Kronika Bydgoska T. 13 (1991)

I 


I
.}\T 


TMMB 


\ 
.. 
 ' r,''':' 1:.(' r.r l.7 }
, ' t:'"

. ( 
fi 4 , '( ...
 '
JJI!Ii. 
 
"'.
 
. ", ;.., 
f
 
. 
 .., 
i... :....--: 
,I ' - I . .... - ._
 
;," 
 o : " ,
 '
1,. . ....: .
'.. 
. . _:ł:o- V . · \ .' ': - )/-....; 
.. 
 _;;-;
 
 " _' . 
..o

 ....
 
..,.. 4 . 'o ", . .'" . :'_ -" ,(/: 
". ". . "., ....._
.,. I' '. 
.,. .
:''';'' "'* 

 -.,.:,',"":' .....-..
.! .
 
.' ,?i.'ł;.
 . " I O.or;jl"" A '';'.'' -;: 
 
. 1;.-'( ,. 
 ..o J (" . \ " _. ., !" . 
ol. 
 fi. O..!.... , ,r J _" .\ '. .': ._ 
, ...

 . .. ';'1' '. _. ." 0_"--:- r'i 
, 
:

, ó, , . .
ł:' , o..
 
:.'" I. 
 ':;
'''
'
':''''
 /
i 
tr:f" 'o "", { o}, '0 '. -l"" 
\ I .: . , 
 . (' ".0 '.... " .. 
 
 .!,,', .. 
i . " tł. 
 
.\. , I \ ," , :,.. ........ _. 

 '
 .r . ..
!i : (
:ł
 ,?-..\.. o
 
 , 
 

 .. .'
 

 r, :' 
:i.. " o' .,' s: : o... . 
 
 
· 

,..;, "\"o"': 
ł ' 
C":,
'- "
"",,"::';'ł.fi 
ł o .1".' ....... I .,..... -' ._
 ..,
TJi 
. i o '. ;;1
 


 :-:':;'f'

' 
. "
o . 
'_' -, I 'O-

':'-
" 
. ':f ,..,.
. '""'-:f-..:a:-:.""\.......
:..,
.!ł.. " 
; " I' 
 . . . 
.: L....a:.
:" .\,)111'; I:'. , J 
, ' 1" . '0' 
o...'''' ,."""",:
 
. , 
l, . ..
j ,"" 0 0 - .' 
.. .....): . t!I'm. ' 
" 
 : , '.:.-ł' 'o'
a.". ': 
 o" . 10f
;
i.':,,,,,,: 
1. " r 'o .,..' .'. '., .. .J..:[j.;.._. O'" 
o.
'. ."
'
!!h r.


 '\
t : .:
o ,'. ..

;
'Ui 
 
. 0.0. 'I':"l' d 'j 
;t4
f 
 

I; \ ' 
11J\1\1l1hlrlllJ"l 
 1 '1 
" " . ., 


. '1 
 ,I
I JIłM8
'm ' 
. I tU" "'lłl"
. ł'l ,. 
 ":.;a;;J' . ,.,.\?" 
-..:,..t
 --.' . 

;.

:.t....
 
 ", 
..' 
A' 
 ../"1 
, : 
. " :ł;.:;c
h
 o
 'o o .".
., oe:-: 
.. j:}r::

' "1 '.' !

. . 
1....J: o .: 
:- 
 
'o$. __.,. '.. 
;';'5 
 .. o . o . 
 
:. -łi.
 ' 
 ,j'. !lJo
. ..' 
.:e;
 
. . 
-- ..--:-:
, 
) .. 
::''I
'':'_ 
_-, 
 I',.,. .... .... .,.
1 . łfI'!tte. 
=-..:::: .__
 : " 1 \,o, ' , 
 '" 
". oc' :. "

I,;;'J
 _ ': ,
 
,.,,:7"
o',,::'...

I/
 _ _'. o.:. 
 ,r.;.: 
:. 

,,:. .';'i
"







:
 j.... _ 
.':." 
.... \ I.::'.
 ;".,..o?'-.-.c- '.o\. .', 
". 
,-"-'- ....- ...-::.'!"

'p' "'';':'
 
--.. -'. ..,., 
 
: 
... 

_:
-


"'
'

 .:.:.'.:.

 
j; 

- -, 
- -. ,

 
'l'......
 .... 
 .:;... ... _
 . . ... 
.
.. )., 
_
 
 

.2;, " '.
:. . __-O

 
....... 


\ 


... 


'-łł\. 


--. 


I 


, 


...,... 
o. 


...,,
..
 
.... I 


..._ _._ _ _" _ _OLA.... 


I 


fr 



. 


II 


ł 


," 


I. 


I 


.. 

...". 
1f"'
ło"
>>>
TOWARZYSTWO MIŁOŚNIKÓW 
MIASTA BYDGOSZCZY 


KRONIKA BYDGOSKA 
XIII 
1991 


BYDGOSZCZ t 993
>>>
'ł '._ )
?v li? 


KOLEGIUM REDAKCYJNE: 
Hcnryk Dubowik 
WłodzimierL JastrLębski - przewodnicząl'Y 
Stanisław Krasucki 
Jan Malinowski 


PRZEWODNICZĄCY KOMISJI WYDAWNICZEJ TMMB: 
JerLY Dcrenda 


PROJEKT OKŁADKI: 
Bohdan Pan3sewicz 


REDAKTOR TECHNICZNY: 
Waldcmar Urbański 


ad; {G 2J
 5
, 4gG i 
/ł3g 
 


" 


WYDAWNIClWO UCZELNIANE WSP W BYJXiOSZCZY 
Nakład 300 egz. Zam. 35/93 Papier offsetowy kI. III 70xl00 80g 
Skład i druk: Zakład P"ligrafii WSP w Bydgoszczy 


I,Q

, 4q-9
 


\- 
f . 
9 ' 
F 45 3, A?J
>>>
SPIS TREŚCI 


Od Redakqi 


STUDIA I SZKICE 


Jerzy Niemczyk: Rekonstrukcja wydarzeń w gmachu Urzędu Wojewódzkiego 
w Bydgoszczy z 19 marca 1981 r. .................................. 9 
, Stefan Pastuszewski: Podziemna prasa opozycyjna.w Bydgoszczy w latach 1981-1989 ... 41 
Aleksandra Ciżmowska: Wybory do Rady Miejskiej w Bydgoszczy 27 maja 1990 r. . . . . .. 51 
Tomasz Bochat: Bezrobocie i bezrobotni w Bydgoszczy. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. 61 
Janusz Kutta: Społeczeństwo Bydgoszczy w latach 1920-1939 (cz. II). . . . . . . . . . . . .. 67 
Stanisław Krasucki: Z dziejów 11 Dywizjonu Artylerii Konnej w Bydgoszczy. . . . . . . . .. 89 
Elżbieta Alabrudzińska: Cerkiew prawosławna w Bydgoszczy w latach 1920-1939. . . . . . 111 
Przemysław Grzybowski: Cmentarz Starofamy i jego rola w świetle historii pozostałych 
cmentarzy bydgoskich . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 123 
Piotr Dekowski: Przynależność polityczna Bydgoszczy przed 1238 r. . . . . . . . . . . . . . . . 135 


MATERIAŁY 


Jacek Macitjewski, Zbigniew Zyglewski: Kilka uwag o dziejach Bydgoszczy. . . . . . . . .. 147 
Franciszek Grott: Pierwszy podręcznik w szkołach bydgoskich w latach 1945-1946. _ . . . 167 
Anna Perlińska: NSDAP - Zarząd Powiatowy w Bydgoszczy w świetle zachowanych 
materiałów aktowych . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 171 
Mirosław Gajewski:\Vojskowy Ośrodek Spadochronowy w Bydgoszczy w 1939 r. ...... 187 
Hugo Rasmus: Fontanna ,'potop" miałaby teraz 90 lat. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 197 
Jacek Woźny: Najstarsze osadnictwo ludzkie z terenu Bydgoszczy. . . . . . . . . . . . . . . . .201 


SYLWETKI, BIOGRAFIE I WSPOMNIENIA 


Aurelia Borucka-Nowicka:Jerzy Rupniewski (1888-1950). . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .207 
Włodzimierz Jastrzębski: Słownik biograficzny nauczycieli bydgoskich - ofiar II wojny 
światowej - część I (litery od A do K) . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 211 
Mieczysław Bielski: Generał Henryk Zemanek (1872-1937). . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .2-33 
- Józef Bolz: Z Poniatowskiego do kamieniołomów (cz. III) - Wronki. . . . . . . . . . . . . . .249
>>>
4 


PRZEGL
DY - OMÓWIENIA - RECENZJE 


Ks. Romuald Biniak: X Tydzień Kultury Chrześcijańskiej w Bydgoszczy od 9 do 17 
listopada l 991 r. ........................................... 271 
Daniel Bernard Rudnicki: Pisma wyznaniowe w Bydgoszczy (1989- l 992). . . . . . . . . .. 279 
Genowefa Kalinowska: Związek Sybiraków w Bydgoszczy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. 285 
Jan Malinowski: "Ogniwo" - miesięcznik Parafii Świętych Polskich Braci Męczenników 
w Bydgoszczy. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. 289 
Jan Malinowski: Lektury kombatanckie. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. 291 
Andrzej Bogucki: Monografia TG "Sokół" w Rzeszy Niemieckiej. . . . . . . . . . . . . . . .. 295 
Andnej Bogucki: Polska myśl chrześcijańsko-społeczna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. 299 
Włodzimierz Jastrzębski: Jak daleko do pojednania? . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. 303 


z ŻYaA BYDGOSKIEJ RADY MIEJSKIEJ 


Maria Borkowska-Sobczak: Samorząd - rok 1991 . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. 307 


KRONIKA 


Aleksandra Rucińska: Kronika wydarzeń za rok 1991 


315 


Z ŻYCIA TOWARZYSTWA MIŁOŚNIKÓW MIASTA BYDGOSZCZY 


Sprawozdanie z działalności TMMB za rok 1991 ........................... 349 


PISZ
 O NAS 


Gerhard Ohlhoff: Nowy punkt widzenia w przedstawianiu historii regionalnej. . . . . . . .. 353
>>>
Od Redakcji 


Kolejny XIII tom ,,Kroniki Bydgoskiej" jest w swej podstawowej części poświęcony zo- 
brazowaniu przemian jakie dokonały się w mieście w okresie lat 1980-1991. Niektóre z pre- 
zentowanych materiałów podchodzą do tego tematu z pewnej perspektywy czasowej, inne 
zaś rejestrują zjawiska aktualnie zachodzące. Poza tym - jak zwykle - nie brak na kartach 
" Kroniki" studiów i szkiców z bardziej zamierzchłej historii Bydgoszczy, omówień i recenzji 
oraz materiałów kronikarskich. Nowością są dwa działy: Z życia bydgoskiej Rady Miejskiej 
oraz Piszą o nas. Pierwszy z nich zawiera bilans dokonań samorządu miejskiego za 1991 r., 
drugi zaś świadczy a tym, iż treść ,,Kroniki" jest bacznie obserwowana także poza granicami 
kraju. Gerhard Ohlhoff z Koła Bydgoszczan Ziomkostwa Prusy Zachodnie działającego na 
terenie Niemiec dokonał krytycznej, ale nie pozbawionej także elementów przychylności 
analizy zawartości tomu XI ,,Kroniki Bydgoskief'. Na łamach obecnego tomu XllI Kroniki 
gości także jeszcze jeden przedstawiciel - tego samego kręgu, a mianowicie Hugo Rasmus z 
Marburga. 


.
>>>

>>>
STUDIA I SZKICE
>>>

>>>
JERZY NIE}.ł/CZYK 


REKONSTRUKCJA WYDARZEŃ 
W GMACHU URZĘDU WOJEWÓDZKIEGO 
W BYDGOSZCZY Z 19 MARCA 1981 ROKU 


WSTĘP 


19 marca 1981 r. w budynku Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy odbyła się VI sesja 
Wojewódzkiej Rady Narodowej. Wydarz
nia, które miały miejsce w czasie jej trwania, jak 
i po zerwaniu posiedzenia rady, wstrząsr:ę ły całym krajem. Pobicie przcdstawicieli 
fiędzy- 
zakładowego Komitetu Założycielskiego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego 
"Solidarność" i działacza chłopskiego, potraktowane zostało przez władze związku jako 
atak na całą "Solidarność" i ruch reformatorski z nią związany. 
Zanim jednak doszło do bezpośrednich aktów agresji wobec związkowców w dniu 
19 marca 1981 r. miały miejsce drobiazgowe przygotowania do udziału przedstawicieli zwią- 
zku w posiedzeniu bydgoskiej Wojewódzkiej Rady Narodowej. Czynione one były przez sa- 
mych zainteresowanych, a rozpoczę ły się już 8 lutego 198 l r. Wtedy to właśnie, w czasie 
wiecu "Solidarności Ch łopskiej" na Starym Rynku w Bydgoszczy, Jan Rulewski odczytał 
apel do władz, w którym wzywał je do zorganizowania nadzwyczajnego posiedzenia Woje- 
wódzkiej Rady Narodowej. Tematem jego miały być sprawy sytuacji społeczno-prawnej rol- 
ników i gospodarki żywnościowej. Problemy te były bardzo aktualne, gdyż w okresie tym 
trwała walka o rejestrację związków zawodowych przedstawicieli wsi, a na rynku występował 
duży niedobór produktów żywnościowych. 
Kolejnymi krokami mającymi w efekcie doprowadzić do poruszenia tematu chłopskie- 
go i rolnego na sesji WRN w Bydgoszczy, były pertraktacje prowadzone na ten temat z wła- 
dzami wojewódzkimi. Odbyły się one: 21 lutego, 5, 10 i 18 marca, po wcześniejszym dorę- 
czeniu przedstawicielom Prezydium WRN, jak i wojewodom tekstu rezolucji odczytanej przez 
przewodniczącego MKZ - Jana Rulewskiego na Starym Rynku w Bydgoszczy. 
W tym czasie w wyniku machinacji władz administracyjno-partyjnych, doszło do sfał- 
szowania wyników wyborów delegatów na X Wojewódzki Zjazd Kółek Rolniczych w Byd- 
goszczy. Zjazd ten odby ł się 23 lutego 1981 r., a jego postanowienia wywołały oburzenie 
wśród chłopów. Oni to 10 marca 1981 r. zorganizowali alternatywny zjazd kółko\\'iczów, 
w wyniku którego powołano nowe władze Wojewódzkiego Związku Kółek Rolniczych. 
Brak możliwości porozumienia władz kółek rolniczych wybranych 10 marca z tymi "przy- 
niesionymi w teczce" 23 lutego spowodował ogłoszenie przez "Solidarność Chłopską" goto- 
wości strajkowej. Miało to miejsce 14 marca 1981 r. Dnia 16 marca 1981 r., po fiasku kolej- 
nej próby porozumienia między władzami wojewódzkimi kółek rolniczych, rozpoczął się 
strajk okupacyjny w siedzibie Wojewódzkiego Komitetu Zjednoczonego Stronnictwa Lu- 
dowego w Bydgoszczy. Wojewódzki Komitet Strajkowy ze względu na ogólnopolski charak- 
ter części postulatów przekształcił się, w drugim dniu okupacji siedziby WK ZSL, w Ogólno- 
polski Komitet Strajkowy. Jego przedstawiciele liczyli na rozwiązanie części problemów 
ch łopów w czasie sesji WRN, na którą otrzymali od MKZ NSZZ "Solidarność" w Bydgosz- 
czy dwa zaproszenia. Były to dwa z sześciu zaproszeń na posiedzenie Wojewódzkiej Rady
>>>
10 


Narodowej, jakie uzyskali związkowcy z "Soli d arn ości" . Z nimi właśnie udali się przedstawi- 
ciele MKZ NSZZ "Solidarność", a także reprezentanci strajkujących chłopów na VI sesję 
Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy. 


l . Ostatnie pnygotowania do VI sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy 19 marca 
1981 r. 


W czwartek 19 marca 1981 r, odbyła się VI sesja Wojewódzkiej Rady Narodowej w Byd- 
goszczy. Zanim jednak do niej doszło, tak związkowcy ,jak i radni, przygotowali się do niej. 
Radni byli infonTIowani o możliwych incydentach podczas obrad. Instruowano ich 
w jaki sposób mają reagować na głosy przedstawicieli "Solidarności". Odbywało się to na 
naradach radnych. Radny Franciszek Okrój wspominał: ,,zwołano rejonowe narady radnych. 
Byłem na takiej naradzie w KM PZPR w Inowrocławiu. Uprzedzano nas, że "Solidarność" 
chce podjąć sprawy rolne, ostrzegano przed popieraniem ich postulatów" I. Relacja radnej 
Grażyny Lewandowskiej mówi o tym, że to samo powiedziano w siedzibie świeckiego PZPR 2 . 
W Bydgoszczy odbyło się kilka spotkań, w czasie których proponowano, aby wypowiedzi 
związkowców przerywać. Jedno z nich miało miejsce 18 marca w Miejskiej Radzie Narodo- 
wej, a inne w Komitecie Wojewódzkim PZPR. W Radzie Narodowej przybyłych na naradę 
poinfonTIowano, że reakcją na głosy członków "Solidarności" "u. mogą być gwizdy, tupy, 
itede...,,3, a w komitecie prowadzącl spotkanie stwierdził: ,jeżeli "Solidarność" będzie dłu- 
go przemawiać, możemy tupać..." . Na wszystkich spotkaniach poinfonnowano radnych 
o telegramie wysłanym przez Międzyzakładowy Komitet Założycielski do zakładów pracy. 
Wszystko to spowodowało, że: "Radni mieli świadomość różn
ch gier, czuli napięcie. Wytwo- 
rzyła się - już przed sesją - atmosfera jakichś konieczności" . Radny, członek egzekutywy 
KW PZPR, a zarazem szef Zarządu Wojewódzkiego Związku Socjalistycznej Młodzieży Pol- 
skiej (ZW ZSMP), Zbigniew Bartel omawiając przebieg spotkania przed sesją WRN mówił: 
"Sygnalizowano nam, że może być demonstracja przed radą. Apelowano o spokojne obrady 
i o ich zakończenie przed godziną 14.00,,6. Jak z powyższych przykładów widać, przygoto- 
wanie radnych przeprowadzone było dość dokładnie. Głównymi j"ego elementami były 
instrukcje mające nie dać możliwości wypowiedzenia wszystkich postulatów związkowców. 
Dokonać tego ł'l
Iano przez gwizdy i tupanie. Celem takich zabiegów, jak można przypusz- 
czać, by ło ograni ::zenie czasu trwania sesji, maksymalnie do godziny 14.00. Na tę godzinę 
NSZZ "Solidarność" rozesłała zaproszenia do zakładów pracy, w których to poinfonTIowa- 
ła o swoim udziale w sesji WRN, a także o planowanej manifestacji przed gmachem Urzędu 
Wojewódzkiego. 
Związkowcy z "Solidarności" przygotowywali się do sesji już od luteg0 7 . Jedynie przed- 
stawiciele ch łapów musieli zorganizować swoje wystąpienie w pośpiechu. Michał Bartoszcze, 
w imieniu rolników miał zabrać głos na sesji. Tak wspominał przygotowanie swojego udzia- 
łu w sesji: "Na trzeci dzień (18 marca) wyjechałem do domu, a 19 o 7.00 rano dostałem 
telefon, że na 8.30 muszę być w Bydgoszczy. Pojechałem do gmachu ZSL. Stamtąd przewie- 
ziono mnie samochodem do gmachu MKZ. Tam od p. Hatki 8 z KKP "Solidarność Chłopska" 
dostałem referat o tematyce rolniczej, który miałem wygłosić na sesji Wojewódzkiej Rady 
Narodowej. Zapytałem go, czy jestem zaproszony. - Zaproszenie mamy ogólne. Pokazał mi 
pismo z Wojewódzkiej Rady Narodowej, listę, na którą byłem w
iągnięty. Później - już nie
>>>
11 


pamiętam dokładnie, o której godzinie - zdaje się, że pół do jedenastej czy o 11.00, po- 
szliśmy, tzn. ta grupa, która była na liście, na salę obrad WRN,,9. 
Do posiedzenia rady przygotowała się także, bardzo precyzyjnie, milicja. Ściągnięto 
z części kraju oddziały Zmotoryzowanych Oddziałów Milicji Obywatelskiej w sile około 
22000 funkcjonańuszylO. Dnia 18 marca ulokowano w budynku Wojewódzkiej Rady Naro- 
dowej 20 milicjantów dowodzonych przez majora Studzińskiego, którzy stanowili pomoc 
dla służb porządkowych wojewodyII. 19 marca od rana okolice gmachu Urzędu Wojewódz- 
kiego patrolowały dwie kompanie ZOMO, mające demonstrować siłę 12, co tworzy ło stan 
presji i zagrożenia. Patrole milicjantów zabraniały parkowania sarnochodów w pobliżu budyn- 
ku UW przy ul. Jagiellońskiej. Dziennikarka llustrowanego Kuriera Polskiego - Barbara Szram- 
ka, tak opi
ała to co zobaczy ła w okolicach UW: "Obsługuję sesje WRN od jedenastu lat. 
Znam trady
e tej doskonałej sali, wiem dobrze, że nawet wówczas, kiedy przyjeżdżał I se- 
kretarz KCl ,premier czy inna ważna osobistość, tradycją tego budynku była zawsze abso- 
lutna pustka, jeżeli chodzi o wozy milicyjne. Wóz milicyjny przed budynkiem WRN, w mo- 
mencie, kiedy odływa się sesja, kiedy dochodzi do kontaktu radnych ze swoimi wyborcami, 
to był c:yshonor dla radnych. (...) Kiedy podjeżdżałam w ulicę Parkową (...) zauważyłam ca- 
ły park pełen milicjantów (...),,14. Wszystkie te zabiegi miały miejsce po raz pierwszy w hi- 
storii Bydgoszczy. Nigdy przedtem milicja nie była zakwaterowana w budynku Urzędu Woje- 
wódzkiego, ani nigdy nie zdarzyło się, aby teren wokół niego musiał być tak pilnie strzeżony 
przez patrole MO. Czy reszta sił milicyjnych ściągnięta do Bydgoszczy była przygotowana 
do przeprowadzenia akcji w UW? Wydaje się racrej, iż były one sprowadzone do Bydgoszczy 
na wypadek ewentualnych walk z manifestantami, które to walki mogły mieć miejsce po si- 
. - 
łowym - pacyfIkacyjnym rozwiązaniu strajku chłopów w budynku WK ZSL. Wskazują na to 
także wspomnienia Henryka Bednarka - dowodzącego akcją MO w Urzędzie Wojewódzkim. 
Dla przypuszczeń tych nie można znaleźć potwierdzenia w dokumentach, gdyż archiwum 
Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych nie chce ich udostępnić. Rozsądek wskazuje 
że wielotysięcznych sił milicji nie sprowadza się do rozwiązania problemu z kilkudziesięcio. 
ma rolnikami strajkującymi w jakimś budynku. 
Ostatnimi przygotowaniami do VI sesji WRN by ły telefony. Pierwszy, to telefon do 
komendanta Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej - gen. Józefa Kozdry, z którym 
rozmawiał przewodniczący bydgoskiego MKZ NSZZ "Solidarność" - Jan Rulewski. Rozmo- 
wa wykonana na pół godziny przed sesją d9tyczyła bezpieczeństwa jej uczestników, a także 
goszczących na niej ekspertów. Telefon ten spowodowany był chęcią uzyskania informacji 
o celu ściągnięcia do Bydgoszczy oddziałów ZOMO. Na pytanie dotyczące tej kwestii, odpo- 
wiedź %enerała brzmiała: "To tylko manewry w ramach przygotowań do sezonu turystycz- 
nego"l . Antoni. Tokarczuk, wiceprzewodniczący lokalnego MKZ, w czasie pracy komisji 
rządowej 16 powiedział: "Wcześniej przed sesją WRN Rulewski, zaniepokojony koncentracją 
sił MO w Bydgoszczy, rozmawiał z komendantem KW MO w Bydgoszczy, rozmawiał i uzys- 
kał zapewnienie, że siły MO nie będą użyte przeciwko klasie robotniczej, milicja może być 
użyta tylko przeciwko chuliganom. Na obawy Rulewskiego, że "chuligani" mogą być podsta- 
wieni, komendant odpowiedział, że milicja nigdy chuliganów nie podstawi" 17 . 
Po pierwszych uzgodnieniach telefonicznych z szefem Komendy Wojewódzkiej, miały 
miejsce inne telefony, kt6re poprzedzały sesję Wojewódzkiej Rady Narodowej. Były to tele- 
fony anonimowe, informujące redakcje bydgoskich pism o mającej się odbyć 19 marca o go. 
dzinie 17.00 konferencji prasowej. Redaktor "Dziennika Wi
czornego", Andrzej Białoszyt:ki
>>>
12 


relacjonował: ,,19 marca o godzinie 9.00 redakcja moja otrzymała zaproszenie z Urzędu \Voje- 
wódzkiego, informujące, że o godzinie 17.00 odbędzie się konferencja prasowa komentująca 
sesję, której obrady miały rozpocząć się w tym dniu o godzinie 10.00. Pierwszy raz, podczas 
swojej 2S-letniej praktyki dziennikarskiej, spotkałem się z czymś takim,,18. Podobne zapro- 
szenia otrzymały inne redakcje. Niecodzienność uzyskiwania informacji o mającej mieć miej- 
sce sesji WRN, sprawiła iż walnie stawili się na konferencję. Panowało wśród nich zdziwienie, 
gdyż dotąd takie spotkania się nie odbywały, a informacje o sesjach dostarczali delegowani 
na nie redaktorzy. Wszystko to, co działo się 19 marca w związku z VI sesją WRN było nie- 
typowe, dotychczas nie praktykowane i niepokojące. 


2. VI sesja Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy - 19 marca 1981 r. 


Przedstawiciele MKZ i strajkujących chłopów, idąc na sesję Wojewódzkiej Rady Narodo- 
wej w Bydgoszczy, zobaczyli pilnujących wejścia do gmachu Urzędu Wojewódzkiego porządko- 
wych. Ludzie ci mieli na rękawach biało-czcrwone opaski. Oni to sprawdzali zaproszenia na 
sesję. Opieszałość przy wykonywaniu tej czynności spowodowała, że delegacja związkowców 
spóźniła się nieznacznie na obrady. Przez cały czas jednak, zaproszeni na posiedzenie rad- 
nych solidarnościowcy , nie podejrzewali niczego. Szli na sesję bez świadomości tego, co może 
się stać. Wiedzieli przecież, że ich uczestnictwo i tematy wystąpień były wcześniej uzgadnia. 
ne z władzami I9 .. Droga do urzędu w relacji MichJła Bartoszcze wyglądała następująco: 
"Było nas mało. Na początku poszło nas dziesięciu. Nie, mniej niż dziesięciu. Później jak 
wchodziliśmy na salę, to Jacyś ludzie stali w hallu. Początkowo nie wpuszczono nas na salę, 
ale jak myśmy wchodzili to i oni 20 weszli. (u.) Weszliśmy na salę. Usiedliśmy i siedzieliśmy 
cały czas spokojnie,,21. Inni z zaproszonych na ses j ł2 np. Mariusz Łabentowicz, Jan RuIew- 
ski i Jarosław Wenderlich, także w swoich relacjach- nie wspominają, że czuli jakieś zagra. 
ŻCnie. Przecież pół godziny wcześniej, szef Komendy Wojewódzkiej MO dał słowo, że nie 
będzie użyta siła przeciwko członkom związku. Jedynie Stefan Pastuszewski napisał: ,Już 
od samego rana w powietrzu czaił się niepokój. Czas zastygł w bezkształtną i bezbarwną, bo 
przecież nie wiadomo w jakim kierunku zmierza, bry łę oczekiwania. Pląsający przy drzwiach 
do gmachu Urzędu Wojewódzkiego panowie w garniturkach z bia lo-czerwonymi opaskami 
z napisem "służba porządkowa" na rękawach, potęgują to wrażenie. " - Na pewno coś się 
stanic - myślę - Trzeba notować,,23. Tylko Stefan Pastuszewski, który jako dziennikarz 
,,Kujaw", a zarazem członek NSZZ "Solidarność" był w UW, już około godziny 10 miał 
obawy dotyczące przebiegu sesji W&
. Dzięki tym obawom powstał minutowy zapis wyda- 
rzeń na sali WRN, który jest jedynym takim dokumentem. Dzięki niemu można uporządko- 
wać relacje jak i zapisy dotyczące te!o, co miało miejsce 19 marca w sali konferencyjnej 
Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy2 . 
W czasie, kiedy mający przedstawić problemy wsi i chłopów weszli do sali obrad UW, 
było w niej 149 radnych, zaproszeni goście i kierownictwo administracyjne województwa 25 , 
które czekało na nominację nowego wojewody bydgoskiego. Na sali obecni byli: wicepre- 
mier Stanisław Mach, sekretarz Naczelnego Komitetu Zjednoczonego Stronnictwa Ludowe- 
go Jerzy Grzybczak i wszyscy wicewojewodowie - Roman Bąk, Władysław Przybylski i 
Stefan Warczak. Zanim weszli przedstawiciele Międzyzakładowego Komitetu Założyciel- 
skiego NSZZ "Solidarność" w Bydgoszczy, jak zapisał Stefan Pastuszewski: "...Edward Ber- 
ger rozpoczyna sesję. Tradycyjnym, acz nudnym od ciągłego pOY:ielania sposobem przedstawia
>>>
13 


porządek obrad, a potem informuje o telexie, który MKZ NSZZ "Solidarność" wysłał do 55 
zakładów pracy. Członków "Solidarności" jeszcze nie ma. Jeszcze. jeszcze... Już są,,26. Wej- 
ście przedstawicieli \łKZ i Ogólnopolskiego Komitetu Strajkowego w relacji radnego Czesła- 
wa Myszki wyglądało następująco: ,,Kilka minut po godzinie 10 na salę weszli spóźnieni lu- 
dzie. Najpierw pomyślałem, że to radni. Później zorientowałem się, że są to członkowie MKZ. 
Nikt ich nie zatrzymywał. Naliczy łem 28 osób,,27. Radny Włodzimierz Ciepły tak opisał 
wejście związkowców: "Delegacja "Solidarności" (ok. 30 osób) weszła na salę w kilka minut 
po rozpoczęciu sesji. Szli spokojnie, gęsiego pod ścianą, nie zakłócali obrad. Pod pachą trzy- 
mali kajety, aktówki - nie zauważyłem żadnych paczek itp. Usiedli na miejscu dla zaproszo- 
nych gości,,28. 
Liczba przedstawicieli związków, którzy weszli na salę ok. 10.10 nie jest znana. Z dużym 
prawdopodobieństwem można stwierdzić, że było to, tak jak wskazują relacje, 28-30 osób. 
Zaznaczyć należy, że w sali UW był już Stefan Pastuszewski, który ,jako że posiadał legityma- 
cję dziennikarską, został wpuszczony na obrady WRN. Sporządzona po zerwaniu sesji lista 
obecności przedstawicieli MKZ wskazuje, że na sali było 27 osób. Oznacza to, iż wszyscy 
z członków związku, którzy weszli na salę po godz. 10.00 do samego końca na niej przeby- 
wali. Lista nie obejmuje doradców NSZZ, z których jeden brał udział w całej sesji, a drugi 
przybył na pół godziny przed jej zerwaniem. Tym pierwszym był prawnik z Uniwersytetu 
Mikołaja Kopernika - dr Błażej Wierzbowski, a drugim ekonomista z Katolickiego Uniwersy- 
tetu Lubelskiego - proLdr Romuald Kukołowicz 29 . Z całej delegacji MKZ, sześć osób dosta- 
ło się na salę za sprawą posiadanych zaproszeń 30 . a reszta skorzystała z należnego im prawa 
wynikającego z charakteru rady narodowej, która realizowała postulat więzi z ludnością, 
przez umożli\\ :nie jej obserwowania plcnarnych obrąd. Ilość obserwatorów nie będących 
radnymi, nie Iiiogła przekroczyć liczby miejsc na sali, co oznaczało, że wprowadzenie ponad 
20 obserwatorów nie było złamaniem przepisów WRN, ani też wcześniejszych umów z wła- 
dzami rady, gdyż nie wszystkie miejsca na sali były zajęte. Wejście przedstawicieli związków 
nie miało takiego charakteru, jaki został przedstawiony w oficjalnych pismach UW, gdzie 
pisano: 
 Na sesję zaproszono sześciu przedstawicieli MKZ, NSZZ "Solidarność". Na salę 
obrad wtargnę ła jednak - odpychając porządkowych - ponad trzydziestoosobowa grupa 
aktywistów "Solidamości"t 31. Oczywiście jest to niezgodne z prawdą. Wskazują na to przyto- 
czone wcześniej relacje radnych, a szczególnie Włodzimierza Ciepłeg0 32 . Stefan Pastuszew- 
ski tak opisał reakcję przebywających w sali obrad na wejście związkowców: "... szmer za- 
ciekawienia, może sensacji, może dezaprobaty. Największe poruszenie wśród preijdium, 
którzy spoglądają znacząco na siebie, a potem, pochylając się, coś do siebie szepcą,,3 . Gdy- 
by rzeczywiście dasz ło do siłowego torowania drogi na salę solidarnościowców, to zostali- 
by oni powstrzymani przez służby porządkowe i przydzielony do pomocy oddział MO. le- 
żeli pomimo interwencji MO dostaliby się na salę, to można ich było stamtąd wyprosić, cze- 
go prezydium nie zrobiło. Oznacza to, że nie było żadnych przepychanek, które znalazłyby 
się na pewno we wspomnieniach spóźnionych radnych. Nie wspomina o nich np. radna Pan- 
kowska, która swoje przybycie do WRN opisała następująco: "Na salę obrad weszłam z grupą 
członków NSZZ "Solidarność" w 10 minut po rozpoczęciu sesji,,34. Nie ma tu ani słowa 
o czymś, co gdyby miało miejsce, powinno się znaleźć w relacji, co świadczy o tym, że "od- 
pychanie porządkowych" było jedynie czczym wymysłem pracowników UW. O użyciu siły 
nie wspomina także Jan Rulewski: ,,spóźnienie nie wynikało z naszej winy, ale z przeszkód 
jakie napotkaliśmy przy wejściu na salę obrad. Każdego z nas legitymowano. Weszliśmy, gdy 
porządek obrad był już przegłosowany. Przeszliśmy wzdłuż jednej ze ścian i zajęliśmy miejsca
>>>
14 


dla publiczności na gale rii" 35 . Relacja ta także świadczy o zupełnie innym przebiegu zdarzeń 
towarzyszących wejściu grupy solidarnościowej do sali obrad WRN, niż przedstawionym w do. 
kumentach wydanych przez Urząd Wojewódzki. Dokumenty te, prawdziwi
 przedstawiają je- 
dynie cZęść obrad sesji do czasu głosowania nad jej przerwaniem. 
Zanim doszło do podstępnego zerwania posiedzenia rady, przebiegjej był zgodny z usta- 
lonym na wstępie sesji porządkiem obrad. Przewidywał on: rozpatrzenie planu społeczno- 
-gospodarc?-Cgo i budżetu zbiorczego województwa bydgoskiego na rok 1981. W czasie spot- 
kania radnych miało nastąpić zaopiniowanie kandydata na stanowisko wojewody bydgoskie- 
g036. W punkcie porządku obrad nazwanym "wolne wnioski", głos mieli zabrać reprezentanci 
"Solidarności". Był to ostatni punkt planu sesji. W przerwie, po części zawierającej interpe- 
lacje, przedstawiciele związków próbowali nakłonić przewodniczącego rady Edwarda Berge- 

a, do umieszczenia ich głosu przed przedstawieniem kandydatury na wojewodę bydgoskie- 
go. Nie udało im się to. Zostali jedynie zapewnieni, że głos zostanie im udzielony, ale zgodnie 
z wcześniejszymi zapewnieniami, czyli w punkcie ostatnim. ,'podszedł więc do stołu prezy- 
dialnego Krzysztof Gotowski - ,,- wspominał Jan Rulewski _" aby upewnić się, w jakim 
momencie zostanie nam udzielony głos, wcześniej gwarantowany. Wtedy pomiędzy przewod- 
niczącym WRN Edwardem Bergerem a Gotowskim wywiązała się dyskusja. Zbliży łem się 
i wówczas usłyszałem, że p. Berger gwarantuje nam wystąpienie, i że są ku temu fonny in- 
stytucjonalne, tak jak Komisja Uchwał i Wniosków. Dlatego poleciłem Gotowskiemu żeby 
wcześniej złoży ł na piśmie wniosek o nasze wystąpienie, co też uczynił. We wniosku formatu 
A=-4 podane były przyczyny wystąpienia, temat oraz kto uzasadnia wniosek,,37. To samo 
wydarzenie relacjonował Krzysztof Gotowski w sposób następujący: "W przerwie podeszli- 
śmy z kolegą Rulewskim do przewodniczącego WRN, pana Bergera z zapytaniem, kiedy bę- 
dziemy mogli wystąpić. Przewodniczący zapewnił nas, że w punkcie "wolne wnioski". Gdy 
po raz drugi udaliśmy się do niego prosząc, aby nasZ udział w dyskusji umieścił w punkcie 
czwartym, przed opiniowaniem kandydatury na wojewodę bydgoskiego, odrzucił naszą propo- 
zycję. Powtórzył raz jeszcze, że nasz głos uwzględniony jest w punkcie ostatnim. Zgodzili- 
śmy się ,,38. Po przerwach, w czasie których przedstawiciele MK.Z próbowali zmienić porzą- 
dek obrad, następowały, zgodnie z hannanagramem, kolejne in terpelacje i dyskusje. W ten 
sposób, punkt po punkcie, realizowano program sesji. Monotonia debaty trwała, aż do oma- 
wiania spraw gospodarczych. 
Przedstawiciele władz wojewódzkich prezentowali radnym plan społeczno-gospodarczy 
i budżet zbioro-""y województwa na rok 1981. Rozpoczęło się to o godz. 13.32, a zakończyło 
o 13.43. Infonna.:ja Urzędu Wojewódzkiego w taki sposób przedstawiła to, co miało miejsce 
na sali WRN: "Wprowadzenia do dyskusji dokonał wicewojewoda bydgoski inż. Roman Bąk. 
Do projektu planu społeczno-gospodarczego województwa bydgoskiego ustosunkował się 
Andrzej Młodecki - przewodniczący Komisji Rozwoju Gospodarczego i Zagospodarowania 
Przestrzennego. Jednocześnie stwierdził, że z uwagi na wyjątkowo dużą ilość zgłoszonych 
jnterpelacji, m.in. w sprawach inwestycyjnych, które wymagają szczegółowego rozpatrzenia 
ich zasadności oraz zbyt późne przedstawienie radnym materiałów zawierających prowam 
zabezpieczenia realizacji planu na 1981 r. i lO-punktowego programu Premiera PRL 3 na 
terenie województwa, wnioskuje o przerwanie obrad VI sesji do czasu uzupełnienia materia- 
łów. Równocześnie poddał w tej sprawie wniosek pod głosowanie radnych. Propozycję tę 
poparł radny Ob. Bogdan Należyty, a sesja wniosek przyjt ła w głosowaniu. Na tym prze- 
wodniczący WRN zamknął obrady sesji o godzinie 13.45" O. W protokole tego posiedzenia 
znajduje się następujący zapis wypowiedzi Andrzeja Młodeckiego: "...wnoszę do Wysokiej
>>>
IS 


Rady, aby nie rozpatrywać dziś projektu planu i budżetu, przerwać n
 tym pr:edsta
ieni
 
przez Wojewodę Bąka ten temat i przenieść go na następne posiedzenIe VI, tej sa
eJ. sesJI 
WRN. Wówczas wszystkie komisje będą mogły spokojnie i rzeczowo ustosunkowac Się do 
wszystkich tych spraw, które dziś na sesji zostały wniesione ,,41 . Aprobata dla wniosku rad- 
nego Andrzeja Młodeckiego wyrażona przez Bogdana Należytego brzmiała: "Popieram propo- 
zycję Ob. radnego Młodeckiego, aby dalszy ciąg tematu ...,,42, co jasno wskazuje, że nie cho- 
dziło mu o przeniesienie całej sesji, a jedynie jednego jej punktu, tematu. Tego przecież doty- 
czył wniosek radnego Andrzeja Młodeckicgo i w ten sposób został zrozumiany przez innych 
radnych. Dali oni temu wyraz w relacjach. Radna z Nakła, p. Pankowska wspominała: "Przer- 
wanie przez przewodniczącego Sesji było dla mnie zaskoczeniem, bo chociaż głosowałam, to 
sądziłam, że głosuję o przesunięcie jednego punktu a dalszy porządek obrad Sesji będzie 
taki, jaki przedstawił nam wcześniej do wiadomości,,43. Identycznej treści oświadczenia prLed- 
stawili radni, 26 marca 1981 r. w czasie drugiej części VI sesji WRN w Bydgoszczy. Stanisław 
Mańk
)w£ki np. powiedział: "Osobiście głosowałem za przeniesieniem tematu zasadniczego 
_ planu gospodarczego i budżetu województwa - na następną sesję, a nie za zamknięciem 
obrad se,ji,,44. Radna Krystyna Singer stwicrdziła: "... Również głosowałam nad punktem S 
obrad sc 
ji, to jest nie zatwierdzania planu społeczno-gospodarczego i budżetu. Przerwanie 
sesji był,) dla mnie dużą dezorientacją, gdyż składałam interpelację i czekałam na odpo- 
wiedź,,45. Takie same opinie reprezentowali inni radni. Głosowali po wypowiedzeniu przez 
przewodniczącego WRN - Edwarda Bergera - słów: "...Prezy'dium WRN stawia wniosek do 
przegłosowania o przerwanie obrad VI sesji ps mej kadencji,,46, co spowodowało przerwanie 
posiedzenia radnych. W późniejszej wypowiedzi Edward Berger stwierdził: "W związku z tym, 
że prLegłosowano mój wniosek o przerwanic sesji, wyszedłem z sali przekonany, że wszystko 
się już zakończyło. Owszem, słyszałem, że Rulewski coś krzyczy. Ale cóż, wychodziłem... 
Poza tym, musiałem pożegnać wicepremiera,,47. Po głosowaniu musiał przewodniczącemu 
rady narodowej spaść z serca kamień. Zakończył sesję na kwadrans przed czasem, o tctórym 
na spotkaniach radnych poprzedzających obrady WRN mówiono, jako o czasie maksymal- 
nym trwania sesji 48 , czyli o 13.4S. Jeszcze przed zerwaniem obrad, szef WRN w opisie radne- 
go Zbigniewa Bartela, nie prezentował takiej pewności sieb"ie. Radny ten stwierdził: ,,Po 
Bergerze widać było jak się męczy,,49. Pomimo tego, że wyglądał nienajlepiej, i tak prawdo- 
podobnie się czuł, we wniosek Andrzeja Młodeckiego poparty przez Bogdana Należytego, 
wpisał swój. Zrobił to tak zręcznie, że radni nie zorientowali się o co chodzi i przegłosowali 
go, przy czterech głosach wstrzymujących. Dopiero szybkie opuszczenie sali przez prezydium 
WRN i oficjeli spowodowało, że do radnych dotarło co się stało. Nie wszyscy jednak zrozu- 
mieli, że zostali oszukani i zaczęli opuszczać miejsce obrad. 
Delegaci MKZ, po zorien towaniu się czego byli świadkami, próbowali jeszcze porozumieć 
się z członkami prezydium WRN. Krzysztof Gotowski tak tę próbę przedstawił: ,,\Vówcz
s 
pan Berger ogłosił zakończenie sesji WRN. Poczuliśmy się obrażeni. Poszedłem do przewodni- 

zącego prosząc o dopuszczenie nas do głosu. Nie chciał w ogóle słuchać. Przewodniczący 
I całe prezydium po zapowiedzi zakończenia sesji wyszło z sali"SO. To samo zdarzenie tak opi- 
sał Jan Rulewski: "Tymczasem na widok idącego ponownie w kierunku prezydium Gotowskie- 
go, p. Berger błyskawicznie zarządził zakończenie sesji i w tempie, które można porównać do 
ucieczki, Mach, DymarekSI, Żmudziński S2 , oraz większa część prezydium biegiem"zmierzały 
ku najbliższemu wyjściu, gdzie zrobił się tłok. Pozostała natomiast część radnych, która nie 
uważała, że sesję zakończono"S3. W czasie późniejszych rozmów z uciekinierami, nie udało 
się związkowcom niczego uzyskać, co stało się przyczyną pozostania ich na sali. 
"'1&\.iib/f8;R
' 
"

 Ił-I/
 . 

'-; 
 

 
 
;,:;-. 
'" J 

 
,. 
#'Ił '\, / 
tlII2D
;;:'/
>>>
MELDUJEMY 
Z"AKOŃCZENIE 
ROZMÓW 


19- m -1981 
 


".- 
Plakat z okresu po 19 III 1981 r.
>>>
17 


Zanim jednak doszło do pertraktacji z wicewojewodami, delegacja solidarnościowców 
stanęła przed problemem, którego rozwiązanie wpłynęło na cały przebieg wydarzeń w WRN. 
Problemem tym była reakcja na manipuJację, której byli uczestnikami. W jednej chwili okaza- 
ło się, że ponad miesięczne przygotowania do wystąpienia na forum WRN poszły na marne. 
Fakt, iż miało to miejsce w sytuacji- kiedy okupujący budynek WK ZSL bardzo liczyli na efe- 
kty prezentacji problem6w wsi na posiedzeniu rady, czynił spra'f$ jeszcze bardziej ważką. 
Przecież oszustwo, które dokonało się na sesji wymierzone było w powagę i prestiż organi- 
zacji reprezentowanych przez związkowców. Brak określenia przez przewodniczącego WRN 
terminu drugiej części sesji i zapewnienia o uczestnictwie w niej członków MKZ, wpłynął na 
to, l..e zerwanie obrad zrozumiane zostało jako wycofanie się władz ze wszystkich wcześniej- 
szych zapewnień i ustaleń. O to prawdopodobnie chodziło. Jednakie retleks i zdecydowanie 
związkowców spowodowały pokrzyżowanie planów osób zainteresowanych prLerwaniem 
sesji. Pomógł w tym fakt przebywania na sali większej niż zaproszono ilości związkowców. 
Na pewno inaczej wyglądałyby rozmowy radnych z sześcioma przedstawicielami MKZ, niż 
z delegacją około 30 osób. Takiej grupy nie można zignorować. Spowodowało to stanowczą 
reakcję związkowców na fakt przerwania sesji. 


3. W}darzenia po przerwaniu VI sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy 19 marca 
1981 r. 
 


Reakcja przewodniczącego Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego na przer- 
wanie sesji była szybka i dzięki temu skuteczna. Gromkim głosem Jan Rulewski wezwał: 
"Co jest! Radni zostaliście wymanipulowani. Pozostańcie przy nas"S4, czy jak zaświadcza 
inna relacja: "Co jest do cholery?! Przyrzeczono nam głos! Radni nie dajcie sobą manipulo. 
wać!"SS. 1Ymi słowami próbował zatrzymać radnych na sali. Sam wspominał: "Zwróci- 
łem się do nich w tonie rozpaczliwym, dosłownie ze łzami w oczach, prosiłem żeby już nie 
tyle słuchali naszych wystąpień, ale mogli zaradzić skandalicznej sytuacji. Mówiłem, że nie 
będziemy w stanie opanować radykalizmu załóg, gdy się dowiedzą, że ich głos w ogóle się 
nie liczy na tej sali. Mało tego, że perfidnie oszukano ich przedstawicieli. Część radnych, 
która stała przy drzwiach, wróciła na salę i przyję ła to jako podstawę do rozmów. Inni nato- 
miast opuszczali salę"S6. Te same zdarzenia w ten sposób relacjonował przed komisją rzą- 
d ową S7 Krzysztof Gotowski: "...Wówczas kol. Rulewski zwrócił się do obywateli radnych, 
że zostaliśmy jako Zwią.zek okłamani, że jest to skandal. (u.) Kol. Rulewski prosH, po prostu 
prosił, aby radni zostali i wysłuchali nas. Wówczas wyłączono nagłośnienie; część Lidnych 
po prostu nie wiedziała co się stało, i wyszła z sali. Na sali pozostało ok. 50 radny,-o"S8. 
Opisy wydarzeń, które miały miejsce po przerwaniu obrad Wojewódzkiej Rady Narodowej, 
pomimo iż są podobne, nie oddają wszystkiego, co się działo w sali spotkań radnych. Można 
ustalić, że pierwszą reakcją przewodniczącego MKZ, Jana Rulewskiego, na przerwanie posie- 
dzenia WRN, były wołania: "Co to znaczy do diabła! Skandal!"S9, lub podobne 60 . W tym 
czasie część zdezorientowanych radnych po wstaniu z miejsc stanęła pod ścianą, a członko- 
wie MKZ skandowali: "Radni, nie bądźcie bezradni!,,61. Jan Rulewski następnie wszedł na 
mównicę i korzystając z nagłośnienia próbował wyjaśnić radnym, iż delegacja "Solidarno- 
ści" została zaproszona na sesję i obiecano jej udzielić głosu. Jednakże instalacja nagłaśnia- 
jąca została niebawem wyłączona. W międzyczasie część radnych. opuściła salę. Jak później 
obliczono, pozostało 45 radnych 62 . Z nimi solidarnościowcy rozpoczęli rozmowy. Tematem
>>>
18 


ich było wyjście z trudnej, dla obu stron, sytuacji. Wszyscy byli zdenerwowani i oburzeni 
postawą Edwarda Bergera. Dziwi fakt, że wśród radnych przebywających wtedy na sali, nie 
było wszystkich członków Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Przecież to oni,jako radni 
i ludowcy, powinni być najbardziej zainteresowani wynikami sesji. Zainteresowania takiego 
jednak nie wykazali. Było to przyczyną m.in. tego, że na sali pozostało jedynie 45 radnych, 
co z punktu widzenia związkowców i tak było sukcesem. Był to pierwszy tak jasny znak, że 
organizatorom sesji i jej zerwania, nie sprzyja szczęście. . 
Na kilkanaście minut przed zerwaniem sesji 63 , czyli o godzinie 13.32, przybył na nią 
doradca Prymasa Polski - prof. dr RomuaJd Kukołowicz. Zanim pojawił się na sali obrad 
WRN, był na spotkaniu ze strajkującymi chłopami, którzy już czwarty dzień okupowali bu- 
dynek WK ZSL. W tym czasie, na oflagowanym gmachu partii chłopskiej, pojawiły się wydru- 
kowane przez NSZZ " Solidarność " plakaty informacyjne: "Rolnicy żądają swoich praw. 
Strajk okupacyjny w budynku WK ZSL. NSZZ RI "Solidarność" Bydgoszcz,,64. Fron t bu- 
dynku został przesłonięty - na wysokości pierwszego piętra - transparentem wzywającym: 
"Kółka rolnicze - do roboty. Związek rolników indywidualnych - do obrony,,6S. W tak 
udekorowanym budynku, profesor próbował poznać sytuację chłopów, aby móc następnie 
zreferować ją Prymasowi. Po spotkaniu ze strajkującymi rolnikami udał się do budynku UW. 
Przez cały czas w gmachu Urzędu Wojewódzkiego panował wzmożony ruch patroli 
porządkowych. Pilnie strzeżono wyjść, a na drzwiach wejściowych wywieszona została kar- 
tka informująca, że : "Od godz. 14.00 trwa przerwa w obradach sesji WRN,,66. Każdy z opusz- 
czających budynek był legitymowany. Okolice UW były patrolowane przez oddziały mi- 
licji, nie tylko w mundurach, ale także po cywilnemu. Przybyłym na manifestację ludziom 
robiono zdjęcia 67 . Pokazują one, że zaproszenie wysłane do zakładów pracy nie poskutko- 
wało, gdyż około godziny 14.00 przed budynkiem urzędu znajdowało się tylko kilkadzie- 
siąt osób, a nie jak planowano 1000 do 1300. Zebrani przed gmachem UW zachowali się 
spokojnie. W budynku pojawili się pierwsi mundurowi funkcjonariusze MO, a w sali konfe- 
rencyjnej wwile, którzy od godziny 14.00 przez cały czas przebywali razem z radnymi i związ- 
kowcami 6 . 
Kontakt przedstawicieli "Solidarności" i radnych rozpoczął się w czasie rozmowy 
Jana Rulewskiego z Kazimierzem Gawińskim. Miało to miejsce po wypowiedziach zdenerwo- 
wanych przedstawicieli MZK, w których żądali rozwiązania WRN, rozpisania nowych wybo- 
rów i po stwierdzeniu, że zakładają strajk okupacyjny. Stanisław Zwoliński począ:ek rOz- 
mów stron opisał następująco: ,,Przed głuchym już mikrofonem stoją obaj. Mówią na prze- 
mian. Zwracają się do siebie po imieniu. Dobry znak - pomyślałem. I rzeczywiście ta bezpo- 
średniość jakby osłabia emocje, zacietrzewienie. Gawiński przekonuje: ,Jasiu nie obrażaj 
ludzi. Na sali jest spora grupa radnych. Niekt6rzy nawet nie ruszyli się z miejsc". ,,- Ale 
prezydium uciekło! " - wtrąca Rulewski. ,Ja byłem w prezydium, a teraz jestem wśród 
radnych...". Przewodniczący MKZ-tu mityguje się, przeprasza. ,,No widzisz!" - dodaje 
Gawiński,,69. W ten sposób rozpoczę ły się rozmowy radnych z przedstawicielami związku 
zawodowego. Rozmowy te, nie dały jednak pozytywnych rezultatów. Strony nie mogły 
dojść do porozumienia. Radni byli zgodni co do tego, że trzeba zwołać jak najszybciej drugą 
część VI sesji Wojew6dzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy. Padały głosy o odwołaniu 
Edwarda Be rge ra. Ten etap rozmów nie przyniósł rozwiązania problemu powstałego po zer- 
waniu sesji. Dawał jedynie cień nadziei, kt6rym była możliwość kontynuowania rozmów 
z radnymi, co mogło doprowadzić do porozumienia z nimi. Podstawą do rozpoczęcia bar- 
dziej rzeczowych pertraktacji było wezwanie skierowane 
o prezydium WRN, w którym
>>>
19 


radni napisali: "Niżej wymienieni radni WRN występujemy do Prezydium WRN w celu zwoła- 
nia drugiej części VI Sesji WRN - Bydgoszcz. Na sesji tej należy do porządku obrad włączyć 
wystąpienie przedstawiciela MKZ NSZZ "Solidarność" Bydgoszcz nt. rolnictwa...,,70. Wezwa- 
nie to napisane było w sali posiedzeń WRN o godzinie 15.15. Od tej właśnie pory można mówić 
o współpracy pomiędzy przebywającymi na sali. 
Wcześniej, bo już około 14, przedstawiciele "Solidarności" próbowali porozumieć 
się z władzami wojewódzkimi. Robił to, w imieniu przedstawicieli związków, prof. Romuald 
Kukałowicz. Rozmowy z wicewojewodą Romanem Bąkiem, tak przedstawił: .»0 mojej 
pierwszej rozmowie z panem lwicelwojewodą Bąkiem, w której nie uzyskałem porozumie- 
nia z nim, zwróciłem się do (sic!), że chcę rozmawiać z panem wicepremierem Machem. Pan 
wojewoda Bąk udostępnił mi telefon, telefonowano nie wiem gdzie, i telefonowano potem 
do Komitetu Wojewódzkiego partii; tam oświadczono mnie, że (S. Mach) już wyjechał z Byd- 
goszczy,,71. Kolejne rozmowy delegata Prymasa Polski do Krajowej Komisji Porozumiewaw- 
czej, także nie przyniosły żadnego rezultatu. Na konferencji prasowej, która miała miejsce 
21 marca 1981 r. w Bydgoszczy, Romuald Kukołowicz powiedział: ,
ozmawiałem chyba 
S-krotnie z wicewojewodą Bąkiem. Tematem naszych rozmów był sposób załatwienia wy- 
nikłego problemu. Kiedy wojewoda stwierdził, że będzie zmuszony usunąć przebywających 
na sali, poprosiłem go w swoim imieniu, i w imieniu prymasa, aby tego nie robił, gdyż boję 
się, że usunięcie siłą może spowodować stan zapalny w skali ogólnokrajowej. Wicewojewoda 
powiedział, że się nad tym zastanowi, ale próśb moich i propozycji nie przyjął. (...) Propono. 
wałem dwie rzeczy. Po pierwsze - spowodować dalszy ciąg sesji, co nie zostało przyję te, 
a także proponowałem, aby ludzi, którzy ł:0zostali na sali zostawić na 24 czy 36 godzin 
i w tym czasie spróbować sprawę rozwiązać" 2. 
J ak z powyższych relacji wynika, chęć osiągnięcia porozumienia interesowała jedynie 
stronę związkowców, gdyż propozycje czynione wicewojewodzie nie znajdowały zrozumie- 
nia. Nie świadczy to jednak o tym, iż interwencje u Romana Bąka niczego nie przyniosły. 
Pozwolił sobie na drobne gesty, które pomimo iż nie były znaczącymi, mogły mu w przy- 
szłości pozwolić na dowiedzenie tego, że nie kierował się złą wolą. Takim gestem było umoż- 
liwienie skorzystania z telefonu przedstawicielom "Solidarności". Miało to oczywiście miej- 
sce po uprzedniej interwencji prof.dr Romualda Kukałowicza. Jan Rulewski w ten sposób 
przedstawił uzyskanie możliwości połączeń telefonicznych i ich przebieg: "Był z nami prof. 
Kukołowicz, nasz ekspert, a zarazem specjalny wysłannik Prymasa, który w imieniu naszym 
poprosił, aby połączono nas z Wałęsą. Chcieliśmy wiedzieć, co robić w takiej sytuacji. Łącz- 
ność z Wałęsą raz udostępniono, raz przerwano. W końcu z sekretariatu wicewojewody uzys- 
kałem to połączenie. Było to na wyraźne życzenie prof. Kukałowicza. Wałęsa zapowiadał 
swój przyjazd. Najpierw powiedział, że sytuacja jest ciekawa dla niego i dlatego przyjeżdża 
do Bydgoszczy. My zaś mieliśmy trwać na posterunku. Po paru minutach otrzymałem od 
Wałęsy wiadomość, że Bydgoszcz jest otoczona (sic!) i radził się przenieść z radnymi do 
MKZ. Powiedziałem mu, że to nie ma znaczenia, gdzie będziemy z radnymi" 73. Na posie- 
dzeniu Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" Lech Wałęsa przytaczał rozmowy z Janem Ru- 
lewskim i prowadzone równolegle, ze Stanisławem Cioskiem - ministrem ds. związków zawo. 
dowych: "W pewnym momencie Rulewski mówi do mnie: "Co robić, jak to dalej prowadzić?". 
Ja zadzwoniłem do ministra Cioska i mówię: ,»roszę panów sytuacja jest poważna, ale proszę, 
aby żadne siły nie ważyły się tam wkroczyć". Pan minister po jakimś czasie mówi: "Trudno 
panie Leszku, pan mu przekaż, że naprawdę będzie użycie siły i będą wyrzuceni". Ja mówię: 
"Panie ministrze, nie tak winno się postąpić". Szybko dzwonię do Rulewskiego i mówię:
>>>
20 


"Słuchaj, Jasiu, mam kategoryczną informację, będą użyte siły". Mówię tak: ,,Nic ci nie 
mówię, jak masz postąpić, tylko i wyłącznie ci przekazuję: będą użyte siły, ja natychmiast 
do was jadę. Gdybym ja był na twoim miejscu, postąpiłbym tak i tak, ale zostawiam ci twoją 
decyzję. Znasz sytuację, wiesz jak jest, nie wiem może kłamię, ale wydaje mi się, że mówisz 
prawdę. Do ciebie należy decyzja". I w tym momencie przerwano łączność, ja jeszcze dzwonię 
do Cioska i mówię: ,,Panie ministrze, jak można wyjść, żeby nie doszło do tragedii, z której 
nie wyjdziemy". On mówi: "Co pan proponuje?". Ja mówię: "Proponuję taką rzecz. Niech 
któryś z wicepremierów albo pan jedzie samolotem z jednej strony, aja z drugiej strony samo. 
chodem. Do tego momentu nie zaczynać żadnej akcji". No i pan minister zastanawiał się 
później dostaję wiadomość, że 3 minuty, że 15 minut i już nie mam łączności z Bydgoszczą, 
i później dowiaduję się, po sytuacji, co się stało.. 74 . 
Do czasu zupełnego zerwania połączenia telefonicznego, które nastąpiło około godziny 
18.20, Jan Rulewski rozmawiał też z Bronisławem Geremkiem. Doradca "Solidarności" był 
świadkiem rozmów Wałęsy z Rulewskim i Cioskiem. Rozmowy te relacjonował następująco: 
"Byłem wtedy w Gdańsku 75. Rozmawiałem dwukrotnie telefonicznie z Rulewskim jeszcze 
przed wejściem sił bezpieczeństwa do sali WRN (przed godz. 18.50). Rulewski infonnował, 
że sytuacja robi się niepokojąca. Do Gdańska zadzwonił też min. Ciosek informując, że sy- 
tuacja w Bydgoszczy jest bardzo napięta. Powiedziałem mu - zgodnie z informacjami Rulew- 
skiego - że nie ma żadnego powodu do obaw; gromadzący się przed siedzibą WRN ludzie są 
spokojni, delegacja "Solidarności" opuści gmach WRN zaraz po podpisaniu wspólnego komu- 
nikatu z radnymi WRN. W rozmowach z Rulcwskim mówiliśmy o okupacji gmachu tłumacząc 
Rulewskiemu, że najważniejsza jest sprawa rolników i że nie należy tworzyć nowych punktów 
konfliktowych. Wałęsa radził Rulewskiemu, żeby ten wyszedł z gmachu WRN (razem z rad- 
nymi) i pisał komunikat w siedzibie MKZ. Rulewski argumentował, że na zewnątrz gmachu 
czekają ludzie i trzeba im przedstawić gotowy komunikat. Powiedział, że nie ma mowy o oku- 
pacji i że wspólnie z ,,młodymi radnymi" prowadzą sprawę do szybkiego zakończenia. Kolejny 
telefon z Warszawy, także od Cioska, zawiadamia nas jednak o decyzji wejścia milicji na salę 
WRN, gdzie znajdują się delegacje radnych i "Solidarności". Było to przed szóstą po połud- 
niu. Poprosiliśmy wówczas o umożliwienie kontaktu z gmachem WRN, na co Ciosek powie- 
dział, że starania są podjęte, ale nie może zagwarantować pozytywnego efektu. rzeczywiście 
nie mogliśmy rozmawiać z Rulewskim, podyktowałem więc list do niego (dzwoniąc do byd- 
goskiego MKZ), w którym przekazałem mu uzyskaną informacj
 z prośbą o przekazanie. 
Niestety kord
n milicji wokół WRN uniemożliwił przekazanie listu" 6. 
Jak świadczą powyższe relacje, w czasie podejmowanych kolejno prób kontaktu związ- 
kowcy napotkali na przeszkody, które z czasem stały się nie do pokonania. Powodem tych 
trudności były działania podjęte przez wojewodów i milicję, które doprowadziły do bloka- 
dy WRN. Spowodowało to, w pierwszej kolejności, pozbawienie przebywających w sali kon- 
ferencyjnej możliwości kontaktu telefonicznego z otoczeniem 77, a następnie, kontaktu przez 
goń
ów przenoszących wiadomości. Przerwanie łączności telefonicznej w czasie rozmów 
przcwodniczącego MKZ z Lechem Wałęsą, może świadczyć o planowym działaniu organiza- 
torów zajść. Trudno uwierzyć, że urwanie połączenia w decyrlującym jego momencie mogło 
być przypadkowe. Nikt zresztą w ten sposób tego faktu nie tłumaczył, gdyż wcale nie ma 
wyjaśnień dotyczących tego zagadnienia. Dla solidarnościowców było jasne, że wszystkie 
rozmowy były podsłuchiwane, a wszelkie wyjaśnienia ze strony MO czy SB, jak się wydaje, 
musiałyby wykazać, że tak właśnie było.
>>>
21 


Po niechętnym udostępnieniu telefonów przez wicewojewodę, przebywający na sali 
WRN przedstawiciele MKZ i ch łapów, stanęli przed koniecznością zorganizowania połącze- 
nia z siedzibą związku przy ul. Marchlewskiego. Konieczność ta wyniknę ła z obawy, że moż- 
liwość korzystania z telefonu może być przez administratorów odcięta. Próbę utworzenia po. 
łączenia z budynkiem MKZ, a przez niego z Gdańskiem, Krzysztof Gotowski wspominał nas- 
tępująco: "Poprosiliśmy doktora Kukołowicza, aby załatwił nam u wojewody umożliwienie. 
nam kontaktu z MKZ przez łącznika. Wojewoda nie zgodził się,,78. Był to kolejny sygnał 
mówiący, że wicewojewodom na rękę jest odcięcie związkowców od otoczenia. 
O godzinie 14.10 przyszedł na salę WRN wojewoda-nominat, Bogdan Królewski 79. 
Rulewski zaproponował mu, aby pozostał razem z radnymi. Wojewoda odmówił, ale rozpo- 
częła się z nim rozmowy na temat zajść, których był świadkiem. "Bogdan Królewski: - Jakie 
macie propozycje? Radny Tadeusz Marchlik: - Trzeba zwołać sesję w trybie szybkim. Nawet 
w sobotę. Chór radnych: - Tak jest! Tak jest! Królewski: - Jeśli mamy dyskutować, to musi- 
my się solidnie przygotować. Spotkamy się za kilka dni. Rulewski: - Trzeba usunąć przy- 
czyny: D'Jmarka i Macha. Królewski: - Wróciłem, bo trzeba do końca zostać i domagać się. 
Gotowski: - Proszę o łączność telefoniczną, bo część naszego prezydium jest na zewnątrz. 
Królewski: - Nie mam władzy. Musimy zwołać sesję i zastanowić się. Michał Bartoszcze: 
- Co będzie jak pójdziemy do rolników i powiemy, że uciekli?"gO. Wojewoda na ostatnie 
pytanie nie odpowiada, gdyż gdzieś znika. Jak zanotował Stefan Pastuszewski, o godzinie 
14.30 już go nie było w sali Wojewódzkiej Rady Narodowej81. "Jeklaracja wojewody-nomi- 
nata, że nie jest władny w umożliwieniu skorzystania z telefonu, spowodowała, tak jak i po. 
przednie próby uzyskania kontaktu z MKZ, że Jan Rulewski podjął decyzję o opuszczeniu 
przez jednego ze swoich zastępców sali WRN. Konsekwencją tej decyzji było wysłanie Krzy- 
sztofa Gotowskiego do siedziby związku skąd miał kierować działania ogniw "Solidarności" 
i pośredniczyć w rozmowach z Gdańskiem. 
Krzysztof Gotowski po otrzymaniu napisanego naprędce przez Stefana Pastuszewskie- 
go komunikatu 82 . opuścił gmach UW. W komunikacie tym, podpisanym przez MZK NSZZ 
"Solidarność" w Bydgoszczy, po opisie podstępnego zerwania sesji przez Edwarda Bergera, 
znajdowało się wyjaśnienie faktu pozostania delegacji związkowców i części radnych, na 
sali WRN. W dokumencie tym czytamy: "Wszystko zostało ukartowane z powodu faktu, że 
w punkcie "Zapytania i wolne wnioski" działacze "Solidarności" mieli przedstawić problemy 
chłopskie, głównie zaś strajku okupacyjnego, który ma miejsce w WK ZSL w Bydgoszczy. 
Działacze "Solidarności" i część radnych okupują salę obrad. Trwa dyskusja nad srosobami 
wyjścia z nowego kryzysu. Przerwano łączność i wyłączono nagłośnienie sali,,8 . Trzeba 
zaznaczyć, że. pismo to zostało zredagowane po kilkakrotnych próbach porozumienia się z 
władzami wojewódzkimi, które to jednak próby nie przyniosły żądanego efektu. W czasie 
powstawania dokumentu, rozmowy z radnymi były prowadzone na poziomie uzgadniania 
składu komisji redakcyjnej radnych i przedstawicieli "Solidarności", powołanej do opraco- 
wania wspólnego komunikatu. Zapis w notatce Stefana Pastuszewskiego, który dotyczył 
okupacji sali WRN, znalazł się tam jeszcze przed wykluczeniem przez solidarnościowców tej 
możliwości. Nastąpiło to w czasie rozpoczynania pracy redakcyjnej komisji, czyli niedługo 
po wyjściu Krzysztofa Gotowskiego. Nieznaczne przesunięcie w czasie tych wydarzeń spowo. 
dowało, że komunikat o takiej treści został przemycony z budynku WRN. 
Opuszczenie przez wiceprzewodniczącego MKZ - Krzysztofa Gotowskiego, budynku 
Urzędu Wojewódzkiego, u osób niezorientowanych co do sytuacji w gmachu, budziło wiele 
pyt
ń. Dotyczyły one przede wszystkim tego, w jaki sposób wydostał się on z UW. Relacje
>>>
22 


- 


na ten temat są różnorodne. Niektóre mówią o ucieczce z Urzędu przez okno ubikacji na par- 
terze 84 . Nie są one jednak zgodne z faktami. Prawdziwy przebieg wyjścia ze skrzętnie pilno. 
wanego przez porządkowych gmachu, dają Krzysztof Gotowski i Jan Rulewski. Oni to byli 
autorami podstępu, dzięki któremu Gotowskiemu udało się wyjść z UW. Kiedy po pierwszej 
próbie wyjścia wiceprzewodniczącego, okazało się, że drzwi są pozamykane, postanowili 
próbować ponownie. Pomógł przypadek. Niektórzy z radnych chcieli poinformować stojące 
przed budynkiem rodziny o tym, że pozostają w gmachu. Tak też uczyniło dwóch z nich. 
Była to próba nieudana, pomimo interwencji jednego z pracowników urzędu - p. Ty1ickie- 
go8S. "Dopiero po usilnej mojej interwencji portier wydał klucz i jeden z radnych, wraz 
z moim zastępcą - wspominał Rulewski - wyszli przed gmach, gdzie czekał chyba ojciec 
tego radnego. Po chwili radny wrócił u86 . Krzysztof Gotowski, oczywiście nie wrócił, gdyż 
udał się do siedziby Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego. Jedynie dzięki szczę_o 
śliwemu przypadkowi i interwencji Jana Rulewskiego operacja ta udała się. Interwencja prze- 
wodniczącego polegała na głośnym stwierdzaniu, że radnym uniemożliwia się opuszczenie 
budynku UW. W wyniku tej inscenizacji udało się wiceprzewodniczącemu MKZ opuścić pil- 
nowany budynek. Został on po prostu pomylony z próbującym chwilę wcześniej wyjść z UW 
radnym, i dzięki temu mógł później kierować działaniami związku z jego siedziby, do której 
przybył około godziny 15.00. Stamtąd Krzysztof Gotowski przesłał treść komunikatu MKZ 
do Gdańska, gdzie mia ło miejsce posiedzenie Prezydium Krajowej Komisji Porozumiewaw- 
czej NSZZ "Solidarność". 
Po zniknięciu z sali obrad Bogdana Królewskiego, pojawili się w ni
 dyrektorzy wy- 
działów UW. Byli to: Tomasz Gliwa, Czesław Kościecha i Czesław Wosik 8 . Na wszelkie py- 
tania radnych odpowiadali, że nie są władni w rozwiązywaniu tych problemów. W czasie ich 
pobytu na sali, wszedł do niej po raz kolejny prof. Kukołowicz i oznajmił: "...Przyjechałem 
dlatego, aby doprowadzić do ugody społecznej. A tutaj zerwano sesję. Fakt ten miał miejsce 
przed ch\yilą. Jest to manipulacja organizacyjno-formalna. Przykro mi, że byłem jej uczestni- 
kiem. Rozmawiałem 20 minut z wicewojewodą. Prosiłem, aby chwilowo nie podejmować 
żadnych decyzji, dopóki sprawa nie będzie wyjaśniona. Telefonowałem do Rakowskiego, 
że jutro będę rozmawiał z premierem. Na zakończenie chcę powiedzieć jedynie, że jak długo 
nie zostaną rozwiązane sprawy rolników, tak długo nie zostaną rozwiązane sprawy żywnościo- 
we. Zapewniam, że jako delegat Prymasa Polski będę dążył do ugody społecznej' 9 88. Jest 
to oczywiście skrócony zapis wystąpienia prof. Romualda Kukołowicza, uczyniony przez 
dziennikarza. W rzeczywistości mowa ekonomisty trwała o wiele dłużej, gdyż po jego wypo. 
wiedzi zabrał głos Jan Rulewski, apelując do radnych o pozostanie na sali, a jak zanotowali 
świadkowie, apel ten miał miejsce o 15.33. ,,0 15.33 Rulewski zwrócił się do radnych z prośbą 
o nieopuszczanie sali,,89 - wspominał Antoni Tokarczuk. 
Pół godziny wcześniej przedstawiciele MZK przynieśli z bufetu jedzenie dla pozosta- 
łych na sali związkowców. "W drugiej części, po przerwaniu sesji i w trakcie dyskusji z rad- 
nymi pozostałymi na sali, wystąpiliśmy z propozycją o przerwanie rozmów, aby udać się do 
bufetu. Byliśmy głodni, gdyż nie jedliśmy obiadu. Wtedy oświadczono nam (osoby w ubra- 
niach cywilnych stojące przy wejściach), że wszyscy nie możemy wyjść z sali obrad. Do bufe- 
tu zezwolono zejść tylko dwóm osobom. Tych dwóch zakupiło kanapki (kilkadziesiąt) dla 
. wszystkich członków naszej grupy w liczbie 28,,90. Radny Czesław Myszka tak powiedział 
o jedzeniu wziętym z bufetu: "Owszem, wzięliśmy z bufetu trochę (sic!) jedzenia i picia, 
ale obrady trwały kilka godzin, więc trudno się dziwić,,9l. Stefan Pastuszewski tak to przed- 
stawił: "Tokarczuk z trudem, bo pląsający panowie w garniturkach są wszędzie, kupuje w
>>>
. 
--- 


MIAR 
SPRAWI E D "IWO S CI 


Plakaty powstałe po wydarzeniach z 19 III 1981 r. w Bydgoszczy
>>>
24 


bufecie herbatniki, "Złotą Rosę" i wodę sod ową n92. Dla Czesława Wosik; jedzenie na stoli- 
kach by ło zwiastunem okupacji sali: "Na stole zauważy łem jakąś wodę, coś do jedzenia, może 
to były ciastka, nie wiem. Jasne więc było, że zbliża się okupacja sali,,93. Relacja Michała 
Bartoszcze mówi: "W tym czasie ktoś przyniósł ciastka i lemoniadę z bufetu. Wypito ją i skon- 
sumowano.. 94 . Jak wskazują powyższe cytaty, zakupione w bufecie produkty, przeznaczone 
były jedynie na bieżące potrzeby zgłodniałych, po pięciogodzinnym pobycie w UW, przed- 
stawicieli "Solidamoścr'. Nawet nie zwracając uwagi na menu, można stwierdzić, że gdyby 
przedstawiciele związku chcieli wnieść na salę obrad większą ilość produktów spożywczych. 
to dwie osoby musiałyby kilkakrotnie chodzić po nie do bufetu. Zostałoby to przecież unie- 
możliwione przez porządkowych. Fakt, że jedynie przedstawicielowi administracji przygoto- 
wane do konsumpcji ciastka wydawały się jawnym dowodem na to, iż zbliża się okupacja 
sali,,9S, także świadczy za związkowcami. Przecież gdyby tak samo pomyśleli o herbatnikach 
dyskutujący z solidaffiościowcami radni, to zerwaliby natychmiast rozmowy z przedstawicie- 
lami związków. Jednak nikomu z pozostałej na sali kilkudziesięcioosobowej grupy radnych, 
taki pomysł nie wpadł nawet do głowy, co świadczy o tym, że interpretacja widoku jedze- 
nia dokonana przez Czesława Wosika jawi się śmieszną. Może nawet sugerować powiązanie 
jego, nie tylko służbowe, z organizatorami tworzenia mitu o przygotowywanym przez MZK 
strajku okupacyjnym na sali WRN. 
Po apelu Jana Rulewskiego o nie opuszczanie przez radnych sali, przez cały czas trwały 
z nimi rozmowy. Radni, tak samo jak przedstawiciele MKZ, zdawali sobie sprawę z tego, że 
strajk, w sytuacji w jakiej się znaleźli, nie jest wyjściem. Opuszczenie budynku UW także 
uważali za rozwiązanie zbyt mało konkretne, gdyż wtedy byliby zdani na czekanie na dal- 
szy ciąg sesji, której terminu, pomimo napisanego przez siebie wezwania, nie byli pewni. Zacho- 
wanie Edwarda Bergera nie pozwalało radnym na zaufanie dla jego kolejnym krokom. W tej 
sytuacji radni, wraz ze związkowcami, szukali możliwości wyjścia z tej trudnej sytuacji. Wez- 
wali dyrektora biura WRN - Kazimierza Maludzińskiego. Od niego radni dowiedzieli się, że 
nadzwyczajną sesję można zwołać w ciągu 7 dni, po złożeniu przez czwartą część rady wnio- 
sku. Po uzyskaniu tych infonTIacji, radni spisali listę, z której wynikało. że pozostało ich na 
sali 45 96 . Była to wystarczająca ilość do wystąpienia o nadzwyczajne zebranie, gdyż w obra- 
dach sesji brało udział 149 radnych. 
W tym czasie, czyli pomiędzy godzinami 15.30 a 16.30 powstał nowy problem. Przy- 
czyną jego była IJlokada budynku. Jan Rulewski wspominał: "Prof. Kukołowicz zgłosił nam, 
że ma sygnały (' strajku ważnego węzła kolejowego - Inowrocławia. Prosiłem więc, aby 
przyprowadzono do mnie przewodniczącego MKZ Inowrocławia, przebywającego w gmachu 
WK ZSL, po to, aby mu ewentualnie wyperswadować ten strajk. Odmówiono nam jakiego. 
kol wiek kontaktu. Nie ł,0zwolono nawet zbliżyć się do okna. Sala nie była zamknięta, była 
natomiast blokowana" . Sprawa Inowrocławia dla przebywającego w WRN Jana Rulew- 
skiego nie była jasna. Wiedział on, że jeszcze przed pójściem na sesję, jego zastępca - Krzy- 
sztof Gotowski, prosił o odwołanie gotowości strajkowej, co też si
 stało. Niemniej, prof. 
Romuald Kukołowicz w czasie swojej rozmowy z Mieczysławem Rakowskim (wicepremie- 
rem), poruszył nie tylko temat strajku w WK ZSL, ale także ewentualnego blokowania węzła 
kolejowego w Inowrocławiu. Prawdopodobnie do Warszawy nie dotarła, lub dotarła mylna, 
informacja dotycząca tego co miało miejsce w węźle. Sprawy te miały być wyjaśnione na 
spotkaniu delegata Prymasa Polski z wicepremierem, na które ci panowie umówili się w czasie 
rozmowy telefonicznej. Spotkanie to miało mieć miejsce tego samego dnia, czyli 19 marca 
o godzinie 23.00 w Warszawie 98
>>>
25 


Przez cały czas rązmów delegacji MKZ z pozostałymi radnymi, do sali zaglądali i wcho- 
dzili przedstawiciele administracji. Już po 14, jak świadczą relacje, w pobliżu sali konferen- 
cyjnej pojawiali się wicewojewodowie. Panowie ci pilnie śledzili przebieg zdarzeń na sali. 
Wchodzili na salę obrad i próbowali zakłócać dyskusję z radnymi. Antoni Tokarczuk tak to 
relacjonował: "Wicewojewoda Przybylski kilkakrotnie wchodził na salę tłumacząc radnym: 
"Nie ma sensu z nimi dyskutować. Wy tu będziecie rozmawiać, a oni i tak strajk okupacyjny 
zrobią". Mówił "strajk okupacyjny", a równocześnie przyznawał, że to jeszcze nie okupa- 
cja...,,99. W czasie jednej z lustracji sali obrad WRN, wicewojewoda Władysław Przybylski 
ogłosił: "Kto chce do telefonu, proszę bardzo" 100. Była godzina 16.28. Naiwni, którzy 
uwierzy-li, że udostępniono im telefony, po bezowocnych poszukiwaniach wracali na salę 
obrad l Ol. Byli jednak tacy, którym udało się skorzystać z telefonu. Na podstawie podsłu- 
chanych rozmów, w których radni informowali rodziny, że są na sali obrad WRN, wicewoje- 
wodowie wysnuli wniosek, iż okupują ją. 
W sali konferencyjnej doszło w końcu do porozumienia z radnymi. Powstał pomysł 
opracowania wspólnego komunikatu. Pomysł ten zaaprobowały obie strony, które niebawem 
wybrały spośród siebie kOmiSłe redakcyjne. Komisje te składały się z pięciu przedstawicie- 
li każdej z.e stron. Była 16.33 02. Zaznaczyć należy, że u podstaw porozumienia legło zapew- 
nienie związkowców, w którym stwierdzili, iż po zakończeniu prac redakcyjnych i po podpi- 
saniu komunikatu, opuszczą salę WRN, ale przed radnymi. Zapewnienia te sprawiły, że spo- 
kojniej niż wcześniej radni patrzyli na możliwość uniknięcia konfliktu. 


4. Praca nad komunikątem i wkroczenie milicji Da salę WRN 


Pisanie komunikatu miało także burzliwy przebieg. Dyskutowano nad treścią każdego 
zdania, a nawet zwrotu czy wyrazu. "Były kontrowersje o sformułowania w komunikacie. 
Muszę powiedzieć, że myśmy nasze myśli formułowali bardzo ostro, radni raczej delikatniej. 
Myśmy np. stwierdzali, że prezydium uciek ło jak "szczury", natomiast radni mówili, że wy- 
chodzili "nies p odziewanie"l jwbrew przyjętemu porządkowi", "że naruszyli zatwierdzony 
wcześniej porządek obrad" O - wspominał Jan Rulewski, który, pomimo iż nie był człon- 
kiem komisji redagującej dokument, pilnie śledził postępy w jej pracy. Podobne zainteresowa- 
nie powstającym komunikatem przejawiał wicewojewoda Władysław Przybylski. Stefan 
Pastuszewski - członek komisji redakcyjnej z ramienia MKZ NSZZ "Solidarność" - zapisał: 
,,1 jeszcze ten Przybylski. Stoi nad głową i pogania. Gdzie mu się śpieszy? Do rodziny? A mo- 
że ma jakiś inny cel? Ojganiam&go: 
 ,,Panie, pan jest urzędnikiem, tu są radni". A on wciąż 
wraca. Jak natrętna mucha"
 l . 
. O godzinie 18.16 105 do sali konferencyjnej weszli: wiceprzewodniczący prezydium 
WRN, poseł do sejmu PRL - Antoni Wesołowski, przewodniczący Klubu Radnych PZPR 
- Edward Witkowski i po raz kolejny wicewojewoda - Władysław Przybylski. Antoni Weso- 
łowski zabrał głos, po czym rozpoczęła się dyskusja. Jej przyczyną było wezwanie przez 
posła wszystkich radnych do opuszczenia sali: ,,zwracam się do obywateli radnych, aby prze- 
szli z nami na salę 145,,106. Następnie stwierdził, że radnym jest od 36 lat, że sesje trwały 
dwa i trzy dni. Radni biorący udział w redakcji komunikatu tłumaczyli, że kończą pracę nad 
nim, więc po co im przerywają. W czasie dyskusji zostało ustalone, że do sali 145 nie może 
być wpuszczony przedstawiciel "Solidarności" ani dziennikarz. ,,Rulewski żąda, aby do sali 
145 poszedł przedstawiciel "Solidarności". "W żadnym razie" - mówi Wesołowski. "Panowie,
>>>
26 


zauważyłem, że wśród młodych radnych są członkowie "Solidarności", czy to nie wystarczy?" 
_ dzieli się swym specyficznym ze względu na zaawansowany wiek, spostrzeżeniem radnI 
Aleksander Rusznica. "W takim razie - proponuje Rulewski, niech zostaną oni z nami"lO . 
Z przedstawicielami związków pozostało pięciu radnych. Była godzina 18.24 108 . 
W czasie rozmowy przewodniczący zwrócił uwagę na przybyłych, razem z oficjelami, 
panów ze służby porządkowej. Oni to od dłuższego czasu przebywali na sali, nie zwracając 
uwagi na próby ich wyproszenia. Zachowanie tych panów stało się coraz bardziej natarczywe, 
co powodowało różne komentarze. Kontakty z tymi ludźmi miały dziwny charakter. Stefan 
Pastuszewski szukając telefonu natknął się na jednego z nich: "Wreszcie pojawia się pan z opa- 
ską na rękawie i nakazur mi opuścić pokój. Proszę go o legitymację. Mówi, że ma rozkaz 
i abym się nie stawiał" 09. Ci z nich, którzy znajdowali się na sali obrad nie mają opasek, 
a przez świadków nazywani są: panowie w garniturkach, tajniacy, cywile itp. Henryk Bednarek 
_ major, który dowodził akcja w WRN - wspominając stwierdził, że: "był to pluton specjal- 
ny ściągnięty z Poznania" 11. Pytany dalej o ten oddział odpowiedział: "Nazwijmy ich 
"komandosami" III. Po żądaniu Rulewskiego o usunięcie ich z sali obrad, wyszli. 
W sali nr 145, do której zaproszeni zostali radni, znajdowali się: wicewojewodowie - War- 
czak, Przybylski, Bąk, wiceprzewodniczący WRN Wesołowski i przewodniczący zespołu par- 
tyjnego Witkowski. ,,Pytali się nas, co będzie po komW1ikacie. Odpowiedzieliśmy, że wówczas 
delegacja "Solidarności" wyjdzie razem z nami z budynku" 112 - wspominała radna Grażyna 
Lewandowska. Tak samo to zdarzenie opisała radna Pankowska: "Wskutek kilkakrotnych wez- 
wań, nie pamiętam już kogo, udałam się z grupą radnych do sali 145. Sądziłam, że ci ludzie, 
którzy po nas przyszli, udzielą nam jakiejś rozs:\dne j rady. Byli to przecież starzy, doświadcze- 
ni działacze społecmi. Tak się jednak nie stało" 13. Radni, którzy uczestniczyli w konferencji 
prasowej zorganizowanej po tragicznych zajściach w WRN lI4 , stwierdzili: "Tam zastanawiali- 
śmy się, po sugestiach doświadczonych raiuych, nad sensem pisania komW1ikatu. Pytano nas, 
a właściwie tłumaczono, że nasze rozmowy nie pomogą, "Solidarność" i tak na swoim posta- 
wi..."llS. Na tej samej konferencji radni mówili: ,'przygotowań do tego (strałku okupacyjne- 
go nie widzieliśmy, paczki herJJatników i oranżada była w bufecie UW (sic!)"l 6. W ten sposób 
radni przekonywali przedstawicieli administracji, o bezzasadności ich podejrzeń dotyczących 
strajku okupacyjnego. 
W czasie kiedy większość radnych była w sali nr 145 Urzędu Wojewódzkiego, do pomie- 
szczenia, w którym pozostali delegaci MKZ, wszedł wicewojewoda Roman Bąk w towarzy- 
stwie prokuratora rejonowego Janusza Pejki i cywili. Roman Bąk powiedział do przebywają- 
cych tam: ,,- Chciałbym powtórzyć prośbę o opuszczenie gmachu. Wiele osób nie zdaje sobie 
sprawy z tego, co czyni. Ponieważ gra idzie o zwłokę, a także o skorzystanie z radnych jako 
parasola bezpieczeństwa. Byłoby dobrze, gdybyście opuścili salę w ciągu 10 minut. To jest 
gmach rady (sic!). Ja to zakomunikowałem. Oświadczyłem to co było moim obowiązkiem, 
a teraz oddaję głos prokuratorowi, aby udzielił pouczenia" l 1'1. Następnie zabrał głos pod- 
prokurator Janusz Pejka, który stwierdził, że przebywanie w budynku urzędowym grozi kon- 
sekwencjami i jest nielegalne, a także, że przychyla się do wezwania wojewody. Po tych stwier- 

dzeniach nastąpiła wymiana zdań, w której Antoni Tokarczuk powiedział: ,'próbuje pan nas 
wymanewrować. Nie pozwoliliście nam redagować komunikatu. To jest nieprawne" l 18. 
Następnie jeden z radnych powiedział: "Gdzie są ci radni, którzy byli z nami? Przyrzekli 
solennie, że wrócą. Rozpoczęli komunikat i przerwali" l 19. Na zakończenie rozmowy odez- 
wał się Jan Rulewski, który zwrócił uwagę, że przedstawiciel sprawiedliwości powinien zain- 
teresować się losami radnych z sali nr 145. Po tym stwierdzeniu prokurator z wicewojewodą
>>>
27 


opuścili salę obrad. Gdy z niej wychodzili była 18.51 120 . 
Przed budynkiem UW, w tym czasie, było ponad 1000 osób. W czasie szczytu komuni- 
kacyjnego zamknięta została dla ruchu kołowego ulica Jagiellońska. Spowodowało to, że zmie- 
rzający z ronda XXX-lecia w stronę dworca, i w kierunku przeciwnym, przystawali przy mani- 
festantach. Wyód przypadkowych uczestnik6w wiecu byli także ludzie nieodpowiedzialni lub 
przez takich inspirowani, co stanowiło zagrożenie. Z ich ust padały okrzyki: ,,Podpalić tę 
budę!,,12l. Organizatorzy manifestacji bardzo sprawnie usuwali z tłumu takie jednostki, co 
powodowało, że wiec miał charakter spokojny i kontrolowany. 
Od godziny 17.00 w budynku Urzędu Wojew6dzkiego, miała miejsce konferencja praso- 
wa. Niecodzienny tryb jej zwołania spowodował, że przybyło do UW wielu dziennikarzy. 
Piszących do prasy zdziwiła i obraziła informacja o flanowanym temacie konferencji, kt6ry 
określono jako: "interpretowanie przebiegu sesji,,12 . Jak dotychczas dziennikarze potraftIi 
opisać i zin te rp retować, to czego byli świadkami na sali WRN. Dnia 19 marca 1981 r. ktoś im 
w te umiejętności nie uwierzył i zaproponował swoją interpretację. Dziennikarze po zapozna- 
niu Się z wersją wydarzeń zaprezentowaną przez wicewojewod6w, zaproponowali mediację 
w sporze. Wicewojewoda Warczak nie przyjął jednak tej propozycji. Wysunął ją red. Zbi- 
gniew Gulewicz, kt6ry proponował pośredniczenie w rozmow
ch ze związkowcami. 
Po opuszczeniu sali obrad przez wicewojewodę i podprokuratora, dla delegacji MZK 
stało się jasne, że decyzje w ich sprawie jut zapadły. Solidarnościowcy skupili się na galem, 
skąd mogli obserwować całe pomieszczenie. Na sali byli funkcjonariusze w cywilu.. 
O godzinie 19.08 do sali wkroczyły siły MO. Jak wspominał dowodzący nimi major 
Henryk Bednarek, było to 72 milicjantów w mundurach i 20 komandosów. Relacje świadków 
mówią o ok. 200 interweniujących. Kto dowodził pozostałą setką, nie wiadomo. Nawet je- 
śli było ich na sali 150, to i tak ktoś musiał dowodzić tą pięćdziesiątką. Nie byli to na pewno 
porządkowi, kt6rych by ło jedynie 20. Wkroczenie MO tak wspominał Antoni Tokarczuk: 
"O 19.10 (sic!) otwarły się drzwi z obu stron i weszła grupa ,,młodzieńc6w". Za nimi zro- 
biło się niebiesko i dwa błękitne strumienie wpłynęły na salę. Było ok. 200 mundurowych, 
cywili dużo mniej. Pod ścianami stały gruPJ młodych mężczyzn. Gdy poprosiliśmy ich, aby 
się przedstawili, natychmiast opuścili sa1ę,,123. Opis wejścia i zachowanie milicjantów, tak 
wyglądało w relacji Jana Rulewskiego: "...zaczęli wkraczać milicjanci poprzedzani przez cy- 
wil6w, mających wspólne cechy - młodzi, ubrani w obcisłe spodnie, niekt6rzy mieli wysokie 
buty. Z tym, że to nie były stroje jednolite. Agresywnie się zachowując otaczali nas ze wszy- 
stkich stron na galem, gdzie cały czas, z wyjątkiem komisji, siedzieliśmy. Milicjanci natomiast 
stanęli pod drzwiami, a yodek opanowało - liczyłem - około 15 oficerów milicji, kt6rzy 
w sposób natarczywy, bezczelny, fotoMafowali, f1lmowali nie tylko członk6w "Solidarno. 
ści", ale i radnych, kt6rzy pozostali" 4. Stefan Pastuszewski tak opisał to co zobaczył 
o 19.08: "Niebieskie strużki rozpływają się wzdłuż ścian dochodząc af do galem, dwuszereg 
zwiera się 
rzed prezydium. Trzaskają aparaty fotograficzne. Srebrzy się przedziwna kamera 
filmowa"I S. Stanisław Zwoliński wejście do sali WRN milicji, przedstawił następująco: 
"lato do sali dociera odgłos krok6w (godz. 19.30)126. Wchodzą najpieIW cywile. Niestety 
to nie radni! Za nimi funkcjonariusze w mundurach. Idą wolnym krokiem wzdłuż obydwu 
ścian sali. Powalni. Przed "Solidamokią" stoi major M0 1 27. Krępa sylwetka, inteligentna 
twarz. W spokojnym tonie wyjaśnia cel swego przybycia i całego zastifu funkcjonariuszy. 
Prosi o dobrowolne opuszczenie budynku UW. Daje 10 minut czasu,,12 . Po wezwaniu mili- 
cjanta, Jan Rulewski wygłosił kr6tkie 
rzem6wienie: "Stajecie się świadkami hańby, jeśli 
przeciwko nam zostanie utyta siła...,,1 9. W dalszej części przewodniczący MZK. m6wił:
>>>
28 


"...że bezprawna jest ich akcja, bo nasz związek jest legalny i ma prawo przebywać na sesji, 
na którą zostaliśmy zaproszeni jako goście. Poprosiliśmy o możliwość kontaktu z radnymi, 
którzy wyszli z sali. Powiedzieliśmy, że jesteśmy z nimi związani słowem, że musimy dokoń- 
czyć komunikat" 130. Dziennikarz obsługujący sesję - Stanisław Zwoliński, tak to opisał: 
"Zabiera głos Rulewski. Wygłasza płomienne przemówienie do funkcjonariuszy MO. Słysza- 
łem go kilka razy, lecz teraz chyba przeszedł samego siebie. Wyjaśnia dlaczego jeszcze o tej 
porze, na tej sali przebywają przedstawiciele tysięcy członków "Solidarności". Podkreśla, że 
na sesji WRN, która nie wiedzieć czemu została przerwana, chcieli przedstawić problemy rol- 
nictwa, kwestie poprawy wyżywienia narodu: żeby i im, milicjantom żyło się lepiej, żeby 
jedli więcej masła i innych artykułów. Przestrzega (wcześniej też prokuratora) przed nieo- 
bliczalnymi w skutki następstwami usunięcia ich siłą z sali: grozi - podkreśla - strajk general- 
ny w całej Polsce. Tłumaczy, błaga, że zamiar interwencji milicji nie na czasie i zgoła niepo. 
trzebny, ale za to może być szkodliwy; jeszcze jest czas, aby temu wszystkiemu zapobiec. Do 
funkcjonariuszy MO zwraca się jako do synów robotników i chłopów. Dodaje, że sam jest 
synem matki-chłopki i ojca-stolarza. Mówi z detenninacją,,131. Po Janie Rulewskim głos 
zabiera jego zastępca - Antoni Tokarczuk: "Tłumaczy, argumentuje, wraca do sprawy przer- 
wanych obrad komisji" 1 32. Wypowiedzi członków "Solidarności" nie przynoszą żadnego 
skutku. W końcu: "Rulewski odwołuje się do jeszcze jednegoj bodaj koronnego argumentu, iż 
w godzinach rannych rozmawiał z komendantem KW MOl 3. Zawarli umowj4 że jeśli nie 
będzie wybryków chuligańskich - nie zajdzie konieczność interwencji MO.' l . Argument 
ten też nie przynosi zmiany 
astawienia milicji do związkowców. 
.,Około 20.00 do sali powrócili radni z pokoju 145. Nie mogli uwierzyć w to co zoba- 
czyli. Mówili, że jest im wstyd. Wychodząc zapewniali nas przecież, że żyjemy w państwie 
praworządnym, że nie mamy prawa myśleć, iż ktoś użyje w stosunku do nas siły,,135 
wspominał Antoni Tokarczuk. Radna Pankowska tak opisała wrażenie jakie wywołało na 
niej ujrzenie sił MO w sali WRN: "Uznaliśmy za konieczne wrócić do sali obrad, gdzie przeby- 
wała grupa członków NSZZ "Solidarność". To co tam zobaczyłam było przerażające. Na 
sali znajdowała się bardzo duża liczba mundurowych funkcjonariuszy l 36. Doznałam \y iel - 
kiego wstrząsu..." l 37 . Radni po powrocie do sali obrad WRN, na widok milicjantów wYf3Ża- 
li swoje zdziwienie. Zdali sobie wtedy sprawę, że przez cały czas biorą udział w jakiejś nie- 
zrozumiałej dla nich akcji. Przecież wiedzieli, iż aby wyjść z sali wystarczy jedynie ukoń- 
czyć komunikat: tak jak było wcześniej ustalone z delegacją MKZ. Przedstawiciele związków 
mieli już odebrane z szatni wierzchnie nakrycia, co także świadczyło o ich zamiarach i po. 
twierdzało zaawans-Jwanie prac nad dokumentem. Jednak to co radni uważali za oczywiste, 
władzom jawiło się zupełnie inaczej. Nie pomagały nawet interwencje radnych, próbujących 
przekonać wicewojewodów do odejścia od ich zamiarów. PrZedstawiciele władzy wYkonaw- 
czej w swoich działaniach byli konsekwentni i nie zważali na nic_ 
 
Po powrocie radnych do sali konferencyjnej, wrócili do niej także urzędnicy. "Roman 
Bąk w krótkim oświadczeniu stwierdzał m.in., iż "Solidarność" nie dotrzymała słowa, ponie- 
waż jak wynika z wysłanych przez MKZ komunikatów teleksowych organizuje manifesta- 
cjęl37; w pogotowiu trzyma załogi zakładów pracy; od godziny 14.00 przed gmachem zbiera 
się tłum ludzi. Wszystko to zmierza do zakłócenia spokoju w mieście; są to działania bijące 
w apel generała-premiera o zachowanie 90 spokojnych dni. "Tak nie można!" - podkreśla 
z naciskiem. Prosi "Solidarność" o dobrowolne opuszczenie sali. Zaznacza, iż przed gmachem 
rośnie tłum ludzi. Może dojść do prowokacji" 138. Nastąpiła kolejna dyskusja. "Rulewski 
w odpowiedzi trzyma się przyjętej formuły, czyli celu i konieczności przebywania na sali
>>>
29 


"Solidarności". Powiada jednoznacznie: "Od dziś nie jest pan dla mnie wojewodą!". Rulewski 
stwierdza, że od tej chwili może rozmawiać jedynie z wicewojewodą Przybylskim. Atmosfera 
najwyższego napięcia. Bąk opuszcza salę. W. Przybylski mówi: ,,Nie mam nic więcej do powie- 
dzenia ponad to, co powiedział wicewojewoda Bąk" 139. 
Jeszcze przed wyjściem wicewojewodów z sali Jan Rulewski próbował po raz kolejny 
zorganizować łączność z MKZ. Próba ta okazała się nieudaną. Spowodowało to - jak wspo. 
minał przewodniczący NSZZ "Solidarność" w Bydgoszczy - że: "...poprosiliśmy Kukołowi- 
cza, aby zaalarmował nasze władze zwierzchnie, Prrmasa, Rakow..skiego i Cioska. Wyszedł 
z budynku 140[ 12 dy wicewojewodowie oświadczyli 14 , że nie zgadzają się na żaden kontakt 
z otoczeniem" . 
W czasie gdy miały miejsce te wydarzenia, po sali kręcili się panowie z kamerami i apa- 
ratami fotograficznymi. W obiektywy łapali, tak przedstawicieli MKZ, jak i radnych. Wzdłuż 
ścian stali mundurowi milicjanci. .,W takiej sytuacji wspólnie z radnymi oświadczyliśmy, że 
komunikat nie będzie miał sensu, jeśli powstanie i społeczeństwo dowie się, że został podpi- 
sany w warunkach ultimatum czasowo-siłowego. Dlatego po
rosiłem o wycofanie milicji 
poza teren sali. Wycofano ją, ale wówczas dano nam tylko 5 43 minut na sfonnułowanie 
komunikatu. Nie spełniono warunku, gdyż poszczególne grupy milicjantów wchodziły i pe- 
netrowały salę"l
 - wspominał jeden ze świadków. Stanisław Zwoliński przedstawił te 
zdarzenia: "Wtrącają się radni. Grzecznie i rozsądnie przytaczają argumenty, że wszystko co 
się teraz dzieje na tej sali jest naprawdę niepotrzebne. Trzeba skończyć komunikat. Niech do 
pracy zabierze się komisja. Następuje ugoda. Jednak pod warunkiem, że salę opuści służba po. 
rządkowa. Rulewski dodaje: ,,1 kronika filmowa również!". Tak też się stało. Major daje 
15 minut czasu na zakończenie prasY komisji. Obie strony twierdzą, że to za mało! Major za- 
czyna się upierać. Ale wychodzi" 14 . 
Po wyjściu milicji komisja redakcyjna powróciła do pracy. Treść komunikatu była już 
prawie gotowa. Wymagała jedynie końcowych ustaleń, kiedy do sali wrócił major MO i za- 
żądał opuszczenia sali. Oczywiście towarzyszyli mu jego podwładni, którzy, jak poprzednio, 
obstawili pomieszczenie. W komisji redakcyjnej doszło do spięcia. Było ono reakcją radnych, 
na próby związkowców dołączenia do komunikatu uchwały "Solidarności". Widząc jednak 
sprzeciw radnych solidarnościowcy zrezygnowali z tego. 
Po kwadransie na salę weszli grupkami milicjanci i ponaglali redaktorów. Ekipa fIlmowo. 
-fotograficzna ponowiła pracę. Do sali przyszli wicewojewoda Roman Bąk i wiceprokurator 
Janusz Pejka. Rozmowy z nimi tak wspominał Michał Bartoszcze: ,'proszę wychodzić. Ależ 
panie majorze, chwileczkę. Jeszcze niech pan poczeka. Zaczął mówić wiceprokurator, który 
był już wtedy na sali, coś, że w myśl prawa nie możemy tu pozostać. Nie pamiętam kto, aha, 
pan Rulewski, mówi tak: 
,,Przepraszam pana bardzo, to jest sala WRN i tu są obrady. Jesteśmy 
pełnoprawnymi zaproszonymi uczestnikami. A pan niech każe wyjść milicji. - Ja nie jestem 
kompetentny. - No to do licha, kto tu u was w kraju jest kompetenty?4 - ktoś powiedział. 
Na to wojewoda raz jeszcze: 
"wyjdżcie..."{ Zaczęły się utarczki. Handel jak na jarmarku: 

"Wyjdźcie!"
 
,).ły nie wyjdziemy, aż dokończymy. Prosimy pozwólcie nam dokończyć 
komunikat, przeczytać, podpisać..."4 Nie pozwolili. Major wydał rozkaz,,146. Te same wyda- 
rzenia następująco przedstawił Antoni Tokarczuk: ,,po upływie 15 minut oficerowie MO za- 
częli grupkami wracać na salę i przynaglać nas. Cały czas byliśmy fotografowani i filmowani. 
Gdy komunikat został zredagowany, nie dano nam nawet czasu na przepisanie go na maszy- 
nie, ani na odczytanie go tym, którzy nie brali udziału w pracach komisji redakcyjnej. Nie 
pozwolono także, aby grupa radnych zbliżyła się do nas" 147. Jan Rulewski w rozmowie
>>>
30 


z Andrzejem Drzycimskim tak relacjonował zdarzenia poprzedzające interwencję MO: ,'po 
jakimś czasie ponownie wkroczyła milicja. Powiadomiłem ich, że jest to prawdziwy akt gwał- 
tu, a gdy poprosiłem o odczytanie komunikatu, przeszkadzano. Z chwilą zaś, gdy chcieliśmy 
go podpisać z wiceprzewodniczącym, nastąpiła błyskawiczna akcja milicji. - Są jednak na tym 
dokumencie podpisy waszych kolegów. - Tak, to tych, którzy byli w komisji redakcyjnej sie- 
dzącej w innym końcu sali l48 . My zaś na skutek ataku milicji, skupiliśmy się najednym koń- 
cu galerii,,149. 


S. Akcja funkcjonariuszy MSW 


Interwencja sił funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w sali Wojewódzkiej 
Rady Narodowej rozpoczęła się po sygnale danym przez majora Bednarka. "Na wyraźny rOz- 
kaz majora, funkcjonariusze MO zaczęli nas otaczać,,150 - wspominał Antoni Tokarczuk. 
Zanim on jednak. nastąpił radni próbowali wpłynąć na wicewojewodę, odwieść go od 
podjętej decyzji. Bezskutecznie. ,,Milicja weszła mimo, iż prosiłem wicewojewodę Bąka, aby 
nie wzywał służb porządkowych. Pytałem go, czy zdaje sobie sprawę, jakie może to mieć re- 
perkusje. Ale odniosłem wrażenie, że mnie nie słucha. A przecież brakowało 5 minut i sami, 
z członkami "Solidarności" wyszlibyśmy" 151 - twierdził radny Czesław Myszka. Inny radny, 
Eugeniusz Kuziemski wspominał: "Czterokrotnie mówiłem wicewojewodzie Bąkowi, że inter- 
wencja milicji grozi ogromnymi komplikacjami. I, prawdę mówiąc, byliśmy przekonani, że 
dopóki jesteśmy w sali z członkami "Solidarności", żadna interwencja nie nastąpi. Zresztą 
ustaliliśmy, że członkowie "Solidarności" wyjdą z gmachu WRN przed nami, radnymi. D0- 
dajmy jeszcze, że w chwili, gdy milicja zaczęła wyrzucać ludzi, byli oni ubrani i szykowali 
się do wyjścia" 152 
Na wypadek in terwencji milicji, członkowie związków mieli uzgodnione postępowanie. 
Uzgodnienia te poczynili w czasie, który nastąpił po pierwszej rozmowie z prokuratorem, gdy 
oczekiwali na powrót radnych z sali nr 145. Wtedy, w nerw.owej atmosferze, różne rzeczy przy- 
chodziły przedstawicielom MKZ do głów. Stanisław Zwoliński tak opisał jeden z incyden- 
tów mających miejsce w tym czasie: "Sytuacja staje się dramatyczna. Kilku związkowców 
niesie krzesła, by zabarykadować prawe drzwi wejściowe. Jeden z radnych zwraca uwagę: 
- Jasiu, nie wygłufiajcie się, bądźcie poważni, tak nie można. Zrozumieli. Krzesła wracają 
na swoje miejsc

" l 3. Trzeba zaznaczyć, że miało to miejsce po ostatniej, przerwanej rozmo- 
wie z Lechem Wałęsą, w której przewodniczący związku oznajmił Janowi Rulewskiemu, że 
decyzja o użyciu siły została pOdjęta l54 . Powrót radnych na salę obrad i kończenie ko
uni- 
katu wskazywały, że jest realna szansa uniknięcia użycia siły. Jak się okazało, nje skorzysta- 
no z niej. 
W czasie ataku milicjantów na solidarnościowców, członkowie związków zawodowych 
zachowywali się zgodnie ze swoimi wcześniejszymi ustaleniami: skupieni w jednym miejscu, 
chronili kobiety i śpiewali hymn. Tak opisuje reakcję związkowców na szturm MO Jan Rulew- 
ski: "My zaś, na skutek ataku milicji, skupiliśmy się w jednym końcu galerii, biorąc do środka 
będące z nami kobiety i starszych. Zwarliśmy się ramionami i zaczęliśmy śpiewać hymn, który 
prawdopodobnie podchwycili też radni. Usłyszałem rozkaz majora: - Brać Rulewskiego! 
Przy śpiewaniu hymnu pojedynczo wyrywano nas z tego kręgu, liczącego ok. 20 osób, gdyż 
część przebywała na sali przy komisji,,155. Wydana w maju 1981 r. broszura, tak opisała 
zachowanie związkowców w obliczu ataku: "Delegacja związkowców łączy się w grupę. Pada
>>>
:2 

 
f:I,) 
- 


z 
en 

 



 
en 
o 
- 
P: 

... 
... 
::3 
o 
CI)" 
("),. 

 

 



 
n 
B. 
O 
::3 
s:: 
f:I,) 
N 

 
U) 
N 
n 



 
' 
Po 

 
O 

 

 
' 
"O 
O 
"O 
... 
O 

 
O 

 

 

. 


_. 


er 
' 
Po 
00 
O 
VJ 

 
_. 

. 


90 


DNI SPOKOJU 


.. 
.,. 
 


,'''' . '.' -
""" ('I ,.. .y' , "'. " e ......
.:
'...,."'..".,.
;'\..'-.,' '/'!!'" ." '..' . -.ił '.. 
.'". 1.. ł
 :".
"';' 6

":
::" .
;;;
,.v:
 ..
!O:f:;.."...,;.'.... 

 .
:.


,..,'

..':.....
 :{



.f;",;.cł(.::: .;.
 
p,
). ..: 
 :'t
JI# 
r
.
\
 , .
 1'-' ł'r. '/ '-
 

 ,....,.... #. ')Ii ). ')ol" " '. .
.. ,.'" 
.: S'
l


ł' 
-;;.
t: :,::-.:;. . 
}' 
.).:łt 
,._ 
;!-!:d'.,, " ";:, 
, .;,:.
{'

 '. ': . :" 

, . ,, . 
 
 . . : . .. . .: ;/ 
 , .. ,. : . 
 . ... '''',,' ',,"ł' ....'\
. ..

 . .. ..:"A ";.iłi;" 
 
\.... ,,...

c:,:a.

..)o.f'ł' ł(. ł 
""'!''''
.'. '.
. ./
 ;JIj: ł'" . . '}v." 
 . -..t . ...d.) .
\ . l" .,f)'Ic
 ...*..., ",':' .... d
/ 

,?,
 . .ł1i
 
. ." ,!-;....,'!t..j... ,.,,' .. . 'T: I
i., . ';,j.;' :" L
ilr'"
:''' ... . \,,; 

,.' ,.
- .'... . 1 .'.(o
 ),:..':'
'r,.. '(.'''A
.),j"';;.J,!",:''''1.
h
 
 j,I." -: 
o)łk'.
)W . .",.
 ...-s 
 ,. '
.... . 
/..j.'i-ł.....t...".f
 r',,'
, 
'.. 't'
"'" .,
"'t
 
 ... . . 
' .. , : .,
 , " ; # 
 I 
 . ' . . 
 . ' . ,
 
 ,. ' 
: "' 
 -': . .. ,, ' , " " ', ' : ' . 
 .' : . . . . . . ., ::.I..uu ., ..
 . ' . . : II . ' 
 .
-: . 
 w
.;*..::.J . .
 s 
.?: . 
 , 
 .. ,; . - . ' . ;'..
; . 
 , :;:..,' I' 



, .. _ "', "
';-!'" ,q,'
, ""

!..
 ',{.t:"

ł.J(.;
()
):
. /' 

;
 .., " ):' .' ..,


 .,. 
 '".ot ....... ł" 
,\.::.
)-:.:
\i
t..,  
 bo 

. ..

. -." 
 
 .fł
_1J)
' ....: :"'1\!
i;

 , 

 
.'"" 
 ';.:. ,. 
.; 
.... "W..- f)J, I: ..,
A
'*
."ł . ". 
 J.:.a . '.\to' 
........ tJt' r,.. . r' 
,' 
 " t", 
tt.ł':t) 
'ił ......... ,,.'.(......r. (la. '-ł .. ':.
.,.....,.....,". 
' , .,' ' {l.." ' '\,"'ł"'..'
... 
Ie,.' ,_' 
,..
,.,z.. ,... . .... . ,: " ....,/
t

' 
 '
 
"'1 
, -'ł.:.......
:y/'..'
" .,'Ą. . ,
"."':
 :;


:.l\"'.:ł
' 
 
;t , ,
' , 
! A. .
1#;' ." . '\1i
 ,',

' . ..

\' ; ę 
,,
.. . ;4;" . ..

;.ł..;".;. . . ""', :ł,:. , .. ,t. 4 i/'
j;
1..Ę' . .
 
£/ ił.
..
( .)"t,. r:r.',. 
 

"!.:t;,:.:.. .,', 
;: rji] :':+.  "
'ł/: 
:.'
"t.. i-;,"
 .'
-:'..
. .......... ... .(.....(-.'A"ł::i.. .
\.
;'.:o'lt'":.,;;
 f .' 't.......,::: "'4!ł... 

 . 
I. i " 
. -,' . --.'-..;,. 'ilt;:
 '
 ,,?,. , ..' t: ..;;r-ł'
'''::' 
 'Ą 
', '

.,:i 
 . :t"... : 1 
. 
. .' l. jj;.. 

!.
","lff'-&.
, -tz.' "" _ ;.yh..
.
...i
\:
ti;;;.,.x . ;:$/,i.;",t ""'
 . :
r
'
'r;"" 
" "  '. ..ł,Jd ;+;
...'
,., .
,.."'- 

 '
""l-!"

{";*'Jt
J
 
:i;"
' ,; .;
r'. :::"

' 1 " .,,,
:':" 
li«
 
. .
. -; y 
KJ
:.. ;.ł:).

' 


:' 
.
.J.



.
(1
:.:;;
.:t.
",,
.,
:,";:


;{::

;'.i
::,

;
:o/.t
:: ;:::
: :1
1 :.?

,
.
 )
 (.0 . 
.; ..7
:
 . ...'
 .. 
.ti'., 
';I,.F.. td

J. ;7:::trf'
!tś...'?f,:
-ii,;*.!,:.
,:,
;,.'{
.;t,
",,,,,,,,,'J;. ii;..-(yJ;.t";'.'!
,\.:.e.;.. .t:, \ .'" .
:A!!!k
,f" .... 
,.' ";
:
::;-";
:1;

': ll1

'( '. ;
,
}j:t



:

J:rJ:'{:
?;
1;
::: i' ,'
1?
J;t
i
r:'X:E :';'i
ii
';ł
", . ;1,f.;';: .r.
 . :" ;i. 
,.9". ....). .,' . .... ,..'J ",'" . ". ...... . . "'. l . . . 
. '
t 
, ';
;' Ji"h.
1.::".J . '" .y' 4

; .\. ":"", ,.. -/.', ,'..:,.
:.


;;
.:.:£(/ . :: '.::A:' , '.' 
.A' ! . 
o:łp..(.:. ...-to, ..
 .. .' ,.., ....... -;; .
,'\; 
.. , . .' . "" ..... ..... \ ',';.' 

 _ re:::" ";", , 


.'t 
, ':jł. . .'-: '
 I 
j. :':"" .
 \ 

.... ':.:" 
:tt
:
;
i
fh
,ir,.. .' '.... ;, . 
ł. J 

.;

'!i\.
\;
;
(,. ,..
,.--:: 
"
.lJ';""'" 'b1.l Od ' ' . .; 
Jt,,'I','r' 'h"""" ,!i ' . ;'. .
 


J\
":;;
,¥l\' ' 
,: . 

,\,!.:i"
".. t- 
. : 
.1:
)!rf"""." ."
' . 

'ii)
" . t.!., 



f.(-:::' .,,' '
 
 .. ..:.... . . 
:.'

:..,. 

",:' .': .,' , :
, . i' . 
:'."-:o"ł.; 
(;;' . 
:i, ':";. . i..': ; 
 , 
,;':;I" .. 
t , _... "" r , 
 
.
",. 
i

 .
.;:.. ."

::;t ,,, 
..;.
 :,:.!.. . . .... 
 .,,' 
...'
 
'


::...;....r:1'..... .., 'i \. "
.,
 
: :.

ri::
:':::
:
 HE '
l


:f "
;
:
 . [ . 
ł?i1;;. 
¥,."., 

..... 

'.,,

...-'I'''' 'II.: 'ł),
,,\. 
 
... . ' ''', .. ',\\ '. ..,!..... 
. 
. 
 
.

t
.. " 
\;
 
 . ł:;
'
" ':. 
''O,.'' 
 '
Iłf" ., U" 
't \:'" PIt. . :;,:.",:.' ,i,...',. , 
__
,:i . J ';1 
"
' ,:. 
t
;.'.l'
': . ".1.;!i:t.;.r";'
 ", O 
'i:
t.J,. .ł.lf',
!i.:.'
:,' '.'.. " , . . 
)."..........
 
ł.'
ł " ..4
;"',,
.:. Ił ł
.. ..: 6. 
",4,"":..1._' "\."
',..
, ',',. .. .."... ł:.:' ....'... 
"o " .
:.
.'.
 .tA.
,,
'.,j *"::'?ł!..;
 .,', :',.:
.;:" +
(;::}"'
j::

'J.){; 
. " , l" " "
"' 
 .. ł."J '!... '. :''':''
 !f! .;.,..łl-''
' 
 \",i , .t....ł\'' 
..... (. ;,......"'-.-' ..l......'....
. -"'4", . 'i.\..\0ł'ł' 'l'ł...t;
1h. 
..

, .,, I, ':::..
 . \ '
:'.' ...' ,.'A"'
 ,,, O ';..;'
'(.. ,. "'
'!f.t fI 

.,,' 

". 
.
 ..ł\\
. 
;:.l.. 
..., 
t.,:, ,'J.\.I..).......:a r.
.', '
,.'.,,"";
:;; 


.. 


, 



 
, 
\ 'it/
,. ,.:; "\. 
+ .. ł;: . ,!9 '\ .J."
.'," .,,
 
:'? 




.t.. ..:
) 
,'.. .'
'''
 )'1' 
1\ ..: '. :.)' 
 
. .;. 
f'
 .':..... ,..
. !ił' 
;':
': . .
r.J j
:' 
, . 

 ' . \'. I 
"....: . 
" 


:.:.ł' 


.." . 


, 
..j 


JArl 


RULEWSI(I 


MARIUSZ lABENTOWICZ 


DRUI NSZZ SOLlDAHNOSC Region MAZOWSZE
>>>
32 


okrzyk, który zna teraz cały kraj: ,,Kobiety do środka!". (u.) Nagle rozlega się śpicw: ,Jesz- 
cze Polska nie zginęła"IS6. Antoni Tokarczuk w ten sposób przedstawił to samo zJarzenie: 
"Najpierw ruszyli cywile, odstawiwszy krzesła. Skupiliśmy się w jednym miejscu trzymając 
mocno za ręce. Trzy koleżanki były w środku. Do środka wzięliśmy też kolegę Rulewskiego, 
bo już na początku usłyszeliśmy okrzyk: - brać Rulewskiego! Zaczęto nas wypychać. Odpo- 
wiedzieliśmy hymnem, wtórowali nam radni,,157. Michał Bartoszcze tak to opisał: "Do koń- 
ca nie wierzyłem. że do tego dojdzie. Ale jak tak siedzieliśmy na galerii, ktoś powiedział: 
_ zsuńmy krzesełka, żeby kobiet nie poturbowano (bo były z nami trzy kobiety). To ci cy- 
wilni przylecieli, odsunęli krzesełka, no i taka zgraja rzuciła się na nas,,158. Radny Adam 
Hałas relacjonował: "Ruszyli na nich. Oni wzięli się za ręce, zrobili kordon, wzięli kobiety 
do środka i nie pozwolili się rozbić. Byli odrywani od siebie. wypychani przez milicję dość 
brutalnie. Śpiewali hymn. My byliśmy odizolowani od nich, oJgrodzeni kordonem milicji" 159. 
Stefan Pastuszewski tak opisał swoje przeżycia: "Chwytamy się za ręce (komisja rządowa 
nazwała to później kordonem wiązanym). Ktoś krzyczy: - Kobiety do środka! - Rulewski 
też - to inny głos. Z daleka dochodzi głos radnego Bartela: - Panie majorze niech pan tego 
nie robi! ,Jeszcze Polska nie zginęła" ginie w tupocie butów.u"l60. Po odśpiewaniu trzy- 
krotnym refrenu Michał Bartoszcze intonuje "Rotę". W tym czasie kordon związkowców 
urywał się. Wyłuskani z niego członkowie "Solidarności" przeprowadzani są do bramy. Jest 
to brama ogrodzenia budynku urzędu od strony ul. Parkowej. W czasie wyprowadzania kame- 
ry filmowe pracowały. Poza budynkiem, w nieoświetlanym przejściu (ok. godz. 20.15 w marcu 
jest już po zachodzie słońca), pobici zostają: Jan Rulewski, Maóusz Łabentowicz i przedstawi- 
ciel strajkujących chłopów Michał Bartoszcze. Przewodniczący MKZ wspominał: "Śpiewając 
hymn zauważyłem jakby kogoś dowodzącego akcją - nie znam go - a stojącego na uboczu. 
który podbiegł w moim kierunku i zadał dwa ciosy, które pamiętam: jeden w zęby i drugi 
w okolice policzka, po któ7m straciłem przytomność. Ocuciłem się w świetle i poznałem, 
że jestem na sali WRN,,16 . Podobnie pobicie relacjonowały pozostałe ofiary. Szczególnie 
Mariusz Łabentowicz, którego także pobito w ten sposób i z powrotem przyniesiono z dzie- 
dzińca za Urzędem Wojewódzkim do sali obrad. Michał Bartoszcze swoje pobicie tak opisał: 
"I wtedy przyskoczył do mnie jeden mundurowy i kopnął mnie w nogę. Krzyknąłem, a wtedy 
usłyszałem: ,.zatkaj mu japę, niech się nie drze. Upadłem. Po raz pierwszy upadek na wznak, 
do tyłu, z tych schodów. Nie na sali, bo na sali było ciasno - i podtrzymywali mnie mili- 
cjanci. Któryś z nich wtłoczył mi pięść w usta. Z trudem odepchnąłem tę pięść. Zaczęli mnie 
ciągnąć. Po drodze jeden mnie bił, dwóch trzymało. Bito mnie w głowę, w okolice skroni, 
ciągle z tej samej :;trony. Od pierwszego uderzenia byłem zamroczony. Gdy się ocknąłem, 
leżałem koło drzwi. Przy mnie było dwóch chłopców. Podnieśli mnie i zaczęli prowadzić 
do bramy. Tam zobaczyłem, jak bito. Najpierw jednego, ale tego mniej bili, raczej ciągnęli 
go za ręce i nogi. A potem wyciągnęli drugiego. Gdzieś z zaułka i przez ten placyk ciągnęli 
w stronę bramy. Ale tego to już strasznie bili. Krzyczał. Niemożliwie krzyczał. To nie był 
krzyk strachu. To był krzyk bólu,,162. 
Kamery filmowe poza salą konferencyjną nie rejestrowały zajść. Zapisywały tylko to, 
co chciano, aby zostało uwiecznione. To było chyba powodem tego, iż pobitych Mariusza 
Łabentowicza i Jana Rulewskiego wniesiono z powrotem do sali WRN. Antoni Tokarczuk opi- 
sywał wydarzenia z dziedzińca za budynkiem UW: "Widziałem jak przede mną rzucono na zie- 
mię Rulewskiego. Był kopany, szarpany, bity po prostu poniewierany. Krzyczał donośnie.
>>>
33 


(u.) Cywilni byli bardziej agrcsywni, atakowali zza pleców mundurowych. Podobnie jak Ru- 
Icwskiego potraktowano labentowicza. Po razach wymierzonych przez funkcjonariuszy MO 
padł na ziemię. Nagle zobaczyłem, że ci dwaj koledzy przestali się ruszać. Zdcprymowało to 
funkcjonariuszy. Zaprzestali bicia. Po krótkiej naradzie wzięli Rulewskiego i Łabentowicza za 
ręce i nogi i wynieśli do budynku. Na nasze protesty i pytania, co z nimi będzie, wyjaśniono 
nam, że wniesiono ich 
eIem oględzin lekarskich. Podnieśliśmy krzyk" l 63. Zdarzenia towarzy- 
szące wyprowadzaniu związkowców z sali WRN, widziane przez radnego Czesława Myszkę 
wyglądały następująco: "Nie widziałem jak bito, ale jakieś 3-4 minuty po wyrzuccniu człon- 
ków "Solidamości" z gmachu Urzędu Wojewódzkiego, na salę, gdzie wcześniej obradowało 
WRN, wciągnięto dwie osoby. Jcdna z nich nie miała w ogóle władzy w nogach. 
ucili ich 
na podest. Przedarłem się tam_ Na podłodze leżeli Mariusz Łabentowicz i Jan Rulcwski. Po- 
dałem Rulewskiemu chusteczkę, aby wytarł krew. Nie wziął jej, tylko spojrzał na mnie i po- 
wiedział: - Widzisz jak nas traktują? Po pięciu minuta
h panowie w cywilu wyciągnęli ran- 
nych z sali. Sądziłem, że teraz może stać się najgorsze. Sparaliżowani tym, co się dzieje, radni 
próbowali protestować. Poproszono nas jednak, abyśmy wracali do domów,,164. 
Po ponownym sfilmowaniu przedstawicieli "Solidarności", ale już po pobiciu, rannych 
wyniesiono z sali WRN. Znowu przez boczne drzwi i ogrodzony placyk poniesiono ich do 
bramy. W czasie kiedy dwóch pobitych było w sali konferencyjnej, milicja odnalazła klucz od 
bramy na dziedzińcu, co umożliwiło przedstawicielom z\\-iązków wyjście na ul. Parkową. 
Tam po uprzeJnim ostrzeżeniu przybyłych na odgłosy manifestantów l65 , przed próbami 
sprowokowania ich, przedstawiciele bydgoskiej NSZZ "Solidarność", czekali na swoich pobi- 
tych. "Nie wiem ile czasu minęło - powrócili funlu,jonariusze, trzymając za ręce i nogi na- 
szych kolegów. Rzucili na zicmię w miejscu, gdzie zamyka się brama. Natychmiast zaczęli 
bramę zamykać. Zorientowaliśmy się, że jeżeli szybko nie zabierzemy leżących, brama może 
ich przygnieść. Przytrzymaliśmy jej skrzydła i wyciągnęliśmy obu nieprzytomnych. Kolega 
Łabentowicz próbował się podnieść. Rulewski już nie wstał. Wzięliśmy ich za ręce i nieśli- 
śmy przez ulice, tłumacząc po drodze co się stało,,166 - wspominał Antoni Tokarczuk. 
J ak się później okazało, obrażenia poszkodowanych lekarze określili jako ciężkie, wy- 
magające leczenia szpitalnego. Najcięższe szkody na zdrowiu spowodowali milicjanci li 68-let- 
niego Michała Bartoszcze. U niego lekarze wykryli, spowodowany pobiciem, skrzep, który 
stanowił zagrożenie dla życia rolnika. W szpitalu neurochirurgicznym w Warszawie przedsta- 
wiciel strajkujących chłopów na sesji WRN, leczył się, czy raczej walczył o życie. 
Przejście przedstawicieli Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego z rannymi 
do siedziby związku, nie spowodowało niekontrolowanego wybuchu wśród stojących przed 
budynkiem Urzędu Wojewódzkiego manifestantów. Był to przejaw karności członków związ- 
ku, którzy pomimo ataku na ich władze, zachowali zimną krew. Mądre zachowanie manife- 
stantów i władz MKZ spowodowało, że nie nastąpił wybuch społeczny. Na taki właśnie wy- 
buch czekali prawdopodobnie organizatorzy agresji na z\\iązek. Dyscyplina, rozwaga i opano. 
wanie były bronią, która najcelniej ugodziła w sprawców zajść i ich mocodawców, a były to 
przecież cechy wszystkich działań związku, które uwidoc
niły się w trakcie, a także po zer- 
waniu obrad VI sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy. Kierowanie się prawem 
i rozumem sprawiło, że wydarzenia nie przekształciły się w zajścia uliczne, gdzie wszystko 
mogło się stać. Miały one charakter kontrolowany, co uniemożliwiło przeciwnikowi znale- 
zienie pretekstu do rozwinięcia działań. 
Rozwaga przedstawicieli "Solidarności" przejawi ła się już w czasie przygotowań do 
sesji. Przebieg zajść wskazuje na to, że na sali WRN związkowcy o niej nie zapomnieli. Na
>>>
34 


sesję udali się mając kilkarotnc zapewnicnia o tym, że nie będzie przeciw nim użyta siła. 
Tematykę ich wystąpień znali prledstawiciele władz wojewódzkich. Pomimo posiadanych 
zapewnień, związkowcy w czasie przerwy w obradach rady, uzyskiwali potwierdzenia ustaleń 
dotyczących oddania im głosu w czasie sesji WRN. Po manipulacji, która doprowadziła do 
przerwania posiedzenia rady, związkowcy próbowali wznowić obrady, a gdy to okazało się 
nimożliwe, doprowadlili do pozostania na s:lli części radny
h. Udało się związkowcom nawią- 
zać rozmowy z radnymi, których efektem było podpisanie wspólni:go komunikatu. W komu- 
nikacie tym
 jego twórcy, dali wyraz oburzeniu, które spowoJowane zostało przerwaniem 
sesji i mach inacj 3.I1l i jej przewodniczącego. Wezwali w 
im do wyciągnięcia konsekwencji 
w stosunku do osób, winnych takiego stanu rleczy. Związkowcy nie pozwołiii na odizolowa- 
nie się od radnych, którzy byli jeJynymi gospodarzami sali WRN. Do takiej izolacji dążyli, 
wszelkimi sposobami, wicewojewodowie. Podejmowali próby porozumienia z przedstawi- 
cielarni władzy, tak wykonawczej, jak i sądowniczej. Próbowali także o zajściach w Bydgosz- 
czy poinformować władze centralne i związkowe. W czasie interwencji MO, nie używali siły. 
Wszystko to sprawiło, że zdarzenia w \VRN nic sprowokowa ły milicji do wykorzysta- 
nia zgrupowanych w Bydgoszczy sił. Postawa związkowców zmuszała jedynie reżysera, lub 
reżyserów zdarzeń \V Bydgoszczy, do improwizacji. Jest to widoczne w akcji MO, która zos- 
tała podjęta w sytuacji, gdy ostatni pretekst do użycia siły wobec związkowców znikał. 
W czasie podpisywania komunikatu, związkowcy byli już ubrani w płaszcze, co zapowiada- 
ło ich wyjście z sali WRN. Była to ostatnia chwila. która umożliwiała prleprowadzenie akcji 
MO w budynku Urzędu \Vojewódzkiego. przcdstawkicle "Solidarności" nic dopuścili do po- 
zostawienia regionu związku bez kierownictwa. Pozwoliło to na kontrolę działań ogniw orga- 
nizacji w mieście i w terenie. Miało to szczcgólne znacz
nie w związku z planowanym str
j- 
kiem pracowników węzła kolejowego - Inowrocław, którego pracownicy byli przygotowa- 
ni do strajku w razie ataku na przedstawicieli protestujących chłopów. Związkowa dyscypli. 
na pozwoliła na uniknięcie unieruchomienia węzła, co nie dało powodów do oskarżenia 
"Solidarności" o działania destrukcyjne i destabilizujące. Związkowcy krok po kroku przej- 
mowali kontrolę nad wszystkim, co działo się w s:lii WRN. 
ie mogli jedynie odwołać roZ- 
kazu, o usunięciu ich siłą z UW. Mądrze kierowani n!e zabarykadowali się w \VRN, co stwo- 
rzyłoby wrażenie, że chcą pozostać, a baryKada ma na celu uniemożliwienie wcjtda do sali 
obrad przedstawicielowi władz na rozmowy z nimi. Tak prawJopodobnie przedstawiliby tlI- 
mujący zdarzenia z sali konferencyjnej. 
Organizatorzy akcji MO w budynku W&'l, pomimo iż mieli za sobą siłę aparatu admi- 
nistracyjnego, prokuratorskiego i oddziały ZOMO, nie reprezentowali sobą takiego formatu 
politycznego, jako związkowcy. Jako spiskowcy, także nie okazali talentu, ani nawet orga- 
nizacyjnej sprawności. Pomimo, że była to akcja przygotowana wcześniej, jej przeprcwadze- 
nie wskazuje na amatorszczyznę. Podjęcie działań mających spowodować niepokój w całym 
kraju, wymagało sprawnego przeprowadzenia operacji. To, czego byli świadk:imi uczestnicy 
sesji W
"l, było jedynie próbą ratowania wcześniej przygotowanego scenariusza zdarzeń. 
Można przypuszczać, że brak zdecydowania, graniczący z asekuranctwem, poparty przez 
błędy organizacyjne, spowodował taki, a nie inny przebieg inteIWencji. Wypchnięcie i póź- 
niejsze ponowne wprowadzenie pobitych do sali obrad, czy brak kluczy od furtki wskazują, 
że tak właśnie było. Zaznaczyć należy, że takie przeprowadzenie interwcncji MO, mogło 
być spowodowane kierowaniem nią przez telefon. Zanim wicewojewodowie którzy póź- 
niej stwierdzali, że sprowadzenie sił milicyjnych było ich suwerenną decyzjąl
7, skontakto- 
wali się ze swoimi mocodawcami i przedstawili im zdarzenia z sali, ta zmieniała się tak, że
>>>
35 


rozkazy były wykonywane w zupełnie jnnych okolicznościach. Mogło to być przyczyną 
błędów. 
O istnieniu mocodawców kierujących wojcwodami, może świadczyć fakt, 7£ przcd pod- 
jęciem akcji sprowadzono tak wielkie, bo około 22000 siły MO. Takiej operacji nie mog1i 
przeprowadzić urzędnicy z UW, ani też gen. Józef Kozdra - szef KW MO. bez akceptacji 
władz zwierzchnich. O tym, że akcja była przygotowana i kierowana przez kogoś z samego 
wierzchołka władzy, świadczy także wypowiedź min. Cioska, który stwierdził w rozmowie 
z Lechem Wałęsą, iż ma przekazać Janowi Rulewskiemu: ..że naprawdę będą użyte siły 
i będą wyrzuceni". Wypowiedź ministra wskazuje, iż oskarżenia kierowane przeciwko dowo- 
dzącemu akcją majorowi, są bezpodstawne, przynajmniej te, które mówiły o spontanicznym 
powstaniu aktów agresji w stosunku do związkowców. Rozmowa Cioska z Wałęsą dowodzi, 
że nie było jakiegoś spisku, skierowanego przeciwko premierowi Jaruzelskiemu i j.:go ekipie. 
bo gdyby taki miał miejsce. doszłoby na pewno do próby porozumicnia z władzami woje- 
wódzkimi, a gdyby ta nie dała rezultatów. do interwencji, której celem byłoby ochronicnie 
członków "Solidarności". Nic takiego nie miało jednak miejsca. 
Wielką winą dowodzącego interwencją w WRN' by ło niezabezpieczenie wyprowadzanych 
solidarnościowców przed atakami na nich, przcprowadzanymi przez członków jego oddziału, 
a także nieudzielenie picrwszej pomocy pobitym. Wszystko to jest jego winą, niezależnie od 
tego, czy wiedział w czym bierze udział. Można przypuszczać, iż major Bednarek w pełni 
był świadom, że "komandosów" nie przydziclono do jego grupy dla ozdoby. 


