..
.
'.
06fJ1rt
>>>
-
'.
-
/
rP
",,-
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ
I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI.
I
Skreślił W. ł...uaz:cz:kiewicz: cz:łonek Akad. umiej.
I.
Historyja OpactW'a.
(
\
w szyscy nasi dawniejsi i nowsi dziejopisarze
zgodnie twierdzą, że klasztór cysterski w Lądzie
fundował w roku 1145 Mieczysław Stary, książe
Wielkopolski, sprowadzając mnichów z Altenberga
Opactwa okolic nadreńskich a linii Morimondz-
kiej. Zdawałoby się, że imię fundatora i pochodze-
nie klasztoru tego nieulegają wątpliwości i to tcm
więcej, że i najnowszy badacz początków klasztorów
tego zakonu O. LEOPOLD JANAUSCHEK,l), opierający
swą pracę na oryginalnych genealogiach i chrono-
logiach przechowywanych do dziś dnia w dawnych
opactwach cysterskich, podobnegoż jest zdania.
Przyznaje on wprawdzie, iż trudno coś pewnego
o początkach klasztoru Lądzkiego wypowiedzieć,
skoro nazwa ta w źródłach rękopiśmiennych, mie-
sza się z opactwami Laudy, Luby, Lysy, Rudy
i Landesium, jednak stanowczo ma Mieszka za
fundatora; opactwo Lądzkie jest u niego z rzędu
223 fundacyą Cysterską a córką Altenberga trzecią
z rzędu 2). Pomijając nasuwającą się wątpliwość
o ile możliwem jest aby Opactwo Altenberskie
było w stanie wydać z siebie między latarni 114 3 ,
jako datą pewną osadzenia Łekna, a rokiem 114 6
jeszcze dwa zastępy mnichów dla zapełnienia Ma-
rienthalu w Brunsz wiku i naszego
ądu - mo-
żnaby zgodzić się na tak powszechnie oznaczony
początek jego, gdyby nie nowsze badanie źródeł,
na k,tórych twierdzenie się to opiera. Najważniej-
szym dokumentem jest zawsze w sprawie początku
klasztoru przywilej erekcyjny współczesny, mie-
l) Originum Cisterciensium Tomus 1.
II) I. c. Apendix B. Specimen chronologiae emendatae.
Bpra'll'oadanle KomIsy! do bad, hiat, aztukl. Tom III. Zeaz. IV .
szczący zwykle te szczegóły, o które nam idzie,
gdyż nie zawsze chronologie klasztorne późniejsze
datą z dobrych informacyj powstały a oryginalne
zapisy w Cistercium jakie obowiązani byli składać
Opaci, naszych czasów niedoszły. Otóż i Ląd za-
chował taki przywilej z r. 1145 i na nim opartą
jest Owa zgodność - wydał go niby Mieczysław
Stary l), wywiódł w nim mnichów de coenobio
Bergensi (sic) i pomieścił in loco qui vocatur Landa.
Główne i jedyne to źródło, ten prawny dowód
o początku klasztoru, krytyka dzisiejsza surowo jak
należało osądziła, robiąc go fabrykatem później-
szym w całej osnowie: "w którym nie można do-
strzedz ustępu, któryby nosił cechę XII wieku,
któryby okazał, że przynajmniej treść aktu czer-
pano z innego klasztornego przywileju lub jakowej
zapiski" 2). Badania paleograficzne oryginału zacho-
wanego w archiwum miasta Kolonii, bo tam jak
zobaczymy zawędrowały w XVI wieku pergaminy
i kopij arze lądzkie, upoważniły uczonego PERLBACHA
MAXA do orzeczenia o fabrykacyi dokumentu na-
szego w Lubiążu w połowie XIII wieku, zatem
w sto lat przeszło od mniemanej daty wydania go
przez Mieszka. Wobec tego wolnoby nam powąt-
piewać o całej tak niby znanej sprawie powstania
Lądu, gdyby z innych stron nieprzyszło nam po-
twierdzenie lub zapewnienie zawartych w doku-
l) Oryginał warchiwum miasta Kolonii patrz PERLBAmL\: die Ci-
stersienser Abtei Lond in Stadtk61nischen Archiv w Mittheilungen aus
dem Stadtarchiv von K61n von Dr. K. HOBLBAUM Heft 11. str. 71=127.
Kopije na wielu miejscach.
II) PIEKOBIŃ8KI: Krytyka Dyplomataryasza Wielkopol. Przegl,d Kry-
tyczny Nr. 12 1877 r.
14
__T
--
-
>>>
108
OPACTWO CYSTERSK JF. W LĄD7.JF. NAD WARTĄ I J EGO ŚREDNIOW IECZNE ZABYTKI H7.TU KI.
mencie sfałszowanym a raczej podrobionym fak-
tów. Posłużyć nam tu może rozpatrzenie, kto jest
właścicielem gruntu na którym stanęła fundacya
w XII wieku, późniejsze niewątpliwej autenty-
czności przywileje Lądu, uchwały znane General-
nej Kapituły Cysterskiej skrzętnie zebrane i topo-
grafia miejscowości.
Nazwa Landa występuje po raz pierwszy
w r. 1136 wspomnioną będąc jako castrum, za-
mek książęcy, w znan
m potwierdzeniu Inocen-
tego pp. II posiadłości i majątków arcybiskupstwa
Gnieznieńskiego, z którego i okolicy oddawane być
mają dziesięciny l). Zamek ten dobrze o ważności
swej świadczy, położony na granicach dzielnic
książąt mazowieckich i kalisko-wielkopolskich jest
w XIII wieku powodem zaciętych walk o jego po-
siadanie. Osadzają go i wyrzucają się z niego szcze-
gólniej Bolesław Pobożny i Kazimierz książe Łę.
czycko-Kujawski a kończy się ta walka w roku
1258 ugodą, w której Kazimierz połowę kasztela-
nii Lądzkiej oddaje Bolesławowi i zamek obiecuje
spalić 2). Zamek sam leży w pobliżu klasztoru
w XlIl wieku in vicinitate castri vetcris quod Lenda
vulgari vocabulo dicebatur 3) pisze o tym w do-
kumencie WLADYSLAW ODONICZ, który to akt choć
również wolnoby nam było uważać jako podro-
biony, przynosi świadectwo, że z własności ksią-
żęcej stał się zamek choćby znacznie później
oj daty powyższej, własnością Opąctwa lądzkiego. '
W wymienieniu samem wrzekomej darowizny Mie-
szka Starego r. 1145 znajdą się wsie z obowiązkami
i ludźmi zamkowemi. Wszystko to przemawia za
tem, iż klasztor założonym został jeżeli nie w samym
obrębie fortecznym zamku książęcego, jak owe pra-
stare Opactwo w Łęczycy, to w każdym razie na
gruncie doń należącym w pobliżu i obdzielony zo-
stał majątkiem książęcym. Co do osadzenia tego
pozostaje jeszcze nie jedna wątpliwość, a przede-
wszystkie m nasuwa się pytanie czyli bez zezwole-
nia arcybiskupstwa można było teraz przelewać
obowiązek płacenia dziesięcin z zamku na klasztór,
ale więcej nad to, jak rozumieć wyrażenie doku-
mentu Pawła biskupa poznańskiego z roku 1232,
w którym tenże dopomina się o zamianę fundi in
quo coenobium Lendense est locatum ecc/esiae mee
I) RA.CZYŃSKIEGO: Kodeks dyplomatyczny Wielkopolski.
a) Kronika Paska i Rocznik Wielkopolski w Monumentach Bu:-
LOWSKIEGO - DŁUGOSZ.
a) Kodeks dyplomatyczny Wielkopolski Tom I edycya Tow. przyj.
nauk. Poznańsk iego.
hl ,!Jt)
311 r'
pertinentis l) na inne posiad.łości klasztorne. Mu-
siał być więc w założeniu klasztoru współudział
właścicieli i posiadaczy miejsca, a więc przede.,
wszystkie m księcia panującego i biskupa poznań-
skiego. To wątpliwości ulegać nie może, ale czy
przyczepienie samego Mieczysława Starego, za fun-
datora w podrobionym przywileju donacyjnym słu-
sznem jest, potrzebaby jeszcze określenia daty,
w których latach Ląd ufundowanym został. W mnie-
manym toku 1145 jest Mieczysław chłopcem czter-
nasto letnim i bez opieki działaćby nie mógł, choć
od lat czt/irech zasiada na tronie książęcym a po-
dróż jego do Kolonii do grobu Trzech Króli i do-
bre przyjęcie od obywateli miasta tego, które jak
chce DLUGOSZ miało wywołać fundacyą Lądu, nieda
się pogodzić z datą wprowadzenia dopiero reli-
kwii tych do Kolonii w r. 11642). Z trzech naj-
starszych Opactw Cysterskich Łekna, Lądu i Ję-
drzejowa, ten nasz' jest fundacyi książęcej, dwa
drugie erygowali dostojnicy i tak Łekno comes
Zbilat, Jędrzejów Janik Arcybiskup gnieznieński
z bratem Klemensem Gryfici. Głównym promotu-
rem założenia tych klasztorów i sprowadzenia Cy-
stersów, będzie niewątpliwie Arcybiskup wspo-
mniany. Dwa znane oryginalne przywileje dona-
cyjne dla Łekna i Jędrzejowa mają ustępy dosło-
wnie powtórzone 3), coby jednę rękę kierującą ozna-
czało - przypuszczać się godzi, że on był doradcą
i pośrednikiem książęcym dla fundacyi Lądu. Ba'
dania JANAUSCHKA wprowadzenie mnichów do Łe"
kna oznaczają na rok 1143 dzień 26 kwietnia, do
Lądu na rok 1 146 bez oznaczenia dnia a dla J ę-
drzejowa rok 11494); ten ostatni klaszt6r ma mni-
chów francuskich z Morimondu. Łekno i Ląd nie,
mieckich z nad Renu. Że zakonnicy nie byli po-
wołani z Altenberga dla zasilenia Lądu, ale do-
starczyło ich wcześniejsze Łekno, jest dziś, kiedy
nam wyrażenie przywileju Mieszka więcej hory-
zontów nie mąci, rzeczą niewątpliwą - przez matkę
swą Łekno ma Ląd bliskie stosunki z Altenbergiem
ale nie wprost. Niezaprzeczalny dowód, że Ląd
jest córką Zbilutowej fundacyi pozostanie w zna-
nej uchwale ,Generalnej Kapituły cysterskiej pod
r. 1191: Abbatia de Linda revertatur ad matrem
suam Luganam et de duobus fiat una, et sit unum
t'
..
I) Tamże.
a) FISCHERA: Reinald von Dassel zacytowany u ZEISSBERGA w Klein.
Geschichtsquellen.
B) HEUJEL: O klasztorze Jędrzejowskim w Roczn. Tow. nauk.
Krak. 1852.
') l. c, Appendix B. Specimen chronologiae emendatae.
I
l
>>>
...,.
-
OP ACTWO CYHTERSKIE W LĄDZIE KA D WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE Z.ABY'rKI SZTUKI.
f
"
ovile et U1JUS pastor l). Pokazuje to, że Ląd stał
w zupełnej zależności od starszego Łekna - skoro
łatwą rzeczą bylo zlać obie fundacye w jedno ale
co więcej, że pierwotna ta fundacya Lądu słabe
miala podwaliny - niewielkiej liczby zakonników
dostarczyć też mogla zaled wie kilka lat starsza
matka, Zważmy, że klasztór miejscową ludnością
zaludniać się nie mógl ale potrzebował niemców,
co dla d wóch klasztorów tak oddalonych od Al-
tenberga łatwą rzeczą nie bylo. Z rokiem 1191
kończy się pierwsza fundacya Lądu, o której to
wiemy teraz, iż była córką Łekna, że stanęła na
gruncie książęcym i biskupim, zatem jedynie mógł
ją który z książąt wprowadzić, z tych jedynym na
ów czas może być Mieszko Wielkopolski. Z pó-
źniejszych przywilei wnosimy, że do upadku tej
fundacyi mogły się przyczynić stosunki niepewne
co do własności i prawa dysponowania księcia
majątkami nieswoimi na rzecz klasztoru. Drugą
fundacyą wzbudza tym razem już niezaprzeczenie
Mieszek Stary. On to wstawia się listownie za Lą-
dem do Kapituły generalnej we Francyi, błagając
niewątpliwie, zapewniając swą opiekę, czyniąc do-
nacye, jak skoro. przychyla się ona do osadzenia
a raczej dopełnienia na nowo starej fundacyi. Pod
r. 1193 czytamy: Duci Poloniae rescribatur, quod
petitio sua de non destruenda abbatia de Landes
c011ceditur ei 2), a ponieważ Łekno tym wyrokiem
usunięte m zostało od zarządu Lądem, łatwo zro-
zumieć, że teraz dopiero Altenberg staje się matką
drugiej tej fundacyi Lądu. Pogodzimy wszystkie
mniemania twierdząc, że w podrobionym przywi-
leju Mieszka tę chwilę zanotowano, że tradycya
o pierwotnej słabej fundacyi ustąpiła miejsca pó-
źniejszej pełniejszej i pomieszano jedno z drugiem.
Pomimo tego, że druga fundacya postawić
musiała Ląd na pewniejszych podstawach i towa-
rzyszyć jej musiało zwiększenie darowizną księcia
pierwotnych posiadłości - stosunki klasztorne nie
wyjaśniają się je6zcze długo. Przywilei klasztornych
wcześniejszych niż rok 1231 nie posiadamy, pra-
wdopodobnie zginęły one w pożarach klasztoru
spowodowanych sąsiedztwem castrum. Podrobio-
nych niebrak 3) jednakowoż, ale i te kończą się na
r. 1213. Zdaje się, iż obok świetnego stanowiska
Łekna, jakie zajmuje klasztór ten misyami swymi
I) Statutum V capituli general. a. 1I9I celebrati u WINTEM: die
Cistercienter der nordóstlichen Deutschlands T. III.
i) l. c. pod r. "93.
l) Patrz Kodeks dypl. Wielkopol. Tom l.
I
109
na Pomorzu, pozostaje Ląd w tyle w początku
XIII wieku a przynajmniej, wobec bogatszego w ła-
skach książęcych i opiece dostojników kościelnych
i świeckich, imię się jego kryje. Klasztory te w po-
bliżu będące, musimy uznać jako wspólnie działa-
jące, b0 związane tożsamością pochodzenia. W ka-
sztelanii lądzkiej ma Łekno posiadłości z daru
Arcybiskupa Bogumiła syna Bogumiła kasztelana
Gnieznieńskiego z r. l 172. Dar ten zrobiony dla
brata Bogufała mnicha w Łeknie, generalna Kapi-
tuła cysterska oddaje Chrystianowi Biskupowi pru-
skiemu Cystersowi łekneńskiemu na misyi będą-
cemu na użytek dożywotni l). Po osadzeniu się
krzyżaków w ziemi chełmińskiej Jan Opat lądzki
staje jako pełnomocnik w układach o te majątki.
W r. 1234 Opaci Lądu, Obry, Altenberga i Mo-
rimondu wstawiają się do lnocentego IV za Chri-
stianem biskupem. Obecność Bogufała Poraity
w klasztorze Łekneńskim jako mnicha, następnie
wiadomość, że Piotr syn Sławnika został o te czasy
przyjętym do klasztoru po darowaniu mu swego
dziedzictwa, rzuca światło, że tak sarno w Lądzie
nie ograniczano się tylko do przyjmowania Niemców,
ale chętnie widziano krajowców.
Nieznamy imion pierwszych Opatów lądzkich
jak z bardzo podejrzanych źródeł. Podrobione
w XIII wieku przywileje Mieszka jakoby z lat
1173 i 1181 przynoszą imiona Bertolda i Arnolda.
Malowania ścienne w sali klasztornej z polecenia
Opata Łukomskiego r. 1772 przez Fr. Swacha fran-
ciszkana wykonane, może wedle jakiej późniejszej
kroniki klasztornej czynią Opatem w r. 1145 Hen-
ryka. Butgen (?) a po nim następujących: Henryka
Busgrafa, Henryk III Abbas, Joannes IV Abbas itd.
owego Bertolda i Arnolda niedopatrujemy tutaj;
za to znajdą się oni jeszcze Bertold w roku 1213,
Arnold w 1232 na przywilejach lądzkich bardzo
podejrzanej autentyczności Arcybiskupa Henryka
i Pawła biskupa Poznańskiego. O stosunkach Lądu
z Kolonią o te czasy milczy dyplomataryusz Wiel-
kopolski i kopijarz koloński. Sprawa majątku kla-
sztornego nie może być obojętną badaczowi archi-
tektury średniowiecznej, wszakże w miarę boga-
ctwa chwili rozwija się czynność tej sztuki, widać
ją w budowlach i zabytkach. O pierwotne m upo-
sażeniu Lądu przez księcia założyciela wiedziano 4
dotąd z podrobionego przywileju fundacyjnego
l kilku tego rodzaju z następnych lat końca XII
I) Dr. HEINR. HECKENBECK: Beitrage fur Geschichte des Klosters
Wongrowit{ - Leip{ig 1880 Cn;śt! I.
>>>
110
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI.
wieku. IZby siedemnaście wymienionych osad w głó.
wnym przywileju i trzy w następnych oraz Bene-
jicium ad magna sal (1174 kop. Kolońsk.) należały
razem do uposażenia pierwiastkowej fundacyi, tego
twierdzić nie należy, ale wierzyć można, że w chwili
podrobienia przywilejów musiały być te wsie w po-
siadaniu klasztoru, zatem co najmniej w drugiej po-
łowie XIII wieku, a jak twierdzi PERLBACH l) przed
potwierdzeniem przywilejów Mieszka starego od
Bolesława (Wstydliwego) w r. 1261 10 Decembr.
in Sechowa. W tern to potwierdzeniu książe ten
wylicza także siedem wsi, które dali nobiles Polo-
niae. Wszystko to razem nie da się pogodzić i dać
obrazu majątku klasztornego po te czasy nie może,
skoro w tern spisie z r. 1261 nie ma wsi X i ą-
g i n e k i Z a j e z i e r s z c z e jakoby danych r. 1232
biskupowi Poznańskiemu za locus fundi in quo
coenobium Landense est locatum, nie ma wsi K o.
P o I i c e darowanej klasztorowi r. 1233 od Włady-
sława Odonicza ani K o s z a n o wa, którą bierze
r. 1241 Kazimierz Kujawski zamianą za swe wSIe
Głowiew i Wrąbczyn. Za to wspommane
w przywileju Bolesława Jar o c i n i M a r c i n-
k o w o razem z nieznaną wsią klasztorną Drą ż y-
n e m wywołują już w roku 1278 nieporozumienie
z Mikołajem biskupem Poznańskim, które książe
ten rozrządza na korzyść Lądu i oznacza granicę
części wsi rzeczonych znakami, burząc te, które
fałszywie biskup Bogufał z krzywdą Cystersów ka-
zał porobić (Dyp. Wielkop.). Zagadkową jest da-
rowizna starego zamku, obok którego stanął kla-
sztór w Lądzie, jeszcze roku 1236 od Władysława
Odonicza uczyniona (Dyp. Wielkop.) i prawo pa-
tronatu do dwu kościołów ŚŚ. A n d r z e j a i P i o-
t r a, bo raz, że o tern potwierdzenie milczy a z re-
sztą wiadomo, że zamek ten istnieje znacznie pó-
źniej i zajmuje go Kazimierz X. Kujawski a do-
piero r. 1258 burzy.
Bądź co bądź pewnem jest, że posiad,łości
klasztorne tych czasów kupią się wszystkie w naj-
bliższej okolicy Lądu z jednej i drugiej strony
Warty, rozciągając aż w Konińskie. Wiele z tych
posiadłości zniknęło w ciągu wieków jak K w a-
s k o w o, G o r z y c a, G r a b i e n i c e, W y r a m o wo,
S t a r a łąk a, inne zmieniły nazwy jak ów K o-
ś c y o ł Mieszkowego przywileju na forum Sti Ni-
colai a następnie i dotąd na L ą d e k miasteczko
pobliskie Lądu, M a r c i n k o w o na K o wal e w o.
,
I) I. c, str. 74-
Wsie położone w oddaleniu od klasztoru są przed
r. 1261 bardzo nieliczne, jak X i ą g i n k i obok Szre-
mu, Zajezierszcze pod Biechowem, Kłobia
i Godszene (Choceń) w Kujawach, Kopolice
pod Pobiedziskami, ale widzimy, że niejedną z nich
już wtedy zamieniają Cystersi na bliżej położone
klasztorne. Ale ruch ten jest słaby o ile z dyplo-
mataryusza wnioskować można, raczej daje się
spostrzegać pewne wyciąganie korzyści ksiąźąt i du-
chownych dostojników z nieporadności przybyszów
z dalekich stron świata. Dopiero w drugiej poło-
wie XIII wieku budzić się zdaje większy interes
comesów polskich dla Lądu, przynajmniej w dy-
plomataryuszu obok książąt spotykają, się tam oni
jako dobrodzieje. Będzie to comes Bogusza zapo-
wiadający darowiznę K o s z u t jeżeli jego synowie
Gerwardus i Grimislaus dotąd małoletni zejdą bez-
potomnie lub życie zakonne obiorą (r. 1253), będą
dziedzice Szymon i Mikołaj obdarowywać klasztór
Z a b a rt o w e m z jeziorami i pożytkami (potwierdz.
Przemysława z roku 1279). Comes Dobiesław syn
Krzesława z Kurozwąk daruje Opactwu (1279)
wieś Łęg na Kujawach, comes Ozia skarbnik
lądzki wieś B r o n i k i 1296, comes Gesward w myśl
ojca swego wieś K o s z u t y odstąpi klasztorowi
1298 r. W tej epoce często spotykamy zamiany
wsi klasztornych na inne, tą drogą przychodzi kla-
sztór do L i p p o gór y ( 1285) (dziś Sługocinek),
Kopoiny (1291), Niewodnicy i Cieśli na
nad Gopłem (1293) i t. d. Musi w tern wszystkiem
dziać się kr.lywda klasztorowi skoro Papież Boni-
facy VIII pisze do biskupa Chełmskiego, iźby sta-
rał się aby to co odpadło z posiadłości klasztor-
nych prawnie odebrać a cenzurą kościelną karać
sprzeciwiających się lub fałszywie świadczących
(Romae 1296). Czyni to jak wyznaje, na prośbę
Opata i zakonników lądzkich. W drugiej połowie
XIII wieku przypadają lokacye wsi klasztornych
na prawie niemieckim, Woli lądzkiej (1250),
Lądka
(1269), Jaroszyna (1293) l). Z tego
wszystkiego widno, że stosunki zakonników nie-
mieckich w Lądzie wyjaśniają się, zyskuje on teraz
przyjaciół w książętach polskich i nieraz zawdzię-
cza ich przychylności pomyślne ukończenie proce-
sów to z chłopami to niesumiennymi sąsiadami.
Odwiedzają też oni teraz częściej klasztorne zaci-
sze, czasem ważne odegrają się tutaj sprawy jak
owe porozumienie między Leszkiem księciem Sie-
ł
.
'I
I,
I
i,
,
,I
I) Wszystko to wedle kodeksu dypl. Wielkopol. wyd, Tow. Przyj.
Nauk, Poznań. Tom I.
>>>
111
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI.
,
.
radzkim a Ziemowitem Kujawskim doprowadzone
in Lenda claustro ordi1Zi.
CistercietlSis w r. 1278
do końca, przez Przemysł'awa księcia Wielkopol-
skiego (Dyp. Wielkop.). Jak wspominałem już, nie
znamy imion Opatów lądzkich z pierwszych lat
XIII wieku, wiemy tylko, że w Sierpniu 1206 r.
Opat lądzki nieznanego nazwiska obok arcybiskupa
i archidiakona gnieźnieńskiego powołany był jako
komisarz papieski przy wyborach na biskupa Wro-
cławskiego Cypryana 1). Dopiero od połowy wieku
da się ustalić następstwo Opatów lądzkich. Krótki
ten szereg rozpoczyna Matias, idzie po nim Gerhard,
spotykany już r. 1287 a którego widzimy czyn-
nym w r. 1293 - następca Conrad należy już do
XIV wieku. Z nazwiskami zakonników spotykamy
się w dyplomataryuszu kilkakrotnie, będą to Hen-
ryki, Hermany, Mikołaj e, Wilhelmy, Gizyberty, wy-
raźnie pochodzenia niemieckiego. O stosunkach kla.
sztoru lądzkiego z Kolonią w XlII wieku głuche
panuje milczenie - wiadomo tylko, że kościół
klasztorny ma relikwie Towarzyszek ś-tej Urszuli
sprowadzone z Kolonii a kanonik gnieźnieński An-
drzej przywozi je tutaj (Kodeks Wielkop. Nr. 406)
w roku 1263. Relikwie te znajdują się dotąd w ko-
ściele lądzkim 2).
W czternastym to dopiero stóleciu objawia się
w klasztorze lądzkim dążność do zaokrąglenia
swych posiadłości przez zakupna i zamiany; szereg
Opatów tych czasów rozwija w tym kierunku
czynność, widoczną w dyplomataryuszach naszych,
Jeżeli Opactwo zyskuj-e teraz łaski monarsze i przy-
jaźń dostojników kraju, to z drugiej strony, bronić
się ono musi od przywłaszczań posiadanych dotąd
majątków przez sąsiednią szlachtę i staczać z nimi
walki. Z zakupów ziemi, wydzierżawiania sołtystw,
sprzedaży mł'ynów o jakich przynoszą nam wia-
domość dochowane akta, łatwo dojrzeć ruch jaki
ożywia Opactwo lądzkie. W klasztorze przebywają
Łokietek, Jagiełło i arcybiskup Domarat; zagląda czę-
sto Wierzbięta starosta Wielkopo13ki, przyjaciel Opata
Jana a choć łuny pożarów w czasie najazdu Krzy-
żaków zajaśnieją wokoło Lądu, on sam uchroni
się szczęśliwie, umiejąc zasłonić się przed nieprzy-
jacielem Polski, wspólnością narodową niemiecką.
Gra ta podwójna o przyjaźń polską i krzyżacką
podsunie Opatowi Maciejowi zaraz z początkiem
1
I,
'I
I) POTTHA8T: Regesta pont!ficnm Nr. 146o
- Breslau.
I) Głowy MICczenniczek okryte sq kaMa z nich z osobna kosztownq
materyq haftowanq - szkoda że dawniejsze zBstqpione zostały nowemi ,-
okrycia przypominajq głowIC kro Ryxy w katedrze kolońskiej.
-
tego stólecia zamiar powiększenia swych posiadło-
ści w Pomeranii, a korzystanie z wyzuwania się
narodowości polskiej z majątków teraz pod pano-
waniem Krzyżackiem będących. Jeszcze w wieku
zeszłym otrzymali w tamtych stronach zakonnicy
lądzcy z daru księcia Mestwina (1280) tak zwane
dobra Kłodawskie z Kłodawą, Malavillą,
Succino i Zakrzewem l). Teraz r. 1305 do-
kupuje Opat Konrad wsie Trąbki i Koźmien
od Opactwa Mogilnickiego, które je posiadało od
Światopdka darem. Benedyktyni ci sprzedają je
Lądowi za 20 marek i postaw sukna, zaiste cena
to nie wygórowana 2). Tworzy to zaraz prepozyturę
Kłodawską a zakonników lądzkich tam osiadłych
zowie akt z r. 1316 Jratres de Clodava. Jakie tam
było gospodarstwo poucza nas dokument z tej
daty. Hieronim ojciec Sulisława, Domasława
i Hieronima na łożu śmierci wobec Dawida ko-
mendanta gdańskiego wyznaje, że bezprawnie za-
garnął wieś Rościszewo należącą do klucza Kło-
dawskiego i wraca ją klasztorowi. To nieprzeszka-
, dza, że za przykładem swego poprzednika Opat
Maciej skupuje dalej majątki na Pomorzu. Właśnie
roku 1328 trafia mu się do tego sposobność, bo
oto imiennik jego biskup kujawski pragnąc wyco-
fać się z posiadłości w tamtych stronach godzi się
na odprzedanie wsi kapitulnej G o d z i s z e w a
(Gardschau) niegdyś należącej do klasztoru pelpliń-
skiego. W skutek nastąpionego układu biskup od-
daje Cystersom lądzkim wieś powyższą zamianą
na klasztorny Łęg i dziesięciny z K ł o b i; do tego
dołącza biskup prawo patronatu do kościoła, je-
zioro, dziesięciny z grangii cysterskiej w K ł o d a-
wie, ze wsi Trąbek, Cho7.emina i Zakrze-
wia (Zachrzewken pod Gdańskiem). Na żądanie
Opata, W. Mistrz krzyżacki Luter z Brunszwiku
wydaje r. 1333 w Elblągu potwierdzenie przywi-
leju donacyjnego Mestwina (Oryginał w archiw.
koloń.) a komendator gdański Brat Radcherus
i Konrad wójt ziemi tczewskiej określają r. 1336
granicami posiadłości cyster;;kie, gdyż sąsiedzi ich
kłócą się o granice. Otóż teraz główny zarząd ma-
jątków w Pomeranii przenosi się z Kłodawy do
nowo nabytego Godziszewa, tu w r. 1354 jest
d wór, grangia w której rektorem i magistrem cu-
riae jest brat Herman mnich i kapłan występujący
przed wójtem obrębu tczewskiego z oskarżeniem
l) Pomerelisches Urkunden Buch Nr. 114 - PERLBACH I. c.
Nr. I./..
2) Kodeks dypl. Wielkopolski Tom II.
>>>
l
112
OPACTWO CYS'rERAKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚUEDNIOWfF:CZNE ZABYTKI SZTUKI.
na dziedzica sąsiedniej wsi T h u r y, że wody jego
jeziora zalewają grunta cysterskie. Proboszczem
\v Godziszewie jest ksiądz świecki, dopiero Papież
KaJikst' III r. 1457 oddaje zarząd Cystersom i wzywa
o przeprowadzenie tej sprawy Jana biskupa ku-
jawskiego. Nagrobek Alexandra Luciusza de Lo.
ventico sekr. król. w kościele Jądzkim i liber mor-
tuorum l) nazywają go w r. 1639 restauratorem bo-
norum Godsis'{eviensium; darował on 4000 złotych
na ten cel. Wspomniony Opat Maciej stoi w do-
brych stosunkach z królem Wład. Łokietkiem skoro
r. 1324 u bawiącego w Pyzdrach wyrabia sobie
potwierdzenie owego przywileju donacyjnego Mie-
szka Starego, co więcej król pragnie wy nad grodzić
krzywdy dawne z czasów tułaczki swej uczynione
klasztorowi, propter l1imiam desolationem et de-
st,'uctiol1em quam fecimus domui Landensi ord.
cist. cum essemus cum exercitu in Polonia, ofiaru-
jąc prawo wybudowania na Warcie pod zamkiem
w Pyzdrach młynu, lub zreperowania dawnego.
W r. 1325 król Łokietek na prośby Opata naszego
ogranicza obowiązki kmieci z D o I a n i znów w Py-
zdrach r. 1326 po raz drugi potwierdza pr zywileje
Lądu. W ostatnich czasach władzy Opata Macieja
straszne klęski dotykają Ląd i okolice. W r. 1331
cały okrąg jest w ogniu, gwałty i łupieże Krzy-
żackie dotykają i dóbr zakonnych, miasta Słupca
Pyzdry doznaj
najwyższych okropności -
wkrótce przychodzą na okolicę, morowe powietrze
i głód. W procesie z Krzyżakami występuj
też
jako świadkowie r. 1339 przed Galhardem de Car-
ceribus Opat Maciej i brat Mikołaj Cellararius kla-
sztorny. Protokół zeznań czyni Mikołaja starcem
wielkim, zeznają obydwa na niekorzyść Krzyża-
ków, mówią o stratach jakie doznał od nich kla-
sztór, o zupełnem zniszczeniu ogniem wsi Dr ą-
ż y n a (Drechtino) i oznaczają szkody na 200 ma-
rek. Co najważniejszem się pokazuje z zeznań Mi-
kołaja to to, że oddział Krzyżaków złożony z Pru-
saków, już wyważył jedne drzwi próbując się do-
stać do klasztoru w Lądzie, ale ulegając perswa-
zyom braci zakonnej, zaraz ustąpił 2). W Pyzdrach
stracił klasztór młyn pod zamkiem. Horyzont nie
prędko się wypogadza - dyplomataryusz lądzki
o te czasy milczy - zaledwie pod r. 1336 pier-
wsza wzmianka się zjawia - Opat Maciej jeszcze
gospodaruje, sprzedaje grunta w Woli Lądzkiej
l) Z relacyi ks. kanonika Stan. Chodyńskiego z Włocławka.
Ił) Lites ac res gestae inter Polonos ordinemqlle Crllciferorllm. Tom I
str. 257 i 258. ed. DZIAl..yŃSKI.
i potwierdza zamianę Łęga. Następcą jego widzimy
Jana Opata równie czynnego a domagały się tej
czynności czasy powojenne, w których ład za
prowadzać należało. Stara się też on o przyjaźń
króla Kazimierza W. - bawi w Lądzie Jagiełło
a między przyjaciółmi klasztornymi zapisać należy
Wierzbiętę starost" jeneralnego, którego tak czę-
sto zaznacza bytność w Lądzie dyplomataryusz
WielkC'polski a nieomieszkała zanotować dnia zgonu
klasztorna Liber mortuorum. Dostojnik ten pieczę-
tuje się herbem Niesobia czyli Krzywosądem a oko-
liczność tę zanotować nam tu nie bez powodów
przychodzi. On też to głównie dopomaga Opatowi
Janowi do skupienia działów wsi W i e l k i e g o
Wrą b c z y n a w kilku rękach trzymanych. Początek
daje nabycie od Wawrzyńca z Kulikowa części
gruntów tej posiadłości za 56 marek. Pertrakta-
cye o kupno dalszych części odbywa Wierzbięta
w roku 1363 w klasztorze lądzkim wobec zjazdu
właścicieli. Jest tu 1l0bilis Stasco z żoną Panią
Jachną, Mikołaj podchorąży biskupa poznańskiego
z żoną Czerską - strony te sprzedają swe działy
za 110 marek. I znowu Wierzbięta następnego
roku spisuje w Lądzie zeznanie Dobruchny dzie-
dziczki W. Wrąbczyna, że cały inwentarz należy
po jej śmierci do Opata lądzkiego. Drugą postacią
zbliżoną do Opata jest arcybiskup Jarosław Sko-
tnicki, trzyma on stronę jego w sprawie z kmie-
ciami z Dolan o wypasanie łąk klasztornych i go-
dzi go z Szymonem Plebanem w r. 1364. Może
to przyjaźń z Opatem ściągnie arcybiskupa Ja-
rosława do pobytu dwuletniego w klasztorze
lądzkim tego dostojnika kościoła t 1376, o którym
mniej pochlebne świadectwo wyda mu tablica mar-
murowa na kościele lądzkim w XVIII wieku po-
mieszczona, jakoby w spełnieniu woli zmarłego
domagającej się oskarżenia siebie. Czytamy o tern
w katalogu arcybiskupów gnieznieńsk. l): Postquam
autem in eodem archiepiscopatu, non ad natu-
ram solum, verum etiam ad societatem vixisset,
cessit archiepiscopatu et monasterium in Landa in-
gressus est, ibique vixit annis duobus tantummodo,
et mortuus est Zneyne (I) sepultus die XVII Sept.
Anno dom. 1376. Nie bez wpływu królewskiego
a przypuszczać godzi się i arcybiskupa, był krok
tego Opata Jana, który go postawił w złem świe-
tle u stolicy apostolskiej. Papież Urban V wezwał
Opatów Grysowskiego i Henrychowskiego klasztorów
l) Monumenta Pol. hist. cd. BIELOWSKI. Tom 111 str, 395.
>>>
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZrE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDN£OWIECZNE ZABYTKI SZTUKI.
113
szląskich przez breve z r. 1367 Romae 5 Novemb.
dla zrobienia porządku co do obioru nowego
Opata w Łeknie "gdyż Opaci Lądzki i Besowski
zwalili wybór Gottfrieda kanonicznie dokonany
a narzucili Hermana Celaryusza, który prawego.
Opata wypędził i zabiera sam dochody. Papież ten
przyznaje, że zrobili to z polecenia króla Kazimie-
rza Tlde mandalo ut dicebant carissimi in Christo
filii nostri Ka{imiri regis Poloniae illuslris et ad
suggestionem dilecti jilii Henna"i cel/arii dieti mO'-
nasterii de Leklla et quorumdam a/iorum ipsius
cel/arii complicum" l). Że król musiał mieć po-
wody słuszne w odsunięciu choć bezprawnie Gott-
frieda i że znalazł pomoc u Opata Jana - wno-
sić można z tego, iż utrzymał się słusznie Her-
man Opatem w Łeknie a wymienia go w tej go-
dności przywilej królewski z roku 1370 (Nr. 1624
Kod. dypl. Wielkop.). Opata Jana spotykamy w Lą-
dzie po r. 1375, pochował on jeszcze swego przy-
jaciela Wierzbiętę starostę, którego akt z tej daty
ma za zmarł'ego, Tlquolldam bOllae memoriae Wier;:-
ban/ha". Następcą Jana byłby Tilman dawny sub-
prior lądzki, rządzi on klasztorem jednak krótko,
gdyż w dyplomataryuszu już r. 1388 spotykamy
się znowu z imieniem Jana Opata być może in-
nego od powyżej wymienionego. Tożsamość po-
twierdzićby mogła przychylność dla niego króla
Jagiełły; klasztór zbogacony zostaje darem kró-
lewskim wsią S kor z ę c i n e m z jeziorem N i e d z i a-
giel, na co jest dokument z r. 1392. Podwakroć
spotykamy się teraz, że dziedzice sprzedają włości
swe, biorą pieniądze od klasztoru ale trzymają je
do śmierci, po czem dopiero przechodzą na wła-
sność Lądu. Tak pozbywa Światopełk z Radolina
wieś S ł a w o c i n za 300 marek, w podobny spo-
sób przychodzi klasztór do M a k o w n i c y dziedzi-
ctwa Mikołaja de Wenacya zwanego "krwawym
djabłem" w roku 1398. Siedem aktów do tej osta-
tniej sprawy przechował dyplomataryusz lądzki;
w podobny sposób Pasco pozbywa wieś R a-
d łów za 30 marek groszy pragskich. Koniec
XIV wieku zastaje w Lądzie Opatem Gerharda,
którego wizerunek malowany przez F. Adama
Swacha r. 1722 znajduje się w szeregu portretów
na sali klasztornej w Lądzie z datą śmierci 13 99
co nie jest prawdą, gdyż widzimy go przy zamia-
nie w r. 1403 wsi małego Wrąbczyna i Nedamirza
klasztornych na S o koł o w o, przy sprzedarzy soł-
l} Kodeks dypl. Wielkop. Tom 111 str. 304 Nr. 1585.
-
tystw w Malavilla, w Radłowie (1405) mły-
nów w K o s u t a c h i W i e r z b n i e. Prawdopodo-
bnie za tego też Opata urosła wieś Z a gór o w o
w pobliżu Lądu w miasto przywilejem Jagiełły,
wcześniej zyskuje K ł o d a w a prawo kulmeńskie
(1333), Lippagóra (1343), Świecin (1340),
Wierzbno (1347), Kowalewo (1353) loko-
wane są na prawie Magdeburskim. Od połowy
XIV wieku ma Ląd czynsze z domów i jatek
w Pyzdrach oraz w Koninie ( l 373) a co więcej
w oddalonej Kolonii. Czynsze w tej stolicy nad-
reńskiej znane są z zapiski w kopijarzu lądzkim
przechowanym w archiwum kolońskim i wynosiły
niewielką sumę doroczną 25 marek 36 szelągów.
Gruntów i posiadłości własnych nie miał klasztór
w Kolonii.
Wiek XV nie zwiększa majątków klasztornych
darowiznami, raczej stara się o pieniLldze sprzeda-
rzą gospodarstw i so.łtystw, wydzierżawianiem mły-
nów i t. p. Opaci zmieniają się częściej, po Ge-
rardzie obejmuje godność Henryk - portret w sali
klasztor,1ej dodaje mu nazwisko Rollen od r. 1418
do 1431 jest Opatem Sigfried, dalej Rychard (14 3 9),
potem Jan w latach od 1445 do 1458, Matias,
więc Cornelius (1463), Jan (1496) a ostatni z Niem-
ców Henryk Butgen zamknie w r. 1551 poczet
kolończyków. Kalendarz z XV wieku, pochodzący
z Lądu a przechowany w archiwum Państwa
w Wiedniu ma zapiski o dniach zejścia kilku Opa-
tów. Oprócz powyżej wymienionych znajdzie się
Gi s e l b e r1 u s A b b a s, oraz Commemo,-atio ira-
truum et familiarum defunctorum. Ci l) familiares
byli to przyjaciele klasztoru' świeccy, częstokroć
zamieszkujący razem z zakonnikami. Nazwiska
Opatów okazują pochodzenie niemieckie. Czują się
oni wszyscy synami Kolonii w tej epoce dziejowej
i utrzymują z nią tcraz stosunki. Najdawniejszy
akt jest z r. 1430, którym Burmistrz i Rada mia-
sta wstawiają się u księcia Bergu (Altenberg) za
mnichem rodu kolońskiego Girlachem von Moelich
zu der Lynden in Poleyne o spadek po ojcu i).
Król Kazimierz Jagiellol'1czyk wstawia się do Rady
miasta tego o zwrot dziedzictwa Jana z Kolonii
zakonnika lądzkiego (1489). Kolończycy grabią pry-
watne majątki mnichów z Lądu i Łekna. To nie-
płacą czynszów klasztorowi i taki Jan Stock brat
zakonny z Polski (1506) jedzie zaprzysięgać przed
'\
l) ZEI88BERG: Kleinere Geschichtsquellen in Archiv. fr. oestr. _
Geschichte Band 55, 1877 str. 26.
.} PEBLBACH I. c. str. 97.
>>>
114
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WART4 I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI.
.
Radą jako Andrzej von Hole winien za lat 13
czynsz roczny w sumie 25 dukatów. To zbiegi
z klasztoru lądzkiego skarżą na Opata Henryka
przed Radą miasta i potrzeba wstawienia się Ar-
cybiskupa gnieźnieńskiego i biskupa poznańskiego
aby bronić go przed tymi A p o s t a t a m i, których
radzą zamknąć i oddać do Opactwa Altenberg-
skiego za karę 1). W tej samej sprawie odzywają
się do rady Opaci Łekna i Lądu. Taką jest przy-
jaźń Kolonii dla Lądu w XV wieku, tego miasta,
którego Rada w początku następnego, wyda pole-
cenie (1520) aby do 3 klasztorów polskich tylko
urodzonych kolończyków przyjmować (zapiska w ar-
chiw. kol. u PERLBACHA). Prawie przez cztery wieki
utrzymywała się narodowość niemiecka w klaszto-
rze lądzkim bez zaczepki ze strony Polskiej. Nie-
obrażało to dotąd uczuć narodowych a jeżeli ar-
cybiskup Jakób Świnka na synodzie łęczyckim je-
szcze w XIII wieku (1285) powstał' przeciw prawu
nieprzyjmowania Polaków do klasztoru "chociaż
Panowie polscy zapisy i fundacye klasztorom dali
i dla pożytku dusz miejscowych założyli", był to
głos odosobniony. (Cod. dip. Maj. Pol. Nr. 551).
Wszakże sam DŁUGOSZ opowiada ze spokojem, że
w Lądzie i Węgrowcu istnieje "chwalebny zwy-
czaj przyjmowania w poczet zakonników tylko
urodzonych Kolollczyków" (Hist. V 473). Inaczej
znów zapatruje się współczesny Jan Ostroróg i jego
to poglądy znalazły uznanie w XVI wieku na sej-
mach polskich. W konstytucyach sejmu Piotrkow-
skiego z r. 1511' uchwalono zażąd&ć od klasztoru
przedłożenia przywileju upoważniającego przyjmo-
wanie wyłącznie Niemców. Takich przywilejów
Ląd nie posiadał, gdyż nigdy ich nie było, był
obyczaj, ale nieujęty w prawo. Dalsza konstytucya
z r. 1538 nakazuje wybór Opatów z pomiędzy
urodzonej szlachty polskiej, aby zapobiedz wciska-
nia się do klasztorów Niemców "nowej wiary".
Mimo tego dopiero po r. 1550 wszczął się spór
o wprowadzenie Opata Polaka w Lądzie, Jana
Wysockiego kan. gnieznieńskiego 2). Jakoż r. 1553
uciekli niemieccy zakonnicy z Lądu; braci z Kolo-
nii wyprowadził Andrzej Swederi do Szląska, gdzie
im klasztór Heinrichowski dał przytułek. Opuszcza-
jąc klasztór, zabierają oryginalne dokumenta i przy-
wileje klasztorne, które z Henrychowa wysyła do
Rady miasta Kolonii Andrzej Opat 1560 roku, dla
I) Tamie.
2) Biblioteka Warszaw. 1870 Tom IV artykuł WŁ. NEHRINGA
Historyczne dokumenta etc.
prowadzenia procesu. Archiwum lądzkie w koloń-
skim miejskim znajdujące się, składa się z 17 ory-
ginalnych przywilei pergaminowych,. z kopijarza
pergaminowego z XV wieku i stu listów papiero-
wych. Oryginały idą od 1145 do 1552 - kopijarz
ma na 47 kartach sto przywilei od 1145 do 1537,
listy należą do XVI wieku. Szczegółowy opis ar-
chiwum tego i regesta przywilei wydał MAx PERL-
BACH W zacytowanej na początku pracy. Ślad tego
procesu ginie 1567 a koszta podaje Antoni Herz-
bach prokurator klasztoru lądzkiego w Kolonii.
Z chwilą odsunięcia się Niemców z Lądu rozpo-
cznie się panowanie żywiołu polskiego a Opaci
rodu szlacheckiego zasiądą na tem dostojeństwie
klasztornem. Tylko że rola klasztorów cysterskich
już przedtem zmieniła się, ścisłość pierwotnej re-
guły zginęła, że trudno wyróżnić teraz Cystersa
od każdego innego zakonnika obcej reguły. Będzie
to widocznem w samych budowach tak kościel-
nych jak klasztornych, które powstaną u Cyster.
sów lądzkich - prostotę pierwiastkową zastąpi na-
puszystość barrokowa, opróżnią się krużganki dolne
starego cIaustrum a wspaniałe sale i osobne cele,
bogate i pańskie pałace Opackie, wzniosą się jakby
naprzekór dawnej surowości. Panowanie polskie
w klasztorze lądzkim wyda kilka imion rozumnych
i pobożnych Opatów, dobrze zarządzających ma-
jątkiem, umiejących świetnie utrzymać stanowisko
dostojne, budujących wiele, ale to wszystko nie
wyjdzie po za kres zwyczajnego, podniesionej no-
wej kultury jak u Cystersów XII i XlII wieku
nie będzie ,ohrazem. Będą klasztory nosiły wspólne
wady i cnoty nowszych społeczeństw naszych.
Zginie też prędko tradycya o niemieckim pocho-
dzeniu Lądu - a braknie kronikarza, który by umiał
bezstronnie zapisać zasługi innoplemiennych, po-
przedników umiejących co pewna walczyć z tru-
dnościami na obcej a często wrogiej im ziemi.
Godzi się też nam zapisać tę parę imion Opatów
polskich z XVII i XVIII wieku - tych co burzyli
gmachy i co je w nowej po swojemu wznosili sza-
cie, skoro więcej ich pracy dziś widać w starym
Opactwie lądzkim niż z czasów średniowiecznych,
skoro pamiątki zachowane mimowolnie wywołują
o nich wspomnienie.
Szósty z rzędu Opat polski Jan Zapolski po-
przednio kanonik Kruszwicki, przez lat 43 zarzą-
dzający klasztorem lądzkim, rozebrał starolytny
kościół klasztorny do szczętu i na tern miejscu
nowy z fundamentu wyprowadził ze sklepieniem
>>>
.
-
OI'ACTWO CY8Tł
RSKIE W LĄDZIE NAD WA R T4 I JEGO ŚREDNI
t.' ZI\E Z,\, BYTKI SZ'lT KI,
.
krzyżowem do wysokości kopuły wielkiej później
wykończonej, staraniem wielkim wymurował. Na-
pis pod portretem jego w sali opackiej donosi
o nim: Joamzes Zapolski .32 Abbas, Ecc/esiam no-
vam in formam crucis ex fU1zdamentis erexit. A.
D. 1689.
Ósmy Opat Antoni Mikołaj Łukomski herbu
Szeliga profes łądzki, obrany roku 1694" wszystkie
zbiory łożył na dokończenie rozpoczętej budowy
kościoła i dopełnienie jej częścią przodkową z wiclką
kopułą, na niej latarnią i z dwoma wieżami zna-
cznie miedzią przyodziawszy, tudzież ołtarze trzy
mozaikowe, inne drewniane, posadzkę marmurową,
wiele srebrnych ozdób wewnętrznych posprawiał.
Klasztór z sklepieniami malaturami ozdobił, szcze.
gólniej historyami zakonnemi na pł'ótnie malowa-
nemi, ambity albo kurytarze klasztorne kosztownie
ukształcił. Nowicyacki budynek odosobniony wy-
murował, wiele gmachów poczynił, kościoły para-
fialne odbudował i ponaprawiał" (z relacyi współ-
czesnej). Dł'ugie lata panowania Łukomskiego za-
.maczyła uroczystość sześćsetletnia założenia kla-
sztoru lądzkiego w. r. 1745 obchodzona świetnie
na miejscu, a której opis zachowała rzadka bro-
szura I) inaczej panegiryk z którego wiele nauczyć
się można. Przedewszystkiem okazuje się. że mni-
chy lądzcy o swej przeszłości nie wielc już co
wiedzieli w początku XVlIl wieku, skoro przy-
znają się, że gdy "pod kopułą mniejszą extraordy-
naryjną ozdobę, sumptem i spezą Opata chciano
postawić strukturę znaczną, powstającą z różnych
inskrypcyi y snycerskiej roboty referujących się
do sollenizacyi skończonego szóstego wieku. A że
z d a w n i e j s z y c h kronik klasztoru lądzkiego. nie
mogła być doskonała wiadomość o sprawach re-
gulujących się do każdego z osobna wieku, dlatego
materya wystawionej fabryki musiała być z ró.
