brodatego mężczyzny o długich wło- 
sach, zwróconego ku lewej stronie. Ma on kape- 
lusz z szerokiem i z lekka ku górze zagiętem ron- 
dem na głowie, wziął się lewą ręką pod bok, 
a w podniesionej prawej trzyma kij opatrzony rę- 
kojeścią i siedzi na krześle, czy tronie, opierając 
nogi na podnóżku. Pod lewem jego, podniesione m 
ramieniem, w polu pustem między kijem a samą 
figurą, wyobrażone są dwa kółka z gwiazdami 
w środku, jakby połączone ze sobą w jedną ca- 
łość, którym z tyłu i za tronem odpowiada kółko 
trzecie, takież sarno i takąż sarną gwiazdę w ob. 
wodzie swoim mieszczące. Suknia tej postaci jest 
długa i pofałdowana, równoległemi do siebie, dro- 
bnemi i podłużnemi fałdami, które na samych pier- 
siach są przecięte szeregiem fałdów poprzecznych. 
Nakoniec głowa jej i nogi są. przedstawione w pro- 
filu, a środek ciała narysowany wprost nas. 
"Czy to pielgrzym siedzący jakby król medański 
na stolcu pomników Ekbatany?" - pyta się Le- 
lewel. "Tylko, że w kapeluszu słowiańskim, a nie 
z mitrą na głowie. Za pielgrzyma jednak chrze- 
ścijańskiego, trudno go poczytać, dodaje, bo nie 
ma krzyża, a kółka, któremi przystrojony, nic w so- 
bie religijnego nie mają" 1). Tyle nasz uczony. Nic 
więcej prócz tego świadectwa, o tym medaliku 
nie wierny. 


Fig. I. 


Z instynktem prawdziwego badacza domyślał 
się nasz historyk, że miał do czynienia z zabytkiem 
starożytnego Wschodu, ale wątpił i nie umiał go 
bliżej określić. Gdyby był znał odkrycia naszych 
czasów, które wydobyły na wierzch tyle pomni- 
ków starożytnej Chaldei, Assyryi i Azyi Mniejszej, 
gdyby miał przed oczyma te ich okazy, które się 
dzisiaj mieszczą we wszystkich niemal Europej- 
skich muzeach, byłby go najdokładniej wytłoma- 
czył. Postacie podobne zupełnie do naszej, tak samo 
siedzące, brodate, długowłose i tak samo ubrane, 
spotykamy na najstarszych chaldejskich pieczęciach 


') LELEWEL, Polska wieków średnich T. J. Mogiła Rus'{C{a P/a- 
s{C{y{na, Sir. 453, nots. 


cylindrami zwanych. Tak wygląda Mcnes dziejów 
Chaldejskich, król U rcham , tak Lik - Begus i tak 
Gamil-Sin, królowie pierwotnej chaldejskiej stolicy 
Ur, dzisiejszego Mugheir, na prawym brzegu Eu- 
fratu, niedalego dawnego ujścia tej rzeki do odnogi 
Perskiej. Wszyscy oni mają takież same, raz węż- 
szem} to znowu szerszem rondem opatrzone kape- 
lusze na głowach. Na jednym z cylindrów znajdu- 
jemy nawet tak sam.: stylizowany tron 1). Ostatnie 
francuskie wykopaliska Sarzeca w Tello i w Sir- 
telli wzbogaciły Luwor paryzki figurami większych 
rozmiarów, alabastrowemi i glinianemi, które po- 
zwalają nam charakter tego stroju lepiej i dokła- 
dniej zrozumieć. Widzimy na nich fałdy rurkowane, 
nieraz zupełnie podłużne, to znowu poprzecznemi 
pasami poprzecinane, które na całych sukniach ro- 
bią wrażenie falban, a w znacznej części jak mówi 
Perrot są niczem więcej, jak szlakami kolorowemi 
tkanemi czy też naszytemi, które ten strój zdobią 2). 
Kapelusze niektórych są owinięte zawojem, two- 
rzącym turban nad rondem 3). Muzeum XX. Czar- 
toryskich posiada dwa cylindry, jeden z wapien- 
nego kamienia chaldejski, na którego obwodzie są 
figury siedzą.ce na tronie w sukni podobnej, a drugi 
mniejszy, hematytowy, opatrzony wyraźnym i pię- 
knym napisem klinowym, assyryjski bez wątpienia, 
jak tego sarna staranna i drobnostkowa technika rycia 
dowodzi 4). Na tym ostatnim są przedstawione dwie 
figury z gestem adoracyi przed boginią Anat z koł- 
czanem na plecach; jedna z nich ma taki kapelusz na 
głowie jak nasza, a druga suknię o podłużnych i po- 
przecznych ,fałdach. Zresztą stroje tegoż samego ro- 
dzaju powtarzają się i w wyrobach gliptyki innych 
ludów azyatyckich, które się pod wpływem cywi- 
lizacyi chaldejskiej i assyryjskiej rozwijały, miano- 
wicie Fenicyan i Hetejczyków 5). Na cylindrach 
chaldejskich i assyryjskich, których okazy lub po- 
dobizny mieliśmy sposobność oglądać, nie przypo- 
minamy sobie wprawdzie kijów w rękach siedzą- 
cych na tronach postaci, ale że w Chaldei i w Assy- 
ryi, tak jak na całym starożytnym Wschodzie, kij 
grał niezwykłą rolę, to nie ulega wątpliwości. Nie 



 


,) GEORGEB PERROT et CH. CHIPIEZ, Histoire de l'Art dans 
l'Antiquite, Paris 1884. Chaidee et Assyrie, T. II, str. 38, fig. 3. str. 505. 
fig. 228. sir, 506. fig. 230. CF. LENORMANT et BABELON, Histoire an- 
cienne de l'Orient jusqu' aux guerres Mediques. Paris 1885. T, IV, str. 
89, 99, CF. MENANT, Recherches sur la G{yptique orientale, T. I, p. 12 9. 

) PERROT et CHIPIEZ, I. c. str. 683. 
S) Tam
e, str. 554, fig 257. 
ł) Nr. 390 i 214 Zbiorów muzealnych. 

) PERROT et CHIPIEZ, I. c. T. III. Phenicie, Chypre, str. 629 i na- 
stępnej T. IV. Sardaigne, Judee, Asie Mineure, str. 765 i następne. 


-
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH. 



 


brakni
 nam dowodów na to w pomnikach, mię- 
dzy glinianemi figurkami, z pałacu Assurbanipala, 
które sję znajdują w muzeum Brytańskiem l), ale 
ważniejszym pod tym względem od nich jest tekst 
Herodota. Mówi on nam wyraźnie, że każdy mie- 
szkaniec Babilonu miał za jego czasów pieczęć i kij 
w ręku, na wierzchu którego było wyobrażone 
jabłko, róża, lilia, orzeł lub inna jaka ozdoba, 
gdyż nie wolno im było nosić kija bez ozdób 2). 
Ozdoby te mieć musiały jakieś religijne znac
enie, 
dla ojca historyi niezrozumiałe, i rękojeść kija pod- 
niesiona w górę w naszem przedstawieniu, a pra- 
wdopodobnie opatrzona jakiemś godłem, którego 
zbyt drobne rozmiary nie pozwoliły uwydatnić, 
musi się wraz z gestem całej postaci do tego zna- 
czenia odnosić. Dopełnieniem tego są trzy kółka 
z gwiazdami w środku, z których dwa są połą- 
czone ze sobą, a jedno przedstawione oddzielnie. 
Kult religijny starozytnej Chaldei, tak jak narodów, 
które po niej kulturę odziedziczyły, był przeważnie 
astrolatryczny, do gwiazd i ciał niebieskich się od- 
noszący. Na wszystkich nieledwie powyżej przez 
nas przytoczonych i wymienionych cylindrach chal- 
dejskich, znajdujemy czy to na ołtarzach przed po- 
staciami, czy powyżej nad niemi, lub w polu 
przedstawienia, wyobrażone słońce, które jest tak 
samo stylizowane i jako gwiazda kołem określona 
oczom si
 naszym przedstawia. Pieczęć króla Ku- 
rigazlu w Brytańskiem muzeum jest z jednej strony 
cała obrazem takiego słońca wypełniona 3). Wi- 
dzimy je również na tak zwanym kamieniu Mero- 
dacha tamże 4). Obok słońca na pomnikach chal. 
dejskich spotykamy zwykle księżyc w formie sierpa. 
Czasami jednak wszystkie główne ciała niebieskie, 
będące przedmiotem szczególniejszego kultu t. j. 
słońce Samas, księżyc Sin i trzecia gwiazda zape- 
wne /star, Venus poranna Greków i za niemi na- 
sza, są przedstawione w formie kółek z takiemi 
gwiazdami. Mamy tego przykład na pieczęci koni- 
cznej z agatu w dziele Perrota, między innemi 5). 
Powiedziećby można, znając tak wysoko rozwi- 
nięte pojęcia astronomiczne ChaJdejczyków, że w na- 
szym wypadku, dwie połączone ze sobą, a kółkami 
obwiedzione gwiazdy, są uwydatnieniem związku, 


I) Tamte, str. 653, fig. 318. 
i) HERODOT, L. I. C. CXCV. CF. M. F. CHABAB, Sur l'usage des 
Batons de main chet les Hebreux et dans I'Ancienne Egypte, Annales du 
Musee Guimet, Paris, 1"80, T. I. str. 35. 
S) LENORMANT et BABELON, I. c. T. IV. str. 115. 
') PERROT et CBIPIEZ, I. c. T. II. str. 74. 
I) PERROT et CHIPIEZ, I. c. T. II. str. 690, fig. 350. 


-- 


143 


jaki istnieje między ruchem tych gwiazd ze sobą, 
a że trzecia gwiazda jest rozmyślnie od nich i dla 
tegoż samego powodu oddzielona. Jeszcze jedna 
przy tern nasuwa się uwaga. Postać naszego przed- 
stawienia ma narysowaną głowę i nogi w profilu, 
a figurę wprost. Jest to stylizacya właściwa naj- 
starszym sztukom ludzkości. Spotykamy ją na pła- 
skorzeźbach egipskich i zwykle zwłaszcza w figu- 
rach siedzących, na okazach najstarszej chaldej- 
skiej glyptiki, a o wiele rzadziej na pomnikach 
assyryjskich. Wszystkoby się zatem składało na to, 
aby zabytek rysowany przez Lelewela odnieść do 
epoki chaldejsko-assyryjskiej i uważać go za pro- 
dukt najstarszej azyatyckiej cywilizacyi. 
Czy rzeczywiście jednakże jesteśmy upowa- 
żnieni do tego? Nie sądzimy. Naprzód zapomnieć 
nie można, że mamy przed sobą rysunek Lelewe- 
lowski za którego zupełną i we wszystkich szcze- 
gółach przeprowadzoną ścisłość ręczyć trudno. 
Rzeczywiste wymiary nawet tak medalionu, czy 
blaszki, jak samego przedstawienia, są nam nie 
wiadome. Nietylko, że charakter pierwotnego ry- 
sunku jest w tern przedstawieniu zatarty i ma nieco 
konwencyonalną i dzisiejszą rytowniczą cechę, ale 
szczegóły w nim są jeśli nie zupełnie źle zrozu- 
miane, to przynajmniej doprowadzone do jakiejś 
poprawnej jednostajności, której oryginalne zabytki 
tego rodzaju nie mają. Tak fałdy sukni, jak pasy 
poprzeczne na piersiach robią nam wrażenie nie 
falban, jak 11a chaldejskich, lub niektórych as syryj - 
skich cylindrach, ale prędzej tak zwanych p o t r z e b 
na dzisiejszym huzarskim czy węgierskim stroju, 
lub w naszej szlacheckięj kapocie. Następnie kształty 
ciał niebieskich, czy kółek z gwiazdami, są za 
nadto jednakowe, czego nigdy w tych pomnikach 
nie widać. Co nas w tych ostatnich odnośnie do 
tych szczegółów uderza, to właśnie pewna roz- 
maitość, która pozwala się domyślać, że współ- 
cześni z łatwością każde z tych ciał rozpoznawali 
i po właściwe m imieniu nazwać mogli. Gwiazdy 
w kole oznaczającem słońce, miały jak się zdaje 
różną liczbę promieni od tych, które wyobrażały 
inne planety. T o wszystko może być porachowane 
na karb dowolnej interpretacyi rysownika, ale kto 
wie czy się nie tłomaczy charakterem, nie archaicz. 
nym, ale że tak powiemy, archaistycznym orygi- 
nału. Przypuścić można, że powstał on o wiele 
później za czasów już drugiego chaldejskiego pań- 
stwa, najpóźniej w VI wieku po Chrystusie i że 
był naśladowany ze wzorów dawniejszych. Wa-
>>>
144 


TRZY ZABYTKI DAI,EKIF.GO WSCHODU NA NASZYCH ZIF.MIACH. 


żniejslą. jest jeszcze rzeczą i wątpliwość tak da- 
wnego pochodzenia naszej blaszki podnosi, sam jej 
materyał i rodzaj. Pieczęcie chaldejsko-assyryjskie, 
zwłaszcza naj starsze, są zawsze ryte na zewnętrz- 
nej powierzchni kamiennych cylindrów, a później 
nieco na podstawach kamiennych ostrokręgów, 
czyli stożków. Metalowe tego rodzaju pieczęcie na- 
leżą do największych rzadkości, a sygnety pierścieni, 
do kategoryi którychby ostatecznie nasz zabytek 
zaliczyć się dało, są zupełnie nie znane 1). Używali 
ich często Egipcyanie, ale jak się domyślać należy, 
nigdy Chaldejczycy. Czyby zatem tak ten starty 
i nieco konwencyonalny charakter przedstawienia, 
jak sam rodzaj zabytku, nie dowodziły, że mamy 
przed sobą produkt kultury mięszanej? Że jest on 
starożytny i azyatycki, a pod wpływem chaldejsko- 
assyryjskim powstały, to potem cośmy powiedzieli, 
zdaje nam się nie ulegać wątpliwości. 
Jakkolwiekbą.dź jest i w każdym razie, dla tych 
właśnie powodów, medalik nasz nie wydaje nam 
się starszym nad w. VI przed Chr. Była to wła- 
śnie epoka rozkwitu pierwszych kolonij greckich 
nad brzegami Pontu, które z przeciwległemi brze- 
gami Azyi bez wątpienia ciągłe mieć musiały sto- 
sunki. Nie Qawno, gdyż w r. 1882 nad Neissą 
wpadającą do Odry, o półtory mili od Gumbina 
w Vettersfelde w Dolnych Łużycach, wykopany 
został rycerski przyrząd Scytyjskiego wodza, no- 


szący na sobie nieomylne ślady wyrobu gręckiego 
tych czasów, pdnego azyatyckich motywów i re- 
miniscencyj, który znajduje się w Muzeum berliń- 
skiem 1). Na tak oddalonych od Pontu przestrze- 
niach, wyglądał on jak niewytłomaczona zagadka. 
Na ciemnem tle przedhistorycznej przeszłości tych 
północnych ziem, mówiąc słowami Furtwaenglera, 
robił takie wrażenie jak słoneczny promień ginący 
w ciemności, lub jak ognisty kometa na nocnym 
firmamencie. Powiedziećby można zatem, że w tej 
Podolskiej mogile, z której wydobyto nasz zaby- 
tek, mamy przed sobą pośredni etap tej drogi, 
którą tego rodzaju wyroby, od brzegów morza 
Czarnego, szły daleko w głąb zachodu i północy. 
Medalik nasz, snując dalej porównanie, był tylko 
iskrą, którą ogon komety pozostawił za sobą 
w obiegu. Z archaiczną sztuką grecką nie ma on 
nic wspólnego, ale do rąk Greków z Azyi mógł 
się drogą handlu dostać. Jest to jedyny wniosek, 
do którego nas wykopalisko Lelewelowskie upo- 
ważniać się zdaje. Inskrypcye grecki
 czy rzym- 
skie w kopiach humanistów, zabytki zaginione, 
a dos złe nas w rysunkach XV i XVI w., zbiera 
i komentuje skrzętnie nauka. Z okruchów nieraz 
składa się cała nasza wiedza i ten więc okruch 
dodany do innych, może mieć swoją naukową 
wartość. Zapomniany już został, i dlatego zwróci- 
liśmy na niego uwagę. 


Przejdźmy do naczynia z Muzeum XX. Czar- 
toryskich 2). W r. 1834, jak twierdzą jedni, a w r. 
1836, jak utrzymują drudzy, wykopany został na 
gruntach wsi Sędziszowice, należącej do dóbr Do- 
biesławic, w powiecie Pinczowskim, skarb złożony 
z monet, które w numizmatyce naszej grają ważną 
rolę. Dobra te były własnością Anny z Zamoj- 
skich księżnej Aleksandrowej Sapieżyny i skarb 
ten, którego części rozeszły się po rozmaitych rę- 
kach zaraz po wykopaniu, dostał się przeważnie 
jeżeli nie w całości, do rąk właścicielki. Zdaje się, 
że jeden Bandtkie widział go nie ledwie cały 
w kilka lat po wydobyciu, ale zwracał w nim 
uwagę jedynie na same monety. Stronczyński pisał 


,) Tamże, T. 11. str. 691. 
S) Nr. 11:3 Zbiorów Muzealnych. 


II. 


o nim na podstawie ustnych relacyj i okazów, 
które przeszł'y w inne ręce. W skarbie tym mie- 
ściły się, wedle Bandtkiego, monety niemieckie: 
OUona III ct 1002), Henryka II ct 1024) i jakichś 
bliżej nieokreślonych biskupów; anglo - saksońskie 
Ethelreda II Ct 1013); węgierskie króla Andrzeja 
Ct 1060), św. Władysława Ct 1095) i Kolomana 
ct 1115); wreszcie polskie Władysława Hermana 
Ct 1102) i Bolesława Krzywoustego Ct 113 9) 2). 
Ogólna ich ilość miała wynosić d wie kwarty . Wszystkie 


J) Zob. A. FURTWAENGI,ER, Der Goldfund von Vettersfelde Drei- 
undvir:r.iegstes Program m {um Winckelmannsfeste, Berlin, r88.1, str. 5:3 
, i 3 Tablice. Cr. MARYAN SOKOŁOWBKI, Dwa {lote Skarby; w Vette/'s- 
felde w Dolnych Łu{ycach i w Micha/kowie we wschod/,iej Galicyi, 
Kraków, 1884. Odbitka z Prteglqdu Polskiego. 
») KAZIMIERZ WŁADYBŁAW STĘŹYŃBKI BANDTKIE, Numi{ma- 
tyka krajowa, Warszawa, 1839, T. I, str. :l.
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH. 


były tak pokryte śniedzią, że je było trudno roz- 
poznać. Z monetami razem, jak mówi Stronczyń- 
ski, były znalezione "szczątki jubilerskich robót 
i kawałki rąbanego srebra" . Wszystko to przy tak 
znacznej ilości monet, przy "tem srebrze w kawał- 
kach i ozdobach jubilerską robotą wykonanych", 
należało oczywiście kiedyś do zamożnego rycerza 1). 
Część jakaś tego skarbu rozeszła się, jak z tego 
widzimy, zaraz po wykopaniu; część drugą, cho- 
ciaż zapewne o wiele mniej znaczną, rozdała sama 
właścicielka między lubowników wedle Stronczyń- 
skiego; reszta zamknięta została w jej szkatułce, 
na co narzekali gorzko ówcześni badacze, a prze- 
dewszystkiem Lelewel 2). Chociaż ukryty przez lata, 
nie zginął ten skarb jednak, ale przeszedł drogą 
spadku na własność wnuka księżnej, księcia Wła- 
dysława Czartoryskiego, a w następstwie do Mu- 
zeum XX. Czartoryskich w Krakowie, zkąd dostaje 
się dzisiaj na światło dzienne, z temi nawet swemi 
składowemi częściami, o których współcześni od- 
kryciu nie wiele wiedzieli. 
Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że w bogatych 
zbiorach muzealnych z tego wykopaliska pochodzą: 
l) 30 monet Władysława Hermana z trzema wieżami 
z jednej strony, a z napisem Cracov i głową, lub na- 
pisem Vlads z drugiej; 21 Z nich ma formę miseczko- 
watą, z obwódką dokoła, a 9 jest gład
ich, bez 
obwódki; 2) 33 monet Bolesława Krzywoustego 
z figurą książęcą na tronie z jednej, a z krzyżem 
równoramiennym i napisami Boleslaus, lub Dena- 
rius, w rozmaitych waryantach z drugiej; 3) jeden 
nadzwyczajnej rzadkości brakteat, czy też amulet, 



 


- 


'"" 
,.... . ." 
 
 . . \ -. -" 
.) ..L_" 
 :. ..'
 . \
.. 'i -- .... - _. - t.- 
.
::t

,,
 . ': .,....',. 
.........-. 


"': ,,
,
) , 


'.-.-....,.: --. 


,. 


jak go nazywa Lelewel z figurą św. Wojciecha, 
który błogosławi klęczącego Bolesława; 4) nako- 
nie c znaczna ilość tak zwanych denarów Ryxy, 
czyli Wendyjskich. Sam przegląd tych monet zbioru, 


l) Zob. STRONCZYŃSKI, "Pieniąd{e Piastów, Warszawa, 1847, str. 
64 i następne; tudziei STRONOZY'ŃSKI, Dawne Monety Polskie, Piotr- 
k6w, T. " str. 69 i T. II. str. 63. 
2) LELEWEL, Polska wieków średnich T. IV, Pieni,!d{e Piastów, 
str. 336 i 337. 


- 


145 


jak tych, które z tegoż samego źródła opisywali 
Bandtkie, Stronczyński czy Lelewel, prowadzi do 
przekonania, że skarb Dobiesławicki, jak go nu- 
mizmatycy nazywają, pochodził z pierwszej po. 
łowy XII stulelecia , z czasów Bolesława Krzy- 
woustego. W tym samym więc czasie zakopane 
być musiały przedmioty z nim znalezione, a za- 
tem i naczynie, które stanowi jego część integralną. 
Stemple na tych monetach żywo nas przenoszą 
w tę początkową i z tak wielu względów tajemni- 
czą epokę naszych pierwotnych dziejów i pozwa- 
lają wno
ić, do jak wielu ciekawych wniosków ar- 
cheologicznych i kulturalnych mogłyby nasze mo- 
nety doprowadzić, gdyby były metodą ścisłą i po- 
równawczą na większą skalę z tego stanowiska 
badane, jak to od dawna dzieje się na Zachodzie. 
Na monetach Władysława Hermana trzy wieże 
piramidalnemi daszkami przykryte, mają wszystkie 
krzyże u szczytu, a na przodzie przed niemi, na 
wyraźniejszych okazach, wyciśnięte ogrodzenie 
z ostrokołów, z bramą ostrokołami najeżoną, Wyo- 
brażają one zatem widok miasta ufortyfikowanego 
w sposób tym czasom właściwy, z wieżami cha- 
rakteryzującemi jego kościoły. Król z mieczem na 
kolanach i z dłonią podniesioną, na denarach Bole- 
sława Krzywoustego, siedzi na tronowem krześle, 
oczywiście metalowem i składanem, które przypo- 
mina takież samo krzesło na drzwiach gnieźnień- 
skich i na współczesnych zachodnich miniaturach. 
W brakteacie pamiątkowym, św. Wojciech, bez 
infuły i nimbusu, w lewem ręku trzyma zagięty 
pastorał, a prawą błogosławi i ma ornat na sobie 


T: 


!,\, 



 - 
- . .-.. 


.....;-. 


, " 


. r'
 
.
'
 


)-. 


.... 


,', 
, . 


Fig. 2. 


tej trójkątnej formy, która się powtarza na wszyst- 
kich zabytkach tych czasów. Lecz poprzestańmy 
na tej wzmiance i zastanówmy się nad właściwym 
przedmiotem naszej pracy. 
Naczynie, które wedle żywej i bezpośrednio 
od księżnej Sapieżyny pochodzącej tradycyi, wyko-, 
pane zostało razem z temi monetami, składa się 
z podłużnej, eliptycznej czary, o dwunastu owoi-
>>>
146 


TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIE
UACH. 


dalnych występach, czy polach, wspartej na niskiej 
i małej, a eliptyczną formę również mającej pod- 
stawcę. Widok jego z boku i od spodu ze wszystkiemi 
tak interesującemi przedstawieniami, w dość dokła- 
dnych i o ile możności wiernych rysunkach, stawiamy 
przed oczyma czytelnika (fig. 2 i 3). Jest ono kute 
na kowadle w srebrze, w częściach wypukłych 
i ornamentacyjnych rytowane zwyczajną, spiczastą, 
a w części wklęsłą i zaokrągloną puncyną i po- 
wleczone na powierzchni dość grubą jasno-żółtą, 
ogniową pozł'otą. Ponieważ część górna, stano- 
wiąca czarę, ze srebra czystego 15 1 / 2 łutowego, 
o brzegach grubych do 3 milimetrów, została za- 
nadto w p
środku odkuta, przeto wskutek użycia 
tak się przetarła, że widać w niej pod światło 
wąziutką szparę na wylot l). Część dolna czyli 
podstawka odlana w srebrze z lekką dla płynno- 
ści domieszką ołowiu, jest cyną przylutowana do 
czary. Wysokość naczynia wynosi 0,05 1 / 2 ; długość 
0,27 3 /4; szerokość w największem miejscu 0,19; 
podstawka sama ma wysokQści 0,02. Całość waży 
666,5 gramma. Rysunek nasz przedstawia 3/ 4 natu- 
ralnej wielkości (fig. 3). W chwili znalezienia, obie 
te połowy, podstawka i czara, były oddzielone od 
siebie i już po wykopaniu zostały zalutowane na 
nowo. To nam tłomaczy głuchą wieść o jakiejś 
"ozdobie jubilerską wykonanej robotą i o kąwał- 
kac h rąbanego srebra", której echo przekazał nam 
w tak znakomitej i sumiennej swej pracy Stron- 
czyński. 
Na pierwszy rzut oka z łatwością ocenić mo- 
żna, że mamy tu do czynienia, nie z wyrobem 
miejscowym, ale z takim, który drogą handlu do- 
stał się do naszego kraju. Z dwunastu owoidal- 
nych pól dzielących zewnętrzną powierzchnię czary 
i jakby spiętych ze sobą rodzajem klamry na spo- 
dzie, dwa większe zajmują jej długość, a drugie 
d wa przedłużone rozmiarami klamry jej szerokość; 
pozostałe zaś ośm wypełniają przestrzeń między 
temi czterema polami w ten sposób, że mieszczą 
się po dwa z każdej strony pól poprzednich, wsku. 
tek tego kształt czary rozczłonkowuje się syme- 
trycznie do koła. Na dwóch polach największych 
i podłużnych, mamy przed sobą stojące pod ar- 
kadami postacie żeńskie, zwrócone na prawo i wi- 
dziane w profilu, trzymające pawie, które karmią 
w naczyniach podobnych do tego, do ozdoby któ- 


l) O:ilnaczenie techniki naczynia zawdzięczamy p. Leonardowi Lep- 
szemu, doświadczonemu znawcy wyrob6w złotniczych, kt6re je dla nas 
uskutecznić raczył. 


rego służą. Na polach poprzecznych i najbardziej 
wypukłych, a wskutek tego na głównym rysunku 
skróconych, wyobrażone są dwie pentarki, po je- 
dnej na każdem pojedynczo uważanem, a pola po- 
średnie wypełniają, w zwojach ornamentu roślin- 
nego, z każdej strony: cztery razy powtórzony je- 
leń, którego pies goni i tak samo powtarzające się 
kwiaty z sześciu liści złożone. Pojedyncze pola 
tych owoidalnych występów są wyraźnie od siebie 
oddzielone i czara cała obwiedziona na krawędzi 
wypukłą obwódką. Przedstawienia na nich, pla- 
styczne i w kształtach swoich wybornie odkute, 
tudzież jakieśmy widzieli rytowane dla uzupełnie- 
nia i uwydatnienia szczegółów. Całość o pozłocie 
startej użyciem na wypukłościach, pokryta ciemną 
patyną (fig. 3). 
Interesująca ta i dość kształtna czara należy 
do kategoryi mis, nalewek i czar, jednem słowem 
naczyń srebrnych i pozłacanych, azyatyckiego po- 
chodzenia, które w ostatnich czasach żywo zaczęły 
zajmować naukę. Pierwsze z tych naczyń opisał 
i w dość niedokładnym rysunku publikował pre- 
zydent de Brosses jeszcze w połowie zeszłego 
stulecia l). O drugich pisali Koehler w r. 1803 2). 
Cunnigham w r. 1838 3), Gerhard w roku 18434), 
Boetling w r. 1848 5), Longperier kilkakrotnie, 
a ostatnim razem w r. 18736), Stephani w latach 
18 7 5 , 18 7 8 i 18 797), Aspelin B) i nakoniec Odo- 
besco, który w roku 1885 - 86 streścił prace 
swych poprzedników i najwięcej się przyczynił do 
rozwiązania związanych z temi naczyniami zaga. 
dek 9). Z wyjątkiem kilku znalezionych nad Indu- 
sem, nieledwie wszystkie znane dotąd wykopane 
. były w rozmaitych epokach nad brzegami Kamy 


') lotem. de l'Acad. des Inscriptions et belles-lettres, T. XXX, str. 
777, koło r. 1755. 
II) Goething, Gelehrt. An{eig. 18o.!/, p. 47, pl. VlI. 
B) Journal oj the Asiatic. society oj Bengal etc. 18!J8, str. 1049 
i tamże, 1841. Nr. CXV, litr. 57 0 . 
.) Archaologische Zeitung, 184.'1. T. I. Nr. 10. 
&) Bullet de l'Acad. Imp. des sciences de St. Petersbourg, 1848, 
str. 160. 
8) Oeuvres, ed. Schlumberger. T. l. w rozmaitych miejscach 
i Table Generale, 1887. Coupes. 
7) Compte ren de de la Commission Imperiale archeologique de St. 
Petersbourg, IB7H-79, p. 159-169, pl. VlI, fig. 5. 
8) Antiquites du Nord Finno-Ougrien, fa8c. 11, p. 147. Nr. 620; tu- 
dzież Travaux de la troisicme session du Congres international des Orien- 
talistes, tenue a Leyde, 1878. T. II. Tego ostatniego dzieła, mimo usil- 
nych starań i łaskawego pośrednictwa pana Jana Karłowicza w Dreźnie, 
kt6ry usiłował nam je wypożyczyć z bibliotek zagranicznych, za co mu 
serdecznie dziękujemy, nie mogliśmy otrzymać. 
9) A, ODOBEBCO, Coupe d'argent de la deesse Nana-Anat, Ga{ette 
Archeologique, 1885, str. 286-269, planche 33, r. 18B6. Nr. 1-2, str. 
5-15, Nr. 3-4. str. 70-87, planches lO, II, 12. Podaje on cal'i powyż- 
sz'i literaturę, kt6r'i w części cytujemy za nim i z kt6rej niekt6re tylko 
dzieła były nam dostępne. 


