MATERIAŁY DO DZIEJÓW
KULTURY I SZTUKI
BYDGOSZCZY I REGIONU
I
p..CJII POP(Jl..4
. I)I,..
o
'ł 'fi"'
J ł
-.
..
>>>
PRACOWNIA DOKUMENTACJI
I POPULARYZACJI ZABYTKÓW
WOJEWÓDZKIEGO OŚRODKA
KULTURY W BYDGOSZCZY
MATERIAŁY DO DZIEJÓW
KULTURY I SZTUKI
BYDGOSZCZY I REGIONU
zeszyt 1 O
Bydgoszcz 2005
>>>
Komitet redakcyjny:
BOGNA DERKOWSKA-KOSTKOWSKA
AGNIESZKA WYSOCKA
KRZYSZTOF BARTOWSKI
Zrealizowano przy pomocy finansowej
Urzędu Miasta Bydgoszczy
Biblioteka Główna
m,l\\IR" 111 M7.I\IIEW7..\ \\lflKlEGO
Zblo Czaso Ism
RJ 2J) II /I f
ISSN 1427-5465
Wydawca:
WOJEWÓDZKI OŚRODEK KULTURY
w Bydgoszczy
zabytki@wok.bydgoszcz.com
Opracowanie graficzne, skład i druk:
Wydawnictwo KRESKA, Bydgoszcz
www.kreska.com.pl
Wyd. I, nakład 400 egz.
>>>
-'-''''ł
(.
..
,?t
j
1?I " %......
(
:
(
.
'A.. ,.
b I'
i'i\ {, J ,,-
r
f
,1,. i.
' \..
, 'l'
/ . '"
«ł';'
'ł
'J \,.
\ \a......
.....
.
'\'"'" --:
-..
, , ł.- \,
\ \ ł
, I. \\
I !,.
\
.
\
.
, , .... \ l '
.
tł ł, ...... I I ' a_
-' :"
, V' , l
1: -
t',=." ,,-. "
r I I · 1\ , \\t,' ł
"i.
\
j \
' . r
..
,. ł
......
\
T
-
Scena Zwiastowania, witraż lewy. Ilustracja do artykułu Justyny
Zaleskiej, Witraże Józefa Mehoffera w katedrze we Wloclawku
>>>
Spis treści
Wstęp ......................................................o......... ...........................................o........................................... 9
I Janusz Moszczyński (1 I 1933 - 25 IX 2005)1 .................................................................................... 10
BYDGOSZCZ
JÓZEF ŁOŚ
Przedchrześcijański grobowiec z kościoła Klarysek w Bydgoszczy ..o........................................ 13
DANUTA SÓJKOWSKA
Srebrny kur - klejnot bydgoskiego Bractwa Strzeleckiego ......................................................... 18
KRZYSZTOF BARTOWSKI
W 231. rocznicę Kanału Bydgoskiego (1774-2005) .................................................................... 35
IWONA JASTRZĘBSKA-PUZOWSKA
Czy istnieje ..bydgoska secesja"? ....o........................................................................ .................... 42
DARIA BRĘCZEWSKA-KULESZA, AGNIESZKA WYSOCKA
Plany zagospodarowania Skrzetuska i Bielaw ....o......................................................................... 48
REGłON
JOLANTA ŁOŚ
Pochówek w łodzi z początków naszej ery odkryty na Pojezierzu Krajeńskim ..........................61
TAMARA ZAJĄCZKOWSKA
Między ideą a formą. Uwagi na temat wczesnośredniowiecznych znaków kamieniarskich
z kościoła p.w. śś. Piotra i Pawła w Kruszwicy.............................................................................. 66
KRYSTYNA SULKOWSKA-TUSZYŃSKA
W refektarzu u norbertanek (Strzel no i Zwierzyniec) .................................................................... 74
LECH ŁBIK
Kazimierz Wielki w legendzie z kujawskiego Przedcza ......o........................................................ 85
MADGALENA WILCZEK-KARCZEWSKA
Majątek osobisty szlachcianki z XVII-wiecznego Komorowa w świetle dokumentów
po zmarłej Teresie Lipskiej... .......................................................................................................... 88
ANNA DRĄŻKOWSKA
Prace konserwatorskie przeprowadzone na jedwabnym wamsie wydobytym w kościele
św. Mikołaja w Toruniu......... ........o......... ............... o............... ...................... o............... ....o............... 97
STEFAN DYROFF
Budownictwo sakralne Komisji Osadniczej w okolicach Bydgoszczy ...................................... 104
JUSTYNA ZALESKA
Witraże Józefa Mehoffera w katedrze we Wlocławku ................................................................. 113
KATARZYNA BARBARA RODZIEWICZ
IChmościowie dziedzice na Sielcu - czyli spojrzenie na Unrugów ........................................... 128
ł WOJEWÓDZKI KONKURS "ZABYTKI NASZEGO REGłONU"
Konkurs - Zabytki naszego regionu. Dwory i pałace województwa kujawsko-pomorskiego ....o... 135
SZYMON WiŚNIEWSKI - I nagroda
Pałac w Melnie .. ...... o.......................... o................. ....o...... .... ................................... ........o o............. 136
JOANNA LASKOWSKA, MAGDALENA ZARĘBA, EMILIA NEROWSKA - II nagroda
Dworek w Stablewicach .............. ........... .............................................................. ........o............... 140
TOMASZ KALINOWSKI - III nagroda
Pozostał tylko "Zaczarowany Ogród". Zespół dworsko-parkowy w Niedżwiedziu ..o............... 143
WYKAZ ZAWARTOŚCł
"Materiały do dziejów kultury i sztuki Bydgoszczy i regionu" z. 1-9, lata 1996--2004............ 145
7
>>>
Drodzy Czytelnicy,
spotykamy się po raz kolejny, aż trudno uwierzyć, że to już dziesiąty rocznik. Mamy
nadzieję, że jubileuszowy numer wprowadzi Was w fascynujący świat historii i kul-
tury odkrywanej przez naukowców - pasjonatow swoich dziedzin z wielu środo-
wisk badawczyc!h. W przyjaznej formie starają się oni przedstawić wyniki swoich
badań z zakresu archeologii, historii, historii sztuki. Tradycyjnie na lamach naszego
wydawnictwa prezentujemy artykuly znanych już Wam autorów, ale również bardzo
interesujące teksty przygotowane przez debiutujących na naszych lamach naukow-
ców. Tutaj polecamy artykuly: o malo znanych szerszemu kręgowi wielbicieli sztuki
- witrażach Józefa Mehoffera z wloclawskiej katedry (Justyny Zaleskiej); o tajemni-
cach XVII-wiecznego testamentu (Magdaleny Wilczek-Karczewskiej) oraz autora
z Uniwersytetu we Frankfurcie nad Odrą o budowlach sakralnych z początku XX
wieku z terenu obecnego województwa kujawsko-pomorskiego (Stefana Dyroffa).
Wszystkie pozostale teksty zglębiają bliską ich autorom problematykę i przez róż-
norodność trudno nam wskazać najciekawsze spośród nich - niech wybór należy
do czytelników. My ze swej strony zachęcamy mi/ośników archeologii do zapozna-
nia się z historią popielnic twarzowych (Józef Łoś), tajemniczego pochówku w lodzi
(Jolanta Łoś), zastawy stolowej norbertanek (Krystyna Sulkowska-Tuszyńska) czy
pewnej części garderoby wydobytej z grobu i przywróconej zabiegami konserwa-
torskimi do dawnej świetności (Anna Drążkowska). Wielbicieli podań odsylamy do
tekstu po raz pierwszy publikowanej, nieznanej poza Przedczem, a przekazywanej
z ust do ust legendy o królu Kazimierzu Wielkim (Lech Łbik). Znawców architektury
powinien zainteresować tekst obalający mit bydgoskiej secesji (Iwona Jastrzęb-
ska-Puzowska), a urbanistów zafrapować material na temat rozwoju przestrzenne-
go Bydgoszczy (Agnieszka Wysocka i Daria Bręczewska-Kulesza). Na koniec szcze-
gólnie muzealnikom i wszystkim znawcom rzemios'a artystycznego polecamy tekst
o srebrnym kurze bydgoskiego Bractwa Strzeleckiego ujawniający fakt istnienia
bydgoskiego środowiska zlotników (Danuta Sójkowska).
Jubileuszowy numer zamykają opracowania przyszlych, miejmy nadzieję, badaczy,
a na razie licealistów rozmilowanych w dziejach lokalnych spoleczności, którzy będąc
laureatami I Wojewódzkiego Konkursu "Zabytki naszego regionu" przygotowanego
przez Pracownię Dokumentacji i Popularyzacji Zabytków Wojewódzkiego Ośrodka
Kultury w Bydgoszczy, pokazali, że historia nie jest nudna i warto ją poznawać.
Życząc lektury pe'nej wrażeń
wszystkim wiernym i nowym Czytelnikom "Materialów... "
Redakcja
9
>>>
.
I JANUSZ MOSZCZVŃSKI (1 I 1933 - 25 IX 2005) I
Wiedzieliśmy, że chorował. Chorował długo. Jednak wiadomość o jego odejściu, najbardziej de-
finitywnym, tym ostatecznym była porażająca. Ten "tajfun energii"! Ci, którzy pamiętają Go z wcze-
śniejszych czasów konserwatorskiej współpracy, chyba nie są w stanie wyobrazić sobie Janusza
w bezczynności, bez nieco nerwowego wiecznego pośpiechu, takiej zawodowej niecierpliwości.
Był znakomitym konserwatorskim inwentaryzatorem zabytków, także projektantem interesu-
jących adaptacji i rekonstrukcji historycznych budowli. W elitarnych wówczas Pracowniach Kon-
serwacji Zabytków w Toruniu okazał się absolutnym mistrzem w niezwykle precyzyjnym inwenta-
ryzowaniu skomplikowanych zabytkowych konstrukcji drewnianych. I w tym chyba czuł się najle-
piej: trudna storczykowa więźba dachowa ze znakami montażowymi, szachulcowa konstrukcja
ścian, drewniana chata holenderska, kaszubski drewniany kościólek. Współpracownicy z "peka-
zetowskich" czasów pamiętają Go, jak umorusany jak kominiarz z nieodłącznym blokiem rysun-
kowym snuł się w półmroku poddasza czy w zakamarkach piwnicznych labiryntów. Gdy trzeba
było wykonać terminowo konserwatorską dokumentację, nie wahał się rozstawić w remontowa-
nej sali sesyjnej chojnickiego ratusza polowego łóżka i koczować do zakończenia prac. Tak ko-
czował takźe w mennonickiej chacie w Chrystkowie, która stoi do dziś przede wszystkim dzięki
Niemu. Bardzo przeżywał i włożył ogrom serca w ratowanie i przeniesienie do skansenu drew-
nianego kościoła w Swornegaciach. Wiadomość o odejściu była tak nagła, że trudno tak od razu
i to w tym szczególnym nastroju wymienić te prace konserwatorskie, w których przez całe swoje
zawodowe życie uczestniczył Janusz Moszczyński. Ile zabytków "wskrzesił", ile uratował? Nie
sposób wymienić. Bydgoszczanie powinni Mu pamiętać cmentarz Starofarny z XVII-wieczną ka-
pliczką, mauzoleum dr. Emila Warmińskiego, ogrodzenie, bramę główną i kompleksowy projekt
rewaloryzacji tej najstarszej nekropolii miasta. Częściowo z Jego ręki są także dokumentacje zabyt-
kowych budynków przemysłowych na Wyspie Młyńskiej, które czekają. A w okolicach? Pałacyk
w Mochlu, dwór w Chobielinie, zespół pałacowo-parkowy w Samostrzelu, zarówno stary pałac
Mostowskich i nowy pałac Schonbornów w Ostromecku, studium historyczno-konserwatorskie Mro-
czy, Więcborka, Kamienia Krajeńskiego. Dalej też. Kamieniczki w przepięknym Quedlinburgu
u podnóża Gór Harzu oraz wiele, wiele innych, teraz już niepamiętanych, ale może warto spokojnie
kiedyś je zliczyć, poustawiać na jednej półce i zdziwić się, że tyle było można dokonać.
Janusz w pracowni, przy desce... Te dyskusje nad każdym detalem, te targi, nieraz wręcz
kłótnie. To wieczne tak wówczas "nieprawomyślne" politykowanie. I już za chwilę serdeczność
i serce na dłoni. Ktoś zachorował. Kto wywiezie na kurację? Oczywiście Janusz. Komuś brakowa-
ło do pierwszego. Kto pożyczy? Janusz nie odmówi. Tak, oczywiście, zgadza się, to już nie
o konserwatorze, ale jednak w Nim było to tak mocno przeplecione i tak mocno wpływające na
jego nie tylko konserwatorskie otoczenie...
A więc żegnaj Niespokojny Konserwatorze, będziemy Cię dobrze pamiętać, Twoje zabytki też.
Dawni Wspó'pracownicy (m) i Przyjaciele
10
>>>
BYDGOSZCZ
>>>
Józef Łoś (Bydgoszcz)
Przedchrześcijański grobowiec
z kościoła Klarysek w Bydgoszczy
Mieszkając dzisiaj na terenach o zwartej zabudowie, trudno nam sobie wyobrazić, że pod
ziemią ukryte są pozostałości po naszych przodkach z wcześniejszych okresów historycznych
i czasów przedhistorycznych. Stąd zdarza się często, że podczas prac ziemnych zarówno
w dużych ośrodkach, jak i małych skupiskach osadniczych natrafiamy na ślady źycia człowieka
sprzed wieków. , wówczas rodzi się refleksja, że nie zdawaliśmy sobie sprawy, iż na przykład pod
funcamentami naszego kościoła jest cmentarzysko pogańskie. Do takiego niecodziennego zna-
leziska doszło w podziemiach kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny
(powszechnie nazywanego kościołem Klarysek). W trakcie prac remontowych we wrześniu 1950
roku dokonano odkrycia pradziejowego grobowca. Zlokalizowany był w odległości 7 metrów od
sciany dzielącej prezbiterium od nawy na głębokości około 1,80 m pod posadzką kościoła. Eks-
plorację grobu przeprowadzono pod kierunkiem kustosza Kazimierza Boruckiego - ówczesne-
go dyrektora Muzeum im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy'. Wiek znaleziska możemy
określić na początki epoki żelaza, tj. około 550-400 przed Chr. Skrzynię grobu, jak to było
w zwyczaju, zbudowano z płaskich kamiennych płyt. Całość od zewnętrznej strony obudowano
polnymi, okrągłymi kamieniami. Wewnątrz grobu znajdowały się następujące urny gliniane:
-
-'
---
ł
,
II. 1. Zachowane popielnice z grobu odkrytego w kościele Klarysek
Fot. Ł. Maklakiewicz
13
>>>
1) Popielnica twarzowa o czarnej, gładkiej i lśniącej, w kilku miejscach uszkodzonej powierzchni.
Na szyjce naczynia wymodelowano elementy twarzy ludzkiej, oczy w postaci wyrytych kółeczek,
spiczasty nos z zaznaczonymi dziurkami i realistycznie potraktowane uszy (zachowało się jed-
no). W uchu wykonano cztery otworki, w dwóch tkwią brązowe kółeczka. Na jedno z nich naniza-
no paciorek z niebieskiego szkła. Przejście szyi w brzusiec podkreślono dookolnym uskokiem.
Górną partię brzuśca zdobią trzy żłobki, biegnące wokół naczynia. Pod nimi znajdują się wyryte
festony - półksiężyce. Naczynie przykrywała czapkowata pokrywa z zakładką, zdobiona trzema
grupami falistych kresek. Chociaż pełen treści, płytki ornament na popielnicy i pokrywie wyglą-
da, jakby był wykonany niestarannie. Wynika to ze zdobienia naczynia po zbyt mocnym jego
przesuszeniu. Wymiary: średnica brzuśca 20 cm, wysokość 21 cm z pokrywą 23,5 cm. (iI. 2-3)
2) Popielnica twarzowa z uszkodzonym brzuścem i częścią denną, powierzchnia gładka, lśnią-
ca. Na szyjce wymodelowany nos z dziurkami i uszy. W momencie odkrycia w jednym uchu były
trzy otworki, w jednym z nich tkwił fragment kółka z brązu. Nie zaznaczono oczu. Poniżej przej-
ścia szyjki w brzusiec biegną dookolnie trzy płytkie, stosunkowo szerokie żłobki. Wymiary: śred-
nica brzuśca 19,7 cm, wysokość 16,3 cm. Popielnicę przykrywala gładka, niezdobiona pokrywa.
3) Popielnica twarzowa (zachowała się mniej niż połowa naczynia), powierzchnia wygładzo-
na, lśniąca, czarna. W górnej części szyi plastycznie wymodelowany nos i uszy. W uszach wyko-
nano po trzy otworki, w jednym tkwi małe kółko z brązu, w drugim fragment kółka. Brak oczu.
Wymiary: średnica brzuśca 21,3 cm, zachowana wysokość 20 cm.
4) Popielnica w przybliżeniu gruszkowatego kształtu. Na czarnej, gładkiej, ale matowej po-
wierzchni świeci się mika, którą dodano w postaci tłucznia jako domieszkę schudzającą glinę.
Szeroka szyjka przechodzi łagodnie w brzusiec bez wyrażnego podkreślenia uskokiem. Dolna
część szyi i górna brzuśca zdobione ornamentem stempelkowym. Pod dookolną linią poziomą
ornament, którego forma najczęściej interpretowana jest jako drzewo życia. Wokół szyi artysta
wykonał 10 takich przedstawień. Poniżej, w górnej partii brzuśca trzy poziome linie. Do dolnej linii
przylega osiemnaście półkoli. Wymiary: średnica brzuśca 26 cm, wysokość 30 cm. Urna przykry-
ta była pokrywą zdobioną ornamentem złożonym z kółek i półkolistych kresek.
5) Popielnica w przybliżeniu dwustożkowata, o zaokrąglonym brzuścu. Powierzchnia naczy-
nia czarna, gładka i lśniąca. Szyja wysoka. podkreślona dookolnym uskokiem. Dno wyodrębnio-
ne. Wymiary: średnica brzuśca 26,5 cm, wysokość 20,5 cm. Urnę przykrywała wysoka czapko-
wata pokrywa z dołkiem pośrodku 2 .
'....
II. 2. Popielnica twarzowa z ornamentem o tre-
ści kosmologicznej
Fot. Ł. Maklakiewicz
14
Ponadto z grobu pozyskano fragmenty ozdób
z brązu i paciorków z niebieskiego szkła 3 .
Pochowane pod kościołem Klarysek osoby
należały do plemion, które archeolodzy najczęściej
określają ludnością kultury pomorskiej, gdyż wła-
śnie na Pomorzu Gdańskim uchwycono najwcze-
śniejsze i najliczniejsze cechy obrządku pogrze-
bowego dające podstawy do wyróżnienia nowej
jednostki kulturowej. Z czasem nowe zwyczaje
pogrzebowe objęły prawie całe terytorium dzisiej-
szej Polski. Poza grobami budowanymi z regular-
nych płyt kamiennych występują pochówki z ka-
miennym obwarowaniem w pełnej lub częściowej
formie. Rzadko zmarłych grzebano w inny sposób.
Szczególnym wyróżnikiem tych plemion były na-
czynia - urny zdobione na szyjach, sporadycznie
na brzuścach wizerunkiem twarzy ludzkiej. Naczy-
nia te zdobiono ponadto motywami geometrycz-
nymi, roślinnymi i zwierzęcymi. Wśród motywów
>>>
roślinnych dominują drze-
wa iglaste, a więc wiecznie
zielone, symbolizujące nie-
śmiertelność. Wyrażały
wieczne trwanie przez cią-
głe odradzanie się przyro-
dy w rocznych cyklach.
Drzewo interpretowane
bywa jako symbol kosmo-
su. Uważa się je za łącznik
podziemnych sił (korzenie)
i niebiańskich sfer kosmicz-
nych (korona) z życiem na
ziemi (pień)4. Czasami ele-
mentami zdobniczymi są
sceny narracyjne. Scenki 11.3. Popielnica z rozrysowanym cyklem synodycznym księżyca (a), alterna-
owe spełniały funkcje ma- tywny wariant ornamentu na uszkodzonej powierzchni (b), pokrywa (c)
giczne, estetyczne, kulto- Rys. J. Łoś
we, ale zarazem zawierały obrazy z życia ówczesnej ludności. Nie były one tylko sztuką dla sztu-
ki, ale dopelnieniem praktyk obrzędowych. Żyjące w początkach epoki żelaza plemiona zmar-
łych spalały na stosie. Następnie zbierano kości, oczyszczano z resztek popiołu i składano do
urny. Szczątki układano w porządku anatomicznym, kości stóp na dnie, a czaszki u góry.
W jednej urnie chowano jednego, a niekiedy więcej osobników. Naczynia umieszczano we wspo-
mnianych wyżej grobach skrzynkowych. Często były to pokażne grobowce zawierające kilka,
kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt popielnic, co mialo miejsce na przykład w Osówcu i Samsiecz-
nie (pow. bydgoski), odpowiednio - 30 i 24 5 . Czasami inwentarz grobu stanowiły też małe naczy-
nia - tzw. przystawki. Te dary, kubki, miski być może pierwotnie zawierały jadło, które złożono
zmarłemu na drogę pośmiertną. Cała sfera obrzędów religijnych, pogrzebowych, zachowań
magicznych omawianych społeczeństw budziła zawsze ogromne zainteresowanie archeologów
i religioznawców. Licznie odkrywane świadectwa różnorodnych praktyk religijnych świadczą
o silnie rozwiniętej kulturze duchowej w tym okresie pradziejów.
Ludność ta trudniła się rolnictwem i hodowlą. Zasoby pożywienia uzupełniano przez łowiec-
two, rybołówstwo i zbieractwo. Z wytwórczości trudniono się między innymi metalurgią, burszty-
niarstwem i ciesielstwem 6 . Mimo że na terenie Bydgoszczy dotychczas nie rozpoznano żadnej
osady, to zamieszkujące tu populacje w okresie VI-III w. przed Chr. musiały być liczne, gdyż
pochówki rozpoznano w okolo 30 miejscach. Oprócz pojedynczych grobów mamy tu do czynie-
nia także z dużymi cmentarzyskami. Nie można wykluczyć, że odkryty grób jest tylko jednym
z wielu, jakie znajdowały się na pradziejowym cmentarzu.
Wśród popielnic z kościoła Klarysek trzy posiadały wymodelowane elementy twarzy (iI. 1). Na
szczególną uwagę zasługuje popielnica twarzowa, z której "wyczytać" możemy spory zasób infor-
macji o wiedzy kosmologicznej ówczesnych spoleczności (ii. 2). Pokrywę zdobi trykwet. Trykwe-
ty, swastyki, skośne krzyże wiązane są w religioznawstwie z symboliką solarną. Znaki te, których
zwiększoną ilość obserwujemy pod koniec epoki brązu i w początkach epoki żelaza, wraz z inny-
mi motywami figuralnymi odczytuje się jako epifanie bóstwa słoneczneg0 7 . Rozwinięty kult bó-
stwa solarnego i związany z nim kult ognia przekładał się na rytuały pogrzebowe. Sam kult solar-
ny, być może, wiązał się też z władcą nieba i zjawisk atmosferycznych B . Na przejściu szyi i brzu-
śca dookolną linią, uskokiem lub listwą zaznaczano granicę przestrzeni (horyzont - linię nieba)9.
Dookolne rowki na opisywanej popielnicy chyba tak należy odczytać. Na brzuścu popielnicy pod
najniższą z trzech dookolnych rytych linii zostal wyrysowany cały miesięczny cykl księżyca.
Poszczególne dni cyklu synodycznego księżyca przedstawiają tu księżycowate półkola
b
) )))))))J
'
p
15
>>>
i lukowate kreski. Cztery, jak się wydaje, istotne w obserwacjach półksiężyce na naczyniu dodat-
kowo zaznaczono pionowymi kreskami (cztery kwadry). Kluczowym jest półkole, które oznaczy-
liśmy literą "P" (pełnia). Astronomiczne obserwacje księżyca sprawiały starożytnym kaplanom,
szamanom niemałą trudność, ponieważ czasami "wymykał się" on spod kontroli. Nad sytuacją
zapanował dopiero Juliusz Cezar w 45 r. przed Chr. Astronomiczną dokładnością charakteryzowa-
ła się kwadra następująca na 9 dni przed pełni ą 10. Na urnie z kościola Klarysek pełnię poprzedza
dziewięć dni przedstawionych jako osiem lub dziewięć łukowatych kresek i półkole zaznaczone
pionową kreską. Interpretacja owej narracji narzuca się sama, ponieważ wędrówkę lunarnego
bóstwa przedstawiono, używając 27-28 znaków. Aby ukazać księżyc w ruchu, półkole oznaczające
pełnię wyposażono w dwie kreseczki - nóżki. Warto podkreślić, że na innych naczyniach sceny
te są przedstawione w sposób bardziej realistyczny". Kult lunarny utożsamiany jest z bóstwem
kobiecym. To z tym bóstwem wiązano nadzieję na ponowne narodziny, rezurekcję12. Oprócz
dociekań nad treścią rysunku rodzi się też refleksja nad dramatem, jaki rozegrał się tu około 2,5 tys.
lat temu. Cala opowieść kosmologiczna została przedstawiona na urnie, do której złożono kości
dziecka w wieku 1-3 lat 13 . Zmarły był bliskim czlonkiem rodziny, a zarazem potencjalnym myśli-
wym, wojownikiem, obrońcą rodu.
W skład inwentarza przedmiotów pozyskanych z opisywanego grobowca wchodziły także
fragmenty ozdób brązowych i paciorków z niebieskiego szkla. Analiza chemiczna paciorków
kultury pomorskiej wykazała, że zawierają one głównie tlenek sodu i zaliczono je do grupy szkieł
sodowo-magnezowo-wapniowo-krzemionkowych. Dodatkowo, dla uzyskania niebieskiej barwy
paciorków, dodawano tlenek kobaltu 14. Składniki chemiczne wchodzące w skład paciorków szkla-
nych kultury wschodniopomorskiej mogą świad
zyć o ich bliskowschodnim pochodzeniu 15 , po-
nieważ przy wytopie tego szkła użyto między innymi węglanu sodu, otrzymywanego z popiołu
roślin nadmorskich rosnących na tak zwanych terenach solonośnych, lub też sody mineralnej,
powstającej w jeziorach sodowych z terenu Dolnego i Górnego Egiptu.
Natomiast złoża piasku używanego do wyrobu paciorków szklanych, a należące do typu kwar-
cowo-wapiennego, niespotykane są w Europie, a częste właśnie w Egipcie 16 . Te niepokażne szkla-
ne ozdoby są ciekawym przyczynkiem do poznania dalekosiężnych kontaktów plemion zamiesz-
kujących ziemie polskie w I tys. przed Chr.
Płynąca leniwie Brda od epoki kamienia stanowiła oś osadnictwa. Byla rzeką na tyle dużą,
żeby wyżywić grupy ludzkie chętnie zakładające osady po obu jej brzegach. Dane archiwalne
i powierzchniowe penetracje archeologów metodą Archeologicznego Zdjęcia Polski, przeprowa-
dzone w ostatnich latach, potwierdziły gęstą sieć pozostalości osadnictwa z różnych okresów
pradziejów. Rozwój przestrzenny i budowy prowadzone w mieście powinny obligować społe-
czeństwo, a zwłaszcza osoby odpowiedzialne za inwestycje, do właściwego reagowania w przy-
padku odkrycia reliktów minionych dziejów. Pozyskane źródła archeologiczne mogą przyczynić
się do poznania tajemnic takich jak ten przedchrześcijański grobowiec skrywany przez wieki
w podziemiach kościoła Klarysek.
Przypisy:
1. C. Potemski, Pradzieje Bydgoszczy i powiatu bydgoskiego, Bydgoszcz 1963, s. 70-71.
2. Ibidem.
3. Inwentarz Działu Archeologii Muzeum Okręgowego im. L. Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, MOB/A-1123.
4. A.P. Kowalski, Estetyczne problemy badań nad ikonografią prahistoryczną. Przykład sztuki tzw. kultury
pomorskiej, Pomerania Antiqua. t. XVII. 1998, s. 65.
5. C. Potemski, op. cit., 5.116-117,120-122.
6. A. Gardawski, Zagadnienia wytwórczości, [w:] Prahistoria zIem polskich, t. IV, Wrocław - Warszawa
- Kraków - Gdańsk 1979, s. 256-278.
7. B. Gediga, Zagadnienia religii, [w:] PrahIstoria ziem polskIch, t. IV, 1979, s. 323--324.
16
>>>
8. Ibidem, s. 320-341.
9. Szerzej problematykę sferyczności i kosmologii omawia M. Kwapiński, Mity na urnach, Z otchłani wie-
ków, LIII, 1988, z. 2-4, s. 114-131.
10. M. Kwapiński, Księżyc nad laguną, [w:] Miscellanea archeologica Thaddaeo Malinowski dedicata,
red. F. Rożnowski, Słupsk 1993. s. 230.
11. Ibidem, s. 227 oraz ryc. 1 i s. 226.
12. B. Gediga, op. cit., s. 331-332.
13. T. Malinowski, Wynik; antropologicznej konfrontacji archeologicznych wyznaczników pici na podstawie
niektórych popielnic kultury pomorskiej ze zbiorów muzeum w Bydgoszczy i Toruniu, [w:] Prace Komisji
Historii V, Bydgoskie Towarzystwo Naukowe, seria C, nr 7, Bydgoszcz 1968, s_ 8.
14. LJ. luka, Uwagi o niektórych kontaktach Pomorza Wschodniego z basenem Morza Śródziemnego we
wczesnej epoce żelaza. .Archeologia Polski., t. 8, 1963, s. 275.
15. D. Durczewski, J. Olczak, Uwagi o technologi; i pochodzeniu paciorków szklanych z grodziska kultury
lużyckiej w Smuszewie, pow. Wągrowiec, .Fontes Archaeologici Posnanienses., t. XVII, 1966, s. 55 n.
16. Ibidem, s. 59-60; R. Rosa, Paciorki szklane kultury wschodniopomorskiej, Praca magisterska napisana
w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2004.
17
>>>
Danuta Sójkowska (Bydgoszcz)
Srebrny kur - klejnot bydgoskiego
Bractwa Strzeleckiego
Do czasów obecnych przetrwała pokaźna ilość obiektów stanowiących spuściznę po brac-
twach strzeleckich, rozpowszechnionych niegdyś na ziemiach polskich. Bogata w swej różno-
rodności scheda po nich obejmuje oprócz archiwaliów także szereg przedmiotów, niejednokrotnie
o dużej wartości historycznej. Lista pamiątek jest dluga; wystarczy wymienić sztandary, częściowe
umundurowanie, klejnoty brackie. nagrody, trofea i wreszcie broń, przybory oraz tarcze strzeleckie.
Dzięki czlonkom konfraterni i ich rodzinom zachowały się portrety lub zdjęcia królów kurkowych
i pozostałych strzelców oraz albumy fotograficzne ilustrujące dzialalność tych tak popularnych
do 1939 r. organizacji mieszczańskich. Wśród owych pamiątek za najwartościowsze uchodzą
insygnia królewskie, które mogły uzyskiwać różnorodne formy. Najwspanialsze z nich przybiera-
ły postać kura. innym nadawano znacznie skromniejszą oprawę. Mniemać można, że okazałe
kury mogły pojawiać się zwłaszcza w zamożniejszych bractwach i bardziej znaczących ośrod-
kach miejskich. Do rangi klejnotu konkurowały z nimi również inne przedmioty; wskazać należy
lańcuchy, ryngrafy, plakietki wotywne. szańy. pasy, pojedyncze zawieszki i medale pamiątkowe.
Srebrny kur (orzeł) traktowany był jako godło bractw strzeleckich'. Powielał wizerunek ptaka
ustawionego na żerdzi, którego zestrzelenie z pokażnej odleglości w czasie zawodów stanowiło
nie lada wyczyn i podnosiło rangę tego cennego trofeum. Wykonanego ze szlachetnego kruszcu
ptaka zawieszano na łańcuchu, a zaszczytu jego noszenia w czasie wszelkich uroczystości do-
stępowali najlepsi strzelcy - królowie kurkowi. Każdego króla obarczano obowiązkiem przekaza-
nia pewnej kwoty na rzecz fraterni, jednak najczęściej zastępował on ją zawieszką lub medalem,
dołączanym do łańcucha bądź szańy2. Ów zwyczaj przetrwał do początku XX stulecia. Klejnoty
brackie mogły pochodzić z różnych źródeł - fundowały je rady miejskie lub królowie kurkowi,
a w przypadku miast prywatnych ich właściciele. W XIX w. na ziemiach polskich pod zaborem
pruskim (także w Bydgoszczy) kultywowany był zwyczaj obdarowywania konfraterni medalami
bądź pucharami przez członków pruskiej rodziny panującej, której szczególnie zależało na zger-
manizowaniu owych organizacji i rozpowszechnianiu niemieckiej tradycji. Miał on związek z do-
datkową atrakcją zawodów - honorowym i zaszczytnym oddawaniem strzału przez jednego
z członków stowarzyszenia w zastępstwie dostojnej osobistoścP.
W polskich zbiorach muzealnych zachowało się zaledwie kilka opracowanych plastycznie
kurów, stanowiących niegdyś wielce upragnioną przez wszystkich braci kurkowych nagrod ę 4.
W ich gronie znajduje się stosunkowo mało znane w Bydgoszczy i regionie, a niemal zupełnie
nieznane w Polsce insygnium tutejszego Bractwa Strzeleckiego (pierwotnie Bractwa Łuczników).
Wprawdzie cennym klejnotem interesowało się kilku badaczy, lecz nie był on dotąd przedmiotem
odrębnej publikacji i nie został poddany szczegółowej analizie oraz ocenie artystycznej. Wynikalo
to przede wszystkim z faktu podejmowania tematyki brackiej głównie przez historyków, opierają-
cych się na zachowanych źródłach pisanych i, co oczywiste, kładących nacisk na aspekt histo-
ryczny (dzieje owej konfraterni). W XIX stuleciu temat ten podjęli dwaj badacze - H. Heinz
i H. Mundner, ograniczając się w zasadzie do działalności stowarzyszenia w okresie pruskims.
J. Klein w monografii tutejszej fraterni z 1924 r. docenił wartość srebrnego klejnotu w formie orła,
który określił jako "piękną pracę jubilerską z 17 stul. "6. W okresie powojennym kilkakrotnie po-
wracano do tej dawnej organizacji mieszczańskiej, wspominając przy okazji o zabytkowym insy-
gnium. Począwszy od lat 60. XX w. Bractwo Strzeleckie znalazło się w kręgu zainteresowań
B. Janiszewskiej-Mincer, autorki rozpraw zamieszczonych między innymi w Kronice Bydgoskiej
18
>>>
"
ł -
.J
,\, f
I- ·
. .' ,
t
t ". '.
f
':'
I .1(.;;-
,. z_
,
.
"'
'\ . 'i' ł .
" '- l
T
"" .,.
\ .
. 1\.', .
L \: "-'!'-.
.,..
:;:t
\.
-r
,.
,. ..ł.,.
" ,"',
.ł
:'. ....
..' \:!1.. ....
.-..' .1;t
'......
t
.. .......
!f
l"
r
,
A
.\
k,
"4. -
,
,..f ",.
t
" .....''} l.
:7 ...-
.
I .
:.- ' \
:
J{'A
.
II. 1. Kur Bractwa Strzeleckiego w Bydgoszczy
Fot. W Woźniak
i Kalendarzu Bydgoskim. Badaczka również skupiła uwagę na "lańcuchu królewskim z pięknym
kurem wykonanym ze srebra i zfota", zaś orła, za J. Kleinem, zakwalifikowała do dzieł "bydgo-
skiej sztuki jubilerskiej z 17 wieku"7. Podkreśli'a rangę tego obiektu, uznawanego za rzadkość
i traktowanego jako domniemany dar Jana III Sobieskiego dla zwycięzcy w zawodach strzeleckich.
Do tradycji odwołał się także J. Żurawski, przybliżając czytelnikom Kroniki Bydgoskiej kura, po-
chodzącego z 1698 roB Autor wspomniał o legendzie łączącej klejnot z królem Janem, którego
niewątp'iwą zasługą było reaktywowanie tutejszej konfraterni w latach 80. XVII stulecia (zastrzegł
jednak, iż brak jest dotąd potwierdzenia jej w żródłach pisanych). Z kolei B. Rogalski opublikował
artykuł, w którym zwrócił uwagę na zapis w XVII-wiecznej Kronice Bydgoszczy, dotyczący srebr-
nego kura. Spisany w 1631 r. inwentarz obejmował "Oznaki Bractwa Łuczników zestawionych
w swoim czasie ku pamięci braci tego stowarzyszenia", czyli insygnia ufundowane przez byd-
goszczan, członków konfraterni. W owym rejestrze pod datą 1608 r. (nr 40 - ostatni) zanotowano:
"kurek odlewany z koronką na glowie i strzala z luku, pod skrzydlo lewe pas zielony, na galązce
stojący. Pod kurKiem herb miejski przy tej galązce"9. Powyższa data okaże się niezwykle pomocna
przy próbie sprecyzowania czasu powstania omawianego zabytku. Sądzić należy, że cytowany
opis (mimo drobnych różnic), odnosi się do zachowanego kura, obecnie przechowywanego
w Muzeum Okręgowym im. L. Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, do którego zbiorów trafił po
II wojnie światowej. W inwentarzu zabytków historycznych wpisany został z niepotwierdzoną
i nieuzasadnioną datą 1696 r., którą zwykło się przyjmować jako czas jego powstania 1O .Jedyną
badaczką spoza Bydgoszczy była G. Uchończak, która w tekście omawiającym krakowskiego
kura zasygnalizowa'a obecność bydgoskiego zabytku l1 . Reasumując, podkreślić należy, że kur
w dotychczasowej literaturze określany był jako wyrób XVII-wieczny. Najczęściej zawężano czas
jego powstania do 2. połowy lub końca tego stulecia, niekiedy bardziej precyzowano, podając
daty - 1696 i 1698 r. Z wymienionych autorów tylko B. Rogalski słusznie zasugerował przesunię-
cie czasu jego wykonania najpóżniej na początek XVII w. (przed 1608 r.) 12.
19
>>>
Warto zatrzymać się dłużej przy kurze, który od
chwili powstania aż do okolo polowy XX w. był wła-
snością tutejszego Bractwa Strzeleckiego. Wykona-
ny został ze srebra (wym.: 14,2 x 15,5 x 3,8 cm, waga
292 g) i wyobraża orła zwróconego lekko w lewą stro-
nę, stojącego na galązce, uzupełnionego dwiema
tarczami herbowymi. Jego sylwetka została celowo
trochę spłaszczona, co mialo związek z przystoso-
waniem go do noszenia na lańcuchu, na piersiach
przez "ptasiego króla" (króla kurkowego). Takie roz-
wiązanie wytwórca wybrał z myślą o przyszłej funkcji
obiektu i wygodzie jego użytkowników. Ptak lekko
uniósł skrzydła, przybierając nieco sztywną pozę,
o jego drapieżności świadczy silny dziób oraz mocne
szpony. Dużą głowę, o wydatnie podkreślonych
oczach i trochę uchylonym dziobie, z częściowo wi-
docznym wewnątrz językiem, zwrócił nieco w lewą
stronę. Głowę wieńczy korona w postaci wąskiej
obręczy, z czterema uproszczonymi, trójlistnie zakoń-
czonymi sterczynami. Wydłużony tułów przechodzi
w płaski, lekko uniesiony i wygięty ku górze ogon.
II. 2. Fragment srebrnego kura W sposób najbardziej plastyczny opracowana zosta-
Fot. W Woźniak ła szyja, przednia i górna partia tułowia, część pra-
wego skrzydła oraz wierzchnia partia ogona. Te fragmenty postaci ptaka złotnik wzbogacił pól-
plastycznymi, nakładanymi, wąskimi, różnej wielkości piórami, ułożonymi obok siebie w pozio-
mych rzędach. Skrzydła umieszczone blisko siebie, niemal równolegle (z uchwytem do zawie-
szenia kura), zostały potraktowane najbardziej płasko
i schematycznie, stanowiąc kontrast z tułowiem. Ich
końce wytwórca nieco wygiął, zaś powierzchnię pod-
kreślił zróżnicowanym upierzeniem - nader uprosz-
czonymi, grawerowanymi długimi i krótkimi piórami
oraz nakładanymi krótkimi piórkami (częsciowo z ze-
wnętrznej strony prawego skrzydła). Drapieżny ptak
ustawiony został na prostej gałązce; lewą nogę, z sil-
nymi szponami wsparł na tej niestabilnej podstawie,
zaś drugą, trochę uniesioną, przytrzymuje tarczę z na-
łożonym, złoconym herbem Bydgoszczy, przylegającą
ukośnie do gałązki. Nieco więcej uwagi poświęcił autor
na opracowanie powierzchni ptaka i gałązki. Posługi-
wał się techniką odlewu i kucia, upierzenie zaznaczył
drobnymi, rytowanymi i puncowanymi liniami - pro-
stymi, biegnącymi równolegle lub zygzakowato, na ga-
łązce zaś powtórzył linie zygzakowate.
Tarcza o typowo renesansowym wykroju zawiera
herb Bydgoszczy - fragment muru z częściowo
otwartą bramą miejską i trzema basztami zakończony-
mi coroną muralis. Tarcza miejska powstała równocze-
śnie z kurem, a ulokowany na lewym skrzydle ptaka
duży kartusz stanowi późniejszy dodatek. Wyobraża II. 3. Tarcza z herbem Bydgoszczy
on herb zbliżony do herbu Hertyk, wywodzącego się Fot. WWoźmak
'.
..
,ł
1
, \
:,.\
._-i 'i.
., "
\ f(
..
ł
ł"- !\
\ L
I
I
l
,
\
'ł
,
,
\ ...'"
20
"
,-' ,.0
"
,
1
, ,.
r
... .\
.\
I
.
J
,
\
,
.
'
""
-
- .
- .
j
---
t"""
(.... ..ł\ .
.... -..., ""
-
-
¥
>>>
z herbu Grzymała '3 . Wycinany i grawerowany herb umieszczony został na złoconej, owalnej, lekko
wypukłej tarczy, obramionej ornamentem okuciowym, o pobrużdżonej powierzchni i drobnymi ro-
zetkami. W dolnej części kartusza umiejscowiono złoconą, trójkątną tarczę, o wygiętych bokach
(w otwartej bramie miejskiej z trzema wieźami z coroną muralis stoi rycerz z włócznią i mieczem),
górną partię zapełnia hełm z rozbudowanymi labrami, dochodzącymi do trójkątnej tarczy, zwień-
czony złoconą koroną z trzema dominującymi piórami strusimj14. Z lewej strony, w pobliżu korony
z piórami widnieje zachowany śladowo monogram, z którego przetrwała tylko pierwsza litera
- M ' 5. Pełny monogram okazałby się nader pomocny przy próbie rozszyfrowania fundatora kartu-
sza, o typowo manierystycznych motywach zdobniczych, stosowanych od 2. połowy XV, w. Tar-
cze o formie zbliżonej do tarczy z herbem Bydgoszczy rozpowszechnione były w XVI w., choć
spotkać je można nadal w następnym stuleciu. Stary rodowód kura potwieraza również jego
obecny stan zachowania. Widoczne są drobne ubytki w partii tułowia i skrzydeł oraz w kartuszu,
ptak ma pęknięte prawe skrzydło i częściowo ułamaną prawą nogę, o którą opiera się tarcza
herbowa, zaś na pogiętej gałązce pojawiły się liczne otworki (do przymocowania zawieszek?).
Dzieło to przez długi czas było błędnie datowane
na 2. połowę lub schyłek XVII w., co wydaje się uza-
sadnione, zważywszy, iż w 1682 r., po długotrwałej
przerwie reaktywowano bydgoską organizację strze-
lecką. Jego fundację czasami nawet przypisywano,
powołując się na tradycję, Janowi III Sobieskiemu, gdyż
władca ten w 1680 r. wydał dokument pozwalający na
wznowienie działalności fraternp6. Podnosiło to rangę
daru i nadawało splendoru bractwu kurkowemu. Po-
dobna sytuacja zaistniała w Krakowie, gdzie tamtejszy i,-
klejnot według legendy łączono z osobą króla Zygmun-
ta Augusta 17 . Mając jednak na uwadze zapis dotyczą-
cy kura w inwentarzu insygniów tutejszej konfraterni,
w którym ostatnia notatka nosi datę 1608 r., należy prze- .
sunąć czas jego powstania o około sto lat. Sądzić na-
leży, że mógł powstać w XVI w., zapewne w jego
2. połowie. Tutejszą korporację strzelecką utworzono
w 1495 r., zaś z 1523 r. wiążą się udokumentowane
uprawnienia dla "króla łuczniczego"'8. Biorąc pod uwa- "
gę fakt szczególnego rozkwitu Bydgoszczy w XVI W. '9 ,
a także długotrwałego istnienia fraterni, możliwe, że ,,-
insygnium strzeleckie ufundował magistrat jeszcze
II. 4. Kartusz herbowy
w tym stuleciu. Ponieważ konfraternię utworzyły władze
miejskie, sprawujące nad nią opiekę, więc również burmistrz i rajcy podarowali jej kosztowny, okazały
klejnot 20 . Mogło to dobitnie świadczyć o zamożności ówczesnego miasta. W XVII w.. gdy Bractwo
Łuczników czasowo zawiesiło swoją działalność, w związku z upadkiem Bydgoszczy, kur razem
z innymi srebrami przechowywany był w ratuszu, dzięki czemu przetrwał trudne dla fraterni i miasta
chwile. 'ch obecność potwierdza wzmianka z 1672 r. informująca o istnieniu nadal ponad 40 obiek-
tów2 ' . Podkreślić warto, że owa wzmianka, pochodząca jeszcze sprzed czasu reaktywacji organiza-
cji strzeleckiej (1682 r.), wyraźnie świadczy o wcześniejszym niż koniec XVII w. datowaniu kura.
W tym miejscu trzeba poruszyć kwestię ośrodka bądź wykonawcy, z którego działalnością
można związać omawiany obiekt. Bydgoski kur nie jest sygnowany, więc jego wytwórca na zawsze
pozostanie nieznany. Przy próbie określenia autora klejnotu należałoby zwrócić się ku prawie nie-
znanemu dotąd ośrodkowi złotniczemu, jakim była Bydgoszcz. Wykonawcy najpewniej należało-
by szukać wśród nielicznych mistrzów zamieszkałych nad Brdą, których nazwiska sporadycznie
pojawiają się w archiwaliach miejskich. Bydgoszcz nie posiada długotrwałych i bogatych tradycji
...
41.
.
. t"
'.
-
;
.
.....
-
...
-
,.
-
-
,... .
ł
'. C(),t
\".
. :.:"
.
"'-I . -\;
:. · i.
't' -- --
'
I:'
.'
. '-" h.
4_
..
- \
-I.
I -
'"
.J
.
j;.,
-
-
'..
;'
Fot. W Woźniak
21
>>>
w dziedzinie rzemiosła artystycznego. Jako niewielki i niezbadany ośrodek wymieniona została
w opracowaniach dotyczących złotnictwa polski ego 22. Znalazła się w kręgu oddziaływania Torunia,
silnego w ubiegłych wiekach ośrodka złotniczego. Położona w najbliższym sąsiedztwie grodu Ko-
pernika, ulegała jego wpływom, podobnie jak inne, mniejsze ośrodki w regionie, funkcjonujące
w XVII-XIX w. Zaliczyć do nich należy pobliskie Chełmno, a także trochę bardziej oddalone od
Torunia miasta - Grudziądz, Brodnicę i Lubawę. Toruń był pokaźnym skupiskiem rzemieślników,
trudniących się wytwórczością przedmiotów ze srebra. W XVI i XVII w. oprócz niego tylko kilka
ośrodków pełniło rolę przodujących centrów w zakresie wytwórczości złotniczej - Kraków, Gdańsk,
Warszawa, Poznań, Lublin, Wilno i Lwów. Od połowy XVII w. Gdańsk uznawany był za największy
ośrodek złotniczy na ziemiach polskich, dorównujący innym wiodącym centrom w Europie. Zaraz
za nim uplasował się Toruń, który stał się drugim tak znaczącym ośrodkiem na Pomorzu. Wpraw-
dzie jego zasięg oddziaływania był rozległy, to jednak wytwory torunian trafiały najczęściej do
odbiorców świeckich i kościelnych, zamieszkujących ziemie pomorskie i kujawski&3. Wiadomo, iż
dopiero od około 1600 r. tamtejsi złotnicy zaczęli znakować swoje prac&4. W owym czasie w więk-
szości ośrodków polskich nie stosowano żadnych znaków na wyrobach złotniczych, co powaźnie
utrudnia sprecyzowanie ich miejsca powstania Podobnie postąpiono w przypadku naszego zabyt-
ku; brak oznakowania przeszkadza w wiarygodnym określeniu jego proweniencji 25 .
W 2. połowie XVI oraz na przełomie XVI i XVII w. w Toruniu pracowało wielu złotników, których
umiejętności potwierdzają nieliczne zachowane wyroby srebrne. W ich gronie znaleźć można
Jakuba Grunaua (wyzw. 1573, wzm. 1607, zm. 1608), z którym łączono cechę imienną, wybitą na
zaginionym kielichu srebrnym z 1585 r. z kościoła parafialnego w Fordonie, ufundowanym przez
Macieja Kozieczkę. Naczynie to o cechach gotyckich, podobnie jak inny kielich jego autorstwa
przechowywany w dawnej katedrze w Chełmży, wzbogacone zostało akcentem późnorenesan-
sowym - delikatną ornamentyką rytą na stopie 26 .
W Bydgoszczy zapewne nie utworzono cechu złotników ze względu na zbyt małą liczbę mi-
strzów pracujących w srebrze. Zrzeszeni oni byli w jakiejś innej organizacji cechowej, skupiającej
wytwórców o różnych specjalnościach, w tym metalowych. Z ich grona mógł wywodzić się autor
kura - godła bydgoskiego bractwa luczniczego. Kur nie był jedynym insygnium konfraterni. We
wspomnianym inwentarzu klejnotów bractwa wymieniono 45 srebrnych zawieszek podarowa-
nych przez królów kurkowych. Nie ma wątpliwości co do miejsca wykonania poszczególnych
zawieszek sukcesywnie dołączanych do łańcucha królewskiego. Kolejne "sztuki" zamawiane były
na miejscu, w Bydgoszczy i bezsprzecznie stanowiły prace tutejszych złotników. Nazwiska byd-
goszczan parających się tą profesją w XVI i na początku XVII stulecia odnaleźć można w zacho-
wanych do dziś archiwaliach. Niestety, nie posiadamy informacji na temat ich wyrobów i nie
potrafimy ocenić ich umiejętności. Możemy tylko domyślać się, że ich prace docierały do rąk
tutejszego patrycjatu i zgromadzeń zakonnych. Zaopatrywali oni mieszczan w kosztowne naczy-
nia stołowe, łyżki, biżuterię czy inne przedmioty użytkowe, zaś kościoły głównie w naczynia litur-
giczne. Jedyną potwierdzoną wiadomość dotyczącą konkretnego zlecenia przynosi Kronika ber-
nardynów bydgoskich. Przedstawiciele tego zawodu, podobnie jak to bywało w innych ośrod-
kach, należeli do grona najzamożniejszych mieszczan. Wystarczy wymienić choćby kilkakrotnie
wzmiankowanego patrycjusza Kaspra Darmopycha, Macieja Wolańskiego czy innych adeptów
sztuki złotniczej, których imiona lub nazwiska znamy z materiałów żródłowych.
Archiwalia z 2. połowy XVI w. przekazują informacje o kilku tutejszych mistrzach złotniczych.
Najwcześniej, bo w 1560 r., wymieniono Jerzego Karzinszkiego (Krzinszkiego)27. Od około poło-
wy tego stulecia prowadził warsztat Krzysztof Złotnik (Turnicki), wymieniany w latach 1560-1620,
między innymi w 1574 r. przy okazji sporu z Bractwem Szyprów 28 . W 1583 r. odnotowano obec-
ność dwóch złotników czynnych w Bydgoszczy29. Z 1585 i 1601 r. pochodzą wzmianki dotyczące
Stanisława Rudzkiego (Ruczkiego, Ruckiego). Drugiego mistrza o tym samym nazwisku, Piotra
Rudzkiego, prawdopodobnie syna Stanisława, spotkać można na początku XVII w. (wzmianki
z lat 1608 i 1625 r.r
. W 1598 i 1617 r. pojawił się w żródłach mincerz Krzysztof Ludwig, mieszcza-
22
>>>
nin bydgoski, związany z tutejszą mennicą31. W 1598 r. wymienieni zostali również inni wytwórcy
przedmiotów srebrnych - Tomasz Boisman (Tomasz Złotnik) i Andrzej Dajcz (Daycz, Daiczyk).
Nazwiska obu rzemieślników znalazły się także w archiwaliach z początku następnego stulecia
(1601 i 1602 r.)32. Następnym mistrzem o tej specjalności był Stanisław Michałowicz (Stanisław
Złotnik), wymieniony w 1582 i 1599 r. 33 W 2. połowie XVI w. pracował również Marcin Brannt
(Braunt), zmarły w 1604 r., którego pośmiertny inwentarz ruchomości zamieszczony został
w Księdze testamentów obywateli bydgoskich 34 .
W źródłach z 1. połowy XVII w. odnaleźć można trochę więcej osób o wykształceniu złotni-
czym. W pierwszych latach tego stulecia wymieniono trzech rzemieślników - Jakuba Złotnika
(1603 r.), Jana Giełczewskiego (1600 i 1616 r.) oraz Macieja Zwolińskiego (1617 r.)35. W 1620 r.
wzmiankowany był Piotr Turnicki (piotr Złotnik), syn Krzysztofa, notowanego w 2. połowie XVI w.
w związku ze sprzedażą Henningowi i Zofii Guttmanom nieruchomości na Okolu (obecnie Wy-
spa Młyńska)36. Potwierdza to, że wówczas zawód często przechodził z ojca na syna - Piotr Złot-
nik kontynuował zawód ojca i odziedziczył jego warsztat. Wymienić trzeba przede wszystkim
Kaspra Darmopycha, rajcę miejskiego, właściciela spichlerzy, który w 1620 r. wziął udział w dwoch
transakcjach handlowych (dokonał zakupu kilku nieruchomości). W latach 1619--1621, gdy urząd
burmistrza pełnił Marcin Orłowita, w skład rady miejskiej wchodził między innymi Kasper Złot-
nik 37 . Wzmianki o nim pochodzą z lat 1615, 1623 i 1644. Kasper wywodził się z zamożnej rodziny
poznańskiej, podobnie jak H. G uttman , znany mincerz poznański, ojciec Krzysztofa, rajcy byd-
goskiego, dzierżawiącego tutejszą mennicę od 1650 r. 38 Wiemy, że "Gaspar aurifaber, civis Byd-
gostiensis" wykonał w 1617 r. srebrny świecznik dla tutejszego kościoła Bernardynów, zaś rok
później podarował konwentowi 10 florenów39. W 1624 r. wymieniono nazwiska następnych mi-
strzów - Piotra Mokierskiego i Szymona Złotnika (Simona Vasculariusa)40. Jan Narwicki to kolejny
rzemieślnik wzmiankowany kilkakrotnie w latach 1625-1644 41 . W 1. połowie XVII stulecia praco-
wał w Bydgoszczy jeszcze inny mistrz - Maciej Wolański (Maciej Złotnik), odnotowany w latach
1623-1625 Oako burmistrz w 1625 r.), znany z zapisu legatu dla kościoła Farnego w 1658 r. 42
Z tego czasu (1643 r.) pochodzi także informacja o następnym rzemieślniku, którym był Walenty
Złotnik 43 . Wspomnieć warto o trzech ostatnich mistrzach, których nazwiska podają źródła z około
połowy XVII w. - Marcinie Sztubiczu (1648 r.) i Wacławie Rusinowiczu (wzmianki z lat 1650, 1657
i 1659)44. Trzeciego ze złotników, o szkockim pochodzeniu, odnotowano w 1646 r. Był nim Jan
H\iton (Hiton), syn bydgoszczan Agnieszki i Jakuba Hytona 45 . Być może Szkot Jakub był tożsa-
my z wymienionym wcześniej Jakubem Złotnikiem, pojawiającym się w materiałach archiwal-
nych z początku stulecia.
Kur, godło bractw strzeleckich, był zarazem najcenniejszym insygnium każdej konfraterni.
Najwcześniejsze takie obiekty powstawały już w XV stuleciu, czego przykładem jest zachowany
późnogotycki kurek z Kościana (ok. pol. lub 2. poło XV w.) oraz zaginiony klejnot ze Lwowa (1495 r.)46.
Kolejne insygnia królewskie fundowano w następnych wiekach - XVI i XVII. Z XVI stulecia, okresu
szczególnego rozwoju bractw łuczniczych. pochodzą dwa inne zachowane zabytki - kury sto-
łecznych miast: Warszawy (1552 r.) i Krakowa (1565 r.), a także klejnot ze Zgorzelca (1582 r.),
znany tylko z rysunku zamieszczonego w publikacji E. Hintzego z 1912 r. Warto wspomnieć
o jeszcze jednym, nieznanym bliżej przedmiocie - srebrnym kurze z łańcuchem, odnotowanym
w sporządzonym w 1573 r. inwentarzu pracowni lwowskiego złotnika Hannusza z Drezna, zmar-
łego w 1562 r. Wiadomo również o istnieniu podobnego obiektu w Wieliczce, o nieokreślonym
rodowodzie, sprzedanego w 2. połowie XIX W. 47
Z wymienionych zabytków do naszych czasów przetrwały zapewne tylko cztery znane nam
srebrne kury. Jest to niedużo, zwłaszcza na tle znacznie większej liczby zachowanych innych
pamiątek, obrazujących dzieje tych tak popularnych dawniej stowarzyszeń. Wstępnie szacuje
się, że w Polsce istniało niegdyś około dwustu konfraterni strzeleckich 48 . Co istotne. zachowane
insygnia zaliczane są do rzadko obecnie spotykanych na ziemiach polskich obiektów srebrnych
o świeckim charakterze, powstałych w XV i XVI w. Wśród wyrobów złotniczych tego czasu domi-
23
>>>
nują naczynia liturgiczne i różne sprzęty kościelne, zaś w zespole przedmiotów świeckich poja-
wia się biżuteria, ozdoby paradnej broni i naczynia stołowe.
Do grupy tej dołączyć należy kura Bractwa Łuczników w Bydgoszczy, jednego z najcenniej-
szych bydgostianów. Nasz obiekt najwyraźniej utrzymany jest w konwencji rozwiązań XVI-wiecz-
nych. W latach 50. i 60. tego stulecia wykonano okazałe kury w dwóch wielkich miastach ówcze-
snej Rzeczpospolitej - Warszawie i Krakowie. Oddalona od głównych centrów sztuki i rzemiosła
Bydgoszcz ze znacznym opóźnieniem przyswajała pewne wzorce i rozwiązania. Nie bez znacze-
nia był tutaj wpływ rozpowszechnianych drukowanych wzorników graficznych. Zabytek nasz nie
odbiega od innych wyobrażeń godeł strzeleckich. Wizerunek utrzymany został w tradycyjnej kon-
wencji, ujmującej sylwetkę drapieżnego ptaka stojącego na gałęzi. Wykonany został według pew-
nego schematu, powielając motyw spotykany na innych godłach. Począwszy od XV w. rozwiązy-
wano je według ujednoliconego wzorca - potraktowaną pełnoplastycznie lub reliefowo postać pta-
ka (odlewaną lub trybowaną) umieszczano na krótkiej, prostej gałązce. Różnice w poszczególnych
przedstawieniach polegały głównie na technice wykonania, wielkości kura, sposobie ustawienia (po-
zie) ptaka na gałązce i sposobie opracowania cało-
ści. Zazwyczaj ukazywano ptaka stojącego spokoj-
nie, statycznie, z nieco uniesionymi skrzydłami, bądź
jakby "w ruchu", z wysoko uniesionymi, rozłożony-
mi skrzydłami, gotującego się do lotu. Autor bydgo-
skiego obiektu wybrał tę pierwszą wersję - kur stoi
spokojnie, jakby "pozując"; spogląda na wprost, nie-
co zwrócony w bok, z lekko uniesionymi skrzydła-
mi. Opracowanie w srebrze pelnoplastycznej sylwet-
ki ptaka wymagało od złotników sporych umiejęt-
ności 49 . Wiele zależało od inwencji, uzdolnień i umie-
jętności mistrzów; niemały wpływ miały również
możliwości finansowe zamawiających, którymi były
bractwa strzeleckie.
Poziom artystyczny omawianego dzieła po-
twierdzać może jego powstanie w warsztacie uzdol-
nionego mistrza, dość dobrze obeznanego z tajni-
kami produkcji przedmiotów figuralnych. Trzeba
podkreślić dużą biegłość warsztatową i precyzję
w wykonaniu przedmiotu. Należy dostrzec umie-
jętności twórcy i spore wyczucie formy. Na uzna-
nie zasługuje dobre zakomponowanie całości, za-
chowanie właściwych proporcji oraz umiejętne wymodelowanie i rozłożenie poszczególnych ele-
mentów. Klejnot odznacza się poprawnością opracowania, nie można mu także odmówić walorów
artystycznych. Nie dorównuje jednak klasą obu wybitnym, często publikowanym stołecznym za-
bytkom, zaliczanym do najlepszych realizacji złotniczych XVI w. na ziemiach polskich. Choć różni
się od wymienionych obiektów, to jednak bardziej zbliżony jest - wielkością i sposobem opracowa-
nia - do godła konfraterni warszawskiej, która funkcjonowała do polowy XVIII w. 50 Zauważalne jest
zwłaszcza pewne podobieństwo w zakresie potraktowania sylwetki ptaka i podstawy. Dostrzec moż-
na trochę inny sposób: przechylenia głowy, ze skromniejszą koroną, opracowania tułowia i upierze-
nia, ułożenia skrzydeł, nieco uniesionych i prawie przylegających do siebie, ustawienia nóg oraz
opracowania uproszczonej gałązki. Złotnik posługiwał się ponadto inną techniką przy rozwiązaniu
upierzenia w partii szyi, części tułowia, skrzydła i ogona.
Pomimo tego, że oba stołeczne kury powstały niemal w tym samym czasie, to jednak do-
strzec można pomiędzy nimi duże różnice. Interesujące jest to, że obiekt krakowski, później-
szy o kilkanaście lat od warszawskiego, wyróżnia się jeszcze gotycką stylistyką, podczas gdy
4.....
...
...
'--
..-
.
';;
'.:
o
II. 5. Kur Bractwa Strzeleckiego w Warszawie,
Mikołaj Erler, 1552 r.
Fot. z archiwum Muzeum Narodowego w Warszawie
24
>>>
warszawski jest już w pełni ukształtowanym
dziełem renesansowym. W pracy warszaw-
skiego mistrza Mikołaja Erlera z 1552 r. (wym.:
17,1 x 17,3 x 13 cm) wyraźnie dostrzega się
inne podejście do kompozycji i rozwiązanie
formalne 51 . Ptakowi nadano swobodną, pełną
wdzięku pozę i lekką sylwetkę o miękkich li-
niach, ujętą realistycznie; ukazany on został
jakby "w ruchu", z rozłożonymi skrzydłami. Pa-
trząc na niego, można odnieść wraźenie, jak-
by za chwilę miał wznieść się w powietrze.
Głowę zwieńczoną koroną przechylił na bok
i uniósł nieco w górę, tułów został delikatnie
wymodelowany, nogi zaś wspierają się na
cienkiej, wzbogaconej kilkoma odnóżkami ga-
łązce. Należy podkreślić nieprzeciętne umie-
jętności warszawskiego mistrza; rzuca się
w oczy wyjątkowo trafne uchwycenie sylwetki II. 6.
r Bractwa Strzeleckiego w Krak.owie. 1565 r. Fot.
i pozy ptaka. z archiwum Muzeum HIstorycznego Ml8Sta Krakowa
Odmiennie rozwiązany kur krakowski z 1565 r. jest zapewne dziełem tamtejszego złotnika 52 . Ten
pokaźnych rozmiarów obiekt (wys. 42 cm, szer. podstawy 12,5 cm) przyciąga uwagę sposobem
opracowania. Cechuje go gotyckie jeszcze ujęcie, pewien hieratyzm i sztywność pozy oraz reali-
styczne potraktowanie całości, w czym dopatrywać się można wpływów gotyku i renesansu.
Dostojny ptak ustawiony został na kanelowanej gałęzi z dwiema odnóżkami, stanowiącej sta-
bilną podstawę. Skrzydła podniósł mocno do góry, jakby szykował się do lotu; ujęte pionowo,
blisko siebie, zostały nieco spłaszczone, przez co wyraźnie kontrastują z masywnym tułowiem.
Ozdobiona koroną, zwrócona do przodu głowa, lekko przegięta, o dużych oczach i silnym dzio-
bie, wsparta została na grubej szyi. Postawną, statyczną sylwetkę kura (pomimo wysoko uniesio-
nych, spłaszczonych skrzydeł) podkreśla wydatny tułów, ogon i szeroko rozstawione nogi, wsparte
na odnóżkach gałęzi.
Późniejszy od obu opisanych godeł, niezachowany klejnot Bractwa Strzeleckiego w Zgorzel-
cu z 1582 r. odbiegał od nich przede wszystkim sposobem ustawienia ptaka na gałązce 53 . Ujęty
nieco z boku kur, z ukoronowaną głową z szeroko otwartym dziobem oraz z podobnie jak
w obiekcie warszawskim uniesionymi skrzydła-
mi, stanął na krótkiej, prostej gałązce, mając
nogi umieszczone blisko siebie.
Wspomnieć warto o jeszcze jednym warto-
ściowym obiekcie. Za najstarsze zachowane na
ziemiach polskich insygnium uznaje się kurka
Bractwa Strzeleckiego z Kościana. Zabytek ów
poświadcza nierzadki zwyczaj fundowania klej-
notów w takiej postaci już w wiekach średnich.
Ten niewielki ptak (dł. 11,5 cm) opracowany
został nader schematycznie, co potwierdzać
może jego średniowieczny rodowód. Wydato-
wanie tego przedmiotu na około połowę lub
2. połowę XV stulecia plasuje go w rzędzie naj-
starszych w Europie insygniów tego typu. Gło-
wę ptaka zdobi korona, zaś drugą, większą,
umieszczono na grzbiecie w pobliżu dodanej
.".
41. "V("W
-.
-
,.
'
'.f;
-
"
,
,,]';
:
..-
,
"
;"
--
"..--
- --...
.:: ł".
....
.,.
....
"..
-
-.:
....
-
.
.
.
,,
-
-;'-:;;-.t
.,.....
....-- ....-
,
.
.
,
,
"
-
,
11.7. Kurek Bractwa Strzeleckiego w Kościanie, XV w.
Fot. z archiwum Muzeum Narodowego w Poznaniu
25
>>>
później figurki lwa 54 . Kurek wyróżnia się zwartą
sylwetką, bez wyraźnie wyodrębnionych z kor-
pusu skrzydeł, z uproszczonym, słabo zazna-
czonym upierzeniem oraz dominującą górną
częścią ciała, z dość dużą głową z silnym dzio-
bem. Jedynie w sposobie potraktowania ko-
ron dostrzec można większą inwencję i ma-
estrię wykonawcy, zaś sam ptak jest sztywny
i ukazany w bezruchu 55 .
Z innych klejnotów wypada wskazać zabyt-
ki znane jedynie z reprodukcji - srebrne łań-
cuchy królewskie z kurkami, które pojawiły się
na rynku dzieł sztuki przed I wojną światową.
Związane były z osobą wytrawnego kolekcjo-
nera Lessera Giełdzińskiego z Gdańska, po
którego śmierci pokaźna kolekcja wystawiona
została na sprzedaź w 1912 r. 56 W katalogu
aukcyjnym owej kolekcji wymieniono między
innymi dwa łańcuchy brackie proweniencji to-
II. 8. Łańcuchy królewskie z kurkami, Toruń, XVII w. ruńskiej z XVII w. Zamieszczona w nim foto-
Wg Sammlung Gieldzinski Oanzig. R. Lepke's Kunst- grafia jest niezmiernie waźna z tego względu,
Auctions-Haus, Katalog 1662, Berlin 1912 że daje wyobraźenie o wyglądzie dawnych
Repr. Pracownia fotograficzna Muzeum Narodowego kompletnych łańcuchów królewskich. Oba kur-
w Gdańsku ki nawiązywały do schematu powielanego
w wielu wyrobach złotniczych, pełniących funkcję insygniów strzeleckich. Jeden z nich kontynuował,
uświęcone tradycją, wyobraźenie orła w koronie stojącego na małej gałązce, ujętego w %,
z uniesionymi skrzydłami, jakby szykującego się do lotu (nr 1384). Następny, mniejszy, schema-
tycznością i prostotą wykonania przypominał trochę zabytek z Kościana (nr 1383)57.
Bydgoskie Bractwo Łuczników (Strzeleckie) w ciągu kilku wieków istnienia zgromadziło wiele
klejnotów, które jednak w zdecydowanej większości nie są znane. Ich duża różnorodność świad-
czyć mogła o pokaźnym majątku i silnej pozycji owej fraterni w mieście. Sporo światła na temat
zawartości srebrnego skarbu w XVI i na pocz. XVII stulecia rzuca inwentarz insygniów strzelec-
kich z 1631 r. Ów rejestr pojawił się na kartach Kroniki Bydgoszczy, dzięki czemu przetrwał do
czasów obecnych i może zostać poddanyanalizie 58 . Wykaz rozpoczyna zawieszka ("sztuczka")
z 1505 r., ufundowana przez waźną osobistość, związaną z Bydgoszczą - Stanisława Kościelec-
kiego herbu Ogończyk 59 . Wywodził się on ze znaczącego rodu. należącego do najznakomit-
szych i najbardziej wpływowych na Kujawach. S. Kościelecki swym darem zapoczątkował fundacje
srebrnych insygniów dla tutejszej konfraterni. W ciągu z górą stu lat (1505-1608) odnotowano
istnienie 46 przedmiotów (razem z kurem ujętych w 40 pozycjach inwentarzowych). Z omawia-
nego skarbu przetrwał do dziś wprawdzie tylko jeden, lecz jakże waźny klejnot - srebrny kur,
będący tematem niniejszego artykułu. Spis inwentarzowy zawiera wiele niewiadomych; istniejące
luki w ciągłości dokonywanych wpisów sugerować mogą nieznane nam dzieje niektórych obiek-
tów. Rzuca się w oczy między innymi długotrwała przerwa we wpisach w początkowym stadium
funkcjonowania bractwa, w latach 1506-153g&O. Warto również zwrócić uwagę na brak jakichkol-
wiek przedmiotów z lat 1609--1631, to jest z okresu między datą ostatnich zapisków w inwentarzu
(1608 r.) a datą jego umieszczenia w kronice (1631 r.)61.
Określenie "skarb" w odniesieniu do klejnotów strzeleckich nie jest na wyrost i okazuje się
w pełni uzasadnione. Zespół kilkudziesięciu zawieszek wykonanych ze szlachetnego kruszcu,
przymocowanych do łańcucha posiadał przecież dużą wartość materialną. Skład srebrnego skarbu
ulegał znacznym zmianom. Dawne "oznaki" wprawdzie nie przetrwały, lecz znany jest ich spis
'.
-,
.,;.
;,
.'fr,
iw
[(\'\...
."
r
rt"""\
-\
.
26
>>>
z XVII w., dający wyobrażenie o wielkości i różnorodności zbioru. Warto zatem prześledzić ów
rejestr, zwracając uwagę na lakoniczne opisy inwentaryzowanych przedmiotów. Lektura inwen-
tarza przynosi nad wyraz interesujące wyniki, poszerzające wiedzę na temat stanu posiadania
i stopnia zamożności bydgoskiej organizacji strzeleckiej. Poszczególne obiekty w zdecydowanej
większości określano jako "sztuki" i "sztuczki", w pięciu przypadkach jako "tarcze", w dwóch
jako "puklerz" lub "puklerzyk" i tylko raz użyto nazwy "tabliczka". Dominujące w wykazie nazwy
"sztuka" lub "sztuczka" to staropolskie określenia biżuterii, konkretnie wisiorów, nazywanych rów-
nież zawieszeniami i powieszeniami 62 . Zróżnicowano nazwy, biorąc pod uwagę formę srebrnych
przedmiotów; tylko jeden z nich wykonano ze złotego kruszcu ("puklerzyk szczerozłocisty"
z 1569 r.). Zawieszenia nie były jednorodne; rzadko używano terminów określających ich kształt.
np. "tarcza" "rogata", "rogata (kanciasta)", "okrągła" lub "podłużna, okrągła" (owalna?). Każde
z nich zawierało elementy identyfikujące - grawerowane monogramy lub rzadziej imiona czy
nazwiska, uzupełnione gmerkiem bądź herbem, częściowo wzbogacone sentencjami w języku
polskim lub łacińskim, głównie o treści religijnej. W trzech przypadkach podkreślono fakt spra-
wowania funkcji publicznej (starosta bydgoski Stanisław Kościelecki oraz dwaj rajcy miejscy -
Baltazar Klękowic IKlękowiczJ i Marcin Orłowita, póżniejszy burmistrz Bydgoszczy). Tylko na jed-
nym obiekcie umieszczono słowo "Rex", odnoszące się do króla (kurkowego). Motyw kurka,
symbolu nierozerwalnie złączonego z bractwem, powtórzył się na trzech zawieszkach; wygrawe-
rowano go lub złączono z krucyfiksem na rewersie "oznak". Reliefowy krucyfiks także pojawiał
się kilkakrotnie, zawsze wiązano go z inskrypcją imienną lub religijną; w jednym przypadku kru-
cyfiks połączono z reliefową. klęczącą postacią. Na jednej z zawieszek wyobrażeniu herbu towa-
rzyszył jeszcze inny motyw - dwa złocone, małe lwy. Zastanawiać może brak w inwentarzu szcze-
gółowej informacji o srebrnym łańcuchu, który mógł być ujęty jako oddzielna pozycja. Zapewne
skromny, odznaczający się prostotą łańcuch nie wzbudził zainteresowania osoby spisującej
insygnia strzeleckie. W punkcie 3. (1556 r.) znajdujemy zaledwie krótką wzmiankę o małej za-
wieszce .,przykowanej do lańcucha wężykowatego, na którym te klejnoty wiszą"63.