żnych autorów zbierana". Między dobrodziejami
klasztoru znano wówczas oprócz fundatora Mie-
czysława Starego tylko Arcybiskupa Dobrogosta No-
wodworskiego dla dziesięciny z Mąkownicy, a za
największego nieprzyjaciela klasztoru panegiryków
po' trzykroć wzmiankuje Kazimierza kujawskiego,
który zawziął się r. 1247 na zniesienie fundacyi
."y dlatego tenże klasztór nad rzeką Wartą potę-
żnie osadził wałami, fosami i inną amunicyą wo-
jenną utwierdził, dopiero Bolesław kaliski od tego
l) X. M. KAZIMIERZA JARMUNDOWICZA - Fundacya kościoła
i klasztoru lendzkiego świCClego zakonu Cystc:rscyeńskiego sze
cią wiekami
trwałości swojej stwierdzona - Poznań druk. Akad. '74 5 .
SprawozdanIe Komi.yl do bad, blat, ..tuki. Tum, III. Ze.z, IV.
.....
115
Ląd uwolnił a miejsce klasztorowi oddał". Wiado-
mość to zaczerpana z DŁUGoszA. Z powodu owego
mniemanego dziurą do kościoła pogrzebu, Jaro-
sława Skotnickiego, zmarłego jak wiadomo w Ka-
liszu - autor nasz powołuje się na powagę Opata
Łukomskiego, źe tenże "w starej fabryce kościoła
widział jeszcze przy drzwiach kościelnych tęż dziurę
gliną zalepioną, którą być może wniesiono pomienia-
nego Arcybiskupa ciało, tradycya Starych Ojców
nauczała. !!! Opat Łukomski zmarł r. 17 50 1), on to
sprowadził malarza Fr. Swacha od Franciszkanów
z Pyzdr dla malowania szeregu Opatów w sali
klasztornej na piętrze. Najlepszy też, jedynie pra-
wdziwy pozostawił on nam portret Łukomskiego
z podpisem: Nicolaus Łukomski .3S Abbas secun.
dus fundator hujus m01zasterii obiit 17S o aetatis 70
Abbat. S 6.
Nie przewidywał kaznodzieja panegiryczny uro-
czystości sześćsetletniej, policzonych dni żywota
klaszt
ru, ale zdaje się, że i następca Łukomskiego
Konstanty !łowiecki Cysters t 1777 nie miał tego
na myśli, budując obok kldsztoru wspaniały
g m a c h o p a c ki, którego piękne reszty dotąd
świecą. Temu też Opatowi zawdzięczamy powsta-
nie z muru kościoła w Lądku.
Ostatni Opat Antoni Bartłomicj Raczyński dach
kościoła miedzią pokrył, kośció-ł w Zagórowie roku
1799 wystawił. Zeszedł ze świata 1821 r. i prze-
żył suppressyą klasztoru w r. 18;9 nakazaną 2)_
Po suppressyi pozostał'o jeszcze kilku zakonników
z pensyą dożywotnią pod przeorem X. Janem Wy-
sockim. Odtąd opuszczone gmachy niszczały po-
woli, burza grudniowa 1825 roku niemałą w nich
zrządziła szkodę, dopiero 1850 roku powzięto myśl
osadzenia tu Kapucynów. Drogą składek zyskano
znaczny fundusz na restauracyę kościoła klasztor-
nego i adaptacyą budynków. Pod kierunkiem pro-
wincyała Kapucynów X. Beniamina, nastąpiło od-
nowienie nie przynoszące zaszczytu co do części
średniowiecznych gmachu, ale co do kościoła
zrobiono co należało, aby go do porządku dopro-
wadzić. Szczegó.ty odnoszące się do tej sprawy,
znajdzie czytelnik w Pamiętniku religijno - moral-
nym Serya 2 Tom l. Zakon kapucyński nie długo
cieszył się z nowej swej siedziby - ostatni zakon.
nicy zmuszeni byli opuścić klasztór lądzki w 1864
roku i odtąd zapanowało zniszczenie powstrzymy-
') Data wypisana na nagrobku w kościele lądzkim.
-) Pamiętnik religijno-moralny; artykuł GAWARECKIEGO. Serya I
Rok ,840' Tom III.
16
>>>
116
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO HREDNroWIECZ NE ZABYTKI RZTUKI.
wane przez dzierżawcę odnajmującego cele piętra
ubogim mieszkańcom okolicy. Pustka zajrzała wszę-
dzie - tylko kościół utrzymuje się starannie
a chwała Boża w nim kwitnie w niedawnej tra-
dycyi kapucyńskiej. ,O Cystersach, dawnych mie-
szkańcach, zapomniano już zupe,łnie.
Na tern kOl1czymy pobieżny nasz pogląd na
dzieje Opactwa lądzkiego rozwój jego ma-
jątkowy, wystarczający dla naszej sprawy bada-
nia zabytków sztuki średniowiecznej, ale niedo-
stateczny dla tych, którzyby pragnęli szczegółów
żywota klasztornego i wyjaśnienia o ile osada ta
Niemców z nad Renu, wpłynęła na kult religijny
okolicy, obyczaj i zwyczaje mieszkańców sąsie-
dnich osad. Historya klasztoru w Lądzie, oczekuje
na badacza i, byłaby wdzięcznem polem, gdyby
nie zbyt skromne zasoby źródeł, któremi rozpo-
rządzać ,możemy. Być może, że wiele z nich
ukrywa się w cieniu jak do niedawna przywileje
oryginalne, kopijarze i rachunki w archiwum mia-
sta Kolonii, jak owa liber mortuorum przechowana
w Włocławku, której ogłoszenia w Monumentach
BIELOW!,!KIEGO oczekujemy z upragnieniem. Korzy-
staliśmy z niej i w niniejszej pracy, mając udzie-
lone szczegóły od uczonego ks. kanonika St. Cho-
dyńskiego, któremu oraz serdeczne podziękowa-
nie za ułatwienie pobytu w Lądzie niniejszem
składamy.
A teraz przypatrzmyż się topografii miejsco-
wości i resztom architektury klasztornej i tym ma-
lowaniom ściennym, o których wieść i skromna
wskazówka w jednym rysunku publikowanym l),
zawiodły nas do Lądu w celach badawczych prze-
szłego lata.
II.
Topografia Lądu 1 zabytki sztuki.
Okolica naj bliższa dzisiejszej wsi Lądu, w któ-
rej obok kościoła kupią się dawne klasztorne bu-
dynki, nie jest zbyt malowniczą; kraj to płaski,
rolniczy z lekkiemi w oddali wzniesieniami; prawie
bezleśny. Całą ozdobą jej rzeka Warta w pośród
łąk kręto płynąca, opuszczająca łatwo dawne ło-
żyska, zostawiająca po drodze "stare wody".
Wśród nieprzerwanych ról, występują grupami
drzew zagajone wioski, czasami migną w oddali
kościelne wieże miasteczek. Tu skupiły się history-
czne Pyzdry, Słupca obok Lądku, Zagórowa i Go-
liny, przypominające dawniejsze życie okolicy - tu
w pobliżu nad Wartą znajdzie się w Ciążyniu stary
pałac Biskupów poznańskich a dalej puszcza Kazi-
mierska z podaniami o pustelnikach czasów Bo-
lesława Chrobrego. Kraj otwarty szeroko, rola za-
gospodarowana dobrze, istny Wielkopolski kraj"
obraz z jeziorami i wodą i ludem, który stracił
swój strój narodowy ale zachował typ dawny
i pieśni stare. Dawnej to ziemi kaliskiej północna
strona, sąsiadująca z Kujawami i Gopłem, pobliska
Gniezna i Poznania. Osada dzisiejsza Ląd usado-
wiła się na wzniesionym prawym brzegu rzeki
Warty, stanowiącym próg północnego płaskowyża
spuszczającego się w nisko położone łąki towarzy-
szące tutaj lewemu brzegowi rzeki. Swawolne lata
młodości strumienia, zaznaczyły się liniami jego
zakrętów, ,zmieniającymi się zanim nie ustaliło się
koryto główne. Taka dawna woda, u stóp tera-
sowego wzniesienia owego progu, stanowi zamknię-
cie od południa komplexu zabudowań klasztornych
w tej osadzie od wieków istniejących na tern miej-
scu, sławnego Opactwa lądzkiego i w pobliżu będą-
cego dworu z zabudowaniami gospodarczemi. Kla-
sztorne gmachy spuściły się niemal na równi
z wodą, odosobnionym pałacem opackim; kościół
i właściwe klaustrum pomieściły na stopniowo
wznoszonym się gruncie. Przewóz na rzece War-
cie od zachodu, a od wschodu teraso wato spada-
jące ku wodzie ogrody dziedzica Lądu, jego pię-
kny, piętrowy, nowszego stylu budynek mieszkalny
na wzniesieniu i obok położone, dobrze świadczące
o podniesionej kulturze zabudowania folwarczne,
oto najbliższe sąsiedztwo klasztorne.
') Wzory sztuki śred. i odr. hr. PRZEŹVZIECKlEGO Serya I.
>>>
OPACTWO C
STERSKIE W lADZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI.
117
\
.
Gł
boko wyrobiony wiekami wąwóz, .zaznaCLa
starą drog
do przewozu na Warcie; na glinia-
stych bokach wiesza si
kilka chat, dalej placyk
z karczmą i łodzie u brzegu. Za rzeką rozpoczyna
si
wysoka grobla sztucznie usypana wśród łąk
nadbrzeżnych, wiodąca drog
do Zagórowa, mia-
steczka o pół mili oddalonego. Wyniosłe płasko-
wyże dworskie jest oddzielonem od wzniesienia
klasztornego drogą pogł
bioną, zdążającą ku odno-
dze rzeki i opustoszałemu Opackiemu pa,łacowi.
Taką jest dzisiejsza topografia miejscowości, ale
w czasach gdy historya klasztoru pocz
ła si
zapi-
sywać i długo potem, inaczej si
ona przedstawiała.
Slerokie nieprzebyte moczary, bagna i mokre .łąki
ciągn
ł'y si
obok rozbujałej Warty, a otaczały je
na wzgórzach odwieczne lasy. Obok rzeki szły
drogi podniesionym północnym brzegiem z Gniezna
na S.łupc
do Starego Konina, mijając puszcz
Kazimierską ku Kaliszowi; jadąc ie Słupcy trzeba
było szukać brodu aż pod Koninem l). Zamki le-
żały wśród błot na nasypach, lub czepiał'y si
brzegów rzeki wzniesionych, ł'ączyły je groble, je-
dyne komunikacye wśród strasznych i cz
stych
powodzi. Z okolicznościami temi rachować si
mu-
siał założyciel odwiecznej kasztelanii lądzkiej i po-
wstały cysterski klasztór w XII wieku, jak widzie,
liśmy na podstawie dokumentów, w obr
bie a przy-
najmniej w pobliżu zamku, castellu, pomieszczony.
Obszerny grunt nadrzeczny, na którym obe-
cnie widzimy usadowione: kościół z klasztorem
i zabudowania dworskie wsi Lądu, odpowiada do-
tąd warunkom jakich domagały si
posady śre-
dniowiecznych drewnianych zamków i po-łożenie
cysterskiego klasztoru. Dla tamtych, panujący teren
nad okolicą, w terasowato spadających dzisiej-
szych ogrodach pałacowych, sąsiedztwo 'mokrych
i lliedost
pnych łąk i rzeka broniąca od południa,
doskonale nadają si
pod zamek, tern wi
cej, że
daje si
dostrzegać od zachodu i północy pewne
sztuczne nasypowe wzniesienie z reszt dawnych
obronnych wałów utworzone. Zdawaćby si
mo-
gło, że piwnice murowane pozostałe po dawnym
dworskim budynku, zaznaczają główny rdzeń dre-
wnianego zameczku, jako znajdujące się tuż u spadku
terasowego ku rzece. Wzniesienie zamkowe panuje
nad starą drogą do przewozu i łatwo bronić może
dost
pu nieprzyjacielowi próbującemu pod zamkiem
przejść rzek
. Klasztór wobec wzgórza zamkowego
l) SADOWSKI: Drogi handlowe rzymskie i greckie. Pamięt. Akad.
Umiej. Tom III.
__L
zajmuje położenie niższe, więcej spokojne a zbli-
żone do rzeki, której sąsiedztwa wymagały po-
trzeby gospodarcze i przemysłowe pierwszych osa-
dników. Domyślać si
też łatwo innego strumienia,
raczej koryta roboczego nieco oddalonej rzeczki,
. która pod zabudowaniami klasztorne mi gospodar-
czerni płynąc, dobrym była motorem dla młynów
i foluszów tak nieodłącznych od pierwotnych za-
kładów cysterskich. 'Vszystko to okazuje, że miej-
sce jakie zajmuje klasztór, od pierwszej chwili t. j.
od XII wieku służyło Cystersom lądzklm i stoso-
wniejszego nie dałaby nam okolica naj bliższa -
brzeg prawy rzeki, tu tylko jest wzniesionym do-
statecznie. O przeniesieniu klasztoru na inne niż
w pierwotnem założeniu miejsce, milczy też tra-
dycya; od najdawniejszych czasów był on na tern
miejscu, które si
zwało Lądem. W samej nazwie
leży pojęcie suchego miejsca w lniesionego nad
wody i mokrzadła; wyrażenie to znamionuje miej-
scową ludność rybacką,
Jedna jest rzecz, któraby zachwiać mogła to
nasze twierdzenie o tożsamości położenia klasztor-
nych budowli a tą byłoby zbyt bliskie sąsiedztwo
zamku, castellu, wszakże jak dziś oddzieleniem je-
dynem jest wąwozista droga. Na szczęście przy-
chodzą nam tu przykłady pomieszczenia klaszto-
rów i katedr naj starszych polskich w samych obrę-
bach zamkowych jak w Łęczycy, Płocku, Krako,
wie, Sandomierzu i t. p. a co więcej, wyrażenie
przywileju, że jeszcze r. 1236 zamek był tak bli-
skim sąsiadem klasztoru, iż w czasie napadów,
ogień zapalonego zamku ogarniał. zaraz i mieszka-
nia Cystersów. Władysław ks. Wielkopolski syn
Odona roku 1236 pisze w przywileju dla Lądu:
"considerans conti711tam defectionem domus quam
habebal1t ex vicinitate castri veteris quod Lenda
vu/gari vacabu/o dicebatur... i dalej Et quia iu-
teudo reformare domum paupercu/am cui il1teri-
tum frequens incendia (sic) minabatur etc. 1). Przy-
puściwszy, że i ten dokument sfałszowanym był
w drugiej połowie XIII wieku, świadectwo o są-
siedztwie zamku nie traci znaczenia, ale zarazem
przybywa dowód, że zamek zaniedbany ustąpił
miejsca nowemu inaczej nienazywanoby go caste/-
fum vetus. Jakoż ten nowy jaki go zastąpił nie
trudno odszukać w posadach swych, a należał do
tak zwanych moczarowych, jakich niemało było
w Wielkopolsce w XII i XIII wieku, a których
l} Kodeks dypl. Wielkopol. Tom l.
>>>
)18
.
..
OPACTWO C Y !:;'J'.ł.; Rt-jK I E W LĄDZn; NAn WARTĄ I .TEUO ŚHI
DNJOWIECZNE ZABYTKI 8Z'I'UKI
cechy charakterystyczne dobrze są znane uczonym
naszym I).
W odległości około 2 tysięcy kroków. od kla-
sztoru lądzkiego w kierunku południowym ku mia-
stu Zagórowowi daje się spostrzegać już z dala
wpośród łąk nadwarteńskich żółtawe wzniesienie
niby pagórek położysty, który lud miejscowy na-
zywa grodziszczem. Zdaleka on jest od mie-
szkań ludzkich, samotnym wśród nieprzejrzanej
okiem zieloności łąk mckrych. To też najłatwiej
dopłynąć w to miejsce rzeką Wartą, gdyż pagó-
rek leży tuż u jej brzegu prawego. Tę drogę obra-
łem; jakoż wypłynąwszy u przewozu pod klaszto-
rem, po p6-łgodzinnej jeździe łódź przybiła do
brzegu zarosłego sitowiem i wikliną; byliśmy już
u grodziszcza. Rodzaj zatoki utworzył tu czas i mie-
szkańcy Zagórowa; oni to są właścicielami wy-
jątkowymi grodziszcza i obsiewają go pszenicą,
zasadzają jarzynami. Grunt bowiem jest szczegól-
niej żyzny. O kilka kroków od brzegu, podnosi
się on i wyrasta w stożkowaty pagórek w części
północnej a pochylający się stopniowo ku połu-
dniowi. Nasyp cały ma kontur eliplyczny, zajmuje
obszar około 3 morgów polskich, oś najdłuższa
może mieć 200 kroków, oś krótsza prostopadła
do rzeki połowę tego. Do koła wzniesienia znać
ślady fosy, giną one od południa, od rzeki pozo-
stał brzeg wzniesiony, snać że rzeka dochodziła aż
do nasypu, Część wznio
lejsza stożkowata półno-
cna była podstawą zamku właściwego, spłaszcze-
nie południowe mieściło p r z y g ród e k z zabudo-
waniami folwarcznemi, tam pozostało ściernie po
żniwie, tu zastało się kartofle. Cały grunt jest
jakby popiołem po spaleniu drzewa posypany,
chodząc po ścierniach trafia się na skorupy z na-
czyń to czarne to czerwone - część odnaleziona
starego kafla piecowego o polewie brunatnej za-
chowała wyrukłą głowę i skrzydła orła polskiego
XV wieku. Obok tego nie braknie i kości ludzkich
mocno zwietrzałych. Nie wiem o ile prawdziwem
jest twierdzenie poważnych osób z okolicy, że przed
kilkoma laty mieszkańcy Zagórowa wywieźli ztąd
wiele kamieni ciosanych i użyli na budowy w mia-
steczku... Rozkopanie więc grodziszcza za funda-
mentami byłoby pożądane m dla nauki, co do nas
konstatujemy fakt, że obok starego zamku przy
klasztorze był drugi w pobliżu, zostawiając pogo-
dzenie obu z zapisami kronikarzy naszych pod la-
l) M. SOKOŁOWSKI: Ruiny na Ostrowiu lednickim. Pamięt. Akad.
Umiej. Tom 111.
tarni: 1247, 1255 i 1258. Przypatrzmy się teraz jak
wygląda obecnie klasztór lądzki. Oko przyzwyczajone
do naszych cysterskich małopolskich klasztorów,
obeznane z widokiem Wielkopolskiego Sulejowa,
tych monumentalnych zakładów o twardych lini-
jach ciosowych kościołów i lokalności klasztornych
romańskiego stylu, napróżno szuka tego w Lądzie
dzisiejszym. Obrębu klasztornego zakreślonego mu-
rami jakoby fortecznymi z wieżami i basztami
niema śladu - dostęp do kościoła otwarty z cmen-
tarzyka nieoparkanionego i zaledwie właściwe klau-
strum ujęto murem, za niedawnych czasów osie-
dlenia Kapucynów. Gdzie były zabudowania go-
spodarcze klasztoru, gdzie młyn w dziedzińcu
poprzedzającym drogę do furty zakonnej, gdzie
grangie, folusze i te wszystkie nieodłączne od cy-
sterskiego klasztoru XI lub XII w. lokalności znajdo-
wały pomieszczenie, dziś tego kiedy to piszemy,
śladu nie pozostało. W olnoby nam mniemać, że od-
noga rzeki Warty płynąca obok klasztoru jako za-
niedbane łożysko, przepływała przez ten dziedzi-
niec, zaczem przemawia wzniesienie gruntu na
drugiej stronie wody i połączenie mostem. Odnoga
rzeki znaczy' ślad zaniedbanej młynówki, wpadającej
w pobliżu klasztoru do Warty. To co pozostało
po dawnym Opactwie lądzkim nie wszystko jest
średniowiecznem, owszem tego jest właściwie bar-
dzo mało i to nie sięga XII wieku, jak się podo-
bało pisać SOlHE8ZCZAŃI;KlEbtU l) idącemu tu za wska-
zówkami obcymi, ale należy do XIV stulecia.
Będzie to właściwe mieszkanie mnichów, ich klau-
strum z furtą, kapitularzem, krużgankiem dolnym
i kilku artystycznie ważnemi ubikacyami dolnemi,
gdy piętro zabuduje się w XVII wieku nieznanemi
dawnym Cystersom c e la m i, biblioteką, olbrzymią
salą przyjęć opackich. Klasztór ten stanął obok
ściany południowej kościoła jak chce reguła stara,
równoodlegle od młynówki, więc na ciasnym grun-
cie. A co powiemy o kościele, jak: że stoi na tern
miejscu co dawny, na linii świętej ku wscho-
dowi i że jest budową niezwykle wspaniałą, ale
w duchu i charakterze niernającym związku z Cy-
stersami, bo kościołem z XVII wieku, z całym apa-
ratem wież i kopuł, pilastrowań i gipsatur, fresków
i mozaik, jakiemuby przystojniej było stać w stolicy
kraju niż w tym nadwarteńskim zakątku. Plan ko-
ścioła ulworzonym jest z dwu części szczęśliwie
związanych. W systemie włoskim z kopułą w krzyżu
!
II
I'
.
') SOBlE8ZCZA:ŃSKI: Wiadomo.ci o sztukach pięknych 'IV dawnej
Polsce.
>>>
-
..
OPAC'l'WO cY!:!'l'ERHKU; w LĄIJZJE NAD WARTĄ I JEGO ŚHEIJNJOWlJWZNE ZAłlYTKI ł:,IZ'l'UhJ.
119
i
urządził presbiterium Opat Zapolski - nawa środ-
kowa wyrosła w olbrzymią drugą kopułę ośmio-
vłatową wewnątrz pozostawiając w rogach małe
konchą zasklepione przestrzenie. I majestatyczne to
i zadziwiające ozdobami a malaturami wrocław-
skiego malarza Neuherza z r. 1721 - ale do na-
szego zadania jak najmniej należy zajmowanie się
sztuką tak spóźnionych czasów. Nie kościół ten był
przedmiotem naszej wycieczki, wiedząc z góry,
że jest on budową nową, ale sztukę średniowieczną
o ile w przebudowaniach późniejszych została l)
sądziliśmy odszukać. Tej nic nie zostało w kościele.
Niemniej jak kościół, budziłby interes i pałac opa-
cki dziś w opuszczeniu po za tym stojący - dobry
wzór baroka XVIll wieku ze swą wspaniałą kla-
tką schodową od frontu, ubraną w pseudo korynckie
kolumny. Pozostawiamy pracę tę badaczom sztuki
tych epok a zwracając się ku budynkowi kościel-
nemu próbujmy czy się nie da nawiązać wspo-
mnienie o, kościele cysterskim w Lądzie z wcze-
śniejszych jak d
isiejsze czasów. Ze kościół pier-
wotny a raczej ten dawniejszy kościół, który
ustąpił miejsca nowo zbudowanemu przez Opata
Zapolskiego, był ceglanym w formie krlyża i roz-
miarów mniejszych, to wskazywać się zdaje ściana
ramienia kościelnego krużganku klasztornego. Ona
jedna pozostała z dawnej budowy, związana ze
klepieniami korytarza, utrzymaną być musiała
i wejść w układ nowej z gruntu budowy kościel-
nej. Pozosrały w niej ślady zamurowanych okien
i układ wątku. Jaką była ta budowa, czy nawową
i w takim razie jaki system sklepień przedstawiała,
na to odpowiedzi nie znajdzie; to pewno, że prze-
szukaliśmy wszystkie kąty okoliczne za porzuco-
nymi ciosami w nadziei, że odńalezione ułomki
objaśnić nas potrafią o stylu budowy. Zapiski kro-
nikarskie, wiadomości zaczerpnięte w dyplomata-
ryuszu a odnośne do kościoła klasztornego lądz-
kiego są bardzo niedostateczne. Ani jeden przywi-
lej nie zanotował nam chwili poświęcenia kościoła
jak to ma miejsce w dyplomataryuszach Sulejow.
skim, Jędrzejowskim, Mogilskim. Tylko w kalen.
darzu lądzkim z XV wieku, jaki odnalazł ZEJ!:!ISHERO
w archiwum wiedeńskim, zaznaczono dzień bez
oznaczenia roku. OClObris 11. Nota. Dominica prima
post Dionisii tunc est dedicatio ecc/esiae Latzdensis
).
l'
\
II
.
l) Widok kOKioła tego znajdzie czytelnik w Tygod. Illust, Waru.
Tom V, r. 186
, ztr.
59. Tom VII, r, 1863 str. 4,
'I) Kleinere Gt'schichtsqulllltn in Mitelalttr MI ArchiJol. J, oesl, Gt-
schicht T. 55.
,.
Wiemy, że poświęceniu przez Arcybiskupa kościoła
klasztornego towarzyszą zawsze darowizny dziesię-
cin biskupich, szukaliśmy jednak napróżno w dy-
plomataryuszu, ażali uposażenie dziesięcinami nie
nosi daty dnia powyższego. Raz tylko w r. 1213
uposaża Henryk Arcybiskup dziesięcinami ze wsi
klasztornych wymienionych w rzekomym przywi-
leju Mieszka, ale i data dnia niezgadza się a co
więcej, przywilej nie jest autentycznym. To pewna,
że w połowie XIII wieku kościół jest skończoną,
budową, zapewne piękną jak wszystkie Cysterskie.
Święci w nim w r. 1255 Fulko arcybiskup gnie-
źnieński Bogufała z Cirnelina na biskupa poznań-
skiego w obecności biskupów Wolimira kujaw-
skiego, Tomasza wrocławskiego, Andrzeja płockiego
i jakowegoś z zakonu dominikańskiego biskupa
chełmskiego l). Podobny akt powtarza się w roku
1287, gdy Jakób Świnka arcybiskup konsekruje na
też samą katedrę biskupią Jana Herburta 2). Do-
chodzą nas wiadomości o fundacyach ołtarzy
w tym dawnym kościele dla Dobiesława syna Zyry
dziedzica de Koścyoł z roku 134g i króla Jagiełły
w r. 1392. Pierwszy żąda aby za darowaną wieś
Łęg wystawili mu w kościele ołtarz śś. Wawrzyńca
i Stefana ze swym kielichem, mszałem i ornatami
oznaczonymi herbami ofiarodawcy i przed nim 3
msze tygodniowo a raz do roku w wigilią' św.
Grzegorza papieża odprawiali, a w dzień ostarni
obok solennego nabożeństwa wyprawioną była
uczta dla zakonników i Opata 3). Król Jagieł,ło za
darowiznę Skorzęcina poleca wystawienie w ko-
ściele klasztornym ołtarza śś. Piotra i Pawła, przy
którym ma osobno do tego wyznaczony kapłan
klasztorny co tydzień za żyjącego a potem za
zmarłego odprawiać nabożeństwo. Mamy td wia-
domość o ex komu nice rzuconej na klasztór przez
Arcybiskupa gnieznieńskiego, która się odnosi do
zawieszenia nabożeństwa w jego kościele, a prze-
ciw której protestuje w katedrze gnieznieńskiej
Fryderyk protes lądzki. Szło tu o niepłacenie
przez Opatów dziesięciny od dziesięcin na rzecz
stolicy apostolskiej, przy czem upierały się kla-
sztory w Lądzie i Łeknie w r. 1394 w Grudniu 4).
W końcu dodajemy, źe kościół stary stał pod we-
zwaniem N. Panny i św. Mikołaja. Z nagrobków
dzisiejszych kilka z nich mogło się znaleźć jeszcze
l) Rocznik Wielkopolski w Monumentach BIELOWISKIEGO. T, 111,
str,
3 oraz Kronika PASKA atr. 109. pod r, 125;,
I) Z.Al.A8Z0W8KI: l/ira l:.pi5cop, Poznań etc.
I) Kodeks dypl. Wielkopolski Tom 11.
6) Tamie Tom 111,
>>>
120
OPACTWO CYSTERRKIE W I_ĄDZTE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI,
w starym kościele, choć one wszystkie najstar-
sze należą do XVI wieku. Najdawniejszym z nich
będzie niezawodnie Jakóba (Glabco) Boturzyń-
skiego, kamienna płyta pomieszczona obecnie w po'
sadzce na krużganku. Przedstawia rycerza w wy-
pukłej płaskorzeźbie, stojącego w arkadzie wspar-
tej na dwu kolumenkach. Trzyma on w ręku tar-
czę z herhem Czewuja l) i miecz a zatarty na,
pis odczytaliśmy dopełniając sobie STARO WOLSKIM :
MDXXXI. Slib Hoc Saxo Requiescit G/abco Bo-
thur{ynsky, Mi/es Sepu/chri Christi, Tribunus Po-
snaniensis, Conjrater Ordiniis qui l"elictis (omni-
bus, in hoc mor/uw; est coenebio. Omte pro eo).
Był to tak zwany familiaris w rodzaju zakonnika
trzeciej reguły klasztorów żebrzących, osiad.ły na
starsze lata w Lądzie. Piękny ten pomnik ma
układ niezwykły ale długim leżeniem w posadzce
mimo wypukłości płaskorzeźby zatarł się znacznie,
że dziś ogólnymi tylko rysuje się kształtami swymi.
Z pomników opackich trzy z końca XVI wieku
należą z pewnością do starego klasztoru, tymi są:
Jana Wysockiego wystawiony mu przez brata Sta-
nisława z Budzisławia w r. 15,60; Jakóba Goskow-
ski ego z r. 1560; Jana Grzymułtowskiego z roku
1628. W dzisiejszej zakrystyi kościelnej pomie-
szczono płytę napisową dla Jana biskupa Linko-
peńskiego wygnanego ze Szwecyi od króla Gu-
stawa w czasie prześladowań religijnych i tu w kla-
sztorze zmarłego 2). J a n B r a s k od roku 15 13
biskup Linkopeński był najznakomitszym mężem
ówczesnej Szwecyi, stał się dla niej tern czem był
u nas później Stanisław Hozyusz; pierwszym był
na '" yłornie sercem i poświęceniem w epoce re-
formacyi. Zmuszony opuścić ojczyznę swą r. 1528
udał się do Gdańska pod opiekę króla polski
go.
W r. 1538 wybrawszy się ztąd na Sobór powsze-
chny do Mantui zasłabł ciężko w drodze i zmarł
w klasztorze lądzkim 3).
Z rozmiarów cegły widnej w ramieniu ko,
ścielnem krużganku, na oberwanej z tynku ścianie
kościelnej, i z kształtu zamurowanych okien nawy
bocznej prawej okazuje się, że stary kościół nale-
żał do budowli ceglanych, że zatem stanął do-
piero w początkach XIII wieku. Okolica Lądu nie
posiada odpowiedniego do budowy kamienia a naj-
bliżej znalazłby się on we wsi Brzeżny w okoli-
I) PIEK08IŃSRIEGO: o powst. spół. pols. patrz ROl.prawy i Sprn-
wozd. wydziału II, Akad. Umiejęt. Tom XIV, str. 287.
II) Napis w Pamięt. rei. morIII. Ser. II, Tom I, str. 132.
B) [ZIEDUSZYCKI MAURYCY: Rrs dziejów kościoła katolickiego
w Szwecyi. Pamięt. Akad. Umiej. Tom " str. log.
cach Konina, zatem w odległości o mil cztery. Rzeka
Warta mogła była ułatwić transport tego mate"
ryału, gdyby rzeczywiście w zakonnikach lądzkich
znalazło się pragnienie zbudowania kościoła ka-
miennego, podobnie jak u Cystersów małopolskich.
Posłużyćby zresztą mogły i kamienie eratyczne,
tak powszechnie używane do budowy w ciągu
Xl i XII wieku w Wielkopolsce. Widać zmysłu
tego niema u Cystersów lądzkich, skoro kościoły
parafialne w ich wsiach dziedzicznych pra wie
wszystkie, jak się z liber benejiciorum -Laskiego po-
kazuje, są jeszcze w XVI wieku drewnianymi, jak
św. Mikołaja w Lądku (aż do r. 1775), w Woli
kościół św. Michała, w K o wal e w i e kościół śś.
Piotra i Pawła, w Jar o s z y n i e kościół pod we-
zwaniem WW. Świętych, w KoszLUach św.
Bartłomieja i t. p. 1). Takie stałe trzymanie się
najprostszego i najłatwiejszego środka dla posta-
wienia kościół'ka parafialnego, wobec tego, że w tak
pobliskiej okolicy jak Konillskie, jak Strzel no, Ino-
wrocław, Giecz i t. p. znajdują. się kamienne bu-
dowy, co najmniej każe nam się domyślać pewnej
obojętności żakonników lądzkich w epoce średnio-
wiecznej na budownictwu kościelne. Bardzo pra-
wdopodobnie, że klasztór i kościół pierwszej fun-
dacyi w Lądzie były z drzewa, a upoważnia nas
do twi"erdzenia okoliczność napomknięta w przy-
wilejach następnych o częstych pożarach wskutek
sąsiedztwa zamku, pożarach, które drewniane bu-
dynki zniszczyły do szczętu.
Jeżeli pewną jest rzeczą, a dowodu na to nic-
brak, że polscy Cystersi kochają się w budowlach
kamiennych i umieją zawsze odnaleźć taki mate..
ryał w okolicy jaką zajmą w posiadanie (Wą-
chock, Jędrzejów, Koprzywnica), jeżeli w tern mają
wspólność z Cystersami Francyi i Nadrenu, nie
sądźmy, iżby przezorny ten naród nic potrafił zna-
leźć i takiego wątku, który by zastąpił kamień gdy
go brak było. U matki to sąsiedniego Lądo wi kla-
sztoru Cystersów w Paradyżu, w brandeburskim
L e h n i n i e znajdzie się naj starszy przykład bu-
dowy ceglanej z r. 1180. W K o l b a t z u, który
jest matką Oliwy, reszty ceglanego kościoła należą
do początku XIII wieku a przypisują je wpływom
kolonistów z Danii, gdzie cegła prasowana da-
wniej była w użyciu. Do XIII wieku niema jednak
w okolicy Lądu jak w całej Wielkopolsce mowy
o cegle; jeżeli w dokumencie nie ma wyrażenia
---
l) Joann;s de Laseo Liber Benęjieiorum Areh, Gn;. 1880 T. l.
>>>
OPACTWO CYSTERSKIE W L,ĄDZIE NAD WART,Ą I JEGO
REDNIOWIECZYE ZABYTKI SZTUKI.
]21
J
opus latericium lub ecclesia murata trzeba mieć
wtedy na myśli lekkie drewniane budowle. Tak
pierwszy jak i drugi budynek kościelny w Oliwie
z przed roku 1224 są z drzewa, które ludność
miejscowa pali wymordowawszy mnichów l). Sto-
sunki Łekna i Lądu z Oliwą są niezaprzeczone
przez Opata Gotfrieda z Łekna, mnicha Filipa
i Christiana biskupa pruskiego; ceglane budowni-
ctwo mogło tą drogą dojść do Lądu w chwili
gdy w roku wymienionym Oliwa poczyna się
murować.
Że był ten nasz stary kościół' lądzki ceglanym,
to pewnem, sądząc ze ściany wspólnej z klasztorem,
ale iżby s,stem lehniński użycia formowanej ce-
gły był zastósowanym, na to dowodów się nic
znajdzie. Cegła użyta jest zwykłą, dobrze wypaloną
czerwonej barwy; rozmiary jej są wielk.ie ho dłu-
gość wynosi 0'26 metr. szerokość 0'12 przy wy-
sokości stałej 0'10. Układ jest tego rodzaju, że za
d woma wozem położonemi idzie jedna cegła sztor-
cem, testowanie jest widocznem. Jedyny ślad ar-
chitektury jest w odsłoniętym z pod tynku ale za-
murowanym oknie wychodzącem na korytarz.
Okno to półkolne ma cechę XIII wieku i przypo-
mina otwory u facyaty p6łnocnej ramienia po-
przecznego kościoła wStrzelnie 2) na Kujawach,
rozmiary nawet są podobne; domyślać się można
pod tynkiem śladów dalszych okien_ Kościół był
budową nawową, dowodem tego, iż ściana nasza
na piętrze klasztoru jest nową, przynależną do
kościoła XVII wieku - niskie nawy boczne nie-
wymagały ścian, które by się piętrzyły po nad
sklepieniami krużganku klasztornego w kościele
pierwotnym. W końcu zaznaczamy, że był on
krzyżowym w planie jak dzisiejs.lY, tylko nawa
poprzeczna znacznie krótszą była, jak skoro brak
obszerniejszej zakrystyi daje się spostrzegać w ra-
mieniu kapitularza. (Tab. XV). ·
K I a s z t ó r. Jest to dziś rzeczą dowiedzioną
w nauce dziejów architektury średniowiecznej, że
jcżeli gmachy kościelne pierwsze w epoce romań-
skiej zyskują swój organizm a części ich składowe
wynikłe z potrzeby kultu umiały w kierunku pię-
kna wiązać się i zamknąć w jedną artystyczną ca-
łość dość wcześnie, w budownictwie świeckiem
i klasztorne m nastąpi to znacznie później. Wiadomo
I) TH, HIRSCH: Das Kloster Oliva w Neue preuss. p,'ovin{.
B1iitter 1851 T. X, - STEINBRUCK: Die KI6ster Pommerns.
I) Patrz rysunek w rozprawie Autora: Kościoły Duninowskie etc.
w Pamiętniku Akadem. Umiejęt. Tom II. ,.
nam, że każda lokalność w pierwotnych zamkach
jest osobnym budynkiem czyli to z drzewa czy
z kamienia i cegły. Ten też charakter odosobnie-
nia przyjęły zabudowania klasztorne przeznaczone
na użytek mnichów - szereg to domów większych
i mniejszych zwykle bezpiętrowych gromadzi się
na placu w obrębie dziedzińca wchodowego bez
wytkniętego porządku w myśli piękna, ale w miarę
stosowności do potrzeb każdorazowych. Pewna
ich liczba z tych, które bliżej kościoła się skupiły
zachowuje pewną myśl w swym wzajemnym siebie
położeniu, zawiązek przyszłego organizmu wł'aści-
wego klasztorom. Tak zwany krużganek kla-
sztorny ze swymi czterema ramionami obejmują-
cymi pośrodkiem wirydarz, przyjdzie następnie
jako zasada organizmu budynku klasztornego mie-
szczącego pod jednym dachem lokalności wszystkie,
ale na to trzeba czekać jak w naszych cysterskich
klasztorach do XIll lub XIV wieku. Jakkolwiek zda-
waćby się pozornie mogło, że do planu krużganku
stosowały się zabudowania jego ramion: furty, re-
fektarza i kapitularza z dormitarzem - to bliższe
studyum okazać zawsze musi, że krużganek wtło-
czonym został w przestrzeń zakreśloną kościołem
i trzema pod kątem prostym spotykającymi się
odosobnionymi budynkami, a przyniosą nam w tern
dowód te zabytki w których dość późno drewniany
klaszt6r przemieniał się na tym samym miejscu
w murowany. Krużgane
będzie miał plan nieko-
niecznie regularnym kwadratem zakreślony, ale
stosowany do kierunku stojących już budynków,
przybierze błędy dawne za swoje i nakreśli się
trapezem a jak tutaj w klasztorze lądzkim rzecz ta
wystąpi w całej swej prawdzie dowodowej. Je-
dyny to stary klasztór Cysterski w Polsce, który
dość poźno bo w drugiej połowie XIV wieku za-
mieni swój prowizoryczny zrąb drewniany na
stały murowany z cegły, którego reszty do dziś
dnia nam się dochowały.
W październiku 1399 roku znalazł się Arcy-
biskup gnieznieński Dobrogost gościem w klaszto-
rze lądzkim. Co go sprowadził'o nie wiemy, ale
pewno jest, że za bytności swej rozsądził sprawę
Opata Gerarda z Janem plebanem ze wsi Trąbki
o dziesięcinę na korzyść klasztoru. W spisanym
z tego powodu akcie l) pisarz arcybiskupi, nota-
ryusz nieznanego imienia zastępujący Jana Aiberta
z Wielatowa zamieścił kilka s,łów, które Idla hi-
II
'I
I
I
I
I) Kodeks dypl. Wielkopolski Tom 111. str. 733.
>>>
'.
OP\('TWO CYI'iTł:RSKrE \V LĄDZIE NA)) WARTĄ I .JEGO HREDNIOWJ!oX':ZSF: ZARYTKI SZTUKI.
122
storyi budowy klasztoru a głównie dla daty po-
wstania dzisiejszego gmachu niemał'e mają znacze-
nie. Przy zakończeniu pisma swego dodał on:
actum et da/um.. . .. in stuba murata monasterii
Landensis. Musiała to być okoliczność ważna, którą
inaczej wytłomaczyć nie potrafimy, jak przypuszcza-
jąc, że przed niedawnymi czasy od spisania aktu,
jeżeli nie cały klasztór to części jego były dre-
wnianymi, ie pisarz zanotował w ten sposób nie-
zwykły stan budow li, którego się nie spodziewał
tu zastać. Owa stuba murata znalazła się obok
krużganku klasztornego, a źe sądy tego rodzaju
odbywały się w kapitularzu, mogła być tą a nie
inną lokalnością. To byłaby dla nas jedyna wska-
zówka archiwalna co do daty średniowiecznych
lokalności lądzkich, o których pragniemy pouczyć
czytelnika j
kimi je znaleźliśmy i objaśnić ry-
sunkami.
Wedle obyczaju średniowiecznego, klaustrum
właściwe leży przy ścianie południowej kościoła
z krużgankiem i wirydarzem. Zewnątrz przedsta-
wia się jako budynek piętrowy bielony, w kwa-
drat ujęty i dachówką kryty; parę frontoników
o liniach giętych, jedno i drugie zdobniejsze wej-
ście portalowe, ściana zamykająca od południa
dziedzińczyk przedklasztorny ze swą bramą, ny-
szami i bramkami wyprowadzającymi do ogrodów
nad wodą - są jedynemi oznakami artyzmu
XVIll wieku w tych bezstylowych budowach. To
pamiątka widoczna zasług Opata Łukomskiego
w przebudowaniu klasztoru. Gmach klasztorny wy-
,suni"tym jest po przed facyatę kościelną o całą
szerokość zabudowań ramienia furty, wejście do
wnętrza jest od zachodu - tu jest dawna furta,
tu rząd okien dolnych świadczy o szeregu pi-
wnic właściwych ramieniowi zachodniemu zabu.
dowań krużganku. Pozorna bezstylowość a w ka-
żdym razie nowożytność budowy ustąpić musi
gdy (patrz Tab. XV grundrys klasztoru) wszedł-
szy sklepioną szyją znajdziemy się we drzwiach
wprowadzających na krużganki klasztorne. Rozwi-
nięte pięknie gotyckie sklepienia ze swymi kamien-
nymi zwornikami u krzyżujących się żeber, szeregi
rzeźbionych wsporników u ścian, kamienna po-
sadzka którą malowniczo przerywają płyty na,
grobkowe, reszty odrzwi średniowieclnych i pe-
wien nieład w sprzętach i obrazach, opadłe z tynku
tu i owdzie ceglane mury - rzeczywisty budzą in-
teres badacza. l oto jesteśmy u celu naszej nau-
kowej wycieczki - stoimy przed zabytkiem archi-
,.
tektury XIV wieku, nie bez znaczenia dla historyi.
Tab. XV przedstawia nam układ klasltornych za.
budowań wokoło krużganku dolnego, podobny
do wszystkich małopolskich. Ciemno zapełnione
na rysunku mury należą do średniowiecza, zakre-
ślone pochodzą jeżeli nie z epoki późniejszej, to
przynależą do lokalności bezstylowych nie monu-
mentalnych. Posadzka krużganków znajduje się ni-
żej od sieni wchodowej o 0'75 metr. Cztery ich
ramiona ani są równej długości ani spotykają
pod kątem prostym; najdłuższem jest ramie kapi-
tularza, wynosi bowiem 32'90 metr. gdy to u furty
ma 2875 a dwa inne ramiona 28'50. Rzut po-
ziomy jest trapezem, zasklepienie koryl
.rzy przed-
stawiało w węgłach pewne trudności, które umiał
dowcipnie rozwiązać architekt XIV wieku. Styl
w jakim to dokonał jest czystym gotyckim, o ja-
I kichkolwiek reminiscencyach romanizmu nie ma
tu mowy 1). Ani grubość murów ani konstrukcya
sklepień otrzymana bez pośrednictwa gurt - lub
jakikolwiek szczegół choćby ornamentacyjny po-
chodzenia krużganku z epoki romallskiej nie zdra-
dza. Sklepienia krzyżo we wyrastają z wsporników
przyściennych, te są równie jak i żebra z kamienia;
ostatnie znajdą się i ceglanemi ale zostały mocno
tynkiem pokryte w czasie niedawnej kapucyńskiej
restauracyi razem z tamtemi. Badanie profili utru-
dnionem zostało wielce tern, iż murarz dokony-
wujący wrzekomej odnowy, przykroił sobie sza-
blon jeden do ciągnięcia żeber w tynku bez poję-
cia o gotycyzmie, pobielił wsporniki i klucze skle-
pień dopełniając poprzednie nagromadzenie po-
białki. Dla wyrysowania nie jednego szczegółu na-
leżało pierwej oskrobać przedmiot aby zrozumieć
jego formy, w ten sposób zalepione. Mury doko-
nane są cegłą, śladu testowań niepokazują jak ze-
wnątrz od strony wirydarza, opięte tu będąc
szkarpami. Okna gotyckie o glifach skośnych roze-
towania potraciły i wypełniają je najzwyklejsze
dzisiejsze oszklenia ujęte drewnianymi szprosami.
Jakkolwiek pozornie, cztery ramiona kruż-
ganku wydają się pochodzić z je,dnej epoki goty-
cyzmu, bliższe rozpatrzenie dozwoli dostrzedz, że
. nie w jednej stanęły chwili. Pewne różnice w roz-
winięcIU piękna, w staranności przeprowadzenia
szczegółów a nawet w wymiarach łatwo nasu-
wają się oku. Pierwsze miejsce należy się tutaj
') Za SOBIE8ZCZAŃ8KIM i STRONCZYN8KIM id,cy autorowie opi-
s6w L,du powtarzaj, bezpodstawnie, te: część krużganku jest w 8tylu
kr,głołukim bizantyńskim czytaj romańskim.
>>>
I.
d
123
OPACTWO CYRTERRKTE W LĄDZIE NAD WARTĄ I .TEGO
REDNIOWTE(,Z
E ZARYTKT s z'rnn.
ramieniowi furty (Tab. XVI). Rząd kamiennych
wsporników na wysokości od p03adzki l '92 metra
pomieszczonych, odznacza się bogactwem od mian;
będą to pięciokątnie geometryczne bogato ogzym-
sowane, obok roślinnych i figuralnych wprawną
wykutych ręką. Dają one podstawę ośmiu polom
krzyżowych sklepień, zakreślonych żebrami poprze-
c
nemi i krzyżowemi, przyściennych półprofilo-
wych krużganki bowiem nie mają.
Na każdym z przyściennych wsporników spo-
czywają podstawy żeber w ten sposób, że ich profile
z sobą się wiążą tylko w częściach przodkowych,
gdy szerokość całkowita żebra każdego dopiero
w miarę "wyrostu z nad wspornika się rozwija.
Profil całkowity daje rysunek na tablicy naszej
pomieszczony. Żebra poprzeczne zakreślają nor-
malny łuk gotycki, przy szerokości średnicy arkady
podstawowej J-40 metra, dochodzą w kluczu do
475 metra wysokości od posadzki. Klucze sklepie-
niowe kamienne mają wykute tarcze z herbami:
Niesobia (dwa razy powtórzony), Bogorya,
O r z eł, D r o g o m i r obok tego przedstawienia
symboliczne g ł o w Y Z b a w c y i P e l i k a n a k a r-
miącego pisklęta. Z pod warstwy pobiał'ki wi-
dać dokładne opracowanie kamieniarskich robót.
Najważniejszym w tern ramieniu furty szczegółem
konstrukcyjnym, będzie rozwiązanie trudnego zada-
nia zasklepienia ostatnich pól, przy tak rozwartych
kątach ogólnego zakreślenia ramion krużganku.
Rysunek u góry na Tablicy XVI przedstawia, tak
jak się rzecz ma u obydwu węgłów wyskakują-
cych ściany okiennej. Będzie tu zasadzoną prosto-
kątna sztuka kamienia, rodzaj wspornika, na któ-
rym rozłożą się podstawy żebrowań w taki spo-
sób, iżby dać mogły dobry układ sklepienia kąto-
wego i dwu sąsiednich pól spotykających się tu
ramion krużgankowych. W innym razie występu-
jący silnie od weg,ła sześciościenny wspornik bę-
dzie dźwigał zbliżone do siebie normalnie żebra.
Konstrukcya taka może być zachowaną w budo-
wlach ceglanych jedynie przy użyciu ciosowego
kamienia na żebra i wsporniki. Ramię krużganku
obok refektarza jest przy tym samym systemie za-
wieszenia żeber zasklepionem wyżej o 0,36 metra
w kluczu, wsporniki z wyjątkiem jednej głowy
męski
j ma przeważnie geometrycznych form ale
co stanowi niezwykłą u nas sprawę to liczba zwor-
ników u sklepienia. Nietylko bowiem mają je krzy-
żujące się żebra w bogatych rozetach kamiennych
pięciolistnych ale i każde żebro poprzeczne; u tych
8pra'll'osdanJe Koml8yl do bad. hI.t, 8atutl. Tom III, ZeIIl, IV.
-
ostatnich klucz ten jest walcem, w całej wysoko-
ści występującym po przed profil żebra, ZWIesza-
jącym się i zaznaczonym kamienną rzeźbą roślinną.