---
>>>
1 
] 


TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH. 


147 


i Wołgi w gubernii Permskiej i dlatego też noszą 
nazwę permskich starożytności. Dopiero przed parą 
miesiącami znany francuski archeolog Germain 
Bapst przedłożył Towarzystwu Starożytników fran- 
cuzkich szereg fotografij tych tak drogocennych 
jak się wyraził naczyń, które w znaczniejszej ilości 
odkryte zostały po raz pierwszy na Kaukazie l). 
Nie mówiąc o tych ostatnich, których właściciela 
nie znamy, to naj znaczniejsza ich część należy do 
hr. Sergiusza i Grzegorza Slrogonowa w Peters- 
burgu; kilka ich posiada petersburski Ermitaż, je- 
dno książe Obolellski w Moskwie] jedno jest 
w Luwrze i jedno także w bogatym zhiorze ba- 
rona Sellicre w Paryżu. Do nich przybywa nasze 
w Muzeum książąt Czartoryskich w Krakowie, wy- 
kopane w Dobiesławicach. 
W przeszłym wieku uważano je za wyroby scy- 
tyjskie, lub nie kuszono się nawet o bliższe określenie 
ich początku. Najznakomitszy może i najwszech- 
stronniejszy z nowożytnych archeologów, Longpć- 
rier, przypisywał je w znacznej części epoce Sassani- 
dów i zestawiał ze znajomością pomników wscho- 
dnich sobie właściwą z zabytkami tego czasu 2). 
Zaledwie dzisiaj jesteśmy w stanie większe między 
niemi wykazać różnice i zdeterminować ich pocho- 
dzenie w sposób, jeśli nie zupełnie wystarczający, 
to w kaidym razie dokładniejszy. Naczynia te ta- 
kie, jakie są, czary, dzbany, nalewki czy misy, 
zawsze srebrne i pozłacane" pokryte właściwemi 
sobie, a pewne wspólne pokrewieństwo mającemi, 
wypukłemi i odkutemi, tudzież rytowanemi, przed- 
stawieniami, wykopane nad Indusem, nad Karną 
i Wołgą w gubernii permskiej, czy też jak w osta- 
tnich czasach na Kaukazie, wiążą się ściśle z je- 
dnym z najstarszych, a kto wie czy nie najstar- 
szym azyatyckim kultem, który początkiem swym 
sięga pierwotnych dziejów Azyi centralnej. Kultem 
tym był kult bogini miłości, pierwiastku żeńskiego 
w naturze, materyi wilgotnej, biernej. i płodnej, 
którą starzy Chaldejczycy zwali "boginią panującą 
nad wszystkiem, panią świata, matką bogów, kró- 
lową ziemi i obfitości", jak mówią klinowe napisy. 
Nie wchodzimy w to jakim był ten kult w pier- 
wszem Chaldejskiem państwie, dość, że już w dru- 
giem państwie BabilOllskiem i to za panowania 
Nabuhodonozora, jest on rozpowszechniony w Ba- 


I) Zob. Societe nationale des Antiquaires de France. seance des 
1 et 8 Decembre 1886; Chronique des Arts Nr. I. 1887 Janvier. 
II) LONGPERIER, Oeuvres ed. Schlumberger, 1783, T. I. Expli- 
calion d'une coupe sassanide inedite, str. 72 i nastlOpne. 
Sprawozdanie KomisJI do bad, hiat, sztukI. Tom, III. Zesz, IV, 


--- 


bilonie, a zwłaszcza w biblijnem Erech, dzisiej3zej 
Warka h , a bóstwo to znane pod nazwą Nana, 
Ana, Anna, czy Ana'itis. Skoro Babilon upada pod 
przewagą medyjsko-perskiego Zoroastryzmu, kult 
ten się zaciera, jeżeli zupełnie nie ginie, lecz jeszcze 
za Achamenidów podnosi się z dołu i rozkłada 
czysty Mazdeizm. Artaxerxes Memnon osobnym 
edyktem zaprowadza go na całej przestrzeni ol- 
brzymiego swego państwa, od Indusu zacząwszy, 
aż po Pont i morze Jońskie. Po bitwie pod Ar- 
bellą i kolonizacyi Azyi, za panowania Saleucidów, 
utrzymuje się on ciągle, a Partyjskie Arsacydy na- 
dają mu szczególniejszą doniosłość, Wprawdzie od 
JII w. po Chr. skoro Sassanidy na ruina;h pań- 
stwa Partów, tworzą państwo nowe, na podstawie 
odrodzonego w pierwotnej swej czystości Maz- 
deizmu, kult ten w krajach poddanych ich władzy 
upada. Trwa jednak w dawnem znaczeniu w tych 
częściach Azyi, które pod władzą Arsacydów po- 
zostały, mianowicie w Armenii, Zakaspijskiej Scy- 
tyi i między źródł'ami rzeki Oxus, dzisiejszej Amur- 
Daria i Indusu, w Baktryanie, i to do początku 
IV w. po Chr., a kto wie, czy nie dłużej. W Ar- 
menii ustąpił on dopiero miejsca Chrześcijaństwu, 
tak_ jak w Baktryanie Buddaizmowi, oddawna na 
tych ziemiach zapuszczającemu korzenie, ale roz- 
szerzającemu się powoli i mieszającemu w części 
z religią miejscową. Przez cały ten czas i wszystkie 
te wieki, we wszystkich tych krajach i wśród na- 
rodowości tak rasowo różnych, mimo tak różno- 
rodnych cywilizacyjnych wpływów, z trwałością 
tylko azyatyckim tradycyom właściwą, powtarza się 
stale cześć bóstwa Artemis-Nannaei, czy też Nana- 
Anat i we wszystkie języki mieniające się przez 
wieki tego dziejowego procesu, wplata się to imię: 
Nalla. Co przedewszystkiem kult ten odznacza, to 
z jednej strony, jego związek, jako czci życia, ze 
śmiercią, a z drugiej, prostytucya święta, która 
w nim tak wielką gra rolę. Stara chaldejska Erech 
jest z całą swą okolicą nietylko siedzibą tego kultu, 
ale wielkiem grobowiskiem, na ktorem się całe po- 
kolenia tej części świata chowają, tak jak nieda- 
leko ztamtąd położona Kerbela, dla dzisiejszych 
perskich Szyitów. W Erech, tak jak w Babilonie, 
tysiące niewolnic prostytucyi oddanych, tak zwa- 
nych Qedeschoth, dla których dziewictwo jest zbro- 
dnią, obsługuje boginię. Powtarza się to i w in- 
nych krajach, które tę spuściznę objęły. W Arme- 
nii świątynie z zastępami takich samych niewolnic, 
czy niewolników płci obojga, burzy dopiero w IV w. 
19 


1
>>>
148 


TRZY ZATIYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH, 


po Chr. król Thiridad i ś. Grzegorz Illuminator. Formy 
szczegółowe tego kultu, który przechodził tak roz- 
maite koleje, musiały tez zmieniat się i modyfiko- 
wać, pod rozmaitemi wpływami i zwłaszcza prze- 
jąć wiele szczegółów od współzawodniczącego 
z nim ustawicznie Mazdeizmu. Naczynia w nim 
używane, mają, w swym stylu i charakterze, wido- 
czną mieszaninę cech greckich, perskich i indyj- 
skich. Typy i szczegóły niektóre mogą być na nich 
rozmaite, odpowiednio do ras aryjskich, semickich 
lub mongolskich, które je wyrabiały. Wszystkie 
jednakże, któreśmy powyżej wzmiankowali, a które 
są pokrewne naczyniu naszemu, datują juz jak się 
zdaje z ostatnich czasów istnienia tego kultu, z III, 
lub IV w. po Chr. Są, one w naj znaczniejszej czę' 
ści, jeśli nie produktami przedchrześcijańskiej Ar- 
menii, to Scytyi nad kaspijskiej lub Baktryi i po- 
wiedzieć można, że je wyrzuciła na wierzch osta- 
tnia fala tego zmysłowego, ciemnego i mistycznego 
życia, którego prąd przenika całe dzieje starożytne 
Azyi środkowej. Oczyszczone toż samo bóstwo, 
jako "jasna i czysta Anahita, bogini wody użyźnia- 
jącej ziemię, gra dotąd rolę w nowszych księgach 
Zoroastryzmu, a spadkobiercy dawnych Baktr6w, 
dzisiejsi muzułmańscy mieszkańcy Afganistanu, od- 
dają jeszcze cześć Pani-Nani, Bibi-Nani, czyli tej 
samej bógini Nanie, której z prostytucyą tak ściśle 
związane imię, pod wpływem archeologicznych ba- 
dań, w ostatnich czasach wskrzesił i rozgłosił ro- 
manso - pisarz francuzki l). 
Że w gubernii Permskiej znaleziono tak zna- 
czną ilość naczyń tego rodzaju, to dzi wić nie po- 
winno. Wschodnia część Rosyi, obejmująca dzi- 
siejszą permską gubernię na zachód Uralu, na pła- 
szczyznach przeciętych rzekami Kamą, Peczorą 
i Wyczegdą" zamieszkała przez ludność fińską, sta- 
nowiła tak zWaną Biarmią Skandynawów. Grała 
ona po upadku starożytnego świata, pod względem 
stosunków handlowych z azyatyckim Wschodem, 
taką rolę, jaką grali Grecy nadpontyńscy, za sta- 
rożytnych czasów. Dwoma drogami szły stosunki 
tego handlu, przez morze Kaspijskie z Persyi 
i przez morze Czarne z Bizancium. Szeregi za- 
bytków i monet, oznaczonych pewną datą dowodzą, 
że trwał on od w. IV zaś po w. XIV 2). Biarmia, 


I) Gf. o tern wszystkiem: LENORMANT, Artemis-Nanaea, Ga{ette 
Archeologique, 1876. p. 10-18, 38-68, pl. 4, 5 i 6 i ODOBESCO, I. c. 
w rOl.maitych miejscach. 
') ODOBESCO, I. c. 1886; str. 84. Gf. Russische ReJJue IX Jahrg. 
I Heft. St. Petersburg, 1880, str 404-406. 


w wiekach srednich zależała czas długi od W. 
Nowogrodu. 
Po tym ogólnym wstępie wejdźmy w bliższą 
analizę przedstawień naszego naczynia. Naprzód 
powiedzmy z góry, ze wszystkie szczegóły na niem, 
znajdują się, czy to razem, czy oddzielnie, na 
znacznej ilości naczyń tej samej katogoryi (fig. 3). 
. 


.' 


Fig. 3. 


Na podłużnych, owoidalnych polach mamy 
przed sobą łuki pokryte rozetkami, które się wspie- 
rają na kolumnach zdobnych giętym ornamentem 
roślinnym, o dość barbarzyńskich kapitelach i ba- 
zach. Pod łukami temi stoją główne postacie przed- 
stawień, dwie kapłanki, tancerki czy bajadery, 
w okrągłych czapeczkach czy myckach na głowie, 
z płasko ściętym czubkiem u góry. Piersi ich zdo-
>>>
149 


TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACU. 


i, 


bią naszyjniki, a ręce bransolety kończące rękawy. 
Ubrane są one w suknie przejrzyste, uwydatnia- 
jące wszystkie kształty ciała i fałdujące się jedynie 
u dołu, jakby dla zaznaczenia, jeśli nie przerwa- 
nego, to zwolnionego ruchu, o czem zdaje się 
świadczyć położenie nóg i stóp. Szarfy z lekkiej 
tkaniny zarzucone na ramiona i opatrzone oło- 
wianemi ciężarkami, jak w greckim stroju na koń- 
cach, mają jeden z tych końców wiszący, a drugi 
ruchem rzucony w tył i w górę. Stopy ich są 
bose, ale ujęte obrączkami, czyli tak zwanemi pe- 
riscelidami na kostkach, które przeglądają z pod 
fałdów sukni. Każda z nich trzyma pawia z wiel- 
kim ogonem i kitą charakterystyczną na głowie, 
którego karmi w naczyniu podniesionem drugą 
ręką. Jedna z nich ma około głowy nimbus z sze- 
regiem małych kółek na obwodzie i jakby z pół- 
księżycem zlekka zaznaczonym, a osadzonym na 
czubku mycki. Kapł'anki takie, a raczej hierodule 
płci obojga, męzkie i żeńskie, w nieco różnych 
strojach i z innemi atrybutami w rękach, ale ma- 
jące takież same przezroczyste i w ten sarn spo- 
sób u dołu, chociaż może nieco więcej ruchem 
sfałdowane i nie rozpuszczone, lecz spięte w pasie 
suknie, takież same naszyjniki i bransolety, nie- 
kiedy podobne mycki na głowach i ptaki czasami 
w rękach, tworzą chór taneczny do koła bogini 
Nana-Anat, na dnie srebrnej, po7.łacanej misy, 
która od r. 1843 mieści się w paryzkim gabinecie 
Antyków 1). Przypominają one bajadery z szarfami 
unoszącemi się nad głową na czarze, którą publi- 
kował Koehler 2). Największe jednak i nieledwie 
zupełne mają podobieństwo do czterech tance- 
rek na srebrnej nalewce (aiguier
), ze zbioru 
Strogonowa, którą ogłosił Stephani. Tutaj, jak 
w naszym wypadku, łuki, pod któremi są pomie- 
szczone, zdobią rozetki; suknie ich z lekkiej i prze. 
zroczystej gazy, czy z indyjskiego mussdinu, nie za- 
krywają żadnej części ciała; szarfy, przypomina- 
jące tajemnicze sadere Parsisów, w ten sam spo- 
sób bujają w powietrzu; strój głów jest podobny; 
obrączki, czyli, periscelidy, tak zwane khalalim 
Persów i Arabów, ściskają im nad kostką bose 
nogi. Nareszcie dwie z nich trzymają w rękach 
papugi i znane nam pentarki, które karmią w do- 
datku, w czarach takich, jak nasza czara 3). Jeśli do 
koła głów ich nie widzimy nimbusów, jaki otacza 


I) ODOBEBCO, I. c. pl 10. 
-) Rycina w Russische Revue I. c, str. 405. 
S) Compte rende, I. c, 


- 


głowę, jednej z naszych almei, to takiż sarn nim- 
bus, k6łeczkami obwiedziony, ma jedna, z figur na- 
czynia, znanego z publikacyi de Brosses l). Na tern 
ostatniem są również pawic, świadczące jak ważną 
była ich rola w kulcie, z którym się te zabytki 
wiążą. Nie ma zatem żadnego szczegółu w przed- 
stawieniach naszych tancerek, któryby się nie po- 
wtarzał na naczyniach innych tego rodzaju i wsku- 
tek tego nie ułatwiał ich bliższej determinacyi. Są 
to oczywiście prawnuczki chaldejskich Qedeschoth. 
Nimbus, który na pomnikach perskich i indyjskich 
pojawia się o wiele wczęśniej jak na chrześcijańskich 
i oznacza nietylko bogów, ale książąt i panujących, 
dowodzić się zdaje, że ta, która go ma koło głowy, 
jest najbliższą bóstwa i najwyższą kapłanką, co 
potwierdza z
znaczony półksiężyc na jej czapce. 
W nagości samej, w stylu jej i sposobie pojęcia, 
jest w nich pokrewieństwo widoczne z rzeźbami 
bóstw żeńskich, zmysłowych i giętkich, które po- 
krywają ściany indyjskich świątyń. 
Toż sarno da się powiedzieć o innych ozdobach 
i atrybutach naszego naczynia. Pentarki, czy perlice 
(Numida meleagris), tak dobrze scharakteryzowane, 
napuszone, o cienkich szyjach, z naroślą na głowie 
i wiszącą gardzielą, symetrycznie sobie odpowia- 
dające na naszej czarze, a któreś my widzieli w rę- 
kach tancerek nalewki Stephaniego, są atrybutem 
kto wie czy nie najczęściej powtarzającym się i nie 
najstarszym bogini Nana-Anat. Spotykamy je obok 
papugi na ciekawej, srebrnej i emaliowanej paterze 
wykopanej w Azyi Mniejszej w Lampsaku, razem 
z greckicmi wyrobami hellenistycznej epoki, która 
się znajduje w Muzeum S. Ireny w Konstantyno- 
polu i przedstawia królującą na tronie azyatycką 
Artemis, czyli zhellenizowaną formę naszej Artemis- 
Nannaei, albo bogini Nany 2). Pogonie zwierząt, 
psy goniące jelenie, czy kozły, są powszechne na 
wszystkich azyatyckich wyrobach. Kozły i psy, po- 
jedynczo uważane, widzi się za zwierzętami bogini 
specyalnie poświęconemi, tak na naczyniu opisa- 
nem przez de Brosses, jak na tej samej paterze. 
Ornamentacya roślinna składa się nieled wie zawsze 
na tych naczyniach, jak w naszym wypadku, z ro- 
ślin pnących. Jest to cllcll1-nis colocynthis, lub inna 
roślina do niego podobna, a z czcią bogini zwią- 
zana. Toż samo da się powiedzieć o kwiatach 


I) Cyt. u LONGl'imlER, I. c. tudziei ODOBESCO. I. c, 
2) AL, .sORLlN-DORIUHY, Patere d'Argent emailtee trouvee a Lam- 
saque, Ga{ette A"cheologique 4-ma Liv. 1877, str. lig, pl. Ig.
>>>
150 


TRZY ZARYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH. 


z szescIU liści, które na tych wyrobach nie należą 
do rzadkości. 
Jeszcze słów parę o samej formie (fig. 2). 
Taką formę mają czary z kultem Zoroastrycznym 
Zend-Avasty związane, w których się mieści horn, 
tudzież perskie pialeh do mleka. Widzimy je wy- 
pełnione owocami w rękach skrzydlatych geniu- 
szów na płaskorzeźbach Sassanidzkich w Tak-i-Bo- 
stan. Co więcej, na misie paryzkiej z boginią Nana- 
Anat, nietylko czarę taką mają niektóre z tańczą- 
cych hierodulów w rękach, ale jedno z takich na- 
czyń, jest w swej charakterystycznej formie przed- 
stawione samo dla siebie na pustej przestrzeni, 
między figurami, jakby dla położenia tern więk- 
szego nacisku na jego hieratyczne znaczenie. Po- 
dobny kształt ma czara Koehlera i naczynia w któ- 
rych się karmią ptaki w rękach świętych bajader, 
tak na nalewce Stephaniego, jak na naszej czarze 
Dobiesławickiej, co samo dowodzi, że w pierwo- 
tnem swem przeznaczeniu, forma ta mieć musiała 
jakiś nam blifej nieznany, liturgiczny charakter l). 
Nic nie ma trudniejszego, jak oznaczenie daty 
pomnika tego rodzaju, jak słusznie mówi Odo- 
besco, który nam służył za wiernego przewodnika 
w całej tej analizie 2). Tak jak na znacznej części 
naczyń Permskich, tak i tutaj I jest w naszych tan- 
cerkach, w ich nagości i modelunku, w profilu 
i charakterze kształtu widoczne pokrewieństwo 
z rzeźbami świątyń Hindustańskich, z temi, które 
przedstawiają boginię miłości Lakschmi, pobożne 
karmicielki bogów Gopis, lub niebieskie tanecznice 
A psaras. Nie znać w ich typie, ani w innych szcze- 
gółach wpływu mongolskiego, ale jest znaczny, 
zacierający się powoli, chociaż jeszcze nie zatarty 
wpływ grecki. Stary kult Chaldejski, zmodyfiko- 
wany pod wpływem helleńskim z jednej, a per- 
skim i indyjskim z drugiej strony, wskazuje na 
Baktryanę, jako na ojczyznę, z której nasze naczy- 
nie, tak jak znaczna część innych naczyń tego ro- 
dzaju pochodzi. Brak wpływów mongolskich po- 
zwalałby je odnieść do pierwszych wieków po 
Chr., moźe do w. III, jeśli nie do początku IV. 


l) Cf, ODOIIEBCO, I. c. 1885, str. 13-14 nota. 
2) Prof. ODOJJEBCO, kt6ry już po napisaniu naszej pracy otrzymał 
w Paryżu fotografie; naszej czary. donosi nam pod datq 2 Marca 1887 r" 
że zamierza jq publikować w anneksie, do nowego wydania swego stu- 
dium, wraz z obj8llnieniami, o ktGre nas prosił, a kt6rych treść rozwi- 
ne;liśmy wyżej. 


Determinacya ta jednak co do daty może być tylko 
z pewne m zastrzeżeniem podana, za mało bowiem 
znane nam są w ogóle pomniki Baktryany, a na- 
wet dzieje, które przechodziła, abyśmy pod 
tym względem mieć mogli wszelką naukową pe- 
wność. 
Na zakończenie wypada nam powiedzieć ja- 
kiemi drogami dostało się ono do Polski. Może 
być, że pośrednie mi drogami handlu, mianowicie 
przez W. Nowogród (?), z nad Kamy i Wołgi t. j. 
z tej Biarmii, na ziemiach której naj znaczniejszą 
ilość zabytków podobnych znaleziono, ale zapomi- 
nać nie należy, że naczynia Permskie nieledwie 
wszystkie pokryte są gra/filami miejscowych mie- 
szkańców, rysunkami barbarzyńskich figur i ro- 
dzajem napisów, rytemi na g.tadkich ich częściach l) 
tymczasem na naszej czarze żadnego śladu rysun- 
ków podobnych nie znajdujemy. Z drugiej strony, 
wiadomą jest rzeczą, że monety sassanidzkie, czy 
pochodzące z nad brzegów Indusu, znajdowane 
były w wielu wykopaliskach, z pierwszych wie- 
ków naszej historyi. W roku 1842, w Obrzycku, 
w powiecie Szamotulskim nad Wartą, wykopany 
został skarb złożony z monet niemieckich, fran- 
cuzkich, angielskich, rzymskich, bizantyńskich, arab- 
skich i perskich, między któremi były monety 
Sri Samania deva, radżi Kabulu, który panował 
w X wieku 2). 
Czara ta mogła być przedhistorycznych cza- 
sów i stosunków handlowych spuścizną, lub do- 
stać się współcześnie z ostatnim swym właścicie- 
lem do kraju 3). W każdym razie, daje nam ona 
wyobrażenie, jakie naczynia między inne mi mogły 
zdobić stoły królewskie i dostojników państwa II nas, 
w czasach kiedy Bolesław Krzywousty sprawiał 
drzwi bronzowe gnieźnieńskie do katedry św. Woj- 
ciecha i kiedy biskup płocki Aleksander, sprowa. 
dzał z dyecezyi Magdeburskiej, te pod woje spi- 
żowe, które pod nazwą Korsuńskich zdohią od 
XIV w. cerkiew św. Zofii w W. Nowogrodzie. 


I 


I) ASPELIN, I. c, cyt. u ODOBEBCO, I. c" rysunki w tekscie tamże. 
1\ J. FRIEDLANDER, Der Fund von Obr{ycko , Silbermim{en QUS 
dem X Jahrh, Berlin 1M441 p. 24, Tab!. III, Nr. 8. cr. LONGPERIER , I. C. 
T. I, str. 362, 363. 
B) P, Leonard Lepszy zwraca naszą uwagę na to, ze jak tego zna- 
czne zużycie czary dowodzi , musiała być ona codziennie używana przez 
długi przeciqg czasu, a naltępnie oczyszczona i że używano jej, o ile 
z praktyki w tych rzeczach sądzić można, około lat 30 , nie na owoce, 
lecz do potraw. 


. 


--
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZlĘlIHACH. 


151 


rf - J
 
 '
& .
 
--,
'. ,,(" '

 
 --!: ':J.-: "-......:;
 
 
" ' ; \'J . ,',' .. . ... Y" : ' 
: ' '_ 
 ;; .

 '
r
 -"
 \. 
 ' ł ,


 '" 
Jf', "7, ' "", 
 D ' 
' 
, "ll
 
 1t. '
':' J :fJk' ."
 
 -
 ' ; .I \
 Ar ;,

t..: 
(fłl, ,', I ,J 
'fC

 '" J, L ,. 

, 
'\
vo. 
, ' 
r' ' '," ';.., _

-:

'_
:'1.. 
-
: " 
.. .-.: 
 ':. 

' t;F, 
 
", 
., .; -? .,t;
, ;':0...".,.. ','- 
 
'\ 
 
 
 \' , F ;..,: '" ,;. , ',-",J

 
 
 , "" , "
 " 
- , lo' 1." '" , . . 

 : ,  , ' , r- , ' , \. ' , , q
 . . . r / 
" ' , " . , l,l..' .:-:". 
 ' .", -," - : 
" 
 I _ ,:' ł
w; 
r,.j ";;,, 
_ ...."'-f})
: (..
. "t ...., 
, ;', }. " , 
 '''
 
', . l' 
" J . .t' " j,.
 . " "h" ,.. 
 ' . ' \ ':," '. .- 
\ R ot 6'.. 

 .j(" '.I' ' 

"' \ \. '_ '
". : l!" '
 , 
 .
.. ł... .' 
, . ,)- ,
-' 
.
t 
'I.\- 
 
:' '\ l ':
l 
I '- 
u
 
';;. . 


Relikwiarz katedralny krakowski zabytek trzeci 
i ostatni, o którym mówić zamierzamy, jest o wiele 
późniejszy. Schowany w r. 1602 w jakimś zaułku 
skarbca, za czasów biskupa Bernarda Maciejow- 
ski ego, dla powodów nam niewiadomych, spoczy- 
wał bezpiecznie, nie widzialny przez nikogo i nie 
wzmiankowany nawet jak si" zdaje, przez lat 2
0, 
aż do ostatniej wizyty biskupiej. Dopiero za bi- 
skupa Dunajewskiego, d. 
 Marca 1881 r. wydo- 
byto go na światło dzienne. Dzięki staranności ks. 
kanonika Polkowskiego, obecnego kustosza katedry, 
tak troskliwego o zabytki pieczy jego powierzone, 


t 
! 


-- 


wystawiony na widok publiczny, wśród innych 
katedralnych klejnotów, zwraca on na siebie uwag" 
swym tak oryginalnym charakterem. Kanonik Pol- 
kowski publikował go w swym illustrowanym ka- 
talogu skarbca i poświęcił mu wkrótce po znale- 
zieniu interesujący artykuł w "Czasie-, z którego 
będziemy korzystali w dalszym ciągu naszej pracy l). 


I) X. J. POLKOWBKI, Skarbiec katedralny na Wawelu w J/2 ta- 
blicach autografowaf!Ych pr{edstawiony i objaśniony historyqnie. Kra, 


-- 


III. 


Opierając si" na cechach łudzących, na pierwszy 
rzut oka, przypisywał on hipotetycznie i z wszel- 
kiem możliwem zastrzeżeniem, jego początek Sassa- 
nidom i odnosił jego pojawienie się u nas, do zdo- 
byczy pierwszych naszych Bolesławów w Kijowie. 
Jakkolwiek oddawna przyszliśmy pod tym wzglę. 
dem do innych rezultatów, wstrzymywaliśmy się 
jednak aż dotąd z ich ogł03zeniem, starając się 
o wyjaśnienie szczegDłów i usunięcie wątpliwo- 
ści w przedmiocie, który charakterem swym leży 
po za granicami zwykłych i codziennych naszych 
zaj
ć. 


