Wiadomości, R. 23 nr 4 (1139), 1968

London 28th January 1968 
Registered at the G. p, O. as a neWSDanpr 


Cena 7s. 


Doroczną nagrod
 
" WiadolDo!ici" 


W ACŁA W LEDNICKI 


za najwyhitniejszą książkę pisarza polskiego. wydaną na emigracji w r 196i 
ufundowała .w h.r. 
w wysokości 


too 


po 


T 


A 


. . 
g"Wlnel 


raz 


trzeci 


firma 


z 


A 


B 


której składam v serdeczne podziękowanie 


W jerlnym z rlah;zych numerów "Wiadomości" og'łosimy listę kandydatur 
zgłoszonych przez członków jury 


PYTANIA 


. 
l 


PYTANIE: 


An inter-denominationał service to 
commemorate alł those who have 
died as a resułt of Communist per- 
secution 1917-1967 was held at the 
Royal Albert Halł on 31st Odober 
1967. How would you explain the 
faet that there was hardly any ment- 
ion of this impressive ennt in the 
British Press? 


(W dniu 31 paździelmika ub.1'. od- 
była się w Royal Albert Hall w Lon- 
dynie uroczystość uczc:zenia pamięci 
ofiaJr .komun'i:zmu, prześlado
anych w 
okresie 1917-1967. Jak - zdaniem 
Pana - należy wytłumaczyć fakt 
że pra.sa brytyjska prruwie całkowi- 
cie pominęła milczemern tę impOil1u- 
jącą manifestację?)*) 


ADRESAT: 


MALCOLM 
MUGGERIDGE 


ODPOWIEDź: 


I feel vel'y guilty about not having 
an3wered YOUI' letter before, but I 
ha VI' been away in ihe Holy Land 
fo'!' two m{)nths atnd my mail rathel' 
accumulated. 
As you k.now I have a special re- 
gard for the Poles livitng in this 
country. With regard to the question 
you raise-the answer, I fear, is aU 
teo simpll'. Newspapers belung to the 
power system-Le. to Caesar-and 
react accO'l"dingly. They're only in- 
terest€d in powel', pOrnography and 
money, these being the thTee pillars 
0.£ our eal1thly exi.g.te!llice... Y our p.rol
est 
theo.'efor.e ,didnt il!1't€lrest Ithem because 
it was in spiritual teTms. If Yoll had 
large sums of mo
ey at your disposal 
and had recruited an army of crirni- 
,nals to recaptiUlJ:e YOiU:r cOUJIl'taw, th.:! 
papers would be fuU of any protest 
you ca.red to maikI'. 


(Bardzo sobie wyrzucam że nie od- 
powiedziałem wcześniej na list redak- 
cji "Wiad.omośc.i", lWyjeżd.żałem jed- 
nak na dwumiesięc
y pobyt do Zie- 
{ni Świętej i przez ten czas nagll"oma_ 
d-ziło mi się sporo poczty. 
Ja,k Pa'l1om wiadomo, mam szcze- 
gólną sympatrię do Polaków osiad- 
ł
ch w naszym kraju. Jeśli idzie o 
postawione mi pytamiI', odpowiedź na 
nie jest niestety aż nadto pros-ta. 
Gazety należą do systemu material- 
nej siły - t.j. do tego co cesarskie 
- i zgodnie z tym reagują. Intere- 
s,:\ją się tylko władzą, pornografią i 
Pieniądzem, tymi trzema filarami 
naszego ziemskiego) bytowania. Wasz 
pmtest przet.o nie wzbudził ich za- 
Intelres.owania bo miał charakter du- 
C
owy. GdYby'ście rozporządzali wiel- 
kimi sumami, g-dyby Was stać było 
na rekrutację armH krymi'l1alistów i 
rzucenie jej do wa
ki o odzyskanie 
Wasz£go kraju. gazety wówczas by- 

Yby pełne ws,ze1kich protestów, z 
,Jakimi tylko za'pragnęlibyście wy- 
stąpić. ) 


*) POt'. artykuł Stanisława Sopic- 
kieg.o "Hołi! ofiarom komunizmu" w 
1132 nr. ,.Wiadomości". 


Dzisiejszy numer zawiera 
8-stronicowy dodatek 


NA ANTENIE 
mówi Rozgłośnia Polska Radia 
Wolna Europa 


- 


ODPOWIEDZI 


PYTANIE: 
(nadesłał: AUGUST ZAMOYSKI) 


Jak się Pan ustosunkowuje do teo 
rii "pure nonsens"u i "pure błagiz- 
mu" Witkacego, których wyrazem są 
wszelkie jego dramaty i dwie po- 
wie
ci: "Pożegnanie jesieni". a szcze- 
gólnie "Nienasycenie". 
Z Witkacym wiązały mnie długie, 
bardzo zażyłe i niezapomniane łata 
wyjątkowej przyjaini z czasów mego 
"fonnizmu"; znałem 
o bardzo in- 
tymnie. 


ADRESAT: 


WITOLD GOMBROWICZ 


ODPOWIEDŹ: 


S
o!unek mój do Wltkact.go omo- 
wI/em w 2-im tomile mt.go dz.ennIKa, 
yY ,rozdziale dotyczącym mOjej pl'ZY_ 
jazm Z ScnU1zeom. Zacytuję: 
"Drażmł mnie, a jego eksp"ry- 
menty z fOI'mą, najśm'lds.ze cny ba. 
me były dla mcrue przeKonywające - 
zanadto lllteleKtualne, ni" umiejące 
wyj'ś'Ć poza grymas... LJ waża:łelIU, '!:e 
brak mu talentu. A jego triCki, po- 
dobne do tego czym dzisiaj Dali epa. 
tuje, zanadto jaK na mÓJ gust by/y 
k.la.syc.zme w swoim surrealizmie". 
Dodam: Chesterton uO",Konale za- 
uważył że "mc nie' jest interesujące 
tam, gdzie wszystkQ mOże się zua- 
rzyć". Oto dlaczego, po dwócn mi- 
nutach lektury jaKiegokolwiek dra- 
rnatu W,ilLkacego i po cz.e're
h 1111- 
nutach og.ądania go na scenie, mia- 
łem dosyć. 
Struktura sztuki" w moim PQję- 
c,iu. jak i struk;Lura ducha łudzkle- 
go, jest antynomiczna. oparta na łą- 
czemu P'l'zeciJwieństw i .ch lWmpe'll- 
sacji. N onsens i blaga musz.ą bYĆ 
skompensowane w Sł-tuCe sensIom i 
powagą. A także "łatwość" tworze- 
nia artystyc7Jllego musi być w jakiś 
sposób uzupełmona i okupiona wy- 
sił1kiem, ,łmudnością. 
Witkacy był znakomitą i godną 
podziwru OSQbowQścią, czł.owiekiem 
niezwykle głębokim. o świetnej inte. 
ligt.mcji, ale gdy zasiadał do pisania 
sztuk, lub powIeści, brakło mu chy- 
ba wyczucia owych nieuniKnionych 
kompwsacji. I jeszcze jednej kom- 
pensacjoi me wyczuwał: im bardziej 
jest się tearetY'ki€IID, tym bardziej 
trzeba być zakQrzenionym w prakty- 
Ce życia. Witkacy lIlie chwytał że, 
poza wszystkim, utwór m.usi być 
"dobry", zwyczajnie dobry, taki żeby 
od
iorea mógł powied7lieć "ta dobre". 
W,lęc jego powieści i dramaty, na- 
cechowane wyjątkowym ro z mac/1em, 
nie przekroczyly nigdy progu, poza 
którym zaczyna się dopiero auten- 
tycz.na elorowencja sztuki; ta paś- 
pieszna, bezładna, mętna twórczość, 
zanadto .obfita. to tylko brulrion. 


Zapraszamy Czytelników t Wiado- 
mości" do współredagowania naszego 
działu "Pytania i odpowiedzi". Pro- 
simy o nadsyłanie ciekawych i ob- 
chodzących polską opinię publiczną 
pytań, skierowanych do wybitnych 
przedstawicieU naszego życia spo- 
łecznego i umysłowego na emigracji, 
a także - do znanych cudzoziem- 
skich przyjaciół Polski i Połaków. 
Przekażemy je adresatom i, jeśli zech- 
cą udzielic odpowiedzi, ogłosimy je 
w tym dziale. Pytania złośliwe - 
mile widziane przez redakcję, lecz 
przekazywać ich i ogłaszać nie bę- 
dziemy. 


Już sję ukazal nakladem "Wiadomości" 


"DZIENNIK" JANA LECHONIA 


T. I 
ze slowem wstępnym MIECZYSŁAWA GRYDZEWSKIEGO 
i przedmowlI MARII DANlLEWICZOWEJ 


446-stronicowy tom w plócielU1ej oprawie 
kosztuje £2.10.0 (dolarów 7.50)*) 
Zamówienia przyjmuje: 


Polska Fundacja Kulturalna 
9, CHARLEVll..LE ROAD, LONDON, W.14. 
") Prenumeratorzy "Wiadomości" korzY8taj
 z lO-procentowej zniżki. 


TY GODNIK 


Wspomnienie 


o 


Witoldzie 


Redakcja i adm
nistracja: 67 Great Russell 
Street, London, W.C.1, tel. CHA 3644. - Pre- 
numerata kwartalna £2.0.0, w Stanach Zjed- 
nQczonych i Kanadzie $6.00, w Belgii 285 fr. 
belg., we Francji 28 fr., w Nri.emozech 24 DM 
w Szwajcarii 28 fr. szw., we Włoszech 330Ó 
lirów, yw imnych krajach równowartość $6.00. 
Zmiana adresu Is. - Czeki należy wy- 
stawiać na "Wiadomości". - Ogłoszenia: ad- 
ministracja "Wiadomości".' Cena za 1 cal X 
1 sz,palta 30s. 


Kamienieckim(2) 


OSTATNIE 


LATA 


- 


po TYM śNIADANIU nas-tlł'pib 
długa Il"ozłą;ka. *) Zobaczyliśmy się 
dOipier.o w r. 1959 w 'WM'szawie. Ta 20- 
letn
a fl"ozłlł'ka - i jalk!Ź.e .cięikie wy- 
padki dziejowe i oSoObi'Slte ją wY'pełrniły 
- mie ;przerwała maszej przyjaźni. 
Sikoro Ityłko przY'szła możliwość kOT-- 
spondowa'l1ia, za0zęliŚimy 'p
sY'wać do 
siebie. Dowiedziałem się szybko od 
wspólnych :z.najomych w kll'aju i na 
emigTacji o cięikJej syiLuacji mate- 
riallnej. w kitórej znalazł gię Kamie- 
miooki - sam o miej :nigdy n:e wspo- 
minoał. Zrozumiałem oozyw.iście że 
mU6 1 zę mu w jaJkłś 
posób pOmóc. Nlie 
była to jednak sprawa łatwa; sam 
przecież wszy,st.ko straciłem, a mQje, 
amerykań,skie pobory uniwersyteckie 
(wtedy zwłaszcza) byly skl'omne, zaś 
lŻycie w Ameryce drogie i ooowią::- 
ków na głowie duix: znaleź,li się w 
wielkiej 'Pobrzebie ludzie mi bliscy, 
zarówno w ,kiraju jak i 'na emig1racji 
- w LondY'nie i ,Paryżu. 
Robidem co mogłem. Posyłałem mu 
paczki żywnościowe i z ubraniami, 
bielli7Jną, bUltami. Czasem pr
ekazy 
pienię7JUe. IW drugiej połowie powo- 
jerunegQ życia jego sY'tuacja mate- 
l
iaLna nieco się poprruwiła, ponie- 
waż mógł już w tym czasie dotPo- 
magać syn, zamieszkały w AJng!liL 
KoreF,poondOlWaliśmy częs'to i oość 
,sY'Sitematyomie. On aokładn,ie wie- 
dział Q moich planach naukJMTych, 
praca'ch i podróż.ach. Kiedy w r. 
1957 ;miałem być w Bols.ce, zawia- 
domiłem Kamienieckiego - oczywi- 
ście nie,:z.miernie się iUcies.zył. Wy- 
ja
d ten jednaik nie doszedł do skut- 
kiu. Wybrałem s,ię ponownie do Pol- 
ski w r. 1959. Gdy wyszedłem z sa- 
molotu, zO'baczyłem za krata lotni- 
s.ka Tadzia W,róblewskiego, mego 
przY'jaciela jes7./CIze .z czasów 1S71kol- 
nych. i WiltdLda Kamieniec'kiego. 
Kamienieckii pO'sUlI\ął się bardziej 
ni.ż Tadzio W:róblewski, 
tóreg() 
,pr.zez ty/leż lat ta,kże rui e widzia- 
łem. Co prawda, Kamieniecki był 
.od nas o 10 lat starg(lY. DoIW,iedzia- 
łem sie .od ra,zu że miał kłapOity z 
sereem. Jedna,k zaprosze.nie Tadzia 
WIl'óblew.skiego na obiad tegoż dnia, 
zaraz lpO moirn pl1zybyciu, przyjął, 
poniewa'ż doon, w kitólI'ym mieszkał 
Woróblewskii mjal funkicj.onującą win- 
dę. 
Jak zWY'kle w takich wY'padk.ach, 
rounowa na,sza była dosyć chaotycz- 
na. Po tY'lu latach i ty.lu pr.zejśrnach 
nie wiedzielitf;rny OId czego zac.ząć, 
nie mówiąc już o w
rusrlenilu, 'kitóre 
ka'żdy z na,s odczulWał. Ro,zgadaJiŚil11y 
sli
 z Wi:tOtlClem Kamienieckim do- 
piero tnazajlUltrz, gdy odJwiedJziłem 
go. Spędziłem :wtedy w Wa.l"sZMVie 
,tyliko 10 dni, następnie tydz.ień w 
KJrallrowie, kii.łJa dni w Poznamu - 
wszędzie miałem odczY'ty, kitóre 
ZireS7Jtą, jaJk i odczY't ostR!bni w Wa1'- 
szawie, spadły na mnie w pewnej 
mierze nieoczekiwanie. Po pOlW.roCJie 
z P.o:z.na.nia zabruwiłem w WaI'SlZawie 
ty.lko 4 dni, kitóre mi "''YIPełiniły 
przyig:otowania lłQ odczY'tu, sam od- 
CiZylt i spotkania z pl"ofesoramn Uni- 
wel 1 sytetiU. 
A:le w cią
u pierwszy,ch 10 dni 
KamienieC1kiego widyrwałem codozien- 
nie. JadR!biśmy z lIlirn w ro:mnaitych 
reSitauracjach, które on wybierał. Mi- 
mo że cier.pi'ał na serce, mógł wte- 
dy swobodn
e porU6zać się po War- 
szawie. korzystał 'z tIl"amwajów i 
nawet dosyć dużo chodz:ił. W U- 
stach srwoich ws,pomilIlał mi częs-to o 
tym, jak piękinie WaI1szawa się od- 
bu.do.wruje i ,z Jaka radośda przecha- 
dza si
 po dzielnicach starej War- 
s.zawy, wciąi odk.rywając coraz to ład- 
niejsze IIlQwe za:kll'bki, ślioc.z'l1ie od- 
restaUJl'{)wame. Prz.echadzki te pr.zy- 
nosiły miU duią ulgę. Listy jego 
jeoowk z:dradzały wieI/ki e pI1zy,gmę- 
menie. Poda;m tu kHka z nich ustę' 
pów. 'W ,1oiśde z dnia 23 Slty,c7Jllia 
1960 pLsze: ,,0 sobie niewIele m'Ogę 
Ci do.nieść. Z zruw.rQtną szybkością 
m.ijaja szare, bez.tJreśc.iwe tygodnie 
i miesiące...". 
W liście z 12 \i.pca 1960 7JIlajdiuję 
taki us.tęp: ,,'Pll'zeżY'Wamy talk os'try 
kJry;zYIS ws.z,el'kich k.ryteriów dobre- 
go i złego. sz:lache'bnega i nilkczem- 
nego, ZidrOlWego :i chOll'ego, że tr.zeba 
myśla cofać się w przeszłość, aby 
odetdmąk CiZystyim powiebrzem...... 
W tym samym by,ł nastJroju, gdy 
,ro7;mwwiałem z nim w czasie moich 
.pobyitów w WaJl1SIzawie. KaJmieniecki 
miesZlkał na Salskiej K
pie, ktÓTa 
stoSiUlI\,kowo rnało lliCierpiała, a jej 
zadl1zewiOlI\e ulice robiły miłe w.ra- 
żenie. MieSZ:kamie jednak, jeśli to 
IDO:bna na:nwać miesiZlka!lliem, w któ- 
rY'm pr.zeżył te Siwoje ostatnie IR!ta, 
było w opłaikanym stanie. Miał je- 
den !pOikój, niby to jako tako wrn e- 
blQlWany. Na ścianach wisri.ało kil,ka 
st.arych, dłUiy,ch, cwdem l\lIl'a.towa- 
nyx:h pombreltórw antena.tów Kamie- 
lIliec1ciego. Wyjątkow.o dobrze się 
i:ł.tlał na heraWyce i w tej dziedzinie 
miał wiadomości .niezmienn.ie do- 
kładne. Jego o,pi'l1ie o ro:mnaLtych 
rodach polsikich były ni ewą!:jpliw: e 
ban'dzo kol11Jpete:ntlIle. Zaws.ze gxlyśm,y 
ma ,ten temat i dawniej mówuli, pOd, 
'kreśl.ał że "fi.lozofia" a;rYlSt{)kiracji 
,polSlkiej baI'dw jest slwm'J)ll.ikOlWana 
i ustalenie jakiejś hie.rarchii na:poty- 
ka na wieJJkie trudności: 'Wcbodoz3 w 
rachubę stall"oży,tmo
 rodu, jego 
dMVlIle po.siadłośc.i, zrwiązki .małżeń- 
s:kie, z:włas-zcza z dynas,tiami pal!llU- 
j ąCY'mi. rola pOolityJeZlIla, ilość sena- 
talt'órw, i t.d. Z,a.razem częsilo oSltll'Ze- 
gał ,pI"Zed rO.ZlIDaityimi, nieraz cał- 
kiem cudac.ZIIlymi legendami, kJtÓire 
rodzi,ny SiZllachookie kULtywowały, 
święcie IW nie Wli, erząC mimo iż p.rze- 


\ Dzii 12 stron' 
Rok XXI II nr 4 (I 139) 
LONDYN 28 stycznia 1968 


*) Pur. "WIS')JOImmienie o Wi,bo!dz:E' 
Kamiemie
'kim lIla 'ble Pd1skii. dwudzie- 
stolecioa i iPóźniejlszej" w 1138 nr. 
"Wia,uomośc:". 


wa
nie :i-3dnych hi5torycznych pod- 
staw kiu temu nie miały. W liście 
swoim z dnia 22 
stotPada 1960 dot- 
knął temaJbu tWOll"zenia SZJLucznych 
leg-end o dawnej wiel'kości twkiej 
czy innej radzimy i jej zUlbożenia: 
"J est to uLubiOlny lWą.tek rozwija- 
ny w polskiej liJteraturze pOwieścio- 
wej, najczęściej bez żadnegQ pokr
-- 
cia 'w pra.wdzie hirstOll"ycznej. Wie- 
loik.rotm.ie spOty1kałem się z tym w 
żY.cLU i może dlatego zdecydowanie 
nie lubię legend rodzimnych. .Me są 
i amrutor.ow.ie ,tej pobrawy, c.zego. do- 
wodem wydalIlie prze.z PWN impo- 
nująeeg.o tomu-aJlbUlII1lU pJt. ..Genealo- 
gie WlszystJkich mag1nackich rodów 
polSikich", przez p. Dworzaczaka. -- 
KolI1lU to pot.1'zebne - nie wiem, a 
kOSiZ:tuje 180 złotych". 
I tu, jak i IW innych wypadkach, 
o swojej rodZiim.ie tnig.dy nie mówił. 
Zarazem jednak mO'Żona było odczuć 
że o kasZltellam.ach Kamienieckich pa- 
miętał. Raz tyilko, i to już w a'. 1963 
.kiedyśmy mówili Q małżeństwie cór- 
ki Józefa Potocldego z hr. d'.Qman.o, 
Kamienieck,i pokazawszy ,mi owe por- 
't.rety Siwoich antenRitów napomkInął: 
- Mam też związ.ki z d'Ornana- 
m
 p
'z:ez ich p()ll-skiich przOOlków Mi- 
chaILSlkicl1. Oto masz ich kirewnyx:h 
tJutaj, na tej ściamie. 
. OczY'WIi'ście ,mówmśmy o tym. co 
Się z PoLSlką staŁo. Nie ukrywał Siwe- 
go socjałnego .lękiu. Mówił że ra-p- 
towny Iłajpływ na powierzchnię ży- 
cia 1P001lSlkieg.o szerokioh ma,s budzi 
w mim wiellllde obawy. Twieroz.ił że 
e
iJta i'ntelekituruLna PoLski przedwo- 
jennej mogła absorbować I'OCZlnie kii,l- 
kamaście .t}'lS.ięcy ludzi pochodzą- 
cych z warsbw lIti
szylOh i dać im kul- 
tuvalną ogładę. Nie widział naJto- 
miaSlt w jak! s,posób ,ten obecny na- 
gły za'leIW zostanie kiuLtUll"al.nlie zasy- 
milionowy, zwłaISlZ'C.za wobec st'rat, 
które poniosła eliota, a więc i uczel- 
nie poLskie. Nie r.obił żadnych wy- 
cieczek pmeciWlko rządowi, nikogo 
specjaLnie nie k;ry;tyk'Ował, żadnych 
p1o.tek nie po;w;tarzał, skarżył się tyil- 
ko na sw.oje beZlC1ZytIlJI1e życie. 
Jak wiemy" wrócił do nauki, uda- 
łQ mu się nawet ogłosić p1'acę o spo- 
łeczeńsbwie polSlkim lIla Lilbwie, ale 
na tym WlSzys.tiko się ISokończyło i 
wiele .rRJZY mówił mi że ma już do- 
syc pi,sania ,,.do sz:UJfIlady". Bardzo 
s.zy:bko 7Jrozumiałem iŻe najradY'kial- 
niejszy.m ś'rodJkiem przywrócenia m.LI 
pewlIlej pogody umysłu, a nawet 
2;drowia fizycznego byłoby uzy:ska- 
.rui-e ipOwołamia go n.a kitórą.ś uczeLnię 
W}'1ŻElzą. Polska da'WlIliej potr
bowa- 
ła, tak jak i dalej potr.ze-buoe nauczy- 
ci€li i profes()(\"ów z prarwdziwego 
zdarzenia. Ka;mieniecki, mirno że 
wiele la.t swego życia spędził na 
,)kresacl1" naIUJloi, pr.zeszedł jednak 
dobra s7Jkwe naukowa na UIIl.iwersy- 
tecie J agielJlońskim i po wielu latach 
lIdoł.ał pr,zecież dokonać habLli.tacjl!, 
prowadził wykłady na Umiwersytecie 
LwoWisikim i k,ilika cennych prac ogłiJ- 
sił. Stąd po moim pobycie w Po- 
Ztll.aIlliu. gidzie d07Jllałem wyjątikowo 
serdec7Jnego przyjęcia w domu mego 
'k{)legi i pr.zyJaciela Ka.zimier.za Ty- 
mi,en.i-eokiegQ, napisałem do mieg.o z 
AJmerylk
, zapY'tuj.ąc czy mógłby coś 
w tej s.pra.wie dla Kami eniec.kfi ego 
uczynić. Tym.ieniooki ba,rd:zo poczci- 
wie i chętnie do mo-jej prośby się 
odniósł. Myślałem że człowiek o tym 
dorobku n sotanowissku nau!kowym, 
prezes Paznańsokiego Towar.zySlbwa 
P,rzyjaciół Nauk, członek cZYlIlJly A- 
ikademii Naiik, właściwie obecnie 
ozołOlWY histooryk polski, ma Wlszel- 
kie daJne kiu temu, ażeby .7JOstać nie 
ty.lko wysłucha'l1ym, ale i usłucha- 
,"yim. Niestety, tak się 'l1Qe stało, Od- 
II1JÓ/wiona. Już lIlie Wiiem pod jakim 
preookstem. 
żYJCie, które prowadził w War- 
szawie ten mój wieTny przyjaciel, 
nie było ami łatwe, ani w najmllliej- 
szym ISltOIpniu dające j-akąkolwiek 
sat)'lsfaikcję wyż.s.zej natury. Wimia- 
łem odwiedzając go że c'zasem z:ja- 
wiał .s-ię u niego pewnen mł.ody c.zło- 
wiek, /kItÓll"Y, jak z rOZimowy mogłem 
wy;wniOlSikować, r.obił dla niego po- 
,szukiwania w archiwach lub biblio- 
tekach. Alle i ote drobne OZlIlaki pIl'lO- 
wadzonej pll"acy lIlaU'kOlWej nie pr.zy- 
n{)siły właściIWie żadnej radości, po- 
nieważ, j.aJc wierny, KaII11ieniooki nie 
.tylk'O nie mógł W}'Ikładać, ale i dru- 
kować. Mówił mi że wysłał 00 Lon- 
,dy.nu, w nadziei że może tam jego 
symOiwi uda się oojść 00 pO'l"olZiUlffiJie- 
'l1ia z wydl\lWiCami, ów zbiÓ/r 's7Jkiców- 
pol1bretów kó.bkiu histOil"Y'ków i poJ.i- 
.tyków po,Isikiich, przewa'żnie z okTesu 
20..łecia.') I skarżYł się, nie tylko w 
l"JOZlIDowach, ale i listaClh d'O mmie że 
nie mógł w nim napisać o moim 
ojoo. Powoły;wał się na brak dostęp- 
nych maltelI"iałów. Z tY'm nie balI'dz:) 
mogłem się zgodZlić, ponie.waż sam 
zdołałem zebrać całkie'l11 po,kaźną 
dokiumentację w Polsce. A,le oczyw:- 
ście wiedziałem lepiej, gxlzie szukać 
teg.o na;\eżało. Na to. żeby szperać 
w ml8Jteriałach, związanych z obcym 
mu na ogół te'l'enem, ten hiSlto.ryk, 
pr.zyzwyICza.jony 00 badań na dobrze 
mu znamyJID ter€lIlJie, nie miał już do- 
SitrutecZlIlych sił i energili. Mimo tycih 
cięż;kich obiekitylWlIlych i subieMyw- 
nych okoliC2JIlOści i wa.nmków, o 
pr.zeniesieniu sdę na emigrację Ka- 
mieniecki tnie myślał. Kilku ieg-o i 
moim znaj{)myim powodzi sie w P.oI- 
oSCe doo1rona3e. E.gzystencja Kamie- 
niookiie,go sta.nowiła 1Rbsolll'tny kon- 
tlras.t. Właści.wie na ni,c sobie po,zwo- 
lić nie mógł. Zdawał sobie srprawę 
z pewJlych pOlWażnych osiągmi
ć go- 


I) Zaa:naczyłe.m już że szkice te 
dl!1ukował Miec,zysłalW (;,rydzewski w 
"Wiadomośc.iaeh" . 


spOda.TczY1Ch, ;podziwiał ro,zbudo.wę 
mias.t, nie zo.sta.ło mu !Wyznaczone 
jedma.k nie tyilko żadne, choćby naj- 
skromniej'sze miejsce w twórc,zym 
ży,ciu IPolski, ale nruwet me mógł u- 
zyskiać za,trudn.ienia, które by da- 
waŁo środki do iycia. Stał się więc 
przymusowym em
rarI!tem wewnętrz- 
ny;m i prawdopodobnie, ta,k jak 
j w niekitóryICh LIlJ!lyx:h znanych mi 
wy,padkach. o po.zOosotaniu w kraju 
zadecy.dowały nie zewnę
,r7lne czy:n- 
n ilkii , lecz poczucie wewnętlZ.nej so- 
\i.dal1l1ości z na.Todem i krajem, ze 
SlpołeozeńSit.wem, mimQ iż stawaŁo się 
ono dla nieg.o co.raJz bard!l.iej obce. 
ZreSl7Jtą, jakkolwiek ik.rytYCZlIllie za- 
patrywał si
 Kamieniecki na to, co 
się w pl'Zedw;oJe-Illnej PoLsce dzialt.. 
7Jwłas7JCza w ostRibnich latach pll"zed 
woJna i jakIkolIWiek zdawał sobie 
SipraWę z dY'namizmiU nO'Wato
'sJde- 
go obecnych czynni,ków ,rządowych i 
peWlnYlOh pozyitY'WInych rezulbaJtów 
dolronamego przeWil"o,tu, nie mógł on 
Po.godzić się nie tY'łko z cena same- 
go przewrotu, lecz i z tym, co lIla- 
dal towa.Tzyszyło uSltanowiOil1emu po- 
rzą.dlko.wi życia polskiego. Baw.ił nas 
obu niepokój "t.ryumfaJtorów", wpro- 
wadzających najdziJwaczniej.s.ze "kwa- 
rantanny", kitQ.rych zadaniem jest 
obrona nie tyil'ko mas., ale nawet 
posz.czegó1nycih jednostek. nie wyłą- 
czaj.ąc naukowców, pr.zed ,
razą" 
płY'n.ącą z ZacihodJu. ,Wiemy np. o ko- 
miOZlIlych zarządzeniach w bibl:io,te- 
kooh public.ZIIlych i UlI\iwersyteckich, 
.które .mają SlpecjaJ1ne działy z książ- 
kami d)()lstwm'Y'mi tY'lko dla "zaapro- 
bowa.nych" cZY'telni'ków. Ciekruwe -- 
pl'7JeZ kogo zaapr.obO'Wanych? W.ielu 
u.c.zonych i pi.sa.rzy nie obl1Zymwje 
kisiążek z zag1I"anicy do .nich adreso- 
wanych. AJe nawet i w biblioteKach 
nie mogą się z n.imi zapO.znać. A cóż 
się odz.ieje z ,w.olnością pióra. z aiU- 
tOlI1omrią un
wersY\tetów, kltóre mają 
stałych ,,.opielkunów poUtyc.z.nych"? 
MÓiWi,liśmy o przeŚiladQwaniach pisa- 
rzy, kitÓ.I"e przybiera.ły najrozmai.tsze 
formy, o Iresobrylkcjach z:wią.za.nych z 
wyjazdam,i za g1ranicę, o różnych 
k;ul1sach złotego, !który żadnej war- 
tolści Ipo.za Po.ł.Siką nie ma, o 
'1'O:z.pam.oszen.i.u się wódkii, o dzi.wnych 
.zwyczajaoh p8lnujących w res.taura- 
('jach i Ld., i t.d. 
Pol
ka wciąż naw.o.:;u
e obcyICh tu- 
,rYlSltów do zwrledzall1ia jej piękinych 
miejscOlWośoi. A ota, co na temat 
miej,s.coWIOŚCi lWy\poczY1J1Jkowych pi,sze 
Kalmienieclki w sw.oirn liście z dnia 
12 Hpca 1960: "Miałem zamia;r w 
czerwcu wyjechać na JlJillka tygodmi 
z WaI1S1za/Wy n wybrałem się do mał.o 
7Jnanej miej,scowości na Pomorzu. 
Zm.aJlazłem się w uroczym kirajobra- 
zie, wśród Jasów, WlZgórz i jezior. 
a;\-e 
aJl1Un:ki miesZlka.ruiQwe były tak 
pr

m
tYJWIDe że po ,tygodniu pośpiesz- 

ie wróciłem do ,oom.u i »Ostanowi- 
h;m nie T'Us.zać się nigdzie, dokąd 
me mo.ż.na doj.echać tJramwajem", 
Nie ,sły;s.załem, czy w mas:zych 'kur- 
ortach i "wczasowiskach" nastąpi- 
ły wiebkie :z.mialny na lepsze od r. 
1960, Natomiast w Warszawie mo- 
głem je zauważyć w r. 1963. W r. 
1959 uder.zyił mnri-e t.łurn wall"s
W\Soki 
swoja mi,zer.na odzieżą i pOil1U1\"ym 
wy,glą-dem, - w r. 1963 Hum ten 
Ulbrany już był przyzwoioie i lludzkie 
{)blicza {)żywiOiIle, a nawet częsta we- 
sołe. Za.:rÓWIno jak cOll'az to piękiniej- 
szy wy;g1ląd ro:z.budorwującej się War- 
sza.wy (Imimo lPeWUlych brzydkich 
firagtIDentÓiW), uroda jej parków li 0- 
gIrodÓiW, jak i owa nief,rasobliwość 
jej U.UiIIlJU, nie w,pływały jednak na 
,rooZojaś'l1ienie posępnego nastJroju 
Kamienieckiego, mimQ iż z moi.mi ob- 
sel1Wacjam.i się .zgadzał. 
Jeden sZiCzególi'k chara.kiterystY'cz- 
ny zachOlWałem w pamięci z nwich z 
nim rO.Zimów: j-aik ła.si by/li' ,i może na- 
dal są Ipanowie z rząou na IlIajdraż- 
sze sma1oołY'ki kiu1i,namne, dla prze- 
ciębnego obY;WRitela lIliedo.stępne Sipe- 
cjalbnie dtl:a ty,ch w
 branych 8'Prowa- 
dzane. . CIelkawa to róż.ni,ca między 
sta.rY'ml lrolI1lUinn.stami, kitÓI1ZY nie clila 
w.msonych ko
zyści, lecz z ideaIi- 
styc.
nY'Ch l»Ooode,k w partii sil' zna- 
l
li, a obecnyimi dygnita:l'zami :reży- 
mu k{)mUll1i,Sltycznego. A reżym ten 
przecież miał Us.zc?:
ŚiliiWić przede 
wszYSItkim uciemiężone ma,SlY, nie zaś 
wY'brane jednostki! Kamien.iecki in- 
fOl1mował mme np. o zarobkach 1'0- 
boÓnilków polskich, ni!Ższych Ulł"Zędrui- 
k6w, o sytuacji emery.tów, a zara- 
zern o nall"ao.oksa.Lnym dobr.obycie 
wieLu gosąodal1ZY wiej,skioch. Widzi e- 
liiŚmy z nim w 'restauracjach i ka- 
WlianIlliach elegaJntów, kitól1zy uderza- 
li na tle ogólnej szar.zY17lllY swymi 
świebnY'mi jedwabny.mi koszulami, 
doS'kionalle s.kirojonymi ubramia;mi. Gdy 
pytałem go, kim są ci ludzie i skąd 
te LUkiSlusy
 Ka.mi-eruiecki tłumaozył 
mi, że zawdzięczają ItQ swoim uprzy- 
w:i,lejorwanyim IpIOzycj.om w ek.sporcie, 
imporcie, f Umie i innym lukratyw- 
nym k{)nta.kitom z Zachodem. 
Nie bawiLiśmy .snę 7oresa.tą w ko- 
meI1ital1Ze na temat plamowa.nej i 
rze'lromo osiąg1niętej rów.nowagi spo- 
łecznej. A jednak obaj staLiŚil11y na 
st.ano.wi,skiu, że 
wałIty i rażące nie- 
Jronsekiwencje obecneg.o reźycrnu ko. 
munirst:y'CZiIleg.o nie upra'Wil1iają do bwo- 
rzenia lleg.endy oświetlI1ości żylCia 
pol,
kiego pl'zed wojną, zall"ÓiWno jak 
U\S,tel'ki 20-lecia nie pOlWilllil1y IJ)rowa- 
d'Zić do apowge.łY'ki Polskii dzisiej- 
szej. 
Pooozas mego pob)'lLu w Walt'Sza- 
wie w r. 1959 sbuchalliśmy z Kamie- 
l1Iieckirn ze wZol1Uszeruiem IpII"Z:!!mówie- 
nia Wacława Gnybowskiego, kitó1'E' 
na,dawało radio Wolinej EurolpY. 
PillZemÓlWienrie tQ Wado Gr:zYlbowsk: 
wy
sił z łó*ka, kitóre niebawem 
stało s.ię łooem śmierci. Nic prlllWie 
nie mOg1liJśmy ,z.rorlumieć z powodu 
ulSrt:awiclzlIlego zagro;zania, Bowiedlzi-a. 


łem ma.tomiast Kamienieckiemu o 
.
y.m, 00 fizyc:z.nie słaby, d.ogorywa- 
jący. ale na umyśle całkiem przy- 
wmny Grzybowski, żegmając sie ze 
mma w Ja;ryżu, za.komunikował mi 
ja'ko. rodzaj swego testam£'nLu poli- 
tyiD7Jllego. Zna;\iśmy przecie z Kamie. 
nieckim dOSilronale orientacje po.li- 
tyczne naszeg.o osobatm.ieg.o PI'ZedW.o- 
jennego ambasadora w Mookwi
. 
Stąd te jego. m{)we wskazania ude- 
rzyły Kamienieckiego nie mniej, niż 
ki
ka tygodni pr.zedtem uderzyły one 
mnie w ParY'żu. Gll"zybow,ski ośwliad- 
ozył (.miał fWidocZinie na mY'Śli mo-- 
ja rusYCY'stytk
 i pracę IJObi.tyczną 
mego ojca) że powi.nienem propagu- 
wać ,w Polsce k{)niec:z.ność ustale.ni-a 
,.racjonaJlinego "M3Ipółżycia i WI!Uółprra- 
cy z Ro.s.ją. Na samej nienawiści ni- 
:zego zbudować się nie da, Porska, 
.bWliel'(}ził, na .długie lata skaza,na jest 
na z.a:łeżn.ość od Rosji, Sitąd koniec z- 
ooś
 oomiennego uSltosunkQwania się 
do rzeoczYWLSitości". 
Kamieniecki mie pl1zejął się zby;;- 
niQ tą nauką. W.iele raLY pOdkTe- 
ślał w rOZlffiOwaCJh i w listach: ,,Ila- 
sza mla jest żadna... chyba nigdy 
jeszcze nie byiliśmy tak baz.silll1i... zu- 
Debny bra'k wiary we właSine siły 
wywołuje potJl1zebę .obcej protekcji i 
opieki...". I,nnymi słowy, w jego 
przekonaniu "orienta,cja rosyjska", 
ta'k ,jak i da.wniej, wymi'kała raczej 
z niemocy niż z pozyitY'W,ilSltycznyc/1 
przesłanek, kitóre nazywał rodza- 
Jem "neopozy/tywizmu", "obceg.o dLl- 
chowi narodu". Nadmienię że wcale 
nie jestem pewien, czy kryteria i 
w,l1Iios'ki tego ro7JUmowalIlia są. słusz- 
ne, a tQ mimo idiosy,nkiracji, 
tórą 
mam dawno do Rosji Sow.ieckiej. 
Kamieniecki bardzo sil' intereso- 
wał tym, co się na emi
racji dz.ieje, 
i glebok.o martw.iły go pOHtyczne 
rozg1rywlki, jrukie zwłaszcza wtedy, w 
końcu pi
te.2'O i na początku szós.toi!- 
go .dziesląltJka lat XX W. odbywa- 
ły się w Londy:nie. W Li'Sltach swo- 
ich, porowmUÓąc lIlasza em
g1rację z 
Wielką Emi,gracja końiczył swoje 
porównanie słowa.mi: "Niczegośmy 
się nie mli1lczyli". Bodaj w .r. 1961 
móg.ł wyjechać do LondY'nu, chyb:! 
na zapros.zenie swego !Syna. Sko.rzy- 
stał z -tego pobyttu, aby odbyć sz
- 
reg konferencji z naszymi pQ\iltyka- 
mi, Mórzy reprezeIlltowali ró.ż.lle od- 
łamy emigracji. Z roz.mÓIW z ninl 
wiem że myślał, a to po częstych 
dyskiusjaoo w ,WalI's.zawae z k;s. Janu- 
szem RadziJwiłłem, z kitórym po woj- 
nie aż do końca życi.a bardz.o się 
pI
zyjaŹinił, o próbie z:ha.rmOil1uzowa- 
nia emi'g1racyjlIlej poliotyki pOlskiiej. 
Miał pTalWO ż)"Wlienia takiej l1iII-c1ziei, 
poniewai :z.nał oSoObiśoie emig,racyj- 
'ne "mia.rodajne sfery". 
Później słY1S , załem że jego zamie- 
,rzenia cabkiem .l.le zostały zI"OrZiUlmia- 
nI', o c'zym zresztą Kamieniecki wie- 
dział. Prosił mnrie, kiedyśmy .sie w 
:r. 1962 7JOOW1U wrldz.ieli, abym komu 
należy i komu mogę te niestosQwne 
i wręcz niewz.aBadnione .interpretacje 
jego inicjatyrwy s
ory.gował. 
IW listach swoi,ch, jak jUiŻ WSIpom- 
niałem, Kalmieniecki wY'k
'7Y'wał nie- 
zmiel1nie bac7Jną i l)JidJną uwagę dla 
wszystkiioh moich przedsięwlzięć. 
Niera2 wYlstępował z rada;mi, często 
mi dOll"adz.ał, abyim sie zajął opraco- 
w8lniem Sltosunków rosyjosko-polski'ch 
w epoce działadJnQści megQ ojca, 
podkJreŚllał koni
ść uwypuklenia 
róŻinicy pOtSitawy Qjca, a postruwy 
DmOWiSikiego. Mów.ił ,takiże o pęll'Sipek- 
tY'Wicznyim na.9w1ielbleniu tycih spra1w 
na ble poczymań Adama Czaor:tory- 
skiiego i AJl
am.dra W,i elopolski ego. 
Ciekawe SoIj. jeg.o il!lJne llIWagi pośred- 
nio z tY'm :z.wiązame. Dotpa:try;wał się 
w naslbrojach dz.isiejlSZego społec-zeń- 
.sLwa po:Ls,kiego rpos'tawy, l1toira mu 
IprzypoJnri.nała fl"ealkcje po'pOlWlStani.o- 
we i Wlidział w tylCh nalSlt.rojach ów 
lroodmj ..'neoVOZyitywruZlIIiJU", pozosta- 
jącego w s-przecZlIlości z duohem na- 
rodu. Twierdził: "TyJko jakiś w,iel- 
ki wstrząs m.oże sprawić, że na.rói 
znów poc7lU:.ie się Itycrn, CZY'I!1 był w 
ciągu wieków wielu". 
II1Iteres{)wał go takiże problem sto- 
sunku K'I"as.ińskiiego dQ pol
tykii Ada- 
ma Ozal1l:ory:s'kiega. W Zw.lą7Jlm z 
moim essaY'em Q Kirasińs.kim i Ti'llt- 
czew.ie. namarwnał ll1Illie, aby:m tymi 
sprawami się zajął, jak rów:nież i 
ItO'Wą aIIla.li,zą 'l1aszego roma.n.tyzlI1lU. 
P,rzejmując się 'nwimi pll"acami o 
ojcu druwał mi roozmaiote w tym w.z.glę- 
dzie WISIkazóWlki i radził nie 
w.racać 
uwag,i na "piesikJi, kitóre U
d.dają". W 
OoSlta.t.nim liście pol'uszył spra.JWę ar- 
,ty/klubu Tade\lSiZa WasilewskiegQ, któl\"Y 
ogłosiła "Kultura" w r. 1963: "Nie 
mogę z:roa:.u1lUieć, C.o skłOl!liło redak- 
cje .,KiU1\JbUJrY" do wydlrukow81Ilia tej 
...napaści na Ciebie, a zwłaszcza na 
Zmmum,ta Nagó,rskiego. Nie Wąlt'P-łę 
że potrafisz Wasi:leWlSlki,emu od'powie- 
dzieć tak, ja:k na to zasłużył".' 
Ale zdruwał sobie spraWe z teg, 
jak tl1lJJOne i zarazern de}ikatJne je!t 
zadanie syina w tym względzie - 
jak łatwQ może o.n !pOpaść w prze- 
sadę, wY'w.ołama p.l1zez w:rog-ość jec.l- 
nych, a obojętJność innych dla os.oby 
i osią.g'Jfiięć ojca. Dodawał jedmak w 
tymże liście: .....tl1ie m.oooa pracy o 
Aleksa.l1IdJrze Lednickirn sprowadz;ć 
do polemiki z ,Wasilewskim..." 
Podk!reśliwszy w jednym ze swu- 
icih daw.niejszych JJirstórw wartość 
fragtIDen'tów pIl"acy biog:raficznej 
DZlw.olIllkOlWiSkiego o moim ojcu, do- 
dał: ,Jlla tle epoki bardzo piękn
e 
zarysOiWU
e się u niego postać pana 
Alekisandra i w d7Jisiejszych czasach 
nie ma g.o w:pr.ost z kim poró Nnać". 
Nieraz w jego jak z:wykle pow- 
ściąg:liwyc.h wYo7Jllaniach, obo,k sz.cze- 
rej radości że jegu pmzyjaciel może 
pi,sać i drukować, dalWał odcZoue 
pewna gorycz wynrilkającą z jego 
wła.snej be.zczy,nności. Wymownie o Berkeley, 


tY'I!1 świadczy początek Ustu z dnh 
30 sierpnia 1960: "Rozumiem, jak 
Cię mUSli męczyć i wyczerpywać ta- 
ikie n.l,g:rOil11aJc1zen.ie tel1minów, wykła- 
daw, Ioorek-t, ciągły poŚipiech i na'pię- 
cie tnęrwów. Alle za to wiE*;Z że Ży- 
jesz i bwoI1zysz 003, co jes-t trwals.ze 
od Ciebie samegQ. 'W,iem. C'O jest 
warta radość bwar.zenia, bom to 
stracił.. .". 
Jedyną jego rO!lJl"ywkę S1tanowiły 
brydże z ks. Januszem Radziwiłłeni, 
gdmun.dem Trepką, At11.as.tazym 
Twańsokim i Er
'kiiem KurnRitoWls.kim 
z,aś troską Sitała by:ła nie ty.lko sy
 
tbuacja mart:erial,na, lecz i statl1 serca. 
W r. 196:3 nie chod.ziliśmy jUJŻ z nim 
na obiady. Nie mógł sobie po
wo\ić 
.na dalsze jazdy tramwajem i space- 
ry, ze wzf;llędu na artaki serco.we, 
:kJtórych d'OŚw.iadczył w zimie. Os.ta.t- 
ni, kltóry ,g.o zmusił do pon{)lWln
j 
'kuracji w Ludzi, nastlł'pił w r. HM-l. 
Dobra opieka rodzill1Y i lekarzy, jak 
mi pisał w swoim Liście z dnia 2:J 
loute!!o 1964 z Lodzi, pomogła mu. 
W pOłowi.e marca zamie,rzał wrócić do 
W al1szawy: 
"...i chętnie bym pOIpracował, ale 
nie wiem, ozy j.uż m
 starczy sił n:l 
chodzelI1Ji-e do bib1ioteki". - 
Do Wa.l1szawy iuż nie wlrocił. Dnh 
9 marea, w dzień swoich urodzin 
uma.rł w Łodzi. 


.. 
.,.. 


Władysław Tata.rkiewicz w swoim 
.a11ty.kUlle poŚiw.ięcomym pamięc.i Ka- 
mienieokiego miał moŻl!1Ość przyto- 
czyi parę fragmentólw z IIlOtaJtek 
Zmarłego, dotyczących pwblemów e- 
tYC7JIl.yco/1, relilgij;nych i f11ozofic7.IlyICh. 
Na:z.wał Ta.ta.rKieWlicz te notatJki "Fi- 
,lozofio7Jnym testamen:tem history,ka". 
.JaJoo mobto do miniejs'zego wspom- 
nienia podałem jeden z 'tych f.rag- 
me:Ilitów, kitóry SlZczególLruie mnie u- 
del1zył, 
dY'ż jak mi się zdaje naj- 
'lepiej ujawlllia osobowość moje
;J 
Iprzyjaci-ela. Chciałbym tAJ dodać da.l- 
,gzy ci.ąg tegQ us.tępu, ponieważ i tu 
ta'kże Zmarły ba:I1dzo dobitny dał wy- 
1-aZ swej "pozy,tY'wnej m,etaflizyce": 
"Dwch, k,to.ry przetn'wa człowiek.l, 
jest produktem jego mÓ7Jgu., je..
t 
dziełem 7.tl1is.zczalmego cz.łQwieka, ale 
dziełem n:e.zniszczaLnym, dor.kOtl1al- 
szycrn i t.rwalszym od fizycznego 0\'- 
ga.nizmu. Myśl św, Pawła czy Al'Y- 
Sitotelesa, Kopernika czy M,iokiieWli- 
cza, ale ,baJkiże nie7JLiczOlI\ych i,nnych 
ludZii, kitóryoh na:z.wi.sk już nie' Zina- 
my, ,:"eszła dQ tej substa'l1cj.i du- 
chowej, kitóra trwa i ro
wija się w 
mY'Ś1i i ŻyciiU daLszych pokoleń". 
A ot.o jeszcze jedna uwaga, tY'm 
razem dotycząca chrzeij,c,ijań;;twa, 
ona również odsłania swoiSIty "ut y- 
li,taryzm hwmanirstyc7.IlY" mego przy- 
jaoiela. PodkreŚililWlszy mądTosć I 
wzniosł{)ść Itego wielkiiegQ ruchu mo- 
ralLnego 
 fi.lozoficZJIeg-o jako dzieła 
ludI7Jkiego, Kamieniecki pow
ada: 
"Sbworzone przez K-ościół illlstY'tucje, 
sakramenty, liturgie, hierarchia ka- 
płańSlka, system mo(mtw, a tRikże 
Pl1
pilSY i lJJaka,zy o
ią.zujące w 
:z.blorowym żyx:iu Śowieckiim - to 
wsz,y,sbko nalcechowrune jest mądJroś- 
cią, pogłębia i potęguje życ
e wew- 
nębr.7Jlle człQwaeka, pl'Owadz.i do twór- 
czoŚloi duchowej... Jako kres wysliłku 
duchowego zapail1uje doskQnałQść, 
kitórej na imię Bóg..." 
A w.ięc jesZlCZe jeden element po- 
twierdzający t
ę dua,lizmu: wystę- 
puje bu pOzY'tY'wiz.m religijlIlY pod 
piórem człolWlieka, 'kitóry odrzuca po- 
zy,tY'WIj,:
m 'po
i1tyczny. Sa. to jednak 
pozory, jak mi si
 zdaje. Karnie- 
nieclki właściwe wyznawał monizm. 
Doskonałość OISIiąg.nięta, to znacrzy 
Bos.ka, nie zna ro.zdwojen,ia stano- 
w,i 
a .monri,!!Iłyc2lIlą symt.ezę.' Inaczej 
poW'ledrz.la'Wszy, marny w jeg.o us.t- 
nych i Usotowlnych wy,poW1i.edz
ach a 
,także w no.ta,tkach, rozrnyM-ania 
tó- 

e ':" 'końcu na.:nwałibym ro
ajem 
adea:!ustYC7Jnego hegliziIIlJU. 


* 


* 


. 


Czy aby mimo wyja3.nień dobr:zs 
ZOlSit.amę 7J1'01I:'\lImiany'l N,ie pisałem, 
poIWIbaJl1Zoa1m, tego wSlpomnieni:a by 
o,polWliadać o sobie, alb'O choćby o 
s.woich 'llIiles.zczęściacb. Chciałem pO- 
ka.z,ać, jak w tych nie swoich lecz 
pl1Zy
ac
ela, klęskach zachQwał się 
Kam1ernock;l. O to mi chodziłQ. Vae 
soli! La Rochefouc3l\lJld, któ,rego za- 
dzilWiiająca przenitldiwoŚc i ja,snQwidz- 
two doltą.d 'l1ie p:rze'Sltają rozŚ!wiiecać 
naj,tajll1iejls.zych za'k;amarków d\JlSozy 
looozJdej, poWliedział: 
.,W niedOIIi, kitóra spada na naj- 
lepo;zych naszych pr.zyjaciół, znajdu- 
j'€\mY zazwyczaj coś, co nam przy- 
kir.ości nie s,prawia." 
Ale tę SWQją słalwną z.resztą mak- 
symę :z.nalro.m
ty a'utor usunął z wy- 
da!llia, kJtÓ1"e uz.nał za WZOl'Owe i 0- 
sta.tec.zme. M.oże i słusznie w tym 
wY1Padku, bowiem jego uogólnienie 
nie obejmuje całej rzeczywistości. 
Przoozy mu przykład Kamienieckie- 
g
! Ka
ie
iecki mal1twił sie mQją 
'I1led.o
ą I mc tego 7Jmal1twienia nie 
ponnniej,szało. 
,O tym, jak ja jego śmierć odczu- 
łem, n;e będę mówił, bo nie o sobie 
pi,s.zę. 
LUlbiłem zawsze powtarzać :
e 
kire
mych daje nam los.. zaś p.rzyjaciół 
wY'bieramy sobie sami. Dopiero nie- 
dalWlno skonstatOlWałem że wypil'ze- 
dz.ił mnie De
Hle: "Le sort fait 'es 
parents, le choix fait les amis". I tu 
Kamienieckiego przY'kład stał się tak- 
że zaipra:eczeniem: nie wybrałem f!.'O 
sam - dała mi go o.pa.t.rzność... 
Pl1zez m
o o
ca go poznałem, Bóg 
zapłać! 


Wacław Lednicl.t 


malt'zec-czffi'wi,ec 


1965,
>>>
2 


Nr 1139, 28th January, 1968 


JERZY HORZELSKI 


AH, 


AHA, 


CZY 


. 


,
 


fot Jonathan Green-A1"mytage 


., 


ARTHUR .KOESTLER 
By courtell1l of Hutchinson Group 


"THE GHOST IN THE MACHIN E" 
Arthura Koe
tlera jest utJwo,rem 
zamykającym cykl rozumowań i oś- 
wiadczeń, rozpoczętych w "The Act 
of Creation.....) Moż.I1a by dodać że 
tematyka. punkty widzenia a na- 
wet chwyty taktyczne Koestlera z 
tych dwóch tomów dadzą się 7JIla- 
leźć we wszystkich niemal jego pa- 
przednich utworach, tak powieścia- 
wych jak i eseistycznych czy auto- 
blagrafoicz.nych. Tu jednak 'są te in- 
fON11acje, 
l1itJuicje i pogtlądy pa raz 
piel'1WlS.ZY wsystematy\zawane w far- 
mie dy3IkiusJa lIlaukowej. Nie znaczy 
to zresz,tą. aby te dwa tomy (mima 
łącmlej abjętości niemal pół malia- 
na słów!) wymagały ad czyteLnika 
wyksZltałcenia specjalnega, czy taż 
nadmiernych W\'1Siłków skupiania u- 
wagi. Mima że są ane i zamieTzone 
i na agół traktowalIle jaka wkirocze- 
nie KaesUera na pale twórczośCi 
naukowej - są to dzieła pisane ży- 
wa, z pasją, a; wybitnym tal€'lltem 
beletry.s.tyc.zmynn i umiejęLna&cią bu- 
dZ€l1ia garącego zainteresowania, 
jakie cechują tega pisarza od pO- 
cz
tJku jego kanery literackiej. 
Tateż i naj,nawsza książka Koest- 
lera trzyma w napięciu uwagę każ- 
dega czytelnika, który chaćby w 
drobnym stopniu inte.resuje się za- 
gddnieniem trudJ1ości, jakich rasa 
ludzka doświadcza na palu rozsąd- 
nega i skutec:z.nega organizowania 
życia na tym najlepszym ze świa- 
tów. I jeżeli linia rozumowania 
autora nie jest od razu jasna dla 
czytelni,ka, jeżeLi jego argumentacja 
nie układa się w tradycyjny schemat 
monagrafdi czy razp.rawy maukawej, 
cZ
I
elnilk ty,llko zYSll{'wje na .tym. mo- 
gąc czytać utwór nieoOmal jak pO- 
wieść detektywną. 
Panieważ jednak nie jest to asta- 
tecznie powieść detektywna. myślę 
że potencjalny czyteLnik nic nie stra- 
ci. jeżeIi pozwalę s,obie ro:opacząć ad 
opisu treśCi i paw I ąi7.ań wątków. 
Kaestler uważa iż W'.3pókzesna 
ps
halog.ia nie daje nam Wystar- 
czającego wglądu w osobowość czło- 
wieka, funkcjonowanie jego wład
 
umysłowych i zjawisko świadomoścI. 
Toteż otwiera kampanię gwałtow- 
nym atakiem na psychologtię. którą 
nazywa ortodoksyjną. Jes
 ta zres
- 
tą skrócona ale i wzmocnIOna reph- 
ka ataków przeprawadzanych już 
wcześniej naj obszerniej w po- 
przedmiej książce ("The Act of Crea- 
Hon") - kitóre za cel bard.za dotJkli- 
wYJC'h cio'sów (,i "wyrażeń") mają 
behawioryzm w jego klasycz.nej P'?- 
staci, ale któ,ry KoesUer uparcIe 
wykrywa i p,rześladuje nawet tam 
wszędzie, gdzie pozostały tylko jego 
nikle ślady. Zaciekłość tego ataku 
jest nieco zastanawiaj ąca, jeżeli się 
wp.
mie pod uwagę że nie jest to 
bynajmniej czotowY kierunek noWO- 
czesnej psychologii, że ważniejsi 
przedstawICiele behawio.rymnu - i 
to znacznie już zmodyfikowalIlego - 
są dziś raczej mało wydajni (za rów: 
no pod względem ilości jak i wagi 
ogłaSiZ8IIlych roz.praw) i że zacho.wali 
Bię oni niemal wyiłąc:Mlie w Stwnach 
Zj(odnoczonych i w Sowietac
, za- 
pe
e głównie z przyczyn trady- 
cji.t) A choć Koestler nie oszczędza 
również gestaltystów (choć nie 
wspomina iIllI1ych współczesnych 
kierunków psychologii), nie wyda- 
je się, aby ta kaII1iPania była w isto- 
cie logic
nie potrzebna jako wstęp 
do wysunięcia własnej hipot
y - 
hierarchlc.wej struktury zarówno 
psychicznych jak i fizjologicZillych 
CZY-IIJnilków osobowości ozłOlWI€'ka: - 
teorii holonów. 
Jest W 
resztą teoria obejmująca 
zakres znacznie szerszy. mająca się 
stosować do całej rzeczywisWścI 
natury żywej - od molekuły aż po 
społec:z.ność ludzką jako całaść. "Tam 
gdzie jest życie musi być ono 
r- 
ganizowllll1e hierarchic7JIlie" - stwI€ll'- 
dza autor, starając się w szeregu 
przypowieści a przykładów wykaz;:\ć 
że każda i w każdej sfer
e hierarchIa 
zbudowllll1a jest z całostek - holo- 
nów, które mają charakter "janu- 
sowy". Z jednej strony mają one o- 
blicze całości z jakiimś, wyraźnym 
zakresem samodzieLnego bytu i dzia- 
łania. a z drugiej strony są cząstką, 
integralną częścią całOŚCi Wyższego 
rzędu. W każdym też zakresie i na 
każdym poziomIe hierarchicmlym od- 
powiedlIli halon działa wedłrug stałych 
reguł, które jednak zezwalaj ą na 
elastycZlI10ść strategii w stopniu za- 
leżnym od poziomu. Im wy1;szy jest 
hierarchiczm.y poziom ho.lo.nu, tym 
większa jest jego swoboda a sohe- 
IIDaJty działaLności są tJrwdniejsze Jo 
przewidzenia. 
Koestler l"'OOlWija obTazy hiera'l'- 
chicz,nega ustroju holonów w fizjolo- 
gii orgllll1izmu, w pSYChologii jed- 
nostki. w mowie l'lld2Jkiej, w mecha- 
nizmie myślem.ia. w budowie spo- 
łec
ności - od klllll1ów po marody i 
cywiLizacje. W tym z.resztą ostat- 
nim zakiresie teoria holonów może 
budzić perw:ne odległe echa poglądow 
&pence'l'a, a z'wpełnie wyraźne, u- 
derzające podobieństwa do pamy- 
słów i koncepcji Erazma Majewskie- 


*) Arthur Koest1er. The Gihost i,n th:! 
Machine. Londyn, HrukJIinson, 1967; 
Sitr. XIV i 384. 


t) Watson w Stanach. Bechterew 
Pawłow w ZSRS. 


go (np. w jego utworach "Prolego- 
mena" i "Karpi.tał"). 
D.rugi swój atak Koestler montu- 
je przeciwko pOjmOwaniu ewolucji 
jaJw Slk,ud{IU pr:zypadkowej mutacji 
genów, utrwalonych przez wpływ do- 
boru naturalnego w zakresie fiJzjo- 
logii, oraz jako wynik przypadko- 
wych odmiam w reakcjach na pobud- 
ki zewnętrZlne, utJrwalonych p'l'zez 
"wzmocnienia" (nag,rody) w zakre- 
sie psychołogii. KoesUer nie ma. o- 
czywiście, większych trudności w 
wykazaniu że mechaniczne pojmowa- 
nie czynników ewolucji nie daje za- 
dowalających odpowiedzi. W za- 
millll1 proponuje on schemat w}"ll,i- 
kający z teorii holonów, w którym 
ewolucja każdego genetycznego ho- 
lonu jest poddana ograniczającym 
zakres p.rzypadkowaśCi .,regrułom", 
w
 niJkaj.ącym w jakiś s,posób z fi- 
zycznych warunków nasze
a świata 
mdterialnego. Zwęiają one moż.
woś- 
oi rOZiwojlu do pewlnej tyl,ko lic
by 
linii, ale równocześnie wzmagaj ą 
p()j
encja.l żywej materii do optyma!- 
nega wykorzystamia tych możli- 
wości. 
Nawiasem warto wspomn
eć IZ 
auwr nie był chy,ba dostatecz,nie za- 
znajomiony z naj nowszymi osiągnię- 
ciami biologtii molekula,rnej, z któ- 
rych wynika że elementa'rne zmiany 
ewolucyjme sprowadzają się w isw- 
cie do mutacji instrukcyjlIlego RNA 
(makromolekuły kwasu nukleinowe- 
go). Te z,a-ś pochodzić mogą z przy- 
padkowych wpływów różnoradnych, 
jak kWall1towo-cząstec
kowe, kwan- 
towo-elektromagmetyczne, chemicz- 
ne i t.p., ale oczywiście są o
rani- 
czone do pew,nego ryIJw zakJresu moiŻ- 
l
wości. Uhoć te lane nie są je'sz- 
cze S!Z€lroko roz{p.racowane, Ko.es'L
'e'r 
mógłby w nich szukać poparcia i 
poobudowa-nia faMami swych kon- 
cepcj'i (zresztą musiałby je także 
nieco zmodyfikować). 
Na szerokiim zakresie przykładów 
rozwijanych z bel(otrystycznym za- 
cięciem najwyżSóZej klasy, nie omi- 
jając nawet embriologii, autor sta- 
ra się przekonać czyteLnika że pro- 
ces ewolueyjny nie jest koniecmie 
i zawsze udoskonaleniem pierwo- 
wzoru. Pirzeciw:nie, ewolucja stale 
popet.niała bŁędy, wpędzające rOzwój 
każdega ko1ej1no holonu genetycz- 
IllgO w ślepą uliczkę specjalizacji, 
czy wp.rost groteski, z k,tórej nie 
Dylo i nie ma wyjŚCIa. Jeżeli mimo 
1,0 ewo1UiCja trwa I drzewo gea€'tycz- 
ne się rozwija, W tylko dlatego że 
z każdej gałęzi idącej w ślepą u- 
liczkę, w pewnym stadium 'niedoj- 
,rzało.ści osobnika, ro7.poczyna się 
odszczepiać nowy, odmienny kie- 
runek ewolucji, który omija nie- 
uchronną ślepą uliczkę pierwowzo- 
,ru i poOdnosi holom na dalszy sto- 
p.ień ew01ucyjlnego ro.lIwoJ,u. Zaado,p- 
towana w tej formie przez Koest- 
lera idea neoteni.i pozwala mu P11Zed- 
st.awić linię ewolucyjtllą człowieka w 
sposób, który trudno by określić 
inaczej niż eschatologicmy. 
Omawiając ewolucję mó'zgu czło- 
wieka autor przed'stawia schemat 
.rozwoju trzech głównych ganglio.. 
nów, z których dwa pi€ll'wsze utwo- 
l'zyły archaic7JIlą część m
u, repre- 
zentowaną już w epoce ,pŁazÓw. 'Ih"Le- 
ci gllln
lion, ro,7Jwilnięty JUŻ u ssa-ków, 
u cdowieka osi ągm ął formę gigan- 
tyczną i doszedł do zdo.LnośCi funk- 
cjonalnej tak ogu-omnej że gatunek, 
który go otrzymał. nie umie go w 
pelm wzywać. Cała historia nauki i 
filozofii jest, według autora, powol- 
'Ilym procesem uCZl€lI1ia się jak za- 
!Stosować potencjalne możliwości ko- 
ry mózgowej. 
Mózg jest jednak nie tylko hyper- 
Itroficzmy w neokorowej swej częś- 
ci. Brak jest również dostatecznej 
ląc7JIlości czy koordynacji między 
działaniem koll'y mózgowej a funk- 
cja-mi IIIrchaic'z,nej c.zęSci mózgu., któ- 
'rej Koestler przypisuje m.
n. psy- 
chologicznie ważne fwnkcje wywoły- 
'WllIl1ia s.ta:nów e:nocjO'Ilałnych a DI'Oce- 
sów myślowYch pozaświadoinych. 
Ten brak koordynacji jest wynikiem 
jaJkiegoś błędlu genetYD
nego ewo1u- 
cji - a właściwie takiego samego 
rodzaju błędu, jaki wszystkie ko- 


W ,pop11Zednim 6-1S1tJrolni,cawy.m mu:me- 
l'ze (1138) "Wiaidom0l31Ci" t:J i.1UiStra- 
cJ'i): Zygmunt Nag()rski: WacłalW Led- 
moki. -- Feliks Gross: BoiŻe,gmGnie. - 
l'rzemysław t:hrościechowski: Apote- 
OlZa. - Jerzy Niemojowski: Wiersz 
przed mocą. Salicem aeteI1llam. - W B- 
cław Lednicki: WISIP,omnienJie o .Wilool- 
dzie :Kaillliem.ieck1m. - Tadeusz Sko- 
wroński: ,WiIIlO 'IlllSoZwLne czy wód:ka? 
- Janina Surynowa-Wyczółkowska: 
WaI'ls'zruwG IW ,kwia;tach. - Zbigniew 
Grabowski: Maria ,Męciń.s.ka. - No- 
taltJki włoskie. - Pandora: Pusz'ka. 
Zło'oo. - Halina Sukiennicka: O ma- 
lamSltJWie, 'Przy,radzie i Ha/limie Na- 
łęcz. - Stanisław Żochowski: Moina 
i pod plllImą. - Michał K. Pawlikow- 
ski: Okmo na Ros-ję. - Antoni Po- 
spieszalski: W ód'ka IIIie, s8..ki rtaik. -- 
Kronika. - Kores'pondelIlcja (Paweł 
Hostowiec. Józef Godlewski. Tymon 
Terłecki. K. A. Jeleński. Zofia Koza- 
rynowa. Jędrzej Giertych. Fryderyk 
Goldschlag. Maria Danilewiczowa. 
Wawrzyniec Czereśniewski). 


HAHA? 


lejne linie ewolucyjne wprowadzał 
w ślepe ulicz,ki. W tym wypadku 
bezpośred'llim wynikiem tego błędu 
jest cały sYIS(em aberracji umy\S
- 
wej, doOtykającej osobowość cz
owie- 
ka od najwcześniejszega zarania je_ 
go hiswrii aż po dziś. Jest to schi- 
zofreniczne podłoże wszystkich ma- 
niactw. paranoidalnych obsesji, któ- 
re od epok.i neandertalskiej po.p.l'zez 
całe dzi.eje gwtwIJIk.u lwdzkiega zna- 
czą jego historię w arabeski obłę- 
dów, szaleństw i zbrodni. Od naj- 
dawniejszych, archaicznych dowo- 
dóV\ć iS'JI1ienia kvwawych ofiar - ry- 
tualnych zabójstw - po masowe 
mordErstw.! dogmatyzmów i mili- 
ta,ryzmów. 
PŁwien zakres współdziałania a.r- 
cha,icznego mózgu z nową korą móz- 
gową istnieje i on to właśnie jest 
źródłEm powstawania tych niezwyk- 
łych, niemechanicznych zestawień 
idei, które Koestler nazywa "biso- 
cjacją" - odmiana term.i:nu "asocja- 
/Caa", za.chowall1e,go dla okJreŚilenia po- 

o.s
ałych, logicznie i 7.wyczaj,olWo u- 
zasad.ni{Jnych wiązań się szeregów 
idei. Przy bisocjacji nast;ępują zde- 
rzenia idei niezwykłe, nie dające 
się wyznaczyć mechanicznie, nastę- 
puje jakby nagłe olśnienie ujrzanym 
przez świadomość niespodziewanym 
związkiem dwóch "holonów" poję- 
ciowych. Dawniej pJeci nazywali to, 
zdaje się, n
tchnieniem. Koestler 
przyjmuje na okreśłenie tego zja.wi- 
:ska Ite'rm
n ukuty pl1zez gds'tal- 
tystów - ,.reakcja AHA". 
Rozszerzając tę termimologię przez 
zróżnicowanie zjawiska niezwylQych 
kontaktów międz
 holonami poję- 
ci:Jwy.mi. autor powiada że emocje 
powodujące doznanie piękna, mogą- 
ce wywoływać napływ łez do oczu i 
skurcz kirtani z następującym po 
t.ym rod.zajem cichej ekstazy - na_ 
zywać będziemy "rea,kcją Ali". 
Wreszcie śmiech, z wYbuchem od- 
pręż.nia emocjonaLnego, który rów- 
nież powstaje ze spięcia nieoczeki- 
wanych holonów ideoOwych (co ob- 
szerniej omawia i rozwija "The Art 
of Creation") naz,ywać się może 
"reakcją HA HA". 
Mówiąc inaczej, reakcja HAHA 
wskazuje na zderzenie się bi50cjo- 
wanych holonów, podczas gdy AHA 
wskazuje na ich fuzję, zespolenie, 
a reakcja AH - ich zestawienie. 
Gramice mi
dzy nauką i sztuką, mię- 
łzy re.1kcją AHA i AH są płynne. 
WszeIka działalność twórcza (będąc 
oczyw,iście {lróbą skoo,rdynowaneg a 
współdziałama mózg:.. archaicz,nega 

 korą mózgową) jest jakby rodza- 
jem sa:moterapl.i, wysH'kiem poko- 
nywania traumatyzujących efektów 
zasadniczego błędu genetycznego w 
nieskaordynowanej (owolucji ganglio- 
nów centralnej sieci neuronowej. 
Ten błąd genetyczny mózgu ludz- 
kiego jest przyczyną nieustalIlnych 
i powszechnych konfliktów społecz- 
nych i konfliktów wojennych- nie- 
ustannego procesu samo.zniszczenia, 
który przy rozwoju potencjału tech- 
lI1Jo.log.ieznego, jaki dZIś mamy, dop,ro- 
wadzić mOże (musi?) do aktu sa- 
mobójczego calego rodzaju ludzkie. 
goo. Ratunek przed tą katastrafą 
Koestler widzi w potencjale kory 
mózgowej, która zdolna jest natch- 
nąć wiedzę medyc
ną do wynalezie- 
nia środka chemicznego. zdolnego 
spowodować ,.adaptacyjną mutację", 
która by wyrównała fataLny roz- 
dźwięk między dwoma nieskoordyno- 
wanymi halonami mózgu. Dopiero 
w.tedy n
stąpi p.rzekształcenie homo 
maniacus w homo sapiem. (A więc 
udoskonalenie i rozwinięcie pomysłu 
ntrkotyku "somy" Aldousa Hux- 
leya). 
Trud.no nie s,twierdzić 
tej nUI:Y na,azlei, w i.Sleocle 
Ko£st1erd są pośpiesznie 
lowanym pesymizmem o 
tyeznym wydżwięku. 
Dla uzupełnienia obrazu warw do- 
dać że Koestler należy do tych pi- 
sa,r'zy, którzy wierząc głębo
o w 
nieomylność swych ilIltuicji i natch- 
nie.ń l po,aając s.We rdCje z Og1l1I&J1.'yHI 
fe.rworem, nie są zdolni do przed- 
stawiania swych infol'llIlacji - a 
Wli-ęc przesłaneK i l Lus.tracji - z 
pedantyczną ścisłością. O tym trze- 
ba pamiętać i nie pmyczepiać się do 
1Il1ODlazgoW. WYllmeJI1IWIUe b1ęaow 
faktycznych pozostawionych bez1lro- 
SlW w tej kSiążce byłoby bezcelowe. 
Są w b
dy rozmaitego kalibru - 
01 pospolItych przeoczeń do wadli- 
wych cytat czy uproszczeń granL 
czących z absurdem. Do pierwszych 
nalEżą pamyłki w datach (nawet nU- 
mer pisma, gdzie ukazała się re- 
cenzja poprzedniej książki Koestle- 
ra, z którą rozprawia się on tu 
dość obszernie - podany jest błęd- 
nie: grudzień zamiast listopada). 
ł',rzykładem_ drugiego rodzaju jes't 
cytata z Schrodmgera. w któ
j 0- 
PJlSZC
OIIla druga połowa ZIllJle!lua 
bens zdania ("kieruje ruchami ata- 
mów" - cytuje autor, opuszczając 
"zgodnie z prawami natu,ry"). 
Wnszcie absurdalny jest komiczny 
.skrót drugiego prawa termodynamL 

i, czy nazywan
e entrapi,i - zdege- 
nerowaną energIą. 
W W1ielu, mo.że w więk.szośoi wy- 
padJków, te błędy, nieśc.isłości i t.d. 
nie mają w.iększego zruwzenia dla 
IPl"zebiegru rozlwmowań autora. Nie 
slJaiJ10wią olne za,sadnic.zych p,rzeilna- 
c.zeń, ałe są to jednak info.N11acje nie- 
ścil8łe, a włąoZoOne w tok pracy mają- 
cej zadania ro2lprawy nawko'wej rzu- 
cajlj. niezbY't korzYJSItne światło na 
IPO'SltalWę mytŚioolWą a'Ulto,ra i jego sto- 
slUJnek do obiekitywmej rzeczyw,isto&ci. 
W więks,zo,ści, te przy,kła-dy, iLustl"l- 
cje czy analogie I'Iz,uoone są s.zczoorze 
dla efekibu, d,la bloasku, dla zabaw1ie- 
'nia cZY1telnilka, ale lI1ie są trakitowalIle 
jako dość ważne, aby autor poświęcił 
im więcej ulWag.i. Takie musi to ro- 
bić wraien1e. Wirażenie paś,póechu w 
notowaniu przekonań, opimi.i i intu- 
icji, z kJtóry.ch .niejedna budzić musi 
żYWlszy prąd myślowy ,czytelnika, po- 
budzać do rO'z,umowań i d-ooielkań. Wie- 
le z nich oMniewać będzie zJ"ęcZiI1ością 
sfO,I1mUl
'O;wań i celnoścóą term:i.nologii, 
wIe głÓ'W1l1Y Zlrąb tez musi W1z,budzić 
Ipodejl'zenie .i.ż nie są one doŚĆ mocm.o 
OIpaI1te na damych fakJtyo7JIlych. 
"Aberracje UIlllysłu ludzkiego w 
wielikim Sltopni,u wynikaju z obsesyj- 
,nego poldq'źalllia 'za pewnynni półpraw- 
dami, tra,M,olWanymi tak j,a,k,by były 
cał.ą prawdą" pOlWiada w tej 
iążce 
Koesblelr - i shJ,
iZnie. Nie naJeży 
więc szczędz
ć wysiłków, aby nie do- 
pUlSlZlCzać dlo przedSltruwiall1i'a póŁplrawd 
jlllko prawdy. 


IZ mimo 
lmruki1U'zJ e 
zakamuf. 
apokahp- 


Jerzy Ho.zelski. 