W ęgieł wyskakujący u ostatniego pola sklepienia
niema wspomnianego poprzednio środka konstruk-
cyjnego . dla ułatwienia porządnego układu żeber,
ale posługuje się za to szeroką 0'80 metra gurtą
ostrołukową, na której rozłożą się obustronnie
pola sklepień sprowadzając porządek wymagany
(Tab. XV). Pozostały u ściany korytarza naszego
. reszty dwu zdobnych gotyckich wejść do refekta-
rza i sali opackiej.
Najmniej regularnym jest rozkład pól sklepio-
nych w ramieniu krużganku obok kapitularza,
forsowano tu rozkład wsporników przyściennych,
aby je zgodzić z otworami wejść li ścian prawdo-
bodobnie dawniejszych. Widoczne też pewne roz-
szerzenie korytarza w planie, a żebra poprzeczne
w miejsce ścisłej prostopadłości do ścian wypa-
dają często skośnie. Największa różnica względnie
poprzednich ramion daje się spostrzegać w tern,
iż żebra są z cegły profilowanej wykonane i otyn-
kowane a zworniki są zaznaczone bardzo pła-
skiemi ornamentami i są szczupłe nadzwyczaj;
tarcz herbowych nie posiadają.
Sklepienie ramienia kościelnego jest lichem bar-
dzo naśladowaniem systemu dotąd wspominanego
w XVII wieku, przy zachowaniu kilku dawniejszych
ceglanych poprzecznych żeber z cylindrycznymi
kluczami. Zdaje się, że pierwotne spadło w czasie
budowania kościoła przez księdza Zapolskiego i że
zbudowano na prędce inne, imitując gipsowymi
płaskimi pasami żebra krzyżowe i zastępując miej-
sce kluczy, barrokowymi karteluszami z herbem
P o d k o w ą. Krzywe to wszystko i niedbale wyko-
nane, rozpada się pomimo niedawnej restauracyi
przez 00. Kapucynów dokonanej. Tyle co do
krużganków klasztornych w opactwie lądzkim. Ba
dania nasze wykazują, że: l. stanęły one w epoce
gdy lokalności klasztorne już istniały, gdyż do
ich położenia zastosowały się; 2. że naj starsze mi
i najwięcej monumentalnemi są ramiona furty i re-
fektarza, pierwsze jako starsze zaznaczyło się her-
bami fundatorów; 3. ramie kapitularza stanęło
nieco później a w każdym razie po ukończeniu za-
budowań przy ścianie; 4. że budowę części naj-
starszych odnieść należy do XIV wieku; 5. że za-
tem o śladach romanizmu nie może być tu mo-
wy; 6. że sklepienia przedstawiają niezwykły mo-
tyw, to jest klucze rzeźbione u żeber poprzecznych
16
J
>>>
r
I
124
OPACTWO CYRTERHKIE W LĄ DZIE NA D WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUK I.
jakiego się nigdzie dotąd w pomnikach naszych ni«t
znalazło.
Zabudowania tak zwane furty klasztornej
oraz prostopadle do nich ustawione i łączące się
bezpośrednio r e f e k t a r z a, nie zachowały w lo-
kalnościach swych nic z charakteru średniowiecznt:j
sztuki. Wyjątek może stanowi szereg pięknie skle-
pionych piwnic i składów podziemnych w pierw-
szych się znajdujących a tak wyniosłych, iż spro-
wadziło to potr łebę podniesienia posadzki części
lokalności dolnych i korytarza wewnętrznego o sześć
progów a względnie krużganku o jedenaście. Lo-
kalności bezstylowe furty, to szereg izb ze świa-
tłem zachodnie m wychodzących na wspólny, nieco
przyciemny korytarz. Dalszym ciągiem tego kory-
tarza i lokalności będzie kuchnia ślady swe uwi-
doczniająca w węgle zachodnio południowym gma-
chu klasztornego, a sąsiednia refektarza (patrz
Tab. XV) z jednej a dzisiejszej furty z drugiej
strony. Zgodne to z przepisami zakonu to położenie
kuchni a towarzyszy mu bliskość wody w korycie
młynówki niemi wymagana.
O R e f e k t a r z u możnaby nam niewspominać,
sala to wielka sklepiona w XVllI wieku, z oknami
od południa, niegdyś miała zapewne sklepienie go-
tyckie, zniesione gdy zbudowano piętro za Opata
Łukomskiego. Bez znaczenia dla nas jest sąsiednia
s a l a o p a c k a, do której wejście z korytarzy dol-
nych zaznacza brama gotycka bardzo skromna. Za
to zabudowania od wschodu budzą główny interes
charakterem monumentalnym trzech dalszych lo-
kalności k a p i t u I a r z a, k a p I i c y i s i e n i p r z e-
c h o d n i e j, po nad któremi leżał na piętrze dawny
d o r m i t a r z, jak o tern świadczą schody dotąd
w części zachowane.
Położenie k a p i t u I a r z a względnie krużganku
uwidocznia plan klasztoru na Tab. XV przedsta-
wiony, przekrój jego poprzeczny po linii g'oo oraz
niektóre szczegóły architektoniczne daje Tab. XVIII;
rzeźby zworników i ich główne typy znajdą się
na Tab. XX.
Sala k a p i t u I ar z e m będąca jest niezwykle
piękną rozwinięciem sklepienia ostrołukowego ze
środkowego filaru. Równie pięknej tego stylu nie
napotkałem dotąd w żadnym z klasztorów naszych.
Ma ona g metrów długości na 8 metr. szerokości
i oświecają ją trzy okna od wschodu, gdy jedyne
wyjście wyprowadza na krużganek. Zachowała się
dotąd dobrze i z wyjątkiem zmodernizowania jej
wyglądu rozwieszeniem litografii i sztychów w ram-
kach za szkłem, obudowaniem od dołu sClan drze-
wem i siedzeniami zbyt powszedniemi, nicby do
zarzucenia nie było. Że wiek XVIII umiał uszano-
wać piękno tej sali, dowodem, że marmoryzując
filar środkowy, nie zmienił zupełnie jego profi-
lowań, a nieznawstwa zostawił chyba pamiątkę
w sześciu obramieniach sztukowych dla obrazów
na ścianach, zakreślonych czterema spotykającemi
się półkolami, jakby z rozetowań okien gotyckich
wziętemi. Marmoryzowanie równiei pokryło glify
odrzwi wchodowych, piękne ono i dobrze wyko-
nane za czasów X. Opata Łukomskiego ale sądzę,
że zagubiło pierwotny charakter architektury tego
otworu.
Zarówno w myśli utworzenia bogatej SIeCI
żeber na sklepieniu, ile ze względów rozmieszczenia
wsporników dających tymże podstawę u ścian
w przestrzeniach międzyokiennych i po bokach
otworu wejścia, architekt pominął zwykły układ
czterech pól krzyżowego sklepienia, jaki nastręczał
filar środkowy. Jeżeli poprzeczne arkady od filaru
do ścian zatrzymały u osi równoległej od kierunku
biegnącego krużganku normalny swój układ, mu-
siały one w osi prostopadłej rozbiegnąć się w dwa
ramiona by objąć niemi otwory okien i drzwi. Oto
pierwsze .zbogacenie sklepienia; dalszem jest przer-
wa między przekątniemi żebrami od filaru ku ką-
tom sali, sprowadzona innymi ku wspornikom,
przy zachowaniu normalnych przekątni drugich
biegnących od wspornika jednej ściany do tegoż
sąsiedniej (patrz rzuty żeber na planie Tab. XV).
Sumienne obrachowanie krzywizn żeber w zasto-
sowaniu do ich długości, jaką przebiegać mają aby
się spotkać na oznaczonej wysokości klucza z in-
nemi krótszemi lub dłuższe mi, sprawiło, że wylot
żeber z nad filaru jest regularnym i rozbiegającym
się palmowo. Jedenaście profilów żeber spoczęło na
poziomej płaszczyźnie abakusa kapitelu filaru, pro-
filów wprawdzie nie całkowitych ale ich części fron-
towych formy gruszkowej (patrz Tablica XVIII
u dołu). Spadek żeber u ścian przyjmują na siebie
wielkie wsporniki kamienne na wysokości od po-
sadzki 2'06 metr., mniejsze znajdą się po węgłach,
pierwsze dadzą podstawę to 5 to 7 żebrom, ką-
towe pomieszczą po jednem. Prawdziwą ozdobą
tego pięknego i bogatego sklepienia, w których że.
bra odgrywają rzeczywiście konstrukcyjną, rolę, są
zworniki i klucze rzeźbione a charakterystyczne
i niezwykłe. Słabe o nich pojęcie daje autografia
(przyznać musimy błędnie wykonana), wedle ry-
>>>
, OPACTWO CY8TE:ł:8KIE W L ĄD ZIE NAD WARTĄ I JEGO HREDNIOWIEf'ZNE ZA BYTKI SZ TUKI.I
sunku autora na Tab. XX. Każdy z kluczy, jest
cylindrem z jednej sztuki kamienia, w której wy-
kuto i początki spotykających si
żeber. B
dą tu
stykać si
dwa żebra w arkadach poprzecznych
i przekątnych, po trzy gdzieindziej, a zadaniem klu-
czy b
dzie zaklinować te spotkania konstrukcyjnie
i zaznaczyć estetycznie. Estetyczny też wzgląd uje.
dnostajnienia form zworników zaprowadził takie
ci
żkie cylindry i u arkad poprzecznych, gdzie ich
gotycyzm u nas w Polsce nie zna. Każdy taki cy-
linder wydłuża si
na dół po przed żebra i zazna-
cza rzeźbą, mniej wi
cej w formie wiszącej lub
płaskiej, wi
c rodzajem wisiora lub tarczy a odpo-
wiednio do liczby spotykających si
żeber, silniej
lub słabiej. Cztery b
dą tu typy: gło w y m
sk ie
prawie okrągło traktowane zwrócone wprost na
dół (fig. 1 i 2 Tab. XX); wielkie ro
ety
o trzech rz
dach liści lub roślinny ornament (fig. 3
i 7); m ał e r o z e t y w formie wisiora (fig. 4);
trzy głowy mniejsze skupione pionowo a spo-
czywające na trójściennej t a r c z y (fig. 5 i 6a).
Układem ornamentacyi zaznacza
i
zawsze dobrze
liczba spotykających si
żeber, a ważność kon-
strukcyjna powi
kszeniem jej rozmiarów. Znacze-
nia symbolicznego nie mają, ale należą do fanta-
zyi artysty z wyjątkiem g łów m
s k i c h wyraźnie
portretowanych i jednej t a r c z y z monogramem
lub herbem. Głowa fig. 1 należy do typu polskiego
do osoby otyłej w dojrzałym wieku, bezbrodnej
ale z silnym wąsem; b
dzie to portret dobrodzieja
klasztoru, inna fig. 2 jest głową brodatego mnicha,
może współczesnego budowie Opata. Znak na tar-
czy zwórnika fig. 6b przedstawia liter
Z z dwoma
rozetkami, wedle zdania uczonego PIEKOSIŃSKIEGO
może być herbem polskim dotąd nieznanym albo
cudzoziemskim, nigdy zaś monogramem architekta.
A teraz słów par
o filarze środkowym i wspor-
nikach. W spomnieliśmy, że pierwszy pokryty jest
sztukiem w epoce, w której uważano to jako naj-
wyższą ozdob
. A przyznać trzeba, źe mozaicysta
ten Opata Łukomskiego wywiązał si
z tego do-
skonale, gdyż łudząco naśladuje granit siwy u trzonu
a ciemno-czerwony marmur u kapitelu, baza pozo-
stała kamienna. Naturalnie, że na tern narzuceniu
powierzchni czystość profilów gotyckich ucierpieć
nieco musiała. Filar jest w przekroju regularnym
dziesięciobokiem, o ścianach u bazy wkl
sło
uko-
wy ch ; średnica trzonu mierzy l metr. Kapitel
wysoki 0'48 ma wydatność znaczną co do swej
średnicy (1'64 metr.) a to ze względu zyskania
..
125
obszernej podstawy pod sklepienie. W tym wzgl
dzie
filar ten odchodzi od typów znanych epoki Kazimie-
rza Wielkiego, które kapiteli nie posiadają (patrz ry-
sunek na Tab. XVlll); wysokość całego wynosi 2'06
metr. Wsporniki kapitularza b
dą oprofilowane gzym-
sowo, pi
ciościenne stopniowo zw
żające się jak je
daje rysunek Tablicy powyższej, lub pi
ciościenne
powycinane w framużki trójlistne; jedne i drugie
spotykamy zwykle w pomnikach naszych końca
XIV wieku. Z trzech okien kapitularza, środkowe
zostało zamurowanem i zasłoni
te ołtarzem przy
nim zaprowadzonym w XVlll wieku, dwa inne
potraciły swe podziały i laskowania, a zaszklenie
ich jest nowożytnem.
W najbliższem sąsiedztwie kapitularza, wcho. '
dząc doń po prawej r
ce bywa w klasztorach
cystersów Ma,łopolskich tak zwany kar c e r e s,
izdebka wąska o małem zakratowanem okienku,
,'wychodzącem na ogród, z dostępem naj zwyklej
z kapitularza, w której więziono mnichów, gwa
-
cących przepisy zakonu. Nie ulega wątpliwości,
że lokalność w Jędrzejowie, Wąchocku, Koprzy-
wnicy i Sulejowie tuż obok kapitularza, jeszcze
w epoce romańskiej nie była czem innem niż
więzieniem, a pokazują to zapisy scholastyczne
na ścianach i okienko stylowe ale więzienne. Co
więcej, podrzędna ta lokalność pomieszczoną była
, pod schodami wiodącymi z kapitularza wprost do
dormitarza na piętro, stąd klatka schodowa wcho.
dzi, że tak powiemy w przestrzeń więzien ną
tworzy przesklep ki obniżające dziwacznie sklepie-
nie w kierunku wznoszących się schodów. Do-
bry przykład daje Wąchock ale tu wejście do kar-
ceresu istnieje nietylko z kapitularza ale i od sieni
przechodowej z krużganku do ogrodów. Dawniej-
sze opactwa we Francyi mają na tern miejscu
r o z m o w ni c ę m nic h ó w (parlatorium). Zabudo-
wania ramienia krużganku wschodniego stanęły
w epoce bądź co bądź rozluźnionej reguły u Cy-
stersów, w końcu XIV wieku, niema się już braci
konwersów dla obsługi gospodarstwa, stąd mniej-
sza potrzeba karności kiasztornej. Za tern idzie, że
mnichy dotąd twardej nie lękający się zimy i wśród
nocy udający się wprost z pościeli do kościoła na
modlitwy
mogli zapragnąć przynajmniej mniej-
szego i cieplejszego oratorium. Przypuszczenia te,
staną się faktem patrząc na lokalność sąsiednią
kapitularza w Lądzie, która jest najwyraźniej tern
o r a t o r i u m, tą kaplicą a co wi
cej ogrzaną i ja-
sną; nigdy karceresem być nie mogła.
II
II
>>>
126
oPAcrwo C¥STERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWmCZNE ZABYTKI SZTUKI.
Potrzeba zaprowadzenia schodów na piętro
do dormitarza z wejściem od kapitularza, pocią-
gnęła za sobą pewne zacieśnienie naszej kaplicy,
nie powiem, iżby na korzyść jej architektury ale
to pewna, że na korzyść wygody mnichów. Mury
magistralne powinny tu były zakreślić przestrzeń
równej szerokości z kapitularzem t. j. 8.00 metrów,
tymczasem część jej przodkowa od krużganku, jest
przemurowana ś
ianą a komunikacyą z pozostałą
wolną częścią stanowi nisko, bo w kluczu 2'80
metr., przesklepiona szyja wiodąca z krużkanku do
kaplicy. Na tern sklepieniu opierały się schody
idące z kapitularza na piętro, w ten sposób usu-
nięte z widoku od strony kaplicy jak to plan na
Tabicy XV wskazuje, z tą różnicą, że kierunek
schodów jest tu błędnie zaznaczony przez ryso-
wnika. Biegły one wprost do góry bez załamywań
obok ściany krużganku i dawały obok siebie miej-
sce na komin, którego palenisko czyli otwór pro-
stokątny, zamykany obecnie drewnianymi skrzy-
dłami, dotąd pozostał. Jest to zwykły kominek
o czem świadczy szczernienie od nagromadzonej
sadzy, całego wnętrza. Na Tablicy XIX uwido-
cznione są na przekrojach poprzecznym i podłu-
żnym, owa szyja wchodowa oraz otwór prostoką-
tny kominka tego, a d wie framużki widoczne na
przekroju u dołu Tablicy tej, są widocznie kana-
łami ciepła obecnie zamurowanymi. Jakiż dowód,
że lokalność nasza była kaplicą od początku zało.
żenia swego? Dowodami są: okno o węgarach ka-
miennych formy kościelnej, pozostała kamienna
mensa pod oknem z profilem gotyckim i szereg
z a c h e u s z k ó w czyli krzyżów poświęcenia ka-
plicy, wykonanych w epoce gdy tynki były świeże,
skoro pozostały rysy, silnie zamarkowane rylcem,
co tylko na mokro mogło być zrobionem. Z a-
c h e u s z k i te są starsze niż malowania kaplicy,
o których pisać będziemy a malarz rachował się
z nimi malując później rozliczne sceny. Z dwuna-
stu widocznych jest dotąd trzy na ścianie głównej,
jeden na ścianie wchodowej i trzy na ścianie są-
siedniej kapitularza, ale łatwo dostrzedz puste dziś
miejsca, w których reszta w symetrycznym swym
rozkładzie
naleźć się musiała. Przestrzeń właściwa
kaplicy jest w planie zbliżoną do kwadratu ma 4
metry szer. na 5 metrów długości, zasklepioną jest
krzyżowo w sY3temie ostrołukowym, a profil ce-
glanych żeber daje rysunek Tab. XIX. Żebra te
w zbliżeniu do kroksztynów sc'hodowato szczu-
pleją, właściwie wspornik kamienny jest tylko
jeden przy szyi wchodowej, na miejscu trzech in-
nych żebra powstające wiążą się wprost ze ścianą.
Na kluczu sklepienia kamiennym jest wykuty herb
N i e s o b i a w formie jaką na krużganku spoty-
kaliśmy.
Jedyne okno oświecające kaplicę różni się za-
sadą od zwykłych ostrołukowych i nosi w sobie
pewien element romański. Glifów skośnych w ca-
łej grubości muru obustronnie przeprowadzonych
nie ma, ale od wnętrza znajdujemy obsl'erną fra-
mugę półkolem zamkniętą 0'46 metr. głęboką, przez
co ściana, w której właściwy otwór okna się mie-
ści, staje się tak szczupłą, że łatwo było samym
wprowadzeniem kamiennych półlasek o profilu
skromnym, utworzyć obramienie (patr Tab. XIX).
Niezwykł'ym też u nas jest rysunek okna tego
w tem, że węgary boczne nie wiążą się wprost
w ostrołuk, ale łączą za pośrednictwem środkowej
laski, tworząc dwa ostrołukowe pola, którym to-
warzyszy górą na osi środkowej trzecie stosunkowo
bardzo krótkie. Do witrażów figuralnych podobny
układ szczególniej się nadawał, a mogły one sta-
nąć za obraz ołtarzowy dla mensy przyoknie usta-
WIOnej.
Ważność tej naszej kaplicy klasztornej podno-
szą niesłychanie' staroiytne malowania ścienne, za-
bytek sztuki, który my, do końca a raczej drugiej
połowy XIV wieku odnosimy. Jedyny rysunek ko-
lorowany, publikowany we Wzorach sztuki' śre-
dniowiecznej i odrodzenia, dawał zachętę do zba-
dania malowań tych na miejscu, zdjęcia' dokła-
dnych icb kopij akwarelIowych i kalk naturalnej
wielkości. Autor z polecenia Akademii U miejętno-
ści i jej Komisyi historyi sztuki, zajął ,się tą sprawą
i udał na miejsce, a skoro Muzeum Narodowe
przyczynił'o się funduszem dla wynadgrodzenia ry-
sownika, któremu gościnny dom właścicieli Lądu
dał przytułek na czas dłuższy na miejscu, przeto
dziś cały cykl malowań lądzkich w dokładnych
zdjęciach znajduje się na widoku publicznym i do-
zwala rozpatrywać w tym ważnym pomniku sztuki.
Zanim jednak na tern miejscu przyjdzie nam za-
jąć się opisem tych malowań - należy się dokoń-
czyć sprawy architektury klasztornej i zajrzeć w naj-
bliższe sąsiedztwo kaplicy. Tern sąsiedztwem jest
sień przechodowa z korytarzy do ogrodów, zwy-
kła na tern miejscu w najstarszych klasztorach
polskich Cystersów, a jak tu niezwykle piękna
w pełnym stylu gotyckim zasklepiona. Wprowadza
doń z kruiganku portal gotycki, szc ególnym tra- .
I
.
.
.
.
. ,.
. . -
.
.
.
>>>
..
ł
.
.
,.
OPACTWO CYS'I'ERI-\KlE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO HREDNIOWIEC ZNE ZABYTKI SZTUKI,
..
fem mający bogate oprofilowane węgary od strony
wnętrza sieni - wskazujące jakoby one zamykane '
skrzydłami drewnianymi nie były, gdyż i framugi
drzwiowej brak jest zupełny. W ścianie prawej
naszej sieni żłobią się d wie niskie framugi z sie-
dzeniami kamienne mi , po stronie przeciwnej' jest
jedno z nich tylko. Jeżeli wolno nam stawiać hi-
potezy co do przeznaczenia tych siedzeń w sieni
przechodniej, powiedzielibyśmy, że służyły one do
zdejmowania obuwia i jego czyszczenia, do czego
w starych francuskich opactwach XII wieku, na
tern miejscu osobna znajdowała się zdaniem Viollet
le Duca lokalność. Dwa pola sklepienia krzyżowego
gotyckiego, zamykają sień tę w górze, a mają cie.
kaw e wsporniki żeber u ścian i klucze sklepienne
w kamieniu kute. Cztery w rogach pomieszczone
wsporniki, są to głowy męskie i kobiece, mające
na sobie prostych okrojów abakus, dwa u ścian
są roślinne i figuralne. Rysunki na Tablicy XVII
dają nam je wszystkie i dozwalają w nich widzieć
to portret mnicha (może artysty), to twarz brodatą
z uszami zwierzęce mi - głowę dziewicy z dziwnie
utrefionym włosem i starszej kobiety z zawinię-
ciem właściwem XIV wiekowi. Jakkolwiek war-
stwa pobiałki odejmuje tym utworom rzeźbiarstwa
czystość konturów, to jednak świadczą one o ta-
lencie rzeźbiarza i naśladowaniu natury zdumiewa-
jącem. W tym względzie jednak mistrzowskiem
dziełem jest głowa mnicha na zworniku żebra po-
przecznego w rodzaju tym tu przeprowadzona,
jaki widzieliśmy w kapitularzu (patrz rysunek).
Z wsporników ten u prawej ściany. przedstawia
skurczoną nagą postać jakby szatana otoczoną z bo-
ków dębowymi liścia mi w rodzaju tej, podobnego
układu w kościele św. Jana Jerozolimskiego w Gnie-
źnie. A te analogię, podnosi rzeźba klucza skle-
piennego w polu obok drzwi ogrodowych, rodzaj
baldaszka gotyckiego, spadającego wisiorowo ze
SWYIVi arkadami i fijalami, jaką w powyższym ko-
ściele kilkakrotnie widzimy powtórzoną. Mówiłoby
to o pewnej szkole kamieniarskiej tej okolicy Wiel-
kopolski w końcu XIV stulecia.
, Tyle się zachowało tylko śladów architektury
średniowiecznej w klasztorze Iądzkim. Dormitarz na
piętrze zginął w przebudowie XVIII wieku, że o nim
żadne echo już nas nie dochodzi; na miejscu jego
znajdzie się wielka sala z portretami Opatów l),
"
l) Portrety te, o których kilkakrotnie wzmiankowaliśmy, biegnq od-
malowane klejowo na Ikianach wokoło sali w wysokości dwu metrów
. od posadzki. Sq to popiersia zamknięte owalnie, dokonane z małym wy-
.
.
\.
.
. ..
127
która minęła się z przeznaczeniem swem pierwo-
tnem, skoro służyła do niedawna za miejsce przy-
jęć i uczt w bogatem opactwie. A teraz wróćmy
do naszej kaplicy by rozpatrzeć się w jej malo-
waniach.
M a l o wa n i a l ą d z k i e. Właściwa kaplica
zachowała cyklus średniowieczny malowań swych
ściennych, z wyjątkiem ściany, w której pomie-
szczono okno, gdyż tu wiek XVIII lichemi malatu-
rami swemi zerwał nić wiążącą z sobą średnio-
wieczny pomysł kierujący rozkładem scen i ich
wyborem. Z malowań tych dawnych ostały się
tylko sceny figuralne; ich obramienia polichromijne
deseniowe, dekoracya malarska feber sklepienia,
czego przy tak bogatem rozwinięciu figuralnych
przedstawień spodziewać się tu było można, zni-
knęły bez śladu, zastąpione niezręcznemi gładkiemi
obramieniami obrazów ściennych i sklepiennych.
Malowania rozłożone są w czterech polach skle-
pienia krzyżowego i na trzech ścianach, od łuku
przyściennego sklepienia, schodząc tu do wysokości
1'40 metr. nad posadzkę; spód ścian odtąd jest
gładkim bielonym, bez śladu polichromii, bo będąc
zakryty stalami przed laty, malowania nie wyma-
gał. W owej wąskiej szyi wprowadzającej z 'kruż-
ganku do kaplicy, zginęło wszystko pod bielidłem,
przedłużyły się tylko tutaj malowane wstęgi z her-
bami.
Malowanie ścienne w kaplicy przedstawia się
kolorystycznie bardzo smutnie. Jest ono spłowia-
łem i zabrudzonem, w wielu miejscach zatarte m
do niepoznania, wykonane było juf pierwotnie na
tynku niedbale kładzionym, więc nierównym, nosi
ślady dziur łatanych później i gwoździ, któremi
przytrzymywano obicia ścian kirem. Tu i owdzie
przegląda cegła a głównie żebra sklepień nią świecą.
W szystko lo mogłoby hyć jeszcze znośnem przy
zabytku malarstwa ściennego odleglejszej epoki,
gdyby nie ślady niezgrabnej ręki malarza klasztor-
nego początku XVlll wieku, pragnącej może nie
bez pewnego poszanowania, utrwalić i uwidocznić
zacierające się malowanie dawne, okonturowaniem
nowem i podniesieniem barwności niektórych szat
i teł'. Cała ta praca widoczną jest dobrze, bo nic-
,
jątkiem z fantazyi malarza Fr. Adama Swacha Or. S. F. M. w r. 17 22
(napis) - dwu ostatnich polskich Opatów a głównie Opata Łukomskiego,
wizerunki sq wiernie z natury zdjęte. Ściany tej sali sq bielone, tylko nR
suficie tenie sam malarz zostawił olbrzymich rozmiarów malowanie sym-
boliczne, z mnóstwem figur zakonników diwigających krzyie i sentencyj
wypisanych. Dzieła tego dokonał w krótkim prze,iągu czasu, gdyi zacz,ł
8 Juni 1722 a skończył 11 Juli tegoi roku. Słabe td to dzieło i bez in-
teresu dla dziejów sztuki.
>>>
1i8
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI.
dbałością i surowością dwu barw użytych tu je-
dynie, ciemno niebieskiej i ceglatej, odbijają od de,
likatnego a subtelnego konturowania pierwotnego,
które znajdzie się oszczędzonem wszędzie, gdzie
restauratorowi było trudnem zabawiać się nad
szczegółami a sumienie nakazywało mu oszczędzać
sobie pracy. Sądząc z rodzaju użytych barw i fak-
tury, dokonał tej restauracyi autor oryginalnych
malowań na ścianie przyoknie, prawdopodobnie
żyjący za czasów księdza Opata Łukomskiego
i z jego polecenia. Był nim może braciszek lądzki
Malowania sklepienia rozdzielają żebra; cztery
tu są sceny: l. Chrystus jako sędzia. 2. Ba-
r a n e k B o ż Y w otoczeniu symbolów czterech
ewangielistów. 3. Anioł powołujący zmar-
łych grzeszników na sąd ostateczny. 4. Anioł
p o w ołuj ący wybra nych. Sceny te odnosz
się do S ą d u O s t a t e c z n e g o.
C h r y s t u s jak o s ę d z i a figura l. przedsta-
wionym jest siedz
cym na tęczy z rękami wznie-
sionemi ale zgiętemi w łokciach, obszerny biały
płaszcz spada mu z ramion i pokrywa dolną część
...
Łukasz Latkowski, o którym są wiadomości l), że
malował wiele w klasztorze i kościele, a nieumieję-
tność jego idzie tu w parze z poszanowaniem pa-
miątki klasztornej, jaką było malowanie to przy-
pisywane jeszcze Mieczysławowi Staremu. Malarz
niezakonnik pamiątki tej by nie uszanował woląc
przemalować wszystko na nowo.
Rozpatrzmy się naprzód w treści i układzie
malowań kaplicy naszej o ile na to pozwala stan
ich dzisiejszy, rozpoczynając od sklepienia.
I) Pami..tnik religijno-moralny Serya 2, Tom I, 1858, str. 12 4.
* *
*
Fig. I.
ciała, zostawiając obnażone piersi. Na rękach i sto-
pach oraz na lewym boku oznaczono rany. Obok
twarzy dwa miecze skierowane końcami ku ustom;
nimbus crucifer. Postać cała zamknięta kołem o tę-
czowych barwach. Tłem jest niebo z gwiazdami,
słońcem i ksi"życem o twarzach ludzkich. W obra-
zie tym, zaledwie parę dolnych fałdów płaszcza
i ogólna sylweta należą do pierwotnego artysty.
Modelowanie wewnętrzne ciała zatarło się, tors
jest pustym bez oznaczenia szczegółów piersi
i brzucha, koloryt zupełnie spłowiałym, grana-
towe tło, tęcza i ciała niebieskie pomalowane
1
-
>>>
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI.
129
ciężką ręką malarza XVIII wieku. Szczęśliwie za-
chował się sąsiedni.
Baranek Boży w polu przyoknie. Oto-
czony on również kołem, tło ma niebieskie i cho-
rągiewkę czerwoną, na tle rzucony jest kielich.
Z kolistym obramieniem wiążą się w krzyż cztery
mniejsze kręgi z godłami ewangielistów i imionami
ich wypisanemi na banderolach literami scholasty-
cznemi. Tłem ogólnem jest gwiazdziste niebo.
W pierwotnym stanie dochował się baranek
z dziwnie subtelnem i płynnem konturowaniem
runa brązową farbą, tło i chorągiewka oraz sym-
bole ewangielistów ucierpiały rubasznem przema-
lowaniem późniejszem, a z napisów pozostał
Matheus i część Joannes, reszta spłowiała zupełnie.
Najbliższem malowaniem po prawej ręce jest:
A n i o ł z w o ł u j ą c y n a s ą d w Y b r a n y c h.
Wychyla się on popiersiem z obłoków obok zwor-
nika sklepienia z długą prost
trąbą przy ustach,
w miarę rozszerzania się pohi obrazowego ku
ścianie południowej kaplicy, dają się widzieć na
ziemi groby skrzynkowe, z których występują na-
gie postacie z nimbusami około głów i rękami zło-
.lonemi do modlitwy, kilka z nich ma na sobie
białe grobowe całuny. Kolorytu właściwego to
malowanie nie ma, ale na spłowiałem jak stary
gobelin dawne m malowaniu malarz restaurator
powtórzył grubym pęzlem ceglatą barwą dawne,
delikatne rysy, zabarwił skrzydła anioła i grunt
dolny kilku ciężkiemi farbami. Ostatnia scena:
Anioł zwołujący na sąd grzeszników
w układzie jest podobnym poprzedniemu malowaniu
i tu wychyla się skrzydlata postać z trąbą z obło-
ków, tylko w miejsce spokojnie modlących się na-
potykamy potępieńców z ruchami strasznymi w po-
śród skał i bałwanów, noszą oni w miejsce twa-
rzy, trupie głowy z błyszczącymi zębami. Malo-
wanie pierwotne zakrytem tu zostało przemalowa-
niem bardzo brzydkim o kolorycie ciał źółtym
i brudnym.
Jak widzimy nie mógł artysta silniej i prościej
przedstawić na czterech skrawkach drobnego skle-
pienia potężnej sceny S ą d u o s t a t e c z n e g o.
Z jednej strony używa 0!l dobrze znanych w śre.
dniowieczu symbolicznych przedstawień: s u r o-
wego sędziego i tryumfującej ofiary w dru-
giej wprowadza element rodzajowego malarstwa,
ale umie to związać w sposób dekoracyjny syme-
trycznością układu powtarzającego się w odpowie-
dnich polach sklepienia. Nowego dla ikonografii nic
'I
-
nie przynosi, motywa te znane są dobrze w XIV
wieku w zachodniej Europie, ale nie wiem o ile
powszechne u nas w kraju, raz tylko bowiem na
witrażach kościoł'a Panny Maryi w Krakowie, więc
w XV wieku, spotykam owe dwa miecze przy twa-
rzy surowego Sędziego. Scena s ą d u tak powsze-
chna gdzieil1dziej, w naszej sztuce rzadko przycho.
dzi. Tern też więcej zadziwia nas ona na sklepie-
niu małej klasztornej kaplicy, jako przedmiot głó-
wny i każe domyślać się w niej żałobnego prze-
znaczenia lub strasznej epoki nieszczęść w jakich
ona stanęła. Przechodzimy teraz do malowań na
ścianach.
Z trzech ścian kaplicy z malowaniami średnio-
wiecznemi, jedna tylko jest nieprzerwaną otworami,
to jest ta po prawej ręce wchodz
c od krużganku;
naprzeciw niej leżąca ma gotycką nysz
a wcho-
dową w większej połowie szerokości przerywa
otwór sklepionej szyi i komin, o którym wspomi-
naliśmy. Pomimo tej nieregularności, system po-
działów malowań stale jest przeprowadzonym
w trzech pasach poziomych. Dwa górne zajm
sceny figuralne, naj niższy pas obiegnie i szyję
wchodową a pomieści na tle zdobnem szeregi tarcz
herbowych, przerwany jedynie w części ściany
wchodowej. Rozdziały między scenami zaznaczają
jedna lub dwie grube ceglastej barwy linie; orna-
mentacyi właściwej architektonicznej nie pozostało
śladów nawet, a szarą farbą zakreślono niezgra-
bnie rozdział ściany od sklepienia; o czystości linii
obramienia każdego z obrazów nie ma dziś mowy,
Względnie malowań na sklepieniu, te na ścianie
zachowały więcej pierwotnych rysów i kolorytu
i tu lepiej niż tam znać, że już na początku ze-
szłego wieku były one mocno pobladłe i zatarte.
W obec przemalowywań całymi płatami, szczegóły
choć wybladłe ale wymagające staranności pęzla
utrzymały się nienaruszenie. Nie ośmielił się teź
dopełniać malarz zeszłowieczny gotyckich napisów
na karteluszach rzuconych w pośród tła obrazów,
bo je w znacznej części już wówczas czas zatarł
i uniemożebnił jak dziś odczytanie. Napisy te gdyby
ostały się, ułatwiłyby nam bez zaprzeczenia roz-
poznanie treści malowideł; nie jest ona i bez tego
trudną do odgadnięcia tam, gdzie czas nie zatarł
postaci i akcessoryów obrazu. Tak się stało z gór-
nem malowaniem jednej ze ścian, gdzie cały śro-
dek obrazu zatartym jest zupełnie. Rozpoznajemy
na ścianie głównej treść zaczerpniętą z ewangielii
o p i
ci u p a n n a c h m ą d r y c h, poniżej sklepienia
>>>
]30
OPAC'TWO CYHTEItHKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO HltEDNroWIF.C7.NE 7.ABYTKI !-;7.'I'UKI.
--
pomieszczoną, a dołem obraz wotywno erek-
c y j n y z ś w i
t Y m A l e x y m p o ś r o d k. u; na
ścianie wchodowej o b r a z N a r o d z e n i a P a n a
J e z u s a z p o k ł o n e m M a g ó w, a niżej małych
rozmiarów malowanie Ś w i
t Y J a n C h r z c i c i e l
z kl
czącym zakonnikiem cy ster ski m. Na
ścianie sąsiedniej kapitularza scena główna nie da
si
rozpoznać, za to w pasie niższym mamy z je-
dnej strony framugi Ś w i
t e g o Jer z e g o z a b i-
jaj ą c e g o s m o k a , z prawej zaś Ś w i
t e g o
M a r c i n a u c i n a j ą c e g o p o ł
P ł a s z c z a dla
okrycia ubogiego człowieka. Oprócz tego dostrze-
gamy w nyszy u tej ściany tak zwaną We r o-
n i k
utrzymywaną przez anioł'ów, a w framudze
komina E c c e h o m o. Wokoło ścian kaplicy po-
niżej malowań powyższych biegnie nieprzerwanie
pas szerokości 0.70 metr. z szeregiem tarcz
h e r b o w Y c h skośnie ustawionych, który si
prze-
dłuża w szyj
wchodową a wznosi po nad ko-
minkiem - i w
żej ciągnie po ścianie kapitu-
larnej (patrz figura 2).
Przedstawienie pi
ciu panien mądrych
jest wydanem chromolitograficznie w publikacyi
Wzorów sztuki średniowiecznej i odrodzenia l), nie
powiem jednak, iżby z właściwą ścisłością co do
charakteru rysunkowego postaci i ubiorów. Dość
powiedzieć, że mądre panny są na tej chromoli-
tografii do pół obnażonemi, czego w oryginale
w żadnym razie nie ma.
Parabola o 10 pannach zapisaną jest u Ma-
teusza w Roz. 25 wierz 1-13, poczynając si
sło-
wami "podobne jest królestwo niebieskie do dzie-
si
ciu panien itd. itd.". W sztuce średniowiecznej
zachodniej przedstawienie to nie jest niezwykłe m
tak w rzeźbie jak malarstwie. W katedrach Stras-
burgskiej, Reimskiej, w kościołach St. Denis i St.
Germain I'Auxerrois, w przedsionkach bocznych ka-
tedry w Chartre
i u portalów w Notre Dame pa-
ryskiej, spotykamy si
z postaciami rzeźbionemi
panien mądrych i głupich. W kodeksach miniatu-
rowych i na witrażach katedry w Troyes, natra-
fiamy na ich przedstawienia malarskie. Jest ich
zawsze dziesi
ć, pi
ć głupich i pi
ć roztropnych;
ostatnie mają zwykle strój zakonny, obszerne su-
knie i welony na głowach. Strzegą, one pilnie lamp
zapalonych, które trzymają w r
kach. Panny głu-
pie noszą w sztuce średniowiecznej szaty świeckie,
') Hr. PRZEZDZIECKI i bar. RAIITAWIECKI: Wzory 8J:tuki i t. d.
Sery. 2.
mają gł
wy odkryte, albo w cylindrycznych czep-
cach, ich lampy są bez knotów i oleju. Postacie
roztropnych panien bywają w ruchach spokojnych,
drugich zaś niespokojne i wyrażają w twarzach
uczucia przykre. W katedrze w Amiens obok głu-
pich stoi drzewo oliwne bez owoców i liści, obok
mądrych drzewo to kwitnie i owocarni jest przeła-
dowane. Czasem panny mądre prowadzi Chrystus
a szatan głupie, przy pierwszych jest kościółek
zamkni
ty, przy drugich z bramą, na oścież otwartą.
W kościele paryskim St. Germain l' Auxerrois wy-
stępuje górą biust Chrystusa trzymającego dwie
banderole z napisami po stronie głupich nescio
vos, po przeciwnej vigilate et orate. Panny mądre
cz
sto mają oznaki świ
tości to jest n i m b u s Y
około głów.
Nasze malowanie ma wiele z tych oznak iko-
nograficznych francuskich, ale różni si
tern, że
ma tylko pi
ć panien roztropnych. Postępują one
jedna za drugą, mając za tło mur z framugami
półkoliste mi jako przedstawienie raju. Przyjmuje
je anioł klęczący i skrzydlaty w rogu lewym
obrazu.
Z nad muru występuje biust Chrystusa
z banderolą, na której gotycki napis dziś zatarty
zdaje si
mieścić słowa ewangielii vigilate et orate.
Ubiór panien stanowią zwykłe suknie, obciskające
stan i spływające fałdami na sarn dół, głowy uko-
ronowane otaczają nimbusy. Każda z panien trzyma
w r
ku zapaloną lampkę. Ruchy są spokojne, ale
przegięte w charakterze sztuki XIV wieku. Pier-
wotna koloryzacya wybladła wielce, wygląda też
jakby starta, stąd twarze i ręce mają wewn
trzne
kontury zaledwie widoczne ale nie bez szlachetno-
ści. KI
czący anioł wydaje si
dziś jakby był na-
gim, zepsuty restauracyą późniejszą. Parę fałdów
u podniesionej sukni zwierzchniej panien można
uważać za dotknięcie rozumne średniowiecznego ar-
tysty, reszta ucierpiała wiele naprawą tynku i prze-
malowaniem w XVIII wieku. Co do charakterystyki
rysunkowej ogółu postaci, nie wątpimy, że tu si
wiele pierwotnego zachowało. Scena pi
ciu panien
stoi w niezaprzeczonym związku treścią z malowa-
niami na sklepieniu - c z u waj c i e i m ó d lc i e
s i
, zgadza się z powołaniem na sąd wybranych
sceną, sąsiedniego sklepienia. Pod wzgl
dem artysty-
cznym, układ obrazu ma słusznie coś' architekto-
nicznego a pół postaci zwieszonej Chrystusa i dwie
banderole z napisami dobrze zapełniają ostry kąt
podsklepiennej arkady. Jest dużo wdzi
ku w na-
..
,
>>>
131
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE :NAD WARTĄ I .TEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI.
..
kreśleniu tej sceny, szkoda że tak uSlkodzonej cza-
sem i ręką nierozmyślną.
Bezpośrednio poniżej sceny p i
c i u p a n i e n
r o z t r o p n y c h jest inny obraz ścienny, którego
jednak treść nie ma związku z ewangielią ale jest
realną, w związku będącą z fundacyą co najmniej
tej kaplicy klasztornej. Jest to właściwie tablica
erekcyjna, owa dedykacya budynku patronowi przez
fundatora, w formie malarskiej spotykana u nas
wyjątkowo, ale dobrze znana w rzeźbie XII, XIII
i dwu następnych wieków. Bywa taka świadectwem
i daty pismem gotyckiem na banderolach wśród
tła pomieszczonych, ale dowody te czas nieubła-
gany zatarł nieomal zupełnie; kilka liter w od-
stępach pozostałych nie dozwalają nic odgadnąć,
coby niewątpliwem ódczytaniem nazwać można.
Namalowane herby, charakterystyka postaci, ich
ubiory i cechy artystyczne, dozwolą pewnych przy-
puszczeń może nie wiele odchodzących od rzeczy-
wistej prawdy. Malowanie nasze fig. 2 ciągnie się
pasem podłużnym przez całą szerokość kaplicy
i ma posrodkiem postać męską stojącą, widzianą
wymownem i pewnem o intencyach fundatora
w postawieniu gmachu do którego należy, jego
imieniu i dacie fundacyi a prócz tego wielu
ważnych archeologicznie szczegółów. Główną za-
sługą każdej tablicy erekcyjnej jest, że nosi na-
pis, herby i daty l). . Nasze malowanie o któ-
rem mowa, będące taką tablicą erekcyjną,
miało odpowiednie objaśnienie treści, wi
c imiona
,
') Autora: Kościoły i rzeiby Duninowskie itd, w Pa.mi..t. Akad.
Umiej..t. Tom III.
SprawozdanIe Komisyl do bad. !liat, sztukI. Tom. III, Zesz. IV.
Fig. :o.
frontem; aureola wokoło g,łowy okazuje, że jak
zwykle w tablicach erekcyjnych średniowiecznych,
mamy przed sobą jednego ze Świętych Kościoła.
Szłoby teraz o oznaczenie którym on jest; ubiór
pielgrzymi, w ręku długa laska, przewieszona torba,
wskazują na jednego z dwóch, których ikonografia
przedstawia w stroju pielgrzymim: śś. Alcxego lub
R o c h a. Trzeci z świętych pielgrzymów Jak ó b
z K o m p o s t e 11 i ma naszyte na kapeluszu i pe.
lerynie muszle, których postać nasza nie mając, do
tego Świ
tego odniesioną być nie może. Nasi dwaj
17
>>>
I
132
OPACTWO CYSTERSKIE W J,ĄDZIE NAD WAIłTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI.
święci należą oba do tej kategoryi reprezentantów
cierpień, upokorzenia i poddania się, iż nie oba-
wiają się pokus, uciech i zaszczytów, przeciw któ-
rym klasztór jest schronieniem. Dla tej wspólności
i stroju pielgrzymiego trudnoby ich odróżnić w sztuce
średniowiecznej, stąd św. Alexemu dają w rękę
kartę znalezioną po jego śmierci, którą dał się po-
znać rodzinie, gdy św. Roch przedstawiany bywa
z podniesioną suknią celem pokazania ran na no-
gach, sprowadzonych zarazą morową. Obok św.
Alexego mieszcz
schody, pod którymi się chronił,
a przy Rochu dodają psa, który mu chleb przy-
nosił. Otóż tych szczegółowych oznak dla jednego
lub drugiego świętego nie przynosi nam malowa-
nie, przedmiot trzymany w ręku lewem, jest dla
nas nieodgadnionym, przypomina raczej o w o c lub
c h l e b niż zwój papieru jakiby służy.ł św. Alexemu.
Podniesione znowu fałdy sukni i obnażone golenie,
domyślaćby się kazały, że marny przed sobą św.
Rocha. W każdym razie jest to święty, pod któ-
rego imieniem stoi kaplica nasza. Byłaż ona ka-
plicą św. Alexego lub św. Rocha. Za pierwszem
mniemaniem przemawiałaby ustalona cześć odwie-
czna, liczne legendy pobożne kursujące po kraju
naszym o tym ubogim świętym i często napoty-
kane w fiber mortuorum imiona braci Cystersów 1)
Alexych. Od najdawniejszycb czasów powstają ko-
ścioły i kaplice pod wezwaniem tego Świętego.
Co do św. Rocha jest on postacią XIV wieku,
prawda, że sława jego jako cudotworcy ustalona.
we Włoszech jeszcze za życia, mogła w pół wieku
po śmierci zaszł'ej 16 sierpnia r. 1327 dojść do Pol-
ski, ale o chwili kanonizacyi milczą Bolandyści tak,
że właściwie cześć św. Rocha urasta w r. 1414,
w czasie koncylium konstancyeńskiego. Liczne ka
plice pod jego wezwaniem najczęściej na pamiątkę
morów stawiane, należą co najczęściej do XVI w.
Z tych to powodów postać naszego obrazu nie
może być jak św. Alexym, a więc i kaplica pod
schodami do dormitarza pod tern wezwaniem fun-
dowaną była; schody rzeczywiste zastąpiłyby tutaj
symboliczne, jakie ternu Świętemu dodają na obra-
zach. Fundatorowie klęczący przedstawieni są po
prawej ręce głównej postaci Świętego; odbierający
fundacyę po lewej. To zwykły układ tablic erek-
cyjnych XII i XlII wieku. Głównym fundatorem
jest c o m e s h e r b u N i e s o b i a (Krzywosąd), klę-
czy on obok Świętego i ofiarowuje mu budynek
') Liber mortuorum pelplińskie w - Monumentach Tom IV.
klasztorny, bo trzymając mały jego model oburącz,
podawać się go zdaje. Klęczy na prawem kolanie
z głową odkrytą i po rycersku przystrzyżoną nad
czołem, ma płaszcz na ramionach spadający w tył
i odkrywający pełne kolczugowe uzbrojenie pokryte
t. z. justaucorps XIV wiekowym. Przy boku ma
miecz a na tle obok głowy namalował malarz jego
szyszak, z pióropuszem wyniosłym, rodzajem oznaki
herbowej, szyszakom XIV wieku właściwej. Nie
jest to więc postać panującego książęcia, gdyż ma-
larz nie wahałby się wprowadzić w miejsce hełmu
lub też wprost na głowie, korony jako oznaki tego
dostojeństwa, gdyby nim był odziany. Używa ten co-
mes herbu Niesobia, namalowanego tuż po nad
grupą fundatorów z tej rodziny, po za klęcz
cym
bowiem głównym dobrodziejem, spotykamy trzy
kobiety w tej postawie, jego żonę i dwie córki:
Pierwsza ma równie jak drugie złożone ręce
do modlitwy, odznacza ją czepiec poduszkowy
na głowie, jaki spostrzegamy na nagrobkach ko-
biet polskich z XIV wieku, (nagrobki Borkowy
u Franciszkanów krak. i Adelajdy w Sandomierzu
i t. p.), suknię ma obcisłą w stanie, ale wolno
spływającą od ramion. Dwie drugie są w strojach
panieńskich, ale welon ostatniej z rzędu domyślać
sję każe stanu jej zakonnego. Łatwo zrozumieć
znaczenia postaci klęczących po drugiej stronie św.
Alexego, są to otrzymujący fundacyę kaplicy Cy-
stersi lądzcy: Opat z pastorał'em, profesi i kon-
wersi klęczący u furty .klasztornej, której przedsta-
wienie ujął artysta w szemat mebla gotyckiego
i dał mu za sąsiedztwo widok okolicy lesistej, za-
znaczywszy dwoma dziecinnemi drzewkami. Że to
lądzcy zakonnicy, więc towarzyszy im herb funda-
tora Mieczysława Starego orzeł polski, odpo-
wiedni wielkością i miejscem tarczy z N i e s o b i ą.