" 


ft 


Fig. 4. 


Relikwiarz ten, którego wizerunek, tak w ca- 
łości, jak w szczegółach, podajemy obok (fig. 4), 
jest srebrną szkatułką, czworograniastą, z wiekiem 
mającem formę ściętej piramidy. Wysokość jego 
wynosi 0,18; szerokość 0,15, a długość 0,24. Waży 
on całe dwa kilogramy. Zdobi go ze wszystkich 


k6w, 1882, Tabl.: Relikwiar{ srebrny wschodniego pochod{enia; tudzież 
tenże: Dawne Relikwiar{e katedry krakowskiej, C{as, 1881, Nr. 84 
z 13 Kwietnia.
>>>
]52 


TnZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEJI[IACH. 


stron wypukła figuralna ornamentacya. Ściany 
szkatułki podzielone są na sześć pól, ujętych w ar- 
chitektoniczne ramy, z których dwa wypada na 
każdą ścianę podłużną, a po jednem na każdą 
z poprzecznych. Ramy te składają się z łuków 
wspartych na kolumienkach. Boki wieka tworzą 
cztery pola zwężające się ku górze i obwiedzione 
prostemi liniami, a szczyt jego stanowi prostokątne 
pole piąte. W ten sposób powstaje jedynaście pól 
na calej powierzchni, które są wypełnione takąż 
samą ilością grup figuralnych. Linie ograniczające 
pola są wydatnej łuki arkad złożone z równorzę- 
dnych wałków, stanowiących archiwolty; między 
niemi a kapitelami, pośredniczą nasadniki czyli tak 
zwane imposty; kapitele mają kształt wolut z na- 
szyjnikiem u spodu, jakby z liści akantu w barba- 
rzyński sposób pojętegoj trzony kolumn, czy pila- 
strów, obwiedzione są równiei wałkami i wspie- 
rają się na dwustopniowych grubych bazach; wy- 
cinki między archiwoltami wypełnia ze wszystkich 
stron ornament z trzech liści. Cała la dekoracya 
jest trybowana czyli wybijana w blasze od we- 
wnątrz i w najznaczniejszej części, jakby wygnia- 
tana .narzędziem tępem na zewnątrz, a przy tern 
rytowana, tudziei kropkowana czy punktowana 
gdzieniegdzie. Nadaje to jej przy drobnym orna- 
mencie między archiwoltami łuków i wałkami pi- 
lastrów, przy delikatnych i zaledwie dostrzeżonych 
wzorach na niektórych szczegółach, wschodni, 
arabski charakter. Wszystko to jest pokryte bladą, 
dziś startą pozłotą i opatrzone późniejszem oku- 
ciem, tudzież uszkiem na samym szczycie. 
Lecz główny interes koncetruje się w figural- 
nych przedstawieniach. Pod dwoma łukami ściany 
frontowej widzimy dwóch rycerzy na koniach, 
z odkrytemi głowami i kopijami w dłoni. Mają 
oni na sobie mniej więcej strój rzymskich jeźdzców 
z czasów upadku, w każdym razie przypominający 
klasyczne tradycye. Każdy z nich ma tunikę po 
kolana, z długiemi rękawami, pancerz króiki po 
pas nabijany metalem i płaszcz, sagum, spięty 
fibulą na prawem ramieniu, którego kOI1ce warczą 
w powietrzu, lecz' obuwie we wschodni sposób 
zagięte spiczasto w górę. Konie ich są osiodłane 
i w pełnej uprzęży. Jeden z nich przebija kopiją 
pieszego przeciwnika, który przy podobnej zbroi 
ma hełm spiczasty na głowie, okrągłą tarczę i ko- 
niec kopii w ręku. Drugi zatapia kopiję w paszczy 
lwa, który w ostatniem wysileniu podnosi łeb do 
góry, chcąc się uchronić przed psem atakującym 


go z tyłu. Pierwszy z tych jeźdzców ma zarost 
i brodę i stanowi jak się zdaje główną postać 
przedsta wienia ; drugi jest bez zarostu i młodszy. 
W obu tych grupach mamy przed sobą zwycięztwo 
i tryumf (fig. 4). Przewadze rycerza odpowiada 
przewaga łowcaj pod kopiją jednego ginie wróg, 
tak jak pod kopiją drugiego lew. Na ścianie tylnej 
i przeciwległej sceny są inne. Dwóch pieszych 
zapaśników walczy ze lwami. Jeden ubrany w kró- 
tką tunikę tratuje kolanem lwa, którego przewrócił 
i jedną ręką ciągnie go za język, a w drugiej 
trzyma krótki miecz, jakby go chciał ugodzić. 
Drugi zaś, odarty ze stroju, nagi, leży pod nogami 
lwa, który już paszcze w jego ciało zapuścił. 
W rysach wydatnych, silnych, o pełnym zaroście 
obu walczących, maluje się przestrach i groza. Je- 
śli pierwszy, mimo strachu, jeszcze nie stracił na- 
dziei, to dla drugiego ona już nic istnieje. Tutaj 
zatem przeciwnie, nie zwycięztwo, ale wyobrażone 
jest niebezpieczeństwo i śmierć (fig. 5). Walki te 
szczęśliwe, czy niepomyślne, człowieka z człowie- 
kiem i ze lwami, streszczające w sobie w tych 
czterech grupach, tak dramatyczne momenty, są 
uzupełnione, na ścianach bocznyeh, walkami zwie- 
rząt fantastycznych, jakby demonów nadziemskich, 
czy to ze sobą, czy ze zwierzętami, naturalisty- 
cznie, ale w całej swej potędze pojętemi. Na je- 
dnej ścianie sfinks dławi dwugłowego krokodyla, 
a na drugiej dwóch lwów o jednej, wspólnej gło- 
wic, lwa trzeciego (fig. 6 i 7)' Nad temi grupami 
ścian, pełnemi życia, ruchu i dramatyczności, ry- 
sują się na wieku szkatułki grupy scen spokojnych. 
W polach, piramidalnie zwężających się ku górze, 
przedstawione są zwierzęta stojące w uroczystym 
nastroju, koło rośliny, rozdzielającej je od siebie. 
Są to dwa lwy o podniesionych głowach i wy- 
ciągniętych językach (fig. 4), dwa gryfy skrzy- 
dlate 1) i tak samo ustawione, lub też dwa pawie, 
które powtarzają się dwa razy, na dwóch sobie 
przeciwnych bokach wieka (fig. 
). Lwy i gryfy 
mają głowy zwrócone do cyprysu, a pawic do 
cienkiej i prostej, a żł'óbkowatej spiralnie łodygi, 
która jest w środku ujęta obwódką z liści i koń- 
czy się u szczytu jakby szyszką wyrastającą z pół- 
księżyca na podobnejże obwódzce liściastej wspar- 
tego (fig. 5). Nareszcie na ścięciu piramidy, wy- 
stępuje w płaskorzeźbie pies o długich uszach, 
z obróżą na szyi, sam jeden w biegu (fig. 9). Po 


I) Rysunku gryf6w nie dajemy. 


-
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMAI{'}[, 


153 


walkach ścian bocznych, po uroczystym nastroju 
pól wieka, ten zwierz domowy najlepiej kończy 
kompozycy
. Każda z tych grup, czy scen poje- 
dynczo uważanych, wygląda jakby stworzona na 
miejsce, które zajmuje i odpowiada jedna drugiej, 
a wszystkie razem dopełniają si
 nawzajem i two- 
rzą zamkni
tą i skończoną całość. Rysunek figur 
w scenach wzi
tych z życia jest słabszy, ale w pe- 
wnym siebie i pcł'nym akcentu kształcie zwierząt, 
mianowicie fantastycznych, dowodzi wielkich i da- 
wnych artystycznych tradycyj. Przy zetknięciu na- 
reszcie wieka ze ścianami biegnie do koła staro- 
arabski, kuficzny napis, stanowiący sarną formą 
swych grubo żłobionych liter, jakby fantastyczny 
płaski ornament. Napis ten zaczyna się od znaku 
krzyża świętego, wyraziście zaznaczonego. Brzmi 
on w nowożytnej arabskiej transkrypcyi, wedle 
prof. Karabacka, jak nast
puje: 


ternu, dla którego szkatułka była wykonana, co 
może prawdopodobniejszą jest rzeczą, w każdym 
wypadku, w związku z przedstawieniami płasko- 
rzeźb, pośrednio czy bezpośrednio, do tego osta. 
tniego się odnosi i dopełnia treść tych przedsta- 
wień w sposób bardzo wymowny. W tern zesta- 
wieniu razem z krzyżem, pozwala się on nam 
z góry i jedynie na podstawie uważniejszej obser- 
wacyi domyślać, że w całej figuralnej ornamenta- 
cyi tego wyrobu, została hyperbolicznym i prze- 
nośnym wschodnim językiem, wyrażona chwał'a 
chrześcijańskiego zwycięzcy nad Arabami, na tle 
walk, podniesiona do jakiejś uroczystej apoteozy 
i przed którą się korzy ten, co ten wyrób wyko. 
nał, lub go panu swemu w darze niesie. 
Bliższa analiza samych przedstawień prowa- 
dzi do tegoż samego wniosku. Przedstawienia 
te są naprzód z życia wzięte, czyli do pewnego 
stopnia historyczne, a następnie deko- 
racyjne. Do pierwszych należą konni 
rycerze. Z dwóch powyżej opisa- 
nych grup frontowej ściany, główna 
przedstawia walkę, a raczej tryumf 
rycerza chrześcijańskiego nad sara- 
ceńskim pieszym żołnierzem. Rycerz 
ten ma na sobie strój podobny, jaki 
widzimy na miniaturach X i począ- 
tku XI wieku w psałterzach biblioteki w Stutt- 
gardzie i z czasów Ottona III l), pancerz oczywi- 
ście ze skóry, nabijanej kwadratowemi blachami, 
czyli tak zwaną po niemiecku Brilnne, a po fran- 
cuzku broigne, której zwyczaj przeszedł z Bizan- 
cium na zachód 2); takąż sam
 tunikę pod spodem 
i takiż płaszcz, spięty fibulą na prawem ramieniu; 
jedno tylko obuwie na nim przypomina wschodnie 
obyczaje. Uprząż konia tegoż samego rodzaju spo- 
tyka się również na tych miniaturach. Co zaś do 
pieszego żołnierza, to 'wedle zdania prof. Kara- 
backa, który nam je przed laty listownie zakomu- 
nikować raczył, hcł'm jego jak głowa cukru jest 


/ 
UJt1 LI Y

ul 
J( uW L-j\\
 I __ eL I j( dl! I 
. , 
/' 

I 


co znaczy dosłownie: "Tylko do Ciebie je- 
dnego należy całe państwo! (Ja kocham 
Ciebie). T Y l k o d o C i e b i e j e d n e g o n a l e ż y 
całe państwo! (Ja: kocham Ciebie). Tylko do 
Ciebie jednego należy całe państwo! (Ja 
kocham Ciebie") l). Ta interpretacya napisu jest 
pewna, z wyjątkiem jednych słów: ./ 
"Ja kocham Ciebie", które 
ą. naj- 
 f 
niewyraźniejsze, czy najbardzIej za- . 
tarte. Czy jest to ustęp wyrwany z jakiegoś nie- 
znanego hymnu do Boga, jak przypuszcza prof. 
Karabacek, czy też raczej zwrot uwielbienia ku 


I) Prof. Józef Karabacek, jeden znajznakomitszych nowoiytnych 
Orientalistów i dyrektor instytutu Orientalnego w Wiedniu miał przed 
sobll podobizn.. napisu, SPorzlldzon'ł staraniem ks. kanonika Polkowskiego, 
któreśmy mu nadesłali w roku jeszcze 188,. Pod datą 2 i 6 kwietnia te- 
goi roku odebraliśmy od niego dwa listy, z których będziemy w tej 
pracy korzystali. Ks. kanonik Polkowski ze swej strony przesłał tąi samą 
podobiznę dwom innym Orientalistom, których tłomaczenie w Katalogu 
Skarbca zamieścił. Jedno z nich Dra. Ch, Rien, z Britisch .Mu:reum jest do 
naszego zbliione, drugie prof. Bick'la z Insbruku zupełnie r6ine. Ponie- 
wai jednak prof. Bickel jest specyalnym znawcą języka hebrajskiego, a nie 
arabskiego, jak prof, Karabacek, nie będziemy więc do jego wersyi, wagi 
przywiązywać. Prof. Karabacek nam wyraźnie pisze: "Zweifelhaft ist nur 
die Lesung: "Ich liebe dich..." , da diese Schrift:reichell unglaublich ver- 
/JUII{t sili d ; alles anderc ist sicher". 


- 


+ 


l) Zob. J. H. v. HEFNER-ALTENECK, Trachten, Kunstwerke und 
Gerijtschaften, Frankfurt am Main, ,879, T, I. Tabl. 22, 24 i 32. Podo- 
bny strój zreszl'ł widzimy z jednej strony w Sangalleńskiem Psalterium 
aureum z IX w. Tabl. 'I i na złotej emaliowanej blasze Monachijskiej 
przedstawiającej Ukrzyżowanie, także z w, IX. Tabl. 15, a z drugiej, 
w Ewangeliarzu Akwizgrańskim Ottona \II, Tabl. 36 i w Missale Mona- 
chijskiem Henryka II, Tab\. 48. 
2) Zob. VI(1l'OR GAY, Glossaire archeologique, art, Broigne, str. 228. 
Na powyiej przytoczonych miniaturach pancerzy takich, t, j. właściwe 
Brunne nie ma, ale czas jej rozprzestrzenienia się nie jest dotąd jasny. Cf 
Alwin, Schulz, das Hójisclle Leben :rur {eit der .Minnesinger, J.eipzig, 
t880, T, 11, str. 26, 27. 
\
>>>
154 


TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH, 




l i
:\I'!r i
: 
4
 .;'
rrttir
;:-. o . 
..1, r 
 S '...-'""

\.
, l' 11' 
(j
 t:: , _. \ 



..

 
;'o
:-'i
 + 

f'
 "" 1- 

- .'....
,. . 
 ''- L':, ,- 
----
". 
 ,

 
 ,( 
, . ,'....;;,.1),..:" '.... *...
..L ",,----_.. :;
 . 
, ,. " ...,
:'
 t.'-',,".'l
- .' ,,- '. , r.
, 
-..: T .' ; . 
'I{
ł' '-..""'
',p' ''"-.J'. '. ".. ...
. 

 . 'j';: : '" 



 '
i:,:r,"
" · 
. :1\ . ", o ',:\ \

:;o' 'J,I/i!'PI:.(,
, f'O ..,,\
..: 
''-o '\."""'
;":'
' , ,'.:' '"}.
'r,,:'. - ,.'1r:i
' 

 -.... i.\:
. J 
., ," ..,. I' l" ' 
l' 
:
 
:), 
I 


charakterystycznym hełmem arabskim z XII w. ; 
toż samo da się powiedzieć o całej zbroi, którą 
Arabowie wraz z innemi zwyczajami przejęli od 
Sassanidów, tudzież o okrągłym, z takim jak nasz 
ornamentem puklerzu, ddrake, od którego nasza 
tarC{a i niemiecka tartsche, jako wyraz, pochodzą 
(fig. 4) l). W drugiej grupie mamy przed sobą 
polowanie, a raczej pogrom lwa, przez podobnie 
uzbrojonego, a zatem również chrześcijańskiego 
rycerza (fig. 4) 2). 



.' , 
'
\
',;
 

/rf!A
-' ! 
I . · 


"., 


I 'I:'" 
 ...,."" 
. " 
. 
 
, '...... 
,I", ., 

 
l ,
 
s- 
. .. 
. J-. 


.. ' 


. } 
) 1\; 


. 

-". 


., .:. ' 
 :,.
;

..::.} ,:

t 
'.,,' ,

i!" --, 
:.,:" '. \
: :'h :.: ',' 


'1 1 ' : 
.... 
'1'"'" 


,,
 


. " 
..._ . 'Ioao, 

. J - - 


_ \..r .. 


Wszystkie inne motywy są dekoracyjne i mają 
charakter arabski. Nie mówiąc o architektonicznych 
ramach, które wymagają osobnego wyjaśnienia, to 
dekoracyę tę stanowią walczące ze sobą, lub spo- 
kojnie ustawione, fantastycznie i naturalistycznie 
pojęte zwierzęta i przeważnie, najczęściej się po- 
wtarzająca, jedna roślina. Zwierzętami temi są 
przedewszystkiem lwy, sfinks, krokodyl, pawie, 
gryfy i pies, a rośliną cyprys, czy to cały w po- 


I) J. KARABACEK, Ein damascenischer Leuchter des XIV Jahr- 
hunderts, Repertorium fur Knnstwissenschaft, l. Bd. 1876, str. 276. Z o- 
statnich c%asach wyszłej specyalnej pracy obroni dawnych Arabów: Dr. 
FB, WILCH. SCHWARZL08E, Die Wajfen der Alten Araber aus ihren 
Dichtern dargestelIt. Leipzig, 1886, dowiadujemy się, że Arabowie uży- 
wali krótkich i prostych mieczów niekiedy (str. 150), jak te, które wio 
dzimy w ręku walczącego ze lwem (fig. 5). pancerzy skórzanych i nabija- 
nych metalem (str. 325 i n.), hełmów podobnych do naszego. kt6re po- 
równywano do strusiego jaja (str. 350), nakoniec tarczy wypukłych (str, 
355). Ale książka ta wyłącznie lingwistyczna i literacka i pozbawionR 
illustracyj, nie daje dollć pewnych i jasnych podstaw, aby na niej można 
byro oprzeć archeologiczn, analizę. 
I) Nie potrzebujemy dowodzić rozpowszechnienia figur ludzkich 
i scen historycznych w sztuce mahometańskiej. Zob. o tern: HENRI LA- 
VOIX. LIs Arts Musulmans, De l'Emploi des Figures, Ga{ette des 
Beaux-Arts, 1875, T. XII, Liv. 218, 220 i 221, Cf. PRI88E D'AVENNE8, 
L'Art Arabe, Paris, 2877. 


śród tych zwierząt stojący, czy jako urwana ga- 
łązka umieszczony tu i owdzie. Motywy te znaj- 
dujące się już w sztuce assyryjskiej, persko-acha- 
menidzkiej i nareszcie sassanidzkiej, powtarzają się 
w całości w arabskiej i są powszechnemi i bez 
końca powtarzającemi się motywami na arabskich 
tkaninach XI, XII i XIII w. Ze sztuk dawniejszych 
przechodzą w sztukę klasyczną i bizantyńską; z sas- 
sanidzkiej a zwłaszcza arabskiej idą drogą handlu 
razem z temi tkaninami na zachód i w tych sa- 


, .......: 

 

 


,;..: 


. .. ....... 


''1 . 


.r' 


'"' 
.
. -. ....
""i'. 


 . :ł
.o 
. ._
(' .
 

.." 
..'...... '. 


\:. ':t.: 


Fig. 5. 


mych nieledwie, gdyż tylko nieznacznie zmodyfiko- 
wanych formach, wplatają się w ornamentacy
 ro- 
mańską 1). Sfinksy znajdujemy na tkaninach arab- 
sko - sycylijskich 2), psy na arabsko - azyatyckich 
w skarbcu kościoła Panny Maryi w Gdańsku 3), 
pawie i lwy zarazem około cyprysów na arab- 
skich tkaninach XII w. w Tuluzie i w Sens 4), 
żeby nie mówić o innych i nie mnożyć zbyt li. 
cznych przykładów. Dość jest rzucić okiem na 
rysunki tych tkanin w publikacyach Bocka, Viollet- 
le-Duca i Fischbacha, aby się o tern blizkiem 


l) Muzeum XX. Czartoryskich w Krakowie posiada szkatułkę, obi- 
janą wytłaczanemi srebrnemi blachami (Nr. 557 zbiorów M,), której 01'- 
namentacya. tak pokrewna naszej. pochodzi jeśli nie ze źródeł romańskich 
tego rodzaju, to z klasycznych resp. starochrześcijańskich. Widzimy na 
niej walki zwierząt, centaury, jelenie. pawie, ptaki z głowami ludzkiemi. 
orły rzucające się na zające, psy na lw6w, gryfy, jednem srowem też 
same przedstawienia, co na szkaturce z kości słoniowej z WQrzburga. 
którą HEFNER,AI.TENEK odnosi do V w. po ChI', (l. c. Tabl. I). Sądzimy 
jednak, że jest p6źniejsza. 
I) FR. FI8CHBACH, Ornamente der Gewebe, 1883. Tabl. 129, . 
.) A, HINZ, Die Schat{kammer der Marienkirche (U Dan{ig. Dan- 
zig 1870, 2 Th. Tabl. XXXI i XXXII. 
') VIOLLET-I,E DuC, Dictionnaire raisonnć du mohilier francais, 1874. 
T. III. art. Etoffes, Tabl. VI. 


--
>>>
TRZY ZABYTKI DAI,EKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH. 


155 


pokrewieństwie, jeżeli nie o zupełnej identyczności 
między te mi motywami a motywami tkanin prze- 
konać. Styl rysunku tych zwierząt przechodząc 
w ten sposób wieki historyi i tak rozmaitych cywiliza- 
cyj, przeważnie drogą tkanin, zachował w pewnych 
wybitnych swych cechach, ślad tego pochodzenia 
i związanego z niem dekoracyjnego charakteru. 
Uderza nas w nim naprzód przejście form zwie- 
rzęcych w roślinne, lub wyjątkowo w formy zwie- 
rząt innego rodzaju. Na naszych przedstawieniach 
ogony wszystkich lwów, nawet tych, co są wyo- 
brażone w walce z człowiekiem, a zatem w real- 
nej i z życia bezpośrednio zaczerpniętej akcyi, koń- 
czą się roślinne mi palmetami, łby ich mają twarze 
ludzkie (fig. 6) 1), a ogon sfinksa ma na samym 


: .,,1'-" .... C;;''': fi .. .-, ;" t.,
 
 
ł 
 ''::'';
 
 .- 
 . 
i'1i',:: :' ' i 
: 1
 .£
!.' -g; I.\r') 
-ł-
' "'
 ,)!I., 
 II 
 l" ' , 
. 
 "-
_
'_ ." 
\ 
::

 
 r-
 . 
-
'-!.';i -
r-!. 
." . 
 

_ .:.- 
 :;.Joo __ _ - ... . ..... 
ł 

 t " ;':' , ,..,C" 
'
_".,,".
\\\.. J,' '. : 

 
 y.., -; ',...'. . " ".,' ;-:\\ ' 

::"'e:' 
. (' ,.f....,.

..'....
...JJ'.
r.I....., '9
'''- 
,: ,,', " " " I l ' :L
: '
', 

 I , ,. :- '\'t ' I ":" 
;', i "';' " ,
 
 
 ,.
,:
' .:
 -

,.' ,  ." :,' 

..!" 
 '. " ł '" : . ...., 1\- . .. l.... 
) 
." 
 h '.. \. =..c.
. 

 ..-r 


.J.. L

: .,. . . .......... 
,"" :. '. (, , "'" ...
, " ,.,' 
:
 ,: ,
?.!-=-': 
.'
 . .',' . ....'\t'f} , ,
::jy "'., ' 
: ;" , " : ';"
 ,.. 
 ,..,-:t,
 .;i

.", . , ".:
. :
 
 fIii.. . 
" '.. """. }/ j ! ' t., j. ,!,. ':."', ' ..c"', \. 
j h, ..... 
 ,','.' " 
,' ".( _';' o,'
 "'
' 
. ..' -f','\-- t' '.. -, -.:.. I!i ' " '" 
"ł ,.:....... "łI:

i 
"

 -?' 
 ' :
i"
" · 
. \ ,;.o 0C ' '\
; .


. '
"
" '" j'; :;: ' 
,;,' y, ", 
'r,:':'f'

"'-"'-' 
'
',.",
 
.J! 
 ('1 1:\.,:.. ....... _ ." bt. 
,".'" , 
 '" , ,..,.,:j.._"'" ' - c. :,';' , , ':' , 


Fig. 6. 


końcu osadzoną głowę węża (fig. 7). Też same 
zwierzęta i dla tych samych powodów są wyo- 
brażone albo z dwoma głowami symetrycznie so- 
bie na dwóch krańcach ciała odpowiadającemi, jak 
u krokodyla walczącego ze sfinksem, lub też przy 
jednej wspólnej głowie mają dwa korpusy z dwóch 
stron się rozchodzące, jak w walce lwów ze sobą. 
Bardzo być może, że ten ostatni motyw, który już 
na naj starszych azyatyckich wyrobach spotykamy, 
miał swój początek w usiłowaniu tak charaktery- 
stycznem pierwotnych czasów, uwydatnienia wy- 
pukłości kształtu i wskutek tego przedstawienia go 
jednocześnie z obu stron, czego nie można było 
uczynić inaczej, jak osadzając dwa korpusy na je- 


I) Lwy z twarzami ludzkiemi na tkaninach arabskich: Zob. FR. 
BOCK, Geschichte der liturgischen Gewiinder des Mittelalters T. l. str. 4 1 
I Tabl. VI. 


Sprawoadanle KOWB11 do bad. hbt, Bztuki. Tom III. Zetlz,IV. 


--- 


dnej głowie 1). W każdym razie utrzymał on się 
i przyjął, jako szczęśliwy środek wypełnienia prze- 
strzeni, w epokach, które już pierwotną naiwność 
straciły. Symetryczny układ dwóch zwierząt tej 
samej wielkości i tegoż samego kształtu, powtarza- 
jących się identycznie i niezmiennie z dwóch stron 
jakiegoś środkowego przedmiotu, wprowadzający 
rytm i miarę w układ motywów, ma sam przez 
się ornamentacyjny charakter. Nakoniec długie 
ogony zwierząt, jak n. p. lwów, zagięte w tył i za- 
kręcone około nogi, a następnie wyrzucone, że tak 
powiemy w górę, noszą w całym swym kształcie 
i w kierunku swego zagięcia, ślad techniki tkackiej, 
która używając lwa, jako dekoracyjnego i powta. 
rzającego się ustawicznie motywu, nietylko potrze- 


: f 
j-}a , 



1


'R'7'" l: 
 
,--", 
.",

l'
'
J.
l

'i(\\ ''-.' r "J,t 
"
,
 ::':
:0
:./J . -


,
,
 

. 
,,' 
,/ "
' ....' ,,
, "' \i' " l . 
:;"
J
-
 . ',';;: .... 
H'-":'
';;" 
.1 ',' \\
 ' .....' ........'t. ' 
 
' '
;L,' ..' \. :1 
;'

 :/. \
-1
. ;: 
 .

 
 .,' ,:: . 
,. ". 
L " ,l ',', '" , ..... 
" ?

 .
:' 
!
"i- ,


';'" '",-," "'


=
' 
.. , )' ,}. .. "- ".,' --,. 
 
"I :.: 
;
\
" . , 
:,:, r' '
'
'
 ,.,' ,'. '-ł-, 
'; ł 
!i. ł 
.t ' 
'I ," 


,

._; ,. 
lo": . 


.' 


'
ł- 



'...( 

' 


" 


e-' 
:--' 


.. ..
 


Fig. 7. 


bowała ten długi ogon w zamkniętym i skupio- 
nym w sobie rysunku zwierzęcia pomieścić, ale nie 
miała innych środków, dla uwydatnienia silnej jego 
budowy i odznaczenia wypukłości tylnego kościo- 
składu. Ten zmysł dekoracyjny nietylko jest wi- 
doczny w pojęciu kształtu samych zwierząt i ich 
układzie; jeszcze bardziej bije on w oczy w in- 
stynkcie wszystkich sztuk pierwotnych i prastarych, 
dążących do równomiernego zapełnienia przestrzeni 
i który tak jak natura nie znosi próżni: horret 
vacuum. W grupie walki dwóch lwów z lwem 
trzecim, ten ostatni zajmuje tylnym swym korpu- 
sem część tła i pozostawia puste miejsce koło 


l) Zob. o tern uwagi A. S. MURRAY, Perspective as applied in ear!r 
greck art, The Journal oJ Hellenic Studies, Vol. 11, str. 318, 323. M6wi 
on: "Twa lions amicab[y confronted are an absurd spectacie to common 
intelligence" . 