WIADOMOSCI 


T A.MARA KARREN 


"A wantury 


"pANI
 I PA!'WWIE - pawiada na 
sceme ma.gllk - następna s.ztu
z- 
ka, 
tOll:ą pańsLwo zoba-czycie, jes.t w 
ogóle memożliwa". Tak zaczyna Ma- 
r
all Hemar swój felieton p.t. Trze- 
cia seri
 PFK" o pięcio.raczka'
h nr 
3 P?Isklej Fundacji Kulturalmej. 
N
e mogę. oprzeć Się ochocie, aby 
t
ml samymI słowami zacząć recen- 
Zję z nowej książki Hemara która 
w
aśnie ukazała. s,ię w dziewiątej se- 
ru PF'K.*) DJ!jI€Wlęć serii 45 ksią- 

(o'k w ciągu czterech lat!' CzyŻ nie 
j
t 
o. s

uka !llagiczna "zupeł.nie 
n!emoz!1wa , a jednak udająca się 
nIeomylme dwa razy do roku, sztucz- 
ka, do której my, zblazowana pub. 
lic
ość.. pl1Zyzwyczailiśmy się już, 
kitorą blerzemv "for granted" za- 
pominając gdJ!jie i w jakich w;run- 
kach te śiiczne książeczki wychodzą. 
Ale. to może i lepiej. Oceniamy je 
bowiem bez taryfy ulgowej, oc(onia- 
my je za ich wartoOść, za Ich treść, 
za estetykę wyglądu. 
Leży więc przede mną jeden z 
nowych tomów, najgru.bszy, jaki 
dotąd w owych seriach wyszedł (i 
naj droższy !). bo liczący 400 stron 
druku. 400 stron Hemara ! Jest to 
zbiór felietonów o literaturze, o teat- 
rze, o ludziach wielkich i małych mi- 
łych autorowi i niemiłych. o kra:jach 
nowopoznanych; z,biór satyr, żartów, 
krytyk powaiJniejszych i bardziej 
błahych, polemi.k złoś1iwych i... 
(przepraszam. a jalriej polemiki mJi- 
na oczekiwać od Hemara ?). Powsta- 
ły one w ciągu ostatnich dwudziestu 
pięciu lat,. więks,zość. zapewne w cią- 
gu ostatmch dwudziestu. Zamykają 
całą epokę życia emig-racyjnego. Na- 
szego i autora. Jest to nie tylko - 
jak sam autor pisze we wstępie - 
"j(ogo historia literatury, romans z 
Melpomeną, dziennik podróży. ale 
nade W1szystko pamiętnik o lud
iach 
żywych i umarłych, przyjaciołach 
bliskich i trochę dalszych", o jego z 
nimi "rodz,inn;vch sympatiach, zaży- 
łościach, nieWinnych awanturach...", 
ale jest to pamiętnik nas wszystkich. 
Większość tych felietonów była u- 
przednio drulrowana, czy mówiona, 
niektóre nie były jeszcze nigdzie 0- 
gł0szone. Ale to nie jest istotne, na- 
wet t.e, które się znało, nawet te, 
które się pamięta - czyta się jakby 
po raz pierwszy. Wciągają. pasjonu- 
ją, bawią. zaskakują oczywistością, 
a jednocześnie odkrYWCZoOśc,ią (jajko 
Kolumba!) wnio,sków, opinii, sfoOll1mu- 
łowań. Nawet gdy cza'Sem w nich 
coś zgn
ewa, czy zadraiJni - nie spo- 
sób im w głębi nie przyz.nać racji. 
A nawet gdv się nie wszystkiemu 
pr.zyznaje rację - ile w tej książce 
mądrości, doświadczenia. błyskotli- 
wości, inteligencji tak ostrej że cza- 
sem aż złości! Można by może zarzu- 
cić autorowi że jest za mało skrom- 
ny. bo zbyt często powtarza żarci\ 
o swojej n
by to skromności... Ale 
właściwie dlaczego ma być skromny? 
Niektórzy z czytelników Hemail'a za- 
rzucają mu że za duża w nim "ja", 
że więcej pisze o sobie niż o temacie 
który porusza. Ale czy byłoby do- 
brze. gdyby pisał bezosobowo, bez- 
stronnie a nudził? 
Książkę można z grubsza p1zielić 
na es,saye o pisaI'lZach, poże
na:nja z 
przyjaciółmi (niektóre feLietony o pi- 
sarzach są jednocześnie pożegnaniem 
z nimi), ł::.ecenzje z książe'k, recenzje 
i essaye teatralne, felietony "s.po- 
łeczne". "satyry. dąsy i spory" (z 
podtytułu w książce) i na dwa M,ien- 
niki podróży. Jest to taki wachlarz 
tematów że nie można omówić ich 
wszystkich. 
Świetne są s.zkiee o pisarzach. Na 
kj.[,
u stronach potrafił Hema.r dać w 
syntetycznym skrócie skomplikowaną 
sylwetkę pisarsko-maralną Tuwima, 
lapidarnie scharakteryzować "blaski 
i nędze" styw K'lIII'Io,la ZbYlszewskiego, 
o Aleksandrze Jancie napisać uwagi 
takie że na pewno zainteresuje nim 
tych, którzy jeszc2e nie JllIl1ty nie 
czytali. Felieton o Kazimierzu Wie- 
rzyńskim jest pięknym omówieniem 
twórczości wielkiego poety na tle jego 
tomu "Kufer na plecach", jest też 
krótkim przeglądEm kierunków poe- 
tyckich międzywojeIllI1ego dwudziesto- 
lecia oraz saty,rą na awangardę z 
,.okropną łże-poezją przybosiowego. 
peiperyzmu". A wszystko to lekiide 
(a lekkie - ta wbrew częstej opimii 
wcale nie znaczy że płytkiie), zaibaw- 
ne, dowcipne, z lic7JIlymi perełkami sa- 
tyry, jak np. zdanko o tym co stało 
się ze skamandrytami: "Lechoń i Tu- 
wim umarli, Iwaszkiewicz gorzej, 
Słon.imski w niewoH". Na szczęście 
został Wierzyński ("Baliński zamilkł 
zrażony powodzeniem"). 
Kto zna Hemara jako satyryka, 
komediopisaI'lZa, czy nawet poetę - 
nie podejrzałby go o tyle ciepła, sen- 
tymentu i deli,katności, ile promie- 
niuje z naJładniejs'zych chyba w zbio- 
rze wspomnień o umarłych przyjacio- 
łach - pisarzach i nie-pisarzach. 
Przejmujące, a p11Zy tym praste w 
swej ludz,kiej serdec:Mlości jest 
WISpomnienie o Rafale Malczewskim 
- sylwetka tego pięlmego malarza- 
pisarza zostanie w nas taką, jaką 
na.m Hema,r p.okazał. O Lechoniu, o 
którym wiemy tak dużo, o którym 
w ostatnich czasach napisali dwa 
świetne essaye Wierzyński i Czer- 
mański (w tym samym wydawnictwie 
PFK), Hemar nie tylko potrafił po- 
wiedzieć nam jeszcze coś nowego, ale 
w sposób dziwnie sugestyw:ny oddać 
nastrój ostatniego z nim spatkania, 
przeplatanego humorem, wzrusze- 
niem, radościa odnowionego kontaktu 
i grozą nadehodzącej tragedii. O 
kaidym z żegtnanych pI'zyjaciół ma 
do powied.zenia coś bardzo specjalne- 
go i dalekiego od banalu mów po- 
grzebowych. O Fryderyku Jarosy
, 
o Mili Kamińskiej, o Wojtku WOj- 
teckim o dokto.rze Krysz.ku. A po- 
między wierszami tych ciepłych 
W1s.pomnień - przewija się historia 
dawnej Warszawy. teatru, kabaretu. 
literackiego parnasu tamtych cza- 
sów - w osobistym wspomnienau, a- 
negdocie, lecz także w lapidarnej i 
trafnej analizie. 
Feliewny o książkach, których naj- 
więcej, jak zapowiada okładka tomu, 


*)Marian Hemar. Awantury w ro- 
dzinie. KJsiążki, ,kisiąŻ11ci, książki. Au- 
torzy. Aktorzy. Przedstawie.nia iN 
teatrze. Przemówienia. Zagajenia. 
PożegnalI1lia z przyjaciółmi. Wspom- 
nienia. Nota'bki. Ka/ble z Ameryki. 
Św.
S!tki z padróży. KłótI}'i,e. Dą,sy. .. 
Spory. Pretensje. prze'p.rosmy. Przez 
25 lat. Okładkę projekitolWała Danuta 
Laskowska. Landym, Pol
ika Fundacja 
Kw1Jturalna, 1967; Sltr. 400. - Por. 
"SLlva reTIUm" w 1132 nr. "Wliado- 
mości". 


to nie tylko recenzje i krytyki, ale 
dziesi
tki dygtresji, nieol'.odokisyjm;ych 
ale czyniących je pasjonującą lekturą, 
o.pinii nie pI'lZez wszystkich do przyjęcia 
(niejldnego "krew zaleje" na myśl, 
aby "buławę" żeromskiego w naszej 
lituaturze oddać Józefowi Mackiewi- 
czowi!). ale zawsze pobudzających i 
podniEcających - do zachwytu lub du 
awantury (w rodzinie!). Wydaje mi 
się że Lo jest właśnie w prozie He- 
mara najbardziej interesujące - je- 
go pasja. brak konw(on:.tnsu, napusze- 
nia, służenia jakiejkolwiek kapliczce. 
1\1oże sądy jego są czas
m zbyt arbi- 
h'alne. ale takie one są, gdy w to, 
o czym się mówi, czy pis,ze, napraw- 
dę się wierzy. Wszystkie książki o 
których Hemar pisze, a których nie 
sposób nawet wymienić. chce s1ę na- 
tychmiast przeczytać (a chcieć prze- 
czytać to znaczy przeciEż chcieć je 
mieć na własność!). 
Taki sam jest Hemar w artyku- 
łach o teatrze. Wyśmienita i wlllkli- 
wa jest jego krytyka z "Tanga" 
Mrożka; ślicZ'lla i w
ruSóZająca jak 
samo przedstawienie recenzja z 
"Chwalebnej Historyi" granej w Lo.n- 
dynie przez Teatr Narodowy z War- 
sza wy; bardzo imteresujący "toast" 
na 2UQ-1lecie sceny narodowej, w sh'ó- 
cie (poważnie, a też nie nudno) po- 
dający historię tych 200 lat naszego 
teatru. Są inne recenzje i felietony, 
gdzie zaangażowa,nie i osobistość 
przeżycia wymykają się z cugli o- 
biektywizmu. Ale i w nich. szczegól- 
nie po ..odleżeniu się", tyle jest ra- 
cji że moż.na aut:J1'owi wybaczyć pew- 
ną arbitralność. Mnie szczególnie u- 
radowała napisana przed laty recen- 
zja z występów "Teatru Polskiego" 
w Lonay.nie, z "Męża i żony" Fred- 
ry. czarujacego przedstawienia, tu- 
taj przez różnych znawców OlIsądoo- 
nego od czci i wiary. a w każdym ra- 
zie od piękna. poezji. no i w ogóle od 
Fredry. Wymowne i bliskie jest 
wzru.;;zenie Hemara przy pierwszym 
spotkaniu z teatrem warszawskim 
i słuszne rozdzielenie wartości przed- 
stawienia od niemożliwie przestarza- 
łej i naprawdę "szmirowatej" sztu- 
ki - nieświetnej tu pamięci "Domu 
kobiet" Nał.kowskiej. Słuszna jest 
również jego polemika na tle poli- 
tycznym z żyjącym jeszcze wówczas 
Zygmuntem Nowakowskim; cie.kawe 
tylko, czy d'ziś, po. dziesięciu latach, 
polemizowałby z mm tak sama? 
W felietonach. które Hemar w pod- 
tytule obją'ł określeniem: "Kłótnie, 


, -' 


- 


w 


rodzinie" 


4 


razem, gdy się juIŻ pozbieram po roz- 
sypaniu się ze śmiechu - nie mogę 
się nadziwić tej kondelllsacji absur- 
dalnego humoru, co to twarz nie 
drgnie, w;pakowanego w tę j(odną 
bezsensawną rozmowę. 
Chciałoby się po kole1 omOWIC 
wszystkie te przezabawne a jedno- 
cześnie zawsze poruszające jakieś 
istotne zagad,nienie feliewny. trze- 
ba jednak przejść do dwóch długich 
i ważnych w tym zbiorze aI'tykułów, 
pamiętników z podróżv - do Amp- 
ryki i do Izraela. 
Oba właściwie wymagałyby od- 
dzielnego omówienia. tak samo jak 
oba mogłybv być wydane jako od- 
dzielne książęczki. 
Ze s,wej p
erwszej podróźy jede- 
naście lat temu z powojennego Lon- 
dynu Hema.r pisał dla czyteLników 
"Dziennika Polskiego" p.t. "Kablem 
z Ameryki" - swoje wrażenia ame- 
rykańskie. Są to migawki szybko, w 
locie, w pędzie, nie tyle kreślone 
piórkiem ile wystukiwane na maszy- 
nie. Autor nie sili się na syntezę. nie 
próbuje rozwiązać zagadki, co to jest 
Ameryka, ani nawet układać swych 
spostrzeżeń w jakieś szufladki. Wię- 
cej jednak powiedział nam o pierw- 
szym wrażeniu, jakie Ameryka wy- 
wiera na przybyszu z Europy. wię- 
cej przekazał nam ciekawych drob- 
nych obra
ków z cadziennego życia 
ulicy. lud
iego tłumu, !liż niejeden 
autor przepracowanych l przenud.zo- 
,nych reportaży. Hemar umie patrzeć 
i umie swe spostrzeżenia plastycz,nie 
i zabawnie przekazywać. Choćby o- 
pisana przez niego jazda w Nowym 
Jorku staroświeckim, powolnym, nie- 
wydajnym autobusem - cóż to za 
humorystyczny i denerwujący kon- 
trast z rozpędzonym, supernowocze- 
snym i bezlitośnie sprawnym mia- 
stem! Odczuwam źe więcej o Amery- 
ce, a raczej o Nowym Jorku i Chi- 
cago (zarówno amerykańskich jak 
p01skich) dowiedziałam się z notatek 
Hemara niź z wielu książek i arty- 
kułów. które czytałam przedtem i po- 
tem. Trzeba przy tym pamiętać że 
Ameryka jedenaście lat temu była 
od Londynu znac
nie bardziej odda- 
lona niż dzisiaj, podróż była dłuższa 
i kosztowniejsza i nie "skakało się" 
za Atlantyk tak łatwo. no i w s:\mej 
Anglii byliśmy znacznie dalsi od 
"American way of life" niż obecnie. 
Np. rewelacje "supermarketów", któ- 
re Hemar tak zabawnie opisał, nie 
są już dzisiaj dla londyńczyków re- 
welacjami. Ale nie szkodZIi. wiemy, 
że to już historia. Dobrze że ten 
dziennik podróży. tak samo jak i dru- 
gi, z IZIraela, opatrzony jest datą. 
Szkoda że nie wiemy kiedy były pi- 
sane pozostałe felietony. Ułatwiłoby 
to orientację kiedy opisywane przez 
autora fakty się działy, jak również 
pomogłoby to do odtworzenia nastro- 
ju i atmosfery czasu. 
"Świstki 2j podróży" izraelskiej to 
tak samo migawkowe spostrzeżenia 
i wrażenia Hemara, tym razem z 
cZite.rotygodniowego paby.tu w Izrae- 
lu wiosną 1964. Mimo to mają one 
jak gdyby jakiś większy ciężar ga- 
tunkowy niż poprzetlni reportaż z 
Ameryki, więcej w nich napięć emo- 
cjonalnych i przeżycia. niż samej 
tylko obserwacji, życzliwej nawet i 
pozytywnej. Nie można bowiem o 
tym kraju pisać bez jakiegoś wew- 
nętrznego zaangażowania. Jeśli pO'zo_ 
staje się obojętnym wobec ogromu 
pracy i entuzjazmu włoźonego w tę 
- suchą, pustynną, kamienastą ziemię, 
przemienioną w zielone gaje i złote 
łanv pszenicy, trudno się oprzeć pad- 
nieceniu na myśl o tysiącach lat hi- 
storii, która przemaszerowała tą 
k,raimę. Jeśli ktoś i na w nie jest wra- 
żliwy, jeśli fantazja nie ułatJwi mu za- 
ludnienia w myśli tych rudawo-lilio- 
wych wzgórz postaciami, które zstę- 
pują ze Starego. CZy Nowego Testa- 
mentu - musi chociaż odczuć w
ru- 
szenie wobec śladów trzech religii, 
zespolonych tu - mimo róiJnic, walk 
i k1'Wi, jaka w ich imię spłynęła - 
w wielkie i wspólne pojęcie jedy- 
nego Boga. 
lIemara wrażliwość i czuły odbiór 
wielowymiarowega nastroju, jakim 
ten kraj emanuje - otworzyły mu 
oczy na cały ten skomplikowany zle- 
pek nowoczesności, już nie XX, ale 
XXI wieku, z czasami Biblii, Ewan- 
gelii, wy.p.raw krzyżowych, pierw- 
szych żydowskich pionierów i pow- 
rotu tu
a
zy .do Ził:mi Obiecanej. N a 
Ue swoJeJ WIZyty l występów, głów- 
nie w Tel-Avivie (o którym słus:z.nie 
pisze że powilIlien być ostatnim, a nie 
pi
ry.'szym pokazywanym turysWm 
mlejlScem) i w Jerozolimie, jeszcze 
wtedy pociętej drutami kolc.zastymi, 
_ gzielącymi nowoczesne miasto od te- 
go., któlre jest nie tylko kolebką i sym- 
bolem religii żydowskiej i chrześci- 
jańskiej, ale sensem powratu żydów 
na tę ziemię - daje Hemar świetny 
obraz tego kraju. Lekkimi napom- 
knięciami, żywo i barWlIlie opisuje 
zarówno zdobycze cywilizacyjne, 
piękno i r
z
ac.}
 nowego uniwersy- 
tetu, SkUpIerrI.Ie l powagę świątyni 

edz.y IIl1Sty.twtu Wei.tzmana, WIS,pa- 
małą ,sa
ę kon
erwwą ("pr.zy której 
londynskI FestIval Hall wygląda jak 
stodoła"), jak i brud ulicy, brzydotę 
wystaw sklepowych, niechlujność u- 
bioru lud
. Pisze o zakrawających 
n
 fantazję osiągnięciach nawadnia- 
ma sete.k kilometrów pustyni i bu- 
dowania jednego zespalonego pań- 
stwa przez ludzi o dziesiątkach po- 
chodzeń etJnic:z.nych, kolorach skóry, 
językach, kulturzE,!,. obyczajach. z1ą- 
cza1]ych tylko relIgIą I wspólną tę- 
sknotą za utraconą J erozolimą. P,is
e 
a ludziach, typach, ich śmiesznost- 
kach, wadach, entuzjazmach prze- 
plata w dziesiątkiem zabawny
h spOt- 
kań, r?z
nów, 
łasnych refleksji, 
wspommen z swoich poprzednich po- 
byt{w (przed wojną z wycieczką 
,.Wladomości Literackich" i w ozasie 
wojny z Karpacką Brygadą) - ba- 
wi, frapuje, często wzrusza. Hemar 
przeżył tę podróż, odczuł i zrozu- 
miał. wiele z tego fenomenu, jakim 
w istacie jest ten mały i dZliWiI1Y 
kraj. Swoje p["zeżycia zamknął w 
kartach "świstków", a patem po- 
dzielił się nimi z c
ytelnik,iem. 
Ten reportaż bodaj jes,zcze wyraziś- 
ciej niż W1SZy.S,tko co Hemar pisze na 
i,nnych Slt,ronach swej ksią.żkii., w:y1ka- 
zał siłę jego pa,sji, żarlo.c:z'no
ć. z ja- 
ką połyka ślWiat i życie - co na tle 
dzisiejSlzego cynizmu i ,;tumiwis':'zmu" 
jest obcowaniem trudnym czasem. 
ale podniecającym i często parywa- 
jącym. 


4ąsy, spory, p.retensje" ("przepro- 
sin" nie malazłam), wiele miejsca 
poświęca sprawie krytyki i r(ocenzjl 
w ogóle, a na emigracji szczególnie. 
Zgadzam się bez dyskusji (chyba nie 
ja jedna) z opinią Hemara że goło- 
słowne pochwały i niezaslużone su- 
perlatywy bardziej szkodzą prawdzi- 
wej sztuCe - czy to będzie teah', 
książka czy malarstwo - niż uczci- 
wa krY1tyka. Pod'pisuję się oburącz 
pod twierdzeniem że nieprzemyśł
ny 
frazes i be'zmyślne zachwyty obniża- 
ją poziom wymagań, przewracają w 
głowie miernocie, rozzuchwalają dy- 
letantów, ("Kij w mrowisko"). Ni
- 
stety, nasze życie artystyczne nie 
obfituje w wykonawców, do. których 
nie byłoby się o co "przyczepić". Czy 
agresywna krytyka, b1'Utalne .,zjEŻ- 
dżanie", brak spojrzem.ia za kulisy, 
nieuw.zględnianie ograniczonych moi- 
liwości nie przyniesie jednak rów- 
nież sZikody naszym wYsiłkom arty- 
stycznym, głównie teatrowi? Czy g0 
w ogóle nie pdłoży? Smutno jest żyć 
w myśli zasady "wedle stawu grob- 
la", ale czy możemy żyć inaczej? 
Oczywiście jedynym właściwym. ale 
jakże trudnym wyjściem dla recen- 
zenta jest znalezienie złotego środka. 
I niezrażanie się, gdy się na niego o- 
brażają wszyscy, nawet c,i, którzy mu 
radzili, aby w "imię sztuki" nie liczył 
się z tym o kim pisze. Naech jednak 
recenzent posłucha tej rady i skryty- 
kuje swego doradcę! Ale niech i tym 
się nie zraża. 
W swoich "Satyrach i dąsach" 
Hemar porusza tyle inmych zagad- 
nień, politycz,nych. społecznych. oby- 
czajowych, źe mieści s
ę w nich, )a
, 
pisałam na początku, jakby przeła'Oj 
polskiegu dwudmestolecia w Londy- 
nie. Wyczulony na wszelką bzdurę. 
wszelkie bezmyślne osądy, czy gen
- 
ralizowanae, wyśmienicie rozpraw
a 
się między innymi z polską (czyt.aj: 
polskich "emigrej:tIlll1ÓW") opinią 1 
Am.g.Hkach. Najlepszą satyrą. na t
 na- 
sze różne narodowe dumy l fobIe. a 
przy tym tak doskonale zabaw!?ą 
u: 
moreską że wartą przynajmn,Iej 
skeczu do kabaretu Hemara, jest hi- 
storyjka p.t. .,Nie uciskajmy" o w.y- 
imaginowanej rozmowie autora z 
Ie- 
rownikiem prowincjonalnego kma, 
wyświetlającego film. o .Tarasie B,!l- 
bie. walczącym z UCIskiem polakaw 
na Ukrainie. P11Zeczytałam to opo- 
wiadanko kilkakrotnie, gdy było dru- 
lwwane w prasie, przeczytałam je 
więcej niż raz i obecnie i za każdym 


Co 
ysylać teraz? 
PO CO .PUDLOWAĆ, SKORO POINFORMUJE NAJLEPIEJ 
NAJNOWSZY .BIULETYN TAZABA .:..:..:. (TRZY GWIAZDY) 
"POLO" bluzkI. z .kołnie.I'IzY!kiem hb "Golfy"? Ortaliony? 
.Jeżeli tak, to ty-lko duhre i ze wszv'Sltkimi .;szykllll1a m i" 
bo dobry gatunek Illail€lpie.i sie opłaca. 
OSTRZA do golenia "Gilette SWP€ll' StiJlver", kailikulujące ł'ie u 
1'AZABA: £1 ca 500 
ł sprzedają. sie "jak bułki" 'pO 12 -15 zł za 
sztukę (cło 75 gr. za s
tukę). Ląc
nie z wYsyłką: 50 szt. 29/6; 
100 SI:z.t. 55/-: :i00 szt. £12.15,0: 1000 szt. £22.15.0. 
Biuletynam
 .:..:..:., majnolWszymi ceniIlikami najbardziej aktualnych 
leków angielskich, niemieckich, sz.wajcalrslcich 
li doświadczenaem 20 Jat służy 
Największy na świecie Polski Dom Wysyłkowy 
22 ROLAND GARDENS. LONDON. S.W.7. 
100 EAST 10th STREET, NEW YORK 3, N.Y.. 
tel. Alganquin 4-4161 


TA lAB 


- 


Wyamienite duńskie wyroby masarskie 
marki 


....edłuC recepty n..zeco mistrza 


sztuki kulinarnej G. TOMASZEWSKIEGO 
zadowol, najbardziej ....ybredne podniebieni.. 
Z,dajcie .... aklep.c:h ży....nościo....ych: 


PASZTETY (6 ,g.tunków .... S-unc:jo....ych puazk.ch) 
GOTOWE DANIA MIĘSNE (9 c.tunków .... 1S-uncjo....ych puaz- 
kach) m.rki JENSEN, która jeat c.....r.ncj' doakon.łej j.kości. 


, , , 
no WOSC · 


ZOFIA 
ROMANOWICZOWA 
łAGODNE OKO BtEKITU 
I 


POWIEŚC 


CENA: We Francji Frs.10.00 
W Anglii Sh. 18/- 
W U.S.A i innych krajach S.2.00 
Książka do nabycia we wszystkich 

 polskich księgarniach lub u Wydawcy: 

 LIBELLA 
12, RUE SAINT. LOUIS. EN. L'ILE. PARIS IV 


NIE DOŚĆ JEST PRENUMEROWAĆ 


"w I A D O M O Ś C l"! 


TRZEBA JE TAKżE CZYTAĆ I GANIĆ LUB CHWALIć. 


Tamara Karren.
>>>
Miesięcznik ,.Na Antenie" zawiera w każdym 
uumerze wybór audycji nadanych przez Rozgłośnię 
Połgka - Radia Wolna Europa. 
ll
da1ctOT: Zygmunt 1\1. Jabłoński 


N 


ł 


mówi 


, 


NT EN IE 


Rozgłośnia 


Radia 


Rok VI 


KATARZYNA 
Pali (hwonil? 


FRYDERYK 
JJ'\'baC!:, (mili Kalar"vlIo, 
le ciełJip ł rudz{ - 


KA T l RZ}'.vA 


Nil'ch /Jall Intelzi, illo 
AC oie lI(l1'pJ'!.rie jui. pał! Frvcek zjp en? 


FRYDERYK 
Nie o 10m IIZIl101lil 


KATARZYNA 


}\Cam kntlmiku llieco? 
Tak ksi{i.na pani kazala, lW kości - 
I z Plocka prz".5zły - 


FRrDERYK 


Gdybym Pl'ZY jejmoki 
J\lÓgl 5i{ do slm/'a cW.wm dOJlal - 


KATARZYNA 
Cnyb)'! 
r.rzyh)' .Hu:one! Ai lW I: IIchni{ cnłq 
jak b" mi naraz lasem zapachniało! 
Toi samo zdrowi(' 1. lakich grzybÓw 


FRrDEI?YK 
Gd'Vh'V 
,Uoina nec wreszcie.- 


KATARZYNA 
JJ'łoi.'I,łam do masla 
I (IlIszr, duszę - oi o! Jak l)(ln 1:n.5ła! 
Tr1.llsie lHario! C/Ilutk{ !Jan wkrwawi! 


FRYDERYK 
.TI/i. - jui. mi pnl'.5zło 


KATARzrx 4 


Pnyni0.5{ konfilw - 


FRrDER H';' 
Nic III nie pn)'nn.L 


KA 1'.-1 RZr.\'4 


Mam polskie maliny 
Na IwsZf'1 lep5'f.e nii lipowI' kwialy - 


FRYDERYK 
,\'ie męn: mni(', s('rce - 


KATARZYNA 


Niech f)(1II zje IroJz.en,kę. 
.Ta mam mzkaz)' księi.l/" JUarcpliny, 
Ry fml/a męc:yć. Proszę! Chol łyil'czkę - 


FRrDERYK 
Słuchaj mnie, SeTce - jak 1/IoJ gosc .\I{ zjawi, 
To nam tu podasz angielskiej hel'baly 
l tych londyńskich bislnvilów gamitur 
I twoich malin... zjem trochę, przyrzekam. 


KATARZYNA 
Go.;a Jak i? 


ł 


FRYDERYK 
Przecie wiesz na kogo czelwm'! 
Nie jJomyli/em chyba dnia i pory? 


KATARZYNĄ 
Mówił f)(ln o tym malarw . .. 11'7. "goś/" mi . . . 


(: 


FRYDERYK 
Nie dmcz .5i{ ze mną i nie mów na złość mi . . . 
Wiesz jak go lubię... a i.e łeraz w biedtie, 
To ty się nie pusz. 


l' 
[l 
11 


KATARZYN4 


e 
l- 


Ale on nie chory! 
To 1l(1 UJ }f'mu herbala? Niech przyjdzie 
Do kuc/mi, zamiast ma p(I//.I'kie salony, 
Dam mu k1"1lpniku . . . nie b{lhip się bronił! 


a 


e 
e 
[l 
,e 
i, 


FRYDEUYK 
Przeslat; Il'1"kotać. Słuchaj, o enm dzwonił. 
:oP1"Oszę, i.eby zdjął 1. .Iiebie lW chwilę 
r eu swój sppnc('1"('k 


1- 
l- 
N 
Y 
l- 
e 
e, 
r- 
li 
1- 
!j 
k 
ę 
1- 
h 
l- 
I- 
I- 
I- 
V", 
!- 


KATARZYN 1. 


Ten niby zielony - 
Że tylko .slrzępy wiszą 1l rękawa - 
I bpz guzików! 


FRYDERYK 


Będziesz. lak łaskawa, 
W ku
hni przyszyjesz co łrzeba - I tyle, 
Toi. me odmówisz biednemu siemcie? 


K.1 T ARZYN..l 
Jak pan tak kai.e. 


FRYDERYK 


A pny tej robocie _ 
O, t{ kopel'tę weź - n
espostrzei.enie 
Wsadź w l 'ak ą kieszeń-me, nic nie mów, nie nie 
'\. T ' 
 
"'le słucham. TVracaj do grzybow)'ch wianków 


.- 
, 
:e 
t- 


KATARZYNA 
.Tezusie, "}\lario! 


t- 
.i, 
)- 
,ą 
ie 
1- 
l1' 
l- 
m 
,y 
w 
)- 


FRl'DERYK 


Idź z Bogiem, 


K.l T A RZY
M 


Jak powiem księi.nej - 
FRYDERYK 


Slo frankÓw! 


ś- 
la 
a- 
a- 
le 
l"
 
n, 
a- 


Nie powiesz nikomu I 
Ża{hl)'ch mi plołek nie w)'nil'siesz 1. domu! 
/{ATARZYN.A 
Pan ledwi(' zipie! Nil' dośpi, nie doj(' , 
T'Vlko ff' brzdąka kompo7.:ycjP .5lL'ojp, 

lało u' tych nutach na 110.5 nil' upadnie, 
o to by jakiś obelartus 1. ulicv - 


n. 


Polska 


28 st} cznia 1968 


Wolna 


Europa 


Adres Reda1ccli: 
"Na Antenie", Rozgłośnia Polska RWE 
1. Englischer Garten. Munchen. German.v. 
teł.: 229

1. 


UękOPI
ÓU.' niezamówio71ych Redakcja 'ue zwracA. 


Nr 5
 


u 


M 


FRYDERYK 
Bartlw 1/11Iie paui opi.mjesz ładllie! 


KA TA RZYNĄ 
Brał po sło fmllków z Ipj /JflI;s!:iej 1:r1l'all'in! 


FRl'DERYK 
Jedeu 1/Ii 1I,iersz\'k sloi pned oc:.\'ma: 
"Kto daje, niec/taj si{, dająr, ukloni..." 
To 011 lak kin[yś napisał. . . 


({bwonek u drzwi wejściow\fh) 


KATARZy.v.4 


Klo
 d:lI'oni. 


FRYDERYK 
Te.ai kto inny, to mnie w domu nie ma. 


.:. 


FRYDEUYK 
B)'waj, Cyf)l"innie. serdecznip cię wilam. 


CYPRIA,V 
Kłaniam się nislw, poz.u'ól, ie wp"lnm 
Tak się pan C7.1lip.5z? 


FRYDERYK 


Pr:y jUJ1/wrV Boip j 
Kwękam z dl/ia na d:ipt;. 


CYPRIAN 


Nie w)'glądast 
or:p;. 
Tak 1l'io.51la pr:",'jdz.ip. będz.ie cz.aJ oz.drowirt", 


FRYDERYK 
Bardzo mnie tu'ojej wi:vly :aIJOlI'i{'(li 
l'radm/'ała - 


r.YPRIAN 
Od ra1.1l ll')'jawię 
Że dzisiaj biegł(,nI tu li' s:c:egMnej .lpmll'ie, 
Z prośbą... .5znf'{
ólnq 


FRYD£RYK 


!t,..eli, w fJOlrz.ebir, 
Nic .
i{ nip i.ell11 j, mow - 


CYPRIAN 


Ni(', nie dla siebie 
Chcę czegoś prosić. Pn,'I':llf1m, ..em ponipkqd 
,Vi e mó!!;ł doliczw" mil/ul, l1(1Wpt .5elmnd 
Do tpj dz.isiejsuj wiwh' pn.pd pallnn. 


FRYD£RYK 
Tlli. mię zrobiłd Z/lilllrYf{oll'fl1l"1'm... 
Teraz, Co powinz, moie 5kOl;CZ'l'i lak .Iię, 
Że pnz051all 1 isz mnip II' alll)'-klimak.5ip! 


CYPRIAN 
Nie, liiI' - mnie namt łrz')' się zbie.(!,ł)' znaki, 
jakbym wyraźnie miał TRÓJ-NAKAZ laki 
A w nim ukn,ta TUÓT-TUE.
(: - laka sama! 
Najpnód, onegdaj, u pflna Adama 
B'I,łpm - 


FRYDERYK 
Jak Adam, lo jui. wiem, i.e seria 
C/ulów naJłqpi i samI' misleria . . . 


CYPRIAN 
Rozmowa ze5zła na ciebie - 


FRYDERYK (naśladując wileński akcent l\Hc- 
kiewicza) - 


"Gagalkom 
.Verwy łaskoce i arystokralkom! 
l salonowym lwicom pie,ki uszy! 
Miast sięgać duszą, prze: duszę, do dusz'l'!" 
A co? Nie zl{adłem? ..Tpniusz boski Iraci. 
Miast pisać h'l'1nny dla towia1/.5kich braci!" 
Tak gd,'brm słuchal tPf{o Dnllokmł)'! 
Czy nie tak mówił? 


CYPRIAN 


Niecałkiem w tym semie. . , 


Nie śmiej się. 


FRYD£RYK 
Chciałhym, Ipcz mnip kaszellrzęsie. 


.:. 


KATARZYN4 
O! Znów pan kaszle! Prz'\'nimlam hprba/)' - 
Niech pan chol IJrzełknie! 


FRYDFRYK 


Po:woli.5z, C'Vprianir - 
To iesł pan Nonvid - lo moja nipbi('ska 
Piastullka - pani Kasia Mal1uzewska. 
Ostatni prezent ksiei.nv Marcelim', 
Ą :z nią wianuszek RrzVbów i malin)' 
l konfitury i pijawki li' słojach - ' 


CYPRIAN 
llli.em się 1. paniq pował II' pl"7..Nlpokojach. 


KATA/?7.YNA 
Niech pan nie .fłucha co pan Fr\'cek jud:i, 
Takq llalurę ma, i.e złv dla IlId:i 
CO [{O kochają,.. 


o 


Jeden akt 


w 


A 


. 
wiersze nI 


FRrm,:RrK 


Kasiu, I/,UZO mOJa, 
Wiesz, i.e to i.art)'. 


kATARZYNA (do CYPRIANA) 
J\'ipch f)(m spl'1l("('r :dl';lIla. 


CYPRIAN 
Co? (;0 mam zmbil! 


KATARZYN4 


Pnyszyję gll:iki - 
Te slnęlJY skrócę - i t 1/ lI'slawi{ łalę 
I f)(/n tymC7.(l.5pm w)'pije hnhalę. 


CYPR lAl', 
Nie! .Takipi. mORę!? 


FRYD£RYK 


Poslurlwi podu.iki. 
7 nią prói.ny opór. 


KATARZY.V4 


Prói.n\,. Niech pan zdpjma, 


CYPRIAN 
CÓi. młJić? 


FRYDFRYK 
Kasiu, badź pani upr:pjma 
l poda; panu robde.5za1l - C'I'prianie, 
Usiądź w'I'f.{odnip. w ciephm robdes:alli(' 
Skmztll; t'\'Ch malin -- h('rbal'l' mi nalpi - 


CYPRIAN 
Tui - iuż --- 


FRYDFI?JT 


l mhir. J s/ucham - mlill' da/d. 


.:. 


Cl.PRIAN 
,\fÓu'ił - lecz wiesz sam, jak Inu/llo pozl,lar-:.m. 
Co mówił AIlam - chociai.by uwai.ać - 
Chociai b)'.
 fJil"ie kaide słowo łowił, 
'vawpt 7:.apimł 
 lecz Irlulllo,ć ;edVlla 
Nie li' tvm CO mówił, lec: w tvm, J 4 K 011 mówii. 


FR1'Df:Rl'K 
Winu. 


C H' R /.-lA' 
Mówił, i.e .Iię od cielJir :ar:",'lla 
\ll/:::vka poIsIw. 


FRYDF.RYK 


Ba '" 


CYPRIAN 


Klól'ej nil' h,1o 


Przpd lobą. 


rRYD£RYK 
Bvła. Nigdy mi liiI' miło 
S/uchal pochwał)', gdy jest zh'l'1 przp.mdna. 


CYPRIAN 
Lecz. .. i.e muzylw lwoja jesl 1.(1 ładl/II 
J n a::. by t gładka... pie.kiwa i p/ylItUl... 
I nazb'Vt łatwo pl'zylpga do uszu ... 
Ale powinlla być zuppInie iI/na! 


FRYDERYK 
X ie mówił jaka? 


CYPRIAN 


Na miarę geniuszu 
Klóry jest w tobie - i wie tajemnice 
jakich nikt w Polsce pned tobą nil' 1I,inhia!! 
Lecz w łobie NARÓD ma Promelpusza 
Klón' piomny zmietlia w hłyskawice 
A błvskawice w .5ztuczki wirluoZ/l 
Co fajerwel'kiem o.Hepia źrpnice 
I mogąc budzić - usypia. . . i WZT1UW, 
Zamiast jak szlandar proll'adzil- 11ll wroga... 


Vie w t)'m Co mówił... lecz JA K ło powipdzia/... 


FRYDERYK 
Tak f:!,dybym slyszał pl akanie juliusza - 
G{h on go nazwał ..kościołpm bpz Boga" 


Teraz z kolei ja - kościół hpz.pański 
l 0PUSZC1.OnV przez Ducha Akmpol... 
Oni dwaj tylko, Adam i Towiański, 
1\-a Pana Boga dmtali m01lOpol. 


CYPRIAN 
Nil', mój kocha1l)! Ja Adama bmlli{. 
On nie nagany swkal przez krvl)'kę! 
On marzv, ahvś tv swoją m1lZvkę 
Dał NARODOWI, na wieczyste WIANO! 
B), w roll po lobie jej nie zalJOmnill1lO! 
Bv w niei s')'nłpZ/l b')'ła i svmbioza 
Wszystkich ll1-łyzmól;' pol.5llich i talpn1óll' 
l U'sz.YJtkich sztuk i Ulsz)'stkich in.5Irumpllfów! 
4 b)' 1. niei polska wvrmła OPERA! 
Chce miel- polskiego II' lobir - 


FRYD£RYK 
Meyprbpp1"ll. 
Czv nie lak mówił? Powi{'(/Z, że uie z.gadlpm. 
Tpdzir h'ch ma/in. Pou'iem, że jfl zindłplll 
l Kalarzvnie zrobimv prz....';emnoJć. 


r.YPRIAN 
Taki poi.ytek jed 1. Ulirtuotprii? 
Jaka biegłości twojej nadarpmność, 
Kin1'\ utrwalić iej nie ma5Z sposobu 


I : wirlllo;:rm lIlIISI :I'j.,,; l/O f{lOłl/l! 
DŹll'i{/; i Iw mztoW1/(' ("() spoci 1)(llui.1' p. )'//ą. 
C;dv w fmłmch żyją - wraz: Imlmmi git/q. 


.'\złuka lL' OPERZE, jak chorał peanu 
Wylni jJonad IJlllllo 10rle IJiat/lI, 
.\'ib)' komIla diamenloll'a 1;ltlra 
Na 'czoło Sll'nllU narodowi il'l:la'dam 
/ ja/;/J)'m .
/Jią("ą II' nim zmamlllr:,,1 tll/s:ę... 


FIU"DF.RYK 
Tv lo jllż lIltlwis::.? Cz.... jes:,czI' III'tI; .Idam? 


crpRIAN 
lartem mnir z.b)'lI'asz, alt' la z U/JOrem 
Proszę, b)'J sluchał, bo dokOl;czyl mlls-:.ę. 


FRYD£RYK 
Słl/cham, kocha1l'\' C)'ln'ianie. 


CYP/?l.IX 


I r iecwrem 
Tpgo samego dnia, si('{lzialnn w bistrt(', 
Cd::.ip na ,Uoulmarlr:r. scllOd:q się s:luk11li5Ir:l' 
Z młp; dzielniC)'. malarzp, lUIIZVC...., 
Poeci - zszedłem Ul dóE, do pół-'piwnin', 
Tes::.cze pnejęt'V słowami Allama 
SiNlzę i m)'.H{ nad .m'VnI Calr'admpm - 
WIt'm slvs:ę - obok, podniesion\'1ll g!mpm 
Rozmowa toczv się - znowlI ta sama - 
l.pcz po niemiecl:lI. Ja silIcham - rOtllmil'1Il - 
l twrlllieceniu oflrzpć .się 7Iip nmiem: 
Obok mnie - młody dość jPs::.cze męic::.'Vzna - 
Twarz, o.
lm, Plasia - nad 1lia ak.mmil('m 
Bnpl m-łvslv - perornie - pT1.')'tpm 
Rrkami macha, inkhv d'l'rvf!ował 
Kołem 
!lIchaczów ---=- fi oni::. wchwVlpm 
L'I'ka;a .5/0ll'a - mówi im: ..O;c:'I'!lIa! 
Xaród!" powiada - 


FRrDI.:RYK 


Xiemil'c1:i ? 


Gl'PRI.1X 


Lecz milu' 
l{ 
To do /;aidego narodll odllil'sie - 
",\'anid odnajdzie sy"lezę ,lWI'; SZTl'KI, 
Cd! .
i{gnie w ::.loia fHa-dau'lIego ,\IITU, 
Który jest sIars:)' nii najsla/"Sz.e dru/;i, 
Tesl ;es:cz.e lI.'OC.1-jui. pr:I'"c:uciem ,
 Ił'I r er-- 
Talii gdz.il' jmmroki IJierws:I' i pommki 
TII'orzą IDEĘ plemiennpgo byłu 
(;0 nlmi?lIami swą obl'jlllil' zi('1nię - 
Xir Ir::.eba "",'łić j\'ARODl' : PU.:.uIEXIF\1.., 
Naród jl'SI k;,'ialnll, p1emir jl',\1 /;O/':elli('/// - 
.\'aród odrodzi się t),lko przez PLEll1 Ę, 
1'1'1.('1. MIT ]'LEMIENNY - 
, a lylko mUt)'ka 
Tam .51ęgnąć zdoła - iPow dal iw lło 
Jrzpszło.ki - w CIEMNO,(;(
, z Idóre; zrobi - 

JVIATł.O! 
I ła/; jak IJr)'zmat na .siedrr1l koloniw 
Tęnowvch światło słonect1le rozszczepi, 
Tal: ONA - /Jlaskiem .5łoupcwvm o,Hepi 
Sczepiając siedem kolorów - szłuk sipdem - 
IV jedną syntezę SZTUKI, w ulwór jnlpn" 
lhl'ai.ai -- mówił słowami Adama, 
L('("z dalei się.e:ał i bardzie; łJvł .{mia"\': - 
"Ił' S'.'nłpzf SZTUKI" - len nir w ml'lodramfl 
lJ'łmhiej opery i konwencj01wlv 
;hii, duelu i recitativa - 
Chcp sięgać wvi.e;, ponad styl przPłnzmiały - 
łJ' DR,1MAT MlTZYCZXY!! 
- tak on to llaZVIl'a - 
Gdzie od poczqłku (lo kO/ica. jedyna ' 
TNlna melo{lia iak most sip rozpina 
p01lad harmollii O1'kipstralną slrugq, 
r.o wpół-aktorem scen v ;r.st! ,"Vip - słll!!ą! 
r.dzie SI.OWO - Z DźWIĘKIEM spaja się - 
lI'ifc ,r.IJipwa! 


A dpkoraria jest akcji sym boll'1ll 
I ,
1ł'/.4TLO młą rozjarzoną sceną 
Barw)' oi.')'lOia i ocz')' olśniewa 
Gazml')'ch lamp nowoczpsnym póllwlpm! 


Tak on wykładal - jakby w mv.51i czytał 
Słowa Adama i moje sekreta. 
Gdym na ulic.... z wrażpń oprzylomnia!, 
Pomiarkowałpm, i.em nawet nie sfJ)'łał 
Garsonfl - kim b'l'ł ów go.
ć, en lak łJ1isho 
Siedział kolo mnip - ;"lIzyk, cz'.' fJOela - 


FRYDERYK 
T o pewnie TV agner. 


CYPRIAN 


Zna.5z jego lw:lI'i 5ko? 


FRYDF.RYK 
Tak. R'Vs::.ard n'a!!l/pr. Liszt mi o ni11lwslJOmniał, 
te łu prz'l'i('("hał z koń("('m listofmda, 
lr baulw zdoln)', alp duio gada. 


r. Y NU A N 
Pan dziś drwi :e mnip - mo:r ia Hp robię - 
1\loże za duio móu'ię i za szczer7..p? 


FR}'DERYK 
Zmiłuj się, ja tak nie l'zl'h/nll o ,obiI' . . . 
To Liszt la/; mÓwi o tu'oim Ił Ilglln:(. . . 
A ty jui. na liwie nadą.mn')' 'nki! 
FI', wstyd. .1Ilówi/t,.:" że lIliałe.
 tn)' Ulaki? 
Takii b)'ł trz('ci? 


Cl'PRIAN 


Przpd paroma laly 
U'padł)' mi lIa myH dwa dziwne lemalv 
Z na.5zych fJlemin/nych milÓlI' - i 1/1 prz)'musil' 
Nagłego - chciałem powiedziel- 
[X Ą TCHXIENl.-I, 
Lecz mi lo słou'o przychod::.i ::. opornn - 


Pl1.ez mly pis:ąc dzinl, i 1101' do .
II'i ł II, 
IdziPI! naslępn)' - skoticz'l'/t'm wirn,orl'/1/ 
l'inll'.
zy 1. f1)'logii dramat - o KR,-lKI'SIE. .. 
C:"łe
n. ż
 mi się ba"i dllll1nego milll 
J
 ,mute.num polskiej Imgedii pr:l'lIIil'tlia 
klora SIę w całą HISTO/HĘ m:lI'idlli _ 
I zamz IJOlem, II' dwa dlli ałbo u' 't.
), lIlii 
Zacząłem pisai rzecz o cÓJ'ce KRAKA, . 
O JI',4.\'DZlf; - l)' wies: 1l'IJip; niż kto 11/1/\', 
Jn/; sir ::.ac:)'lIa inspiracja laka, 
.TflldJ)'.
 b)'ł t)'lko plón'm II' c:'I'im.
 rek 1/ 
l ono tobą wod::.i po paPirne . 
I -:.mit'lIia ci('bip w RYT.U ::.mil'lIl1)' i fJł-)'nn,', 
II alwrdv nomu, lub w harmonie tl:lI'ieklt _ 
I.rc: Iw IIi u i. o 1'I'm mówił? ' 


CfI'ki('m sz.r:erz.
 


1I\':nam, ip oba rękopis..., Oll'(' 
UaT:'I'lpm ki('{h,
, i.e w 'twe TęU :/o:e. 
Tak mi po głowie chod::.iło - żr mo:r 
(;{h t" o fJOIskiei pom'l'.Hisz OPERZF _ 
Znajdziesz. l/I nich li' .mm m: łibl'
f/o lTołml'p 
l godne ciebie - - tak mll1':'.,ło mi się 


FRYDF.RYK 
l ("(iż .fię :::: nimi stało? 


CYPRIAX 


TV rękopisie 
Rolzdan Zal('.5ki obie stłuki cz)'ta!. 
l.i.5tv mi pi.mł... ip w Kmkusie wila! 
CZYN kMrv.wcielił się u' Xarodu 7B.l Wr.Ę.. 
Ze Wandę mb')' kochankę polubiE. . . 
tp mi dla ohu d:ipl ::.nai{hip lI'wlall'rp , . . 
1 pot('m ohfl Tękopi,5v :f{llbil. 


FRYDF.RYK 
Zgltbił'! 


CYPRI.1N 
B('z śladlt. Takie si e z Bolultl1lrm 
Gniew
ć? . .. To zł?te serc/o . . 1('("-:. nip pipl'/I'J:'I' 
Rękop1.5 clld::.v 7..aU'IPTJIJz.'Vł mu się. 
Tlti zapomniałem o su'oim Krakll.5ir 
I biedne; JJ'and:ie. I u'c:orn; nad /"(lIlem 
.va dnip kuferka swkam jakicM wirn:'I' 
n'tpm - nad kajelem s'fI;e zapomniau"", - 
A w nim -:- notatki - sknH')' dawne t ropię _ 
JJ'.AN
A r 
l!-.
K.u.r;! Jakhy 
' s
rólach Iw {IiI 
Dtalof!ow, Pl e.m I l .
cen - w/pIki Br):r! _ 
l pidń znalazlem na dnie tego pudła _ 
Mam ją w kip.fzeni-pieM IJOI.
kief!o źRóDl.A 
IV l)'dziet; obydwa fragmpnlV odtwonę! 


FRrDFRYK 
Bard:o .5ię ri,.
t{! 


CYPRl.1:ł.. T 


['pnvtomni; .mbie: 
TVs!vstkie TRZ}' Zl\',4KI -:.ad'\' w ;n/ne; doli;,.! 


FRYDERYK 
Bardzo się cieszę. 
e
 odnala:ł strah'. 


CYPRIAN (podniecony) 
Toi. lo CO,
 ZNACZY! 


FRYDERYK 


Nalp; mi Itprlm'" 


r.YPRIAN 
Toi 1. palmm snhi(' tego 71ip W)'wsał! 


FRYDFRYK 
To znaczy, i.eb...'m ja UI1"I'.5!cip 1/a flisal 
Operę na narodowe tematv. 
Do "Dziadów", albo do ;,Lilli WI'1/ed)''', 
Alim do twego podwójnego mitu. 
B)'m jui. posłuchał próśb i łez EIslIna . . . 
le niepolrzebne nam nic, jak opl'ra.. 
leb
"
l narpszcie jui dosięgnął S7:.cZ'l'11I 
1\1 0 1 e 1 m!lz')'c1.11ej km'ierv... i Il'lpI[Y 
Fmrę spokoj1/ie. Ja b')'m co mk pisał 
Polskip olJny dla polskich ,
łuchacz:v, 
Gd)'b)'m ia u.iedział pierwpj, en to ::.nllCZ)' 
Ta "narodowa mUt)'ka"? 


r.YI'RIA.V 


Dobrze co mówisz' 


Cty S!'I'5!{' 


FRYDFRYK 


Gdvby kło jak d:it'c/;u 
Fmiał polwzać mi - ktÓre klau'i.\':f' 
Grają po polsku? Które po 1/iemipclm 
7agrają Bacha? A któl'e "}\fozm'ta 
Po allslry;ackll? C::.y ta l/I ci.5-moll I:wlnla 
C::.y kwinta was-dur - C1.')' ła mała lerm 
n- klńr)'m językll przemówi do sam? 


Co ludzip słv
zą w mllzyce? T'I'f1,/'I'? 
Prnwd(1? Da; t)'tul polone::.ik?lt'i 
,,Żal fJO stmconej Ojrz.yinie" . . . w 1('; /lllf/p 
Słuchacz odram sobie uzmvsłou'i 
Ojczyznę biedną,.. z i.alo,kią pmll'dzill'a 
Sipdti i wzdvcha... patriotvcz.nie c::.ułv. 
Natwi; t{ nltlę w następnpi minl/cit' 
"tal po straconej kochanej ]\fan'ni... 
Tlli senl'l'mpntów innvch mll przVC:'I'ni, 
Su'oią l\1arvnię lI'idzi w nipi iak i'l'II'ą. 


ZlIall'm mu:')'ki ilei. wrai.ni do::.na 
Kiedy plusk u
ody w lewej ręce p
1.1la. 
Albo mit powiedz tytuł. "Ave 1\laria"... 
Odra:lI klęka, koście/nie wzruszon\,o 
IV ,,"}\farszu lalołm'Vm" niech rozpo:wI dZH'on\'!- 
LlIb do :łudzpnia -- Ul preludium de.5:c: pada! 
Alho armalnia w basach kanonada 
Alho triolki waj - słyszy konnice! ' 
To 1/arOdOlI'p! To nasZ/l 1llum'ia' 
l 7Ia kanapi
 jui. podrygiwam)'! 
l,lIb tgrzytme struna - powal Targoll'in:... 
TVie.5z, co ia tobie powiem o mu:'I'c('? 
O
/(l nie z
actv n i C. Prócz .5iebip same;. 
Kled'V ty fJ/St('Sz "uaród", to 10 "'m słoll,ie 
Test dźwięk co tnacz')' "naród" -' sloll'o "milo.((" 


.
>>>
IJ 


NA ANl"ENlli (WIADOMOŚCI) 


Oznacza T.ziłość, a słowo "rozslanie" 
Lnaczy rozstanie. Ja na Jortepianie 
Gdy wezmę akord - lo cała muzyki 
Prostota w tym i zamzem zawiłość, 
Że ten mój akord tyle tylko znaczy 
Co kaid)' zechce sam... co sobie powie... 
:Ha tyle zlwczeli ile jest słuchaczy. 
Kaidemu znaczy jakieś inne teksty 
A sobie tylko - kwinty - kwarty - sek.
t)' 
I modulacje -- wariacie i gamy - 
Mądrość uhylą w sobie polajeTll1lie, 
Co nic nie znaczy. Oprór:z. siebie samej. 


CYPRIAN 
Zmiłuj Się, powiedz, że żartujesz z{' 1111I1{'. 
Ro k:ellv fł'u-ł/ll11I, sercr mi się klUje. 


FRYDERYK (po chwili) 
Żartuję. (pallla). Trochę. (Pauza) 
Mniej niż n SIę zdaje. 


(Chwila ciszy, Fryderyk zaczyna grać na 
fortepianie, podczas tego mówi) 


FRYDERYK 
Troche mi [{orz.ko, że wsz)'slkie pochwały, 
Wszvstkii' aplauz.v, brawa i wiwaty, 
Takb)! się ze mną na świecie mijały 
I comz [{łębs:z.y między nami przedział. 


Trochę mi dziwno - - iakby nikt nie wiedziaf, 
Za Co mnie chwalił. . . jakby nikt nie wielhial, 
Takie operv i iakie dmmaty 
Miło.ki, żalu, l{niewu, nienawiści 
I iakie chór)! i jacv soliści - 
Od spiżów basll do pereł sopranu 
Są tu, U' tej skrzyni mego fOl.tepianu. 


Trochę mi .H1mtno, żr nikt o tym me wie. 


Idi za melodią - i oddechu nie gub - 
'I1t'lodia śpiewa, więc oddycha. Przegub 
Dłoni oddycha! Słyszysz - kaidą razą 
Dloń tchu nabiera pned następną frazą. 


Jennv Lind U'szvst/w wii'działa o Jpiewir , . . 
Tak bil'rzesz oddech - potem lecisz - długo 
Ml'lodiq, która jak most się rozpina, 
Jedną melodią bez końca - nad strugą 
Orkiestry w lewej ręce - - to jedyna 
Sztuka: oddychać - 
(zanosi się kaszlem, urywa granie) 


CYPRIAN 


Fryderyku! JV ody 
Napij się - pozwól - krew ci otrę :z; brody! 


.:. 


KA rARZYNA 
O! znów pan kaszle tak ai panem rzuca! 
Po Co pan sobie wygaduje pluca. 
Zamiast dać gadać panu Norwidowi! 
l nic pan nie zjadł znów! 


(do Cypdana) 


Niech pan sam pow i" 
To taka z pana dusza katolicka, 
Że nie uważa pan na pana Frycka! 
Niech pan ubiera ten spencer! 


FRYDERYK 


N o! TV idzi,
z! 
Takiś wytwom)!, ai SIę pewnie wstydzisz! 


CYPRIAN 
Jak mam dziękował pani'! 


KATARZYN Ą 


Nie wil'm za co. 
Nie może Polak chodzić iak ladaco, 
WśrÓd obcych. Nawet, jak on malarz. 


FRYDER1"K 


Rrawo' 
Pan C1,prian tak się tu uwinqł ill'aWO, 
Tuż mnie namówił, bym tJisal opnę 
Do jel{o sztuki 


KATARZYNA 


Dobrze pan uczyni! 


FRYDERYK 
Tvlko, że jeszcze me zaczęta sztuka.. . 


CYPRIAN 
Dziś już zapm
zam pania na premierę! 
Ą tv mi pozwól, mói polski Bellini. 
ll' ci przecz'vtam tl'n wiers
tę pidil ŻRÓDLA- 
Którq znalazlrm dzisiai na dnie pudła - 
Mam Rdzieś w kieszeni - 


KĄTAR7.YNA 


Nie - niech pan nie sZllka - 


CYPRIAN 
Może z niei zrobisz pieŚ1i godną Schubnta! 


FRYDEJ?YK 
Nil', nie - mi' szukaj - 


CYPRIA.V 


To nie ta kopnta? 


Co w niej'! Ach - Boie! - ach, wstyd mi bez 
[gmll;("! 


FRI'DERYK 
Cyprianie drogi 


CYPRIAN 


Nie! Od cie/Jip - w nil! 


FRl'DERYK 
No, Katarzyno! Co z mm nO/Id? 


KATARZl'NA 


S/y.n.ę, 
Że pati
kie sztuczki wcale nie gOtOlI'f'! 
Klo nam zaręczy, ie pan je napisze? 
Jak z pana taki ambitny ga{!,ałek, 
Niech pan pirniqdze weimie na zadatf'h! 


FRYDERYK 
A wiesz, CY[JTianie, ie tmfila w sedno! 
Chcesz mieć operę - to róbmy umowę! 
TV ei tę zaliczkę, by.f mial ,wolną glourę 
I mógł wyk01iczyć co masz na wokaluhie! 


Cl'PRIAN 
Jly.fli
z tak? Myślisz serio? Fryderyku! 


FRYDERYK 
Przynieś mi swoje misti'rium o Wall/br 
IoKrakusil' -- 


KATARZYNA 


.fui po całym krz)'ku. 


FRYDERYK 
Nie będzie w świecie piękniejszej oper\' - 
T).lko -- 
CYPRIAN 
Co? Powiedz! 


FRYDERYK 


Tylko mI potrzeba - 


KATARZYNA 
Czego, paniczu'! 


CYPRIAN 
.. Przychylę ci nieba! 
Zlennę II' ogrody mj.fkil' ci :wmil'11ię! 


FR!'I?ER.YK (po 
hwili) 
DaJCle mI tylko pzęć lat iycia - cztery 
Trzy lata tylko - jeszcr.e dwie i
sif'nii' 
Dwie zimy jeszcze 


CYPRIAN 


Fryderyku milv 
Nadeidzie wiosna i wrócą ci siJ..,.. ' 
Rumieńcem błyśnie twoia twa n w'\'chlldla 
I minie febra i kaszel i dreszcze 
I wszyslek twego .cierpienia gravamen _ 
Zobaczysz, wszystkich nas pneżyjesz jeszczr! 


KATARZYNA 
fi' dobrym znaczeniu te[{o słou'a - ami'n. 


FRYDERYK 
Nim pójdziesz, powiedz ten u'ienz--lwe!{o irńdla. 


CYPRIAN (czyta wiersz) 
"W miedzian\' kasI: 
Księżyca blask 
Nil' tak upada niedbnle 
Jak wód mych nić 
P"rlowa - f.{nić 
Schodzi pomiędzy lwrall'. 
N ak ' 011em c111111l1" 
7. w siedmiu [{ńr 
Romę - ll'cz w niebil' się rodzę. 
R ób-il' jak chcesz. 
Czy tam mnie bierz, 
Czy tu, whie sam przychodzę 
Nie if'Stem nic, 
Ni rak, ni lic. 
Wydiwięk mam tylko pl'rłoll')! - 
Rzemioslo mojl' 
Ochładzać znoje, 
CÓż chcesz od wod)! iTlidloll'i'j? - 
Dochodzić - trud, 
A dojść - jest -- cud - 
M niejs:z.a czy konno, czy pieszo. 
Ro iedni z was 
1\1 i ia ia czas 
Dnldzy mu ledwie wyśpieszą? 
Rvcer:z.u wiedz, 
Żeś Inzvszedl ledz, 
Gdzie ludzie progÓw nie he{[q, 
Lecz ludziom - Bóg 
Zakłada pró{!, - 
Nie wsz)'słko 


pelniąc, jak myHą..." 
(chwila ciszy) 


MUZYKA 


CYPRIAN 
Tak fale iTódla nucą, kiedy płyną. 


FRYDERYK 
To bardzo lallue. Nie płacz, Katarz)'no. 


Marian Hemar. 


Zagubieni 


w 


polska telewizja w programie syl- 
we!"tIXJwym nadała szopkę noworocz- 
ną utrzymaną w tonie d'Wor
iego 
panegiryku na CZEŚĆ ukazujących saę 
w niej postaci partyj:no-rządowych. 
Między innymi pojawia się w szopce 
Mieczysław MoczaT i Rad.io Wolna 
Europa. Czytelnik sam niewątpli- 
wie oceni wartość Hteracko-artystycz- 
ną poni.żJszego fragmentu: 
. . . Bo oto nowy gość tu idzie 
Mini
te1" spra'UI wewnętrznych. prezes 
[na ZBoWiDZie. 
(Na melodię "Zróbmy p1"zyjacielskie 
[koło. ..) 
Zróbmy zbowid01vskie koło 
I zanućmy pieśII wesolo, 
Wspominając wraz 
Partyzancki czas. 
Toast wznieśmy i wY1Jijmy, 
Twarde walki przypomnijmy 
PartyzQ'I'I-l'ki c:as, 
Bitwy, pola. las. 
-"'ta II my przyjal'ielskim kołem 


londyńskiei 


mgle 


A dzi.l są daleko tak? 
Jak przez dźwięków t.ych barierę 
rrafIć nie do tepych IbólV. 
Tylko tam gdzie serCe szczere 
Chce ojczyznę znaleźć znÓIV? 
Nie .4.ndersów, nie Zaleskich - 
Ci niech zgra.ją się do cna, 
Lecz zgubionych w mgłJ.ch angielskich 
T1lch szukamy tam co dnia. 
Może przez te wl'ogie dźwięki 
Glos się przednI.'. znajdzie was 
I znajome znów piosenki 
Za.lpiewamy w kraju w1"az." 


A więc trz!'ba dopiero popatrzeć 
na telew,izję warszawską, by się do- 
wiedzieć. że walka z Ro
łQśnią Pol- 
ską Radia Wolna Europa spędza R"!n 
z oczu wsz£chpoteżneg-o szefa Bez- 
pieki i pTfZeEa ZBoWiDu. Jeśli ma- 
my wierzyć warsz:J.wskiej satyrze, 
Moczar nie czuje się w tym st'lrciu 
zbyt p, wny, 31- pccie5za się słowa- 
mi: "Walka jeszcze nip skończ o - 
n,.l". 


(Na inną melodię) 
Jak tu znaleźć - myślę - dirogę 
Przez ten bełkot obcy. jak? 
lJo Pulaków, co szli 1V ogie1i, 


- 


Nr 1139, 28th Jamu
ry, 1968 


ARKANA 


PROPAGANDY 


,Autol' nW1eJszego a1"tykułu, Lu- 
cJl!-n Perzan"wski jest młody'ltl 
dzlennzkarzem, który przybył nieda.w- 
no /la Zachód. Był on członkiem ze- 
społu ndakl'yjllego tygodnika /'0- 
nl1/l", kierounił..ie/JI lh:;;alu an(]l(;
as- 
kiego. . 


C.ałkowi
y brak jakiejkolwiek wła- 
:3'11':J, orygmalnej polityki zagranicz- 
nEJ PRL przys,parZ1 wielkich klo- 
po
ó,,: kierownikom prop-agandy par- 
tyJneJ w Warszawie. Jak bowiem 
łJ
gou
ić gorączkowe próby ukaza- 
III
 :;Ię społeC1zPństwu w patriotycz- 
neJ ma,sce wpwnąLrz kraju z nie- 
polskimi bynajmniej poczynaniami 
na zewnątrz? Jak wytłumae:zyć Po- 
lakom - z punktu widzenia imtere- 
sów nM'!?dowych, że wizyta papieża 
byłaby nlE.pożądana, 'a nawet S2Jkodli- 
wa; że biskupi polscy zdradzili oj- 
C'
yznę nawiązując chrześcijańs,ki 
(halog ze swymi niemieckimi kole- 
gami, że nale.lY Obl'zucać błotem 
Stany Zjednoczone, które są zawsze 
złe,. a. zachłysty:wać się p
'zy tym 
ZWl1
q)klem 
owleckim, który j
st 
zawsze prześhczny, że trzeba udzie- 
lać pop.arcia totalistycz,nym pańs,twom 
arabsklm, a zerwać - i to z chiń- 
skim hałasem - stosunki dyploma- 
ty.czne z Izraelem i t.d., i t.d. Inny- 
mi słowy. propaganda partyjna w 
Polsce stoi wobec dylematu wy tłu- 
macZfnia i uzasadnienia wielkomocar- 
o;;twowych interesów MQskwy w kon- 
tek
i
 p?ISlkiej I'acji stanu. Innego 

YJscla me ma, bo PZPR podpisująe 
E'lę pod każdym posunięciem Związku 
Sowieckiego na arenie międzynaro- 
dowej - rości sobie zarazem pre- 
tensje do miana obrońcy polskich in- 
teresów. 
Zamił:ł zastanowimy się, jak nasi 
wodzowle radzą - a raczej nie ra- 
dzą sobie z tym fantastycznym pro- 
blemem, kilka słów o pEwnych pra- 
widłowościach propaga.ndy w ogóle. 
PQdstav:owym elemE,ntem każdej 
sku!ecZJleJ propag
ndy jed
 umiejęt- 
nośc 
rzekonywama: logicznego i 
zrozumlałego dowoozenia raeji i po- 
glą
ów, . którym dana propaganda 
s!tw;y. Nle zlnaczy to WC1ale, że poglą- 
dy owe muszą być - obiEktywnie 
rzecz biorąc - słuszne. Osiągnięcia 
Goebbelsa dowodzą że moŻina czasem 
ludzi przekonać il.) naj potworniej- 
szych nawet bzdur - zwł.alszcza je- 
żeli istnieją dogodne ku temu wa- 
runki.. 07Jnaez
 to o jednak, że propa- 
gandzista musI byc przede wszystkim 
sam głęboko i szczer,ze prze;:o'n3ny 
o. słuszności propagandowych poglą- 
dow. Trzeba prawdziwie wiełkkgo 
ta

tu, .
by przekonywująco dowo- 
d:ł;lC raCJI, w które się samemu nie 
wlerzy. 
Pov,-.róćmy teraz n
 propagando- 
we podwćrko partii polskiej. Impo- 
r.ujący bałag'an, jaki tu - wbrew 
pozorom - panuje, porównać można 
tylko z .zamieszaniem w nm5zej nie- 
szc.zęsmeJ gospodarce. Jednym z naj- 
widoczniejszych źródeł tego bałaga- 
nu jest zupełnie paradoksalna poli- 
tyka kierownictwa partyjnego, a 
zwłaszcza samego wielkiego bossa 
Gomułki. Z jEunej bowiem strony 0- 

Ecny. drktator polski - vodQbnie 
Jak mm, zwłaszcza komu,nistyczni, 
d
'ktatorzy - przywiązuje ogromIH! 
wagę do propag-andy politycznej i 
podporządkowuje jej wszystkie nie- 
mał dziedziny życia kulturalnego 
spoIEc.zeństwa: każde plenum KC wy- 
słuchuje długich tyrad na temat wa- 
gi "pracy ideologiCoZJllJO"Wychowaw- 
czej", na każdym ież plenum i przy 
innych okazjach, poddaje się owa 
"prac;ę" k,rytyce i wysuwa nowe: 
grzmiące postulaty. Atoli z drugiej 
strony, towa,rzysz Wiesław nie kry- 
je bynajmniej swojej szczel'ej pogm'- 
ry dla wszelkich inteldtualistów, da 
których przecież z'1liczyć trzeba tak- 
że twórczych pracowników prasy, 
radia i telewizji, a więc - w pań- 
stwie komunistycz,nym - P ropagan- 
d ' 
y. 
Owo rozdwojenie ideologiczne jaź- 
ni "szefa" znane jest w Polsce ba,r- 
dzo dobrze. Znajduje 0'110 wyśmieni- 
tą ilustrację w jPgO niedawnej de- 
klaracJi, że jedynym pisa;rJ:Em w Pol- 
sce, "któnmu warto podać 'rękę", 
jest... Andrzej Brycht! To "literac- 
kie" zag;ranie towarzysza Wiesława 
- kie,rującego krajem, gdzie żyją 
i działają Parandowski, Słonimski 
czy chQciażby nawet Iwaszkiewicz - 
nikogo już wprawdzie nie zdziwiło, 
ale stamowi nowy, pil
antny przyczy- 
nek do jego erudycji w zakresie na- 
szej w.3półc:zesnej kultury. ZrD7JUmia- 
łe zatem że - pa'rlyjni na,wet -- 
dziennikarze i publicyści odpłacają 
Gomułce tą samą, choć zamaskowaną 
monetą. W E-wej ogromnej większ'Jś- 
ci uważają go za czł-owieka og1rani:czo- 
nego intelektu, z którym wszelako le- 
piej nie zadzierać, bo bywa niebezpie- 
cZluy. 
Przy takim układzie stosunków 
nasyconyc.h wzajemną pogardą i lę- 
kiem (bo GQmułka też boi się ludzi 
pióil"a) - ni'e może być mowy o 
prawdziwym, szczerym zrQzumi(
niu, 
a zatem nie może być mowy o p,raw- 
dziwym, szczerym urzekollaniu j£.dnej 
s:tJrO'l1Y do argumentów drugiej. I 
nic tu nie pomaga tak zwana wspól- 
nota ideowa kierowlIlictwa partyjne- 
go z partyjnymi publicystami - na- 
wet z tymi, a rac'lej zwł
z.a z 
tymi, którzy należą do pal'tili z prze- 
konania, nie dla kM"iery. Odpada 
dz,iś zatem w PQlsce istotny moment 
osobistego przekouamia propagandzi- 
sty do głoszonych gomułkowskich 1'0- 
glądów i interpretacji. 
Jak wygląda w praktyce realiza- 
cja postulatów propagandowych kie- 
rownictwa pa.rtii? Mechanizm ro- 
boty pll'Opagandowej poleg-a, a wł'aś- 
ciwie powinien polegać na "przetwa- 
l'zanill" tych postulatów, nadawaniu 
im logicznej zwięzłości i przejrzy- 
stości, wiązaniu ich w logiczny ciąg 
z uprz
nimi posunięciami i dekla- 
racjami partii i wl'€szcie ubieraniu 
ich w atrakcyjną formę, łatwo i 
chętnie przyswajaną przez społe- 
cZlIlego odbiOil"cę. Tego kierownict- 
wo partyjlne nie potrafi. Od tego 
jak sam Gomulka powiedział - są 
sp€cjaliści pll'Opagandy. 
Ich to zadaniem jest p1";:elwnać 
społeczeństwQ, czy choćby jPgo część. 
że np. poczyna.nia imperializmu ro- 
syjskiego na Bliskim Wschodzie !"łu- 
żą interesom polskim, że zagłada 
Izraela, z którego społeczeństwem 
wiążą nas wspólme tradycje wal- 
ki z hitIery=em i który, jako 
jeden z pierws'zych w!iród wolnych 
państw. uznał istniejące granice 
jeslt zgodna z poLsku racja 
stanu, że należy "w ciemno" wiązać 


widziane 


Polskę ze stalinowskim reżymem Ul- 
brieht
, a zara.zem odrzuca c uparcie 
wszelkle . próby dogadania 
ię z 
Bonn, nlImo że to przecież ze stro- 
ny Bonn gtrożą nam podobno okroV- 
ne niebez,pieczeństwa. i t.d. 
Pomińmy na,razie te glgantyczne 
trudno
ci .na
ury logicznej i mery to- 
rycmej, Jakle tJrzeba pOKonać, aby 
przekonywująco dowodzić polskości 
ta
iej polityki zagmnicznej. Intere- 
SUJe nas tylko w tej chwili, co się 
l".aktyczn l e w tym kierunku robi' 
w jakim sto.pniu te posiUnięcia partii 
- 0:",0. wierne kopiowarnie każdego 
drgmęcla na Kremlu - p1"Zetwal'za- 
ne. są przez mechanizm propagandy, 
uble
ane w pOiLskie sza-t,}\li., t.zn. prze(l- 
s
aWlane .społec.zeńsbwu jako akcje 
:mezależnego rządu polskiegQ dział'a- 
jącego w zgodzie z rzeczywistymi in- 
teresami narodu, i to przedstawiane 
'!I sposób przekonywujący, logiczny 
l 
onsekwentny z punktJu widzenia 
up
'zednich poczynań parLii i jej 0- 
flcJalmych deklaracji. 
Otóż w tym kierunku nie rQbi się 
p
'alktyczni
 nic. Ofoicjalme inte
preta_ 
cJe wszelkich posunięć partii w dzie- 
dzinie PQlityki 7!agranicznej docierają 
do sp
łeczeństv:.a w, fQrmie surowej, 
zupetme prawle nle przetworzonej 
p
ez aparat propagandowy. Czytel- 
mk. s!uchacz i widz otrzymują je 
w taklm samym stanie, w jakim o- 
trzymały je uprzednio w fOlTnie dy- 
rektyw redakcje pra
y, radia l tele- 
wizji. W ten sposób dyrektywy pro- 
p,a,g-andowe stają się matel';alem prQ- 

ag1.\J.nd():",ym,. a język dyrektyw sta- 
Je Slę JęzykIem prQpagandy. Drz.ia- 
łacz
 
I'?pagandowi -- redaktorzy. 
p
bhcYSC1, komEntatorzy - nie speł- 
mają swojej przewidzianej przez 
partię funkcji skutEcznego p1"o]Ja- 
qato.1"U polityki PZPR, a ogranicza- 
Ją 
!ę tylko do powtarzania interp're- 
tacJl przeka(lanych "z góry" jako 
dyrektywy. Zrozumiałe że przy ta- 
klm potraktowaniu robOlty interpre- 
tacje te są często zupełnie sprz-ecz- 
ne z d.awniejszymi deklamcjami 
PZPR, które przestały już paso.wać 
do wktualnej linii Moskwy; konsek- 
wencją tego 
anu rzeczy jest cał- 
1:0'Yita. nieskuteczność propagandy 
pohtykl zag.l"a.nicznej pa,rtii oraz 

mierć politycznej publicystyki mię- 
dzyn
ll'odowej w Polsce. Kierownict- 
wo partii - jako się neklo - nie 
potrafi robić propag.aiIluy pozostawia- 
jąc tlQ niewdJz.ięcZlne zadanie "s.pe- 
cjalistQm". Ci natomiast nie robił} 
mc, aby się z tego zadania wywią- 
zać. Czyżby bojkot '! Owszem ale 
nie7Jupełnie. Zastanówmy się 
atem 
nad innymi przyczynami tej sytuacji. 
A więc przede wszystkim -- cpn- 
7:ura. Tm ofiarny zespół tyleż gor- 
hwych, co przerażonych urzęd,ników 
s
am się na milę wyniuchać i ulu- 
SIĆ Iwżdy przejaw jakiejkolwiek 0- 
l'yginalil1ej, odbiegającej od ,.linii" 
myśli. Nie znaczy to, że w tym szla- 
chetnym dziele bystrość naszych cen- 
zorów mus,i być niezawodna, ale o 
tym za chwilę. Sama partia, usta- 
wiając ceMurę w ten sposób, pozba- 
wiła swój własny apal-at propagan- 
d'Owy możliwości uprawia,nia w,szel- 
kiej Ekut£cZ1nej propagalnuy. Nie bez 
kozery niektórzy inteligentni dZiia- 
łacz,: partyj:ni - ci z przekonania, 
a Wlęc odw.ażni - usiłują nakłonić 
kierownictwo partii do rozluźnienia 
tej autoobroży, jaką jest cenzura dla 
prasy - w całości p,rzEcież partyj- 
nej. W odpowiedzi dostają po łbie. 
Logika "kierowników" jest tu dość 
prosta: wszelkie ograniczenie cen- 
ZU1'y podniosłoby wprawd7!ie jakość 
propag'andy partyjnej, ale zarazem 
{lałoby "elementom antypa,rtyjnym" 
możliwość oddziaływania na opinię 
publicZlną. a może nawet - niech 
Bóg bromi! - krytykowania czasem 
samego PierW\Szego Sekretarza. Ta- 
ka opcja jest dla Gomułki i Kliszki 
nie do przyjęcia, nawet w mi'lllimal- 
nym wymiarze. Już lepiej niech pro- 
pagamda będzie do kitu. 
D laczego zatem wybrzyJdz,aj ą slję na 
prasę, radio i telewizję? Dlaczego 
narzekają na "poważne braki" w 
pracy propagandowej? To już pozo- 
stanie tajemnicą ich swoiSltej (lialek- 
tyki. . A 
oże jednak w skrytości pro- 
letal'lacklego ducha - a l'aezej nie- 
p'l'Oletariackigo bytu - wierz4 w cu- 
da... ? 
KoleJlIlą iS1totną przyc:zyną propa- 
g,a,ndO'wej klęski PZP R - zwłaslZ- 
cza w dzied2Jinie spraw międzynaro- 
dowych - jest daleko posunięta au- 
tocenzura publicys.tów i komentato- 
rów. Nie zapominajmy, że wszelka 
nieortodoksyjna myśl politycma jest 
dla autora bardzo niebezpieczna mi- 
mo że nie ma ona szams publi,imcj:. 
Zbyt często interwencje cenzury mo- 
gą zwichnąć dziennilkarzowi karierę 
aLbo przynajmniej ograniczyć jego 
zarobki. Po co zatem nadstawiać 
głowy, którą i tak się muru nie prze- 
bije? "Odwala" więc dziennikarz 
swoją wie,rslZÓwkę, starając się dać 
upust swym twórczym ambicjom 
przynajmniej w formie artykułu 
skoro jest to niemożliwe w treści: 
(Stąd przedziwny język niektól'ych 
naszych utalentowanych publicys- 
tów). Au:tJocenzura, ten ubocmy p.ro- 
dukt pohtyki procpagalIldowej partii, 
przyczynia się walnie do obecnego 
stanu po
skiei. publicystyki między- 
n
TodoweJ. Nie ulega bowiem wąt- 
phwo
,i. że - gdyby udało się ją 
wyeliminować - to, przy obecnym 
po
iomie intelektualnym cenzury 
partyjnej, wiele cieka;wych i śmia- 
łych interp,retacji miałoby szanse 
wyjścia na :s7Jpalty lub na antenę. 
Nie nastąpi to jednak, dopóki Go- 
mułka nie przestanie się bać dzien- 
nikarzy, a d,ziellJlikal'Ze - Gomułki. 
I wreszcie - problem atmosfery 
stworzonej przez parti
, a głównie 
przez jej szefa, wokół ludzi p,arają- 
cych się piórem. Była już o niej mo- 
wa na początku. Pozostaje tylko je- 
szeze dodać, że rodzi orna p,owszechne 
zniechęcenie w środowisku dzienmi- 
ka,rskim i wpływ,a nań silnie demo- 
ralizująco, Jaki bowiem bodziEc - 
p,rócz forsy - pozostaje komenta- 
torowi polityczu1emu, nawet komu- 
niścip. którego najpierw pozbawiono 
w8'Zelkiej możliwości wypowiedzenia 
własnych myśli. a następnie potę- 
piono za propagalIldowe niedołę- 
stwo? Reporterzy krajowi i obycz,a- 
jowi są tu w znacznie lepszym poło- 
żeniu, partia bowiem nie prz.ewidzia- 
la jelszlc,ze standardu in
erprptacyj'lle- 


od 


środka 


Dziś przy pracy - nie za 8to'e-m 
Na ojczyzny zew. 
Trud - jak dawniej krew. 
A po pracy znów wesolo 
przyjacielskie zlączmy koło, 
TV spominując wraz 
Dawnych bojów cza,q 
Nocą zaś - 1JOnll1"e tony: 
Z Munchen jadem p1"zepojony 
Glos. 
Tom wll1"knie, to znów szczekn:ie, 
Plotką bluzgnie, 
Złością skrzekniE, - 
Takim dźwil(kom właśnie dzięki 
Wiem o sobIe z lJierws.z.ej ręki, 
Z ew'opejskiej, wolnej pono - 
Za dola1'y z Waszyngtonu. 
TVięc nim oszczerstw fala skona 
lU y.(lę: walka nie skończona: 


go dla wszyst.kich dziedzin i sytuacji 
ży:cia społeczeń
twa. W sprawach 
nuędzynarodowych natomiast 
c.zYli tam, gdzie w gl'ę wchoozą in- 
teresy z.W,iąZ'KU ::;QwieckI I',go 
stand