Nie ma wątpliwości, że wymieniony w inwentarzu kur jest tożsamy z zachowanym do dzisiaj
insygnium brackim. Jego opis w ogólnym zarysie (mimo niewielkich różnic, dotyczących dodat-
kowych elementów - "strzała z łuku" i "pod skrzydło lewe pas zielony") odpowiada opisowi zna-
nego nam klejnotu. Nie uwzględniono w nim owalnego kartusza herbowego, umieszczonego
obecnie na lewym skrzydle ptaka, ponieważ został on tam przymocowany w późniejszym czasie.
W 1608 r. w tym miejscu znajdował się, jak napisano, "pas zielony" (nieokreślony element zapewne
ozdobiony zieloną emalią). Ujęta w opisie "strzała z łuku", nawiązująca do broni używanej przez
łuc:mików, była prawdopodobnie częstym motywem zdobniczym łączonym z insygniami 64 . Kosz-
towne godło bydgoskiej konfratemi szczególnie chroniono, mając na uwadze jego wielką wartość
nie tylko materialną, lecz również symboliczną (kur był symbolem władzy "ptasiego króla").
Przypomnieć warto, że w 1608 i w 1631 r. odnotowano obecność 46 przedmiotów. W 1629 r. po
zważeniu oszacowano wartość sreber na 72 talary. Po przeliczeniu przyjąć można, że skarb ważył
2 kg 65 . Kilkadziesiąt lat później, w 1672 r. (w czasie przerwy w działalności bractwa) wzmiankowano
43 sztuki (również lącznie z kurem)66. Wydaje się, iż ów skarb, najwyraźniej traktowany jako miejski,
był swoistą lokatą kapitału i niekiedy kołem ratunkowym dla władz Bydgoszczy; częstokroć wspo-
magał finanse miasta 61 . We wspomnianym 1672 r., jak podają źródła, przejął go czasowo patrycjusz
Wojciech Łochowski na poczet długu, jaki miasto miało wobec niego. Po pewnym czasie
- 30 stycznia 1673 r. rada miejska wykupiła klejnoty już nie od niego. lecz od wdowy po nim, Ewy
z domu Paulusik, za kwotę 1000 złotych 66 . Niestety, w owym czasie Bydgoszcz najwyraźniej bory-
kała się z powaźnymi problemami finansowymi, bowiem już 7 marca ówcześni włodarze miasta
- burmistrz Jakub Fraszek wspolnie z rajcami, po raz kolejny zastawili "srebro strzeleckie miejskie"
u któregoś z zamożnych bydgoszczan. Pieniądze uzyskane tą drogą przeznaczono na załatwienie
na sejmie warszawskim ważkich dla miasta spraw69. Powyższe przykłady pozwalają wysnuć przy-
puszczenie, że insygnia niejednokrotnie opuszczały konfratemię, ratując w ten sposób budżet miasta.
27
>>>
Wyjaśnić należy, że Bydgoszcz, podobnie jak
inne miasta założone na prawie magdeburskim,
musiała zapewnić sobie obronę w sytuacji zagro-
żenia, w czym pomocne okazały się cechy rzemieśl-
nicze, mające do obrony określone odcinki muru
miejskiego i bramy. Mieszczanie zobowiązani zo-
"".
P"' stali do nauki strzelania i ciągłego doskonalenia
swoich umiejętności. W tym celu tworzono brac-
twa kurkowe spełniające rolę "szkoły strzeleckiej"
i organizujące corocznie zawody, w czasie których
wyłaniano króla kurkowego. Odbywały się one na
usytuowanej na obrzeżach miasta strzelnicy nazy-
wanej celestatem 7o . Organizacje te, należące do
najpopularniejszych stowarzyszeń, wykształciły się
w krajach Europy Zachodniej, między innymi
w Niemczech i w miastach hanzeatyckich, skąd
przeniesiono je do Polski. Najwcześniej, bo już
w 1286 r., założona została taka konfraternia w Świd-
nicy. W Bydgoszczy Bractwo Łucznicze utworzono
w 1495 r., wzorując się na fraterni poznańskiej. Naj-
starszy zachowany dokument z 1523 r. dotyczył
przywilejów króla strzelców (zwolnienia od danin
i podatków). Upadek miasta w 1. połowie XVII w. przy-
czynił się do zawieszenia działalności bractwa. W po-
łowie stulecia podjęto starania o reaktywowanie kon-
fraterni, co nastąpiło dopiero w 1682 r. Jan III Sobie-
ski w 1680 r. wydał przywilej pozwalający na wznowienie jej działalności. Dwanaście lat później
władca wystawił następny przywilej i zatwierdził wilkierz bractwa, wzorowany na ordynacji cheł-
mińskief'. Tutejsza fratemia działała do wybuchu II wojny światowej, w 1946 r. nastąpiła jej likwidacja
W czasie odbywających się co roku w okolicach Zielonych Świąt zawodów strzeleckich wyła-
niano ich zwycięzcę, który otrzymywał godność króla kurkowego. Na okres jednego roku, do
następnego konkursu, najlepszy strzelec stawał się osobą uprzywilejowaną. Uhonorowano go
licznymi przywilejami zwalniającymi z większości opiat na rzecz miasta. Zwycięzca zawodów
dysponował nagrodą przechodnią - srebrnym łańcuchem z kurem, który nosił w czasie uroczy-
stości. Łańcuch królewski musiał wzbogacić srebrną zawieszką ze swoim nazwiskiem i zazna-
czonymi miejscami trafień. Dla upamiętnienia zwycięstwa mógł zatrzymać tarczę strzelniczą, lecz
miał obowiązek przekazania fraterni nowej. Innym powaźnym obciążeniem było przygotowanie
biesiady dla braci kurkowych. Uznany trzykrotnie za króla strzelców członek stowarzyszenia
(w ciągu trzech kolejnych lat) miał prawo otrzymania na własność srebrnego insygnium 72 . W Byd-
goszczy, podobnie jak w wielu innych miastach, nigdy do takiej sytuacji nie doszło.
Inwentarz Bractwa Łuczników w Bydgoszczy z 1631 r. nie był jedynym dokumentem, w któ-
rym wzmiankowano najcenniejsze insygnium królewskie. W 1692 r. Jan III Sobieski podpisał
wilkierz konfraterni, w którym pojawiła się wzmianka o "Kleynocie Brackim" (pkt 7): "A kto przy-
stoynym sposobem y porządkiem w tarczą lepiey ubiec. y uderzy, ten wolność wszelaką wedfug
Wielkierzu Bractwa tego (..o) y Kleynotu Brackiego, doroczne używanie otrzyma i pozyska: na
świątki jednak tenże Kleynot powinien Bractwu stawić pod winą summy temu Kleynotowi corre-
spondzirącey"73. W cytowanym dokumencie jest mowa ogólnie o insygnium jako nagrodzie prze-
chodniej, a nie o zachowanym do dzisiaj zabytku. W punkcie 9. zawarte zostały dalsze posta-
nowienia dotyczące kura: "A jeżeliby komu tak szczęście posluźyfo, żeby trzykroć rok po roku
przez ubicie do Tarczy dorocznym (...) Królem zostal, takowy nie tylko wolność dożywotnią, ale
_: .
'l...t
-{
p
.."71 .l; rI'r'''' :._ ...... .. 1 J
..
p
-... I
1....
,,_'_ł"
"j;, .,,
,:,J";;:/
II."-':7..ł"u """'.A [nf;:,-, Ch'. z ..:
'i
...
.. .,. ...l!.......,.
...ł...."r: L};ł.
' If'.'ł: .
T 'Ol,"
,...I.. 4'10., _4.._ ..I'''
.. .Jl'
!A' v-wsl-..,. .h. #,,_.J. b.A.!#:. J
.. (........'
......CT dr J.
_ .;? .}."....
.; ol.... ,....".
.ł #
.
t"'lIl'-ł:"'Jld."!. . ..tr....:
'i.
' '''..hl
..ił_..., ;
.:;
t. f".."'... J.""
0.- t'rlą'" ..::''''__t
błln .J,I"..£.I.,......J a49".
S\'B S'PfCT-\BiI i l-\c,c
BO FĄosz£ł\,l)l\OLO.
S
1£ l3iDcOS TiFNSi .«""
.:,ł-:.olo- I .. I J - "..J.-
? 'r
..p"17 J
q. -;.. i.
. ;'1
: .'.L.. c.._Jl. .!i.../.
..: .Al".. :;"1I1,
£.
,.J,;..ł.._
. l...., i"_'Pi ..... _1.._ ,J_..
_4.,._.:.ł. _
#jl .t:..
I' Inrw..L5 01:
...... "i.
__ !..l""'
'_--ł ...
.r I"'.,..
.)YB SPICI:.\I3iIj ]OA
'ł
C 0scis SRi PI\0CO
S\ li
B.jD
S.Ti:r
sj I
,.....
. ").... -=,r I
I. . t' .."'1-. -ł 6 01'
.1...00
...A.,.ł .
,*
!\t"-4_ł......, .,. "#,,
ł:,'.yu.,{ ru.l.
.,. d.....
II. 9. Księga Królów Kurkowych w Bydgoszczy -
strona z wpisami z lat 80. XVII w. Zbiory Muzeum
Okręgowego w Bydgoszczy Fot.
Woźniak
28
>>>
II. 11. Członkowie Bractwa Strzeleckiego w Bydgoszczy z królem kurko-
wym Bonifacym Cyrusem, 1923 r. Fot. ze zbiorów Muzeum Okręgowego
w Bydgoszczy Repr. W Woźniak
i Kleynot Braterski wygrawa, który mu Bractwo
wedfug ceny. albo ugody zaplacić y pierwsze
mieysce dać powinno w Bractwie"74. Następne
punkty (10-12) odnosiły się do powinności "pta-
siego króla" i dotyczyły obowiązku przekazania
fraterni nowej tarczy, poczęstowania wszystkich
braci obiadem oraz ufundowania pamiątkowej
srebrnej zawieszki. W innym miejscu znaleźć
można postanowienia korzystne dla najlepszego
strzelca: "...nakazujemy. aby ten czlonek Bractwa,
któren najcelniej do tarczy. nazwany zostaf Kró-
lem Strzeleckim, a także by zostaf zwolniony przez
cały rok następny z wszelkich danin, świadczeń
podatków, nafogów kontrybucji, postoju kwaterun-
kowego, które podlega stale obywatel królewskie-
go miasta naszego Bydgoszczy przez cały rok lub
też dopóki w celności strzafu do tarczy. drugi czlo-
nek Bractwa tego poprzedniego Króla Strzelcow
nie prześcignie"75. Już wcześniej (5 VI 1682 r.) sta-
rosta bydgoski Jan Karol Wolff dodał królowi kur-
kowemu zwolnienie od "miar słodowych": "przy-
tym z osobliwego faworu y laski temuż kroiowi pro
tempore w Bractwie Strzeleckim będącemu, wol-
ności od miar sfodowych y innego Prowentu mnie
należytego daje y condonuję it.d. "76.
Kury należą do jednych z naj ciekawszych
obiektów związanych z dawnym życiem mie-
szczan, kulturą, obyczajowością, a nawet obron-
nością. Przypominają o starych zwyczajach i wzbudzają zainteresowanie u współczesnych miesz-
kańców miast. Stanowią bezcenną pamiątkę po istniejących przez wiele stuleci bractwach kur-
kowych. Konfraternie owe przetrwały do 1939 r.; w XIX i XX w. pełniły funkcję sportową. W Polsce
po II wojnie światowej jedy-
nie krakowskie Towarzystwo
Strzeleckie, założone w XIII w.,
wznowiło działalność i nie-
przerwanie kontynuuje stare
tradycje. Stanowi doskonały
przykład "żywej tradycji" wple-
cionej w realia współczesne-
go miasta. Tamtejsi najlepsi
strzelcy w czasie uroczystości
noszą XX-wieczną kopię za-
bytkowego kura - symbol
władzy "ptasiego króla" w nie-
gdyś królewskim mieście.
W ostatnich latach, w ramach
powrotu do tradycji, także
w wielu innych ośrodkach za-
łożone zostały towarzystwa
strzeleckie.
...-
!
.. .....
1 .
.t", --
-.. "::
..
. '
ol -..:II
-
k
---
....
II. 10. Michal Pilaczyński - król kurkowy Bractwa
Strzeleckiego w Bydgoszczy. 1927 r. Fot. ze zbio-
rów Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy
Repr. W Woźniak
\
ł
'! #
.
f
"
.
..
.
,I .
· o
. .
,
1
\
.
\,a
29
>>>
Bydgoski kur - obiekt nieznany wielu badaczom jest wart szerszego rozpropagowania. Tekst
niniejszy jest pierwszą próbą podjętą w celu określenia czasu powstania i ustalenia środowiska,
z którego mógł wywodzić się twórca tego insygnium strzeleckiego. Jego pochodzenie było do
tej pory nieustalone. Autorstwo klejnotu należałoby przypisać złotnikowi prowadzącemu warsz-
tat w Bydgoszczy, małym i niezbadanym dotąd ośrodku. Trzeba zweryfikować dotychczasowe
ustalenia dotyczące czasu wykonania srebrnego klejnotu. Za jego wcześniejszym powstaniem
przemawia archiwalna wzmianka z 1608 r. Sugeruje to, że kur mógł powstać w XVI w., najpóźniej
przed 1608 r. Wykonany został według kanonu rozpowszechnionego w XVI stuleciu, analogicz-
nie jak dwa inne zachowane godła bractw: warszawskiego i krakowskiego, będące wspaniałymi
przykładami złotnictwa polskiego. Odmiennym sposobem opracowania sylwetki ptaka oraz po-
ziomem artystycznym odbiega trochę od obu zabytków. Nie przeszkadza to mu stanąć w jednym
szeregu obok tych docenianych od dawna obiektów. Dorównuje im częściowo rangą i jakością
wykonania, co wskazuje na znaczne umiejętności autora tego figuralnego dzieła złotniczego.
Bydgoskie insygnium poszerza skromny zespół zachowanych najcenniejszych polskich godeł
bractw strzeleckich. Nowe ustalenia mogą przyczynić się do innego spojrzenia na ten obiekt
i docenić jego niepodważalną wartość zarówno historyczną, jak i artystyczną.
Przypisy:
1. Hodowanego już w X w. przydomowego ptaka nazywano w Polsce kurem, a w XVII w. przemianowano na
koguta. W dawnych wiekach strzelano początkowo do drewnianego ptaka (kurka), co znalazło odzwier-
ciedlenie w nazwie stowarzyszenia - bractwo kurkowe. W XVII w. ptaka zastąpiono tarczą z jego wizerun-
kiem; miało to związek z powszechnie stosowaną bronią palną. Odmienne zwyczaje panowały na Śląsku,
gdzie oddawano strzały również do manekinów ludzi. We Wrocławiu w 1518 r. bracia kurkowi strzelali
równocześnie do 3 ptaków w kolorach: czerwonym, czamym i zielonym. Strzelcy posługiwali się różnego
rodzaju bronią - w wiekach średnich kuszami i łukami (stąd często spotykana nazwa - bractwo łucznicze),
póżniej zaś między innymi rusznicami, hakownicami i armatami. Z. Gloger, Encyklopedia staropolska ilu-
strowana, t. III, Warszawa 1902, s. 123; A. Bruckner, Encyklopedia staropolska, t. I, Warszawa 1939,
kol. 745; B. Janiszewska-Mincer, Z dziejów Bractwa Kurkowego (Strzeleckiego) w Bydgoszczy. Część I
(Okres staropolski), Zeszyty Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu. Historia UHV, 1963, s. 49-50;
Eadem, Bractwo Kurkowe w Bydgoszczy. Część I (Okres staropolski), Kronika Bydgoska, t. X (1986--1988),
1990, s. 54-55; Eadem, Z życia codziennego rzemieślników bydgoskich w XVI i XVII w., Kronika Bydgoska,
t XII (1990), 1991, s. 145; Eadem, Królowie bydgoscy, KaJendarz Bydgoski, 1975. s. 176: Z. Guldon, R. Kaba-
ciński, Szkice z dziejów dawnej Bydgoszczy XVI-XVI/1 w., Bydgoszcz 1975, s. 89; B. Rogalski, Przyczynek
do dziejów Bractwa Łuczników w Bydgoszczy w XVI wieku, Kronika Bydgoska, t. XVII (1995), 1996, s. 118.
2. Zgodnie z tradycją do lańcucha królewskiego dodawano zazwyczaj jedno lub dwa, a w większych mia-
stach nawet i trzy ogniwa (w skali roku). Konfratemie niejednokrotnie zmuszone były do sprzedaży czę-
ści insygniów w sytuacji, gdy borykały się z problemami finansowymi. Uzyskane kwoty przeznaczano na
różne cele - bieżące, najpilniejsze potrzeby bractwa lub kraju (w sytuacji zagrożenia i wojny). W XIX w.
zapewne nie należał do rzadkości fakt sprzedaży starych insygniów, wynikający z konieczności lub
zanikającego zainteresowania własną tradycją i przeszłością. Wiele z nich uległo zniszczeniu lub zagi-
nęło, zwłaszcza w latach I i II wojny światowej. TA Jakubiak, Kurkowe Bractwa Strzeleckie w Wielkopol-
sce, Poznań 1986, s. 26; Idem, Klejnoty Bractw Kurkowych w zbiorach Muzeum Historii miasta Poznania,
Studia Muzealne, t. XV, Poznań 1992, s. 128, 130; Idem, Kurkowe Bractwa Strzeleckie. Katalog wystawy,
Poznań 1978, s. 20; Z. Guldon, R. Kabaciński, op. cit., s. 89-90. Najlepszych strzelców nagradzano
również w inny sposÓb. Jak pisał Z. Gloger: "Bractwa strzeleckie tym, którzy ustrzelili wystawionemu na
ten cel kurkowi skrzydła, ogon lub leb, dawały w nagrodę pólmiski cynowe z wyobrażeniem tych sa-
mych członków", Z. Gloger, op. cit., s. 256--257. Wspomnial o tym J. Klein, dodając, iż naczynia cynowe
zastąpiono później srebrnymi łańcuchami, stanowiącymi nagrody dla pozostałych dobrych strzelców.
J. Klein, Bractwo Strzeleckie (Confraternitas Jaculatorum) w Bydgoszczy, Bydgoszcz 1924, s. 8.
3. TA Jakubiak 1986, op. cit, s. 26.
4. Kilka srebrnych kurków, nieduźych i "płaskich w formie", przechowują muzea w Europie Zachodniej,
między innymi Victoria and Albert Museum w Londynie. Najstarsze z nich pochodzą z XIV stulecia.
Z. Żygulski jun., Dzieje polskiego rzemiosla artystycznego, Warszawa 1987, s. 17.
30
>>>
5. H. Heinz, Geschichte der Bromberger Schiitzengilde, Bromberg 1853; H. Mundner, Die Bromberger
Schiitzengilde und ihre Entstehung, Bromberg 1889.
6. J. Klein, op. cit., s. 8. Badacz użył blędnego określenia, srebmego kura nie można zakwalifikować do
wyrobów jubilerskich, lecz złotniczych. Błąd ten był później powtarzany przez bydgoskich historyków.
7. B. Janiszewska-Mincer 1963, op. cit., s. 51, 54, il. na s. 55; B. Janiszewska-Mincer 1990, op. cit., s.
59.
63, il. na s. 62; B. Janiszewska-Mincer 1975, op. cit., s. 176; B. Janiszewska-Mincer 1991, op. cit., s. 145.
8. J. Żurawski, Miecz ceremonialny bydgoskiej Ławy Sądowej z 1672 r. i klejnot Bractwa Kurkowego
w Bydgoszczy z 1698 r., Kronika Bydgoska, t. V (1971-1973), 1980, s. 202. W artykule, będącym prezen-
tacją dwÓCh znakomitych zabytków bydgoskich, autor ograniczył się do opisu kura. Żurawski powtórzył
tę datę (1698 r.) za: Dzieje Bydgoszczy. Calendarium, Bydgoszcz 1968, iI. 43 na s. 49 (podpis pod
ilustracją).
9. B. Rogalski, op. cit., s. 124.
10. Zapewne po styczniu 1946 r., po likwidacji bydgoskiego Bractwa Strzeleckiego. Data owa nie znajduje
potwierdzenia w źródlach pisanych, nie można jej powiązać z jakimkolwiek zachowanym dokumentem
konfraterni wystawionym w tym roku. Kur posiada nr inw. MOB/H-253.
11. G. Uchończak, Prawda i legenda o srebrnym kurze krakowskiego Towarzystwa Strzeleckiego, Krzyszto-
fory. Zeszyty Naukowe Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, z. 14, 1987, s. 117, iI. 8 na s. 118.
W przypisie 46, s. 125 autorka podała, że "rysunek" bydgoskiego kura pojawił się na okładce i stronie
tytułowej Księgi Jubileuszowej Bractwa Kurkowego w Poznaniu założonego w 1253 r., wydanej w 1929 r.,
z okazji 675-lecia istnienia konfraterni. Istotnie, ów ptak bardzo przypomina nasz obiekt; sylwetka byd-
goskiego kura (bez gałązki z herbem, na której stoi) zapewne posłużyła za wzór twórcy opracowania
graficznego tego jubileuszowego wydawnictwa. Tutejsze bractwo utrzymywalo przecież bliskie kontakty
z konfraternią poznańską. Podobnie jak w wersji bydgoskiej, skrzydlo orla zasłania owalny kartusz her-
bowy (tym razem z herbem Poznania). Omawiany motyw zdobniczy nie przedstawia insygnium poznań-
skiego bractwa, gdyż w takim ksztalcie ono nie istnialo; tamtejszy klejnot królewski przybrai formę złote-
go lańcucha, wykonanego w XVII w., który zaginął w czasie II wojny światowej. TA Jakubiak 1992,
op. cit., s. 128, 130; lA Jakubiak 1986, op. cit., s. 32.
12. B. Rogalski, op. cit., s. 125-126, przypis 34.
13. J. Żurawski, op. cit., s. 203-204; B. Janiszewska-Mincer 1963, op. cit., s. 54; B. Janiszewska-Mincer
1990, op. cit., s. 59. W herbie Hertyk ujęty w innej pozie rycerz trzyma miecz i tarczę, zaś koronę wzbo-
gaca pięć strusich piór. Zbliżony jest on do herbu Grzymała odmiana /I i I (Odwaga), różniącego się od
niego 3 wieżami powyżej korony, zwieńczonymi 5 piorami. J. Ostrowski, Księga herbowa rodów pol-
skich, Warszawa 1899, z. VI, s. 182, nr 1022, s. 99--100, 107; 1898, z. V, s. 167, 168. nr 935-936.
14. W inwentarzu insygniów bractwa pod nr. 33 wyszczególniono zawieszkę z 1594 r., której opis zbliżony
jest do kartusza herbowego umieszczonego na skrzydle kura. "Sztuka wypukła pozłocista. Brama otwarta,
w niej Dayczman (Niemiec) stoi, a nad Bramą trzy wieże pod hełmem z trzema piórami, a na drugiej
stronie napis wkoło: «Bóg moją mocą i ochroną moją». Pomimo podobieństwa, nie jest to jednak, jak
sugerował B. Rogalski, ten sam przedmiot. Zachowany kartusz nie posiada inskrypcji umieszczonej
z tyłu. B. Rogalski, op. cit., s. 123.
15. Fundatorem kartusza herbowego była zapewne osoba pełniąca ważną funkcję publiczną i bezpośred-
nio związana z Bydgoszczą. Herbem Grzymała pieczętowalo się wiele rodów z Wielkopolski, między
innymi Grudzińscy, Potuliccy i Smoguleccy. Warto wymienić Macieja Smoguleckiego, prawnika, publi-
cystę i polityka, w latach 1600-1617 starostę bydgoskiego (zm. 1617 r.). F. Mincer, Dzieje polityczne
Bydgoszczy w latach 1466-1772, [w:] Historia Bydgoszczy, t. I (do 1920 r.), pod red. M. Biskupa, War-
szawa - Poznań 1991, s. 229-230, 256-257; K. Niesiecki, Herbarz Polski, t. VIII, Upsk 1841, s. 421-422.
16. B. Janiszewska-Mincer 1990, op. cit., s. 58; B. Janiszewska-Mincer 1963, op. cit., s. 54; J. Żurawski,
op. cit., s. 202.
17. A. BnJckner, op. cit., kol. 748; G. Uchończak-Nurek, "Tam na Celest acie... "o Przewodnik po wystawie
stalej "Z dziejów Krakowskiego Bractwa Kurkowego", Kraków 1997, s. 28; J. Samek, Srebmy kur Bractwa
Strzeleckiego w Krakowie z roku 1565. Zarys problematyki historycznej i artystycznej, Krzysztofory.
Zeszyty Naukowe Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, z. 13, 1986, s. 43.
18. Najstarszy zachowany dokument bractwa z 1523 r. informuje o uprawnieniach króla łuczniczego. .Ktokol-
wiek z braci strzeleckiej ptaka drewnianego - jak to jest w zwyczaju - zestrzeli lub strzelając strąci z żerdzi,
tego jako króla, tak z dawnego zwyczaju nazwanego, zwalniamy od wszystkich danin, ciężarów, powinności
naszych miejskich wobec naszej Rzeczypospolitej [miejskiej] - jakie są obecnie i jakie będą w przyszłości
31
>>>
- teraz i na wieczne czasy. Z tym jednak wyjątkiem. aby czynsz z domów i kramów szewskich i rzeźnickich
był zawsze w całości płacony." B. Rogalski, op. cit.. s. 120; B. Janiszewska-Mincer 1990, s. 57.
19. W XVI i na pocz. XVII w. Bydgoszcz należała do zamożnych, średniej wielkości miast Rzeczpospolitej,
uchodziła za jedno z największych miast kujawskich. R. Kabaciński, Miasto i mennica. Kartki z dziejów
staropolskiej Bydgoszczy. [w:] 400-lecie mennicy bydgoskiej 1594-1994. Materialy sesji numizmatycz-
nej 23 wrzesnia 1994, Bydgoszcz 1994. s. 73-74, 79; Z. Guldon, Samorząd i gospodarka finansowa
miasta w latach 1466--1772, [w:] Historia Bydgoszczy. t. I. op. cit., s. 207; F. Mincer, Dzieje Bydgoszczy
do roku 1806, Zielona Góra 1992, s. 120, 140; R. Kabaciński, W. Katowski, J. Wojciak, Bydgoszcz. Zarys
dziejów. Bydgoszcz 1980, s. 44-45. 48.
20. G. Lichończak, op. cit., s. 116. podała potwierdzoną archiwalnie informację o fundacji kura przez magi-
strat we Lwowie (1495 r.), podobnie postąpiono w Krakowie w połowie XVI w. Analogiczna sytuacja miała
więc miejsce w Bydgoszczy w XVI w. G. Lichończak-Nurek, op. cit., s. 28; w. Łoziński, Zlotnictwo lwow-
skie, Lwów 1912, s. 60.
21. B. Janiszewska-Mincer 1990, op. cit., s. 62; Z. Guldon, R. Kabaciński, op. cit., s. 94.
22. L Lepszy, PrzemysI złotniczy w Polsce, Kraków 1933, s. 68; T. Chrzanowski, M. Kornecki, Zlotnictwo
toruńskie. Studium o wyrobach cechu toruńskiego od wieku XIV do 1832 roku, Warszawa 1988, s. 107.
23. A. Fischinger, D. Nowacki, Zlotnictwo dawnych Prus Królewskich i Książęcych w zbiorach Zamku Kró-
lewskiego na Wawelu, Kraków 2000, s. 8-10; T. Chrzanowski. M. Kornecki, op. cit., s. 107; J. Samek.
Polskie rzemioslo artystyczne. Czasy nowożytne, Warszawa 1984, s. 79, 85-86; Idem, Polskie złotnictwo,
Wrocław - Warszawa 1988, s. 108, 121; M. Woźniak. Sztuka złotników toruńskich okresu manieryzmu
i baroku. Warszawa - Poznań 1987, s. 9, 132; J. Myślińska. Zlotnictwo w zbiorach Muzeum w Toruniu.
Katalog, Toruń 1967, s. 11; S. Herbst, Toruńskie cechy rzemieślnicze, Toruń 1933, s. 219.
24. Miejskie cechy złotnicze najwcześniej zaczęto wybijać na pracach toruńskich mistrzów. Najstarszy zna-
. ny przyklad pochodzi z 1585 r. A. Fischinger, D. Nowacki, op. cit., s. 9.
25. Znak miejski mógł stanowić herb Bydgoszczy (trzy wieże z częściowo otwartą bramą), zbliżony do herbu
Torunia.
26. J. Kohte, Verzeichnis der Kunstdenkmaler der Provinz Posen. Bd. I. Uebersicht der Kunstgeschichte der
Provinz Posen, Berlin 1898, s. 136; Sd. IV. Die Kunstdenkmaler des Regierungsbezirks Bromberg, Berlin
1897. s. 17-18; T. Chrzanowski, M. Kornecki, op. cit., s. 44,111; M. Woźniak, op. cit., s. 22.
27. M. Czaplicka-Niedbalska, Nazwiska mieszkańców Bydgoszczy od II. pol. XV w. do I. pol. XVI/1 w., Byd-
goszcz 1996, s. 175.
28. Z. Guldon, Życie gospodarcze Bydgoszczy w latach 1466-1772. [w:] Historia Bydgoszczy, t. I. op. cit.,
s. 177; Z. Guldon, R. Kabaciński, op. cit., s. 17-18; M. Czaplicka-Niedbalska, op. cit., s. 47, 399, 436.
29. Dodać warto, że było ich dwóch na ogólną liczbę bez mala stu (97) rzemieślników 37 różnych specjalno-
ści. W wykazie pominięto grupę piekarek płacących podatki. Z. Guldon, Życie..., op. cit., s. 196.
30. M. Czaplicka-Niedbalska. op. cit.. s. 336.
31. Ibidem, s. 234; Z. Guldon, R. Kabaciński, op. cit., s. 49; L Lepszy, op. cit., s. 68; M. Gumowski, Mennica
bydgoska, Toruń 1955, s. 62. K. Ludwig był jednym z rytowników stempli menniczych. Z czynną od 1594 r.
mennicą bydgoską związani byli mincerze, wywodzący się najczęściej spośród złotników i grawerów,
przybyłych z odległych stron i tworzących specyficzną. wyodrębnioną grupę zawodową.
32. M. Czaplicka-Niedbalska, op. cit., s. 65, 96, 436.
33. Ibidem, s. 252, 436_
34. Z. MaJewski, Księga testamentów obywateli bydgoskich, "Przegląd Bydgoski", R. III. 1935, z. 1-2, s. 75-76;
M. Czaplicka-Niedbalska, op. cit., s. 68.
35. M. Czaplicka-Niedbalska, op. cit., s. 131,436---437.
36. Z. Guldon, Rozwój urbanistyczny i przemiany ludnościowe w latach 1466-1772, [w:] H,storia Bydgosz-
czy. t. I. op. cit., s. 172. Aneks I (Obrót nieruchomościami w Bydgoszczy w latach 1619--1620).
37. Ibidem, s. 171; Z. Guldon, Samorząd.... op. cit.. s. 215.
38. Rodzina Guttmanów mogła przybyć do Bydgoszczy na pocz. XVII w. Kasper był prawdopodobnie szwa-
grem Henninga, zapewne również mieszczanina bydgoskiego, właściciela spichrzy i innych nierucho-
mości w mieście. R. Kabaciński. op. cit., s. 79; M. Gumowski. op. cit., s. 195-196; M. Czaplicka-Niedbal-
ska, op. cit., s. 97, 148.
39. Kronika Bernardynów Bydgoskich, opr. K. Kantak, "Roczniki Towarzystwa Nauk Poznańskiego", t. XXXIII,
Poznań 1907, s. 104-105.
40. M. Czaplicka-Niedbalska. op. cit., s. 262, 403.
32
>>>
41. Ibidem, s. 269.
42. [E.] Becker, Documenta Ecclesias civitatis Bidgostiensis (Bromberg) concernentia, Berlin 1918, s. 154;
Z. Malewski, Nieznane dzielo sztuki złotniczej, "Przegląd Bydgoski", R. II, 1934, z. 1-2, s. 83; M. Czaplic-
ka-Niedbalska, op. cit., s. 422, 436.
43. M. Czaplicka-Niedbalska, op. cit., s. 47.
44. Ibidem, s. 336, 381.
45. Ibidem, s. 156.
46. Autorem kurka był "Mathias aurifaber", wzmiankowany od 1483 r.; z 1495 r. pochodzi informacja o nim
jako wykonawcy kurka dla bractwa strzeleckiego. W. Łoziński, op. cit., s. 60.
47. M. Walicki, Domniemane dzielo Miko/aja Er/era, Biuletyn Historii Sztuki, R. XVI, 1954, nr 1, s. 150-151;
J. Samek 1986, op. cit., s. 43-46; G. Lichończak, op. cit., s. 116-118.
48. G. Lichończak, op. cit., s. 117.
49. Opracowane plastycznie sylwetki ptaków (kogutów) pojawiały się także w innych wyrobach srebrnych -
okazałych XVII-wiecznych naczyniach, ustawianych na kredensach i stołach, będących ozdobą ówcze-
snych wnętrz mieszkalnych. J. Samek wspomniał o naczyniach w formie pełnoplastycznie opracowa-
nych kogutów, będących wybitnymi przykładami manierystycznego i barokowego złotnictwa. głównie
niemieckiego. J. Samek 1986, op. cit., s. 4 7 .
50. Z. Gloger, op. cit., s. 123. Kur przechowywany był później w warszawskim ratuszu.
51. l. Gołębiowski, Opisaniehistoryczno-statystycznemiasta Warszawy, Warszawa 1827, s. 161; Z. Gloger,
op. cit., s. 123; B. Gembarzewski, Muzeum Narodowe w Warszawie, Kraków 1926, s. 16, nr 97, il.;
T. Sas-Jaworski, Bractwo strzelców kurkowych w Warszawie, Warszawa 1932, s. 15-16; A. Bruckner,
op. cit., t. II, kol. 747; M. Walicki, Dwa przyczynki do dziejów sztuki w Polsce XVI w., Przegląd Historyczny,
t. XXXVII, 1948, s. 243-245, il. na s. 243; M. Walicki 1954, op. cit., s. 152; Dary i nabytki 194
1970.
Katalog wystawy w Muzeum Historycznym m. st. Warszawy, Warszawa 1970, nr 225, il.; J. Samek, Dzieje
złotnictwa w Polsce, Warszawa 1993, s. 26. il. 86; J. Samek 1984. op. cit., s. 23, il.; J. Samek 1988,
op. cit., s. 103, il. 101; Z. Żygulski jun., op. cit., s. 17, il.; R. Bobrow, Kur warszawskiego bractwa strzelec-
kiego, [w:] 111 arcydziel Muzeum Narodowego w Warszawie, Warszawa 2000, s. 82, il. na s. 83; Idem,
Galeria polskiej sztuki zdobniczej. Przewodnik, Warszawa 1993, s. 3, il. na s. 4. Kur stanowi własnosć
Muzeum Narodowego w Warszawie.
52. Z. Gloger, op. cit., s. 123; A. Bruckner, op. cit., kol. 748; J. Samek 1984, op. cit., s. 16, il.; J. Samek 1986,
op. cit., s. 42--48; J. Samek 1988, op. cit., s. 97, il. na s. 95; J. Samek 1993, op. cit., s. 24; G. Lichończak-
-Nurek, op. cit., s. 28, il. na s. 29; G. Lichończak, op. cit., s. 113-126; A. Bochnak, K. Buczkowski,
Rzemiosfo artystyczne w Polsce, Warszawa 1971, s. 27, il. 108; Z. Żygulski jun., op. cit., s. 17; H. i S. Koza-
kiewiczowie, Renesans w Polsce, Warszawa 1976, s. 173-174; T. Dobrowolski, Sztuka Krakowa. Kraków
1978, s. 358, il. 250. Kur przechowywany jest w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa.
53. J. Samek 1986, op. cit., s. 46.
54. Jak się sugeruje, może ona stanowić nawiązane do "gry w lewka", popularnej niegdyś w czasie "strze-
lań zielonoświątecznych". W opracowaniu obu koron wzorowano się na insygniach polskich władców-
Wladysława Jagiełły i Kazimierza Jagiellończyka. T.A. Jakubiak 1986, op. cit., s. 26-27; TA Jakubiak
1978, op. cit., s. 21; TA Jakubiak 1992, op. cit., s. 130.
55. K. Koehler, Dawne cechy i bractwa strzeleckie, Poznań 1899, s. 218-221, il.; Z. Gloger, op. cit., s. 744, il.;
A. Bruckner, op. cit., kol. 747, il.; T.A. Jakubiak 1986, op. cit., s. 26-27, il. 5 na s. 27; T.A. Jakubiak 1978,
op. cit., s. 21, il., s. 53, nr 122; T.A. Jakubiak 1992, op. cit., s. 127-128, 130, il. 2 na s. 131. Kurek stanowi
depozyt w Muzeum Narodowym w Poznaniu.
56. Sammlung Gieldzinski Danzig. R. Lepke's Kunst-Auctions-Haus, Katalog 1662, Berlin 1912, s. 131,
nr 1383-1384, il. 38.
57. Ibidem; T. Chrzanowski, M. Korneckl, op. cit., s. 106--107, il. 308. Na dodanych później zawieszkach
jednego z lańcuchów (nr 1383) widniały daty 1663 i 1705 r., zaś drugi wzbogacala toruńska moneta
Władysława IV. Łańcuch (nr 1384) był bardziej masywny, z zawieszeniem w formie korony lączącej się
z kurkiem na galązce, do której przymocowano dodatkowe zawieszki (łuk, rogi myśliwskie). Do łańcucha,
w jego dolnej partii, przylegał cienki łańcuszek z koroną oraz wspomnianą monetą. Drugi z łańcuchów
(nr 1383) był mniejszy i delikatniejszy, z obu stron towarzyszyły mu 2 inne łańcuszki uzupełnione rozet-
kami. Powieszono na nim kilka, w większości owalnych, dużych zawieszek, między innymi z wyobraże-
niami strzelców oraz miniaturową broń (kusza, łuk i kolczany). Całość u dołu zamykało zawieszenie
w postaci małego kurka, ujętego z boku, stojącego na gałązce i schematycznie opracowanego, do
33
>>>
której podwieszono następne miniaturki bronI. Kurki odznaczały Się niewysokim poziomem wykonania,
co wskazywalo na wykonawców niezbyt biegłych w swej sztuce.
58. B. Rogalski, op. cit., s. 121-124.
59. Przedstawiciele tego rodu piastowali urząd starosty bydgoskiego od pol. XV w. do 1600 r. i przyczynili się
do rozkwitu grodu nad Brdą. S. Kościelecki (ok. 1460-1534) początkowo razem z braćmi pełnił urząd
starosty, zaś w latach 1515-1534 sam zasiadal na tym urzędzie. W 1505 r. (roku fundacji klejnotu) nie
pełnil tej funkcji. Bydgoski Slownik Biograficzny, t. VI, pod red. J. Kutty, Bydgoszcz 2000, s. 56-57;
F. Mincer, Dzieje..., op. cit., s. 219--222.
60. Bractwo w pierwszym okresie istnienia zapewne nie posiadalo innych insygniów, poza wspomnianym
darem Kościeleckiego. Ewentualna utrata niektórych obiektów w okresie późniejszym mogła mieć zwią-
zek ze zniszczeniem, a nawet ich sprzedażą. W inwentarzu wspomniano np. o brakującej "oznace Łucznika
bydgoskiego" z 1579 r., zniszczonej (spalonej) przez żołnierzy. B. Rogalski, op. cit., s. 123. Jak podal
J. Klein, pochodzące z czasów pruskich "złote medale i łańcuchy" zostały w czasie I wojny światowej
przekazane na cele wojenne. J. Klein, op. cit., s. 8.
61. Sugerować to może, że piszący kronikę korzystal z inwentarza fraterni prowadzonego do 1608 r.,
z adnotacją z 1629 r., kiedy to oszacowano wartość sreber "według wagi". Biorąc pod uwagę wielką
wartość materialną, wynikającą w głównej mierze z zastosowania szlachetnego kruszcu, nader uzasad-
niona by1a konieczność ich trwałego zewidencjonowania w okresie wcześniejszym.
62. Zawieszenia noszono na łańcuchach w XVII i XVIII w. K. Kluczwajd, Skarb ze Skrwilna. Skarb z Nieszawy.
Klejnoty szlachty polskiej ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Toruniu, Toruń 2002, s. 48.
63. B. Rogalski, op. cit., s. 122. Łańcuch jako ważny składnik skarbu nie m6gł zostać pominięty. Podkreślić
warto, że chodzi tutaj o lańcuch królewski, zaś niektóre konfraternie strzeleckie mogły nawet poszczycić
się łańcuchami wykonanymi ze złota.
64. We wspomnianym juź inwentarzu pracowni lwowskiego złotnika można znależć podobną wzmiankę
("ptak z łańcuchem i pólstrzalą srebrny"). M. WaJicki 1954, op. cit., s. 151; G. Lichończak, op. cit., s. 116.
Motyw strzały m6g1 odnosić się również do herbu lub gmerku mieszczańskiego.
65. B. Rogalski, op. cit., s. 120. Nie można wykluczyć, że adnotacja w inwentarzu z 1629 r., podająca war-
toŚĆ sreber mogla mieć związek z zaprzestaniem działalności konfraterni.
66. Z. Guldon, R. Kabaciński, op. cit., s. 94.
67. Bydgoskie bractwo kurkowe było organizacją miejską, więc władze miasta dysponowały srebrnym skar-
bem konfraterni w czasie przerwy w jej działalności.
68. Chodzi tutaj o Wojciecha, syna Wojciecha Łochowskiego, który był rajcą i burmistrzem, pochodzącym
z zamożnej rodziny kupców zbożowych, posiadających spichlerz i kamienice. Syn Łochowskiego spra-
wował ważne funkcje; w 1665 r. wybrany został burmistrzem, zaś w 1672 r. był członkiem rady miejskiej.
To właśnie w czasie pełnienia funkcji rajcy wszedł on czasowo w posiadanie skarbu konfraterni. Z. Gul-
don, R. Kabaciński, op. cit., s. 94-95; B. Janiszewska-Mincer 1990, op. cit., s. 62.
69. Z. Guldon, A. Kabaciński, op. cit., s. 95.
70. Najstarsze przedstawienie strzelnicy znane jest z miniatury zamieszczonej w Kodeksie Baltazara Behema
z 1505 r. Obraz strzelnicy utrwalony został także na 2 toruńskich srebmych naczyniach bractw kurkowych
z 2. pol. XVII w. Identyczna kompozycja powtórzona została na owalnej tacy autorstwa A. Weimmera II
z ok. 1670 r. oraz na kubku roboty JK Bierpfaffa z ok. 1694 r., ze zbiorów Germanisches NationaJmuseum
w Norymberdze. Z. Ameisenowa. Kodeks Baltazara Behema, Warszawa 1961, s. 41-42, il. 18; T. Chrza-
nowski, M. Kornecki, op. cit., il. 125; Poradnik polskiego kolekcjonera, Kraków, b.r.w., il. na s. 210.
71. B. Janiszewska-Mincer 1990, op. cit., s. 54, 57-59; B. Janiszewska-Mincer 1963, op. cit., s. 49, 53-54,
56; B. Janiszewska-Mincer 1991, op. cit., s. 145; Z. Guldon, Samorząd..., op. cit., s. 213; Z. Guldon,
A. Kabaciński, op. cit., s. 89--90; B. Rogalski, op. cit., s. 117; Z. Gloger, op. cit., s. 122-124; A. BrUckner,
op. cit., kol. 747-748.
72. B. Janiszewska-Mincer 1990, op. cit., s. 57, 59-61; B. Janiszewska-Mincer 1963, op. cit., s. 57; B. Jani-
szewska-Mincer 1991, op. cit., s. 145; Z. Guldon, A. Kabaciński, op. cit., s. 92.
73. J. Klein, op. cit., s. 12-13; Księga Królów Kurkowych, b.n.s. (Księga zawiera wpisy od kon. XVII do pol.
XIX w., obecnie w zbiorach Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy, nr inw. MOB/H/A-129).
74. J. Klein, op. cit., s. 13; Księga..., op. cit., bonos.
75. J. Klein, op. cit., s. 14; Księga..., op. cit., bonos.
76. J. Klein, op. cit., s. 11; B. Janiszewska-Mincer 1990, op. cit., s. 58; Księga..., op. cit., b.n.s.
34
>>>
K
ysnofBartowski (Bydgoszc
W 231. rocznicę Kanału Bydgoskiego
(1774-2005)
Pierwsze informacje o możliwości budowy kanału łączącego Wisłę z Odrą pochodzą z XVI w.
Pojawiły się one podczas rokowań Polski z Brandenburgią dotyczących swobody źeglugi na szlaku
warciańsko-odrzańskim'. Do pomysłu powrócono za panowania Władysława IV, jednak trwająca
wojna na kresach spowodowała odłożenie realizacji projektu. Do zagadnienia powrócono w połowie
XVIII w. W dniu 9 lipca 1766 r. na posiedzeniu Komisji Skarbu Koronnego przedstawiony został
projekt Franciszka Floriana Czakiego, kartografa króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. W myśl
koncepcji Czakiego kanał miał być poprowadzony Notecią od Nakła w kierunku Rynarzewa,
a następnie przez bagna w okolicy wsi Ciele z wejściem do Brdy, pomiędzy zamkiem a miastem.
Z uwagi na dużą różnicę poziomu wody pomiędzy Notecią a Brdą (ok. 18 m) planowano wzniesienie
6 śluz 2 . Długosć tak poprowadzonego kanalu wraz z 6 śluzami miala wynieŚĆ ok. 10,5 km, szerokość
koryta 9 m, a głębokość 3,5 m. Późniejsze rozbiory Polski uniemożliwiły realizację tego projektu.
. · .. , \ - . J "
.... 1'\ -, f\; . --.. , " .. }. '
lo"-
],) u i': o' \
'
ł .I' i. -I. . . ":! ...1,( L' I'. J r ........_ ,uRm;',., - ,,-
'. I t .. _ I '
.. - " Ft-
. 1. ..ł
"v.41;'::1.7,w.
'''.\ "
.1. ł 2 : ,. ł
.
.Ę' "'\ " '.',,'H1.!-h Ul t/ł..:. J:" 0/1 l,
.I.l ..
'1 L"
}.;.
""""" , '--'" ; \.. ,+
(./I..-)'. /J" . , ' .f , i, t .;....' \ t . '
-:1£' 1 . 1-.../ ,6'.
.......... ...- ''''''' -'\..
iAr) , I . ,':.... 1 'lfat.:A.
-,,;,' , !-. " I' . . "' "' 'r: 1::{
I J.. .:.",.,....' J - . .'. l'
. od").. . ,€ ,
'
--;-.
..'
,.,., ł J \ .' 'i.{l-v-;'} tł -' :
;'ł.,:....\';'" C !l.,/.,!='I}II,' - I
'j i
l. ... -
'. ..",.t-".' "'łI.. I 'Y'!'
r
.dl
,.t '/ --- Li:,!
Cł;L
I-J'..J.;:.t.'. 4
A I
IVf..i't ..
1 /" .ll-'f,,,,,/l.7;'1J' fi
';"..?'
J
,
, J \. . r.w if /
.1-1.1 ",l._ , I
'f!.-
.,-7
-
,I,'ii '
\:' j i.t::r - __.-"J, 1.1"/1"'" ,id,\ 'Ln'
ł' 1 '-'" f 'e:. !--,' , \ "'\ I
. L . . U
:.I;. =-! , i \ \.ł' , " '" ..
tł- .'!;a:,H1 t-l. ci.
L .. ':'0. . hk r
- - . -.r \ł \ ;'
--ł.'
l,.,t-'
!.-l!.\.
.:' ,'" .,,!(UL
.... 10"11;); . I
Ji;';I;:;''V1Y::. . - "
.
{)
ł
ł-b
1- 'f;/ ..
7
, ,!'-!','£. \
.' ','
:'I!.,_"_!rt
i1
,- ',,) ,.1 , . \ \
; OL
. I......
L" .1
ł."-i,=-h
L;'ł-". 'ł'4 1 .;
;
: -
£'II. L. I. ' II
m" _..
:pt.:;".&
''''': v:.J,;(.,I!-: , '-,;;,l \
i · .,:;f'--;- ŁI':
't_. _.Ił. I.. "'117
"4
t: l;j1,..
/t;J
..)" J/:!.! 'I..! 'I' A :.
I
:.t
': fkł\ 'l JL
,?
""..Ii:.l
' . .:1.....c........ 1. . i
,....2'-\..",i... ):.or',."._"'......-,..,...!-- łł..).i-"; .........Ą.
_.
-.)1 ....\: 1.,.'II-.-,V1/d' .J.
'(
'.,-..
_"111. . _'" !.!
..I'"g_-'4"....) I[,m.... I
, ,-1-1_'i.
l . ,_,
.t:d/.1_
...'..ł..
'-'-LJ l'I.
V.')"-I. ,."-J';j '
i
'
',,\
\T
:, "li't
;.l"
'::!f;4.
!:i:'1
t).;.
: Jj;"!J.Jil
.ł.-,I
I.
'f1
/,: t
IE
.,,;,. '1" M - łt ,,,r..!-, ..:i-
!"':I ';"-J1l.:'!,
1
!.;_I. ,;/:.-..
, '
"111' ',,,. , i
:!2.:.4 1"'J'
':-.o łh 1J,. } J'ł:.f ,ł , ..' ,_..'.".1 ,-_lil..l.
I .. - / Pi " ''!1' t f I. \'r-'
'U \ł ' J.O;::-
!.;
:. ..'dI' J'. I
,;.:,. / - l_I...... ł"'- .\1 I.!J!,\." ""
."u-łfr
./[J//JI'I \'':/).('1',.
/:J. ,:_ł,
'!
'f!'I'f
II....! , )!I ł '-/-'!
\ J,
,! . _
't ...........-., 1 -
C .. . ł . J. L.- 1. ł.-f J 'l" :""1 ł-' J. '..' ".'. e
,
.
J"'
t
k.[ F!':{\;f
!/f in
:;jł
,l:
Jl)
-
r.:));
t;}fj; ;' .J-!')
! 'I!\Jt'):I
.::/ 1 :. 1
.
7.
.,1 I ".
!!.','
'j!- ,:--r;'
n
f
...
, --:.._
f-,
"""- 1 '
1"! 1!
2:..-!.
" -'
-- ..1':. .
. .j.t!i
l!ł"'-I,. L,:
:
-'-
_ - .... l_ ",1
', -
--1, .
,I.. ""/
\.;'
_t 1 \,
I-i'f. ,..:
.'
- -
ił: Jo ""
;o'
. Ił : .....n I. \ ,'.. . 1 t. .: I ;.,
. " , oJU/
J."'.r
,_ :' .__.....:.--;. ."i-tł'.o4t' "......."....
, ,-w-(7fl d " .. '11,,'/.,1..,"_ \
.... ,lI-'
:::---"':':
- - .. ..f ,.,. I
. . ,. , \. ile
r,q--.
...
.
'
, - .....,..,-:3. / -ol.. 't:.i'f'...
:!ii..'!k..r..--...-.r-" '! . 1
d,.
'
'""'jJ
I-r)"..
"t::,
-----:
"",,,Id"'n -łk
1 .
.1
ł- '"'11'.... - . .--- ".:!ty,,/ .gl
L
1I,..t)".i"
"'-iV.:';-!I"ł-' ""';9:J\I.-;.,._. -p - "-o '._"'.
i---
-1;t.Gi
: -,,
.....
'.p'
i-,l _ \:1,'1.' !n:!! . :.-,.
.). I ...,.' .
,Atl" l "-.j!hilicz,ł-r ( - ':r'. ł '-
'!,I.}.., {.I...:!.,P}I. l r,.,,"/"r ( . \ \
..
J..'1 '
._ł..\_t.!.
. . l I a.,,"
11.1. Mapa Kanalu Bydgoskiego - projekt z 1772 r., w zbiorach Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej
w Bydgoszczy, nr sygn. B 111518
Jesienią 1771 r. król pruski Fryderyk II powołał specjalną komisję, która zajęła się administra-
cyjnymi zagadnieniami związanymi z przyłączeniem ziem polskich do Prus, W marcu 1772 r.
ukazało się rozporządzenie o przyłączeniu ziem nadnoteckich do państwa pruskiego. Już na
przełomie 1770 i 1771 r. przeprowadzone zostało przez drogomistrza Hermana Jaweina rozpo-
35
>>>
znanie kartograficzne tych okolic. Dokładne mapy H. Jaweina dołączono do sprawozdania admi-
nistracyjnego Franza Balthasara von Brenkenhoffa, wraz z propozycją przekopania kanału mię-
dzy Nakłem a Bydgoszczą. W połowie lutego wysłał on pismo do Fryderyka II. wspominając
o tym projekcie. Szczegółowy projekt Brenkenhoff zamieścił w korespondencji do króla 23 mar-
ca 1772 r. Propozycja ta była na tyle interesująca, że kancelaria królewska odpowiedziała na nią
już po 6 dniach. Dokumentacja zawierala informację o potrzebie budowy 8 śluz jednokomoro-
wych oraz konieczności wzniesienia blisko Bydgoszczy dużej śluzy dwukomorowej o trzech pa-
rach wrót, co wynikało z dużej różnicy poziomów. Koszty budowy kanału oszacowano na około
8 tysięcy talarów. W ramach prac konieczne było przekopanie kanału pomiędzy Bydgoszczą
a Nakłem o długości 24,75 km z 9 śluzami na wschód i 1 śluzą na zachód od Nakła. We wrześniu
1772 r. Fryderyk II przekazał Brenkenhoffowi ogólny nadzór administracyjny i budowlany nad
Kanałem Bydgoskim 3 . Jeszcze tego samego roku drewno spławiane z lasów koronowskich do
Bydgoszczy zostało na podstawie decyzji króla zarekwirowane z przeznaczeniem do budowy
drewnianych śluz. Pierwsze ziemne prace budowlane zostały rozpoczęte na wiosnę 1773 r.,
z początkowym udziałem ok. 500 robotników. Kopanie kanału ruszyło od Nakła. W następnych
miesiącach do prac zwerbowano kolejnych robotników z Meklemburgii, Dessau, Turyngii, Sak-
sonii i Czech. Z zachowanych informacji wynika. że w niejednokrotnie cięźkich warunkach, od
wiosny 1773 do jesieni 1774 r. pracowało od 6 tys. do 10 tys. robotników4.
Liczbę robotników należałoby jednak ograniczyć do 8 tys., co wynikało z możliwości aprowi-
zacyjnych liczącego ok. siedmiuset mieszkańców Nakła i niewiele większej Bydgoszcz,P. Ponadto
gros obciążeń spoczęło na EB. Brenkenhoffie, który w końcowej fazie budowy kanału z wła-
snych środków finansowal wszystkie prace.
Mimo dużej śmiertelności chętnych do pracy nie brakowało. Zachętą były nadania ziemskie,
które zaczęły funkcjonować w formie 3 kolonii osadniczych (tzw. A, B, C) wzdłuż kanału. Za wszystkie
prace budowlane odpowiadal Kammerpraesident Prus Wschodnich i Zachodnich Johann Frie-
drich von Domhardt z Królewca, będący również inicjatorem budowy Kanału Mazurskiego.
Wznoszenie drewnianych konstrukcji śluz powierzono inspektorowi budowlanemu Dorsteinowi
z Muhlrose w asyście budowniczych Davida Gilly'ego i Iglera 6 . Wyjątek stanowila śluza VII wzno-
szona przez radcę budowlanego Halsche. Po 18 miesiącach, 15 września 1774 r. dokonano uro-
czystego uruchomienia Kanału Bydgoskiego (o łącznej długości 26,77 km, z dziewięcioma ślu-
zami). Kanałem spławiono dwie barki z wapnem, które jednak do Bydgoszczy nie dotarły na
skutek awarii śluzy w Prądach. Zawrotne tempo budowy było przyczyną licznych wad technicz-
nych, co w połączeniu z użytym w konstrukcjach drewnem sosnowym (wymienianym co 15--20
lat) powodowało częste wyłączanie odcinków kanału. Pod koniec grudnia 1775 r. informowano
wladze pruskie o pilnej potrzebie naprawy śluz i pogłębienia kanału. Do tego roku kanałem
przeprawiły się 122 barki i 1157 tratew 7 . W roku 1782 ruch na całej trasie był już niemożliwy.
Transport wodny realizowany był tylko pomiędzy IV i V śluzą oraz VIII i IX. Tak zły stan kanału
spowodował, że w połowie 1782 roku J.E Domhardt skierował do władz pruskich pismo z prośbą
o wyasygnowanie odpowiednich środków finansowych niezbędnych do prac naprawczych.
Decyzja Gabinetu o naprawie śluz zapadła 6 listopada 1782 r. Jednak prace naprawcze rozpo-
częły się dopiero w 1786 r.
Na przełomie 1787 i 1788 r. przez kanał przepłynęło 500 barek, jednak w dalszym ciągu stan
techniczny części urządzeń nie był zadowalający. W 1788 r. zawaliła się śluza Miejska. Stało się
to bodżcem do wyasygnowania 8388 talarów z przeznaczeniem na doraźne roboty naprawcze
i ogólne utrzymanie drogi wodnej.
W końcu lat 80. XVIII w., w wyniku częstych awarii śluzy Miejskiej został przygotowany przez
D. Gilly'ego projekt przesunięcia wymienionej śluzy w kierunku wschodnim wraz z nowym, krót-
szym przekopem kanału, który miał przechodzić przez obszar należący do istniejącego wów-
czas klasztoru Karmelitów, z wylotem do Brdy w pobliżu obecnej ul. Mostowej. Ostatecznie kwe-
stie własnościowe uniemożliwiły finalizację takiego rozwiązania.
36
>>>
Projektowana zmiana linii koryta wynikała z niekorzystnych warunków hydrologicznych,
w których należy upatrywać również przyczyn częstych osunięć śluzy Miejskiej w podmokły grunt.
Na przełomie 1789/1790 r. rozpoczęto budowę wymienionej wcześniej śluzy z cegły i kamienia.
Próba ta jednak nie powiodła się i w połowie 1791 r. rozpoczęto budowę (z uwagi na lekkość
materiału) śluzy Miejskiej z drewna. Kosztem ok. 200 tys. marek została ona oddana do użytku
w 1792 r. Znaczenie kanału dla rozwoju Bydgoszczy jako siedziby regencji i regionu docenial
nowy nadprezydent Friedrich Leopold von Schroetter, który polecił Davidowi Gilly'emu sporzą-
dzenie nowego planu kanału, tym razem z masywnymi, murowanymi śluzami. Wcześniej, na
początku 1792 r., do Bydgoszczy sprowadzony został z Kwidzynia Johann Philipp Peterson, peł-
niący wówczas funkcję inspektora robót melioracyjnych, który objął stanowisko inspektora Kana-
łu Bydgoskiego. Z uwagi na szeroki zakres prac powiększył on zatrudnienie o kolejne 40 ro-
dzin B . Na początku lat 90. XVIII w. pojawiły się na terenie Prus nowinki związane z użyciem przy
obiektach hydrotechnicznych cegły klinkierowej. Na terenie Bydgoszczy już w 1792 r. działały
3 cegielnie, w tym jedna przy śluzie Miejskiej. Dwa lata później w 1794 r. rozpoczęto prace ziemne
związane z przesunięciem w stosunku do linii kanału części koryta, które przed starymi, drewnia-
nymi śluzami odchodziło lekko na południe. Równolegle poprowadzono duży wykop pod kolej-
ne ceglano-kamienne komory śluzowe. Duże koszty wybudowania nowych śluz spowodowały
decyzją Wilhelma II wstrzymanie prac i przystąpienie do remontu istniejącej infrastruktury, połą-
czonego z rozbudową dotychczasowych śluz.
Projekty nowych ceglano-kamiennych śluz sporządził J.P. Peterson. W 1798 r. funkcjonowały
śluzy II, III i IV o nowej konstrukcji. Śluza Miejska z uwagi na trudności geologiczne nadal pozo-
stawała drewniana. ale o wymiarach zgodnych z nowymi. W 1799 r. nastąpił zasadniczy koniec
prac przy śluzach i Kanale Bydgoskim. Nowe, murowane śluzy otrzymały większe wymiary, tj.
długość 49 m i szerokość 6,6 m 9 . Na planie Lindnera z 1800 r. ukazującym Bydgoszcz i okolice
główny przebieg koryta kanału został zachowany, natomiast widoczne już są nowe śluzy, jak
wspomniano wcześniej, odsunięte w stosunku do swoich poprzedniczek na południe. W poło-
wie 1800 r. rozpoczęto budowę nowej, dodatkowej wschodniej śluzy nakielskiej. Jej uruchomie-
nie nastąpiło w 1801 r. Większość prac przebiegała pod nadzorem J.P. Petersona, który w 1796 r.
sprowadził do Bydgoszczy swojego młodszego, przyrodniego brata Ernesta Conrada Peterso-
na. Ernest, pomagając bratu w hydrotechnicznych realizacjach, szybko stał się dobrym fachow-
cem. W 1799 r. wstąpil do Bau Akademii w Berlinie, którą ukończył w 1801 rolO Posiadając nie-
zbędne doświadczenie i wykształcenie, kierował dalszymi pracami - m.in. od 1801 r. do 1805 r.
oczyścił kanał, pogłębił jego koryto i wzmocnił brzegi. W 1803 r. ponownie zawaliła się śluza
Miejska, która w 1805 r. zostala odbudowana z użyciem nietrwałego drewna, a 1 km na wschód
od drewnianej została wzniesiona murowana śluza Gromada. Peterson był kontynuatorem po
swoim bracie prac przy budowie nowych, murowanych śluz. Z jego udziałem wybudowano
9 ceglano-kamiennych śluz i 3 jazy z użyciem trwałego materiału. Wzniesione wówczas komory
śluzowe posiadały długość 48,9 m, a światło glów mialo 6,6 m. Te naj starsze konstrukcje znaj-
dują się na nieczynnym odcinku Starego Kanału Bydgoskiego - obecnie śluza III, IV i V.
W 1805 r. E.C. Peterson, jako inspektor budownictwa wodnego i równocześnie inspektor
Kanału Bydgoskiego, zajął się obszarami przylegającymi do kanału. Już pod koniec XVIII w. tere-
ny te otrzymały charakter zieleńca, E.C. Peterson natomiast stał się pomysłodawcą plant przy
kanale na terenie Bydgoszczy, które zostały zakończone w 1807 r.
W następnym roku poddane zostały naprawie śluzy od I do V i od VII do VIII oraz śluza X wraz
z naprawą grobli powyżej śluzy Miejskiej
W okresie Księstwa Warszawskiego E.C. Peterson jako doskonały fachowiec nadal pełnił funkcję
inspektora Kanału Bydgoskiego i w latach 1807-1815 wybudował śluzę Bielawki. Od roku 1821
znaczenie kanału stopniowo wzrastało, gdyż po zniesieniu utrudnień związanych z prawem skła-
du bydgoska droga wodna stała się ważną arterią w transporcie zboża zarówno z terenu Kujaw,
jak i Królestwa Polskiego. GI6wny ruch barek kierowany był na zachód, natomiast w latach 1825-1829.
37
>>>
po zniesieniu swobód Gdańska nasilił się ruch z głębi Niemiec przez Kanał Bydgoski na wschód.
Do połowy XIX w. wodny środek transportu miał decydujący wpływ na rozwój nie tylko Bydgosz-
czy, ale i Nakła n. Notecią. Ważniejsze parce remontowo-budowlane związane z pojawieniem się
statków parowych przeprowadzone zostały na śluzach w latach 1840-1852 11 . W ich efekcie śluza
Prądy i Osowa Góra otrzymała większe wymiary - długość komory wyniosła 50,8 m, a szerokość
5 m, powiększono także śluzy w rejonie Nakła - śluzę X Nakło Wschód i śluzę IX Józefinki. Nato-
miast po wzniesieniu murowanej śluzy XI Nakło Zachód - Bielawy, w bliskim sąsiedztwie drew-
nianej z czasów Księstwa Warszawskiego i regulacji koryta Noteci, na kilkadziesiąt lat zasypana
została śluza X. W 1879 r. po regulacji Brdy i Kanału Bydgoskiego śluza X Nakło Wschód została
odbudowana i ponownie uruchomiona. Poważne trudności w dotarciu dużych jednostek od Brdy-
ujścia do śluzy Miejskiej spowodowały, iż kolejny inspektor Kanału Bydgoskiego Heinrich Grabe
w 1856 r. sporządził pierwsze projekty regulacji Brdy. Rozrastające się miasto wraz z dużym
gronem kupców i przedsiębiorców handlowych jak i właścicieli barek pod koniec 1869 r. zaczęło
domagać się do władz pruskich pilnych prac na trasie wodnej Wisła-Odra, ze zwróceniem szcze-
gólnej uwagi na żeglowność po kanale oraz odcinku Brdy od Wisły do centrum Bydgoszczy.
Odpowiedzią było sprowadzenie do Bydgoszczy w 1870 r. dwóch parowych holowników łańcu-
chowych, które od okolic obecnej ulicy Spornej, przewijając łańcuch położony na dnie Brdy,
ciągnęły w górę rzeki tzw. pociągi wodne. Pewnym rozwiązaniem problemu spadku wody było
wyrównanie różnic przy głowach śluz. Niezbędne prace zostały wykonane w 1874 r. W rok od
decyzji rządu pruskiego z 1875 r. o rychłej kanalizacji Dolnej Brdy rozpoczęto budowę portu
(obecna dzielnica Bydgoszcz-Wschód), a w 1877 r. przeprowadzono regulację Brdy z wylotem
do Wisły. Obecny akwen, określany" Torem Regatowym", został napełniony wodami Brdy z chwilą
oddania do użytku, w dniu 30 kwietnia 1879 r. śluzy Brdyujście, jazu iglicowego (w pd.-wsch.
części toru) oraz nowej śluzy (obecnie niezachowanej) w rejonie ul. Spornej wraz z kolejnym
jazem wodnym 12 . W roku 1882 po licznych awariach i osunięciach śluzy Miejskiej, w małym odda-
leniu na połnoc rozpoczęte zostały prace budowlane przy nowej śluzie, która w chwili oddania
do użytku otrzymała niespotykaną formę trapezową. Jako ceglano-kamienna posiadała tylko jedną
głowę od południa o szerokości 16,2 m z dwoma wrotami. Ramiona od wschodu i zachodu miały
długość 45,5 m, a stałe zamknięcie od północy otrzymało szerokość 10,5 m l3 . W następnych
latach, pomimo oryginalnej formy, przy wpływaniu barek do komory od południowego zachodu
dochodziło do licznych uszkodzeń i katastrof. Czas śluzowania w nowej, murowanej trapezowej
śluzie Miejskiej wynosił około 40 minut. W 1890 r. rząd pruski wyasygnował 12 256 marek na
projekt związany z regulacją koryta Brdy, a w 1897 r. wykonany został przekop pod główny nurt
rzeki, z pominięcie portu (obecny rejon ul. Spornej). W 1902 r. w miejscu jazu iglicowego (pet-wsch.
część obecnego Toru Regatowego) wzniesiono sprawniejszą konstrukcję hydrotechniczną - jaz
...
.. .. '
'''_ ...:'(.,.""G..!U_....k.,l\Vl
..ił'
... /' 1 \
-- -.:.
.- . - -
--ł- \ \ ' '';
"'-,....,-
fj. /II I .;-.&...
I
'
_ I 'II. J JJ . j , ł f ł .... ,'- \
- J II I'
I
f ; ił Li, ';
._ _
"
"' " . .-....--
/-' '"'
- . " . - -,
. --- ;... - - ' ,
- ...--'" ,
-- ;.-
"', -!to ------ ---ł-.,....
.........,-
_. ---
.,.-
#
!'
---
-
'"'
",,-.ł...,
.
...
-....,... "-
, "
-
-
-
-
11.2. Kanał Bydgoski - odcinek między śluzą Czyżk6wko a śluzą Okole. Fragment planu z 1919 r., w zbiorach
Archiwum Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Poznaniu, Inspektorat w Bydgoszczy
38
>>>
walcowy czynny do dnia dzisiejszego 14 .Jego możliwości techniczne i duża niezawodność wpły-
nęły na rozbiórkę śluzy przy ul. Spornej. W 1903 r. część śluz bliska Bydgoszczy otrzymała elek-
tryczny napęd kołowrotów, co usprawniło śluzowanie. W dniu 1 kwietnia 1905 r. przygotowane
zostały kolejne projekty związane z modernizacją Kanału Bydgoskiego.
Celem projektu miało być skrócenie czasu śluzowania od I do V śluzy poprzez wykonanie
1630-metrowego wykopu pod Nowy Kanał wraz z 2 dużymi śluzami złożonymi. Od śluzy Miej-
skiej do dwóch śluz w rejonie Nakła miały powstać większe, umożliwiające przepłynięcie dużym
400-tonowym barkom, typu wrocławskiego i fińskiego. W 1907 r. przygotowana została niezbęd-
na dokumentacja, która oprócz przekopania tzw. nowego kanału z 2 dużymi śluzami uwzględnia-
ła modernizację części Starego Kanału - tj. budowę większych śluz. Rada Finansowa Prus prze-
znaczyła na ten cel 2 milio- I
ny sześćset tysięcy marek.
Prace przy budowie nowych
śluz, które nadzorował Emil
May, rozpoczęto w 1908 r. 15
W 1912 r. dwupoziomowy
Nowy Kanał był prawie go-
towy. Jednak duże wymiary
śluzy Okole - wysokość
ścian i dolnej głowy oraz
prawdopodobne błędy kon-
strukcyjne spowodowały jej
częściowe zawalenie się.
Dopiero wiosną 1915 r. wraz
ze zbiornikami wyrównaw-
czymi była ona gotowa. Na- :.:...:
leży nadmienić, iż przez cały
ten okres ruch na Kanale
Bydgoskim odbywał się bez
większych przeszkód, gdyż II. 3. Plan sytuacyjny Śluzy nr IV Starego Kanalu z projektem nowej śluzy
funkcjonowała trapezowa przy ul. Wrocławskiej z 1907 r., w zbiorach Archiwum Regionalnego Zarzą-
Śluza Miejska i część kana- du Gospodarki Wodnej w Poznaniu, Inspektorat w Bydgoszczy
łu od I do V śluzy, a przy następnych również działających w kierunku Nakła budowane były
nowe, na pierwotnej osi Kanału Bydgoskiego z 1774 r. W 1915 r. zasypana została śluza trape-
zowa, której nietypowy kształt jest czytelny do dnia dzisiejszego poprzez pozostawione u zbie-
gu ul. Marcinkowskiego jej kamienne oblicowanie 16. Na przestrzeni 1911-1913 wzniesione zo-
stały także dwie nowe duże śluzy na kanale (śluza IX i X) oraz o podobnej konstrukcji na Noteci
- śluza XI Nakło Zachód. W połowie lat 20. XX w. sporządzony został (niezrealizowany z uwagi
na wybudowaną tzw. francuską linię kolejową) Kanał Węglowy, w bliskim sąsiedztwie Bydgosz-
czy. Zarówno polski Kanał Węglowy, jak i niemiecki z pocz. lat 40. XX w., nie doczekał się
realizacji. Ten ostatni przewidywał przeprowadzenie kanalu od śluzy Osowa Gora przez pół-
nocne dzielnice Bydgoszczy, aż w południowe okolice Fordonu. We wrześniu 1939 r. wycofujące
się Wojsko Polskie ładunkiem wybuchowym uszkodziło śluzę Czyżkówko i wówczas cały trans-
port wodny skierowano na Stary Kanał Bydgoski. Ruch po Nowym Kanale przywrócono wiosną
1940 r. Na początku 1945 r. krótka awaria śluzy Czyżkówko ponownie ożywiła wody starego
Kanału. Pod koniec lat 60., w związku z budową Węzła Grunwaldzkiego, rozpoczęto oczysz-
czanie koryta nieczynnego pierwszego odcinka Starego Kanału. od I śluzy przy ul. A. Grottgera
do II śluzy przy ul. Grunwaldzkiej. W trakcie tych prac odkopano pierwotną II śluzę o konstrukcji
drewnianej, na dnie kanału położono kolektor odprowadzający wodę ze Starego Kanału, a na-
stępnie koryto zasypano. Zły stan starej drogi wodnej miał istotny wpływ na naprawę i restaurację
s
/ 1/
I
f
Q
1
.....-
\_ -
- -.
------+-..
..
-
-10
"
---....
-
-I
JI
Ą
_ --:-
. -
r
--Ł;.--
_I
l '
-L..
_
7
-
1-_
ltll J
39
>>>
V Sluzy przy ulicy Bronikow-
skiego. Prace remontowe
wykonano w połowie lat 80.
XX wieku 17 . Na początku
1990 r. trzy śluzy Starego
Kanału wraz z Plantami prze-
jęte zostały przez miasto
Bydgoszcz. Wieloletnie za-
niedbania poważnie naru-
szyły '" i IV śluzę. Dopiero
w 1993 r. przystąpiono do ich
naprawy wraz z uporządko-
waniem terenów przyle-
głych. W 1996 r. odnowiono
.. i przywrócono poprzedni
-
wygląd V Śluzy. W chwili
-
obecnej naj starsza część
Kanału Bydgoskiego stano-
wi małe, zielone płuca za-
chodniej części Bydgoszczy
i w transporcie wodnym nie odgrywa żadnej roli, a zachowane trzy śluzy wraz z budynkami śluzo-
wego przy ul. Wrocławskiej stanowią cenny przyklad budownictwa hydrotechnicznego z końca
XVIII w. i architektury z 2 pol. XIX w. Odnowione śluzy posiadają dwuskrzydłowe wrota górne
i dolne otwierane ręcznie.
Natomiast czynny Kanał Bydgoski od śluzy Prądy po śluzę Nakło Wschód otrzymał po trze-
ciej przebudowie i uruchomieniu w 1915 r. duże komory śluzowe z dwuskrzydłowymi wrotami
dolnymi i klapą zamykającą głowę górną. Wszystkie one zamykane i otwierane są ręcznie. Nato-
miast duże śluzy, dzięki którym barki pokonują znaczne różnice poziomu wód, tj. Czyżkówko,
Okole i śluza Miejska, oprócz awaryjnego ręcznego otwierania i zamykania otrzymały napęd elek-
tryczny. Jednak najciekawszymi obiektami są śluza Czyżkówko i Okole. Obie umożliwiają poko-
nanie różnicy 7,5 m w poziomie wód, między innymi dzięki zbiornikowi oszczędnościowemu,
który przy śluzowaniu w kierunku centrum Bydgoszczy przejmuje 4603 m 3 wody.