PRZYPISY 


l K . Czabański, Bydgoszcz - marzec 1981, dokumenty. komentarze, relaqe. Warszawa 1987. s. 6. 
2 
Tamte. s. 7. 
3 Prawda o VI sesji WRN - radni mówią. s. 2. 
4 
Tamie, s. 2. 
SK. Czabański, Bydgoszcz. op.cit.. s. 7. 
6 
Tamte, s. 7. 
7 
Zob. Wstęp. 
8 010dzi tu o Witolda Hatkę. 
9 K . Czabański. Bydgoszcz, op.cit.. s. 29. 
I°Posiedzenie Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ "Solidarność" w dniach 23-24.03.1981. 
Warszawa: Nowa + Arch 1986, s. 20. 
llK. Błazejewski, Rulewskiego nikt nie bił, nustrowany Kurier Polski 1990 nr 133. s. 3. 
12 
Tamie, s. 3. 
13Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. 
14 M . Zagórski. Osiem elementów, Dziennik Wieczorny 1990 nr S4, s. 3. 
ISK. Bła.iejewski. Ta sesja jeszcze trwa..., Ilustrowany Kurier Polski nr 44. s. 3.
>>>
36 


16 BYła to komisja Jerzego Żyto, pierwsza komisja rządowa powołana do zbadania sprawy pobić w 
WRN. 
I 7 Agencja prasowa AS 1981, nr 10, s. 102. 
18 M - Za . k o Os . I . O t 6 
. gors l, Jem e ementow, Op.CI., s. . 
19Zob. Wstęp. 
20 Byli to związkowcy z "Solidarności". 
21 K . Czabański, Bydgoszcz, op. cit., s. 99. 
22Relacje nagrane w zbiorach autora. 
23 S . Pastuszewski, Spoglądając na zegarek, Wolne Związki 1981 nr 4, s. 7. 
24 Autor z powodu braku innych, tak dokładnych relacji wykorzystał artykuł S. Pastuszewskiego 
jako porządkujący inne przekazy dotyczące 19 marca. 
25Niekiedy źródła podają, ie na sali było 148 radnych. 
26 S . Pastuszewski, Spoglądając, op.cit., s. 7. 
27 Agencja prasowa AS 1981, nr 10, s. 410. 
28 
Tam1e, s. 410. 
29W źródłach często spotykana błędna pisownia nazwiska prof. Kukołowicza. Najczęściej Kuku- 
łowicz lub Kukółowicz. 
30 Były to osoby mające zabrać głos na sesji: Rulewski i Gotowski z !dKZ, Bartoszcze reprezentujący 
chłopów i dwóch doradców MKZ - Kukołowicz i Wierzbowski. Kto posiadał szóste zaproszenie, trudno 
powiedzieć. Był to prawdopodobnie Tokarczuk.. 
31 Urząd Wojewódzki w Bydgoszczy, Informacja o przebiegu Sesji WRN w dniu 19.03.1981 r. i dal- 
szych wydarzeniach, Bydgoszcz 20.03.1981, s. 2. 
32Zob. przypis 28. 
33 S . Pastuszewski, Spoglądając, op.cit., s. 7. 
34Relacja w zbiorach autora. 
35 Agencja prasowa AS 1981, nr lO, s. 410. 
36Wicepremier S. Mach zaopiniował B. Królewskiego na stanowisko wojewody. 
37 Agencja prasowa AS 1981, nr lO, s. 410. 
38Dodatek nadzwyczajny pism regionu Mazowsze "Niezaleiność", 22.03.1981, s. 1. 
39Premier gen. Jaruzelski propozycję zawarcia 90 dniowego rozejmu społecznego poparł tzw. 10 
punktowym programem gospodarczym, w którym zawarte były propozycje zmian w sposobie funkcjono- 
wania przemysłu mające uzdrowić gospodarkę PRL. 
40Urząd Wojewódzki w Bydgoszczy, Informacja, op.cit., s. 4. 
41 Urząd Wojewódzki w Bydgoszczy, Wyciąg z protokołu przebiegu obrad VI sesji WRN w dniu 
19.03.1981, Bydgoszcz 1981, s. 1. 
42 
Tam1e, s. l, 2.
>>>
37 


43 B . Świerczyński. Relaqa radnej WRN pani Pankowskiej - nauczycielki z Nakła. Bydgoszcz 
29.03.1981, s. 1. 
44 Urząd Wojewódzki w Bydgoszczy, Informacja o przebiegu II części obrad VI sesji WRN w Byd- 
goszczy w dniu 26 marca 1981 r., s. 1.2 
45 
Tamie. s. 20. 
46 Urząd Woojewódzki w Bydgoszczy, Wyciąg, op.cit.. s. 2. 
47 K. Czabański, Bydgoszcz. Kultura 1981. nr 14, s. 10. 
48Zob. przypis 6. 
49 K . Czabański, Bydgoszcz, op.cit., s. 7. 
SOK. Gotowski, MyŚleliśmy, że się dogadamy, Niezależność 1981. 2
.03.. godz. 19, s. 1. 
SI Jeden z dygnitarzy partyjnych Bydgoszczy. 
S 2Sekretarz K
f PZPR. 
53 Agencja prasowa AS 1981. nr 10. s. 410. 
54 S . Zwoliński. Bydgoszcz. op.cit.. s. 5. 
55 K . Czabań
i, Bydgoszcz. op.cit., s. 8. 
56 Agencja prasowa AS 1981. nr 10. s. 410. 
57 Komisja prok. Jerzego lyto. 
58AgcncjaprasowaAS 1981.nr8.s. 101.102. 
59 M . Nowak. Mówią świadkowie bydgoskich wydarzeń. Wieczór Wybrzeża, nr 57. s. 1. 
60 Zob . przypisy 54,55.56 i 58. 
61 J . Szczepański. Wydarzenia bydgoskie, Tygodnik Solidarność 1981. nr l. s. 7. 
62 S . Pastuszcwski. Patrząc. op.cit.. s. 7. 
63Spóźnienie delegata Prymasa spowodowane było przeprowadzaniem rozmów ze strajkującymi 
chłopami w WK ZSL. 
64Fotografia w zbiorach autora. 
65Fo-tograłia w zbiorach autora. 
66 M . Zagórski. Osiem. op.cit.. s. 6. 
67 Zdjęcia te znajduj, się w aktach prokuratury. dotyczących pobicia na sali WRN. 
68 K. Czabański, Bydgoszcz. op.cit.. s. 6. 
69 S . Zwoliński, Bydgoszcz. op.cit.. s. 5. 
70Wezwanie do Prezydium WRN o zwołanie II części sesji WRN. Bydgoszcz. sala obrad WRN godz. 
15.1S. 


71 0 . d . Kr . . . t 8 

OslC zeme aJoweJ. Op.CI .. s. . 
72Zapis konferencji prasowej Lecha Wałęsy i prof. Romualda Kukołowicza. która miała miejsce 
w sali NOT 23.03.1981 r.
>>>
38 


73 Agencja prasowa AS 1981, nr 10. s. 410. 
74 p . d . Kr . . . 6 
oSJe zeme aJoweJ. Op.CIt.. s. . 
75 Miało wtedy w Gdańsku miejsce posiedzenie Prezydium Krajowej Komisji Porozumiewawczej. 
76 K . Gotowski. Myśleliśmy. że się dogadamy. Niezależność 22.03.1981. godz. 19. s.l. 
77Kłopoty z dostępem do telefonu zakończyły się ok. godz. 18 kiedy to przerwano rozmowę 
z L. Wałęsą. Po tym fakcie wicewojewodowie odmówili możliwości skorzystania z telefonu przedstawicielom 
MK.Z. 


78 K . Gotowski. Myśleliśmy. op.cit.. s. 1. 
79 S . Pastuszewski. Spoglądając. op.cit.. s. 7. 
80 
Tamte. s. 7. 
81 
Tamte, s. 7. 
82HistoIYczoe oszustwo na sesji WRN w Bydgoszczy. Biuro Prasowe Strajku. Bydgoszcz 19.03.1981. 


s.l. 


83Jbid.. s. 1. 
84Nagrana przez autora relacja S. Pastuszewskiego. 
85 Agencja praso
a AS 1981. nr 10. s. 410
 
86 
Tamte. s. 410. 
87 S. Pastuszewski, Spoglądając. op.cit.. s. 7. 
88 
Tamie, s. 7. 
89 A. Tokarczuk. Na sali nie bito, Niezaleiność 22.03.1981. godz. 19. s. 1. 
90 Agencja prasowa AS 1981. nr 10. s. 410. 
91 
Tamie. s. 203. 
92 S . Pastuszewski. Spoglądając. op.cit.. s. 7. 
93 K . Czabański. Bydgoszcz. op.cit.. s. 10. 
94 M . Barto
.Lcze. Do końca nie wierzyłem. Niezależność 25.3.1981. godz. 24. nr 3. s. 2. 
95 K . Czabański. Bydgoszcz. op.cit., s. 10. 
96 Autor nie widział tej listy. ale przyjął. że na sali pozostało 45 radnych. a nie jak łwiadczą niektóre 
źródła 50. 
97 Agencja prasowa AS 1981. nr 10. s. 410. 
98 p . dze . Kra . . . 8 
oSIe me 
oweJ. Op.CIt.. s. . 
99 A. Tokarczuk. Na sali nie bito. op.cit.. s. l. 
lOOS. Pastuszew
i. Spoglądając. op.cit.. I. 8. 
101 Tamie . s. 8. 
102 Tamie , I. 8. 
103 Agenqa prasowa AS 1981. nr 10.1.410.
>>>
39 


104 S . Pastuszcwski, Spoglądając, op.cit., So 8. 
105 T . 8 
amze, s. . 
106Tamżc, s. 8. 
107 T . 8 
amze, s. . 
108Tamże, s. 8. 
109. ,. 
Tamżc, s. 8. 
llO H . Bcdnan.'k, Rulewskicgo nikt nie bił, Ilustrowany Kurier Polski 1990, nr 133, s. 3. 
III 
Tamte, s. 3. 
1l1 K . Czabański, Bydgoszcz, op.cit., s. 10. 
113B. Świerczyński, Relacja radnej WRN, op.cit., s. l. 
114Konferencja "młodych radnych" odbyła się 23.03.1981 roku w Bydgoszczy. 
I 15 Prawda o VI sesji WRN - mówią radni, druk ulotny, bez podpisu, s. 2. 
1l6 T . J 
amzc, s. _. 
117 S. Pastuszewski, Spoglądając, op.cit., s. 8. 
1I8 T . 8 
amzc, s. . 
119 T . 8 
amze, s. . 
120 T . 8 
amze, s. . 
121 K . Czabański, Bydgoszcz, op.cit., s. 7. 
122 M . Twardy, Poszukiwanie prawdy, Kujawy 1981, nr 19, s. 4. 
123 A. Tokarczuk, Na sali nie bito, op.cit., s. l. 
124 Agenl-ja prasowa AS 1981, nr 10, s. 410. 
125 S. Pastuszewski, Spoglądając, op.cit., s. 8. 
126 S . Zwoliński, Bydgoszcz, op.cif., s 5 (powinno być 19.08). 
127 Major Henryk Bednarek, dowódca bydgoskiej jednostki ZOMO. 
128 S . Zwoliński, Bydgoszcz, op.cit., s. 5. 
129 Agencja prasowa AS 1981., nr 10, s. 41 L 
130Tamże, s. 411. 
131 S. Zwoliński, Bydgoszcz, op.cit., s. 5. 
132 T . 5 
amze, s. . 
133 Gen . Józefem Kozdrą. 
I 34 S . Zwoliński, Bydgoszcz, op.cit., s. 5. 
135 A. Tokarczuk, Na sali nie bito, op.cit., s. l. 
136 B . Świerczyński, Relacja radnej WRN, op.cit., s. l. 
137 L . b . .' h . 1 .' .. k ' 1 . . dk ' d " k 
łCZ a mterwemującyc młłCjantow jest o res ana przez SWła ow: "na pewno pona stu. ,,,0 . 
200". Częściej mówi się o 200 milicjantach.
>>>
40 


138 S . Zwoliński, Bydgoszcz. op.cit., s. S. 
139 T . S 
amze, s. . 
140 Na 30-40 minut przed akcją MO. 
141Musiało to mieć miejsce po podjęciu decyzji o użyciu siły wobec przedstawicieli MKZ. 
142Agencja prasowa AS 1981, nr 10, s. 411. 
143 1S minut. 
144 Tamże . s. 411. 
14S S . Zwoliński. Bydgoszcz. op.cit.. s. S. 
146 K . Czabański, Bydgoszcz. op.cit., s. 30. 
147 A. Tokarczuk, Na sali nie bito, op.cit., s. 1. 
148Z tego powodu. ie prace redakcyjne nad komunikatem prowadzone były przez S osobowe zes- 
poły. a teksty pisano ręcznie, istnieją dwa komunikaty o takiej samej treści, ale rózniące się ilością pod- 
I 
pisów pod nimi Spowodowane to było tym. że po pracach redakcyjnych uzgadniających tekst komunikatu, 
komisje redakcyjne wymieniły między sobą pisma w celu ich podpisania. co przerwała akcja MO. Jest 
to powodem tego. ze na komunikacie pisanym przez radnych nie ma trzech podpisów przedstawicieli "So- 
lidarności" . 
149 Agenqa prasowa AS 1981, nr 10, s. 411. 
ISO A. Tokarczuk, Na sali nie bito, op.cit., s. l. 
IS l Radni mówią, Niezaletność, 24.3.1981, godz. 23. s. 2. 
IS2 Tamże , s. 2. 
IS3 S . Zwoliński, Bydgoszcz, op.cit., s. S. 
IS4 Zob . przypis 73, 74. 
155 Agenqa Prasowa AS 1981, nr 10, s. 411. 
IS6 pismo NSZZ "Solidarność" Bydgoszcz, Bydgoski marzec - prowokacja nieukarana!!!, Bydgoszcz 
maj 1981, s. 3. 
157 A. Tokarczuk, Na sali nie bito, op.cit., s. 1. 
158 K . Czabański, Bydgoszcz, op.cit., s. 30.31. 
IS9 Tamie , s. 9. 
160 S . Pastuszewski, Spoglądając, op.cit., s. 9. 
161 Agencja prasowa AS 1981, nr 10, s. 411. 
162 K . Czabański, Bydgoszcz, op.cit., s. 31. 
163 T k sal .. b O t . l 
A. okarczu , Na l me l o, Op.Clt., s. . 
164Radni mówią, Niezależność 24.03.1981, godz. 23, s. 2. 
165 przez cały czas przed budynkiem UW stał tłum ludzi czekających na wyniki rozmów z radnymi. 
166 A. Tokarczuk, Na sali nie bito, op.cit., s. 1. 
167 K. Czabański, Bydgoszcz, op.cit., s. 8.
>>>
STEFAJV P A S TlJSZEWSKl 


PODZIEMN,\ PRASA OPOZYCYJNA 
\V BYDGOSZCZY WLATACII 1981-1989 


l. Prasa opozycyjna 


PRASA OPOZYCYJNA, NIELEGALNA, TAJNA - są to wydawnictwa periodyczne, 
a w szerszym lnaczcniu również druki ulotne i broszury, nielegalnie publikowane i kolportowa- 
ne. tylko tajnie rozpowszechniane. WYLnacznikiem jest stosunek treści danych publika
ji do 
oficj:tlnie prezentowanych opcji politycznych, uznawanych przez obowiązujące prawo, w tym 
istniejącą cenzurę prasową. Pisma opozycyjne z tego względu podlegały kont1skacie, osoby wy- 
dające, rozpowszed1l1iające i przechowujące prasę opozycyjną były ścigane przez prawo. 
Prasa opozycyjna - wcdług opinii władzy - miała więc charakter ant}państwowy: za- 
leżnie od treści służyła propagowaniu zwalczanych lub nie uznawanych przez władzę pogł
- 
dów politycznych. społecznych, a także rdigijnych i ł1lozoficznych. W Polsce prasa opozycyj- 
na odegra ła dużą rolę w okresie zaborów, powstań narodowych I i II wojny światowej oraz 
w latach 1976-1 ąS9 (głównie po stanie wojennym 13 grudnia 1981 r.). 
Prasa 0Pl)l) .:yjna posiada cechy \\:spółne. które różnią ją równocześnie oj prasy oficjal- 
nej. Są to: 
- częsty brak lub tlkcyjność miejsca i daty wydania 
- częsty brak nazwisk (prawdziwych) wydawców, redaktorów, autorów, 
- tytuły czasopism, ale też artykułów jednoznacznie określają opozycyjny charakter publi- 
kacji, często występują tytuły żartobliwe, 
- druki OPoz}
}jne wydawane są w najprostszych i najmniej trv.'ałych mater
ałach drukar- 
skich, 
- druki opozy
yjne posiadają niewielki rozmiar i stosunkowo niski nakbd, 
- kolportaż - najczęściej "zamknięty obieg" członków jednego ugrupowania politycznego; 
wyjście poza ten obieg ma dlarakter przypadkowy i anonimowy, 
- egzemplarze są podawane z rąk do rąk, często zaczytane lub zniszczone ze względów bezpie- 
czeństwa, 
- ich ciągłość wydawnicza uzależniona jest od bezpie.:zeństwa pracy i możliwości konspira- 
cyjnych reda.
cji, nierzadko ciągłość wydawnicza sprowadza się do kategońi zamiaru. 
Zarys powyższej det1nicji oparto o następujące prace: 
W. Wisłocki: Tajne druki Zakładu Ossolińskich, Lwów 1935 
H. Kozłowski: Bibliograna powstania styczniowego, Warszawa 1963 
2. Dochodzenie "do wolności" 


Tajna prasa opozycyjna w woj. bydgoskim lat 1981-1989 poprzedzona została wydaw- 
nictwami związanymi z protestem Sierpnia '80 oraz ruchem społeczno-narodowym w fonnie 
NSZZ ..Solidarność", Rozpoczęło się wtedy od ulotek agitacyjnych, komunikatów i informa- 
torów strajkowych, 3 skończyło na rcgularnych czasopismach: "Wolne Związki", "Serwis
>>>
42 


In fomlacyjny", "Protest", "Impulsy". Były to czasopisma "do użytku wewnętrznego", 
a więc nie poddane rygorom cenzury. jednak ich zasięg, choć ograniczony ze względu na na- 
kład, system kolportażu i bańery psychospołeczne ówczesnego społeczeństwa, był szeroki. 
Inspiratorami tej prasy byli działacze NSZZ "Solidarność", głównie Krzysztof Gotowski, 
Jan Rulewski, An toni Tokarczuk, lecz rzeczywistymi twórcami dziennikarze związkowi, 
którą to grupę stanowiło wąskie grono profesjonalistów z prasy debitowej oraz amatorzy, 
w tym również dotychczasowi korespondenci prasy oficjalnej. Można więc mówić o jądrze 
profesjonalnym, które emanowało na otoczenie, w wyniku czego następował stopniowy pro- 
ces profesjonalizacji tego nowego środowiska dziennikarskiego. Grupę profesjonalistów sta- 
nowili: Stefan Pastuszewski (..Kujawy"), Kazimierz Rosiński ("Głos Pracy"). Jarosław Wen- 
derlich ("Ilustrowany Kurier Polski"). Oni to. włączając się niemal od początku solidarno- 
ściowej ery w pracę na rzecz Związku, nadali charakter poszczególnym czasopismom. a nade 
wszystko przekJZali umiejętności adeptom dziennikarstwa. Istotną rolę w kształtowaniu opo- 
zycyjnego charakteru prasy związkowej w Bydgoszczy odegrali przedstawiciele opozycji przed- 
solidarnościowej, w tym głównie Jan Hetzig i Stanisław Januszkiewicz. Spośród osób, które 
w latach 1980-1981 nabyły profesjonalne umiejętności dziennikarskie, wykorzystując je nas- 
tę pnie w "okresie podziemnym" 1981-1989 wymienić należy Ryszarda Helaka, Tadeusza 
Jasudowicza, Romana Kneblewskiego, Marka Koczwarę, Gerarda Lewandowskiego, Halinę 
Lewandowską, Jerzego Mierzejewskiego, Bronisława Pastuszewskiego, Joannę Schetynę, 
Teresę Szymańską. To właśnie oni utworzyli wraz z wymienionymi dziennikami zawodowy- 
mi trzon redaktorów, ale też wydawców a nawet i "drukarzy" prasy nielegalnej 1981-1989. 
W trakcie tego drugiego okresu pracy umiejętności profesjonalne zdobyły inne osoby, które 
z kolei w znacznym stopniu wraz z częścią "weteranów" zaczę ły pracować w prasie lokal- 
nej oraz politycznej, której to erupcja rozpoczę ła się w 1989 r. Nawet jeśli w wielu przypad- 
kach t{uJno wskazać na ciągłość generacyjną, to bez w
tpienia można mówić o ciągłości 
rozwoju czasopiśmiennictwa "wolnego", inspirowanego oddolnie, bezpośrednio artykułującego 
potrzeby i aspiracje różnych środowisk, w swoisty sposób opozycyjnego wobec środków prze- 
kazu o zasięgu masowym. Ostatecznie można powiedzieć o następujących fazach rozwoju 
prasy niezałeżnej, zainicjowanej wolnościowym zrywem Sierpaia 1980 r.: 
l. Prasa związkowa o tendencjach opozycyjnych 1980-1981, 
2. Prasa niclegalna 1981-1989, 
3. PrJsa lokalna pozostająca w swoistej opozycji do środków przekazu o zasięgu masowym, 
4. PrJsa polityczna, 
5. PfJsa środowiskowa, specjalistyczna, konfesyjna. 
\V zestawieniu z tym procesem o dość jednoznacznej linii rozwojowej zupełnie odmien- 
nie kształtuje się proces usamodzielnienia się prasy, w latach 1980-1989 oficjalnej. Jej "do- 
chodzenie do wolności" jest przyspieszone, ale też w wielu przypadkach pozorne. \Vydaje się, 
że albo część tych tytułów wciąż jeszcze służy ośrodkom dyspozycyjnym "wyższego rzędu", 
albo odczuwa nieprzepartą potrzebę takiej służby. 


3. Czasopiśmiennictwo podziemne 


Czasopismem o ambicjach popularno-naukowych i literackich był "Almanach BydgQ.- 
ski" (1983-1984). Jego redaktor Stefan Pastuszewski pragnął wyrwać się z nieco oszałamia- 
jącego kręgu aktualnej publicystyki agitacyjnej, pisząc i drukując mateóały syntetyczne,
>>>
43 


a także dokumenty in extenso. I tu również pojawił się fenomen ambicji twórczych drukarzy 
i kolporterów stanu wojennego. Nie przemawiała do nich wyrat1nowana propozycja i nierzadko 
skracali ją, wprowadzając przy okazji, inne, nie wypracowane przez redaktora treści. Tak więc 
edycji podstawowej, zazwyczaj niskonakładowej, "Almanachu Bydgoskiego", towartyszyła 
edycja popularna o znacznie większym nakładzie. W ten sposób w tym trudnym czasie robo. 
tnicy i technokraci kreowali swój świat idei i form, korygując tym samym propozycje inteli- 
gencji humanistycznej. Zjawisko ..poprawiania przez drukarzy czasopism opozycyjnych doty- 
czyło niemal każdego tytułu i jako takie zasługuje na głębszą analizę psycho.społeczną. Jed- 
nym z jej elementów jest przedziwna moc kreacyjna, której odmianą jest na pewno wola polity- 
czna, jaka rodzi się w kręgach czynnej opozycji. Jest ona przeciwstawna frustracji, typowej 
dla opozycji biernej, kontestacyjnej. a także dla kręgów konformistycznych. Tylko tą mocą 
i wolą można tłumaczyć .,poprawianie" czasopism przez tych, którzy je powielali i kolporto- 
wali. Uważali oni, że pracując na najbanIziej niebezpiecznym odcinku "gazetowego frontu". 
też mają prawo mówić pełnym głosem. 
Swoistą kontynuacją poli
o-społe
zno.kultur:!lllego ..Almanachu Bydgoskiego" jest wy- 
dawane od 1987 r. ,\Świad ectw
, drugie obok . 
olnych Zw iązkó"'W'" czasopismo, które żyje 
po dziś dzień. Na łamach tego miesięcznika, który w pierwszym okresie ukazywał się w ro- 
cznicę ważnych wydarzeń narodowych. kształtowała się bydgoska myśl chrześcijańsko.demo- 
kratyczna. w rezultacie czego w 1989 r. odrodziło się na tym terenie Stronnictwo Pracy. 
"Świadectwo", jako pismo społeczne chrześcijan. wydawane było ,1la własną odpowiedzial- 
ność", w odróżnieniu-od. podlegającego inspiracji i bieżClcej oc 
 n °e hierarchii Kościoła Rzym- 
skokatolickiego
 ,.Chrześcijańskiego Informatora Kultumlnego" Pis
o
, od 1986 d o__1 98 8 _ r. 
ukazuiąc
 si

ęre
J
r 
ie ja ko_gazeta informacyjno-recenzen a ygodni Kultury Chrześci- 
ja ńskiej p
 odzi-ł6-się-w regularny miesięcznik, kolportowany przez więkswść--bydgoskic h 
param. Jego zaproponowany przez Albina Zieliński e go tytuł, miał wywoływać ideową opozy- 
'---" 
cję wobec, ukazującego się ołkialnie, "Bydgoskiego Informatora Kulturalnego". To bardzo po. 
czytne pismo zakończy ło swój żywot w pierwszej fazie transformacji ustrojowej w związku 
z intensywnym włączeniem się redaktorów i autorów w pracę polityczną, ale też z powodu 
niezbyt zdecydowanego poparcia hierarchii kościelnej dla dalszej egzystencji. W ten sposób 
na początku 1989 r. zanikło jedno z nielicznych w regionie bydgoskim czasopism stricte kul- 
turalnych. Jeśli idzie o jego przykościelny charakter. to można mówić, że w swoisty sposób 
jego następcą jest, wydawany w Bydgoszczy miesięcznik archidiecezjalny "Odpowiedzial- 
ność" oraz coraz liczniejsze czasopisma parał1alne. W ogóle "Chrześcijański Informator Kul- 
turalny" dał asumpt do starań laikatu o bydgoskie czasopismo kościelne. starań w efekcie 
owocnych, lecz nie na zasadzie ciągłości wydawniczej i personalnej. Zresztą erupcja po 1989 r. 
czasopiśmiennictwa konfesyjnego to nie tylko efekt tych starań; można nawet powiedzieć 
że jest to tylko jeden z nurtów erupcji czasopiśmiennictwa w demokratyzującym się społeczeń- 
stwie. 
Na swoistych antypodach ideowych jesli idzie o opozycyjne czasopisma "o wyższych 
ambicjach" lokuje się nieregularnik "W Drodze". Było to wyrafinowane w treści, ale też 
i w formie czasopismo, będące nawet "opozycją w opozycji", lecz już co najmniej pismem 
z zasady kontestatorskim, przekornym, prowokacyjnym. Główną jego osią ideową była wol- 
ność w ujęciu libertyńskim, a więc z natury swej były to publikacje pozostające w sporLe 
z publikacjami o inspiracji chrześcijańsko-demokratycznej. Pismo to, redagowane przez Halinę 
Lewandowską, cieszyło się znaclną poczytnością w kręgach inteligenckich i nie tylko. Wiele 
owych libertyńskich rysów. ale też i ambicji przejął omawiany już "Informator Bydgoski".
>>>
44 


W sposób bardzo udany łączył on bieżącą infonnację z publicystyką wysokich lotów. Była 
to głównie zasługa świetnego redaktora naczdnego Ryszarda Helaka. 
Bardzo starannie redagowane i wydawane, choć adresowane głównie do środowisk ch łopskich 
było czasopismo ..Żywią i Bronią". Redaktor naczelny Marek Koczwara dbał o wysoki poziom 
publicystyki. 
liarą jego ambicji by ła duża ilość wywiadów i przedruków, bowiem część byd- 
goskich redaktorów, stawiających wysoko poprzeczkę wymagań, wolało tc właśnie formy 
dziennikarskie. niż nie zawsze udane ankuły publicystyczne twórców rodzimych. Słabością 
taki
j postawy było swoiste wyalicnow:mic się redakcji, zawężający się krąg autorów i odbior- 
ców, a w rezultacie uwiąd pisma. Los ten stosunkowo szybko stał się udziałem ,.żywią i Bro- 
nią". W przypadku prasy opozycyjnej ambicje innych niż redaktor naczelny autorów, a także 
korekcyjna współkreacja ..drukarzy" by ły bowiem istotnym elementem żywotności. W tcn 
sposób objawiała się owa współnotowość pracy opozycyjnej, która jest zawsze wygl)"wa 
z wolą i ambicją nawet najgenialniejszej jednostki. 
NajbarJliej, wyspecjalizowane spośród czasopism o celach nie tylko agitacyjno-wakzą- 
cych były ..Obozowe Wieści". Tytuł ten zainspirowany przez Stefana Pastuszcwskiego. lecz 
wydawmy przez Bronisława Pastuszewskiego gromadził infonnację o sytuacji w krajach roz- 
kładającego się obozu komunistycznego. Na jego łamach pojawiała się też publicystyka ko- 
m
n tatorska, dowodząca świadomości splatania się losów Polski z losami krajów ościennych. 
Czasopismo to, nawiązujące do krajowych ,.Spotkań" i ..Obozu" dowodzi wysokiej świado- 
mości bydgoskiego środowiska opozycyjnego. Część publikowanych "W Obozowych Wieś- 
ciach" informacji pochodziło z nasłuchu radiowego. 
Fenomenem w gronie pism "specjalizujących" się, świadczącym o ambicjach wyróż- 
nieniu się w lokalnej konkurencji była "Amazonka", redagowana przez Alicję Staszewską. 
Założeniem pisma by ło komentowanie rzeczywistości z punktu widzenia kobiet, i to nie tyl- 
ko będących w opozycji. Ten bydgoski fenomcn nie ma odpowiednika w katalogu czasopism 
opozycyjnych w całym kraju. Dowodzi wysokiej konkurencyjności wśród wydaw.;ów, redakto- 
rów i autorów bydgoskiej prasy podziemncj. a tym samym sprzyja tezie o sile i bogactwie tego 
ośrodka wydawniczego. W podobny sposób, choć według innego klucza były sprot1lowane 
czasopisma wydawane przez młodzież: "Ukos-I1'\ ..QUO VADIS" ,.Agnus". Tak jak pierw- 
sze było pismem uczniowskim, a drugie studenckim. tak "Agnus" to czasopismo młodzieży 
waJczącej o możliwość nieodbywania służby wojskowej z uwagi na przekonania religijne, t1- 
lozoficzne, społeczne, konkretnie zaś Ruchu "Wolność i Pokój". Jednostronność tego tytułu 
jest ewiden tna. 
\V swoisty sposób sprofilowane (partykularny charakter informacji. środowiskowy krąg 
autorów i odbiorców) były czasopisma zakładowe i międzyzakładowe: ,.Być Sobą", "Gwiz- 
dek", ,,
feble", ,.Prosto", ..Serwis Międzyzakładowy NSZZ .,Solidarność", ..Spomasz", a także 
"Solidamość 
auczycielska". Ambicjami, wyróżniło się "Być Sobą.' a także "Solidarność 
Nauczycielska". choć dowodów na to nie ma zbyt wiele, gdyż znany jest tylko jeden egzem- 
plarz tego drugicgo czasopisma. Skromna by ła działalność opozycyjna bydgoskich nauczycie- 
li, ale też miejscowe uczelnie nie pozostawi ły czasopiśmienniczych śladów działalności swoich 
pracowników. Na pewno Marek Jakubowski z Wyższej Szkoły Pedagogicznej i Andrlej Musie- 
lak z Akademii Techniczno-Rolniczej byli autorami publikacji w czasopismach podziemnych.
>>>
45 


4. Wydawnictwa informacyjno-agitacyjne 


Chronologicznie pierwsze oraz najczęściej występujące w latach 1981-1989 były cza- 
sopisma o charakterze informacyjno-agitacyjnym, o różnej sile tych dwóch cech. W fazie szoku 
spowodowanego stanem wojennym dominowały agitacyjne wypowiedzi i intencjonalne ko- 
mentarze. Z czasem zaczęły one ustępować informacjom, których poetyka nierzadko zbli- 
żona była jednak do wypowiedzi agitacyjnej. Jest to bowiem istotny rys prasy nielegelanej. 
Pierwsze czasopisma tego typu zaczęły ukazywać się w Bydgoszczy tuż po ogłoszeniu stanu 
wojennego. Były to: "Informacje ... Informacje", ,,Protest", "Wiadomości mogące wywołać"... 
Pisma te nie utrzymały się zbyt długo. 
Status sta łego, choć nieregulamego czasopisma uzyskały dopiero: "Informator Bydgoski" 
(od lutego 1982 r.) oraz "Bydgoski Podziemny Serwis Informacyjny "Solidarność" (od marca 
1982 L). 
Redaktorami naczelnymi pierwszego byli w kolejności: Jarosław Wenderlich i Ryszard Helak, 
zaś drug ego - Stefan Pastuszewski, Grzegorz Staszewski, Bronisław Pastuszewski. Pisma te, 
poniekąd konkurując ze sobą w zakresie wpływów na odbiorców, a tym samym działaczy pod- 
ziemia, w zasadzie uzupełniały się. "Informator Bydgoski" więcej miejsca poświęcał wiado. 
mościom krajowym i publicystyce, podczas gdy "Bydgoski Podziemny Serwis Informacyjny" 
"Solidarność" starał się dokładnie dokumentować działanie opozycji w regionie. Tak więc 
czasopisma te są obecnie niezastąpionym źródłem informacji dla historyków tego okresu. 
Od 1984 r. w bydgoskiej opozycji solidarnościowej silnie zarysował się podział na dwa 
ośrodki, których odbiciem były wspomniane czasopisma. Pierwszy zaczął dopuszczać koegzy- 
stencję z ówczesną władzą, drugi zdecydowanie stał na pozycjach nieprzejednanej walki. 
Decyzją Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej Regionu Bydgoskiego "Solidarności" Ryszard 
Helak i Jan Perejczuk przystąpili do zespołu doradczego przy Wojewodzie Bydgoskim. Napię- 
cie w kręgach opozycji wzrosło, a zarazem pojawiły się tendencje do pracy apolitycznej. 
Objawem tych tendencji było wydawanie przez Stefana Pastuszewskiego od stycznia 1985 r. 
"Dodatku Bydgoskiego", przez Waldemara Kubiaka "Drugiej Linii", a przez Jerzego Lewan- 
dowskiego "Myśli Niezależnej". Były to pisma publicystyczne. Poza sprawami politycznymi 
lokowały się też zakładowe i międzyzakładowe pisma informacyjno-publicystyczne. Obejmo. 
wały one swoim zasięgiem ZUO "Famor"; Zakłady Chemiczne "Organika-Zachem", Zakłady 
Radiowe "Unitra-Eltra", ZNTK, Bydgoska Fabryka Mebli, Pomorskie Zakł:Idy Budowy Ma- 
szyn "Zremb-Makrum", Zakłady Produkcji Maszyn i Urządzeń Przemysłu Spożywczego 
"Sp om asz" . Nierytmiczność ukazywania się tych czasopism była znacznie większa niż omó- 
wionych powyżej czasopism o zasięgu regionalnym. 
W woj. bydgoskim oprócz czasopism rodzimych ukazywały się edycje czasopism z in- 
nych miast, jak "Tygodnik Wojenny" (redaktor naczelny Stefan Pastuszewski), ,,Kos", "Nie- 
podległość" (redaktor naczelny Barbara Spudych). Z uwagi na efemerydyczność nie odegrały 
one jednak poważniejszej roli. O ich upadku zadecydowały nie tylko trudności techniczne 
(reedycja jest trudniejsza aniżeli edycja), ale i fakt wzmożenia się od połowy lat 80 kolpor- 
tażu centralnego i międzyregionalnego.
>>>
46 


Aneks 


PRASA PODZIEMNA LAT 1981-1989 W BYDGOSZCZY 


1. Agnus 
- brak informacji o tytule 
redaktor naczelny - Sławomir Dudkiewicz 
2. Almanach Bydgoski: Niezależne pismo społeczne I [edycja podstawowa] , [red':koIJ - R. 
l : 1983 - R 2: 1984. - Bydgoszcz: CDN, 1983 - 1984. - 23 cm 
mies. - (maszynopis przebitkowy), [nakło ok. 200 egzJ 
redaktor naczelny - Stefan Pastuszewski 
3. Almanach Bydgoski: Niezależne pismo społeczne I [edycja popularna] , [red.koq . - R l: 
(październik) 1983 - R 2: 1984. - Bydgoszcz: CDN, 1983 - 1984. - 23 cm 
mies. - (maszynopis przebitkowy), [ nakło ok. 500 - 600 egzJ 
redaktor naczelny - Tadeusz Bejgerowski 
4. Amazonka: Kobiece pismo nieza1eżnej "Solidarności" I [red.kol.] . - R. l, nr 1 (marzec, 
1984) - R. 2, (19851). - Bydgoszcz: NSZZ "Solidarność", 1984 - 19851 - 32 cm 
mies. - (powielacz),[ nakład ok. 500 egz.] 
redaktor naczelny - Alicja Staszewska 
5: .Biuletyn Informacyjny Solidarności 
- brak infonDacji o tytule 
6. Być Sobą: Pismo TKZ NSZZ "Solidarność" "Famor" -u Z [akłady] U [rządzeń] O [kręto- 
wych] , "Zachem"-u Z [kładY]Ch.[emiczne] "Organika-Zachem", ,,Eluy" Z [akłady] [Ra- 
diowe "Unitra-Eltra" I[ red.kol.] . - R. l, nr 1 (listopad, 1982)- R 2 (1988). - Bydgoszcz: 
NSZZ "Solidarność", 1984-1985 (drukarnia "Bory Tucholskie"), 1984-1985. - 42 cm 
mies. - [Hasło:] Solidarność zwycięży. Wolność dla więźniów politycznych, [część wydano 
jako: "lnfonnator Być Sobą" - zob. poz. 15] 
7. Bydgoski Podzienmy Serwis Informacyjny ,,solidarność": pismo NSZZ "Solidarność" I 
red.kol. _ - R_ l, nr l (I 983) - R. 7 nr 3/160 (1989). - Bydgoszcz: NSZZ "Solidarność" , 
1983-1989. - 31 cm 
tyg. - niereg. 
8_ Chrześcijański Informator Kulturalny I [red.kol.] . - R 1, nr l (styczeń, 1986 - R. 3 (14 
kwietnia, 1989). - Bydgoszcz: 1987-1989. - 28 cm 
mies. - (powielacz, offset) 
redaktor naczelny - Stefan Pastuszewski 
9. Dodatek Bydgoski 1 [red.koIJ . - R. l, nr l (5 stycznia 1985) - R. l, nr 9 (2 maja 1985). 
-' Bydgoszcz 
. dwutyg. - (powielacz) 
redaktor naczelny - Stefan Pastuszewski 
lO.[Drug
 2 Linia: Protest 2 1 [red.kolJ .- R 1, nr l (1983) - R. 3 (19851 - Bydgoszcz: 
1983-19851. - 32 cm 
nieteg. 
redaktor naczelny - Waldemar Kubiak
>>>
47 


11. Gazeta Wyborowa / [red.kol] . - R. 1 nr 1 (1985) - R. (198 ?). - Bydgoszcz: 1985- 
-1981. - 32 cm 
niereg. 
redaktor naczelny - Stefan Pastuszewski 
12. Gwizdek: pismo Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" / [red.kolJ . - R nr 4 (198 1).- 
Bydgoszcz: Komisja Zakładowa NSZZ "Solidarność", 198 1. - 30 cm 
niereg_ 
- opis na podstawie nr 4, rok wydania - nieznany 
13. Impuls 
- brak informacji o tytule . 
l4.lnfonnacje...Informu;je.../ [red.koIJ . - R. l, nr l (1982). - Bydgoszcz: "Solidarność" 
Region By dgoszcz1 , 1982. - 32 cm 
niereg. - (powielacz) -{opis na podstawie nr l, z 1982 r.] 
15. Informator "Być Sobą" I [wyd.koł.]. - R. 1, nr l (listopad, 1982) - R. 7, nr (paździer- 
nik, 1988). - Bydgoszcz: NSZZ "Solidarność", 1982-1988. - 32 cm 
niereg. - (powielacz - ksero). - ukazało się 72 nr, wydawane przez K.Z. NSZZ "Solidar- 
ność" Bydgoskiej Fabryki Mebli 
16. Informator Bydgo*i: pismo Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej Regionu Bydgoskiego 
"Solidarności" / [red.kolJ . - R. l, nr l (1 luty 1982) - R. (198 1). - Bydgoszcz: TKK 
Reg. Bydgoskiego "Solidarność", 1982. - 21 cm, sitodruk 
niereg. 
redaktor naczelny - Ryszard Helak 
17. Kos / [red.koIJ . - R. l, nr (198 1). - Bydgoszcz: Komitet Oporu Społecznego, 198 1.- 
30 cm 
niereg. - mutacja warszawskiego ,,KOS"-a1. - opis na podstawie nr 64, z 19 listopada 
1984 
18. Meble: pismo Tajnej Komisji Zakładowej NSZZ "Solidarność" w Bydgoskich Zakładach 
Mebli I [red.kol] . - R. l, nr l (sierpień, 1983) - R. ,nr ( 1 ). - Bydgoszcz: 1XZ NSZZ 
,,Solidarność", 1983. - 32 cm 
niereg. 
19. Myśl Niezaletna / [red.koIJ . - R. l, nr l (grudzień, 1984) - R. 2, nr 1 ( ,19851). - Byd- 
goszcz: , 1984. - 32 cm 
niereg. 
redaktor naczelny - Jerzy Lewandowski 
20. Nieregularn& Bydgofkiej Niemleżnej Oficyny Wydawniczej UKOS-D / [red.koIJ 
R. 1, nr (styczeń, 1984) - R. 2, nr 1 ( , 19851). - Bydgoszcz: UcznKomitet Oporu Spo- 
łecznego, 1984. - 32 cm 
mies. - [powielacz] 
21. Niezaleine Podziemne Pismo ,,soIidarność" /[red.koIJ . - R. I, nr l (grudzień, 1984) - 
R. ,nr (198 1). - Bydgoszcz: NSZZ "Solidarność", 1984. - 32 cm 
niereg_ - [powielacz]
>>>
48 


22. Pro
o: pismo NSZZ "Solidarność" PZBM [Pomorskie Zakłady Budowy Maszyn] Makrum I 
[red.koIJ . - R. l, nr l (czerwiec, 1983) - R. , nr (198 ?). - Bydgoszcz: NSZZ "Solidar- 
ność" Makrum, 1983. - 32 cm 
niereg. - [powielacz] , [Motto
 "Dzisiejsza Polska to wielki ból i wiara, a gdzie wiara tam 
i zwycięstwo" Kornel Ujejski 
23. Protest: pismo Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej Solidarności Reg. Bydgoskiego I 
[red.koIJ . - R. l, nr l (luty, 1982) - R. ,nr (198 ?). - Bydgoszcz: TKK "Solidarno- 
. 
ści" Regionu Bydgoskiego, 1982. - 32 cm 
niereg. 
24. Quo Vadis: pismo Niezależnego Ruchu Studenckiego Uczelni Bydgoskich I [red.koIJ . - 
R. l, nr l (styczeń, 1985) - R. , nr (l 98 ?). - Bydgoszcz: NR S, 1985. - 32 cm 
mies. - [powielacz] . - [Motto:] ,,Kolana zginam tylko przed Bogiem" (ks. Jerzy Popie- 
łuszko) 
25. Ruch Oporu "Solidarność" I [red.koIJ . - R. l, nr l (marZec, 1982) - R. ,nr (198 1).- 
Bydgoszcz: ,1982. - 32 cm 
26. Serwis Międzyzakładowy NSZZ ,,solidarność'
 I [red.kol.] . - R. l, nr l (marzec, 1983)- 
R. ,nr ( , 198 1). - Bydgoszcz: NSZZ "Solidarność" 198 1. - 32 cm 
niereg. 
27. Solidarność - infonTIator wewnętrzny szpitala XXX lecia PRL 
- brak informacji o tytule 
28. Solidarność Rolników Indywidualnych I [red.koIJ . - R. l, nr l (kwiecień, 1984) - R. , 
nr (198 ?). - Bydgoszcz: NSZZ Solidarność RI, 1984. - 32 cm 
niereg. - [powielacz] 
29. SolidarnoŚĆ Nauczycielska 
- brak informacji o tytule 
30. Solidarność Stanu Wojennego: biuletyn NSZZ "Solidarność" Regionu Bydgoskiego I 
[ red.kol.]. - R. l, nr (198 1). - Bydgoszcz: NSZZ "Solidarność", 198 '!. -'- 32 cm 
.31. Spornasz: pismo TKZ "Solidarność" 
- brak informacji o tytule 
32. Świadectwo: pismo społeczne chrześcijan I [red.kolJ . - R. l, nr l (29 listopada 1987)- 
Bydgoszcz: Instytut Wydaw. "Świadectwo", 1987 . - 21 cm 
redaktor naczelny - Stefan Pastuszewski 
mies. -[offset-offset]. - obecnie red. nacz.: Bronisław Pastuszewski, organ: Chrześci- 
jańsko-Demokratycznego Stronnictwa Pracy 
33. Szansa: nieregularnik społeczno-publicystyczny 
- brak informacji o tytule 
34. Tygodnik Wojenny NSZZ ,,solidarność": edycja bydgoska 
- brak informacji o tytule, sitodruk 
redaktor naczelny - Stefan Pastuszewski
>>>
49 


35. Ukos-II: pismo Uczniowskiego Komit. OPAM Społecznego 
- brak informacji o tytule 
36. W drodze 
- brak informagi o tytule, sitodruk 
redaktor naczelny - Halina Lewandowska 
37. Wiadomości Mogące Wywołać... 
- brak infonnacji o tytule 
38. Wieści Obozowe: wydawnictwo poświęcone sytuacji w krajach komunistycznych I [red. 
kol]. - R. ,nr l (luty 1984) - R , nr ( )? - Bydgoszcz: ?, 1984. - 21 cm 
mies. - [0I:.is na podst. nr 1 -2 z 1984 r.J 
redaktor ntczelny - Bronisław Pastuszewski 
39. Wolna Myśl I [red.ko1.] . - R. , nr 3 (marzec 1985) - R. , nr ( )? - Bydgoszcz: ?, 
1985. - 30 cm 
[opis na podst. nr 3.111.1985 r.J 
redaktor naczelny - Jerzy Lewandowski 
40. Żywią i Bronią: pismo chłopskie NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych I [red. 
kolJ . - R. , nr 4 (czerwiec 1984) - R. ,nr ( )? - Bydgoszcz: NSZZ "Solidarność" RI, 
1984.- 21 cm 
mies. - opis na podstawie nr 4, 7-8 z 1984 L, sitodruk 
redaktor naczelny - Marek Koczwara 


Potulice 


41. Pilnie 
- brak infonnacji o tytule 
pismo internowanych w ZK Potulice 1981-1982 
42. Zeszyty Potulickie 
- brak informacji o tytule 
pismo in ternowanych w ZK Potulice 1981-1982 


Żnin 


43. Wulkan
>>>

>>>
ALEKSANDRA aŻMOWSKA 


WYBORY DO RADY MIEJSKIEJ 
W BYDGOSZCZY 27 MAJA 1990 ROKU 


Przed wyborami 


Zwycięstwo kandydatów "Solidarności" w odbytych w 1989 f. wyborach parlamentar- 
nych zapoczątkowało liczne zmiany w systemie sprawowania władzy w Bydgoszczy. Przyby- 
ły nowe podmioty pretendujące do uczestnictwa w decydowaniu o sprawach miasta, czego 
jego władze początkowo nie przyjmowały do wiadomości. 
Najwcześniej na nową sytuację zareagował wojewoda bydgoski Stanisław Kubczak, 
który skicrował do ugrupowań społecznych i politycznych działających na terenie miasta 
i województwa propozycję zgłaszania kandydatów do komisji Wojewódzkiej Rady Narodowej, 
w celu poszerzenia ich składu. W odpowiedzi na nią swoich przedstawicieli zgłosił Zarząd Re- 
gionu NSZZ "Solidarność" oraz Stowarzyszenie Polityczne ,'prawda i Sprawiedliwość". Z pro. 
pozycjami personalnymi do komisji nie wystąpił, działający w Bydgoszczy od początku 1989 f. 
Komitet Obywatelski. Nawiązane zostały jednakże bliskie i stałe kontakty Komitetu z wojewo- 
dą. 
Zarówno Komitet Obywatelski jak i Zarząd Regionu NSZZ "Solidarność" krytycznie 
wypowiadały się o pracy administracji państwowej. Pod ich naciskiem w drugiej połowie 
1989 f. doszio do zmian na kierowniczych stanowiskach w urzędach wojewódzkim i miej- 
skim. Powołano między innymi nowego dyrektora Wydziału Rolnictwa UW, miejskiego kon- 
serwatora zabytków, prezydenta i wiceprezydentów miasta oraz kuratora oświaty i wychowa- 
nia. Funkcje te, w drodze konkursu, powierzono osobom wywodzącym się z kręgów Komite- 
tu Obywatelskiego, Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" i "Solidarności" Rolników Indywi- 
dualnych. 
Najbardziej spektakularnym wydarzniem by ła zmiana na stanowisku wicewojewody, 
które objął przewodniczący Komitetu Obywatelskiego w Bydgoszczy Marek Jarociński. 
Chociaż oficjalnie nie miała miejsca weryfikacja urzędników administracji państwowej, 
faktycznie, w połączeniu z redukcją wielu etatów proces taki postępował, zwłaszcza po 
objęciu funkcji przez nowego wicewojewodę. Wywoływało to nastroje niepewności i apatii 
oraz brak właściwego zaangażowania w pracy części administracji. Wyraźna była także wzajem- 
na nieufność pomiędzy "starymi" i ,,nowymi" urzędnikami, zwłaszcza ze strony osób związa- 
nych z Komitetem Obywatelskim czy "Solidarnością", które izolowały się od komunistycz- 
nych struktur władzy i administracji. Sytuacja ta nie sprzyjała sprawnemu funkcjonowaniu 
administracji pa'ństwowej, tak na szczeblu miejskim jak i wojewódzkim. 
Decyzja o wyborach do samorządu terytorialnego, przez wielu uważana za przedwcze- 
sną, przyjęta została przez kręgi "solidarnościowe" jako bardzo ważna i niezbędna dla uspraw- 
nienia funkcjonowania systemu władzy lokalnej.
>>>
52 


Kandydaci i programy 


Do wyborów samorządowych przystąpiło w Bydgoszczy 15 różnych podmiotów, które 
na 59 listach zgłosiły aż 369 kandydatów na radnych. Pełną obsadę rady miejskiej, tj. 55 kan- 
dydatów, przedstawiły tylko trzy: Komitet Obywatelski w Bydgoszczy, Zarząd Regionu NSZZ 
, 
"Solidarność" oraz Forum Narodowe. 
Trudno wskazać, w którym momencie rozpoczę ła się kampania wyborcza do Rady Miej- 
skiej, ale jej ożywienie nastąpiło niewątpliwie na początku kwietnia 1990 r. po ogłoszeniu, że 
Komitet Obywatelski i Zarząd Regionu NSZZ "Solidarność" wystawiają oddzielne listy kandy- 
datów. Było to raczej nietypowe zjawisko w skali kraju jeśli chodzi o te wybory, w których, 
podobnie jak w wyborach parlamentarnych, główną rolę odgrywał Komitet Obywatelski. 
. Bezpośrednią przyczyną decyzji Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" o wystawieniu 
osobnej listy kandydatów, był brak porozumienia z Komitetem Obywatelskim w kwestii moż- 
liwości stosowania przez Zarząd Regionu prawa yeta wobec kandydatów wysuwanych przez 
Komitet, który miał być głównym organizatorem kampanii wyborczej. Na posiedzeniu Za- 
rządu Regionu w dniu 27 marca 1990 r. wydano uchwałę w sprawie udziału NSZZ "Solidar- 
ność" - Region Bydgoski w wyborach do samorządu terytorialnego. Zarząd uznał w niej za 
konieczne pełne uczestnictwo w kampanii wyborczej, poparł wspólne działanie z Komitetem 
Obywatelskim w celu stworzenia list najlepszych kandydatów, zastrzegając jednakże mjn., 
że związek użyczając swego znaku i deklarując poparcie dla nowa wybranych rad będzie miał 
prawo veta przy ostatecznej redakcji listy opatrzonej znakiem "Solidarności". Komitet Obywa- 
telski nie wyraził na to zgody, wobec czego został pozbawiony prawa używania w kampanii 
znaku "Solidarności". Nieoficjalnie .można było usłyszeć, że powodem takiego stanowiska 
KO było przekonanie części jego członków, że "apetyt na władzę" w mieście ze strony ZR 
jest zbyt duży, w stosunku do możliwości jej sprawowania. Niemałą rolę w tym sporze odgry- 
wały też niewątpliwie osoby przywódców obu ugrupowań, tj. Jana Rui ew skiego , który 18 
kwietnia 1989 r. stanął na czele Tymczasowego Zarządu Regionu "Solidarność" i Antoniego 
Tokarczuka, który na początku 1989 r. z upoważnienia Lecha Wałęsy, wraz z Janem Perej- 
czukiem i Krzysztofem Musielakiem zorganizował Regionalny Komitet Organizacyjny. 
W dniu 6 maja 1990 r. prasa bydgoska poinfonnowała, że nastąpił "rozwód" Komite- 
tu Obywatelskiego z Zarządem Regionu NSZZ "Solidarność", co faktycznie miało miejsce 
prawie miesiąc wcześniej. W uchwale KO z 2 kwietnia oświadczono, że Komitet przystąpi do 
wyborów z własnym programem i wystawi we wszystkich siedmiu okręgach listy kandydatów, 
które omaczane będą nazwą ,,Komitet Obywatelski w Bydgoszczy" oraz znakiem graficznym 
"V" w kolorze czerwonym. 
l. 
Przystępując do wyborów Komitet Obywatelski posiadał już pewne doświadczenie wy- 
borcze, choćby z racji prowadzenia kampanii w wyborach parlamentarnych w 1989 r. Za ofi- 
cjalną datę jego powstania można uznać 12 stycznia 1989 f., kiedy to wydane zostały dwa 
"dokumenty: "Deklaracja Komitetu Obywatelskiego "Solidarność" oraz "Zasady przyjmowa- 
nia i odwoływania członków Komitetu Obywatelskiego "Solidarność". Faktyczne formowa- 
nie Komitetu odbywało się już w grudniu 1988 f. Z inicjatywy struktur podziemnych "Soli- 
darności" . 
Na początku KO był ciałem bez formalnych przywódców. Dopiero przed wyborami 
do parlamentu w czerwcu 1989 f. zapadła decyzja o stworzeniu pewnych struktur. Wybrano 
przewodniczącego Komitetu w osobie Marka J arocińskiego, który pełnił tę funkcję do czasu 
powołania go na stanowisko wicewojewody bydgoskiego. Kolejnym przewodniczącym został
>>>
53 


Antoni Tokarczuk, wraz z który"m wybr:mo również wkeprlewoJniczących: Jana Perejczuka 
i Grzegorza Kac/.Inarka. 
Według stanu prled wyborami samorlądowymi, Komitet Obywatelski liclył 70 osób. 
LiJerzy okrcślali go jako ugrupowanie ludzi bczpartyjnych, z inicjatywą, pragnących dokonać 
zmian w swoim środowisku i mieście. Wynikało to lresztą z "Deklaracji", według której ce- 
lem Komitetu Obywatelskiego jest przywrócenie piuraJizmu we wszystkich dziedzinach życia 
publicznego, inspirowanie i wspieranie inicjatyw społecznych do tego zmierzających, a także 
podejmowanie działań na rzecz regionu bydgoskiego. 
Warto powiedzieć, że obok Komitetu Obywatelskiego powstały w niektórych instytu- 
cjach Bydgoszczy i wojcwództwa komitcty obywatelskie lłożone z pracowników tych insty- 
tucji. Powstawały one wszędzie tam, gdzie Komisje Zakhdowe .,Solidarności" nie były w sta- 
nie dokonać niezbędny
h zmian. Nic miały one charakteru konkurencyjnego wobec KO, ale 
najczęściej ściśle z nim współpracowały. Zjawisko to nie mia ło większego zasięgu. 
W okresie przedwyborczym powołane zostały okręgowe komitety obywatelskie, które 
miały zająć się rekrutacją i selekcją kandydatów, a także prowadzeniem kampanii na ich 
rzecz. Powstały one z inicjatywy członków KO i współpracowały z księżmi i radami p:ua- 
fiaJnymi, działającymi w okręgach wyborczych. Zarówno w czasie tych wyborów, jak i w co- 
dziennej działaln.ości Komitet Obywatelski mógł liczyć na poparcie i pomoc Kościoła, na 
przykład poprzez udostępnianie pomieszczeń kościelnych. Dużą aktywność przejawidły tzw. 
kręgi przykościelne, na przykład Archikonfraternia Literacka. 
Rekrutacja kandydatów do Rady Miejskiej sPoczywJła, w przypadku Komitetu Obywa- 
telskiego głównie na komitetach okręgowych, kt6re wysuwały propozycje. Wiele osób, wi- 
dząc, że prowadzona jest rekrutacja, zgłaszało 5ię samych. Wszyscy. których wysunięto bądź 
zgłosili się sami, stawali się tylko kandydatami na kandydatów. O tym kto zostanie umiesz. 
czony na liście, orzekali mieszkańcy dzielnicy, osiedla czy okręgu wyborczego na zebraniu 
przedwyborczym. W przypadku kontrowersji, decyzję podejmowali prowadzący zebrania 
przedstawiciele Komitetu Obywatelskiego. Istotnym mankamentem tej procedury było to, 
że decydowała niewielka, w stosunku do liczby uprawnionych do głosowania. grupa wybor- 
ców. Stanowiło to wynik niskiej frekwencji na przedwyborczych zebraniach. 
Zarząd Regionu NSZZ ,.Solidarność" przystąpił do wyborów z własnymi Ustami, które 
zostały zgłoszonc do Miejskiej Komisji Wybor..;zej pod nazwą ..Społeczna Lista Solidarności" 
oraz własnym programem pn.: .,Bydgoszcz samorządna.'. Proponowano w nLn m.in.: rozwój 
polityczny Bydgoszczy w oparciu o zasady pluralizmu i tolerancji; wprowadzenie różnych 
i prawnie równych fonn własności indywidualnej i grupowej; lokalne fonny przeciwd7jałania 
ubóstwu; otwarty konkurs na uwłaszczenie gastronomii, handlu, komunikacji miejskiej i peJCZ- 
ty oraz stosowanie zasady publicznych konkursów na ważniejsze stanowiska administraqjne. 
Głośnym hasłem wyborczym bydgoskiej ,.Solidarności", propagowanym szczególnie przez 
jej przewodniczącego Jana Rulewskiego, było przywrócenie miastu rzeki Brdy, poprzez stwo- 
rzenie wodnych szlaków komunikacyjnych, ciągów handlu, rekreacji i rozrywki. 
Kandydatów na listę "Solidarności" zgłaszały, w większości, komisje zakładowe lwią- 
zku bydgoskich zakładów pr3cy i instytucji. Część kandydatów rekrutowała się ze słu..:haczy 
Wszechnicy Obywatelskiej - trwającego od stycznia do maja 1992 r., cyklu wyk ładów i szko- 
leń o tematyce samorządowej, zorganizowanych dla przedstawicieli różnych środl)w!sk z ca- 
łego województwa. Wiele osób zgłaszało osobiście swoją kandydaturę na radnego. Było to 
swego rodzaju "pospolite ruszcnie" - dliennie do Biura Wyborczego ,.Solidarności" przycho- 
dziło co najmniej l O osób. Działająca nieprzerwanie komisja stosowała w tej sytuacji selckcję.
>>>
54 


Po rozmowach odrzucano kandydatury tych osób, które nie by ły członkami związku oraz zna- 
ły się, jak same mówiły. na wszystkim po trochu. Ostatecznie na listach znaleźli się w więk- 
szości przedst3wiciele służby zdrowia i oświaty. Byli też rzemieślnicy, których chętnie tam 
umieszczano. ale niestety, nie weszli oni w skład Rady, gdyż niefortunnie umieszczano ich na 
dalszych pozycjach. Mało było na listach osób o dużym autorytecie lokalnym czy też w miej- 
scu pracy - komisje zakładowe "Solidarności" z reguły nie pozbywały się swoich liderów, 
wysuwając mniej obciążonych pracą członków. 
Tak więc, w Bydgoszczy do wyborów samorządowych przystąpiły dwa odrębne, choć 
wywodzące się z jednego pnia, podmioty: Kornitet Obywatelski i "Solidarność", czego więk- 
szość wyborców - jak wykazała przeprowadzona przez Komitet sonda przedwyborcza - 
nie rozumiała. a nawet, przez bardzo długi okres nie dostrzegała. Obok Komitetu Obywatel- 
skiego i Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" swoich kandydatów do władz miejskich przed- 
stawiły również partie polityczne. ugrupowania społeczne oraz grupy mieszkańców. 
Spośród działających wówczas w Bydgoszczy partii z odrębnymi listami wystąpiły: 
Stronnictwo Demokratyczne, Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej w koalicji z innymi 
ugrupowaniami, Chrześcijańsko-Demokratyczne Stronnictwo Pracy - również w koalicji 
z Konfederacją Polski Nie podległej i Zjednoczeniem ChrLeścij, ańsko-Narodowym Kongres 
Liberalno-Demokratyczny oraz Unia Chrześcijańsko-Społeczna. 
Stronnictwo Demokr:ltyczne zgłosiło swoich kandydatów we wszystkich okręgach 
wyborczych. Już w lutym 1989 r. instancja wojewódzka SD zaJecydowała, że całość spraw 
wyborczych będą prowadziły instancje terenowe. Dotyczyło to również kwestii programo- 
wych, co do których nie było ze strony władz centralnych specjalnych wytycznych. Prawie 
wszyscy kandydaci, którzy znaleźli się na "Liście Demokratycznej" występowali z własnymi 
programami. Prace przygotowujące udział partii w wyborach samorządowych koordynował. 
powołany w marcu, zespół do spraw samorządowych Miejskiego Komitetu, który w trakcie 
kampanii przejął rolę sztabu wyborczego. W Stronnictwie przyjęto zasadę. że dobór kandyda- 
tów na radnych następować będzie w kołach. Każde z nich miało prawo desygnować dowol- 
ną liczbę osób. pozostawiając jednak ich selekcję Miejskiemu Komitetowi. Kandydowali lu- 
dzie. którym to zaproponowano, ale byli i tacy, którzy zgłaszali się sami. Dominowali wśród 
nich przedstawiciele inteligencji, rzemiosła oraz prywatnych spółek. 
Pod nazwą Opozycji Demokratycznej przystąpiły do wyborów samorządowych ugrupo- 
wania lewicowe. Trzonem koalicji wyborczej była SdRP. Sprzymierzyły się z nią ZSMP, ZNP, 
Wojewódzkie Porozumienie Związków Zawodowych, Ruch Samoobrony Kobiet oraz tzw. 
niezależni. 
Program wyborczy Opozycji zawierał prawie wyłącznie postulaty ogólnej natury. Prze- 
ciwstawiano się w nim m.in. bezrobociu, komercjalizacji kultury, reprywatyzacji, zmonopo- 
lizowaniu władzy przez jeden obóz polityczny. Opowiadano się natomiast za działaniami 
Radj na rzecz poprawy stanu opieki zdrowotnej, polityką mieszkaniową inicjującą i wspiera- 
jącą budownictwo jednorodzinne czy też za prowadzeniem polityki socjalnej wobec grup 
szczególnie zagrożonych ubóstwem, a nie zastępowania jej doraźną działalnością charytatyw- 
ną. 
Rekrutacja kandydatów przez Opozycję Demokratyczną rozpoczęła się raczej niety- 
powo, w porównaniu z prowadzonymi przez inne ugrupowania. W numerze marcowym "Ga- 
zety Pomorskiej" ukazało się ogłoszenie o tym, że tworzy się lista opozycji demokratów, 
która otwarta jest dla wszystkich, a kandydaci mogą się zgłaszać w siedzibie SdRP. Nie przy- 
sporzyło ono koalicji wielu chętnych, ale dość długo dla mieszkańców Bydgoszczy nie było
>>>
55 


jasne, ie pod szyldem opozycyjnych demokratów ukryli się głównie byli członkowie PZPR. 
Ostatecznie Listy Opozycji Demokratycznej liczyły 46 kandydatów. 
Swoich kandydatów Ja Rady Miejskiej przedstawił również, powstały zaleJwie trzy 
miesiące przed wyborami, Kongres Liberalno-Demokratyczny, założony w Bydgoszczy z ini- 
cjatywy Marka Koczwary. Przystępując do wyborów Kongres liczył w Bydgoszczy zaledwie 
kilkudziesięciu członków. Nie był jeszcze wówczas znaną partią, pomimo to jego władze 
postanowiły walczyć o micjsca w organach samorządu tcrytońalnego. 
W programie KLD, popieranym przez Komitet Obywatelski, postulowano zwiększenie prawa 
do decydowania przez gminę o sposobie zagospodarowania uzyskiwanych przez nią docho- 
dów; wycofanie ustawy dopuszczającej działalność gospodarczą samorządu - wszystkie prace 
finansowane przez samorząd powinny być zlecane prywatnym firmom; sprzedaż deficytowe- 
go, niewłaściwie wykorzystywanego majątku komunalnego w ręce prywatne. 
Na liście Kongresu znalazło się 27 kandydatów. W czasie rekrutacji przyjmowano wszy- 
stkich chętnych, którzy spełniali co najmniej dwa kryteria, wiek 30-40 lat i zdecydowanie 
liberalne poglądy. O tym, kto został umieszczony na listach decydował zarząd partii. 
Znacznie sKromniejsza, w stosunku do omówionych już partii, była lista i udział w kam- 
panii wyborczej Unii Chrześcijańsko-Społecznej, pod przewodnictwem Jana Błachnio. Próbo- 
wała ona początkowo wejść w koalicję z innymi partiami o podobnej ońentacji. Chrześcijań- 
sko-Demokratycznym Stronnictwem Pracy i Zjednoczeniem Chrześcijańsko-Narodowym. 
Do porozumienia jednak nie doszło, gdyż zarówno Ch-DSP jak i ZChN uważały Unię za 
ugrupowanie zbyt silnie związane le starym porządkiem. Pomimo tego niepowodzenia UChS 
przystąpiła do wyborów, pragnąc poprzez sam udział zaznaczyć się na mapie politycznej mia- 
sta. Na zdobycie mandatów nie liczono, głównie z powodu braku środków finanso\\'Y'ch na 
prowadzenie kampanii. 
Chrześcijańsko-Demokratyczne Stronnictwo Pracy i Zjednoczenie Chrześcijańsko-Naro- 
dowe zawiązały natomiast, wspólnie z KOl1federacją Polski Niepodległej, Stowarzyszeniem 
Politycznym "Prawda i Sprawiedliwość n i Niezależnym Zrzeszeniem Studentów porozumienie 
wyborcze ugrupowań o charakterze centroprawicowym pn. Forum Narodowe. W deklaracji 
ideowej Forum pisano między innymi: "Nasi radni - czerpiąc inspirację ze społecznego nau- 
czania Kościoła - dążyć będą do zagwarantowania pełni praw ludzkich i obywatelskich każ- 
dego członka społeczności lokalnej, ochrony rodziny i ludzi niepełnosprawnych, wprowadze- 
nia liberalnych reguł gospodarczych, ograniczonych jedynie przez zasady morJlności oraz re- 
gulowanych interwencjonizmem państwowym w pnypadku podstawowych artykułów żywno- 
ściowych". Forum wystawiło kandydatów we wszystkich siedmiu okręgach. 
Swoje uprawnienia, wynikające z Ordynacji wyborczej do rad gmin wykorzystały rów- 
nież inne, pozapartyjne ugrupowania. 
Zupełnie niespodziewanie - jak oceniała to prasa - pojawiła się na bydgoskiej scenic 
wyborczej Bydgoska Inicjatywa Samorządowa - ugrupowanie stanowiące porozumienie przed- 
stawicieli Komitetów Osiedlowych Samorządu Mieszkańców. Przystąpiło do niego 21 spośród 
22 istniejących KOSM-ów, wystawiając łącznie 46 kandydatów. Celem porozumienia było 
- jak deklarowali jego sygnatańusze - stworzenie platformy wyborczej i zgłoszenie pl)d naz- 
wą BIS listy kandydatów w każdym okręgu. BIS miała - zgodnie z opublikowanymi założe- 
niami _ reprezentować interesy bydgoszczan borykających się z różnymi codziennymi kło- 
potami. Podkreślano w kampanii, że nie jest ona związana z żadnymi partiami, stowarzysze- 
niami czy grupami wyznaniowymi. Deklaracje o apolityczności wzbudzały wątpliwości wy- 
borców, które okazały się uz;asadnione. BIS przetrwała jeszcze krótko po 27 maja nawiązując
>>>
56 


współpracę z SJRP. Wcześnicj ul)'skała poparcie Wojewódzkiej Komisji Samorządowej przy 
WRN w Bydgoszczy. Cdział Bydgoskiej Inicjatywy Samorządowej w wyborach można dziś 
już ocenić. jako, podobnie jak w przypadku Opozycji Demokratycznej, próbę uzyskania kon- 
troli przez "starą" władzę nad Radą 
!iejską. 
Niezależne Bydgoskie Forum Gospodarcze - kolejny podmiot na bydgoskiej scenie wy- 
borczej - by ło również porozumieniem, ale przedstawicieli prywatnych firm handlowych 
i produkcyjnych, zawiązanym z inicjatywy przcdsiębiorstwa "Weltinex". Główne hasło wybor- 
cze NBFG brzmiało: .,Zanim osiągniemy dobrobyt w Rzeczypospolitej walczmy o niego 
w Bydgoszczy", a w programie prezen towanym na ł an1ach "Expressu Bydgoskiego", nie tyl- 
ko postulow3no. ale i obiecywano: "Jeżeli nas wybierzecie: poprawimy inirastmkturę dróg 
komunikacyjnych, systcmów wodociągowych i kandlizacyjnych, roZ\
;ążcmy problemy ekolo- 
giczne na ter
nie naszego okręgu, (...) rO.lszerzymy sieć handlową o placówki z tanimi i atrak- 
cyjnymi towarami, lwalczymy bezrobocie tworząc nowe miejsca pracy w prledsiębiorstwach, 
w których jesteśmy pracownikami i właścicielami". Zapewnicnia te mogły wydawać się realne, 
jeśli przyjrzeć się liście kandydatów NBFG, na której znaleźli się chociażby prezes Przedsię- 
biorstw Handlu Zagranicwego "Weltinex'. i "Poimed" - Janusz Stajszczak, dyrektorzy ..\Vel- 
tinexu" - Piotr Sowiński i Witold Barcikowski, ale i znana bydgoska dziennikarka - Bo. 
żcnna Szymańska. 
Swoich kandydatów wystawił także Polski Związek Katolicko-Społeczny, który przy- 
stępując do wyborczych zmagań określił się jako stowarzysz
nie społeczno.wychowawcze 
czerpiące S\vój roJowód z Polskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Kandydaci na r
dnych 
oparli swój progr:uu na lasadach katolkkiej nauki s=-,ołecznej. Chociaż na Ii:;de kandydatów 
znalazł się przewodnicz=łcy Związku - Jan Szklarski, PZKS nie odegrał w tych wyborach wię. 
kSl.cj roli. 
Lista niez:ueżncgo Forum 
tieszkańców Dzielnicy Okole liczyła 5 kandydatów, wśród 
których było t rze d1 znanych w tej dZielnicy społeczników, reprezentujących bezpośrednio 
mieszkańców Okola. IJstę tę określano jako prawdziwie społeczną. 
PoJobny chai1kter miała Lista Spółdzielni 
tieszkaniowej ..Zjednoczeni", na której 
umieszczono 9 kandy,jatów. Nie odegrali oni większej roli w wyborach w skali miasta. ale 
\'l okręgu wyborczym. w którym startowali, kandydaci z tej listy, na dziewięć wystawio- 
nych, znaleźli się aż na czwartym miejscu. 
Najbardziej zaskakiwała swą nazwą Lista Nieza1eżna od Wszystkich. Była to jedna li- 
sta, a na niej I kandydat. Była też Lista Niezależna, na której również znalazło się tylko jed- 
no nazwisko. I wreszcie na koniec, wspomnieć należy o liście Towarzystwa Pomocy Ludziom 

iepełnosprawnym, które wystawiło do wyborów 2 kandydatów. 
Żaden z kandydatów z trzech ostatnich, wymienionych list nie wszedł do Rady. 


Kampania 


W pr.leciwieństwie do kampanii poprzedzającej czerwcowe wybory parlamentarne, 
kampania przed W} borami samorządowymi była raczej skromna. przede wszystkim l powodu 
braku środków tłnansowych. Niektóre partie i ugrupowania, które wystawiły kandydatów nie 
miały możliwości ich właściwej prezentacji, stąd i podmioty te i ich kandydaci były często 
niewidoczne na przedwyborczej scenie. 
Stosunkowo szeroki wachlarz środków zastosowało w kampanii biuro wyborcze Komite- 
tu Obywatelskiego. Regularnie odbywa ły się spotkania kandydatów na radnych z wyborcami.
>>>
57 


Najczęściej miały one miejsce w pomieszczeniach należących do Kościoła, ale także w szko- 
łach i klubach MPiK. Nietypowy charakter miało spotkanie, które odbyło się w kawiarni 
"Promyczek" przy ul. Ogrody. Jeden z kandydatów Komitetu Edward Turczynowicz zapro- 
sił tam rcprezentantów różnych ugrupowań na - jak to okrcślił - "bijatykę przy stole", 
gdzie "nie ma być gadania o tym "co" tylko .jak". 
Spotkania przedwyborcze organizowało również Forum Narodowe i Opozycja Demo. 
kratyczna, a także Bydgoska Inicjatywa Samorządowa. Forum i Opozycja organizowały nie 
tylko spotkania bydgoszczan z kandydatami. ale także z liderami ugrupowań. które zawiąza- 
ły te porozumienia. Do Bydgoszczy przybyli m.in.: prczes ZChN - Wiesław Chrzanowski, 
przewodniczący KPN - uszek Moczulski oraz przywódcy SdRP - Leszek Miller i Aleksan- 
der Kwaśni
wski.. Pozostałe ugrupowania nie przywiązywały do nich wagi, najczęściej są- 
dząc, choćby tak jak Stronnictwo Demokratyczne, że jest to mało skuteczny sposób na przy- 
ci
gnięcie wyborców. Rzeczywiście, frekwencja na zebraniach była niska. Dużym zaintereso- 
waniem wyborców cieszyły się natomiast spotkania na wolnym powietrzu, gdzie prezentację 
kandydat6.v i ich programów łączono z innymi atrakcjami. 
Jedną z pierwszych takich imprez zorganizował Komitet Obywatelski.Na stadionie 
KS .,Chemik'; rozegrano mecz piłki nożnej ..Dziennikarze kontra wymiar sprawiedliwoścf'. 
Były też zawody judo, wyścigi kolarskie, zabawy dla najmłodszych i kiermasz atrakcyjnych 
tuwarów. Wszystko to połączone z prezentacją kandydatów i ich programów. 
Owa festyny, jeden przy ul. Nakielskiej, drugi na Błoniu, urządziło Niezależne Bydgo- 
skie Forum Gospodarcze w tych okręgach wyborczych. gdzie kandydowały osoby wysunięte 
przcz ugrupowanie. Reklamowano je jako "imprezy w stylu zachodnim". Jeśli chodzi o NBFG 
to więcej było w tcj kampanii działań w takim stylu. Przedstawiciele firm wchodzących 
w skład porozumienia przekazywali organizacjom społecznym, placówkom oświatowym 
i ochrony zdrowia różne cenne przedmioty (sprzęt audiowizualny, medyczny itp.). Każdej 
takiej sprawie nadawano duży rozgłos poprzez prasę i telewizję. 
Wiele osób udało się przyciągnąć "Solidarności" na imprezę żużlową. W czasie trwania 
ćwierćfinału indywidualnych mistrzostw Polski w tej dyscypJinie zorganizowano specjalny 
bieg o puchar ,.Solidarności". Puchar zwycięzcy wręczali kandydaci ze Społecznej Listy, zwią- 
zani ze sportem. 
Inną, również bardzo udaną i głośną imprezą, zorganizowaną przez Biuro Wyborcze 
"Solidarności" był tzw. .,bankiet w komitecie", czyli spotkanie z wyborcami zorganizowane 
w budynku byłego Komitetu Wojewódzkiego PZPR, w którym brali udział kandydaci oraz 
kabaret "Elita" z Januszem Gajasem. Największą atrakcję wieczoru stanowiło golenie brody 
i wąsów przez przewodniczącego Zarządu Regionalnego Jana Rulewskiego. 
Obok bezpośrednich kontaktów kandydatów z mieszkańcami miasta, poszczególne 
ugrupowania dokonywały ich prezentacji w specjalnych programach radiowych i telewizyj- 
nych. Ponieważ Bydgoszcz nie posiadała jeszcze wówcZas własnego studia telewizyjnego,. 
wykorzystywano telewizję gdańską. Brak doświadczenia, a czasem upór kandydatów, którzy 
nie chcieli korzystać z fachowych wskazówek przedstawicieli biur wyborczych sprawiały, 
że zwykle były to programy mało atrakcyjne. Nie obeszło się bez sporów o podział czasu 
antcnowego. Zwłaszcza Biura "Solidarności" i Forum Narodowego wyrzucały Komitetowi 
Obywatelskiemu, że jest "radiowym piratem" i wykorzystuje więcej czasu antenowego niż 
pozostali. W prasie pojawi ły się liczne oświadczenia w tej sprawie, co bardzo "podgrzewało" 
przedwyborczą atmosferę. £ ·
>>>
58 


Olbrzymią rolę w kampanii odegrała prasa. Wszystkie bydgoskie dzienniki publikowały 
na swoich łamach informacje o spotkaniach przedwyborczych i innych imprezach związanych 
z wyborami. W najlepszej sytuacji były oczywiście, te podmioty, które dysponowały własnym 
organem prasowym, jak to miało miejsce w przypadku Stronnictwa Demokratycznego ("nu- 
strowany Kurier Polski") i NBFG (,,Express Bydgoski"). Niektórzy próbowali innych sposo. 
bów, wydając okolicznościowe gazety. Krótko przed wyborami pojawiła się jednodniówka 
,,Kongres Uberalno-Demokratycznyn oraz dwutygodnik SdRP w województwie bydgoskim 
"Socjaldemokracja" . 
Najbardziej widocznym przejawem toczącej się kampanii były jednak różnego rodzaju 
ulotki i plakaty. Zarówno Komitet Obywatelski jak i "Solidarność" wydrukowały dla każde- 
go okręgu wyborczego ulotki formatu A4, na których znalazły się nie tylko nazwiska kandy- 
datów, wraz z krótką charakterystyką ich i ich programu, ale także zdjęcia. UJotki te poja- 
wiły się w witrynach sklepów i kiosków oraz na szybach środków komunikacji miejskiej. 
Kandydaci KO odwiedzali ze swymi ulotkami mieszkańców Bydgoszczy w ich domach, in- 
formując o sposobie głosowania. motki umieszczano również za wycieraczkami samocho. 
dów oraz wykładano na sklepowych ladach. Jak oceniono po wyborach, analizując ich wy- 
niki, te właśnie formy przedwyborczej agitacji, a zwłaszcza wizyty w domach, okazały się 
najbardziej efektywne. Tam, gdzie dotarli przedstawiciele Komitetu wyniki wyborów zapew- 
niały zwycięstwo jego kandydatom. 
W związku z plakatami, mającymi stanowić instrukcję jak głosować, które przywie- 
ziono z Warszawy od Generalnego Komisarza Wyborczego, doszło do - jak to określała pra- 
sa - plakat-gate. Po rozklejeniu ponad trzystu z nich Miejska Komisja Wyborcza postanowi- 
ła wstrzymać kolportaż. Uznano, że plakat ten nie stanowi instrukcji, ale agituje wyborców, 
aby głosowali na kandydatów Komitetu Obywatelskiego. Na plakatach tych bowiem, symbo- 
liczne krzyżyki, oznaczające prawidłowo oddany głos, umieszczone zostały przy kandyda- 
tach Komitetu. W tej sprawie rzecznicy NSZZ "Solidarność", KL-D, Forum Narodowego 
i innych zażądali nawet natychmiastowego ustąpienia Wojewódzkiego Komisarza Wyborczego. 
Specyficznym elementem tej kampanii był, jak go określano, Człowiek-Plakat. Cho- 
dziło o kandydata ze "Społecznej Listy Solidarności" Henryka Marka Napierałę, który cho- 
dząc od rana do późnego wieczora, obwieszony plakatami wyborczymi rozdawał swój pro- 
gram. Należał on do nielicznej, S-6-osobowej grupy kandydatów "Solidarności", którzy 
prowadzili kampanię na własną rękę. Ogólnie była ona prowadzona "drużynowo", ale star- 
tujący w niej mieli prawo występować z własnym programem i stosować swoje sposoby 
przedwyborczej agitacji. 
Ogólnie oceniając, kampania wyborcza do Rady Miejskiej w Bydgoszczy była zdomino. 
ytana przez walkę Komitetu Obywatelskiego i Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność". Wiele 
było wzajemnych oskarżeń, zrywano plakaty wyborcze przeciwników ("wojna plakatowa"). 
Inne ugrupowania nie pozostawały jednak w tyle. Agresywnie poczynały sobie ugrupowania 
wchodzące w skład Forum Narodowego, zwłaszcza KPN, atakując inne podmioty uczestni- 
cZące w kampanii. Najwięcej przykrych słów padało pod adresem Komitetu Obywatelskie- 
go, z różnych zresztą stron. Było to jednak głównie zwalczanie programów konkurencji niŻ 
osobiste atakowanie kandydatów. 
Wszystkie ugrupowania koncentrowały się raczej na prezentacji kandydatów i ich pro- 
gramów. Stosunkowo mało było działań, spotkań itp.; które polegały na bezpośredniej wy- 
mianie poglądów osób i ugrupowań konkurujących.
>>>
59 


Po wyborach 


Pierwsze, powojenne wybory do władz samorządowych odbyły się 27 maja 1990 r. 
w Bydgoszczy, radnych do Rady Miejskiej wybierało 39,9 % mieszkańców. Zde
ydowany 
sukces odniosły "drużyny" A. Tokarczuka i J. Rulewskiego - jak napisała prasa - czyli 
"Komitet Obywatelski w Bydgoszczy" i "Społeczna Usta Solidarności", uzyskując w sumie 
47 mandatów. Pozostałym startującym udało się "uszczknąć" w Radzie 8 miejsc. Wśród 
tych 8 mandatów, 4 uzyskali kandydaci z listy Opozycji Demokratycznej, 2 prl}'padły re- 
prezentantom Stronnictwa Demokratycznego, l - Bydgoskiej Inicjatywie Samorządowej 
i także l - Forum Narodowemu, a właściwie Chrześcijańsko-Demokratycznemu Stronnictwu 
Pracy, gdyż to jego kandydat a zarazem przewodniczący - Stefan Pastuszewski został wy- 
brany do Rady. 
Warto zauważyć, że chociaż Komitet Obywatelski otrzymał w sumie większą ilość 
miejsc w Radzie, to wygrał wybory tylko w trzech, spośród siedmiu istniejących w Bydgo- 
szczy okręgów wyborczych, uzyskując w sumie 40.114 głosów, podczas gdy na "Społeczną 
Listę Solidarności" padło 33.235 głosów. Większe poparcie dla kandydatów Komitetu 
było na starych bydgoskich osiedlach: Leśne, Bielawy, Błonie, Kapuściska oraz na Wyży- 
nach. Na kandydatów "Solidarności" głosowano natomiast w Nowym Fordonie oraz Śród- 
mieściu. 
Przed wyborami pojawiły się opinie, że rozbicie kandydatów o "solidarnościowym" 
rodowodzie na dwie listy będzie miało negatywny wpływ na ostateczne wyniki wyborów. 
Obawiano się iż zwycię stwo może się wymknąć tym ugrupowaniom. Okazało się jednak, re 
nie miało to znaczenia - ,,razem czy osobno". Obsadzenie nowej Rady przez reprezentan- 
tów tych ugrupowań było tak pewne, że - jak sądzono - przekonanie to wpłynęło na frek- 
wencję wyborczą. Wiele osób uważało, że walka wyborcza toczyć się będzie między Komite- 
tem i "Solidarnością" i inne ugrupowania mają niewielkie szanse. Jednak dla Komitetu Oby- 
watelskiego, a zwłaszcza dla "Solidarności" nie było obojętne, że pierwszy ma 26 miejsc 
w Radzie, a drugi tylko 21, jeśli zważyć liczne różnice poglądów między tymi podmiotami. 
Już pierwsza sesja nawowybranej Rady Miejskiej w Bydgoszczy, która odbyła się 6 czerwca 
1990 r. tego właśnie dowiodła.
>>>

>>>
TOJ
SZ BOCHA T 


BEZROBOCIE I BEZROBOTNI 
W BYDGOSZCZY 


l. Bydgoski rynek pracy 


Bezrobocie w naszym mieście w postaci jawnej pojawiło się po I stycznia 1990 r. po 
rozpoczęciu wdrażania nowych zasad gospodarowania, których istotą jest respektowanie eko- 
nomicznych praw rynku. Nieprawdziwym byłoby jednak twierdzenie, że przed tą datą nie 
istniało zjawisko bezrobocia - zarówno w kraju, jak i w naszym mieście. Występowało ono 
w dwu, w Jużej mierze patologicznych, fonnach: a) nadzatrudnienia w zakładach pracy (czyli 
fonnalnego zatrudnienia przy braku pracy, będącego wynikiem realizacji obowiązującej ówcześ- 
nie zasady ustrojowej) oraz b) uchylania się od pracy (czyli zjawiska wówczas określanego mia- 
n
m pasożytnictwa społecznego). Osoby z obu tych grup bezrobotnych stały się pierwszymi 
klientami biura p.racy. Podkreślić jednak trzeba, że banIziej niebezpieczną w swoich psycho- 
społecznych konsekwencjach by ła pierwsza z form niejawnego bezrobocia (nadzatrudnie- 
nie ), ponieważ kształtowała i ufonnowała ona roszczeniowe postawy dużej części zatrudnio- 
nych. Byli i są oni przekonani, że obowiązek znalezienia pracy dla nich spoczywa na agendach 
administracji państwowej i samorządowej oraz na biurze pracy, natomiast nie dostrzegają po- 
tneby własnej aktywności w tym zakresie. Destrukcyjny wpływ drugiej grupy bezrobotnych 
(z własnego wyboru) polega na tym, że stając się zbiorowym klientem biura pracy i konsumen- 
tem bardzo łatwo osiąganych (na mocy liberalnych rozwiązań pierwszej ustawy o bezrobociu) 
zasiłków wytworzyła negatywny obraz biura pracy jako zasiłkodawcy dla obiboków (woce- 
nie dużej części pracodawców i części opinii publicznej). 
Bardzo duży wpływ na dynamikę wzrostu bezrobocia w naszym mieście (o czym dalej 
będzie mowa) miała utrwalona wadliwa struktura rynku pracy, której źródłem były reguły 
gospodarki nakazowo-rozdzielczej. Rynek pracy tworzą z jednej strony pracodawcy, z dru- 
gicj zaś strony - pracobiorcy i odpowiednie agendy obsługujące pracobiorców (biura pracy 
oraz jednostki pomocy społecznej). W warunkach gospodarki nakazowej uprzywilejowującej 
przemysł ciężki (deprecjonującej zaś sferę usług i konsumpcji indywidualnej) głównymi pra- 
codawcami były państwowe prledsiębiorstwa przemysłu ciężkiego i kooperacyjnego, nato. 
miast w znacznie mniejszym stopniu przedsiębiorstwa dóbr konsumpcyjnych oraz usługowe. 
Pierwsze z nich znacznie trudniej poddają się dyktatowi rynku konsumenta, dlatego stają się 
łatwym łupem kryzysu i recesji, z którym to stanem mamy do czynienia również w drugiej 
połowie 1992 r. Nie kierując się sygnałami płynącymi z rynku, nie dokonując restruktury- 
zacji, działając w obrębie ekonomiki wiecznego niedoboru dóbr inwestycyjnych i najpełniej 
realizując nierealistyczną politykę pełnego zatrudnienia stały się głównym rezerwuarem 
najpierw koniunkturalnego, potem zaś strukturalnego bezrobocia. Nieznaczący był udział 
sektora prywatnego w gospodarce miasta i okolic. 
Początek przemian systemu gospodarczego zastał głównie państwowe przedsiębiorstwa 
Bydgoszczy zupełnie nieprzygotowane do gospodarki rynkowej. Z nich (tj. Belmy, Tel f y ,
>>>
62 


Zachemu, Eltry, Kobry oraz innych dużych państwowych przedsiębiorstw działających w mie- 
ście i okolicy) rekrutuje się zasadnicza grupa bezrobotnych bydgoskich. Na nieprzygotowanie 
tych przedsiębiorstw do gospodarki rynkowej oraz związane z tym próby "przeczekania" re- 
form ekonomiczno-finansowych (tzw. planu Balcerowicza) nałożyły się obiektywne przyczy- 
ny w postaci załamania handlu i współpracy gospodarczej z krajami dawnej RWPG, zaś efek- 
tem były cykliczne redukcje i zwolnienia grupowe oraz skokowe narastanie bezrobocia w róŻ- 
nych grupach zawodowych mieszkańców Bydgoszczy i gmin okołobydgoskich. 


2. Dynamika wzrostu bezrobocia w Bydgoszczy i okolicach ijego struktura 


Pod koniec pierwszego kwartału 1990 r. w bydgoskim biurze pracy było zarejestrowa- 
nych 2.397 osób, w tym 1.010 kobiet. W tej grupie najwięcej było pracowników nieprodukcyj- 
nych (zwłaszcza kobiet), co świadczy o tym, że pierwszymi klientami biura pracy była grupa 
nadzatrudnionych i grupa dotąd niepracujących kobiet. W drugiej dopiero kolejności duży 
liczebnie odłam stanowili robotnicy wykwalifikowani i w zbliżonej wielkości osoby bez kwa- 
lifikacji. W połowie roku sytuacja uległa zmianie, albowiem na ogólną liczbę 6.154 bezrobot- 
nych (w tym 2.897 kobiet) pracownicy nieprodukcyjni stanowili ok. 25 %, natomiast robotni- 
cy wykwalifikowani i osoby bez zawodu już ponad połowę ogółu zarejestrowanych. Znamien- 
nym faktem jest też, że w tym okresie wśród pozostających bez pracy względną przcwagę 
osiągnęły kobiety t które tego wątpliwej jakości prymatu nie straciły do sierpnia 1992 r. 
Coraz wyraźniejsze jest też bezrobocie wśród absolwentów różnego typu szkół ponadpod- 
stawowych (liczby zmieniające się wzrostowo na przestrzeni dwu lat). Bezrobocie w tej spe- 
cyficznej kategorii osób ma charakter cykliczny - narasta zawsze w drugiej połowie roku, 
maleje zaś w pierwszym półroczu roku następnego. Ma ono o tyle niebezpieczny charakter, 
że dotyka. osoby młode deformując ich postawy wobec pracy lub uniemożliwiając wręcz 
ukształtowanie prawidłowej formy aktywności zawodowej. Na koniec 1990 r. liczba bezro. 
botnych zarejestrowanych w bydgoskim biurze pracy (i jego filiach w Solcu Kuj. i Korono- 
wie) osiągnęła poziom 10.851 (w tym 5.736 kobiet). W tej liczbie ok_ 1/4 stanowili pracow- 
nicy określani mianem umysłowych, 1/4 - osoby bez kwalifikacji zawodowych i 40 re - 
osoby z kwalifikacjami na poziomie zasadniczym zawodowym. 
Cały 1991 r. charakteryzuje się wysoką stopą wzrostu bezrobocia. W tym czasie nas- 
tąpiło więcej niż podwojenie liczby bezrobotnych (na koniec tego roku - 22.624 osoby, 
w tym 12.458 kobiet). W tej ogólnej liczbie pracownicy umysłowi stanowili ok. 30 %, pracow- 
nicy z kwalifikacjami na poziomie wykształcenia zasadniczego zawodowego ok. 40 % oraz 
osoby bez kwalifikacji zawodowych - również 30 %. W tych wielkościach od 8 do 12 % zbio- 
,rowości było absolwentami różnego typu szkół ponadpodstawowych (najliczniej wśród koń- 
czących szkoły zawodowe, najmniej zaś wśród osób kończących wyższe uczelnie). Ten ostat- 
ni wskaźnik, jak już wspomniano, charakteryzuje się większą niŻ w innych kategoriach bez- 
robotnych zmiennością. Warto również zauważyć, te coraz większy udział względny i bez- 
względny wśród bezrobotnych mają osoby zwalniane w szczególnym trybie rozwiązywania 
stosunku pracy tj. pochodzący ze zwolnień grupowych i redukcji wywołanych likwidacją 
zakładu lub stanowisk pracy (na koniec 1991 r. stanowili oni ponad 25 % ogółu zarejestro- 
wanych). Ten fakt poświadcza istnienie głębokiej recesji w układzie gospodarczym miasta 
i okolic, a także wskazuje na przekształcanie się początkowego bezrobocia koniunkturalnego 
w bezrobocie o charakterze strukturalnym.
>>>
63 


. 


Na koniec sicrpnia 1992 r. liczba bezrobotnych zarejestrowanych w bydgoskim biurze 
pracy osiągnęła poziom 27.927 osób. W tej zbiorowości uprawnionych do zasiłku było 
21.324 osoby, faktycznie zaś pobierało go 16.173 bezrobotnych. Nie up rawnie ni do zasiłku 
stanowili 23,6 % ogółu zarejestrowanych, zaś pobierający go w stosunku do uprawnionych 
75,8 %, a do ogółu zarejestrowanych - 57,9 %. Dane te pozwalają lepiej niż opinia obiegowa 
ocenić postaWy bezrobotnych, o czym w następnej części rozważań będzie mowa. Wyraźnie 
zauważalna staje się tendencja do spadku tempa wzrostu bezrobocia z jednej strony oraz do 
pogłębiania się strukturalnego jego charakteru z drugiej. Tempo wzrostu bezrobocia wyraźnie 
spadło (z 44 % do 18 % w porównywalnych okresach styczeń - sierpień lat 1991 oraz 1992). 
Zmieniła się też jakościowa jego struktura, gdyż wyraźnie wzrósł wskaźnik bezrobocia struk- 
turalnego (z ok. 25 % ogółu zarejestrowanych na koniec 1991 r. do 31 % w sierpniu 1992 r.)_ 
W okresie grudzień 1991 r. - sierpień 1992 r. spadł procentowy wskaźnik udziału bezrobot- 
nych pracowników umysłowych (nie będących bezpośrednio produkcyjnymi) z 27,5 % do 
25 %, wzrósł zaś udział pracowników produkcyjnych z wykształceniem zasadniczym zawo. 
dowym oraz osób bez przygotowania zawodowego. Może oznaczać to, że maleje zapotrzebo. 
wanie na prace proste, wzrasta zaś - choć bardzo powoli - popyt na kadry z wyks
tałceniem 
wyższym niż przeciętne (tzn. z wykształceniem wyrastającym ponad poziom zasac;lniczy za- 
wodowy). Potwierdzeniem tej opinii są dane dotyczące absolwentów - bezrobotnych. Otóż 
w tym momencie było ich zarejestrowanych 3.437 osób (tj. 12,4 % ogółu bezrobotnych). 
W tej liczbie 8,1 % stanowiły osoby z wyższym wykształceniem, 27,3 % z£ średnim zawodo. 
wym, 12,4 % absolwenci LO, 52,2 % z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Można 
te dane traktować jako sygnał powolnego jeszcze, ale pozytywnego procesu restrukturyzacji 
bydgoskiej gospodarki (pod warunkiem wszakże, że ta tendencja utrzyma się w okresach nas- 
tępnych). Widoczniejszy staje się tutaj udział i wpływ na przemiany funkcjonowania sektora 
prywatnego oraz wzrost zrozumienia potrzeby odpowiednio wysokich kwalifikacji zarówno 
wśród bezrobotnych jak i pracodawców. Swój udział mają tutaj niewątpliwie liczne instytu- 
cje oświaty pozaszkolnej - zarówno publiczne jak i prywatne. 


. 
3. Postawy bezrobotnych 


W materii postaw bezrobotnych formułowane są nader rozliczne, a przeciwstawne so. 
bie opinie. Wszystkie one obarczone są wadą pochopnej generalizacji, podniesienia szczegółu 
i swoistości zachowań małych odłamów bezrobotnych do rangi reguły. Prawdą jest, że przez 
długi okres czasu nie prowadzono u nas (tak w kraju jak i w naszym regionie) psychospołe. 
cznych badań zachowań i postaw tej szczególnej kategorii naszego społeczeństwa. Ostatnio 
sytuacja w tym zakresie jednak ulega zmianie, istnieją badania - jakkolwiek fragmentaryczne 
i pochodzące z różnych rejonó\y kraju - których wyniki potwierdzają się w trakcie badań 
ankietowych, wywiadów, kwestionariuszy oraz obserwacji dokonywanych w ośrodku doradz- 
twa zawodowego bydgoskiego biura pracy. Otóż wszystkie one zadają kłam obiegowej tezie, 
jakoby zdecydowana większość bezrobotnych nie chciała pracować nastawiając się i zado. 
walając pobieraniem zasiłków j pracą ,,na czarno". Nie można negować istnienia takich pato. 
logicznych postaw i zachowań wśród bezrobotnych, była już zresztą o tym mowa, lecz te 
przypadki wcale nie stanowią większości w obrębie działań i zachowań osób, które utraciły 
pracę. Przytoczone wyżej dane odnośnie liczby nie uprawnionych do zasiłku oraz inne w
kaź- 
niki np. osób pozbawionych prawa do zasiłku z powodów przez siebie zawinionych (1.397 
osób w okresie styczcń-sierpień 1992 r. tj. ok, 5 % zarejestrowanych w końcu opisywanego
>>>
64 


. 
okresu) - w tym ze względu na odmowę przyjęcia propolycji pracy (320 osób w tym samym 
okresie) nie potwierdzają obiegowej negatywnej opinii. Aby zachowania i działania bezrobot- 
nych właściwie widzieć i interpretować, trzeba micć świadomość, czym charakteryzuje się 
bardzo szczególna sytuacja bezrobocia. Bez prób jej zrozumienia wszelkie oceny zjawiska będą 
zawsze miały status nieuprawnionej generaHzacji. 
Wyznacznikami zachowań ludzi znajdujących się we wspomnianej sytuacji są: stres i lęk, 
niepewność, poczucie zagrożenia egzystencjalnego i socjalnego, wyuczona lub wymuszona 
bezradność, stopniowe obniżanie poziomu aktywności własnej, frustracja i dość często agre- 
sja. Obserwowalne też są: utrudnienia w inicjowaniu działań, utrudnienia dostrzegania związ- 
ków mię dzy działaniem a jego następstwami. występowanie negatywnych stanów emocjo- 
nalnych. Nie wszystkie z Yr'Ynlienionych właściwości charakteryzują zachowania bezrobot- 
nych, nie wszystkie z nich występują też z jednakową siłą. Agresja, postawy roszczeniowe, 
brak aktywności lub bezradność nie mogą być z góry interpretowane jako niechęć do pracy. 
Z punktu widzenia psychospołecznych analiz wysoce prawdopodobnym jest wniosek, że duża 
część bezrobotnych - także klientów bydgoskiego biura pracy - znajduje się w swoistym 
stanie letargu. Ten stan przejawia się w przeświadczeniu, że bezrobocie jest jak zły sen, który 
_ choć długo trwa - musi skończyć się wreszcie, a wszyscy bezrobotni znowu znajdą się 
w krainie pełnego zatrudnienia, w której liczba ofert pracy będzie, jak w przeszłości, wielo- 
krotnie przekraczała liczbę osób jej poszukujących. Taki sposób myślenia korzeniami nawią- 
zuje do złudzeń gospodarki centralnie sterowanej i polityki maksymalnego zatrudnienia. Na 
szczęście liczebność tego odłamu bezrobotnych stopniowo maleje, bowiem, jak powiada Ta- 
deusz Boy-Żeleński, "rzcczywistość wszystkich nas ze snu budzi". Dowodem pośrednim po- 
wrotu do tej rzeczywistości są fakty świadczące o bardzo dużym zainteresowaniu bezrobot- 
nych przekwalifikowaniami. Na każde miejsce w kursach proponowanych przez bydgoskie 
biuro pracy z reguły było dwu lub trzech, a ni
kiedy i więcej, kandydatów, niektóre z kie- 
runków przekwalifikowań zaś były wręcz zasugerowane przez bezrobotnych. Pierwsze ba- 
dmia oczekiwań, nastawień i zamiarów bezrobotnych przeprowadzono w 1991 r. przez ośro. 
dek doradztwa zawodowego i obję ły one ponad 2.500 osób. Wyniki ich - systematycznie 
aktualizowane i weryfikowane dzięki m.in. badaniom kandydatów na kursy i absolwent6w 
tychże - pozwalają nadal twierdzić, że zbiorowość bydgoskich bezrobotnych nie jest jedntr 
rodna. W jej obrębie można wyró.lnić trzy znaczące odłamy: a) grupa osób zdezońentowa- 
nych, sfrustrowanych, niekiedy agresywnych, nieprzyjmujących do wiadomo
ci i świadomo. 
ści realności i trwałości zjawiska strukturalnego już bezrobocia, b) grupa osób, które fakt 
własnego bezrohocia traktują jako szansę na zmianę swojej sytuacji życiowej - w drodze 
przekwalifikowania lub doskonalenia zawodowego, ekonomicznego usamodzielnienia się 
przC(z podjęcie ryzyka własnej działalności gospodarczej względnie wyjazdu zagraniczncgo 
etc., c) grupa osób, które traktują bezrobocie jako okazję (ale i parawan) do działań wykra- 
czających poza zakres dozwoleń prawnych. Pierwszą z grup można określić mianem gnlpy 
bezradności (do niej głównie odnoszą się wcześniejsze uwagi i ona wymaga szczególnej po- 
mocy z zakresu profilaktyki doradczo-zawodowej i reońentacji życiowej), drugą mianem gru- 
py szansy (dla której trzeba stwarzać warunki legalnego wykorzystania naturalnej aktywności 
i przedsiębiorczości) oraz trzecią mianem grupy patologicznej (z którą trzeba walczyć i której 
należy się przeciwstawiać zachowując świadomość, że będzie się ona zawsze odradzać, a nie- 
kiedy liczebnie nawet powiększać, jak ma to miejsce w wielu innych krajach). Tylko do tej 
ostatniej zasadna jest opinia o bezrobotnych jako cwaniakach i obibokach. W 1991 r. (w okre- 
sie badań) proporcje między tymi odłamami zbiorowości bezrobotnych pozostawały w relacji
>>>
65 


45 :30:25, obecnie nastąpiły zmiany. W pewnym, choć niewielkim jeszcze i przeto niezadowa- 
lającym stopniu maleje liczebność grupy pierwszej co wiąże się z faktem niedostatków w sferze 
doradztwa i fakultatywnych działań z bezrobotnymi (przekwalifikowań, reoricntacji i reakty- 
wacji zawodowej itp.). Druga z grup również uległa pewnemu koniunkturalnemu zmniejsze- 
niu, co też jest objawem negatywnym i wiąże się ,jak w pierwszym przypadku, z budżetowymi 
trudnościami i ograniczeniami uzyskiwania kredytów z Funduszu Pracy oraz z dość licznymi 
faktami ekonomicznych niepowodzeń osób, które wcześniej podję ły ryzyko w łasnej działal- 
ności gospodarczej. korzystając z pomocy biura pracy. Pewien wżrost liczbowy natomiast 
niestety nastąpił w przypadku grupy patologicznej, na co wpływ ma głęboki kryzys ekono- 
miczno-społeczny. Z bieżących badań różnych grup zawodowych naszych bezrobotnych 
(m.in. szwaczek i murarzy) można wyciągnąć wniosek, że potencjalnie najbardziej zagrożo- 
nymi przynależnością do tej trzeciej grupy są kategorie bezrobotnych z zasadniczym zawodo- 
wym wykształcenicm oraz osoby całkowicie bez kwalifikacji. Najwyraźniej tam występuje 
ostra postawa roszczeniowa, agresja i cwaniactwo oraz skłQnność do działań niezgodnych 
z prawem. Potwierdzenia dostarcza też m.in. analiza odwołań od decyzji pozbawiających 
prawa do zasiłku z przyczyn zawinionych przez bezrobotnych. Jednakże i ta grupa patolo- 
giczna mieści się w granicach 25-30 % ogółu bezrobotnych, co stanowi niewątpliwie szeroki 
margines, ale jednak tylko margines a nie całość czy też większość charakteryzowanej zbio- 
rowości. 
Prezentując postawy bezrobotnych nie wolno zapominać o fakcie utrzymywania się przewa- 
gi osób, które nie chcą podejmować pracy w sektorze własności prywatnej i które fonnułują 
poważne zarzuty (prawne, ekonomiczne. socjalne i moralne) pod jego adresem. Część tych 
zarzutów (zwłaszcza prawnych i ekonomicznych) jest potwierdzana przez kontrole Państwo. 
wej Inspekcji Pracy oraz NIK. 


4. O(.zekiwania lokalnych pracodawców 


Na postawy bezrobotnych poważny wpływ - zarówno dodatni jak i negatywny - wy- 
wierają zachowania i działania lokalnych pracodawców. Aby uniknąć zarzutu stronniczości 
warto odwołać się do badań, którymi objęto grupę lokalnych pracodawców. Opinie, cele, 
nastawienia i zamierlenia, które ujawnili w tej ankiecie i które po części potwierdza ich prak- 
tyka gospodarcza, muszą być brane pod uwagę, gdyż stanowią oni ważne ogniwo lokalnego 
rynku pracy, ogniwo rosnące w znaczenie ekonomiczne (zwłaszcza sektor prywatny) oraz 
polityczne. Większość badanych wyraźnie opowiada się za daleko idącą swobodą działania 
gospodarczego i swobodą w kształtowaniu relacji pracodawca-pracobiorca (ponad 70 % jest 
za zminimalizowaniem roli agend państwa i prawa w tym właśnie zakresie). Uważają oni, że 
wolny rynek i demokracja gospodarcza są tożsame z brakiem ograniczeń i z całkowitą swobo. 
dą tworzenia mechanizmów organizacyjno-ekonomicznych i socjalnych w swoich firmach. 
Brak zgody bezrobotnych oraz instytucji prawnej ochrony pracy na taki dyktat identyfikują 
z brakiem istnienia rynku pracy. Oczywi
cie taki wy łącznie krytyczny opis dążeń pracodaw- 
ców jest dalece niewyczerpujący . Z wielu bowiem opinii, deklaracji oraz działań można wy- 
prowadzić wnioski, które ukazują pozytywne wymiary nastawień i aktywności tego ogniwa 
rynku pracy. Niewątpliwie zasługą pracodawców jest wspomniany wzrost zainteresowania 
bezrobotnych kwalifikacjami, reorientacją zawodową i wzmożenie aktywności ekonomicznej 
tej grupy osób. Otóż warto podkreślić, że pracodawcy kładą duży nacisk na wielozawodowość 
czyli możliwość wykonywania więcej niż jednego fachu czy umiejętności, podkreślają walor
>>>
66 


praktycznych sprawności. Krytycznie odnoszą się do umiejętności absolwentów, dlOĆ tutaj 
formułują opinie niekiedy wykluczające się: z jednej strony wymóg dobrego przygotowania 
ogólnego, łatwości przechodzenia z jednej specjalności do drugiej oraz elastyczności orient3cji 
lawodowych, z drugiej natomiast żądanie gotowości i umiejętności wykonywania przez nich 
bardzo specjalistycznych, wymagających dużej praktyki, czynności. Takich sprzecznych oczeki- 
wań kierowanych pod adresem absolwcntów i bezrobotnych jcst zresztą więcej, lecz nic one, 
ale sam fakt formułowania konkretnych wymagań (np. w zakresie znajomości języków obcych) 
ma tutaj największe znaczenie. Wymusza on bowiem zmianę postaw bezrobotnych, skłania 
do podejmowania wysiłku doskonalenia zawodowego. Nie zawsze jedn:lk pracodawcy są 
tutaj konsekwentni, ponieważ żądając konkretnych umiejętności nowozatrudnianych nie wy- 
korzystują i nie doceniają faktu, że bydgoskie biuro pracy mimo wielkich problemów natury 
finansowej organizuje wiele kursów przygOtowujących bezrobotnych do nowych obowiązków 
i zadań, lecz angażują osoby bez poszukiwanych kwalifikacji. Nie ułatwia to realizacji fakulta- 
tywnych zadań trzeciego ogniwa rynku pracy tj. biura pracy, często natomiast rodzi zarzuty 
ze strony bezrobotnych, że biuro ich przeszkoliło ale nie zagwarantowało zatrudnienia zgod- 
nie z nowonabytymi kwalit1kacjami. Podkreślenia natomiast wymaga tutaj okoliczność, że 
bydgoska jednostka mimo fatalnych warunków pracy w kompleksie budynków przy ul. przy- 
rzecze 7{13 i okolic (a o których można byłoby rlecz słowami ks. Benedykta Chmielowskie- 
go: jakie są, każdy widzi - a bezrobotni i pracownicy biura odczuwają na własnej skórze) 
ma poważne osiągnięcia lokujące ją w czołówce krajowej. Niedostrzeganie tych wysiłków 
rodzi nowe frustracje i poczucie daremności wysiłków przekwalifikowania oraz nicfektyw- 
ności poniesionych nakładów. 
Na zakończenie należy poczynić jeszcze jedną uwagę. Otóż wbrew obiegowym, choć 
i oficjalnie głoszonym, opiniom bezrobocie, zwłaszcza w skali masowej, nie wpływa dodat- 
nio na postawy wobec pracy. Higienizujące i dyscyplinujące jego oddziaływ:lIlie okazało się 
_ w świetle badań zachodnioeuropejskich i nasLych krajowych - mitem. Można nawet przy- 
jąć, że w wielu przypadkach powoduje l!estrukcję, tychże postaw. I tak bezrobocie osób ne- 
gatywnie nastawionych do wszelkiej pracy nie zmienia ich nastawień, ponieważ zawsze dyspo- 
nują argumentem, żc w tym samym położeniu co i oni znaleźli się sumienni i wysoce wydajni 
pracownicy, a zatem dochodzą do wniosku o nicopłacalności aktywności zawoJowcj. Na dużą 
część osób dotąd sumiennie pracujących, którzy w nagły sposób znaleźli się w sytuacji bez- 
robocia, fakt ten również może w-pływać dcstrukcyjnie, gdyż także podważa sens rzetelności 
zawodowej. Dlatego jedynie skutecznym czynnikicm zmieniającym postawy wobec pracy 
mogą być (rzecz jasna poza makrodziałaniami antyrecesyjnymi) działania fakultatywne biura 
pracy tj. organizacja prac interwencyjnych, robót publicznych, nakładów na dodatkowe miej- 
sca pracy oraz doradztwo pracy i przekwalifikowania. Wszystkie one jednak mają jedną zasa- 
dniczą "wadę" - a mianowicie wymagają nakładów finansowych. Doświadczenia krajów 
EWG pokazują jednak, że nie obędzie się bez nich, a najbardziej efektywnymi w długiej per- 
spektywie czasowcj są działania w zakresie przekwalifikowań i doskonalenia zawodowego 
oraz reorientacji i reaktywizacji zawodowo-życiowej. Kraje te dysponują doświadczeniami 
i odpowiednią ilością sprawdzonych form hgodzenia skutków bezrobocia, które można - 
po odpowiednim zaadaptowaniu do warunków polskich (i bydgoskich) wykorzystać z pożyt- 
kiem. Pamiętać zaś trleba, że jak dotąd bczrobotni mają prawo do zasiłku wyłącznie przez 
jeden rok, a zatem na działania, które obiektywnie pomagają bezrobotnym i skracają czas 
pobierania zasiłku, środki muszą się znalcźć.
>>>
JANUSZ KUITA 


SPOŁECZEŃSTWO BYDGOSZCZY 
W LATACH 1920-1939 


CZĘŚĆ II 


Część pierwsza mmcJszego opracowania poświęcona została, przypomnijmy raz j
sz- 
cze, przemianom demograficznym i zasadniczym zmianom w stanie ludności Bydgoszczy. 
W części drugiej pragniemy skupić uwagę na strukturze społeczno-zawodowej ludno
ci tego 
miasta w dwudziestoleciu międzywojennym. Dotychczas ten ważny i złożony problem nie 
był przedmiotem badań historyków i socjologów. Oczywiście szkic ten nie rości sobie prawa 
do wyczerpującego ujęcia zagadnienia struktury społecznej i przemian tej struktury w Byd- 
goszczy w okresie II Rzeczypospolitej. Problem ten wymaga pogłębionych interdyscyplinar- 
nych badań. Tu więc ograniczymy się tylko do kwestii składu zawodowego i społ
cznego 
lbiorowości bydgoskiej. 
Przez pojęcie struktury społecznej rozumiemy, idąc za S. Ossowskim system między- 
klasowych i międzywarstwowych zależności, dystansów i hierarchii. Podstawę struktury sta- 
nowi podział na duże grupy społeczne: klasy i warstwy. Istotą składu społecznego są nato- 
miast tylko ilościowe proporcje niektórych badanych cech struktury społecznej l. 


I 


Bydgoszcz dzięki korzystnemu położeniu geograficznemu i zdecydowanej polityce 
gospodarczej rządu niemieckiego, który dążył do przekształcenia miasta w silny ośrodek 
niemczyzny na wschodzie. znalazła się w drugiej połowie XIX w. w rzędzie ośrodków szybko 
się uprzemysławiających. Przed wybuchem I wojny światowej była już miastem o nader roz- 
winiętym przemyśle, gdzie dominujące znaczenie miały takie jego gałęzie, jak przemysł 
metalowy i maszynowy, drzewny i spożywczy. Krzyżujące się w Bydgoszczy drogi wodne 
i ważne linie kolejowe przebiegające przez miasto spowodowały, że stała się ona ważnym 
ośrodkiem handlu i ruchu towarowego. W ciągu zaledwie półwiecza Bydgoszcz stała się naj- 
ważniejszym ośrodkiem przemysłowo-handlowym na dużym obszarze obejmującym półno- 
cną część \Vielkopolski i południową część Pomorza Gdańskiego 2 . 
Industrializacja Bydgoszczy przyniosła istotne zmiany w zakresie tempa rozwoju demo- 
graficznego, sk ładu narodowościowego i społeczno.zawodowego mieszkańców. Bydgoszcz 
licząca w połowic XIX w. tylko 14,4 tys. mieszkańców już na początku XX w. doszła do 
prawie 81 tys. Wśród mieszkańców zdecydowaną przewagę mieli Niemcy (ok. 80 %). W ich 
rękach znajdowały się: kapitał i środki produkcji. Nic też dziwnego, że burżuazja i drobno. 
mieszczaństwo bydgoskie składały się w przeważającej części z osób narodowości niemiec- 
kiej. Polskich przemysłowców była znikoma garstka. Należeli do nich mjn. Józef Milchert, 
właściciel znanej wówczas fabryki wódek, Stanisław Rolbieski, Józef Zawitaj właściciel od- 
lewni i fabryki wyrobów z brązu. Nieco lepiej kształtowała się sytuacja w handlu, lecz i w tym
>>>
68 


dziale gospodarki liczba polskich kupców była w stosunku do kupców niemieckich znikoma 3 . 
Wśród pracowników umysłowych zatrudnionych w służbie publicznej było tylko kilku- 
nastu Polaków, i to najczęściej na podrzędnych stanowiskach 4 . Nieliczną grupę pol
kiej inteli- 
gencji tworzyli księża katoliccy, wolnopraktykujący lekarze i adwokaci. 
Najliczniejszą grupą społeczną w Bydgoszczy na przełomie XIX i XX w. byli robotnicy, 
w tym ok. 15 tys. robotników przemy.słowych. I w tej grupie zdecydowanie przeważali robot- 
nicy niemieccy. Stosunek robotników polskich do niemieckich kształtował się jak l do 3 5 . 
Wielka wojna i klęska Niemiec spowodowały ogólny zastój w przemyśle i handlu byd- 
goskim. Widomym tego znakiem była rosnąca liczba osób bezrobotnych, których w końcu 
1919 r. było prawie 5 tys.6. 
Zdawało się, iż inkorporacja Bydgoszczy do Polski w 1920 r. pogłębi trudności gospo. 
darcze i zahamuje jej rozwój. Odcięcie miasta od dotychczasowego rynku niemieckiego, wiążą- 
cy się z tym brak zamówień z Niemiec dla zakładów przemysłowych, brak surowców i węg1a 
oraz całkowita zmiana warunków dla przemysłu drzewnego, najważniejszej gałęzi przemysłu 
bydgoskiego, mogły usprawiedliwiać to mniemanie. A jednak okazało się, że władze polskie 
rychło opanowały niepomyślną sytuację. Nadspodziewanie szybko nastąpiło spolszczenie 
przemysłu i handlu. Działy te potrafiły na ogół wyjść obronną ręką z długoletniej inflacji 
marki polskiej, dwukrotnego załamania się złotego, braku długotrwałego kredytu, drożyzny 
kredytu obrotowego oraz wojny celnej polsko-niemieckiej (1925-1933). Ta ostatnia wywar- 
ła nawet "dodatni wpływ na ogólny rozwój stosunków gospodarczych miasta", pobudzając 
producentów i kupców do wzmożonej aktywności. Bydgoszcz w latach dwudziestych nie 
tylko nie cofnęła się w rozwoju gospodarczym, lecz przeciwnie, wykazywała tendencje roz- 
wojowe. Stała się w tym okresie czołowym ośrodkiem gospodarczym Polski zachodnio. 
-północnej. Tej pozycji ważnego ośrodka przemysłowo-handlowego w regionach wielkopol- 
sko-pomorskim, a i w Polsce, nie utraciła w latach trzydziestych, mimo że na jej dalszym roz- 
woju poważnie odbiła się depresja lat 1929-1935 7 . 
"Zestawiając okres lat międzywojennych odrodzonego państwa polskiego z czasami 
panowania niemieckiego, stwierdzić można - trafnie pisze A. Wielopolski - Le rozwój swój 
w granicach Prus Bydgoszcz zawdzięczała głównie położeniu na drodze wodnej równoleż- 
nikowej, łączącej poszczególne człony gospodarstwa niemieckiego. R o z r o s t s w ó j 
w I a t a c h m i ę d z y woj e n n y c h w g r a n i c a c h o d r o d z o n ej R z e- 
c z y p o s p o l i t e j P o l s k i ej, r o z r o s t o w s pół c z y n n i k u d y n a m i- 
k i z n a c z n i e w y ż s z y m (podkr. J .K.), zawdzięczała gospodarczym związkom 
innego typu: przede wszystkim przelotowemu położeniu między środkową i południową 
Polską a morzem, na bezpośrednim zapleczu Gdyni i Gdańska, portów morskich obsługują- 
cych życie gospodarcze Polski,,8. 


II 


Skład i struktura zawodowa ludności Bydgoszczy w pierwszych latach II Rzeczypospoli- 
tej dowodzą, iż miasto utrzymało czołową pozycję gospodarczą w jej zachQdnio-północnej 
części, a dokładniej mówiąc w województwach poznańskim, w skład którego wchodziła 
w latach 1920-1938, i pomorskim, do którego ciążyła gospodarczo, by wreszcie w kwietniu 
w 1938 r. znaleźć się w jego granicach. Głównym działem gospodarki bydgoskiej pozostał 
przemysł. Rozbudowywały się takie jego gałęzie,jak: przemysł metalowy, drzewny, spożyw- 
czy i konfekcyjny. Działalność przemysłowa objęła ponadto nowe dziedziny: przemysł
>>>
69 


chemiczny, elektrotechniczny, cukicrniczy, odzieżowy, garbarski, papierniczy i jeden z naj- 
ważniejszych w Polsce ośrodków przemysłu pOligraficzneg0 9 . 
W 1921 r. przemysł bydgoski stanowił źródło utnymania dla 28,3 tys.osób (32,3 %, 
a więc dla 1/3 mieszkańców. Wśród zawodowo czynnych w tym dziale było 744 przedsiębior- 
stw zatrudniających siły najemne (6,5 %) i 1850 drobnych kapitalistów nie zatrudniających 
sił najemnych (16 %). Naturalnie w przemyśle dominowali pracownicy najemni przede wszy- 
stkim robotnicy, którzy stanowili 68 % zawodowo czynnych w tym dziale. Najemni pracowni- 
cy umysłowi w pr.lemyśle stanowili tylko ok. 8 %. 
Z handlu i transportu utrzymywało się ok. 28 tys. bydgoszczan (32,4 %), a więc tyle 
samo co z przemysłu. Kupcy zatrudniający siły najemne i zajmujący się przeważnie handlem 
hurtowym stanowili 8,9 %, natomiast drobni kupcy, samodzielnie prowadzący swoje przedsię- 
biorstwa, którym zapewne pomagali członkowie rodzin, stanowili prawie 1/3 zawodowo czyn- 
nych w handlu. Ogółem odsetek pracowników samodzielnych w tym dziale gospodarki wyno- 
sił nieco ponad 40 %. Odsetek najemnych pracowników w handlu wynosił odpowiednio: 
19,5 % i 35,4 %. 
Przemysł, handel i transport dominowały więc w życiu gospodarczym Bydgoszczy. 
Utrzymywało się z nich ok. 57 tys. osób, tj. 57 % ludności miasta. Pod tym względem Byd- 
goszcz wyprzedzała wielkomiejski Poznań i sąsiadujący z nią Toruń. W Poznaniu z przemysłu 
i usług środki do życia czerpało ok. 52 %, a w Toruniu ok. 46 % ludności. Typ struktury za- 
wodowej stawiał Bydgoszcz w rzędzie najbardziej uprzemysłowionych miast już nie tylko 
Wielkopolski i Pomorza, lecz i Polski. 
Najwięcej pracowników umysłowych różnych kategońi: "od zwykłego biuralisty" do 
osób sprawujących funkcje kierownicze i legitymujących się niekiedy wyższym wykształce- 
niem, znalazło zatrudnienie w dziale służby publicznej. Stanowili oni w 1921 r. prawie 1/3 
wszystkich pracowników umysłowych w Bydgoszc.lY. Służba publiczna w tym mieście była 
źródłem utrzymania, wliczając tu nieliczne osoby uprawiające wolne zawody Oekarze, adwo- 
kaci) oraz pracowników fizycznych, ca 9 % ludności. Pod tym względem Bydgoszcz miała 
mniej korzystną strukturę zawodową niż Poznań i Toruń. W tym ostatnim pracownicy służby 
cywilnej stanowili ponad 14 % ludności, co nadawało mu zn
-nię miasta "urzędników". Ale 
też Toruń awansował \V II Rzeczypospolitej do rangi miasta wojewódzkiego, w który.m sie- 
dziby znalazły liczne urzędy i instytucje. Tymczasem Bydgoszcz w 1920 r. została zdegrado. 
wana ze stolicy regenl.ji (województwa) do rzędu miasta powiatowego. Poza tym władze pol- 
skie pozbawiły ją szeregu instytucji administracyjnych i kulturalnych (Dyrekcja Kolei, Dyrek- 
cja Lasów Państwowych, Szkoła Rolnicza i in.). Noszono się nawet z myślą likwidacji Bydgos- 
kiej Izby Przemysłowo-Handlowej i Izby Rzemieślniczej. "Słowem, jakby tendencyjnie, 
hoć 
może tylko z niezrozumienia warto
ci Bydgoszczy dla Polski, jako bazy naszego dostępu do 
morza, zepchnięto ją do rzędu zwykłych miast powiatowych, choć dla względów komunika- 
cyjnych, dla tradycji swojej, dla silnie rozwiniętego przemysłu i handlu oraz dla liczebności 
mieszkańców - wysuwała się ona na naturalną stolicę PomorzanlO. 
Analizując strukturę społeczno-zawodową Bydgoszczy trudno pominąć problem bezro- 
bocia. W 1921 r. odsetek bezrobotnych w mieście był bardzo wysoki, znacznie wyższy niż 
w Poznaniu (10 %) i wyższy niż w Toruniu (15,8 %). Bezrobotnych w Bydgoszczy było ponad 
6 tys. (16,5 %); bez środków do życia pozostawało prawie 12 tys. mieszkańców. "Niestety, 
gdy z jednej strony mówi się o rozwoju przemysłu wzgl. gromadzą się bogactwa, - konstato- 
wał J. Żernicki - z drugiej rozlega się głośny jęk nędzy tysięcy bezrobotnych'. l l.
>>>
Tabela 1 -.J 
Podział społeczno-zawodowy ludności Bydgoszczy w 1921 f. o 
Crvn n i zawodowo 
lU lU 
o o - - . OlU 
..Ir- J. = ..:.-:;;= o 
Dzia ł 
 
- IU
C: u.- . u'- 

 - .;::: 
 .
 

 
 
= c.- o C'5 % -- - (,) % .- 
 C,) % % % % % 
N =.
 N ........ - o ..... ,.. 
G:; 
 .;::: ._ "'O .- c: 

 - o 
gospodarki o c: 
_C'5 
-C'5 
- "O .;::: "B 
- -- S2
C: S2
C: o CłJ 
-o
C:t: 
 
 
 5';3 

 . C,) =.

 CC,). u. ..Q 
 
 

 S.- 
 t; 
 - o c_",=, 

 c';;; 
._- ... = o N o es 
 
su..Q =-;; Q..
 o:: Q..
... s 
Ogółem 87.643 38.214 43.6 1.340 1,5 4.369 5,0 6.001 6,8 18.813 21.5 1.176 1,3 49.299 56,4 
Rolnictwo 3.099 1.718 2,0 82 0.1 498 0,6 65 0.1 315 0,4 750 0.9 I .381 1.6 
Górnictwo 
i Przemysł 28.
76 11.512 13,1 744 0.8 1.850 2,1 908 1,0 7.819 8.9 188 01 16.764 19.2 
Handel i ubez- 
pieczenia l o.:! 90 4.654 5,3 416 0,5 1.465 1,7 908 1.0 1.647 1.9 206 0,2 5.636 6.4 
Komunikacja 18.089 5.625 6,4 15 
i transpon 0,0 75 0.1 1.530 1,5 4.185 4.8 16 0.0 12.464 14.3 
Służba publ. 7.454 3.280 3,7 33 
i wolne zawody 0.0 315 0,3 2.100 2,4 825 0.9 3 0,0 4.174 4,7 
Armia 2.193 937 1 ,l - - - - 408 0,5 528 0,6 - - 1.256 1,4 
Służba domowa 
i usługi osobiste 2.974 2.457 2.8 50 0.1 165 0.2 11 0,0 2.212 2.5 13 - 517 0.6 
Bezrobotni i 
osoby niepra- 7). S .:!94 
cujące za
odowo 11.590 6.296 - - - - - - - - - - 6.0 
Bez blitszcgo 1.735 1.943 
określenia 3.678 2.0 - - 1 0.0 271 0.3 1.282 1,5 - - 2.:! 
aj Łącznie z osobami o nieokreslonym stanowisku społecznym, których było 6.515 (7.5 %) 
1. ród ł o: Pierwszy powszechny spis Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 30 września 1921 roku. Mieszkania. Ludność. Stosunki zawodowe. Województwo p07.nańskie, Statystyka Polski, 
T. XXIV, Warszawa 1928, u.bl. XVIII. s. 218-219
>>>
Tabela 2 


Struktura zawodowa ludności BydgoSlC1, Poznania i Tnnmia w 1921 r. 