.d. pojawia się natycnmiast, 
oczy,wlscle z Moskwy, i nie ma od 
,niĘg'o odstępstw. 
Jeżeli Zlatem (}oga.nlzani przez 
Gomutkę (i odpłacający mu pięKnym 
za: n
dob
e) dzien
lkarze nie wy- 
WiąZUJą Slę ze swolch pl'Opag-ando- 
wyc
 zadań tak, jakby t£g'o chciała 

a:ha, to - prócz wymienionych 
.lUZ przyczyn - sytuację tę Vrzypi- 
'5ać należy również apatii twórczej 
w polskiej publicystyce międzynar-o- 
dowej! sWQistemu bojkotowi dyrek- 
tyw mterpretacyjnych partii pole- 
gającemu, o ironio, na ogranicza- 
niu się do powtarzania tychże dy- 
rektyw. To już wystarcza, aby roz- 
łożyć pl'Opagandę polityki zagmnicz- 
nej PZpR, ponieważ dY,I.ektywy te 
są - Slłą rZEczy - zwyKłym powtó- 
Irzeniem interpretacji moskiEwskich 
i nie ma szans, liby przekon-ać społe- 

zeństwo, że P?lityka taka realizuje 
mtenl3Y polskle, a nie sowieckie. 
W owym ciągu tral1lSmisyjnym bu,g- 
nącym z MoSlkwy, poprz€1Z KC PZPł{, 
do polskiej opinii publicznej, brak 
transformatora, który przetwarzał- 
by. rosyjskie argumenty na pol- 
s.kle, zastępow:ał w komenta.rzu po- 
htycznym wle,lkom()ca'rsl
wowe i'n- 
tH.:.sy Moskwy - interes:\mi Polski 

 tłumaczył drętwą mowę Kremla il1a 
7:Ywy, strawny dla pQIs.kąg'o odbiorcy 
JęzyK, a wszystko przecież ku pożyt- 
kowi PZPR 
Atoli trari.sformator taki nie może 
i.s
ni
 w obecnych, opisanych tu w 
wle1klm zresztą skrócie warunkach. 
Oka
uje się zatem, że nie mQże być 
s
ut
Zi!lej, propagandy bez zapew- 
mema dZla!at;zom p'ropagandowym 
pe
nego mlmmum swooody twor- 
czeJ. Charalkterystyczne, że w nie- 
których dziedzinach publicystyki o- 
wo minimum istnieje: nikt nie na- 
r
uca. m1;'rksistowskich czy prosoQ- 
WIeckICh IIllJterprelacj,i krytykom ma- 
larstwa, rzeźby czy muzyki, choć 
sz
bko powraoamy do tego stalinQW- 
sklego obyczaju w dziedzinie litera- 
tury.. W pl!blicys;tyce międzynaro- 
doweJ natomlast me mOŻina się wy- 
chylić" ani na miłimetr. Rezuitat? 
P?lska 
ryt
ka artystyc7Jna - kwit- 
me, zbierając poklask szerokiego 
świata, polska publicystyka między- 
na1'Odowa - leży ma'rtwym bykiem. 
Jeden zas-adniczy wniosek można 
bł:z pudł.a wysnuć z tych rozważań: 
Klel'Owmctwo PZPR woli odmówić 
w&zelkieJ s.k
.tecmości własmej pro- 
pagandzie n!Z UZ}'1S l kać tę skutecz- 
ność 7!a cenę dopuszczenia do gło- 
sI! - choĆby w minimalnym stop- 
mu - polskiej opilIlii publicznej. 
EWOLUCJA OPINII ::;PULECZNEJ 
A PROPAGANDOWA 
NEOZDANOWSZCZYZNA 
!erł"!lm "okres błędów i wypaczeń" 
znrkł JUŻ dość dawnQ z języka pr{)- 
Pflgandy prurtyjnej. Zmarł on śmier- 
Clą natu
alną w chwili, kiedy towa- 
l'Zysz Wlesłasw doszedł do wniosku 
że tematy
a tego okresu została Wy
 
cz
rpa.na l I?or
 już, aby "pismacy" 
Zloo,,: za:brah Slę £IQ hut, pegeerów, 
plenow I kong;resów - ku większej 
chwale najjaśniejszej partii, a ra- 
czej jej najjaśniejszego kierownict- 
wa. 
Lata 1957-1959 były okresem po- 
n?wn
o p'r
ykr
amia śruby i stop- 
'n
oweJ o ehmm
JI w
zelkiej tematy- 
kl . c
asow stahnowsJuch z prasy pol- 

kleJ. Z-,v:rotu tego dokonano szybko 
1. SJpll'awme; d\Zi'Ś już nie wspomdlIla 
S,lę Iliawet o samym październiku 
1956, choć - obiektywnie rzecz bio- 
rąc - był t-o miesiąc największego 
sukcesu komumistow polskich w ca- 
łej historii ich partii. W ówc=s to 

iem, 
o r!"z piell"Wszy w histo- 
rn, udało lm Slę, a przymajmniej nie- 


tórym z nich, zdobyć sobie auten- 
tyczone poparc,ie większości społe- 
czeństwa. Wprawdzie na bardzo 
k.rótko, ale zawsze to powód do du- 
my. 
Paradoksalna zdawałoby s
ę nie- 
chęć obecnego kierowmoictwa £IQ tam- 
tYC;h czasów i ich atmosfery znaj- 
dUJe proste w}'1tłumaezenie w poli- 
tyce, 
tórą kierorwnictwo to zaczęło 
pT o wa?2D.Ę już w. .1'. 1957 i którą kon- 
tymuuJe l roZWIJa do dzis. Jest to 
polityka nawrotu do metod stali- 
nowskich w bardzo wielu dziedzinach 
beq;pośrednio przez partię kontrolo- 
wa.nych, a zwłaszcza w dziedzinie Dro- 
p1l!gandy. 
VIII plenum KC poświęcone tej 
właśnie d
iedzinie, 'było niejako u- 

Ol'OIlOWa!:nem proce&u restalinizacji 
mflormacJl masowej w Polsce. Nie 

czy to, miejmy nadzieję, że ko- 
l'ekt.orzy znów wędrować będą do 
paki (la każdy, poliJtycznie celny cho- 
chlik . druka
k1. OZl!lacza to, że meto- 
dy klerowa.nla propagamdą nie róż- 
nią się dziś wiele od stalinowskich. 
Z'ł:0WU stosuje się stary zestaw pry- 
nutywnych tricków przy całkowi- 
tym ignoTowaniu inteligencji, a na- 
wet zdll"Owego rozsądku społeczeń- 
stwa. Mamy więc ponownie przemil- 
cz.anie niewygodnych faktów (czyżby 
KliSlZko wierzył, że Polacy zdaj ą się 
na jego łaskę i niełasikę w zakresie 
informacji o k,raju i świecie?), znów 
mamy długie, a znaczące opóźnienia 
w .wy
adku faktów, które są wpraw- 
dZie mewygOOine, ale których - nie- 
stety - dłużej igtl1orować nie moż- 
na, no. i w:eszcie, mamy także zwyk- 
łe nagmame faktów do linii" czy- 
li fałszerstwa. Znowu tei z p:ł,rtyj- 
nych. trybun gr2ll11ią strachem na- 
tc;hmw:,
 słowa. o "wojnie psycholo- 
glcmeJ przecIw Polsce ludowej, o 
"dywersji propagandowej" z Zacho- 
du i o koniecznoścl "zwalczania". 
Aż dziw bierze, iż po 22 latach 
rządq;enia krajem przy perma,nent- 
nym trąbieniu na pIWNO i lewo, jak 
to w
adza ludowa czyli dyktatura 
pie.rwszego sekretarza "umocniła się 
osltatecznie" w Polsce i jak to spo- 
łeczeństwo go'rąco tę władzę aprQ- 
buje - kierownictwo pa,rtyjne tak 
pam.icznie boi się kilku radiostacji 
zachodnich, nadających po polsku i 
paru pism emil!,"racyjnvch. Jeżeli się 
przy tym zważy wysokość Bum wy- 
dawanych na propagandę partyjną 
w kraju oraz kontl1propag,allldę i dy- 
wersję za g.ranicą, to trudno za- 
prawdę pojąć, .łlacz('go towarzysze 


Kliszko, Starewicz i Olszewski nie 
tylko nie odnoszą efektownych zwy- 
CięstW na swoim propagandowym po- 
l
. ale z drżeniem serca zabierają 
Silę co rano do przeglądania nasłu- 
chów Radia Woilna 
uropa, op a- 
trz
ny
h 
resrL
ą. groźną pieczęcią 
"taJne , mlmo ze lch zaswartość zna- 

a już jest od dwunastu godzin mi- 
lionom p'olaków, 
Tow
rzysze owi szczególną troską 
ota
aJą propagaiIldę t.zw. polskiej 
p
htyki zagranicznej oraz spraw 
mlędzymaoodowych w ogóle. Tu 00- 
wi

1, bardziej niż gdzlekolwiek in- 
dZlleJ, wyłazi nieubłagane szydł-o z 
w?rKa; tu.- na ka,żdym kroku - 
uJawma Się z całą ostrością ab- 
solut
1e IJo(lporzą£1kowanie się Go- 
muł
l P
Jiltyce zagramicZI!lej Związku 
S?wlecK
eg
. TI;l właśnie - bardziej 
mz gdzie mdZIej - szukać trzeba 
przyczyny permanentnych niepowo- 
dzen wyżej wymienionYCh towarzy- 
szy, tu zaczyna się brak zaufama 
SI
ołeczeństwa do reżymu; jeżeli bo- 
wiem kto
 łże w niedzielę, to nie 
można mu wierzyć i w poniedzia- 
łek. 
. Towa.rzysz
 w KC wciąż jeszcze 
me ZldaJą .sobie sprawy, że do,poki ich 
polItyka zagramic':zma nie zaeZil1ie byc 
polska, {lOpóty wszelka Propaganda 
tej polityki będzie wyrzucaniem w 
bło,to pieniędzy - nota rene wycią- 
gmętych z kies'zeni społeczeńs,twa. 
Towar
ysze ci powinni zrozumieć, że 
wszelkie próby utoisamienia świato- 

urczych .ambicji Kremla z polskimi 
mteresaml Ik'1rodowymi są z gÓI.y 
5ka
ne na niepowodzenie. Nikt te- 
g-
 me kupował, nie kupuje i nie ku- 
pl w przyszłości. O ile bowiem pro- 
,l)agand:zista sowiecki mo,że - z za- 
chowaniem jakiej takiej logiki - 
(lowodzić np. wielce dyskusyjnej te- 
zy, że w konflikcie bliskowschodnim 
ZSRR pow1nien w imię swoich na- 
ftowych i światowych interesów opo' 
wiedzieć się po stronie arabskiej, CLy- 
li za Zlł:is'zc
eniem Izraela. o tyle dil- 
wodzeme tej tezy z punktu widzenia 
interesów Polski jes.t śmiesZIIlym ab- 
sUl'dem, na który nikt nie da się na- 
brać. A społeczeństwo polskie jest 
w sytuacji światowej zorientowane 
wcale dobrze - wbrew wysiłkom 
szef,?w propagandy pairtyjnej. 
N
emał. każde poważniejsze wyda- 
rzeme mlędzynarodowe ostatnich lat 
- to zaraa,em kolejna klęska tych 
zawodowych pechowców. Warto 
zres.zta bLLżej przyj.rzeć s,ip ich ak- 
cjom, mającym na celu pozyskanip 
społeczeństwa dla stanowiska Go- 
mułki, czyli Moskwy, w niektórych 
zwłaszcza sprawach międzynarodo- 
wyc
. W
l'tO również - ku pożyt- 
koWI luminarzy z KC - odnotować 
res,pons, z jakim akcje te spotykają 
się w społEczeństwie. 
Weżmy, na początek, problem nie- 
miecki, stanowi on .b0'Yiem nie tyl- 
ko cen
ra
ne zagadJ?leme kontynentu 
europeJsklego, ale Jest także przed- 
miotem s'zlCzegóI.nego zaintereowallia 
Polaków. Jak wiadomo, popaździer- 
nikowa "odwilż" w stosunkach gru- 
py Gomułki z NRF - trwała bardzo 
krótko. Ostatnie dziESięć lat to okre.-; 
natężonej i wciąż natężającej się 
pl'Opagandy anty-zachOOnioniemiec- 
kiej. Nie ulega wątpliwości. że poli- 
tyka wschodnia po'przednich rządów 
N
F -. wł.aściwie bl:ak jakiejkol- 
w
ek pohtykl wschodmej - znaYo- 
mIcie tej propaga.ndzie dopomagała. 
T. zw. kwestia niemiecka była jesz- 
c
e do .niedawna jedynym zagadnie- 
m,:m n;lędzynarodowym, którego par- 
tYJł:a m!el:pretacja znajdowała jaki 
taikl oddzWlęk w społeczeństwie. Do- 
'p?mog.ł
 tu również głębokQ zakorze- 
mona niEufność Polaków do Niemiec 
Sytuacja zaczęl.a się zmieniać od 
chwili .na
o
zin pol}tyki wschodniej 
Bonn I Jej rumunskiego sukcesu. 
Dziś nikt już w PQlsee nie ma wąt- 
pliwości, że za Rumunią pójdą prę- 
dzej c-zy później Bułgaria, y:r ęgry i 
Czechosłowacja, nie mówiąc hli o 
Jugosławii, która zresztą miała sto- 
'Sl.lJl1Jki dyp1lomatyJCzne z NRF. O na- 

tro)ach )akie w związku z tym po- 
ła
dy Się Wśl:ód opinii publicznej, 
sWladczą pytama zadawane na spot- 
kani
ch .publiC7J
ych i zakładowych 
z dZlenmkal'zaml. Przyt&:zam kilka 
z. nich: Dlaczego prasa polska stara 
Się przedstawiać organizacje odweto- 
we i ekstremistyczne w NRF tak 
jakby reprezentowały one większoś
 
s'
ołeczeństwa tego kraju, a przeciei. 
wladomo, że są one w mniejszości? 
Skol'o Ze strony NRF naprawdę gro- 
zi nam niebezpieczeńs-two to dlacze- 
go nasz rząd nie próbuje' rozmawiać 
z. Bonn? Przecież odrzucal!lie wszyst- 
'klCh pOjednawczych gestów niemiec- 
kich jeszcze bardziej to niebezpie- 
czeństwo zwiększa? Dlaczego nasz 
rząd odmawia rozmów z Niemcami, 
twierdząc jednocześnie, że wszelkie 
problemy międzymarodowe PQwinny 
'być rozwiązywane w drodze roko- 
wań? 
Pytania te i wiele im podobnych 
daj ą się słys(leć na spotkaniach z 
różnymi dzienn.
karzami i w różnych 
środowiskach. Wszys;tkie o:ne trafia- 
ją w dzie.siątkę i nie wymagają ko- 
mentarzy. Spuśćmy zasłolIlę miłQsier- 
dzia na wysiłki nieszczęsnych redak- 
torów, kJtÓR'ZY usHu1ą 10giCiZlllie, a za- 
r3:z
 :,praworządnie" na nie odpo- 
":1edzlec: Faktem jest, że polska opi- 
ma pubhczna inaczej dziś widzi spra- 
wę pOJedna.nia z Niemcami, niż jesz- 

ze plęĆ łat temu. Coraz trudniej 
Jest ludzi przekonać, że najskutecz- 
niejszym sposobem nakłonienia Bonn 
do uzrnania granicy na Odrze i Ny- 
sie - jest uparte ignQrowanie 
wszelkich pojednawczych sondaży 
pny jednoczesnym kontynuowaniu 
histerii antY'lliemieckiej w prasie, 
radiu i telewizji. Nie znaczy to wca- 
le że stara nieufność i niechęć Zi!lik- 
ły: oznacza to tyJ.ko że społeczeństwo 
c

e r
ah
ej, polskiej polityki w kwe-- 
S!ll memleCl!uej. Niikt już nie daje 
Slf
 nabrać na "argumenty", iż U 1- 
bncht jest "buforem" zabezpieczają- 
cym polskę przed agresją NRF. SDO- 
łeczeństwo chce osltrożnego, ale kQn- 
kretnego 
bliżenia z Bonn, prowa- 
dzącego £1.0 u7Jnania nas(lych granic 
i normaJ.izacji stosunków. Nikt 
zres:z;tą nie oczekuje, że będzie to ła- 
twe, ale wszysey - w tym zreszt ą 
także dyg.nitarze partyjni - zdają 
się wiedzieć, że jest nieuniknione. 
Prędzej czy później zatem należałoby 
zacząć "przyzwyczajać" sojusznicze 
rządy komunistyczne do faktu, ŻP 


..
>>>
NI 1119, 23th January, 1968 


Warszawa moze I potrafI prowadzlc 
własną pohtykę zagramc'Łl1ą w Ja 
mach bloku, podobnIe Jak to cz
 m 
JUZ Buka!res:z.t Ws
laKo Gomulka 
iIllC w tym kler unku me robI - me 
tyllro zresztą w kwestn memleckIeJ 
Sowloo1ro6ć europeJskIeJ, a w tym 
t3Jkże mem1eckieJ polltyln Gomułki 
wylaZI rowmez z Je
o stanOWIska 
wobec obecnoścI ameryJmnskleJ w 
Euro
ne Pomlnmy na ra
le pytam e, 
czy obecnośc ta Jest z punktu wldze 
iIlla Europy zaohodmeJ poządana, 
czy me Zastanowmy SIę tylko nad lo 
glką lozumowama towarzysza WIe 
sława Zgadza SIę on co do tego, ze 
Amerykame - choc Imperrahscl - 
me chcą otwal tego konflIktu zbroJ 
nego z potęznym ZWIą2Jklem SOWlec 
klm Wydaje SIę zatem OCZYW1Ste, 
ze będą SIę takze stara h za wszelką 
cenę powstrzyma c swego sOJuszmka 
ktory chclalby pOJśc na JakąkolwIek 
awanturę 
Jezeh przeto podejrzewamy NRF 
o takle obłędne zamIary, to pOWlIII 
mśmy namaW1ac Amerykanow ze 
wszystkIch sIl, zebv Jak naJdłuzeJ 
SIedZI eh nad Renem Atoh towarzysz 
WIesław ząda czegos wręcz przecIw- 
nego, ba, wyrzuca Amerykanow z 
Europy zachodmej, domaga SIę 
"Europy dla EuropeJczykow" słowy 
tak dosadnymI, ze az dZ1w bIerze, IZ 
Amerykame Jes7£ze SIę me obrazlh 
I me wY'lll€Sh precz. za Atlantyk 
I znow wyszto szydło z worka WI 
dZlmy stąd, ze sam Gomułka me w1e 
rzy w agreSję NRF, W1dz1my tez Jak 
na £110m owych JewropleJczykow, dla 
których domaga SIę on Europy I kto 
Iych polItykę tak wlel'me choc me- 
udolme reahzuJe, zapommaJąc przy 
tym o rzeczyWIstych mtelesach Pol 
skI 
Innym przykładem rozbrajającej 
klasy propagandowej Jest PZPR 
owska mtel'pretacJa polItykI rumun 
silnej A WIęc na początku był chaos 
w głowach I pełna przerazema CIsza 
w prasIe, radIO I telewIzJI Pomewaz 
me wIadomo było JeS7£ze, Jak towa- 
rzysze sowIeccy odnoszą SIę do zbh 
zema rumunsiko
memlechego, polska 
pubhcystyka mIędzynarodowa mu 
sIała skWltowac mrlczenlem to kapl 
talneJ wagI wydarzenIe Potem w 
Mosk'V1e poclągmęto za odpoWledm 
S!lJnurek I tu I owdzIe zaczęły ukazy- 
wac SIę mętne domeslema I cWlerc- 
komentarzykI uSilłuJące zbagatehzo- 
wac fakt wyłamama SIę Rumunu ze 
wspolnego, t ZII1 mosłnewsklego fron- 
tu pohtykl zagramczneJ panstw ko 
mumstycznych Europy 
"Prlkaz' zbagatehq;owama splawy 
dał o sobIe s7£zegoLme wvrazme 
zmac na spotkamach redaktorow z 
czytelmkaml, Jakle odbywały SIę w 
tym czasJe N a meszczęscle tych 
pIerwszych wlększosc pytan £loty 
czyła właśme pohtykl rumunsklej 
Wszyscy redaktorzy - rzecz bynaJ 
mnIej me przypadku - tłumaczyh tę 
pohtykę "szruntazem ekonomICznym' 
NRF wobec RumW111, podk'l"eslaJąc 
przy tym oz
wleme stosunkow han 
dlowych mIędzy tymI krajamI Pu 
bhcznośc reagowała na te wyJasme- 
ma dwoma w zasadzIe pytamaml 
po plel'WlSze - dlaczego w takIm ra- 
ZIe NRF nIe wykorzystuje sWOich o' 
zywIonych kontaktow handlowych z 
rządem polsk1m, aby zmUSIC go do 
podobnea zmlamy poliJtykl, Olaz po 
drugIe - dlaczego kraje sOCJahstycz 
ne ze ZWlązk1enI SowIeckIm na cze 
le me dopomogly gospodarczo Ru 
munu, tak aby mogla ona udzIelIc 
"szantazystom" godzIwej odpoWIedzI 
Pytama te pozostają aktualne do 
dZIś Propaganda partYjna me po 
trafI Jakos zaspok01c cIekawoścI o 
PInu pubhczneJ w tym zakIesle No 
bo przeclez prawdy pOW1edzlec nIe 
mozna I 
NIe mo
z.na tez Jakoo oduczyc Po 
lakow od samodzIelnego mysiema, 
m1mo ze partIa wydała JUz l nadal 
wydaje na ten zbozny cel masę ple 
mędzy A ludZIe przejrzą sobIe "zy 
Cle Warszawy', obejrzą dZlenmk 
TV, posłuchają radIa I mysIą sobIe 
tak skoro Bukareszt mOZe prowa- 
dZl C mezalezną pohtykę zagramcz 
ną I - me oglądając SIę na Moskwę 
a zarazem umkaJąc konfhktu z nIą 
- Pllnowac sWOleh mteresow to 
:imaczy, ze waIunkl w naszym weso 
łym obmle nleco Się zmlemły I War 
sZawa mogłaby z powodzemem 1'0 
blc to samo Jezeh Jednak Gomułka 
nUmo wszystko tego me robI, to zna 
czy, ze przekła.da mteresy mosłoew 
skl e nad mteres polskI 
Towarzysze w KC mogą wyłazac ze 
skory, klZtUSIC sle od patrIOtycz- 
nych haseł I zapluwac nad ,woJną 
PsychologlCZIIIą', ale me zmIenIą te 
go toku myślema, dopokl me prze- 
staną wIdzlec PolskI w Europ1e I w 
SW1ec'le - przez kremlov.skle oku- 
lary 


KLASOWOSC 
"SOCJ ALlSTYCZNEJ" 
INFORMACJI 
Informację o s-prawach mlędzyna- 
rOdOlWY1Ch, po doblll e zres7ltą Jak I 
dotyozącą mnych dZled:Oln, mozna w 
k Polsce z grub
a podz'ehc na trzy 
lasy Klasa pIerwsza, to mformacJa 
dla t zw mas czyh prasa, radIo I te 
lewlzJa Do klasy tej mozna rowmEYJ: 
zahczyc spotJkanra dZiennikarzy z 
czyteLmkaml Tu Jakośc mfo;rmacJI 
Jest JUZ siłą rzeczy meco lepsza I u 
C7.estmcy takIch spotkan mogą £10- 
WIedzlec SIę mektorych s:zczegołow 
l\ 1J edO/stępnych gdzJe mdzieJ Klasa 
druga, to mformacJa dla wyzszych 
ur
mkow I dzrałaczy partyjnych 
oraz pracowmkow aparatu propa- 
gandy Tę częśc roboty załatwia 
BIuletyn Specjalny Polskiej AgencjI 
Prasowej prze7Jl1aczony, Jak wymka 
z zalatującego apteką nadrul\iu na 
Okładce, "do uzytku wewnętrznego' 
InformacjI drugIej klasy udzIela SIę 
rOWmez na rOrlimaltych zam
mętych 
zebramach kolegIach redakcyjnych I 
t p I wreszCIe trzecla klasa - to 
tnformacJa dla grubych ryb, ktorej 
l"02iPowszechmame moze grozlc me- 
PrzYjemnymI konsekwencjamI Do 
Was y tej nalezy nasłueh polskIego 
adla, traktowany Jako dokument 
tajny, CzęSCIOWO klarysy MImster 
stwa Spraw Zagn-amcznych rozsy 
lane do kleroVi nlkow resortow zam 
leresOWanych danym wydarzenI(,m 
oraz narady w KomItecIe Centralnym 
dla tychze klerowmkow, mektorych 
redaktorow naczelnych I t P 
Dla urukmęcla meporozumlen wy 
t.asmam ze mov. a tu o tej naJzwy- 
leJ s 7.eJ mformacJI Jaką przecIętny 
Ąnghk CZy Francuz otl'zymuJe co 
d
ennle w prasIe, radIu I telev.lzJI, 
a 
tOJeJ - w wYlpadku klas dłUgIej 
I LrzecleJ _ pozbawIony Jest prze 
Clętny odbIOrca polskI NIe ma WIęc 
tu mowy o JakIejkolwIek rozsądme 
1'0 z,UJnUałeJ ta jem lllCY panst/WoweJ 
Jal-:kol w 1etk nad tym własme pOJę- 
CIem _ w rozumlemu cIężko prze- 


shaszollych władcow "BIałego Do- 
mu ") - wypadme nam meco SIę 
zatrzymac 


"TaJemnIca panstwowa" Jest dZIś 
w Polsce termmem rowme rozpow 
slZechmonym I mętnym co "budow 
mctwo sXJahstycZlIle", czy "przYJazn 
polsko radzlecka". Wszyscy o nIeJ 
bez przerwy słyszą, podpIsuJą cyro- 
grafy zobowiąz.uJące pod Clęzklml 
kal aml do Je] przestrzegama, a mkt 
me wIe co - w danej chwlh - moze 
byc przez mą rozumIane PrzepIsy 
prawne regulują tę kwestIę tak zna- 
komICIe, ze władze mają praktyczna 
mozlIwośc wsadzama do pakI nIemal 
kazdego obywatela pod zarzutem 
,zdrady taJemmcy pansbwoweJ" NIe 
ma zresztą sensu rozplsywac SIę ge- 
nelalme na ten temat, został on bo 
wIem JUz wyczerpująco omowlony w 
okI eSIe nleodzatowanego pazdzlermka 
Warto natomIast pOŚWlęclC chwIlę 
uwagi kwestu ,taJemmcy" z punktu 
WIdzem a dZlernllkarza pracującego w 
obecnych warunkach polskIch Znany 
prawnIk, prof SawIC,}u, poswlęclł te 
mu zagadmemu cykl artykułow w 
sp€cJahstycznym penodyku dZle11lm 
kaliskIm , Prasa Polska Trudno 
przecemc praktyczne znaczeme tych 
altykułow dła praoowmkow prasy a 
zwla
zcza l eporterow krajowych Po 
wl€dzlanO w nIch bow1em po raz 
pIerwszy I be'J: oWIJama w bawelnę 
na co naraza SIę dZlenmkarz publIku- 
Jący reportaz, dajmy na to, z mle- 
czarm Tak Jak kazdy mny zakład 
pracy - (przepIękny to, budzący pe- 
mtencJarne sikoJarzenla termm) - 
mleczarma ma swoJe przepIsy o ta 
Jemmcy pans.twoweJ I wOjskowej 
Rzecz jasna, dZHmmkarz odwIedzają 
cy mleczarnIę pIerwszy raz w ZyCIU, 
nle ma pOjęcIa o tych przep1sach 
Mało tego, oprowadzający go klerow 
mk wIe lila ten ttemat mewleJe wI
eJ 
PI zypuścmy teraz, ze dZ1efilIllkarz 
pubhkuJe w sWOIm reportazu JakIeś 
dane, kto re - w myśl Jaklchs tam 
nIeznanych nIkomu przeplsow - kwa 
hflkuJą SIę Jako taJemmca wojskowa 
Np - Ilosc młeka dostarazanego 
do pobhskieJ JednostkI WOJskoweJ, 
której hczebnośc a nawet potencjał 
bOJowy znane są zresztą wszystkIm 
dZIewczętom z okohcy DZlenmlkarz 
podlega natychmla-s.t karze wIll.zle 
nla, przy czym meswladomośc przepl- 
sow am naJlepsr!.e nawet mtencJe nIe 
stanowIą okohc:onośc1 lagodząceJ Ba, 
nawet Jeśh reportaz me zosta.me o 
publIkowany, Jezeh został napIsany 
tylko "do szuflady" - autor podle 
ga karze Wlęzlema za g.romadze 
nlle I przechowywame matenału sta 
nOWlącego "taJemmcę wOJskową" 
Coz zatem pozostaje repol1terow l , 
ktory chce byc "praworządny" I u 
mknąc naruszema JakIchkolwIek 
przeplsow 
 Albo musI przestudlOwac 
tomy, zeby dowIedzlec SIę co - w 
mteresuJąceJ go dZledzume - stano- 
WI taJemmcę panstwową I starannle 
tego wszystkIego umknąc, albo tez 
zmlelllC temat na "beZlplec:ZllleJlSzy", 
chałupllIczy, z kitor}'lm me wląze SIę 
:zadne ryzyko Rzecz Jasna, wlększosc 
dZlenmkarzy wybIera tę drugą moz 
hwosc a CI mehczn.1, ktorzy uSIłuJą 
tworzyc pr oduikcYJne dzaeła z zacho 
wamem "taJemnICy panstwoweJ' - 
rodzą w pocIe czoła nudne kobyły 
wyprane stal'annle z :wszelkIch m- 
formacJI, Jakle moglyby zamtereso- 
wac czytelnika 
W zakresIe mfolmacJI mlędzyna- 
lodoweJ rzecz SIę ma podobnie, z tą 
rozmcą ze tu SWOIStą "taJenllllcę 
panstwową" stanowIą te wszystkJe 
wradomosm ze Śv.łata ktorych 10Z- 
pOWlszechmema boj ą SIę - z tych 
lub mnych względow - towarzysze 
w KC TQ samo dotyczy komentarza 
nnędzynarodowego na temat wyda 
rzen JUZ znanych dopusZJCzalna Jest 
tu tylko taka mterpretacJa, która 
wy\kazuJe słooznosc gomułkowskIeJ, 
czyh moskl6WskJeJ polItykI zagranIcz- 
neJ KryterIa są przy tym raczej 
mSlkle, bowiem na SQ:palty I w eter 
dostają SIę rowmez takle komenta- 
rze ktorych poZIom stanowI obelgę 
dla mtehgencJ1 odblOrcow 
Pe
nym novum poSlCI
U za uat'l'ak 
cyJmemem mformacJI klasy plerw- 
oSzeJ - są przedrukI w prasIe pol 
sklej mektorych zagramcznych ko- 
mentarzy I artykułow z prasy za 
choomeJ Artykuły te - bardzo sta 
ranme dobrane a następme aprobo- 
wane I "adaptowane" przez cenzurę 
- wyrwane są z kontekstu pIsma, a 
takze z loontekstu tworczoscl pubh 
cystycz,neJ danego autora Dają one 
zatem czyteLl1lkowl polskIemu zupeł 
me błędny obraz poglądow znanych 
l cemonych na calym śWIecIe publI- 
cystow ta
lch, Jak Walter Llppmann, 
GeneVleve Tabouls, Joseph Alsop, 
;Peregllne WQl'1sthorne I In Szczegol 
me chętlnle sięgają WS7Jelkle redak- 
cJe po Arta Buchwalda - znane
o 
fehetomstę amerykansklego I kpla 
rza, który lubI podrwIC sobIe z wszel 
kIch ŚWIętoŚCI amerykansklCh I za 
gramcznych Jego felIetony są oczy- 
W1SCIe rowmez selekcJonowalIle I do- 
bIerane według wspommanych kry 
terlow zadna redrukcJa np me po- 
kwapiła SIlę Jakos do opublIkowan'a 
Jego fehewnu, w którym robI na 
szaro Ros
an okreslaJąc Ich Jako do 
staswcow bronI dla Izraela - vIa 
Egupt 
Atoh takle posługlwame SIę za- 
gramcznyml mozgamI (nota ben e 
prawem kaduka, bo zachodm auto 
rzy me dos.taJą ,za to alll centa) 
ma, Jak każdy ikll
, dwa konce 
GenIUsze propagandowJ z KC me 
pl1ZeW1dzleh Jakos ze - po przeczy- 
tamu wmerykanSlklego aTtykułu - Vi 
kto rym autor swobodme uzywa sobIe 
na rządzIe USA od prezydenta po 
cząwSlZy - czyte1mk polskI pomyślI 
sobie zaraz ,,
o Jednak w Ameryce 
tak mOrLlla "I ]UZ propaganda mI 
Ja SIę z zamierzonym celem 
NIe zmlema to faktu, ze ludzIe 
zaczynają lekturę prasy od przed- 
runkow z pIsm ,zachodmch Drętwota 
tematyczna, powtar7Jame w meskon- 
czonośc tych samych argumentow I 
brak JUZ me tylko krytycyzmu, ale 
nawet elementarnego obIektywIzmu 
w oceme pohtykl zagramczneJ rządu 
splowadzlły nIemal do zera zamtere 
sowame opmll pubhczneJ polską pu 
bhcystyką mIędzynarodową Tym 
rowmez tłumaczy Się nIebyWały suk- 
ces tygodmka "Fouum' oraz wpro- 
wadzeIJIle autorow obcych na łamy 
mnych pIsm Np ,Tygodmk Demo 
klatyc7Jl1y' - Jedna z naJcl\ęzszych 
cegIeł prasy polskIej - wprowadzJl 
medawno dZIał przedrukow z prasy 
zachodmeJ starając SIę zmmeJszyc 
nIeco katastrofaLną hczbę zwrotow 
PoszukIwame argumentow za gra 
mcą - ba, we wrogIm kapltahstycz- 
nyn, śWIecIe - stanoWI przyzname 
SIę partYJny 
'l propagandzlstow do 
*) Tak wa'l"szawracy ochrzcI h 
gmach KC PZPR 


"kopmęcIe w Wolną Europę' I t P plzedmlOtem "kopmaka", ale row I...I3Z ostrzejsza wobec tych POZ:YCJI, cy. 
Metoia owa polega na uwaznym nlez caliokształt doktryny partYjnej ". towrune artyJrnly 'Ulegają coraz bar- 
przeglądanIu prasy zagranicznej I w sprwwaeh mlędzynarodoVlych Dl..1. dZieJ be7£erem.omalnym CIęcIom I 
wys2Juklwamu artyKulow, w ktorych plZyKladu JezelI zachodm krytyk przemaczemom, .rosme lIczba otacza 
autor ,podkłada SIę' polltyczme 0- amerykansklej pohtykl w Włetna Jący.:h Je ,;k01l1tr", :Metoda propagan- 
znacza to, ze wmoskl I obserwacje mle przyrov.nuJe Ją do rosYJskIeJ dowa, ktora, począlkowo, wyd 1_ 
zawarte w takim artykule uos-tarcza- mterwencJI na Węgrzech, to takI wała Się gerualmym sposo.bem WYJ- 
Ją partYjnemu publIcy
cle algumen wmosek rzecz Jasna me smle prze- scla z drętwoty I dota.rcla w.reSZCle ao 
tov., l tore - po odpowIednIeJ prze- dostac SIę do argumentacjI partYJ- społecznego odbIorcy - zaczyna byc 
!obce - nadają SIę do wykorzysta neJ coraz bardziej nIewygodna Z Jednej 
ma w propag.andz1e tego czy mnego .ł{omecznośc uwzględmama wszy- strony bowIem narastają prote"ts 
elementu gomułkoW\SikleJ pOłltykl za- stKICh - przeszłych, obecnych, a na tępych aglta.to.row powIatowych, po- 
gramczneJ wet przys
lych - ofIcjalnych mtel'- plerrunych I wykorzystywanych przez 
TakI "podkładaJącv SIę' artykuł pretacJI 2Jnakomlcle utrudma nasze elementy stahlllowskle rw KC, a !Z d.ru- 
traktowany Jest Jako autorytet, na mu redaktorowI robotę I zmusza go glej - me hanlzo mozna SJę JUZ cof, 
ktory powołuje 
Ię partYjny pubh w wlęk"zoŚCI przypadKoW do wypa- nąc Wy\ł)\era 
Ię /Latem wYJscle po 
cysta w swoJeJ mterpretacJI dane czema generalnej myslI obrabranego sredme, It.zn - madal sIęgamy do pu- 
go wydarzeJ\lla NIe byłoby w tym artykułu, który I tak zmlemł JUZ ra- blIcys.t}'lkl zachodmeJ, ale w coraz 
mc nadzwyczajnego - do metody dykalme obhcze po opIsanej opera- wIększym stopmu "adaptuJemy" Ją 
tej uCiekają SIę dZIennikarze !la ca CJI Tak przygotowany publIcysta do hnll ,pal,tLI RezuLtatem owej "a- 
łym SW lecIe - gdyby me OWe stlasz partYjny przystępuje do głownego daptacJI Jest postępujące udrętwIa 
hwe wygIbasy I łamance logIczne, zadama, czyh chwyta za ploro, aby me naJPocz}'ltmeJ.szych p.sm I podry- 
na Jakle skazany Jest stOSUjący Ją wymlerzyc Amerykanom zleconego wallle Ich autor}'ltetu wsród czy tel 
pubhcysta w Polsce PlzYJrzYJmy SIę kopmaka NaJczęścIeJ, zalllm przy- nlkov. NIe ma potneby zam}'lk.Lll.a 
bhzeJ tej zabawnej gImnastyce StąpI do cytowama Restona, zrzuca tygodnika "Forum", Jezel1 7!awet sta- 
Wszystko, Jak zwykle, zaczyna SIę na Waszyngtom parę bomb własmeJ, Je \SIę mewygodmy. wystarczy ode 
od uYIPktyw:v z gOI Y KIedy klerow- chałupmcze] roboty me sIląc "I ę P rz y brac mllJ Iten marg
nes swobody, Jaki 
t d t I mu początkowo P rz y znruno I "F orum " 
mctwo par 11 UZll1:a, ze w anym mo ym rui orygma 1I0
C, ktora moze byc 
mencle nalezy z tych lub mnych - mebezpleczna Potem _ w kilku slo plzestarue byc lllewygodne To samo 
ale zawsze SOWIeckICh - względow wach _ ' klas yf iku J e" Re:tona , P rz y tlotyczy przedrukow z prasy obceJ w 
k k ' S Innych plsmach 
"wymlerzyc opma a np trunom czym klasyf1kacJa zalezy od tego co Fali: 
Zjednoczonym, klerowmcy redakcjI w danej chwIlI J est W ygo dme J 
ze t, ze efektywmosc Itych pIsm J.I 
I t h d ko nal'zęuZ1 propagandowych rady 
pIsm po I ycznyc otrzymują o nos czy lepiej okreshc go Ja.KO "znanego kalme przy tym zmaleje, schodzI t:.r 
ne poleceme, ktore przekazują rui 'Prwbhcystę', "kryty;ka pohty:kl amelY na plan dal
zy 
stępme sWOIm pubhcystom lub m- Kanskiej', czy tez zacząc z mneJ DochodzImy zatem do kolejnego 
nym odpowledmm redaktorom CI z beczkI, np "nawet amerykanskl paradQksu pol
tyl{.l propaga.ndoweJ 
koleI przystęPUją do przeglądu pra- pubhcysta James Res.ton przY7JnaJe PZPR sama IdeologIa partyjna Ullle 
sy za"hodmeJ a zwłaszcza amerykan et:' W ten sposob - zalezme od m02:hwla 
 pO'przez zajmujących SIę 
sklej ,pod kątem' otrzymanej dy okaZJI -- ten sam James Reston by mlą. za.Vlodowo ludzI - JakąkolwIek 
rektxwy wa albo meprzeJednanym oponentem modyfIkację propagandy, Jaklekol 
Wyszukame odpowIewIllego art y Waszyngtonu, albo tez - lllemalze wIek Jej uatrakcYJmeme, do .kitore
o 
kułu me przedstawIa zazwY
J wlęk - Jego ofIcjalnym rzecznIkIem U KlIs2Jko I Stalewlcz tak gorąco na 
8zych trudnoscl zwazywszy bogactwo mka SIę tylko staranme wszelkIch woływah na majowym plenum KC 
poglądow I mterpretacJI zawarte w przym10JtJ11kOlW ty,pu ,.2Jnakom
ty" Usumęcle ,tego p8lradoksu wymaga 
wIelkIej prasIe zachodmej Załozmy ,swletny', "powazny' I t p bo me łoby Drzede Wlszyst}um zasadnIczej 
WIęc, ze nasz redaktor znajduje w wIadomo przeclez, czy taki nlecen- refol1my .sz.kolema kadr propagando 
Interr.atlonal Herald Tl'1bune' ar zurowalIly harcowmk m£' zechce za wych, oczyszczema Ich ze stahnow 
tykuł, pow1edzmy, Jamesa Reswna, tydzlen przyrznąc MoskwIe I to row- SkICh tępakow, poomeslema pozIomu 
ktoregu pewne tezy nadają SIę do nie boleśme, co dZiś - Waszyngto- szkolen poprzez :rozszerzenie zakre"u 
wykorzysułfila Redaktor zaczyna nowI Dlatego tez "znakomIcI' ko mformacJI I Jej oblekityw
zacJę oraz 
robotę od sWOIste] wIwIsekcJI art y mel1Jtatomzy by:wa
ą. pIZewazme tylko - przede IV\\szystklm - uleczenIa Się 
kułu t z.n ka!'.trowama go z tych w panstwach socJahstyc1Jnych .samej PaIltll ze strachu przed mlewy 
wszystkIch myśh, ktore mogłyby po O tym, Jak wygląda samo cytowa- godną prawdą Pomewaz Jednaik ku 
stawlc pod znakIem zapytama ten me, była JUZ mowa lacJę Itaką nalezałoby zacząc od samej 
Lwb mny element pohlJ}"kl partII Uk-onczone dzieło publ1cystyc2lne gory, pozostaje ona w sferze "wlSh 
Myśh te nalezy usunąc, nawet Jeze wędruje wreszcie - razem z mnyml ful thmklng" 
h są one zgodne ze stanowIskIem szpaltamI pIsma - na ulIcę MysIą NIe bez kozery wszeLkIe, bardzo 
GomułkI w dansm, konk;retnym przy gdzIe ulega ostatecznej puryfIkaCjI zreszta mesmlałe eksperymenty w 
padku Tak zatem, redalktor-chlrurg "Ideowo pohtyczneJ' Je:zelI towarzy propagandzie zaczy:naJą SIę od tej 
musI w swe] operaCjI uwzględmc srom cenzorom cos SIę w tekścIe me Jej Częscl, kttora zajmUje SIę spra 
me tylko wydarzeme ktore ma byc podoba, dZlalaJą według następujące waml mlędzyurarodowyml Są. one ocz 
go schematu a) skreślenIe _ w kJem w głowie klerowmctwa partYj 
wypadku autora mezbyt znanego I nego, ItU bowIem, bardzie I I wyraz- 
me notowanego wysoko na partYjnej mIeJ mlz w każdej In'lleJ dZledzlme - 
gIełdzIe, b) telefon do redakcji I splawdza Sl
 poLskOBC :ub me-pol 
konsultacja _ w wypadku autorow -skosc polItykI PZPR Tu rowmez roz 
bardzIej znanych I z mocnymI "ple- glywa SIę ogo
noswlatowa "walka" 
caml " c) przekazame do decyzJI Id€ologll, ktora ma zakonczyc SIę to 
bIura prasy KC _ w wypadku auto taLnym .ZIwyctęstwem systemu okre 
row dy
mtarzy lub pupllkow klerow- slonego pl'lZez komOJ'lllstow Jako "so 
nIctwa cJalllzm" A ponadto, "spraw wewnę- 
Zdarza SIę czasem, ze takI ,do tt,znych" - w sensIe konkurencjI u 
brze ustaW1ony'. cIeszący SI ę zaufa grupowan politycznych walczących o 
k poparcIe społeczenstwa - nie ma, bo 
niem lerowmctwa pubhcysta po- przeclez ,ta cIcha, choc zawzIęta blJa- 
trafI przekonac bIuro prasy o ko- t}'1ka o ikoryto, kitora toczy oSlę 1II1e'U 
mecznoścI dopUlSzczema do druku staon.nle ma paJtYJnych szczytach. 11le 
Ja:kleJs meortodoksYJneJ myśh za moze a:i!lalezc o.twartego wyrazu po 
gramcznego autora Wszelako mot y- przez srodkl masowej mforrnacJl 
wem me Jest tu wcale rzet;elIlJOśc I SPławy v.ew:nętl1zne zatem, to - gos 
Wlel7!OSC wobec cY1towanego tekstu podal-lka, kultula I me
tore ZJalW1I5kl 
ChodzI po prostu o pozyskame zaufa- społecZJ/le, Jak np chuhganstwo 
ma czY1tellmka dla plOpagan-dy, lIczy Kierownictwo partYjne WJe, ze w 
SIę na to, ze - ,jpl1ZepuszczaJąc" tu I tych dZled
lnach propaganda me ma 
owdzIe poglądy s
zeczne do pewlllego szans skUtecznoSCI, bowiem kazde 
,dopuszczalnego" "top ma z partYj łgarstwo JaskrawJ Się bezhtosme na 
nyml - W7Jbudzl SIę zaufam e spo!e- szalym tle ;rzeczYWlstOS(;1 I tak np 
czenstwa do własnej argumentacjI nlkit JUZ w Polsce - poza wąską glU 
NIe ulega wątphWOŚCl, ze ta metoda pą specJabstoVl - me czytuje art y- 
stanoWI lUZ peWIen postęp I byłaby kułow na tematy 
ospodarcze Roz 
wręcz godna UZrulma, gdyby nIe to bleznosc mIędzy propagandą a fakta- 
warzyszące Jej kruczkI I ogramcze- mI cOUzlennego zycla oSląg-nęła tu 
ma v.ypływaJące ze strachu, zeby me tak niebywałe .ro
mIary, ze ludzie 
p!YWledzlec spoleczenstwu ,zbyt wle- pl zeSltalI Się JUZ :nawet smlac, po 
le ' prostu zamteresowanle sprawami e 
KombmacJe te polegają głownIe konomlcznymJ - 'Poza tymI tylko, kt. 
na prezentJowamu "WloglCh" opmu le mają bezposredm Wipływ na wa 
w SlPosob mozhwle Jak najbardzIej I,unkl bytowe - spadło Jo zell'a 
meprzekonywuJący I w otoczemu tak W ZYCIU kalturalnym kraju spra 
zwanyoh kontr, czy h artykulow Sill- wy mają "je - z pal1tYJlIlego punlk.tu 
me polemurujących z tymI oplmann wldzema - Jeszcze gorzej Tu bo 
Atoh nawet w takIm wydam u są one wIem zamteresowwme społ
enstwa 
bardzo CI1ę7Jko strawne dla klerow og'llllskuJe SIę na tych tv.orcach, kto- 
mctwa I przewazme ulegają cenzor- rzy stają okomem wobec polItykI 
sklm cIęcIom gazrury upraWIanej Pl'lZez partię wo 
Stosowame te j metod y J est P onad bec mtelIgencJI tv.o.rczeJ, a zwłasz 
cza pIsarzy NIkogo matomIast me In 
to mezbyt mIle widzIane w KC, a to teres.uJą hOJe polemICzne KoIJtOlW I 
ze względu na hczne skargI od za- Wazykow !la łamach ip;rasy hterac 
wodowych propagandZ1arzy Lereno klej, ktora - z wYJąt]uem moze 
wych stalmowsklego chowu, ktorzy "zycla Llterackłego" - sprowadzIła 
wędrują od Jednej POP do drugIeJ, Się .do roll bmletY1nu z pola walkI 
wygłaszając prelekcje na tematy dla w:taJemruczonych Ponadto zas 
mIędzynarodowe w ramach sz.kolema "pohtyka kułturalna" pal1tu \Stawa 
IdeologIcznego LudzIe 01, wyks'Ztał dZls sobIe bardzIej za cel poskromIe 
c€m na ,Notatmku agutatora", me me mesfornego srodowlska tworcze 
potrafIą myślec samodzlelme am u- 
o mz wykol1zystyWame go w 1'0 
pora c Się z najProstszym pytanIem bocIe propagandowej, JakkolwIek VlY- 
PrzyzwyczajenI do sennej cIszy w slłkl J w rtym kiOOl1llku me ustaJ} 
salach wykładowych I do kIlku ste- Tak czy l:naczeJ, daasleJsze zycIe kul 
reotypowych pytan zadanych z obo- Luralne IW Polsce 'I11e Jest WdzIęCZ 
wlą7Jku, zeby mozna było w sprawOlZ nym 'Polem do dZlałama dla 'PadYJ 
daIlllu odfaJkowac "dyskusJę", ogra nego propaga'll(Lzlsty 
l1JlczaJą SIę zwykle do stres-zczema Zjawiska społeczne wres,zcle me da 
kIlku ostatmich wstępmaikow z "Try Ją wIększych m07Jl1wOSC! uprawIanIa 
buny Ludu" Godzma drętwej mOwy, propagandy IdeologIcznej I polIt
cz- 
dwa durne pytama, 200 zł - I Jazda, neJ, ch oc są WYKOl1zystywane do us 
do następnego POP plawledhwlema rozmaItych - naj 
DZIs mle Jest ,to JW takle proste częscleJ tych antydemokratyczlII
h 
Towarzyszom paIltYJnym me Wypada - posamęc wewmętl1znych 'PaQ"tn 
wprawdzIe w :p.ytrunlach 'J)Owoływac G(j,z.lez zatem szukac propagando- 
!SIę na Wo.lną Europę, ale za iD chęt- weJ paszy, Jak me w sprawach za- 
me sIęgają .do al'ltykułu z ;prasy kra- grallIcznych, ktore dają SIę zawsa:e 
JoweJ, VI IktórY1m ZiIlalalZła SIę - Jaka mtea'lpretowac ma Ipa.mtYJne kopyto, 
;vrodu:kt oPlsalIleJ W}'lzszeJ metody - przy czym społeczenstwo - z zało 
Jakas mysI .8jpOZa ,,111111" W:prawdzle zema - me ma mozhwoscl sko:n 
wydal1ta z kontekstu, WJp;rawdzle ob- frontowama owych l:nterpretacJI z 
warowana "kOllltraml", :wprarwdZle po- tJZVl nagą J całą pra:v.dą? Tu zdawa- 
PEZYC na.na l ZInaltretowruna, ale Jed łoby SIę - 1lll07lna oSobIe hulac bez 
nak /przemycająca Jakls lJlUIy, on.IC kar me, odwracac kota ogon€m prze 
pal'ltYJny pUllkt wJdzema W rezułta- mIlczac, a nawet wykorzystywac dla 
cle ze szkolemolWych wudytorlOw co plOpag-andowych celow kapltahstycz 
raz częscleJ rozlegają \SIę głosy w ne sławy d,zl emu kal'skil e, poddając 
rodzaju "No tak, ,toVlal'lZyJSZU pre- Ich tworczosc zable
oon z arsenału 
legenOle, ale "Pohtyka" (albo "F 0- markIza de Sade 
rum", albo "KuLtura", czy nawet Altoh I na tym, tak dla 'Partu waz- 
"Trybuna Ladu") IJ)LSała, ze "J tu nym J /WdzIęcznym .z ,pozoru polu, pro 
następuje cytwt z "w;roglego" ar tyku paga.nda ponOSI klęskę za klęską, a 
lu Towarz}'lsz 'Pl.'elegenJt maJczęscI!J wszelkIe eks'Perymenty konczą SIę 
gmpleJe, bo ([Lle rwIe, czy ,to pal tla fJasklem POlThlJa
ąc juz przyczyny 
.zmlemla lImę - bo Ja.k me, to po co nwtury w
nęhJzneJ, o ktorych była 
takle rzeczy WY,P1SY:Wac - czy tez mowa wczes:meJ, dZIeJe Sle tak dla 
pytający, to \SabotazY1Sta JdeologJcz- tego ze padła me ma w PoLsce mo 
ny TerenOIWY towarzysz prelegeJlt nIe nopoLu :na l:nfol1macJe RadlOfoma 
pOJmuJe nowych, hardzIej wy.rafmo Jest w naszym kraju wysoko rozwl 
:\hchał Goreckl wamych .metod 'PrO'pagrundowych pra- nlęta, a kupno kazdego radlOodb\O,r 
............,.. ..,.",,,,....,. ,.,... ...""........,.".....", ..",.....,... ....................,........ sy warszawskiej, nIe Jest w s-tanle zro- mka zac.zy:na SIę od sprawdzenIa Jego 
zumleć dlaczego "PolItyka" pubhku selek;Lywnoscl:na falach krotklch 
Je al'lt}'lk'Uł z amer}'lkanskleJ gazety 1 Ten konta
t ze sv.lartem zewnętrz 
DO co drukuje SIę "Forum" Tak za- :nym w Je
o :realnych, a me p;rzyclę 
tern, ku cIchej ra'ioscl "sZlkolonych" tych do kremlowsko gomułkowsklCn 
towarzysz 'Prelegent plącze SIę, pOCJ potrzeb, wymIarach 'llJlllemozhwla par 
I wykręca nIe UIllUeJąc odeprzec naJ- tl1 skuteczne wykorzystywame spraw 
prosts.zych ar
UIlllentow, me mOWJąc mIędzymarodowych do celow propa 
JVZ o wymyŚilenl1\! własnych gandy Fa
t ten 11le pobudza Jednak 
W Il'ezultacle, lJlloraLme zbIty, kle!row:n.lctwa do Jedynego, 10
lezne 
Wlstl1ząsmęty 
 Iprze.razony blegIDle na go zdawałoby SIę w tej sytuacjI £Izm 
skal1gę do sekretal1za komltet:.r po łalllla, t J lo zasadmcze] reformy 
WIJlltowe
o, kto
y - z koleJ - prze metod zarządzama mformdcJą maso 
kazuJe Ją do wOJewodZitwa A sekre- wą Przecrwllue, budzI bez:\l1ną WSlele 
tarz KW, to JUZ polItyk, ktary w.e, kłosc 1 tępą ządzę odv.etu na tych, 
Joak lWykollzystac takle skargI w wo- ktorzy mOlWaą s,połeczeństwu prawdę 
Jenkach podjazdowych toczonych rue- I głoszą megomałkowskle po
lądy A 
l\JStannle ma "cenJtralnym polu par pr.zy Itym - wbrew logIce - 111Iter 
tYlnych zmagan" pretowany Jest przez bossow PZPR 
WiteJ sytaacJI kleloWJl.lcw'o par Jako dowod na !to, ze trzeba Jeszcze 
tYJne, a zwłaszcza sam towarzysz głębIej brnąc w to meruchav. e bag-no, 
WIesław, c{)l}"az miechębmej spogląda w JakIm znałazła SIę partYjna pro- 
na tprzedT.Uokl /L ipl!:!om .zachodnIch w pag11Jnda 
pra,Sle połskleJ Cenzura staje SIę co- 


poroa:iJkl, stanoW1 dawod, ze zdają 
om sobIe sąml sprawę z komproml 
tUJąceJ bezskutecznoścI SWej propa- 
ga.ndy w spoleczenstwie 1 starają 
SIę ublc sWOJ mteres prz
 pomocy 
zachodmch autorow, bo rezymowych 
mkt JUZ memal w Polsee me czyta 
Ponadto, posługlwame SIę tą me- 
todą pocIąga za sobą komecznosc sto 
sowanla dalszych, rownle komproml 
tUJącyoh tnckow AdaptacJa' bo 
wIem artykułu przedrukowanego z 
zachodmego pIsma polega na "skra- 
camu' go - rzecz Jasma o te frag 
menty, ktore me kwahflkuJą SIę do 
pIerWSZeJ, masowej klasy mformacJI 
- "łagodzemu" w przekładzIe Jego 
mektórych tez oraz zwykłym ,Obcl 
namu' zdan wypaczającym całkow1 
cle zawarte w mcb. myśh Ta częsc 
roboty odwalana Jest w redakcJI, re 
szty dokonuje cenzura Gdyby tak 
na chybI I trafIł, wzląc jakIś art y 
kuł drukowany za prasą za
ramczna 
w "Forum", "Pohtyce' czy "Kultu 
rze", przetłumaczyc go Wl€l1me z pol 
sklego na Język orygmalny I poslac 
autoroWI - mlehbyśmy proces, Jak 
ta lala, albo co naJmmeJ sązmste 
sprostowame od autora, ktore zresz 
tą me UJrzaloby w Polsee swmtła 
dZIennego 
Ogromne zamteresowame polskIej 
oplml pubhczne) sprawamI mIędzy 
naTodowyml I brak zawama do m 
formacjI czy komentarza produkCjI 
krajowej stwarzają w sumIe me 
zmlel1ny popyt na publIcystykę za- 
gramC7Jl1ą N IC zatem dZ1wmego, ze 
wład,ze propagandowe starają sIę 
tę sytuację wykorzysta c Pomysł 
sam w sobIe wcale mezły Wszelako 
metoda Jego reahzacJI skazuje go z 
gory na mepowodzeme W koncu 
przeclez nawet najbardmej łatwo 
wIerny czyte1mk zaczn1e SIę dZIWIC 
ze - przy t.aklch poglądach, Jakle 
przypI"UJe Im prasa polska - Wal- 
ter Llppmann pIsze swoJe komenta- 
rze dla "Washmgton Post' a nIe 
dla "Prawdy", Genevleve TaboUls - 
dla ,Pal'1s Jour" zamIast "WlecZOl' 
neJ Moskwy", a James Reston - 
dla ,New York Tlmes"a zamIast 
powIedzmy, dla "Trybuny Ludu" 
W komentarzach w1asn:ych na te- 
mat przedrukowanych artykulow re- 
dakcJe za7..maczaJą wprawdZIe, ze 
,nawet tak dałekl od lewIcowych 
(czytaj moskIewskIch) poglądow ko 
mentator Jak XY przyznaje " I 


NA ANTENIE (WIALvMO
CI) 


tak dalej. Nikt Jednak me kwapI SIę 
do drukowanIa artykułow, w kto ryc h 
ow XY tlumaczy dlaczego Jest "da 
lekI od lewIcowych poglądow', albo 
tez dokonuje szerszej analIzy SOWlec 
klej polItykI zagramczneJ W koncu 
zatem czytelmk zapyta, dlaczego tak 
rozsądny sikądmąd człowIek Jak XY z 
Jednej strony odrzuca komumzm I 
llawe traktuje go Jako mebezple 
czenstwo dla śwmta, a z drugIej - 
we wsz}'lstklch komentarzach 
 t J 
wszy"tklch tych, kt.ore plzedlUkowu 
Je prasa polska) dowodzI słusznoscl 
pohtykl komumstycznej Na pytame 
to me znajdzIe SIę odpowIedzI w 
naszej prasIe, radIU czy telewIzJI 
Okazuje SIę przeto, ze I w propa- 
gandzIe - rownlez w tej Jej CZęSCI, 
kto'l'a zaJmu
e SIę sprawamI zagra- 
mC2myml - potrzebna Je"t Jaka ta 
ka UCZCIWOŚC, takze z punktu Wl 
dzenm mteresow samej partII Atoh 
Jak wldac "klelolWnlc\t!wO" bynaJ 
m :IleJ me zgacLza SIę z tym pOlg'lądem 
MImo ze v.szysbkle Jak dotad pro- 
pagandowe krętactwa wyszły prę 
dzeJ czy pozmeJ na Jaw, menazerzy 
polskIej mformacJI masowej nadal 
trzymają SIę tej samej, stare] meto- 
dy tr'1ktowama Opll'l11 pubhc:;meJ NIe 
ulega kwestII, ze wyrządzają tym 
swoJeJ własnej pal tu mepowetowa 
ne szkody Autorytet Jel l tak lezy w 
spoleczenst.WH' gdzll'Ś mIędzy mllcze 
mem ze strachu a otwartą pogardą 
I nIeufnoścIą Tak robIOna propagan 
da potWIerdza Jeszcze ten brak zau 
fama robIąc partu OPInIe no'orycz 
nego łgarza, I to Igarza prymltyVl 
nego ktory me hczy SIę ze Zdl owym 
rozsądkIem słuchaczy 
Tak zatem "bezklasowosc" ustro- 
JU narzuconego Polsce przez podpo 
rządkowanych MoskwIe komumstow 
zaca:yna sIę od wyTazneJ klasowoscl 
systemu mformacJI Co tu ględzlc o 
"demokracJI' I "ludowoścI' W zyCIU 
spolecznym I gospodarczym kraju 
kIedy w dZledzlme tak elementarnej 
Jak dystrybucja IIlfOrmacJI mamy do 
czynlema z dyktaturą kIlku osob 


TECHNIKA "KOPNIAKóW" 
Jedną z najbardzIej rozpowszech 
monych metod w partYJnej pubhcy- 
styce mlędzynaroooweJ S:j, t zw 
kopmęcm np ..kopmęcIe w Stany 
ZJednoczone", "kopmęcIe w NRF', 


Granice zasady opłacalności 


Mowl SIę często, ze opł.a.calnośc 
Jest podstawą racjonalnej gospoda! 
kI W 99 wypadkach na 100, Jest to 
mewątJpbwle stwierdzenie całkowI 
cle słuszne. I dlatego wszelloe dąze 
nla do oparcia dzlałalnoścl gospoda l' 
czeJ na zasadzIe opłacalnoscl zasłu- 
gUJa - z reguły - na pełne po 
pat'Cle Ale talk SIę w ZyclU skła 
da ze od kazdeJ l eg11lły 1S1tmeJą 
WYjątki Dotyc
y to także tego zna 
ku rownama, który nIejako automa 
tycznIe stawIamy mIędzy oplacalnoś 
Clą a racjonalnym wyko;rzystamem 
środkow ekonomlC2Jnych 
1;ystem komumstyczny ma to do 
siebIe, ze podchodzi do otaczającej 
go l zeczYWIStOŚCI na zasadzIe ostrych 
kontrastow Wszystko Jest albo czar 
ne, albo bIałe Albo złe, albo dobre 
Albo postępowe, albo Impel'1ahstycz 
ne SI.ecyflCJzny daltonl
m markslz 
mu-Iemnl
u polega na tym, ze Je- 
go entuzJastycZll11 wyzna wC V nIe roz- 
poznaJą koloru szarego NIe wldz
 
zadnych rOZWlązan pos.rednich 
Wszystkie aktualne okresowe praw- 
dy UZll1-lJą za absolutne 
1ak własme wygląda sprawa z 
zasadą opłacalnoscl Przez długIe, 
długIe lata opłacal1Wśc, Jako pOjęcIe 
gospodarcze, była na mal'\ks1Stowsko 
lenmowsklm mdeksle Obowl
zywały 
prawdy absolutne odgornego, arbl 
tralnego ] centrahstyc:onego plruno 
wam a Od produkcjI globalnej prze 
myslu węglowego. do IlośCI szklall1ek 
wody sodowej sprzedawanej przez 
naro2Jną budkę z napOjamI chłodzą 
cyml wszystko musIało byc ujęte Jak 
naJsclśleJ w dyrektywach centralne- 
go planu StocznIOm wyznaczano Ile 
mają budowac statkow I o Jakim to 
nazu I w tym samym duchu zakła 
dom pogrzebowym WYZlIlaczano rocz 
ną normę pogrzebow 
Od paru lart powIał mny wIatr 
Z!ehabthtowano pOJęcIe zysku I za- 
sadę opłacalnoscl Mowl SIę długo I 
s
loko o dostosowanIu produkcjI 
do potIzeb rynku Zml€nlło SIę takze 
markslstowsko-lenmowSlloe wyzname 
wIary Op1acalnośc przestała byc 
czal1na I stała Się ŚIllezno bIała Zysk 
- nIe Jest lUZ synonimem kapItalI- 
styczneJ eksploatacjI ale postępo 
wym, markslsbowsklm podeJsclem do 
problemow produkcji W zasadzIe 
mewątphwle zmIana na lepsze Gdy 
by talk własme, 
dyby me te ty 
powe lwmrwnIstyczne CI1}Jzeme ku 
skraJllosclom Ten marksIstowsko 
lelIlmov. skI daltomzm 
Znov;u bowIem te same zelazne za 
sady stosuJe Się do wszelkIch prze- 
Jawow dZIałalnoścI ekonomIcznej 
Do wydobycIa węgla, £IQ budowy 
statkow, do sprzedazy wody sodo 
weJ, a co gorsza do wIelu usług na 
tury socjalnej 
Wemny p1erwszy z brzegu ;przyk 
ład W Pradze ogłoszono medav. no, 
ze od pIerwszego pazdzlern l ka nastą 
pl tam powazna podwy:iJka cen bIle 
tow autobusowych I tramwaJOv, ych 
W Polsce I na W 
l5r:ooch tego rodza- 
JU podwyzkę wprowad:wno JUz £10- 
"yc dawno Uzasadnia Się te pod 
wy:lJkl wszędzIe w ten sam sposob 
Transport miejskI daje zbyt nlkłe 
dochody, ktore nie pokrywają kosz 
tow własnych DZlałalnośc przedsIę 
blorstw transportowych me Jest WIęC 
opłacalna 
Inny przykład We wszystkIch 
krajach Europy WschodnIej albo JUZ 
podnIesIOno opłaty za mIeszkanIa 


HUMOR ROSYJSKI 
Dlaczego SWla.t krupltahstycZiYlY StOI 
na bl,zeg11l pmzepascl" 
Bo chce S1ę lepIej przYlpatrzec oby 
wata10m ZWIązku RadzI eck1 ego , kito 
rzy .ZJI1a
dUiJą Sle na Jej d1ll1e 
* * * 


O czym mar.zy Nasser? 
Ze by zJawIł SIę nOwy MOJze
z, kto 
IY wyprowadzI zydow z pustynI 
SynaJlSku!OJ 
* 


* 


* 


Ros}'lJlScy naukOlWcy pytają przez 
rad10 kOSmOO1al\!ltę, ktolY Wła"lllle wy 
lądował na powlerzchm Marsa 
- No I Jak, da Się tam zyc 
 
Kosmonaut.a odpowHula z lezyg:1a 
CJą 
- Tez SIę me da 
* * 


* 


albo zapowiedzIano podwyzkę komm 
nego Poza tym, systematyczme prze 
rzuca SIę koszty budowy na spo 
łeczel1Jswo, zmuszając WlSZY1StJklCh 
którzy zarabIają powyzeJ ustalonego 
rr.mlmum do wpłacanIa wkładow na 
budownIctwo spoidzIelcze I znow 
tłumaczy SIę te wszystkie zarządze- 
nia zasad
 opłacalnoscl Z tych sa 
mych powodow podnosI SIę ceny po 
slłkow w stołowkach robotniczych 
czy wprowadza opłaty za rozmaIte 
swmdezema słuzby zdrowIa 
Ta nadgo.Ilhwo"c na odcLnkiu wal 
ki o opłacaJnosc s-taJe SIę powolI 
zjawIskIem groznym Bo w zapale 
refOImatorsJom moze dOJsc do ta- 
kIch absurdow Jak stosowame za 
sady opłoacalnoSCl do urządzen SIecI 
wodocIągoweJ, a kto WIe, moze na- 
wet kanahzacYJneJ Jest WIęc chyba 
I'ZecZą. OOZYW1S.tą, Ij; stosowanIe w 
sposob pr}'lucYlpn.alny leguły peł:neJ 
odpłatnoSIeI musI mlec Jakles gra 
nIce Ale Jakle? 
NIe będąc entuzjastycznym WyJZ- 
nawcą IdeI marksl,zmu-lemmzmu, 
me mQgę OCZY:WISCle podac mkomu 
do 'WIerzenIa zadneJ prawdy abso- 
labneJ Wydaje mI SIę, ze Jedymym 
rozsądnym l racjonalnym podeJ 
Belem. Jest tutaj daleko pOSUnIęty 
prwgmatyzm Trzeba w praktyce 
IOzrozmc co Jest towaTem rynko 
wy.m, a co SlWIa.dczemem społecznym 
I tutaj - ku oczyw.lstemu zmarwle 
mu ma
ksl1Stowslro lemnowskich do 
gmat
kow - muszę doda c, ze me 
Jest to ławo Bo na przykład dla 
roznych gtl'U'P zarobkowY1Ch mlesz 
ika:me Iffioze byc Jedllloczesme towa- 
rem rynkow
m I sW1adczemem s,po- 
łecznym A Więc kIedy nalezy sto- 
sowac zasade pełnej odpłatnoscl? 
A kIedy Ip0Jęcle opłacalnoscl nalezy 
W)'ll ZUCIC za burtę? 
PodeJdzmy do tego problemu w 
sposob pragmwtyczny Jest JUZ dZI 
slaJ w zasadzIe oSIpralWą bezs,pol111ą, 
ze woSzelka produkcja towarowa po 
w
nna byc - w zasadzIe - prowa 
dzona w mysI reguły pełnej opła- 
calnoscl J ezeh kt.os chce kuplc te 
lewlzor, ubrame, meble, czy tez po- 
J€lChac na urlop do mleJSCOWOSCI 


Lepiej nie próbować 


KIlka t y g.od m po VIII Plenum KC 
obradowano na zebranl'U pał"tYJnym 
we WrocłaIWlu nad rewhzacJą Jego u- 
chwał Jeden z sekretarzy Komitetu 
WOJ6Wodzklego Jerzy FaleatCzyk mo 
Wląc o "mebezlPleczen.stWle dyw:ersJI 
IdeologiczneJ" 
rzy;pomll1al, ze roznp 
są formy dZlałanIa wroga zewnętJl'lz 
nego I podkireslił 2Jnaczeme I wpływ 
zachodmch rad
ostacJI z Wolną Eur\.!- 
pą na ezele W odpowIedzI »odmosł 
SIę z saLI przekorny głos pewnego 
dZIałacza ZMS, który wyrazIł wątpl1- 
WOSc czy RadIO W 01na EUiropa stano 
Wl rzeCZYWISCle taik wIeJkle zagn-ozenle 
d
a "władzy ludowej" Jak mowo SIę 
o tym w Warsza.W1e Mowca zapropo- 
nował, aby spra'Wdzlc Jruk Jest napraw 
dę I rozplsac ankietę wsrod lUdnOSCl, 
ktora p02JWoliłoaby zonentowac SIę Ja 
ki pI:oce11lt obyrVlateh słucha tych au 
dycJI Przerwał mI\! pospleszme obec 
ny na salI plel'lWlSZY sekiletarz Koml- 
tabu WoOJewodZlklego Włady:sław Biła 
to
skl "LepieJ me urządzaJlffiy ta 
klej aI1klety" 


N a Jednej z szos wy
oazdowych z 
Moskwy władze umlescIły tablicę z 
pOlpullarny;m slogalIlem "MusImy do 
gomc I wYIPrzedzlC Amery\kę" 
Nas
pnego dma Jakls dl)i\'\clpms 
obok sloganu pl'1zyczeplł apel radzlec 
k1eJ mlhcJI drogowej 
"K
erowco, nIe r}'lzykuJ Jesh me 
jestes pewny, to lepIeJ 11IIe Wypl ze 
dzaJ" 


HUMOR POLSKI 


Jak Sle obeame nazywa w 
Ludowej kaa p po zydow",ku 
- "Agresor w galarecIe" 
* * * 


Pol
ce 


Alrabskl WIelbłąd z arabskIm skol' 
plonem pl1ZeprawlaJą. SIę pl zez rze 
kę JOldan "Wez mme na plecy" - 
ffiO'W'l skOI1J!HJn "NIe głUlplm, przeC1ez 


przez sIebie w}'lbraneJ, to powIlllen 
za ten a-rtykuł czy za te usługi pła 
CIC pełiną cenę ekonomIczną Regu 
ła w zasadzIe prawIe absolatme słu- 
szna Ale I tu lstnleJą peWllle wy- 
JątkI WynIkają one z tego, ze w 
kazdym ustroju pohtycznym I spo- 
łecznym lsbmeJą powazne grupy lu- 
dz', kitore ZYJą. po.mzeJ gramey ubo 
stwa LudzI, ktorych dochod mle 
slęczny me iSt3lrcza na mmlmum ko 
sztow utrzymama I dlatego 
u
naJąc bez z:asbrze'.r.eu zasady oph 
calnoscl I pełnej ceny ekonomIczneJ, 
Jesh chodzI o teleW1zor, lodowkę, a 
mawet trZec1e ubranIe czy kurę do 
'PIeczema, mle mozemy tych samych 
lkirytel..ow stosowac, powIedzmy, do 
chJeba czy do Jedynego ubrama 
I LU natrafIamy na duzą tl'udnosc 
praktyc.zną Jest bow em memozh 
we, aby pIekarz pobIerał dwie ceny 
za takI sam bochenek chleba Jedną 
.od Iu.dzl ubogIch, a drugą. od za mo 
znych NIe mo.zna tez ządac od 
sprzedawcy w sklep e konfekcYj 
lIIym, aby onentował SIę, czy spIze- 
daje biedakowI Jedyne nIezbędne dla 
mego ubranIe, czy tez., powIedzmy, 
.dobrze zal'ablaJącemu młodemru ro- 
latmkowl tirzecle czy czwarte 
Jak ten dylemat rozwlązac
 Są 
tylko diwie mozlrwoSCI Albo pan 
st!wo subsydIUje mskle ceny art y 
kułow pIerwszej potrzeby - takIch 
Jwk IIip chleb - dla wgzystklch oby 
watetl I po.!nywa roznJcę mIędzy ce- 
ną. subsydIowaną a ceną ekonomIcz- 
ną z podatkow scląganych z zamoz- 
meJSiZych grup ludnoiSCl, albo tez 
rwszystklch o.bowlązuJą pełne ceny 
ekonomICZlle, z tym ze panstwo tym 
najbIednIejszym zwraca w tej czy 
mneJ £orlllle częsc wydatkow Oble 
formy stosowane są II1p w WlelkleJ 
BrytamI Podsta.wowe artykuły zy 
WJLOSClowe sprzedawane są po nlS- 
ik.ICh cenach subsydlO'Wrun
h Nato- 
mIast za ubram-e tTZelba płaclc c,nę 
normalną, z tym ze specjalna In 
stY't
Ja opIekI społecz,neJ zwra.:a 
naJbledmeJszym częsc albo nawet 
całosc wydaotkow 
Duzo prostsze Jest zagadmeme 
Tozmalltych sWladczen społeczn;Y'ch I 
1P0łspołecznych, ta,}uch Jak pl'zeJazdy 
mIeJskIe, iposlłkl w stoło:wkach fa- 
blycznych czy sWladcZ6Itla służby 
lZId!rowla NIgdzIe bodaj na sWlecle 
komumkacJa mIejska me Jest opar- 
ta na pełnej olpłacalnoscl Przestrzen 
'llY rozwoJ mIast spraIWla, ze odda- 
łellle mleJsea pracy od mIejsca za 
mleszkama stale rosme Trudno wy 
magac od r.obobnlka zeby pła
'ł peł- 
ną. cenę ekonomlJCzną za to co Jest 
skutkIem racjonalnych tendencjI Ul' 
bamstycznych A WIęc defIcyty ko 
mamkacJI :mIejskiej pokrywa SIę z 
podatkow NatomIast defIcyt stoło 
Wiek fabryC\znyoo pcv'kirywa z reg;1ly 
ka'P
tahstY1C2ny pracodawca, ktore 
mu 2Jresztą wydatek ten sCląga SIę 
z podatku Jesb chodzI o mlesz.ka- 
ma, to na Zacl10dzle lstmeJą. w 
prakJtyce dwa odrębne rynkI MI€- 
szkama pełno-odpłatne dla zamoz 
nych I mleszkama o mskJm komor 
nem., subsY1dlowane pl'Zez samorząd 
mIejski lub przez panstwo dla nlZ- 
szych g.ru'P zairoł;Jkowych 
Tak WIęc w kazdym ustroju po- 
lLtycznym I SlPołecznym Ist!11leJą Z11- 
'Pełme wyrazne gramce stosowama 
zasady opłacalnoSlcl Bo Jest o.na 
sroldklem do celu, a me celem sa 
mym w sobIe 


mme z11J
uJesz na Slmlerc" - odpo 
wIedział v. lei błąd "Przyslę
am, ze me 
ukłuJę, bo przec1ez obaj ulonlemy" 
;Po tej przYSIędze wleLbląd W1Zlął skor- 
PIona na sWOJ garb W slodku l1Zekl 
Slkol1plOll zapUsclł Jed'llalk swe smler 
te!1I11e ządło "Czemu mme zabIJasz, 
prze"lez obaj utomemy?" - wrzalonął 
wle
błąJd .,Czemu? Bo to BlIol
1 
W"chod" - odpOWledzlał skoł"plon 
* * * 


Ile mIęsa Jest w rosole podawanym 
w krajowych restauracjach bzecleJ 
kategorl11 
 Tylko dwa palce kelnera 
* * * 


(Wedłiug "s.langu" warszawskIego 
"rzucac mIęsem" znaczy ostro k1 }'Ity 
Ikowac' ) 
Czemu podmes'ono CeI1e mIęsa" 
By ludZIe przeotah "rzucac m ęsem" 
w GomllJbkę 


III 


LucJan Perz:mow"kl.
>>>
IV 


Franciszek 


o jak , 
tym, sw. 