20
>>>
156 


TRZY ZABYTKI DALEKrF.GO WSCHODU NA NAAZYCH ZrF.MTACH, 


głowy, które należało wypełnić. W próżni
 tę za- 
tem rzuconą została gałązka cyprysu, z walką nie 
mająca związku, ale przywracająca rysunkową 
równowagę. Toż samo jest na wieku, w grupie 
lwów i gryfów, gdzie dolne kąty pola wymagały 
zapełnienia. Idzie to tak daleko, że każda pusta 
przestrzeń się ornamentuje. W naszym wypadku 
kropkowane arabeski zdobią nietylko czapkę sfin- 
ksa, hełm Araba, nasadniki kapiteli, ale nawet 
wyciągnięty język lwa, którego zapaśnik z mieczem 
w ręku powalił o ziemię (fig. 5) l). Pokazuje to 
najlepiej, jaki zmysł całej tej ornamentacyi prze- 
wodniczy i jak dobrze ona charakteryzuje ten 
Wschód, ojczyznę nieledwie wszystkich, przynaj- 
mniej najważniejszych motywów dekoracyjnych 
ludzkości, którego wyroby są dla nas dotąd wzorami 
dekoracyi. 
Ale to nie wszystko. Na formie się ta deko- 
racya nie kończy. Obok niej i w niej samej, ma 
ona treść ukrytą. Motywy te, jakkolwiek orna men- 
tacyjnie użyte, wyrażają pewną myśl i są same 
przez się symboliczne. Prof. Karabacek dowiódł 
niezbicie jak wielką rolę gra symbolika w orna- 
mentacyi perskiej i arabskiej 2). Wiemy dobrze, że 
nieraz same tylko napozór arabeski, służące za 
ornament i cieszące jako takie oko, zaginające się 
fantastycznie i łamiące, aby ustroić i wypełnić 
przestrzeń, są złożone z liter, które uważny zna",vca 
odczytuje i w których zestawieniu ze sobą znajduje 
werset Koranu lub strofę poety; wiemy, że na ca. 
łym mahometańskim Wschodzie bukiety kwiatów 
tworzą nieraz znaczące selamy, które można zro- 
zumieć nie będąc księżniczką tysiąca nocy i jednej. 
Toż samo ma miejsce i tutaj. Obok tryumfu chrze- 
ścijańskiego rycerza nad saraceńskim żołnierzem, 
mamy podobny trYlImf jego nad lwem, a na stro- 
nie przeciwnej wyobrażone nieszczęśliwe walki 
wschodnich ludzi i Arabów, jakby typy same do- 
myślać się pozwalały, ze lwami. W symbolice 
Islamu lew oznacza panującego: sułtan melik, albo 
panowanie: mulk 3). Artysta zestawiając te walki ze 
sobą, daje nam do zrozumienia jakiego to wroga 
nasz rycerz pokonał, mówi nam wyraźnie, że wróg 
ten był prawdziwym sułtanem i żeby to pojęcie 


l) Na naszej rycinie szczeg6ły te nie dość wyraźnie wyst'lpiły. 
I) W podstawowem swem dziele: Die Persische Nadelmalerei 
Susandschird. Leipzig, 1881. Wspomina on nawet naszą szkatułktC, ozna- 
cza i tłomaczy jej pochodzenie na podstawie rysunku pojedynczych figur, 
kt6reśmy mu nadesłali, ale nie wchodzi w jej szczeg6łową analiztC. po- 
niewaf jej nie widział. Zob. str. 149. 
B) KARABACEK, Die Persische Nadelmalerei, str. 142. 


tern donioślejsze m uczynić, mnoży i powtarza sceny 
jedna za drugą, pokazuje groźne czyny tego suł- 
tana a przez toż samo uwydatnia znaczenie zwy- 
cięztwa. Hyperł"oliczny język wschodnich porównań 
w każdej nowej grupie przybiera coraz silniejszy 
ton i podnosi się do coraz wyższego nastroju. Na 
bocznych ścianach dwa lwy o jednej głowie, wal- 
czące ze lwem jednym, są tylko dalszą parafrazą 
tej samej myśli. Nakoniec przychodzi sfinks z kro- 
kodylem. Sfinks nazywa się w symbolicznym arab- 
skim j
zyku Abll-l-hol, co znaczy " ojciec stra- 
chu", a krokodyl, timsah, "potężny, lwu równy 
wróg" l). Mamy zatem przed sobą w grupie osta- 
tniej "ojca strachu", który pokonał "lwowowi ró- 
wnego wroga", tak jak ów chrześcijański rycerz 
Araba. Ten paralelizm walk człowieka z walkami 
zwierząt przeszt:dł ze Wschodu w średnich wie- 
kach w romanizm, a w następstwie i do nas. 
Spotykamy go na portalach i ścianach romańskich 
kościołów i kapitelach kolumn. Na niektórych pia- 
stowskich monetach, mianowicie Władysława II, 
widzimy z jednej strony olbrzyma, uderzającego 
mieczem małą postać klęczącą u jego stóp, a z dru- 
giej orła rzucającego się na sarnę 2). Dekoracya 
zatem rzeźbiarska i plastyczna całej dolnej części 
szkatułki w tern świetle staje się zrozumiała i ja- 
sna; jest ona w treści swej naj właściwszą, że tak 
powiemy podstawą napisu, który ją wieńczy. Zda- 
jąc sobie z niej spraw
, rozumiemy dobrze dla 
czego napis nam mówi: "do Ciebie jednego należy 
całe państWo!". 
Lecz idźmy dalej. Na ścianach wieka przed- 
stawiony jest cyprys, między dwoma lwa
i, dwa 
razy powtórzonemi pawiami i nakoniec gryfami 
(fig. 4 i 8). Oznacza on drzewo życia i idzie swym 
początkiem od naj starszych assyryjskich tradycyj. 
Drzewo to znajdujemy na pomnikach perskich 
Achamenidów i Sassanidów, a po nich Indyan 
i Arabów. Jest to biała rajska Homa, czyli Horn, 
albo Soma, której sok żywotny zapewnia tym co 
go piją nieśmiertelność. Arabi nazywają je Thuba 3). 
Wedle ich pojęć rośnie ono w raju i u jego stóp 
wierny wyznawca Iślamu życia wiecznego używać 
będzie, ale aby zapewnił sobie i "kupił, mówiąc 
wschodnim językiem, miejsce pod niem na całą 
wieczność, musi już za życia rozpiąć w jego 


J 


I) Tamże, str. 150. 
I) cr. STBONCZYŃSKJ, Dawne Monety Polskie, Piotrków, 1884 r. 
Część II, Tabl. VIII. 
8) KARABACEK, Die Persische Nadelmalerei, str. 152, 153.
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH, 


157 


cieniu namiot" l). We wszystkich wschodnich przed- 
stawieniach otaczają go symetrycznie ustawione 
i w uroczystym nastroju pojęte zwierzęta. .Wyo- 
brażają one uwielbienie i ukorzenie się przed niem 
całego stworzenia. ,V assyryjskiej sztuce jednorożce 
czy kozły padają często na kolana z dwóch jego 


. 
, 
'..{ 


.i... 


';. ".--,,' 
,-- 
.. :: 
 ::: 


,. 


...i.._ 
, 


" , 
I' ';...... , 


_f "._ 


. 
i" 


ł I f I" 


Fig, 8. 


stron 2). Tutaj mamy spokojne i stojące z podnie- 
sionemi w górę głowami i z wyciągniętemi nieraz 
językami lwy, gryfy i pawie. Znaczenie tych scen, 
tłomaczy nam wymownie wzór tkaniny arabskiej 
XI czy XII w. z kościoła s. Sernin w Tuluzie, 
na której pod takiemiż samemi jak nasze i tak 
samo koło Thuby stylizowanemi pawiami brzmi 
kuficzny napis: "B ł o g o s ł a w i e ń s t w o d o s k o- 
n ał e!" 3). Drzewo samo, horn czy thuba bywa 
rozmaicie przedstawiane. Na assyryjskich pomni- 
kach jest to albo tarnariscus, albo rodzaj palmety 
liściastej, czy też obrosłej szyszkami, na sassanidz- 
kich przybiera ono najrozmaitsze i naj fantasty- 
czniejsze kształty, raz o szerokich liściach, jak na 
znanej wazie z St. Maurice au Valais, to znowu 
o delikatnych szypułkach i o wyniosłej, a cienkiej 
łodydze, jak niekiedy na tkaninach; na perskich 
i arabskich kobiercach przypomina raz irys, to 
znowu ma nieokreślony i fantastyczny kształt 
z szyszką u wierzchu, ale we wszystkich tych wy- 
padkach jest nieledwie zawsze ornamentacyjnie po- 
jęte i pod wpływem dekoracyjnych warunków się 
powoli zmienia i transformuje 4). W pewnej jednak 
epoce zastąpione bywa drzewem cmentarzy i gro- 


J) Tam!e, str. 154. 
») PERROT et CHIPIEZ, I. c. T. II. str. 321, fig. 138. 
I) VIOLLET.LE,Duc, I. c. Tabl. VI. 
i) cr. FERD, PIPER, Der Baum des Lebens, El1angelischer Kalen- 
der fur 1 86.fł, str, 76 i następne, tudzie! CAHIER et MARTIN, Melal/ges 
d' archeologie. T. III, :ltr. 124. 


-- 


bów-cyprysem, z którego przeznaczeniem i trwałą 
zielenią wiąże się od dawna myśl nieśmiertelno- 
ści l). W tej już formie spotykamy je najczęściej 
na bizantyńskich pomnikach rozmaitego rodzaju, 
również jak na arabskich. Ale obok cyprysu, który 
rozdziela tak lwy, jak gryfy, od siebie, mamy, mi,,- 
dzy pawiami naszego wieka długą, spiralnie żłób- 
kowaną łodygę z szyszką wyrastającą z półksiężyca, 
która budzi wspomnienie assyryjskich szyszek ta- 
kich samych, wyrastających z tak ulubionych w tym 
stylu wolut. Wybór zwierząt przeznaczonych do 
adoracyi na nasze m wieku nie jest dowolny. Ka- 
żda ich grupa odpowiada najlepiej miejscu, na 
którcm jest wyobrażona. Lwy koronują przedsta- 
wienie tryumfu i zwycięztwa, gryfy, z któremi się 
zawsze we wschodnich wyobrażeniach pojęcie 
śmierci wiąże, sceny grozy i strachu, a dwa pa- 
wie na bokach, ze związanem z niemi pojęciem 
życia, pośredniczą między tym tryumfem, a tą 
śmiercią. Całość jak z tego widzimy przedstawia 
nam zycie przysz.łe, a raczej: "błogosławieństwo 
doskonałe" w cieniu rajskiego drzewa, na całą 
wieczność. Po tryumfie. i panowaniu, które jest 
SZczęSClem ziemskiem, mamy zatem przed sobą 
szczęście niebieskie. Rycerz, który pokonał swych 
wrogów za życia, rozbił tern samem namiot swój 
w cieniu świętego drzewa i będzie pod niem spo- 
czywał po śmierci. 
Nakoniec przychodzi jedno jeszcze przedsta- 
wienie, które całą kompozycyę zamyka. i kończy. 
Na ściętej powierzchni piramidy koronującej szka- 
tułkę biegnie pies gończy z obróżą (fig. 9). 


r-
' ..., ,..;-,-'
 
 ' . ", " I 
, " _.' . Os ....,' ', / - 
.', .,
 -
 -', '" 
 
,': - ,

; -n', \',';': r 
I ,_, 'If I _, 
'.:' " , 
t 
 'o" ' , " "
 ' ;,'. 

. :-.,. :A '- 
..'l.'II "'
Jf"łt, _....,."..,._. . 


... "..... '. 
 . 


Fig. 9" 


Ze wszystkich źródeł wiemy, jak wielką rolę 
w życiu tych wschodnich społeczeństw grały łowy 
i nie mniejszą u Arabów, jak u poprzedzających 
ich perskich Sassanidów, czy Achamenidów, lub 
też jeszcze dawniejszych Assyryjczyków. Na dwo- 
rach sułtanów i kalifów, każdy szczęśliwy myśli- 
wiec, łowczy, dworzanin, czy sługa, za zabicie 


J) cr. o znaczeniu cyprysu: PAULUB CAB8EL, Literatur und Sym- 
bolik, Leipzig, 1884.
>>>
158 


TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU YA NASZYCH ZIEMIACH. 


gazelli lub strusia, dostawał drogocenną suknię ho- 
norową. Szczęśliwe łowy dawały sławę in i pod- 
nosiły tego, który brał w nich udział do godności 
rife l). Pies, ze złotą obróżą, którą mu za zasługę 
w takich łowach wł'ożono, stał się symbolem sławy. 
Na prześlicznej arabskiej szkatułce z kości słonio- 
wej, która należy do przemysłowego Muzeum 
w Berlinie, pod szeregiem psów z obróżami czy- 
tamy napis: in-jadem: "trwała sława!" 2). I u nas 
zatem ten pies w obróży, tak podobny do tego, 
który lwa o śmierć przyprawia, na jednem z przed- 
stawień, oznacza sławę. Po tryumfie w życiu do. 
czesnem i szczęściu jakie ten daje, po zapewnieniu 
szczęścia wiecznego, mamy więc posiadaczowi na- 
szej szkatułki zapewnioną sławę. Wszystko co tylko 
może być pożądanego dla człowieka jest mu dane: 
panowanie na ziemi, żywot wieczny w niebie i po 
śmierci sława. Piętrzy się to od dołu i idzie coraz 
wyżej w górę. Od dotykalnych i realnych danych 
się zaczyna i do idealnych przechodzi, aby się na 
najmniej ujętych i znikomych, lecz równie zawsze 
pożądanych, skończyć. Wobec tego, jakże silnego 
akcentu nabiera sam napis, jak dobrze czujemy, 
że streszcza on tylko w słowach to, co plastyczne 
formy w swój sposób wypowiadają: wszystko co 
posiąść może człowiek, całe jego państwo! 
Bukiet dekoracyjnych kwiatów, mówiąc wscho- 
dnim językiem, zamienił się na selam, któryś my 
w najdrobniejszych szczegółach wytłomaczyli, ale 
nie powiedzieliśmy nic dotąd o dacie szkatułki, 
. 
ani o miejscu jej powstania. Tak krzyż chrze- 
ścijański, jak paleograficzne właściwości, a miano- 
wicie jak ductus już zepsuty napisu, świadczą zda- 
niem prof. Karabacka, że nie może być ona star- 
sza nad w. XII. Dacie tej odpowiada zresztą sty- 
lizacya zwierzęcych motywów, którą w podobnych 
formach na tkaninach arabskich tego stulecia znaj- 
dujemy. Wykonana być zatem musiała przez ja- 
kiegoś arabskiego artystę, dla chrześcijańskiego pa- 
nującego w tych czasach i krajach, w których te 
dwa żywioły arabski i chrześcijański, stykały się 
naj bliżej i mięszały, wpływając wzajemnie na sie- 
bie, a zatem w Hiszpanii, Sycylii, Syryi lub Pa- 
lestynie, Sądzimy jednak, że można to pochodze. 
nie bliżej i z pewną ścisłością oznaczyć, wyjaśnia- 
jąc niektóre wątpliwości, o jakicheśmy dotąd nie 
mówili, a jakie nasz wyrób nasuwa. Jest rzeczą 


I) KARABACEK, l. t'. str. '47, 14 8 . 
II) Tamie, cr. Fuhrer durch d;e Sammlungen des Kunstgl!werbe- 
.łfuseums, Berlin, 1885, z katedry w Speier, str. 14. 


pewną, że mimo swego arabskiego charakteru, 
szkatułka nasza różni się pod wielu względami od 
wielu innych, a jej współczesnych arabskich wy- 
robów. Co ją przedewszystkiem od tych ostatnich 
odróżnia, to względna oszczędność w użyciu gię- 
tych linij i właściwych arabesek, których obfitość 
tamte cechuje, widoczna w niej przewaga kształ- 
tów prostych i szerokiego plastycznego modelunku, 
nad drobnostkową, linearną czy roślinną ornamen- 
tacyą. Dekoracya jej jakeśmy widzieli składa się 
z ram architektonicznych i wielkich grup figural- 
nych, wystarczających sobie samym, a zatem 
w swych rysunkowych i stylistycznych pierwia- 
stkach, zbliża się już przez to samo więcej do 
stylu klasycznego. Architektoniczne jej ramy nastę- 
pnie mają, co jeszcze bardziej uderza, pewne formy 
bardziej jak zwykle w arabskiej architekturze, sztuce 
bizantyńskiej pokrewne, jak n. p. ten w arabski 
sposób ornamentowany, ale bizantyński nasadnik, 
pośredniczący między spadkiem łuku, a barbarzyń- 
skim jońskim kapitelem. Toż samo do pewnego 
stopnia powiedzieć można o wolutach kapitelu sa- 
mego, przypominających naj dawniejsze azyatyckie 
tradycye, ale do których architektura arabska nie 
ma szczególniejszego zamiłowania. Liście akantu 
w naszyjniku tych wolut wyglądają jakby wyjęte 
z późnych bizantyńskich miniatur. Wszystko to na- 
daje naszej szkatułce charakter różny od znanych 
nam współczesnych metalowych wyrobów arabsko- 
sycylijskich, lub maurytańsko - hiszpańskich, a na- 
wet od tych, które pochodzą z głębi Syryi. Ta 
przewaga modelunku nad linearnym rysunkiem i ta 
plastyczna ornamentacya przypomina najbardziej 
resztki i fragmenty, jakie pozostały w dzisiejszem 
Koniah, w starożytne m Iconium, po rzeźbach XII 
wieku z czasów Seldżuków l). Mieliśmy sposobność 
tam sami przed laty oglądać fryzy złożone dzisiaj 
na składzie, a pochodzące z dawnych murów miasta, 
na których są przedstawione goniące się zwierzęta, 
pantery, jelenie, gryfy i słonie, orły dwugłowe i geniu- 
sze skrzydlate z koronami na głowie, w fantastycznych 
strojach mające podobną cechę. W rozwalonych dzi- 
siaj oberżach, czyli tak zwanych khanach przydro- 
żnychAzyi Mniejszej, można napotkać nieraz półsłupia 
wałkami takiemi obramowane, jak w naszym wy- 
padku. Toż samo być musi w tych częściach Sy- 
ryi lub Palestyny, a mianowicie w tych miastach, 


1 


I) cr. Lions et Faucon, du chateau de Konieh: TEXIER, Asie Mi- 
neur, Paris, MDCCCLXII. Tabl. 57, w Univers Pittoresque. WielkiegQ 
dzieła TEXIER, o Azyi Mniejszej, z Attlasem, nie mamy pod nik,. 


..
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH. 


159 


w których żywioł saraceński bezpośrednio się sty- 
kał z bizantyńskim i gdzie ludność arabska żyła 
obok greckiej, jak w Antiochii, w Edessie, a na- 
wet w Jeruzalem. Sądzimy zatem, że nasza szka- 
tułka wykonana została w jednem z tych centrów, 
zawojowanych przez Chrześcijan po pierwszej woj- 
nie krzyżowej i dla jednego z panujących tam 
wówczas. Wiemy, że rycerze krzyżowi i ci, którzy 
byli ich przewodnikami, tworząc efemeryczne swe 
państwa i urządzając je na sposób feudalny, żenili 
się z Saracenkarni. przyjmowali obyczaje arabskie 
i z drugiej strony, sami wpływali na miejscową 
ludność. W takich warunkach jedynie mogła ona 
powstać i wyjść z rąk arabskiego kunsztmistrza, na 
cześć jakiegoś Bohemonda czy Baldwina, którego 
tryumf i chwałę, ze wschodnią przesadą i wscho, 
dnim hiperbolizmem, dekoracyami swemi i przed- 
stawieniami opiewa. Jako pomnik z tych czasów, 
wiążący się całym swym charakterem z tak wiel- 
kiej doniosłości wypadkami, szkatułka ta jest wy- 
jątkowym zabytkiem, którego katedrze naszej naj- 
bogatsze zbiory i skarbce katedralne pozazdrościć 
mogą. Jedyna druga o ile nam wiadomo, szka- 
tułka tego rodzaju, wykonana w srebrze i opa- 
trzona chrześcijańsko-arabskim napisem, a pocho- 
dząca jak się zdaje z XIII w. znajduje się w skarbcu 
rycerzy Zakonu Niemieckiego w Wiedniu, jak nam 
donosi prof. Karabacek. 
Jest jeszcze jedna wątpliwość, której nie usu- 
nęliśmy dotąd, a która zdaje się osłabiać ścisłość 
tego rozumowania. Wątpliwością to jest strój 
i uzbrojenie chrześcijańskich rycerzy na naszych 
przedstawieniach. Widzieliśmy już, że pochodzi on 
z X czy XI w. i że stoi wskutek tego w sprzeczno- 
ści z oznaczoną przez nas datą, W końcu Xl 
i w XII w. rycerze palestyńscy takich już zbroi 
nie nosili. Inaczej bezwątpienia wyglądał ten ry- 
cerz na cześć którego ją wykonano. Głębsze zasta- 
nowienie się jednak nad warunkami rzemieślni- 
czych technik i nad trwałością wschodnich trady- 
cyj, tę pozorną sprzeczność tłomaczy. Wyroby ta- 
kież same, ale przeznaczone dla wyznawców lślamu, 
dla sułtanów i kalifów, z podobną dekoracyą i ta- 
kierniż samemi przedstawieniami, należały do dość 
powszechnych w ówczesnym arabskim i maury- 
tańskim świecie. Przy innym stylu nieraz wyrażały 
one też same myśli, tylko że wyobrażono na nich 
tryumf saraceń
kiego rycerza nad chrześcijańskim. 
Prof. Karabacek zwraca naszą uwagę na ścienne 
malowidła maurytm
skiego pochodzenia w jednej 


............. - 


z wież kościoła św. Dominika w Segowii, gdzie 
ta scena jest tak właśnie pojęta l). Stroje i atry- 
buty walczących były tradycyą artystyczną i rze- 
mieślniczą utarte; każdy mógł odgadnąć od razu 
kto jest zwycięzcą, a kto zwyciężonym. Arabowie 
przed zetknięciem się swoim ze światem zacho- 
dnim, innych chrześcijańskich rycerzy, jak rzym- 
sko-wschodni, z czasów upadku, nie znali. Taki 
strój i taką zbroje nosili jeźdzcy bizantyńscy IX 
i X stulecia i tak też sobie zawsze Chrześcijan 
wyobrażano. Pod imieniem Franków po dziś dziel
 
na Wschodzie rozumieją wszystkich Chrześcijan 
zachodnich. W naszym wypadku zmieniły się tylko 
rolę, ale strój się wiernie utrzymat Popiera on 
sam przez się oznaczenie miejsca i kraju, w któ, 
rym nasza szkatułka powstała. 
Jakim sposobem i kiedy dostała się ona do Polski 
i do skarbca katedralnego? Jest to ostatnie pytanie, 
na które wypada nam odpowiedzieć. Najstarszy 
inwentarz skarbca z XII stulecia, z którego wyją- 
tek podług Monumentów, ks. kanonik Polkowski 
przytacza, jest tak ogólnikowy, że z niego to jedno 
tylko wiemy, iż skarbiec ówczesny (r. 1110) po- 
siadał relikwiarze w kształcie szkatułek srebrem obi- 
tych: "Scriniola quatllor ar gento tecia", ale czy mię- 
dzy niemi znajdowała się nasza szkatułka, cała w sre- 
brze wykonana, jest to rzeczą więcej jak wątpliwą, 
a przynajmniej niczem treścią tego tekstu nie uspra- 
wiedliwioną. Pierwszą wzmiankę odnoszącą się do 
naszego zabytku i pozwalającą nam 
o rzeczywiście 
rozpoznać, znajdujemy dopiero w inwentarzu z dru- 
giej połowy XVI w. z r. 1563. Wzmianka ta brzmi 
jak następuje: "hem tabernaculum, aliud minus 
per modum scrinii totum argenteum, inauratum 
pal/ide in qua (sic) servatur gleba S. Stanislai (?), 
cum imaginibus pardorum, leonum et mOlJStrorum 
mari11um et a liis " . Przy czem inną ręką dopisano: 
"Conversum est in usum trium vasculorum et sca- 
tullarum argantearum ad chrisma conservandum, 
iussu Illmi et Rendi Domini Georgii Cardinalis Rad- 
dzivili Episcopi Cracoviensis. Repertum est in scrinio 
venerabilis capituli" 2). Była w nim zatem ziemia? 
jaka? Sądzono zapewnę wówczas, że przesiąknięta 
krwią Ś. Stanisława, a na jej miejsce złożono trzy 
naczynia i szkatułki do olejów świętych. Co się 


I) Publikowane w Monumentos arquitectonicos de Espagna: Zoca 
los pintados en el interior de la torre de santo Domingo, vulgo de Her-- 
culesj Museo Espanol de Antiguedades, Madrid. ,88,. 
II) Cyt. przez ks. POLKOWBKIEGO we wspomnianym art. Czasu 
z 188, r.
>>>
160 


l 


TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NAI:;ZYCII ZIEMIA(,H. 


stało z tą ziemią, jak długo relikwiarz tcn leżał 
w skrzyni przewielebnej kapituły, kiedy si
 do niej 
dostał i kto, w jakiej epoce go do skarbca ofiaro- 
wał? - tego nam ten inwentarz nie mówi. Mo- 
żemy si
 jednakże domyślać, że tego rodzaju zabytek, 
tak charakterystyczny i takie mający pochodzenie 
nic mógł być przez kapitułę nabyty w zwyczajnych 
okolicznościach. 
Wszelkie prawdopobienstwo twierdzić pozwala, 
że był on własnością skarbca od wieków średnich. 
Na pewno prawie powiedzieć można, że wiąże si
 
on ściśle z jedynym współudziałem Polski w woj- 
nach krzyżowych, z wyprawą Henryka Sandomier- 
skiego i Jaksy Gryffity, do Ziemi świ
tej. W roku 
1154, między drugą, a trzecią wojną krzyżową, 
wtedy kiedy sprawy chrześcijaństwa na Wschodzie 
szły jak najgorzej i kiedy jedno zwyci
stwo pod Aska- 
lonem zaczęło podnosić otuch
, jedyny, prawdziwy 
średniowieczny rycerz z synów Bolesława Krzy- 
woustego, Henryk, rzucił kraj i ojcowiznę i poszedł 
walczyć z Saracenami. Towarzyszył mu w tej wy- 
prawie Jaksa Gryff. Jak ważną dla nich obu był'a ta 
myśl, której poświ
cili życie, najlepszym tego do- 
wodem, że piewszy był fundatorem Joannitów 
w Zagościu, a drugi Bożogrobców w Miechowie. 
Jakiemi szli drogami, gdzie przebywali, i gdzie, 
a nawet jak długo walczyli, o tern zamilczał kla- 
sztorny amalista, który o tern wspomina l). Ale 
jest rzeczą łatwo zrozumiałą, że wróci wszy po tylu 


trudach z tak dalekiej i świ
tej wyprawy do kraju, 
chcieli złożyć w najpierwszej świątyni polskiej, 
w katedrze na Wawelu, to co z sobą przywieźli 
najdroższego. Jeden z nich, książe Henryk, czy 
Jaksa, musiał ofiarować wówczas naszą szkatułk
 
skarbcowi, która została zamieniona na relikwiarz. 
Bardzo być może nawet, że ziemia, którą w niej 
znaleziono w XVI w. była ziemią Palestyńską, tąż 
samą ziemią świętą, ziemią grobu Chrystusowego 
i Golgoty, którą Pizańczycy zwozili wiek przedtem 
do swej włoskiej ojczyzny, aby nią wysypać swoje 
Campo.sa71to. Pami
ć się tego daru i tego pocho- 
dzenia zatarła, nierozumiejąc znaczenia tej ziemi 
potem, związano ją legendarni& ze Ś. Stanisławem. 
Jednocześnie też wówczas, w końcu XII stulecia 
lub na początku XIII, dane było naszej saraceńskiej 
szkatułce, to romańskie, tak charakterystyczne oku- 
cie, którego przedtem nic miała. Zameczek i sków ki 
z gł'ową mnicha w tonsurze, w miejscu piśmiennych 
świadectw, najlepiej o tern świadczą (fig. 4). Pokazuje 
si
 zatem, że mamy prawdopodobnie w tym relikwia- 
rzu nie tylko pomnik pierwszych tryumfów krzyża 
nad Islamem, ale zarazem drogocenny ślad naszego 
duchowego związku z chrześcijal1stwem zachodnicm 
w początkach naszych dziejów, i dowód chociaż 
wyjątkowego i dla nas tylko znaczącego udziału 
w tym olbrzymim ruchu wojen krzyżowych, który 
miał dla cywilizacyi tak wielką doniosłość. 


j 


Na tern kończymy nasz rozbiór trzech zabyt- 
ków dalekiego Wschodu na naszych ziemiach. Trzy 
było epoki w historyi ludzkości, w których tcn 
Wschód Azyatycki wpływał na Zachód i miał dla 
jego losów pierwszorz
dne znaczenie. Pierwsza po- 
czątkowa, współczesna przedhistorycznym Europy 
ciemnościom, kiedy życie kultury zacz
ło jednocze- 
śnie prawie, nad Nilemi i nad Eufratem, nad wy- 
brzeżami morza Śródziemnego i odnogi Perskiej, 
kiełkować, rozwijać się i rosnąć, aby zapłodnić na- 
sieniem swych owoców dziewiczą jeszcze glebę 
curopejskich przestrzeni i rozbudzić uśpione, a za- 
ludniające je szczepy. Druga, po zdobyczach Ale- 
ksandra W., kiedy ruch 
wiata helleńskiego prze- 
wodniczącego Europie, posunął się w głąb Azyi 
i wywołał t
 moralną i duchową reakcyę, która 
zakończyła się tryumfem Chrześcijal1stwa na ruinach 


I) lłlJC{nik Truski, Monumenta, T. II, str. 833. 


starożytnego politheizmu i całym zasobem wscho- 
dnich poj
ć i wyobrażeń zasilała przez kilka wie- 
ków Europ
, budząc ją znowu do nowego życia. 
Trzecia nakoniec i ostatnia, w której Europa ude- 
rzył'a po raz drugi na Azy
, aby wydrzeć z jej 
posiadania grób i kolebk
 Zbawiciela, ale znalazła 
przy zetknięciu z nią bliższem, nowe siły do doj- 
rzalszego cywilizacyjnego rozwoju. Pierwsza z tych 
epok obejmuje w. VII i VI przed Chr.: druga II, 
III i IV po Chr., a trzecia nakoniec XI i XII na- 
szej ery. W trzech tych epokach i w trzech mo- 
mentach zetkni
cia Wschodu z Zachodem i Azyi 
z Europą, ziemie nasze nie brały żadnego bezpo- 
średniego udziału. Leżały one tak geograficznie, 
jak historycznie po za granicami tego ruchu. Mo- 
żna dzieje wzajemnego stosunku tych dwóch świa- 
tów, we wszystkich tych epokach, ze wszystkie mi 
jego nawet pośredniemi następstwami naj dokładniej 
opisać i wytłomaczyć, a o nas jednem słowem nie 


I 


..ł.....
>>>
l 
\ 


TRZY ZAllYTKI DAT,EKIEOO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH. 