Bydgoszcz Poznań Toruń 
o o o o o o 
Dzia ł 
 $ 
 
 
 
 
o .- % o % o .- % o % o .- % o % 
gospodarki "'O .- "'O .- "'O 'c .- -::j .- "" 'c .- 
 .- 
o c .- o c o c o c 

 c c o c - o c E 

 c  . c . c 
 
 
.... 
 ;, cu 
 . 
'cu 
co N .
 r,s 
 co N .- 
 N co N.- co N 
N (.J oD N (.J N ,
 oD N ,
 N (,)..0 N (.J 
Rolnictwo 3.099 3,5 1.718 4.5 I .23 ) 0.7 589 0.7 917 2.3 463 2.7 
4 
Górnictwo 
i pr
.emysł 28.276 32,3 I 1.5 12 30,1 46.495 27.4 20.694 25.9 10.705 27,2 4.369 25,3 
Handel 
i u bczpieczenia 10.290 11,8 4.654 12,2 26.066 15,4 12.904 16,2 4.734 12,0 2.139 12.4 
Komunikacja 18.089 20.6 5.625 14.8 
i transport 26.614 15,7 8.440 10,6 4.834 12,3 I .416 8,2 
Sł użba publiczna 7.454 8,5 3.280 8,6 20.455 J 2, l 9.254 6.123 
i wolne zawody 11.6 15,5 2.450 14,2 
Armia 2.193 2,5 937 2,4 12.9J I 7,6 4.925 62 3.304 8.4 I .263 7;3 
Służba domowa 
i usługi osobiste 2.974 3.4 2.457 6.4 8.1 84 4,9 7.240 9.1 ] .59] 4,0 ] .365 7,9 
Bezrobotni i osoby 
nie wykon. pracy . 
zawodowej ] 1.590 13,2 6.296 16.5 16.923 10,0 10.510 13, l 4.653 11.8 2.732 15,8 
. 
Bez bliższego 
ok reślen ia i bez 
podania zawodu 3.678 4,2 1.735 4,5 10.543 6,2 5.288 6,6 2.563 6.3 l .079 6.2 
O g ó ł e m: 87.643 I 00.0 38.2 14 100,0 169.422 100.0 i9.R44 I 00.0 39.424 100.0 17.276 l 00,0 


1. ród ł o: Pierwszy powszechny spi
, tab. XVIII, s. 218-219, 282-283 


...,J 
-
>>>
72 


W latach 1918- 1921 istotnym przeobrażeniom uległa struktura zawodowa Bydgoszczy 
pod względem narodowościowym. Ludność niemiecka w tych latach masowo i dobrowol- 
nie opuszczała Bydgoszcz. Wyjeżdżali głównie pracownicy najemni, zarówno robotnicy, 
jak i urzędnicy, najsłabiej zakorzenieni na gruncie bydgoskim. Lecz wyjeżdżali również samo- 
dzielni przedsiębiorcy przemysłowi. kupcy i rzemieślnicy. [ch przedsiębiorstwa nabywali Po- 
lacy, często reemigranci z Niemiec i Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. którzy przy- 
wozili z sobą nie tylko kapitał, ale i doświadczenie zawodowe. 
Szybko postępował proces spolszczenia życia gospodarczego Bydgoszczy. Odwróceniu uległa 
proporcja robotników polskich do niemieckich z 1:3 na 3:1. Urzędnicy narodowości niemiec- 
kiej zniknęli ze służby publicznej. Poważnie zmniejszył się udział Niemców wśród samodziel- 
nych przedsiębiorców. W Bydgoszczy pozostali tylko najsilniejsi przedsię biorcy. którzy byli 
zrośnięci z miastem, niejednokrotnie od pokoleń. Zachodzące procesy sprawiły, iż wkrótce 
mniejszość niemiecka w Bydgoszczy, a i w Polsce, miała najbardziej nowoczesną strukturę 
społeczno-zawodową, charakteryzującą się wysokim odsetkiem samodzielnych pracodawców 
zatrudniających siłę najemną, której większość stanowili robotnicy i pracownicy umysłowi 
narodowości polskiej. 
Żydzi, nieliczni w Bydgoszczy. trudnili się głównie handlem, wykazując zmysł organiza- 
cyjny i dużą ruchliwość. Jednak ich udział w działalności handlowej miasta był raczej skrom- 
ny i sięgał zaledwie 5 % polskich operacji handlowych, a razem z Niemcami nie przekraczał 
w połowie lat dwudziestych 20 %12. 
Na dalsze zmiany w składzie i strukturze zawodowej Bydgoszczy decydujący wpływ 
miały procesy zachodzące w życiu gospodarczym Polski: koniunktura inflacyjna lat 1918- 
-1923. ożywienie gospodarcze w latach 1926-1929, kryzys i wielka depresja lat 1930-1935. 
ponowne ożywienie gospodarcze w latach 1935-1939. Oczywiście w okresach ożywienia 
ekonomicznego postępowało unowocześnienie struktury społeczno-zawodowej, kryzys i de- 
presja zrodziły zjawiska destrukturyzacji, znajdujące wyraz m.in. we wzroście bezrobocia 
i proletaryzacji drobnomieszczaństwa. 
Dokładne prześledzenie zmian dokonujących się w strukturze społeczno-zawodowej 
Bydgoszczy w wymienionych wyżej okresach jest bardzo utrudnione. Brak po prostu ścisłych 
danych statystycznych. Stąd też dalszą analizę interesującego nas problemu oprzemy głównie 
na danych drugiego powszechnego spisu ludności, przeprowadzonego w Polsce w końcu 1931 r. 
a więc w czasie, gdy kryzys gospodarczy w Polsce osiągnął swoje dno. Niemniej jednak dane 
tego spisu umożliwiają uchwycenie zmian, jakie dokonały się w strukturze społeczno-zawo- 
dowej Bydgoszczy w dziesięcioleciu 1921-1931. Otóż nie ulega kwestii, iż w tym dziesię- 
cioleciu miała miejsce dalsza modernizacja składu zawodowego ludności Bydgoszczy. Znala- 
zło to wyraz w znacznym wzroście odsetek zatrudnionych w takich działach. jak przemysł 
i usługi, oświata, nauka i kultura. i ochrona zdrowia. 
W latach 1921-1931 liczba 05ób zawodowo czynnych w przemyśle wzrosła z 11.5 tys. do 
ca 21 tys. Najszybciej wzrastała liczba robotników. W 1921 r. było ich 7,8 tys., a w 1931 r. 
ponad 15 tys. Tak więc liczba zawodowo czynnych robotników w.przemyśle bydgoskim 
w omawianym dziesięcioleciu prawie się podwoiła. Znacznie mniejszą dynamikę wzrostu 
wykazywała grupa samodzielnych przedsiębiorców przemysłowych. Odsetek osób samo- 
dzielnych zatrudniających najemną siłę roboczą zmniejszył się w latach 1921-1931 z 0,8 % 
do 0,7 %, wzrósł natomiast minimalnie odsetek samodzielnych nie zatrudniających si ł najem- 
nych z 2,1 % w 1921 r. do 2,7 % w 1931 r. Kryzys gospodarczy sprawiał, iż część mniejszych 
przedsiębiorców musiała zrezygnować z sił najemnych i spadała do grupy samodzielnych
>>>
Podział społeczno-zawodowy ludności Bydgoszczy w 1931 r. 


Tabela 3 


Czynni zawodowo 
.c ._ 
c:.I 
u 
- .- 
Dział .2 o o c C'7' = C 
 c . c:.I 
(j -;;' E Cj.
 E u .- . . "i 


 
 .S.c.
 ._"- u .- 
 u 
gospodarki E:= o o % % s c.-. % c o % c % u :j % 

 c] c-o -o-o
 '":j-o
 
- - .g
 = 
c o o - c o ::I C o on 
 U o .s 
-o c 
 .
 ES. E::. u . 
 

 
:o cu 
 
 :0--0 
N 
 

::: 

::: - ..., 

e 
u s U s s on S II c.. e::: 
O g ó ł e m: 114.965 a7 52.341 45,5 16.664 1,4 6.889 6,0 8.951 7.8 29.790 25.9 1.176 1,0 
Rolnictwo 921 445 0,4 33 0,03 47 0,04 100 0,09 229 0.2 36 0,03 
Górnictwo i pnemysł 44.839 21.067 18,3 871 0,7 3.143 2,7 1.5 11 1,3 15.041 13,1 501 0,4 
Handel i ubezpieczenia 16.626 8.814 7,7 541 0.5 ' 2.923 2.6 1.695 1,5 3.098 2,7 557 0,5 
Komunikacja i transport 23.278 7.050 6,1 23 0.02 183 0.1 1.855 1,6 4.958 4,3 31 0,03 
Służba publicz. 5.716 2.323 2,0 38 0,03 32 0,03 1.599 1,4 652 0,6 2 0.03 
Szkolnictwo, oświata 
kultura 2.693 l .465 1,3 23 0,02 203 0,2 944 0,8 287 0.2 8 0,3 
lecznictwo, higiena itd. 3.134 1.719 1,5 134 0.1 360 0,3 307 0.3 881 6,8 37 0.03 
Służba domowa 3.658 3.483 3,0 - - - - - - 34 3,0 - - 
Utnb'mujący się z pracy 6.991 3.760 3,3 stanowisko społecznie nicokreślone 
zaro kowej 
Zawód nieokreślony , 
osoby wykolejone i zawód 5.109 2.215 1,9 l 0.02 8 0,2 940 0.8 1.161 1,0 0.08 
niewiadomy l 


al W tej liczbie osób o nieokreślonym stanowisku: czynnych i biernych razem 9.147, czynnych - 3.861 


1. ród ł o: Drugi powszechny spis ludności z dn. 9 XII 1931 r. Mieszkania i gospodarka domowa. Ludność. Stosunki zawodowe. Województwo poznańskie bez miasta Poznania, 
Statystyka Polski, Seria C. z. 76, Warszawa 1938, tab. 29, s. 344-345 


.....:a 
\N
>>>
74 


nie zatrudniających pracowników najemnych. 
Odsetek osób zatrudnionych w handlu wzrósł z 5,3 % w 1921 r. do 7,7 % w 1931 r. 
Jednak odsetek przedsiębiorców handlowych zatrudniających siły najemne utrzymał się na 
poziomie 0,5 %. Część z nich spad ła zapewne w czasie kryzysu do grupy samodzielnych, nie 
zatrudniających pracowników najemnych. Odsetek drobnych przedsiębiorców handloWych 
wzrósł z 1,7 % w 1921 r. do 2,6 % w 1931 r. 
Kryzys ekonomiczny sprawił, iż również w komunikacji i transporcie nie zanotowano 
wzrostu odsetka osób zawodowo-czynnych. Utrzymał się on na poziomie ok. 6 %. W liczbach 
absolutnych wzrost osób zawodowo czynnych w transporcie wyniósł tylko ok. 1400 osób. 
O ponad 2 tys. powiększyła się liczba pracowników w administracji, oświacie, kulturze i ochro- 
nie zdrowia. Odsetek osób zatrudnionych w tych działach wzrósł z ok. 3,7 % w 1921 r. do 
S,2%wI93Ir. 


Tabela 4 


Struktura zawodowa ludności Bydgoszczy, Poznania i Torunia w 1931 r. 


Bydgoszcz Poznań Toruń 
Dzia ł gospodarki Zawodowo Zawodowo Zawodowo 
czynni i % czynni i % czynni i % 
bierni bierni bie mi 
Rolnictwo 2.235 1,9 2.049 0,8 528 1,0 
. 
ogrodnictwo 921 0,8 1.115 0,4 768 1,4 
Górnictwo i przemysł 44.839 38,2 85.679 36,1 17.840 33,0 
Handel i ubezpieczenia 16.626 14,2 42.810 17,4 6.939 12,9 
Komunikacja i transport 23.278 19,9 33.676 13,7 6.929 12,8 
Służba publiczna 5.716 4,9 16.842 6,8 5.277 9,8 
Szkolnictwo, oświata, 
kultura 2.693 2,3 7.783 3,2 1.274 2,3 
Lecznictwo, higiena itd. 3.134 2,7 7.608 3,1 1.400 2,6 
Służba domowa 3.658 3,1 11.009 4,5 1.923 3,6 
Utrzymujący się bez 
pracy zarobkowej 8.99 l 7,7 23.458 3,5 4.477 8,3 
Zawód nieokreślony , 
osoby wykolejone, 
zawód niewiadomy 5.109 4,3 11.041 4,5 6.641 12,3 
Ogółem . 
117.200 100,0 246.470 100,0 53.993 100,0 
. 


1. r 6 d ł o: Drugi powszechny spis, tab. 29, s. 344- 345; Drugi powszechny spis ludności z dn. 9 XII 19 31 r. 
Mieszkania i gospodarka domowa. Ludność, Stosunki zawodowe. Miasto Poznań, Statystyka 
Polski, Seria C. z. 74, Warszawa 1938, tab. 28, s. 26-64; Drugi powszechny spis, Województwo 
pomorskie, Statystyka Polski, Seria C, z. 75. s. 293-29S
>>>
75 


Analiza struktury społeczno-zawodowej Bydgoszczy dowodzi, iż w latach dwudziestych 
mimo nie zawsze sprzyjających warunków, stała się ona ośrodkiem wysoko uprzemysłowio- 
nym. W 1931 r. z produkcyjnych działów gospodarki utrzymywało się aż 82,7 tys.osób 
(72,3 %), a więc bez mała 3/4 ludności. Dominowali naturalnie robotnicy, którzy stanowili 
60 % zawod
wo czynnych i ponad 25 % ogółu ludności. Odsetek samodzielnych przedsiębior- 
ców wzrósł z 6,5 % w 1921 r. do 7,4 % w 1931 r. W liczbach absolutnych był to wzrost z 5,7 
tys. w 1921 r. do 8,6 tys. w 1931 r. Wśród samodzielnych przedsiębiorców przeważali nie za- 
trudniający sił najemnych. 
Pracowników umysłoWych różnych kategorii było prawie 9 tys. Stanowili oni 17 % za- 
wodowo czynnych i 7,8 % ludności. W Poznaniu najemni pracownicy umysłowi stanowili 10 %, 
a w Toruniu prawie 15 % ludności. 
Niemcy, stanowiący w 1931 r. 9,6 % ludności Bydgoszczy, skupiali w swoich rękach zn
- 
czną liczbę przedsiębiorstw przemysłowych. Byli właścicielami 4 banków i 25 większych 
przedsię biorstw (Firma Ludwig Bucholz Spół .Akc. - 258 pracowników, Firma Lukuluss - 
fabryka cukrów i czekolady zatrudniała 390 robotników, fab
ka mebli Pfefferkom - 283 ro. 
botników, Fabryka Rowerów W. Tornow - 228 robotników) l . 
Osoby narodowości niemieckiej były właścicielami ponad 250 przedsiębiorstw handlowych 
i prawie 200 przedsiębiorstw rzemieślniczych. Wśród pracowników najemnych w tych przed- 
siębiorstwach przeważali Polacy. 


Tabela 5 


Przedsiębiorstwa niemieckie w Bydgoszczy w 1937 r. 


Liczba I Pracownicy 
Przedsiębiorstwa przedsię- Ogółem 
hiorstw Polacy Niemcy 
Przedsiębiorstwa 
przemysłowe 25 1.379 507 1.886 
Przedsiębiorstwa 1.000 
handlowe 256 700 1.700 
Przedsiębiorstwa 300 700 
rzemieślnicze 192 400 
Ogółem 473 2.779 1.507 4.286 


1. ród ł o: AP-Bydg.. (JW Porn., sygn. 30068, k. 357-362 
Stan finansowy przedsiębiorstw niemieckich wspieranych przez różnego rodzaju organi. 
lacje i spółdzielnie, a także przez Berlin był znacznie korzystniejszy niż przedsiębiorstw pol- 
skich. Niemcy bydgoscy byli również właścicielami ok. 20 % nieruchomości miejskich. Pozy- 
cja gospodarcza osób narodowości niemieckiej w Bydgoszczy "by ła tak mocna, iż proletariat 
wśród członków tej mniejszości prawie nie istnieje,,14. 
Żydzi, druga co do wielkości mniejszość w Bydgoszczy, skupiali w swoich rękach w 
1931 r. ponad 140 przedsię biorstw, głównie handlowych. Ich sytuacja gospodarcza "przedsta- 
wia się dobrze i mimo walki prowadzonej przez (polskie - J .K.) ugrupowania polityczne
>>>
76 


_ utrzymują swoją niezależność i mocną pozycję finansową,.15 


Tabela 6 


Liczba Pracownicy 
Przedsię biorstwa przedsię- Ogółem 
biorstw Polacy Niemcy 
Prledsiębiorstwa l 50 26 76 
przemysłowe 
Przedsię biorstwa 200 70 270 
handlowe 90 
Prze
si
 b
ors twa 50 12 59 71 
rzemles mcze 
Ogółem 141 262 155 417 


Przedsiębiorstwa żydowskie w Bydgoszczy w 1931 r. 


Ź ród ł o: AP-Bydg., UW Pom., Powiatowa księga naroduwościowa sygn. 30068, k. 384 


III 


Rozwój przemysłu i usług wywarł decydujący wpływ na uk
ztałtowanie się klasowo- 
warstwowego podziału społeczeństwa bydgoskiego. Większość zatrudnionych, jak już powie- 
dLiano. stanowili robotnicy. Odsetek robotników wśród zawodowo czynnych wynosił 49,2 % 
w 1921 r. i aż 56,9 % w 1931 r. (Tab. 1 i 3). Ten wysoki odsetek sprawiał, iż Bydgoszcz w po- 
czątkach lat trzydziestych mJlazła się wśród największych ośrodków robotniczych w Polsce. 
Połowa robotników bydgoskich w 1931 r. była zatrudniona w przemyśle, przede wszystkim 
w takich jego gałęziach, jak przemysł maszynowy, drzewny, spożywczy. 
Liczna była również grupa robotników zatrudnionych w transporcie. Stanowili oni 
9,5 % ogółu czynnych zawodowo, 16,6 % wszystkich robotników i ok. 33 % robotników prze- 
mysłowych. Na uwagę zasługują robotnicy zatrudnieni w służbie publicznej, na kolei, w ko- 
munikacji miejskiej, i instytucjach państwowych. Posiadała ona bezcenny przywilej: wlg1
dną 
pewność pracy, a ponadto możność korzystania z szeregu uprawnień, z których szczególne 
znaczenie miało prawo pierwszeństwa do bezpłatnego kształcenia dzieci w średnich szkołach 
państwowych, co w przyszłości stwarzało im szanse awansu społecznego l 6. Grupa robotników 
bydgoskich pracujących w służbie publicznej liczyła ok. 800 osób w 1921 r. i ponad 1800 
w 1931 r. Stanowiło to 4,3 % zawodowo czynnych robotników w 1921 r. i 3,4 % w 1931 r. 
Naturalnie klasa robotnicza była wewnętrznie bardzo zróżnicowana. Brak danych unie- 
możliwia przeprowadzenie podziału bydgoskiej klasy robotniczej na warstwy. W każdym ra- 
zie na jej szczycie znajdowali się robotnicy wykwalifikowani, w tym "rzemieślnicy", pracują- 
cy w dużych zakładach przemysłowych oraz w niektórych wyspecjalizowanych zawodach, np. 
drukarstwie. Była to "śmietanka" robotnicza, patrząca z góry na pozostałych. Niższe miejsca 
w tej hierarchii przypadły robotnikom wykwalifikowanym średniego i drobnego przemysłu, 
robotnikom przyuczonym w wielkim przemyśle. proletariatowi rzemieślniczemu i handlowemu, 
sezonowym robotnikom wykwaliHkowanym oraz robotnikom niewykwalifikowanym. Ci
>>>
Slan zatrudnienia robotaitów w przemyśle w Bydgoszczy w latach 1915 -19 35 


Tabela 7 


1925 r. 1926 r. 1927 r. 1928 r. 1929 r. 1930 r. 1931 r. 1932 r. 1933 r. 1934 r. 1935 r. 
Grupa Liczba Uczba Uczba Uczba Uczba Liczba Liczba Uczba Uczba Uczba 
przemysłu Uczba 
Z-dy Rob. Z-dy Rob. Z-dy Rob. Z-dy Rob. Z-d) Rob. Z-dy Rob. Z-Jy Rob. Z-Jy Rob. tz-dy Rob. Z-dy Rob. Z-dy Rob. 
Minerlłny 14 
66 1
 266 IS 404 14 433 15 547 16 350 14 291 13 306 13 342 15 45S 14 388 
Metalowy 12 131 13 229 16 314 18 365 19 393 19 414 19 349 19 341 16 318 17 518 16 514 
Muzynowy 39 1.919 41 7.714 49 2.632 50 3.011 52 3.052 .SJ 2.295 52 1.745 48 1.232 48 1.1 52 46 1.355 47 1.642 
Owmiczny 7 148 13 262 15 428 15 412 12 441 13 303 10 254 8 165 9 219 Ił 291 10 316 
Wł6ldennic:zy I 22 2 52 6 80 5 86 7 1ł5 8 112 ' 6 114 6 99 6 85 6 141 7 250 
Papierniczy 7 282 7 333 8 385 9 470 Ił 481 II 350 II 334 9 193 7 264 7 JOl 6 292 
Ciarbarski 2 143 5 171 7 266 7 294 4 252 6 276 6 190 6 196 6 110 6 189 4 199 
Drzewny 55 1.165 57 1.346 80 l. 775 81 2.160 81 2.119 83 1.636 83 1.424 68 156 62 880 58 997 50 961 
Spotywczy 31 973 34 1.224 79 1.145 80 1.275 80 1.507 78 1.591 78 1.491 72 1.281 68 1.382 70 1.438 66 1.569 
Odzidowy 21 630 20 635 29 804 31 958 34 920 34 884 35 581 28 52S 26 552 22 500 16 506 
Budowlany 15 179 16 236 22 439 24 856 28 1.770 26 159 21 939 25 499 23 347 2
 421 12 361 
Poli...aficzny 8 380 10 443 12 514 13 515 15 578 16 S81 17 399 16 340 15 346 17 472 17 4S6 
Utyt.publ. 6 390 6 400 7 490 7 S25 7 515 8 624 8 621 8 550 8 539 8 546 8 537 
016 te m 218 6.628 237 7.311 345 9.876 354 11.426 365 12.696 372 10.135 366 8.744 326 6.489 307 6.656 305 1.624 283 7.991 


t r.ó d ł o: AP-By4.lnlpcktor Pracy. IYII1. 3380 


-.1 
-.1
>>>
78 


ostatni znajdowali się na najniższ.,m szczeblu hiera
chii robotników zar.ówno pod względem 
płac, jak i warunków życiowych l . Ludność robotmcza w Bydgoszczy lIczyła w 1931 r. bez 
ł . l d .. . t 18 
mała 77 tys., stanowiło to 58 'k ca ej li nOSCl mlas a . 
Mówiąc o strukturze bydgoskich robotników pamiętać trzeba o grupie bezrobotnych, 
szczególnie licznej w latach trzydziestych, żyjących na marginesie społeczeństwa. 
Tabela 8 


Zarejestrowani bezrobotni w Bydgoszczy w latach 1921-1928 


Lata Ogółem czynni i bierni Bezrobotni % 
zawodowo 
1921 87.643 2.150 2,4 
1922 95.078 . . 
1923 100.888 1.854 1,8 
1924 104.477 2.728 2,6 
1925 105.672 3.703 3,7 
1926 108.065 2.770 2,6 
1927 110.810 3.658 3,3 
1928 115.964 3.504 3,0 
1929 118.274 4.022 3,4 


Ź ród ł o: R.St. m. Bydgoszczy za lata 1921-1929; AP-Bydg., Akta m. Bydg.. sygn. 636a 


Część Z nich żyła z pracy dorywczej, część staczała się do grupy "wykolejonych". Podział 
robotników na tych, którzy mieli pracę i tych, którzy stali się trwale bezrobotni, był zjawis- 
kiem niezwykle ważnym społecznie. 
Czynnikiem różnicującym robotników były płace. One wyznaczały ramy poziomu, 
a poniekąd i styli.l ich życia. 
W początkach lat dwudziestych na warunkach materialnych najemnych pracowników 
ujemnie odbiła się wzrastająca drożyzna, której nie dorównywał wzrost płac. Zarobione pie- 
niądze robotnik, rzemieślnik a nawet inteligent "niemal w całości przejadał" 19. W 1925 r. 
i na początku 1926 r. rzemieślnicy i wykwalifikowani robotnicy w bydgoskim przemyśle me- 
talowym, drzewnym i papierniczym zarabiali w zależności od stażu pracy od 50 gr. do 66 gr., 
robotnicy niewykwalifikow
!I1i od 17 do 45 gr. za godzinę pracy. Wyższe wynagrodzenia otrzy- 
mywali robotnicy w przemyśle budowlanym, gdzie płace wynosiły od 0,53 zł (robotnicy 
niewykwalifikowani) do 1,70 zł za godzinę rzemieślnicy i robotnicy wykwalifikowani). Tym- 
czasem dzienne koszty utrzymania czteroosobowej rodziny pracowniczej w Bydgoszczy wy- 
nosiły w 1925 r. od 4,58 zł do 6,70 zł 20 . W latach kryzysu płace nominalne pokrywały 
koszty utrzymania przeciętnie w 66 %. W lepszej sytuacji byli robotnicy zatrudnieni w Pol- 
skich Kolejach Państwowych, na poczcie, w administracji, gdzie najniższa grupa uposażenia 
wynosiła w latach trzydziestych 100 zł miesięcznie. W Polsce płacę taką lub wyższą otrzy- 
mywała najwyżej połowa zatrudnionych robotników 21 .
>>>
79 


Tabela 9 


Zarejestrowani bezrobotni w Bydgoszczy w latach 1929-1932 


Zawód lub ga łąź przemysłu 1929 1930 1931 1932 
Górnictwo i hutnictwo 6 23 34 39 
Przemysł metalowy 317 475 849 962 
" włókienniczy 7 9 
- - 
" budowlany 374 291 510 539 
" d rzewny 103 135 275 391 
" skórzany 134 187 226 110 
" papierniczy, poligraficzny 14 31 60 31 
" spożywczy 35 58 93 94 
" konfekcyjny 62 53 57 70 
" chemiczny 3 l 9 l l 
Przetwórstwo zwierzęce - l l ., 
... 
Robotnicy niewykwaJifikowani 2.619 3.225 8.436 8.369 
SłużbJ domowa 67 126 113 123 
Robotnicy rolni - - - - 
Robotnicy ruchu - - - S 
Pracownicy umysłowi 243 541 1.183 1.366 
!vi łodociani 5 - - - 
Inwalidzi wojenni - 14- 17 26 
Ogółem 4.402 5.161 11.870 12.147 


Ź ród ł o: R.St. ffi. Bydgoszczy za lata 1929-1932; AP-Bydg.. Raporty tygodniowe z rynku pracy pttpp 
za 11931 - 3 X 1931. sygn. 585; tamte. Statystyka bezrobotnych, sygn. 636a. 


Próbując sobie zdać sprawę z wewnętrznej struktury grupy bydgoskich robotników trze- 
ba pamiętać, iż nie istniały ścisłe przegrody społeczne między proletariatem a drobnomiesz- 
czaństwem. Poziom uboższych grup drobnomieszczaństwa, szczególnie w okresie kryzysu, nie 
różnił się zbytnio od poziomu niektórych warstw klasy robotniczej. Drobnomieszczaństwo 
pod względem obyczajowo-towarzyskim bynajmniej nie izolowało się od zamożniejszych 
grup robotników. "Robotnik fabryczny żyje blisko, a nawet przyjaźni się z samodzielnym rze- 
mieślnikiem - szewcem, stolarzem czy kramarzem sprzedającym towar na placu targowym 
przedmieścia. Wszyscy tworzą zwartą grupę społeczną, żenią się między sobą, kochają i niena- 
widzą, przyjaźnią i obgadują, a przecież jedni są najemnikami, a drudzy często zatrudniają 
jednego lub dwu uczniów czy czeladnik6w,,22. Tak było w Polsce i Bydgoszcz nie była tu 
wyjątkiem. 
Robotnicy nie mieli większych możliwości awansu zawodowego a tym bardziej awansu 
społecznego. Wykształcenie i wyższe kwalifikacje zdobywano na początku kariery robotni- 
czej. Jeśli chodzi o dzieci - sprawą pierwszoplanową było umożliwienie im zdobycia przygo- 
towania zawodowego w szkole zawodowej lub technicznej. Chciano w ten sposób oszczędzić
>>>
80 


dzieciom losu robotnika niewykwalifIkowanego 23 . Kształcenie dzieci w gimnazjum czy w szko- 
łach wyższych było zjawiskiem raczej rzadkim. W latach trzydziestych w gimnazjach bydgos- 
kich na ponad 2.100 uczniów było 20-30 pochodzenia robotniczego. Stanowili oni zaledwie 
O 
 - l ,3 % ogółu gimnazjalistów 24 . 


T a b e l a 10 


Uczniowie szkół średnich w Bydgoszczy wed ług zawodu rodziców 
w latach 1932-1936 


Zawód rodziców 

 .- c . . 
Rok -o c
Go) c. . c. 
CIS 'N' 
 
 . 
 
 'eon .- . . 

 ..8 .
 '. 
o Go) c:: 
CIS-o 's .... c. -o 
.o:U-O .o .- o eon- E c. .,..:::; o .- o 
s c:: G.) 
 
 c. ..s 
c."O Go) 
 .o c:: Go) 
. E c. 2 o o..
 - c:: 
 
c. ;.:::I :u-s CIS o o 
;.:J 'Oh._ ;.:J 
 ... c::. .
 ... - =' N .- c:: :u 

 ='._ c. c..eon
..c 
.5 
 
 - N 
1932 8 2.200 909 493 242 20 214 322 
1935 6 2.127 1.073 438 161 29 148 278 
1936 6 2.397 1.217 449 202 31 165 333 
. 


1. ród ł o: R.St. m. Bydgoszczy za lata 1932, 1935, 1936 


Układ warstw i grup zawodowych w łonie bydgoskiej klasy .robotniczej od najbardziej 
wykwalifIkowanych, najlepiej wynagradzanych i najbardziej poważanych do stojących pod tym 
względem niżej, .iŻ po lumpenproletariat i "wykolejonych" wymaga pogłębionych interdyscy- 
plinarnych studiów. 
Pracownicy umysłowi stanowili drugą co do wielkości grupę społeczną w Bydgoszcz 5 . 
Wraz z przedstawicielami tzw. wolnych zawodów często określano ich mianem inteligencji 2 . 
Stan liczebny pracowników umysłowych powiększył się z ok. 6 tys. w 1921 r. do pra- 
wie 9 tys. w 1931 r. Stanowili oni ok. 7 % ludności Bydgoszczy w 1921 r. i ok. 8 % w 1931 r. 
Warstwa inteligencji i pracowników umysłowych liczyła w 1931 r. ogółem prawie 18 tys. osób. 
Stanowi
o to prawie 16 % całej ludności miasta. Sądzić można, iż liczba tych pracowników 
wzrosła jeszcze w latach 1931-1939. Inteligencję bydgoską bowiem corocznie zasilali absol- 
wenci miejscowych szkół średnich i krajowych uczelni wyższych. 
Najwięcej pracowników wnysłowych zatrudniały bydgoski przemysł, transport i handel, 
a więc działy produkcyjne. Pracowała w nich ponad połowa pracowników umysłowych za- 
wodowo czynnych. Około 1/3 zatrudniała służba publiczna: administracja państwowa i $amo- 
rządowa, szkolnictwo, nauka i kultura oraz lecznictwo. W Polsce tymczasem apa.tat- admini- 
stracy
no-urzędniczy zatrudniał połowę bez mała pracowników umysłowych, był ich gł.ówną 
ostoją 6. I 
Sporą grupę zawodową wśród inteligencji bydgoskiej stanowili nauczyciele, których 
u schyłku lat trzydziestych było ok. 650, w tym ok. 140 profesorów gimnazjalnych. Odsetek 
nauczycieli wśród zawodowo czynnych pracowników umysłowych wynosił jednak tylko 0,7 % 
w 1931 r. 
Przedstawiciele .wolnych zawodów, a więc wolnopraktykujący lekarze, lekarze-denty- 
ści, adwokaci, architekci, wreszcie niezatrudnieni najemnie literaci i inne drobne liczebnie
>>>
81 


Tabela 11 


Nauczyciele w Bydgoszczy w latach 1929-1936 


Nauczyciele 
Szkoły Szkoły Szkoły Szkoły Konser- 
Rok powszechne wydzia- średnie zawodo. watoria Ogółem 
łowe we muzycz- 
ne 
1925 189 43 180 146 - 588 al 
1929 282 45 155 251 - 733 
1933 311 25 151 156 - 643 
1935 325 8 134 126 33 626 
1936 344 4 135 135 33 651 


al Stan liczebny nauczycieli 656 


1. ród ł o: hmicki J., Wielka Bydgoszcz w świetle cyfr i faktów, Bydgoszcz 1926, s. 81; R.Sł. m. Bydgo- 
szczy za lata 1929, 1932, 1935, 1936 


kategorie, spełniający tak istotne funkcje społeczne, stanowili w Bydgoszczy grupę społeczną 
doprawdy nieliczną. I jakkolwiek grupa ta w ciągu dwudziestu lat powiększyła się ponad 
dwukrotnie, to jednak w latach 1936/37 przedstawiciele wolnych zawodów stanowili tylko 
0,2 % zawodowo czynnych pracowników umysłowych. 


Tabela 12 


Osoby wykonujące wolne zawody w Bydgoszcz w Jatach 1922-1937 


Ar chi- lekarze lekarze 
Rok tekci Adwokaci Lekarze dentyści we tery - Ogółem 
I 
ł 
I n arii 
1922 7 I 9 49 9 9 83 
I 
1923 12 12 47 10 - 81 
1925 7 26 70 11 6 110 
1929 11 43 83 24 12 173 
1933 II 60 92 30 15 218 
1936/37 13 53 79 24 15 184 


1. ród ł o: Adresy mias.ta Bydgoszczy na rok 1922, 1923; KsiąŻka adresowa miasta Bydgoszczy na rok 
1929.1933,1936/
7
>>>
82 


Zaledwie kilkanaście osób można by zaliczyć w Bydgoszczy do grupy ludzi zajmują- 
cych się twórczą pracą umysłową. Tworzyli tę grupę uczeni, pisarze i artyści, którzy przyby- 
li tu z innych dzielnic kraju i najczęściej na krótko osiedli w mieście nad Brdą (prof. Kazimierz 
Bassalik, Antoni Chołoniewski, pro£. Kazimierz Panek, Adam Grzymała-Siedlecki, Józef 
Weyssenhoff). 
Warstwa pracowników u
ysłowych i inteligencji była wewnętrznie bardzo zróżnicowa- 
na pod względem wykształcenia i dochodów. Jak już wykazano w pierwszej części opracowa- 
nia, stopień wykształcenia mieszkańców Bydgoszczy był niski. Lecz przejęcie miasta przez 
władze polskie w 1920 r. otworzyło wielu bydgoszczanom z początkowym tylko wykształ- 
ceniem drogę, dawniej zamkniętą, do posad w administracji państwowej i samorządowej oraz 
w innych działach służby publicznej. Z biegiem lat sytuacja się poprawiała, gdy grupę pra- 
cowników umysłowych zaczęli zasilać absolwenci polskich szkół i uczelni. 
Grupę właściwej inteligencji. nazywanej niekiedy "wyższą inteligencją" tworzyli przed- 
stawiciele wolnych zawodów, wyżsi urzędnicy, profesorowie szkół średnich, otlcerowie, du- 
chowni. literaci, ludzie najczęściej z wyższym wykształceniem. Wykształcenicm takim legity- 
mowało się w Bydgoszczy w 1921 r. ok. l tys. osób, to jest ok. 1,5 % ludności. Szacować mo- 
żna, iż w latach trzydziestych odsetek ten wzrósł do ok. 2,0 %. 
Dochody pracowników umysłowych i przedstawicieli wolnych zawodów były ogromnie 
zróżnicowane. Po pierwszym okresie powojennej nędzy, kiedy to "inteligent przejadał swoje 
zarobki'\ uposażenia za
zę ły rosnąć, ale już w 1925 r. w związku z dewaluacją złotego spad- 
ły znowu. Mocno we znaki dał się pracownikom umysłowym kryzys ekonomiczny lat 1929- 
-35. W 1929 r. połowa pracowników umysłowych zarabiała w Polsce, a i w Bydgoszczy, od 
175 do 430 zł miesięcznie, 1/4 poniżej 175 zł, a 1/4 ponad 430 zł. W czasie kryzysu płace 
spadły. Ich wysokość zależała oczywiście w znacznej mierze od kwalifikacji pracowników. 
Uposażenie osób z wyżsrm wykształceniem było o wiele wyższe od uposażenia reszty pra- 
cowników umysłowych 2 . 
Wolne zawody należały do kategorii najwyżej zarabiających. Dochody wziętych lekarzy 
i adwokatów wynosiły nawet kilka tysięcy złotych miesięcznie. Niektórzy notariusze zara- 
biali 10 tys. i więcej złotych miesięcznie. Na
wyższe warstwy inteligencji osiągały więc do- 
chód zbliżony do dochodów klas posiadających 8. 
Poziom dochodów poszczególnych grup warstwy pracowników umysłowych i inteli- 
gencji decydował naturalnie o ich sytuacji materialnej, poziomie konsumpcji, stylu życia, 
wielkości i wyposażeniu mieszkania itd. 
Problem bezrobocia, który tak dał się we znaki robotnikom, był niesłychanie istotny 
także dla pracowników umysłowych, zwłaszcza tych, którzy nie mieli specjalnego przygoto- 
wania zawodowego. W latach 1931-1932 bezrobotni pracownicy umysłowi w Bydgoszczy 
stanowili ok. 10 % wszystkich bezrobotnych i ok. 13 % zawodowo czynnych pracowników 
umysłowych. 
Świat "pracy umysłowej" był wewnętrznie jak już zaznaczono, głęboko podzielony. 
O miejscu w nim decydowały cechy ilościowe (dochody) i jakościowe (wykształcenie, stano. 
wisko, prestiż społeczny itp.). Cechy te sprawiały, że poszczególne grupy pracowników umy- 
słowych i inteligencji dzielił długi dystans. Dystans ten istniał między właściwą inteligencją 
z wyższym wykształceniem a niższymi pracownikami administracyjno-biurowymi, nie mówiąc 
już o pracownikach sklepowych, również zaliczanych do "umysłowych.'. Różnice między 
urzędnikami państwowymi różnych rang były często większe niż między "panem a forna- 
l m ,,29 N t . d . k . I ki . . ł h . 
e . awe w sro OWIS u nauczycIe s m Istma a lerarchia. Nauczyciele szkół średnich,
>>>
83 


którzy żądali ustawowego prz{)znania im tytu łu profesora, starali się zachować dystans -do nau- 
czycieli szkół powszechnych) . 
Zróżnicowanie społeczne pracowników umysłowych i inteligencji uzewnętrzniało się 
w życiu towarzyskim. Stosunki towarzyskie i rodzinne utrzymywano z tymi, których uznawa- 
no la równych sobie społecznie 31 . 
Rodzaj pracy i towarzystwo oddzielały inteligencję od warstw "niższychu. Dystans był 
tu jeszcze dłuższy niż między różnymi grupami "umysłowych". 
I jeszcze kilka uwag o rodowodzie międzywojennej inteligencji bydgokiej32. O jej pocho- 
dzeniu społecznym można mówić hipotetycznie m.in. na podstawie statystyki pochodzenia 
społecznego młodzjeży gimnazjalnej. Wydaje się, iż ponad połowa pracowników umysło- 
wych i inteligencji wywodziła się z tego samego środowiska, to)est z inteligencji. Ok. I') po- 
chodziło z klas posiadających i drobnomieszczaństwa. Dzieci robotników jak już powiedziano, 
stanowiły 0,9 % gimnazjalistów bydgoskich. Odsetek dzieci ch łopskich w gimnazjach bydgo- 
skich nie przekraczał 8 %. Tak więc z warstw "niższychU wywodziło się tylko ok. 9 % pracow- 
ników umysłowych i inteligencji. 
Drobnomieszczaństwo było warstwą społeczną obejmującą bardzo różne i odrębne gru- 
py. Tworzyli ją drobni wytwórcy towarowi, posiadający środki produkcji i niewielką własność 
prywatną, nie utrzymujący siły nąjemnej. Dokładne ustalenie stanu liczbowego tej warstwy 
w Bydgoszczy jest bardzo utrudnione. Przyjmując z dużą ostrożnością mało precyzyjne dane 
statystyczne z powszechnych spisów ludności w Polsce można szacunkowo przyjąć, iż drob- 
nych wytwórców było w Bydgoszczy ok. 6 tys. w 1921 r. i ok. 6,9 tys. w 1931. Jeżeli dodamy 
do tego pomagających członków rodziny i osoby na utrzymaniu, to z grubsza można przyjąć 
iż warstwa ta stanowiła ok. 15 % w 1921 r. i ok. 15,5 % w 1931 r. całej ludności. 
Drobnomieszczaństwo było warstwą bodajże najbardziej zróżnicowaną ze wszystkich 
grup społecznych w Bydgoszczy. Wchodzili w jej skład solidni rzemieślnicy i zamożni kupcy, 
znający swe miejsce w społeczeństwie, lecz również osoby zajmujące się pracą chałupniczą 
bądź handlem obwoźnym 33 . Grupy te różniły się wysokością dochodów, p
ziomem i stylem 
życia. Różniły się również pochodzeniem narodowościowym. Właśnie w tej warstwie znalazło 
się wielu mieszkańców narodowości niemieckiej i żydowskiej. Ci ostatni stanowili co prawda 
niewielki odsetek drobnomieszczaństwa bydgoskiego, lecz dla bydgoskich Żydów drobną 
wytwórczość stanowiła główne źródło utrzymania. Na 692 Żydów zamieszkałych w Byd- 
goszczy w 1937 r. aż 140 samodzielnie wykonywało zawód kupiecki i rzemieślniczy. Stano- 
wiło to l/S ogółu ludności żydowskiej w mieście. Jeśli do tych warstw oddzielnych wytwór- 
ców dodamy osoby pomagające i będące na ich utrzymaniu, to można przyjąć, iż zbiorowość 
żydowska w Bydgoszczy była w połowie grupą drobnomieszczańską. Zbiorowość ta na co 
dzień stykała się z ludnością nieżydowską, jednak w dużym stopniu była od niej odseparowa- 
na. Żydzi bydgoscy żyli we własnym kręgu i na ogół nie uczestniczyli w życiu społecznym 
miasta. Społeczność polska odnosiła się do nich niechętnie, operując stereotypem .,żyda
' 
traktowała pogardliwie, a niekiedy jawnie demonstrowała wrogość w stosunku do ludności 
narodowości żydowskiej. 
Jeśli chodzi o kupców i rzemieślników niemieckich, to większość z nich opuściła Byd- 
goszczy w latach 1920-1923. Udział Niemców w handlu bydgoskim spadł w 1925 r. do 
15 %. W latach trzydziestych Niemcy bydgoscy byli właścicielami 450 przedsiębiorstw han- 
dlowych i rzemieślniczych, w których zatrudniano do 4 pracowników. Wydaje się, iż drobna 
wytwórczość była źródłem utrzymania dla ponad 10 % ludności narodowości niemieckiej. 
Jeśli dodamy do tych drobnych wytwórców niemieckich 1300 właścicieli nieruchomości
>>>
84 


miejskich, to okaże się, iż ludność drobnomieszczańska narodowości niemieckiej mogła stano- 
wić około połowy ludności narodowości niemieckiej w Bydgoszczy. Niemcy stanowili powa- 
lny odsetek ludności drobnomieszczańskiej w tym mieście. Jednak ludność ta była warstwą 
w znacznej części polską. nieźle zorganizowaną i na..ogół opartą na solidnych podstawach. 
O burżuazji bydgoskiej w okresie tniędzYwojennym wiemy niewiele. Dane statystyczne 
nie dostarczają wiarygodnych wiadomości o tej grupie społecznej. którą określano jako samo- 
dzielnych pracowników zatrudniających siły najemne. Bez wątpienia znaleźli się w niej kupcy 
i rzemieślnicy zatrudniający do 5 osób, a więc przedstawtciele drobnomieszczaństwa. Jednak 
równocześnie wielu faktycznych kapitalistów figurowało w wykazach statystycznych jako 
"pracownicy umysłowi n - będąc dyrektorami banków, towarzystw. spółek, fabryk 34 . Stąd 
też podawane niŻej liczby - być może nie odbiegają
e nazbyt od danych rzeczywistych - na- 
leży traktować ostrożnie. W każdym razie w 1921 r. naliczono w Bydgoszczy 1,4 tys. osób 
zawodowo czynnych i zatrudniających jednocześnie siły najemne, zaś w 1931 r. - 1,6 .tys. 
Odsetek tych osób wynosił odpowiednio: 1,5 % i 1.4 % całej ludności miasta. 
Najwięcej "samodzielnych zatrudniających siły najemne", co zrozumiałe, było w prze- 
myśle i handlu. ..Samodzielni zatrudniający siły najemne" w przemyśle stanowili ponad poło-- 
wę a w handlu ok. 1/3 wszystkich bydgoskich przedsiębiorców zatrudniających pracowników 
najemnych. 1\1 dopiero można szukać właściwej burżuazji. Niewątpliwie kapitalistami byli 
polscy właściciele bądź dyrektorzy ponad 20 dużych i średnich przedsiębiorstw w Bydgosz- 
czy. Do grupy kapitalistów należeli bez wątpienia przedsiębiorcy narodowości niemieckiej, 
którzy w 1937 r. byli właścicielami 4 banków i 25 przedsiębiorstw i fabryk oraz Żydzi, wł
- 
ściciele 2 fabryk. Można przyjąć, iż grupa dużej i średniej burżuazji bydgoskiej liczyła kilka- 
dziesiąt osób. W grupie tej rzuca się w oczy duża liczba kapitalistów narodowości niemieckiej. 
Potwierdziła się prawda, iż Niemcy, "chociaż procentowo nieliczni, koncentrują w swoim 
ręku znaczną liczbę firm handlowych i przemysłowych,,3S. Jednak gros burżuazji bydgoskiej 
to burżuazja drobna. z której część należałoby zakwalifikować raczej do drobnomieszczań- 
stwa. . 
Klasa ta łącznie z członkami rodzin liczyła w 1931 r. ok. 5,2 tys. osób. Stanowiło to 
ok. 5 % całej ludności Bydgoszczy. Ta nieliczna grupa społeczna stała u szczytu hierarchii za- 
możności. 
Podział klasowo-warstwowy Bydgoszczy ukształtowany w początkach lat trzydziestych 
nie uległ zasadniczym zmianom do 1939 r. 


Kończąc ten skrótowy z konieczności opis struktury zawodowo-społecznej Bydgoszczy, 
trzeba podkreślić, iż by ła to struktura nowoczesno-kapitalistycma_ Rozwój produkcyjnych 
działów gospodarki wpłYi1ął decydująco na przekształcenie się Bydgoszczy w duże miasto, 
centrum życia gospodarczego Wielkiego Pomorza. Rozwój ten decydował również o podziale 
klasowo-warstwowym ludności. z której większość związana była z cywilizacją przemysłową. 
W trzeciej części opracowania pragniemy zbadać kulturowe aspekty struktury społecznej 
Bydgoszczy.
>>>
85 


T a b e l a 13 


Podział ludności w Polsce i Bydgoszczy na podstawowe klasy i warstwy 
społeczne w 1931 r. 


Polska Bydgoszcz 
Wyszczególnienie ludność 
w mln. % ludność % 
Ludność ogółem 32,0 100,0 li 4.965 100,0 
Ludność robotnicza 9,4 29 66.779 58,0 
Warstwa chłopska 16,8 53 - - 
Warstwa pracowników umysłowych 17.909 15.6 
i inteligencji 1,9 6 
Drobnomieszczaństwo 3,5 II 15.841 13,8 
Klasa posiadająca (burżuazja) 0,4 l 5.289 4,7 
Osoby o nieokreślonym stanowisku 9.147 7,9 
społecznym - - 


Ź ród ł o: Drugi powszechny spis ludności z dn. 9 xn 1931 r. Województwo poznańskie, GUS, RP, Staty- 
styka Polski. Seria C, z. 76, s. 344; Żarnowski J., Społeczeństwo Polski międzywojennej, War- 
szawa 1969. s. 158, tab. 13 


PRZYPISY 


l S . Ossowski, O strukturze społecznej. Warszawa 1982, s.9-18. 
2 Por. Polska Bydgoszcz 1920-1930. Dziesięć lat pracy twaczej. Bydgoszcz 1930, s. 71-72; K. 
Wróblewska, Życie gospodarcze w latach 1772-1945, (w:) Bydgoszcz. Historia - Kultura - Życie gospo- 
darcze, QJynia 1959, s. 151-164; K. Wajda. Przeobraienia gospodarcze Bydgoszay w latach 1850-1914, 
(w:) Historia Bydgoszczy. T. I do roku 1920, Warszawa - Poznań 1991, s. 530-540. 
3l\r. Polska Bydgoszcz, s. 73-75. 
4 Tamźe , s. 11-12. 
5 Tamże , s. 73; K. Wajda, l\dsumowanie okresu 111771-1920. (w:) Historia Bydgoszczy. s. 639. 
6Rr. Polska Bydgoszcz. s. 72'- 
7 Tamże , s. 72-73,82-91. 
8 A. Wielopolski. Bydgoszcz. Nowe zadania i widoki rozwoju, Gdańsk - Toruń - Bydgoszcz, 1945. 


s.9. 


9 Tamże . s. 7-9; K. Wróblewska, Zycie gospodarcze, s. 165-169; J. Lesiewski, "Przemysł bydgoski 
przed- i powojenny", "Przegląd Bydgoski", R. 1933, z. IV, s. 33-36.
>>>
86 


I0 Polska Bydgoszcz. s. 31. Por. też Pomorze czy Toruń? O siedzibie władz wojewódzkich rozstrzygnąć 
musi interes całego Pomorza Bydgoszcz b.r.w. 
11 J . Żernicki, Wielka Bydgoszcz w świetle cyfr i faktów. Bydgoszcz 1926, s. 120. 
12 Tamie , 5.120. 
13 p . Stawecki, W. Rezmer. Sytuacja społeczno-polityczna i gospodarcza Obszaru Okręgu Korpusu 
Nr VIII w Toruniu w latach 1933-1937. Wybór źródeł. dok. nr 2. s. 6-7. 
14 AP-Bydg.. UW Pom.. Powiatowa Księga Narodowościowa. sygn. 30068 k. 357-360. 
15 Tamże , k. 353. 
16 J . tarnowski, Społeczemtwo Polski międzywojennej. Warszawa 1969. s. 24. 
17 Tamże, s. 20-22. 
18 . 
Por. tab. 13. 
19 J . Żernicki. Bydgoszcz w cyfrach 1920-1924. Bydgoszcz b.r.w.. s. 10. Por. A. Czubiński. E. Makow- 
ski. Klasowy ruch robotniczy w Wielkopolsce w okresie II Rzeczypospolitej 1918-1928. t. I. Poznań 1963. 
s. 54-64. 
20 J . Żernicki, Wielka Bydgoszcz w świetle cyfri faktów. Bydgoszcz 1926. s. 129-130. 
21 J . Kutta, Główne problemy społeczne w Bydgoszczy w latach,. 1920-1939. s. 6. (Opracowanie przy- 
gotowane do druku). Por. J. Żarnowski. Społeczemtwo Drugiej Rzeczypospolitej i918-1939, Warszawa 
1973. s.62-63. 
22 F . Gross. Proletariat i kultura. Warszawa 1938. s. 11-12. 
23 Por . J. tarnowski, Społeczeństwo Drugiej Rzeczypospolitej. s. 86-90. 
24 Por . S. Kowal, Struktura społeczna Wielkopolski w międzywojennym dwudziestoleciu 1919-1939. 
Poznań 1974, s. 124-150. 
25 Por . J_ tarnowski. O inteligencji polskiej lat międzywojennych, Warszawa 1965; S. Kowal. Struk- 
tura społeczna, s. 52-64. 
26 J . tarnowski. O inteligenc;ji. s. 96-97. 
27 Por . J_ tarnowski. Społeczemtwo Drugiej Rzeczypospolitej. s. 199-202; tenie. Społeczeństwo, 


s. 98. 


28 Por. J_ tarnowski. Społeczeństwo. $. 99. Wysokie musiały być dochody adwokata i notariusza 
J. Maciaszka, b. prezydenta Bydgoszczy. który zdobył liczną klientelę i zatrudniał w swojej kancelarii prze- 
szło 20 pracowników. Mieszkał we ..wspaniałej willi". (S. Szenic. GarŚĆ wspomnień, Poznań 1990, s. 40). 
29 Por . J. tarnowski. Społeczeństwo. s. 105. 
30 TaJ11Że , s. 105. 
31 TaJ11Że , s. 100 i n.; tenże. Społeczeństwo Drugiej Rzeczypospolitej, s. 216 in. 
32 ----;- -= -. ... - - .. . ----;------------- 
O rodowodzie mteligenCjl wielkopolskieJ. a l bydgoskiej zob. m.in. W. Molik, Kształtowanie się 
inteligenqi polskiej w Wielkim Księstwie Poznańskim (1841-1870) (Wybrane Zagadnienia). (w:) Inteli- 
gencja polska pod zaborami. Studia pod red. R. Czepulis - Rastenis. Warszawa 197
, s. 66-106; tenże, 
Polskie peregrynacje uniwersyteckie do Niemiec 1871-1914. Poznań 1989; J. Borzyszkowski. Inteligencja
>>>
87 


polska w Prusach Zachodnich 1848-1920, Gdańsk 1986; S. Kowal, Społeczeństwo Wielkopolski i Pomorza 
Nadwiślańskiego w latach 1871-1914. Przemiany demograficzne i społeczno-zawodowe, Poznań 1982, 
s. 107-123; tenie, Struktura społeczna Wielkopolski, s. 52-64. 
3
a temat drobnomieszczaństwa w Polsce i w Poznańskiem zob. zwłaszcza: J. tarnowski, Społe- 
czemtwo Drugiej Rzeczypospolitej, s. 228-163; S. Kowal, Struktura społeczna Wielkopolski, s. 78-86. 
34 0 buduazji w strukturze społecznej Polski i Wielkopolski zob.: J. tarnowski, Społeczeństwo 
. Drugiej Rzeczypospolitej, s. 263-278; S. Kowal, Struktura społeczna Wielkopolski, s. 86-90. 
35 AP-Bydg., UW Pom., Powiatowa Księga, k. 353.
>>>

>>>
STANISŁAW KRASUCKl 


z DZIEJÓW 11 DYWIZJONU ARTYLERII 
KONNEJ W BYDGOSZCZY 


1. Artyleria Konna - zarys historyczny 


Trudno jest mówić o jeździe polskiej od pierwszych niemal lat XVIII w. aż do ostat- 
nich dni jej istnienia, nie wspominając o jej bratniej broni - artylerii konnej. Pojawiła się na 
polach walk żołnierza polskiego za czasów Księstwa Warszawskiego i od tego czasu była zaw- 
sze tam, gdzie bili szwoleżerowie, ułani, strzelcy konni. Mówiono o niej, że odprzodkowuje 
w pierw
ej linii ognia i schodzi z pola walki z ostatnim plutonem kawalerzystów, że szarżuje 
wraz z jazdą na wroga w szyku konnym swych kanonierów, a gdy zaszła potrzeba - kładła 
się pokotem w obronie swych dział. Utworzona z myślą o wsparciu jazdy, podobnie jak arty- 
leria piesza wspierać miała piechotę, musiała towarzyszyć jeździe w szybkich manewrach 
i marszach. Dlatego też podstawową cechą artylerii konnej była wysoka sprawność, szybkość 
i zdolność manewrowania, wynikająca ze stosunkowo lekkiego sprzętu i silnego zaprzęgu. 
Używano przeważnie armat 6-funtowych i granatników 7-10 funtowych. Zaprzęgano dzia- 
ła w 6 a nawet 8 koni, co umożliwiała ciągnięcie działa nie tylko stępa, lecz również kłusem, 
a nawet galopem. Duża manewrowość zezwalała na marsz w szyku bojowym, w którym działa 
szły w linie, w odległościach zezwalających na skręcenie każdemu z nich o 180 stopni, a usy- 
tuowanie ich w marszu i w walce (na przedłużnicy) dawało możność natychmiastowego 
otwarcia ognia oraz szybkiego marszu w natarciu czy w odwrocie l. Ta szybkość działania, 
zdolność manewru, zmiany pozycji i umiejętność towarzyszenia kawalerii w jej działaniach 
w rozmaitych formach walki, wymagały od artylerzystów wysokiego poziomu wyszkolenia, 
brawury, od dowódców zdolności podejmowania błyskawicznych decyzji, od kanonierów 
równie błyskawicznego wykonywania rozkazów. 
W bitwie pod Raszynem artyleria konna otrzymuje swój chrzest bojowy. Wyrusza na pole 
walki wprost z ćwiczeń na Pradze, gdzie miała ostre strzelanie i z miejsca wy różni a się znako- 
mitą dyscypliną ognia- i celnością strzałów, rozbijając kartaczami natarcia przeciwnika. W wiel- 
kiej wojnie 1812 roku odznacza się pod Możajskiem i Woronowem 2 . W bitwie pod Lipskiem 
pozostawiona w pewnym momencie bez żadnej osłony ogniem odpiera zaciekłe ataki piecho- 
ty pruskiej i szwedzkiej dochodzące niemal do samych luf armatnich. 
Pasmem pięknych sukcesów artylerii konnej jest Powstanie listopadowe i wojna pol- 
sko-rosyjska 1831 r. Jej taktyka i wypracowane na polach bitew nowe formy walki przynoszą 
świetne rezultaty, zaskakując przeciwnika pomysłowością, nowatorstwem i znakomitym zgra- 
niem ognia z ruchem. Te cechy obok przysłowiowej odwagi i waleczności pozwalają skutecz- 
nie przeciwstawiać się ilościowej przewadze przeciwnika. Działa poszczególnymi bateriami, 
półbateriami, a nawet plutonami. Czyny jej związane są mocno z postacią Józefa Bema, do- 
wódcy słynnej 4 baterii lekkokonnej, która walnie przyczyniła się do sukcesu pod Iganiami, 
a pod Ostrołęką klasyczną szarżą wprost na maszerujące kolumny rosyjskie i otwarciem ognia
>>>
90 


z najbliższej odległości, uratowała armię polską od niechybnej klęski. Ta ostrołęcka szarża 
Bema przejdzie do historii największych osiągnięć artylerii konnej, świadczących o jej wiel- 
kich możliwościach, kiedy prowadzona była przez dobrych dowódców. Ze sławą ,,4 lekko- 
konnej't chlubnie rywalizowały inne baterie. Przykładowo chociażby bateria lekkokonna 
korpusu generała Dwernickiego w wyprawie na Wołyń odznacza się w bitwie pod Boremlem, 
wspierając swym ogniem szarże własnej kawalerii i posuwając się skokami w pierwszej linii 
szarży. W obronie ustawiona w odstępach między szwadronami pierwszej linii bije ogniem 
kartaczowym. Współdziałanie artylerii konnej z jazdą jest tu doprowadzone do perfekcji. 
W bitwie warszawskiej w dniach 6 i 7 września 1831 r. usiłowały lekkokonne baterie rato- 
wać sytuację, szarżując szturmujące pułki rosyjskich grenadierów w rejonie Woli i Czystego. 
W tej wojnie artyleria konna zasłynę ła z męstwa, odwagi i waleczności, a nazwiska takich 
oficerów, jak gen. Józef Bem, por. Władysław Trębicki, kpt. labanowski, kpt. Stanisław 
J abłonowski, por. Tadeusz Czetwertyński, pOL Orłowski przeszły na zawsze do historii tej 
broni. Za zasługi w walce i służbie 41 podoficerów artylerii konnej awansowanych zostało 
do stopnia podporucznika 3 . 
Po upadku Powstania Listopadowego następuje dłuższa przerwa w dziejach artylerii 
konnej. Pojawia się dopiero w formacjach polskich tworzonych w latach I wojny światowej, 
a następnie sił zbrojnych Polski Odrodzonej, organizowanych od listopada 1918 roku. Wśród 
nich też znajdą się rodowody wojenne baterii, które w dalszych latach wejdą w skład II Dy- 
wizjonu Artylerii Konnej. 
Już w sierpniu 1915 roku sfonnowana zostaje bateria konna -przeznaczona do wspiera- 
nia kawalerii legionowej - dywizjonu ułanów rtm. Władysława Beliny PraŻffiowskiego. Ba- 
teria dowodzona przez porucznika Edmunda Knoll-Kownackiego oddała znaczne usługi, 
odznaczając się szczególnie w bitwie pod Raśną, a po ustaleniu linii frontu, jesienią 1915 r. 
weszła w skład l Pułku Artylerii Lekkiej Legionów. 
Kiedy powstają formacje polskie na Wschodzie, tworzą się pułki kawalerii i równole- 
gle niemal z nimi baterie artylerii konnej. Jesienią 1917 r. w składzie I Korpusu Polskicgo 
organizuje się zaczątek dywizjonu, początkowo w sile dwóch samodzielnych baterii konnych, 
pod dowództwem kpt. Leona Dunin-Wolskiego i kpt. Witolda Majewskiego. Wkrótce też pow- 
staje 3 konna bateria pod dowództwem kpt. Włodzimierza Arwaniti. W rezultacie trzybate- 
ryjny dywizjon dowodzony przez ppłka Obuch-Woszczatyńskiego stanowi siłę ogniową dywi- 
zji ułanów. Jed
ocześnie powstaje w II Korpusie jedna bateria konna oraz przy III Korpusie 
- dywizjon artylerii konnej pod dowództwem płka Juliusza Rommla. 
Dywizjon 
rtylerii konnej I Korpusu należał do jednej z najlepszych formacji naszych 
jednostek na Wschodzie. W walkach z wojskami sowieckimi w początkach 1918 L wykazał 
wysokie walory bojowe. Później staje się jego kadra i znakomicie wyszkolone stany osobowe 
zaczątkiem tej broni już w początkowym stadium organizacji Wojska Polskiego. Artylerzyści 
konni z Legionów i Korpusów Wschodnich o własnych siłach tworzą pierwsze plutony i ba- 
terie, 
óre bezzwłocznie ruszają na front. Już 25 lutego 1919 L, w 88 rocznicę bitwy gro- 
chowskiej, artyleria konna jest już w akcji bojowej na wschodzie i wkrótce sformowany zosta- 
je 1 dywizjon w składzie trzech baterii. Walczą onc nad Niemnem i Dźwiną, w Małopolsce 
. Wschodniej, nad Berezyną i na Ukrainie. Szczególnie odznaczają się w walkach z konną armią 
Budiennego, w wielkiej bitwie kawaleryjskiej pod Komarowcm w składzie l dywizji jazdy. 
Zgodnie z swą tradycją w całodziennych bitwach wielkich mas kawalerii wspierają szarże wła- 
snej jazdy, wyjeżdżając na otwarte pozycje i zwalczając kartaczami ataki nieprzyjaciela.
>>>
91 


Pomimo trudnych warunków organizacji siły zbrojnej, stale rosnących potrzeb frontu 
w obliczu śmiertelnie zagrożonego istnienia narodowego i państwowego w walce z wschodnim 
nieprzyjacielem, stałego nacisku doraźnych i nie cierpiących zwłoki wymogów pola walki, 
które trzeba było zasilać w największym pospiechu formowanymi oddziałami, zdołano zor- 
ganizować do lipca 1920 r. dziewięć dywizjonów artylerii konnej. Z taką więc siłą wystąpi- 
ła artyleóa konna w decydującym okresie bitwy warszawskiej i wynikłej z niej kontrofensy- 
wy na całym froncie, bitwy nad Niemnem i głębokich zagonów na froncie ukraińskim i litew- 
sko-białoruskim. Ten ostatni, dziewiąty dywizjon artylerii konnej posiadał baterię, rekrutują- 
cą się niemal wyłącznie ze studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Konie dla baterii dostar- 
czyli krakowscy ziemianie 4 . 
Po skończonej wojnie, w pokojowej pracy wojska dokonane zostały rozmaite zmiany 
organizacyjne we wszystkich rodzajach broni. Nie ominęły one też kawaleói i towarzyszącej 
jej artylerii konnej. Szereg dywizjonów artylerii konnej powstał już w okresie powojennym, 
często w oparciu o bateóe frontowe, przydzielone im z innych dywizjonów. Tak też było 
z II Dywizjonem Artylerii Konnej. którego kadrę stanowiły dwie baterie frontowe z 4 i 7 
dywizjonów artyleói konnej (DAK). Rodowody wojenne tych bateói wymagają więc oddziel- 
nego i bardziej szczegółowego omówienia. 
Pierwsza z nich, często zwana "płocką'. organizuje się w Poznaniu w lipcu 1920 r. 
w baterii zapasowej artylerii konnej nr 3. W połowie lipca wyrusza pod Zamość, gdzie na sku- 
tek wyjątkowo trudnej sytuacji w obsadzie dywizjonu. na rozkaz dowódcy aft} lerii ppłka 
Dunin-Wolskiego oddaje część ludzi, sprzętu i koni innym bateriom i powraca do Poznania, 
gdzie ponownie zostaje zorganizowana i skierowana do Płocka. Są to dni najwyższego wy- 
siłku jednostek polskich, w przededniu bitwy warszawskiej. 4 annia sowiecka, wzmocniona 
korpusem kawalerii Gaja, stara się obejść Warszawę od północy, kierując swe zagony na 
Płock, Włocławek, Toruń. Zachodzi gwałtowna konieczność obrony zagrożonych przejść 
przez Wisłę, by uniemożliwić przeciwnikowi przedostanie się na nasze tyły i odcięcie War- 
szawy od północy i zachodu. Naczelne Dowództwo organizuje obronę tych przejść. tworząc 
grupę "Dolnej Wisły", w skład której wchodzi 3 bateria 4 DAK. Przybywa dnia 14 sierpnia 
do Kutna, gdzie wywagonowuje się i natychmiast maszeruje na Gostynin z przydziałem do 
212 Pułku Ułanów mjra Jaworskiego. Dnia 15 sierpnia jest już w Gostyninie, a przed półno. 
cą osiąga wieś Radziwie , na przedpolu Płocka. O świcie zajmuje stanowiska na wschodnim 
krańcu miasta. 17 sierpnia rozpoczyna walkę ogniową z silnym przeciwnikierr.. dysponującym 
liczną bronią maszynową. W dalszych dniach bateńa walczy poszczególnymi plutonami, po- 
czątkowo na przedpolach i krańcach miasta, później na wznoszonych na jego ulicach baryka- 
dach. I pluton strzela z otwartej pozycji, tocząc nie równy pojedynek z sowiecką baterią, 
a później od rogatki Dobrzyńskiej kartaczami powstrzymuje natarcie nieprzyjacielskiej piecho- 
ty. Okazuje się, że pod Płock podeszły dwie dywizje kawalerii Gaja, usiłując opanować mia- 
sto w koncentrycznym ataku. Pluton
 wystrzelawszy całą amunicję, musi przejściowo wyco- 
fać się z pozycji. O świcie 19 sierpnia otrzymawszy 300 pocisków, bije na zachodnie i półno- 
cne krańce Płocka. W tym samym czasie II pluton wspiera piechotę w kierunku Rogoźna. 
Działa biją z otwartej pozycji. Kiedy pojawiają się masy kozackiej kawaleói, kartaczami osła- 
niają odwrót piechoty na Płock. Później rozpoczynają się walki w samym mieście całą bate- 
rią. Armaty przeciągają kanonierzy własnoręcznie ulicami i biją z bliskich odległości w sowie- 
ckie barykady i gniazda karabinów maszynowych. Do walki włącza się ludność Płocka, prze- 
kazując meldunki, organizując pomoc sanitarną, żywnościową, infonnując o sowieckich umoc- 
nieniach. Dowódca baterii por. Konstanty Hartingh osobiście kieruje ogniem, wskazuje cele,
>>>
92 


zbiera kanonierów i ogniem karabinowym i bagnetem odpicra ataki nieprzyjacielskiej piecho- 
ty, dochodzącej do dział. Później, w pościgu za wycofującym się wrogiem, bate ria niestrudze- 
nie towarzyszy piechocie, pomimo całkowitego wyczerpania ludzi i koni. Szybka akcja chroni 
miasto przed zniszczeniem i rabunkiem, a wdzięczni mieszkańcy nadali baterii chwalebną naz- 
wę "Obrońców Płocka" wraz z ufundowanym później proporcem, zatwierdzonym przez Na- 
czelne Dowództwo. 
Tymczasem jednak wojna toczyła się dalej. Po bitwie warszawskiej następuje kontr- 
ofensywa. Uskrzydlone powodzeniem dywizje polskie ścigają uchodzącego na wschód nieprzy- 
jaciela. Kiedy rozpoczyna się bitwa nad Niemnem, która ma ostatecznie zakończyć wojnę, 
3 bateóa wraz z sVłym 4 Dywizjonem Artylerii Konnej jest w składzie 2 brygady jazdy tzw. 
"grupy skrzydłowej", której zadaniem jest przerwać się przez współdziałającą z jednostka- 
mi sowieckimi am1ię litewską, z Suwalszczyzny na Lidę. W rozpoczętych działaniach 3 bate- 
ria otwiera swym ogniem drogę 3 Pułkowi Ułanów przez most na Niemnie pod Druskienni- 
kami. Broni następnie Druskiennik atakowanych przez oddziały litewskie. Bierze udział 
w zdobywaniu stacji kolejowej Porzecze, wspierając ogniem natarcie Wileńskiego Pułku Strzel- 
ców i ułanów 2 brygady. Uczestniczy w zdobywaniu Grodna i w pościgu kawaleryjskim w kie- 
runku na Udę. Forsowne marsze i zagony we współdziałaniu z kawaleóą są źródłem dalszych 
sukcesów, doprowadzają jednak do całkowitego wyczerpania koni. Dlatego też ostatnie dni 
przed zawieszeniem broni spędza bateria w drugiej linii, odka'rmiając i lecząc wycieńczone 
trudami wojny manewrowej konie. 
Następną baterią frontową, która weszła w skład organizująceł;o się w latach powojen- 
nych 11 Dywizjonu Artylerii Konnej, by ła 3 bateóa 7 Wielkopolskiego Dywizjonu Artyleói 
Konnej. Organizowała się w ramach Wojsk Wielkopolskich. Kończyła formowanie się pod 
dowództwem por. Zygmunta lakińskiego i dopiero 21 listopada 1919 roku wyruszyła z Poz- 
nania na front zachodni fjuż pod nowym dowódcą - ppor. Stanisławem Dembińskim). Dnia 
9 lutego 1920 roku wyrusza na przejmowanie zwróconych Polsce terenów b. zaboru niemiec- 
kiego. W marcu wkracza do Bydgoszczy i wkrótce z 16 Pułkiem Ułanów Wielkopolskich wy- 
rusza na front wschodni. 
Pod Brody przybyła 3 bateria w połowie marca. Stąd pomaszerowała do Rochaczewa 
i weszła w skład dywizji jazdy gen. Romera, której zadaniem było wzięcie Koziatyna, węzło- 
wego punktu komunikacyjnego w centrum frontu południowego. Na Koziatyn idzie bateria 
jako wsparcie ogniowe 16 Pułku Ułanów i uczestniczy w ataku frontalnym, który doprowa- 
dza do zajęcia północnej części miasta oraz dworca i torów kolejowych. Po zdobyciu Kozia- 
tyna bierze udział w zagonie na Rożyn, Skwirę i majowej ofensywie na Białą Cerkiew i Ka- 
niów. Wkrótce następuje zetknięcie z konną annią Budiennego i walki odwrotowe, Rohoźna 
i Antonow. 9 czerwca w krwawej bitwie pod Radziwiłłowem podczas kartaczowego odpiera- 
nia"szafŻ kozackiej kawalerii bateria traci l pluton. Wycofana do Zamościa uzupełnia straty 
i 10 sierpnia odchodzi na front pod Lublin. W składzie 4 brygady jazdy wyrusza do Augusto- 
wa. Bierze udział w wypadzie na Sejny, zajęciu Druskiennik i akcji na Udę. W pościgu za 
śpiesznie uchodzącym nieprzyjacielem przez Stołpce, Raków, Radoszkowice osiąga w za- 
gonie kawaleryjskim Krzywicze, gdzie w nocnym boju wspiera natarcie 16 Pułku Ułanów. 
11 marca 1921 roku po połączeniu się Dywizjonem pod Łuckiem, powraca do swego garni- 
zonu - Poznania.
>>>
93 


2. Powołanie i organizacja 11 Dywizjonu Artylerii Konnej. Lata 1924-1939 


Kiedy w 1924 r. powołany został 11 Dywizjon Artylerii Konnej, nie posiadał on jako 
całość swej historii wojennej z lat I wojny światowej i wojny polsko-rosyjskiej 1919-1920. 
Tę historię stworzy dopiero Kampania Wrześniowa 1939 r., a do tego czasu będzie się on opie- 
rał na tradycjach dwóch baterii, które stały się jego zaczątkiem, a których rodowody prLedsta- 
wiono w poprzednim rozdziale. 
Organizacja pokojowa artylerii konnej związana była z przeobrażeniami, jakie dokonywa- 
ły się w latach powojennych w organizacji wielkich jednostek kawalerii (dywizje i samodzielne 
brygady, a następnie, po rozformowaniu dywizji - trzy i czteropułkowe brygady). Przy dy- 
wizjach stworzone zostały dowództwa artylerii konnej a każdemu z nich podlegały dwa dy- 
wizjony, wchodzące w skład dywizji. Formujący się II Dywizjon Artylerii Konnej wchodził 
obok 7 Wielkopolskiego Dywizjonu . Artylerii Konnej, w skład 3 Dywizji Kawalerii w Poznaniu. 
Dywizjon sfonnowany został w Bydgoszczy w maju 1924 r. na podstawie rozkazu Mi- 
nistra Spraw Wojskowych - Dep. III L.dz. 4S0/Art.Org.Mob.1jn. z dnia 2:! kwietnia 1924 r. 
i rozkazu D.O.K.VIII L.dz. 3726/1. Org.1jn. z dnia 26 kwietnia 1924 r. Jako miejsce postoju 
wyznaczono Bydgo
cz, wydzielając do użytku Dywizjonu część koszar im. Bartosza Głowac- 
kiego przy ul. Gdańskiej. Drużyna dowódcy i drużyna łączności sformować się miały z ludzi, 
wydzielonych z pułków artylerii polowej i ciężkiej z terenu D.O.K. VIII S . 
Zgodnie z rozkazem organizacyjnym 3 bateria 4 Dywizjonu przybyła do Bydgoszczy 
(z Suwałk) dnia 8 czerwca i stanowić tu będzie l baterię, natomiast nieco wcześniej, 2 czerwca 
przybywa z Poznania 3 bateria 7 Dywizjinu i stanowić będzie w II DAK 2 baterię. Świętem 
11 Dywizjonu Artylerii Konnej będzie dzień 8 czerwca, jako dzień pojawienia się w murach 
Bydgoszczy l baterii nowego Dywizjonu. 
Dowódcą Dywizjonu mianowany został mjr dr Włodzimierz Dembiński, wybitny artyle- 
rzysta, o wysokim poziomie wiedzy fachowej i ogólnej, wyjątkowych predyspozycjach wycho- 
wawczych i umiejętnościach kierowania zespołem podkomendnych. Potrafił wyrobić u nich 
mocne poczucie wzajemnego koleżeństwa, jedności działania i wspólnego dążenia o dobre imię 
Dywizjonu. Wesoły, towarzyski, bezpośredni i przystępny, wytworzył, zarówno w służbie jak 
i w życiu towarzyskim atmosferę, z której II DAl{ był znany w bydgoskim garnizonie. Ignacy 
Bukowski, który po ukończeniu Oficerskiej Szkoły Artylerii (OSA) przybył do Dywizjonu 
l grudnia 1925 r. przedstawia w swych wspomnieniach mjra Dembińskiego jako człowieka 
niezwykle kulturalnego i ludzkiego, zdolnego taktyka, posiadającego "umiejętność postępo. 
wania z ludźmi". Charakteryzując go po wielu latach po zakończeniu swej bogatej kariery woj- 
skowej stwierdza, że ,Jepszego dowódcy w ciągu swej służby nie spotkał 6 . 
Kwatermistrzem i zastępcą dowódcy Dywizjonu był w pierwszych latach jego istnienia 
mjr Adam Iwaszkiewicz, doświadczony artylerzysta, który po kilku latach odszedł na stanowi- 
sko dowódcy Dywizjonu do 15 Pułku Artylerii Polowej, kwaterującego "po sąsiedzku" z II 
Dakiem. Pierwszą baterią dowodził por. Józef Szilagyi (z armii austriackiej), a drugą - por. 
Jan Borowski (z annii rosyjskiej). Funkcję adiutanta dywizjonu pełnił kpt. Henryk Dąbrow- 
ski, a niezawodnym szefem kancelarii był starszy ogniomistrz (w dalszych latach chorąży) 
Konstanty Wojtania. Plutonem łączności dowodził por. Jerzy Bugajski. W pierwszej baterii 
plutonem pierwszym kierował por. Karol Kleczeński, drugim - ppor. Ignacy Bukowski, który 
prowadził tei w baterii wyszkolenie artyleryjskie - działoczyny . Imiennik Ignacego, por. 
Jan Bukowski, był starszym oficerem baterii i prowadził w niej jazdę konną i jazdę zaprzę- 
gami, a ponadto sprawował nadzór nad wyszkoleniem plutonu zwiadowców. Dowodził nim
>>>
94 


jeden z najlepszych podoficerów dywizjonu, plutonowy (ogniomistrz) Golonka. 
Warto podkreślić, 1..e w 11 Dywizjonie Artylerii Konnej zdobywał swe ostr0gi konnego 
artylerzysty Tadeusz Anders, brat Władysława, gen
rała, dowódcy Nowogródzkiej Brygady 
Kawalerii i Grupy Operacyjnej w Kampanii Wrześniowej, czołowej postaci w Polskich Siłach 
Zbrojnych w II wojnie światowej. ppoc. Tadeusz Anders przybył do Dywizjonu w 1925 c.( z 29 
Pułku Artylerii Lekkiej) i otrzymał przydział do 2 baterii jako młodszy oficer baterii. Już po 
roku został adiutantem dowódcy Dywizjonu i po dwóch latach doświaJczenia sztabowego 
był już oficerem zwiadowczym Dywizjonu i jednocześnie dowódcą szkoły podoficerskiej. 
Wykazując wybitne zdolności instruktorskie zakwalifikowany został w 1931 r. jako instruk- 
tor-wychowawca do Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim 7 . 
Przeszło przez Dywizjon wiele ciekawych, barwnych postaci, ludzi zamiłowanych i cał- 
kowicie oddanych służbie, pięknej tradycji swej broni, a jednocześnie pełnych życia, werwy, 
brawury i fantazji. Należał do takich bez wątpienia kpt. (ppłk) Witold Colonna-Walewski, 
który wysoką wiedzę wojskową łączył z dużymi uzdolnieniami literackimi. Do Dywizjonu 
przybył na usilne starania własne z Oficerskiej Szkoły Artylerii, gdzie był na stanowisku 
instruktora-wychowawcy, komendanta klasy i dowódcy baterii 8 . Na trwałe zapisał się w hi- 
storii Dywizjonu kpt. Tomasz Skarżyński. Przybył do Dywizjonu w 1925 r. po ukończeniu 
OSA i stosunkowo krótkim okresie służby w artylerii polowej. Był mocno związany z 2 ba- 
terią, gdzie był początkowo dowódcą plutonu, a następnie długoletnim dowódcą baterii. Po- 
tomek wielkiego kawalerzysty, gen. Kazimierza Skarżyńskiego, uczestnika wojen napoleoń- 
skich i powstania listopadowego, był człowiekiem niezwykle koleżeńskim, uczynnym, wyrozu- 
mi3łym, cierpliwym i ludzkim dla podkomendnych. Tworzył wokół siebie atmosferę wzajem- 
nej życzliwości, zrozumienia i chęci dobrego pełnienia służby, wynikających z pełnej świado- 
mości swych obowiązków i zaufania do dowódcy. W domach swych podoficerów bywał czę- 
stym gościem, interesował się ich życiem, problemami rodzinnymi. A było to wszystko w wa- 
runkach tzw. "sanacyjnego wojska", tak okrlyczanej w latach powojennych "kastowości" 
korpusu oficerskiego", bez wielkich i czę sto zbę dnych s łów o świadomej dyscyplinie, bez re- 
feratów i konspektów o humanizacji i demokr1tyzacji armii. Kpt. Tomasz Skarżyński, areszto- 
wany w latach okupacji jako oficer Armii Krajowej zginął w Oświęcimiu 9 . 
Około 1930 c. przybył do Dywizjonu ppor. Kazimierz 
fotz, po ukończeniu z pierwszą 
lokatą szkoły oficerskiej. Zdolny, pracowity, miał opinię doskonałego oł1cera i dobrego ko- 
legi. W Kampanii Wrześniowej jako ot1cer sztabu Grupy Operacyjnej "Wschód" kpt. 
fotz po- 
legł w czasie przedzierania się przez Puszczę Kampinoską Jo Warszawy. 

 Mocną stroną Dywizjonu była też doskonała kadra podoficerska. Pierwszy rzut stanowi- 
li podoficerowie z armii zaborczych, przeważnie niemieckiej. Później przychodzili już wycho. 
wankowie własnych szkół podoficerskich. Stara kadra i nowa doskonale się uzupełniały. 
Pierwsza reprezentowała bogate doświadczenie bojowe i organizacyjne, rutynę, bogate wiado- 
mości z zakresu porządku koszarowego i służby polowej. Byli niezawodnymi szefami baterii, 
dbałymi o dyscyplinę, sprzęt, umundurowanie, zakwaterowanie. Dla młodych oficerów, 
którzy wprost ze szkoły przychodzili do Dywizjonu, byli życzliwymi i lojalnymi nauczycie- 
lami i doradcami. Podkreśla to Ignacy Bukowski, pisząc, że "byli moimi nauczycielami. Od 
nich nauczyłem się bardzo wiele - tysięcznych i jakże ważnych szczegółów pełnienia służby 
- i za to jestem im wdzięczny. Chciałbym też bardzo, by do któregoś z nich dotarły jeszcze 
te słowa". Opinia tego nieprzeciętnie zdolnego oficera, który po kilku latach służby w Dywi- 
zjonie zdał egzamin do Wyższej Szkoły Wojennej z dziesiątą lokatą na trzystu kandydatów, 
a następnie wytypowany został na dalsze studia do Francji (Ecole Superieure de Guerre), ma
>>>
95 


swą jednoznaczną wymowę 10. O tych starych ogniomistrzach (tytułowanych w pierwszych 
latach powojennych w konnej artyleńi wachmistrzami) możnaby pisać wiele - o ich żmudnej 
pracy szkoleniowej i wychowawczej, znajomości psychiki żołnierskiej, przywiązaniu do Dywi- 
zjonu, bateńi, koszar, które były ich drugim domem. 
Szkolenie nowej kadry podoficerskiej było w artylerii konnej bardzo staranne i wszech- 
stronne. Stawiane wymogi wZf'.1stały z upływem lat i droga do uzyskania stopnia podoficera 
zawodowego nie była łatwa. tym bardziej, że kandydatów było wielu do pozostania w wojsku 
na stałe. Pierwszą selekcję stanowiła szkoła podoficerska Dywizjonu. Trwała ona 6 miesięcy 
i jej pomyś1ne uKończenie było warunkiem uzyskania stopnia podoficera niezawodowego. 
Już samo wytypowanie do szkoły podoficerskiej było dla młodego żołnierza wielkim prze- 
życiem i wyróżnieniem, które go spotkało w początkowym okresie służby. Przy każdym po- 
borze Dywizjon otrzymywał wielu rekrutów z kresów wschodnich - Wołyń, Polesie. Był to 
element wymagający szczególnej troski, szczególnie w pierwszych latach powojennych (wyk- 
ształcenie, język! poziom życia). Z drugiej jednak strony ci ludzie stanowili bardzo wartościo- 
wy materiał żołnierski. zdyscyplinowany, chętny do nauki, niezawodny w służbie. instruk- 
torzy pod...:hodzili do nich bardzo cierpliwie. Widu z nich pragnęło w wojsku pozostać, widząc 
w nim swą życiową szansę. Kończyli z powodzeniem szkołę podoficerską dzięki wytrwało- 
ści i pracowitości. Później pięli się dalej, wyżej w hierarchii podot1cerskiej. Wyróżniający się 
w dalszej służbie kandydaci po ukończeniu szkoły podot1cerskiej Dywizjonu (w stopniu bom- 
bardiera lub kaprala) mogli po ukończeniu zasadniczej służby wojskowej ubiegać się o pozo. 
stanie w wojsku w charakterze podoficera zawodowego. W przypadku, kiedy ich podanie za- 
łatwione zostało pozytywnie. musieli przejść trzyletni okres służby w charakterze podotlce- 
ra nadtenninowego i w tym czasie musieli ukończyć szkołę podoficerów zawodowych arty- 
lerii. Trwała ona pięć miesięcy i mieściła się w Centrum Wyszkolenia Artylerii w Toruniu. 
Program jej stanowił gruntowne pogłębienie i rozwinięcie wiadomości nabytych w Dywizjonie. 
szczególnie wyszkolenie artyleryjskie na rozmaitych typach dział, terenoznawstwo, wyrabia- 
nie predyspozycji instruktorskich i oczywiście jazda konna na wysokim poziomie z zawoda- 
mi hipicznymi na zakończenie szkoły. W dalszej służbie czekały jeszcze podoficera zawodo- 
wego rozmaite kursy specjalistyczne, zezwa13jące mu spełniać szereg wielokierunkowych za- 
dań. W Kampanii Wrześniowej Dywizjon wystąpi już w znacznej mierze z nową, wyszkolo- 
ną w pokojowej pracy wojska kadrą podotlcerską. która w najtrudniejszych warunkach pot- 
wierdzi swe wysokie wartości szkoleniowe i moralne. 
Tymczasem w bydgoskim garnizonie wyróżniał się Dywizjon coraz lepszym poziomem 
wyszkolenia, doskonałą sprawnością na ćwiczeniach i manewrach, piękną prezencją i postawą 
na defiladach. Strzelania baterii na poligonach, które były ważnym sprawdzianem, od które- 
go zależała opinia nie tylko bateńi, lecz całego Dywizjonu, wypadały dobrze, a często nawet 
tak, że mogły zadowolić nawet najbardziej wymagających obserwatorów. Dał temu wyraz 
dowódca grupy artrlerii płk Korycki, obserwując na poligonie w Biedrusku w roku 1934 
strzelanie 2 baterii l . 
W czerwcu 1934 r. opuścił Dywizjon płk dr Włodzimierz Dembiński. Był jego organi- 
zatorem i dowodził nim przez 10 lat. Przez swą wybitną osobowość nadał mu trwałe cechy, 
które zachowały się w dalszych latach, do końca jego istnienia. Wychował wielu dobrych ofi- 
cerów, zaszczepiając w nich obok wysokiego poczucia wartości swej broni, poczucie ludzkiej 
więzi z żołnierzem, zrozumienie jego potrzeb, kłopotów i codziennych problemów. Odszedł 
na stanowisko dowódcy 21 Pułku Artyleńi Lekkiej. Dowództwo Dywizjonu objął po nim 
ppłk dypl. Konstanty Waźyński, oficer z dawnej annii rosyjskiej, doskonały artylerzysta
>>>
96 


konny, lotny, szybki, o znakomitej orientacji i b łyskawicznej decyzji. Prezentował się bardzo 
dobrze - piękna sylwetka, wysoki, szczupły, mówił, jak wielu oficerów z rosyjskiej armii car- 
skiej, z wyraźnie rosyjskim akcentem, lecz całkowicie poprawną polszczyzną. W kuluarach 
towarzyskich nazywano go ,,Kostia". Rozmiłowany w koniach i sporcie konnym. Na jego po. 
pularyzację w dywizjonie kładł duży nacisk. Syn jego Jarema już w wieku 14 lat pięknie jeź- 
dził konno. ppłk Ważyński odszedł z Dywizjonu w grudniu 1936 r. W Kampanii Wrześniowej 
już jako pułkownik był dowódcą artylerii dywizyjnej 21 DP, odznaczając się w trudnych wa- 
runkach dobrą organizacją ognia, umiejętnym wspieraniem piechoty, a w ostatniej fazie walki 
dowodząc małym oddziałem i bijąc się pod Księżpolem o wyjście z okrążenia l 2. Potwierdził 
całkowicie swą opinię bojowego dowódcy. 
Obaj dowódcy, pierwszy - płk dr Włodzimierz Dembiński i następny - płk dypl. Kon- 
stanty Waźyński przedstawiali typy bardzo odmienne, a jednak doskonale uzupełniające się 
w wytwarzaniu oblicza Dywizjonu Artylerii Konnej. Dembiński - człowiek o wysokim pozio- 
mie intelektualnym, dużej wiedzy wojskowej i ogólnej (doktor praw), już od pierwszych dni 
wdrażał w Dywizjonie metody pracy systematycznej, dokładnej, od podstaw. Dla jednostki 
dopiero formującej się w okresie pokojowym, były to cechy nie tylko korzystne, ale i konie- 
czne. Ważyński, o dużym doświadczeniu z armii rosyjskiej i wiedzy teoretycznej (oficer dyplo- 
mowany) miał w swej naturze wiele cech zagończyka, wnosząć do Dywizjonu brawurę i kawa- 
leryjską fantazję, a więc to, co streszczało się w paru strofach poematu Antoniego Bogusław- 
skiego o artylerii konnej: "Hej, konna artylerio, ty - siostro ułana, pędzona wichrem bitwy, 
cwałem kołysana!,,13 . 
W grudniu 1936 r. objął Dywizjon ppłk Władysław Bednarski i sprawował dowództwo 
do grudnia 1937 r. W Kampanii Wrześniowej dowodził I dywizjonem 28 PAL Armii "Łódź". 
Poległ li września pod m. Kamion, powstrzymując ogniem swych dział natarcie pancerne 
przeciwnika 14. 
Ppłk Antoni Wereszczyński był przedostatnim dowódcą Dywizjonu. Dowodził nim 
niespełna rok, do listopada 1938 r. Po nim objął dowództwo ppłk Władysław Szwed, oficer 
z armii austriackiej. Przeszedł w swej służbie wszystkie funkcje i stanowiska od celowniczego 
działonowego aż- do zastępcy dowódcy 15 PAL, skąd po powrocie z akcji zaolziańskiej prze- 
niesiony został do Bydgoszczy do II Daku, z którym wyruszał już na wojnę, która okazać 
się miała ostatnią dla kawalerii i artylerii konnej. 
W 1927 r. odbyła się ostatnia koncentracja i manewry 3 Dywizji Kawalerii. W następ- 
nym roku bo?' lem, zgodnie z nową organizacją kawalerii, dywizja została rozwiązana, a na 
jej miejsce pow'Jtały dwie samodzielne brygady - Pomorska i Wielkopolska. Stosownie do 
tego rozdzielono też i artylerię dywizyjną i II DAK wszedł w skład Pomorskiej Brygady Ka- 
walerii. Jej dowódcą został pułkownik dyplomowany dr Roman Abraham (późniejszy gene- 
rał brygady), a po nim w 1937 r. objął brygadę gen. Stanisław Grzmot-Skotnicki 15. 
W związku z czteropułkową organizacją Pomorskiej Brygady Kawalerii (2 Pułk Szwole- 
żerów Rokitniańskich, 16 Pułk Ułanów Wielkopolskich, 18 Pułk Ułanów Pomorskich, 8 Pułk 
Strzelców Konnych), II Dywizjon Artylerii Konnej uzupełniony został do czterech baterii. 
Było to w marcu i październiku 1937 r. Na skutek rozformowania 10 Daku jego I bateria 
w m

c.u 
upełniła li DAK. Bateria ta otrzymała w bydgoskim dywizjonie numerację III 
ba
em. 1 skierowana została na stałe mpo do Grudziądza. W kilka miesięcy później, w paź- 
dZierniku sformowana została IV bateria. Rodowód jej był całkowicie odmienny, składała 
się bowiem z nieznacznych nadwyżek z wszystkich dywizjonów - po 3 żołnierzy starszego 
rocznika z każdego dywizjonu. W sumie było ich 33 i była to kadra nowej baterii. Nie należy
>>>
97 


tu taić, że jeśli ktoś miał paru ludzi oddać, to oddawał tych, z którymi miał kłopoty i chciał 
się ich pozbyć. Tak też by ło w przypadku tej kadry IV baterii. Jak wspomina po latach kpt. 
Stefan Arnoldt (ówczesny oficer zwiadowczy i zastępca dowódcy baterii w stopniu poruczni- 
ka), kiedy na pierwszej zbiórce zameldował mu ty
h "wybrańców" szef baterii ogniomistrz 
Musiał, zorientował się z miejsca, że będzie miał do czynienia z zespołem ludzi bardzo zróżni- 
cowanym, o bardzo swoistych poglądach na sprawy służbowe, dyscyplinę, porządek, o róż- 
nym pojęciu wartości rzetelnej pracy wojskowej i żołnierskiej ambicji 16. Rozumiał też, że 
do ludzi tych podejść trzeba inaczej, aby rozwinąć u nich cechy, które decydują o zespoleniu 
baterii, wytworzeniu zdrowej atmosfery i wzajemnego zaufania między przełożonym i pod- 
komendnym. Zaczęto od tego, że wszyscy otrzymali całkowicie nowe umundurowanie i wy- 
posażenie. Żołnierz zrozumiał, że się o niego dba, a wtedy można było też wymagać. 
Zdawał sobie też z tego doskonale sprawę dowódca baterii kpt. Janusz Muszyński i wie- 
dział, że należy przystąpić bezzwłocznie do energicznego szkolenia i wychowania tej grupy 
ludzi, tak, aby radykalnie zmienić ich postawę przed nadejściem młodego rocznika rekruc- 
kiego w październiku 1937 roku. Czasu było więc niewiele. Dzięki metodom wychowawczym, 
umiejętności podejścia do ludzi, pobudzenia ich ambicji, przy zgodnym wysiłku całej kadry 
baterii, cel ten został nadspodziewanie szybko osiągnięty i z nadejściem młodego rocznika 
to "stare wojsko" przedstawiało obraz pełnowartościowego żołnierza, który mógł być wzo- 
rem dla m łouego rekruta. 
Następny okres to wytężona praca w szkoleniu wojskowym i kształtowaniu charakte- 
rów. Postępy były szybkie i widoczne, a ich rezultatem stała się dla dowódcy i całego skła- 
d u osobowego nagroda najpię knicjsza - zdobycie w czasie manewrów letnich w 1938 roku 
'proporca przechodni
go za wysoką sprawność i poziom wyszkolenia oraz uzyskanie I miej- 
sca w Dywizjonie. Z tym proporcem wyruszy IV bateria na wojnę w 1939 roku, a z przebie- 
gu walk okaże się, że będzie jego godna. 
W organizacji Dywizjonu, jego szkoleniu i przygotowywaniu do zadań bojowych ważną 
rolę odgrywał system łączności, stanowiący o skuteczności działania poszczególnych baterii 
i jednostki jako całości. 
Do 1937 r., tj. do czasu istnienia Dywizjonu dwubateryjnego, miał on w swym skła- 
dzie pluton łączności. Zadaniem jego było, poza normalnym szkoleniem artyleryjskim, szko- 
lenie przydzielonych do niego żołnierzy w zakresie działania łączności przewodowej i bez- 
przewodowej - radiowej. Zgodnie z tym pluton dzielił się na patrole łączności przewodo. 
wej i bezprzewodowej. Zadaniem tych pierwszych by ło utrzymanie łączności telefonicznej 
między bateriami podczas ćwiczeń, manewrów, szkoły ognia, na punktach obserwacyjnych, 
stanowiskach ognioVł'Ych i dowodzenia. 
Patrole radiowe miały natomiast zadanie utrzymania łączności między samolotem 
i ziemią. Była to przede wszystkim łączność dowództwa z pilotem-obserwatorem. 
W 1937 L, w związku z powiększeniem Dywizjonu do czterech baterii, pluton łączno- 
ści przemianowany został na baterię łączności z uprawnieniami jakie posiadały nomlalne 
baterie artylerii. Baterię łączności objął dotychczasowy dowódca plutonu łączności por. 
Stanisław Zajączkowski, słuchacz Szkoły Podchorążych Inżynierii oraz absolwent Kursu 
Oficerów Łączności w Zegrzu. 
W 1938 r. bateria otrzymała zmodernizowany sprzęt telefoniczny (aparaty, centrale). 
Dotychczasowy sprzęt radiowy został wycofany, a na jego miejsce otrzymano 2 zestawy no- 
woczesnych aparatów radiowych nadawczo-odbiorczych na specjalnych konnych taczankach.
>>>
98 


Sprzęt ten służył już nie tylko do utrzymania łączności z lotnictwem, ale z wszystkimi jed- 
nostkami współdziałającymi I 7. 
Szkolenie było bardzo intensywne. Zarówno w baterii łączności jak też w szkole pod- 
oficerskiej Dywizjonu przechodziło się normalne szkolenie wed ług programu ogólnego oraz 
w dziedzinie łączności. Jak wspomina kpI. Józef Kowalski, w 1939 r. przeszkolenie łączno- 
ści z lotnikiem przechodzono w Toruniu w 4 Pułku Lotniczym. Następnie przewidziana była 
Centralna Szkoła Łączności (Przemyś}ł - wszystko pod kątem widzenia gruntownego prze- 
szkolenia na nowoczesnym sprzęcie l . Zbliżające się zagrożenie wojenne spowodowało, że 
w czerwcu nastąpił wyjazd na ćwiczenia manewrowe w rejonie Bysław, Bysławek, Klonowo, 
Rytel. 
Utarło się powiedzenie, że artyleria konna to kawaleria z armatami, nic więc dziwnego, 
że jazda konna, woltyżerka stała na wysokim poziomie. Zajęcia prowadzili tu szcfowie bate- 
rii lub instruktorzy. Artylerzysta konny musiał być dobrym, sprawnym jeźdźcem, zgranym 
z koniem i rozumiejącym jego charakter. Dbałość i troska o konia wpajane były na każdym 
kroku, aż wchodziły w dobry nawyk. 
Poza nonnalnym wyszkoleniem jeździeckim, w Dywizjonie, jak zresztą w całej arty- 
lerii konnej silnie rozpowszechniony był sport konny. Dowodem znaczenia, jakie przywiązy. 
wano do niego już od pierwszych lat po odzyskaniu niepodległości było powołanie w 1919 r. 
(a więc jeszcze w okresie wojny) Związku Jeździeckiego "Sport Konny" Oficerów Artylerii 
Konnej. Powstał on z inicjatywy płka Leona Dunin-Wolskiego i głównym jego zadaniem było 
sluzenie wśród oficerów artylerii konnej zami łowania do sportu konnego i urządzanie cen- 
tralnych zawodów konnych 19. Począwszy od 1921 r. Związek uuądził 9 centralnych zawo- 
dów, w których brali udział oficerowie wszystkich Jywizjonow artylerii konnej. Ostatnie od- 
były się w 1938 r. Trzej pierwsi jeźdzcy otrlymywali nagrody, przeważnie przedmiotowe. 
Na zawodach rozgrywany by ł ,,Puchar Honorowy Oficerów Artylerii Konnef', nagro- 
da stanowiąca najpiękniejszą nagrodę zespołową dywizjonu. Dwukrotne wygranie pucharu 
przez ten sam dywizjon, stanowiło o przechodzeniu tego cennego trofeum na jego własność. 
Puchar ten był rozegrany tylko trzykrotnie i zdobyty został przez 9 Dywizjon Artylerii Kon- 
ncj (Baranowicze). 
W praktyce Związek Jeździecki Artylerii Konnej nie ograniczał się tylko do szerzenia 
sportu konnego. Wywierał wielki wpływ na życie konnych artylerzystów. ich zwyczaje, wyra- 
biał szacunek i kult własnej tradycji. Dzięki inicjatywie Związku można było organizować 
tak wielkie imprezy, jak lO-lecie, IS-lecie i 20-1ecie artylerii konnej. coroczne Święto 
artylerii konnej i szereg innych, jak chociażby budowa pomnika w Ostrołęce na polu bitwy 
w maju 1831 f. i miejscu słynnej szarży baterii konnej Bema 20 . Potrafił też Związek zrealizo- 
wać takie zamierzenia, jak wręczenie srebrnej trąbki sygnałowej dla Szkoły Artylerii w Toru- 
niu, uroczyste złużenie w 1936 r. na Kopcu Marszałka Piłsudskiego urny mosiężnej z ziemią 
z wszystkich ważniejszych pobojowisk, na których walczyła artyleria konna. udział w spro- 
wadzeniu zwłok generała Bema z Aleppo do Polski, uczestnictwo w realizacji i odsłonięciu 
pomnika generała Józefa Sowińskiego, bohaterskiego obrońcy Reduty Woli we wrześniu 
1831r. 21 
Tradycje sportu konnego i zamiłowanie do jeździectwa były mocno zakorzenione 
w II Dywizjonie Artylerii Konnej. Pierwszy dowódca dywizjonu płk dr Dembiński sam był 
dobrym jeźdzcem i dążył do tego, aby oficerowie ,,nie zalegali pola" w jeździectwie. Podob- 
nie też było zjego następcą, płk. dypl. Ważyńskim. 


.
>>>
99 


Jednym z pierwszych oficerów, który odniósł wybitne sukcesy w sporcie konnym, był 
por. (kpt.) Szilagyi. 
osiadał bardzo dobre przygotowanie jeździeckie - kurs kawaleói w Sau- 
mur we Francji a następnie stanowisko instruktora jazdy konnej w Szkole Podchorążych 
Artylerii w Poznaniu. Największym bodajże jego sukcesem było lwycięstwo w konkursie my- 
śliwskim na międzynarodowych zawodach hipicznych w Łazienkach w 1928 r. Był to jedno- 
cześnie początek długiej i sławnej kariery jego konia ,,Milorda". Dobre wyniki w karierze jeź- 
dzieckiej uzyskiwać zaczął też por. Ignacy Bukowski, zdobywając parę nagród w konkursach 
hipicznych. Później jednak zaczął przygotowywać się do Wyższej Szkoły Wojennej i na czynne 
uprawianie sportu jeździeckiego nie było już wiele czasu. W dalszych latach dobre wyniki uzy- 
skiwali: kpt. Janusz Pasturczak (na klaczy Rita), por. Kazimierz Motz, por. (kpt.) Stanisław 
Kozika, ppor. Dobek, por. Arnoldt. Klasą dla siebie był jednak przybyły w 1937 roku z 10 
Daku kpt. Janusz Muszyński. już wtedy mający na swym koncie wygrane kilka wielkich Steap- 
le-Chase (biegi przełajowe z przeszkodami) i zdobycie szeregu złotych podków z brylanci- 
kami. Kończy z wynikiem bardzo dobrym elitarny Kurs Wyższy Instruktorów Jazdy Konnej 
w Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu. Jest wybitnym jeźdźcem i instruktorem. Woj- 
na przerwała pasmo jego pięknych sukcesów jeździeckich i szkoleniowych. 
Zbliżał się bowiem nieuchronnie 1939 r. i coraz bliższa, bardziej realna groźba wojny. 
Społeczeństwo polskie, a 
zczególnie z dawnego zaboru pruskiego, a więc i Pomorza, było 
szczególnie wyczulone na niebezpieczeństwo ze strony zachodniego sąsiada, uzasadnione wie- 
lowiekowym doświadczeniem, przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Kiedy w 1937 r. 
odbyły się wielkie manewry letnie w rejonie Wągrowiec-Szubin-Żnin-Kcynia, miały one 
być polityczną i wojskową demonstracją siły wobcc III Rzeszy. Intencje te zostały właści- 
wie odczytane przez ludność Pomorza. Odczytane lostały jako oświadczenie, że wszelki za- 
mach na polskie granice spotka się ze zbrojnym oporem, z siłą, którą jest armia i skupiony 
wokół niej naród. W rezultacie oznaczało to wojnę. 
W październiku 1938 r. Dywizjon, a raczej jego część w składzie jednej zbiorczej baterii 
wyruszył na Zaolzie. Powrót nastąpił po paru tygodniach. Wkrótce po powrocie z Zaolzia 
objął dywizjon ppłk Władysław Szwed i on już będzie przygotowywać go do zbliżających 
się działań wojennych. Na \\iosnę 1939 r. przeprowadzono ostre strzelanie wszystkich baterii 
na poligonie w Toruniu. fen sprawdzian wyszkolenia i przygotowania do pracy wojennej wy- 
padł w ocenie nowego dowódcy dobrze i można było z tak przygotowanym dywizjonem 
spokojnie wyjść w pole. W wspomnieniach swych ppłk Szwed podkreśla bojową atmosferę 
w bateriach, zaufanie do dowódców, niezwykle chętne i sprawne wykonywanie rozkazów 22 . 
W marcu zarządzona zostaje częściowa mobilizacja i do Dywizjonu przybywają pielWsi 
rezerwiści. Sprawnie przebiega ich przyjęcie. Dnia 24 sierpnia następuje tzw. kartkowa mobi- 
lizacja, a po niej - powszechna. Wszystkie jednostki Armii "Pomorze" zajmują pozycje wyj- 
ściowe do bitwy granicznej. 


3.11 Dywizjon Artylerii Konnej w działaniach obronnych 1939 r. 


W przeddzień rozpoczęcia kampanii wrześniowej. po przeprowadzonej mobilizacji, sta- 
nęło w pogotowiu bojowym Wojska Polskiego II dywizjonów i jedna samodzielna 15 bateria 
konna, razem 38 baterii o mocy ogniowej 152 dział. W krótkim okresie pokojowym uczynio- 
no wiele dla udoskonalenia sprawności i skuteczności tej broni pod względem wyszkolenia 
i wyposażenia. Wszystkie baterie w wyniku ujednolicenia różnorodnego uzbrojenia otrzymały
>>>
jOO 


3-calowe działa polowe dostosowane do amunicji o kalibrze 75 mm. Wprowadzono jednolite 
regulaminy dla artylerii konnej. Udoskonalono znacznie dobór koni, wyposażenia i umunduro- 
wania. 
Polska artyleria konna wyszła dnia i września 1939 r. do swej ostatniej walki jako broń 
konna. Po koniach, wiernych towarzyszach i przyjacielach w służbie i na wojnie pozosta ła 
wśród artylerzystów konnych trwała pamięć, wielkie uznanie i żal, że już ich nie ma. Zastą- 
pione zostały przez motory. 
11 DAJ( wchodził \V skład Pomorskiej Brygady Kawalerii i do końca,jako jej siła ognio- 
wa dzielił jej wojenne losy, począwszy od bitwy granicznej, przebijanie się ku przeprawom na 
Wiśle i na południe (na Bydgoszcz), udział w bitwie nad Bzurą, aż do ostatnich walk w tragi- 
cznym, zdeterminowanym przebijaniu się przez Kampinos na Warszawę. 
Zadania, jakie przypadły Pomorskiej Brygadzie Kawalerii, spowodowały, że \V ugrupo- 
waniu obronnym Armii "Pomorze" i rozwinięciu jej jednostek wzdłuż linii granicznej, nie 
została zgrupowana jako całość taktyczna w ręku dowódcy i do bitwy granicznej nie wkro- 
czyła jako czteropułkowa brygada kawalerii wraz ze swą organiczną artylerią - czterobateryj- 
nym dywizjonem artylerii konnej. Walczyć miała poszczególnymi pułkami (a nawet wydzie- 
lonymi do różnych zadań szwadronami) i bateriami na rozmaitych odcinkach, w zależności 
od położenia, zawsze skomplikowanego, a przy tym stale i w błyskawicznym tempie zmie- 
niającego się. Dla artylerii było to szczególnie trudne, ale takie by ły niestety realia pola walki. 
W ostatnich dniach sierpnia, na kilka dni przed wybu
hem wojny, w składzie organiza- 
cyjnym Armii "Pomorze" zaszły pewne zmiany, które spowodowały również zmiany w do. 
wództwie i zadaniach brygady. Stworzono Grupę Operacyjną "Czersk", której trzon stanowi- 
ła praktycznie Pomorska Brygada Kawalerii. Na stanowisko dowódcy GO powołano gen. 
Stanisława Grzmota-Skotnickiego. Dowództwo Brygady objął po nim jego dotychczasowy 
zastępca, płk Adam Bogoria-Zakrzewski. Grupa Operacyjna "Czersk" otrzyma ła zadanie 
przeciwdziałać jak najdłużej próbom nieprzyjaciela połączenia jego sił nacierających z Pomo- 
rza i Prus Wschodnich na kierunku Chojnice - Czersk - Tczew, na tym kierunku koncentru- 
jąc większość swych sił, a mniejszymi osłonić kierunek Kościerzyna - Tczew. Dla samej 
Brygady nie było też innych rozwiązań, jak maksymalne opóźnianie ruchów nieprzyjaciel- 
skich i przebijanie się, a przeznaczona była do dzia łań w korytarzu dostatecznie głę boko, 
aby łatwo zostać odciętą. Ta sytuacja Pomorskiej Brygady Kawalerii musiała też rzutować 
na położenie jej organicznej artylerii, jaką był 11 Dywizjon Artylerii Konnej. Uwidoczni się 
to w ca łej pe łni już w pierwszych godzinach wojny. 
W przededniu wybuchu wojny ostateczna obsada personalna Dywizjonu przedstawia- 
wiała się w fom1ie skrótowej następująco: 


Dowódca dywizjonu 
zastępca dowódcy 
adiutant 
oficer łączności 
oficer zwiadowczy 
oficer obserwacyjny 
dowódca kolumny amunicyjnej 
lekarz medycyny 
lekarz weterynarii 
płatnik 


ppłk Władysław Szwed 
mjr Stanisław Dębiński 
kpt. Kazimierz Budkowski 
por. Stanisław Zajączkowski 23 
por. Kazimierz Kwaśnica 
ppor. Paweł Berendt 
ppor. Stefan Piaszczyński 
kpt. Adam Soja 
ppor. Adam KalWowski 
por. Stanisław Zaorski
>>>
101 


oficer żywnościowy chor. Konstanty Woj tania 
oficer łącznikowy ppor. Konstanty Staszkiewicz 
oficer przeciwgazowy por. Jan Okińczyc 
oficer dyspozycyjny kpt. Stefan Karwat 
l bateria - d-ca kpt. Brunon Guttenberger; oficer ogniowy - ppor. Edward Zacharek; 
oficer zwiadowczy - ppor. Groblewski; d-ca I plutonu - ppor. Sylwester Główczyński; d-ca 
II plutonu - ppor. Mieczysław Piekarek; w baterii - pchor. Zakrzewski; ogn. szef baterii - 
ogn. Tomasz Kowalski. 
2 bateria - d-ca kpt. Janusz Pasturczak; oficer ogniowy - ppor. Zygmunt Ody ja; oficer 
zwiadowczy - ppor. Kazimierz Jakóbaszko; d-ca I plutonu - ppor. Feliks Mały; d-ca II plu- 
tonu - ppor. Benedykt Dałka; w baterii - podchorążowie Vogt, Karnkowski, Krzeczkowski; 
ogn. szef baterii - ogn. Franciszek Gołata. 
3 bateria - d-ca kpt. Stanisław Sierakowski; oficer ogniowy - por. Marian Słowik; 
oficer zwiadowczy - ppor. Czesław Sidorski; d-ca I plutonu - ppor. Kazimierz Mada1iński; 
d-ca II plutonu - ppor. Stanisław Neyman; ogn. szef baterii N.N. 
4 bateria - d-ca kpt. Janusz Muszyński; oficer ogniowy - ppor. Adam Polt; oficer 
zwiadowczy - por. Stefan Arnoldt; d-ca I plutonu - ppor. Eryk Haller; d-ca II plutonu 
- ppor. Michał Karwowski; w baterii - pchor. Jan Raciniewski; ogn. szef baterii - ogn. Mu- 
sia ł . 
Ośrodek Zapasowy Dywizjonu - d-ca kpt. Jan Borowski; d-ca baterii zapasowej - 
kpt. Stanisław Kozika; d-ca I plutonu - ppor. Alfred Rodziewicz; d-ca II plutonu - ppor. 
Jan Sulewski; oficerowie ośrodka - ppor. Tadeusz Nowakowski, ppor. Andrzej Wilski, por. 
Roman Tafjus. 
Kiedy 24 sierpnia w godzinach rannych nadszedł rozkaz mobilizacyjny, Dywizjon znaj- 
dował się w rejonie Cekcyna (powiat Tuchola). Każda bateria była w składzie jednego pluto- 
nu. Mobilizacja polegała na sformowaniu drugiego plutonu i uzupełnień dla baterii (tabor, 
kolumna amunicyjna). Została ukończona już 25 sierpnia i w dniach 26 i 27 nastąpiły domar- 
sze do rejonu koncen tracji wszystkich jednostek zmobilizowanych w Bydgoszczy i Grudziądzu 
(3 bateria). 
28 sierpnia przeprowadzono ostateczną reorganizację Dywizjonu w rejonie Czerska. 
29 sierpnia 2 bateria odeszła do 18 Pułku Ułanów Pomorskich, a 3 bateria do Oddziału Wy- 
dzielonego ,J(ościerzyna". Pozostało
ć Dywizjonu, w składzie l i 4 baterii znajdowała się 
wraz z gros Pomorskiej Brygady Kawalerii w odwodzie GO "Czersk" w rejonie Brusy-Lubnia 
(na płn.-zach. od Czerska). Zadaniem odwodu była osłona południowego kierunku Bytów- 
Lubnia-Czersk w gotowości zwrotu zaczepnego na Kościerzynę lub Chojnice. 
31 sierpnia 18 Pułk Ułanów Pomorskich i 2 bateria II DAK w składzie OW"Chojni- 
ce" obejmowały odcinek bojowy na linii Szenfeld-Angowice-Nowy Dwór. Ubezpieczono 
się placówkami, wysuniętymi nad samą- granicę. Bateria zajęła stanowisko w lasku na północ 
od Racławek. Na przedpolu, bezpośrednio po drugiej stronie granicy, słychać było ożywiony 
ruch pociągów i warkot licznych motorów. Dnia l września o godz. 1.00 z GO "Czersk" nad- 
szedł rozkaz zdwojenia czujności. O godz. 3.00 rozpoczęła się odprawa u d-cy 18 Pułku 
Ułanów płka Kazimierza Mastalerza. Wkrótce, o godz. 4.15 rozpoczęło się... 
Placówki nie dały się zaskoczyć, pomimo gęstej mgły wrześniowego świtu. Gwałtow- 
nym ogniem alannują obrońców. O godz. 5.45 nad stanowiskiem baterii pojawia się nieprzyja- 
cielski samolot. Zestrzelony zostaje ogniem ckm pod d-ctwem pchor. Kamkowskieg0 24 .
>>>
102 


o godz. 9.00 wychodzi silne natarcie n-pla na pozycje 2 szwadronu. D-ca baterii kpt. 
Pasturczak prosi o natychmiastowe -wyrysowanie położenia szwadronu i na podstawie otrzy- 
manych danych otwiera po raz pierwszy ogień (z mapy). Seria granatów z zapalnikiem na- 
tychmiastowym pada przed tyralierą szwadronu, skuteł:znie wstrzymuje natarcie n-pla i szwa- 
dron może się oderwać i wycofać z Angowic na kolejną linię obrony. O godz. 11.00 bateria 
zmienia stanowisko. Zajmuje je w rejonie Racławki-Sternowo dla wsparcia drugiej pozycji. 
O godz. l 2.00-n ieprqj acie I ponowił natarcie. Kiedy rozwinął je dwoma batalionami, bate- 
ria rozpoczę ła ogień szrapnelami, a kiedy piechota niemiecka zwinę ła się w ogniu, przesz ła 
na granat stalowy. Walka wre na całej linii. Bateria strzela bez przerwy. Lufy dział są tak sil- 
nie rozgrzane, że trzeba stosować specjalne chłodzenie. W końcu na skutek przegrzania uszko. 
dzone zostaje jedno działo (rozd!cie lufy i zerwanie zaczepu). W ciągu 40 minut bateria wy- 
strzeliwuje d\\lie jednostki ognia 2 . Trzeba się cofać na następną linię obrony. Pułk pod osło- 
ną ognia artylerii zachodzi do koni, a następnie wycofuje się bateria pod osłoną ognia szwa- 
dronu ckm. Jest to już czas najwyższy, bo dyon artylerii n-pla kładzie skoncentrowany ogień 
na opuszczone stanowisko baterii. Niemcy strzelają bardzo celnie bateryjnymi salwami, payj- 
mując za cele punkty terenowe. 
Ogólnie, pomimo twardej i umiejętnej obrony, sytuacja staje się coraz trudniejsza. Roś- 
nie nacisk n-pla, wzmaga się ogień artyleryjski, bombardowanie i ostrzał lotniczy. Płk Masta- 
lerz wydaje rozkaz utrzymania za wszelką cenę zajętej pozycji i wiązania wroga od czoła ak- 
tywną obroną, sam zaś postanawia doraźnie sformowanym dywizjonem manewrowym wyjść 
na tyły wroga i tam na niego zaskakująco uderzyć. Finałem tego będzie sz
rża pod Krajan- 
tarni. 
Tymczasem bateria wspiera obronę linii Sternowo-Lotyń. Nieprzyjaciel atakuje bez 
przerwy na szerokim froncie. Bateria wstrzeliwuje się do jego gniazd ckm i punktów obserwa- 
cyjnych, pokrywając je ogniem szrapneli. Później dochodzą wieści o szarży i jednocześnie sła- 
bnie nacisk nieprzyjaciela. 
Bateria wraz z szwadronami pułku wycofuje się na pozycję po obu stronach szosy na 
skraju lasu Jakubowo. Natychmiast zajmuje stanowisko ogniowe. Raz jeszcze nieprzyjaciel 
przeprowadza od czoła silne natarcie. Następuje wycofanie się na Rytel, a stamtąd na Łęk, 
gdzie bateria zatrzymuje się na resztę nocy. 
W tym samym czasie, tj. I września 3 bateria kpt. Sierakowskiego wraz z plutonem ka- 
walerii 16 Pułku Ułanów ubezpieczają załadowanie piechoty Oddziału Wydzielonego ,,Koś- 
cierzyna" na transpor kolejowy do m. Wierzchucin. Bateria stoi na stanowisku ogniowym na 
zach. od Kościerzyny. Na przedpolu Kościerzyny dochodzi do obustronnej działalności pa- 
troli rozpoznawczych. D-ca OW przekazał d-cy baterii rozkaz dołączenia do macierzyste- 
go Dywizjonu z tym jednak zastrzeżeniem, że odmarsz baterii może nastąpić dopiero po za- 
ładowaniu 84 baonu piechoty na transport kolejowy. Załadowanie to miała ubezpieczać ba- 
teria kpt. Sierakowskiego, zmieniając stanowisko, aby być bliżej drogi marszu i móc dozoro- 
wać kierunek na Lipusz. Ładowanie piechoty zakończono z opóźnieniem i odjazd baonu na- 
stąpił dopiero w nocy i dopiero wtedy ruszyła bateria marszem ubezpieczonym. Do baterii 
dołączył pluton Straży Granicznej z Lipusza. Maszerowano drogami polnymi równolegle do 
toru kolejowego Kościerzyna-Wierzchucin. Jak się wkrótce okaże, to niewidkie stosunkowo 
opóźnienie wymarszu będzie miało, w warunkach błyskawicznie następujących wydarzeń, 
tragiczny wpływ na dalsze losy 3 baterii. Nie zdoła ona już dołączyć do swego Dywizjonu 26 . 
Baterie l i 4 w pierwszym dniu wojny nie strzelały, pozostając w odwodzie. W godzi- 
nach wieczornych przyszedł rozkaz do odwrotu i nowym zadaniem Brygady i obu baterii
>>>
103 


Dywizjonu byłb szybkie osiągnięcie linij Zalesie-Cekcyn-Kruszka i zamknięde przesmy- 
ków między jcziorami na tej linii, będącej przedłużcniem pozycji obronnej 9 DP. 
. W dniu 2 września widoczne stają się już groźne rysy w ugrupowaniu obronnym jedno- 
stek Armii ,,Pomorze". Na odcinku GO "Czersk" oraz sąsiednich 9 DP jest zepchnięta na 
linię jezior koronowskich, a linia "Grzmot" przełamana. Zarysowuje się groźba odcięcia 
jednostek walczących w tzw. ,.Korytarzu Pomorskim". 2 Pułk Szwoleżerów jeszcze 2 września 
w godzinach porannych pozostaje w swym rejonie w okolicach Starogardu i dopiero o godz. 
8.00 otrzyma rozkaz z brygady natychmiastowego wymarszu na południe, na Bukowiec. 
2 bateria kpt. Pasturczaka po ciężkkh, całodziennych walkach pod Chojnicami i nocy 
spędzonej na utarczkach ogniowych i stałym pogotowiu zostaje odkomenderowana do dyspo- 
zycji dwóch baonów piechoty i ma wraz z nimi przejść nocnym marszem z 2 na 3 wrześnis 
przez Bory Tucholskie do Świecia. W drodze, w Dąbrówce kpt. Pasturczak spotyka się z ppłk. 
Szwedem, który potwierdza rozkaz przydzielający baterię do piechoty. 
3 bateria w godzinach rannych po krótkim zatrzymaniu się w Czersku idzie na połącze- 
nic się z Brygadą. Marsz jest ciężki, drogą zatłoczoną cofającą się piechotą i taborami. Bate- 
ria swymi ubezpieczeniami stacza utarczki z patrolami n-iemieckimi. Przejście przez szosę 
Czersk-Starogard ubezpiecza kpt. Sierakowski jednym działonem i dwoma ckm. W godzinach 
popołudniowych dociera do baterii motocyklista z rozkazem d-cy Dywizjonu marszu na Gac- 
no Wielkie. Bateria dotrze tam o świcie 3 września. 
Położenie jednostek Armii ,,Pomorze" stłoczonych w Borach Tucholskich staje się kry- 
tyczne. Są zagrożone odcięciem od dróg odwrotu na południe. Przeciwnatarcie 9 i 27 DP nie 
doszło do skutku. Rozbite jednostki 9 DP zbicrają się w rejonie Błądzim-Bramka, a resztki 
27 DP po walkach pod Świekatowem starają się przedzierać na Bydgoszcz 27 . OJczuwa się 
ogromną przewagę nieprzyjaciela, szczególnie w lotnictwie i broni pancernej. Prze on ku Wi- 
śle, dążąc do odcięcia naszych oddziałów. Zadanie ułatwia mu szybkość manewru jego jedno- 
stek zmechanizowanych. Przy stale zmieniaJących się sytuacjach, rwącej się już łączności, 
utrudniającej rozkazodawstwo, Brygada otrzymuje w końcu rozkaz jak najszybszego przejścia 
na przedmoście Bydgoszczy. Trzon jej stanowić będzie 8 Pułk Strzelców Konnych i dwie ba- 
terie 11 Dywizjonu Artylerii Konnej - l i 4. Baterie 2 i 3 walczyć będą oddzielnie i w walkach 
na Ziemi Pomorskiej znajdą kres swego istnienia. 
2 bateria ok. godz. 5.00 dnia 3 września dochodzi do Bramki. Maszerująca z nią piecho- 
ta zostaje ogarnięta paniką nalotów i skłębionych, cofających się taborów. D-ca baterii zdo- 
łał odskoczyć z działami w bok. Nadjeżdża właśnie wtedy 16 Pułk Ułanów, który ma w re- 
jonie Bukowca zająć obronę i powstrzymać prącego na południe nieprzyjaciela. Kpt. Pastur- 
czak po krótkiej rozmowie z d-cą Pułku ppłk. Amoldt-Russockim proponuje mu samorzu- 
tnie pomoc swej bateńi, aby, jak niejednokrotnie wspominał, ,,nie stać ani chwilę bezczynnie,. 
gdy inni walczą,,28. Pomoc jego okazuje się bezcenna. Kiedy po dojściu do Bukowca Pułk 
obsadza linię kolejową koło tej miejscowości, pojawiają się czołgi n-pla. Bateria natychmiast 
podciąga na przejazd kolejowy i strzela do czołgów na wprost. Skuteczność ognia jest duża. 
W picrwszym natarciu Niemcy tracą 8 czołgów. Działon kpr. Ceglarskiego rozbija 5, drugi 
dzjałon 2, a trzeci działon - l czołg. Później włącza się do walki lotnictwo n-pla, wobec 
którego obrońcy pozycji są praktycznie bezbronni. Bateria trwa na stanowisku, wspierając 
do koń
a obronę Pułku. Odwrót następuje ok. godz. 12.00 w warunkach silnego bombardo. 
wania lotniczego. Bateńa jest w sytuacji najtrudniejszej. Fale bombowców atakują na otwartej 
przestrzeni wszystko, co się porusza. Kpt. Pasturczak rozczłonkowuje baterię i posuwa się 
w kierunku lasu, pełnego opuszczonego i rozbitego sprzętu piechoty. Wszędzie pojawiają
>>>
104 


się niemieckie patrole. Ok. godz. 17.00 dnia 3 września 2 bateria stale atakowana w marszu na 
południe przez lotnictwo i broń pancerną, po wybiciu większości koni i wyczerpaniu możli- 
wości dalszego działania jako zwartego pododdziału, zmuszona zostaje do rozwiązania się. 
Kpt. Pasturczak wydaje rozkaz zniszczenia pozostałych jeszcze dział i przedzierania się mały- 
mi grupkami na południe bądź też do Wisły. W ten sposób kończy się trzydniowa walka 2 
baterii. Historia jej jest krótka, ale pełna dramatycznej walki. Bateria wspierała skutecznie 
i ofiarnie dwa pułki kawalerii Pomorskiej Brygady - 18 Pułk Ułanów Pomorskich i 16 Pułk 
Ułanów Wielkopolskich. 
Druga osamotniona bateria 11 DAK, 3 bateria po dotarciu w godzinach porannych 
3 września do Gacna Wielkiego, zastała już sytuację całkowicie zmienioną, a co najgorsze, bez 
możliwości nawiązania łączności z Brygadą i Dywizjonem. Kpt. Sierakowski postanawia masze- 
rować w kierunku na Osie-Drzycim. Po drodze bateria napotyka na pobojowiska po niedaw- 
nych walkach oraz zniszczone mostki przez wycofujące się oddziały własne. W okolicy Drzy- 
cimia bateria zatrzymuje się Da postój ubezpieczony celem zaobrokowania koni i wydania 
ludziom obiadu. Wysyłane patrole bezskutecznie próbują nawiązać łączność z oddziałami 
Brygady, natomiast rozpoznanie melduje, że duże zgrupowanie czołgów n-pla idzie w kierunku 
wschodnim. 
W godzinach popołudniowych w rejonie zbombardowanego i palącego się Gródka Pomor- 
skiego kpt. Sierakowski spotyka się z płk.dypI. Mikołajem Alikowem, dowódcą artylerii dy- 
wizyjnej 9 DP. Płk Alikow zbiera i organizuje rozbite oddziały. Ma już trochę piechoty, ba- 
terię haubic 9 PAL, 2 działa plot. Żołnierze są skrajnie wyczerpani walkami stoczonymi w 
bitwie granicznej. Dołączenie ptłnosprawnej baterii artylerii konnej podnosi wszystkich na 
duchu. Później dołączą tam jeszcze oba zdziesiątkowane pułki ułanów (16 i 18) i resztki szwa- 
dronów szwoleżerów rokitniańskich. Razem stoczą tam swą ostatni
 walkę pod Grupą k/Gru- 
dziądz! o osiągnięcie Wisły, o uchwycenie mostu koło Grudziądza 29 . 
W tym samym dniu, 3 września, w godzinach porannych uszczuplona Pomorska Bryga- 
da Kawalerii wraz z dwoma bateriami artylerii konnej podejmuje marsz na Bydgoszcz, marsz, 
który wkrótce zamienia się w pasmo zaciętych walk mających charakter przebijania się. Kolu- 
mpa o go¥Z. 5.00 rusza na Poledno. W straży przedniej idzie 4 bateria kpt. Muszyńskiego. 
Przed Pole dnem następuje starcie z bronią pancerną n-pla. Najpierw 4 bateria, a następnie l 
bateria zajmują stanowiska odkryte i biją bezpośrednim ogniem na czołgi. Pod osłoną natar- 
cia straży przedniej wspartej ogniem obu baterii, kolumna brygady obchodzi pole walki od pół- 
nocy i zatrzymuje się w Mariankach. Baterie ponoszą straty w ludziach i koniach. Jeden jaszcz 
jest rozbity. 
Dalsza droga wiedzie na Gruczno-Luszkowo- Top oln o. Wszędzie trzeba się przebi- 
jać przez podchodzące do Wisły czołowe oddziały 3 Dywizji Pancernej. Obie baterie pracują 
niestrudzenie, ogniem swych dział wybijając luki w obręczy niemieckiego okrążenia i pozosta- 
wiając po drodze płonące wraki niemieckich czołgów i samochodów pancernych. Najsilniejszy 
bój rozwija się pod Topolnem. Kpt. Guttenberger ze swą l baterią zajmuje stanowisko odkryte 
i ogniem na wprost toruje drogę nacierającym strzelcom konnym. 4 bateria, maszerując na 
końcu kolumny dostaje się pod boczny ogień baterii n-pla. Zajmuje również stanowisko odkry- 
te i zwalcza ogniem na wprost tę baterię. Pracuje szybko i precyzyjnie, jak na poligonie na 
oczach rozjemców i obserwatorów. Ten prawdziwy pojedynek artyleryjski kończy się zwyci
- 
ska dla naszej baterii. Decyduje znakomite wyszkolenie, brawura, szybkość. Artyleria konna 
otwiera drogę przez Topolno. Straty własne są jednak dotkliwe. l bateria traci tabor, 4 bateria 
- l działo. Są też znaczne straty w ludziach i zaprzęgach.
>>>
105 


W godzinach popołudniowych baterie przekraczają linię umocnień przyczółka b}dgos- 
kiego i zatrzymują się koło stacji kolejowej Łęgnowo, gdzie otrzymuj
 zadanie obrony odcinka 
nad Kanałem. Po trudach dnia w nocy trzeba walczyć z dywersantami O. 
Zarówno straty Brygady jak też Dywizjonu po ciężkich walkach w bitwie granicznej 
i przebijaniu się z okrążenia wymagają pilnie odpoczynku i uzupełnienia strat w ludziach 
i sprzęcie. Błyskawiczny przebieg kampanii nie zezwala na to i wkrótce dwubateryjny już 
tylko Dywizjon wyruszy jako wsparcie ogniowe zdekompletowanej Brygady ku swemu ostate- 
cznemu przeznaczeniu - do wielkiej bitwy nad Bzurą. 
W tym samym czasie kiedy Brygada wraz z l i 4 baterią przygotowują się do dalszych 
działań, rozpoczyna się bój oddziałów płka Alikowa w rejonie Grupy pod Grudziądzem. 
Stawką jest przebicie się do mostu na Wiśle, a więc wyjście z okrążenia. Pierwsze starcie nas- 
tępuje w okolicy Jeżewa (na zachód od Grupy). Do natarcia idzie spieszony szwadron 18 Puł- 
ku Ułanów, a bateria kpt. Sierakowskiego otwiera ogień na wprost do czołgów. Nieprzyjaciel 
wycofuje się pod osłonę zabudowań. Przez cały dzień 4 września trwają zacięte walki w re- 
jonie poligonu Grupa. Sama miejscowość Grupa jest już mocno obsadzona przez silne oddzia- 
ły niemieckie i pełne determinacji natarcia nasze załamują się pomimo wsparcia ogniem 
dwóch baterii. Pod wieczór cofnięto się na północ do okolicznych lasów. 
O świcie następnego dnia zgrupowanie płka Alikowa naciera ponownie i zajmuje Grupę 
oraz przyczółek mostowy na Wiśle. Most jest zniszczony, lecz pojedynczy żołnierze przecho- 
dzą na drugę stronę przez zapadnię te przęsło oparte 
 mary. W samym Grudziądzu przejścio- 
wo nie ma żadnego wojska, gdyż 16 DP już się wycofała, a Niemcy nie zdążyli jeszcze opano. 
wać miasta. Ten stan trwa jednak krótko. Niebawem wyrusza potężne przeciwnatarcie niemie- 
ckie wsparte czołgami i potężną artylerią. Oddziały polskie zostają odrzucone od mostu 
i zepchnięte na płn.-zach. od Grupy. 3 bateria walczy niezwykle ofiarnie, ponosząc uuże 
straty. Wśród poległych są ppoc. Sidorski, Ppoc. Madaliński i ppor. Neuman. Odznaczyli się 
szczególnie łjrz y prowadzeniu ognia na wprost por. Słowik i działonowi kaprale Pawlaczyk 
i Pokrywka l. Bateria w czasie tych walk zniszczyła kilkanaście czołgów n-pla. Postawa ofi- 
cerów, podoficerów i kanonierów jest wzorowa, co podkreśla płk Alikow na odprawach do- 
wódców. 
6 września 3 bateria toczy nadal ciężkie walki w lasach na płn.-zach. od Grupy. 
Następnego dnia po całodziennych walkach i cofnięciu się resztek piechoty zgrupowa- 
nia płka Alikowa oraz wyczerpaniu amunicji, kpt. Sierakowski w nocy z 7 na 8 września po- 
dejmuje decyzję zniszczenia pozostałych jeszcze trzech dział, rozpuszczenia koni i podziele- 
nia żołnierzy na małe grupy, przeprawy przez Wisłę i zbiórki w lasach Golub-Dobrzyń. 
Wszędzie jednak przy brzegach Wisły są już oddziały niemieckie i stale patrolują rzekę. Próby 
przeprawy są więc przeważnie bezskuteczne. W ten sposób dwie baterie dywizjonu, 2 i 3, za- 
kończy ły swą historię wojenną w walkach wrześniowych. 
Tymczasem w przededniu bitwy nad Bzurą dnia 8 września utworzona zostaje Grupa 
Operacyjna Kawalerii gen. Grzmota-Skotnickiego złożona z Podolskiej Brygady Kawalerii, 
pozostałości Pomorskiej Brygady Kawalerii, 7 Baonu Strzelców i oczywiście 11 Dywizjonu 
Artylerii Konnej (bez 2 i 3 baterii). Nadchodzi czas do działań zaczepnych w pierwszej fazie 
bitwy. Dnia 9 września GO Kawalerii grupuje się nad Nerem, na płn. od Dąbia. Ma działać 
zaczepnie w kierunku na Wartkowice-Parzęczew. Po zajęciu Uniejowa opanowane zostają 
dnia 10 września Wartkowice. 4 bateria skutecznie wspiera zajęcie a następnie zabezpiecłenie 
Wartkowic. l bateria uczestniczy w opanowaniu Parzęczewa i starciu pod wzg. Bibianów.
>>>
106 


o świcie 11 września rozwija się natarcie Pomorskiej Brygady Kawalem wsparte l bate- 
rią, po osi Ignacew-Rozlazły-Chociszew-Orla. Zadaniem natarcia jest przełamanie płd. 
skrzydła niemieckiej osłony Ozorkowa. Bateria bije ogniem na. wprost, a następnie uczestni- 
czy w odrzuceniu przeciwnatarcia n-pla wspartego działami ppanc. Wraz z kawalerią przekra- 
cza tor kolejowy Zgierz-Łęczyca. Zwalcza ogniem drugie przeciwnatarcie niemieckie. 
Już od rana 12 września rozgorzał bój w rejonie Wartkowic-Biała Góra-Janków. Dzia- 
łania zaczepne prowadzą, zg,.lnie z planem, pułki Podolskiej Brygady, Pomorska Brygada 
broni Parzęczewa, odpierając ataki niemieckiej broni pancernej. Wspiera ją ogień obu baterii 
11 DAK. W tym dniu dla lepszego skoordynowania działań artylem konnej 11 DAK razem 
z 6 DAK (z Brygady Podolskiej) tworzą zgrupowanie artylerii konnej pod dowództwem ppłka 
Szweda. Pod wieczór nadchodzi rozkaz do odejścia przez Łęczycę za Bzurę i obsadzenia rzeki 
na odcinku od Błonia do Głędzianówek. ZaI)'sowuje się nowa faza bitwy, obejmująca czaso- 
okres od 13 do 22 września, z przebijaniem się na Warszawę. Brygada Pomorska walczyć bę- 
dzie w straży tylnej, osłaniając wycofujące się jednostki, a z nią na tym naj trudniejszym po- 
sterunku znajdą się obie baterie 11 DAK. Baterie ofiarnie bronią Wartkowic, a dobrze prowa- 
dzony ogień niszczy wiele wozów pancernych n-pla. Później biją się w rejonie Łęczycy. wspie- 
rając oddział Straży Granicmej, a następnie w rejonie Krzyżanowa, zatrzymując ogniem po- 
dejście n-pla do rzeki Ochni. ZwaJczają broń pancerną przeciwnika nacierającą na Luszyn. 
Coraz bardziej daje się odczuć wyczerpanie żołnierzy, straty bez możliwości uzupełnienia, 
brak żywności i an1Unicji. Tę ostatnią uzupełnia się z pociągu pancernego na stacji Żychlin. 
W jednej z miejscowości, za wsią, gdzie 4 bateria zatrzymała się na krótki odpoczynek, wła- 
sne ubezpieczenie stwierdza obecność na pobliskim wzgórzu punktu obserwacyjnego n-pla. 
Niemcy zachowują się głośno, swobodn
e. W wyniku błyskawicznej decyzji kpt. Muszyń- 
skiego trzy działa podciągają szybko na najbliższą odległość 
Ok. 200 m.) i oddają 6 salw, po- 
wodując całkowite zaskoczenie i likwidację załogo punktu 3 . Takictl epizodów jest więcej. 
Dodają otuchy i wzmacniają zaufanie do dowódców. 
17 września nasil
nie bombardowania lotniczego n-pla jest największe od początku 
kampanii. Pomimo to obie baterie pozostają na stanowiskach, zwalczając nacierającą broń 
pancerną przeciwnika. W nocy z 17 na 18 następuje odwrót w celu dojścia o świcie do rejonu 
lasów Budy Stare. Rozpoczyna się marsz nocny na Osmolin-Krzyżyk Chróśliński-Zalesie- 
-Brzozów Stary. Nad ranem kolumna Zgrupowania gen. Crzmota-Skotnickiego dochodzi do 
rejonu Brzozów Stary. Od strony Iłowa dochodzą odgłosy walki. Wszędzie masy rozbitych 
taborów, sprzętu, olbrzymie leje od bomb. W oddzia łach całkowite wyczerpanie ludzi i koni. 
W południe wznawia się marsz ku Bzurze pod Brochowem. Obie baterie 11 DAK trzyma- 
ją się razem. Dochodzi do ciągłych starć z n-plem i baterie ustawicznie zajmują odkryte stano- 
wiska, torują ogniem drogę. Rosną straty, coraz więcej jest rannych. W rejonie Budy Stare 
dołącza do I baterii kpt. Karol Kleczeński, stary oficer I l DAK, odkomenderowany do do- 
wództwa 16 DP. Ginie 18 września od odłamka artyleryjskiego n-pla, leżąc obok ppłka Szwe- 
da na stanowisku l batem 33 . 
W godzinach popołudniowych tego dnia ppłk Szwed zwołuje swą ostatnią odprawę ofi- 
cerów. Mówi: ,jesteśmy otoczeni, będziemy przebijać się nocą, kto z nas przeżyje, niech po- 
wie, jak to było". Wkrótce po odprawie dowódcy Dywizjonu przeciwnik rozpoznał miejsce, 
gdzie zebrały się obie baterie wraz z większą grupą wojska. Po nawale ogniowej nastąpiło na- 
tarcie, które odrzucono w walce na bagnety. Baterie stały na pierwszej linii, strzelając resz- 
tkami amunicji. W całym Dywizjonie zostały tylko dwa działa. W bateriach zostało po 30
>>>
107 


i.ułnierzy. Polcgł chor. Wojtania. Wi
kszość koni I.ostała wybita lub rozbiegła si
. Lotnic- 
two n-- pla bcz przcrwy bombardowało podejścia do Bzury i przcprawy. 
Z wielkim trudcm wyciągnił:to ostatnic dwa działa na drug
 do dals/.cgo marszu. Wtedy 
rozpoczł:ła si
 nowa nawała ogniowa, niszcząc te ostatnic dL'iała i zaprzęgi. Wtcdy właśnic 
dowódca Dywizjonu dccyduje się ostatecznic na wydanie rozkazu przeprawy prl'..cz Bzur
 
improwizowanymi grupami i zbiórki na skraju PUSZC.lY Kampinoskiej razcm z ciąglc jcsL'cze 
trzymającymi si
 rcsztkami Pomorskicj Brygady Kawalerii. 
Gcn. Grzmot-Skotnicki na czelc rcsztck swego zgrupowania, pozostając przy kolumnie 
pics/cj (wyniszczone oddziały Obrony Narodowej), przeprawia się szczęśliwic przcz rzek
 
wicczorcm I R września. Niestety po przcjściu napotyka na obstawę czołgową. która ognicm 
31
lfmuje sąsicdnie placówki. W zacił:tej walcc. prowad/.ąc natarcie tyralicry piechoty. Lostaje 
ci-rlko ranny i nad ranem 19 września kończy życic. 
Płk dypl. Jcr/y Jastrz
bski z oddziałem stanowiącym pozostałość Pomorskic_j Brygady 
Kawalerii w nocy / I X na 19 wrLeśnia rozpozna.jc dogodne miejsce do przeprawy i o świcie, 
prlcsłoni
ty p()falfn
, mgłą. forsujc Bzurę pod Witkowicami i wchodzi do Puszczy Kampinow- 
skic.j34. Do nicgo dołącl.a tcż /.cbrana grupa konna ppłka Szwcda, cała pozostałość z II DAK, 
czyli w praktycc z I i 4 hatcrii. prowadzonych przel niczwykle ofiarnych i dzielnych dowódców 
_ kpt. Guttcnbergcra i kpI. Muszyńskiego. Obaj do końca łączą swój los z loscm swoich żoł- 
nierzy. 
Cały oddział Brygady wynosi obccnie dwa nicpełnc szwadrony, trzeci oddział stanowk, 
artylcrzyści, łącznościowcy i pionicrzy - nic ma już żadnego taboru. Coraz trudnicj o najbar- 
dzie.i podstawowc zaopatrzcnie, w końcu dokucza głód i brak wody. W dniu 
 I wrzcśnia grupa 
artylcrzystów konnych zostajc w ciągłych walkach odcięta od oddziału Brygady. Przedziera- 
jąc si-r przcz dukt Icśny /. rcsztkami I baterii, ginic jej dowódca, kpt. Brunon Guttcnbcrger 35 
Marsz kontynuowany jest nadal -- niewielki już oddziałek II DAK, złożony przeważnie z 4 
hatcrii, nic zaprzcsta.il' przcdzicrania się ku Warszawie. Dociera w końcu do Palmir. W dals/ym 
ciągu marszu osiąga dnia 2
 września Buraków, gdzic napotyka na silnic okopancgo nieprzy- 
jaciela z bronią maszynową. Ostatnie natarcie prowadzi dowódca batcrii kpI. Janusz Muszyń- 
ski. Ginic pucszyty scrią z karabinu maszynowego 36 
II DywiLjon Artylerii Konnej nic zdołał dojść do Warszawy. Walcząc od bitwy granicz- 
nej, podążając wprost L nicj do bitwy nad B.lurą, a następnie nadludzkim wysiłkiem przedzic- 
rając się do stolicy drogą pełną ofiar i poś
ięccnia, uległ przemocy nicprzyjaciela i został 
li jej bram pobity. Bateric 
 i 3 ulcgły już w pierws/..cj fazie działań, w bitwie granicznej na 
Pomorzu. dLieląc los odciętych jcdnostck Armii ,.Pomorze'
. Batcrie ł i 4 walczyły najdłużej, 
do końca i to było ich żołnierskic szczęście w tych tragicznych, Iccz pełnych chwały dniacll. 
Pojcdync/Y żołnicrze indywidualnie, lub w małych grupkach próbowali jeszczc przcdo- 
stać się pf/Cl obrł:Cz nicmicckicgo okrążcnia do walczącej stolicy. Sam ppłk Szwcd z pięciu 
żołnierzami usiłował jeszcze przcbić si
 przy samym wale ochronnym. Cała grupa została 
otoczona i dostała się do niewoli. Ppor. Poił był już nicmai u wrót stolicy, na skraju miasta, 
kicdy został wzięty do nicwoli. Ten sam los spotkał ppor. Kwaśnicę, rannego w rcjonic Pal- 
mir. Ppoc. Haller po podcjściu do Bzury utracił konia i nie mógł w trakcie ciągłych potyczck 
nadążyć za Dywizjoncm. Na wschodnim brzegu rzcki spotkał ppłka dypl. B. (;eislera i obaj 
dołączyli do grupy gen. Bołtucia, która szła przez Puszczę na Modlin. Pod Kazunicm zatrzy- 
Illano się po otrzymaniu wiadomości o oblężeniu Modlina. Ppoc. Haller z ppłk. Geislcrcm 
doszli do Łomianek i Burakowa, tam połączyli się z 15 Pułkicm Ułanów i razcm z nimi 
już konno dotarli do Warszawy. Ppor. Hallcr jako artylerzysta konny zameldował się w 7 
DAK.
>>>
108 


Historia wojenna 11 DAK nie byłaby pełna, gdyby pominięte zostały działania ba- 
terii zapasowej, nazwanej też w trakcie walk baterią "Obrony Warszawy", lub 5 Baterią I DAK. 
W ostatnich dniach sierpnia 1939 roku powstał w Mińsku Mazowieckim Ośrodek Zapa- 
sowy Artylerii Konnej Nr I pod dowództwem mjr. Zygmunta Fiszera, skupiający oficerów 
i nadwyżki 1,4, 7 i 11 Dywizjonów Artylerii Konnej. W dniu 3 września zebrana z ochotników, 
na podstawie rozkazu Szefa Departamentu Artylerii MSWojskowych obsada sześciodziałowej 
baterii, w tym oficerowie 11 DAK: kpt. Stanisław Kozika, ppor. Tadeusz Nowakowski, por. 
Roman Fafjus, ppor. Alfred Rodziewicz, ppor. Jan Sulewski i ppor. Andrzej Wilski. udała się 
do koszar l DAK w Warszawie. 
W nocy z 3 na 4 września, po pobraniu koni. uprzęży, dział 3-calowych przekalibro- 
wanych na 75 mm, jaszczy, amunicji, kbk i hełmów, mimo braku koni dla obsługi taborów 
i niepełnego stanu podoficerów, bateria została zmobilizowana w obsadzie: 
Dowódca baterii kpt. S. Kozika 
dowódca I działonu ppor. T. Nowakowski 
dowódca 2 działonu ppor. J. Sulewski 
dowódca 3 działonu ppor. A. Wilski 
dowódca 4 działonu ppor. A. Rodziewicz 
dowódca 5 działonu por. R. Fafjus 
dowódca 6 działonu pchor. NN z 7 DAK. 
Dnia 5 września o świcie otrzymano rozkaz zajęcia stanowisk na Pradze celem obrony 
mostów. 
Działony I i 2 stanęły u wylotu Alei Waszyngtona frontem na most Ks. Poniatow- 
skiego. 
Działony 3 i 4 stanęły nad Wisłą. Przodki obu działonów rozmieszczono w Parku Ska- 
ryszewskim. 
Działony 5 i 6 zostały przejściowo odłączone od baterii i zajęły stanowiska dla obrony 
mostu Kierbedzia. Plutonem tym (III) dowodził por. Fafjus. 
Zgodnie z następnym rozkazem bateria zaję la stanowiska koło Muzeum Wojska frontem 
na Pragę. Bateria już wtedy podzielona była na plutony. Dowodzili nimi ppor. Sulewski i ppor. 
Rodziewicz. Oficerem zwiadowczym był ppor. WiIski. W trakcie obrony stolicy plutony zaj- 
mowały stanowiska w różnych punktach miasta, wchodząc w skład walczących tam jednostek. 
W dniach 9-10 września dwa plutony weszły w skład obrony Saskiej Kępy, a ppor. No- 
wakowski i por. Fafjus pełnili nawet czasowo funkl.je dowódcy baterii. 8 września 2 działon 
I plutonu. stojący na ul. Wawelskiej u wylotu ul. Prokuratorskiej. frontem na lotnisko wziął 
udział w odparciu natarcia niemieckiego niszcząc 3 czołgi. 
Następnie zajmowano stanowiska w Alejach Niepodległości. 
Przed kapitulacją. a po zawieszeniu broni (27.09 godz. 14.(0) amunicję zakopano. 
a działa przesunięto do Łazienek. 
Straty w czasie walk: 2 rannych i 6 zabitych (ppor. Rodziewicz, 2 podoficerów i 3 kano- 
nierów)37. 
W czterech bateriach walczących w pierwszym rzucie. w składzie Pomorskiej Brygady 
Kawalerii. straty były niewspółmiernie wyższe. Według bardzo ostrożnych szacunkowych 
danych poległo 11 oficerów, 27 podoficerów i około 230 kanonierów. Kilkudziesięciu by ło 
ciężko rannych. z których część zmarła na punktach opatrunkowych, bądź w szpitalach po- 
lowych, część pozostała z trwałym kalectwem. . .
>>>
109 


Dywizjon wykonywał swe zadania bojowe w obliczu miażdżącej przewagi nieprzyja- 
ciela. Zawsze jednak nawiązywał walkę, a niejednokrotnie odnosił sukcesy. Kiedy nie było już 
cienia nadziei na zwycięstwo, bił się o honor. Chwała Mu za to. 