... 
t .7 ł.. f :. 
-. ł .. 


" 



 ... 
.:. 


.... 'Ii' 
" ' 


Portret 
w. Franci!;zka w Greccio 


..0( 


Nato Christo in Praesepe 
Coel-i cive8 canunt laete 
Cum immemo lIaudio... 
Pooró,ż,niJm, który przemJi.erza.sz 
włoską ziemię od Alp po Syrakuzy. 
od Rzymu po Ankonę, pielgrzymie 
ciągnący do świętego mi.asta, zapra- 
sza cię błogosławiona doliiIla, naj- 
piękniej
a z apenińskiich dolin, Do- 
lina Reatyńska. otoczona w
okimi 
górami, czemuż latem czy zimą ta 
umbryjska dolina nie ma sobie rów- 
nej? Bo przed siedmiu wiekami wiel- 
ce ją sobie upodobał BiedaczyiIla z 
Asyżu. bosą stopą wyci.snąlp:iętno 
na jej drogach i ścieżkach, bracIom 
ptakom g'łośniej tiu śpiewać nakazał, 
braciom drzewom piąć się wyżej ku 
ni
bu. W Reatyńskiej Dolinie krzew 
winny szerzej rozpościera ramiona, 
kwioaJty pachną p
ękniej, a ludzie po- 

drowią WaJs słowem, któreg-o 
ioh św,i.ęty na\JJC'Zył, zawołamiem: 
"BuO'll g'iorno buona gente !". Fran- 
ciszkańskie światło: ludzka dobroć 
_ gościnnością dJa przybysa:a prze- 
trwała na tym s
awku Umbrii po 
dziś dzień. 
Jeśli ro7Jbijesz namioty w mieście 
Rit.ti - dawnym Reatimum - które 
jęst puLsem dolimy, znajd'Zliesz, po- 
d'różniku, w jego murach niezmącone 
średniowieczne piękno. Ale nade 
wszy.stiko odszUlk8lSz ślad Bożego 
śpiewaka, 
tórego wielbią wie,rzący 
i miewierzący - jedni ŚWIętość jego 
wielbią. inni doskonałe czlowieczeń- 
sbwo. ślad ten poprowadzi cię w gó- 


f i 


'" 
. 


,.. 



.. ".- 
'l , 
 


szopkę 


padHny, w której przebywał święty, 
chowając zbolałe oczy przed śwlat- 
lem włoskiego słońca. W tej ciemni, 
w któxej Sipędził dni .pięćdziesiąt, wy- 
ś.piewyrwał oś,lepły Franciszek swój 
naj;piękniejszy hymn, hymn do Bra- 
ta-Słońca, ,.11 Cantico di Fratre 
Sołe". 


Bądź pochwalony, Panie. 
[z 1vszyst.kimi swymi stu'm'y, 
Prze;de wszystkHn z szlachetnym 
[bratem na.szym Słoitcem, 
Któl'e dzieli s tW01'za , a Ty świecisz 
[przez nie. 
J jest ]Jiękne i promienne w wielkim 
[blasku - 


Tu'n-im, Najwyższy, jest 
[wyobl'ażeni cm, .. 


Ale wśrod reatyńskich samotni, w 
których Biedaczyna bądź samotJnie 
ze stwórcą rQ7Jmawiał, bądź bra- 
ciom, którzy poszH za nim, pr:zelka- 
zywał ideę bogactwa w ubóStwie i 
uwielbienia Stwórcy przez radosne 
ukochanie Siostry naszej Ziemi -- 
wśród t
h stacji wtajemnic.zenia i 
modlitwy najmilszym mu było .,Ro- 
m
tori.o" VI pobliżu gfu1skiej wiosIki 
GreCClo. Nazwa ta słynniejsza sta- 
ła się od innych jako włoskie Betlejem, 
jako miejiSce narodzim P-resepio, świę- 
.tej szopki W'Szys,tkich krajów i naoro- 
dów" pl1zeto poW!tórzyimy dzieje po'W- 
,stania klasztoru, tak ja.k w sta.rych 
kigięgach zapisa1ne zostały. 
W roku Pańskim 1217 obrał sobie 
Św. Franciszek miejsce na szczycie 
góry zwanej Monte Lacerone, wy- 
sOlk,o nad wioską Greccio. Splótł ga- 
łęz,ie clwooh dębólW, by tam, z daiia 
od domos
w i ludzi, modlić się i roz- 
myślać w spokoju. Ale mies7lkańcy 
wioski tłumn
e pustelnika nachodzi- 
li, prosząc o łaski i dziękując za cu- 
da, 
tóre czynił. chroniąc ich od pla_ 
gi wilków i gradobicia. W końcu, z 
wdzięcmości postaiIlowili wymurować 
klasztorek dla świętego i dla Braci 
Mniejszych. ChętJnie wznieśliby ten 
kilalsz'torek ja:k najhliżej wioski, lecz 
stało s,ię inaczej. A jak się st.ałQ - 
opowi
my słowami zacnego Ojca 
Prokopa, polllS'!,ie'gQ KRlPucyna, .który 
w r. 1875 spIsał żywot Franciszka. 
Na kazaniu. które Mąż Boży miał 
do zgl'01nadzonych wieśniaków, znaj- 
dował się ZamOŻ71.1I pan tej okolicy, 
mieszkający przy wiosce Greccio, 
nazwiskiem Jan Velita, który roz- 
milowawszy 8i
 wielce w Słudze Bo- 
żym, często go w jego cha.tce na- 
wiedzał. Lecz że był UJ c.złowiek nie- 
młody, a przy tym bardzo otyły, nie- 
latwo przychodziło mu -na tę wyso- 
ką wdrapywać 8ię górę. Prosił tedy 
Franciszka, aby obrał sobie miesz- 
kanie bliżej wioski, czego także ży- 
czyli sobie inni mieszkańcy i oświad- 
czył, że gotów jest wybudować mu 
domek w miejscu, jakie sam 80bie 
obierze. Zgodził się na to święty i 
rzekł z uśmiechem, że tak blisko wio- 
ski obierze miejsce. jak głownia l'ZU- 
cona ręką dziecka, co według wło- 
skiego przysłowia znaczy bardzo bli- 
sko. Uradowany pan takowym przy- 
rzeczeniem kazał przyprowadzić do 
wrót wioski małego ehlOIJczyka i po- 
dal mu u;ielką głownię, by rzucił 
ją gdzie chce. Cisnął ją dzieciak, 
lecz nie swoją ale Boską mocą. I ta 
polecia.wszy, o trzy wiorsty na wy- 
sok'iej i lel/istej górze, której dzie- 
dzicem był właśnie tenże Jan. padła. 
Od niej zapalił się las. a gdy zdzi- 
wieni wieśniacy przybyli tam z Ja- 
nem i pożal' ugasili, na tymże miej- 


, 
\ 


d. 
\'" 


i 


.1£ 


o, 


J. ' 


... 


""" 


,.,.. 


" i
 
"'*, 


'ę; 


ry, do klasztorków-pustelni. do czte- 
('ech franciszkańJs
ch saiIlktuariów, 
które jak czteTy końce Krzyża za- 
wisły nad doliną. Uczepione skał, 
ukryte w granatowych lasach, te pu_ 
stelnie powkdzą ci więcej o świętym 
z Asyżu niż obrazy i księgi, wIęcej 
niż Giotto i. Cimabue. więcej niż 
Bonawentura I Celenese. 
W Fo.ntecobmbo - Fons Colom- 
barum - DlIIlich Frands
kanin po- 
prowadzi cię do 
rQty, gdzie święty 
regu1ę zakonną. tworzył, pokaże na- 
bo
nie przechowywaną relikwię: 
spróchniały pień dębu, w ktÓlrego ko.. 
marach Bóg się Franciszkowi obja- 
wił, by regułę potwierdzić. 
W PogJ!:io Bws-Łone zakonnik po- 
wtórzy ci s:lowa sł)'lItllego ka:zM1ia 
Francisxka przeciw hipokryzji. w 
którym Biedaczyna przed ludem się 
pokajał, że grzesz:nynn będąc postu 
zani'€dbał, Jeśli ze skalnego klaszto- 
ru powędrujesz stromą 
ieżką, 7JIlaj_ 
dtziesz taJm girotę, gdizie po naw.róce- 
niu anioł się }t'ranciszkowi ukazał, 
zwiastując grzechów odpuszczenie. A 
w skale ujrzysz cudowne odciski je- 
go brewiarza i kaptura. 
W liliowej umbryjskiej mgle za- 
topiony od
ryjesz, podróżniku, daw- 
ny kościółek San Fabi!lJI1o. zwany 
dziś k.la.s7Jtor,ki,em Santa Ma!l",i.a Fo- 
resta. Tu biedny wiejski probosLCZ 
gościł świętego z Asyżu, tu - jak 
głosi li'genda - powtórzył się cud 
Kany GaUlejs-kiej. Pa,rę kroków tyl- 
ko, a otocZ} cię mrok skalnej roz- 


Wileńszczyzna 


Poniżej ogłaszamy relację rodowi_ 
tej Wilnianki, która po dwu,dziestu 
kilku latach pobytu za granwą od- 
u:iedziła swe 1"odzinne skony. 


W11eńszc.zyzna jest nadal uboga. 
Pil1ZyJby.szom z Pol,ski pokawuje się 
W1PIawdzie nowe os.ied1a a prasa taa-n- 
tej'Sza aż ocieka sukceog,am; budowni- 
Cl,wa socjali s'tycznego, ale Bog:em a 
prawQil kiedy się człowiek dobrze te- 
mu przyjlrzy - nie ma się czym za- 
ohwyeać. 
Na ka.ż.dym kroku widzi się ni
G.o- 
statek. LUldzie s
 jak dawniej serde- 
o:zmi, pra:gmęliby pr7;Ylbys.za ugościć 
tym, co. mają najllf!pszego, i w:tedy 
właŚIli-e widać, j.a.k mają mało. Wil- 
niuki dziś nie tyle żyją. co wegebują 
w z'atęchłej atmosferze nal1ZJUcające- 
go się wsz
idzie przymusu. "Nic nas 
nie cieszy" - mówiła m.i k.uzyillka - 
"pł"z.ez długie lata czekali
my, że w 
w,s.zys.tko przem.unie, a tu nic". A jej 
mąż pół-Libwin pół-Polak dod.alWał: 
"Twarda-IŻ zaoraza to jes.t, a z.dzier- 
żyć nam tll'zeba". 
W;j'1glądało mi na to, że }.udność 
miej'scOlWa, tak pol1ska jak. Litewsk
, 
jeśli d8lWo11iej liczyła na zmIany poh- 
t
zne, to tera'z liczy na prze
rzyma- 
nie. 
DaWllliej katolicyzm wi.leński był 
żall"liwy, wylewmy, obr.zędoIWY. Dziś lu- 
dozie mniej się z nim oou-oszą, a bar- 
d.z.iej cenią go w sobie. P1'Zes.tał b;yć 
przy:zwylC!Lajeniem a stał się czym
 
w rodzaju pokrzepienia na dziś i na- 
doziei na przyszłość. Moi-e dlatego wła- 
dl7.e komumistYJC
ne w peW'nym sensie 
kato.licyizm t:amtej,s.zy res,pekitują. Sa- 
rna w.itdiz,iałam sowieckich żoŁnierzy w 
mUJoouraCJh w kaplicy Os.trobrarnskiej, 
Pewtnie byili to t'amtejsi chłopcy na 
urlopach. ale sam ten fakit mówi za 
siebie. 
Zai-nt.eresowałam się szoko1.ami. W 
większości są lo budy.nki starych 
So7Jkół po1s.k:ieih, 
auważyłam jednak 
kiDt.a now
h. Są rac.zej skrmnne, ch.J- 
ciaż schludne. Na dUJżą s,kalę ro,z,bu- 
dowano unilWer,sytet, oczywiście jako 
litewski, czy może sbuszniej byłoby 
p.Gwiedzieć HteIWls.ko-iro'Syjski. PrZy 
jednym z insltytutów uniwersylteckic.h 
jeSlt wydział języka pol'Slkiego, przy- 
goto
.ący naUJCz
ieli QO pOlskich 
Siz,kół, bo są i taJki-e. Podobno jest ich 
kHlkaset, chociaż wyjaEmio'l1o mi, że 
część z nich jest polsko-rmyjs.ka. Gdy 
spyJtałam, dlaczego, ludzie miejscowi 
powiedzieli mi, że jest w tym sowiec- 
kie wyrachowamie. Mianowicie na:pły- 
wowy, poIWojenny element rosyjski, 
choć liczny, nie wBzęM.ie jest maso,wy. 
W mał
h mias
ach i osadach RosJa- 
nie po jakimś ozasie z7;YlWaj.ą się :, 
ludnoicią miejscową. Zdar.zały się 
wy!padtk.i aJSyiIIlilacji w środowiska li- 
tewskie, rzadziej polskie. Otóż t.am, 
gdzie jeSlt ZIa mało RQsjam, aby za- 
kJadać dla nich oddzieLne s
koły, z 
koniecz.ności dzieci rlJ.'SyjS1{ie posyła 
się do szkół litelWlSlkich. Jeśli zaś jes.t 
w rejOlllie lic:rmiej,sza gTomada Poła- 
kóIw i szlkoła po1ska, tWQrzy sie przy 


.. 


niej grupę języikOlWą. rosyjską. Podob- 
no ma to mieć podiwójn;y cel: poka- 
zuje młodJz.ieży rosyjlsJuej, że istJnieją 
w tym rejonie imne g,ru.py językowe 
ni.ż l
tewska i przez bo chroni ją przed 
pokusami, asymilacji, a po drugie wią- 
że niejako grupę języ.koIWą po.18ką. z 
grUiPą rQsyjs:ką. Tam np. wdzie gru- 
!y rosyjiSkie Sij. liczmiejlsze, podejmo- 
wane są p'róby I'UJs,ydikacji Polaków 
przez twol1Z€1Ilie dla niob. gru.p wykła- 
do.wYJCh polIs.kich przy s.zkołach rosyj- 
skich. JedJna z większych szkół teg.J 
rodzaju Zlnajduje sie na AmitokQlu. 
Uderza brak bibliotelki ksiąźelk pol- 
,s,kich, choć zapotrzebGwamie na polską 
litera.twrę jesl duże. Je.;.t niera:z łat- 
wiej dostać tł'UJmac.zenie z po,lIs,kiego 
na rosyjski ni'Ż wydanie o.rygimalme. 
TŁuma.czeń książek poLskich na li,tew- 
ski jest mak, ,podobno killlkadzies.iąJt w 
cią.gu d'woozies/Ju lat, chociaż LHwi- 
ni W1Całe tera'z od polsko.ści i spraw 
polskich nie stl"Oll1ią. 
Zwróciło moją uwagę, że podczas 
brzytygodtniQlWej wizyity nie na,po.tJka- 
łam na ż'adne tl'Uidno,8ci ze strony 
władz HteWI
ich, ohociaż kirewni 
oSitrzegaIli mnie, że jes.tem pod sta- 
ra(1ną opieką. władz bezpiec.z-eńslJwa, 
OIpamowanych przez Rosjam. 
P,r.zy1k'ro byłam zaskoczooa zanied- 
baniem poJskich pamią.tek w Wilonie. 
ZabyJtkowe bud()lW1lliotwo nie byIo po 
wojnie resbaurowame. Qficjalnie brak 
na to środków. Muzeum Miokiewi- 
czoWlskie UlbożiUChne, nie daje wyobra- 
żenia ani o wielkości i z.n.aczeniu 
!pOety, ani o jego wlkładzie do li:teratu- 
ry pOIlIskiej. Słyszałam w zwiąlZlku 
z tym sarkania lokaLnych !-Io,laików, 
że pOils,kie władze komUJntst
lZ.ne .n 
Warsza,wie nie dbaJ:ą o te sprawy, 
gl(]yż staJn posiadania po.lskiego na Wi- 
leń'Szc,zyŹinie odpisały na stmt.y. 1.n'l1e 
jęst jednak nas.ta.wienie komumistów 
polskich na Li.bwie. W pa'l1tii li'tew- 
skiej jest sporQ mrodyc.h Polaków, 
kitĆir1
 SIWa. polskość akcenbuóą. Tego 
nie rozU1mi'ałam. choci'aż mÓlWiOOlo m:, 
że cała ich POlzycj.a opiera się taJm na 
wramiu ręką. w rękę z Rosjanami. 
Jalk jeSit na,pralWJdę, nie przy,sdęgnę, 
00 niekitóczy z t:Y1Ch młodyclJ. ludzi, z 
jakimi się zetJmełann, prez.entowaJi się 
doość sY1ffilpaltycznie. 
Są na Li'bwie poLskie pisma i koła 
Śip,iewaoz.e. Wmeński "Ozerwony 
S7;t:andar" r01JChodzi si
 na cały ZIW1ą- 
zek SclWiecki. Nic w tym piśmie cie- 
kalWego, nie ma, tyle że Uikaz'UJie SIę 
po pooILSlk.u.. Znami
ne jes!t 
iei, ż.ł: 
wyd.awoa. p.jlSJl1a je'st komllt:et partu 
litewskiej. Widocz.nie komuniswm 
pol's,kim nie wo,lnQ miec własnej gru- 
py ol1galnizacyjmej i wydawać wiej 
imie:ni.u Własnego pisma. Polaków na 


LISTY DO REDAKCJI 
..NA ANTENIE" 
prosimy kierować pod adresem: 
Rozgłośnia Polska RWE. 
l, Englischer Garten, Miinchen, 
Germany. 


dzisiaj 


Litwie jest du'ŻO'. LUJdzie moWlą, że 
dQ pół m
liDna. Nawet oficjal.ne sta- 
tGYISlLyki podają, że ponad dwieście ty- 
SIęcy. 
Jak już zazmac.zyłam, władze wa.r- 
sza;v..sk1e 
UJpeŁnie się Polakami na ';"i- 
t\\li.e nie interesują i w niczym im o;e 
pomagają, o co l'udiność miejscowa ma 
do Wars.zawy wi-ełki żal. Czasem 
przyjedzie na Li,twę jakiś polski zes- 
lłół am8!
Oorski i da palrę pr:zoostawień. 
L.daa'za się t.o jednak rzadko. Właś- 
nie gdy miał'aom wyje
diŻać, Spod7.!e- 
wany był w WiLnie zeSlpół pol;kl,ch 
kolejarzy. Parę osób z miej,scOIWej in- 
rtelig.encJi polskiej z.w.racało mi uwa- 
gę, 
e Z.byiL rzadko wys;y,ł'a się do Wil- 
na i Kowlna zespoły arLystycZlne lIa 
wyiższy.m poz.iomie. 
Polacy z LkIWY, a swzegól,nie z Wi- 
leńs.zc,zyJ:z.ny, odlWioo'zają krElWnych w 
Polsce i mają wiz:
I.y z Po.1S1
i. Są to 
jednak kO.l1Jtak!lY C'ZYSLO rodJziIliIle, n.! 
kitóre niedostwteik nie Wlszys.tkim po- 
zwala. Oi.ekawe, że nie sprowad.za SIę 
diziec,i polskich z L
uwy na kolonie do 
kraju. Gdy mówiłam, że rząd wa,r- 
szaWlSlki dopłaca do wyjazdów d'zieci 
poJg,kich z Ang'l1i ud.:.tjących się na ko- 
IOl1lie do 
raj UJ, moi wileńscy kicewni 
nie mOg1li tego pojąć. Im takich pro- 
pozycji nigldy nie składano. 
Oddzielne uwagi należą się połskim 
kołchozom. Za,peWlIliano mnie, że lud- 
ność poLska - ta'k samo, zres.ztą jak 
litewska - za!p
dZOina do kQłchQZów, 
&,dy doszła do w.nf.o,s.ku, że się z nich 
nie wyłamie, Sl!.wo,rz:yił.a rodzaj praw- 
dziwych w,s,RóLnot gospodaroz
h. Na 
ZeIWmlltl1Z, ula oka, s.a to 11IOO:'1malme 
gOSlpoda'l1slJwa ko)cho,ŹI1e. Ale w rze- 
czywi-stooci są to raczej go.spodarstwa 
WlSlpÓl1not rodzinno-JWioslrowych. Ta at- 
mosfera zesipołolWej solida.lU1ośc.i w 
ciężkiej dOili dała, ja,k JIIJIlie zapew- 
nI:.a.no, dO'hre wyniki. Kołchozy Wileń- 
swzyzllly i L
twy dobl1ze pracuj a. i 
nieŹIle prosperują., M'ają. lep.s.ze wy- 
niki niż rosyj's,kie cz'y ukraińskie, i to 
nie ty.lko z działek pr,zYlzagrodowych. 
PozlWala to llllJdZliom egzys.to.wać i wła- 
śnie umacnia ich w wierze, że prze- 
tbrwają. 
Na1r.zuJCJa si-e j,es,zcze uwaga o mło- 
dzieży, tej, kitóra nie pamięta wojiny. 
Szkol.nicltlwo daje jej znacz:n2 możli- 
wości. Wielu młodyclI Pol'akÓIW ks.ztał- 
ci się przede w.szys.tkim w zawodach 
technicznych. Ci w więkBzości odcho- 
dzą póŹi11iej w środo,wi.s.ko rosyj,skie, 
aile podohno - jak twierdzą rodziny 
- ut.rz:ymują więź pols.ką i bl1Waj-ą 
przy oświ.adcILR'ni'U o swym polskjnn 
Ipochodzeni/u, co j,est wpi,sYWaille do do- 
-.vod'ów os.obistych. Ci młodzi są właś- 
nie p,re'l1ulIn.eratorami "Czerwonego 
S'ZltanOOil"U" w głębi terenów sowiec- 
kich. Podobno są pI'zez Rosjaill ce- 
ni,eni, z tym wszakże, .jtŻ nie mogą 
bwol1zyć polskich gTUJp oł"ganizacyj- 
lIl
h. 
Wy.jeżdżałam z Wi1leń.szczyz.ny z 
jakąś otJuchą, że Bóg pozwoli tym 
twardym PolaJkom pl1zeJtrwać. 


"Wilnianka". 


NA ANTENIE (WIAOOMOSCI) 


Nil' 1139, 28,u1 Ja,nu.ary, 1968 


betlejemską 


scu, jako cudownie wska3anym, za- 
l'az ala Franciszka 1vykuli w skale 
celkę, a wk1"ótce stanąl fa In klasztul'. 
Wertując w pobożnych księgach 
zn
leźć !
r.1; moiJna legendę, że grotę 
pod klabz.tor.kiiem wyzłobiła ro:zpalo- 
lila głownia rzucońa prZez chłopca z 
Greccio. Ale nie są l
gendą wyda- 
rzenia. które się w tej 
roCle roze- 
grały w Wigilię Bożlcgo Narodzenia 
r. 1223 ,i które imię Franciszka zwią- 
zały z tradycją Presep,io - betle- 
jemskie,go żłóbka. W liliowej Um- 
Dl'ii, czy w tęczowej (,ranauzie, za 
Kołem Polarnym, czy w indiańskiej 
chacie. w słonecznej Prowansji, czy 
w kic.akowskim śnieglu, pod silwą ol1lW- 
ką, CZy pod strzelistym świel,kiem, 
wystrugana czy ul€lpiona - szopka 
wywodz.i się z fI'anci,szkańskiej gt'o- 
ty opodal wioski Greccio. Przyinlósl 
pGezJą owiamy, w pros,tocie jEdyny, 
HiedaczyJI1a z Asy,żu ten pOda:rumel, 
nie tylko umbryjskim wleśnia'kom 
ale wszystkim ludom Ispod znakł.i 
Krzyża. A każ,da rasa, każdy naród, 
każdy SZCZfU ks
tałtował francisz- 
kańską szopkę na podobieństwo swo- 
je. A każda epoka nadaje odwIecz- 
nej treści nową, sobie właściwą, 
formę. Przez stulecia wielcy artys- 
ci czerpali natchniŁmie ze źŁóbka w 
reatyńoskiej grocie, a nil
any wio- 
skowy rzeźbIarz postaciami szopki 
uwit.cZlnił swoje dłuto. Zgodnlie z 
zamysłem Franciszka, żłóbek z Grec- 
cio i wszy,s,tkie szopki, ktoI'e się z 
niego wywodzą. s
rawiają, że cud 
Narod,zin, powltarzając się na ludz- 
kich oczach. przybli
a człowi,ekowi 
Boską tajemnicę. Pój,dLmy więc śla- 
dem. który nas zalPrGwadzi do wło- 
"kiego Betlejem. Pójdźmy ści
ami, 
które w górach otaczających wień- 
cem miasw Rieti wyd
,ptały bose sto- 
py Franciszka. 


* 


* 


* 


W pierwszych dniach grudnia 1223 
szedł Św. Flranc
szek drogą, wiodącą 
z Rzymu w kierun1kJu Rl-eti, goŚicin- 
cem zw.anym Po dzri,ś dzień VIa Sa- 
laria. Utrudzony był srodlLe, ale w 
duszy miał wesełe. Papi€!Ż Honoriusz 
III zatwierdził był właśnie ostatecz- 
ną regułę Braci M,niej,;zych, zako- 
nu, ktory ubóstwem i poświęceniem 
miał prz
ócić chrześcijaństwu je- 
go ewangeliczną treść. Wspi'l1ał się 
więc święty na apeniń
kie przełę- 
C'Ze, pogwizdując dla otuchy na fu- 
jareczce. którą umiał sklecić z dwóch 
zwykłych patyków. 
Choć drzewa pełne jeszc
e były 
złotych 11iści, szczyty tŁgo roku 
wcześni'O! przyprószył śnieg i zimny 
wiatr mioLał dziurawym jak sito [,:- 
bitem Bi£daczyJI1y, a ziemi'a mroziła 
stopy. które wkrótce naznaczyć mia- 
ły przmajświęts!Le stygmaty. Węd- 
re wiec nie czuł jednak chłodu, bo 
nie ty)ko niósł w zanad,rz,u up,rag- 
ni()lllą bullę papie
ką, ale i,nny jesz- 
cze consensus Ojca świętgo nape.łmiał 
mu S€l1'Ce radością. U smiechal się 
tedy F,ranci,szek nocą do Brata Księ- 
r.1;yca, dni
m do Brata Słońca przy- 
woływał ptaki, by ś p ieweil11 'wtóro- 
wały jego fujarce. dobrym słowem 
pozdrawiał wieśrnia:ków pogan
ają- 
cych białe woły zaprzężone do dwu- 
kółek i osiQłki o wysokich siOdłach. 
Pilno mu było do braci, którzy ocze- 
kiwali go w klasztorku Fontecolom- 
bo, Więc przyspiesozał kroku, nie ba- 
cząc na zmęczenie. 01,0 i PJ\zełęcz 
ostatnia, a w dole ukochalna Goli na, 
mimo zImy zielona, trzy krople je- 
zior wśród zlieleiIli i szare mury Rie- 
ti i campanille kościołów zimową 
mgidką osn'Ute. 
Nie zszedł jednak Francis!ek do 
miasta, l'zadko w jego mUTa'ch by- 
wał, skiręcił zboczem Gór Sabińskieh 


Józef 


l'ou;ieść polityczYla Jer::ego Putra- 
?nenta odsłania kUlisy różnego l'odza- 
ju 'machinacji na samym szczycie 
partyjnej hierul'chii w najgorszY111 
okresie stalinowskim, Ponieważ au- 
tM' . z tytułu swej 1Jozycji i funkcji 
l,owtada znajomość faktów opartą ?'I.a 
własnym doświadczeniu i obserwacji 
- "Malowierni" mają znaczenie waż- 
nego doku?uentu. M.in. 1)0 raz piel'w- 
szy członek Komit.etu Centralnego 
PZPR. ujaw.nił w d1'uku fakt, ie l'e. 
welacJe ŚWiatły ?'ladanI.' przez Radio 
Wolna Europa doprowadziły do 1na- 
I;owej czystki UJ. szeregach Bezpieki 
a tym samym l'ozluźniając obręcz 
terroru. umożliwiły "odwilż" i 11'ydll- 
rzenia z październ'ika 1956 
Putrament opisuje jak' Bolesław 
Bierut (Winert). który "jak zwykle 
zaczynał dzień pr.ilCy od pl'
egląd:mi'a 
'
as!uchów", ,dowiaduje SLę o tym, że 
Swwtło (L1chtnel) rozpoc,'I1ie na- 
stępnego dnia rnadawanie su'oich ?'c- 
facji. Bierut uprzyfamia sobie na- 
tychmiast, że "jego własna odpo- 
wi,ed2Jialnośc musI 'Stanąć na porząd- 
kU d7!ioonym" i z nieprawdopodob- 
nym cyniz'ment postanawia uprzed..ić 
audycje Swiatły. Postanawia więc 
'Przerzucić przyszłe oskarżenia pod 
-jego własnym adresem ?lU kozłów o- 
fiarnych i nakazuje Radkiewiczowi 
.( Radoniakowi) "jak najlSzybsz.e 
przyjrzenie się resorlowi bezpieczeń_ 
stwa i poci,ągrn,ięc,ie winiIlych do od- 
powiedzialności" . 
Podajemy poniżej te ustępy z 
książki, które opi8ują bezpośrednie 
reperkusje ucieczki Swiatły. 
"Gdy (Lichtmer) po godzimie Wlró- 
cił, rowall'zysz z l'esO'rtu podszedł, pół- 
głoserrn .po.w.iedział: 
-. Słys-zeUście? 
- Go takiego? 
- PodoObno, w Moskwie... 
- iNo? 
Gość ooej,l'za.ł się, od'J)r.owadz:! 
Li-chbnera na bok, choć w poblilŻ-u m- 
kogo nie było: 
- Podobno t-OiW8!l'.z;y:sz Beria a,resz- 
towany... 
Licht.nell' chciał kl1zyi
nąć - nie mo- 
że być! A potem coś j-al
by go c.llIwy- 
cHo za gaa-dło. W jakiejś dz.iesiąJtej 
sekurndy w świadonwści jego nastą- 
opiło błyskawic'Zlne pr.ze,sunięde. srkok, 
mo.że aż lawi,na. OClzyw.iście, nie poj- 
,mGw.ał prz
zyn, nie dOBtJrzegł oko- 
Hczności, nalWet wnioskiu n;e rozu- 
.miał. Wiedział jedno: tego ,,nie może 
.być" nie woLno wy,mówić. Zamiast nie- 
go przyitlwmio.nym gło.
em s,pyitał: 
- Skąd wiecie? 
- RadiQ. 
- N a.sze? 
- T.ak mi powiedziano. Sam nit! 
słuchałem. 
Lichtmer j,es'zeze c;po.jl'zał na nii!- 


w 


apenińskiej 


. 
grocie 


ku kl,asztol1kowi. Miało się już 1."11 
wieczorowi, gdy śWlięty st.anął u pro. 
gu Romitorio. Wyibiegli mu na spot- 
kanie braci
owie: Wlio£,rny skryba 
brat Leon, brat Maciej, co tak pięk- 
nie głosił S'łowo Boże, brat Anioł, 
ongiś świetny Tycerz - dziś w ha- 
bit. oJzi.any brat Elia
z, dusZa zbun- 
towana. i brat Jałowiec z żrurliwych 
naj'żarliwszy. W
tając l'ra:nc, loS7Jka 
na przemian go pytali: 
- Co ci, braCQe Fra-ncis2.ku, mó- 
wił Ojci,ec święty? 
- Je,s.t-lŻe nasza reg'u'
,a przez 
niego przyjęta? 
- Jaką dobrą nowilnę przynosisz 
nam z Rzymu? 
Odpowiedział Fram iszek braciom 
o SWynI widzeniu z papieżem, o jego 
wiel
iej łaskawości dla TrzECiego 
Zakonu i o tym, że nowa rguŁa 
potwierrliZona zostal:1. Ale rzekł im 
jeszcze: 


- B/"Ocia moi, "W swej d/lb/'Oci 
zezwolił Ojciec święty a.by,hny w tY?1I 
l'oku obchodzili betlejMlIskie mis te- 
l'ium w jego lud . kim ubóstwie a 
boskiej lI'ielko,ki. 


I posłał zaraz Św. Fl'a.nciszek jed- 
nego z brac1szków do zacmgo przy- 
jaciela, kasztŁlana Ve)ity z pro
bą, 
by zechciał co rychlej przybyć do 
Fontecolombo. A gdy na dniach zja- 
wił się w klaszLrr.u p,)uożny Jan z 
Grcccio, rZLkł mu Flanci
zck: 


- Pragnąlbym w tym roku przy- 
jacielu, święcić W1'UZ z tobą 
 Grec- 
cio Pailskie Nal'odziny. Nie zwlekaj 
zatem i ,czyń, Q co banl.
o cię P/'o- 
szę. Myślą moją jest, by nie tylko w 
sercu odtworzyć ]Jamięć zrodzonego 
w Retlejł:m Boskiego Dzieciątka, ale 
by ludzktm oczom ]Jr,;;edstawić Jego 
dztecięce potrzeby i nędzę i brak1... 
Chcę ukazać Dzieciątko leżące w 
żł{/hie między wołem i osłem, które 
grzeją je s1l'0im ode/echcm... 


Słuchając tych słów wielce ucie- 
szyli się bracia, a n:J.jb.lrdziej ze 
swej misji uradował się Jan Velita. 
I stało się, jak św. Franciszek za- 
myślił. W grvcie pod kla.sztore',u ka- 
mifń był wyżłobiony. Usłano tę wnę- 
kę wiązką siana, bracisZkowie zło- 
żyli na nim wyrzeźbioną w drzewie 
f,igurkę NowonarodzOll1ego a słudzy 
Jana wprowadzili do grJty żywego 
woła i osła. 
W Wigilię B()ŻegQ Narodzenia o 
ipierwszej gwieździe echem po rea- 
rtyńskim lesie szedł dźwięk sygrnatur- 
ki z f-ranoils.zkańskiego klas7Jtoru, 
Tłum Wlieśniaków ciągnął ku nowe- 
mu Betlejem. Pielgrzymował pIeszo 
do żłóbka kas2.t.lan .. ...1 I n 'J" 
j 
jego dO(ll(
WIl1icy. Pasterze gra}.i iIla 
kobzach i fletach a blask pochodni 
rozjaśniał niebo (pd Greccio. Przy 
ołtarzu wspa
'tym o żłóbek z kamie- 
nia bra,t Leon ms!zę świętą odpra- 
wił. A diakoiIl F.ranciszEk głosem 
anieJslk,im wyśpiewywał Ewangelię 
narodzenia. Potem głosił Św. Fran- 
Di's
ek li
dzi.om :;;ł
ką tajemnicę Be- 
tlejemsklegQ DZIlecł-ątka powtarzając 
wszystkie czułe sł,owa' i pieszczoty, 
którym Boże Nioem
wlę w nędlJJ1ym 
żłóbku darzono. I zd_łło się wówczaS 
nabożnemu Janowri Velicie i zdało 
się ludziom, którzy c'snęli się do 
gI'Oty, że żywe jest D
iec,iątkQ zło- 
żOlne na siam,ie. A gdy św. Franci- 
szek wziął je trO'slkli,wie na ręce, Zi! 
snu się uśmiechem zbudziło... 


* 


* 


* 


Jest-li w tyłko podanie czy 
wśród wielu cudów Biedaczyny cud 
najpełnriejszej wiary i pcezji? sta_ 
re źródła franciszkańskie prawią 
że lud pobożny źdźbła siana ze żłQb: 
ka w Greccio na reHkwie rozebrał, 


, 
S-wiatlo i 


.i
, 
'-4: 
, :...' 
" -
; f 
\,$ 
.'.-.*'; 

 
,- .
. A. 
. '. .. !" 
: __t
.
 
 ł:'
 
" " ..
. . 
-t,," '\. ...., _ li . '', 
e 
 . "':"t .' ",
,'':'", 
.. " 
 " '...:.łtf..dJJ:  ". - .. 
 
. "" . v,
'* :
"". 
A , 
, .:":4:. .:c, 
,
 
 
. j;--', 2't l1fl:
 , 


... 
ł.' 

 


"  
I ,! 


't. , ; 
',II' \ 
.....L .- 
"r .. 
, 

. 


zgotował 


.......
}.
 


.
.. 
.,. J"'" 
..... ',. I .-1(' 
.) , ".;'1' 
"'5.:.
 
. 
ł
 ,\..:.\
", 


.-... 


" 


I 
1.\ 


'. 



 
j, (., 
. \ 


. 


'..- \,- 


f,' .1 
'Ił,' . 


"". .
¥. 
, , ".: . 
, ' }, I 
\1\:" 
l 
\ 


" 



 


.. " 
I 


.,.. 
" 


f 


" 


. , 


" 


... 


\ 
. , 


. 
.. 


., 


:,. .. 


.
 
" . 
-. 


t- 


l' 


L."... 'ł' 
. .' 
, \
. :. 
 
: 1ł'\'
 · 
'.. ' "1 
.....: . 


" 
,"Ii', ... 


'.",' 


. , 


, , 


'
 


ł 


, 'f€ 



:.f '. 
... 
.'
 :
:;
: 
": 
I 
';f :" 'f!o
, 

 \.



.;.'.. 
 

 . ..t;

':
 ,!. 
"'
 '-"""

 ..... 
" . 
 ...
' y.

 L .... 
:Ił. ' . " -- '
.o. _, 


.. 


. ,.J 


Santuario Francescano di Greccio 


A ." 
: 


........ 
" ' 
 
,
W
.Jr' ,',: ( ,,;, 
.
 _ "..... .
-r 
 -.:- ,.-. JJ.._ -.' " 
o "_ , . . 
;:.: '".: _;.
.. "..' :.._' 
 ": ,."" _ " 
'ł' . -'\ _/ ",' 


,'" 
'\;. 


.::-..
 


.., 


1;;", 


. r-t 


"'.oj... , 


----

'
 
. -,
. .
 --41.':' 
.' ,+-- ,ł :i lO1"ł'
 
.,.:': :
 v.


'L. j 
'
.
l
i( - 

j .. t 
. .. 

. f
 


.; 
'-ł- 


....-i" .. L f{
 


\r 


'-" 
. 


.1 


... . . 
"
--; 


" 


., 


... . 


-- .''1 



 ';0 

\.) 


Santuario Francescano dcl Prescpio, Greccio (Ricti) 


:'r 


ktÓore przedziwne przynosiły łaski. 
Ozy czasem nie z tej tradycji wy- 
wodz
 się \\igi1ijne polskie siano 
pod obrusEm? 
ż/')bek. który biedaczyn:! F,ranci- 
szek zgotował we włoskim Greccio 
Dzi-eciąJtJku-biedaclzY'nie. tmwa od 
siedmiu wieków iako szopka, jako 
Boże teatrum, jako mod
itwa w 
drzewie lub glinie zaklęta. Nim 
otrLąśniesz pył z butów, szukaj te- 
dy. podTóżniku, który przybyłeś na 
włoską ziemię, z północy czy połud- 
nia, ze wschodu czy zachodu, szukaj 
śladu, który prowadz.i do małej wio- 
ski Greccio. Znaleźć go łatwo. W 
Rieti, 1I11lbilicus Italiae, 
rZYŻt1ją się 
podróżne szlaki. Z miasta leśna dro_ 
ga powiedzrie cię do zaw.ieszonego na 
skalę Saonctu:ui) deI Pr2sfp:o. Mni_ 


si przyjmą cię goscllnnie. Ciemnymi 
:schodami 'zejdzie"z do groty. Ujnzysz 
tam pod ottarzyki.em głruz wyżłobio- 
ny - FraonciS1Jkowy żłóbek. Wyku- 
tym w skale korytarzem trafisz do 
celi Biedaczyny, gdzie sypiał z gło_ 
wą na kami£miu opartą. A z okien- 
ka górnego klasztoru, który w.XIII 
p3mięta, ukaże ci się w błękic,ie za- 
wieszona wios'ka Grecc,io ze strzel.i- 
stą campani,llą, gd7Jie stał - poko- 
n3,ny dziś przez czas - zamek Jana 
Velity. 
Gdy odchod:vić będziesz w swoją 
drog"ę, sf.l'unie ci do nóg s,tauo Syino- 
gaI'lic. l wyda ci się, że za chwilę 
zj:łw
 s.ię w. cieniu krużEank_a pro- 
nue!1,lsty Ś
lęty, br z ptakami gwa- 
rzyc o cudz'le Bo
Juch Narodzj,n... 
.\leksandra Stypułkowsk:t. 


Jerzy PutralDent 


bieSlkie, chroipOWlalte od w.iatJru morze. 
A 
bem z tvudem głos zmobiilirz.Gwał, 
bł"WI 7Jmrurszczył: 
Ba.ł'dz.o dohrze! Po,ra byłQ koń- 
czyć z łamaniem prawor,ządności. 
;:o-ść na chw,i,lę wargi ścisnął, gInie- 
WInIe łYlpną.ł na Liehtm.e.ra, ale zaraz 
z.mliękł, rzucił: 
- O
zyrwiI.3rcie, oczywiście..... 
('Sltlr. 246-247) 
* * * 
po WineI,ta sprawa doszła po paru 
dmach. Wyiż,s.z;y fU11JkcjonarillJrSz .resor- 
bu, Grvdzicki, zgłosił się na TQ!ZiInO',wę. 
Już jego mima zwiaJSit,owała OOIŚ niedo- 
brego. 
- No? - od razu spYltał Wi.ner,t, 
cZlując paskudny p'rlLyipływ mieiPokQju. 
- P,rzykira sprawa, t.owarzyszu. 
PO'l'wano nam człOlWieka. 
- Gdzie? 
- W Zachod'l1im Bel'limie. 
- ,Po,rwlllllO? 
- Tak jest. 
- K,/.o to taki? Kurier? 
GI'Odzicki pokiwał głolWą. 
- Niestety, towa'l'zyszu. 
wiele pOlWaż.niejszy... 
- To znaczy? 
-- Lichtmer. 
Wimewt skamieniał. 
- A cO' on w ogóle 
Op'Diw,iadajcie po kolei. 
Grodzircki, bardz;} ZJllIes.za:ny, opo- 
wiedział. 
- ...Niecbooki s,tał godzi.nę. Potem 
Wlszedł do sk!!-apu. Po niemie
ku mówi 
balrdzo s.łabo, nie mógł się dogadac. 
Zaczęto na niego krzycq,eć. Zagroż.o- 
no policją. Wyszedł, z trudem dobrał 
się do swoich... 
- To z.nany lokal, te;). sk,leip? 
- Z opi.su Niechockiego wyinika- 
łoby, że nie... 
- A nie myślicie, że to co i.nnego? 
Grodzircki.emu stężała tlWarz. 
- że na.wiał? Niemoż,lilWe! Myśle- 
liśmyo tym. Ale,.. po pierWls.ze, z j.e- 
go pl'zeszł.o:ścią... 
- Cóż z tego? Właśnie ta przesz- 
łość I!1{)gła go pchnąć... bał się, zwła- 
sroz.a teI'az, p.o hecy z Berią. 
- Ni€rp.ralWdopodobne, towarzy- 
szu... Lichitner tak mocno wyrsbępował 
przecitw1kO' na:l1UJSlZaniIu prawolrz
d'l1oś- 
ci... całkowicie potępił Berię. 
Winert kręcił gł,ową. G'l',Odz.icki pa- 
tt
zył mu w oczy przejęty, ale 'Pewny 
swego,.. 
- Właśnie to gadamie Lichbnera... 
- ciąJg1nął Wi'llel't. - Ozy nie sądzi- 
cie, że,.. 
- Kiedy wł-aślnie os,taJtnio, dziesięć 
dni temu, z taką. siłą mówił o potrze- 
bie czUijności. Odciął się od t.'Ych DO 
się demobilizują. Nie, towar.z
.zu, 
daJe głowę... 
- NQ, patrzcie - powiedział Wi- 
nert, bez cienia UJŚmiechu. - Wy ią 
(la
ecie, a my, jakby, nie daj Boże, 


pnzyjmI,ujemy. WyJaśnijcie sprawę ; 
dajcie zlllać. 
Pl1zesrzło [Jó.ł I'Oku., ale Lichtmer jak- 
by pod ziemię się zapadł. Grodzickie- 
go naehodz,ił.a zRlpłakana LichitmerolWa. 
Pocies'zamo ją, j.a.k ty,tko moŹi11a. OrLrzy- 
nn
ła jego pensję. D,yskretm.(! l'(),Z- 
pozll1amie pobwierdlziło t)'llko pa.l1IUjącą. 
opimię, że mał,żeństwo WZO'1XJ'Wę. Ani o 
iIlim, ami o niej żadnych danych na te- 
mat poboc'zn
h związków. 
,WirIlJe!rl pa.rę razy nalegał na Gro- 
dzilckiegx o nowe próby wy jaśnieni 'l 

awy. Tamten twiel1dził, że Lich 
ner się nie warnie, że nie będzie da- 
\\Cał poufmyclh wiadomości. WiiJleł"t roz- 
ważał s,prawę z RadOll1ialkiem. By,ło 0- 
cz;yrwirSite, że wCZle
niejlSlZe parUJs.Ze:ni 
 
spralWy pl1Zez nich samYJCh dalWało u- 
,kireŚllone kOl1ZYŚCi. Ale ja'k to zrolbić. 
ŻepoiClWaH? A jeśli Ule:ielkł? Że uciekł'? 
A jeśli porwaH? W pierws.zym wy- 
'padku mroziło z,dezawuowanie, przy- 
kice i ośmi.esr:z.ające, plf'Zez samego 
Lichitnera. W dl'ugiiIn - no, czysto 
mo.ralna nielJ).r.zyjemJIlJość czynienia 
J{.tQŚ o łajd.a,ka z uczci,wego człowieka, może 
bohatera. Ten drugi wariant polity- 
CI:rmie był wygodniejszy, bo ry.zykOlW- 
niej.s.zy, ale też nieprlLyj.emny. 
Rarlooiak wyibrał trzeci wa.riant: 
tam ro.bił? poczelkać. Z'a tym w.arriamtem głos")wał 
,reso.rt. Nie byli na tyle pewni Lic,ht- 
me:ra, żeby godzić się na komunikat 
o po,l'IWaiIliu, byJ1i a kura t na tyle, żeb.y 
mie godzić się na komunikat o uciecz- 
ce". 
('Str. 318-320) 


* 


* 


* 


"W.imeI't l'o.zumiał oba.wy Radonia- 
ka, Rozu:miał jednak i to, 
e zwY1kłe 
'hwanie, wyozekiwanie, nie likwiduje 
żadnego niebezpieczeństwa, na od- 
wrót! każd,e pGwiększa. Nie c,wł się 
na sIłach pc'hnąc tamtego do działa- 
nia. Myślał, że... że gdyby coś się sta- 
ło, gdy'by jakieś wyJda.l1Z.enie rozbiło 
POZ011n:y s.I1olkój, te z.ew.nęt!l"zną. po- 
myśLność, wówczas moie łatwiej by 
ipOS
o tamtemu zdobyć się na ryizy- 
ko p,l'ZejŚrCia do nowej epoki. 
Chyba to jurż było p'rawie lato, gdy 
bomba wy1boohła. Wimert jak z.wY'kle, 
zaczy:nał dzień prac,y od p ' l1zegląda- 
'l1ia nasłulchów. Tego dnia sekreta-rka 
kłada.c je na s,tołe westchnęła i tknę- 
ła palcem w pieTWIs,zą stronicę. 
- 'l1u, towarzys:zu... - szepnęła. 
Była to wiad.omość, że do władz 
amery,kań-skich zgłosił się wysoki 
f,ul1Jkcjon8!l'illlJsz Bez'Pioozeństwa, puł- 
kQwnik LichiLner. J,świadc-zając, że 
zrywa z lro.ffi'wnizmem. Zarpowiadano, 
że poc,zyJI1ają.c od dnia j'lllt.rzejs.zego, 
rLaczną dawać jego zeznania... 
WezlWał Grodzickiego. Ten zjawił 
sIę, ŻÓłty, zestrurzały. Wiedział już w 
nocy. 
- Ponosze peł.na odpowiedzialność 


- zaczął. - Moja wima... 
- P.olwiedreie, co mamy robić z ty- 
mi waszymi sło.wami? 
- Dawałem głowę,.. 
- Idźcie sobie. 
G.rod
icki odszedł, powłćcząc lewą 
nogą. Win€l1t chodził chrwilę po po- 
,kioju, Ol.o ten kamień. kitóry stłu- 
oze wie
ką, }.ush.,zaJUą szybę. Tu jU1ż nie 
było wybo:l'u, wybó,r był tylrko w jed- 
mY'm: j.a.k na to rea.golWać? 
To, co s,ię ledwie szlkicowało na da- 
Jelkiom plaillie, teraz stanęło pr.zed nim. 
Zlmia.ny są. nieuchr.o.nne i bliskie. Je- 
go własna odpowiedzia1ność musi sta- 
lUj,ć terarz na p.QrządkJu dzi erIJJn:yil11. J e- 

z
ze nie wildJział całej jej rozciągło- 
SCI, wydawała mu się znaC1ZlIlie mniej- 
sza ni.ż to się niebawem okaże. 
T.elefOll1. Radoniak pros,ił go, żeb). 
zaszedł. 
,!"Hnął kHika v.okojów. Radoniak sie- 
dZiał nad kUPił białych i różowych 
kal1telUiszkÓIW 
-- Może byśmy jeo,nak... Wiesz, 
.że milałeś rację - pow:edział. - Mo- 
że bysmy jeszcze dz.iś, kOll1Junikat że 
zdroozieciki... ' 
- Już za późno --- powiedział Wi- 
mel1t. - Wszelki n8lSz komUlIlika.t tyl- 
Jw wyolbrzymi 
nacze.nie tej awantu- 
Ir,)'. 
- Więc co radz.i,sz'l - zawołał ze 
7JniecoieJ:}pliJWieniem Rado,niak. 
- NIc. V"( tej sprawie. 
- No, wles'Z... 
- ,Posłuchaj, ben łajdak będzie te- 
raz oplUIW.ał wszyJStko, co ty!-kQ W:- 

'zi.ał, słyiSzał, wywęszył. J€JSt to jego 
jedyna szansa. W,szelkie nasze oświ.!d- 
c.zenia w tym mO'mencie będą. dla nie- 
go ty.lko ręklamą. W tyim, co będ,zie 
mówił. nie wiSzySJbko będzie kłpm- 
sbwelIn. Na pelW1IlO będzie starał się 
'podziałać na wyobraźnię swoich słu- 
ch:acz'y w .kraju., opowiadając o I'z.e- 
czach ludz
om znM1
h i niedobry;:h. 
Myślę, ż;e J.edyi
a r
akCJja - to przy- 
s.plesz.eme Ich lIk.wldacji. 
- Ozego, miamiOwicie? 
-. To t:rzeba rOrzJWażyć. Między in- 
nym.! k
lecZd1QŚlCią jes.t jak najszy,b- 
SiZe p
'zYjr.z£iIlie sie resoł"to,wi łJ€zll!e- 
czeń'Stwa i usUlIlięcie wszys.tlkiego ka- 
'l"y\goomego, cO' się tam nag.r.omadoziło. 
Z pociągnięciem winl1ych do- odpowie- 
.uzi akl,O,
"Ci. 
- Wszystkich wi,nnych? 
- Ws.zyiStkilCh. 
Radoni.a:k s.pojlrzał na Wimel'ta i 
westchnął. Myślał długo. Wine,rt też 
milczał, patrzył pl
zez ok'Jlo. 
- N.o, dobrz.e - po.wiedział Rado- 
niak. - Pomyślimy. 
- Słuchaj! - zaniepokoił sie Wi- 
oI1Wt. - Tylko żeby nie 7,lWlekać! 
RadoniaJk nic nie odpowiedział, 
spojlrzał na WineI,ta i mocno uścis- 
nął mu rękę". 
(SltI'. 322-324)
>>>
Nr 1139, 28th Ja.nuary, 1968 


Kt.ś powi.edział o Marianie He- 
maorze, że t. nie jest osoba: to jest 
j'IlSlty\tucja. Ilnstyibucja, k,tóra ma roz- 
ma,ite deJpar1tamenty - poezj'i li,ry.cz- 
nej, SI3Jt)-!l'y, fras.zki. teatlru, kabare- 
tu a,rlyis.tyczmeg.o, p:Oisenki. Czy LQ 
wszys,tko? By;najl!11J!1iej. Jest jeszcze 
ślwiebn.a proza - eSlsay, klry1tyka li- 
telracka, re,pol1taż, fe.lieton. 
Wła'
II1ie przede wSlzyst,klim proza 
wypełnia osta.tni lom Hemara, świe- 
żo wydany przez Pols.:'ą Fundację 
Ku
turaLna w LondY'ni.e. Spora ta 
k.siąŻ1k'il (400 stro.n ścisłego druku) 
nosi ty,bul "A-W:I'ntul'y w roLLzim,:e" 
- za chwilę WlrÓCę do tego tytulu - 
a podltyrt:1UI1 charakleryzude dobl
ze 
za,t,r,zęsienie treśd i jej ładullJek po- 
lemic.zln)'. Oto o'n: "
siążki,, k,siązk,i, 
książki - Autorzy - PrzedB,
a'wie- 
lilia w teatl'ze - Przemówienia - 
Zagajenia - PDżegma,nia z przyja- 
ciólmi - WISpomnienia - No
a'tki - 
K,able z Ameryki - świstkj z pod:ró- 
ży (mianoJW:ic.ie z I.z'l'aeola) - Kłót- 
nie - Dąsy - Spory - PI'etensje - 
Przeprosiny. Przez 23 lat". 
Ten zbiór essayów, pisanych w cią- 
gu ćwierćwiecza, bo od r. 19,12, na- 
zwał Hemar "Aw3Intwrami", gdYŻ 
dominu
ą w nim - jak sie rzelkło - 
poJemiJd, i to ni,eraz wC3,le ostre. Ale 
dlacze
o "w rDdzimie"? Oto boje, ja- 
klie to'c:zy tein tlwa,l'dy i nieusrtęl?lilWY 
przedstaw.!ciel emi'gu-acji mepod,le- 
g-Łościowej, nie są w tej książce pra- 
wie nigdy walka. z ludźmi re'p,rezem- 
truuącymi komuU1Jil
tyczlną rzeczy1Wi- 

cość w BoIs.ce: Hemar ściera sie tu- 
taj z członkami tej samej rodzi,ny pi- 
S3!rzy n:epodległościowych, z kltó.ry- 
mi łą,czy g-o Wlslpó
na ideoJog-ia, ale 
dZli.ell
 pog.lądy Hterackie, artysJtycz- 
ne czy iil
ne. 
Za,ws,ze fascynuje mnie pierwszy 
tom plXZY pi,sarza, kitóry dotych- 
czas był zma,ny ja,ko 
wieJtny poet-a. 
Batińs.ki i Wierzyński pokazaJj, jak 
pięl\Jfie wy:nHd może dać taka meta- 
morfoza. Hemar powia.da o sohi.e, że 
jest urodzonym wierszo
letą, ale 
nieuroozoll1ynn plI'ozaikiem. Prozę u- 
waża zatl1Uidniej,szą od wiers'Za. Jest 


.ona - pi.s.ze - żywiołem ciekłym, 
,nieuchwyJ
nym. nieQpQll1ny:m, który 
aut.ra to niby niesie, to znosi, t. 
mu oczy zalewa. Oka,zuje Siię jednak, 
że opanował on i okieł.zał ten żywioł 
fenomelna,Lnie, wydawał-oby się - oez 
wyJsiJlku. A.! e ka,żdy, kit. paTa się 
choć 'tl'ochę pi sal'\stwem , wie dobrze, 
jlak pOlzorna jest ta łrulwość, jakiej 
pracy j
t owocem. Ję'zyk i styJ He- 
mara mają w sobie doj.rzałość, Śiwi.e- 
ż'ość, ce.łność, or)--.gima1ność, niena- 
widzą s:ł.t.ampy i frazesu, są bardzo 
po,l;:.kie. Bo poJSizczyzlna j to, co on 
na,zywa hig.ieną językową. leży mu 
szczegóLnie na sercu i nie szczędzi 
o,n niel:i,toś.ciwyiCh cięgów p,ilS.a, mom 
kJtÓorzy lekceważą doniosłe przy1ka- 
zamie: ,,'
.zallLu
 twa. mOlwę ojclzy- 
s.tą!". 
Co szczególmie podzilWiam u He- 
ma,ra, 
() jego umiejętność charak- 
terysltyJki ludzi, społeczeństw, kra- 
jów. W s.pOr}1m reportażu ze Sta- 
nów ZjelLnoozonych błyiSka migaw- 
k,owymi ,zdjęciami, skrÓ'tami w:ra, żeii 
któl'e składają sie na sugestywną 
syntezę ame,rykańskiiej rzec:zywis.to- 
ści. Ra.z olśni jakimś urzekającym 
obrazem, nI). Chicago widziamym w 
nocy z samolotu: .....nad cza,l,nym 
je'!:iot'em g'olrejące ogtllie jakby f,ręd.z- 
le bengals'kiic.h płomieni, polem, Jak 
okliem sięgmąć, jeden pers.kJi dywan 
Ultk::wy w kwadraty kolo.rowych 
świateł... Samolot, jak padyszach, 
s.tąjpał po tym widoku". '1':0 znowu 
zastalI1amia się nad ź,ródłam.i zj;rwi- 

ka. okireślanego b3!naLnie, ale wła- 
Śicirw.i.e tra fmri e, jako ,.pogoń za do- 
larem". Wy.ni'ka ona, jeg-o zdaniem, 
z ciąg-łej pokusy, jaką budzą w lu- 
olziach bogactwa, widocJ'me choćby na 
wy.s.lawach skIepowych. Kult d-ola.ra 
jest pcmadto ku1tem energ-H, pracy, 
dziel ności, z.do1ności, ktÓire wy.rażają 
si,ę w rezuLtacie £imalJlso.wym. Rów- 
nie plastyczna i w.ni'kiliwa jetSit ch
- 
ralkitel"yiSltylm s.połe-czeńJs,t,wa i życia 
w I'Ziraelu, dokąd Hemar pojechał na 
wySltępy. Uderzyło mnie zwłaszcza 
zestamienie tego starego a tak mło- 
dego w swym dynamiizmie narodu z 


NA ANTENIE (WIAOOM
CI) 


Hemarowe 


awantury 
rodzinne 


dzisiejszą Amglją, be:ł.pieom1ą i jakż
 
w porównaniu z tamtym kJrajem sb- 
ty.cm1ą. Hemar, Wlielki anglofil, ma- 
Luje jej mi,gawlkowy obraz z realir:- 
mem, nie poz,bruwi,onym odcienia hu- 
nl0rU. 
A teraz syilwelki lud!Z,kie. W z['u- 
sza Ipięklny s.zkic o Lecholll
u. napi- 
sany P(}(J w.rażeniem tragicznej 
śmierci poety. A
e prawdziwie mi- 
SDl,zowska jeSJt charakterystyka Ju- 
Liana TUW1ima. Nie łrutwo chyba by- 
ło Hemarowi oddziel:ć jasne farby 
od ci'emnY'ch, kiedy malował pOl,tret 
sweg'o przedwojen.nego p.rzyjac.iela. 
..Ge.nj.usz Twwima - pisze - był 
ni€IPomiel1nie więkiszy niż jego cha- 
ra,kiter. I'nny był malteriał jego ge- 
niuszu, inny - chrurakiteru". On, kitó- 
ry był prz,ed ostatnią woj.ną entu- 
zjastą P.iłiSUldski ego , na,zwał go - 
gdy sam poIWIrócił do kraju - "le- 
g-ionerskim upiorem" i stał s.ię 
pOE/tą reżym1U w jego najgorszym 
okres.ie. ..TlUwim - powiada He- 
malI' - u.marł w chwili, gdy wstą- 
pił na s.tatek wiozący go na bieru- 
tową służbę... Jest coś straszliweglJ, 
coś okl'utnego w tym samobój'Sltwie 
I1kwra".... A jednak poe.zja Twwi- 
ma nie zab"aci nigdy swego olśmie- 
wającego blasku. 
Ośrodrk,ami za.intaresowail1;ia He- 
mara są oc.zy.wiśoie lilterrutwra i 
ie3!tr. POg1lądy jego, nieraz konbro- 
wel1Syjt1e, są jednak zalW1sze oparte 
na oolidnej wiedzy, wynies.ionej naj- 
pie,rw z dobrego g.imnazjum gali- 
c yj,skieg-o , które wspomima ze w.zru- 


szeniem i wdzięcm1ością, a potem u- 
mmmtowanej studiami. lJis.obi.ście 

wY'kile si
 z Hemarem z.ga.dzam, 
choć wiele jego sądów spoty'ka się 
ze ISIpl,zeciwami. OlLpowiada mi np. 
jego krytY'ka "Wyzwolem.ia" Wy- 
spi'ańskiieS!:OJ gdzie wśród bezmiarÓIW 
rezonerstwa zieleni sit' wiłaoici,wie je- 
dy,na oaza w scenie z Hestią. Ka,pi- 
talne j-PJst ujęcie istoty "Tanga" 
Mrożka ja,ko "odw,rócenie mitu Te- 
zeus.za. Mory sz.uka z powrotem d1X- 
gi do labiryn,tu, którego zdradziła 
krioona i kitóry g
ni.e s.brwtowany 
Ipn'ze.z M
lI1o,taura". 
Alle może najrważniej.sze jest zde- 
maSlkowanie oniocości i zakłalllaJnia 
Ł..zw. nowoczes'nej poezj,i, kitóra ze 
sWyim be:ł.sensownym pustosłowiem 
,nie jes.t ni,czym nowym. Hemar słusz- 
nie ws'kazuJe, że to, co dzisiaj nie- 
któ.rym ,zastraszonym kryitykorm i 
slnobPm w)-'daje się ..awangardą", 
sz,b1.;Jrmowało do nas 45 lat temu iden- 
tYX:Zinie takie samo. Gdyby nie Ska- 
mamdryoci - poiw.iada - wtedy "za- 
lałoby na.s zas.tałe bag:no przy,bosio- 
wego peipel'Y:ł.mu, otej okropnej łż
- 
poezji "nielromum
katywnej", kitór,ł 
dziś jeszoze przeżuwa i mlaszcze 
paokę 50 lat temu przeżutą i wyplu- 
tą li woiąż wmM\'lia sobie... że jest 
jaikąś, poża.l sie BoŻ'!!, "awangardą". 
"ży!jemy - pisze gdzie i.ndziej - 
!.Od s7Jtand3!rem poezji "niekomuni- 
ka,tY'WiIlej", t. :ł.naczy takiej, która 
,nie maj/ic nic do Z3Jkomuni'kowania, 
mic nie znaczy". I WlrBSZlCie kOillkb- 
z.ja: "Anarchia w s.ztuce li poezji... 