161 


wspomnieć. A jednak, z każdej z tych epok zna- 
leźliśmy zabytki w naszym kraju. Medalion chal- 
dejsko-assyryjski należy do pierwszej; naczynie 
z Dobiesławic do drugiej, a relikwiarz katedralny 
Mar{ec, 1887. 


do trzeciej. To jedno, te trzy tak różnorodne i ża- 
dnego innego związku ze sobą nie mające przed- 
mioty łączy i zarazem usprawiedliwia, żeśmy je 
razem w naszej pracy i obok siebie zestawili. 


.; 


Nota do rozdziału II. 


Ks. kanonik Polkowski, który się od lat numizmatyką 
polską zajmuje i zna dobrze zbiór numizmatyczny Muzeum 
XX. Czartoryskich, raczył nam przesłać uwagi swe doty- 
czące wykopaliska Dobiesławickiego, które załączamy tutaj: 
«Za nim wykopalisko dostało się do księżny Sapie- 
żyny - znalazcy pochwyciwszy coś ze znalezionego skarbu 
dopomogli bezwiednie, że pewna partya Dobiesławickiego 
wykopaliska dostała się do rąk lubowników numizmatyki, 
którzy po raz pierwszy zbogacili swe zbiory nieznanemi 
dotąd pieniążkami - jak skonstatowano później należącymi 
do panowania Władysława Hermana (1080-1102) i do 
Bolesława Krzywoustego (1102-1139) w trzech różnych 
typach, a mianowicie: Władysława Hermana z napisem 
CRACOV; Bolesława Krzywoustego z napisem: BOLEZ- 
LA VS i z napisem DENARIVS. Dla nauki numizmatyki 
była to zdobycz wielka, bo jeden typ wskazywał miejsce 
gdzie był wybity, drugi nazwisko monety. Niebawem 
i druga część wykopaliska a znaczniejsza, lubownikom nu- 
mizmatyki przez właściciela skarbu, została nietylko oka- 
zaną, lecz kilku zbieraczów kilku sztukami z rzeczonego 
wykopaliska zostało udarowanych. Następnie wykopalisko 
całe ofiarowane zostało prze
 księżnę księciu Władysławowi 
Czartoryskiemu. Jeżeli wykopalisko to w tcm co się monet 
tyczy, żadnemu nie uległo rozdrobnieniu a tylko właści- 
wemu rozdziałowi w, numizmatyce, to najprzód na pewno 
powiedzieć można, że owa opowieść o dwóch kwartach 
znalezionych monet zanotowana przez Stronczyńskiego (Pie- 
niadze Piastów str. 65) do bajeczek raczej należy niżeli do 
pr;wdy. Gdyby te typy monet, które się znalazły w wy- 
kopal:sku Dobiesławickiem nie były się powtórzyły w in- 
nem, to obliczając exemplarze, które się znajdują po zbio- 
rach numizmatycznych, z temi które są w zbiorze księcia 
Władysława Czartoryskiego, a pochodzą niewątpliwie z wy- 
kopaliska Dobiesławickiego z daru księżny Sapieżyny, 
możnaby zaznaczyć w przybliżeniu ile skarb Dobiesławicki 
zawierał w sobie monet polskich i jakie mianowicie, lecz 
gdy w lat lO potem w Woli Skromowskiej trzy te same 
znaleziono typy co w Dobiesławicach i temi znowu numiz- 
matycy ubogacili zbiory swe, rachuba wszelka próżna jest. 
Otóż zachodzi teraz pytanie, czy badanie typów mo- 
net znalezionych w Dobiesławicach dziś po latach 50 przy- 
niesie dla nauki korzyść jaką? Myślę że tak, i pokazać tę 
korzyść postaram się. Perłą numizmatyczną wykopaliska 
Dobiesławickiego, był brakteat, amulet, a jabym poprostu 
nazwał medalion, przedstawiający historyczną scenę, błogo- 
sławieństwo biskupie, przypominające pobożną pielgrzymkę 
Bolesława Krzywoustego do grobu S. Wojciecha w Gnieźnie. 
Medalion ten wybity na cienkiej blaszce srebrnej, na 
jakich w późniejszych czasach w Polsce za Mieszka zwłaszcza 
Starego bito pieniążki drobne, a na jakich w Niemczech już 
od początku XII wieku bito monety zwane brakteatami, 
za nim znaleziony był w Dobiesławicach, już był znany 


............ -- 


numizmatykom, ze zbioru Wolańskiego, Rastawieckiego, 
Reichla i z czterech egzemplarzy w zbiorach hr. KrasilI- 
skich, Gdyby się był znalazł w Dobieshwicach w g-ciu 
exemplarzach jak o tern zapewniał Stronczyńskiego Kaźmierz 
Bandtkie, (Dawne monety polskie Część II str. 70; w pier- 
wszem wydaniu pieniędzy Piastów str. 65, mówi tylko o 3, 
exemplarzach), alboby się był znalazł, obecnie w zbiorach 
ks. Władysława Czartoryskiego w tyluż exemplarzach, albo 
gdyby się był rozszedł czy to z tych zbiorów, czy wprzód 
jeszcze od księżny Sapieżyny. gdzieś po zbiorach znajdo- 
wałby się, że to się nie okazało, dowód, że w Dobiesławi- 
cach jeden się znalazł tylko okaz tego interesującego za- 
bytku, znajdującego się obecnie w zbiorze numizmatycznym 
księcia. Władysława Czartoryskiego. Jest wprawdzie w tych 
zbiorach druga jeszcze podobna rzeczonemu medalionowi 
sztuka, ale mimo nadzwyczajnego zniszczenia i pogłębienia, 
najmniejszego nie znać śladu podobieństwa z opisywanym 
autentycznym medalionem, owszem nosząca na sobie cechy 
grubszej roboty brakekatów niemieckich. Tyle co do rze- 
czonego medaliónu. Słowo teraz tyczące się monet. 
Z trzech typów znalezionych monet, najstarszy jest, 
Władysława Hermana, z napisem mniej więcej czytelnym 
VLADISLAUS a na s. o. CRACOV. Pieniądz ten znany 
najprzód z wykopaliska na Wawelu, z wykopaliska w Do- 
biesławicach, Woli Skromowskiej i z czwartego nieokreślo- 
nego bliżej. W zbiorach księcia Władysława Czartoryskiego 
pięknie jest reprezentowany, liczy bowiem okazów 30, które 
na dwie główne kategorye podzielić się dadzą, jedne któ- 
rych liczba 2 I bite są na wzór denarków wendyjskich gru- 
bych, zwanych miseczkowatemi, drugie cieńsze i lżejsze 
bite płasko na wzór czeskich denarków w liczbie 9. 
Jedne i drugie mają jedno i to samo przedstawienie, 
na s. g. głowa książęca bez korony, na drugiej kościołek 
o trzech wieżach, albo raczej brama o trzech wieżach, na- 
pis na stronie głównej t VLADISLA VS z różnemi prze- 
mianami, na s. o CRACOV. Wyczytanie legend i przyto- 
czenie wszystkich waryantów z egzemplarzy zbioru księcia 
Czartoryskiego, nie jest możliwe z tego powodu, że okazy 
tu znajdujące się wcale się nie zalecają piękną konserwą; 
fakt tylko, że na s. g. napis mniej więcej pełny lub skró- 
cony lub poprzemieniany zawsze nic innego nie znaczy tylko 
imię książęce VIadislaus,. na stronie odwrotnej tylko miasto 
Kraków czy to oznaczające stolicę książęcą czy też miejsce 
bicia monety. Czy więc jedno czy drugie weźmiemy jako 
motiwum legendy, to wziąść musimy i drugie, że ten mnie- 
many i nazywany przez wszystkich numizmatyków kośció- 
łek o trzech wieżach, podobniej do prawdy będzie bramą 
miejską czyli inaczej herbem miasta Krakowa. 
Stronczyński wymienił w swem dziele, część II, ta- 
blica V, odmian stemplowych 12; zbiór ks. Czartoryskiego 
z Dobiesławickiego wykopaliska, znacznie powiększa liczbę 
waryantów.
>>>
r 
I 


162 


TRZY ZABYTKI DAI..EKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH. 


Z drugą monetą z wykopaliska Dobiesławickiego, je- 
steśmy o wiele szczęśliwsi dlatego, że 36 egzemplarzy tu 
znajdujących się, wszystkie jak naj dokładniej dadzą się od- 
czytać, a ich legendy porównane ze znancmy dotąd od- 
mianami stemplowe mi, lecz tylko w napisach samych wielce 
pomnażają liczbę tychże odmian. 
Znane dotychczas odmiany stemplowe monety Bole- 
sława Krzywoustego zwanej Denarius w samych tylko 
legendach te były: Str. T. VI. 37. 
a) BOLEZLA VS. s. o. BOLEZLA VS. 
b) BOEZLAVS. s. o. BOLZILAVS. 
c) BOLEZLIAVS. s. o. DENARIVS. 
d) DENARIVS s. o. DENARIVS. 
e) DVCIS BOLEZLA. s. o. BOLEZLA VS. 
f) DVCIS BOLZA. s. o. DVCENAIVS. 
g) DVCIS BOLEZAI s. o. DENARIVS. 
g) DVCIS BOLEZL. s. o. DVENARIV. 
i) DVECIS BOLZA s. o. DENARIVS. 
Zbiór księcia Czartoryskiego, liczący 36 okazów de- 
narów Krzywoustego, Typ 37, z monarchą siedzącym na 
tronie, trzymającym w ręku miecz s. o. w obwodzie pe- 
rełkowym krzyż niemiecki z czterema pierścieniami w ką- 
tach, takie ma legendy: 
I) Sg. t BOLEZLA VS s. o. BOLZILA vs (4), 
2) Sg. t BOLEZLA VS s. o. BOLEZA VS. 
3) Sg. t BOEZLA VS s. o. BOEZLA VS. 
4) Sg. t BOEZLIA VS s. o. BOLZELA VS. 
5) Sg. t BOLZELIA VS s. o. BOELZLA VS. 
6) Sg. t BOLZELA VS s. o. BOLZELA VS. 
7) Sg. t BOLZISLA VS s. o. BOLZLA VS. 
8) Sg. t BOLZLIA VS s. o. BOLZLA VS. 
9) Sg. t BLOZLEIA VS s. o. BOLEZLA VS. 


10) Sg. t BOLZLIAVS s. o. DENARIVS. 
II) Sg. t BOLZELIA V s. o. DENARIVS. 
12) Sg. t BOEZILA VS s. o. t DENARIVS. 
13) Sg. t BOLZELA VS s. o. t DNARIVS. 


14) Sg. t DVCIS BOLEZAL s. o. t 
B
O
U
Eo
Zo
LooAVS. 
15) Sg. t DVCIS BOEZLA s. o. BOLZEA VS. 
16) Sg. t DVCIS BOEZLA VS s. o. BOLEZLA VS. 
17) Sg. t DVCIS BOLEZLA s. o. t DENARIVS. 


18) Sg. t DVCIS BOLZA s. o. t DENARIVS. 
19) Sg. t DVCIS BOLEZL s. o. t DENARIVS. 
20) Sg. t DVCIS BOLELA s. o. t DENARIVS. 
21) Sg. t DVCIS BOLEZAL s. o. DENARIVS. 
22) Sg. t DVCIS OLEZLAI s. o. DENARIVS. 
23) Sg. t DVCIS BOLEZA s. o. t DENRAIOV. 
24) Sg. t DVCIS BOLEZL s. o. DENARVVS. 
25) Sg. t DVCIS BOLZLA s. o. DENRIVS. 
26) Sg. t DVC.S BOLEZLA s. o. DVENARIVS. 
27) Sg. t DVCIS BOLZA s. o. DVENARIVS. 
28) Sg. t DVCIS BOLEZLA s. o. ENARIVS. 
29) Sg. t DVCIS BOLZLA s. o. ADEIARIS. 
30) Sg. t DVCIS BOLEZLA s. o. RNEA VS. 
Z tego ustawienia odmian legendowych, przytoczo- 
nych przez Stronczyńskiego, z takiemi odmianami legend 
które się znajdują na egzemplarzach w biórze księcia Czar- 
toryskiego, widzimy, że w czterech głównych odmianach: 
napis po obu stronach BOLEZLA VS napis na sg. BO- 
LESLAVS a na s. o. DENARIVS napis na sg. DV- 
CIS BOLEZLAI, a na s. o. BOLEZLA VS napis na sg. 
DVCIS BOLEZLAI, a na so. DENARIVS odmian stem- 
plowych legendowych jest 30. Z czego najwyraźniejszy 
płynie dowód, jaką to masę musieli wybijać mon
t, skoro 
do nich tyle aż mieli stempli mennicznych, a że one 
w zbiorze Dobiesławickiem w tej party i, która się dostała 
do zbiorów księcia Czartoryskiego prawie w unikatach 
samych znalazły się, możeby przypuścić trzeba, że nim 
doszły do zbioru książęcego, przepatrzył je pilnie znawca 
numizmatyk, i odłączywszy duplikaty, same tylko unikaty 
wybrał do zbioru. 
Inna monetka Bolesława Krzywoustego, z monarchą 
stojącym, a na stronie odwrotnej z bramą o trzech wie- 
żach, w zbiorach księcia Czartoryskiego wcale się nie zna- 
chodzi, a zatem w tcj partyi księżny Sapieżyny nie znaj- 
dowała się widać. 
Co się tyczy innych monet, jakie się znajdowały w wy- 
kopalisku Dobiesławickiem, że były tam prawdopodobnie 
denarki miseczkowate Wcndyjskie, zwane pospolicie Ryxy, 
to zdaje się potwierdzać, ich spora ilość znajdująca się 
w zbiorach księcia Czartoryskiego, a tak podobna kolorem 
srebra do poprzednio opisawanych. 
Czy były także Węgierskie Andrzeja, Władysława 
i Kolomana, niemieckie Otton y i Henryki, oraz Etelredy 
angielskie - to jakoś o ich bytności wątpić trzeba dlatego, 
że ich w zbiorze ksią7ęcym niema wcale - prócz kilku 
sztuk Etelredów, które z innego źródła dostać się tu mogły. 



 .
>>>
, 


HZECZ o I(lTllI\:(T SJlEBIlNY)I ROBOTY I(HAI(O'VSI(IE.J XYl 'VIEI(lT 


skreślił 


Leonard Lepsz:v. 


Coraz to rzadziej znajdujemy wyroby złotni- 
cze polskie opatrzone znakami probierczymi i mo- 
nogramem złotnika, dlatego każdy choćby najdro- 
bniejszy nabytek w tym względzie witamy z pra- 
wdziwą radością; bo one to rzucają nam jasne 
światło na przemysł -artystyczny polski wieków 
średnich i stanowią tę nić złotą z pomocą której 
spodziewamy się dojść do dalszych a ważniejszych 
odkryć. Na podstawie charakterystyki owych, co 
się tyczy pochodzenia i czasu powstania ściśle 
oznaczonych wyrobów, będziemy mogli' odnajdy- 
wać nazwiska złotników, twórców dzieł, wprawdzie 
inicyałem nie oznaczonych, lecz daleko wytwor. 
niej szych i wyższej wartości pod względem piękna, 
niżli te, które ich znamieniem imiennem i probier- 
czem . opatrzone zostały. Dzieła takie znajdujemy 
nagromadzone po muzeach, zbiorach prywatnych, 
wreszcie po kościołach , (chociaż w tych ostatnich 
pozostały zaledwo skromne szczątki dawnego bo- 
gactwa). Przyczynę dlaczego tak rzadko spotkać 
się można u nas ze znamionami czyli stemplami 
złotniczymi, wyjaśniają już same statuta cechu zło- 
tników, według których tylko rzeczy wystawione 
na sprzedaż a więc jedynie zasób towarów w kra- 
mie ówczesnym złotnika winien był być opatrzo. 
nym znamieniem probiercze m, zaś wszelkie zamó- 
wienia były od tego przymusu zwolnione. W uży- 
czonym nam łaskawie przez ks. kan. Polkowskiego 
spisie sreber po ks. arcyb. Garnracie, znajdującym 
się w archiwum katedralnem, między mnóstwem 
sreber i kosztowności są zapisane przy niektórych 
i nazwiska złotników krakowskich. Wytłumaczenie, 
dlaczego właśnie przy tych wspomniane są nazwi- 


SprawozdanIe Komi.yi do bad, biat. .ztukl, Tom. III. Ze.z, IV. 


I 


. 


..............- 


ska, jest łatwe: taksatorem sreber był złotnik tu- 
tejszy, znający znaki imienne każdego "brata ce- 
chowego" i dlatego przy srebrach, które ks. bisk. 
krakowski nabył w "kramie" złotnika, odczytywał 
ze znaków wybitych na tychże, jego imię i nazwi- 
sko. Inne srebra robione były na zamówienie 
i znaków też na sobie nie miały. Zresztą sarni 
przełożeni cechu nie wiele przykładali wagi na 
oznaczenie należyte wyrobów złotniczych znamie- 
niem probierczem, nigdzie bowiem w aktach ar- 
chiwum złotników krakowskich nie napotykamy, 
aby ci kiedykolwiek z tego powodu robili trudno- 
ści "braciom cechowym" a tern mniej ich karali; 
to też w muzeach naszych znajdujemy mnóstwo 
pięknych zabytków sztuki złotniczej, które najczę- 
ściej, obok napisów polskich, łacińskich lub ruskich 
i herbów dowodzących nieraz niezbicie, że wyrób 
jest krajowego pochodzenia, nie noszą na sobie ani 
znamienia cechowego, ani też liter złotnika. Wy- 
daje nam się dlatego rzeczą niezmiernej wagi, dla 
bliższego zapoznania się z historyą sztuki złotniczej, 
notować skrzętnie każdą wiadomość tyczącą się 
wyrobów dawnych, które mają na sobie znaki 
wówczas używane; choćby to były nawet pod 
względem wykwintności formy lub wykonania zu- 
pełnie podrzędnego znaczenia wyroby. 
Przed kilkunastu dniami nabył pan Schmidt 
Ciążyński, znany zbieracz starożytności, na publi. 
cznej licytacyi w Krakowie kubek srebrny cały 
wyzłacany i użyczył nam go z całą uprzejmością" 
dla zużytkowania naukowego. 
Kubek ów podług podanego tu rysunku (fig. 1) 
ma kształt cokolwiek stożkowaty, w przekroju 
21
>>>
164 


RZECZ O KUBKU SREBRNYM ROBOTY KRAKOWSKIEJ XVI WIEKU. 


t 


okrągły, waży 157 gramów; w rozmiarach 9 cm. 
wysoki, 1'6 cm. wynosi średnica górna a 5'9 cm. 
średnica podstawy. Srebro po natarciu na kamie- 
niu lidyjskim okazało si
 13,tcj próby. 



 
 .T
;

.
:.!,\
"ll;?'! I I'1 .'

- 
 
,
I:tti "'I"I" 
"''-'' 


-- 
;!, f




 ;},'):£;:.\;
; 
, ", "iI'!f.o t:-' :"', t" J 
,
\ 
::iS.
.:',:"":': '

 "'
.
'" t ,
" 
r:' '" !

;, , , : ' , J"''i;{
,:, ;, 
 : 
__ ", 'li:Jf.R ,'
 , 1 ':F ',:1 
, L ! ,'V':;(
,,( t /: ' " ., 
, ł "
_
':
'" .....:.1' 
, ," ł
 
 
.. J
ł: ....
 

 '" - 
 . 
1
j Ił. I t .- :':'t " 
fi' · ,,'., t';, 
;' 

 ;,;\ 
.
 ;""'J' ::
t. '-,' 
.k .
 -
.' 
l; I :. .-: 
. . 

ti'of -. 'of'. 
 



. I :. . ,. 
. ,,' ....,;;(.- .' 
, t , .', ' 1 ' 
"0 
'

'j.,-,- - - :' 
1.,'II'j" 


,. 


'.', 


..,';i;h 
, 
 --:,;r//r. 
-- ';---.. J. ",z7' 
j-J'" 'I 
,.
j' 


Fig. I. 


Ornamentacya zewn
trzna kubka składa si
 
z obwódki przybranej w gałązk
 zdobną w listki 
i kwiaty, falowato wijącej si
 na okół górnej cz
- 
ści kubka; jest to robota zr
cznic dłutkiem ryta. 
Od tej obwódki ograniczonej podwójnemi liniami 
zwiesza si
 prostopadle do podstawy 6 wypukło 
kutych szyszek; drugie tyle odpowiednio do ob- 
wodu nit.co zmniejszonych a na przemian przegro- 
dzonych szyszkami zwieszone mi, sterczy od gład- 
kiego pasku podstawy swymi ostrymi końcami ku 
górze. Mi
dzy tak umieszczonemi szyszkami znaj- 
duj
 si
 wolne od wszelkich ozdób gładkie wypu- 
stki. Szyszki mają kształt wi
cej wydłużony, z geo- 
metryczną ścisłości q na powierzchni kubka rozmie- 
szczone a łuski tychże u osady większe, zmniej- 
szają si
 stopniowo ku kończynom, subtelnie nader 
rysowane i z poczuciem natury cyzelowane, W tej 
drobnej na pozór pracy zdradza złotnik dokładną 
znajomość rysunku, rozwini
te poczucie pi
kna 
i znakomite wykształcenie cyzelerskie. Rytowana 
gałązka w porównaniu z szyszkami, mniej troskli- 
wie wykonana, zdaje si
 nam pochodzić z innej 
r
ki; toby znaczyło, że złotnik, z którego praco- 
wni wyszedł ten wyrób, miał do robót grawerskich 
pomocnika, któremu do rytowania kubek oddał. 
Kubek cały jest wykuty z jednego kawałka 
srebra. Obejrzawszy bliżej sposób traktowania kru- 
szcu, obrobienie jego, przyszliśmy do przekonania, 


że warsztat, w którym kubek powstał, był obficie 
w przyrządy wówczas używane zaopatrzony, a wi
c 
była to jedna z lepiej urządzonych ówczesnych 
pracowni krakowskich. Oprócz zwykłych puncyn 
użytych do wydobycia wypukłości i obrysowania, 
zostały przy nadzwyczaj subtelne m traktowaniu 
łusek zastósowane puncynki, których zakOlkzenia 
w 20.to krotne m powi
kszeniu w rysunku podaj
 


t 


-'l. 

 
ltQ 
. 1. 

 


_-ł. ...... .aa.-wk-'.L "..r....'UAI}.....J.. 
1" ..... .t...."'}o.J.. 1....1"- 
c J. e t"', 1lt:ruJ,. ............"""'....J.., 


') 



 (71 l. (1 hh1:.
/...ł""!
J.r.o....'0 


1J 


y 


Fig. 2. 


(fig. 2). Odrysowałem je dlatego, bo one właśnie 
mogą nas poprowadzić do dzieł tegoż samego 
"mistrza", choćby te nie były oznaczone jego mo- 
nogramem. Kolor pozłoty jest jasno źółty z nader 
lekkim odcieniem czerwonawym. 
Zwróciwszy si
 do znaków wybitych na denku 
kubka w ten sposób je objaśniam: 
Na rysunku (fig. 3) (trzy razy większym od 
naturalnej wielkości) widzimy herb miasta Kra- 
kowa, pochodzący niewątpliwie z czasów XVI stu- 
lecia; kształt wież odpowiada zupełnie tym, jakie 
spostrzegamy na pozostałych rysunkach ówcze- 
snego zamku (patrz A. Grabowski "Skarbniczka"). 



 

 
. 


;LAl 4,-..
'hól....., ,.."',.,f.......oi.... 


Fig. 3. 


U szczytu środkowej wieży umieszczona korona, 
lecz czy to wskutek cz
stego wybijania, czy teź 
przez niezr
czne rytowanie a najprawdopodobniej 
wskutek niezrozumienia przez sztycharza wzoru, 
który miał przed sobą, a był nim niezawodnie 
stary już podniszczony znacznik (sEtabik żelazny 
na którym wyrytowane znamie probiercze czyli 
stempel), zlewa si
 ona ze szczytem wieży. W środ- 
kowej wieży umieszczono małe okienko, zaś oby- 
dwie boczne są gładkie. W bramie widnieje brona. 
Kontur zewn
trzny znamienia probierczego wido- 
cznie był pierwotnie wzi
ty ze starego dokumentu, 
podobny bowiem do wyci
ć z papieru, jakie zdo- 
bią stare piecl
cie. Kształt ten zmienia si
 w pó- 


\ 

, 


.
>>>
RZECZ O KUBKU SREBRNYM ROBOTY KRAKOWSKIEJ XVI WIEKU. 


165 



 


źniejszym czaSIe na elipsowaty, jak to widoczne 
na robotach XVI I I wieku. 
O znakach złotniczych krakowskich pomó- 
wimy obszerniej w nast
pnej naszej pracy, zatytu- 
łowanej "Wiadomość o znakach złotniczych uży- 
wanych w miastach dawnej Polski". 
W drugim znaku t. j. w znamieniu imiennem 
złotnika spostrzegamy w trójkolu: litery J. B. i gwia- 
zdk
. Litery są z lekkiem zaci
ciem ostrołukowem l), 
gwiazdka zaś tu umieszczona mogła służyć albo dla 
odróżnienia od znamienia innego złotnika o tych 
samych literach początkowych imie'nia i nazwiska 
lub, co wi
cej w tym przypadku prawdopodobne, 
li tylko dla ozdoby. 
W archiwum cechu złotniczego krakowskiego 
w księdze zapisu uczniów w XVI wieku znajdu- 
jemy dwóch tylko złotników których nazwiska od- 
powiadają wymienionym zgłoskom, a ci są: 
Jan Berk, który r. 1561 "stawa u ksiągce- 
chowych, by ujednać sobie ucznia", a w roku 15 7 5 
daje poręczenie za wpisanym uczniem, i następnie 
J a n B e m, B e h m albo Behem także Hans Behem 
i Janem Czechem w księgach nazywany. Że oba te 
nazwiska przysługują jednej i tej samej osobie, potwier- 
dzają księgi cechowe. I tak czytamy tamże "Am Jar 
1558 haben dy obgewelthen eldsten rechenschafth 
der gancze czech gemacht und haben den anderen 
elsten Czynsgelth yberantforth nemlich dem Hans 
Behem vnd dem Stenczel Lubarth 12 flor. vnd 
21 gr. ", zaraz potem następuje inną ręką wpisana 
notatka o ustąpieniu Czecha po roku urzędowania: 
"A ° D. 1559 Famati D.ni Joannes Ctech et Stani- 
slaus Lubart Seniores anni 1558 fecerunt sufficien- 
tern rationem de omnibus et singulis perceptis pe- 
cuniis fraternitatis de quibus quietantur perpetuo et 
in aeternum". Był to czas, kiedy wpływ polszczy- 
zny zyskuje przewagę nad używanym między pol- 
skimi złotnikami j
zykiem niemieckim. W r. 1563 
spisują złotnicy po raz pierwszy obszerniejszy akt 
po polsku i podpisują go wszyscy. Spostrzegamy 
tutaj także własnoręczny podpis "Jana Czecha", 
znać, że nazwisko swoje spolszczył; gdyby zaś nie 
był identycznym z Janem Bernem, musiałby się 
znajdować tutaj i podpis Bema, a tego nie ma. 
Oba te fakta dostatecznie dowodzą tożsamości osoby. 
Czech pochodził zdaje się z rodziny złotniczej. Pod 



 
1 


l) Jak słu8znie p. A. Ryszard czytając niniejszą rozprawkę w rę- 
kopiśmie zauważył, litery z końcami wąsatymi były używane nietylko 
do r. 1386 jak podaje Zebrawski, ale do połowy XVI wieku jak świadczy 
napis na groszu głogowskim Zygmunta I. 