Urasta comes nasz fundator na tern malowaniu
w drugiego po królu dobrodzieja klasztoru. Kto
nim był, łatwoby nas objaśniły napisy na dwu
karteluszach widocznych dotąd, z tych ten obok
fundatorów pozostał zupełnie czystym bez śladów
liter. Dwa wiersze o 30 głoskach mogły się były
pomieścić. Kartelusz obok obdarzonych Cystersów
zachował parę liter drugiego wiersza, w których
możnaby z pewnem prawdopodobieństwem znaleść
wyraz mesico i dwie litery pi kończące napis.
W ten sposóh utrudnia nam się zadanie nie po-
mału i pozostaje jedyna wskazówka w h e r b i e
i spisie dobrodziejów, jakie nam może dostarczyć
dyplomataryusz Wielkopolski iliber mortuorum.
>>>
OPACTWO' CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO
REDNIOWIECZNE ZARYTKI SZTUKI.
133
, .
Przedewszystkiem, do jakiej epoki należy dobrodziej?
Na to odpowiedź łatwa: do tej epoki, w której
zbudowaną jest kaplica, skoro herb Niesobia na
zworniku obok malowanego na ścianie znajdujemy.
Ta wedle oznak stylowych nie mogla stanąć jak
w drugiej połowie XIV wieku, zatem i nasz fun-
dator żyć musiał około roku 1360; nie idzie zatem,
iżby malowanie nie mogło być wykonanem i po
śmierci fundatora.
Otóż z wybitnych dobrodziei klasztornych
herbu Niesobia, znamy tylko jednego. Jest nim
wspomniany przez nas częsty gość w klasztorze,
przyjaciel Opata Jana znany z dyplomataryuszów
W i e r z b i ę t a. Generalny starosta ów Duus Wir{-
byantha Capitalleus Pofoniae w fiber mortuorum /2
Januarii wykazany jako zmarły, ale bez wyrażenia
roku; skądinąd wiemy, że stało się to około 1375.
Przynależność jego do herbu N i e s o b i a jest udo-
wodnioną pieczęcią na przywilejach licznych wy-
stawionych przez tego dygnitarza, a ze względów
artystycznych w formie zupełnie identycznej co
do rysunku z malowanym w kaplicy i wykutym
na zwornikach.
Próżno przeszukiwaliśmy wszystkie znane nam
herbarze i publikacye świeże P. ULANOWSKIEGO za
herbem Niesobia i osobami go używającymi w XIV
wieku, próbując czyby się niedało związać z in-
nymi znanymi dobrodziejami klasztoru. Jak na te-
raz musimy stać przy tern, że tablica erekcyjna
odnosi się do W i e r z b i ę t Y i jego rodziny, że ka-
plicę św. Alexego on zbudował a O p a t J a n ma-
lowanie wykonać dał używszy do tego mnicha
lądzkiego. Wszakże z myślą tą ostatnią wiąże się
inna scena odmalowana na ścianie wchodowej po-
niżej głównego obrazu T r z e c h K ról i. Niepodo-
bna przypuszczać, aby ów św. Jan Chrzciciel
z klęczącą i modlącą się drobną postacią zakonnika
Cystersa miał' nie być patronem jego, zatem Janem
tym najłatwiej przypuszczać Opata fundatora ma-
lowań. Pokora nie pozwalała na oznaczenie go-
dności opackiej pastorałem w ręku trzymanym,
jak na obrazie erekcyjnym daje się to spostrze-
gać. (patrz fig. 3).
Co do stanu w jakim dochowało się malo-
wanie tablicy erekcyjnej notujemy, iż charaktery-
styka postaci nie została naruszoną tutaj przez re-
stauratora, ale że nie żałował on farb aby nie-
które szaty podnieść w barwach jak płaszcz Wierz-
bięty, spodnią suknię św. Alexego, tła herbów itp.
Z twarzami obszedł się dobrze, gdyż ich prawie
nie dotykał, szczegóły architektury i uzbrojenia
oszczędził, ale jest to o tyle wybladłem, że karna.
cye i ciemne pierwotnie szaty św. Alexego zró-
wnały się w tonie a całość, stała się jakby bez-
Fig. 3.
barwnym starym gobelinem. Pomimo tego, malo-
wanie przedstawia tyle zasług w oddaniu delika-
tnych odcieui charakterystycznych postaci, tyle
wdzięku w ruchach, iż słusznie autora za niezwy-
kłego reprezentanta malarstwa swej epoki uważać
należy. Poniżej obrazu ciągnie się pas z tarczami
herbowemi, o których wypadnie nam poniżej opo-
wiedzieć.
Sąsiednia ściana wchodowa ma namalowany
o b r a z p o k ł o n u T r z e c h K ról i fig. 4, który
należy do największych rozmiarem z cał'ego cyklu
malowań kaplicy, gdyż poczyna się tuż pod skle-
pieniem a dołem wcina się weń w stronie lewej,
sklepienie szyi wejścia. Scena ta łączy w sobie Na-
rodzenie Dzieciątka Jezus i pokłonem Magów, jest
manifestacyą hołdu świata dla Zbawcy, mniej zaś
przedstawieniem jego ubogiego stanu, w jakim 5ię
znalazł przy urodzeniu swem w szopie betleem-
skiej. W ikonografii chrześciańskiej od najdawniej-
szych czasów dwie te sceny łączą w jedno, a spo-
strzegamy to jeszcze na mozaikach i sarkofagach
V wieku. Scena na naszym obrazie przedstawiona
jest realistycznie, rodzajowo; wśród peizażu gór-
skiego występują rozrzucone piesze i konne po-
>>>
134
OPACTWO CY8TEU8KII: W LADZIE NAD WAU'rĄ I .JEGO HmmNIOWIECZNE ZAnYTKI 8ZTUKJ.
stacie jakoby stafaż. Cztery wstęgi napisowe, rzu-
cone wśród obrazu miały zadanie objaśniać zna.
czenie pojedynczych grup i figur; tekst ten w zna-
cznej części dziś jest zatartym i odczytać się nie
dozwala. W prawej stronie obrazu widzimy tu
skromną szopę, przy niej tradycyjne zwierzęta
wołu i osła przy żłobie. Na tern tle występuje sie-
dząca majestatycznie o pełnym wdzięku ruchu po-
stać Najświętszej Panny trzymająca oburącz nagie
Dzieciątko. Nosi koronę na głowie otoczonej au-
reolą i ma włosy rozpuszczone, Obok na lewo
Maryi oparty o swą laskę śpi św. Józef, przy nim
pies wierny, na prawo zbliża się klękając jeden
z Magów. Starzec to z długą siwą brodą z mm-
busem wokoło głowy; trzyma w rękach skrzyne-
czkę z darami, którą zdaje się otwierać i ofiaro-
wywać Dzieciątku. Przypada ta główna rola kró.
lowi B a I t a z a r o w i i jak pokazują pierwsze litery
napisu Balthas... do niego odnosiła się wstęga na-
pisowa u szczytu malowania. Koń królewski wy-
suwa się do połowy z za skał, trzymany za lejce
przez pachołka brodatego, z gołą głową a ubra-
nego obciśle w duchu XIV wieku. Ma przy boku
miecz, je&t sługą królcwskim dworzaninem, dlatego
przypadł mu zaszczyt trzymania korony, którą król
klęczący przez pokorę zdjął składając hołd Dzie-
cięciu. Dwaj drudzy królowie zbliżają się konno,
mając na głowach korony i nimbusy, jeden młodszy
C a s p a r murzyn, trzyma w ręku lewem naczy-
nie złote; drugi M e I c h i o r starzec wskazuje na
anioła i gwiazdę zjawiające się na niebie. To
są postacie główne, reszta są dodatkowemi, rzuco-
nemi nie bez humoru kantyczkowego na malo-
waną ścianę. Będą to pasterze z laskami, zdu-
mieni na widok gwiazdy, zwracający się w jej
stronę, ,obok nich igrają dwie kozy. To znów na
przodzie pośrodkiem obrazu znajdzie się strudzony
pasterz, z kijem za pasem I okrągłej czapeczce,
dobierający się do naczynia z napojem, którym go
częstuje usłużny dworzanin królewski w szyszaku
na głowie, z torebką u pasa i małym mieczykiem
u prawego boku. W rogu lewym malowania pa-
t
f
f
,/
ł
Fig. 4.
sterz pogania przed sobą trzy wielbłądy objuczone
należące zapewne do orszaku królewskiego, trochę
zamałe w proporcyach względnie sąsiedniego konia
królewskiego, ale niemniej dobrze scharakteryzo-
wane przez malarza, który je w naturze widzieć
nieraz musiat Drobne kępki kresek oznaczają trawę
rosnącą, a kratkowane tłomoczki zielone reprezen-
tować tu mają drzewa peizażu górskiego. Obok
tych oznak dzieciństwa sztuki dziwnie odbijają
względną szlachetnością rysunku, dobrą charakte-
rystyką godności królewskiej, prawdą ruchów i gie-
stykulacyi postacie główne i podrzęd
e, }Jrzypomi-
nając utwory staro-kolońskiej i flamandzkiej szkoły.
Nic też dziwnego, gdyż scena ta zwraca nas za-
f
II
-
>>>
..
OPACTWO CYS'L'ERHKIE W J,,\DZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZAnYTKI SZTUKI.
135
równo treścią jak stosunkami klasztornymi do tej
Kolonii, w której cześć Trzech Króli od XII wieku
była żywą a spowodowaną relikwiami tych Świę-
tych Kościoła, do których pielgrzymowali w wie-
kach średnich najpierwsi władcy świata. Zachowa-
nie malowania tego przedstawia wiele do życzenia,
ale choć przemalowania XVII wieku zatraciły har-
monią barw pierwotną, sylwety postaci, ich twarze
i szczegóły drobne choć spłowiałe pozostały nie-
tkniętemi. Z obrazu tego zdjętą w czasie mej by-
tności w Lądzie kalkę, przechowują zbiory Akade-
demii Umiejętności, kopiję akwarelIową znaleźć mo.
żna w Muzeum Narodowem.
Wspomniane powyżej malowanie: Św. J a n
C h r z c i c i e l z m o d I ą c y m s i ę m n i c h e m to-
warzyszy od dołu po prawej stronie obrazowi
Trzech Króli, znajdując się obok krawędzi szyi
,
ł.
r
dzia płowego o sterczących uszach i otwartej pa-
szczy zwróconej ku dziewicy. Wolnoby się dopa-
trzeć wokoło niej promienistej aureoli cał'ego ciała.
W przeciwnej stronie obrazu z zamazania wystę-
pują jaśniej d w i e ko r o n y zdaje się nie należące
do głów i t r z y n a c z y n i a w kształcie fioli lub
krótkich butli jasnych w jakimś związku z koro-
nami zostających, ale bez pośrednictwa widocznego
postaci ludzkich. Nad tern nieokreślonem dla nas,
zwiesza się anioł wychylony pół figurą i trzyma
dwie banderole z napisami niegdyś gotyckimi dziś
zatartymi do tyla, że zaledwie kilka osobnych gło-
sek dostrzedz można, nie dostatecznych do okre-
ślenia tekstu. Jestże to scena z Apokalipsy lub
dalszy przebieg historyi panien nieroztropnych
z spadającymi koronami z ich głów i lampami
niezapalonymi lub przedmiot inny. Na odpowiedź
f
II
wchodowej do kaplicy i otworu komina. Dalszą
część dołu obrazu wypełniają herby.
Malowanie na trzeciej ścianie wspólnej z ka-
pitularzem ma w górnej swej części obraz, którego
treści nieumiemy objaśnić dla stanu zniszczenia
w jakiem się przedstawia. Dwa dolne dadzą się
łatwo zdefiniować, będą to śś. Jer z y i M a r-
ci n. Pierwsze z trzech malowań zajmujące górną
część ściany zatarte jest pośrodkiem, tworząc nie-
zdefiniowaną mieszaninę barw ceglastych, brązo-
wych, szarych bez określenia konturami. Dopiero
w miarę zbliżania się malowań ku częściom bo-
cznym obramienia wyłoniają się z tego chaosu osoby
i sprzęty. Na prawo daje się wyróżnić postać dro-
bna młodej kobiety jakby przestraszonej i skupio-
nej w modlitwie, do której zbliża się stworzenie
wsparte na tylnych łapach, kształtu jakby niedźwie-
,
-
Fig. 5.
słabe nasze ikonograficzne wiadomości zdobyć SIę
tu nie potrafią.
Św. Jerzy (fig 5) namalowanym jest po le-
wej stronic środkowej nyszy a poniżej zatartego
obrazu, stanowiąc z św. Marcinem drugiej strony
tak zwany pendant przez zwrócenie koni odpowie-
dnie i stosunki wielkości i układu postaci. Pierwszy
jest rycerzem w pełnym rynsztunku z kaskiem ko-
nicznym i tarczą z krzyżem, którą się od lewej
strony zasłania. Kształt i wielkość tarczy odpo-
wiada XIV wiekowi, takąż cechę ma kulbaka i spo-
sób siedzenia na koniu rycerza. Koń wspina się
przedniemi nogami przestraszony cielskiem olbrzy-
miego gadu, dwu nożnego smoka, którego Święty
swą lancą przebija. Na tle peizaż z szematycznymi
drzewami i drohną klęczącą królewną Lydyi po
przed pałacem swym, naznaczonym bramą z da-
>>>
I
]36
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO 6REDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI,
szkiem. Na banderoli początek napisu St. Geor....
Stan zachowania pierwotnego malowidła dość do-
tąd dobry, choć nie wolny od przemalowania czę-
ściowego. Cześć św. Jer z e g o jest powszechną
od dawna w Sławiańszczyźnie i dlatego nie mo-
żemy z pomieszczenia tutaj tej postaci, wyprowa-
dzac wniosków o wpływach zagranicznych na ma-
lującego artystę.
Św. M a r ci n (fig. 6) ucina część swego pła-
szcza dla okrycia ubogiego kaleki. Koń jego stąpa
spokojnie, ale Święty minął już żebraka, więc
zwraca się i nachyla ku niemu ciałem i lewą ręką
trzymając miecz krótki, zajęty jest ucinaniem szaty
swej zwierzchniej. Skurczony, w pozie błagającej
z wyciągniętymi rękami ubogi, należy do tych ka-
lek, którzy bez pomocy stołeczków małych postę-
pować nie potrafią. Te instrumenta narysował ma-
wieżą, namalowani w półfigurach ale w barwach
surowych z pewną niedbałością położonych przez
malarza, który posługiwał się wtem współcze-
snemi rycinami. Z nad głów tych postaci rozwija
się ornament malowany i biegnąc obustronnie łą-
czy się u klucza arkady figurą błogosławiącego
B o g a O j c a. Boki framugi okiennej wypełniają
malowania barrokowi właściwe w skrętach strzę-
paty ch barw ceglastej i siwobłękitnej przechodzą-
cych na wyskokach w światła białe, a łączące się
w górze karteluszem, na którem mieści się dwu-
wierszowy łacil1ski napis, nie daje się jednak do-
kładnie odczytać z powodu zatarcia niektórych
gł'osek. Brzmi on: Opus sine exemplo... ratro (aJ-
merito c.. ritas sine. .. de. W głębi framugi obok
samego okna pomieścił malarz XVllI wieku całe
postacie N. Panny i św. Jana Ewang. w spo-
larz obok bosonogiej postaci. Napisu na banderoli
brak zupełny, zato znajdzie się szematyc.l11Y okaz
drzewa. Obie sceny traktowane więc są rodzajowo
w duchu rodzącej się sztuki północnej.
W pośrodku między obu Świętymi w głębi
framugi, mamy na ścianie g ł o w ę C h r y s t u B a n a
c h u ś c i e t. z. Weronikę, podtrzymywaną od anio-
łów, malowanie to nic nie zachowało z rysów
średniowiecznych a jednak mamy przekonanie, że
treścią jest pierwotnem. Toż samo odnieść można
do malowanego Eccehomo z aniołami w framudze
po nad otworem kominkowym, malowanie to po-
bieżne ma cechy dawne. Tyle co do malowań śre-
dniowiecznych, ale pozostaje nam jeszcze ściana
czwarta kaplicy z malowaniami XVII wieku. Na
ściankach obok framugi okna są: święty Piotr
z kogutem i ś w i ę t a B a r b a r a z zwykłą sobie
I ,
Ftg. 6.
sób jak je mieszczą pod krucyfiksem, którego tu
jednak brak obecnie. Tradycya miejscowa opo-
wiada, że na ołtarzu pod oknem stał drewniany
wizerunek Zbawiciela na krzyżu, który niezbyt da-
wno wyniesiono ztąd do kapitularza i gdzieśmy
oglądali ten mierny utwór rzeźby XVII wieku.
Dlatego też i kaplicę naszą za czasów Kapucynów
tu mieszkających, nazywano k a p I i c ę P a n a J e-
z u s a. Skoro więc całe to dostrojenie malowaniem
ściany okna odnosi się treści,! do tego zmiennego
wezwania kaplicy św. Alexego, przeto twierdzić
,nam wolno, że pierwotne malowanie miało sceny
inne, bliżej stojące z S ą d e m na sklepieniu i r o z-
t r o p n e m i p a n n a m i jako należące do jednego
cyklu, a z którym się malarz XVllI wieku niera-
chował. I dziwna zaiste, gdy obok tego umiał on
obejść się uczciwie z pozostałemi resztami malo-
l
.
-
>>>
.
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUK!.
l
wań na ścianach innych i zachować nam prawdziwe
bogactwo, jakie wprowadził kolega jego średnio-
wieczny do ozdoby ścian, w szeregu osiemnastu
tarcz herbowych pomieszczonych rzędem w pasie
dolnym, obiegającym po ścianach kaplicy i jej szyi
wchodowej. Pas ten wysokości 0,70 metra, ma tło
złotożółte, ubogacone gałązkowym zielonym orna-
mentern, 'na nim usta wione są w odstępach zwy-
kłe gotyckie tarcze herbowe, w położeniu skośnem.
Takich tarcz przypada pod obrazem erekcyjnym
pięć a w przedłużeniu w szyi jest ich trzy, gdyż
pozostałe wolne miejsce zajmuje jakiś znak mały,
bez interesu ikonograficznego; na drugiej ścianie
szyi są cztery herby. Wszystkie dotąd wyliczone
tarcze mają wysokości O' 58 metra i znajdują się
na jednym poziomie. Wielkość tarcz zmienia się na
ścianie "Trzech Króli- i sąsiedniej "kapitu-
l a r z a", są one teraz znacznie mniejsze i zgrupo-
wane po dwa, wyraźnie brakło miejsca na większe
z powodu kominka i framugi. Będzie więc dwa
herby na jednej, cztery na drugiej ścianie. Co do
wycięć łukowatych, kt6remi przerywa się poziom
linii ograniczającej spód pasu herbowego, te łatwo
wytłomaczyć formą zaplecków siedzeń księżych,
przy ścianach niegdyś ustawionych. O ile ważnym
jest tak obfity zbiór tarcz herbowych dawnej
epoki, o tyle przyznać trzeba ze smutkiem, że ma-
larz XVIII wieku, obszedł się tutaj z niemi nieco
brutalnie i pozwolił sobie nie jeden z nich prze-
malować w sposób dla siebie łatwy, ale nie licu-
137
Grzymały, Bogorye, Leszczyce, Pomiany i t. d.,
ale wiele z nich zupełnie były nam niezrozumia-
łymi i kazały w ich odgadnięciu szukać pomocy
obcej. Na szczęście, posłużyła tu znana uprzej-
mość głębokiego badacza średniowiecznej heraldyki
polskiej Dra FR. PIEKOSmSKIEGO, który raczył mi
zakomunikować oznaczenie herbów w porządku
jak one się na ścianach kaplicy ułożyły, poczyna-
jąc od węgła przyokiennego ściany "mądrych pa-
nien". Podajemy tu jego orzeczenie wedle notatki
łaskawie nam komunikowanej, odnosząc je do po-
mieszczonych obok rysunków.
a.
b.
a. G r z y m a ł a. J estto herb Przecława woje-
wody kaliskiego, który d. 23 czerwca 1370 r. jest
zarazem starostą Wielkopolskim, a więc bezpośre-
dnim na tern starostwie następcą Wierzbięty z Pa-
nicwic (kodeks Wielkoposki Nr. 1636).
b. Herb heroldyi naszej n i e z n a n y (jest to po-
piersie lwa szarego z grzebieniem czerwonem ko-
gucim na wierzchu łba).
e. P o raj herb Jana kasztelana kaliskiego 1382.
e.
)
l
jący z tą subtelnością. niezwykłą i wykończeniem
graficzne m, jakich ślady na miejscach nieprzemalo-
wanych pozostały. Co więcej posługując się przewa-
żnie tylko dwoma barwami nie zważał na właści-
wości heraldyczne kolorów pierwotnych i kładł
gdzie chciał to ceglaste, to błękitne; wiele z tych
powierzchownych farb dało się nam na szczęście
łatwo odsunąć by dojść do dawnego malowania
i jego subtelności. Znaczna liczba tarcz herbowych
należy do heraldyki polskiej, łatwo tu dostrzedz
-
d.
e.
Może się ten herb odnosić także do komesa Do-
biesława syna Krzesława z Kurozwęk, dobro-
dzieja klasztoru lądzkiego (28 Marti 1.J48(?) obiit
eomes Dobieslaus, qui eontulil Ląng. Liber mor-
tllorum).
d. Herb' P o m i a n, należą.cy zapewne do Mi-
kołaja z Wenecyi, zwanego krwawym djabłem,
sędziego kaliskiego między latami 1381 a 1400,
który klasztorowi nadał wieś Mą.kownice.
e. Herb Godziemba.
>>>
138
OPACTWO CYSTERSKIE W LĄDZIE NAD W.ARTĄ I JEGO ŚREDNIOWIECZNE ZABYTKI SZTUKI.
f. Herb w heraldyce polskiej dziś nieznany.
Może to być herb lub odmiana herbu "G e r o"
wspomnionego w księgach poznańskich pod r.
1419 (ULANOWSKI: Materyały do hist. praw. i he.
rald. polsko Nr. 146).
g. Herb P r o s z 11 a w pierwotnej formie. We-
dle naszych heraldyków herb Proszna, przedstawia
lwa całego, dźwigającego na grzbiecie trzy wieże.
f.
g.
Zapiski jednak' z ksiąg poznańskich (ULANOWSKI :
Materyały, Nr. 131, 133) uczą nas, że ma być
tylko pół lwa, to jest lew bez głowy i trzy wide,
tak jak jest w niniejszym herbie. Ten rysunek uczy
nas także, skąd herb Proszna powstał, szczególniej
charakterystyczną wskazówką jest ów róg pośrodku
położony. Dziedzice Wyciąża czyli Chycin, pieczę-
tują się z początku XIV wieku (1305).
z.
k.
h. Odmiana herbu Byliny. Herb Byliny znany
w Wielkopolsce w wiekach średnich, wyobraża
literę S z krzyżem u góry. Używają herbu tego
z końcem XIV i na początku XV wieku dziedzice
Wróblewa, Sierakowa i i. d. (Kod Wielkopol. IV,
str. 346).
i. Róg m y ś l i w ski. Herb nieznany heral-
dyce naszej. Przypomina on takiż róg pod lwem
w herbie W yciązkich i powyż w herbie Proszna c.
k. Jest to albo herb B o r y s o w i e albo od-
miana herbu G I e z y n a znanych tylko z zapisek
sądowych średniowiecznych (ULANOWSKI: Inscriptio-
nes clenodiales 1887. Nr. 973 i 1334)'
I. Ten herb w tej formie n!e jest również
znany w heraldyce polskiej. Jest to połączenie
herbu Jelita z herbem Godziembą. Herb Jelita
użyty tu jest tym kształtem, jakiego używał pruski
ród Dębiczów.
ł. Herb heroldyi polskiej zupełnie nieznany.
m. Herb B o g o r y a należący do Jaros,ława
arcybiskupa gnieźnieńskiego, przyjaciela opactwa
w Lądzie.
n. Herb R o g a l a tt:.m od zwyczajnej odmienny,
że rogi z korony wyrastają.
1*1
h.
o. Herb D ryj a. W r. 1276 jest Albertus de
Liibenow kasztelanem zbąszyńskim a roku 1288
Bodzanta Lubaschky kasztelan lądzki (kod. Wiel-
kopolski).
p. Herb D o l i wa. Mikołaj podkomorzy kali-
ski (kod. Wielkop.).
r. Herb Z arę b a. Ubisła w cześnik kaliski 1382
(kod WielkopoI. Liber mortuorum).
I.
ł.
s. Herb L e s z c z y c
tego herbu jest Albert
wojewoda brzeski 1343 (kod. Wielko p.).
Dotąd słowa Dra PIEKOSIŃSIHEGO, z których
łatwo wywnioskować wagę, jaką nadaje ten uczony
m.
n.
co do strony graficznej naszej kolekcyi herbów.
Wszakże kilka z nich występuje w zmienionej for-
mie lub zupełnie nowej a choć nie rozwiązują za-
gadki dlaczego malarz zapewne z polecenia Opata
"
>>>
OPACTWO CYSTł:RSKIE W LĄDZIE NAD WARTĄ I .TEGO l:iHF. DNIOW IEC'Zl\'E ZABYTKI 8ZTPKI.
139
pomieśclł je razem w tej kaplicy klasztornej, do-
myślać si
łatwo, że przynależą do dobrodziei kla-
sztoru. Znamy z kodeksu lądzkiego list
tych, któ-
rzy przyczyniali si
do uposażenia opactwa aż po
czasy, w których malowanie wykonanem było, to
jest mniej wi
cej do ostatnich lat XIV wieku.
Z tych jednakowoż zaledwie pięciu odnalazłoby tu
swoje tarcze herbowe, reszta dobrodziei niebyłaby
zaznaczoną. Zważywszy jednak, że główny fun-
dator przedstawiony na tablicy erekcyjnej W i e r z-
b i ę t a z P a n i e w i c kasztelan poznański i starosta
Wielkopolski, zmarły około 1370 roku nie jest
wspomnianym w kodeksie \Vielkopolskim jako czy-
niący zapisy na rzecz klasztoru, zatem dobrodziej.
stwo jego i rodziny w innej nie dającej si
ująć
datkami do fundacyi Wierzbi
ty i jego rodziny
przyczynili. \V szakźe i zworniki krużganku powta-
rzają z nich kilka i akta o przyjaznem usposobie-
niu dostojników Wielkopolskich dla Lądu w końcu
XIV wieku nas pouczają; par
nieznanych uczo-
nemu PIEKOSIŃSKIEMF herbów, mogą być cudzo-
ziemskiego pochodzenia przynależeć szlachcie nad-
reńskiej, przyczyniającej si
do zwi
kszenia fundu-
szu na przebudowanie klm;ztoru. Stosunki o te
czasy Lądu z Kolonią i jej okolicami są stwierdzone.
Mniemanie nasze, iż tablica erekcyjna odnosi
si
do fundacyi murowanego klasztoru, potwierdza
odmalowany na niej w tyle po za kl
czącym Opa-
tem z zakonnikami wspaniały portal gotycki. Szcze-
gólniej staranne malowanie tego jakoby podrz
-
- I
o.
p.
przywilejem musiało nastąpić formie. Wyjaśnia nam
to malowanie sarno, ofiarujący św. Alexemu do-
nator trzyma w ręku model nie kościoła ale bu-
dynku klasztornego; znaczyłoby to wi
c, że sfun-
dował gmach nowy klasztorny. Jakoż zgadzałoby
si
to z powtórzonym dwukrotnie herbem Niesobia
na zwornikach sklepienia krużganków, zgadzałoby
si
z zapiską dowodzącą, że w końcu XIV wieku
przebudowanym już jest klasztór z drewnianego
w murowany. Dla niezbyt zamożnego opactwa
okoliczność taka była jakoby drugą fundacyą; to
też malarz z polecenia Opata obok herbu Niesobia
mógł pomieścić na tablicy erekcyjnej o r ł a godło
pierwszego mniemanego fundatora Mieszka Starego.
Tak spraw
stawiając, czemżeby wi
c była serya
cała herbów namalowanych w kaplicy, oto pa-
miątką tych dobrodziei, którzy si
mniejszymi
P£sałem w Styczn£u 1887 r.
SprawoadanIe KomisyJ do bad, hist, sztuki. Tom III, Zesz. IV.
-
r.
s.
dnego przydatku, nadaje mu główne znaczeme, jak
skoro szło tu o wyrażenie, że fundator to a nie
co innego zbudował a przyczynili się ci, których
herby do koła kaplicy obiegają. Brak tarczy z her-
bem N ał
c z tak powszechnym w Wielkopolce,
tłomaczy si
współczesną walką tego rodu z Grzy-
malitarni, którzy należeli do przyjaciół Lądu. Orzeł
polski na tablicy erekcyjnej, widnieje także na zwor-
niku krużganku i mógłby znaczyć współudział Ja-
dwigi i Jagiełły w przebudowaniu klasztoru.
Na tern kończymy sprawozdanie nasze z wy-
cieczki do Lądu. Przyniosłoże ono troch
światła
w sprawie historyi sztuki w Polsce, nie do mnie
należy osądzić; ale to wolno nam wypowiedzieć,
że pierwsi dajemy dokładny obraz tego, co ze sztuki
średniowiecznej przechowało w obecnej chwili da-
wne opactwo llldzkie.
18
>>>
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH.
przez
Maryana Sokołowakiego.
W ostatnich dwudziestu latach naszego stule-
cia nauki dotyczące dalekiego Wschodu, tak zna-
czne i tak doniosłe na wszystkich polach poczy-
niły postępy, że nie tylko o całe tysiące lat prze-
dłużyły historyę ludzkości, nietylko odkryły nieznane
i w zupełnych ciemnościach pogrążone dotąd cy-
wilizacye, ale światłem swe m rozjaśniły wiele nie-
zrozumiałych i niewytłomaczonych zagadek; roz-
szerzyły horyzont naszych pojęć i zaspokoiły cieka-
wość. Dzięki temu, te wszystkie wschodnie zabytki,
które wobec przeszłych pokoleń wyglądały jak
,hieroglify przed odkryciami Cham polio na iLepsiusa,
nabrały wartości i znaczenia. Były nieme dotych-
czas i martwe; ożywiły się nagle jakby za dotknię-
ciem czarodziejskiej różczki i zajęły odpowiednie
i należne im miejsce w tej spuściźnie, którą nam
pozostawiła przeszłość, przyczyniając się same do
jej lepszego poznania. O trzech zabytkach należą-
cych do tej kategoryi, znalezionych lub znajdują-
cych się na naszych ziemiach, mamy zamiar mó-
wić w niniejszej pracy. Zabytkami temi są: l) bla-
szka czy medalion z zagadkowe m przedstawieniem,
nad którem się zastanawiał Lelewel; 2) naczynie
wykopane w Dobiesławicach, a znajdujące się obe.
cnie w Muzeum XX. Czartoryskich w Krakowie
i 3) relikwiarz wydobyty przed parą laty z ukry-
cia w katedrze na Wawelu, o którym pisał w swoim
czasie ks. kanonik Polkowski. Pierwszy i ostatni
z tych zabytków były już w części chociaż niedo-
kładnie publikowane, drugi jest nieznany zupełnie;
wszystkie jednak wymagają bliższego wytłomacze-
nia. Będziemy się starali je zrozumieć w świetle
ostatnich rezultatów nauki, sądząc, że oznaczenie
ich pochodzenia nie jest zupełnie obojętne dla zna.
jomości dziejów naszej własnej kultury. Zastano-
wimy się nad nimi w porządku chronologicznym.
Zaczniemy od blaszki Lelewela, która należy do
przedhistorycznych czasów i przejdziemy do na-
czynia z Dobiesławic, znalezionego wśród naj star-
szych naszych historycznych wykopalisk, aby za-
kończyć ten przegląd na relikwiarzu, datującym
z pierwszych wieków średnich i stanowiącym po
dziś dzień jedną z ozdób skarbca katedralnego.
O zagadkowej blaszce będziemy mówili krótko,
gdyż znamy ją tylko z rysunku i niedokładnego
opisu wielkiego naszego uczonego. Nad naczyniem
i relikwiarzem zastanowimy się obszerniej, gdyż
oba te zabytki mamy pod ręką i jesteśmy w sta-
nie je lepiej i dokładniej zbadać.
Lelewel w "Polsce wieków średnich"
daje nam rysunek blaszki miedzianej, a raczej jak
się wyraża "jednostronnego miedzianego medalika",
-
I.
który za jego czasów wydobyty został z jakiejś
przedhistorycznej Podolskiej mogiły. Rysunek ten
powtarzamy (fig. 1). Widzimy przed sobą na nim
>>>
142
TRZY ZABYTKI DALEKmGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH.
wyrytą postać brodatego mężczyzny o długich wło-
sach, zwróconego ku lewej stronie. Ma on kape-
lusz z szerokiem i z lekka ku górze zagiętem ron-
dem na głowie, wziął się lewą ręką pod bok,
a w podniesionej prawej trzyma kij opatrzony rę-
kojeścią i siedzi na krześle, czy tronie, opierając
nogi na podnóżku. Pod lewem jego, podniesione m
ramieniem, w polu pustem między kijem a samą
figurą, wyobrażone są dwa kółka z gwiazdami
w środku, jakby połączone ze sobą w jedną ca-
łość, którym z tyłu i za tronem odpowiada kółko
trzecie, takież sarno i takąż sarną gwiazdę w ob.
wodzie swoim mieszczące. Suknia tej postaci jest
długa i pofałdowana, równoległemi do siebie, dro-
bnemi i podłużnemi fałdami, które na samych pier-
siach są przecięte szeregiem fałdów poprzecznych.
Nakoniec głowa jej i nogi są. przedstawione w pro-
filu, a środek ciała narysowany wprost nas.
"Czy to pielgrzym siedzący jakby król medański
na stolcu pomników Ekbatany?" - pyta się Le-
lewel. "Tylko, że w kapeluszu słowiańskim, a nie
z mitrą na głowie. Za pielgrzyma jednak chrze-
ścijańskiego, trudno go poczytać, dodaje, bo nie
ma krzyża, a kółka, któremi przystrojony, nic w so-
bie religijnego nie mają" 1). Tyle nasz uczony. Nic
więcej prócz tego świadectwa, o tym medaliku
nie wierny.
Fig. I.
Z instynktem prawdziwego badacza domyślał
się nasz historyk, że miał do czynienia z zabytkiem
starożytnego Wschodu, ale wątpił i nie umiał go
bliżej określić. Gdyby był znał odkrycia naszych
czasów, które wydobyły na wierzch tyle pomni-
ków starożytnej Chaldei, Assyryi i Azyi Mniejszej,
gdyby miał przed oczyma te ich okazy, które się
dzisiaj mieszczą we wszystkich niemal Europej-
skich muzeach, byłby go najdokładniej wytłoma-
czył. Postacie podobne zupełnie do naszej, tak samo
siedzące, brodate, długowłose i tak samo ubrane,
spotykamy na najstarszych chaldejskich pieczęciach
') LELEWEL, Polska wieków średnich T. J. Mogiła Rus'{C{a P/a-
s{C{y{na, Sir. 453, nots.
cylindrami zwanych. Tak wygląda Mcnes dziejów
Chaldejskich, król U rcham , tak Lik - Begus i tak
Gamil-Sin, królowie pierwotnej chaldejskiej stolicy
Ur, dzisiejszego Mugheir, na prawym brzegu Eu-
fratu, niedalego dawnego ujścia tej rzeki do odnogi
Perskiej. Wszyscy oni mają takież same, raz węż-
szem} to znowu szerszem rondem opatrzone kape-
lusze na głowach. Na jednym z cylindrów znajdu-
jemy nawet tak sam.: stylizowany tron 1). Ostatnie
francuskie wykopaliska Sarzeca w Tello i w Sir-
telli wzbogaciły Luwor paryzki figurami większych
rozmiarów, alabastrowemi i glinianemi, które po-
zwalają nam charakter tego stroju lepiej i dokła-
dniej zrozumieć. Widzimy na nich fałdy rurkowane,
nieraz zupełnie podłużne, to znowu poprzecznemi
pasami poprzecinane, które na całych sukniach ro-
bią wrażenie falban, a w znacznej części jak mówi
Perrot są niczem więcej, jak szlakami kolorowemi
tkanemi czy też naszytemi, które ten strój zdobią 2).
Kapelusze niektórych są owinięte zawojem, two-
rzącym turban nad rondem 3). Muzeum XX. Czar-
toryskich posiada dwa cylindry, jeden z wapien-
nego kamienia chaldejski, na którego obwodzie są
figury siedzą.ce na tronie w sukni podobnej, a drugi
mniejszy, hematytowy, opatrzony wyraźnym i pię-
knym napisem klinowym, assyryjski bez wątpienia,
jak tego sarna staranna i drobnostkowa technika rycia
dowodzi 4). Na tym ostatnim są przedstawione dwie
figury z gestem adoracyi przed boginią Anat z koł-
czanem na plecach; jedna z nich ma taki kapelusz na
głowie jak nasza, a druga suknię o podłużnych i po-
przecznych ,fałdach. Zresztą stroje tegoż samego ro-
dzaju powtarzają się i w wyrobach gliptyki innych
ludów azyatyckich, które się pod wpływem cywi-
lizacyi chaldejskiej i assyryjskiej rozwijały, miano-
wicie Fenicyan i Hetejczyków 5). Na cylindrach
chaldejskich i assyryjskich, których okazy lub po-
dobizny mieliśmy sposobność oglądać, nie przypo-
minamy sobie wprawdzie kijów w rękach siedzą-
cych na tronach postaci, ale że w Chaldei i w Assy-
ryi, tak jak na całym starożytnym Wschodzie, kij
grał niezwykłą rolę, to nie ulega wątpliwości. Nie
,) GEORGEB PERROT et CH. CHIPIEZ, Histoire de l'Art dans
l'Antiquite, Paris 1884. Chaidee et Assyrie, T. II, str. 38, fig. 3. str. 505.
fig. 228. sir, 506. fig. 230. CF. LENORMANT et BABELON, Histoire an-
cienne de l'Orient jusqu' aux guerres Mediques. Paris 1885. T, IV, str.
89, 99, CF. MENANT, Recherches sur la G{yptique orientale, T. I, p. 12 9.
) PERROT et CHIPIEZ, I. c. str. 683.
S) Tam
e, str. 554, fig 257.
ł) Nr. 390 i 214 Zbiorów muzealnych.
) PERROT et CHIPIEZ, I. c. T. III. Phenicie, Chypre, str. 629 i na-
stępnej T. IV. Sardaigne, Judee, Asie Mineure, str. 765 i następne.
-
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH.
brakni
nam dowodów na to w pomnikach, mię-
dzy glinianemi figurkami, z pałacu Assurbanipala,
które sję znajdują w muzeum Brytańskiem l), ale
ważniejszym pod tym względem od nich jest tekst
Herodota. Mówi on nam wyraźnie, że każdy mie-
szkaniec Babilonu miał za jego czasów pieczęć i kij
w ręku, na wierzchu którego było wyobrażone
jabłko, róża, lilia, orzeł lub inna jaka ozdoba,
gdyż nie wolno im było nosić kija bez ozdób 2).
Ozdoby te mieć musiały jakieś religijne znac
enie,
dla ojca historyi niezrozumiałe, i rękojeść kija pod-
niesiona w górę w naszem przedstawieniu, a pra-
wdopodobnie opatrzona jakiemś godłem, którego
zbyt drobne rozmiary nie pozwoliły uwydatnić,
musi się wraz z gestem całej postaci do tego zna-
czenia odnosić. Dopełnieniem tego są trzy kółka
z gwiazdami w środku, z których dwa są połą-
czone ze sobą, a jedno przedstawione oddzielnie.
Kult religijny starozytnej Chaldei, tak jak narodów,
które po niej kulturę odziedziczyły, był przeważnie
astrolatryczny, do gwiazd i ciał niebieskich się od-
noszący. Na wszystkich nieledwie powyżej przez
nas przytoczonych i wymienionych cylindrach chal-
dejskich, znajdujemy czy to na ołtarzach przed po-
staciami, czy powyżej nad niemi, lub w polu
przedstawienia, wyobrażone słońce, które jest tak
samo stylizowane i jako gwiazda kołem określona
oczom si
naszym przedstawia. Pieczęć króla Ku-
rigazlu w Brytańskiem muzeum jest z jednej strony
cała obrazem takiego słońca wypełniona 3). Wi-
dzimy je również na tak zwanym kamieniu Mero-
dacha tamże 4). Obok słońca na pomnikach chal.
dejskich spotykamy zwykle księżyc w formie sierpa.
Czasami jednak wszystkie główne ciała niebieskie,
będące przedmiotem szczególniejszego kultu t. j.
słońce Samas, księżyc Sin i trzecia gwiazda zape-
wne /star, Venus poranna Greków i za niemi na-
sza, są przedstawione w formie kółek z takiemi
gwiazdami. Mamy tego przykład na pieczęci koni-
cznej z agatu w dziele Perrota, między innemi 5).
Powiedziećby można, znając tak wysoko rozwi-
nięte pojęcia astronomiczne ChaJdejczyków, że w na-
szym wypadku, dwie połączone ze sobą, a kółkami
obwiedzione gwiazdy, są uwydatnieniem związku,
I) Tamte, str. 653, fig. 318.
i) HERODOT, L. I. C. CXCV. CF. M. F. CHABAB, Sur l'usage des
Batons de main chet les Hebreux et dans I'Ancienne Egypte, Annales du
Musee Guimet, Paris, 1"80, T. I. str. 35.
S) LENORMANT et BABELON, I. c. T. IV. str. 115.
') PERROT et CBIPIEZ, I. c. T. II. str. 74.
I) PERROT et CHIPIEZ, I. c. T. II. str. 690, fig. 350.
--
143
jaki istnieje między ruchem tych gwiazd ze sobą,
a że trzecia gwiazda jest rozmyślnie od nich i dla
tegoż samego powodu oddzielona. Jeszcze jedna
przy tern nasuwa się uwaga. Postać naszego przed-
stawienia ma narysowaną głowę i nogi w profilu,
a figurę wprost. Jest to stylizacya właściwa naj-
starszym sztukom ludzkości. Spotykamy ją na pła-
skorzeźbach egipskich i zwykle zwłaszcza w figu-
rach siedzących, na okazach najstarszej chaldej-
skiej glyptiki, a o wiele rzadziej na pomnikach
assyryjskich. Wszystkoby się zatem składało na to,
aby zabytek rysowany przez Lelewela odnieść do
epoki chaldejsko-assyryjskiej i uważać go za pro-
dukt najstarszej azyatyckiej cywilizacyi.
Czy rzeczywiście jednakże jesteśmy upowa-
żnieni do tego? Nie sądzimy. Naprzód zapomnieć
nie można, że mamy przed sobą rysunek Lelewe-
lowski za którego zupełną i we wszystkich szcze-
gółach przeprowadzoną ścisłość ręczyć trudno.
Rzeczywiste wymiary nawet tak medalionu, czy
blaszki, jak samego przedstawienia, są nam nie
wiadome. Nietylko, że charakter pierwotnego ry-
sunku jest w tern przedstawieniu zatarty i ma nieco
konwencyonalną i dzisiejszą rytowniczą cechę, ale
szczegóły w nim są jeśli nie zupełnie źle zrozu-
miane, to przynajmniej doprowadzone do jakiejś
poprawnej jednostajności, której oryginalne zabytki
tego rodzaju nie mają. Tak fałdy sukni, jak pasy
poprzeczne na piersiach robią nam wrażenie nie
falban, jak 11a chaldejskich, lub niektórych as syryj -
skich cylindrach, ale prędzej tak zwanych p o t r z e b
na dzisiejszym huzarskim czy węgierskim stroju,
lub w naszej szlacheckięj kapocie. Następnie kształty
ciał niebieskich, czy kółek z gwiazdami, są za
nadto jednakowe, czego nigdy w tych pomnikach
nie widać. Co nas w tych ostatnich odnośnie do
tych szczegółów uderza, to właśnie pewna roz-
maitość, która pozwala się domyślać, że współ-
cześni z łatwością każde z tych ciał rozpoznawali
i po właściwe m imieniu nazwać mogli. Gwiazdy
w kole oznaczającem słońce, miały jak się zdaje
różną liczbę promieni od tych, które wyobrażały
inne planety. T o wszystko może być porachowane
na karb dowolnej interpretacyi rysownika, ale kto
wie czy się nie tłomaczy charakterem, nie archaicz.
nym, ale że tak powiemy, archaistycznym orygi-
nału. Przypuścić można, że powstał on o wiele
później za czasów już drugiego chaldejskiego pań-
stwa, najpóźniej w VI wieku po Chrystusie i że
był naśladowany ze wzorów dawniejszych. Wa-
>>>
144
TRZY ZABYTKI DAI,EKIF.GO WSCHODU NA NASZYCH ZIF.MIACH.
żniejslą. jest jeszcze rzeczą i wątpliwość tak da-
wnego pochodzenia naszej blaszki podnosi, sam jej
materyał i rodzaj. Pieczęcie chaldejsko-assyryjskie,
zwłaszcza naj starsze, są zawsze ryte na zewnętrz-
nej powierzchni kamiennych cylindrów, a później
nieco na podstawach kamiennych ostrokręgów,
czyli stożków. Metalowe tego rodzaju pieczęcie na-
leżą do największych rzadkości, a sygnety pierścieni,
do kategoryi którychby ostatecznie nasz zabytek
zaliczyć się dało, są zupełnie nie znane 1). Używali
ich często Egipcyanie, ale jak się domyślać należy,
nigdy Chaldejczycy. Czyby zatem tak ten starty
i nieco konwencyonalny charakter przedstawienia,
jak sam rodzaj zabytku, nie dowodziły, że mamy
przed sobą produkt kultury mięszanej? Że jest on
starożytny i azyatycki, a pod wpływem chaldejsko-
assyryjskim powstały, to potem cośmy powiedzieli,
zdaje nam się nie ulegać wątpliwości.
Jakkolwiekbą.dź jest i w każdym razie, dla tych
właśnie powodów, medalik nasz nie wydaje nam
się starszym nad w. VI przed Chr. Była to wła-
śnie epoka rozkwitu pierwszych kolonij greckich
nad brzegami Pontu, które z przeciwległemi brze-
gami Azyi bez wątpienia ciągłe mieć musiały sto-
sunki. Nie Qawno, gdyż w r. 1882 nad Neissą
wpadającą do Odry, o półtory mili od Gumbina
w Vettersfelde w Dolnych Łużycach, wykopany
został rycerski przyrząd Scytyjskiego wodza, no-
szący na sobie nieomylne ślady wyrobu gręckiego
tych czasów, pdnego azyatyckich motywów i re-
miniscencyj, który znajduje się w Muzeum berliń-
skiem 1). Na tak oddalonych od Pontu przestrze-
niach, wyglądał on jak niewytłomaczona zagadka.
Na ciemnem tle przedhistorycznej przeszłości tych
północnych ziem, mówiąc słowami Furtwaenglera,
robił takie wrażenie jak słoneczny promień ginący
w ciemności, lub jak ognisty kometa na nocnym
firmamencie. Powiedziećby można zatem, że w tej
Podolskiej mogile, z której wydobyto nasz zaby-
tek, mamy przed sobą pośredni etap tej drogi,
którą tego rodzaju wyroby, od brzegów morza
Czarnego, szły daleko w głąb zachodu i północy.
Medalik nasz, snując dalej porównanie, był tylko
iskrą, którą ogon komety pozostawił za sobą
w obiegu. Z archaiczną sztuką grecką nie ma on
nic wspólnego, ale do rąk Greków z Azyi mógł
się drogą handlu dostać. Jest to jedyny wniosek,
do którego nas wykopalisko Lelewelowskie upo-
ważniać się zdaje. Inskrypcye grecki
czy rzym-
skie w kopiach humanistów, zabytki zaginione,
a dos złe nas w rysunkach XV i XVI w., zbiera
i komentuje skrzętnie nauka. Z okruchów nieraz
składa się cała nasza wiedza i ten więc okruch
dodany do innych, może mieć swoją naukową
wartość. Zapomniany już został, i dlatego zwróci-
liśmy na niego uwagę.
Przejdźmy do naczynia z Muzeum XX. Czar-
toryskich 2). W r. 1834, jak twierdzą jedni, a w r.
1836, jak utrzymują drudzy, wykopany został na
gruntach wsi Sędziszowice, należącej do dóbr Do-
biesławic, w powiecie Pinczowskim, skarb złożony
z monet, które w numizmatyce naszej grają ważną
rolę. Dobra te były własnością Anny z Zamoj-
skich księżnej Aleksandrowej Sapieżyny i skarb
ten, którego części rozeszły się po rozmaitych rę-
kach zaraz po wykopaniu, dostał się przeważnie
jeżeli nie w całości, do rąk właścicielki. Zdaje się,
że jeden Bandtkie widział go nie ledwie cały
w kilka lat po wydobyciu, ale zwracał w nim
uwagę jedynie na same monety. Stronczyński pisał
,) Tamże, T. 11. str. 691.
S) Nr. 11:3 Zbiorów Muzealnych.
II.
o nim na podstawie ustnych relacyj i okazów,
które przeszł'y w inne ręce. W skarbie tym mie-
ściły się, wedle Bandtkiego, monety niemieckie:
OUona III ct 1002), Henryka II ct 1024) i jakichś
bliżej nieokreślonych biskupów; anglo - saksońskie
Ethelreda II Ct 1013); węgierskie króla Andrzeja
Ct 1060), św. Władysława Ct 1095) i Kolomana
ct 1115); wreszcie polskie Władysława Hermana
Ct 1102) i Bolesława Krzywoustego Ct 113 9) 2).
Ogólna ich ilość miała wynosić d wie kwarty . Wszystkie
J) Zob. A. FURTWAENGI,ER, Der Goldfund von Vettersfelde Drei-
undvir:r.iegstes Program m {um Winckelmannsfeste, Berlin, r88.1, str. 5:3
, i 3 Tablice. Cr. MARYAN SOKOŁOWBKI, Dwa {lote Skarby; w Vette/'s-
felde w Dolnych Łu{ycach i w Micha/kowie we wschod/,iej Galicyi,
Kraków, 1884. Odbitka z Prteglqdu Polskiego.