KISIEL 


JJr llUmerze list01Jadowym amery- 
kal'lRkiego miewięcznika ,,!nte1'play 
of Europealt/Ame/ican Affairs" 
ukazał się artykuł Stefana Kisie- 
łell Rkiego poddający kl'ytycznej ona- 
li::ie cele i skutki wizyty gene1"ala 
de Gau/.le'a w Polsce. 
Stefan Kisielewski, ;:n
ny felieto- 
nista, pisuje sta.le w k1"akowskim 
"Tygodniku Powszechnym". Ostatnio 
co/'az c.zęśC'iei zda1"zaj:; się konfiska- 
ty jego artykvlfJw dokmlywane lJ1'zez 
cenzv /"ę. 
Jliesięc.znik "lnte/"]}lay" zajmuje 
się problemami współzaleino.rl i mię- 
dzy Stanami Zjed,wc:onY1lli i kra- 
jami europejskImi. ()głu:;zil IV nim 
xwe artykuły sze1'eg c:olowych P!.- 
lityków i publicllslów amayk,-ń- 
skich i europejskich. Redakcja vmie- 
ściła na.zwisko Kisielewskiego ma 
l,ie'/"1lJszY11l 'miejscu !IV spisie autorów 
"wego numeru list01Jadowego. 
Podajemy pelny tekst artyk1tłu 
Stefana Ki.
ielewskiego 1(1 ,,!nter- 
play" /I" 1J/"zekładzi, z U-Itgiels/.iego. 
"Wrześniowa wizyta generata de 
Gaulle'a w Polsce pociągmęŁa za so- 
oą lawi.nę komentml"zy. Lecz aoni uży- 
cie górnolotnych słów. ani optymi- 
styczny ton oficjaLnych komunika- 
tów nie mog.ły przyslonić faktu, że 
- jak to było zre1sztą do pl
zewi- 
dzenia -- korzy
i poMycZlne wyni- 
kające z tej w
zyty były żałośnie 
małe. 
"N.ie ulega wątpliwości, że wizy- 
ta miał.a także swe dobre strony, 
głównie pod wZ@i;\lIem prestitZOiWym 
a także z punktu wklrz;enia trady- 
cyjnie uczuci
ego oraz kultura
ego 
i a,rtystycznego. Mogła się też przy- 
czyrnić do ożyw
enia, dotychczas 
niezbyt ożywionych stosunków han- 
dlowyiCh między obydwoma krajami. 
Lecz gdy chod!Li o r6ZIUltaty kon- 
klret.ne, takie co by naprawdę mo- 
gły wywrzeć wpływ na układ sto- 
sunków międzynarodowych, w
zycie 
prezydenta Francji nie można przy- 
pisać zaslug1i spowodowania jakiich- 
kolwiek zmian czy to w d2Jiedzinie 
faktów, czy też w dziedzinie psycho- 
ło
iiC'm1ej, Obie s.trony,zarowalo go- 
śete jak i gospodarze, ograniczyły 
się do ponownego określenia zajmo- 
wanych przez s.iebie stanowisk. Z 
tym że generał de Gaulle stonował 
sWą dobrze znaną tezę o niemoŻTIo- 
śei zaakceptowania faktu podziału 
Niemiec, po to by móc po
ozYć wy- 
l"aź,ny nacisk na trwałość gramicy na 
Odrze i Nysie. 
. "Zagadnienie tej g1ranjcy, które 
Jest dla Polski sprawą największe- 
g.o znaczenia, Spil"RWą życia i śmier- 
CI, zostało niewąt;p1iwie wykorzy.sta- 
n.e przez prezydenta Francji w cza- 
Sie jego wizyty w Polsce, chociaż o 
Odrze i Nysie nie było mowy w kolfi- 
COwym komunikacie. Jeś!t nie Wy- 
wol'alo to spodziewanego entuzjaz- 
m'ł;l, to tylko dlatego, że zarówno 
?flCja1ne czynnillci w Warszawie jak 
I całe społeczeństwo polskie zdaje 
sobie doskornale sprawI.:. że udzie- 
lenie gwarancji granicy na Odrze i 
Nysie przez Francję nie jest wcale 
wydarzeniem o naprawdę doniosłym 
Zlnaczeniu. 
k "W toku hustori,i Framcja w,ielo- 
rotnie składała rozmaite oświad- 
czenia propolskie, dyktowane naj- 
częściej p.r
ez f,rancuską rację sta- 
nu, które to oświadcze:nia - jak 
cZas później wykazał - mialy zna- 
CZeni
 czyst. retoryczne. Wykazał 
to zresztą Andre Fontai.ne w' arty- 
kUle ..Francja i Po1sk3" ogłoszonym 
w "Le Monde". 
"Tym razem oświadczenia pro- 
Polskie mogły być skutkiem wzra- 
stającej izolacji politycznej Francji 
w stosunku do jej tradycyjnych 

P
ymierzeńców, przede wszystkim 

as Stanów Zjednoczonych. 
. "Prawda polega na tym, że dzi- 

Iaj . każdy człowiek w Polsce, obo- 
Jętme czy jest to człowiek z uli- 
cy, C
y też człowiek stojący na 
!;zczycle, wie bardzo dobrze, iż gdy- 
by doszło kiedykolwiek do ostatecz- 
nego formalnego u2ma.nia granicy 
przez Zachód, decydujące będzie 
stanowisko Stanów Zjednoczonych. 

atomias.t każde stanoWlisko, jakie 
ł y zajęły Niemcy Zachod,nie, mia- 
.ob y tylko znaczenie teoreiycZine, a 


', Zp względu na istnienie Niemiec 
yyschodnich. 
:,WYdaje się więc, że uznając pol- 
s
le granice zachodnie Francja roz- 
g11 YW.a kartę atutową, której w rze- 
kZYWIstości nie pos:iada w swym rę- 
. u wskutrK wzras.tającej własnej 
Ilzolacji politycznej od reszty Zacho_ 
l u. Izolacja F,ralJ1cji, choć nie 


o 


DE 


G A U L LE 


wspomniano o niej wyraźnie ani razu, 
wycisnęła jednak piętno na ogólnym 
nastroju i przebiegu wizyty prezy- 
denta Francj,i w Polsce, nadaJąc jej 
cechy dwuznaczne i powodując nie_ 
?orozum.ienia. Bo przeciętny oby- 
wabl witał w osobie generała de 
Gaulle'a pnede wszystkim przedsta- 
wiciela Zachodu z k!tórym Polska 
zachowuje mocn
 uczuciowe więzy, 
pomimo swego politycznego związa- 
nia z blokiem wschodnim. Dalej - 
witano de Gaulle'a jako symbol 
Wolnej Francjli, jako współtowarzy- 
sza walki o wolność w dl"Ugiej woj- 
nie światowej, i wreszcie jako swe- 
go rodzaju wspomnienie mtnionych 
dni, wspomnienie epoki marszałka 
Focha i P.iłsudskiego. 
.,Natomiast właściwy charakttl" 
celów politycznych de Gaulle'a, 
szczególnie w ich najnowszej fa2lie, 
-odkąd de Gaulle z.aczął się przeciw- 
s,tawiać głównemu nurtowI op.inii 
zachodniej, je"t w większym lub 
mniejszym stopniu nieznany spoŁe- 
czeństwu polskiemu. Gdyby zaś byl 
znany, nie doczekałby się aprobaty. 
Bez wzg-lędu na stanowi
ko zajmo- 
wane przez rząd, Polacy zawsze 
byli i są do dziś. tradycyjnie pl'O_ 
amerykańscy". 
"Są po temu rozne przyczyny 
historyczne. Długotrwały naplyw 
emigrantów Polaków do Am€!lryki. 
dzięki czemu Stany Zjednoczone 
mają dziś 6 milionów obywateli po- 
chodz€'nia polskiego. Stanowi:sko 
propolskie, Jakie zajął prezydent 
\Vilson w swym sławnym T.rzyna- 
stym Punkcie dotyczącym niepod- 
ległości pols.ki. Program pomoCy dla 
Polski, podjęty przez pl'€zydeJ1ta 
Hoovera. I wreszcie nasze Pl"'Zymie- 
l"'Ze wojskowe w czas,ie ostartmiej 
wojny światowej. Głęboko zakorze- 
niony wśród wszystkich grup spo- 
lecI/mych w Polsce proamerykanizm 
Zinalaz.ł spontanicwy wy.raz w en- 
tuzjazmie, z jakim powitano w pol- 
SCe generała E-isenhowera w r. 1946, 
a. póŻTIiej gdy witano Richarda 
NIxona i Roberta Kennedy'ego. Te 
ma.nifestacje p'rzyjaźni powinny by- 
ły dostarczyć duw pożywki. myślo- 
wej naszym sferom kierowmiczym. 
Le.:::.z u podstaw zaufania, jakim 
Polska darzy Ame
'ykę, leży coś wię- 
cej niż tylko 
ględy uczuciowe i 
tradycja. Także 7;imna ana\i.za ukła- 
du sił międzynarodowych wytworzy- 
ła w Polsce przekonanie, że kluczem 
d? ostatec?Jnego rozwiązania zagad- 
nień europejskich dyiSponuJą dwa 
supermocarstwa, to jest Związek 
Sowiecki i Stany Zjednoczone. PoI- 
ska jt'st przekonana, że przyszły 
kształt polityczny jej części świata 
załeży od układu stosunków między 
tymi dwoma krajami, podczas gdy 
kraje takie jak F,rancja, zwłaszcza 
w ozisiejszej erze atomowej, są w 
maJlep's.zym razie drugorzędnymi 
partnerami. 
"Pomysł usunięcia wpływów ame- 
rykańskich z Europy nie mOże li- 
c;Zyć . na populalrność. zwłasq;cza po 
dośWiadczeniach dwóCh wojen świa- 
towych, które wykazały. że Europa 
pozostawiona sama sobie i podzie- 
lona na l11iTIóstwo oddzielnych "oj- 
czyzn", staje się łatwo lęgow,iskiem 
najbardziej przerażających konflik- 
tów i kalt3!kili
mów, jakie zna hi- 
storia ludzkości. 
"Z tych względów pomysł likwi- 
dacj
 obu przeciwnych sobie obo- 
zów i powrotu do pluraListycznego 
układu pDlitycznego wydaje się za- 
.przeczeniem lekcJi OI3tatmiej woj. 
ny światowej i, mów,iąc og-ólnie, dia- 
lektycznego rozwoju procesów hi- 
storycznych. Odwu,dzając Wars.za- 
wę! stolicę klI'aju, któJry nie ma 
am możności ani ochoty opuszczenia 
swego blołku pa'ńs,tw - jest nim w 
w wy,padku Polski blok wschodni _ 
generał de Gaulle mus,iał na pewno 
to wsz¥stko zr
z.umieć i dlatego po- 
stamowlł ogramczyć antyamerykań- 
skiie akcenty w swych oświadcze- 
niach wygłaszanych w Polsce do 0- 
g-óa'nikowe,go potępien:a wojny w 
Wietnamie. 
"Wysiłki zmjerzające do wywoła- 
nia oporu pr
ilWlko podziałowi 
świa,ta a zwłaszcza Europy na dwa 
bloki powstałe wskutek dl):ugiej 
wojny światowej nie wydają się 
realne, gdy się na nie patrzy z 
Wm,szawy. Hasło "Eu,ropa od At- 
lantyku po Ural" widmane z War- 
szawy zakrawa na pobożne życzenie, 
osiągalne tylko w bardzo ograni- 
czonym zakresie. może w dziedz.i. 
nie międzymvrodowej wymiJany han- 
dlowej. Francja jest zbyt słaba, zbyt 
odosobniona, by móc być szermil'- 


rzem ,.Europy ojczyzn". Odosobnie- 
nie, w jakim pozostaje. pozbawia 
Francję możliwości wywiemnia sku- 
tecznego wpływu na politykę wiel- 
kich mocarstw. D:ł.iękl temu poJ.i- 
tyczna działalność Francji nabiera 
oharakteru dziatalności wyłącznie 
indywidualistycznej i nacjonalistycz- 
nej. 
"Nawia
em mówiąc jest rzeczą 
ciekawą, że nacjonaHzm służy dp 
Gaulle'owi jako podstawa poSzuki- 
wania wspólnego języka z Krajami 
socjalistycZll1ego Wsch_du, gdzie w 
chwiii obecnej ideOlogia indywidua- 
HstycZlna znajduje zdecydowane 
pop'amie. Natomiast Zachód posłu- 
guje się językiem zbudowanym na 
terminologii uniwersalistycznej i 
t
chnokratycznej. Lecz samo posłu- 
giwanie się pokrewną frazeologią 
nie prowadzi uu naroltzi.n ja
.no o- 
kreślonych koncepcji poLitycznych. 
B.Q w ostatecznym obmchunku puii- 
ty
ę wY:ł.naczają warunki geopoli- 
tyc2Jne, a Francja, czy sobie tego 
życzy, czy nie życzy, należ)" c:ągle 
do świata zachodniego i mieści się 
w jego slrukturze g05podarczej ł 
kulturalnej. A na to jaki jest kształt 
tej struktury wywie.m wpływ Ame- 
ryka. 
,.Zdaje się więc, ŻP w czasie swe- 
pobytu w WaT
zawLe generał de 
Gaulle niechcący wykazał jałowość 
swej poł.:ILy:ki, zmierz:Ijącej uO pae. 
ciwstawienia się realiom świata po_ 
wojennego, z podz,ialem na bloki i 
strefy wplywów. Podz:al Niemiec 
Jest symbolem ugruntowywania 
ię 
I trwał:ści powojennej rzecJ:ywi-toś- 
ci politycznej. Podziat ten genuał 
de Gaulle od.rzuca w teorii. Nie- 
mniej wszyst,ko wskazuje. że podział 
ten się utrzyma. zwlaJszcza wobec 0- 
czywisteg-o "cudu gospoda.rczego" 
jaki s,ię Gbecnie dokunuje w N,iem- 
czech Wschodnich, Nie ulega też 
wą.Łpliwości że postęp gO'3p0Ja,:
zy 
Nieml
c Wschodnich wiąże się ze 
s.tahil
cją ich ośrodków technicz- 
nych i zawodowych OSi:.:'gl.1i
 
 \\'3ku. 
lek ich całkowitej i'zolacji od Zachod- 
nilgo Berlina i Niemiec Zachodnich. 
,.Warszawskie rozmowy de Gaulle'a 
mogłyby p.rzyczynić się do ewolu- 
cyj'nej zmiany sytuacj,i, lub pr.zyn:łj- 
mniej wpłynąć na zml'anę kiel unku 
myślenia politycznego po naszej 
stronie, gdyby generał de Gaulle zdo- 
łał. wytłumaczyć ,kie:rownictwu pol- 
skiemu. że zagadml,me uz.nania przez 
Zachód gramicy na Odrze i Nysie 
i zagadnienie uzn.lllia is.menia 
dwóch suwerennych państw niemiec_ 
kich należą do dwóch zupełnie róż- 
nych i nie związanych ze sobą kwe- 
&liii. Nie powil1J1o się ich ze sobą 
łączyć i to nalWet w WYIP0'\\ le'.:,z:a.Jł 
propagandowych. W i!slt.ocie rzeczy 
stawianie znaku równania między 
tymi dwoma zagadnieniami jest o- 
becnie głóWlnym czynnikiem wzmac- 
niającym powojenny podział Euro- 
py. 
"Na Zachodzie panuje p.rzekona_ 
nie, że Pl'zyczy,ny odwlekania for- 
malnego uznania 
ranicy na Odrze 
i Nysie przez mocarstwa zachodnie 
należy szukać w of'icjalnej polity- 
ce (Europy Wschcd
iej) gdyż łą- 
ezy ona sprawę g'ramcy na Odrze i 
Nysie i uZ'Ilan
e Niemiec Wschod- 
nich w jedno zagadnienie. Z dru- 
giej znowu strony w Polsce p::mu- 
je przekonacie, że uznanie naszych 
gramic zachodnich przez Niemcy 
Zachodnie i Stany Zjednoczone by- 
łoby najlepszym sposobem automa- 
tycznego ustawienia Polski na no- 
wych pozycjach w układzie m.iędzy- 
narodowym. Ponieważ jednak Za- 
chód nie zdradza ochoty, by grani- 
cę tę uZll1ać, a kierownictwo w Pol- 
sce nie chce poddać n'wizji swej te- 
'zy o orga,nilCznynn J:wiązku między 
uznaniem Niemiec Wschodnich i u- 
znaniem gran
cy na Odrze i Nysie 
- powstaje błędne koło, Wytwarza 
się impas, który pociąga za sobą pa- 
raliż poLitycznej scemy £uropeJsklej. 
"Ten stan m:eczy nie bud:ł.i wą- 
tpliwości. Zdaje się nawet, że dwa 
głównie mocanSltlwa, Związek So- 
wiecki i Stany ZjednoCzone ten stan 
rzecr:zy pOlpo:e'rają, 
dyż dzięki nie- 
mu naj,ba,rdziej zapalne punkty 
przenoszą się do i'l1mych części świa- 
ta: na Bliski Wschód i do Wiet. 
namu. 
"Można było wynagrooZJić nie- 
trudny do przewidzenia brak nama- 
caLnych rezultatów politycz.nych wi- 
zyty de Gaulle'a w Polsce, gdyby w 
czasie jej trwania nastąpiło tak bar- 
dILo pożądame ujawrnie'l1ie dualizmu i 
konfliktu, który stanOwi ceChę cha- 
raktpl'ystyczną pnłlY.ll'nia pDlski. To 


, 


U 


znaczy gdyby nastąpiło ujawnienie 
islnienid tycn czynn!ków, które się 
skłaaaJ:J. na wYJ4'JKO....u u"..Ui"..! 
l'olę Polski na tym kluczowym te- 
l'eme lUl'opejskiim. P'olska - kraj 
u glęboklch tradycjach katolicklL:h, 
a Jednak rządwny przez mal"ksl- 
stów, jest jedynym Krajem wśród 
"demokracji socjahstycznych" po- 
siadającym realną OplJzycję pOli- 
tyczną. Uoieleśnia s,ię ona w o
obie 
i w dynamicwej działalności kar- 
dy:nala Stefana Wyszyńskilgo. 
1- aWL, że nie lloszło UD oJ:LCja
n.\'cn 
rO:ł.mów między kardynałem Wy- 
szyńskim i generałem de Gaulle'em 
zllaje się dowodZJić, że de Gaulle nie 
miał zamia.ru skot'zY'stać z otwar- 
tych dla niego drzwi, przez które 
mógł dotrzeć do rdzenia problemu 
polskiego. Nie chciał z tych drzwi 
Skol"'Zystać, pomimo braku bardziej 
konkretnych politycz,nych możliwoś- 
ci. Być może chciał pozostać wierny 
swej wlasnej niepisanej, choć doo- 
rze znanej regule, że w krajach 
wschodnich de Gaulle rozmawia tyl- 
ko z kierownictwem, podczas gdy 
na Zachod:ł.ie rozmawid ze społe- 
czeństwtom. czego przykł.\(lem by ta 
Kandda. 
"Tr'ullno więc dopatrzeć o;ię ja- 
kiich
ol",liek praktyoonych rezulta- 
tów tej wizyty ta.k przeładowanej 
paradoksami. 
"Każdy ją widział w innym świet- 
le. Spoleczeństwo polskie witało ge- 
nerała jako klasycw.ego prz.edstawi- 
ciela Zachodu, me zdając sobie spra- 
wy, żę- ten przedstawloiel był jak 
najba,rdziej nieklasyczny, był nle- 
typowy właśnie z powodu swych 
nieporozumień z Zacnodem. Z lIru- 
giej strony pols
e kierownictwo w i - 
dzialo w generale pożądanego wspól- 
nika i sprzymierzeńca przec,iw t.zw. 
"impe,rializmow:i amerykańskiemu '. 
Może zaurważyło uno w czasie krol- 
kich odpływow powitalnej euforii, 
że ten SiprzYJ11ierzeniec dY3ponuje 
bardzo ogramczonymi mri;1iwościa- 
mi. W istocie rzeczy zależy on ciąg- 
le w se.nsie materialnym od Amery- 
kanów, przec1wko którym się zbun- 
tował. Moralnie też nie jest caŁkowi- 
cie niezaleŻTIy, ponieważ tylko dzię. 
ki Anglosasom udało mu się oca- 
l-ić skoł"ę swojej Francji w czasie 
wojny. 
"A jakież myśii krąży'ły w glowie 
samego de Gaulle'a gdy zetknął się 
ze skomplikowanymi, duchowo i 
politycznie. problemami nal'odu, 
który poznał przed bez mala pięć- 
dziesięciu laty w całkowicie od- 
miennej sytuacji? W ówczas, w r. 
1920, toczyła Się wojna z "czerwo- 
ną" Rosją. Czy pre.zydent Francj.l, 
dotiknąwszy zagmatwanEj rLeczyw l - 
sto
ci d.zisiejszej Polski, zroJ:umiat, 
jak mało może Francja ofiarować 
Polakom w tej sytuacji? Czy zrozu- 
miał że ani on ani Fl'::liTIcja nie po- 
siad
ją dostatooZJ1ych sił na to, by 
na,rzucić przywódcom pod:ł.:elonej 
Europy koncepcję poli.tyki "lrl.lciej 
siły"? 
"Któż może wiedzieć, co generał 
myślał, któż może wil.dzieć ill' nie- 
powodzeń zapisał z góry !la 
łasny 
rachunek? KtÓŻ może wiedzieć do 
jakiego stopnia jego rozjazdy mię- 
dzypr.ńJstwowe mają stużyć celom 
wychowawczym, obliczonym na wy- 
wołanie skutków w świecie, który 
ma dopiero jutr9 się wyłonić, za- 
miast służyć celom natychmiast o- 
siągalnym. Jako prawdz.iwy pol.ityk, 
a prawdziwy poLityk znaczy tyle co 
g.l'acz - generał de Gaulle nie pl'zy- 

rraje się do niepowodzeń, a plrzy- 
najmniej o nich nie mówi. Jako ra- 
S;)wy polityk nigdy me wypowiada 
całej swojej myśli. Być może, że na- 
wet samemu sobie ws.zystkiego nie 
mówi. Trudno jednak budować da- 
lekosiężną, racjonalną politykę na 
zagadkowym zachowaniu się Sfink- 
sa i na urzekaniu się pomyiSłami, 
które nie mają żadnego oparcia w 
konklretnych morź.!:wośÓach. A w a- 
śnie składników konkrel:mych możli- 
wo
i nie można się było doszukać 
poza zasłoną pięknych uczruć, ge- 
stów i przemówień. Stąd płynie l'QZ- 
cza,rowanie, którym wjzyta de 
Gaulle'a wszY1sbkJich obdzrieWa. Roz- 
czarowan,ie to odczuwają naj mocniej 
ci, którzy - tak jak autor tych 
słów - wierzą w ważną, me.liator- 
ską i syntetyzującą rolę Polski, tego 
;zczególnego i .,niety,powego" kra- 
ju, położonego na historycznym 
skrzyżowaniu Wschodu i Zachodu w 
Europie". 


Ster an l\.i s ielew4i 
(pI'zełożył I'.twt'ł Z.tremba). 


Jest ra.jem dla beztalenc.ia i gnCo- 
mańs.twa' . 
Drugim s.chol'zeniem współczes.neJ 
bteratury po,l!wiej jest :ł.wulgaryzo- 
wallie jej słow,niotwa. Hemar, odda- 
jąc Slprawiedliwość talento\\
i Hła- 
s.ki i Guzego, s,twi, erdza że otwiera- 
ją oni szeroko uI'zWli chamstwu i .le 
za ich pl'lzyikładem idą pisaJl"'Ze n
ż- 
szej klasy. W rezuLtacie, co wczo- 
raJ było przYIW,i,lejem talentu. jutro 
będzie bezpramiem grafomana. 
Nie trzeba przY'pominać, .le w:,r- 
buoz-eria słowa była zawsze jedną z 
g-łÓWlnyiCh atrak.cji pióra Hem:łlra. 
Łączy si'e z nią ws.paniały dowo
p, 
nieraz arcyizłośliwy. Sam pisze w sło- 
wie w.!tępnym, że w docinka,ch stara 
się być dŻB!lltelmenem, według detii- 
n i cj,i , Iktóra powiada, że dże.nteLmen 
nikomu nie robi przykJrośd nieumYŚll- 
,nie. OmawiaJąc np. kisiąŻ1kę Ka'rob 
Zbyszew!kiego, zauważa, że ona już 
na pierWlSlzy rZUlt oka pnzyrpomi,n:ł 
autora, bo pod pas.kudną okładką 
kryje prawdziwe s.karby... To m10- 
wu wSlpomi,na, jak w czasie wystę- 


w 


a 


v 


pów w Izraelu Włada Majew$ka do- 
stała tr-zy Plxpozycje małżeńskie, z 
których dwie przyjęła a co do brze- 
ciej je\SiZrCIze się waha. Albo taka 
s':ł.piloo:uka, czy ,raClzej duża s.zpi,la: 

a ja'k
mś w.iecwrze literackim' w 
Londyinie wy.s,tępował pewien pi- 
S:lII1Z, mówi.ą.cy z namaszczeniem i 
brurdzo powoli. W połowie każdeg-o 
zdalnia - powiada Hemar - cała 
publ,iczność wie już, jaki będzie ko- 
niec i s.ens, jak piesek na spacerze 


wybieg-a 
przód, wy\przedz.a mowcę 
o Pll!ę m
nli!t, czeka na niego i og.lą- 
da Się za n!m, ale on, niepl1zyJl1ag-Io- 
ny, noga za nogą, nadąża za s.łucha- 
o
am.i, Z3!wsze z tyłu, ZiMnie po zda- 
niu... 
SÓ! rubty.cka przy;prawia suto książ- 
k
 Hem3!ra, kitóra pozos.tanie arcy- 
ciekawym dokumentem, utrwalajq- 
cym rÓŻone as.pekJty życia Icu
buralne- 
go emigracji. 


Ignacy Wieniewski. 



' 
,: 
 
.. 
, 
\ '" 
!--. i 
( 
, ...... 
-.. --:"'
 
- - 
.... 
\ 


\ 
:\Iarian Ilemar wYl!łasza do Kmju "wój coty/;!odniowy wier"l: 
o;atyryczny w studio łondyńskim Radia Wolna Europa 


s 


z 


Dla clI'. C:rxława S:'o/ma 
Dziś, w piątek, w dniu 8 grudnia, 
Piszę te słowa. W tej chwili 
Nadawali przez radio 
Komunikat. Mówili - 


Z zapartym tchem sluchalem 
7e on jest jeszcze przy życiu. 
I caly ś
htt sluchał ze mn4. 
Przysluchiwal się biciu 


Jt'go serca - miarowo, 
Spokojnym tętnem bije 
I z każdą godziną rośnie 
Szansa, że on wyżyje 


I już mu pozwolili 
Na chwilę, przez szybę szklanq 
Uśmiechnąć się do żon)' 
I nawet dzisiaj rano 


Mikrofon mu podsunęli, 
Powiedzial, że się czuje 
Bardzo dobrze - i wszystkim 
Z calego serca dziękuje. 


A tydzień temu umierał. 
Byl stygnący i siny, 
A teraz w piersi mu bije 
Serce umarłej dziewczyn) 


I ono mu rumieńce 
Przywrócilo na licach 
I na wargach uśmiechy 
I blask nadziei w źrenicach 
. . 
żyjemy w okresie przemian 
Które swoim rozmachem 
Przejmują nas podziwem 
I dumą i przestrachem. 


Wczoraj jeszcze fantazja 
Poila się skrzydlata 
Podróżą w "osiemdziesiąt 
Dni ..aokolo świata", 


Wczoraj jeszcze - a może 
To by
o ubiegłej środy? 
Przyszli na Jagiellońskq 
I rozpinali prze
ody 


Elektryczne po ścianach 
O, boski wynalazku! 
I nagle caly pokój 
Stanąl w jaskrawym blasku, 


Gdy pierwiZy raz zablysla 
Węglowa, rozjarzona 
Dwudziestopięci oświt'cowa 
Żarówka Edisona! 


A dziś dumam - od kiedy, 
Od jakiego odkrycia 
Jakiej Ameryki nowej, 
Od jakiego przeżycia. 


Od jakiego Kolumba 
W Golfstromie stratosfery. 
Będziecie kiedyś liczyli 
Początt'k Nowej Ery? 


Co będzie tą rewelacją 
W mikro- czy w teleskopie 
Co zmieni bie
 Historii? 
Już wiem. Już jestem na tropie. 


Dziś serce mlodej dziewczyny 
Genialny chirurg przeszczepi 
Staremu umarlakowi, 
A jutro - jeszcze lepiej, 


A jutro pacjentowi 
Zaloży sztuczne serce, 
Protezę serca, zrobioną 
W najłonie i gutaperce, 


Z napędem elektronowym. 
Z niklową czy plastYClną 
Komorą i zastawką 
I pompką mechanicmą, 


Podlączy je do arterii. 
Zeszyje, ścieg po ściegu 
Nazajutrz po zawale, 
W godzinę po zabiegu, 


Pacjent zdrów, rzeźki, krzepki 
Toż pomyślcie najprościej: 
To jest ten punkt przelomowy 
W dziejach calej ludzkości! 
. * 


Kiedy się zastanowić, 
Że czlowiek zwyczajnie m07e 
Pójść do doktora, idzie, 
Powiada: Panie doktorze, 


. 


* 


k 


k 


, 
fi 


. 
l 


s 


a 


Prr.eprasl.am, że CLas rabieram 
1'iiech się pan doktór nie gniewa, 
Serce mnie, mówi, boli. 
('mi, mówi. pobole
a. 


Kluje mnie. Walerianą 
Uśmierzyć się nie daje. 
Dwadzieścia pięć lat z górą 
()okuc7a, nie przestaje. 


Biorę tę koraminę, 
Czy nitroglicerynę 
I wszystko na nic, Boli. 
Co ia wspomnę rodzinę, 


Co wspomnę swoją matkę, 
Co wspomnę swego brata 
I siostry, i męcLeństwo 
Mego pięknego świata, 


Co wspomnę gorycz krzywdy 
I tragedię niewoli, 
Co wspomnę ojczyznę moją, 
Bardzo mnie serce boli. 


Na nic mi koramina. 
Czy nitrogliceryna, 
Mó
ię sercu - zapomnij. 
\ ono nie zapomina. 


Miejsca sobie nie znajdę, 
świata sobie niezlożę 
Z dawnych gruzów. Co na to 
Robić, panie doktol7e? 


A doktor mówi: "Glupstwo. 
To zwycz'ljne wypadki. 
Znieczulę pana lokalnie 
I jakby ptaka z klatki 


W
-jmę ci z piersi serce 
I:amienie je na nowe, 
Zamienię je na nowe. 
Niewinne i dziewczęce. 


Zamienię je na mome, 
Z kauczuku, niklu, chromu, 
Niepamiętne miłości. 
Rodziny, kraju, domu, 


Przysiąg żadnych, adresów, 
Twarzy, ulic, miast, granic 
A twoje precz wyrzucimy, 
Twoje serce już na nic. 


nam
' ci nowe, nierdzewn(' 
Iniesentymentalne, 
Niestrudzone, nieczule, 
Szczęśliwe - funkcjonalne. 


W godzinę po operacji 
Przestanie pana boleć." 
Tak mówi doktor. Czlowieku, 
Marzeniem w przyszlość poleć! 


Jeśli miarą postępu 
('o niesie nam swoje dary 
Jest ludzkie SZCZĘśCIE 
I epszej ni milszej miary! 


toż nie ma 


Oto ten pierwszy czlowiek 
Co pierwsze postawił kroki 
W Kraine Wieczne
(\ SLczęścia! 
Pionier Nowej Epoki - 


Siedze w tej chwii - dumam 
Leb siwy zwiesilem nisko - 
To dziwna rzecz - Was7kailski 
Nasze jakby na7wisko... 


. 


* 


* 


Post Scriptum. 
W dziesięć dni potem. 
Umarl po raz drugi. 


Kolumb co nie powrócił 
Ze swej 7eRługi. 


Amundsen 7a!!ubiony 
W polarnym śniegu, 


Lindbergh który zatonąl 
O milę od brzegu. 


Ale już się w tej chwili 
Zaróżowily obloki , 
Już w nich widać świt pierwszy 
Nowej Epoki. 


Nowy świat ku wam idzie. 
Nowy świat wam przyrzekam. 
Jakie to szczęście - 
tak dum8m 
:te ja go nie doczekam. 
,( a r i a n 


II e m .t r.
>>>
VI 


NA ANTENIE (WlADuMOśCl) 


WE 


WACŁAW 
JĘDRZEJEWICZ 


Był kwiecień 1919 roku. Zosta- 
ł "m wówcza; przydzielony z ra- 
mltmm Oddnału II Sztabu Ge- 
neraLnego jako oficer łącznikowy 
do komendy korpusu niemaecki.e
o, 
stacjonującego w Grodnie. Mmm 
przełożonym tam był pułkoW1Ilik Nie- 
niewskli, drugi zastępca SiZefa szta- 
bu generaLnego. Niemcy niedawno 
opu
ili Białystok. Ich oddziały zaj- 
mowały jeszcze Sokółkę na hnll Bia- 
łystok-Grodno. 
Zadaniem naszym było utrzymy- 
wa:llle kontaktu z Niemcami, załat- 
wianie wielu konflr,kitów m" pol
,ko- 
nieml£ckiej Unii demarkacyjnej i do- 
pilnowanie ich stopniowego od\WOtu 
z terytorium polski. Nleniew5ki, o- 
ficer armii auSitriackiej, świetnie 
znający język niemiecki, przesiady- 
wał w sztabie dowództwa niemiec- 
kiego korpusu. Ja ffi\U pomagałem, 
lecz także miałem polecenie kontak- 
towania się z tajmą polską orgaml- 
zacją wojskową na terenie Grodna i 
przygotowanie jej do obsadzenia 
ważlllejszych obiektów w mIeście w 
chwlh opuszc:renia go pl'zez Niem- 
ców. Także nawiązałem kontakt z 
fonnującym się w Grodnie l-m puł- 
kiem białoruskim. Liczył on zaled- 
wie 250 ludzi, ale nazywał się puł- 
kiem. 
świerzbiła mnie skóra, że Niemcy 
dotąd jeszcze me opuścili Grodna i 
okolicy. Zdruwało mi się, ze gdyby 
płk Nlem€IWIskl działał bardziej e- 
nergicznie i silniej nalegał w do- 
wództwlle korpusu, Grodno byłoby 
już woLne. Ale moje uwagi nie od- 
nosiły skutku I IllC nie zapowiadało 
szybkiego oswobodzenia miasta. 
Około 10 kwleobnia sZltrub general- 
my we:ował mme co Warszawy dh 
złożenia raportu. W Oddziale II, 
poza wiadomośc1.ami o wojskach 
niemieckich, interesowamo s
ę sta- 
lI1eID }'IOW i Buałofl1]s
nrumi. Oddział 
II poinfonnował także Belweder, że 
jestem w Warszawie z zapytanIem, 
czy Komendant me ma jakichś roz- 
kazów dla Ni
lIl!ewskiego. Odtelefo- 
nowamo, żebym zameldował się u 
Komenda.nta. 
W Belwederze adiutant zaprowa- 
dził mnie na górę do pokoJu PIł- 
euds
oego. Od razu zauważyłem, że 
był on w doskonałym humorze. Przy- 
pomniał umie sobie z walk na W ą: 
łyniu, kiedy jako dowódca kompanll 
batalionu warszawskiego gościłem 
go pod Kowlem gdy pow;racał w 
r. ]915 z Wars
awy do Pierwszej 
Bryga.dy. Kazał sobie 7Jrefer o w a ć 
sytuację w Groomie. 
Meldowałem o Niemcach, o POW, 
o BiałoruSInach. Widząc że słucha 
tego z zainteresowaniem, nabrałem 
odwagi i powiedziałem: "Komendan- 
cie. wydaje mi s
ę, że sytu
cj
 jest 
tam taka, że gdyby płk NIemewski 
silniej nacisnął na Niemców, Grod 
no już byłoby w naszych rękach. 
Ale obawiam si
 że płk Nu e!l1lewskll 
zbY't mlęwko z mmI rozmawia". 
Spostrzegłem, je posunął€IIU się 
zbyt daleko w klrytyce mego dowód- 
cy. Ale zobaczyłem, że Komendant 
uśmiecha SIlę filuternie I zamiast o- 
sadzić mnie jednym słowem lub za- 
kończyć raport, ZWTÓClł Się per "mo- 
je dziecko". Co już było dobrą owa- 
ką, i wyjaśnił mi szczegółowo o co 
chodzi. 
Przyznaję, że oSłupiałem z wraze- 
nia. Bylem tylko porucz!IIIlkiem, a tu 
wódz naczelllly wtajemnicza mrne 
w sprawy najwY:1.szej wagi. Przede 
wSLyst.klm powl.dzld
, że płk Nle- 
niewski ma rację, że nie naciska na 
N1emców. "To bardw dobrze, to bar- 
dzo mi na I1"Ęlkę, że OnI tam sIedzą". 
Dalej mówił, że moglIby tam być 
LitwIni, co byłoby dla nas trudrnej- 
sze, bo me mamy wojska, żeby ob- 
sadzić Grodno. Niech NiemCy trzy- 
mają nalSlZe lewe skrzydło - i tI! 
Komendant odkrył przEde mną sWOJ 
plam: - "Dopóki ja !I1lle zajmę Wil- 
na". Powiedział mi, że operacja na 
WIlno wkrótce się zacZlIlle i że my 
z NiEniewskim mamy jedynie roz- 
mawiać z NiemcamI, zwlekać i ob- 
sel'Wować, czy Ni€IIUcy a1bo Litw
m 
nie mają w tej chwili jakichś pla- 
nów odnośme Willlla. Mamy w Grod- 
nie móWIĆ. że obecnie o żadnej pol- 
skiej operacji na półJllocy nie ma 
mowy, bo stan dróg jest fatalny, woj- 
ska jest mało. a armia Hallera WCiąŻ 
siedzi we Francji. Komendantowi 
za.leżało, by takle wieśoi dochodziły 
do Niemców i Litwinów. "A ja tym- 
czasem zajmę Wilno" - oowiadczył 
Komendant I znow popatrzył na 
mnie z chytrym uśmiechem. 
Teraz Wszystko stało Się dla mnie 
jasne. Teraz dopiero 7il"ozumiałem 
n:IoSzą i Niemców rolę w GrodnIe. I 
widziałem radość Komendanta na 
myśl o Wi1nie, radość. której nie 
mógł ukryć przed młodym porucz- 
!I1ikiem, powierzając mu tę tajemmcę, 
o której w tym czasae wiedziało za. 
ledwie kilku luOOi. 
Nie wo1no mi było o tym z nI- 
kim r07JlJlawiać, ai!1li w s:lJtabie 
e- 
neralnym, ani w Grodnie, czego o- 
czywiście dotrzy;małent. 
OstatecznIe Niemcy. pT2.ebywający 
w Grodnie, nieświadomie dla siebie, 
ułatwilI trzymaną w tajemnicy ope- 
rację PiłsudSiklego na WIlno, rozpo- 
czętą 16 kWIetnIa, a więc w tydzień 
po mOjej rozmowie w Belwederze. 
DZIewiętmast£go "miłe miasto" zo- 
stało zdobyte przez ułanów Bel ny. 
W końcu kwietnia Niemcy, teraz JUŻ 
pod naszym naciskiem, opUśCl11 Grod- 
no. PŁk Nlenlewski pollcił mi odpro- 
wadzić ich oddziały poza miasto, któ- 
re już było obsadz.one przez grodzień_ 
skich Peownaków. a następnlgo dma 
weszły tam oddzIały wojska polskie_ 
go ze S1ci.dla. 
Dla kontrastu podaję rozmOWę z 
Marsza
kiem PIłsudswlJ11 imn€go zu- 
pełnie charakteru. która odbyła się 
w 15 lat później. 
We wtorek, 15 maja 1934 odby- 
ło się zap'l".zysięzeme gabmetu Leona 
Kozłowskiego. Objąłem w nim, JUŻ po 


*) POi!". Wspomnienia S
am;,sława 
Maczka, Wa.nody Pełczyńskiej, Kaje- 
talla MoraJW1sklego, Kazl,mu'Irz:i Gla- 
bisiZa, Zyg1m'llJ11lta Bohus.z-,Szyszk1, Ka- 
rola Zlems'kiego, Wadawa PIekarskie 
go i KruzlllIDi€ll'lZa Wier.zyń,sl)oego "VIi 
"Na An:telIlie" 'IlIr 57. 


I 
JOZEF 


PIŁSUDSKI 


WSPOMNIENIACH 


raz drugi, tekę mmistra wyzmań re- 
11gljnych i oŚWiecenia publicznego. 
Marszałek PiłsudsIu był w TZądzle, 
jak zawme. mInistJrem spraw woj- 
skowych. 
Po zaprzysiężeniu, jak to było w 
zwyczaju, sfotografowano członków 
nowego gabinetu wraz z prezyden- 
tem Mościckim, Mam tę fotografię. 
Marszałek wyglądał już bardzo źle. 
Pochylony, ze smutną twarzą, miał 
bolEsny wyraz oczu I żal ściskał nam 
serca, patrząc na naprawdę chore- 
go człowieka. Było to na rok (bez 
trzech dm) przed jego zgonem. 
Po fotografai Mar:;.załek podJsiZedł 
do mme. Rozmawia1hśmy koło okna. 
wychodzącego na Plac Zamkowy. 
"Cóż, objął pan oświatę po swym 
bracie?" - zaC'Zął rozmowę. MÓWI- 
liśmy o łacinie, która była obowią- 
zującym przedmiotEm w gumna- 
zjach. Wspommalłem o Nh łacany w 
średnim wyk
ta1ceniu młodzieży i 
przyyomniałem, że Marszałek też mu- 
siał uczyć się jej w s.zkole. "Tak, ale 
moje panny narzekają", - pOWie- 
dZiał. Zawsze o SiWych córkach mó- 
wIł "m.Jje panny". Ale me o łacinę 
chodziło MalrszabkoW1 I obrona pll'zeze 
mme tego przedmiotu była niepo- 
trzf.bna. Miał mi powiedmeć coo, cO 
go bardzo trapiło w danej chwili. 
Przeszedł z formy "pan" na daw- 
niej używaną fomnę "wy". "Wiecie, 
że w Plklhszkach grusze jEszcze nie 
-zakwibly. I jabłome też. I kwiatów 
jest mało..." Stojąc bardzo bhsko, 
patrzył na mDle SIWymi smutnymi 0- 
cZJ.ml I wyraźme skarżył Się, że coś 
j:.st me w porządku, bo grusze me 
'k1W
tną. A powinny JUŻ kWitnąć. Był 
tym wyraźnie zmartwiO!l1y I zdziwIo_ 
ny I choć go JESZCze widziałem przed 
śmiercią, dotąd powstał mi w pa_ 
mięci smutny wyraz jego twarzy, 
bo grusze w PlklhSlZkach jeSzcze me 
zakwItły. 


STEFAN BENEDYKT 


Pop;rzez niewolę. POW, Kaniów, 
Murmań i Francję wracałem do 
Polski w sztabie gen. Hallera. 
Była pięktna słoneczna niedz,iela 
wl,elkanocna 20 kwietma 1919, gdY 
transport nasz mUlął ówczesną linię 
gramC7Jną w LeSz.nle. Gen. Haller 
wysłał stamtąd depeszę do P
łsud. 
skI€IgO, Uóry właśnie zajął Wilno. 
Piłsudski odpowiedział telegraficz- 
Ule: "Przyjemnie mi byiło w świe- 
żo zdobytym Wilnie z zachodniEgo 
końca Polski otrzymać od generała 
depeszę o Jego przYjeździe do Kra- 
ju. Proszę w moim ImienIU wyrazić 
podwładnym Mu oficerom i żołme- 
rzom moją radość z przybycia ich 
do Ojczyz.ny I pewność. że jak każ- 
dy vrawy żołmerz polski, 05ł o nią 
zwycięsko zagrożone &,ranice kraju". 
W kdka dni późnIej cały sztab 
z gen. Hallerem na czele witał na 
dworcu wiedeńskim wracającego Wo- 
dza Naczelnego. 
Staliśmy - armia błękiwa - w 
pierwszym szer€gu; w d!rUg1Im, za 
nami armia szara, jak ją nazywa h 
F,ancuzi ,l'armee grLse". polacy ofi- 
cerowie chyba wszyscy wzruszeni. 
ł'l'ancuzi głośno zachwycelltl, - gdy 
spokojl!1le s
ł salutując wzdłuż u- 
S_3JwlolIlych oficerów. 


TADEUSZ ŚWIĘCICKI 


Po raz pierwszy spotkałem J óze- 
fa PiłsudskIego z górą lat temu 50. 
Był to r. 1912. RobilIśmy wtedy w 
Krakowie Zjazd ZWiązku Młodzieży 
Postępowej, Niepodległościowej. Ja- 
KO c;d neK Cen.ralnego KOffi\ltetu, 
,razem ze Stefanem StarzyńsklT.1 
zaprosilIśmy na ten Zjazd Fe1iksa 
Perla Resa, który właśnie wtedy 
zr Jblł rozłam w PPSle I stworzył 
t.zw. PPS opoZYCJę. A więc to pierw- 
sze spotkal!1le bylo właścIIwie zde- 
rzmiem się i konflIktem. Potem by- 
łem zo!m.lerzem Komendanta, miałem 
okazję odbyć kilka rozmów z nim, 
m.m. rozmowy w cztErY oczy, ws,pół- 
pracowałem do pewTlego stopll1 i a jako 
dZlenmkarz i jako szef Blula Praso- 
wego w Prezydium Rady MimlSltJ1"ów. 
JEdno z najmocmejszych wspom- 
meń ze slpot'kań z Komemdantem da- 
tuje Się z bitwy o Polską Górę. Po 
bardzo ciężkim bombardowanIu ar- 
tylel1"yjsklm nastąpIła przE'ł"Wa na 
obiad. otóż w tej przerwie nagle do- 
wiedzieliśmy się, że Komellldant jest 
w okopach. 
Ta wmdomość nie tylko pO!l"uszyła 
nas wszystkich, ale po J,rostu obu- 
rzyła. Różni koledzy chCIeli po pro- 
stu biec do Komendamta i siłą wy- 
prowad'zIć go z okopów. Mówili moi 
koledzy Wltedy oIIUędzy sobą: "cóz nas, 
dziesIęciu więcej, d.zies,ięciu mll1lej, to 
I tak sytuacji naszej sprawy nie 
zmlem ale KomElI1dant nie ma pra- 
wa się narażać". 
To było to spotkanie wOjskowe, 
które pozostaje na zawsze pewnego 
rodzaju śwmdectw
m s,tosunku. Ko- 
mendanta do żołnlell"zy. I żołmerzy 
do Komendanta. Było rzeczą dla 
mnie charakterystyC2:ną, że Komen- 
dant nazywał zawsze swoich legio- 
nistów swoimi chło{!cami. Może po- 
wodem była tu wle1ka róy,nica wie- 
ku. Komendant dochodiz.lł wtedy 
plećdzIesiątkI, myśmy mieli po dwa- 
dzieścia pa'l"ę lat, a więc był to sto- 
sunek ojcowski. Zresztą nazywaliiś- 
my go wszyscy dziadkiem. Ale może 
bylo także i coś i!l1nego. My legio- 
niści, my Pierwsza Brygada, nie by- 
lIśmy żołnie'l"Zami z poboru. Byliś- 
mi tymi chłopcama, których starszy 
człowiek, pięćd
esięcioletm.1 Plłsud- 
fO,kl porwał ze sobą na wojll1ę. Czuł 
s; e za nas OOIPO'W1iedizialny jak oj- 
ciec C7UJe się odpowiedzialny za 
dzieci. Zwrot "moje dziecko" w sto- 
sunku Komendanta do jego daw- 
nych żoł.nierzy bardzo często się 
bpotykał. 
Potem miałem do czynienia z Ko- 
111endamtem jako z szefem rządu. 
Bylem wtedy szefem Biura Prrusowe- 
ga PrezydIUm Rady Mi'llłstrów .i mU. 
szę powiedzieć, że oklres ten nie był 
dla mnie p'l"zyjemny. Ale pNyjem- 
nym wspo..mnieniem był dzień obję- 
cia urzędu P.rezesa Rady Mlmist!l'ów 
przez Komendanta. Gdy Komendant 
przyszedł obejmować uTzędowame do 


Pałacu Radziwiłłowskiego, byłem już 
w sekretarIaCIe. KomEooall1t mme 
zobaczył, zawołaŁ i pOWledZllał: "Aha, 
to wy tu jesteście tym macherem od 
prasy. To ja was muszę up,rzedzi ć , 
że ja me będę tym laZEm uznawał 
żadn",go pr..-:ygotowywalll1a. urabIa- 
nia opmu na to co będę robił. Ja bę- 
dę roblł fakty dokonane i to będzie 
urabianiem opll!1i
". 
Tu Komendamt chwilkę zawahał 
Się i powiedział: "Bęuz.leme mleb 
ciężkie żYCIE. Wytrzymacie?" Na ta- 
kie dtctum cóż mogłem powuedzieć. 
1'0wledz:Jałem: "Rozkaz, Komendan- 
de"! Gdy na drugi dZień przyszedłem 
na urzędowame do swego biura, zna- 
lazłem na biulrku dwa pudełeczka p.1- 
PltoTOSÓW, tak Zlwanych "MarszałkO'w_ 

kICh, z monogramęm Komendanta. 
które monopol fabrykował dla Ko- 
m(cndanta (zresztą KOmendalIlt palIł 
Lnne papi
'l"Osy t.zw. "Prezyden..", a 
te "Marszałkowskie" pahł właŚllie 
prezydent Mościcki). otóż zastałem 
te dwa pudełka papierosów i mten- 
dent powIedzIał mi, Że Komendamt 
kazał mI co mie.nąc przysyłać dwa 
takie pudełka po 250 papierosów, 
bo jeżth me będę miał n
c innego 
dla dzienmkarzy, to żebym mógł ich 
przynal.immej papieroo.aml często- 
wać. 
Może jedną z naj ciekawszych dla 
mme rz.czy JEst to co słyszałem w 
rozmowie. jaką prowadzIlI ze sobą 
w mojej obecnoŚCi w kawlarm Euro- 
ptojskiej przy stoliku. 
dzie się czę- 
sto s,potykali, Sławek, Wieniiawa I 
Plerackl. Byla tam grupka pięciu 
czy SZ€ŚtCIU osób. Rozmowa zes.z.ła na 
to, w jaki 
posób Komond.ant przy- 
gotowuje i podejmuje swoje decyzje. 
(]tówIlle opoVfladał Wieniawa, który 
był wtedy adlutantem w Bdwederze, 
stale przy osobie Komendanta. Wle- 
nlawa opowiadal nam wtedy, że 
Komwdamt, gdy ma jakąś wa2ną 
decyzję podjąć, to najpierw wzywa 
do s-ieble ludzi, o których wie że 
znają się na danym zagadmieniu i 
'zwraca się do Illch : "mów pam,' co 
pan WIesZ o tej sprawie i co pa.n o 
mej myślisz". Tak wysłuchuje dwóeh, 
trzech, pięciu czasem ludzi, potem 
przez dłuższy czas chodZI po pokoju 
:z kąta w _kąt i myśLI. Przez dwa, 
trzy dni siedzI przy SWOIm stolIku, 
kładzie pasjansa, pije herbatę, pah 
papierosy. Tak jalkby dawał możność 
poaświadomości, aby pra.cowała. W 
pewnym momencie wstaje od pa- 
sjansa z gotową JUŻ zupełnie decy- 
ZJą. Mężowie stamu, pohtycy, którzy 
próbują dzwłać tylko przy pomocy 
rachunku logicznego, bardzo często 
robią pomyłikl, bo żYCie bogatsze jest 
niż rozumowanie logiczne i z tego 
Komendant zdawał sobie sprawę. 


TADEUSZ PODJAZD- 
,MORJGENSTERN 


Było to w kwutniu 1931, gdy będąc 
dowódca ORP "Wicher" od,byłem pod- 
róż z Madery do Gdym z Marszał- 
kIem Piłsudskim jako pasażerem. 
Podróż trwała 5 001. Jakkolwiek mo- 
je czynności służbowe me p07;walały 
mi na stałe przebywa.nle z Mar.slZał- 
kllm. to jednak muałem codzi.ol1nle 
możność wldze?,ia Go na wspólnYIll 
naszym obiedzie, lub gdy przycho- 
diZll lIla pomost lowól!ocy, by s-.p0J- 
r..eć na mapę I dW,ledzleć Się jaka 
jest nasza pozycja. Miałem też kIl- 
ka dłuższych r07JlJlów z Mamszal\kl€IIU 
na tematy marynarki. 
Interesował się On wszy:s.tlcim, co 
dotyczyło naS2ej słuwy. Prze
lądał 
nasze książki i mapy. starając 
\!ę 
sk()ll"zystać jak najwięcej z pobytu 
na okręcie. Był cały ęzas w świet- 
nym humorze. Widać było, że 
je 
Się ;wśród mas maTynarzy jak naj- 
lepiej. Bez.pośrednjość Marszałika i 
promieniująca OId NIego życzbwość 
I pogoda zrobiły na nas WlszystJkJlCh 
duze wrażelfile. Pozrbałwiony Jakiej 
kOllrwiElk pozy, był seldeozmy i barozo 
ludzki. Byhśmy pod urokiem Jego 
osoby. Zrozumiałem wtedy to wiel- 
kie przyw'lązanie do Marszałka tych 
wSZystkICh, którym było dane słu- 
żyć pod J ego bezpo
edmim dowódz- 
twem. 
Był baldzo ostroŻilly w oceme nas 
i wykonywa.nej przez nas p:racy. Np. 
gdy wYl1"uezaliśmy z Madery spyta- 
łem Marszałka czy mam przejŚĆ na 
B.ił yk p .zez Kanał Kiloński CZy też 
przez cieśniny duńskie. Otrzymałem 
odpowildz, że pow,i e mi to późnIej. 
Dopiero po upływie tmech dni ob- 
serwacJi nas uznał wldoczme że 
sprawność nas.za je
1t na należytym 
poz omie I kazał mi IŚĆ przez Kama! 
KIlońSlki. 


ADAM PRAJGIER 


Tak s
ę złożyło, że nigdy nie roz- 
marwIałem :z mams-załlklem PlłsuJs.kliID. 
W cią
u 25 lat widywałem go wsozak- 
że tak z bli-slka. że te zetkJnięcia mo- 
ga. być OlS/nowa. osobi'Sltych wSlpom- 
Illeń. Po raz pierwszy pokazalno mi 
go w K,rakowie w kawiall1l1i w 1'. 
1904, (a włQrślC,jjWie nie Jego samego, 
lecz "stolik PPS" przy którf.m sie- 
dzieli: Fehk,s Perl z ż()ll1ą, Piłsudski 
z pierwszą żoną 1 Leon Wasilewski). 
Piłsudski poza partią wcale nie 
był jeszcze znany. Ja sam, do PPS 
jeszcze nie należałem, ale byłew. jej 
już bItsiki, więc jego naZlwisko do 
minie jui dosuo. Przy tej pierwszej 
okazja zobaczenia go nie by,łem mm 
szczególlllie uderzony. Był niepozor- 
ny, mlerwysoOiki. z ostrą bródką. 
Dobrze i z bliska oglądałem pił- 
sudskiego dopiero w kilka lat. póź- 
niej. Było to już po upadku rewolu- 
cji r. 1905 i po rozwiązaniu Orgam- 
zacji Bojowej PPS. 
piłrSlUdski przeniósł się do Galicji 
i czynił pierwsze kroki do przygo- 
towań zbrojnych w nowej formie, w 
oparcIu o Związek Walki Czynnej 
(utworzony w r. 1908). Tworzyły 
się już wtedy zaczątki "Strzelca", a 
wme,
 pOItern a w śIlad za tym - 
Drużyny Strzeleckie. Prr
sudski Liczył 
wiele na młodzież umiwersytecką, Nie 
tylko Ze szkół wyższych Galicji, ale 
i na Zachodzie. Objechał tedy więk- 
sze ośrodki młOlwieży p01rskiej, głów- 
nie we FrancJI i w Szwajca.ni, żeby 


TY£H 


młodym ludZliom osobiście się przyj- 
rzeć I pokiErować ich zorgamLowa- 
niem. Służyła mu w tym przede 
wszystkim ..Frakcja Rewolucyjna 
PPS". 
IN Zurychu, gdizle wówczas byłem 
na studIach, pod patr.Jlllatem "F,rak_ 
cjl" odbył Się odczyt PHsudMciego. 
W niewielkiej salce zebrało 
Ię 
mĘ' Więcej niż 3U o
ol:J. Saffi\1 Studenc 
i studentki. Siedziałem w jednym z 
pluws.zych rzędów a pon eważ o 
Plłsudt_k.lm już wtedy wiele wledzia- 
łlm, WięC przyglądałem mu Się u- 
ważnie i pllme sluchał
m. Plbudskl 
lał w swoim p,l1ZemówleaJ.1U skł"ot 
woSzystkich pocz
nań zbroj:nych pol- 
skl'ch od tll1z(clciego rozbioru. WYilll- 
kał stąd w jego rozumowaniu nie_ 
odparty wni05ek, że powstania i ru- 
chy Zl:JroJln
 są udzIałem każdeg-o 
pokolemia od chwi1i ujarnmienia Pol- 
ski. Tak musi być i teraz, gdy nad- 
chod
1 nowa próba. Zakończył sło- 
wami: ..Każde pokolenie polskie mu- 
si zdać swój egza
m, teraz przy- 
chodiZii kolej na was". MóWIł bez e- 
fektów krasomówczych, wsotrzemięź- 
liwie, głosem urywanym. Był wy- 
mizerowany, niedbale ubrany, przy- 
garblony. DZiałał mOCno głębią prze- 
kionama, któTe biło mu z oczu bar- 
dzo 
ugestywme. 
Minęło znowu kilka lat. Była już 
wOJna. Byłem na kHkudniow r. m urlo- 
pie w Krakowie I tam mog €om znO- 
wu z bliska oglądać Piłsudskiego. 
Urządzono dla mego w swlach Towa- 
rZ}'iSltwa tLekal1SklegxJ raut. Atmosfe- 
ra pełna smaku, W tym. otoczeniu 
stał Kcmemfant, który śW11€Żo przy- 
był z frontu. Otoczony był mnóslw
m 
osób. Było tam trochę legioniStóW, 
politycy i notable. wiele kobilft, bo 
przyjęcie urządzIła Liga Kobiet. 
Piłsudski stał w małej salce i od- 
hywał jak gdyby dworski cercIe. 
Jakże inaczej wyglądał niż w Zury- 
chu! Widać było, że czuje Się świEt- 
me, moraLnie I fizycwle. Był wy- 
prostowany, jak gdyby urósł, nie 
miał ju.ż bl1ookl, wlosy Pl'Izy!SltrzyoŻo- 
ne na jeża, ruchy i gesty już cał- 
kiem wOjskowe. Mówił krótko i nie- 
wiele, obdarzając każdego na rów- 
m kilkoma słowami. Objawów czo- 
łobitnoścI nie zawważał. Miał w 50ble 
coś dobrotliwie królewskiego. Miał 
na sobie taką samą siwą kurtkę, 
(czy może tę samą), co w pIerwszych 
dmach wojny. bez żadnych odzmak z 
wyjątkli€m ..parasola"-odiZIlalkll szko- 
ły oj)icerskiej "Strzelca". ByłEm w 
tej samej salce co Piłsudski ale nie 
przepychałem Się do niego by usły- 
szeć ki ika m'łych słów. 
Z blislka widywałem jeszcze m.ar- 
szatka Piłsudskiego k!ilika razy. Przy 
otwarcIU Sejmu w r. 1928, na roz- 
prawie TrybunaŁu Stanu w r. 1929, 
\ tegoż roku w czasie najścia grupy 
oficerów na Sejm. W tych wszystkich 
trzech przypadkach znajdowałem się 
przez dłuŻisrzą chwilę bezpośrrdnio 
obok Plłsud
kH:gO. Ale ze swojej na- 
tury te przypadki nie nada'ą się 
do blizszego om!IiWJama przy okazji 
rocznicowej. 


ADA,M KOC 


Bitwa nad Niemnem została za- 
kończona. Naczelrly wódz JóZef ElL 
sudskl. kierując pościgiem za nle- 
pl'lZyjacielem, przybył do Grodna. Te_ 
raz jui stąd odjeżd,żał, zdąiał w 
kierullku na Lidę. 
Przed dowództwem fortecy stał 
duży samochód - czarna hmuzyna. 
Przyszedłem w pobliże tego budyn- 
ku. żeby chociaz z daleka zobaC'Zyć 
Komendanta. Czekałem na chodmku, 
opuerając się na lasce, ponieważ by- 
łem zmęczony bitwą grodziEń
ką .i 
znuz;ony paru bez;sennyma nocamI. 
Jeden z oficerów ordynansowych za- 
wiadomił mnie, że mam zameldować 

ię u naczElnego wodza w sprawie 
s.pecjalnEgo dla mme rozkazu. 
Stanąłem niedaleko samochodu W 

łębi tej czarnej karety znajdował 
się Józef Piłsudski. Obok niego zo- 
baczyłem towarzyszącego mu mjr. 
KazIm
erza St
mLrowsklego. Naczel- 
ny wódz wydawał jeszcze ostatmie 
zarządzenia, wresZCie skinął na 
mme, żebym podszedł bliżej. 
Znalazłem się przy otwartych 
drzwiach samochodu. Z jego głębi 
zaczęły padać rOlzkazy. W Porzeczu 
mam oczekiwać na przyjazd gen. Lu- 
cjana żehgowskiego i jego szefa 
sztabu płk. Babiokiego. Gen. żeh- 
gOWSkI ze swoją g1rupą wojisk wy- 
kona operację w klerunk,u na Wil- 
no. Od niego dowiem się bliżej o 
tej akcji. Rozkazuje mi dać do dy- 
spozycji zehgowskiego trzy tysiące 
kresowców z mojej dyw'lzji. Byłem 
tak znużony, że mózg mój przYjął 
treść tego rozkazu wyłącznie mecha- 
niC'Znie. Mam wydzielić z mojej dy- 
wizji trzy tysiące "kresowców". a 
nie wiedziałem czy ich znajdę. Skąd 
wezmę aż tylu. Co prawda, w 6'k,a- 
dzie oddziałów dywizji znajdował Się 
"Batahon Samoobl,ony W L1eńskiej " 
mJ l'. Mariana Zyndram-Kośclałkow- 
sk i ego , ale bardzo już wy'kiruszony 
prLez szereg bitw, hczący okołv dwu- 
stu do dwu'51tu pięćdZiesięCIU ludzi. 
Miałem także oddział ppłk. Walerego 
Sławka, sposobiony jako kadra dla 
powstańczych wojsk na Ukramie, a 
który otrzymałem do wcielema do 
dYWIIZjl, za,raz ,po ukończem",u p erw- 
szej . fazy ofensywy. Oddział ten 
mogł liczyć nie WIęcej niż stlU do 
stu pięćdziesięciu żOł!l1le r zy. Ale skąd 
wezmę, gdzie znajdę owe trzy ty- 
SląCl? 
Zacząłem mówić, że pul.ki 22-ej 
dY'WIZjll fOI'morwały 5-Ie nie na ¥..re- 
sach, wobec czego nie mam 
ylu ,kre- 
sowców". Starałem Się meJako u- 
sprawied}olwić, że ich nie posiadam. 
W tym miejscu nasrtąIPił wybuch. 
Gromy zaczęły bić w moją głowę, 
pioruny gmiewu wahły we mnie z 
głębI samochC'du, Naczelllly wódz wo- 
łał w unieei.llIu, że to "wszystko 
równo", jakie tam mam kłopoty, ale 
muszę dać trzy tysiące kresowców 
Żehgowskiemu! 
Mózg mój nagle rozbud
lł Się. 
Zrozumiałem właśc[,we znaCJzenle 
r07lkazu. Uśmiechnąłem się i zasa. 
lutowałem, jak mo
łem najbar. 
dziej sprężyście, nieco chwiejąc się 
na nogach ze zmęczenia. POwiedzIa- 
łem głośno, tytułując naczelnego wo- 
dza wedłu
 formułki czasów kOOllspl- 
racyjnych: "Rozkaz, obywatelu ko- 


KTÓRZY 


meilldamcie, żeligowski dostanie ode 
mnie tr:zy tysiące "kresowców". 
GnIew J Óizefa PI
sudskl.egO pry- 
snąŁ rówme nagle. jak powstał. Za- 
stąpiła go fala seroecZlIlego, przy_ 
jaznego śmiechu. Według mme spra- 
wił to tytul "ObYwatel Komendamt" i 
mÓJ uśmiech w cdpowled
1 na spa- 
dające CIOSY. Był pew
en, że już 
wiem, co nalEży 
roblć. śmiejąc się 
powi-edzlał do mnie: "To dobrze, mo- 
je dziecko. - porozumcie się z 
zelIgowskun co do szczegółów, ja:k 
do was przyjedzie. Dziękuję wam". 
Był to znak pożegrnaillia. Zasaluto- 
wałem, po chwIlI naczelmy wódz od- 
jechał. 
Meldując Piłsudskiemu, że wy- 
dZielę z dywizji ochotniczej t1'ZY ty- 
s ące "kresowców" na wileńską 
wyprruw
, w.iedziałem że me osiąg- 
nę celu, zarządzając ankietę. Skła- 
niałem Się do myślii, żeby do 
dyspozycji gen. żehg-owsklegxJ (pO- 
stawIć 201-y puŁk piechoty. Jeśli 
mie całkiem formalnie, to ma pewno 
z ducha pułk: ten był lm-esowym. 
Zamierzałem powiedrzieć jego o- 
ficerom I żołnierzom. że naczelny 
wódz nie opuści ,.miJłego mirusta" ,i 
mie 
tawi Woilna w rękach so- 
wieckich. OzdO'bi tym Iklejnotem 
swoie zwycięstWiO nad Rosją. Wy- 
dałem rozkaz dowódcy ,
W1-go puł- 
ku piechoty, mjr. Dojanowi-SlUrów- 
ce że odtąd jego pubk będrLie nosić 
nazwę ,,6
ty Pułk WI
lenskl", jest 
WięC pułkiem kresowym. Zawiado- 
ml'lem mjr. Dojana, że weźmie u- 
dział w wyprawie na ,Wilno. przy- 
dZieliłem pod 2€g0 ilomendę "Ba- 
taLion Samoobrony Wileńskiej" i 
oddział ppłk. Walerego Sławka - 
obie formacje kresowe. 
P,l1zyjmoując roZikaz, Dojan powie- 
dZiał, że to !Wielki zaszczyt dla puł- 
ku. żołmerze będą szczęśltwi, że u- 
radują naczelne
o wodza. Grupa 
wojsk pod dowództwem generała 
Lucjana żeligow
wlego zdobyła 
Wilno - "miłe ,mIasto", tak drogie 
sercu Komendanta. 
Grodno wciąż żyje w mojej pamię- 
ci. Jest związane nie tylko z bitwą 
:nad Niemmem ,lecz z zadaniem o- 
trzymanym w' zaramu mojej swż- 
by wojskowej, w r. 1910. Z rozka- 
zu Józefa PI
sudskiego, ówczesne
o 
Komendanta Głównego Zwią.zku 
Walki Czynnej udałem się z Kra- 
kowa, by pI'lZeprowadzić wywiad na 
rosyjską wtedy fortecę Grodno. Nie 
przEczuwałem, że po latach wezmę 
udział w bitwie o to miasto - w 
polISkim mundurze. 


JóZEF SŁAWEK 
HARTMAN 


Tak się złożyło, że choć pełmłem 
oficerską służbę od r. 1914, dOpiero 
w r. 1923 zameldowałem się u Mar- 
sz.ałka w SuleJówku jako dowódca plu- 
tonu z l-go pułku piechoty Le- 
g-ionów z Wilna. Dbaliśmy o zapew- 
nien
e spokoJu MarszatkowI w Jego 
s.pa.ce;rach po porkojach późno w nO- 
cy. MaIl"szałek spacerował. myślał, 
pisał. Większość żoł1nierzy kompaniI 
pochod:mła z kresów, z WileńSlZCzyz- 
ny, ze Lwowa. Marszałek rozmawiał 
z żołmierzaml kilka razy, zawsze 
spokojn1e, zawsze widać było. że ta 
rozmowa sprawIała mu pl'zyjemność. 
23 czerwca 1926 obchodzilJśmy imie- 
niny WandzI w ogr
ie. Był prze- 
ślIczny, słonecz;ny dzień. W czasie 
uroC'Zystości Marszał£ik wstał i zbh- 
zył się do róż. Były przepiękne bia- 
łe róże. Marszałek zbhżył Się do 'lias 
1 powiedział: ..Wandzia ma śliczne 
imll'-.niny. A popatrzcie jakli pię
ny 
kształt kWiatów. A kolor, no i za- 
pach... Wydaje mi się, że ,patrząc 
na kWiaty róż człowiek jest bhżej 
nieba". Nieśmriało wspoml1Jiałem, ,że 
miałem w Wilnie w ogIT'ódku około 
stu róż. Na to mars
łek \powiedział 
z uśmiechem: "Od c
su do czasu 
zadbajcie o te róże" - Odpowi-e- 
działem, że z największą :J.rzyjem- 
nością. Pewnego dlIlia posz1i.śmy na 
spacer do lasu za 'Szosę biegnącą z 
Rembertowa do Mińska Mazowiec- 
kiego. Było tam pełlIlo kwiatów. a 
więc i pszczół. pow1edziałem do dzie- 
ci, że te pszczółki, to na pewno z 
pasieki Marszałka. Mar5zalek usły- 
szał moje wyjaśnienie. Pabrzył. pa- 
trzył na kWlarty i pszczoły i zapytał 
mnie: "Znacie s
ę na hodowli 
ps.zczół?" Odpowiedziałem, że znam 
się na hodowlI pszczół. ale lIlie dużo, 
troch€.'. Za kiJka d.ni był MM'szałek 
w Sulejówku i ,pracował przy swo- 
ich kiLku ulach Eolecił W ójciikowi 
żedJy mme sprowadzIł. Marszałek 
pracował bez !Si.atki, a Wójcik w 
siatce -czesto mu p:Jmagał. Zareeldo- 
wałem się M.a'l'Iszałkowi . wśrród l!l- 
tających PISZCiZół. Pozwoliłel? sobie 
zalznaczyć. .że jestem w pasiece nO- 
wym. więc pszczoły mogą sobie na 
mllJe użyć. Gdy Ma,rszałek zaczął 
wyjaśniać jak rzachowując spokój m 1m 
pomagać - już otr.zymałem cios w 
lewa rękę i w nos. Postanowiłem 
sobie, że zginę a nie pisnę słowem. 
Za kilka minut nos był jak bamla. 
Mal1Szałek to zauważył i powl-edlZiał, 
żartując: "Widzę że z wami, da.iec- 
ko. i z Wójcikiem mogę IŚĆ na woj- 
nę. Ale Idźcif do pam Oh, ona wam 
coś przyłoży" i zaczął się śmiać z 
mojego wyglądu. Kiedyś Mars
ałek 
zapytał mnie: "A po co wy !ZbIera- 
Cln wosclZY'nę?" Odpowried:Ziałem, że 
robi
 kulę do ćwiczenia 'l"ąk, że trze- 
ba 
nieść zimna. kulę aż się ro z g1rze- 
je i stanie się miękka. Ma
s
ałek 
to spróbował, ale po t1'lZeCh CWICZ€- 
n'lach oświadczył że to nie ma jego 
ręce. Miał przfśliczne. delikatne rę- 
ce. Kule którą ćwiczył Marszałek 
mam. Ma ona JUŻ 41 lat. 


JóZEF UNRUG 


(Sędziwy admirrał wspomnielIlie 
swoje przEkazał w czasie rozmowy 
ZI naszym kOi!"espondentem parys- 
kim). 


_ Panie admirale, w 19.'/4 r. 
a- 
sfęl)Ował Pan n1eobecnego wówczas 
clowódc
 flotll adm1rala SWlrskie!1 o 
l z tej okazji był Pan wezwany do 
MOI w;;nłka PIłsudskiego, by f{Jrze.clsta- 
WIĆ listę awansową starszych Of1- 


NI 1119, 28tth JanU:IIY, 1968 


GO 


ZNALli
) 


I'elow marynarki wojennej. Jak wy- 
glądało to spotkam e { 
- Przybywszy do gmachu GISZ-u 
zostalem przYjęty pr.zez płk. dr. 
Wojano"Vlisklego, który mnie zapro- 
wadził do ga,bmetu. Pan Marszałek 
siedział przy dużym biurku zasypa- 
nym papierami. Kazał mi usiąść i 
pOWled
lał, że dostał spis starszych 
oficerów marynal1ki wojennej, któ- 
rych szef kierownictwa przedstawił 
do awansu. Pan MarslZałek powie- 
dział, że to jest za dużo. Tylko wy- 
bLtnych oficerów może awansować. 
Powtórzył to parę razy. Powiedział 
mi: "To musI być skróCone. N lech 
pam to zaraz zrobi. Może pan?" Od- 
powied7Jlałem tWleroząco. Oficerów 
marynarki było mało i wszystkich 
znałem. Kiedy byłem gotów, zosta- 
łem znowu wprowadzony do gabine- 
tu. Marszałek wziął papier i przej- 
rzał go pobieżnie. Mam wrażenie, 
że go nawet dokładnie nie prze- 
czytał. Patrzał na mmie ostrym 
bystrym wz.rokiem i powiedział pół 
drwiąco. pół uprzejmie: "Młody 
CZłOWiek, młody człowiek". Potem 
dodał: "Wie pan, był tu u mme nie- 
1awno pułkowmk, który też chciał 
wszY'Stkich awansować. Kiedy od- 
mówiłem, rozpłakał się. Pan nie pła_ 
cze?'. 


- A Jak Jlor
zalpk p żcgnd ł-Ię 
z lJanem admIrałem? 


- Podał mi rękę, a przy tej 
spasobnoścl wskaozał mi ręką na ma- 
ły stolik znajdujący się niedałeko 
biurka. na którym stały talerzyki 
!Ze święconką i powiedział uśmiecha- 
jąc Się: "Widzi pan, to moje kobie- 
ty :zrobiły!". 
- C:lI Sl)otkał pan ad'J/'li1ał raz 
jcszcze Marszałka? 


- Spotkałem go, gdy wracał z 
Madery na "Wichrze". To było w 
Gdyni. Było uroczyste przyjęcie. 
Mar
zał(k bardzo krótko z nami 
rozmawiał, ale pochwalił postawę 
naszych marynarzy. 


WŁADYSŁAW 
WIELHORSKI 


Be:z;poślednio po przyłączeniu WIł- 
.na do Polski miałem sposobność 
"potkania Się 'W Willllie z Mrurszał- 
klem PI
sudskim. P,rzyjechałem 
wówczas z Kowna. Marszałek wy- 
razLł życzenie rOZlmowy ze mną dla 
zorientowania się, jakle są stosun- 
ki opolsko-1ltewskle na tereme Lit- 
wy gdzie mieszkałem I jakle są na- 
.sze wndoki na przyszłość, gdy cho_ 
dZI o możność poroZlumienia Się z 
powstającym do życia państwem 
polskim. "PatJr
le stale na WIl- 
no - mO"VliiJ mi khL-a.krotnie 
wam nie wołno wrogo wobec nich 
wY'Stępować, ale me wolno wam 
podda!" Się ich nacjonalizmowi". 
KJI
kakrotmie powtarzał mi żebyś- 
my wiedzieli o tym. że nam nie wOl- 
no zejść z naszej polskoŚci, am z 
.naszych W1ldoków na przyszłość, ani 
z bhższego porozumien
a z Polską 
I pOWliIlnISmy opierać Się zawlsze i sta_ 
le o Wuno w tych stosunkach. 
Marszałek wówczas wyglądał 
ba!l"dlzo dobrze, młodo I rZ€źko. Był 
w doskonałym usposobieniu, uśmlech- 
nięty, wesoły, bardzo Się intereso- 
wał trudnościami społeczeństwa 
polskiego, jakie wytwarza nacjona- 
Jizm IItews
i, tak młody jeszcze i 
tak zupełrnie pohityJCznie nIewyro- 
bIOny. 
10 było pierwsze moje spotkanie 
z Józefem Piłsudskim. Zarówno ja 
OSoOblsiCle, jalk I WoSlZy!SCy mQl kole- 
dzy Polacy przedstawiciele społe- 
czeństwa Polskiego odrW1iecznie za- 
mieszkałego na obszarze Litwy 
rdzennej, mietlIśmy ten OIsobisty, n'iJ- 
bh.ższy I serdec
y stosunek do Jó- 
zefa PiłJsudJsk1,ego, jalko b1IJ5Kle
O 
:nam człowieka i jako J,rz.ed:stawiciela 
Idei polItycznej polskiej, która me 
miała w sobie nic z zamierzeń bru- 
talnych z zamierzeń ostrych, wro- 
gICh 
 stosunku do młodocianego 
nacjonalizmu litewskiego. 


MARIAN 
BOHUSZ. SZYSZKO 


Kilkanaście razy zdarzyło mi się 
widrzieć JózEfa p'lłsudskiego. Ale był 
jeden dzień. 
tóry zostame w moim 
życiu pamiętny na zawsze, a widzę 
go dZIŚ tak ostro jaklby to było 
klllka mm'Ult po tym wydalrzeniu, 
które opowiem. Byłem wtedy ucz- 
niem ósmej klasy gimnazjum w 
W,i1nie i drużynowym jednej z dru- 
żyn hal'('erskIch. Stałem jako kie- 
rownik sZlpaleru harcerskiego do 
Katedry, do której mlał wejść Na- 
cze1mk Państwa. Uderzyła nas jego 
sylwetka. Jasno szara, wtedy bar- 
dzo smru,k
a; twarr:z, jakby pGWIe- 
dział Słowacki: "Twarz jak mar- 
mlUr biała". Miał wtedy ciemną czu- 
prynę, nastroszone brwi i wąsy. 
Jakaś cisoza siły wewnętrZlllej. Pa- 
trzyliśmy jak urzeczeni. Oto jest 
przed nami obraz snu o szpadzie. 
W ódz zwyci
s,k1i. W kiJka hlJt później 
my, SJt'Uldencl wyd'Z!Rłu sztulk pięknych 
UlI1irwersy1tetu Stefwna Ba'torego, mie- 
liśmy stałe dowody specjalnej jego 
myśli o nas i nawet op1eki, którą 
chciał nas otaczać. Może przeczy- 
tam tutaj list wysłany przez niego 
do ówczesnego rektora Umiwersyte- 
tu Wileńskiego, profH,ora Alfomsa 
Parczewskiego, z dnia 11 marca 
1924. 


Wielce Szanowny Panie Rekto- 
rze! Przesylam Panu. przez zbliż€?- 
nego mi Of1cera 2 m1
1ardy 20 m1- 
lionów marek, Stanowt to wypłaca- 
ne mi teraz mie8'łęcznie coś w ro- 
dzaju pemji za uprzednie moje 
pmce w p
ństwie. 
obec !ego, że 
nie mogę 81ę pogoduc z mysią, bym 
taką pensję brtU na s?»oje potrzeby, 
oddaję ją 'lla te czy mne cele pub- 
lICzne wyb1emjąc te, które z moją 
pOll1'zednią pracą w państwie naj- 


sll1ueJ ze mną były ZW'i-ązane. W 0- 
bec tego lnarcową pemję przesyłam 
Panu na cele Untwersytetu w W
l- 
me. Przede wszystkull chud
1luby 
1m o zabezpleczenle choć cokolwiek 
pracy młudych I!tł: asystentoLV l 
asystentek. Obuwiam Stę bowIem, że 
fala {)szczędno.(c
 kIerowanej, przede 
wszysfktm na tych sdach Się odbtć 
1n/11!1. S,łuch l tak 'lIwłu płatnych 1 
muło lIbezpleczonych. 
Obok tegu, gdyby Jakaś częŚĆ 
choćhy nIewIelka, była duna na naJ: 
mepl.aktyczmejszy, lecz tym bar- 
dzteJ drogi mI wydzlal, [mowa oczy- 
WI..!Cle o wydzwIe sztuk p1ęknych] , 
byłbym rad. Dumny zawsze jestem, 
ze W11no ma takt wydzwl, Jakiegu 
nie 'lila gdz1e tndzteJ. A tak I!lę 
boję, że Z1mne podmuchy pozIome- 
go, g'uplego 10zumu .zdmuchnąć mo- 
gą 1 ten ledwo tlejący się płom]/k 
p1ękna w zyctu. Że chcwloym clW- 
cwz tlochę protestu z mej strony 
zlożyć. 
Proszę przlljąć zapewnieniu wy- 
sokiego szacunku i powazanw. 
P, zel!yłając puzdrow1eme wszyst- 
hm w Umwersytecw, pozostaJę 
s.zczerze przYJazny. Józef Piłsudski. 