Kanał Bydgoski łączy swoimi wodami dorzecze Wisły z dorzeczem Odry. W jego skład obec-
nie wchodzą następujące śluzy: nr 2 - Miejska, nr 3 - Okole, nr 4 - Prądy, nr 5 - Osowa Góra,
nr 6 - Józefinki i nr 7 - Nakło Wschód. Jego długość całkowita wynosi 24,5 km, z czego 15,7 km
zlokalizowane jest w zlewni Noteci. Kanał Bydgoski jest dwustopniowy, jego szczytowe stanowi-
sko zasilane wodami Kanału Górnonoteckiego zamykają śluzy: Osowa Góra i Józefinki.
-t-"
',--"
:"oo:,;;:{ j -=c oc: , fi '
-:Cn -J
___
.
::/ I . -J ! I. I Ił ,r 4J, . !! I : D,' --:/-
'
oo ?;fj;j
.::o./
!o
.
.o!
1] \ '
b " /J :.:. -i
- --- .
- --=---:-.;:;
/ 1. ł' -
1
i
" - ; I - " - . \. -
L
,,/ I
,..
- 'I I =----
-
1./.-'"
.
/"-
.,.-
. -
........
"
al
.
:;;--'" ,JI-....
..:..
............JoJ..-
.-...-
-
II. 4. Mapa z fragmentem Starego Kanału (obecnie odcinek zasypany)
z 1912 r. w zbiorach Miejskich Wodociągów i Kanalizacji w Bydgoszczy
Przypisy:
1. Histona Bydgoszczy, pod red. M. Biskupa. t. 1, Warszawa - Poznań 1991, s. 369.
2. J. Widder, Polski projekt budowy Kana/u Bydgoskiego, .Przegląd Bydgoski" R. 1936, zeszyt 1-2. s. 7.
3. Bydgoski S/ownik Biograficzny, pod red. J. Kutty, t. 1, Bydgoszcz 1994, s. 31.
4. K. Rutsch, Chronik und Behhreibung von Nakel, Nake11875, s. 18.
5. K. Heidrich, Geschichte des Bromberger Kanals, Nakel 1901, s. 6.
6. Industrie und Gewerbe in Bromberg, herausg. B. B6hma, Bromberg 1907, s. 17.
7. O. Matzel, Geschichte der Stadt Nakel, [w:] Der Kreis Wirsitz. Ein westpreussisches Heimatbuch,
herausg. H. Papstein, Oldenburg 1982, s. 109-110.
8. K. Bartowski, Wplyw transportu wodnego i kolejowego na rozwój urbanistyczny miasta NaJe/a, [w:] Roz-
wój przestrzenny i architektoniczny Nakfa nad Notecią, pr. zb., Nakło 1999, s. 120.
9. Industrie und Gewerbe in Bromberg, op. cit., s. 55.
40
>>>
10. Bydgoski SIownik Biograficzny, t. 2, Bydgoszcz 1995, s. 116.
11. H. Grabe, Der Bromberger Kanal, Bromberg 1874, s. 26.
12. Festkarte zur Einweihung des Weichselhafens 1879, Bromberg 1879.
13. W. Wind, Kanal Bydgoski, Warszawa 1928, s. 55.
14. Karta ewidencyjna zabytków architektury i budownictwa, Karta jazu walcowego, oprac. K. Bartowski,
Bydgoszcz 2000, mps [w:] Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Toruniu, Delegatura w Bydgoszczy,
(dalej: WUOZwT, OB).
15. G. Meinhardt. Der Wasserbau, [w:] Bromberg Vergangenheit, Wilhelmshaven 1973. s. 121.
16. Karta ewidencyjna zabytków architektury i budownictwa. Karta zespołu śluz w granicach miasta Byd-
goszczy, oprac. K. Bartowski, Bydgoszcz 2001, mps [w:] WUOZwT, OB.
17. Karta ewidencyjna zabytków architektury i budownictwa, Karta zespołu Kanału Bydgoskiego, oprac.
K. Bartowski, Bydgoszcz 2005, mps [w:] WUOZwT, OB
41
>>>
Iwona Jastrzębska-Puzowska (Bydgoszcz)
Czy istnieje "bydgoska secesja"?
r-- 7"...: . .....j...ł....
,,/.,rl'_ I\nslCHT ;r.
"'/;; ......-
II. 1. o wpływie secesji na realizaCJe Fritza Weindera świadczy kompozycja
fasady budynku przy ul. Marcinkowskiego 14, bez regulamych podziałówosio-
wych, ze zróżnicowanymi formami otworów okiennych i drzwiowych, a także
z całkowicie nietradycyjnym i nieklasycznym ornamentem.
Zb. Archiwum Państwowego w Bydgoszczy
W 7. zeszycie "Materiałów do dziejów kultury i sztuki Bydgoszczy i regionu" ukazał się mój
artykuł pod tytułem "Nurt malowniczy w bydgoskiej architekturze przełomu XIX i XX wieku"',
w którym postulowałam potrzebę zajęcia się różnorodnością stylową bydgoskiej architektury
przełomu XIX i XX wieku. Niniejszy artykuł stanowi odzew na wspomniany postulat i jednocześnie
jest próbą odpowiedzi na postawione w tytule pytanie.
W potocznej opinii utarło się przekonanie, że Bydgoszcz jest niezbyt ciekawym miastem, bez
ważnych (czytaj: odpowiednio wiekowych) zabytków architektury, ale za to pełnym wspaniałych se-
cesyjnych budow1i 2 . Budowłi przede wszystkim właśnie secesyjnych, a nie eklektycznych czy history-
zujących (co byłoby bliższe prawdy), bowiem po okresie negatywnego odbierania i oceniania tych
trzech formacji stylowych, najszybciej, bo w latach 60. XX wieku, secesja została zrehabilitowana i od
tego czasu notujemy wyrażną nań modę. Historyzm i eklektyzm, szczególnie w potocznym rozumie-
niu, znacznie dłużej zdobywały sobie uznanie, z tego powodu podkreślanie "secesyjności" bydgo-
skiej architektury stało się zapewne sposobem na poprawienie nastroju mieszkańców grodu nad
Brdą i złagodzenie kompleksów (np. wobec Torunia) wywołanych niedostatkiem starszych zabytków.
W pewnym momencie populame stało się także złożenie słów "bydgoska secesja" stosowane na okre-
ślenie niemal całości zjawisk architektonicznych Bydgoszczy przełomu XIX i XX wieku.
Choć owa przytaczana tu potoczna opinia nie jest prawdziwa, powielano ją także w poważnych
publikacjach 3 . Ten problem został zresztą zauważony przeze mnie we wspomnianym wcześniej arty-
kule. Wskazywałam tam, iż pojęcie stylu secesyjnego w wydawnictwach dotyczących Bydgoszczy
często było nieprawidłowo rozumiane i co za tym idzie, mylone z innymi stylami "... budownictwo
przelomu XIX i XX wieku nie tylko stanowi znaczny procent zabudowy centrum miasta, ale przede
wszystkim tworzy jego
.\:; g.- specyficzny charakter
i atmosferę. Wobec tak
licznego. urozmaiconego
i cennego materialu zwy-
klo się, szczególnie po-
tocznie, stosować okre-
ślenie SeCesyjny». Nawet
poważne opracowania
naukowe (historyczne)
określenie takie powie-
lają, przytaczając przy-
klady budowli rzekomo
secesyjnych, wrzucając
do jednego worka tak
różne obiekty jak Hotel
«Pod ortem» z 1896 roku
(eklektyczny z przeważa-
jącymi elementami neo-
barokowymi) oraz dom
towarowy braci Conitzer
z 1911 roku (moderni-
-/
.r-
,
"
. _'31
-="
OtJO
@
S;'.. ło.
.
t
_.. I
Prl s::
J
42
>>>
styczny)"4. Wobec istnienia tylu, narosłych przez lata, nieporozumień wokół tzw. "bydgoskiej se-
cesji" wydaje się konieczne ich wyjaśnienie.
Zanim odpowiem na tytułowe pytanie, chciałabym sprecyzować, co - z punktu widzenia hi-
storii architektury - oznacza pojęcie "secesja". W wyjaśniających ten termin definicjach 5 podkre-
śla się następujące cechy stylu:
1) programowe zerwanie z historyzmem i eklektyzmem (na tym polegało przecież wynikające
z nazwy stylu secessio);
2) odejście od symetrii i osiowości w formach elewacji i brył budynków, na rzecz dekoracyj-
nych, asymetrycznych, nieregularnych układów kompozycyjnych;
3) posługiwanie się giętką, wijącą się, dynamiczną linią jako głównym środkiem wyrazu;
4) stosowanie zupełnie nowego repertuaru ornamentów opartych najczęściej na motywach
organicznych, tj. wywodzących się z natury (rośliny, zwierzęta, postać kobieca itp.);
5) stosowanie nowych technologii budowlanych - połączenia żelaznej konstrukcji ze szklanym
wypełnieniem lub żelazobetonu dającego możliwość swobodnego kształtowania struktury
konstrukcyjnej budynku.
Trzeba przy tym koniecznie zaznaczyć, że secesja nie była stylem jednolitym. Różnie reali-
zowano jej postulaty w Wiedniu, Paryżu, Brukseli, Barcelonie, Monachium czy Glasgow (by wymienić
szczególnie ważne ośrodki tego stylu w Europie). Określone powyżej cechy zresztą w pełni przy-
stają do wcale nie tak wielkiej grupy sztandarowych dziel secesyjnej architektury, takich jak na
przykład budowle projektowane przez Victora Hortę, Hectora Guimarda czy Antonio Gaudiego.
Oprócz nich znacząca ilość realizacji charakteryzuje się tradycyjnie zaplanowanym i wykonanym,
klasycznym w formie szkieletem budowli, na który "naciągnięto" tym razem nie np. neobarokowy
czy neorenesansowy, lecz secesyjny "kostium". Dziełom takim, jeśli mamy do czynienia z czystym
stylowo "kostiumem", nie można odmówić
dużej wartości artystycznej, zaś ich projektan-
tom wysokiej świadomości i wyczucia stylu 6 .
Pozostaje jednak liczebnie chyba największa
spuścizna architektury przełomu wieków, któ-
rej jako w pełni secesyjnej nie da się zaklasy-
fikować, mimo pojawiających się tu pojedyn-
czych ornamentów czy dekoracji secesją in-
spirowanych, które jednakże towarzyszą nie
tyl"o tradycyjnej konstrukcji budynku, ale
.....
przede wszystkim tradycyjnemu i dominują-
cemu nad nimi zdobnictwu. W takich przypad-
kach możemy mówić o pewnych wpływach
secesji, o secesyjnym detalu, ale nie o sece-
syjnym charakterze całości. Najważniejszym
argumentem na taką ocenę tego rodzaju bu-
dowli jest fakt, iż powstawały one zwykle póź-
niej, już nie z potrzeby buntu przeciw trady-
cji czy realizacji przemyślanej idei architek- .
tonicznej ich twórcow, ale jako wyraz skomer-
cjalizowanej mody. Dekoracja takich obiek-
tów powstawała często w wyniku dość do-
wolnego doboru masowo produkowanych
ornamentów, które właśnie oferowała miej-
scowa wytwórnia sztukaterii. A od pewnego
momentu, gdy moda na secesję upowszech-
niła się, każda szanująca się wytwórnia obok
, .
:::t
"
?
...
J ..
.
-. -
L
-.
...
l '.
. I
..
*
II. 2. Asymetryczna kompozycja fasady i ornamenty
o organicznych formach to cechy tej kamienicy przy
pl. Wolności 3 Fot. I. Jastrzębska-Puzowska
43
>>>
klasycznych pilastrów, głowic doryckich czy jońskich, kimationów czy rocaille'i musiała propo-
nować i motywy secesyjne.
Gdzie więc możemy znależć secesję w Bydgoszczy?
Bydgoszcz nie była jakimś szczególnym centrum sztuki secesyjnej, z tego należy zdać sobie
sprawę. Wpływy tego wielkiego światowego stylu widoczne w bydgoskiej architekturze typowe
były dla prowincjonalnego, choc prężnie rozwijającego się miasta. W efekcie wymienić można
co najmniej kilkanaście bardzo dobrych realizacji secesyjnych, w pełni podlegających kryteriom
drugiego z wyliczonych przeze mnie typów. Pierwszeństwo w tym względzie przyznać należy
projektowi przebudowy restauracji Bartza przy obecnej ul. Marcinkowskiego 14, autorstwa miej-
scowego architekta Fritza Weidnera (1901). Fasada budowli, która scala obiekt starszy i część
dobudowaną, jest niesymetryczna i pozbawiona regularnych podziałów osiowych. Prawa część
fasady jest piętrowa, ponad parterem lewej znajduje się obszerny taras. Obrys portalu zaznaczony
jest miękką, wijącą się, iście secesyjną linią, tworzącą fantazyjny łuk. Ponad portalem, na metalo-
wych wspomikach ozdobionych kształtami pąków roślinnych, umieszczono lekko łukowatą rurkę
o zawiniętych końcówkach. Powyżej, w partii niedużego szczytu zamkniętego fantazyjną, wklę-
sło-wypuklą linią widnieje trójdzielne okno o kształcie niepełnego koła, zwieńczone napisem "Barts
Fest Saale". Fasada urozmaicona jest nieregularnie rozplanowanymi elementami architektonicz-
nymi, takimi jak okna i loggia o fantazyjnych kształtach, zaś dekorują ją organiczne motywy gałą-
zek i innych form roślinnych oraz fryz złożony z falistych linii. Mamy więc tutaj do czynienia
z przemyślanym projektem architekta doskonale znającego i rozumiejącego idee secesji, inspi-
rującego się twórczością projektanta budynku "Wiedeńskiej Secesji", Jozefa Marii Olbricha. Po-
twierdzają to zresztą wystąpienia Weidnera na posiedzeniach Technische Verein - pełne entuzja-
zmu i zachwytu dla nowego stylu i jego mistrza7. Już nie tak dobrej próby są inne secesyjne
realizacje tego architekta z lat 1902-1905, czyli kamienice przy ul. Cieszkowskiego 13-15, Śnia-
deckich 2 i 29, pl. Wolności 3, ul. Staszica 3-5 (obecnie mocno zmieniona) czy ul. Gdańskiej 42.
BYDGOSZCZ
ul, Qdłlń!lkłl
,
, .
.-
--
-
..
..-
.-. ,. .,.
..1'
'
..
............ 1,.
tU I'" . l .
..'tI''''''I: J
. _ ł
,....
. ..
T-
,,-
...-"'\ ,I. :affJ f- . 'r
" .
__ · Ił'.'
'r ł
. .:": -
- '-.=t . ....t-.-....
__ _ _" -' .
...;:..
- J- .
- .
. .;;;, & ;.,
4
J
..
l.-".
, -
'..
"'ł
.Ą'T -=
.
ł
-
.1'--
j,. p p
J ;
-. ił
-.
-
I
·
.
Iri
;j-
- .
= "f:
--
t 11"-
r
'-
I
-
ł
+
-t
ł---
. ......
,.
...
BROMBERG. Danziger StraBe.
II. 3. Neobarokowa fasada kamienicy przy pl. Wolności 1 ma wszelkie te cechy, przeciw którym występowali
artyści secesji: tradycyjna osiowa kompozycja oraz kształty okien i ornamenty oparte na klasycznych, histo-
rycznych formach. Pocztówka z pocz. XX w. z kolekcji Wojciecha Banacha
44
>>>
Innym bydgoskim architektem, który projektował
secesyjne budynki o przemyślanym i zaplanowa-
nym programie artystycznym, był Rudolf Kern. Naj-
lepszym tego przykładem jest willa przy ul. Pade-
rewskiego 4. Bryła i elewacje tego budynku są bar-
dzo urozmaicone, niejednolite i niesymetryczne.
Mamy tu do czynienia z połączeniem falistych
szczytów, masywnej wieżyczki, okien o różnym wy-
kroju, wykuszy, loggii. Fragmenty elewacji są bo-
niowane, gładkie lub wykonane w technice sza-
chulcowej. Całości efektu dopełniają dekoracje
sztukatorskie: kobieca maska, stylizowane. zgeo-
metryzowane kształty roślinne czy powtarzane pro-
ste figury geometryczne, których repertuar i formy
przywodzą na myśl berlińską odmianę secesji. Nie-
wątpliwie w tym właśnie środowisku Kern szukał
inspiracji dla programu dekoracyjnego innych
swoich secesyjnych realizacji: kamienic przy
al. Mickiewicza 1 i 3 czy Cieszkowskiego 1 ()8.lnte-
resujące są również projekty secesyjnych kamie-
nic autorstwa Paula B6hma przy ul. Cieszkowskie-
go 1 i 3 (1903-1904)9. Wyjątkowo ciekawy jest rów-
nież projekt nie w pelni czystej stylowo kamienicy
przy ul. Świętej Trójcy 23, autorstwa bardzo krotko
działającego w Bydgoszczy architekta Ernsta Pe-
tersa. Projektantem, który świetnie czuł nduchan
secesji, był także Victor Petrikowski. Jego projekty,
przy których pomagał mu prawdopodobnie Ru-
dolf Kern 'o , fasad kamienic przy ul. Cieszkowskie-
go 12 i Garbary 26, mają może dosć schematyczny,
tradycyjny układ kompozycyjny, uzupełniony jed-
nak wyjątkowo dobrymi dekoracjami sztukatorskimi
o typowo secesyjnych roślinnych motywach. Przy-
toczone powyżej przykłady nie wyczerpują na pew-
no łisty bydgoskich budowli, o ktorych stylu bez
większych wątpliwości można poWiedzieć: secesyj-
ny, są to jednak przykłady szczególnie znaczące.
Oprócz wymienionych obiektów znajdziemy
w grodzie nad Brdą sporą grupę budowli, w któ-
rych dominująca eklektyczna lub historyzująca
sty!izacja łączy się z lepiej lub gorzej wykonanymi
secesyjnymi detalami. Do tych lepszych zaliczyć
należy na pewno powstałe bardzo wcześnie -
w latach 1901-1902 projekty bydgoskiego archi-
tekta Karla Bergnera. Są to przede wszystkim ka-
mienice przy ul. Focha 2 i 4 oraz przy ul. Ciesz-
kowskiego 7, 9 i 16/18/20 11 . Wysokim poziomem
charakteryzuje się także dekoracja kamienicy usy-
tuowanej na rogu ul. Chrobrego 23 i pl. Piastow-
skiego, autorstwa architekta Heinricha Gelzera.
r
.
:.,
,/
.
Ił'
,.
. , I T
, I
--....
" li.
-r .., _
:1
....\
"""'-'...z.. -;..
- "-
....
---.
I.i
-- .
,-
r 'II a. oC
" . .... -
7
!'"
.1,.:;
h
"
,
1
::c
"
_
I -_
II. 4. Najciekawsza secesyjna willa w Bydgoszczy
przy ul. Paderewskiego 4, zaprojektowana przez
Rudolfa Kerna Fot. D. Bręczewska-Kulesza
-"(
" j '
_:. _ ;
4w ;
, ,
"' \ ' .
-
.
'
....
I
1 r
- .,...
.....
'"
.....
.
:...
,
J
#6
i'4\
I
...
.....
(
I
-
I ...
---ł!'
. "
,
t. ! '.
11:
;'1' -
"\
II. 5. Bogata secesyjna dekoracja na fasadzie kamie-
nicy usytuowanej u zbiegu ulic Ubełta i Koltątaja
Fot. D. Bręczewska-Kulesza
45
>>>
Podobnych, często niestety gorszych, przykładów budynków o tradycyjnych formach i dekora-
cji, ożywionych tylko secesyjnymi detalami, można wymienić jeszcze wiele.
Analizując bydgoską architekturę w poszukiwaniu wpływów secesji, należy zauważyć. że
o występowaniu tego rodzaju tendencji stylowych możemy mówić w odniesieniu do projektów
(oczywiście nie wszystkich) powstających w latach 1901-1906. Przed 1901 rokiem nie ma mowy
o secesji w Bydgoszczy, po 1906 roku większość ważnych architektów zwraca się w kierunku
rodzącego się modernizmu, którego symptomami są tendencje typu "styl domu wiejskiego" (Land-
haussti
lub prosty, zgeometryzowany neoklasycyzm.
Zastanawiając się nad pojęciem "secesji bydgoskiej", nie należy zapominać, że w Europie zja-
wiskiem bardzo charakterystycznym dla omawianego stylu było powstawanie ugrupowań
artystycznych skupiających działających w określonym środowisku miejskim twórców (nie tylko
architektów, ale także malarzy, rzeźbiarzy, przedstawicieli rzemiosła artystycznego, literatów itp.), ta-
kich, jak np. "Secesja Berlińska",
"Secesja Wiedeńska" czy "Secesja
Monachijska" itd. Ugrupowania te
prowadziły między innymi działal-
ność mającą na celu promowanie
i upowszechnianie nowego stylu,
wydawały własne czasopisma,
organizowały wystawy itp. Złożenia
słowne "secesja monachijska",
"secesja wiedeńska" itd. pisane
z małej litery oznaczają z kolei cha-
rakterystyczną i specyficzną dla
danego miasta odmianę stylu.
W związku z tym stosując określe-
nie "bydgoska secesja", można
mylnie zasugerować istnienie jakie-
goś ugrupowania artystycznego
w Bydgoszczy bądź wypracowanie
przez miejscowych architektów
jakiejś oryginalnej, miejscowej
odmiany secesji, podczas gdy takie zjawiska nigdy nie występowały. Postuluję więc zamiast tzw.
"bydgoskiej secesji" używanie określeń "secesja w Bydgoszczy" lub "architektura secesyjna w Byd-
goszczy", mając koniecznie na względzie to, że pojęcia te dotyczą tylko niektórych bydgoskich budyn-
ków powstałych na przełomie XIX i XX wieku, a nie całokształtu zjawisk architektonicznych tego czasu.
Na zakończenie warto zwrócić uwagę na fakt, że i w innych polskich miastach, szczególnie
w tych, które nie mogą poszczycić się zabytkowymi budowlami z zamierzchłej przeszłości, po-
dobnie jak w Bydgoszczy, zbyt szczodrze stosowane określenie "secesyjny" służyło nobilitacji
miejscowej architektury przełomu XIX i XX wieku. Dobrym przykładem będzie tu Łódż, w przy-
padku której przeważającą część zabudowy centrum stanowią obiekty powstałe w interesującym
nas czasie. O tej zabudowie często, szczególnie potocznie, mówiło się, że jest secesyjna. Opinie
takie musiały być tak powszechne, że autorzy publikacji o mieście uważali za swój obowiązek ich
prostowanie: "... Piotrkowska 100a - dom towarowy z niezwykle na swoje czasy (1909) rozrzut-
nym zastosowaniem szkla - male arcydzielo secesji, stylu, wbrew utartym i nie przewietrzanym
sądom wcale nie tak często reprezentowanego na Piotrkowskiej, a już wyjątkowo w czystej po-
stacf 12 lub znacznie ostrzej: "Często mawia się w Łodzi ,secesyjna Piotrkowska». A czasem ktoś
powiada: «To taki brzydki secesyjny dom». Sformulowania takie należy odnieść nie do lacińskie-
go slowa secessio, ale do innego lacińskiego slowa: ignorantia"13. Szkoda tylko, że w Łodzi pisa-
no tak już pod koniec lat 60. XX wieku, a "bydgoska secesja" straszy do dzisiaj...
..
.r
lO
-- -
--_-L. -
1- lf
--'
- I Jl ł
-
I
Inl ł \.
· l \
,
t-_
-
I I
,-
r . .
---
!I -
=-=p
--
.
,
..
l
.,.
-..
I
t
II. 6. Kamienice przy ul. Focha 2 i 4, zaprojektowane przez Karla Berg-
nera, pokazują, jak bardzo tradycyjna i skostniała kompozycja fasady
bywa uzupełniona motywami secesyjnej dekoracji. Stylu takiej budowli
nie można jednak nazwać secesyjnym, lecz eklektycznym z elemen-
tami secesji Fot. I. Jastrzębska-Puzowska
46
"
..
>>>
Przypisy:
1. I. Jastrzębska-Puzowska, Nurt malowniczy w bydgoskiej architekturze przelomu XIX i XX wieku, [w:]
Materiały do dziejów kultury i sztuki Bydgoszczy i regionu, z. 7, Bydgoszcz 2002, s. 53--60.
2. Jak silny i trwały jest ten stereotyp, świadczy przykład recenzji ("Express Bydgoski" R. XVI: 2005, nr 103,
s. 12) poświęconego Bydgoszczy numeru miesięcznika "Spotkania z zabytkami" (nr 4, kwiecień 2005),
której autor z dużą determinacją pisze o "bydgoskiej secesji" w kontekście artykułu opisującego stylową
różnorodność bydgoskich kamienic i willi z przełomu XIX i XX wieku.
3. Między innymi ewolucję poglądów na temat stylu zabudowy bydgoskiego centrum prześledzić można,
wertując kolejne wydania przewodników po Bydgoszczy. W 1972 roku przy obecnej ulicy Gdańskiej
zauważa się "szereg budowli w stylu secesji" (ul. Gdańska 14, hotel "Pod Orłem", pl. Wolności 1, tzw.
Delikatesy), w 1976 roku podobnie i jako takie wymienione są oprócz już wspomnianych także tzw.
Powszechny Dom Towarowy Jedynak, ul. Gdańska 15, czy kamienica ul. Gdańska nr 63. W 1985 roku ta
sama ulica zabudowana jest "szeregiem okazałych kamienic i budynków eklektycznych i secesyjnych",
przy czym wymienione budowle zyskują już prawidłowe określenia stylowe. Zob. J. Umiński, Bydgoszcz.
Przewodnik, Warszawa 1972, s. 51; J. Umiński, Bydgoszcz i okolice. Przewodnik. Warszawa 1976, s. 50;
J. Umiński, Bydgoszcz i okolice. Przewodnik, Warszawa 1985, s. 57, 62, 65.
4. I. Jastrzębska-Puzowska, Nurt malowniczy..., s. 60. Powołuję się Maj na: J. Wojciak, Oświata, kultura
i sztuka w latach 185
1914, [w:] Historia Bydgoszczy, pod red. M. Biskupa, t. I do roku 1920, Warszawa
- Poznań 1991, s. 598.
5. Np. Slownik terminologiczny sztuk pięknych, wyd. drugie popr., Warszawa 1997, s. 375-376 czy
N. Pevsner, J. Reming, H. Honour, Encyklopedia architektury, Warszawa 1997, s. 28--30 (hasło: Art Nouveau).
6. O wartości takich "nieortodoksyjnych" budowli secesyjnych pisze m.in. S. Tschudi Madsen w swojej
książce pt. Art Nouveau, Warszawa 1977, s. 106-108.
7. Zob. I. Jastrzębska-Puzowska, Poglądy artystyczne i twórczość bydgoskiego architekta Fritza Weidnera,
[w:] Materiały do dziejów kultury i sztuki Bydgoszczy i regionu, z. 3, Bydgoszcz 1998, s. 44-55.
8. Zob. P. Winter, Ulica Augusta Cieszkowskiego w Bydgoszczy. Zespól architektoniczny z przelomu XIX
i XX wieku, Bydgoszcz 1996, s. 50.
9. Ibidem, s. 43--45.
10. Ibidem, s. 52.
11. Ibidem, s. 48, 49, 55.
12. W. Kondek, Ul. Piotrkowska, Łódź 1970, s. 12.
13. J. Urbankiewicz, Sukiennice nad Łódką, Łódż 1968, s. 67.
47
>>>
Oaria Bręczewska-Kulesza, Agnieszka Wysocka (Bydgoszcz)
Plany zagospodarowania Skrzetuska i Bielaw
Do połowy XIX w. Bydgoszcz obejmowala teren średniowiecznego miasta lokacyjnego i istnie-
jących już wcześniej przedmieść. Zasadnicze zmiany w układzie przestrzennym rozpoczęły się
w latach 50. XIX stulecia. Przełomowym momentem był rok 1851, kiedy uruchomiono pierwsze
połączenie kolejowe. Wtedy też wcielono w granice miasta położoną na pn.-zach. od Przedmieścia
Gdańskiego, gminę Bocianowo, na terenie której usytuowano budynki dworca kolejowego i warsz-
tatów naprawczych. Od tego czasu rozwój miasta poszedł zdecydowanie w kierunku pn., prze-
nosząc się na lewy brzeg Brdy. W kolejnych latach przyłączono także tereny Grodztwa, leżące na
wsch. od Przedmieścia Gdańskiego'. Na obszarze dawnego Bocianowa wytyczono dwie nowe
dzielnice mieszkaniowe: Friedrich-Wilhelm-Stadt i Elisabeth-Stadł. Projekt wykonał mierniczy re-
gencyjny Friedrich W. Strumhoefel. Tu zasadniczo do końca XIX w. koncentrowała się zabudowa
mieszkalna Bydgoszczy.
Szybki rozwój gospodarczy miasta na przełomie XIX i XX stulecia oraz postępujący wzrost
liczby ludności spowodował konieczność dalszego zintensyfikowania zabudowy mieszkaniowej.
Na dawnej Wyspie Kanałowej (wsch. część Okola) wytyczono i szybko zabudowano kamienicami
kilka zwartych bloków. Największe wolne od zabudowy obszary znajdowały się na terenie daw-
nego Grodztwa. To spowodowało zmianę kierunku rozwoju miasta na tereny położone na wsch.
od ul. Gdańskiej. Doskonałym miejscem dla usytuowania nowej dzielnicy mieszkaniowej był nie-
zabudowany dotąd, rozległy obszar położony między al. A. Mickiewicza a ul. K. Chodkiewicza.
Miejsce to było dogodne ze względu na bliskość wykształconego już nowego centrum admini-
stracyjno-oświatowego i stosunkowo niedużą odległość od dworca kolejowegcY. Pierwsze plany
urbanistyczne tych terenów wykonane zostały pod koniec XIX w., kolejne w 1903 r. 3 Koncepcję
nowej dzielnicy oparto na prostokątnej siatce ulic, z własnymi placami i osiami kompozycyjnymi.
Nie zapomniano również o dzielnicach willowych. Na początku XX stulecia powstało na Bielawkach
urzędnicze osiedle domów jednorodzinnych usytuowane między ulicami K. Chodkiewicza i Cichą.
Inicjatorem budowy było Urzędnicze Towarzystwo Oszczędnościowe i Budowlane 4 . Planowane
było także niewielkie osiedle robotnicze umieszczone nieco dalej na pn. w okolicy ulic Sułkowskiego
i Kasztanowerich lokalizacja wykraczała już jednak poza granice miasta. Ciekawym założeniem,
mieszczącym się również na terenie dawnego Grodztwa, stała
się wytyczona w 1912 r. Sielanka. Wykorzystano tu koncepcję
miasta-ogrodu Ebenezera Howarda. Szkic planu został wyko-
nany przez znanego urbanistę Josepha Hermanna StCJbbena 6 .
Większa część zabudowy powstała tutaj już jednak w latach 20.
i 30. ubiegłego stulecia.
Wraz z wyczerpywaniem się terenów budowlanych w grani-
cach administracyjnych Bydgoszczy, charakteru przedmieść zra-
stających się z miastem nabierały podmiejskie osady. Proces
ten widoczny był przede wszystkim na Okolu, Wilczaku i Szwe-
derowie, gdzie mieszkała ludność robotnicza, zatrudniona
w znajdujących się tam zakładach przemysłowych. W mniejszym
stopniu odbywał się na Bielawach i Skrzetusku. Mimo licznych
starań gmin o włączenie do miasta spotykały się one z odmową
magistratu. Dopiero w 1907 r. miasto zmienilo stanowisko i samo
wystąpiło z propozycją inkorporacji podmiejskich gmin. Jednak,
,
-
.
II. 1. Franz Joseph Stubben
48
>>>
mimo uzyskania zgody ze strony
przedstawicielstw komunalnych Oko-
la, Wilczaka, Szwederowa, Bielaw
i Skrzetuska (minimalny program in-
korporacyjny), tereny te zostały w'ą-
czone do miasta dopiero w 1920 r. 7
Spuścizną po tych dzia'aniach by'y
liczne plany korekt i regulacji ulic,
zwłaszcza w odniesieniu do ważnych
ciągów komunikacyjnych. Pozostały
także plany zagospodarowania niektó-
rych fragmentów mniej zabudowanych
osiedli. Głównym pomys'odawcą i wy-
konawcą tych prac był wspomniany
już J.H. Stubben. Na zlecenie władz
....
miasta i przy wspó'pracy bydgoskiej
policji budowlanej wykonywał on "Ge-
neralny plan zabudowy miasta Byd-
goszczy". Jego częścią były plany
zagospodarowania czekających na
przyłączenie gmin Bielawy i Skrzetusko. } '--"
".
Chciano tam stworzyć nowoczesne \
dzielnice mieszkaniowe, pe'ne ziele-
ni i wolne od przemys'u, dlatego też
zapewne ich rozplanowanie powierzo-
no cenionemu w Europie fachowcowi.
Joseph Hermann StObben był znanym i renomowanym urbanistą niemieckim, dzia'ającym
na prze'omie XIX i XX stulecia 8 . Kształcił się w Berlińskiej Akademii Budowlanej w latach 1864-1866
i 1868-1870. Piastowal wiele ważnych stanowisk w państwowych i gminnych urzędach, przede
wszystkim w Nadrenii. W latach 1876-1881 był miejskim architektem w Aachen, a w okresie od
1881 do 1891 r. w Kolonii. W 1904 r. przeniós' się do Berlina, gdzie rozpoczą' pracę w Minister-
stwie Skarbu. Zajmowa' się tam między innymi nadzorowaniem budów berlińskich osiedli miesz-
kaniowych. Kierował także Królewską Komisją Rozbudowy Urbanistycznej Miasta Poznania.
W 1910 r. zosta' członkiem Akademii Budownictwa. Stubben zasłużył się jako kontynuator starej
niemieckiej szkoły urbanistyki i jednocześnie orędownik nowoczesnego sposobu planowania
miast. Był nie tylko wielkim praktykiem, ale również i doskonałym teoretykiem. W 1890 r. wyda'
"Podręcznik budownictwa", którego część poświęcona urbanistyce, sta'a się podstawowym źr6-
dlem wiedzy dla wielu pokoleń planistów. Pisał także o urbanistyce angielskiej i francuskiej.
Stubben rozwijał reguły planowego zagospodarowywania przestrzennego miast, był zwolenni-
kiem ich naukowego opracowania. Był ceniony przez sobie współczesnych, o czym świadczą licz-
ne nagrody przyznane mu przez niemieckie i zagraniczne stowarzyszenia architektów. Sporządzi'
ponad 100 planów zabudowy miast, wśród których znalazły się Aachen, Antwerpia, Bruksela,
Bazylea, Kolonia, Madryt, Warszawa, Poznań, Luksemburg. Za generalny plan zabudowy Wied-
nia otrzymał I nagrodę. Jego pracę uhonorowano już w 1895 r. w Kolonii przez ufundowanie
tablicy pamiątkowej na Bramie Hahnentor, a w 1930 r. miasto Frankfurt wystawiło mu pomnik 9 .
Prace nad planem zagospodarowania wschodniej części miasta oraz gmin Bielawy i Skrzetusko
trwały przez kilka lat. Były oparte na ścis'ej współpracy z bydgoskim magistratem, o czym świadczy
liczna korespondencja. Plan ten był rezultatem kilku wstępnych projektów, zatwierdzonych przez
bydgoski magistrat w 1913 r. Wynikiem intensywnych prac była ukończona przez Stubbena
w lipcu 1915 r. część "Generalnego planu zabudowy miasta Bydgoszczy" z dodatkowym objaśnieniem
., '='
.ł_" ..\.I.\I.'.....:,&
l.lL, JI
.
,
.....1
1 ,.1........ ... ( 'L ,ł
I .......... "-J-I,
_ "'G1.. F0't ST ,
.. MJI.rr_....,.. , \. II : I. , . .. L -I. :
.... ......... n..t..:t,ł!"" . ........... ł" .. I. ł. , . '.. ł 1 ł ·
.
:,...1 , .L L J ' -ł 4-
. :... "i l". .. ,'t
" ....:
II r- :
....
... '.." .; ., , .
- · C " -.......... .. '-------: ;.
I . ... :: " =.. '
.......,- " c ' / .....-- '-
'11". ... \ - _.........
a.u... ......,. :' \; --
.a
."
.. ł / .-_ 'I .J. _. --'::-:".,
'f £ :-- .. .."1. ,/\ II " l . _ . _ - '00. '00
L.
. -.y. .....
.
... ...._-ł ,," ", r .. - E-
11I.-lddł-.d4."
, , " I _ __J
_ _4
___
, I
I j
'f
I
tB'i tlłł-r.olt-wr
-
.-. ..........
!
.....
-:. JW.-In
1
lł.I'''. ...
11.2. Fragment planu miasta Bydgoszczy z przedmieściami z około
1915 r. Repr. z: Atlas historyczny miast polskich. t. 2: Kujawy, pod
red. A. Czacharowskiego, z. 1: Bydgoszcz
49
>>>
. ..,,!-
,
,,
. .Io, :. \ dotyczącym wschodniej
'.: o .:
; .t.....
...... części miasta i gmin Biela-
..:; ..
''": ...
;:
. wy i Skrzetusk0 10 .
_. ._.
.... .. .....
. .. :.:
'.
.' . .,. .", Plan, o ktorym mowa,
o .;:::.... ...... .' " ."'
.. .. .
._. ....;:;:.:...::.
......0 ... . .: o' .. · obejmował rozległy teren
" . .. ...... .......
.. ... ::.a:. Ił
.:
- '. ': :
;-.:::;;..
.:::
:', ", ....: : -:'" :'. położony na wsch. od ulicy
-;- I' ."".
.. ..
.
.' · '.:., lO ". ..
... Gdańskie j . oraz ws p omnia-
.... _'. o,. .,:, ."...
\.. '.... .,.,;,
... I ..... ....... "' . , . '..:._ h N
'OO' o:.... .'. .".,. :\ ..:.'a nyc gmin. a pn. granicą
. ..
..... - __lO, . -- ... ;a';'
.:\)\.
' :.' ,
-..:' ...
..... -':;:
"
'.'4\.
.,...oo . '"
ł'.:
....3t
..:'" '.
"':"'
)i .
był Las Jachcicki, który do-
e.. . .4 1 1"'_1_9 ._....
. .. ..... '-
.. ..., ..
chodziłwowczas m nle ' wlęceJ
:"" ::""";"1 '
"l"'-':I;/'ł-i'''.
'' "'
")'
""
".". .. .
. .
lO
_ _ ':';',":0'_
\.. .,'
.:::o:.
':' ł..,:.. :i do obecnych ulic Powstań-
.
C ...-
..,.. ....::.. ,- --t- l;: Ó W O C k k .
.
:. ..'...-::.... , ..
:" " \ ::1 c w arszawy I zer as lej.
o _ _ ' ):.":"..,
. i.
;
' :: \ Od PO łudnia g ranic ę stano-
. .. .. ...... J..łA - l' .., '- Ił
. , ...:.., o". I - l " 'ł. ..... "1\ wiła rzeka Brda. Na zacho-
. o:. :'\" . .; - :.... :..
ł );'i
.. - . .
:
..:
'.o'.. __' ł'
ol l . 1 '"1 .,....ł "\I dzieobejmowałteren zasad-
..:.,.,.. .-., ......
, II" G
...
..'
...
11 D . ., -;:
:-l H
,- "'ł'ł .:" niczo do ulicy dańskiej,
o.. . -o . II. ',. pomijając bądż regulująctyl-
. . ..
'.. -.... :: r.
, '. ko zabudowane już obszary.
II. 3. Fragment planu Stubbena, część pn.-wsch. (u góry widoczne torowi- Granicę wschodnią stanowi-
sko ze staCją kolejową, centralnie park w miejscu dawnego cmentarza fa obecna ul. Gajowa, będą-
i żwirowiska) ca drogą oddzielającą Biela-
wy i Skrzetusko od Wielkich Bartodziejów. Opracowanie składało się z części opisowej i dołączo-
nych do niej planów sytuacyjnych w skali 1 : 2000 umieszczonych na 5. planszach 11 . W części
opisowej poruszono 6 kluczowych zagadnień dla zagospodarowywanych terenów. Były to spra-
wy dotyczące urządzeń i ciągów kolejowych, ciągów komunikacyjnych, założeń zielonych, ulic
wewnętrznych, budynków użyteczności publicznej oraz sposobów zabudowy. Niestety, plan ten
w całości nigdy nie został zrealizowany. Dlatego też położenie ulic i promenad można określić
w przybliżeniu, porównując do obecnego układu ulic, który tylko w niektórych fragmentach
odpowiada zamysłowi Stubbena 12 .
Podstawowym założeniem planu było przeniesienie głównej linii kolejowej łączącej Bydgoszcz
z Toruniem ku połnocy, do granicy Jagdschutzer Forst (Lasu Jachcickiego). Na zachowanych
planach niestety nie widać całego przebiegu nowej linii kolejowej. Istniejący fragment pozwala
przypuszczać, że miała biec zgodnie z obecnym usytuowaniem. Stację ulokowano na skrzyżo-
waniu torów z Waldstrasse 13 , w okolicy obecnego cmentarza na Bielawach. Dogodny dostęp do
transportu kolejowego był również bardzo istotny dla funkcjonowania zakładów przemysłowych.
Postanowiono więc zachować istniejącą kolej przemysłową z bocznicami dochodzącymi do za-
kładów L6hnerta, Kolwitza, Śląskiego Towarzystwa Górniczego (Schlesischen Montangesellschaft),
rzeźni i gazowni. Także część torów pozostała z połączenia z Toruniem miała być wykorzystana
do tych celów. Koło gazowni zaplanowano szerszy tor kolejowy, dla swobodnego rozładunku.
Planowano także nową ulicę biegnącą od Keiserbrucke (most Bernardyński) wzdłuż Brdy.
Drugim bardzo istotnym problemem była dobra komunikacja. Wyznaczono główne ciągi ko-
munikacyjne biegnące z pd. na pn. i z zach. na wsch. Tu StObben oparł się na istniejących juź
ulicach, łącząc je lub przedłużając w logiczny sposób.
I tak komunikację pn. - pd. miały zapewniać, patrząc od zach.:
_ istniejąca już Schillerstrasse (I. Paderewskiego) przechodząca na pd. w Braesickestrasse
(S. Staszica) i Hempelstrasse (3 Maja),
_ istniejąca Schwarzerweg (częsć J. Sułkowskiego) od pn. połączona nowym odcinkiem z Conrad-
strasse (M. Piotrkowskiego) od pct,
_ połączone w prawie prostej linii ulice od pn. Yorkstrasse (ks. J. Poniatowskiego) z Zeppelin-
strasse (F. Chopina),
50
>>>
- następnie polączone ulice od pn. Gunterstrasse (J. Kilińskiego), Abichtstrasse (Jastrzębia?) i od
pd. Strehlkestrasse (L. Wyczółkowskiego), całość od pn. krańca przedłużona do Waldstrasse,
- Adolf Kolwitzstrasse (część J. Lelewela) przedłużona na pn. i pd.,
- Heidestrasse przedłużona na pd. (zapewne mniej więcej w linii obecnej Kardynała S. Wyszyńskiego),
- Horststrasse (Gajowa).
Jako główne arterie komunikacyjne przewidziano Heidestrasse o szerokości 30. m, nieco
węższą ulicę w linii Adolf Kolwitzstrasse (20 m) i Waldstrasse o szerokości od 15. do 25. m.
Szerokość pozostałych mieściła się w granicach od 15. do 17. m.
Wschodnią część omawianych terenów z zachodnią łączyć miały już istniejące ulice:
- Bleichfelderwegstrasse i KurtUrstenstrasse (K. Chodkiewicza) o szerokości 20. m,
- kontynuacja Bulowstrasse (al. A. Mickiewicza) po pn. stronie Keiser Wilhelm Instituts (dawny
Instytut Hodowli Roślin) o szerokości 17. m, biegnąca dalej jako Grenzestrasse wzdłuż granicy
gmin (mniej więcej w linii Powstańców Wielkopolskich) o szerokości 27. m,
- przedłużenie Frohnerstrasse (Z. Krasińskiego) za cmentarzem ewangelickim i rzeżnią (ks. A. Mark-
warta, ks. L. Sieńki), dalej na terenie gminy Skrzetusko Schrottersdorferstrasse (zapewne
w linii S. Moniuszki i mniej więcej M. Curie-Skłodowskiej) o szerokości 20. m,
- w linii Wilhelm-Promenade-Fordonerstrasse (Jagiellońska).
Dla linii zabudowy KurtUrstenstrasse i Promenadenstrasse zostały wykonane specjalne plany
juź w 1913 r.
Uzupełnieniem miały być nowe ciągi komunikacyjne:
- Bahnkorperstrasse (w linii Kasztanowej?) położona po pn. stronie torowiska, przeniesionej linii
kolejowej do Torunia (szerokość od 28. m do 36. m),
- ulica położona przy pn. granicy koszar artyleryjskich, biegnąca obok leśniczówki Brenkenhof
i dalej, równolegle do nowych torów linii kolejowej do Torunia (szerokość 26 m).
Większość głównych ulic miała być obsadzona drzewami.
Stubben zaprojektował także kilka linii tramwajowych, między innymi wzdłuż Bleichfelderweg -
KurtUrstenstrasse (Chodkiewicza), przedłużenia Bulowstrasse i Grenzstrasse (Powstańców Wiel-
kopolskich), w linii Adolf Kolwitzstrasse (J. Lelewela) oraz Heidestrasse (Wyszyńskiego). W celu
połączenia pn. i pd. części miasta przewidziane zostały dwa nowe mosty na Brdzie. Pierwszy w linii
arterii Adolf Kolwitzstrasse
(J. Lelewela), wypadający
zapewne kawałek na wsch.
za obecną "kładką". Drugi
zaplanowano w ciągu Heide-
strasse (Wyszyńskiego), za-
pewne w miejscu obecnego
mostu Pomorskiego.
Bardzo ciekawą część "-
omówienia zajmują proble-
my dotyczące założeń ziele-
ni. Przewidziano tu publicz-
ne parki, strefy nasadzeń
wzdłuż kolei przemysłowej,
promenady do pieszych
przechadzek, z miejscami
służącymi do spokojnego
odpoczynku,zabawyispo
tu. Na publiczne założenia
parkowe przeznaczono mię-
dzy innymi miejskie glinian-
--ł.....r..L
..L.I . .. ..
- rv:.".- e.:.
=::....... .......
!...
......--.......... ,. .... -.
; ....:..;..;; -.:::.,:- _ ,,-....... '-.II;:.:ac:a===':::';
......._....... .
)orr
'C' - &-=-
.....".:a:
4 w
- :$,
. :
-- fI .
l
t;, .ł.
- .....
I' -,.".
'\
'-...... '" ::
..:. II
14 :: ,
'-
:: ,:;
".-
:
.., '. }: !r r.'-
. \. . ... .......: .et).
, ' I X\:
- r#I ...: 1:.
. \'
.... ,:: -I:
..'\ """ ... .:: .. .
::
ii;:
.
.
jf
. l-
I \
\\ :: ::.J .
, I ,\.. .. :: :i !!A-
I \
,
:: I
,
" .'.- li .
, I l..
.: ł-.. .-
, t 'i.
'.:_..J .
I I
'&.::
.
00 v
1'_ '. I t::'. .
·
..
--.
.
. '.
.... ....1
,-
...
..
.
. :"'.
.
.'
.
.
II. 4. Fragment planu StUbbena, część pn.-zach. (teren na pn. od ul. Chod-
kiewicza, z parkiem na obszarze dawnej cegielni, za nim sala koncertowa)
-.
--
.0
-.
° 0
.
-.
:..
..........
--- I
.
......--
51
>>>
ki po pn. stronie Bleichfelderstrasse (K. Chodkiewicza, między ul. 20 Stycznia i I. Paderewskiego),
prywatne żwirowisko między Wald- i Heidestrasse oraz cmentarz po wsch. stronie Heidestrasse.
Wykorzystano także spory fragment lasu na wsch. od Kriegsschule (ob. POW) i na pd. od ob.
ul. Czerkaskiej, wprowadzając tam alejki spacerowe i tworząc ogromną łąkę otoczoną drzewami
i krzewami. Teren żwirowiska według StUbbena doskonale nadawał się na rozległy park krajobrazo-
wy, o nieregularnej formie. Cmentarz graniczył z zaplanowanymi alejkami spacerowymi. Natomiast
z terenu po gliniankach (także cegielni, którą należało zlikwidować) rozciągałby się widok na sąsia-
dującą z nim, planowaną po pn. stronie parku salę koncertową. Między Schrottersdorferstrasse
a Grenzestrasse i KurtOrstenstrasse a Bahnkorperstrasse umieszczone zostały strefy roślinne ze
ścieżkami spacerowymi. Również alejki spacerowe zaplanowano wzd!uż niektórych odcinków to-
rów kolei przemysłowej.
Najładniejsze tereny zielone ciągnęły się z zach. na wsch. mniej więcej obok granicy gmin -
między Schrottersdorferstrasse a Grenzestrasse. Od linii kolei przemysłowej (na wysokości Ogiń-
skiego) aż do Horststrasse (Gajowa) poprowadzony został główny ciąg szerokich promenad dla
pieszych. Rozpoczynał go trawnik o szerokości 36. m, połączony kładką z przedłużeniem Conrad-
strasse (Berwińskiego?). Po wsch. stronie Strehlkestrasse (L. Wyczółkowskiego) ciąg promenad
rozszerzał się, tworząc centralne założenie parkowe o szerokości 140. m i długości 150. m oraz
łąkę do zabaw sportowych o długości 190. m i szerokości od 50. do 80. m. Dalej promenada
o szerokości 70. m ciągnęła się na wsch., mieszcząc place do gry w tenisa, odpoczynku i alejki
spacerowe. Urozmaicać ją miały różnorodne nasadzenia oraz dekoracyjne stawy.
Zaplanowano jeszcze 2. ważne promenady biegnące w linii pn. - pd. Pierwsza po pn. stronie
KurtOrstenstrasse (K. Chodkiewicza) za linią Zeppelinstrasse (F. Chopina). Aleja usytuowana została
na terenach wypoczynkowych, z placami do zabaw i gier, między blokami zabudowy. Kolejna za-
czynała się na wysokości Schrottersdorferstrasse, przechodziła przez wielki ciąg promenad wsch.
- zach. i kończyła się przy cmentarzu Bielawy, placach nowego przystanku kolei i lesie.
W częściach przeznaczonych pod zabudowę mieszkalną również zaplanowano tereny zielo-
ne dla oddzielenia bloków zabudowy. Na skwery i zieleńce przeznaczono tereny:
- na wsch. od BUlowplatz (pl. J. Weyssenhof- _ _ " _
fa) i pd. od KurtOrstenstrasse (K. Chodkiewi-
_
cza) - założony póżniej Ogród Botaniczny, ......
- między Fehrbellin i Bahnkorperstrasse (oko-
lice J. Kozietulskiego i Kasztanowej),
- między Kurfurstenstrasse (K. Chodkiewicza)
i Grenzestrasse,
- dwa place między główną promenadą wsch.
- zach. a Grenzestrasse i jeden między pro-
menadą a Schrotersdorferstrasse,
- jeden plac między Braesickestrasse (S. Staszi-
ca) i Hohenzollernstrasse (al. Ossolińskich),
- ostatni zielony plac miał zostać umieszczony
przy Promenadenstrasse (Jagiellońska) w linii
Adolf Kolwitzstrasse z widokiem na Brdę.
Ulice na terenach przeznaczonych pod za-
budowę mieszkaniową, niebędące arteriami
komunikacyjnymi, zaplanowano nieco węższe.
Ich szerokość miała mieścić się w granicach
między 8. a 13. m. Po obu stronach ulic lub tyl-
ko po stronie słonecznej przewidziano poprze-
dzające zabudowę niewielkie ogrody. Ulice
o szerokości powyżej 13. m zazwyczaj miały
52
L
l
-
ł --
, ':"'-...:n"\1
. -- .....
.
;:Y;I-
:l::-
-' I
.....,
""
.
h,;j; ';ł:!i!:" k
-
.
.-.
. ;.:
....
....
- l
.,-
--.
I .
I'f .
1/ .
"
/I
1
1f0 "
II
.1
fi
U
. ,. Ć.J I
.; l!
'___ li -.
......_
_.
r4
.. ,
f:"
..
It-
't
.
II. 5. Fragment planu Stubbena, część pd. (u góry ciąg
promenad wsch. - zach.)
>>>
być zadrzewione. W ciągach ulic "wykrojono" (poprzez cofnięcie linii regulacyjnej) miejsca na
dodatkowe zieleńce, które miały upiększać otoczenie. Oprócz ulic pozostawiono ścieżki tylko
dla komunikacji pieszej, również ozdobione roślinością.
W planie zabudowy przewidziano także miejsca pod budowę gmachów użyteczności pu-
blicznej. Ostateczne decyzje co do budowy i rozmieszczenia obiektów pozostawiono w gestii
administracji miejskiej. Budynki te StObben rozmieścił tak, aby tworzyły pozytywne dominanty
w przestrzeni. zamykały osie widokowe i dobrze komponowały się z otoczeniem.
W planie zabudowy przeznaczono miejsce dla następujących obiektów:
_ 8000 m 2 na wspomnianą już salę koncertową (powierzchnia rzutu 4500 m2) usytuowaną na pn.
od Bleichfelderstrasse (K. Chodkiewicza) na osi Schillerstrasse (Paderewskiego). Od pd. sala
miała graniczyć z planowanym na gliniankach założeniem parkowym, od pn. teren zamknięto
ciągnącym się do torów założeniem ogrodowym;
- 5. kościołów wyznań ewangelickiego i katolickiego, rozmieszczonych na całym terenie. 2 po
stronie pn. (pierwszy w osi Schillerstrasse, drugi w narożniku między dotychczasową linią ko-
lejową do Torunia, Heidestrasse i Derflingerstrasse). kolejny na osi głównej promenady wsch. -
zach., za sportowymi terenami, czwarty"a pd. przy przedłużonej Adolf Kolwitzstrasse (okolica
Kurpińskiego i Łużyckiej), ostatni na wsch. w ciągu zabudowy między Feldstrasse i Horststrasse
(Żmudzką i Gajową). Place pod budowę kościołów StObben zaprojektował na tyle duże, aby
pomieściły również budynki parafialne i domy wspólnot;
- 9. do 10. szkół (średnich i ludowych). Kilka z nich pomyslano jako grupy architektoniczne
z kościołami, pozostałe usytuowane zostały samodzielnie z własnymi dziedzińcami szkolnymi;
- siedziba straży pożarnej blisko ciągu Heidestrasse;
- sala gimnastyczna. w ciągu Adolf Kolwitzstrasse, po pd. stronie głównej promenady;
- dom dla instytucji dobroczynnej, przy głównej promenadzie po pn. stronie centralnego placu;
- dom starców, przy głównej promenadzie, po pd. stronie centralnego placu.
Oba wyżej wspomniane budynki wraz z kościołem i 2. szkołami miały tworzyć architekto-
niczną ramę centralnego placu promenady. StObben przedstawi I propozycję rozmieszczenia
budynków publicznych z zastrzeżeniem możliwości zmian. Place mogły być użyte pod budowę
innych obiektów.
Ostatni punkt "objaśnienia" dotyczył sposobów zabudowy. Tu głównie zwrócono uwagę na
obowiązujące przepisy budowlane. Magistrat opracował także szczegółowe propozycje form
zabudowy wraz z planem stref budowlanych. Rozległą część omawianych obszarów postano-
wiono przeznaczyć na budynki dla niezamożnych mieszkańców miasta i gmin. Aby uchronić
tereny przed hałasem i uciążliwym sąsiedztwem przemysłu, zabroniono wznoszenia nowych
budynków fabrycznych na całym obszarze.
Teren wsch. części miasta oraz gmin Skrzetusko i Bielawy był dość wdzięcznym tematem dla
planisty. Pas zabudowy na pd.-wsch. od ul. Gdańskiej był stosunkowo niedawno rozplanowany
i zabudowany. Stworzono tu czytelną siatkę ulic z palcami i parkami oraz nowoczesną zabu-
dową. Negatywnymi elementami były tu rzeźnia i w mniejszym stopniu, bo umieszczona na na-
brzeżu, gazownia. Tereny na pn.-wsch. miasta (po pn. stronie ul. Chodkiewicza) były w dużej
mierze niezabudowane. Problem stanowiły umieszczone tu obiekty przemysłowe - cegielnia
i zakłady Kolwitza oraz L6hnerta. W przypadku zakładów przemysłowych, oprócz ich uciążliwości
jako takiej, dochodziła jeszcze konieczność doprowadzenia do nich torów kolejowych. Wszystko
to zakłócało spokój i harmonię nowoczesnej dzielnicy mieszkaniowej. Szpecące torowiska StObben
planował obsadzić zielenią i stworzyć wzdłuż nich alejki spacerowe. Główne tory połączenia
kolejowego z Toruniem planowano przenieść na ówczesny skraj miasta i gmin. Jedynym rozwią-
zaniem kwestii przemysłu był zakaz budowy nowych zakładów. Na terenach gminnych wytyczo-
ne były tylko nieliczne ulice od pn. na Bielawach i od pel. na Skrzetusku.
Zabudowa była tu zasadniczo mieszkaniowa. Na Bielawach oprócz kilku budynków użyteczno-
ści publicznej, jak szpital dziecięcy czy wzniesiony w 1914 r. sierociniec l 4, znajdowało się osiedle
53
>>>
urzędnicze i nieliczne budynki mieszkalne. Tak samo wyglądały tereny Skrzetuska. Kilka ulic
zabudowanych było willami lub domami dwurodzinnymi, a przy ul. Jagiellońskiej stały nieliczne
kamienice. Rozległe tereny po środku pozostawały dziewicze. I tu StObben znalazł pole do popi-
su, planując między innymi piękną promenadę ciągnącą się ze wsch. na zach., szerokie arterie
komunikacyjne oraz liczne zieleńce oddzielające bloki zabudowy mieszkaniowej. Niestety, planu
StObbenna bydgoski magistrat nie zdążył zrealizować.
W niedługim czasie od przejęcia Bydgoszczy przez władze polskie, już w kwietniu 1920 r.
powołano do życia Miejski Urząd Budownictwa. kierowany aż do 1934 r. przez inżyniera architek-
ta Bogdana Raczkowskiego l5 . 6 grudnia 1922 r. Uchwałą Magistratu powołano Komitet Rozbu-
dowy Miasta Bydgoszczy. Na jego czele stanął ówczesny prezydent Bernard Śliwiński, a za-
stępcą oraz faktycznym nadzorującym i koordynującym pracę Komitetu został inż. B. Raczkow-
ski. Podstawowym zadaniem nowo powołanego zespołu było" wytyczenie nowych ulic, aby umoż-
liwić ekspansję tutejszemu przemysłowi" i - co chyba najważniejsze - przygotowanie rozłożone-
go na kilka lat planu rozbudowy Bydgoszczy16. Było to duże wyzwanie, gdyż od 1920 r. w granice
miasta włączono szereg dotychczasowych przedmieść.
W 1926 r. gotowy był program budownictwa mieszkaniowego w latach 1926-1936, przygo-
towany przez inż. B. Raczkowskiego 17. Wśród priorytetów znalazło się wspieranie prywatnych
inicjatyw budowlanych przy jednoczesnym wskazaniu terenów pod zabudowę. Mogły to być
według B. Raczkowskiego następujące dzielnice: Sielanka i Skrzetusko oraz ulice: Senatorska
(ob. K. Chodkiewicza), Płocka, Dwernickiego, K. Libelta, J.u. Niemcewicza i al. Ossolińskich.
Dwa lata później gotowy był kolejny
plan rozbudowy miasta, do którego
sporządzenia Magistrat zatrudnił
warszawskiego urbanistę Stanisła-
wa Filipkowskiego. Przystępując do
pracy nad rysunkami, inż. S. Filip-
kowski zapoznał się z mapami histo-
rycznymi i z niemieckimi koncepcja-
mi rozbudowy Bydgoszczyl8. Wielo-
etapowy plan rozbudowy i regulacji
objął obszar zamknięty granicami
administracyjnymi miasta o powierz-
chni 11 260 ha l9 . Plan dzielił mia-
sto na dzielnice: administracyjno-
-handlową, obejmującą Śródmie-
ście 20 , mieszkaniowe - mające roz-
pościerać się wokół Śródmieścia.
I tak, w północnej części po przesu-
nięciu torów kolejowych i przejazdu
kolejowego przecinających ul.
Gdańską na terenach Lasu Gdań-
skiego, przy utrzymaniu częściowe-
go zadrzewienia, powstać miała na
powierzchni około 50 ha dzielnica
willowa "miasto-ogród", połączona
z centrum ul. Gdańską. Teren dziel-
nicy Bielawy (około 200 ha) w czę-
ści pn.-wsch. od Śródmieścia miał
być nadal uzupełniany zabudową
złożoną z domów jedno- i dwuro-
w.,\ " 4:4 u,
....---
'
\
-j.f 1-': I l LL' I. ; " 1
}J ., .J
jł,,2
t ...;.
:
\ .ll, II /
1/ \\!\
'\.:::..... I I /1 f'-1
. .' i/ ',t.\ '\\: -.
l, '. '1' /
./ /1 ,(.
. -- j,' ;;;;;J --.f 1:; .
' . . i." .:J\)
f-' .. '- -/, ' j
r '}
/ \
\
't--- .-tf:.f.-ł7 .;.
-,.
l i i
. J, \,"
\';J
iJ tf
- ;:11 I - (
J \\\
(:)'ii
:..'.Jtr
:!b/.
_. f
J \\ '\\\ _
-!JI lIT I
"4
H--
tQ
\\
:
-
ilg.'1:.
L J!:i.j:1 l-r rrs;
,\ .
\ -. ! f ' ;....-.. -, r
--;
. " E
\ l\ \ ,,\\- '1 ---. .¥......I...1i J ..-łł..
.\ "'\11
. J1 . --- Uff",,-,.., ..... '
.
'\ . "1\'i-ł! 1.1.. ..."'.:! ..J
\\
' \ )k"
/ " . .-:tl";,- f.J.. -t'-.
. \
u ł . --- 0'" -.., 1'-' --
t' f
'
. - '--! lfJ:/':-!'J.
I
.
, \i '
y.\JJ f!
;I;;;f
. -.. r
.. \. '\
.....
LJ: l .01
'_ , . ,. \ I 1-- !'I
ń
'
,II' 1
- --4,fJ
-
h"ł It!.
,_ H .i, \ '
r-'- "fh; _. c ,'II ()
. ""
"t '''' \ : c:ł
---
";::/
- ..........
., ........ t,. -., L .... "C"i--.- t..,.t..}
-.....' -.', . " d, \ \ tr r I r
..., '-'
J -.::;:...
.
_ -....-:-.'1
\. ,
I'ł.
-..:, J. II -.
. ""'" I... '
!
'-Ńł
" ł r-.,:"b 1Jj "
-.. ,..;::-:..........
4 '\ 1
. I n
,.)
.- S ':-:» . .-:;;o- " - j -. C!!t-
- '."łf
-: .-
i:;"-
If
, - ": i. - '-J
II
II. 6. Plan zabudowy kwartału ulic: Płocka, Senatorska (ob. ul. Chod-
kiewicza), Sułkowskiego i Kozietulskiego według projektu Bog-
dana Raczkowskiego, 1926 r.
f")
(;
-L
....
54
>>>
dzinnych, otoczoną ogródkami. Podob-
ny charakter mieszkaJno-ogrodowy miało
otrzymać sąsiadujące od pOłudnia z Bie-
lawami Skrzetusko (80 ha). Zgodnie
z projektem miała tu powstać zupełnie
nowa kolonia mieszkaniowa skupiona
wokół dwóch dominant architektonicz-
nych - stadionu miejskiego i szpita-
la 21 . Oazą zieleni dla tej części miasta miał
stać się przylegający do zabudowań
Instytutu Rolniczego przy pl. Weysenhof-
fa ogród botaniczny. Dodajmy jeszcze,
że dzielnice fabryczno-przemysłowe mia-
ły rozwijać się w kierunku wschodnim,
w dolinie Brdy, ku Wiśle. Do części opi-
sowej dołączone były mapy w skali
1 : 5000, niestety, nie zachowały się. Przy-
gotowany przez inż. S. Filipkowskiego
ambitny plan miał stanowić podstawę do ' I
:
dalszych, szczegółowych projektów za-
budowy poszczególnych fragmentów
miasta celem zespolenia ich w dobrze
funkcjonujący organizm miejski. Jako
pierwsze powstać miały plany dla Skrze-
tuska. Bielaw i dzielnicy miasto-ogród na
przedłużeniu ul. Gdańskiej. Niestety, inż. i
S. Filipkowski poza stworzeniem planu +
nie czuwał już nad tym, co się z nim sta-
nie. W projektach B. Raczkowskiego _J
i S. Filipkowskiego znalazły się tereny
Bielaw i Skrzetuska. Oba zachowały
StObbenowski pomysł na stworzenie
w tej części miasta dzielnic mieszkaniowych otoczonych zielenią. Na Skrzetusku w okresie
międzywojennym pojawiły się dodatkowo dominanty architektoniczne. Pierwsza - stadion miej-
ski, usytuowany mniej więcej w miejscu wskazanym przez StObbena. Różnica polegała jedynie
na tym, że zaprojektowany przez B. Raczkowskiego teren sportowy rozciąga się w linii północ
- południe 22 . Drugą był olbrzymi szpital miejski, którego budowę rozpoczęto w 1926 r. na tere-
nie przylegającym od północy do ul. Powstanców Wielkopolskich, od południa do nowo wyty-
czonej ul. Nowomiejskiej (ob. ul. M. Curie-Skłodowskiej)23. Między tymi dwoma obiektami
zaprojektowano pod koniec lat 30. XX w. i otwarto wiosną 1939 r. rozległy, ogrodzony obsadzo-
ny zielenią ogród jordanowski dla dzieci 24 . W cieniu tych dwóch obiektów wyrosły kolonie do-
mów jedno- i dwurodzinnych oraz kompleks budynków wzdłuż ul. Nowomiejskiej. Już w latach
1921-1922 w kwartale ograniczonym ulicami: S. Moniuszki, F. Chopina, M. Ogińskiego
i Mościckiego (ob. ul. Sportowa) stanęło 8 bliźniaczych domów parterowych, z wysokimi, mansar-
dowymi dachami, w których umieszczono pary wystawek. Otoczone były one ogrodami. Projek-
tantem tego niewielkiego kompleksu był B. Raczkowski 25 . Obok sfinansowanych przez Magistrat
budynków na wymienionych ulicach oraz po obu stronach ul. Wesołej (ob. ul. L. Wyczółkow-
skiego), ul. Pestalozziego do końca lat 30. XX w. stanęły piętrowe budynki z ogrodami wzno-
szone przez prywatnych inwestorów. Dodatkowo ul. Pestalozziego obsadzono dwoma rzęda-
mi kasztanowców.
t'
I
t
,
- t
I
I & L .,.- \
I -
. taić: PAAI t
;" I l!Jci\l.l€, il ie-I
.
Ol. "" \_
Q l
,..--
;ł . I
C.( ,
:.
I-IJ .
I.
:;
=t
'"'
:..i-
"I
. Jot'
.-
lt
ł
f
t I t'
- I t
ł . i
-:- , . ef:fti
:L-
\. ......
..,.-":'" 1-"
t ' ..,..:\
. .,.e- Y
.. y
..
I \".
.
.
r- -...'
.
A.' - -, Q-t r
l . 0-
"i",1.,o
'---' \)\.. .
...
II. 7. Projekt budowy domu u zbiegu ulic Senatorskiej (ob.
ul. Chodkiewicza) i Lelewela z zaznaczoną .Iinią zabudowy
StObbena. z 1934 r.
55
>>>
W marcu 1937 r. Rada Miasta
przydzieliła spółdzielni mieszka-
niowej "Nowe Miasto" parcelę pod
zabudowę znajdującą się przy
.
ul. Nowomiejskiej (ob. ul. M. Curie-
-Skłodowskiej 10/12/14/16), ogra-
niczoną od północy ul. K. Kurpiń-
skiego, a od południa ul. Łużycką,
zobowiązując jednocześnie spół-
dzielnię do urządzenia wzdłuż
tychże ulic chodnika 26 . Do 1939 r.
powstało 9 funkcjonalistycznych
budynków tworzących zwartą za-
budowę27. Spółdzielnia miała
w planie zagospodarowanie tere-
nów naprzeciwko kompleksu szpi-
tala miejskiego, w linii ul. Nowo-
miejskiej i A. Kolwitza (ob. ul. A. Ju-
rasza). Te plany niestety zniweczył
wybuch II wojny światowej. Dodaj-
my, że wytyczeniu ul. Nowomiej-
skiej towarzyszyło obsadzenie jej
z obu stron topolami 26 .
W związku z tym, że część
dzielnicy Bielawy na początku
XX w. otrzymała zabudowę w po-
staci domów jednorodzinnych,
planiści okresu międzywojennego
musieli podjąć rozważną decyzję
, I
o zagospodarowaniu tego terenu.
Chociaż w architekturze panowa-
lI. 8. Plan. Bydgoszczy z 1938 r., repr. z: Historia Bydgoszczy, pod ły już trendy nowoczesne, dążą-
red. M. Biskupa, t. II, Bydgoszcz 1999 ce do upraszczania bryły i reduk-
cji detalu, zdecydowano, że przynajmniej w rejonie istniejącej zabudowy powstająca nowa bę-
dzie stylistycznie dopasowana do zastałej. Oddalona od ścisłego centrum, otoczona zielenią
dzielnica nie mogła się nie podobać. W okresie międzywojennym ten fragment miasta upodobali
sobie bogaci mieszkańcy miasta. Rozszerzyły się znacznie jej granice, przekraczając te wyzna-
czone przez projektantów dzielnicy dla urzędników 29 . Ta część miasta była nawet nazywana przez
pozostałych Bydgoszczan kąśliwie "dzielnicą arystokratów". Trzeba przyznać. że wpływowi miesz-
kańcy dzielnicy potrafili, zawiązując Towarzystwo Miłośników Bielaw, wywalczyć wiele rzeczy,
o które u władz miasta bezskutecznie zabiegali bydgoszczanie z innych dzielnic. Komunikacja
tramwajowa działała sprawnie (linia wzdłuż ul. K. Chodkiewicza), ulice były częściowo wybruko-
wane, skanalizowane i oświetlone.
Już w pierwszych latach 20. XX w. widoczny jest w tej części miasta ruch budowlany. Nowa
zabudowa pojawiła się w 1926 r., była sfinansowana przez Magistrat, a zaplanowana przez
B. Raczkowskiego. Plany objęły kwartał ograniczony ulicami: Płocką, Senatorską (ob.
ul. K. Chodkiewicza), Sułkowskiego i Kozietulskiego i stanowiły uzupełnienie pierwotnej zabudo-
wy. B. Raczkowski zaprojektował też kilka typów domów jednorodzinnych (oznaczonych literami
od A do F) i tylko takie były dopuszczane do realizacji 30 . Do końca lat 20. XX w. zrealizowano
4 domy w typie "B" przy ul. Płockiej 5, 7, 9 i 11.
I
Bydgoszcz
$ródmiesc.e
. ;
. ...
......:
....
..... --ł
....
! .....,
I.......
:"
':"'
---- ---
łi(
......;7'...
.! .
IIi:ii-.:. .' '\ - =-
. ._' .... " . L,. ' J " .! - '.,
.
.;..;. ;,.ł. S
' 4f- \. 'I :
,. .
f( '
'I
..... '
!....#,........---. \ ;!
ql';f_ll
A"
.
'.
.
"'_ l
......
-
1; -';-1 ;;"IW # .... .,- I .. - r
;;.....
#
I h,. I
./,,'
',
.' w!/ " '
.
.' Y... #..ł.:
" "I
\
.
' ...- '
-
'i.-Thł \ +--; I t
e.l :
:
...."
,\,
_.... J II
. ..:}
.
-
J! , :
: " - f
. S . I fo"!
-# ..... ...,':";,
i.... ,,
I'. ".' .
.,; ..,... ł. (............
iJ;ł; /
! f.
'/ ( I_
. :J - ; ; 1
,
.-;t- ' (
.., 0._., -
." ..
i
..:----. ..... «-
..
. .,.,ł-L 1"'.
_ .,... -.
L - 4::-'" ...
i.J-- . - - ,
...-..'''t:l
-',_ '--"'3-' -'.'-' ; ..-
.L.
' .ł
'"
"S: .. - - : .......
...........
t
;;;;' -;-V
.fj a _. - --
....."."'fo ___............
- .',
'-' " ...._
..,.-
.. ------
. ,
-
. -
'
," - ".
, ,: ,
.
PIlI lIIaStI IJdgOWZJ
-.:...... . \ \t-
o..,. . ..
-:"
;:. 't. _ ....
...
.. . 1 '. '
. , -
j- -
:Y
. ..,.:ir'- -
.. , -.i. ;
;J!,'; ,
' ''&'' '-- \ . " -
,. ... .JJI .... t. .. ., .
56
>>>
Dla domów jedno- i dwurodzinnych wznoszonych przez prywatnych inwestorów wzdłuż ulic
E. Plater, J. Lelewela, Jastrzębiej, J. Wybickiego miejscy architekci przygotowywali ścisłe wytyczne
co do zabudowy, aby powstawały harmonijne kompleksy domów. O tym, że wciąż pomocne były
w kształtowaniu Bielaw plany StObbena, świadczą bardzo często nanoszone na plany tak zwane
"linie zabudowy StObbena". W stosunku do pierwotnych pomysłów niestety ulice zwężano, za-
pewne z powodów oszczędnościowych.
Z budynków szkolnych - planowanych przez Stubbena w liczbie 9 - 10, w latach 30. XX w.
zrealizowano dwa. Przy ul. J. Poniatowskiego 8 w 1932 r. stanęła "pierwsza, wzorcowa nowocze-
sna szkoła bydgoska", projektu B. Raczkowskiego i Kazimierza Orlicza 31 . Drugą realizacją była
Albert Durer Schule, usytuowana na rozległej parcełi zamkniętej ulicami: K. Chodkiewicza, J.u. Niemce-
wicza, Powstanców Wielkopolskich i M. Ogińskiego. Prace przy wznoszeniu okazałych obiektów
zaprojektowanych przez Alberta KrOgera trwały w latach 1935-1938 32 . Z kompleksem szkół dla
mniejszości niemieckiej graniczył od zachodu ogród botaniczny (zbieg ulic J.u. Niemcewicza i ob.