PRZYPISY 


l Karol Koźrruński, Artyleria Konna. Księga Jazdy Polskiej. Praca zbiorowa, Warszawa 1938. s. 196, 
197, 202
 
2 Karol Koźmiński, Artyleria Konna, op. cit. s. 200. 
3Edward Tomczak. Polska Artyleria Konna w wojnie polsko-rosyjskiej 1831 r., Wojskowy Przegląd 
Historyczny Nr 2 (136), Warszawa 1991. s. 258-263. 
4I.eon Dunin-Wolski. Zarys Historii Polskiej Artylerii Konnej. Londyn 1954. 
5Rodowody Artylerii Konnej Wojska Polskiego. Praca zbiorowa. Związek Artylerzyst6w Konnych 
na Obczyźnie. Londyn 1964. Dywizjony Artyleńi Konnej. Z archiwum Stanisława Zajączkowskiego kpt. 
11 DAK. 
6'gnacy Bukowski, Z minionych lat. wspomnienia oficera sztabu, MON. Warszawa 1974. s. 47.48. 
7 Pułkownik Artylerii Tadeusz Anders. Ostatni dowódca bojowej jednostki Polskiej Artylerii Konnej 
we Włoszech ..7 Pułku Artylerii Konnej". Z archiwum Stanisława Zajączkowskiego. 
8Witold Colonna-Walcwski. Podpułkownik Artyleńi, Wspomnienia pośmiertne. w opracowaniu 
mjr.dypl. Stanisława Snarskiego i kpt. Stanisława Zajączkowskiego. Londyn 1987. 
9Stanisław Krasucki. Mogiła Nieznanego tołnierza, Tomasz Skariyński, Kapitał Artylerii Konnej 
1903-1941. Kalendarz Bydgoski, 1991, s. 164-168. 
10 lgnacy Bukowski. op.cit. s. 5S. 
llWitold Colonna-Walewski. Wspomnienie pośmiertne o Kpt. Januszu Pasturczaku. materiały w zbio- 
ram autora. 
12 Marian Porwit. Komentarze do historii polskich działań obronnym 1939 roku. Warszawa 1983. 
T. 3. s. 114. 
13Z historii Arty1cńi Konnej. Z Kroniki Artyleryjskiej Związku Artylerzyst6w Konnym na Obczyź- 
nie, materiały w zbiorach autora. 
14Marian Porwit. Komentarze do historiL.op.cit. T. 2. s. 298. 
lSStanisław Krasucki, O tołnienach na straconej pozycji. W 50-ł. roaniq walk Pomorskiej Brygady 
Kawalerii w Polskiej Wojnie 1939 roku. Bydgoszcz 1989. s. 69. 70. 
16Steran Arnoldt. Wspomnienia ze słuiby w 11 D)'\\izjonie Artyleńi Konnej. materiały w zbiorach 
autora. 
171nformacja o zadaniach i orpnizacji plutonu i batem łączności 11 Dywizjonu Artylerii Konnej. 
Opracował Czesław 
tkowsld (podor. zawodowy bateńi). Ze zbiorów SL Zaj,czkowstiego. 
18 J6zer Kowalski. Wspomnienia ze słułby w 11 DU, materiały w zbiorach autom. 
19 Leon Dunin-Wolski. Z
k Jeidziecki ..sport Konny'. oficerow Arty1cńi Konnej. Materiały 
wspomnieniowe. Z archiwum St. 
czkowskielO.
>>>
HO 


2° Leon Dunin-Wolski.op.cit. 
21 Tamte . op.cit. 
22władysław Szwed. Materiały wspomnieniowe, w zbiora
 autora. 
23Zgodnie z zadaniami plutonu-baterii łączności w warunkach polowych jej człony przydzielane 
były do poszczególnym baterii. a dowódca łączności znajdował się w dowództwie Dywizjonu. 
24 1anusz Pasturczak, Z walk 2 baterii II DAK, materiały w zbiorach autora. 
2S 1ednostka ognia - 360 pocisków. 
26Stanisław Sierakowski, Działania 3 baterii 11 DAK, materiały w zbiorach autora. 
27 Adam Zakrzewski. Wspomnienia - wrzesień 1939, Warszawa 1958. s. 94, 107,114. 
28 1anusz Pasturczak, op.cit. 
29 Aleksander Zarębicki. Wspomnienia dowódcy 4 szwadronu 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich 
z walk pod Bukowcem i Grupą, materiały w zbiorach autora. 
30wacław Szczepański (działonowy 4 baterii), Walki o przebicie się na Bydgoszcz, materiały w zbio- 
rach autora. 
31Stanisław Sierakowski, op.cit. 
32Steran Arnoldt, Walki 4 baterii we wrześniu 1939. materiały w zbiorach autora. 
33władysław Szwed, Skrót działań wojennych 11 Dywizjonu Artylerii Konnej Pomorskiej Brygady 
Kawalerii, Bydgoszcz, luty 1984 r. 
. 34Związek Artylerzystów Konnych na Obczyźnie, Artyleria Konna w Kampanii Wrześniowej 1939 
roku, 11 Dywizjon Artylerii Konnej. Rozdział IX. Londyn 1976, s. 214- 217. 
35 Tamże , s. 219. 
3
ajbardziej dokładną relację o śmierci kpt. 1anusza Muszyńskiego przekazał jeden z ostatnich 
żyjących jeszcze podoficerów 4 batem, Wacław Szczepański, który w momencie natarcia był bezpośrednio 
przy swym dowódcy. 
37 Zbigniew Gnat Wieteska, Stanisław Radomyski, Działania Pododdziałów II Rzutu Pomorskiej 
Brygady Kawalem w Wojnie Obronnej 1939 roku, Działania Baterii 11 Dywizjonu Artylerii Konnej .,Obrony 
Warszawy" (nazywanej także 5 Baterią l DAK), Zbroja, Wydawnictwo Sekcji Wojskowości Polskiej XIX 
i XX Wieku Studenckiego Koła Naukowego Historyków Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1985, 
Tom 1, s. 48, 49.
>>>
EL1BIETA ALABRUDZIŃSKA 


CERKIEW PRAWOSŁAWNA 
W BYDGOSZCZY W LATACH 1920-1939 


Najliczniej reprezentowanym wyznaniem nierzymskokatolickim Polski okresu między- 
wojennego było prawosławie. Skupiało ono ponad 3,8 mln wiernych, z których około 1,5 
mln było narodowości ukraińskiej, 900 tys. - białoruskiej, 600 tys. - polskiej, 125 tys. - 
rosyjskiej, natomiast około 700 tys. wyznawców stanowili tzw. "tutejsi" (grupa o nie ukształ- 
towanym obliczu narodowościowym)l. O ile świeccy prawosławni byli w ogromnej większo- 
ści Ukraińcami i Białorusinami, o tyle wśród duchowieństwa dużą grup stanowili Rosjanie; na- 
rodowości rosyjskiej byli wszyscy biskupi. Przyczyny tego stanu rzeczy tkwiły jeszcze w rusy- 
fikacyjnej polityce caISkiej okresu zaborów. Cerkiew prawosławna w Polsce została wówczas 
włączona do Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i jako jej część składowa weszła do niepodleg- 
łego państwa polskiego. Dlatego jednym z naczelnych celów polityki rządu polskiego w sto- 
sunku do Cerkwi było uniezależnienie jej od-patriarchatu moskiewskiego poprzez stworzenie 
autokefalii. Część biskupów prawosławnych poparła te starania i dnia 14 czerwca 1922 roku 
Sobór, wbrew zakazowi patriarchy moskiewskiego Tichona, uchwalił autokefalię Cerkwi 
polskiej. Owa lata później uznał ją patriarcha konstantynopolitański i w dniu 16 września 1925 
roku w soborze metropolitalnym w Warszawie ogłoszono oficjalnie autokefalię Kościoła pra- 
wosławnego w Polsce 2 . 
Pierwszym w Polsce niepodległej aktem prawnym regulującym stosunek państwa do 
Cerkwi prawosławnej było ogłoszone dnia 30 stycznia 1922 r. przez Ministerstwo Wyznań 
Religijnych i Oświecenia Publicznego "Tymczasowe rozporządzenie o stosunku Rządu do 
Kościoła prawosławnego w Polsce". Rząd poręczał w nim wyznawcom prawosławia wol- 
ność odprawiania nabożeństw oraz wykonywania praktyk religijnych 3 . Ostateczne uregulo- 
wanie sytuacji prawnej Kościoła nastąpiło wraz z wydaniem w dniu 18 listopada 1938 roku 
dekretu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o stosunku państwa do Polskiego Autokefalicz- 
nego Kościoła Prawosławnego. W niecały miesiąc później Rada Ministrów uznała statut wew- 
nętrzny Kościoła. 
Naczelną władzą w Cerkwi był Sobór biskupów, który odbywał swe swesje przecię- 
tnie dwa razy w roku. Organem wykonawczym Soboru był Synod z metropolitą na czele. 
Wyboru metropolity dokonywał Sobór elekcyjny złożony również z przedstawicieli ludzi 
świeckich. Kościół prawosławny w Polsce stanowił jedną metropolię, siedzibą metropolity 
była Warszawa. Metropolia dzieliła się na diecezje, którymi zarządzali biskupi przy pomocy 
Zebrania Diecezjalnego, Konsystorza i Komisji Rewizyjnej. Diecezje składały się z dekana- 
tów, a te z kolei dzieliły się na parafie. Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny składał 
się w okresie międzywojennym z pięciu diecezji (tzw. eparchii): warszawsko-chełmskiej, wo- 
łyńskiej, poleskiej, wileńskiej i grodzieński ej 4. 
Wyznawcy prawosławia skupieni bylo wokoło 1500 parafia
h, zlokalizowanych głów- 
nie w granicach byłego zaboru rosyjskiego. W byłej dzielnicy pruskiej zamieszkiwało jedynie
>>>
112 


około 3 tys., a w byłym zaborze austriackim około 8400 prawosławnych. Jurysdykcja metro- 
polity warszawskiego została rozciągnięta na te tereny uchwałą Synodu biskupów z kwietnia 
5 
1924 r. . 
Początki egzystencji wyznania prawosławnego w. Bydgoszczy sięgają połowy XIX w., 
kiedy to nastąpił napływ ludności z Królestwa P
lskiego i Kresów Wschodnich. Ludność ta 
przybywała do grodu nad Brdą w celach zarobkowych, a spotkać wśród niej można było rów- 
nież i wyznawców prawosławia 6 . Jednakże aż do końca pierwszej wojny światowej prawosław- 
ni mieszkańcy Bydgoszczy nie stanowili społeczności znaczącej liczebnie; nie utworzyli też 
w łasnej parafIi. 
Znaczny wzrost liczby osób wyznania prawosławnego nastąpił w związku z emigracją 
rosyjską i ukraińską po 1918 r. Emigracja ta wywodziła się z dwóch źródeł: z byłych jeńców 
rosyjskich wziętych do niewoli przez wojska niemieckie na froncie wschodnim oraz z interno- 
wanych żołnierzy z formacji gen. S. Bułak-Bałachowicza, gen. M. Peremykina i atamana S. Pe- 
tlury walczących u boku Wojska Polskiego w wojnie z Rosją Radziecką w 1920 r. 7 . Zdecydowa- 
na większość przybyłych wtedy do Bydgoszczy osób była wyznania prawosławnego, pozosta- 
łą część stanowili Ukraińcy - wyznawcy Kościoła greckokatolickiego oraz Rosjanie wyznania 
mojżeszowego i protestanckiego. 
Mówiąc o egzystencji chrześcijaństwa wschodniego w Bydgoszczy nie można pominąć 
bydgoskiego garnizonu, tym bardziej, że właśnie tutaj, a nie wśród ludności cywilnej, powstał 
pierwszy chronologicznie prawosławny ośrodek duszpasterski. W wojsku stacjonującym w Byd- 
goszczy służy la znaczna liczba osób pochodzących z Kresów Wschodnich i będących wyzna- 
nia prawosławnego - w połowie 1938 r. było ich 1358 8 . Jednostki bydgoskie podlegały Do- 
wództwu Okręgu Korpusu nr VIII w Toruniu, w którym to już od początku lat 20 funkcjo- 
nowała prawosławna kapelania. Pierwszym kapelanem sprawującym opiekę duszpasterską 
nad żołnierzami garnizonu bydgoskiego był Szef Duszpasterstwa Prawosławnego przy DOK 
VllI - ks. Stefan Rudyk. 
Ks. Rudyk, wyświęcony w 1895 r. w Krzemieńcu, pełnił w pierwszym okresie swojej 
pracy duszpasterskiej funkcję proboszcza we wsi Ponikowice Małe (powiat Brody). W 19 15 r. 
został ewakuowany do Nowin (powiat Zwiahel), gdzie do 1918 r. świadczył posługi duchow- 
ne wśród uchodźców. Po zak.ończeniu pierwszej wojny światowej pracował na stanowisku pro- 
boszcza w Moskalowie (na Podolu), a następnie w Podzamczu (w diecezji wołyńskiej). W sierp- 
niu 1922 r. został powołany do służby w Wojsku Polskim w charakterze kapelana prawosław- 
nego, a już miesiąc później powierzono mu obowiązki Szefa Duszpasterstwa Prawosławnego 
przy DOK VIII w Toruniu. Funkcję tę pełnił do 1927 r. 9 . 
Pełniąc służbę duszpasterską w Bydgoszczy ks. Rudyk popadł w 1925 r. w konflikt 
z Dowództwem 11 Dywizji Artylerii Konnej. Stanął bowiem w obronie żołnierzy wyznania 
prawosławnego, których wyznaczano do prac fizycznych w niedziele 10. Nie uzyskał jednakie 
w tej sprawie poparcia Protoprezbitera W.P. ks. B. Martysza, który stwierdził, iż konflikt ks. 
Rudyka wyniknął "z nadmiernej i niewłaściwie zrozumianej gorliwości w pełnieniu (...) 
obowiązków duszpasterskich"ll. 
Na nieprzychylny stosunek władz przełożonych do działalności ks. Rudyka miał zapew- 
ne wpływ fakt, iż mniej więcej w tym samym okresie, w którym miał miejsce konflikt w Byd- 
goszczy, kapłan ten spowodował zadrażnienia z Ministerstwem Wyznań Religijnych i Oświe- 
cenia Publicznego. W sierpniu 1925 r. udał się bowiem, bez wiedzy zwierzchników, do Mania- 
wy w Małopolsce Wschodniej, gdzie odprawił w ruinach byłego klasztoru prawosławnego
>>>
113 


nabożeństwo w intencji jego fundatorów i mnichów. Sprawa wywołała stanowczy protest u 
strony władz duchownych Kościoła Rzymskokatolickiego oraz MWRiOP. Rok później, rów- 
nie! bez zezwolenia Wydziału Wyznań Niekatolickich, ks. Rudyk założył w Toruniu wśród 
emigrantów rosyjskich Bractwo Prawosławne. Ostatecznie ks. Rudyk został w 1927 r. prze- 
niesiony - najprawdopodobniej do Katowic 12. 
Następcami Stefana Rudyka byli ks. protojerej Włodzimierz Wieżański 13 oraz ks. Grze- 
gorz Kuryłas, który funkcję Szefa Duszpasterstwa Prawosławnego przy DOK VIII w TorunIu 
pełnił do 1935 r. Więcej informacji posiadamy o drugim z tych kapelanów. 
Grzegorz Kuryłas po uzyskaniu święceń kapłańskich w 1914 r. został przydzielony do 
Cerkwi Wniebowzięcia N.P. Marii w Drohobyczu. W latach 1915-1918 pełnił posługi kapłań- 
skie wśród uchodźców w powiecie zwiagelskim, natomiast po zakończeniu pieIWszej wojny 
światowej pracował jako proboszcz we wsi Marmolijówka - w guberni Kijowskiej. Do Wojska 
Polskiego został przyjęty w dniu I maja 1923 r. jako kapelan pomocniczy przy DOK X - 
w PrzemyśIu 14 . Następnie pracował na stanowisku zastępcy Szefa Duszpasterstwa Prawo- 
sławoego przy DOK VIII, sprawując opiekę religijną również i nad garnizonem bydgoskim. 
Obok ks. Rudyka, ks. Wieżańskiego i ks. Kuryłasa, posługi duchowne wśród żołnierzy 
stacjonujących w Bydgoszczy świadczył także ks. Symeon Wielikanow, który został nawet na 
jakiś czas oddelegowany do pracy w Bydgoszczy. Dzięki staraniom ks. Wielikanowa urządzono 
w Bydgoszczy (najprawdopodobniej w 1923 r.) pierwszą kaplicę prawosławną. Mieściła się 
ona w drewnianym baraku na zapleczu Szkoły Oficerskiej przy ul. Gdańskiej 76. Natomiast 
już w 1928 r. powstała w Bydgoszczy duża kaplica garnizonowa przy ul. Trzeciego Maja 3. 
Świątynia podlegała administracji władz wojskowych i nabożeństwa w niej odprawiali kape- 
lani Wojska Polskiego, lecz uczęszczały na nie również osoby cywilne 15. 
Z Bydgoszczą związany był jeszcze jeden przedstawiciel Szefostwa Duszpasterstwa 
Prawosławnego przy DOK VIII - ks. Wiaczesław Rafalski. Został on powołany na stanowi- 
sko Dziekana Prawosławnego OK VIII w lipcu 1935 L, W miejsce ks. Kuryłasa przeniesione- 
go do Grodna. Było to pieIWsze stanowisko ks. Rafa1skiego w duszpasterstwie wojskowym; 
wcześniej pracował on jako nauczyciel religii w szkołach średnich i powszechnych w Białym- 
stoku i Starosielcach oraz jako dziekan w Zdzięciole 16. Szefem Duszpasterstwa Prawosław- 
nego przy DOK VIII pozostawał do II wojny światowej. 
Przez cały okres międzywojenny nie doczekał się garnizon bydgoski własnego prawo- 
sławnego kapelana rejonowego. Kapłani dojeżdżający z Torunia nie byli w stanie zabezpieczyć 
żołnierzom dostatecznej opieki duszpasterskiej. Przy największym nawet wysiłku byli oni 
w stanie zorganizować jedynie 15 nabożeństw i 30 pogadanek w ciągu roku. Starania o kapela- 
na rejonowego dla Bydgoszczy podjął w czerwcu 1938 r. ks. RafaIski, zostały one jednak 
przeIWane wybuchem II wojny światowej. Organizacja duszpasterstwa prawosławnego na te- 
renie DOK VIII pozosta ła więc niezmieniona, a dla Bydgoszczy niekorzystna. Służbę duszpa- 
sterską prowadziło bowiem jedynie dwóch kapelanów: jeden na stanowisku Dziekana w Toru- 
niu, drugi jako kapelan rejonowy z siedzibą w Grudziądzu. Teren pracy pierwszego z nich 
obejmował garnizony, które w 1938 r. liczyły: Toruń - 1299, Bydgoszcz - 1358, Włocła- 
wek - 336, Chełmno - 523, Inowrocław - 481 i \Vejherowo - 180 żołnierzy wyznania 
prawosławnego. Natomiast kapelanowi rejonowemu w Grudziądzu podlegały garnizony: 
w Grudziądzu - 1361, Brodnicy - 205, Chojnicach - 175, Gniewie - 101, Tczewie - 171, 
Starogardzie - 146 i Świeciu - 26 żołnierzy wyznania prawosławnego 17. 
Równolegle do pracy duszpasterzy wojskowych na terenie garnizonu bydgoskiego, 
zaczynają tworzyć się w grodzie nad Brdą zalążki prawosławnej parafii cywilnej. Pierwsze
>>>
114 


informacje o nabożeństwach prawosławnych organizowanych przez bydgoską ludność cy- 
wilną pochodzą z początku 1923 r. Nabożeństwa odbywały się dwa razy w miesiącu oraz 
w dni świąteczne, w kościele ewangelickim przy ul. Śniadeckich lO. Na prośbę wiernych, 
Magistrat wypożyczał im dla odbywania obrzędów religijnych również aule szkolne 18. Nie 
znamy niestety nazwiska kapłana, który te pierwsze nabożeństwa odprawiał. Akta policyjne 
mówią o "specjalnie przybywającym popie z Torunia,,19 - prawdopodobnie był nim jeden 
z toruńskich kapelanów wojskowych. 
Do intensyfikacji działań mniejszości rosyjskiej, mających na celu nadanie życiu religij- 
nemu określonych fonn organizacyjnych, doszło na początku 1925 r. W styczniu na łamach 
"Dziennika Bydgoskiego" ogłosiła swe istnienie "inicjatywna grupa dla urządzenia domo- 
wej prawosławnej kaplicy w Bydgoszczy,,20. Zaproszono wszystkich prawosławnych miesz- 
kańców miasta, którzy chcieli brać udział w organizowaniu kaplicy oraz uczestniczyć w ob- 
rzędach religijnych, by zgłaszali się u członka grupy - p. Samenko. 
W dniu 8 lutego 1925 r. odbyło się w tej sprawie, w ewangelickim domu modlitwy przy 
ul. Śniadeckich 10, pierwsze zebranie prawosławnych mieszkańców Bydgoszczy21. Było to 
zarazem zebranie organizacyjne Bractwa Prawosławnego. Obradom przewodniczył Jan Szpie- 
gunowicz, a uczestniczyło w nim około 60 osób. Rozmowy prowadzono w języku rosyjskim. 
Ustalone zostało powstanie Bractwa Prawosławnego, które ,,ma mieć za zadanie utrzymanie 
w Bydgoszczy cerkwi prawosławnej, opłacanie popa oraz komunikowanie się w sprawach 
religijnych z Metropolitą prawosławnym w Warszawie,,21. Uchwalono, że członkami bractwa 
mogą być osoby wyznania prawosławnego, które ukończyły osiemnasty rok życia, a składka 
miesięczna wynosić będzie 2 zł. Wszyscy obecni na zebraniu zapisali się do nowo powstałego 
stowarzyszenia. 
Najwyższą władzą Bractwa Prawosławnego był Zarząd wybierany podczas Walnego 
Zebrania zwoływanego raz do roku. W pieIWszym okresie istnienia bractwa główną rolę odgry- 
wali w nim, wspomniany już, Jan Szpiegunowicz i hrabia Aleksander TolI. W 1933 r. preze- 
sem był natomiast Mikołaj Parfionow. Jednym z pierwszych owoców działalności Bydgos- 
kiego Bractwa Prawosławnego było urządzenie cerkwi domowe

od wezwaniem św. Mikołaja 
- przy ul. Petersona 4, która poświęcona została w maju 1925 r..... . 
Bydgoskie grono wyznawców prawosławia przez długi okres nie miało stałego duszpa. 
sterza, główną rolę odgrywał więc wśród nich prezes Bractwa Prawosławnego, Jan Szpieguno- 
wicz. Niewiele infonnacji mamy na temat struktury parafii. Wiadomo jedynie, że stał na jej 
czele Zarząd (którego skład osobowy prawdopodobnie pokrywał się ze składem Zarządu 
Bractwa Prawosławnego) i że gmina nie miała specjalnego biura parafialnego. Wszystkie czyn- 
ności związane z administracją paraf1i załatwiał Zarząd przez wyznaczonego do tego sekreta- 
rza, który funkcję tę sprawował bezpłatnie 24 . 
Mimo tej prowizorycznej organizacji i braku stałego duszpasterza grono wyznawców 
.było dość duże - w 1928 r. liczyło już 270 osób 25 . Po raz drugi (i niestety ostatni) z określe- 
niem liczebności parafIi prawosławnej w Bydgoszczy spotykamy się w materiałach archiwal- 
nych pochodzących z początku 1937 r. 26 . Wynika z nich, że parafia liczyła w tym czasie 
około 350 wyznawców. liczba ta odnosiła się jedynie do wiernych z samej Bydgoszczy, 
natomiast związana z parafią była również pewna ilość osób z pobliskich powiatów woje- 
wództwa pomorskiego i poznańskiego. Utrzymywały one łączność z Kościołem bydgoskim, 
przyjeżdżały od czasu do czasu do tutejszej kaplicy prawosławnej na nabożeństwa, ale nie 
były prawdopodobnie zaliczane do pełnoprawnych członków gminy. Liczba tych osób -luź- 
niej związanych z bydgoską parafią prawosławną - określona jest w źródłach na około 450.
>>>
115 


Wyznawcy Kokioła prawosławnego w Bydgoszczy rekrutowaJi się, jak już wcześniej 
wspomniano, głównic z przybyłych tu po I wojnie światowej Rosjan i Ukraińców. Z porówna- 
nia liczebnoki parafii z ilokią osób narodowości rosyjskiej i ukraińskicj zamieszkujących 
Bydgoszcz (
 latach 1924-1938 wahała się ona wgranicacli 386-490 osób)27 wynika, iż 
zdccydowana większość bydgoskich Rosjan i Ukraińców była wyznawcami prawosławia. 
Liczbę Ukraińców wyznania greckokatolickicgo żródła 28 okrcślają na kilkadziesiąt osób. 
Wśród członków parafii bydgoskiej nie było najprawdopodobniej osób narodowości 
polskiej. Podobnie zrcsztą sytuacja wyglądała w całym województwie poznallskim. W 1921 r. 
na o
ólną liczbę 1070 osób wyznania prawosławnego, ani jedna nie podała narodowości pol- 
skiej 9. 
Specyficzna była struktura społeczna mniejszości rosyjskiej i ukraińskicj. Członków 
parafii bydgoskiej określano najczęścicj jako byłych wojskowych (przeważnie oficerów armii 
carskiej) i urzędników. Ich sytuacja finansowa była bardzo zróżnicowana - przez cały okres 
międzywojenny istniała jednak spora grupa potrzebujących matcrialnego wsparcia. W piśmic 
Wojewody Poznańskicgo do MWRiOP z 30 marca 1937 r. stwierdzono, że na sto bydgoskich 
rodzin prawosławnych. tr/.ydzieści było dobrze sytuowanych, pięćdziesiąt średnio7..3możnych 
i dwa\Jzieścia "zupełnie biednych,,30. 
Trudno ustalić dokładnic, kiedy parafia bydgoska otrzymała stałcgo proboszcza. Musia- 
ło to jednak nastąpić między rokiem 1928 a 1930 - w księdze adresowej na 1928 r. 3 I stwier- 
dza się, żc wyznanie jrawosławne własnego duszpasterza jeszcze nic posiada. Wprawdzic 
w aktach policyjnych 3 znajdujemy informację, 7£ w 1927 r. został przysłany do Bydgoszczy, 
przcz Konsystorz warszawski, duchowny Wiaczesław Jakubowicz, jednakże jcst to jedyna 
wzmianka na temat tcgo duchownego - najprawdopodobnicj po krótkim pobycie w mieście 
zosta ł on odwołany. 
Pierwszym stałym proboszczcm został więc dopiero, przysłany przez władze duchow- 
ne Mctropolii Warszawskiej w 1928 1. ojciec Dymiłr. Na początku lat 30 na c7..cle bydgo- 
skiej parafIi stał ks. Wiktor Karwowski 33 , natomiast w 1932 1. lub 1933 r. prdcę duszpastcr- 
ską w Bydgoszczy podją ł ksiądz mitrat protojcrej Tomasz Smoktunowicz, który pozostał już 
tu do kOlka okresu międzywojcnneg0 34 . 
Ks. Smoktunowicz został przenicsiony do Bydgoszczy aż z Kresów Wschodnich. Poprzed- 
nio pracował w Drohiczynie i posiadał tam podobno spory majątek zicmski 35 . Do Bydgosz- 
czy ks. Smoktunowicz został przysłany nicjako "za karę" - za opór przeciw autokefaIizacji 
Kościoła oraZ uczestnictwo w próbach ukrainizacji Ccrkwi. Ks. Smoktunowicz nigdy nie wy- 
rzek ł się swych konserwatywnych poglądów - wbrew zalcceniom władz kościelnych i pań- 
stwowych wygłaszał kazania i katechizował w tradycyjnym języku cerkiewno-ruskim. Jedna- 
kże, bezgranicznic oddany parafii, ks. Smoktunowicz zdobył sobie uznanie nie tylko współ- 
wyznawców, ale i części społeczeństwa katolickieg0 36 . 
Parafii prawosławnej w Bydgoszczy nie udało się przez cały okres międzywojenny wy- 
budować własnej cerkwi. Musiała poprzestać na obiektach adaptowanych. Jak już wspomnia- 
no, w 1925 r. wyznawcy urządzili kaplicę domową przy ul. Pctersona 4. Nabożeństwa w tej 
tzw. Brackiej Cerkwi tN. Mikołaja odprawiane były at do 1932 r. 37 . W marcu 1932 r. para- 
fia utworzyła nową kaplicę - w wydzierżawionym budynku przy ul. Marszałka Facha 32. 
Do 1939 r.lokalizacja cerkwi nie uległa już zmianie 38 . 
Kościół prawosławny nie posiadał w Bydgoszczy własnego cmentarza. Zmarł
ch wyzna- 
nia prawosławnego chowano na cmentarzu komunalnym przy Szosic Szubińskiej3 . Rezulta- 
tem tej sytuacji bOło zupełne zaniedbanie grobów żołnierzy prawosławnych poległych w I 
wojnie światowcj4 .
>>>
116 


Głównym źródłem utrzymania parafii były składki członkowskie oraz ofial)' i opłaty 
za posługi kościelne. Ogólny dochód gminy z tych źródeł wynosił około 320 zł miesięcznie. 
Z płacenia obowiązkowych składek zwolnione były rodziny najbiedniejsze, wszystkie inne 
uiszczały opłaty w zależności od stopnia zamożności. Kwoty 50 gr do 4 zł miesięcznie płaci- 
ły rodziny średniozamożne, opłaty powyżej 5 zł uiszczali najbogatsi. Proboszcz otrzymywał 
wynagrodzenie z parafii w wysokości 95 zł miesięcznie i około drugie tyle za różne usługi 
kościelne. Innymi wydatkami Kościoła, oprócz opłacania księdza, były: zapłata dzierżawy 
kaplicy, pensja dla kościelnego, zakup przedmiotów liturgicznych itp.41. 
Najprawdopodobniej parafia bydgoska nie otrzymywała żadnych dotacji od państwa. 
Nad sprawą subwencji władze bydgoskie i wojewódzkie zaczę ły się zastanawiać dopiero 
w 1937 r. W piśmie z 16.04.1937 r. Wojewoda Poznański prosił Starostę Grodzkiego Bydgos- 
kiego o zajęcie stanowiska w sprawie ewentualnego wynagrodzenia dla proboszcza parafii byd- 
goskiej. Nie wiadomo, jaka była odpowiedź Starosty, w każdym razie Wojewoda Poznański 
w piśmie do MWRiOP stwierdził, że przyznanie stałych zasiłków miesięcznych dla gminy byd- 
goskiej uważa za niewskazane (głównie z powodu zbyt małej liczby wyznawców). Zapropono- 
wał natomiast ewentu
ne wypłacenie dOl)'wczych subsydiów w granicach 100 zł 42 . Brak 
informacji czy subsydia te były wypłacane. 
Ciężar utrzymania parafii spoczywał więc całkowicie na barkach wyznawców. Praw- 
dopodobnie często dochodziło do trudności fmansowych, skoro w piśmie Wojewody do 
MWRiop43 ogólny dochód miesięczny parafii został określony na 320 zł. a rozchód na 360 zł. 
W tej sytuacji Kościół musiał bardzo dotkliwie odczuć kradzież w cerkwi domowej przy ul. 
Petersona 4, jaka miała miejsce w Wielkanoc 1931 r. - ukradziono wówczas pieniądze ze skar- 
bonek kościelnych 44 . 
Mimo tych trudności fmansowych parafia bydgoska bardzo dbała przez cały okres mię- 
dzywojenny o rozwijanie życia religijnego swoich członków. Często organizowano koncerty 
pieśni religijnej w wykonaniu bydgoskiego chóru cerkiewnego - pod batutą Jakuba Mikołaje- 
wicza Niemczynowa. Na program koncertów składały się pieśni kościelne cerkiewnosłowiań- 
skie, np. na koncercie w dniu 10 kwietnia 1927 r. śpiewano utwol)' Lwowa, Wedda i Łomaki- 
na. Koncerty odbywały się najczęściej w ewangelickim domu modlitwy przy ul. Śniadec- 
kich 10. Spotykały się one zawsze z bardzo pozytywnymi recenzjami prasy bydgoskiej45. 
W kościele przy ul. Śniadeckich organizowano również i inne imprezy kulturalne, np. wieczo- 
I)' rosyjskiej pieśni i sztuki 46 . Dochody z imprez przeznaczane były na potrzeby najuboż- 
szych współwyznawców. 
Parafia prawosławna utrzymywała stałe kontakty z bydgoską kapel anią wąjskową 
(szczególnie w latach 30, gdy starostą cerkiewnym parafii cywilnej był płk Mikołaj Chod- 
kiewicz). Oba ośrodki ortodoksyjne organizowały często wspólne przedsięwzięcia, czego 
przykładem były, odbywające się w dniu 6 stycznia, obrzędy wodokreszczenija - zwane 
Jordanem 47 . 
Cerkiew inspirowała powstanie kilku rosyjskich organizacji w Bydgoszczy, przede wszy- 
stkim stowarzyszeń o charakterze chal)'tatywnym. W 1931 r. zostało zorganizowane np. Ro- 
syjskie Koło Pań. Organizowało ono choinki dla dzieci rosyjskich, spotkania towarzyskie, bale 
i zapusty. Dwa lata później Kościół przyczynił się do powstania w Bydgoszczy Rosyjskiego 
Towarzystwa Dobroczynnego. Srodki potrzebne na udzielanie pomocy materialnej czerpało 
ono głównie z organizowania wieczorów tanecznych. Towarzystwo pomagało przede wszys- 
tkim osobom bezrobotnym. Jego działalność trwała kilka miesięcy48.
>>>
117 


Odciążeniem dla akcji charytatywnej bydgoskiej parafii prawosławnej i istniejących przy 
niej organizacji było przejęcie przez PCK z dniem 1 listopada 1934 r. opieki nad osobami bez 
określonej przynależności państwowej mieszkającymi w Polsce. a więc głównie nad emigran- 
tami z Rosji. 
Wracając do organizacji prawosławnych istniejących w Bydgoszczy, zaznaczyć trzeba, 
że przez krótki okres działał tu Komitet Rodziców Dzieci Prawosławnych. Większe znacze- 
nie posiadało działające w oparciu o Bydgoskie Bractwo Prawosławne, Prawosławne Towarz
s- 
two Kulturalne, które siedzibę miało prLY ul. Gdańskiej 48 i prowadziło własną bibliotekę 9. 
Pod względem organizacyjnym parafia prawosławna w Bydgoszczy podlega ła diecezji 
warszawsko-chełmskiej. Jednakże przez cały okres międzywojenny nie wizytował parafii 
żaden hierarcha, nie utrzymywano również kontaktów z duchownymi z innych miejscowości. 
Parafia bydgoska była więc zupełnie izolowana od ogólnokrajowych problemów prawosła- 
wia. Przyczyn tego stanu rzeczy należy szukać w położeniu gminy z daleka od centrów chrze- 
ścijaństwa wschodniego w Polsce, ale również i w samych zapatrywaniach długoletniego probo- 
szcza ks. Smoktunowicza. Nawet w Toruniu, gdzie liczba wyznawców prawosławia była dwu- 
krotnie mniejsza, gościł w 1927 r. przedstawiciel Metropolity Kościoła Prawosławnego - ks. 
mitrat T. Teodorowicz 50 . 
Źródła nie pozwalają określić stosunku wyznawców prawosławia do innych związków 
wyznaniowych w Bydgoszczy. Poprawnie musiały się układać stosunki z ewangelikami, gdyż 
udostępniali oni często swój dom modlitwy przy ul. Śniadeckich 10 na nabożeństwa, uroczy- 
stości i koncerty. 
Nie wiadomo, czy zostały nawiązane przez parafię prawosławną stosunki z powstałą 
na pIZełomie 1926 i 1927 r. gminą Polsko-Narodowego Kościoła Prawosławnego. Kościół 
ten, będący pod jurysdykcją ks. mitrata Andrzeja Huszny, został PIZY łączony do Polskiego 
Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego jedynie ze względów taktycznych i nie miał wiele 
z prawosławiem wspólnego. Do utworzenia gminy Polsko-Narodowego Kościoła Prawosław- 
nego w Bydgoszczy doszło na skutek rozłamu w paratU polskokatolickiej, a na czele nowego 
związku wyznaniowego stanął były proboszcz Kościoła Narodowego w Toruniu - ks. Kocy- 
łowski 51 . W gminie ks. Kocyłowskiego znaleźli się naj aktywniejsi z członków bydgoskiego 
Kościoła Narodowego - Jan Gaca, Wicenty Adamski, Józef Fac i Bryliński 52 . Jednakże licze- 
bność Polsko-Narodowego Kościoła Prawosławnego w Bydgoszczy nie przekroczyła kilkudzie- 
sięciu osób. 
Przejdźmy teraz do określenia stosunków Kościoła prawosławnego l. władzami pań- 
stwowymi. Interesująco przedstawiały się poglądy bydgoskich wyznawców prawosławia na 
miejsce Cerkwi w Polsce. Wyczuć tu było można zasadniczą różnicę między członkami kape- 
lanii wojskowej a parafią miejską. Kapelania opowiadała się za autokefalizacją Kościoła prawo- 
sławnego i jego polonizacją. Zarząd Bydgoskiego Bractwa Prawosławnego i część wpływowych 
członków parafii cywilnej wyznawały rosyjski monarchizm, a po śmierci patriarchy moskiew- 
skiego przejawiały poparcie dla Zagraniczncgo Soboru Biskupów Rosyjskich. Pozostali para- 
fianie reprezentowali najczęściej tendencje unarodowienia Cerkwi w kierunku ukraińskim lub 
białoruskim 53 . Nie zachowały się jednak żadne informacje, które wskazywałyby na to, że 
w bydgoskim Kościele prawosławnym odprawiane były nabożeństwa manifestujące sympatie 
promonarchistyczne parafian - np. nabożeństwa żałobne w rocznice śmierci przedstawicieli 
starego reżimu, jak to miało miejsce w Cerkwi toruńskiej. 
Znamy natomiast przykłady odprawiania uroczystych nabożeństw w polskie rocznice 
państwowe. W dniu 18 maja 1935 r., w dzień pogrzebu Józefa Piłsudskiego, zostało odprawione
>>>
118 


w cerkwi przy ul. Marszałka Focha nabożeństwo żałobne w jego intencji 54 . Nabożeństwa 
odprawiano również w rocmice Konstytucji 3 Maja, Odrodzenia Polski, czy też w rocznice 
oswobodzenia Bydgoszczy. 
_ W dokumentach urzędowych podkreślano lojalny stosunek prawosławnych do państwa 
polskiego. W piśmie Wojewody Poznańskiego do MWRiOP z 30 marca 1937 r. czytamy: "Człon- 
kowie gminy działalności politycznej nie przejawiają (on). Do Państwa ustosunkowują się lo- 
jalnie,,55. 
PozytyWny był również stosunek władz bydgoskich do wyznawców prawosławia. Nie 
stawiano przeszkód w odprawianiu nabożeństw, w zakładaniu organizacji religijnych, czy też 
kultura1nych. Magistrat często nawet wspomagał prawosławnych i, jak już wspomniano, ze- 
zwalał na odprawianie nabożeństw w aulach szkolnych. 
Na ogół przychylnie nastawione było do wyznawców prawosławia społeczeństwo byd- 
goskie. Organizacje społeczne udostępniały chętnie swoje sale na koncerty pieśni cerkiewnych, 
czy też organizowane przez prawosławnych przedstawienia teatralne. "Dziennik Bydgoski" 
przez cały okres międzywojenny zamieszczał na swoich łamach ogłoszenia o nabożeństwach, 
zarówno odbywających się w cerkwi garnizonowej, jak i brackiej. Wielokrotnie nawoływał do 
udzielania prawosławnym pomocy materia1nej. W numerze "Dziennika" z 14 kwietnia 1932 r. 
czytamy: "Nieśmy pomoc biednym emigrantom rosyjskim! (u.) Wielu z naszych Polaków (...), 
którzy chroniąc się przed austriackim stryczkiem musieli z ustępującymi wojskami rosyjskimi 
w r. 1915 uciekać do Rosji, doznali od rosyjskiego obywatelstwa bardzo dużo najserdeczniej- 
szej pomocy,,56 
Zdarzały się jednak (choć bardzo rzadko) przejawy pewnej wrogości bydgoszczan do 
prawosławnych jako wyznawców religi niekatolickiej. Przykładem jest protest mieszkańców 
Bieławek przeciw nauczaniu ich dzieci przez Ros1anina (prawosławnego). Żądali oni zwolnie- 
nia go i przyjęcia nauczyciela polskiego - katolika 7. 
Wyznawcy prawosławia stanowili w Bydgoszczy grupę liczebnie niedużą, a w począt- 
kowym okresie dość rozproszoną i zagubioną. Parafia, obok swej funkcji religijnej, odgrywała 
bardzo ważną rolę w integrowaniu mniejszości rosyjskiej i częściowo również ukraińskiej. 
Pełniła też rolę inspiratora wielu akcji kulturalnych i charytatywnych. Niekorzystnie na 
rozwoju parafii bydgoskiej odbiła się izolacja w sferze eklezjalnej. Bardziej zaangażowana 
w problemy prawosławia w skali kraju była kapelania wojskowa i może dlatego ją, a nie pa- 
rafię św. Mikołaja, uważa się za centrum chrześcijaństwa wschodniego międzywojennej Byd- 
goszczy. 


PRZYPISY 


IW. Piotrowicz, Wschodnie zagadnienia wyznaniowe, Warszawa 1939, s. 16; A. Krysiów, Ze staty- 
styki prawosławia w Polsce, "Oriens" R. S: 1937 ,nr 3, s. 73. 
2 H . E . Wyczawski, Cerkiew prawosławna w II Rzeczypospolitej, w: Kościół w II Rzeczypospolitej, 
pod red. Z. Zielińskiego, S. Wilka, Lublin 1981, s. 165, 168; M. Papierzyóska-Turek, Kościół prawosławny 
w Polsce w latach 1918-1927 - sytuacja prawna i konflikty wewn
trzne, ,.Dzieje Najnowsze" R. VIII: 
1976,nr 3, s.15-16. 
3 J . Sawicki, Studia nad położeniem -prawnym mniejszości religijnych w państwie polskim, Warszawa 
1937, s. 257-258; S. Grelewski, Wyznania. protestanckie i sekty religijne v: Polsce współczesnej, Lublin 
1937, s. 26. 


,.
>>>
119 


4 T . Wyszomirski , Kościół prawosławny." Polsce w latach 1918-1939 , I,Novum" R. 22 : 1980 , 
nr 3, s. 106; H.E. Wyczawski, Cerkiew prawosławna, w: Historia Kościoła w Polsce, pod red. B. Kumora. 
Z. Obertyńskiego, T. II, cz. 2, Poznań-Warszawa 1979 , s. 89-90. 
51(. Krasowski , Związki wyznaniowe w II Rzeczypospolitej. Studium historycznoprawne , Warszawa- 
-Poznań 1988, s. 106-107. 
6 S . Pastuszewski, Karta prawosławna w dziejach Bydgoszczy. "Kalendarz Bydgoski" R. XX : 1987 , 


s.29. 


7 Zob. Z. K3Ipus, tycit" społeczno-kulturalne mniejszości rosyjskiej w Bydgoszczy w okresie między- 
wojennym, tlKronika Bydgoska"' T. Xl, Bydgoszcz 1991. 
8Centralne Archiwum Wojskowe (cyt. dalej: CAW). Biuro Wyznań Niekatolickich. sygn. 64, Pismo 
Dziekana Prawosławnego OK VIII do Dowódcy OK VIII z 28.06.1938. 
9 CAW, Biuro Wyznań Niekat.. sygn. 67, Spis duchownych wojskowych wyznania prawosławnego 
z 1923 r., Powołanie ks. Rudyka do służby w WP z 25.08.1922, Wniosek kwalifikujący do awansu z 1930 r. 
10Taniu, Pismo Szefostwa DOK VIII do Dowództwa 11 Dywizji Artylerii Konnej w Bydgoszczy 
z 21.10.1925. Pismo Dowództwa 11 Dywizji Artylerii Konnej do DOK VIII z 22.10.1925. Pismo Dowódz- 
twa Dywizji do Komendy Garnizonu z 28.11.1925. 
l l Tamże, Pismo Protoprezbitera WP do Szefa Wydziału Wyznań Niekatolickich z 8.01.1926. 
12 Tamie . Pisma Protoprezbitera WP do Szefa Wydziału Wyznań Niekatolickich z 8.01.1926, Prze- 
niesienia ks. Rudyka na stanowisko Dziekana Prawosławnego DOK V z 18.05.1936 , Wykaz zmian stanu 
oficerów Nr 4 za maj i czerwiec 1936. 
13 CAW , Biwo Wyznań Niekat.. sygn. 91, Pismo Szefa Duszpasterstwa Wyznania Prawosławn
go 
przy DOK vnl do Protoprezbitera z 24.11.1928. 
14 CAW , Biuro Wyznań Niekat.. sygn. 68, Wykaz kleru Szefostwa Duszpasterstwa Prawosławnego 
DOK VIII za 1924 r. 
15 Archiwum Państwowe w Bydgoszczy (cyt. dalej: APB). Urząd Wojewódzki Pomorski w Toruniu 
(cyt. dalej: UWP), sygn. 4447. Pismo Wojewody Poznańskiego do Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświe- 
cenia Publicmego (cyt. dalej: MWRiOP) z 30.03.1937;CAW, Biuro Wyznań Niekat., sygn. 65, Kartaewiden- 
cyjna ks. S. Wielikanowa z 1921 r.; ..Oziennik Bydgoski"' (cyt. dalej: "Oz.B.") nr 138 z 15.06.1924, nr 26 
z 1.02.1925. nr 225 z 27.09.1924. nr 101 z 2.05.1937; S. Pastuszewski, Kapelania prawosławna, tlSwiadec- 
ctwo" 1988. nr 9 , s. 15. 
16 CA W. Biuro Wyznań Niekat.. sygn. 64. Pismo Szefa Głównego Urzędu Duszpasterstwa Prawosław- 
nego do Metropolity Kościoła Prawosławnego w Polsce z 12.07.1935; sygn. 67 , Spis duchownych wojsko- 
wych oraz duchownych pomocniczych wyznania prawosławnego (b.d.), Opinia ks. W. Rafalskiego (b.d.). 
17 CA W. Biuro Wymań Niekat.. sygn. 64, Pismo Dziekana Prawosławnego OK VIII do Dowódcy 
Okr
gu Korpusu nr VIII w Toruniu z 
8.06.1938. 
18 "Oz.B." nr 22 z 28.10.1923. nr 73 z 30.03.1923, nr 80 z 8.04.1923 , nr 103 z 6.05.1923, nr 114 
z 20.05.1923. nr 246 z 26.10.1923. 
19 APB, Komenda Policji Państwowej na miasto Bydgoszcz (cyt. da1ej: Komenda P.P.n.m.B.). sygn. 16. 
Raport z 4.03.1925.
>>>
120 


20.. Dz . B :' nr 8 z 11.01.1925. 
21.. Dz . B ." nr 28 z 5.02.1925. 
22 APB. Komenda P.P.n.m.B.. sygn. 16, Raport z 4.03.1925. 
23 Tamże , Księga adresowa miasta Bydgoszczy na 1933 r. (cyt. dalej: Ks.ad.r.m.B.), s. XX. 
24 APB . IJWP t sygn. 4447, Pismo Wojewody Poznańskiego do MWRiOP z 30.03.1937. 
25 
Ks.adr.m.B. na 1928 r.. s. XVII. 
26 APB. UWP, sygn. 4447, Pismo Wojewody Poznańskiego do Starosty Grodzkiego Bydgoskiego 
z 16.04.1937 t Pismo Wojewody Poznańskiego do MWRiOP z 30.03.1937. 
27 Z. Kaqus, op.cit., s. 114-115. 
28 APB. Komenda P.P.n:m.B.. sygn. 16, Raport z 4.03.1925. 
29 CAW . Biuro Wyznań Niekat.. sygn. 63, Ogólne zestawienie ludności prawosławnej uważającej 
się za Polaków z 1921 r. 
30 
APB t UWP,sygn.4447. 
31 
Ks.adr.m.B. na 1928 r.. s. XVII. 
32 
APB. Komenda P.P.n.m.B., sygn. 16, Raport z 20.07.1927. 
33 CAW . Biuro Wyznań Niekat., sygn. 67, Spis duchownych wojskowych wyznania prawosławnego 
(b.d.). 
34 Ks . T. Smoktunowicz pełnił funkcję proboszcza parafii w Bydgoszczy do 1957 r. 
35 APB. UW. sygn. 4447 t Pismo Wojewody Poznańskiego do MWRiOP z 30.03.1937. 
36 S . Pastuszewski. Karta.... s. 30-33. 
37.. Dz . B ." nr 107 z 9.05.1925, nr 88 z 15.04.1928, nr 99 z 28.04.1928. 
38 APB. UWP. sygn. 4447. Pismo Wojewody Poznańskiego do MWRiOP z 30.03.1937; "Dz.B." nr 87 
z 14.04.1933. nr 101 z 2.05.1937; Ks.ad.r.m.B. nr 1936/1937 r.t s. XXVIII. 
39 AP B, uwp. sygn. 4447. Pismo Wojewody Poznańskiego do MWRiOP z 30.03.1937. 
40 CAW . Biuro Wyznań Niekat. t sygn. 91t Pismo Szefa Duszpasterstwa Wyznania Prawosławnego 
DOK VIII do Protoprezbitera WP z 15.11.1927. 
41 APB, lWP t sygn. 4447. Pismo Wojewody Poznańskiego do MWRiOP z 30.03.1937. 
42ramie. Pismo MWRiOP do Wojewody Poznańskiego z 8.04.1937, Pismo Wojewody Poznańskiego 
do Starosty Grodzkiego Bydgoskiego z 16.04.1937. 
43Tamżet Pismo Wojewody Poznańskiego do MWRiOP z 30.03.1937. 
44"Dz.B." nr 80 z 7.04.1931. 
45 "Dz.B." nr 79 z 6.04.1927 t nr 8 3 z 10.04.1927 t nr 84 z 12.04.1927 t nr 78 z 3.04.1930. 
46"Dz.B." nr 240 z 17.10.1925. 
47 Zob. Z. Karpus, op.cit., s. 117-118. 
48 
Tamie t s.118-119. 
49 S . Pastuszewski, Karta... t s. 32.
>>>
121 


50 G . Jaskułowski. Mniejszościowe związki wyznaniowe na terenie miasta Torunia w latach 1920- 
-1993. praca magisterska. s. 209. 
SI 
APB. Komenda P.P.n.m.B.. sygn. 10. Raport Z 27.09.1926. 27.12.1926.29.12.1926. 7.01.1927. 
Kościół Narodowy-Prawowierny - wywiad z 18.05.1927. 
S2 Nie udało si
 ustalić imienia. 
S 3 S . Pastuszewski. Kapelania.... s. 16. 
54.,Dz.B:' nr 115 z 18.05.1935. 
SS 
APB. uwp. sygn. 4447. 
56.,Dz.B." nr 86 z 14.04.1932. 
57Zob. Z. Karpus. op.cit.. s. 120.
>>>

>>>
PRZEJrIYSŁAW GRZYBOWSKI 


CMENTARZ STAROFARNY 
I JEGO ROLA W ŚWIETLE HISTORII 
POZOSTAŁYCH 
CMENTARZY BYDGOSKICH 


Najstarsze cmentarzyko na terenie obecnej Bydgoszczy zostało założone około 1200 r. 
p.n.e. przez ludność kultury łużyckiej. Było to pole popielnicowe zawierające około sześciu- 
set grobów (jedno z największych w Polsce), usytuowane u zbiegu dzisiejszych ulic Curie- 
-Skłodowskiej i Jurasza zostało przebadane w latach 1929-1935 przez Zygmunta Zakrzew- 
skiego l . 
W późniejszych epokach wiele kultur zakładało swe osady i cmentarzyska na terenie 
dzisiejszej Bydgoszczy. Świadczą o tym bogate materiały zebrane przez archeologów. Cmenta- 
rzyska rozsiane były w całej okolicy i służyły jako miejsca pochówków w różnych okre- 
., 
sach - . 
Pierwsze stałe cmentarze powstały wraz z wprowadzeniem chrześcijaństwa i budową 
kościołów W średniowieczu cmentarze takie istniały z całą pewnością przy kościele pod wez- 
waniem Św. Idziego, a także przy kaplicy szpitalnej Św. Ducha (powst. 1448), na miejscu 
której zbudowano w latach 1582-1618 istniejący do dziś kościół Wniebowzięcia Najświęt- 
szej Marii Panny. W 1485 r. powstaje klasztor i kościół bernardynów, przy którym także 
istnieje miejsce na cmentarz. Po pożarze w 1545 r. w miejscu tym zostaje wybudowany koś- 
, 
ciół murowany, w którego murach chowani są niektórzy wielmoże bydgoscy (np. zm. w 
1609 f. - sekretarz królewski Paweł Koszuckif. Starostowie bydgoscy i większość patry- 
cjuszy miejskich została jednak pochowana w podziemiach kościoła farnego pod wezwa- 
niem św. Marcina i św. Mikołaja 4 . 
Mimo że źródła milczą na ten temat, to jednak można by wysnuć logiczną hipotezę, 
że poza obrębem murów miejskich w pewnych okresach musiały istnieć cmentarze epide- 
miczne, dla ofiar zarazy, która dziesiątkowała ludność Bydgoszczy w latach 1623-30 i 1708- 
-105. Zmarłych na zarazę raczej nie chowano na cmentarzach pnykościefnych, albowiem 
obawiano się rozszerzenia epidemii. 
W 1772 r. licząca wówczas ośmiuset mieszkańców Bydgoszcz zostaje zajęta przez Prusy, 
w wyniku pielWszego rozbioru Polski. 
W 1778 r. przy ulicy Promenada (dziś Jagiellońska) powstaje najstarszy w mieście cmen- 

arz ewangelicki: P
le to,.o powi
rzchni 6,
5 ha zosta
o wldzielone z majątku Hempla i prze- 
Jęte na mocy -dzlerzawy wieczystej przez grrunę ewangehcką . 
Drugiego października 1794 r. wojska polskie pod dowództwem gen. Jana Henryka 
Dąbrowskiego zdobywają miasto. Żołnierze zabici w tak zwanej bitwie bydgoskiej zostają 
pochowani przy kościele bernardynów 7 . 
W 1809 r. powstaje cmentan Starofamy. Owa lata później władze pruskie zakazują 
chowania zmarłych katolików na cmentarzach przykościelnych i w podziemiach kościołów. 
W 1816 r. magistrat wydaje rozponądzenie o zakazie chowania zmarłych w pobliżu domostw 
i szpitali 8 . Wobec zaistniałej sytuacji, cmentarze przy ulicy Promenada (ewangelicki) i Ber- 
lińskiej (katolicki) stają się głównymi miejscami pochówków w Bydgoszczy, liczącej wówczas
>>>
124 


około pięciu tysięcy mieszkańców. Dla społeczności żydowskiej istnieje w tym czasie osobny 
cmentarz w okolicach folwarku Gorciszow0 9 . 
W 1831 r. ma miejsce wielka epidemia cholery. Rozmiary klęski są tak potężne, że nie- 
którzy zmarli chowani są nawet przy kościele Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, o czym 
świadczą rezultaty badań archeologicznych. Jest to ostatnia, wielka epidemia, która wywiera 
poważny wp ływ na ilość mieszkańców Bydgoszczy. W okresie późniejszym liczba ludności 
zamieszkującej miasto i okolice zacznie rosnąć, na skutek szybkiego rozwoju przemysłu, 
a także wzrostu znaczenia miasta, jako ośrodka kulturalnego i węzła komunikacyjnegolO. 
W ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat powstają nowe cmentarze parafialne - zwłaszcza 
ewangelickie. 
W początkach dwudziestego wieku Bydgoszcz liczy ponad pięćdziesiąt tysięcy miesz- 
kańców. Cmen tarz Starofarny - jedyne miejsce pochówków zmarłych katolików - mimo 
powiększenia go pod koniec ubiegłego stulecia nie jest w stanie pomieścić wszystkich zmar- 
łych. Proboszcz parafIi farnej ks. Ryszard Markwart podejmuje decyzję o założeniu nowego 
cmentarza. Powstaje on w 1906 r. przy ulicy Zaświat. Jest, to największy cmentarz w mieś- 
cie. Podzielony zostaje na 26 pól. Chowani są na nim katolicy polscy i niemieccy zamieszkali 
głównie w centrum miasta, nic więc dziwnego, że cmentarz ten uważany jest za elitarny. 
Na nim też zostają pochowani żołnierze i ofiary pierwszej wojny światowej, powstania wielko- 
polskiego, wojny z bolszewikami w 1920 r., a także zwłoki jezuitów pochodzące z katak.umb 
kościoła pojezuickiego ze Starego Rynku 1l . 
W okresie pierwszej wojny światowej i powstania wielkopolskiego istniał specjalny 
cmentarz wojskowy przy lazarecie garnizonowym, znajdującym się w okolicach dzisiejszego 
Ronda Jagiellonów. Na cmentarzu tym chowani byli niektórzy zmarli ranni 12. 
Sprawozdanie administracyjne sporządzone dla Zarządu Miejskiego w 1922 r. zawiera 
wykaz cmentarzy wchodzących w obręb miasta po przyłączeniu przedmieść. Cmentarzy tych 
jest siedemnaście, przy czym są to głównie cmentarze ewangelickie, które dawniej utrzymy- 
wane były przez zarządy gminne 13 
W 1930 r. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poleciło wojewodom nadesłanie wykazów 
cmentarzy nieużywanych. W kwestionariuszu z dnia 16 stycznia 1931 r. dotyczącym cmenta- 
rzy bydgoskich, wymienia się osiem cmentarzy gminnych, na których ostatnich pochówków 
dokonano w latach 1903-193114. Niektóre z tych cmentarzy są też wymieniane w sprawoz- 
daniach administracyjnych z lat późniejszych, co świadczy o tym, że nadal ich używano. Nale- 
ży jednak podkreślić, że w sprawozdaniach administracyjnych Zarządu Miejskiego wymienia- 
ne są tylko cmeł1 tarze znajdujące się pod bezpośrednim zarządem w ładz miejskich. Nie wpo- 
mina się tu o cmentarzach parafialnych - takich jak np. utworzony w 1929 r. cmentarz pa- 
rafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, czy oczywiście cmentarze Starofamy i Nowofamy . 
Podczas drugiej wojny światowej cmentarze Starofamy i Nowofamy , uważane przez 
tradycję lokalną za najważniejsze cmentarze Bydgoszczy, pełnią rolę ośrodków polskości i 
stają się świadkami doniosłych wydarzeń historycznych. Niejednokrotnie dochodzi na nich 
do patńotycznych manifestacji. Na cmentanu Nowofarnym ukrywane są dzieła sztuki i przed- 
mioty należące do osób rozstrzelanych przez okupanta. Oba cmentarze padają ofiarą rozpo- 
rządzenia o usuwaniu polskich napisów z nagrobków. Bardziej cenne okazy sztuki kamie- 
niarskiej, a także płyty nagrobne zasłużonych Polaków, celem uchronienia ich przed znisz- 
czeniem, zakopywane są w ziemi 15. 
Tuż po wojnie, przy ulicy Artyleryjskiej utworzono cmentarz komunalny, na którym 
pochowano żołnierzy radzieckich, poległych przy wyzwalaniu Bydgoszczy. Na tym cmentarzu
>>>
125 


będą chowani także działacze partyjni i państwowi PRL 
Okres wojny przyniósł także cmentarze ofiar hitlerowskiego terroru. Jeden z nich - 
Cmentarz Bohaterów - został założony w 1946 r. na Wzgórzu Wolności. Pochowano na nim 
zwłoki około tysiąca dwustu mieszkańców Bydgoszczy, zamordowanych w czasie okupacji 
na terenie miasta, w Dolinie Śmierci i pobliskich miejscowościach. Na cmentarzu komunalnym 
przy ul. Kcyńskiej znajdują się groby ofiar nalotów bombowych na Bydgoszcz z września 
1939 r., mogiły żołnierzy Armii ,,Pomorze", ofiar Gestapo, powojennej Służby Bezpieczeń- 
stwa i wielu innych, bardzo często nie odtajnionych. 
W 1947 r. katolickie cmentarze parafialne, a było ich wtedy dziesięć, zajmowały obszar 
ponad trzydziestu trzech hektarów. Cztery cmentarze znajdujące się pod zarządem miasta 
pokrywały swą powierzchnią w sumie dziesięć hektarów gruntu. Cmentarze ewangelickie przy 
ulicach Zaświat i Jagiellońskiej posiadały łącznie szesnaście hektarów ziemi. Na terenie cmen- 
tarza miejskiego przy ul. Szubińskiej istniał teren wydzielony dla pochówków żydowskich 16. 
W 1964 r. Prezydium Miejskiej Rady Narodowej podjęło decyzję o zamknięciu trzech 
cmentarzy ewangelickich i dwóch katolickich 17. 
Obe( nie w Bydgoszczy czynnych jest osiemnaście cmen tarzy . 
Zajmijmy się teraz bardziej szczegółowo historią cmentarza Starofarnego. Niestety, do- 
kładna data założcnia tej nekropolii nie jest nam znana. 
J .A. Markiewicz w swym artykule zamieszczonym na łamach "llustrowanego Kuriera 
Polskiego" 18, powołując się najprawdopodobniej na informację zawartą w "Dzienniku Byd- 
goskim,,19 stwierdza, że (.mentarz Staro farny założony został w 1782 r. 
Żadne z dostępnych źródeł nie potwierdza tej informacji. Także bardzo szczegółowy 
plan miasta, sporządzony w 1800 r. prLez Lindnera nie zawiera danych mówiących o istnieniu 
miejsca pochówków na terenie dzisiejszego cmentarza Starofarnego. mimo że miejsce to jest na 
planie wyodrębnione jako obszar niezabudowany , lecz ograniczony. 
W spisie zawartości dokumentacji kościelnej z Bydgoszczy, sporządzonym w 1918 r. 
przez księdza Beckera znajduje się notatka doty
ząca akt związanych ze sprawą założenia 
cmentarza 
lto1ickiego20. W notatce tej czytamy, że istniały niegdyś ,.(u.) Akta Magistratu 
Policyi t: -:4
e się Wezwań względem Cmentarza katolickicgo (...r'. Pierwszy dokument w tej 
sprawie nosi datę 9 kwietnia 1808 r. 
Z tej samej notatki dowiadujemy się, że w 1809 r. Magistrat Miasta Bydgoszczy zakupił 
cztery morgi magdeburskie gruntów znajdujących się przy polnej drodze (obecr..ie ul. Grunwal- 
d.lka) do Szyszkówka (obecnie Czyżkówko). z przeznaczeniem na założenie cmentarza dla ka- 
tolików. Ziemia ta została oddana na własność parani farnej. 
Jak już wspomniano wyżej. w 1811 r. władze miejskie wydały zakaz chowania zmar- 
łych na cmentarzach przykościelnych. Pochówki katolików przeniesiono więc na jedyny cmen- 
tarz zbiorowy znajdujący się poza obrębem miasta 21 . Należy zatem przyjąć, że cmentarz Sta- 
rofamy w Bydgoszczy został założony najwcześniej w 1809 r. tuż po zakupieniu gruntów 
i oddaniu ich pod zarząd parafii farnej. Pierwszych pochówków dokonano najpóźniej w 1811 r. 
po wydaniu zakazu chowania zmarłych na cmentarzach przykościelnych. 
Cmentarz Starofamy był więc jedynym cmentarzem katolickim dla Bydgoszczy usytuo- 
wanym nie przy kościele. Chowano na nim osoby z miasta i okolic. Kilkanaście lat później 
(w 1828 r.) pochówki stają się tam o wiele łatwiejsze, ponieważ polna droga do Czyżkówka 
zostaje przekształcona w ulicę, a jej część znajdująca się poza miastem - w szosę wiodącą do 
Nakła i Koronowa 22 .
>>>
126 


Z tradycyjnych przekazów ustnych dowiadujemy się, że w okresie zaborów, a szczegól- 
nie w czasie powstań narodowych ubiegłego stulecia na cmentarzu Starofarnym dochodziło 
wielokrotnie do patriotycznych manifestacji. Urządzane one były zwłaszcza podczas pogrze- 
bów zasłużonych bydgoszczan. Podobno na terenie cmentarza odbywały się także tajne ze- 
brania spiskowców, a w niektórych grobowcach ukrywana była broń i dokumenty. Informacje 
te nie są jednak potwierdzone pczezjakiekolwiek z dostępnych źródeł. 
W 1877 r. Czyżkówko zostaje włączone do Bydgoszczy i tym samym cmentarz wchodzi 
w obręb granic miejskich. Zostało to spowodowane szybką rozbudową miasta, związaną z ru- 
chem na Kanale Bydgoskim i tworzeniem węzła kolei żelaznej23. 
W 1886 r. Reprezentacja Parafialna parafii Farnej pod przewodnictwem niejakiego pana 
Jedwabskiego decyduje o konieczności wykonania nowego ogrodzenia cmentarza. Wykonawcą 
jego jest finna Dampfziegel & Gypsfabrik 24 L. BoIlmanna z Bydgoszczy. Wynika wtedy dość 
niejasne nieporozumienie, na skutek którego zostaje wykonane ogrodzenie z cegły, lamiast 
planowanego płotu z desek. fragmenty tego ogrodzenia zachowały się po dziś dzień. 
W trzy lata później, 27 marca 1887 r. Dozór Kościelny farny wydaje rozporządzenie 
o zakupie gruntów na rozszerzenie cmentarza. Grunty te zostają zakupione z majątku J. Grae- 
tz'a 25 . 
W 1892 r. podjęto decyzję o upiększeniu terenu cmentarza. Autorem planu moderni- 
zacji jest niejaki pan figurski. Pierwsza wersja jego koncepcji zostaje jednak odrzucona 6 
czerwca · 
92 r. 26 . Nie mamy natomiast żadnych informacji na temat kolejnych wersji planu 
upiększenia, ponieważ jednak mniej wię
ej z tego okresu pochodzą rosnące dziś na cmenta- 
rzu drzewa i krzewy - możemy więc wysnuć wniosek, że w końcu plan został zatwierdzony 
i zrealizowany. W czasie. gdy parafia farna była zarlądzana przez proboszcza - ks. Markwar- 
ta. odnowiono też cegbne ogrodz
nie, wykonano metalowe kosze na śmieci, a także zakupio- 
no od firmy A. Ozieciuchowicza z Poznania nowy karawan 27 . 
. W 1906 r. cmentarz na Czyżkówku jest już tak zapełniony, że decyzją księdza Markwar- 
ta lostaje !ltworzony nowy cmcntarz farny. To właśnie od tej pory nekropulia przy Berliner- 
strasse (.iożniejszej ulicy Grunwaldlkiej) jest nazywana Starym cmentarzem, lub cmentarzcm 
Starofarnym. 
Nie posiadamy żadnych informacji o losach tego miejsca podczas pierwszej wojny świato- 
weJ. 
W 1924 r. prymas Dalbor dzieli parafię famą na sześć jednostek administracyjnych. 
Cmentarz StafJłarny zostaje określony jako ,.zapełniony,,28, lecz mimo to prawo do doko- 
nywania na nim pochówków otrzymuje parafia kościoła pod wezwaniem Świętej Trójcy29. 
W listopadzie 1936 r. prezes Towarzystwa Miłośników Miasta Bydgoszczy w piśnlie 
sk.i
rowan.ym do 
rezydenta Mias
a 
d
oszczy prosi o roztoczenie opieki nad grobem Maksy- 
miliana PIotrowskiego. Koszty tej opieki miałyby być pokrywane z funduszów miejskich 30 . 
Rada Miejska przychylnie ustosunkowuje się do tej prośby decydując, że grób będzie pielę- 
gnowany na koszt miasta, a środki będą czerpane z budżetu "Cmentarze,,3I. fakt ten świad- 
czy, że już w okresie międzywojennym na Starym cmentarzu istniały groby zaniedbane, a 
władze miejskie już wtedy zajmowały się roztaczaniem opieki nad grobami zasłużonych. 
W czasie okupacji hitlerowskiej, w latach 1939-1945 cmentarz Staro famy wielokrotnie 
był przedmiotem ataków ze strony okupanta, który za wszelką cenę dążył do niszczenia 
oznak polskości miasta. Władze niemieckie wydały polecenie usunięcia z tablic nagrobk
 
wy ch polskich napisów 32 . Ponadto cmentarz atakowany był przez bojówki Hitlerjugend,
>>>
127 


które niszczyły polskie nagrobki, zalepiały cementem polskie napisy, oraz uszkadzały ogro- 
d l.e nie 33 . Wyrządzone szkody były później naprawiane przez rodziny zmarłych, lub miesz- 
kańców okolicznych kamienic, co wywoływało u Niemców ataki wściekłości. 
Mimo że, jak wiemy, już przed wojną cmentarz Starofarny uznany został za zapełnio- 
ny przez kolejne czterdzieści lat dokonywano na nim pochówków. Grzebano tam osoby, 
które już wcześniej opłaciły miejsce na cmentarzu lub posiadały zan1ówione miejsca po sta- 
rych grobach członków swych rodzin. Ponadto administracja cmentarza wygospodarowywa- 
ła nowe miejsca po starych grobach z ubiegłego stulecia, którymi nikt się nie opiekował. 
Ot1cjalnie nekropolia została zamknięta dla pochówków przez Wydział Gospodarki Komunal- 
nej i Mieszkaniowej Miejskiej Rady Narodowej w Bydgoszczy decyzją z dnia 15 lipca 1964 34 . 
Dnia 12 czerwca 1977 r. Wojewódzki Zarząd Rozbudowy Miast i Osiedli \Viejskich 
w Bydgoszczy zatwierdził plan realizacyjny modernilacji układu komunikacyjnego w rejonie 
skrzyżowania ulic Armii Czerwonej (dziś Marszałka Facha). Kruszwickiej, Nakielskiej i Grun- 
waldzkiej. Plan ten przewidywał zmiany w układzie ulic, na skutek których uległaby liJewi- 
dacji część cmentarza od strony północnej. Na mocy porozumienia z Kurią Metropolitalną 
w Gnieźnie, po uprzednim wykupieniu gruntów, oraz dokonaniu ekshumacji kilku grobów 
prace nad zagospodarowaniem zniwelowanej części cmentarza rozpoczynają się w 1978 r. 35 
Przebudowuje się ogrodzenie cmentarne, rozbiera kaplice grobowe, przesuwa groby. Prace te 
prowadzone są jednak nie uważnie , dlatego też przynoszą wiele szkód. W tym okresie zostają 
rozkradzione bardziej wartościowe elementy niektórych nagrobków; ginie bezpowrotnie zni- 
szczona przez koparkę siedemnastowieczna kapliczka stojąca na terenie cmentarza od chwili 
jego założenia 36 ; bez sporządzenia koniecznej dokumentacji rozbiera się grobowce rodzin 
Magdzińskich i Wannińskich; zaś kości pochodzące z grobów, których nikt nie zgłosił do 
ek5humacji, roznoszone są przez dzieci i psy po całym mieście. Mieszkańcy okolicznych do- 
mów twierdzą, że nocami wywożono piasek cmentarny. zawierający jeszcze szczątki ludzkie. 
a następnie wykorzystywano go przy budowie nasypów kolejowych. 
Obywatele Rydgoszczy zgorszeni zajściami na cmentarzu powołują do życia Społeczny 
Komitet Ratowania Zabytków Cmentarza Starofarnego, na czele którego staje mgr inż. arch. 
Stefan Klajbor. Komitet ten 26 maja 1983 r. występuje z pismem do Wojewódzkiego Konser- 
watora Zabytków. w którym prosi o uznanie cmentarza za zabytek 37 . Dnia 28 czerwca tegoż 
roku mgr Krzysztof Masiak - Wojewódzki Konserwator Zabytków. działając z upoważnienia 
Wojewody Bydgoskiego wpisuje cmentarz Staro farny do rejestru zabytków pod numerem re- 
jestru 107/A. Od tej pory cmentarz znajduje się pod opieką konserwatora. W rok później zo- 
staje sporządzony plan uporządkowania, konserwacji i zagospodarowania cmentarza Staro- 
farnego. W lutym 1984 r. Prezydent Miasta Bydgoszczy prosi władze kościelne o przekaza- 
nie cmentarza w gestię miasta. W lutym następnego roku Kuria Metropolitalna nieodpłatnie 
przekazuje cmentarz pod zarząd władz administracyjnych miasta. Dnia 26 lutego 1985 r. zo- 
staje sporządzony akt notarialny, w którym miasto przejmuje cmentarz na skarb państwa 38 . 
Dziś cmentarz Starofamy znajduje się między korytem starego Kanału Bydgoskiego 
i ulicą Grunwaldzką, przylegając jednocześnie do terenu przedszkola i dawnego ogrodnictwa. 
Jego wkomponowanie w krajobraz zmodernizowanej dzielnicy miasta wywiera bardzo korzy- 
stne wrażenie. W połączcniu z dawnym parkiem miejskim, złączonym z Kanałem Bydgoskim. 
cmentarz stanowi jakby oazę zieleni, która doskonale kontrastuje ze zwartym murem kamienic 
ulicy Grunwaldzkiej i ruchliwymi szosami, po których bez przerwy przewalają się masy samo- 
chodów.
>>>
128 


Jest to obszar o powierzchni liczącej 3.2 ha. Niestety, na skutek prac związanych z prze- 
budową ulicy Grunwaldzkiej został zakłócony pierwotny układ cmentarza i moż
my tylko 
wyobrażać sobie. jak nekropolia wyglądała w momencie jej założenia. 
Przechadzając się cmentarnymi alejkami dostrzegamy ich symetryczny układ. Możemy 
wyróżnić dziesięć kwater w 
ształcie prostokątów, których granice wyznaczają ziemne alejki. 
Mogiły lokowane są tu w układzie rzędowym, przy czym nie stosowano zasady orientowania, 
a więc kierowania zmarłych twarzą ku wschodowi. Mniej więcej w centrum cmentarza znajdu- 
je się dawna kaplica przedpogrzebowa, a tuż przy niej pokaźny krzyż cmentarny. 
Ogrodzenie cmentarza od strony północnej (od ulicy) to zwyczajny płot wykonany 
z metalowych prętów, ustawiony na betonowej podmurówce. Jakoś nie pasuje on do obrazu 
zarośniętych grobów i sterczących tuż za płotem krzyży. Brama w niczym nie przypomina 
pierwotnej bramy cmentarnej, która jak głoszą przekazy ustne pochodziła ze zburzonego koś- 
cioła. W części ogrodzenia graniczącej z posesją przylegającą do dawnego ogrodnictwa widnie- 
je dziura pełniąca funkcję jeszcze jednego wejścia na cmentarz. Bardziej przyzwoicie prezen- 
tuje się ogrodzenie od strony Kanału Bydgoskiego. Jest ono rekonstrukcją pierwotnego muru 
cmentarza, wybudowaną na podstawie planów konserwatora. Ten mur z czerwonej cegły 
wchłonął niejako ściany stojących tyłem do kanału kaplic grobowych. Umieszczono w nim 
dwa wejścia - jedno między kaplicami Kościńskich i Modrakowskich, drugie zaś - tuż przy 
ścieżce biegnącej przez cmentarz w stronę dawnego parku miejskieg.o. Ta solidna konstrukcja 
kontrastuje z rozsypującymi się ogrodzeniami na stronach wschodniej i zachodniej. 
Analizując układ terenu cmentarza, alejek i kwater można pokusić się o próbę określe- 
nia typu ogrodu. na zasadach którego nekropolia została rozplanowana w ubiegłym stuleciu. 
Opierając się na podziale G. Thouin'a, cmentarz Starofarny możemy zaliczyć do grupy ozdob- 
nych ogrodów symetrycznych, w tym do podgrupy ogrodów miejskich publicznych, o cha- 
rakterze użytkowym. Wyraźnie dostrzegamy tu symetlyczny podział na kwatery, a brak 
ozdobników w formie klombów, czy niefunkcjona1nych konstrukcji architektonicznych wy- 
raźnie wskazuje na konkretne przeznaczenie ogrodu 39 
Mówiąc o ogrodach nie sposób nie zwrócić uwagi na wspaniałą roślinność rosnącą na 
terenie cmentarza. Najbardziej imponujące są ponad stuletnie lipy i kasztanowce. Są to naj- 
starsze drzewa w tym miejscu, wobec tego wyróżniają się pod względem wysokości i rozpię- 
tości. Swymi rozłożystymi koronami ocieniają drzemiące w dole groby, a jesienią przykry- 
wają wszystko dokoła kolorowymi liśćmi i setkami kasztanów. Na cmentarzu rosną także 
nie przekraczające wiekiem stu lat klony, świerki, tuje i akacje. Na szczególną uwagę zasługu- 
je fakt rzędowego obsadzenia poszczególnych alejek jednym gatunkiem drzew. Na przykład 
aleja główna wyznaczona została pniami lipy. Aleje boczne to - klonowa i kasztanowa. Przy 
wielu nagrobkach rozrastają się posadzone już dawno temu przez rodziny zmarłych, poje- 
dync
 krzewy i drzewa. Ich korzenie niejednokrotnie wryły się pod kamienne płyty, co 
.dodało jeszcze uroku starodawnym nagrobkom. Większe skupisko tego typu roślinności znaj- 
duje się w południowo-zachodniej części cmentarza. A mamy tu krzaki dzikiej róży, śgniegu- 
liczki i zdziczałe, wyrastające na boki gałęzie młodych klonów. Ten gąszcz gałęzi łączy się 
z trawą i paprociami porastającymi podłoże. O ileż piękniejszy jest cmentarz zaplanowany 
jako ogród, od nowoczesnych miejsc pochówku, przypominających marmurowe pustynie, 
na których w rzędach stoją sine nagrobki. 
Pomiędzy tą wspania łą roślinnością kryje się wiele ciekawych zabytków sztuki sepuI- 
kamej. Na uwagę zasługują przykłady sztuki rękodzielników - rzeźbiarzy, kowali, ataku 
nie widoczne dla wszystkich dzie ła witrażowników i malarzy40.
>>>
129 


Przykłady sztuki rękodzielniczej odnajdujemy przede wszystkim w wyróżniającym się 
spo
ród wszystkich obiektów znajdujących się na cmentarzu, zespole kaplic grobowych. Więk- 
szość z tych budowli pochodzi z prze łomu XIX i XX w. i prezentuje w zasadzie jeden typ 
architektoniczny w stylu zbliżonym do neogotyckiego. Kaplice te to konstrukcje z cegły li- 
cówki, oparte na planie zbliżonym do kwadratu. Jednoprzestrzenne budynki, o dwuspadzis- 
tych dachach posiadają elewacje wzbogacone detalami w formie lizen, gzymsów, archiwolt, 
czy flankujących wejścia krzyży. Uzcny narożne przechodzą powyżej linii okapu w sterczy- 
ny zakończone w rozmaity sposób - na przykład przy pomocy metalowych krzyży. Ponad 
ostrołukowymi wejściami, wykończonymi ceglanymi archiwoltami, na niektórych kaplicach 
widnieją jeszcze resztki nazwisk właścicieli: Kościńskich, Modrakowskich, Bagińskich, Jaroc- 
kich... W ścianach niektórych kaplic znajdują się okrągłe okienka zabezpieczone kratami. 
We wnętrzach rozpościerają się krypty - obecnie odsłonięte, a pierwotnie przesłonięte na 
poziomie posadzki kratami, lub deskami. To właśnie w tych wnętrzach znajdują się pozosta- 
łości secesyjnych i eklektycznych malowideł. Zdobią one obramienia okien, narożniki ścian, 
czy służki sklepienne zbiegające się w ostro zakończone łuki. Są to przede wszystkim orna- 
menty roślinne i gwiazdy malowane na sklepieniach Oak na przykład w kaplicy Modrakow- 
skich). Najciekawszym pod tym względem obiektem jest niewątpliwie kaplica, którą widzimy 
stojącą na prawo od alei głównej, patrząc od strony ulicy Grunwaldzkiej. W tej bezimiennej 
już dziś budowli zachowały się niezwykle bogate polichromie i malowid ła wykonane farbą 
klejową. Przedstawiają one ołtarz, zdobiony symbolami Boga, Chrystusa i żałoby, oraz obfite 
wyobrażenia roślinne. W jednym z okien zachował się witraż przedstawiający krzyż. Zarów- 
nO w przypadku tej, jak i innych kaplic na uwagę zasługują metalowe okucia drzwi, oraz 
ażurowe kraty wypełniające okna. Są to przypominające rozety symetryczne plątaniny prę- 
tów i blachy, będące doskonałymi przykładami kowalstwa artystycmego. Odlewane, czy 
też kute. niby pokryte rdzą koronki oddzielają nas od zionących chłodem komór 41 
Na uwagę zasługują także dzie ła stolarzy - wykonawców drzwi prowadzących do wnę- 
trza kaplic, a także drewnianych zdobień stanowiących obramienia otworów w ścianach. Naj- 
piękniejsze chyba drzwi znajdują się w kaplicy Kościńskich. 
Podobny typ architektoniczny prezentuje wspomniana kaplica przedpogrzebowa. Jest 
ona jedynie nieco większa, bardziej bogato zdobiona, a jej część frontowa rozbudowana zo- 
stała w niewielką kruchtę. We wnętrzu znajdują się drewniane zdobienia w naturalnym kolo- 
rze drewna, oraz skromny ołtarz, nad którym widnieją ułożone w formie łuku rzeźby anioł- 
ków. Pokryte pajęczynami elementy wystroju, zwłaszcza w promieniach wieczornego słońca 
spowijają budynek w atmosferę niesamowitości. 
Kaplice grobowe są tym elementem cmentarza Starofarnego, który od razu rzuca się 
w oczy odwiedzającym to miejsce. Te raczej nie spotykane na nowoczesnych cmentarzach 
konstrukcje wyraźnie podkreślają zabytkowy charakter naj starszej bydgoskiej nekropolii. 
Oczywiście najwięcej jest na cmentarzu nagrobków. Trzydzieści pięć procent z ich 
ogólnej liczby to przedmioty o wartości zabytkowej. Najstarszym zachowanym nagrobkiem 
jest płyta na grobie Ignacego Rulkowskiego, zmarłego w 1852. Większość z nich pochodzi 
z początków obecnego stulecia i z okresu międzywojennego. 
Najczęściej spotykanymi formami są lastrikowe tumby, lub płyty nagrobne ze stelą 
czy knyżem. Nie brakuje także zwyczajnych mogił usypanych z ziemi, otoczonych płotka- 
mi z drewnianych bali, lub po prostu porośniętych kwiatami. 
Jest tu tet cała kwatera dziecięca, znajdująca się w okolicy mauzoleów, tuż przy po- 
łudniowym ogrodzeniu. Groby te mają formę ziemnych kopców, umocnionych drewnianymi
>>>
130 
- 


skrzyniami. Niewiele jest tu nagrobków wykonanych z trwalszych materiałów. \Viększość 
zaopatrzona jest w krzyże, lub przynajmniej w tablicę z nazwiskiem. Spotykamy jednak i ta- 
kie, które nie zostały oznaczone w żaden sposób. 
Nieco inny obraz prezentuje kwatera jeńców francuskich. Przeważnie lastrikowe krzyże 
nie posiadają tablic inskrypcyjnych. O nazwiskach leżących informuje nas metalowa .tablica 
ustawiona w centrum porośniętej zielskiem kwatery. Tu leżących w dwuszeregu żołnierzy 
strzeże ustawiony na cokole krzyż. 
Niektóre nagrobki, zniszczone przez czas i ludzi nie zawierają już nawet śladów inskry- 
pcji. Gdzie indziej o istnieniu w tym miejscu grobu świadczy tylko zmurszały krzyż wystają- 
cy z pokrytego trawą, płaskiego pagórka. Mogiły te nie odwiedzane przez nikogo są jakby 
potwierdzeniem smutnej prawdy o umieraniu cmentarzy... 
Na cmentarzu Starofamym jest jednak. kilka nagrobków posiadających szczególną war- 
tość artystyczną. Nie można przejść obok nich obojętnie. gdyż wyróżniają się one pod wzglę- 
dem fonny i jakości wykonania. Ich wykonawcami byli zwłaszcza bydgoscy kamieniarze - 
Strehlau, Wodsach, Job, czy artysta Piotr Triebler. Większość z nich wykonana jest z zaprawy 
wapiennej, lub lastrika. O wiele mniej jest nagrobków z kamieni szlachetnych - marmuru, gra- 
nitu, czy piaskowca. Są one wyposażone w szerokie obejścia i najczęściej służą jako ostatnie 
miejsce spoczynku kilku członków rodziny. Można też znaleźć rzeźby ustawione na postu- 
mentach, przedstawiające anioły, Matkę Boską, postać Chrystusa. Szczególnie wiele jest 
przedstawień aniołków. Kilka nagrobków zostało okradzionych i dziś o ich dawnej wystaw- 
ności 
wiadczą tylko świecące dziurami tumby, lub puste miejsca po wyrwanych, drogocen. 
nych tablicach. 
Gdy spojrzymy na cmentarz Starofamy jak.o na organizm zł0żony z niemożliwych do 
rozłączenia elementów, dojdziemy do wniosku, że jest to jedno wielkie muzeum, w którym 
zgromadzono nie tylko mniej lub bardziej wartościowe eksponaty - jest to także twór wielu 
pokoleń, zawierający serca, uczucia i setki niedokończonych historii... Na tej starej nekropolii 
zachowały się także w pełni wartościowe źród la pisane, będące nośnikami wielu elementów 
kultury. Mowa oczywiście o inskrypcjach nagrobnych. Niestety objętość niniejszej publikacji 
uniemożliwia dokonanie ich szczegółowej analizy. 
Cmentarz Starofarny jest miejscem ostatniego spoczynku wielu zasłużonych bydgosz- 
czan. Znajdujemy tu groby społeczników, bojowników o polskość, polityków. organizato- 
rów życia kulturalnego mhsta - Edmunda Bigońskiego, Alfreda Brandowskiego, Zenona 
Frydrychowicza, Teof1la Magdzińskiego, Michała Niedbalskiego, Juliana Walentego P rej sa, 
Emila Wannińskiego, Michała Wolszlegiera, Edwarda Woyniłłowicza. Leżą tu zasłużeni pra- 
cownicy administracji miejskiej - Jan Miemczyk. Władysław Ruchniewicz, Aleksander Śli- 
wiński Nie brakuje też przemysłowców i ak.tywistów bydgoskiej finansjery takich jak: Sta. 
nisław Borna, Maksymilian Schmack, feliks Sporny, Józef Sporny, Jó.pef Szafrański. Spoczy- 
wają tu też szczątki rzemieślników - zasłużonych działaczy społecznych, pełniących nie- 
jednokrotnie odpowiedzialne funkcje w organizacjach cechowych: Teodora Bratkowskiego 
(fryzjera). Józefa Ceranka (kolejarza), Jana Ciechanowskiego (krawca)
 Maksymiliana Fietz'a 
(piekarza). Juliana Jarockiego (budowniczego), Juliusa Kolandra (piekarza), Aleksandra Krzy. 
wieca (gazownika), Alojzego Kucharskiego (restauratora), Michała Niedbalskiego (szewca), 
Władysława Paciorkiewicza (wynalazcy), Teodora Sikorskiego (restauratora), Stanisława 
Tylewskiego (stolarza). 
Na cmentarzu Starofarnym spoczywają także działacze znanych organizacji społecznych: 
towarzystw śpiewu - Jan Dzieliński, Hugon Szroeter, Ludwik Winnicki, Franciszek Witecki;
>>>
131 


Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" - Bolesław Karwecki, Stanisław Szymankiewicz. 
Są także zasłużeni nauczyciele - Dawid Mencel, Wojciech Rakowski. Tu obok swojej matki 
spoczywa artysta malarz Mak.symilian Antoni Piotrowski. Tu także odnajdujemy groby ma- 
nych bydgoskich rodzin: Czarlińskich. Dienhof-Hotomskich, Kościńskich, lasińskich; Markow- 
skich ... 
Dzisiejszy stan nekropolii przy ulicy Grunwaldzkiej świadczy o porzuceniu wielu znaj- 
dujących się na niej grobów, a także o niewielkiej skuteczności działań mających na celu za- 
hamowanie niszczenia cmen tarza i zapobieżenie aktom wandalizmu. 
Na łamach lokalnej prasy bydgoskiej bardzo często pojawiają się artykuły świadczące 
o żywym zainteresowaniu obywateli miasta losem cmentarza Starofarnego. Nie ma w tym 
nic dziwnego, gdyż od chwili przebudowy w 1978 r., cmentarz stał się czymś w rodzaju alei 
łączącej ulicę Grunwaldzką z chodnikiem przy byłym Kanale Bydgoskim, co przyczynia się 
do stałej i systematycznej dewastacji tego miejsca. Osoby mieszkające w jego pobliżu wielo- 
krotnie widziały tam pijanych chuliganów dewastujących groby i niszczących roślinność. 
Wandale ci szczególnie upodobali sobie część cmentarza przylegającą do chodnika od strony 
kanału. Świadczą o tym pozosta
ione przez nich porozbijane butelki i napisy wykonane na 
ścianach kaplic. Uszkodzone zostały liczne nagrobki, a wiele płyt wykonanych z cenniejszych 
materiałów zostało wyniesionych z terenu nekropolii. Podobno na terenie cmentarza grasują 
także złodzieje grobów, którzy okradają zwłoki z biżuterii i dewocjonaliów. W bardzo opła- 
kanym stanie technicznym jest także wspomniany zespół kaplic grobowych. Wiele elementów 
dekoracyjnych zostało utrąconych; dachy większości mauzoleów są uszkodzone; fasady po- 
krywają wykonane przez wandali rysunki, a w niektórych otworach drzwiowych, zamurowa- 
nych dla zabezpieczenia przez konserwatora już ktoś obruszał cegły. Z dachu kaplicy przed- 
pogrzebowej smętnie zwiesza się kawał naderwanej blachy, a z jej okien już dawno zniknę ły 
szyby. Także wiele wnętrz jest zdewastowanych, ponieważ służyły one jako pijackie- p-neliny. 
Istnienie takiego stanu rzeczy z pewnością nie przynosi chluby instytucjom opiekują- 
cym się nekropolią. Jednak mimo istnienia nie wątpliwych trudności finansowych udało im 
się dotąd opracować wspomniany wyżej szczegółowy plan zagospodarowania i konserwacji 
cmentarza. r 
Działania konserwatorskie w pierwszym etapie prac zmierzały w kierunku uzupełnie- 
nia uszkodzonych zabytków i zabezpieczenia pozostałych przed dalszym niszczeniem. Na- 
stępnie ma zostać postawione nowe ogrodzenie nekropolii, uwzględniające jej historyczną 
zmienność w poszczególnych odcinkach. Prace nad jego wykonaniem rozpoczęły się w maju 
l 991 r. - 
Kolejny etap' rewaloryzacji (także częściowo już zrealizowany) przewiduje konserwa- 
cję zabytkowego' zespołu trzynastu kaplic - mauzoleów, uporządkowanie kwatery żołnie- 
rzy francuskich i rekonstrukcję zniszczonej podczas prac ziemnych, siedemnastowiecznej 
kapliczki. 
,,(...) Założenia rewaloryzacji kaplic sprowadzają się generalnie do odzyskania w pełni 
ich pierwotnego kształtu, oraz zabezpieczenia stanu technicznego. Na podstawie materiałów 
studialnych, ikonografii, a także analogii z innymi, podobnego typu obiektami, przeprowa- 
dzono rekonstrukcję zniszczonego detalu architektonicznego. Projekty rewaloryzacji prezen- 
tują pełny zestaw działań budowlano.konserwatorskich, których przeprowadzenie jest niez- 
aędne w celu osiągnięcia zadowalającego konserwatorskiego efektu. (...),,42. 
W późniejszym okresie planuje się stworzenie na cmentarzu Starofamym czego
 w ro- 
dzaju lapidarium. Na terenie nekropolii ma zostać wybudowane specjalne pomieszczenie dla
>>>
132 


konserwatora, oraz magazyn zabytków. Na wolne jeszcze miejsca mają zostać sprowadzone 
ciekawsze przykłady zabytków sztuki sepulkamej z całego regionu 43 
Ponadto przewiduje się wzmocnienie terenu cmentarza od strony Starego Kanału Byd. 
goskiego, doprowadzenie do należnego im stanu grobów zasłużonych bydgoszczan i oczysz- 
czenie powierzchni cmentarza z zielska i ŚIniecj44. 
Od czasu do czasu pojawiają się wnioski o przywrócenie pochówków na nekropolii przy 
ulicy Grunwaldzkiej, jednak wszystko wskazuje na to, że będzie to niemożliwe. 


PRZYPISY 


l J. Zegarliński. Bydgoszcz w świetle badań archeologicznych - informator. Bydgoszcz 1985. Muzeum 
Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. s. 16-20. 
2 Tamie. 
3 J . Umiński. Bydgoszcz przewodnik. Warszawa 1972. Sport i Turystyka. 
4 Groby zasłużonych na cmentarzach bydgoskich. Dziennik Bydgoski 1932. nr 2S2 z l.XI.. s. 10. 
S J U .. k . . 
. mms I.Op.Clt. 
6 E . Czajkowski. Ocalmy cmentarz Starofamy. nustrowany Kurier Polski 1982. nr 218 z 22.xI.. s. 3. 
7 Groby zasłużonych na cmentarzach bydgoskich. Dziennik Bydgoski 1932. nr 2S2 z l.XI.. s. 10. 
8Dzieje Bydgoszczy Calendarium. Bydgoszcz 1968. Bydgoskie Towarzystwo Naukowe. s. 63. 
9 W . Posadzy. Bydgoszcz. W: Studia z historii budowy polskich miast. Instytut Urbanistyki i Archi- 
tektury. Pracownie Konserwacji Zabytków. s. 82. 
10 W U .. k . . 
. mms I.Op.Clt. 
BW. Drygałowa. Opo\\oieści bydgoskie. Poznań 1971. Wydawnictwo Poznańskie. s. 129-134. 
12 E C . k k . . 
. zaJ ows I.Op.Clt. 
13 Akta miejskie. Wojewódzkie Archiwum Państwowe. Wydział VIII Oddział cmentarzy. sygn. 338. 
14
 . 
J.amze. 
IS W . Drygałowa. op.cit. 
16 J . Kołodziejczyk. Przewodnik po Bydgoszczy. Bydgoszcz 1947. Polska Spółdzielnia Wydawnicza 
..Zryw". s. 68. 
17 Akta Urzędu Miejskiego w Bydgoszczy: Wydział Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. 
18 J . A . Markiewicz. Czy "Stary Cmentarz" jest rzeczywiście stary. nustrowany Kurier Polski 1982. 
nr 203 z 30JC.-l.XI.. 5. 8. 
19 Groby zasłużonych na cmentarzach bydgoskich. Dziennik Bydgoski 1932. nr 2S2 z l.XI. s. lO. 
2\s. Becker. Documenta Eccłcsias civitatis Bidgostiensis (Bromberg) concementia. 1918. s. 179-180. 
21Dzieje Bydgoszczy Calendarium. Bydgoszcz 1968. Bydgoskie Towarzystwo Naukowe. s. 63. 
22 M . Grzęska-Janiak. Cmentarz Starofamy w Bydgoszczy - Dokumentacja wykonana na zlecenie 
Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Bydgoszczy. Toruń 1983.
>>>
133 


23 Tarnfe . 
24 Pcłna nazwa firmy brzmiała: Dampfziegel & Gypsfabrik Kalkbrennerei Baumatcrial & Kohlenban- 


dung. 


25 Akta dozoru kościoła parafialnego pod wezwaniem św. Marcina i św. Mikołaja w Bydgoszczy 
tyczące rozmaitych spraw cmentarnych. Archiwum Archidiecczjalne w Gnieźnie. akta sygn. 193. 
26w archiwach nie zachowały się dokumenty prezentującc główne założenia planu. Możemy jednak 
wysnuć hipotczę. że dotyczył on upiększenia cmentarza poprzez posadzenie drzew i krzcwów.. Większość 
rosnących dziś na cmentarzu drzew ma około sto lat. a więc mogła zostać posadzona właśnie w okresie 
działalności pana Figurskiego.. 
27 Akta dozoru kościoła parafialnego pod wezwaniem św. Marcina i św. Mikołaja w Bydgoszczy 
tyczące rozmaitych spraw cmentarnych. Archiwum Archidiecezjalne w Gnieźnie. akta sygn. 193. 
28 J . A . Markiewicz. Sa bydgoskim cmentarzu Starofarnym. Ilustrowany Kurier Polski 1990, nr 249 
z 31.X.-l.XI, s. 3. 
29 AJ. Markiewicz. 
fogiły ..Starego Cmentarza".lIustrowany$urierPolski 1985. nr 252 z 28.x., 5.3. 
30 Pismo Prezcsa Towarzystwa Miłośników Miasta 
 Bydgos!czy z dn. 20.XI.1936 do Prezydenta 
l 

liasta Bydgoszczy. Wojewódzkie Archiwbm państwowe w Bydgoszczy. Akta miejskie Wydział VIII Oddział 
Cmentarzy. sygn. 338. 
31Uchwała 
łagistratu z 4.1.1937. Wojewódzkie Archiwum Państwowe. Akta miejskie, Wydział 
VIII Oddział Cmentarzy. sygn. 338. 
32w. Drygałowa. Opowieści bydgoskie. Poznań 1971, Wydawnictwo Poznańskie. 5. 131. 
33 AJ . 
Iarkiewicz. Pozwólmy cmentarzom umierać godnie. Ilustrowany Kurier Polski 1980. nr 235 
z 31.X.-2.XI.. s. 8. 
-34 Akta Urzędu 
liejskiego w Bydgoszczy: Wydział Gospodarki Komunalnej i Mieszkaf1iowej. 
35 Tamle . 
36 Jak już wspomniano. cmentan Staro famy został założony przy dawnej drodze prowadzącej do 
Nakła. Przy niej to stał od początku sied
mnastego wieku drogowskaz w formie kapliczki na cylindrycznej 
podstawie. Teren cmentarza wchłonął ziemię wraz z kapliczką. która stała się pierwszym dziełem sztuki 
na tej bydgoski
j n
kropolii.. 
37 Akta Urzędu 
liej)kiego w Bydgoszczy. Wydział Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. 
38 Tamte . 
39 L . Majdecki, Historia ogrodów. Warszawa 1981. Państwowe Wydawnictwo Naukowe. 
40(bodZi tu głównie o przykłady znajdujące się we wnętrzach kaplic grobowych, których wejścia 
zostały zamurowane przez konserwatora. Sporządzona dokumentacja, prezentująca szczegółowo detale 
artystyczne zwarta została w opracowaniu: M. Grzęska-Janiak. Cmentarz Starofarny w Bydgoszczy - Do- 
kumentacja wykonana na zlecenie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Bydgoszczy. Toruń 1983. 
41 M . Obremski, Zespół kapUc grobowych na cmentarzu Starofarnym w Bydgoszczy - omówienie 
problematyki konserwatorskiej, W: Opis techniczny do projektu technicznego rewaloryzacji kaplic grobo- 
wych na cmentarzu Starofarnym w Bydgoszczy. Oprac. Przcdsiębiorstwo Państwowe Sztuka Polska 1988, 
Wojcw6dzki Konscrwator Zabytk6w w Bydgoszczy.
>>>

>>>
PIOTR DEKOlf,'SKI 


PRZYNALEŻNOŚĆ POLITYCZNA 
BYDGOSZCZY PRZED 1238 ROKIEM 


Celem niniejszych rozważań jest stwierdzenie politycznej przynależności Bydgoszczy 
przed 1923 r. Należy zaznaczyć, że przez przynależność polityczną. rozumiem pozost3wanie 
w odrębnych jednostkach terytorialnych ziem będących przedmiotem moich zainteresowań. 
Należy również wspomnieć, że zasięg geograficzny tych terenów jest trudny do sprecyzowa- 
nia. Najogólniej można powiedzieć. że sformułowania terytorium bydgoskie czy Bydgoszcz, 
rozumieć będę w szerokim aspekcie, jako ziemie położone pomiędzy rzekami Brdą a Płyt- 
wicą lub też jako tereny podlegające trzynastowiecznej kasztelanii bydgoskiej. Konieczność 
takiego potraktowania problemu wynika z faktu, że zasięg geograficzny omawianych ziem, 
w interesującym mnie okresie. podlegał mniejszym lub większym. lecz stałym zmianom. 
Jak okaże się bowiem niżej. pograniczne położenie BydgOSZCLY w dość dogodnych warun- 
kach geograficznych. wynikających z umiejscowienia między bagnami nadnoteckimi a kolanem 
Wisły, na suchym przesmyku łąci'.ącym WiclkopoIskę i Kujawy z Pomorzem, sprzyjało stałym 
zmianom przynależności dzielnicowej. Tcreny te były istotne strategicznie i gospodarczo. 
W tym miejscu n
deży wspomnieć, że dla ustalenia przynależności politycznej wyżej 
wzmiankowanych tcrenów, trzeba prześ1edzić wydarzenia polityczne związane z nimi bezpo- 
średnio lub tylko pośrednio ich dotyczące. Jak okaże się niŻej, cenne jest równicż dostrzeże- 
nie pewnych faktów społecznych związanych z wydarzeniami politycznymi. 
Ramy czasowe rozważań ograniczone są datą 1238 r . Wówczas po raz pierwszy nazwa 
Bydgoszcz pojawia się w źród łach pisanych. dzięki czemu od tej pory jest kwestią mniej 
problcmatyczną okrcślenie przyn:łleżn'Jści politycznej grodu. Dolnej granicy czasowej oma- 
wianej tematyki nie wyznaczam, jednak zakładam, l.e pief\vsze hipotetyczne wnioski doty- 
czące przynależności politycznej Bydgoszczy można wysnuć dopiero dla pief\vszej połowy 
X II w. Dlatego też, zakrcs chronologiczny poniższych rozważań siłą rzeczy. ogranicza się 
do okresu od początków XII stulecia do 1238 r. 
Podstawową baLę źródłową stanowią, tak. źródła kronikarskie oraz rocznikarskie. jak 
źródła dyplomatyczne. Pośród tych pierwszych należy wymienić Kronikę Anonima tzw. 
Galla I oraz naj starsze roczniki polskie 2 , zwłaszcza dla najwcześniejszej fazy okresu mnie 
int'
rcsującego. Pośród źródeł historiograficznych trzeba równicż Lwrócić uwagę na Rocznik 
kapituły gnieźnieńskiej, Rocznik kapituły poznańskiej oraz Kronikę wielkopolską3, które 
to źródła dostarczają interesujących infonnacji związanych z zagadnieniami politycznymi 
dotyczącymi omawianych terenów. Wśród pozostałych źródeł dominują dokumenty zgroma- 
dzone i wydane drukiem w kodeksach dyplomatycznych 4 . 
Problematyką związaną z tematem niniejszej pracy literatura zajmowała się dość czę- 
sto. czyniąc to jednak bądź w połączeniu z kwestią podziałów terytorialnych i administra- 
cyjnych Pomorza, bądź w połączcniu z problemami społecznymi. Wśród wielu prac waż- 
nych przy analizie interesujących mnie losów politycznych Bydgoszczy, należy wymienić
>>>
136 


syntetyczne próby Lebrania mateńału dotyczącego tego tematu w pracach monograficzny
h 
poświęconych miastu 5 . Niestety najnowsz3 monografia poświęcona Bydgoszczy, nie przedsta- 
wia obecnego stanu badań dotyczących omawiany
h zagadnień. Istotne są natomiast wyniki 
badań znanego bydgoskiego" regionalisty E. Schmidta 6 oraz publikacje takich autorów jak: 
F. Duda. K. Ślaski. Z. Guldon, J. Powierski, J. Spors i Bł. Śliwiński 7 . Niniejsza praca podejmuje 
próbę rozstrzygnięcia kwestii przynależności politycznej Bydgoszczy w oparciu o wymienione 
źroo ła i wzmiankowane opracowania. 
Przyjmuje się, że rozpoczęcie stałego procesu osadniczego w rejonie Bydgoszczy należy 
łączyć bądź z dążeniami 
fieslka I lub jego następców do umacniania tego terenu. bądź 
z usadowieniem się tutaj Pomorzan po latach 1037-1038, kiedy Pomorze Gdańskie zostało 
oderwane od państwa polskiego 8 . 
Założenie to. nie znajduje jednak szerszego odbicia w źród łach archeologicznych jakimi 
dysponujemy. bowiem pochodzą one w dużej mierze z przypadkowych odkryć. nie są dość 
udokumentowane. przez co nie mają siły dowodzenia 9 . Trudno rozstrzygnąć. jak przebie
a- 
ła granica polsko-pomorska przed podbojami Bolesława Krzywoustego w początkach XII w. 0. 
Niemniej jednak. prawdopodobnie skupiska osadnicze w Pawłówku, Fordonie (Wyszogro. 
dzie). Bydgoszczy można wiązać z akcją osadniczą, która miała na celu założenie na linii 
Noteci i dalej na wschód serii grodów oznaczeniu strategiczn}tm I I. Nie bez znaczenia było, 
jak się wydaje. bardzo dogodne położenie geogratlczne terytońum, na którym znajdowałY 
1 1 
 
się omawiane grody.... Dowodzi tego fakt istnienia na północny.zachód od Bydgoszczy, tzw. 
. \Vałów Kujawskich. podłużnych konstrukcji drewniano-ziemnych, zamykających suche przej- 
ście przez rozległe bagna i wody, stanowiące zaporę ciągnącą się w?dłuż równoleżnikowego 
biegu Noteci i Brdy. Niestety. nieścisła datacja tych budowli (XI-XIV w.) nie pozwala, by 
rzuciły one światło na wydarzenia polityczne związane z ich powstaniem 13. 
J ak widać więc. przy obecnym stanie badań, nie można wyjść poza trudno sprawdzal. 
ne hipotezy na temat politycznej przynależności terytorium bydgoskiego przed początkiem 
XII w. Wydaje się to możliwe tylko w kontekście rozważań na tle znacznie szerszym. dotyczą- 
cym problemów bardziej ogólnych. wykraczających poza zasięg moich zainteresowań. 
Podobny pogląd spotykamy w literaturze przedmiotu. Przyłmuje się mianowicie, że 
trudno rozstrzygnąć o politycznych losach Bydgoszczy przed 1113 r. 4. 
J ak się bowiem wydaje. Bydgoszcz pojawia się w źród łach przy opisie walk Bolesława 
Krzywoustego z Pomorzanam-i. W I II} r. kronikarz opisuje zdobycie przez Krzywoustcgo 
jakiegoś grodu. bliżej nie okreś1onego l ). Gród ten, nie może być uważany za gród nakielski, 
. k " d . h " 16 b " . 
co me le y proponują lStOryCY , OWlem wowczas opis zdobycia nie zawierałby infonna- 
cji o trudnościach Bolesława wywołanych naturalnymi walorami obronnymi jego fortyfikacji 
(wszak Bolesław już raz zdobywał Nakło w l 109 r.)I7. Historycy podają także, że grodem 
wymienionym przez GaUa może być również Świecie 18. Wydaje się jednak, iż również ta 
interpretacja jest watpliwa. Otóż Świecie. po zajęciu Pomorza, nadal pozostało w jego grani- 
państwa polskiego 19. Być może więc. owym nie wymienionym z nazwy przez kronikarza 
grodem była Bydgoszcz należąca przedtem do Świętopełka 20 . Jest wielce prawdopodobne. 
że kronikarz po prostu nie znał nazwy zdobywanego wówczas grodu i dlatego jej nie zamie- 
ści ł . 
Przyjmuje się także, jak już wzmiankowałem, że przed 1113 r. Bydgoszcz należała 
do pomorskiego, tzw. księstwa nakielskiego, uzyskanego przez krewnego Bolesława Krzy. 
woustego Świętopełka w 1109 r. 2I . Doszło do tego po bitwie z Pomorzanami, po której
>>>
137 


polskiemu księciu poddało się Nakło oraz sześć innych grodów pomorskich 22 . Zostały one 
przekazane Świętopełkowi wobec zagrożenia inwazją niemieckiego króla Henryk V. 
Litcratura różnie określa wielkość owego tzw. księstwa nakielskicgo, jednak co do 
przynależności doń tery torium bydgoskiego, traktowanego jako pograniczny obszar wschod- 
niej Krajny: panuje zgoda 23 . Po 1113 r. część księstwa nakielskiego. obe
m ująca między 
innymi Bydgoszcz, została włączona przez Bolesława III do Wielkopolski.;.4. Stało się to 
w wyniku podjętej przez Krzywoustego akcji zbrojnej wobec Świętopełka, która miała na 
celu odebranie nadanych mu wcześniej ziem i włączenie ich bezpośrednio do państwa polskie- 
go. W czasie tych walk nie chodziło już więc o uznanie przez Świętopełka zwierzchnictwa 
polskiego, czego dowodzi fakt, że wcielone wówczas terytorium, nie obejmowało całości 
byłego tzw. księ5ltwa nakielskieg0 25 . 
Ustalona wówczas granica pomiędzy Pomorzem Gdal\skim a państwem piastowskim, 
w rejonie rzek Gwdy i Wisły, jak przyjmuje się wśród historyków, przebiegała wzdłuż rzek 
Kamionki i Dobrzynki 26 , dalej południowo-wschodnim pasmem puszczy nad Brd
 i Borów 
Tucholskich 27 , doa:hodząc na wysokości Grabowa, Kozielic i Trzęsacza do Wisły2 . Teryto- 
rium bydgoskie znalazło się więc w obrębie Wielkopolski. 
W tym miejs
u n:ł1eży poddać krytyce pogląd, że tylko zachodnia część ziem odebra- 
nych Świętopełkowi, tj. Krajna wraz z Nakłem, została przyłączona do Wielkopolski, nato- 
miast wschodnia ich ClfŚĆ obejmująca późni
jsze kasztelanie bydgoską i Wy szogrodzką zosta- 
ła wcielona do KUjaw.- 9 . Jak się wydaje, pogląd ten nie ma większych podstaw poza póź- 
niejszą przynależnością terytorium nad dolną Brdą Jo Kujaw. Przynależność tych okolic do 
Kujaw (o czym nilej) była jednak raczej następstwem późniejszych podziałów politycznych, 
a nie włączenia 
zęści tzw. księstwa nakielskiego w obręb państwa polskieg0 30 . Tezy tej nie 
popierają ani względy Jeograficzne (pustka osadnicza na terenie Puszczy Bydgoskiej), ani 
odkrycia archeologiczne l. 
Zajmę się w tym miejscu dowodem na fałszywość tego poglądu w odniesieniu do tery- 
torium bydgoskiego, pomijając kwestię przynależności Wyszogrodu 32 . Głównym argumen- 
tem przemawiającym przeciw przynależności Bydgoslczy po 1113 r. do Kujaw jest interpre. 
tacja bulli protekcyjnej z 1136 r., biOrjCe j w opiekę stolicy apostolskiej uposażenia dziesię- 
cinne arcybiskupstwa gnieźnieńskiego] . Bulla ta pOlwala stwierdzić, że granica uprawni
ń 
arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba w ramach kasztelanii nakidskiej, przebiegała na nie- 
istniejącej dzisiaj rzece Płytwicy. Jednocześnie zwraca uwagę fakt, że wed ług zapisu tej bulli, 
wymienia ona ziemie leżące na zachód od rzeki, tym samym s
erując, że Vi przypadku kasz- 
telanii nakielskiej, nie chodzi o całość ziem jej pOdlegających 34ł . Dowodzi to, że terytorium 
kasztelanii nakielskiej rozciągało się na wschód, poza rzekę Płytwicę. F. Duda na potwier- 
dzenie podobnej tezy, wysuwa argument językowej, a raczej dialektycznej łączności ludno- 
ści zamieszkującej omawiane terytorium z Krajną35. Należy więc ustalić,jak daleko na wschód 
sięgało skupisko nadpłytwickie. 
W literaturze przyjmuje się pogląd, że nie istnieją wystarczające dowody na istnienie 
ośrodka kasztelańskiego w Wyszogrodzie w 1145 r. oraz latach wcześniejszy
h36. Zarazem 
podkreśla się związek osadnictwa Wyszogrodu z osadnictwem ziemi chełmińskiej37. Można 
więc założyć, że okolice dzisiejszego Fordonu stanowiły wówczas raczej część kasztelanii 
chełmińskiej, a politycznie naJeża ły do Mazowsza. Tereny związane osadniczo z Wyszogro- 
dem znajdowały się raczej wzdłuż Wisły38, natomiast terytorium bydgoskie nie było z nimi 
w żaJn9'm razie związane (wręcz przeciwnie, jak się zdaje, oddzielone było gęstym lasem nad 
Brdą)3 . Podlegało ono kasztelanii nakielskiej, a przez to i Wielkopolsce. Dowodzą tego raz, 


...
>>>
138 


przynależność do kasztelanii nakielskiej okolic Rynarzewa i Szubina 40 , dwa zaś wspomniane 
już związek osad położonych nad Wisłą i okolic dolnej Brdy z kasztelanią wyszogrodzką4 . 
W takim razie należy przyjąć, że granica między początkowymi prowincjami, a później dziel- 
nicami wielkopolską i mazowiecką biegła na linii południkowego biegu Noteci oraz Brdy42. 
W świetle powyższych ustaleń, świadectwo bulli z 1136 r. dowodzi. że terytorium bydgo- 
skie pod względem politycznym należało do Wielkopolski, pod względem administracyjnym 
do kasztelanii nakiclskiej. Okolice Bydgoszczy stanowiły z terenami znajdującymi się po prze- 
ciwnej stronie Płytwicy jeden kompleks osadniczy. Rzeka Płytwica powinna być traktowana 
jako granica kościelno-administracyjna między diecezjami gnieźnieńską a w łoc ławską, a nie 
jako granica pOlityczna 43 . 
Argumentem popierającym hipotezę o przynależności po 1113 r. ziem między Brdą 
a Płytwicą do Wielkopolski jest także fakt, że rycerstwo dziedziczące na tym terenie przed 
1238 r., pochodziło bądź było związane z Wielkopolską-14. Bł. Śliwiński zwraca uwagę na 
istotny szczegół łączący średni rycerski ród Cielepałów Gego przedstawiciele w osobach 
Bogusława - cześnika kujawskiego, jego przyrodniego brata Zdzisława - stolnika kujaw- 
skiego oraz prawdopodobnie ich krewnego Nasława, w połowie XIII w. występują w otocze- 
niu księcia kujawskiego Kazimierza) z rodziną skarbnika kujawskiego Mikołaja. Spostrzega 
on mianowicie, że jedni jak i drudzy dzierży li tak posiad łości ziemskie na te rytońum byd- 
goskim, jak i w okolicach Łabiszyna, w zakolu utworzonym przez rzekę Noteć, które to 
tereny prawdopodobnie w początkach XIIIw. znajdowały się w granicach Wiclkopolski 45 
Oprócz krewnych Mikołaja i Cielepałów , dziedziczyli tutaj także inni dzierżyciele majątków 
ziemskich nad Brdą i Płytwicą. jak przedstawiciele rodziny Leszczyców z Kościeka i rodziny 
z Pęchowa 46 . Wydaje się więc, że przytoczone argumenty zdają się potwierdzać przynależność 
Bydgoszczy po 1113 r. do Wielkopolski. 
Po raz pie rwszy nazwa Bydgoszcz wzmiankowana jest w źród ł ach w 1238 r. 28 czerw
a 
tegoż roku, w porozumieniu pomiędzy Krzyżakami a księciem kujawskim Kazimierzem Kon- 
radowicem, w sprawie udzielenia Zakonowi przez Kazimierza gwarancji neutralności w sporze 
Krzyżaków z Konradem Mazowieckim. pojawia się niejaki Suzzlaus, kasztelan bydgoski 47 
Występuje OP na liście świadków w tym dokumencie. W kontekście zestawienia wiadomości 
p łynących z andlizowanej wyżej bulli z 1136 r. i wzmianki z 1238 r. nasuwają się dwa wnio- 
ski. Po pierwsze, w o!(
.
:)le 1136-1238 musiało dojść do odłączenia Bydgoszczy od Wielko- 
polski, skoro w dokumencie z 1238 r. kaszt
lan by Jgoski \\I)'stępuje w otoczeniu księcia 
kujawskiego. Po drugie, na terytorium bydgoskim została utworzona kasztelania. Kolejna 
wzmianka pochodzi z 1239 r. Rocznik kapituły gnieźnieńskiej podaje wiadomość, iż w tym- 
że roku doszłt.r ..:0 odzyskania Bydgoszczy przez księcia kujawskiego Kazimierza 48 . W kontek- 
ście informacji o wojnie pomi
dzy tym księciem a książętami pomorskimi, można się domy. 
ślać, że zapiska z 1239 r. dotyczy odzyskania Bydgoszczy z rąk tych książąt. 
Na podstawie tych informacji źródłowych należy podjąć próbę rzucenia światła na losy 
polityczne Bydgoszczy po 1136 r., a przed 1238 r. Jest to kwestia bardzo problematyczna. 
bowiem w źródłach nie ma w tym okresie bezpośrednich wzmianek dotyczących terytorium 
bydgoskiego. Nakazuje to wykorzystanie przesłanek pośrednich. W kwestii interpretacji wyżej 
wspomnianych informacji źródłowych istnieje szereg poglądów. Uważa się mianowicie, że 
owe wzmianki dowodzą przynależności terytorium bydgoskiego do Kujaw albo do Pomorza. 
Pierwszy pogląd zasadza się na przekonaniu, że zwrot o odzyskaniu Bydgoszczy przez Ka- 
Limierza dowodzi istnienia kasztelanii bydgoskiej w obrębie dziclnicy kujawskiej przed 1238 r. 
Najazd Świętopełka musiał spowodować przejęcie przez niego Bydgoszczy na przełomie
>>>
139 


1238 i 1239 r., gdyż w tym ostatnim źróJ ła podają informację o odzyskaniu przez Kazimie- 
rza bydgoskiego grodu 49 . Skoro źród ła mówią w czerwcu 1238 r. o kasztelanie bydgoskim 
pozostającym w otoczeniu księcia kujawskiego, a w 1239 r. o odzyskaniu Bydgoszczy z rąk 
księcia gdańsko-pomorskiego Świętopełka, to należy założyć, że do utraty Bydgoszczy doszło 
najwcześniej po czerwcu 1238 r., najpóźniej zaś w 1239 r. Datację najazdu Świętopełka uła- 
twia dokument ugody tego księcia z biskupem kujawskim Michałem, w kwestii wynagrodze- 
nia szkód wyrządzonych biskupstwu w wyniku najazdu pomorskiego na Kujawy z 30 listo- 
pada 1238 r':)O. Zawęża to okres, w którym mogło dojść do najazdu Świętopełka do pięciu 
miesięcy, między 28 czerwca a 30 listopada. W 1239 r. Kazimierz, w zgodzie z zapiską Rocz- 
nika kapituły gnieźnieńskiej, odzyskał Bydgoszcz. W odwecie, w tymże samym roku Świę- 
topełk ponownie rozpętał konflikt kujawsko-pomorski, tym razem jednak wiązał się on 
ściśle ze sporem pomiędzy księ ciem gdańsko-pomorskim a biskupem Micha łem 51 . 
Przeci\
ko takiej rekonstrukcji przebiegu zdarzeń w latach 1238-1239 opowiada się 
f Powierski)2. lego krytyka zasadza się na założeniu, że dokument ugody Świętopełka z 
biskupem 
tichałem oraz wzmianka Rocznika kapituły gnieźnieńskiej dotyczy jednego na- 
jazdu pomorskiego na Kujawy. a informacja rocznikarska jest zwykłą pomyłką53. 
l. Powierski wskazuje szereg logicznych argumentów, które dowodzą jego interpretacji. 
Wśród nich wymienia fakt pojawienia się biskupa Michała 19 września 1239 r. wśród _świad- 
ków w dokumencie nadania księcia gdańsko-pomorskiego dla klasztoru żukowskiego)4 (co 
jest dowodem spełnienia przez Świętopełka układu z listopada 1238 r.) i jednocz
śnie jego 
milczenie o ewentualnych stratach wynikający
h z najazdu z 1239 r. 55. Niezrozumiały wy- 
daje sie również fakt wypuszczenia z niewoli przez Świętopełka jego braci: Racibora 56 i Sam- 
bora 51 (na przełon
e 1238 i i 
39 r.). sojuszników księcia kujawskiego, w kontckście prowa- 
dzonej nadal wojny)8. 
W rezultacie, l. Powie rski proponuje przyjęcie innej rekonstrukcji wydarzeń z latl1238- 
-1239. Zak ł ada mianowicie, że w 1238 r. Kazimierz wykorzystując trudną sytuację Świę to- 
pełka (wynikają
ą z wojny pr0waozonej przez niego z młodszymi braćmi popieranymi przez 
książąt zachodniopomorskich i Krzyżaków), najechał jego dzielnicę zajmując Bydgoszcz. 
Odpowiedzią na to był najazd pomorski, któ!v nie przywrócił jednak stanu pfrzedniego. 
pozostawiając Bydgoszcz w n;kach Kazimierza.)
. W ten sposób l. Powierski rozstrzyga jedno- 
cześnie przynależność polityczną Bydgoszczy przed 1238 r. na korzyść Pomorza. 
Z przytoczonych wywodów wynika więc, że w zależności od tego, jaką przyjmiemy 
interpretację wydarl:eń z Jat 1238-1239, zależy jednocześnie rozstrzygnięcie politycznej 
przynależności istniejącej już wówczas kasztelanii bydgoskiej przed 1238 r. Jeśli więc prl:yj- 
miemy koncepcję opierającą się na źródłach należy również założyć związki Bydgoszczy 
z Kujawami, natomiast jeśli uznamy argumentację Powierskiego, musimy łączyć Bydgoszcz 
przed 1238 r. z Pomorzem. 
Wydaje się jednak, że w koncepcji J. Powierskiego, przekonaniu o przynależności tery- 
torium bydgoskiego do Pomorza towarzyszy przede wszystkim założenie, że okolice BYdgo- 
szczy przez swój osadniczy związek z Wyszogrodem, podzielały tak.że jego losy polityczne . 
W świetle przyjętych przez literaturę ustaleń w kwestii Wy szogro du 6 l , nie można zało- 
żyć jak czyni to między innymi J. Powierski, Le Bydgoszcz w końcu XU w. przeszła w grani- 

e Pomorza, wchodząc wraz z Wyszogrodem, Świeciem i Starogardem w skład namiestnictwa 
Grzymisława, który uznawał zwierzchność Mieszka Stareg0 62 . Jak się wydaje, było raczej tak, 
że tereny między Płytwicą i Brdą bezpośrednio przed ich przyłączeniem do Kujaw należały
>>>
140 


do kasztelani nakielskiej63. Kasztelania ta zaś, w bliżej nieznanych okoli
znościach przcsz la 
po 1235 r. pod panowanie księcia gdańsko.pomorskiego Świętopełka 64 . 
Pogląd ten zasadza się na przekonaniu, że jest prawdopodobne, iż laj
 -:ie N.1.k ta przez 
Świętopełka nastąpiło w Y0'niku porozumienia Władysława Odonica, księda wielkopol. 
skiego, z: ŚWiętopełkiC?16:. Świętopełk dos
arczył pomo
6 Wład

!awowi. 
do
icoWi 
podczas Jego starcia z Władysławem Laskonogim w 1233 r. . RodzI 
lę pod
Jrzefi1e, czy 
przejęcie Nakła przcz Świętopełka, nie było formą zadośćuczynienia Odonica dla księcia 
pomorskiego za ud7jcloną pomoc 67 . W tym wypadku, jeśli przyjmiemy, że terytorium bydgo- 
skie w początkach XIII w. nadal należało do kasztelanii nakielskiej to wraz z ni
ł musiało 
przejść w posiadanie Świętopełka. 
W kontekście takiej interpretacji staje się również oczywistym fakt, że w 1238 r. gród 
bydgoski był grod
m kasztelańskim. Bowiem prawdopodobnie dopiero w wyniku opanowa- 
nia terytorium bydgoskiego przcz księcia kujawskiego, ziemie położone między Brdą i Pły- 
twicą zostały oderwane od kasztelanii nakielskiej68. Gdyby przyjąć wspólnotę polityczny
h 
lo
ó
 By
gosz
zy i W
szogrodu, 
? istnienie ka
z
elanii bydgoskiej 

o o
anowania przez 
kSIęcia kUjawskiego także kasztelanl1 wyszogrodzkl
J w 1243 r. 9 wydaje Się dllwne. 
J. Spors twierdzi, Le nie jest wykluczone. iż już w okresie przynalcżno
ki Bydgoszczy 
do Wielkopolski. mogła stanowić ona ośrodek administracyjny dla ziem kasztelanii nakiel- 
skiej należących do diecezji włocławskiej 70. Powyższe ustalenia pozostają w zgodzic z wy- 
nikami badań B. Śliwiń5ki
go nad śladami powiązań majątkowych rycerstwa dziedziczącego 
na terytorium bydgoskim. Wspominaliśmy już wyżej o powiązaniach rycerstwa ty
h okolic 
z Wielkopolską przed 1238 r. BI. Śliwiński zwróci ł także uwagę, że analiza powiązań ziemskiej 
własności ryccrskiej prowadzi do wniosku, iż z jednej strony terytorium bydgoskie przed 
1238 r. podporządkowane było władzy księcia gdańsko-pomorskiego, z drugi
j zaś od
rwa- 
nie tych ziem od posiadłości świ ę t1)ełka przez księcia kujawskiego nie obyło się bcl. aktyw- 
nego udziału miejscowego rycerstwa l. 
Na podstawie analizy dokumentu Świętopełka z 1246 r.7 2 o przekazaniu biskupstwu 
włocławskiemu wsi Ku010rsk wraz z częścią.. którą niejaki Nasław próbował włączyć do 
Główna, można wysnuć interesujące wnioski /3. Wyżej wspominaliśmy, że ów Nastaw uwa- 
żany jest za przedstawiciela Cielepałów. Dokument ten dowodzi, że dobra 
3sława w Ko. 
morsku uległy kont1skacie. a własność jego w Głównie upadła 74 . To wszystko w połącze- 
niu z karierą Ciel
pałów na dworze księcia kuj.awskiego po l 
38 r. 75 pozwala stwierdzić, 
że rycerstwo terytorium bydgoskiego miało powody do niechęci wobec Świętopełka. Powo- 
dów tej niechęci Bł. Śliwiński dopatruje się też w dziejach terenów na wschód od Łabiszyna. 
dostrzegając pewną analogię w losach politycznych tych ziem do losów terytorium bydgos- 
kiego. Zauważa mianowicie, że obie ziemie pierwotnie należały do Wielkopolski, natomiast 
w pierwszej połowie XIII w. zmieniły swą prLynależność na rzecz Kujaw. Jednak Bydgoszcz 
przeszła najpierw na krótko pod władzę Świętopełka 76. 
Wracając więc do założenia o niechęci rycerstwa bydgoskiego wobec Świętopełka. 
można stwierdzić, że o ile zmiana granicy wielkopolsko-kujawskiej na odcinku Łabiszyna 
zo.sta
a. zaakceptowana 

ez ryccrstwo tY,ch zi

, to rycerstwo b,dgoskie w dobie przyna- 
leznoscl Bydgoszczy do SWlętopetka, wyraznie clązyło ku Kujawom 7. 
Reasumując, należy stwierdzić. że odzyskanie Bydgoszczy przez księcia kujawskiego 
Kazimierza w 1238 r. nastąpiło co prawda kosztem Świętopełka, jednak pośrednio także 
kosztem książąt wiclkopolskich. Oni to bowiem utracili kasztelanię nakielską obejmującą 
terytorium bydgoskie.
>>>
141 


Wyda.ie się także. że w kuntekście tych stwierdzeń. jaśniejsza staje si
 
ytuwana wzmian- 
ka ROl:Lnika kapituły 
nieźnie'1skiej po udzyskaniu Bydgoszczy. tym bardzk'j. h' jak I:auważa 
J. Spors, podobnie określa Rocznik od.lyskanic Santoka w 1239 r. przez księcia Iłenryka Ślą- 
skiego. który to gród przedtem należał uu książąt wiclkopolskkh 78 
Nasuwa się jeden podstawowy wniosek. Wydaje się mianowicie. Że w dużej mier:le 
() lusach politycznych omawianydJ terencw zadecydowało newralgiczne pułoh'nie geopoli- 
tyczne. w rejonie wpływów żywiołów wielkupolskich, pomorskich i kujawskich. 
Dalej nalc.i.y stwierdzić, że wysunięte argumenty puzwalają przyjąć hiputezf; o przyna- 
leżności terytorium bydgoskiegu od 1113 r. do poc/.ątków XIII w. do Wielkopulski. Nie wyda- 
je się f()wnież, że prawdziwe jest przekonanie u łąl:zności losów politYl:znych Bydgoszczy 
i Wyszogrodu. Dzieje Bydgoszczy należy raczc.i łączyć z kasztelanią nakiclską. a krótkotrwa- 
łe prze.iście w ręce księcia gd3l1skil'go Świętopełka. właśnie z przejęciem przez tego ksi;da 
Nakła, w wyniku prawdopodobnego .Iwiązku strategicznego z Władysławem Odonkem. Wy- 
mienione tezy, zdają się znajdować potwicrdzenie w faktach społecznych, które: dodatkowo 
świallc/.ą o tym. Le przejście Bydgoszczy do Kujaw nie obyło się bez znac/Jłego wpływu miej- 
scuwego rycerstwa. Kasztelania bydgoska pozostała w ramach Kujaw nadal punktem newral- 
gicznym. o l:zym świadc:I.ą .iej losy po 1238 r. 