LEON STRZELECKI 


Przez ostatme dwa i pół lat ży- 
cia Marszałka, byłem jego pierwszym 
ofIcerem do zleceń. Często przeby- 
wałem w otoczeniu Marsz;atka i mla- 
lem moŻillość obserwować 
o w po- 
godnych chwilach Jego życia. 
K.Łdyś w Belwederze trzej pano- 
wie: poseł c..;,WIZUZ, dr Ka.lecmsKI l, 
zdaje Się, Jan Walewski opowiadah 
góralskie anegdoty. Płynęły w gwa- 
rze góralskIej opowieści o zawadla.ct- 
wie Górali, o Ich zamIłowamu do 
wodzenia Się po sądach i o tym jak 
GOl.ale szrunują w2lJ(cmme &wą 
godność, bo nawet w sprzeczce nie 
używają słów obraźliwych. 
Otóz pewnego dnia jeden z gaz- 
dów, maJąc dosyć dyskusJI, pOW1e- 
dział do swego rozmówcy: "wam, 
gazdo, UlO rogów brak. byhbyścle 
całkiem osioł". Na to otrzymał ri- 
postę: "przeclez oSioł I1'Ogow me 
ma" - "no to wam nic n1e brak" 
- zakończył bardzo gIT'Z€Cznie dy- 
skusję pierwszy gazda, 
Anegdota ta tak podobała się Ko- 
mendantoW1, że zapamiętał ją sobLe 
I wiele razy kaza! mi ją, sobie pll 
\Vltarzać jak by:ł w dobrym bu morze. 
A Komendant lubił pośmiać !Się cza- 
sem I poprzEkomarzać. 
Przed wyjaZidem na 
rę wojenną 
do Moszcza.mcy zapytałem, czy ma 
też jechać dr Marcin Woyczyński na 
wypadek gdyby Marszałek go po- 
trzebował. Otrzymałem odpowiedź: 
"poco Marcin ma jechać - przecież 
on na medycymie &,ię me wa. Wie- 
cie jak ja tutaj [t.o jest w gmachu 
Inspektoratu] pozostaję na noc i 
chcę Się wy.kąpać - !to wołam Mar- 
cina, aby 
ręcił kurkami - bo ja 
piekielnie się boję ,puścić gorącą wo- 
dę sobie na głowę". 
W Moszczamcy, dzięki wyjątko- 
wo pięknej jesieni dojrzały po raz 
drugi mahny. Komendant w czasie 
rspaceru po parku i ogIT'odzie wszedł 
pomiędzy rzędy krzaków. zbierał i 
spożywał zel"Wane owoce. AdIUtant 
zaczął robić zdjęcia fotograficzne. 
Komendamt protestował, przekoma- 
11zaj.ą.c ISlię "cóz .to, chcecie UitrwalIć 
na filmiie, ie robię szkodę w cudzym 
ogrodzie". 
Kpt Bajan po swym zWYCIęstwie 
lotmczym meldował się u Marszał- 
ka wraz z sierżantem Po
rzywką w 
towarzystwie dowódcy pułku lotni- 
czego płk. Lewandowskiego. MaIl"- 
szałek przy herbatce dopytywał się 
o szczegóły lotu. Chwalił i podziwiał 
dokonane przez mich wyczyny. 
Twierdził, że nie jest łatwo być lot- 
nikiem. Ze sam nie nadawałby Się 
do lotnictwa, bo czutby si
 bardzo 
źle w zamkniętej, niewielklej prze- 
strzeni kabIny samolotu, nie mówiąc 
już o skomplikowanych instrumen- 
tach, do których nigdy nie miał za- 
ml
owania. 
Powszechnie znanego p
zed woj- 
ną generała Wleilllawę-Długo
zow- 
s.kl€2.1o lubił Komemda.I1It pewlIlie i za 
to, że był wesoły i dowcipny i nieraz 
wprowadził w dobry humor Komen_ 
danta. 
Ale potrafIł Marszałek nie szczę- 
dzić krytyki w stosunku do bliskloh 
sobie oficerów. 
Razu pewnego został wezwany do 
Generalnego InspektoraJtru ł!-'€n. Sła- 
woj-Składkowski. Wiedzieliśmy, 'Że 
będzie bu,rza, bo MarszałEk chod
ił 
po gabinecie i głośno coś do siebie 
mówił. 'Zjawił się Składkowski, 
wszedł do gabinetu Marszałka i po 
chwili wyszedł czerwony i spesrzony. 
Niebawem MaIl"szałeik otworzyIł drzwi 
i wcale nie rozgniewany a nawet 
z wyrazem zadowolenia na twarzy 
powiedział: ,Ino. dzieci, dajcie mi 
teraz herbaty". 
Po przeniesieniu mnie z dOwo- 
dzenia p
łikiem na sta.now:isko pierw- 
szego oficera do zleceń przy Mar- 
szaliku, w czasie pierwszeg-o mel- 
dowania się zapytał mnie Komen- 
da1!t o przebieg mej służby wojsko- 
weJ: gdy się dowiedzIał, że j stem 
legionistą, zmartwił się ball"dzo i 
powiedział pall"ę barooo dosadnych 
obeśleń pod adresem tej grupy o- 
ficerów. Jestem pewtny (bo znalaz- 
łem późmej listę kandydatów z ich 
zyciorysem), że Marszałek choiał w 
ten sposób podkreślić, że nie fawo_ 

ujp legionistów. Co zresztą było 
prawdą. Bardzo ocenił i miał pełne 
lZalJlfame do Szefa Biura Inspekto- 
ratu.. płk. yv a.r
hy, pochod:ząceEo z 
armil austrlaCJklej. Zaś plik Glabisz 
(z armil niemieckiej) służył Dł1ZV 
Marszałku z przerwami lI1a studia i 
stalŻe 'Od wojny r. 1920 do śmierci 
Marszałka. 
W czasie mego pieł"Wls:zego mel- 
dowania się u Komendanta otrzyma- 
łem .wytyczne mej pracy. M.in. - 
referaty mają być treścilWe I w 
miarę kirótkJie. Mam być przygotowa- 
ny na rozwmięcle tematu o Ile będę 
zapytany. ZałącznIki do referatu tak 
ułożone, abym bez szukama mógł 
przedstawić natychmiarst żądany za- 
łącznik Marszał,kowi. 
Zapowied,ział mi lVIa.rszałek, ie 
nje zawsze będzie z mej pracy za_ 
dowolony, a nawet mOże mnie zbesz- 
ta. Mam nie brać tego do serca.
>>>
NA ANTENIE (WIADOMOśCI) 


Od konca lata 1918 odzyskame me 
podległo6C1 przez panstwo polskIe me 
uLegałO JUJZ rodnej WIJ! pL W;JSCI SyŁu 
aCJa na !rontach wOjennych kllJzata 
oczeklJWac załaman a 
 
 Nrennec l 
Aus tIJ l Była to tylko kwes la c.zasu 
RosJa J'uz była Wyilącona z gllY polI 
tyczmej Rewolucja Pazdz er n kowa 
przS'!1los1a W skuLlm 7.aWarCle prz z 
nowy rząd bolszeJW ck pokoJu z N em 
cam w BlzesclU na war unkach po 
dykJtO/Wanych przez N -emcy Jednym 
z lllch było przesun ęcle gran cy OKU 
pacJl mem eokleJ daleko na v.schod 
W:skUltek tego całosc ZIem po sk ch 
znalazła s ę we wła-drun u N emcow : 
ktorych byt{) w adou o ze WOjnę JUZ 
przegralI 
Pn:zygotowywano Się do odzyskan a 
n epoltległosc Lecz v. kaz- lej dz el 
n cy pl zygotowama te przebIegały 
naczeJ z uwagI n \ odmIenne sto 
unkl prawne l na o ImIenny Ulkła ł 
s ł w społeczenstw e Były zabor aus 
tr ack był pJ
yi
otowany lo lrkw
da 
Cj władzy W edn a n e nalezału 
przew Iywac powaz.nych przes
kod na 
drodze do tego celu K,lOles wo Pol 
:sk e truk zwruna Kongresowka było 
krajem pod okUlpacJą n en lecko aus 
tr aClką lecz zarowno NIemcy I Aws 
tr acy Jak I sprzy:ml€l ze!1l zachod:n 
n e traktolWal tego obszaru Jako częs 
c mtegraLneJ w sens e plruwa m ędzy 
naJlodowego am NIemiec am A\IIStIJ 
DZiałała tam namlaSItka adrmJlJtBtrac]1 
pallJSltwoweJ polsk ej a SILną była P.oI 

ka Olgam ZaDja WOjskowa l Isbn a 
ły wa.rUlnkI TIrutychmlastowego prze 
JPC a władzy co nas.Ląp ło 11 l s.topa 
da w £In u krup tulacJ Nlennec 
Zwpełn e maczej układały s ę sto 
sunkl na t€renaDh zaboru prUlSklego 
Pod względem praWlnym ZIem e e 
stanolW ty częsc panstv.a men eokle 
go Z em e te trakitowano macz.ej w 
naradach l deklaracjach pans-tw 
spr zymlell"zo.nych tn akJtowruno tez ma 
czeJ w codZlennyim zyCIU Nemniej 
n e ulegoało wą pl wosc dła zadillego 
Polruka ze z ero e te mu:szą : ę zJed 
noczyc z pn:zy.s.z.łą n epodległą Polską 
l to zuednoczyc s ę mlty.chmras.t Z 
te
 konaecZlllosc zdawah jUZ SObl! 
takze splalWę N emcy pl zew du
ąc ze 
rozejm l w dalszym c ągu pokOJ Le 
zwyc ęsklml panstwanll zachodn m 
ZaWH!J:ac będzIe Idauzulę o"woho lz" 
n a Jesl n e całoscl polsk ch z em et 
mcznych to w ka
dym r3JZ e ch 
CZęSCI Choc oaz wo na toozyła s ę 
J€SIZCiZe pallament Rzeszy N em ec 
klej I parlament pl'Ulsk w ob
adach 
swych wspom nał o 14 pwnktach de 
klllJlacJn W 1150na l zasta.na'Wlał s ę na I 
ch zillaczen e 11 rozclągłoserą 
l'RZEMoWIENIE SEYDY 
Stało SIę to przede W1SIZYStklilll dz ę 
kI lllWjllJ!;ywle tak zwanego Kola 
ł"olsk ego składająceg.o SIę z posło 'N 
Polakorw zasIadających w RelChs.tagu 
5 pazdzlern ika 191M przemaWIając \\ 
mlen u KQła Włady.s.łalW Seyda na 
w ązał do 14 punkitow WIlsona l za 
zą;dał uz.nama p
zez NIemcy praw.! 
narodu pOlLsk ego do mepodległegu 

ednoezonego panstwa polskiego z 
dostępem dQ morza Wywołało o 
lzecz JIlJs-na burzę wSll'od nacJonalrs 
tow n em eck ch w parlamenCle lecz 
me zdjęło zag1admellla z pOlządku ob 
lad parlan erutu Rząd Rizeszy ura 
baJąc llleja:ko opm ę własną l za 
chodJmą posunął s ę w dmu 24 paz 
dZl€l1n ka do mterpaetacJI po-.zczegol 
nych pWlkitOW deklalaCjl WIsOOla 
Uczyn
ł to ustan I lU mstra spraw za 
gllan cznych Itzeszy Solfa MOIWIł on 
ze w raz e 10zeJill
U w grę wchodzI 
mogą zlen e bezspmn e polsk e 
przy czym stoso!Wał In elpletacj, 
zwęzająca to ok.reSlleme Wsptm naJąc 
o woll1yan dostępIe do morza mowlł ze 
chodZi c l11.0ze o udogodJn en a komum 
kacy
ne l portowe w Gdanslm ktOlY 
m po"ług
wałobY!;i ę panst'Wo po1,;kle 
za kito re lząd Rzeszy ulWazał Kon 
g;reso,w.ke z jej Radą Regencyjną 
AKCJ A DMOWSI\.IEGO 
PrzemOWlelll1e :5oUa pozostawało w 
pewnym zWląZJku loglczmym z n e dose 
Jasltlyim postruw el!l €Om spilawy plzez 
koal cJę zachodJn ą co budziło powaiZ 
ne obawy w łonIe K'Om
tetu Narod: 
wego Polsk ego re!p[ezentu
ącego Po 
skę w ParyZiu u bokiu sprzy'l11 erzo 
nych Stojący na Jego ozele Roman 
DmOlWJSkl udał SIę do AmerY'k gdz e 
stwłeldzlł ze słolWa W lsona o do 
stępIe do mOl za są allJterpretowrun e 
dosc mgław cowo Na.d zagadniema 
mi polsk mi pr;tcowała w Waszyng 
ton e specJa1na sekcja Kon ISJI Do 
radczej z nrun eJ JakQ Kom sJa płk 
House a N e m ała ona okreslonego 
pog1!ądu na to JaJk. ma byc zas ęg 
l11epodległego pansllwa polsk ego na 
ZachodzIe a gdy chodzI o dQstęp do 
morza me było Jasne czy cho,dzl o 
przyłączenIe do polsk PomOlrza Gdan 

k ego ozy tez o neutral :zacJe W 
iSły l o wQlny por t w Gdansku 
SjpowodO'Walo to wy"tosowan e przez 
Dmowski ego specJrulnego memoTrału 
do WIL:sOl1a w kitOlrym okreslał on de 
zYdemty poLskle Jako Im e de.mar-k I 
C)JlIJą a pOZlmeJ glan mmą od K,o.s.za 
Ima popI1zez Gorzow WIelkopoLski I a 
GłogoJ\v Wrocłruw l Nysę M asto W 
p.rzewldywan u rOlzeJ.n1JU człQneik Ko 
IllJ
tetu Narodov.ego Bolsbego w Par) 
zu Erazm PLloz podjął 29 pazdz e
m 
ka 1918 derna'l'Che ządając zaJęcra 
tej hnn przez wOjska spI1zYlrl1ler.zone 
l WOjska polskIe JJialtylChm .a.st po prze 
w dywan;y(lll 10zeJmIe MoWl ąc wOJ 
s-ko pols.kle KomItet Narodorwy Pol 
sik w l ary.zu mrał na m)':sh przede 
Wszys.t}um arm ę polską we Francj 
'Pod dowódl7JŁwem Hallera 


TEZY KORFANfEGO 
Na tereme NleImec l z em pobk ch 
Dod zaborem prusk m reakcją natych 
miastową na przemorwlen e Solfa by 
ła rephka ud:melona mu w Re chstagu 
25 paz.dZI€'l1n ka 1m emem Koła Pol 
SkI ego pl zez WOJcIecha Korfantego 
\'Jowlła ona 
Pulacy domagaJą Się ZJednoczoneJ 

 wszystlwh trzeclt zaborow Polski z 
eZ1)teclnYl1 dostępem do morza to 
::n(/C y z wybrzezem puls kim zamie SZ 
kaly n pl zez ludno$c bezspornie pol 
ską Żądamy polskwh 1) wwtow GOl 
11egU t ŚI e.(z, iego Śląqka iZądamy po 
znal sktego, Prus Zachodmch i pol 
skwh 1 JO wwtow PI us W schodmch 
Trudno byłQ o wyrazmejsze okres 
ł eur k le stanowI sika Slpołe.czenstwa pol 
s. lego w zaborze pruski m Tezy kitó 
.e formułował Seyda l KorfalllJ y lllla 
y pełne poparc e we Wlspo1neJ dekla 
lacJI wszystkich olgailllZacJI }Qhtycz 

Ych zaboru prusk ego ZnaJdQwał
 
€ż wyraz praktyczny w ządaJll u za 
Prze.stan a plZesladowan Języlkowych 
a 
G narOdOlW'OSCI0Wych z,własroza na 
OIvnym śląsku oraz w dokQl1Iującej 
s ę Juz ptaldv,cznle połolllzacJ w u 
zę lach w Poznansik1m 
REWOLUCJA W NIEMCZECH 
b W h p erw;szych dn aoh lrstopada wy 
ue ła w N -en czech rewołucJa Rady 
;
łl11ersk e Robotill cze plZeJmUją 
p adze w Bel..} me I w HambUll"gu 
()doL.na lada pow
taJe w pozn 111 u l 


w mnych mleJscowoscrach POZinan 
sklego Pomolza. l Śląs.ka 11 lIs.topa 
la NIemcy kap tułu\]ą Polacy w po.z 
nansklm opanOWiUJą bez w ękJsze
o 
wys łku Rady ZJłn ersk e w pOiSzcze 
gOhlych mleJscowosc ach Jedyme R 
da ł'ozmanska JeSit radą mIeszaną 
polsko-łn emlecką lecz l w mej ele 
ment polskI zdobywa szybko przewa 
gę Rady w:społ'PraJcuJą z poLsk m Cen 
tralnym KomItetem Obywrute1sklm do 
tej pory tajnym WytwaJrza sę sytu 
aCJa nowa BowstaJe pewnego rodz:! 
JU rozb ez.nQS!C metod l srodKOW mIę 
dzy elementanll zachoWaWCZyimi pol 
Sok m a baJl"dzlej radyka;Lme nastawlO 
nyml ozłonkaml Rad Robo fi czych I 
zołn eEsiklCh Ody elementy 5owo one 
\\ CentraLnym KomItecie Obywatel 
sklm wystęPUlJą plZeclWk.O sam.orwt 
nemu odel"" an u s ę od N emlec po 
kła.daJąc pełną nadzieję w aJ!
al1Jtach 
zachodn ch l w kor zysunych dla Pol 
:sk w yin ika.ch konferenCjI polkoJoweJ 
w l a lach Robobn czo ZJłn e ski ch 
pl zewaza chęc s.twol'Zema fakitorw do 
konrunyeh Motyrwem Jest tu llleuf 
nosc w stosunku do Nlemcow l obawa 
ze swo
ego rodzaju łegalIzm do 
prowadzlc moze do s walZam a faK 
tow doIoonamych własn e płZez NIem 
CO/W JeSlt to oba;wa uzasadJlllona Rzą I 
Rzeszy ma oląg1le nadz eJę ogtlalllCze 
ma n ewn kmonych s.trllJt ter )'Itonal 
nych na z emlach etJlllcz,n e polsk ch 
do mllllmum a JeoooczeSI1J -e za Jeg 
płZeclez wIedzą z Nlemcow m eJsco 
wych pI1ZY duzeJ pomocy N emcov. z 
Rzeszy tWOlZą s ę zbloJne oddzrały 
'truk zwanego He matschutlZu Jego 
!Zadan em ma byc obI ona PQznansk e 
go l Porno l za pl1Zed PolakamI 


PRZYGOTOW ANIA WOJSKOWE 
Po sbrome polGkleJ częsc Ov.o w o 
parc u o opano'Wane przez Połrukow 
Rady zolill et sk e zaczyinaJą. s e trukze 
plzy,gotowama wQjskowe Rrowadz 
Je Sokoł hmcelstwo l Pol5lka O 
ganiZaCJa WOJ:skJowa Zaboru Pituskle 

o Powstają oddziały Straz,y Ludo 
we) ot:az oddzIały Słuz.by SittIazy l 
Bez,p eczel1JStwa Są one tylko czę:s 
c omo zaikon
p ro:wa'lle W Poznan 
sklm w.zrasta z kazdym dn em Ilo:sc 
wlacaJących do OOllllU zoŁn erzy Pola 
kow z ar mI pl usklej N ekledy są 
demob hzowan oflcja1n e ozęsto de 
mob l ZUją s-Ie sam Ten napływ ele 
mentu bojowego l wyszkolonego 
wzmacm a nastroje domagające Sle za 
bezp eczen a przyszłoscI w drodze 
przejęcIa władzy siła l zabezpleczema 
jej w postacI wł3JSJllego wOJ""ka pr zed 
WSZYStklilll co RiZ€lSza N em ecika lub 
mleJSCOW Niemcy mQghby przecIsI(: 
v. Z1ąC pr zec wko dZIełu mepodległoscl 
l zJednocze:ma W gr1Urllllu w Pozna 
UlU w wieLu nnych m eJscowosclach 
dZIałają JUz potIządme prQwadzone 
brul a werbunkowe 
dz e zgłaszający 
: ę zołn erze Polacy otrzymuJą przy 
.dJz ały do mających powstac Jedno 
s.tek IIJJStl ukcJe alal mowe sk ell"O'WR 
n a po odblOr bron do rOZlnych maga 
zy.now Bron wynoS'Zoną z koszar l ar 
senałow składa Się przewazme w ka 
Wlalmach Swego rodz3J1\l centrałą 
l sztabem plzyszłej armu welkopol 
skleJ centrala plZyszłego powstalll a 
stają SIę kaw aEme poznanskle m n 
kruw al n a Zielona na uhcy Wro 


WYZWOLENiE WIELKOPOLSKI 


cławsk ej Zb eraJą Się w n ch n e l 
CZIll oJ: cerowe l /!cZlm podoficerowIe 
cZlOnkowle POW l młO.dJzlez Nara 
lzają SIę l planują pr.zysz11 dOViOl1CY 
MIeczysław Paluch AmIrzej Kopa 
Jan l' eKuckl l\.arol RZEpeck :V1acllej 
KOCZOl"O'Wsk Antom SzymansKI Zyg 
munt Lrukmskl Kaz m elZ Rzosla 
Jan Chła po WiS ki Bernmd ŚIIWlllSk 
WItal s .KJUbICK dr Bolesław Ka 
pu"cms-k Oze:słw;v MeLssnel w e 
lu IIJnych Jest rzeczą charak[e 
rystY1C'Zlną ze Q!1gan zaCja wo
skowa 
(Jbyrwa iS ę W warunkach całkowItej 
lllllPlOwl.zaCjl pl zy m n mum nmad 
planowallloa z tym wymk em ze w 
momem
 e wybuchu pOWlStan a Jedno 
SI
k wOj::;.kowe do batahonu l pu!iku 
włącznie powstaną w Ciągu k Lku go 
dz n }Qd dowooztJwem najczęsc ej po I 
of celO'W będą gotowe do boJu 


NACZELN,\ R,\DA LUDOWA 
Lecz lIJJle JeoSlt J€Szcze pew.ne czy 
pow Sltan e wybuchme l czy będzie po 
lrzebne Na }'chmlast po kil/p tulacJI 
Niem ec powstaje tak zwany Kom 
sar at OrgamlzacYJny Naczelnej Rady 
Ludowej Zas adaJą w n m WOJcIech 
KOlfa:nty ks ądz Stalll",ław Adamski 
I Ad rum POSZIW nsk Poz.nleJ Jego 
"'kład r o.z.szerzono do ,;zes.cIU człon 
kOtw Kom sar at zwołuje na dZlen 3 
gtUldJma do POZlnan a sejm dZleLn co 
wy złozony z poUora tys ąca dełega 
taw !Z całego zaboru prusk ego Sejm 
pOSltam.awla zleclc obronę Slprawy pol 
sk ej PolskIemu Kom
tetQWI Narado 
WEmu w Paryzu nawiązUje kOlllta:lót z 
lządem Po,l:sk m Morac.zeW'sklegQ \V 
Wars.zawle uznaje illaczelną władzę 
Jozefa P łsudskiego 1 wyhlela Nac.zel 
ną Radę Ludową JaJko władzę illajWYZ 
-s-zą dla całego zaboru pruskiego M1 
ona dz ałac do chwili gd
 trakitat po 
kOjo wy r oz.g1ramczy osta tecZlllle 'Pan 
sbwo pol8kle od n emleck ego l w spo 
sob legalny doprowadz do zJec1nocze 
ma dZlleLn cy prusk ej z resz.ta. '11 e 
poLlległeJ Pol:kl Jest tQ Więc oSItllJno 
WI ko ostloZlne lecz rOl\\ noczesme ba 
dzo zdecY'dowane Przyczyna J1 epod 
polządkowama SIę natychmla
torwegJ 
I całkowltegQ r ządow polsk emu w 
Wars.zaWle lezała przede wszysUum 
w obalWIe ze krvk ten moze UltI udn c 
peltraikltacJe Polskiego K,omltetu Na 
wdowegQ .z rządam al anek mI N" 
bez znaczen a były syn
pahe pol tv 
czne wlększoSiCI !;ioołoozenstlWa tpOiZnan 

k ego Popierało ono prawie w s.tu 
plo.celtach Narodową Demok1raCJę l 
zyw ło obav. y czy lZąd w Warszawie 
me Jeslt zbyit łew cowy wz.j!;I
d1me Jak 
mowono Wltedy w PQZlnamu za na I 
to ozel wOlny N acze1na Rada Ludo 
wa pQzostawała z IIJ m w kontakc e 
lecz domagała Sle Jego reQrgan zaCjl 
w k erl.lJ!1Jku koal CJI Qbejmującej 'tak 
ze Elementy praw cowe Przyc?Jyną 
ostatn ą wreszc e była chęc zachowa 
n a zdrowej substancJI gospodarczej 
Pozlllan:skilego czemu słuzyc mIało jej 
tvn czaS'O'We oddz eleme od chaotycz 
nych stQsunkow panujących w iI"esz 
c e PolskI Jeenoczesme jedna.k Na 
czeLn3 Rada Lu lowa wstrzymała £IQ 


stawy ZY:WlnOSCI do N emlec., stosUjąc 
to Jako srodek nac sku po to by w
 
mUSlc rO-Zlwlązan e .n: e!n ecK ego 
He maluschutzu l wycofallle oddz a 
łow UrenzschUltzu czyh s.trazy gra 
11 cznej /{Jwra m 
postlzezen e stawa 
fa S ę ylkQ naZlw-ą dla legularnych 
łliC.Zlnych OdllZ ałow wOjska Ullemlec 
kiego Zgl upowa!llych pr zede łi SZYS 
km na S.tyKu m ędzy POZ1lanskLm l 
Pomolzem to Zlnaczy w leJome B
{\ 
goszczy N emcy probuJa. pel lakto 
wac z NaczeLną Radą Ludową .Pre 
m er prusk Hnsch przybylW:! do Po 
znan a na narady ktore zadnego 
 
z.uLtatu me dają zwłaszcza ze Jedno 
czeSlllle w Wal".zawe rząd !Jol k u u 
Via pierwszą dyplomatyczn 
 lepleze l 
tacJe Nlennec 
!Jo kQnferencJI pokojowej Jest je 
s'ZCze dalekQ aln a HallEla pozos a 
Je we FrrunlCJI sprzY'm erZEIII n czeg-o 
nowego konkretnego me mowlą W 
konou grudnIa 1918 sytuacja staje 
!Hę napięta l mebel/p €CZlna 
taJe Się 
ocz,ywI
te ze JeŚlII l'olacy me stworzą 
fakitów dokonaillych ;popartych własn't 
s łą zbrojną .t'O taMy llokonane zo\S.ta 
iIlą stwolI'z-one pl zez N lemcO/W Agre 
SyiWIIIOSiC memlooka 'Wzrasta Do .Poz 
naT1:la przybywają Jednostki wOjskowe 
memleckle złoz.one z NIemco,", po 
ZOII1me dla demob hzacjl ktOIą, jed 
nak Się OPOZill a Dopuszczają SIę pro 
W{)lkaCjl NaJIW ękJsza z n ch ma mIej 
oSCe 26 .g1rudma W dn u /tym przybył 
do POZlnanla w drodze do Walszawy 
191nacy PadeleWISkl PQWI tał go en 
tuzjaZlm ludnosCI l .ogromny wlec pol 
ski Zołltl erze illlem eccy IZaczęl zry 
W'ac :lJlagl polsk e lobsadzac uhce 
W odpow eda:! dJma 27 
lUdma bez 
n cZYjego rOZJkazu samQrzutJ1ie roz 
poczyna Się pO'W1sta.n e w. elkopol kle 


POWSTA.NIE W POZNANIU 
Zbrojne oddzIały Po,Isk e zOlgam 
zowały SIę w Cląg1U k Iku godzm W go 
dJz nach wleczol'nych 27 grud'll a przy 
puszczonQ sZJturm na gmach ptezy 
dlUm pol CJI w Poznamu W walc
 
padlI piel W'SI połegh FrrullcIszek Ra 
tajozak gorn k z Wesltfahn ,;zewc 
poznanskl Anto,m AndrzejewskI I Ja l 
KalIItak W Cląg.U nocy opanowano za 
mak diwoI1zec 
łow:J y l kompleks ko 
szar piechoty gdzte przystąplOillO na 
tychm atBt do tworzenIa w ększych 
zWlązkow wOj"kowych Szeregi zapel 
mały s ę sZyibko nadbIegaJącymI ze 
w.sząd Połakaml zołmerzaml z arm 
pruskJ ej Po naJw ększeJ CZęSCI byl 
to !Zohuerze JUz z.demobll zowaill choc 
pewna Ich losc w ChWIl rozpoczęc a 
Po,wstallJla przebY\WIła jeszcze w ko 
S2ar ach 
Pow"tame było prawdz 'Wym arcy 
dz ełem ImprowizaCJI KQlUJpamle p e 
choty tlwoI1zyły s e dosłown e w bIegu 
na ul cy z zobmerzy l młodzlezy poj 
porz.ądijwWUlJąceJ s ę rozkazom 1))1 erv; 
:zego Z brzegu podoflcela Polaka 
Rzadz ej do,wodca. był oficer Pola 
kO!W of lCelorw rezerwy z armn PIU" 
k ej n e było w Pozna n u w ęcej IIJIZ 
t I zydzlestu Było ch zawsze bardzo 
mało gidyz Polacy słuzący z pobatu 


w aI1llln pl UJSkleJ rzadko ublegah oS ę 
o stop en oflcelskl Polakow oflce 
raw zawodQwych było lZaletwle kilku 
POll1J:mo to JUZ w tJrzec m lub czwar 
tym £In u pOIWstama Polacy występo 
wal w zw ąZlkach tak ycznych w stle 
klLkJu batał onow l bater 6 styczn a 
mQgły one pl zeprowadzlC regtularne 
nrularc e na lobn sko w Lawlcy l qpa 
nowac oboz manewrowy w Bledrusku 
Jeszoze WCZes.llleJ zdolJyito IW samym 
Poznan u cyitadelt! oraz 
kłady brom 
amUlllCjl z tym :
Ultk em ze oz mle 
sca dow\..dztwo powstan a d
sponowac 
zaczęło za,pasanl1 bIom cr uposazen a 
W) SI al'Czajacyml na wysta'W ellle kil 
kulzle::;lęc u tY
lęcy wOj:ka 


POWSTANIE IWZ:sZERZA SIĘ 
W samyim POZlnan u dwze .zasługi 
olgamzacYJne połozyła Pol",ka Orga 
n zacJa WOjskowa ZabOlI u Pruskiego 
Na Jej czele stał Wmcenty WlerzeJew 
ski Poza Poznamem iV\ ..zakze -cały 
clęzar orgamzacYJny powstamla spadł 
na kkaLne rady zołmer"kle stąd 
w szereg1U miast I nllas.teczek po 
WlSltllJn e mIało charakter Jeszcze bar 
dZIeJ spoIlitam cZlny n z w stoI cy Wlel 
kopol"ki Obywając Się bez SkOOTdy 
nowa.nych IJ)lanow l dZiałając wyłącz 
me w oparcIU o log kę l ZlnaJomosc 
podstawowych zasad prowadzen a 
walkJ pO'Szczego1n1 dowódcy dązyh do 
opanowa:lIa węzlow komumkacYJnych 
zwłaszc;za tak ch ktore zabezpIeczały 
Poznan prze I napływem POSlłi!ww 
memleck ch I tak J'UJZ 2R gruM a 
kpt Kopa na czele pięcIU kom 
pan I wy",taw onych przez rpowlat po 
zurans-kl l m asteczka Środa Ko;rn k 
zdQłał opanowac v. ęzeł kolejOIWY w 
Dop ewre przec
naJa,c I me w odące na 
:lbą"zym I dalej do BeI1lIara 
W p el"WSlZych dwoch tygOdlllach 
walk III e udało SIę W1szakze iSlłom 'Pow 
stanc
ym opanowac Bydgoszczy l tym 
sam.ym WyblC oSob e dlOg lIJa Parno 
lze W clęzklC'h l kilWruwych lWałkach 
pod SZlub nem KołaczkQwem I RYI!Ila 
rzewem N emcy powstrzymah matar 
Cle na BydgOls.zc.z Na Innych odcm 
kach frcmtu waLkI także 'Przybierały 
na s.le l powlększa
a SIę Ilosc ofIar 
PowO{}z€me sprzyjało jednak oddozla 
łom w elkOlpolsk m Na połnocy I\ldało 
SIę UiStahc f'rOIIJt na Jlnn Noteci opa 
nOWUjąc tak.ze Inowrocław l Cho 
dz ez Na zachodzie oczyszczono te 
len po Welen M ędzychód l Z bąszy n 
Na połu Imu wOJ",ka w elkopolskie do 
tarły do l mI IroleJowej Raw cz - 
Osbrow Wle1kopołsk Był to front 
trUldJny obe
mujący łukJ em prawie ca 
ły OIbszaT PQZlnan",klego l 'Wymagał 
sbwor:zen a nac.zelnego dowodztwa 
ZOl gan zowan a SlZltabow l słuzb oraz 
ZlW I'z.kow takitvcznych wyzszego stop 
ma mz batalon czy 'Pułk 


PARA.DOKSAL
'\ SYTlACJA 
Przez p er wsze kilkanascle dm 
powstama pallJowała sytuacja meco 
l!aradoksalna Naczelna Rada Ludo,wa 
I jej w:ydz ał wykonawczy Itak zwa 
ny KOffilsaIllI/t Rady Ludowej były 
PlZec wne akic] zbroJnej pokłudaJąiC 


pelme .zawaaue IW wynIkach .konferen 
CJ pokojowej k1tora miała przymesc 
wyZ/Wolellle lZaborov.1 pruSoklellllU l po 
zwoł c na spokojne lecz 'Podz elone 
na fllJzy plzyłąc.zen e !3 ę do panstJwa 
poUsklego POWlStame było wyn klem 
Impulsu n zarazem ZW)iclęstwem cz,yn 
n
kow energlcZlllleJszych ktore me 
ufały am Nemcom an decyzjom kto 
re ikJtos w dalekIm Paryzu mIał wy'(}ac 
o łosIe Wielkopolski Zdrowy mstYll'k 
1udnoscI a plzede wszystkim bYłYch 
zołln1e.rzy stlwoll1z;ył fal;jt dokQnany 011 
kitorego rzecz Jasna, llle było odWlro 
bu Zmysł ładu l zrozumlellle Ipota:ze 
by Joonohtego kleroWlnwtwa polaty 
cznego spOIWodowały jednalk podpo 
l ządkQwan e Solę o,ddzlałow pOW'Sltan 
czych tej samej Naoze.Lnej Ra.dzle Lu 
dOlWe.J l KOmtsaIlatOw.1 ktare wybu 
ChOlWI były pl zeclwme Był to dowo I 
ogromnego zaUJfllJllIa do tych JI1
tytu 
CJI zaufallla kitorego n ezaw }(lły 


TWORZENIF. WOJSKA 
Naczelna Rada Ludowa wZIęła fakt 
dokonany za podstawę swej dalszPJ 
IZlałalnoscl Rrzejęła illatychmrast ad 
mm strację POZlllanski .ego zlecają.c 
spolszczellle wSZystkIch Ul zę low 
sZlkoł l sądow 9 s.tyczllla NRL powo 
ła
a t Z/W prezesa pl'OW mCjl pOZlnan 
Sklej Został mm WOJcIech 'Drąmp 
czynski RoZipoczęła tez pertraktacje 
10ZejmOwe z wła Izam nemleck mi 
ch('ąc .za.poblec d llszemu rozlewOWI 
kmv zwłaszcza po mepowo,dzen ach 
pod Bydgoszczą Miało to ten meko 
nysbny sIrotek ze wstrzymało 00IU 
chy pOWlStancze na Pomomzu Skut 
klem dodllJtilllm było zaoszczędzeme 
s ł które !tak łłardzo przydały Sle I 
Poznansk ellllU l całej Polsce w Ctągu 
na.stępnych dwóch lat 
W dz edzm e na)wazme}szej Na 
czelna Rada LudOIWa przy:t.ąplła ener 
glCZIll e do tlW.ot zema s lnego wOjska 
w oparcIU o jUZ ls t meJące l 'Walcząca 
oddziały Pow,.tało t.łoWllle Dowódz 
two WOjsk Wlelkopolsk:.ch Przepro 
wadzono tez pobor powszechny tl ze h 
roc
mkow Pozn ej powołano następ 
ne z tym skutkIem ze w maJu 1919 
stany armnl 'WIelkopolskIej oSlą
nęły 
72 000 ludzI by przekroczyc .po upły 
WIe kilku dllJIszych m e8lęcy l czbę 
100000 PaIlTIlętajmy ze armię .tę wy 
sta.wlało dwad
lescla k Ika powratow 
przysz.łego w-Ojewoo7Jtwa poznanski e 
go o łą.cZlnym aa[udn en u n e plZe 
kraczaJoącyim miliona głOlw ArmIa 
składała przYSIęgę na WlernosC Na 
czelnej RadzIe Ludowej 
Kadrę dowodZItwa l obsadę sztabow 
zapelimh lub uzupeŁmLI l cz,me w War 
szaWIe 'Przebywający byh oficerowe 
poLs.klCh kOlPUSaw wS(Jhodmch zwła 
szcza plerWlszego korpusu gen€l1ała 
DowbOlr MUSImoklego On .sam został 
dowódcą głOWll1ym wOjs-k wlelkopoł 
sklCh na mIejSCe dotychczasoweg.o 
kitót
m był oflcel w s opmu kap tana 
Stanisław Taczak Dowoorczycy na 
stanOIW skach dowódczych w armn 
w elkopo'lskleJ 'ZzylI Sl
 na ogoł szyb 
ko l dobrze z wOjsklem 'Po,lUJ mo r z 
me lWysZlkolema gdyz 'W przeciwlen 
,;twle do zołmerza szkolonF-g-o w ar 
mll pIusklej WYWodZLh SIWOJ rodowo l 
z arm l rosyj'Sk ej Z WaI1SZawy przy 
byh w Po,TQZUmlen
u z rządem pol 


OsWIAJ)CZENIE EPISKOP,\ TL 
.BOLEKI W SPRAWIE Bl Dm\ \ 
śWIĄT)' N KATOLICKICH 


Dlodzy Bracia i S osl1-y' 


Jed
ą z zasadnlczych f1udno
ct 
YCW I ehg Jnego w Polsce Jest bl ak 
zezwolema na budowante nowych 
sWiątyn Na plzestrzem lat 10wo 
Jennych 1IIwsta 1 oSzel zyly swe gra 
mce, 1 owstały w nich n we dZiel 
1 iCe liczące n1eraz dzws ątkt tys ę 
cy ludzt, pOlVstaly calklem nowe 
nIeraz lICzące wtele tYSIęCy oby'U a 
teli skul'ska Wystm czy ze pmrod 
setek wskazemy tylko na 'nową 
d;nelmcę Warszawa Bielany lub Za 
glębIe Kum skIe Mtesz a y tyci 
Eh plsk lak w caleJ Polsce, są 'IV 
pr ewazaJąceJ CZę$CI katohkaml a 
1ednak nIe poswdaJą swoJeJ su iąty 
m LudZie Ct chcą korzystac z za 
gwarantowanych pl aw swobody w 
8pelmanlU swych praktyk rehgt} 
1 ych lecz władze (JJal stwowe me 
7JozwalaJą zasadmczo KmcloloWi w 
Polsce na budowU'me nowych Simą 
ty Budowy mnątyn z Hguły me 
uuues;zcza Stę w planach iO banisty 
cznych Tam zas gdzle byly umIesz 
czone np w Warszawie na Rakow 
c t m!taJą skre$lone a l Yl1WCZOj e 
l lace pod budowę $Wiątym są odbie 
ł ane pod sdną obsadą '1IIl l cJi 
Na skutek 'wielu lat zakazol( bu 
d wy powstala obecme 1 aląca l o 
t zeba pobudowama w Polsce setek 
WiątYll Llcząc Stę II: t1 udn 
c au i 
hudm lanymi KWIl' Biskupie skła 
daJą d u il ład z Ul tiUrkowane wnIO 
skt Ntestety nawet i te wnlOskl 
n e zostały Zl1vzględmone ZU1 az 110 
p:Lzdztel1uku 1956 uladze bt dowla 
ne Rd iehly iVlększo$ci pozwolen z 
kt01 ych wiele wycofano i 'me po 
wolo
 o k01ICZYC budowy tnawet JV 
10 poczętej Od 1 1960 z wYJątk en 
hlku pozwolen ktore uzyskalHc 1e 
usobtstymt 8taranial1U, me zatwlel 
dza Się naszych wnwskow o budou ę 
kO
lccznych sunątyn 
Uporc YWO$C w'adz w odma t Iamu 
pozwolema me tylko 'fUL bt dowę no 
wych ale nawet ma odbudowę lllf'h 

W1ątYll zniSZC onych Jeszcze pl zez 
okupanta hltlelowskiego me poch( 
dzt Jak mel a.. usduJe S1ę tWIerdziC 
z trudnoscl zdobycia matenalQw bu 
dowlanych lecz ma wyrazne zna 
l110na za1JlanowaneJ akcJi u l tl vd 
niUmu lub wręcz hkwtdowamu zy 
10 lehglJnego 
Potwiel dzemem Jest wyda1Zeme z 
ostatn ch tygodm w W lik wy I 
dtecezJi l TZem dskwJ gd:ne wykoTzy 
stUl o okazJę budowy zapoly wodneJ 
by zhkwldowac zabytkowy ko
ctoł 1 a 
1 aftalny nie daJąc pozwolenw na 
10budowanie na koszt pUlaf t Zlty 
kłego nau et baraku gdzie lm e Jsco 
wa lud 110$ c 110glaby 811eh al' sWOJe 
1raktykt rehglJne Z ub lewantelł 
nalezy podkre8liC ze burzeme $Wlą 
tym I dbywało Się pod 8th ą o l ną 
lł l WJi przy pozbawlen u 1n 1e Jsco 
wych kapłanou wolnosct na czas bu 
rzema Matel tal zas rpowstały z roz 
bWl ki - zmszczono 
Ep18k o pat PolskI Imelokr tn e 
zwracal Się do naJwyzszych wlad 
1 anstwowych, :rosząc o zaprzesta 
me dyskrymlnacJi obywateh kato 
l kow w odmaww'niu im prawa do 
poslOdama w dogodnych odleglu 
Clach $U iątym tak Jak maJą om łat 
1VO dostępl e kma teatry szkoły c y 
nne obiekty '1tzytku pubhczneg o 
Pv II a nasze pozostaJą zwykle be.. 
odpowredzi llIozna WlęC 'U moqkowac 
'U: z pelm praw obywatelskiCh w 
PRL mogą korzystac tylko obywa 
tele ateucl obywatele katoltcy pl"UU 
t ,ch ą lzbawlem KOłlstyt! CYJYlI 


£zy 


za 


za ada I att nosct wszystkich obywa 
tell bez II ględ! na u y /lal e J( t 
ty/klllUlltUą ttelą 

ml tneJ teJ 1 zeczywIsto Ct 1 te da 
btę 1n z/isłonlc budową 1)Ol!lntka na 
czesc 1Vtelklego 1 allCza Jana XXIII 
z funduszo .v składkou ych Jeden 
chocby n 37) ękmeJs y pomn k me 
zastąpt SWlątYI1 na ktole czekaJą 
11 tl1o/lY ludZi lJ1 acy w Polsce Jacy 
1es cze dZI$ muszą modhc Się w CiQ 
snych bm akach a nawet pod gołym 
'niebem na ml0Złe i błocte Ptsze S1ę 
nWI a ze w Polsce powoJenneJ Jest 
w ęceJ $ nątYI! n z 1 zed ttOll a IV 
rzeczywistusCl '1IlOze Jest przyrost 
hczbowy na skutek uzytkowanta 

 Viątyn poewangel CklCh na Z 1.'1 wch 
Zachodmch Jednak w obecneJ sy 
ilwcJt ludnmcwweJ odwołYI ame Się 
do stytystyh oblwzone Jest na zme 
kształceme pl awdy Przed WOJną 
było w Polsce 30% ludn1J Ci nwka 
tohckleJ Oprocz tego wskutek mi 
g I aCH lvdno
ci imeJskteJ d J miast, 
ml0dkt l1neJskle mepomterme SIę 
lozbudouały bez uwzględnlema po 
lIzeb kultowych ludnolcł 
DZieląc SIę z Wall i tyl 1 11 rz yk r m 
Clami Jakte napotykamy w wyko 
nywan1U 1 aszyth pastel s k ch obo 
Ioązkow - l' ostlllY Was o wyrozu 
mwlosc dla Waszych kapłanow kto 
rzy mlmo naJszczetrszYch chęci me 
zawsze nogą stworzyc Wam lepsze 
warunkt w spełmantu obowlązkoW 
1 ehglJnych oraz zachęcal y Was 
hy
cle w interesle wlasnym popiera 
h starama Waszych duszpasterzy 
NIe WIerzCt€ ze to Jest sprawa tylko 
btskupow t kSięzy Wy, ludzIe pracy, 
ktorych wystlhem oabudowuJe Slę 
OJczyzna nasza ze zmszczen wOJen 
nych, ?nuCie prawo posiadac me tyl 
k I kmo lub klubokawiarmę ale 1 
I!mąty
 te bysC'te me musieh poko 
nywac 8 12 kilometrolO drogi do 
naJbhzszego kOS:'IO/ a albo 110dhc Stę 
10d golym nIebem narazac na pl zy 
kl e dztałame mekol zystnych wa1"un 
kow atmosferycznych 
Mod/cle Się do [(roloweJ sW1Uta i 
Uatkt [(oscwla by [(mcIol w Polsce 
1I10g1 SIę cleszyc taka It ol no Cią 
JakieJ mUWi przYJęta z entuzJal1l1e1l1 
1 rzez cały sWiat soborowa dekla? a 
CJf! o w lnmcl rehgH 


Dan na KonferencJl E1 Jłsko patu 
Polski 
W£1sza la 24 listopad 1967 
Podf118ah 
](01 dyna/Oll ie M ell OpOlICI 
Al cybiskupl i Blsl UP! pol cy 


OSWladC7ellle pVdplsan przez obu 
pol k ch kardynalow VI zystkLCh me 
tropohtow alcyblskupow l b skupow 
dotyczące pałąceJ dla zyc a reI glJ 
nt'go w Polsce potrzeby budowy ko 
śClołow - zredagowane było na Kon 
ferenCjl EpIskopatu 24 l st pada 
1967 ale o lczytanc zo.;tało z ambon 
dap ero w medzlele l
 gl u.dma N I 
opczmeme to wplynęły zapewne zllJa 
ne tIudnoscl techmczllle na Jakle w 
swej pracy narazona Jest hlerar 
chla kosc eJ'Ila MO'LJna prZVjąc ze 
aI1tykuł ZYCIa Warszawy na te 
mat budownictwa koścIelnego oraz 
audycje Radia War"zawsk ego nada 
ne 16 l 17 grudnIa były probą osła 
blen a z gory wrazen a jakle komu 
I!1lkat Ep skopatu musIał wywołac 
w katolickIm społeczenstwle 
O braku dostatecZlneJ liczby ŚWlą 
tyn w Polsce mowll wlelokrotme v. 
kazan ach prymas Wyszyn
k Mf) 
wlh blskuJlI a proboszczowie mfor 


dużo 


kojcioló
 ? 


mowal WIErnvch Ilekroc Ich starallla 
o zezwolenIe budowlame spotykało SIę 
z odmową władz W ostatu ch cza 
"ach zaszły dwa znaml-cnn a wy la 
rZŁJma ktole r ucają SWlatlo na po 
htykę panstwową w spraWIe za"ł!0 
kaJama potrzeb kultowych ludno CI 
W o"adZle WolkQwyja w l11ECel:JI 
przemy"kleJ zburzono l to w spo 
sob prowokacYj1ly ...abytlwwy koś 
clol choc praktyczme m1tno budo 
wy zapory wodnej mozna go było 
ocal c CzynnikI kOscIelne n" h la 
Iy jednak czym trudnoścI władzom 
I ZgOdZIły s ę na rozblol kę pon e 
waz obIecano lm ze będą mogły 
W2l1lleSC tymczasowo własnymI slod 
karni barak kaJphcę Ob eLmcy na 
stępllle me dotrzymano l odmowIo 
no z€lZw01ellla ofIarowUjąc zastęp 
cze bud);lk me nadające s- ę dla celo !f 
kl\lLtu I połozone daleko za WSią 
DrugI Wypa.dek dotyczy dZIELmcy 
RakowIec w Warszawie gdzIe było 
zezwQleme na budowę koścIOła ale 
przez Jedenaście lat me pl zydzlela 
no potrzebnych mate111ałow I nIe za 
tWlel"dzanQ planow po czym wła 
dze orz(kly ze budowa skreslona 
Jest z plaillu urbanrstycznEgo l na 
wet l'OzeblaillO pod osłoną mlhcJI ba 
rak palafIałny 
To są tylko przyklady Przyklady 
potwIerdzające legułę Potwerdza 
Jące kOl!lsekwentną pobtykę I tajne 
dyrektywy władz panstwov.ych 
ZłU erzające du umemoz1l1Wlen a bu 
dowy odbudowy l remontu śWlątyn 
Nalczy odpowIedzlEc przede wszy 
stklm na diwa demagog cz.ne tw er 
dzema propagandy Po płteł"Wsze 
ze w P-OI
ce Jest śWlątyn wIęcej nlz 
przEd WOjną I ze potrzeby kułtowe 
ludnoscl są w pełm zaspokojone I 
po dl ugle ze hIerarchIa koscleLna 
domaga SIę rzekomQ ab,;o utnego 
p nor ytetu dla budowy kosc ołov. 
choc lllne pllilllEJSze potrzEby lud 
noscl me są jeszcze zaspokojone 
KOŚCIOłow Jest w Polsce więcej 
mz pl zecI wOjną bo doszły zanne 
mone na SWląty;nle katollokle dawne 
Zibory prote.stanckle na zIemiach za 
chodmch NIEktore koscloly zo taly 
po WOjl te odbudov.ane przy pomocy 
funduszow pans.twowych jwko bu 
dynk l zabytkowe o duzeJ w rto"cl 
artystycZllleJ W Pl€rwszym powo 
Jennym oklEsIe wznIesIono pewną 
i czbę nowych kOŚCIOłow l kaplic To 
wlSzystko prawda Ałe zupEłnym 
nons IIIspm Jest ob lcza.n e prZfC ęt 
nego metrazu kosCle}nego przy;pada 
Jącego na głowę m
eszkanca KQS 
c oł s anoWI o Il"ode:k zyc a p1r lf al 
nej;O To ze na warszawsluffi Starym 
I Nowym MieścIe J€St kllkanaśc e 
kOŚClOlow me za"tąpI braku kosc o 
ła na B elanach czy na Rakowcu Co 
z tego za W KrakowIe Jest sWlątyn 
k łkadZ1esląt Jeśh w odłegłej o 
10 km Nowej Hucie me było I Jeszcze 
me ma kościoła dła 135 000 mlesz 
kancow jeśh nie hc.zyc zabytkowego 
koścIOlka w dawnej WSI Moglla Ile 
,;taran Ile pOSW' ęcen n:! we b "Itu 
łudnoścl trzeba było zeby Udz.lelono 
'PO lrutaiCh zezwolEll a na nowohuck 
koścloł I Dowód ze nact!.k ze me 
złomna wola społeczenstwa jednak 
s ę opłaca Czyzby dlatego propagan 
da wstydhwym mtlcze'l1lem pokrywa 
ła dotą I fakt IZ w koncu kO
ClOł w 
N owel Hucie stame? 
Globałna ło,c kosclołow w Polsce 
f) mczym me śWIadczy Chodaa o Ich 
rOZ1TIleSZCZeme Brak kosc oł ow wy 
nlka z prze,;umęc ludno
cI DZlesl
c 
Ił! I onow ludzI Wyemlgrowalo ze WSI 


do m ast DZle" ęc mlltOl oWI Po 
wstały nowe o elIa nOwe o",rodkl 
przemysłowe mla",ta rozrosly Się 
fi qpomll'rmp Np \Varsza\\a Jest o 
bec:me tervtol aln e trzy lazy bar 
:lz.ej rozlegla 1 u łezy sedno spla 
wy lherarch a duchoWlenstwo l 
WIU n domagają SIę budowy kOSClO 
łow ty ko tam gdzIe Ich me m I tam 
gdz p Jest rzeczywista palą a po 
Izpba sWlątyn l zycla pałaf alne 

o 
Katohkow bylo pl'zed WOjna w 
Polsce 20 670 000 a doL czaj ąc gł eko 
katolikowokoło 24 md onow Czyh 
ze mnleJszośOI wyzmaTIlowych nne 
I smy 8 mlhonow ObEcnie tych 
mmejszosc przy tej samej hczble 
mleszKancow Jest zale IWIe 800 000 
a WIęC dZlesIęclokrotnre mUlej Pl1Zy 
czyna znana wymordowame zydow 
p zerz Hltlela prz€Siedlenle Ukram 
cow l protestantów mCml
CklCh 
powiadają propagamdZi CI szybki 
postęp łalcyzaCj sprawia ze Zillomej 
szyły s ę potrzEby relw ]ne ludnoś 
Ol N a to moz.na odpowlPdzlec dany 
m zac
rpmętyml zarowno z ofl 
cJalnych ank ct Jak z opracowan 
krśc elnych Wedlug opracowama 
k"lędza Jozefa Majki w m es ęcznlku 
Znak - 95% obywa te l polskICh 
jest ochrzczonych w ko
c -ełe katol c 
klm Ank eta O
rodka Badania O 
pllll1 Pubhcznej pIZy Połskilm Rad u 
stwierdza ze ponad 78 badanych 
uwaza SIę za katohkow a"O czU 
Je SIę zobowIązanych do wY'pełma ma 
praktyk rphglJnych Badan a wśrod 
W3rSzaw k ch studentow wykazaly 
7.e "0% tej młodzlezy utrzymuje 
zw ązk z Kosclołem przez Wlal ę l 
prakitykę choc me zawsze regulal 
ną J kze tu w tych warunkach mo 
WIC o gwałtownych postępach laicy 
zacJ" Są to raCZej TIlepobozne zy 
czema pa
trl I zwIązku atelstow Za 
roW1llO przylocwne cyfry jak Wypeł 
mone co n edzleła koscloły jak mi 
!lo,ny ludzI ktOlZY brah udz ał w 
ko
clcłnych obchodach mllIEnmJ 
nych ;wladczą ze kult jest Jak 
był jedillą z głownych pot! zeb łud 
nOSCI Jest ma w wlęk,;zym stopTIlu 
m'Z w meJednym kraju katołlck m 
na ZachodzIe np we Francji Do 
dajmy ze w w plklm Paryzu kilka 
nascle kOSClOłow jcst teraz w budo 
w e a płany przEwiduJ a W2]l1\es eme 
nowych lO u sw ątyn 
Czyzby Jak tWleldrz.1 zycIe 
Warszawy - EpIskopat połskl zą 
dał ab olutnego prlOrvtC'tu dla bu 
dowv ŚWI ątyn? OCZ\W 
CIP me zada 
tak ego rnelw'zenstwa Po"tulaty 
Episkopatu są wyrazem wol lud 
noścl a me wlasnfgo wldzlm
Slę 
wła"nych ambicJI £ozy chęcI stv.arza 
ma konfl ktow To ludillo
c prag me 
sWlątyn to łudnośc katolicka domag..\ 
Się p;ralW !Ilałeznych Jej z mocy kvn 
stytUCjl O hleralch11 potł"zeb nl}€ 
moze orzekac arbltrałllJle władza pan 
stwowa OrzEka o nIe] społeczen 
stwo wlększośc społeczens-twa I hle 
rarch a l spoleczenstwo sa swadorne 
ze polska ma WIele potrzeb I blakow 
w dZledzlTIle słuzby zdrowia OPleikl 
nad starcam nad dZlecm w zakre 
sle "zko'nlctwa Ale wlększosc kato 
hcka oponUje Pł"zeclwko traktawamu 
jej potrzeb rellglJillych jalko zbędne 
go obclązenIa a przydzlalu mate 
rlałow budowlanych na budowę o 
blektow sakralnych ze srodkow wla 
:nych IUMOŚCl - podkre
lamy - 
z własnych funduszow' - jako nIe 
m €Szczącego Się w puh Rząd jest 
oboWIązany zaspOkajał W"zystk1e 
potrzeby społeczenstwa zarowno 


oswlatowe Jak rehglJne w ł"Ozsąd 
neJ proporcji ale bez lWI tt /llIS 
rymczasem IstmeJe właśnIe plano 
wa pohtyka partYjno rządowa ce 
lowo dysklymlnująca budowmctwo 
koscIelne NIe ma to mc wspolnego 
z btaklem budowlanego zaplecza 
Pohtykę tę formuluJe tajny okolmk 
Urzędu WYZJnan z 27 marCa 1957 
zeby ukryc SWoJe Istotne zamlelze 
ma władze stoSUją kamuflaz Dl 
skupI co roku wnoszą podanra do 
władz. o zezwolen e na budowę kos 
clOłow w nowych mIastach l d7Jlelm 
cach Kompetentne władze z reguły 
Ule udZIelają bIskupom odmowy pl 
semnej po plostU mIlczą Delegacje 
ludnoścI odsyła Się do Urzędu Wy 
znan gdzIe otl'2:ymuJą ustną odpo 
WIEdz tłumaczącą odmowę lOznyml 
argumentamI np tym ze blS.kup or 
dynar !Usz me IntereSUje SIę lZeko 
mo budową danego kosclOla albo ze 
kosclół Jest nlepotrzebny bo o kil 
kana
c e km Jest JUz Sv.ląitYJ1la 
J e
 ł łudnośc zapeWll1a władze ze 
posIada materual na budowę zaczy 
nają Się sZyikam.y l dochod2enla skąd 
ten budulec l następuje na ogoł 
konfiskata Sprawa nabycia budul 
ca Jest tez charakterystyczna Np 
Samopomoc Chłops.ka me ma pla 
wa spl1Zedawac wapna czy cementu 
kSlęzom l ;z;akonrukom bez zgody 
Urzędu Wyz.nan której ten urząd z 
reguły odmawIa 
PQ PazdZl1ernilku władze udz.lehły 
KOŚCI.ołoWl szeregu zezwpl€ń budow 
lanych ale na przelomle lat sze
c 
dz.leslątych pllllW'le wszystkIe zezwo 
łema na budowę śWlątyn cofmęto 
narazaJąc parafie na ogromne stra 
ty PamIętac tez warto ze z okazJI 
Tysiąclecia wybudowano w polsce 
1417 szkol - wszyis-tko ze skladek 
lud'lloścl Ale na MIUenlllum Chrze 
sCIJanstwa śWlątym w katohcklm 
kraju me wzmeslono bo me mOZina 
J ej było w?;lll€ŚC 
Powrocmy raz Jeszcze do problemu 
potneb Kosclół I katohcka społecz 
nosc rOz.umleJąC trudno.sct z JakI 
mI boryka SIę kraj me stawIają 
nIerozsądnych zachłannycl1 ządan 
Ządanla w zakresJe budown ctwa 
kosclelnego są mlmmaLne ChodzI Je 
dyme o to ze ludz e pla.l" ykl.
a 
cy me mUL51e11 odbywa c dalekIej pod 
rozv do koscloła podroz) nlełatweJ 
I nie talllej w IstmeJących warun 
kach kcmuUlikacYJnych Ałbo zeby 
setkI łudzI me mokło w deszczu l 
śmegu podczas n1ed:znelnego na bo 
zenstwa Ale przede wszystkIm cho 
dz.1 o umozlIwl€'Il1e zycla paraflał 
nego które jest podstawą dZlałalnos 
CI KoścIoła Przy obecnym kosclel 
nym podzrale teryto1'lIałnym to zy 
Cle w wIelu okohcach llle moze 1st 
iIllEC KOSCIOł me moze peln c swej 
mIsJI a parafiamie są praktyczme 
pązbawlenl pomocy duszpastel 
kIPJ 
KomulllstYC1Jl1eJ władzy ktorej 
celem Jest Właśllle Z1l1SIZCz.en e zYc la 
lehglJlllego obecna geograila para 
frałna bardzo oopOWlada Tajny o 
kolmk '/; r 1957 zmIerza do dalsze 
go pogłębIania defIcytu śWlątyn w 
miarę Jak przybIerają na sile pro 
cesy IIY!gracYjmt' Argumenty ktore 
wysuwa propaganda w odpowIedzI 
na postulaty EpIskopatu są tylko 
zasłoną dymną przy pomocy słowno 
cy
roweJ zongłer kii 
Domagając SIę pubhcz,ll1e prawa 
budowy śWlątyn tam gdzIe IstmeJe 
lzeCZYWlsta rehglJna potrzeba h e 
rarchla spełmla pasterskI oboWłą 
zEk Pop erając stalallla duchowen 
stwa podejmowane w Illteres1e ludzI 
wIerzących spolecznosc katolicka 
sWOJ OboWIązek Spełlll 


Jadwiga i\heczkows\" I 


VII 


sklm Była to decyzja słuszna takze 
l z tego W'zględu ze WlękJsZOSC .z mch 
uchodzIła .za. pohtycznych Z/Wolennl 
kow NalodoweJ DemokJracJI l tyn :sa 
mym Kom1Jtetu Narodowego PoLsk e 
go kitory pod pl zŁ"wodn ctlWem Rom ł 
na DmowskIego reptezentował spra 
wy pol'Skle w Paryzu Ich symp\tle 
pohtyczne pok.lywały Sle zatem r. 
przekOlllamlaml ogromnej wlększo c 
zo
n erzy kitorym m eh dowo łz c 
OFENSIWA :'1111' mE( K,\ 
W koncu st
czma rzą.cl memleck 
pOSltanow ł pl zystąpie do oferu;yw
 
pIZ,eclVl'lko W elkopGlsce znowu w 
Lmlę zasa.dy tworzema faktow loko 
nrunych zan m me zapadną o
tatecz 
ne decyzje konferencj pokojowej 
Ofensywa rozwmęła 
 ę głoWin e n.! 
odclllku mlędz;y Nakłem l By Igo:sz 
czą. w oparc u o dokOlllane konce.n 
tracje na tereI1le Pomolza WalkI ob 
J
ly jednllJk całą lm e frontu l były 
wYJątkow-O cnę
k e l krwawe zwł ISZ 
cza po I Bab mo,.tem Kcymą Ka.lgo 
Wą l RawIczem na połudilllu Prze 
cIągały ,sIę do połowy lute
o gody 
pod nacIskieni mM 
załka Foch I 
NIemcy musleh Się zgodZilc na tak 
zwal!lY rozejm w TrawlI ze zawal t,) 
16 IUlteg.o któlY illarz.ucał J mę flOn 
tu JllIko tymczasową l n ę dem.u k I 
cYJną Tym samym front wIelkopol 
ski ustabllI.zował SI ę co me oznacza 
ło jednak kQnca walk Toczyły s ę one 
dalej choc z mnIeJszym n3S len em 
az po kOnlec czerwca to jest do podp 
';aln.l traktatl\l pokoJowpgo w Wer alu 


ZWYCIĘSKIE l'O\vSTU';1E I JH.O 
SK l fK I 
Rozejm v. TI€fWllrze moz,na tez u 
znac za datę koncową Powstania W el 
kopoiskiego kitole W!asclwle nalez 
łoby nazwac legula.rną wOJna. pra 
wadzoną !przez Jedno polskie wOJe 
wodZlbwo PlZec wko całe
 Rzes.z
 Nie 
m eckleJ Było IQ tez w długllll :szele 
g.u poLskiego WY5 łku powstanczeg J 
JedYllle powiSlta.nle zakonczone calk 
w tyim 7JWyclęl5twem 
Zas ęg ZWycIęstwa Plobowano roz 
szerzyc JUZ po zawa-l'C u lozejmu Ur u 
pa of ce ow z ppłk Wład
sławe11l 
Am.der..em szefem sZltabu almn wel 
kopoJskleJ na czele che ala wykorzy 
s.tac oI11eUistaJące p.lowoka
Je .n emlec 
kle l uJctel zyc 'Zllac.znpTII s łam w k e 
lunku na rOlun l dalej wzdłuz W ły 
na Gclansk W elkopolska posIadala 
dostat
Zlne na to s ły Jej armIa wy 

anczała OlgaJn Z3lCJę brygadową I 
tWOI zyła )UZ 7Jw.ązkl dYWIzYjne Plan 
został zarzUICony wskutek prosb Pade 
rewsk ego I ptzedS.LaWIC el Gal CJ 
W;schQdmeJ by wysłac g1rupe gene 
lala Konarze" sk egQ na odsIecz Lwo 
wa Prosble tej uległa N ac.zelna R:.'I 
da Ludowa CZęSCIO'WO dla 
kil esIe 
n a sol da1'1no:CI z pozostałymi dz el 
n caml Polski po CZęSCI zas z ooawy 
pvzed kOlUJphkacJam w stosunku d) 
alIantow zacho Ln ch GrUipa Kona 
rzeWIskiego poszła pod Lwow Rpłk 
Anderc; zgłosł WOlwczas lezygnacje z 
s.zefostwa sZltabu I ptzes.zedł do I n I 
na dowodcę l go pulku ula:now wIeI 
kOipolskich c.zylI la go pułku ułano\\ 
poznansklch Q
r
tego pozneJ ,,11,,:), 
w WOJ11le bolszelW ck ej 
Pon Olze czekac mus ało na wyz 
wQlen e do decYZJI .konferencJ pokojo 
weJ Bye moz.e n edoszła lo skutku 
ofensywa wIelkopoLska dałaby kOIZY 
",bmej:sze gtanlce na Pomorzu zal1ez 
p eozyłaby lepIej lI1telesy polsk e \\ 
GdanSik.u 1 w.płY'nęła na loo;y MazuI 
POZQsta.w one mepelWlneJ grze pieb "C
 
10weJ Ale mogła takze wy\\ łal: n e 
korz)':stne dla Polski skUl ki mIędzy 
nModowe I bez mej je Inak "kw k 
powstan a wIelkopolskiego były o 
WIomne DZiękI powsta.n u POZlllanskle 
a posred11l0 taikze Porno! ze n e mogl{) 
JUr/: byc iPEZedmlotem przetall'gow 
komprom sow Wola ludnosc zosta 
ła wyrazona w sPo,sob me powstawia 
Jący .zadn,ych wąt,plI'W.o
c To sukces 
merwszy Pozytklem dalszym byl 
przyikład POZlnansklego kitory podz a 
łał Ula śllJsk pro'WadzllC do wybuchu 
powstan .Bez n ch zwłas.zcza w obI 
czu 'Wspolnego wntyJpolsklego frontu 
Wlszys.tklch wg1ru.powan Ulem ecklCh I 
połsk ch kornwnstorw śląsk nawet w 
swej cząstkowej postacI z PQlską by 
s ę me połączył Trzec nr wreszcie 
korZiYs.bnym aspektem powstaml \ by 
łQ stw01zen e na k Ika mles
ęcy przed 
IIra
tatem welsalsk1m silnej ann I 
WI elko:po.l skleJ Był to wkład n eoce 
n ony w zycie mło lego panstwa pol 
sklego Juz w kWl dn u Bn!) dowodz 
tlWO w elkopolsk e podporządkował) 
Sl
 władzom wOjskowym poJsk m I na 
oze:l:nellllU wodzowI pod wzg.lędem ope 
racyiJnym Juz I pcu Alllla Wielko 
pOIIska mogła W.Zląc udz ał w v. alkach 
na B alej Rus. z lobywaJąc M nsk 
Bobrujsk W r 192,) - cZltery pelne 
dywIzje doskonale wY',;zkolonego wy 
posazonego zoł:melZ.l n e I cząc puł 
kow kruwalet l Jednostek ar tyler po 
zadywlzYJne
 SapelQW słuzb eskadl 
lotallczych zal czał
 SIę do uaJqep 
szych Jedn09tek mlodego, wOjska pol 
sk ego z 101'1lych do naJtrudmeJszych 
dZlałan U oz ał dYWlzj w elkopol 
SklCh W B tWIe Walszaw,;kleJ był de 
lCy"dujący Tam g1uZle"c e byl by"IJ 
scle ma\] lep s mQwlę to wam szczerze 
l oŁwal'Cle - !PQwledzlał w POIz.nan u 
po zwycięskIej WOJUle zoblle.rzom 
WielkopolskIm naczelny wo Iz I na 
czeLn.k panstwa Jozef P Isoo..kl 
Go,s.poda.rczo Avm oa W ELkopolska 
zaleroła od .osrodkow pozlllansk ch n I 
wet po oSltatecZil1ym Jej scałen u z 
lesZlta ar mu iPoloklej w grudmu J 919 
'l akze ten fakt przy zyn ł Się dJ 
lWIz-mocUl elll a Jej wa dO!'IC l bOjowej 
ZaQPrutrywała Ją dZledilllca gOISpodar 
czo ulIe Zln SZ.CZOilla zapob egl wa 
ba dzo o SWOjego zołmwza dbała 
.NIe oZlnacza to by wysiłek Poznan 
S.klegO w dramll/tyczme c ęz.k ch mle 
s ącach WOjny bol
ze'Wlcklej l u sa 
mego za.lama bstauel1la n epodległej 
PoLski ogran czał s e -do \\ ystaw an . 
I zaopabryrwan a oddzlałow wIelkopol 
sk ch Poznanskle znala.złszy s e w 
JedJnyim orgamzmle pans.tv. owym z po 
zostałym dZleJn cam Poł:kl w nO
lłJ 
tak bardzo poządany element ła.du 
lZasObnOSCI co v.yaazało s ę m liIl na 
waz.nym w pow.szechneJ h edz,le wkł \ 
dZle podabkowym I aprow; zacvJnyn 
l czerwca 1919 n e czekając na 
podplsaill e t!aktllJtu polkoJowego na 
formalne zJednoczeme z resztą Polsk 
ptzeprowadz-ono w Poznansklm wybo 
ry do sejmu ty:m('zasowego odlodzonej 
RzeczypOIspoI tej Wyimk dał ZlWYCll
 
stwo praWlcow.eJ NarodoweJ Demo 
kraCjl 'W postacI 97;' wazn e o J-da 
nych głosow WIęcej 'W tYill było za 
peWllle pr.zyw ąZ8:IlIa do sohdalnoscl 
społecznej poZlllanczy"kow kto! a po 
zwohła Im wYg1rac wIekowy bOJ z 
lllemcZ;Y'z.ną mlz wrodzonej praWICO 
WQSCI o co Ich pos-ą.dzano Był to tez 
byc moze dowoKl uzna.n a dla Naczel 
nej Ra ly Ludowej za to ze choc n e 
chc ała powsta.ma z ChWIlą gdy wy 
buchł.o umIała mm poklelolWac la.. 
najlep ej dla mtere.sow całej Polsk 
Paweł Zaremha
>>>
VIII 


NA ANTENIE (WIADOMO
CI) 


N[ 11'19, 28t.h January, 1968 


NOW A CZYSTKA 
Miesiąc g1rud:zlen upłymął w Polsce 
pod znailuem ezys:tek I p.r
e/5'UJll,lęc 
personalnych, będących mewąvphw.e 
nowym przejawem walk fra,kcYJnych 
na !Szczytach -partYJlIleJ hlerarchlI. 
NlemallI"oWlIloczesne usumęcue Leo 
na Kasmana ze 5otalIlowiska lI'edaktora 
naczelnego "T.rybumy Ludu.", z.wo.llme- 
nie Jego zas
y Wlkitora Borowskie- 
go, zwolmeme se
retaJrza redakcji 
"życaa Warszawy" Leopolda lJingera 
(był 0IIl de facto kieroWImiklem redak 
CJI) oraz ;redaktora .naczellIlego m1i! 
slęe.mIl.ka "Odira" - Tadeusza Luto 
gmew5kleg;0 - nuało charakter zu 
peJme Jed.noznacmIY WSZYIf!£Y wymle 
mem sa czł()llkamu partn 
ochoa.zeI11a 
zydowsklego Wedtug llIltormacJI l 
.KJraJu Jest to plaWdopodoOOle tylk) 
pooząte'k W naJbhzsZlych mle;lI
cach 
czyst.ka ma podobno zatoczyc znd 
cmlle szersze Ikrę!gl. 
Pierwsza fala czy\stkl antysemlc- 
k1eJ nastątPlła w lecie WUjma1a się 
ona wowczas 
 wypa.dkanu mlędzy- 
narodoQlWyml, sclśleJ moWląc z WOjną 
na Bhsklm Wschodzie. PrzepTOlWa 
dwna była W sposob tYlPowy dla sty- 
lu G{)IIllIUłkl Był du21Y hałas, gromk e 
pl,zemOWleaJ.la, ale w gruncie rzeczy 
uSlUnlęto kl1kiu ozy kdkumas:Ju ludz 
na .n=
h lub średlIl ch szczebltach 
Z rachrUlnku tego wyłączyc nalez: 
czy&tk
 w Lobmc.twIe, kito.rej podkład 
był zu.pehme odmienny. 
Dl'U1:a faja czystki antysemickiej 
uderaa w ludzi na czołowych . klu- 
czowych stanowaskach reda,kcy]nych 
Nie wląze Sl
 tym razem z za,dIIlynll 
wypadkamu zeWInę
rznYlml Jest .nle- 
wątphwle przeJalWem walki frakcyj 
neJ o wła,dJzę I stalIloWlI1'Jka v. ewnątrz 
pa,rtll Dla własclweJ OC€iIlY Jej poh- 
tycznego znaczeiIl1a iIlalezy prZeiprO 
WadZIC wy\ramIe II"Oozgramcze!IJ.le mię 
dZl}' .nasbrojaml a'Itty\seffilcklm[, ktore 
bu I owdzie drzemią Jeszcze w me 
których warstwach społeczellJ5otwa, a 
tym gaJtUln 1 lueiIl1 amtyisexmtyzIlllU pol' 
tycmIego, Jaki reprezentował iIlleg'dyś 
St.ahn, a dJZiloSlaJ jego pogrobowcy 
PowoJeIliIlY 8Jl1tysemlt
zm IW szero 
k!ch masach 
połeczeństwa - częst I 
wyo.1łmzymlam!Y I celowo rozdmuch' 
WalIlY na ZachodJZle przez cZYll'll'kl 
PQI1sce mechętne - wUj,ze 
Ię w du. 
zym .stOpniU ze WLS1pomrJJ .emalIIlI ter 
roru 
 C
3JSOW stal1lIlOWSklCh, kiedy LO 
znaczny procent funkcJo.narlUszy bez 
pIeki stanowlh komum sc I pochodze 
ma zydow.s-klego 
ZUlpehme mny charakter ma ant:y 
sem1Jtyzm ,,Jnade In R'UlSiSla" - llIIlipor- 
tow.any do IPZPR ze oZ/wląi2'Jku Sowlec 
kIego Jego głow.nYlJnI eksponentami 
była w okresie PaoozlerniJm g1CU'P R 
Natoll'l1a a oboorue są mml Rysz'ł.ru 
Sbrzeleckl, KaJzlmlera WI aszewskl I 
Ml-oozyJSław Moczar. Elementy stal. 
no.wslcie w IklerJWIlllctwae PZPR blO 
il"ą dz1Ś odwet za PazdZlermJr, lkitorl 
w wh o'zach był naJwlę'[;s'Zą kJ1ęską 
komUlmzffilU w Polsce Odlpowledzlal 
ruJSCI
 za to ,,Il1H
szczęś-cle" sta
 lIlorwcy 
obaJrczah od początku 
rntel' gCll1Cję, a 
przede woSZY\9tklm pIsa.rzy I aZle;n.n1 
kany Gło.v..nym zas rozsadmklem In 
telekibua,Lnego fermentu. I nacI
kow 
zmierzających do znienaWIdzonej h 
belahz3IC'jl są w Ich oozach 1ntelek 
tuahscI poohodzema zydo;wsklego 
AiIItYSecrllltyiZlll ty'Pu sowieckiego ma 
Wllęc SIWe 7Jródło w n enaWIs.cI do 
WlSiZY\S'bklego co ItrąCI ,,luberaltzmem". 
Jezeh czystka gIudlIllO'wa stame Się 
lIstolillle początkiem akcJI 
akroJon;!1 
na szerszą skal
 - będzie to mewą. 
pllJWle dowodem W12Jrostu znaczema I 
wpływu trzech głoWlnych zwolenmkow 
l1zą;dow !SILneJ ręki . uJęc1a spoleczen 
sbwa w karby zelazneJ dyscypl.ny w 
daWlllYlIJl styw 
SUKCES STALINISTóW 
NIe Jest w WarszaIWIe taJeIllllllcą, 
ze o US:UJlllęc1U Leona Kasnua.na za 
decydowały względy v.a7JIlleJS7;e nllZ 
Jego pochodzenIe Jako redaktor na- 
czeLny cell'tJraJLnego organu partu I 
c.złOlllek KC Kasman zaJTIlov.al stano 
W1sko kluczowe, kitore w wewnętrz 
nych rozgil"ywkach :fra,kcYJmych mIało 
sZClzegoLne 
naczelUe Zwolnleme K:ls- 
m.ama ,trzeba WIęc ocelllac w sCIsłYl:l 
zWiązku. z InnYlIJlI pr:zesumęclam., 
ktore iIlastą.plły prawIe rownoczesme. 
W połOiW1le grudJma powzięte zQstały 
t,l1zy decYZje perSQiIlalne o duze
 wa 
Gz,e. Ja,n Pita,,,mskl, do
ychcza.'5 pIerw 
szy sekretarz KomItetu WOJe v. odz- 
kiego w Gdańoku, mianowany został 
ambasado.rem PRL w Moskwie J,,- 
nU5lZa ZaJr
yckl.ego uS\.llmęto ze 5o,arno 
w
ska IprzewodlIllczącego PrezydIum 
Stołecznej Rady Narodowej Nastąp' 
ła wr-eszcae pohtyczna l pre/5tlzowa 
degra,dacJa Stamsława KOCiołka, 
pIerlWszego sekiretarza Korni tetu S o 
łooznego PZPR w Wa,rszawle, ktory 
prz,enles OJly zoSltał z Warszawy na to 
samo stalIlowIsko w Gdansku Z'ł,row 
no usumęcle Kasmana Ja.k ude.rZel111e 
w Zar
ycklego I Kociołka mają jede:n 
WlSpó1ny mlarnOlwmK Ws
yscy t
zeJ 
mleh w.spóLnego sm1ertelnego wrog t 
w osobie MI.eczysława Mocza.ra Z 
drugH
J strony JaJn BtasmskI Jest Jed- 
.nym 
 ,.Pamtyaanlow" n
JbhzeJ zw ą 
zanych z szefem bezpieKI. 
Zna.cz€!me pohtYC-ZlIle o"tatmch 
Zffi1alIl UlWydalbma je.szoze bardz ej bll
 
50za aIIlaluza przeszłoscl I pOWl ązan 
komwuSitów, którzy zostali mml ob 
JęCi. 
JAN PT ASINSKI 
Jam Pitasu1.silo, dQ n edawna p erw- 
S1ZY sekireta.rz KomItetu WOJ€JWodzkJie 
go w GdaIlJsku a oboome a,mbasador 
PRL w M-os-kWle, me był mg1dy dYlplo- 
:maltą Na placcwce w MoskwIe teg'o 
rodzaju kwaJiflkacJe me posiadają 
zadnego znacZe!Illa Ambasador w s.to- 
hcy ZSSR Jest przede wszystilom 
łąc.7JIlJiJluem między kleroWlIl ctJwem obu 
palI"tl1 Ze wz.ględu. .na komeczillosc me- 
USltaJrunegO uzgadmalIlla z Kremlem 
decyiZiJI polItycz.ny.ch ,podeJm ov. aIIl
h 
w Wamg,z.alWle - stanoWIs.ko to ma 
z,naczenle kJ}uczolWe zaroWlJ1o dJla szefa 
palvtll w POIlsce jak J poszczegolnych 
:fra.kcjl I osol:nsroS'CI rywa,hZlUDq;c
h o 
UJzyslkame poparcia v. Moskwie 
Wszys.bko WlsikaZlUJle .na to, ze Jan 
Pitoollwkl będzie w MO/5k1w. e męzem 
za.ufa.ma raczej Moczara mz Gomuł 
kl Podobrne jak wielu l.n.nych na] 
bhższycl1 popLoomIlkow szefa bez,ple 
ki - Jam pta.sunskl w okre
le okupacji 
lIla1ezał do oddz1ał6w partyza.ncklch 
GwarolI a pOItern A.rmn Lu.dowe] na 
WJle!Ille MazOlWsza W kIILka Jalt po 
WOJme w.raz z InnymI ,partyzanta- 
!filI" pl1Zechodz[ do pracy W aparaCIe 
bezp1łeczeootwa W r 1952 zostaje 
Wlcem1iIlISltTem w os.ła.wlOnym s tallnow 

k1m lVhn
S1tersbwie BezpieczeńsItwa 
Pulbhc:zmego, g1dzle WlI'aa z Radk1e 
WlCZem. Rom kowskI m, Mle'lkowlSlum, 
świetDloem, FeJgllIleIll I FranCIs.zk'em 
Mazurem nalezy do t zw kołektty.wu 
.kJierOlWlll czego, a WięC wąslnego grO!la 
JudzI, kitovzy OIpracowywah cała s'ra 
tegl
 1 taktYlkę zmenawldzo;nel bez- 
pieki .Po hk1w:idacJ1 MIllllstel1Sitwa Bez- 
pleC'zeń'5ltwa Publicznego Ptaslńsilu po 
z.os.taj.e nadai! w tej salIDeJ słruzłIe, 
ObejlIDl\lJą.c stanoWlsko wlceprzewodm- 


czące,go t 'ZW Kl()mltetu do Spraw 
Bezanec.zensbwa. Po Pazdzlermtku I po 
rOZWląza:nllU owego komltebu zostaje 
w r 1957 zaSltępcą Komendanta 
V!:ownego Mlhcjl ObYWaJteliSlkl8'J pod- 
legaJąceJ wow.czas Mmlsteretwu 
SpraJw W€JWlIlętrznych W tym cha- 
rakitevz,e 50taJe Się Jednym z na,Jbllz- 
szych ws,połpracO'WlIli!kow Moc.za.ra 
J a:k dotyooczas beZJposrooma li ma 
Moczara do Moskwy (,z pomIlIllęclem 
GOffiubkl) prowadzIła przez KGB 
Obecme Moczar I Jego lu.dzle zyskah 
.,oble znaczme SZffi"Szy I wygodrn1Jl!'Jszy 
kanał 


LI;ON KASMAN 
UlS'cmęty redaJkJtor naczeLny "TlY- 
buny Ludu" tyim Się wyrOZJl1a, :re jest 
zmenawld-zony Imema[ w rOWlnyim sto 
pnIU przez stahnowcQw I "hberałów" 
Gdy Kasmam w r 1957 powlI"oclł na 
stanow
s.ko nac
eLnego redakitora 
,,11ryoony Ludu" lIla mleJlSCe Władys 
łaIWa MaJtw.liIla - w zespole redaikcYJ 
nYlIJl dosMo memal do otwarte
 J 
bUiIl:Ju I os.tentacYJ,nego podal!lla SIę 
do dy.mlSJI .k
1ku. redakto.rów T zw 
"hberalme" elemeiIlty w Ipartl1 nie mQ- 
Jcty z8lpommec KasmanowI Wro.glego 
sto
unlku dQ młodzlezowego tygodni 
ka ,.Po Rrostu" I Jego słynneg-o po 
wledzflma "NaJwyzszy. czas by sk-on- 
czyc z tYlml pętaka,ml" 
Zahcz,enle Kasmana do JedJn"j z 
klik partYJ,nych me JeSlt WlęlC rzeczą 
prQstą Nale
w on do generacJl t.zw 
&tarych kOmUiIllJStOW I dZiałaczy 
przedwoJenme
 KRP Pierwsze łata 
woa.ny I OKI1JłPacJI spędzIł w ZwI.ą.ZiknJ 
SoWll!lcklm Poz:mej Zirzucony był w 
Polsce Jt3Iko skoczek spadochrOlIlowy , 
waJ
czył w Ipal1tyzam.bce komu.nlJStycz- 
lIleJ. Za,Jmował szereg orupowloozlal 
rnyvh stalIlOlWIsk pa'l1tYJiIlo-lI"zą;dowych 
w okJresle staooowJSilulffi 
Od naJd3lWlIl1-eJ'5IZYch CZa.5OW miał 
Kasman Jednego śm1el'teLneg.o wrOlga 
JeSlt mm Mieczysław Moczar Osobi- 
sty aJllJtav.om
m tych dlWoch-ludzl da- 
tl1J()e Się Jeszcze z okiresu o
u1!acjl 
Ka."ma.n Zl1zucony zo
tał pOod PmskleIll 
na czele grUlpy szkolonych w ZWIązku 
SoWH!lCiklm pols.luch kOmUllllSWw Je- 
sllemą 1943. WikJrótce poteIll 'Przeszedł 
ze swym oddziałem ;na LUDe1su.zy.z- 
:nę Dowodca obwodu Al'nuI Ludowej 
był tam Mleczy.sław Moczar, ale Koo- 
mam. wy",tęp'UlJllcy pod ])iSeUdOlIllmem 
Janow.sln miał IW SIWyiIll ręlm ;rad ' o 
stacj
, kitóra pozwalała IllIU .na ub:! zy- 
mYWaJme łąJCznoSC1 z dowodz.twem ar- 
mu sowieckieJ DZięki temu jego od- 
dział był dOSkonale wy,posazo.ny 'W 
nowoczesną broń, któreJ bmkorwało 
oddz1ałOlm AL dowodzonym przea: Mo- 
czara Kasman był tYlIJl, ktory odble 
rał 
l1ZiUty brol1Jl ze ZWIązku SOWlec 
k1.ego I osobiście decydował o JeJ roz 
dZiale 
Na tym tle ml
dzy mm a Mocza- 
rem dochodziło do -ostrych kornfIilktow, 
kitore z czasem Ipr
erodzlły Sl
 w me- 
ukrywalIlą menalWolsc Potwlerd.zeiIlle 
tego zn3l1ezć mOZilla w wlcjalme ogło- 
sz,OIIlych dokum-€1!1:taoo na tema.t dZIa- 
łaLoo CI Armu Ludowej .na Lubel 
s

yzme W trapoł"l.ach w:ysyła.nych 
do DowodztJwa Głownego Armll Ludo- 
weJ MOClza.r wysuwał pod adresem 
Kas:n1:llla rnl6'Usta,nne osk3lrzema Nie 
ktore sformułowam.e zostały t;Jik do- 
sadme, ze w oficjalnych wydaWlll'c- 
twach poszczególrne ustępy I słOlWa zo- 
stały wy.kiTOlP
owane I za,stąplOne 
b'Mlka adnoltaJCJą, wYJasuuaJącą, ze 
"wypuszczone zdama dotyczyły oso 
b
steJ ohara:kJtery.styllu Leona Kasma 
na" 
Echa tych starych antag0l11lzmów 
odezwały Się medaWlnQ, kiedy wyszło 
lIla Jaw, ze gen Grzegorz KOl"CzyńsJ{l, 
Jeden z iIlaJbhzs:zych LudZI Mo.czara, w 
Pl1z,yg'lO'owameJ do dJroku kSIą'Zce obar 
czył ImlenlIlle Kasmana OdpowIedzlal 
noścla za zUipe
ną zagładę JednegQ z 
oddziałów AL, Moremu. Kasm.am od 
mowlł wyda:rlla brQm (,por "Za Ku 
hSaJffiIl" w "Na .Amitenle" z kwletma 
1967) 
J \NUSZ ZARZYCKI 
Gen JaJn'UJSlz Zarzyokl. lUiSumęty ze 
:stanoIWISIka p;rzeM'odmczącego Prezy
 
di'Um StołeczmeJ Rady N3Irodowe
, 
był od dłuzszego czasu pI'lzedmlOtem 
mł:.ryg a waLki pooJ8IzdoweJ ze ISbTOiIlY 
diWOCh l1JldJZI: Kazlnuer
a Wlta.szew 
5ok1.ego I Mloozysława Moczara W 
SWQJeJ karIel1Ze meJedlIlvlkrotaue Ju.z 
pr zezywał oktresy wzJotów I mełask 
W kalIlJPanu WlI:zesmoweJ walezył w 
zgrupowamu generała Kleberga. Do 

BR przys.tąpIł w r 1942 Nalezał do 
SZlWlibu GWalI'Idll LudQweJ l hrał udZIał 
w Jej rOmIych a.kicJach bOJOwych. W 
r 1943 został aresztowamy I wywie 
zlony do Bu.chenlWaldu 
Bezposredmo po wOJme ZarzyckI 
mając la,t 31 zostaje szefem Zarządu 
POIhtycz:no- W ychowawczego W OJ ska 
w randze generała W r 1948 obj
ł 
w.azną fU1likcj
 pIzewo-dJmczącego Za 
l ządu Gło:w:negQ ZMP 
Po raz .pler.wJSzy padł ofla,rą czys't- 
.kI po u'Padku Gomułki. OdebralIlQ mu 
wtedy kleroWlIllOtJwo ZMP I zepchn ę- 
to na podl1zędJne 5otaaIOWIlsko 
N a f MI odwi1zy I Paz,dzll!lrllJJka 
g'WIIlIWa Zarzyckiego mIOW'U wz.b13a 
Się iW gQrę W r. 1956 zosItaje prze 
wodmczącym PlrezYld11\IDl StołeczilleJ 
Rady NarodOlweJ W hstopadzIe, bez- 
po.:,u:ed.n1O po wyipadikach pazdJZlern' 
kOWlYch I po USlJlIlIęclU W
Ła.s.zeWlSkle- 
go, zaJIIllIUJe jego IffileJsce Jako szef 
Uławnego ZaI'lz¥fiu Pol1tyCZillego WOJ 
ska Otlrzym'Ul,)e rOWlnOCZes.Ille drugą 
gwiazdkę generalską 1 zotaJe wICe 
mllmSltr.em Obrony Narodowej. Od te 
go czasu da.tu.Je sU
 zYiWlOłowa nlooa- 
WISC W
taszeWSklego do Za.r
yckle- 
go. Wkro'ce po powlrocIe WItaszew 
sklego .do łask I do wła,dzy ZaJ:
yckl 
USIU'lllęty zOiSltaJe z WOjska I pmenae- 
sumy ponQwme na sta:nOWI5ko prze 
wodmczą.cego Pre
Yld1Um Stołecznej 
Rady NarodoQlWej. 
PozostaJe Jedna.k nadal prezesem 
Zarządu GIOIWIllego ZBoWIDu I na t.. m 
sta,nov.lslro SltaJe SI
 rywalem Mocza- 
ra Ambitny mIIllster nIe chciał JUZ 
wowczas zadl()wohc się teką mmlste 
nallIlą I ll'Paratem .sł'lJIzby bez,pleczeń- 
stwa Szukał dla swych pJanow szer- 
szeJ p.laltfOil"ll1Y Ispołecznej I posta:no 
wił oIJanowac ZBoW
D Na p.rzeszko 
dZle tym plalIlom stała osoba Zarz,yc- 
kiego Moczar podjął z mm podstęJp- 
rną [ podjazdow.ll walkę, ktara UWlen 
czona została 2Jwyclęsbwem w l. 1964. 
Po Zar
yck11ID prezesurę ZBoWIDu. 
Qblął Mo c zaJr. Antagonizm trwał Jed 
naik w dalszYlIJl Ciągu I mściWY rywal 
otoozył przec1wmka Siecią lIllwI1!:I
a 
Cjl Corka Za:r zycklego - st'IJJdenrbka 
Umwersyitetu WarszaWs
Iego - ZQS- 
tała o:ska.rZQna pl zez bez,pleke o syim- 
pahe dla Kuroma I Modzelew.slnego 
u,z,nano Ją rza podeJr,zaną lWlelokrot 
me poddawaJno przesłuchalIllom w MI 
mstel'Sltwle Spraw W eWlnętr
.nycn 
Gomuree zarov.mo Moczar Jak I Wllta 
szewski przyipOmtna,h często obecność 
Zal'zycklegQ na pOg1rzeble HenrYlka 
Hollanda, dZlenniJkarza partYJ.neg'J, 

tory po arreSlztowamu przez bezpie- 
kę odebrał sobie zYCie, 


ZA 


KULISAMI 


Zarzycki był JIJZ Jednym IZ meliICz- 
lIlych ..paZl!Zlel,mkowcow , ktor
y za
- 
mowaJh bal'dzleJ odpowl€dzlalne sta 
nowI\Slko W kołach partY.Joll.Y''h w 
WarszaIWle uwaza s ę, .:e w rJb. - w 
miesiącach puprzedzaJących 
Jazd 
parotn - przyjdzie obecme kOIlej na 
członkow pamll wyiW1odzą.c
h Się z 
da,Wlnego BPS Na moh obecme mauą 
Się skonceotrowac I IlItrygl Slirzelec- 
kiego, Moozara l WItaszewskiego. 