I 
r 


r. 1478 wypisał pisarz cechowy nazwiska tych 
złotników, za których dusze ma się odprawiać na. 
bożeństwo, w szeregu nazwisk mieści si
 także 
"Jerge Behem", w którym słusznie możnaby upa- 
trywać ojca lub dziada Jana Bema czyli Czecha. 
W przeciągu czasu od 1539 r. do 1567 wymie- 
niany bywa Czech, bądźto jako cechmistrz zgroma- 
dzenia złotników, bądź też (co się często powtarza) 
zmawiając sobie ucznia, zapisuje zawartą ugodę. 
Z porównania zapisków cechowych jego dotyczą- 
cych z innymi złotnikami wynika, że był on je- 
dnym z najwięcej zatrudnionych i poważanych 
ówcześnie złotników a wyroby jego musiały być 
bardzo popytne. W spisie sreber pozostałych po 
ks. arcyb. P. Gamracie z r. 1546 spotkaliśmy się 
także z zapiskiem "Framee 24 argento obvolute 
per Joannem Czech aurifabrum", widocznie więc 
ks. bisk. krakowski kupował w "kramie" Jana 
Berna czyli Czecha, wspomniane kordy. 
Przy znakach na kubku brak zygzaku (-..) 
probierza, wi
c naj widoczniej, złotnik albo sam był 
ustanowionym przez cech probierzem, lub jako 
"starszy" czyli "cechmistrz", mając znacznik w prze- 
chowaniu wybijał na swoich wyrobach znamię 
probiercze z ominięciem procedury próbowania. 
Jeżeli te wszystkie dane ze sobą zestawimy tj. 
1. że kubek w charakterze swoim stylowym 
odnieść można do drugiej połowy XVI wieku, 
2. że rzecz wyszła z rąk biegłego w sztuce 
złotnika, 
3. że pracownia tegoż, wnosząc z potrzebnych 
do wykonania kubka narzędzi, musiała być jedną 
z większych, 
4. że wydając sąd o stylu znamienia probier- 
czego t. j. herbu miasta należy go odnieść do epoki 
odrodzenia, 
5. że srebro do wyrobu użyte jest 13-sto łu- 
towe, przeto odpowiada wówczas powszechnie 
w Krakowie używanemu, 
6. ze względu, że Jan Berk, wnosząc z dat 
ksiąg cechowych, jedynie wyrobem naj zwyklejszych 
przedmiotów lub naprawą starych rzeczy się tru- 
dnił, a więc wykonawcą tegoż kubka nie był l), 
7) wreszcie wobec braku wybranego dłutkiem 
zygzaku (odrobiny srebra do próby) i nasuwają- 
cego się stąd domysłu, przychodzimy do prze- 
świadczenia, że opisany kubek jest dzieł'em Jana 
Bema czyli Czecha, złotnika krakowskiego z okresu, 


l) Również nie udało się nam nigdzie odnaleść, by Jan Berk kie- 
dykolwiek był obrany "cechmistrzem".
>>>
, 
I 


166 


RZECZ () KUBKU 8REHRSYM ROBOTY KRAKOWSKIEJ XVI WIEKU 


kiedy tenże był "cechmistrzem" zgromadzenia a za- 
tem między r. 1546 a 1566, w którym przeciągu 
czasu 6 razy powołany był do piastowania tej 
godności, Domyślać się zresztą należy, iż z praco- 


wni tego zdolnego i biegłego w cyzelerstwie zło- 
tnika wychodziły rzeczy prawdziwie artystycznej 
wartości, z którymi może w przysz,łości spotkać 
się będziemy mieli sposobność. 


Pozwolę sobie jeszcze przy tej małej roz- 
prawce napomknąć, że już od dłuższego czasu za- 
jęty jestem zbieraniem materyału do historyi na- 
szego złotnictwa. Przedewszystkiem dokładam sta- 
rań, by zestawić używane dawniej znaki na wy- 
robach polskich ze złota i srebra, następnie zbie- 
ram wszelkie wiadomości o złotnikach dawnych 
i układam ich nazwiska (samych krakowskich mam 
obecnie około półtora tysiąca) sposobem alfabety- 
cznym. Praca to długa i żmudna, ale niezbędna, bo 


Kraków, 26 Patd'{..iernika 1886 r. 


jedynie za jej pośrednictwem, będzie można kiedyś 
odtworzyć obraz całego historycznego rozwoju tej 
gałęzi sztuki. 
Pożądanem wielce byłoby, aby zbieracze i ba- 
dacze starożytności polskich, udzieleniem antyków 
noszących na sobie znaki złotnicze i probiercze 
w celu sporządzenia z nich rysunku, lub też do- 
starczeniem ich rysunków, pomódz zechcieli do 
prędszego ukończenia wzmiankowanej pracy. 


.. 


II 


i 


, 

 


......
>>>
'" 


4. 
... 


SPR, A 'VOZDAN[l\ 


z POSIEDZEŃ KO)IISYI HISTORYI SZTUKI ZA rZA
 on :
 LUTEUO 1)0 :
 )L\RCA lHR7. 


, 
ł 


Posied{enie dnia 3 Lutego. Przewodniczący prof. Łuszcz- 
kiewicz. W rozwinięciu żądań na poprzedniem posiedzeniu 
ustnie wniesionych i w zasadzie uchwalonych, prof. Maryan 
Sokołowski odczytał i złożył na piśmie swój projekt reform 
mających na celu podniesienie pożyteczności i ożywienie 
działalności Komisyi, sformułowany w 19 punktach, z któ- 
rych najważniejsze są: 
I. Posiedzenia będą się odbywać częściej niż dotąd, 
w regularnych odstępach czasu przynajmniej raz na mie- 
siąc, w dniu stale oznaczonym. ' 
2. Prócz rozpraw i obszernych naukowych prac przed- 
miotem posiedzeń będzie także omawianie spraw aktual- 
nych w związku z celami Komisyi stojących, jak restaura- 
cye zabytków sztuki w kraju (architektury, rzeźby i malar- 
stwa, w najszerszem znaczeniu i zastosowaniu także do prze- 
mysłu), wiadomości o zabytkach dotąd nie znanych światu 
naukowemu, o dziełach sztuki tak polskiej jak zagranicznej 
w kraju się znajdujących, czy to w zbiorach publicznych 
czy w rękach prywatnych, o polskich zabytkach zagranicą, 
o odkryciach i publikacyach na tern polu, drobne przy- 
czynki do dziejów sztuki, polskiej n. p. wiadomości o nie- 
znanych nazwiskach artystów, monogramach, dokumen- 
tach i t. p. 
3. Do udzielania takich wiadomości obowiązanym 
będzie każdy członek Komisyi, jak również proszeni będą 
o to goście na posiedzeniach obecni, 
4. Komisya uważać będzie wszystkich swych człon- 
ków zamiejscowych jako stałych swoich korespondentów, 
którzy obowiązani będą donosić o wszystkiem co sztuki 
przeszłości dotyczy, a znajduje się w tej miejscowości, 
okolicy lub części kraju którą zamieszkują. Listy ich czy- 
tane będą na posiedzeniach, a rzeczą sekretarza będzie 
korespondencyę z niemi prowadzić i do udzielania takich 
komunikatów ich zaprosić. 
5. Pożądaną jest rzeczą aby członkowie Komisyi 
lub goście stale na posiedzeniach bywający, mając przed- 
sięwziąć jaką wycieczkę po kraju, wśród której mogliby 
celom Komisyi oddać usługę, zechcieli zawiadamiać Ko- 
misyę o swoim zamiarze. Jeżeli tego będzie wymagać po- 
trzeba lub jeżeli tego wyjeżdżający.zażąda, Komisya przed- 
łoży mu swoje pytania, lub wygotuje rodzaj krótkiej dla 
niego wskazówki. Na ostatnie m posiedzeniu przedwakacyj- 



 


nem sprawa tego rodzaju programów, ich omówienie i przy- 
gotowanie z zasady już wstawianem będzie na porządek 
dzienny przez zarząd Komisyi. 
6. Sekretarz Komisyi na każdem posiedzeniu poda 
do wiadomości publikacye artystyczne, które w ciągu mie- 
siąca do Akademii nadeszły, pokrótce omówi. ich treść 
i rodzaj. Poczem przewodniczący w imieniu Komisyi wy- 
razi na posiedzeniu podziękowanie osobom lub instytucyom 
nadsyłającym. 
7. Komisya weźmie sobie za jedno z zadań zebranie 
materyału do Słow ni k a w y r azó w p o Isk i c h doty- 
czacych architektury rzeźby i malarstwa. Każdy z człon- 
ków Komisyi lub gości stale bywających zechce na po- 
siedzeniach komunikować te wyrazy czy terminy, które 
w praktyce swej od ludzi miejscowych, robotników i t. d. 
słyszał i zanotował. Wyrazy te będą w protokół zacią- 
gnięte, a skoro zbierze się ich dostateczna ilość, zbiór ich 
jako uzupełnienie lub sprostowanie słowników Żebrawskiego 
i Podczaszyńskiego zostanie w osobnej publikacyi stara. 
niem Komisyi ogłoszonym. 
8. Wszystkie te komunikaty, ustne, listy, programy 
wycieczek, podziękowania za dzieła omawiane, z wymie- 
nieniem tytułów ich i nazwiska nadsyłających i wyrazy 
techniczne, o których będzie mowa na posiedzeniach nie- 
tylko zostaną szczegółowo wciągnięte do protokółu i po 
każde m posiedzeniu do dzienników miejscowych podawane 
dla wiadomości publicznej, ale nadto począwszy od chwili 
uchwalenia powyższego wniosku rozpocznie się zamieszczać 
treściwe i dokładne protokóły z każdego posiedzenia w pu- 
blikacyi Komisyi wychodzącej zeszytami p. t. S p r a w o- 
z d a n i a i t. d. Będzie je umyślnie do tego opracowywać 
sekretarz Komisyi zwracając uwagę szczególniej na stronę 
faktyczną i informacyjną, tak aby odtąd w drukowanych 
tych protokółach znaleźć można było wyczerpujący obraz 
działalności Komisyi, a w miarę jak ta działalność
 rozsze- 
rzać i rozwijać się będzie, zebrane wiadomości o ruchu 
i zdobyczach naukowych w kraju na polu badania historyi 
sztuki. Protokóły te umieszczane na końcu każdego zeszytu 
opatrzone osobną paginacyą rzymską, stanowić będą w ka- 
żdym tomie osobną całość, do której na końcu tomu do- 
dany będzie i n d e k s nazwisk i rzeczy (do samych proto- 
kółów się odnoszący).
>>>
II 


!;PRA WOZDANIA. 


,.. 


g. Dla ułatwienia wykonania powyższego programu 
Komisya zaprosi do grona swego kilku nowych członków 
zamiejscowych, zarówno krajowych jak i zagranicznych 
i postara się, aby nadsyłali komunikaty w kierunku żądań 
w poprzednich punktach wymienionych. Do pierwszej katego- 
ryi proponuje wnioskodawca pp. Karola Rogawskiego 
w Ołpinach i Konstantego Wojciechowskiego 
w Warszawie, do drugiej pp. Henryka Bukowskiego 
w Sztokholmie, T l' a w i ń s k i e g o w Paryżu, P i u s a W e- 
lo ń s k i e g o w Rzymie i J a n a B o ł o z a A n t o n i e w i- 
c z a w Monachium. Nadto Komisya powiększy grono swych 
współpracowników przez zaproszenie gości z pośr:d naj- 
odpo\\ iedniejszych do tego osób, których wnioskodawca 
kilku wskazuje i pragnąłby ich stale widzieć na posie- 
dzeniach. 
10. Ponieważ wskutek całej tej korespondencyi i czyn- 
ności zwiększą się znacznie obowiązki sekretarza Komisyi, 
przeto Komisya będzie odtąd miała dwóch sekretarzy, 
między którymi nastąpi podział pracy. 
l l. Komisya weźmie sobie za zadanie doprowadzenie 
do skutku kilku najważniejszych przedsięwzięć naukowych, 
których potrzeba najbardziej daje się uczuwać wszystkim 
na polu historyi sztuki chcącym pracować, mianowicie 
zestawienie bibliografii polskiej wszystkich prac 
bezpośrednio lub pośrednio historyi sztuki dotyczących, 
i postara się o fundusz kilkuset złr. potrzebnych na zapła- 
cenie pracownika, któremu tę robotę się powierzy; 
podejmie bezzwłocznie opracowanie i n wen t a l' z a za- 
bytków sztuki miasta Krakowa - praca ta roz- 
dzieli się między kilku Członków Komisyi lub jej gości stale 
przychodzących, a za wzór inwentarza takiego obierze się 
D e h n - Rotfel s e l' a i Lotz a dzieło p. t. «Die Bau- 
denkmaler im Reg. - Bez. CasselD Cassel 1870 roku, które 
w Niemczech i Prusiech za wzorowe jest uważane. 
Zważywszy, że pomniki romańskie w całym dzisiaj 
świecie, nie wyłączając Rosyi, są wszystkie prawie ogło- 
szone, z wyjątkiem jedynie pomników romańskich polskich, 
Komisya dołoży wszelkich starań, aby materyał dotyczący 
tego przedmiotu nie wydany dotąd a zebrany w tekach 
prof. Władysława Łuszczkiewicza kosztem Akademii Umiej, 
w roku bieżącym wydanym został, a uprosi p. Łuszczkie- 
wicza, aby tenże przez wzgląd na interes nauki i na naszą 
naukową godność zechciał jaknajrychlej do tego materyału 
przygotować chociażby naj krótszy tekst objaśniający. 
W krótkiej dyskusyi nad temi punktami p. Łuszcz- 
kiewicz stwierdził, że sam przed laty nosił się z myślą po- 
dobnych wniosków, ale wówczas brakło sił do jego wyko- 
nania; p. Lepszy oświadczył, iż przygotowuje już s ł CI w n i k 
w y l' a z Ó w z ł o t n i c z y c h P o l s k i c h i ma nadzieję za 
rok módz go oddać do użytku Komisyi, czl. Ak. dr. Pie- 
kosiński wyraził nadzieję, że na inwentarzowanie zabytków 
Krakowa możnaby uzyskać zapomogę z funduszów miasta. 
Poczem cały program p. Sokołowskiego uchwalono 
jednomyślnie. 
Na dzień stałych miesięcznych posiedzeń naznaczono 
każdy czwarte k p o p ie rw sz y m k aż d e go m ie. 
si ą c a. 
Drugim obok dra Tomkowicza Sekretarzem obrano 
ks. Eustachego Skrochowskiego. 
Gdy statut nie zna gości stałych, zostawiono zapro- 
szenie gości uznaniu zarządu, z zaleceniem osób we wnio- 
sku wskazanych. 
Wreszcie prof. M. Sokołowski przedkładając użyczone 


uprzejmie rysunki p. dyrektora Matejki, robione podczas 
otwierania 22 Stycznia b. r. w katedrze na Wawelu grobów 
prawdopodobnie królowej Jadwigi i Zbigniewa OIt:Śnickiego, 
objaśnił je i pokrótce przebieg rzeczy opowiedziawszy, zło- 
żył do protokółu następujące notaty: 
aStreszczam opis grobu, który został otworzony w pre. 
zbiterium kościoła katedralnego, wzdłuż północnych filarów 
i w miejscu oznaczonem od zewnątrz napisem na cześć 
królowej Jadwigi, wiernie według opowieści Jana Matejki. 
Skorośmy przyszli do kościoła i weszli na wzniesie- 
nie, na którem wielki ołtarz stoi, znaleźliśmy płyty pa- 
wimentu na tern wzniesieniu po lewej stronie od wejścia 
już w części zdjęte. Zdjęcie tych płyt odkryło dość ciasny 
otwór grobu, do którego wszedł naprzód p, architekt Odrzy' 
wolski, a za nim dyrektor Matejko. Grób czworokątny wy- 
łożony wapiennemi płytami, zajmuje przestrzeń nie większą 
na długość, jak sama trumna w nim złożona, która ud 
strony głowy i nóg przystawała do ściany. Przykryty on jest 
z wierzchu pod pawimentern jedną wielką płytą wapienną, 
nieco podrąbaną nieregularnie od spodu, jakby dla uła- 
twienia wejścia. Robi to takie wrażenie jakby się już ktoś 
tą drogą dostawał do grobu. W ścianie grobu przeciwległej 
naszemu wejściu, a odpowiadającej grobowcowi Włady. 
sława Łokietka, kilka kamieni wapiennych wyłamanych 
i miejsce ich zamurowane cegłą. Kto wie zatem, czy grób 
nie był otwierany i z tamtej strony? Podłoga grobu nie- 
równa, zasypana rumowiskami, wśród których kawały 
drzewa brzozowego i kory. Trumna, a raczej skrzynia czy 
paka, w której są zwłoki złożone, ze surowego drzewa so- 
snowego, czy też modrzewiowego, grubo ciosanego, spo- 
czywa nie bezpośrednio na' podłodze, ale nieco wyżej nad 
nią, na prętach żelaznych wpuszczonych końcami w ściany. 
Wieko przykrywające pakę nie dostawało szczelnie do niej, 
tak, że zewnątrz nawet i z góry patrząc można było przez 
szparę rozpoznać zwłoki. Było przytem tak spróchniałe, 
że trzeba było je częściowo podnosić dla odkrycia tych 
ostatnich. 
Po odchyleniu wieka pokazała się w pace cała figura 
zmarłej, jakby przykryta z głową razem jedną wielką 
oponą brunatnej barwy, tworzącą niewyraźne kształty. 
Brunatną tę, a kiedyś prawdopodobnie adamaszkową oponę 
pokrywała biaława pleśń, tworząca powłokę wilgotną, może 
pozostałą po płótnie położonem na wierzchu, która się roz- 
padała w rękach. Po starannem zdjęciu fałdów tej opony, 
a raczej tworzącej ją masy odkryła się czaszka. Przy 
dotknięciu czuć było na tej czaszce, oprócz opony mięk- 
kiej i rozchodzącej się pod palcami części grubsze, o wiele 
twardsze, chociaż również zupełnie zbutwiałe, ciemnej barwy, 
które prawdopodobnie stanowiły pozostałość po czapce, 
a może podkład z tektury pod nią. Skoro się odchyliły 
i odkryły fałdy przykrycia skupione ku środkowi, wydo- 
bytą została część lepiej zachowana tkaniny na wierzch, 
którą po osuszeniu na powietrzu i wyciągnięciu w niewiel- 
kim kawałku, można było bliżej określić. Był to oczywi- 
ście kiedyś karmazynowy adamaszek o rysunku z liścia
 
stych giętych splotów, tworzących tak zwany wzór grana- 
towy, tak charakterystyczny dla tkanin XV stulecia, który 
dyrektor Matejko odrysował. Odznaczał go przytem na kra- 
wędzi rąbek i za nim jedwabna, gęsta, krótko strzyżona 
frandzelka, właściwa wschodnim wyrobom tego rodzaju. 
Pod tym płaszczem znalazł się cały szkielet, ze wszyst- 
kiemi swemi częściami. Jeżeli czaszka na pierwszy rzut oka 
robiła wrażenie czaszki męskiej, przy całej swej kształtności, 


. 


ł. 


lO 


( 
l 



 


......
>>>
,;. 


SPRA WOZDAXIA. 


III 


. 


to szkielet nieomylnie świadczył o kobiecie. Była to oczy. 
wiście kobieta młoda bardzo, ale chociaż pięknej, to silnej 
budowy, a zwłaszcza wysokiego wzrostu. Po niżej piersi 
po odsłonięciu fałdów z próchna wydobył Matejko rodzaj 
fiali gotyckiej, drewnianej, z charakterystycznem zacięciem 
rzeźbionej i pozłoconej, która stanowiła oczywiście koniec 
berła, od którego drewniany i złocony również drążek zna- 
leziony został nie daleko. Koło fiali tej leżały części pal- 
ców, z osobno rozrzuconemi kostkami. P. Odrzywolski od- 
nalazł później inną część berła i właściwą rękojeść. Prócz 
tego znalezione zostały jeszcze trzy szczegóły interesujące. 
W okolicy lewego biodra pod zwojami rozpadającemi się 
fałdów czuć było coś twardego, okrągłej formy, było to 
jabłko królewskie, drewniane i złocone również, z częścią 
pionową krzyżyka na wierzchu, którego poprzecznego ra- 
mienia mimo usilnych poszukiwań odnaleźć nie było mo- 
żna. Wśród fałdów skupionych tutaj leżało rumowisko 
z tartej cegły i wapna złożone. W okolicach głowy nastę- 
pnie wydobyte zostały dwa fragmenty drewienek w kształcie 
listków koniczyny (trefle) jeden niedaleko drugiego, zbutwiałe 
i ze śladami pozłoty, jakby resztki po koronie. Nakoniec 
w stronie bioder pokazał się rodzaj pasa z materyi kra- 
tkowanej ze wzorem koniczynowym także (trif/e) , W środku 
jego długości i w miejscu przetartern ocalały sznurki tward- 
sze, które temu pasowi nadawały sztywności. Dodać do 
tego dla zupełności należy, że w połowie figury leżał żuzel 
żelazny i że koło nóg wśród próchna był kawałek jakby 
skóry, może pozostały po obuwiu. 
Cała ta autopsia uskuteczniona została wobec nas 
przez mistrza Matejkę z prawdziwie religijnem przejęciem 
i poświęceniem w czasie zimnego i wilgotnego dnia. Wszyst- 
kie fragmenty wyżej wzmiankowane, a zasługujące na to 
odrysował on zaraz na miejscu. Obserwacye dotyczące 
szkieletu a zwłaszcza czaszki potwierdził z naukową ścisło- 
ścią obecny przy tern prof. Kopernicki. 
Do jakich jednakże wniosków przyszedł sam Matejko, 
który te szczątki miał w ręku i do jakich przyjść muszą 
ci, którzy z powyższego sprawozdania zechcą zdać sobie 
sprawę? O półtora metra oddalony od tego grobu występ 
wzniesienia prezbiterialnego, nosi od strony kościoła napis 
świa&zący, że tutaj leżą zwłoki królowej Jadwigi. Czaszka 
razem ze szkieletem dowodzą, że mamy przed sobą ko- 
bietę, która zmarła w kwiecie wieku; resztki korony, jabłka 
królewskiego i berła, jakkolwiek tylko drewniane, że tą 
kobietą była królowa; nakoniec styl tkanin, wzór grana- 
towy adamaszku, koniczynowy opaski, fiala gotycka berła 
i technika jej wykonania, że ta królowa w XV wieku była 
pochowana. Wszystkie te szczegóły zatem razem wzięte 
i po szczególe uważane potwierdzają powyższy napis grobo- 
wcowego występu i prowadzą do przekonania, że znale- 
zione zwłoki, są rzeczywiście zwłokami królowej Jadwigi, 
żony Władysława Jagiełły. 
Ale to nie wszystko. Są niektóre szczegóły tego opisu, 
które bliższego wytłomaczenia wymagają. Spód skrzyni, 
w której zwłoki leżały był twardy i zdrowy, a wieko 
spróchniałe. Płyta wapienna grób przykrywająca podrąbana. 
Ściana tego grobu jedna w części załatana cegłą. Nareszcie 
wśród zwłoków samych rumowiska, żuzle, a na podłodze 
nieporządek. Dowodzi to nieomylnie, że grób był raz przy- 
najmniej, jeśli nie dwa razy otwierany. Przedewszystkiem 
otwieranym być musiał w w. XVII za czasów biskupa 
Gębickiego. Skoro ten biskup budował dla siebie grobo- 
wiec po przeciwległej, południowej stronie prezbiterium, 


t 
\ 


w którym po dziś dzień jakeśmy się o tern naocznie prze:- 
konali, spoczywają jego zwłoki, w ołowianej trumnie z her- 
bem Nałęcz, wtedy zmienił jednocześnie kształt dzisiej- 
szego prezbiterialnego wyniesienia. Profil dawny brązowych 
boków grobowca kardynała Fryderyka, nie godzący się 
z profilem dzisiejszych kamiennych schodów, dowodzi 
tego najlepiej. Pierwotne schody miały kształt inny. Gę- 
bicki właśnie, który tych schodów boczne występy obło- 
żył marmurem, północny z nich zastosował do południo- 
wego, związanego z własnym grobowcem, dla pomieszcze- 
nia na obydwóch dwóch wspaniałych kandelabrów i profil 
dawnych schodów, bard
;iej stromych, dla wygudy zape- 
wnę odmienił. Dla uskutecznienia tej restauracyi zdjęty być 
musiał pierwotny pawiment, co pociągnęło za sobą odkry- 
cie grobu królowej, tak jak i dzisiaj. Wtedy podrąbano 
płytę wapienną grób przykrywającą, aby skrzynię ze zwło- 
kami módz na wierzch wydobyć lub się dostać do grobu; 
i wtedy prawdopodobnie, przy małej dbałości w takich 
rzeczach, właści wej przeszłym wiekom, przykryto tę skrzy- 
nię pierwszą lepsza deską jaka była pod ręką, aby ją na- 
powrót spuścić do grobu lub by ten grób zamknąć. Dziać 
się to musiało w czasie budowy. Rumowiskami było pre- 
zbiterium zasypane. Ręce zwyczajnych robotników i mura- 
rzy oddawały posługę królowej. Chodziło im przedewszyst. 
kiem o skończenie budowy i przywrócenie porządku na 
zewnątrz. To nam tłomaczy dlaczego rumowisko i zuzle 
żelaza dostały się do samej trumny i dlaczego podłoga 
grobu temiż samemi rumowiskami, z kawałkami drzewa 
i wiórów zasypaną została. Biskup powiększając występ 
grobu tego ku kościołowi, obłożył go czarnym marmurem 
i położył napis na nim, odpowiadający w zupełności napi- 
sowi na występie jego własnego grobowca. Na tern po- 
przestał i to w zupełności wystarczało współCzesnym, któ- 
rzy mieli przed sobą teraźniejszość i przyszłość i dla któ- 
rych przeszłość i wszystko co jej dotyczy nie miało ta- 
kiego jakie ma dla nas znaczenia. Takie są wnioski do 
których Matejko przyszedł, a na które jak sądzimy wszy- 
scy powinni się zgodzić». 
- Dnia 10 Lutego 1887 posiedzenie nadzwyczajne. 
Przewodniczący, czł. Ak. prof. Łuszczkiewicz przedkłada 
listowne zapytanie p. Juliana Kołaczkowskiego ze Lwowa, 
czy wiadome są nazwiska rzeźbiarzy pomników 
Zygmunta I. i Zygmunta Augusta w katedrze krak., oraz 
niedawno zniszczonego sarkofagu Iwona Odrowąża u 00. 
Dominikanów w Krakowie, tudzież k t o b Y b Y ł l' Z e ź b i a- 
r z e m u ż y w aj ą c y m wykutego na pomnikach Sieniaw- 
skich w Brzeżanach m o n o g l' a m u, który już jest znany 
z broszury M. Maciszewskiego p. t. Pomniki Sieniawskie 
w Brzeżanach. (O ogłoszenie dokładnej jego podobizny po- 
staramy się do przy szłego zeszytu, gdzie może także będzie 
można dać niejakie wyjaśnienie powyższych pytań). 
Prof. Odrzywolski architekt restauracyi katedry na 
Wawelu, zdaje sprawę ze stanu dotychczasowych kilkomie- 
sięcznych robót przygotowawczych około zdjęcia pomia- 
rów, przekrojów i zbadania tecznicznego i artystycznego 
budow li, oraz z wyników do jakich pod względem stanu 
i historyi tego gmachu doszedł. 
Główne tych wyników punkta są: I) Że najdawniej- 
sza część buduwy, t. j. krypta św. Leonarda (groby kró- 
lewskie) okazuje dwie różne epoki budowania, mianowicie 
w części w stronę kaplicy ś. Stanisława się ciągnącej 
może pochodzić z wieku XI, podczas gdy dwie ostatnie 
kolumny od zachodu i absydę pod dzisiejszem wejściem 


..
>>>
IV 


SPRA WOZDAN lA. 