») KAZIMIERZ WŁADYBŁAW STĘŹYŃBKI BANDTKIE, Numi{ma-
tyka krajowa, Warszawa, 1839, T. I, str. :l.
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH.
były tak pokryte śniedzią, że je było trudno roz-
poznać. Z monetami razem, jak mówi Stronczyń-
ski, były znalezione "szczątki jubilerskich robót
i kawałki rąbanego srebra" . Wszystko to przy tak
znacznej ilości monet, przy "tem srebrze w kawał-
kach i ozdobach jubilerską robotą wykonanych",
należało oczywiście kiedyś do zamożnego rycerza 1).
Część jakaś tego skarbu rozeszła się, jak z tego
widzimy, zaraz po wykopaniu; część drugą, cho-
ciaż zapewne o wiele mniej znaczną, rozdała sama
właścicielka między lubowników wedle Stronczyń-
skiego; reszta zamknięta została w jej szkatułce,
na co narzekali gorzko ówcześni badacze, a prze-
dewszystkiem Lelewel 2). Chociaż ukryty przez lata,
nie zginął ten skarb jednak, ale przeszedł drogą
spadku na własność wnuka księżnej, księcia Wła-
dysława Czartoryskiego, a w następstwie do Mu-
zeum XX. Czartoryskich w Krakowie, zkąd dostaje
się dzisiaj na światło dzienne, z temi nawet swemi
składowemi częściami, o których współcześni od-
kryciu nie wiele wiedzieli.
Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że w bogatych
zbiorach muzealnych z tego wykopaliska pochodzą:
l) 30 monet Władysława Hermana z trzema wieżami
z jednej strony, a z napisem Cracov i głową, lub na-
pisem Vlads z drugiej; 21 Z nich ma formę miseczko-
watą, z obwódką dokoła, a 9 jest gład
ich, bez
obwódki; 2) 33 monet Bolesława Krzywoustego
z figurą książęcą na tronie z jednej, a z krzyżem
równoramiennym i napisami Boleslaus, lub Dena-
rius, w rozmaitych waryantach z drugiej; 3) jeden
nadzwyczajnej rzadkości brakteat, czy też amulet,
-
'""
,.... . ."
. . \ -. -"
.) ..L_"
:. ..'
. \
.. 'i -- .... - _. - t.-
.
::t
,,
. ': .,....',.
.........-.
"': ,,
,
) ,
'.-.-....,.: --.
,.
jak go nazywa Lelewel z figurą św. Wojciecha,
który błogosławi klęczącego Bolesława; 4) nako-
nie c znaczna ilość tak zwanych denarów Ryxy,
czyli Wendyjskich. Sam przegląd tych monet zbioru,
l) Zob. STRONCZYŃSKI, "Pieniąd{e Piastów, Warszawa, 1847, str.
64 i następne; tudziei STRONOZY'ŃSKI, Dawne Monety Polskie, Piotr-
k6w, T. " str. 69 i T. II. str. 63.
2) LELEWEL, Polska wieków średnich T. IV, Pieni,!d{e Piastów,
str. 336 i 337.
-
145
jak tych, które z tegoż samego źródła opisywali
Bandtkie, Stronczyński czy Lelewel, prowadzi do
przekonania, że skarb Dobiesławicki, jak go nu-
mizmatycy nazywają, pochodził z pierwszej po.
łowy XII stulelecia , z czasów Bolesława Krzy-
woustego. W tym samym więc czasie zakopane
być musiały przedmioty z nim znalezione, a za-
tem i naczynie, które stanowi jego część integralną.
Stemple na tych monetach żywo nas przenoszą
w tę początkową i z tak wielu względów tajemni-
czą epokę naszych pierwotnych dziejów i pozwa-
lają wno
ić, do jak wielu ciekawych wniosków ar-
cheologicznych i kulturalnych mogłyby nasze mo-
nety doprowadzić, gdyby były metodą ścisłą i po-
równawczą na większą skalę z tego stanowiska
badane, jak to od dawna dzieje się na Zachodzie.
Na monetach Władysława Hermana trzy wieże
piramidalnemi daszkami przykryte, mają wszystkie
krzyże u szczytu, a na przodzie przed niemi, na
wyraźniejszych okazach, wyciśnięte ogrodzenie
z ostrokołów, z bramą ostrokołami najeżoną, Wyo-
brażają one zatem widok miasta ufortyfikowanego
w sposób tym czasom właściwy, z wieżami cha-
rakteryzującemi jego kościoły. Król z mieczem na
kolanach i z dłonią podniesioną, na denarach Bole-
sława Krzywoustego, siedzi na tronowem krześle,
oczywiście metalowem i składanem, które przypo-
mina takież samo krzesło na drzwiach gnieźnień-
skich i na współczesnych zachodnich miniaturach.
W brakteacie pamiątkowym, św. Wojciech, bez
infuły i nimbusu, w lewem ręku trzyma zagięty
pastorał, a prawą błogosławi i ma ornat na sobie
T:
!,\,
-
- . .-..
.....;-.
, "
. r'
.
'
)-.
....
,',
, .
Fig. 2.
tej trójkątnej formy, która się powtarza na wszyst-
kich zabytkach tych czasów. Lecz poprzestańmy
na tej wzmiance i zastanówmy się nad właściwym
przedmiotem naszej pracy.
Naczynie, które wedle żywej i bezpośrednio
od księżnej Sapieżyny pochodzącej tradycyi, wyko-,
pane zostało razem z temi monetami, składa się
z podłużnej, eliptycznej czary, o dwunastu owoi-
>>>
146
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIE
UACH.
dalnych występach, czy polach, wspartej na niskiej
i małej, a eliptyczną formę również mającej pod-
stawcę. Widok jego z boku i od spodu ze wszystkiemi
tak interesującemi przedstawieniami, w dość dokła-
dnych i o ile możności wiernych rysunkach, stawiamy
przed oczyma czytelnika (fig. 2 i 3). Jest ono kute
na kowadle w srebrze, w częściach wypukłych
i ornamentacyjnych rytowane zwyczajną, spiczastą,
a w części wklęsłą i zaokrągloną puncyną i po-
wleczone na powierzchni dość grubą jasno-żółtą,
ogniową pozł'otą. Ponieważ część górna, stano-
wiąca czarę, ze srebra czystego 15 1 / 2 łutowego,
o brzegach grubych do 3 milimetrów, została za-
nadto w p
środku odkuta, przeto wskutek użycia
tak się przetarła, że widać w niej pod światło
wąziutką szparę na wylot l). Część dolna czyli
podstawka odlana w srebrze z lekką dla płynno-
ści domieszką ołowiu, jest cyną przylutowana do
czary. Wysokość naczynia wynosi 0,05 1 / 2 ; długość
0,27 3 /4; szerokość w największem miejscu 0,19;
podstawka sama ma wysokQści 0,02. Całość waży
666,5 gramma. Rysunek nasz przedstawia 3/ 4 natu-
ralnej wielkości (fig. 3). W chwili znalezienia, obie
te połowy, podstawka i czara, były oddzielone od
siebie i już po wykopaniu zostały zalutowane na
nowo. To nam tłomaczy głuchą wieść o jakiejś
"ozdobie jubilerską wykonanej robotą i o kąwał-
kac h rąbanego srebra", której echo przekazał nam
w tak znakomitej i sumiennej swej pracy Stron-
czyński.
Na pierwszy rzut oka z łatwością ocenić mo-
żna, że mamy tu do czynienia, nie z wyrobem
miejscowym, ale z takim, który drogą handlu do-
stał się do naszego kraju. Z dwunastu owoidal-
nych pól dzielących zewnętrzną powierzchnię czary
i jakby spiętych ze sobą rodzajem klamry na spo-
dzie, dwa większe zajmują jej długość, a drugie
d wa przedłużone rozmiarami klamry jej szerokość;
pozostałe zaś ośm wypełniają przestrzeń między
temi czterema polami w ten sposób, że mieszczą
się po dwa z każdej strony pól poprzednich, wsku.
tek tego kształt czary rozczłonkowuje się syme-
trycznie do koła. Na dwóch polach największych
i podłużnych, mamy przed sobą stojące pod ar-
kadami postacie żeńskie, zwrócone na prawo i wi-
dziane w profilu, trzymające pawie, które karmią
w naczyniach podobnych do tego, do ozdoby któ-
l) O:ilnaczenie techniki naczynia zawdzięczamy p. Leonardowi Lep-
szemu, doświadczonemu znawcy wyrob6w złotniczych, kt6re je dla nas
uskutecznić raczył.
rego służą. Na polach poprzecznych i najbardziej
wypukłych, a wskutek tego na głównym rysunku
skróconych, wyobrażone są dwie pentarki, po je-
dnej na każdem pojedynczo uważanem, a pola po-
średnie wypełniają, w zwojach ornamentu roślin-
nego, z każdej strony: cztery razy powtórzony je-
leń, którego pies goni i tak samo powtarzające się
kwiaty z sześciu liści złożone. Pojedyncze pola
tych owoidalnych występów są wyraźnie od siebie
oddzielone i czara cała obwiedziona na krawędzi
wypukłą obwódką. Przedstawienia na nich, pla-
styczne i w kształtach swoich wybornie odkute,
tudzież jakieśmy widzieli rytowane dla uzupełnie-
nia i uwydatnienia szczegółów. Całość o pozłocie
startej użyciem na wypukłościach, pokryta ciemną
patyną (fig. 3).
Interesująca ta i dość kształtna czara należy
do kategoryi mis, nalewek i czar, jednem słowem
naczyń srebrnych i pozłacanych, azyatyckiego po-
chodzenia, które w ostatnich czasach żywo zaczęły
zajmować naukę. Pierwsze z tych naczyń opisał
i w dość niedokładnym rysunku publikował pre-
zydent de Brosses jeszcze w połowie zeszłego
stulecia l). O drugich pisali Koehler w r. 1803 2).
Cunnigham w r. 1838 3), Gerhard w roku 18434),
Boetling w r. 1848 5), Longperier kilkakrotnie,
a ostatnim razem w r. 18736), Stephani w latach
18 7 5 , 18 7 8 i 18 797), Aspelin B) i nakoniec Odo-
besco, który w roku 1885 - 86 streścił prace
swych poprzedników i najwięcej się przyczynił do
rozwiązania związanych z temi naczyniami zaga.
dek 9). Z wyjątkiem kilku znalezionych nad Indu-
sem, nieledwie wszystkie znane dotąd wykopane
. były w rozmaitych epokach nad brzegami Kamy
') lotem. de l'Acad. des Inscriptions et belles-lettres, T. XXX, str.
777, koło r. 1755.
II) Goething, Gelehrt. An{eig. 18o.!/, p. 47, pl. VlI.
B) Journal oj the Asiatic. society oj Bengal etc. 18!J8, str. 1049
i tamże, 1841. Nr. CXV, litr. 57 0 .
.) Archaologische Zeitung, 184.'1. T. I. Nr. 10.
&) Bullet de l'Acad. Imp. des sciences de St. Petersbourg, 1848,
str. 160.
8) Oeuvres, ed. Schlumberger. T. l. w rozmaitych miejscach
i Table Generale, 1887. Coupes.
7) Compte ren de de la Commission Imperiale archeologique de St.
Petersbourg, IB7H-79, p. 159-169, pl. VlI, fig. 5.
8) Antiquites du Nord Finno-Ougrien, fa8c. 11, p. 147. Nr. 620; tu-
dzież Travaux de la troisicme session du Congres international des Orien-
talistes, tenue a Leyde, 1878. T. II. Tego ostatniego dzieła, mimo usil-
nych starań i łaskawego pośrednictwa pana Jana Karłowicza w Dreźnie,
kt6ry usiłował nam je wypożyczyć z bibliotek zagranicznych, za co mu
serdecznie dziękujemy, nie mogliśmy otrzymać.
9) A, ODOBEBCO, Coupe d'argent de la deesse Nana-Anat, Ga{ette
Archeologique, 1885, str. 286-269, planche 33, r. 18B6. Nr. 1-2, str.
5-15, Nr. 3-4. str. 70-87, planches lO, II, 12. Podaje on cal'i powyż-
sz'i literaturę, kt6r'i w części cytujemy za nim i z kt6rej niekt6re tylko
dzieła były nam dostępne.
---
>>>
1
]
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH.
147
i Wołgi w gubernii Permskiej i dlatego też noszą
nazwę permskich starożytności. Dopiero przed parą
miesiącami znany francuski archeolog Germain
Bapst przedłożył Towarzystwu Starożytników fran-
cuzkich szereg fotografij tych tak drogocennych
jak się wyraził naczyń, które w znaczniejszej ilości
odkryte zostały po raz pierwszy na Kaukazie l).
Nie mówiąc o tych ostatnich, których właściciela
nie znamy, to naj znaczniejsza ich część należy do
hr. Sergiusza i Grzegorza Slrogonowa w Peters-
burgu; kilka ich posiada petersburski Ermitaż, je-
dno książe Obolellski w Moskwie] jedno jest
w Luwrze i jedno także w bogatym zhiorze ba-
rona Sellicre w Paryżu. Do nich przybywa nasze
w Muzeum książąt Czartoryskich w Krakowie, wy-
kopane w Dobiesławicach.
W przeszłym wieku uważano je za wyroby scy-
tyjskie, lub nie kuszono się nawet o bliższe określenie
ich początku. Najznakomitszy może i najwszech-
stronniejszy z nowożytnych archeologów, Longpć-
rier, przypisywał je w znacznej części epoce Sassani-
dów i zestawiał ze znajomością pomników wscho-
dnich sobie właściwą z zabytkami tego czasu 2).
Zaledwie dzisiaj jesteśmy w stanie większe między
niemi wykazać różnice i zdeterminować ich pocho-
dzenie w sposób, jeśli nie zupełnie wystarczający,
to w kaidym razie dokładniejszy. Naczynia te ta-
kie, jakie są, czary, dzbany, nalewki czy misy,
zawsze srebrne i pozłacane" pokryte właściwemi
sobie, a pewne wspólne pokrewieństwo mającemi,
wypukłemi i odkutemi, tudzież rytowanemi, przed-
stawieniami, wykopane nad Indusem, nad Karną
i Wołgą w gubernii permskiej, czy też jak w osta-
tnich czasach na Kaukazie, wiążą się ściśle z je-
dnym z najstarszych, a kto wie czy nie najstar-
szym azyatyckim kultem, który początkiem swym
sięga pierwotnych dziejów Azyi centralnej. Kultem
tym był kult bogini miłości, pierwiastku żeńskiego
w naturze, materyi wilgotnej, biernej. i płodnej,
którą starzy Chaldejczycy zwali "boginią panującą
nad wszystkiem, panią świata, matką bogów, kró-
lową ziemi i obfitości", jak mówią klinowe napisy.
Nie wchodzimy w to jakim był ten kult w pier-
wszem Chaldejskiem państwie, dość, że już w dru-
giem państwie BabilOllskiem i to za panowania
Nabuhodonozora, jest on rozpowszechniony w Ba-
I) Zob. Societe nationale des Antiquaires de France. seance des
1 et 8 Decembre 1886; Chronique des Arts Nr. I. 1887 Janvier.
II) LONGPERIER, Oeuvres ed. Schlumberger, 1783, T. I. Expli-
calion d'une coupe sassanide inedite, str. 72 i nastlOpne.
Sprawozdanie KomisJI do bad, hiat, sztukI. Tom, III. Zesz, IV,
---
bilonie, a zwłaszcza w biblijnem Erech, dzisiej3zej
Warka h , a bóstwo to znane pod nazwą Nana,
Ana, Anna, czy Ana'itis. Skoro Babilon upada pod
przewagą medyjsko-perskiego Zoroastryzmu, kult
ten się zaciera, jeżeli zupełnie nie ginie, lecz jeszcze
za Achamenidów podnosi się z dołu i rozkłada
czysty Mazdeizm. Artaxerxes Memnon osobnym
edyktem zaprowadza go na całej przestrzeni ol-
brzymiego swego państwa, od Indusu zacząwszy,
aż po Pont i morze Jońskie. Po bitwie pod Ar-
bellą i kolonizacyi Azyi, za panowania Saleucidów,
utrzymuje się on ciągle, a Partyjskie Arsacydy na-
dają mu szczególniejszą doniosłość, Wprawdzie od
JII w. po Chr. skoro Sassanidy na ruina;h pań-
stwa Partów, tworzą państwo nowe, na podstawie
odrodzonego w pierwotnej swej czystości Maz-
deizmu, kult ten w krajach poddanych ich władzy
upada. Trwa jednak w dawnem znaczeniu w tych
częściach Azyi, które pod władzą Arsacydów po-
zostały, mianowicie w Armenii, Zakaspijskiej Scy-
tyi i między źródł'ami rzeki Oxus, dzisiejszej Amur-
Daria i Indusu, w Baktryanie, i to do początku
IV w. po Chr., a kto wie, czy nie dłużej. W Ar-
menii ustąpił on dopiero miejsca Chrześcijaństwu,
tak_ jak w Baktryanie Buddaizmowi, oddawna na
tych ziemiach zapuszczającemu korzenie, ale roz-
szerzającemu się powoli i mieszającemu w części
z religią miejscową. Przez cały ten czas i wszystkie
te wieki, we wszystkich tych krajach i wśród na-
rodowości tak rasowo różnych, mimo tak różno-
rodnych cywilizacyjnych wpływów, z trwałością
tylko azyatyckim tradycyom właściwą, powtarza się
stale cześć bóstwa Artemis-Nannaei, czy też Nana-
Anat i we wszystkie języki mieniające się przez
wieki tego dziejowego procesu, wplata się to imię:
Nalla. Co przedewszystkiem kult ten odznacza, to
z jednej strony, jego związek, jako czci życia, ze
śmiercią, a z drugiej, prostytucya święta, która
w nim tak wielką gra rolę. Stara chaldejska Erech
jest z całą swą okolicą nietylko siedzibą tego kultu,
ale wielkiem grobowiskiem, na ktorem się całe po-
kolenia tej części świata chowają, tak jak nieda-
leko ztamtąd położona Kerbela, dla dzisiejszych
perskich Szyitów. W Erech, tak jak w Babilonie,
tysiące niewolnic prostytucyi oddanych, tak zwa-
nych Qedeschoth, dla których dziewictwo jest zbro-
dnią, obsługuje boginię. Powtarza się to i w in-
nych krajach, które tę spuściznę objęły. W Arme-
nii świątynie z zastępami takich samych niewolnic,
czy niewolników płci obojga, burzy dopiero w IV w.
19
1
>>>
148
TRZY ZATIYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH,
po Chr. król Thiridad i ś. Grzegorz Illuminator. Formy
szczegółowe tego kultu, który przechodził tak roz-
maite koleje, musiały tez zmieniat się i modyfiko-
wać, pod rozmaitemi wpływami i zwłaszcza prze-
jąć wiele szczegółów od współzawodniczącego
z nim ustawicznie Mazdeizmu. Naczynia w nim
używane, mają, w swym stylu i charakterze, wido-
czną mieszaninę cech greckich, perskich i indyj-
skich. Typy i szczegóły niektóre mogą być na nich
rozmaite, odpowiednio do ras aryjskich, semickich
lub mongolskich, które je wyrabiały. Wszystkie
jednakże, któreśmy powyżej wzmiankowali, a które
są pokrewne naczyniu naszemu, datują juz jak się
zdaje z ostatnich czasów istnienia tego kultu, z III,
lub IV w. po Chr. Są, one w naj znaczniejszej czę'
ści, jeśli nie produktami przedchrześcijańskiej Ar-
menii, to Scytyi nad kaspijskiej lub Baktryi i po-
wiedzieć można, że je wyrzuciła na wierzch osta-
tnia fala tego zmysłowego, ciemnego i mistycznego
życia, którego prąd przenika całe dzieje starożytne
Azyi środkowej. Oczyszczone toż samo bóstwo,
jako "jasna i czysta Anahita, bogini wody użyźnia-
jącej ziemię, gra dotąd rolę w nowszych księgach
Zoroastryzmu, a spadkobiercy dawnych Baktr6w,
dzisiejsi muzułmańscy mieszkańcy Afganistanu, od-
dają jeszcze cześć Pani-Nani, Bibi-Nani, czyli tej
samej bógini Nanie, której z prostytucyą tak ściśle
związane imię, pod wpływem archeologicznych ba-
dań, w ostatnich czasach wskrzesił i rozgłosił ro-
manso - pisarz francuzki l).
Że w gubernii Permskiej znaleziono tak zna-
czną ilość naczyń tego rodzaju, to dzi wić nie po-
winno. Wschodnia część Rosyi, obejmująca dzi-
siejszą permską gubernię na zachód Uralu, na pła-
szczyznach przeciętych rzekami Kamą, Peczorą
i Wyczegdą" zamieszkała przez ludność fińską, sta-
nowiła tak zWaną Biarmią Skandynawów. Grała
ona po upadku starożytnego świata, pod względem
stosunków handlowych z azyatyckim Wschodem,
taką rolę, jaką grali Grecy nadpontyńscy, za sta-
rożytnych czasów. Dwoma drogami szły stosunki
tego handlu, przez morze Kaspijskie z Persyi
i przez morze Czarne z Bizancium. Szeregi za-
bytków i monet, oznaczonych pewną datą dowodzą,
że trwał on od w. IV zaś po w. XIV 2). Biarmia,
I) Gf. o tern wszystkiem: LENORMANT, Artemis-Nanaea, Ga{ette
Archeologique, 1876. p. 10-18, 38-68, pl. 4, 5 i 6 i ODOBESCO, I. c.
w rOl.maitych miejscach.
') ODOBESCO, I. c. 1886; str. 84. Gf. Russische ReJJue IX Jahrg.
I Heft. St. Petersburg, 1880, str 404-406.
w wiekach srednich zależała czas długi od W.
Nowogrodu.
Po tym ogólnym wstępie wejdźmy w bliższą
analizę przedstawień naszego naczynia. Naprzód
powiedzmy z góry, ze wszystkie szczegóły na niem,
znajdują się, czy to razem, czy oddzielnie, na
znacznej ilości naczyń tej samej katogoryi (fig. 3).
.
.'
Fig. 3.
Na podłużnych, owoidalnych polach mamy
przed sobą łuki pokryte rozetkami, które się wspie-
rają na kolumnach zdobnych giętym ornamentem
roślinnym, o dość barbarzyńskich kapitelach i ba-
zach. Pod łukami temi stoją główne postacie przed-
stawień, dwie kapłanki, tancerki czy bajadery,
w okrągłych czapeczkach czy myckach na głowie,
z płasko ściętym czubkiem u góry. Piersi ich zdo-
>>>
149
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACU.
i,
bią naszyjniki, a ręce bransolety kończące rękawy.
Ubrane są one w suknie przejrzyste, uwydatnia-
jące wszystkie kształty ciała i fałdujące się jedynie
u dołu, jakby dla zaznaczenia, jeśli nie przerwa-
nego, to zwolnionego ruchu, o czem zdaje się
świadczyć położenie nóg i stóp. Szarfy z lekkiej
tkaniny zarzucone na ramiona i opatrzone oło-
wianemi ciężarkami, jak w greckim stroju na koń-
cach, mają jeden z tych końców wiszący, a drugi
ruchem rzucony w tył i w górę. Stopy ich są
bose, ale ujęte obrączkami, czyli tak zwanemi pe-
riscelidami na kostkach, które przeglądają z pod
fałdów sukni. Każda z nich trzyma pawia z wiel-
kim ogonem i kitą charakterystyczną na głowie,
którego karmi w naczyniu podniesionem drugą
ręką. Jedna z nich ma około głowy nimbus z sze-
regiem małych kółek na obwodzie i jakby z pół-
księżycem zlekka zaznaczonym, a osadzonym na
czubku mycki. Kapł'anki takie, a raczej hierodule
płci obojga, męzkie i żeńskie, w nieco różnych
strojach i z innemi atrybutami w rękach, ale ma-
jące takież same przezroczyste i w ten sarn spo-
sób u dołu, chociaż może nieco więcej ruchem
sfałdowane i nie rozpuszczone, lecz spięte w pasie
suknie, takież same naszyjniki i bransolety, nie-
kiedy podobne mycki na głowach i ptaki czasami
w rękach, tworzą chór taneczny do koła bogini
Nana-Anat, na dnie srebrnej, po7.łacanej misy,
która od r. 1843 mieści się w paryzkim gabinecie
Antyków 1). Przypominają one bajadery z szarfami
unoszącemi się nad głową na czarze, którą publi-
kował Koehler 2). Największe jednak i nieledwie
zupełne mają podobieństwo do czterech tance-
rek na srebrnej nalewce (aiguier
), ze zbioru
Strogonowa, którą ogłosił Stephani. Tutaj, jak
w naszym wypadku, łuki, pod któremi są pomie-
szczone, zdobią rozetki; suknie ich z lekkiej i prze.
zroczystej gazy, czy z indyjskiego mussdinu, nie za-
krywają żadnej części ciała; szarfy, przypomina-
jące tajemnicze sadere Parsisów, w ten sam spo-
sób bujają w powietrzu; strój głów jest podobny;
obrączki, czyli, periscelidy, tak zwane khalalim
Persów i Arabów, ściskają im nad kostką bose
nogi. Nareszcie dwie z nich trzymają w rękach
papugi i znane nam pentarki, które karmią w do-
datku, w czarach takich, jak nasza czara 3). Jeśli do
koła głów ich nie widzimy nimbusów, jaki otacza
I) ODOBEBCO, I. c. pl 10.
-) Rycina w Russische Revue I. c, str. 405.
S) Compte rende, I. c,
-
głowę, jednej z naszych almei, to takiż sarn nim-
bus, k6łeczkami obwiedziony, ma jedna, z figur na-
czynia, znanego z publikacyi de Brosses l). Na tern
ostatniem są również pawic, świadczące jak ważną
była ich rola w kulcie, z którym się te zabytki
wiążą. Nie ma zatem żadnego szczegółu w przed-
stawieniach naszych tancerek, któryby się nie po-
wtarzał na naczyniach innych tego rodzaju i wsku-
tek tego nie ułatwiał ich bliższej determinacyi. Są
to oczywiście prawnuczki chaldejskich Qedeschoth.
Nimbus, który na pomnikach perskich i indyjskich
pojawia się o wiele wczęśniej jak na chrześcijańskich
i oznacza nietylko bogów, ale książąt i panujących,
dowodzić się zdaje, że ta, która go ma koło głowy,
jest najbliższą bóstwa i najwyższą kapłanką, co
potwierdza z
znaczony półksiężyc na jej czapce.
W nagości samej, w stylu jej i sposobie pojęcia,
jest w nich pokrewieństwo widoczne z rzeźbami
bóstw żeńskich, zmysłowych i giętkich, które po-
krywają ściany indyjskich świątyń.
Toż sarno da się powiedzieć o innych ozdobach
i atrybutach naszego naczynia. Pentarki, czy perlice
(Numida meleagris), tak dobrze scharakteryzowane,
napuszone, o cienkich szyjach, z naroślą na głowie
i wiszącą gardzielą, symetrycznie sobie odpowia-
dające na naszej czarze, a któreś my widzieli w rę-
kach tancerek nalewki Stephaniego, są atrybutem
kto wie czy nie najczęściej powtarzającym się i nie
najstarszym bogini Nana-Anat. Spotykamy je obok
papugi na ciekawej, srebrnej i emaliowanej paterze
wykopanej w Azyi Mniejszej w Lampsaku, razem
z greckicmi wyrobami hellenistycznej epoki, która
się znajduje w Muzeum S. Ireny w Konstantyno-
polu i przedstawia królującą na tronie azyatycką
Artemis, czyli zhellenizowaną formę naszej Artemis-
Nannaei, albo bogini Nany 2). Pogonie zwierząt,
psy goniące jelenie, czy kozły, są powszechne na
wszystkich azyatyckich wyrobach. Kozły i psy, po-
jedynczo uważane, widzi się za zwierzętami bogini
specyalnie poświęconemi, tak na naczyniu opisa-
nem przez de Brosses, jak na tej samej paterze.
Ornamentacya roślinna składa się nieled wie zawsze
na tych naczyniach, jak w naszym wypadku, z ro-
ślin pnących. Jest to cllcll1-nis colocynthis, lub inna
roślina do niego podobna, a z czcią bogini zwią-
zana. Toż samo da się powiedzieć o kwiatach
I) Cyt. u LONGl'imlER, I. c. tudziei ODOBESCO. I. c,
2) AL, .sORLlN-DORIUHY, Patere d'Argent emailtee trouvee a Lam-
saque, Ga{ette A"cheologique 4-ma Liv. 1877, str. lig, pl. Ig.
>>>
150
TRZY ZARYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH.
z szescIU liści, które na tych wyrobach nie należą
do rzadkości.
Jeszcze słów parę o samej formie (fig. 2).
Taką formę mają czary z kultem Zoroastrycznym
Zend-Avasty związane, w których się mieści horn,
tudzież perskie pialeh do mleka. Widzimy je wy-
pełnione owocami w rękach skrzydlatych geniu-
szów na płaskorzeźbach Sassanidzkich w Tak-i-Bo-
stan. Co więcej, na misie paryzkiej z boginią Nana-
Anat, nietylko czarę taką mają niektóre z tańczą-
cych hierodulów w rękach, ale jedno z takich na-
czyń, jest w swej charakterystycznej formie przed-
stawione samo dla siebie na pustej przestrzeni,
między figurami, jakby dla położenia tern więk-
szego nacisku na jego hieratyczne znaczenie. Po-
dobny kształt ma czara Koehlera i naczynia w któ-
rych się karmią ptaki w rękach świętych bajader,
tak na nalewce Stephaniego, jak na naszej czarze
Dobiesławickiej, co samo dowodzi, że w pierwo-
tnem swem przeznaczeniu, forma ta mieć musiała
jakiś nam blifej nieznany, liturgiczny charakter l).
Nic nie ma trudniejszego, jak oznaczenie daty
pomnika tego rodzaju, jak słusznie mówi Odo-
besco, który nam służył za wiernego przewodnika
w całej tej analizie 2). Tak jak na znacznej części
naczyń Permskich, tak i tutaj I jest w naszych tan-
cerkach, w ich nagości i modelunku, w profilu
i charakterze kształtu widoczne pokrewieństwo
z rzeźbami świątyń Hindustańskich, z temi, które
przedstawiają boginię miłości Lakschmi, pobożne
karmicielki bogów Gopis, lub niebieskie tanecznice
A psaras. Nie znać w ich typie, ani w innych szcze-
gółach wpływu mongolskiego, ale jest znaczny,
zacierający się powoli, chociaż jeszcze nie zatarty
wpływ grecki. Stary kult Chaldejski, zmodyfiko-
wany pod wpływem helleńskim z jednej, a per-
skim i indyjskim z drugiej strony, wskazuje na
Baktryanę, jako na ojczyznę, z której nasze naczy-
nie, tak jak znaczna część innych naczyń tego ro-
dzaju pochodzi. Brak wpływów mongolskich po-
zwalałby je odnieść do pierwszych wieków po
Chr., moźe do w. III, jeśli nie do początku IV.
l) Cf, ODOIIEBCO, I. c. 1885, str. 13-14 nota.
2) Prof. ODOJJEBCO, kt6ry już po napisaniu naszej pracy otrzymał
w Paryżu fotografie; naszej czary. donosi nam pod datq 2 Marca 1887 r"
że zamierza jq publikować w anneksie, do nowego wydania swego stu-
dium, wraz z obj8llnieniami, o ktGre nas prosił, a kt6rych treść rozwi-
ne;liśmy wyżej.
Determinacya ta jednak co do daty może być tylko
z pewne m zastrzeżeniem podana, za mało bowiem
znane nam są w ogóle pomniki Baktryany, a na-
wet dzieje, które przechodziła, abyśmy pod
tym względem mieć mogli wszelką naukową pe-
wność.
Na zakończenie wypada nam powiedzieć ja-
kiemi drogami dostało się ono do Polski. Może
być, że pośrednie mi drogami handlu, mianowicie
przez W. Nowogród (?), z nad Kamy i Wołgi t. j.
z tej Biarmii, na ziemiach której naj znaczniejszą
ilość zabytków podobnych znaleziono, ale zapomi-
nać nie należy, że naczynia Permskie nieledwie
wszystkie pokryte są gra/filami miejscowych mie-
szkańców, rysunkami barbarzyńskich figur i ro-
dzajem napisów, rytemi na g.tadkich ich częściach l)
tymczasem na naszej czarze żadnego śladu rysun-
ków podobnych nie znajdujemy. Z drugiej strony,
wiadomą jest rzeczą, że monety sassanidzkie, czy
pochodzące z nad brzegów Indusu, znajdowane
były w wielu wykopaliskach, z pierwszych wie-
ków naszej historyi. W roku 1842, w Obrzycku,
w powiecie Szamotulskim nad Wartą, wykopany
został skarb złożony z monet niemieckich, fran-
cuzkich, angielskich, rzymskich, bizantyńskich, arab-
skich i perskich, między któremi były monety
Sri Samania deva, radżi Kabulu, który panował
w X wieku 2).
Czara ta mogła być przedhistorycznych cza-
sów i stosunków handlowych spuścizną, lub do-
stać się współcześnie z ostatnim swym właścicie-
lem do kraju 3). W każdym razie, daje nam ona
wyobrażenie, jakie naczynia między inne mi mogły
zdobić stoły królewskie i dostojników państwa II nas,
w czasach kiedy Bolesław Krzywousty sprawiał
drzwi bronzowe gnieźnieńskie do katedry św. Woj-
ciecha i kiedy biskup płocki Aleksander, sprowa.
dzał z dyecezyi Magdeburskiej, te pod woje spi-
żowe, które pod nazwą Korsuńskich zdohią od
XIV w. cerkiew św. Zofii w W. Nowogrodzie.
I
I) ASPELIN, I. c, cyt. u ODOBEBCO, I. c" rysunki w tekscie tamże.
1\ J. FRIEDLANDER, Der Fund von Obr{ycko , Silbermim{en QUS
dem X Jahrh, Berlin 1M441 p. 24, Tab!. III, Nr. 8. cr. LONGPERIER , I. C.
T. I, str. 362, 363.
B) P, Leonard Lepszy zwraca naszą uwagę na to, ze jak tego zna-
czne zużycie czary dowodzi , musiała być ona codziennie używana przez
długi przeciqg czasu, a naltępnie oczyszczona i że używano jej, o ile
z praktyki w tych rzeczach sądzić można, około lat 30 , nie na owoce,
lecz do potraw.
.
--
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZlĘlIHACH.
151
rf - J
'
& .
--,
'. ,,(" '
--!: ':J.-: "-......:;
" ' ; \'J . ,',' .. . ... Y" : '
: ' '_
;; .
'
r
-"
\.
' ł ,
'"
Jf', "7, ' "",
D '
'
, "ll
1t. '
':' J :fJk' ."
-
' ; .I \
Ar ;,
t..:
(fłl, ,', I ,J
'fC
'" J, L ,.
,
'\
vo.
, '
r' ' '," ';.., _
-:
'_
:'1..
-
: "
.. .-.:
':.
' t;F,
",
., .; -? .,t;
, ;':0...".,.. ','-
'\
\' , F ;..,: '" ,;. , ',-",J
, "" , "
"
- , lo' 1." '" , . .
: , , ' , r- , ' , \. ' , , q
. . . r /
" ' , " . , l,l..' .:-:".
' .", -," - :
"
I _ ,:' ł
w;
r,.j ";;,,
_ ...."'-f})
: (..
. "t ....,
, ;', }. " ,
'''
', . l'
" J . .t' " j,.
. " "h" ,..
' . ' \ ':," '. .-
\ R ot 6'..
.j(" '.I' '
"' \ \. '_ '
". : l!" '
,
.
.. ł... .'
, . ,)- ,
-'
.
t
'I.\-
:' '\ l ':
l
I '-
u
';;. .
Relikwiarz katedralny krakowski zabytek trzeci
i ostatni, o którym mówić zamierzamy, jest o wiele
późniejszy. Schowany w r. 1602 w jakimś zaułku
skarbca, za czasów biskupa Bernarda Maciejow-
ski ego, dla powodów nam niewiadomych, spoczy-
wał bezpiecznie, nie widzialny przez nikogo i nie
wzmiankowany nawet jak si" zdaje, przez lat 2
0,
aż do ostatniej wizyty biskupiej. Dopiero za bi-
skupa Dunajewskiego, d.
Marca 1881 r. wydo-
byto go na światło dzienne. Dzięki staranności ks.
kanonika Polkowskiego, obecnego kustosza katedry,
tak troskliwego o zabytki pieczy jego powierzone,
t
!
--
wystawiony na widok publiczny, wśród innych
katedralnych klejnotów, zwraca on na siebie uwag"
swym tak oryginalnym charakterem. Kanonik Pol-
kowski publikował go w swym illustrowanym ka-
talogu skarbca i poświęcił mu wkrótce po znale-
zieniu interesujący artykuł w "Czasie-, z którego
będziemy korzystali w dalszym ciągu naszej pracy l).
I) X. J. POLKOWBKI, Skarbiec katedralny na Wawelu w J/2 ta-
blicach autografowaf!Ych pr{edstawiony i objaśniony historyqnie. Kra,
--
III.
Opierając si" na cechach łudzących, na pierwszy
rzut oka, przypisywał on hipotetycznie i z wszel-
kiem możliwem zastrzeżeniem, jego początek Sassa-
nidom i odnosił jego pojawienie się u nas, do zdo-
byczy pierwszych naszych Bolesławów w Kijowie.
Jakkolwiek oddawna przyszliśmy pod tym wzglę.
dem do innych rezultatów, wstrzymywaliśmy się
jednak aż dotąd z ich ogł03zeniem, starając się
o wyjaśnienie szczegDłów i usunięcie wątpliwo-
ści w przedmiocie, który charakterem swym leży
po za granicami zwykłych i codziennych naszych
zaj
ć.
"
ft
Fig. 4.
Relikwiarz ten, którego wizerunek, tak w ca-
łości, jak w szczegółach, podajemy obok (fig. 4),
jest srebrną szkatułką, czworograniastą, z wiekiem
mającem formę ściętej piramidy. Wysokość jego
wynosi 0,18; szerokość 0,15, a długość 0,24. Waży
on całe dwa kilogramy. Zdobi go ze wszystkich
k6w, 1882, Tabl.: Relikwiar{ srebrny wschodniego pochod{enia; tudzież
tenże: Dawne Relikwiar{e katedry krakowskiej, C{as, 1881, Nr. 84
z 13 Kwietnia.
>>>
]52
TnZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEJI[IACH.
stron wypukła figuralna ornamentacya. Ściany
szkatułki podzielone są na sześć pól, ujętych w ar-
chitektoniczne ramy, z których dwa wypada na
każdą ścianę podłużną, a po jednem na każdą
z poprzecznych. Ramy te składają się z łuków
wspartych na kolumienkach. Boki wieka tworzą
cztery pola zwężające się ku górze i obwiedzione
prostemi liniami, a szczyt jego stanowi prostokątne
pole piąte. W ten sposób powstaje jedynaście pól
na calej powierzchni, które są wypełnione takąż
samą ilością grup figuralnych. Linie ograniczające
pola są wydatnej łuki arkad złożone z równorzę-
dnych wałków, stanowiących archiwolty; między
niemi a kapitelami, pośredniczą nasadniki czyli tak
zwane imposty; kapitele mają kształt wolut z na-
szyjnikiem u spodu, jakby z liści akantu w barba-
rzyński sposób pojętegoj trzony kolumn, czy pila-
strów, obwiedzione są równiei wałkami i wspie-
rają się na dwustopniowych grubych bazach; wy-
cinki między archiwoltami wypełnia ze wszystkich
stron ornament z trzech liści. Cała la dekoracya
jest trybowana czyli wybijana w blasze od we-
wnątrz i w najznaczniejszej części, jakby wygnia-
tana .narzędziem tępem na zewnątrz, a przy tern
rytowana, tudziei kropkowana czy punktowana
gdzieniegdzie. Nadaje to jej przy drobnym orna-
mencie między archiwoltami łuków i wałkami pi-
lastrów, przy delikatnych i zaledwie dostrzeżonych
wzorach na niektórych szczegółach, wschodni,
arabski charakter. Wszystko to jest pokryte bladą,
dziś startą pozłotą i opatrzone późniejszem oku-
ciem, tudzież uszkiem na samym szczycie.
Lecz główny interes koncetruje się w figural-
nych przedstawieniach. Pod dwoma łukami ściany
frontowej widzimy dwóch rycerzy na koniach,
z odkrytemi głowami i kopijami w dłoni. Mają
oni na sobie mniej więcej strój rzymskich jeźdzców
z czasów upadku, w każdym razie przypominający
klasyczne tradycye. Każdy z nich ma tunikę po
kolana, z długiemi rękawami, pancerz króiki po
pas nabijany metalem i płaszcz, sagum, spięty
fibulą na prawem ramieniu, którego kOI1ce warczą
w powietrzu, lecz' obuwie we wschodni sposób
zagięte spiczasto w górę. Konie ich są osiodłane
i w pełnej uprzęży. Jeden z nich przebija kopiją
pieszego przeciwnika, który przy podobnej zbroi
ma hełm spiczasty na głowie, okrągłą tarczę i ko-
niec kopii w ręku. Drugi zatapia kopiję w paszczy
lwa, który w ostatniem wysileniu podnosi łeb do
góry, chcąc się uchronić przed psem atakującym
go z tyłu. Pierwszy z tych jeźdzców ma zarost
i brodę i stanowi jak się zdaje główną postać
przedsta wienia ; drugi jest bez zarostu i młodszy.
W obu tych grupach mamy przed sobą zwycięztwo
i tryumf (fig. 4). Przewadze rycerza odpowiada
przewaga łowcaj pod kopiją jednego ginie wróg,
tak jak pod kopiją drugiego lew. Na ścianie tylnej
i przeciwległej sceny są inne. Dwóch pieszych
zapaśników walczy ze lwami. Jeden ubrany w kró-
tką tunikę tratuje kolanem lwa, którego przewrócił
i jedną ręką ciągnie go za język, a w drugiej
trzyma krótki miecz, jakby go chciał ugodzić.
Drugi zaś, odarty ze stroju, nagi, leży pod nogami
lwa, który już paszcze w jego ciało zapuścił.
W rysach wydatnych, silnych, o pełnym zaroście
obu walczących, maluje się przestrach i groza. Je-
śli pierwszy, mimo strachu, jeszcze nie stracił na-
dziei, to dla drugiego ona już nic istnieje. Tutaj
zatem przeciwnie, nie zwycięztwo, ale wyobrażone
jest niebezpieczeństwo i śmierć (fig. 5). Walki te
szczęśliwe, czy niepomyślne, człowieka z człowie-
kiem i ze lwami, streszczające w sobie w tych
czterech grupach, tak dramatyczne momenty, są
uzupełnione, na ścianach bocznyeh, walkami zwie-
rząt fantastycznych, jakby demonów nadziemskich,
czy to ze sobą, czy ze zwierzętami, naturalisty-
cznie, ale w całej swej potędze pojętemi. Na je-
dnej ścianie sfinks dławi dwugłowego krokodyla,
a na drugiej dwóch lwów o jednej, wspólnej gło-
wic, lwa trzeciego (fig. 6 i 7)' Nad temi grupami
ścian, pełnemi życia, ruchu i dramatyczności, ry-
sują się na wieku szkatułki grupy scen spokojnych.
W polach, piramidalnie zwężających się ku górze,
przedstawione są zwierzęta stojące w uroczystym
nastroju, koło rośliny, rozdzielającej je od siebie.
Są to dwa lwy o podniesionych głowach i wy-
ciągniętych językach (fig. 4), dwa gryfy skrzy-
dlate 1) i tak samo ustawione, lub też dwa pawie,
które powtarzają się dwa razy, na dwóch sobie
przeciwnych bokach wieka (fig.
). Lwy i gryfy
mają głowy zwrócone do cyprysu, a pawic do
cienkiej i prostej, a żł'óbkowatej spiralnie łodygi,
która jest w środku ujęta obwódką z liści i koń-
czy się u szczytu jakby szyszką wyrastającą z pół-
księżyca na podobnejże obwódzce liściastej wspar-
tego (fig. 5). Nareszcie na ścięciu piramidy, wy-
stępuje w płaskorzeźbie pies o długich uszach,
z obróżą na szyi, sam jeden w biegu (fig. 9). Po
I) Rysunku gryf6w nie dajemy.
-
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMAI{'}[,
153
walkach ścian bocznych, po uroczystym nastroju
pól wieka, ten zwierz domowy najlepiej kończy
kompozycy
. Każda z tych grup, czy scen poje-
dynczo uważanych, wygląda jakby stworzona na
miejsce, które zajmuje i odpowiada jedna drugiej,
a wszystkie razem dopełniają si
nawzajem i two-
rzą zamkni
tą i skończoną całość. Rysunek figur
w scenach wzi
tych z życia jest słabszy, ale w pe-
wnym siebie i pcł'nym akcentu kształcie zwierząt,
mianowicie fantastycznych, dowodzi wielkich i da-
wnych artystycznych tradycyj. Przy zetknięciu na-
reszcie wieka ze ścianami biegnie do koła staro-
arabski, kuficzny napis, stanowiący sarną formą
swych grubo żłobionych liter, jakby fantastyczny
płaski ornament. Napis ten zaczyna się od znaku
krzyża świętego, wyraziście zaznaczonego. Brzmi
on w nowożytnej arabskiej transkrypcyi, wedle
prof. Karabacka, jak nast
puje:
ternu, dla którego szkatułka była wykonana, co
może prawdopodobniejszą jest rzeczą, w każdym
wypadku, w związku z przedstawieniami płasko-
rzeźb, pośrednio czy bezpośrednio, do tego osta.
tniego się odnosi i dopełnia treść tych przedsta-
wień w sposób bardzo wymowny. W tern zesta-
wieniu razem z krzyżem, pozwala się on nam
z góry i jedynie na podstawie uważniejszej obser-
wacyi domyślać, że w całej figuralnej ornamenta-
cyi tego wyrobu, została hyperbolicznym i prze-
nośnym wschodnim językiem, wyrażona chwał'a
chrześcijańskiego zwycięzcy nad Arabami, na tle
walk, podniesiona do jakiejś uroczystej apoteozy
i przed którą się korzy ten, co ten wyrób wyko.
nał, lub go panu swemu w darze niesie.
Bliższa analiza samych przedstawień prowa-
dzi do tegoż samego wniosku. Przedstawienia
te są naprzód z życia wzięte, czyli do pewnego
stopnia historyczne, a następnie deko-
racyjne. Do pierwszych należą konni
rycerze. Z dwóch powyżej opisa-
nych grup frontowej ściany, główna
przedstawia walkę, a raczej tryumf
rycerza chrześcijańskiego nad sara-
ceńskim pieszym żołnierzem. Rycerz
ten ma na sobie strój podobny, jaki
widzimy na miniaturach X i począ-
tku XI wieku w psałterzach biblioteki w Stutt-
gardzie i z czasów Ottona III l), pancerz oczywi-
ście ze skóry, nabijanej kwadratowemi blachami,
czyli tak zwaną po niemiecku Brilnne, a po fran-
cuzku broigne, której zwyczaj przeszedł z Bizan-
cium na zachód 2); takąż sam
tunikę pod spodem
i takiż płaszcz, spięty fibulą na prawem ramieniu;
jedno tylko obuwie na nim przypomina wschodnie
obyczaje. Uprząż konia tegoż samego rodzaju spo-
tyka się również na tych miniaturach. Co zaś do
pieszego żołnierza, to 'wedle zdania prof. Kara-
backa, który nam je przed laty listownie zakomu-
nikować raczył, hcł'm jego jak głowa cukru jest
/
UJt1 LI Y
ul
J( uW L-j\\
I __ eL I j( dl! I
. ,
/'
I
co znaczy dosłownie: "Tylko do Ciebie je-
dnego należy całe państwo! (Ja kocham
Ciebie). T Y l k o d o C i e b i e j e d n e g o n a l e ż y
całe państwo! (Ja: kocham Ciebie). Tylko do
Ciebie jednego należy całe państwo! (Ja
kocham Ciebie") l). Ta interpretacya napisu jest
pewna, z wyjątkiem jednych słów: ./
"Ja kocham Ciebie", które
ą. naj-
f
niewyraźniejsze, czy najbardzIej za- .
tarte. Czy jest to ustęp wyrwany z jakiegoś nie-
znanego hymnu do Boga, jak przypuszcza prof.
Karabacek, czy też raczej zwrot uwielbienia ku
I) Prof. Józef Karabacek, jeden znajznakomitszych nowoiytnych
Orientalistów i dyrektor instytutu Orientalnego w Wiedniu miał przed
sobll podobizn.. napisu, SPorzlldzon'ł staraniem ks. kanonika Polkowskiego,
któreśmy mu nadesłali w roku jeszcze 188,. Pod datą 2 i 6 kwietnia te-
goi roku odebraliśmy od niego dwa listy, z których będziemy w tej
pracy korzystali. Ks. kanonik Polkowski ze swej strony przesłał tąi samą
podobiznę dwom innym Orientalistom, których tłomaczenie w Katalogu
Skarbca zamieścił. Jedno z nich Dra. Ch, Rien, z Britisch .Mu:reum jest do
naszego zbliione, drugie prof. Bick'la z Insbruku zupełnie r6ine. Ponie-
wai jednak prof. Bickel jest specyalnym znawcą języka hebrajskiego, a nie
arabskiego, jak prof, Karabacek, nie będziemy więc do jego wersyi, wagi
przywiązywać. Prof. Karabacek nam wyraźnie pisze: "Zweifelhaft ist nur
die Lesung: "Ich liebe dich..." , da diese Schrift:reichell unglaublich ver-
/JUII{t sili d ; alles anderc ist sicher".