PRZYPISY 


I Anunim tzw. Gall. Kronika pobka. przeł. R. (;rodecki, opr. M. PI
zia. Wrocław 1982 (dall'_i cyt. 
Anonim .. 
') 
-Rocznik świętokrzY'iki dawny. wyd. A. Bil'lo\\'iki, W: MPH. T. II, l.wów 1827. s. 772 774: Rocznik 
kal,itulny krdkowski. wyd. A. Bi
lowski, W: MPII, T. II, Lwów IH27. 'i. 779 --782: Rocznik Trdski, "yd. 
A. Bido\\ski. W: MPII, T. II, Lwów 1827, s. H26 H37. 
. 
3Rocznik kapituły 
l1Il'źni
ński\.'j. wyd. B. Kurbis, W: MPH. seria :!, T. VI. Roczniki Wielkopolskk:, 
WarS7..3Wa 1962 (dalej cyt. MPII. s. 2. VI., \. 1 20: Rocznik kapituł)" poznań
kk.'j, wyd. B. Kurbis, W: MPH, 
\.2, VI, 'i. 21 7H: Kronika wielkupolska.przd. K. Abgarowicz,wstęp.(kóm. B. Kurbis, Warszawa 1965. 
4 KUW , T. I. wyd. I. Zakrz
wski, Poznań 1877: Najdawniejsz
 zabytki jęz)'ka polskiego, ,,"yd. W. Ta- 
\z)'cki, Wrocław 1975: Pomm
r
lIisdll'S l:rkundenbudl, hrsg. YOII M. p\."rlbach, Danzig 1882 (dalej cyt. 
P.l'b.), I"'eus.'iisch\.'
 Urkundl'nbuch. Politi!l.ch
 Abłcilung, Od. I. II. I, wyd. P. Wolk)', Koni
sbcrg 1882 
(dalej L1't. Pr.U.). 
.5 8yd
'Oszcz. lIistoria, kultum, żyd\.' gospodarcze, Gdynia IcJS9 (dal
j L'}'t. BydgoszC"L): Historia 
B)"dgoszcz
', red. M. Biskup, T. I, Warszawa-- Poznań 1991 (dal
i cyt. HB)' 
6 1 .:. Schmidt, Aus Brombergs Vorzeit. T. I, Iie BUl}! Bydguszcz Brom
rg, Bromlx'l".! 190:!. 
7 Przytaczam najważnk.'jszl' prdcc: .... Duda, Rozwój terytorialny Pomorza pulskiego (wiek XI-XIII
. 
Kraków 1909: K. Ślaski, Podziały terytorialne Pomorz:a w XII--Xllł-\\'., Poznań 1960: J. P"wkrski, Z nai- 
dawni
jsz)'ch dzi
jów Bydgoszczy, wydarzenia z lat 1238-1239, Bydgostiana nr 3.196-1{1966, s. 7 17: 
z. (;uldon, J. Powicrski, Podziały administracyjne Kujaw i Ziemi Dobrzyńskiej w XIII-XIV \\., PWNłI 
BTN, seria c, nr 15, Warszawa--Poznań 1974: J. Spors, Podziały polityczne i administracyjne Pomorza 
(rtlański
go i Sławieńsko-Słupski
go w X 11-- XIII w., Słupsk 1979, tenże, Podziały ad min isłracY.ine Pomorza 
Crtlańskicgo i Sławicńsko-Słupskicgo od XII do początku XIV w.. Słupsk 1983: Bł. Śliwiński, Pogrolnicze 
kujawsko-pomurskic w XII- -XIII w. Z dziejów Bydgoskiego i WyszO!-orodzkicgo w latach 1113 -1296, 
PWN" DTN, seria c, nr 32, Warszawa--I\)znań 1989.
>>>
142 


8 G . Wilke, Pradzieje i wczesne średniowiecze w świetle źródeł archeologicznych (do początku XII w.), 
W: HB, s. 62. 
9 G . Wilke, Cz. Potemski, Źródła archeologiczne do studiów nad osadnictwem wczesnośredniowiecz- 
nym z terenu Bydgoszczy i powiatu bydgoskiego, PKH BTN, T. VII, Warszawa-Pozna.ń 1970. s. 5-39. 
lOK. Slaski, Granica wielkopolsko-pomorska w okresie wczesnego feudalizmu, Przegląd Zachodni, 
T. X. 1954, nr 1/2. s. 104-107; por. P. Szafran. Przebieg granicy plemiennej pomorsko-wielkopolskiej 
między Brdą a Głdą, Zapiski Historyczne. T. XXII. 1956, z. 1-3. s. 66-79. 
liG. Wilke. op.cit.. s. 62. 
12 W . Po sadzy . Bydgoszcz. W: StuJia z historii budowy miast polskich, PIUiA. R.VI. 1957. z. 2. s. 82. 
l \V. Posadzy. A. Wędzki. Wały Kujawskie. Studia i Materiały do Dziejów Wielkopolski i Pomorza. 
T. I. 1955. z. l. s. 143-168; T. i R. Kiersnowscy. Życie codzienne na Pomorzu wczesnośr
dniowiecznym 
wiek X-XII. Warszawa 1970. s. 144. 
14 Bł ,( li .. k . . 3 
. ;:) WłOS l. -Op.CIt.. s. . 
15 Anonim. s. 158-161. 
16Tamże. s. 160.p. 10; T. i R. Kiersnowscy. op.dt.. s. 153. 
17 Anonim. s. 123-125; l. Spors. Podziały a:dministracyjne.... s. 202. 
18F. Duda. op.cit.. s. 66; l: Spors. Podz.iały administracyjne.... s. 202. 
19 T . ' 02 
amze. s. _ . 
20Tamże. s. 202. p. 6. a także: E. Schmidt. op.cit.. s. 15; Cz. Daszyński, Zarys dziejów politycznych 
do roku 1772. W: Bydgoszcz. s. 73; J. Spors, Podzia ły polityczne.... s. 389; Bł. Sliwiński, op.cit.. s. 115. 
21 F . Duda. op.cit.. s. 67-73; G. Labuda, Zwycięstwo ustroju wczesnofeudalnego na Pomorzu Wschod- 
nim (1120-1310). W: Historia Pomorza. red. G. Labuda. T.I. cz. 1. Poznań 1969. s. 387. 
22 Anonim. s. 123-125. 
23Zob. p. 21;por. E. Schmidt. op.cit.. s. 16. 
24Rocznik świętokrz}.ski dawny..., s. 774; Rocznik kapitulny krakowski.... s. 797; Rocznik Traski.... 
s. 832: ..Bolezlaus Nakel et aHa castra obtinuit". 
25 l. Powicrski. Podziały terytorialne Pomorza Gdańskiego i ziem na prawym brzegu dolnej Wisły 
w średniowieczu. W: Konferencja pomorska 1978. r
d. J. Siatkowski. Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 
1979. s. 97; l. Spors. Podziały administracyjne..., s. 204. 
')
 . 
--Ii. Duda. op.cit., s. 71; K. Slaski. Granica.... s. 104-205 mapa; tenie, Podziały.... s. 217. 
27 K. Slaski. Zasięg lasów Pomorza w ostatnim tysiącleciu. Przegląd Zachodni. T. VII. 195 l. z. 5/6, 
s. 212 i n. 
28 1 . Spors. Podziały administracyjne.... s. 204. 
29 Cz. Baszy ński, op.cit., s. 74; G. Labuda. op.cit.. s. 387. 
JOl. Spors. Podziały administracyjne..., s. 206. 
3l Tente , Podział dzielnicowy Polski według statutu Bolesława Krzywoustego ze szczególnym uwz- 
ględnieniem dzielnicy seniorackiej, Słupsk 1978, s. 90-91.
>>>
143 


32Problem przynalefności Wyszogrodu na korzyść Mazowsza rozstrzygnęli J. Spors. Podziały admi- 
nistracyjne.... s. 207; ostatnio także Bł. Śliwiński. op.cit.. s. 116 i n. 
33Najdawnicjsze zabytki.... s. 8-27: Z. Kozłowska-Budkowa. Repertońum polskich dokumentów 
doby piastowskiej.z.l do końca XII w.. Kraków 1937. nr 31.s. 36in. 
34Najdawniejsze zabytki.... s. 10. 
J 35 F . Duda. op.cit.. s. 73. 
36 J . Spors, Podział.... s. 93; tenie, Podziały administracyjne..., s. 208; Bł. Śliwiński, op.cit., s. 116. 
37 J. Sp
rs, Podziały administracyjne.... s. 208. 
38 Z . Guldon, J. Pov.ierski, op.cit., s. 65 -7 4. 
39 K S " I sk . Za . , l , 
. a I. . Slęg.... s. _ _. 
. 
40 St . Arnold. Terytoria plemienne w ustroju administracyjnym Polski Piastowskiej ("w. Xn-XIII), 
W: Z dziejów średniowiecza, Warszawa 1968. s. 278; autor zauv.aia, że jeszcze w 1299 r. Rynarzewo leźało 
"in territorio de Nackel'" zob. równie! mapa: Wielkopolska w Xn-XIII w.. gdzie te tereny znajdują się w 
granicach kasztelanii nakielskiej. 
41 Z . Guldon, 1. Powierski. op.cit., s. 69. 
42 J . Spon. Podziały administracyjne.... s. 209. 
43 F . Duda. op.cit.. s. 72; G. Labuda. op.cit., s. 394. 
44 Bł . Śliwiński, op.cit.. s. 136. 
45 
Tamte, s. 135. 
46 
Tamte. 5.136, p. 68.5.137. 
. 
47 Pr . U .. nr 130: ..Suzzlaus casteUanw de Budegac". 
48Rocznik kapituły gnieinieńskiej..., s. 4: ..Eodem anno' dux ";Uiavie Bidgosciam recuperavit". 
490drzucam w tym miejscu nieuzasadniony pogląd A. Kumera, By4goszcz w czasie wojen polsko- 
-krzyżackich. Przegląd Bydgoski. R. IV. 1936. z. 3-4, s. 3 i n. o tym. fe Świętopełk ujął Bydgoszcz w 
1230 r. Wynika to z faktu. że autor nie znał dokumentu z czerwca 1238 r. Natomiast podobną interpreta- 
cję proponują: R. Kozłowski. Rozwój uposafenia kbsztoru cysterskiego w Byszewie (Koronowie) do końca 
XIV w.. PWNH BTN. seńa c. nr 12, Warszawa-Poznań 1972, s. 14-15; S. Kujot, Dzieje Prw Królewskich, 
T. I, cz. l. Roczniki TNT, R. XX-XXI. Toruń 1913-1914. s. 687-688, który zakłada. że co prawda Świę- 
topełk podczas najazdu na Kujawy w 1238 r. zajął Bydgoszcz. ale oddał ją w wyniku układu z biskupem 
kujawskim, swymi braćmi oraz księciem Konrad
m i jego synami. 
50 
P.L'b.. nr 66. 
S l J. Powierski, Znajdawniejszych.... s. 8. 
52 Tamfe . 5.8 i n. 
53 
Tamte, s. 10-12. 
54 
P.Ub., nr 69. 
5S J. Powicrski, Znajdawniejszych..., s. 9. 
56 . - :... 
P.l'b., nr 67. . . 



 


:. I
>>>
144 


51Tamte. nr 113. 
S8 J . Powicrski. Z najdawniejszyd1.... s. 9. 
S9 
Tamte. s. 12. 
60 Tamźe . s. 13; Z. Guldon. J. Powierski. op.cit.. s. 80; por. Bł. Sliwiński. op.cit.. s. 119 i n.. s. 138- 
-139. 
61Tamźe. s. ł 19-123; Sliwiński dowodzi. ie dotychczasowa interpretacja losów \Vyszogrodu. opie- 
rająca si
 na załoicniu. iż pojawienie si
 plebana Jana. przełoionego kościoła wyszogrodzkk'go wśród go- 
ści uroczystości konsekracyjnych k"śeioła NMP w Świeciu. związanych z nadaniem Grzyrnisława na rzecz 
joanitów (P.Ub.. nr 9) dowodzi podległości Wyszogrodu władzy Grzymisława. je
t bł
dna. Tym samym 
zakłada. fe Wyszogród przeszedł w ręce namiestników gdańskich dopiero w początkach xln w. na drodze 
przejęcia przez nich spadku po rodzinie Powałów. 
62 J . Powicrski. Z najdawniejszyd1.... s. 13. 
63 J . SpOlS. Podziały administracyjne.... s. 210. 
64 
P.Ub.. nr 4S. 49.50. 
65 F . Duda. op.cit., s. 115-116; J. Spors. Podziały administracyjne.... s. 210-211: autor uzasadnia 
ten pogląd kilkoma przesłankami: po pierwsze. podaje w wątpliwość przekaz Kroniki wielkopolskiej.... 
s. 67. 73. o tym. te Nakło w momencie jego zajęcia przez Swiętopełka znajdowało się pod władzą synów 
Odonica. a gród ten został utracony krótko przed jego odzyskaniem. Zaznacza bo\\;em. ie informacja ta 
jest następstwem mytnego przeświadczenia Kroniki o posiadaniu przez Odon:ca w chwili śmierci jedynie 
Nakła. Ujścia i Sremu. Pozostałe źródła.jak zaznacza Spors, odnotowując w 1243 r. odzyskanie Nakła przez 
ksiąfąt wicłJcopolskich nie mówią o okolicznościach jego utraty. Jednocześnie ze źródeł wynika. fe ksiąfęta 
wielkopolscy nie spieszyli się do przej
cia Nakła. a jedynie korzystając ze złej sytuacji Świętopełka (wojna 
z Kujawami. konflikt z młodszymi braćmi, z Krzyżakami oraz biskupem kujawskim) dokonali rewindykacji 
Nakła; Bł. Sliwiń
ki. op.cit.. s. 130. 
6
DW. nr 224,225. 
67 Sł . Śliwiński. op.cit.. s. 139. 
68 J . Spon. Podziały administracyjne.... s. 210. 
69 
P.Ub., nr 79. 
70 J . Spon, Podziały administracyjne..., s. 211. 
71 
Tamte. s. 211. 
12 Sł . Sliwiński. op.cit., s. 137-138. 
73 
P.Ub. nr 93. 
7 4 Bł . Śliwiński. op.cit.. s. 137. 
7
S. Kujot, op.cit.. s. 880. 
76SI. Sliwiński. op.cit.. s.135. 
17 
Tamie. s. 140. 
78 
Tamie. s. 141. 
79 R ::L L_. ły .... L' . 5 12 
oczn.. _pIW gnaeznlens.leJ.... s. : pod 39. ..Item Santo
 a Theutonicis dux Henricus rcar 
peravit."; J. Spon, Podziały administracyjne.... s. 212.
>>>
MATERIAŁY
>>>
'ł 



 
i 


, 
" 


r
>>>
JACEK 
WACIEJEWSKJ 
ZBIGNIEW ZYGLEWSKI 


KILKA UWAG O DZIEJACH BYDGOSZCZY 


W związku z ukazaniem się pierwszej naukowej monografii miasta 


Zainteresowanie badaniami dziejów Bydgoszczy sięga co najmniej pierwszej połowy 
XVII wieku. Wówczas to zrodziły się na terenie miasta dwie inicjatywy historiograficzne. 
Chronologicznie pierwszą by ła kronika spisywana przez nastę pne dwa stulecia w klasztoue 
bernardyn6w bydgoskich. Natomiast świecką, a ściślej mówiąc mieszczańską gałąź historio- 
grafii, reprezentuje nie wydane jeszcze ciągle drukiem dzieło pt.: "Chronicon civitatis Bidgo- 
stiensis", napisane przez bunnistrza Wojciecha Łochowskiego. Obydwa te ambitne przedsię- 
wzięcia me mogą. rzecz jasna. pretendować do miana opracowań naukowych. Także podejmo- 
wane w czasach nam znacznie bliższych, nieliczne zresztą, próby stworzenia całościowego 
obrazu dziejów miasta, zarówno w języku polskim jak i niemieckim, nie były pracami nauko- 
wymi "sensu stricto'.: 
Oddany ostatnio do rąk czytelników pierwszy tom .,Historii Bydgoszczy,,1 jest pierw- 
szym, długo oczekiwanym przez środowisko historyczne oraz miłośników historii regionu, 
naukowym ujęciem dziejów miasta nad Brdą. Monografia ta, napisana pod redakcją prof. 
Mariana Biskupa przez autorów złożonych z członków Bydgoskiego Towarzystwa Nauko- 
wego, stanowi ukoronowanie programu badawczego, prowadzonego przez Towarzystwo od 
początku jego istnienia (tj. od roku 1959). Kolejnymi etapami w działalnośCi wydawniczej 
BTN. poprzedzającymi wydanie niniejszego tomu. były publikacje szeregu prac o charakte- 
rze monograficznym i przyczynkarskim, wydanie licznych źródeł do historii miasta i oko- 
lic. a także ukazanie się w roku 1980 "Zarysu dziejów Bydgoszczy", który jest syntezą o cha- 
rakterze popularno-naukowym. Obecnie czytelnicy otrzymują ponad siedmiusetstronicowy, 
co warto podkreślić - wydany z subwencji Urzędu Miejskiego w Bydgoszczy, tom pierwszy 
.całego przedsięwzięcia, sięgający chronologicznie do roku 1920. Jak. zdaje się wynikać z daty 
umieszczonej na końcu przedmowy, dzieło. było gotowe już w roku 1984. Sięgające siedmiu 
lat opóźnienie wydawnicze spowodowało, że autorzy siłą rzeczy, nie mogli uwzględnić kilku 
ostatnio wydanych pozycji 2 . Trzeba jednak. przyznać, iż badania nad historią Bydgoszczy 
nie posunę ły się w tym czasie w znaczący sposób do przodu. 
Omawiany tom został podzielony na dwie zasadnicze części. Część pierwsza poświęcona 
została okresowi do roku 1772. druga zaś ukazuje dzieje miasta w czasach zaboru pruskiego. 
aż do momentu przyłączenia Bydgoszczy do Polski. 
Bazę źród łową i stan badań nad dziejami miasta do roku 1772 omówił Zenon Guldon. 
Podrozdział poświęcony położeniu geograficznemu Bydgoszczy wyszedł spod pióra Andrzeja 
T. Jankowskiego, zaś Gerard WiIke przedstawił osadnictwo na tym terenie do początku XII w., 
w oparciu o źródła archeologiczne. Dziejami średniowiecznej Bydgoszczy zajął się w niniej- 
szym tomie Ryszard Kabacil1ski, przedstawiając rozwój ośrodka kasztelańskiego (gród i pod- 
grodzie), problematykę związaną z lokacją miasta na prawie magdeburskim oraz rolę jaką 
spełniała Bydgoszcz w życiu gospodarczym i pOlitycznym pogranicza polsko-krzyżackiego 
aż po czasy wojny trzynastoletniej.
>>>
148 


Okres staropolski został scharakteryzowany przez dwóch badaczy. Zenon Guldon zają ł się roz. 
wojem urbanistycznym. gospoJarczym. przemianami ludnościowymi oraz samorządem i gos- 
podarką finansową miasta. natomi3st Franciszek Minccr dziejami politycznymi oraz kulturą. 
nauką i szkolnictwem tego okresu. Podsumowania całej części pierwszej dokonał \1arian Bis- 
kup. 
W części drugiej bazę źródłową i stan badań omówił Kazimierz Wajda. Pierwszym okre- 
sem rządów pruskich (do r. 1806) zajął się Franciszek Mincer. omawiając przemiany admini- 
stracyjne, społeczno-gospodarcze oraz dzieje polityczne i życie kulturalne miasta w tym czasie. 
Bydgoszcz jako ważny ośrodek pronapoleońskiego Ksicstwa Warszawskiego zaprczentował 
Marian Kallas. Przeobrażenia gospodarcze, jakie laszły w tym mieście. do roku 1914, a także 
idące za tym w ślad przemiany ludnościowe i rozwój przestrzenny miasta nad Brdą scharakte- 
ryzował Kazimierz Wajda. Natomiast polityczne i narodowościowe problemy tego okresu zna- 
lazły swego dziejopisa w osobie Jcrzego Wojciaka. Wreszcie, skomplikowaną sytuację społe- 
czno-gospodarczą Bydgoszczy w okresie I wojny światowej, powstania wielkopolskiego i ocze- 
kiwania na przyłączenie do Polski w roku 1920, przedstawił Mieczysław Wojciechowski. 
Podsumował ten okres Kazimierz Wajda. 
Książka zawiera także indeks osobowy oraz indeks nazw geograficznych, zestawione 
przez Zbigniewa Karpusa oraz wykaz skrótów i spis ilustracji. Całość uzupełnia 19 rysunków 
i planów zamieszczonych w tekście oraz l-ł9 zdjęć na wkładkach (w tym 9 kolorowych). 
W tym miejscu trzeba podkreślić, iż poziom edytorski omawianego wydawnictwa nalcży uznać 
jako 
ardzo dobry3. 
W niniejszym artykule zamierzamy najpierw ustosunkować się do problemów natury 
bardziej ogólnej, dotyczących całości wyd3wnictwa oraz wskazać na oczywiste pomyłki, 
zaś w części dalszej podjąć polemikę z niektórymi poglądami autorów i próbę uzupełnienia 
pewnych zagadnień, dotyczących dziejów Bydgoszczy od XIII do XVI wieku. 
W omawianej pracy zastosowano tradycyjny podział chronologiczny dziejów miasta. 
Jest on. jak łatwo zauważyć, w dużym stopniu zbieżny z periodyzacją historii państwa pol- 
skiego i całego narodu. W większości wypadków momenty przełomowe w życiu narodu od- 
bijały się rzeczywiście z dużą mocą na tym, co działo się nad Brdą. Można jednak powątpie- 
wać. przynajmniej po przeczytaniu ..Historii Bydgoszczy'" czy faktycznie aż tak przełomowy 
dla dziejów miasta był rok 1466. Zakończenie wojny trzynastoletniej nie pozbawiło bowiem 
jeszcze Bydgoszczy jej politycznego i strategicznego znaczenia. Najlepszym tego przykładem 
jest fakt, iż w czasie wojny z Zakonem w latach 1519-1521 Bydgoszcz odgrywała znaczącą 
rolę w operacjach militarnych wojsk polskich, na co znowu ostatnio zwrócił uwagę M. Bis- 
akup4. Przemawiać lepiej mogłyby w tym miejscu argumenty natury gospodarczej. Jednak 
przytoczone na s. 219 poglądy o zintensył1kowaniu handlu z Gdański
m i nasileniu rywali- 
zacji z Toruniem po pief\vsze nie znajdują żadnego odzwierciedlenia w samej pracy, gdzie zu- 
pełnie umknęła uwadze autorów - uchwytna przecież w materiale archiwalnym - druga po- 
łowa XV wieku, a po drugie, czy wyżej wymienione zjawisko rywalizacji bydgosko-toruń- 
skiej było rzeczywiście czymś nowym w dziejach Bydgoszczy? Zresztą walka przeciwko toruń- 
skiemu prawu składu nasiliła się dopiero od roku 1480, a wynik tej długotrwałej akcji był 
dla Bydgoszczy niekoniecznie korzystny, skoro Toruń zrezygnowaw5rf z handlu bałtyckiego, 
skupił swoją uwagę na handlu lbolowym w najbliższej okolicy (w tym także na KUjawach)5. 
Dlatego też wydaje nam się, że przynajmniej na tym etapie badań, trudno mówić, iż w roku 
1466 zaszła w dziejach miasta ,,radykalna zmiana", chyba że ma się na myśli fakt, iż Byd- 
goszcz przestała być wówczas miejscowokią graniczną.
>>>
1-ł9 


Siewłaściwy, z merytorycznego punktu widzenia
 jest także tytuł całcj części pierw- 
szej: ,.W czasach piastowskich i I Rzeczypospolitej'.. Sugeruje on bowicm lukę w wywodach 
autorów. gdy t nie sposób zgodzić się z poglądem, że ustrój parlanlentarncj demokracji szla- 
checkiej w Polsce powstał już w końcu XIV wieku. 
W tckście omawianej pracy znajdujcmy pięć aneksów, z których dwa pokazują skład 
bydgoskiej rady miejskiej oraz urzędu ławniczego, natomiast dwa inne zawierają wykaz staro- 
stów i kasztelanów bydgoskich. Zcstawienia te należy uznać za cenne. choć zawierają, jak wy- 
karzemy poniżej, sporo opuszczeń. Żałować przy tym trzeba, iż nie pokuszono się o sporzą- 
dlenie powyżej wspomnianych ancksów dla całej części pierwsLej. a uczyniono to jedynie 
dla okresu po r. 1466 i w dodatku nic zawsze doprowadzono do czasów zaboru pruskiego. 
Z kolei zupełnie zbędnym wydaje się nam publikacja spisu treści aż w trzech języka
h ob- 
cych. Należało chyba raczej zadbać o przetłumaczenie na język niemiecki podsumowań dla 
poszczególnych części pracy pióra M. Biskupa i K. Wajdy. Zastrzeżenia budzi także uż}wa- 
nie skrótów przez niektórych autorów. Po co publikować na końcu ich wykaz. skoro i tak 
autorzy stosują swoje własne 6 . 
Jak już wyżej wspomnieliśmy stan badań nad dziejami miasta przedstawili Z. GuIdon 
i K. Wajt!3. Artykuł Wajdy rzeczywiście daje pogląd na bazę źródłową, tak archiwalną jak 
drukowaną, a także prezentuje wycLerpująco, ubogą niestety. literaturę przedmiotu. Kontra- 
stuje z nim Ldecydowanie rozdział napisany przez pierwszego z autorów, który w zasadzie 
pomija bazę źródłową znajdującą się w archiwach. Jest to tym bardziej dziwne, że w przed- 
mowie czytamy o szeroko zakrojonej kwerendzie archiwalnej, czego efekty, trzeba przyznać, 
widoczne są w przypisach. Szczególnie rażącym opuszczeniem jest całkowite pominięcie 
w tym omówieniu źródeł pisanych do dziejów grodu i miasta w średniowieczu. Jest to dot- 
kliwie odczuwalne ze względu na duże rozproszenie materiału źród }'Jwego dla tego okresu. 
Należy natomiast z uznaniem podkreślić, że autorzy wykorzystali w swoich badaniach 
także źródła typu kartograficznego oraz ikonografkznego. Część tego materiału zaprezen- 
towano na załączonych do pracy zdjęciach. Wśród nich znalazły się fotografie obiektów do- 
tąd nie prezentowanych w wydawnictwach polskich (pomniki Fryderyka Wielkiego i Wilhel- 
ma I, a także ..wieża Bismarcka"). Niestety, część podpisów pod ilustracjami zawiera błędne 
lub niedokładne informacje. Oto kilka przykładów: 
ł. II. nr 5 nie przedstawia stanu obecnego murów miejskich. ale stan przed wyburzeniem przy- 
budówek i konserwacją (zapewne lata 50 lub 60 naszego wieku); 
2. ll. nr 7. Podana data wystawienia bulli Bonifacego IX jest b łędna z powodów, o których 
powiemy poniżej; 
3. ll. nr 54 i 55 pokazują dwa obrazy pędzla P. Jaeckela. Wg podpisu przedstawiają one kościół 
św. Idziego oraz browar bernardyński około roku 1810. Podobnie akwarela Jaeckela (iI. 56) ma 
przedstawiać bydgoski Stary Rynek w tym samym roku. Ponieważ autor obrazów żył i twO- 
rzył w drugiej połowie XIX i na pocLątku XX wieku, dokonano datacji przedstawionych 
obiektów na wyżej wspomniany rok na nieznanej nam podstawie 7 
 
4. II. nr 122. Nie jcst to widok Bydgoszczy ze Wzgórza Wolności. jak głosi podpis, ale ze Szwe- 
derowa, z dzisiejszego parku gen. Jana H. Dąbrowskiego. Wynika to jasno z usytuowania 
obiektów znajdujących się na fotografii; 
5. U. nr 139. Błąd chyba przede wszystkim korektorski. Zdjęcie przedstawia obiekty przy Ry- 
bim Rynku oczywiście nie przed 1914, ale po 1960 roku. 
Za najsłabsze partie książki wypada uznać stronice poświęcone bydgoskiej architekturze. 
Dotyczy to zarówno obiektów najstarszych, jak i budowli powstałych w XIX i początkach XX
>>>
150 


stuleda. W tym miejscu chcielibyśmy posłużyć się przykładem architektury "fine de cy- 
cle'u". Poświęcono jej tylko niewiele ponad pół strony. Nie tyle zresltą chodzi o ilość, co 
o jakość tego fragmentu. Trudno bowiem zgodzić się z twierdzeniem, że reprezentacyjne 
"budownictwo mieszkalne utrzymane by ło na ogół w stylu secesji", gdyż zdecydowanie 
przeważa tu historyzm i eklektyzm. Zwartą zabudowę mieszkalną utrzymaną w stylu secesyj- 
nym można spotkać jedynie na ulicy Cieszkowskiego i w Alejach Mickiewicza 8 . Również po- 
gląd, iż "zabudowa secesyjna koncentrowała się m.in. na Starym Rynku jest nieporozumie- 
niem. Podany tu jako przyk ład dom towarowy Siuchińskiego i Stobiecldego jest bodaj jedynym 
budynkiem w rejonie Starego Miasta. który ma z secesją coś wspólnego. 
Budowa obiektów użyteczności publicznej w stylu neobarokowym nie należała wcale w Niem- 
czech końca XIX wieku do rzadkości. gdyż właśnie w tym czasie przypadał czas mody na 
barok 9 . Bydgoszcz jest tego dobrym przykładem, a listę tego typu budynków, podaną przez 
autora, można bez trudu rozszerzyć o kilka dalszych. Sprzeciw budzi także wytypowanie 
kościoła pw. św.św. Piotra i Pawła oraz budynku dyrekcji kolejowej na ulicy Dworcowej, 
jako typowych przykładów pruskiego neogotyku. Budynek dyrckcji kolei był bowiem budo- 
wany w oparciu o wzory architektoniczne manieryzmu niderlandzkiego, natomiast kościół 
na placu Wolności jest typową budowlą neoromańską l eklektycznym portalem 10 
Przechodząc do uwag dotyczących dziejów miasta w najbardziej interesującym nas 
okresie (XIII-XVI), chcielibyśmy na wstępie zatrzymać się na problematyce związanej l po- 
czątkami kasztelanii bydgoskiej. W tym miejscu, nie wyczerpując całości zagadnienia. prago 
niemy jedynie poddać krytyce pogJąd, iż utworzenie kasztelanii bydgoskiej wiązało się z wy- 
dzieleniem przez księcia mazowieckiego Konrada Kujaw i osadzeniem na tamtejszym tronie 
jego syna Kazimierza (s. 
4). W omawianej pracy pominięto zupełnie problem przynależności 
politycznej Bydgoszczy przed rokiem 1
38. Tymczascm jest to ważne zagadnienie równicż 
ze względu na ustalenie czasu i okoliczności utworzenia kasztelanii bydgoskiej. W tej sprawie 
wiele zależy od tego, jak badający ten problem ustosunkuje się do dwóch najdawniejszych 
wzmianek o Bydgoszczy. Kasztelan bydgoski Sulisław znajduje się na liście świadków uk ładu 
księcia Kazimierza z Krzyżakami z 28 czerwca (nie marca!) 1238 r. ll . Natomiast Rocznik 
kapituły gni
źn
eńsk
ej la
isał lod :okiem 
astę.pnym w
a
omość o o
zysk
n
u Bydgo
- 
czy przcz kSięcia kUjawskIcgo L... J uz J. PowIerski, w swoJeJ pracy o naJdawmcJszych dZlc. 
jach Bydgoszczy, zakwestionowa ł ogólnie przyję ty pogląd o przynależności tego grodu do 
Kujaw przed rokiem 1238 13 . Logiczna hipoteza tego badacza zyska la ostatnio poparcie B. 
Śliwińskiego, który - jak sądzimy - swoimi badal1iami nad osadnictwem i stosunkami włas. 
nościowymi w Bydgoskiem przeważył szalę niepewności na korzyść Powierskiego 14 . Według 
tej koncepcji Bydgoszcz, należąca w XII wieku do Wielkopolski, miałaby w latach dwudzie- 
stych następncgo stulecia. na skutck sojuszu Włady
ława Odonica ze Świętopełkiem, dostać 
się w granice Pomorza Gdańskiego. W o!oczeniu księcia kujawskiego brak a! do 1238 roku 
osób związany
h majątkowo z Bydgoskiem, chociaż ze względu na stosunki własnokiowe ry- 
cerstwo tych okolic było niechętne Świętopełkowi i ciążyło wyraźnie do Kujaw 15. W 1238 r. 
(zapewne wiosną) Kazimierz uderzył na Świętopełka i zagarnął Bydgoszcz, dlatego też 
w czerwcu w jego otoczeniu występuje urzędujący tam kasztelan. Akcja księcia kujawskiego 
sprowokowała najazd odwetowy Świętopełka, który nie przywrócił status quo ante, ale 
wyrządził wielkie szkody w dobrach biskupa włocławskiego. 30 listopada 1238 r. Swięto- 
pełk zawarł ugodę z biskupem Michałem i widocznie wypełnił jej warunki, skoro biskup 
świadkował we wrześniu roku następnego na dokumencie książęcym dla Żukowa 16.
>>>
151 


W związku z powyższym trzeba by odrzucić twierdzcnie. iż kasztelania bydgoska została 
utworzona przez księcia Kazimicrza li progu jego rządów na Kujawach. mogło to zaś nastąpić 
po zaj
ciu BYJgos
cz
. w fl
ku 1238. Różne koleje 

su 
dgoS
i
go i \
yszogrodL
iego. jcżeli 
chodzI o prLyna1eznosc pohtyczną obu tych tery tonowi ,stawiają takze pod znakiem zapyta- 
nia przypuszczenie o wydzieleniu kasztelanii bydgoskiej ze starszej i większej wyszogrodzkiej. 
Istotne znaczenie dla przedJokacyjnych dziejów miasta ma bydgoski kościół św. Idziego 
rozebrany w 1879 roku. Jasno to wynika z ustaleń Ryszarda Kabacińskiego (s. 85-87). Tym 
niemniej nasuwa się szereg spostrzeżeń w kwestii architektury kościoła jak również i roli, 
jaką miał do spełnienia. Autor zaznaczył, iż "pewne wnioski można wyciągnąć także z przeka- 
zów ikonograficznych oraz wycinków najstarszych planów miasta". 
W przypadku źródeł kartograficznych Kabaciński powołał się na plan Gretha z 1774 ro- 
ku. Plan obejmuje miasto w obrębie murów i niewielkie przestrzenie przedmiejskie. U bramy 
kujawskiej zaznaczony jest nieopisany budynek kościclny . Porównanie z innymi planami 
(choćby reprodukowany plan Bydgoszc.ty z 1809 roku. iI. 57) f:0zwala stwierdzić, że budowla 
z planu Gretha jest kościołem pod wczwaniem św. Stanisława 8. Kościół św. Idziego usytuo- 
wany był, jak ustalił W. Posadzy. około 50 m na zachód od obecnie istniejącego kościoła 
pobem3r:
YńskiegoI9. Tak więc na planie miasta Gretha kościół św. Idziego nie został umie- 
szczony. 
Bardziej szczegółowe plany Bydgoszczy sporządzone w XIX wieku pozwalają określić 
rozplanowanie kościoła św. Idziego. Był to kościół jednonawowy zamkniętY pięciobocznym 
prczbiterium. Od strony północnej, w nawie tuż przy prezbiterium znajdowała się prostokątna 
przybudówka. Podobnie od strony południowej. z tym że znacznie większa i umieszczona 
w środkowcj części nawy (iI. 57). Na podstawie planu wykonane w 1858 roku w skali 1:625 20 
można okrcślić wymiary świątyni. Długość całej budowli wynosiła 20,7 I m a sz
rokość 
11,61 m, w tym szerokość nawy okrcślić można na 8.47 m. Powierzchnia kościoła ujętego na 
planie wynosiła ponad 175 m 2 . ' 
Znacznie trudniejszy problem niosą ze sobą przekazy ikonograficzne. Zamieszczone 
w "Historii Bydgoszczy" dwa wizerunki kościoła św. Idzkgo nic są zgodne z planami tcgoż 
kościoła. llustracja nr 54 prlcdstawia obraz olejny pędzla Paula Jaeckela. Według zamieszczo- 
ncgo podpisu ma on wyobrażać omawiany kościół według stanu z 1810 roku. Obraz ten Lnaj- 
duje się w Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy. Został namalowany w roku 1874 i przedstawia 
kościół św. Idziego. Takie infomlacje zamieścił malarz na swoim ob razie 2 I . W tymże muzeum 
znajduje się akwarcla tcgoż autora z roku 1878 ukazująca omawiany kościół od strony pół- 
no
no-zachodniej22. Na obu pracach widoczne jest pięcioboczne prezbiterium i romańskie 
portale w nawie:jcden od strony północnej, drugi od zachodniej. Na obrazach brak jest wspom- 
nianej przybudówki wykazywanej na współczesnych obrazom planach. Podobnie rzecz się ma 
z drugim reprodukowanym wizerunkiem kościoła św. Idziego (il. 78.84). Rysunek z 1848 roku 
przedstawia jednonawowy kościół zamknięty pięciobocznym prezbiterium, opasany gotycki- 
mi skarpami. I tutaj brak jest większej przybudówki od strony południowej. 
famy dość wy- 
raźne sprzeczności między przekazami ikonograficznymi a kartograficznymi. Rozwiązania 
problemu należy upatrywać w badaniach archeologicznych. 
Na takie powołuje się R. Kabaciński. Wspomina o odkryciu fragmentów kośdoła św. 
Idziego. W wyniku prac ratunkowych odkopano kamienną ławę i znajdujące się na niej war- 
stwy cegieł. Dość istotny jest kształt owej ławy. Kabaciński pominął to zagadnienie. Na- 
tomiast Czesław Potemski, nieżyjący już archeolog bydgoski, twierdzi, że była to ława o 
kształcie pÓłkolistym 23 . Kształtu takiego nie odnajdujemy na planach. Prowadzi to do
>>>
152 


przypuszczenia, iż był to fragmcnt budowli romańskiej, być może absydy. 
. Trafne wydają się spostrzeżenia Kabacińskiego odnosl.ące się do stylu i czasu wzniesie- 
nia murowanego kościoła św. Idzi
go. Wywody Autora może wzmocnić dokument z ł 250 ro- 
ku. Czytamy w nim, iż miejscowa ludność zobowiązana była do wzmacniania izbic grodu 
bydgoskiego kamienianii i c
głą24. Przekaz ten pozwala uznać, iż w czasach Kazimierza Konra- 
dowica w Bydgoszczy wznoszono murowane budowle. Pięcioboczne prezbiterium i romań- 
skie portJle wskazują na fakt częściowej przebudowy świątyni w stylu gotyckim. 
łogło to 
mieć miejsce w XIV wieku. Odkryte fragmenty murów, zdaniem Cz. Pot
mskiego. pochodzą 
z tcgo okresu 25 . Wojciech Ło
howski w swej kronice wspomniał ,.,że przed lokacją miasta 
kościół św. Idziego pełnił funkcje parafialne i znajdował się w ruinie4.06. Wzmianka o zniszcze- 
niu kościoła nie jest opatrzona datą. Można ją 
hyba odnieść do walk polsko-krzyża
kich z lat 
1327 -1332. Po zakończeniu dzia łań wojennych mogła nastąpić odbudowa, czy też częścio- 
wa przebudowa świątyni. Rola Bydgoszczy w XIII wieku, miejsce usytuowania k,?,śdoła na 
podgrodziu, jego rozmiary wskazują, iż kościół św. IJzicgo można uznać za targowy- 7 . wznie- 
siony i uposażony przez księcia. la ślad uposażenia m
żna uznać dzicsięciny wyplacane ple. 
banowi przez starostę bydgoskiego jeszcze w XVI wieku.. 8 . 
W .,Historii Bydgoszczy" nie poruszono zagadnień z d
iedziny administracji kościelnej. 
Pominięto problem kształtowania się okręgu parafialnego, pow?łania dekanatu i przynależ- 
ności parafIi do określonego biskupstwa. 
Istnienie murowanego kośdoła w połowie XIII wieku skbnia do przypuszczenia, iż już 
wtedt i:;tniał okręg parat1alny. Wykaz świętopietrza z 1325 roku nic rejestruje parafii bydgo- 
skiej_9. Istnienie kościoła zdaje się stać w sprzeczności z powyższym źródłem. Dotychczaso- 
we wyniki badań nad poc
atkami organizacji parafialnej umożliwiają sfonnułowanie hipotezy 
wyjaśniającej ten problem-'O. Prawdopodobnie w początkowym okrcsi
 funkcjonowania świą- 
tyni okręg parat1aJny nie był wytyczony a kościół nie miał pelnych praw parafialnych. Z tego 
też powodu nie znalazł się w rcje'suze świętopietrza 31 . W przywileju lokacyjnym z ł 346 roku 
wzmiankuje się funkcje plebana. Franciszek Dachtera upatruje w tym dokumencie zapis wska- 
LująCY na istnienie par3fii w pełnym kształcie 32 . !\Ioment zawiązania parafii z pełnymi pra- 
wami parafialnymi nalely chyba określić na lata 1325-1346 33 . 
Przynajmniej od chwili wzniesienia murowan
go kościo ła w po łowie XIII wieku koś- 
ciół bydgoski należał do diecezji włocławskiej. Wynika to z lasięgu tcrytorialnego tejże die- 
cczji. Dopiero w roku 1764 Bydgoszcz znalazła się w granicach archidiecezji gnieźnieńskiej34. 
Około 1420 roku Bydgoszcz jest wzmiankowana jako siedziba dekanatu 35 . Moment 
powołania tego dckanatu nie jest znany. Być może nowolokowane miasto dało sposobność 

o zaistnienia tej jednostki kościelnej. 
Na podstawie nik łych źródeł można nieco powiedzieć o roli miasta w życiu religijnym 
diece7Ji włocławskiej w XV i po.:zątkach XVI stulecia. W tym czasie w Bydgoszczy odbyły 
się trzy synody diecezjalne. Pierwszy z nich miał miejsce 10 stycznia 1425 roku i poruszał 
sprawy krzyżackie. Kolejny synod doszedł do skutku 2 ł września ł
97 roku. Kler diecezjal- 
ny ponownie zebrał się w 'Bydgoszczy 24 kwietnia 1510 roku. Brak źródeł uniemożliwia 
określenie tcmatów obrad dwóch ostatnich synodów diecezjałnych 36 . 
Kościół św. Idziego był w okresie przedlokacyjnym osią osadnktwa rozwijającego się 
wokół bydgoskiego grodu. Jak słusznie zauważył R. Kabaciński, trudno jest określić zasięg, 
rolę i znaczenie tego osadnictwa. W połowie XIII wieku mamy na tym terenie murowany 
kościół, komorę celną, przystań rzeczną, by ć może również targ. Zaznaczyć należy, iż osad- 
nictwo to już od tcgo czasu rozwijało się po obu strona rzeki Brdy. Tak więc rzeka nie była
>>>
153 


linią ograniczającą proces osadniczy. Skromna baza źródłowa nie pozwala wydzielić etapów 
rozwojowych osady. Zenon Guldon i Jan Powierski na podstawie mateńału z procesu pol- 
sko.krzyżackiego z 1339 roku uznali, że na początku XIV wieku osada podgrodowa prze- 
kształciła się w ośrodek o charakterze miejskim ..oppidum,,37. Tenninu tego nie można uznać 
za element określający etap rozwoju osady przedlokacyjnej. W procesie "oppidum" użyto rów- 
nież w stosunku do Radziejowa, Inowrocławia, Brześcia KUjawskieg0 38 , a więc miast które już 
w XIII wieku uzyskały prawa miejskie 39 . jak również tych miejscowości, które tych praw nie 
posiadały. Określenie "oppidum" nie było używane precyzyjnie i posiadało treść wielozna- 
czną 40 . 
W "Historii Bydgoszczy" osadę podgrodową z kościołem św. Idziego nazwano "Starym 

iastem" (s. 81). Rejon ten również określono mianem ..osadnictwa staromiejskiego" (s. 98, 
99, 104, 108). Kabaciński stwierdza, ,.iż miejskich ośrodków należy szukać w miejscach zwa- 
nych starymi Miastami. lub na obszarze przedmieść miasta lokacyjnego" (s. 87). Jednocześnie 
autor nie wykazał podstaw uzasadniający
h wprowadzenie tcnninu "Stare Miasto" w odnie- 
sieniu do osady podgrodowej. Odwołując się do ustaleń badaczy można stwierdzić. że "Sta- 
rym Miastem" nazywano osadę przejściową (środkową), powstałą w wyniku dwukrotnej 
translokacji ośrodka miejskieg0 41 . Doty
hczas nie natrat1ono na ślady dwukrotnej transloka- 
cji pśrodka bydgoskiego. Przyjmując nawet pogląd Kabacińskiego, iż ..w wypadku Bydgoszczy 
miasto lokowane już w 1346 r. przeniesiono na inne miejsce (s. 102), to i tak mielibyśmy do 
czynienia z jedną translokacją ośrodka miejskiego. Żadne znane źród ło nie wspomina o ..anti- 
qua civitas" w rejonie Bydgoszczy. Podobnie badania toponomastyczne każą stwierdzić, iż 
stosowanie przez Kabacińskiego te nninologii staromiejskiej w odniesieniu do bydgoskiego 
podgrodzia nie jest uzasadnione. 
Warto przyjrzeć się bliżej także niektórym poglądom wypowiedzianym w kwestii loka- 
cji miasta na prawie magdeburskim oraz okresu ją bezpośrednio poprzedzającego. W omawianej 
monografii wspomina się o planach krzyżackich dotyczących okolic Bydgoszczy. Wed ług Ka- 
bacińskiego Zakon za wszelką cenę chcia ł wejść w posiadanie tych terytońów. Wydaje się 
nam jednak, iż przytoczone na poparcie tcj tezy źródła nie wskazują na nic więcej, jak tylko 
akcję dyplomatyczną, której wynik, l czego Krzyżacy zdawali sobie sprawę, był bardzo nie- 
pewny, szczególnie od momentu rozpoczęcia bezpośrednich negocjacji polsk0-czeskich. Za- 
p
\\ine rzeczywiście Zakon nosił się z zamiarem zachowania Bydgoszczy jeszcze w roku 1332, 
ale wkrótce potem zdał sobie sprawę z nierealności przedsięwzięcia. Nic bowiem nie wiadomo, 
aby próbowano na tych terenach tworzyć administrację krzyżacką, a już w roku 1337 wraz 
z Kujawami inowrocławskimi i kasztelanią kruszwicką przeszły one na mocy uk ładu inowroc- 
ławskiego pod władzę króla polskieg0 42 . Układ nie objął natomiast terenów Brześcia Kujaw- 
skiego (b łędna infomlacja na s. 6 omawianego tomu), gdzie Krzyżacy rozpoczę li organizo- 
wać komturstw0 43 . ÓW pośpiech, którego nie wykazali nawet w stosunku do południowej 
części Pomorza Gdańskiego 44 , wskazywałby raczej na to, iż brzeska część Kujaw była przez 
Krzyżaków bardziej pożądana i liczyli oni na trwały związek tych terenów ze swoim pań- 
stwem. 
Słusznie podkreślono w pracy strategiczne i gospodarcze powody podjęcia przez Kazi- 
mierza Wielkiego decyzji o lokacji miasta. Są to jednak twierdzenia trochę gołosłowne, które 
wymagają głębszego uzasadnienia, a zapewne także podjęcia dalszych badań. Sądzimy, iż 
istotnie nadanie Bydgoszczy prawa magdeburskiego było ściśle związane z polityką królew. 
ską na pograniczu polsko-krzyżackim w tym rejonie. Trzeba zwrócić uwagę na fakt, iż lokacja 
doszła do skutku co prawda po pokoju kaliskim (1343 r.). ale przed wystawieniem dokumentu
>>>
154 


delimitacyjnego. co wiązało się z ostatecznym ustaleniem granicy Polski z Zakonem 45 . O tym. 
że Bydgoszcz by ła tylko jednym z clementów polityki gospodarczej króla w tej części państwa 
świadczy dokument Kazimicrza Wielkiego z 4 marca 1345 r.. którym zezwala on cystcrsom by- 
. . b l . d b k . 46 Sk . . 
szewskim lokowac wszystkie do ra kasztorne na prawie mag e urs lm . 
łtecznosc po- 
lityki królewskiej zdaje się zaświadczać fakt, iż wytyczona ostatecznie w 1349 r. granica pol- 
sko.krzyżacka została przesunięta z korzyścią dla Polski na wschód od Brdy, w porównaniu 
z obszarem l.ajętym przez Zakon jeszcze w wyniku inwazji na Pomorze w r. 1309 47 
Na polityczny charaktcr lokacji wskazuje także użyta w dokumencie lokacyjnym nazwa mia- 
sta: Kunigcsburg - czyli Królewiec. Innym elementem tej samej polityki było zezwolenie na 
bicie monety W mieście, z tym że całość dochodów z tego przedsięwzięcia miała płynąć do 
skarbu królewskiego. Korzyść z tego miałyby obie strony, gdyż miasto mogłoby czerpać po- 
ważne profity z racji stania się ośrodkiem wymiany monety. Nie wiadomo, czy plany królew- 
skie w tym zakresie się powiodły. Nie mniej z przytoczonych w omawiancj pracy danych. 
o znaleziskach monet krzyżackich na terenie miasta i okolic. należy wnosić. że Bydgoszcz 
stała się w rzeczywistości sporym centrum obiegu monetarneg0 48 . Inne problemy związane 
z lokacją Bydgoszczy to lokalizacja nowego ośrodka i pochodzenie ludności lokowanego mia. 
sta. Wydaje się, że na obecnym etapie badań nie sposób rozstrzygnąć. czy miasto pierwotnie 
rozwijało się na obszarzc dawnej osady podgrodowej. czy też od samego początku na równi- 
nie po zachodniej stronie grodu. Z naszego punktu widzenia interpretacja Posadzego jest rów- 
nie prawdopodobna jak Kabacińskiego. Na niekorzyść tego ostatniego przemawia to. iż jego 
koncepcja pomija problcm istniejącej w mieście w chwili lokacji dzwonnicy. Ponadto słowo 
..deserta'. można tłumaczyć na wiele różnych sposobów 49 . 
W kwestii pochodzenia plcrwotnych mieszkańców miasta autorzy wypowiedzieli się sprzecz- 
nie. Na s. 108 przyjęto, iż naturalnym Lapleclem ludnościowym była najbliższa okolica mia. 
sta. Tymczascm na s. 175 cytowany jest bardzo intercsujący memońał mieszczan bydgoskich 
z drugiej połowy XVI wieku, w którym czytamy. że miasto nie może mieć dobrych targów. 
gdyż .,najbliżej w milej i to jedna wieś leży z jednej strony, a ze wszystkich innych stron we 
trzech i czterech milach wsi od miasta odl
gły". Na słabość osadnictwa wokół Bydgoszczy 
zwraca także uwagę kronika bernardynów:O. Dlatego też uważamy, idąc t
taj za .,Historią 
Bydgoszczy". iż pierwotna ludność miasta wywodziła się prawdopodobnie w dużej części 
z mieszkańców dawnej osady grodowej. Jednak w ciągu XIV wieku przewagę w mieście poczę. 
ła uzyskiwać ludność nap ływowa pochodzenia niemieckiego. Może na to wskazywać, naszym 
zdaniem. wyst.;powanie na przełomie XIV i XV \\;ieku niemieckiej nazwy m.asta (..Brom- 
burg'.) z jednej strony na dokumentach łacińskich 51 , z drugiej zaś na pieczęci miejskiej52. 
W tym czasie. w źródłach niemieckojęzycznych. upowszechniła się niemiecka nazwa na 
określenie grodu (a właściwie już zamku) bydgoskiego, która zresztą powstała już przed lo- 
kacją miasta 53 . W końcu XIV i na początku XV wieku ustala się ona. podobnie jak w przy- 
padku miasta, w formie "Bromburg n . Przy okazji warto zauważyć. iż nazwa ta nie jest zniem- 
czoną wersją polskiej nazwy "Bydgoszcz n . tak jak "Warschau n czy ..Krakau" w przypadku 
Warszawy i Krakowa. Nazwa niemiecka oznacza ..gród nad Brd ą nS4. Ponieważ obie nazwy. 
polska i niemiecka, pochodzą z okresu zanim nad Brdą lokowano miasto na prawie magdebur- 
skim. to trzeba przyjąć. iż nazwa miasta (w obu językach) powstała w wyniku przyjęcia 
nazwy sąsiedniego grodu. Nadal oczywiście pozostaje zagadką zarzucenie nomenklatury zna. 
nej z dokumentu lokacyjnego. 
Wiele kontrowcrsji wzbudzają przedstawione na kartach "Historii Bydgoszczy" dzieje 
kościoła farnego. Opierając się na siedemnastowiecznej kronice Lochowskiego podano. że
>>>
kościół pod wczwaniem św. Mikołaja i Marcina rozpoczęto budować wraz z lokacją miasta 
(s. 104). Jednak według tcjże kroniki kościół wzniesiono w drewnie staraniem wójta bydgos- 
kiego w 1399 roku 55 . Data ta jcst fowszechnie przyjęta w litcraturze poczynając od połowy 
XIX wieku i nie budzi zastrzeżeń... 6 . Zdaniem Kabacińskiego rok 1399 tylko u nicktórych 
badaczy uchodzi za początck istnienia fary. Przegląd literatury z tego tematu prze
zy tej 
opinii. 
Franciszek Mincer sformułował pogląd, iż w 1425 roku kościół farny uległ zniSLczcniu 
(s. :!59). Powołał się na ustalenia J. Kozaneckiego. Jednak autor ten w swojej pracy na wy- 
mienionej przez 
1incera stronie, ani też w innym miejscu. nic nie wspomina o tym fakcie. 
W potwierdzeniu dokumentu lokacyjnego mi3sta Bydgoszczy dokonanym przez Władysława 
Jagiełłę 13 VI 1425 roku wspomina się o pożarze, który strawił kościół:7. W dokumencie 
nie podano czasu zapalenia świątyni. W oparciu o wspomnianą wyżej kronikę wiadomo, że 
omawiane wydarzenie miało miejsce w roku 1425, o czym czytamy we wcześniejszym rol- 
dziale pióra Zenona Culdona (s. 150). 
Wcześniej, w 1409 roku kościół również uległ pOŻJrowi 58 . Fakt ten umknął uwadze ba- 
Jaczy spisujących monografię miasta. Katastrofę tę potwierdza, jak podaje F. Dachtera. sie- 
demnastcwieczna wizytacja biskupa kujawskiego Macieja Łubieńskiego 59 . 
Kościół farny spłonął również w 1460 roku (s. 104). Od tej chwili przystąpiono do bu- 
dowy ceglanej świątyni. Ostatecznie jej wznoszcnie zakończono w 1502 roku. Trudno się zgo- 
dzić ze stwierdzeniem. iż farę wzniósł starosta bydgoski Jan Kościelecki (s. 259). Brak jest na 
to potwierdzenia źródłowego. Wiadomo tylko. że starosta ufundował w 1466 roku ołtarz 
główny dla tejże świątyni 60 i przekazał miastu w tymże roku prawo patronatu nad farą6 I. 
Sprzeczności występują wokół wspomnianego ołtarza i obrazu !\fatki Boskiej (s. 266). 
Mincer przyjmuje, iż malarz poznański Wawrzyniec przyjął zamówienie na obraz w 1460 lub 
1466 roku. Dzieło przcznaczone było dla ołtarza fundowanego przez Kościeleckiego. Według 
poznańskiej księgi miejskiej zamówienie na obraz złożył w 1460 roku Mikołaj. pleban bydgo- 
ski, dla potrzeb kościoła parafialnego. W źródle nic nie wspomina się o ołtarzu ani o staroś- 
de 62 
Należy również zwrócić uwagę na wezwanie kościoła farnego we wczesnym jego okre- 
sie. W ..Histońi Bydgoszczy" podaje się, że od chwili jego wybudowania w końcu XIV wieku 
pojawiło się wezwanie św. Mikołaja i 
larcina (s. 104, 259). W dokumenci
 Tomka z Węgle- 
szyna, starosty generalnego Wielkopolski i starosty bydgoskicgo z 1-1-08 roku kościół parafial- 
ny ma wezwanie św. \1ikołaja 63 . Również w dokumcncie z 1466 roku występuje tenże pa- 
tron 64 . PoJobnie jest w roku 1483 65 . Pod tym wczwaniem ukończono budowę kościoła w ro- 
ku 1502 66 . Dwaj patroni, św. Marcin i Mikołaj. v.ymienieni zostali w wizytacji z 1582 roku 67 . 
Na s. 260 zamieszczono opis fary. Kościół ma od strony północnej "wieżę na planie kwa- 
dratu, posiadającą baniasty, blaszany he łm z latarnią". Sieco dalej podano, iż sklepienie prezbi- 
tcrium jest kryształowe. Z pierwszym twierdzeniem trudno dyskutować. ponieważ wymienio- 
nej wieży po prostu nic ma. Natomiast co do prezbitcrium to posiada ono sklepienie sieciowe 
z profilowanymi ceglanymi żebrami 68 . 
Na podstawie dotychczasowych źródeł wydaje się słuszny pogląd Kabacińskiego odno- 
śnie pojawienia się karmelitów w Bydgoszczy (s. -ł05). Najstarszy znany dokument związany 
z klasztorem kamlelitów dotyczy darowania ogrodu przez mieszczan bydgoskich tcmu zgroma- 
dzeniu. Wystawiono go 20 I 1399 roku .,in... c1austro" (s. 105, ile 6). Za miejsce spisania moż- 
na przyjąć klasztor bydgoski. Pisarzem był zapewne ktoś z miejscowych zakonników. Takie 


155 


ł
>>>
156 


ujęcie sprawy pOLwala przcsunąć czas założenia klasztoru przynajmniej o rok w.cześniej, co 
ma odbicie w Iiteraturze69. Spotkać też można pogląd, iż już w 1380 roku powołano klasztor 
do życia 70 . 
Drugi z kolei najstarszy dokumcnt dotyczący karmelitów to bulla papieża Bonifacego IX. 
W "Historii Bydgoszczy" (s. 103, 105, ił. 7) data jej wystawienia została rozwiązana na rok 
1404. Data ta jest powszechnie przyjęta w literaturze. W dokumencie widnieje 
,Nonis lanuarii 
pontificatus nostri anno d uode ci mo " (iI. 7). Wystawca, Bonifacy IX został papicżem 2 XI 1389 
roku 71. Okoliczność ta sprawia, że bulla dla klasztoru bydgoskiego została wydana 5 stycznia 
1401 roku 72 . W błąd może wprowadzić zapis ,:Anno domini 1404" umieszczony w prawym 
dolnym rogu wspomnianego dokumentu. Data ta jest dopisana inną, późniejszą ręką. Błąd 
w odczytaniu daty wkradł się już do kroniki lochowskieg0 73 i jak widać cgzystuje do dnia 
dzisiejszcgo. 
Bulla niesie w swej treści szercg intercsujących danych dotyczących dziejów miasta, sła. 
bo w pracy wykorzystany
h. O papieskie zatwierdzenie fundacji wystąpili kamldici bydgoscy 
i oni tcż zapewne podali nazwę miasta, w którym znajduje się ich klasztor. W dokumencie 
łacińskim widnieje niemiecka nazwa ..Bromburg,,74. ,.Civitatis Brombvrien" odnaleźć mOŻna 
w otoku pie_częci miejskiej na nicdatowanym liście, jak przypuszcza M. Cumowski, z około 
1400 roku 7). ..Bromburg" pojawia się również w niemieckich listach starostów bydgoskich: 
Tomka z Węgleszyna i Janusza Brzozogłowego. Natomiast w listach łacińskich tychże staro- 
stów zapisywano "Bidgostia" 76. Władze miejskie Bydgoszczy używały często w listach nie. 
mieckich określenia ,.Bidgostia" a w listach łacińskich ,.Bromburg" ł o czym dalej. Wynika 
z tego, iż w pierwszym okresie XV wieku funkcjonowały dwie nazwy miasta obok siebie i nie 
było reguł przy ich stosowaniu. Nazwa miasta użyta w bulli sugeruje bliższe powiązanie mię- 
dzy klasztofCm a społecznością miejską. Pogląd ten wzmacnia darowizna mieszczan z roku 
1399, dokonana przed papieskim zatwierdzeniem fundacji. Z tego tcż powodu winno się po- 
nownie rozpatrzyć problem fundatora bydgoskiego klasztoru. Za za łożyciela uchodzi Tomko 
z Węgleszyna. starosta bydgoski (s. 105), chociaż ladcn z dokumentów nie wspomina o tym 
fakcie. Piastowanie urzędu starosty bydgoskiego nie można uznać za argumcnt przy wskazy. 
waniu fundatora klasztoru. Tym bardziej, że nie wiadomo od kiedy Tomek objął starostwo 
bydgoskie. Ryszard Kabaciński, bez podstawy źródłowej, wysunął rok 1392 jako możliwy do 
przyjęcia (s. 131. przyp. 46). Tomek jako starosta bydgoski jawi się w źródłach dopiero 
w 1408 roku 77. Jedynie kronika lochowskiego podaje Tomka z Węgles
na jako starostę 
bydgoskiego i zarazem fundatora klasztoru karmelitów pod rokiem 1400 8. Przekaz kronie 
karski dotyczący początków bydgoskiego klasztoru nie może budzić zbytniego zaufania wo- 
bec wykazanych nieścisłości. 
Nasuwa się również kilka spostrzeżeń dotyczących samorządu micjskiego w najwcześ- 
niejszym okresie jego istnienia. Na s. III czytamy "Występujący w 1362 r. Mikołaj Sutor 
i Mikołaj świadkujący na dokumencie dla cystersów koronowskich jako bunnistrz bydgoski 
to zapewne ta sama osoba". Autor nie podał źródła, z którego zaczerpnął te informacje. 
Ustalono, że w tej kwestii doszło do pomieszania dwóch oddzielnych dokumentów z róż. 
nych lat. 27 III 1362 roku w Byszewie Walko WaJdko wystawił dokument dla tamtejszych 
cystersów, w którym świadkami byli m.in. "Msczywagio Bydgosthensi capitaneo, Michacle 
sutor, Nicolao Smeczer, eiusdem civitatis proconsulum..." 79, Na dokumencie wystawionym 
w Bydgoszczy 25 VIII 1364 roku przez Mściwoja, podkomorzego krakowskiego i starostę 
bydgoskiego pojawił się jako świadek "Michaele civitatis eiusdem proconsule ...,,80. Należy 
być ostrożnym w identyfikowaniu Michała Sutora (szewca) z Michałem z roku 1364. Drugi
>>>
157 


z nich nie ma przydomka. Samo imię nie jest argumentem przekonywującym w tej sprawie. 
Pojawienie się dwóch burmistrzów w roku 1362 chyba nie było dziełem przypadku 
ani też pomyłką. List spisany w języku nicmieckim a skierowany do rady miasta Gdańska pod- 
pisany został "Ex parte proconsulibus de bydygescia,,81 . Pismo pozbawione jest daty ale dZi 2 - 
ki dobrze widocznemu znakowi wodnemu można je datować na 2 połowę XIV wieku 8 . 
list tcn zdaje się potwierdzać możliwość urzędowania dwóch bunnistrzów w początkowej fa- 
zie istnienia miasta. 
Pierwszymi wójtami byli wspomniani w dokumencie lokacyjnym Jan Kiesselhuth i Kon- 
rad. W omawianym wyżej dokumencie z 1364 roku jako świadek wymieniony został "Ham- 
plone advocato Bidgostiense u . W roli wójta bYdgoskiC
o pojawił się ,,Philippus". Występuje 
w niedatowanym liście rady Bydgoskiej do gdańszczan 3. Użycie w łacińskim liście niemiec- 
kiej nazwy miasta "Civitatis Bromburg" , ,jn Bromburg" jako miejsce sporządzenia pisma poz- 
wala ostrożnie określić datę jego powstania na początek XV wieku. List informuje o zaanga- 
żowaniu wójta w proces związany z kradzieżą konia. Zachował się spisany po niemiec.ku list 
nieznanego z imienia wójta bydgoskiego "Ex parte advocati de Bydygoscia" a skierowany 
do Gdańska 84 . Wójt rozpatrywał sprawę Piotra Walmensteina oskarżonego o fałszowanie to- 
waru. Tcn sam Piotr występujc w omawianym wyżej liście z filigranem. Zachowana korespon- 
dencja potwierdza przypuszczenia Kabacińskiego (s. 109-1 I l), iż pierwsi wójtowie pełnili 
funkcje sądowe. Rada miejska była również zaangażowana w sprawy sądowe, ale nie miała 
wpływu na określenie rodzaju i wysokości kar. 
Za interesujące należy uznać podanie składu osobowego bydgoskiej rady i ławy. Przy- 
jęcie roku 1466 za początek tych zestawień ma uzasadnienie w periodyzacji przyjętej w "Hi- 
storii Bydgoszczy". Tym nicmniej dla wcześniejszego okresu można doszukać się informacji 
o urzędnikach miejskich. Komplet ławy i radl miejskiej odnaleźć można w akcie wierności 
złożonym w 1425 roku Władysławowi Jagielle 5. W dokumencie tym obok burmistrza wymie- 
niono 10 nowych i starych rajców oraz 7 ławników. Natomiast w potwierdzeniu statutu ce- 
chu zdunów z roku 1445 brało udział 5 rajców i burmistrz 86 . Zwrócić należy uwagę na naj- 
starszą bydgoską księgę parafialną87. Te przekazy źródłowe, tak istotne dla przebadania sa- 
morządu miejskiego, nie w pełni wykonystano. Nie podano rzeczy tak oczywistej, jak iloś- 
ciowy skład rady i ławy. Dla pierwszej połowy XV wieku jest aż nadto widoczne, że rada 
składała się z burmistrza i 5 rajców. Natomiast w ławie zasiadało 7 osób. 
Zestawienie urzędników w "Historii Bydgoszczy" wymagało dużego W) sitku, ale jedno- 
cześnie stworzyło nowe możliwości badawcze. Zna1azło to odbicie na kartach książki, zwła- 
szcza przy omawianiu elit rządzących miastem. Zestawienia te, oparte o kronikę Łochowskie- 
go i wydane drukiem statuty i przywileje cechowe (s. 201), nie są kompletne i wymagają dal- 
szych uzupełnień. Pominięto szereg źródeł archiwalnych i drukowanych wymieniających 
unędników miejskich. Nie wszyscy przedstawiciele rady znaleźli się w spisie, mimo iż wystę- 
pują na kartach "Historii Bydgoszczy". W roku 1466 w skład rady miejskiej wchodzili Marcin 
Bryi i Jan Wlid0 88 . Radnym z roku 1480 był Jakub Moczyński (s. 261). Według wykazu 
w roku 1495 burmistrzem był Jan Groth. W liście z 10 II 1495 roku wymieniono na tym 
urzędzie Jana Boguckieg0 89 . W następnym roku jako rajcę odnajdujemy Macieja Gorum- 
skieg0 90 . W roku 1505
ako rajca występuje Michał Parkuzi (s. 112). Grzegorz Derdo burmi- 
strzował w roku 1506 . W 1520 roku godność rajcy piastował Marcin Wojnowski (s. 222). 
Oprócz niego w roku następnym w radzie zasiadał Stanisław Augustin. Na czele rady w 1521 
roku stał burmistrz Mikołaj Derd0 92 . Piotr Cięszki 93 był rajcą w roku 1551 a w następnym
>>>
158 


Tomasz Szatkowski 94 . Rok późnie
rdobny urząd pełnił Jan Kosmas 95 . W następnym roku 
bunnistrzostwo objął Piotr Lipski . W roku 1568 bunnistrlcm był Piotr Cięszki a rajcą 
Andrzej Kramarz (s. 203). 
Z samorządem miejskim nieodłącznie wiąże się ratusz. Początki ratusza bydgoskiego 
oświetla list rady miasta Bydgoszczy do Gdańska z 3 XI 1519 roku 97 . Wynika z niego, że 
zmarł właśnie architekt Jan, który budował sklepienie ratusza. Nowy architckt ma kontynuo- 
wać prace. Nie można więc okrcślić czasu wzniesienia ratusza na rok około 1515 (s. 259). 
W roku 15 I 9 był jeszcze w trakcie budowy i nie wiadomo kiedy go ostatecznie ukończono. 
Niewiele miejsca poświęcono pieczęciom miejskim (s. 209). Zenon Guldon zdał się cał- 
kowicie na ustalenia M. Gumowskiego, cenionego specjalisty w tym zakresie. Guldon kreśląc 
tych kilka słów pominął całkowicie najwcześniejsze pieczęcie miasta, a przecież Gumowski 
w swoich pracach dotknął tego problemu. Pominął również zasoby archiwalne, uznając chyba, 
iż w pełni przebadano bydgoskie pieczęcie miejskie. Tak jednak nie 
est. Obok podanych przez 
Gumowskiego trzech pieczęci z wczesnego okresu istnienia miasta 9 można dorzucić kolejną. 
Na liście bydgoskich władz miejskich skierowanym do Gdańska z 2 połowy XIV wicku znaj. 
duje się ślad po okrągłej pieczęci o średnicy 75 mm. Zachował się kawałek brązowego wosku 
przedstawiający fragment gałązki w otoku 99 . Ślad pieczęci na liście wójta bydgoskiego do 
Gdańska może wskazywać, iż również ten urzędnik w omawianym okresie posiadał okrągłą 
pieczęć o średnicy 32 mm lOO . Pominięto całkowicie pieczęci
 cechowe. Dla przykładu po- 
dać można pieczęć garncarzy bydgoskich o średnicy 30 mm z roku 1576. Pole wypełnia 
herb miasta a w bramie umieszczono dzban 101. Z powyższego omówienia pieczęci wyłania 
się postulat weryfikacji dotychczasowych ustaleń z zakresu sfragistyki miejskiej. Niezbędne 
są dalsze badania w tej dziedzinie. 
Sporo miejsca poświęcono dziejom gospodarczym miasta. Jednak, jak. już sygnalizowa- 
Iiśmy. pewne partie z tej dziedziny zost a ły pominię te. Ryszard Kabaciński opisa ł .,Handel 
Bydgoszczy w XIV i XV wieku". Wbrew temu tytułowi skupił się na wczesnych latach I po- 
łowy XV wieku. Z tych sumiennych ustaleń wynika. że Bydgoszcz utrzymywała stałe kon- 
takty z Zakonem, a zwłaszcza z Gdańskiem. Miasto nie stroniło również od współpracy 
z Krakowem i Poznaniem. Rozdział pióra Zenona Guldona "Życie gospodarcze Bydgoszczy 
w latach 1466-1772" praktycznie rozpoczyna się od połowy XVI wieku. Wcześniejszemu 
stuleciu poświęcono niewiele miejsca, zaledwie kilkanaście zdań. Potraktowano je jako wpro- 
wadzenie do rozważań nad życiem gospodarczym poczynając od połowy XVI stulecia. Tym 
samym umkn
ły gospodarcze powiązania Bydgoszczy z ziemiami już nie wrogiego państwa, 
lecz z obszarami włączonymi do państwa Jagiellonów. Powi
ania Bydgoszczy z Prusami 
zostały zauważone już w popularnonaukowej monografii miasta I 2. 
W końcu XV i na początku XVI wieku kupcy bydgoscy trudnili się nadal handlem zbo- 
Ż6l11 i spławianiem do Gdańska l03 . Handlowali tym towarem nie tylko kupcy. Obrotem zbo- 
ża zajmował się Mateusz, kowal bydgoski I 04 oraz starosta bydgoski Andrzej Kościelecki 105. 
Gdańsk bardzo liczył na dostawy zboża z Bydgoszczy i" to w dużych ilokiach. Czasami, 
z powodu nieurodzaju bydgoszczanie nie mogli sprostać oczekiwaniom gdańszczan 106. Han- 
dlowano z Gdańskiem nie tylko zbożem, dostarczano także bydło. W 1482 roku obywatel 
bydgoski Jan Orzeczała sprzedał woły Jakubowi Opphe l07 . Natomiast gdańszczanie dostar- 
czali do Bydgoszczy sukna i futra l08 . Mieli w mieście rozlcgłe kontakty. Wchodzili w spółki 
z bydgoskimi kupcami. Czasami w te uk łady wchodzili kupcy elbląscy. Takie powi 
 zania dra- 
. . ł t . k . 109 Gd . .. I . . k ł d II 
ZOl Y orunczy ow . anSZczaOle mle 1 swoJe s a y towarów w Bydgoszczy . Działali 
w mieście gdańscy mistrzowie. Przykładem może być wspomniany już budowniczy ratusza,
>>>
159 


czy też murarz Jakub. Ten ostatni chyba nie był dobrym fachowcem, gdyż mur przez niego 
postawiony rozleciał się III. Szczególne miejsce w powiązaniach między miastami zajmowa- 
ła żegluga na Wiśle. Władze miejskie jedneło i drugiego miasta czyniły starania o bezpieczną 
żeglugę i ochronę przewożonych towarów I 2. 
Zmorą trapiącą kupców obu miast były długi, i to wzajemne. W 1497 roku ówczesny 
burmistrz bydgoski Jan Grot popadł w Gdańsku w d ługi I 13. W latach 1505-1506 tenże Jan 
Grot, już jako obywatel miejski spłacał długi innemu gdańszczaninowi, Michałowi Math- 
larz l1 . Również obywatele Gdańska zaciągali długi u bydgoszczan. W"1495 roku toczył 
się spór między Szymonem Jańskim a gdańszczaninem Andrzejem Grabowo zwrot pieniędzy 
n ale żnych temu pierwszemu 115. Mieszczanin bydgoski Jan Czegal wda ł się w d ługoletni spór 
z Jakubem 0f
he o spłatę długu. Bydgoszczanin rozpoczął starania o odzyskanie pieniędzy 
w 1481 roku 6 i kontynuował je jeszcze w trzy lata później I 17. W kontaktach handlowych 
między Bydgoszczą a Gdańskiem nie obeszło się bez konfiskat towarów I 18. 
Drugie wielkie miasto Prus, Toruń, miało w tym czasie znacznie mniejsze kontakty 
z BydgoszC
 i zgoła o inn
m charakterze. Wzajemne powiązania ograniczały się do spraw 
prawnych !l , spadkowych 1..0. Czasami bydgoska rada mie
ska polecała kogoś opiece tamtej- 
szych władz. Choćby w 1485 roku rzemieślnika Hannusa l l. Toruń cały swój wysiłek kon- 
centrował na staraniach zmierzających do ograniczenia kontaktów między Bydgoszczą a Gdań- 
skiem. Chodziło głównie o żeglugę na Wiśle oraz zachowanie przez Toruń prawa sk ładu. 
Gdańsk natomiast wykorzystywał powiązania z Bydgoszczą do walki o ograniczenie toruń- 
skiego prawa składu. Bydgoszcz stała się elementem przetargowym w tej walce. Wyraźnie 
to widać na zjazdach stanów pruskich I 22. Już w 1478 roku Toruń planował wnieść pod 
obradj zjazdu stanów pruskich w Malborku sprawę dostaw piwa bydgoskiego na rynek fru- 
ski l2 . Natomiast w 1507 roku ostrzegano bydgoszczan przed dowozem piwa do Gdańska 24. 
Uczynił to Toruń za pośrednictwem Gdańska. W tym czasie były już jakieś ograniczenia 
w dostępie piwa bydgoskiego do rynku pruskiego. Na zjeździe w 1508 roku mieszczanie byd- 
goscy skarżyli się na trudności w rozprowadzaniu własnego piwa w Prusach. Twierdzili, że 
utrudnienia w tym zakresie są łamaniem przywilejów ich miasta. Zjazd miał 
)Qzyty\Vnie roz- 
patrzyć skargę bydgoszczan i znieść ograniczenia w handlu piwem bydgoskim 1 5. 
W końcu XV i na początku XVI wieku Bydgoszcz starała się utrzymać i pogłębiać kon- 
takty handlowe z Gdańskiem. Bydgoszczanie dążyli do opanowania żeglugi na Wiśle, zwłasz- 
cza w kwestii spławu zboża. Mimo trudności starano się utrzymać rynek pruski dla zbytu 
piwa bydgoskiego. Działania te prowadzi ły do tarć z Toruniem, który nie chciał utracić do- 
tychczasowej pozycji w handlu. 
"Historia Bydgoszczy", jak każda obszerna monografia, zawiera szereg nieścisłości 
i niedociągnięć. Mają one swoje różnorodne przyczyny, ale najważniejszą z nich jest po pro- 
stu stan badań nad wieloma problemami dotyczącymi dziejów miasta nad Brdą. Nic zatem 
dziwnego, że dobrze opracowane są te partie pracy, które doczekały się już szczegółowych 
rozważań i te, które były bliskie autorom z racji ich zainteresowań. Trzeba wszkaże podkre- 
ślić, iż praca ta jest pierwszą naukową monografią Bydgoszczy i, choćby z tego względu, zaj- 
muje znaczące miejsce w skromnym przecież zasobie bydgostianów. Dzięki temu oprac
- 
niu uwidoczniły się nowe problemy badawcze, co - miejmy nadzieję - pobudzi historyków 
do dalszych badań nad dziejami nadbrdziańskiego ośrodka grodowo-miejskiego. 


. 1
>>>
160 


PRZYPISY 


lHistońa Bydgoszczy. t. l. do roku 1920. red. M. Biskup. Warszawa-Poznań 1991. 
2])0 najważniejszych naszym zdaniem należą: Wojciech Kotowski, Dzieje kościoła i parafii Sw. Trójcy 
w Bydgoszczy (część pierwsza do r. 1939). Studia Gnesnensia, t. 7.1982-1983. s. 129-176; Antonina Keo- 
kowa, Warzelnia soli krakowskiej w Bydgoszczy (1579-1612), Kwartalnik Histom Kultury Materialnej, 
R. 35. 1987. nr 2. s. 235-249; Błażej Sliwiński. Pogranicze kujawsko-pomorskie w Xn-XIII wieku, War- 
szawa-Poznań 1989. Kilka szkiców (o różnej wartości) pnyniosła też Kronika Bydgoska, t. 10,1986-1988, 
Bydgoszcz 1990. 
3Rękopis ekspertyzy Androny Wienejskiej w zbiorach autorów. 
4 Mańan Biskup. "Wojna pruska". czyli walka Polski z zakonem krzyżackim z lat 1519-1521. U źr6deł 
sekularyzacji Prus Krzyżackich. część II, Olsztyn 1991. passim. 
5Histońa Pomorza. red. G. Labuda, t. 2. cz. l, Poznań 1976, s. 68-69. 
6 Por . w omawianej pracy np.: s. 84 p. 189 (zamieniony zresztą z p. 188); s. 92 p. 232; s. 176 p. 24. 
7Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy sygn. MOB/H - 1447, 1496; zob. tet Jeny Frycz. Plany i ikono- 
grafia miasta Bydgoszczy, Biuletyn Histom Sztuki, R. 18,1956. nr 4, s. 508. 
8Katalog zabytków sztuki w Polsce, t. 11, red. T. Ouunowski. M. Komecki, z. 3, Warszawa 1977, 
s. 26 i 29. 
9Jadwiga Sokołowska. Spory o barok. W poszukiwaniu modelu epoki, Warszawa 1971. s. 22. 
lOKatalog.... s. 19 i 23. 
II 
PrUB, t. l/l. nr 130. 
12Rocznik kapituły gnieźnieńskiej, wyd. B. Kurbis, W: Mon.PoIJłist., Seńes Nova, t. 7, Warszawa 
1962, s. 4. 
13 Jan Powierski, Z najdawniejszych dziejów Bydgoszczy. Wydarzenia z lat 1238-1239, Bydgostiana, 
nr 3, 1964-1966. s. 7 -17. 
14 B ..c li .. k o o 
. i:) WIRS l. Op.CIt. 
15 Ibidem, szczeg. s. 134-141. 
16 J . Powierski, op.cit., s. 8-9; B. Sliwiński, op.cit., s. 132-134. 
17 Zob. B. Śliwiński, op.cit., s. 90-115. 
18 Na reprodukowanym planie Gretha, Zenon Guldon, Ryszard Kabaciński, Szkice z dziej6w dawnej 
Bydgoszczy XVI-XVlll w., Bydgoszcz 1975, wkładka, prezbiterium kokioła N. Stanisława zamknięte 
jest półkoliście, podobnie na kopii sponądzonej w okresie międzywojennym, Archiwum Państwowe w Byd- 
goszczy (dalej cyt. AP Bydg.). Zbiór kartograficzny, sygn. 3. Jest to błędne. gdyż w oryginale prezbiterium 
jest pięcioboczne, AP Bydg., Zbiór kartograficzny, sygn. l. 
19Wiesław Posadzy, Bydgoszcz. W: Studia z histom miast polskich, Prace Instytutu Urbanistyki i Archi- 
tektury, R. 6, 1957, z. 2/17. s. 119, przyp. 21. 
20 AP - Bydg., Zbiór kartograficzny, sygn. 20. "Plan von der zur An1age einer Gassansta1t in Brom- 
berg bestimmten Panene des Hemigschen Grundstuck'.. 
21 Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy, sygn. MOB/H-1496.
>>>
161 


22lbidem. sygn. MOB/H-1446. 
23Czesław Potems1d. Odkrywanie przeszłości. Gazeta Pomorska. R. 20. 1968, nr 17. s. 5. 
24Dokumenty kujawskie i mazowieckie przeważnie z XIII wieku. wyd. B. L1anowski, Archiwum 
Komisji Historycznej, t. 4, 1888, nr 13, s. 186. 
25 Cz . Potemski, op.cit. 
26wojciech Łochowski, O1ronicon civitatis Bidgostiensis. Biblioteka Czartoryskich. rkps 1337, k. 4 
27 O kościołach targowych zob. Eugeniusz Wiśniowski. Rozwój organizacji parafialnej w Polsce do 
czasów refonnacji. W: Kościół w Polsce. pod red. J. Kłoczowskiego, t. l, Sredniowiecze, Kraków 1968. s. 
245. 


28Documenta ecclesias civitatis Bidgostiensis (Bromberg) concernentia. hrsg. E. Becker, Berlin 1918. 
S. 16.24. 
29 Acta camerae apostolicae. vot. l. 1207-1344. ed. J. Ptaśnik. Monumenta Poloniae Vaticana, t. l. 
Kraków 1913. 
3°Przegląd badań nad początkami organizacji parafialnej w Polsce dał E. Wiśniowski. op.cit.. S. 239 


i nn. 


3l Zob . Bolesław Kumor, Początki organizacji parafialnej na ziemiach polskich, Roczniki Teologicz- 
no-Kanoniczne, t. 5,1658. z. 4, s. 110. 
32Franciszek Dachtera. Historia param bydgoskiej do roku 1772. Wojewódzka i Miejska Biblioteka 
Publiczna w Bydgoszc
y tdJl
j cyt. WMBPB). Zbiory specjalne. rkps 552. S. 21. 
33Zenon Guldon, Jan Powierski. Podziały administracyjne Kujaw i ziemi dobrzyńskiej w XIII- 
-XIV wieku. Warszawa-Poznań 1974, S. 69. podaj., że parafia bydgoska ukształtowała się najpóźniej 
w XIV wieku. 
34Stanisław Litak. Struktura terytorialna Kościoła łacińskiego w Polsce w 1772 roku. Lublin 1980, 


s.72 


35 
Documenta.... S. 5. 
36Statuta synodalia diocesis wladislaviensis et pom
ranie. ed. Z. Otodyński. Warszawa 1890. s. XX. 
XXII-XXIII. 
37 Z . Guldon, J. Powierski, op.cit:, S. 75. 
38 Lites ac res gestaes inter Polonos Ordinemq,ue Cruciferorum. t. l. Poznań 189, S. 95 -96. 
39 Maria Bogucka, Henryk Samsonowicz, Dzieje miast i mieszaństwa w Polsce przedrozbiorowej. 
Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1986. S. 87. 
40lbidem. S. 61-62. 
41 Zob . Tadeusz Lalik. Stare Miasto w qczycy. Przemiany w okresie poprzedzającym lokację - 
schyłek XII i początek XOI wieku, Kwartalnik Historii Kultury Materialnej. R. 4. 1956. nr 4, S. 633-648. 
szczeg. s. 639; Tomasz Jasiński. Pierwsze lokacje miast nad Wisłą. 750 lat Torunia i Otełmna. Toruń 1980, 
s. 45 -46. 
42 Janusz Bieniak, Odzyskanie zachodnich Kujaw przez Kazimierza Wielkiego w 1337 r.. Zapiski Hi- 
storyczne, t. 39, 1974. z. 2. S. 69-95; tenie. Fragment 1333-1341 w twórczości dziejopisarskiej Janka 
z Czamkowa. cz. l. tamże, t. 48. 1983, Z. 4, S. 9.
>>>
162 


43Jadwiga Karwasińska. Sąsiedztwo kujawsko-krzyżackie 1235-1343. Rozprawy Historyczne Towa- 
rzystwa Naukowego w Warszawie. t. 7. z. l, Warszawa 1927. s. 187. 
44
bksymilian Grzegorz. Struktura aJministracyjna i własnościowa Pomorza Gdańskiego pod rządami 
Zakonu Krzyżackiego w latach 1309-1454. Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu. R. 82, 1987. z. 2 
s. 173-175. 
45 PrUB . t. 4, nr 423; M. Grzegorz. Struktura.... s. 56; tenże. Osady Pomorza Gdańskiego w latach 
1309-1454. Warszawa-Łódź 1990. s. 6. 
46 AP Bydg.. Koronowo kI. A.76. 
47 
M. Grzegorz. Struktura.... s. 55. 172. 
48
larian Gumowski. Mennica bydgoska. Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu. R. 58, 
z. 2. s. 6 wspomina. powołując się na pracę ks. Polkowskiego. o znalezieniu w 1867 r. w Bydgoszczy monety 
denarowej z herbem miasta i napisem. z którego ocalały tylko dwie litery. Jednak wobec zaginięcia obiektu. 
który nie był znany już Gurnowskiemu. nie może to stanowić dowodu na działalność mennicy w okresie 
kazimierzowskim. 
49Słownik łaciny średniowiecznej \'Ii Polsce. red. M. Plezia. t. 3. s. 395-396. Problem to nie nowy. 
Już Z. 
Ialewski, Topogratia dawnej Bydgoszczy. Przegląd Bydgoski. R. l, 1933. z. 2. s. 17 polemizował 
z E. Schmidtem w tej kwestii. 
50Kronika bernardynów bydgoskich. \\-yd. K. Kantak. Roczniki Poznańskiego Towarzystwa Przyja- 
ciół Nauk, t. 33. 1906. s. 35: "Civitas ipsa est inter profundissimas sylvas coUocata. quae ad hoc usque tem- 
pus circum1ua'1ue non nisi sylvas duorum ad minus. trium antem q,uatuor et amplius mi1iarum feńs rcple- 
tissimas habet". 
S l CDPo l... t. 2/2. nr 537 (25 I 1390): ..civitatem et castrum Bromberg"; AP Bydg.. Karmelici kI. A. 
2: "extra muros opidi Bromburg" (5 I 1401); Archiwum Państwowe w Gdańsku (dalej cyt. AP Gd.). 300 
D/7,5 (bez daty. list Rady m. Bydgoszczy do Gdańska): "Consules Civitatis Brombwg". 
5 2 M . Gumowski. Najstarsze pieczęcie miast polskich XIII i XIV wieku. Roczniki Towarzystwa Nauko- 
wego w Toruniu. R. 62.1957. z. 2. nr 34,3.46. 
53 KDWP . t. 2,nr 1121. "Prabwch". 
54.. Burg an der Brahe". Eńch Schmidt. Die Tt1pferinnung zu Bromberg. Bromberg 1891. s. 5. 
55 W . Łochowski. op.cit.. k. 127. 
56Geschichte und Beschreibung der kirchlichen Bauten Brombergs. rok 1859. W: Documenta..., s. 
199-200; Ignacy Polkowski. Bydgoszcz. kilka historycznych wspomnień o zamku i mieście, Poznań 1871. 
s. 67; Julius Kohte. Kunstdenkma1er der Provinz Pozen, Berlin 1897, s. 3-5; Eduard Becker. Opis history- 
czny kościołów w Bydgoszczy. WYBPB. Zbiory specjalne. rkps 459, s. 7; Zygmunt Ma1ewski, op.cit. s.20; 
Jan Kozanecki. Zabytki architektury Starego Miasta. W: Bydgoszcz. historia kultura. tycie gospodarcze, 
Gdynia 1959, s. 41-42 uznaje. te istniał już przed lokacją miasta. natomiast na s. 48 podaje. że został 
wzniesiony w 1399 roku; Z. Guldon. J. Po\\ierski. op.cit.. s. 26. 
57 SLP. nr 54. s. 5 l; ł. Polkowski. op.cit.. s. 66; Dzieje Bydgoszczy. Calendarium. pod red. Z. Guldo- 
na. Bydgoszcz 1968. s. 31. 
58 E . Becker. op.cit., s. 7; Stanisław Kozierowski. Szematyzm historyczny ustrojów parafialnych dzi. 
siejszej archidiecezji gnieźnieńskiej. Poznań 1934, s. 21; J. Kozanecki. op.cit.. s. 48.
>>>
163 


59 F . Dachtcra. op.cit., s. 48. 
6°Documenta.... s. 8-11; F. Dachtera. op.cit.. s. 61. 
61 Z . 
Ialewski. Prawo patronatu m. Bydgoszczy nad kościołem Farnym. Bydgoszcz 1931, WMBPB. 
Zbiory specjalne. rkps 215. s. 1-3. 
62 Akta radzieckie poznańskie. t. l. 1434-1470. wyd. K. Kaczmarczyk. Poznań. nr 864. W .,Historii 
Bydgoszczy". s. 104. przyp. 34 podano mylny numer 854. 
63 CDPo l.. t. 2/2. nr 560. s. 822. 
64 
Documen ta.... s. 8. 
65 AP Bydg.. Akta miasta Bydgoszczy. sygn. 1. Księga przywilejów m. Bydgoszczy, k. 15. 
66Calendarium. s. 35. 
67 
Documenta.... 5. 18. 
68 
Katalog.... s. 6. 
69Geschichte und Beschreibung.... s. 205; E. Becker, op.cit.. s. 18; S. Kozierowski. op.cit.. s. 22; 
Elżbieta Alabrudzińska. Z dziejów karmelitów bydgoskich. Kronika Bydgoska. t. 10. 1986-1988. s. 169. 
7°Kronika Bernardynów.... s. 16. wstęp K. Kantaka; F. Dachtera, op.cit.. s. 159. 
71 B . Kumot. Bonifacy IX. Pietro Tomacelli. Encyklopedia Katolicka. t. 2, Lublin 1976. s. 798. 
72Calendarium. s.- 29. podaje rok 1401 z błędną datą dzienną 1 maja; Z. Guldon. R. Kabaciński, 
op.cit.. s. 133. data 1401. 
73 W . Łochowski. op.cit.. k. 132. "Datum Roma Apud S. Pctrum. Anno 1404". 
74Historia Bydgoszczy. s. 103. przyp. 27. podano ..Bramberg". Podobnie W. Łochowski. op.cit.. 
k. 131. 
75 M . Gumowski. Najstarsze pieczęcie.... s. 45-46. 
76 Archiwum Państowwe w Toruniu (dalej cyt. AP Tor.). listy bez daty. Katalog I. 1176. 728. 729. 
730. Zob. Regesta historico-diplomatica Ordinis S. 
fariae Theutonicorum 1198 -15 25. Pars l. Gottingen 
1948.nrI569.17
2. 1748. 1784.1898.2265.2327.2707inn. 
77 CDPo l.. t. 2/2. nr 560; zob. Antoni Gąsiorowski. Vrzędnicy wielkopolscy 1385-1500. Spisy. 
Poznań 1968. s. 88. 
78 W . Łochowski. op.cit.. k. 128. 
79 
KDWP. t. 3. nr 147. 
80 
AP Bydg.. Koronowo kI. A. 100. 
81 AP Gd.. 300 D/7. 2. 
82Franciszek Pickosiński. Sredniowieczne znaki wodne. Kraków 1893. nr 758-761. 763-764. 
83 AP Cd.. 300 D/7. 5. 
84lbidem, 3. 
85 
SLP, nr 5 l. s. 50. 
86Statuty i przywileje cechów bydgoskich z lat 1434-1770, wyd. T. Esman i Z. Guldon. Bydgoszcz 
1963. nr 2. s. 4.
>>>
164 


87 KarniJ Kantak, Nieznana księga parafialna bydgoska. Przegląd Bydgoski. R. 4 , 1936, z. 1-2, s. 
66 i nn. 
88 
Documenta"" s. 6 , 16 11466. 
89 
AP Gd.. 300 D/7, 126. 
90lbidem. 130, l VI 1496. 
91lbidem, 167, lO 11506. 
9 2Documen ta.... s. 8, 25 II 1521. 
93APTor.. Katalogll,XI-l.k.l0.6Xn 1551. 
94lbidem. k. 11,8 11552. 
95lbidem, k. 25, 14 XI 1553. 
96 K . Kantak, op.cit.. s. 68. 
97 AP Gd.. 300 D/7. 210. 
98 y . Gumowski. Najstarsze pieczęcie.... s. 45 -46. 
99 
AP Gd., 300 D/7. 2. 
100lbidem, 3. 
101 
AP Tor., Katalog fil, 4631. 
102Ryszard Kabaciński. Wojciech Kotowski. Jerzy Wojciak. Bydgoszcz. Zarys dziejów. Bydgoszcz 
1980. s. 43-44.50. 
103 AP Gd., 300 D/7 1 71; Akta Stanów Prus Królewskich (dalej cyt. ASPK). t. 2 , 1489-1492, wyd. 
K. Górski. M. Biskup, Toruń 1957. s. 440. 
104 . 
AP Gd.. 300 D/7. 131. 
105lbidem. 167. 
106lbidem. 152. 
107Ibidem.82. 
108 ASPK . t. J. cz. l. 149:!-1-ł97. wyd. K. Górski. M. Biskup. Toruń 1961. s. 241. 
109lbidem, t. 2. s. 10. t. 3. cz. l, s. 241. 
110 
AP Gd., 300 D/7. 124. 
11 l Ibidem. l 79. 
112Ibidem. 129, 164. 
113lbidem, 134. 
114Ibidem. 165. 167. 168. 
I 15 Ibidem, 126. 
116lbidem. 79. 
117lbidem. 93. 
l I 8 Ibidem, 94, 177.
>>>
165 


119 AP Tor., Katalog I, 2509. 
120lbidem, 2508. 
121lbidem, 2500. 
122 ASPK, t. 2. s. ll, 59-63. 128. t. 4, cz. l, 1501-1504, wyd. M. Biskup. K. Górski, Toruń 1966. 
s. 104-105. 
123 
AP Tor., Katalog I, 2156. 
124 ASPK , t. 5, cz. 1.1506-1508, wyd. M. Biskup, Warszawa-Poznań 1973. s. 1I3. 
125Ibidem. s. 268.
>>>
FRANCISZEK GROTT 


PIERWSZY PODRĘCZNIK W SZKOŁACH 
BYDGOSKICH W LATACH 1945-1946 


Po podjęciu nauki w bydgoskich szkołach (inauguracja odbyła się 12 lutcgo 1945 r.) 
okazało się, że akcja zbiórki przedwojennych podręczników nie powiod la się. Uzyskano jc- 
dynie pojcdyncze 
gz
mplarze. W picrwszych dniach posługiwano się "WiaJomościami Byd- 
goskimi" i książeczkami do nabożeństwa. 
Inicjatywa wydawania pisma dla młodzieży szkolnej, które częściowo 
hoćby miało za- 
stąpić podręcznik do języka polskicgo i innych przedmiotów, została wysunięta na konfcrencji 
kierowników szkół w Inspcktoracie Szkolnym (Cieszkowskiego 4). Przcwodniczył jcj dc Jan 
Piechocki. Realizacji tego niczwykłego zadania podjął się Zarząd Oddziału Związku 
1auczy- 
ciclstwa Polskiego. Powołał on komitct redakcyjny, rekrutujący się spośród miejscowych nau- 
czycieli. Tak zrodziły się "Iskierki Bydgoskie". Pierwszy, ośmiostronicowy numer tego miesię. 
cznika w nakładzie 1"5.300 egzemplarzy, w kolorze niebieskim, ukazał się już 
5 lutego. Dal- 
sze jedenaśde, w podobnym nakładzie. miały 16 stron. Szatę graficzną opracowywał Zygfryd 
Wesołek, który wykonywał ilustracje. decydował o kolorze periodyku (czcionek i elementów 
graficznych). Każdy numer był innej barwy. Przeważały kolory: zielony, fioletowy, rdzawy, 
ciemnoniebkski. Wydanie jubileuszowe, w kwietniu 1946 C., pojawiło się w czerwonawym. 
"Iskierki Bydgoskie" redagowano z myślą o dzieciach z klas od II-VII, toteż czcionki 
były zróżnicowane: mniejsze dla starszych, większe dla młodszych czytelników. Niektóre ma- 
teriały wykorzystywano również w szkołach średnich l. Ukazało się 12 numerów tego pisma, 
ostatni w maju 1946 roku (na maj - czerwiec). W roku 1945 wyszło ich 5, a w roku szkolnym 
1945/46 - 7. (W trzech przypadkach nie uda ło się zachować miesięcznego cyklu wydawnicze- 
go). Numery 1-4 wykonywano w Drukarni Wojskowej, pozostałe w Zak ładach Graficzny
h 
Państwowych Zakładów Wydawnictw Szkolnych w Bydgoszczy przy ul. Jagiellońskiej l. 
Do listopada 1945 r. .,1skierki" urozmaicano rebusami, łamigłówkami. zagadkami i żarcikami. 
Od numeru 7 wszystkie strony były wypełnione wyłącznie czytankami i wierszami. Szkoły 
domagały się bowiem jak najwięcej materiałów pomagających w realizacji założeń programo- 
wych. Komitet redakcyjny dostosowywał je zgodnie z wytycznymi zawartymi w Instrukcji 

łinjsterstwa Oświaty. Przykładem realizacji hasła: ,,Poezja i wspólnota pracy, jej bohatero- 
wie", są czytanki: ,,
lała przodowniczka", "Bohaterowie pracy", "W kopalni węgla". .,Ojciec 
Gustlika" , "Pieśń pracy", wiersz: "Do górników". 
Hasło: "Organizowanie pomocy na każdym terenie życia społecznego" znalazło odbi- 
cie w takich pracach, jak: "Postanowienie Józka", ,Jacek gazeciarz", "Grześ społecznik", 
..Biblioteka III klasy". 
Hasłu: "Obyczaje ludu polskiego, jego pogląd na świat, a zwłaszcza walka z krzywdą 
społeczną" odpowiadają czytanki: ,,Pisanki", "Śmigusowe witki", "Przygotowania wigilijne", 
"Wojtusiowa choinka", widowisko jase łkowe w l odsłonie pisane wierszem: "W noc Bożego
>>>
168 


Narodzenia", "Syn Ziemi Kujawskiej" (o J. Kasprowiczu). 
Podobne naświetlenie otrzymały dalsze hasła.jak: 
- ..Zmagania Polaków i innych narodów słowiańskich z naporem germańskim", 
- ..Bohaterstwo ludów słowiańskich", 
_ ,,Konieczność współpracy, współdziałania jednostek w zakresie życia codziennego", 
- ..Odbudowa państwa na nowych podstawach", 
- "Poszanowanie godności ludzkiej i twórczego wysiłku człowieka". # 
W "Iskierkach Bydgoskich" występowała też tematyka historyczna. Swiadczą o tym na- 
stępujące czytanki: "Upadek Arkony". "Z dziejów Dolnego Śląska", "O starym zamku bydgo- 
skim", "Władysław Jagiełło w Bydgoszczy,", "Bój pod Nakłem", "U stóp Światowida". 
"Westerplatte" . 
Opracowywano czytanki o charakterze przyrodniczym i geograficznym. Są nimi np.: 
"Dzień marcowy", "Zwiastun wiosny", "U1ewa wiosenna", .,Nadchodzą żniwa", ..Na grzyby", 
"Nagroda hodowcy", "Podróż do Kartuz", "Osobliwość miasta Lubawy", "Na Hali Gąsieni- 
cowej" . 
"Każdy numer "Iskierek Bydgoskich" był poświęcony w zasadzie innemu regionowi 
Polski. I tak np. nr 2 - Pomorzu, Kaszubom i Gdyni, nr 3 - Bydgoszczy i tzw. "krwawej 
niedzieli", nr 4 - \Vannii. Mazurom i Ziemi Malborskiej, wreszcie 5 - prastarej Ziemi Śląs- 
kiej,,2. 
Na łamach miesięcznika pojawiała się współczesna tematyka bydgoska. Wyrazem tego 
są opowiadania: .)ego sztandar" (o przeżyciach szwederowskiego dziecka w dniu inauguracji 
roku szkolnego po ustaniu okupacji hitlerowskiej), "Postanowienie Józka" (o pacyfikacji 
Szwederowa), "Na posterunku" (o tragicznym losie bydgoskich harcerzy), uW krwawą niedzie. 
lę" (o dywersji niemieckiej), "W smutną rocznicę" (o martyrologii nauczycieli), "Legenda 
męczeńskiej Bydgoszczy" (O odbitej dłoni na ścianie Muzeum), "Na 600-lecie Bydgosz- 
czy". .,Serce Bydgoszczy" (o farze), ,.Na drodze wolności" (o konspiracyjnej walce z hitlerow. 
skim okupantem). wiersze: ,,Pieśń o Bydgoszczy", "Bydgoszcz wolna". Zawarto też materiały 
o charakterze popularno-naukowym. llustrują to prace: "Umowa bydgoska". "Pierwszy uniwer- 
sytet na Pomorzu", "Ludwik Pasteur", "Karol libelt". ..W Danii - w społeczeństwie chłop. 
skim". 
Obok czytanek publikowano wiersze autorstwa bydgoskich nauczycieli, adresowane do 
dzieci starszych i młodszych: Franciszka Łukasika, Elżbiety Lipińskiej oraz autora tego arty. 
kułu. W "Odrodzeniu" nr 34 z dn. 25 sierpnia 1946 r. Krystyna Kuliczkowska, oceniająca 
czasopisma dla dzieci i młodzieży. napisała m.in.: "Wiersze Franciszka Grotta, choć zdradzają 
zbyt mało prost01' zasługują na uwagę ze względu na staranny dobór rymów i świadomą 
troskę o fonnę..." . 
Autorami czytanek byli członkowie Komitetu Redakcyjnego: Joanna Markowska. 
Ludwik Bandura, Władysław Dunarowski, Franciszek Grott, Franciszek Łukasik oraz Helena 
Jeszkowa i Marta Sobecka. Współpracowali: Jan Ewiak, Florian Frankowski, Józef Koło- 
dziejczyk, leon Kowalski. Henry
 Stachowi ak oraz Elżbieta Lipiftska. Łącznie wydrukowano 
31 wicrszy, l utwór sceniczny i 135 czytanek napisanych przez bydgoskich twórców - nauczy. 
cieli. 
Treść pisma wzbogacano przedrukami poezji Marii Konopnickiej, "Ody do młodości". 
fragmentu "Grażyny" Adama Mickiewicza. fragmentu "Starej baśni" 11. Kraszewskiego, poje. 
dynczych wierszy Stanisława Jachowicza, Władysława Be łzy, Kazimierza Tetmajera, E
Y 
Szelburg-Zarembiny, Józefa Prutkowskiego i Maryli Czcrkawskiej. .
>>>
169 


Rozprowadzaniem .,1skierck Bydgoskich" zajmowała się nauczycielska 
półdzielnia 
Księgarsko-Papiernicza "Nauka" (ul. Gdańska 5.). Zaopatrywała w nie szkoły w naszym mie- 
ście, w powiecie, wysyłała do Gdańska. Olsztyna i Szczecin.. Pismo by ło niecicrpliwie oczeki- 
wane prLcz nauczycieli, którzy otrzymywali cenną pomoc nau\ową, oraz przcz młodzież 
szkolną. , 
Notatki o poszczcgólnych numerach "Iskierek Bydgoskich" ukazywały się regularnie, 
zwłaszcza w ,,Ziemi Pomorskiej". Szersze wypowiedzi zamieściły: "Odrodzenie", ,,Arkona" , 
oraz ,,Kalendarz Bydgoski" 1968 4 . 
Wspomniana już Krystyna KuJiczkowska w swoim artykule stwierdziła, że .,1skierki Byd- 
goskie" zasługują na uW3g
 jako pismo o charakterze regionalnym..... jest niewątpliwie poży- 
teczne ze względu na rzetclne i gruntowne opracowanie mateóału (zdrowy dydaktyzm, oparty 
o przesłanki społeczne... Siły autorskie o nieznanych nazwiskach wnoszą świeży zapał w swą 
pracę. 
" Alfred Kow31kowski w .,Arkonic" nr 8 - czervł"iec 1946 r. zauważył. że ..pisemko zawiera 
niejednokrotnie bardzo dobrze opracowane czytanki dla dlieci a jego wadą jest pewnego ro- 
dzaju zagęszczenie treści przez autorów pragnących zgodnie z programem nauczania w szczup- 
łych ramach miesięcznika pomieścić największą ilość praktycznych wiadomości ...,,1skierki 
Bydgoskie" stanowią nader pożyteczną lekturę dla młodzieży..5. 
Należy jeszcze dodać, że 15 września 1946 reku Komitet Obchodu 6OO-lecia Miasta 
Bydgoszczy nadał Redakcji .,Iskierek Bydgoskich" dyplom i srebrny medal. Komplet tego 
mi
sięclnika (12 numerów) jest eksponowany w 
fuzeUI. Oświaty Ziemi Bydgoskiej. Dzięki 
napływowi. darów do tej kulturano-oświarowcj placówki można by ło w latach osiemdziesiątych 
przesłać brakuj=łce numery ,,Iskierek" do WojewooLkiej i 
Iiejskiej Biblioteki Publicznej w Byd- 
gosLCZY oraz Biblioteki Uniwersyteckiej w Toruniu 6 . 


PRZYPISY 


ł Relacja Janiny Bucholz o ins
nizaqi m.in. wiersza .,Pidń o Bydgoszczy". 
2 dr \ticczydaw Skowroński. ..Pionierzy 
zkolnictwa na Pomorzu i Kujawach w latach 1945-1950". s. 


159. 


3..Odrodzcnic" nr Jol, rok III z 2S ;)krpnia 1946 r. Krystyna Kuliczkowska, ..Budujemy mosty dla 
pana staro
ty czyli o \.':zasopismJ
h d!a dzieci i młodz
ży". 
4.,Zicmia Pom\
rska'" nr 14. 45, 149 - rok 1945. nr 12. 112 - rok 1946; ..Trybuna Pomorska", 
nr 88 z 6 10 1945; ..Ilustrowany Kurier Pohoki" nr 166 z 17 06 195 l; Jan Piechocki. ..Nie tylko pedagodzy"; 
"Kalendarz Bydgoski" 1968 ..hki
rki Bydgoskie" pierwszym pismem dla dzieci w odrodzonej Polsce", 
s.111-112. 
S "Arkona" nr 8 - czerwicc 1946 - K. (Kowalkowski). "Literatwa na Pomorzu". s. 16. 
6..Bibliografia czasopism pomorskich". s. 46.
>>>

>>>
ANłlA PERLIŃSKA 


NSDAP - ZARZĄD POWIATOWY 
W BYDGOSZCZY W ŚWIETLE 
ZACHOWANYCH 
MATERIAŁÓW AKTOWYCH 


Dnia 5 stycznia 1919 r. w Monachium, z poł ączenia Komitetu Niezależnych Robotnków 
i Politycznego Koła Robotniczego powstała Niemiecka Partia Robotnicza (Deutsche Arbeiter- 
parte i). Twórcami jej byli ślusarz Antoni Drexler i dziennikarz Karl Harrer 1 . Adolf Hitler w pi- 
wiarni Hofbrauhaus 24 lutego 1920 r. prokJamując nową nazwę dla partii "Narodowosocjalis- 
tyczna Niemiecka Partia Robotnicza" (Nationalsozialistiche Deutsche Arbeiterpartei - NSDAP) 
ogłosił jej program tzw. "tezy monachijskie,,2. Partia przybrała charakter stronnictwa polity- 
cznego, a od 1923 r. organizacji paramilitarnej dzięki powołaniu, po tzw. nieudanym puczu 
monachijskim. oddziałów szturmowych SA (SturmabteiIungen)3. 
Okres kryzysu gospodarczego spowodował gwałtowny rozwój szeregów SA i NSDAP. 
Rośnie niebywale znaczenie SA, jak i całej NSDAP. Dnia 26 kwietnia 1933 r. powołano do 
życia Tajną Policję Państwową (Geheime Staatspolizei). W połowie 1933 r. rozwiązano wszys- 
tkie inne partie polityczne. Dnia 14 lipca 1933 r. A. Hitler wydał ustawę, która stwierdzała, 
że jedyną partią polityczną jest NSDAP oraz zakazywała tworLenia nowych partii 4 . Ustawa 
z I grudnia 1933 r. w sprawie zapewnienia jedności partii i państwa. głosiła, że NSDAP ,jest 
nosicielką niemieckiej myśli państwowej i jest nierozerwalnie z państwem związana,,5. Ustawa 
ta gwarantowała jedność partii i państwa tzw. Gieischschaltung (Ujednolicenie): (Ein Volk. ein 
Reich, ein Fuhrer - Jeden naród. jedna Rzesza. Jeden wódz)6. 
Zamordowanie 30 cz.erwca 1934 r. przywódcy SA Ernsta Rohma i powołanie partyjnych 
drużyn ochronnych SS (Schutztaffeln), przejęcie władzy przez A. Hitlera po śmierci Pallia Hin. 
dcnburga (2 sierpnia 1934 r.), stworzyło dyktaturę partii hitlerowskiej w Rzeszy. SS stało się 
partyjną organizacją bojową, której liczebność jak i pozycja w państwie hitlerowskim stale 
rosła. SS opanowała policję, gdyż "wszyscy wy-żsi funkcjonariusze policji stali się oficerami 
SS,,7 i podporządkowała sobie armię regularną8. SS tworzyła w Rzeszy elitę kierowniczą. 
Do NSDAP mógł się zapisać każdy Niemiec, natomiast do SS tylko osobnik rasy nordyckiej. 
SS-mann musiał udokumentować, że w jego rodzinie do 1750 r. nie było Żydów, a na zawar- 
cie związku małżeńskiego musiał uzyskać zgodę Głównego Urzędu Rasy i Osadnictwa SS 
(SS - Rasse und Sicdlungshauptamt). Sami SS-mani uważali się za zakon w którym obowiązy- 
wała bczwzgJędna wierność i posłuszeństwo Hitlerowi" Meine Ehre heisst Treli" (Mój honor 
znaczy wiemość)9. 
Struktura organizacyjna NSDAP opierała się na zasadzie wodzostwa. Na czele stał Hi- 
tler. Zastępcą był Rudolf Hess, a po jego ucieczce do AngJii zlikwidowano urząd zastępcy 
(lO maja 1941 r.), którego miejsce zajęła Kancelaria Partii z Martinem Bormannem na czele. 
W tej hierarchii niższy szczebel stanowiło Kierownictwo Narodowosocjalistycznej Niemiec- 
kiej Partii Pracy (Reichsleitung der NSDAP). Kierownictwu Rzeszy podporządkowane by ły 
okręgi (Gau) z Gauleiterem na czele. We wrześniu 1939 r. utworzono Okręg NSDAP Reichs- 
gau Danzig - Westprcussen, którego Geuleiter Albcrt Forster został ró\\'nocześnie mianowany
>>>
172 


namiestnikiem (Reichsstatthalter). Unie personalne często się zdarzały a zwłaszcLa w sferze 
władzy. 
Nad całością prac NSDAP w okręgu cluwało tzw. kierownictwo Okręgowe (Gauleitung 
der NSDAP). W Okręgowym Kierownictwie Administracyjnym (Gaugeschaftsfohrung der 
NSDAP) działały następujące urzędy: Okręgowy Urząd Personalny (Gaupersonalamt),Ok"rę- 
gowy Urząd Skarbowy (Gauschatzamt). Okręgowy Urząd Propagandy. Okręgowy Urląd Szko- 
leniowy, Okręgowy Urząd Organizacyjny. Okręgowy Urząd Prasy (Gaupresseamt). Sąd Okręgo- 
wy (Gaugerich) oraz urzędy afiliowane do partii hitlerowskiej (angeschlossene Verb;tndc) takie 
jak: Arbeitsfront (Front Pracy). Gauamt fUr VoJkswahlfahrt (Urząd Opieki Społecznej), Natio- 
nalistische Frauenverein (Gaumat) oraz Okręgowe Urzędy: fur Volksgesundheit (Zdrowia), fur 
Technik (Techniki), fur Kriegsopfer (Otlar Wojny), fur Rasscnpolitik (Rasowy), fur Kommunal. 
politik (Polityki Komunalnej), Agrarpolitik (Polityki Rolnej). Obok urzędów afiliO\vany..:h 
w NSDAP działały jeszcze formacje partyjne, które łącznie z NSDAP i związkami przyłączo- 
nymi tworzyły tzw. ruch narodowo-socjalistyczny (nationalsozialistische Bewegung)10. 
Okręgowi NSDAP Gdańsk - Prusy Zachodnie podporządkowane by ły Kierownictwa 
Powiatowe - (Kreisleitung). Mieściły się one w następujących miejscowościach: Brodnica. 
Bydgoszcz, Chełmno, Chojnice, Elbląg, Gdańsk. Gdańsk-Wrzeszcz, Gdańsk-Wieś. Gdynia, 
Kartuzy, Kościerzyna, Kwidzyn. Lipno. 
Ialbork. Nowe Miasto, Rypin. Sępólno, Starogard, 
Świecie. Susz, Sztum. Toruń, Tuchola, Wąbrzeżno, Wyrlysk, Tczew - łącznie 28 jednostek. 
Na czele kierownictw powiatowych stali tzw. kierownicy powiatowi (Kreisleitcr). W Bydgo- 
szczy od 7 września 1939 r. był kierownikiem powiatowym Werner Kampe, po nim Artur 
Diethelm. Od połowy 1941 r. Leonard Rampf. W. Kampe był jednocześnie kierownikiem 
powiatowym NSDAP i nadbunnistrzem miasta Bydgoszczy. Istniała więc na szczeblu powia- 
towym unia personalna. W 1941 r. A. Forster unię tę zlikwi(łował. 
Niższym szczeblem od kierownictwa powiatowego. w strukturze organizacyjnej partii 
hitlerowskiej była tzw. grupa miejscowa (Ortsgruppe), którą kierował miejscowy kierownik 
(Ortsgruppenleiter) podległy bezpośrednio kierownikowi powiatowemu i na jego wniosek 
przez G.mleitera mianowany. 
Niższą jednostką organizacyjną od gmpy miejscowej była komórka partyjna tzw. (Zelle) 
z kierownikiem na czele (Zellenleiter der NSDAP). Najniższą jednostką organizacyjną by ł 
blo\ iBlock der NSDAP) w s
ład k
órego wc
?dziły gospodarstwa. domowe (Haushaltu
- 
gen) . Na czele bloku stał klerowmk (Blocklelter der NSDAP), mianowany przez Krels- 
leitera. 
Zarząd Powiatowy NSDAP Bydgoszcz, obejmował następujące jednostki organizacyj- 


ne:
>>>
173 


Tabela l 


Stan organizacyjny NSDAP w Bydgoszczy i powiecie 


Dane z: Grupa miejscowa Komórki organ i za- Bloki (Blocken) 
Ortsgruppen cyjne (Zellen ) 
I kw. 1942 21 186 749 
II kw. 1942 21 186 747 
III kw. 1942 21 187 749 
- 
I kw. 1943 21 189 773 
II kw. 1943 21 188 758 
III kw. 1943 ? ? ? 
IV kw. 1943 21 188 756 


J ak. wynika z powyższego zestawienia ilość grup miejscowych NSDAP Zarząd Powiatowy 
Bydgoszcz była stała dla całego okresu 1940-1944. Natomiast ilość komórek organizacyj- 
nych (Zellen) i bloków (Blocken) zależna była od ilości członków, ulegała częstym wahaniom. 
\\' obrębie Zarządu Powiatowego Bydgoszcz z 21 grup partyjnych 9 działało na terenie 
miasta, pozostałe w powiecie bydgoskim. Były to następujące grupy partyjne: 
I. Miejscowa Grupa Partyjna - Bydgoszcz (Hindenburgplatz) 
2. " .,,, " Śródmieście (Innenstad t) 
3. " "" " Plac Wolności (Weltzienplatz) 
4. ., "" " Bismarckplatz 
5. " "n " (Aussen stad t) 
6. ., "" ., Stare Miasto (Altstadt) 
7. ,. "" " Szwederowo (Schwedenhohe) 
8. .. "" " (Schleusenau) 
9. " "" ,. Czyżkówko (J
gerhoł) 
10. " " n Dobrcz (Dauben) 
II. " ,. n Fordon 
12. " " n Koronowo (Crone) 
13. ,. n n Łochowo (Lochau) 
14. ,. ,. .. ł-ęsko Wielkie (Lenzhagen) 
15. ,. " " Mąkowarsko (Mtlnkower) 
16. ,. ,. n Nowawieś Wielka (Grossneudorł) 
17. ,. " n Sicienko (Wilhelmsort) 
18. " ., " Ślesin (Schl(jssen) 
19. ,. n n Solec (Schulitz) 
20. n n " Wtelno (Witteiskirch) 
21. " ,. " Żołędowo (Falkenburg).
>>>
174 


Kierownictwo i obsada personalna micjscowych grup partyjnych ulegały częstym zmia- 
nom. Nie zachowały się pełne materiały pozwalające odtworzyć. Np. na dzicń 31 grudnia 
1943 r. imiennie kierownictwo grup partyjnych 
SDAP - Zarząd Powiatowy w Bydgoszczy 
przedstawiało się następująco: 


Tabela 2 


Obsada personalna kierownictw grup partyjnych NSDAP w Bydgoszczy 


Imię i nazwisko Ilojć 
Nazwa grupy 
kierownika cel bloków 
l. Bydgoszcz Altstadt Wilhelm Hcrmann 9 53 
2. " Aussenstadt Fritz Zeller 14 46 
3. ., Bismarckpla tz Albert Mohnwitz 10 43 
4. " Hindenburgplatz Erich Luck 8 64 
5. " Innenstadt Bruno Paschke 10 55 
6. " Jagerhof Paul Hess 7 32 
7. " Schleusenau Friedrich Witzke 10 60 
8. .. Schwedenhohe Karl Schipper 16 60 
9. ,. Weltzienplatz dr Riemer 9 52 
10. Fordon Meier 9 30 
II. Koronowo Albert EngeUland 13 51 
ł 2. Solec Kujawski August Friedrich 6 20 
13. Dobrcz Hugo Hinsichsen 9 33 
14. Nowawieś Wielka Artur Bilau 5 18 
15. Łochowo Neuman 12 36 
16. Mąkowarsko Willi Mietz 8 17 
17. Łąsko Wielkie Fenner 7 22 
18. Sicienko Franz Hammler 8 15 
19. Ślesin Paul Mtiller 4 26 
20. Wtelno leo Holi 10 12 
21. Żołędowo ltimberg 4 II 


Zarząd Powiatowy NSDAP Bydgoszcz obejmował zasięgiem działania miasto Bydgoszcz 
i powiat bydgoski. Siedziba Zarządu Powiatowego NSDAP była w Bydgoszczy. Na czele insty- 
tucji stał kierownik powiatowy (Kreisleiter), mianowany przez kierownika okręgowego (Gau. 
lei ter). Kierownik powiatowy kierował całokształtem działalności partyjnej na wyznaczonym 
terenie. Podlegały mu personalnie urzędy główne (Hauptamrcr), urzędy (
\mter), głównc sta- 
nowiska (HauptsteUen) i stanowiska pracy (Stellen). 
Struktura organizacyjna NSDAP Zarząd Powiatowy w Bydgoszczy wg zachowanej doku. 
men tacji w 1941 r. przedstawia ła się następująco: 
Kreistab Kreisleiter 
Amt Organisation Karl Reiss 
Amt Gesch:tftsfohrung Gerhard Dreher
>>>
175 


Amt Pcrsonal Ernst Priebe 
Amt Propaganda Schulz 
Amt fOr Technik Franz Froese 
Amt Schulung Wilhelm Hermann 
. Amt Kasse Georg Klingbeil 
Kreisgeócht Kammer I Kuno \Vemer 
Kammer II Willi Biittler 
Dcutsche Arbeitsfront Gerhard Rettkow 
Amt fi.lr Volkswohlfahrt Kurt Milisch 
Amt fUr Beamte August Goldberg 
Amt fur Volksgesundheit dr Leo Hoffs 
Amt fUr Erzieher Friedrich Mielke 
Rechtsamt Kurt Habich 
Amt fOr Kommunalpolitik Walter Nethe 
Amt fur Agrarpolitik Siegfried Brunk 
Landwirtschaftliche ? 
Fachbearteiter ? 
Beauftragter for Rassenpolitik dr Leo Hoffs 
Kreiswirtschaftsberater Waltcr Krause 
Kreisprcsseamtsleiter Hans Herold 
Beauftragter fur Kriegsopfer Hans Naporra 
Na czele powyższych urzędów stali kierownicy z tytułami ,,Kreisamtsleiter", którzy od- 
powiedzialni byli za prawidłowe wykonanie zadań określonych w ,.Organisationsbuch der 
NSDAP" wydanej przez Reichsorganisationsleiter der NSDAP pod kierunkiem dr Roberta 
Ley'a. 
Zachowane w Wojewódzkim Archiwum Państwowym w Bydgoszczy akta Zarządu Powia- 
towego NSDAP w Bydgoszczy stanowią poważnie zdekompletowany zespół, który nie odtwa- 
rza w pc łni dzia łalności tej instytucji na te ren ie miasta i powiatu Bydgoszcz. Zespół liczy tylko I 
ł 53 jednostki inwentarzowe z lat 1939-1945, przy czym należy podkreślić, że z poszczegól- 
nych "urzędów" zachowały się niejednokrotnie mateóały szczątkowe. Zawartość treściowa I 
zespołu przedstawia się następująco: 


I. Krcisstabamt (Sztab Powiatowy) 


sygn. 1 - 4 


z lat 1943-1944 


W materiałach Sztabu Powiatowego, dwie teczki zawierają spisy Polaków (w tym l osoba 
posiadała III Niemiecką Grupę Narodowościową), którzy w miejscu publicznym mówili po pol- 
sku i zostali za to aresztowani (sygn. 2 i 3). Poszyt o sygn. l zawiera wnioski i interwencję osób 
z lat 1943-1944, kierowane do NSDAP Zarząd Powiatowy Bydgoszcz. Między innymi w po- 
szycie tym znajduje się opinia o dozorcy sądowym Jurczyku, który był członkiem Selbst- 
schutz, a w 1942 r. wstąpił do formacji SS. Ponadto mamy tu wytyczne NSDAP Okręgu 
Gdańsk - Prusy Zachodnie polecające żołnierzy, którzy popełnili samobójstwo (Jana Bogu- 
sławskiego, Paula Lehmanna i Bruno Plischke) z Bydgoszczy pochować bez honorów wojsko- 
wych (ohne militarische Eh re n). W teczce tej zawarte są także liczne prośby i interwencje 
o udzielenie pomocy w zakresie uzyskania mieszkania, odzieży, łatwiejszej i lżejszej pracy, 
o zwolnienie z więzienia (Teodora i Marii Polasik), o zwiększenie zasiłku wojskowego. Wnioski 
pisali przeważnie żołnierze niemieccy z III niemiecką grupą narodowościową lub dowódcy
>>>
176 


jednostek wojskowych, w których oni służyli. Volumen o sygn. 4 zawiera imiennc spisy osób, 
które były zgłoszone jako zmarłe w 1944 r. Są to wykazy sporządzone przez Urząd Policji 
Kryminalnej Rzeszy w Berlinie (Reichskriminalpolizeiamt). 