Powstańców Wielkopolskich). I chociaż wytyczono go w 1930 r., znalazł się mniej więcej w tym
samym miejscu, w którym teren zielony planował w swoim planie Stubben. W tym samym czasie
urządzono jeszcze dwa duże skwery - jeden przy ul. Chodkiewicza u zbiegu z ulicą J. Poniatow-
skiego oraz przy al. Mościckiego w jej północnej części graniczącej ze Skrzetuskiem 33 .
Zgodnie z sugestiami StObbena żaden z międzywojennych planistów nie wprowadził w obręb
obu dzielnic budynków o charakterze przemysłowym. Jedynym odstępstwem było usytuowanie
przy ul. JagieJ:ońskiej 117 fabryki "Pasamon" (lata budowy 1937-1938). Jednak na tym odcinku
ulica posiadała już obiekty przemysłowe - takie jak fabryka fortepianów, młyn i fabryka mebli. Do
wybuchu wojny nie zrealizowano także projektu przebicia ul. Dobrej, (ob. ul. Powstańców Wiel-
kopolskich), która miała łączyć szeroką arterią al. Mickiewicza z Bielawami i Skrzetuskiem. Rów-
nież dopiero w latach powojennych zlikwidowano tory kolejowe prowadzące do Rzeźni Miejskiej
oraz do Gazowni Miejskiej utrudniające wprowadzanie zabudowy na opisywanym terenie.
Analiza planów, stworzonych na początku XX w. i powstałych w odrodzonej Polsce po roku
1920, pokazuje, że wytyczone przed wybuchem I wojny światowej kierunki rozwoju urbanistycz-
nego były albo kontynuowane, albo modyfikowane. Bielawy, Skrzetusko, a obok nich Sielanka to
przykład na to, że można było wykorzystać twórczo koncepcje berlińskiego planisty, łącząc przy-
gotowane przez niego szkice z nowymi pomysłami architektoniczno-urbanistycznymi.
Przypisy:
1. A. Licznerski , Rozwój terytorialny Bydgoszczy, .Kronika Bydgoska", T. 2, 1964-1965, Bydgoszcz 1971,
s. 10-13.
2. Atlas historyczny miast polskich, t. 2: Kujawy, pod red. A. Czacharowskiego, z. 1: Bydgoszcz, oprac.
hist. E. Okoń, J. Tandecki, Toruń 1997, s. 12-13.
3. Bebaungs Plan der Stadt Bromberg, 1896 r., ze zb. Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy (dalej: MOB),
sygn. MOB H/A-1289; Bebauungs Plan rur die nordóstliche Stadterweiterung von Bromberg mit Aus-
schluB der Strassenzuge óstlich des Viehhofgleises, 1903, ze zb. MOB, sygn. MOB H/A-1289.
4. I. Jastrzębska-Puzowska, Urzędnicze osiedle domów jednorodzinnych na Bielawkach, "Materiały do
dziejów kultury i sztuki Bydgoszczy i regionu", z. 6, Bydgoszcz 2001, s. 51-56.
5. Archiwum Państwowe w Bydgoszczy (dalej APB), Akta budowlane miasta Bydgoszczy (dalej: Ak. b. m. B.),
sygn. 5796. Z akt nie wynika, czy osiedle zostało ukończone. Umieszczono je na planie miasta z 1915 r.
Jednak na późniejszych planach juź nie występuje. We wskazanym miejscu obecnie stoją bloki.
6. B. Derkowska-Kostkowska, O zalożeniu Sielanki - bydgoskiego miasta ogrodu, .Materia/y...", z. 4, Byd-
goszcz 1999, s. 72-85.
7. Historia Bydgoszczy, pr. zb. pod red. M. Biskupa, t. 1, Warszawa - Poznań 1991, s. 505-506.
8. Urodzony 10 II 1945 r. w HOlchrath, zmarł 8 XII 1936 we Frankfurcie nad Menem.
9. Więcej informacji: O. Kam, Hermann Josef Stt1bben. Stac1tebau 1876-1930, BraunschweigJWiesbaden
1997.
57
>>>
10. Allgemeiner Bebauungsplan der Stadt Bromberg, Nachtraglicher Erlauterungsbericht zu dem Bebau-
ungsplane rur den 6stlichen Teil des Stadtbezirks Bromberg und die Gemeindebezirke Bleichfelde und
Schr6ttersdorl, APB, Akta miasta Bydgoszczy (dalej: Ak. m. B.), sygn. 817, s. 114-119.
11. Część opisowa znajduje się w APB (patrz przyp. 10), nie ma tam natomiast plansz. Niestety, zachowały
się tylko 2 z 5 części, oznaczone symbolami 2 i 3, dotyczące pn. części omawianego obszaru. Znajdują
się obecnie w zbiorach MOB, sygn. MOB H/A 1428. W części opisowej StLlbben umieścił jedynie frag-
ment planu dla części pd., w zmniejszonej skali.
12. Z tego powodu w części dotyczącej opracowania poslużono się niemieckimi nazwami ulic i placów,
a w nawiasach podano odpowiadające im w przybliżeniu obecne nazwy.
13. Obecnie trudno ustalić odpowiadającą jej ulicę, co najwyżej tylko fragmentarycznie.
14. B. Chojnacka, Historia i architektura dawnego sierocińca - "Internatu kresowego" w Bydgoszczy przy
ul. K. Chodkiewicza 32, "Materiały...", z. 2, R. 1997, s. 57-66.
15. Alfons Licznerski, Dorobek budowlany i architektoniczno-urbanistyczny miasta w latach 1920-1945,
[w:] Bydgoszcz w latach 1920-1970. Materialy z sesji popularnonaukowej. Bydgoszcz 1972, s. 272.
16. APB, Ak. m. B. 1920-39, sygn. 854: memoriał prezydenta B. Śliwinskiego z 11 sierpnia 1923 r.
17. APB, Ak. m. B. 1920-39, sygn. 823: Program rozbudowy Bydgoszczy na czas od 1926-1936.
18. APB, Ak. m. B. 1920-39, sygn. 3080: akta personalne S. Filipkowskiego.
19. APB, Ak. m. B. 1920-39, sygn. 4212: objaśnienia projektów rozbudowy i regulacji miasta Bydgoszczy
inż. arch. S. Filipkowskiego z września 1928 r.
20. Ibidem, Śródmieście zamknięte było w granicach: pn.-zach. odcinek Brdy, dworzec główny, ulice: Het-
mańska, Świętojańska, Paderewskiego, stary cmentarz ewangelicki przy ul. Jagiellońskiej i Markwarta
i skarpa pd. brzegu Brdy.
21. W trakcie sporządzania planów przez inż. S. Filipkowskiego trwały już prace przy budowie Szpitala
Miejskiego oraz ukończony był stadion im. Marszałka Józefa Piłsudskiego przy al. Mościckiego (ob. ul.
Sportowej).
22. APB, Ak. b. m. B., sygn. 6394, stadion miejski im. Marszałka J. Piłsudskiego zaprojektowany przez
B. Raczkowskiego, otwarto uroczyście 4 sierpnia 1924 r. Do 1937 r. zagospodarowywano tereny sporto-
we wokół stadionu.
23. APB, Ak. bud. m. B., sygn. 875: Opis budować się mającego szpitala miejskiego w Bydgoszczy na
gruncie miejskim w Skrzetusku.
24. Bydgoszcz miasto ogrodów staje się jeszcze piękniejsze. "Dziennik Bydgoski", 1939, nr 55, s. 10.
25. Polska Bydgoszcz 1920-1930. Dziesięc lat pracy twórczej, Wydanie jubileuszowe Komitetu Obchodu
1O-lecia oswobodzenia miasta Bydgoszczy, oprac. S. Nowakowski, K. Fiedler, Bydgoszcz 1930, s. 61;
APB, Ak. bud. m. B., sygn. 4305.
26. Z Rady miejskiej, "Kurier Bydgoski", 1937, nr 59, s. 7.
27. APB, Ak. m. B. z lat 1920-39, sygn. 4277; Spółdzielnia Mieszkaniowa "Nowe Miasto" działała od listopa-
da 1929 r., budowniczy Bolesław Polakiewicz przygotował na potrzeby spółdzielni trzy typy domów
(A, B, C). W przypadku tego kompleksu wykorzystano dwa: A i C.
28. APB, Ak. m. B. z lat 1920-39, sygn. 4340; duża w tym zasługa dyrektora Zieleni Miejskiej inzyniera
Mariana Guntzla, który przez cały okres międzywojenny dbał o zieleń w mieście.
29. I. Jastrzębska-Puzowska, op. cit., s. 51-56.
30. APB, Dokumentacja Techniczna, sygn. 8829.
31. A. Pertińska, Szkola z ciemnoczerwonymi pulpitami. Wspomnienie na 70. lecie Wszechnicy na Bielaw-
kach, "Kronika Bydgoska", R. XXIV, 2003, s. 369-379.
32. Był to kompleks szkół dla bydgoskiej mniejszości niemieckiej, obecnie w przebudowanych budynkach
mieści się Uniwersytet im. Kazimierza Wielkiego.
33. R. Kuczma, Zieleń w dawnej Bydgoszczy. Bydgoszcz 1995, s. 95.
58
>>>
REGION
>>>
Jolanta Łoś (Bydgoszcz)
Pochówek w łodzi z początków naszej ery
odkryty na Pojezierzu Krajeńskim
Od kilku lat archeolodzy z Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy
prowadzą badania wykopaliskowe w Zakrzewskiej Osadzie (gm. Więcborkp. W trakcie pięciu
sezonów badawczych w latach 1999--2003 natrafiano na obiekty z różnych okresów pradziejów
(epoka kamienia - neolit, epoka żelaza - Hallstatt ID/- Laten i epoka żelaza - okres wpływów
rzymskich). Zasadniczo dominowały jednak płaskie pochówki wiązane z ludnością kultury wielbar-
skiej2. Wśród nich wyróżniono następujące typy grobów:
1) ciałopalne jamowe:
a) z resztkami stosów,
b) przemyte - skupiska przepalonych kości w jamach o jasnobrunatnym wypełnisku;
2) ciałopalne popielnicowe:
a) obsypane resztkami stosu,
b) czyste;
3) szkieletowe - szkielety uległy prawie całkowitemu rozkładowi.
Wyposażenie grobowe stanowiły typowe dla kultury wieibarskiej przedmioty: zapinki - II, V,
VI, VII gr. według Almgrena, ostrogi - krzesełkowate oraz I i V gr. według Godłowskiego, przęśliki,
paciorki, grzebienie, bransolety, sprzączki do pasa, sporadycznie pojawiały się naczynia i wytwory
krzemienne. Czasami wyposażenie stanowiły jedynie ułamki ceramiki, a zdarzały się też pochówki
bez dodatkowego inwentarza. Na podstawie elementów wyposażenia grobowego chronologię
cmentarzyska zamknięto w ramach faz B2/C1 - C1a (170- 220 r. n.e.) okresu wpływów rzymskich.
Materiał pozyskany w trakcie kilkuletnich prac wykopaliskowych został częściowo opracowany,
dzięki czemu można pokusić się o kilka uwag na temat obrządku pogrzebowego. Dotychczas
zarejestrowano na niewielkim areale łącznie 125 pochówków, w tym 12 szkieletowych (ok. 10%
ogólnej liczby grobów) oraz 13 ciałopalnych popielnicowych (też ok. 10%). W przeważającej
liczbie (ok. 80%) na przebadanej części cmentarzyska zastosowano obrządek ciałopalny jamowy.
Na podstawie przytoczonych wyżej zestawień nekropolię w Zakrzewskiej Osadzie możemy zali-
czyć do dużych, birytualnych cmentarzysk. Tę samą cechę obrządku stwierdzamy również na
innych cmentarzyskach kultury wielbarskiej na całym obszarze jej występowania: Pomorzu Gdań-
skim i Środkowym, Wysoczyźnie Elbląskiej, Pojezierzu Kaszubskim i Krajeńskim, Wielkopolsce
oraz terenach południowo-wschodniej Polski. Stosunek grobów ciałopalnych do grobów szkiele-
towych jest różny. W Zakrzewskiej Osadzie dominuje obrządek ciałopalny jamowy. Podobną sytu-
ację zaobserwowano w Jordanowie (pow. Świebodzin), gdzie około 82% odkrytych pochówków
to groby ciałopalne 3 . Z kolei w Opaleniu (pow. Gniew) statystyka rozkłada się inaczej - 50% sta-
nowią groby szkieletowe i 50010 ciałopalne 4 , podobnie w Odrach (pow. Chojnice)5. Natomiast na
terenach Polski południowo-wschodniej w Masłomęczu (pow. Hrubieszów) proporcja jest
odwrotna w stosunku do tej zaobserwowanej w Zakrzewskiej Osadzie. W Masłomęczu zdecydo-
wanie przeważały groby szkieletowe - ponad 90%6. Na cmentarzysku w Zakrzewskiej Osadzie nie
zaobserwowano dotąd bezpośredniego związku między rodzajem pochówku a jego wyposaże-
niem. Nie wystąpiły też groby o szczególnie bogatym wyposażeniu. Uchwyconą tu różnorodność
obrządku pogrzebowego można wzbogacić jeszcze o kilka uwag dotyczących organizacji prze-
strzennej nekropolii. Prowadząc wycinkowo badania szerszą płaszczyzną. zaobserwowano pewną
regularność, wręcz "rzędowość" w układzie grobów jamowych ciałopalnych. Nasunęło to myśl
o pierwotnym projektowaniu przestrzennym cmentarzyska przez użytkującą je ludność. Przemawia
61
>>>
za tym również fakt, że do tej pory groby ciałopalne nie przecinały się. O pewnym nachodzeniu
możemy jedynie mówić tylko w kilku przypadkach w relacji między grobami szkieletowymi i cia-
łopalnymi. Niejednokrotnie pochówki oznaczano na powierzchni kamiennymi stelami. W dwóch
przypadkach na stropie jam grobów szkieletowych zalegało kilka znacznej wielkości kamieni
tworzących obwarowanie.
Groby ciałopalne występowały w dużym zagęszczeniu, stosunkowo płytko pod humusem.
Groby szkieletowe zalegały zdecydowanie głębiej, na głębokości około 1,0 m. Na większe pozo-
stałości szkieletu natrafiono tylko w jednym przypadku, w drugim zachowała się jedynie żuchwa
czasami były to pojedyncze zęby. Trudno dziś stwierdzić, czy materiał osteologiczny uległ pra-
wie całkowitemu rozkładowi, czy też mamy do czynienia z pochówkami cząstkowymi. Najczę-
ściej jednak o wyróżnieniu grobów zdecydował kształt i wypetnisko jamy, ewentualnie udało się uchwy-
cić elementy wyposażenia. Wśród grobów szkieletowych szerszego omówienia wymaga obiekt
161 (por. il. 1). W dużej jamie o wymiarach 3,5 m x 1 m natrafiono na zarysy przebiegu drewnianej
A
c
6
A
B
4
2-
I ,
1/ .", ,,,
W' "¥7// ,
c
T
0,5 m
I I
o 2em
. I
11.1. Zakrzewska Osada, gm. Więcbork, woj. kujawsko-pomorskie, stan. 1. Obiekt 161. Plan plaski
i przekrój pochówku w łodzi. 1 - warstwa ciemnej ziemi (pozostalości zbutwiałego drewna),
2 - warstwa ciemnobrunatna (wkop), 3 - warstwa brunatnoszara jasna, 4 - warstwa brunatnoszara,
5 - warstwa brunatna, 6 - kości ludzkie, a - zapinka Rys. J. Łoś
62
>>>
konstrukcji, którą wyznaczała warstwa ciemnej ziemi - pozostałość po zbutwiałym drewnie. Uchwy-
cone wymiary konstrukcji wynosiły około 3 m x 0,8 m. Zachował się tylko niewielki fragment
drewna znaleziony w sąsiedztwie zapinki (A.132), dzięki której możemy datować obiekt na fazę
B2/C1 okresu rzymskiego (koniec II w.). W północnej części grobu natrafiono na zęby ludzkie.
Analiza antropologiczna wykazała, że należały one do dziecka, o nieustalonej płci 7 .
Stratygrafia obiektu została naruszona wkopem ciągnącym się już od powierzchni wykopu.
Obserwowane od stropu po spąg przebarwienia mogą wskazywać, że grób został wyrabowany
już w okresie pradziejowym. Nie jest to odosobniony przypadek, gdyż sytuacje takie były reje-
strowane również na innych cmentarzyskach. Przyjęliśmy trzy możliwości interpretacji zaobser-
wowanej na wykopie sytuacji:
1) zmarły został złożony w jamie grobowej wymoszczonej wyściółką, tworzącą rodzaj podłuż-
nego kosza, który zastępował trumnę;
2) zmarłego pochowano w kłodzie drewnianej;
3) zwłoki umieszczono w łodzi.
Wszystkie takie typy pochówków spotykamy na cmentarzyskach ludności kultury wieIbar-
skiej. Dla pierwszej hipotezy znajdujemy analogie na przykład w OpaleniuB. Pochówki w kłodzie
drewnianej nie należą do rzadkości i wystąpiły na cmentarzyskach na przykład w Bagiczu, Gro-
nowie i Pruszczu 9 . Natomiast pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku na terenie ziem polskich
pochówki w łodziach odkryto na cmentarzysku ludności kultury wiei barskiej w Weklicach nieda-
leko Elbląga lO . Ze względu na znalezienie kawałka drewna dębowego, pierwsze z przyjętych
założeń wykluczono. Analizując przekrój obiektu po dłuższej osi, zaobserwowano, że końce uchwy-
conej konstrukcji wypłycają się łukowato. W przypadku pochówków w kłodach zarysy drewna
w rzucie poziomym mają kształt prostokątny, a w przekroju zakończenia kłody są ścięte prosto-
padle względem jej długości. To skłoniło nas do uznania za bardziej wiarygodną hipotezę o zło-
żeniu zmarłego w łodzi. Była ona małych rozmiarów - 3 m długości i mogła być używana przez
1 osobę na wodach stojących. Zwyczaje pogrzebowe, w których łodzie służyły jako miejsca
pochówków, znane są z terenów Skandynawii z cmentarzyska na Bornholmie w Slusegard, dato-
wanego na 80/90 rok do 250/260 rokuII. Wśród ponad tysiąca przebadanych tam grobów 43
stanowiły pochówki w łodziach o przybliżonych długościach 3, 5 i 10m. Były one dłubankami
przeznaczonymi do rybołówstwa i żeglugi wzdłuż wybrzeży wyspy. Znaleziono w nich szczątki
zmarłych obojga płci. W wielu przypadkach, podobnie jak w Zakrzewskiej osadzie i Weklicach,
drewno nie zachowalo się. Wiele z pochówków, podobnie jak ten w Zakrzewskiej Osadzie, naru-
szonych było wkopem.
Powszechnie uważano, że obyczaj chowania zmarłych w łodziach narodził się dopiero około
VI wieku w Szwecji i stopniowo rozprzestrzeniał się w okresie wikińskim. Dziś już wiemy, że łodzie
były wykorzystywane w germańskich praktykach pogrzebowych na terenach Skandynawii już
od I wieku n.e. Takie groby nie były jednak powszechne, stąd intrygujące staje się pytanie, kto
dostąpił zaszczytu takiego pochówku? Wśród badaczy pojawią się różne warianty interpretacji
takich odkryć. Najprostsza koncepcja tłumaczy użycie łodzi względami praktycznymi i przypisuje
im funkcje zwykłej trumny, podobnej jak wydrążona kłoda. Inni z kolei doszukują się związku
między charakterem pochówku a świeckim znaczeniem zmarłych za życia, traktując je jako symbol
władzy świeckiej. Tej interpretacji zdaje się przeczyć skromne wyposażenie wielu z nich, na przy-
kład w Weklicach, jak i tego z Zakrzewskiej Osady. Występowanie łodzi w grobach można też
wyjaśniać tym, że służyły one jako środek transportu wojownika w jego ostatniej podróży do
Walhalli - siedziby germańskiego boga Odyna - do której mieli trafiać polegli w walce wojowie.
Powyższa koncepcja powstała jako rezultat porównań mitów starożytnych Greków o Charonie
(przewoźniku zmarłych) z nordyckimi sagami. Jednakże duża liczba tego typu grobów datowana
jest na wcześniejszy okres niż VII i VIII wiek, kiedy to pojawiają się potwierdzone motywy Walhalli.
Ponadto w pochówkach łodziowych natrafiamy również na szczątki kobiece, co podważa przyto-
czoną wyżej interpretację, gdyż ta mityczna kraina zarezerwowana była tylko dla Odyna i jego
63
>>>
wojowników. Kolejne wytłumaczenie pochówków w łodziach nawiązuje do symboliki religijnej,
według której łódź miała być atrybutem germańskich bóstw urodzaju i płodności. Pochowanych
w ten sposób ludzi uznaje się za ofiary kultowe złożone bogom urodzaju i płodności. Mogła nimi
być wąska grupa kapłanów bądź kapłanek lub ich pomocników. Teoria ta narodziła się na pod-
stawie analizy najstarszego źródła pisanego mówiącego o ideach religijnych ludów północnej Europy,
zachowanego do naszych czasów - Germanii Tacyta. Jej zwolennikiem jest między innymi Ole
Crumlin-Pedersen, autor opracowania wspomnianego wyżej bornholmskiego cmentarzyska
w Slusegard. Znajduje on też wytłumaczenie dla licznych wkopów rabunkowych zaobserwowa-
nych na tej nekropolii tylko w pochówkach łodziowych. Sugeruje, że zostały one naruszone jesz-
cze w czasach użytkowania cmentarza przez nową grupę przywódczą, nie w celu zdobycia bo-
gactw, lecz z poczucia strachu przed zemstą kapłanów zmarłych kilka generacji wstecz. Zaob-
serwowane formy kultu związane z pochówkami w łodziach, charakterystyczne dla pierwszych
wieków naszej ery, trwały w Skandynawii aż do momentu pojawienia się chrześcijaństwa, przy czym
wydaje się, że w późniejszym okresie (czasy wikińskie) nie miały już charakteru ofiamego, lecz zwią-
zane były z prestiżem władzyl2.
Jak zatem należy interpretować pochówek w łodzi z Zakrzewskiej Osady? Czy możemy uznać
go za pochowek kapłana - wyznawcy boga płodności i urodzaju, bądź raczej jego pomocnika
(ze względu na wiek - dziecko)? Jest to hipoteza,
o której należy podejść z dużą dozą ostrożno-
ści i jej wiarygodność nie jest w tej chwili najistotniejsza. Ważne jest to, że udało się taki obiekt
wyróżnić i odpowiednio zadokumentować. Cmentarzysko w Zakrzewskiej Osadzie jest trzecim
takim miejscem w Polsce, na którym dokonano odkryć pochówków w łodziach datowanych na
pierwsze wieki naszej ery. Niewątpliwie podkreśla to jego rangę i znaczenie w badaniach nad
obrządkiem funeralnym i sferą wierzeniową ludności kultury wielbarskiej. W kulturze tej jest czytelna
obecność elementów skandynawskich, co jest zbieżne z przekazaną przez gockiego historyka
z VI wieku - Jordanesa, tradycją plemienną. Według niej Goci mieli pochodzić ze Skandynawii.
Za panowania króla Beriga Goci wyruszyli na trzech okrętach przez Bałtyk i przypłynęli na jego
południowy brzeg. Osiedlili się na tych terenach, nadając im nazwę "Gothiskandza". Za panowania
piątego z rzędu króla wyruszyli w dalszą wędrówkę do krainy Oium, a więc na tereny północnych
, ;:
---,/ \ . - ..,
./
:-. ..",'
/ \ '".. , -==.- -
/ '..
.. _ O,:_
'
--,
'..,.,.,
-' . .: ' . ..
.
'" .. , ".. "'"
-
..... \. \ .. \ '" -.,."
! -:::;.
1,,""'. '¥
,'" I -- - -
, .... - ,,"
- .., - "'" .. :-- -
.. .. f --.. .'
.:...' . .....,. o.'.... / . l I . .
--: ' .. ,
...- " ,,' -.. ",. .. - .. I ;.. , .. \.
? -"
r...ł.:. ,." ".: . .-_.'
I... _,,- ,. "-.' ,_, ..
. - ...... ",," . ", ,"' - .:. - .. -..": ...:.. -'... ,'o ;. .. ,
.. .. ..., ....I _" _.." \." .......... C\..
.. .. "', ". , .. t...
---
. ' I
.,
-- - "
. '-
,., """'- -...........
I s-
I ""
.. '." . -:.. -.."
,.....
/
( '- ..
"",... - - ..
,- - ""'-"" - - '.
" --.:. .
.. .. "-
-
........ -.
.. - 'J
./7 .1 -
'\.:;""---
..'-
- - ...--... -
.: -.
-
i. - -
/
........
-
......
")
--- .. --.._-"....
- - - -
.. - .."-.-..,....- ..
,,--
--
- ,
'\
I
-- .
--.... --
.- --.. -
II. 2. Plastyczna rekonstrukcja pochówku w ladzi
Rys. K. Sudak
64
>>>
wybrzeży Morza Czarnego 13 . Relacja ta zawiera również informacje o wyruszeniu z pierwotnych
siedzib spokrewnionego z Gotami plemienia Gepidów, którzy osiedlili się w kraju Specis, na wyspie
oblewanej ze wszystkich stron przez wody rzeki nViskla" (Wisła). Ową wyspę identyfikuje się
z Wyżyną Elbląsk ą l4. Tam właśnie zlokalizowane jest cmentarzysko w Weklicach, na którym od-
kryto pochówki w łodziach podobne jak ten w Zakrzewskiej Osadzie. Nasuwa się więc podejrze-
nie, iż ta sfera wierzeń jest bardziej związana z plemieniem Gepidów.
Zaobserwowane w Zakrzewskiej Osadzie elementy obrządku pogrzebowego, takie jak:
- birytualizm (stosowanie obrządku ciałopalnego i szkieletowego);
- brak w wyposażeniu grobowym uzbrojenia (z wyjątkiem ostróg) i narzędzi (z wyjątkiem
przęślików);
- znaczenie grobów stelami;
- występowanie charakterystycznych typów ozdób oraz wątków zdobniczych potwierdzają
tezę, że germańscy przybysze z północy (Goci lub Gepidzi) gościli w początkach naszej
ery także na terenach Krajny.
Obecność pochówku łodziowego jest zatem kolejnym dowodem ich pobytu w naszym bli-
skim sąsiedztwie.
Mamy nadzieję, że badania wykopaliskowe na cmentarzysku w Zakrzewskiej Osadzie zo-
staną wznowione i będziemy mieli możliwość odkrycia jeszcze niejednej tajemnicy związanej
z obrządkiem pogrzebowym i wierzeniami plemion wędrujących z północnej Europy nad Morze
Czarne i czasowo egzystujących na obecnych ziemiach polskich w pierwszych wiekach naszej ery.
Przypisy:
1. Częściowe wyniki badań po pierwszym sezonie wykopaliskowym prezentowano w artykule J. Łoś, Za-
pinki z Zakrzewskiej Osady, gm. Więcbork, jako element stroju w okresie wpływów rzymskich, "Materiały
do Dziejów Kultury i Sztuki Bydgoszczy i Regionu", z. 5, Bydgoszcz 2000, s. 63.
2. Tym terminem archeolodzy okreslają grupy ludności zamieszkujące od połowy I wieku po IV wiek tereny
Pomorza Wschodniego aż po p6lnocno-zachodnią Wiełkopolskę oraz Mazowsze i tereny Polski połu-
dnlowo-wschodniej. Wcześniej nazywaną ją kulturą gocko-gepidzką, lącząc jej nazwę ze skandynaw-
skimi przybyszami.
3. P. Wawrzyniak, Przyczynek do rozplanowania cmentarzysk ludności kultury wielbarskiej w Polsce - ba-
dania stanowiska 12 w Jordanowie, pow. świebodziński, województwo lubuskie, [w:) J. Wrzesiński (red.),
Popiól i kość, Funeralia Lednickie 4, Sobótka - Wrocław 2002, s. 401.
4. M. Tuszyńska, Wielokulturowe cmentarzysko plaskie w Opaleniu, gmina Gniew. stanowisko " [w:]
M. Fudziński i H. Paner (red.), XIII Sesja Pomorzoznawcza, vol. 1, Gdańsk 2003, s. 304
5. T. Grabarczyk, Kultura wielbarska na Pojezierzach Krajeńskim i Kaszubskim, Łódź 1997, s. 73.
6. P. Dąbrowski, M. Krzyżanowska, B. Kwiatkowska, J. Szczurowski, Mieszane tradycje pogrzebowe na
cmentarzysku w Maslomęczu (II--1V w. n.e.), [w:) J. Wrzesiński (red.), Popiól i kość, Funeralia Lednickie
4, Sobótka - Wrocław 2002, s. 290.
7. Ekspertyzę materiału kostnego wykonał dr A. Florkowski z UMK w Toruniu.
8. M. Tuszyńska, op. ci1., s. 305-306.
9. R. Wolągiewicz, Kultura oksywska i wielbarska, [w:) J. Wielowiejski (red.), Prahistoria ziem polskich, t. V.
Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk 1981, s. 168-169.
10. W. Ossowski, Studia nad lodziami jednopiennymi z obszaru Polski, Gdańsk 1999, s. 88.
11. O. Crumlin-Pedersen, BAdgrave og gravMde pA SlusegArd, "SlusegArggravpladsen", t. 3, Aarhus 1991,
s.165.
12. Interpretację przytoczono za W. Ossowski, Archeologia żywa 1998. nr 3, s. 20- 22.
13. T. Makiewicz, Goci w Wielkopolsce, [w:) Gazociąg pełen skarbow, Poznań 1998, s. 52
14. A. Kokowski, Archeologia Gotów, Lublin 1999, s. 16.
65
>>>
Tamara Zajączkowska (Bydgoszcz)
Między ideą a formą. Uwagi na temat
wczesnośredniowiecznych znaków kamieniarskich
z kościoła p. w. śś. Piotra i Pawła w Kruszwicy
"Tak, chrześcijańska katedra była istotnie jak modlitwa ludu,
hymn w kamieniu do Boga"
Rino Cammilleri
Wśród nielicznych zabytków architektury romańskiej zachowanych na terenie dawnego wo-
jewództwa bydgoskiego - obiektem o wyjątkowym znaczeniu są niewątpliwie znaki kamieniar-
skie pokrywające mury kolegiaty pow. śś. Piotra i Pawła oraz Najświętszej Marii Panny w Kruszwicy.
Ich szczególna wartość polega przede wszystkim na źródłowej autentyczności. Znaki wyko-
nane zostały zapewne przed konsekracją świątyni, to jest najprawdopodobniej przed 1120,
a może i 1140 rokiem. Ich liczba, czas powstania, rodzaj przekazywanego obrazu ikonograficz-
nego, a przede wszystkim integralny związek z wczesnośredniowiecznym obiektem sakralnym,
badanym pod koniec lat 90. XX wieku przez interdyscyplinarny zespół naukowców z Uniwersyte-
tu Mikołaja Kopernika w Toruniu, pod kierunkiem prof. Jadwigi Chudziakowej, zadecydowały, że
podjęto decyzję o zinwentaryzowaniu i analizie merytorycznej oznaczeń.
Szczegółowe poszukiwania, którymi objęto licowe powierzchnie ciosów kamiennych, widoczne
na zewnątrz i we wnętrzu kolegiaty, pozwoliły zlokalizować aż 27 miejsc występowania znaków.
Ogółem z całego zebranego zespołu udało się wyróżnić 22 typy obrazów graficznych. Usta-
lono, iż 20 znaków występuje na obiekcie jednorazowo, natomiast powtórzenia dotyczą tylko
dwóch rodzajów przedstawień. Podczas inwentaryzacji opisowej określono średnie wymiary ozna-
czeń: wysokość 5-20 cm, szerokość 5-20 cm.
Warto podkreślić, że w czasie kiedy prowadzone były poszukiwania, szczegółową obserwację
na niektórych partiach obiektu i jednoznaczne stwierdzenie obecności lub braku znaków unie-
możliwialo w kilku przypadkach silne zanieczyszczenie lub zniszczenie powierzchni licowych cio-
sów kamiennych. Dokumentację i analizę znaków przeprowadzono na przełomie 1997 i 1998 roku.
Analiza ikonograficzna ujawniła, że wszystkie formy oznaczeń nawiązują do przedstawień
symbolicznych związanych z religią chrześcijańską. Dokonując przeglądu zachowanego mate-
riału zabytkowego, zauważono jednocześnie, że na murach kościoła pow. śś. Piotra i Pawła
w Kruszwicy nie wykonano naj prawdopodobniej oznaczeń o charakterze sygnatur bądź też in-
nych znaków pełniących funkcję użytkową. Są to wnioski płynące z analizy lokalizacji znaków
w obrębie budowli, ich cech typologicznych oraz ilościowych.
Poszczególne typy przedstawień - tzw. "znaków symboli", tj. znaków zastępujących różno-
rodne niewidzialne pojęcia i zasady wiary chrześcijańskiej, występują w różnych partiach ko-
ścioła pojedynczo, a ich rozmieszczenie może mieć raczej związek ze zjawiskiem wskazują-
cym na funkcjonowanie nierozpoznanej dotychczas w literaturze przedmiotu jakiejś formy za-
leżności pomiędzy znakowaniem ścian świątyni romańskiej a elementami rytualu religijnego
charakterystycznego dla wczesnego etapu kształtowania się wiary chrześcijańskiej na terenie
Kujaw w okresie średniowiecza.
Przypomnijmy, że znaki kamieniarskie o podobnej wymowie symbolicznej znajdują się rów-
nież na kościele pow. Najświętszej Marii Panny w Inowrocławiu.
66
>>>
Przyjmując wyżej opisany punkt widzenia, należałoby przypomnieć niektóre, wybrane za-
gadnienia związane z ideowym charakterem budownictwa sakralnego w szerszej perspektywie.
Otóż powszechnie wiadomo, że budowanie kościoła w średniowieczu było aktem sensu stricto
symbolicznym. Było ono także BUDOWANIEM KOŚCIOŁA w rozumieniu rozszerzania wiary.
W epoce rozwijającego się chrześcijaństwa w architekturze sakralnej zarysowała się wyraźna dąż-
ność do przekazywania treści religijnych za pomocą różnych elementów o charakterze wizualnym.
O wyborze określonego środka wyrazu decydował w dużym stopniu czynnik psychologiczny.
Wszystkie architektoniczne, plastyczne i semantyczne składniki kościoła romańskiego tworzyły sumę
przekazu dydaktyczno-ideowego pouczającego wiernych o treści nowej wiary'.
Wykorzystanie graficznej metody wyrażania chrześcijańskich treści religijnych było jedną
z najstarszych form manifestowania wiary w Jezusa Chrystusa. Warunki, w których rozwijała się
religia chrześcijańska, nie sprzyjały dostatecznie rozwojowi obrzędowości. Życie pierwszych gmin
chrześcijańskich ograniczało się do regulamych spotkań liturgicznych, uzupełnianych modlitwą,
łekturą Biblii oraz ofiarą eucharystyczną polegającą na wspólnym "łamaniu chleba". Osobliwością
wczesnej obrzędowości chrześcijańskiej była zasada zabraniająca korzystania z jakichkolwiek
przedstawień wizualnych. Oddawanie czci boskiej wizerunkom plastycznym było odpowiedni-
kiem praktyk pogańskich, a liturgiczny sens tego obrzędu nie zgadzał się z zasadami nowej
religii. Sądzić należy, że początkujący wyznawcy Chrystusa starali się eliminować ze swojego
życia wszelkie objawy bałwochwalstwa. Przez pierwsze trzy wieki chrześcijanie należeli do prze-
śladowanych, a otwarte posługiwanie się obrazami związanymi z wiarą groziło uwięzieniem.
W atmosferze wzrastającego zagrożenia w kręgu wyznawców nowej religii wykształciła się skłon-
ność do posługiwania się oznaczeniami kryptograficznymi o charakterze symbolicznym. Po-
czątkujący chrześcijanie znali symbole tak dobrze jak alfabet, ponieważ większość z nich nie umiała
czytać. Oznaczenia graficzne traktowane były jako swoista mowa obrazów zawierających w sobie
całą serię ukrytych znaczeń chrystologicznych 2 .
W chrześcijaństwie symbol stał się chronologicznie pierwszym wyrazem ideograficznym kon-
taktu z Bogiem 3 . Wczesne znaki umieszczano najczęściej na przedmiotach codziennego użytku,
na naczyniach, rzeźbach, ornamentach i na nagrobkach. O wyborze odpowiedniego motywu
decydowała niewątpliwie Biblia, ale chrześcijaństwo posługiwało się początkowo skromnym zesta-
wem prostych emblematów. Do najbardziej popularnych należał w tym czasie monogram Jezusa
Chrystusa (IHCOYC, XPICTOC), greckie litery alpha i omega (A, Q), grecki napis ryba (IXQYL) oraz
rysunki ryby, gołębia, kotwicy, okrętu, liry i często swastyki. Symboliczne znaczenie poszczegól-
nych obrazów było oczywiste dla chrześcijan, natomiast niezrozumiałe dla niewtajemniczonych.
Myśl tę doskonale ilustruje wypowiedź nieżyjącego już dziś Ojca P. Szczanieckiego: .. Wśród ludzi
najwięcej korzystają ze znaku Ci, którzy go wykonują. Jest on bowiem niewątpliwie środkiem ekspre-
sji, czyli wypowiadania siebie, ale zarazem znak wprowadza do wnętrza idee z otaczającego świata.
Jest więc również środkiem impresji, bo wywoluje echo w glębi czlowieka i tam je utrwala"..
Oczywiście podczas tłumaczenia genezy poszczególnych symboli wczesnochrześcijańskich
należy również pamiętać i o tym, że duża część motywów została zaczerpnięta wprost z tradycji
pogańskiej. A zatem pewne wyobraźenia pozostały, ale nadano im zupełnie nowy sens. Teraz gołąb
mógł mieć znaczenie duszy odkupionej, ryba pokarmu eucharystycznego, a pasterz Chrystusa 5 .
Od początków istnienia chrześcijaństwa wszystkie dziedziny sztuki związanej z nową religią
miały być wyrazem spotkania ludzi z elementem boskim. Średniowieczna architektura chrześci-
jańska była bardzo szczególnie związana z kultem i kultowi wyłącznie służyła. Była to sztuka na
wskroś sakralna, ponieważ wprowadzała wiemych w tajemnicę boskiego objawienia i w zasady wiary
chrześcijańskiej. Przekaźnikiem treści religijnych i ideowych stawał się każdy element świątyni. Kon-
strukcja, uklad przestrzenny, oprawa rzeżbiarska, wystrój malarski, witraże, nawet światło dociera-
jące do kościoła - wszystkie te składniki posiadały ściśle określony sens duchowy i powodowały,
że świątynia budowla stawała się "widzialną formą rzeczy niewidzialnych". W czasach gdy prze-
ważała tradycja ustna w opowieści, a znajomość pisma stanowiła domenę nielicznych, zjawi-
67
>>>
r\
- "
::.:: ':-:-.
.!:
::... -::v.---
1['11 · .' . _-....."
. -'--" ,.0
I fr,. . 'c"t
. .
;J;'; Jt
:ł
1-,,:,"" - AJ' h ,....,.-.... -.". 'l- '0 ".
t "
P
. \.
--
'.:;'if :':'{':7:
.....'!...;:.:...
...._.:.. o.:
.' "f o".
._-.. ;;....
. :
'P" -;."
,'''-t.
, ' ' '" 'i. ;; - ,
':'
.' ,'- :;
..
.' 'C
.. _
'- -'
. 00'"
....., ,00-.. .'.
A',,
:'f.. ,; . ...:..:...
.. .
...' . ....
. ;,s.. ."
-
--- .'''
...""""' ".
o
'. ,,:.,;..:, :'.. ,-':, .
:; .
---- .
ryc. 1
....
.
...;:?: . ..,.;..;....- '. ,.
..? .
rz.'";d- .:'ł,;
::; ...-- "I" '.', -... .r--
-:"
;'-'
. .
....,.,:t$-.....c7 ,..",:'
;£
"-:'
-
- _;.ł
_re: 'o' d - '
-'Wó'"--: -
"
; '
', J . 'i ,-
!s,""",' *.
: ;v'
t
;
.. 5;;
: ] '
;:ft
I'
v {.--('---. J-C,
-.r.'-._-'
Ą"
S
'
_
. . ,.'-0:' - 'I
I':-
.'. .:'"1' -""'
. .. --.._ . 04.,
.. J., . "" j "
I ..#.c--;'-
l' :4'_ . . "..of!ł" '.'
:.;_..
_ ... ?" .
. ..;::r T ,/' ... .',
:.....
P. '''
/:o
,
'. "»'0 :;:.-
ryc. 3
.,.
--:...
.:;-:.
.
-r___."...... -...,. -----;-=-
..
.
.:;:::-
...
""
.. ;:.;-..
;,. ....
: ,""
.r
...-- .oo.-....T . .' '. R ,,,'" ,
.. " . o. "
.' "".
o", .',
. t i: -;-.
::
.-
' o _. ,.
'",.:-l" iJ. ....
. '
L
- .' .
-
.",,_. 'o.ł..':'. "
.
' .".1....
...1
i5.... o " _._- . '-
.
-,:
..
....... . - -" .....
" - .''''
ło.;. '"'Y_' _..ń-'
' .",' . .
". 1-
. ..£'"' 'fA'" .J--..
.... ','. ,_." ,. .. .' ..;r-- ; , ... .....:... .
".
.
:; .....:. _, ..h :""
' (ot -. "\"'
... _' ...._
. ._
'-4
. _ ", łL. . -'" ..... ...' ' J
...
...........-... -..... -"' J .-
ryc. 5
.
....._I
_. r-
.:-
:
-
.
:-
":
;
1
. . '-
-::- .
J" "-..-
, .:
-t::::
.,.1. ..Mt-,;
",/,.;. "
....
.
-ł
. -a....
'V'. .:
,..:;;;...-
-"--ł..
_..
!"
, ..... ..:""'"-
ryc. 7
0_ _ 5
68
ryc. 2
"'l - ...---. -. __
" ;;
._ .., ...:;;..?" .':
";"
_:.c_
_...
-:-
.. _
. .f" . "7';. .
. " ,.' .-,--,..,.p"," , .ł....;..... j
_ 'f
:
- :
";".. . "
".:"
-:-"'" .
...
';;-
i.:
ro....r--i':'.... '. --2,' .. ''':) {-p'.' '-'
,':. ' .
'T-
Y"; ,':- ......!!:.
o(' : q R
';' :". ..
'..::)
, rs . .
r:, : .
'.....
, /" y"" .:...' -
.
.."
l. c/
-..)
pf
.f
..
,./. '..:O-.'.,
-
.(,- -., "
....." - ........ . ,.
1,- -'0.;....-;
J -- . i'(.
'
i..
....i:.
::.: .
rjX./
..
.-?'
l ": '.i. ,
. - V \.....:_-;../ j.-i
',...:.,..
'..
. :';..-;;
, ":.......
'" .:
i: '
:
:;:'
"
'.'"
. 'o ..
.. ._
d:' .. , ' :;:'''. 'o o
ł'" . -
";-...
...
.;,..:.;-'"'B-
:;;..
\' .J J/f: ,c' '.. . ...,.. .r-
, . . .-!;I':;:
,
_ . ..... ' -.:J.., t-
';"':'- '...:.
'
;t...
ryc. 4
;.;.- -., ;'...,,- ', '
't 'I
O
'
-
,,''''_' --.l. 'ł
o .
.-.t- 1
:""o';";1
. . o I ' .
-"fr:.. . J,
......ł!" 'o: f -: l. - ).
£ ..4- ł -
'ł-:
.
o o, .-ł.-J' ,i'F
.... ..
-.""- - _.;
..
.,.:
ryc. 6
FJ:
-i. --; :::
f.
-tl' -/ T
::
ł .
,..... o;'
"" ". .'
f
, :" ' "'i
'. .
.,,- .
,_..:
., -'"
. ,.
."- ..... . ,,
. -c," ... ł "Ą ,. -".' .; , ;'
..;. .,., " ,
":.. '
,,-r-
ryc. 8
Rys. Joanna Sawicka
>>>
skiem naturalnym było przedstawianie zasad wiary w formie wizualnej6. O ile podstawowe zało-
żenia religijne wyrażała architektura sakralna, operując zestawem różnorodnych znaków, o tyle
rzeżba architektoniczna przenosiła znaki w sferę symboli, dopełniając przekaz ideowy wyobra-
żeniami z zakresu podstawowych prawd teologicznych.
powyższe obserwacje nasuwają pytanie: Czy w określonych warunkach wykonywanie znaków
kamieniarskich na murach świątyń chrześcijańskich moglo być jednym z wariantów ideowej aran-
żacji plastycznej budynku sakralnego?
Bardzo prawdopodobne, że zwyczaj umieszczania symboli religijnych na kamiennych murach
romańskich świątyń funkcjonował we wczesnym średniowieczu równolegle ze zjawiskiem utrwa-
lania podpisów budowniczych, stosowania znaków użytkowych oraz oznaczeń o charakterze
fundacyjnym. Błędem byłoby sądzić, że wszystkie wczesnośredniowieczne znaki kamieniarskie
charakteryzują się prostą, geometryczną i najczęściej mało zrozumiałą schematyzacją rysun-
kową. Przegląd opisywanej kategorii źródeł - pochodzących choćby tylko z obszaru samych
ziem polskich dostarcza wiele przykładów występowania motywów graficznych, dla których ana-
logie łatwo jest odnaleźć w tekstach Biblii, dziełach apokryficznych, średniowiecznych bestiariu-
szach czy Żywotach Świętych.
Zespół znaków kamieniarskich znajdujących się na murach romańskiego kościoła p.w. śś.
Piotra i Pawła w Kruszwicy charakteryzuje się wyraźną przewagą treści alegorycznej nad formą
obrazową, która w tym przypadku pełni funkcję czysto ilustratorską i pozostaje w pel ni podpo-
rządkowana przekazywanym treściom religijnym.
W zestawie zinwentaryzowanych oznaczeń nie zanotowano prostych, abstrakcyjnych kombi-
nacji linii geometrycznych. Podstawową cechą motywów odnalezionych na murach kolegiaty
kruszwickiej jest natomiast wyjątkowo czytelna wymowa ideowa przekazywanego obrazu. Wy-
obrażenia krzyży, przedstawienia roślin oraz różnorodne wizerunki zoomorficzne zaczerpnięte
zostały wprost ze świata rzeczywistego towarzyszącego codziennemu życiu.
W dziedzinie symboliki chrześcijańskiej wszelkie motywy plastyczne, wykreowane w oparciu
o znany i widzialny świat, przedstawiać miały zjawiska nieznane i niewidzialne 7 .
Największa liczba przedstawień związanych z symboliką chrześcijańską grupuje się w par-
tiach północnych obiektu. Ogółem w tej części zarejestrowano 15 przykładów znaków: 8 odno-
towano po stronie zewnętrznej kościoła, 7 wewnątrz świątyni. Niestety, wobec poważnego znisz-
czenia powierzchni licowej muru zewnętrznego, w chwili dokonywania obserwacji - jednego
znaku w północnym ramieniu transeptu nie udało się w ogóle zinterpretować.
Pejoratywną wymowę symboliczną przypisano oznaczeniu utożsamianemu z rytem zoomor-
ficznym posiadającym szereg cech zbliżonych do mitycznego bestiariuszowego smoka (ryc. 1).
Motyw smoka pojawiający się w plastyce romańskiej nawiązuje do symboliki zła, a w chrze-
ścijaństwie oznacza szatana i jego potęgę oraz grzech i nieczystość. Przedstawiany jako hybry-
da będąca mieszaniną gatunków i części ciala różnych zwierząt. najczęściej ze skrzydłami, pa-
zurami, łbem ptaka szyją węża oraz kolczastymi ogonami wyrastającymi z tułowia w nadmiernej
liczbie - smok stanowi ucieleśnienie natury ludzkiej uwikłanej w sprawy materialnej rzeczywisto-
ści, a jednocześnie chcącej się wyzwolić z okowów codzienności, aby osiągnąć duchową satys-
fakcję (symbolika skrzydeł). Wizerunek uskrzydlonego potwora umieszczonego na zewnętrz-
nym licu kruszwickiej świątyni romańskiej przypominać mógł zgodnie z założeniami religii chrze-
ścijańskiej o nieustającej potrzebie unicestwiania sił uosabianych przez szatana oraz o koniecz-
ności prowadzenia walki ze złem tkwiącym w zawikłanej naturze człowieka.
Znak krzyża ukośnego (łac. crux decussata) zwanego krzyżem św. Andrzeja (ryc. 2) oraz
krzyża greckiego (łac. crux quadrata) (iI. 1) były i są dla wyznawców Chrystusa najważniejszym
symbolem "bożej mocy" oraz oznaką zwycięstwa nad złymi duchami B .
" Tym znakiem królewskim wierni uzbrajali się przeciw demonom, które drżąc uciekały przed
nim '9. Poprzez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa krzyż wyraża ideę pojednania, nowego życia
oraz pozostaje w bezpośrednim związku z nadzieją na osiągnięcie zbawienia. Opieczętowanie
69
>>>
świątyni chrześcijańskiej znakiem krzy-
ża świętego oznaczało jej boską przy-
należność, a zgodnie z zasadami wiary
oraz symboliki chrześcijańskiej mogło
być przez wiernych interpretowane jako
zjawisko gwarantujące kościołowi niena-
ruszalność wraz z możliwością odpiera-
nia "złych mocy" z zewnątrz.
W północnych partiach kościoła
w Kruszwicy znak krzyża w wersji łaciń-
skiej lub greckiej zanotowano ogółem
'C'" .ł aż w 9 miejscach.
Na zewnętrznej scianie połnocnej
nawy głównej świątyni udało się rów-
łl. 1. Fot. I Zajączkowska nież zlokalizować cios ze znakiem
przedstawiającym pierwszą literę greckiego alfabetu. Znak graficzny "Alpha" występował od
III wieku naszej ery razem z oznaczeniem "Omega". Oba znaki wpisywane zawsze obok siebie
(np. już na nagrobkach katakumbowych) określały w chrześcijaństwie pewną ideę. "Wszystkie
rzeczy - czy to postrzegane jako ograniczone w czasie i przestrzeni, czy istniejące poza tymi wy-
miarami - mają swój początek i koniec w Bogu"lo. Od IV wieku litery Alpha i Omega zaczęto łączyć
z monogramem Chrystusa, a jeszcze póżniej używano ich w różnych kombinacjach symbolicz-
nych jako wyraz wiary w przyszłe zmartwychwstanie i w jedynie wiecznego Boga".
W czasach średniowiecza bardzo popularne było umieszczanie znaku AQ w aureoli podobizn
Chrystusa, również na mozaikach, sarkofagach, ampułkach, monetach, hostiach i na nagrobkach'2.
Możliwe, że na ciosie kamiennym z oznaczeniem "Alpha" - wbudowanym w północną ścia-
nę nawy głównej kolegiaty p.w. śś. Piotra i Pawła znajdowała się wcześniej również litera "Ome-
ga" (ostatnia litera greckiego alfabetu uzyskiwała bardzo często formę małego znaku, np. Am).
Obecność obu liter na pojedynczym ciosie mogłaby potwierdzić dopiero szczegółowa analiza
faktury kamienia budowlanego.
W zestawie symbolicznych oznaczeń kamieniarskich występujących w północnych partiach
świątyni udało się również zidentyfikować cios z rysunkiem ryby (ryc. 3) oraz cios sygnowany wy-
obrażeniem kielicha kwiatowego (ryc. 4). Ryba należy do bardzo szczególnego symbolu religijne-
go. Znana od czasów pogańskich, została bardzo szybko dostosowana do potrzeb religii chrześci-
jańskiej. Początkujący wyznawcy Jezusa przejęli jej wizerunek i otoczyli go niezwykłym szacun-
kiem. Zgodnie z tradycją chrześcijańską
wyobrażenie ryby jest przede wszystkim
. ___ ___ alegorycznym odpowiednikiem Chry-
stusa, ponieważ pierwsze greckie litery
słów "Jezus Chrystus Syn Boży. Zbawi-
cie/"tworzą ałorystych "ICHTYS" ozna-
.. czający- ryba'3. Dla chrześcijan ryba jest
przede wszystkim symbolem opatrzno-
ści Bożej, nieśmiertelności, zmartwych-
wstania, zbawienia, życia, wiary, eucha-
rystii, a także chrztu i czystości.
Kwiaty natomiast, postrzegane jako
najmniej dotknięte klątwą grzechu, są
w chrześcijaństwie ziemskim wyobraże-
niem "niebieskiej szczęśliwości n , miło-
Fot. I Zajączkowska sierdzia oraz dobroczynności. Według
'ł::
..... --
-
...- '
110
--;.-
"!
.ł-
"'o
,
oC
o...
.
-
\;
-'
....
"
/lo .
.
....
.
...
.
t
"
..
..
....
..
:t."It;
...
t.".:-
\
..
--
,.
.
,
11.2.
70
>>>
znawców ikonologii taką myśl wyraża-
ły już kwiaty malowane na ścianach
rzymskich katakumb l4 . Kwiat występu-
jący na jednym z ciosów kolegiaty pow.
śś. Piotra i Pawła w sensie przekazy-
wania okreslonych treści symbolicz-
nych mógłby oznaczać pokorę, ufność
oraz czystą miłość człowieka do Boga.
W północnych partiach obiektu zlo-
kalizowano jeszcze jeden znak. Mowa
o gałązce jodły (ryc. 5), która jak w przy-
padku innych drzew wiecznie zielonych . ..
-- -
oznaczać mogła nieśmiertelność, sym-
bolizując tym samym świętą tajemnicę
bezustannie odradzającego się życia 15 . 11.3. Fot. T. Zajączkowska
Alegoryczny charakter oznaczeń kamieniarskich ujawnił się również podczas analizy iko-
nograficznej znaków zlokalizowanych po południowej stronie kościoła w Kruszwicy. Ogólna
liczba badanych emblematów dotyczyła w tej części 11 egzemplarzy znaków (6 zewnętrznych
i 5 wewnętrznych).
Oznaczenia w formie krzyża zarejestrowano w pięciu miejscach. Podczas obserwacji połu-
dniowych partii budowli zanotowano także dwie odmiany swastyki: prawostronną - umieszczoną
na wewnętrznym, południowym licu transeptu (ryc. 6) oraz lewostronną - umieszczoną na ze-
wnętrznej, południowej ścianie dawnej wieży (ii. 2). We wczesnym średniowieczu swastyka (łac.
crux gammata) oznaczała ochronę przed magią, demonami i szatanem. Ze względu na przeka-
zywane treści religijne posiada ona identyczną symbolikę z tak zwanym krzyżem młyńskim, przy-
wodzącym na myśl Wszechmogącego i Wszechobecnego Boga, wokół którego krążą wszystkie
byty. Powstała z krzyża wpisanego w koło poprzez przerwanie linii okręgu i przekształcenie go
w kwadratIB. Swastyka jako emblemat bezpieczeństwa, umieszczona na zewnątrz, nad portalem
południowym - należy do najbardziej okazałych znaków kamieniarskich na kościele p.w. śś. Pio-
tra i Pawła w Kruszwicy, Wykonana w piaskowcu metodą "wycinania" (trójkątny profil żłobka)
charakteryzuje się, w przeciwieństwie do pozostałych oznaczeń stosunkowo duźą głębokością
rytu (max. do 2,5 cm) oraz szerokością żłobka (1-1,5 cm).
W sensie obrazowej alegorii "bezpieczne schronienie w Chrystusie" (w tym wypadku mowa
o świątyni) oraz nadzieję człowieka na zbawienie wyraża również wyobrażenie kotwicy (ryc. 7, il. 3),
zarejestrowanej na jednym z ciosów
w południowym ramieniu transeptu 17 .
O wielkiej sile i wszechpotężnej mocy
Boga świadczyć może również symbol
rogów zwierzęcych (iI. 4). W Biblii ozna- '.
... .
cza on zbawienie oraz promienie słoń- - '". f
t
ca 1B . Największą moc wymowa ideowa
rogu osiąga tam, gdzie róg symbolizuje
duchową potęgę łaski danej od Bogale. t..
Na obecnym etapie badań poważne
trudności interpretacyjne stwarza znak
kamieniarski zlokalizowany we wnętrzu
k ł.
ościoła, na lewej podporze południowej . -
absydy przytranseptalnej (ryc. 8) oraz ze r
względu na nietypowe w stosunku do
pozostałych usytuowanie - oznaczenie II. 4.
o.... ...
p-
...
a
j....t
, .
a
.
.......
,
,.
.....
.
.....
........
....:
."
-
-s
..
..
(' -: .
; -
t -
.....}'"
---
.
-
.
. ,. ..
-.- -.
. J
1-" ;..p.
. a.
-
. . ..."
-
..
. -'
o,
,..,;-..
. ,,....
. ... ,
. .,....!i't I .
. .
-
--.'
l\
1-"
'!
..
ł, .*
'1.-
, ."
l
.
) .
. .:
..;. ......)
.....
,... '1
}' Ą
. - ." .p
Lo A':'__,,* - ....
.. :..
:..."
Fot. T. Zajączkowska
71
>>>
ciosu literą "W". Wszystkie znaki z wyjątkiem tego ostatniego wykonane zostały na poszczegól-
nych kamieniach budowlanych centralnie, tzn. w swoich partiach środkowych. W przypadku
sygnatury "W" znak umieszczony został przy jednej z krawędzi pionowych ciosu, w jego górnym
narożniku. Bardzo możliwe, że opisywana forma graficzna nie należy do zestawu oznaczeń wy-
konanych w romańskiej fazie budowy świątyni.
Studia przeprowadzone nad znakami kamieniarskimi z kościoła p.w. śś. Piotra i Pawła w Krusz-
wicy doprowadzają do przekonania, że zwyczaj sygnowania murów świątyni romańskiej posia-
dał wymiar religijny i powinien być rozpatrywany przede wszystkim w kategoriach uwzględniają-
cych duchowe uwarunkowania mentalne ludzi żyjących w epoce kształtującego się chrześcijań-
stwa w tej części historycznych ziem polskich. Symboliczny charakter ,.opieczętowania" ścian bu-
dowli sakralnej w Kruszwicy uzasadniają nie tylko wyniki analizy ikonograficznej, ale również spo-
strzeżenia dotyczące miejsca występowania poszczególnych oznaczeń w ramach całej budowli.
Rozważania na temat tak zwanych "treści ukrytych" w znakach kamieniarskich dostatecznie
jasno dowodzą, że mistyczną wymowę chrześcijańskiej świątyni romańskiej uzupełniać mogła
w określonych warunkach katecheza graficznych symboli, umieszczanych na murach kościoła.
Jeżeli znak był chrześcijański, a zatem posiadał znaczenie "sacrale" , nadawał on całej budowli
charakter poświęcenia wszystkiego Bogu. We wczesnym średniowieczu budynek kościelny poj-
mowano jako ujęcie w zamknięty kształt przestrzeni sakralnej (sacrum), zawierającej wszelkie
dobro - odgraniczone murami od antagonistycznego wobec niej zewnętrznego świata zła i ciem-
ności (profanum)20. Północ i zachód, jako "nieszczęsne" strony świata skierowane były od za-
wsze ku śmierci niepowodzeniu i nocy, natomiast wschodnia strona świata zwrócona w kierunku
pojawiającego się słońca oraz południowa, której odpowiednikiem jest pełnia dnia, oznaczały
dobrotliwość, powodzenie, mądrość i słuszność2 1 . W nawiązaniu do zasad płynących z wiary
w Jezusa Chrystusa wszystko to co znajdowało się po prawej, "bożej stronie" ołtarza, znaczyło
łaskawość, zbawienie, miłość i opiekę, a to co po stronie lewej - symbolizowało doczesny, mate-
rialny i nieszczęśliwy obszar ludzkiej egzystencji.
W przypadku Kruszwicy znaki kamieniarskie - symbole religijne umieszczone w północnych
partiach kościoła zabezpieczały magiczną stronę świątyni - strefę narażoną na bezpośrednie
wpływy tego co grzeszne, złe i satanistyczne. Na zewnętrznych i wewnętrznych licach ścian
kościoła p.w. śś. Piotra i Pawła. po lewej stronie ołtarza odnotowano największą liczbę znaków
(ogółem 15 egzemplarzy). Zgodnie z interpretacją symboliczną "grzeszna" strona świątyni zo-
stała opieczętowana - "naznaczona" zestawem emblematów zapewniającym jej boską opiekę
i gwarantującym nietykalność. Całkowita ochrona "sacrum" to również sygnowanie pozostałych
partii świątyni, zabezpieczenie styku dwóch obszarów. Podobnie jak tak zwane zacheusze, znaki
kamieniarskie mogły być dodatkowym elementem ceremonii związanej z uroczystym przekaza-
niem kościoła pod opiekę Boga i - podobnie jak rzeźbiarsko opracowane formy romańskiego
detalu architektonicznego - mogły one sugestywnie oddziaływać na wiernych, a trwałością swo-
jego przekazu ugruntowywać w obserwatorach idee związane z nauką Kościoła katolickiego
w okresie wczesnego średniowiecza.
Kto był pomysłodawcą tej szczególnej formy opowieści w kamieniu? Inspiratorami "kamie-
niarskiej narracji" mogli być księża, wykonawcami zaś kamieniarze zatrudnieni przy wznoszeniu
murów kościoła. W epoce upowszechniającego się chrześcijaństwa, w liturgii katolickiej funkcjo-
nować mógł również szereg zwyczajów przetrwałych jeszcze od czasów pogańskich. Być może
zjawisko wykonywania symbolicznych emblematów związane było z jakimś lokalnym, popular-
nym obyczajem ludności zamieszkującej jeszcze w czasach przedchrześcijańskich obszar Ku-
jaw - na których, jak wynika z przekazów historycznych, proces ugruntowywania się nowej religii
miał charakter długotrwały i przebiegał z dużym opóżnieniem w stosunku do pozostałej części
historycznych ziem polskich 22 . Być może we wczesnym katolicyzmie pogańskie znaki "dobroby-
tu i szczęścia" łatwo zastąpić było symbolami o treściach chrześcijańskich - wówczas kiedy
potęga oddziaływania znaku nie była obca ludności posługującej się już wcześniej elementami
72
>>>
tak zwanej magii apotropaicznej. Wykonanie znaków na murach świątyni romańskiej mogło być
dopełnieniem efektu odczuwania wiary przed kościołem i wewnątrz niego.
Jakkolwiek symboliczna interpretacja oznaczeń na przykładzie kościoła pow. śś. Piotra i Paw-
ła oraz Najświętszej Marii Panny w Kruszwicy wydaje się spójna, to już dziś nie rozstrzygniemy,
jaka była ostateczne intencja wykonawców i kto pierwszy zainspirował projekt wykonania rysun-
ków w kamieniu - tak bogatych w chrześcijańskie odniesienia alegoryczne.
Przypisy:
1. J. Hani, Le symbolisme du tempie chrefjen, Paryż 1978; H. Rahner, Symbole der Kirche. Die Ekklesiologle
der Vater. Salzburg 1964; K. Estreicher, Historia sztuki w zarysie, Kraków 1973.
2. D. Forstner, Świat symboliki chrześcijańskiej, Warszawa 1990, s. 7-12; J. Białostocki, Sztuka cerlfliejsza
niż zfoto. Opowieść o sztuce europejskiej naszej ery, Warszawa 1966.
3. Ks. F. Stopniak, U źródel chrześcijaństwa. Archeologia, Warszawa 1982, s. 84; J. Keller, Zwyczaje, obrzę-
dy i symbole religijne, Warszawa 1974.
4. P. Szczaniecki, Msza po staremu się odprawia, Kraków, 1966, s. 91.
5. Ks. F. Stopniak, op. cit., s. 83.
6. J. Baldock, Symbolika chrześcijańska. Poznań 1994, s. 51.
7. Ibidem, s. 15.
8. M. Lurker, Slownik obrazów i symboli biblijnych, Poznań 1989, s. 102.
9. D. Forstner, op. cit., s. 15.
10. J. Baldock, op. cit., s. 105.
11. M. Lurker, op. cit., s. 18.
12. D. Forstner, op. cit., s. 29.
13. M. Bruce-Mitford, Ilustrowana księga znaków i symboli, Warszawa 1997, s. 18.
14. M. Lurker, op. cit., s. 107.
15. D. Forstner, op. cit., s. 210.
16. P. Dudziński, Affabet heraldyczny, Warszawa 1997, s. 108.
17. J. Baldock, op. cit., s. 118.
18. W. Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 1990, s. 359.
19. Forstner, op. cit., s. 254.
20. J. Dowiat (red.), Kultura Polski średniowiecznej X-XIII w., Warszawa 1985, s. 333.
21. M. Lurker, op. cit., s. 187.
22. K. Tymieniecki, Polska w średniowieczu, Warszawa 1961, s. 82.
73
>>>
Krystyna Sulkowska-Tuszyńska (Toruń)
Wśród norbertanów, zwanych premonstratensami od pierwszego klasztoru w Premontre, byli
mnisi i mniszki. Zakon ten został założony przez Norberta z Xanten na początku XII wieku. Nor-
bertanki obserwowały regułę św. Augustyna z Hippony, która nakazywała przede wszystkim jed-
ność braterską, pokorę, czystość i wstrzemiężliwość oraz codzienne odmawianie modlitwy, umiar-
kowany ascetyzm i praktycyzm, a także wspólne spożywanie posiłków, w wyznaczonych godzi-
nach. Zakon ten posiadał też własne ustawy1.
W Polsce premonstratensi mieli kilkanaście domów, z przewagą żeńskich: w Boleslawcu,
Busku, Imbramowicach, Krakowie, Łęczycy, Płocku, Strzelnie, Zwierzyńcu (obecnie dzielnica
Krakowa), w Żukowie pod Gdańskiem i Czarnowąsach na Śląsku. Dzisiaj czynne są zaledwie
dwa: w Imbramowicach i na Zwierzyńcu.
Norbertanki są zgromadzeniem zakonnym podlegającym klauzurze, czyli prawu uniemożli-
wiającemu lub ograniczającemu wychodzenie poza klasztor i wpuszczanie tam obcych. Ich klasz-
.. tory miały zwykle zwartą zabudowę,
:: zamkniętą w mniej lub bardziej re-
.' gularny czworobok, przylegający
- . -
. - - bezpośrednio do kościoła klasztor-
. - .
- :: nego, po jego południowej lub pół-
-'. .... ". :. : nocnej stronie. Znajdowały się tam
pomieszczenia przeznaczone dla
różnych celów. Blisko kościoła był
zwykle kapitularz - dość duża, repre-
zentacyjna sala, gdzie odbywała się
kapituła, czyli cotygodniowe zebranie
wspólnoty klasztornej dla wyznawa-
nia win, narady w ważnych sprawach
i głosowania. Musiały być tam cele
zakonne lub, w starszych klaszto-
rach, dormitorium, czyli współna sy-
pialnia, często usytuowana na piętrze,
niekiedy ogrzewana. Najdalej od ko-
ścioła mogły znajdować się izby to-
warzyszące kuchni, mieszczącej się
nad piwnicą, blisko spiżarni.
Najbliżej kuchni znajdował się
refektarz - czyli wspólna jadalnia
· klasztorna. W wielu klasztorach było
to największe, najczęściej prostokąt-
ne pomieszczenie. Podobnie jak
w kapitularzu, mogły znajdować się
tam ozdobne sklepienia - w gotyku
najczęściej krzyżowo-żebrowe, nie-
kiedy na skrzyżowaniu spinane gu-
"
,
.
. .
. . -
. . .. . .
.. .. . .. ,. .-
......-
"'. -. -. -. -..... ....
.. ... ... .. .. -., -. .. .. ....
..--.''''
... .....
. . .
. .
.. .. .. ..
. .
"
1
--ł
I
I
I
I
W refektarzu u norbertanek
(Strzel no i Zwierzyniec)
, \
.\ ł
.
...
,
łl. 1. Kraków, Zwierzyniec, klasztor Norbertanek. Wnętrze refektarza
z XVII-XXI wieku Fot. K. Sulkowska- Tuszyńska
74
>>>
zami - ozdobnymi zwornikami, w renesansie koleb-
kowe, pokryte sztukaterią o geometrycznych wzo-
rach, a w baroku kolebkowe z lunetami. Refektarze
nierzadko były bogato polichromowane.
Do dzisiaj zachował się wczesnobarokowy refek-
tarz w klasztorze Norbertanek na Zwierzyńcu. Jest
to duża sala o powierzchni 324 m kw., zbudowana
w latach 1608-1610, według projektu mistrza Jana
Trevan0 2 . W obecnym kształcie refektarz jest poli-
chromowany (zapewne we wczesnobarokowej fazie
było podobnie). Sala ta znajduje się w zachodnim
skrzydle tak zwanego drugiego wirydarza, który
w zasadniczym zrębie powstał w 1. połowie XVII wie-
ku. Od południa stykają się z nim dolna kuchnia
i kuchnia. W samym refektarzu, używanym nieprzer-
wanie do dziś przez zakonnice, a przygotowanym
dla co najmniej stu osobowego konwentu, wielkie
drewniane stoły i ławy ustawiono wzdłuż długich
ścian - wschodniej i zachodniej. W krótszej, połu-
dniowej jest wejście i okienko do kuchni, przy pół-
nocnej tak zwany stół opacki. przy którym zasiadała
niegdyś ksieni, obecnie nazywana matką przełożoną.
Zgodnie z zasadą opisaną w Statutach norbertanek
z 1340 roku. po jej prawej stronie powinna zajmo-
wać miejsce zastępująca ją przeorysza, a po lewej
subprzeorysza. Przy tym samym stole mogła zasia-
dać też portulanka, inaczej nazywana cyrkatork ą 3.
Nieodłącznym znakiem refektarza i jego podstawowym
symbolem religijnym, zwłaszcza w średniowieczu, był
wiszący nad stołem opackim
duży krucyfiks. Niekiedy był to
obraz lub fresk o tematyce
religijnej. W połowie długości
sali lub na podwyższonej ga-
--
lerii w jej końcu, czasami bli-
sko stołu opackiego, znajdo-
wało się miejsce dla lektorki.
Była to jedyna osoba, poza
obsługującymi, która nie jadła
podczas posiłku. Siedziała
zwykle na niewielkim wyniesie-
niu, by była lepiej słyszana, naj-
częściej w specjalnym krześle
z pulpitem, gdzie znajdowało
się miejsce na oświetlenie -
świecę z wosku, łoju albo
lampkę oliwną, i ewentualnie,
kubek czy czarkę z wodą. Ta-
kie specyficzne lectorium
ustawiano zawsze przodem
I
'-
. ,
J
\I ------- - -
C .
'.. I
.
, ..
""
II. 2. Kraków, Zwierzyniec, klasztor Norbertanek.
Katedra lektorki z refektarza ufundowana przez
ksienię Zofię Urbanską po 1695, a przed 1728 r.
Fot. K. Sulkowska- Tuszyńska
r
II. 3. Kraków, Zwierzyniec, klasztor Norbertanek. Krużganek - w głębi ościeże
wejścia do refektarza; po bokach okienko i drzwi do piwnicy
Fot. K. Sulkowska- Tuszyńska
75
>>>
do światła dziennego i tak, by wszystkie siostry
mogły pilnie słuchać lektury. Obecnie w klasz-
torze na Zwierzyńcu oglądać można polichro-
mowaną katedrę - lektorium, czyli zabudowane
krzesło z zapleckiem i pulpitem, na którym nade
wszystko lektorka musiała oprzeć księgę.
W tym samym klasztorze, odrestaurowano
niedawno starszą, gotycką kuchnię i przylega-
jący do niej refektarz, który pochodzi najpóźniej
z 1. połowy YN wieku 4 . Znajdował się w zachod-
nim skrzydle tak zwanego dziedzińca zewnętrz-
negoS, na południe od kościoła, w północnej par-
tii skrzydła, w odległości zaledwie około 20 me-
trów od świątyni. W 2. ćwierci YN wieku wcho-
dziło się do niego z arkadowego krużganka, pod
kamiennym portalem z nadprożem w kształcie
oślego grzbietu. Z refektarza sień prowadziła do
kuchni, do której przebite były okienka do po-
dawania potraw i zwracania naczyń. We wnę-
trzu gotyckiej kuchni były co najmniej dwa pie-
ce kuchenne, połączone z kominem wysokimi
okapami. Gdzieś niedaleko znajdował się za-
pewne piec chlebowy - może kopułowy, cegla-
ny (?). W kuchni tej, w ścianie wschodniej za-
chowało się ostrołukowe wejście, prowadzące na
dziedziniec. We wszystkich niemal ścianach, tak-
że w refektarzu, znajdowały się wnęki - mniejsze
i większe, umieszczone na różnych poziomach;
spełniały one funkcję półek
lub podręcznych szafek.
W ścianie północnej go-
tyckiej jadalni była prawdo-
podobnie wnęka, spełniają-
ca funkcję armarii (iI. 5)6.
W południowej ścianie re-
fektarza były okna - w YN
stuleciu wąskie a strzeliste,
w XVI przebudowane na
prostokątne, podzielone ka-
miennymi służkami (iI. 6),
oddzielone od siebie kane-
lowaną, kamienną kolumną.
Za oknami rozciągał się wi-
dok na niewielki gospodar-
czy dziedziniec, na którym,
być może, znajdowała się
studnia. Drewniane ganki -
galerie łączące ze sobą go-
spodarcze pomieszczenia,
prowadziły przez dziedziniec
..
..,
..
R ....
-ł.
--
co
,. ,..."
."
--
-
-
...-
-
.....
.
;..
II. 4. Kraków, Zwierzyniec, klasztor Norbertanek. Wnę-
trze kuchni gotycko-renesansowej. Widok na ścianę
wschodnią, wnęki kuchenne i jeden z wlotów komino-
wych Fot. K Sulkowska- Tuszyńska
II. 5. Kraków, Zwierzyniec, klasztor Norbertanek. Wnętrze refektarza z piecem
i zapieckiem w .....aroŻl1iku. W ścianie widoczna półka, po prawej ościeże wnęki
(armarii?) Fot. K Sulkowska-Tuszyńska
76
>>>
do kuchni. Poniżej refektarza
i kuchni ciągnęły się kolebko-
wo sklepione piwnice 7 .