głównem do katedry już z powodu odmiennej techniki 
kamieniarskiej należy odnieść do nieco późniejszeg
 czasu. 
Absyda, której gru,?ość muru odnaleziono w okienku pod 
schodami, musiała niegdyś stać wolno odkryta. Plan krypty 
zaś, w epoce gotyckiej i barokowej przybudowaniami ze- 
psuty, już w założeniu swem okazuje się bardzo nieregu. 
lacnym i pokrzywionym. 2) Oprócz tego podziemia, ślady 
naj starszych części budowli odnaleziono w nawie bocznej 
południowej i przyległych kaplicach Szafrańców pod wieżą 
srebrnych dzwonów i Wazów; wątek muru należy tu do naj- 
dawniejszej techniki, a z pod tynku wyszły na jaw reszty 
odrzwi kamiennych romaliskiego stylu. 3) Jako najstarsza 
cześć gotyckiej budowy przedstawia się prezbiterium w dol- 
nych swoich warstwach muru, wraz z obejściem pierwotnie 
niższem, dopiero od czasów biskupa Łubieńskiego pod- 
wyższoncm i zakrystyą wikaryuszowską, niegdyś zapewne 
kaplicą. Reszta kaplic otaczających prezbiterium zapewne 
późniejszy ma początek, 4) Dzisiejsza zakrystya wikaryu- 
szowska była niegdyś krótszą i od wschodu wielobokiem 
zakończoną; symetrycznie z nią tenźniejsza kaplica Mło- 
dzianków, dziś o kwadratowym planie i kopułą nakryta, 
była podłużną i podobnym od wschodu zakol1czoną wielo. 
bokiem. Zarówno te zakończenia, jak dawniejszy poligon 
kaplicy Gamrata i ściany pierwotnej kaplicy Cyboryllm, 
wynikły ze zużytkowania do ich planu szkarp ukośnych 
pierwiastkowego obejścia prezbiterium. Widoczne tam je- 
szcze są ich rcszty o wątku muru z kamienia w nierówne 
prostokąty grubo ciosanego, odkryte pod tynkiem zarówno 
w kapl:cach jak i przyległych im częściach obejścia. 
5) Górne części prezbiterium są gotyki późniejszej i roz- 
winiętej. Wysokie okna, dziś puste otwory, dawniej komu- 
nikujące z zewnętr.mem, wypełniał maswerk czyli lasko- 
wanie kamienne. Podobnie zniszczony maswerk ślepych 
framug dał się nawet z pozostałych śladów rekonstruować. 
Pod dzisiejszym dachem pozostał widzialny na strychu 
dawny szczyt facyaty wschodniej, niemniej fryz i gzyms 
gotycki kamienny bardzo pięknie ornamentowany i ślady 
galeryi kamiennej koronującej prezbiterium. Pomiędzy tą 
galeryą a cofniętym po za nią niegdyś dachem obiegała 
zachowana dotąd wykuta w kamicniu rynna. 6) Skarbiec 
musiał pierwotnie być dwupiętrowy i niesklepiony. cienkie 
też jego mury ciosowe, dla zniesienia ciężaru sklepienia 
zostały potem cegłą zgrubione od wewnątrz. 7) Zagadkę 
przedstawia plan wieży zegarowej, obok której odkryto 
reszty małej dawnej kapliczki Młodzianków fundacyi Hinczy 
z Rogowa. później zasłoniętej pomnikiem Potkallskic:go. 
Odczyt swój objaśnił p. Odrzywolski licznemi rysunkami 
i tablicami, z których największe zajęcie obecnych obu- 
dziło po raz pierwszy przedsięwzięte zestawienie planu 
podziemi z planem kościoła, do ciekawych prowadzące 
wniosków. W dyskusyi nad przedłożonym materyałem 
wzięli udział pp. Łuszczkiewicz, ks. Polkowski, Sadowski, 
ks. Skrochowski, a p. Maryan Sokołowski przypomniał 
w streszczeniu hipotezę swoją - historyczne mi badaniami 
prof. Wojciechowskiego popartą i z okazyi studyów nad 
kościołami romańskimi w ostatnim zeszycie Sprawozdań 
Kom. hi st. sztuki ogłoszoną, że krypta wawelska jest śla- 
dem pierwotnego ustroju kapituły
 złożonej w połowie 
z księży świeckich, a w połowie z Benedyktynów, i że 
zakonnicy ci zapewne z macierzy swej belgijskiej (Leo- 
dyum) przynieśli cześć tamtejszego patrona ś. Leonarda 
do Polski i do katedry krakowskiej, będącej pod głó- 
wnem wezwaniem, jak się zdaje, ś. Salwatora. Pierwsza 


katedra miała zapewne dwa chóry - już po rozpoczęciu 
budowy nowszej zmienił się styl i zmieniły potrzeby. 
W miejscu zamierzonego zachodniego chóru dano główne 
wejście, i tylko do krypty już zbudowanej przywiązano 
tytuł świętego, który miał był został patronem połowy 
kościoła. 
- Dnia 3 Marca, Przewodniczący czł. Ak. prof. 
Łuszczkiewicz odczytuje listowne doniesienie p, Juliana Ko- 
łaczkowskiego ze Lwowa. że rysunek na kamieniu lito. 
graficznym niedawno z Wrocławia nabytym dla Muzeum 
Narodow. w Krakowie jest niczem innem jak reprodukcyą 
bardzo rzadkiej, a wspomnianej u Rastawieckiego ryciny 
z obrazu Dolabelli (,Stanisław Żółkiewski hetman, przed- 
stawia jeńców stanom na Sejmie r. 1611. Thom. Makow. 
sculp. J) fol. T o m a s z M a k o w s k i ten miał drukarnię 
w Nieświeżu w początku XVII wieku. 
Sekretarz Tomkowicz streszcza następujące komunikaty 
złożone piseminie przez hr. Konstantego Przezdzieckiego: 
Rodzina Ś, p. Bolesława Podczaszyńskiego nadesłała 
dla Akademii spis rysunków i rękopisów, pozosta- 
łych jeszcze po ś. p. p o d c z a s z y ń s k i m, budowni- 
czym i uczonym, wraz z opinią p. W. Gersona, podnoszącą 
ważność i doniosłość z b i o r u p i e c z ę c i (częścią tłoków 
oryginalnych, częścią w odciskach), który liczy 8000 sztuk 
uporządkowanych i cenionym jest na 3000 rs. Przewodni- 
czący stwierdza przy tęm, że wśród rękopisów brak naj- 
ważniejszego
 bo rozprawy Podczaszyńskiego o kapitularzu 
Jędrzejowskiego, dziś już zburzonego, klasztoru, z którego 
uratowana jedna romańska kolumna, ma niebawem dostać 
się do zbiorów krakowskich. 
Publikacya belgijska pt. «Archives des Arts, sciences 
et lettresJ) wydawana przez rząd pod redakcyą Aleksan- 
dra Pinchart, w tomie I seryi I zawiera ogłoszone z ar- 
chiwów państwa z autografów dwa listy, stosunków arty- 
stycznych dawnej Polski dotyczące. Jeden (str. 231 i n.) 
pisany przez królewicza polskiego Władysława do gu b e r- 
n a t o I' k i F I a n d I' Y i, arcyksiężnej Klary Eugenii, w spra- 
wie architekta flamandzkiego sprowadzonego do Polski 
przez ks. Jerzego Zbarazkiego - może do budowy ka- 
plicy Zbarazkich przy kościele Dominikanów w Krakowie, 
albo pałaców lub kościoła Bernardynów w Zbarażu, brzmi: 


"Serenissimae principi dominae Isabelle-Cla- 
rae-Eugeniae, Dei gratia Hispaniarum infanti, ar- 
chiduci Austriae, duci Burgundiae, Brabantiae, 
Luxemburgi, Gelriae, comiti Habspurgi, Flandriae, 
Tyrolis, Arthesiae, palatinae Hannoniac, Hollandiae, 
Zelandiae, dominae Frisiae} dominae cognatae et 
affini nostrae charissirnae. Vladislaus-Sigismundus, 
Dei gratia prince ps Poloniae et Sueciae, electus 
magnus dux Moschuviae, Smolencensis, Scveriensis, 
Czernichoviensis ducatuum administrator. Salutem 
et mutui amoris atque omnis foelicitatis continuum 
incrementum. .. 
Serenissima princeps domina cognata et affinis 
nostra charissima. V ocatl1S ab illl1strissirno castel- 
lano Cracoviensi, in Polonia m , ante elapsum an- 
num, in arte architectonica versatl1S Henricus von 
Peene, dominiorum Serenitatis Vestrae incola, ma. 


--
>>>
-- 


I 


SI'RA WOZDA )l;IA. 


v 


gno tenetur desiderio, videndi suam uxorem atque 
earam sobolem. Verum quia severa aceessit inhibitio, 
ne quispiam subditorum Serenitatis Vestrae usurpet 
sibi absquc licentia expressa Serenitatis V cstrae in 
exteras nationes abeundi facultatem, in vel ma- 
ximo fuit impedimento quominus suorum compos 
effici posset hucusque votorum. Quamobrem cum 
ipsius desiderio, tum illustrissimi castellani Craco- 
viensis, ducis in Zbaraz, postulationi libenter suffra- 
gantes, petimus diligenter a Serenitate Vestra, li- 
eeat cius uxori ex mandato Serenitatis Vestrae in 
Polonia m per Amsterodamum commigrarc, cum 
mari quam terra tutius sit atque compendiosius 
iter. Nos vero hunc Serenitatis Vestrae ad no- 
stram petItIonem exhibitum illi hoc in pasu favo- 
rem, omni studio quovis occasione demereri eon- 
tendemus. Quam interea fclicissime in optima va- 
letudinc florerc cupimus. DJ,ta Varsaviae, die XXIX 
mensis aprilis anno Domini MODcoXXVIo, Ejus- 
dem Serenitatis Vestrae 
(podpisano) Atfcctuosus Vladislaus Sigismundus. 
Drugi (str. 233) pisany przez króla Zygmunta III do 
arcyksięcia Albrychta wielkorządcy Niderlandów brzmi: 
"Sigismundus III, Dei Gratia rex Poloniae, etc., 
salutem. Sercnissime princeps domine arnice et 
affinis noster charissime. Demandavimus egregio 
Vi/he/mo Marten, civi Elbingen., lapicidae, ut in 
ditionibus Serenitatis Vestrae lapides marmoreos 
pro structura arcis nostrac l) incisos ad nos ad- 
veheret, atque huiusce negocii causa in ditiones 
eiusdem Sercnitatis Vestrac ipsum misimus. Quod 
ut eo eomodius ex animi nostri scntentia conficiat 
amanter a Sercnitate Vestra postulamus, velit Se- 
rcnitas Vestra autoritate sua et favore id efficere, 
ut is, absquc ullo impedimento et difficultate aut 
exactionc aliqua theolonei, lapides eosdem excisos 
adducere, voluntatique nostrac morem gerrere pos- 
sit, etc, Datum Varsoviae, XX mensis januarii anno 
Domini M.DCXIX (1)". 
(Podpisano) Sigismundus rex. 
Zgodzono się na wniosek hr. Przez dzieckiego aby 
wszelkie drobne wiadomości i komunikaty, dla oszczędze- 
nia czasu na sesyi, przesyłane bywały wcześniej na ręce 
sekretarza, i dopiero przez tegoż albo w streszczeniu albo 
w miarę potrzeby in extenso wnoszone były na początku 
każdego posiedzenia. 
P. Leonard Lepszy referował na podstawie notat 
prof. Łuszczkiewicza oraz nadesłanego pobieżnego rysunku 
o niewydanym dotąd relikwiarzu srebrnym w kształcie 
krzyża, znajdującym się w zakrystyi kollegiaty Sandomier- 


.) P. Pinchart pod wyrazem arx mylnie domyśla się jakiejś cyta- 
delli, odnosi się to prawdopodobnie do rezydencyi kr6lewskiej, może do 
Zamku Warszawskiego. 
8pnwoad
nle Komlsyl do bad, blst, sztuki. Tom III. Zesz, IV. 


- 


skiej. Relikwiarz ten, jak i z przedłożonego rysunku ocemc 
można było, jest niepospolitej piękności, w stylu gotyckim, 
mieści pośrodku znaczną partykułę krzyża ś. i nosi u pod- 
stawy herby: polski, ziemi sandomierskiej, krzyż podwójny 
i dwa małe Dębna; stąd możliwość, że jest to dar kardy- 
nała Oleśnickiego. Wiele ozdób lanych, kutych, jubiler- 
skich, emalierskich i grawerskich podnosi ważność tego 
dzieła w sztuce złotniczej, które charakterem swym przy- 
pomina relikwiarz ś. Stanisława roboty Marcinka. Refe- 
rent sądzi, że jest to dzieło roboty którego z mistrzów 
krakowskich, lecz uważając dostarczone sobie dane za nie- 
dostateczne. w szeregu pytalI wskazuje drogę, jakby nale- 
żało w daJszem studyum analizować tę pamiątkę pod wzglę- 
dem techniki złotniczej a to w celu wyjaśnienia stopnia 
rozwoju, na jakim stała sztuka złotnicza w Polsce w epoce 
XV wieku. W dyskusyi nad tern prof. M. Sokołowski zwraca 
uwagę na znajdujący się w b e rl i ń s k i e m K u n s t g e- 
we r b e m u s e u m (Sala XXXV. szafa 375), pokrewny sty- 
lem powyższemu relikwiarzowi pacyfikał fundowany przez 
Piusa II na pamiątkę Soboru Bazylejskiego w r. 1460, a prof. 
Łuszczkiewicz uprasza p. Lepszegu aby zajął się zestawie- 
niem dla użytku szerszych kół, zajmujących się historyą 
sztuki, wskazówek do badania wyrobów artystycznych zło. 
tniezych z punktu widzenia wyżej określonego. Wskazówki 
te p. M. Sokołowski chciałby widzieć rozesłane do zamiej- 
scowych członków Komisyi z prośbą o nadsyłanie wiado- 
mości na ich podstawie zebranych. 
Prof. Łuszczkiewicz odczytał i objaśnił szkicami na 
miejscu robionellli notaty swoje o ważniejszych zabytkach 
architektury w Jarosławiu w Galicyi. Miasto wiele ucier- 
piało od strasznego pożaru r. 1600, ale rychło bo do r. 1625 
odbudowało się, będąc ważnym punktem handlowym. Zwła- 
szcza uderzają bogactwem swem liczne kamienice, które 
zapewne stanęły w czasie kwitnienia sławnych jarmarków, 
o których pisze Piasecki, że «po Frankfurckich nad Me- 
nem pierwsze trzymały miejsce: Ormianie, Persowie, ziemi 
i rąk swych płody tu zwozili, na których kupno. kupcy 
zagraniczni zjeżdżali, tak wielkie mieli zapasy tkanin i ba- 
kalij, iż stąd kraje niemieckie w nie się zaopatrywały. 
Dopiero wojny Kozackie i napad Szwedzki kres jarmar- 
kom położyły». Jeszcze Władysław IV z ciekawości na 
jarmark do Jarosławia przyjeżdża r. 1646 i trzy dni bawi. 
Miasto leży na pagórkowatym gruncie i ,wskutek nierówno- 
ści terenu niektóre domy wydają się bardzo wyniosłe. Są 
nieznaczne ślady dawnych murów obronnych i baszt, oraz 
reszty szkarp podtrzymujących podniesienie gruntu forte- 
cznego placu. Obszerny rynek prostokątny ma z boku ra- 
tusz później zeszpecony pseudogotycyzmem, dawny ko- 
ściół parafialny jest zniesiony. Dwie pierzeje rynku zacho- 
wały piękne ślady dawnej budowy kamienic jednopiętro- 
wych z attykami i podcieniami z XVII wieku - powiększej 
części zaniedbanycn i oszpeconych. Materyałem jest cegła 
otynkowana, kamień i gipsatura. Wielkie arkady podcieni 
otwieraj,! się na zewnątrz, filary kwadratowe z kapitelami 
dźwigają frontowe lokalności na piętrze. Wyjątkowo tylko 
podcienia dwu sąsiednich kamienic mają z sobą połącze- 
nie, zwyklej każda ma swój właściwy, zamknięty z boków 
ścianami pełnemi. Z podcienia najczęściej od arkady skraj- 
nej biegnie w głąb kamienicy sień sklepiona lunetowo 
wprowadzająca na wewnętrwy dziedziniec, stosunkowo 
szczupły, prostokątnego planu, który minąwszy spotykamy 
na innej osi głębszy korytarz wyprowadzający na tyły 
domu na ulicę. Otóż taki dziedzińczyk ma tę osobliwość, 
22
>>>
VI 


SPRA WOZDAXIA. 


że zachowując drewniane ganki na piętrach, właściwe ka- 
mienicom krakowskim, jest na wpół ciemny, gdyż na wy- 
sokości poddasza ma śmiałe sklepienie namiotowo zwier- 
ciadlane lub pułap z widocznem wiązaniem dachowem od 
spodu. Światło dostaje się z korytarzy i z okienek nad 
drzwiami od lokalności dolnycl1. Drewniane komunikacyjne 
ganki dziedzińca biegną na jednem lub dwu piętrach, po- 
ręcze wycinane a jour w desce, lub toczone w laski, 
szczerniałe przez czas, czasem ganki rzucone w poprzek 
jak mosty, osobne schodki do półpięter z ganeczkami oso- 
bnymi, tworzą tło malownicze wielce. Żadne okno nie wy. 
chodzi na ten dziedzińczyk, tylko jedynie drzwi komuni- 
kacyjne żelazem okute. Izby dolne mają sklepienia lub pu- 
łapy. Helki podparte bywają straganem, na którym napis 
łaciński, tekst religijny z r. 1706 a obok polski z r. 1774 
daje za fundatorów n. p. Jędrzeja i Katarzyi1ę Wapinów. 
Belki te dźwigane są u ściany szeregiem arkadek murowa- 
nych, nad którymi biegnie gzyms o profilu architrawowym 
jońskim, podtrzymywany przez karyatydki na osiach ro' 
dzących się z kroksLtynków arkad. Cały ten występ górny 
zajmuje na wysokość 1 1 / 1 metra przy wysokości izby 4 1 /2 
metra. Belki są profilowane i gęsto rozpołożone. W izbach 
dolnych natrafia się w połowie wysokości ścian ganeczek 
drewniany zdobny balaskami do koła biegnący ze schod- 
kami w wangach. Taka izba dolna miewa sklepienie aku- 
styczne jak w Niepołomicach z drogami głosu w węgłach 
i drobniutkiemi lunetami. 


kowaną, i ma u góry koronkę nie trafiającą na osie wnę- 
ków i pilastrów pod nią. Całość ozdób jest niesystematy- 
czna, dziwaczna, ale przedstawia obfitość motywów i nie 
pozbawiona malowniczości. Talent samouka majstra daje 
jej pewien typ swojski. Cegła w ozdobach jest z małym 
wyjątkiem obcinaną, wszystko było niegdyś tynkowane. 
Wysunięcie kamienicy i zostawione s t r a t y wskazują, że 
zamierzano wysunąć cały rząd domów. Wejście na piętro 
jest przez schody zewnętrzne w dziedzińcu między wan- 
gami murowanemi. 
Inne kamienice mają wszystkie zwykłe attyki kryjące 
dachy, stare fajermury z boków, przezorność zyskana tu 
klęskami pożarów dość wcześnie, żadna jednak nie ma 
równie jak powyższa bogatych koronek, ale częściej imita- 
cyą ślepymi oknami drugiego piętra. 
W uliczce po za rynkiem spotykamy się z osobno 
stojącym domem piętrowym z cegły (rohbau) na podsta- 
w:e dokładnego kwadratu o 3 oknach frontu, którego dach 
mocno występuje wysunięty na wielkich drewnianych krok- 
sztynkach szukających posady u ustępu muru, gdy belki 
leżą na szczycie ścian. Coby za znaczenie miał ten budy- 
nek, na miejscu dowiedzieć się nie mogliśmy. 
Prócz domów ciekawe są trzy kompleksy zabudowali 
klasztornych, zajmujące obszerne place, którym mury ob- 
wodowe opatrzone strzelnicami i basztami, nadają chał'a- 
kter obronności. Naprzód kollegium Jezuickie tuż przy 
mieście, z kościołem, który pomimo daty fundacyi od r. 157 ł 


I I I 
=l . Lt r iJŁ
 J .-- 


I 
I 
I 
I 
1-- 


Wejścia do kamienic zaznaczają portale w charakterze' 
późnego renesansu. Facyaty ucierpiały wiele przerabianiem 
na szczęście jedna z nich dochowała się dobrze i jest oso. 
bliwością niezwykłą pełną charakteru. Mieści się w rynku 
naprzeciw ratusza, jest narożnią przy ulicy środkowej, po- 
łaci rynku. Podany obok widok jej (fig. I) według ry- 
sunku uprzejmie nadesłanego, przypomina krakowskie Su- 
kiennice attyką, która tu jednak jest bogaciej rozczłOll- 


Fig. I. 


zdaje się na pewno pochodzić z pierwszej połowy XVII 
wieku, i być naśladowaniem niedokończonem kościoła św. 
Piotra w Krakowie. Ma on układ planu krzyża greckiego, 
w którym ramię przodkowe zamiast szeregu nyż ma dwie 
kaplice włoskie, jedna z nich z kopułą. Kopuły głównej 
w środku krzyża kościołowi brak, ale była zamierzoną bo 
zostały pendentify i całe pod nie przygotowanie. Wnętrze 
przestronne, szlachetne w proporcyach.
>>>
- 


l 


BPUA W07.DANIA, 


VII 


Wejście do kościoła zastąpione przystawką korytarza, 
dostęp po schodach kamiennych, facyata tej przystawki 
cieka wa, renesansowa z szeregiem kolumn u dołu dźwiga- 
jącym attykę, gdzie są po dwie skupione kolumienki krótkie 
i arkadki, a brak koronki, która jednak przedłuża się na 
ścianę kościoła; stąd domysł łatwy jaką była. 
Gmach klasztorny szerokiego stylu. 
Po za klasztorem jezuitów nad brzegiem jaru na ob- 
szernem i wyniosłem płaskowyżu panującem nad doliną 
Sanu, stoją klasztorne gmachy i kościół Benedyktynek, 
które tu osadziła 1620 r. Zofia ze Sprowy Sternbergowa. 
Dziś to łącznie z klasztorem jezuitów obrócone na maga- 
zyny wojskowe, kościół stoi dotąd w całości jako główny 
magazyn ubiorów. jest jednonawowy z kaplicami dwoma 
obok prezbiterium jako transept; zakończenie półkoliste. 
Sklepienie ubrane gipsaturą karteluszową jako obramienie 
malowań, ściany mają pilastrowania pseudokorynckie. 
Pod kościołem są groby, a wedle opowiadania ma 
być wybrany w glinie kanał wycieczki podziemny a cią- 
gnący się blisko pół ćwierci mili aż do Dominikanów bez 


żadnych sklepień, gdyż glina twarda znosić to ma i są 
przykłady dwu piwnic bez sklepienia jedna pod drugą, 
Mur forteczny otaczający klasztór ma baszty wznoszące 
się mało co nad szczyt murów, czworokątne z wyjątkiem 
jednej okrągłej. U wejścia na dziedziniec budynek pię- 
trowy z sienią dolną sklepioną otwartą do wnętrza arkadę 
jest dawną obronną furtą klasztorną. 
Kościołek luterski w mieście podobno św. Ducha 
szpitalny jest inkastellowany, ma rząd strzelnic armatnich 
poniżej gzymsu koronującego z dwu stron od t:licy. 
Przy końcu posiedzenia przewodniczący przedkłada- 
jąc nadesłane Akademii ostatnie publikacye w ę g i e r- 
s k i ej A k ad e m i i w Budapeszcie, oddziału archeologi- 
cznego, pod r
dakcyą p. Hampa, oraz księgę pamiątkową 
wydaną przez b l' a c t wo S t u a l' o p i g i a I n e we Lwowie 
na obchód 300 letniej rocznicy istnienia, a mieszczącą ar- 
chitektoniczne zdjęcia cerkwi Wołoskiej, wyraża w imieniu 
Komisyi hist. sztuki obu nadsyłającym zakładom podzię- 
kowanie. 


-- 


INDEX 


. 


osobowy i rzeczowy do Sprawozdań z posiedzeń Komisyi w tym tomie zawartych. 


Albrycht arcyks. wielkorządca Niderlandów 
Bazylejski Sobór 
Benedyktynów zakon 
Berlin, muzeum artystyczno'przemysłowe, pacyfikał 
Piusa II. 
B i b i o g r a f i a polskich prac dotyczących sztuki. 
Brzeżany, pomniki Sieniawskich, monogram 
Dębno herb . 
Dolabella . 
D r u kar n i a p. Nieśwież. 
D l' Z e w o l' Y t n i k p. Makowski. 
Flandrya i Polska p. Klara Eugenia. 
Fryderyka kard. grobowiec p, krak. katedra. 
Gamrata kaplica p, krak. katedra, kaplice. 
Gębickiego grób p. krak. katedra, groby. 
G o t Y c Y z m u zabytki p. krak. kat. prezbiterium, 
et et p. Sandom. kollegiata, re- 
likwiarz. 
Hincza z Rogowa p. krak. katedra, kaplice. 
I n k a l' t e 11 a c y a p. Jarosław, kościół lute'rski. 
I n wen t a l' z zabytków sztuki Krakowa 
Jadwigi królowej grób p. krak. katedra. 
jarosław m. gal. kamienice 
et klasztór i kościół Benedyktynek 
" kollegium jezuitów . 


Strona Strona 
V Jarosław kościół luterski VII 
V .. mury i baszty obronne. V 
IV Ct ratusz . V 
jędrzejów, kapitularz klasztorny IV 
II Klara-Eugenia, arcyks. Gubernatorka Flandryi. IV 
II Kraków, Dominikanów kościół, kaplica Zbarazkich. IV 
III et et et pomnik Iwona Odrowąża III 
V Ct katedra grób Gębick;ego bisk.. III 
IV « et a jadwigi królowej. II - III 
et et et Zbigniewa Oleśnickiego kar. II 
et et kaplica Cyborium . IV 
« et D Gamrata IV 
et et « Młodzianków IV 
« « « Hinczy z Rogowa (Mło- 
dzianków) . IV 
Kraków, katedra kaplica Szafrańców IV 
et et et Wazów. IV 
« et krypta Ś. Leonarda IV 
« et pomnik Fryderyka kard.. III 
et Ił et Potkańskiego . IV 
« et et Zygmunta Augusta III 
II et Ił et Zygmunta Starego III 
Ct Ił prezbiterium IV 
V-VI et « skarbiec . IV 
VII a « wieża srebrnych dzwonow IV 
VI et .. zakrystya wikaryuszowska IV
>>>
VIII 


INDEX. 


Kraków, katedry restauracy'1 . 
CI CI wezwanie pierwotne 
Leonard ś. p. krak. katedra, krypta. 
Lwów, Wołoska cerkiew . 
Łubieński, bisk. krak. . 
Makowski Tomasz, drzeworytnik. 
Marcinek, złotnik krak. 
Marta Wilhelm, lapicida 
M o n o g r a m rzeźbiarza p. Brzeżany. 
Niderlandy i Polska p. Albrycht arcyks. 
Nieświeź, drukarnia. 
Odrowąża Iwona pomnik p. Kraków, Dominikanów 
kościół. 
Oleśnicki Zbigniew kard. . 
« « p. krak. katedra, grób. 
Peene, Henricus von, architekt 
p i e c z ę c i p. Podczaszyński. 
Pius II papież p. Berlin. 
Podczaszyńskiego Bolesława zbiory pieczęci, ręko- 
pisów, rysunków . 
Potkański p. krak. katedra, pomnik. 
R e n e s a n s 11 zabytki p. Jarosław, Benedyktynek 
klasztór. 
R e n e s a n s 11 zabytki p. Jarosław, Jezuitów koUeg. 
CI CI p. CI kamienice. 
R e s t a 11 r a c y e p. Kraków, katedra. 


Strona 
III 
IV 


VII 
IV 
IV 
V 
V 


IV 


IV 


IV 


V 


R O m a n i z m 11 zabytki 
« CI p. Jędrzejów kapitularz klaszt. 
CI CI p. Kraków, katedra krypta. 
« « p. « « kaplica 
Szafrańców. 
R o m a n i z m u zabytki p. Kraków, katedra kaplica 
Wazów. 
R o m a n i z m 11 zabytki p. Kraków, katedra wieża. 
Salwator ś. patrz krak kat. wezwanie pierwotne. 
Sandomierz, kollegiata, relikwiarz krzyża ś. 
Sieniawskich pomniki p. Brzeiany. 
S ł o w n i k wyrazów polskich dotycz. sztuki 
CI CI « CI złotnictwa 
Sternbergowa Zofia ze Sprowy 
Szafrańcowie p. Kraków, katedra, kaplice. 
Warszawa, zamek 
Wrocław. 
Władysław (IV) królewicz polski 
Zbarazcy p. Kraków, Dominikanów kościół, kaplica. 
Zbarazki Jerzy ks. kaszt. krak. . 
Zbaraż, Bernardynów kościół . 
Z ł o t n i c t wo w Polsce p. Sandom. koli. relikwiarz. 
« « p. Słownik. 
Zygmunt August, p. krak. kat. pomnik. 
Zygmunt Stary, p. krak. katedra, pomnik. 
Zygmunt III król polski 
Żółkiewski Stanisław hetman . 