-
+
l) Zob. J. H. v. HEFNER-ALTENECK, Trachten, Kunstwerke und
Gerijtschaften, Frankfurt am Main, ,879, T, I. Tabl. 22, 24 i 32. Podo-
bny strój zreszl'ł widzimy z jednej strony w Sangalleńskiem Psalterium
aureum z IX w. Tabl. 'I i na złotej emaliowanej blasze Monachijskiej
przedstawiającej Ukrzyżowanie, także z w, IX. Tabl. 15, a z drugiej,
w Ewangeliarzu Akwizgrańskim Ottona \II, Tabl. 36 i w Missale Mona-
chijskiem Henryka II, Tab\. 48.
2) Zob. VI(1l'OR GAY, Glossaire archeologique, art, Broigne, str. 228.
Na powyiej przytoczonych miniaturach pancerzy takich, t, j. właściwe
Brunne nie ma, ale czas jej rozprzestrzenienia się nie jest dotąd jasny. Cf
Alwin, Schulz, das Hójisclle Leben :rur {eit der .Minnesinger, J.eipzig,
t880, T, 11, str. 26, 27.
\
>>>
154
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH,
l i
:\I'!r i
:
4
.;'
rrttir
;:-. o .
..1, r
S '...-'""
\.
, l' 11'
(j
t:: , _. \
..
;'o
:-'i
+
f'
"" 1-
- .'....
,. .
''- L':, ,-
----
".
,
,(
, . ,'....;;,.1),..:" '.... *...
..L ",,----_.. :;
.
, ,. " ...,
:'
t.'-',,".'l
- .' ,,- '. , r.
,
-..: T .' ; .
'I{
ł' '-..""'
',p' ''"-.J'. '. ".. ...
.
. 'j';: : '"
'
i:,:r,"
" ·
. :1\ . ", o ',:\ \
:;o' 'J,I/i!'PI:.(,
, f'O ..,,\
..:
''-o '\."""'
;":'
' , ,'.:' '"}.
'r,,:'. - ,.'1r:i
'
-.... i.\:
. J
., ," ..,. I' l" '
l'
:
:),
I
charakterystycznym hełmem arabskim z XII w. ;
toż samo da się powiedzieć o całej zbroi, którą
Arabowie wraz z innemi zwyczajami przejęli od
Sassanidów, tudzież o okrągłym, z takim jak nasz
ornamentem puklerzu, ddrake, od którego nasza
tarC{a i niemiecka tartsche, jako wyraz, pochodzą
(fig. 4) l). W drugiej grupie mamy przed sobą
polowanie, a raczej pogrom lwa, przez podobnie
uzbrojonego, a zatem również chrześcijańskiego
rycerza (fig. 4) 2).
.' ,
'
\
',;
/rf!A
-' !
I . ·
".,
I 'I:'"
...,.""
. "
.
, '......
,I", .,
l ,
s-
. ..
. J-.
.. '
. }
) 1\;
.
-".
., .:. '
:,.
;
..::.} ,:
t
'.,,' ,
i!" --,
:.,:" '. \
: :'h :.: ','
'1 1 ' :
....
'1'"'"
,,
. "
..._ . 'Ioao,
. J - -
_ \..r ..
Wszystkie inne motywy są dekoracyjne i mają
charakter arabski. Nie mówiąc o architektonicznych
ramach, które wymagają osobnego wyjaśnienia, to
dekoracyę tę stanowią walczące ze sobą, lub spo-
kojnie ustawione, fantastycznie i naturalistycznie
pojęte zwierzęta i przeważnie, najczęściej się po-
wtarzająca, jedna roślina. Zwierzętami temi są
przedewszystkiem lwy, sfinks, krokodyl, pawie,
gryfy i pies, a rośliną cyprys, czy to cały w po-
I) J. KARABACEK, Ein damascenischer Leuchter des XIV Jahr-
hunderts, Repertorium fur Knnstwissenschaft, l. Bd. 1876, str. 276. Z o-
statnich c%asach wyszłej specyalnej pracy obroni dawnych Arabów: Dr.
FB, WILCH. SCHWARZL08E, Die Wajfen der Alten Araber aus ihren
Dichtern dargestelIt. Leipzig, 1886, dowiadujemy się, że Arabowie uży-
wali krótkich i prostych mieczów niekiedy (str. 150), jak te, które wio
dzimy w ręku walczącego ze lwem (fig. 5). pancerzy skórzanych i nabija-
nych metalem (str. 325 i n.), hełmów podobnych do naszego. kt6re po-
równywano do strusiego jaja (str. 350), nakoniec tarczy wypukłych (str,
355). Ale książka ta wyłącznie lingwistyczna i literacka i pozbawionR
illustracyj, nie daje dollć pewnych i jasnych podstaw, aby na niej można
byro oprzeć archeologiczn, analizę.
I) Nie potrzebujemy dowodzić rozpowszechnienia figur ludzkich
i scen historycznych w sztuce mahometańskiej. Zob. o tern: HENRI LA-
VOIX. LIs Arts Musulmans, De l'Emploi des Figures, Ga{ette des
Beaux-Arts, 1875, T. XII, Liv. 218, 220 i 221, Cf. PRI88E D'AVENNE8,
L'Art Arabe, Paris, 2877.
śród tych zwierząt stojący, czy jako urwana ga-
łązka umieszczony tu i owdzie. Motywy te znaj-
dujące się już w sztuce assyryjskiej, persko-acha-
menidzkiej i nareszcie sassanidzkiej, powtarzają się
w całości w arabskiej i są powszechnemi i bez
końca powtarzającemi się motywami na arabskich
tkaninach XI, XII i XIII w. Ze sztuk dawniejszych
przechodzą w sztukę klasyczną i bizantyńską; z sas-
sanidzkiej a zwłaszcza arabskiej idą drogą handlu
razem z temi tkaninami na zachód i w tych sa-
, .......:
,;..:
. .. .......
''1 .
.r'
'"'
.
. -. ....
""i'.
. :ł
.o
. ._
(' .
.."
..'...... '.
\:. ':t.:
Fig. 5.
mych nieledwie, gdyż tylko nieznacznie zmodyfiko-
wanych formach, wplatają się w ornamentacy
ro-
mańską 1). Sfinksy znajdujemy na tkaninach arab-
sko - sycylijskich 2), psy na arabsko - azyatyckich
w skarbcu kościoła Panny Maryi w Gdańsku 3),
pawie i lwy zarazem około cyprysów na arab-
skich tkaninach XII w. w Tuluzie i w Sens 4),
żeby nie mówić o innych i nie mnożyć zbyt li.
cznych przykładów. Dość jest rzucić okiem na
rysunki tych tkanin w publikacyach Bocka, Viollet-
le-Duca i Fischbacha, aby się o tern blizkiem
l) Muzeum XX. Czartoryskich w Krakowie posiada szkatułkę, obi-
janą wytłaczanemi srebrnemi blachami (Nr. 557 zbiorów M,), której 01'-
namentacya. tak pokrewna naszej. pochodzi jeśli nie ze źródeł romańskich
tego rodzaju, to z klasycznych resp. starochrześcijańskich. Widzimy na
niej walki zwierząt, centaury, jelenie. pawie, ptaki z głowami ludzkiemi.
orły rzucające się na zające, psy na lw6w, gryfy, jednem srowem też
same przedstawienia, co na szkaturce z kości słoniowej z WQrzburga.
którą HEFNER,AI.TENEK odnosi do V w. po ChI', (l. c. Tabl. I). Sądzimy
jednak, że jest p6źniejsza.
I) FR. FI8CHBACH, Ornamente der Gewebe, 1883. Tabl. 129, .
.) A, HINZ, Die Schat{kammer der Marienkirche (U Dan{ig. Dan-
zig 1870, 2 Th. Tabl. XXXI i XXXII.
') VIOLLET-I,E DuC, Dictionnaire raisonnć du mohilier francais, 1874.
T. III. art. Etoffes, Tabl. VI.
--
>>>
TRZY ZABYTKI DAI,EKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH.
155
pokrewieństwie, jeżeli nie o zupełnej identyczności
między te mi motywami a motywami tkanin prze-
konać. Styl rysunku tych zwierząt przechodząc
w ten sposób wieki historyi i tak rozmaitych cywiliza-
cyj, przeważnie drogą tkanin, zachował w pewnych
wybitnych swych cechach, ślad tego pochodzenia
i związanego z niem dekoracyjnego charakteru.
Uderza nas w nim naprzód przejście form zwie-
rzęcych w roślinne, lub wyjątkowo w formy zwie-
rząt innego rodzaju. Na naszych przedstawieniach
ogony wszystkich lwów, nawet tych, co są wyo-
brażone w walce z człowiekiem, a zatem w real-
nej i z życia bezpośrednio zaczerpniętej akcyi, koń-
czą się roślinne mi palmetami, łby ich mają twarze
ludzkie (fig. 6) 1), a ogon sfinksa ma na samym
: .,,1'-" .... C;;''': fi .. .-, ;" t.,
ł
''::'';
.-
.
i'1i',:: :' ' i
: 1
.£
!.' -g; I.\r')
-ł-
' "'
,)!I.,
II
l" ' ,
.
"-
_
'_ ."
\
::
r-
.
-
'-!.';i -
r-!.
." .
_ .:.-
:;.Joo __ _ - ... . .....
ł
t " ;':' , ,..,C"
'
_".,,".
\\\.. J,' '. :
y.., -; ',...'. . " ".,' ;-:\\ '
::"'e:'
. (' ,.f....,.
..'....
...JJ'.
r.I....., '9
'''-
,: ,,', " " " I l ' :L
: '
',
I , ,. :- '\'t ' I ":"
;', i "';' " ,
,.
,:
' .:
-
,.' , ." :,'
..!"
'. " ł '" : . ...., 1\- . .. l....
)
."
h '.. \. =..c.
.
..-r
.J.. L
: .,. . . ..........
,"" :. '. (, , "'" ...
, " ,.,'
:
,: ,
?.!-=-':
.'
. .',' . ....'\t'f} , ,
::jy "'., '
: ;" , " : ';"
,..
,..,-:t,
.;i
.", . , ".:
. :
fIii.. .
" '.. """. }/ j ! ' t., j. ,!,. ':."', ' ..c"', \.
j h, .....
,','.' "
,' ".( _';' o,'
"'
'
. ..' -f','\-- t' '.. -, -.:.. I!i ' " '"
"ł ,.:....... "łI:
i
"
-?'
' :
i"
" ·
. \ ,;.o 0C ' '\
; .
. '
"
" '" j'; :;: '
,;,' y, ",
'r,:':'f'
"'-"'-'
'
',.",
.J!
('1 1:\.,:.. ....... _ ." bt.
,".'" ,
'" , ,..,.,:j.._"'" ' - c. :,';' , , ':' ,
Fig. 6.
końcu osadzoną głowę węża (fig. 7). Też same
zwierzęta i dla tych samych powodów są wyo-
brażone albo z dwoma głowami symetrycznie so-
bie na dwóch krańcach ciała odpowiadającemi, jak
u krokodyla walczącego ze sfinksem, lub też przy
jednej wspólnej głowie mają dwa korpusy z dwóch
stron się rozchodzące, jak w walce lwów ze sobą.
Bardzo być może, że ten ostatni motyw, który już
na naj starszych azyatyckich wyrobach spotykamy,
miał swój początek w usiłowaniu tak charaktery-
stycznem pierwotnych czasów, uwydatnienia wy-
pukłości kształtu i wskutek tego przedstawienia go
jednocześnie z obu stron, czego nie można było
uczynić inaczej, jak osadzając dwa korpusy na je-
I) Lwy z twarzami ludzkiemi na tkaninach arabskich: Zob. FR.
BOCK, Geschichte der liturgischen Gewiinder des Mittelalters T. l. str. 4 1
I Tabl. VI.
Sprawoadanle KOWB11 do bad. hbt, Bztuki. Tom III. Zetlz,IV.
---
dnej głowie 1). W każdym razie utrzymał on się
i przyjął, jako szczęśliwy środek wypełnienia prze-
strzeni, w epokach, które już pierwotną naiwność
straciły. Symetryczny układ dwóch zwierząt tej
samej wielkości i tegoż samego kształtu, powtarza-
jących się identycznie i niezmiennie z dwóch stron
jakiegoś środkowego przedmiotu, wprowadzający
rytm i miarę w układ motywów, ma sam przez
się ornamentacyjny charakter. Nakoniec długie
ogony zwierząt, jak n. p. lwów, zagięte w tył i za-
kręcone około nogi, a następnie wyrzucone, że tak
powiemy w górę, noszą w całym swym kształcie
i w kierunku swego zagięcia, ślad techniki tkackiej,
która używając lwa, jako dekoracyjnego i powta.
rzającego się ustawicznie motywu, nietylko potrze-
: f
j-}a ,
1
'R'7'" l:
,--",
.",
l'
'
J.
l
'i(\\ ''-.' r "J,t
"
,
::':
:0
:./J . -
,
,
.
,,'
,/ "
' ....' ,,
, "' \i' " l .
:;"
J
-
. ',';;: ....
H'-":'
';;"
.1 ',' \\
' .....' ........'t. '
' '
;L,' ..' \. :1
;'
:/. \
-1
. ;:
.
.,' ,:: .
,. ".
L " ,l ',', '" , .....
" ?
.
:'
!
"i- ,
';'" '",-," "'
=
'
.. , )' ,}. .. "- ".,' --,.
"I :.:
;
\
" . ,
:,:, r' '
'
'
,.,' ,'. '-ł-,
'; ł
!i. ł
.t '
'I ,"
,
._; ,.
lo": .
.'
'
ł-
'...(
'
"
e-'
:--'
.. ..
Fig. 7.
bowała ten długi ogon w zamkniętym i skupio-
nym w sobie rysunku zwierzęcia pomieścić, ale nie
miała innych środków, dla uwydatnienia silnej jego
budowy i odznaczenia wypukłości tylnego kościo-
składu. Ten zmysł dekoracyjny nietylko jest wi-
doczny w pojęciu kształtu samych zwierząt i ich
układzie; jeszcze bardziej bije on w oczy w in-
stynkcie wszystkich sztuk pierwotnych i prastarych,
dążących do równomiernego zapełnienia przestrzeni
i który tak jak natura nie znosi próżni: horret
vacuum. W grupie walki dwóch lwów z lwem
trzecim, ten ostatni zajmuje tylnym swym korpu-
sem część tła i pozostawia puste miejsce koło
l) Zob. o tern uwagi A. S. MURRAY, Perspective as applied in ear!r
greck art, The Journal oJ Hellenic Studies, Vol. 11, str. 318, 323. M6wi
on: "Twa lions amicab[y confronted are an absurd spectacie to common
intelligence" .
20
>>>
156
TRZY ZABYTKI DALEKrF.GO WSCHODU NA NAAZYCH ZrF.MTACH,
głowy, które należało wypełnić. W próżni
tę za-
tem rzuconą została gałązka cyprysu, z walką nie
mająca związku, ale przywracająca rysunkową
równowagę. Toż samo jest na wieku, w grupie
lwów i gryfów, gdzie dolne kąty pola wymagały
zapełnienia. Idzie to tak daleko, że każda pusta
przestrzeń się ornamentuje. W naszym wypadku
kropkowane arabeski zdobią nietylko czapkę sfin-
ksa, hełm Araba, nasadniki kapiteli, ale nawet
wyciągnięty język lwa, którego zapaśnik z mieczem
w ręku powalił o ziemię (fig. 5) l). Pokazuje to
najlepiej, jaki zmysł całej tej ornamentacyi prze-
wodniczy i jak dobrze ona charakteryzuje ten
Wschód, ojczyznę nieledwie wszystkich, przynaj-
mniej najważniejszych motywów dekoracyjnych
ludzkości, którego wyroby są dla nas dotąd wzorami
dekoracyi.
Ale to nie wszystko. Na formie się ta deko-
racya nie kończy. Obok niej i w niej samej, ma
ona treść ukrytą. Motywy te, jakkolwiek orna men-
tacyjnie użyte, wyrażają pewną myśl i są same
przez się symboliczne. Prof. Karabacek dowiódł
niezbicie jak wielką rolę gra symbolika w orna-
mentacyi perskiej i arabskiej 2). Wiemy dobrze, że
nieraz same tylko napozór arabeski, służące za
ornament i cieszące jako takie oko, zaginające się
fantastycznie i łamiące, aby ustroić i wypełnić
przestrzeń, są złożone z liter, które uważny zna",vca
odczytuje i w których zestawieniu ze sobą znajduje
werset Koranu lub strofę poety; wiemy, że na ca.
łym mahometańskim Wschodzie bukiety kwiatów
tworzą nieraz znaczące selamy, które można zro-
zumieć nie będąc księżniczką tysiąca nocy i jednej.
Toż samo ma miejsce i tutaj. Obok tryumfu chrze-
ścijańskiego rycerza nad saraceńskim żołnierzem,
mamy podobny trYlImf jego nad lwem, a na stro-
nie przeciwnej wyobrażone nieszczęśliwe walki
wschodnich ludzi i Arabów, jakby typy same do-
myślać się pozwalały, ze lwami. W symbolice
Islamu lew oznacza panującego: sułtan melik, albo
panowanie: mulk 3). Artysta zestawiając te walki ze
sobą, daje nam do zrozumienia jakiego to wroga
nasz rycerz pokonał, mówi nam wyraźnie, że wróg
ten był prawdziwym sułtanem i żeby to pojęcie
l) Na naszej rycinie szczeg6ły te nie dość wyraźnie wyst'lpiły.
I) W podstawowem swem dziele: Die Persische Nadelmalerei
Susandschird. Leipzig, 1881. Wspomina on nawet naszą szkatułktC, ozna-
cza i tłomaczy jej pochodzenie na podstawie rysunku pojedynczych figur,
kt6reśmy mu nadesłali, ale nie wchodzi w jej szczeg6łową analiztC. po-
niewaf jej nie widział. Zob. str. 149.
B) KARABACEK, Die Persische Nadelmalerei, str. 142.
tern donioślejsze m uczynić, mnoży i powtarza sceny
jedna za drugą, pokazuje groźne czyny tego suł-
tana a przez toż samo uwydatnia znaczenie zwy-
cięztwa. Hyperł"oliczny język wschodnich porównań
w każdej nowej grupie przybiera coraz silniejszy
ton i podnosi się do coraz wyższego nastroju. Na
bocznych ścianach dwa lwy o jednej głowie, wal-
czące ze lwem jednym, są tylko dalszą parafrazą
tej samej myśli. Nakoniec przychodzi sfinks z kro-
kodylem. Sfinks nazywa się w symbolicznym arab-
skim j
zyku Abll-l-hol, co znaczy " ojciec stra-
chu", a krokodyl, timsah, "potężny, lwu równy
wróg" l). Mamy zatem przed sobą w grupie osta-
tniej "ojca strachu", który pokonał "lwowowi ró-
wnego wroga", tak jak ów chrześcijański rycerz
Araba. Ten paralelizm walk człowieka z walkami
zwierząt przeszt:dł ze Wschodu w średnich wie-
kach w romanizm, a w następstwie i do nas.
Spotykamy go na portalach i ścianach romańskich
kościołów i kapitelach kolumn. Na niektórych pia-
stowskich monetach, mianowicie Władysława II,
widzimy z jednej strony olbrzyma, uderzającego
mieczem małą postać klęczącą u jego stóp, a z dru-
giej orła rzucającego się na sarnę 2). Dekoracya
zatem rzeźbiarska i plastyczna całej dolnej części
szkatułki w tern świetle staje się zrozumiała i ja-
sna; jest ona w treści swej naj właściwszą, że tak
powiemy podstawą napisu, który ją wieńczy. Zda-
jąc sobie z niej spraw
, rozumiemy dobrze dla
czego napis nam mówi: "do Ciebie jednego należy
całe państWo!".
Lecz idźmy dalej. Na ścianach wieka przed-
stawiony jest cyprys, między dwoma lwa
i, dwa
razy powtórzonemi pawiami i nakoniec gryfami
(fig. 4 i 8). Oznacza on drzewo życia i idzie swym
początkiem od naj starszych assyryjskich tradycyj.
Drzewo to znajdujemy na pomnikach perskich
Achamenidów i Sassanidów, a po nich Indyan
i Arabów. Jest to biała rajska Homa, czyli Horn,
albo Soma, której sok żywotny zapewnia tym co
go piją nieśmiertelność. Arabi nazywają je Thuba 3).
Wedle ich pojęć rośnie ono w raju i u jego stóp
wierny wyznawca Iślamu życia wiecznego używać
będzie, ale aby zapewnił sobie i "kupił, mówiąc
wschodnim językiem, miejsce pod niem na całą
wieczność, musi już za życia rozpiąć w jego
J
I) Tamże, str. 150.
I) cr. STBONCZYŃSKJ, Dawne Monety Polskie, Piotrków, 1884 r.
Część II, Tabl. VIII.
8) KARABACEK, Die Persische Nadelmalerei, str. 152, 153.
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH,
157
cieniu namiot" l). We wszystkich wschodnich przed-
stawieniach otaczają go symetrycznie ustawione
i w uroczystym nastroju pojęte zwierzęta. .Wyo-
brażają one uwielbienie i ukorzenie się przed niem
całego stworzenia. ,V assyryjskiej sztuce jednorożce
czy kozły padają często na kolana z dwóch jego
.
,
'..{
.i...
';. ".--,,'
,--
.. ::
:::
,.
...i.._
,
" ,
I' ';...... ,
_f "._
.
i"
ł I f I"
Fig, 8.
stron 2). Tutaj mamy spokojne i stojące z podnie-
sionemi w górę głowami i z wyciągniętemi nieraz
językami lwy, gryfy i pawie. Znaczenie tych scen,
tłomaczy nam wymownie wzór tkaniny arabskiej
XI czy XII w. z kościoła s. Sernin w Tuluzie,
na której pod takiemiż samemi jak nasze i tak
samo koło Thuby stylizowanemi pawiami brzmi
kuficzny napis: "B ł o g o s ł a w i e ń s t w o d o s k o-
n ał e!" 3). Drzewo samo, horn czy thuba bywa
rozmaicie przedstawiane. Na assyryjskich pomni-
kach jest to albo tarnariscus, albo rodzaj palmety
liściastej, czy też obrosłej szyszkami, na sassanidz-
kich przybiera ono najrozmaitsze i naj fantasty-
czniejsze kształty, raz o szerokich liściach, jak na
znanej wazie z St. Maurice au Valais, to znowu
o delikatnych szypułkach i o wyniosłej, a cienkiej
łodydze, jak niekiedy na tkaninach; na perskich
i arabskich kobiercach przypomina raz irys, to
znowu ma nieokreślony i fantastyczny kształt
z szyszką u wierzchu, ale we wszystkich tych wy-
padkach jest nieledwie zawsze ornamentacyjnie po-
jęte i pod wpływem dekoracyjnych warunków się
powoli zmienia i transformuje 4). W pewnej jednak
epoce zastąpione bywa drzewem cmentarzy i gro-
J) Tam!e, str. 154.
») PERROT et CHIPIEZ, I. c. T. II. str. 321, fig. 138.
I) VIOLLET.LE,Duc, I. c. Tabl. VI.
i) cr. FERD, PIPER, Der Baum des Lebens, El1angelischer Kalen-
der fur 1 86.fł, str, 76 i następne, tudzie! CAHIER et MARTIN, Melal/ges
d' archeologie. T. III, :ltr. 124.
--
bów-cyprysem, z którego przeznaczeniem i trwałą
zielenią wiąże się od dawna myśl nieśmiertelno-
ści l). W tej już formie spotykamy je najczęściej
na bizantyńskich pomnikach rozmaitego rodzaju,
również jak na arabskich. Ale obok cyprysu, który
rozdziela tak lwy, jak gryfy, od siebie, mamy, mi,,-
dzy pawiami naszego wieka długą, spiralnie żłób-
kowaną łodygę z szyszką wyrastającą z półksiężyca,
która budzi wspomnienie assyryjskich szyszek ta-
kich samych, wyrastających z tak ulubionych w tym
stylu wolut. Wybór zwierząt przeznaczonych do
adoracyi na nasze m wieku nie jest dowolny. Ka-
żda ich grupa odpowiada najlepiej miejscu, na
którcm jest wyobrażona. Lwy koronują przedsta-
wienie tryumfu i zwycięztwa, gryfy, z któremi się
zawsze we wschodnich wyobrażeniach pojęcie
śmierci wiąże, sceny grozy i strachu, a dwa pa-
wie na bokach, ze związanem z niemi pojęciem
życia, pośredniczą między tym tryumfem, a tą
śmiercią. Całość jak z tego widzimy przedstawia
nam zycie przysz.łe, a raczej: "błogosławieństwo
doskonałe" w cieniu rajskiego drzewa, na całą
wieczność. Po tryumfie. i panowaniu, które jest
SZczęSClem ziemskiem, mamy zatem przed sobą
szczęście niebieskie. Rycerz, który pokonał swych
wrogów za życia, rozbił tern samem namiot swój
w cieniu świętego drzewa i będzie pod niem spo-
czywał po śmierci.
Nakoniec przychodzi jedno jeszcze przedsta-
wienie, które całą kompozycyę zamyka. i kończy.
Na ściętej powierzchni piramidy koronującej szka-
tułkę biegnie pies gończy z obróżą (fig. 9).
r-
' ..., ,..;-,-'
' . ", " I
, " _.' . Os ....,' ', / -
.', .,
-
-', '"
,': - ,
; -n', \',';': r
I ,_, 'If I _,
'.:' " ,
t
'o" ' , " "
' ;,'.
. :-.,. :A '-
..'l.'II "'
Jf"łt, _....,."..,._. .
... "..... '.
.
Fig. 9"
Ze wszystkich źródeł wiemy, jak wielką rolę
w życiu tych wschodnich społeczeństw grały łowy
i nie mniejszą u Arabów, jak u poprzedzających
ich perskich Sassanidów, czy Achamenidów, lub
też jeszcze dawniejszych Assyryjczyków. Na dwo-
rach sułtanów i kalifów, każdy szczęśliwy myśli-
wiec, łowczy, dworzanin, czy sługa, za zabicie
J) cr. o znaczeniu cyprysu: PAULUB CAB8EL, Literatur und Sym-
bolik, Leipzig, 1884.
>>>
158
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU YA NASZYCH ZIEMIACH.
gazelli lub strusia, dostawał drogocenną suknię ho-
norową. Szczęśliwe łowy dawały sławę in i pod-
nosiły tego, który brał w nich udział do godności
rife l). Pies, ze złotą obróżą, którą mu za zasługę
w takich łowach wł'ożono, stał się symbolem sławy.
Na prześlicznej arabskiej szkatułce z kości słonio-
wej, która należy do przemysłowego Muzeum
w Berlinie, pod szeregiem psów z obróżami czy-
tamy napis: in-jadem: "trwała sława!" 2). I u nas
zatem ten pies w obróży, tak podobny do tego,
który lwa o śmierć przyprawia, na jednem z przed-
stawień, oznacza sławę. Po tryumfie w życiu do.
czesnem i szczęściu jakie ten daje, po zapewnieniu
szczęścia wiecznego, mamy więc posiadaczowi na-
szej szkatułki zapewnioną sławę. Wszystko co tylko
może być pożądanego dla człowieka jest mu dane:
panowanie na ziemi, żywot wieczny w niebie i po
śmierci sława. Piętrzy się to od dołu i idzie coraz
wyżej w górę. Od dotykalnych i realnych danych
się zaczyna i do idealnych przechodzi, aby się na
najmniej ujętych i znikomych, lecz równie zawsze
pożądanych, skończyć. Wobec tego, jakże silnego
akcentu nabiera sam napis, jak dobrze czujemy,
że streszcza on tylko w słowach to, co plastyczne
formy w swój sposób wypowiadają: wszystko co
posiąść może człowiek, całe jego państwo!
Bukiet dekoracyjnych kwiatów, mówiąc wscho-
dnim językiem, zamienił się na selam, któryś my
w najdrobniejszych szczegółach wytłomaczyli, ale
nie powiedzieliśmy nic dotąd o dacie szkatułki,
.
ani o miejscu jej powstania. Tak krzyż chrze-
ścijański, jak paleograficzne właściwości, a miano-
wicie jak ductus już zepsuty napisu, świadczą zda-
niem prof. Karabacka, że nie może być ona star-
sza nad w. XII. Dacie tej odpowiada zresztą sty-
lizacya zwierzęcych motywów, którą w podobnych
formach na tkaninach arabskich tego stulecia znaj-
dujemy. Wykonana być zatem musiała przez ja-
kiegoś arabskiego artystę, dla chrześcijańskiego pa-
nującego w tych czasach i krajach, w których te
dwa żywioły arabski i chrześcijański, stykały się
naj bliżej i mięszały, wpływając wzajemnie na sie-
bie, a zatem w Hiszpanii, Sycylii, Syryi lub Pa-
lestynie, Sądzimy jednak, że można to pochodze.
nie bliżej i z pewną ścisłością oznaczyć, wyjaśnia-
jąc niektóre wątpliwości, o jakicheśmy dotąd nie
mówili, a jakie nasz wyrób nasuwa. Jest rzeczą
I) KARABACEK, l. t'. str. '47, 14 8 .
II) Tamie, cr. Fuhrer durch d;e Sammlungen des Kunstgl!werbe-
.łfuseums, Berlin, 1885, z katedry w Speier, str. 14.
pewną, że mimo swego arabskiego charakteru,
szkatułka nasza różni się pod wielu względami od
wielu innych, a jej współczesnych arabskich wy-
robów. Co ją przedewszystkiem od tych ostatnich
odróżnia, to względna oszczędność w użyciu gię-
tych linij i właściwych arabesek, których obfitość
tamte cechuje, widoczna w niej przewaga kształ-
tów prostych i szerokiego plastycznego modelunku,
nad drobnostkową, linearną czy roślinną ornamen-
tacyą. Dekoracya jej jakeśmy widzieli składa się
z ram architektonicznych i wielkich grup figural-
nych, wystarczających sobie samym, a zatem
w swych rysunkowych i stylistycznych pierwia-
stkach, zbliża się już przez to samo więcej do
stylu klasycznego. Architektoniczne jej ramy nastę-
pnie mają, co jeszcze bardziej uderza, pewne formy
bardziej jak zwykle w arabskiej architekturze, sztuce
bizantyńskiej pokrewne, jak n. p. ten w arabski
sposób ornamentowany, ale bizantyński nasadnik,
pośredniczący między spadkiem łuku, a barbarzyń-
skim jońskim kapitelem. Toż samo do pewnego
stopnia powiedzieć można o wolutach kapitelu sa-
mego, przypominających naj dawniejsze azyatyckie
tradycye, ale do których architektura arabska nie
ma szczególniejszego zamiłowania. Liście akantu
w naszyjniku tych wolut wyglądają jakby wyjęte
z późnych bizantyńskich miniatur. Wszystko to na-
daje naszej szkatułce charakter różny od znanych
nam współczesnych metalowych wyrobów arabsko-
sycylijskich, lub maurytańsko - hiszpańskich, a na-
wet od tych, które pochodzą z głębi Syryi. Ta
przewaga modelunku nad linearnym rysunkiem i ta
plastyczna ornamentacya przypomina najbardziej
resztki i fragmenty, jakie pozostały w dzisiejszem
Koniah, w starożytne m Iconium, po rzeźbach XII
wieku z czasów Seldżuków l). Mieliśmy sposobność
tam sami przed laty oglądać fryzy złożone dzisiaj
na składzie, a pochodzące z dawnych murów miasta,
na których są przedstawione goniące się zwierzęta,
pantery, jelenie, gryfy i słonie, orły dwugłowe i geniu-
sze skrzydlate z koronami na głowie, w fantastycznych
strojach mające podobną cechę. W rozwalonych dzi-
siaj oberżach, czyli tak zwanych khanach przydro-
żnychAzyi Mniejszej, można napotkać nieraz półsłupia
wałkami takiemi obramowane, jak w naszym wy-
padku. Toż samo być musi w tych częściach Sy-
ryi lub Palestyny, a mianowicie w tych miastach,
1
I) cr. Lions et Faucon, du chateau de Konieh: TEXIER, Asie Mi-
neur, Paris, MDCCCLXII. Tabl. 57, w Univers Pittoresque. WielkiegQ
dzieła TEXIER, o Azyi Mniejszej, z Attlasem, nie mamy pod nik,.
..
>>>
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH.
159
w których żywioł saraceński bezpośrednio się sty-
kał z bizantyńskim i gdzie ludność arabska żyła
obok greckiej, jak w Antiochii, w Edessie, a na-
wet w Jeruzalem. Sądzimy zatem, że nasza szka-
tułka wykonana została w jednem z tych centrów,
zawojowanych przez Chrześcijan po pierwszej woj-
nie krzyżowej i dla jednego z panujących tam
wówczas. Wiemy, że rycerze krzyżowi i ci, którzy
byli ich przewodnikami, tworząc efemeryczne swe
państwa i urządzając je na sposób feudalny, żenili
się z Saracenkarni. przyjmowali obyczaje arabskie
i z drugiej strony, sami wpływali na miejscową
ludność. W takich warunkach jedynie mogła ona
powstać i wyjść z rąk arabskiego kunsztmistrza, na
cześć jakiegoś Bohemonda czy Baldwina, którego
tryumf i chwałę, ze wschodnią przesadą i wscho,
dnim hiperbolizmem, dekoracyami swemi i przed-
stawieniami opiewa. Jako pomnik z tych czasów,
wiążący się całym swym charakterem z tak wiel-
kiej doniosłości wypadkami, szkatułka ta jest wy-
jątkowym zabytkiem, którego katedrze naszej naj-
bogatsze zbiory i skarbce katedralne pozazdrościć
mogą. Jedyna druga o ile nam wiadomo, szka-
tułka tego rodzaju, wykonana w srebrze i opa-
trzona chrześcijańsko-arabskim napisem, a pocho-
dząca jak się zdaje z XIII w. znajduje się w skarbcu
rycerzy Zakonu Niemieckiego w Wiedniu, jak nam
donosi prof. Karabacek.
Jest jeszcze jedna wątpliwość, której nie usu-
nęliśmy dotąd, a która zdaje się osłabiać ścisłość
tego rozumowania. Wątpliwością to jest strój
i uzbrojenie chrześcijańskich rycerzy na naszych
przedstawieniach. Widzieliśmy już, że pochodzi on
z X czy XI w. i że stoi wskutek tego w sprzeczno-
ści z oznaczoną przez nas datą, W końcu Xl
i w XII w. rycerze palestyńscy takich już zbroi
nie nosili. Inaczej bezwątpienia wyglądał ten ry-
cerz na cześć którego ją wykonano. Głębsze zasta-
nowienie się jednak nad warunkami rzemieślni-
czych technik i nad trwałością wschodnich trady-
cyj, tę pozorną sprzeczność tłomaczy. Wyroby ta-
kież same, ale przeznaczone dla wyznawców lślamu,
dla sułtanów i kalifów, z podobną dekoracyą i ta-
kierniż samemi przedstawieniami, należały do dość
powszechnych w ówczesnym arabskim i maury-
tańskim świecie. Przy innym stylu nieraz wyrażały
one też same myśli, tylko że wyobrażono na nich
tryumf saraceń
kiego rycerza nad chrześcijańskim.
Prof. Karabacek zwraca naszą uwagę na ścienne
malowidła maurytm
skiego pochodzenia w jednej
............. -
z wież kościoła św. Dominika w Segowii, gdzie
ta scena jest tak właśnie pojęta l). Stroje i atry-
buty walczących były tradycyą artystyczną i rze-
mieślniczą utarte; każdy mógł odgadnąć od razu
kto jest zwycięzcą, a kto zwyciężonym. Arabowie
przed zetknięciem się swoim ze światem zacho-
dnim, innych chrześcijańskich rycerzy, jak rzym-
sko-wschodni, z czasów upadku, nie znali. Taki
strój i taką zbroje nosili jeźdzcy bizantyńscy IX
i X stulecia i tak też sobie zawsze Chrześcijan
wyobrażano. Pod imieniem Franków po dziś dziel
na Wschodzie rozumieją wszystkich Chrześcijan
zachodnich. W naszym wypadku zmieniły się tylko
rolę, ale strój się wiernie utrzymat Popiera on
sam przez się oznaczenie miejsca i kraju, w któ,
rym nasza szkatułka powstała.
Jakim sposobem i kiedy dostała się ona do Polski
i do skarbca katedralnego? Jest to ostatnie pytanie,
na które wypada nam odpowiedzieć. Najstarszy
inwentarz skarbca z XII stulecia, z którego wyją-
tek podług Monumentów, ks. kanonik Polkowski
przytacza, jest tak ogólnikowy, że z niego to jedno
tylko wiemy, iż skarbiec ówczesny (r. 1110) po-
siadał relikwiarze w kształcie szkatułek srebrem obi-
tych: "Scriniola quatllor ar gento tecia", ale czy mię-
dzy niemi znajdowała się nasza szkatułka, cała w sre-
brze wykonana, jest to rzeczą więcej jak wątpliwą,
a przynajmniej niczem treścią tego tekstu nie uspra-
wiedliwioną. Pierwszą wzmiankę odnoszącą się do
naszego zabytku i pozwalającą nam
o rzeczywiście
rozpoznać, znajdujemy dopiero w inwentarzu z dru-
giej połowy XVI w. z r. 1563. Wzmianka ta brzmi
jak następuje: "hem tabernaculum, aliud minus
per modum scrinii totum argenteum, inauratum
pal/ide in qua (sic) servatur gleba S. Stanislai (?),
cum imaginibus pardorum, leonum et mOlJStrorum
mari11um et a liis " . Przy czem inną ręką dopisano:
"Conversum est in usum trium vasculorum et sca-
tullarum argantearum ad chrisma conservandum,
iussu Illmi et Rendi Domini Georgii Cardinalis Rad-
dzivili Episcopi Cracoviensis. Repertum est in scrinio
venerabilis capituli" 2). Była w nim zatem ziemia?
jaka? Sądzono zapewnę wówczas, że przesiąknięta
krwią Ś. Stanisława, a na jej miejsce złożono trzy
naczynia i szkatułki do olejów świętych. Co się
I) Publikowane w Monumentos arquitectonicos de Espagna: Zoca
los pintados en el interior de la torre de santo Domingo, vulgo de Her--
culesj Museo Espanol de Antiguedades, Madrid. ,88,.
II) Cyt. przez ks. POLKOWBKIEGO we wspomnianym art. Czasu
z 188, r.
>>>
160
l
TRZY ZABYTKI DALEKIEGO WSCHODU NA NAI:;ZYCII ZIEMIA(,H.
stało z tą ziemią, jak długo relikwiarz tcn leżał
w skrzyni przewielebnej kapituły, kiedy si
do niej
dostał i kto, w jakiej epoce go do skarbca ofiaro-
wał? - tego nam ten inwentarz nie mówi. Mo-
żemy si
jednakże domyślać, że tego rodzaju zabytek,
tak charakterystyczny i takie mający pochodzenie
nic mógł być przez kapitułę nabyty w zwyczajnych
okolicznościach.
Wszelkie prawdopobienstwo twierdzić pozwala,
że był on własnością skarbca od wieków średnich.
Na pewno prawie powiedzieć można, że wiąże si
on ściśle z jedynym współudziałem Polski w woj-
nach krzyżowych, z wyprawą Henryka Sandomier-
skiego i Jaksy Gryffity, do Ziemi świ
tej. W roku
1154, między drugą, a trzecią wojną krzyżową,
wtedy kiedy sprawy chrześcijaństwa na Wschodzie
szły jak najgorzej i kiedy jedno zwyci
stwo pod Aska-
lonem zaczęło podnosić otuch
, jedyny, prawdziwy
średniowieczny rycerz z synów Bolesława Krzy-
woustego, Henryk, rzucił kraj i ojcowiznę i poszedł
walczyć z Saracenami. Towarzyszył mu w tej wy-
prawie Jaksa Gryff. Jak ważną dla nich obu był'a ta
myśl, której poświ
cili życie, najlepszym tego do-
wodem, że piewszy był fundatorem Joannitów
w Zagościu, a drugi Bożogrobców w Miechowie.
Jakiemi szli drogami, gdzie przebywali, i gdzie,
a nawet jak długo walczyli, o tern zamilczał kla-
sztorny amalista, który o tern wspomina l). Ale
jest rzeczą łatwo zrozumiałą, że wróci wszy po tylu
trudach z tak dalekiej i świ
tej wyprawy do kraju,
chcieli złożyć w najpierwszej świątyni polskiej,
w katedrze na Wawelu, to co z sobą przywieźli
najdroższego. Jeden z nich, książe Henryk, czy
Jaksa, musiał ofiarować wówczas naszą szkatułk
skarbcowi, która została zamieniona na relikwiarz.
Bardzo być może nawet, że ziemia, którą w niej
znaleziono w XVI w. była ziemią Palestyńską, tąż
samą ziemią świętą, ziemią grobu Chrystusowego
i Golgoty, którą Pizańczycy zwozili wiek przedtem
do swej włoskiej ojczyzny, aby nią wysypać swoje
Campo.sa71to. Pami
ć się tego daru i tego pocho-
dzenia zatarła, nierozumiejąc znaczenia tej ziemi
potem, związano ją legendarni& ze Ś. Stanisławem.
Jednocześnie też wówczas, w końcu XII stulecia
lub na początku XIII, dane było naszej saraceńskiej
szkatułce, to romańskie, tak charakterystyczne oku-
cie, którego przedtem nic miała. Zameczek i sków ki
z gł'ową mnicha w tonsurze, w miejscu piśmiennych
świadectw, najlepiej o tern świadczą (fig. 4). Pokazuje
si
zatem, że mamy prawdopodobnie w tym relikwia-
rzu nie tylko pomnik pierwszych tryumfów krzyża
nad Islamem, ale zarazem drogocenny ślad naszego
duchowego związku z chrześcijal1stwem zachodnicm
w początkach naszych dziejów, i dowód chociaż
wyjątkowego i dla nas tylko znaczącego udziału
w tym olbrzymim ruchu wojen krzyżowych, który
miał dla cywilizacyi tak wielką doniosłość.
j
Na tern kończymy nasz rozbiór trzech zabyt-
ków dalekiego Wschodu na naszych ziemiach. Trzy
było epoki w historyi ludzkości, w których tcn
Wschód Azyatycki wpływał na Zachód i miał dla
jego losów pierwszorz
dne znaczenie. Pierwsza po-
czątkowa, współczesna przedhistorycznym Europy
ciemnościom, kiedy życie kultury zacz
ło jednocze-
śnie prawie, nad Nilemi i nad Eufratem, nad wy-
brzeżami morza Śródziemnego i odnogi Perskiej,
kiełkować, rozwijać się i rosnąć, aby zapłodnić na-
sieniem swych owoców dziewiczą jeszcze glebę
curopejskich przestrzeni i rozbudzić uśpione, a za-
ludniające je szczepy. Druga, po zdobyczach Ale-
ksandra W., kiedy ruch
wiata helleńskiego prze-
wodniczącego Europie, posunął się w głąb Azyi
i wywołał t
moralną i duchową reakcyę, która
zakończyła się tryumfem Chrześcijal1stwa na ruinach
I) lłlJC{nik Truski, Monumenta, T. II, str. 833.
starożytnego politheizmu i całym zasobem wscho-
dnich poj
ć i wyobrażeń zasilała przez kilka wie-
ków Europ
, budząc ją znowu do nowego życia.
Trzecia nakoniec i ostatnia, w której Europa ude-
rzył'a po raz drugi na Azy
, aby wydrzeć z jej
posiadania grób i kolebk
Zbawiciela, ale znalazła
przy zetknięciu z nią bliższem, nowe siły do doj-
rzalszego cywilizacyjnego rozwoju. Pierwsza z tych
epok obejmuje w. VII i VI przed Chr.: druga II,
III i IV po Chr., a trzecia nakoniec XI i XII na-
szej ery. W trzech tych epokach i w trzech mo-
mentach zetkni
cia Wschodu z Zachodem i Azyi
z Europą, ziemie nasze nie brały żadnego bezpo-
średniego udziału. Leżały one tak geograficznie,
jak historycznie po za granicami tego ruchu. Mo-
żna dzieje wzajemnego stosunku tych dwóch świa-
tów, we wszystkich tych epokach, ze wszystkie mi
jego nawet pośredniemi następstwami naj dokładniej
opisać i wytłomaczyć, a o nas jednem słowem nie
I
..ł.....
>>>
l
\
TRZY ZAllYTKI DAT,EKIEOO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH.
161
wspomnieć. A jednak, z każdej z tych epok zna-
leźliśmy zabytki w naszym kraju. Medalion chal-
dejsko-assyryjski należy do pierwszej; naczynie
z Dobiesławic do drugiej, a relikwiarz katedralny
Mar{ec, 1887.
do trzeciej. To jedno, te trzy tak różnorodne i ża-
dnego innego związku ze sobą nie mające przed-
mioty łączy i zarazem usprawiedliwia, żeśmy je
razem w naszej pracy i obok siebie zestawili.
.;
Nota do rozdziału II.
Ks. kanonik Polkowski, który się od lat numizmatyką
polską zajmuje i zna dobrze zbiór numizmatyczny Muzeum
XX. Czartoryskich, raczył nam przesłać uwagi swe doty-
czące wykopaliska Dobiesławickiego, które załączamy tutaj:
«Za nim wykopalisko dostało się do księżny Sapie-
żyny - znalazcy pochwyciwszy coś ze znalezionego skarbu
dopomogli bezwiednie, że pewna partya Dobiesławickiego
wykopaliska dostała się do rąk lubowników numizmatyki,
którzy po raz pierwszy zbogacili swe zbiory nieznanemi
dotąd pieniążkami - jak skonstatowano później należącymi
do panowania Władysława Hermana (1080-1102) i do
Bolesława Krzywoustego (1102-1139) w trzech różnych
typach, a mianowicie: Władysława Hermana z napisem
CRACOV; Bolesława Krzywoustego z napisem: BOLEZ-
LA VS i z napisem DENARIVS. Dla nauki numizmatyki
była to zdobycz wielka, bo jeden typ wskazywał miejsce
gdzie był wybity, drugi nazwisko monety. Niebawem
i druga część wykopaliska a znaczniejsza, lubownikom nu-
mizmatyki przez właściciela skarbu, została nietylko oka-
zaną, lecz kilku zbieraczów kilku sztukami z rzeczonego
wykopaliska zostało udarowanych. Następnie wykopalisko
całe ofiarowane zostało prze
księżnę księciu Władysławowi
Czartoryskiemu. Jeżeli wykopalisko to w tcm co się monet
tyczy, żadnemu nie uległo rozdrobnieniu a tylko właści-
wemu rozdziałowi w, numizmatyce, to najprzód na pewno
powiedzieć można, że owa opowieść o dwóch kwartach
znalezionych monet zanotowana przez Stronczyńskiego (Pie-
niadze Piastów str. 65) do bajeczek raczej należy niżeli do
pr;wdy. Gdyby te typy monet, które się znalazły w wy-
kopal:sku Dobiesławickiem nie były się powtórzyły w in-
nem, to obliczając exemplarze, które się znajdują po zbio-
rach numizmatycznych, z temi które są w zbiorze księcia
Władysława Czartoryskiego, a pochodzą niewątpliwie z wy-
kopaliska Dobiesławickiego z daru księżny Sapieżyny,
możnaby zaznaczyć w przybliżeniu ile skarb Dobiesławicki
zawierał w sobie monet polskich i jakie mianowicie, lecz
gdy w lat lO potem w Woli Skromowskiej trzy te same
znaleziono typy co w Dobiesławicach i temi znowu numiz-
matycy ubogacili zbiory swe, rachuba wszelka próżna jest.
Otóż zachodzi teraz pytanie, czy badanie typów mo-
net znalezionych w Dobiesławicach dziś po latach 50 przy-
niesie dla nauki korzyść jaką? Myślę że tak, i pokazać tę
korzyść postaram się. Perłą numizmatyczną wykopaliska
Dobiesławickiego, był brakteat, amulet, a jabym poprostu
nazwał medalion, przedstawiający historyczną scenę, błogo-
sławieństwo biskupie, przypominające pobożną pielgrzymkę
Bolesława Krzywoustego do grobu S. Wojciecha w Gnieźnie.
Medalion ten wybity na cienkiej blaszce srebrnej, na
jakich w późniejszych czasach w Polsce za Mieszka zwłaszcza
Starego bito pieniążki drobne, a na jakich w Niemczech już
od początku XII wieku bito monety zwane brakteatami,
za nim znaleziony był w Dobiesławicach, już był znany
............ --
numizmatykom, ze zbioru Wolańskiego, Rastawieckiego,
Reichla i z czterech egzemplarzy w zbiorach hr. KrasilI-
skich, Gdyby się był znalazł w Dobieshwicach w g-ciu
exemplarzach jak o tern zapewniał Stronczyńskiego Kaźmierz
Bandtkie, (Dawne monety polskie Część II str. 70; w pier-
wszem wydaniu pieniędzy Piastów str. 65, mówi tylko o 3,
exemplarzach), alboby się był znalazł, obecnie w zbiorach
ks. Władysława Czartoryskiego w tyluż exemplarzach, albo
gdyby się był rozszedł czy to z tych zbiorów, czy wprzód
jeszcze od księżny Sapieżyny. gdzieś po zbiorach znajdo-
wałby się, że to się nie okazało, dowód, że w Dobiesławi-
cach jeden się znalazł tylko okaz tego interesującego za-
bytku, znajdującego się obecnie w zbiorze numizmatycznym
księcia. Władysława Czartoryskiego. Jest wprawdzie w tych
zbiorach druga jeszcze podobna rzeczonemu medalionowi
sztuka, ale mimo nadzwyczajnego zniszczenia i pogłębienia,
najmniejszego nie znać śladu podobieństwa z opisywanym
autentycznym medalionem, owszem nosząca na sobie cechy
grubszej roboty brakekatów niemieckich. Tyle co do rze-
czonego medaliónu. Słowo teraz tyczące się monet.