Gdy panny wezwane
dżwiękiem dzwonka, umyw-
szy ręce usiadły przed refek-
tarzem, a starsza z sióstr za-
dzwoniła, razem, ze spusz-
czonymi głowami, w spokoju
wchodziły do refektarza. Gdy
ucichł dźwięk dzwonka, wte-
dy słychać było podstawową
modlitwę - Benedicite. Prze-
żegnawszy się, lektorka od-
powiadała Jube domine be-
nedicere i pobłogosławiona
przez przełożoną, mogła za-
cząć czytać, gdy wszystkie
obecne w refektarzu od po- II. 6. Kraków, Zwierzyniec, klasztor Norbertanek. Wnętrze refektarza; siostry
wiedziały - Amen. Wtedy do- norbertanki na tle renesansowych okien Fot. K. Sulkowska- Tuszynska
piero panny, według ustalonego porządku, zajmowały swoje miejsca za stołami. Gdy lektorka
zaczynała czytać, jedna z sióstr mogła już odsłonić chleb spod lnianej serwetki. Od tej chwili nikt
nie powinien opuszczać refektarza. Siostry obsługujące wnosiły potrawy i stawiały je na stołach,
poczynając od opackiego. W refektarzu panować powinna cisza; wszelkie potrzeby, prośby o do-
niesienie czegoś czy uzupełnienie potraw, starano się artykułować za pomocą mowy gestów,
kiwnięciem głowy i ukłonem, gdy prośba została spełniona. Te, które się spóżniły, powinny za-
miast benedykcji odmówić Pacież i Zdrowaś Maryja, siąść za naj młodszymi, tam gdzie było naj-
ciaśniej; za karę takie siostry nie otrzymywały napoju - piwa czy wina.
Upominano także, aby soli nie brać inaczej, tylko na nożyk, a pić należało "obacznie" , by naczy-
nia nie upuścić 8 . Podczas całego posiłku lektorka czytała wyznaczoną na dany dzień lekturę.
Posiłki odbywały się regularnie, zawsze o stałych porach. Obiad, czyli prandium, jako pierwszy
posiłek w danym dniu był spożywany zapewne około południa, kolacja natomiast po nieszporach.
Środy, piątki i soboty były zwykłymi dniami postnymi, ale i w te dni nie musiały pościć chore
panny. Statuty norbertańskie i wiele ordynacji wydanych przez przeorysze dokładnie określały,
w jakie dni i święta należy zachować post, kiedy i jakie potrawy można spożywać.
U norbertanek mięso drobiowe należało do często spożywanych produktów, obok jaj i ryb łowio-
nych we własnych stawach. Poza wspomnianym już piwem, do którego dodawano już wówczas
chmiel, i winem, w lecie podawano sałatę, a zimą ogórki i nlimunije". Chleb mógł być razowy,
czyli rżany, w święta z przesianej mąki, czyli gościnny.
Wiemy, że w XVII wieku, po wyborze nowej przeoryszy, zatem w świąteczny dzień, podano
w refektarzu następujące potrawy: kapłona z ryżem i inną potrawę mięsną z grochem tureckim,
cielęcinę z żółtym sosem i rodzynkami, trzy potrawki z zająca, prosiaka na kwaśno, indyka
i jarzyny z sosie, a na deser marcepany, ciasta z jabłkami, słodkości, i korzenną gorzałkę9.
Koniec posiłku obwieszczał dzwonek, lektorka odmawiała Tu autem domine... i po Gratias
siostry wychodziły, a służebniczki, zebrawszy uprzednio łyżki i wszelkie drobiny, trzepały obrusy.
Niestety, nieznane są naczynia używane w średniowiecznym refektarzu norbertanek zwierzy-
nieckich lO , można się domyślać, że niewiele różniły się od utensyliów stosowanych u strzeleń-
skich norbertanek, o czym niżej.
Ze statutów wynika, że w XIV wieku stoły były nakrywane obrusem, na nim stawiano miski
i kładziono łyżkj11.
I'
77
>>>
Na podstawie żródeł archeologicznych, pochodzących z różnych klasztorów, można przypusz-
czać, że naczynia codzienne używane w refektarzu na Zwierzyńcu w XVIII wieku różniły się od rzeczy
spisanych w inwentarzu podpisanym przez ksienię Zofię Koncką (1726-1731) 12. Opisano tam między
innymi: filiżanki, czareczki, imbryczek i filiżanki do herbaty, konewki farfurowe 13 (fajansowe) z cyno-
wym przykryciem, szafę ze szkłem, a w niej kryształowe różne lampeczki, kieliszki, dzbanuszki i szklanki
oraz tuzin (12) farfurowych talerzy. Była też szafa w murze, w której stały 2 półmiski cynowe, 4 przysta-
weczki, czarka, 2 kufle, 1 cynowy puchar i dwie głębsze przystawki, także talerze, noże i łyżki.
W innym miejscu stały 3 półmiski z gdańskiej cyny, 1 wielki półmisek i 7 mniejszych, 6 talerzy więk-
szych, 2 cynowe przystawki, 4 płaskie flasze 14 oraz 5 różnych cynowych flasz.
U szafarki, która musiała "opatrzyć wszytki potrzeby potraw albo też polewek czynienia wedle
potrzeby i zwyczaju"15, znajdowały się następujące naczynia: 12 wielkich mis, 20 półmisków rÓż-
nych, 8 talerzy i przystawek, 4 stołowe lichtarze '6 , wielka farfurowa czara, 7 większych miseczek
i 4 głębsze od krwj17, 20 talerzy białych (naj pewniej fajansowych) i pstrych (zdobionych zapewne
kolorową malaturą), 3 dzbanuszki z cynowym przykryciem 18 i 4 bez przykrycia.
Ponadto spisano 3 małe miseczki, 7 garnuszków pstrych, 2 zielone garnuszki, 3 możdzierze
i dwa tłuczki do nich przeznaczone, i w końcu, dwie cynowe kropielniczkj19.
Zupełnie inny obraz refektarza rysuje się na podstawie badań archeologicznych w kujawskim
Strzelnie. Wczesnośredniowieczny refektarz znajdował się prawdopodobnie blisko rotundy, może
w jednym z drewnianych budynków, po północno-zachodniej stronie świątyni lub na północ od pre-
zbiterium rotundy, gdzie najpewniej jednocześnie pełnił rolę kapitularza. Była to prawdopodobnie
niewielka, drewniana sala, może ogrzewana ciepłem z pieca kuchennego, a następnie kopułowym
piecem, wykonanym z kafli garnkowych. Gdy w XIII-XIV wieku, pomiędzy rotundą świętego Prokopa
a bazyliką Świętej Trójcy, zbudowano murowany klasztor, być może przeniesiono tam refektarz. Byłby
on wówczas usytuowany podobnie jak u norbertanek na Zwierzyńcu. Dopiero w końcu XV wieku,
-
---l-
5
Legenda:
1 - rotunda św. Prokopa
2 - Bazylika Św. Trójcy
3 - wirydarz
4 - kapitularz
5 - refektarz
6 - kuchnia
7 - piec hypocaustum
- ;;-"...
II. 7. Strzelno, Plan inwentaryzacyjny A.W. Domsteina z 1803 roku, z zaznaczeniem lokalizacji niektórych
pomieszczeń [wg Dubikajtis 1990] oprac. M. Tuszyński
78
>>>
gdy zaczęto budowę gotyckie-
go klasztoru, od północy okala-
jącego bazylikę dużym nieregu-
larnym czworobokiem, refektarz
prawdopodobnie przeniesiono
po raz kolejny do wschodniej
części skrzydła południowego,
gdzie znajdował się co najmniej
do pierwszych lat XIX wieku.
Najpierw miał prawdopodobnie
powierzchnię 7,5 x 6 m. Z cza-
sem, po barokowej przebudo-
wie, powiększono go dwukrot-
nie (7,5 x 12 metrów). Od stro-
ny północnej dochodziła do nie-
go kuchnia, a pod nią, w piwni-
cy znajdował się piec centralne-
go ogrzewania, zwany hypo-
caustufriZO.
Po analizie średniowiecznych żródeł archeologicznych wiemy, że w klasztorze Norbertanek
w Strzelnie pomiędzy około 2. połową XII wieku a końcem XIV wieku jadano niemal wyłącznie
w ceramicznych naczyniach, które miały beżowe lub brunatne powierzchnie i przepuszczały
wodę. Były skromnie zdobione linią falistą lub nacinanymi łezkami, niektóre o mocno chropowa-
tych powierzchniach. Na stole refektarza stawiano wówczas szerokie płytkie misy, do picia wody
lub wina, garnki z wodą - z czasem zastąpione przez dzbany z uchem, małe garnuszki, pełniące
funkcję kubków do picia, i różne miski: przede wszystkim - głębokie i duże, stawiane na środku
stołu. mniejsze zamiast talerzy, najmniejsze jako czarki do picia. Na garnki kładziono pokrywki, by
potrawa szybciej się gotowała, nie wystygła w zimnych pomieszczeniach i aby nie zakurzyła się.
Naczynia używane od końca XIV do 1. ćwierci XVI wieku były znacznie ładniejsze od star-
szych - ich wypolerowane
powierzchnie, stalowoszare
lub ceglaste, miały mniej
przepuszczające ścianki. By-
wały wśród nich pierwsze ka-
mionki sprowadzone z Nadre-
nii, stawiane albo na stół prze-
oryszy, albo przeznaczone do
liturgii. Obok powszechnie
znanych dzbanów - wielkich
do noszenia wody, mniej-
szych do stawiania na stół
i maleńkich, z których piło się
jak z kubka, były też różne
garnki, kubeczki, czarki, misy,
miski i półmiski. Pojawiły się
także pierwsze prawdziwe ta-
lerze i naczynia na trzech nóż-
kach, wykorzystywane głów-
nie jako patelnie. Rarytas sta-
nowiły wówczas maleńkie mi-
""=-
--
...:;.
,-,. .......-- "I
--. .'"'
.....
.....
II. 8. Strzelno, rekonstrukcja zestawu naczyń używanych w refektarzu,
wykonana na podstawie źródeł archeologicznych (XII-XIV wiek)
Rekonstr. K. Sulkowska-Tuszyńska, rys. A. Rak
"
II. 9. Strzelno, rekonstrukcja zestawu naczyń używanych w refektarzu, wy-
konana na podstawie źródeł archeologicznych (XV-XVI wiek)
Rekonstr. K. Sulkowska- Tuszyńska, rys. A. Rak
79
>>>
niaturowe naczynia o wysokości 5 cm, które mogły służyć nie tylko na przyprawy, ale też do stawiania
baniek ciężko chorym.
W XVII i XVIII wieku używano naczyń pokrytych szkliwem, stopniowo wypierających tanie ango-
bowane. Od 1. połowy XVIII wieku pojawiły się pierwsze naczynia fajansowe, a z czasem nawet
porcelanowe. W tym właśnie czasie na stołach stawiano też naczynia szklane - puchary
o dzwonowatym kształcie i cylindryczne szklanki.
W kuchni wykorzystywano i na stół kładziono warzywa i owoce z klasztornego ogrodu.
W różnych celach wykorzystywano także zioła i chwasty. Należała do nich rzodkiew świrzepa 21
i szczaw kędzierzawy do leczenia biegunek, trądu, żółtaczki, a także pospolita paproć - orlica
i aromatyczne Oreganum vulgare - pospolita lebiodka, szeroko wykorzystywana w gospodar-
stwie domowym. Znano też w Strzelnie cykorię, kminek, proso i brzozę. Wyjątkowym owocem
była brzoskwinia, znana i hodowana w Polsce w XVIII wieku, używana tylko w elitarnych środowi-
skach. Na postawie badań paleobotanicznych wiemy też, że na początku XVIII wieku wStrzelnie
rosły kasztanowce: w ogrodzie klasztornym, w parku lub przy dworze prepozytów. Nie jest wyklu-
czone, że kwiatostan kasztanowca ozdabiał stoły refektarza w wyjątkowe święta 22 .
Z ilościowego zestawienia szczątków zwierzęcych pochodzących z badań archeologicznych
wynika 23 , że na stoły w refektarzu w Strzel nie często podawany był drób - kury i gęsi, rzadziej
kaczki. Jadano też mięso wołowe. Znacznie mniej spożywano dziczyzny, zwłaszcza zajęcy, sarny,
dzika czy jelenia. Z ryb jedzono szczupaki, okonie i liny o długości 1,2-1,3 m oraz jesiotry24.
Nakreślony wyżej obraz tego, co mogło dziać się w refektarzu u norbertanek w Strzelnie i na
Zwierzyńcu, widziany przez pryzmat różnych źródeł, daleki jest od wiernego i pełnego, ale po-
zwala, jak sądzę, na stwierdzenie, że była to szczególna, duża przestrzeń, przeniknięta nie tylko
zapachami, napełniona mową gestów oraz kolorami i smakiem potraw. Było to miejsce, gdzie
jedzenie zaczynano od modlitwy i spożywano je, słuchając głosu lektorki. A gdyby która z panien
miała się zapomnieć, to ucieczkę zawsze mogła znależć w Chrystusie, którego wizerunek znaj-
dował się na głównej ścianie refektarza.
Kiedy skończyły, tak jak przy wejściu, "wespołek" opuszczały refektarz, krużgankami zmie-
rzając do kapitularza czy dormitorium.
Przypisy:
1. Małgorzata Borkowska, Życie codzief/f/e polskich klasztorów żeńskich w XVI/-XVIl1 wieku, Warszawa
1996, s. 333, 334 i n.
2. Katalog Zabytków Sztuki w Polsce, t. 4, Miasto Kraków, część VII - Zwierzyniec, Nowy Świat, Półwsie
Zwierzynieckie. Kościoły i klasztory, red. J. Daranowska-lukaszewska, R. Henoch-Marendziuk, Warsza-
wa 1995, tekst i ilustracje, fig. 25, s. 18.
3. Patrz: M. Karaś, Z. Perzanowski, Statuty kapituly norbertańskiej, Kraków 1970, s. 58, 129, 146, 153 i n. Ze
statutów wynika, że najpóźniej okoto 1340 roku, a można sądzić, źe wcześniej, przelożona była określa-
na jako abatysza lub opacicha, czyli opatka. Zastępowała ją przyjorysza lub priorysza, czyli przeorysza.
4. W gotyku mógł być przebudowany, jego metryka moźe być znacznie starsza.
5. W zabudowie klasztomej Zwierzyńca od strony wschodniej znajdowały się: najpierw tzw. dZiedziniec,
dalej ku zachodowi, tzw. pierwszy wirydarz i jeszcze dalej drugi wirydarz. Kuchnia gotycka znajdowała
się we wschodnim skraju całej zwartej zabudowy klasztornej, na tzw. dziedzińcu, w skrzydle zachodnim,
będącym jednocześnie wschodnim skrzydłem pierwszego wirydarza. Patrz plan i opis w: Katalog Zabyt-
ków Sztuki w Polsce, t. 4, Miasto Kraków, część VII - Zwierzyniec, Nowy Świat, Półwsie Zwierzynieckie.
Kościoły i klasztory, red. J. Daranowska-lukaszewska, R. Henoch-Marendziuk, Warszawa 1995, tekst
i ilustracje, s. 3--49 i n.
6. Rodzaj szafy.
7. Niezwykła szerokość fundamentów, widoczna w grubości ścian piwnic (1,9-2 m!) pomiędzy refektarzem
a krużgankiem, może świadczyć o tym, że mamy do czynienia z najstarszymi, być może romańskimi,
80
>>>
fundamentami. Piwnice te, jak i inne pomieszczenia zwiedzałam w 2004 roku, już po remoncie kuchni
I refektarza, który ma teraz być udostępniony zwiedzającym. Przełożonej konwentu na Zwierzyńcu -
matce Pauli Tarczyńskiej i subprzeoryszy, Dorocie Goldstrom serdecznie dziękuję za udzieloną mi gości-
nę, udostępnienie wielu ksiąg z archiwum i pokazanie niektórych miejsc w klasztorze.
8. Na podstawie statutów norbertańskich, Kapitulum dziewiąte, O jedzeniu: M. Karaś, Z. Perzanowski,
Statuty kapituly norbertańskiej, Kraków 1970, s. 57-£2.
9. J. Rajman, Klasztor norbertanek na Zwierzyńcu w wiekach średnich, Kraków 1993, s. 120-123.
10. Na Zwierzyńcu nie były prowadzone systematyczne badania archeologiczne. Przypuszczam, że ogólny
pogląd na naczynia używane tam w średniowieczu można uzyskać po obejrzeniu sprawozdań z nadzo-
rów archeologicznych, jakie musiały towarzyszyć remontom w klasztorze,
11. M. Karaś, Z. Perzanowski, op. cit., s. 61, 66.
12. Jest to lużny dokument, w Archiwum Zwierzynieckim skatalogowany pod literą D - Dokumenty papiero-
we i akta luźne, nr 107 - Luźne inwentarze (ruchomości i nieruchomości) z XVII-XVIII wieku.
13. Fańurami nazywano fajanse, a o wytwórniach fajansu mówiono "fartumie".
14. Chodzi najpewniej o flasze, o 4 spłaszczonych ściankach, tak by lepiej wypełniały przestrzeń w podróż-
nym puzdrze, i nie stłukły się.
15. Patrz: M. Karaś, Z. Perzanowski, op. cit., s. 178 i 179-182. Ze statutów wynika, że szafarka powinna
"Chleb, wino, picie czasu godnego [. uj nagotować do refektarza ku rozdaniu. A gdy jedzą, tedy przynaj-
mniej raz ku sto/u przyć. A jeśliby której nie dosta/o chleba, przydać: z dormiterza i refektarza, chocia
jedzą. ile potrzeba z slugami może wynić, a z ostatkow potraw. jeśliby się nie najad/a. może sobie wziąć.
A ostatek s/użebniczkom dać". Ona też .ma w swej opatrzności mieć piekarze. piwowarze. ogrodnik;,
kucharze.. "A ma liczyć i pisać, co jej z fo/warkow przyniosą i powiedzieć w kapitule".
16. Z notatki tej można wysnuć bardzo prawdopodobny wiosek, że w refektarzu stały maksymalnie cztery
stoły - trzy dla konwentu i jeden opacki stół. Jest też możliwe, że w XVIII wieku, w refektarzu, podobnie
jak w jadalniach świeckich, stal przy ścianie stól-pomocnik, dla stawiania właśnie przyniesionych po-
traw, zanim rozniesiono je na poszczególne stoły.
17. Chodzi tu o miseczki, do których skapywała krew podczas jej puszczania. Norbertanki, tak jak inne
zakony, zgodnie ze statutami regularnie poddawaly się puszczaniu krwi. Robiły to pięć razy w roku. Krew
traciły także wówczas, gdy stawiano im tzw. bańki mokre: M. Karaś, Z. Perzanowski, op. cit., s. 122, 125,
126; K. Sulkowska-Tuszyńska, Wyposażenie tażni klasztoru kanoników regularnych w Trzemesznie,
Archaeologia Historica Polona, t. 14, 2004, s. 189-209, ryc. 16, 17 i n.
18. Brakuje bliższego określenia, o jakie dzbanuszki chodzi. Mogły być cynowe, ale również kamionkowe,
z cynowymi przykrywkami.
19. Dokument formatu 21 x 33 cm zostal spisany na papierze czerpanym, z wyraźnym znakiem wodnym,
podobnym do motywu promienistego słońca. Jest to jedna duża kartka, złożona wzdłuż (10,5 cm x 33 cm),
ma trzy zapisane strony i ślady zszywania, jakby pierwotnie była częścią poszytu (?). Podpisala go
"Zofia Kątska Xsieni".
20. Patrz opracowanie takiego pieca ze Strzel na: Jerzy DubikaJtis. Średniowieczny piec typu hypokaustum
ze Strzelna (woj. bydgoskie), Acta Universitatis Nicolai Copemici, Archeologia, t. 17, 1991, s. 45-60.
21. M. Latała, J. Święta, K. Sulkowska-Tuszyńska, Szczątki roślinne i zwierzęce z pochówków trumiennych
(XVII i XVIII w.) w klasztorze norbertanek Strzelnie (woj. kujawsko-pomorskie), 2005, w druku. Badania
szczątków zostały wykonane w Pracowni Paleoekologii i Archeobotaniki Katedry Ekologii Roślin Uniwer-
sytetu Gdańskiego.
22. Do dzisiaj na miejscu dawnego cmentarza, po poludniowej stronie bazyliki rosną przepiękne kaszta-
nowce. Badania proł. M. Latałowej wykazały, że kwiaty te były wkładane do trumien, do wyjątkowych
pochówków.
23. Z badań w 2002 roku.
24. Analizę szczątków zwierzęcych z badań archeologicznych w Strzelnie z lat 2000-2004 wykonuje
dr hab. D. Makowiecki, z PAN w Poznaniu.
81
>>>
Lech Łbik (BydgoszcZ)
Kazimierz Wielki w legendzie
z kujawskiego Przedcza
W opowiadaniu Łuk Sprawiedliwości Gustaw Herling-Grudziński przytoczył pewną legendę,
powtarzaną w Neapolu od początku XVI do końca XIX stulecia 1 . Opowiada ona o niegodziwym
postępku miejscowego hrabiego, który zniewolił córkę swego wasala, za co neapolitańska re-
gentka, Izabella Aragońska, zmusiła go do ożenku z pohańbioną dziewczyną i prosto spod ołta-
rza przekazała katu na ścięcie. Wyrok regentki uznano powszechnie za akt sprawiedliwości wzo-
rowej, wymierzanej rygorystycznie bez względu na pozycję społeczną czy majątkową winnych
łamania obowiązującego prawa. Wprawdzie zawodowi historycy kwestionują wiarygodność przy-
toczonej legendy, ale zdaniem pisarza podania o tak odległej metryce, opatrywane zazwyczaj
formułą: "starzy ludzie opowiadają", są w pewnym sensie ważniejsze od faktów udokumentowa-
nych źródłami historycznymi. Odtwarzają bowiem - jak powiada - "to pasmo przesz/ości, które
miniony czas czyni wciąż żywym, zwfaszcza jeśli opowiadania starych ludzi przekazywane są
z pokolenia na pokolenie"2. Wespół z mitami i bajkami wyrażają one nie tylko alternatywne wzglę-
dem oficjalnej historiografii obrazy minionych zdarzeń, ale również niegdysiejsze normy i wzorce
społecznego postępowania, ludowe marzenia, nadzieje i trwogi3, z upodobaniem analizowane
przez badaczy tak zwanej nowej historii kulturowej4.
W pokażnym skarbczyku kujawskich podań 5 nie brakuje legend związanych z osobami mi-
tycznych i historycznych władców polskich, z których żadna - co charakterystyczne - nie wykra-
cza poza krąg dynastów piastowskich. I tak już od średniowiecza bajano nad Gopłem o nikczem-
nym Popielu, poczciwym Piaście, jak również o małoletnim, lecz występnym podobno potomku
księcia mazowieckiego Konrada, Mieszku zwanym Chościszko (około 1227-1238 r.), którego na
równi z Popielem pożreć miały za karę kujawskie myszy. W samej Kruszwicy opowiadano też
o trzech pradawnych królach, następcach kołodzieja Piasta: oraczu imieniem Lemiesz, handla-
rzu kaszy imieniem Jagieła. tudzież byłym księdzu Kazimierzu, przy czym w groteskowym kon-
tekście chronologiczno-etymologicznym zestawiono tu imiona króla Władysława Jagiełły oraz
księcia Kazimierza, obdarzonego przez potomność dwojakim przydomkiem Mnicha i Odnowi-
ciela 6 . Z kolei w Brześciu Kujawskim, we wsiach Płowce pod Radziejowem oraz Sadłużek koło
Lubrańca krążyły podania o niezłomnym królu Władysławie Łokietku (około 1260-1333 r.; król
polski od 1320 r.) i jego heroicznej walce z krzyżackimi najeżdźcamV.
Pozostaje Przedecz, niewielkie miasteczko na pograniczu Kujaw z historyczną ziemią łęczycką,
gdzie jeszcze w XX stuleciu można było usłyszeć makabryczną zgoła legendę, nawiązującą swym
klimatem do podania z włoskiego Neapolu. W roli szlachetnego bohatera owej legendy występu-
je syn i dziedzic walecznego Łokietka, Kazimierz III Wielki (1310-1370 r.; król od 1333 r.). Rzecz
wszakże w tym, iż nie utrwalił jej na piśmie ani drukiem nie ogłosił żaden z dawnych dziejopisów,
etnografów czy licznych swego czasu miłośników kujawskich "starożytności". przeto wiedza
o niej nie przekroczyła dotąd opłotków rzeczonego miasteczka 8 .
Opowiadano więc. jak to pewna para młodych kochanków zawarła w kościele ślub i dopeł-
niwszy ceremonii wracała do domu, by cieszyć się szczęściem i ucztować. Traf chciał, że uro-
dziwą pannę młodą zauważył nikczemny i lubieżny starosta przedecki. Zapaławszy do niej sza-
loną namiętnością, odtrącił od niej męża i porwał nieszczęsną do starościńskiego zamku, tam
zaś zrobił z nią to, o czym nie opowiada się w bajkach dla grzecznych dzieci. Upokorzony
i bezsilny małżonek postanowił utopić się z żalu w zamkowej fosie. Gdy stanął na brzegu koryta
fosy, dojrzał znienacka ubogiego, nieznanego sobie starca. Ten zbliżył się do zrozpaczonego
82
>>>
młodzieńca, wypytał go o wszystko, wysłuchał i pocieszył, słowem zaręczywszy na odchodnym
rychłe uwolnienie uprowadzonej przemocą białogłowy. Jak się niebawem okazało, w przebraniu
wędrownego dziada chadzał po Przedczu sprawiedliwy król Kazimierz Wielki. Już nazajutrz bo-
wiem w całym blasku swego majestatu wjechał z licznym orszakiem do przedeckiego zamku,
gdzie zwołał naradę z udziałem niecnego starosty i jego zauszników. W trakcie naradyopowie-
dział historię podobną do tej, jaką usłyszał z ust nieszczęśliwego małżonka, po czym poprosił
starostę o orzeczenie wyroku w sprawie z oskarżenia o takie właśnie przestępstwo. Wyrok nie-
świadomego pułapki dostojnika brzmiał: "śmierć głodowa w lochu!'. Monarcha tylko na to cze-
kał. Gromko ujawniwszy prawdę, oskarżył osłupiałego starostę o porwanie i gwałt, zatwierdzając
jednocześnie wymierzoną przez samego winowajcę okrutną karę głodowej śmierci. Wyrok wy-
konano niezwłocznie. Liną spuszczono okrutnika do głębokiego lochu wieży zamkowej, wrę-
czywszy mu na ostatnią drogę bochen chleba i dzban wody. Gdy po siedmiu dniach zajrzano do
lochu, dzban był pusty, a z bochna nie pozostał ani jeden okruszek. Po trzech kolejnych dniach
starosta żył jeszcze, dostrzeżono jednak, że odgryzł sobie palce u rąk. Wreszcie czternastego
dnia kaźni na dnie wieży znaleziono już tylko zamorzonego głodem trupa.
Przytoczoną historię usłyszałem i zanot:wałem 21 lutego 1975 roku, kiedy jako siedemnasta-
letni młodzieniec po raz pierwszy przyjechałem do Przedcza, by zobaczyć pozostałości tamtejsze-
go zamku, pamiętające czasy Ka- & .
r\ :_" --
' '»0'"
.
zimierza Wielkieg0 9 . Podczas
I
' ', ' . \.' .
""{' . ' . \?- _. '
. ::łi
4i'
.
: Jtt'''. ' f .
:U
przechadzki po wzgórzu zamka- ,.
. . If''' "
:...1 ',- .\...... ..
wym opowiedział mi ją Jan Stel- ,.
:)t. , .... , · ' '. .
v-'
sia
(1923-1999 r.), nie
jąc
'&;'.'" ... -' \!
:v
r-.' .'. . . \
jUZ animator lokalnych dZlałan .'. ., .' .
I" .';:.
,;
.
kulturalnych, społeczny opiekun
-- '
... .' :-f:' "
_ -
zabytków, twórca miejscowego
" ."\
-
-. /. ) .
Muzeum Regionalnego, wielolet- o, ..
-; _
.
ni prezes Towarzystwa Przyjaciół ;.,';- .:.
i Miłośników Przedcza. Jak sam
stwierdził, opowieść o głodowej
śmierci lubieżnego starosty zasły-
szał przed laty od "starych przed-
czan". W rachubę wchodzi nawet
pierwsza połowa XX wieku, albo- .: ł
wiem Jan Stelmasiak pochodził ...
z pobliskiej względem Przedcza
wsi Łączewna, skąd w roku 1947
przeniósł się do miasta lO .
Tyle pewnego o zwiewnym
podaniu, które trudno traktować
dosłownie, nawet jeśli jego fabu-
łę osnuto wokół rzeczywistych
wydarzeń z minionych stuleci.
Przykładu daleko idących prze-
kłamań, nieuniknionych w toku
wielopokoleniowego powtarza-
nia, dostarczają relacje o zama-
rzeniu głodem z wyroku Kazimie-
rza Wielkiego wojewody poznań-
skiego Maćka Borkowica, dato- II. 1. Gotycko-renesansowa wieża zamkowa w Przedczu
wane kolejno na wiek XV, XIX i XX.
r
.
. /
../ .vI:
. . \.
. 5k-:
)..' tli ''":1
_\, . I, \
. :\ \ :\
.\.
....
'."
.
,
" .
...
"
t
\
'" r.
:
1r'
,-
.,
f.- , .
":.;.a'. .'. ,
,;
,
, --:
.
......
.......c...
'łt:" ':'ł . .......
.
:f.
. .
. ,c l; jf! '"'
. ....\. ł tli
, '
....1 .. \. .
.
,
. tiIiL.
.
, 1Iio.
l
.
ł.
'. ....ę.
",,'" .\
... ,
,'" - '
ł'- .
*
......
'..- -
Fot. L. Łbik
83
>>>
Unaoczniają one przejście od wiarygodnej tradycji, utrwalonej w kronice Jana Długosza, do opartej
na niej legendy, stanowiącej swoistą osmozę wyselekcjonowanych elementów historycznej praw-
dy oraz dyktowanej nieskrępowaną fantazją fikcji 11 . Wszelako średniowieczny przekaz Długosza
umożliwia weryfikację wielkopolskiej legendy o występnym wojewodzie, czego z braku jakichkol-
wiek świadectw z przeszłości uczynić niepodobna w stosunku do kujawskiego podania o występ-
nym staroście.
Nie jest jasne, czy legendarna para nowożeńców pochodziła z parafii przedeckiej. Jeżeli tak, to
można w nich upatrywać zarówno mieszczan, jak i chłopów, gdyż w skład tej parafii, oprócz królew-
skiego miasta Przedcza, założonego przez Kazimierza Wielkiego przed 1363 rokiem 12 , wchodziło
wiele okolicznych wiosek l3 . Wiadomo z całą pewnością, że w murowanym zamku, wzniesionym
w latach pięćdziesiątych XIV wieku 14 , rezydował początkowo burgrabia 15 , który podlegał staroście,
tytułowanemu przemiennie kujawskim lub brzeskim. Władza rzeczonego starosty obejmowała zra-
zu całe Kujawy, lecz później została ograniczona do pięciu powiatów południowokujawskich: krusz-
wickiego, radziejowskiego, brzesko-kujawskiego, kowalskiego i przedeckiego. Z czasów Kazimie-
rza Wielkiego znany jest jeden taki starosta, imieniem Przedbor, wzmiankowany w latach 1348-1366.
Urząd osobnego starosty przedeckiego powołał do życia dopiero król Władysław Jagiełło krótko
przed rokiem 1420 16 . Wiadomo też, że król Kazimierz bywał w Przedczu podczas regularnych objaz-
dów kraju, kiedy drogami z Kalisza, Koła lub Łęczycy zmierzał do swej głównej rezydencji na Kuja-
wach, jaką stanowił zamek w Brześciu Kujawskim koło Włocławka 17 .
Rodzi się pytanie, czy za porwanie na drodze publicznej połączone z gwałtem na niewieście
groziła w ówczesnym prawie kara śmierci? Statuty Kazimierza Wielkiego przewidywały za każde
z tych przestępstw najsurowszą karę pie-
niężną w wysokości 70 grzywien obiego-
wej monety srebrnej18, co daje razem 140
grzywien, sumę, za jaką można było na-
być w Wielkopolsce aż 35 łanów roli, czyli
praktycznie sporych rozmiarów wieś l9 .
Wiadomo z tychże statutów, że zbieg prze-
stępstw powodował kumulację kar, zwięk-
szoną dodatkowo w razie przyłapania na
gorącym uczynku. Monarcha natomiast
często omijał przepisy prawne, ferując wy-
roki arbitralnie, zwłaszcza wobec wszela-
kiej maści rabusiów, mącicieli porządku pu-
blicznego, buntowników czy nadużywają-
cych powierzonej im władzy urzędnikóvło.
Przysłowiowego ziamka prawdy, tkwią-
cego ponoć w każdej legendzie. szukać
najeży przede wszystkim we wnętrzu na-
rożnej, cylindrycznej wieży zamkowej, od
której rozpoczęto wznoszenie gotyckiej
warowni przedeckiej. W latach 1550-1554
wieżę tę przebudowano wraz z całym zam-
kiem w stylu renesansowym, a około roku
1860 zaadaptowano na dzwonnicę dosta-
wionej do niej w trzeciej dekadzie XIX stule-
cia neogotyckiej świątyni ewangelickiej. Dziś
w poewangelickim kościele funkcjonuje
Miejski Dom Kultury, w wieży zaś ekspono-
wane są regionaJne zbiory muzeaJne2 1 .
,.
c
.
II. 2. Wieza zamkowa. Wnętrze lochu więziennego
Fot. P. Winter
84
>>>
Dolną i podziemną kondygnację wieżową zajmowało w czasach staropolskich więzienie. Jak
informują lustracje zamku z XVI i XVII stulecia, na karę wieży zamykano tam szlachtę powiatu przedec-
kiego, dlatego samą wieżę zwano wtedy "szlachecką". Wyroki za najcięższe przewinienia odsiady-
wano w mrocznym lochu podziemnym o ośmiometrowej głębokości, który w miarę posuwania się
w dół przechodzi z koła w owal, a na poziomie fundamentu przybiera kształt nieregularnego ośmio-
boku 22 . Wedle opublikowanej na początku XX wieku lokalnej, pokrętnej powiastki, większość zło-
czyńców miano uśmiercać w trakcie spuszczania na dno lochu; "ponieważ [oooJ w murze [wieŻYJ były
wielkie haki, najczęściej ciało nim dostalo się na spód, już zostalo w kawaly poszarpane"23. Zawie-
rzywszy legendzie, w poczet zgładzonych w wieży więźniów zaliczyć można bądż to niecnego bur-
grabiego przedeckiego, bądź jednego ze starostów kujawskich, bądź wreszcie jakiegoś starostę spoza
Kujaw, zesłanego do Przedcza w celu wykonania zasądzonego nań wyroku głodowej śmierci 24 .
Jakkolwiek było, sama legenda o występnym staroście przynależy do licznych podań o spra-
wiedliwości wzorowej, w jakich wyrażone zostały ludowe przekonania o należytej karze za krzyw-
dy i zbrodnie, popełnione w obliczu Boga i Prawa 25 . Bez dużego ryzyka błędu moment powstania
tejże legendy odnieść można do czasów Rzeczypospolitej szlacheckiej. Postać lubieżnego sta-
rosty ilustruje z pewnością samowolę wysoko postawionych osób, którym w warunkach tamtej
epoki nawet znacznie większe ekscesy uchodziły zazwyczaj na sucho. Z tej przyczyny tęskniono
za wrażliwym na krzywdę ludzką, charyzmatycznym władcą, gdyż słabych monarchów elekcyj-
nych trudno było uważać za strażników praw niższych warstw społecznych. Świat ludowej wy-
obrażni z lubością wracał przeto do baśniowo postrzeganych czasów panowania zacnego i wiel-
kiego Kazimierza, uznawanego powszechnie za niespotykanie sprawiedliwego władcę26.
W kontekście rozważanej przez nas legendy szczególnego znaczenia nabiera opinia współ-
czesnego królowi anonimowego autora tak zwanej Kroniki katedralnej krakowskiej, utożsamia-
nego niegdyś z Jankiem z Czarnkowa. Pisząc kilka lat po śmierci monarchy, podkreślił z naci-
skiem, że był on "najżarliwszym opiekunem i obrońcą dobrych i sprawiedliwych, zaś najsroż-
szym prześladowcą złych, grabieżców, gwalcicieli i oszczerców. Kto tylko popelniallotrostwa lub
kradzieże, chociażby to by/a szlachta, tego kazal ścinać, topić i glodem morzyć, z braćmi ich
i krewnymi jednakże nie przestając jadać, pijać i sypiać, bo mając Boga za pomocnika, nie oba-
wial się tego, co by mu czfowiek uczynil. Oszczerców zaś, gdy ich znajdowal, kazal piętnować na
twarzy rozpalonym żelazem. Za jego czasów żaden z potężnych panów lub szlachty nie śmial
biednemu gwałtu uczynić, lecz wszystkich się sądzilo wedlug szali sprawiedliwości'27.
Czternastowiecznemu kronikarzowi wawelskiemu wtórował w następnym stuleciu Jan Długosz,
konkludując w swych Rocznikach, że król Kazimierz, który "nagradzal cnoty, a karal występkf,
"rządzil tak bardzo sprawiedliwie, że w niczym prawie nie uchybial wzorowi sprawiedliwego wfad-
cy"28. Legenda przedecka idzie jeszcze dalej. Krążącemu po kraju "w przebraniu", wsłuchanemu
w skargi uciskanych monarsze przydaje cechy odnoszone w ludowych wierzeniach do świętych
Pańskich, z Matką Boską na czele. Niemal jak mieszkańcy nieba król jest w stanie zjawić się niespo-
dziewanie, by uratować od samobójczej śmierci zdesperowanego małżonka, uwolnić jego zniewo-
loną żonę, ukarać przykładnie sprawcę całego nieszczęścia 29 . Nie chodzi bowiem o to, czy fakt taki
rzeczywiście miał miejsce, aJe o to, że powinien mieć miejsce, gdyż legenda - podobnie jak mit -
ustala pewien ideał, normę godziwego postępowania w określonych sytuacjach społecznych.
Przypisy:
1. G. Herling-Grudziński. Łuk Sprawiedliwości, [w:] idem, Gorący oddech pustyni, Czytelnik, Warszawa
1997, s. 128-137.
2. Ibidem, s. 133-134.
3. Zob. A. Guriewicz, Problemy średnioWIecznej kultury ludowej, tłum. Z. Dobrzyniecki, Warszawa 1987,
s. 15 nn.; M. Eliade, Sacrum, mit, historia. Wybór esejów, tłum. A. Tatarkiewicz, Warszawa 1970, s. 117 nn.;
W. Propp, Morfologia bajki, tłum. W. Wojtyga-Zag6rska, Warszawa 1976, s. 67 nn.; M. Bachtin, Twórczość
85
>>>
FrancIszka Rabelals"go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu, tłum. A. i A. Goreniowie, Warszawa
1975, passim.
4. E. Domańska, Mikrohistorie. Spotkania w międzyświatach, Poznań 1999, s. 54 nn.
5. L. Siemieński, Podania i legendy polskie, ruskie, litewskie, Poznań 1845, s. 1--4, 82, 86, 153-154;
O. Kolberg, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przyslowia, obrzędy, gusla, zabawy,
pieśni, muzyka i tańce, seria III: Kujawy, cz. 1, Warszawa 1867, s. 36-37, 39-40, 41, 105-196, 323-328;
seria IV: Kujawy, cz. 2, Warszawa 1867, s. 264-265; seria XIV: Wielkie Księstwo Poznańskie, cz. 6, Kra-
ków 1881, s. 118-125, 372-375; O. Knoop, Sagen und Erziihlungen aus der Provinz Posen, Posen 1893,
passim; idem, Sagen der Provinz Posen, Berlin 1913, passim; Klechdy ludu polskiego, oprac. S. Czer-
nik, Warszawa 1957, s. 101-121; S. ŚWirko, Orle Gniazdo. Podania, legendy i baśnie wielkopolskie,
Poznań 1969, passim; E. Biernat, Legendy kruszwickie, Toruń 1998; R. Kuczma. J. Derenda, Biblioteka
bydgoska. Legendy i przypowieści, Bydgoszcz 1992; T. M ultański , Tajemnica Diabelskiego Młyna i inne
legendy okolic Koronowa, Bydgoszcz 1984.
6. O. Kolberg, op. cit., seria XIV, cz. 6, s. 372-375; G. labuda, Zaginiona kronika z pierwszej polowy XIII
wieku w Rocznikach Królestwa Polskiego Jana Dfugosza. Próba rekonstrukcji, Poznań 1983, s. 120-125;
K. Górski, Okruchy kruszwickie, [w:] Kultura średniowieczna i staropolska. Studia ofiarowane Aleksan-
drowi Gieysztorowi w pięćdziesięciolecie pracy naukowej, Warszawa 1991, s. 403-406; A. Rutkowska-
-Plachcińska, Zapis o Mieszku Chościszce w "Roczniku zwanym świętokrzyskim nowym", ibidem,
s. 409-415; J. Bieniak, Kujawy jako region historyczny, "Rocznik Kulturalny Kujaw i Pomorza", t. 12,
1985-1986, Bydgoszcz 1993, s. 9-10; Cz. Sikorski, Kruszwica, Kruszwica 1995, s. 9-14.
7. M. Borucki, Ziemia kujawska pod względem historycznym, jeograficznym, archeologicznym, ekono-
micznym i statystycznym, Włocławek 1882, s. 239-241; M. Biskup, Analiza bitwy pod Plowcami i jej
dziejowego znaczenia, "Ziemia Kujawska", t. 1, 1963, s. 100--104; S. Swirko, op. ci1., s. 91-92; p. Dzia-
nisz, J. Umiński, Szlak Łokietka, wyd. 2, Bydgoszcz 1966, s. 43, 52.
8. L.lbik, Legenda o straszliwej kaźni lubieżnego starosty, "Echo Przedcza", r. 2, 2001, nr 4 (9), s. 9.
9. L. lbik, Zamek w Przedczu na Kujawach, "Materiały do Dziejów Kultury i Sztuki Bydgoszczy i Regionu",
z. 6, 2001, s. 123 nn.
10. O Janie Stelmasiaku: L. lbik, Zamek..., s. 137; A. Dragan, Widok z gminy Przedecz. Niecka, "Przegląd
Koniński", nr 29 z 20 VII 1997, s. 16, oraz szereg wycinków prasowych w zbiorach Miejskiego Domu
Kultury w Przedczu.
11. Jak podał Długosz, Kazimierz Wielki obwinial Maćka Borkowica o rozliczne rozboje i grabieże, jakich za
jego przyzwoleniem dopuszczali się w Wielkopolsce różni awanturnicy i rabusie. Wbrew wezwaniom
monarchy, by ścigał ich i karał, wojewoda osłaniał złoczyńców, oni zaś - w podzięce za ochronę, jeśli nie
wręcz ciche przywództwo - dzielili się z nim złodziejską zdobyczą. CierpliwoŚĆ władcy wyczerpała się
w 1358 roku, kiedy butny wojewoda poznański przesiał na jego ręce zaprzysiężone oświadczenie
o zaniechaniu zarzucanych mu występków, lecz mimo to nadal kroczył drogą bezprawia. Poirytowany
król pojmał i osądził go w Kaliszu, a na miejsce wymierzenia surowej kary wyznaczył zamek Olsztyn kolo
Częstochowy. Kaźń Borkowica, jeśli wierzyć Długoszowi, trwała całych czterdzieści dni. Do zamkowego
lochu dano mu jedynie wiązkę siana i kubek wody, toteż w miarę upływu czasu "wyżeral wfasne cialo
z rąk i innych miejsc". Skonal po przyjęciu wiatyku (Ioannis Dlugossii Annales seu cronicae incliti Regni
Poloniae, liber IX, Warszawa 1978, s. 291-292; przekład polski: Jana Dfugosza Roczniki czyli kroniki
slawnego Królestwa Polskiego, księga IX, tłum. J. Mrukówna, Warszawa 1975, s. 368-369. Por. J. Wyro-
zumski, Kazimierz Wielki, wyd. 2, Wrodaw 1986, s. 181; Z. Kaczmarczyk, PoIska czasów Kazimierza
Wielkiego, Kraków 1964, s. 105). Tragiczna śmierć wojewody obrodziła balamutną legendą, jaką u schyłku
XIX stulecia z ust "starego polskiego stangreta" uslyszal w Gnieżnie Otto Knoop, badacz podań i legend
niemieckiej prowincji poznańskiej. Stangret prawił, że w czasach laskawego i litościwego króla Kazimie-
rza Wielkiego władzę w Poznaniu sprawowal bardzo zły, bezbożny i niezmiernie bogaty wojewoda na-
zwiskiem Borkowski (sic!). Uciskał on poddanych, a nawet paktował z diablem, lecz był na tyle sprytny,
że po skorzystaniu z jego uslug odprawił go do piekła bez własnej duszy. Oszukany czart palał zemstą,
dlatego pewnej nocy wyprawi I się w okolice niemieckiego Schwerina, które obfitowały w liczne wzgórza.
Jedno z nich zarzucił sobie na plecy i poleciał w stronę Poznania, zamierzając cisnąć je w nurt Warty, aby
zalać wodą miasto. Gdy sposobił się do rzutu, zapiał kur, wskutek czego przerażony bies chybił celu
i dźwigane przezeń wzgórze upadło na brzegu rzeki. Na wzgórzu tym Kazimierz Wielki postawił z czasem
królewski zamek poznański. Budowę tej warowni rozpocząć kazał od wymurowania podziemnego wię-
zienia, w jakim zamknął niecnego wojewodę, który po przygodzie z diabłem jeszcze mocniej ciemiężył
86
>>>
swoich poddanych. Ujęty okrutnik umarł z glodu, gdyż pozostawiono go w więzieniu wyłącznie z dzba-
nem wody i wiązką siana (O. Knoop, Sagen und Erzahlungen..., s. 270: idem, Sagen der Provinz...,
nr 217, s. 144-145). Z kolei w latach sześćdziesiątych XX wieku literackiej przeróbki opublikowanej
przez Knoopa opowieści gnieżnieńskiego stangreta dokonal Stanisław Świrko. Folgując fantazji, wpro-
wadził do niej nowe wątki i nowych bohaterów, służącego okresowo wojewodzie diabla nazwal Borutą,
a miejsce głodowej każni ulokował w lochu wieży zamkowej w Kazimierzu Dolnym nad Wislą. W zgodzie
z Długoszem czas trwania męki Borkowica określił na około czterdzieści dni, zaopatrując go na ostatnią
drogę nie tylko w dzban wody i wiązkę siana, ale także - jak w podaniu z Przedcza - w bochen chleba.
Gdy zabraklo wody, chleba i siana, autor prezentowanego tekstu kazał zdesperowanemu wojewodzie
zlizywać wilgoć ze ścian lochu oraz żuć własne, wysokie buty, wykonane z przedniej, cielęcej skóry
(S. ŚWirko, op. cit.. s. 93-105). Legenda przedecka, co trzeba mocno podkreślić, jawi się jako opowieść
niezależna od wszystkich trzech przekazów o życiu i śmierci Maćka Borkowica.
12. L. Łbik, Zamek..., s. 130.
13. Według danych z
wieku było tych wsi 12, w tym jedna szlachecka (Łączewna). a pozostałe królewskie
(Dziwie, Glogowo, Kamionka, Kobylata, Łążek. Nowa Wieś Wielka, Rogóżno. Rybno, Zalesie, Zbójno,
Żarowo). J. Senkowski, Lustracja poradlnego i rejestr lan6w wojew6dztw brzesko-kujawskiego i inowro-
cfawskiego z roku 1489, "Teki Archiwalne", z. 7,1961, s. 123.
14. Zob. przypis 12.
15. L. Łbik, Zamek..., s. 142, przypis 75.
16. Z. Guldon, J. Powierski, Podziały administracyjne Kujaw i ziemi dobrzyńskiej w XIII-XIV wieku, Warszawa
- Poznań 1974, s. 214, 219, 220, 226, 228-230.
17. A. Gąsiorowski. Itinerarium kr61a Kazimierza Wielkiego. Materiały 1333-1370, .Roczniki Historyczne., t. 64,
1998, s. 184 nn.; S. Weymann, Ze studi6w nad zagadnieniem dr6g w Wielkopolsce od X do XVIII wieku,
"Przegląd Zachodni., r. 9, 1953, t. 2 (nr 6-8), mapa; L. Łbik, Zamek.... s. 130 i przypis 54. Dnia 14 lutego
1366 r. Kazimierz Wielki lokował na prawie średzkim wieś Żarowo, polożoną nad Jeziorem Przedeckim.
Wprawdzie wydany z tej okazji dokument lokacyjny nie określa miejsca wystawienia owego aktu. niemniej
fakt wymienienia w nim w charakterze świadków aż trzech mieszczan przedeckich dowodzi niezbicie. że
w dobie lokacji Żarowa król ze swym dworem popasał w Przedczu nieco dłużej (Dwa fragmenty ksiąg
kancelaryjnych kr61ewskich z pierwszej polowy XV wieku, wyd. T. Wierzbowski, Warszawa 1907, s. 31-32).
18. Statuty Kazimierza Wielkiego, oprac. T.K. Kubicki, lódż 1992, nr 150, s. 52; J. Bardach, Historia państwa
i prawa Polski, t. 1, wyd. 3, Warszawa 1965, s. 528.
19. JA Szwagrzyk, Pieniądz na ziemiach polskich X-XX w., wyd. 2, Wroclaw 1990. s. 60.
20. J. Bardach, op. cit., s. 520, 521, 525-526, 537; Z. Kaczmarczyk, Monarchia Kazimierza Wielkiego, t. 1,
Poznań 1939, s. 275-284.
21. L.lbik, Zamek..., s. 123, 127-128, 131-132, 135.
22. Ibidem, s. 127, 128, 132. Por. W. Maisel, Archeologia prawna Polski, Warszawa - Poznań 1982, s. 141-144;
W. Krassowski, Dzieje budownictwa i architektury na ziemiach Polski, t. 2, Warszawa 1990, s. 274-275.
23. Kr6tka monografia wszystkich miast. miasteczek i osad w Kr61estwie Polskim, oprac. L. de Verdmon
Jacques, Warszawa 1902, s. 211.
24. Przypomnieć tu należy znaną historię wojewody poznariskiego Maćka Borkowica, aresztowanego i osą-
dzonego w Wielkopolsce, atoli zamorzonego głodem na małopolskim zamku Olsztyn koło Częstocho-
wy. Zob. przypis 11.
25. Por. G. Herling-Grudziński, op. cit., s. 135-136; w. lysiak, Diabel Wenecki. Podania i bajki z Paluk,
MiędzychM 1997. s. 33.
26. J. Wyrozumski, op. cit., s. 5-6, 159-160; Z. Kaczmarczyk, PoIska..., s. 28. 83, 118 nn.; idem, Monar-
chia..., t. 1, s. 275-276.
27. Joannis de Czarnkow Chronicon Polonorum 1333-1384, wyd. J. Szlachtowski, [w:] Monumenta Polo-
niae Historica, t. 2, Lwów 1872, s. 623-624 (przeklad polski: Kronika Jana z Czamkowa, tłum. J. Żerbiłło,
wyd. 2, Kraków 1996, s. 15).
28. loannis Dlugossii Annales.... lib. IX, s. 350-352 (Jana Dlugosza Roczniki..., ks. IX, s. 444--446).
29. Por. Jakub de Voragine, Zfota legenda, wybór. tłum. J. Pleziowa, wyd. 2, Warszawa 1983, passim; L. lbik,
.Stopka Matki Boskiej" w podkoronowskiej Stopce, .Kalendarz Bydgoski", r. 35, 2002, s. 296-299.
87
>>>
Magdalena Wilczek-Karczewska (Warszawa - Bydgoszcz)
Majątek osobisty szlachcianki z XVII-wiecznego
Komorowa w świetle dokumentów
po zmarłej Teresie Lipskiej
Musiałbym zażyć do tego opisania jakiej starej ochmistrzyni, żebym mógł opi-
sac doskonale wszystkie suknie kobiece i stroje (o..). Lecz i ta. gdyby się jeszcze dziś
znalazfa, by/aby bardzo stara, a zatem do regestrowania wszystkich mód, dla osła-
bionej pamięci, w kobietach prędzej niż w mężczyznach wietrzejącej, niesposobna.
Jędrzej Kitowicz '
Teresa Lipska z Komorowa, przygotowując 4 kwietnia 1682 r. testament wraz z inwentarzem
majątkowym 2 , uchyliła rąbka tajemnicy swej szafy, alkowy i kuchni. Zachowanie tych dwóch do-
kumentów łącznie znacznie ułatwia analizę stanu posiadania danej osoby, ale nie zaspokaja
niestety w pełni ciekawości badacza. Bohaterka źródeł powiedziała poprzez przekaz wiele, ale
z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić można, że nie zdradziła wszystkich informacji na
temat otaczających ją rzeczy.
Zarówno spisy dóbr, jak i testamenty ukazują bowiem jedynie fragment bogactwa lub biedy
ich autora. Treść owych dokumentów - w ogromnej większości o charakterze prywatnym - za-
leżna była od woli oraz intencji spislJjąceg0 3 . Kancelista grodzki nie weryfikował ich treści, ogra-
niczając się wyłącznie do formalnych, urzędowych czynności. Natomiast intencje autorów
inwentarzy i testamentów mogły być bardzo różne. Najczęściej spisanie rejestru było sygnałem
sytuacji "potencjalnie konfliktowej"4. W licznych przypadkach stanowiło formę zabezpieczenia
roszczeń spadkobierców i zapisobierców, a zatem wyprzedzało ewentualne kłótnie o majątek po
śmierci właściciela i miało im zapobiec. Teresa Lipska nie wskazała wprost, jakimi racjami kiero-
wała się, przygotowując spis majątkowy, który następnie został oblatowany w urzędowych księ-
gach, tuż za dokumentem mortis causa. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, iż
mamy w tym przypadku do czynienia z sytuacją zasygnalizowaną powyżej, czyli zabezpiecze-
niem właściwej egzekucji testamentu. Wpis do ksiąg grodzkich uwierzytelnił oba dokumenty
i - przynajmniej teoretycznie - gwarantował podział masy majątkowej zgodnie z wolą testatorki.
Za taką interpretacją przemawia jednoczesne oblatowanie testamentu i inwentarza przez jedne-
go z egzekutorów aktu ostatniej woli i świadka dokonanych czynności prawnych - Mścisława
Zaleskiego, komornika kaliskiego. Obydwa dokumenty zostały wpisane do nakielskich ksiąg grodz-
kich osiemnaście dni po ich zredagowaniu, czyli 22 kwietnia 1682 r.
Z punktu widzenia heurystyki, na korzyść przekazu przemawia okoliczność, że obydwa do-
kumenty zostały spisane przez właścicielkę ruchomości, która dla lepszej wiary, w obecności
świadków, je opisała oraz opieczętowała. Fakt ten czyni źródła bardziej wiarygodnymi. Inwenta-
rze bezpośrednio dołączane do testamentów przez samych posiadaczy dóbr występowały
w Wielkopolsce rzadziej aniżeli rejestry przygotowane już po śmierci spadkodawcy. Wówczas
pozostawione mienie spisywały inne osoby: członkowie najbliższej rodziny (gros inwentarzy zo-
stało sporządzonych po zgonie męża lub żony przez żyjącego współmałżonka), dalsi krewni,
roszczący sobie prawo do majątku, ewentualnie egzekutorzy testamentu. W takim przypadku
proces inwentaryzowania dóbr mógł okazać się nie lada przedsięwzięciem, zwłaszcza gdy rodził
się konflikt. Osoby zainteresowane majątkiem zmarłego często nie miały łatwego dostępu do
88
>>>
pozostawionych przez niego rzeczy i zmuszone były do przygotowania rejestru "z pamięci" lub -
co gorsze - "ze słyszenia". Te właśnie przekazy obarczone są największym ryzykiem błędu, pełne
są ponadto nieścisłości. W literaturze przedmiotu przywoływany jest kazus Władysława Czeczel
Nowosielskiego, który doskonale obrazuje, jak ma się rzeczywistość przedstawiona w źródle do
prawdy obiektywnej. Szlachcic ten, odtwarzając przeszłość sprzed kilkudziesięciu lat, odnoto-
wał, że w domu jego ojca znajdowała się skrzynia pełna pieniędzy, którą dwanaście chlopów
ledwie mogło udźwignąĆ'. Takich lapsusów są z reguły pozbawione dokumenty zredagowane
przez samych właścicieli lub posiadaczy dóbr, choć i ich, zwłaszcza podczas spisywania testa-
mentów, nierzadko zawodziła pamięć. najczęściej w przypadku zaciągniętych długów, które zda-
rzało się im mieć po części nieco pozapominanymi 6. Jako że zarówno testamenty, jak i inwenta-
rze to spisy z zasady selektywne, nie wiemy, jakie fakty przemilczała szlachetna Upska. Z całą
pewnością ujęła to, co uznała za stosowne. Wskazala przede wszystkim na rzeczy, które przedsta-
wiały niebagatelną wartość materialną, bowiem z reguły pomijano w spisach mobilia tanie i będące
w powszechnym użyciu. W związku z tym ewentualne luki w przekazie nie zawsze wynikają z inten-
cji autorów, lecz z przyjętej praktyki konstruowania dokumentów majątkowych. Prawidłowość ta
potwierdza się w przypadku średniej i zamożnej szlachty. Biedniejsi przedstawiciele stanu uwzględ-
niali w inwentarzach i testamentach niemalże wszystkie posiadane przez nich dobra. Wówczas nie
omieszkano wspomnieć choćby o starym kubraku 7 . Należy mieć również na uwadze relatywizm
takich pojęć, jak bogactwo i ubóstw08. To, co dla jednej osoby stanowiło rzecz na tyle cenną, że
warto było o niej wspomnieć w inwentarzu, dla innej oznaczało bezwartościowy przedmiot.
Inwentarze nierzadko zawierają pojęcia nieostre i dwuznaczne. Najczęściej są to określenia
zbyt ogólne oraz przymiotniki charakteryzujące daną rzecz, a zależne choćby od gustu spisują-
cego". Pułapek takich niemalże uniknęła autorka analizowanych żródeł. W porównaniu z analo-
gicznymi przekazami niejasne sformułowania zdarzają się sporadycznie. Szlachcianka prawie
nie użyła pojęć naznaczonych subiektywizmem. Nie wskazała na stan zachowania poszczegól-
nych mobiliów, ograniczając się w kilku przypadkach jedynie do określenia ich barwy.
Przystępując do analizy materiałów typu inwentarzowego, należy mieć świadomość powyz-
szych zagrożeń. Nie umniejszają one jednak wartości rejestrów majątkowych i testamentów
w badaniach nad gospodarką, obyczajowością, a nawet mentalnością społeczeństwa w okresie
staropolskim. Zgłębianie owych żródeł przypomina bowiem spojrzenie, jak przez mikroskopIo
w świat, którego już nie ma. Ich siła poznawcza tkwi przede wszystkim w ilości przekazów, nie-
mniej jednak także wyodrębniona relacja - w połączeniu z innymi rodzajami żródeł (głównie typu
genealogicznego i narracyjnego) - potrafi ukazać spory fragment ówczesnej rzeczywistości. Na-
tomiast zestawienie wielu analitycznych prac poddających krytyce pojedynczy dokument, sta-
nowi już milowy krok na drodze do syntezy. Nic dziwnego zatem, że badania nad żródłami typu
inwentarzowego od wielu lat nie tracą na popularności. a poszczególni badacze ukazują coraz to
nowsze płaszczyzny badawcze, które mogą zostać zagospodarowane przy wykorzystaniu owych
przekazówII. Ważne, by inwentarza lub testamentu nie wyrywać z szerokiego kontekstu społecz-
nego, gospodarczego i kulturowego, a w miarę możliwości "ożywić" postać przezierającą spo-
śród charakterystyki martwej natury. Historia kultury materialnej w centrum powinna stawiać bo-
wiem przede wszystkim człowieka, gdyż niewątpliwie zacząć należy od ludzi, potem przyjdzie
pora na rzeczy"2. W historiografii z powodzeniem podejmowano próby stworzenia swoistej bio-
grafii bohatera rejestru lub aktu sporządzonego "na wypadek śmierci"13.
Niestety, nie jest to zabieg prosty w przypadku Teresy z Komorowa Upskiej. Dane genealo-
giczne podane w żródłach są bowiem szczątkowe. Szlachcianka nie pozostawiła ponadto wielu
informacji na temat swojej osoby. Wiadomo, że w czasie sporządzania aktu ostatniej woli była już
wdową. Swe ziemskie sprawy postanowiła uporządkować będąc zachorzała na zdrowiu, a wkrótce
po spisaniu testamentu zmarła. Data jej śmierci przypada pomiędzy 4 a 22 kwietnia 1682 r.
(w czasie oblatowania dokumentów Lipska już nie żyła, co jednoznacznie wynika z ich treści).
Próba ustalenia panieńskiego nazwiska szlachcianki zakończyła się niepowodzeniem. Problemów
89
>>>
nastręcza również identyfikacja jej małżonka. Jedyny
ślad rzucający nieco światła na jego osobę to doku-
ment, oblatowany również 4 kwietnia 1682 r. w księ-
gach grodu nakielskiego, dotyczący dochodów po-
chodzących ze wsi Ślesin '4 . Data sporządzenia niniej-
szego regestru nie jest znana. Obok Teresy Lipskiej
podpisał się pod nim Jan Lipski. Konfrontacja tej in-
formacji z materiałami genealogicznymi, pozwala do-
mniemywać, iż był to Jan Lipski, herbu Grabie, pisarz
ziemski kaliski (1659 r.), podsędek (1668 r.) i sędzia
ziemski kaliski, zmarły w 1673 r. Wydaje się, że Teresa
była jego trzecią żoną, pominiętą zarówno przez Ada-
ma Bonieckiego, jak i Włodzimierza Dworzaczka. Dru-
ga małżonka rzeczonego Jana, Zofia Chmielówna
zmarła w 1663 r. '5 Dane dotyczące tej postaci są zgod-
ne z kontekstem chronologicznym i geograficznym
analizowanego przekazu źródłowego, zawierają jednak
luki, pozwalające wyłącznie na formułowanie hipotez.
Nie oznacza to jednak, że należy zarzucić badania nad
stanem majątkowym szlachetnej Lipskiej. Autorkę dokumentów doskonale określa bowiem nazwi-
sko, jakie nosiła. PozwaJa ono na umiejscowienie kobiety w szeregach średniozamożnej szlachty.
Lipscy herbu Grabie to rodzina wywodząca się z terenu Wielkopolski, szczególnie aktywna w po-
wiecie kaliskim. Był to ród nader przedsiębiorczy, dokonujący licznych transakcji ziemskich
i w konsekwencji sukcesywnie bogacący się. Jednakże Lipscy z Lipego nigdy nie uzyskali statusu
ponadregionalnych potentatów '6 .
W akcie mortis causa testatorka wymieniła kilkoro legatariuszy, aczkolwiek zdawkowa cha-
rakterystyka owych drugoplanowych bohaterów analizowanych przekazów uniemożliwia ich iden-
tyfikację. Wspomniani zapisobiercy to: pani Rodkiewiczowa, siostra testatorki, panna Rodkiewi-
czonka, jej siostrzenica oraz siostrzeniec; panna Katarzyna Wydzgonka, krewna małżonka Lipskiej,
która przebywała ze swą szwagierką od młodości lat swoich; dwie służące o jednakowym imieniu
Regina, sługa Dobrogost Janiszewski, niewymieniona z imienia służąca, która opiekowała się panią
w czasie choroby, a ponadto Jaś i Michał - chłopcy, którzy wychowali się we dworze.
Testatorka pisała się de Komorowo. Wskazane przez nią miejsce również budzi wątpliwości.
Nazwa ta jest popularna, aczkolwiek wydaje się, iż należy odrzucić hipotezę, jakoby chodziło
w tym przypadku o wieś znacznie oddaloną zarówno od Bydgoszczy, jak i sąsiadujących z nią
regionów. Niemniej jednak obszar poszukiwań zawężony do północnej części województwa ka-
liskiego również nie przynosi wyczerpujących odpowiedzi. Na terenie tym znajdują się bowiem
dwie miejscowości o nazwie Komorowo. Jedna z nich leży w dawnym powiecie kcyńskim,
w okolicach Żemik i Janowca Wielkopolskiego 17 . Druga natomiast usytuowana jest w powiecie
nakielskim, pomiędzy Osiekiem a Wyrzyskiem '8 . Przypisanie Lipskich do jednej ze wskazanych
majętności nie jest możliwe w świetle dotychczasowego stanu badań, a ewentualne rozwiązanie
tego problemu wymaga pogłębionej kwerendy źródłowej. Jednakże treść analizowanych prze-
kazów wyraźnie wskazuje, iż na tym terenie, przynajmniej częściowo, koncentrowała się działal-
ność małżonków Lipskich. Wiadomo, że byli oni związani z Krajną poprzez nieruchomości, gdyż
pobierali intraty ślesińskie. Według testamentu w gotówce pozostało z nich 826 zł plus 80 zł
należnych kościołowi. Nie wiadomo jednak, jaki był tytuł prawny tychże dochodów. Wieś ta od
1661 r., po odebraniu jej jezuitom, znajdowała się bowiem w rękach Potulickich '9 . Regestr prowen-
tów uzyskiwanych z tej wsi, poprzez sformułowanie bonorum Slesin manibus tam olim Joannis
Lipski (...) et olim Teresianna de Komorowo Lipska, sugeruje, iż mamy tu do czynienia z formą
tymczasowego posiadania majętności, być może jej dzierżawą20. Szlachcianka pamiętała w te-
c::.S2:'":0 C
, , ,
C -
, ( , , ,
II. 1. Herb Grabie, za: J. Szymański, Her-
barz średniowiecznego rycerstwa polskie-
go, Warszawa 1993, s. 128
90
>>>
stamencie o ubogich zamieszkujących Ślesin. Nie był to co prawda hojny dar, gdyż dobrodziejka
zapisała im tylko jedną krowę, niemniej wpisała się tym samym w charakter barokowej rzeczywi-
stości, w myśl której należało nie tylko godnie żyć, ale i pięknie umrzeć.
Ponadto szlachcianka utrzymywała kontakty z bernardynami bydgoskimi. Nie wiemy co prawda
jak szeroka i aktywna współpraca wiązała Teresę Lipską z tym zgromadzeniem, gdyż z testamen-
tu wynika jedynie, że zdeponowała ona u braci dwie skrzynie. Ponadto kobieta życzyła sobie,
aby jej ciało spoczęło w bydgoskim kościele ojców bernardynów. W związku z tym przeznaczyła
dla nich legaty pobożne, które częściowo miały pokryć koszty pochówku: pieniądze w kwocie
320 zł (z czego 20 zł na potrzeby zostało odebrane przez legatariuszy przed śmiercią ich dobro-
dziejki), parę wołów, tyleż jałowic, 20 skopów, a także suknię w kwiaty, uszytą z czarnego aksami-
tu, którą wedle woli szlachcianki należało przerobić na ornat. Nie był to jednak na tyle hojny dar,
aby odnotować go w prowadzonej przez zakonników kronice. Stąd też przekaz ten nie pomógł
w bliższym poznaniu szlachetnej Lipskiej. Niemniej jednak wybór miejsca pochówku wskazuje na
emocjonalny związek Lipskiej z bernardynami oraz sugeruje stosunkowo niewielką odległość geo-
graficzną dzielącą dom testatorki od wybranego przez nią miejsca spoczynku po śmierci. Bliżej
nieokreślone sprawy natury ekonomicznej wiązały również małżonków Upskich z karmelitami okre-
ślonymi mianem z Gorzenia (byli oni zobowiązani do wypłaty prowizji na rzecz zakonników)21.
Kolejny argument, przemawiający za krajeńską lub pobliską Krajnie lokacją Komorowa, to
fakt oblatowania testamentu i inwentarza w Nakle. Prawdopodobnie o wyborze urzędu nie decy-
dował przypadek. Powyższe okoliczności wskazują zatem, iż Teresa Lipska część swych życio-
wych spraw realizowała zarówno w Bydgoszczy, jak i sąsiednich regionach, przede wszystkim
na Krajnie i Pałukach.
Rejestr spisany przez Teresę Lipską zbliżony jest do wzoru niemieckiego. W oparciu o niego
poszczególne ruchomości łączono w kategorie pokrewne. Miejscowa elita mogła pochwalić się
spisami odnotowującymi kilkanaście grup mobiliów. Szlachcianka wyodrębniła 9 kategorii przed-
miotów plus skrzynie wskazane wyłącznie w testamencie. Dobra te stanowiły dla niej zapewne
key goodśl2, czyli rzeczy najcenniejsze, ewentualnie te, które białogłowa uznała za znaczące.
Występuje tu jednak niekonsekwencja, bowiem Lipska nie trzymała się wyodrębnionych kryte-
riów. Stąd też informacje o łyżkach znajdujemy wśród charakterystyki bielizny pościelowej. Po-
nadto analizowany rejestr odbiega nieco układem od analogicznych przekazów. Gros Z nich
skupia się bowiem przede wszystkim ma mobiliach o największej wartości nominalnej, np. sre-
brach. Autorka natomiast bezpośrednio po pieniądzach (notabene rzadko ujmowanych w reje-
strach majątkowych) odnotowała ubrania. W dalszej kolejności wskazała na bieliznę pościelową
i nakrycia ozdobne. Dopiero wówczas rozpoczęła charakterystykę nielicznych sreber. Kolejną
uwzględnioną grupą przedmiotów były wyroby cynowe: półmiski, talerze, misy, kubki i lichtarze.
Naczynia wykonane z tego metalu były rozpowszechnione, zarówno wśród średniej, jak i bogatej
szlachty. Przekaz wieńczy opis broni palnej i elementów rynsztunku.
W analizowanych dokumentach nie ma informacji wzajemnie się wykluczających. Co więcej,
treść testamentu w znacznej części pokrywa się z tekstem inwentarza, co pozwala domniemy-
wać, iż mamy do czynienia z przemyślaną relacją, a nie ze spisem przypadkowych rzeczy. Jed-
nakże Teresa Lipska nie uniknęła nieścisłości. Niektóre z legatów zawartych w akcie ostatniej
woli określone zostały niedokładnie. Szlachcianka z Komorowa zapisała dla Katarzyny Wydzgonki
biale szaty wszystkie i pościel wszystką. W sukurs przychodzi tu inwentarz, który dokładnie wyli-
cza i charakteryzuje całą bieliznę. Legat dla panny Rodkiewiczówny nie jest już tak oczywisty.
Lipska zapisała swej siostrzenicy, oprócz pieniędzy w kwocie 182 zł, insze drobiazgi i suknie.
Jakie, tego rejestr nie precyzuje. W testamencie wskazano na większą ilość broni i pozostałego
rynsztunku, aniżeli wynika to z inwentarza. Przedmioty te zostały zapisane następującym oso-
bom: pani Rodkiewiczowej (dwa pistolety i tyle samo bandoletów), siostrzeńcowi (rządzik i sza-
bla), Dobrogostowi Janiszewskiemu (dwa pistolety), Jasiowi (szabla). Inwentarz powtarza z tego
zbioru jedynie dwa bandolety, dwa pistolety oraz rządzik. Jest to istotny brak, zważywszy, że
91
>>>
. .
"e.......,
\:
.' ..
I
'.
,
... ....
I
.W
'
..!:.
"
. . I
..
. -
,
. . .
"
\
:.
t \.J
. .
-
',.
11
I
: .
II. 2. Portrety trumienne, repr. z: Vanitas. Portret trumienny na tle sarmackich obyczajów pogrzebowych, red.
J. Dziubkowa, Poznań 1996, s. 249
chodzi O podział majątku, a to z reguły rodzi emocje. Ile zatem broni palnej posiadała Lipska?
Jeśli była właścicielką jedynie pary pistoletów, komu miały one, wedle życzenia testatorki, przy-
paść? Tak więc w konsekwencji owych nieprecyzyjnych danych, dokumenty, które miały zapobiec
konfliktom, mogły stanowić ich zarzewie. Ponadto w inwentarzu brak wzmianek o pojazdach, które
uwzględnione zostały w testamencie. Akt "ostatniej woli" nie wspomina z kolei o jednym dość
cennym drobiazgu - sobolej czapce. Z kolei testament rejestruje dodatkowo inwentarz żywy, który
został pominięty przez spis majątkowy. Tę ostatnią informację podaję dla porządku, niemniej w tym
przypadku zabieg ten był celowy. Upska - jak podaje tytuł - sporządzi la bowiem "Rejestr pieniędzy
i rzeczy...", pozostawiając poza kręgiem swego zainteresowania inwentarz żywy.
Podstawowym problemem, jaki dostrzega historyk obcujący z inwentarzem majątkowym, jest
ocena poziomu zamożności bohatera źródla. Wiemy, że Teresa Upska weszła drogą koligacji
małżeńskich do dość zamożnej rodziny szlacheckiej. Jest to jednak informacja ogólnikowa. Jaki
był bowiem status materialny kobiety? Czy mogła pozwolić sobie na zbytek, czy też musiała
poprzestać na utensyliach? Co jest probierzem owego bogactwa? Władysław Dworzaczek uznał,
że wyznacznikiem statusu ekonomicznego jest ilość posiadanych wsi 23 . Miernik ten nie ma jed-
nak zastosowania w przypadku materiałów pozostałych po szlachetnej Upskiej, jako że źródła nie
rejestrują nieruchomości, oprócz wspomnianej w testamencie dzierżawionej wsi Ślesin. Testament
w ogóle nie wskazuje na spadkobiercę (lub spadkobierców), co oznacza po prostu, że weszli oni
92
>>>
w prawa zmarłej na drodze dziedziczenia ustawowego. Z prawnego punktu widzenia opuszczenie
to nie budzi wątpliwości. Dobra nieruchome, w szczególności zaś posiadłości ziemskie co do zasa-
dy podlegały dziedziczeniu beztestamentowemu, z mocy prawa, i jako takie nie mogły być przed-
miotem dyspozycji testamentowej. Ich rozmiar wykracza zatem poza treŚĆ aktu "ostatniej woli".