II Organisationsamt (Urząd d/s organizacji) 


sygn. 5-61 


(1938)1939-44 


W dziale tym zachowały się okólniki Okręgu Gdańsk - Prusy Zachodnie - Urzędu dla 
Spraw Opieki Społecznej (sygn. 5) w zakresie organizowania różnych akcji charytatywnych. 
Są to materiały z różnych zbiórek ulicznych na rzecz Niemieckiego Czerwonego Krzyża (Deu- 
tsche Rote Kreuz), Pomocy Zimowej (Winterhilfe), Dnia Wojska (Tag der Wehrmacht), Dnia 
Niemieckiej Policji (rag der Deutsche PoJizei) czy poszkodowanych w wojnie. Jest i pismo 
okólne NSDAP - Zarządu Powiatowego w Bydgoszczy z dnia 18 listopada 1943, ściśle tajne, 
polecające noszenie dowodu osobistego. gdyż ruch oporu przybiera na sile. Mnożą się przypad- 
ki przebierania się członków ruchu oporu w mundury SS. 
Niebywale cenną jest zachowana w tym dziale statystyka narodowościowa miasta Bydgo- 
szczy za okres II-VII i IX-XII 1941 (sygn. 7). 
Poważną grupę akt stanowią imienne opinie w sprawach narodowościowych i politycz- 
nych ułożone alfabetycznie wg nazwisk osób opiniowanych (sygn. 10-61). Akta o sygn. 9 
zawierają ciekawe informacje o szkolnictwie na terenie miasta i powiatu Bydgoszcz w 1944 r. 
W lutym 1944 r. otwartych było na terenie powiatu bydgoskiego 81 szkół, do których uczęsz- 
czało 9 668 uczniów. W Bydgoszczy do tzw. "Haupt und 
fittelschule" chodziło 717 a do 
A. OOrer Oberschule - 939 uczniów. Do 21 szkół podstawowych dla Niemców uczęszczało 
13 843 uczniów a do 17 szkół dla Polaków (Zwischenschicht) 5 414 młodzieży. Sprawy orga- 
nizacyjne NSDAP - Zarząd Powiatowy Bydgoszcz znajdują się w teczce o sygn. 8. Są to pisma 
okólne kierowników grup do blokowych i zarządu powiatowego do szefów grup, miesięczne 
sprawozdania sytuacyjne grup Nowawieś Wielka i Solec Kujawski oraz grupy Wtelno za marzec 
1941 r., imienne wykazy Niemców zamieszkałych w Bydgoszczy, sprawozdania organizacyjne 
wraz z obsadą personalną grup NSDAP w Bydgoszczy w miesiącu kwietniu 194 I T., personalia 
szefów grup, spis ulic m. Bydgoszczy i powiatu bydgoskiego, spisy imienne członków NSDAP 
- grupa Bydgoszcz. 
III Kreisgesch
ftsftihrer (Powiatowy 
Kierownik Kancelarii) 


sygn. 62-64 


1940-1944 


Zachowały się 2 tomy korespondencji z lat 1940-1941. W tomie akt o sygn. 62 znajdu- 
ją się opinie o Polakach i Niemcach wydawane dla różnych celów, wnioski Niemców z nad Bał. 
tyku o przydział mieszkań, wykazy 3-5 pokojowych mieszkań zamieszkałych na Starym 
Mieście przez Polaków. Wnioski o zwolnienie z niewoli rosyjskiej oficerów polskich, załatwione 
odmownie czy informacja, że niejaki Fitzermann z Solca Kujawskiego został aresztowany 
w ramach tzw. "Inteligenzaktion" i nie może być zwolniony, gdyż był to fanatyczny Polak". 
W drugim tomie korespondencji oznaczonym sygn. 63 znajdują się mjn. wnioski o zwol- 
nienie z niewoli niemieckiej Volksdeutschów. Jeńcowi Feliksowi Karaszce odpisano, że nie mo- 
że być zwolniony, gdyż nie jest Volksdeutschem. W aktach tych zachował się również donos 
Edmunda Ruppenthala na to, że w domu pny ul. Kcyńskiej 24 jest napis w sieni treści następu- 
jącej: "in zwei Monaten der rodt den Deutschen". Są i opinie o niektórych Polakach, których
>>>
Tabela 3 


Statystyka ludnościowa Bydgoszczy 


1941 l 1141 1111 lIV IV 1 VI 1 VII l IX 1 X 1 XI l XII 
Ogólna liczba 
ludności I 38 854 139 128 139 427 139 548 140 348 140 688 142 742 143 520 144520 144731 
w tym: 
Volksdeutsche 13001 13014 13 071 13 162 15 688 15 701 15 728 15 736 15 805 15418 
Niemcy : 
Reichsdeutsche 12 329 12 657 13211 13 65 I 14936 15 I 38 15 909 J 6 292 16579 16713 
Baltendeutsche 948 957 970 1008 l 027 1042 1086 l 100 1 122 1 104 
Wolhynicndcutsche 585 585 592 596 601 796 1060 l 085 1 117 l 144 
- 
razem 26870 27 213 27 844 28 417 32 260 32677 33 783 32 213 34 633 34 879 
Polacy 
Ogólna liczba 111 I 60 1 I I 089 110 75 1 I 10 278 107 158 108 159 108 119 108 17 I 108 786 108 902 
w tym zasiedzieli: 108 399 I 08 328 l 07 990 107 5 17 104 474 104 397 104 983 lOS 245 105 501 105 6 I 7 
Kongresowiacy 2761 2761 2761 2761 2761 2761 3226 3226 3285 3285 
Ukraińcy 824 826 832 853 853 853 840 836 842 950 
emigracja pol. ] 8 929 19 493 22012 23 853 26 053 27 580 28 O 19 I 28 613 29 089 


- 
.....ł 
.....ł
>>>
178 


nazywają Niemcy fanatykami jak np. o Max Knuth restauratorze z Myślęcinka. czy o Edmun- 
dzi
 J ażdżewskim, budowniczym micjskim. Ogólne przepisy, informacje i okóln iki w zakresie 
dzi.iłalności młodzieży szkolnej w organizacji "Hitler Jugcnd t9 stanowią treść akt zachowanych 
w jednostce archiwalnej o sygnaturLe 64. 


IV. Krcispersonalamt (Powiatowy 
Urząd Personalny) 


sygn. 65-71 


(1937)1939-1944 


W dziale tym zachowane są akta pcrsonalne pracowników Zarządu Powiatowego NSDAP 
w Bydgoszczy. Usystematyzowane są one alfabetycznie wg nazwisk. Z akt wynika. że stanowi. 
ska w bydgoskiej NSDAP obsadzano Niemcami z Rzeszy, zasłużonymi dla ruchu hitlerowskie- 
go. wykazującymi się aryjskim pochodzeniem. Często w aktach spotyka się wywody genealo- 
giczne wykonane do 10 pokolenia. 


V. Propagandaamt (Urząd Propagandy) 


. 
sygn. 72-80 


1939-1944 


Zachowane akta stanowią ciekawą grupę źródeł pod względem zawartości treści. Znaj- 
dują się tu listy pisane przez żołnierzy niemieckich z frontu wschodniego (sygn. 72). Godna 
podkreślenia jest kartoteka imienna kierowników propagandy grup NSDAP - Zarząd Powia- 
towy Bydgoski. Kartoteka zawiera następujące dane: nazwisko i imię, data urodzenia i miej- 
scowość, zawód, adres zamieszkania, data wstąpienia do partii. numer członkowski. podpis 
wym. (73). 
Do odtworzenia organizacji różnych akcji propagandowych oraz ich realizacji nieod- 
zowne są materiały o sygn. 74 i 75. Są tu: instrukcje w zakresie prac nad aktywizacją człon- 
ków NSDAP, plany zorganizowania ,.Dnia Zwycięstwa" (Heidentag) i Dnia Matki (Mutter. 
tag) oraz Apele Wojenne (Kriegsapelle). 
W latach 1941-1942 prowadzona była zbiórka gramofonów i płyt, które z kolei prze. 
kazywano wojsku. zwłaszcza żołnierzom służącym na łodziach podwodnych (sygn. 76). 
Kolejne 4 voluminy (sygn. 77-80) ilustrują niektóre akcje i imprezy organizowane przez 
Urząd Propagandy. zwłaszcza kiedy nim kierował Roth Werner. W aktach znajduje się również 
ciekawa informacja, że odpowiedzialnym za szkolenie partyjne był w tym czasie znany Volks- 
deutsch Franz Froese. 
Z akt ponadto wynika, że w Bydgoszczy niejednokrotnie gościli dostojnicy NSDAP. 
Np. 3 czerwca 1940 r. przemawiał w strzelnicy przy ul. Toruńskiej szef zdrowia Rzeszy dr 
Conti, a 17 lipca 1941 r. Wilhelm Lobsack z Gdańska. Często odbywały się także spotkania 
z działaczami Kierownictwa Okręgowego Propagandy (Gaupropagandaleitung) NSDAP np. 
z Walterem Wagnerem, Bodem Pfennigiem i innymi. Najpopularniejszym tematem spotkań 
NSDAP była sprawa "Nationalsozialistischer AufOau in Osten". Miejscem spotkań była strzel- 
nica przy ul. Toruńskiej. Odbywały się w niej zbiórki politycznych kierowników propagandy 
w grupach. Byli i tzw. ,,mówcy powiatowi", którzy obsługiwali zebrania z ramienia Zarządu 
Powiatowego NSDAP. Do nich należeli np. w lipcu 1943 r. następujący Niemcy: Wilhelm 
Brand, Franz Froese, Arnold Glander, Wilhelm Heermann, August Muller, Karl Niklas, Ar- 
thur Rohdemann. Karl Reiss, Arthur Glimm i Ernst Walter. 
W strzelnicy organizowano amatorskie przedstawienia. Np. z inicjatywy Niemieckiego 
Czerwonego Krzyża. 26 czerwca 1942 r. wystawiono trzyaktówkę pt. "Im Krog zum grUnen 
Kranze". Dnia 14 stycznia 1942 r. w strzelnicy do bydgoskiej mniejszości niemieckiej przema. 
wiał Gauleiter Albert Forster. Popularne były różne zbiórki uliczne. Np. w maju 1942 r.
>>>
119 


odbyła się zbiórka na rzecz niemicckich żołnierzy. Dnia 6 grudnia 1942 zorganizowano w war- 
sztatach kolejowych w Bydgoszczy wiec, a następnie przemaszerowano przez miasto z sztan- 
darami partyjnymi przy dźwiękach fanfar, wznosząc okrzyki na cześć zwycięstwa III Rzeszy. 
Często organizowano różne imprezy propagandowe z młodzieżą niemiecką. Szczegól- 
nie uroczyście obchodzono "Dzień Matki" (Muttertag). Mimo stanu wojenncgo odbywały 
się koncerty, na które zapraszano muzyków z Rzeszy, np. 6 maja 1940 r. profesora ł-łermanna 
Niel'a. Niebywale uroczyście obchodzono urodziny Adolfa Hitlera. Np. 20 kwietnia 1944 r. 
na terenie miasta Bydgoszczy z tej to przyczyny odbyło się 30 różnych imprez. Podobny cha- 
rakter miała uroczystość 1 I rocznicy zwycięstwa NSDAP, która przypadła 30 stycznia 1944 r. 
Jak wynika z akt, na Starym Rynku odbył się wiec z udziałem 6000 osób. Przemawiali nad- 
burmistrz W. Emst i kierownik powiatowy NSDAP Rampf. Święcono rocznicę tzw. Blutson- 
tag. W dniu 3 września 1941 r. odbyły się na cmentarzu "pomordowanych" uroczystości. 
Szef SS z Bydgoszczy Rux złożył na tym cmentarzu wieniec ku czci rzekomo pomordowa- 
nych Niemców. Na uwagę zasługuje zapis znajdujący się w aktach, iż w 1944 r. w kinach byd- 
goskich wyświetlano nIm pt. ,J(atyń". 
W sumie zachowane w tym dziale akta ukazują działalność kulturalną Niemców w Byd- 
goszczy z uwzględnieniem różnych metod stosowanych przez propagandę hitlerowską. Za- 
warte materiały odpraw i szkoleń świadczą o wysokiej randze, jaką przywiązywano do szko- 
lenia i kształcenia ideologicznego. 


VI. Kriegsgerich (powiatowy Sąd 
Partyj n y) 


sygn. 8 I 


1940- 1944 


Z działalności sądu partyjnego NSDAP Zarząd Powiatowy Bydgoszcz ocalała tylko 
I jednostka inwentarzowa (sygn. 81) zatytułowana: ,J(orespondencja". Akta te ilustrują prze- 
stępstwa i przekroczenia popełnione przez członków NSDAP oraz stosowane kary partyjne. 
Np. Otto Last za próbę gwałtu na uczennicy nie mógł/nol przez l rok nosić mund!Jru partyj- 
nego, Willi Behnke, kierownik grupy (ZeUenleiter) za utrzymywanie kontaktów z Polką został 
zdjęty ze stanowiska. Sąd partyjny tworzyły trzy osoby: przewodniczący, którym był zawsze 
z wykształcenia prawnik oraz 2 ławników. 


VII. Kriegswirtschaftsleitcr (Doradca 
Gospodarczy ) 


sygn. 80-108 


1939- 1944 


Całość dokumentacji aktowej można podzielić na trzy grupy tematyczne: a) wykaz 
miejscowych Kierowników Ch łopstwa na terenie b. pow. Bydgoszcz (OrstbauemfOhrer Kreis- 
bauemschaft - Bromberg), b) imienne spisy osób zatrudnionych w zakładach pracy na terenie 
m. Bydgoszczy wg stanu z listopada 1940 r. (sygn. 82 i 83), c) wnioski o zezwolenie na prowa- 
dzenie zakładów przemysłowych, handlowych oraz rzemieślniczych sygn. 85-108. Niebywale 
cenne są akta o sygn. 84. Są one wynikiem jednorazowej akcji zrealizowanej w listopadzie 
1940 r. 
Wykaz miejscowych kierowników chłopstwa b. powiatu bydgoskiego obejmuje nastę- 
pujące dane: nazwę miejscowości stanowiącej siedzibę Miejscowego Chłopstwa, imię i nazwi- 
sko oraz adres kierownika i spis miejscowości przynależnych do Miejscowego Ch łopstwa 
(Ortsbauemschaft) (sygn. 82). Wnioski o przydział i zezwolenie na prowadzenie przedsiębior- 
stw handlowych, przemysłowych oraz rzemieślniczych ułożone są alfabetycznie wg nazwisk
>>>
180 


wnioskodawców. Wnioski wykonane są na specjalnych drukach zawierających następujące 
dane: nazwisko, imię, data urodzenia, miejscowość, wyuczony a wykonywany zawód, nr 
książki pracy, stosunek do służby wojskowej, stan rodzinny. Po wypełnieniu wnioski były 
ściśle tajne. Do nich dołączona jest b. szczegółowa opinia skrupulatnie zebrana i opracowana 
w Zarządzie Powiatowym NSDAP. Akta o sygn. 83 zawierają spisy pracowników zatrudnio- 
nych w przedsiębiorstwach znajdujących się na terenie miasta Bydgoszczy. Wykazy obejmują 
następujące dane: nazwisko i imię właściciela przedsiębiorstwa, adres, pełna nazwa przedsię- 
biorstwa, rodzaj produkcji i wykaz zmienny pracowników zatrudnionych, obejmujący imię 
i nazwisko, datę urodzenia, wyuczony zawód, rodzaj zatrudnienia, adres zamieszkania, nr 
książki pracy. stosunek do służby wojskowej, stan rodzinny, a w niektórych wykazach nawet 
podana jest narodowość pracownika. 
VIII. Rassenpolitisches Amt (Urząd d/s 
Rasowych) 


sygn. 109 


1942-1944 


Zachował się tylko I volumin akt dotyczący nadawania odznaczeń dla niemieckich ma- 
tek (Ehrenkreuz der Deutschen Mutter). za liczne i ..w duchu hitlerowskim" wychowane po- 
tomstwo. 


IX. Amt fOr Volkswohlfahrt (Urząd d/s 
opieki społecznej) 


sygn. 110-11 I 


1940-1942,1944 


Zawiera tylko 2 jednostki inwentarzowe w sprawach udzielania wsparć i zapomóg. W ak- 
tach tych znajdują się również materiały odnośnie zatargu jaki powstał między nauczycielem 
z Mąkowarska Rudolfem Pysznym a SA-mannem Emilem Lange. Ten o
tatni zarzucał R. Pysz- 
nemu, nazywając to uchybieniem, życzliwy stosunek do Polaków oraz utrzymywanie z nimi 
kontaktów towarzyskich. 


X. Arot fur Volkstumfragen (Urząd d/s 
narodowościowych) 


sygn. 112-141 


1940-1945 


Zachowane są tu materiały d/s narodowościowych. Jak wynika z akt z 1941 r. o niemie- 
cką grupę narodowościową starali się najczęściej w łaściciele domów, sklepów czy ziemi. Każdą 
rodzinę polską, która złożyła wniosek, wyrażając zgodę na przyjęcie niemieckiej grupy naro- 
dowościowej b. szczegółowo badano i analizowano. III niemieckiej grupy narodowościowej 
I. nie otrzymali uczestnicy powstania wielkopolskiego np. Józef Faliński, Ignacy Mędrzak, 
Sylwester Owedyk czy Damazy Wojciak (sygn. 119), jak i członkowie Związku Zachodniego 
jak np. Józef Rybak, Henryk Hańczewski, Franciszek Włoszczyński (sygn. 119) czy Maksy- 
milian Swiętowski (sygn. 138). 
W dziale tym znajdują się niepełne spisy osób, których sprawę przyjęcia do niemieckiej 
grupy narodowościowej rozpatrywano w latach 1942, 1943 i 1944 (sygn. 116- 118) oraz 
protokoły posiedzeń Komisji Volkslisty. Zachowane są również spisy imienne Bydgoszczan 
urodzonych poza granicami terenów wcielonych do Rzeszy (Kongrespolen ) - sygn. 128, 
jak i mieszkańców powiatu bydgoskiego z zaznaczeniem grupy narodowościowej i przynależ- 
ności do niemieckich organizacji działających w okresie dwudziestolecia międzywojennego 
(sygn. 129).
>>>
181 


Niebywale ciekawe są 12-tomowe akta (sygn. 130-141) zatytułowane: decyzje przy- 
znania niemieckiej grupy narodowościowej Niemcom przynależnym w okresie dwudziestole- 
cia międzywojennego do niemieckich organizacji politycznych (DV, LW i JDP). W latach 
1940-1942 poddani zostali oni szczegółowej weryfikat.ji. w wyniku której członkowie jednej 
rodziny mogli być zakwalifikowani do różnych grup narodowościowych (I. lub II lub nawet 
III), w zależności od zasług jakie położyli na rzecz niemczyzny jak i ich pochodzenia narodo- 
wego. Zapisy ułożone są alfabetycznie wg nazwisk Niemców. Każdy zapis sporządzony jest na 
formularzu zawierającym następujące dane: l) nazwisko, imię, data urodzenia, miejsce zamie- 
szkania. zawód, 2) działalność w organizacjach niemieckich przed I września 1939 r., 3) pro- 
cent krwi niemieckiej, 4) pochodzcnie aryjskie, 5) informacje o członkach rodziny, 6) decyzja 
odnośnie przyznania grupy narodowościowej. Dla podkreślenia ak.tywnej, politycznej dzia- 
łalności Nicmców w zapisach podawano również informacje o członkach rodziny, którzy 
zginęli w dniach 3 i 4 IX 1939 r. w czasie dywersji niemieckiej (zał. nr I). 


XI. Amt fur Gesundheit (Urząd d/s 
zdrowia) 


sygn. 142 


Zawiera tylko l volumin akt z 1941 r. dot. spraw zdrowotnych. Ciekawe są opinie 
i wnioski o odznaczenie dr Dietza i dr Siegerta, lekarzy - Niemców, działających w Bydgo- 
szczy w XX-leciu międzywojennym. 
XD. Kreisfreuenschaftsleitun (Powiatowe 
Kierownictwo Towarzystw Kobiecych) 


sygn. 143 


Zachowany jest tylko I volumin akt zawierający imienne wykazy członków NSDAP 
oraz miesięczne sprawozdania statystyczne z działalności organizacji kobiecych na terenie 
Bydgoszczy za okres od marca do grudnia 1941 r. Z materiałów tych wynika, że dZiałały 
2 organizacje kobiet niemieckich, których liczebność wykazuje przykładowo poniższa tabcIa: 


Tabela 4 


Niemieckie organizacje kobiece w Bydgoszczy w 1941 r. 


Ilość członkiń w 1941 r. 
Nazwa organizacji III V VI VII IX X XI XII 
Deutsches Frauen- 
werk 7501 7700 7917 8 109 8317 8854 8788 8853 
NS - Frauenschaft 378 541 571 585 614 632 653 694 
i 


Materiały te stanowią przyczynek do historii niemieckich organizacji kobiecych w Byd- 
goszczy w okresie okupacji hitlerowskiej. Ich działalność sprowadzała się do: wyświetlania 
filmów oświatowych dla kobiet. szkolenia ze szczególnym uwzględnieniem rasizmu, szkolenia 
w zakresie gotowania i wyżywienia, pomocy dla żołnierzy niemieckich walczących na froncie, 
odwiedzania szpitali i organizowania spotkań z rannymi żołnierzami.
>>>
182 


XIII. Nationalsolialistisches Fliegerskorps 
(Narodowo-Socjalistyc7.J1Y Korpus Lotniczy) 


sygn. 144 


1941-1944 


Akta zawierają wyłącznie opinie polityczne o członkach tej organizacji. 
XIV. Nationalsozialistisches Kraftfahr- 
Korps Motor standarte 106 (Narodowo- 
Socjalistyczny Korpus Motorowy 
- Oddział 106) 


sygn. ł 45-146 


Materiały dotyczą wyłącznie spraw personalnych i organizacyjnych członków NSKK 
_ gmpy Szwederowo. Do nich nalcżeli następujący Niemcy: Bernard Bettin, Willi Ristau. 
Alfrcd Schif. Paul Erich Redmann. Herbert Bcerbaum. Hugo Reichs. August Wuttke, Theodor 
Vohs, Fritz Bargel. Johann Schmidt, Karl Gartner i Hańs Richter. Kartoteka osobowa NSKK 
uwzględnia dokładne personalia członków tej organizacji. 


XV. Volksstunn 


sygn. 147-152 


1944-1945 


W zachowanych materiałach znajdują się ankiety personalne członków Grupy NSDAP 
- Stare !tliasto, kartoteki imienne grup Stare Miasto i Plac Teatralny obejmujące: nazwisko 
i imię, miejsce zamieszkania i pracy, zawód, od kicdy należy do NSDAP. stopień wojskowy. 
odznaczenia. przynależność narodowa (Reichsdeutsch, Grupa III). Z materiałów organizacyj- 
nych wynika, iż w Bydgoszczy Volkssturm utwonono 17 października 1944 r. jako formację 
pomocniczą dla Kreisleitera. Organizacyjnie Volkssturm dzielił się na grupy, plutony (3-4 
grupy). kompanie (3-4 plutony) i bataliony (4 kompanie). Wg stanu na dzień ł l września 
1944 r. do bydgoskiego Volkssturmu należało 628 mężczyzn, a w prochowni Łęgnowie 
(Dynamit Akti
n Cesellschaft) działała samodzielna grupa Volksstunnu (104 osoby) pod 
nazwą "Ortmann". 
Zachowane są również rozkazy (Volksstunnbefehl) tej organizacji dla powiatu bydgos- 
kiego nr 4 i 5/1944 r., l i 2 z 1945 r. W teczce o sygn. 152 zawarty jest drukowany apel służ- 
bowy Dier Dienstapel oraz teksty i nuty pieśni: ..Der Deutscher Volkssturm", "Soldat" . "Ka- 
merad" itp. 


XVI. Arbeitsfront (Front Pracy) 


sygn. 147 


1943-1944 


W teczce znajduje się imienny spis odznaczonych pracowników zatrudnionych w firmie 
Polensky u. ltjl1ner - Łęgnowo - Otorowo oraz okólnik nr 37 "Die Deutsche Arbeitsfront" 
Gdańsk z 14 października 1944 r. podający wytyczne w sprawie obchodu dnia 9 listopada 
I 944 r. 


PRZYPISY 


l J. Sziling, Sttuktura organizacyjna NSDAP w tzw. Okręgu Rzeszy Gdańsk - Prusy Zachodnie w l. 
1939-1945. W: Zeszyty Naukowe UMK Toruń, zeszyt 48 - Historia VII, 1072 s.77. 
2 Tamże . 
3 J . Banaszkiewicz. Powstanie Partii Hitlerowskiej 1919-1923. Poznań 1969.
>>>
183 


4J. Szi1ing. op.cit.. s. 78. 
5 J . Krasuski. Historia Rzeszy Niemieckiej 1871-1945. s. 349. 
6 . 
Tamł.e.362. 
7 
Tamte. s. 363. 
8 
Tamte. s. 364. 
9 J . Sziling. op.cit.. 5. 82-83. 
10 
Tamte. s. 90. 
11 Archiwum Państwowe w Bydgoszczy. akta NSDAP Kreisleitung Bydgoszcz. sygn. 150 - opracowa- 
no na podstawie zachowanego materiału. 
12 Tamże .
>>>
184 


Załącznik nr I 


Informacje o Niemcach, którzy zginęli w czasic dywersji 3 i 4 września 1939 r. 


l. Bettin Erna Emma geb. Melchert, 27 X 1907, der von den Polen am Blutsonntag emlOrdete 
Ehcmann 
2. Beyer frieda geb. Steimann, gcb. 26 II 1896, der Ehemann und die Sohne Heinz Kurt 
3 IX 1939 r. von den Polen ermordet worden 
3. Bigalke Ottilie Berta geb. Bromund, l X 1883, aro Blutsonntag ennordcte Ehemann 
4. Blumke Hulda, Carolinc geb. Tcske. 22 VII 1874, dcr Ehemann und $ohn Otto wurden am 
Blutsonntag ermorJet 
5. Boeek Selma Mathilde geb. Ziegenhagen, 2 111886, UImestr. 36. der Ehemann und Sohn am 
Blutsonntag ermordct 
6. Boelitz Anna geb. Sichting. 4 V 1898, Kronestr. 46, dcr Ehemann wurde in den September- 
tagcn 1939 ermordet 
7. Boelitz Marie Minne geb. Ochlke. 13 11881, Brcitcrstrasse 24, der Ehemann Bruno wurde 
von den Polcn ermordct 
8. Boldin Selma Marta geb. Maiwald, 2-1 III 1889. am Blutsonntag wurde der Ehemann ennor. 
det 
9. Bottcher Wilhelmine. geb. 12 X 1873, der Sohn wurde in den Septembertagen von den Po- 
len ermordet 
10. Busse Elisabeth Amalic. geb. II I 1907, \1ailandstr. 7, dcr Ehemann ein am 4 IX 1939 und 
bis 15 I 1942 nich gekommt 
11. Dawid Marie Emilie Ottilie geb, Fenner, 8 VII 1877, Gammstr. 29, der Ehemann ermordet 
am Blutsonntag 
12. Dembck Johanna. geb. 19 X 1863. Allecstr. I die Tochter war die Frau ehcm3lige Kreis- 
leiters von Brombcrg NSDAP. der Sohn ennordet aro Blutsonntag 
13. Dering friede Else, geb. Nordwig. 26 IV 1894. der Ehemann ist am 41X 1939 ermordet 
14. Dietrich Franciska ('
rtrud gcb. Schippke, 14 V 1903. Hcrmann-Lonstr. 18 der Ehcmann 
Erich Wilhelm errnordet am Blutsonntag, 3 IX 1939 
15. Dragcr Berta Amalic geb. Fenske, 30 III 1912, Lilienstr. 55, Max Willi Drager Ehemann von 
Polen ennordete 
16. Finger Katheńne Elisabeth geb. Bohlke. 31 V 1891, Hennann GO ringst r. 2, aro Blutsonntag 
ermordete Ehcm1l1n 
17. Cannot Marie Elisabeth geb. Kunz, 22 XI 1885. Hermann Frankestr. 5, der Ehemann von 
den Polen ermordete 
'8. Cannott Emma Alwine geb. Kufeld. 3 VI 1885, der Sohn Hermann wurde am Blutsonntag 
ermordet 
19. Coertz Else Marie geb. Domke, 2 II 1904, Potsdarnmerstr. 25, in den Septerobertagen 1939 
ermordete Ehemann . 
20. CoUnik Christine Karoline geb. Bisanz, 4 XII 1893, Emst-Moritz-Arndtstr. 20, in dem 
Septembertagen 1939 wurde der Ehemann ermordet 
21. Gtlrtz Auguste Julianne geb. Wegner, 20 VIII 1873, Adolf-Hitlerstr. 31, aro Blutsonntag 
ermordete Ehemann war 
22. Cdrtz Elfriede AdeJhaide geb. Ciese, 27 X 1913, Sedanstr. 20, der EhemaM wurde in den 
Septembertagen 1939 von dcn Polen ermordet
>>>
185 


23. Gutknecht Elisabeth Ottilie geb. Rejmann, 29 VI 1903, Kronestr. SS, am Blutsonntag 
wurde Ehemann ermordet 
24. GUnther Elisabeth Elfriede geb. Breitscheid, General Uststr. 4, am Blutsonntag wurJe 
Ehemann ermordet 
25. Heise Gertrud Selma Erna geb. Pesteike, 25 IV 1903, Johannisstr. 18, der Ehemann in den 
Septembertagen ermordete 
26. Herzberg Martha Helene Louise geb. Rossow, 15 III 1904, Schubinerstr. lS, in den Sep- 
tembertagen wurde der Ehemann ermordete 
27. Holz Klara Hedwig, geb. 9 XII 1906, Berlinestr. 66, der Ehemann ermordet 1939 
28. HUbscher Martha Marie, geb. 13 IV 1886, A. Forsterstr. 7, der Ehemann und l Sohn wur- 
den in den Septembertagen 1939 yon den Polen ennordet 
29. Joswiak Charlotte geb. Arndt, 11 VII 1902, WolImarkstr. 2, der Ehemann wurde in den 
. Septembertagen 1939 von den Polen ennordet 
30. Kleinschrnidt Maria Julianne geb. Ruppenthal, 21 X 1897. Moltkestr. 4, 3 IX 1939 wurde 
Ehemann ermordet 
31. K}ebsch Ester Magdalene, 26 XII 1910, Neuhoferstr. 70, der Ehemann Johann Klebsch 
ist von den Polen am 4 IX 1939 in Hopfengarten ennordet worden 
32. Koch Eńke Erna Klara geb. Krause, 18 IX 1916, Sickingenstr. 2, der Ehemann am Blut- 
sonntag ennordet 
33. Krause Marta geb. Wroblewski, 17 IV 1902, Lilienstr. 139. der Ehemann wurde im Sep- 
tember 1939 von den Polen verschollen 
34. Kriese Martha Marie, geb. Haupt, 19 VIII 1900, Dr. Goebbelstr. 21, der Ehemann und 
Sohn wurden in den Septembertagen ermordet 
35. KrUger Edith, geb. 19 VIII 1924, Sandstr. 62, der Vater und Bruder sind 3 IX 1939 yon den 
Polen ermordet woden 
36. Kutzer Dora Alma geb. Bruch. 20 I 1906, Frohnestr. 19/3, der Ehemann wurde ermordet 
in den Septembertagen 
37. Mahn Irmgard Edith, geb. 23 II 1920, Altestr. 15, die Mutter in de!1 Septembertagen 1939 
e nnordet 
38. Martwich Edith Erna geb. Kohlmeyer, 21 X 1913, Sickingenstr. 42, der Ehemann wurde 
aro Blutsonntag von den Polen ermordet 
39. Nasilowski Emma Augusta geb. Siegmanski, 21 VIII 1888, Dr. Goebbelsstr. 25, der Ehe- 
mann und l Sohn ermordet 
40. Neumann E1se Ida Ołga geb. Schendel. l XI 1899, Adolf Hitlerstr. 7, am Blutsonntag 
Ehemann wurde ermordet 
41. Neumann Hedwig Ella geb. Ziesak, 30 III 1891, Markgraf-Gerostr. 49, am Blutsonntag 
Ehemann wurde ennordet 
42. Pick Ida Berta geb. Grohl, 10 I 1873, Sickingerstrasse 10, der Sohn in den Septemberta- 
gen 1939 ennordet 
43. Piotrowski Auguste Ida geb. Schakow, 14 V 1885, KurfOrstenstr. lOS, der Ehemann wur- 
de am Blutsonntag von den Polen ermordet 
44. Pro bu. Margarete Erika geb. Strehlau, 8 VII 1906, Dr. Goebbelsstr. 2S, am Blutsonntag 
Ehemann ennordet wurde 
45. Radler Hedwig Dorothea, geb. 23 VIII 1898, Thomerstr. 39, in den Septembertagen 1939 
wurden der Btemann und zwei Sb"hne von den Polen ennordet 


.
>>>
186 


. 


46. Rahn Frieda Hedwig, geb. Heinze, 19 IV 1895t Adolf Hitlerstr. 101 t der Ehemann und 
ein Sohn wurden am Blutsonntag crmordet 
47. Redel Martha Emilie geb. Porsch, 18 VIII 1880, Kronerstr. 26t der Ehemann t der Sohn und 
der Schwiegersohn wurden am 3 IX 1939 von den Polcn eml0rdet 
48. Reiss Gerhard Paul. geb. 22 X 1923. Berlinerstr. I t der Vater wurde aro Blutsonntag ennor- 
det 
49. Reiss Natalie geb. Schmidt t 15 IX 190 I, Berlinerstr. I, der Ehemann wurde in den Septem- 
bertagen 1939 ermordet 
50. Richter Luzie Berta geb. Roesler t 14 IX 1889, Wrangelstr. I t der Ehemann wurde ermorJct 
3 IX 1939 
51. Roesmer Hulda Auguste geb. Wcstphal, 6 III 1888, Granzstr. 13t der Ehemann am Blut- 
sonntag ennordet wurde 
52. Rosenberg Walii Christel Elfriede, 25 IX 1922t Frohnerstr. 2t der Vater am Blutsonntag 
ennordet wurde 
53. Scheibner Adeline Emma Hulda. geb. Untemlann 14 III 1864. Hippelstr. 27t der Ehemann 
in den Septembertagen 1939 ennordet wurde 
54. Schmidt Else Albertine geb. Pesteike, 19 V 1899t Margraf.Gerostr. SI/I, der Ehcmann 
wurde in den Septembertagen 1939 e0110rdet 
55. Schmidt Eugenie geb. Behring. geb. I VI 1884t der Ehemann wurde in den September- 
tagen 1939 von den Polen e0110rdet 
56. Sonne Kurt Karl. geb. 14 III 1925. Heinrich Dietzstr. 5. der Vater ist am 3 IX 1939 von 
den Polen ermordet worden 
57. Staemmler Katherine Auguste Klara geb. Renner. 25 VIII897 t Schillerstr. 22 der Ehemann 
auf dem Marsch nach Lowitsch von den Polen ennordcte 
58. Wcssel Erna Klara geb. Bitzer, 11 VIII 1905. Langestr. 25t der Ehemann in den Septem- 
bertagen ermordet 
59. Wiese Alma Fanny Selma geb. Glimm. 26 VIII 1876t 
axstr. 64t der Ehemann ermordet 
in den Septembertagen 1939 
60. Wisniewski Lydia Hanna Elfriede geb. KIavonn. 18 VII 1903. Ludcndorstr. 183t der Ehe. 
mann Alfred Wisniewskiwurde in den Septembertagen ermordet 
61. Zabel Ernst Otto Siegfried. geb. 1 X 1917, Ernst Moritz Arndstr. 14t der Vater wurde am 
Blutsonntag en110rdet 
62. Zimmermann Minna Ida geb. Ernst t 8 V 1891, Potsdamerstr. 25, am Blutsonntag wurde 
der Ehemann ermordet 
63. Timm Herta Erna Alice geb. Schmidt t 17 X 1906, Landweg 29/1,3 IX 1939 der Ehemann 
wurde en110rdet 


, 
Informację opracowano w oparciu o akta NSDAP Kreisleitung Bydgoszcz sygn. 130- I 41. 
Każdy zapis zawiera następujące dane: nazwisko i imiona. rodowe nazwisko, datę urodzenia. 
nazwę ulicy t przy której mieszkała osoba oraz treść informacji sygnalizującejt że mąż wzgl. 
syn wymienionej kobiety zginął w dywersji w dniu 3 wzgl. 4 września 1939 r.
>>>
J,IlROSlA W GAJEWSKI 


\VOJSKO\VY OŚRODEK 
SPADOCHRONOWY W BYDGOSZCZY 
W 1939 ROKU 


W histońi wojskowości polskiej brak jest pełnego opracowania dziejów formowania pol- 
skich oddziałów powietrzno-desantowych przed 1939 r. Wynika to być może z faktu, że 
utworlony wiosną 1939 r. Wojskowy Ośrodek Spadochronowy (WQS) w Bydgoszczy prowa- 
dził swą działalność tylko przez 4 miesiące. Wielu żołnierzy szkolonych w WOS zapewne pole- 
gło a dokumenty uległy zniszczeniu. Jeden z instruktorów szkolących w 1939 c. polskich spa- 
dochroniarzy dowódca kompanii łączności płk dypl. Wacław Malinowski ogłosił w Wojsko- 
wym PrzegIądzie Historycznym 1961 nr 2 artykuł pl. ttO organizacji oddziałów spadochrono
 
wych w wojsku polskim przed 1939 r. tt . Historycy interesujący się tematyką udziału spado- 
chroniarzy polskich w II wojnie światowej opierali się głównie na tym opracowaniu. Pragnę 
uzupełnić tę pracę o relację drugiego żołnierza-instruktora spadochronowego WOS Anto- 
niego Grabowskiego oraz opracowania, które ukazały się w ostatnich latach. Żadne z nich nie 
dotyczyło jednak bezpośrednio tego tematu. 
Żołnierze misji specjalnych t wojska powietrzno-desantowe t komandosi - tak nazywani 
są ludzie do wykonywania bojowych zadań dywersyjnych w skrajnie niebezpiecznych warun- 
kach. Pierwsze misje specjalne były wykonywane w okresie I wojny światowej i polegały na 
przerzucaniu lekkimi samolotami lądującymi za linią frontu pojedynczych szpiegów i dywer- 
santów. Pierwszą operację polegającą na zrzuceniu trzech wywiadowców na spadochronach 
przeprowadzili Włosi w lecie 19 I 8 r. Oficerom tym polecono rozpoznać siły austóackie na 
odcinku frontu t gdzie miała uderzyć armia włoska l . Pod koniec I wojny światowej lotnictwo 
było na tyle rozwinięte, że podjęto ideę bojowych przerzutów drogą powietrzną uzbrojonych 
żołnierzy. Uważanot że może to spowodować istotne zmiany w sposobach prowadzenia i cha- 
rakterze operacji zaczepnych wojsk lądowych. Planowano użycie już nie pojedynczych skocz- 
ków t a dywizji przewiezionej dwoma tysiącami samolotów dla oskrzydlenia z powietrza solid- 
nie rozbudowanego pod względem inżynieryjnym frontu niemieckiego. Autorem tych zamie- 
rzeń był szef sztabu amerykańskiego korpusu ekspedycyjnego w Europie t gen. Mitchell. Moż- 
liwość tej operacji upadła w związku z zawieszeniem broni 2 . Pomysł Włochów i gen. Mit- 
chella rozwinął i zrealizował Związek Radziecki t który jako pierwszy sformował wojska 
powietrzno-desantowe. Wielkim ich zwolennikiem by ł marszałek Michał Tuchaczewski, je- 
den z najwybitniejszych teoretyków wojskowych okcesu międzywojennego. Do prac w orga- 
nizacji i szkoleniu wojsk powietrzno-desantowych Rosjanie przystąpili bardzo szybko. Rozwi- 
jając lotnictwo rozpoczęto masowe szkolenie spadochronowe wśród młodzieży. W 1936 r.t 
kiedy w Polsce stawiano pierwsze kroki w rozwoju sportu spadochronowego, w Związku Ra- 
dzieckim paramilitarna organizacja "Osoawiachim n przeszkoliła w skokach spadochrono- 
wych już 60 000 osób. Pierwszy wojskowy desant spadochronowy zaprezentowany w 1930 r. 
w Związku Radzieckim liczył II skoczków. W kilka lat późniejt w 1935 r. pod Kijowem 
Rosjanie przeprowadzili ćwiczenia z udziałem 1200 spadochroniarzy i 2500 żołnierzy piechoty
>>>
188 


powietrznej, którzy wylądowali na wcześniej opanowanym lotnisku. Pod Mińskiem Białorus- 
kim rozmach akcji był jeszcze większy. Desantowało się I 800 spadochroniarzy i 5 700 żołnie- 
rzy piechoty powietrznej. -W kolejnych manewrach w 1936 r. - również pod Mińskiem - zrzu- 
cono l 200 spadochroniarzy, 150 karabinów maszynowych i 18 dział. Ponadto 3 000 żoł- 
nierzy piechoty powietrznej przerzucono na odległość 170 km 3 . 
Praktyczne wnioski z radzieckich manewrów wyciągnęli najszybciej Niemcy. Manewry 
pod Kijowem obserwował późniejszy dowódca niemieckich wojsk powietrzno-desantowych 
gen. Kurt Student. Sztabowcy Wehrmachtu dostrzegli zapewne korzyści, jakie może zapewnić 
niespodziewane przerzucenie elitarnych oddziałów w newralgiczne punkty terytorium prze- 
ciwnika. Przed rozpoczęciem II wojny światowej byli już przygotowani do prowadzenia ope- 
racji powietrzno-desantowych. Rosjanie natomiast zniszczyli częściowo swoją pracę. W 1937 r. 
w wyniku "krwawej czystki" zginęła większość twórców wojsk powietrzno-desantowych 
wraz z marszałkiem Tuchaczewskim4. Żadne z liczących się militarnie państw: Wielka Bryta- 
nia, Francja i Stany Zjednoczone nie przystąpiły przed wybuchem II wojny światowej do orga- 
nizacji wojsk powietrzno-desantowych. Jak wyglądało to w Polsce? 
Pierwsza publikacja o możliwości użycia desantów spadochronowych ukazała się 
w "Przeglądzie Lotniczym" nr 9 w 1929 r. Autor artykułu pt. "Wyprawy specjalne" mjr 
dypl. pil. Maóan Romeyko stara ł się zarekomendować ten typ operacji. ,,Przetransportowa- 
nie dwoma, trzema samolotami plutonu piechoty wraz z karabinami maszynowymi nie wydaje 
się już dziś dziełem nie do osiągnięcia. W niedalekiej przyszłości (a na Zachodzie już dziś) 
_ może stać się zjawiskiem normalnym. Natomiast wysadzanie pojedynczych szpiegów będzie 
się odbywało prawdopodobnie za pomocą spadochronów (wobec udoskonalenia tychże). 
Pewna ilość zdyscyplinowanych, uzbrojonych żołnierzy z bronią maszynową, stać się może 
na tyłach dość groźną jednostką, szczególnie wobec obiektów komunikacyjnych n . 
W latach 1933-35 ukazały się już poważniejsze publikacje kilku wojskowych: kpt. obs. 
Mieczysława Lisiewicza, komandora ppor. Władysława Kosianowskiego, mjra dypl. Janusza 
Sapoćko i największa, wydana w formie 64-stronicowej książki, pułkownika dypl. pil. Ser- 
giusza Abżółtowskiego pt.: "Lotnictwo komunikacyjne, przewozy i desanty powietrzne". 
W rozważaniach, obok zalet operacyjnych woj!;k powietrzno-desantowych, podkreślano jednak 
znaczne koszty wynikające ze zmasowanego użycia lotnictwa i konieczności posiadania dużej 
ilości samolotów wielomiejscowych 5 . 
Nie można było jednak pozostać w tyle za ZSRR i Niemcami. Droga do powstania pol. 
skich oddziałów spadochronowych wiodła podobnie jak w Związku Radzieckim przez rozwój 
sportu spadochronowego. Do 1935 r. skoki spadochronowe nie były prowadzone w sposób 
zorganizowany i masowy w skali ogólnokrajowej. Wykonywano je przede wszystkim podczas 
pokazów lotniczych. Między innymi i to przyczyniło się do szerszego zainteresowania spado- 
chroniarstwem. W odpowiedzi na listy młodzieży skierowane pod adresem LOPp6, Zanąd 
Główny tej organizacji postanowił przystąpić do zorganizowania sportu spadochronowego. 
Natrafiono jednak na znaczne trudności. Brak było własnych doświadczeń, sprzętu, pomocy 
szkoleniowych, a także instruktorów. Zaczynano więc niemalże od początku. Po przemacze- 
niu środków finansowych, niewielka grupa pionierów przystąpiła w 1935 r. do działania. 
Rozpoczę ło się szkolenie kadry. W rok później LOPP rzuciła hasło: ,,Młodzie! na spado- 
chrony". 
Przygotowania do tego przedsięwzięcia miały przemyślany sens organizacyjny. Równo- 
legle z barwnymi plakatami informacyjnymi rozlepianymi wszędzie tam, gdzie działały koła 
LOPP, zaczęły się ukazywać publikacje prasowe, radiowe pogadanki i odczyty. W kinach
>>>
189 


wyświetlano f11my, których bohaterami byli spadochroniarze. Wydano drukiem broszury oraz 
dwie książki: "Spadochron, jego budowa i zastosowanie" Stanisława Mazurka oraz ..Sport spa- 
dochronowy" Władysława Mizgie r-Chojn ack ie go 7. Nie wszyscy jednak wyrażali pozytywną 
opinię o tym zamierzeniu. Dopiero na jednym z posiedzeń ZG LOPP w 1936 r. jego prezes 
generał L. Berbecki zabrał głos i powiedział: "Uważam, że sport spadochronowy jest dla na- 
szej młodzieży potrzebny. Będzie on dla niej świetną szkołą silnych charakterów i doskonałym 
przedszkolem szybownictwa i lotnictwa. W przyszłości sport ten może mieć znaczenie wojsko- 
we. Musimy więc sport spadochronowy zorganizować, a środki na to znajdziemy,,8. Te słowa 
przesądziły o całej sprawie. Podobnie jak w innych dzicdzinach sportu lotniczego, przyjęto 
zasadę zorganizowania sportu spadochronowego na podstawach nie odbiegających od ówczes- 
nych struktur organizacyjnych LOPP. W ciągu krótkiego czasu w rozwoju sportu spadochrono- 
wego LOPP osiągnę ło bardzo dobre wyniki. W 1936 r. wykonano w Polsce jedynie 60 skoków 
z samolotów, a w 1937 r. już 900. W kilkunastu miastach wybudowano wieże spadochronowe 
do wstępnego szkolenia paed skokami z samolotu 9 . Pierwszą z nich oddano do użytku w War- 
szawie w 1936 r. IO . Skoki grupowe (desanty) w ilości 40-60 skoczków wykonano w kilku 
miejscach w kraju. W Toruniu obserwował je Naczelny Wódz marszałek E. Rydz-Śmigły. 
Natomiast za granicą polscy spadochroniarze zafrezentowaIi się w skokach grupowych w Ho- 
landii, na Węgrzech, Łotwie i w Luksemburgul . Według zamierzeń ZG LOPP rok 1939 miał 
być przełomowym w rozwoju spadochroniarstwa w Polsce i jednocześnie rokiem wytyczania 
planów na dalsze lata w tej dziedzinie sportu. Intensywne działania organizacyjne związane u 
szkoleniem skoczków rozpoczęto w styczniu 1939 r. Trwały one do sierpnia włącznie. Spor- 
towcy spadochroniarze LOPP demonstrowali w wykonywanych desantach wysoki poziom 
wyszkolcnia i sprawność bojową paydatną na polu walki. Tak intensywny rozwój sportu spa- 
dochronowego w Polsce w latach 1936-1939, m.in. pokaz sportowego desantu spadochrono- 
wego w Wieliszewie k. Legionowa, umożliwił przystąpienie do realizacji planu zorganizowa- 
nia wojskowych oddziałów spadochronowych. Plan był następujący: organizacja pierwszego 
wojskowego kursu spadochronowego we wrześniu 1937 r., użycie podczas manenł..ów pierw- 
szego dywersyjnego desantu spadochronowego we wrześniu 1938 r., zorganizowanie Wojsko- 
wego Ośrodka Spadochronowego w maju 1939 r., pokaz działania dywersyjnej grupy spado- 
chronowej wyposażonej w wymagany sprzęt bojowy z wykonaniem praktycznie postawione- 
go zadania 12. 
Polski nie było stać na stwoaenie licznych oddziałów powietrzno-desantowych (zazna- 
czył to w swej pracy płk. dypl. pil. Sergiusz Abżółtowski), ponieważ nie dysponowano wielo- 
ma samolotami transportowymi. Niemcy organizując swoje dywizje powietrzno-desantowe 
mieli samoloty Ju-52, a Rosjanie ciężkie samoloty TB-3 zdolne przewieić, oprócz skoczków, 
lekkie czołgi i artylerię 13. W lotnictwie polskim korzystano z przestarzałych samolotów 
Fokker-F-VIIB/3m I4 . Mogły one zabrać maksymalnie 10 osób. Ograniczono się zatem do 
organizacji małych grup spadochronowych, zdolnych do wykonania zadań dywersyjnych na 
tyłach wroga. Grupy te były zrzucane w przypadku wojny z Niemcami na tereny Prus Wscho- 
dnich. 
Pierwszy wojskowy kurs spadochronowy odbył się we wrześniu 1937 r. w Legionowie. 
Program zajęć był jednak bardziej sportowy niż wojskowy. Wybrani podchorążowie 7
 wszy- 
ł 
stkich szkół podchorążych mieli za zadanie nauczyć się wykonywania skoków spadochrono- 
wych. Następne, specjalne przeszkolenie spadochronowe odbyło się w dniach od 5 do 12 mar- 
ca 193
 r. Wzięli w nim udzi.ał niektórzy wojskowi z pierwszego kursu. Program szkolenia 
obejmował: skoki z samolotów, składanie spadochronów, 4 godziny wykładów teoretycznych
>>>
190 


z Lakresu niszczeń t 2 godziny ćwiczenia na mapie i stole plastycznym z taktyki desantu. Każdy 
z uczestników kursu wykonał po I skoku z Fokkera F-VII, po jednym zwykłym i po jednym 
skoku z obciążeniem z RWD-8. Na zakończcnie kursu przeprowadzono skoki grupowe z Fok- 
kera z pełnym obciążeniem l S. Po przeszkoleniu przygotowany desant został sprawdzony pod- 
czas manewrów wołyńskichjesienią 1938 r. Według sprawozdania gen. dyw. Kazimierza Fabry- 
cego oddział liczył 25 ludzi zorganizowanych następująco: 
I) dowódca desantu t 
2) drużyna saperska - dowódca i 9 podoficerów saperów, 
3) drużyna piechoty - dowódca i 8 oficerów i podoficerów służby czynnej i rezerwy, 
4) sekcja łączności - dowódca i I ofic
r oraz I podoficer, 
5) lekarz desantu - I podchorąży. 
ULbrojenie dowódcy desantu stano\"
ć miał 6istole
 
uto
atyczny "Vis", drużyny picchot
 
_ karabinki, pozostałych - pistolety "Vis,,1 . Na cWlczemach desant wykonał po trzy skokI 
z pełnym obciążeniem, pozorował niszczenie niektórych mostów drogowych (w rejonie Po- 
łonka i Góry Połonka)t 2 mostów w rejonie Klewań t wiaduktów t pewnych odcinków toru kole- 
jowego i polowych linii telefonicznych. Żołnierze desantu zaatakowali też lotnisko polowet co 
wywołało na nim alarm i zmusiło ochronę lotniska do ścigania desantu. Użycie pierwszego 
dywersyjnego desantu nie wpłynęło decydująco na przebieg działania wojsk, które brały udział 
w manewrach. Kierujący manewrami gen. dyw. K. Fabrycy w swoim sprawozdaniu napisał: 
"l. Desanty spadochronowe są zagadnieLiem zupełnie realnym t którego nie mOlna lekcewa. 
żyć. 
2. Zwalczanie desantu nie jest rzeczą prostą i łatwą. 
3. Wykonanie desantu możliwe będzie przy posiadaniu w danym rejonie przewagi w powie- 
trzu. 
4. W związku z możliwością wykonywania desantów w przyszłej wo{nie t wyłania się nowe 
zagadnienie: obrony przeciwdesantowej ze strony wojska i ludności" 7. 
W wołyńskich ćwiczeniach zdobyto jednak znaczne doświadczenia, które ułatwiły zorganizo- 
wanie Wojskowego Ośrodka Spadochronowego, pomogły w opracowaniu programów szkolenia. 
ustaleniu niezbędn
go sprzętu t uzbrojenia i pomocy naukowych. Spowodowały też skonstruo- 
wanie dla potrzeb Jesantu nowej radiostacji. ponieważ stosowane podczas ćwiczeń środki łącz- 
ności (radiostacja i gołębie) nie sprawdziły się. Nowy typ radiostacji opracowali inżynierowie 
z fabryki "Avia" w Warszawie. Pierwszą partię w ilości 4 sztuk oddano do użytku na początku 
n13ja 1939 r. By ły to radiostacje krótkofalowe przystosowane do pracy kJuczem telegraficz. 
nym. 
fiały one zapewnić łączność na fali przyziemnej na odległość do 35 km, a na fali od- 
bitej - 100 kmt ISO km i więcej. Odbiornik i nadajnik oraz pozostały sprzęt kompletu radio- 
stacji: słuchawkit klucz telegraficzny t antena wyrzutowa, suche źródła zasilania t mieściły się 
w małej skrzynce duraluminiowej o wymiarach około 300 x 200 x 60 mm. Ciężar całego 
kompletu radiostacji wynosił około 2 kg 18 . 
Wojskowy Ośrodek Spadochronowy (WOS) został zorganizowany na lotnisku w Byd. 
goszczy. Rozpoczął swoją działalność w maju 1939 r. Jeszcze przed przyjęciem na szkolenie 
pierwszych żołnierzy na lotnisku przystąpiono do fonnowania Wydzielonego Dywizjonu To- 
warzyszącego z 4 Pułku Lotniczego w Toruniu (rozkaz WSWojsk. L.dz. 2676/tjn. z 10 listopa. 
da 1938 r.) w składzie 2 eskadry towarzyszące (46 i 49 Eskadra)t pododdział parkowy i por. 
towy t podkwat
rmistrzostwo i służby. Dowódcą mianowano mjr. pil. Romana Rudkowskie' 
go. Należy sądzić, że Wydzielony Dywizjon Towarzyszący był przewidziany dla wsparcia
>>>
191 


lotniczego sił polskiego Korpusu Interwencyjnego t utworzonego dla przeciwd.!iałania ewen- 
tualnej próbie lajęcia Gdańska przez wojska niemieckie. Była to jednak oddzielna jednostka. 
49 Eskadrą dowodLił kpt. obs. Franciszek Rybicki 19. Komendantem was został mjr obs. 
Władysław Tuchółko. Transport powietrzny powierzono kpt. pil. Feliksowi Kuleszy20 - 
dowódca eskadry Fokkerów - oraz pilotom: plut. (?) Hildebrandtowi i kpr. (?)? Gromowi 21 . 
Za eksploatację i konserwację spadochronów odpowiadał por. (?) Kędzierski. Na instrukto- 
rów szkolenia wojskowo-specjaJistycznego powołano por. piechoty Jerzego Góre
kiego, ppor. 
saperów Jerzego Sigenfclda i ppor. łączności Wacława Ma1inowskieg0 22 . Szkolenie spadochro- 
nowe powierzono doskonałym instruktorom cywilnym: feliksowi Zacharskiemu i Antoniemu 
Grabowskiemu. Byli oni obok Dobrowolskiego, Burgchardta, Jary t Poniatowskiego, Gęboły- 
sia i Łopatki najbardziej znanymi spadochroniarzami w kraju. feliks Zacharski był instrukto- 
rem sportu spadochronowego Okr
gu Stołecznego LOPP. Antoni Grabowski ukońcLył w 
1935 r. Przysposobienie Wojskowe Lotnicze w Łucku, prowadził sekcję spadoduonową w Lu- 
blinie. W chwili fowołania przez wojsko do WQS pracował w Lubelskiej Wytwórni Samolo- 
tów w Lublinie.:! . 
Zadaniem was było przygotowanie ot1cerów i podoficerów piechoty, saperów i łącz- 
ności, wchodzących w skład desantu spadochronowego do wykonywania zadań dywersyj- 
nych na tyłach wroga. Uczono się z tymt że w późniejszym czasie część przeszkolonych 
fi- 
cerów i podoficerów będzie stanowiła kadrę przyszłych wojsk powietrzno-desantowych... 4 . 
Pi
rwsi kandydaci na żołnierzy wojsk powietrzno-desantowych przybyli do Bydgoszczy I ma- 
ja. Byli to specjalnie dobrani ot1cerowie, jak i podotlcerowie. Wielu oficerów było absolwenta- 
mi Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie. Jednym z krJt
rium powołania do WOS (dla ofi- 
cerów) była wymagana znajomość języków obcych. W buJynkach ośrodka. w którym miało 
odbywać się szkolenie teoretyczne, zgromadzono znaczne ilości sprzętu spadochronowego, 
k5iążek t podręczników t obcojęzyczą _"h opracowań o tematyce spadochronowej. Początkowy 
okres działalności WQS wypełni!o opracowanie programów szkolenia t przygotowanie i wy- 
próbowanie potrzebnego sprzętu.:. 5 . Nowe radiostacje wyprodukowane spe'-ialnic dla WOS 
nie sprawdziły się. Były trudne w obsłudze. Dźwięki lewnętrzne zagłusZ3ły słyszalność 
przez miniaturowe słuchawki. PonaJto suche źróJła zasilania szybko ulegały rozładowa- 
niu. Na zasięg radiostacji miał wpływ sposób rozwinięcia 
nteny (kierunek i wysokość). Na- 
wiązywano łączność jedynie na odległość do 30 km. Saperzy wypróbowywali różnego roJza- 
ju materiały wybuchowe i miny. Nowy rodzaj miny prz
Lnaczonej do niszczer.la torów kolejo- 
wych opracował płk. Stclmachowski. Małe jej wymiary (szerokość równa szerokości szyny 
kolejowej) wymagały minimaJnie krótkiego czasu na skryte umieszczenie jej pod szynę. Odbez- 
pieclona mina eksplodowała pod wpływem nacisku t jak również przy próbie uniesienia jej 
w górę. WOS dysponował również dwoma pistoletami "Mors", których produkcję rozpoczęto 
w Polsce dopiero wiosną 1939 r. Zgromadzony SprLęt musiał być dostosowany do wykony- 
wania z nim skoków ze spadochronem. Kadra ośrodka opracowała więc projekty pokrowców, 
które wykonały warsztaty 4 Pułku Lotniczego w Toruniu. Do transportu sprzętu ciężkiego, 
jak ckmt większe ilości materiałów wybuchowych t amunicji itp.t wykonano specjalne zasob- 
niki z amortyzatorami. Mocowano je do otwieranych automatycznie spadochronów ciężaro- 
wych o nośności do 1 20 kg. Do końca maja wypróbowano przydatność wykonanych pokrow- 
ców odbywając szereg skosków ze sprlętem z różnych wysokości i w różnych warunkach te- 
renowych 26 . Na początku czerwca 1939 r. po miesięcznym przygotowaniu t WOS rozpoczął 
szkolenie pierwszego kursu t w którym uczestniczyło 40 oficerów i 40 podoficerów zawodo- 
wych t powołanych po ukończeniu podstawowego kursu spadochronowego.
>>>
192 


Szkolenie spadochronowe prowadzone przez instruktorów A. Grabowskiego i F. Z ach arskie go 
dzieliło się na 3 etapy. Najpierw ćwiczenia na trapezie, później na wieży a następnie skoki ze 
spadochronem z samolotu. Po trzech skokach z samolotu kursant otrzymywał tytuł skoczka 
spadochronowego. Jedna grupa szkoliła się około 2-3 tygodni w zależności od postępów 
i warunków atmosferycznych. W miarę zdobywanego doświadczenia odbywały się skoki noc- 
ne, tzw, na zadanie. Spadochrony, z którymi skakano w WOS produkowano w Legionowie. 
Był to tzw. ,'polski Irwin". Otrzymano też 50 spadochronów, w których czasze były wyko- 
nane z jedwabiu japońskiego. Po pewnym czasie eksploatacji ulegały zniszczeniu w takim 
stopniu, że nie nadawały się do użytku. W kilku przypadkach czasze pękały już przy pierw- 
szym skoku. Przyczyn wad tych spadochronów nie udało się wyjaśnić. 
Oprócz szkolenia spadochronowego uczestnicy kursu przechodzili szereg ćwiczeń typowo dy- 
wersyjnych, takich jak sposoby niszczenia mostów. wiaduktów. torów kolejowy
h itp. Dosko- 
nalono walkę wręcz i strzelanie z różnych typów broni 27 . Sprawdzianem jakości szkolenia 
w WOS był pokaz działania bojowego desantu dywersyjnego. zorganizowanego w rejonie Zie- 
lonki k. Warszawy. 
Według zachowanych archiwaliów Departamentu Dowodzenia Ogólnego MSWojsk.. 
ćwiczenia te zostały wyznaclone na dzień 2 sierpnia 1939 r. Dowódcą wybranej grupy de- 
santu został por. J. Górecki. Uzbrojenie żołnierzy stanowił l ckm (zrzucony w zasobniku). 
I Ikm. 2 pistolety automatyczne, kbk. pistolety "Walter" i granaty. Grupa saperów została zao. 
patrzona w materiał wybuchowy, spłonki detonujące. lonty, a grupa łączności w r3diostację. 
tele foniczny aparat podsłuchowy i komplet narzędzi do niszczenia linii łączności. W ćwiczeniu 
tym poza oddziałem dcsantowym uczestniczył także pluton saperów z 2 batalionu mostów 
kolejowych. przebywający początkowo na s1. Tłuszcz. Pluton ten miał odbudować zniszcze- 
nia, dokonane przez oddział desantowy. Według rozkazu organizacyjnego cel ćwiczenia był 
następujący: 
,,_ stwierdzenie możliwości użycia małego desantu spadochronowego dla celów dywersji; 
_ rcagowanie na desant spadochronowy (alarmowanie. rozpoznawanie i zwalczanie desantu); 
_ wyciągnięcie praktycznych wniosków z przeprowadzonego ćwiczenia; 
_ sprawdzenie wydajności pracy saperów przy usuwaniu zniszczeń dokonanych przez desant". 
Ćwiczenia opracował dowódca I Grupy Saperów. płk Władysław Spałek. mianowany następ' 
nie kierownikiem ćwiczeń. Oddział spadochronowy rejon desantowania wy'brał na podstawie 
mapy. Była to linia kolejowa Mińsk Mazowiecki-Tłuszcz na odcinku między stacjami: Cyga- 
nów i Pustelnik. Rekonesans terenu przeprowadził dowódca desantu z samolotu szkolnego 
PWS-Q6. Grupa wyskoczyła z 3 samolotów z wysokości 400 m. Oddział liczył 20 ludzi: 
8 żołnierzy piechoty. 9 saperów i 3 łączności. Aby zapewnić większe zaskoczenie spadochro. 
ny otwierano z 5 sekundowym opóźnieniem. Po ukryciu spadochronów na skraju lasu, natych- 
miast przystąpiono do wykonania zadań. Pod osłoną nocy saperzy zniszczyli wiadukt a następ' 
nie odcinkami tor kolejowy. Grupa łączności niszczyła napowietrzną linię telegraficzną. Wyko- 
nanie zadania zajęło około 20 minut. W momencie przekazywania przez radiostację meldunku 
o wykonaniu zadania żołnierze desantu zostali zaatakowani przez nieznany oddział piechoty. 
Po wymianie ognia rozległ się sygnał "odtrąbiono!". Co oznaczało koniec ćwiczeń. Efekt dzia. 
łania desantu oceniało wielu wyższych oficerów. w tym generałów. Wykonane zadanie ocenio. 
no bardzo wysoko. Wszystkie założenia ćwiczenia zostały zrealizowane. 
Kurs szkolenia oddzia łu powietrzno-desan towego zakończono 5 sierpnia 1939 r. Przyjęto nas- 
tępną 80 osobową grupę kandydatów. Zdobyte doświadczenia z poprzednią grupą pozwalały 
na ograniczenie czasu na szkolenie teoretyczne, zwiększając ilość godzin zajęć praktycznych
>>>
193 


w terenie. Doskonalono wykonywanie skoków spadochronowych w różnych warunkach 
atmosferycznych dążąc do maksymaJnego zmniejszenia czasu przebywania skoczka przy 
otwartym spadochronie, drogą zmniejszenia wysokości skoków, jak również przyspieszenia 
opadania metodą ślizgów 28 . Pod koniec sierpnia odwołano do Warszawy jednego z instruk- 
torów spadochronowych F. Zacharskiego. Antoniego Grabowskiego przyjęto do zawodowej 
służby w lotnictwie mianując ze stopnia sierż. pchor. na podporucznika. W ostatnich dniach 
sierpnia szkolenie zostało przerwane. 3 Fokkery, którymi dysponował WOS 30 sierpnia odle- 
ciały z 30 skoczkami na Jotnisko w Małaszewicach k. Brześcia nad Bugiem, gdzie na czas woj- 
ny urządzono bazę szkoleniową polskiego lotnictwa. W bazie tej miały być organizowane 
dywersyjne desanty spadochronowe przewidziane do użycia na terenie Prus Wschodnich. 
Dowódca grupy łączności płk. W. Malinowski wylądował z częścią ludzi 30 sierpnia około 
godz. 9.00. Na Jotnisku oczekiwały już przydzielone z LOT do ośrodka załogi z trzema do- 
datkowymi Fokkerami. 1 września 1939 r. o godz. 5.30. lotnictwo niemieckie zbombardowało 
lotnisko w Małaszewicach. Wszystkie samoloty WOS zostały uszkodzone. Żołnierze WOS 
uczestniczyli w akcji ratowania zgromadzonego sprzętu, udzielali pomocy rannym. 13 wrze- 
śnia zarządzono ewakuację lotniska w kierunku południowo-wschodnim. Płk Malinowski 
zdecydował się pozostać. Po zameldowaniu swej decyzji mjr Tuchółce odjechał do Brześcia 
do Sztabu Naczelnego Wodza. Dowiedział się tam o postoju pułku radiotelegraficznego k. Wło- 
dawy. Do końca kampanii pełnił w nim różne funkcje nie związane ze swoim wykształceniem 
wojskowym. Ostatnią walkę z Niemcami stoczył jako dowódca plutonu ckm w rejonie Janowa 
Lubelskieg0 29 . Druga grupa żołnierzy WOS, która transportem kolejowym miała dotrzeć do 
Małaszewicz pozostała na lotnisku w Bydgoszczy. I września około godz. l 1.00 samoloty 
niemieckie zbombardowały WOS. 2 września ppor. A. Grabowski dotarł z żołnierzami na 
dworzec kolejowy. a o I w nocy wyruszył w drogę. W okolicy Inowrocławia pociąg zaatako- 
wały samoloty Luftwaffe. Część żołnierzy zaległa w kartoflisku nieopodal torów. W między- 
czasie maszynista zdecydował się jechać i pociąg ruszył, a w nim część żołnierzy. Ppor. 
Grabowski pozostał z ł 2 żołnierzami. Postanowił jednak wykonać rozkaz dotarcia do Mała- 
szewicz. Podróżowali pociągiem, piechotą i podwodami podarowanymi przez dziedzica ma- 
jątku Gnojno. Szlak ich wiódł przez Kutno, Kłodawę, Łowicz, Sochaczew do Warszawy. 
Stamtąd ruszyli dalej przez Radzymin, Międzyrzecz, Białą Podlaskę i Terespol. Dotarli do 

łałaszewicz w połowie września. Zastali tam tylko rozbite hangary i zniszczone samoloty. 
Lotnisko było opuszczone. Próbowali jeszcze przebijać się dalej w stronę granicy rumuńskiej. 
Pod Kodyniem zostali zaatakowani przez nieznany oddział. Po wymianie strzałów ratowali 
się ucieczką. Ich szlak wędrówki zakończył się w Wisznicach. ppor. A. Grabowski ustawił 
swoich żołnierzy przy 
rewnianym krzyżu na Rynku, wypłacił po 2 złote żołdu, którego 
nie otrzym}wali od końca sierpnia i pożegna ł się. Nie znane są losy drugiej gru)y która odje- 
chała pociągiem spod Inowrocławia. Prawdopodobnie nie dotarli do Małaszewicz 0. 
W ten sposób dla to łnierzy WQS zakończy ła się kampania wrześniowa, w której nie 
byli wykorzystani zgodnie z przeznaczeniem. Praca ludzi nad sformowaniem polskich wojsk 
powietrzno-desantowych nie została jednak zakończona. Różnymi drogami żołnierze ci do- 
cierali do Francji, pótniej Anglii. Włamie tam kontynuowali swoją pracę. Najpierw w celu 
zapewnienia łączno
i z Krajem powołano (29 czerwca 1940 r.) przy Sztabie Naczelnego 
Wodza Samodzielny Wydział Krajowy zwany również Oddziałem VI Sztabu a następnie 
Oddziałem Specjalnym. Równolegle do prac przygotowawczych z zakresu transportu lotni- 
czego do Polski, werbunku i szkolenia "cichocienmych" w Oddziale III sposobiono organizację
>>>
194 


} Samodzielnej Brygady Spadochronowej, której przeznaczeniem miał być zrzut do Polski 3 }. 
Po sukcesach niemieckich wojsk powie trzno-desan towych, operacji norweskiej, ataku na 
Holandię i zdobyciu silnie bronionego belgijskiego fortu Ebe) Emael 10 maja 1940 r., w czerw- 
cu Winston Churchill stwierdził, że Wielka Brytania musi sformować wojska powietrzno- 
-desantowe. Dnia 22 czerwca zapadła decyzja o utworzeniu o
rodka szkolenia. Zlokalizowa- 
no go w Ringway w pobliżu Manchesteru i nazwano "Central Landing School" - Centralna 
Szkoła Desantowa przemianowana następnie na Nr I Parachute Training School - Treningo- 
wa Szkoła Spadochronowa Nr l. Polscy spadochroniarze stanowili tam znaczną część kadry 
instruktorskiej. Przez prawie dwa lata kierownictwo ośrodka w Ringway znajdowało się wrę. 
kach polskich. Pierwszym komendantem był por. Jerzy Górecki z WOS 32 . Po nim stanowisko 
objął por. Julian Gębołyś 33 . 
W miejscowości Uppef Largo pod l.even. gdzie szkoliła się l SBSpad. Polacy własnym 
kosztem wybudowali ośrodek wstępnego treningu. zwany popularnie "Małpim Gajem". 
Oprócz wielu przyrządów potrzebnych do szkolenia przyszłych ,,komandosów" wybudowali 
pierwszą na terenie Anglii wieżę spadochronową taką, jakie przed wojną budowano w Pol- 
sce 34 . 
Wiele polskich pomysłów w szkoleniu przejęli Brytyjczycy a później Amerykanie. Polscy 
instruktorzy wyszkolili łącznie 4 825 skoczków, m.in. Francuzów, Belgów, Norwegów, Cze- 
chów i polskich "cichociemnych,,35. I Samodzielna Brygada Spadochronowa nie doczekała 
zrzutu do kraju. Spadochroniarze wzięli udział w składzie anglo-amerykańskich sił powie. 
trzno-desantowych, rozpoczynających operację "Market Garden" w bitwie pod Arnhem. 
Czy byli wśród nich absolwenci Wojskowego Ośrodka Spadochronowego w Bydgoslczy? 


PRZYPISY 


l J
drzej Tucholski. Powracali noą. Warszawa 1988. s. 10-12. 
2 płk dr Eugeniusz Duszkiewicz. O rozwoju i użyciu wojsk powietrzno-desantowych, Wiedza Obronna. 
dwumiesięcznik Towarzystwa Wiedzy Obronnej. nr 4. 1988. s. 14. 
3Jędrzej Tucholski, op.cit.. 5.13. 
4 Dariusz Otto. W "szponach" spadochronu. tołnierz Polski z 1990r. 
5 Jędrzej Tucholski, op.cit., s. 14-15. 
6 LOPP - Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej - najbardziej masowa organizacja paramilitarna 
w p
edwojennej Polsce. powstała w 1923 r. 
7Tadeu5Z Malinowski, Sport 
adochronowy w Polsce, Warszawa 1983, s.13-14 i 5.40. 
8 Wł . Mizgier-:hojnacki mjr dypl., Sport spadochronowy rozwija się pomyślnie. Lot Polski. 1938. 
nr 8-9. s. 35. 
9 
Tande, s. 35. 
10Polskie lotnictwo sportowe. Almanach, Warszawa 1988, s. 157. 
llWł. Mizgier
ojnacki. op.cit.. s. 35-36.
>>>
195 


12 płk dypl. Wacław Malinowski. O organizacji oddziałów spadochronowych w wojsku polskim 
przed 1939 r.. Wojskowy Przegląd Historyczny. 1961. nr 2. s. 162. 
13 Adam Wysocki. Spadochrony nad Arnhem, Warszawa. 1961. s. 17. 
14Fokker F-Vll B/3m - samolot produkowany w Zakładach Mechanicznych Emil Plagc i Teom 
Laśkiewicz w Lublinie od 1928 r. według licencji zakupionej w Nederlandsche Vliegtuigenfabrik Fokker 
w Amsterdamie. 
15Sprawozdanie Inspektora armii gen. dyw. Kazimierza Fabrycego z ćwiczenia międzydywizyjnego 
na Wołyniu 1938. s. 102. Wojskowy Przegląd Historyczny 1961. Nr 2. s. 63; CAW Zesp. Dep. Dowodzenia 
Ogólnego MSWojsk. tecz. 26. 
16Sprawozdanie gen. dyw. K. Fabrycego. s. 100-101. 
17 Tamże , s. 109. 
18 płk dypl. Wacław Malinowski. op.cit.. s. 168-169. 
19 Jerzy Pawlak, Polskie eskadry w latach 1918-1939. Warszawa 1989, s. 267-268 i s. 315. 
20 Feliks Leon Kulesza - kpt. pil. - F/Lt zginął 25 października 1941 r. na Hawker .,Huricane" 

łk"B nr BD 918 transportując samolot do m. Kano. Rozbił się w buszu na południe od Oshogbo w Ni- 
gerii. Pochowany na cmen tarzu w Oshogbo. grób nr 3. 
21Relacje bezpośrednie Antoniego Grabowskiego. 
22 płk dypl. Wacław Malinowski. op.cit., s. 169. 
23Relacje bezpośrednie Antoniego Grabowskiego. 
24 płk dypl. Wacław Malinowski. op.cit.. s. 169. 
25 Relacje bezpośrednie Antoniego Grabowskiego. 
26 płk dypl. Wacław Malinowski. op.cit.. s. 169-170. 
27Relacje bezpośrednie Antoniego Grabowskiego. 
28 płk dypl. Wacław 
blinowski. op.cit.. s. 171-173. 
29 
Tamże,s.173-174. 
30Relacje bezpośrednie Antoniego Grabowskiego. 
31Jędrzej Tucholski. op.cit.. s. 24-25. 
32por. obs. Jerzy Górecki zginął 31 października 1942 r. na Vickers "Wellington" MkIV nr Z1279 
podczas lotu na minowanie rejonu lorientu. Samolot w którym leciał został zestrzelony przez niemieckie- 
go myśliwca. (Olgiert Kumft. Hubert Kazimierz Kujawa, Księga Lotników Polskich poległych. zmarłych 
ilaginionych 1939-1946, Warszawa 1989.s. 276. 
33 Adam Wysocki. op.cit., 5.27. 
34 J
drzej Tucholski. op.cit.. s. 15. 
35 Adam Wysocki. op.cit.. s. 27.
>>>

>>>
HUGO RASfl.,fUS 


FONTANNA "POTOP" MIAŁABY 
TERAZ 90 LAT 


Przed dziewięćdziesięciu laty, w roku 1904, wzbogaciło się miasto Bydgoszcz o nie- 
zwykłe dzieło sztuki, które zwróciło powszechną uwagę, a przyjezdnym gościom pokazywane 
było z radością i dumą. Chodzi o fontannę ,»otop", która znajdowała się w parku pomiędzy 
budynkiem regencji i kościołem św. Pawła, dzisiejszym Parku im. Kazimierza Wielkiego. To 
fascynują(,e dzieło sztuki należy niestety do przeszłości. Dzisiaj pozostał tylko pusty basen 
fontanny z wodotryskami i mozaiką. które obok rycin z dawnych czasów dzieło to przypomi- 
n 3Ją. 


"- .... ...... 
o .. .. . 
"._:.:." ......;....:::.. :.".:. ."0 ....... . ..._....... ._ 
.. ............... ...... .. ..... -0-- 
. - .. -- 
. ....... ......_.......... ...__ ... O" 


FONTANNA "POTOP" - Bydgoszcz 1904-1942 


- 


. Cofnijmy się w przeszłość, w czasy kiedy postacie z fontanny stanowiły atrakcję miasta: 
w dużym okrągłym basenie wystawały z wody trzy rzeźby. Fontanny wody spływały w dół. 
Trzeba sobie wyobrazić potop, tak jak jest on opisany w biblii. Ulewne deszcze, wody wznoszą 
się, ludzie i zwierzęta toną bezlitośnie w wodnej otchłani. Gdzie jeszcze Jla szczytach trzech
>>>
198 


wzgórz garstka ludzi i zwierząt w śmiertelnej tlWodze resztkami sił szuka ratunku z topieli. 
Na środku szczytu najwyższego wzgórza stoi mężczyzna podtrzymując lewym ramicniem 
omldewającą żonę, drugą ręką próbuje wciągnąć na skałę innego mężczyznę. Nieco niżej 
leży młoda matka, która zmarła z wyczerpania. Zdołała jednak uratować swoje dziecko, 
które rozgląda się teraz rozpaczliwie po wodnej pustyni. Lew wdrapuje się uparcie na stromą 
skałę, nie w pogoni za ludźmi, lecz aby w ich pobliżu znaleźć ratunek. Ale woda przybiera 
nieubłaganie. Przerażenie u ludzi i zwierząt. Rez gnacja. .,Czy to już koniec?". 
Obok na szczyt niższego pagórka wdrapa ła się niedźwiedzica. W paszczy trzyma małe- 
go niedźwiadka. Na trzeciej skale toczy się twarda walka o życie. Wąż oplótł w śmiertelnym 
uścisku mężczyznę, który resztkami sił beLskutecznie próbuje zrzucić z siebie wstrętnego 
płaza. Wąż - morderca umrze na pewno jako drugi. 
Ponad tą sceną unoszą się wodne pióropusze fontanny, których krople zrzucane są 
przez wiatr poza basen. Promienie słońca załamują się w strumieniach wody. Można dos. 
trzec tęczę. jakby znak nadziei. 
Te tak pełne wymowy kunsztowne rzeźby monumentalnej fontanny także padły ofia- 
rą potopu, który w formie drugiej wojny światowej i jej skutków ogarnął miasto. W ten spo- 
sób straciło ono jeden ze swoich wspaniałych zab}tków. 
Historia powstania fontanny sięga roku 1897, kiedy to Krajowa Komisja Sztuki dla Popiera- 
nia Sztuk Plastycznych (Landes-Kunst-Kommission zur Forderung der bildenden KUnste) 
wystąpiła z inicjatywą budowy monumentalnej fon tanny. Wstę pne rozmowy przygotowaw. 
cze wszystkich zainteresowanych instytucji, od ustalenia miejsca lokalizacji aż do sposobu 
finansowania tego przedsięwzięcia włącznie. przebiegały tak sprawnie, że już w następnym 
roku pruskie ministerstwo wyznań religijnych (Prcussisches Kulturmin
sterium), któremu pod. 
legały również sprawy kultury, mogło rozpisać konkurs na projekt fontanny. Spośród 46 
nadesłanych projektów komisja konkursowa, złożona z członków Krajowej Komisji Kultury 
i dwóch przedstawicieli władz miejskich ByJgoSlCZY w osobach radcy budowlanego Meyera 
i radcy miejskiego, późniejszego burmistrza Wolffa, wybrała jednogłośnie projekt, nadesłany 
przez rzeźbiarza prof. Ferdynanda L e p k e z Berlina. 
Wykonanie wszystkich elementów fontanny. aż do wierzchołka najwyższej 8 metrowej 
rzeźby z brązu, trwało 6 lat. Prace odlewnicze wykonała firma Gladenbeck w micjscowości 
Fńedrichshagen pod Berlinem ze stopu złożoncgo w 93 % z miedzi i w 7 % z cyny. Masywy 
skalne zostały wykonane z brązu. Ściany basenu zbudowano z czerwonego piaskowca, stopnie 
z szarego granitu śląskiego, a otaczający chodnik ułożono w mozaikę. Prawie 4 lata potrzepa 
było na rozwiązanie problemu doprowadzenia wody i urządzenia wodotrysku, nad którym 
pracował radca miejski Metzgar. 
W dniu 23 lipca 1904 r. o godz. 10 odbyło się uroczyste odsłonięcie fontanny i prze- 
kazanie jej miastu Bydgoszczy. W uroczystości wzięli udział m.in. minister wyznań religijnych 
dr Studt, prezydent regencji dr yon Guenther i inni przedstawiciele władz regencyjnych, 
nadburmistrz Knobloch, przewodniczący rady miejskiej prof. Boksch, przedstawiciele różnych 
organizacji oraz autor projektu prof. Lepke. Koszty projektu i wykonania rzeźb (daleko powy- 
żej 100.000 marek), jak również większą część honorarium autorskiego w wysokości 75.000 
marek pokryło państwo, natomiast miasto pokryło pozostałe 25.000 marek honorarium, 
koszty ustawienia i uaądzenia fontanny, doprowadzenia wody i zagospodarowania przyleg- 
łego terenu. 
Fontanna. ,,Potop" stała się jednym z największych dzieł rzeźbiarza, który już za młodu 
był wielokrotnie wyrólniany i otrzymywał wiele zleceń ni wykonanie prac rleźbiarskich.
>>>
199 


Lepke (1866-1909) swoim delikatnym i pełnym wyrazu wyczuciem formy odbicgał od 
nowoczesnych prąd6w ówczesnej epoki i patetyczno-monumentalnych form tworzonych 
pomników. Wcześnie zmarły twórca był w szczególny sposób związany z Bydgoszczą, dla- 
tego też ostatnie jego dzieło, rzeźba "Łuczniczki'" zostało w 1910 r. zakupione i ustawione 
w By dgoslczy . 
Lepke pochodził z Coburga w północnej Bawarii. Swojemu rodzinnemu miastu poda- 
rował on kopie obydwóch bydgoskich dzieł sztuki, które przetrwały okres wojny. W ten spo- 
sób do dziś znajduje się tam fontanna "Potop." chociaż bez dwóch bocznych rzeźb. Pewien 
fabrykant z Eisleben (Sachsen-Anhalt), który poznał rzeźbiarza w Berlinie i dowiedział się 
o bydgoskiej fontannie, zlecił mu wykonanie kopii, którą następnie podarował swemu rodzin- 
nemu miastu. Obydwie fontanny, z Bydgoszczy i z Eisleben, zostały niestety w 1942 roku 
przetopione na cele wojenne. 
Drugą kopię bydgoskiej ,.Łuczniczki" ustawiono w parku w dzielnicy Berlin-Niklassee; zosta- 
ła ona zniszczona pod koniec wojny. Trzecią, najmłodszą kopię tej rzeźby, ufundowali wy- 
pędzeni bydgoszczanie w 1982 roku swojemu miastu opiekuńczemu Wilhelmshaven. Jest 
ona wyrazem rodzinnego pozdrowienia dla wszystkich, którzy znali ją już wcześniej, albo 
dopiero poznali. W ten sposób także pomniki posiadają swoje własne dzieje. 


BIBLIOGRAFIA 


l. Prof. dr. Minde-Pouet: Neue Kunstwerke in Bromberg, w: Aus dem Poscner Lande. 6. 191 I, 
s. 69-75 
2. Gerhard Anner: Sintflut, w: Deutsche Schultzeitung in Polen. 10.1930 Nr 19/20 
3. A. Jaeschke: Der Sintflut-Brunnen, w: Bromberg 14.1972 Nr 38, s. 3 
4. Gerhard Ohlhoff: Der Bildhauer Ferdinand Lepcke, tamże 24.1982 Nr 69, s. 2 
5. Erich Zabel: Ein Bromberger Kunstwerk, die Bogenspannerin, in Wilhelnshaven, tamże, 
s. I 
6. Bromberg 33.1991 Nr 95 s. 17 
7. GUnther Meinhardt: Bromberger DenkmaIer, w: Aus Brombergs Vergangenheit, Wilhem- 
shaven 1973
>>>

>>>
JACEK Ji'OtNY 


NAJ STARSZE OSADNICTWO LUDZKIE 
Z TERENU BYDGOSZCZY 


Celem artyku łu jest prezcntacja dotychczas nieopublikowanego zespołu zabytków 
krzemiennych z terenu Bydgoszczy. Pochodzi on z dzielnicy Jachcice i bez wątpienia jest naj- 
starszym, kompletnym śladem osadnictwa ludzkiego w naszym mieście. 
Zna1eziska o metryce sięgającej schyłku epoki lodowcowej (lO 000 - 8000 lat PJl.c.) 
pozyskiwano w Bydgoszczy już wcześniej. Pierwszym badaczem, kt6remu zawdzięczamy ich 
opis, był Konrad Kothe, członek Towarzystwa Historycznego w Bydgoszczy. W 1905 roku 
odkrył on stanowisko archeologiczne w dzielnicy Czersko Polskie, u ujścia Brdy do Wisły 
(mapka)] . 


JACHCICE 
.15 


o 1 2 , bI. 


. 
CZERSKO 
POLSKIE 


Po dziś dzień pozostały z nicgo jedynie przemieszane w muzealnych kartonach narzędzia 
krzemicnne oraz opis lokalizacji osady. Obejmowała ona wydmę na dnie wąwozu wcinającego 
się w wysoczyznę Czerska. Współczesne przemiany urbanizacyjne zatarły niestety wszelkie
>>>
202 


& 


R'J
.1 


1 


a. 


b 


o "f 
 3 c;m 
. . 


ci. 


c 


jej ślady. Wiemy jedynie. iż była to osada funkcjonująca od 8000 lat p.n.e. aż do epoki brązu 
(ok. 1800 lat p.n.e.). W efekcie tak długotrwałego wykorzystywania jednego miejsca przez 
różne społeczności, nastąpiło silne przemieszanie zabytków. Precyzyjne ich oddzielenie stano- 
wi zatem dla archeologa nie lada problem. 
Dopiero sześćdziesiąt lat później. w roku 1962. ponowiono systematyczne badania nad 
pradziejami Bydgoszczy. Stało się tak. za sprawą Michała Kobusiewicza z Muzeum Archeolo- 
gicznego w Poznaniu oraz Czesława Potemskiego, reprezentującego rodzime Muzeum Okręgo- 
we im. L. Wyczółkowskiego. Wówczas też odkryte zostały pierwsze pozostałości osadnictwa 
z epoki kamienia na terenie J achcic. Najstarsze mateóały oceniono jednak niejednoznacznie. 
Mogły bowiem reprezentować schyłek epoki lodowcowej (ok. 8000 lat p.n.e.)jak i dużo póź- 
niejszy okres neolitu (4500 - 1800 lat p.n.e.)? 
Zarówno materiały krzemienne z Czerska Polskiego jak i z J achcic posiadały wspólną, 
negatywną cechę w ocenie archeologa. Stanowiły bowiem zespoły niejednorodne, przemie- 
szane ze znacznie młodszymi zabytkami. Najwyższą wartość posiadają natomiast w miarę 
kompletne, jednolite chronologicznie znaleziska.
>>>
203 


Penetrując jako student archeologii okolice Bydgoszczy 9 odkryłem w 1987 r. owo ..bra- 
kujące ogniwo t9 pradziejów miasta. Stanowisko. leżące na porośniętych rzadkim lascm wyd- 
mach J achcic, umknę ło uwagi wcześniejszych poszukiwań. W katalogu znalezisk tej dzielni- 
cy otrzymało ono numer 15 (mapka). zaś matcriały umieszczono w zbiorach bydgoskiego 
Muzeum. 
Z powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych rozwianej wydmy zdołałem zebrać 
45 niepozornych fragmentów krzemieni. Ze względu na swe położenie i skład, wnoszą one 
jednak znaczną dozę infonnacji o naszych praprzodkach sprzed 10000 lat. 
Wykorzystywali oni, podobnie jak inne ludy epoki kamienia, dostępne w najbliższym 
otoczeniu surowce. Najcennicjsza była skała krzemionkowa, zwana pospolicie krzemieniem. 
Spolegliwość materii w połączeniu z mistrzostwem technicznym, pozwalały uderzeniami 
oddziclać od niej długie, regularne ..wióry" lub owalne "odłupki". Poddane dodatko\\J'm 
retuszom, przekształcały się owe półprodukty w groty. ostrza lub noże krzemienne. 
Z odkrytego na J achcicach stanowiska pochodzi grot strzały, ze wzglę du na swą formę 
zwany liściakicm trlpieniowatym. Posiada on pokrój drobnego liścia. z wyodrębnionym, dla 
zamocowania w drzewcu trzoneczkiem (rys. la). Obok znajdowały się dwa masywne rylce 
czyli narzędzia służące dęciu i oprawianiu skór zwierzęcych. Wyko!1ane są z grubych, solid- 
nych wiórów krzemiennych (rys. I b. c). 
Szczególnie charakterystyczny jest rdzeń. a więc bryła krzemienia ze śladami odbić 
kolejnych partii wiórów i odłupów (rys. I d). Nosi on fachową nazwę "dwupiętowego", ze 
względu na fakt równoczesnej eksploatacji z dwóch przeciwstawnych kierunków. Prowadzo- 
no ją tak db uL}lskania wiA,"Ów prostych i smukłych. niezbędnych do produkcji grotów StfZ.łł. 
Oprócz opisanych zabytków odnalazł
m jesz
ze 40 drobnych odpadów krzemiennych, w tym 
wióry (12). odłupki (12) oraz łuski i okruchy (16). Wszystkie przedmioty wykonano z miejsco- 
wego krzemienia narzutowego, pozostałości minionej ery lodowcowej. 
Prez
ntowany. skromny ślad pobytu grupy ludzkiej. umożliwia przybliżone określenie 
chronologii oraz warunków jej egzystencji. Krępy, niewielki grot strzały. rylce i dwupię towy 
rdzeń do produkcji wiórów pozwalają wiązać omawiane znaleziska z tzw. kulturą świderską. 
Nazwa jej wywodzi si.; od miejscowości Świdry Wielkie k. Warszawy, gdzie została po raz 
pierwszy wyodrębniona w okresie międzywojennym. 
Kultura świderska rozwijała się pomiędzy 9000 a 8000 lat p.n.e. W okresie maksymal- 
nego rozprzestrLeniania zasięg jej obejmował Polskę, Litwę i część Białorusi. Na Pomorze 
Wschodnie' wkraczała jednak rzadko, pozostawiając zaledwie niewielkie skupienia zabytków 
krzemiennych 3 . Tym cenniejsze jest więc prezentowane stanowisko z J achcic. 
Najstarszy punkt osadniczy w Bydgoszczy określić można mianem obozowiska. Lud- 
ność kultury świderskiej prowadziła bowiem koczowniczy tryb życia. Podążała ona tropem 
stad reniferów poprzez mroźną tundrę parkową, porośniętą z rzadka brzozą i sosną. Wędrów- 
ki te miały prawdopodobnie charakter sezonowy i dalekosiężny. Latem grupy łowców przesu- 
wały się za zwierzyną ku północy Polski. Zimą wędrowały w kienlOku przeciwnym. ku cie- 
plejszym obszarom centrum kraju, w pobliże północnej granicy lasów 4 . 
Obozowisko z J achcic może więc być śladem letnich polowań na renifery. Krótkotrwa- 
ły postój łowców nastąpił w miejscu najdogodniejszym. Pola wydmowe otoczone były wów- 
czas podmokłymi, równinnymi obszarami tundry. Także Brda, szersza i gwałtowniejsza niż 
dziś, nie stwarzała warunków dla pobliskiej lokalizacji obozowiska. Jedynie wydmy na wy- 
sokiej terasie rzeki łączyły korzystną suchość pod łoża z możliwością obserwowania dalekich 
stad zwierząt.
>>>
204 


Tak przedstawia się historia najstarszcgo zwartego śladu obecności ludzkiej na obszarze 
Bydgoszczy. Pozorne bogactwo zabytków na odkrytym przez K. Kothego stanowisku w Czer- 
sku Polskim, sprawiało wrażenie długotrwałego osadnictwa łowców rcniferów. W rzeczywi- 
stości wynikało ono z przemieszania różnowiekowych wytworów krzemiennych. Wielokultu- 
rowe osadnictwo bydgoskiego Czerska jest całkowicie odmienne od opisanego zespołu z lach- 
cic. Tu zaś nieurodzajna gleba wydm sprzyjała jedynie koczowniczym picmieniom schyłku 
epoki lodowcowej. 
Przypuszczać można. zgodnie z teorią sezonowych wędrówek, że ludność ta przybyła 
na nasz teren l południa. Niewykluczona jest także dalsza jej droga w górę Brdy. Podobne ze- 
stawy wyrobów krzcmiennych odkryto bowiem na polach wydmowych okolic Torunia a je- 
dnocześnie znacznie uboższe. na wydmach okolic Tucholi 5 . Szlakiem wędrówki ku północy 
były zatcm pradoliny rzek, obfitujące w zwierzynę łowną. 
Bydgoskie obozowisko łowców reniferów jest dowodem na krótkotrwałość ich pobytu 
nad dolną Brdą. Osadnictwo stałe uniemolliwiały mroźny klimat oraz ścisła więź ludzi z wę- 
drującymi stadami zwierząt. 
Kresem harmonijnego współistnienia łowców z ich potencjalnymi lywicielami było 
postępujące ocieplenie klimatu. Wkraczający na nasz teren od południa las. wypierał renife- 
ry ku Litwie i Estonii. Za nimi podążały wędrowne plemiona kultury świderskiej. W ich miej. 
sce, na przełomie VIII i VII tysiąclecia p.n.e., pojawiły się nowe społeczności, uprawiające 
myśliwstwo i rybołówstwo. Ślady ich leśnych obozowisk odnotowano także w Bydgoszczy. 
lecz jcst to odrę bny rozdzia ł pradziejów naszego miasta. 


PRZYPISY 


l Potemski Cz. 1963. Pr3dzi
je Bydgoszczy i powiatu bydgoskiego. Bydgoszcz. s. 13- 2i. 
2Kobusiewicz M.. Potcmski Cz. 1964. Nowe m3t
ńały do znajomości epoki kami
nnej w powiecie 
bydgoskim. B}'dgoszcz. s. 16. 
3Kostrzewski J. 1966. Pradzieje Pomorza. Wrocław-Warszawa-Kraków. s. 9-10. 
401mielewska M. 1978. Późny paleolit pradoliny Warszawsko-berlińskiej. Wrocław-Warszawa. 
s. 110-111. 
SSchild R. 1975. Późny paleolit. (w:) Pra..
istoria ziem polskich. t. I. Wrocław-Warszawa. s. 270.
>>>
S y L\łVETKI, BIOGRAFIE 
I WSPOMNIENIA
>>>

>>>
AURELIA BORUCKA-1VOWICKA 


JERZY RUPNIEWSKI 
(1888-1950) 


Urodził się 21 lutego 1888 r. w Warszawie, gdzie podjął studia malarskie w Slkole 
Sltuk Pię knych u tak znakomitych profesorów jak Konrad Krzyżanowski i Stanisław Lenz. 
które uzupełnił w Mona
hium i Paryżu. Z Bydgoszczą związał się po 1920 r. wybierając wła- 
śnie to miasto na stale miejsce zamieszkania. Okres II wojny światowej spędził we Lwowie, 
a po jej ukończeniu wrócił do Bydgoszczy. 
W nurt życia artystycznego miasta wlączył się bardzo intensywnie, nie tylko swoją 
twórczością malarską, ale również poprzez współorganiLowanie i członkostwo w tak. waż- 
nych stowanyszeniach artystycznych jak Związek Plastyków Pomorskich. którego był współ- 
twórcą (ł 929 r.) czy też Związek Zawodowy Plastyków Wielkopolsko-Pomorskich. 
Malarstwo Rupniewskiego budziło duże zainteresowanie, gdyż w swojej konwencji artysty- 
cznej było niezmiernie czytelne. Z calą pewnością by lo ono odbiciem jego radości życia i wi- 
dzianego świata. Koloryt obrazów jasny i pogodny utrzymany był najczęściej w różach, czer- 
wieniach, jasnych błękitach i ciepłych brązach. lJlubioną techniką artysty była akwarela 
i w niej wypowiadał się najpełniej. Właśnie akwarela rozcieńczona dużą ilością wody nadaje 
jego pracom świetlistości i lekkości. Artysta związany całym sercem z Bydgoszczą, utrwalał 
j
j piękno w banlzo ii
znych pracach. Dzisiaj wiele jego dzieł jest już dokumentem history- 
cznym mówiącym o dawnych urokach miasta takich jak: "Wenecja bydgoska", "Kanał byd- 
goski". ,) atki" czy Stary Rynek z obecnie nie istniejącym kościołem Pojezuickim. Tematem 
prac są również pejzaże i wspaniała architektura miast pomorskich Torunia, Chełmna, bądź 
też pejzaży morskich, sLczególnie z Helu. Stworzył też liczne portrety i martwą naturę. 
Ozie ła Jerzego Rupniewskiego były prezentowane na wielu wystawach zbiorowych urządza- 
nych przez ówczesne Muzeum 
1iejskie w Bydgoszczy. Wystawy indywidualne eksponowane 
były w muzeum bydgoskim oraz w 1935 r. w ..Zachęcie" warszawskiej. Wiele z wystawio- 
nych prac zostało zakupiony
h przez społeczeństwo i muzeum bydgoskie. Ostatnia wystawa 
indywidualna przygotowana byb z okazji 35-lecia pracy twórczej w 1947 r. Jerzy Rupniewski 
zmarł w wieku 62 lat 10 czerwca 1950 r.
>>>
. .'
 
.::;":... 


..:..:.
:.. .-:-. 
::;...::;:: .::::.: 
0'0 : :.
.

:
 :
:. 
.:.. -: ::.
::: 
...
:.... 
?: . 
 . ' 
0.° e:: 


::
::;:. ... ." .
.. 
,:.:.::}. . .::
:
::i






l
;.- 
)1" filit 
/ ,.
 


1&il" 
.* ...._..... .. 
 
;:;'.:?:: ':. '.:'
:""'. .,::;::::
:::::::\ :
:.:.:.
;
:;.'.::;:
. 


'¥ 


.:'*::.:. c. 


":-::.-:. 


ZAUŁEK BYDGOSK I - 1932 pap., akwarela - Jerzy Rupnicwski
>>>
KOŚCIÓŁ POJEZUICKI - 1936 pap., akwarcla - Jcrzy Rupnicwski
>>>
.:............................ 
.::/.:.::.:::::.::::
*'::. 
,.:.x.::..:,...:l:':: 
;X:-;"
X"
' 

}:{:::{.:'t: 


" ... 
........ ''';ł 
. :r;:j


1

\;
 
. ... .; 
{i'::::f1@)


: 
,..,. . ..

" '" , ...-.., ..
 .......... ..
 .,. ...... ..... ..it.... .. ... 
'
'... .....,'" ................... .. ". 
..... .
 ........y.
;,..'. . f.. .--....
. .., . ..... .., ..
,.. 

 .:;. .,..,

.. '" ":ę.' .. ... 
. .z.... .
.. . .. ..


.,J$..,,'i&:'" A'"'''' . ..... 'V ;)."""" 
..
;

:

 . ..

 


$
;; 


:
:r::
;;:t ':
\iit::. O,: .'. :t:::.::\:;
 .'. ;', --:.':
 
 I , ::.:::
t\:.
t


:. ¥1

" :::::'
:..':::?: .:.;
;

 .:...:


:..

::;::
;:;
;i:
:
::;:;
 ::


::'
:

;f
: :;;.;"
' :;;
;:.i
r
:;:;:.
i



\:
:
:::

1
:: 

;i
:;::
: .:: ::):#1
.;;
:..:;t{
.:..,


:;
:f?:.' 
::: 
 : i\t::W
:;i
{{?:#dKtj
{ I 'i(:' . ..;.. : ::(::. 
\ : 
'1 . /r
*:ił::¥: .;.:' Jf
/
. ::...::/"--q\,\
{:::: :,:";.
': :.:'::::::\-: :' \::;;::';"::. :: :.P:
: J. ::::::.. 
. .:;:;#vr: 
 .;' '.
;: 
 ::i .} .,
.:
./ :!
:
.
. 
,.' ..... ....X'...... ....,..:t:
: .. '» ... .. ,..
. . ,o 
:.'. . . ....
. .......... ''',' . . 
 
 ., ..-'.. .:J.
, I ;:,.. ...... ..... ,.".. 

.,: ::::"::-:. 1 ' '::---=::;
'ł l .::7.:
:, :::::. :;
.;'::;'::, .:::;t: .....,:../'{: : i/ ' .-...,;.,:.;;.::\t..: .;'.;:-,;:=: .::.:....
..:..,/:::;:... :.,
-.- .:
:.:... :.../.,:.:..;. "';.:.;

F'\.:.;r.....:...: ....-.).::.
t..:.:., 


':.' LA
' :.;
;;
t :i
j,:: ':;
i' .
::;:. I" :'t
 . S\;:;; 

 r 

} '
j:': '::"\. :;,:,,':
'. .: :
'.::.:' '::dLr

. :.;:.:::;.:' .:'
::t:
:... ::": 

:
;;: '.' '.' ::'
,,::
:,:;,; :J?

:::
,,


ji

':'
:i
 '::. 
:::::
;
 ł :' :.::
:. 
t.,;. :.:
;;:.:
:
:.:::. :::::

;
{


'i .::

:i:.

:
::. ". .:
;: ::
t ::;': . ......
.

:.... I . ':

f" '
:',
 : :.) o:: . .
. 
;('.. ......:
:: ,:::::.};...::,:::.;.:. 
..::
:
:.. . ,..:: . '/J
:

\:
:; "::':..:,,:rAł::;.:..:...:.
t .\.; 

' 
 .x.... ....... .... . ..... . 
 .....'. ...... . .. . ..... .'. . 
. ,.,:c -'",' . .. ..
.. J' . . . '..' .'. ..' _1IP.
,:M: ''JJ'i;;;...)Io .,
" .,.., 
 . 
 ..,..,.;..... . 3 . 

: 

: t.,: .: -.:-":": ::: 1 ..:,.. . : '
.. -. :: ":' '::' . ';::;
' . :';;
 . }



:"
.:. " . :: -:';': ',: . " 
 .
'
:
:
 . : 
. ) .
;.. . . . . :. . ' . :

;'.: " 


' . :: , : . ":' . :( :.: . .
.. , ", ..:. 
.
:;. ,
 : 
.
'
;
.
 . 
t,:
 
::}:.:;. ;":' " '
 . ,ł.:
y. . 
., ::'
 . :'

 . 


:M 
,:
 . 

.. 
'

 
 :: . 
:::;. '. '.--:
' .' ...,:.:
..,.. 
.
-' 
 
*' .. . ... ...... . ę;'ł' . "o);' ",'''' .. ," ... .. ..«.  I ,a,
:c. '.
r'" .' ..v: ..,,
. "*'$'&'
' ,
... . .," ... . . . . 

.

 . .
..
 . ;;.: 


. . .. ::..':.' ..... .
 :.;
:""
:

:
::

",....: "::.' . . :
:- ....:::
::, . ",

,::':;;
:' : 
:,.:':fr; .;



:


:..:;;}: '¥
;

::4
t:.t. ...... .... 
: ::
 .,.; 
':':::":
 .:
 :
! '
.'. 
 ..... 
 
v 
:: . '. . : ..::
. .' 

:,.:?
:;:. :. 
..... ..... . 
 "'I . .. ..,. .;
 ".. ., .,-,.
 
":::":.''' ...-... . '
.z'!:' , .. .....:,:.:;19C:. .. .' ........ . .. 
:A:"'" "",. ".:a
. 
 
. , ...... .... 
.'-*' '
..' .': .; '


::" .'.- "Iic:;-.: "':.":;.'Z,,«:.: ił : o'.:.':' .'-:. ...:' .
t 
 ..:
....... ";::6::':':';' .":::.;::., ..-/J.:....:..,r '.' ...:.:
:.:.:: ",. 
. :'.;... ..,:',........
 .,JIłI'Y' _"
"
,'':'f...
.'' V'. .' '.:_.:...:':.:: '.':. 
.:,:(. -'J . .,. ..
.. ". ". .,.......
.,..
.. -,..... ,. 
-".
.. 'Y'X,"... ,. ..... .
::::::
. ...,.... ,
.:.:.:--- .......'.' . . .' 
,.., .. .'
.... '..,."'" .... .'. ..... . .... 
;
 . i . ,. c :--. ł $f":''',  .. . ..t". ':. ,.} . i '$ 
 :-:.,. " 
 \r;dl:::::' . :.;.:.,:.,:
::-".:.łijii. ':
:..., .:..... ;,..,:....: :.'. : :::'?'.:;:';;'j.-':':::'.: .: ., ": ;)oj». 
::. 
 , . f. 
 - . ł-i"t'ł .
:
..... 
 . .
;: (..


: ....:;:.i
::... :-";.
::' 
: .'.:' ..:., ::.. '. :: . .. .

tfr7: :: ? :

.::;

;:ft
)
. ":: ." - 
 . :: . ;ł . 

" : . :
"' . ,
' j:,;' g ' 
:.:: . ." . ..:

 . :: . :':- . 
.
 ':' . '
 . '. . ': -: . '.' :: . . . ' :::": '" . .:::.....:.
:.:::.::::;...:.:
.:::-::: . :} ,', .
r
:..: .

.!-t. 

; ,'. :.;
..
 
A;':' .,:.....::: ..: ..;.}:':: :": 
.... .. '''IL' 
 .,.'

.. 1tJ.:::

...., '
:;' l " ł....'...:.,. ....... ,.
 '" .... .. ..""'. ...1(".1" lO o' .,.-ł-_ .J
:;- ....... 
'.' '. 

 .J- 
 ": .... ..' ....,;..;{...., ....;
.::::ł'-.::;..
:.
...:. 
"
:".':'.*:.."'" .... 
 .
... .._
':'. 1:......:
.!-'(.
... '. .;-:;:...


t.':N:..: : . .. ...'f': . .......
:;...... ......:... ...... ::..... 
. .. ':
 . _'
 
. ,.',,, " '" . ." 
;.c" ...... .......aJ,.. ,." ". .... '.' ,. "'
"'"'''''''''''''''
''''''' " .. ....q ,., . ....., .... 
 . .....,. ..... "-"....,.. 
. ';.

;. 
::::-:' :

:::ł
:c

 :.
.
 :' '-;f;
 
 ; \.
)t
.:f.:;
:: ::
:

:
, 

::
 :: 

 ;:::; 

! ';
.:. 
. ...: 
:.
 iJ:: ::'" ..
.::.:;: J::;;.:::.. :,;,::,';':
"':::::: 
:::. ......: .} ;.
;...
.: \t . i:; :;;::.,i 
'.:.::
:;


;;;;tF
" , . . '.:' ,:..
.. ' W  '

.(:\ :
::
:

r
j
: 
ł\ "" .-- l::::4::'l:. 
.,.:' ,::':: ...... 
:
 ::
"::".:.:t,. .::.,....;

.;,.J.,.{s: ..':...
-:
.:',,'" ""--:' .:.:..' ..: '::r..:. "::':":::-;"
"..;i::.:M:t:::.t.:.
:;"::'
: .:.,..:..
:... ._
.. 
.. 

 . l' '" .
 bit: ."..

 :-. "ł' .. . ':ił;ł' :Ri;...!oIe: r. .. . :S!" .... . ,. . ...... ......,.... . . .-... .
v-...,.....
... .::
,;.,.'.. 
 '..0;0" ",'. , ,... 
:::..  
 
 
 '. .
: 

.
.:
:

: : ". 
 :
..' .:': :..t
:.:
 'M'
. ..:
t.

.:...
;.
 "':.- . . .:. .
 .'::::.:: ::::'.. '. ::. .:

:
::
.fi:
::: 
 
 '


.:
::
;

:::r
::

;.::
:-J

:':",:,x,:,;:
 
: . ::.' : A" t.. '
..., .: \ ::i
 %='\

: ,
,,:""'o;. 
 ..' ., 
.::. .L' t
":, :'t .
.:r-"
::w"'{ ....:::\..p ._.v....;..:.::: ..:.:' 
:;;,;:..:
.:: .;.:

, 

F



g:::;:.
 
 ..:
::
:..
.
:

....:
 
. ,,'J;..,' ..)1; 
.:f." h l 'd' $ ..
.. ." . .:.
:.« I . . -.
 Jo, -
. " '
.. .'. 
 '.' ....... .,*
' dt " .'
' .";'. '-)-'.' ... ......., ,:
...
. ::;:W 
(, dl. 
..  ! -{ ..1' f.: .J
::.t \ :.:

k' , 
 
 . . 
::..-:--
....
.
(t
::" . f -'" ,.;.;?:
';:":;\
:": .
. .::
. ..::}::. 
 ;
 _,./
:;': :..: 
 .
..
;t{ :',,\:,/i:t{ł
' .:_ :'.:::.::':A:. 

 
:
:.:. "-.-=' 
.:" :..' ........... ::
:.::. T:.
:x. ",
 .... ."-.
y.'!'.. 1 ..;" . ". .' 
"".:... 
'::' i.. . :.::::::.::::: ":. , o':.:. 
A ł-!?.... co":'..;:- '",., '.

'.
'..:/.:: 
.' ....;..... ,
 .-,:" .' .-1.- 
.:J'."'.' "C" . 
 ..,.;....,..,.
..... "", . -.... 
 l .. . ,. .''''1:' 
 
.. :;.;:.:.....:: "". 
 ....... ". .= 
"'''' 

. ...:

 ":"':':':':':' 
: ...:.'X' .::.. .
 .... ....,.. "':4
""
'''::''''.'''''': ......,...;:... 
 .,y... . .....,. .... '.:'-..:':::.':-W;' ..,....ti:.

. I.' '
.a'ł..r:';;';":'}.:-ł-'.'."".";""."'."
:':"'
.' 
, r..' ;:;'
:::
"." .'.:.,ł.' .....
:,. ':'"'.!
:'":''''!I
_",,::
,----_;.. .
::, . 
 ..!_,. . . ':;
.'.Y"":..:;.::.:.::::::

:.::.:.i
" ...:
:.
:..:,:. "'iC,.:.,'
':;O:
::""" ,...::.:'..
:;:?::::::::::::::. 
.;,. ..... ,..'X. '.
 
:
, .... ..... ..;,.,..., ..."..... 
 . ..... . . '. . . . ..............';

.-.' 
...... ...:
;
. 
..;».:.. ,'.... ;:w..:...... ...,..............,.,-...........'.'.... 
: . . ...... ,. a... . 1f:-.:.. ..
.
. 
.".. .'A
:"(. .".
. 
:':.':, 
;",..

. ..
;: .:
 :..: .
.
:::::::
:::::
:.A':'"::..:...::

 


...(o»"::
'",:
;:. .:. ...
: .'0 ::...;:.:.;:.

::
:. 
:' ."t1i _.:::::
:::::::::..._....::::.::........ ...
..

:

..:.:

 ił ''.... '
.. ..,;.....:
: .:=:.:.... .
:
=


 .'.
 ""'!"":
_
.. '3 J '
. ..
 ."'-.:.::
::
t
.

.{ .:...
." .
'ł(r. 
,;.,.
 ;0(;'';'''' 
'.'::.'
"_. :. ':..;':...:-ł:'.
:
 
-.-- ............ '.. ....:.:
..

_.....
....
.,.. ..:",; :-x.-.......'"«. 
'...
:W=- ""''','''' , .,.)t;.:
 . .........6=,v... .......,
. ."N f'.Y,ł..'1,. l..
_\ ,.,... .I.... "'
''''''.:'.
'' 
.... J' ....
 ..
ljo"
... .. ....... ........-łI"o..... . """'" '. . ..... 
 :a..... _ ...»-=.y..-:..--".io-
..:-
..I.". . 
:I
.. l'V II .... ........ .., fi , 
'
:";(.:' ........
.
:..,;.:
:. .
.
. '. .:
:...:..:
 
 :--;.-::. . __.. ,
. 
.,Iio'..... ...... ..:.
 ";
 _... . '*...
),,:,....Ą 
 :£. J', ....A..,.'.:
 ":',,-,;,:, ,'.... :..
 .,": 
.,':
".: . , ..: . . . : : . : 
 . : . 
. . :: ... .i
:

 . . . :
 . :. . : . ; 'I' :.:::....:.:: ,.
:..,
. 
 
 :i$'y. -;1.)' ... " . . . '-';.
.. l'oS\ - 
. - . ,:::.
:.::
.

+t..
:
:::,: \

.
':.. }: ;i:
:
i
j:
i
 
:\,.:....;.A;:

::. ::;..:
i'
:.-.. . :.: :. .:. '.
:.:
:;:::::. ':::' .C
./ 
:.. !
"'::. .' ...
.' : 
 'i, \;.:.;' '.. ". : :.
,
::;: '.' .:
::;
 


.
 


.. 
. 
I 


WE
F(,JA BYDGOSKA 


1936 pap.. akwarela 


Jerzy Rupnicwsk i
>>>
WŁODZIJIlERZ JASTRZĘBSKI 


SŁOWNIK "BIOGRAFICZNY NAUCZYCIELI 
BYDGOSKICH - OFIAR n WOJNY ŚWIATOWEJ 
, , 
CZĘSC I 
Litery od A do K 


BaJcer Stefan (1894-1939). Ur. 31 VIII 1894 r. w Wiskitnie pow. Bydgoszcz, syn Jana i Wła- 
dysławy z Ossowskich. Szkołę elementarną ukończył w Wierzchucinie Król., po czym w 
1910 r. wstąpił do Preparandy Nauczycielskiej w Elblągu. W 1913 r. zdał egzamin wstępny 
do Seminarium Nauczycielskiego w Tucholi. Uczył się tutaj z przerwą spowodowaną koniecz- 
nością odbycia służby wojskowej, aż do 1919 r., kiedy to w dniu 28 czerwca zdał egzamin 
dojrzałośd. Będąc w wojsku pruskim przez trzy i pół roku walczył na froncie zachodnim 
I wojny światowej. Po złożeniu egzaminu nauczycielskiego do pracy w polskim szkolnictwie 
nie mógł przystąpić. gdyż powiat bydgoski, na terenie którego wówczas zamieszkiwał znajdo- 
wał się do 20 I 1920 r. pod zaborem pruskim. Chcąc jednak przyczynić się do odzyskania 
niepodległości przez 'państwo polskie przekroczył we wrześniu 1919 r. pod Inowrocławiem 
polsko-niemiecką linię demarkacyjną i zgłosił się w charakterze ochotnika do wojsk Powsta- 
nia Wielkopolskiego. W Poznaniu został przyjęty do 155 pułku piechoty wchodzącego w skład 
23 Wielkopolskiej Dywizji Piechoty. Dosłużył się tutaj stopnia porucznika i funkcji dowódcy 
kompanii. Wraz ze swoją jednostką brał udział w wojnie polsko-sowieckiej. Dnia 7 VII 1920 r. 
został ranny w walkach nad Dźwiną. Po rekonwalescencji wraz ze swym pułkiem i 23 dywizją 
piechoty wkraczał na teren od:!yskancgo przez Polskę Górnego Śląska. Służbę wojskową 
w nicpodległej Pols
e zakończył w lipcu 1921 r. jako kawaler Krzyża Virtuti 
filitari V kl. 
Z dniem l IX 1921 r. został powołany do pełnicnia obowiązków nauczyciela tymczasowe- 
go w Publ. Szkole Powszeclmej w Bydgoszczy - Wielkie Bartodzieje ul. Fordońska 5. Szkole 
tej pozostał wierny z przerwami do roku szk. 1936/37. Doczekał się też awansu na stanowi- 
sko kierownika, które objął 10 X 1927 r. Wcześniej, bo 10 X 1924 r. zdał praktyczny egza- 
min nauczycielski. W 1934 r. ukończył Państwowy Wyższy Kurs Nauczycielski w Poznaniu_ 
W 1929 r. zgłosił swoją kandydaturę na wyjazd do pracy wśród Polonii w Niemczech. Pierw- 
szym miejscem jego zatrudnienia była szkoła powszechna w Skicu pow. Złotów. Oprócz wy- 
pełniania obowiązków nauczycielskich działał w Towarzystwie Młodzieży Polskiej, prowa- 
dził chór młodzieżowy, popularyzował polskie wydawnict-.va oraz wygłaszał odczyty. Po ro- 
cznym pobycie na Złotowszczyźnie \V roku szk. 1930/31 przeniósł się na Babimojszczyznę, 
gdzie objął kierownictwo polskiej szkoły powszechnej w Babimoście. Pod wpływem szykan 
stosowanych przez nacjonalistów niemieckich liczba dzieci uczęszczających do tej szkoły 
systematycznie malała tak, że władze niemieckie mogły ją w 1932 r. zamknąć pod pretek- 
stem zbyt niskiej frekwencji. Wówczas S. Balcer objął kierownictwo polskiej szkoły pow- 
szechnej w Buczku Wielkim pow. Złotów. Tutaj, tak samo jak i w poprzednich miejscowo- 
ściach angażował się sumiennie w pracę zawodową i społeczną w środowisku polskim. Na 
skutek prześladowań doznawanych ze strony Niemców poprosił władze polskie o odwołanie 
go do Polski z końcem roku szk. 1933/34. Ponownie powrócił do pracy w Publ. Szkole Pow- 
slechnej na bydgoskich Wielkich Bartodziejach. Z tego okresu pochodzi opinia wystawiona
>>>
212 


prJ:ez inspektora szk. w Bydgoszczy Sz. Tarnowicza oS. Balcerze: "Jako pracownik Pan, Balcer 
jest jednostką sumienną i obowiązkową. Dba o należyty poziom szkoły, tak pod względem 
naukowym, jak i wychowawczym. Stosunek jego do dziatwy szkolnej - odpowiedzialny, do 
grona nauczycielskiego - koleżeński, do przełożonych - zawsze poprawny. Z rodzicami po- 
wierzonej mu dziatwy szkolnej umiał nawiązać kontakt i cieszy się ich zaufaniem. Pracę spo- 
łeczną lubi i bierze w niej czynny udział..." (opinia z 19 I 1937 r.). Po 3-1etnim pobycie 
w Bydgoszczy S. Balcer ponownie wyruszył do pracy wśród polonii zagranicznej. Z dniem 
l VI 1937 r. zaangażował się do pracy nauczycielskiej w placówce Polskiej Macierzy Szkol- 
ncj w Wolnym Mieście Gdańsku. Objął kierownictwo szkoły powszechnej w Nowym Porcie. 
Dał się poznać jako pełen werwy działacz społeczny. Kierował świetlicą polską, był referen- 
tem oświatowym w Towarzystwie Powstańców i Wojaków, zastępował prezesa Koła Przyja- 
ciół Harcerstwa oraz stał na czele Towarzystwa Śpiewu "Cecylia". Ostatni rok szkolny przed 
wybuchem II wojny światowej spędził w Grudziądzu, gdzie w Liceum Pedagogicznym prowa- 
dził przedmiot ,,zycie dziecka w środowisku" a w szkole ćwiczeń uczył j. polskiego. Miesz- 
kanie zachował jednak w Bydgoszczy. Tutaj też został 9 IX 1939 r. aresztowany przez hitle- 
rowców i osadzony w obozie dla internowanych w koszarach 15 pułku artylerii lekkiej. Roz- 
strzelano go wraz z innymi nauczycielami bydgoskimi w dniu 1 XI 1939 r. w "dolinie śmierci" 
pod Fordonem. Jako trwały ślad pozostały po nim liczne publikacje popularno-naukowe. 
Przez wiele lat współpracował z "Poradnikiem Nauczycielskim", gdzie ogłosił drukiem m.in.: 
"Nauka koncentracji w praktyce szkolnej" (nr 2 z 1931 r.) oraz "Przyczyny obchodu rocz- 
nicy Konstytucji Weimarskiej" (nr l z 1932 r.). Z żoną Marią z d. Granske posiadali córkę 
Halinę (ur. 18 X 1924 r.). 
Bałachowski Witold (1892-1940). Ur. 14 X 1892 r. w Ciborzu pow. Brodnica, s. Edmunda 
i Heleny z Pomierskich. Ukończył niemieckie gimnazjum w Brodnicy, a następnie podją ł stu- 
dia na uniwersytecie w Berlinie. Tutaj zastał go wybuch I wojny światowej. Przetrwał ją całą 
w pruskim mundurze i dosłużył się stopnia podporucznika. Po zakończeniu wojny powrócił 
w rodzinne strony i zaangażował się w działalność niepodległościową. Od grudnia 1918 r. 
do września 1919 r. pełnił funkcję dowódcy polskiej Straży Ludowej na wschodnią część 
pow. brodnickiego. Następnie przedostał się do Poznania i wstąpił jako ochotnik do am1ii 
wielkopolskiej. Na czele baterii zapasowej wziął udział w akcie przyłączenia Pomorza Gdań- 
skiego do Polski. Następnie walczył w wojnie polsko-sowieckiej. Równolegle w latach 1919- 
-1923 studiował na uniwersytecie poznańskim języki obce. Był m.in. asystentem w Katedrze 
języka i literatury angielskiej oraz uczestnikiem seminarium z zakresu historii sztuki. W czerwcu 
1923 r. złożył przed komisją uniwersytecką egzamin państwowy - fIlologiczny i uzyskał 
prawo do nauczania języków: polskiego, niemieckiego, angielskiego i francuskiego. Od 1 wrze- 
śnia 1923 r. do końca II Rzeczypospolitej pracował jako nauczyciel w Miejskim Gimnazjum 
Matematyczno-Przyrodniczym im. M. Kopernika w Bydgoszczy. Dyrektor szkoły wystawił 
m u w J 926 r. nastę pującą opinię: ,,Pan W. Bałachowski pracuje w tut. szkole już 4 rok, ucząc 
w pełnym wymiarze godzin języków: francuskiego i angielskiego (obecnie i nadobowiązkowe- 
go łacińskiego). Zaskarbił sobie sumiennością w wypełnianiu obowiązków uznanie władz 
szkolnych, a taktem przywiązanie uczniów. Osoba jego przedstawia siłę ze wszech miar cenną 
i dla szkoły po1.ądaną". Po śmierci dyrektora S. Łabendzińskiego przez jeden rok - w roku 
szk. 1933/34 W. 8ałachowski pełnił obowiązki zwierzchnika Ginmazjum. Społecznie pra- 
cował poza szkołą jako prezes Akcji Katolickiej przy Parafo Farnej. Brał udział w kam- 
panii wrześniowej 1939 r. Po dostatniu się do niewoli sowieckiej zgin,ł w kwietniu 1940 r.
>>>
213 


w Katyniu. Z żoną Barbarą z d. Tyblewską posiadali dwie córki: Marię (ur. 6 IV 1926 r.) oraz 
Barbarę (ur. 18 XII 1935 r.). 


Bartkowiak Czesław (1908-1939). Ur. 5 VII 1908 r. w Głu- 
szynie Leśnej pow. Poznań. Uczył się w Państwowym Semi- 
narium Nauczycielskim im. K. Libelta w Kcyni. gdzie 4 VI 
1928 r. zdał egzamin dojrzałości. Pierwszą posadę nauczyciel- 
ską objął w Pub!. Szkole Powszechnej w Nakle, gdzie praco- 
wał w latach 1928-30. Po odbyciu zasadniczej służby woj- 
skowej we wrześniu 1931 r. został zatrudniony w 7-klaso- 
wej Pub. Szkole Powszechnej im. H. Dąbrowskiego w Byd- 
goszczy. Od l X 1932 r. do końca lat międzywojennych nie- 
przerwanie pracował w 7-klasowej PubI. Szkole Powszech- 
nej im. Św. Trójcy w Bydgoszczy (ul. Kordeckiego 20). Egza- 
min praktyczny dla nauczycieli szkół powszechnych zdał 
8 IV 1933 r. W roku szk. 1936/37 został urlopowany do 
nauki na stacjonarnym Wyższym Kursie Nauczycielskim 
w Warszawie, który ukończył 30 VI 1937 r. Brał udział w kampanii wrześniowej 1939 r. jako 
żołnierz Wojska Polskiego. Dostał się do niewoli sowieckiej. Zginą ł w kwietniu 1940 r. w Ka- 
tyniu. 


. 
.'...
::it:, ,.:,:,:\:.:. 

)!!:
. 
1i
( 
,,:.: ,.' :'.:';{

r;::
?:i::.

t?::
jf 
i' .
... :c;:'. 
.. .,_.:.}
F'''.. 
' 
.',. 
;[;:;
!

;
:::
:
;':/:




ij;i;
{
J :.:' :': 
::::'
.;:

t
ł71i)i;::: :
;;:j:f;;


::
1 :.i
i
":':
 

.. 

...-.-............. ..... 
'};;:;
:;:'


f" :..:::::\:-:.
. '. .: )!

S. 
,,


::: .. : .
. .'0 .',. 
,"
.;' :: ..
 .... 
4 .. '. 


Bąkowski Józef (1914-1939). Ur. 7 I 1914 r. w Minchówku pow. Gniezno, s. Jana i Stanisła- 
wy z Łęgowskich. Do Bydgoszczy przybył 21 IX 1938 r. z Gniezna i objął tutaj posadę nau- 
czyciela w Micjskim Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczym im. M. Kopernika. Pracował 
społecznie w Polskim Związku Zachodnim. Aresztowany w połowie października 1939 r. 
i uwięziony w koszarach 15 PAL w Bydgoszczy. Zginął rozstrzelany w masowej egzekucji pol- 
skiej inteligencji 30 X 1939 r. w "dolinie śmierci" pod Fordonem. 
Beyer Kazimierz (1881-1939). Ur. 28 I 1881 r. w Wulce pow. Lubawa, s. Bogumiła i Wik- 
torii z d. Resee. Od 6 roku życia uczęszczał do szkoły powszechnej w Mikołajkach pow. 
Sztum, gdzie ojciec pełnił obowiązki kierownika. W l. 1897-1900 uczył się w Seminarium 
Nauczycielskim w Tucholi. Od 16 X 1900 r. do 15 XI 1903 r. był nauczycielem tymczaso- 
wym w 4-klasowej szkole w Suchej pow. Świecie. Po zdobyciu kwalifikacji praktycznych do 
uprawiania zawodu władze pruskie nadały mu kierownictwo 3-klasowej szkoły w Sumowie 
pow. Brodnica. Od l I 1906 r. pracował w charakterze nauczyciela w różnych szkołach pow- 
szechnych na terenie Bydgoszczy, przy czym najdłużej w szkole przy ul. Świętojańskiej 20. 
W I. 1918-1920 brał czynny udział w organizowaniu zrębów polskiego szkolnictwa na tere- 
nie Bydgoszczy, będąc członkiem miejscowej Rady Ludowej. W 1919 r. Naczclna Rada Ludo- 
wa w Poznaniu mianowała go członkiem Deputacji Szkolnej m. Bydgoszczy. W tymże samym 
roku w jego mieszkaniu powołano pierwszą w mieście zawodową organizację polskich nauczy- 
cieli o nazwie: Chrześcijańsko-Narodowe Towarzystwo Nauczycieli Szkół Powszechnych. Od 
1920 r. był jej prezesem, a następnie członkiem Zarządu Okręgowego w Poznaniu i Głównego 
Zarl.ądu w Warszawie. W styczniu 1920 r. objął kierownictwo polskiej szkoły powszechnej im. 
Sw. Jana w Bydgoszczy przy ul. Świętojańskiej 20 i sprawował je aż do czasu przejścia na emery- 
turę w 1937 r. Jako członek Chrześcijańskiej Demokracji był kilkakrotnie wybierany do Rady. 
Miejskiej w Bydgoszczy. WI. 1921-25 był jej I wcicprezesem, a następnie nieprzerwanie aż do 
1939 r. sprawował funkcję prezesa. Od 1928 r. był też płatnym członkicm Magistratu m.
>>>
214 


Bydgoszczy. Społecznie działał tak,.e w Kole Miast Wielkopolskich i zarządzie Związku Miast 
Polskich. Jako radny miejski został aresztowany wraz z kilkoma innymi członkami Rady Miej- 
skiej w początkach października 1939 r. i osadzony w siedzibie Selbstschutzu przy ul. Sielanka. 
Tutaj był maltretowany i bity przez hitlerowców jako rzekomo współodpowiedzialny za tzw. 
bydgoską krwawą nic dzielę . Dnia 4 X 1939 r. grupie radnych polecono zabrać rzeczy osobiste 
i wywieziono ich w nieznanym kierunku. Zginął w niejawnej egzekucji dokonanej na polu za 
byłą Szkołą Podchorążych przy ul. Gdańskiej. Jego zwłoki rozpoznano w czasie ekshumacji 
przeprowadzonej w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej. 
Bęcki Franciszek (? - 1941). Nauczyciel szkoły powszechnej (?) w Bydgoszczy. Zginął w 
1941 r. w obozie koncentracyjnym w 
tauthausen-Gusen. 