Z trzech typów znalezionych monet, najstarszy jest,
Władysława Hermana, z napisem mniej więcej czytelnym
VLADISLAUS a na s. o. CRACOV. Pieniądz ten znany
najprzód z wykopaliska na Wawelu, z wykopaliska w Do-
biesławicach, Woli Skromowskiej i z czwartego nieokreślo-
nego bliżej. W zbiorach księcia Władysława Czartoryskiego
pięknie jest reprezentowany, liczy bowiem okazów 30, które
na dwie główne kategorye podzielić się dadzą, jedne któ-
rych liczba 2 I bite są na wzór denarków wendyjskich gru-
bych, zwanych miseczkowatemi, drugie cieńsze i lżejsze
bite płasko na wzór czeskich denarków w liczbie 9.
Jedne i drugie mają jedno i to samo przedstawienie,
na s. g. głowa książęca bez korony, na drugiej kościołek
o trzech wieżach, albo raczej brama o trzech wieżach, na-
pis na stronie głównej t VLADISLA VS z różnemi prze-
mianami, na s. o CRACOV. Wyczytanie legend i przyto-
czenie wszystkich waryantów z egzemplarzy zbioru księcia
Czartoryskiego, nie jest możliwe z tego powodu, że okazy
tu znajdujące się wcale się nie zalecają piękną konserwą;
fakt tylko, że na s. g. napis mniej więcej pełny lub skró-
cony lub poprzemieniany zawsze nic innego nie znaczy tylko
imię książęce VIadislaus,. na stronie odwrotnej tylko miasto
Kraków czy to oznaczające stolicę książęcą czy też miejsce
bicia monety. Czy więc jedno czy drugie weźmiemy jako
motiwum legendy, to wziąść musimy i drugie, że ten mnie-
many i nazywany przez wszystkich numizmatyków kośció-
łek o trzech wieżach, podobniej do prawdy będzie bramą
miejską czyli inaczej herbem miasta Krakowa.
Stronczyński wymienił w swem dziele, część II, ta-
blica V, odmian stemplowych 12; zbiór ks. Czartoryskiego
z Dobiesławickiego wykopaliska, znacznie powiększa liczbę
waryantów.
>>>
r
I
162
TRZY ZABYTKI DAI..EKIEGO WSCHODU NA NASZYCH ZIEMIACH.
Z drugą monetą z wykopaliska Dobiesławickiego, je-
steśmy o wiele szczęśliwsi dlatego, że 36 egzemplarzy tu
znajdujących się, wszystkie jak naj dokładniej dadzą się od-
czytać, a ich legendy porównane ze znancmy dotąd od-
mianami stemplowe mi, lecz tylko w napisach samych wielce
pomnażają liczbę tychże odmian.
Znane dotychczas odmiany stemplowe monety Bole-
sława Krzywoustego zwanej Denarius w samych tylko
legendach te były: Str. T. VI. 37.
a) BOLEZLA VS. s. o. BOLEZLA VS.
b) BOEZLAVS. s. o. BOLZILAVS.
c) BOLEZLIAVS. s. o. DENARIVS.
d) DENARIVS s. o. DENARIVS.
e) DVCIS BOLEZLA. s. o. BOLEZLA VS.
f) DVCIS BOLZA. s. o. DVCENAIVS.
g) DVCIS BOLEZAI s. o. DENARIVS.
g) DVCIS BOLEZL. s. o. DVENARIV.
i) DVECIS BOLZA s. o. DENARIVS.
Zbiór księcia Czartoryskiego, liczący 36 okazów de-
narów Krzywoustego, Typ 37, z monarchą siedzącym na
tronie, trzymającym w ręku miecz s. o. w obwodzie pe-
rełkowym krzyż niemiecki z czterema pierścieniami w ką-
tach, takie ma legendy:
I) Sg. t BOLEZLA VS s. o. BOLZILA vs (4),
2) Sg. t BOLEZLA VS s. o. BOLEZA VS.
3) Sg. t BOEZLA VS s. o. BOEZLA VS.
4) Sg. t BOEZLIA VS s. o. BOLZELA VS.
5) Sg. t BOLZELIA VS s. o. BOELZLA VS.
6) Sg. t BOLZELA VS s. o. BOLZELA VS.
7) Sg. t BOLZISLA VS s. o. BOLZLA VS.
8) Sg. t BOLZLIA VS s. o. BOLZLA VS.
9) Sg. t BLOZLEIA VS s. o. BOLEZLA VS.
10) Sg. t BOLZLIAVS s. o. DENARIVS.
II) Sg. t BOLZELIA V s. o. DENARIVS.
12) Sg. t BOEZILA VS s. o. t DENARIVS.
13) Sg. t BOLZELA VS s. o. t DNARIVS.
14) Sg. t DVCIS BOLEZAL s. o. t
B
O
U
Eo
Zo
LooAVS.
15) Sg. t DVCIS BOEZLA s. o. BOLZEA VS.
16) Sg. t DVCIS BOEZLA VS s. o. BOLEZLA VS.
17) Sg. t DVCIS BOLEZLA s. o. t DENARIVS.
18) Sg. t DVCIS BOLZA s. o. t DENARIVS.
19) Sg. t DVCIS BOLEZL s. o. t DENARIVS.
20) Sg. t DVCIS BOLELA s. o. t DENARIVS.
21) Sg. t DVCIS BOLEZAL s. o. DENARIVS.
22) Sg. t DVCIS OLEZLAI s. o. DENARIVS.
23) Sg. t DVCIS BOLEZA s. o. t DENRAIOV.
24) Sg. t DVCIS BOLEZL s. o. DENARVVS.
25) Sg. t DVCIS BOLZLA s. o. DENRIVS.
26) Sg. t DVC.S BOLEZLA s. o. DVENARIVS.
27) Sg. t DVCIS BOLZA s. o. DVENARIVS.
28) Sg. t DVCIS BOLEZLA s. o. ENARIVS.
29) Sg. t DVCIS BOLZLA s. o. ADEIARIS.
30) Sg. t DVCIS BOLEZLA s. o. RNEA VS.
Z tego ustawienia odmian legendowych, przytoczo-
nych przez Stronczyńskiego, z takiemi odmianami legend
które się znajdują na egzemplarzach w biórze księcia Czar-
toryskiego, widzimy, że w czterech głównych odmianach:
napis po obu stronach BOLEZLA VS napis na sg. BO-
LESLAVS a na s. o. DENARIVS napis na sg. DV-
CIS BOLEZLAI, a na s. o. BOLEZLA VS napis na sg.
DVCIS BOLEZLAI, a na so. DENARIVS odmian stem-
plowych legendowych jest 30. Z czego najwyraźniejszy
płynie dowód, jaką to masę musieli wybijać mon
t, skoro
do nich tyle aż mieli stempli mennicznych, a że one
w zbiorze Dobiesławickiem w tej party i, która się dostała
do zbiorów księcia Czartoryskiego prawie w unikatach
samych znalazły się, możeby przypuścić trzeba, że nim
doszły do zbioru książęcego, przepatrzył je pilnie znawca
numizmatyk, i odłączywszy duplikaty, same tylko unikaty
wybrał do zbioru.
Inna monetka Bolesława Krzywoustego, z monarchą
stojącym, a na stronie odwrotnej z bramą o trzech wie-
żach, w zbiorach księcia Czartoryskiego wcale się nie zna-
chodzi, a zatem w tcj partyi księżny Sapieżyny nie znaj-
dowała się widać.
Co się tyczy innych monet, jakie się znajdowały w wy-
kopalisku Dobiesławickiem, że były tam prawdopodobnie
denarki miseczkowate Wcndyjskie, zwane pospolicie Ryxy,
to zdaje się potwierdzać, ich spora ilość znajdująca się
w zbiorach księcia Czartoryskiego, a tak podobna kolorem
srebra do poprzednio opisawanych.
Czy były także Węgierskie Andrzeja, Władysława
i Kolomana, niemieckie Otton y i Henryki, oraz Etelredy
angielskie - to jakoś o ich bytności wątpić trzeba dlatego,
że ich w zbiorze ksią7ęcym niema wcale - prócz kilku
sztuk Etelredów, które z innego źródła dostać się tu mogły.
.
>>>
,
HZECZ o I(lTllI\:(T SJlEBIlNY)I ROBOTY I(HAI(O'VSI(IE.J XYl 'VIEI(lT
skreślił
Leonard Lepsz:v.
Coraz to rzadziej znajdujemy wyroby złotni-
cze polskie opatrzone znakami probierczymi i mo-
nogramem złotnika, dlatego każdy choćby najdro-
bniejszy nabytek w tym względzie witamy z pra-
wdziwą radością; bo one to rzucają nam jasne
światło na przemysł -artystyczny polski wieków
średnich i stanowią tę nić złotą z pomocą której
spodziewamy się dojść do dalszych a ważniejszych
odkryć. Na podstawie charakterystyki owych, co
się tyczy pochodzenia i czasu powstania ściśle
oznaczonych wyrobów, będziemy mogli' odnajdy-
wać nazwiska złotników, twórców dzieł, wprawdzie
inicyałem nie oznaczonych, lecz daleko wytwor.
niej szych i wyższej wartości pod względem piękna,
niżli te, które ich znamieniem imiennem i probier-
czem . opatrzone zostały. Dzieła takie znajdujemy
nagromadzone po muzeach, zbiorach prywatnych,
wreszcie po kościołach , (chociaż w tych ostatnich
pozostały zaledwo skromne szczątki dawnego bo-
gactwa). Przyczynę dlaczego tak rzadko spotkać
się można u nas ze znamionami czyli stemplami
złotniczymi, wyjaśniają już same statuta cechu zło-
tników, według których tylko rzeczy wystawione
na sprzedaż a więc jedynie zasób towarów w kra-
mie ówczesnym złotnika winien był być opatrzo.
nym znamieniem probiercze m, zaś wszelkie zamó-
wienia były od tego przymusu zwolnione. W uży-
czonym nam łaskawie przez ks. kan. Polkowskiego
spisie sreber po ks. arcyb. Garnracie, znajdującym
się w archiwum katedralnem, między mnóstwem
sreber i kosztowności są zapisane przy niektórych
i nazwiska złotników krakowskich. Wytłumaczenie,
dlaczego właśnie przy tych wspomniane są nazwi-
SprawozdanIe Komi.yi do bad, biat. .ztukl, Tom. III. Ze.z, IV.
I
.
..............-
ska, jest łatwe: taksatorem sreber był złotnik tu-
tejszy, znający znaki imienne każdego "brata ce-
chowego" i dlatego przy srebrach, które ks. bisk.
krakowski nabył w "kramie" złotnika, odczytywał
ze znaków wybitych na tychże, jego imię i nazwi-
sko. Inne srebra robione były na zamówienie
i znaków też na sobie nie miały. Zresztą sarni
przełożeni cechu nie wiele przykładali wagi na
oznaczenie należyte wyrobów złotniczych znamie-
niem probierczem, nigdzie bowiem w aktach ar-
chiwum złotników krakowskich nie napotykamy,
aby ci kiedykolwiek z tego powodu robili trudno-
ści "braciom cechowym" a tern mniej ich karali;
to też w muzeach naszych znajdujemy mnóstwo
pięknych zabytków sztuki złotniczej, które najczę-
ściej, obok napisów polskich, łacińskich lub ruskich
i herbów dowodzących nieraz niezbicie, że wyrób
jest krajowego pochodzenia, nie noszą na sobie ani
znamienia cechowego, ani też liter złotnika. Wy-
daje nam się dlatego rzeczą niezmiernej wagi, dla
bliższego zapoznania się z historyą sztuki złotniczej,
notować skrzętnie każdą wiadomość tyczącą się
wyrobów dawnych, które mają na sobie znaki
wówczas używane; choćby to były nawet pod
względem wykwintności formy lub wykonania zu-
pełnie podrzędnego znaczenia wyroby.
Przed kilkunastu dniami nabył pan Schmidt
Ciążyński, znany zbieracz starożytności, na publi.
cznej licytacyi w Krakowie kubek srebrny cały
wyzłacany i użyczył nam go z całą uprzejmością"
dla zużytkowania naukowego.
Kubek ów podług podanego tu rysunku (fig. 1)
ma kształt cokolwiek stożkowaty, w przekroju
21
>>>
164
RZECZ O KUBKU SREBRNYM ROBOTY KRAKOWSKIEJ XVI WIEKU.
t
okrągły, waży 157 gramów; w rozmiarach 9 cm.
wysoki, 1'6 cm. wynosi średnica górna a 5'9 cm.
średnica podstawy. Srebro po natarciu na kamie-
niu lidyjskim okazało si
13,tcj próby.
.T
;
.
:.!,\
"ll;?'! I I'1 .'
-
,
I:tti "'I"I"
"''-''
--
;!, f
;},'):£;:.\;
;
, ", "iI'!f.o t:-' :"', t" J
,
\
::iS.
.:',:"":': '
"'
.
'" t ,
"
r:' '" !
;, , , : ' , J"''i;{
,:, ;,
:
__ ", 'li:Jf.R ,'
, 1 ':F ',:1
, L ! ,'V':;(
,,( t /: ' " .,
, ł "
_
':
'" .....:.1'
, ," ł
.. J
ł: ....
'" -
.
1
j Ił. I t .- :':'t "
fi' · ,,'., t';,
;'
;,;\
.
;""'J' ::
t. '-,'
.k .
-
.'
l; I :. .-:
. .
ti'of -. 'of'.
. I :. . ,.
. ,,' ....,;;(.- .'
, t , .', ' 1 '
"0
'
'j.,-,- - - :'
1.,'II'j"
,.
'.',
..,';i;h
,
--:,;r//r.
-- ';---.. J. ",z7'
j-J'" 'I
,.
j'
Fig. I.
Ornamentacya zewn
trzna kubka składa si
z obwódki przybranej w gałązk
zdobną w listki
i kwiaty, falowato wijącej si
na okół górnej cz
-
ści kubka; jest to robota zr
cznic dłutkiem ryta.
Od tej obwódki ograniczonej podwójnemi liniami
zwiesza si
prostopadle do podstawy 6 wypukło
kutych szyszek; drugie tyle odpowiednio do ob-
wodu nit.co zmniejszonych a na przemian przegro-
dzonych szyszkami zwieszone mi, sterczy od gład-
kiego pasku podstawy swymi ostrymi końcami ku
górze. Mi
dzy tak umieszczonemi szyszkami znaj-
duj
si
wolne od wszelkich ozdób gładkie wypu-
stki. Szyszki mają kształt wi
cej wydłużony, z geo-
metryczną ścisłości q na powierzchni kubka rozmie-
szczone a łuski tychże u osady większe, zmniej-
szają si
stopniowo ku kończynom, subtelnie nader
rysowane i z poczuciem natury cyzelowane, W tej
drobnej na pozór pracy zdradza złotnik dokładną
znajomość rysunku, rozwini
te poczucie pi
kna
i znakomite wykształcenie cyzelerskie. Rytowana
gałązka w porównaniu z szyszkami, mniej troskli-
wie wykonana, zdaje si
nam pochodzić z innej
r
ki; toby znaczyło, że złotnik, z którego praco-
wni wyszedł ten wyrób, miał do robót grawerskich
pomocnika, któremu do rytowania kubek oddał.
Kubek cały jest wykuty z jednego kawałka
srebra. Obejrzawszy bliżej sposób traktowania kru-
szcu, obrobienie jego, przyszliśmy do przekonania,
że warsztat, w którym kubek powstał, był obficie
w przyrządy wówczas używane zaopatrzony, a wi
c
była to jedna z lepiej urządzonych ówczesnych
pracowni krakowskich. Oprócz zwykłych puncyn
użytych do wydobycia wypukłości i obrysowania,
zostały przy nadzwyczaj subtelne m traktowaniu
łusek zastósowane puncynki, których zakOlkzenia
w 20.to krotne m powi
kszeniu w rysunku podaj
t
-'l.
ltQ
. 1.
_-ł. ...... .aa.-wk-'.L "..r....'UAI}.....J..
1" ..... .t...."'}o.J.. 1....1"-
c J. e t"', 1lt:ruJ,. ............"""'....J..,
')
(71 l. (1 hh1:.
/...ł""!
J.r.o....'0
1J
y
Fig. 2.
(fig. 2). Odrysowałem je dlatego, bo one właśnie
mogą nas poprowadzić do dzieł tegoż samego
"mistrza", choćby te nie były oznaczone jego mo-
nogramem. Kolor pozłoty jest jasno źółty z nader
lekkim odcieniem czerwonawym.
Zwróciwszy si
do znaków wybitych na denku
kubka w ten sposób je objaśniam:
Na rysunku (fig. 3) (trzy razy większym od
naturalnej wielkości) widzimy herb miasta Kra-
kowa, pochodzący niewątpliwie z czasów XVI stu-
lecia; kształt wież odpowiada zupełnie tym, jakie
spostrzegamy na pozostałych rysunkach ówcze-
snego zamku (patrz A. Grabowski "Skarbniczka").
.
;LAl 4,-..
'hól....., ,.."',.,f.......oi....
Fig. 3.
U szczytu środkowej wieży umieszczona korona,
lecz czy to wskutek cz
stego wybijania, czy teź
przez niezr
czne rytowanie a najprawdopodobniej
wskutek niezrozumienia przez sztycharza wzoru,
który miał przed sobą, a był nim niezawodnie
stary już podniszczony znacznik (sEtabik żelazny
na którym wyrytowane znamie probiercze czyli
stempel), zlewa si
ona ze szczytem wieży. W środ-
kowej wieży umieszczono małe okienko, zaś oby-
dwie boczne są gładkie. W bramie widnieje brona.
Kontur zewn
trzny znamienia probierczego wido-
cznie był pierwotnie wzi
ty ze starego dokumentu,
podobny bowiem do wyci
ć z papieru, jakie zdo-
bią stare piecl
cie. Kształt ten zmienia si
w pó-
\
,
.
>>>
RZECZ O KUBKU SREBRNYM ROBOTY KRAKOWSKIEJ XVI WIEKU.
165
źniejszym czaSIe na elipsowaty, jak to widoczne
na robotach XVI I I wieku.
O znakach złotniczych krakowskich pomó-
wimy obszerniej w nast
pnej naszej pracy, zatytu-
łowanej "Wiadomość o znakach złotniczych uży-
wanych w miastach dawnej Polski".
W drugim znaku t. j. w znamieniu imiennem
złotnika spostrzegamy w trójkolu: litery J. B. i gwia-
zdk
. Litery są z lekkiem zaci
ciem ostrołukowem l),
gwiazdka zaś tu umieszczona mogła służyć albo dla
odróżnienia od znamienia innego złotnika o tych
samych literach początkowych imie'nia i nazwiska
lub, co wi
cej w tym przypadku prawdopodobne,
li tylko dla ozdoby.
W archiwum cechu złotniczego krakowskiego
w księdze zapisu uczniów w XVI wieku znajdu-
jemy dwóch tylko złotników których nazwiska od-
powiadają wymienionym zgłoskom, a ci są:
Jan Berk, który r. 1561 "stawa u ksiągce-
chowych, by ujednać sobie ucznia", a w roku 15 7 5
daje poręczenie za wpisanym uczniem, i następnie
J a n B e m, B e h m albo Behem także Hans Behem
i Janem Czechem w księgach nazywany. Że oba te
nazwiska przysługują jednej i tej samej osobie, potwier-
dzają księgi cechowe. I tak czytamy tamże "Am Jar
1558 haben dy obgewelthen eldsten rechenschafth
der gancze czech gemacht und haben den anderen
elsten Czynsgelth yberantforth nemlich dem Hans
Behem vnd dem Stenczel Lubarth 12 flor. vnd
21 gr. ", zaraz potem następuje inną ręką wpisana
notatka o ustąpieniu Czecha po roku urzędowania:
"A ° D. 1559 Famati D.ni Joannes Ctech et Stani-
slaus Lubart Seniores anni 1558 fecerunt sufficien-
tern rationem de omnibus et singulis perceptis pe-
cuniis fraternitatis de quibus quietantur perpetuo et
in aeternum". Był to czas, kiedy wpływ polszczy-
zny zyskuje przewagę nad używanym między pol-
skimi złotnikami j
zykiem niemieckim. W r. 1563
spisują złotnicy po raz pierwszy obszerniejszy akt
po polsku i podpisują go wszyscy. Spostrzegamy
tutaj także własnoręczny podpis "Jana Czecha",
znać, że nazwisko swoje spolszczył; gdyby zaś nie
był identycznym z Janem Bernem, musiałby się
znajdować tutaj i podpis Bema, a tego nie ma.
Oba te fakta dostatecznie dowodzą tożsamości osoby.
Czech pochodził zdaje się z rodziny złotniczej. Pod
1
l) Jak słu8znie p. A. Ryszard czytając niniejszą rozprawkę w rę-
kopiśmie zauważył, litery z końcami wąsatymi były używane nietylko
do r. 1386 jak podaje Zebrawski, ale do połowy XVI wieku jak świadczy
napis na groszu głogowskim Zygmunta I.
I
r
r. 1478 wypisał pisarz cechowy nazwiska tych
złotników, za których dusze ma się odprawiać na.
bożeństwo, w szeregu nazwisk mieści si
także
"Jerge Behem", w którym słusznie możnaby upa-
trywać ojca lub dziada Jana Bema czyli Czecha.
W przeciągu czasu od 1539 r. do 1567 wymie-
niany bywa Czech, bądźto jako cechmistrz zgroma-
dzenia złotników, bądź też (co się często powtarza)
zmawiając sobie ucznia, zapisuje zawartą ugodę.
Z porównania zapisków cechowych jego dotyczą-
cych z innymi złotnikami wynika, że był on je-
dnym z najwięcej zatrudnionych i poważanych
ówcześnie złotników a wyroby jego musiały być
bardzo popytne. W spisie sreber pozostałych po
ks. arcyb. P. Gamracie z r. 1546 spotkaliśmy się
także z zapiskiem "Framee 24 argento obvolute
per Joannem Czech aurifabrum", widocznie więc
ks. bisk. krakowski kupował w "kramie" Jana
Berna czyli Czecha, wspomniane kordy.
Przy znakach na kubku brak zygzaku (-..)
probierza, wi
c naj widoczniej, złotnik albo sam był
ustanowionym przez cech probierzem, lub jako
"starszy" czyli "cechmistrz", mając znacznik w prze-
chowaniu wybijał na swoich wyrobach znamię
probiercze z ominięciem procedury próbowania.
Jeżeli te wszystkie dane ze sobą zestawimy tj.
1. że kubek w charakterze swoim stylowym
odnieść można do drugiej połowy XVI wieku,
2. że rzecz wyszła z rąk biegłego w sztuce
złotnika,
3. że pracownia tegoż, wnosząc z potrzebnych
do wykonania kubka narzędzi, musiała być jedną
z większych,
4. że wydając sąd o stylu znamienia probier-
czego t. j. herbu miasta należy go odnieść do epoki
odrodzenia,
5. że srebro do wyrobu użyte jest 13-sto łu-
towe, przeto odpowiada wówczas powszechnie
w Krakowie używanemu,
6. ze względu, że Jan Berk, wnosząc z dat
ksiąg cechowych, jedynie wyrobem naj zwyklejszych
przedmiotów lub naprawą starych rzeczy się tru-
dnił, a więc wykonawcą tegoż kubka nie był l),
7) wreszcie wobec braku wybranego dłutkiem
zygzaku (odrobiny srebra do próby) i nasuwają-
cego się stąd domysłu, przychodzimy do prze-
świadczenia, że opisany kubek jest dzieł'em Jana
Bema czyli Czecha, złotnika krakowskiego z okresu,
l) Również nie udało się nam nigdzie odnaleść, by Jan Berk kie-
dykolwiek był obrany "cechmistrzem".
>>>
,
I
166
RZECZ () KUBKU 8REHRSYM ROBOTY KRAKOWSKIEJ XVI WIEKU
kiedy tenże był "cechmistrzem" zgromadzenia a za-
tem między r. 1546 a 1566, w którym przeciągu
czasu 6 razy powołany był do piastowania tej
godności, Domyślać się zresztą należy, iż z praco-
wni tego zdolnego i biegłego w cyzelerstwie zło-
tnika wychodziły rzeczy prawdziwie artystycznej
wartości, z którymi może w przysz,łości spotkać
się będziemy mieli sposobność.
Pozwolę sobie jeszcze przy tej małej roz-
prawce napomknąć, że już od dłuższego czasu za-
jęty jestem zbieraniem materyału do historyi na-
szego złotnictwa. Przedewszystkiem dokładam sta-
rań, by zestawić używane dawniej znaki na wy-
robach polskich ze złota i srebra, następnie zbie-
ram wszelkie wiadomości o złotnikach dawnych
i układam ich nazwiska (samych krakowskich mam
obecnie około półtora tysiąca) sposobem alfabety-
cznym. Praca to długa i żmudna, ale niezbędna, bo
Kraków, 26 Patd'{..iernika 1886 r.
jedynie za jej pośrednictwem, będzie można kiedyś
odtworzyć obraz całego historycznego rozwoju tej
gałęzi sztuki.
Pożądanem wielce byłoby, aby zbieracze i ba-
dacze starożytności polskich, udzieleniem antyków
noszących na sobie znaki złotnicze i probiercze
w celu sporządzenia z nich rysunku, lub też do-
starczeniem ich rysunków, pomódz zechcieli do
prędszego ukończenia wzmiankowanej pracy.
..
II
i
,
......
>>>
'"
4.
...
SPR, A 'VOZDAN[l\
z POSIEDZEŃ KO)IISYI HISTORYI SZTUKI ZA rZA
on :
LUTEUO 1)0 :
)L\RCA lHR7.
,
ł
Posied{enie dnia 3 Lutego. Przewodniczący prof. Łuszcz-
kiewicz. W rozwinięciu żądań na poprzedniem posiedzeniu
ustnie wniesionych i w zasadzie uchwalonych, prof. Maryan
Sokołowski odczytał i złożył na piśmie swój projekt reform
mających na celu podniesienie pożyteczności i ożywienie
działalności Komisyi, sformułowany w 19 punktach, z któ-
rych najważniejsze są:
I. Posiedzenia będą się odbywać częściej niż dotąd,
w regularnych odstępach czasu przynajmniej raz na mie-
siąc, w dniu stale oznaczonym. '
2. Prócz rozpraw i obszernych naukowych prac przed-
miotem posiedzeń będzie także omawianie spraw aktual-
nych w związku z celami Komisyi stojących, jak restaura-
cye zabytków sztuki w kraju (architektury, rzeźby i malar-
stwa, w najszerszem znaczeniu i zastosowaniu także do prze-
mysłu), wiadomości o zabytkach dotąd nie znanych światu
naukowemu, o dziełach sztuki tak polskiej jak zagranicznej
w kraju się znajdujących, czy to w zbiorach publicznych
czy w rękach prywatnych, o polskich zabytkach zagranicą,
o odkryciach i publikacyach na tern polu, drobne przy-
czynki do dziejów sztuki, polskiej n. p. wiadomości o nie-
znanych nazwiskach artystów, monogramach, dokumen-
tach i t. p.
3. Do udzielania takich wiadomości obowiązanym
będzie każdy członek Komisyi, jak również proszeni będą
o to goście na posiedzeniach obecni,
4. Komisya uważać będzie wszystkich swych człon-
ków zamiejscowych jako stałych swoich korespondentów,
którzy obowiązani będą donosić o wszystkiem co sztuki
przeszłości dotyczy, a znajduje się w tej miejscowości,
okolicy lub części kraju którą zamieszkują. Listy ich czy-
tane będą na posiedzeniach, a rzeczą sekretarza będzie
korespondencyę z niemi prowadzić i do udzielania takich
komunikatów ich zaprosić.
5. Pożądaną jest rzeczą aby członkowie Komisyi
lub goście stale na posiedzeniach bywający, mając przed-
sięwziąć jaką wycieczkę po kraju, wśród której mogliby
celom Komisyi oddać usługę, zechcieli zawiadamiać Ko-
misyę o swoim zamiarze. Jeżeli tego będzie wymagać po-
trzeba lub jeżeli tego wyjeżdżający.zażąda, Komisya przed-
łoży mu swoje pytania, lub wygotuje rodzaj krótkiej dla
niego wskazówki. Na ostatnie m posiedzeniu przedwakacyj-
nem sprawa tego rodzaju programów, ich omówienie i przy-
gotowanie z zasady już wstawianem będzie na porządek
dzienny przez zarząd Komisyi.
6. Sekretarz Komisyi na każdem posiedzeniu poda
do wiadomości publikacye artystyczne, które w ciągu mie-
siąca do Akademii nadeszły, pokrótce omówi. ich treść
i rodzaj. Poczem przewodniczący w imieniu Komisyi wy-
razi na posiedzeniu podziękowanie osobom lub instytucyom
nadsyłającym.
7. Komisya weźmie sobie za jedno z zadań zebranie
materyału do Słow ni k a w y r azó w p o Isk i c h doty-
czacych architektury rzeźby i malarstwa. Każdy z człon-
ków Komisyi lub gości stale bywających zechce na po-
siedzeniach komunikować te wyrazy czy terminy, które
w praktyce swej od ludzi miejscowych, robotników i t. d.
słyszał i zanotował. Wyrazy te będą w protokół zacią-
gnięte, a skoro zbierze się ich dostateczna ilość, zbiór ich
jako uzupełnienie lub sprostowanie słowników Żebrawskiego
i Podczaszyńskiego zostanie w osobnej publikacyi stara.
niem Komisyi ogłoszonym.
8. Wszystkie te komunikaty, ustne, listy, programy
wycieczek, podziękowania za dzieła omawiane, z wymie-
nieniem tytułów ich i nazwiska nadsyłających i wyrazy
techniczne, o których będzie mowa na posiedzeniach nie-
tylko zostaną szczegółowo wciągnięte do protokółu i po
każde m posiedzeniu do dzienników miejscowych podawane
dla wiadomości publicznej, ale nadto począwszy od chwili
uchwalenia powyższego wniosku rozpocznie się zamieszczać
treściwe i dokładne protokóły z każdego posiedzenia w pu-
blikacyi Komisyi wychodzącej zeszytami p. t. S p r a w o-
z d a n i a i t. d. Będzie je umyślnie do tego opracowywać
sekretarz Komisyi zwracając uwagę szczególniej na stronę
faktyczną i informacyjną, tak aby odtąd w drukowanych
tych protokółach znaleźć można było wyczerpujący obraz
działalności Komisyi, a w miarę jak ta działalność
rozsze-
rzać i rozwijać się będzie, zebrane wiadomości o ruchu
i zdobyczach naukowych w kraju na polu badania historyi
sztuki. Protokóły te umieszczane na końcu każdego zeszytu
opatrzone osobną paginacyą rzymską, stanowić będą w ka-
żdym tomie osobną całość, do której na końcu tomu do-
dany będzie i n d e k s nazwisk i rzeczy (do samych proto-
kółów się odnoszący).
>>>
II
!;PRA WOZDANIA.
,..
g. Dla ułatwienia wykonania powyższego programu
Komisya zaprosi do grona swego kilku nowych członków
zamiejscowych, zarówno krajowych jak i zagranicznych
i postara się, aby nadsyłali komunikaty w kierunku żądań
w poprzednich punktach wymienionych. Do pierwszej katego-
ryi proponuje wnioskodawca pp. Karola Rogawskiego
w Ołpinach i Konstantego Wojciechowskiego
w Warszawie, do drugiej pp. Henryka Bukowskiego
w Sztokholmie, T l' a w i ń s k i e g o w Paryżu, P i u s a W e-
lo ń s k i e g o w Rzymie i J a n a B o ł o z a A n t o n i e w i-
c z a w Monachium. Nadto Komisya powiększy grono swych
współpracowników przez zaproszenie gości z pośr:d naj-
odpo\\ iedniejszych do tego osób, których wnioskodawca
kilku wskazuje i pragnąłby ich stale widzieć na posie-
dzeniach.
10. Ponieważ wskutek całej tej korespondencyi i czyn-
ności zwiększą się znacznie obowiązki sekretarza Komisyi,
przeto Komisya będzie odtąd miała dwóch sekretarzy,
między którymi nastąpi podział pracy.
l l. Komisya weźmie sobie za zadanie doprowadzenie
do skutku kilku najważniejszych przedsięwzięć naukowych,
których potrzeba najbardziej daje się uczuwać wszystkim
na polu historyi sztuki chcącym pracować, mianowicie
zestawienie bibliografii polskiej wszystkich prac
bezpośrednio lub pośrednio historyi sztuki dotyczących,
i postara się o fundusz kilkuset złr. potrzebnych na zapła-
cenie pracownika, któremu tę robotę się powierzy;
podejmie bezzwłocznie opracowanie i n wen t a l' z a za-
bytków sztuki miasta Krakowa - praca ta roz-
dzieli się między kilku Członków Komisyi lub jej gości stale
przychodzących, a za wzór inwentarza takiego obierze się
D e h n - Rotfel s e l' a i Lotz a dzieło p. t. «Die Bau-
denkmaler im Reg. - Bez. CasselD Cassel 1870 roku, które
w Niemczech i Prusiech za wzorowe jest uważane.
Zważywszy, że pomniki romańskie w całym dzisiaj
świecie, nie wyłączając Rosyi, są wszystkie prawie ogło-
szone, z wyjątkiem jedynie pomników romańskich polskich,
Komisya dołoży wszelkich starań, aby materyał dotyczący
tego przedmiotu nie wydany dotąd a zebrany w tekach
prof. Władysława Łuszczkiewicza kosztem Akademii Umiej,
w roku bieżącym wydanym został, a uprosi p. Łuszczkie-
wicza, aby tenże przez wzgląd na interes nauki i na naszą
naukową godność zechciał jaknajrychlej do tego materyału
przygotować chociażby naj krótszy tekst objaśniający.
W krótkiej dyskusyi nad temi punktami p. Łuszcz-
kiewicz stwierdził, że sam przed laty nosił się z myślą po-
dobnych wniosków, ale wówczas brakło sił do jego wyko-
nania; p. Lepszy oświadczył, iż przygotowuje już s ł CI w n i k
w y l' a z Ó w z ł o t n i c z y c h P o l s k i c h i ma nadzieję za
rok módz go oddać do użytku Komisyi, czl. Ak. dr. Pie-
kosiński wyraził nadzieję, że na inwentarzowanie zabytków
Krakowa możnaby uzyskać zapomogę z funduszów miasta.
Poczem cały program p. Sokołowskiego uchwalono
jednomyślnie.
Na dzień stałych miesięcznych posiedzeń naznaczono
każdy czwarte k p o p ie rw sz y m k aż d e go m ie.
si ą c a.
Drugim obok dra Tomkowicza Sekretarzem obrano
ks. Eustachego Skrochowskiego.
Gdy statut nie zna gości stałych, zostawiono zapro-
szenie gości uznaniu zarządu, z zaleceniem osób we wnio-
sku wskazanych.
Wreszcie prof. M. Sokołowski przedkładając użyczone
uprzejmie rysunki p. dyrektora Matejki, robione podczas
otwierania 22 Stycznia b. r. w katedrze na Wawelu grobów
prawdopodobnie królowej Jadwigi i Zbigniewa OIt:Śnickiego,
objaśnił je i pokrótce przebieg rzeczy opowiedziawszy, zło-
żył do protokółu następujące notaty:
aStreszczam opis grobu, który został otworzony w pre.
zbiterium kościoła katedralnego, wzdłuż północnych filarów
i w miejscu oznaczonem od zewnątrz napisem na cześć
królowej Jadwigi, wiernie według opowieści Jana Matejki.
Skorośmy przyszli do kościoła i weszli na wzniesie-
nie, na którem wielki ołtarz stoi, znaleźliśmy płyty pa-
wimentu na tern wzniesieniu po lewej stronie od wejścia
już w części zdjęte. Zdjęcie tych płyt odkryło dość ciasny
otwór grobu, do którego wszedł naprzód p, architekt Odrzy'
wolski, a za nim dyrektor Matejko. Grób czworokątny wy-
łożony wapiennemi płytami, zajmuje przestrzeń nie większą
na długość, jak sama trumna w nim złożona, która ud
strony głowy i nóg przystawała do ściany. Przykryty on jest
z wierzchu pod pawimentern jedną wielką płytą wapienną,
nieco podrąbaną nieregularnie od spodu, jakby dla uła-
twienia wejścia. Robi to takie wrażenie jakby się już ktoś
tą drogą dostawał do grobu. W ścianie grobu przeciwległej
naszemu wejściu, a odpowiadającej grobowcowi Włady.
sława Łokietka, kilka kamieni wapiennych wyłamanych
i miejsce ich zamurowane cegłą. Kto wie zatem, czy grób
nie był otwierany i z tamtej strony? Podłoga grobu nie-
równa, zasypana rumowiskami, wśród których kawały
drzewa brzozowego i kory. Trumna, a raczej skrzynia czy
paka, w której są zwłoki złożone, ze surowego drzewa so-
snowego, czy też modrzewiowego, grubo ciosanego, spo-
czywa nie bezpośrednio na' podłodze, ale nieco wyżej nad
nią, na prętach żelaznych wpuszczonych końcami w ściany.
Wieko przykrywające pakę nie dostawało szczelnie do niej,
tak, że zewnątrz nawet i z góry patrząc można było przez
szparę rozpoznać zwłoki. Było przytem tak spróchniałe,
że trzeba było je częściowo podnosić dla odkrycia tych
ostatnich.
Po odchyleniu wieka pokazała się w pace cała figura
zmarłej, jakby przykryta z głową razem jedną wielką
oponą brunatnej barwy, tworzącą niewyraźne kształty.
Brunatną tę, a kiedyś prawdopodobnie adamaszkową oponę
pokrywała biaława pleśń, tworząca powłokę wilgotną, może
pozostałą po płótnie położonem na wierzchu, która się roz-
padała w rękach. Po starannem zdjęciu fałdów tej opony,
a raczej tworzącej ją masy odkryła się czaszka. Przy
dotknięciu czuć było na tej czaszce, oprócz opony mięk-
kiej i rozchodzącej się pod palcami części grubsze, o wiele
twardsze, chociaż również zupełnie zbutwiałe, ciemnej barwy,
które prawdopodobnie stanowiły pozostałość po czapce,
a może podkład z tektury pod nią. Skoro się odchyliły
i odkryły fałdy przykrycia skupione ku środkowi, wydo-
bytą została część lepiej zachowana tkaniny na wierzch,
którą po osuszeniu na powietrzu i wyciągnięciu w niewiel-
kim kawałku, można było bliżej określić. Był to oczywi-
ście kiedyś karmazynowy adamaszek o rysunku z liścia
stych giętych splotów, tworzących tak zwany wzór grana-
towy, tak charakterystyczny dla tkanin XV stulecia, który
dyrektor Matejko odrysował. Odznaczał go przytem na kra-
wędzi rąbek i za nim jedwabna, gęsta, krótko strzyżona
frandzelka, właściwa wschodnim wyrobom tego rodzaju.
Pod tym płaszczem znalazł się cały szkielet, ze wszyst-
kiemi swemi częściami. Jeżeli czaszka na pierwszy rzut oka
robiła wrażenie czaszki męskiej, przy całej swej kształtności,
.
ł.
lO
(
l
......
>>>
,;.
SPRA WOZDAXIA.
III
.
to szkielet nieomylnie świadczył o kobiecie. Była to oczy.
wiście kobieta młoda bardzo, ale chociaż pięknej, to silnej
budowy, a zwłaszcza wysokiego wzrostu. Po niżej piersi
po odsłonięciu fałdów z próchna wydobył Matejko rodzaj
fiali gotyckiej, drewnianej, z charakterystycznem zacięciem
rzeźbionej i pozłoconej, która stanowiła oczywiście koniec
berła, od którego drewniany i złocony również drążek zna-
leziony został nie daleko. Koło fiali tej leżały części pal-
ców, z osobno rozrzuconemi kostkami. P. Odrzywolski od-
nalazł później inną część berła i właściwą rękojeść. Prócz
tego znalezione zostały jeszcze trzy szczegóły interesujące.
W okolicy lewego biodra pod zwojami rozpadającemi się
fałdów czuć było coś twardego, okrągłej formy, było to
jabłko królewskie, drewniane i złocone również, z częścią
pionową krzyżyka na wierzchu, którego poprzecznego ra-
mienia mimo usilnych poszukiwań odnaleźć nie było mo-
żna. Wśród fałdów skupionych tutaj leżało rumowisko
z tartej cegły i wapna złożone. W okolicach głowy nastę-
pnie wydobyte zostały dwa fragmenty drewienek w kształcie
listków koniczyny (trefle) jeden niedaleko drugiego, zbutwiałe
i ze śladami pozłoty, jakby resztki po koronie. Nakoniec
w stronie bioder pokazał się rodzaj pasa z materyi kra-
tkowanej ze wzorem koniczynowym także (trif/e) , W środku
jego długości i w miejscu przetartern ocalały sznurki tward-
sze, które temu pasowi nadawały sztywności. Dodać do
tego dla zupełności należy, że w połowie figury leżał żuzel
żelazny i że koło nóg wśród próchna był kawałek jakby
skóry, może pozostały po obuwiu.
Cała ta autopsia uskuteczniona została wobec nas
przez mistrza Matejkę z prawdziwie religijnem przejęciem
i poświęceniem w czasie zimnego i wilgotnego dnia. Wszyst-
kie fragmenty wyżej wzmiankowane, a zasługujące na to
odrysował on zaraz na miejscu. Obserwacye dotyczące
szkieletu a zwłaszcza czaszki potwierdził z naukową ścisło-
ścią obecny przy tern prof. Kopernicki.
Do jakich jednakże wniosków przyszedł sam Matejko,
który te szczątki miał w ręku i do jakich przyjść muszą
ci, którzy z powyższego sprawozdania zechcą zdać sobie
sprawę? O półtora metra oddalony od tego grobu występ
wzniesienia prezbiterialnego, nosi od strony kościoła napis
świa&zący, że tutaj leżą zwłoki królowej Jadwigi. Czaszka
razem ze szkieletem dowodzą, że mamy przed sobą ko-
bietę, która zmarła w kwiecie wieku; resztki korony, jabłka
królewskiego i berła, jakkolwiek tylko drewniane, że tą
kobietą była królowa; nakoniec styl tkanin, wzór grana-
towy adamaszku, koniczynowy opaski, fiala gotycka berła
i technika jej wykonania, że ta królowa w XV wieku była
pochowana. Wszystkie te szczegóły zatem razem wzięte
i po szczególe uważane potwierdzają powyższy napis grobo-
wcowego występu i prowadzą do przekonania, że znale-
zione zwłoki, są rzeczywiście zwłokami królowej Jadwigi,
żony Władysława Jagiełły.
Ale to nie wszystko. Są niektóre szczegóły tego opisu,
które bliższego wytłomaczenia wymagają. Spód skrzyni,
w której zwłoki leżały był twardy i zdrowy, a wieko
spróchniałe. Płyta wapienna grób przykrywająca podrąbana.
Ściana tego grobu jedna w części załatana cegłą. Nareszcie
wśród zwłoków samych rumowiska, żuzle, a na podłodze
nieporządek. Dowodzi to nieomylnie, że grób był raz przy-
najmniej, jeśli nie dwa razy otwierany. Przedewszystkiem
otwieranym być musiał w w. XVII za czasów biskupa
Gębickiego. Skoro ten biskup budował dla siebie grobo-
wiec po przeciwległej, południowej stronie prezbiterium,
t
\
w którym po dziś dzień jakeśmy się o tern naocznie prze:-
konali, spoczywają jego zwłoki, w ołowianej trumnie z her-
bem Nałęcz, wtedy zmienił jednocześnie kształt dzisiej-
szego prezbiterialnego wyniesienia. Profil dawny brązowych
boków grobowca kardynała Fryderyka, nie godzący się
z profilem dzisiejszych kamiennych schodów, dowodzi
tego najlepiej. Pierwotne schody miały kształt inny. Gę-
bicki właśnie, który tych schodów boczne występy obło-
żył marmurem, północny z nich zastosował do południo-
wego, związanego z własnym grobowcem, dla pomieszcze-
nia na obydwóch dwóch wspaniałych kandelabrów i profil
dawnych schodów, bard
;iej stromych, dla wygudy zape-
wnę odmienił. Dla uskutecznienia tej restauracyi zdjęty być
musiał pierwotny pawiment, co pociągnęło za sobą odkry-
cie grobu królowej, tak jak i dzisiaj. Wtedy podrąbano
płytę wapienną grób przykrywającą, aby skrzynię ze zwło-
kami módz na wierzch wydobyć lub się dostać do grobu;
i wtedy prawdopodobnie, przy małej dbałości w takich
rzeczach, właści wej przeszłym wiekom, przykryto tę skrzy-
nię pierwszą lepsza deską jaka była pod ręką, aby ją na-
powrót spuścić do grobu lub by ten grób zamknąć. Dziać
się to musiało w czasie budowy. Rumowiskami było pre-
zbiterium zasypane. Ręce zwyczajnych robotników i mura-
rzy oddawały posługę królowej. Chodziło im przedewszyst.
kiem o skończenie budowy i przywrócenie porządku na
zewnątrz. To nam tłomaczy dlaczego rumowisko i zuzle
żelaza dostały się do samej trumny i dlaczego podłoga
grobu temiż samemi rumowiskami, z kawałkami drzewa
i wiórów zasypaną została. Biskup powiększając występ
grobu tego ku kościołowi, obłożył go czarnym marmurem
i położył napis na nim, odpowiadający w zupełności napi-
sowi na występie jego własnego grobowca. Na tern po-
przestał i to w zupełności wystarczało współCzesnym, któ-
rzy mieli przed sobą teraźniejszość i przyszłość i dla któ-
rych przeszłość i wszystko co jej dotyczy nie miało ta-
kiego jakie ma dla nas znaczenia. Takie są wnioski do
których Matejko przyszedł, a na które jak sądzimy wszy-
scy powinni się zgodzić».
- Dnia 10 Lutego 1887 posiedzenie nadzwyczajne.
Przewodniczący, czł. Ak. prof. Łuszczkiewicz przedkłada
listowne zapytanie p. Juliana Kołaczkowskiego ze Lwowa,
czy wiadome są nazwiska rzeźbiarzy pomników
Zygmunta I. i Zygmunta Augusta w katedrze krak., oraz
niedawno zniszczonego sarkofagu Iwona Odrowąża u 00.
Dominikanów w Krakowie, tudzież k t o b Y b Y ł l' Z e ź b i a-
r z e m u ż y w aj ą c y m wykutego na pomnikach Sieniaw-
skich w Brzeżanach m o n o g l' a m u, który już jest znany
z broszury M. Maciszewskiego p. t. Pomniki Sieniawskie
w Brzeżanach. (O ogłoszenie dokładnej jego podobizny po-
staramy się do przy szłego zeszytu, gdzie może także będzie
można dać niejakie wyjaśnienie powyższych pytań).
Prof. Odrzywolski architekt restauracyi katedry na
Wawelu, zdaje sprawę ze stanu dotychczasowych kilkomie-
sięcznych robót przygotowawczych około zdjęcia pomia-
rów, przekrojów i zbadania tecznicznego i artystycznego
budow li, oraz z wyników do jakich pod względem stanu
i historyi tego gmachu doszedł.
Główne tych wyników punkta są: I) Że najdawniej-
sza część buduwy, t. j. krypta św. Leonarda (groby kró-
lewskie) okazuje dwie różne epoki budowania, mianowicie
w części w stronę kaplicy ś. Stanisława się ciągnącej
może pochodzić z wieku XI, podczas gdy dwie ostatnie
kolumny od zachodu i absydę pod dzisiejszem wejściem
..
>>>
IV
SPRA WOZDAN lA.
głównem do katedry już z powodu odmiennej techniki
kamieniarskiej należy odnieść do nieco późniejszeg
czasu.
Absyda, której gru,?ość muru odnaleziono w okienku pod
schodami, musiała niegdyś stać wolno odkryta. Plan krypty
zaś, w epoce gotyckiej i barokowej przybudowaniami ze-
psuty, już w założeniu swem okazuje się bardzo nieregu.
lacnym i pokrzywionym. 2) Oprócz tego podziemia, ślady
naj starszych części budowli odnaleziono w nawie bocznej
południowej i przyległych kaplicach Szafrańców pod wieżą
srebrnych dzwonów i Wazów; wątek muru należy tu do naj-
dawniejszej techniki, a z pod tynku wyszły na jaw reszty
odrzwi kamiennych romaliskiego stylu. 3) Jako najstarsza
cześć gotyckiej budowy przedstawia się prezbiterium w dol-
nych swoich warstwach muru, wraz z obejściem pierwotnie
niższem, dopiero od czasów biskupa Łubieńskiego pod-
wyższoncm i zakrystyą wikaryuszowską, niegdyś zapewne
kaplicą. Reszta kaplic otaczających prezbiterium zapewne
późniejszy ma początek, 4) Dzisiejsza zakrystya wikaryu-
szowska była niegdyś krótszą i od wschodu wielobokiem
zakończoną; symetrycznie z nią tenźniejsza kaplica Mło-
dzianków, dziś o kwadratowym planie i kopułą nakryta,
była podłużną i podobnym od wschodu zakol1czoną wielo.
bokiem. Zarówno te zakończenia, jak dawniejszy poligon
kaplicy Gamrata i ściany pierwotnej kaplicy Cyboryllm,
wynikły ze zużytkowania do ich planu szkarp ukośnych
pierwiastkowego obejścia prezbiterium. Widoczne tam je-
szcze są ich rcszty o wątku muru z kamienia w nierówne
prostokąty grubo ciosanego, odkryte pod tynkiem zarówno
w kapl:cach jak i przyległych im częściach obejścia.
5) Górne części prezbiterium są gotyki późniejszej i roz-
winiętej. Wysokie okna, dziś puste otwory, dawniej komu-
nikujące z zewnętr.mem, wypełniał maswerk czyli lasko-
wanie kamienne. Podobnie zniszczony maswerk ślepych
framug dał się nawet z pozostałych śladów rekonstruować.