Andrzej Pośpiech założył natomiast, że wyznacznikiem dobrobytu może być ilość przedmio-
tów odnotowanych w rejestrze (według niego jest to miernik podstawowy). Badacz zauważył, że
prawidłowość ta sprawdza się w przypadku XVII-wiecznego środowiska szlacheckiego z terenu
Wielkopolski, gdzie gromadzenie rzeczy stanowiło przejaw wzrostu zamożności 24 . Rzeczywiście,
tamtejsza szlachta była grupą, która stosunkowo łatwo poddaje się uogólnieniom, jako że na tym
obszarze mamy do czynienia z ludżmi o zbliżonych możliwościach finansowych. Próżno szukać
tam wielmożów na miarę Radziwiłłów, Sapiehów, czy też Potockich. Przeważała natomiast śred-
nia szlachta. Co prawda powyższy pogląd stanowi hipotezę, wobec której można wysuwać licz-
ne kontrargumenty, niemniej stanowi punkt zaczepienia w ocenie zamożności poszczególnych
przedstawicieli warstwy szlacheckiej. Opinia ta jest także zdeterminowana przez sam materiał
źródłowy. W istocie, przekazy przede wszystkim podają ilość obrusów, ręczników, sukien etc.,
pomijając milczeniem kwestie ich wartości. Nie jest to wyłącznie zabieg redakcyjny, lecz wska-
zówka, co dla ówczesnych było szczególnie istotne. Analizowane dokumenty liczą łącznie nieco
ponad 100 przedmiotów. Wśród szlachty wielkopolskiej dominował natomiast stan posiadania
od 50 do 100 mobiliów 25 . Rejestry najbogatsze liczyły natomiast ponad 150 rzeczy. Tak więc,
biorąc pod uwagę miernik ilościowy, Teresa Upska była osobą stosunkowo zamożną, daleko
było jej jednak do miejscowej elity. Ilościowe zestawienie ruchomości należących do szlachetnej
Lipskiej przedstawia poniższa tabela. Obrazuje ona ponadto stan posiadania przedstawicielki
średniej szlachty na tle jednego z naj bogatszych inwentarzy ruchomości, pozostałych po kaszte-
lanie rogozińskim Chrystianie Kierskim zmarłym w 1699 r. 26
Lp. Przedmioty Dokumenty Inwentarz
Teresy Lipskiej Chrystiana Kierskiego I
1 Srebro 8 szt. 236 szt.
2 Klejnoty 1 szt. ponad 157 szt.
3 Odzież 15 szt. 28 szt. + 210 guzów
4 Bielizna 10 szt. 7 szt.
5 Tkaniny ozdobne 16 szt. 15 szt. 27
6 Broń i rynsztunek 11 szt. (?) 29 szt.
7 Wyroby z mosiądzu - 11 szt.
8 Wyroby z miedzi - 39 szt.
9 Wyroby z cyny 40 szt. 209 szt.
10 Puzdra - 71 szt.
11 Pojazdy 2 szt. (?) -
Bynajmniej, w miarę możliwości nie należy pomijać także jakości, a co się z tym wiąże -
wartości wskazanych mobiliów. Przekazy pozostawione przez Teresę Upską nie zawierają licz-
nych danych na ten temat. Kobieta wskazała w akcie ostatniej woli, jakoby dysponowała sumą
2920 zł, 104 czerwonych zł, 1000 zł długu zapisanego jej przez męża oraz 30 zł, które miały być
uzyskane ze sprzedaży weł ny 26. Kwota 610 zł w chwili spisywania aktu ostatniej woli została już
rozdysponowana między legatariuszy. Testatorka nie odnotowała cen poszczególnych mobiliów,
z wyjątkiem złotego łańcuszka, który oszacowano na 12 czerwonych złotych. Jednakże inwen-
tarz nie zawiera wyłącznie utensyliów. Mówi również o przedmiotach nie tyle zbytkownych czy
93
>>>
luksusowych, co - jak to określa się w historiografii - "pożądanych", bo dostępnych tylko dla
zamożnej części społeczności szlacheckiej29. Wśród nich uwagę zwracają choćby jedwabna spód-
nica, atłasowy żupan, kontusz z jedwabnymi guzikami, sobola czapka, atłasowa kołdra, ozdobne
kobierce, kilimy, adamaszkowy obrus. Jest to kolejny argument przemawiający za stosunkowo
dobrą pozycją ekonomiczną pani Lipskiej.
Wielokrotnie cytowany już A. Pośpiech przewrotnie zapytał, czy probierzem zamożności może
być srebrna łyżka. Występowanie tego elementu zastawy stołowej zanotowano w ponad 80%
badanych rejestrów z terenu Wielkopolski. Przeciętnie posiadano ich od kilku do kilkudziesięciu
sztuk. Brak choćby jednej srebrnej łyżki mógł świadczyć o ubóstwie (ewentualnie być wyrazem
ewidentnych uchybień żródłowych). Oczywiście łyżka, choćby wykonana ze szlachetnego krusz-
cu, nie może definitywnie przesądzać o bogactwie lub biedzie danej osoby30. Dla porządku wskaż-
my jednak, że Teresa Lipska posiadała 6 srebrnych łyżek. Używano ich raczej w dni świąteczne, na
co wskazuje zdobienie zastawy. Na pięciu z nich wygrawerowano herb (Lipskich?), szóstą wykona-
no białogłowską robotćr. Na inne srebrne przedmioty rejestr nie wskazuje. Prawdopodobnie wy-
klucza to Teresę Lipską z szeregów szlachty bardzo majętnej, której przedstawiciele posiadali prze-
ciętnie około 20 sreber stołowych 32 . Brakuje także klejnotów, jednakże ta kategoria dóbr zawodzi
jako miemik zamożności. W środowisku wielkopolskim, nawet wśród szlachty majętnej, dominuje
ich brak. Tamtejsza, pragmatyczna szlachta wybierała raczej srebra oraz tkaniny ozdobne, jako
bardziej dostępne i użyteczne 33 . W Wielkopolsce nie było zatem skarbców bogatych 34 .
Zarówno w testamencie, jak i w inwentarzu przedmioty stricte kobiece nie zajmują poczesne-
go miejsca. Dokumenty miały ujrzeć światło dzienne, zatem nie wypadało wzmiankować
o przedmiotach intymnych, wykorzystywanych w alkowie. Iście niewieści element rejestru stano-
wią stroje. Niemniej, zostały one umieszczone wśród męskich kontuszów i pistoletów. Teresa Lip-
ska dysponowała jedenastoma elementami garderoby. Wśród nich znalazły się m.in.: suknia, dwie
spódnice, dwie westy, szubka, czapka, płaszczyk, brandenbura i sznurówka. Nie wiadomo, w jakim
stanie były wymienione szaty. Nie ma co prawda określeń "stare", "ponoszone", które wskazywały-
by na zużycie tkaniny, ale powszechną praktyką było, iż stroje noszono bardzo długo (w sprzyjają-
cych okolicznościach mogły być one wykorzystywane nawet przez trzy pokolenia 35 ). Zastanawia
jednakże zupełny brak biżuterii. Jest mowa o złotym, w dodatku uszkodzonym łańcuszku, ale nie
ma pewności, że służył on wyłącznie ozdobie wizerunku. Brakuje choćby jednej maneli, nie ma
nawet informacji o ozdobnych guzach. Czyżby był to dowód na to, że Teresa Lipska "przypadkiem"
nie ujawniła swych wszystkich zasobow? Per analogiam możemy jednak stwierdzić, że żyła ona na
poziomie godnym stanu szlacheckiego, aczkolwiek nie dla niej były "perły kasztelanki"36.
Reasumując, podkreślić należy, iż analizowane żródła nie stanowią omnium rerum mobilium.
Pozwalają jednak na choćby częściowe opisanie fragmentu świata XVII-wiecznej, średniozamoż-
nej szlachcianki, widzianego przez pryzmat przedmiotów martwych. Jest to przyczynek do dal-
szych badań, które warto podejmować, choćby ze względu na wyniki potencjalnych badań. Ich
rezultaty mogą być o tyle cenne, że jak głosi cytat zaczerpnięty z J. Kitowicza, a rozpoczynający
niniejszy szkic, było i jest trudno zorientować się w modach okresu staropolskiego. Inwentarz lub
testament stanowią asumpt do stworzenia miniaturowej biografii anonimowego człowieka, który
nie odcisnął piętna na tzw. "wielkiej historii", ale swym życiem wpisał się przecież w proces dzie-
jowy. Ponadto postać Teresy może stanowić zaczątek poszukiwań śladów Lipskich w Bydgosz-
czy oraz sąsiednich regionach.
94
>>>
Przypisy:
1. J. Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III, wstęp M. Dernalowicz, Warszawa 1985, s. 261.
2. Testament Teresy Lipskiej z Komorowa, Archiwum Państwowe w Poznaniu [dalej: APP], Księgi grodzkie
- Naklo, sygn. 125, k. 333 hv-333 iv; Inwentarz rzeczy należących do Teresy Lipskiej z Komorowa,
ibidem, k. 333 iv-333 jv.
3. Wyjątek stanowią tzw. wizje, czyli spisy o charakterze urzędowym, przeprowadzane przez woźnego
ziemskiego lub grodzkiego w asyście świadków. Ich wiarygodność jest większa, aniźeli spisów prywat-
nych, Inwentarze dóbr szlacheckich powiatu kaliskiego, t. 1: Od XVI do polowy XVIII w, wyd. W. Rusiń-
ski, Wrocław 1955, s. XXI.
4. A. Pośpiech, Pulapka oczywistości. Pośmiertne spisy ruchomości szlachty wielkopolskiej z XVII wieku,
Warszawa 1992, s. 75.
5. Ibidem, s. 50.
6. APp, Księgi grodzkie - Kalisz, sygn. 300, 1683, s. 258--261.
7. Zob. np. ibidem, s. 221-223.
8. J. Topolski, Nędza, ubóstwo, dostatek jako kategorie teoretyczne w badaniu historycznym, [w:] Nędza
i dostatek na ziemiach polskich od średniowiecza po wiek XX, red. J. Sztetyllo, Warszawa 1992, s. 9-17.
9. Szczególnie trudna jest właściwa interpretacja przymiotników zastosowanych w poszczególnych tek-
stach. Dla przykladu: termin stary nie zawsze jest toźsamy z jego wspólczesnym odpowiednikiem. Przy-
miotnik ten mógl bowiem określać rzecz mającą dla właściciela wartość pamiątkową, a przez to stano-
wić przedmiot niezwykle cenny. Podobnie, należy wykazać się ostroźnością podczas interpretacji takich
zwrotów, jak: francuski lub wioski. Nie muszą one wskazywać na kraj pochodzenia danej ruchomości,
. lecz określać jedynie sposób ich wykonania.
10. A. Pośpiech, op. cit., s. 7.
11. Prekursorem badań byl W. Łoziński. Zob. również przyklady prac o charakterze źródloznawczym:
A. Wyczański, Szlacheckie inwentarze pośmiertne z XVI w jako źródlo do dziejów kultury materialnej
w Polsce, "Kwartalnik Historii Kultury Materialnej" [dalej: .Kw.HKM"], R. 2, 1954, nr 4, s. 691-699:
A. Pośpiech, Majsterkowicz w kontuszu. (Szlachecki pośmiertny inwentarz mobiliów jako źródlo do ba-
dań osobowości), [w:] Szkice z dziejów materialnego bytowania spoleczeństwa polskiego, .Studia
i Materiały z Historii Kultury Materialnej", 61,1989, s. 177-190; A. Glowacka,lnwentarze majątkowejako
źródlo do poznania sytuacji kobiet w malych miastach Rzeczypospolitej szlacheckiej, .Kw. HKM., R. 52,
2004, nr 1, s. 25--35.
12. F. Braudel, Kultura materialna, gospodarka i kapitalizm XV-XVIII wiek, t. 1: Struktury codzienności, tłum.
M. Ochab, P. Gratf, Warszawa 1992, s. 27.
13. Zob. np. L Kajzer, Posag wojewodzianki kujawskiej z polowy XVII wieku, .Kw. HKM., R. 36, 1988, nr 1,
s. 61-76; H. Żerek-Kleszcz, Perty kasztelanki. Inwentarz majątkowy Zofii z Poniatowskich, [w:] Niebem
i sercem okryta. Studia historyczne dedykowane dr Jolancie Malinowskiej, red. M. Malinowski, Toruń
2002, s. 281-301; M. Wilczek, Inwentarz dóbr i rzeczy po śmierci Zofii Czamkowskiej. Z problematyki
stanu majątkowego magnaterii wielkopolskiej, [w:] Wladza i prestiż. Magnateria Rzeczypospolitej w XVI-
XV/ll wieku, red. J. Urwanowicz, przy wspór. E. Dubas-Urwanowicz i P. Guzowskiego, Białystok 2003,
s. 393--403. Minibiografie testatorów opracowala natomiast s. M. Borkowska OSB w krytycznym wyda-
niu wybranych testamentów z XVII i XVIII w., Dekret w niebieskim ferowany parlamencie. Wybór testa-
mentów z XVII-XVIII wieku, Kraków 1984.
14. Regestr Connotationis proventum vi/la Slesin, APp, Księgi grodzkie - Naklo, sygn. 125, k. 333 jv-334v.
. ródlo informuje o rozliczeniach pomiędzy Lipskimi a ich kontrahentami. Oszacowano tu wartość po-
szczególnych dóbr, glównie spożywczych.
15. A. Boniecki, Herbarz polski, t. 14, Warszawa 1911, s. 344; Teki Dworzaczka. Materialy historyczno.geneaJo-
giczne do cJziejów szlachty wielkopolskiej XV-XX w, CD, wyd. Bibilioteka Kórnicka PAN, Kórnik - Poznań 1995.
16. A. Pośpiech, Majętności na sprzedaż. Szlachecki handel ziemią i przemiany struktury majątkowej
w powiecie kaliskim w latach 1580-1655, Wrocław - Warszawa - Kraków - Gdańsk - Łódż 1989, s. 219-221.
17. Wieś ta połoźona jest w parafii Juńcewo, zob. E. Callier, Powiat wągrowiecki, Poznań 1894, s. 11-12;
K.J. Hladylowicz, Zmiany krajobrazu i rozwój osadnictwa w Wielkopolsce od XN do XIX wieku, Lwów 1932,
s. 127; S. Kozierowski, Badania nazw topograficznych dzisiejszej archidiecezji gnieżnieńskiej, Poznań
1914, s. 117; idem, Badania nazw topograficznych na obszarze zachodniej i środkowej Wielkopolski,
t. 1, Poznań 1921, s. 377. W XVI w. należala ona do Orzeiskich, zob. L Polaszewski, Wfasność feudalna
w województwie kaliskim w XVI wieku, Poznań 1976, s. 187.
95
>>>
18. P. Szafran datuję tę osadę dopiero na 1766 r. i określa ją jako pustkowie. zob. Osadnictwo historycznej
Krajrty w XVI-XVIII w. (1511-1772), Gdańsk 1961. s. 159.
19. Slownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów slowiańskich, red. B. Chlebowski, W. Walew-
ski, t. 10, Warszawa 1889, s. 762.
20. Regestr Connotationis proventum.... k. 333 jv.
21. Ibidem, k. 334-334v. Prawdopodobnie chodzi tutaj o karmelitów kcyńskich. Na ich związki z Gorzeński-
mi wskazuje Choćby fakt zapisania zakonnikom przez Stefana Gorzeńskiego 100 zł i zobowiązanie tegoż
do opIaty rocznego czynszu od tej kwoty w wysokości 7 zł. Karmelici zachowali ponadto wieczyste
prawo do tych pieniędzy, zob. A. Szudrowicz, Karmelici w Kcyni (1612-1835). Rola zakonu w życiu
miasta i okolicy, Bydgoszcz 2001, s. 40.
22. Jest to pojęcie skonstruowane przez L. Weatherill, zob. J. Dumanowski. Badartia nad nowożytną kon-
sumpcją w historiogrlii brytyjskiej i frartcuskiej, .Klio.. t. 1, 2001, s. 46-47.
23. Zob. W. Dworzaczek, Struktura spoleczna szlachty. [w:] Dzieje Wielkopolski do roku 1795, t. 1, red.
J. Topolski. Poznań 1969, s. 490. .Kryterium wioskowe". choć przejrzyste, jest jednak zawodne, zważyw-
szy na fakt, że wieś wsi byla nierówna, a co więcej - stosowano niejednolite miary powierzchni.
24. A. Pośpiech, Pulapka oczywistości..., s. 108.
25. Wedlug A. Pośpiecha są to szacunki nieco zaniżone (badacz wziąl pod uwagę niedoskonałość przeka-
zu, której wyrazem jest wspomniana selektywność zapisów). Stąd też wysnul wniosek. że przeciętna
liczba mobiliów będących w posiadaniu szlachty wahala się od 120 do 150, ibidem, s. 108.
26. Rejestr ten zostal szczególowo zrelacjonowany przez A. Pośpiecha. ibidem. s. 90
27. Na ogólną liczbę tkanin ozdobnych sklada się 6 kompletów obić, złożonych ze 185 bretów. Te luksuso-
we obicia zostały sporządzone z kosztownych materialów, A. Pośpiech, ibidem, s. 82.
28. Suma pieniędzy odnotowana w inwentarzu jest mniejsza od wskazanej w testamencie. Wynika to
z faktu, iż Teresa Lipska wskazala w rejestrze wyłącznie na gotówkę, przechowywaną przez nią np.
w workach (tj. 1414 zł i 104 czerwonych zł).
29. .Minimum socjalne" szlachty stanowil strój oraz podstawowe wyposażenie stolu, A. Pośpiech. Pulapka
oczywistości..., s. 113.
30. A. Pośpiech, Srebrna Iyżka - probierz szlacheckiej zamożności? (Przykfad Wielkopolski XVII wieku), [w:]
Nędza i dostatek na ziemiach polskich..., s. 151-162.
31. W testamencie Teresa Lipska jedynie wskazala, że w jej posiadaniu znajdują się srebme łyżki, ale nie
okreslila bliżej ich ilości. Owych parę Iyżek srebrnych testatorka zapisala krewnej swego męża. Katarzy-
nie Wydzgonce.
32. A. Pośpiech. Pufapka oczywistości.... s. 113.
33. Ibidem, s. 115.
34. S. ŻyCiński, Zlotnictwo w skarbcach magrtatów i szlachty polskich ziem koronnych w Rzeczypospolitej
XVII-XVIII wieku, Szczecin 1990, s. 117-118.
35. J. Szyposz, Odzież szlachty w świetle inwentarzy ruchomości zawartych w aktach grodzkich i ziemskich
województwa krakowskiego z lat 1645-1670, .Kw. HKM.. R. 29,1981, nr 3. s. 349-364.
36. Sformulowanie zaczerpnęlam z tytulu artykulu autorstwa H. Żerek-Kleszcz, op. cit.
96
>>>
Anna Drążkowska (Toruń)
Prace konserwatorskie przeprowadzone
na jedwabnym wamsie wydobytym
w kościele św. Mikołaja w Toruniu
W 1993 roku, w trakcie prac archeologicznych prowadzonych w ruinach kościoła św. Mikoła-
ja IN Toruniu', z krypty grobowej wydobyto fragmenty tekstyliów. Analiza wykazała, iż wszystkie
odnalezione tkaniny są jedwabne i stanowią fragmenty odzieży, w której do grobu złożono zmar-
łych. Obok koszuli grobowej, ornatu, pasmanterii i elementów obuwia wydobyto wraz ze spodniami
dziecięcy wams. Zły stan zachowania ubioru uniemożliwiał wykonanie analizy kostiumologicznej
bez przeprowadzenia zabiegów konserwatorskich 2 .
Wams jest rodzajem krótkiego dwuczęściowego kaftana. Był obcisły, z przodu wydłużony
w szpic, często podwatowany. Początkowo nie był zapinany i ukazywał przylegającą do ciała
kamizelkę. Póżniej zaczęto go zapinać z przodu na rząd licznych guziczków. Pod szyją wykoń-
czony był kołnierzem lub krezą. Zakładano go do krótkich bufiastych spodni. Został wprowadzo-
ny w Hiszpanii w XVI wieku. Pod wpływem trendów w modzie napływających z Europy Zachod-
niej wamsy pojawiły się również na ziemiach polskich, gdzie występowały do 2. połowy XVII
wieku. Wtedy zostały wyparte przez wydłużone kaftany typu szustokor. Początkowo wamsy wy-
.
. "......
" .
; .-..... ... .
( '"
...
'-
li '\
... ... ,.
i".. ,. )
'- J
''\'-
'.
"-
, \
, \
\-.' .
" \
0.
t.
\, .
"' .
\'
,- ,. " --
\-
\". '\
\:
\ t ,\
"'
lo
\- ,
. . '"
-.::
....
" -"
-.-.
. .
. .
" ..
....
..... ..
...
- ""'-
I ..
... . .. ....
.
II. 1. Wams przed konserwacją. Widoczne zagniecenia, zabrudzenia i duże dziury
Fot. A. Drążkowska
97
>>>
stępowały sporadycznie i nosili je wyłącznie cudzoziemcy. Z czasem jednak dzięki dworowi, za
pośrednictwem magnaterii oraz przy udziale studentów wyjeżdżających na zagraniczne studia
strój ten upowszechnił się. Początkowo mężczyźni podchodzili do odzieży wzorowanej na za-
chodnich trendach z dystansem. Tym bardziej, że pokutował pogląd, iż po stroju można poznać
nie tylko stan cywilny, wiek, czy zawód, ale przede wszystkim rozpoznać pozycję społeczną jej
posiadacza oraz jego poglądy polityczne. Zdarzało się jednak, że w garderobie szlachcica, obok
żupanów, kontuszy, delii i innych elementów odzieży uszytych według mody narodowej, wystę-
powały stroje wzorowane na trendach zachodnich.
Wams wydobyty w Toruniu pochodzi z połowy XVII wieku 3 . Został uszyty dla kilkuletniego
chłopca specjalnie na ceremonię pogrzebową, według obowiązującego w tym czasie kanonu
modY'. Wykrojono go z jedwabiu o splocie atłasowym, obecnie w złotożółtym kolorze (wymia-
ry: dł. przodu 46 cm, dł. tyłu 39 cm, dł. rękawów 47 cm, dł. baskiny 12,5 cm, szer. 6 cm). Krój
przedniej części jest jednodzielny. Tył jest dwudzielny, rozcięty, bez zapięć. Wokół szyi znajdu-
je się niska stójka. Szerokie rękawy rozcięto od wewnętrznej strony, wymodelowano z uwzględ-
nieniem główki i pod kroju pod pachą. Na wysokości pasa doszyto baskinkę złożoną z ośmiu
trapezowatych elementów. Wams ozdobiono srebrną koronką klockową. Koronkę przyszyto:
z przodu, w trzech pionowych rzędach, od nasady stójki do pasa, na szwy konstrukcyjne, na
krawędzie wamsa i rękawów, wokół podkroju pod szyją oraz na kolejne trapezowate elementy
baskinki. Z przodu, pomiędzy dwa centralnie, pionowo biegnące rzędy srebrnej koronki przy-
szyto 25 guzów pasmanteryjnych, wykonanych z nici metalowej. Guzy nie służą do zapinania,
tylko imitują zapięcie, pełniąc funkcję dekoracyjną. Stylizacja wamsa zgodna z zasadami obo-
wiązującej mody jest widoczna zwłaszcza w kroju przedniej części odzieży, ksztalcie i długości
rękawów oraz w sposobie jej ozdabiania. Wszystkie elementy dekoracyjne przyszyte do wam-
sa były bardzo kosztowne. Dobrano je z wielką starannością i konsekwencją, co wpłynęło na
jedność stylistyczną odzieży. Rozprute rękawy ułatwiły założenie odzieży na bezwładne cialo.
Prawdopodobnie wams był częściowo formowany na ciele leżącego w trumnie chłopca. Uło-
żono go tak, aby sprawiał wrażenie odzieży uszytej w celu noszenia. Na pierwszy rzut oka
żaden element nie zdradzał jego jednorazowego charakteru. Dopiero bardziej wnikliwa analiza
kostiumologiczna ujawniła szereg szczegółów konstrukcyjnych typowych dla odzieży prze-
znaczonej tylko na ceremonię pogrzebową. Do typowych cech odzieży jednorazowej należy
zaliczyć: brak zapięć, często rezygnację z konstruowania części zakrywającej plecy, brak pod-
kroju pod pachami oraz zszywanie i wykańczanie kolejnych części stroju szwem na okrętkę.
Skonstruowany w ten sposób
strój tworzył "iluzję zwyczajno-
ści" i współtworzył teatralny cha-
rakter pogrzebów.
Wams wydobyty z krypty gro-
bowej znajdował się w bardzo
złym stanie. Zachował się we frag-
mentach, które były porozdziera-
ne i mocno pozagniatane. Je-
dwabny atłas, z którego został
uszyty, był silnie przesuszony,
a włókna poprzerywane. Jeden
rękaw wamsa uległ całkowitemu
zniszczeniu, a na powierzchni za-
chowanych części znajdowały się
liczne ubytki, krawędzie były pa-
lI. 2. Wams po konserwacji przed dublowaniem i rekonstrukcją. Widocz- rozrywane i postrzępione. Atłas
ne ubytki i rozdarcia Fot. A. Drążkowska osłabiały zabrudzenia, które
t
'f-
. .
.
....
'9
."--.1
,
..
,
98
>>>
szczelnie oblepiały włókna, miejscami piasek tworzył zbite grudki. Do włókien poprzylepiane były
również szczątki organiczne, fragmenty trumny i drewnianych wiórów. Dodatkowo odzież pokry-
wała gruba warstwa kurzu, który stwarzał dogodne warunki do rozwoju mikroorganizmów. Powierzch-
nia jedwabiu była zagrzybiona i pokrywał ją biały nalot. Między nici powciskane były kokony owa-
dów. Wams silnie zaplamiły wydzieliny powstające w trakcie rozkładu ciała ludzkiego. W miejscach,
w których przyszyto wykonane z nici metalowej elementy pasmanteryjne, na atłasie znajdowały się
czarne plamy i przyklejone do włókien produkty korozji metalu. Ten rodzaj zabrudzeń bardzo osła-
biał jedwabne włókna, rozlużniał splot, powodując kruchość tkani i ich łamliwość.
Również srebrne koronki i guzy. którymi ozdobiono dziecięcy wams, były bardzo zniszczone.
W wielu przypadkach nastąpiła degradacja nici metalowej. W najgorszym stanie była jej zewnętrzna
warstwa zwana owijką. Tworzyła ją cieniutka metalowa blaszka, która otaczała jedwabną duszę.
W wielu miejscach owijka zachowała się jedynie we fragmentach, odsłaniając jedwabne włókna.
Blaszka w wyniku procesów korozyjnych straciła swój pierwotny srebrny blask. Miejscami można
go jeszcze dojrzeć, oglądając koronki pod mikroskopem.
W takiej sytuacji przystąpiono do realizacji szeroko zakrojonych prac konserwatorskich. Roz-
poczęto je od dezynfekcji, którą wykonano dwukrotnie. Pierwszy raz, przed przystąpieniem do
prac konserwatorskich, zabytki umieszczono w komorze gazowej i poddano je działaniu tlenku
etylenu. Drugi raz zabieg dezynfekcji przeprowadzono po oczyszczeniu tkanin. Roztwór nałożo-
no na tkaniny pędzelkiem 5 . Tkaninę następnie zawinięto w worki i przez dwa tygodnie pozosta-
wiono pod działaniem trucizny. Zabieg dezynfekcji został powtórzony ze względu na to, iż wams
wydobyto z krypty grobowej oraz ze względu na istniejącą obawę, iż oczyszczanie nie zostało
przeprowadzone do końca, a pozostawione zabrudzenia mogą stanowić pożywkę dla rozwoju
mikroorganizmów.
Stan zachowania jedwabnego wamsa narzucił sposób jego oczyszczania. Zdeterminował
również kolejność wykonywanych czynności. Włókna tkaniny były bardzo przesuszone i na sku-
tek utlenienia fibroiny łamały się pod dotknięciem 6 , dlatego zaniechano także na wstępie rozkła-
dania fragmentów odzieży i prostowania zgnieceń aż do czasu, gdy jedwabie odzyskają nieco
elastyczności. Na później odłożono również odpruwanie koronek i guzów.
Odstąpiono od oczyszczania fragmentów odzieży na sucho, obawiając się pogłębienia ich
destrukcji. Pracując tą metodą, nie udałoby się we właściwy sposób oczyścić przestrzeni między
óknami i niemożliwe byloby również usunięcie poprzyklejanych grudek piasku i pozostałości
organicznych. Zabieg ten ograniczałby się jedynie do odkurzenia powierzchni. W związku z tym
wybrano metodę usuwania zabrudzeń na mokro. Zanim jednak podjęto czynnosci z tym związa-
ne, najpierw starano się delikatnie zwilżyć włókna, a jednocześnie uelastycznić jeJ. Użyte sub-
stancje uelastyczniły włókna, dzięki czemu można było przystąpić do oczyszczania. a poza tym
spulchniły zabrudzenia, dlatego łatwiej było je usunąć z powierzchni tkaniny, nie pogłębiając de-
strukcji. Zabieg nawilżania włókien przeprowadzano bardzo powoli, gdyż gwałtowne namocze-
nie mogłoby spowodować zbyt duże naprężenia, które w rezultacie doprowadziłyby do ich spę-
kania i całkowitego osłabienia spoistości jedwabiu 8 . Dzięki zastosowanym kąpielom jedwabne
włókna zwiększyły swoją odporność na czynniki mechaniczne i dopiero teraz przystąpiono do
delikatnego odpruwania elementów pasmanteryjnych. Miejsca, w których były przyszyte, zazna-
czono, aby po zakończonej konserwacji można było przyszyć je ponownie. Konserwację ele-
mentów pasmanteryjnych wykonanych z nici metalowej przeprowadzono oddzielnie.
Wams oczyszczano małymi partiami i systematycznie kontrolowano rezultaty pracy. obserwu-
jąc tkaninę pod mikroskopem. Ułatwiał on zlokalizowanie i określenie zasięgu i rodzaju zabrudzeń.
Podłożenia rozpruwano, gdyż pod zagiętą tkaniną gromadziły się zabrudzenia. Zabrudzenia
usuwano igłą preparacyjną, skalpelem, pęsetą, miękkim pędzelkiem i tamponami. Zabieg oczysz-
czania tkanin nie był czynnością jednorazową. Ze względu na specyfikę wewnętrznych struktur
czynność oczyszczania włókien przeprowadzano wielokrotnie. dlatego też był to jeden z najbar-
dziej czasochłonnych etapów prac.
99
>>>
Duży problem stanowiło usuwa-
nie znajdujących się na atłasie plam.
W większości przypadków plam nie
dało się całkowicie usunąć. Pozosta-
ły również wyraźne zabrudzenia po
korozji metali. Próbowano usunąć je,
nakładając kompresy z soli sodowej
zakwaszonej kwasem octowym 9 1ub
z kwasem cytrynowym. Związki te
zmiękczały nawarstwienia, jednak nie
dawały do końca zadowalającego
efektu, gdyż najczęściej i tak nie uda-
wało się uniknąć pojawiania się nie-
wielkich ubytków oraz nie można
było pozbyć się również rdzawych
zaplamień występujących na po-
wierzchni jedwabiu, będących śla-
dem kontaktu z korodującym meta-
lem. Poza tym należało kompresowa-
nie powtarzać, co z kolei dodatkowo
osłabiało włókna. Wams wielokrotnie
płukano, a ostatnią kąpiel wykonano
Fot. A. Drążkowska w wodzie destylowanej.
Oczyszczanie koronek klockowych i guzów wykonanych z nici metalowej było bardzo trud-
ne. Trudności te wynikały ze złożonej budowy nici (wewnątrz nić jedwabna, wokół metalowa
blaszka) oraz ze skomplikowanej konstrukcji poszczególnych elementów pasmanteryjnych. Po-
łączenie metalu z włóknami jedwabiu powodowało, iż trudno było znależć środek, który skutecz-
nie oczyszczałby metal, a jednocześnie nie degradowałby jedwabiu. Pracę utrudniał zły stan
zachowania metalowej owijki, która była silnie skorodowana, spękana, a przy tym bardzo zabru-
dzona. Włókna jedwabiu były przesuszone, miejscami porozrywane i to dodatkowo komplikowa-
ło oczyszczanie.
Podjęto decyzję, że zabrudzenia będą usuwane na mokro. Najpierw, podobnie jak przy oczysz-
czaniu atłasu, przystąpiono do uelastycznienia jedwabnych włókien'o. Po uelastycznieniu włókien
zaczęto je oczyszczać. Metalowe koronki i guzy przez cały czas przebywały w wodnej kąpieli, do
której dodano Preteponu G. Substancja ta dodatkowo zmiękczała włókna i ułatwiała zmydlanie
zabrudzeń. Pomagała wydobyć je z zakamarków splotów. Do oczyszczania pasmanterii używa-
no igieł preparacyjnych, pędzelków i bardzo miękkich szczoteczek. Aby zapobiec większemu
zniszczeniu, pasmanterię układano na szybach i dopiero przystępowano do oczyszczania. Na-
warstwienia usuwano ostrożnie, aby nie uszkodzić i tak już osłabionych nici. Zabieg ten był szcze-
gólnie trudny do przeprowadzenia w miejscach, gdzie spod skorodowanej metalowej owijki wy-
łaniała się jedwabna "dusza". Oczyszczanie było czynnością długotrwałą i powtarzaną wielokrot-
nie. Niestety, w ten sposób można było się pozbyć tylko zabrudzeń powierzchniowych. W więk-
szości przypadków nawarstwienia korozyjne nie chciały dać się usunąć. Zdarzało się, że produk-
ty korozji łuszczyły się i odpadały z fragmentami metalowej owijki. Dlatego niejednokrotnie od-
stępowano od dokładnego doczyszczania owijki, aby nie pogłębiać jej destrukcji. Zabieg oczysz-
czania obserwowano pod mikroskopem. Pomagał on określić rodzaj zabrudzenia i je zlokalizo-
wać. Poza tym umożliwiał oszacowanie stanu zachowania pasmanterii i dzięki temu można było
przerwać zabieg w momencie, gdy jego kontynuowanie zagrażałoby istnieniu obiektu.
W celu usunięcia nawarstwień korozyjnych przeprowadzano próby. Starano się je usunąć
tamponami nasączonymi w 3% winianie sodowo-potasowym. Próby te wykonywano tylko na
...
_'"'Ii
- .
-
;; -.
..
-"'-
. .
"o ,
\
II. 3. Wams po konserwacji i rekonstrukcji
100
>>>
dobrze zachowanych koronkach i guzach. Aby usunąć większość zabrudzeń, czynność tę nale-
żało powtarzać wielokrotnie, co z kolei budziło obawy, że winian może osłabić jedwabne włókna.
Dlatego nie objęto takim postępowanie większej ilości zabytkowej pasmanterii. Poprzestano je-
dynie na próbach. Zabrudzenia starano się także usunąć za pomocą płuczki ultradźwiękowej.
Koronki i guzy zanurzano w wodzie, w płuczce i poddawano minimalnemu działaniu drgań. Po
każdej kąpieli sprawdzano stan metalowej owijki i jedwabnej nici, aby właściwie określić czas
zakończenia zabiegu. Koronki i guzy były poddawane działaniu ultradźwięków od 5 do 8 minut.
Kąpiel w płuczce ultradźwiękowej dawała bardzo dobre efekty, przyspieszała usuwanie nawar-
stwień i pomagała im wydostać się na powierzchnię. Działaniu ultradźwięków można poddawać
tylko pasmanterię bardzo dobrze zachowaną, gdzie metalowa nić jest nieprzerwana i nie posia-
da dużych nawarstwień korozyjnych.
Wszystkie użyte w trakcie oczyszczania środki starano się bardzo dokładnie wypłukać. Do
płu"ania używano wody destylowanej. Pasmanterię poddano dezynfekcji w taki sam sposób
i takim samym środkiem co tkaninę, z której uszyto wams.
Wams uszyty z jedwabnego atłasu nie wymagał impregnacji. Środki, których użyto do uela-
stycznienia włókien, w wystarczający sposób poprawiły ich odpornośc na czynniki mechaniczne.
Natomiast, ze względu na zły stan zachowania nici metalowej, impregnacji podano wszystkie
elementy pasmanteryjne. Zabieg impregnacji polegał na wprowadzeniu w struktury nici kompo-
zycji wzmacniającej. Miała ona zwiększyć ich wytrzymałość na czynniki mechaniczne, zabezpie-
czyć przed czynnikami zewnętrznymi i uelastycznić włókna. Impregnat powinien: dobrze pene-
trować przestrzenie splotu, być odporny na zmiany temperatury, być łatwy do usunięcia (środek
musi być odwracalny), być odporny na zmiany wilgotności (niehigroskopijny), na procesy sta-
rzenia się oraz nie powinien wywoływać zmian barwy obiektu".lmpregnat nakładano na pasman-
terię pędzelkiem, tak aby dokladnie pokryć całą ich powierzchnię. Zwracano również uwagę, aby
środek wzmacniający przeniknął między włókna. Gdy zakończono nakładanie impregnatu, tka-
ninę zawijano szczelnie w worki foliowe. Tak zapakowane zabytki odkładano do bardzo powolne-
go wysychania. Istotne było, aby odparowywanie rozpuszczalników przebiegało bardzo powoli,
olG
II. 4. WykrÓj kolejnych części wamsa
..
...
211
__4
24
\ -
Dl
Rys. A. Drązkowska
101
>>>
pod ścisłą kontrolą. Istniała bowiem obawa, iż gwałtowne odparowanie rozpuszczalnika może
spowodować migrację impregnatu z wewnętrznych struktur koronek i guzów na ich powierzch-
nię. Wówczas kompozycja wzmacniająca nie spełniłaby swojego zadania.
Ze względu na to, iż dziecięcy wams, który poddano zabiegom konserwatorskim, zachowany
był we fragmentach, zdecydowano się na przeprowadzenie zabiegu dublowania i na odtworze-
nie brakujących części stroju. Tkanina dublująca wzmocniła zabytkowy jedwab. Poza tym uzu-
pełniła ubytki i pomogła połączyć osłabione włókna w jedną całość. Zabieg ten umożliwił prze-
prowadzenie rekonstrukcji, a następnie odtworzenie pierwotnej formy odzieży. Najważniejszym
zadaniem dublażu było jednak odciążenie starych włókien i przejęcie na siebie funkcji nośnejl2.
Po przeprowadzeniu prób zdecydowano się na użycie kleju akrylowego 498 HV (Lascaux)13,
gdyż ten klej, spośród wszystkich klejow, którymi dysponowałam, miał właśnie najkorzystniejsze
właściwości. Tworzy! przezroczysty film, który pod wpływem ciepła nabierał właściwości kleją-
cych. Nie usztywniał włókien oraz nie plamił ich. By! odwracalny, a nadmiar można było łatwo
usunąć. Jedną z jego najważniejszych cech jest to, że nie pogłębiał destrukcji tkaniny zabytko-
wej. Zanim przystąpiono do dublowania, każdy element wamsa rozpruto tak, aby można było
rozłożyć go płasko i gładko rozprasować. Na podstawie zachowanych części ubioru wykonano
szablony i według nich odtwarzano brakujące elementy, wykrawając je z tkaniny dublującej.
Opracowano również wykrój odzieży.
Klej najpierw nanoszono pędzelkiem na papier silikonowy, a gdy tworzył przezroczysty film,
przekładano go na tkaninę zabytkową. Po zakończeniu dublowania i rekonstruowania poszcze-
gólnych elementów przystępowano do odtwarzania i modelowania całej formy odzieży. W nie-
których miejscach obie tkaniny łączono dodatkowo nićmi, używając techniki iglanej. Na koniec,
w miarę możliwości naprawiono poprzerywane koronki i wszystkie elementy pasmanteryjne, któ-
re w trakcie oczyszczania odpruto. Następnie przyszyto je w te same miejsca.
Zabiegi konserwatorskie uelastyczniły jedwabne włókna atłasu, dzięki czemu możliwe było
podjęcie czynności związanych z oczyszczaniem. Niestety, nie wszystkie zabrudzenia udało się
usunąć z powierzchni tkaniny. Niektóre plamy, zwłaszcza wywołane kontaktem z korodującym
metalem, były na tyle trwałe, że należało odstąpić od ich usuwania, ponieważ kontynuowanie prac
mogłoby pogłębić destrukcję jedwabnych włókien. Również oczyszczanie pasmanterii wykona-
nej z nici metalowej było bardzo trudne i nie dało zadowalających efektów. Impregnacja, której
poddano wszystkie koronki i guzy, zapobiegła, a w niektórych przypadkach tylko osłabiła osypy-
wanie się skorodowanej i osłabionej owijki, wzmocniła ją i podkleiła. Sposoby oczyszczania
i wzmacniania pasmanterii nie spełniają do końca oczekiwań konserwatorów, dlatego prace nad
ich ulepszaniem w dalszym ciągu trwają.
Wzmocnienie zabytkowej tkaniny materiałem dublującym dało możliwość odtworzenia bra-
kujących elementów (rękawa) oraz przeprowadzenia pełniej rekonstrukcji dziecięcego wamsa,
stanowiącego cenny przykład tego typu ubioru.
Przypisy:
1 Wams tymczasowo jest przechowywany w Pracowni Dokumentacji i Konserwacji Zabytków Archeolo-
gicznych Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
A. Drążkowska, Odzież dziecięca w Polsce w XVII i XVII/ wieku w świetle żródef sepulkralnych i ikonogra-
ficznych, Toruń 2002, cz. 1, s. 176, ryc. 56, cz. 2. Katalog. poz. kat. I\C\ 18, (maszynopis pracy doktorskiej
w archiwum Uniwersytetu Mikolaja Kopernika w Toruniu).
2. Konserwację dziecięcego wamsa przeprowadzono w Pracowni Dokumentacji i Konserwacji Zabytków
Archeologicznych Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikolaja Kopernika w Toruniu.
3. A. Drążkowska, op. cit.
102
>>>
4. W XVII wieku na terenie ziem polskich męska moda rozwijała się w dwóch kierunkach: narodowym
i zachodnioeuropejskim, kształtującym się pod wpływem trendów napływających z Europy Zachodniej.
Dzieci powyżej piątego roku życia ubierane były w stroje wzorowane na odzieży rodziców. Dlatego można
przypuszczać. że podobny wams posiadał ojciec pochowanego w krypcie chłopca.
5. Kolejny raz dezynfekcję przeprowadzono, używając 0,5% roztwór p-chloro-m-krezolu w metanolu (PCMC).
A.B. Strzelczyk, J. Karbowska-Berent. Drobnoustroje i owady niszczące zabytki i ich zwalczanie, Toruń
2004, s. 208.
6. H. Rawa-Szubert, H. Hryszko, J. Kehl, Konserwacja ubiorów pochodzącyCh z sarkotagow kSIążąt slup-
skich [w:] Ochrona zabytków, Warszawa 1981, nr 1-2, s. 72-81.
7. Do tego celu użyto 5% i 10% wodnego roztworu PEG-u 200 lub PEG-u 300 (glikol polietylenowy).
8. Najpierw delikatnie zraszano małe fragmenty atłasu, a gdy cała powierzchnia była już mokra, zanurzano
go w 10% wodnym roztworze PEG-u 200 lub PEG-u 300, w temperaturze 3D-35°C. Po kilku dniach
kąpiel wzmocniono Preteponem G, który wykorzystano jako środek piorący.
9. Próby z tą substancją przedstawiono w artykule omawiającym zabiegi konserwatorskie przeprowadzone
na odzieży wydobytej z sarkofagów książąt słupskich. A. Rawa-Szubert, H. Hryszko, J. Kehl, op. cit., s. 80.
10. Włókna zwilżano 5% i 10% roztworem wodnym PEG-u 200 lub PEG-u 300.
11. Do wzmocnienia i zabezpieczenia pasmanterii użyto kompozycji składającej się z następujących sub-
stancji: Paraloid B72, glikol polietylenowy 300 (PEG 300) w metanolu i toluenie.
12. W. Ślesiński, Konserwacja tkanin, [w:] Konserwacja zabytków sztuki, Warszawa 1995, t. 3, s. 71.
13. Klej ten był również używany do wykonywania dublażu między innymi w Pracowni Konserwacji Tkanin
PKZ SA w Warszawie. M. Podkańska, M. Ratajczyk, Dokumentacja konserwatorska: Zespól XVII-wiecz-
nych strojów i tkanin z pochówków rodziny von Reiswitz, Warszawa 1996 (maszynopis w Pracowni Kon-
serwacji Tkanin PKZ S.A. w Warszawie).
103
>>>
Stefan Dyroff (Frankfurt n. Odrą)
Budownictwo sakralne Komisji Osadniczej
w okolicach Bydgoszczy1
Istnienie Królewskiej Pruskiej Komisji Osadniczej dla Poznańskiego i Prus Zachodnich podle-
gało do tej pory dość krytycznej ocenie. Ma to swoje uzasadnienie w politycznej roli tejże komisji
w walce narodowościowej. Jednym z jej celów było wykupienie ziemi z rąk polskich, ażeby osie-
dlić na niej Niemców. Miało to podwyższać odsetek niemieckich mieszkańców obu wymienio-
nych prowincji, co jednak nie nastąpił0 2 . W ramach owego zadania z inicjatywy Komisji Osadni-
czej powstały liczne budowle, które w większości są do dzisiaj użytkowane przez mieszkańców
Wielkopolski, Kujaw i Pomorza Gdańskiego. Poza szkołami i kościołami trzeba także wspomnieć
o karczmach, kuźniach oraz domach dla robotników.
Paul Fischer, urodzony 27 grudnia 1858 roku w Berlinie, wydał jako regencyjny i budowlany
radca Komisji Osadniczej książkę, która zawierała sto wzorców architektonicznych, bez planów
szkół i kościołów3. Również na łamach różnych czasopism P. Fischer prezentował swoje myśli
architektoniczne, między innymi dotyczące zasad budowy osad. Odpowiadał się za używaniem
rodzimego materiału budowlanego i jako taki wymieniał granitowe głazy narzutowe, palone ce-
gły, ceglane dachówki i drewniane elementy. Jego zdaniem jedynie materiał budowlany oraz
formy konstrukcji decydują o wyrazie architektonicznym. Podkreślał, że nie jednakowa ozdoba,
lecz jednolite wrażenie całości wywołuje efekt w krajobrazie 4 .
Szczególnie ważne pod tym względem okazały się budowle sakralne, dlatego że ich wieże
w znaczący sposób wpływały na całokształt krajobrazu architektonicznego danej wsi osadniczej.
Pomiędzy 1886 i 1908 rokiem w samej Prowincji Poznańskiej Komisja zbudowała aż 38 kościo-
łóWS. W większości były to świątynie ewangelickie. Jedyne wyjątki stanowiły kościoły w Bronisze-
wicach Nowych i Strzydzewie w powiecie pleszewskim, które służyły katolikom. Pomiędzy 1908
i 1914 rokiem powstały także liczne budowle, między innymi przedstawione w tym artykule
w Buszkowie, Włókach, Kruszynie, Gąskach oraz Rojewie.
, .
". :"'i,.J:'T l1.
łV /"'1':
,.
. 'Ol:
..) ).
...."
...-:... .. ;j _
):'r'
.. ./;'......
III ",..
,. '
;b .. ..
. .- ' ,,
.r
'" 1
'r. ,
i&;' -;ł .....1;...,:...
,..,.....
.. !II'"
,*ł C . :If"'- ,. ..
.,
.,
.. ...;
-
i.-:)\.
.
'......'ł
.,4'ł!.,.- I
..'''
,...
....1 tt .... ..
.....
-ł--"
_. .c "'.... - I
,.
.
. ."t-ay....
. .......
:::i____
-=
--
"
,.
I
I
J.!
I Hr
.. ,{
Ó-\.
. ..
' i ..'t,
\
' 'l'
\s. '
..'- . , ..
.
.... .:\' .
\
" \
I.i
f
"
: t.
.1.'
.1
\' -.
,
''- l U I Ił
" "
. HłI
t
j IW' IW'"
I: ił\,:i.
'..; ,. ..
\\:u:
\!:;.;.,
. .,. .... ..
/,
. "
\
I ::
-
II
.
I
I
I .
.1
!..
II. 1. Buszkowo, widok elewacji bocznej
Fot. S. Dyrotf
104
>>>
Ewangelicki Dom modlitewny w Buszkowie, obecnie kościół rzymskokatolicki filialny
p.w. Świętego Ducha (1909-1913)
Nie wszędzie komisja budowała drogie kościoły. W mniejszych osadach powstawały tak zwane
domy modlitewne, które musiały spełniać wymagania kościelne Konsystorza Ewangelickiego,
jak i osadników. Takie domy modlitewne powstały między innymi w Lisewie Kościelnym, w Kona-
rach i w Buszkowie. Początkowo takiego domu w Buszkowie miało nie być. Na pierwszych pia-
nach osadniczych widnieje jedynie oznaczenie przydrożnego obrazu przedstawiającego święte-
go (kapliczki) mającego znajdować się na tym miejscu 6 . Zlecony w 1909 roku dom modlitewny
miał być wzorowany na planach istniejącego już domu kultu w Sulminie koło Gdańska. Miał on
zawierać wieżę dla dzwonów kościelnych i przewidzieć możliwość póżniejszej rozbudowy do
formy kościoła 7 . Buszkowski dom modlitewny odróżniała od zwykłego domu wiejskiego wieża na-
kryta metalowym hełmem. Tak oszczędny sposób budowy należał jednak do rzadkości i stosowa-
ny był jedynie w osadach, z których droga do następnej parafii ewangelickiej była zbyt daleka.
Dawny dom modlitewny w Buszkowie to budowla o prostej bryle, złożonej z głównego korpu-
su przekrytego wysokim, dwuspadowym dachem, z przylegającym do tegoż korpusu od strony
ściany szczytowej prezbiterium na planie niepełnego sześciokąta i niewielką, prostokątną zakry-
stią. Bryłę urozmaica, wznosząca się ponad głównym wejściem, skromna, drewniana, kwadrato-
wa wieża zwieńczona baniastym, metalowym hełmem. Otynkowane elewacje z prostokątnymi
otworami okiennymi pozbawione są ozdób, jedynie umieszczone w fasadzie główne wejście do
budynku ujęte jest w portal złożony z dwóch kolumienek o uproszczonych formach porządku
toskańskiego, podtrzymujących łukowaty naczółek.
I
I
I'
.
. t,'
?:.\. - '.' "';
-
.
:
," f ,a., -
.: '
, 't\
I.
"' ..... '\ ,t,Jt.
. ,. _
. 4 I ",- _
.
"' .. _""' \; \. II ;
, . -'-
., -
/I _
'.
if Y
.,.:: . I
\ '.' , ,
:
:=- -".
-1. P' \
.!
,
J. f;
,
"'1.\
"
. .:;. -
- ..-..
z :J.'
. . A -_'-
, .-,. );
! 1,'
\,':.1
. A
,;SJf
t
J1
\ 1-
.
.
-,
,;'JII!:::llillll
o"
II. 2. WI6ki, widok frontowy
Fot. S. Dyroff
Kościół ewangelicki we Włókach, obec-
nie kościół rzymskokatolicki filialny
p.w. Matki Boskiej Królowej Polski
(1906-1909)
Kościół we Włókach ma prostą, zwartą
bryłę, składającą się z dwukondygnacyj-
nego korpusu głównego przekrytego wy-
sokim, dwuspadowym dachem oraz przy-
legających do tegoż korpusu: od strony
zachodniej zwieńczonej ostrosłupowym
dachem, masywnej, kwadratowej wieży
z zegarem i niskimi, bocznymi przybudów-
kami mieszczącymi schody na empory,
a od strony wschodniej wielokątnie zam-
kniętego prezbiterium, o wysokości rów-
nej wysokości głównego korpusu. Otyn-
kowane elewacje pozbawione są dekora-
cji, urozmaicają je jedynie prostokątne, sy-
metrycznie rozmieszczone otwory okien-
ne. W fasadzie dominuje masyw wieży,
w przyziemiu której mieści się wejście do
kościoła ujęte półkoliście zamkniętym
otworem drzwiowym, a w ścianach przy-
budówek usytuowano owalne okna.
105
>>>
Kościół ewangelicki w Kruszynie, obecnie kościół rzymskokatolicki parafialny p.w. św. Kazi-
mierza Królewicza (1906-1909)
Dla uzyskania oszczędności prawie w tym samym czasie rozpisano kontrakty na budowę
kościołów osadniczych w Kruszynie i Ciężkowie. Obie budowle reprezentowały styl neogotycki,
jednak w mniej dogmatycznej formie niż dotychczas. Kościół w Kruszynie dominował architekto-
nicznie nad całą okolicą. Był widoczny z Kanału Bydgoskiego oraz z szosy z Bydgoszczy do Nakła.
Neogotycki kościół w Kruszynie to budynek jednonawowy o dość prostej, prostopadłościen-
nej bryle, przekrytej dwuspadowym dachem. Od strony wschodniej do tej bryły dodane jest pro-
stokątne prezbiterium, ponad którym wznosi się masywna wieża zwieńczona wysokim, dwuspa-
dowym dachem. Przy krótszych, bocznych ścianach prezbiterium usytuowano od strony połu-
dniowej niewielką kwadratową przybudówkę z klatką schodową, a od strony północnej niską
przybudówkę na planie prostokąta, mieszczącą zakrystię. Od strony zachodniej umieszczono
niższą od głównego korpusu, tej samej jednak szerokości, kruchtę. Elewacje budowli są ceglane
- skromne i proste, najważniejszą ich dekorację stanowią otynkowane i pomalowane na biało
. '"
_.' I
-1.1 I
I
,: I
.
.
. - '-..
..
...-
..}. .. s .. " r I! r.
1
, iI --
I i LI! 1"'
\
.
,.-1ł ..
?
ł
,t
.- -
I
r"
-..
II
l ...1
IL
...:= __ ...J,.:j
....
.
.'
,- ,
-.
-
J.L.
./'"
JHlf
:ł
r .
--
P.
.
r
Iltt;,
II. 3. Kruszyn, dokumentacja projektowo-fotograficzna nowo wybudowanej świątyni
ewangelickiej. Repr. z E. Furstenau, Kirchenbauten der preussichen Ansiedlungskom-
mission, [w:] Zentralblatt der Bauverwaltung, 31 (1911), s. 612
106
>>>
.-",-
;. ,
""-
"..'. "IiI , f t
" ......
tt
" . . t
.. .!
\ ł-
,..
E,tj .---.
.. ,
.. , 'ł
, 1 ł
o ,
.
; .. -
i, rr. ,,- .;.,..-
."
,
... -- r k
II. 4. Kruszyn, widok ogólny kościoła
Fot. S. DYfO"
blendy w szczytach kruchty, głównego korpusu i ścianach wieży oraz uformowane z cegieł fryzy
z motywem zygzaka, a także otynkowane i pomalowane na biało ościeża otworów okiennych.
Główne wejście do kościoła w elewacji zachodniej ujęte jest w skromny portal z wysokim, dwu-
spadowym daszkiem. Symetrycznie, po bokach głównego wejścia, usytuowano wejścia boczne,
prowadzące do klatek schodowych, wiodących na emporę. Wnętrze kościoła, z obiegającą je
z trzech stron emporą o drewnianej konstrukcji, przekryte jest odeskowanym stropem, prostym
ponad emporą i wygiętym w formę kolebki nad środkową częścią wnętrza. Prezbiterium pierwot-
nie mieściło ołtarz kazalnicowy.
Zespół Kościoła ewangelickiego w Rojewie, obecnie kościół rzymskokatolicki parafialny
p.w. Najświętszej Marii Panny Wspomożyciel ki Wiernych (1906-1910)
Kościół w Rojewie stanowi ciekawy przykład zgrupowania w jeden zespół architektoniczny
brył świątyni i plebanii (uwagi o proweniencji tej koncepcji znajdują się w końcowej części artyku-
łu). Na zespół składa się nakryta czterospadowym dachem plebania o formach solidnego, wiej-
skiego domu z podcieniem i szczytami o konstrukcji szachulcowej oraz połączony z plebanią
niewysokim łącznikiem budynek kościoła z wysokim, dwuspadowym dachem. Od strony wschod-
niej do ściany szczytowej kościoła przylega bryła prezbiterium na rzucie pięcioboku, które nie
znajduje się na osi wspominanej ściany, lecz zostało przesunięte w kierunku północnym, w stro-
nę masywnej kwadratowej wieży nakrytej baniastym hełmem. Od strony południowej do prezbi-
terium przylega niewielka dobudówka mieszcząca klatkę schodową. Fasada kościoła (elewacja
zachodnia) została zakomponowana asymetrycznie: nieco na północ od osi usytuowano prze-
krytą czterospadowym dachem dobudówkę mieszczącą kruchtę. Przy południowym narożniku
fasady wznosi się niewysoka, sześciokątna wieżyczka z klatką schodową prowadzącą na empo-
rę. Otynkowane elewacje urozmaicone są szkarpami i prostymi otworami okiennymi o formach
prostokątnych lub zamkniętych półkoliście. Krawędzie ścian szczytowych uformowane zostały
w regularną, falistą linię i ozdobione kulami. Odchylenia od osi symetrii w kompozycji bryły ko-
ścioła wynikają ze specyficznych podziałów zastosowanych w jego wnętrzu. Salowa przestrzeń
wewnętrzna wzdłuż podzielona jest także niesymetrycznie na dwie części: węższą po stronie
lewej od wejścia i szerszą. po stronie prawej, nad którą zaplanowana została boczna empora
osadzona na murowanych filarach. Podobna empora, lecz o całkowicie drewnianej konstrukcji,
mieści się po przeciwnej stronie prezbiterium. W skromnym wyposażeniu wnętrza świątyni uwagę
107
>>>
1ł'
ł
i-:}
I i'
., \).
:6 lro .'1
ł.(f'"
.
-. ,.
..- """
. ,- '1
." \!
. ,l.
-,
_
,_ '.' -si. '''''
i.
.
. -
,:t j
.
":
- I -t H:
J
-
. f;-;
l . ...
!.
r.."._'
-. n "! l
l I T ' -ł
'... '.'.
.. "
-". ..
'"
ł j. uf !fi::s I! J:... !ji.:ri::,
,)I!!i.j!L I
_
. '.::ł
I/.- .
,
. . -.
-£.j . -
f!ł
-
_
-
-c:-:-
'
..ć.'-.......u-- , itai
-r
... .
4 .
;4
..s
.
II. 5. Rojewo, rysunek widoku zespołu zabudowy kościoła, repr. z Akt Konsystorza Ewan-
gelickiego w Poznaniu, sygn. 8106; zbiory Archiwum Państwowego w Poznaniu
J,
11!
..:
.
..,
r
-, - A-
I , I
- l! III
I,'
Ił
- ....
o;,r_ ....,
iii
A
::it
..
t ',",: l
......,
I
. ..-;..-...".
,
'. 4
I
\
'q
'
r"jj
_
I
.1 111 :;iit 1ii;:
11 '11'Ij
II'
......
II
II
I
J / ; .\
..I"'
ł ) 1 I I ,IIJ { ...fI '
'" -, = -ii
1f"
ffi.,-,
I I '.l:J L :
;
I '
ł--ł
t -ł-.A.-... r-
1
.ł = t l':;;' j ' hł
'F f.
t; ... - - -
I ' r , :'" '..
_:"'_-
'" _... .L -=-
.., -rmą ol ..;qi
' [d.., :
. tlr lih
h;łj
IIT!'.J ."
, , , , "
'-- ł--p--
.... J
=
II. 6. Rojewo, dokumentacja projektowo-fotograficzna wybudowanego kościoła ewangelickiego, repr. z E. Furstenau,
IVrchenbauten der preussichen Ansied/ungskommission, [w.] ZentralbIatt der BaLNerwaJtung, 31 (1911), s. 613
108
nil
wJ, I I I' I I I I"
>>>
zwraca ambona, umieszczona po lewej stronie, na narożniku ściany prezbiterium. Jej ulokowa-
nie podyktowane było względami funkcjonalnymi - miała być jak najlepiej widoczna z każdego
miejsca przeznaczonego dla wiernych. Skromne dekoracje i specyficzna kompozycja bryły wska-
zują, iż wyraźnie neorenesansowy charakter budowli uległ pewnej modernistycznej stylizacji.
Kościół ewangelicki w Gąskach, obecnie kościół rzymskokatolicki parafialny p.w. Chrystusa
Króla (1906-1909)
Kościół w Gąskach składa się z dwukondygnacyj-
nego, założonego na planie krzyża greckiego, głów-
nego korpusu, przekrytego dwuspadowym dachem.
Od strony fasady do korpusu głównego przylega niż-
sza przybudówka, również z dwuspadowym dachem.
Przybudówka mieści pośrodku kruchtę, zaś po bokach,
ulokowane symetrycznie, klatki schodowe prowadzą-
ce na emporę. Po przeciwnej, w stosunku do fasady,
stronie do korpusu głównego przylega masywna, kwa-
dratowa wieża z zegarem, zwieńczona czterospado-
wym, ostrosłupowym dachem. Po bokach wieży znaj-
II. 7. Gąski, widok frontowy Fot. S. Dyroff dują się niewysokie przybudówki, także mieszczące
klatki schodowe prowadzące na empory. Otynkowa-
ne, pozbawione dekoracji elewacje urozmaicone są tylko symetrycznie rozmieszczonymi otwo-
rami okiennymi - w przypadku głównego korpusu są to: na poziomie dolnej kondygnacji okna
prostokątne, na poziomie empor zamknięte pełnym łukiem. W przypadku przybudówek z klatka-
mi schodowymi są to okna prostokątne, niewysokie i bardzo wąskie. Także fasada kościoła jest
bardzo prosta i skromna, jej najważniejszym akcentem są obszerne drzwi umieszczone w półko-
liście zamkniętym otworze.
'"
,.
.
. .
: ....,
. .
I
I
, '
ł ,
I I
I I
...
, .1.
I
Przedstawione obiekty reprezentują różne nurty budownictwa sakralnego. Powstały one po
1906 roku, kiedy znacznie ograniczające swobodę architektów wskazówki z tak zwanego Eise-
nacher Regulativ z 1861 roku należały już do przeszłościB . Ów regulamin budowlany nakazywał
stosowanie form gotyckich i romańskich, a także boczne usytuowanie kazalnicy. W okolicach
Bydgoszczy zbudowany w 1898 i spalony w 1945 roku kościół w Radojewicach świadczył jesz-
cze o długofalowych skutkach owego statutu. Już na początku XX wieku krytycy mówili o nim
jako o pod każdym względem nędznej budowli 9 . Większości kościołów budowanych po 1906
roku nie można już postawić takiego zarzutu. Pojawiające się nowe nurty architektoniczne wpro-
wadziły ponownie formy barokowe i renesansowe do budownictwa sakralnego, mieszając je nie-
raz z tendencjami modernistycznymi. Neobarok, nieużywany w przedstawionych powyżej świą-
tyniach, występował w położonym na północ od Mogilna kościele w Dąbrowie (obecnie kościół
rzymskokatolicki parafialny pow. Najświętszej Marii Panny Królowej Polski). W sąsiednim Koło-
dziejewie (obecnie kościół rzymskokatolicki parafialny p.w. św. Józefa) oraz w pobliskim Wszed-
niu (obecnie kościół rzymskokatolicki parafialny pow. św. Andrzeja Boboli) widać tendencje mo-
dernistyczne. Budowla ta była zaprojektowana wspólnie z kościołem w Rojewie przez rządo-
wych radców budowlanych Wilhelma Pabsta oraz Wilhelma Rettiga lO . Formy neorenesansowe
w okolicach Bydgoszczy są rzadkością. Można je jednak znaleźć w Wałdowie koło Pruszcza lub
w Węgierkach koło Wrześni. Na wybór stylu wyżej opisanych kościołów wpływał, poza duchem
czasu, architekt Eduard Fu rsten au 11 , kierownik wydziału w berlińskim ministerstwie robót pu-
blicznych. Od 1906 roku przebywał on częściej w Poznaniu, w związku z budową Królewskiej
Akademii (obecne Collegium Minus)12.Zainteresowanie budownictwem sakralnym w diasporze
ewangelickiej pokazały jego wcześniejsze realizacje na terenie zdobytych w 1871 roku Alzacji
109
>>>
i Lotaryngij13. Korzystał on z racji pełnionych przez siebie funkcji w nadzorze projektowym w mini-
sterstwie, ażeby narzucać lub polecać architektom własne pomysły architektoniczne. Odrzucił
między innymi pierwotne plany kościołów w Gąskach i Rojewie. W przypadku Kruszyna sam
pisze o zmianach poczynionych w ministerstwie 14 , W Gąskach nie podobało mu się nawiązanie
do prostych form wczesnego baroku. W uzasadnieniu podkreślał, że formy barokowe w tychże
okolicach nie są odpowiednie dla kościołów ewangelickich l5 . Tym samym odrzucił pierwszy plan
kościoła w Rojewie, którego autorem był rządowy mistrz budowlany żydowskiego pochodzenia
Wilhelm Rettig 16 . Furstenau wymagał skromnych form, wywodzących się z czasów reformacjj17.
Rettig opracował według jego wskazówek cały projekt architektoniczny. Furstenau przypisywał
go jednak póżniej rządowemu mistrzowi budowlanemu W. Pabstowi, który projektował również
kościół ewangelicki w Lednogórze, a w planowaniu kościoła w Gąskach współuczestniczyłl8.
Wilhelm Pabst urodził się 4 lipca 1866 roku w Szczecinie i był ewangelikiem. Może kwestia wy-
znaniowa zdecydowała o tym, że publicznie nie podano nazwiska rzeczywistego projektanta.
Ważniejsze od identyfikacji projektanta są jednak wpływy Furstenaua na kościół rojewski. Wska-
zują na to: jednostronna empora, asymetryczny rzut, jak i zgrupowanie w jeden zespół architek-
toniczny brył świątyni i plebanii. Podobieństwo do projektowanego przez Furstenaua kościoła
ewangelickiego w lotaryńskim Nilvange jest bardzo wyrażne 19 . Nie chodzi tu jednak o nawiązanie
stylowe, lecz o pomysł architektoniczny, który widoczny jest także w neogotyckim kościele ewan-
gelickim w Ciężkowie (obecnie kościół rzymskokatolicki filialny pow. św. Stanisława Biskupa, para-
fia Słupy koło Szubina)20. Podobne
rozwiązania zatwierdził również kie-
rownik wydziału budownictwa sa-
kralnego w ministerstwie robót pu-
blicznych - Oskar Hossfeld, który
podkreślił, że przy użyciu podobnego
programu osiągnięto różnorodność
w architektonicznym wyrazie2 1 . Mamy
tu do czynienia z modelem ewange-
lickiego budownictwa sakralnego,
które niezależnie od wybranych form
stylowych reprezentuje pewien rodzaj
nabożeństwa i liturgii. Wieża jest sy-
tuowana obok portalu i służy jako wej-
ście na chór i emporę boczną. Kazal-
nica znajduje się po przeciwnej stro-
nie, poza prezbiterium. Dzięki temu
rozwiązano problem pojawiający się
w budynkach z emporami po obu
stronach, polegający na tym, że
uczestnicy nabożeństwa zasiadający
na emporze przy kazalnicy ani dobrze
nie widzieli, ani dobrze nie słyszeli du-
chownego. W Gąskach rozwiązano
ten problem przez tak zwany ołtarz
kazalnicowy, do którego można było
wejść przez zakrystię22, Jest to typowe
rozwiązanie ewangelickie, wskazują-
ce na równoważność słowa i sakra-
mentów. Dobrą akustykę i widocz-
ność pastora gwarantował centralny
aó-ofe Lv/itk.
1&
l1l}el{{!tar.
r
!la '9{JfUi!t
O;mmellli! -
"'-,
\'
J
.
I
II. 8. Włóki, projekt ołtarza kazalnicowego dla kościola ewange-
lickiego, proj. Paul Fischer, repr. z Akt Komisji Kolonizacyjnej,
sygn. Cli 281; zbiory Archiwum Państwowego w Poznaniu, od-
dział w Gnieźnie
110
>>>
rzut na planie krzyża greckiego. Empory boczne w tym typie przewidziano po obu stronach. Ołta-
rze kazalnicowe istniały pierwotnie również w opisanych kościołach ewangelickich w Kruszynie
i Włókach. Do ostatniego zachował się projekt autorstwa wymienionego powyżej Paula Fischera
z 1906 roku 23 . Najistotniejszym jego założeniem przy planowaniu tego kościola było stworzenie
czytelnego kontrastu z dominującym na horyzoncie kościołem katolickim w Dobrczu 24 . Abyosią-
gnąć taki kontrast, P. Fischer postanowił nie stosować we Włókach form gotyckich, ponieważ takie
formy, a dokładniej "styl krzyżacki" naśladował jego zdaniem kościół w Dobrczu. Zwracano także
uwagę na usytuowanie kościoła w osadzie, wybierając miejsce nie za nisko położone 25 . To właśnie
zdecydowało o miejscu usytuowania kościoła w Gąskach, ktory zbudowano w najwyższym punk-
cie osady, kierując wieżę na wschód, ponieważ po stronie zachodniej znajdował się wysoki las 26 .
Przy ocenie estetycznej przedstawionych tu kościołów Komisji Osadniczej warto wspomnieć
o schematycznym sposobie budowy świątyń ewangelickich w Prowincji Poznańskiej od zjedno-
czenia Niemiec w 1871 roku do początku XX wieku. Najlepiej o tym świadczą liczne kościoły na
obszarze dzisiejszej Bydgoszczy budowane według wzornika gotycki eg0 27. Trzeba jednak wska-
zać także na rozwój w stylistyce neogotyckiej. Budowanych bardziej dogmatycznie kościołów
w Fordonie (obecnie kościół rzymskokatolicki parafialny p.w. św. Jana Apostoła i Ewangelisty, 1879)
oraz w Cielu (obecnie kościół rzymskokatolicki parafialny pow. Matki Boskiej Bolesnej, 1892/93) nie
sposób porównać z kościołami nowej ery budownictwa ewangelickiego w Kruszynie (1908/09)
lub w Bydgoszczy w dzielnicy Wilczak (obecnie kościół rzymskokatolicki parafialny p. w. Miłosier-
dzia Bożego, 1905). Mimo wszystko pozostaną one budowlami niewykraczającymi poza katego-
rię wiejskich kościołów.
Na zakończenie artykułu wypada jeszcze wskazać na niektóre stereotypy w ocenie dziedzic-
twa niemiecko-ewangelickiego. Typowy przykład takiego podejścia stanowi artykuł Ewy Siejkow-
skiej-Askutji o kościele poewangelickim w Tłukomach 29 . Pisze ona o rzekomej solidności takiego
budownictwa jako jedynej wartości. Trzeba jednak wskazać, że w rzeczywistości od kościoła we
Wszedniu już po dziesięciu latach od zakończenia budowy odpadał tynk 29 . Do kompleksu bu-
dowlanego w Rojewie wdzierały się początkowo wody gruntowe. Istniał także nieustanny pro-
blem z systemem ogrzewczym 30 . E. Siejkowska-Askutja wskazuje również na istnienie uniwersal-
nych projektów i ich adaptacji do danej wsi. Dokumentacja archiwalna wspomnianych kościołów
nie potwierdza jednak takiego przebiegu budowy. Wspólnie zaplanowane kościoły w Kruszynie
i Ciężkowie oraz w Rojewie i Wszedniu świadczą wyrażnie o jednakowości projektów, które rzecz
jasna nawiązywały do innych budowli, jednak nie poprzez bezpośrednie naśladownictwo. Jedy-
nie wnętrze kształtowano według podobnych wzorów. Nie sposób ocenić takich kościołów jako
natrętne, sztuczne i obce. Mimo wyboru form renesansowych jako nawiązania do czasów Marci-
na Lutra i kontrastu do lokalnej tradycji katolickiej, wydaje się jak najbardziej wątpliwe, że dzisiejsi
katolicy mają takie skojarzenia, modląc się w kościołach poewangelickich. Trzeba pamiętać, że
pomysły architektów rzadko korespondują z odbiorem społecznym, który w dodatku zmienia się
z biegiem czasu. Zmiana wystroju wewnętrznego na pewno przyspieszyła proces akulturacji nie-
mieckich kościołów poewangelickich do kultu katolickiego i tradycji polskiej.
Przypisy:
1. Za pomoc w powstaniu tego artykułu serdecznie dziękuję dr Iwonie Jastrzębskiej-Puzowskiej.
2. W. Jak6bczyk, Pruska Komisja Osadnicza: 1886-1919, Poznań 1976.
3. P. Fischer, Ansiedlungsbauten in den Provinzen Posen und WestpreuBen. Bauemgehófte, Dorlkriige.
Gemeinde- und Arbeiterhiiuser, Halle a.S. 1904.
4. P. Fischer, Landschaftsbild und Ansiedlung, [w:] Aus dem Posener Lande 6 (1911), s. 212-222, s. 219.
5. Geheimes Staatsarchiv PreuBischer Kułturbesitz Berlin-Dahlem [dalej: GStA PK] I. HA Rep. 93B nr 2698.
6. GStAPK, I HA, Rep. 212 nr 927.
111
>>>
7. Archiwum Państwowe w Poznaniu [dalej APPJ, Oddział w Gnieżnie [dalej: OddzG], Akta Komisji Koloni-
zacyjnej [dalej: AKt] C II 225-228.
8. Eisenacher Regulativ jest przedrukowane między innymi w: G. Langmaack, Evangelischer Kirchenbau
im 19. und 20. Jahrhundert, Kasse11971, s. 272-274.
9. C. Horn, Die evangelischen Kirchenbauten der Kgl. Ansiedlungskommission in der Provinz Posen, [w:]
Religióse Kunst 10 (1913), s. 37-45, s. 39.
10. APp, Konsystorz Ewangelicki [dalej: KE] nr 8533.
11. Więcej informacji o architekcie Furstenau zawiera niepublikowana praca dyplomowa pani Gesche Fur-
stenau, która jest żoną krewnego architekta. G. Furstenau, Architekt im preussischen Staatsdienst. Eduard
Fiirstenau 1862-1938 und seine Sakralbauten, Dreieich 1998. Dziękuję pani G. Furstenau za wysłanie
mi egzemplarza tejże pracy.
12. Por. J. Skuratowicz, Architektura Poznania, Poznań 1991, s. 21
221.
13. J. Ficker, Evangelischer Kirchenbau. Mit Planen ausgetUhrter und tUr die AustUhrung entworfener kleiner
Kirchenbauten, leipzig 1905.
14. E. Furstenau, Kirchenbauten der preussichen Ansiedlungskommission, [w:] Zentralblatt der Bauver-
waltung 31 (1911), s. 610-613, s. 613.
15. APP, OddzG, AKK CIII 708, k. 11-13.
16. Dane osobowe dot. Rettiga pochodzą z kartoteki mieszkańców miasta Poznania. APp, Akta Miasta Po-
znania [dalej: AMP] nr. 14.985.