Bina Wiktor (1886-1939). Ur. 20 XI 1886 r. w Trzciance, 
s. Antoniego i Marii z domu Smolarek. Po ukończeniu slkoły 
powszechnej i Wyższej Szkoły dla Chłopców w sw?im rodzin- 
nym mieście, uczęszczał w latach 1902-07 do niemieckiego 
Państwowego Seminarium Nauczycielskiego w Pile, gdzie 
24 I 1907 r. zdał egzamin dojrzałości. Do odzyskania nie- 
podległości przez zachodnie ziemie polskie pracował w wiej- 
skich szkołach w Kwieciszewie pow. Mogilno. Kamienniku 
pow. Wieluń oraz w Wyższej Szkole dla Chłopców w Mogilnie. 
W tym też czasie 14 XII 1911 r. zdał w Pile praktyczny egza- 
min nauczycielski. W latach 1914-1918 przymusowo wcielo- 
ny do wojska pruskiego brał udział w I wojnic światowej. 
W maju 1921 r. polska komisja weryfikacyjna pr
'yzna ła mu 
prawo do nauczania w szkołach polskich. Do I VII 1923 r. 
nadal był zatrudniony w szkole w Kamienniku, a w latach 1923-1930 w wiejskiej Publ. Szkole 
Powszechnej w Dębem pow. (zamków. Na swój własny wniosek skierowany do władz oświa- 
towych 19 X 1929 r. zosta ł zaang3Żowany do pracy w prywatnym polskim szkolnictwie w Niem- 
czech. W związku z tym zawarł umowę le Związkiem Polskich Towarzystw Szkolnych na 
Wamlię i 
faz1ay o 0bjąciu posady w Worytach pow. Olsztyn. Była to ciężka i odpowkdzialnJ 
służb3. Szkoła do której początkowo uczęszczało 12 dzieci, a później 19 mieściła się w jedr.cj 
izbie wynaję tej u miejscowego gospodarza. Nauczyciel oraz rodzice uczniów pasy łający swoje 
pociechy do szkoły polskiej stale byli narażeni na groźby i szykany ze strony niemieckich 
nacjonalistów. Przetrwanie w ty,:h warunkach trzech lat uznać należy za akt wyjątkowcj wy- 
trwałości i siły woli. Odwołanie Jo kraju nastąpiło '16 VIII 1933 r. Na jesieni 1933 r. złożył 
wniosek dą Kuratorium Okręgu Szkolnego Poznańskiego o przeniesienie do pracy w Bydgoszczy, 
gdzie dorastający syn mógł kontynuować naukę w szkolnictwie średnim. Podanie zostało 
załatwione pozytywnie i z dniem 1 I 1934 r. W. Bina został zatrudniony w 7 -klasowej Publ. 
Szkole Powszechnej z niemieckim językiem nauczania w Bydgoszczy ul. GrW1waldzka 41, 
gdzie pracował już do końca lat międzywojennych. Za nienaganną i pełną poświęcenia pracę 
dla dobra swojej ojczyzny - Polski otrzymał liczne odznaczenia, w tym: Medal Dziesięciolecia 
Odzyskanej Niepodległości (w 1929 r.), Brązowy (w 1938 r.) i Srebrny (w 1939 r.) Medal 
za długoletnią służbę. Dnia 15 X 1939 r. został aresztowany przez Gestapo z mieszkania przy 
ul. Śląskiej 12 i odtransportowany pod konwojem do koszar 15 P AL. Zginął rozstrzelany w ma. 
sowej egzekucji polskiej in teligcncji 1 XI 1939 r. w "dolinie śmierci" pod Fordonem. Żonaty 


,.,. ,. Ę "
uu,",,
 
C" :::::, ..::.:::.... ::._:
:::::::::::::::
:.

::
I: 
. ... ..... ..................x..
)'...,...-.;,.. 
.!;;'l
"::
 
.... 
 . .
 
 : 
 .. : . :
 . 
 . ._ . 
i . ..
)
 
.-.


;



 "... 

, ..
,- 

 .. .. :

.

;:


 
:;7' 
..
t.1)


t1.,
>>>
215 


z Apolonią z d. Adamczyk midi syna Arkadiusza (ur. 12 VII 1915 r.). 
Bogacki Jan (? - 1939). Nauczyciel Publ. Szkoły Dokształcającej Zawodowej nr l w Bydgosz- 
czy, ul. Konarskiego 2. Aresztowany przez hitlerowców 1 XI 1939 r. Zginął w bliżej niezna- 
nvch okolicznościach. 
, 


Bruckner Stanisław (1900-1939). Ur. 17 XI 1900 r. w Mielnicy pow. Borszczów, woj. tarno- 
polskie. Uczył się w gimnazjach w Skałacie (1. 1911-1914) i Tarnopolu (I. 1914-1916). Do 
wojska polskiego wstąpił w lutym 1920 r. i brał udział w wojnie z Sowietami. Dalszą edukację 
kontynuował po zakończeniu I wojny światowej. Egzamin dojrzałości zdał 5 VII 1921 r. na kur- 
sie zorganizowanym we Lwowie dla uczniów-żołnierzy. \V tym samym zapisał się na \Vydział 
Filozoficzn)' Uniwersytetu im. Jana Kazimierza w tymże mieście. Studiował fizykę i matema- 
tykę, uczęszczając równolegle na kurs metodyczny dla kandydatów na nauczycieli szkół śred- 
nich zorganizowany przez Kuratorium Okręgu Szkolnego we Lwowie. Obie formy kształcenia 
ukończył w 1924 r. W roku szk. 1926/27 uczył fizyki w Prywatnym Gimnazjum "Pedagogium 
Wielkopolskie" w Bydgoszczy, ul. Zduny 7, a następnie przeniósł się do Miejskiego Gimnazjum 
Matematyc!no-Przyrodniczego im. M. Kopernika. Jako nauczyciel fizyki i matematyki zyskał 
tu sobie powszechny szacunek tak u uczniów, jak i władz zwierznich. Był organizatorem pra- 
cowni fizy
, założycielem i opiekunem uczniowskich kół zainteresowań dla radioamatorów 
i t1zykalnego. Równolegle podwyższał swoje kwalitikacje zawodowe przygotowując się do 
egzaminu nauczycielskiego przed Państwową Komisją Egzaminacyjną. Zdał go w kwietniu 
1929 r. i otrzymał uprawnienia do nauczania w szkołach średnich ogólnokształcących fizyki 
jako przedmiotu głównego i matematyki jako przedmiotu dodatkowego. Poza szkołą pracował 
społecznie w Polskim Związku Zachodnim. Aresztowany w połowie października 1939 r. przez 
Gestapo i osadzony w koszarach 15 P AL, podzieli los innych bydgoskich nauczycieli rozstrzelany 
30 X 1939 r. w "dolinie śmierci" pod Fordonem. 


Brzeziński Józef (1875-1939). Ur. 13111 1875 r. w Budziskach pow. Chojnice, s. Jana i Doro- 
ty z d. Kos. Ukończył Seminarium Nauczycielskie w Grudziądzu. Pracował jako nauczyciel 
w Szkole PowszecłU1ej w Rytlu i Czyczkowach oraz jako kierownik Szkoły Wydziałowej 
w Czersku w powiecie chojnickim. Po przejściu w 1931 r. na emeryturę zamieszkał w Bydgo- 
sz
zy. Aresztowany przez Gestapo 15 X 1939 r. z domu przy ul. Pestalozziego 17 m. 2 został 
odtransportowany pod konwojem do koszar 15 PAL. Zginął rozstrzelany w "dolinie śmkrcf' 
pod Fordonem. 


..:-).';

::

:;
:;;



;.. .
'.: . 
.;-"{1\ 
: 
 .. 
t:
:}f?
{: 
. 
 '
.". . :::::::::::::::::::: .. 
. ....-...--- 
. ......... . 


Chowański Józef (1907-1942). Ur. 19 XI 1907 r. w Ignaco- 
wie pow. Kępno, s. Ignacego, rolnika i Anny z domu Lewek. 
Po ukończeniu szkoły powszechnej w swojej rodzinnej wsi, 
kontynuował naukę w Państwowym Seminarium Nauczy- 
cielskim Męskim w Ostrzeszowie. Egzamin dojrzałości zdał 
2 VI 1926 r. W latach 1926-1933 był zatrudniony na stano- 
wisku nauczyciela tymczasowego w Publ. Szkole Powszechnej 
w Walentynowie pow. Ostrów Wlkp. Przez następne cztery 
lata sprawował funkcję kierownika szkoły powszechnej w 
w innej miejscowości tegoż powiatu - w Wierzbnie. Egza- 
min praktyczny na nauczyciela szkoły powszechnej zdał 
z wynikiem pozytywnym 26 IV 1932 r. Z dniem l II 1937 r.
>>>
216 


przeniósł się o do pracy nauczycielskiej w Publ. Szkole Powszechnej nr 3 w Gnieźnie. Natrafił 
tutaj na trudne warunki z uwagi na fakt, że większość dzieci wywodziła się z rodzin bezro- 
botnych, których nie było stać na zakup podręczników. Nauczyciel potrafił jednak dosto- 
sować do tych warunków swoje metody pracy. Położył nacisk na 
aukę czytania w oparciu 
o zasoby biblioteki szkolnej, co przyniosło pozytywne wyniki. W dowód uznania otrzymał od 
władz oświatowych 16 VIII 1938 r. Brązowy Medal za długoletnią służbę. Z dniem 1 I 1939 r. 
przeniósł się ze wzg1ędów rodzinnych (z,
warcie związku małżeńskiego z mieszkanką Bydgosz- 
czy) do Publ. Szkoły Powszechnej im. H. Dąbrowskiego w Bydgoszczy, ul. Dąbrowskiego 8. 
Na jesieni 1939 r. uniknął aresztowania, nie mogąc jednak pracować w zawodzie nauczycielskim 
przekwalifikował się na robotnika Fahryki Dynamitu w Łęgnowie k. Bydgoszczy. Podjął rów- 
nież współpracę z miejscową komórką ZWZ-AK. Zginął strącony z rusztowania przez nie- 
mieckiego nadzorcę 12 V 1942 r., podczas wypełniania obowiązków zawodowych w zakładzie 
pracy. Żonaty z Jadwigą z d. Kaszubowska, z którą posiadali dwóch synów: Jerzego (ur. 10 X 
]935 r.)i Czesława(ur. 23 VI 1937 r.). 
Ciaputa Ludwik (1908-1942). Ur. l VIII 1908 r. w Łagiew- 
nikach pow. Kraków, s. Ludwika i J ózefy z d. Radosz. Ukoń- 
czył 3 klasy Gimnazjum Klasycznego oraz S-letnie Semina- 
rium Nauczycielskie w Bydgoszczy. Po zdaniu egzaminu doj- 
rzałości w ]928 r. podjął pracę jako nauczyciel kontraktowy 
w Szkole Powszechnej w Miasteczku pow. Wyrzysk. Pr7£z 
następny rok szkolny zatrudniony był w Szkole Powszech- 
nej im. S. Staszica w Wyrzysku. Od 1930 r. do końca II Rze- 
czypospolitej pracował jako nauczyciel w Publ. Szkole Pow- 
szechnej im. A. Mickiewicza w Bydgoszczy 
 ul. Nowogrodzka 5. 
Onia 11 IV 1933 r. zdał egzamin praktyczny na nauczyciela 
szkoły powszechnej i uzyskał tym samym kwalifikacje do 
stabilizacji w zawodzie. Z dniem 8 VI ]935 r. został miano- 
wanym nauczycielem stałym. Kierownik szkoły im. A. Mic- 
kiewicza wystawił mu na początku 1937 r. następującą opinię: "Główne wartości zawodowe, 
p. Ciaputy to sumienność w wykonywaniu obowiązków. Metoda oraz wyniki pracy wycho- 
wawczej i dydaktycznej nie budzą zastrzeżeń. Pan Ciaputa otrzymuje dobre wyniki w swej 
pracy, zna uczniów i umie oceniać ich pracę ...Pan Ciaputa jest jednostką inteligentną i wykazuje 
dużą dozę ideowości". Poza szkołą L. Ciaputa pracował jako referent oświatowy w Związku 
Strzeleckim. W czasie II wojny światowej losy rzuciły go na Bliski Wschód, a potem do Afryki, 
gdzie pełnił służbę w polskich siłach zbrojnych. Poległ w walkach z Niemcami w bitwie pod 
Tobrukiem. Żonaty, posiadał córkę Danutę (ur. 1931 r.). 


";

Itftiil 
o '0 ... ::
:.:' 0'0 'oo
"'oo o xO'ffi7.' I -x 
:
\o'o::oo: ;:

¥;o:oo:o::
'
i!i:;
:


:


': ;: 
.. o

o - .
o

 ,,-- t&
, -. 
;'#:
;l

/J!it1
il;; 


Ciesielski Henryk (?). Profesor Państwowego Gimnazjum Klasycznego w Bydgoszczy Plac 
Wolności 9. Wysiedlony przez hitlerowców z Bydgoszczy do Generalnego Gubernatorstwa 
zmarł tam z wycieńczenia. 


Cieszyński Lucjan (1896-1939). Ur. 2 II 1896 r. w Trzebczu pow. Chełmno, s. Ambrożego 
i Leokadii z Szust rów . Ukończył 4-klasy szkoły powszechnej w swojej rodzinnej wsi i 4 klasy 
Gimnazjum w Pelplinie, po czym wstąpił do Preparandy w K widzyniu przygotowującej do za- 
wodu nauczycielskiego. Dzięki temu uzyskał uprawnienia do nauki w trzyletnim Państwowym 
Seminarium Nauczycielskim w Grudziądzu, gdzie 28 VI 1917 r. zdał egzamin dojrzałości.
>>>
2]7 


Następnie został przymusowo wcielony do wojska niemieckiego i brał udtiał w walkach na 
froncie zachodnim I wojny światowej. Po powrocie z wojska rozpoczął z początkiem 1919 r. 
pracę nauczycielską w szkole powszechnej w .rodzinnym Trzebczu. W 1921 r. polska komisja 
weryfikacyjna przyznała mu prawo do nauczania w szkołach polskich. W latach 1923-1933 
sprawował funkcje kierownicze w szkołach powszechnych na terenie Chełmży. Najpierw był 
kierownikiem 6-klasowej Publ. Szkoły Wydziałowej, a następnie 7 -klasowej Publicznej 
Szkoły Powszechnej Żeńskiej. W tym czasie rozwijał szeroką działalność polityczną i społe- 
czną. Na odcinku politycznym blisko współpracował z rządzącym obozem sanacji. Był współ- 
założycielem koła Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem na terenie Chełmży oraz 
członkiem władz tej partii na powiat toruński. Aktywnie uczestniczył w przygotowaniu wy- 
borów do Sejmu i Senatu w 1928 r. i 1933 r. Spośród sprawowanych przez niego funkcji spo- 
łecznych na uwagę zasługują: sekretarzowanie w Towarzystwie Upiększania miasta Chełmży 
oraz członkostwo w zarządach Koła Przyjaciół Harcerstwa i Powiatowego Komitetu Wychowa- 
nia Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego. Na początku lat trzydziestych popadł w kon- 
flikt z powiatowymi władzami szkolnymi w Toruniu, które nie odnowiły z nim umowy o pra- 
cę po wygaśnięciu ostatnich klas w kierowanej przez niego Publ. Szkole Powszechnej Żeń- 
skiej w Chełmży. W następstwie przeniósł się do Bydgoszczy, gdzie we wrześniu 1933 r. 
obją ł posadę kierownika 7 -klasowej Publ. Szkoły Powszechnej im. A. Mickiewicza, ul. Nowo- 
grodzka 5. Od 1937 r. do końca lat międzywojennych był kierownikiem 7-klasowej Publ. 
Szkoły Powszechnej im. J. Słowackiego, ul. NaJdelska l l. Posiadał następujące odznaczenia: 
Medal Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości oraz Srebrną Odznakę "Za ofiarną pracę" 
nadaną przez Główny Urząd Statystyczny w Warszawie 10 I 1932 r. jako naczelnemu komisa- 
rzowi spisowemu na powiat toruński. Aresztowany w połowie października 1939 r. przez 
Gestapo i osadzony w koszarach 15 PAL. Zginął rozstrzelany w masowej egzekucji w "doli- 
nie śmierci" pod Fordonem. Dwukrotnie żonaty. Z pierwszego małżeństwa miał dwoje dzie- 
ci. Po śmierci żony ożenił się po raz drugi z Ksaweryną z d. Nowicka. W 1939 r. urodziła się 
im córka Irena. 


Czajkowski Jan (1875-1939). Ur. 9 I 1875 r. w Łomży. Odby- 
wał studia na uniwersytetach w Heidelbergu, Berlinie i Bemie 
(Szwajcaria). Na tej ostatniej uczelni uzyskał stopień doktora 
filozofii w zakresie chemii. W latach 1902-1924 pracował 
na różnych stanowiskach kierowniczych w przemyśle chemi- 
cznym i cukrowniczym. Najdłużej, bo w latach 1912-1920 
był dyrektorem Cukrowni w Pohorebyszczach pow. Berdy- 
czów, na Ukrainie. W tym też czasie rozwiną ł szeroką dzia- 
łalność patriotyczną wśród Polaków zamieszkujących na 
terenie Kijowszczyzny. Potwierdza to relacja J uliany i Bo- 
lesława Kraczkiewiczów: "...Pan dr J. Czajkowski przepro- 
wadził organizację samorządu gminnego w Pohorebyszczach, 
opartą na przedstawicielstwie ludności polskiej i powszech- 
nym opodatkowaniu od dochodów obywateli. Organizacja 
ta została przyjęta na cały obszar pow. berdyczowskiego. 
Poza tym dr J. Czajkowski wyznaczony został na stanowisko opiekuna okręgu pohorebyskie- 
go... w którym organizował koncentryczny ustrój szkolnictwa powszechnego. Jako opiekun 
okręgowy wchodził w skład Rady Powiatowej. W 1918 r. brał udział jako przedstawiciel 


....... .' 


.. "_. . . 
. . . . .. - . . - 
. .. ... 
. - .... 
o. .__....... 
. .... ....... 
. ..-.......... 
. - . ............... 
... . ............. ... 
-." - ................ - 
... - ....-........... .. 
.. .................. 
.. ...................... 
".. ....-...................._...-........... 
-. ............. .... .. . 
. . ............-........ 
. :

.;:
tI


I

l


J








r::. :t 
. ....................... . . 
......-...-.............. 
............. ..-......_. 
.. .................-.......-................... 
.. . ................... 
; t\il " 
.
>>>
218 


gminy w tzw. Sejmiku Polaków na Rusi w Kijowie...". Po powrocie do kraju pracował na 
stanowisku chemika w Zakładach Hutniczych w Czempinie woj. poznańskie. Od l II 1924 r. 
został zatrudniony na stanowisku nauczyciela chemii w Państwowej Szkole Przemysłowej 
w Bydgoszczy. Objął w niej kierownictwo Wydziału Przemysłów Rolnych, opiekę nad pra- 
cownią chemiczną oraz bursą i funkcję organizatora praktyk uczniowskich w zakładach cukrow- 
niczych. Oto opinia wizytatora inż. J. Szypowskiego oJ. Czajkowskim: "Wybitna jednostka 
o typie naukowca. Dobry wyk ładowca, obowiązkowy, ceniony i bardzo szanowany przez 
m łodzież. Wywiera na nią duży wpływ i stara się ją urobić w kierunku obywatelskim. Biedniej- 
szym uczniom pomaga, częstokroć z własnej kieszeni. Posiada wysoce rozwinięty zmysł este- 
tyczny...". W 1937 r. otrzymał od Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego 
dyplom nauczyciela uprawniający do nauczania chemii, fizyki, technologii chemicznej i cukrow- 
nictwa oraz prowadzenia zajęć praktycznych w średnich szkołach zawodowych. Nie stronił 
także od pracy społecznej poza szkołą. Był przewodniczącym bydgoskiego oddziału Polskiego 
Towarzystwa Chemicznego oraz aktywnym członkiem Polskiego Związku Zachodniego. W do- 
wód uznania za osiągnięcia w pracy zawodowej i społecznej został w 1928 r. odznaczony 
Srebrnym Krzyżem Zasługi. Aresztowany w połowie października przez Gestapo został osadzo- 
ny w koszarach 15 PAL. Zginął rozstrzelany w masowej egzekucji bydgoskiej inteligencji w "do- 
linie śmierci" pod Fordonem. Żonaty z Reginą z Rayskich, posiadali syna Jana (ur. 1904 r.). 
Czy żow ski Stanisław (1887-1943). Ur. 10 XI 1887 r. w Hostowicach pow. Tłumacz, s. 
Feliksa i Gabrieli z domu Indykówna. Ukończył 4 klasy szkoły powszechnej oraz 6 klas gi- 
mnazjum. Egzamin dojrzałości zdał 22 IX 1909 r. Uprawnienia nauczycielskie uzyskał po 
zdaniu 8 X 1910 r. przed Cesarsko-Królewską Komisją w Stanisławowie kwalit1kacyjnego 
egzaminu dla nauczycieli szkół ludowych. Ukończył ponadto szereg kursów uprawniających 
go do nauczania młodzieży rysunków i prac ręcznych. W latach 1907-i919 pracował jako 
nauczyciel pomocniczy w szkołach ludowych w Tłumaczu, Gruszce i Nowym Sączu. Następ- 
nie w latach 1919-1922 by ł kierownikiem publicznych szkół powszechnych w Piaskach pow. 
Gostyń i Pobiedziskach pow. Poznań. Od 1922 r. pracował w szkole ćwiczeń przy Państwo- 
wym Seminarium Nauczycielskim w Lesznie, a od 1926 r. w takiej samej szkole w Bydgosz- 
czy. Z dniem 1 V 1931 r. został na własną prośbę ze względów zdrowotnych przeniesiony 
w stan spoczynku. Aresztowany w połowie października 1939 r. przez Gestapo dostał się do 
obozu internowanych w koszarach 15 PAL. Stąd w listopadzie 1939 r. został odtransportowa- 
ny do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie w 1943 r. zmarł. Żona Maóa z d. Mosso- 
czy oraz synowie: Andrzej (ur. 1919 r.) i Roman (ur. 1924 r.). 


...............- . . 
_____.0.__.. 0 _. -- . 
........----...... 
....---...--.. _.. 
.........-.....- 
..............-.. . 
................ 
____0.--.'_'-- . 
....-........ . 
-.-.--.'---'" 
........-... .. 
.-.....,-.- . 
_....-
....... 


Dachtera Franciszek (1910-1943), ksiądz. Ur. 22 IX 1910 r. 
w Salnie pow. Bydgoszcz, s. Leona i HiIarii z d. Karnowska. 
W 1933 r. ukończył Seminarium Duchowne w Poznaniu. 
W 1935 r. przyjął na siebie obowiązki nauczyciela religii 
w Miejskim Gimnazjum Kupieckim w Bydgoszczy, ul. Jagiel- 
lońska 11. Zajęcia prowadził do końca lat międzywojennych. 
Przejściowo, w latach 1937/38 zatrudniony był w charakterze 
nauczyciela kontraktowego w Publ. Szkole Dokształcającej 
Zawodowej nr l w Bydgoszczy, ul. Konarskiego 2. Jako ka. 
pelan 62 pułku piechoty wziął udział w kampanii wrześnio- 
wej. Do niewoli niemieckiej dostał się po bitwie nad Bzurą.
>>>
219 


Przebywał w obozie jenieckim w Rothenburgu. Następnie przekazano go do obozu koncentra- 
cyjnego w Buchenwaldzie, a stamtąd do obozu w Dachau, gdzie otrzymał numer obozowy 
31 199. Tutaj poddawany by ł doświadczeniom pseudomedycznym na tzw. stacji malarycznej. 
W ich wyniku zmarł 23 VIII 1943 r. 
Damowski Bernard (1913-1939). Ur. 20 III 1913 r. w Gnieźnie, s. Jana i TeofIIii z d. Siekier- 
kowska. Ukończył 4 klasy szkoły powszechnej w Fordonie, a następnie uczył się w Państwo. 
wym Gimnazjum Klasycznym w Bydgoszczy. Po ukończeniu III Idasy przeniósł się do Pań- 
stwowego Seminarium Nauczycielskiego w Bydgoszczy, gdzie w 1934 r. zdał maturę. W czasie 
pobytu w Seminarium był drużynowym XX drużyny harcerskiej oraz referentem stopnia 
i sprawności przy Komendzie Hufca Harcerzy. Następnie po odbyciu czynnej służby woj- 
skowej i uzyskaniu stopnia plutonowego podchorążego objął stanowisko nauczyciela toł- 
nierskicj Szkoły Początkującej przy 15 PAL w Bydgoszczy. Jednocześnie był bibliotekarzem 
w 61 pułku piechoty. Funkcje te sprawował z ramienia bydgoskiego koła Polskiego Białego 
Krzyża - organizacji powołanej do zwalczania analfabetyzmu w wojsku polskim. W 1936 r. 
przeszedł do rezerwy i przez dwa lata pracował w charakterze nauczyciela w Publ. Szkole 
Powszechnej im. H. Sienkiewicza w Bydgoszczy, ul. Sowińskiego 5. W ostatnim roku przed 
wybuchem II wojny światowej był nauczycielem w Publ. Szkole Powszechnej im. Św. Jana 
w Bydgoszczy, ul. Świętojańska 20. Aresztowany w połowie października 1939 r. przez Gesta- 
po został osadzony w obozie dla internowanych w koszarach 15 PAL. Rozstrzelany w maso- 
wej egzekucji w "dolinie śmierci" pod Fordonem. 


Oomeracki Maksymilian (1876-1939). Ur. 30 VIII 1816 r. w Bydgoszczy, s. Walentego i R0- 
zalii z d. Górska. W latach 1882-92 uczęszczał do szkoły powszechnej i niższego gimnazjum 
w Bydgoszczy. Następnie pobierał naukę w Seminarium Nauczycielskim w Rawiczu, gdzie 
19 II 1897 r. zdał egzamin dojrzałości. W dwa lata później zaliczył pomyślnie praktyczny 
egzamin nauczycielski. Od 1891 r. do 1901 r. pracował w szkołach wiejskich w Bądeczu pow. 
Wyrzysk i Mężyku pow. Wieluń, potem zaś przez 31 lat zatrudniony był w szkołach bydgos- 
kich. W latach 1920-1932 był kolejno ki
rownikiem szkół powszechnych: im. S. Konarskiego 
przy ul. Grunwaldzkiej 132/4, im. Św. Jana przy ul. Świętojańskiej 20 oraz im. St. Staszica 
przy ul. Dworcowej 82. Z dniem 31 I 1932 r. przeszedł na emeryturę. Aresztowany 15 X 
1939 r. i osadzony w koszarach 15 PAL Zginął rozstrzelany w egzekucji masowej w dniu 
31 X 1939 r. w "dolinie śmierci'" pod Fordonem. Z żoną TeofIlą z d. Kaźmierska mieli czworo 
dzieci: Edmund (ur. 1914 r.), Alojzy (ur. 1916 r.), Irena (ur. 1918 r.) i Maria (ur. 1922 r.). 
Eichstaedt Zbigniew (1914-1941). Ur. 31 I 1914 r. w Bydgoszczy, s. Antoniego i Jadwigi 
z d. Lakner. W l. 1928-1935 uczęszczał do Państw. Seminarium Nauczycielskiego w Bydgo- 
szczy, gdzie zdał egzamin dojrzałości. Następnie odbywał. służbę wojskową osiągając sto- 
pień kaprala-podchorążego. W r. szk. 1936/37 z uwagi na trudności na rynku pracy pozosta- 
wał bez zajęcia. Przez następne lata pracował jako nauczyciel tymczasowy w Publ. Szkole 
Powszechnej im. J. Słowackiego, ul. Nakielska 11 w zastępstwie za urlopowanego na okres 
nauki innego nauczyciela. Jako członek polskiego ruchu oporu zginął z rąk poznańskiego 
Gestapo w 1941 r. 
Faczyńsld Marian (1889-1940). Nauczyciel rysunku i prac ręcznych w Państw. Gimnazjum 
Klasycznym w Bydgoszczy. Z jego inicjatywy w 1935 r. przy ul. Warszawskiej 25 otwarto 
pierwsze w Polsce Muzeum Szkolne, zawierające pracę uczniów bydgoskich szkół: malarstwo,
>>>
220 


rYsunki, wytwory z metalu i drewna. Jako artysta-plastyk był członkiem Grupy Plastyków 
Pomorskich. Jego dzieła były eksponowane w Galeńi Sztuki Muzeum Miejskiego. Zmarł na 
zesłaniu w Kazachstanie 5 XI 1940 r. 
Faliszewska Janina (1907-1939). Ur. 6 VI 1907 r. w Limanowej woj. krakowskie, c. Romana 
i Jadwigi z d. Onniańska. Ukończyła cztery klasy szkoły powszechnej oraz cztery klasy Gimna- 
zjum Żeńskiego w Rzeszowie. Maturę uzyskała w 1925 r. w Żeńskim Katolickim Gimnazjum 
Humanistycznym w Bydgoszczy. W rok później w Wyższym Liceum im. Dąbrówki w Pozna- 
niu otrzymała dyplom nauczycielski. Pracowała w szkołach wydziałowych oraz gimnazjach 
w Żninie i Bydgoszczy (m.in. Prywatnym Gimnazjum Humanistycznym im. H. Sienkiewicza 
prowadzonym przez dra Michała Wagnera). Ostatnim przed wybuchem wojny jej miejscem 
zatrudnienia by ła Publ. Szko ła Powsz. im. E. Estkowskiego w Bydgoszczy, ul. Chodkiewi- 
cza 12. Zginęła rozstrzelana w końcu października 1939 r. w "dolinie śmierci" pod Fordo- 
nem. 


Fibig Edmund (1903-1939). Ur. 14 IX 1903 r. w Ostrowie 
Wielkopolskim, s. Walentego z zawodu kupca i Franciszki 
z Naszkiewiczów. W 1923 r. ukończy ł Państwowe Gimnazjum 
, Klasyczne w Ostrowie. W latach 1923-29 studiował filologię 
francuską na Uniwersytecie Poznańskim. Był także przez 
okres jednego roku słuchaczem paryskiej Sorbony (Faculte 
des Lettres). W 1929 r. objął posadę nauczyciela języka fran- 
cuskiego w Prywatnym Gimnazjum im. A. Mickiewicza w Poz- 
naniu. Jednocześnie przygotowywał się do obrony pracy ma- 
gisterskiej. Dnia 23 VI 1931 r. uzyskał na Uniwersytecie Poz- 
nańskim dyplom magi
tra fIlozofIi w zakresie filologii fran- 
cuskiej z jednoczesnym prawem nauczania języka niemieckiego 
jako przedmiotu dodatkowego. Od l IX 1931 r. Kuratorium 
Okręgu Szkolnego Poznańskiego powierzy ło mu obowiązki 
_ nauczyciela tymczasowego w Państwowym Gimnazjum im. 
B. Krzywoustego w Nakle. Podczas trzyletniej pracy w tejże szkole dał się poznać przede wszy- 
stkim jako aktywny wychowawca młodzieży. W szkole opiekował się sprawnie działającym 
samorządem uczniowskim, zaś poza szkołą pełnił funkcję komendanta .Hufca Harcerzy w Na- 
kle. Na stanowisku hufcowego wyróżnił się umiejętnością prowadzenia ćwiczeń harcerskich 
oraz organizowania obozów harcerskich. Z dniem l XII 1934 r. objął posadę nauczyciela 
ięzyka francuskiego w Państwowym Gimnazjum Humanistycznym w Bydgoszczy, ul. Gro- 
dzka 18 i pozostał tu już do konca lat międzywojennych. Uczył też dodatkowo tego przed- 
miotu w Gimnazjum Żeńskim im. M. Cuńe..Skłodowskiej przy ul. Kujawskiej 4. Rozwinął 
szeroką działalność społeczną i wychowawczą. Był przewodniczącym ogniska metodycznego 
języków nowożytnych w Bydgoszczy oraz prezesem bydgoskiego oddziału Polskiego Towa- 
rzystwa Neofilologicznego. Działał w Polskim Związku Zachodnim oraz w harcerstwie, będąc 
komendantem II Hufca Męskiego Harcerstwa przy Państwowym Gimnazjum Humanistycznym. 
Doceniając jego trud i zaangażowanie władze oświatowe wysłały go na roczne stypendium 
do Francji, gdzie w okresie od l XI 1937 r. do 30 VI 1938 r. pracował naukowo i trudnił się 
pracą społeczno-propagandową wśród miejs
owej Polonii. Zginął rozstrzelany na ulicach Byd- 
goszczy w okresie wkraczania do miasta pierwszych oddziałów hitlerowskiego Wehnnachtu, tj. 
w pierwszych dniach września 1939 r. 


1....::::=...:-:. .......... -- .... ......,........... 

Te:
1ł.II 
":::::::' o::::: 
.. -. 
. .. 


. .. .. . 
'. ............".. 
............ ...... 


..... .-...... 
............... 
. ." ",. . .. 
.....:: ::..:
>>>
221 


Garbicz Eustachy (1900-1944). Ur. 16 IX 1900 r. w Skała- 
de, woj. tarnopolskie. W rodzinnym mieście ukończył szkołę 
powszechną oraz 3 klasy gimnazjum. Dalej uczył się w Pań- 
stwowym Gimnazjum w Tarnopolu, skąd nie ukończywszy 
klasy VIII poszedł do wojska. W 1917 r. wstąpił do Polskiego 
Korpusu Posiłkowego, skąd po internowaniu w Hussl został 
wcielony do annii austńackiej, w której szeregach znajdo- 
wał się aż do rozpadnięcia się monarchii austro-węgierskiej. 
W czerwcu 1919 r. wstąpił do wojska polskiego, w którym 
służył do 1922 r. W tymże roku zdał maturę i zapisał się 
na Uniwersytet im. Jana Kazimierza we Lwowie. Po czterech 
latach studiów w 1926 r. uzyskał absolutorium, a w rok później 
zdał egzamin naukowy z historii i nauki obywatelskiej. Pracę 
zawodową rozpoczął w roku szkolnym 1926/27 jako nauczy- 
ciel historii i wychowania obywatelskiego w Prywatnym Gim- 
nazjum "P:dagogium Wielkopolskie" w Bydgoszczy, ul. Zduny 7. Kontynuował ją od następ- 
nego roku począwszy w Miejskim Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczym im. M. Kopernika 
w Bydgoszczy. 18 VI 1931 r. zdał przed Państwową Komisją Egzaminacyjną dla kandydatów 
na nauczycieli szkół średnich we Lwowie egzamin pedagogiczny jako drugą część egzaminu 
nauczycielskiego i uzyskał tym samym kwalifikacje do nauczania historii jako przedmiotu 
głównego i nauki obywatelskiej jako przedmiotu dodatkowego. W 1935 r. przeszedł na etat 
Miejskicgo Gimnazjum Kupieckiego w Bydgoszczy. ul. Jagiellońska 11. Równolegle uczył 
jako nauczyciel kontraktowy prawoznawstwa i zasad ekonomii politycznej w Państwowej Szkole 
Przemysłowej w Bydgoszczy, ul. Św. Trójcy 38. Poza szkołą pracował społecznie jako prze- 
wodniczący bydgoskiego oddziału Ligi Morskiej i Kolonialnej oraz aktywny członek Polskiego 
Związku Zachodniego. W pierwszych dniach wojny znalazł się w Warszawie, gdzie podjął współ- 
pracę z podziemiem londyńskim. Po aresztowaniu przez Gestapo został w 1944 r. powieszony 
jako zakładnik przy ul. Hożej w Warszawie. Żona Maria z d. Wiernik. 


-......... 
.:....... ..... :" 
.. .;'::-,.. "o 
';
1;;..........
::.............. .' 
..fi

;





:
:
ił




m






mL::
:: .... 
 


..,
 ; 


..
 . )"h 
-
:


. 
A 
.
li: 


Gauza Józef (1901-1939). Ur. 25 II 1901 r. w Słupach pow. Kępno, s. Walentego i Eleono- 
ry z d. Dziabaszewska. Kierownik 7 -klasowej Publ. Szkoły Powszechnej im. St. Staszica 
w Bydgoszczy ul. Dworcowa 82. Aresztowany w połowie października 1939 r. przez Gestapo 
i osadzony w obozie dla internowanych w koszarach 15 PAL. Zginął rozstrzelany w jednej 
z pierwszych egzekucji bydgoskiej inteligencji przcprowadzonej 21 X 1939 r. w "dolinie śmie- 
rci" pod Fordonem. Żona Helena z d. Ponsihke. 
Gorzkiewicz Józef (1 - 1941). Nauczyciel Publ. Szkoły Powszechnej w Fordonie. Zginął 
12 I 1941 r. w hitlerowskim obozie koncentracyjnym w Mauthausen-Gusen. 


Góral Kazimierz (1905-1939). Ur. 21 X 1905 r. w Sokalu. Studia wyższe ukończy ł na Uniwer- 
sytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie otrzymując tytuł magistra fIlozofii w zakresie historii. 
Po studiach pracował jako nauczyciel historii w Państwowym Ginlnazjum w Lubawie. 17 X 
1938 r. zawarł związek małżeński z bydgoszczanką Anną Marią Gatys w związku z czym pod- 
jął starania o zatrudnienie w Bydgoszczy. Na mocy decyzji Kuratorium Okręgu Szkolnego 
Pomorskiego w Toruniu miał być zaangażowany z dniem l IX 1939 r. na etat nauczyciela 
histoń
 do Miejskiego Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczego im. M. Kopernika w Bydgo- 
szczy. W dniu 14 X 1939 r. został zabrany przez Gestapo z mieszkania przy ul. Wileńskiej 6
>>>
222 


i osadzony w obozie dla internowanych w koszarach 15 P AL Rozstrzelano go wraz z grupą 
innych nauczycieli w dniu I XI 1939 r. w "dolinie śmierci" pod Fordonem. 


Góralczyk Stanisław (1889-1939). Ur. 9 X 1889 r. w Jedlcu pow. P!eszew. W czerwcu 1910 r. 
zdał maturę w Gimnazjum Św. Jana w Krakowie. Następnie przez jeden rok uzupełniał kwa- 
lit1kacje pedagogiczne w Państwowym Seminarium Nauczycielskim w Kętach. W latach 1911- 
-1913 był nauczycielem w Prywatnym Niższym Gimnazjum i Miejskiej Szkole Zawodowej 
w Oświęcimiu. W roku akaderrUckim 1913/14 studiował teologię na Uniwersytecie Jagielloń- 
skim w Krakowie. 8 VIII 1914 r. jako poddany cesarza pruskiego został wcielony do wojska 
niemieckiego. Przez cały czas I wojny światowej służył w różnych formacjach i był m.in. dwu- 
krotnie na pierwszej linii frontu we Francji. Po zwolnieniu z wojska brał udział w akcji ple- 
biscytowej i powstańczej na Górnym Śląsku. W roku szkolnym 1919-1920 pracował jako nau- 
czyciel w Państwowym Gimnazjum w Pleszewie, po czym podjął studia na Uniwersytecie 
Poznańskim. Ukończył je w 1924 r. otrzymując uprawnienia do nauczania języka polskiego 
jako przedmiotu głównego oraz historii jako przedmiotu dodatkowego w szkołach średnich 
ogólnokształcących. 7 VII 1924 r. został przyjęty do pracy w charakterze nauczyciela-po- 
lonisty do Miejskiego Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczego im. M. Kopernika w Bydgo- 
szczy. Szkole tej pozostał wiemy już do końca lat międz}wojennych. Dodatkowo pracował 
jako nauczyciel kontraktowy w Prywatnym Gimnazjum z niemieckim językiem nauczania 
w Bydgoszczy, ul. Warmińskiego 13. Aresztowany w połowie października 1939 r. przez 
Gestapo z miejsca zamieszkania przy ul. Gdańskiej 162/3 został osadzony w obozie dla inter- 
nowanych w koszarach 15 PAL Rozstrzelano go w grupie nauczycieli l XI 1939 r. w "dolinie 
śmierci" pod Fordonem. 


Gruszczyński Ignacy (1894-1939). Ur. 24 I 1894 r. Dyrektor Publ. Szkoły Dokształcającej 
Zawodowej nr I w Bydgoszczy, ul. Konarskiego 2. Aresztowany 14 X 1939 r. przez Gestapo 
został osadzony w obozie dla internowaIlych w koszarach 15 PAL. Rozstrzelano go w grupie 
nauczycieli w "dolinie śmkrci" pod Fordonem. 


Grześ Ignacy (1903-1944). Ur. 17 IV 1903 r. w Trzcinicy 
pow. Kościan. Państwowe Seminańum Nauczycielskie Męskie 
w Wolsztynie ukończy ł 16 VI 1924 r. W latach 1924-29 pra- 
cował jako nauczyciel w Publ. Szkole Powszechnej w Soku 
Kujawskim, po czym złożył egzamin praktyczny i uzyskał 
w ten sposób stabilizację w zawodzie nauczycielskim. Przeniósł 
się następnie do Bydgoszczy, gdzie podjął pracę nauczycielską 
w 7 -klasowej Publ. Szkole Powszechnej im. H. Dąbrowskiego, 
ul. Dąbrowskiego 8. Prowadził tutaj - z dobrym wynikiem - 
drużynę harcerską. W 1932 r. został zaangażowany do pracy 
w 7-klasowej Publ. Szkole Powszechnej im. St. Staszica, ul. 
.Dworcowa 82, której pozostał już wierny do końca lat między- 
wojennych. W roku szkolnym 1936/'.37 ukończył Wyższy Kurs 
Nauczycielski w Warszawie - grupa przedmiotów geograficzno- 
-przyrodniczych. Aktywnie pracował społecznie w bydgoskim 
Oddziale Związku Nauczycielstwa Polskiego. Wojenne losy rzuciły go na ziemie wschodnie 
i tam na Wołyniu w 1944 r. podczas odwrotu wojsk hitlerowskich został zamordowany przez 
ukraińskich nacjonalistów. 


......... ".. 
.;):tl!


.::: :: .:.:- 

:


::.:-:_: :::: :.: :-:";:: :-::=:-- 
;1.;-; 
-:;;:;:::::::;=:-:-..:".-' . 
.. ...:=

:::'-:::-.:..:;:?:..:...... 
. _ł@:,t!,..t l %% 
. ............-. ...... .

t.-"'
:
 
":
.. ..W
tjttj

tIi\

iit

_ I ..: 
':. iij


;;:
:!!!!i!jj!!I!'fJj!ljl!j

i;!:!
:
jlllljjili! iii!ijit .
>>>
223 


Grześkowski Roman (1912-1939). Ur. w 1912 r. w Powidzu 
pow. Gniezno. Ukończył 17 VI 1933 r. Państwowe Seminańum 
Nauczycielskie w Słupcy. Następnie przez okres jednego roku 
odbywał obowiązkową służbę wojskową. W latach 1934-36 
pozostawał bez pracy, gdyż mimo usilnych starań Kuratorium 
Okręgu Szkolnego Poznańskiego nie było mu w stanie zabez- 
pieczyć żadnego stałego zajęcia. Utrzymanie zapewniał mu 
prowadzący w Powidzu gospodarstwo rolne brat. Dopiero 
24 IX 1936 r. otrzymał angaż do Pub!. Szkoły Dokształcającej 
Zawodowej nr l w Bydgoszczy na stanowisko nauczyciela 
zawodu piekarskiego. Wykorzystano tu fakt, że R. Grześkowski 
obok wykształcenia pedagogicznego posiadał także dyplom 
czeladnika piekarskiego wydany przez Izbę Rzemieślniczą 
w Poznaniu. Aresztowany w połowie października 1939 r. 
przez Gestapo zginął rozstrzelany przez hitlerowców w "dolinie śmierci" pod Fordonem. 


. " -. 
..... .. . ..... .... - 
:.::
:: . ...:.::::...:
:.....7.
;: .:.:: ..
-..;.:. .
. .:::.:;_::". 
::::..:: .. ...":":: 
 . ....: 0"0 "". ........ :...... "". 

.
 
.:::: : ; _ 
 : 
 
t - .: ::
.:.
 
:
.. .:".=". ::: :-


 ::::. .- . 
:.::.:;:.::::::. .....:.... -.. ..............;..... 
_:
.4]:;
I1. 
)'.'}..i l i;I'
;_

Jij 
.--...:... 
";'. :.. .;:

:: _ ..::::::..y

L..:::..:::.


 
.....- ..",..
 
- . .
::-{¥ . -;:/-":-':-:-.:':: 
r
;#
 :j:jf
:;:;:f l') ':"::::'
: 


". 


Hanusiak Franciszek (1911-1939). Ur. l XI 1911 r. Był absolwentem Wyższej Szkoły Handlo- 
wej w Poznaniu, którą ukończył w 1937 r. Następnie praktykował w działach księgowości 
Urzędu Wojewódzkiego Pomorskiego w Toruniu, Przedsiębiorstwie Kanalizacji i Wodociągów 
w Bydgoszczy oraz Miejskim Zarządzie Elektrowni i Tramwajów w Bydgoszczy. W paździer- 
niku 1938 r. otrzymał od Kuratorium Okręgu Szkolnego Pomorskiego zezwolenie na naucza- 
nie w szkolnictwie handlowym stopnia licealnego i zawodowego oraz w ślad za tym został 
zaangażowany na stanowisko nauczyciela arytmetyki handlowej i organizacji i techniki han- 
dlu w Miejskim GinU1azjum Kupieckim w Bydgoszczy. Dnia 8 września 1939 r. wraz z ojcem 
i dwoma braćmi został aresztowany przez osobników w mundurach niemieckich z mieszkania 
przy Starym Rynku l m. 5. Uznano ich za zakładników i po spisaniu personaliów wypuszczo- 
no do domu z zapowiedzią, by zameldowali się w dniu następnym oraz że, gdy w mieście pa- 
dnie choć jeden strzał wymierzony przeciwko Niemcom - zostaną rozstrzelani. Ojca zwol- 
niono w ogóle. Nazajutrz bracia Hanusiakowie zgłosili się zgodnie z przykazaniem do więzie- 
nia przy ul. Wały Jagiellońskie, gdzie zostali aresztowani i wraz z innymi Polakami odprowa- 
dzeni na Stary Rynek. Tutaj, dnia 9 września 1939 r. około godz. 14.00 pod murem kościo- 
ła jezuickiego, który już nie istnieje, odbyła się egzekucja zakładników, a zaraz potem nastę- 
pna. Wraz z F. Hanusiakiem rozstrzelano dwóch jego braci: 39-letniego Zygmunta - ekonomistę 
oraz 36-1etniego Zdzisława - urzędnika. 
Hanusiak Zygmunt (1900-1939). Ur. 16 II 1900 r. w Dębicy pow. Robczyce, s. Franciszka 
i Henryki z Siemieniów. Ukończył Gimnazjum Klasyczne w Dębicy oraz jednoroczny kurs 
abituriencki w Akademii Handlowej w Krakowie. W I. 1920-22 pracował w Polskiej Krajo- 
wej Kasie Pożyczkowej w Sosnowcu oraz Fabryce lin Drucianych Meyerholda i Sp. w Sos- 
nowcu. Od I X 1922 r. uczył przedmiotów handlowych w Miejskiej S
ole Handlowej w Byd- 
goszczy. Z opinii dyrektora szkoły J. Kowalskiego: ,,Pan Hanusiak kończy już trzeci rok 
działalności przy Miejskiej Szkole Handlowej. Okazał się on przez cały czas jako nauczyciel 
bardzo pilny i obowiązkowy. Wyniki jego pracy były wybitne. W ciągu tego czasu Pan Hanusiak 
uczył nader sumiennie także w szkole dokształcającej i na kursach wieczorowych. Punktual- 
ność jego jest wzorowa". Dnia 22 XII 1926 r. zdał egzamin dla kandydatów na nauczycieli 
wyższych dwuletnich szkół handlowych i został przyjęty na etat w Miejskiej Szkole Handlowej
>>>
224 


w Bydgoszczy. W l. 1934-38 studiował na Wydziale Prawno-Ekonomicznym Uniwersytetu 
Poznańskiego, w wyniku czego uzyskał dyplom magistra nauk ekonomiczno.politycznych. 
Od l I 1937 r. pracował na etacie nauczyciela w Miejskim Gimnazjum Kupieckim w Bydgoszczy. 
Zginął rozstrzelany wraz z braćmi przez hitlerowców podczas publicznej egzekucji na Starym 
Rynku w dniu 9 września 1939 r. 
Hennes Jan (1896-1939). Ur. 18 V 1896 r. w Zgierzu, s. Romana i Franciszki. Maturę z odzna- 
czeniem uzyskał w Państwowym Gimnazjum we Włocławku. W l. 1914-1922 studiował 
z przerwami w Wyższej Szkole Handlowej w Warszawie, uzyskując tytuł magistra nauk ekono- 
miczno-handlowych. W tym samym czasie pracował też jako nauczyciel przedmiotów hanulo- 
wych w Państw. Szkole Kupieckiej w Zgierzu (pół roku), Państw. Szkole Handlowej w Łodzi 
(l rok) i Gimnazjum Polskiej Macierzy Szkolnej w Płońsku. Odbywał też praktykę buchal- 
teryjną w rozmaitych zakładach przemysłowych. Od l I 1923 r. został zaangażowany na sta- 
nowisko nauczyciela w Miejskiej Szkole Handlowej w Bydgoszczy. Uczy ł także w Liceum 
Handlowym Izby Przemysłowo-Handlowej w Bydgoszczy, ul. Król. Jadwigi 25. Aresztowany 
15 X 1939 r. przez Gestapo został odtransportowany pod eskortą, najpierw do siedziby Selbst- 
schutzu przy ul. Gdańskiej 50, a następnie do obozu dla internowanych w koszarach 15 PAL. 
Rozstrzelany I XI 1939 r. w grupie bydgoskiej inteligencji na terenie "doliny śmierci" pod 
Fordonem. 


Herdin Julia (1888-1939). Ur. 30 VII 1888 r. w Radomiu, c. Wincentego i Weroniki z Zieliń- 
skich. W 1906 r. ukończyła ze złotym medalem Gimnazjum w swym rodzinnym mieście. 
Następnie do 1914 r. przebywała we Francji pobierając naukę na kursach Alliance Francaise 
oraz uczestnicząc w wykładach na Wydziale Literackim paryskiej Sorbony i w College de 
France. W l. 1916-1928 uczyła języka francuskiego w gimnazjach państwowych i prywat- 
nych w Turku, Mińsku Litewskim i Warszawie. Od I IV 1928 r. została zaangażowana jako 
etatowa nauczycielka w Żeńskim Katolickim Gimnazjum Humanistycznym w Bydgoszczy, 
ul. St. Staszica. Pracowała także w Miejskim Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczym im. 
M. Kopernika w Bydgoszczy. Należała do aktywnych członków Polskiego Związku Zachod- 
niego. Aresztowana w połowie października 1939 r. przez Gestapo została rozstrzelana w ,.do- 
linie śmierci" pod Fordonem. 


Hoppe Edward (1906-1940). Ur. 7 IX 1906 r. w Barcinie pow. Szubin, s.Józefai Stanisła- 
wy z d. Tomaszewska. W 1925 r. ukończył Państw. Seminarium Nauczycielskie w Bydgosz- 
czy. W l. 1925-29 uczył j. polskiego, matematyki i przyrody w Państw. Szkole Powsz. im. 
Ś\ł. Jana w Bydgoszczy. W 1927 r. insp. szkolny Rubenau wydał o nim opinię: "Pan Hoppe 
jest pilnym i sumiennym nauczycielem...Zdolności dość dobre". W lutym 1929 r. zdał drugi 
egzamin nauczycielski i otrzymał stabilizację w zawodzie. Potem przez rok odbywał służbę 
wojskową. Od l IX 1930 r. uczył w klasach przygotowawczych Miej. Gimn. Mat.-Przyr. w 
Bydgoszczy. Zginął w kwietniu 1940 r. w Katyniu. 
Jemielewski 1Ytus (1884-1939). Ur. lXI 1884 r. w Sławucie gubernia wołyńska (była Ro- 
sja), s. Tytusa-Józefa i Aorentyny z d. Moszczeńska. Pochodził z rodziny o bogatych trady- 
cjach walk niepodległościowych. Obaj dziadowie byli żołnierzami napoleońskimi, zaś ojciec 
brał udział w powstaniu styczniowym 1863 r. Tradycje domowe sprawiły, że już w 14 roku 
życia, będąc uC7niem Gimnazjum Pankiewicza w Warszawie zorganizował na terenie szkoły 
tajne kółko młodzieży związane z Centralizacją Młodzieży Szkół Średnich (pozostające pod
>>>
225 


wpływami socjalistów i Narodowej Demokracji), później zaś działał w Związku Młodzieży 
Socjalistycznej. W wieku lat 16 jako uczeń Kursów Agronomicznych przy Szkole Handlowcj 
E. Rontalera w Warszawie stanął na czele organizacji uczniowskiej kierującej bojkotem zrusy- 
fikowanej szkoły w Królestwie Polskim. Chcąc uniknąć więzienia zmuszony był przenieść 
się do Krakowa. Tutaj ukończył szkołę średnią i w latach 1905-1911 pobicrał naukę na 
Studium Rolniczym Wydziału Filozoficznego uniwersytetu Jagiellońskiego, po ukończeniu 
którego otrzymał dyplom inżyniera. Podczas studiów rozwinął szeroką działalność polity- 

zną. 
ależał do studenckiej organizacji postępowej "Spójnia" oraz był założycielem i pierw- 
szym prezesem "Promienia" - demokratyczno-niepodległościowej organizacji akademickiej. 
Uczestniczył także w ćwiczeniach potajemnej szkoły podoficerskiej działaj=łcej w ramach 
akademickiego oddziału "Strzelca". W lutym 1908 r. został członkiem Sekcji Wykładów 
Ogólnych Uniwersytetu Ludowego im. A. Mickiewicza. W związku z tym wyjeżdżał m.in. 
z odczytami do ośrodków robotniczych na Śląsku Cieszyńskim. Był jednym z organizato- 
rów i inicjatorów antyklerykalnych demonstracji studenckich skierowanych przeciwko mia- 
nowania profesorem UJ księdza Kazimierza Zimmermanna. Za udział w tych manifestacjach 
groziła mu kara wydalenia l uczelni, którą jednak Senat Akademicki złagodził do wymiaru 
nagany z ostrzeżeniem. 
Po ukończeniu studiów był praktykantem rolnym w majątku Balice pod Krakowem, 
a w latach 1913-1914 pracował jako asystent w Stacji Doświadczalncj Towarzystwa Rolni- 
czego w Piotrkowie Trybunalskim. W tym okresie aktywnie działał w Związku Strzeleckim. 
W pierwszym roku trwania I wojny światowej służył w I pułku Ułanów I Brygady, a w 1915 r. 
kierował referatem wiejskim w Departamencie Wojskowym Naczelnego Komitetu Narodowe- 
go. W trzecim roku wojny na polecenie J. Piłsudskiego został oddelegowany do pracy patrio- 
tycznej wśród ludności chłopskiej. W latach 1916-1918 mieszkał w Piotrkowie i w miejsco- 
wej szkole średniej oraz seminarium nauczycielskim wykładał fizykę i chemię, prowadzi ł 
wspólnie z Ksawerym Praussem kursy metodyczne dla nauczycieli szkół powszechnych ordZ 
pracując w Powszechnym Zakładzie Ubezpieczeń Wzajemnych jako pomocnik taksatora na 
teren powiatu piotrkowskiego szerzył oświatę i prowadził pracę niepodległościową wśród 
miejscowych chłopów. W tym okresie należał do władz powiatowych Polskiego Stronnictwa 
Ludowego w Piotrkowie oraz współpracował z Polską Organizacją Wojskową. Redagował 
też dwa pisma "Sprawę Chłopską" i .,Głos Piotrkowski". Trudnił się takżc szeroko pojętą 
akcją upowszechnieniową oświaty rolniczej. Organizował uniwersytety ludowe, kółka rolni- 
cze, straże ogniowe, domy ludowe i świetlice gminne. Był tcż wykładowcą na kursach rolni- 
czych. W 1918 r. zorganizował w Pu ławach szkołę kroju i szycia dla dziewcząt wiejskich, 
szkołę hodowlano-rolniczą w Dęblinie oraz Szkołę Rzemieślniczą w Kazimierzu Dolnym. 
Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. przez dwa lata pracował jako asystent w Insty- 
tucie Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach, zaś później był zatrudniony w II Oddziale Sztabu 
Generalnego jako kierownik oświaty rolniczej w wojsku polskim. Brał też udział w przygoto- 
waniu akcji plebiscytowej w Pszczynie. W 1922 r. został wybrany posłem na Sejm RP z ramie- 
nia PSL "Wyzwolenie". W Sejmie reprezentował postawę zgodną z polityką lewicy ludowej. 
Należał do następujących komisji sejmowych: konstytucyjnej, morskiej, rolnej i wojskowej. Na 
posiedzeniach często zabierał głos, głównie w sprawach rolnictwa. W 1924 r. wszed ł w sk ład 
zarządu Klubu Parlamentarnego Związku Polskich Stronnictw Ludowych "Wyzwolenie'" i "Jed- 
ność Ludowa". W dwa lata później wystąpił wraz z 16 innymi posłami z tego Klubu. Grupa 
ta założyła nowe ugrupowanie lejmowe pod nazwą "Stronnictwo Chłopskie", które ostro zwal- 
czało sana
ję. Działał też w Centralnym Związku Kółek Rolniczych oraz Radzie Nadzorczej
>>>
226 


Centrali Rolniczo-Handlowej. W latach 1926-32 był pracą zawodową związany z Fenną Rol- 
niczą Sejmiku Powiatowego Piotrkowskiego w Mi1ejowie. Od 1932 r. przeszedł całkowicie do 
pracy nauczycielskiej w szkolnictwie rolniczym. Przez dwa lata był nauczycielem w Państwowej 
Średniej Szkole Rolniczej w Bojanowie woj. poznańskie, a następnie od 1 1111934 r. do końca 
lat międzywojennych kierował Państwowym Liceum Rolniczym w Bydgoszczy, ul. Pawła 
. z Łęczycy 5. Na stanowisku dyrektora szkoły bydgoskiej zyskał sobie pozytywną opinię władz 
kuratoryjnych jako dobry organizator i wzorowy wychowawca młodzieży. W tym czasie nadal 
działał społecznie jako członek Centralnego Towarzystwa Organizacji i Kółek Rolniczych 
w Warszawie, radca Wielkopolskiej Izby Rolniczej w Poznaniu, członek Zar1..ądu Bydgoskiego 
Zrzeszenia Kół Gospodyń Wiejskich. W dowód uznania za działalność społeczno-polityczną 
i zawodową był odznaczony: Krzyżem Walecznych, Medalem Niepodległości i Złotym Krzy- 
tem Zasługi. Aresztowany w dniu 14 X 1939 r. przez Gestapo przy ul. Pawła z Łęczycy 5/4a 
został osadzony w obozie dla internowanych Polaków w koszarach 15 PAL w Bydgoszczy. 
Rozstrzelano go w grupie inteligencji bydgoskiej w dniu l XI 1939 r. w "dolinie śmierci" pod 
Fordonem. 


Jeziołowicz Bolesław (1900-1939). Ur. 13 I 1900 r. w Mikołajkach pow. Sztum (Prusy 
Wschodnie), s. Franciszka i Marianny z d. Szydzik. Po ukończeniu szkoły powszechnej w swo- 
jej rodzinnej miejscowości dalszą naukę kontynuował w kraju. Egzamin dojrzałości zdał w 
Państwowym Seminarium Nauczycielskim w Bydgoszczy. Potem studiował w Państwowym 
Instytucie Pedagogiki Specjalnej w Warszawie, specjalizując się w problematyce pracy z dzieć- 
mi upośledzonymi. Od 1925 r. pracował w VI-klasowej Publ. Szkole Spe,-jalnej im. dr Józef y 
Joteyko w Bydgoszczy, ul. Dworcowa 78. Od 6 IV 1929 r. objął kierownictwo Prywatnej 
Szkoły Powszechnej z polskim językiem nauczania w Szafałdzie pow. Olsztyn. Przez sześć 
lat, w trudnych warunkach spowodowanych szykanami ze strony niemieckich nacjonalistów 
uczył dzieci polskie na terenie Wannii języka ojczystego. 20 IV 1935 r. władze rejencyjne 
w Olsztynie odebrały B. Jeziołowiczowi prawo nauczania na terenie Niemiec i wysiedliły 
go do kraju. Po powrocie do Polski od 11 V 1935 r. nadal pracował w Pub!. Szkole Specjalnej 
w Bydgoszczy. W dowód uznania za dobre wyniki pracy osiągane w nauczaniu i wychowaniu 
dzieci trudnych środowisk został przez władze szkolne odznaczony Medalem Dziesięciolecia 
Odzyskanej Niepodległości. Aresztowany 19 X 1939 r. przez Gestapo z miejsca zamieszkania 
przy ul. Kordeckiego 30 m. 5 w Bydgoszczy został osadzony w obozie dla internowanych 
Polaków w koszarach 15 PAL. Rozstrzelano go wraz z grupą bydgoskich nauczycieli na przeło- 
mie października i listopada 1939 r. w "dolinie śmierci" pod Fordonem. 


Jobke Antoni (1904-1939). Ur. 2 VI 1904r. w Obrze pow. Wolsztyn. 16 VI 1924 r. ukończył 
Państwowe Seminarium Nauczycielskie w Wolsztynie, po czym podjął pracę w charakterze 
nauczyciela tymczasowego w Dolsku pow. Wolsztyn. Po roku przeniósł się do Bydgoszczy 
i tutaj już do końca lat międzywojennych pracował na różnych stanowiskach w szkolnictwie 
powszechnym. Początkowo był zwykłym nauczycielem i w tym czasie tj. w 1927 r. zdał prak- 
tyczny egzamin nauczycielski, dzięki czemu uzyskał stabilizację w zawodzie. Na tym jednak 
nie poprzestał i w roku szkolnym 1932/33 w trybie ekSternistycznym zdał Państwowy Wyż- 
szy Kurs Nauczycielski w Poznaniu. W następnym roku szkolnym awansował na stanowisko 
pełniącego obowiązki kierownika Publ. Szkoły Powszechnej im. St. Staszica w Bydgoszczy, 
ul. Dworcowa 82. Od I VII 1934 r. został przeniesiony na równorzędne stanowisko w Pub!. 
Szkole Powszechnej im. Ks. Piramowicza, Plac Kościeleckich. 1 VIII 1936 r. wygrał konkurs
>>>
227 


na stanowisko kierownika 7-klasowej Pub!. Szkoły Powszechnej im. T. Kościuszki w Bydgo- 
szczy, ul. Bernardyńska S i pozostał na nim już do końca lat międzywojennych. Pracując na 
stanowiskach kierowniczych w bydgoskiej oświacie zaskarbił. sobie wdzięczność zarówno 
u dzieci, rodziców, jak i władz zwierzchnich. W szkołach panował ład i porządek, sprawnie 
działał samorząd uczniowski oraz inne organizacje uczniowskie, dzieci miały możliwość ko- 
rzystania z dożywiania, zaś grono nauczycielskie stale pogłębiało swoje wiadomości i umie- 
jętności pedagogiczne. A. Jobke był bardzo aktywnym działaczem społecznym. Jeszcze jako 
szeregowy nauczyciel pracował społecznie w Komitecie Towarzystwa Czytelni Ludowych, 
wygłaszając w rozmaitych stowarzyszeniach miasta Bydgoszczy wykłady i pogadanki z zakresu 
pedagogiki i psychologii. Współpracował także w tym czasie z miejscowym Kołem Psycholo- 
gicznym. Później, będąc kierownikiem szkoły pełnił obowiązki prezesa Oddziału Związku 
Nauczycielstwa Polskiego w Bydgoszczy, kierownika rejonu oświatowego i sekretarza Zarządu 
Obwodowego Towarzystwa Budowy Szkół Powszechnych. Aresztowany 15 X 1939 r. przez 
Gestapo został osadzony w obozie dla internowanych Polaków w koszarach 15 PAL. Zginął 
rozstrzelany w jednej z pierwszych egzekucji nauczycieli w "dolinie śmierci" pod Fordonem, 
dnia 21 października 1939 r. 


Jurek Władysław (1900-1939). Ur. 15 IV 1900 r. w Żędowie pow. Szubin, s. Antoniego 
i Mańi. Po ukończeniu w 1914 r. szkoły powszechnej, do 20 VI 1919 r. przebywał w domu 
rodzicielskim. Potem wstąpił do wojsk Powstania Wielkopolskiego. Brał też udział w wojnie 
polsko-bolszewickiej. Po demobilizacji w 1921 r. ukończył Państwowy Kurs Seminaryjny dla 
pomocniczych sił nauczycielskich w Poznaniu. Z dniem I VIII 1922 r. uzyskał posadę nauczy- 
ciela w jednoklasowej Szkole Powszechnej w Polichnie pow. Wyrzysk, gdzie pracował do po- 
czątków 1929 r. W tym czasie zdał pierwszy egzamin nauczycielski w Państwowym Semina- 
rium w Wolsztynie, oraz drugi kwalifikacyjny w- Kcyni. W l. 1927-28 uczęszczał na Prywatny 
Wyższy Kurs grupy geograficzno-przyrodniczej w Bydgoszczy. 1 II 1929 r. rozpoczął pracę na 
stanowisku nauczyciela w Pub!. Szkole Powsz. im. Król. Jadwigi Bydgoszcz-Rupienica. prze. 
trwał tam do końca okresu międzywojennego. Aresztowany w dniu 14 X 1939 r. przez Ge- 
stapo z miejsca zamieszkania został rozstrzelany w egzekucji niejawnej w "dolinie śmierci" pod 
Fordonem. 


lurkowski Zygmunt (1906-1939). Ur. 29 IV 1906 r. w Hadynkowicach pow. Kopyczyńce 
woj. tarnopolskie. Egzamin dojrzałości zdał w 1925 r. w Państwowym Gimnazjum Klasycznym 
im. J. Słowackiego w Czortkowie. Następnie ukończył dwuletnie studium wychowania fizy- 
cznego przy Uniwersytecie Poznańskim. Pierwszą swoją pracę podjął w Miejskim Gimnazjum 
w Ostrzeszowie. Od 1930 r. nieprzerwanie zatrudniony na stanowisku nauczyciela wychowa- 
nia fizycznego w zakładach kształcenia nauczycieli. Było to: w I. 1930-32 w Państwowym 
Seminarium Nauczycielskim w Kcyni pow. Sz ub in , przez następne trzy lata w takiej samej 
szkole w Rawiczu, zaś od 1935 r. do końca lat międzywojennych w Państwowym Uceum Pe- 
dagogicznym w Bydgoszczy. W międzyczasie przed Państwową Komisją Egzaminacyjną w Poz- 
naniu .zdał egzamin państwowy i uzyskał kwaIif1kacje do nauczania wychowania fIZYcznego 
w szkołach g-ednich ogólnokształcących i seminariach nauczycielskich. Odbył też roczną 
służbę wojskową w Baonie Podchorążych Piechoty w Cieszynie. W każdej z kolejnych szkół, 
w której pracował obok obowiązków nauczyciela wf, powierzono mu prowadzenie szkolnych 
hufców przysposobienia wojskowego. Uczestniczył też w charakterze instruktora wf w licznych
>>>
228 


wakacyjnych obozach młodzieżowych. Cieszył się powszechnym -szacunkiem jako wartościo- 
wy pedagog i społecznik, aktywny w towarzystwach sportowych, kJuba,,
h i organizacjach para- 
militarnych. Będąc na etacie Uceum Pedagogicznego w Bydgoszczy do czasu uLyskania przez 
szkołę pełnego stanu organizacyjnego uzupełniał etat nauczyciela wf w kilku innych bydgos- 
kich szkołach średnich, mJn. w Państwowym Gimna
um Humanistycznym, Państwowym 
Gimnazjum KJasycznym oraz Prywatnym Gimnazjum Żeńskim, ul. Kujawska 4. Został zastrze- 
lony w pierwszych dniach okupacji Bydgoszczy na jednej z ulic przez hitlerowskich żołnierzy. 
Jurski Florian (1906-1939). Ur. 7 I 1906 r. w Bydgoszczy, s. Michała i Bronisławy z Wiśniew- 
skich. Po zakończeniu szkoły powszechnej na bydgoskim Okolu w 1920 r. wstąpił do Państwo- 
wego Katolickiego Seminarium Nauczycielskiego w Bydgoszczy. Dnia 13 VI 1924 r. zdał tam 
egzamin dojrzałości. Pierwszą posadę nauczycielską objął w Publ. Szkole Powszechnej w Fa- 
bianowie pow. Wyrzysk. Od 1 VIII 1926 r. pracował nieprzerwanie do końca lat międzywo- 
jennych w Publ. Szkole Powszechnej Bydgoszcz-Brdyujście ul. Witebska 50. Do 1938 r. była 
to szkoła jednoklasowa, zaś od roku szk. 1938/39 została przemianowana na szkołę II stopnia 
tj. 6-klasową. F. Jurski był jej kierownikiem. Aresztowany 14 X 1939 r. przez Gestapo z miej- 
sca zamieszkania przy ul. Witebskiej 28 m. 1 został osadzony w obozie dla internowanych 
w koszarach 15 PAL. Zginął rozstrzelany w grupie nauczycieli bydgoskich na przełomie paź- 
dziernika i listopada 1939 r. w "dolinie śmierci" pod Fordonem. 


Juszkiewicz Kazimierz (I910-1939). Nauczyciel Publicznej Szkoły Powszechnej Bydgoszcz- 
-Brdyujście ul. Witebska 50. Aresztowany i zamordowany razem z kierownikiem tej szkoły 
F. Jurskim w "dolinie śmiercf' pod Fordonem. 


Kaczor Jan (I 891-1939). Ur. 22 XI ] 891 r. w Bielsku pow. Strzelno, s. Franciszka i Franci- 
szki z d. Bąk. Egzamin dojrzałości zdał w lutym 1912 r. w Gimnazjum Klasycznym w Toruniu. 
Następnie studiował filologię klasyczną w kilku znanych uczelniach niemieckich. W latach 
1912-13 za1iczył dwa semestry na Uniwersytecie w Monachium, w latach 1913-14 kolejny 
semestr na Uniwersytecie we Wrocławiu oraz w latach 1914-19 (z przerwą) cztery semestry 
na Uniwersytecie w Królewcu. W latach 1915-1918 jako poddany pruski został wcielony do 
w
lska niemieckiego i brał udział w I wojnie światowej. W maju 19]9 r. zdał w Królewcu 
egzamin państwowy i uzyskał uprawnienia do nauczania języków starożytnych i gennanisty- 
ki w szkołach średnich. Od maja 1919 r. pracował w niemieckim Gimnazjum w Nowym 
Mieście Lubawskim. Po odzyskaniu niepodległości przez Pomorze Gdańskie przeniósł się do 
pracy nauczycielskiej w Gimnazjum Klasycznym w Chojnicach. Jednocześnie czynił starania 
na rzecz uzyskania etatu w jednej ze szkół średnich Torunia, z którym to miastem był zwią- 
zany więzami rodzinnymi. Starania te zostały uwieńczone sukcesem w 1921 r. Otrzymał tutaj 
posadę nauczyciela języków starożytnych w Państwowym Gimnazjum Męskim. Od l I 1923 r. 
został służbowo przeniesiony na stanowisko dyrektora Państwowego Gimnazjum Żeńskiego 
w Toruniu. Funkcję tę sprawował do 1934 r., kiedy to przeniósł się do Bydgoszczy na równo- 
rzędne stanowisko w Miejskim Gimnazjum Matematyczno-Przyrodniczym im. M. Kopernika. 
Jako dyrektor ze swych obowiązków wywiązywał się zadowa1ająco, przyczyniając się w wy- 
sokim stopniu do podniesienia poziomu naukowego i wychowawczego podległych mu szkół. 
Społecznie pracował w Polskim Związku Zachodnim. Aresztowany w połowie październ!ka 
1939 r. przez Gestapo przebywał w obozie dla intenlOwanych w koszarach 15 PAL. Zginął 
rozstrzelany w grupie nauczycieli bydgoskich w "dolinie śmierci" pod Fordonem.
>>>
229 


Kaja Florian (1895-1939). Ur. 3 V 1895 r. w Dziembowie pow. Chodzież. Wykształcenie 
podstawowe otrzymał w swojej rodzinnej wsi. Następnie w latach 1911-1914 uczył się 
w Preparandzie w Pile przygotowującej do zawodu nauczycielskiego, po czym wstąpił do Se- 
minarium Nauczycielskiego, gdzie zaliczył tylko dwa lata, bowiem dalszą naukę przerwało 
powołanie do wojska pruskiego. Warmii niemieckiej służył od 14 VI 1915 r. do 5 xn 1918 r. 
Po zwolnieniu z wojska niemieckiego udał się do swego domu rodzinnego w Ottrach Dużych 
pow. Reszel na Warmii, gdzie rozpoczął pracę jako polski nauczyciel. W drugiej połowie gru- 
dnia 1918 r. wziął udział w zjeździe polskich nauczycieli w Poznaniu. Termin zjazdu zbiegł 
się z wybuchem Powstania Wielkopolskiego, w którym F. Kaja wziął czynny udział z bronią 
w ręku. Następnie na początku 1919 r. wrócił do rodzinnej wsi, gdzie miał oczekiwać na dal- 
sze zarządzenia polskich władz szkolnych. Kierując się jednak poczuciem patriotyzmu nie 
czekał na dyrektywy, lecz potajemnie przekroczył pod Mławą granicę Prus Wschodnich 
z Polską i wstąpił jako ochotnik do polskiego wojska. Polska Komisja Uzupełnień przydzie- 
liła go do Zarządu Składów Artyleryjskich nr 2 w Warszawie. Po rocznej służbie wojskowej 
udał się do pracy w Komisariacie Plebiscytowym na Wannii. Od 26 III do 3 VIII 1920 r. 
był sekretarzem Wydziału Propagandy Ekspozytury Komisariatu na naj dalej wysuniętej pla- 
cówce wannińskiej w powiecie reszelskim. Mimo prześladowań i szykan ze strony niemiec- 
kiej, narażając często życie i zdrowie wytrwał, aż do momentu likwidacji Komisariatu. W gru- 
dniu 1920 r. zdał egzamin dojrzałości w Państwowym Seminarium Nauczycielskim w Bydgo- 
szczy i rozpoczął pracę nauczycielską. W roku szkolnY{I1 1921-22 był nauczycielem w Publ. 
Szkole Powszechnej w Nowej Wsi Ujskiej pow. Chodzież, a następnie kierownikiem podobnej 
placówki w MOrlewie w tym samym powiecie. 1 XII 1923 r. został zatrudniony w Szkole 
Ćwiczeń przy Państwowym Seminarium Nauczycielskim w Bydgoszczy, które w 1938 r. 
zmieniło nazwę na Państwowe Liceum Pedagogiczne i szkole tej pozostał wierny już do końca 
lat międzywojennych. Nieco wcześniej - 17 X 1923 r. zdał praktyczny egzamin nauczyciel- 
ski. W okresie międzywojennym ze względu na liczną rodzinę pozostającą na jego utrzymaniu 
znajdował się w trudnej sytuacji materialnej. W związku z tym chwytał się różnych dodatko- 
wych zajęć, a m.in. prowadził lekcje jako nauczyciel dochodzący w Szkole Rolniczej Wielko- 
polskiej Izby Rolniczej oraz w Publ. Szkole Dokształcającej Zawodowej nr l w Bydgoszczy. 
Aresztowany w dniu 14 X 1939 r. przez Gestapo z gmachu Pub!. Szkoły Powszechnej im. 
S. Leszczyńskiego w Bydgoszczy, ul. Leszczyńskiego 49 został osadzony w obozie dla interno- 
wanych Polaków w koszarach 15 PAL. Rozstrzelano go na przełomie października i listopada 
1939 r. wraz z grupą bydgoskich nauczycieli w "dolinie śmierci" pod Fordonem. Żonaty 
z Zofią z d. Lange posiadali czworo dzieci: Zbigniew (ur. 1925 r.), Henryk (ur. 1926 r.), Lech 
(ur. 1928 r.) i Jerzy (ur. 1932 r.). 
Kaja Leon (1893-1939). Ur. 24 IV 1893 r. w Dziembowie pow. Chodzież, s. Konstantego 
i Strzeżysławy z d. Piosik. Po ukończeniu szkoły powszechnej w Dziembowie pracował na 
gospodarstwie rodziców. W 1912 r. nabyli oni folwark w Ottrach pow. Reszel na \Vannii, do- 
kąd się przenieśli. W 1915 r. J,.. Kaja został powołany do słUŻby w wojsku pruskim. Walczył na 
froncie zachodnim, gdzie też odniósł kontuzję no
. W grudniu 1918 r. został zdem"obiIizowa- 
ny z prawem do 20 % renty. Znalazł się ponownie 'łł domu rodzinnym. Jak sam napisał "... Po 
nieszczęśliwym plebiscycie byliśmy zmuszeni uchodzić stąd, ponieważ za czynny udział w agi- 
tacji na rzecz Polski, stosowano wobec nas rozmaile szykany i terror. Wspólnie z rodzicami 
zamieszkałem od grudnia 1920 r. w Bydgoszczy". Od stycznia do października 1921 r. uczę- 
szczał na nauczycielski kurs seminaryjny. Po jego ukończeniu objął posadę pomocniczej siły
>>>
230 


ł.!- 


j\ );
:;::
;r:


ii:::::::\
. 
........... .... 
,- -. .. 
.'. ... 
.... . .... 
'
(,I*.
 
.... 
 ... 
.. . . 
. . . . .. 
":1 1 11;: 
..:::
t;::-.. ..:.....::::.:: 
.:::::::::;
::

ł
tttf1:1i
::ikJ::

:::
...:.:...... ..: 

:::;:
::g



;

;


:
:
:
:
w
;
 
':" .:
::.:.
::;;
;;:
::::...: :

 
...... (
 I .
r..:.:

 I .. ...:.:'.: 1 ...:.:.:.:.:.....: 
:

\
:.:
\:/ ..t:

t5J

::.: :
 . .::
:
:::3r :::
. 
"': ..:.:. .,..
 
 ..... 
 .
. 
. 
... 
.::.. . .:.::.:. 
 :::
::.::. .. . .:. 
:0::. ..: .;ri
Y . . \: :... .
.:
:::. ... :'
 


nauczycielskiej w Pub!. Szkole Powsz. Bydgoszcz-J achcice. 
Dnia 15 V 1924 r. zdał egzamin dojrzałości i uzyskał kwali- 
fikacje do objęcia etatu nauczyciela. Od l IX 1927 r. do końca 
okresu międzywojennego pracował w szkole ćwiczeń przy Pań- 
stwowym Seminarium Nauczycielskim w Bydgoszczy. Areszto- 
wany wraz z bratem Florianem podzielił jego los w "dolinie 
śmierci" pod Fordonem. 


Kaźmierczak Alojzy (1896-1939). Ur. 21 VI 1896 r. w Czerlinie woj. poznańskie. Szkołę 
powszechną ukończył w Śmielinie pow. Wyrzysk, gdzie w 1909 r. był uczestnikiem strajku 
szkolnego skierowanego przeciwko władzom pruskim germanizującym polskie dzieci. Nastę- 
pnie uczył się zawodu stolarskiego w warsztacie swego ojca. Od 1914 r. pracował w fabry- 
kach mebli w Poznaniu i Berlinie. Po odzyskaniu niepodległości przez Bydgoszcz przeniósł 
się do tego miasta i w latach 1921-28 pracował jako kierownik warsztatu stolarskiego i mode- 
tarni w 8 Dyonie Samochodowym Wojska Polskiego. Z dniem l1x 1928 r. objął stanowisko 
instruktora stolarskiego i modelarskiego przy Państwowej Szkole Przemysłowej w Bydgosz- 
czy, ul. Św. Trójcy 38, której pozostał wierny już do końca okresu międzywojennego. W.ra- 
mach uzupełniania kwalifikacji zdał 17 V 1930 r. egzaminy mistrzowskie z zakresu stolar- 
stwa. W 1932 r. wstąpił do Stowarzyszenia Uczestników Walki o Szkołę Polską i w 25 rocz- 
nicę strajku szkolnego Kuratorium Okręgu Szkolnego Poznańskiego przyzna ło mu odznakę 
koleżeńską Komitetu Obchodów 25-lecia Walki o Szkołę Polską. Aresztowany przez Gesta- 
po 17 X 1939 r. z mieszkania przy ul. Nakielskiej 22 m. 5 został osadzony w obozie dla inter- 
nowanych Polaków w koszarach 15 PAL. Rozstrzelano go wraz z grupą bydgoskich nauczycie- 
li na przełomie października i listopada 1939 r. w "dolinie śmierci" pod Fordonem. 


Klawiński Franciszek (1890-1939). Ur. 16 I 1890 r. w Inowrocławiu. Ukończył szkołę pow- 
szechną w swoim rodzinnym mieście, a następnie uczył się zawodu ślusarskiego. Od 1908 r. 
do chwili uzyskania niepodległości przez Pomorze Gdańskie pracował jako robotnik w róż- 
nych zakładach przemysłowych Berlina. W latach 1920-24 był zatrudniony w Fabryce Ma- 
szyn Precyzyjnych w Inowrocławiu, a przez następnych sześć lat pracował w Fabryce Ma- 
szyn "LOhnert" (obecnie Makrom) w Bydgoszczy. 16 X 1930 r. przeszedł do pracy w charak- 
terze instruktora zawodu w Państwowej Szkole Przemysłowej w Bydgoszczy. Aresztowany 
w połowie października 1939 r. przez Gestapo przebywał w obozie dla internowanych w ko- 
szarach 15 PAL. Został rozstrzelany w końcu października w "dolinie śmierci" pod Fordonem. 


Klóskowska Maria (?). Nauczycielka Pub!. Szkoły Powszechnej w Mąkowarsku pow. Bydgoszcz. 
Aresztowana przez Sęlbstschutz przebywała w obozie dla internowanych Polaków w Karole- 
wie pow. Sępólno. Tamże została rozstrzelana l XI 1939 r. 
Krasicki Stanisław (?). Profesor Państwowego Gimnazjum Klasycznego w Bydgoszczy, Plac 
Wolności 9. Wysiedlony z Bydgoszczy do Generalnego Gubernatorstwa zginął bez wieści.
>>>
231 


Król Ignacy (?). Nauczyciel Publ. Szkoły Powszechnej w Przyłękach pow. Bydgoszcz. Brał 
udział jako żołnierz w kampanii wrześniowej 1939 r. i zginął bez wieści. 


Kukułka Lucjan, ks. (1893-1939). Ur. 12 XII 1893 r. w Jerce 
pow. Kościan. Egzamin dojrzałości zdał 26 II 1912 r. w Gim- 
nazjum Komeniusza w Lesznie. Następnie w latach 1912-1917 
(z przerwą na służbę wojskową warmii pruskiej) studiował 
w Seminarium Duchownym w Gnieźnie. Przez kolejne trzy 
lata pracował jako wikariusz w ParafIi Katedralnej w Gnieźnie, 
Kościele Parafialnym w Gniewkowie pow. Inowrocław oraz 
Parafii Św. Trójcy w Bydgoszczy. Z dniem l I 1921 r. objął 
posadę nauczyciela-katechety w Państwowym Gimnazjum 
Humanistycznym w Bydgoszczy, ul. Grodzka 18. Funkcję tę 
sprawował już do końca lat międzywojennych. Był także 
przez pewien czas nauczycielem dochodzącym w Państwowym 
Liceum Rolniczym w Bydgoszczy. Działał społecznie w Pol- 
skim Związku Zachodnim oraz jako przewodniczący Kółka 
Esperanckiego "Verda Stelo" przy Państwowym Gimnazjum Humanistycznym. Aresztowany 
w połowie października 1939 r. przez Gestapo zosta ł uwię ziony w koszarach 15 PAL. Zginą ł 
rozstrzelany w masowych egzekucjach w "dolinie śmierci" pod Fordonem. 


;::::::
:»:::::::;:'(:::: :-:: - 
.......
........... ....... . . ...... o" . 
;t1t

r
fir
' ,. .;
f.. 


Kwiatkowski Albin (1890-1939). Ur. 10 III 1890 r. w Putiatyczach pow. Rudki na Wołyniu, 
s. Piotra i Ewy z d. Płotycz. Egzamin dojrzałości zdał 4 VII 1908 r. w Cesarsko-Królewskim 
Gimnazjum w Samborze. Następnie pracował do 1923 r. jako siła kancelaryjna na stacji PKP 
w Łupkach woj. lwowskie, odbywając w międzyczasie służbę wojskową warmii austriackiej. 
W 1919 r. brał udział w walkach polsko-ukraińskich. Po 1923 r. rozpoczął karierę nauczyciel- 
ską. Uzyskał do tego uprawnienia po zdaniu w 1925 r. egzaminu przed Państwową Komisją 
w Równem. Do 1931 r. pracował w różnych szkołach wiejskich na terenie powiatu rówhień- 
skiego. Następnie został dyscyplinarnie przeniesiony na teren woj. pomorskiego. W latach 
1931-35 uczył w 7-klasowej Publ. Szkole Powszechnej w Sępólnie, a po tym terminie ko- 
lejno w trzech bydgoskich szkołach powszechnych: im. H. Sienkiewicza, ul. Sowińskiego 5. 
im. J. Sowińskiego - mieszczącej się w tym samym budynku oraz im. S. Leszczyńskiego, ul. 
Leszczyńskiego 49. Aresztowany 15 X 1939 r. przez Gestapo z mieszkania przy ul. Jagielloń- 
skiej 51/8 został osadzony w obozie dla internowanych w koszarach 15 PAL. Rozstrzelano 
go w grupie nauczycieli 1 XI 1939 r. w "dolinie śmierci" pod Fordonem_ 
Kwieciński Czesław (1883-1942). Ur. 7 VII 1883 r. \V Żydowie pow. Gniezno, s. Józefa. Po- 
chodził z rodziny o dużych tradycjach patriotycznych - ojciec jego był powstańcem z 1863 r. 
Do szkoły powszechnej uczęszczał w Antoniewie pow. Jarocin, a następnie uczył się w Gim- 
nazjum Realnym w Koźminie. Po zaliczeniu sześciu klas gimnazjalnych przeniósł się do Semi- 
narium Nauczycielskiego w Paradyżu. Maturę nauczycielską zdał w 1905 r. Od l III 1905 r. 
pracował na samoistnej posadzie nauczycielskiej w Wiosce pow. Babimost. We wrześniu 1906 r. 
wybuchł tutaj strajk szkolny, który przeniósł się z Wrześni. Ponieważ Cz. Kwieciński wraz 
z miejscowym księdzem sprzyjali strajkującym, dopomagając rodzicom strajkujących dzieci 
polskich w sprawach sądowych wytoczonych im przez władze pruskie oraz nie stosując kar 
cielesnych wobec uczniów, pruski inspektor szkolny w Rakoniewicach przeniósł go na kamą 
posadę jako drugiego nauczyciela do miejscowości Racot pow. Kościan, gdzie kierownikiem
>>>
232 


szkoły był Niemiec, zaciekły nacjonalista. Ponieważ szykany nie ustawały zgłosił się do jedno- 
rocznej służby wojskowej, co i tak go czekało. Po jej ukończeniu został z dniem l X 1908 r. 
zatrudniony na stanowisku nauczyciela w Bojanowicach pow. Leszno. Praktyczny egzamin nau- 
czycielski zdał w 1910 r. W latach 1915-18 wcielony do wojska niemieckiego, walczył najpierw 
na froncie wschodnim, a później zachodnim. Z tego ostatniego w lipcu 1918 r. zbiegł. Wziął 
czynny udział w przygotowaniach do powstania wielkopolskiego na odcinku Leszno-Osieczna, 
a następnie z bronią w ręku walczył pod Osieczną i Kąkolewem. W dowód uznania za patrioty- 
czną i pełną poświęcenia dla ojczyzny postawę został na wniosek Związku Powstańców i Woja- 
ków w 1932 r. odznaczony ,,Krzyżem Srebrnym za zasługi". W 1934 r. Komisja Odznaczeń 
przy Stowarzyszeniu Uczestników Walki o Szkołę Polsą przyznała mu koleżeńską odznakę 
honorową ,,za walkę o Szkołę Polską". W okresie od lipca do listopada 1919 r. organizował, 
w miejsce niemieckiej, polską szkołę w Małym Sławsku pow. Strzelno. Następnie w latach 
1919-1925 był kierownikiem Pub!. Szkoły Powszechnej w Wójcinie pow. Strzelno. Zasłużył 
się na tej placówce jako organizator kursów oświatowych dla młodzieży, komendant hufca 
przysposobienia wojskowego oraz kierownik kursów dla pomocniczych sił nauczycielskich. 
Chcąc ułatwić swoim dzieciom możliwości kształcenia w szkołach średnich w 1925 r. przeniósł 
się do pracy do Inowrocławia. Objął tutaj posadę nauczyciela w Publ. Szkole Powszechnej 
im. St. Staszica. Był tu czynnym członkiem Miejskiego Komitetu Ligi Obrony Powietrznej 
Polski. Organizował konkursy modeli latających i przyczynił się w propagandzie na rzecz 
budowy lotniska cywilnego. Kierował ponadto sekcją budowy modeli latających i brał udział 
jako zawodnik w zawodach modelarskich. W uznaniu zasług położonych na polu propagandy 
lotnictwa został w 1933 r. odznaczony Odznaką Honorową III stopnia LOPP. W 1934 r. ze 
względów zdrowotnych przeszed ł na emeryturę, jednak po trzech latach ponownie powrócił 
do zawodu nauczycielskiego. W roku szkolnym 1937/38 uczył w PubI. Szkole Powszechnej 
w Pakości pow. Mogilno, zaś w następnym roku w Pub!. Szkole Powszechnej im. A. Mickie- 
wicza w Bydgoszczy, ul. Nowogrodzka 5. Od 1936 r. był stałym mieszkańcem Bydgoszczy. 
W 1940 r. został aresztowany przez Gestapo pod zarzutem współpracy z ruchem oporu. Na 
mocy wyroku Najwyższego Trybunału Ludowego hitlerowskich Niemiec został 3 II 1942 r. 
stracony w więzieniu Neukl1ln w Berlinie.
>>>
AllECZYSŁA W BIELSKI 


GENERAŁ HENRYK ZEMANEK 
(1872-1937) 


Był jednym z pierwszych szefów Instytutu Wojskowo-Geograficznego w Warszawie, 
komendantem miasta i garnizonu Bydgoszcz, wieloletnim zastępcą dowódcy Okręgu Korpusu 
nr VIII w Toruniu. Należy do tej grupy polskich generałów okresu międzywojennego, którzy 
zostali prawie zupełnie zapomniani. Jego nazwisko nie figuruje w podręcznikach historii, 
z trudem odnajdujemy je w pracach specjalistycznych i dokumentach archiwalnych z lat 
1919-19211. 
Henryk Józef Zemanek urodził się w Krakowie 15 stycznia 1872 r. w rodzinie Józefa 
Zemanka i Marii z TilIów. Jak sam pisze po latach, w głównej karcie ewidencyjnej wypełnio- 
nej w Bydgoszczy 21 lipca 1921 r., by ła to rodzina polska, wyznania rzymsko-katolickieg0 2 . 
Początkowe nauki pobierał w Krakowie, tu też ukończył cztery klasy Wyższej Szkoły Real- 
nej i uzyskał świadectwo dojrzałości. Zanim zdecydował się na wybór kariery wojskowej 
przez dwa semestry studiował ,.geodezję i wyższą matematykę" w mil Uniwersytetu Wiedeń- 
skiego w Solnogrodzie . 15 stycznia 1889 r. wstąpił jednak do annii austro-węgierskiej i wkrótce 
został skierowany do Szkoły Kadeckiej w Łobzowie pod Krakowem. Trudno jest dziś ustalić 
jakimi motywami kierował się H. Zemanek wybierając karierę wojskową warmii austro-węgier- 
skiej. Być może był to brak środków na kontynuowanie studiów na uczelni cywilnej3. 
Po ukończeniu Szkoły Kadetów w Łobzowie chorąży Zemanek, przez pierwsze 7 lat 
(1890-1897), będzie odbywał służbę liniową w 7 pułku piechoty, mJn. pełniąc funkcję 
adiutanta kompanijnego i awansując w dniu l listopada 1895 r. do stopnia porucznika. Okres 
służby liniowej musiał być pozytywnie oceniony przez przełożonych skoro por. Zemanek 
otrzymał skierowanie do Szkoły Wojennej Sztabu Generalnego w Wiedniu. Studiował tam 
w latach 1897-1899, a po jej ukończeniu i o
byciu praktyki sztabowej w adiutanturze 5 Bry- 
gady Piechoty (1899-1901) objął najpierw dowództwo 16 kompanii, a następnie IV batalio- 
nu 77 pułku piechoty (1901-1904). W dniu l listopada 1901 r. otrzymał awans na kapita- 
na, a 1 maja 1904 r. na kapitana Sztabu Generalnego. W latach 1904-1905 pełnił funkcję 
oficera sztabowego 34 Dywizji Piechoty. Następnie, za zgodą rządu rosyjskiego, podobnie jak 
wielu innych oficerów-Polaków służących warmii austro-węgierskiej, został odkomendero- 
wany do Kazania (do 45 rezerwowej Dywizji Piechoty), celem nauczenia się języka rosyjskie- 
go i zapoznania z organizacją armii państwa carów 4 . W tym okresie odbył kilka podróży służ- 
bowych po Rosji poznając szereg większych miast oraz Syberię, Turkiestan i Kaukaz. Wyjazd 
zakończył się sukcesem skoro, po latach, gen. ppor. Zemanek zapisze w karcie ewidencyjnej, 
że zna język rosyjski w mowie i piśmie S . . 
Po rocznym pobycie w Rosji kpt. S.G.H. Ze manek został przeniesiony do Biura Sztabu 
Generalnego w Wiedniu, gdzie przez okres prawie czterech lat (1906-1910) będzie pełnił 
funkcję szefa wydziału. Ten okres służby zakończył się awansem na majora Sztabu General- 
nego (I listopada 1910 r.). W latach 1910-1913 pełnił kolejno funkcje: kierownika biura
>>>
234 


w Inspektoracie Armii, szefa sztabu 1 Dywizji Piechoty, mjra Sztabu Gencralnego przy szta- 
bie 10 Korpusu, aby 1 marca 1913 r. znów powrócić na uprzednio zajmowane stanowisko 
szefa wydziału w Biurze Sztabu Generalnego w Wiedniu. Na tym stanowisku pozostanie już 
do wybuchu I wojny światowej awansując l listopada 1913 r. do stopnia podpułkownika 
Sztabu Generalnego. Wraz z wybuchem wojny został przeniesiony na stanowisko szefa wy- 
działu w Naczelnym Dowództwie armii austro-węgierskiej6. Po ponad trzyletniej służbie na 
tym stanowisku z dniem 17 sierpnia 1917 r. otrzymał dowództwo 2 Brygady Strzelców Tyrol- 
skich wraz z odcinkiem" na froncie włoskim. Podczas ciężkich walk w 1917 r. został kon- 
" 
tuzjowany w wyniku zasypania w okopie, spowodowanego wybuchem granatu (l września 
1918 r.). Po krótkim leczeniu nie powrócił już na stanowisko dowódcy 2 Brygady Strzelców 
Tyrolskich, lecz został skierowany na stanowisko szefa Biura Monografii i Poprawy Map 
w Wiedniu, którą to funkcję będzie pełnił aż do zakończenia służby warmii austriackiej. 
Warmii austro-węgierskiej "przesłużył" 29 lat i 10 Q1iesięcy dochodząc w awansach do stop- 
nia pułkownika Sztabu Generalnego. Ten ostatni awans otrzymał już w okresie wojny, w dniu 
l listopada 1915 r. Ukończył poza wyżej wymienionymi szkołami wiele kursów specjalistycz- 
nych w tym: kurs strzelania dla oficerów piechoty i kurs strzelania artyleryjskiego. 
Wynosił z niej znajomość nie tylko krain wchodzących w skład monarchii austro-wę- 
gierskiej, czy wyżej wzmiankowanych rejonów Rosji, ale i południowej Francji, północnych 
Włoch i całej Szwajcarii, co zostało odnotowane w jego karcie ewidencyjnej 7. Za okres służ- 
by otrzymał kilkanaście pochwał pisemnych od swoich przełożonych oraz 11 odznaczeń. 
Do Wojska Polskiego został przyjęty l kwietnia 1919 r. Większość oficerów-Polaków 
z armii austro-węgierskiej, wstąpiła do Wojska Polskiego w listopadzie 1918 r. To ponad pół- 
roczne opóźnienie stało się powodem ataków prasowych na tych oficerów, którzy zwlekali 
zbyt długo z decyzją. W pewnym czasie przybrało to wręcz formę nagonki. Część rodaków 
z dużą nieufnością odnosiła się do Polaków służących w anniach zaborczych. W 1921 r. 
ukazała się w Warszawie praca Tadeusza Hołówki pt. "Oficer polski", w której wyrażał on 
pogląd pewnej grupy piłsudczyków, że oficerowie polscy z zaborczych annii "... po większej 
części są to ludzie, którzy do chwili wstąpienia do armii polskiej byli w bardzo luźnym ducho- 
wym związku z Polską, a niektórzy dopiero wtedy, kiedy wkładali mundur oficera polskiego, 
przY
OminaIi sobie o swoim polskim pochodzeniu, którego przedtem kategorycznie się wypie- 
rali" . Poglądy te popierali niektórzy polscy politycy, jak np. Wincenty Witos. Oskarżanie 
o rusofIlstwo lub germanofIlstwo polskich oficerów w pierwszych latach istnienia II Rzeczy- 
pospolitej były dość powszechne, a władze do rozpatrywania takowych zarzutów powoła- 
ły nawet Oficerski Trybunał Orzekający. 
W wypadku płk. Zemanka oskarżenia te były zupełnie bezpodstawne. W rzeczywistości, 
w karcie ewidencyjnej generała, znajduje się adnotacja wyjaśniająca powód późniejszego wstą- 
pienia do wojska polskiego. W listopadzie 1918 r. płk Ze manek wyraził akces wstąpienia do 
Wojska Polskiego, lecz z poufnego polecenia ówczesnego Szefa Sztabu Wojska Polskiego gen. 
Stanisława Szeptyckiego miał nadal pozostać w Biurze Monograf1i i Poprawy Map w Wied- 
niu, aby zadbać o polskie interesy w momencie jego likwidacji i zaspokajać zapotrzebowanie 
armii polskiej na mapy sztabowe. Dzięki zapobiegliwości płk. Zemanka oraz jego znajomo. 
ści służby geograficznej annii austro-węgierskiej udało się, w stosunkowo krótkim czasie 
skompletować i przekazać do Warszawy wszystkie arkusze map w skali 1:75 000, 1 :400 000 
i 1:750 000 obejmujące teren zaboru austriackiego. W tym okresie podjął też starania o po. 
zyskanie rękopisów i negatywów fotograficznych map w skali 1 :25 000, matryc map w skali 
1:75 000 oraz elaboratów polowych sieci triangulacyjnych i niwelacyjnych 9 . Nie przyniosło
>>>
235 


to natychmiastowego skutku, lecz zostało uwieńczone powodzeniem w 1923 r. z chwIlą pod- 
pisania traktatu w St. Germain. Przedłużony więc pobyt płk. Ze m anka warmii austro-węgier- 
skiej należy uznać za duży sukces. Wspomniana wyżej nagonka prasowa wyrządzała mu dużą 
krzywdę moralną, która niestety miała ujemny wpływ na jego charakter 10. 
Na całe szczęście władze wojskowe właściwie oceniły zasługi płk. Zemanka i z dniem 
10 czerwca 1919 r. mianowały go Szefem Instytutu Wojskowo-Geograficznego w Warszawie, 
a w okresie weryfikacji stopni wojskowych przyznały mu szarżę genera ła podporucznika 
(1 kwiecień 1920 r.). Obejmował tę funkcję po płk. Janie Morawskim, który tylko czasowo 
pełnił obowiązki szefa Instytutu Wojskowo-Geograficznego. Instytut istniał od niedawna. 
Został powołany do życia rozkazem Naczelnego Wodza 8 stycznia 1919 r., a za jego organi- 
zatora i pierwszego szefa, należy uznać gen. por. Wojciecha FalewiczalI. Autor pracy o pol- 
skiej kartografii wojskowej - Bogusław Krassowski tak charakteryzował trzeciego z kolei 
szefa Instytutu Wojskowo-Geograficznego: "...Następnie na stanowisko to powołano byłego 
oficera instytutu wiedeńskiego: Milit:tr Geographische Institut (MGI)- płk. Henryka Zemanka. 
On też na podstawie wzoru zaczerpniętego z organizacji MGI stworzył Instytut Wojskowo- 
-Geograficzny, który mimo licznych zmian i modyfikacji w ogólnych zarysach przetrwał do 
końca lat międzywojennych. Przystępując do tworzenia organizacji instytutu (...) ,,miał do 
dyspozycji kilkudziesięciu zaledwie oficerów, wywodzących się przeważnie z byłej armii 
carskiej. Znajomość topografii u wielu z nich była zaledwie na poziomie przeciętnego ofice-. 
ra liniowego. Największe trudności w tym czasie sprawiało zebranie odpowiedniej grupy spe- 
cjalistów z dziedziny kartografii i poligrafii. Po fiasku poszukiwań fachowców w kraju płk 
H. Zemanek sprowadził ich z Wiednia z MGI. Jednocześnie, celem wyszkolenia własnej kadry 
specja1istów, zainicjował zorganizowanie Praktycznej Szkoły Kreślarzy" 12. Istotnie zorgani- 
zowany przez niego Instytut Wojskowo-Geograficzny bardzo przypominał wiedeńską placów- 
kę. Z Wiednia .sprowadzono nie tylko kartografów, topografów i geodetów, ale i wysokiej 
jakości sprzęt pomiarowy. Pod koniec 1919 r. udało się płk. Zemankowi zakończyć podsta- 
wowe prace organizacyjne. Organizacja IWG przedstawiała s1ę następująco. Na jego czele stał 
Szef !WG, a podlegały mu: Oddział Sztabowy, Wydział Geodezyjny, Wydział Kartografi- 
czny, Zakład Reprodukcyjny, Magazyn Instrumentów i Materiałów, Szkoła Topografów 
i Wojskowa Szkoła Kreślarzy. Główna siedziba, od połowy 1919 r., mieściła się w byłej 
szkole przy ul. Wilczej 64, a poszczególne zakłady i wydziały w różnych częściach Warsza- 
wyl3. 
Zadanie podstawowe jakie stawało przed IWG, zaopatrzenie armii polskiej w mapy 
sztabowe, było niezmiernie trudne. Pozostawione po zaborcach mapy nie odpowiadały po_ 
trzebom, były oparte na starych zdjęciach topograficznych "...różnych odwzorowaniach, 
sieciach triangulacyłvch i niwelacyjnych. Również skale map w poszczególnych państwach 
były niejednolite" . Tymczasem wybuch wojny polsko-bolszewickiej zmuszał IWG do 
przyspieszenia prac nad wydaniem tzw. mapy taktycznej. Już w 1919 r. wydano wojskom 
najpotrzebniejsze mapy i na podstawie analizy doświadczeń z I wojny światowej w zakresie 
wykorzystania map sztabowych, jak również możliwości wykonawczych IWG postanowiono 
jak najszybciej wydać mapę w skali 1:100 000. Za czasów więc sprawowania funkcji Szefa 
IWG przez płk. Zemanka podjęto pierwsze prace nad mapą w skali 1:100 000 oraz prace nad 
mapą szczegółową Polski w skali 1:25 000. Szczególnie ta pierwsza mapa, w skali 1:100 000, 
spotkała się z krytyką w pewnych kręgach wojskowych z powodu zbyt małej skali i małej 
dok ładności 15.
>>>
236 


Obarczano za to odpowiedzialnością płk. Zemanka. Niebawem posypały się liczne pisma 
i donosy na Szefa !WG do Ministerstwa Spraw Wojskowych. Oskarżano w nich płk Zemanka 
o "zniemczenie" Instytutu i nadużycia gospodarcze. Ministerstwo Spraw Wojskowych skiero- 
wało sprawę do Oficerskiego Trybunału Orzekającego, który na posiedzeniu w dniu 7 lipca 
1920 r. wydał następujące orzeczenie: "...Pułkownik Henryk Zemanek może być oficerem 
Wojska Polskiego (...). Nie wchodząc w sprawie kompetencji co do osądzania fachowości po- 
szczególnych jednostek Instytutu Wojskowo-Geograficznego, przyszedł Oficerski Trybunał 
Orzekający na podstawie przedstawionych aktów do przekonania, że zarzuty czynione puł- 
kownikowi Zemankowi w kierunku zniemczenia czy też obsadzania stanowisk jednostkami 
obcymi nie zostały potwierdzone. Płk. Zemanek usunął wprawdzie kilku pracowników Pola- 
ków z Instytutu Wojskowo-Geograficznego zastępując ich według swego przekonania więcej 
fachowymi obcokrajowcami, lecz w tym wypadku nie można udowodnić działania z preme- 
dytacją na niekorzyść krajowej instytucji. Zarzuty co do reprodukcji poprawionych w kraju 
map w Wiedniu okazały się bezpodstawne, zakup przyborów kreślarskich w Wiedniu jako 
też map gotowych ze względu na cenę i sytuację wojskową usprawiedliwione. Podniesiony 
zarzut, że płk. Zemanek kazał zakupić w Wiedniu materiały kreślarskie za własne pieniądze, 
ulokowane w Wiedniu, chcąc w ten sposób przenieść własny kapitał z Wiednia do Warszawy, 
jest bezpodstawny, a dochodzenia wykazały, że pieniądze na zakup materiałów zostały pod- 
jęte przez ppłk. Schiffmanna na rozkaz Instytutu Wojskowo.Geograficznego z kancelarii ra- 
chunkowej pełnomocnika wojskowego w Wiedniu z depozytu Instytutu,,16. Był to bardzo 
trudny okres w życiu płk. Zemanka, tym bardziej, że zarzuty były bezpodstawne, krzywdzą- 
ce i niesprawiedliwe. 
Jeszcze przed podjęciem dochodzenia przez Oficerski Trybunał Orzekający został roz- 
kazem Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego mianowany z dniem 7 marca 1920 r. kwa- 
tennistrzem VI Armii, a w kilka tygodni później zweryfikowany w stopniu generała podporu- 
cznika l7 . Funkcję tę pełnił do 21 listopada 1920 r. Gen. ppor. Wacław Iwaszkiewicz-Rejo- 
szański, dowódca Frontu Południowego, były dowódca VI Armii i dowódca Okręgu Gene- 
ralnego Warszawa wystawił mu w grudniu 1920 r. następującą opinię: "... Gen. ppor. Zema- 
nek jako kwatermistrz VI Armii i frontu południowego spełniał swe trudne zadania z praw- 
dziwą korzyścią dla służby organizując bardzo skutecznie służbę kwatermistrzowską. Odzna- 
cza się gruntowną wiedzą fachowo-wojskową, energią w wydawaniu i przeprowadzaniu swych 
zarządzeń, jest pełen rozumnej i świadomej celu inicjatywy. Charakter czysty, szlachetny i 
szczery. Jako przełożony uprzejmy i taktowny. Podwładni odnoszą się do niego z zaufa- 
niem. Nadaje się na kierujące stanowisko tak w polu jak i w kraju" 18. 
Po zakończeniu działań wojennych nie powrócił na uprzedqio zajmowane stanowisko 
w Instytucie Wojskowo-Geograficmym. Już od lutego 1920 r. na stanowisko był wymaczony 
płk Bolesław Jaźwiński. Z dniem 21 listopada 1920 r. rozkazem Ministra Spraw Wojskowych 
został mianowany dowódcą miasta Bydgoszczy i członkiem Komisji Regulaminowej!'. Dał 
się wkrótce poznać jako dobry administrator, oficer wszechstronnie wykształcony i czło- 
wiek o dużej kulturze osobistej. Funkcję komendanta miasta i dowódcy garnizonu Bydgoszcz 
pełnił z dużym poświęceniem aż do czasu likwidacji tego stanowiska, tj. do 2 lipca 1922 r. 
Dowódca Okręgu Korpusu nr VII w Poznaniu gen. Kazimierz Raszewski, ówczesny bezpo. 
średni przełożony gen. Ze manka , w rocznej karcie ewidencyjnej, w tzw. opinii fachowej, tak 
pisał: "...Gen. ppor. Zemanek dotychczasowy dowód
a miasta Bydgoszczy sprawował wzoro. 
wo swoje stanowisko. Jest obecnie bez przydziału, gdyż stanowisko dowódcy miasta skasowa. 
no. Uwuam, że nieużycie tak fachowej siły, jaką przedstawia gen. Zemanek wyrządza szkodę
>>>
237 


armii naszej. Ponieważ się z powodu zdrowia nie nadaje do frontowej służby. proponuję go 
na kierownika instytutu geograficznego, szefa departamcntu w Sztabie Generalny m lub na 
kierownika najwyższych zakładów naukowych,,20. Generalnie z tą opinią zgadzał się ówcze- 
sny Inspektor Armii .,Toruń" - gen. por. Leonard Skierski, chociaż po słowie ,,Zgoda" uznał 
la stosowne dopisać: "... tylko nie na kierunku zak ładów naukowych gdyż nie ma praktyki 
bojowej, wskaźniki które są niclbędne na takim stanowisku,,21. Pozytywne opinie przeło- 
żonych sprawiły, że dekretem z dnia 3 maja 1922 r. został zatwierdzony w stopniu generała 
brygady ze starszeństwem z dnia l cl
rwca 1919 r. i 7 lokatą na liście starszcństwa oficerów 
zawodowych. 
Zapewne zaw3Żyła opinia gcn. Skierskiego, skoro gen. Zemanek nie został .,kierowni- 
kiem najwyższych zakładów naukowych", lecz 2 lipca 1922 r. otrzymał nominację na komen- 
danta Obozu Warownego ..Toruń". Był to odrębny oddział administracji wojskowej powoła- 
ny w cclu rozbudowy i konserwacji urządzeń fortyfikacyjnych. Dowódcy Obozu Warownego 
"Toruń" podlegały również twierdze w Grudziądzu i Chełmnie. Funkcję tę pełnił zaledwie 
przez cztery miesiące po czym Dekretem l dnia 7 listopada 1922 r. powołano go na stanowi- 
sko zastępcy dowódcy Okręgu Korpusu m' VIII w Toruniu_ W Toruniu, jak można to spraw- 
dzić w księdze adresowej 22 , zamieszkał wraz z żoną i synem w małym domku przy ul. Przed- 
zamcze nr l, gdzie miał również swoją siedzibę skarb wojskowy. Ożenił się jeszcze w okresie 
służby warmii austro-węgierskiej z Morawianką - Anną Marią z domu Brodik, córką nadle- 
śniczego Edwarda Brodika z Cross Karlowitz koło Ołomuńca. Na okres sprawowania funkcji 
zastępcy OK VIII przypada słynna opinia (z grudnia 1922 r.) Józefa Piłsudskiego, wówczas 
pilstującego stanowisko Szefa Sztabu Generalnego i przewodniczącego ŚCisłej Rady Wojen- 
nej. Marszał
k Piłsudski, po zlmordowaniu prezydenta Gabriela Narutowicza napisał wła- 
snoręcznie opinie dla 95 polskich gcnerałów i pozostawił w zalakowanej kopecie .,...na wy- 
padek śmierci albo usunięcia się mego le stanowiska..... 13 . Miały one służyć następcy za 
swoisty ..drogowskaz" przy podejmowaniu trudnych dccyzji personalnych. Piłsudski podzie- 
lił g
nerałów brygady na trzy grupy: do pierwszej zaliczył generałów "przeciętnej miary"; 
do drugiej - tych, na ,.których nal
ży zwrócić uwagę"; i wreszcie do trzeciej - generałów. 
którzy nie powinni służyć w wojsku polskim. Generałów, których zaliczył do grupy pierw- 
sLej i trleciej J. Piłsudski nie opiniował indywidualnie, ograniczył się tylko do zbiorowych 
charakterystyk. Gen. bryg. H. Zemanek został, w gronie 49 generałów, wymieniony w pierw- 
szej grupie, do której Piłsudski zaliczał: u...oficerów, co do których nic specjalnego powie- 
dzieć nie byłbym w stanie, gdyż są albo przeciętnej zupełnie mia
, albo oficerami najrozmai- 
tszych służb, co do których.w tym miejscu nie chcę zabierać głosu"...4. 
Gen. Zemanek miał w Toruniu dużo pracy ze względu na często zmieniających się 
bezpośrednich przełożonych. Zastępował takich generałów, dowódców OK VIII, jak: Zyg- 
munta Zielińskiego, Gustawa Zy gad łowicza, Stefana Ludwika de Latoura, Jana Hubischtę 
i Leona Berbeckiego. Kilkakrotnie też w tym okresie pełnił obowiązki dowódcy OK VIII, 
głównie w czasie zmian na stanowiskach właściwych dowódców lub ich d łuższej nieobecno- 
ści. Pomimo wywkich kwalifikacji zawodowych, niezrównanej pracowitości i niemałych za- 
sług był "wiecznym zastępcą". Nie zmieniły tego f-lktu ;Jozytywne opinie przełożonych. 
W 1923 r. Inspektor Armii nr III w Toruniu, gen. dyw. L Skierski, opiniował: "...W ciągu 
roku 1923 dał się poznać bliżej, ponieważ często zastępował i obecnie zastępuje dowódcę 
korpusu. Jest to wysoko wykształcony oficer Sztabu Generalnego, posiadający rozległą wie- 
dzę wojskową i ogólną. W rzeczach taktyki i strategii orientuje się doskonale, ma dużą wprawę 
w kierowaniu pracą wicikiego sztabu, grą wojenną, ćwiczeniami na mapie itd. W tych pracach
>>>
238 


był mi doskonałym i chętnym doradcą. W rzeczach kartograficznych jest to wyrocznia. Jako 
administrator - bardzo skrupulatny, nadzwyczaj sumienny, spostrzegawczy, ale mało ruchliwy. 
Posiada w wysokim stopniu rozwinięte poczucic humoru, którego jest zawsze bezwzględnym 
obrońcą. 
foralna krzywda, która mu się stała w 1919 r. (nagonka w prasie bez odpowiednie- 
go zadośćuczynienia) dotychczas odbija się w duchu, będącym wciąż w stanie rozgoryczenia. 
W ogóle wybitny generał, nad
.iący się na stanowisko dowódcy korpusu lub na kierownika ja- 
kiegoś wyższego działu administracyjnego i zasługuje bezwzględnie na awans,,25. 
Pomimo dobrych opinii nie otrzymał awansu na stanowisko dowódcy OK VIII, chociaż 
zwolniło się ono po nagłej śmierci gen. Gustawa lygadłowicza. Przez 10 miesięcy będzie 
generałem pełniącym obowiązki dowódcy OK VIII, najpierw przez nominację gen. bryg. 
Stefana Ludwika de Latoura, a po jego nagłej śmierci gen. dyw. Jana Władysława Hubischty. 
Niejako na osłodę, w kwietniu 1923 r., otrzymał Krzyż Walecznych, który okazał się jedynym 
polskim odznaczeniem gen. lemanka. W opisie za rok 1924 nowo mianowany dowódca OK 
VIII gen. Hubischta odnotował: "...Wysoko kształcony generał, który jako mój zastępca 
w bardzo dodatni sposób mnie w pracy i dążeniach popiera, szlachetny rycerski charakter, 
nadzwyczaj sumienny i pracowity, taktowny i uważający. Skonstatowałem u niego do pew- . 
nego stopnia zrażenie, możliwie wywołane ominięciem go przy kwietniowym awansie, sądzę, 
że ono minie, jeśli przy nadchodzącym awansie będzie uwzględniony, na co w zupe łności za- 
sługuje,,26. Tym razem bez zastrzeżeń zgodził s!f z tą opinią gen. Skierski, dopisując w ru- 
bryce: ogólna ocena "wybitny administrator,,2 . Przypuszczam, że nie tylko pominięcie 
w awansie było przyczyną "zrażenia" gen. Zemanka. Pamiętał jeszcze nagonkę prasową z 
1919 r., likwidację stanowiska dowódcy miasta Bydgoszczy, likwidację stanowiska dowódcy 
Obszaru Warownego "Toruń", pomijanie w odznaczeniach, w które inni Polacy z byłej armii 
austriackiej, nawet mniej zasłużeni, byli chojnie obdarowywani. 
Trudno dziś dociec, czy opinie te dotarły do Ministerstwa Spraw Wojskowych, czy też 
za przyczyną interwencji generałów Hubischty i Skierskiego l listopada 1924 r. gen. lema- 
nek otrzyma ł długo oczekiwany awans na genera ła dywizji ze starszeństwem od 15 sierpnia 
1924 r. Czy był w pełni usatysfakcjonowany? Chyba nie? Pewne światło na tę kwestię rzuca 
opinia gen. Skierskiego z 1925 r. "...Podtrzymuje całkowicie opinie moj
 dawniejsze co do 
wysokiego wykształcenia ogólnego i wojskowego (...), szczególnie w dziedzinie taktyki, stra- 
tegii i techniczno-administracyjnej. Natomiast nie udało mi się wypróbować go jako siłę wy- 
konawczą w charakterze dowódcy strony na grach wojennych, gdyż od tego systematycznie 
się odmawia. Pod względem moralnym: lauważyłem, że nastrój opiniowanego nie tylko się 
nie polepszył, jak pisze dowódca okręgu korpusu za 1925 r., ale w pewnym stopniu raczej 
pogorszył gdyż do dawnego rozgoryczenia dołączyła się nutka dziwacznych i nieusprawiedli- 
wionych pretensji z powodu ominięcia awansu lub też nominacji na wyższe stanowisko. Prze- 
jawia się też niechęć do obcych mu zaborów lub informacji. W ogóle wybitny generał biura- 
lista,,28. 
Ten stan przedłużającej się depresji odbił się niekorzystnie na zdrowiu generała. W To- 
ruńskim Archiwum Państwowym, w aktach Komendy Policji Państwowej, można odnaleźć 
kilka wniosków z prośbą o wydanie paszportu na wyjazdy do Austrii w celach leczniczych 29. 
Chociaż nie tylko problemy zdrowotne trapiły gen. Zemanka. Wyjeżdżał też do Austrii w celu, 
uregulowania problem6w majątkowych, a pomimo pensji wynoszącej 682 zł i 58 groszy, za 
każdym razem, zar6wno przy wyjazdach na leczenie, jak i uporządkowania spraw majątko- 
wych, składał wniosek o zniŻkę w opłatach za paszport i przedstawiał "świadectwo nieza- 
możności,,30
>>>
239 


Ostatnia cytowana w tym artykule opinia gen. Skierskiego, została spisana 12 marca 
19:!6 r. Niebawem inne wydarzenia miały .wstrząsnąć dowództwem OK VIII w Toruniu. 
W okresie "zamachu majowego" zarówno g
n. Hubischta. jak i jego zastępca gen. Zemanek, 
opowiedżieli się po stronie rządowej, wysyłając do Warszawy, przeciwko wojskom Piłsud- 
skiego, pomorskie oddziały wojskowe. Wynikało to nie tylko z ich osobistych przekonań 
lecz i z postawy społeczeństwa pomorskiego, które zdecydowanie negatywnie ustosunkowało 
się do akcji Piłsudskiego. Obaj reagowali na alarmujący telegram szefa sztabu wojsk rządowych 
gen. St:misława Hallera i podobnie jak i inny dowódca, niegdyś związany z Toruniem, gen. 
Edmund Hauser, niegdyś dowódca Obozu Warownego ..Toruń'\ a w dniach zamachu zastępca 
dowódcy Okręgu Korpusu nr VII w Poznaniu, skierowali do Warszawy jednostki bojowe. Pod- 
jęto też decyzję o aresztowaniu zwolennika Piłsudskbgo, gen. Leonarda Skierskiego, oraz 
kilku innych ot1cerów, m.in. płk. dypl. Sztabu Generalnego Stanisława Dowoyno-Sołłohuba, 
który wprawdzie nie był piłsudczykiem, lecz opowiedział się po 5tronie zamachowców i zde- 
cydowanego zwolennika J. Piłsudskiego - mjr. dyp!. dr Stanisława Krzysika. Zdecydow:iI1ie 
też prz
ciwko ,.zamachowi", opowiedziała się Oficerska Szkoła Artylcrii w Toruniu, która 
nawet w tych krytycznych dniach odkomenderowała do sztabu OK VIII swego obserwatora 
- kpt. inż. Rytla. Wysłane ..na Warszawę" jednostki pomorskie znalazły się w Grupie Ożarow- 
skiej, która skoncentrow3ła się w odległości 12 km od Warszawy i była przygotowana do 
wsparcia strony rządowej. Jej dowódcą został gen. dyw. Kazimierz Ładoś, dowód;;a 16 Dy- 
wizji Piechoty z Grudziądza. 
Tak aktywne zaangażowar.ie przesądziło o losach dalszej karicry wojskowej obu gene- 
rałów kierują(.."ych pracami Okręgu Korpusu VIII w Toruniu. Po dojściu do władz J. Piłsud- 
skiego, najpierw 17 cZer.\'ca 1926 r. zwolniono ze stanowiska dowódcę OK VIIi gen. Hubi- 
schtę, a 7 października tego roku podjęto decyzję o likwidacji stanowiska zastępcy dowódcy 
OK. Przez pewien czas w toruńskim OK panowała przcdziwna sytuacja. Gen. Hubischta pełnił 
obowiązki dowódcy OK VIII, w oczekiwaniu na swego następcę, 3j
dnocześnie przebywał tu 
nie zwolniony z funkcji zastęp
y gen. Zemanek. Wkrótce jednak dowództwo OK VIII objął 
gen. bryg. Leon Berb
cki i z
i..:zął porz=łdkować, jak. sam się wyr3ził, w wydanych w Polsce 
Ludowej pamiętnikach, "toruński bałagan-. 3l . Wydarzenia majowe 1926 r. z3k\.")ńczyły karierę 
ger.. Zemanka w Wojsku Polsk!m. Na podstawie rozporządzenia Prezydenta RzeczYPospGlitej 
z 13 grudnia 1926 r. został l dniem 30 kwietnia 1927 r. przeniesiony w stan spoczynku. Te- 
czkę akt personalnych przesłano do Warszawy, do oddziału V Sztabu Generalnego Wojska 
Polskiego. 
u
cił mieszkanie przy ul. Przedzam
ze 1 i zamieszkał wraz z rodziną przy ul. 
Fredry 4(8) 2. W latach trzydziesty
h mieszkał w Toruniu. Potem przeniósł s;ę do Krakowa, 
miejsca swego urodzenia. gdzie też zmarł 30 maja 1936 r. 33 .
>>>
GŁÓWNA KARTA EWIDENCYJNA. 


ł I I' 


I. 


I 


Oddri.ł macienYIIłJ: J 

 


N.rwi.lEo i imie'--- I " 

'u,f, 
#u
 
Slopień: . 1
,
 
i o Ihie.\'-
i
.i'lc - iO'

ir- ,-- o
" 
--
;
 . _. -- -.. -_o 
o J I nrod2eni.:' 
 (5:."
f!
44, I'J,2,
. 
I e..dI... .-.... "y") M . , " . . 

łie;
 _ I '" iO 
 
 




-. - 
. - 
 - -- ---o -i i ; _- Mil!jl'C
 -I J i 
4 Powi.t 1 i. .

 - - o 0_-'- - .!nwi.
 ol l ! 
Kraj I i 


 . -, ...
::. I I 
, l - W 
 2 n. n i e
 --- 
 
..tar:: . ol N.rodowoll: I 
;-1-- ł.;;'io
.-;od_2k
.;
--r---ł
'

 
-
B
:
;;' - 
- &1"_'__ - 
; .......ł.Id. _...... _I.h P ... --r -
.. 
 
---1---- --_.--- --- 0__._"". po - o '-- h - ------------. 
7 ł St.n: (K....I.,. '0ftM7. 
 
:r;; 
_ _'. _ _ _ ____ ___ 

 o
 J_ _1t__ _ h__ o U 
 _____. _ _ _ _ h' o .__ _ ..- _ __.__. 
8: P.nł.A..i.. 1I..wI... 'ellY: r: 1J

..a, i
'::"" ! 
-
ln 


i 

:- : /-' :--- -. .....m"j 
-;-- 
- h Ś - - . -.- - o o, - - - -- . n- 0- - 0-- O o_ ..---- -- . 
- - _ W -: I .IIo;/.t:=:;"' 1 ,,

_.w 
u/
.
J: 

,.;: 
 7t

.... 
'1 Yl(
. O dofn"oła). 
. r -:--7. fT . .. _ . 
cen,.: 1V y I . .. l'UU4 
ł

 "M.u
Q!4. 
 //
 
(F...
 

_ _ /' '
¥4_ c:
«a 

I _ _________.. 
I_I :_ _ _
.
do

I

: __ -' ___ ..
 __. ________ _ ___ ___ ______ _______ 
I Rolt w..,pieni. 1! 
bo- U , 
12 m (ocholnic2o) do Wo P. . ../. 
o..
 I WCielon; z poboru (och,,;.Y.I - 0_ -- 0-_- - 
do oddz. lub form.cji: M ..../; 
I
 - :.:.
;::
.. ....
.. i f';' 4ry

 1
J'r ....,!..
..v: a_A '
'1'k_ --- 
_ _ _ 
o _ A

_




-!'_' -,L f. 

 ''I.''lQ,.qp'" Al I 'M-,J ,.-
 --.- i 

, .fu g:.'p

:.:ł;
:d;

f, J (

 
.


-'- ;9
?; '
'1:;.,p _X'}/l7;;f,f

0 _:
:_
___. 
161 De.o:: 
::. ::;:i.
ji.u-" I c:r
_ 

. A !( 
 d*c.:.-. II. 

I'-H
 1"9:uJ.-t. 
- l -





ł:eni
 

j:k
- I - .
fI
ę:t:
::3i:::i

::: 
/- -' .0 
17 (S7.koly i Itnr..) 
..,ni.
.tWJ,.../"It.

"",kbAt.
. 



o 
#U. 
Lo____
___ __o_
 
 _ 
- 


 _o_
. 0._ _ 0..______ __
 _ u___ 
18 
.j_1 w 
;., I._

 
 
 
, ..w.
' ....-.----. 
. TJ"'k
 ! : 


ff 


, fń

.,l;N.w..: o'ti;;n . 
.!
 __
n
J

U . r.


__ 
_
_
.,.) _-;
 __ _ . 
 _ '-W-I 7.k-yj'


l:ra;._' 
.
.I---R

 Y i kon

j
 =- I L
1 
 



J 

'
4

. 


 
 
2
ył w nie wol,: ....-
/ 
----- V.i
 

 ;t'

n_
') 
II Qd.n.....



.

]
.ł.
 

i' -lon ... . 


2 


,I 


-
., I' 
fl..uł.A4'fQ- 
ir.;;ak..,... 
- ..- ----..----- 
r
b«H& 

,ł4 


__.. __ .______..____-A---_ 


Z.liuon, C".II 111,,71., woj.
owei pr7
d "XI. 191ft r. 


L.I 


miesięcy 


dni.
>>>
II. 


n. PRZERIEG sł.ulOY WOJSKOWEJ 1lłZF.O I.XI.I9IR r. 
Od 00 O.ld.;.I, I r
.k'i.' IOd i 00 L O.ld,;.I, 
'h. }'*,. c. 1
,r 4(., '-::o .y;r:';-- If.,. - , 7{.i: "" ;'M 
/. ..f, ,.. 
'
_o 
89/ . J./'.
(l 
4"


!.
!!..
,-.
! ::
! 
?

 ''lf¥ 
 łllr

ftu.." . '
#f 'Q

_
:__ 
'J."" o.'''' i'łJ,
 '*-'f!"'#f4, . 1." 
 I)!ro 
 'IjA- . ł7t
."I", 'ł-tott hJ . Jr' 
, 91 l
fY .fł.T4
'I_ '
'''o' 

. 
 __'


ł'-' .
_ 
9f'l ''1 ' 1 8. 'l Ił "ł',' 
n.. 
 -r 'L'Yd
C4 
 
3
, 
w" roI 4+,tn,.
.ł,"._ nI. o 'I.l oJ. f, -- .1::" ---
 1-;l!I(lr
11 ,.;.;j_- 
"'I"" '9ł7
 tJ. ""'.ftud... Ił.ct.

'ł',;'. .
':f l'1i 
_ rl'
01!r'
 ",
J
. .r
/r_'Ń_ 
,x- t. . __o 0__._ . --- -__00_0 - ;r-----;- 'fI., "1'(1 rt#l,,,.u-
, tLo
,£;,,,, 

i''''. Vr. r( -
 ,I.. ,_.... £ 
Me"! 'd04' ,. 7 ,,"f£..
,
 "7r . 
 
.o
. ---- 0----- 0 -- 
"7' 7' T. ,- 
.

,. 
 
 
 . ;Ułe1mnr" " ,,.
, 
, 'J "It. -
 -!,'./ / . 0 
--.-.. - --.--:- W 
 rf,. ,.. '1:1,'; ,1:1" "I'

"
 
 

 
 
JIf.
fuUL. ht?"



'd: 
_ _
__. 
/
'r
,
 


Ń ;;'-;;;- . f,{!
 '9/) d
 ,.....
.;." . 
" , ';" 1. / + ,ł,łł4n' *--1

. 

.,.
 «'._ń
" t
 
 ';-d 
rt. "1" :ł


 
( 'T".",rru,
, ;,(... &
,"- 
I''''U'
''
 
'9
.r f
 : "5: ł-lt.. dr"') ',?Y'-«'UJUI'I'1 ftJ: -V"" łt,-It.1f'-.Iu,., , 
-- _- o _ __ _ _ ___ ł'f.
ł:
_
tr.rl. lłl',:A 
 ''''
''l' &"J
I';dn 

Jr. ;p; 
u"o".
, :.re
._ tA_ I --. 

 - l:V f 11 #u "t..n,t,7i

 
"leI 'f'D UVŃfi4. "zq ",
('......rłl o 
'p.,. iji. o-5,;;;;'iiiił-
-:- - 
Vł. :;;i.p;;::- 
'9'" "1" """V4 ł'u.,
'.,';L
4.'..... 
f-* "7!':;;;;:.ł= 'i
j;:'
:f j ! 
rtp t. ''1,J ,
 
y'/uu 
uttJ,. -"
"4... 
24. DATY MIANOWAN OFICERSKIClI PltZED I.XI.1918 r. 
'/ł J1 9 1J 

1

' r".
/91 J¥n I 
f 
?.r Ił'" j f,r. rąt'l ,(n",/; 
 "?C
 """r
f'''''''' i 
rr'f'1f"m
t1r. dł.t:"
't-.i rr, 'ft3Ntl14-łrf
1 ffJ9/J 
IIH ,lir"". - 


I:unkcia: 


d-,-, h1: t/.': 
; 
 Iłtn
Y"':. tl
 

U
C4. e1
-,,-. 


, 
""'

..c 
. 
:; I
 :t'44'J'ł4 - 
---- '14 
f 


III. 


15. ZMIANY EWIfENCYJNE 1'0 I.X1.I918 t. 


" 
 


.KiedJ) I 
I I I ró,kie ok
eo 
57C:7f'lółow, opia 711,ianJ i ,..".1,,: 
0,1", I 
łi...ł.., Ro. ilenie tmi.n)": 
f. .1T. ;-1ąt J"A-m-lf - rf
 tt-
 l! (f;.. dr;tL. U"v;,f ,-Ii. d'J 
' .PI L "9?rJ 
1{J. :Jr. j'9 -- 
7 - 
:'-



 - 

,l-: 

 ;"
AWM -- 
I . l1va.ht ""I'.,/;l-"'r_Fr:.-#r,,
't.:f (1

 
1.__ !L_.(
 7n1-d,,#"VO. ,!4uolf-..
 