STANISLAW KOCIOLEK 
Ze wszyistJklch zmian ptoTsonalnych 
naJba.rdzl.lY znamle.nna jest degrada 
cJa @anusialWa KocIOłka SWOj awan'i 
na plerwiSzegQ sekretarza Kom
tetu 
8tołecznego PZPR zawdzlęczlllł KocIo- 
łek GomuŁce, ktory fawo.ry
ował g'Q 
w s.posob wi'l.!ocZiny NIc me wskazs- 
wało na tQ, aby popadł o.sta,tmo w me 
łaske Wręcz przecuwme, jeszcze me- 
da/W1no bo na osta,bmm plenum KC 
Kociołek Ulzasadmał gorliwIe stano- 
w
sko Gomułki w sprawie podwyzkl 
cen mięsa I oSltatmch za,rządzen I!:O'S- 
poda.rczych, a Gomułka z kolei po- 
wolywał Się na SiWegO pUlPlla 
Byc mo ze własme te szczegoLne 
względy oka,zYWalIle KOCIOłkowI J!l"zez 
GQmułkę s.tały !SIę powodem wrogie 
go nastawlema ze sbrony Moczara I 
Sbrzeleoklego W dobrze pomfovmo- 
wanych kołach partYjnych ten w za 
jemny brak sympabl1 JUZ od dav. na 
me był taJemmcą 
Z punk)tu w.dzellua rozgilywek f;rak 
cy
n
h I roznyoh plalIlow zdobycia 
wład
y, Slt3.lIlow
slko plelI"WS
ego sekre 
tarza Koomteltu Stołooznego ma zna 
czeme 50braJteglczne Wskazuje na '0 
.rola, Jaką Stefam Stas.zewskl odegrał 
w krytyczn
h chwilach pazdzlern ka 
1956. 
Koc ołek nalezy do najmłodszSch 
wiekiem dYg1mtarzy partYjnych Ma 
obecme lat 34 Ze wZg11ędu illa popar 
cle CDmulkl uchodził za wschodzącą 
gWlaz,dę na paJl1tYJ.nym firmamencie I 
prz8iPo.wa.adanQ mlU, ze zajdzie wYlsoko 
MlejlSce KocIOlka zajął jeden z se 
kreta.rzy KQmltetu Stołecznego Jozef 
Kępa. znany ze sw
h projektow za- 
ClesmenIa kollitroh paJ,tYJnej nad pra- 
są stołeczną l całym srodoWl.sklem 1'11- 
telektu3Jl1stow 


CZY ZMIERZCH GOMULKI? 
W,,,zyJSbkle te zmiany, a zwłaszcza 
v. yrazne wzmocme'llle Wlpływow troj 
ki Str
eleckl-Wutaszewskl MQczar 
v. ywołały nową falę domy\słow na te 
mat dalszYlch przesumęć personalnych 
oraz pogłQsek zWiązanych z rolą, ja 
kil, odegIał w cZyisbkach Władysław 
Gomułka Czy odeJscle z Warsza;wy 
KoclObka o
nacza Jakieś osłableme po 

YCJI pierwszego sekretarza PZPR, 
ktory do.Lychczas koncentrował całą 
władze w SWOlTIl ręku." Czy decYZJe 
persona1ne zostały powz ęte przez 
mego, .czy tez były mu w Jakls spo 
sob nal'ZUlCone" 
W Clą
 ostaJtmch miesięcy weI "J
 
na temat nadchQdzących zmian do- 
cierały ao naszej rozgłoś,m w roz.nych 
wanalntaJCh 
WersJa plerw/5za: Edward Ochab ma 
wkiróltce odeJsc na emerytu.rę MieJ 
sce jego zajmie Józef Cyranll{Jewlcz 
Premierem zostanie Edwald Glereik 
Przesumęcle CYlrankIewl{
za na 
f'UlnkcJe a.dmllmstracYjne byłoby .dal 
szym iJuk.cesem troJki Strzeleckl- 
W
taszew.skl-MQczar, pozbawiając o 
parcia dawnych socJahstow, ktorzy 
Za,j1ffiUją WCląZ Je
zcze s.tanow1ska na 


wyzszych lub iSredmch szczeblach w 
hlerarchn pansbwowej I l)arcYJ!I1eJ 
Wersja d,l1uga Jes.z.cze plzed wyou 
chem WOjny na Bhsklm WschQuzI.! 
StrzeleckII Moczar porQzunllewah Się 
na teIllait ewentualnych zmian .na naj 
WYl7Jszych stanowiskach partYJ.nych 
Według tych planow miejsce O
h'iba 
zająłby Gomułka. StJ;zeleckl zostałby 
pierwSIZyim sekretal1z,eIll PZPR Mo 
czar wszedłby do BIura ł'ohtyoznego 
zachQlWując w SIWoIch kompeLencJadl 
klerownwtM'o aparatu be",pleczensLwa 
Generał KorczYIlJskl prze
ątlJy kIe- 
rO'WlIlilCtWQ nad woJ
klem w l!JlejSCe 
SpychaLskiego 
W planach SLrzeleaklego I Mocza 
ra le2:ało zneutralizowame Edwarda 
Ulerka, ktoremu pOWlel'ZQIlO by sta 
nowlSko plemlera CYlranklewlcz na 
Jakls czas miał obJąc tekę ml.nLstr.ł 
Sp'laW Zagramcznych Ochab, Rapac- 
ki, Spychalski, byc moze Khszko I 
Loga :sowmskl, zostahby USunięCI [, 
BIUra P.ol1Jtycznego WY1buch v.oJny na 
BhskLm WlSChodzle I przesumęcle na 
poZillleJSZY tarmm wloz
ty gene["ała de 
LTauLle a miały rzekomo pokrzyzolWac 
te plaJny. 
Wersja trzecia, przYltoczO'lla plZez 
korespondenta "Moude", dobrze po 
Informowanego Bernarda Marguerl t 
te'a. PowQłu
ąc Się na :z.rodla partyj 
ne MarguerłtJte depesZQwał z Wal1sza- 
wy o rzekomym projekcie postawie 
ma Gomul!kl na czele jaJkleJs nowej 
międzynaJrodowej Ol'gamzacJI komum- 
Sltyc7JneJ KOleSpondeIl!t "Monde" sam 
wyrazał wąbpllwoSCI, czy tego rodza 
JU proJelkit ma dZls realne widoki Nie 
Q to JednaJk chodzI IstoLne Je"t, ze 
podobne po.mysły mQgły w ogole pow 
stac w klerOWimcz
h ikJręg3JCh pan tli 
Jesh tak - lImcJatorzy musleh mlec 
realne przesłaillkl, ze znajdą one po 
pal'Cle w MQskwle 
W kołach partYJlnych mOlWI Sle, ze 
usunięcie Gomułki ze 5otanowlsk,t 
plel1WlSZego sekiretarza, chocby w f Q[ 
mle awansu, Jest w ogole nlemoż.lIwe, 
rnawet teoretYCmIle, bez p
parcla .KJre 
miLa ,,\VlesłaIW" Jest tak dalece pI'ze- 
kOlIlaJny Q własnej meomylno.S'CI, l.e 
dQbrowoLne ustąpienie z Jego wlasne-J 
mlcjaltywy v.ydaje Się mało prawdo 
podohne Układ sił w BlUl'ze Poli 
tycznym jesot takI, ze usumęcle CD 
mulkl uchwałą v.lęks.zoŚCI, jalk Się :0 
s.tało z Chluszczowem, 10Wlmez nIe 
WlChodZI w rachubę Społka StI'Zeleckl 
Mooza.r-W
taszeWiskl z dodatkiem 
Korczynsklego ma WJPlawdzle W SIWO 
Ich rękach podstawowe elementy "I- 
ły w państwie aJpall3It bezpIeczeń 
Sitwa orgamzacJe paramlbtarne, ws 
wla,d wOjskowy l przymajmmej częs 
CIOWO Siły 2'Jbro.Jne. Sltrzeleckl I Wita 
szewSiki z racJ
 swoich funkcji wy 
w'eraJą powazny Wipływ na kadlę par 
tYlJną I pansbwolWą NIemmej Jednak 
stalmowcy l'6IprezentowallI są w BIU 
rze Poht
znym tYllko plZez Jedneg'o 
człowieka: JelS.t mm Ryszard Strze 
leckl W tej sYltuacJI o przeforso.wa 
me :z.mlalny na naJwYizs,zych stanowIs 
kach w partu mogłaby Sle pokiuslc 
tYllko fra.kcJa mająca za .sobą mIlczą- 
ce czy tez wY1raz.ne poparcie Moskwy 
Trudno byłoby zrozunllec, Jaki In 
teres mogłby mleć Z'Wiląizek So.W1OC- 
kI w ustą;plemu czy - Jesh ktto woh 
- "awansie" Gomułki Wiadomo, ze 
stał 'Sle on ostaMllO głownym szer- 
mlelzem poIutykl sQwleckle] za10wno 
w obozie koonuIllstycznym Jak tez w 
pohtyce za,granlczneJ 
Z drugiej sh ony wsrod komwmstów 


.lugosłowlansklch I czechosłowackICh 
słyszy Się O5ota,tlllO oplme, ze obecne 
pl1ZeSUlmęcm pol1 L
ZJne w polsce są 
2Jwuj-zane z lWy'llaIzemanu w łome kle 
Io.wmobwa sowIeckiego USUll1ęcle Se 
mlczao.negQ z klerown.CJLwa KUB l 
wyz:naczeme na Jego następce Andro 
powa WJpl);lnęło na zmianę polityki Mo- 
skJwy wobec "demokiracli ludowych' 
Obecllle KGB uwazmeJ I 
lębleJ a.na 
hzuue wszelkie prądy w apalaJlach 
pal'ty
nych I staIa su
 w WlękJs;zym 
stolpmu wykorzystac właiSiIle a
entu 
lY, ktole ma mewątphwle we wszyst 
kICh pal'llach satel'cl.lch me wyłą 
cza
ąc PZPR Stąd wymkac ma wlęk 
sze zaulIteresowame Moskwyelemen 
talIDl skUll)lauącyml SIę wokol Str
e 
leokIego, WHaszeWIsklego I Moczara 
Na podobne zjawIsko wskazują 
rOWimez ostatmo młodzI komumsel z 
CzechQ.'5łowacJI, Węgier I Polski 
'I1wlerdzą mianOWICie, ze klervWlllIctwu 
sowaeck1e wytY1ka coraz uStl zeJ chaos 
gOópodarczy I nleud{)lLnosc władzom 

al1tY1jnym w W3IrSaaIWle, Pradze I Bu- 
l1apeszcle KlerOW1mcbwu tych trzech 
pal\1tn staW1a Się llleus-taJnme za pl'ZY 
kład NRD, g1dzle ijJanu.je pOlządek . 
dyscY1plma, ktore przy.nlosly ,,
ocJa 
hstyczny cud gospodarczy" 
Pewnym pobwlerdzemem tych DO- 
głosek mQze byc zachQlWame Się Brez 
mewa wobec zmian w Czechos.I()WacJl 
NOiWobny Wlez:wał gQ na xatunek do 
Pil agi, podobme Jak me-gdys Chrusz 
cz.ow I towarzYlsze pIzY1byh do WaJI' 
szawy na we7JWalIlle Natohna Brez- 
mew p;rzyjechał plalWdzle do Pragi. 
ale pOIpal'IC1a Nowotnemu. me udzH!lhł 
Reakcja MQskiwy na upadek Nov.ot 
nego była bal dJZQ sZYlbka W Cląj;U 
dwoch godzin po ogłoszemu oficjalne 
go kQmUlnLkatu Brezmew nadesłał 
gratuJacJe Jego na"telpcy 
Nad sY'tuacJą w Po.lsce unosI SIę 
zatem wiele znakow zalPYltama Wął- 
pIC nalezy, by naJbhzsze tygodme czy 
nawet m1eSlące przymo.sły odpowiedz, 
ktom rOZWI.eJe wątlphwQSCI I przetJlle 
domysły Nadchodzący lok, kitOlY 
dZieli nas od zjazdu PZPR. zapOWla 
da Się mteresuJąco 


NOWY REDA.KTOR 
"TRYBU
Y LUDU" 
Stan oSIalW MOJkoOWlsij;:l, nowomU1!l1.o 
wany reda,k!tor "TrrybWlY Ludu", CZQ- 
łowegQ organu PZPR, za.czYlnał swą 
kanerę dZleil
mkal
ka pr
ed WOjną w 
Lomzy W redakcji "WlaaOmQSCI Dle 
cezJaLn
h" - orgame mleJ,scowel 
kiurn blskUiPlej Po wOJiIlle przez kil- 
ka lat był redakitarem naczeLnym 
łódzkiego "Głosu Roootmczego" a od 
stYlczma 1965 - przewodmczącYlIJl Za 
lządu Głownego Storwal'Zyszem:l 
DZlenmikarzy PoLskICh Do reda,kcJI 
"Tl
bUiIlY Lu(1u" w:szedł rok temu na 
stalIloWliSko pleI'IWJszeg'o zastępcy re 
dakito.ła naJC,zelLne.gQ 
Jest to pierwszy redaktor głowneg
 
Ol'ganu pan: tu, który me nalezy do 
KOlmtetu CentralnegQ Wywołało to 
liczne zastllzezeiIlla I protesty W Domu 
Partu W prakityce MOJkowskl, me 
mając zadneJ rangi paI'ItY'J.ne], me 
JlliOze podeJmowac Jakichkolwiek sa 
modzlelmych dec y...J I 
Ismem kieruje 
koleikitYJW złozony z redaJktorow Ba 
1eckleg:o, Kuczyn-klego I M-')jkowsk
e 

o Oibeooy slan rzeczy stanolWI Więc 
prowizorIUm, ale Jak wladomQ mc me 
tl'Wa dłuzeJ alnl,ze.h prowlzolyczne IOZ 
WlljIZame 'I1l'udnośc ohsadzenla 5ota- 
nowI",ka redakito.l1a naczelnego "Try 
bimY Ludu" pole
a na tym, ze kaz 


PRZECIWKO ODBUDOWIE ZAMKU 


da z ry.wahzua.ącYlCh g'l"\l
 chciałaby 
przefOlsowac własnego kandydata 


EX-BENEDYKTYN JAN WIERUSZ- 
KOWALSKI W PARYZU 
W początkach pazdzlel,mka ub I 
przyibył do Paryza na tl'zy mieSiące 
ex Benedy1kityn z Tynca a obecme 
radca Ullzędu do Spraw Wy.znan Jan 
Wlerusz Kowalski Były z3lkonnlk 
przebyiWał w stoI cy llranc
1 w tOlWa 
rzys:tJwle zony, młodszej od mego o 

a t I!} ( pa ni Kowalska ma lat 27 ) 
oraz 6..,letmleJ COI'lkl MomkI 
W,lel'USZ Kowalski, kitOlY zIzuclł 
habit w I 19;)9, uchQdzl powszechme 
za JedJnego z gł01Wll
h msp.ratorow 
metod wa
kl z KosclOłem a pl zed" 
w::szysbk1m z zakonami Zarow:no o 
obecnej dZIałalno.SC1 Jak I o swoJeJ 
kaijJłan;;!klCI przeszłoscl mowl me 
ohf;;ltme Były teolog przedstawia Się 
oboorue Jako .,IlehgloznaIWca", ktory 
wYlsła,ny został za gramcę w chalaik 
terze st)lpendYoSlLY P.olsklęJ Akademu 
Naulk W Paryzu Wlel'us
 Kowalski 
u!l1lkał JedJnak bhzszego spr ecY
OIWa 
nla tematu °WOlch obecnych studlOW 
Wiadomo tylko, ze SpOłO czasu spę- 
dzał w pałysklm In
tltut Cathohąue 
Były Benedyktyn otI zymuJe pensJe 
z dwoch zmdel UlZąd do Spnuw Wy 
znan płacI mu 1500 zł nueslęczn e l 
odnaW:la korutra,kit co trzy mIeSiące 
Jako ,,I!'ehglo
nawca" WlerUJSz Kowa- 
lew:
kI otrzYlIJllu
e IOWlnoczesme od 
PANu penSję mIesięczną w wy-okoscl 
3000 zł Dodaulrowe dochQdy czerpl:! 
Kowalski z publ
kacJI ktore ukazuJ
 
Się z re
uły pod pseudollllliem MIę 
dzy Il!1Jnyml uchodZII za autora dwoch 
pa.szJkJwilow alTlltYlkosclelnych "Vali 
canum II" oraz "Fmale soboru I epls 
kiOipat PQlskl" 
[)Q KJJ:aJu. ex zakollJnlk powroclł Vi 
począbkach stycznia wławym samo 
ohodem, klory nabsł We FlancJI 


Si\IIERĆ KURYLUI
A 
Wsrod mtehg'eiIlcJI wars.zawskleJ a 
zwłaszcza WlSród mtelektuallStoM par 
tYJnych d1Jlze wra7.elme wywarła .nagia 
slIDlelC Karola Kuryluka, człowieka 
lublalnego I szanowanego pr zez pr
e 
cIWlmkow pobtyc7JIlych Kalol KUlY 
luk, stallS kOlffiunl/5ta, b redakitorr 
LW{)WlskICh "Sygmałow", b mllIlIlStel 
k'Ulltury I sztUlkil w {)I\{resle popazdzIer 
mkowym, b aJInbasador PRL w Wled 
mu, od dł:UizlSzego czasu 2'JnaJdował Się 
w meLlosce Os.tatmo pOWH
r
OIllO mu 
f,unkcję klerolWinllCzą v. Panstlwo'WY1m 
WydaWlmctwle Nau.ko.wym me pozo 

tającą W z,adneJ prO\porcJI do po 
przedmo zaJlIllorwanych stalIlowIsk pe 
Wlne cZYrJJ!llIkl w klerOWlmCJtwle pal,tn 
me mogły wybac.zyc KUJlyLukowI Je- 
go tenJdelIlcJI "lubera,Lnych" l utl Z} 
mywaillla pr
YJamIych stosunkow [, 
ludzml porlIty.ozme "spalOllly.ml" W 
ootaJbllloCh mlenącach :{(urylulk stał Się 
przedmiotem demagogICzn
h napascI 
na tle celo.wo rOlLdmuchaJnych uchy 
b.en WieLkieJ Enc
lopedn, wydawa 
neJ przez kierowalIle pl zez mego Pan 
stwowe Wydawmctwo NaukOlWe. Ku 
rYlluk n'e dostał pozwolema na wy- 
Jazd dQ FrankfulItu na Mlędzyma['O 
dowe Ta["gl KSląizkl W kUka tygod 
Jll pÓmIleJ wysłano gQ natomla""t - 
JUZ chOleg'o - w delegacji słuzboweJ 
do Budalpesztu, gdzie zmarł na ser- 
ce Jak tWierdza JegQ węgierscy roz 
mOWlCY, tuz przed ś,mleI'lClą spraIWIał 
Wlazen1e człowieka znękanego I przy 
gnębiJOnego me tylko cho.robą, ale ta.k- 
ze aJtmosferą podeJ,rzeń, plotek. pod 
słu.chorw, praYlkroscl l II1lWIgllacJI, ja 
ka o taczała gQ v. KJraJu 
Wiele do myślelua daJ-e nekrolog, 
laikl ogłosili w "ZyC1U Warszawy" 
Jego naJJbhzsl wspolpracow.nICY Nie 
ma w mm wz.mlanlkl o partYJlIleJ PIZY 
nalleznoSICI zmarłego. Są natolffilast 
dwa słowa, kitore chaIa1rteryzOlWac 
maJlą Jeg'O sY11wetkę' "w.razhIWY 
człOlW:lelk" .KJto UJmie cZY1tać między 
Wierszami, a sztuka ta z.na
duJe Się 
w PoLsce na wysakllm poZiomIe, - 
domyśli Się łaJtwo co te słolWa znacza 
CZERWONY SZTANDAR 
J ednoosobow.a redakcja polskICh au 
dYCJI Rad1a TUaIIla reprezerutowalIla 
przez Kaz
mIerza MIjała pQdała do 
wIadomOSCI, ze w listopadzie ukazał 
Się W WarszalWle pierwszy numer 
'PodJzleffiillego pIlSIIIla "Ozel'wOlllY Sztan 
daJr" 
wiadolIDo, ze ro
ne ulotki I broszu.- 
ry tak z,waJneJ kootE,plracYJneJ KQlIDu- 
mst
zneJ Pal1tu Polski d:ruikO\wane są 
v. i\Jlballll!, a następme plzemycane - 
pl1zewa,7ime przez dypJo7rulitow ChIń 
sklch - do Kraju Skłollilll Jestesrmy 
rn3ltomIaiSlt uWlerzyc lVbJalowl, ze ma 
terlały redakcyjne muszą byc pisane 
I są nadsyłrune z P.oł:skl. MI:JaJ me ma 
na m1eJS01l W A1bamn zespoJu redak- 
cYJlnego, a Jeden człowIek me mogłby 
.saJm redago.wac dwug{)dz1lllill
h audy 
CJI radIOwych I rOWlnQczesme v.ypeł 
IIllac od pocz:ptiku. do konca łamo;( 
podzlel!lllIlego pISma 
Ja1k SIe dowmduJemy z audycJI Ra- 
dm T
rana, w plel1wszym numerze 
"Czel'won
o SztandaJru" redakcja za 
;pomada we wstępie meustęphwą wal 
kę przecIlWlkQ "zdra,dJzlecklej, sYJom 
SltycZino-.gomulikOlWskleJ agerutlJlI"ze Im- 
peIlahzmu StalIlow ZJednQczonych VI 
POIlsce" J aik wIdać, d, l a1bryby Gomułki 
przecllWiko sya-omstom me zdołały 
przelkonac I pOiZYSkaĆ lu.dzl Slpod ZiIlaku 
dMV1nego l'If a,tolllIla 
W 31l1tYlkule l'edaikcYJnym poŚIWIę- 
COlllYlIJl 50 ej roczmcy rosYJskieJ re 
woIllUlCJł paz,dz1ermlkOlWeJ mowa Jest o 
StabiIl1e Ja'k-o WlelLkim przywodcy mię 
dzymarodowego pl'OletaJrlatu I wybit- 
nym mavkislścle lemnawcu Dalszy 
Ciąg aIl'Ityktu.łu je.st htamą taklch epl 
tetow Jak. ,.POlbwooma z,drada khkl 
w8polczesnych rewa ZJOlll8'tow", ,,rrene- 
gac.l", "bezpr,zykładny cYlmzm", 
,,7Jde\pi!;,atny I zbrukany Slz,tandaJr relWo 
lucJI pazdJzlel1mkoweJ" I t l I t.d 
SłUZiba bezp1eczenstwa w WalI'Isza- 
\",Tle w dalsaYlIJl Clą;gu me um1e pr
e 
CląC łączJlloscl mlędJzy Mijałem v. T- 
lamie a gI'fIIUJą Jego zwolenmkow w 
W ams
alWle J edlIloosobowa polska se 
kicja Radio TlralIla obrzYlIJlIJlJJe stal
 
wladomQścI z Po1skI Np w audycJI 
nadaJnej w plą;tek 15 g1rudma 1967 
znala;zła Się bardzo dokładna mfor 
macJa o skazaniU przez sąd g1rod,zkl w 
Pablamcach pod Łodz1ą meJakle
 
Z;yJg1ml1JiIlrt:a Kępy za koLpo[ taz mlja 
10lWlSłnch odezw I ulQtek. WyrQk m
ał 
za\pasć 19 Wlrześma W skład sądu. 
wchodzIJl meJaka Ha,l1iIla MiChalak 
1 ławnlJCY Jan MInistra I Leon Kamm- 
ski W roh prokuratora występował 
Kazimierz Masłow,,,ło, a oskalI"zonego 
ska.zalIlo na 3 lata WięZienia na pod 
iSltaWIe zeznan :fu'llikcjonamusza orga 
nu bezIJ)lecz,ellJstwa Władysława Kal- 
bOMaka 
J aik Się tQ dZle
e, ze WIadomoścI te- 

'O rodzaJ'll doc.1era(]ą swobodme z 
Warszawy do Twany" Czyzby dlate- 
go, ze l esOiI"t MleczysłaJWa Moczara, 
dalWlnego pr.zYJacle.la MIJala Jeszcze z 
czasolW łodJzk1ch, sprzYja po cichu 
stallTIO'W1sklelIDu podziemIU? 


"Zycle \Varszawy" dezawuuje "KomItet Odbudowy Zamku Krolewsklego" 
"zycie Wal'szawy" przerwało w l' DZlenmk - mewątphwle na rozkaz z Jest bł-łskle, mają do Zamku sto6unek 
stopadJzle ub.r mJł.czeme w sprawI
 gOIY - stwlell1dJza wyrazllle wł.ęboko UC,z1UJC10IWY. Dahiby dUlZO, by 
Zamkiu KrOllewsklego, nakaJZaIIle prze
 UJilzec za zycla drugi naJlWaZiIllej'Szy 
władze partYJlIle I trwające od prze- .W obhczu pzlnych potrzeb z za- po Wawelu zabytek Rzoczy/po5opollteJ 
sz}o dwóch la;t W artYlkiule "Droga do dan.. sądzzmy, ze odbudowę Zamku w Jego daiwnym ks7Jtałcle. POikolenla 
ZaJmlkJu", ogłoszonym w IlJUlmer
e [, nalezy prze8Unąc w czasze z 1I0wze- naJstępne będą JUJZ mIały Inne probl
- 
dJma 19 listopada 1967, dZlellJlllk zde rzyc Ją pokolemu, kto re dorasta. my l ]Ilille potmeby. W prxy:s.z.łym po 
zawuował ca
kowlcle tak zwaillY "Za- koletmu me będzie JUZ dyrek!tora 
La- 
gramCmIY Kl()lm
tet OdbUJdowy Zam Coz Więc łondyński "Komitet Odbu msłaIWa Lorentza, dla k!torego pod- 
ku .KJlolewsklego w Warszawie", kto dowy Zamku KlOl8WiSklego" ucaymc illleSleme Zamku z rUllIl stało Się me- 
II'Y me wIadomo z Coz,yuegQ upowazme ma z zebranyiffil JUz plenlędzi!lll? "zy omal ce.lem zycla, 
nla wystąll)i! do em1lgraCJl z apelem o cle Wal1szawy" doradza aby po prv Tłumaczenie, ze są pI,!,meJiSze po- 
zblOrkę na ten cel stu złozyc Je w bMJ:ku Zagramczne tlI'lzebY!lllz OrdJbudowa Zamku me prze- 
OrgalIllzaJtOl1ZY, wśrod ktOlYiCJh oboL{ dewizy z pewnoSClą SIę przY1dadzą koma mkogo. UlPorczywa oomowa ze 
Igmacego CzajlkoWlSklego I Zyigmwnta Ten fragment artylkułu "Droga do strony kleroWlIlIlCzych cZYIJilllikow kQ 
KotJkoWlSKllegO znalazły sle na7JW1ska Zamku" warto przytoczyc dosłowme mlJlJmstYJCmI
h, które tak głosno 
gen Tadeus
 Machalsk1ego, Wacła- chwalą Się O\dhudową tyi1u za,bY1bko- 
wa Nlemczy.ka, MaJrka żuławsiklego I '. zebrane drogą zbzorek fundusze wych pałacow, Izamikow I koscnołow, 
Tadeusza KO;pela, tWlerdzlh z nacI- bardzo 8Zę przydadzą kzedy czas od- pl1ZemaJWla meodparcle za tym, ze de- 
sklem, ze z nukum me są am pohty- budowy nadeJdZ1.e. Być rmOze warto cy:zJa ma charakJter pohtycz.ny, tak 
czme am propagalIldowo zWlązan pomysleć, aby fundusze te w bankach Jalk względy polityczne zadecydowały 
JedJnakJze poparcia tej ImpreZie udzie odkladac. Uleg1d:Y1s o zhuvzemu ZamJku Krolew- 
hło komUln1lstyoZine pisemko "GłQS Praktyczna znaJomosc rzeczy pod sk1ego 
LUldu", ukazujące Sle w Stanach ZJed powzada nam Jednak, ze (przy naJ- W kSlą'7JCe DaJlluty Kaczyńskiej I 
nocz,oll'ych, I :rezymowa .,KrOIIllka" \V lepszeJ lvoh 'l zapale mze rozj,VzązUJe Marn WliSlnI8WiSłneJ pod tytułem "Kro- 
LondYllile Po.naJdJto okazało S1fij, ze 8Zę tak w'lelkwh przeds'lęwzzęć drogą lesliwo. Hansa FralIlka" od'bworrz()lla 
członkowie "Kom
tetu" pp Zyg'- składek, Nawet szeroko zakroJona zQsta.ła scena, g1dy Generalny GU!ber- 
mUlnt Kotkowski, TadeUiSz Machal zbwrka stac 8Zę moze Jedną z ceQzełek .naJtor Hans F!ran;k w paŹ1zIern ku 
Ski, Jozef M().mn
kl I przewodlIliICząc'y Zamku Gros wydatkow muswloby 1939 zWiedza Zamek KJróJewskl. 
dr Ignacy CzajkowskI są Wlszy\scy re Jednak pomeSć panstwo, a chodZ1 tu 
dak;to.raml tak z,wanego ,.NlezaJlezne- me tylko o p'lemądze, lecz takze o ma_ 
gQ Dodatku DYSikusYJnego" ukazują- terwly z ekzpy budowlane 
cego Się na łamach mleslęczm:ka "Ho 
ryzonty" "DodaJtek" ma chara:ktter par 
exceLlence pohtycz.no-jpropag'andowy, 
a Jego .kIerunek l sympatIe me mQgą 
budzlc wą.
phwoscl. Redakcja "Hory 
zv.ntixw" p'r
e
Ol1me zabez.plec.za SIę w 
kaz,dYlIJl numer:ze wYJasmemem, ze 'la 
tresc Jego odpowledlZlaklOścI me przyJ- 
mUJe Z interesującej wyniiiany ko- 
respondelIlcJI ogłoszonej w tymze 
"Nlezaleznym Dodatkiu DyskJusYJnym" 
dowladUJemy ISIę, ze nazwIsko prze- 
wodmczącego Komlte:tu, dr Igmacego 
CzaJkowskiego, I jerunego ,z Jego człon 
kow, Zygmuruta Kotkowsklego, zna- 
lazło Się "pr
ez meuwagę" na lUoScle 
człon'kow lTezymoweJ "Rady Zrzesze- 
ma Połonn BrytYJs.kleJ" Z wynurzen 
palIla Adama .KJraJewskiego, Joer.owm 
ka "Zrizeszema PoJlonn", zdaje .sIę rolW- 
nllez wyiramIle wy.nlkac, ze ".KJOImIltet 
OdbudoMY Zamku" powstał z lillISąI- 
racJ1 Zrzeszema Upada WięC we.rSja 
o rzekomo apohtycznym chara:kterze 
"Komitetu Odbudowy ZalIDiku". 
Ohoclaz mlehś,my od POCząltJku po- 
1W.a.z,ne wątplIwOŚCJl co do 1stobnych 
celorw tej ImcJatywy - mO!gła ona 
budzIć pe'Wllle nadzieje TrudlIlo było 
przy.pus7Jczać, aby orga:mzatorzy na- 
razah SlWoJe dobre ImIę wzywając do 
z.hlOrkl pl-emęznej bez Jakl
oś Ulpew 
mema Się w WarszaJWle, ze zebran
 
kwoty będa rzeCZYWIśCie słuz;yay ce- 
lowI wysumętemu w odez,wle MOLe 
'WIęc Koonlltet zdołał wreszcie przeko 
lIlać właścLwe czynmkl I skłomć Je do 
zmIany decYZJI, ska
uJąceJ polsJue 
Akropohs na 'WIeczne zmSlZCIZeme 
Nadzieje te osłabiał fald, ze utworze- 
me Komitetu zosta!g przez pietIWSZ2 
cztery miesiące całkoIWIcle pr:z.eunIl- 
Jzane w prasie krajowej Dopiero Jed- 
nak al1tyOOuł "Z
Ia Warszawy" "prze 
kreśhł ostatecznIe w;;zeLkle złuruzenla 


Arg11JJmenty, ktore "Zyc1e Warsza 
wy" przyitacza dJll3 pvzekonama cZYlte'- 
iIlJlków, ze ,.nalezy z odbudolWą Zamku 
IZaozekac" są bardJzQ mało pl'Zelko.ny 
waJ ąc e. Dlaczego państwo mogło SIę 
wl()lbyc na plęlkma odbudo.wę Starego 
MIasta l Nowego. ŚWiatu, Teatru Wiel- 
kiego, a1bo zwbYltkow.y/Ch dZlelmc 
Gdall1Ska a wyłączono z teg.o plaJllu 
ty:lko Zamek K;rOLBwskl? DłaCJZego zna- 
JalZły Slę plemądze na zbudOlWame row- 
me kios7lbowinego co obrzydhwego Pa 
łaou .KJułtury, me mOlWląc ]IUZ o oka 
załYlm Domu Pal'ti
 I Domu Chłojpa, 
a zabraJkło plelmędJzy na podmeSIenIe 
z rum. Za.rnku" "zYCie WarSQ;awy" 
p
s.ze, ze odbudowa Teatru WIelkl.e
o 
ko.s
t01Wała "v.lele set Inłł1onow", ale 
me tJłJUlrna;czy dlaczego prZ:Y1stąpw.no do 
mej Pl1zed odbudoIWą Zamku 
"Zycie Wal1Szawy" pIlSze w;praw 
dZle, ze sama spraWIa odbudowy Jest 
rzeczą przesą.d.z,OIIlą (w na.sltęjpnym po 
koleniu), bo tak postanoWIła uchwah 
SejlIllJU. AlUitor ar.tyikiulJu pomija jedJnak 
mIJcJzelIl1eIll faJkJt, ze wedłUjg tej Wlą 
ząceJ uchwały Zamek mIał być odbu 
dowa:ny w wyrazme u5otałonyim ter 
mlTIle a mIanOWICie do roku 1954 
RUI;ny ZaJmku .KJrólewsklego są w ' ęc 
I!la
IWYlmOWlnIe
lszY'm SlWladootwem. ze 
Sejm w PoLsce LudQv. ej PQzbawlo.ny 
Je.st w:szeillklego 
iIlaczenla a tak zwa 
ne wybory są zwykła flkic
ą. DZIlWny 
to kra(] ta PoIIska Ludowa SeJIID p3 
deJillUJe UlCbiwałę, ustaJla terlIIlIIIl, wy- 
kon3iIlla domaga Się spQłeczenstwo. a 
władlZe paTtYjlIle plzelkaZJU]a spraJWę 
do rea,lizacjl plzy\szłyan pokołenlOm 
Władze te dobl1ze zdają sobIe spra 
wę, ze skaZluJ].ą w telIl sposob Za,mek 
.KJrólelWskI na za!pOlffill11eme Ludzie dZJŚ 
Z:Y1.Jący, CI, kitórzy paJmlętaJą dawną 
WaJlSZalWę, kJtórYlIJl w"pomlIlleme to 


Szybkzm kl0kzem rprzechodzz przez 
sale Zamku. ZatrzymuJe Bzę w salt 
tronoweJ. Na baldach'lm%e nad tro- 
nem wzdZ1. bzale polskte orły wyhaf- 
towane 8rebrem. Nagłym sZOiTpnz
- 
C'/.em zrywa srebrny haft, rozdarty 
materzał C'lska na zzem'lę. 
- Proszę - zwraca 8Zę do ota 
czaJących go of'lcerow 'l urzędnzkow - 
kazdy moze 80bze wzząć Btąd, co mu 
S'l
 podoba. Nzewzele są warte pa- 
mzątkz Polakow. 
N%e panuJe JUZ zupeln'le nad so- 
bą.. Brutalme nzszczy caly zabytko- 
wy baldachtm nad tronem królew_ 
skzm. 
- Panowie przypzlnują, aby ten 
budynek plzestał być chlubą pola- 
kow - mowz rozkazuJąco 'l wycho 
dzz z salt. 
Rozkaz HaillSa F["anka :rostał wyko- 
.namy Zamelk KroleWIski w Wal1Szawle 
został ograblolIlY, Blpląd1olWRiIlY, zde- 
wastowaiIlY WyłamYJWano ze Śicw.n 
maI'lIIlUlOwe komunIlo I QlkładzInY, wy- 
rywano rzezhy, kIlofem I sH!iklerą od- 
rYJWaJno bOalZerle, rozbijalIlo po sadzikI 
A gdy dokonano całkQWltego ZnI6
lZe- 
ma wnętrz, pI'lzybyih SalpeTZY, by za- 
łozyc ładullllkl dyinam
bu HItlerowc.. 
me wysadzdł Je.pmaJk Zamku w r 
1939. UCZymłlh to dOlplerQ w czasie 
PorwSltama Wa'I'lszawsklego. Rozikaz 
H
blera I HaillSa Franka został wyko- 
nalIlY, zeby - Jak to powIedzIał w r 
1939 generaLn:y g11JJbermaltor - budy- 
nek ten przestał byc chlubą Połalk{J(V\; 
Jailr sWIadc.zą dotychczasowe fakty, 
- cihl'l.llba me będzie. PIlnuje te.gQ z 
Ioo,lel Wła,(]yiSłalW GOIlllUiJJka 
Komitet Odbudowy Zamku. Krolew- 
50klegQ IUZlIlać nalezy za Impll'ezę me/l)O 
waz:ną Nie IWYSltęlPuJe SIę z apela.m. 
bez pok;r
la W rnaJaejpsiZym razie 
grliZleR tu me by10 .koovdynacJI 
Stanisław Zadroznv. 


8TRENGST VERBOTEN 
Kazdy naukowiec, hterrat czy dZlen 


-- 


n
karz wYJezdzaJący na Zachod w de 
leg3JCjI słuz,bowej. bą.d.z tez na "wy 
mlaJne naukową', OLrZYlmUje szczego 
łową. Ins.tl'ukcJEl Jak Się ma zachow
- 
wac poza gTaJmcam
 PRL. Cały doku- 
merut Je.s.t własclwle hstą rozne,go IO 
dzaJu zakazow A Więc: me wolmo bez 
u!pI'IzedmegQ ze2:wolema mISJI dyplu 
maJtyozneJ PRL w danym kraju na 
wlązYlwac JakJchkolwlek kontakto:N 
naUlkow
h, kwLtwraLny.oh I prasowych 
N
e wQ1no udzlelac wy.wladow aml pu 
bhkOlWac a11tykułow lub p'I'ac nauko 
wych Nie wołrno podplsy.wac umo.w 
autol,sklCh Nie woLno wYJezdzac do 
mnych kiraJow Nalezy dOlIlos.c okaz 
dm a,zoweJ zmJame adr esu I t d 1)0 
m
tl'uKicJI dołączone sa szczegołOlWe 
wY'tyczne Jak nalezy plsac spraWQZ 
dalme z pobytu za g.ranIcą 
Dokume

t teill, kitory pokaza.no 
przedstaJWlclelowl naszej rozgłoSlll. 
:sprawia WIIazeme Jaklegos regulanll- 
nu dła Wlęzma, ktory opuszcza na 
krotkotex'mmowy uIlop gmach \
 lę 
zlermy 
W ostatJIllch czasach dyscyphRa 
st'J5OIWa,na wobec ludzI wYJezdozaJących 
słuzbowo za granICę uległa zaostr
e- 
mu 1'.0 polWll'OCle są om poddawaJn 
długIm PlI'ze.słuduwanlOm Dotyczy 
to la,kze mekitór
h turystow o.rb- 
sO'Wych Zdar z,yło Się, ze uczestnicy 
Jednej ze zblO:rowych wycIeczek Orl'bl- 
su byli kazdy z osob.na - przesłuchI- 
w.am przelZ c:z.tery god
InY a zez,nama 
dIl)b.azgowo polow:nywane Nlektorzy 
LurYSCI obawlaJ.ący Się, ze relacje DO 
zbawione bardziej mteresUJąceJ tres- 
CI mogą budzlc podeJ'lzetllla - po 
prosbu falIltaz
uJą NIekIedy w
y;wa 
Się Ich na dodatIkowe przesłuchamia 
 
pro'WIncJI dQ 5oLo];lcy Znane są takze 
wypadki, ze funkcJonan:msz słuz,b
 
bezpleczensty,a przybyiWa specJaln e 
z Wal'szawy by po dłuz.szej przeIwH 
raz Jes
ze przesłuchac UlCzeSlbmka wy 
cieczkI I poIOlWlllac Jego pIelwsze ze 
znalma, złozone na gorąco, z relacJI 
p:rzedstaWllO\ną. po kilku mIesiącach 


.NOW A PRóBA PORWANIA 
Po slYrJJneJ spr:awle nIejakiego Ja 
lwb:sa w \\ lednlU, kitory z061tał wy 
proszony z AustrII za probę werbo- 
wanIa przy pomocy sZaJntalZu agentów 
bezpieki I po tajemniczym z,mk.męcm 
dl WaWll zynC\zyka do
zło do nowego 
skllldalu, tYlIJl razem w neuł:.ralnej 
S7Jwecjl 
W koncu ubiegłego loku prasa 
szwedzka dOJllosła o meud.aJneJ pl oble 
uprowadzema siłą studenta Polltech 
n'kl LodzIklej Jel1zego Mazurka przy- 
był on do Szwecji w hpcu ub r na 
zapro.sz,€\Inę SlLudentow szwedzkICh, 
k!tm
h orprowadzał w Polscp z ra- 
mienIa ZWIązku Stwdentow PQ1sklch 
Piroby pol,wama lVIazU1l1ka z miejSCO 
WOSICI Lund I dQstal'ICzema go siła na 
pI'lOilll "Giryf" cumUjący w porcie 
szwedZ\klm Y,stad dokonanQ 12 paz 
dZlerm
ka ub r Udareffiilllła Ją poli- 
cJa szwedzka, a głQIWm bohaJterowle 
skaTIda
lczlIleJ afery stanęh przed są- 
dem Byb to Janusz Szklar
ewlcz, 
pozostający od La.t w zazyłych Sltosun- 
kach z konsulaten1 PRL w Malmo, 
ora
 przybyJI z PQ1skI Jeny Wa.len 
tynOlWiCz I Maciej StaI zynskl 
O IstmelIllU osoby Ma:zurka rozgło 
Sima nasza dOlWledzlala się z prasi 
szwoozk'eJ, dla kLoreJ gang1sterSlkl wy- 
ClZym pOl waJma oz:łowl-eka stalIl-oW1ł me 
byle Jaką seIllsacJę 
WeWlnętm
ma galzata mlhcJI uka
u- 
Jąca Sle w Warszawie pod nazwą "W 
Słuzhle Narodu" zamlesclła o spla 
wIe kOffiuILI.klllt ze zdjęcłem Szkłarze 
wvcza tWlel'dząc, ze była to proWo.ka 
cJa RWE Wynikł z tego artyikuł w 
"TlI Ylbwme LUldu" z 21 paz,dzlemnk'l 
ub.l!', w kitórym przedJs.tawIOlllo Slpla 
wę JaIIw dz,Ieło hultajow dZlałaJąc
h 
z podj'UloZCZenla RWE. 
IrJJnego zdama był sąd sZlWedzkl 
Tll'ZeJ oskarzenI SZ\klarzewlcz, Wa 
le:ntynolWlcz I Starzynskl skazam zo 
staLl 18 gwudma za probę g1Wałltu I pOlI' 
wama. SzJklal1zewJc
 dostał 6 mles1ę 
cy, pozosta,LI dlWaJ po 2 miesIące Wię- 
zienIa GłO'WlIlY bohaJter sprawy - 
Są;klarzewlcz - zamlepokoJony art y- 
lkulłaJml w pralsle krajowej, kJtóre 
przedstaJWlały go Jako prov.okatoda 
RWE, liIIJterwemował po rQZplaWle u 
wlceikoTllsula PRL w Malmo JalIla Le 
naTCzyika, wymlemaJąc głosIllo naZIWI- 
ska swoich mocodawców I {)I\:,rzyima- 
ne IlliSibJIuJkcJe OtrzYlIJlał pełne zadosć- 
UCZYlmelIlle I LenarczY;k stWIeldz1ł u 
roczY1S1C1le v. obecnoscl SlWladkow, ze 
RJWE filC w.slpOllllego z porwamem me 
mIało 
Po wY'lo:ku, w numerae z 27 grud- 
ma "Sztand3lr Młodych", który po 
przedmo POlW1tÓl1zy;ł za "TrybUiIla Lu 
du" beZlSensow:ne oskarzenla pod ad 
l esem naJszeJ IozgłoSlm
 spuscIł z to 
nu PI
mo po!Wltarza w:prawdzle tWIel 
dzenle o rzekomej celowej pTolWokacJI 
,JW ceLu rzucema cl-ema na szwedzlko- 
polLsJoe s:tosunkI w przeddzlen W1
y1ty 
w PoLsce premiera Ellamdera", ale pi- 
sze dalej "me przesądzamy czy była 
to l1zecZyiWISJCłe prowokacja lllSpl.rO 
walna pl zez monachlQlską centralę dy- 
weI'lsY!Jną, czy tez meodpoWledzlai1ny 
Wylblyk kii1ku Qlsob dZiałaJących n! 
SWÓJ p["YJWatny rachunek, kitory anty 
polskie O
II odki 
prybnle Chclałyiby wy 
kOI'lZYlSitać dla własnych celów" 
IW,szYlstkle te wy.kl'ęlty m.kogQ w 
błąd me WJprowadzą Ga!llJg1stet'lSlk'e 
wyczyny belZiPleikl paza gramIcaml 
RRL ujaWlIllaJą mora,lny kaliber llUldzl 
-sprawuJ
c
h dZI-s władzę w Polsce 


List do redaktora 


SPROSTO\y ANIE 


W mOIm wspomniemu o Jozefle 
Piłsudskim ("Na Anterule" nr 57) 
zostało mylllle wydrukowane Imię 
Tadeusza zUlhńskiego, kitory od 
pazd'Zler.ll1ka 1914 do .slerpma 1915 
stał na czele PolskIej OrganlzacJIl 
WOjskowej w War"zawle. Tadeusz 
zuhńskl był bratankIem Roma.na żu_ 
hnsklego, członka RZądu Narodowe_ 
gQ w PQwstanlu !StYCznIowym, stra 
conego na s.tokach cytadeh warszaw 
sklej 5 sIerpma 1864. Tadeus.z żu- 
lmskl uzywał pseudOlmmu Rom.a.n 
Barski", ale w
rod swoich kolego W 
I podkomendn
h .naz:y'waIIlY był po 
prostu Im1emem Roma.n W r. 1914 
ukonczył wydmał lekareki unIwerey- 
tetu lwowskiego Był członkiem 
ZWiązku Wałik.1 CzynmeJ l ZW1
ku 
StrzelEckiego Na początku wojny 
Jest ofICerem W sztabie Komendanta 
Piłsudskiego l z Jego rozkazu prze- 
dOlstaJe Się prrzez frolIlt by objąć ko- 
mendę naczeLną POW w WarSiZawle. 
22 slerpma 1915 Tadeusz żuhnsk1 
na czele Batalionu Warezawsklego 
wyrusza na front do PierWSZej Bry_ 
gady ClęiJkO ranny pod Kamlenlu- 
chą umiera 28 paźd.zlel1nlka 1915. Jo- 
zef Piłsudski uczcił Jego pam1ęć w 
rozkazie swym 29 hstopada 1915. 
Wauda ,Pełczynska 
(L o n d y n).
>>>
Nr 1139, 28th January, 1968 


s 


PUSZKA 


Wojna 


Nie tak daWillo jeszcze sły.szało się 
ł'zęs.to bwie1,dzeni,e że "wo1ny nicze- 
go w ś'wiecie nie zmiemają '. Może to 
było do pewllleg.o stolpma p.ralW'd,
 
jeslzcze przed pÓl w.iekiem, guy pro- 
wadzono woj,ny na ograJlli,c'zonych ob- 
szarach i z cehvmi śCiŚIle okreśło'1Y- 
mi. Ale już dzi,ś takiego bwie'rdzenia 
ohy1ba nikit nie będzie pod [,rzymywał, 
kto za,stanowi sie nad tym, jak wy- 
g'lądał {,w.iat przed r. 1!H4, jak wy- 
g,ląda dzi,siaj" wreszcie - jak za,po- 
wia,da się na jwt'r.o. 
Na Bl.i'skim Wschodzie sześCiodnio- 
wa wojna a,ra.bs'!w-izrael,ska z pe,w- 
nośc.ia. wiele zmienila. Ma,leńki kraj 
o kośJa.wy:ch granicach zajął obszar 
niemal trzy:krotJni-e większy niż o.b- 
SZal' maÓ-elrzY:Slty. Granice zmie.niły 
,się ni,e do poznania. Na północy ze 
wzgórz sy.ryj,sokich l'az po raz os.trze- 
Liwalno z dział osiedla i,zraelski.e w 
do lilI1i e JO.rdanu. Dziś te wzgórza, 
wbrew wszys.tki'll1 kanonom woj-e'iJJnym 
,zdoby1te atakiem ozołgów idących z 
dolHny ku górze, są w rę
u I'zraela. 
Sta,re ll1Ji,aslto w Jerozolimie powiąza- 
no z now;y,m i zwalono mury, 
tóre 
je dzieliły. Pas Gazy, sięgający 1vu 
w.sohodow.i na wybl1zeŻ'U wiaŚiciweg
 
PÓbwy1SiPU Sy:najskiego, jest w ręku 
Lzraella. Pi10zffimyk Ti.ran, kitórego 
zamkniĘteie przez Nassera dało po- 
'(JZą/tek wDjlnie, w.oj,ska ilZraelskie WD- 
były IlItaJkiem od lądu i port Eila t 
jest nadal beZJpi
zny. 
Ale jakie 7Jnaozellle mają te zmia- 
'ny? By je n3lleżY1Cie ocenić, trzeba 
brać pod uwagę okoliczności" kitórych 
wojllla nie zmHmiła i wcale zmiame 
nie mogła. Przede w,sozy;s,bkim - fa,kit 
że I,zrael liczy 2.7 miili.onów ludności. 
J es.t małj, wysepką otDczDną z.e 
'W1szech stron p1
Z€Z morze bIi.sko 100- 
miEolllowej luwnośei a,rabskiej. Wro- 
go,ść między nimi brwa od samego 
poozątkiu państwa {zl13ela i nic me 
wskazuje na to, by miała słahna.ć. 
OZy1nni,k,iem drUJgim, k,tóry wojna ra. 
ozej wzm,ogła, jes.t to że na Bliskim 
Wschodzie Sowiety zagDSlPod81rowu- 
ja. się coraz s.wobo.dJniej i tl1udno 
jest już stamtąd je wYP1'zeć. Sowie- 
ty dały PO:lzątctk woj,nie arabsko- 
hroolsokiej, gdy uprzedziły Nassera 
że lz1rael gl"Om3ldzi w.ielki-e siły .lo 
uderzeni.a na Sy,r.ię. Ws.tJr.zymać to 
uderzenie można ty11ko p,rzez zagro- 
żenie Izrae,la od stJrony Sy;najru. (W 
rzeCozy1Wi,s.tośCi w pobJ.i:bu granicy sy- 
ryj,stkiej było wtedy 12U żoł,nie.rzy 
i,ZJraeLskich). 
SolWiiety zaop3lt1
zyły Egi,pt obfi- 
oie w nowoczesny sprzęt wojenny 
(na.wet w wY1'z'Ultm.ie rakiet) i nie 
p11Z€lWidziały że wojska eg
pslkie nie 
będa. umi.ały t}'lm sprzę;tem się po- 
s
U@i,wać. li 1e przewi,działy t3lkże że 
woj,ska Izraela zdołają od p.ierws,zej 
do OSitaJtJniej chwili wojny zachOlWać 
w ręku peł.nię inicjaty'wy, że r,ozwiną 
ll1i.eprzerwallla. ofensywę, będą umia- 
ły zaJtlrzy:mać ją w punkitach z góry 
,przewi,dzialllych w ogólnym plam!e 
",tlr3ltegi'Dzn}'lm i ni,e dadzą się skru- 
.sić do jarowego pOiślC;i,gu za rozsy!pu- 
jącym si,ę nieprzyjacielem (co by w 
ciągu kii,lkwnastu godzin pOZWQliJo 
im zająć wszy;stlkie trzy sto.lice nie- 
iJHozyjacielskie: Kałr, D3Imaszek, 
AJmIJlRm). P.ropaga,ndzie sowiecki.ej 
powiodło się łatJwD rozsz€'l'zyć wśród 
Arabów w.ieść że Izrael wspomaga. 
ny jest w dział.aniach wo1emmych 
p'l1zez AJmerylkę iWieliką Bry1tJanię, 
zwła.szcza w brOllli lQbniczej. N3Is'se- 
rowi bIlJ1,d'7;o ta we.rsja odpowiadała, 
bo było przecie mniej dDtkliwe po- 
niesienie l\;lęski p.rZil
JZ wdanie się w 
konflikit dwu mDcars.tw aIIlglosaskich, 
nii z rąk mal-eńkiego Izraela. Przy 
tYlm WlSzy1s.t!k.im Sowiety uni,kinęły 
beZ/po'średniego udziału w stall'c.iach 
zbr.oj,nych, a jednoc.ześlIlie przedsta- 
w.iły świllJtJu Izrael ja:ko państwo na-o 
pa,s.tJniDze, Amery1kę zas i Wi,elką 
Brytanię ja.ko wrogów Ara'bów i 
P1XJIteikJtO.rÓIW Ilzlra€l1a. 
Zara'z po kilęsce państw arab- 
s,kiich, na kitórą Sowiety s.pog1lądaly 
z dwleka z założonymi rękami, moż- 
na było c,zy1tać w gazetach amery- 
kańskich i br}'ltyjlSkich że klęska 
pańSlt:rw- arebskich przy1niJOsła ..utra- 
tę twarzy" Sowietom i zachwiała 
na PIl'Zy1SZ,ł06Ć ich pozycję na Blis- 
kim Wlschodzie. Ta ocena była z 
g1l1UinJbu fał,s,z}'1Wa. SQwiety umiały 
Swoj,e niePowodzenie zwiełka. z,ręCl- 
no\Ścią p'rzeobrazić w sukces. Nic nie 
lJIaiPraWliło niechęci Arabów do Ąme- 
ryki i Wie1ki.ej Brytanii, a Sorwiety, 
na nOlWym poLu walki, o wiele już 
bez,p.iecZllLiejlSzym, bo w Nowym Jor- 
lcu w ONZ. rD'zw.inęły wieLką propa- 
gall1dę proaraJbs.ką, domagając się od 
I'zmela QPuszCl7;enia wszy1Sltkich zaję- 
ty1Cih obs,za:rów ał'abslkich, w.ielkiego 
o.dSlZ,kodowania w pieniądzach, oopu- 
sZ'Cz.enia do Izraela półmilLionowej 
tn.asy AJrrubÓIW ",biegłych i wysiedlo- 
:łY:Dh w czasi-e obu poprzednich wo- 
J-em. Sami AraJboiw.ie nie ośmielHiby 
się s.twwiać ta:kich ż1l'dań, bez ZRiPO- 
wi,edz,i jlaJkiejko'}wiek ze swojej stJro- 
ll1y kOlllJpeIIJsa,ty. I dziś jeSIZCze, po 
UiPłYWie bU,s,ko siedmiu miesięcy od 
zakończenia działań wojemmyoh, 80- 

iety w IIJiczym te
 swojej polst
y 
n1
 zmieniły. MO:łma więc pDW!e- 
dz.leć że wojna nie 7Jmieniła drug1e- 
go cZY11ll1ika ilsoobnego dla położenia 
na Bliskim WIS,echodzie - .roli Sowi-e- 
i
w jaJko przeszkody w l'Oizwikłamiu 
J\\UU!fd.i,kJtu. 
A cÓŻ Izrael? Gen. Dayan w pier- 
\VisZYim dniu wojny obwieścił że 
I
ael nie fila żadnych ros.zezeń te- 
r
toll'iaLnych wobec s.woich sąsia- 
dQW, a teraJZ - nL€lpr.zyjaciół. Wszy- 
SitJko \Wkwz,uje że gdy to mówił, było 
to, P.rlliWdą. Nie tylko dlatego że ni
 

Iał za sobą j-es,zoze żadnYiCih zrwy- 
C1ęSibw, aJe i z i'IIJnej b3Jrdziej plr.z.elko- 
nY'Wającej przyczy;ny. Oto w cią
 

!J-.letni,ego iSltmi,enia I'zraela w pol1- 
lce jego nie mOŻlIla znalleźć an.i śla- 
'U dą,żenia do e
spa:nsjd, choćby w 
Po,Sitaci pr.zyg()ltowań PQułtYCZlllych 
CZy prolpag-wndOlWY1Ch. Prawda. jest że 

l.rae.1 r.owwij.ał s.wój potencjał wo- 
J
y do najwy.ższej dOlstępnej dla 
n1ego. granicy. A1le to z przy1Czymy 
C
iecrn na1JUIl'al1Inej. Wlojna z pań- 
Si. almi arabski,mi nie oZlll3C,zała 00- 

lem dla I
zraela a.ł.tematy'wy 'ZlWy- 
CIęSitwa albD klęski, a
e oal.ternaltywę 
-- 


NAJBLI
SZY NUMER "WIADOMO- 
SCI" UKA
E SIĘ W OBJĘTOSCI 
4 STRON DRUKU. 
CEN A EGZEMPLARZA 3s. 


-- 


i pokój 


'ZlWycięstwa a,1bo zniszczenia państwa 
i zagłady ludności. Gdy jednak zwy- 
CięlSibwa pl1zy;szły t-aik zdumiewająco 
prędkie i wielkie, Z1mieniła się także 
w tym za.kIl'esie posltawa Izra.eda. 
Najpiel1W, w jednym ty;lko pUJIJJk'Cie 
o Z1nacZ€llłiu relig.ijnym i racz,ej sym- 
bodicznym. Bo zajęciu starego mia- 
s-ta Jel"O.z.olimy, gen. Dayan przed 
naj&więt,S'z}'lm dla żydów miejlScem, 
PlZed Ścianą Płaczu, powiedział: 
"Gdy w.róciliśmy tutaj po 2.000 lat, 
ni.gdy już stąd nie odejdziemy". 
W,n€1t po'tem p,r,zyszła proza. Poczę- 
to mówić że I'Z1rael mUlsi zachować 
zdoby.te Wlzg6rza syryj,skie, pas Ga- 
zy, wo.},ny d051tęp do pOIrw EHat, wol- 
ną żeg,IUJge w Ka.nale Suezkim i wre- 
szcie "po'pra,wiki granicZIIle" na za- 
,chodnim wybl1ze:bu Jord3lnii. ° tym 
Wlszy,stkim mówiło się - nieurzędo- 
wo. A urzędowD min. Ebba Aiban 
oŚ/wi'aldczył w ONZ że I,zrael gotów 
jeSlt do rokowań tylko bezpoŚ/rednio 
z pańlSltwauni a,rahskimi, kitór-e brały 
udział w woj,nie i odrzuca wszeJkie 
opo&redniotwD, także pil1zez ONZ. To 
ż4Jdamie zawierało w sobie żądanie 
uZlnania p1OZ€Z państwa arabskie 
1stm.ienia llzraela jwko państwa su- 
wer6runego. Dot1l'd nie wi,dać, by kitó- 
rekolIwiek z tych pańs.tw chciało ta- 
kie b
redJnie l"Okowamia podjąć. 
Więc pozostaje - stan faooty1C:Zlny: 
zaw.ieSlzenie broni. Izrael od począt- 
ku Z1dawał sobie Spl13lWę że gdy t:ył- 
ko l'Oz,pocznie się wojna, bardzo pręd- 
ko pojww,ią się naciski mocarSltw, by 
ją prZ1€1l'1W1ać. Będą tym bardziej 
uporcz}'IWe, im zwycięs.two jednej 
ze sbron będz,i-e wy.raźniej,sze. Do- 
wództwo lZ1raela liczyłD że na osiąg- 
,nięcie swoich celów wojennych ma 
'nie więcej CZ'!IS'U niż trzy din.i. Oka- 
zało 
ię że miał ich C'Zltery. Gdy 
,pią1,ego dnia ONZ n
kazało Izraelo- 
wi wSltJ.'z-,ymanie działań woj€lI1J!lych 
na fronci,e sYł"Y'jlSkim (E&iipt i JDr- 
daruia podp1sały już były zawi-es.ze- 
ni-e broni), I'Zil'ael nie posłuchał, i 
swoje dziaI3Inia wojenne w,strzymał 
dDlpier.o po killikiunastu godzi,nach, gdy 
tz.ajął wzgór.za sy1I';yuskie. Nic złego go 
xa to nie spotkało, ,talk jak w dzie- 
lSiąbkach i,run
-ch przy1padków, gdy 
ONZ coś komuś naJkazuje, a ten ktoś 
ni,e ohce słuchać. 
GdY1by o.kupaclja izraelska w J erO,Z{)- 
,Hmie, na wzgómzach sy1l'yjlSkich i w 
,p3lsile Gazy Ult:.rwaliła się i, tak czy 
Qwwk, po fOl1lllalny:m xwwall"Ciu pokoju 
C,7,y bez., nabrała cech stałości, nie wy- 
wołałDby to wiel.kich WlS.trz1l'Sów, a 
-takiż e pl,zemi,an dla SaJmegD Izraela. 
,po pil'051t,U ,to pańs.tewko miałDby dD' 
godJruiejrsZ€ granice. Lnacr.ej rzecz wy- 
gląda w stosu.n:ku do Jordanii. Przy- 
IpollliIli-eć t,rzelba że dDpiero po drugiej 
lWojnie Ś'WiwtOlWej owa Jo.rdalllia pow- 
,stała. Pil1zedtem była TJ:IIJns,jOirdani.a, 
Dbszar pusily;nny zamieszkały pl"zez 
niespełna ,mi,}j{)'n ,koo7;ujących Be- 
duinów, pod r,ządami ,prast3Jrej 
dyn31stiii Ha's-zemiJtów, wywodzą- 
cej silę od Mahometa. Za wiel'lllość 
,Wi'€I'Lki-e
 B1
Yltanu w wo1nie p.rzeciw 
Turkom, podarowaruo szei1lwwi AbdU- 
Hi zachodnie pobl"zeże Jovdan-u. N!e 
pOWlSltało z tego pańs,tw.o jedilJJO,Jirte, bo 
daW1na Tra,nsjOlrdamia jest wciąż, tak 
j,ak była, absZ1arem pustY'11Il1}'1m, a za- 
chD,dnie POb11zeże Jordanu ma Ludność 
osiadła., l'Olnicza. i rzemieś,]ll1iczą. Ta 
,ludność, po.ddana Has.zemi-tom od 19 
hllt:., ni'e je
lt z nia. tak śctś.le związana 
,uczuc,iarni, jak plemiona beduińskie. 
Mogłoby się przeto wydawać że Izra- 
el mógł,by chcieć opanować na stałe 
taJk'Że i ten obs,zar, co by bez wąt- 
pienia dało lIlIU dogodną gram.icę 
wzdłJUlż rzeki JOl'dllJnu. A,le sprawa nie 
jest taka pro.sta. Tlen obslzal' jest gę- 
s.to za
udin.iO'llY pl1zez 1ud'llOŚć arabską. 
Dzi,siejlszy Izrael j,es.t państwelill jed- 
nQ1iJtym. o cechaoh Z1b,liżOlnyc
 .40 ja- 
Ik.iegoś zak()lllJU na.rodOlWo-rehg.lJlIlego. 
Jest wdelemiem rned3lwnego a wciąż 
Ż:y1VI'€1go miłtiu syjonizmu. LUldnosć 
I'zr:aela, zachodnia w swojej kultu1,ze, 
rDŚinie w licZ1bie wedle mi3Jr europej- 
skich. Gdy1by w ,ramaoh ..wielkiego 
Iz'l'a.e.}a" miało się pojawić powy'żej 
miilioma Arabów, mnożącyclh się o wie- 
le szybciej, po cza,sie nierz;by,t odle- 
głym krabowi e sta:now.iHby cp naj- 
mni,ej połowę ludności. Chara
ter 
iPańsbwa lIlIUlSiałiby być całkDwicie 
",mieniony, co I:zraeli:tom z peWlnośeią 
b:y M,e odpow,iadało. A poza tym I..-.ra- 
el, pomimo wielu drobnych starć 
'zhr.ojill'y1Ch z Jordanią w ciągu milllio- 
nych Lalt, lIlie uważał Jej za pOltenejal- 
mego niepl1zyj.a.oiela, lecz reclZej prze- 
ciwnie Z1a bez/pi,ec.znego sąsiada. Zda- 
;l1zyło się prlzecie pr.zed ki,liku faty że 
gdy zaJIJJosiro się na obaleillie króla 
Husseina i ro
biór JOldalllu przez 
Egijpt i I,rak, Izrael odpowiedział na 
,to g1l"07Jbą wo.jny. Byłaby to w grun- 
cie r
ciZY wojna w obronie JordanU. 
W,ięte w Lz.l'la'€llru l'OZlm;yiŚla się teraz 
!lad tY1m, jak zachować tron II usseina, 
a jednocześnie zabe
p.ioozyć w jakiś 
Is,polsób z3JChodnie pobrzeże J.olrd3lnu, 
!bez wy1l'ażnej 31neksji. Szuka się na 
,to rÓŻlllyoh fOl1m, Móre si,ę jeszlC'ze nie 
Slkiry1Sltali:zolWały. Huss-eim ze swojej 
stromy, krępo,wany wie1tee "solidarnoś- 
cią 3;l"3bską", daje jednak do, ZTlOZU- 
mienia że gDdzi się na is-tJnienie su- 
wer€ll1ln-ego I,ZIl'aela i gotów byłby zde- 
miJłiJtalry,zQlWać zaClhodnia. c.zęść Trans- 
jordamiL, gd}'lby mu ja. zwrócOlllo. Nie 
doszłio j.eslzcze na te tematy do roz- 
mów aJle są niejak.ie oz.na,ki co by 
mogiD być ich p.rzedmiotem. _ 
WoLno sądzić, że IIZJrael, wtóry tak 
dos.kolnale rDlzegrał po.ł.ityc'ZIla. sil'ł"Onę 
wO
IIlY i nie pokusił si
 o efekity 
d?- 
,bycia w.rogich stoLic (z którymi me 
wiedziałby co zrobić), z,achowa i w 
Slprawi-e Jordanii rozsądna. wstrze- 
mięźlilWo,ść. Tu i ówdzi,e pOiprawki gra- 
n,iczne 1Il0'Ż'la by p€'W'llie wy.negocjo- 
wać, baz. ryzyilm nall"us.ze.nia obecnego 
chwl'3lktevu pań.stwa Izraela. Pochop- 
ne a wy1t 7Jnaczne powiększenie ob- 
ISZall'lU, 'p,l'zede wiSlzystkim zaś ludności 
ar.abs.ki,ej, mUJSiałoby pr,zyni-eść złe na- 
'stępstwa. Oboonie żyjąca w I,zrael,u 
1UJdność a,rabska, w licZJbie 300,000, da- 
ła w czas
e wo,jny zadziwiająco pełną 
prÓihę l:o
al1lności., Teraz . wielu tych 
i'ZJl'aelLsik1ch AJra.bOlW pełnI ul1zędy w 
aldmilnilSitraJcji ziem okiUJpOlWan:ych. 
Szczegół ZJn:ami,enny: l'ządy s:talrą Je- 
row.limą pełni" po 'l'a
 piel"Wszy c

- 
ba od wojlen kil1zyżowych, chrz,escI- 
jamim. - Arah ilzrael.Slk
. . 
Z pół'Wy:spem Sy;naJs.klm. spraw"! 
jeslt Pl"O'stsza. Jest to pUisty;n1a, rzad- 
ko zal,u:dlIl,iolIla. Jej ane'ks.ja byłahy 
bezcelO!Wa, a jej zahe
i'eczeni.e w. po.- 
stad demililtaJr,yzacji, nie pOW1'l1'n? 
prZ1€11S1t1l1w.iać szozególinych trUld,noścI, 
gdy kiedyś - nie wi,a,domo kiedy - 
przyj1dzle czas na za;mkJnięcie rachun- 
ków w.oj'llY sze&c,io(lniow.ej. 