17. APp, OddzG AKK CIII 752, k. 23. Furstenau sam wybrał formy niemieckiego renesansu przy budowie
Collegium Minus w Poznaniu.
18. Die neue evangelische Kirche in Lettberg im Kreise Gnesen, [w:] Zentralblatt der Bauverwaltung 23
(1903), s. 361; E. Furstenau, op. cit., s. 613. APp, OddzG AKK CIII 708. Dane osobowe dot. Pabsta APp,
AMP nr 14.893.
19. J. Ficker, op. cit., s. 21-27.
20. APp, KE nr 7307.
21. O. Hossfeld, Stadt- und Landkirchen, Berlin 1911, wydanie trzecie, s. 112.
22. Opis dawnego wnętrza kościola wg G. Schammert, Erinnerungen an Eigenheim, [w:] Posener Stimmen
nr 5 (1983), s. 2.
23. APp, OddzG, AKK Cli 281, k. 26.
24. APp, OddzG, AKK Cli 278 a, pismo z 7 października 1906 roku.
25. APP, OddzG, AKK Cli 247, k. 9.
26. APP, OddzG, AKK CIII 708, k. 11-13.
27. Por. I. Kuberska, Architektura sakralna Bydgoszczy w okresie historyzmu, [w:] Materialy do dziejów kul-
tury i sztuki Bydgoszczy i regionu 3 (1998), s. 61--82.
28. E. Siejkowska-Askutja, Kościół poewangelicki w TIukomach jako przykład pruskiej architektury sakral-
nej początków XX wieku, [w:] Kronika Wielkopolski nr 3 (2004), s. 70-78.
29. APP, KE nr 8533.
30. APp, KE nr 8106 oraz APP, OddzG, AKK C1II758.
112
>>>
Justyna Zaleska (Sulejówek)
Witraże Józefa Mehoffera w katedrze
we Włocławku
Sztuka witrażu kojarzona jest najczęściej z rzemiosłem artystycznym, którego przykłady zdo-
bią średniowieczne kościoły barwną mozaiką szklaną i współczesne świątynie - kolorową, cza-
sem niezrozumiałą dekoracją otworów okiennych. W polskiej sztuce nie znajdziemy zbyt wielu
przykładów, w których technika witrażu zostałaby wykorzystana w pełni do stworzenia dzieła
artystycznego, malarskiego w sensie mentalnym, a nie dosłownym, jak to było w XIX wieku.
Witraż, zamiast pełnić jedynie funkcję drugorzędnej techniki zdobniczej, może być przykładem
sztuki przez duże "S", czego przykładem są dzieła Józefa Mehoffera, szczególnie największe
jego osiągnięcie - witraże fryburskie, cenione w środowiskach naukowych oraz przez wiernych
i pielgrzymów odwiedzających Fryburg.
Józef Mehoffer był postacią powszechnie znaną. artystą, którego talent dojrzewał równocze-
śnie z geniuszem Stanisława Wyspiańskiego i podobnie jak działalność tego drugiego stanowił
wizytówkę sztuki rodzimej przełomu XIX i XX wieku. Słusznie lub nie, Mehoffer został "zaszuflad-
kowany" jako twórca młodopolski, widziany najczęściej przez pryzmat roku 1900, często bez
wyrażnego rozgraniczenia. gdzie kończy się sztuka polska w ogóle, a gdzie zaczyna Mehoffer.
Artysta zasłynął głównie z realizacji monumentalnych - witraży i polichromii, którymi ozdobił
dziesiątki świątyń na przestrzeni ponad pięćdziesięciu pięciu lat pracy artystycznej. Całość tak
imponującego dorobku przysłoniły jednak osiągnięcia Stanisława Wyspiańkiego tak, że ponad nie
wybić się mogły jedynie te najdoskonalsze realizacje, pozostawiając w cieniu mniej udane prace
Mehoffera. Do tej drugiej grupy należą między innymi witraże zaprojektowane do prezbiterium kate-
dry we Włocławku, w których jednakże odnaleźć można echo świetności fryburskich barw i form.
Pierwszy kościół katedralny we Włodawku był świątynią drewnianą, na miejscu której za cza-
sów biskupa Michała Godziemby w latach 1220--1252 wzniesiono kamienny kościół romański.
Po zniszczeniu świątyni przez krzyżaków w 1329 roku nie odbudowano jej, ale rozpoczęto wzno-
szenie nowej w dogodniejszym miejscu, na szczycie skarpy wiślanej, a nie jak do tej pory u jej
podnóża. Kamień węgielny pod budowę katedry pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej
Marii Panny położono w 1340 roku za biskupa Macieja z Gołańczyl. Jego następcą i kontynuato-
rem prac w latach 1365--1383 był biskup Zbylut z Gołańczy, który około 1360 roku ufundował
witraż do prezbiterium. Jego autorstwo przypisuje się warsztatowi toruńskiemu. Możliwe. że ra-
zem z dwoma innymi, nieistniejącymi już witrażami stanowił zespół zdobiący okna zamknięcia
chóru, z tym że zachowany do dziś zabytek zaprojektowany został do okna środkoweg02. Pier-
wotnie witraż mogło stanowić nawet trzydzieści dziewięć kwater3, które niezabezpieczone i nie-
naprawiane sukcesywnie, poddane działaniu wiatru i deszczu uległy z czasem poważnym znisz-
czeniom. Około 1620 roku staraniem biskupa Andrzeja Lipskiego podjęto decyzję odnośnie na-
prawy witraża, którą wykonano w latach 1623-1631. Trzy lata później zamurowano dolną część
otworu okiennego w jednej trzeciej wysokości z braku niektórych, bardziej uszkodzonych kwater
i wypełniono go pozostałymi 4 . W tym stanie przeszklenie przetrwało do 1891 roku, kiedy po raz
wtóry zajęto się jego modernizacją przy okazji prac reorganizacyjnych w katedrze. Naprawą wi-
traży zajął się zakład św. Łukasza z Warszawy, prowadzony przez hrabinę Marię Łubieńską.
W 1892 roku złożono zamówienie na osiem witraży przeznaczonych do prezbiterium na ściany
boczne oraz na okna trójbocznego zamknięcia, gdzie po bokach miały znaleźć się dwa witraże
skompletowane z rozdzielonego przeszklenia gotyckiego uzupełnionego nowymi kwaterami
z motywem ośmioramiennej gwiazd y 5, Na zdjęciach archiwalnych z tego okresu można zauważyć
113
>>>
zestawione na przemian rzędy zabytkowych i nowych kwater, które razem tworzyły w szkle omamen-
talny dywan pełniący już jedynie funkcję dekoracyjn ą 6. Okno centralne wypełniono neogotycką
kompozycją o tematyce maryjnej projektu Konstantego Wojciechowskiego, podobno niezbyt ud aną 7.
W 1920 roku dziesięć kwater zabytkowego witraża uległo zniszczeniu w wyniku działań wo-
jennych. Naprawy podjęlo się Ministerstwo Sztuki i Kultury, późniejszy Departament Sztuki Mini-
sterstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, kładąc nacisk na witraż średniowieczny,
który miał powrócić do dawnej świetności. Prace jednak były odwlekane przez kilka następnych
lat i ministerstwo nie do końca wywiązało się z przyjętych na siebie zobowiązań, zwracając witraż
bez uzupełnień dopiero w 1928 roku 8 .
Z nadejściem lat trzydziestych pojawiły się nowe propozycje związane z ponowną reorgani-
zacją katedry włodawskiej. Tym razem inicjatorem zmian był ksiądz biskup Karol Radoński, ów-
czesny biskup włodawski. Nieprzerwanie prowadził rozmowy w sprawie przeszklenia prezbite-
rium, przede wszystkim z pracownią Franciszka Białkowskiego, która miała zająć się trzema oknami
zamknięcia chóru, poprawiając boczne i komponując od nowa centralne 9 .
Kluczową postacią w tej sprawie okazał się ksiądz Józef Florczak, rzymski dygnitarz, który po
powrocie do Polski otrzymał probostwo w Turku niedaleko Kalisza. Był to człowiek wysokiej kultury,
obeznany ze sztuką, czym zyskał sobie przyjażń przebywającego niegdyś we Włoszech Józefa
Mehoffera. Ksiądz Florczak zaprosił artystę do Turka w celu ozdobienia tamtejszej neogotyckiej
świątyni, a raczej przekazał ją Mehofferowi do całkowitej dyspozycji artystycznepo. Prace nad
tamtejszymi dekoracjami trwały od 1933 roku i były
bacznie obserwowane przez biskupa Radońskiego,
który niejednokrotnie zasięgał opinii księdza Florczaka
i polegał na jego ocenie w sprawach sztuki sakralnej.
Pozycja artystyczna Józefa Mehoffera była wówczas od
dawna ugruntowana. Leciwy już artysta spotykał się
z powszechnym uznaniem, a wszelkie jego poczyna-
nia w zakresie sztuki były uważnie śledzone i podzi-
wiane. Fali zainteresowania nie oparł się również bi-
skup Radoński, który w 1934 roku zamówił u Mehoffe-
ra swój portret i jednocześnie odnosząc się do prac
w Turku, gdzie portret powstawał, podjął wstępne roz-
mowy na temat reorganizacji wnętrza katedry włodaw-
skiej. Z rozmów tych jasno wynikało, że - poza daleki-
mi planami biskupa - zupełnie realne było zaprojekto-
wanie przez Mehoffera i wykonanie w szkle witraża do
okna środkowego prezbiterium 11 . I na tym głównie
skoncentrowały się dalsze negocjacje, w które włączo-
ny został także ksiądz Florczak.
Przez kolejne lata biskup jednak liczył, że uda się
przeprowadzić także inne prace we wnętrzu świątyni,
nad którymi pieczę miałby sprawować Mehoffer, być
może oddając się sprawie z takim rozmachem jak
w Turku. Chodziło przede wszystkim o nowe polichro-
mie, do których Mehoffer zrobił rozpoznanie technolo-
giczne i wstępne przygotowania 12 .
Negocjacje w tej sprawie prowadził ksiądz Florczak,
któremu powierzono funkcję mediatora pomiędzy arty-
stą a biskupem i władzami kościelnymi we Włocławku.
Odpowiedzialny był również za rozmowy z konserwa-
torem i pracowniami witrażowymj13. Konsultacje zaczęły
Turek
\\- locławek
.,
t.
. :.:
,
,
...
-
. . .
..
8'
,.
,-
t.
.... .
.
- -'" \
..
1
J'
..
\ \.,
, " ".
,
""
....
,
ł
ł
6 '
I :. ....
J
...
,
,
- ......
-.
-
.....1t6;ł ...,.
_". ,'" , J
,'.. ,
..
\
)..""
11.1. Zestawienie twarzy aniolów z wi-
traży i kartonów w Turku i we Włocław-
ku dla ukazania ich cech wspólnych
'-
I
",
'
..'
114
.-
>>>
się na początku 1936 roku, a ich tematem
było nowe przeszklenie w oknie środkowym
dopasowane kompozycyjnie i kolorystycznie
do znajdujących się po bokach witraży go-
tyckich. W maju dojrzały plany dotyczące
wystroju prezbiterium, z czym biskup zwrócił
się do Mehoffera, aby ten zaprojektował okno
centralne chóru i poprawił dwa boczne. Miał
przy tym już określony program ikonograficz-
ny okien i wyraźnie zależało mu na szybkiej
realizacji. W lipcu tegoż roku Mehoffer pojawił
się we Włocławku na rekonesans i dla podję-
cia pierwszych konkretnych postanowień.
Miesiąc później biskup Radoński zamówił do
okna środkowego "witraż Matki Boskiej jako
Pośredniczki łask wszystkich [ludzi] (albo je-
śli ten temat trudny do przedstawienia - jako
Królowej Nieba w chwale) dla katedry wfoclaw-
skiej za cenę 700 zI za metr kwadratowy"14.
Dalsze konsultacje w tej sprawie zaplanowa-
ne zostały na wrzesień, gdy Mehoffer mógł
już przedstawić szkice okna, przyjęte we Wło-
cławku bez zarzutu. Powołano wówczas ko-
misję konserwatorską w osobie Jerzego Re-
mera i Józefa Mehoffera, która w dniu 18 wrze-
śnia zdecydowała "zestawić stare witraże
w dwóch bocznych oknach [na ścianach
bocznych. J.Z.] prezbiterium, a brakujące czę-
ści okna dokompletować. Istniejący witraż
w oknie środkowym oszpecający prezbiterium
usunąć i przedłużyć zamurowanie okna do
pierwotnego stanu. Zwrócić się do Pana Pro-
fesora Mehoffera z prośbą o objęcie kierow-
nictwa około prac związanych z uporządko- II. 2. BI. Bogumił, witraż prawy
waniem starych witraży"15.
Tego samego dnia została także zawarta umowa pomiędzy biskupem Radońskim a Józefem
Mehofferem, której punkt pierwszy i postanowienie końcowe brzmią: "Pan Rektor J. Mehoffer
zaprojektuje trzy kartony witrażowe do trzech środkowych okien prezbiterium Bazyliki Katedral-
nej we Włocławku, wykonanych w jednym z zakładów Krakowskich i obowiązuje się do nadzoru
przy robocie witrażów w fabryce. Kartony te Pan Rektor Mehoffer postara się wykonać w czasie
możliwie najprędszym. (o..) Wykonane kartony zostaną wfasnością Pana Rektora Mehoffera"16.
Niespełna miesiąc po wrześniowych debatach biskup Radoński przesłał artyście rysunki wy-
kroju okien i propozycje tematów kompozycji. Miało to być Wniebowzięcie Najświętszej Marii Pan-
ny dla środkowego witraża, Zaśnięcie Marii z lewej strony i z prawej Koronacja z rąk Chrystusa,
chociaż biskup wolał tu widzieć Trójcę Świętą, co było jednak niemożliwe "z powodu wąskości
okna"17. Plany uległy jednak modyfikacjom, tak że w projektach Mehoffer opracował inny program
ikonograficzny. Najistotniejszym punktem całości założenia stało się Wniebowzięcie i Koronacja Marii
przez Chrystusa Pantokratora. Pozostałe sceny to tematy poboczne dopełniające wizję artysty.
W lutym 1937 roku istniały już szkice koncepcyjne do całego zespołu, które spotkały się
z wielkim uznaniem księdza Florczaka l8 . Do dzisiaj zachował się rysunek wykonany ołówkiem
"
.
.. ,ł . .
ł
":-.-1,1f.
I ' f
41'_
- .. ł I
. . ł
, - - - --
.- ..-- .- 1
I
t J"-=..--
, .
i -; ,I
"
\\.l'. ' I
,IL4' \
\.
.'JS'
t:...... ·
'. a
,-.- .t,.
d ' 1f
"I
_ł
\',,-
Cli
.
.
."
-
..
-
.. 0. .
,
J
...
't:! o,
o"
.
iiI'." ...
....1( ..",,: ..ł.::;
ki '
ł
t
))
;1
. . ..!I I
.
.
.... -
"ii i '
_ 4
:.
' n
. ł .
'1
I
' 1 - t
" ,,,
\. i"'-i
ł t 'J-
I ---- --
I. r#4I
r-.. ... .
;...,. . -, .
r . '
\';i
__ 'lJu\
M
.! )
115
>>>
podpisany jako szkic pierwszy, przedstawiający bogatą kompozycję rozdzieloną na trzy okna l9 .
Projekt jest sygnowany i datowany na 1937 rok, podobnie jak dwa kolejne rysunki. Następny
szkic oparty jest na tym samym schemacie kompozycyjnym z dokładniejszym opracowaniem
kluczowych scen, jak Zwiastowanie, Wniebowzięcie i Chrystus Koronujący. Główna różnica po-
między tymi dwoma rysunkami polega na zastąpieniu występującej w wersji pierwszej wizji Na-
wiedzenia sceną Ofiarowania w ŚwiątynfO. Natomiast trzeci projekt jest barwną i bardziej szcze-
gółową wersją poprzedniego wykonaną w technice tempery21.
Do pracy nad kartonami artysta przystąpił dopiero w listopadzie tegoż roku. Ich rozrysowywa-
nie rozpoczął od okna środkowego, którego kompozycja wyznaczała ciąg dalszy projektu, czyli
witraże boczne 22 . Wykonane zostały w dziewięciu częściach, tak że na każde okno składają się
trzy fragmenty. Zachowały się do dnia dzisiejszego w niepełnym zestawie, bez projektów zwień-
czeń maswerkowych 23 . Kolorystyka w nich zaproponowana odbiega od efektu końcowego, za-
równo ze względu na nie najlepszy stan zachowania kartonów, w wyniku czego barwy wyrażnie
zblakły, jak również z powodu wyrażnej dominacji czerwieni i różu w kompozycji, ograniczonych
dopiero w fazie realizacji, tak więc przy doborze szkieł musiały zostać dokonane zmiany, które
szczęśliwie urozmaiciły barwy. Karton centralnego witraża jest sygnowany w prawym dolnym
rogu: Józef Mehoffer 1938 r.
Witraż środkowy - Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny
Za namową Józefa Mehoffera wykonanie witraży powierzono Krakowskiemu Zakładowi Witra-
żów S.G. Żeleński, do którego artysta miał zaufanie ugruntowane niejedną współpracą. Sprawy
formalne pozostawały nadal w rękach niezastąpionego księdza Florczaka, który 11 maja 1938 roku
podpisał z tą pracownią umowę na wykonanie przeszklenia do okna środkowego prezbiterium 24 .
Owa miesiące później Mehoffer przekazał gotowy karton do introligatomi dla podklejenia i wzmoc-
nienia papieru, aby po tygodniu rozpocząć dobieranie szkieł w pracowni zakładu. Poza tym zobowią-
zał się także do wymalowania na szkle kamacji i elementów figuralnych. Witraż wykonano ze szkła
antycznego malowanego, patynowanego i częściowo trawionego, którego wszystkie elementy wy-
palano. Szerokość samego przeszklenia
wynosi 177 cm, a wysokość 923 cm25.
W trójdzielnym oknie artysta umieścił
kompozycję opartą na często powtarza-
nym w swojej twórczości schemacie,
w którym główne przedstawienia rozwi-
nięte wzdłuż osi pionowej zamknął ele-
mentami nadającymi całości charakter
wertykalny. Okno podzielił na trzy kon-
dygnacje, w których rozgrywają się po-
wiązane ze sobą sceny. Partię maswer-
ków zdobi fantazyjny ornament utrzyma-
ny w różu i czerwieni, z którego wyłania
się baldachim kryty złotą łuską. Stanowi
on zwieńczenie nad tronem Chrystusa
zasiadającego na majestacie, potężne-
go, lecz łagodnego władcy nieba i zie-
mi, który unosi w dłoniach złotą koronę,
aby włożyć ją na skronie Marii. Odziany
jest w białą suknię, czerwoną dalmatykę
i purpurowy, ciężki płaszcz oraz czerwo-
ne trzewiki, wszystko lamowane złotem.
Jego tron ustawiony jest na trzech stop-
- .
i-,-:.y
-"......
o, \
i-:;:..
1Ii
.. ;"łMl11
j.
I..11
.I" ("
1 ;:;;.11
-"'''? " ł.-ł.\.s
,
i!. 'I
.
J .
1 1
rt ;
"."
M.
rr
ł
,
ł}1 . !.
I .
I
f
I I
T "
I
.. .-
,
.. ,
,
...
.:it
. ..
t-# -
1 1 '-" 1-' 11
'-L,.'':'
I -I
.- 1
. --"
:.. i,.,..
li r'
-;.II
I' I /..
-.\O)
5'.
:.t .J
"8
"'
\.t:
..;.
4
J.":::
\
A
_I'=łiii!
J ,
,.:,. :.-f....."
;,.r
f/
1
ltt_
.
-
-
.' e. e I.
-----_...
!!-- -!!!!!!
--.--- -..:.----.
-... ---
-j-i-i
. ;
--ł¥.
.
l..... ..
I
... """. ;;
1 1.&. .... ł \
.1
_Sł, \,
II" ..1
"
'!E.'- . 'f.i-
.
-.
,
'
(eir 2 i
'bJ!
.tł
I I.
r
:,
..
\ 4
).
(!_
14
'I
l
I . 6\-::-"
_ I:,,:
n ,
... . .
II. 3. Chrystus Pantokrator, witraż środkowy
116
>>>
niach, po bokach zdobiony wolutami, a w zaplecku krzyżem greckim powtarzającym krzyż na
nimbie wokół Jego głowy oraz kolumienkami w odcieniu malachitu. Przy prawym ramieniu Chry-
stusa widoczne jest berło w formie zakwitającej gałązki lilii symbolizującej Jego Boską Osobę26,
a przy lewym - uskrzydlone jabłko cesarskie, czyli glob ziemski zwieńczony krzyżem. Tuż przy
baldachimie unoszą się dwie uSkrzydlone główki anielskie podtrzymujące nad Tronującym oka-
załą koronę zwieńczoną globem z krzyżem. Po bokach na skraju tego przedstawienia ustawione
zostały smukłe kolumny, po dwie z każdej strony, stanowiące zamknięcie kompozycji przez dwie
górne kondygnacje. Zdobione są prostym ornamentem, który harmonizuje z zachowanymi
w duchu neogotyku motywami malowideł ściennych. Zwieńczeniami kolumn są złote kule, na
których siedzą majestatyczne orły pełniące straż u tronu Boga jako ci, którzy dostąpili zaszczytu
oglądania Go twarzą w twarz 27 . Tło dla tej kondygnacji stanowi geometryczny wzór z wizerunka-
mi upersonifikowanych słońc, zainspirowany ludowymi wycinankami z papieru.
Scena poniżej ukazuje Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny. Mehoffer przedstawił Matkę
Bożą jako bardzo młodą, współczesną sobie dziewczynę z zaczesanymi na bok krótkimi włosa-
mi i z chustą na ramionach przewiązaną z przodu, która na plecach przemienia się w długi płaszcz.
Ta błękitno-turkusowa tkanina płaszcza poderwana została energicznym ruchem wyrzuconych
w górę i radośnie rozłożonych ramion Maryi. Najświętsza Panienka nosi czerwoną, bardzo prostą
długą sukienkę przepasaną w talii i sandały. Jej pogodne młodzieńcze oblicze okala jasna aureola
i kłębiące się obłoki mieniące się błękitem, fioletem, różem i czerwienią, które wypełniają całą
przestrzeń wokół Niej. Spomiędzy tych błękitnych kipieli wyłaniają się główki anielskie o jasnych
kobiecych twarzach i misternie upiętych złotych lokach, w które artysta wmontował wysokie świecz-
niki ze świecami płonącymi biało-czerwono-błękitnym płomieniem przypominającym pawie pió-
ra. Te konstrukcje na głowach aniołów zdają się być kolumnami sięgającymi tronu Chrystusa.
Dwie górne kondygnacje witraża stanowią wyobrażenie nieba, pod którym roztacza się strefa
ziemska. Ogniwem, które je łączy, jest wpisana w złoty okrąg Róża Mistyczna, symbol maryjny
w promieniach glorii. Wokół niego zgromadzeni są apostołowie odprowadzający wzrokiem wnie-
bowziętą Marię. Grupa dwunastu mężczyzn w różnym wieku skupiona jest na modlitwie i adora-
cji. Apostołowie odziani są w barwne szaty, w których dominuje czerwień, chociaż na kartonie
w kilku przypadkach artysta zaproponował bogatszą kolorystykę. Mehoffer zgromadził ich na
stopniach fantazyjnej konstrukcji architektonicznej, dzięki czemu stoją na różnych poziomach.
Owa konstrukcja jest zarazem częścią retabulum zdobionego spływami wolutowymi, przed któ-
rym ustawiony został kielich z hostią i dwa czteroramienne świeczniki po jego prawej i lewej stronie.
Montaż witraża w katedrze planowany był pierwotnie na jesień 1938 roku. gdy w czasie skła-
dania szkieł wypłynął od władz kościelnych we Włodawku projekt, by okno zostało przeszklone
na 15 sierpnia, czyli na uroczystości odpustowe Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny28. Do-
trzymanie proponowanego terminu okazało się możliwe i z początkiem sierpnia rozpoczęto pra-
ce przy przebudowie okna, które należało powiększyć do dawnego wykroju i dopasować układ
laskowania do Mehofferowskiej kompozycji 29 .
Sam Mehoffer przybył do Włocławka pod koniec sierpnia i mógł skonfrontować rezultat pracy
ze swoimi zamiarami. Wrażenia przekazał żonie: .. Witraż jest jasny, dla mnie za jasny - ale
w harmonii dobry - kolor architektury i kolumienek cieniutkich idących w górę dobry, ma miły ton
zielonkowaty. Bałem się o tron Chrystusa, że będzie za żolty - tymczasem po wytrawieniu srebra,
które na samym końcu zarządziłem, jest dobry - w otoczeniu cyklamentowego płaszcza Chry-
stusa jego dalmatyka czerwona zanadto się wyrywa - tworzą ogromnie silną pąsową plamę.
Również spód szaty czerwonej M[atkiJ Boskiej bardzo ciemno pąsowy. Apostoły dobre. Wartoby
[sic!] kiedyś te poprawki zrobić - ale kiedy? (...) Sąsiedztwo starych okien niemożliwe - wyglą-
dają jak smugi ciemno zielone, jednolite"30.
Z tej notatki można wywnioskować, że Mehoffer nie nawiązał do kompozycji witraży gotyc-
kich ani przy oknie centralnym, ani też póżniej przy zewnętrznych, które jeszcze bardziej odbie-
gają od form zabytkowego przeszklenia.
117
>>>
Witraże boczne - Zwiastowanie i Ofiarowanie w Świątyni
Witraże do okien bocznych powstawały razem, podobnie jak ich program ikonograficzny,
który dość późno został poddany zmianom. Na początku 1939 roku Mehoffer, podejmując suge-
stie inwestora, dodał u dołu kompozycji dwie postacie błogosławionych, w prawym Bogumiła,
w lewym Jolantę.
Umowę z zakładem Żeleńskich podpisano 26 kwietnia, tym razem z góry planując finał prac
przed 15 sierpnia. Boczne witraże wykonano z tych samych materiałów i analogiczną techniką
co środkowy3'. Tutaj również malowanie elementów figuralnych powierzono Mehofferowi, a w do-
borze szkieł pomagała mu Iza Żeleńska, wdowa po Stanisławie Gabrielu Żeleńskim, uznawana
za fachowca w tej dziedzinie 32 .
Kompozycja okien bocznych rozwiązana została inaczej niż środkowego, pojawiają się w niej
silnie wybijające się elementy, które zaznaczając główne kierunki koncepcji, nadają jej osobliwy
charakter. Witraże te to dwie symetrycznie zaplanowane części stanowiące dopełnienie trzeciej,
środkowej, chociaż od niej zdecydowanie różne i bardziej interesujące.
Również tutaj artysta wprowadził podział na trzy kondygnacje. Partie maswerków zdobią orna-
menty przypominające ludowe wycinanki z papieru, utrzymane w chłodnych zieleniach. Ten sam
wzór buduje geometryczne tło górnych kondygnacji, w które wtopione zostały symetrycznie roz-
stawione słońca, identyczne co na witrażu centralnym. W częściach bocznych ukazane zostały
schody zaczynające się jak gdyby pośrodku kompozycji całego zespołu, za tronem Chrystusa,
dotykające poniżej do zewnętrznych krawędzi okien i dalej skierowane w dół drugim biegiem. Na
nich Mehoffer umieścił postacie aniołów, co przypomina wyobrażenie ze snu Jakuba opisane
w Starym Testamencie: .. We śnie ujrzał drabinę
opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem
nieba, oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili
w górę i schodzili na dół. A oto Pan stał na jej
szczycie (00.)"33. Niezwykle barwne szaty aniołów
przepasane jasnymi szarfami i poruszenie wy-
wołane jakby wiatrem, pojawiające się w tym za-
męcie twarze i ręce w ekspresyjnych gestach
tworzą malowniczą feerię pełną różnorodnych,
nasyconych tonów. Z tym widowiskiem świet-
nie współgrają skrzydła anielskie, kolorami przy-
pominające upierzenie papug.
Schody są tutaj elementem organizującym
obie kompozycje, jasnym i wyrazistym akcentem,
który jednak niknie przy wdzierających się od
góry ostrych promieniach światła, mających swo-
je źródło daleko ponad maswerkami środkowe-
go okna. Kłócą się one z kierunkami nadanymi
przez biegi schodów, pełniąc za to rolę łącznika
z przedstawieniami witraży zewnętrznych. Oba
promienie spływają na sceny rozgrywające się
pod baldachimami po środku witraży nawiązują-
cymi swoją formą do spływów wolutowych reta-
bulum. W lewym witrażu jest to pełna finezji sce-
na Zwiastowania, gdzie archanioł Gabriel o zie-
lonych skrzydłach i w różowej, luźnej sukni nad-
latuje z nieba, wskazując lewą ręką niebo, zupeł-
nie jakby przytrzymywał się laskowania okna i od-
ważnie, prawie przysiadając na pulpicie klęczni-
'(ił--
a", '
... _ h
-I'- '..
"
.'- -
..... .
I
.
ii'V
.'
.,
k
/;
, /"
i '
/11
h
'I
4.... . l '.
" . ,
.
-'
,
. -
--
ł
, .: I
Yv ....
-
II. 4. Bt. Jolanta, witraż lewy
118
.,.... t "
.
. -:
._'
.
ł
:
.,c Ti i
I .. ' . .1
\'l" ...
ł
1
I,
,,"'
f =-
.
.
.j
.
- j1;
' r
: ,,' .
...
, i , (- ,
- . .,
--
\
--. 1
\
,
I lo
· f
,
-= -
,
-
>>>
ka przechyla się do twarzy klęczącej tuż obok
Marii. Ona natomiast, młodziutka dziewczynka ze
złotymi włosami związanymi błękitną wstążką,
w długiej czerwonej sukience, przyjmuje Boże
obwieszczenie ze spokojem, prawie zastygła, je-
dynie dłonie wyciągając do Posłannika.
W prawym oknie Mehoffer umieścił scenę
Ofiarowania w Świątyni, niestety niemającą nic
z lekkości i finezji Zwiastowartia. Ukazuje Syme-
ona, sędziwego człowieka z siwą brodą w czer-
wonej sukni i takimż nakryciu głowy, w zielonym
płaszczu, gdy trzymając na rękach zawinięte
w pieluszki Dzieciątko Jezus, spogląda ze spo-
kojnym współczuciem na stojącą obok Marię.
To chłodne spojrzenie wiąże się z zadumą nad
srogością nieodwołalnego wyroku Bożego, któ-
ry ma przeszyć serce Matki Bożej. Nadchodzą-
ce cierpienie symbolizuje spływający po promie-
niu światła miecz, który sięga jej piersi. Maria
w długiej sukni, owinięta w błękitny płaszcz
i w czepku na głowie, w trwożnym geście roz-
paczy przykłada prawą dłoń do czoła, błądząc
wzrokiem gdzieś po podłodze. Ofiarowanie
w świątyni jest realizacją tematu zapowiedzi
męki Chrystusa nieśmiało proponowanego
w szkicach, a w innej wersji przedstawionego
w Turku. Oba wydarzenia, Ofiarowanie i Zwia-
stowanie artysta zakomponował na tle ciemnej,
purpurowej zasłony, we wnętrzu, którego po-
sadzkę zdobi żółto-czarna szachownica.
Sceny te oddzielone zostały od dołu gzym-
sem, pod którym rozciąga się pusta ściana. Sta-
nowi ona tło dla bocznych części retabulum
cłtarzowego, zwieńczonych trzema potężnymi
stopniami. Na nich Mehoffer ustawił malachito-
we wazony ze złotymi podstawami. obręczami
i uchwytami, pełne wielobarwnych kwiatów. Każ- II. 5. Scena ofiarowania w świątyni. witraż prawy
dy z bukietów wieńczą pojedyncze rozwinięte
kwiaty czerwonej róży, wiążące się z osobą Maryi. Boki retabulum urozmaicają, podobnie jak jego
partię centralną, spływy wolutowe oraz fryz z powtarzającym się także w innych elementach moty-
wem rombu. Na podeście ozdobionym tymże fryzem klęczą dwie postacie. Na lewym witrażu jest
to bt Jolanta, żona księcia kaliskiego Bolesława Pobożnego, a na prawym - bł. Bogumił, arcybi-
skup gnieźnieński 34 . Jolanta ubrana jest w fioletową suknię przepasaną w talii ozdobną szarfą,
w błękitny powłóczysty płaszcz z gronostajowym kołnierzem i w czerwoną czapkę, także obszytą
gronostajem. Błogosławiona klęczy zwrócona przodem do środka całej kompozycji z rękoma zło-
żonymi przy policzku i pokornie spuszczonym wzrokiem. Obok jej wdzięcznej postaci widoczna
jest tarcza herbowa z godłem ziemi kaliskiej35, której jest patronk ą 36. Bogumił został przedstawiony
w habicie zakonnym, ponieważ poza zajmowaną funkcją w hierarchii kościelnej był przede wszyst-
kim cystersem. Błogosławiony przyklęka na podeście na jedno kolano, prawą ręką dotykając czoła,
a lewą opuszczając w geście pokłonu. Wzrok zakonnika zwrócony jest w kierunku wniebowziętej
,\ .
.\\\\\
.,
;; Jj '" \
JfJ';ł '
er
'\
(j) ,
,,
. ,
4
'" ...;
"""".
::: L
'4
/( . ł
, ...... I. I
.ł
".. - , I
__
t L. ,.
.;ł'
.- . I ł
.
1!1'. '
t I'; J' j
"t
' . J
} t
\IJ
'\
f "
. ł..' ,
.,. .. ./
.
//"'I
- --
..
. ---ł-'"
-.
\
.;
(
l '
"
-,
,;
,
"
tt
--
,-
;.
,
\
.. I
.,ł!
,j
'I!
I
l
.
..
ł
\
.,
...
.
I
ł l
...
--
.....
.
_..----.-...,."......
'1'.' ._.-.
---.--:"......
....- ..
o{ ."-0
-ł-- '
..
119
>>>
,
? -
I
.,
,,\ . .
. '.
fI# ""'-..4
',,! \,
fJ
/'
r'--
\
, , f
-...: ..'
.;;. ...
",-/4
.
iii
r
I
ł. I" ......,
.
' 4
,
\\,. .
ł. t
f .
.
,
. -,..!,
.\
1\ \",4
\ \
_.
" (f/
,
" ... i
-:
.... ,.. ł
/ J;.,
: l ' r
.I?' ,
,'ł.... J.
. I"';.",)
--
..,"
.'. f'
\ -J'l4/ \
)\. r
,
,,!
--.- tł "}'
, .
, \ /
--'
, ?
ł _ :;:..t''' ,;
,,
&
/.....
l' I
.-
,
Marii w centralnym witrażu. od której ku obu posta-
ciom błogosławionych rozsypują się złote iskry. Obok
Bogumiła ustawiona jest tarcza z herbem archidie-
cezji gnieźnieńskiej, której patronuje, zwieńczona
mitrą i pastorałem 37 . Na pierwszym planie zarówno
przed zakonnikiem, jak i błogosławioną księżną stoją
po trzy wysokie świeczniki z płonącymi świecami
o różnej wysokości, dostosowanej nieco do usytu-
owania znajdujących się w tle wazonów. Pojawienie
się Jolanty i Bogumiła w programie witraży jest na-
wiązaniem do dwóch innych katedr - kaliskiej i gnieź-
nieńskiej, które razem z włocławską36 stanowiły trzy
najważniejsze świątynie archidiecezji gnieźnieńskiej.
Witraże boczne są nieco wyższe od środkowego,
ponieważ mają po 945 cm wysokości, a szerokość
każdego z nich wynosi 116 cm. czyli tylko dwie trze-
cie centralnego 39 . Osadzenie ich w planowanym ter-
minie wydawało się coraz mniej realne z nadejściem
lata 1939 roku. Z jednej strony pracownia Żeleńskich
miała opóźnienie, które dawało małe szanse na do-
trzymanie umowy"O, z drugiej natomiast coraz bardziej
niepokoiła sytuacja polityczna. Zdecydowano się jed-
nak na ich montaż i 14 sierpnia zostały wysłane do
Włocławka, by znaleźć się na swoim miejscu 25 sierp-
nia, na tydzień przed wybuchem II wojny światowej41.
Cały tryptyk witrażowy wyróżnia się spośród po-
zostałych przedwojennych koncepcji artysty natę-
żeniem różnorodnych wpływów, przez co zdaje się
dość nowatorski w późnym dorobku Mehoffera. Ar-
tysta kolejny raz sięgnął do starych i niezawodnych
motywów, rozszerzając je równocześnie o posunię-
cia dla niego eksperymentalne albo zapożyczone od
innych twórców. Mehoffer w czasach młodości wraz
ze Stanislawem Wyspiańskim bacznie obserwował poczynania innych artystów. Ale jego twórczość
jest odbierana jako coś oryginalnego, tylko jemu, Mehofferowi właściwego, co powstawało właśnie
w oparciu o wnioSki, które wyciągnął ze sztuki innych twórców i w konsekwencji zastosowaf42. Nie-
mniej jednak wśród wielu jego prac można zauważyć kilka dosłownych cytatów ze znanych dziel,
które przetworzone po "mehofferowsku" i dostosowane do reszty kompozycji, znalazły miejsce
w projektach artysty. Przypadki cytowania koncepcji innych twórców pojawiały się zdecydowanie
częściej przed 1914 rokiem 43 niż w późniejszych realizacjach, w których artysta uciekał się do nie-
zawodnych i sprawdzonych pomysłów, nie szukając nowych inspiracjj44.
Tym bardziej zaskakuje pojawiający się w witrażach włocławskich wątek ze sztuki prerafaeli-
tów, będący zapożyczeniem doŚĆ wiernie odtworzonym. Chodzi tu o przedstawienia okien bocz-
nych, na których artysta umieścił schody wiodące do nieba, piękne, ale trochę niepokojące
i jakby nie do końca pasujące do reszty kompozycji. Pomysł ten został zaczerpnięty z obrazu
Złote schody Edwarda Burne-Jonesa 45 , romantycznej i spokojnej kompozycji, która we Włocław-
ku zmieniła się w coś zupełnie przeciwnego. Łagodny łuk schodów Burne-Jonesa Mehoffer prze-
kształcił w dwa biegi gwałtownie zmieniające kierunek. Bardzo możliwe, że ich pierwotne przed-
stawienie nie nadawało się do ukazania w szkle ze względu na skróty perspektywiczne, które
II. 6. Postacie aniołów na schodach. których
koncepcja jest powtórzeniem pomysłu Sir
Edwarda Burne-Jonesa, witraż prawy
120
>>>
w takiej wersji straciłyby na czytelności. Ponadto artysta powtórzył ich rysunek, umieszczając
w lewym oknie odbicie lustrzane schodów, co w prosty, ale interesujący sposób zamknęło od
zewnątrz górną partię całej włocławskiej kompozycji. W przeciwieństwie do angielskiego mala-
rza Mehoffer wprowadził tu dynamikę i emocje, senne postacie kobiet spływających wolnym
krokiem w doł zastąpił biegającymi w obu kierunkach, w górę i w dół aniołami. Zamiast ugrzecz-
nionego białego orszaku pojawiła się ekspresja ruchu i szaleństwo barw.
przy dalszej analizie włocławskich witraży nasuwa się pytanie o pochodzenie sceny Zwiasto-
wania: czy także jest wątkiem wyjętym z obcego dzieła czy zrywem twórczym spracowanego
artysty. Nasuwa się skojarzenie z odważnymi aranżacjami fryburskimi w ich poezji ruchu i rysun-
ku. Z przedstawienia tego emanuje prawdziwe uczucie, wzruszające i tajemnicze. Archanioł przy-
chodzi do młodej dziewczyny wyszeptać jej czułe Ave Maria w pełnym miłości i opieki geście,
a Maria z błogim, prawie ekstatycznym spokojem przyjmuje to obwieszczenie. Brak tu sztuczno-
ści z sąsiadującego Ofiarowania w Świątyni, które przecież powinno być sceną siostrzaną,
a jednak jest tak różne. "Jest to wizja tak silnie odczuwanego przez artystę nabożeństwa. że
blednie przy niem temat prawego skrzydła, jego odpowiednik Nawiedzenie"46.
Najbliższe czasowo oknom włodawskim są witraże z kościoła św. Jana Chrzciciela w Turku.
Poza nimi Mehoffer wykonał tam również polichromie całego wnętrza świątyni, czternaście obra-
zów olejnych stanowiących stacje drogi krzyżowej, zaprojektował ołtarze i inne sprzęty stanowią-
ce wyposażenie kościoła 47 . W prezbiterium znajdują się cztery witraże: Matka Boska Gromniczna
(Lux Perpetua), Matka Boska Różańcowa (Rosa Mistica) oraz dwie nawiązujące do siebie sceny.
Pierwsza z nich - Zwiastowanie przedstawia chwilę, w której archanioł Gabriel staje przed klę-
czącą Marią, obwieszczając Jej Boże wcielenie. Maria przyjmuje wiadomość skupiona, z widocz-
nym przestrachem i zatroskaniem, gdy tymczasem Posłaniec wskazuje unoszącą się ponad nimi
gołębicę Ducha Świętego dla potwierdzenia swoich słów. Drugi witraż to Matka Boska Bolesna,
chociaż można go również interpretować jako chwilę zwiastowania, mimo że w Biblii nie ma
opisu podobnej sceny. Ukazuje bowiem Marię w rozpaczliwym geście przyciskającą do piersi
całun i koronę cierniową. Powodem tego cierpienia malującego się na jej twarzy są słowa zlęk-
nionego archanioła zapowiadające mękę Chrystusa potwierdzoną malujacą się w tle wizją Gol-
goty. Jest to ten sam Boży Posłaniec, który wystąpił w sąsiedniej scenie Zwiastowanicf8.
Analizując szczegóły obu okien, można rozpoznać wiele elementów, które zaobserwujemy
także w Zwiastowaniu włodawskim. Znajdziemy tu podobne traktowanie kolorystyczne rozedrga-
nych szat, te same papuzie skrzydła anioła, błękitną wstążkę we włosach Marii i taką samą szarfę
wokół jej talii 49 . Ale postacie na tych przedstawieniach przypominają bardziej aniołów na scho-
dach wiodących do nieba z przeszkleń włodawskich. Są nawet bardziej masywne, optycznie
cięższe, poruszające się z trudnością i może z tego powodu okazujące swoje uczucia z prze-
sadą, która miała być naturalnym, ale pełnym ekspresji odruchem. Tymczasem gesty i pozy stały
się patetyczne, dalekie od subtelności znanej z Włodawka. Pomimo tego siostrzane witraże z Tur-
ku wyróżniają się na tle dwóch pozostałych przeszkleń prezbiterium tej świątyni. Są ciekawie za-
projektowane, nie czuć narzuconego przez konstrukcję okna rygoru, a raczej przywodzą na myśl
kompozycję malarską. Inaczej prezentują się sąsiadujące z nimi witraże Matka Boska Różańcowa
i Matka Boska Gromniczna. Ich zamysł Mehoffer oparł na sprawdzonym schemacie z centralną
osią organizującą przedstawienie, którego elementy podporządkowane temu układowi tworzą po-
prawny wzór barwnych szkieł. Tę samą koncepcję okna, stosującą zasadę budowania otoczenia
z pobocznych elementów wokół scen głównych, Mehoffer wykorzystał w środkowym witrażu wło-
dawskim, który ze względu na dużo większą powierzchnię i ambitniejsze wymagania został zapro-
jektowany ze znacznym rozmachem 50 . Podobieństwo jego jest szczególnie uderzające z oknem
Matka Boska Gromniczna, w którego program także wpleciono postacie aniołów ze świecami, wpro-
wadzającymi dominantę pionów. Jednak we Włodawku przedstawienie jest bardziej złożone i fan-
tazyjne - z kandelabrami na głowach aniołów, a w Turku tradycyjne - ze świecami w dłoniach.
121
>>>
....
.,,-....
.....;..
.'
I -.
....
'- \.'ł,
1' , ... '
, .
'" o '\f,
'o"'
'
.
. .......", ) C"'\ .
.. o J
:,W;{
\
, ",
1
. ..
'(o,
... ,
-, ,,'
,,-
.
- , "
ł
-- ,,"
, ,4. 4 '
" t
'Ii - o \t f
o
-'
ł..,
'
".!.
. ...:
; w
1/
... ".:.
-
-' f p
t..,,, .1 .:....
i I I '. .
to,
. -. J "(Af
,' ,R;.J
'I,.'
i'
. ' ,
.E
,)
'. \
l's ,...;
. ,
i" l'
,
( , '.
, ,." I ."
,
.. '
1- ...'
--- ;;;..,'......;,;,
..- - - .
-:=-
, :...-.:'.
-...
. -.'
o .
. .
.,
· '
."-u
" !.....'.;...
ł!.,..'-.-.
I'._i
,
..
t
.' r
t
ł. .
t.r-'
..
;''''łt1,....
-
-4
ł.'ł..!" ....
l , \I"f.t ( '
· . Ii.
t
i ',
hl:. .
111:;;
..
" ,
,..
,\ł
l-f'
, I
.;,
" .,.
o ;ł
'.'-'::rJ .;
, 4
"j
'II'
' ,1 " .'
,/,,' .
iJ{l
" ...:.-..::
\" '..
-
II. 7. Witraż lewy
122
..
:-;
'1\ " '-....
. -
i
1,1,o':J I.
1 n,d\\
!t' ł,r . tI .,'"
r:
'1
....
- .
11
1
.
. \m:tl
, ł, ;.,
\ ... , " , .
'
.... ....1':,... o ł
t...PI \ : "
_ ł..ł'
,'i n -.. .c ;"1 . !o
, ,---a- r- ""
, . .
,,:I.
. .........-....: ..Ii
t. I'" -:-..
,"",I.t:.
I
_ ..1).
'I .,?ol
I ' oJ. ,
,.-. :1.. . ".I
ł '. 1 - .1,
I " ' J I
,,11....1 f ,'.1.
i' W
I';'
.t'.
..,...
-.-
.....
,
1
j:rfJ
Ił '
{
',f'-.
.
.", ljI
- .
""
.
,
I
,
I
-4.'
,
I
.,,
''Ii ..
.. f.
, .......
:
'..
-"'"
..
.
!j.
..... _.4.
. ......
ł I
, "1
u.
fi.
, '}
., o
.-;-
'
',' 'I
.
..
",.r;r
'.
+-:-
"
I I
I \
\ l
'I(l
\\(.
, 'I
.:t. ..
J"' ..i
-.- ..
. ,,'.
- '.
liiiir.w.I
; ,,!.,t
.
w.
re . B
I
II. 8. Witraż środkowy
(..
lł
, ,. ił
, -!"(j
-ł . J ../J ł
Co.
.
". I ir I
. I . /' , f
':.,'; t
'.:.
I \. Ił
. .,..' J.
-"'(
.' - r.' -
-1
1
. ..
".\
:..'-
' ... ' ..
-
.. t. .'). ,
, .' , ..
a"
..
I, r:z
. 1.
, .4'
. -...
. t
. ....
1
..
..
.... ''''
.
.
7.1
II' '8,,'
... ....
fł
.
--' '-'."
1-==
.r:t
1.' '
i
"
....
','I
. t.-;, -.
.. . ,
i
'] ł." 1
ł l:ł
.
. t
,,-.
.:
1',
...
J
i
,
.-.
;f
I ......'
'1
\ ",
1
.
\ .
" .\\'
.
.. -"ol
... ,
, \
\\
o,t-)
. .....
-
:I .
- .
, I
, ' I '
: J .
.... .
'
.
II
"
II
,
,
I
... ,
;
:;'iiiiił .
.I
. ..,
.....
,,' '.
;tł
}
1ł
1.'
. (\J '''\
.., Al' ,\)
... \
lIf 6-' .
l ::t
., I;
.J
..g
1:_-,-.4
&.. lo,.
\
ji':ł
, . -łł"
:',
. .....
"'''"
l' .
..
".
'-.ł ....
o!)
\.\ e::-
t
:..
..:
'1J?'f
At.. ł
ił.:r.V
.....
-
-'
..j: '.':!
...ofIŻ,
(
t. Ł 4
Iir. t - ..
iiia
..I
_ fI
ił
I' A.t'.
. 1 :-1-
,\ )j
ł
=.-;
!i'j
='....
II. 9. Witraż prawy
>>>
We Włocławku i w Turku zaobserwować można podobną ornamentykę, która przewija się
przez większość projektów witrażowych artysty, przypominającą obłoki skłębione na kształt śli-
macznic, a które w najpełniejszej formie można oglądać w dużo wcześniejszej dekoracji kaplicy
Szafrańców na Wawelu 51 , we Włocławku natomiast w środkowym oknie w partii maswerków
i wokół Marii. Widać także echo dawnych fascynacji ludowymi wycinankami papierowymi 52 , nie-
gdyś tak widocznych chociażby w witrażach fryburskich, a we Włocławku sprowadzonych do
partii tła. Poza tym istnieje szereg pojedynczych motywów ikonograficznych i dekoracyjnych
powtarzających się zarówno w Turku, jak i we Włocławku, a prawdopodobnie także w innych
realizacjach 53 . Za przykład niech posłuży Róźa Mistyczna z centralnego okna włocławskiego, która
znajduje swoją analogię nie tyle w przedstawieniu Matka Boska Róźańcowa w Turku, co w meda-
lionach na witrażach w tamtejszych kaplicach bocznych. Również pełne kwiatów wazony usta-
wione na dolnych stopniach kompozycji włocławskiej w podobnej formie znajdują się na witrażu
Święta Teresa oraz w wersji malarskiej na ścianach transeptu kościoła w Turku.
Istotne jest też podobieństwo fizjonomii postaci, zarówno na witrażach, jak i na polichromiach 54 ,
co można zaobserwować na przykładzie wystroju obu świątyń. Artysta nadał wszystkim twarzom
cechy jednej osoby, różnicowane w niewielkim stopniu w zależności od tego, jaką rolę przyjmują.
Symbolizują raczej swoich bohaterów, niż ich przedstawiaj ą 55. Wspólne dla nich są przede wszyst-
kim oczy, znacznie rozstawione, podkreślone wyrażnie od strony skroni i zamknięte wysoko osa-
dzonymi, sZl3rokimi łukami brwi, a także wydatne usta i delikatny profil, momentami zbliżony do
kanonu greckiego. Ponadto pewien grymas twarzy, oznaka bólu lub skupienia wywołana zbyt-
nim ściągnięciem brwi i dość wyrażnie zaznaczone kości policzkowe. To podobieństwo postaci
może wynikać z często występującego wśród artystów zjawiska, jakim jest podświadome nada-
wanie cech własnych rysowanym czy malowanym osobom, nawet w przypadku studium mode-
la, a co dopiero przy rysunku z pamięci. Postać Symeona posiada najwięcej tych cech i można
się pokusić o stwierdzenie, że właściwie stanowi autoportret Mehoffera,
Zaobserwować można także paralele w rysunku figur. Dłonie i stopy niejednokrotnie zdają się
zbyt duże i niekształtne u wielu postaci. Zarówno proporcje ciała, jak i gesty charakteryzuje nie-
uzasadniona masywność, przypominająca starczą ociężałość, która w żaden sposób nie pa-
suje do młodzieńczych aniołów i tych świętych, dla których raczej można by się spodziewać
wiotkich i pięknych kształtów.
Bohaterowie póżno powstałych dekoracji są tak ujednoliceni, że wydają się "produkowani"
seryjnie według jednego szablonu, a każde odstępstwo nie wykracza zbyt daleko poza wypraco-
waną manierę. Wyjątek tu stanowi błogosławiona Jolanta. Wydaje się bardziej subtelna i wdzięczna
od innych postaci z włocławskich okien, na wzór św. Małgorzaty z witraża w Jutrosinie albo ko-
biety opłakującej zwłoki św. Katarzyny w Męczennikach fryburskich czy też innych uduchowio-
nych niewiast, które wykreowane przez Mehoffera w pierwszych latach działalności zawodowej
powracały niekiedy także w późniejszych latach. Podobną lekkością rysunku linii odznacza się
analogiczna postać z prawego witraża - bł. Bogumił i niektóre postacie aniołów. Jeszcze bardziej
"fryburska" może być jedynie scena Zwiastowania, malarska i zaskakująca. a przez to naj mocniej
przemawiająca do widza.
W tym samym czasie, gdy powstawały witraże do okien bocznych, Mehoffer opublikował
rozprawę Witraż jako kompozycja dekoracyjncf6, w której pośród ogólnych wywodów na temat
witrażu, możemy znalezć klucz do kompozycji włocławskiej. Według artysty "zadaniem koloru
w witrażu jest stworzenie i ukazanie życia wewnętrznego. Stąd rozwaga w doborze kolorów. Oprócz
barw lokalnych pojawiają się «orgie sztuczne fantazji»"57. Wyjaśnia to zastosowanie obok siebie
płaskich plam koloru, jak na przykład na malachitowych wazonach w dolnej partii bocznych kom-
pozycji, przy wręcz malarskich układach szkieł, pełnych różnorodnych odcieni barwnych zasto-
sowanych na szatach czy obłokach. Fragmenty te opracowane zostały przy zastosowaniu moc-
nych, czasem kontrastowych zestawień dwóch, najwyżej trzech barw, które występując naprze-
miennie w obrębie tego samego kształtu, wprowadzały wrażenie ruchu i migotliwości.
123
>>>
"Kolory w szkle tworzą grupy calości, w któ-
rych jest jakaś dominanta i elementy podporząd-
kowane, podlegające prawu regulującemu kon-
fJjkty"58. Ta koncepcja dotyczy przede wszyst-
kim witraża środkowego, gdzie najbardziej
intensywne w wyrazie, a przez to najmocniej
skupiające uwagę są trzy punkty: postać Chry-
stusa, Maria owiana obłokami i najmocniejsza
tu - grupa apostołów. Dla tych scen wspólny
jest koloryt utrzymany w odcieniach ciemnych
czerwieni i fioletów, którego ciężar rośnie, zbli-
żając się do dołu kompozycji, jak gdyby podle-
gał prawom grawitacji. Im właśnie zostały pod-
porządkowane pozostałe elementy, wszystkie
piony i główki aniołów i apostołów, które jedy-
nie jako ornamenty utrzymane w żółcieniach
budują migotliwy, świetlisty obraz przedstawie-
nia. Wydaje się, że są tylko środkiem do jego
stworzenia, a ich znaczenie ikonograficzne jest
drugorzędne. Na innym miejscu artysta pisze,
że dzieło dekoracyjne nie powstaje bez "ujrze-
nia w naturze pożądanego kształtu, barw. ugru-
powania przedmiotów, oświetlenia itd. "59. Wydaje
się jednak, że Mehoffer modele dla niektórych
części kompozycji włocławskiej, a przede wszyst-
" .
kim dla figur widział zbyt dawno i nie odnowił
swoich wyobrażeń o nich.
Staje się więc oczywiste, że artysta opraco-
wał dla potrzeb dekoratorskich "katalog" moty-
li. 10. Scena wniebowzięcia Najświętszej Panny Ma- wów, twarzy, świec, sukien, skrzydeł, wazonów
ryi, witraż środkowy i innych elementów, które ubierając umiejętnie
w kolor stosowany w oparciu o plan z góry za-
łożony, można było dowolnie komponować w zależności od potrzeby. Dlatego te same postacie
i przedmioty można odnaleźć w różnych pracach Mehoffera. Wykorzystywane były zarówno do
koncepcji z centralną osią organizującą projekt, w układach dywanowych, a także w bardziej
malarskich pomysłach, ale zawsze tylko jako dekoracja, kształt lub plama barwna budująca ca-
łość programu, a nie jako osobne przedstawienia mające wartość artystyczną same w sobie.
Skrajnym tego przykładem są kwiaty w wazonach omawiane już wcześniej, które we Włocławku
są jeszcze różnorodne, z zamarkowanymi cechami poszczególnych gatunków, żeby w witrażu
Święta Teresa przeznaczonym do Turku stać się już banalnym symbolem podobnym do kwiatów
narysowanych ręką dziecka.
Na temat witraży włocławskich nie zachowała się żadna wypowiedz Mehoffera oprócz opinii
o wykonaniu w szkle okna środkowego 60 . Brak odniesienia samego twórcy do dzieła nie pozwala
wyjaśnić do końca niektórych motywów, wytłumaczyć zapożyczeń i nurtujących go problemów,
zarówno artystycznych, dotyczących kompozycji i formy, jak również ikonograficznych, będą-
cych jego własną wypowiedzią na zadany temat. Z późniejszych relacji żony artysty, Jadwigi
z Janakowskich Mehofferowej wiadomo, że praca ta została potraktowana przez Mehoffera bar-
dzo osobiście, może nawet jako pewnego rodzaju credo, wyznanie wiary wyzwolone podjętym
tematem. Stał się on pretekstem do szerszej wypowiedzi, która sprowokowała także ich ambit-
niejszą realizację. Mehoffer poprzez każdą swoją pracę miał coś do powiedzenia, w tym wypadku
...
!I . t
(
II I
f''\ I
"'_ I _ I .:!!!!
l .. - 0.--
.. ..
4 ;; ; I
.j
. ii i.i
' I .
'
-
'
..... f
T'- &
...
.
. . I' ·
,. '"
,.
'......T
l
-:.'
. I
1i
'" "..
...
."I
,
reJe,r j
I. ł!PA .
{ł
,- 1. I
,'.. a
. ..
f'-;
.'.
- - ,(
'r)
.,
.
...
124
1,6.'_ A
/ '
_\1
-
. '\ ::e '!!!I I.
...----_..
-
-
...-
.. -.....- ".::..i
--",,,,"..
r
t/r
, .
.
.Ił . . .
..- , -,
t
.
\1 "
" 1111 S
\\r,;N '
-
',I}'-\\
#
Ał1'n,
, fI/II
/I'f/
, .'
, "
t/ (
.ł
. . ,.
/17
, ,l
,
),.
( ,
.
.
....-- "'
.. . -.. ,.
'I
ł"
I . .\..
l lij l
l '
- ,- - -
i i
.
i.i i.
.
lU:' I
(
....4)
j,..'
II 4 "
, " . I
;...
I;-.
' ł
:-
.I ::-
,
.' 1 .'- .
, r
..
" ł '."
,..
..
. """ ' . .
-op '. ,
: .ar.
. I
,""!
)4' ''!'
,,
T r.}"
'" .
(
.... t'"
(":?
- ,
' ) '.- j
.. .....
o:. ,
. (.......
-,",
>>>
nawet do zamanifestowania. Oceniając witraże od strony przekazu, trzeba przyznać, że artysta
odniósł tu pełen sukces, bowiem jego przesłanie jest czytelne, a nawet uderzające dla wiernych.
Sprawdzają się także jako dekoracja świątyni, dominując swymi intensywnymi barwami w prezbi-
terium i odznaczając się w całym wnętrzu katedry. Umiejętność operowania kolorem osłabła
u Mehoffera z wiekiem, ale nie na tyle, by nie móc konkurować ze współczesnymi przeszkleniami
i z innymi dekoracjami. Kolor w jego witrażu nadal pozostawał najmocniejszym atutem.
Przypisy:
1. Hankowska-Czerwińska Edyta, Historia katedry, w: Bujak Adam, Katedra Wlocfawska, Warszawa 2000,
s. 16, 18, 20; Katalog Zabytków Sztuki w Polsce, t. XI Dawne województwo bydgoskie, z. 18 Wlocfawek
i okolice, red. Tadeusz Chrzanowski, Marian Kornecki, Warszawa 1988, s. 9; Ośrodek Dokumentacji
Zabytków, Karty inwentaryzacyjne Wlocławek - katedra, opr. Danuta Wiśniewska; Stroner Władysław,
O witrażu średniowiecznym w katedrze wfocfawskiej, w: Prace Sekcyi Historyi Sztuki i Kultury. t. 1, z. 1,
Lwów 1924, nadb, s. 73.
2. Grajnert Jan Paweł, Średniowieczny witraż katedry wfocfawskiej, Wlocławek 1960, mps Biblioteka Wy-
ższego Seminarium Duchownego im. Księży Chodyńskich we Włocławku, sygn. WI. 26, s. 12; Hankow-
ska-Czerwińska Edyta. op. cit., s. 16, 22; Katalog Zabytków Sztuki w Polsce, t. XI, z. 18, s. 10, 22;
Ośrodek Dokumentacji Zabytków, Karty inwentaryzacyjne Wlocławek - katedra, opr. Danuta Wiśniew-
ska; Stroner Władyslaw, op. cit., s. 73-75, 84.
3. Grajnert Jan Paweł, op. cit., s. 12; Stroner Władysław, op. cit., s. 84. Stroner sugeruje drugą możliwość -
od 30 do 33 kwater.
4. Grajnert Jan Paweł, op. cit., s. 12; Hankowska-Czerwińska Edyta, op. cit., s. 29: Katalog Zabytków Sztu-
ki w Polsce, t. XI, z. 18, s. 14, 22; Ośrodek Dokumentacji Zabytków, karty inwentaryzacyjne WłoCławek -
katedra, opr. Danuta Wiśniewska.
5. Archiwum Diecezjalne we Włocławku (dalej: ADW), Prace przy katedrze, t. 1, korespondencja pomiędzy
hr. Marią Łubieńską i kurią biskupią we Włocławku; Grajnert Jan Paweł, op. cit., s. 12; Katalog Zabytków
Sztuki w Polsce, t. XI, z. 18, s. 22; Ośrodek Dokumentacji Zabytków, Karty inwentaryzacyjne Wlocławek
- katedra, opr. Danuta Wiśniewska.
6. Instytut Sztuki PAN, Archiwum Fotograficzne, nr negatywu 7667B. fot. B. Szteyner; nr negatywu 24755F.
fot. n.n.
7. ADW. Prace przy katedrze, t. 1; Grajnert Jan Paweł, op. cit., s. 12.
8. ADW, Ogólne IV. 1, s. 2, 49, 89, 97-98, 107, 108, korespondencja kurii biskupiej we Włocławku z Mini-
sterstwem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego oraz z Pracownią Witrażów Artystycznych Biał-
kowski; Grajnert Jan Pawel, op. cit., s. 13; Ośrodek Dokumentacji Zabytków, Karty inwentaryzacyjne
Wlocławek - katedra, opr. Danuta Wiśniewska.
9. ADW, Ogólne IV. 1, s. 143, 145; Grajnert Jan Pawel, op. cit., s. 13; Korespondencja Józefa Mehoffera.
1897-1946. r 13. Litery P-R (Prezydium Rady Ministrów - Richter Emil), Biblioteka Narodowa, rkps
sygn. IV 7374 t. 13, s. 60; Korespondencja Jadwigi z Janakowskich Mehofferowej. Listy od Józefa Me-
hoffera. 1924-1941, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, rkps sygn. 12799/11, s. 174.
10. Jadwiga Mehofferowa. Rozwój myśli twórczej Józefa Mehoffera. T. 2, Zakład Narodowy im. Ossolińskich,
rkps sygn. 14039/11 t. 2, s. 346; Puciata-Pawłowska Jadwiga, Józef Mehoffer, Wrocław 1969, s. 57.
11. Jadwiga Mehofferowa. Rozwój myśli twórczej..., s. 663; Korespondencja Jadwigi z Janakowskich Me-
hofferowej..., s. 174.
12. Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-1946. r 4. Litera F (Fabiani Max - Frydecki Z.), Biblioteka
Narodowa, rkps sygn. IV 7374 t. 4, s. 53: Bruliony listów Józefa Mehoffera. 1906-1946. r 2. Litery M-R,
Biblioteka Narodowa, rkps sygn. 7375 t. 2, s. 441; Jadwiga Mehofferowa. Rozwój myśli twórczej...,
s. 736. Artysta mial ułożony plan prac przy restauracji murów i polichromiach.
13. ADW, Ogólne tv. 1, s. 177, 178, 197; Archiwum Krakowskiego Zakladu Witrażów S.G. Żeleński (dalej:
AKZN S.G. Żeleński), AS 964: Wlocfawek, umowy z ks. Józefem Florczakiem z 24 maja 1938 i z 26 kwietnia
1939 r.; Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-1946. r 4. Litera F, s. 46, 49, 61.
14. ADW, Ogólne IV. 1, s. 165, 171; Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-1946. r 13. Litery P-R, s. 61,
62; Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-1946. r 4. Litera F, s. 47, 50.
125
>>>
15. ADW, Ogólne IV. 1, s. 167; Grajnert Jan Paweł, op. cit., s. 13; Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-
-1946. r 4. Utera F, s. 55; Korespondencja Jadwigi z Janakowskich Mehofferowej..., s. 223, 225.
16. ADW, Ogólne IV. 1. s. 168; Papiery i korespondencja Józefa Mehoffera w sprawie polichromii kościolów
polskich. 1925-1952, Biblioteka Narodowa, rkps sygn. IV 7365, s. 111.
17. ADW, Ogólne IV. 1, s. 170.
18. Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-1946. r 4. Utera F, s. 59; Jadwiga Mehofferowa. Rozwój myśli
twórczej..., s. 736.
19. Muzeum Narodowe w Krakowie, oddzial Dom Józefa Mehoffera, depozyt - nr inw. ND 8688. Zachowala
się także dokumentacja fotograficzna szkiców do witraży włocławskich. Podpis Szkic I dotyczy właśnie
zdjęcia tego rysunku, a nie oryginału.
20. MN w Krakowie, oddział Dom Józefa Mehoffera: fotografia projektu podpisana Szkic II.
21. W Muzeum Ziemi Kujawskiej i Dobrzyńskiej we WlocIawku znajduje się lewa część oryginału ze sceną
Zwiastowania: tempera na papierze naklejonym na płótno (wtórnie), 114 x 24 cm. nr inw. 12364/2383 - s.
Projekt ten był wystawiany w Krakowie w 1964 r.: Józef Mehoffer. Katalog wystawy zbiorowej, wstęp
Helena Blum, Kraków 1964, s. 192-193. Ponadto w MN w Krakowie, oddział Dom Józefa Mehoffera:
fotografia projektu podpisana Szkic /II.
22. ADW, Ogólne IV. 1. s. 178.
23. Kartony do witraży włocławskich są własnością Ryszarda Mehoffera, obecnie przechowywane w MN
w Krakowie, oddział Dom Józefa Mehoffera, niezinwentaryzowane. Gwasz i ołówek na papierze naklejo-
nym na płótno, w centralnym projekcie użyta sproszkowana pozłota; środkowy - 345 cm x 199 cm
i 595 cm x 199cm,lewy-263cmx 123cm i 546 cm x 120 cm, prawy-260,5cmx 121 cm i 546 cm x 119cm.
24. AłZ)N S.G. Żeleński, AS 964: Wlocfawek, umowa z dnia 11 maja 1938 r.; Korespondencja Józefa Mehoffe-
ra. 1897-1946. r 4. Uera F, s. 70; Jadwiga Mehofferowa. Rozwój myśli twórczej..., s. 748.
25. AKz.N S.G. Żeleński, AS 964: W'ocfawek, Bruliony listów Józefa Mehoffera. 1
1946. r l. Uery A-L,
Biblioteka Narodowa, rkps sygn. 7375 t. 1, s. 30; Jadwiga Mehofferowa. Rozwój mY51i twórczej...,
s. 748-749; Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-1946. r 4. Uera F. s. 71.
26. Forstner Dorothea, Świat symboliki chrześcijańskiej, tłum., opr. Wanda Zakrzewska, Pawel Pachciarek,
Ryszard Turzyński, Warszawa 1990, s. 188.
27. Pisma ojców kościo'a, t. XXVI: Św. Ambroży, L-\'ybór pism dogmatycznych, opr. Ludwik Gładyszewski,
Szczepan Pieszczoch, Poznań 1970, s. 72-73; Forstner Dorothea, op. cit., s. 241. Motyw orłów pojawil
się wcześniej we fryburskim witrażu Święci i święte: Adamowicz Tadeusz, Witraże fryburskie Józefa Me-
hoffera. Monografia zespo'u, Wrocław 1982, s. 60-61.
28. Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-1946. r 4. Uera F, s. 73.
29. ADW, Ogólne Iv. 1, s. 192; AKz.N S.G. Żeleński, AS 964: W'ocfawek, AS 964, informacje z przebiegu
prac we WlocIawku z sierpnia 1938 r.; Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-1946. r 8. Uera K (Ku-
bik Stanis'aw - Kwarciański W, Biblioteka Narodowa, rkps sygn. IV 7374 t. 8, s. 94.
30. Jadwiga Mehofferowa. Rozwój myśli twórczej..., s. 756; Korespondencja Jadwigi z Janakowskich Me-
hofferowej..., s. 231.
31. ADW, Ogólne IV. 1, s. 197; AKZW S.G. Żeleński, AS 964: Wlocfawek, AS 964, umowa pomiędzy ks. Józe-
fem Rorczakiem a zakładem z 26 kwietnia 1939 r.; Jadwiga Mehofferowa. Rozwój myśli twórczej..., s. 764.
32. ADW, Ogólne fil. 1, s. 198; AKZN S.G. Żeleński, AS 964: Wlocfawek, AS 964, wskazówki Mehoffera dotyczą-
ce doboru i malowania szkieł, terminy konsultaCji; Jadwiga Mehofferowa. Rozwój myśli twórczej.... s. 765.
33. Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Biblia Tysiąclecia, wydanie III, Poznań - Warszawa 1991,
Rdz. 28, 12-13.
34. Zaleski Wincenty, Święci na każdy dzień, Warszawa 1989, s. 310-313, 321-323.
35. Glowa czarnego bawołu ze złotym kolcem w nozdrzach i w złotej koronie na czerwono-srebrnym polu
szachowym.
36. Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-1946. r 13. Utery P-R, s. 66. Mehoffer zaproponował wprowa-
dzenie do kompozycji tarcz herbowych, nie znając jednak godet zierni kaliskiej i arcybiskupstwa gnieź-
nieńskiego. O pomoc zwrócił się do bpa Radońskiego.
37. Trzy srebrne lilie w blękitnym polu. Puciata-Pawłowska Jadwiga, op. cit., s. 62, autorka podaje błędną
informację, iż herb ten jest godłem ziemi gnieźnieńskiej.
38. Na katedrę włocławską może tutaj wskazywać scena Wniebowzięcia NMp, gdyż świątynia nosi właśnie
to wezwanie.
39. AKZW S.G. Żeleński, AS 964: Wlocfawek.
126
>>>
40. Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-1946. I 21. Utery W-Ż (Wohnungsamt-Żulawski Wlodzimierz).
Biblioteka Narodowa, rkps sygn. IV 7374 t. 21, s. 74; Jadwiga Mehofferowa. Rozwój myśli twórczej..., s. 766.
41. AIZW S. G. Żeleński, AS 964: Wlocfawek.
42. Józef Mehoffer. Katalog.... s. 6-7.12-14,25,41; Dobrowolski Tadeusz, Sztuka Mfodej Polski, Warszawa
1963, s. 17,21-22.30,36,203,209,234,241; Dobrowolski Tadeusz. Sztuka Krakowa, Kraków 1978,
s. 33. 132,502; Kozicki Władysław, Józef Mehoffer, "Sztuki Piękne" R. 3, 1926-1927, s. 384; Mehoffer
Józef. Dziennik, opr. Jadwiga Puciata-Pawłowska, Kraków 1975, s. 254-255; Puciata-Pawłowska Jadwi-
ga, op. cit.. s. 19, 28-29; Radajewski Adam. Józef Mehoffer. Warszawa 1976, s. 4
; Samek Jan,
Krakowskie witraże secesyjne, "Spotkania z Zabytkami" 1986, nr 1. s. 21-23; Wallis Mieczysław, Sece-
sja, Warszawa 1984, s. 98, 120, 132; Zeńczak Anna. Józef Mehoffer - tradycja i nowa sztuka. w: Józef
Mehoffer. Opus Magnum, Muzeum Narodowe w Krakowie 2000, s. 21, 24, 26.
43. Adamowicz Tadeusz, op. cit.. s. 67; Józef Mehoffer. Katalog..., s. 184-186.
44_ Zagadnienie nie jest do końca jasne ze względu na brak opracowań dziel zaliczających się do późnej
twórczości Mehoffera. jak również z braku opublikowanej dokumentacji fotograficznej, która mogłaby
posłużyć za material porównawczy.
45. Sir Edward Burne-Jones. Zlote Schody, 1876-1880, Tate Gallery, Londyn.
46. Jadwiga Mehofferowa. Rozwój myśli twórczej.... s. 358-359. Opis prawdopodobnie dotyczy Szkicu f,
a nie witraża, stąd mowa o scenie Nawiedzenia.
47. Por.: przypis 10.
48. Waligóra Edward, Kalendarium życia i twórczości Józefa Mehoffera, w: Józef Mehoffer. Opus Magnum,
Muzeum Narodowe w Krakowie 2000. s. 85. Blędnie podano, że witraż M B Bolesna przedstawia Wnie-
bowzięcie.
49. Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-1946. 14. Utera F, s. 58. Mehoffer dobierał szkła do realizacji
witraży w Turku.
50. DObrowolski Tadeusz. Sztuka Mfodej Polski, Warszawa 1963. s. 232-233.
51. d'Abancourt de Franqueville Helena, Witraże w sztuce kościelnej, w: O polskiej sztuce religijnej, red.
Jerzy Langman, Katowice 1932, s. 127-129; Józef Mehoffer. Opus Magnum, Muzeum Narodowe w Kra-
kowie 2000. s. 171-182; Kozicki Wladysław, Józef Mehoffer, .Sztuki Piękne" R. 3, 1926-1927, s. 370,
394. 396; Puciata-Pawłowska Jadwiga. op. cit., s. 29-30, 36.
52. Adamowicz Tadeusz, op. cit., s. 64.
53. Korespondencja Jadwigi z Janakowskich Mehofferowej.... s. 185-188. Podobne motywy istniały także
na niezachowanych polichromiach kościoła w Biechowie.
54_ Korespondencja Józefa Mehoffera. 1897-1946. 14. Utera F, s. 58. Elementy figuralne na witrażach
w Turku malowal Mehoffer.
55. Adamowicz Tadeusz. op. cit.. s. 65.
6. Mehoffer Józef. Witraż jako kompozycja dekoracyjna, Warszawa 1939.
57. Ibidem, s. 13.
58. Ibidem. s. 13.
59_ Ibidem. s. 8.
60. Por.: przypis 30.
127
>>>
Katarzyna Barbara Rodziewicz (Bydgoszcz - Sielec)
Ichmościowie dziedzice na Sielcu
- czyli spojrzenie na Unrugów 1
Mieszkam we dworze? Nie, mieszkam w domu, którego ostatnim właścicielem był admirał
Józef Unrug, admirał z Pałuk. Budowniczy marynarki wojennej w odradzającej się Polsce, tuż po
zakończeniu I wojny światowej, dowódca obrony Helu, wielki i charyzmatyczny człowiek.