Pod dzisiejszym dachem pozostał widzialny na strychu
dawny szczyt facyaty wschodniej, niemniej fryz i gzyms
gotycki kamienny bardzo pięknie ornamentowany i ślady
galeryi kamiennej koronującej prezbiterium. Pomiędzy tą
galeryą a cofniętym po za nią niegdyś dachem obiegała
zachowana dotąd wykuta w kamicniu rynna. 6) Skarbiec
musiał pierwotnie być dwupiętrowy i niesklepiony. cienkie
też jego mury ciosowe, dla zniesienia ciężaru sklepienia
zostały potem cegłą zgrubione od wewnątrz. 7) Zagadkę
przedstawia plan wieży zegarowej, obok której odkryto
reszty małej dawnej kapliczki Młodzianków fundacyi Hinczy
z Rogowa. później zasłoniętej pomnikiem Potkallskic:go.
Odczyt swój objaśnił p. Odrzywolski licznemi rysunkami
i tablicami, z których największe zajęcie obecnych obu-
dziło po raz pierwszy przedsięwzięte zestawienie planu
podziemi z planem kościoła, do ciekawych prowadzące
wniosków. W dyskusyi nad przedłożonym materyałem
wzięli udział pp. Łuszczkiewicz, ks. Polkowski, Sadowski,
ks. Skrochowski, a p. Maryan Sokołowski przypomniał
w streszczeniu hipotezę swoją - historyczne mi badaniami
prof. Wojciechowskiego popartą i z okazyi studyów nad
kościołami romańskimi w ostatnim zeszycie Sprawozdań
Kom. hi st. sztuki ogłoszoną, że krypta wawelska jest śla-
dem pierwotnego ustroju kapituły
złożonej w połowie
z księży świeckich, a w połowie z Benedyktynów, i że
zakonnicy ci zapewne z macierzy swej belgijskiej (Leo-
dyum) przynieśli cześć tamtejszego patrona ś. Leonarda
do Polski i do katedry krakowskiej, będącej pod głó-
wnem wezwaniem, jak się zdaje, ś. Salwatora. Pierwsza
katedra miała zapewne dwa chóry - już po rozpoczęciu
budowy nowszej zmienił się styl i zmieniły potrzeby.
W miejscu zamierzonego zachodniego chóru dano główne
wejście, i tylko do krypty już zbudowanej przywiązano
tytuł świętego, który miał był został patronem połowy
kościoła.
- Dnia 3 Marca, Przewodniczący czł. Ak. prof.
Łuszczkiewicz odczytuje listowne doniesienie p, Juliana Ko-
łaczkowskiego ze Lwowa. że rysunek na kamieniu lito.
graficznym niedawno z Wrocławia nabytym dla Muzeum
Narodow. w Krakowie jest niczem innem jak reprodukcyą
bardzo rzadkiej, a wspomnianej u Rastawieckiego ryciny
z obrazu Dolabelli (,Stanisław Żółkiewski hetman, przed-
stawia jeńców stanom na Sejmie r. 1611. Thom. Makow.
sculp. J) fol. T o m a s z M a k o w s k i ten miał drukarnię
w Nieświeżu w początku XVII wieku.
Sekretarz Tomkowicz streszcza następujące komunikaty
złożone piseminie przez hr. Konstantego Przezdzieckiego:
Rodzina Ś, p. Bolesława Podczaszyńskiego nadesłała
dla Akademii spis rysunków i rękopisów, pozosta-
łych jeszcze po ś. p. p o d c z a s z y ń s k i m, budowni-
czym i uczonym, wraz z opinią p. W. Gersona, podnoszącą
ważność i doniosłość z b i o r u p i e c z ę c i (częścią tłoków
oryginalnych, częścią w odciskach), który liczy 8000 sztuk
uporządkowanych i cenionym jest na 3000 rs. Przewodni-
czący stwierdza przy tęm, że wśród rękopisów brak naj-
ważniejszego
bo rozprawy Podczaszyńskiego o kapitularzu
Jędrzejowskiego, dziś już zburzonego, klasztoru, z którego
uratowana jedna romańska kolumna, ma niebawem dostać
się do zbiorów krakowskich.
Publikacya belgijska pt. «Archives des Arts, sciences
et lettresJ) wydawana przez rząd pod redakcyą Aleksan-
dra Pinchart, w tomie I seryi I zawiera ogłoszone z ar-
chiwów państwa z autografów dwa listy, stosunków arty-
stycznych dawnej Polski dotyczące. Jeden (str. 231 i n.)
pisany przez królewicza polskiego Władysława do gu b e r-
n a t o I' k i F I a n d I' Y i, arcyksiężnej Klary Eugenii, w spra-
wie architekta flamandzkiego sprowadzonego do Polski
przez ks. Jerzego Zbarazkiego - może do budowy ka-
plicy Zbarazkich przy kościele Dominikanów w Krakowie,
albo pałaców lub kościoła Bernardynów w Zbarażu, brzmi:
"Serenissimae principi dominae Isabelle-Cla-
rae-Eugeniae, Dei gratia Hispaniarum infanti, ar-
chiduci Austriae, duci Burgundiae, Brabantiae,
Luxemburgi, Gelriae, comiti Habspurgi, Flandriae,
Tyrolis, Arthesiae, palatinae Hannoniac, Hollandiae,
Zelandiae, dominae Frisiae} dominae cognatae et
affini nostrae charissirnae. Vladislaus-Sigismundus,
Dei gratia prince ps Poloniae et Sueciae, electus
magnus dux Moschuviae, Smolencensis, Scveriensis,
Czernichoviensis ducatuum administrator. Salutem
et mutui amoris atque omnis foelicitatis continuum
incrementum. ..
Serenissima princeps domina cognata et affinis
nostra charissima. V ocatl1S ab illl1strissirno castel-
lano Cracoviensi, in Polonia m , ante elapsum an-
num, in arte architectonica versatl1S Henricus von
Peene, dominiorum Serenitatis Vestrae incola, ma.
--
>>>
--
I
SI'RA WOZDA )l;IA.
v
gno tenetur desiderio, videndi suam uxorem atque
earam sobolem. Verum quia severa aceessit inhibitio,
ne quispiam subditorum Serenitatis Vestrae usurpet
sibi absquc licentia expressa Serenitatis V cstrae in
exteras nationes abeundi facultatem, in vel ma-
ximo fuit impedimento quominus suorum compos
effici posset hucusque votorum. Quamobrem cum
ipsius desiderio, tum illustrissimi castellani Craco-
viensis, ducis in Zbaraz, postulationi libenter suffra-
gantes, petimus diligenter a Serenitate Vestra, li-
eeat cius uxori ex mandato Serenitatis Vestrae in
Polonia m per Amsterodamum commigrarc, cum
mari quam terra tutius sit atque compendiosius
iter. Nos vero hunc Serenitatis Vestrae ad no-
stram petItIonem exhibitum illi hoc in pasu favo-
rem, omni studio quovis occasione demereri eon-
tendemus. Quam interea fclicissime in optima va-
letudinc florerc cupimus. DJ,ta Varsaviae, die XXIX
mensis aprilis anno Domini MODcoXXVIo, Ejus-
dem Serenitatis Vestrae
(podpisano) Atfcctuosus Vladislaus Sigismundus.
Drugi (str. 233) pisany przez króla Zygmunta III do
arcyksięcia Albrychta wielkorządcy Niderlandów brzmi:
"Sigismundus III, Dei Gratia rex Poloniae, etc.,
salutem. Sercnissime princeps domine arnice et
affinis noster charissime. Demandavimus egregio
Vi/he/mo Marten, civi Elbingen., lapicidae, ut in
ditionibus Serenitatis Vestrae lapides marmoreos
pro structura arcis nostrac l) incisos ad nos ad-
veheret, atque huiusce negocii causa in ditiones
eiusdem Sercnitatis Vestrac ipsum misimus. Quod
ut eo eomodius ex animi nostri scntentia conficiat
amanter a Sercnitate Vestra postulamus, velit Se-
rcnitas Vestra autoritate sua et favore id efficere,
ut is, absquc ullo impedimento et difficultate aut
exactionc aliqua theolonei, lapides eosdem excisos
adducere, voluntatique nostrac morem gerrere pos-
sit, etc, Datum Varsoviae, XX mensis januarii anno
Domini M.DCXIX (1)".
(Podpisano) Sigismundus rex.
Zgodzono się na wniosek hr. Przez dzieckiego aby
wszelkie drobne wiadomości i komunikaty, dla oszczędze-
nia czasu na sesyi, przesyłane bywały wcześniej na ręce
sekretarza, i dopiero przez tegoż albo w streszczeniu albo
w miarę potrzeby in extenso wnoszone były na początku
każdego posiedzenia.
P. Leonard Lepszy referował na podstawie notat
prof. Łuszczkiewicza oraz nadesłanego pobieżnego rysunku
o niewydanym dotąd relikwiarzu srebrnym w kształcie
krzyża, znajdującym się w zakrystyi kollegiaty Sandomier-
.) P. Pinchart pod wyrazem arx mylnie domyśla się jakiejś cyta-
delli, odnosi się to prawdopodobnie do rezydencyi kr6lewskiej, może do
Zamku Warszawskiego.
8pnwoad
nle Komlsyl do bad, blst, sztuki. Tom III. Zesz, IV.
-
skiej. Relikwiarz ten, jak i z przedłożonego rysunku ocemc
można było, jest niepospolitej piękności, w stylu gotyckim,
mieści pośrodku znaczną partykułę krzyża ś. i nosi u pod-
stawy herby: polski, ziemi sandomierskiej, krzyż podwójny
i dwa małe Dębna; stąd możliwość, że jest to dar kardy-
nała Oleśnickiego. Wiele ozdób lanych, kutych, jubiler-
skich, emalierskich i grawerskich podnosi ważność tego
dzieła w sztuce złotniczej, które charakterem swym przy-
pomina relikwiarz ś. Stanisława roboty Marcinka. Refe-
rent sądzi, że jest to dzieło roboty którego z mistrzów
krakowskich, lecz uważając dostarczone sobie dane za nie-
dostateczne. w szeregu pytalI wskazuje drogę, jakby nale-
żało w daJszem studyum analizować tę pamiątkę pod wzglę-
dem techniki złotniczej a to w celu wyjaśnienia stopnia
rozwoju, na jakim stała sztuka złotnicza w Polsce w epoce
XV wieku. W dyskusyi nad tern prof. M. Sokołowski zwraca
uwagę na znajdujący się w b e rl i ń s k i e m K u n s t g e-
we r b e m u s e u m (Sala XXXV. szafa 375), pokrewny sty-
lem powyższemu relikwiarzowi pacyfikał fundowany przez
Piusa II na pamiątkę Soboru Bazylejskiego w r. 1460, a prof.
Łuszczkiewicz uprasza p. Lepszegu aby zajął się zestawie-
niem dla użytku szerszych kół, zajmujących się historyą
sztuki, wskazówek do badania wyrobów artystycznych zło.
tniezych z punktu widzenia wyżej określonego. Wskazówki
te p. M. Sokołowski chciałby widzieć rozesłane do zamiej-
scowych członków Komisyi z prośbą o nadsyłanie wiado-
mości na ich podstawie zebranych.
Prof. Łuszczkiewicz odczytał i objaśnił szkicami na
miejscu robionellli notaty swoje o ważniejszych zabytkach
architektury w Jarosławiu w Galicyi. Miasto wiele ucier-
piało od strasznego pożaru r. 1600, ale rychło bo do r. 1625
odbudowało się, będąc ważnym punktem handlowym. Zwła-
szcza uderzają bogactwem swem liczne kamienice, które
zapewne stanęły w czasie kwitnienia sławnych jarmarków,
o których pisze Piasecki, że «po Frankfurckich nad Me-
nem pierwsze trzymały miejsce: Ormianie, Persowie, ziemi
i rąk swych płody tu zwozili, na których kupno. kupcy
zagraniczni zjeżdżali, tak wielkie mieli zapasy tkanin i ba-
kalij, iż stąd kraje niemieckie w nie się zaopatrywały.
Dopiero wojny Kozackie i napad Szwedzki kres jarmar-
kom położyły». Jeszcze Władysław IV z ciekawości na
jarmark do Jarosławia przyjeżdża r. 1646 i trzy dni bawi.
Miasto leży na pagórkowatym gruncie i ,wskutek nierówno-
ści terenu niektóre domy wydają się bardzo wyniosłe. Są
nieznaczne ślady dawnych murów obronnych i baszt, oraz
reszty szkarp podtrzymujących podniesienie gruntu forte-
cznego placu. Obszerny rynek prostokątny ma z boku ra-
tusz później zeszpecony pseudogotycyzmem, dawny ko-
ściół parafialny jest zniesiony. Dwie pierzeje rynku zacho-
wały piękne ślady dawnej budowy kamienic jednopiętro-
wych z attykami i podcieniami z XVII wieku - powiększej
części zaniedbanycn i oszpeconych. Materyałem jest cegła
otynkowana, kamień i gipsatura. Wielkie arkady podcieni
otwieraj,! się na zewnątrz, filary kwadratowe z kapitelami
dźwigają frontowe lokalności na piętrze. Wyjątkowo tylko
podcienia dwu sąsiednich kamienic mają z sobą połącze-
nie, zwyklej każda ma swój właściwy, zamknięty z boków
ścianami pełnemi. Z podcienia najczęściej od arkady skraj-
nej biegnie w głąb kamienicy sień sklepiona lunetowo
wprowadzająca na wewnętrwy dziedziniec, stosunkowo
szczupły, prostokątnego planu, który minąwszy spotykamy
na innej osi głębszy korytarz wyprowadzający na tyły
domu na ulicę. Otóż taki dziedzińczyk ma tę osobliwość,
22
>>>
VI
SPRA WOZDAXIA.
że zachowując drewniane ganki na piętrach, właściwe ka-
mienicom krakowskim, jest na wpół ciemny, gdyż na wy-
sokości poddasza ma śmiałe sklepienie namiotowo zwier-
ciadlane lub pułap z widocznem wiązaniem dachowem od
spodu. Światło dostaje się z korytarzy i z okienek nad
drzwiami od lokalności dolnycl1. Drewniane komunikacyjne
ganki dziedzińca biegną na jednem lub dwu piętrach, po-
ręcze wycinane a jour w desce, lub toczone w laski,
szczerniałe przez czas, czasem ganki rzucone w poprzek
jak mosty, osobne schodki do półpięter z ganeczkami oso-
bnymi, tworzą tło malownicze wielce. Żadne okno nie wy.
chodzi na ten dziedzińczyk, tylko jedynie drzwi komuni-
kacyjne żelazem okute. Izby dolne mają sklepienia lub pu-
łapy. Helki podparte bywają straganem, na którym napis
łaciński, tekst religijny z r. 1706 a obok polski z r. 1774
daje za fundatorów n. p. Jędrzeja i Katarzyi1ę Wapinów.
Belki te dźwigane są u ściany szeregiem arkadek murowa-
nych, nad którymi biegnie gzyms o profilu architrawowym
jońskim, podtrzymywany przez karyatydki na osiach ro'
dzących się z kroksLtynków arkad. Cały ten występ górny
zajmuje na wysokość 1 1 / 1 metra przy wysokości izby 4 1 /2
metra. Belki są profilowane i gęsto rozpołożone. W izbach
dolnych natrafia się w połowie wysokości ścian ganeczek
drewniany zdobny balaskami do koła biegnący ze schod-
kami w wangach. Taka izba dolna miewa sklepienie aku-
styczne jak w Niepołomicach z drogami głosu w węgłach
i drobniutkiemi lunetami.
kowaną, i ma u góry koronkę nie trafiającą na osie wnę-
ków i pilastrów pod nią. Całość ozdób jest niesystematy-
czna, dziwaczna, ale przedstawia obfitość motywów i nie
pozbawiona malowniczości. Talent samouka majstra daje
jej pewien typ swojski. Cegła w ozdobach jest z małym
wyjątkiem obcinaną, wszystko było niegdyś tynkowane.
Wysunięcie kamienicy i zostawione s t r a t y wskazują, że
zamierzano wysunąć cały rząd domów. Wejście na piętro
jest przez schody zewnętrzne w dziedzińcu między wan-
gami murowanemi.
Inne kamienice mają wszystkie zwykłe attyki kryjące
dachy, stare fajermury z boków, przezorność zyskana tu
klęskami pożarów dość wcześnie, żadna jednak nie ma
równie jak powyższa bogatych koronek, ale częściej imita-
cyą ślepymi oknami drugiego piętra.
W uliczce po za rynkiem spotykamy się z osobno
stojącym domem piętrowym z cegły (rohbau) na podsta-
w:e dokładnego kwadratu o 3 oknach frontu, którego dach
mocno występuje wysunięty na wielkich drewnianych krok-
sztynkach szukających posady u ustępu muru, gdy belki
leżą na szczycie ścian. Coby za znaczenie miał ten budy-
nek, na miejscu dowiedzieć się nie mogliśmy.
Prócz domów ciekawe są trzy kompleksy zabudowali
klasztornych, zajmujące obszerne place, którym mury ob-
wodowe opatrzone strzelnicami i basztami, nadają chał'a-
kter obronności. Naprzód kollegium Jezuickie tuż przy
mieście, z kościołem, który pomimo daty fundacyi od r. 157 ł
I I I
=l . Lt r iJŁ
J .--
I
I
I
I
1--
Wejścia do kamienic zaznaczają portale w charakterze'
późnego renesansu. Facyaty ucierpiały wiele przerabianiem
na szczęście jedna z nich dochowała się dobrze i jest oso.
bliwością niezwykłą pełną charakteru. Mieści się w rynku
naprzeciw ratusza, jest narożnią przy ulicy środkowej, po-
łaci rynku. Podany obok widok jej (fig. I) według ry-
sunku uprzejmie nadesłanego, przypomina krakowskie Su-
kiennice attyką, która tu jednak jest bogaciej rozczłOll-
Fig. I.
zdaje się na pewno pochodzić z pierwszej połowy XVII
wieku, i być naśladowaniem niedokończonem kościoła św.
Piotra w Krakowie. Ma on układ planu krzyża greckiego,
w którym ramię przodkowe zamiast szeregu nyż ma dwie
kaplice włoskie, jedna z nich z kopułą. Kopuły głównej
w środku krzyża kościołowi brak, ale była zamierzoną bo
zostały pendentify i całe pod nie przygotowanie. Wnętrze
przestronne, szlachetne w proporcyach.
>>>
-
l
BPUA W07.DANIA,
VII
Wejście do kościoła zastąpione przystawką korytarza,
dostęp po schodach kamiennych, facyata tej przystawki
cieka wa, renesansowa z szeregiem kolumn u dołu dźwiga-
jącym attykę, gdzie są po dwie skupione kolumienki krótkie
i arkadki, a brak koronki, która jednak przedłuża się na
ścianę kościoła; stąd domysł łatwy jaką była.
Gmach klasztorny szerokiego stylu.
Po za klasztorem jezuitów nad brzegiem jaru na ob-
szernem i wyniosłem płaskowyżu panującem nad doliną
Sanu, stoją klasztorne gmachy i kościół Benedyktynek,
które tu osadziła 1620 r. Zofia ze Sprowy Sternbergowa.
Dziś to łącznie z klasztorem jezuitów obrócone na maga-
zyny wojskowe, kościół stoi dotąd w całości jako główny
magazyn ubiorów. jest jednonawowy z kaplicami dwoma
obok prezbiterium jako transept; zakończenie półkoliste.
Sklepienie ubrane gipsaturą karteluszową jako obramienie
malowań, ściany mają pilastrowania pseudokorynckie.
Pod kościołem są groby, a wedle opowiadania ma
być wybrany w glinie kanał wycieczki podziemny a cią-
gnący się blisko pół ćwierci mili aż do Dominikanów bez
żadnych sklepień, gdyż glina twarda znosić to ma i są
przykłady dwu piwnic bez sklepienia jedna pod drugą,
Mur forteczny otaczający klasztór ma baszty wznoszące
się mało co nad szczyt murów, czworokątne z wyjątkiem
jednej okrągłej. U wejścia na dziedziniec budynek pię-
trowy z sienią dolną sklepioną otwartą do wnętrza arkadę
jest dawną obronną furtą klasztorną.
Kościołek luterski w mieście podobno św. Ducha
szpitalny jest inkastellowany, ma rząd strzelnic armatnich
poniżej gzymsu koronującego z dwu stron od t:licy.
Przy końcu posiedzenia przewodniczący przedkłada-
jąc nadesłane Akademii ostatnie publikacye w ę g i e r-
s k i ej A k ad e m i i w Budapeszcie, oddziału archeologi-
cznego, pod r
dakcyą p. Hampa, oraz księgę pamiątkową
wydaną przez b l' a c t wo S t u a l' o p i g i a I n e we Lwowie
na obchód 300 letniej rocznicy istnienia, a mieszczącą ar-
chitektoniczne zdjęcia cerkwi Wołoskiej, wyraża w imieniu
Komisyi hist. sztuki obu nadsyłającym zakładom podzię-
kowanie.
--
INDEX
.
osobowy i rzeczowy do Sprawozdań z posiedzeń Komisyi w tym tomie zawartych.
Albrycht arcyks. wielkorządca Niderlandów
Bazylejski Sobór
Benedyktynów zakon
Berlin, muzeum artystyczno'przemysłowe, pacyfikał
Piusa II.
B i b i o g r a f i a polskich prac dotyczących sztuki.
Brzeżany, pomniki Sieniawskich, monogram
Dębno herb .
Dolabella .
D r u kar n i a p. Nieśwież.
D l' Z e w o l' Y t n i k p. Makowski.
Flandrya i Polska p. Klara Eugenia.
Fryderyka kard. grobowiec p, krak. katedra.
Gamrata kaplica p, krak. katedra, kaplice.
Gębickiego grób p. krak. katedra, groby.
G o t Y c Y z m u zabytki p. krak. kat. prezbiterium,
et et p. Sandom. kollegiata, re-
likwiarz.
Hincza z Rogowa p. krak. katedra, kaplice.
I n k a l' t e 11 a c y a p. Jarosław, kościół lute'rski.
I n wen t a l' z zabytków sztuki Krakowa
Jadwigi królowej grób p. krak. katedra.
jarosław m. gal. kamienice
et klasztór i kościół Benedyktynek
" kollegium jezuitów .
Strona Strona
V Jarosław kościół luterski VII
V .. mury i baszty obronne. V
IV Ct ratusz . V
jędrzejów, kapitularz klasztorny IV
II Klara-Eugenia, arcyks. Gubernatorka Flandryi. IV
II Kraków, Dominikanów kościół, kaplica Zbarazkich. IV
III et et et pomnik Iwona Odrowąża III
V Ct katedra grób Gębick;ego bisk.. III
IV « et a jadwigi królowej. II - III
et et et Zbigniewa Oleśnickiego kar. II
et et kaplica Cyborium . IV
« et D Gamrata IV
et et « Młodzianków IV
« « « Hinczy z Rogowa (Mło-
dzianków) . IV
Kraków, katedra kaplica Szafrańców IV
et et et Wazów. IV
« et krypta Ś. Leonarda IV
« et pomnik Fryderyka kard.. III
et Ił et Potkańskiego . IV
« et et Zygmunta Augusta III
II et Ił et Zygmunta Starego III
Ct Ił prezbiterium IV
V-VI et « skarbiec . IV
VII a « wieża srebrnych dzwonow IV
VI et .. zakrystya wikaryuszowska IV
>>>
VIII
INDEX.
Kraków, katedry restauracy'1 .
CI CI wezwanie pierwotne
Leonard ś. p. krak. katedra, krypta.
Lwów, Wołoska cerkiew .
Łubieński, bisk. krak. .
Makowski Tomasz, drzeworytnik.
Marcinek, złotnik krak.
Marta Wilhelm, lapicida
M o n o g r a m rzeźbiarza p. Brzeżany.
Niderlandy i Polska p. Albrycht arcyks.
Nieświeź, drukarnia.
Odrowąża Iwona pomnik p. Kraków, Dominikanów
kościół.
Oleśnicki Zbigniew kard. .
« « p. krak. katedra, grób.
Peene, Henricus von, architekt
p i e c z ę c i p. Podczaszyński.
Pius II papież p. Berlin.
Podczaszyńskiego Bolesława zbiory pieczęci, ręko-
pisów, rysunków .
Potkański p. krak. katedra, pomnik.
R e n e s a n s 11 zabytki p. Jarosław, Benedyktynek
klasztór.
R e n e s a n s 11 zabytki p. Jarosław, Jezuitów koUeg.
CI CI p. CI kamienice.
R e s t a 11 r a c y e p. Kraków, katedra.
Strona
III
IV
VII
IV
IV
V
V
IV
IV
IV
V
R O m a n i z m 11 zabytki
« CI p. Jędrzejów kapitularz klaszt.
CI CI p. Kraków, katedra krypta.
« « p. « « kaplica
Szafrańców.
R o m a n i z m u zabytki p. Kraków, katedra kaplica
Wazów.
R o m a n i z m 11 zabytki p. Kraków, katedra wieża.
Salwator ś. patrz krak kat. wezwanie pierwotne.
Sandomierz, kollegiata, relikwiarz krzyża ś.
Sieniawskich pomniki p. Brzeiany.
S ł o w n i k wyrazów polskich dotycz. sztuki
CI CI « CI złotnictwa
Sternbergowa Zofia ze Sprowy
Szafrańcowie p. Kraków, katedra, kaplice.
Warszawa, zamek
Wrocław.
Władysław (IV) królewicz polski
Zbarazcy p. Kraków, Dominikanów kościół, kaplica.
Zbarazki Jerzy ks. kaszt. krak. .
Zbaraż, Bernardynów kościół .
Z ł o t n i c t wo w Polsce p. Sandom. koli. relikwiarz.
« « p. Słownik.
Zygmunt August, p. krak. kat. pomnik.
Zygmunt Stary, p. krak. katedra, pomnik.
Zygmunt III król polski
Żółkiewski Stanisław hetman .
Strona
II
V
I
II
VII
V
IV
IV-V
IV-V
IV
V
IV
>>>
J(l..A
ZT'OR.. W" L Ą.oZiE
. .t'abud.owania. kru.J1.
ank1.A..
I
i
Kom. dla hisL szt. Tom m.
C
E5ci .Ń'.Ą.
ST.A.R.3ZE.
. d.zi.iaj j
n.iQj
c. ,"",
,
i
O
I
l:i
ł
A
.=
J
":
.;'1\ /l
:::"'
;:-'
. .. .. It . o' .. H
f:
:
:V::
:
?
;J
;);:;}
'. - ,11:00 -. t . ,
I .
{. N'
.... :,'. ,l" I
,4-':
\:( I
I
.tI; '1. I
I .,...... '.:. I
. /!?'
".",,
.:
'
:::,.
.ł.:-:
I
'
'
'p
'
,
I;t
:!. "{. I I
.P:;;
0:::::: 0 ...
!
%#$
!£;
?'}P' /
;)
';:Z?'1
_
p1t:
;rl
. . . .
/,:.:/4f1{ , .;(fY
p .-r1ł ...',
_
v,; :
'!... ""'.'6':K:
/77
!,:
;łi_
"/
'/.'E
..&J.;""
_ v
i%
;
n
-
I
'
..
.
l,.
.
I
I
, '
lo /
%
0%
0
"
0/'
w' %
,
.
-
w
--
..Q! f"
:
.t
.. -lo.,
:.. ::I
.'.:0, -",
... ",... - . I: ,.'.... ,..-
.
I. " "","'"
'", :' II ., .. . 'ł. , : \" ,,? .. , ...... ,/ ; "\
'1
... J":-" ;-
.... ,1...... ..
..... J.. ""'", .,"""'''' ". ł. '" .r' I
....,'1. ." ::0 11\.., .: ..... ...." : ._..ł:" ,. .......... ,r"
"'\.. ...J :.- , "\... .,' o
"', ..... I
ł1.
' I
.
.,,' " ......,. II .... 32.. 90. ""ł:' l' .... .."" .. ..... ,.
.. ., t.
..:-: ':trJ _*.."", ::
.,... : ,. -. : fI; "t :: ,........, Ł,; .
...
: }I., I :
.; -.. :, .*
\.. I
..:. .... ".',
.Ł...L" .I..ł }t. 'I .- ...... . / "'\...,. : ,1",
,I" "0
.' '.t o: ,0(-': lC.t
l":1-ę- :lłia..IJ'I-
U'lJI/,ł1:(..&.-- 't, :." '.
.:' '....
.
w
:
2.. , .. ,.N _-:, . t":
" = . "':". _ _
.,::'''. ___ . ...::,.,,' _
',...,,':- ...",o..l'
._._____
-
".:.
.
- - ---- - - --- --------
, ..... " : . ' .
""-.""""""."-""_..
"'ł ..':.
.. "..,.... '....., "
......... ," I, " .. ..
. '" ,,'
.
,'
:::' t """" /// j....J\
...:::':.--.--...., , .,-
-
.."....._
':"':,. .:1" ",
1'_0,,"" li. ...
". ,,' \ \ '?'$. '() b -.1.... ....
. . ' J/ /1' I ..
,,
'
d":::: t """'" ') // i " -
1
"":00)- _."-- ;,
". '1Yi':1:" li d
";.;. -'" '- .:'
:
,.' o \ 'J. 'r . . ....
- o
,:.." ....s ':N., , ,," :1 / -.. ....;
Il)
':) ''?'" ;; ) .J1.
eo
," . ,. , ' ..... '..1.)
. 1'i' ......
' ,
, .ł,
__
" "t";,._ " " .;'
"ł\
... ,", .,:...-1'0:.....":..-..........&":..."
:
. .....
;
-.:.=-::;
;
,,' '... ł.. Ql...
'"
.
. .#10" " " -.. ..:/
.
. ,,' " .,\..t:;
N .;ł\
, ," " ł.ł.l:\
"'t
.v. s .... ..
' )
:;t
,
,;m::
;
:_ ,/// ""...., ':
-.Im
:.
. ..;t-,' '" '.. I
.,...
' .. ... ...
,' " .. ".. re.. 'II
_ II I "\. _.: ,u
""lI,,
' " ts.
,:' "'t, ........ ....... ___ ........ _... 4 ', '; .,....
. "'i..
- ... -
.... - '-.:
.
?
::
.
::,-m-.-_
:::':
.., , ' = , " i., - ,
". %
:o ,' , ',.. -=- /" ';..
.. .. - =
,.. "t . . .'
.... ... ,;,.
"
;.. '.. '-- f r 40 . . .. "ł
n r
. .
_. II . ..::; I'!I
. f'" ".t\ ",. Ił
f" t" .. -ł
';.. J
łł ",.
..,. 11\0 'ł... 1II li -. ,f , ;. ... I. "'", ..s'
t .. ..
., .. tO,' t. ....I
.ł
.;
"L{) '
If,.....
-''I';' II -"'",1. :1 "'1.., II ""ł.J. ".,.. ani: ", II'
....,;:
'
ł':.:ł ::ir) ,:...
':.
fJ CJ \
Vi:! .;:' ':.:-., :1 , 1 . ....]t....;: =
.I#
. Ił
..:'O......¥O.... i"'):! ,/"
.
I "
..... I. cY.t
.;n l
dł I L tl .:l J 'I......... lo, II.. ¥O¥O l, '" ·
1.-:. p'.'
r l' ...
""
iI &-'ł-, IIJ
; I C ..,-".. "'. I' .. ... I.,:' '.
.# "" ., h lo . . I...... S!8',
\
..'¥ ......
1. .- . .,,; , . I .". ....
.
--ł:.-
7
.
nc..-..d j.7ilVIzicuuzi,
II
I
--t.
"
II
...
.Yi(!'
-i .?tJdllie"'iVIlU
/
,
V
7 '/0 ,.....
c!l5alvlza
fu.rla.,
kCi lnuoS' ci
u .
L
)
,
łUr:
i T
r
a.irn., .nr£..Jtc=:kł.'e.JVI.'Q'. f{ś f
łSu:
Ta b XV
.......
H
.... £;
"
"00)
'""
lł r:
. ."
.... ...
"I
/
/
/
, /
L-chnl.'a
/
L--lCt.
VTZa .
.#U!Q:/.I'" ćf:R
&.I-
yc,kł."
-----.
>>>
. ..
'"
r
. .
,
. I.
I
t,
>>>
Kom.dla hisL szt. Tom III.
- O'J6' ':',
..J.
KOf1struhCJa u :tJr
łorJ zc1wieszenia ż't!ber.
, , "
,,' ,;' ....
" ,
:,
,.
, " ,
, " ,
r -;.
:'1'"
;
;=
;
;:.
-=..;
o 1/1:------. _____
/-
" =:.
;). I.
, ;f; ,Q
ł ' "
1:,' ," ,
/ ' '\. ,
" '""
H_ " /
'.I_ / I" ,
, "
h7
, /' //¥." i',,
,'.
;r,-' &;;/ , ,. o
, "'" " ..
.. ,.... I ...L.
",,'
...
," ,;
" .:'.
::: 4 '
'
'''','
---- C"Js I.;;
, I l'
I I ł'
, "
I"
:H
"
" I.
I
=:r
.-- I
:' . '#
I','
._ ,L.
.
y.
:"
="
--ł--- ....
.:
, ,
. il
. "F
:i"
.' .:
.
'!I,. .
''I,
,;='"'"::- .....;.--..: ..
I
,
'Z
.: / .:"
0-120
7'
fY/
'/
'//
..
o
Ó
0'°1/
_ ł,.
Profit czysty ż2b
r.
- ... v- ll Jl.1-
, l'
I ol
1.'1 ....
l'
I
'./
.,,,'"
r '
Ta b.xVI.
KLA S Z T O R w LP...D Z:E
"
Sz
ze[6ł'y kruż
'anku u ramieni
forty
:,",: I;
II.:' .,
,.
:
f - ...:
,
.
" . . ";iJ
:
':
Typ
Zworniki n.a sK
ep;eniu ranlJ:!r
Ja tego krużganku.
_
.
'I,
-
. }.. ;'''l1!f .'f- ....
./
:.Ij.\
" -,'
, I.,
:
IIII
";
I
ę....."'" '1-,
." - -
\,-:c
lr 0# '7
,:
.) . f// '...
'(.,', i II .-.1 ,ł'
\ -I, , : L
. \
, ''-:
i ._, i r '/
- .- " ] 111
I ,I ,
,[
';
1
II .
.
, i..
-=
l"
.,
",J
!I-.-=-
.--r:
ui
.
. "
...
...
:to
'!i
l,
. I
.7-
"
o
....
;i"
-r ::-
- .,0
\\';
.:
.- :1.:._ 6
-:- ,.,
:"1°'__
,
"Ci .
1..
, -
-,I J...
.... ---
'S---
'" '.'-
u. :
-;;';:Pr
pk;oj CŻ
-Lj ;
J1:ipl1ja. forfYkrużp;ank-;.-,
.'
ld
j, W.ł. LUSZCll;eił.1:C:'.
I
I
t
I
Au:_ j. :\..;;ir:.30 :
>>>
I .
,
I
,
J
fi
.
.
t
.I
I,
-
>>>
!!
Kom dla hist. szt. Tom m.
Tab XVII
i
N- :P:R.2.
CJ.WDO'W'A DO Qpl'..clwa."
J(.LA.
Z-T-OJ\. w L..
l)ZiE.
,..-- ..-
o',
I'
'pJ"a2VY A
JiJ,j:J(,)rniJ: -.i'cie:nny +.
0'95.
"
\,
, "I'
, . I -
)i I
o:,
(, i(
I
. 'I"
).
A
...
o
b
y
l
nv!f o
Ilff/gZv./ve,
...
'"
"
, "
y
...r'
I i,
"
,,,:;5 '-
.
łI
l.
le IV!!,
7J'?JJur.n il.: i
"
",
.'
''"
b
00
...
-....-.
o(
A
'"
o
I')
(:,
o(
".
o
«)
o
v
qJ:
(J/1., l u c):
J ].JJOrni.k 4Cl-'e.nny,
r
e;;';bion.y
(1DrCL '/a.r:ono.2v6.Yo c"
'-,
o' '
,
!"i I
) I
'
I
ł '") o
: -: l': . .7t
. )- v
,...., ,,"'''1' f '1.,I:lfllI''!
'
"""IJI
""III. \" 1 ") 0, ł. 1
,'I'" I,. II .....).. _ .... .:; I ,ol." I'}. ,:
... '. III .. II I :..- " I ' ,r \. rr:" flr. " I. "II l"
" ,
o
,GO
l'-
,.:t
=;
- .--
I't,
,(.{
'i,
.ł.\,
P: ::
.
o
...
o
v
.1' ..
"
;;..j
I
}JJ"a IV!/,
,',
\" I 'pll
,I /..:
"'
".I', ('
.' ' ll l
\ -=:
.
" t 1 I"
;,;t ""I.
.
,tr,\ '\ . .
Ll) '.,:, .
II
. I
ł.- f "_/1; "I
?...
11,i\c. ".,III
111,11" 1, ,. .....-
. "II: l'" ,':-.1",
'": ,I
'II -.1"
,\
,
, -
\ -" .
I'I ,...... '",- '
I .. II'... .
", I I, :,. '\ \"
W" t.!'" 'I
O'G
.
'v
",dl.?J:m,'
£1f.:ł: ekrJ .i .l'0l..-ltU;d72Y
Jr::/...ł.i41!C
kL'eJV'ł-C)t, % -7886,
.st.'e.71i .?r
(i'cJzod07l1(!/,
t clJid"gr.'c:t.T. 51? :tfłbP'IycJa.:
'i
I:
-
0"95'.
Jo.
,"Ii
.
. .t,
jl
....
o
iQ
,
",11
,
1-
>>>
ł
')'
r
fi
-
>>>
Kom dla hi s l. szt.
'Y
ID
N
r
'
;s:
't
I
'"
,
s:
..
.
'\ n
1 ::
I"'"
...
.
I
..
:
::.;
..
"
-
..
,;
....,
..
'.......
.,
....,
s:
.....
I
-
.C)
-ł-'
t--',
:''J
c3
-'..,
.. ł
1-
-1
..
. n." +.
;':,.': '
':t:
'
,
;,-'
:-J
,;:'
.
-.-
.e..: "
}I.J.i '.:".: ..
'
:!i7 .
.-. ..
: '.:
ft .-..-
. . A:;:I
"-
'.' ...:..
. 'J
.:':
or;: .
l i
: iIrII4 '
" r"
Ii' "
'
'. ,'I' . If
:';.
i.r:
:
'i ,:: ::. :,1
:;
LU ;' ..£; '. o '
'
,:A; '. f,
: 1 ,
- . I """ę'J"""!"! 'i I ; ". I
;. O". I ,.
_' .!; -' J...Ld .. . ",' m
==- -r
-'. -:r ".
.. .
I..;
'
. , . .. r "Ii:, "I', , .
, , ..-.- ,_ " ----: l" _o,
'{",
'
". . 'aL
'
"
r;::'
, '\: '; ;:':A:;:
;-,liii._ J:;, :
-..::.. '...b. -.;- ,
"
? .su---
II ..
"., oH '
'"li:J.r '11'
, .. 'm1ir:"
':'!1' .
': j ' I ,,:; l lltL,i',,' "
i
b .:1'1 lifi,'ł'. . ,iii
,-. I'
o.' iW:
'
I ,
.
_
:.
f I
J
'II
5"
łt't' ,"t
:
»
s: .0_. 4....
.-
,
.on
-,
...
..
c...
Ił ot) -ł
rJ
\n I
..
;
1
?
;
::,.,.
'
'i' . , i
ff
"
"
_
" f.
:}
.I
-' .
.:'
.:
-.
-'
.o "
t w'
"'.""". .
;ir'- '
L
" '
" .:-
o oTo oo "' lo
o, .0 0 - --- - s:
--:r, :'."
__ __
o _.-
",-_ ol" :-
t-J
-
H
::J
f-I
.......
p..,
c:t::
t- 11,0 -1
;?:
D
ol
s:
.e.
o
..
'"
.....
...
....
ni
ł:
IJ
::
'
N
......
...
,.:
......
:
....
....
..
'...
.
lO!
u;J
...
u
...
N
...
p..,
o
p..,
or-o
'o
..1
...
N
P-
.
"
..
.,
J' o'F
0 0 ' -1
j;'
u;.
\;\' :--:', ---
-- -:---.
, ' /
I II '
./ I I
: f './,;
,:- ".,' j ', '., 1 . _ 11 1 '" l :.
I
-
---
..." -
-- \ .'
I ' ,..
" ';. / I
l' _." , /
I
,lir'
l =:=-
I-.
IL.
'-__--!.l..
..._...3II...aI
. o.
.... o
.-
Tan XVIU.
.x
...
:;
on
, .... "--
j,
1
"'1'..1
,
ł
'(
'I"
! I
'"
I 1.\
,
'I",
:
' \ I'
. /
I!
h'f
,
' I
,
; .
.:.
..
F
II
I I '
I
l '
'I
"
'1 i
li
.j
II.,
I
T
o ,
;
I
t ' ,
I '/... o
>>>
,
I
t
'I
. )
i
1
1
ł
J
j
>>>
)
Kom. dla hisL sz.t.
Tab.xIX.
'\
I
KlASZTOR
t . ". L . r .. 1 ......
\I .1'\L ł..... ;:..
l
rli('zka obok Ia.
ituhn!.a
( I
\ a lo w ó. naJ
;-
....
'a
;"
i
a
...
"
..
-,-_!\-
a'f"
"
"'Ja,
l'
.. ...\..... ';.
"
I --l '
'
Przekró.; pOf_ruczn.y po lin.ii AII 1"10'1......
"'I
-=
f
J
,
N,/
w
"
. -
... ',...
J.'l.:
'lIi :lok pt.:
.,-, O
I\.. l.Id.we'Y'04}tr: 1C:Lf',licy
l-
"
"
-- ---"
'7/%
.....,;: /. - . ).....
, .
,
;; (. "
..
- -" .
a.
. u y, ',.
....t l "
P1'of; l cegb...e. 2 61,.ra.
...
..
. \
"""""''''
-;'. fl i '
,'
. 1t!
' :-_".'
-: \i : .ł, '.
I f-",,-.,I' 'l.;
-\'\ ;. i:i;.
. .r'l ./ '): , .
- ?- -
.- .
- . .....'\ t"Y\ '';_,
.. hl
V' _ J'1I.......,
_.. f t '
. (r
" --... (: .
"'. ',
i .J:a
) "
';;
tq
l '
._
'.1.....
/
})
\.... ...t'A
\
-
-
r\\"
.
-:.
.
n
.' __ ....
!=._'- J'
:..
-ł "' =¥
- , n_
".- , ";C:;'
--"'-'-'
::.:
-
' . ..,. -- __o
-c..
'I:-. :.
,.':;,.
.- - . '
-':':-1111' . 1'0 "I! .1f'l
Ifr... . l-
I, .' jJ
,U:,. 'I . ... ' 11=,
. ...' . ... /'-..' '
t)\ . :t
t _,
......,
, "'
';" ""--- r V -
.,...' V'-" - ... N
;
:
.___d ".
'.
10-0
.
N
.
Q
'JO
,::J
j...
.
\Tł. Łus,; c:r.ki t\"j O. .tj. -16e.S,:
?,.':,.kv;.;
Qi
uin.) 1" 1in.ii
C D ;" i:n.u
Ąutug": ';).r\uii';'
l(i
>>>
II
-'l
,r
ł .
. I .
, .
,
. ' ! .
I
!
-
>>>
Kom. dla hist. szt. Tom li
OPACTWO CYSTERSDWW 11}DZ1E.
,
,
1.
- .
---.,.
, ..
...
. o".:,..
- :: ,. :
: ,/. .
:'.
\\ .
(W
:. "...... '.". '
.'
'
'
'
.. - -
;
-; '\'. -
-
. ,:;;.;:
,! .:.. .'
-
- o .III,' _.,- ) '." ,. ,
o .-=...... .'.:u o . .'., "1:
",1. :
" _ o;:",":
., "
I."" .
-
- _.1
. '
;ł.
.I
irl .
;.
.
.' I
"'::I: t' .
-
II.
1.\\".....:...-
.-
,.i'"
li.- _
-
"o J.
.' -.
l'.
" .', "
I
J
z Jejm. Wł. ŁłJsr.o: kicw;c;t,
6 Sf56.
Tao.XX.
KAPITUR Z KLASZTORNY.
1.
611".
G1a.!.
Aut. 5. Ku lil't:lki
>>>
Biblioteka Główna UMK
1111111111111111111111111111111111111111111111111111111
300045705249
.
>>>
-
\
Ov-f
'-
.
'1-
f
OG:0:1
t
'"
lc
l
· o@L
,'U" II U ""'1.1.1J '" U", Ul""""""""" II """"""10' II """", U II "" II """..'UUU..I"ILLUI LlU'" LLU","'ILII """,...." u,.." 1.1.1""1' Ul II IJ.UJ, 111 , I
Y,,0
J
JT
lT
J
:
W'ri\r
r
r
: /
111111111111111111111111 U 1111111.1111111111111111111111111111111111111111111111'111111111111111111111111111111 n IIITTlIIf1Tt1'tn't1111111 n U--ł----łll n (11111111111 III n 111111 n I I
l
1 ) "'rl
I I'
W., ' =:=
lii
\
.
1f
'I
1
I
1(' '
' )'f
,I
I'?J
II
'112,
l!J,
t
, .. . . il.' 1 ' 1
: a
il
l,
,
. '... Ilj
j
-: .
)I
ł
1 "
I
, .....(
ii
.1
i
I
'
':
'i
't
1
ill "l'
i l . :
"-i
"
I I'li !:
j 'I ".'Ii III Ir
.! 'I l Ji.' ' .1.
jl ł l L
, '
' ITH
.}! li:
'
I.I
o" . IIi
11
'
,5::
IC
' A [:
I i" l
-f:.
fi '
' b " I '
l, '--
'. I
I ' ,\5; w. '.,
:1,
I:i
11 c,' li
III
:
lli!
-
r;
'1
,
\ .
III
il
Im l l l
M
I I'./
'
iF
1f'Yl
y I
'I II
,
(g. b,'LIL..L,,J' ""'. ,!:J
.::
t
L
.'
WYJ)A W
IC'I'W() AKADIunI IDIIEJĘTNOŚCI ,r KUA.KOWIE.
.llłl UIIJ III LlIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII111111111111111111111' IIIIIIIIIIIIIIIIIIIU J.Lll-ł-lll Uł-ł LU I tli U.lJ
UI.I..L.1-ł-IJ..LU..1.U.11 Wili
r),
1;;- /l..-,Y
(kvl'?-1'ik"'YF
{
Y
'i(
f?ł1f
,=----- I r'ł\
W-cJ\
o
),6'1Y
'f.;1y;
wo;..
\kvJVr:A'i
Q\
(
_.'"7j
,;
,_
,
,. ,""".. -1\.""'..."7J""7)
"",
'4"0" _: _ .
'
c
'''''V
\___
::.'\'A-qI
.111111111 u 111111111I1I...IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIILlIIII LU IIJIIIIIIIIIIIIlIIIIIIIITIIIIIIIII.llllllrn I l'UIIIIIIIU"'-ł.lll-ł1...lł.LU LLUlll..l.l- IIJllllIlll1ll1 .U '1"11.111
. ----"-
" ,
-;0 o
,
.,
l
\
I
'
I ) :I
I
. '
lilii
i0 '
'
'
'-J',[I »..
/C'V
', .r
!
f I
11.
1
I
:
'I
1111tf".4.f\" "
I '!'!I'
I
I I
;
I :-
,i ,
,JI
I
I I
I 1;' ;::['1
I '
'y;.\
rv'"
'
!
II
il.
j;
,
óOI'
1
I źL.
ill
I I
j
1
1
.
1'
;:::I"" I
i.t .... oŚ.!
I,r R '1\
SPRAWOZDANIA KOMISYI
DO BADANIA
HISTORYI SZTUIC! W POLSCE.
. .... I
Tom III. - Zesz:yt IV,
}VLADYSLAW J-USZCZKIEWICZ:
() A W
ł: O p ,\ C 'r W O C ¥ S l' E It SKI E W 1..\ D Z I E.
-.-
I
MARYAN
OKOLOWSKI:
TRZY Z.Hł¥'I'lil H.\I.Elin:tW WSt'UOIU'
A
.\SZY('H zn:IUIA('II.
-.-
f-EONARD
EPSZY:
RZECZ O KUlUiT SnF.nUXY
IIWn01'Y (iRAKOWSKIE.. xn WlJi:KU.
-e
SI_rat" ozd;mhł Z Ilosi...Iz..(ł Komi..)" od :ł 1.1Itf'
'O do :ł JI;U'(,;ł tSS7 r.
.0
z XXV figurami w tekscie i XX tablicami.
I
,
W%
-
+
T
I \':tt '';i
iI"'
i
:
I IIII'
I Lii' ,
".r
I
,
I
I
. ..!
'
",JI
KRAKÓW.
N A KŁA D E M A K A D E M I I U M I EJ Ę T N O Ś C I.
1887.
) li 1111 In HlllllllllllflIIILł-iul.IIII-ł-ł-ł1WIIIIIIIIIIII .1111111 11111111111 LlIIIIIIIII IIIUJ,u Ul.l1-YLU-U1 JJ,IIIIIIIIH II J
UI II"111111111111.lllllllljll.llllllll iiiiII r
!t?f
e\b';;
\Jv
,
if,a
1'I
;C\
&:;'(
1111.11,111 illlillllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll11.1111111111111111111111111111111 ,,1111111111-.111 n n IIITIII 1IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIInlllllllllllll"ll
DRUK WL L. ANCZYCA I SPÓŁKI, POD ZARZĄDEM JANA GADO ';;;;;:-GO .
@
111111111111111111111111' II UIliiiiLU U-LLLL1.1.UllIIIIII UJ 1'-lUlllllllll" tli U .IIU 1IIIIU.1J Uli 11111. LIII LU LlU UllJIII,1 U IIIIlU 1111111....1 ,t IIII li IIJJ.lUlll UlULUl tl Ul
J7
V
,@
i
rfS1?:1
OO
I11111111I1111111111111111111111I111I1I111111111111111111111111111111111111111111111111111111111.11111 n 111111111111111 . '-1111111111111111111111111111' 1I111I1I n I111 nilillIII ...
lIJ
I
'
JF
>>>