Pandora, 


WIADOMOŚCI 


TEATR 


Od paŹldzierruika do gtrudnia ub.r. 
w Bi,ny Rose 
heat-er w NQwym J 01'- 
ku, występO/Wał Polski Pans.twDwy 
TewtJr żydoW1ski. W repel'ltuarze były 
ty1lko dw:ie pozyc.je: dziewiętnasto- 
wieczna sztuka J 31kuba Gordina 
"Mirełe Ef,ros" i "Mrutka Courage" 
Bertol
ta Brechta, w adaptacji Idy 
KamińJsikiiej. 
"New Y()!1k 'Ili,mes" zapowiadając 
pnzyjazd Teat1;u ż}'Idowskiiego, za- 
m.ieścił piękiny, nieoma,l poetyoki 311'- 
Ityl
Ulł A11tJIJJura J. Olsena p.t. "Pod- 
1Il1esiO'ny z ruilll Wm'szawy". 01sen 
piJs.ze: "Z obo.zów konoentJracyjljlych, 
ze S7Jkiieletów spalonego ghetJta, z kra- 
jów uoieczki przy1szLi do gu'uzów, któ- 
:re były W3Il1SZWWą". 
IW roku 1946 pOWlróciła do Poł,ski 
Gll'ande Dame Ż}'ldDiWlskiej sceny - Ida 
Kamińska. Po Jej p0W11'Ocie, me ż;1łu- 
jqc n/lJdluJdzkiego często wysiłkru. z 
upOil'em i miłoŚiaią, odbudowano d'la 
4U,000 ży1dów poJ.Sklich, pozootałych z 
3t-millionDiwej rzeszy, ich własny te- 
IIJtr. Ida Kamińska i WiieLu podobny{:h 
jej al'lty.s.tów, nieroze:rwalnie w.rośnię- 
!Ylch w pOlllSikie 'tradycje, pozostało na 
ziemi ojców, pomimo że dużo z Ull'a- 
tOlWanych aktorów ży1dow.s.ki'Ch odwró.. 
CiłD się Did pOll'ski - pi
ze Ols€I1. 
OdJbudOlWano tea.tll'. To może za du- 
żo po'Wliedzi'ane w s.ensie materialn}'llll. 
,WiPraJWIdzie Tea.tr ży:dowski ma swoją 
siedzibe Pl'Zy ulicy Królewskiej, nie- 
da,lekD od spwlQnego. g;h€ltta, ale ten 
wywarozony bohatersko, wyp.ros.z.ony, 
niemal wymodlJUly ,budynek ma byc 
Ilibul1Zony, aby zrDbić miejsce nowej 
ambaJsadzie franouskiej. Co będzie 
da,lej ? 
LwtW1iej o booy1nek niż o Ludzi - 
mów.i Ida Kamińska. A poza tym... 
nic nie m{)!Ż;e stanąć na przeszkodz:e 
tym, kitóo}'zy za mi,sję SlwegD życ.ia 
uważają 
howanie i przekazamie ilIl- 
nym zwnilka1ącej tJradycjli. 
A11thur J. 01sen przy1pomina re w 
WaJl'slzawie m:ies7Jka najwyiŻej 5000 
żydów. Nie dość, aby nawet p.rzy 50- 
ciu pl1z.edstawlieniach w roku, wy1peł- 
ni'ać stałe 300 miej.sc widowni. A jed- 
naik - .terutr jest pelJny. 'IlrDchę dla- 
tego że jeSlt tD egZ1Qtyka. Przede 
W1szystkim jednak z il!Jllych powodów. 
Młody widz pragnie się dowiedzieć, 
ja,k w}'lgtlądała ż}'ldowSika tra,dycja, 
Wlto,piQna w poLskość, chce poznać ży- 
oie ś1'odowiska żydowskiego, kitóre po 
drugiej wojlnie św.ia,towej przestalo 
właŚiaiwie w PoJ.sce isbnieć. Dłategv 
też, w r. 1966 w c7J3Is.ie gośc.il1llych 
Wy1Stępów w Bydgoszczy, gd
ie llIJie- 
szka zaledwie 50 zydów, widoWllllia na 
tJl1Zy1sta miejsc wypełniała się po brze- 
gi. 
N a zakończenie Ar.t.h.ur J. OJsen 
przy/tacza f,ragme,iJJtrozmowy, kitó,rej 
był świadkiem. Ktoś rz;a,pytal, 00 się 
staJnie z T-ea,brem ży;dowskim. któ- 
,rego soeil'cem, dusza. i na,tchrui,eniem 
jest Ma Kamińska, gdy jej zabrak- 
nie. 
67 -debnia aJkitol"ka potrząsa głową. 
"Py1tanie joot be
przedmiotowe. J es- 
tern p1
zec1eż nieśmier:telna". 
* * * 
Z niemlIliej.szym eIlltuzjazmem i uz- 
naniem napisał do ncwojOl1s.kiegu 
"Times" z W3I1,szawy Jon3lthan Ran- 
dal. W obs,zffi1n}'lm ant}'lkule podkreśUł 
,szereg pa.radokisów. Jednym, z nich 
jest, że świe.bna poIska akitorka ży- 
dOWlSkiego T.e3ltlru z Wa,rs,zawy przy- 
je:bdża do Nowego Jm,ku jakiby Qki1'ei- 
ną drogą. poruiekąd za pośredniCltwem 
c.zeskiego tiHmu "Sklep przy głóW1n-ej 
ulicy', gtdyż o'braz ten ożytWił zainte- 
.resoW13JllJie AJmeryki s,ztUlką wschodnio- 
europej,ską. Pil1zeds,ięlbiOll"cy teatraLni 
wliedzielli o i,stJnieniu Idy Kamińskiej, 
o jej terutJrze, o tym że jest wielką 
alk)to.rką. Nie Z1dob
i się jednak na od- 
wagę wcześniej - aby ten jedyny w 
.swoIm vodzaju teat,r sprowadzić do 
A1merykii. (W ,r. 1911 występolWała w 
Nowy;m Jo.l1k.U matka Idy, Es.ter 
Rachtl KlaJmińslka). Ach, oezy1W.iście, 
były t,vudnD£!Ci na,t:.ury czy.solo mate- 
r.ibllnej, niemniej jedna.k... 


LI1J1ym paradoksem, o którym pis.ze 
J ona,bham Randal, jeSlt że część obec- 
,nego zespołu ma.towała się, uciekając 
przed Niemcami z Polski - do Rosj'i. 
Ale po wojruie Kamińska, jak i wielu 
ilnnych a;kitorów, powróciła do Polsk:. 
Do tej właiinie PQj,ski, kitórej tak rui e- 
sł'us.z'ruie zarzuca się aruty1semitY1zm. l 
że w \Va1'5zwwie, kitóra palllJiętą pow- 
stwnie ghebta i własne pOWls.ta'lllie, w 
gorącym. wojel!Jllym CZel
WCU tea:t1' 
byl pelmy po b.rzegi w serdecZIIlej 
mwruifes-tacji łączno,śei z "piąta. ko- 
lumną", ja,k Gomułka określił środo- 
wis.ko Ż}'ldo-Wl.kie w Polsce w okresde 
wojmy a1'3Jbstko...i
raelskiej. 
Uko1'Onowaniem tych paradoksów 
jest jednak i'IIJna hi1Stor.ia: "Kamińska" 
- pilsze Rall1dal - "nie godzi się w 
drwmacie Brechta "Mat:.ka CDurage ' na 
używanie obrotowej sceny. Jej zda- 
IIlrrem, jest to taJnie efekci.arstwo. Na 
scenie obrOltOlWej, Matka Courage mu- 
,s.iała!ly udawać że ch
gnie za sobą 
wóz'€ik
symOOl, naładQwwny gl'{),zą wDj- 
ny, tJ.'udnoŚic.iaJllIJi .i konflilktami, przed 
iktórYmIli żaden człowiek ruie może u- 
ciec. Mwtka CO\.lJl'age musi n a p l' a w- 
d ę być odwaŻina, zmęcz'ona d n a- 
\p l' a w d e dzielna. 
"I tak już jes.t że delikatna, drob- 
na Ida Kamiń.ska, oiągnie swój wózek 
po polskiiej ziemi - i po ziemiach 
obcych - Wielkiej Brytanii, F,rancji, 
Be,l
ili, Holand
i, AUSitdi, Izraelu, 
Aoo.traJlii, AJl1gentyni-e, Bra,zylii i Uru- 
gwaju. Ciągnie go po raz pierwszy 
przez scenę nowojorską. J edy1nym 
krajem, 
tóry nie wpuszcza Kamiń- 
skiej z jej wózkiiem, jest - Rosja". 
* * * 
"Mój tea:tr jes.t pomnikJiem ku czci 
milionów żydów polskich i eUl"Opej- 
s-kitch, wymol1dowanych plr:zez hi tle- 
Il'owców. W moim teat.rze grają żydzi 
i ruie-żydzi. Mój teat:.r zrodził się z 
rozpaczy. Wyrósł nie z logi,ki, lecz z 
uczucia". 


* 


* 


* 


ARKA 


ne czasy. Leo.na.rd Brobst, z NBC TV, 
komen:tując wy:stęp Tea.bru żydow- 
skiiego mÓiW1ił: "PIleruty to laugh wt and 
a lot tD cry about lJeSlt z czego się 
pośmiać i jest nad czym za.płakać - 
jednego i drUlgiego moc)..... 
StarSlza publicznoŚć nie k.ol1Zy1Sta ze 
s
uchawek ani z przekładów z języka 
ż}'ldowskieg:D na a.ngielski. Pos
ugują 
slię j-esZiDze często w domu żydow- 
skiiffi na cDdzień. A pozatem, moi e 
nie potrzeba s.łów? A'locjoa, gra, ges.t, 
miffi
ka, mówia. więcej n1ż by to po- 
wiedziały słowa. Ted Hoffman z 
W,i'l'ed Informat.ion News Sel"'V!ce pi- 
sze: 
,,¥ou Jon't h:ave to be JeWlish Ol' 
Poli,sh to li,ke the J ew.1sh Stwte 
Theat.re of Poland... The rich, honeS't, 
and sombe'l' ensemble spiiri,t of this 
admirable OOJl1JpalllY gets my p.raise 
(Na tD żEby się podobal Polski Pań- 
stlWowy Teatr żydO'W.ski, nie trzeba 
być ani żydem, ani po;lakiem... Za 
świetJna., rzetemą, solidną grę zes1po- 
łową na,leży się pochwała tej znako- 
mitej tl1Ulpie)..... 
A Mary Campbe11 z Associruted 
Piress dodaje: 
"l\lirełe Efros" is a tom de force 
for aCloors a,nd Ida Kamińska make,; 
,tJhe mOalt o.f ,it (..M
rełe Efros", to 
tour de force dla aktD.rów. lda Kamiń- 
ska w}'ldo,bywa z ni-ego mmciffium)..... 
A jak za.reagowała na "l\Hrełe 
E£rolS" młDda pUlbLioz.ność a.merykań- 
ska, która licZlllie w}'lpeł.niała widow- 
nie BiLly Rose Theater w N owym 
Jorku? - Tak, jak ,reagu.je młoda 
publiczilJJO'
ć wszy1stkich krajów, łącz- 
nie z PQLską. 
Uirodz.iJJi się po wojnie. Tradycj
 
żydowskiie są i,m obc.e - tamten, dzie- 
w.iębnaSloowieozny świat jest odległy 
i niepr.awdopodQbny. Przyglądaj a. się 
.sztuce jak dzieci - bajce sceniczmej. 
Kr}'lt}'lk "New ¥oll'k 'Ilimes"a Richard 
F. Sp.epanl omawiając występy Tea- 
tru żydow.skiego z Wal'szawy pisza 
m.in.: 
,,'rhe play i-s dOlne im trad1tlOnal 
fashion. Ilndeed, iJt can h3Jl1dly be done 
othel1wise. To ,those WhD' have been 
rai'sed 1n Yliddi,sh thea.ter, it may 
lSeem UJlsophi.st.iC3Jted and antedi-lu- 
wan. ¥ et tD those who have n()jt, it 
c3ln be a joul1lley back to a land' they 
never kneM' eXlCept by hea,rsay... It 
is grewt aotimg. (S
tUlka jest wysta- 
wiona i g.re.na tradycyjnie. T1'Uidlno 
ZJresztą wyobraZJić ją sobie w innym 
ujęciu. K()Ill!JUś, kito w}'lrósł na żydQw- 
skim teatlrze, mme s.ię wydać ,nie dość 
wyrafli.nowwrua, przedJlOw,powa W S\YO- 
jej prostocie. Ale dla i,runych wlidz.ów 
jest to wędróWlka do krai:ny, co naj- 
wY1żej 7Jnanej ty.lko ze sły;szenia... T.J 
w.ielka sztuka a,kito-rska);'... 
* * * 
W hotelu Sta,tJer w Waszy.ngtoo.ie, 
a.mbas3lda PRL zorganizowała Idzia 
KwmLńskii€ij konferencję prasową. 
Drobna, a pr,zecież imponująca akltor- 
ka, wyraz:ta w czasie tej konferencji 
nadzieję że pewnego dnia dojd
e d.) 
otwal1C.ia teatJru ż}'ldow.skiiego w R3- 
sji, zamkiniętego w r. 1949 na roz- 
ka;z StaJlina. Na pytanie dziennikarzy 
Ida Kamińska ze stalowym" zimmy:m 
uśmi-eohem powiedziała kiLka słów, 
kitór}'lmi zasłużyła na w.ięk.szy i ser- 
deoz.ni-ej,szy alplauz aniżeli za najlep.. 
sze rol-e. Mówiła że wprawdzie wb- 
dz.e ZW1ią

u Sowieckie,go 'Zaprzecza- 
ją wiadomościom o złym tralk.tQWIaI1Jiu 
ż}'ldów w Rosji, ale nie zaprzeczony 
jest fakit że nie ma te3ltm ży.dowskie- 
goo w Moskwie. 
I je
li - jak twierdzi p.rasa nowo. 
jDl'Iska - pUlbLicZlIlOŚć a.merykańsk.l 
chętniej ogląda n'a scenie szt,ukę Gor- 
dina aniżeli dramat Brechta, to niech 
mi wol,nD będzie dodać że trudnD by- 
łoby o ws):!ania:Lszą Ma,tkę Courage, 
o "more coour3lgeoUiS ar1tist" - jak 
n3lpisał sprarwozd.awca "Washingto'l 
Po.st" - aniżeLi jest nia. w życiu co- 
dzielllJny1m - lda Kamiń.s.ka. 
Róża Nowotarska. 


PRZYMIERZA 


,'...., 


, ......" 
- 


\ 


, fuJ. 
J, 

',. 



. 

,' 
 
,:--\ .
\ 
" 


18 września ub ,r. !da Kamińs.ka 
ooohodZJi;1ia pięćdziesięciolecie pracy 
.sc'enicznej. Wprawdzie gtdyby sięgnąć 
do histori.i jej życia. t:.11zeba by dD- 
dać dziesięć lalt. Bo jako siedmioletnia 
dz,iewczy;nka, grała j'uż u boku swej 
ma;tki, Ester Rachel Kamińskiej, zwa- 
nej "mwtlką sceny ż}'ldow,s.kiiej". Ale 
!da KamińlSlka Ulważa że weszła na 
włas.na. drogę akito,rską debiutując w 
r. 1917 w s,ztuce Bwtail,le'a "Niero- 
zUlmne dziewc'z'ę". Ogółem ma w swym 
dorQbku 124 kreacje. G.rała m.in. 
Frozymę w "Skąpcu" Moliera, Teresę 
Raqutn w sZttJuce Zoli, Laurencję w 
"Owczym źródle" Lope De Vegti, Pan- 
ne MaHoz€IWIską w sz.tuce ZapoLskiej, 
AJbby w .,Pożądaniu" O'Nei,ma, Bahkl.] 
w ..Drzewa umi-erają stojąc" Ca,sony, 
F,rejdę w "Me.i.nze EZD£owiczu". 
W spaniałą, tragiczną Ma,tke Oourage 
w dlra.macie Brecbta i mrutke rodu, 
ż}'ld.owską kirólDwą Lear, Mirełe Efll'os 
w sztluce GQrdina. Kłtóż by Z.rElsztą wy- 
lliozył wó;z}'ls.tkie jej role? 
* * * 
"JeSItem nieśmiel'ltelna" - żartuj.! 
ja,snDwłosa, drobna, krucha a p.rze- 
Clież niepoiŻ}'Ita w swej sile duchowej 
i fizyoc,znej Ida Kamińska. MDże trze- 
ba by to trDchę inaczej sformuło,wać? 
Ida 
rzyjęła t:.radycję po matce Ester 
Rachel; po Idzie, peWlnego dnia przej- 
mie j-e jej có1,ka a potem zapew;ne 
jej wnuc'z'
a. W,ielkie akit{)l'kii, wiel- 
kiego mdu Kamińlskiich, idące z poko- 
le'nia w poIk,oIenie. poprzez wojny, 
tragedie, upadkj i WZ11Qty. Wierne 
:scenie, żyjące weną. Bez których 
Teat.r żydolWsk.i .nie mógłby żyć. 
* * * 
Jak przY1j-ęła publliclZl!oŚĆ i kil'y1ty- 
cy no.wojOl'SIeY staroświecką, tr3ldy- 
eyj,na. "Mirełe Efros" Gord,ina i dra- 
mat z "pl1zekazem społecznym" "Mat- 
kę CouJl'age" Bedolta BJ:echta? 
Pi€l1WSz,ą, z sentY1merutem, jak się 
-przegJąlda a
bum rodzilllJny, wydobyty 
z zaJpOoffilI!Jianego kufra na st.rychu. 
Starzy widZ10wie ocieraja. oczy, przv- 
pomi'nają sQbie zapewne ba,rdzo dal\v- 


... 
.1 


, 
, 


... 


. . 


I
\ 
I 


# 


/ 


\ 


, 
\ 


-. 


Ida Kamińska w "l\lirełe Efros" 
w zespole Polskiego Państwowego Teatru 
ydowskiego 
na scenie Bi\ły Rose Theater 
w Nowym Jorku 



 ' 
.. 
. 
,,. 
 


I 


\ , 
,iY' :\ 
"-\ 



 


'. 


" 
" 


" 
\ 


'. 


" 


"" 


\ 


'" 


""" 


Ida Kamińska (Matka ,Courage) i Ruth Kamińska (Katrin) 
w s
tł!ce Brerht6 


Ta nQta,t.ka jest równODześnie 
IWSpoill1llli€niem pośmi-erbnym. Ha- 
lina Po£rwiwtDWiska, urodzOllla 32 la- 
'ta temlU, zmarła pD operacji serca, 
11 paździevni:ka 1967. Była asyst€i!1Jt- 
tką na WY'd
iale Filozoficznym U.J. 
Debirutowała w r. 1957 w krwko,w- 
ski.m piśmie młodych poetów i grafi- 
kÓIW "Zebra". W r. 1958 wydała 
pie11wszy tomi,k Wiel's.zy pt. "Hymn 
,bałwochw3llc-zy", następnie zbiDil"ek 
iplt. "Dzień dzilSiejlS.zy" oraz w r. 1!J66 
,tom wi€tl1S1zy p
t. "Gda do rąk". Na 
'krÓlt'ko pil'zed śmiercią ogłosiła tom 
prDZY ,,01PowieśĆ wla pl'lzyjaciela". 
,Poznałem ją w Krakowie w zimie 
1966. KiLka lwt wcześniej wiersze jej 
i zdj-ęc,ia pOIka:zywałi mi nasi ws.pólni 
znajomi Aroery.kanie w Nowym J or- 
Iku. Uderzyła mnie wtedy Ulroda i 
wiers'zy i a'lltD'rki, oraz - co potwier- 
,dziło potem spOit.kanie osobi.ste - 
IWIrażenie że w.i,el'1Sze Poświwto'w.i;kiej, 
jwk :kI'1Wioobieg. są fizyczną niemal 
jej częścią. Tego rodzaju absolutna 
1edność t.wórcy i jego dzieła nie jest 
Ireg1Ułą, a n3lpot:.kallla, urz-eka. 
Od dziecka chora była na S€ll'ce, 
a więc ten cielesny zaJkątek, Móry 
człowiek upodobał sobie jako sied- 
li",ko dla miłDści. Pi.sała praw.ie wy- 
łącznie o miłości i pisała o niej bez 
'slkazy bl'utal:nośei, zwierzęcego smu:t- 
:Im, czy pogardy ChDĆ te właśnie 
"posItawy" dDmi:nuja. we współczes- 
nej lił'yce erotyc7;nej. Dla chorego 
serca .Po.ŚlWiwtoWlskiej miłość była 
jak zdrowi-e. 
OZy1tając jej wi€tl1s,ze odnoszę to 
właŚinie wrażenie że dla Poświ3ltow- 
ski ej mdłość była 'Czymś więcej niż 
uczuciem do wybranego mężczyZlllY 
(.kitórego pDślUlbiła nieu1eczalnie cho- 
l'ego, utraciła po kiróbkim po,życiu i 
z kitórym nigdy nie chciała i ni,e po- 
'trafiła się rozstać). Ja;!;: mało kto 
obe",nalJla z kruch()l
ICia. ciała, Poś.wia- 
towó;
m ohsel"Wowała i opisywała cia- 
ło w s.tamie miłOŚci, a więc naj wyż- 
s.zego i najmocniejszego nastrD
enia, 
jak gdyby chodziło tu o czar, 3IIl!ti- 
dotum na śmierć. W r. 1958, gdy 
poddała Isię cię:bkiej operacji serca, 
poetka z3lwa,rła ze śmiercią bliiSką 
znajomość. W wiel1Szach będzie cier- 
pHwie i s.oozegółOlWo pokazywać tej 
znajDmej całe swoje umajone miesz- 
kanie, jakby tłum3JCząc że ta wizyta 
jest p'ornyłką. 
Za
€iWII1e nie j€lSit ,to pDezja ,,0- 
g1romna" przeni,kłilWością my.śH, ani 
oldJkrywc.za f0l1ma1nie. Na p€'WlllO jest 
pięikna i posiada te s.pecjaLną - tak- 
że dla Hry.ki - wavto,ść auten-tycz- 
neg.o za;pisu. Kiedy w operze bohater 
przez pół godziny umiera pełnylI1l 

ros,em - śmieszy. Kiedy poetka 
przez laJta umi.e.rająca, ta;!;: żyje każ- 
dym słowem - głęboko w,zrUJsza. 
Jan Rostworowski 


Wiersze 


Haliny 


* 


* 


* 


oczekiwanie jest naszą porą 
a najlepiej czekać /la ciebie 
tyle wteczorów 
zakwitło na roześmianym webie 


jl'steśmy tacy sami 
t ł-Zymamy się za ręce 
i nawet kot pod piecem zamilkł 
i słucha jak pada deszcz 
pluszczą kroPle - to twoje nogi 
idziesz do mnie przez złote kałuie 
twarz ci zmokła - scałuję deszcz 
chodź chodź 


w moje ręce ciepłe 
w moje ręce oczekujące 
w moje usta zarhłanne 
jak deszcz 


,ot: 


...'." 
'.' 


delikatnie niosę moje serce 
jak obciętą głowę ślOięlego Jana 
ziemia ta1lczy pode mną 


moje snce jest amebą 
w)ldłuiającą się bez końra 
żyjątkiem 


t en świat należy d o nil1{o 
łóżko obmz ntny kąty 


moje serce lubi 1{eometrię 
i harmonię 


ostrożnie je mosę 
jak obciętą 

łowę świętego 


* 


* 


* 


fmw/e/wm /ahil'Tem paznokcie 
i moje palce błyszczą 
panie mÓj bądź miłościw 
moim my.{[om 


obrysowałam ciemną kredką powiekI 
i niebo 1{wieździsle odbija .rię w mym spojrzeniu 


Poj
iato
skiei 


panie mój bądź miłościw 
mt'mu pragmeniu 


fJfzywitałam cię pocałunkiem 
najprościej 
!mu.ie. m(!J ?
di miło.kiw 
"wJej nu/osct 


* 


* 


* 


za całq mojq miłość - bracie Aniele 
dałeś mi złoto w tle i błękitną sukirnkę 
i prz.ypiąłd mi parę skrzydeł 
i uniUJłd w niebo 


a ja nie jestem gwiazdą 
iaden z moich promieni nie rozdarł cirmnofci 
w riemno.fci umiem tył/w kochać 
i o /w/oTach nie wiem nic 


w moich z.aciśniętyrh (1łoniarh złoto zachodzi czernią 
i helO pochłania błękit 
i nisko do ziemi 
- jak ciało moje do twego 
fJTZ)lwirTa moje niebo. 


Halina Po
wiatow8k8. 


POLSKA FUNDACJA KULTURALNA 


9, Charleville Road, London, W,l4. 


Kazimierz Wierzyński 


MOJA PRYWATNA 


AMERYKA 


z rysunKami MARIANA KOŚCIALKOWSKIEGO 


Cena 305 


S duj.
>>>
Wzmianki, 


wycinki, 
docinki. 


przyczynki, 


. . 


Relacja Aleksandm Dincesa "Naoczny świadei, o Polalwch w łagrach 
_ A.D. 1967", opl'acowana i uzupełniona pl'zez Kazimierza Zamorsktego 
("Na Antenie" nr 50, dodatek do 1091 nr. "W.iadomośc
") zainteresowała 
kilka najpoważniejszych dzienników świata. WYJątki z mej drul,owtU m.in. 
dziennik szwajcarski "Neue Ziircher Zeitung", a "Christ-mn Sctence Moni- 
tor" nazwał ją "najbm'dziej poruszającym i najbardziej prawdopodobnym 
(the most poignant and the lnost plausible)" ze wszystkich świeższych do- 
niesień o "nie ludzkim trakttJwaniu więźniów" i "dalszym istnieniu obozów 
prac'J/ przymusowej" w Sowietach. 


.. 
.. 
NowYln sukcesem Witolda Gombrowicza (i reżyseru George'a Lavellego, 
Argent'J/ńczyl,a, l,tÓJ'y w ciągu ostatnich I,ilku lat, poczynając od premierv 
"Siu bu" w Paryżu, zdobył sobie wielkie uznanie w zachodnioeunlpejskim 
świecie teatralnym) była premiera "Iwony" w Neumal'k-Theatl'e w XU1.i- 
chu. Oto kilka głosów prasy: 
"Zurcher Woche": "Premiera "Iwony" stala s'ię tryumfem Lavellego i 
ukazała jednego z największych pisarzy 'współczesnych we właściwym 
świetle. . :' 
"Neue Zurcher Zeitung": "Premiera w l\'eumarl,t-Theater wywolala 
owację. . ." 
"Neue Presse": "Sensacja teatralna w Zurichu. Entu.zjastyczna publicz- 
ność powita.ła mekończqcymi się oldaskami i ol,rzyl,ami premierę ,,Iwony" h. 
,,7'ages.Anzeiger": "Entuzjazm publiczności nie mitU gl'anic, Długo będą 
ludzi mówić o tym przedstawieniu..:' 


-" 


ł 
I 
I 
Za.ł,awne chochlil'i drul'arskie przydarzają się nie tylko "Wiadomościom". 
"Nic.-Matin" pisząc o Gombrou'iczu (19 grudnia ub.r.) wyraził się że 
nasz 
isarz "interesuje się zagadnieniem stosunl,ów mężczyzny ze swą żoną 
(prol:jleme des relatiomJ de l'homme avec sa femme)". Miało być - jak 
dziennik sprostował nazajutrz - "zagadnieniem stosunl,u czlowieka do 
swej :formy (re;lations de l'homme avec sa forme)". Przedtem jeszcze w 
ogłoszeniu o premierze "Iwony" w Palais de la Me.diterranee "w obecności 
autora" - "Nice-Matin" nazwał go "laureatem nagrody Nobla za r. 1967". 
Tej omyłki nie sprostował, uważając może że za roi, cz1l dwa trzeba będzie 
poprawić tylko datę, 


.. 
.. 


.. 
.. 


Une libre opini
' 


Po konferencji prasowej de Gaul- 
le'a, podczas I,tórej generał nazwal 
Żydów narodem "elitarnym, pewnym 
. siebie i władczym" - "Monde" za- 
mieścił - z tymi słowami jal'D pod- 
l)'Sl'lll - IW1'yk9.tu r ę Tima pr::!d- 
stawiającą Żyda, w obozowym pasia- 
I,u i z gwiazdą Dawida, "władczo" 
stawiającego stopę na drucie kol- 
czastym a "pewność siebie" podl,reś- 
łającego podniesioną dumnie głową 
i napoleolisl,im gestem ręl,i. Nad 
karylwturą ulwzalo się doniesienie 
o ubolewaniu, z jakim premier Izrae_ 
la dowiedzial się o słowach prezy- 
denta Francji. 


. ,!,.::":,,---:,",.- 


.'5.' ., 


. 
 :
 .
"\ l 
,,
.!t
 
-
 
 
.-"" h:' . 
, ,'.".. 
. . :.' ". , '
 .. . 7-- 
:'
-, ., I "
, 
 
, '.: ':-'(-'" _ j..I. 

 
..; ,... .' . 
 .
 
,
 


ri: 


4\ '" 
.- 
'" 
, 
. - 



.:.' 



-¥"l
". 




 
..
T \o:. 
 -__ 
i 


I 
l 
f 


.. 
.. 


"Wbrew powszechnemu mniemaniu. sc;entyczny .mater

'iz"!ł 
ozwij
 
wy;ątłwwą podatność na przesądy. W Nowym Jor
'u Jest dz1S W1ęceJ wroz- 
bitów nie mówiąc już o psychiatrach, niż czarownll,ów w Kongu. . ," (Mal- 
colm :Jlfuggeridge w "Obsen'er"ze z 7 stycznia h.r.). 
I 
I 
f 
I 


.. 
.. 


"BIG BROTHER" 


R08yjsl,a misja w Egipcie. Km'ylmtura z "Herald"a (Melbourne). 
.. 
.. 


Towarzysz Potulak, sekl'etarz podstaw
wl!j organi
cji 1Jartyjnej ,}V 
Dołku WIelkim kupil dla. gromadzl,iej śwu:thcy 1I'span1ałego "Stem1A.'ay a 
i zasadził do niego dziewoję znaną ze sprzedajności swych 
dzięMw, lec.z 
nie mającą pojęcia o grze na fl!l'tepiani
.. 
yja.\-nil..że P!lst
p1ł 
k zgodn
e 
z instrukcją oZ góry, bo w czaS1e 08tatn1eJ 1mJpelw'1 
0,ewo.
zl'1egO dygnt- 
tarza llSł.yszał od niego: "Potulak, coś u was ',.... me gra! 


N astępca_ 


Wszyscy prenumeratorzy "Wiadomości" otrzymują 


co miesiąc bezpłatnie ośmiostronicowy dodatek 


NA ANTENIE 


mówi I Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa 


Numer "WIADOMOśCI" wrr.z z dodatkiem "NA ANTENIE" 


w księgarniach i polskich kioskach kosz.t
e 75. 


Pytanie: 


K Ir O T O ) E S T? 


Nie żaluje papieru na odstępy między wiersumi i na marginesy. 
Używa maszyny do pisania, wyczyszczonej i zaopatrzonej w niesfaty. 
&,owan. taBmę. 
Pisze po jednej tylko stronie kartek dobrego bialego papieru, nigdy - 
na bibułce. 
Pedantycznie przestrzega zasad pisowni i jest niezłomnie konsekwentny 
w ich stosowaniu. 
Przed wysłaniem maszynopisu skrupulatnie sprawdza każdy wątpliwy 
.zcze&,ół. Nie stroni przy tym od słowników i encyklopedii. 
Woli jeszcze raz przepisać niż upstrzyć maszynopis poprawkami iskre. 
Bieniami. 
O d p o w i e d ź: AUTOR, którego maszynopis raduje duszę redaktora i 
ro.promienia twarze drukarzy i korektorów. 


WIADOMOśCI 


Korespondencja 


DZIEJE LISTóW CHOPINA DO 
DELFINY l'OTOCKIEJ 


Do redaktora "Wiadomości" 


W zW'lązku z uka-zaniem się w dr u- 
,ku roz.praJWY Ada:ma Haraoowskieg,; 
o list;ach Cn.o,p.
IUl do lJ.elfiny Pobo
- 
'kiej (w kiSli,ą,żce p.t. "The 8-ł
ein of 
LegenJd-s around Chopin", poprzedJzo- 
ned wSitępem Al,thura Hedley'a i wy- 
danej przez fi,rmę McLenman w 
Glasgxw) upraszam o zamieszczenie 
następującego SiPro.stowania. 
,p. Harasow,ski, który do niedawn.l 
de'kla,rocwał się jako zdecydowany ob- 
rońca autentyczności li.stów "delfIń- 
skich", usiłuje dowieść obecnie 
e 
"the truth hes somewn.ere betwe€n 
.the extremes of Mr. Hedley (whoJ 
claillllS that nothing 1S true or genuill1e 
Ln ,the texts produced by the late Ml)1e 
Oz.ernicka) and that.of Pr.otessor GIi.ń- 
ski (who claiims ,that every.thin,g' sh" 
produced i,s tru-e aoo geIlJui'ne)". We- 
dług p. Harasowskiego tekst.y., o.gb- 
swne przez Ozerniok
 w latach 
1945-1947, były aUIt.entyczne, później 
jednak, w os.tatnich lata,ch życia "Mme 
Ozernicka S1tal1ted .00 i,ncrea.se arti- 
fidal1ly the fil1st f,ragmeJIlJts which sh!" 
migM have co'pieli from Chopin's 
odginaJl lettel1s". 
Zmiana stanowi'Slka p. Ha.ra:s.ow- 
'skiegx byhby l1zeczą najzupelniej na- 
tura/lną i nie mogłaby bud'zić zdzi- 
wienia, gdyby była opal,ta na grun- 
ctolWnym zbadaniu dowOIdów i ar,gu- 
meIlltów, wY5UJlliętych w wku dysku- 
IS'j.i. Nliestety, mimo iiŻ p. Harasowski 
,IlaJzlWał mni.e w swej rozpl'aJWie o lis- 
tach "delfińs,kich" ,.the chief 
s'pokcsman f.or their autheIIJtiÓty" a 
nawet zaIJJJi.eśc.ił .mą podob:.zne i s,zkic 
bio.g:raficzny, nie p'l'zedstawił szerz,ej 
mojej aTg1umeIIJtacJi: mając pod ręką 
ws,zygN:ie me publikacje z lat 1945- 
1966, jakie zOIstały przesłall1e mu z 
innymi m3!tC'l1iała:mi i, z o.bsze:rnymi 
wyjaśnie.n'i,ami 'przez In
.emaltion:tl 
ChOtpin FouIIJdatio.n w U.S.A. (.o czym 
nie 'Podano żadnej wzmi.ank,i w 
"Ac'kinOiWlledg1m ents"), ograniczył s.ię 
do przytoczen
a kró,t,ldego ust.
pu '1: 
mego przemówienia, wy.g-ł.os:wnego 
pl1zed oŚ1miu laty na I Między,naro.- 
dowym Kong,resie Oho/pill1.o.w,skim w 
Wal1S1zawi-e, a w doda,tAku i ten cytat 
Podał w o.del'W1a'IIJ
 od ko.n tekstu, 
/pl'zez co stał 
ię on niemal ni-ezrozu- 
miały. 
Skwtki taki,ej metody oka.zały się 
bardzo powa
ne. Wys.tal'C,zy jako do- 
wód już sama h
poteza, że Czernicka 
mo.gła w ostabnich Iabach życia zaj- 
mować si-ę fabrykawanJiem fall;yfika- 
tów, co, jak mi przyzna,li naJWet moi 
opOlnenci, wymagało wiełkiej erudycji, 
lWyjl}/tkoweg-o talentu liilteraeki-ego : 
'wielolletmJich S1tudiów przygotocwaw- 
czyoh. Tymcza,sem, jak wyni.kia z da- 
n}"Ch, jakie ki.lka,kmtnie ;podawa.łem 
w toku dys
usji, Czernicka, w o,s,tat- 
niCJh lllltaDh życia, 1'zucona przez los 
orlo małego mias,t.ec1Jka prow,;,ncjonal- 
'negx i 'pracująca cię
ko w Ś'W.ietlicy 
m1ej'Slkiej" z,ooj,dowała się w ostatecz- 
.neJ nędz,y, g1łodo"",ała., ni,e miała czym 
okr.yć w:łasnego ciała, a w dod'atku 
cięzlko chorowała na oc,zy li pIl'zecho- 
d'z.ila zabrurzenia neI'WOlWe w zw.iązku 
z sYibwacją rodznnną i z naganką r.oz- 
pętamą p,rzeciJWlko niej jako "falszer- 
ce l
s.tów". P. HaraS-OlWski pisze że 
fałiszawała li", t Y w celach zysku, ale 
ignoruje fakt że po zerwaniu per- 
Itraktacji z Ion
,ty,t\lltem Chopina i po 
pusZICz.en
u w obieg o'5karżenia o fal- 
!Szerg,two, nie mogła już ona łUJdzlc 
się, że jej a.rty'kuły z fragmentami li- 
stów mo
lyby być przyjęte do druku 
w PollSJce. 
A więc h;'pOIteza p. Harasow,skiego 
upada. Ale i inne jego argumenty 
budzą pewne zd:zilWlienie. Najbardziej 


nieoozekiwany wydać sie musi argu- 
ment opal1ty na wY'kirętnym zachJ- 
waniu sdi;! Czer.nickiej wobec IThSltytutu 
Cho,pi.na., który dOlma.g.a.ł się wydania 
,przez Cz.ermrlCJką facsi.mi'liów korespon- 
dencji albo f.otok,opii. 
'W/króbce po ukazami u się w druku 
ksią:iJki p. HarasOWIskiego nad-esz,la r. 
PoI.ski w.i'adomość, że właśnie p. Hara- 
g.()'WIski podał w lriście swym do p. 
J. M. SmOltera, iż jest w po.siadaniu 
.odbitek fotokopii listów Chopina do 
Delfiny. LiiSIt ten (z 14 styCJz.nia 1965) 
rp. Smoter ogłosił (jak sam pisze, 
"wbrew w.oLi wł.aścicieli tych materia- 
łów") w kisiążce pk "Spór oliSIty 
Chopina do l)elfill1Y Potockiej", wy- 
danej QlSjtabnio przez ,Po.lskie Wyda w- 
niotJwo Muzyczne w poro-zl\JJmieni,u z 
wa'l1szawskim TowarzYSttlW€1m im. Fry- 
deryka Cho.pi,na (Ti,FC), a jednocz.eś- 
'Oi.e podal bliż.s:ze sZICz
góły dOltyczą- 
ce drZ.iejÓ'W tych fow'k.opii. Okazuje 
się że C.zernickla je5Z'C'z,e w r. 194. 
'prze!kruzał.a fotJlkWie nieżyjąc,emu już 
uzi,ś iko.lI11ipo.zYitorow.i Tauewswwi Sze- 
Li'g.owski,eanu (najrpralWldOipo.dobniej z 
,tym że miał.y one być s,pien.iężo.ne 
 
Ang1li i). 8'z'eJl r i,g()W1s,ki ;ni e zdecydowa,l 
!S.i-ę na ben krok i .Si
agi-e.r jegx, p. 
AJdwm Haras,oWlski, .pr.z€IWiózl je do An- 

lii dOljJiero po 'śmierci kompO,z,ytora. 
,w l'. 1965 fatokopie staJy sie własnoś- 
cią p. A,rthura Hewdley'a, który posia- 
dla z.bio.ry chopin{)'Wikiie w LondYl!.i.e. 
Jak pisze p. Smoter, mimo wszelkich 
sta,rań właściciele fotokOljJ
i nie udos- 
rt;ępnHi 
c.h do SIZoCzegółowyoo badań, 
ale 'P. Smater m.iał s,powbność oglą- 
dania ich zamim zos.tały wyisłąne do 
Anglii. Sltwiel'd'ził O'n że za.zadnicz{) s
 
one "Zlbliżone 'C'haraktere.m do p:l3m., 
Oh
i'na": a jednocześnie podał wy- 
kaz i szczegó
owy opi.s owych fo
o- 
kOiPii. 
Ani p. Hal'a.8owSlki, ani p. Hedley 
'Oi-e w.spomnieli o isÓnr!eniu fo!t.okoipii 
Ikore;;,poll1dcoJlcj,i Choplma z Delfiną, 
mimo iż faJkit ten prz.ec.i.eż zasadniczo 
'przeci,na 'WIs.ze.lkie wąt!pl;jlWo
ci co do au- 
roentycznlOooi li",ItQ'w "delfiń,skich". Wy- 
daje s.i
 rzec.zą zupełnie mo.,ż.liwą, że 
i or}'1g.inały li
tów są dziś p.rzecrho.wy- 
walle prz,ez k,tóregoiŚ z ko.lrekcjo:nerÓIW 
rZwgrani'CZlnych, który czeka c.ie'l'pE- 
wie, aż au!leIJJtyczność listów zos,tanie 
po,wSizechni,e uz,n:a,n,a i tym s,amym 0- 
ItwOIl1ZY się s,przyjajljJca koniu.nktura 
l1lIie:DlJęd'Oa do wyiSltawienia cennej ko- 
le'koj.i Hstów ..delfińsk'ich" na s,prZJe- 
,da:ż ipwblic.z.ną. Zres..z;tą w ,t,ej dzie.dzi- 
n1e ,.haberut sua fata libelli": mo.g'll- 
iŚmy się o tym prz.ekonać niedawno., 
.kiiedy ni,eoczekiowanie wystawione zo- 
s.baly 'na slprzedaż pwblieZJl
 w BerI:- 
nie ni.ektó.re cenne pamiątki chopi- 
nOlWlskie, o Uare Poisika nie g.ad'ba- 
ła należycie we właŚCoiwym czasi-e. 
Na za!kończenie jeszcze jedno dość 
iostotne Sipro.sto.wanie. W swym WlS'tę- 
pie do książki Harasowskiegx p. A1'- 
thur He:LlNey pi.sze dosłownie: "Th
 
queSiti.ocl is SltiU open... to careful 


Bardzo prosimy 
o podpisywanie I1stów do redakcji 
'Przeznacwnych do działu "Korespon- 
dencja" pełnym imieniem (nie tylko 
inicjałem) i nazwiskiem. Jesteśmy 
bardzo wdzięczni tym Koresponden- 
tom, .którzy listy nadsyłają w formie 
równie starannej jak ta, jaką odzna- 
czają się artykuły "radujące duszę 
redaktora i rozpromieniające twarze 
drukarzy i kore.ktorów" (por. często 
powtarzane ogłoszenie p.t. "K'VO TO 
JEST?"). 


!l'esea'l'ch all1d the s,cll'upulous weiogh- 
ing of eviodence". Wydaje mi się że 
d:Zli,si-ejsze, rwczej powściI}/Wl-i!W-e i wy- 
c'zekujące s,tammv.i,sko p. Hedley'a tru- 
dno jes,t UlWażać za "extremeh, jwk je 
okireś.lił p. Hara'soWlski w wyżej cy- 
.tOlWanym UISItępie swed rOZlpraJWY o li- 
s,tach Oh.opima do Delfiny Potockiej. 
Mateusz Gliński 
(WelIand). 
JESZCZE BRECHT I TRZY GROSZE 


no redaktora "Wiadomości" 
W nr. 1132 .,Wiadomości" znalaz- 
łem aż trzy Iisty prostujące moją ha- 
niebną pomy.łikę z Brechtem i je1?'0 
"DI'eigroschenroman". Zmylił mme 
fakt że Brecht napi.sa.ł "Dreigroschen- 
oJjer" i że wyrażenie- "Dreigroschen- 
romwn" jest słowem obiegowym na 
oznaczenie nie tyLko powieścidła ta- 
nieg-o gatunku, ale wszelkiej szmiry, 
czyl!I, według słowll1.lka Potski dZI- 
siejSlzej, "chały". Przywnaję s,ię pub- 
Iic'znie do błędu i w
ny; na obr()I!Ję 
swoj 11, mam tylko chyba to, że 
przed odebra,niem BrechtO'Wi autor- 
stwa "Dreig,rosehenroman" sz.ukałem 
wzmianek o tej powieści w przcdwo- 
jednej edycji encY'klopedii niemiec- 
kiej "Dm' Grosse Brockhllllls", w 
naj.no'WszYim wY'daniu "El1Icyc,lopaedia 
Bl'lta,nnica", w potęŻJnym tomie ,,20 
Century Author.s" Kuntza i Hay- 
crofta (Nowy Jork, 1942), gdzie 
tyLko znala'złem w.zmia,n'kę o powie,,- 
c,i Brechta p.t. "A Penny for lhe 
Poor" i nie domyśHłem się że jest 
to whśnie "Dreigroschl,nl'Oman" 
(wydany w przEkładzie angielskim w 
r. 1934). Nie pamięt.lm czy g,ięgną- 
łem po 2-tomowe wydawnictwo an- 
gielskie CassElla "E'ncyclopaedioa of 
Lituature" (r. 1957). Gdybym Z:ij- 
rzal do "Diccion:uy of Model'n Eu- 
ropean Literature" (1947, zn:tlazł- 
bym tam powieśc Brt,ch;a, 'poQ
bmie 
jak w 
dycji z l'. ] 953 "wI,JkJego" 
BTockhausa. 
.Nie sądzę, aby racj-ę miał autor 
piel1w.szego lisbu że m.oje ,Is,pro,stowa- 
nri,e" kOllljprormirtowało i oś.mieszało re- 
da
cję. Redakcja ni.e może s,pl'alWdzać 
WlszY'stkiego co pis.zą wspÓ'
pracOlWni- 
cY. Pomyłki wy.da'r.zają sie nie tylko 
tyi
o.dnikorm, a!l-e i czasopismom nauk.o- 
wym, a naJWet ency
lopediom. Biorę 
do ręki III1Umer mi,esięCIz.n
lka londyń- 
skiego "EncoUJlIIter" ze stycznia 1968. 
Krytyka i 'powieŚiciopisarza angie,l- 
ISki.ego Constarll'till1e'a FittzGibbona ata- 
kiuje się za to że ,przy\pilSał wy,raże- 
nie "My cOUlIItry, rig.ht or w.rong" 
Bynmowi. Kores.pondent "Encounter"a 
IkwestiOllluje brafrność tego przy,dzia- 
łu, w}.e .nie twierdzi że al'tykuł Fi tz- 
GibbOllla k.omrpromi'buje redarkcję. 
Z dwlekiej Kamady miesza się do. 
spo,ru And[1zej Bwsza, który uder,za 
w ton i rOlllicZlno-!kpiący. Zarzuca mo- 
jemu Bogu dwcha wi,nnemu wydruwey 
ż,e w Il'eklamie na łamooh "Time.s L
te- 
rary SUjpPleme.nt" użył pochlebnego 
miana d'la mojej skiromll1ej o.soby. 
Taiki je.st jednaik obyczaj wydaJWCÓw 
,że w ogłoszeniach nowych książek, al- 
bo w re
larmie na obwOlhmi.e książki, 
,podaóą wyłowione (JJochlebne słowa 
o a'Ulto,l1Ze, wY\l'ażone przez recenzen- 
tów. To właś:ni,e zrobił mój wydaJWICa 
k{)r,zy.
tajl}/c z rec.enzj.i o moim tomie 
"YoUlr lLndiocovered l,slarnd". Pochileb- 
inego ZWlwtU o mnie użył m.in. krytyk 
..N €IW S.trutesman"a. I.sowltnie, laJPoS'l1s 
li'll£,1Uae Mobil z Gay.a Graya, ale za- 
,pewJn:.am ,pana .AJndrzeja Bwsze że od- 
rró
niam tych dwóch au-tor.ó;w i że 
:znam nawet kalamoor o Gayu i Richu. 
DawJlo już po,wiedziamo że nie mylą 
si-ę tylko ci. Mórzy r.o.zwijaja małą, 
albo żadną działa,lność. 
Zbigniew Grabowski; 


Czytelnicy o "Wiadomościach" 


W. S. w Erie: S/Wo;m Po.zytywnym tarniną szarego c.zYitelnika. Z radością 
J)Odejśderm do "Lioteratur,y po..l,s.Jiiej na nobuji;!, że... ..W1adomości" nabra- 
OibC'zyżnie" oSp.
nid HOSlto.Wliec (nL" ły .nolWyrch rum-leńcO'W żyÓa. Wlprost 
1123) .i reda
tor "Wi,adomOiŚd" ży- ja'k po transfuzj"i. Nie ma le,p- 
czenie G. R. Niedzieloski,ego (Kores- szej kombinwcji niż dojr,załość z 
pondencja, nr 1124), żeby w piśIDl.:! młodośdą. Co za sz,koda że WSlP9 m - 
było więcej Oiptymi:zmu. M.imo wsrZY- mienia CzeTmańsikiegx wywołały t y- 
stlde braki jes,t to dzieło., z któreg-I l-e krYlty.cznej reakcjli. Czytają,c je, 
- jak z ESltr-enchera, Li:IIJdego i (;,10- ryczałam ze Śimiechu i ani pl,zez chwi- 
gera - ko
zY!S\tać będą przys.złe po- le nie d\O':wlałam w:raż€ll1ia że jest I'ti 
kolen.ia. Inna l1Zeoz" że pl'iZyorla.łby 3:ę nich co.ś wulgarnegx lub wwłaezają- 
w tej kisiążce, skoro jruż jest "inwen- cego po,staciom opi,sy.wamym. Wtu;ga'l'- 
tarzam" całego piśmnenniotwa, o.su.b- mość - tlO j
t taJde zmienne i 
.ny ro,z.dział lIub przynajmniej suche wZg1lędne pojęcie li peWIIJJi,k[em jest 
zestawienie wszelk1ego rod-zaju kiią- że "c'est le ton qui fait la cha'l1:S{) n", 
że.k, artykułów i es.s.ayów, ja,kie rOlz- la nie p,oSlzczególne słocwo czy ZWl'Ot... 
proszeni 'PO IWszystkich częściach GOIldschlag i Axel... zawsze mile wi- 
ś"",i'a.ta (!p'l'00z jednej chyba Antark- dziani i czytani. 
tYldy) Polacy nap.i.s.a.li na temaJt kra- J. S.-W. w San Juan: Cieszę się, 
jów, w których się oSliedHH lub w któ- że zno.wu pisze - i to tak I).a pozio- 
ryoh przebywają. Było.by to znakomi- mie... W
t Tal1nawSlki. Wlieliki talent 
tą pomocą dla każdego, kto chce za- krytYCZlny i kry's.z.tałowy człowiek... 
bier3IĆ głos na temat polonii fran- Z. M.: Na IJJJi-ły Bóg! Nie drukujcie 
cu!'!ki.ej, bra,z,ylij.s
iej, lub australij- tyiCJh elullwlb.racji, t.ZIW. wiell'-szy (ani 
ski.ej... rymu, arui ry.bmu, a.ni breści), pusanych 
R. K. w Johannesburgu: Korz.ystam chyba w OIparach LSD, cannabis, ma- 
z okazj,i, aby 'Przy.łąClzyć sie do plejady .rij,uall1Y i ItJP.... 
czyte1l1Ji;ków, którzy g1ło.sr.ą hymny po- B. T. w Monachium: JakżeiŻ się 
chwaLne o redagowaniu "Wiadomoś- cieszę, że Silva p
zygniótl te bz.dJl.lll'Y 
d". Bardzo się one poprawiły od kil- wypi'5y'wane na temat "Żołnierzy" 
ku miesięcy i stano.wią na.prawdę Hochihwtma (,,s1:1va rerwm" w 1132 nr. 
UD7Jt-ę duchową dla cZYlbelni-ka. "W,iadomoścri"). 
A. P. w Santa Barbara: Mam po- M. K. w Monachium: Pros'zę pl'ZY- 
'ffiysł: żeby Ada:m Pra.g.irer (an 10, najle. jąć życzeni'a dw}.szego oWOicnego me- 
piej 'pobrafd Zlrobić) ... podkr-eśl1ił war- cena,sowoaJl1Jia po.ls.
iej kuilitiUlr.z,e... Po- 
ItOŚĆ 'Sltall1,OIWi'slka zaj.ml()wan.egx p.rzez dzi-ękowanie za nową pUl@Ii'lmcję au- 
Tyrmanda w jel?)Q ostatnim (w,l'ześnio- tora z ,,iIlowej emi,g,racjli". (,;PokOllellie 
wym) artyikwle w "Kulturze". kOIIJ
,rowe'l1syj.ne, lecz nie arpo,}iJtyczme" 
A. Z. w St. Clar de Riviere: świetny Jacka AlkOllla w 1131 nr. "Wiado- 
Wa",.z pOlmY's.ł tych "Pytań i odpOlWie- mości"). 
d
i", to da ruch! Postawiłbym ki.lk:t B. B. w Guatemali: Gdybym umia- 
PY'
ań do p'isarzy .i poetów, a nawet ła od,pOiWiiedZli-eć na ankiietę o u}.Ulbio- 
!plast)'lków w Kraju (oczywi,śd.e py. nych wiers.zac.h, to wy.brołabym wi&sz 
taIliia nie mające nic w-spólnego z Wtierzyńskiego "Pi-es", bo jeSlt to 
polityką); rzuciłoby to miły most mię- wriel'sz
mo-dIitwa, piękna i głęboka... 
dzy ,,II1al
zyan.i" tam braćmi, wyciąg-. M. T. w Rapallo: Bardz.o mi się 
nięta ręka do starych przyjaciół... podobał al1tykuł W,
tolda MdeczysłaJW- 
Pierwszorzędna jest recenzja Wi.ta skiego o AUig,wŚicie ZamoYlSJkim (nr 
TarnawStkiiego o ..Ko,smo..sde" Gom- 1095/1096 "WiadomoścI"). 
browicw (nr 1126). Bardzo się cie- W. T.: Kto tl() jest Z,dzilSJlaJW Kosiń- 
srZę z międzynalOdawego sukcesu ski? Czy jakiś krewJny Jel'z.ego? Daje 
polskiego w lioberatilrze, ale j.es.tem on is.tOitll1ie cie.kawą irThte,r.pretacdę teg-o 
-zdamia TarIUlwSlkiego. co Go.mhrow:icz cheiał w ..Kosmosie" 
A. S. w HiIlside: ... "W.iado.mości" wy.l1arz.ić (zresztą je-d.ną z wielu moż. 
p.l,zychodzą prawie zawIS/ze z opóźnie- li'wych)... 
niem. ZresZltą 
W€it najpózniej,szy W. S.: Dzięki za dwa wspaniałe 
mwmer nie traci ma Wiar.tości; zaWlSrze numery: nr 1123 i 1124. AmtyikJuł F1ry- 
.są ciek'awe, odrywające mruie od co- deryka Go,ldschlaga (;rur 1123) był 
(l.zien.nej, 7im'UdneJ pracy zarobkowej. dla mn.ie ZII1almmityan. UlZlUrpelinieruiem 
Więcej Romua.ł.da ChUidz,irkows,kiieg-o, lek;tu.ry Śiwiie.żo wYidanego, olSltatruie- 
l\'r,'chala K. PawLi,kows,kieg1o z jego go tomu DU'l"wnta "T,he Stary of Ci- 
"c.knem na Rosję".,. Viirli'sa,tion", zaJtYitJułolWanego "Rou.s- 
P. S. w Victol'ia: W lekko z,mienio- seau all1d Revo,lw
50':l". Ro,zlWażania 
nej sza.c.ie "Waa.d.omooci" są świetne... Sbrzetelr!'lki.ergo ("Ex America lux?", III 
1\1. Z. w Hearborn: Po.pieram g-orą- 1124) pl
zy.ciZynić sie może do leps.zeg-o 
00 w.c'zYJS.
k,ie WII1ioski o w.ięcej hUmo.J'u, z)"oz,umieIIJia Ame.ryki, kitóI'a zwła
z- 
zł,()śl,:w.o
c:i, tmw. "s.zall"g-ania świę.toś- clza ErUll'Oipa co:ra:z mniej roz,wmie. Jak 
ci" w celach pozYitywnych. U.ważam zwykJe - srpecjaLne wznall1ie dla kirYiP- 
że emigracja umiell'a z nwdy, szar,zy- ,to.nimowych dZliałów jak "Silva", Big 
zny i wyoieI1ez.em.ita iilJ:ttJlekrbualneg-o. Ben, "OstartonJi łam". Bogactwo fakŁów 
DOiwci:p jest perrłą każdego pi'sma i wi- podanych jak "'zwykłe ziemniaki", ale 


z fra.ncuskiej kiwchni! W. rur. 1127 z.na- 
laZłell11 s\po,rJ rzeczy wy.w.Q1UUących 
1t.'ZIW. "mUl'rSZalne uczwcia"". lm CZłO- 
wiek jeam.a'K Slta11szy, tym mlIllej ma 
ochoty na wYiP!sywanle "oo'ClillJkow" - 
WI'ęrC ogranllclzę Się ao szcze.rej po- 
chiwa.ły ArlekiSlrun-dira ł'oremb.insIKieg0, 
me t
:le za ter

t piękinego wlier.srza 
(Ikitórego nie .ZInał.em" ile za wsparura- 
!y pl1z.e,g,I,ą,d po,1skiej POezjł, na'QIsany 
- jak l ow wi'el"SiZ - z polotem, leK- 
ko a mądrze. Jako człoW:lek, który s,:,;! 
otarł o brazyillię, ciesze Się szc.ze.rz
 
że znoWIU kito
 z .Polaków o tym wiel- 
kim kraju pi'sz,e ba,rWlnie i z bliska. 
M. P. w h.arlsham: OS'tatnio "W ia- 
domości" ll1:ie mają jak.oś s.zczęścla do 
po
rz.ji... Redakcja powlliruna pamiętać, 
rże w poezji to nie truk jak na ber.- 
rybiu, gdiZ1ę i rark jest lI'yrbą... 
T. L.: Zanadto. WSJZY&:Y lwbimy 
"Wiadl()iillości", byśmy nie życzyli im 
jaik najJepiej. 
A. L. w Toronto: JUJŻ daWll10 sły- 
sZiałem o chorobie red. G.l'yd.zewrskie- 
gx i bardzo mnie to zma,rtwiłO że ten 
\llie
brwdzony pracolwmk kOSoZl
em włas- 
:neg1o zdrowIa redag1uje ta!k ceruny i 
'po'żYl
ooz.ny tygordnirk, kitóry d.ocriera 
00 najda!LszyCh za:kąltków świalta, by 
mieska,żony polS1kii język i poLską kul- 
rt:.wr-ę nieść tym w.s.zy-stkim, któr.zy jej 
'potrzebują j prag1ną na obczy:lJlllie. 
J. Ł. w Brukseli: Czy nie mo'
na by 
.ZIIDii€ll1ić foOlrmalbu "W:iadomo.iŚic.i"? Ro- 
.ZIwmi,em że tmdycja ma ta
że wie'}ką 
waa,tość, alie chyiba same "Wii-adoonlOś- 
ci" są waill1iejlSze od tra.dycjd. P.rawie 
.nilM, myśl-ę, nie ma teraz doŚĆ miej- 
sca, by pr,zechowy.wać ta!k duże pismo 
nie składając go, a przez wielokrotne 
składaIIJie b3!l'dw się .ni,s-zcrzy, zwbasz- 
cz'a że zło,żeIIJie (ma ozworo.) wyrpada 
w śll'odku łannu. Si\.ąd dylemart: oszcz.ę- 
drzać i B1Iie c,zYltać więcej, czy odczyity- 
wać i nilSzczyć? 
.'. K. w Subiaco: Z
ad.zam się w 
:ZUjp
n.o;\c: z a,l'tykułami Józefa Mac- 
kiiewioZia. Zbi'g:Iliiew GrabowStk,i "O 
wieJ
koŚICJi w .sztJuce" (mr 1106) - jak- 
że pię.killie i pra:wdziJWie za,końc,zył au- 
tOlr rt€ll1 al1tyikuł... Adama Pragiera 
"N.iejJ)OIl'Oz,umi€iIIJi-e" (nr 1107) - do- 
skonałe i l'zec,zowe określenie wizy- 
ty Ochaba w RZyimde... Ś.wietny ar- 
tyikiuł Piraogiera "T,l1zecia Rz.ecZlPOs,pO- 
lilta" (.nr 1116). ".Go.l".ZIki pokój" Palll- 
doll'Y (im 1,116) - w:nio,s
11Li'e z tresd 
ż-e kisiąJŻika Hwds,oIM; pOWlimrna być prze- 
łożo:na na w.Slzy
t1tie języki. Bardzo 
ciekaJWY jeSlt za,ws,ze "OiSltatni łam'. 
M. M. P. w Dursley: Nie podl()lOa 
mi się poświęcanie t.ytle miej,sca dh 
omawiania ... 1WÓilCiWŚCi P. W,iltroMa 
G o.mbro.Wlicza. . . 
A. B. w Coventry: Reda.kitorolWri i 
au,to,rowi ,.Sillva .rel'um" przesyłam po- 
dziękowanie za jego o.,slaJtnie al1tyku- 
ły, życzl}/c mu jedno.cześ,nie lerpszego 
.ZIdrowia w No-wyUl Roku. 


,,:żOŁNIERZY" Hochhutha wystawi 

8 lutego. 
,r. po raz pim'w,.o.zy w 
JęzY'ku wnglelrskim Roya,} Ailexandra 
'I1heaJtre w Toronto. 
.,THIS WAY FOR THE GAS, 
LAiDIES AND GENTLEMEiN" - 
taki tY'bul nOlsi wydamy w N owym 
Jo
u z?iól' p,l'\Zelożonych na język 
allgleJ},s'kl nowel TadeuSJza Borow- 

kie
. !,New Y?,ł1l Times" podk.re- 
sla ze jest 00 Jedna z najba-l'd.ziej 

s.
l1zą
ających I'elacj.i z obozów 
smleOOI. 
INTERNATI,ONALES DOlWMEN- 
TA
I?NS'ZEN'I1RUM po.WiStało w 
Berl,bm-e Za
hodnim i stawia sobie za 

el "badall11e nacjonal-socjwli'zrmu i 
Jego 
asltępSl!Jw". Hono,rowym pl'eze- 
,sem Jest Karl'l Jalspers, a i.nicjatol'em 
- .ZInany działacz żydowski, Josef 
Wulf. 
O MU.ZYCE POLSKIEJ w Pol
ce 
wspó
zesnej pi'sze md-esięcZl
ik 
"Mus1ca Sacra", W,yCho.dzący w 
Bonn..Jeden artyikuł (J. G. Goo-Iicha) 
0n:,a.w.
a 
Ulzykę kośc.iel.ną Polski 
dZ1JsleJ'SlzeJ" rl.rugi daje prof.il I{,rzy- 
sZlt:fa 
e":de'rec.kieE
, a trzeci zaj- 
l1lIUje S.le Jego "PasJą wedłUJO' ŚW 
LwkasrZa". 
 . 
"PARIS-MATClI" przynos,i a'negdo- 
,tę o Ai11burze Rubi.nsteinie, który 
n
edaw,no z
dziwi.ł Lorndyn odegra- 
mem w CIągu jedneg-o wi-eczora 
C'z.terech ko.ncertów fo.'l'tepiano- 
wYD.h z ?rkies'tn!, pomimo że PI'ZY- 
znaje SIę do 82 lat. Rubinste1n 
spot
a
szy w ha.ł.lu hote.lu "Krr51 
DaW1d w Jerozolim.ie gen. 
Dayana, mlą:kł ,przed zwycięski'!il 
wodzem Izraela, na co Dayan, nie- 
co stlXJ'pio'r: y ', ,zro.bił to samo, po 
czym dwaj wIelcy ludzie prowa- 
., dzi.łi d
l'sza ro.zmowę klęcząc. 
.0.000 TYTUŁóW, - ro.
z'nie - oto 
licz.ba, do której zdąża bry,tyjski 
,rł"nek księgal
ki. Rekol,d ten osiąg- 
me Zajpew.ne Jes,zcze w tym I'oku: 
w. ub,!'. nowych r
siążek i przedru- 
Jww ogło,szono w ArT1g-l.ii przeszł.o 
28.000. J e,dma Ameryka bije re- 

ord angiellrski, bo osią.g'nę.ła j'uż 
h:cZlb e ?O,OOO książek wydall1ych w 
CIągu J€urnego roku. Nie znane S::J 
cyfry sOlWli,eckie; w NRF wychodzi 
25,OJO tytułów ro-c
nie. Jeżeli chl- 

zi o książki ang-ielos,kie, w r. 1967 
WYSPA śW. LUD\\ Ih.A I,lość wy-dall1ych powieści s.padła je- 
W PARYZU s
ze .b
l'dzi
j, a. wzrosla liczba i;a- 
, Dwaj dziennikarze. He.nr.i Gault mlębll'lkow l książek z dziedrZiny 
d Chri.,tia.n M-I llau , opisują w po- so.
jologii i polity.ki. 
:1JU:llllrne
 ,
bryce ."Le JIOU
t:
1U g
l'Oe, POWIEść ?ANSA FALLADY p.t. 
de Pans ("Pans-Presse I "L In- "I co dalej, szary człowieku? (Klei- 
tmnsigeant" z 23 Listopada 1967) ner Mann was nun?)" była best- 
';l.icę, Sa!nt-
ouilS-en-l'I
e, s
l'ce Pa'l'r- seBerem o.k. r. 19:30. Obecnie wy- 
za I s.ledhsko polskICh mstytuCJ'I. dano w NRF zbiór opowi.adań 
"Przewodnik" wspomina _ zmienne FaHa?y, ,kitóre - jak pisze kry,ty- 
losy.. pałacu . zwamegx. "Ho.tel Lam- ka . memlecka - pokaZJUją, jak:m 
bert , arcyd
eła architektury XVIII majstrem o.:powiada.nia był ten au- 
w" stanowil}/cego jedną z ozdób wy- tor. Fatlada nazywał się w rze- 
spy. Po okresie zniszczenia w POCZąL- CZywioSlto.ści Rudolf Dibzen. Miał Ży- 
kach XIX w. został on odresbauro._ cie b\li.irne i awanbumicze. Odkirył 
wany i w r. 1843 zakupiony przez jego talent Zlnany wydaJWca ham- 
ks. Czartoryskiego. POZCIStając nadaL bUl'ski Rohwolt. F3Jllada zmarł 
własnością rodziny, jest teraz podzie- wcześnie, nap-i,sruwszy 'powieść pod 
lony na mieszkania i wynajmowany. chaJrakiterystye,z.nY'm i PI'ol'Oczym 
JEdnym z lokaborów był bogac'Ł An- ,tyttułem "Jeder S1tirbt f.uel' sich 
tenor Patino. ,.lkról cyny", po nim aLleim", Był alrkoho.rHrkiem i nal,ko- 
lZaś wynadęła rruies7Jkwnie Michele .mamean, co j,eSlt podo.bno rzadkim 
Mo.rgan. Na wyspie św. Ludwika połączeniem, gdyż alkoholi,cy stro- 
mies,zkają równi,eż Marc Chagall i ,nią lI1a ogół od narkot
ków i vice 
Georges Pomp,idou. versa. 
Od czasów .osiedlenia się tam Czar- 100.000 EGZEMPLARZY książki 
toryskich, czyl
 jak to o.kreśla "prze- SwietJłany StaJlinówny s.przedamo w 
wodll!ik", "czasów Chopina i W'ie!kie- ró
nych językach na zeszło,rocł;- 
gx poety MickiewiiC'Ła", Wyspa św. myich targach kisiażki w F,ramkfur- 
Ludw
ka jest ulubiona przez Pola- cie nad Menem. Prasa niemiecka 
ków. WspomniaWlszy przelotnie o bi- po..dlk.reśla że jest to rek.ordowy 
bliotece nad Quai d'Orleans, której wy:nik i że książka coo'ki tyrama 800- 
w.idoCZlnie ll1ie zwiedzi,li - omimę-ła wiec.kiegx nie miała ta,kieg-o pow,,- 
ich tym samym okazja dowiedz€mla rl.zenia IW Ameryce. 
się czegoś więcej o l'Oli Cz.a
l"tory- WI-LLA SOMERSETA MAUGHAMA 
skich - autorzy poświęcają sporo na RiJWierze francwskiej wystawio- 
uwagi księgarni "Ltbella" Ka2!imie- ma jest od daWIDa na sprzedaż Zfł 
rza Romanowicza. of.icera II K01'pu- niemałj;). kwotę 135,000 fWT1tÓIW 
su, księgal'za i wydawcy, założycie- sZltel,lin.gów. Na razie bra:k amato- 
la "Galerie Lambert". Obrazy mala- ra na tę lwkswsową rezydencję. 
rzy wrocławskich ("le groupe Wroc- JEAN-IF.RAN(,;OIS STE.lNER, autor 
law"), na które natrafili auwrzy re- ,kisią.7Jki o obozie w Trebl.imce
 pO" 
lacji, świadczą że jeśli w p.olsce mi- ślubił Wln'OO
ę mars.załka von 
nęla epoka ąoCirealilZmu, "so.cjal
,ZII11 Brauchi-bseha, kitóry był wOldzem 
abstrakcyjny" trwa nadal. Najwi- ;naczelnym w czasie kampatnii 
doczniej ho.łdują abstrakcji młodz.i Wehmm
chbu w Polsce, F,ralllcji i 
malarze. którym P. Romanowicz u- Rosji. ZO,na Steinera je,slt łJłęlkibno-- 
łatwi a wydobycie się z ojczystych OIk!ł blondy\nką. Stei,ner w wYJWia- 
krajów wscho.dniej Europy i wysta- d.zle prarsowyim po.wiedział: "Moja 
'WIianie w Pa1'yżu, gdzie amatorzy żorna nie zaprzecza okropnościom 
nowych talentów mają okazję ich .prze;szło
ci, wIe nie je,srt za ni.e od- 
odk.rywania. Zakończenie artykułu p?W'I€dzJalna i PJl1zes,złość jej kraju 
ma wyraimy - i oby s,kUltec'zl!1Y - me powoduje żadnej dyshaI'mOillii i 
a-k
ent zachęty do kupowania, wy- zg1rz,yttów międrZY nami". 
mienia nawet c€ll1y - tylko 500- HENRYK GRYNBERG, a!ktor PQI- 
1000 franków - za obratzy, na któ- ,skiego. PaństJw.owego Twtru ży- 
rych można zro.bić dobry interes. dOlWlSk:legx, który występował z 
,wieLkim powodzeniem w Nowym 
JOIl':ku, pOjpl'lOSił o azyl polityczil1Y 
IW Stamach ZdednoczOlllych. W Wy- 
lWiadach prarsorwych zaznaczał że 
,!"ząd woaJl'szalWtSki ZilIl-ier.za do izo- 
lacjd żydów i podsyca nastroje an- 
tysemickie. GrYinberg, który jest 
'rÓWinież pi,sal"zem, po.dał przykłady 
skireŚileń, jakich cenzUll'a dokona.ła 
w jego opCIlWiadamiach, przedsta. 
wriających tragedie żydów poJskich 
w cza.sie wojny i po nie.j. 
SI.LVA w 1136 nr. "Wia-dormości" dał 
zes.ta,w.i€ll1ie głosów antysemickich 
we Frall1cji. Wamto by siPo
ząd.Zlić 
p-O,dobne zes:tawieni-e w od.niesieniu 
do WieJkiej Brytanii. Amtysemi- 
It-yizm pewJnych kórl ail1giel,skicrh olp'ie- 
,ra sie na iJnnych przesłankacih niż 
allltysemiotY'Z'm firancws,ki Pi-sarlZeJll 
maj,bal'dziej podejrzewan
m o am'ty- 
semiJtyzrm był Hillary Belloc, ws,pół- 
l'.edakitor z OheSlt.emtoll1em tygodll1i- 
,ka, 
tóry p
zestał wYCho.dzić je- 
s,zeze przed dl'ug-ą woj.ną. a nOlsił 
tY1tlIJł "G. K.'", Weekily" (,były to 
i.nicjały obu imiOtn Ghesterto:na). 
Sa.m Chooterton ,nie naraził się 
jednaik na zarzrwt antY'5em
tYJZImu. 
Paral.elę do głosów franc'lllSlkich nie- 
chętmycrh idei narodu wybl'anego, za 
3Jtó'ry ulWaiają się żydzi, stall10wi 
,głośny hi,story.k Ai11no.ld Toynbee, 
iMóry w sIWoich pi,smach nieraz 
podkreślał że nie ma w ś.wiecie 
nar.odÓiw wY'brwnych. Hurmo..rysrtycz- 
nym przy.piskiem do tej tezy może 
być znamy czrterowiel's.z ang-ielski: 


KRONIKA 


UEWIA REF-RENA ZA OCEA.;xEM 
W o.kresie od 10 października do 
15 l,istopada ub.r. zespół Ref-Rena 
obje
hał z re:w.ią. "Nie buja,.J'my się" 
7 mIejscowości w Kanadzie i 22 w 
Stanach Zjednoczonych - w tym: 
Mo.ntreall, Toroat-o, Ohlca,go, IVJi.lwau- 
ku, Deti'o.it. Ros.torn, Nowy Jork i 
Filadelfię. W prawooirwie ogólnopol_ 
skim repertuarze Warszawa (..Ma- 
giel" i "Spacer po Alejach" Oleń- 
sk
ej) przeplatała się ze Lwowem i 
WIlnem. Weterani rewiowri - Fe- 
liks Konarski (Ref-Ren), Nina 
OleńJsika i Mi-ec,zyisław .Malicz - byli, 
zdall1iem recenzentów, jak zawsze nie- 
zawodni; wielkie powodzenie miał 
l\1alicz w parodiach Załucki
o i 
Prok
imiego. W zEspole Ref-Rena 
po raz drugi na estradach Nowego 
Ś,wialta wyistąpily: pieś.nim
ka S,a- 
nislawa Horwat i akompa.niatorka 
Maria Drue, a po raz pierwszy Ewa 
Suzin. W torontońskiim "Glos.ie 
Polskim" pod nag1łówkiem "Nowa 
gwiazda" c'zytwmy o niej, jako l 
"Wldzięcznym Z'jawilSlm na scenie" 
oraz o Za,pl'OlSlZeniu na dalisze wi'zyty, 
.....bo wy.s'tę,p w paździemi,ko.wej rewii 
to była tylko mała pró,bka jej możli- 
wości. ElWa Srwz'
m to p,l
zecież UIl'odzo- 
na akiboT'ka dramatyczna. Aktorka w 
dużym styil,u". 


J j 
lIG...... 


.( 
 


'. 



: - 



 


! 


.., 


'iii. 


Ewa Suzin 


Książki nadesłane 


Marian Hemar. Aiwantury w rodzi- 
nie. Książki, ksia7iki, k,siążki. Awto- 
.rzy. Akitorzy. Przedstawienia w tea- 
Itrze. Przemówienia. 'zagajenia. Po- 
żegmania z przyjaciółmi. Wspomnie- 
lI1ia. Notatki. Kable z Ameryki. Świ- 
stki z ,podróży. Kłótnie. Dąsy. Spory. 
Pretensje. Przepro.siny. Pr,zez 25 lat. 
Okładk e projekitowała Danuta Las- 
kowska. Londyn, ,Polska Fundacja 
Kulturalna, 1967; str. 400. - "wie- I 
niawa", "Teutonic Knights", ..Tu- 
wim", "Ka'blem ,z Ameryki", "Li.st o 
Lechoniu" Harakiri" Kij w mro- 
wi,sko", "Li
ty z łóżka
',""Zbys.zewlSki 
z .przodu i z ,tyłu", "Teartr Warszaw- 
Iski w Londynie", "Poezja i proza", 
"Ohleb ością i -sól w oko", "Taki kOlt, 
o!", "Po..rządki noworo.cZll1e", "Fryde- 
ryk", "Fraszka il1a Dzienni,k Po.lski", 
"śmiech homerycki", "Mi.la", "Kur- 
czę pieczo.ne", "Po.Iska Iliada", "Ob- 
lęgorek", "Na'poleon z Notting Hill 
"Gate", .,Nie uciskali.śmy", .,Hogall'- 
tyzm", "Toast", "Nie ma ir.ZCCoZY ła- 
rowych", "świstki z podróży", "Stefa 
mies'Zlka w Londynie", .,CzyteLnik 
przemieniony w wHka", "Trzecia se- 
ria .P.F.K.", "Wojtek", ..Janta", "Bia- 
ła -la,ska", "Rafał", "Brali; i siostra", 
..Angielski Pan Tadeusz", "Ord "Qui 
PI'O Quo" do ..Wagalbandy", ,,szczę- 
ś.liwa książka", "Zatańcz:my ta;ngo", 
,.Zag-ajenie wy,stawy", "Na marg-ine- 
sie Mat.ka Hłaski uwagi l"ozmaite", 
,,Dr Henryk Kryszek", "Lewa wolna"_ 
"Na 200-lecie sceny narodowej", 
"Bardzo chwalebna historia", "Roz- 
kalZ, panie majlQl"Ze!". por. recenzję 
Tamary Ka.rren wb.lnl'. ,.,W.iladomo-ści". 
Irena Jadwiga Kozłowska. Czar- 
ne niebo. Obwolutę projekitowała Da- 
nuta Konwicka. Warszawa, "Czytel- 
nik", 191)8; .str. 133 i 3 0'1. - Zbiór 
opowiadań zawiera: ..Strefa mroku", 
"Dom na Kawarlcach", "W głębi no- 
cy", "Os.tatni obraz", "Pascal". 
"Lord", .,Ulica Weroniki Bierna.sie- 
\vicz". 
Stanisław Sobotkiewicz. Czarnym 
szlakiem. Powieść historyczna. Okład- 
kę projektowała Irena Ludwig. Lon- 
dy.n, PoJska Fundacja Kulturalna, 
1967; str. 318 i 2 nl. 


Nq. 11J9, 28
h Ja:lu'1I'Y, ]!)G8 


Ostatni łaUl 


How odd 
Of God 
To choose 
The Jews. 


Awto,l1stwo CZlterowiersza pIl'zypi- 
",ywano wielu o.sobom; praJWdopo- 
dobnie napi'sał go Erwer, wi.elo,}et- 
ni ko.re,slpondC1ll!t dyplomaltyczll1Y 
niei'Sltlniejącego jUJŻ ..Daily Heralrd"a. 


Jawnuta. 


Publi.hed by "Wiadomo.ci", 
67 Grtat Russel Street, W.C.I, 
and printed by White Eallle Pr.ss Ltd., (T.U.), 
2 Vine Lane, Tooley St. S.E.I. Tel, 01-407 '.]1.
>>>