Wysoki, dystyngowany admirał w nienagannie skrojonym mundurze, szlachetny, surowy, za-
sadniczy, ale jednocześnie dobroduszny i sprawiedliwy ponad wszystko.
Urodził się 7 października 1884 roku w Brandenburgu jako starszy syn generałostwa - Tade-
usza Unruga, potomka jednej z najstarożytniejszych gałęzi szlachty niemieckiej (spolonizowa-
nej) i hrabianki saskiej Izydory von Bunau. Na chrzcie przyszłemu admirałowi dano na imię Józef
Michał Hubert. Dzieciństwo naznaczone było dwoma językami. Ojciec z synami (młodszy brat
Józefa - Michał, rotmistrz ułanów lesznenskich) rozmawiał po polsku, zaś matka mimo to. że
nigdy nie nauczyła się polskiego, nie sprzeciwiała się polskiemu wychowaniu. A takie właśnie
admirał otrzymał. Silnie wpłynęło ono na późniejsze losy Józefa. Biblioteka w Sielcu była obficie
zaopatrzona w polską literaturę, w domu wiernie hołdowano polskiej tradycji, chłopców uczyli
polscy nauczyciele.
Pierwsze postępy w nauce Józiu poczynił w domu. Potem było 7-klasowe gimnazjum w Dreź-
nie. Rodzice chcieli, by syn poświęcił się studiom rolniczym, najbardziej przydatnym w przy-
"'
.......
\ ).., :'
, ,
...j .
"
.., .. .
.
...
.
..
..
.,.
-
."
.. . ..
II. 1. Józef Unrug z synem Horacym w Sielcu
Fot. z archiwum autorki
128
>>>
szłym - jak sądzili - zarządzaniu rodzinnym majątkiem, jednak ciągnęło go morze i kariera
w marynarce wojennej. Uparty i konsekwentnie dążący do celu, Unrug wstąpił w 1904 roku do
oficerskiej szkoły morskiej w Murwick. W 1907 roku z jej dyplomem, marynarskim ślubowaniem
i stopniem podporucznika, rozpoczął długą, pracowitą i otoczoną późniejszą chwałą i podziwem
karierę i drogę żołnierza-tułacza.
W wieku 37 lat Józef Unrug zdecydował się złożyć kolejne ślubowanie. Już w stopniu koman-
dora porucznika, przysiągł - nie opuścić aż do śmierci - Zofii Unrużance kuzynce, z którą wziął
ślub w połowie 1921 roku.
W kilka lat póżniej, z powodu zawirowań w marynarce wojennej, Józef czasowo odszedł
z czynnej służby i osiadł w Sielcu. Lata 1923-1925 to czas, w którym - z podobnym do wojsko-
wego drylu stylem - zarządzał gospodarstwem odziedziczonym po ojcu i stryju Henryku. Duży
nacisk kładł na dyscyplinę i organizację pracy. Dzięki temu majętność rosła w siłę i dostatek.
Zwiększająca się wydajność, nowoczesne jak na owe czasy parowe traktory i inne maszyny,
czyniły z Sielca jedno z równie nowoczesnych i wzorcowych gospodarstw.
Józef lubił osobiście doglądać prac polowych, nie stronił też i od takich, które wykonywał
osobiście. Niejednokrotnie widziano go na polach, na które wybierał się konno lub w zaprzęgu.
W pamięci żyjących do dziś, wówczas bardzo młodych robotników rolnych (lub potomnych zmar-
łych przed kilku, kilkunastoma lub dziesiątkami lat), zachowała się pamięć o nim jako o dziedzi-
cu, który miał ludzką twarz i dobre stosunki z pracownikami.
Dorastające panny z okolicznych wsi postrzegały Józefa trochę tak jak panna Stefcia - filmo-
wo-książkowego ordynata Michorowskiego.
Otóż, Unrugowie należeli do parafii w Juncewie. Kiedy admirałostwo zajeżdżało do kościoła
na mszę świętą, zawsze zasiadało w pierwszej lawce. po lewej stronie. "o.. ona (Zofia Unrużyna)
zawsze by/a ubrana bardzo elegancko. Biel kostiumu i szykownych rękawiczek, odbijała się od
zgrabnej sylwetki, pięknej cery i lśniących ciemnych wfosów; które gustownie otaczaf wytworny
kapelusz. On dziedzic, to byt piękny mężczyzna, wysoki, przystojny, w takim dfugim pfaszczu,
sprężysty, elegancki, taki że aż aż... "- tak we wdzięcznej pamięci mieszkańców Juncewa zapisa-
li się Unrugowie.
Ten szykowny mężczyzna dyktował też niejako modę i nadawał ton pracowni krawca Balce-
rowicza. Początkowo ubierał się w Toruniu. Z czasem jednak Józef nakłonił mistrza igły, by ten
przeniósł się do Gdyni. Jeżeli admirał zaordynował szyć nieco krótszy płaszcz, to zaraz wszyscy
oficerowie natychmiast go naśladowali. Do umundurowania oficera marynarki zaliczały się: strój
galowy. peleryna, mes dres czyli półfrak z dwiema kamizelkami, mundur oraz płaszcz zimowy. To
wlaśnie admirał dostarczył pierwszy półfrak do pracowni krawieckiej Balcerowicza. Musiał się też
wyróżniać dziedzic na Sielcu, bo jakżesz nie zauważać człowieka o wzroście 1,93 m, o nordyc-
kiej urodzie. Stąd przylgnęło do Józefa przezwisko "Szwed". W czasach, gdy admirał bywał rzadko
w majątku, bowiem mieszkał już w Gdyni, wzniesienie powyżej zabudowań Dowództwa Floty, na
którym stał dom Unruga, nazywano w związku z tym jego wyglądem ..Szwedzką Gorką".
Józef miał przy całej swojej surowości także poczucie humoru. Potrafił się śmiać z siebie.
Bywało to rzadko, ale... wyczytałam kiedyś taką oto historię.
Admirał z całą surowością zwalczał tak zwaną obozową abnegację (miało to miejsce w nie-
woli jenieckiej, w jednym z obozów. podczas II wojny światowej). Oficerowie marynarki znajdo-
wali się pod czujnym okiem admirała stojącego w oknie. W myśl oflagowego regulaminu. gene-
rałowie byli zwolnieni z udziału w apelach. Żołnierze żartowali wówczas, że Józef zapisuje nazwi-
ska marynarzy, którzy mu "podpadli". W dniu imienin gen. Piskorskiego urządzono w teatrze
obiad żołnierski, a na scenie wystawiono coś w rodzaju rewii. Między innymi został pokazany
skecz, którego akcja rozgrywała się w czasie zjazdu byłych jeńców po wojnie. Ktoś zauważył, że
nie ma jednego z poruczników - Zdzisia. "Zdzisio nie mógł przyjśc, bowiem zostaf dowódcą
baterii w zapadłej dziurze, z której trudno się wyrwać. A dlaczego trafił do takiej dziury? Nie wiesz?
Kiedyś wiercif się na apelu - a tak wszakźesz nie można" - cała sala ryknęła śmiechem. Naj-
129
>>>
szczerzej śmiał się admirał. Śmiał się także i dlatego, że miał dystans do siebie samego - wszak-
źesz - to było ulubione powiedzenie Józefa, które również przeszło do historii immanentnie zwią-
zane z osobą admirała. Używał tego zwrotu bez względu na zasadność lub jej brak, w każdym
prawie zdaniu.
Unrug nie lubił też sytuacji, które by go wprawiały w zakłopotanie i powodowały pewien dys-
komfort. Stąd w czasach gdyńskich miała miejsce inna historia, która niejako wiąże się z moim
pobywaniem w jego rodzinnym gnieżdzie. Otóż w czasach kiedy zarządcą Sielca w imieniu Jó-
zefa był Wacław Sroczyński, wówczas buchalterką była Irena Turkowska. Panna Irena została po
latach jego synową, a jej córka Krystyna stała się przyjaciółką domu w Sielcu. Poznałyśmy się
przed laty, kiedy powodowana nostalgią za czasami, które opisywali barwnie jej mama i dziadek,
trafiła na rekonesans do dworu - miejsca młodości rodziców i jej niemowlęctwa. Ale wróćmy do
historii. Pani Krystyna przytacza opowieść o tym, jak jeszcze wówczas panna Irena na kilka dni
została oddelegowana z majątku do Gdyni, by pełnić rolę tłumacza i towarzyszyć gościom admi-
rała - francuskiej delegacji marynarskiej. Dla młodziutkiej dziewczyny było to nie lada wydarze-
nie, przeżycie i wyzwanie. Zwykle tłumaczeniem i towarzyszeniem zajmowała się Unrużyna. -
Widocznie żony musiało nie być, skoro admirał zawezwaf mamusię - wspomina pani Krystyna.
A Józef? Józef też czuł zadowolenie, że udało mu się uratować sytuację.
Lata dwudzieste, a jeszcze bardziej lata trzydzieste i niektóre wydarzenia zaczerpnięte
z życia sieleckich dziedziców, mogłyby posłużyć za kanwę powieści czy opowiadań, piosenek
zaś na pewno. Zofia Unrużyna należała do kobiet utalentowanych, bardzo towarzyskich, do-
skonale znających savoir-vivre, oczytanych, władających obcymi językami, umuzykalnionych,
roztańczonych. Potrafiła być ozdobą urządzanych przez admirałostwo przyjęć. Zofia też miała
w sobie coś szalonego, nietuzinkowego. Potrafiła zachowywać dystans do samej siebie. Cza-
sami przejawiało się to na przykład w noszeniu się. Nie było dla niej niczym zdrożnym, w swo-
bodnym ubraniu, samej powozić bryczką. Ot, tak dla radości chwili. Dworskie pojazdy konne,
wożące państwo lub ich gości były zawsze paradne i oznakowane, a wyglądający z nich pod-
różni prezentowali się wytwornie.
A tu nagle takie zamieszanie - raban z rzeżnikiem ze Żnina. Był to bardzo upalny dzień. Zofia
przyodziana w zwykłą sukieneczkę z krótkim rękawkiem, z bosymi stopami w sandałkach, pod-
ręczną dwukółką wybrała się na przejażdżkę. Było tak przyjemnie. Postanowiła, że zajedzie do
Żnina. Po drodze wstąpiła do rzeźnika. Miała, a przynajmniej chciała coś załatwić. A tu taki afront.
Rzeźnik jej nie poznał. nie obsłużył, ba jeszcze nieprzyjemnie się z nią obszedł, zarzucając kłam-
stwo i podszywanie się pod admirałową. Rozsierdzona Zofia wyskoczyła ze sklepu, zacięła konia
i pognała do domu. Wzburzona wpadła do biura i zażądała, by dyrektor Sroczyński zerwał wszel-
kie umowy z rzeźnikiem. Zawinęła się na pięcie i wyszła. Zarządca zmartwiał, lecz po chwili, gdy
ochłonął, zatelefonował dO Żnina. Wówczas się wyjaśniło, że... ta fiubździa hubździa - jak określił
w rozmowie Unrużynę rzemieślnik, która przyjechała nieoznakowanym, służebnym pojazdem, to
admirałowa, że rzeźnik nie poznał swojej chlebodawczyni. - Ale jak on się miał domyślić, że ta
panna to nie panna? Damy wyglądają inaczej, a Zofia miała fantazję. Sprawę załagodzono, bo
przecież nie można ot tak sobie było zerwać długoterminowych umów.
Letnie miesiące. które wielokrotnie admirałowa spędzała sama z synem Horacym, z gośćmi
i ich dziećmi, często upływały na przyjemnościach prawdziwie sielskich, wiejskich. Zabawach,
przedstawieniach, które organizowała wspomniana już Irena Turkowska z Kachną Schmidt ochro-
niarką czy Stanisławą Cabanówną nauczycielką, wypełniały czas, dawały radość mieszkańcom
i dzieciom sieleckim. Często pani admirałowa organizowała też - dziś powiedzielibyśmy - wypa-
dy za miasto. Wówczas były to wyprawy po okolicy, ale zdarzały się i dalsze wojaże. Zofia lubiła
dzieci, stąd jej i synowi zawsze towarzyszyła gromadka podopiecznych.
W barwnym, dworskim życiu Unrugów zapisały się też i smutne, wręcz tragiczne karty historii
dnia codziennego. Wybuch II wojny światowej zastał admirała na posterunku, na Helu. Obrona
Wybrzeża, przegrana Polski, więzienna tułaczka, duże problemy ze zdrowiem, a potem niemoż-
130
>>>
"--
...
..
I
-
'" ...
\.. r
..
,,; J ,
\.
....
,
.
0..
r
....
f
.
....
lO ,,'
.
'"
II. 2. Zofia Unrużyna na wycieczce z synem Horacym (po leweD i dziećmi z majątku
Fot. z archiwum autorki
ność powrotu do kraju odcisnęły silne piętno na duszy Józefa. Mimo to, choć już nigdy nie zoba-
czył swojej ziemi, ograbiony z majątku, skazany na emigrację, do końca życia żywo interesował się
tym, co było najbliższe jego sercu - marynarką wojenną, która znów w wolnej Polsce dźwigała się
ze zgliszcz i powojennej pożogi, tyle że już bez jego udziału. Równie ciężki los spotkał Zofię. Po
ucieczce z Sielca we wrześniu 1939 roku Won nieznane, po dramatycznych wydarzeniach - zginęła
jej angielska przyjaciółka, zawieruszył się w lawinie kampanijnych działań wówczas 9-letni syn
Unrugów - Zofia przebytowała okupację w Krakowskiem, w majątku dzierżawionym przez jej
kuzyna. Tam musiała ciężko pracować L. czekać na spotkanie z ukochanym mężem. Zobaczyli
się dopiero w 1945 roku. Józef przyjechał po swoją rodzinę do Niemiec, do których podążała
szczęśliwa już admirałowa.
Kim byli ludzie, których stale podziwiam? Ludźmi wielkiego serca i honoru. Poświęcenia, wiel-
kości i zarazem skromności. Byli zwykłymi "pięknymi" ludźmi.
Po latach niewoli Józef Unrug wraz z rodziną w maju 1945 roku udał się do Wielkiej Brytanii,
gdzie Polska Marynarka Wojenna oczekiwała na decyzję o jej dalszych losach. Rok później roz-
wiązanie PMW w Anglii zakończyło 42-letnią służbę morską. W ostatnim, wydanym przez siebie
rozkazie, dotyczącym zwrotu Admiralicji Brytyjskiej okrętu podwodnego ORP Dzik, Józef Unrug
napisał - "Jeśli potrafiliśmy utrzymać ducha niezfomnego w walce pefnej sukcesów i zaszczy-
tów, potrafimy zachować go również w niepowodzeniu. Wierzymy wszakżesz gfęboko, że nadej-
dzie czas, kiedy poczujemy pod stopami stalowy pokfad i znów w cieniu bandery Biafego Orla
będziemy udowadniać światu, że - «Jeszcze Polska nie zginęła»". Do historii przeszła postawa
admirała, który jako człowiek z zasadami nigdy nie podązał za sławą, ale który w ponurych cza-
sach niewoli nie poddał się, nie uległ kokieterii Niemców, ciepło zapisał się w pamięci współwięż-
niów, trzymając wysoko sztandar osobistej godności i narodowego honoru.
W 1948 roku, po demobilizacji Unrugowie wyemigrowali do Maroka. Zamieszkali w Agadi-
rze. Józef podjął pracę w firmie "Fregata", zajmującej się transportem morskim. Była to na-
miastka "utraconego" marynarskiego raju. Mimo szlacheckich korzeni, przyzwyczajeń do wy-
gód, jakimi otaczali się w przedwojennej Polsce, w Agadirze zamieszkali w bardzo skromnych
warunkach.
Mając 70 lat, admirał jeździł jeszcze motocyklem.
131
>>>
Józef nie czuł się jednak najlepiej w Afryce. Północny klimat Czarnego Lądu nie służył jemu
i jego rodzinie. Będąc już człowiekiem jesieni życia, podjął ostatnią decyzję o "ewakuacji". Unru-
gowie przenieśli się do Francji. Starsi państwo zamieszkali tym razem w domu rencisty w Lailly-
en-Val koło Orleanu.
Pan na Sielcu, mimo emeryckiego stanu prowadził nadal aktywny tryb życia. Jako wytrawny
kierowca i jednocześnie pensjonariusz swojej ostatniej przystani, dowoził własnym samocho-
dem zaopatrzenie do ośrodka.
Do końca dni admirał pozostał wierny sobie i swoim poglądom. Nie angażował się w życie
towarzyskie i polityczne emigracji, która obeszła się z nim, mówiąc taktownie, w sposób nieele-
gancki.
Częściej sięgał po pióro. Na łamach "Naszych Sygnałów", w piśmie Stowarzyszenia Marynar-
ki Wojennej oraz w niemieckim periodyku o tematyce wojenno-morskiej "Mariner Rundschau",
zamieszczał artykuły. Był opiniodawcą przygotowanej do druku piątej części pierwszego tomu
wydawnictwa "Polskie siły zbrojne w drugiej wojnie światowej", którą opatrzył uwagami.
Żywo interesowały go losy dawnych podwładnych oraz to, co dzieje się w Polsce. Z duzą
uwagą śledził rozwój przemysłu stoczniowego, na którym mu tak bardzo zależało, gdy był do-
wódcą Floty. Był dumny z kariery zawodowej syna, cieszył się z wnuków.
Największą życiową potyczkę stoczył i zdawał egzamin z charakteru w ostatnich dniach żywota.
Przez dłuższy czas jego naj bliżsi nie wiedzieli, że Józef umiera. Toczył samotny bój z rakiem.
Kiedy wszystkie "zasiekf morskich otchłani zostały przerwane, admirał udał się do szpitala.
We wspomnieniach syna Horacego tamte dni zapisały się nad wyraz dobitnie. Jego ojciec,
nie znosząc stanu bezczynności i unieruchomienia, czuł się coraz gorzej. Zofia postanowiła za-
brać męża do domu. Zmarł o północy, w nocy z 28 II na 1 III 1973 roku. Ciało admirała Józefa
Unruga zostało złożone do grobu na cmentarzu w Montesor. Gdy opuszczano trumnę, rzucono
na nią garść ziemi z Oksywia.
Wielki syn polskiego narodu spoczął pośród powstańców 1831 i 1863 roku.
Przybyły na uroczystość pożegnania admirała jego adiutant, komandor Bohdan Wroński roz-
począł przemówienie słowami, które w symboliczny sposób zobrazowały los nie tylko jego do-
wódcy, ale wielu pokoleń Polaków, którym po walce za Ojczyznę nie dane było brać w jej życiu
udziału, lecz zmuszeni byli żyć od niej z daleka - ..ojest źe ziemia jaka, która by kości polskich nie
miala w swym lonie, co by się nie napila krwi i lez Polaka... Na koniec zaś mowy pogrzebowej,
przytoczył fragment wiersza Kazimierza Wierzyńskiego, który kiedyś przed laty cytował mu
admirał -o.. wierność sumieniu
sens ponad klęską
to było nasze
tego nie wezmą
jest i zostanie...
Przypisy:
1. Artykuł jest uzupełnieniem publikacji: Dwór marzeń, czyli "żyde dworskie" w XX i XXI wieku, .Materiały
do dziejów kultury i sztuki Bydgoszczy i regionu", 2004, z. 9, s. 108-123, a tekst niniejszy oparto na:
J.M.. Admiralski krawiec, "Morze". R. 1962, nr 6; K. Sławiński, Jeniecki obóz specjalny CoIditz, Warsza-
wa 1973; K. Sławiński, Wspomnienie o Kontradmirale, "Morze". R. 1973, nr 9; B. Wroński. Pożegnanie
Admira'a, "Wiadomości", R. 1973, nr 18; E. Madey, Kontradmira' Józef Unrug, "Przegląd Morski",
R. 1986, nr 9; A. Cieślik. E. Kowalska, Admira' z Pa'uk Józef Unrug, Żnin; E. Kowalska, Admira' z Pa'uk,
.Żnińskie Zeszyty Historyczne", R. 1992, nr 3; Genera'owie i komendantura (wg www.info.kalisz.pl/Sie-
rakiewicz). Wywiady przeprowadzone przez autorkę: K. Dymaczewska, Sielec, I. 2003 - czerwiec 2005;
G. Kobielak, Juncewo, 2005 r.; M. Sroczyński, Sielec, 2003 r.; S. Wolter, Sielec, I. 2003 - czerwiec 2005.
132
>>>
I WOJEWÓDZKI KONKURS
"ZABYTKI NASZEGO REGIONU"
>>>
Jesienią 2004 roku Pracownia Dokumentacji i Popularyzacji Zabytków Wojewódzkiego Ośrodka
Kultury w Bydgoszczy ogłosiła konkurs skierowany do uczniów szkół ponadgimnazjalnych, który
odbył się pod hasłem .Założenia dworsko-parkowe i pałacowo-parkowe województwa ku-
jawsko-pomorskiego.. Nad imprezą patronat objęli: Wicemarszałek Województwa Kujawsko-Po-
morskiego Jan Szopiński oraz Wojewódzki Kujawsko-Pomorski Konserwator Zabytków dr Marek
Rubnikowicz. Redakcja "Spot"ań z Zabytkami" ufundowała nagrody książkowe. Komisarzami
i zarazem pomysłodawczyniami konkursu są Agnieszka Wysocka i Daria Bręczewska-Kulesza.
Z całego województwa spłynęło 68 prac konkursowych. Oceniało je jury pod przewodnic-
twem Iwony Brzozowskiej - kierownik delegatury bydgoskiej Wojewódzkiego Urzędu Ochrony
Zabytków w Toruniu. Członkami jury byli: Iwona Jastrzębska-Puzowska, doktor historii sztuki
Akademii Bydgoskiej, Lech Łbik, historyk z Pracowni Dokumentacji i Popularyzacji Zabytków
WOK oraz bydgoski fotografik Tytus Żmijewski.
Młodzi ludzie, między innymi z Włocławka, Torunia, Bydgoszczy, Grudziądza, Inowrocławia,
Nowego, Wąbrzeżna, Brodnicy, Kowala, Lipna, Płużnicy, Tucholi, Nakła, Gąsawy, Unisławia, Sę-
pólna Krajeńskiego, Aleksandrowa Kujawskiego, Rypina, Rogowa, przygotowali bardzo interesu-
jące prace o znanych obiektach, takich jak Niedźwiedź, Lubostroń, Ostromecko, Komierowo
i Kobylniki, Szafarnia, ale i mniej znanych, jak Zarzeczewo, Więsławice, Wielka Komorza, Stable-
wice, Raciążek, Obudno, Mełno, Kawęczyn, Choceń, Dębowa Łąka.
Finał konkursu odbył się w pięknym pałacu w Lubostroniu 30 maja 2005 roku, uświetnił go
występ uczniów z Zespołu Szkół Muzycznych w Bydgoszczy.
Pierwszą nagrodę otrzymał Szymon Wiśniewski z Grudziądza za pracę o pałacu w Melnie.
Druga przypadła trzem uczennicom z Liceum Ogólnokształcącego w Unisławiu - Joannie la-
skowskiej, Magdalenie Zarębie i Emilii Nerowskiej za historię dworu w Stablewicach. Trzecią
nagrodę dostał Tomasz Kalinowski z Wąbrzeżna za pracę o dworze w Niedźwiedziu. Nagrodą
za najlepsze zdjęcia uhonorowano Annę Michalską z Włocławka za nastrojowe fotografie pała-
cu w Zarzeczewie Starym.
Konkurs pokazał, jak bliskie młodym ludziom są zabytki, że potrafią ich zainspirować i za-
chwycić. Z wielu prac dało się wyczytać troskę o dalsze losy tych niekiedy silnie zrujnowanych
obiektów lub radość, jeśli budynek znalazł prawdziwego gospodarza i odzyskuje dawny blask.
Oprócz wymienionych powyżej głównych nagród przyznano jeszcze następujące nagrody
i wyróżnienia:
Nagrody dla najaktywniejszych szkół: Zespół Szkół Ogólnokształcących w Wąbrzeżnie,
I Liceum Ogólnokształcące we Włocławku.
Nagroda Wojewódzkiego Kujawsko-Pomorskiego Konserwatora Zabytków: Paulina Pamuła
Wyróżnienia specjalne: Dominika Morawska, Kinga Rosińska, Katarzyna Żuralska, Anna Pe-
trykowska, Bartłomiej Marchlewski.
Wyróżnienia za fotografie: Przemysław Blaszka, Eryk Drążyk, Tomasz Góralski, Marta Gra-
bowska, Rita Maria Jasińska, Natalia Karwowska, Milena Kurdubska, Jolanta Malecka, Piotr No-
cOń, Joanna Osmałek, Wojciech Osmałek, Dorota Pietrucin, Anna Sztokmańska.
Wyróżnienia za tekst: Alicja Bartoszewska, Piotr Bloch, Ewa Chrzanowska, Barbara Grabiń-
ska, Natalia Kochowicz, Joanna Lach, Radosław Laskowski, Marta Liskula, Anna Petrykowska, Alek-
sandra Powierska, Patrycja Rabuła, Patrycja Sakowicz, Izabela Szymańska. Jagoda Zagórska.
Nagrody otrzymali również nauczyciele za przygotowanie uczniów do konkursu: Anna
Kwiatkowska, Sebastian Bartkowski, Aleksander Czarnecki.
Nagrodzone prace o pałacu w Mełnie i o dworach w Stablewicach i Niedźwiedziu publikuje-
my poniżej.
135
>>>
Szymon Wiśniewski - I nagroda
(IV Liceum Ogólnokształcące w Grudziądzu)
Pałac w Mełnie
Mełno leży w powiecie grudziądzkim, na terenie gminy Gruta. Jest oddalone od Grudziądza
o 17 km na wschód. Jest wsią słynącą do niedawna z cukrowni. Obecnie została ona zamknięta.
Zostały po niej tylko piękne wspomnienia i budynki. Na terenie Mełna Majątku, nazywanego tak
w odróżnieniu od Mełna zwanego Cukrownią, znajduje się pałac, siedziba dawnych właścicieli
tegoż majątku. Niegdyś piękny i dumny, teraz z dnia na dzień podupadający.
Wygląd i historia pałacu w Mełnie
W I połowie XIX wieku, dokładnie 22 czerwca 1821 roku, z powodu zadłużenia Mełno ze wszyst-
kimi dobrami zostało sprzedane Bankowi Krajowemu w Berlinie za 260 000 talarów. Za taką samą
sumę w tym samym roku wydzierżawiono dobra mełneńskie wysokiemu urzędnikowi Gottliebowi
Ludwikowi Bielerowi (GottJieb Ludwig Bieler), który 18 marca 1830 roku ostatecznie nabył Mełno
na własność. Od tej pory do 1945 roku majątek w Mełnie pozostawał w rękach rodziny Bielerów.
W 1855 roku kolejny właściciel z tego rodu, Emil Bieler na niewielkim wzniesieniu wybudował
pałac, który był przykładem architektury eklektycznej, typowej dla budownictwa trzeciej ćwierci XIX
wieku. O pierwotnym wyglądzie pałacu dowiadujemy się z litografii zamieszczonej w pracy
A. Dunckera wydanej w 1869 roku. Wejście główne tworzyły dwa bliźniacze otwory drzwiowe
zamknięte półkoliście, stanowiące analogię do dziś istniejącego wnętrza hallu, gdzie na wolno sto-
jącej kolumnie i słupach przyściennych wsparte są dwa łuki podtrzymujące galerię górnej kondy-
gnacji. Na fasadzie frontowej pierwszego piętra, jak wynika z litografii, pierwotnie znajdowały się
dwa prostokątne okna. Od strony wschodniej natomiast w miejscu obecnej przybudówki był nad
wejściem daszek wsparty na słupkach porośniętych roślinnością, a w partii dolnej strzyżony ży-
wopłot tworzył rodzaj altanki.
?
-,
,-f-. , ....
---
...
........'t.
.:., I
.
L
J
f
'.
1./
.,..
.
",ii et'
--
J
ij
".. _ \.11
I.
I 1-'
I
!
. "I
,
.
.
.s
.
.
- . J:
"
.
ł
...
t'
tA I.
\
.
J
\
F}
\1
l
. .. .
':'
+.ł.
t .
"J;
l'
.. I I-
1\.
"
..,
136
""
Są przypuszczenia, że
w 1901 roku Hugo (syn Emi-
la) dobudował do pałacu po
stronie północno-zachodniej
skrzydło, gdzie miał się po-
mieścić liczny orszak osób,
przybyłych na uroczyste odsło-
nięcie obelisku poświęconego
Bismarckowi, tzw. Bismarck
Tuerme. Jednakże prawdo-
podobny jest też fakt powsta-
nia skrzydła z salą balową rów-
nocześnie z pałacem, na co
wskazuje wymieniona rycina,
a w 1901 r. skrzydło to wraz
z salą przebudowano lub wy-
remontowano.
Pałac usytuowany został
w dużym parku krajobrazo-
wym o bardzo urozmaiconym
...
>>>
drzewostanie. Park powstał w drugiej połowie XIX wieku, dzięki ożywionej działalności Emila
Bielera, nad stawem nazywanym Bocianem.
Budynek jest piętrowy, murowany i otynkowany, zwrócony frontem ku północy, na nieregular-
nym rzucie i z kwadratową wieżą od południa. W górnych jej partiach zostały umieszczone okna
biforyjne wzorowane na romańskich. W narożniku północno-wschodnim znajduje się ośmioboczna
wieżyczka alkierzowa z neogotyckim sklepieniem wewnątrz. Portal główny od frontu ujęty jest po
bokach pilastrami, ponad którymi znajduje się jedno duże półkoliście zamknięte okno ozdobione
witrażem, również obramowane pilastrami i zwieńczone niskim trójkątnym tympanonem. W zwień-
czeniu ścian umieszczone zostały fryzy arkadowe nawiązujące do formy romańskiej. Szczyty
pałacu oraz jego ryzality posiadają zwieńczenie schodowe. Dachy dwuspadowe, niegdyś za-
pewne ceramiczne lub blaszane, dziś pokryte są płytkami azbestowo-cementowymi.
Układ wnętrza, zarówno parteru, jak i pierwszego piętra z niewielkimi zmianami przetrwał do
dziś. Pokoje umieszczone są w amfiladzie po dwóch stronach korytarza biegnącego przez całą
długość pałacu. Od frontu znajduje się dwukondygnacyjny hall o bogatym wyposażeniu z bo-
azeriami i stolarką drzwiową. W prawym jego narożniku został umieszczony brązowy piec kaflo-
wy, z ozdobnym ornamentem roślinnym. Pozostałe dwa piece są w pomieszczeniach parteru. Na
pierwsze piętro galerii prowadzi drewniana klatka schodowa z zachowanymi tralkami, które swoją
formą nawiązują do arkad fryzu zewnętrznego i korespondują z wystrojem boazerii ściennej. Nad
wejściem znajduje się duże okno, po jego obu stronach umieszczone są dwa obrazy z motywami
architektury obronnej. Na galerii pierwszego piętra oraz w supraportach wystających nad drzwia-
mi parteru namalowane są widoki pięciu okolicznych zamków krzyżackich bądź ich fragmenty.
W sali balowej zachowały się oryginalne żyrandole. W całym budynku występują drewniane par-
kiety, drzwi z ozdobnym obramieniem, a w pomieszczeniu jadalni dwie windy kuchenne w drew-
nianej obudowie.
W okresie powojennym pierwszym sygnałem dotyczącym prac remontowych pałacu w Meł-
nie było pismo Spółdzielni Pracy Projektowo-Kosztorysowej "Projekt" w Toruniu, w którym
23 stycznia 1964 roku zwróciła się do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Bydgoszczy
z oświadczeniem, że otrzymała zlecenie na opracowanie projektu przebudowy pałacu. Po prze-
prowadzeniu wizji lokalnej 29 maja 1973 roku zlecono:
1. W ramach remontu bieżącego palacu należy między innymi wykonać zmianę pokrycia
dachowego i kolorystyki elewacji. Program prac budowlanych i projekt kolorystyczny winny być
uzgodnione w Urzędzie Konserwatorskim.
2. W omawianej sprawie rekonstrukcji i konserwacji zabytkowego parku prosimy dostosować
się do wskazań Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody.
Dnia 10 lipca 1973 roku Zootechniczny Zakład Doświadczalny zwrócił się z prośbą o wyraże-
nie zgody na remont pałacu. Realizację tych prac zlecono Przedsiębiorstwu Państwowemu Pra-
cownia Konserwacji Zabytków w Toruniu. Prace o wartości 2,5 mln złotych wykonane zostały
w latach 1976-1977. Wojewódzki Konserwator Zabytków w Toruniu wyraził zgodę na konserwa-
cję odkrytych w sali balowej polichromii. Miało to miejsce 15 marca 1977 roku. Po 1945 roku był
to jedyny, kompleksowo przeprowadzony remont pałacu połączony z rekonstrukcją i konser-
wacją otaczającego go parku.
W rękach rodziny Bielerów majątek wraz z pałacem pozostawał do 1945 roku. Pełnił on funk-
cję mieszkalną i reprezentacyjną bogatego właściciela ziemskiego. O losach rodu Bielerów mo-
żemy się dowiedzieć z nagrobków na rodzinnym cmentarzu umieszczonym w parku, niedaleko
pałacu. Od niedawna jest on zadbany i restaurowany. Ostatni pochówek miał miejsce w 1994
roku, kiedy to pochowano tu szczątki zmarłego w 1954 roku Egberta von Bieler.
Stan techniczny i obecne zagospodarowanie
Pałac jest w dobrym stanie. Jedynie łuszcząca się na zewnętrznym tynku farba pozostawia
wiele do życzenia i psuje jego ogólny wygląd.
137
>>>
Wewnątrz jest jednak zadbany. Przez wiele lat mieściły się w nim biura Zootechnicznego
Zakładu Doświadczalnego. Zachowała się większość oryginalnych sprzętów oraz wystrój z prze-
łomu wieku XIX i XX, w tym obrazy autorstwa grudziądzkiego malarza Gustawa Breuninga, przed-
stawiające zamki w Brodnicy, Golubiu, Radzyniu Chełmińskim i Grudziądzu. Zapewne wymaga
on remontu, jednak nie jest to palącym problemem. W porównaniu do innych tego typu budowli
jest on naprawdę w dobrym staroie. Niewątpliwie przydałby się nowoczesny i bardziej ekono-
miczny system ogrzewania. Instalację elektryczną też należałoby wymienić i dostosować do dzi-
siejszych potrzeb i norm bezpieczeństwa.
Obecnie pałac "stoi pusty" i nie jest zagospodarowany. Osoby postronne nie mają do niego
wstępu. Zootechniczny Zakład Doświadczalny chce go sprzedać. Teraz jest najlepszy moment
na zrealizowanie planów związanych z pałacem.
Zagospodarowanie pałacu w przyszłości
Pałac został wybudowany w celach mieszkalnych. Dlatego według mnie najlepiej sprawdzał-
by się jako hotel. Również dlatego, że mimo dość sporej odległości od Grudziądza dojazd do
pałacu jest dobry, a w dobie powszechnej motoryzacji kilkanaście lub nawet więcej kilometrów
nie stanowi problemu. Jeszcze atrakcyjniejszą funkcją dla tego pałacu byłby pensjonat lub sana-
torium. Jest to możliwe w oparciu o niedalekie żródła solanki w Maruszy pod Grudziądzem. Tak
jak pałac są one do dzisiaj niewykorzystane.
Dodatkowym atutem są okoliczne tereny spacerowe. Są przecudne. Przypałacowy park jest
pełen pomników przyrody. Okolica jest ciekawa. Blisko jest zarówno do zabytkowego Grudzią-
dza, jak i pięknego, starego Radzynia Chełmińskiego, z robiącymi do dzisiaj duże wrażenie mo-
numentalnymi ruinami krzyżackiego zamczyska, siedziby komturstwa. W najbliższej okolicy wije
się bardzo malownicza rzeka Osa, jest kilka jezior, sporo ciekawie położonych małych miejsco-
wości. Ba, do Bydgoszczy i Torunia nie jest też przesadnie daleko, bo około 70 kilometrów. Rów-
nież Brodnica, Kwidzyn, Malbork. a nawet Gdańsk (120 km) leżą w odległości umożliwiającej
organizowanie jednodniowych wycieczek.
Można też wyznaczyć ciekawe trasy rowerowe, choćby w oparciu o starą, już nieistniejącą linię
kolejową Mełno - Chełmża i "polną" kolejkę, również nieistniejącą, która służyła do zwożenia
z okolicznych pol buraków do cukrowni. Nadają się do tego również lokalne drogi, na których nie ma
zbyt dużego ruchu samochodowego. Można także dołączyć turystykę konną lub przejażdżki konny-
mi zaprzęgami. Jezioro (ok. 2 km od pałacu, drugie co do wielkości w pow. grudziądzkim, ok. 170 ha
powierzchn
mogłoby służyć do kąpieli i uprawiania sportów wodnych. Przystosowanie pałacu do
pełnienia takiej funkcji oraz do organizowania różnego rodzaju konferencji, uroczystości czy balów
nie powinno być trudne. Obiekt pełnił niegdyś funkcje zarówno reprezentatywne, jak i mieszkanio-
we. Posiada również do dzisiaj odpowiednie zaplecze. Jeszcze kilkanaście lat temu funkcjonowała
w nim kuchnia, stołówka, były przygotowywane i wydawane obiady. Dodatkową atrakcję stanowić
mogłaby wspaniała sala balowa z oryginalną polichromią na ścianach i drewnianym stropem,
z pierwotnymi żyrandolami i parkietem. Jedynym, co może odstraszać, to zapewne wysokie koszty
remontu. Nie da się jednak przeliczyć na pieniądze niezwykłej aury tego miejsca. Goście mogliby
się pochwalić, że mieszkali w 15Q-letnim pałacu. Dla pensjonariuszy są to równie istotne walory.
Do tego dochodzą niezwykle ciekawe dzieje miejscowości. Przecież tutaj znajduje się osada
prehistoryczna, na dnie pobliskiego jeziora spoczywa cenny obiekt archeologiczny, tzw. dłuban-
ka, czyli drewniana łódź wykonana z jednego pnia, nad jeziorem znajduje się wczesnośrednio-
wieczne grodzisko. Tu, pomiędzy jeziorem Mełno a rzeką Osą, stały wojska Jagiełły i to tutaj
podpisano traktat pokojowy pomiędzy Polską, Utwą a Krzyżakami w 1422 roku. Mieszkańcy do
dzisiaj pokazują miejsce, gdzie na kamieniu przesiadywał król. Mełno pamięta też krwawą bitwę
z września 1939 roku. Pasjonujące są dzieje wojennego cmentarza na pobliskim wzgórzu. Do
tego dochodzą mało znane wydarzenia, jak wspomniana już budowa wieży - pomnika Bismarcka
czy też spoczywający pod wodą jeziora wrak niemieckiego samolotu.
138
>>>
Pensjonat lub sanatorium rozwinęłyby gospodarkę okolicznych wsi. Również turystyka i agro-
turystyka miałyby szansę na rozwój. Ożywienie takie jest potrzebne. Mełno stałoby się znane,
a dodatkowo odwiedzane przez turystów. Umożliwiałoby to utworzenie nowego źródła zarobków
dla okolicznych mieszkańców, co jest szczególnie ważne teraz, po zamknięciu cukrowni, reduk-
cjach na kolei i zmianie systemu gospodarki w rolnictwie. Dziedziny te od ponad stu lat stanowiły
podstawowe źródło utrzymania mieszkańców Mełna i najbliższej okolicy. Wzrosłaby również ran-
ga gminy. Solanka, która jest potencjalnym bogactwem, i pałac pozwoliłyby na rozwinięcie całe-
go powiatu grudziądzkiego.
Pałac w Mełnie znaczy dla mnie bardzo dużo. Park otaczający tę budowlę jest wspaniały.
Uwielbiam odwiedzać to miejsce o różnych porach roku i obserwować zmiany w przyrodzie.
Duża liczba pomników przyrody, a w szczególności czerwone buki, zwiększa urok tego miejsca.
Niestety, znajdujące się w parku wiekowe drzewa obumierają. Jest ich coraz mniej. Mam wielką
nadzieję, że park i opustoszały pałac nie ulegną zniszczeniu i dewastacji.
139
>>>
Joanna Laskowska, Magdalena Zaręba, Emilia Nerowska - " nagroda
(Liceum Ogólnoksztalcące w Unislawiu)
Dworek w Stablewicach
I. Wstęp
Dwór w Stablewicach, podobnie jak cała wieś, nie doczekał się swej monografii historycznej.
(on) Niniejsza praca poświęcona dworkowi szlacheckiemu w Stablewicach również nie stawia
sobie takiego celu. Ma natomiast przyczynić się do popularyzacji tego obiektu oraz dziejów z nim
związanych.
Podstawą naszej pracy stała się dokumentacja dworku znajdująca się w dziale dokumentacji
Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Toruniu. Ponadto wykorzystano Katalog Zabytków
Sztuki w Polsce oraz regionalne opracowania historyczne, a także prace dostępne w Unisław-
skim Towarzystwie Historycznym.
II. Historia obiektu i jego właścicieli
Obecny dworek został zbudowany w roku 1842. Nie wiadomo, czy powstał on na terenie
wcześniej istniejącego obiektu szlacheckiego. Wiadomo bowiem, że wieś Stablewice była wsią
szlachecką już od czasów średniowiecznych. Z początków XV w. znamy kilku jej właścicieli wy-
wodzących się ze stanu rycerskiego. (on) W okresie nowożytnym źródłowo potwierdzonymi wła-
ścicielami Stablewic byli Wolscy, dzierżyli 26 łanów w Stablewicach. Oni to są wzmiankowani
jako właściciele w latach 1484 r., 1570 r., 1667 r. W 1682 r. jako współwłaściciele występują także
rodziny Spławskich, Frankiewiczów i Czapskich. Ci ostatni jako jedyni posesjonaci posiadają
Stablewice od 1774 do 1803 r. Po tym okresie majątek zaledwie przez dwa lata jest w rękach
Franciszka Twarowskiego. Od 1805 r. właścicielem staje się Włodzimierz Pląskowski. W tym czasie
"...
i'
...
!
o".
'.
'.
.' ;\0
"it'"
o.
..,...
"
. ,"
.;
".. ..
.-ł
.. .
..
ł I
.
I
..---
.-
r
....
. e.
". ,.
.. ł-
.;
..-
140
>>>
powstaje dwór, który istnieje do
dziś. (oo.) Następnymi właści-
cielami, którzy rozbudowali fol-
wark, była książęca rodzina
Benthein-Tacklenburg z West-
falii. Dzierżyli oni Stablewice od
1858 do 1922 r. Jak wynika
z tajemniczej dokumentacji po-
chodzącej z 1943 r. (a znale-
"
zionej w 1992 r. w budynkach
gospodarczych), majątek sta-
blewicki wraz z dworkiem stał
się po 1922 r. własnością ów-
czesnego ministra finansów
hrabiego Grabskiego. Ten
ostatni w roku 1928 sprzedał
majątek Adamowi Szczerbin-
skiemu. Po krótkim epizodzie
posiadania Stablewic przez pewną żydowską firmę znalazły się one w rękach Dembińskiego,
a następnie jego bratanka dr. Dembińskiego-Cieszkowskiego. W okresie okupacji dworek zarzą-
dzany był przez administratorów niemieckich. Po wyzwoleniu w 1945 r. majątek został własno-
ścią Skarbu Państwa Polskiego, a póżniej utworzono na jego terenie Państwowe Gospodarstwo
Rolne. W 1977 r. przyłączone jako Zakłady Rolne do Przedsiębiorstwa w Raciniewie.
W 1980 r. dworek został odremontowany. Po przemianach gospodarczych, jakie miały miejsce
w latach 90., dworek wraz z majątkiem jest dzierżawiony przez firmę Stabrol.
:........
'. "",,-.
-
..ł:.:.
.
.:..'
.
-.r..
Mo ':.-ł
.",..
)-
. "i;';-
_ ','" .......
..
'_:':
'
'
i.
.
-.(" '-.
. i;"" ,
_ ."'t!.. .
,-- .._
...
;.i
. .
rr. . s'" ......
I I rr .
:
., -
,---' I.t : .- t'
__ I' . '.
-- ...
. .
'\;.,. --:.
.. ?ł'....
,4
.....
....
.
t-.
rr
ł .
I
.-
' I rr
ł II
:1
.' .
.
.
-..
.. Jt& .....
.
l
III. Stan obiektu i jego funkcja
Dworek położony jest w województwie kujawsko-pomorskim, w gminie Unisław, w miejsco-
wości Stablewice. (00.) Wyruszając z nieczynnego dworca PKP w Unisławiu własnym pojazdem,
należy jechać ulicą Lipową, potem skręcić w prawo w ulicę Chełmińską, po ominięciu wysepki
kierowac się ulicą Grudziądzką do samych Stablewic. Gdy zauważalne będą charakterystyczne
budynki gospodarcze (byłego PGR), należy skręcić w prawo (przy kapliczce), wjechać na dzie-
dziniec. Dworek jest usytuowany między dziedzińcem a ogrodem.
Dworek zbudowany jest z cegły. W fundamentach znajduje się kamień polny. Wiązania wyko-
nane są z zaprawy wapiennej, a tynk zewnętrzny z zaprawy wapienno-cementowej. Zbudowany
jest na planie prostokąta, dwutraktowy z sienią i korytarzem. Klatka schodowa prowadzi do miesz-
kania na poddaszu.
Elewacja frontowa, tynkowana z centralnym ryzalitem przechodzi w wystawkę zamkniętą trój-
kątnym tympanonem z centralnym oknem powiekowym. Ryzalit jest poprzedzony gankiem
z ceglaną balustradą oraz ośmioma schodkami. Otwory okienne dworku są prostokątne. Stolarka
okienna jest dwuskrzydłowa sześciopodziałowa. Drzwi wejściowe są dwuskrzydłowe podzielone
na cztery płycizny.
Elewacja ogrodowa z centralnym ryzalitem przechodzącym w wystawkę zwieńczoną trójkąt-
nym tympanonem z centralnym oknem powiekowym. Układ okiennic jest taki sam jak
w elewacji frontowej. Stolarka okienna jest sześciopodziałowa z krzyżem w pojedynczych szcze-
blinach. Drzwi do ogrodu są dwuskrzydłowe z przeszklonymi płycinami górnymi.
(on)
Dworek od strony południowej otacza przepiękny park, pochodzący z początków XIX w.
(O.,) Odrestaurowany dworek wraz z parkiem stanowi bardzo ujmujące miejsce w wiejskiej
architekturze gminy Unisław.
141
>>>
IV. Pomysły na wykorzystanie obiektu
W związku z tym, iż w gminie Unisław jest kilka dworków pochodzących z XVIII-XIX w. (Goło-
ty, Raciniewo, Grzybno, Stablewice), planujemy stworzenie rowerowej trasy "Szlakiem szlachec-
kich dworów gminy Unisław" oraz przewodnika rowerowego opisującego trasę oraz dane obiek-
ty. Właściciel Stablewic zgadza się na zwiedzanie obiektu oraz parku, który w okresie letnim
i wiosennym jest nad wyraz piękny. Zachowany jest w nim pierwotny układ, wraz z pięknymi
alejami kasztanowymi oraz współcześnie dodanymi elementami architektury zielonej.
142
>>>
Tomasz Kalinowski - '" nagroda
(Zespól Szkól Ogó/noksztalcących w Wąbrzeźnie)
Pozostał tylko "Zaczarowany Ogród".
Zespół dworsko-parkowy w Niedźwiedziu
Przedmiotem mojego opracowania jest dwór z przyległym parkiem w Niedźwiedziu. Wybra-
łem właśnie ten obiekt, ponieważ chcę zwrócić uwagę na jego stan. Ta niegdyś bogata siedziba
szlachecka teraz popadła w nieomal całkowitą ruinę. O jej stanie najlepiej świadczy napis przed
bramą "Wejście na teren zespołu pałacowo-parkowego grozi trwałym kalectwem lub śmiercią".
(o..) Jednak zespół to dziedzictwo kultury wymagające natychmiastowej interwencji konserwator-
skiej, by zachować to co jeszcze pozostało i nie dopuścić do dalszej dewastacji.
Dwór w Niedźwiedziu (gmina Dębowa Łąka) został wzniesiony w połowie wieku XIX. Wybu-
dował go Jan Kucharski, później dziedziczyły go kolejne pokolenia. Najznamienitszym okresem
dla tego obiektu były czasy, gdy zamieszkała w nim rodzina Mieczkowskich. Była ona w posiada-
niu dworu do wybuchu II wojny światowej. (on) Po wojnie majątek został przejęty przez Państwo-
we Gospodarstwa Rolne. (n.) W roku 1986 dotychczasowi mieszkańcy wyprowadzili się. Dwór
opustoszał. Stopniowo zaczynały się zawalać elementy konstrukcji, odpadły tynki. To czego nie
zniszczył czas i wcześniejsi lokatorzy, zostało zdewastowane i rozgrabione. W 1992 roku mienie
przejęła Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa. (...)
W dniu 12 kwietnia 1995 roku zniszczeniu ulegla wieża znajdująca się po stronie zachodniej.
Dwór w Niedźwiedziu był niegdyś siedzibą prywatnego muzeum. Kolekcja zaczęła powsta-
wać już w czasie, gdy jego właścicielem był Jan Kucharski, pierwszymi eksponatami były zabytki
archeologiczne. Póżniej ród Mieczkowskich kontynuował tworzenie zbioru. Był on bardzo cenny
....
-o --.!y .
f"\ ,.
."'-
i'If.
"
"
- -.
"-
:;,
.;.'
\
.:.
\ '
.
/ .
,
".'\.
..
.1...1"
-
- -
\
; \ J .)\ '1'
- :: ·
\' I'''.
\
tJ
',-
\ \o-
V '
,,
,
,. ....,
\
.
. .
.
'$
.
...
'.
,
"., \
ł'
""
11'
,
\
-
\
.; .'
..:
.. .
'1. '..,.)
"."':
'
.
"'
.
. \.
-
....-
;t
. 't
-
.
..
\.
0"0
\,
---
-
, i'. . \ t,.....: .
."
...¥-
. .'" .
....
o....
..
_oC'
_, 'o
..... ,..,... .
-'
..:
- ...
143
>>>
ze względu na liczne zbiory artystyczne. Wiele dzieł malarstwa europejskiego, rzeźb, porcelany
i mebli. Niezwykle liczne były też drobiazgi takie jak przeróżne zegarki, tabakierki, monety i me-
dale. Kolejnym działem były stroje i ozdobne elementy odzieży, zajmujące osobne pomieszcze-
nie. W okresie przed odzyskaniem niepodległości oraz w dwudziestoleciu międzywojennym było
to miejsce kultywowania patriotycznych wartości. (o..) Wszystkie zbiory zajmowały prawdopo-
dobnie 12 pomieszczeń, z których każde miało swoją ekspozycję. Przed wojną do Niedźwiedzia
przyjeżdżali liczni zwiedzający, aby oglądać zarówno zbiory muzealne, jak i park.
W czasie okupacji dwór został ograbiony, a wiele cennych eksponatów uległo zniszczeniu. (...)
Do murowanego dworu od strony północnej, od wsi, prowadzi długa aleja dojazdowa zakoń-
czona kolistym podjazdem, obsadzona po obu stronach wiekowymi kasztanowcami. Środek
owalnego podjazdu był zagospodarowany w formie gazonu. Rosły na nim żywotniki. Do dzisiaj
pozostał tylko jeden z nich.
Zespół dworsko-parkowy był otoczony ceglanym murem, w górnej części słupów znajdowa-
ły się ozdobne niedźwiedzie głowy. Obecnie widać tylko metalowe haki w miejscach, gdzie przy-
twierdzone były owe głowy. W murze znajduje się też kilka dziur. Zachowały się natomiast czę-
ściowo drobne ozdoby muru (w kształcie rozetek i muszli).
Park stanowi nieodłączną część zespołu. Po tym jak zaprzestano jego pielęgnacji, ulegał
naturalnym procesom "dziczenia". Nie rosną dziś bukszpanowe żywopłoty. Lipy i dęby szypuł-
kowe odmiany stożkowej, które były niegdyś przycinane, dziś mają rozrośnięte gałęzie. Na nie-
mal wszystkich topolach czarnych pasożytują obecnie jemioły. Większość świerków uschła. Swój
charakter zachował w dużej mierze park leśny. Na terenie parku angielskiego wiosną rozwija się
dywan zawilców.
Park jest z ekologicznego punktu widzenia bardzo cenny i to właśnie w obecnym stanie. Jest
ostoją i miejscem gniazdowania wielu drobnych ptaków (sikory, kowaliki, dzięcioły i inne). Za-
uważyć można ślady bytowania zajęcy. W czterech stawach położonych na obszarze zespołu
również tętni życie. Starodrzewia niewątpliwie wpływają na tutejszy mikroklimat. Sztuczne zbio-
rowiska roślinne, które przez całe lata były pielęgnowane, po tym jak zaprzestano zabiegów,
zaczęły się zmieniać. Zniknęły rabaty kwiatowe i klomby, nie ma też już śladu po oranżerii. Za to
widać siłę przyrody. Niektóre wiekowe drzewa wywracają się, ale są powoli zastępowane przez
młode siewki, które z czasem zajmą ich miejsce. Na obumarłych pniach rozrastają się grzyby
i mszaki. Na terenie ogrodu francuskiego rozwijają się zarośla czarnego bzu i głogu, dobre miej-
sce dla małych ptaków. Podczas gdy dwór został opuszczony i popada w ruinę, park po prostu
ewoluuje i nadal tętni życiem. Na pewno jest to inne życie, niż to gdy w okresie międzywojennym
do Niedźwiedzia przyjeżdżały wycieczki, by podziwiać jego uroki, ale również w chwili obecnej
ma swoje walory, niesie nutkę tajemniczości niczym "zaczarowany ogród".
(n.)
Myślę, że przywrócenie dworu i parku do dawnej świetności jest obecnie prawie niemożliwe,
ale przy odpowiednich środkach finansowych można by podjąć próbę jego odnowienia,
a w niektórych fragmentach odbudowania. Gdyby to się powiodło, obiekt wraz z parkiem mógłby
się stać miejscem, do którego przyjeżdżałyby wycieczki, niczym w latach największej jego świet-
ności, ale z całą pewnością, mógłby stać się miejscem wypoczynku i rekreacji mieszkańców
Niedźwiedzia. Wizyta w tym miejscu zapewne byłaby też doskonałą lekcją historii. Na początek
wystarczyłoby zabezpieczenie dworu przed dalszymi zniszczeniami i uprzątnięcie jego otocze-
nia, tak aby można w tym miejscu bezpiecznie przebywać. Trudno określić w jakim stanie są
obecnie wnętrza pałacu, które niegdyś kryły ogromne bogactwo historycznych eksponatów. Dzisiaj
wejście do środka jest niemożliwe. Może kiedyś ktoś spróbuje wśród wielu pomieszczeń dworu
urządzić kolejną niesamowitą, historyczną kolekcję, o której stanie się głośno jak kiedyś o zbio-
rach rodu Mieczkowskich.
144
>>>
WYKAZ ZAWARTOŚCI
"Materiały do dziejów kultury i sztuki Bydgoszczy i regionu"
z. 1-9, lata 1996-2004 (w nawiasie podano numer zeszytu)
BYDGOSZCZ
Bartowski Krzysztof, Zabytki Fordonu - Kościół parafialny p. w. św. Mikołaja (NR 1)
Bartowski Krzysztof, Winter Piotr, Historia "pałacyku" przy ul. Grodzkiej 17, dawnej siedziby Uoy-
da Bydgoskiego (NR 2)
Bartowski Krzysztof, Najstarszy kościól szpitalny w Bydgoszczy a klasztor ss. Klarysek - zarys
dziejów i problematyki konserwatorskiej (NR 7)
Bręczewska-Kulesza Daria, Bydgoskie realizacje Heinricha Seelinga (NR 4)
Bręczewska-Kulesza Daria, Historia i architektura sanatorium dla płuconochorych w bydgoskiej
Smukale (NR 6)
Bręczewska-Kulesza Daria, Rozwój budownictwa hotelowego w Bydgoszczy w 2. polowie XIX
i na początku XX wieku (NR 7)
Bręczewska-Kulesza Daria, Echa architektury starożytnej w budowlach bydgoskich XIX i począt-
ku XX wieku (NR 8)
Brzozowska Iwona, Derkowska-Kostkowska Bogna, Fabryka Carla i Wilhelma Blumwego na byd-
goskim Wilczaku (NR 2)
Chojnacka Barbara, Historia i architektura dawnego sierocińca - "Internatu Kresowego" w Byd-
goszczy przy ul. Chodkiewicza 32 (NR 2)
Chojnacka Barbara, "Teki bydgoskie" w twórczości Stanisława Brzęczkowskiego (NR 3)
Chojnacka Barbara, Franciszek Konitzer - malarz, grafik, konserwator i pedagog. Szkic do bio-
grafii (NR 4)
Chojnacka Barbara, Bronisław Klobucki - artysta rzeżbiarz. Przyczynek do dziejów bydgoskiej
rzeźby w latach 1920-1939 (NR 7)
Chojnacka Barbara, Piotr Chmura (188
1939), bydgoski malarz i grafik (NR 8)
Chojnacka Barbara, Marian Kujawa (1900-1985). Zapomniany malarz z Inowroclawia w między-
wojennej Bydgoszczy (NR 9)
Derkowska-Kostkowska Bogna, Przyczynki do dziejów budowli źydowskich w Bydgoszczy (NR 1)
Derkowska-Kostkowska Bogna, Kasynowe Towarzystwo" Wypoczynek" w Bydgoszczy i jego dom
związkowy (NR 3)
Derkowska-Kostkowska Bogna, O zalożeniu Sielanki - bydgoskiego miasta ogrodu (NR 4)
Derkowska-Kostkowska Bogna, Józef Święcicki - szkic do biografii bydgoskiego budowniczego
(NR 6)
Dygaszewicz Elżbieta, Bydgoszcz przedlokacyjna i lokacyjna w świetle nadzorów i archeologicz-
nych badań ratowniczych (NR 1)
145
>>>
Garbaczewski Witold, Przedstawienie ośmiu godzin kanonicznych na polichromii kościola Świę-
tych Apostolów Piotra i Pawfa w Bydgoszczy (NR 3)
Garbaczewski Witold, Monety bite w mennicy bydgoskiej. Ikonografia i miejsce w sztuce polskiej
doby manieryzmu i baroku (NR 5)
Gradowski Michał, "Zraniona nimfa" w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy (NR 7)
Grzybowska Maria, Wernerowska Zofia, Architektura przemysiowa lat 20-tych i 30-tych XX w. -
Bydgoska Fabryka Kabli SA "Kabel" (NR 2)
Grzybowska Maria, Wernerowska Zofia, Przyczynki do historii architektury zespolu naukowych
Instytutów Rolniczych w Bydgoszczy (NR 4)
Janina-Janikowska Danuta Beata, Rola bydgoskiego Szpitala Wojskowego w systemie Wojsko-
wych Zakladów Leczniczych Okręgu Generalnego "Pomorze" i Okręgu Korpusu
V/II (NR 8)
Jankowska Katarzyna. Historia i architektura dawnego Gimnazjum Realnego w Bydgoszczy (NR 1)
Jastrzębska-Puzowska Iwona, Winter Piotr, Budynek dawnej Królewskiej Dyrekcji Kolei Wschod-
niej w Bydgoszczy (NR 1)
Jastrzębska-Puzowska Iwona, Poglądy artystyczne i twórczość bydgoskiego architekta Fritza
Weidnera (NR 3)
Jastrzębska-PuzQwska Iwona, Poglądy artystyczne i twórczość bydgoskiego architekta Fritza
Weidnera. Część II. Dzialalność architektoniczna (NR 5)
Jastrzębska-Puzowska Iwona, Urzędnicze osiedle domów jednorodzinnych na Bielawach (NR 6)
Jastrzębska-Puzowska Iwona, Nurt malowniczy w bydgoskiej architekturze przełomu XIX i XX
wieku (NR 7)
Kropińska Agnieszka, Secesyjna stolarka drzwiowa w Bydgoszczy, na przykładzie wybranych
drzwi frontowych z kamienic mieszczańskich (NR 8)
Kuberska Inga, Architektura sakralna Bydgoszczy w okresie historyzmu (NR 3)
Kuczma Rajmund, Pomniki zniszczone przez okupanta niemieckiego na początku września 1939
roku (NR 9)
Łblk Lech, Średniowieczna kielnia z bydgoskiego zamku (NR 1)
Łbik Lech, Zagadkowe rowy i wały ziemne na bydgoskim Czyżkówku i Osowej Górze (NR 2)
Łbik Lech, Widok i plan Bydgoszczy z czasów szwedzkiego "potopu" (NR 3)
Łbik Lech, Szesnastowieczna tablica pamiątkowa z ulicy Farnej w Bydgoszczy (NR 9)
Łosiowie Jolanta i Józef, Szesnastowieczny ratusz bydgoski w świetle badań archeologicznych (NR 3)
Majchrzak Agnieszka, Bydgoskie Konserwatorium Muzyczne (NR 1)
Markowski Dariusz, Przyczynek do badań nad obrazem "Madonna z różą" z kościola farnego
w Bydgoszczy (NR 1)
Pawlak-Pacewicz Luiza, Wachlarze ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy (NR 6)
146
>>>
Raczyńska-Mąkowska Ewa, Bydgoski Feniks - Wyróżnienie Prezydenta Bydgoszczy dla naJlep-
szych użytkowników obiektów zabytkowych (NR 2)
Raczyńska-Mąkowska Ewa, Najlepszy polski obiekt użyteczności publicznej stoi w Bydgoszczy (NR 5)
Romaniuk Marek, "Bydgoskie" rzeźby Ferdinanda Lepckego (NR 3)
Romaniuk Marek, Pomnik konny cesarza Wilhelma I w Bydgoszczy (NR 4)
Romaniuk Marek, Pomnik króla Fryderyka II Wielkiego w Bydgoszczy (NR 5)
Romaniuk Marek, Wieża Bismarcka w Bydgoszczy (NR 6)
Romaniuk Marek, Bydgoski ,,Pomnik poległych" (NR 7)
Romaniuk Marek, Jeszcze o bydgoskich pomnikach z doby rozbiorów Polski (NR 8)
Sekuła-Tauer Ewa, Zabytki Fordonu - Synagoga (NR 1)
Siwiak Wojciech, ..VIII-wieczne butelki z ulicy Pod Blankami 33 w Bydgoszczy (NR 7)
Sójkowska Danuta, Bydgostiana w zbiorach Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczólkowskiego
w Bydgoszczy (NR 3)
Sójkowska Danuta, Roman Stobiecki - bydgoski kolekcjoner (NR 5)
Sójkowska Danuta, Towarzystwo Akcyjne "Galwana" w Bydgoszczy (NR 7)
Sójkowska Danuta, Cynm...y talerz bydgoskiego Bractwa św. Anny (NR 8)
Tomaszewski Robert, Wczesnośredniowieczny pacior bursztynowy z Bydgoszczy na tle innych
znalezisk tego typu z terenu ziem polskich (NR 1)
Winter Piotr, Dawne bydgoskie budynki pocztowe i z pocztą związane (NR 2)
Winter Piotr, O bydgoskim "Potopie" raz jeszcze (na marginesie 100-lecia odsfonięcia fontanny, (NR 9)
Woźny Jacek, Zamek bydgoski w świetle źr6del archeologicznych (NR 1)
Woźny Jacek, Pierwsze znaleziska kamionki siegburskiej ze Starego Miasta w Bydgoszczy (NR 7)
Wysocka Agnieszka, Willa Blumwego [ul. Gdańska 50J (NR 2)
Wysocka Agnieszka, Witraże z prezbiterium kościola farnego w Bydgoszczy (NR 3)
Wysocka Agnieszka, Osiedle w Lesie Gdańskim (NR 7)
Wysocka Agnieszka, Dzialalność architektoniczna Jana Kossowskiego w Bydgoszczy w latach
1923-1939 (NR 8)
Wysocka Agnieszka, Bydgoska wystawa "Mebel i Wnętrze" (NR 9)
Zabłocki Marcin, Militaria ze średniowiecznej Bydgoszczy (NR 7)
ZaJączkowska Tamara, Tajemnice krypty klasztomej - czyli o interesujących odkryciach archeolo-
gicznych w kościele pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Królowej Pokoju
w Bydgoszczy (NR 6)
147
>>>
REGION
Bartowski Krzysztof, Udział starostwa i wójtostwa bydgoskiego w kolonizacji holenderskiej (NR 1)
Bartowski Krzysztof, Ochrona zabytkowego krajobrazu kulturowego województwa kujawsko-po-
morskiego (NR 9)
Birecki Piotr, Bazylika konkatedralna w Chełmży - nekropolia dostojników i duchowieństwa daw-
nej diecezji chelmińskiej w latach 1251-1824 (NR 5)
Birkholz Zenon, Ród Zebrzydowskich z Więcborka - z dziejów Krajny (cz. I) (NR 7)
Birkholz Zenon, Andrzej Zebrzydowski z Więcboł'*a - biskup krakowski. Z dziejów Krajny (cz. II) (NR 8)
Birkholz Zenon, Z dzialalności fundatorskiej biskupa Andrzeja Zebrzydowskiego. Zamek w Więc-
borku (NR 9)
Budnik Grzegorz J., Rzeźba gotycka na Kujawach i Ziemi Dobrzyńskiej - próba analizy rozmiesz-
czenia na tle uwarunkowań historycznych (NR 4)
Budnik Grzegorz J., Fundatorzy wystroju wnętrz kościelnych na Kujawach i Ziemi Dobrzyńskiej
w XIV-XVI wieku. Część 1: Okres XIV-1 pol. XV wieku (NR 5)
Budnik Grzegorz J., Fundatorzy wystroju wnętrz kościelnych na Kujawach i Ziemi Dobrzyńskiej
w XIV-XVI wieku. Część 2: Okres 2 pol. XV-XVI w. (NR 6)
Dąbrowski Piotr, Przemiany krajobrazu kulturowego ziem obecnego województwa kujawsko-po-
morskiego. Część 1. Wczesne średniowiecze (NR 9)
Derkowska-Kostkowska Bogna, Dzieje Cystersów opisane w obrazach koronowskich (NR 1)
Derkowska-Kostkowska Bogna, Tonowo na Palukach - przyczynki do dziejów osady, majątku
i dworu (NR 2)
Garbaczewski Witold, "Modlitwa Chrystusa w Ogrójcu" - późnośredniowieczny fresk z kościoła
św. Katarzyny w Golubiu-Dobrzyniu (NR 4)
Garbaczewski Witold, Trzynastowieczna Biblia Paryska w zbiorach Biblioteki Uniwersyteckiej
w Toruniu (NR 7)
Gąsiorowski Paweł Bogdan, Sanktuarium i klasztor w Skępem jako nekropolia (NR 8)
Gołaszewska Iwona, Drewniany kościól w Pieraniu (NR 2)
Gołembiowska Iwona, Przyczynek do badań nad typologią kościolów drewnianych na ziemi cheł-
mińskiej (NR 5)
Drążkowska Anna, Dziecięca koszulka grobowa wydobyta w kościele parafialnym p. w. św. Miko-
laja w Pieraniu gm. Dąbrowa Biskupia (NR 9)
Gradowski Michał, Zbiory muzeum w Niedźwiedziu (NR 9)
Grochowski Robert, Samodzielny ośrodek oporu "Dobieszewo". Ze studiów nad fortyfikacjami
polowymi Armii "Poznań" (NR 9)
Grzybowska Maria, Wernerowska-Frąckiewicz Zofia, Historia budowy i dalsze dzieje dawnego
mostu kolejowo-drogowego przez Wislę w Toruniu (NR 9)
148
>>>
Jastrzębska-Puzowska Iwona, Stan zachowania zabytków osadnictwa holenderskiego w woje-
wództwie bydgoskim (NR 1)
Kluczwajd Katarzyna, Nowo nabyte srebra toruńskie i inne w zbiorach Muzeum Okręgowego
w Toruniu (NR 5)
Koc Stanisław, Kościoły miasta lokacyjnego w Inowrocfawiu w okresie jego największej świetno-
ści w latach 1237-1431 (NR 9)
Um Solida, Malowidła ścienne z kościola pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Marii Panny
w Żemikach (gm. Janowiec Wielkopolski) - problematyka konserwatorska (NR 6)
Łbik Lech, Między legendą a historią, czyli o początkach romańskiej kolegiaty świętego Piotra
w Kruszwicy (NR 2)
Łbik Lech, Wczesnośredniowieczny ryt kamienny z krajeńskiego Glesna (NR 3)
Łbik Lech, Święty Bruno z Kwerfurtu a relikty wczesnośredniowiecznego kościola grodowego
w Kaldusie kolo Chełmna (NR 4)
Łbik Lech, Sesja naukowa "Rozwój przestrzenny i architektoniczny Nakla nad Notecią" (NR 4)
Łbik Lech, Kolekcja relikwii z kujawskiego Strzelna (NR 5)
Łbik Lech, Metryka kościerskiej Piety z chełmińskim rodowodem (NR 5)
Łbik Lech, Zamek w Przedczu na Kujawach (NR 6)
Łbik Lech, Dziewice w sypialni wielkiego mistrza. Wokół gotyckich maIowidei sakralnych malbor-
skiego zamku (NR 8)
Łbik Lech, Kolekcja relikwii z kujawskiego Strzelna Suplement (NR 8)
Łosiowie Jolanta i Józef, Drewniane konstrukcje z dawnego Szubina (NR 3)
Łosiowie Jolanta i Józef, Badania archeologiczne w dolinie fordońskiej (NR 4)
Łosiowie Jolanta i Józef, Ochrona dziedzictwa archeologicznego w działalności Muzeum Okrę-
gowego w Bydgoszczy (NR 4)
Łosiowie Jolanta i Józef, Zapinki z Zakrzewskiej Osady, gm. Więcbork, jako element stroju
w okresie wpływów rzymskich (NR 5)
Łoś Józef, Łodzie dłubanki w zbiorach Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy (NR 5)
Mikulski Krzysztof, Zarys dziejów osadnictwa olenderskiego w Polsce (ze szczególnym uwzględ-
nieniem terenu obecnego województwa bydgoskiego) (NR 1)
Milanowski Krzysztof, Dawne poczty Torunia (NR 9)
Nawrocka Ewelina, Zabytkowa architektura zespołu Rzeini Miejskiej w Toruniu jako przykfad bra-
ku inwencji w wykorzystaniu dawnych obiektów przemysiowych dla nowych ce-
lów (NR 6)
Obremski Maciej, Drewniany kościół w Leśnie (NR 1)
Okoń Emanuel, Próba typologii budownictwa holenderskiego w świetle zebranych matertałów
na terenie województwa bydgoskiego (NR 1)
149
>>>
Okoń Emanuel, Ostromecko czy Ostormęczyn? Z badań źródlowych nad Ostromeckiem (NR 4)
Pałys Danuta, Zespól XVII/-wiecznych wotów w kościele parafialnym w Więcborku (NR 2)
Parucka Krystyna, Kronika konserwatorska (NR 1)
Raczyńska-Mąkowska Ewa, Kruzganki odpustowe z Kcyni - treści ideowe i ukfad formalny (NR 1)
Rodziewicz Katarzyna Barbara, Dwór marzeń, czyli "źycie dworskie" w XX i XXI w. (NR 9)
Sekuła-Tauer Ewa, Charakterystyczne elementy detalu architektonicznego i wyposażenia chat
holenderskich (NR 1)
Siwiak Wojciech, Znaleziska szklanych pieczęci (NR 9)
Sroka Zbigniew, Zagrożenia i lęki średniowiecznych inowroclawian (problematyka plaskorzeźb
i rytów na kościele pod wezwaniem Imienia Najświętszej Marii Panny w InowrocIa-
wiu) (NR 6)
Sroka Zbigniew, Strzeleński Fundator Kościola (z problematyki znaczeń Majestas Domini w p6l-
nocnym portalu bazyliki w Strzelnie) (NR 7)
Sroka Zbigniew, Tympanon donacyjny bazyliki w Strzelnie (zagadnienie identyfikacji donatorów
i treści ideowych) (NR 8)
Sulkowska-Tuszyńska Krystyna, Ołtarz glówny kościola klasztornego wStrzelnie - zamurowana
historia (NR 7)
Sulkowska-Tuszyńska Krystyna, Strzelno. Obrazy śmierci (NR 8)
Szudrowicz Alojzy, Cudowny krucyfiks z Kcyni i zarys dziejów jego kultu (NR 5)
Tomaszewski Robert, Malowane skrzynie ludowe z Krajny Zlotowskiej (NR 2)
Tomaszewski Robert, O drewnianej zabudowie Żnińskiego Ostrowa (NR 4)
Wierski Kazimierz, Próba usytuowania grodu Nalęczów w Chomiąży Szlacheckiej na Palukach (NR 5)
Winter Piotr, Neogotycka poczta w InowrocIawiu - z 20-letniej historii powstawania kompleksu
pocztowego (NR 6)
Woźny Jacek, Relacje kulturowe na pograniczu kujawsko-pomorskim w epoce brązu i na począt-
ku epoki żelaza (NR 6)
Wysocka Agnieszka, Oftarz relikwiarzowy p. w. Św. Krzyża w kościele p. w. Św. Trójcy w Strzel nie (NR 5)
Zagórska Barbara, Galeria - okno na świat. 20 lat istnienia muzealnej Galerii Wspolczesnej Sztuki
Polskiej w Chojnicach (NR 9)
Zajączkowska Tamara, Średniowieczna siedziba rycerska w Szubinie na Palukach. Nowe odkry-
cia, nowe hipotezy (NR 7)
Zajączkowska Tamara, Trzcińska-Kalużna Aneta, Gotycki zamek w tabiszynie. Historia ukryta
w ziemi (NR 8)
Zieliński Marek G., Herb Chelmna (NR 6)
Zimnowoda-Krajewska Bożena, Toruńska kamienica czynszowa przelomu XIX i XX wieku (NR 6)
150
>>>
"Materiały..." do nabycia w księgarniach oraz w Pracowni Dokumentacji i Popularyzacji Za-
bytków w Wojewódzkim Ośrodku Kultury w Bydgoszczy, pl. Kościeleckich 6,
tel. O-52 585 15 O 1 wew. 116.
Prowadzimy sprzedaż wysyłkową. Zamówienia prosimy przysyłać pocztą lub e-mailem:
zabytki@wok.bydgoszcz.com
>>>
.
>>>