Strona 
II 


V 


I 
II 
VII 


V 
IV 
IV-V 


IV-V 
IV 


V 
IV
>>>
J(l..A
ZT'OR.. W" L Ą.oZiE 
. .t'abud.owania. kru.J1.
ank1.A.. 

 
I 
i 


Kom. dla hisL szt. Tom m. 


C
E5ci .Ń'.Ą.
ST.A.R.3ZE. 
. d.zi.iaj j 

n.iQj
c. ,"", 


,
 
i
O 
I
 
l:i 
ł 
A
 .= 
J
":
.;'1\ /l
:::"'
;:-' 
. .. .. It . o' .. H 

f:
:
:V::

: 
? 
 


;J
;);:;} 


'. - ,11:00 -. t . , 
I .
{. N' 
.... :,'. ,l" I 
,4-':
\:( I 
I 
 .tI; '1. I 
I .,...... '.:. I 
. /!?'
".",,
.:
 
'
:::,.
 .ł.:-:
 I 
'
 
'
'p
'

 , 
I;t
 
:!. "{. I I 
.P:;;
 0:::::: 0 ... 



!

%#$
!£;
?'}P' / 

;)

';:Z?'1
_ 
p1t:
;rl 
. . . . 
 
/,:.:/4f1{ , .;(fY
 

p .-r1ł ...', 
_

 

v,; :
'!... ""'.'6':K: 

/77 

!,:



;łi_ 

 
"/
'/.'E
..&J.;""
 _ v
 

i%
;
 

n 

 - 

 
I 

 

 

 

' 
.. 
. 
l,. 
. 
I 
I 

 , ' 

 
lo / 
%
 
0% 
 


 
0
" 
 


 
0/' 
 
w' % 

, 


 
. 
- 

w 


-- 
 

 
..Q! f" 
: 
 
.t
 
.. -lo., 
:.. ::I 


.'.:0, -", 
... ",... - . I: ,.'.... ,..- 

. 
 I. " "","'" 
 '", :' II ., .. . 'ł. , : \" ,,? .. , ...... ,/ ; "\
 '1 
... J":-" ;- 
.... ,1...... .. 
..... J.. ""'", .,"""'''' ". ł. '" .r' I 
....,'1. ." ::0 11\.., .: ..... ...." : ._..ł:" ,. .......... ,r" 
 "'\.. ...J :.- , "\... .,' o
 "', ..... I 
ł1.

' I
. 
.,,' " ......,. II .... 32.. 90. ""ł:' l' .... .."" .. ..... ,.
.. ., t. 
..:-: ':trJ _*.."", :: 
 .,... : ,. -. : fI; "t :: ,........, Ł,; .
...
: }I., I : 
.; -.. :, .* 
\.. I
 ..:. .... ".', 
.Ł...L" .I..ł }t. 'I .- ...... . / "'\...,. : ,1", 
,I" "0 
.' '.t o: ,0(-': lC.t
l":1-ę- :lłia..IJ'I-
U'lJI/,ł1:(..&.-- 't, :." '. 
.:' '.... 
.


w

:
2.. , .. ,.N _-:, . t":
" = . "':". _ _ 
 .,::'''. ___ . ...::,.,,' _ 
',...,,':- ...",o..l'
._._____ 
- 
".:.
 .

 - - ---- - - --- -------- 

 , ..... " : . ' . 
""-.""""""."-""_.. 
"'ł ..':.

.. "..,.... '....., " 
......... ," I, " .. .. 

 . '" ,,' 

. 
,'
:::' t """" /// j....J\ 
...:::':.--.--...., , .,-
-


.."....._

 
':"':,. .:1" ",
 1'_0,,"" li. ... 
". ,,' \ \ '?'$. '() b -.1.... .... 
. . ' J/ /1' I ..
 ,,
' 
d":::: t """'" ') // i " -

1 
"":00)- _."-- ;,
". '1Yi':1:" li d 
";.;. -'" '- .:' 
:
 ,.' o \ 'J. 'r . . .... 
- o 



,:.." ....s ':N., , ,," :1 / -.. ....;
 Il) 
':) ''?'" ;; ) .J1. 
 eo 

," . ,. , ' ..... '..1.) 
 
. 1'i' ......
 ' , 
, .ł, 
__
" "t";,._ " " .;' 
"ł\ 
... ,", .,:...-1'0:.....":..-..........&":..." 
: 
. .....
;
-.:.=-::;


;
 ,,' '... ł.. Ql...
'" 
.
. .#10" " " -.. ..:/ 

.
 
. ,,' " .,\..t:;

 
N .;ł\
 , ," " ł.ł.l:\
 "'t 
.v. s .... ..
' ) 
:;t 
,

,;m::
;
:_ ,/// ""...., ':
-.Im

:. 
. ..;t-,' '" '.. I 
.,...
' .. ... ... 
,' " .. ".. re.. 'II 
_ II I "\. _.: ,u 
""lI,,
 ' " ts. 
,:' "'t, ........ ....... ___ ........ _... 4 ', '; .,....
. "'i.. 

 - ... - 
 .... - '-.:
.
?
::
. 
::,-m-.-_
:::':
.., , ' = , " i., - , 
 ". %

:o ,' , ',.. -=- /" ';.. 
 .. .. - = 
 ,.. "t . . .' 
.... ... ,;,. 
" 
;.. '.. '-- f r 40 . . .. "ł 
 n r 
. . 
_. II . ..::; I'!I
. f'" ".t\ ",. Ił 

 f" t" .. -ł 

';.. J 
 łł ",. 

..,. 11\0 'ł... 1II li -. ,f , ;. ... I. "'", ..s'
 t .. .. 
 
 ., .. tO,' t. ....I 
.ł
 .;
 "L{) '
If,..... 
 -''I';' II -"'",1. :1 "'1.., II ""ł.J. ".,.. ani: ", II' 
....,;:
'
ł':.:ł ::ir) ,:... 
':.

 
 fJ CJ \
 Vi:! .;:' ':.:-., :1 , 1 . ....]t....;: = 
.I#
. Ił 
..:'O......¥O.... i"'):! ,/"



 
. 
 I " 
..... I. cY.t

.;n l 
dł I L tl .:l J 'I......... lo, II.. ¥O¥O l, '" · 

 1.-:. p'.' 

 r l' ... 
""
iI &-'ł-, IIJ
; I C ..,-".. "'. I' .. ... I.,:' '. 
.# "" ., h lo . . I...... S!8',
 \ 
..'¥ ...... 
1. .- . .,,; , . I .". ....
. 


--ł:.- 

7 
.
 


nc..-..d j.7ilVIzicuuzi, 


II 
I 


--t. 

 
" 
II 
... 

 

 

 


.Yi(!'
-i .?tJdllie"'iVIlU 


/ 


, 
 V
7 '/0 ,..... 


c!l5alvlza 
fu.rla., 



kCi lnuoS' ci 


u . 
L 


) 
, 


łUr: 


i T 


r 



a.irn., .nr£..Jtc=:kł.'e.JVI.'Q'. f{ś f
łSu: 


Ta b XV 



 
....... 

 

 


H 

 

 



 

 
.... £; 

 
 " 

 
"00) 

 

 
'"" 
lł r: 
. ." 
.... ... 

 
 

 
 

 "I 


 


/ 


/ 


/ 

 


, / 



L-chnl.'a 


/ 


L--lCt.
VTZa . 


.#U!Q:/.I'" ćf:R 
&.I-
yc,kł." 


-----.
>>>
. .. 


'" 
 


r 


. . 



 
, 
. I. 
I 


t,
>>>
Kom.dla hisL szt. Tom III. 


- O'J6' ':', 
..J. 


KOf1struhCJa u :tJr
łorJ zc1wieszenia ż't!ber. 


, , " 
,,' ,;' .... 
" ,
:,

,. 
, " , 
, " , 
r -;. 
:'1'" 
; 
;=
;
;:.


-=..; 
o 1/1:------. _____ 
/-
" =:. 
;). I. 

, ;f; ,Q 
ł ' " 
1:,' ," , 
/ ' '\. ,
" '"" 
H_ " /
'.I_ / I" ,
, " 
h7
 , /' //¥." i',,
,'. 
;r,-' &;;/ , ,. o 
, "'" " .. 
.. ,.... I ...L. 
 ",,' 
... 
," ,;

" .:'.

::: 4 ' 
'
'''','
---- C"Js I.;; 
, I l' 
I I ł' 
, " 
I" 
:H 


" 
 


" I. 


I 



=:r 


.-- I 

:' . '#
 I',' 
._ ,L. 
 . 

 y. 
:"
=" 
--ł--- .... 
.:
, , 
. il
 
. "F 
:i" 
.' .: 


. 


'!I,. . 
''I, 


,;='"'"::- .....;.--..: .. 


I 
 
,
 
'Z 

 


.: / .:" 


0-120 


7' 


fY/ 


'/ 
'// 

 


.. 
o 
Ó 


0'°1/ 


_ ł,. 


Profit czysty ż2b
r. 


- ... v- ll Jl.1- 


, l' 
I ol 
1.'1 .... 
l' 
I 


'./ 


.,,,'" 


r ' 


Ta b.xVI. 


KLA S Z T O R w LP...D Z:E 
" 
Sz
ze[6ł'y kruż
'anku u ramieni
 forty 


:,",: I; 

II.:' .,
 ,.
: 
f - ...: 
,
 . 
" . . ";iJ
 :
 ': 


Typ 


Zworniki n.a sK
ep;eniu ranlJ:!r
Ja tego krużganku. 


_
. 
 'I, 

-
. }.. ;'''l1!f .'f- .... 
./
:.Ij.\ 
" -,' 
, I.,
: 


IIII 


";
 I 


ę....."'" '1-, 


." - - 
\,-:c
lr 0# '7 



,:
.) . f// '... 
'(.,', i II .-.1 ,ł' 
\ -I, , : L 
. \
, ''-: 
i ._, i r '/ 
- .- " ] 111 
I ,I , 
,[ 
'; 


1 


II . 
. 


, i.. 


-= 


l"
 


., 
 


",J 
!I-.-=- 


.--r:
 ui 
. 


. " 


... 
... 
:to 


'!i 


l, 
. I 


.7-
 


" 
o 
.... 


;i" 


-r ::- 


- .,0 



 
\\'; 
.:
.- :1.:._ 6 


-:- ,., 


:"1°'__ 


, 
"Ci . 
 


1.. 
, - 


-,I J... 


.... --- 


'S--- 


'" '.'-
 


u. :
-;;';:Pr
 pk;oj CŻ

-Lj ;
J1:ipl1ja. forfYkrużp;ank-;.-, 


.' 


ld
j, W.ł. LUSZCll;eił.1:C:'. 


I 
I 
t 
I 


Au:_ j. :\..;;ir:.30 :
>>>
I . 
, 
I 


, 


J 


fi 
. 


. 


t 
.I 
I, 
-
>>>
!! 


Kom dla hist. szt. Tom m. 


Tab XVII 



i
N- :P:R.2.
CJ.WDO'W'A DO Qpl'..clwa." 


J(.LA.
Z-T-OJ\. w L..
l)ZiE. 


,..-- ..- 
o', 
I' 


'pJ"a2VY A 


JiJ,j:J(,)rniJ: -.i'cie:nny +. 


0'95. 


" 

 
\, 

 , "I' 
, . I - 
)i I 
o:, 
(, i( 
I 
. 'I" 


). 


A 
... 
o 
b 
y 


l
nv!f o 
Ilff/gZv./ve, 


... 



 
'" 
" 


, " 


y 


...r' 


I i, 


" 


,,,:;5 '- 
.
łI
 l.
 
 


le IV!!, 
7J'?JJur.n il.: i 


" 


", 
.' 


''" 



 
b 


00 
... 
-....-. 


o( 


A 


'" 


o 
I') 
(:, 


o( 


". 


o 
«) 
o 


v 


qJ: 
(J/1., l u c): 


J ].JJOrni.k 4Cl-'e.nny, 
r
e;;';bion.y 
(1DrCL '/a.r:ono.2v6.Yo c" 


'-, 


o' ' 



, 


!"i I 
) I 
 
'
I
ł '") o 
: -: l': . .7t 
 
 
. )- v 
,...., ,,"'''1' f '1.,I:lfllI''!
 '
"""IJI

""III. \" 1 ") 0, ł. 1 
,'I'" I,. II .....).. _ .... .:; I ,ol." I'}. ,: 
... '. III .. II I :..- " I ' ,r \. rr:" flr. " I. "II l" 



" , 


o 
,GO 

 


l'- 
,.:t 
=; 


- .-- 
I't, 
,(.{ 


'i, 


.ł.\, 


P: :: 



. 


o 
... 
o 


v 


.1' .. 
" 
;;..j 

I 


}JJ"a IV!/, 


,', 
\" I 'pll 
,I /..:
 
"' 
 
".I', (' 
.' ' ll l
 \ -=: 
. 
" t 1 I" 
 
 
 
;,;t ""I. 
. 
,tr,\ '\ . . 
Ll) '.,:, .
II
. I 
ł.- f "_/1; "I
?... 

 11,i\c. ".,III
 111,11" 1, ,. .....- 
. "II: l'" ,':-.1", 


'": ,I 
'II -.1" 


,\ 


,
 
, - 
\ -" . 



I'I ,...... '",- '
I .. II'... .
 ", I I, :,. '\ \" 
W" t.!'" 'I 


O'G
. 


'v 
",dl.?J:m,' 


£1f.:ł: ekrJ .i .l'0l..-ltU;d72Y 
Jr::/...ł.i41!C
kL'eJV'ł-C)t, % -7886, 


.st.'e.71i .?r
(i'cJzod07l1(!/, 


t clJid"gr.'c:t.T. 51? :tfłbP'IycJa.: 


'i 
I: 


- 


0"95'. 


Jo. 
,"Ii
 . 
. .t, 
jl 
.... 
o 
iQ 
, 
",11 
, 
1-
>>>
ł 


')' 


r 
fi 


-
>>>
Kom dla hi s l. szt. 


'Y 


ID 
N 

 
r
' 

 
;s: 


't 
I 
'" 
,
 
s: 
.. 
.
 
'\ n 

1 :: 
I"'" 
... 
. 

 I 
.. 
: 
::.; 
.. 
" 

 
- 
.. 
,; 
...., 
.. 
'....... 

 
., 
...., 
s: 
..... 


I 


- 



 
.C) 
-ł-' 
t--', 
:''J 
c3 
-'.., 
.. ł 
1-
-1 




..
 . n." +. 




 

 ;':,.': ' 

':t: 

 
 '
 
,
 ;,-'
:-J 
,;:' 
.
 -.- 
.e..: "
 
}I.J.i '.:".: ..
 '
:!i7 . 
.-. ..
: '.:
ft .-..- 

. . A:;:I

"-
'.' ...:..
. 'J
.:': 

 or;: . 

 l i
 : iIrII4 ' 
 " r" 
 Ii' " 
'
 '. ,'I' . If 


:';.

 



i.r:





 :
 
'i ,:: ::. :,1 
:; 

LU ;' ..£; '. o ' 
'
 ,:A; '. f, 
: 1 , 
 - . I """ę'J"""!"! 'i I ; ". I 
;. O". I ,. 
 
 
 _' .!; -' J...Ld .. . ",' m 
==- -r
 -'. -:r ". 

 
.. .

I..;
 

' 
. , . .. r "Ii:, "I', , . 
, , ..-.- ,_ " ----: l" _o,
'{", 

'
 ". . 'aL
'
 "

r;::'
 
, '\: '; ;:':A:;:

;-,liii._ J:;, : 
-..::.. '...b. -.;- ,
" 
? .su--- 


II ..
 
"., oH '
'"li:J.r '11' 
, .. 'm1ir:" 
':'!1' . 
': j ' I ,,:; l lltL,i',,' " 
 i 
b .:1'1 lifi,'ł'. . ,iii 
,-. I' 
o.' iW: 
'
I , 
. 
 
 _ 
:. 


f I 


J 
'II 



5"
łt't' ,"t 


: 
» 
s: .0_. 4.... 

 
.- 
,

 
.on 
-, 
... 
.. 
c... 


Ił ot) -ł 


rJ 



\n I 


..

;
 

1
? 
; 
 

::,.,. 
 

'
 'i' . , i
ff
"

" 
_ 
" f. 
:}
 .I
 -' . 

.:'
.:


-.

-'

.o "
 


t w'
"'.""". . 
;ir'- '
 L
" '

" .:- 
o oTo oo "' lo

o, .0 0 - --- - s: 

 


 
--:r, :'." 
 
__ __ 
 o _.-
",-_ ol" :- 


t-J 

 
- 
H 
::J 
f-I 
....... 
p.., 
c:t:: 

 


t- 11,0 -1 


;?: 



 
D 
ol 
s: 
.e. 
o 
.. 
'" 
..... 
... 
....
 
ni 

 
ł: 
IJ 

 
:: 

 
'
 
N 
...... 
... 
,.: 
...... 
: 
.... 
.... 

 

 
..
 
'... 

. 
lO! 
u;J 

 

 
... 
u 
... 
N 
... 
p.., 
o 
p.., 
or-o 
'o 

 
..1 
... 
N 

 
P- 


. 
" 
.. 
., 


J' o'F 


0 0 ' -1 


j;'
u;. 

 
\;\' :--:', --- 
 
 
 -- -:---. 
, ' / 
 
I II ' 
 
./ I I 
: f './,;
 ,:- ".,' j ', '., 1 . _ 11 1 '" l :. 
I 
-
---
..." - 

 -- \ .' 
I ' ,.. 
" ';. / I 
l' _." , / 
I 

 
,lir' 
l =:=- 


I-. 


IL.
 


'-__--!.l..

..._...3II...aI 


. o. 
.... o 
 



.- 


Tan XVIU. 


.x 
... 
:; 

 

 
on 


, .... "-- 


j,
1 
"'1'..1 

,
 
ł
'( 

 'I" 
! I
'" 
I 1.\ 
, 
'I", 
: 
' \ I' 
. / 
I!

 
h'f 
,
 


' I 
,
; . 
.:. 
..
 


F 


II 
I I ' 

 I 
l '
 
'I 
" 
'1 i 
li 
.j 
 
II., 
I 


T 


o , 

 ; 
 
I 
t ' , 
I '/... o
>>>
, 


I 
t 


'I 


. ) 


i 
1 


1 


ł 


J 

 
j
>>>
) 


Kom. dla hisL sz.t. 


Tab.xIX. 


'\ 


I 
KlASZTOR 


t . ". L . r .. 1 ...... 
\I .1'\L ł..... ;:.. 
l 



rli('zka obok Ia.
ituhn!.a 


( I
\ a lo w ó. naJ 


;- 


.... 
'a 
;" 


i 


a 
... 
" 


.. 


-,-_!\- 


a'f" 


" 


"'Ja, 


l' 
.. ...\..... ';. 


" 


I --l '
' 
Przekró.; pOf_ruczn.y po lin.ii AII 1"10'1...... 


"'I 


-= 


f 
J 


,
 N,/ 

w 

 " 


. - 


... ',... 


J.'l.: 


'lIi :lok pt.:
.,-, O

I\.. l.Id.we'Y'04}tr: 1C:Lf',licy 


l- 
" 


" 



 
-- ---"
'7/% 
.....,;: /. - . )..... 
 
, .
 , 
 ;; (. " 
..
- -" . 
a.
 . u y, ',. 
 
....t l " 


P1'of; l cegb...e. 2 61,.ra. 


... 
.. 

 


. \
"""""'''' 
-;'. fl i '
,' 
. 1t!
' :-_".'
 
-: \i : .ł, '. 
I f-",,-.,I' 'l.; 
-\'\ ;. i:i;.
 
. .r'l ./ '): , . 
- ?- - 
.- . 
- . .....'\ t"Y\ '';_, 
.. hl 
V' _ J'1I......., 
 _.. f t ' 
. (r
" --... (: . 
"'. ',
i .J:a
 ) " 
';;

tq


l ' 
._
 '.1..... 
/
})
\.... ...t'A
\ 
-
-
r\\" 
 .


-:.
. 


n 
.' __ ....
!=._'- J'
:..
-ł "' =¥

- , n_ 
".- , ";C:;' 
 --"'-'-' 
 ::.:
 - 
' . ..,. -- __o 
-c.. 
 
'I:-. :.
,.':;,. 
 .- - . ' 
-':':-1111' . 1'0 "I! .1f'l 
 Ifr... . l- 
I, .' jJ
,U:,. 'I . ... ' 11=, 


. ...' . ... /'-..' ' 

t)\ . :t
 t _, 
......, 
, "' 
';" ""--- r V - 
.,...' V'-" - ... N 



;
: 
.___d ". 



 


'. 


10-0 
. 


N 
.
 
Q 



'JO 


,::J 
j...
. 
\Tł. Łus,; c:r.ki t\"j O. .tj. -16e.S,: 


?,.':,.kv;.; 

Qi
uin.) 1" 1in.ii 


C D ;" i:n.u 


Ąutug": ';).r\uii';'
l(i
>>>
II 


-'l 


,r 


ł . 
. I . 


, . 


, 
. ' ! . 


I 
! 


-
>>>
Kom. dla hist. szt. Tom li 
OPACTWO CYSTERSDWW 11}DZ1E. 


, 
, 


1. 
- . 
---.,. 
, .. 

... 
. o".:,.. 


- :: ,. :
: ,/. . 
:'.
\\ . 
(W
 :. "...... '.". ' 
.' 
 ' 
' 
'

 
 
.. - - 
; 
-; '\'. - 
-
 . ,:;;.;:
,! .:.. .' 
- 
 - o .III,' _.,- ) '." ,. , 

 o .-=...... .'.:u o . .'., "1: 
",1. :
 
" _ o;:",": 
., " 
 I."" . 
-
 - _.1 
. '

;ł. 
.I 
irl . 

;.

. 
 
.' I 
"'::I: t' . 
- 



II. 


1.\\".....:...- 


.- 


,.i'" 


li.- _
- 


"o J. 



 .' -. 
 l'. 


" .', " 



 


I 
J 


z Jejm. Wł. ŁłJsr.o: kicw;c;t, 
6 Sf56. 


Tao.XX. 


KAPITUR Z KLASZTORNY. 


1. 


611". 


G1a.!. 


Aut. 5. Ku lil't:lki
>>>
Biblioteka Główna UMK 
1111111111111111111111111111111111111111111111111111111 
300045705249 


.
>>>
- 


\ 


Ov-f 
'- 


. 
'1- 


f 
OG:0:1 
 


t 


'" 



lc


 l
 · o@L 
,'U" II U ""'1.1.1J '" U", Ul""""""""" II """"""10' II """", U II "" II """..'UUU..I"ILLUI LlU'" LLU","'ILII """,...." u,.." 1.1.1""1' Ul II IJ.UJ, 111 , I 
 

Y,,0
J

JT




lT

J









:


W'ri\r
r
r
: / 
111111111111111111111111 U 1111111.1111111111111111111111111111111111111111111111'111111111111111111111111111111 n IIITTlIIf1Tt1'tn't1111111 n U--ł----łll n (11111111111 III n 111111 n I I 



 l

 1 ) "'rl 
I I'
W., ' =:=
 
lii
\ 
 
.


 

1f
 
'I 



1
 I 
 
1(' '

' )'f 
,I
 
 I'?J 
II 
'112, 
 l!J,
t 
, .. . . il.' 1 ' 1 


: a
il 
l, 
,
. '... Ilj 
j
-: .
)I 
ł
1 "


 
I 
, .....( 

 
 ii 
.1 
 i 
I
'
 
': 
'i 
't

1 

ill "l' 

 i l . :
"-i
" 

 I I'li !: 
j 'I ".'Ii III Ir 
.! 'I l Ji.' ' .1. 
jl ł l L

 
, '
' ITH

 .}! li: 

 ' 
 
I.I
 o" . IIi 
11
 
 '
 ,5:: 
IC
' A [: 
I i" l 

-f:.
 fi '
' b " I ' 
l, '--
'. I 
I ' ,\5; w. '., 
:1,

 
I:i 

 11 c,' li 
III



: 
lli!
-
 
 
r;

'1 

,
\ . 
III 
il

 
Im l l l 
M 
I I'./



' 
iF

 
1f'Yl
y I 
'I II 

, 
(g. b,'LIL..L,,J' ""'. ,!:J 


.:: 


t 
L 


.' 


WYJ)A W
IC'I'W() AKADIunI IDIIEJĘTNOŚCI ,r KUA.KOWIE. 




 


.llłl UIIJ III LlIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII111111111111111111111' IIIIIIIIIIIIIIIIIIIU J.Lll-ł-lll Uł-ł LU I tli U.lJ
 UI.I..L.1-ł-IJ..LU..1.U.11 Wili 
r), 
1;;- /l..-,Y
(kvl'?-1'ik"'YF
{
Y
'i(
 
f?ł1f 
 ,=----- I r'ł\

W-cJ\
o
),6'1Y


'f.;1y;
wo;..
\kvJVr:A'i

Q\ 

(

_.'"7j
,;



 
 ,_


,
,. ,""".. -1\.""'..."7J""7)
 "",
'4"0" _: _ . 
'

c

'''''V
\___
::.'\'A-qI 
.111111111 u 111111111I1I...IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIILlIIII LU IIJIIIIIIIIIIIIlIIIIIIIITIIIIIIIII.llllllrn I l'UIIIIIIIU"'-ł.lll-ł1...lł.LU LLUlll..l.l- IIJllllIlll1ll1 .U '1"11.111 


. ----"- 
 
" , 
-;0 o 
,
 ., 
l
 

\ 
I 


'

 I ) :I 

 I 

 . '
 
 lilii 
i0 ' 
 ' 
'
 '-J',[I ».. 
/C'V
', .r

 


 
! 
 

 


 

f I 
11.

1
 
I 

 
:
'I 
1111tf".4.f\" " 
I '!'!I'
I 
I I

; 
I :-

 
,i ,
,JI 
I 

I I 
I 1;' ;::['1 
I ' 
 'y;.\ 
rv'" 
 ' 
!
II 
il.
j; 
, 
óOI'
 1 
I źL.
 
ill
 
I I
j
1 
1
.
1' 
;:::I"" I 

i.t .... oŚ.! 
I,r R '1\ 


SPRAWOZDANIA KOMISYI 


DO BADANIA 



 
HISTORYI SZTUIC! W POLSCE. 


. .... I 


Tom III. - Zesz:yt IV, 


}VLADYSLAW J-USZCZKIEWICZ: 


() A W 
 ł: O p ,\ C 'r W O C ¥ S l' E It SKI E W 1..\ D Z I E. 


-.- 


I 
MARYAN 
OKOLOWSKI: 


TRZY Z.Hł¥'I'lil H.\I.Elin:tW WSt'UOIU' 
A 
.\SZY('H zn:IUIA('II. 


-.- 


f-EONARD 
EPSZY: 


RZECZ O KUlUiT SnF.nUXY
IIWn01'Y (iRAKOWSKIE.. xn WlJi:KU. 


-e 


SI_rat" ozd;mhł Z Ilosi...Iz..(ł Komi..)" od :ł 1.1Itf'
'O do :ł JI;U'(,;ł tSS7 r. 


.0 


z XXV figurami w tekscie i XX tablicami. 


I 

 
,

W% 
-
 


+ 
T 


I \':tt '';i 
iI"'


 i 
: 
 I IIII' 
 
I Lii' , 

 ".r
 
I 
, 


I 
 


I

 
. ..! 

 
'


",JI 


KRAKÓW. 


N A KŁA D E M A K A D E M I I U M I EJ Ę T N O Ś C I. 
1887. 


) li 1111 In HlllllllllllflIIILł-iul.IIII-ł-ł-ł1WIIIIIIIIIIII .1111111 11111111111 LlIIIIIIIII IIIUJ,u Ul.l1-YLU-U1 JJ,IIIIIIIIH II J
UI II"111111111111.lllllllljll.llllllll iiiiII r 
!t?f
e\b';;

\Jv
,








if,a
1'I
;C\



&:;'(








 


1111.11,111 illlillllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll11.1111111111111111111111111111111 ,,1111111111-.111 n n IIITIII 1IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIInlllllllllllll"ll 

 DRUK WL L. ANCZYCA I SPÓŁKI, POD ZARZĄDEM JANA GADO ';;;;;:-GO . 
@ 
111111111111111111111111' II UIliiiiLU U-LLLL1.1.UllIIIIII UJ 1'-lUlllllllll" tli U .IIU 1IIIIU.1J Uli 11111. LIII LU LlU UllJIII,1 U IIIIlU 1111111....1 ,t IIII li IIJJ.lUlll UlULUl tl Ul 
 



J7

V


,@

i
rfS1?:1








OO 
I11111111I1111111111111111111111I111I1I111111111111111111111111111111111111111111111111111111111.11111 n 111111111111111 . '-1111111111111111111111111111' 1I111I1I n I111 nilillIII ... 


lIJ

I
'
 



 JF
>>>