. "l
ojr L_
?u:.;f.1 . 
f. zr. 
9!.o '«r
.I
...., __ 
1-
&łp
'; ł--PI";'V'o"..t
t
u. 
ol;, Jt''lJ9
'l 
. . 4f'-

 nuo",,"&; 
df.M'U
 
.
ł&;,.I';'n_ : 
. 
n
J ef'f'u/a",u"M
"$"j i'2, t?r.". i It t' 
.1(. _7E 
9U' r1Ua.nl:lUeI
 l 
9J!/
. 
. (f""'nł J. J:"'ł'0ł--..;{. 
: 
.r,: 
. .-łf. (5: '94 0tt. t- 411.,.4 :!/. Jr. 1"9U'
1 i 
--.. I 




 o'U
,d"u,.t.. 

 fr;2'
. 
Jt'fHn ',£,f;. 
:5?iw.,- 
I i7' 
l . __I 


W j..iej 
n.tż,.) 


pl£. 

r. f'" 


" " " 


, fi . 


, ł!-ł 'I'/tn .
>>>
taJ 

 
o 
J: 
u 
« 
LI.. 
IJJ 
..... 
Z 
- 
o.. 
o 
I 
I 


.! .." I ,.. , "." ". /
" 
'-I (
J" - /
/4 _ 
.J1:{'. uA" 
i
' 'y
A IJ:A
:7 :- 1'4"'" /.....
 '1) '



 (,c,.4_-- ' 
-'I'" q, C'" f) J h'
,'e.' ",.",..",u.('" ,
/ 
4'JI!'
.. A_/ 
.
 
 , ..-'../,.;1,:.. "",-!..-
''''''' 
d-7 NI.
'u':; /P'__,.._l
" /( J,-C_'".,.u 
t- 
 hA- /;..
':'/ -ł,o/'7
 
/1'-1'£';.""" l"'
' 
.ł.""'.J'
.../
o6/'lN'''' ...4IE,,-ł . 
t'

y':I'i"H
' /"'
"":"U -ł/
'" 
,rk, 
c/
.''''''''i 
,'fl '( "'''.(:.1'.# k 
 ..-4-0 1 ;1".,,- 
kl l i'1, /
.,"-n:x'
:/I ,u 
" 


,k., 
".J
;:;;"
 l'/'U.',..,{'.,....
 
., A:-£# ,/".", ",.
. ",. ......

I"
:$tV,.,./7'..h 
/'t1 .ł."'IJr_M,,,,,io 
yAoI"
.-.( \ nu,,,,../q,,. I.,. (f

oh",).'/ 


"'- 
r 


" 



r/

 /,A-[ 
 J:-

(. 
;!7.C
: -z.;£'o,n.,-, - - 
t 
_ pj! II. .I:,'
,,
 . t-f24 ,4Ar 
jl4
 
 ,
." 

.It'JIł.

 kłf.

 /-- 
I
;'u,', ..,I,. 
J:. 
.
 - .. 
Q"r
 ko::"/.fU}';
'- L/.ł-':X 

 .t4' ...
),.t.« ...... 
 .H... 
./1 # l' ("'" 
J:;. 


\ 


I 


I 

= 
5ZE ::
 :A .1_. ___ _ _ _ _ .. 
-

:/ ;'A--./
' . - --==-=-- 
Z WYBOR
.
 ':.... Cj p 4r;;; 
)t0 /{J/ fUr' 
.. .... .:r'" 
. i r; . j' " \ 
\.: II. ;. '\. ('..' 'i: 
. .' '!: ł...
 \ .' 
, I
.. "i".:"",=..', 
.
.J
1. 
 
. . JO =; 
I 


r 


WEOLUG 


NADAJE SIĘ DO A W ANSU .U) 


I .. j"' 
\ . : 

. " 
....... 
. 


, .-1 


I 
. 
- 
ej 
« 

 
..... 
oJ 


. ., . 
i 


., 
. 
.- 
iJ 
.. 
Ji 

 
.. 
1 


.: 


.. 
., 
ot 

 


I 
łi 
.. 
?, 


.) SII.I. .c..,. 
. ,'tlln, (w,......,) 
B. "'1,. (I.. d.It,,.) 
o"", (d....,,.) 
P!uri..., (.1_.......,.) 
U) W . . Ni.",".c..i...,. (.i.d..........,) 
.,el.. W .. Opl..... · r...... "
i ..Iel,. .....1.. WIIi..It. .. od . 
opl.::
j w"'i 
!i ..1..,. p.d.. _i..lti r. d. ......:.::.1.; P.......
 .,.....,...... .d.l-łd ...-i._,.;. 
JV r ..... ......i .pi...;.e, I ...,.M,. . '.' .
 w, ....,..1_.. !doI-łei .,.....w......,.c... 
...., "e, p' .ł-.. ..wiad...... .. ..... ........
>>>
GtOWNA KAlł
rA EWIDENCYJNA. 


I. 


I rOdd,;" --,.o" i'" . .2 ,- ..,. , 
Napwi.
b i Imie. I flUhu,.luA
 
t'
 
Stopie;': . 



 
..o I o-l?leĄ. -
i;.i
c i.-ro.-J------. ----- - T"-- - OO._.h_. 
J I urodtenl.:' I (5:..,
LH.
 t'J,:l"t.. 
I ....... ....... ..FI-) . 

;ie;

- - 0 1 -,. _
.
.
.I

o. 
 -. --j -Mi
j


. ł i Jiq

 .





-. 
4 rowia' 1!. .rt.aA
. _ , o :..._ _I..

i

 _ 1__ .
h'u: 0_ ___:-0_____ 
Kraj I I J

 I ..
::. I 1:tn.l
UH
 
, J W 
 . Ił a h ł e 
 - -. I 
. 
t:; I N.rodowoł
: I - 
rf4. . ------ 
6i-
J:
n:

,



,.
-I---łh4
'.

-L-
 -- ---- .n .--.----- 
-- .- - -- -- -..-- . -- -- ........ - - .. -.. --- -_..£ --- -- -. --- ---.---- .---- ---- 
7 I SI.h: (IC."
r
d"" I 
 
.'\'. . 
p 

..ł-.
.,,;. -...wl.
: 
o..:: 
--- - i:i
--- o. - 
. -.-.--.--. ---- _. 
Imio"
 dtieci - - 
 o 0.../ . . 
I fIat, ich urofMn: L /. 
I . 
 . 
:h 
.
d.i'; - -; ..- - -. -. - - - _._o.u____.' 
. W L I .....u........_ 1 JtILa
 
LI.J-ł.

 
u"Q" 
. 
1 1111171 . . dojn"ołd)o -, - - v 
 - 
 ł---:7 (T 
¥ł cenie: W , I . .. 1, 'u
 .wU
ł..u'6 U-ff
i;-
 
i?
 
(F........!.. )
c'

rna:6
t _______ 
II I Z.wc\tł cywiln,: J ,
 
12 i :'n
t:
:t::i.d.; 

:-I---
 
: ;:- - - - ----. - ----- 
IJ I WCieił)Ił'p'poboru(ochoi.
 - .-.'-.-_
- o - - --.-0--- 
do oddz. lub fOrln.cji: k /- . _____._ 
14 . 
.'
;::ni.. .....11 ohr.1: I _/
 "'1f

lta. 

Jf ,u_f. 


 

 '
k____
_ 
do Antoll r....I.... I. 
 "'l
9 
I 
 I D.'.;.. d... .d..



 i -
;-.; " I iEiif i.'
';' ,. 
 t"q;.q fi "u
. 1'.nI. 
 o 
;ł::n i--- 
. D.. r.... .'.,I.
,. d._!,

:t_. ._ _. ._ __ .__..,9
'...o- 

 "...y
 "
f-«A _ 

6 1 '-
"
 :;;.
"':;:.I I - :tZ.
:
 C: 

 
 Ż"

 
 . - 
W,h7.ł.tcehle wol... łłA
 U.
);h
. "'lit
ł./'Fffln4""
 
,. 
l.u..dn.
 J 
, 
. .... -.- - w mowIe: 
.l
:
 
--f';"'b, łtU
' 
18 Zna,omo'ł. -- . - _-_ ..__ -.______0_ .. ..____ __ __-o _ 
i....... w Pindo: 
tb.
 
Jt .ti,...;.....,u...J:. . 



..
Z..
 
..j6;;
 

: 
-r 
 r
4i 4':fl 
;



. 
R.. , I 
....ł... ,t
1

'ł1
 




 ,," . 
Pol,,. w Itlewot&: . ,--- . - 

 .. ..- .-.--.- ._--_.. ---- ... - - - . --- -- -- - 
t;l:cUn

tr" -((
«'
4/ed

 
u-


lL --
£iJ , 
12 Odp.naneni. i pnł-hwltl,: ___o . r- T -- V 


l 


-- . - --- - ____o _".:.- 
_____. 
_ 0_ __ J
"(. ': I _
____ 

. . 


9 


20 


li 


Z.licrcmy er... ..I,.fl., w
illltowei pf;.!d I.XI.19Ift r. 


I...,. . 


n-if!eier, 


dni.
>>>
II. 


lJ. PRZI-:RIF.G sU-ł18Y WOJSKOWfJ IJlł7F.O I.XI.IClIR r. 
Od D. ().I .1 .. . L I r .. kt i "' I 'M On 
' ,,/,/, }',r. . - J
,;kr ' ; 'V
'C;,-.-o/
-'J.i" "c«r
 II '
, ,.. 
IHIl' 189.' l /,Icfl /I'u,f. / #
mtf., nl
;'(1 ''/'" ''1 ' '''' -49 llJr,,f,,,'cc 
ile j';
, i{.l,.i;i' ,...

u",i . -j '-l - -
 - - 
?ł. ij,
 
:'_'il l /ąy l'łm
u '
"'" . ,,, _
_




* _
_ '£11'1 'f'1 


( '1
. 
. , q4'
It"a"ł-,ł,w... '
!. 1.1 
"6'o _ 'ł _ '9CI &l. p'Yf'''':uA,.. ł'I d.
'. 
,;. 
'\f i"j 
- -- - . . - . - '9" '9" 
'i
 'T. £- r{ -ea 1/0. F--'Ił , 
'c;rl ''1 I . ft 11 "c.c
Ltu"i .n:: h,,,,,... 
I. T.. 0- __o 
z: 
 - l"(. -- - 19. 

 l ' "r: f..",: ,,# _ l 
,. ". .' .£. .
. rnf,f 
:f
'
 
f
J J
 dY41:f'U,( .
ł
 
t}q.(..
,J!" ' 
_. .------- _.. ; dJ;,,,
. c

;

 
'" , .} 1. , + .ł
'U . q,ł- ".",,

. 
"v."
 cr"*:d41. 
-r,
.I",., «11'.-... 
ItJt'J ItJtJ6 ('15. ,. "-. d
(cr ) 
'("u,..u.-'1 

f'fl.ł4 .t:nłrtl. 
- _. -- 

'I U..
Cł.44t; 


o .1 łl 7 i _ I : 


"..nil ci.: 


''''1 ,vY"

&;.' 


.._ 4-.----- 
.1;.
.,i,,1 t-WIJ ...
..J . G..JJ 
I .. _ ,..
 ',.yn"Ulo.. 
er. 4 rnr' 

. 
., 
 . o 
 łr;.;'-'ju" 1 ;. -ł- 
0(,.. "" l ."Ilrlt .. 
I./. . 
.,.- I' , (',,,en. II r.... ełIrL 
"'4oI't.. 4
1"f'" . g- i" 
r ll'
.
 


I. 11, . ;'rł
 "'''"
 'I ,..£ 

' " .
 
I . t I''J1C''-''"l'7I'
, 
'9(8 "W' il'
Ui"c;.. 



¥ 
Ił- 


'rr ;/
; 

:;
 iJi. łc
'.'
 
",€o/. '9'0 (£'r,r[,cl...c 
';". Vi. J,ul,.;ii;.
£:-- - ?YI: -:łii.. V;"-:.-:'- 
. ''1f() 'ą" .-6- r'vi ł','...,.c...;L 
;,c t
. 
_h ______ _______ 
. '/r 'I". I. . _r ,I 
/ ra
 
'!!( (1ft 

f

:.fI
'
,_ iT*c.r 
I - 1-4'.- 
;".:r.,. , r r;".,'.l
;'; 
 
. 1V.
ctUu" -'-"
___ 
"'l/t. '9
J 7-- 

ł- 
 
24. DATY MIANOWAŃ OfICERSKIClI PlłZEI IXIIClI8 r. 
f9/19(U
,-r1'ri f".lltj1fłtVt/ f"I/t;.f"Jł#%..; ftf.'ą
,1w; 
"'ltJ,.
r
"""'i 

I fi/(O nr
(OŁ dlt. f""" i 
, ltj'131'/ł11 
',en i f? "1M" ,lte,1/'. .tIr"" - - 


. - . 
l/ ,I - . 
. 7" ''1 10 d
 'c¥
yrl"U
 lin Ił': 
: 
tłl,';'4 i'a-t;,., J'
'.łqJ; 2jł..+,r":. fI,& 


#. nn do 
c'
"
'''P .Tł. a ł1ea..JCL -11''1.. 
iv. "". f11J'1j''''''.,O , 
'''C04Ć 
.. 
IIIfO: l! ł 'c
 ł ";' 
'J".;dn 'i 'ł:'''
 a'A...,.t4 . 
'", 11 uu 't.
"uiehcc U,UL-'14 P7J
1 


III. 


n. ZMIANY EWIfF.NCYJNF. 1'0 I.X1.I918 r. 
. .Kied,) 
Ir6.
ie o

e' 
DcI.,"1 Mi."../ itD. .Ienie zmiany: 


W j.1I ił'i 
.7.,i,) 


S7C7.ł'lólow, opi. 7l11itln, i r...ł'_: 


/Itr. #
l":6"
 


" . 


f. Jr.1
/ ,.... tri 1j - ń 
 te'. II! (1'.. rF....t. U'ł';,f. .r. JJ i.PI. '9'11. 
',0' E, '9;' 

 -
 :. 



 - 

 :l 
 
 

 -- -' 
I 
UJa.ht nu'"liu,..E:."rm;'£ Ił (1n.łe&-C. 
.
. J1T. t9U' 0__. _.__. -!'cu!... 'l'.
 _ 
. :
1
(J,Ir 
_/rl
..
 I I 
2. zr. 

 t«cy/cJ. ev
&.;tn
... p,,,.tł
/f.t.. 
u: .
 J
2.
9
c : 
. . - 4'-t"1 mc4
 

 t'''.tA''
 c.:.etZ;;,
 . 

,. 
 .' 
t'nł
 "r'1tltr"u"M
ril 
2. e?
 dl' t' ; 
-ALJ 91.{) 
U4
 l 
tj'U
.
' t1,.,,łaf, J.J:"lt
d. 
;II4A..z:.' . 
. .G. f S': 
9J (kt' to d.,.4. 
:zc. '9 UJ .t..1 ' 


.{V I;
I:., et,,", . 
q. fą


. 
Wr,nn'"i 

'1{t 


, . 


f . . 


, '''ł'l'tz
7- 


. 
-- -- -..- --. -- .-- .

.- & ..--.-
>>>
L&J 

 
o 
:t 
u 
-t 
l.£- 
LLJ 
--, 
/: 
- 
o.. 
o 
I 


, , .., , , / ,. " 
' / '''/
 o',. ..._'..'4.1....( ,.". '/''''''-''-'''7' ,', h. ""-'! '."".,#
 -";
'"''''I''' 
. ... .. .., _ ,. . 
__,.' .., '. .. __ ... ".. . . ( ,. / -'.f 
"".ł ."",..... .1",,/ r........ .' 
 _, .-. ,. - ... '.1. .'. .............",:',-.. "771.11."./0 
.;./ '"/- k':."'" ,',.... .,..,.. .lId ' .-1 J,.,...,... -ł:..., A,
. --7-f/;,. /
 ..(. /:, ,..("Jo '/ .... '.; ,/,
 
, . .. ..I 
 
".",./".". )'t'tł, "1""';"" -...,',....;., .."'....
 .ł...".:., '
,.-,:I /".ł.:
,. i...""". 
/" / '. / ..' I" o, 
 . - 'Ż' , . 
."'" "'I
.""..''''ł ",," 
'.'.(..,"1- .'-J -',CI" 4_.., .""., lA /'.
"..';.
..'"'' 
;,,,,k.. h."

'''
 ',fI,,,Q, ,/.4-..., '.. ,!.''/I ./:.
;,;:...t1r-.( 
,.'. % /er. 
;r;",,.. 
, .. ' ./. .' /"" '" .( . 
,"ł ",,",.,.,,,,,..1". ,.
 "':1':1)'" .. r, ".',.,. ""h "'
 Ił'''''':'' 


..., ..ł;. - .... 
/',
'. - /,; ,. 


....1 9 .,Ił.- 
/.
;; ;'u
ll;
 
,'o",.,.. 

. Jt.;if./"".. "fi" #;;:' 
/ k/ ł'- E':'., 
/,,', '.. .. 
_,." C ;..
. '.. ' 
.:)
i II- '
'''}''
'' j-/,.,:;: 
. '. l "s.;.. 
.
_ 

 J
",""" "." 
, .., 
.',.. i-'" .." .'. 


Ą' 
"'- 


, 
, I 
/'.4 
I .t. /J__/ ł 'J 
II": 
-:J ./' G-,.""ł' , 
(. "'i' 
 I'J#" /-
 
/ 


/h. /, 


,
. 


Z WYBOlłtJ 


I 
I 
I 
. 
 . 


,/,1' ''-'/1.'1'' 


\\'1-'.I".11t ; 
!i .- ,\ltS l .: tł 
q- W 1\ 


NAlJI\JF. SIF. DO AWANSU.") 


o 



 



 


:J 


_/

I 
,. /
-:i 
/#\',/ ar /;J / 
/ . 


, 
'/'"'' 


'. 


. 
'. ." 


. 
-, . 
# .
 . , \ 
.\ 
\ 


'. 


,. 

 . 
 ;, 


\, 


.) 5..1. .".nt. \\ .1.....,. fwr.....w)") 
Ił. ,I..... fi.. .1..1.., I 
.,..1, (.1,,1...) 
,....ric."" '.I...'.....'n') 
.. . . . Ni"w'.I.rrr.j.r,. f..i..l u ..........,,) 
., . ,» W o.....n.. w 1..1.., ł...i n"I..., 1....I"ł. wnio..i r.. .1.. o., wi...I'.. . . 
_ op...n.. w r.ł." t...j ..1..1 , P o.I.t! w . i .. . . . I I . , . ... . ...... w,. ....,.,...... .".,I..oi"i o......i..ł: , 
 
.. . J .' . · ... ... o. ....w.... ........ w .. I' I I .. lo .- 
tI 1r ,..i_l, .",,'ni .,.I.'li..-, i ..,,,w, nr...i"i....' .. ".'ol:nio ..y....,. I " 
.... "".
. _
r ow l ..,..r...rl.. 
. W'
" '.ł.. In .w
"'. 1'0 1 ......",. 


.........
>>>
246 


PRZYPISY 


lpodstawowe materiały do szkicu biograficznego o gen. dyw. Henryku J6zefie Zemanktu to: 
_ Centralne Archiwum Wojskowe (CAW). akta personalne (ap) gen. Henryk Zemanka nr 3540+ 
+9443+391 
- CAW, akta Dowództwa Okręgu Korpusu nr VIII, t. 25-185 
_ Archiwum Miasta Torunia (AMT D) t. IDO. Akta Komendy Policji Państwowej. wnioski o wydanie 
paszportu 
- Roczniki Oficerskie (Warszawa) z lat: 1923. 1924 
- Rocznik Oficerów Rezerwy, Warszawa 1934 
_ M. Bielski. Wieczny zastępca (gen. dyw. Henryk Józef Zemanek). Gazeta Pomorza i Kujaw "No- 
wości". cz. (nr 38 z 24 II 1992 r.. cz. n - nr 39 z 25 II 1992 r.. cz. III - nr 40 z 26 II 1992 
_ M. Cieplewicz. Generałowie polscy w opinii J. Piłsudskiego. Wojskowy Przegląd Historyczny 
nr 1/1966. s. 316-337 
- B. Krassowski. Polska kartograf'Ja wojskowa w latach 1918-1945, Warszawa 1974 
- T. Kryska-Karski i S. turakowski, Generałowie Polski Niepodległej. Londyn 1977 
_ E. Sobczyński i P. Piątkowski. Zarys historii wojskowej służby geograficznej i topograficznej 
Wojska Polskiego 1918-1946. Zarys historii 6 Samodzielnego Oddziału Topograficznego 1955-1992, 
Toruń 1992. 
2 
CAW. ap. gen. H. Zemanka. nr 3540+9443+391. 
3Różne były motywy podejmowania przez Polaków służby w armiach zaborczych. często były to 
motywy patriotyczne. ale najczęściej ekonomiczne. Patrz: F. Kusiak. tycie codzienne oficerów fI Rzeczy- 
pospolitej, Warszawa 1992. s. 8-13. 
4 W ś£ód wielu oficerów, którzy w tym czasie przebywali w Rosji warto wymienić późniejszego gen. 
dyw. Jana Władysława Hubischtę. dowódcę OK VIII w latach 1924-1926 i zwierzchnika gen. Zemanka. 
Patrz: M. Bielski, Zapomniany legalista (gen. dyw.lan Władysław Hubischta (1870-1933). Gazeta Pomorza 
i Kujaw "Nowości". nr 144 z 26-28 VII 1991 r. s. 3.6 i 7. 
5 CAW , ap gen. Zemanka, nr 3540+9443+391. op.cit. 
6 Tamże . 
7 T, . 
.łamze. 
8 T . Hołówko. Oficer polski. Warszawa 1921. s. 35-40; F. Kusiak. op.cit.. s. 8-9. 
9 E . Sobczymki. Gen. dyw. Henryk Zemanek. szef Instytutu Wojskowo-Geograficznego od czerwca 
1919 do lutego 1920. maszynopis w zbiorach autora. s. 2. 
10 CAW . ap. gen. Zemanka, nr 3540+9443+391, op.cit. 
ilE. Sobczyński. P. Piątkowski. op.cit., s. 5. 
12 B . Krassowski. op.cit.. s. 45. 
13 E . Sobczyński. P. Piątkowski. op.cit.. s.5. 
14 
 
Tamie. s. 3. 
15 Tam f.e. s. 10; Nie wszyscy jednak uwabli tę mapę za zł=-. Podczas Międzynarodowego Kongresu 
Geograficznego w Warsza\\ie (23- 31 V1IJ 1934 r.) gen. BelIot, szef służby geograficznej armii francuskiej
>>>
247 


mówił o polskiej mapie: "... wasza mapa 1:100 000. pomimo swej małej skali, mieści taką samą iloŚĆ szcze- 
gółów jak nasza w podziałkach wiele większych. wciąż pozostając czytelną". Wiadomości Służby Geografi- 
cznej, nr 1-2/1935. s. 170. 
160ficerskiemu Trybunałowi Orzekającemu przewodniczył gen. broni Józef Haller, a w jego skład 
wchodzili: gen. ppor. 
łieczysław Kuliński, gen. ppor. Jakub Krzemieński. płk Kazimierz Dziedanowski. 
płk Zygmunt Platowski. ppłk Janusz Maleszewski, mjr lek. dr Bronisław Nakoniecznikow, por. Antoni 
Chocieszyński oraz jego sekretarz kpt. Jan Zakrzewski. Wyrok Trybunału został zatwierdzony w dniu 17 
lipca 1920 r. przez Ministra Spraw Wojskowych gen. por. Józefa Leśniewskiego. CAW, ap. gen. Zemanka. 
nr 3540+9443+391. op.cit., Orzeczenie Oficerskiego Trybunału Orzekającego z dnia 7 lipca 1920 r. nr 141 
17 CAW , ap. gen. Zemanka nr 3540+9443+391. op.cit.. Dziennik Personalny nr 31 z 1920 r. 
18 Tamfe . 
19 CAW . Rozkaz 
linistra Spraw Wojskowych. oddział I Sztabu Generalnego nr 15. 193 Org., z 21 
listopada 1920 r.; Dziennik Personalny nr l z 1921 r. 
20 CAW , ap gen. Zemanka. nr 3540+9443+391. op.cit. 
21 T ?mże. 
22Księga adresowa miasta Torunia. Toruń 1923, s. 296. 
23 M . Cieplewicz. Generałowie polscy w opinii J. Piłsudskiego. Wojskowy Przegląd Historyczny. 
nr 1/1966, s. 317-318. 
24 
Tamfe, s. 331-332. 
25 CAW . ap. gen. Zemanka. 3540+9443+391, op.cit. 
26 Tamże . 
27 Tamfe . 
' 8 . 
- Tamze. 
29 Archiwum Miasta Torunia. AMID. 100. Akta Komendy Policji Państwowej. 
30Tamże. 
31L. Berbecki. Pamiętniki. Wydawnictwo "Śląsk". Katowice 1959. 5.199-200. 
32Księga Adresowa i Informacyjna miasta Torunia. Toruń 1932. s. 510; Księga Adresowa miasta 
Torunia. Toruń 1936. s. 342. 
33 Archiwum Państwowe w Toruniu. Księga kontroli ruchu ludności w Toruniu, sygn. 749. 
Nie udało się ustalić losów żony generała Anny Marii Franciszki Janiny Zemanek z domu Brodik urodzonej 
w Gross Karlowitz 2 sierpnia 1894 r. Syn Jerzy (?). który musiał się urodzić po 1921 r. (brak wpisu w 
"Głównej Karcie Ewidencyjnej") przed tą datą został tylko raz wymieniony we wniosku paszportowym 
z 1926 r. Patrz: Archiwum Państwowe w Toruniu 100.op.cit.
>>>

>>>
JÓZEF HOLZ 


Z PONIATOWSKIEGO 
DO KAMIENIOŁOMÓW 
CZ. III - WRONKI 


Zgodnie z przewidywaniami w toruńskim "okrąglaku" przebywaliśmy tylko kilka godzin. 
Około 18.00 uraczono nas kolacją w postaci cienkiej zupki, do której spożyliśmy resztę chleba 
otrzymaną jeszcze w Bydgoszczy. O 19.00 kazano nam spakować dobytek i poprowadzono 
kolejno do administracji. Tam po sprawdzeniu personaliów wyprowadzano nas na podwórze 
i trójkami kazano wsiadać do "łazików". Na przednich siedzeniach siedzieli już kierowca i kon- 
wojeut, a l tyłu usiadła trójka więźniów i drugi konwojent. Przed wejściem do "łazika" znowu 
założono nam kajdanki. Po wyjechaniu na ulicę dwa "łaziki" znalazły się w małej kolumnie 
składającej się z samochodu milicyjnego, za którym jechał "łazik" z kabowcarni, następnie 
dwa "łaziki" z więźniami, a na końcu .Jublin" z kilkunastoma kabowcami, z ustawionym na 
dachu kabiny karabinem maszynowym. 
Taki konwój wyruszył w kierunku dworca kolejowego. Przejazd przez miasto odbył się 
bez zahamowań, ponieważ ustawieni na skrzyżowaniach milicjanci zapewniali wolną drogę. 
Pomimo że sytuacja nie była dla nas więźniów zbyt wesoła, śmiałem się w duchu z tego 
przedstawienia. Pięć pojazdów, mniej więcej dwudziestupięciu strażników z bronią i karabi- 
nem maszynowym i do tego jeszcze kilkunastu "regulatorów". Taka obstawa była konieczna 
do przewiezienia sześciu skutych kajdanami wię źniów. 
Jazda trwała kilkanaście minut i cały konwój stanął na bocznicy kolejowej, zdala od 
budynku dworca, bezpośrednio przed "więźniarkąu. Cały teren był obstawiony wojskiem 
z bronią skierowaną w naszym kierunku. Teraz kolejno zdejmowano nam kajdanki i pojedyn- 
czo doprowadzano do drzwi wagonu, w którym na 
orytarzu stało w odstępach kilku kabow- 
ców bez broni i kierowało więźnia do celi. Gdy w celi było już czterech, zatrzaśnięto drzwi, 
zamknięto zasuwy i zamki i zgaszono małą żarówkę oświetlającą celę. 
Nareszcie byliśmy "u siebie" - nonnalnie w celi. Tylko szkopuł w tym, że było nam 
trochę ciasno. W zasadzie celka była przeznaczona dla dwóch osób i znajdowały się w niej 
naprzeciw siebie dwa siedzenia. Na każdym z nich musieliśmy usiąść w dwójkę, dotykając 
kolanami siedzących naprzeciw. Czuliśmy się trochę jak sardynki w puszce, jednak z tą róż- 
nicą, że ta puszka znajdowała się w zamrażarce. Temperatura była ,,nonnalna", to znaczy 
taka jak na zewnątrz, minus dwadzieścia kilka stopni. Nie mieliśmy już kurtek otrzymanych 
w "czerwoniaku" i byliśmy przemarznięci aż do bólu. Rozcieranie rąk, nosów i uszu niewiele 
pomagało, a nie było możliwości, żeby się trochę rozruszać. Po dłuższym czasie usłysza- 
łem warkot silników, co oznaczało, że przywieziono następnych. Potwierdził to ruch na kc. 
rytaau oraz trzaskanie drzwi i zamków. Co się działo na zewnątrz, można się było tylko 
domyślać, bo wąskie, dwudziestocentymetrowe okno było okratowane i zamalowane, bez 
możliwoki otwierania. Wię źniów przywieziono jeszcze dwukrotnie i, jak się później okazało, 
łącznie z przywiezionymi wczemiej w wię źniarce było nas trzydziestu dwóch. 
Czas dłużył się niemiłosiemie. Zimno dokuczało. Starałem się usnąć, ale nie udało 
się. W pewnej chwili wagon drgnął i za moment ruszył. Powoli, z kilkoma przystankami
>>>
250 


i jazdą do przodu i do tyłu, dowieziono nas na peron. Słychać było gwar podróżnych i po 
jakimś czasie zachrypły głos z głośnika powiadomił nas, i.e pociąg osobowy do Poznania 
odjedzie o godzinie 21.20. To już było coś. Znaliśmy kierunck, jednak nie znaliśmy stacji 
przeznaczenia. Do Rawicza, Wronck i Sieradza jechało się z Torunia przez Poznań. Zaświe- 
ciła się żarówka, a jej światło było o wiele silniejsze niż poprzednio. Po jakimś czasie odczu- 
łem, że w celi zaczyna się robić ciepło. Bardzo nas to ucieszy ło, bo kilkugodzinny pobyt 
w podbiegunowej temperaturze, bez odpowiedniej odzieży, zamienia ł nas powoli w sople 
lodu. Jednak w krótkim czasie warunki diametralnie się zmieni ły. 
Najpierw było ciepło i powoli zaczęliśmy przychodzić do siebie. Humor się poprawił. 
Zaczęliśmy rozmawiać. Temperatura wzrastała coraz bardzicj. Zanim dojechaliśmy do Ino- 
wrocławia, rozebraliśmy się do bielizny. W celi było bardzo duszno i nie było czym oddy- 
chać. Zapukałem do drzwi. Ktoś zajrzał przez judasza i po chwili otworzył małą klapę. Po- 
prosiłem o wodę do picia, usłyszałem jednak, że "tu nie wodociąg". Powiedziałem, że jest 
bardzo duszno i nie ma czym oddychać. Zaproponowano mi jazdę na dachu. Klapa trzasła 
i koniec rozmowy. 
Słyszałem, że w innych celach też pukano, jednak cfekty były takie same. Rozebrany 
i spocony jak w saunie siedziałem wtulony w kąt i starałem się usnąć. W końcu usnąłem. 
Obudził mnie gwar dworca. To był Poznań. Światło w celi zgasło. Powoli milkł gwar, a nasz 
wagon stał w miejscu. Znowu nas przetoczono i przyczepiono do innego pociągu. Tak jak 
poprzednio, jaśniej zaświeciła żarówka i po kilku minutach pociąg ruszył. Temperatura, która 
nieco się obniżyła, zaczęła znowu wzrastać i w dalszym ciągu męczyła nas gorączka i prag- 
nienie. Pociąg zatrzymywał się na stacjach, jednak nie udało nam się usłyszeć ich nazw. Do- 
piero po kilku przystankach usłyszeliśmy głos konduktora oznajmujący, że stoimy w Szamo- 
tułach. Teraz już było wiadomo, że jedziemy do Wronek. Jeszcze kilka przystanków i pociąg 
odjechał bez nas. Zastanawiałem się, która może być godzina i doszedłem do wniosku, że mo- 
- że być 2.00 albo 3.00 nad ranem. Światło ponownie przygasło, wagon powoli ruszył i za 
kilKa chwil stanął. Temperatura zaczęła spadać i znowu zaczęliśmy marznąć. Na ścianach 
wystąpił szron, a światło zgasło. W celach i na korytarzu panowała zupełna cisza. Od czasu 
do czasu słychać było z daleka szczekanie psów. Zdrzemnąłem się i obudził mnie przejeż- 
dżający pociąg. Tak ja jak i koledzy byliśmy znowu przemarznięci i ze zniecierpliwieniem 
czekaliśmy na przcjście do więzienia, gdzie powinno być ciepło. Na stację wjechał i odjcchał 
z niej jeszcze jeden pociąg i usłyszeliśmy, że wokół wagonu coś się dzieje. 
Słychać było głośniejsze szczekanie psów i stłumione głosy wydające jakieś komendy. 
Na korytarzu laczął się ruch. Kolejno otwierano drzwi i wyprowadzano więźniów na zew- 
nątrz. Po wyjściu z wagonu, pomimo że wokół panował jeszcze mrok, oślepiła mnie biel 
śniegu. Ustawiano nas czwórkami i dopiero wtedy zobaczyłem, że jestŚlnY otoczeni pierście- 
niem wojska z wycelowanymi w nas pepeszami. Wojacy stali woległości 5-8 metrów od 
grupy więźniów. Pomiędzy nimi trzymano na smyczach kilka wyrywających się psów. Tak 
zabezpieczona grupa zaczę ła opuszczać bocznicę i wyszliśmy na ulicę, przy której stało kil- 
ka domów i ro.y wysokie wieloletnie drzewa. Dla większego bezpieczeństwa przy narożni- 
kach domów i przy kilku drzewach leżeli w śniegu żołnierze przy karabinach maszynowych. 
Wszystko to sprawiało - przynajmniej na mnie - duże wrażenie. Trzydziestu dwóch wię ź- 
niów i eskorta złożona z co najmniej osiemdziesięciu "opiekunów". I to wszystko w celu 
zapewnienia bezpiecznego przeprowadzenia nas ze stacji do bramy więzienia, lJ1ajdującej 
się w odległości 400-500 metrów.
>>>
251 


Przed bramą otaczający nas pierścień przeIWał się tworząc kształt litery U, a dowodzący 
oficer nacisnął dzwonek. Otworzył się judasz, następnie małe okienko i po podaniu doku- 
mentów rozwarto bramę i wprowadzono nas do środka. Po jej zamknięciu sprawdzono listę 
nazwisk i otworzono drugą bramę, przez którą weszliśmy na dziedziniec. 
No, t) nareszcie koniec podróŻy! Będziemy mogli się rozgrzać, bo skostniałe ręce z 
trudem przytrzymywały skromny dobytek. Jednak marzenia o cieple szybko się rozwijały. 
Otworzono niewielkie drzwi budynku więzienia i wyszło z nich kilkunastu ,,klawiszy". Usta- 
wili się pod ścianą mniej więcej co dwa metry od siebie. Na rozkaz jednego z nich musieliśmy 
ustawić się półkolem w odległości jednego metra jeden od drugiego. Nastę pnie kazano nam 
uklęknąć na obydwa kolana i opuścić w dół ręce. Kilku "klawiszy" weszło do budynku, 
a ci, którzy zostali, pilnowali, żebyśmy zachowali nakazaną postawę. Na dużym, mniej więcej 
jeden metr długim termometrze zamocowanym na ścianie czerwony słupek wskazywał minus 
24 0 C. Klawisze, ciepło ubrani, zmieniali się co jakiś czas, my zaś powoli sztywnieliśmy. Trwa- 
ło to mniej więcej godzinę. W końcu "władza" prawdopodobnie doszła do wniosku, że już 
"zmiękliśmy". Z budynku wyszło tylu klawiszy, ilu było więźniów. 
Kilk a z nas wprowadzono do korytarza, a wszystkim kazano rozebrać się do rewizji. 
Zdjąć musieliśmy wszystko, łącznie z kalesonami i koszulą. Tak goło i boso staliśmy na śnie- 
gu czekaj 
 aż skończy się rewizja. Naturalnie, ,,im" się nie spieszyło. Dokładnie przeszukiwa- 
li każdą kieszeń i każdy grubszy szewek. Z woreczków wysypywali na bieliznę cukier i tytoń, 
naturalnie na jedną kupkę. Tym, którzy mieli masło albo smalec, teżje odpowiednio przypra- 
wiano. Cała ceremonia trwała około pół godziny i nagle zaczęło "im" się spieszyć. Szybko 
musieliśmy pozbierać nasz dobytek i biegiem do korytarza. 
Wpadłem w ciemną czeluść i przyzwyczajony do bieli śniegu nic nie widziałem. Podczas 
biegu kierunek nadawano mi uderzeniami kluczy zamocowanych na pasku. Na końcu koryta- 
rza, długiego mniej więcej 10 metrów, zobaczyłem jaśniejszą plamę i bity po całym ciele 
biegłem w jej kierunku. Ta plama to były drzwi do wydzielonej części korytarza oświetlonej 
słabą żarówką. W półmroku zobaczyłem klawisza w białym kitlu z dużym, chyba 50-centy- 
metrowym nożem w ręku oraz schody prowadzące do góry. Uskoczyłem w bok przed błyska- 
jącym ostrzem noża i usłyszałem drwiący śmiech oraz okrzyki - prędzej, prędzej. Pobiegłem 
schodami w górę i stanąłem przed dwoma klawiszami zagradzającymi drogę na wprost i krzy- 
czącymi; nie na chłopa - nie ma ptoka - nie po biołym - nie po czornym. 
Czort wiedział, co jest grane. Po ułamku sekundy pobiegłem obok wrzeszczącego klawi- 
sza, który podstawił mi nogę. Przeskoczyłem i pobiegłem wzdłuż rzędu dozorców wyznacza- 
jących drogę do następnych schodów. Ci już nie bili; sądzę, że dlatego, że tu było jasno, a oni 
byli bohaterami tylko w ciemności. (o znaczyły dzikie okrzyki, dowiedziałem się dopiero 
później. Schody, które przebiegliśmy prowadziły z parteru na piętro i kończyły się w cen- 
tralnym punkcie obiektu niewielkim placykiem. Stąd w cztery strony rozchodziły się ramio- 
na krzyża, na podstawie którego zbudowane jest więzienie. Każde ramię ma około 70 m dłu- 
gości. 
Na posadzce tego placyku namalowany był obraz przedstawiający oracza i białego orła. 
Całość była obramowana czarnym tłem i wąskimi białymi paskami, wzdłuż których ułożo- 
no wąską ścieżkę z brązowego gumolitu. Po tej ścieżce należało przebiec wokół malowidła, 
a nie przez jego środek. Stąd te wrzaski, które dla wystraszonych i zdezorientowanych więź- 
niów były niezrozumiałe. Zresztą nie było czasu do namysłu. Do ,,mety" było jeszcze daleko. 
Na podestach pięter stało po dwóch klawiszy zastawiajcych drogę na obydwie strony, co
>>>
252 


oznaczało, że należy przebiec następne schody. Przede mną biegł starszy, chyba sze
ćdziesię- 
cioletni więzień, któremu stojący na podeście klawisz podstawił nogę powodując jego upadek. 
Widząc to skierowałem się wprost na klawisza, który cofnął się pół kroku, a ja przebiegłem 
obok niego na następne schody. Na trzecim piętrze skierowano nas w lewo na galerię biegnącą 
wzdłuż ściany, w której znajdowały się drzwi. Po minięciu kilku zamkniętych cel kopniakiem 
skierowano mnie do następnej, stanowiącej metę tego specyficznego biegu z przeszkodami. Za 
szóstym więźniem zatrzaśnięto drzwi. Wystraszeni i zdyszani popatrzyli
my na siebie. Stało 
nas sześciu golasów z res
tkami ekwipunku. Doniosłem do celi tylko bluzę i kalesony. Reszta 
została gdzie
 po drodze. Takie powitanie nie wróżyło nic dobrego na przyszłość. 
Każdy z nas był "odpowiednio" oznakowany. Na ciele zaczęły występować zaczerwie- 
nienia po otrzymanych razach. Ja otrzymałem chyba dziesięć uderzeń, głównie w plecy 
i w głowę. Gdy już wystąpiły siniaki, można było wzorując się na nich dorobić klucze. 
Tak więc mieliśmy dobrą rozgrzewkę. Zziajani i spoceni na skutek biegu i ze strachu zaczęli- 

my się ubierać w resztki naszej garderoby. W pewnej chwili jeden z kolegów szpetnie zaklął 
i usłyszałem jakiś trzask. Obejrzałem się i zobaczyłem tkwiący w blacie stołu nóż. Zmartwia- 
łem tak jak i wszyscy. Ktoś szybko wyrwał nóż ze stołu, żeby go przypadkiem nie zobaczył 
klawisz przez judasza. Po takim przyjęciu zdawaliśmy sobie sprawę z tego, co nam groziło. 
Ten, który trzymał nóż w ręku, wyrzucił go przez okno. Nikt nie mógł sobie wyobrazić,jak 
to było możliwe, żeby po tak szczegółowej rewizji i po takim biegu, udało się przenieść nóż 
do celi. Jego właściciel obraził się na wszystkich i nic na ten temat nie powiedział, mimo że 
siedzieliśmy razem przez trzy miesiące. 
Zazgrzytał zamek i otworzono drzwi. Stanęliśmy pod ścianą po trzech w szeregu. Przed 
drzwiami stał klawisz i dwóch więźniów z majdanem na rękach. Roznosili po celach to, co zo- 
stało na polu bitwy. Każdy wybierał swoją własność. Znalazłem ko
zulę i spodnie oraz jeden 
drewniak. Wracali jeszcze kilka razy i powoli znalazły się pozostałe rzeczy. Szale i skarpety 
mogliśmy tylko zobaczyć - zabrali je do depozytu. Naturalnie żywności nikt nie przyniósł. 
Zresztą po opisywanym wymieszaniu niewiele nadawało się do zjedzenia, jednak np. chleb 
i cebula bardzo by się przydały, gdyż w tym dniu nie dano nam obiadu. Dopiero po połuJ,niu 
przyniesiono dla każdego miskę, łyżkę i kubek. Miski i kubki były aluminiowe i blaszane ema- 
liowane. Mnie przypadł w udziale aluminiowy kubek i miska z odbitą emalią. Niedługo po wy- 
daniu naczyń przyniesiono kolację w postaci zupy o nieokre
lonych składnikach. 
Cela była jednoosobowa, typowa pojedynka. Jej szerokość wynosiła 2 metry a długość 
niewiele pona(' 3 metry. Największy ,,mebel" stanowiła prycza przymocowana zawiasami do 
ściany, na której le2ały sienniki. Z jednej strony pomiędzy pryczą a ścianą na drewnianym ste- 
lażu stały jedno na drugim dwa fajansowe naczynia o pojemności około 4 Itr każde. To była 
ubikacja. Z drugiej strony pomiędzy pryczą i ścianą zewnętrzną był kawałek wolnego miejsca. 
W tej ścianie znajdowało się okno o powierzchni 1/4 metra 2 , którego górną PQłówkę można 
było otwierać do wewnątrz, przy pomocy zamocowanego drążka. Okno było umieszczone tak 
wysoko, że aby przez nie spojrzeć trzeba było wejść na pryczę, albo najedyny znajdujący się 
w celi taboret. Wyglądanie oknem mógł zauważyć klawisz przez judasza albo inny dyżurujący 
na "bociance" , to jest wieży wartowniczej w murze otaczającym więzienie. 
Przy drugiej ściance, naprzeciw pryczy stał niewielki stół, a nad nim wisiała na ścianie 
niewielka szafka, w której należało przechowywać naczynia, żywno
ć i 
rodki utrzymania 
higieny. Przy tej ścianie w pobliżu drzwi przebiegała z góry na dół żeliwna rura o średnicy 
5 cm stanowiąca grzejnik centralnego ogrzewania. Pomimo dosyć silnego mrozu była zaledwie 
letnia.
>>>
253 


W ścianie odgradzającej celę od wnętrza budynku czyli, od strony galeryjki, znajdowały 
się drzwi otwierające się do wewnątrz, wykonane z grubych drewnianych bali, wzmocnionych 
na zewnątrz stalowymi okuciami, a od wewnątrz obite zamalowaną na czarno blachą. Nad 
drzwiami umieszczona była oprawa oświetleniowa z żarówką oraz uchwyt, którego pociągnię- 
cie powodowało na zewnątrz opadnięcie chorągiewki, której uderzenie i zmieniona pozycja 
przywoływały dyżurnego klawisza. 
O 18.00 apel wieczorny. Celę należało przygotować do noclegu. Przygotowanie polega- 
ło na ułożeniu sienników na posadzce i podniesieniu pryczy, którą zamocowywało się hakiem 
do ściany. Po ułożeniu czterech sienników i "planowym wyrównaniu" zawartości otrzymywa- 
ło się podkład o grubości 5-8 cm. Sienniki pokrywały całą szerokość posadzki, a ułożone od 
ściany zewnętrznej pozostawiały mniej więcej pół metra wolnej przestrzeni umożliwiającej 
otworzenie drzwi. W takiej celi przebywało przez całą dobę co najmniej sześć osób, często 
jednak aż osiem i wtedy trudno było się poruszać. a w nocy śpiący po stronie drzwi cZęsto 
leżał na gołym betonie. 
Zgodnie z regulaminem. który każdy więzień powinien był znać i przestrzegać, a które- 
go nigdy nie widziałem, celę reprezentował starszy celi. Ta funkcja nie dawała żadnych przy- 
wilejów, natomiast stwarza ła osobiste zagrożenie, bo za wszelkie zaniedbania i wykroczenia 
przeciw regulaminowi właśnie on odpowiadał. Ten ,,honor" prawie zawsze przypadał mi 
w udziale. 
Wszystkie dni tygodnia były do siebie podobne i równie monotonne. O 6.00 rano pobud- 
ka i klawisz otwierał drzwi i starszy celi meldował stan celi i że wszyscy zdrowi. Klawisz mówił 
przy tym - dzień dobry - na co należało jak najgłośniej i naj równiej wrzasnąć - dzień dobry 
obywatelu oddziałowy -. "trzeszczeliśmy więc, co kazano, jednak bardzo skrótowo i brzmiało 
to - ...dobry...telu...owy -. Jednak nie każdemu się to podobało i czasami trzeba było pow- 
tórzyć pełnym zdaniem. Następnie wnoszono wystawione wieczorem rzeczy. Gdy już kata- 
falk był zbudowany, przystępowano do codziennej ablucji. Myliśmy się kolejno w dużej alu- 
miniowej misce w odrobinie wody. Z czesaniem nie było problemu, bo wszyscy byli ogoleni 
na pałę. Dyżurny mył się pielWszy zaraz po ubraniu się "zamiatał" posadzkę. Miał w tym 
celu do dyspozycji szufelkę albo tekturkę i mały kawałek ścierki. Ponieważ z sienników zaw- 
sze wysypywał sit' miał, była to dosyć uciążliwa praca powodująca unoszenie się pyłu. Po tym 
następo.vało .,kiblowanie", o czym powiadamiał nas klawisz, tak właśnie wołając. Trzeba by- 
ło wystawić na galeryjkę fajansowe lub blaszane kible oraz dzbanek na wodę. Ponieważ kible 
były przeważnie bez pokrywy, po całym więzieniu rozprzestrzeniał się nie byle jaki odór. 
Następli 
 otwarcie drzwi to zabranie opróżnionych naczyń i wody oraz podanie śniada- 
nia w postaci .,pajdki" czarnego, gliniastego chleba i namiastki kawy. Dzbanek wody musiał 
wystarczyć do umycia naczyń po śniadaniu i po obiedzie, bo następny raz dawano wodę do. 
piero podczas popo łudniowego kiblowania. 
Po śniadaniu dyżurny musiał wypolerować aluminiową miskę, która powinna była 
lśnić jak lustro. Pozostali mogli już rozpocząć "spacer", naturalnie w celi, ponieważ pierwsze 
dwa do trzech tygodni "nowego przychodu" nie wyprowadzano na spacernik. Obowiązywała 
całkowita izolacja bez żadnych wiadomości z zewnątrz. Dla potrzeb higieny podrzucano nam 
kawałki podartych gazet pomieszanych pomiędzy sobą albo papier pakunkowy pochodzący 
z paczek przesy łanych z domów. 
Przez tydzień był spokój zakłócany tylko od czasu do czasu głośnym grzechotem, które- 
go źródła nie mogliśmy się domyślić. Nikt od nas niczego nie chciał, a i nam nie wolno było 
"chcieć". Wszystkie dni były podobne do siebie, jednak urozmaicaliśmy je opowiadaniami
>>>
254 


różnych prawdziwych i zmyślonych historii, filmów, książek itp. Ponieważ wszyscy byliśmy 
z Bydgoszczy i przeważnie już razem siedzieliśmy w Czerwoniaku, znaliśmy się i nie było 
obaw, że między nami jest kapuś. Było to bardzo ważne i dawało pewien komfort psychiczny, 
więc rozmowy i opowiadania były czasem bardzo osobiste i niejednokrotnie "polityczne". 
Po tygodniu wywołano mnie z celi i zaprowadzono do skrzydła ,,D", w którym mieściła 
się administracja, przed drzwi, na których tabliczka oznajmia ła, że jest to pokój naczelnika 
więzienia, płk Jakubowskiego. Po przepisowym zameldowaniu się, klawisz wprowadził mnie 
przed oblicze "boga" i wyszedł na korytarz. Zameldowałem się i usłyszałem: "Ach tak! To 
jesteście wy!". I nagle wrzask: "Was trzeba dać na izolatkę albo co najmniej na twarde łoże 
na pojedynkę! Wy jeszcze ciągle czekacie na Andersa na białym koniu? Będziemy musieli 
się za was zabrać, żeby was wychować. Wynoście się do celi i zaraz się spakować". 
Odmeldowałem się i wyszedłem. Stojący za drzwiami klawisz odprowadził mnie do 
celi. Zacząłem zbierać manatki i w międzyczasie opowiedziałem co zaszło. Żal było odcho- 
dzić. 
Wiedziałem, że już do "swoich" nie wrócę. Nadeszła pora obiadu. Klawisz otworzył 
drzwi, zobaczył, że jestem gotowy do wyjścia, roześmiał się i kazał się rozpakować. Pan na- 
czelnik oSiągnął swój cel. Wystraszy ł mnie do tego stopnia, że w ciągu nastę pnych trzech dni 
nie schodziłem z kibla, zużywając papier przeznaczony dla wszystkich. 
Po tygodniu odwiedził nas fryzjer, żeby nas ogolić i ostrzyc. Od niego dowiedzieliśmy 
się, co oznacza niepokojący nas grzechot. Gdy do części więziennej wchodził naczelnik lub 
jego zastępca, siedzący na ambonie przodownik wydawał rozkaz: baczność! Należało wtedy 
stanąć na baczność przy zewnętrznej ścianie tw"aną do drzwi. Następna komenda to: spocznij 
i wtedy właśnie uderzenia okulakami o posadzkę powodowały ten niepokojący nas odgłos. 
Naturalnie nie znaliśmy tego punktu regulaminu i tym samym narażaliśmy się na ukaranie. 
Kary mogły być różne np. pozbawienie wypiski i odbioru paczki, pozbawienie możliwości 
napisania listu, odwiedzin, aż do kar najcięższych, jak twarde łoże, pojedynka, pół porcji 
albo też karcer. 
Żadnej kary nie bałem się tak jak karceru. Karcery znajdowały się na oddziale I C. 
Ich wielkość była taka sama jak innych cel, z tą jednak różnicą, że taka cela była dodatkowo 
podzielona na trzy 
zęści kratami w odległości l m od ściany zewnętrznej i od strony drzwi. 
Przy ścianie bocznej, pomiędzy kratami, znajdowało się betonowe łoże. Kibel stał poza tą 
klatką. Karę karceru stosowano przez czas 24 albo 48 godzin, czasem jednak dłużej. Przed 
wprowadzeniem nagiego więźnia otwierano okno, co powodowało stały przeciąg. W nonnal- 
nych warunkach nikt by się nie położył na betonową pryczę, jednak po kilku godzinacu sta- 
nia lub chodzenia zmęczony człowiek siadał albo nawet kładł się i zasypiał. Na to właśnie 
czekali nasi "wychowawcy". Gdy tylko więzień zaczął drzemać, cichutko otwierali drzwi 
i polewali go wiadrem zimnej wody. W takich warunkach wystarczało to, żeby zdrowego 
człowieka wysłać natychmiast, albo po ciężkiej chorobie, na tamten świat. Pozostałe kary 
pomimo ich dokuczliwości by ły do zniesienia. Zdarzało się jednak, że karano również rodzi- 
nę wię ŹI1ia. Ludzie, którzy niejednokrotnie przyjeżdżali z odległych miejscowości, żeby od- 
wiedzić więźnia, odchodzili z ,,kwitkiem". 
Zresztą korzyść z odwiedzin była również bardzo problematyc.zna. Więźnia doprowa- 
dzano do ściany, w której by ł zakratowany otwór zakryty spuszczoną blachą. Za tą ścianą 
w odległości 75 cm znajdował się płot z siatki drucianej przy którym ustawiono odwiedzają- 
cych. Po podniesieniu blachy widziało się "paszportową fotografię". Pomiędzy ścianą i siatką 
chodzili klawisze, pilnie słuchając, o czym się mówi i gdy im się co
 nie spodobało, zasuwa
>>>
255 


opadała i było po widzeniu. 
Podczas pobytu we Wronkach widziałem się dwa razy z matką, a rozmOWa polegała na 
wymianie słów: "Żyjesz? - żyję!, jesteś zdrowy? tak, a co w domu? - dobrze". Po tym jesz- 
cze pozdrowienia w obydwie strony i klapa opadała. Po drugim widzeniu napisałem do matki, 
żeby więcej nie przyjeżdżała, bo szkoda zdrowia i pieniędzy. Każde widzenie powodowało 
u mnie niekorzystne wzruszenie i miało ujemny wpływ na samopoczucie. 
Na tcmat widzeń opowiadano we Wronkach różne anegdoty np. syn prosi matkę, żeby 
pnysłała mu pulower, a matka na to: ,Ja ci dam rower. Mańka kiecki na d...ę nie ma, a ty bę- 
dziesz sobie po więzieniu jeździć rowerem"'! Albo inna: matka czyni synowi wyrzuty, że jej 
nie słuchał i mówi m.in.: "a mówiłam, a gadałam, a ty tylko lewerwe1 i lewerwel. Zobaczysz, 
że jak tak dalej będzie, to Frankowi Kozłowi i Antkowi Macosze też tak pójdzie". No i zanim 
wróciła do domu Kozioł i Macocha już byli ,,zabezpieczeni". 
Inny więzień, młody małżonek chciał pokazać żonie, żeby mu przysyłała kamienie 
do zapalniczki, więc zrobił kilka znaczących ruchów palcem po drugiej dłoni przypominają- 
cych zapalanie krzesiwa. Młoda żona zarumieniła się i powiedziała: ,,no, jak ci mam dać, kie- 
dy tu siatka". Prawda - nieprawda, ale pośmiać się trzeba. Do śmiechu nie mieliśmy wiele 
okazji, \\ięc każdy usilnie przypominał i opowiadał kawały nawet z dość długimi brodami. 
Podstawowym obowiązkiem każdego współtowarzysza było przeganianie nudy opowia- 
daniami. Mieliśmy w celi dobrego ,,gadacza", który wyrabiał ,,normę" za innych. Był nim 
Edward Łoziński, o którym już pisałem w poprzedniej części wspomnień. Słuchając, jak opo- 
wiadał "Chłopów" albo "Popioły", odnosiło się wrażenie, że czyta się książkę. 


x x x 


Po upływie mniej więcej trzech tygodni wyprowadzono nas na spacernik. By ł początek 
marca i mróz jeszcze dosyć dobrze "trzymał". Bardzo mnie ten spacer ucieszył i dopiero wte- 
dy poznałem zaletę świeżego powietrza. Maszerowaliśmy jeden za drugim w odległości 2 me- 
trów po wydeptanym w śniegu dużym kole, wewnątrz którego było jeszcze małe koło przezna- 
czone dla inwalidów. Nie było nam wolno rozmawiać, jednak mogliśmy zobaczyć sąsiadów 
z kilku cel. Spacer trwał około 15 minut i już trochę zacząłem marznąć, gdy wprowadzono 
nas na powrót do celi. Spotkała nas nieprzyjemna niespodzianka. Te 15 minut wykorzystano 
na ,,kipisz", to znaczy na rewizje celi. Wszystko było rozrzucone. Koce, prześcieradła, sien- 
niki i zawartość szafki. Po kilkunastu minutach, podczas których mogliśmy odetchnąć powie- 
trzem, weszliśmy do dziupli, w której trzepano dywany. Nasi opiekunowie bardzo dbali o nasze 
zdrowie. Co jakiś czas sprawdzali, czy miska należycie lśni, czy nie ma kurzu na parapecie okna 
i czy posadzka jest czysta. Jednak to, czym teraz oddychamy, niezbyt ich obchodziło. 
Taki kipisz powtarzano mniej więcej raz w miesiącu. Satysfakcją dla nas było to, że ci 
co nas tak urządzili, musieli również oddychać tym samym zapylonym powietrzem. 
Po trzech miesiącach wspólnego przebywania nastąpiła "przerzutka". Każdy z nas tra- 
fił do innej celi. W tej, do której mnie przydzielono, byłem piątym i ostatnim. Pozostała 
czwórka to byli "starzy" więźniowie, bo siedzieli już po kilka lat we Wronkach. Od tej chwili 
przebywaliśmy razem przez prawie siedem miesięcy. Każdy z nas pochodził z innego krańca 
Polski. Dobrze pamiętam AKOWCA Stanisława Jasiewicza, pochodzącego z Wilna, którego 
"sprawiedliwość" oszacowała na trzy kary śmierci; pięć "dożywotek" oraz 279 lat więzienia. 
Miał dużo sz
zęścia, bo łączny wyrok mógł być tylko jeden; czyli kara śmierci. Jego szczę- 
ście polegało na tym, że gdy do Kancelarii Prezydenta wpłynęła jego prośba o ułaskawienie,
>>>
256 


Bierut przebywał właśnie u Grotewola w Pradze i ktoś podpisał ułaskawienie na 15 lat, omija- 
jąc karę dożywotniego więzienia. Po amnestii zmniejszono mu wyrok do 12 lat. W czasie gdy 
się z nim spotkałem, odbył już 5 lat, z tego 3 we Wr.)nkach. 
Drugim więźniem był 23-!etni nowogródczanin Szulak. Imienia i wyroku już nie pamię- 
tam. Przypominam jednak sobie, że powiedział nam, że pierwszy raz widział pociąg, gdy go 
ubowcy wieźli do Bia łegostoku po likwidacji grupy AK w lasach suwalszczyzny. 
Trzecim był Polak z Francji. Przebywał tam od roku 1938 i ostatnio mieszkał w rulo- 
nie. Był bardzo tajemniczy, nic o sobie nie opowiadał i dawał nam do zrozumienia, że intelek- 
tualnie wyraźnie nas przewyższa, bo ukończył dwa lata studiów w jakiejś nieokreślonej dziedzi- 
nie. Poza tym nie był groźny i nie musieliśmy obawiać się kapowania. 
O czwartym pamię tam tylko tyle, l.e pochodził z Zawiercia i też miał duży wyrok. 
Stosunkowo szybko nabraliśmy do siebie zaufania i życie płynę ło "normalnym" torem. 
Po dwóch miesiącach drzwi otworzył niezn:my mi rudy klawisz. Zapytał każdego o wyrok 
i wykształcenie i poszedł. Sądziłem, że szykuje się jakaś praca, jednak dosyć szybko marzenia 
się rozwia ły . 
Rudy otworzył drzwi po raz drugi, przyprowadził ze sobą nowego lokatora i powiedliał, 
że jest to półanalfabeta, który ma zezwolenie na posiadanie książek. zeszytów i ołówka i ten ze 
studiami ma go uczyć. Gdy klawisz zamknął drzwi, nowoprzybyły przedstawił się: Pakuła 
jestem. Stanisław Pakuła. 
To nazwisko było znane we Wronkach. Był to jeden z grupy kapusiów, którego nazwisko 
wymienił kolega podczas rozmowy przed kilku dniami. 
A więc skończy ły się .,dobre czasy". 


x x x 


Życie w celi przebiegało w zasadzie tak jak poprzednio z tą tylko różnicą, że skończyły 
się ,,niebłagonadiożne
' rozmowy. Miałem trochę urozmaicenia, bo uczyłem kapusia ułam- 
ków, a sam zabrałem się do algebry. Przy pomocy "Francuza-- jakoś mi się to udawało, ponie- 
waż miałem jaź pewien zasób wiadomości nabytych w Czerwoniaku. W ciągu pięciu tygodni, 
bo tak długo przebywał z nami Pakuła - doszedłem do równań kwadratowych i na tym się 
poJręcznik skończył. 

Iuszę jednak wrócić do dnia przybycia naszego ,.gościa". Zaraz po odejściu rudego ..kb- 
wisza", który był funkcjonariuszem polityczno-wychowawczym i po zawarciu znajomości 
z przybyszem, uhonorowaliśmy go, sprzedając mu funkcję starszego celi. Był z tego bardzo za- 
dowolony i czuł się "dowartościowany". Według jego opowiadania miał 19 lat, przed areszto- 
waniem był ochotniczym żołnierzem KBW, a zamknięto go za to, że podczas jakiejś akcji 
rOlbroiła go "banda", Z łaski szcfów otrzymał wyrok 7 lat i odbył już 3 lata kary. 
Już w trzecim dniu, jeszcze przed śniadaniem został wywołany przez ,,klawisza". Wrócił 
do celi krótko przed kolacją. Przyniósł ze sobą obłożone bułki i papierosy. Powiedział, że był 
u "speca" i był przcsłuchiwany na temat działalności kompanii, w której służył podczas 
akcji. Takie przesłuchania odbywały się 2-3 razy w tygodniu. Jednego dnia w niedzielę, 
gdy służbę na oddziałach mieli ,,klawisze.. pełniący w ciągu tygodnia funkcje etatowe, otwar. 
to drzwi i przybyły starszy sierżant, który normalnie był ki.:rownikiem bibliot
ki. groźnym 
głoscm ryknął: smród macie w celi! Nasz starszy celi zaczął tłumaczyć. że to tylko chwilowo. 
bo zrobiło się chłodno i zamknęliśmy okno. Po chwili zapytał: Który to Pakuła? Gdy ten się 
zgłosił, kazał mu wyjść i zamknął drzwi. Po chwili drzwi znowu otwarto i stał w nich ten
>>>
257 


sam klawisz. Popatrzył na nas, lekko się uśmiechnął i powiedział: teraz w celi smrodu nie 
ma! Odpowieuziałem: wiemy szefie, wiemy! No, to w porządku! 
Czas płynął leniwie urozmaicany tylko od czasu do czasu wyskokami "kapusia". Pewne- 
go dnia po otrzymaniu obiadu z nagła wziął taboret, ustawił go w kącie i tam zaczął jeść 
stwierdzając, że z takimi bandytami jak my, razem nie będzie jadł. Przez dwa tygodnie musieli- 
śmy wysłuchiwać różnych prowokacyjnych wypowiedzi, na które nie mogliśmy właściwie rea- 
gować z obawy przed "specami". Znów nadeszła niedziela. Jak zwykle zaraz z rana, jeszcze 
przed otworzeniem drzwi i zabraniem ,,kostki" z korytarza, opowiedziałem mój sen. Śniło mi 
się, że szedłem przez sosnowy las, w którym z rzadka rosły wysokie stare drzewa. W pewnej 
chwili zobaczyłem z daleka idłcego buhaja, który. gdy mnie dojrzał, zaczął iść w moim kie- 
runku. Szedł z pochylonym łbem, a z pyska ciekła mu biała piana. Doszedłem do wniosku, 
że byk jest wściekły i zaczą łem uciekać, a on zaczął mnie coraz szybciej gonić. Zdawałem so- 
bie sprawę z tego, że nie dożywiony długo nie wytrzymam takiego biegu i starałem się wypa- 
trzyć jakieś drzewo, na które mógłbym się wdrapać. Jednak nic takiego nie było, natomiast 
dojrzałem rosnące z dala krzewy i pobiegłem w ich kierunku. Za krzewami płynął strumyk. 
Przypomniałem, że wściekliznę określa się inaczej jako wodowstręt. Wszedłem więc do wody, 
ale musiałem stanąć blisko brzegu, bo dno było bardzo spadziste. Byk dobiegł do brzegu, 
wysunął naprz«.Ju nogę i 
hciał mnie wepchnąć do wody, lecz w tej chwili zaczął się zmieniać 
w świnię, a jej krótka noga nie mogła mnie dosięgnąć. Zacząłem się tak głośno śmiać, że obu- 
dziłem siebie i kolegów, którym zaraz opowiedziałem, co mi się śniło. 
Po apelu i ułożeniu ,,katafalku" przystąpiliśmy kolejno do mycia się. Nasz kapuś był 
w tym dniu dyżurnym i musiał zamieść posadzkę. Czynił to ze szczególnym "nabożeństwem". 
Na usta i nos założył sobie chusteczkę, żeby nie łykać kurzu i otworzył okno. Ponieważ był 
to zimny i wietrzny dzień, w celi od razu powstał przeciąg, który szkodził myjącemu się pod 
oknem. Ja właśnie się myłem, a wspomniany wcześniej SZULAK stał obok, bo miał się myć 
ostatni. Powiedziałem do niego, żeby zamknął okno, co też uczynił jednak Pakuła natych- 
miast podszedł i znowu je otworzył. Takie zamykanie i otwieranie powtórzyło się kilkakrot- 
nie. Gdy już się umyłem, zamieniłem miejsce z Szulakiem i teraz ja z kolei zamykałem. Po 
trzecim razie powiedziałem Pakule, że jak jeszcze raz dotknie drążka okna, to go załatwię. 
Ten naturalnie znowu chciał okno otworzyć. \\'alną łem go pięścią w łeb, tak, że się oparł 
w narożniku ścian. Gdy chciał na mnie skoczyć, rąbnął go Szu1ak_ Teraz było wszystko jed- 
no, czy otrzyma dwa albo dwadzieścia uderzeń. Kara za pobicie i to jeszcze kapusia była pew- 
na. Więc laczęliśmy go walić: raz Szulak raz ja, a Pakuła odbijał się raz od jednej, raz od dru- 
giej 
dany. Skończyliwy , gdy usiad ł na posadzce. Gdy wstał, nic nie powiedział, ale ruszy ł 
w stronę drzwi. Spotkał jednak po drodze zaporę z trzech pozostałych kolegów, którzy go 
zawrócili. Przy kiblowaniu i wydawaniu śniadania strażnik otworzył tylko zamek, natomiast 
drzwi nie ruszył. Otworzył je kalifaktor, koledzy zabrali, co się należało, przymknęli drzwi 
i za chwilę strażnik zamknął je na klucz. Pakuła cały czas stał w kącie pod przeciwległą 
ścianą pilnowany przez dwóch kolegów. 
Tak więc pierwsze zagrożenie przetrwaliśmy, jednak przyszłość i tak nie rysowała się 
wesoło. Napięcie w celi trwało jeszcze przez około dwie godziny. Wtedy Pakuła wykorzystu- 
jąc chwilow, nieuwagę przerwał się do drzwi i zaczął hałasować klapą. Po chwili ktoś zapy- 
tał, czego chce, na to Pakuła zaczął wołać: "biją, biją!". 
J ak "bij." to jeden klawisz drzwi nie otworzy. Zawołał drugiego i dopiero wtedy po 
otworzeniu drzwi zobaczyliśmy naszego "bibliotekarza". Staliśmy wszyscy przepisowo pod
>>>
258 


przeciwległą ścianą, tylko kapuś przy drzwiach. Strażnik zapytał, kto bije, na to Pakuła wy- 
ciągnął rękę i wskazując na nas dwóch powiedział: "pan Holz i pan Szui ak" . 
Cała nasza piątka wybuchła śmiechem. Wszyscy przypomnieli tę świnię z mojego snu. 
Czy jednak łapa będzie za krótka? 
"Bibliotekarz" wszedł pół kroku do celi, popatrzył na każdego z nas, chwilę pomyślał 
i wyszedł. Poszedł do celi obok i zapytał, czy słyszeli jakieś hałasy. Powiedzieli, że ktoś po- 
ciągnął klapę i wołał że biją, poza tym był spokój. To samo powiedzieli w drugiej celi. Straż- 
nik wrócił i powiedział: "Pakuła, Pakuła, wyście tu z pojedynki przyszli i stąd na pojedynkę 
pójdziecie!" . 
Za dwie godziny już go nie było. Nie wiem co napisali w raporcie. jednak nikt od nas ni- 
czego nie chciał, żadnego dochodzenia nie było i mieliśmy spokój. Przyszedł jednak "biblio- 
tekarz" otworzył drzwi, chwilę postał śmiejąc się i poszedł. Mieliśmy niebywałe szczęście, 
że trafiło to właśnie na takiego człowieka. 
Z tym strażnikiem spotkałem się jeszcze dwukrotnie. W pierwszych dniach lipca 1952 
roku, naturalnie znowu w niedzielę, po zakończeniu zwykłego "obrządku" ponownie otworzył 
drzwi i zaczął pytać, jak długo kto siedzi oraz jakie mamy wyroki. Tym z nas, którzy mieli 
siedmio- ośmioletnie powiedział, że już niedługo pójdą do domu, a tym powyżej dziesiątki 
wróżył zmniejszenie kary do połowy. Nie podał źród ła tych informacji, jednak domyślali- 
śmy się, że z okazji uchwalenia nowej konstytucji będzie ogłoszona amnestia. Zaczęliśmy 
żyć nadzieją i ze zrozumiałą niecierpliwością oczekiwaliśmy nadejścia dnia 22. lipca. W tym 
dniu, już z samego rana, zostaliśmy zaskoczeni. Na śniadanie dano nam do norma1nej porcji 
chleba odrobinę margaryny i łyżkę marmolady. Na obiad był cieniutki rosół z makaronem, 
a na drugie danie ziemniaki z gulaszem. Gwoli prawdy muszę przyznać, że z okazji takich 
świąt, jak Boże Narodzenie i Wielkanoc czy też innych partyjno-państwowych, zawsze dostar- 
czano cokolwiek lepsze jedzenie, jednak tym razem nie było żadnego porównania. W ciągu 
popołudnia usłyszeliśmy spoza murów okalających więzienie niezwyk łe okrzyki, z których 
po jakimś czasie udało nam się wyłowić z gwaru, wielokrotnie skandowane słowo "a-mu- 
nest-ja". To dzieci strażników zawiadamiały nas o tym wielkim wydarzeniu. Jednak rozcza- 
rowanie nastąpiło bardzo prędko. Powszechna amnestia do jednego roku satysfakcjonowała 
tylko drobnych złodziejaszków, a nam, więźniom politycznym, albo jak nas.nazywano - ban- 
dytom - nic nie dawała. Tak więc czar wolności prysnął jak bańka mydlana i trzeba było się 
z tym pogodzić. Na duchu podtrzymywała nas tylko myśl, że komunę i tak przeżyjemy. 
W niedzielę znowu odwiedził nas "bibliotekarz". Popatrzył na każdego, z rezygnacją 
machnął ręką i poszedł. 


x x x 


Muszę jednak jeszcze wrócić do zdarzenia z Pakułą. Rok wcześniej nie przeszło by ono bez 
echa. W dniu 12 stycznia 1950 roku w Szczecinie odbyła się rozprawa francuskiego dziennika- 
rza oskarżonego o szpiegostwo. Ponieważ był obcokrajowcem i na rozprawie byli obecni człon- 
kowie ambasad krajów zachodnich, przebieg rozprawy różnił się od naszych. 
Ten oskarżony miał prawo głosu. Robineau skorzystał z tego i opowiedział, jakie wa- 
runki są w komunistycznych więzieniach. Były wszędzie podobne, więc opiszę te, jakie pano- 
wały we Wronkach, do dnia 15 stycznia 1950 roku, o czym dowiedziałem się od dłużej sie- 
dzących wię źniów .
>>>
259 


Dział polityczno-wychowawczy - popularnie zwany działem "spec" - miał na swych 
usługach zwerbowanych więźniów, którym stwarzano szereg udogodnień. 
Były między nimi takie "szaraki" jak Stanisław Pakuła, których wprowadzano do cel, 
aby donosili o nastrojach, jakie tam panują. By ła jednak również "arystokracja". Przebywali 
w otwartych celach, ubrani byli w czarne niemieckie mundury wojsk pancernych, otrzymywa- 
li lepsze wyżywienie, mogli się swobodne poruszać po więzieniu, słuchać radia i otrzymywać 
prasę. Za to jednak musieli płacić. 
I płacili! 
Wszyscy nowoprzybyli więźniowie przechodzili przez ich łapy. Mieli specjalne cele 
"przesłuchań". Jak sami mówili, oprawcy z "bezpieki" to łebki, które się na niczym nie zna- 
ją. Tutaj dopiero będzie prowadzone prawdziwe śledztwo. Nie wiem, czy mieli dostęp do akt, 
jednak znali wiele szczegółów w nich zawartych i katowali ludzi, żeby ich zmusić do samo- 
oskarżeń albo do oskarżeń kolegów. Do wyjaśniania spraw używali nogi od taboretów, które 
poprzednio przystosowano do łatwego wyjmowania. Bili w dwójkę lub w trójkę, rzucając 
wię źnia od ściany do ściany. Byli wszechwładni, nikt nie mógł im w tym przeszkodzić. Nawet 
strażnicy ich się obawiali i przy spotkaniu pierwsi ich pozdrawiali. Ze smutkiem muszę wspom- 
nieć, że jednym z największych oprawców był ksiądz katolicki. Niejeden więzień, szczególnie 
gdy był członkiem większej organizacji lub należał do dowództwa, który przeżył katownie 
na Rakowieckiej czy Mokotowie, w Zamku Królewskim w Lublinie, na Montelupich w Krako- 
wie czy innych kazamatach bezpieki dostawszy się w ręce tych oprawców tracił co najmniej 
zdrowie, a zdarzały się wypadki, że i życie. 
Sądzę, że warto by by ło się gnąć do kartotek wię źniów zmarłych w latach 1946- 
-1950 na "zawał serca" czy "gruźlicę" albo na "niewydolność nerek". O miejsce pochówku 
i prawdLiwą przyczynę zgonu należałoby zapytać naczelnika więzienia, pułkownika Jakubow- 
skiego i podległych mu oprawców z działu polityczno-wychowawczego. 
Jak już wspomniałem, po procesie Robineau skończono z tymi bandyckimi metodami. 
We
ług tego, co opowiadali starsi stażem więźniowie, wszystkich oprawców w czarnych mun- 
durach, a było ich kilkunastu, zamknięto w wydzielonych celach na oddziale I C, który hył 
oddziałem karnym o obostrzonym rygorze. Nie 
ądzę, żeby ich tam gorzej traktowano,jecnak 
podlegali ściślejszej izolacji. 
Prowadzone przez nich śledztwo nie zawsze przebiegało w sposób zadowaIający. Opowia- 
dano mi o przypadku więźnia, który zyskał sobie pseudonim "Tarzan", gdyż podczas przesłu- 
chania sam jeden tak potłukł trzech czarnych, że trzeba było ich wynieść z celi. "Tarzan" 
miał już później święty spokój i nie poniósł konsekwencji. 


x x x 


Po zabraniu Pakuły na pojedynkę do celi wrócił znowu dobry nastrój i odprężenie. 
Nikogo nam nie przydzielali i siedzieliśmy w piątkę. Pewnego dnia nasz "Francuz" poczu ł się 
niedobrze i zgłosił się do lekarza. Przyszedł starszy pan - naturalnie więzień - zapytał, co 
mu jest, ustawił go przodem w stronę światła i długo spoglądał mu w oczy. Następnie takim 
charakterystycznym przeciąganym tonem zapytał: czy Ty kochanie nie chorowałeś czasem na 
jakąś brzydką chorobę?" Francuz odpowiedział, że nie. "No, to kochanie ja jestem dla ciebie 
za głupi" i poszedł. Ponieważ po takiej kuracji Francuzowi się nie polepszyło, za dwa dni 
znowu zgłosił się do lekarza.
>>>
260 


Przyszedł, spojrzał na niego i pyta: ,,no, co przypomniałeś sobie?". Nasz Francuz powie- 
dział, że "tak, ale to było prawie 30 lat temu i zostało wyleczone". 
Lekarz pokiwał głową i powiedział: ,,h...u głupi, jak ja się ciebie o coś pytam, to ja już 
to wiem i nie musisz mi bajek opowiadać - teraz będę mógł cię leczyć". 
Później dopiero dowiedziałem się, że lekarz nazywa się Fiałkowski i przed wojną był le- 
karzem prezydenta Ignacego Mościckiego, a przed tym kilka lat "pobierał nauki" u lamów 
indyjskich. 
Pomagał więźniom, jak mógł, ale mógł niewiele. Zdarzyło się, że więzień uległ zawało- 
wi serca. Było to w nocy. Koledzy zaalarmowali ,,klawisza" - ,,klapą". Zanim przyszedł, trwa- 
ło kilka minut. Dowiedział się, o co chodzi i wtedy zgodnie z regulaminem zorganizował całą 
akcj ę . 
Żeby w nocy otworzyć drzwi celi i przyprowadzić więźnia - lekarza, trzeba było zmo- 
bilizować pięciu strażników i kilkunastu kabowców. Cała akcja trwała co najmniej pół godzi- 
ny. Pięciu strażników przy drzwiach, a kabowcy na przeciwległej galeryjce z bronią wycelowa- 
ną w drzwi. Wtedy dopiero można je było otworzyć i wprowadzić lekarza, któremu przed tym 
nie powiedziano, na co cierpi chory. 
Gdy się zorientował, musiał wrócić do szpitala w pawilonie, skąd przyszedł i zabrać 
właściwe leki. Jednak w gablocie z lekami dla więźniów nie było nitrogliceryny. Znajdowała 
się w drugiej, przeznaczonej dla funkcjonariuszy, ale klucze miał lekarz "wolnościowy". Fiał- 
kowski bez namysłu zbił szybę, zabrał co trzeba, pobiegł do chorego i uratował mu życie. 
Za rozbicie szyby i pobranie .,wolnościowych" leków, poszedł na 14 dni na pojedynkę. 
Osobnym zagaunieniem była sprawa stomatologa. W pewnym okresie zauważyłem, że 
moje zęby ruszają się tak, jakby były zamocowane na zawiasach i wystąpiło przy tym lekkie 
krwawienie. Sprawiało mi to trudności podczas gryzienia przydzielonej ,.gliny". Zgłosiłem 
się do dentysty. Stanąłem przed olbrzymem, jakby bezpośrednio przeniesionym z maty zapa- 
śniczej. Diagnozę postawił szybko: "Sa dwa wyjścia albo ci wszystkie zęby powyrywam, albo 
zrobisz to sam wyciągając co jakiś czas jeden ząb". Uprzejmie podziękowałem i szybko wróci- 
łem do ;;eli. Zgodnie z poradą kolegów poprosiłem kalifaktorów, żeby mi przynicśli czosnck. 
Zapłaciłem papierosami. Systematycznie zjadałem 2-3 ząbki, a nawet chleb smarowałem 
czosnkiem. Napisałem do domu i już później nie odczuwałem braku ,lekarstwa". 
Jak mówili inni więźniowie, "stomatolog" był z zawodu rzeźnikiem i wyrywał zęby 
bez bólu. To znaczy ząb wyrwał, a ból zostawił. Jedynym i zawsze stosowanym środkiem 
przeciwbólowym było jego ramię, którym obejmował czaszkę delikwe"r1ta i tak mocno ściskał, 
że ból głowy przewyższał ból zęba, no i po tym wyrywał' "na żywca". 
Mnie taka kuracja, dzięki Bogu, minę ła. 
Jak już wspomniałem, w paczce przesłanej z domu otrzymałem czosnek. Czosnek, ce- 
bula oraz mydło i pasta do zębów to były artykuły, które zawsze otrzymywaliśmy w nieu- 
szczuplonej ilości. Z innymi różnie bywało. 
Tcn klawisz w białym fartuchu z nożem w ręku, który tak mnie wystraszył w pierwszym 
dniu podczas biegu z przeszkodami, był carem i bogiem paczkówni. Od niego zależało, ile 
i w jakim stanie więzień otrzyma z tego, co przysłała mu rodzina, niejednokrotnie z uszczer- 
bkiem dla siebie. Nie wolno było przysyłać kiełbasy w żadnej postaci. Boczek mógł być tylko 
bardzo przerośnięty. Słonina obojętnie w jakiej postaci, w zależności od tego, z jakiej dziel- 
nicy Polski ją przysyłano: surowa, wędzona, z papryką, dymiona lub jeszcze inna tylko w iloś
i 
uznanej przez paczkowego za wystarczającą. Czekoladę, słodycze, pieczywo i jajka można było
>>>
261 



 


tylko zobaczyć. Chleb pokrojony. masło i smalec wyjęte z opakowania i zascrwowane na pa- 
pierze pakowym. Z papierosów robiono tytoń albo przecinano paczkę na trzy części. 
W całości można było otrzymać mydło. pastę lub mydełko do zębów. Po paczkę na- 
leżało pójść z opisywaną już dużą aluminiową miską, którą paczkowy dokładnie oglądał, czy 
jest czysta. Do niej można było włożyć smutne resztki tego, co łaska pańska uznała la słusz- 
ne. Wszystkie zabrane produkty przeznaczano oficjalnie do "wspólncgo" kotła. Jednak tak się 
złożyło, żc nikt z nas nie znalazł w misce zupy nawet małego skrawka kiełbasy czy boczku. 
Następnie była dcog3 do celi, a po drodzc ,.krukin. .,Stój! - co masz'?" I kapusie, nie ci z ,,
uy- 
stokracji" , bo ich już nie było. lecz te "szaraki"' grlebali VI miskach i wybierali. co im się podo- 
bało. Z dosyć tolcr
mcyjną dokładnością można powiedzieć, że zanim więzit?ń z miską doszedł 
do celi, doniósł 10-20 % tego, co mu przysłano. 
Kiedyś nie doniosłem nawet tyle. Otrzymałcm paczkę od stryja ze Stanów Zjednoczo- 
nych. Wagą przekracz3ła trzykrotnie dozwolony limit. Zawartości nie warto by wspo;ninać 
gdyby nie to, że n3wet dzisiaj na wiele rzeczy nie mogę sobie pozwolić. Piękne opakowania 
powodowały, że paczkowemu trzęsły się ręce. Nie wiedział, co wrzucić do kotła. co do wor- 
ka, a co pod ladę. Znałem te opakowania i tylko widziałem szybko znikające ananasy, OflesZ- 
ki, batony, szynki, masła, chleby w szczelnych opakowaniach, kawę, herbatę, reszty już nie 
wspominam. Do celi przyniosłem sweter. który mi za dwa dni odebrano, skarpety, pastę do 
zębów i szczoteczkę oraz trzy kawałki mydła. Myliśmy się wszyscy w celi i jedyną satysfakcją 
był dla nas fakt, że prlcz kilka dni klawisze podchodzili po cichu pod drzwi i wąchali, co t
ż 
tam tak pięknie pachnie. Przychodzili nie tylko z naszego oddziału, ale przeprowadzali rćw!
icż 
kolegów. ż
by pow:Ichali,jak pachnie "wolny świat". 


x x x 


z
owu przerzutka i wpadam do celi. w której jest już pięciu kolegów z mojej or
aniza- 
cji. Radość niesamowita! Ale tylko przez trlY godziny. Ktoś się pomylił i od razu nas rozpar- 
celowl1i. Dostałem się do celi, w której było dwóch ,.arystokratów'''. Jeden młody chłopak, 
bratanek słynnej poiskiej n
a13rki. który by ł dumny z t
go. że jest ostatnim z rodu. Po kilku 
dniach wytłumaczyłcm mu, że to może być powód do nieutulonego żalu, ale w ż3dnym przy- 
padku nie do dumy. 
Drugi. również z .,wYŻSZydl st
r'., 3tuf)ent szkoły aktorskiej ciągle podkr
ślał, co to zna- 
czy stać na świeczniku i górować nad pospólstwem. Z tego powodu życie w celi nie było zbyt 
łatwe, ponieważ obydwaj wtrącali się do każdej rozmowy prowadzonej przez pozostałych, 
przedstawiali kontrargumenty i zawsze starali się potwierdzić swoją wyższość. W tej celi prze- 
bywałem tylko przez miesiąc i to za sprawą jednego z artystokratów. 
Po wieczomym apelu rozpoczynał zawsze serię ćwicz
ń fizycznych, co było zabronione. 
Raz zobaczył go klawisz przez judasza i zapowiedział, że sprawa będzie rano załatwiona. Na- 
turalnie rano dyżur miał już inny, któremu poprzednik sprawę przekazał. Ponieważ nie wie- 
dział, kto ćwiczył, zapytał, kto jest winowajcą. Delikwent naturalnie się nie przyznał, nikt go 
nie zakapował i cała piątka powędrowała na 14 dni do pojedynek. Zaprowadzono mnie na 
oddział IV B naprzeciw celi, w której siedziałem zaraz na początku po ..powitaniu". Cela by- 
ła tak długa jak wszystkie, lecz tylko w połowie tak szeroka. Okno miało około 30 cm szero- 
kości. Prycza podniesiona i zahaczona do ściany pozostawiała około 80 cm przestrzeni umożli- 
wiającej chodzenie. Do komplctu wyposażenia należał jeszcze taboret i kibel. Jedyną zaletą 
pOjedynki b)"ło [O, te na noc można było opuścić pryczę i na niej spać, a nie na posadzce.
>>>
262 


Wieczorem podczas apelu, gdy wiedziałem, że strażnik jest zajęty i nie może podglądać, sta- 
nąłem na taborecie i wyglądałem przez okienko. Usłyszałem cichy głos albo głośniejszy szept 
pytający, na jak długo mnie tu wsadzili. Odpowiedziałem równie cicho. Odtąd codziennie 
o tej porze wymienialiśmy z sąsiadem kilka zdań. Był to jezuita, który już 18 miesięcy prze- 
bywał sam w celi. 
Czas kary minął i przenieśli mnie na III B. Trafiłem do celi jako szósty lokator. Wszyscy 
pozostali mieli dłuższy staż "wronkowski" niż ja. Jak zwykle, szybko doszliśmy do porozumie- 
nia i życie popłynęło normalnym torem. Była jednak jedna zasadnicza różnica. We wszystkich 
celach, były pluskwy, ale ich ilość w tej celi przekraczała wszelkie wyobrażenia. 
Gdy tylko strażnik zgasił światło i w celi zapanowała poświata zewnętrznych reflekto- 
rów, zaczynała się nasza mordęga. Ze szczelin w szafce i w stole, a przede wszystkim z rurki 
nieczynnej instalacji elektrycznej zaczę ły wyłazić te niewielkie potwory i piły naszą krew, 
której i tak zbyt dużo nie mieliśmy. Zabijaliśmy je na ścianie uprzednio przygotowanymi ka- 
wałkami papieru. Rozgniataliśmy je na poduszkach i prześcieradłach,jednak bez spodziewane- 
go efektu. Te zmyślne "gady" właziły po ścianie na sufit i skakały wprost na twarze i szyje. Po 
celi rozchodził się straszny smród. W takich warunkach nie było możliwości spania. Przez dwa- 
naście godzin trwała zacięta walka. Że jej wynik był bardzo mierny, dowodziły opuchnię- 
cia na wszystkich odkrytych częściach ciała. Moi współlokatorzy przebywali w takich waruu- 
kach już cały tydzień, a zgłaszanie o tym klawiszom nie przynosiło żadnego skutku. 
Chociaż nie! Jeden raz poskutkowało! Klawisz zagroził nam, że jeżeli nie zamalujemy 
krwawych plam na ścianie, to wszyscy pójdziemy na pojedynki. Zabraliśmy się do roboty i po- 
malowaliśmy ścianę od posadzki na pół metra w górę, szczoteczkami i proszkiem do mycia 
zębów. 
Męczyliśmy się jeszcze kilka nocy, gdy niespodziewanie nastąpiła ponowna przerzutka. 
Przenieśli mnie na skrzydło A, na drugie piętro. Nowa cela, no i naturalnie nowi lokatorzy. 
Nasze zdziwienie i radość wzbudziły nowe sienniki wypchane świeżą słomą. Każdy z nich miał 
około 40 cm grubości i jeszcze nikt na nich nie spał. Pierwszy raz podczas mojego pobytu we 
Wronkach, rano po podniesieniu sienników nie było na posadzce wilgotnych śladów w miej- 
scach, na których leżeliśmy. Obawiałem się znowu pluskiew, ale kalifaktor powiedział, że te 
cele były desyfekowane. Tak więc jeden kłopot mniej. 
Jednak więźniowi nigdy nie mogło się zbyt dobrze powodzić. Zbliżało się lato 1951 
roku, a z nim przednówek. Odczuliśmy to bardzo dotkliwie. Zupy, jakie otrzymywaliśmy, 
nigdy nie były zbyt "wykwintne", ale to czym nas teraz zaczęto żywić, przekraczało wszel- 
kie wyobrażenia. Zwykłą kaszę lub jałowy krupnik dostawaJiśmy tylko od święta. Normalnie, 
na obiad dawano nie mającą nazwy breję ze śmierdzącymi wędzonymi dorszami, a na kolację 
czarne od zgnilizny buraki pastewne. Na ponury żart zakrawał fakt, że naczelnik Jakubowski 
podczas częstych kontroli przygotowanych posiłków, zawsze pisał w protokole: zupa bardzo 
smaczna i dosyć tłusta. Sytuację pogorszył jeszcze fakt, że czarny gliniasty chleb wypiekano 
ze stęchłej mąki. Jako dodatek znajdowaliśmy w nim kawałki papieru i sznurków, a raz trafił 
się nawet dziesięciocentymetrowy kawałek szczurzego ogona. W taki sposób socjaJistyczna 
władza wykorzystywała nawet zmiotki z magazynów. Po kilku dniach, gdy już bardzo zgłod- 
niałem próbowałem zjeść ten stęchły chleb, jednak przekraczało to moje możliwości. Jedy- 
nym ratunkiem była wypiska, jednak mogli z niej korzystać tylko posiadacze ,,konta", do 
których dzięki wyrzeczeniom rodziny i ja należałem. Kierownikiem wypiski był ppłk. Fajge- 
man. Nie klawisz, lecz więzień, który wcześniej był wicedyrektorem departamentu więzien- 
nictwa w ministerstwie bezpieczeństwa publicznego. Jego szef, dyrektor tego departamentu,
>>>
263 


płk Łańcut, również był pensjonariuszem Wronek. Obydwaj byli Żydami, jednak zasadni- 
czo różnili się od siebie. Łańcut, nobliwy i pomimo że w więziennym mW1durku elegancko 
ubrany, mówił pięknie po polsku, a jego wygląd nie zdradzał pochodzenia. Fajgeman był jego 
przeciwieństwem. Stanowił typ żydowskiego handlarza sprzedającego ,jabki, coboli i połamań- 
ce" . Łańcut podpisał współpracę z więziennym "specem" i prowadził szkolenia zawodowe 
i kursy dla analfabetów, naturalnie dla uprzywilejowanych. Natomiast Fajgeman dostał taką 
funkcję, jaka odpowiadała jego kwalifikacjom. Jak twierdził ten ostatni, zostali skazani za 
sprzedanie ,,na lewo" transportu bibułek do papierosów, jednak wiadomym było że przez 
długi czas okradali przesyłki z UNRY i przydziały dla MBP. Smaczku tej całej sprawie doda- 
wał fakt, że Łańcut był autorem bardzo surowego regulaminu więziennego i kilka miesięcy 
przed osadzeniem we Wronkach przeprowadzał inspekcję tego więzienia. Niektórzy więź- 
niowie widzieli go i zapamiętali. Tak więc, gdy znalazł się w celi przez długi czas bardzo mu 
dokuczano, wylewano mu zupę i kawę, przydzielano ciągłe dyżury itp. Na jego dobro należy 
zapisać, że gdy już wypłynął na powierzchnię, nikt nie twierdził, że się na kimś mścił. 
Tak więc Fajgeman "żywił" nas za nasze pieniądze. Jednak mizerne było to żywienie. 
Przez zamknięte drzwi celi można by ło zamówić jabłka, cebulę, czasem chleb "wolnościowy", 
solone śledzie i wędzone dorsze. Po jakimś czasie przyjeżdżał Fajgeman z wózeczkiem, dawał 
do podpisu potwierdzenie odbioru i wydawał towar. Wtedy okazywało się, że jabłka są zgniłe, 
część cebuli spleśniała, chleb twardy jak kamień, a dorsze zielone. Najsolidniej wyglądały 
śledzie. No i zaczynała się uczta. Lepsze kawałki dorsza i śledzie zagryzane chlebem uzupeł,; 
niały nasz więzienny wikt. Jednak śledzie "robiły swoje". Zapas wody w dzbanku szybko się 
wyczerpał i coraz to jakaś cela "zrzucała" klapę. "Czego? - pyta przyjemny głos za drzwiami. 
"Szefie, prosimy wody!" ,)ak ja wam dam wody, to się wam odniechce". I po sprawie. 
Już na drugi dzień, z cel, w których kupiono po kilkanaście śledzi, zaczęto je wyrzucać 
przez okno. Za wystawienie ich ze śmieciami, albo wrzucenie do kibla groziła kara za niszcze- 
nie. żywności. Wyrzucanie przez okno też nie było zbyt bezpieczne, bo klawisze wiedzieli, 
w których celach była wypiska i obserwowali, z jakiego okna coś wyrzucono. Kochana władza 
wiedziała, że więźniów dręczy głód i zezwalała ,na częstsze kupowanie dodatkowej żywności. 
Gdy jednak zaczęto zamawiać tylko chleb, to go sprzedawano pod warW1kiem zakupu zepsu- 
tych produktów. 
Każdego roku, w lipcu albo sierpniu, szczepiono nas wszystkich przeciw tyfusowi. Sam 
zabieg przebiegał bez większych sensacji, jednak skutki były bardzo bolesne. Prawie wszyscy 
gorączkowali, a miejsca szczepienia puchły do tego stopnia, że np. kolega miał tak nabrzmia- 
łą pierś, że wyglądała jak kobieca. Gorączka i opuchlizna utrzymywały się kilka dni, a prośby 
o wodę do picia przeważnie załatwiano odmownie. Woda stanowiła jeszcze odrębny problem. 
Oficjalnie mówiono, że jest dostarczana z miejskiego wodociągu, jednak w okresach letnich 
pływały w niej cieniutkie czerwone glisty o długości około 10 mm. Czy klawisze i ich rodziny 
też taką wodę pili? 
Pod koniec sierpnia wywołano mnie z celi i zaprowadzono do "speca". Nic nie przeskro- 
bałem i byłem przekonany, że nikt mnie nie zakapował, jednak z niepokojem czekałem na 
wyjaśnienie powodu wezwania. Zameldowałem się przepisowo, ale "spec" nawet na mnie nie 
spojrzał. Był bardzo zajęty czytaniem jakichś akt. Po kilku minutach, nie patrząc na mnie 
zapytał, skąd pochodzę. Powiedziałem, że z Bydgoszczy. Następne pytanie brzmiało: A jaka 
rzeka przepływa przez Bydgoszcz? Odpowiedziałem, że Orda. Egzaminator w dalszym ciągu 
czytał jakie, dokumenty i po d łuższym czasie powiedział, że mam i
ć do celi i spakować 
manatki. W celi nie zdążyłem jeszcze opowiedzieć przebiegu spotkania, ajuż klawisz wywołał
>>>
264 


mnie na korytarz. Sprowadził mnie na parter skrzydła A, otworzył celę i kazał wejść. Nikogo 
w niej nie było, jednak stwierdziłem. że jest zamieszkała. Sprawa się wyjaśniła gdy wrócili 
lokatorzy. Wszyscy pracowali w kartoflarni. A więc dostałem się do pracy i skończyło się ja- 
łowe oczekiwanie na jakąś zmianę. I to wszystko dlatego, że pozytywnie zdałem egzamin 
z geografii. 
Praca w kartoflami, mimo że darmowa, miała jednak pewne zalety. Po wydaniu obiadu 
kucharze stawiali pod drzwi opóżnione kotły, w których było jednak tyle zupy że cała trzy- 
dziestoosobowa brygada kartoflarzy mogła się najeść do syta. Dodatkowo, sąsiedztwo piekar- 
ni umożliwiało zdobycie dodatkowego chleba, czasem nawet "wolnościowego". Poza tym cie- 
szyliśmy się zaufaniem władzy, która nam da ła noże do ręki. 
Praca trwała osiem godzin. Gdy rano przychodziliśmy do kartoflarni pod ścianami leża- 
ły przygotowane ziemniaki. Nie wiem, ile ich było, natomiast wiem, że do kuchni trafiała tyl- 
ko połowa przygotowanej ilości, gdyż były .,stare", skiełkowane i przeważnie zgniłe. 
Siedząc "pod celą". mimo sta łego braku wody, każdy stara ł się zachować jaką taką czys- 
tość. Tu jednak warunki były zupełnie inne. Wody też brakowało, więc ręce pobrudzone zgni- 
lizną i błotem wycierało się po prostu w spodnie, które prędko stawały się jakby "blaszane". 
Pilnujący nas strażnik zaglądał od czasu do czasu do pomieszczenia i interesował go tylko spo- 
kój. 
Po upływie tygodnia strażnika zmieniono. Nowy by ł zdemobilizowanym kapralem 
z KBW, i prędko zasłużył sobie na pseudonim "Cholera jasna". Już w pierwszym dniu służby 
zabronił wystawiania kotłów i pobierania chleba z piekarni, a w zamian kannił nas morałami. 
Pseudonim nadali mu więźniowie ponieważ w każdym zdaniu powtarzał te słowa co 
najmniej dwa razy. Chodził wąskim gankiem pomiędzy dwoma szeregami siedzących plecami 
do siebie, obierających ziemniaki wię źniów i prowadzi ł taki umoralniający monolog: 
.,Obierajta te kartofle - cholera jasna - tam w celach - cholera jasna - siedzą wasi koledzy 
i czekają na obiad, a wy się tu obijata - cholera jasna -. Wy wszyscy jesteśta zymulanty - 
cholera jasna -. Czy chociaż wicie co to jest zymulant? To jest taki lyń - cholera jasna - 
co kartoflów nie potrafi obierać". 
Takie i podobne nauki musieliśmy wysłuchiwać przez osiem godzin pracy, w ciągu trzech 
tygodni, po których upływie przeniesiono go do innej służby. 
Pewnej niedzieli przypadła mu służba w kuchni. Gdy zupa była'już ug
towana, k
charz 
nalał pełen talerz i dał "cholerze'" żeby sprawdził czy można ją wydać na oddziały. Ponieważ 
była bardzo gorąca, klawisz postawił talerz na parapecie okna i czekał aż ostygnie. W tym cza- 
sie kucharz zgłosił się do "speca" z meldunkiem, że strażnik je w kuchni obiad. Był to ostatni 
dzień jego służby w budynku. Od tej pory marzł na "bociance" przy pawilonie II, a wychodzą- 
cy do pracy wię źniowie czekający na otworzenie bramy przytupywali z zimna nogami i głośno 
wołali: - Ale dzisiaj mróz - cholera jasna - chyba ze dwadzieścia stopni - cholera jasna - 
a ile śniegu nasypało? Śmiali się wszyscy, klawisze też. 
Z "cholerą" spotkałem się jeszcze raz, podczas generalnej "wizyty" u "speca". Zwolnili 
go już z bocianki, nie miał jednak służby na oddziale, lecz był "rozprowadzającym". Gdy kil- 
kunastu więźniów czekało w kolejce przed drzwiami, pytał o wyroki I powody aresztowania. 
Przyczepił się do zniszczonego wiekiem i więzieniem rolnika z Białostockiego, który powie- 
dział, że dostał 10 lat, bo dał chleb głodnemu żołnierzowi. Ich dialog brzmiał mniej więcej 
tak:
>>>
265 


-Jakiemu żołnierzowi daliście chleb? - 
- No, takiemu w mundurze. - 
- A może to nie był żołnierz tylko bandyta? - 
- Nie wiem, miał czapkę z orzełkiem, guziki, pas i karabin i mówił że jest głodny -. 
- Jednak to jest niemożliwe, żebyście za kawałek chleba dostali 10 lat, tam musiało być soś 
więcej - 
- Dałem mu też kubek mleka - 
- No, to trzeba było zaraz tak powiedzieć, teraz to się może zgadzać -. 
Inny więzień powiedział, że dostał wyrok za przechowywanie broni. 
- To wyście chcieli miliony ludzi zamordować! A czy wiecie, co to są miliony? To jest taka du- 
ża kupa ludzi! 
Naturalnie wszyscy przysłuchujący się tym rozmowom musieli hamować wybuchy śmiechu. 
Co jednak było znamienne? "Cholera" zapomniał powtarzać - cholera jasna -. Ktoś go od te- 
go odzwyczai ł. 


x x x 


W kartoflarni pracowałem przez trzy tygodnie i znowu mnie przerzucili. Tym razem do 
Pawilonu II. Oznaczało to, że będę pracować w jakimś warsztacie, ale gdzie? Wyjaśnienie uzy- 
skałem po powrocie więźniów ze ślusarni. Nazajutrz rano stałem już przy prasie, na której wy- 
cinałem z blach elementy zawiasów taśmowych. Przy prasie pracowałem pierwszy raz w życiu, 
jednak szkolenie, które trwało "C3 łe" piętnaście minut, zrobi ło ze mnie fachowca. Maszyna 
była całkowicie wyeksploatowana, wykrojniki również. Zgodnie z norm
, blacha powinna 
mieć 0,5 mm grubości, a w rzeczywistości miała od 0,45 do 0,57 mm. W związku z tym otwo- 
ry, do których podczas następnej operacji wprowadzano drut, miały różne średnice, ale to 
nie było już moje zmartwienie. 
Podstawową produkcję wronkowskich warsztatów ślusarskich stanowiły guziki munduro- 
we. Wykonywano je z blachy cynkowej i srebrzanki. Dzienna produkcja wynosiła kilkanaście 
tysięcy sztuk. Produkowano również zamki meblowe, a kiedyś złożono zamówienie na wyko- 
nanie 500 kpI. kajdan dla potrzeb milicji i bezpieki. Przy tej robocie ktoś pozwolił sobie zażar- 
tować z władzy i jeden komplet wykonano bez wewnętrznych zapadek. Podczas odbioru ca- 
łej wykonanej serii, do próby podsunięto właśnie te. Po za łożeniu ich na ręce więźnia i szar- 
pnięciu kajdanki spadły. Ogólna .konsternacja i naturalnie przerwano odbiór. Zaczęto szukać 
winnych. Przy produkcji było zatrudnionych kilkunastu więźniów, a wykonanie trwało około 
trzech miesięcy. Pomimo śledztwa prowadzonego przez więziennych "speców'. nie znaleziono 
winnego i sprawa "przyschła". 
Przy prasie pracowałem niepełny miesiąc. Mimo że nabrałem już wprawy, nigdy nie wy- 
konałem 100 % normy. Pewnego dnia przyszedł do mnie Łańcut i zapytał, dlaczego nie wy- 
konuję nałożonych zadań. Powiedziałem, że pierwszy raz pracuję przy takiej machinie więc 
mam małe doświadczenie. Poza tym pokazałem kawałki blachy różnej grubości oraz luzy 
wskazujące na zutycie maszyny. Na to Łańcut powiedział: ty mi nie tłumacz, że nie masz 
doświadczenia i poszedł. Na drugi dzień kierownik warsztatu KrzyŻ3niak zaprowadził mnie 
na piętro i powiedział, że od teraz jestem brygadzistą montażu zawiasów. Brygada składała 
się z pięciu ludzi. Jeden zatrudniony był przy prasie, dwóch przy pomocy ręcznego urządze- 
nia wsuwało drut łączący dwie połowy zawiasu w całość, jeden nawiercał otwory do wkrę- 
tów i brygadzista związujący gotowe zawiasy w pęczki po 50 sztuk czyli po 100 metrów.
>>>
266 


Dzienną normę dla ,.pęczkującego" stanowi ło związanie 12 pęczków. Na wykonanie tej pra- 
cy wystarczały dwie godziny. Ponieważ byłem zdyscyplinowanym więźniem, wiązałem 16 
pęczków, wykonując tym samym 133 % normy. 
Resztę czasu przeznaczałem na poznawanie innych rodzajów produkcji. Funkcja bryga- 
dzisty przysporzy ła mi jednak sporo kłopotów. Współpracownicy, z których jeden pochodził 
też z Bydgoszczy, wiedzieli, że zmianę pracy za łatwił mi Łańcut i byli przekonani, że jestem 
,,kapusiem". Przez dłuższy czas odnosili się do mnie z rezerwą, a nawet unikali rozmów. Osta- 
tecznie jednak, dzięki rekomendacji kolegi, z którym już wcześniej siedziałem w jednej celi, 
sprawa się wyjaśniła i spadło ze mnie odium kapusia. 
Obserwując pracę kolegów łączących zawiasy przekonałem się, fe właśnie oni odczuwa- 
ją skutki stosowania blachy o nierównej grubości. Kilka razy dziennie schodziłem na parter 
do prasy i mierzyłem grubość blachy. W przypadku wystąpienia większych różnic wołałem 
ustawiacza, który odpowiednio regulował ustawienie wykrojnika i tym samym ułatwiał pra- 
cę montującym, co umożliwiało wykonanie normy w granicach 120 %. Przekroczenie normy 
było bardzo ważne, ponieważ wykonanie w wysokości 115 % uprawniało do zaliczenia jedne- 
go miesiąca roboczego za dwa miesiące odbywania kary, a zwiększone zarobki umożliwiały 
uzyskanie wyższego odpisu na wypiskę. Wszystkie zarobki obliczano na podstawie stawek wol- 
nościowych. Zgodnie z zaszeregowaniem i wykonaniem normy wynosiły średnio 800-1.200,- 
zł miesięcznie. Z tego 80 % zabierano za utrzymanie w więzieniu, 10 % zapisywano na niena- 
ruszalne konto osobiste, a pozostałe 10 % można było przeznaczyć na wypiskę. 
Obok mojego stanowiska pracy znajdowało się małe pomieszczenie o powierzchni 
3-4 m 2 , w którym pracował grawer. Do niego należało wykonanie matryc do produkcji gu- 
zików. Odsiadywał 15-letni wyrok i tylko cudem uniknął kary śmierci za fałszowanie ban- 
knotów. Podczas okupacji siedział w obozie koncentracyjnym w Niemczech i po wyzwoleniu 
wrócił do Warszawy, gdzie wspólnie z kolegami uruchomił "dochodowy interes". Przeżycia 
obozowe sprawiły, że był chorym, chodzącym kościotrupem. W takim stanie stanął przed 
wymiarem sprawiedliwości i na pytanie Sądu, dlaczego fałszował pieniądze, odpowiedział, że 
gdy wrócił i nie mógł dostać się do rodziny na Pragę, postanowił sfmansować budowę mostu. 
Gdy go poznałem, odbył juf około sześciu lat kary, z tego trzy lata w warsztacie. Jako specja- 
lista korzystał z niewielkich udogodnień, do których należało również nie pisane prawo zajmo- 
wania osobnego pomieszczenia. W swojej pakamerze urządził warsztat złotniczy, o którym 
wszyscy wiedzieli, ale nikt nic nie mówił. Klawisze przynosili mu do przeróbki złote precjoza 
i każdą robotę wykonywa ł ku zadowoleniu zleceniodawcy, ale również z korzyścią dla sie- 
bie. Gdy kiedyś podpad ł "specowi", zrobiono nalot na jego warsztat i w wydrążonej nodze 
stołu znaleziono dosyć pokaźną ilość "odpadów" złota. Obyło się jednak bez ukarania. 


x x x 


Obowiązki brygadzisty pełniłem zaledwie kilka tygodni. Pewnego dnia połowę załogi 
ślusarni przekwalifIkowano na stolarzy. My, więźniowie polityczni, musieliśmy udzielić pomo- 
cy walczącej Korei Północnej. Do warsztatu przywieziono dużą ilość przyciętych desek, 
z których sk ładaliśmy skrzynki do transportu lekarstw i środków opatrunkowych. Wielu z nas 
służyło w wojsku i walczyło na froncie, więc zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że były to 
skrzynki do pocisków do granatników różnych kalibrów, do zapalników oraz do granatów rę- 
cznych. Pomalowane na zielono z okuciami i zamkami powędrowały w świat, by pomóc zwy- 
ciężyć zdradliwych Ame I)' kan ów . Ta praca zaję ła nam miesiąc. Od pewnego czasu krążyły
>>>
267 


w warsztacie pogłoski, że będzie zorganizowany jakiś specjalistyczny zakład. Pogłoski się 
sprawdziły. Od więźniów zatrudnionych w transporcie dowiedzieliśmy się, że przywieziono 
trzy dut.e wagony kolejowe maszyn do pisania, które mają być naprawiane. Miałem w ślusarni 
kolegę, Czesława Szczepaniaka z Gdańska (wyjątkowo pamiętam nazwisko), który był z za- 
wodu mechanikiem maszyn biurowych i można by ło być pewnym, że zostanie skierowany 
do tej pracy. Uzgodniliśmy, że zarekomenduje mnie jako fachowca. Z warsztatu wybrano nas 
dwudziestu a brygadzistą został grawer. Na warsztat przeznaczono duże i stosunkowo czyste 
pomieszczenie nad pralnią, co sprawiło, że było w nim stosunkowo ciepło. Robotę można 
było natychmiast rozpocząć, gdyby było czym pracować. Zaczęliśmy od produkcji różnych 
drobnych specjalnych narzędzi i po dwóch tygodniach robota ruszyła. 
Zgodnie z poleceniem władzy mieliśmy z trzech wagonów przywiezionych maszyn 
oddać do użytku jeden wagon. Wyliczenie iście specjalistyczne. Na każdą maszynę ustalono 
normę roboczo-godzin w taki sposób, że dla dużej maszyny jak np. "OLIMPIA" albo stary 
"UNTERWOOD" przydzielono więcej godzin niŻ dla małej precyzyjnie wykonanej "OlIM- 
PI-plany". Decydujący głos w tej sprawie mieli grawer i mój kolega, więc nie było kłopo- 
tu z rozliczeniami. Na początek wybrałem sześć maszyn przestarzałego typu "ORGA". Wszy- 
stkie były niby takie same, a jednak każda miała w jakiś sposób zmienioną budowę. Z tych 
sześciu zrobiłem trzy. Po ich rozmontowaniu znajdowaliśmy wewnątrz przylepione kartki 
z numerami ewidencyjnymi i nazwami oddziałów partyzanckich. Przeważnie były to maszy- 
ny zarekwirowane oddziałom Armii Krajowej. W ciągu trzech miesięcy naprawiłem osiem ma- 
szyn różnych typów i poważnie zacząłem myśleć o tym, że po wyjściu na wolność będę 
w tym zawodzie pracować! 
Po miesiącu przyjechał z Warszawy inspektor w celu dokonania odbioru naprawionych 
maszyn. Ponieważ prawie wszyscy byli takimi fachowcami jak ja, maszyny wymagały szeregu 
poprawek. Inspektor by ł porządnym człowiekiem i sam wykończał niedoróbki. Otrzymał za 
to prezent. Przed ostatnim wyjściem z warsztatu "znalazł" w teczce małą "ERIKĘ'''. Za mie- 
siąc, gdy znowu przyjechał, objadaliśmy się kiełbasą, a on znowu dostał małą maszynę. 
Jednak, co dobre, szybko się kończy. Po trżech miesiącach władza doszła do wniosku, 
że odbywam karę w zbyt dobrych warunkach i pewnego dnia wywołano mnie z warsztatu. 
Klawisz zaprowadził mnie do celi, kazał zabrać swój dobytek i poszedłem do celi "tran- 
sportowej". Tak więc w czasie, gdy miałem już bardzo dobre warunki i pracę taką, że lepszej 
nie było, skończył się kolejny etap mojego więziennego losu. Znowu czekała mnie podróż 
w nieznane, gdzie ponownie trzeba będzie odbijać się od parteru, żeby przeżyć do końca 
orzeczonej kary.
>>>

>>>
PRZEGLĄDY 

 
OMOWIENIA 
RECENZJE
>>>

>>>
Ks. ROftlUALD BINlAK 


x TYDZIEŃ KULTURY 
CHRZEŚCIJAŃSKIEJ W BYDGOSZCZY 
OD 9 DO 17 LISTOPADA 1991 ROKU 


Dziesiąty już raz mieszkańcy Bydgoszczy przeżywali Tydzień Kultury Chrześcijańskiej, 
który tradycyjnie odbywał się w listopadzie w dniach bliskich Święta Niepodległości. Był to 
w pewnym sensie jubileuszowy, choć licząc od pierwszego w 1981 r. do 1991 r. minę ło jedena- 
ście lat, ale w 1982 r. ze wzg1ędu na stan wojenny nie udało się Tygodnia Kultury zorganizo- 
wać. 
Podobnie jak poprzednie Tygodnie i ten X miał myśl przewodnią, tym razem słowa 
Chrystusa zapisane w ewangelii św. J ana...aby wszyscy stanowili jedno (J. 17.21). 
Organizatorzy chcieli podkreślić potrzebę jedności wszystkich Polaków, stąd propozycje 
programowe choć w małej części miały przyczynić się do jej budoNania. 
Zadanie to realizowano poczynając od sesji naukowej, a kończąc na tradycyjnych już 
"Nocnych rozmowac
 Polaków". 
Rok 199] r. był rokiem 50 rocznicy śmierci Ignacego Paderewskiego, a że Bydgoszcz 
poprzez historię związana jest z Paderewskim, stąd postać Premiera i ministra II Rzeczypospo- 
litej jako symbolu jedności Polaków została w programie podkreślona. Niejako uprzedzając 
Mszę św. inauguracyjną, którą sprawował i wygłosił homilię ks. Biskup Jan Nowak - Prote- 
ktor Tygodni, a uświetnił 
piewem chór "Exultate Deo" z param Św. Polskich Braci Męczen- 
ników i zespół Liceum Muzycznego w Bydgoszczy ,,Degercis", w Filharmonii Pomorskiej 
odbył się uroczysty koncert symfoniczny poświęcony twórczości tego wielkiego Polaka. 
, Program Tygodnia rozpoczęto realizować od soboty 9 listopada sesją naukową w Fil- 
harmonii Pomorskiej, która poświęcona zagadnieniom budowania jedności Polaków w wygło- 
szonych referatach wskazywała na rozwiązywanie tego problemu w przeszłości, w czasach, 
w których żyjemy, oraz starała się wskazać nowe drogi budowania jedności w przyszłości. 
Jak należy rozumieć słowa Chrystusa "Aby wszyscy stanowili jedno" wyjaśnił ks. Biskup 
Jan Nowak przeprowadzając teologiczną egzegezę tego tekstu. Było to niejako wprowadzenie 
do następnych wykładów, których w czasie trwania dwudniowej sesji wygłoszono 8, a zakoń- 
czyło konwersatorium ,Jedność Polaków - przeszłość i przyszłość". W pierwszym dniu 
sesji prof. dr hab. Marian Kallas mówił, jak nakaz budowania jedności realizowany był w hi- 
storii państwa i narodu polskiego w latach 1791-1991. Jak jedność tę realizował Ignacy 
Paderewski artysta i mąż stanu, mówił kolejny mówca prof. dr hab. Marek Drozdowski w wy- 
kładzie zatytułowanym "Ignacy Paderewski symbol jedności Polaków". Tę samą myśl podjął 
kolej'ny mówca, Jerzy Kawka, pisarz emigracyjny, który po wielu latach odwiedził Polskę. 
W ciekawej literacko formie przedstawił nieznane fragmenty z życia Paderewskiego, szczególnie 
z ostatnich lat jego życia. Wykład swój wygłosił pt. "Paderewski nieznany". 
Drugi dzień sesji to ukazanie człowieka, o którym można mówić jako o symbolu jedno- 
ści, choć w wymiarze lokalnym, jakim był prezydent Bydgoszczy Leon Barciszewski. Mówił 
o nim dr Ryszard Kabaciński w referacie ,,życie i śmierć Leona Barciszewskiego prezydenta
>>>
272 


Bydgoszczy" . 
Spojrzeniem w przyszłość były następne referaty prof. dra hab. Mariana Kallasa pt. 
"Konstytucje polskie - jakiej konstytucji oczekujemy" i prof. dra hab. Ryszarda Lużnego 
"Unia kościelna i jej konsekwencje w kulturze narodów Europy środkowo-wschodniej", oraz 
dający wiele do przemyślenia na przyszłość referat dra hab. Teresy Bezwińskiej "Od jedności 
komunistycznej do jedności...". 
Referaty wygłoszone w czasie tej bardzo interesującej sesji ukażą się w jubileuszowej 
publikacji z okazji X Tygodnia KultuI)'. Referaty te przygotowały uczestników sesji do kon- 
wersatorium ,Jedność Polaków - przyszłość i przeszłość", które dało możliwość dyskusji 
i dzielenia się spostrzeżeniami i przemyśleniami, szczególnie odnoście przyszłości. 
Wygłoszone w czasie sesji referaty, ale już w wersji popularno-naukowej, głosili pre- 
legenci również w czasie spotkań w kościołach i szkołach w czasie trwania Tygodnia. Dzięki 
temu większa liczba słuchaczy mogła zapoznać się z tymi tak bardzo interesującymi zagadnie- 
niami. 
Program X Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej. choć zasadniczo realizowany był według 
uprzednio przyjętych zasad, miał nowe elementy, o których należy wspomnieć. Są to Semina- 
óum filmowe ,,Kino i Religia", spotkanie młodzieży tzw. "Dzień Młodzieży", oraz specjalny 
spektakl teatralny dla osób chorych i niepc łnosprawnych. Wspomniane seminaóum filmowe 
zostało zrealizowane w Klubie Pomorskiego Okręgu Wojskowego dzięki czynnemu włączeniu 
się w organizację Tygodnia pracowników Wojska Polskiego. 
Cztery dni trwania seminarium, które cieszyło się dobrą frekwencją, były nie tylko 
uczestnictwem w seansach filmowych, ale okazją do wysłuchania prelekcji głoszonych przez 
gości seminaóum oraz dyskusji na tematy w oglądanych filmach takich jak "Mistrz prezydent", 
"Misja", "Życie za życie", "Zabić księdza", "Na ojczystej ziemi", "Quo Vadis". Gośćmi- 
-prele!entami seminarium byli Jerzy Kawka - pisarz, ks. Feliks Poćwiardowski - misjonarz, 
ks. prof. Lewek - propagator idei ks. Jerzego Popiełuszki i red. Michał Jędryka - "Odpowie- 
dzialność" . 
Choć m łodzież ma możność uczestnictwa we wszystkich propozycjach programowych 
Tygodni 
ultury, to jednak w programie tego Tygodnia przygotowano specjalne spotkanie 
młodzieży. W zamyśle organizatorów, którzy współdziałali w okresie przygotowawczym 
z m łodzieią, miało to być spotkanie na wzór spotkania Papieża Polaka z fi łodzieżą w Czę- 
stochowie choć niezupełnie udało się myśl tę zrealizować było to niewątpliwie przeżycie dla 
kilkuset młodych ludzi, którzy wypełnili kościół na Wyżynach. Część artystyczną tego spot- 
kania przygotowała młodzież z IJceum Katolickiego, Liceum Muzycznego i Liceum Plastycz- 
nego. Spotkanie to nazwane przez organizatorów "Forum M łodzieży" swój podniosły nastrój 
zawdzięczało faktowi, że odbywało się w dniu 11 listopada w Święto Niepodległości. Wśród 
gości młodzieży był ks. Biskup Jan Nowak, dr hab. Teresa Bezwińska z Bydgoszczy. prof. 
Ryszard Łużny z Krakowa, Aleksander Kawka ze Szwecji i ks. Andrzej Koprowski. redaktor 
naczelny programów religijnych w Telewizji Polskiej. 
Z wymienionymi gośćmi młodzież podejmowała dyskusję na interesujące ją tematy 
i przyjmowała wyjaśnienia problemów stawianych podczas spotkania. Uwieńczeniem dyskusji 
nad problemem jedności Polaków była Msza św. w intencji ojczyzny, która zakończyła ten nie- 
zwykły dzień młodych. 
. 
Jak zwykle w każdym Tygodniu do najbardziej "gorących" dyskusji dochodzi w cza- 
sie spotkań z cyklu "Nocne Polaków Rozmowy". W tym roku spotkania te poświęcono za- 
gadnieniom "Rola Kościoła w procesie przemian społecznych i politycznych w Polsce okresu
>>>
273 


powojennego" - wprowadzenia 'do interesującej dyskusji dokonali ks. prof. Antoni Lewek 
z Akademii Teologii Katolickiej i prof. Jerzy Skowronek z Uniwersytetu Warszawskiego. Ko- 
lejne spotkanie z tego cyklu prowadziła dr hab. Teresa Bezwińska na temat "Rozmowa i dia- 
log jako droga w budowaniu jedności". 
Program X Tygodnia Kultury to nie tylko wyk łady czy spotkania dyskusyjne, ale rów- 
nief bogaty program artystyczny prezentowany przez aktorów Teatru Polskiego, filhannonii 
Pomorskiej, zespoły śpiewacze, to również wystawy malarskie profesjonalistów, ale i uczniów 
Liceum Plastycznego oraz koncerty Liceum Muzycznego. 
Bardzo dobrze zostały przyjęte realizowane w kilku kościołach spektakle teatralne 
pt. "Dialogi Karmelitanek" i "Zapiski więzienne" w wykonaniu aktorów Teatru Polskiego 
w Bydgoszczy. Muzyka to koncert Orkiestry Symfonicznej filharmonii Pomorskiej, koncert 
Kwartetu Smyczkowego z liceum Muzycznego, to wykonanie utworu Haydna ,,7 słów Chry- 
stusa przez Orkiestrę Kameralną Akademii Muzycznej, to koncerty Chóru Wyższej Szkoły 
Pedagogic7.J1ej, oraz chórów i zespołów parafialnych. 
Szczególnym wydarzeniem było przedstawienie w Teatrze Polskim sztuki autorstwa 
Karola Wojtyły pt. "Brat naszego Boga", traktującej o bracie Albercie Chmielowskim. Nie- 
zwykłość tego dobrze przygotowanego spektaklu polegała na tym, że widownię wypełnili 
ludzie, k
 órzy ze względu na swój wiek czy dolegliwości nie mają możliwości chodzić do 
teatru. Wielu z nich należało przywieźć do teatru, wprowadzić, zaopiekować się w czasie 
przedstawienia, a chorym na wózkach zbudować specjalne podjazdy. Przedstawienie to przy 
takiej widowni miało szczególny klimat, a dla wielu widzów było zetknięciem z teatrem po 
wielu latach. 
Może trochę wybiegające poza przyjęty temat Tygodnia, ale trzeba je odnotować to 
spotkanie z dr Yoichi Kuyama - Japończykiem, który mówił o jakże odmiennej kulturze 
swego rodzinnego kraju. W swojej wizji świata jako kultury bardzo wysoko oceniał kulturę 
słowiańską, a w niej kulturę polską. 
Jak każdego roku Tygodniowi Kultury towarzyszyły wystawy w Biurze Wystaw Arty- 
stycznych: Andrzeja Bielawskiego i wystawa ze zbiorów Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki 
w Bydgoszczy pt. "Droga do wolności". W Klubie Pomorskiego Okręgu Wojskowego prezen- 
towana by ła wystawa pocztówek ze zbiorów Lecha Polasika "Legiony Polskie". Nie zabrak ło 
i w tym tygodniu tzw. "Szkoły modlitwy" w czasie której ks. Jacek Grochal omawiał "Deka- 
log". 
Nieodłączne w Tygodniu Kultury są kieffi1asze książek katolickich, które pomimo 
pewnego nasycenia rynku tymi pozycjami cieszyły się dużym zainteresowaniem. 
Niewątpliwie X Tydzień Kultury Chrześcijańskiej, choć trudno go porównać z poprzed- 
nimi, bo realizowany był w nowych warunkach, był znaczącym wydarzeniem w życiu naszego 
miasta i kościoła. 
Organizatorzy zebrani na spotkaniu po jego zakończeniu potwierdzili celowość konty- 
nuacji tego przedsięwzięcia. Widzą jednak potrzebę szukania nowych dróg dotarcia do uczes- 
tników i modernizacji struktury Tygodni w przyszłości.
>>>
I ; .
 ,. .. ....: , ..t..""'. .'. 
 l . 
; , ,' , 
; .". : ' I ' ',. . 
., 
'''' ., / . ",. : .....
 . "'. 
" . , , 1.-' . . . " , '. ... " , . ... 
.., , I...
' 

. . ./,.
I. 
 ..
.... 
;;'/':
'.
't:.\.
: ".. 
.' . / " I .
.".1' ':., ,,' 
 .i
 v....... t .. . 
.', 
 ;" .... -,/,,:,.,' .#. . 
,'" 
.....:, .,.
 ..
'-d
 '.,...
: .)
:.':r

.:"

 .." .
: 
..... .'
 ,-,. ','" ... 
 .... .( fi' ".., #." , 
"'., :
?
;:

;
:(
!
::

(

j b
 
,....,t,' ....,p,."LI v.
,
,."r;,.
' 
. "l.
t......;
:,,

: 
"
);'

. :;- 
. 
.;; "."11..,;:' (



 

 J' 'k.
 

 
.. "J+';'. ".,łr...
 
'" .... :-/). 
" ., 
. '



 
.,.. 

 

:-
:
, 
/1
 '. 
I .. j!(! 
':
.
;:i;.}::':', 
\'1 \ " i
 \ 
" ';;t;i:?

:, ' 
\( /1 ' , i  
f
.'(/.
: 
:' 
I .-t
...-:..ł
. , 
.  iłr:;
; .., .' 
, ____. ''':
:'..- -ł.-
t,..::..'-; 
\ /
, ' .r
.
;:. 
,\ " ' 
\ \ ., '. 
'
 .. 
/ \:' \ 
 . -- ,- - ': 
,. \ · I - ...-
 .. 
 f::" ;,; 
.:, 
...,:, " ęhrZe

17 
," 
 

 
" 
., & 
. L 
'.../ I 
 ' 
/;.' 01.: ,, 
 
 I 
 I - 
--
. ',- e E,. 
?:I;i 
:' ,
 ., 
 
;t.:( .,
I'II, -._' 
.:
 
 ,- 
 "r:. 
-=

 \- ',,, 
" ,
 .-,41 
 

, == =-:: :----- - ,
- \:'. \: 
...: I ," 
f;' 'f.:{' ł '

 II ' 
,


 I :
,..

., \t-
 .-.. ,. '. 

:':.". 
 I 
 
,!:I

 l :'.. '0 .- '
l l, ':,ł"'
::" 
"/, ' ;: 
. - '''', ".t
"".'1' ....'\. 
j,' 
. a ' I
 ł.. :
:\ ' 
. ,',_;
,,,, ,

 
 j .
,-ł":..,' ';'J'i 
'!;....r _"!iW'
, 1'1:.' - 
'. 
 '. ł Ił i 'i .ł'OW:
' '
'" 
J
'!-: "o', ,

 I.
 
 , 'Ji:l1 ...
.'.1.1rłJ!T!i\..
.. .
 t!
.:,.$ to ..'" "
 ł " " 
'.
' ,
.:/: .1 ' : " :- .yj' n:,
.
': 
,!
nl
 r .I;"! 
r::._ A 
 : '
- I ' r' . ;.'

' . 
,'o ...'. r,' l'" ...,.,.... ".". /! '.-:r'-" TOt', -.....'1 "'.. 'ł . '. ".' 
';:
...,..;!'7'.-:'" .:, L ' , ,, l 'i:CI;',;::::i
 . t
;.
 J" , 
 ł 
 'n- a ..i t l 
1 ).."'
 J 
-:,,'
,-,: 
. ...... 
 
 łr- , t ' , . I... .. . ali: ..ol I ol:. I f .... J I 10 - '. , . 
!.;:r' '.,'''. , I . I - . -r- , ." ' . '1' 1' 
"a al -, .,.., . .. .. r. ... . .'L... 
" ., 
!' ł'
'.:,.'" I ili J:.. '
''!''''I. .;_ 
...' '.. _J:' 
 " 00 ......" -, " 
,'.') .;.,.' "f-.' · "'ł, . .t.....: I ., 
:I.
.ł ... 
 l.ul-'_
# ;- , --Ii -;.I' ł .',
- 
:
{ ..-..:.&.... ł 
':'Cl'.l ł 
..:'.. , ' 
.I,
....&....; 'ł
- l -.
 I .' ..al , '" " I '.' ..,.. -::
 I - 
_. - -:.',... 
-ł:. 
 ,
,,
 ....ł _I.!.-.!.-:.....
 - .-:.:.:.,...... QI .:...!.!.,... . 
':I"".. 
 
 .ł...... 
........ .. .'J _A.. .p 
 .,.....
..... 
,-'t' ,':.:.'..
' ł ' · 
 ..
..
. '. t .., ""':
, i' J
I 
 
'.iIIi .
- ' , . ..
 
 ..
':'"... ...' 
.f::
: 
'"..' ., , I:" ,
" - ,,- . 
.. ! ,'.. - ,""-'e, Ul ,... -".- 
:,t. 
:' " " 
, . r' ;:..: ._ ,
 I
t ,. ,- 
 1'.......- ' 
; 
oII;t:.
.
. .-:--' 
 I ...,..., .-.. .:.

 
.' , - ", ... 
-' -. -:;-, ' _'o '_... " .. ,==-=. ___-: ""-==- ", ,_ 
'"." 
, . . ., """"" :r 
 '-.-. :\ - ł .' ",. , 
.;
.:. . I':' ,..- . ł-." -.-. 
 . 
 -i;' ."... .- ". - -;'., - - ....
 '..
."'" 
"
' ...-. A'.' -
.. 
... -.-. .
. 
"... ' ..' J ' 
...-. - . -.-. -.-..r-................ .......,.,. . . ó 
..
 
:.
. . ..':
 1 . ': 0°, - .. I -:=- - - :- 
:-. , 
-- 


\ " 
1.' 
\ ,/ 
J., 
.. 


.. . 
.' , 


., 


-- - 


.;rf ". '1 


,- . 



 
'''-. 


I 


.... 


.- , 



 


". "....."'. 
" . 
"-":-!,' r.!
. 
1\,- . 


,I 


"...flhlj. UJ.J;E.LJLflj. 
PROGRAM 


Llallo-wili iCll,lO-" 
OBCHODOW 


(J. 17, 21)
>>>
PRO'l'EKTOR 


J. E. Ksiądz Biskup dr Jan NOWAK - Wikariusz Biskupi 
dla miasta Bydgoszczy 


KOMI'l'ET lIONOltO\VY 


Antoni TOKARCZUK 


- Wojewoda Bydgoski 


Edwin WARCZAK 


- Prezydent Bydgoszczy 


Zdzisła\v K()STKOWSKI 


- Przewodniczący Rady 
Miejskiej Bydgoszczy 


Ksiądz Prałat Romuald BlNlAK 


- Proboszcz Parafii 
S\\9iętych Polskich Braci 
Męczenników 


prof. dr hab. A,ndrzej TCHORZEWSKI - J. M. Rektor WSP 
w Bydgoszczy 


prof. dr hab. Roman MAZUR 


- Prezes Bydgoskiego 
Towarzystwa Naukowego 


Henryk NAWOTKA 


- V-ce Prezes Związku 
Chórów Kościelnych 
Archidiecezji 
Gnieźnieńskiej
>>>
KOMITET ORGANIZACYJNY 


1. Aleksander GRZYBEK 


- senior Archikonfraterni 
Literackiej 
Domu w Bydgoszczy 
przewodniczący Komitetu 
Or
aniU\cyjnego. 
- Dyrektor 
Filharmonii Pomorskiej. 
- Redaktor Naczelny 
mies. "Odpowiedzialność" 


2. Eleonora HARENDARSKA 


3. Michał JĘDRYKA 


4. Ryszard KABACIflSKI 


- Dyrektor Bydgoskiego 
Towarzystwa Naukowego. 


5. Andrzej l\tlaria MARCZEWSKI - Dyrektor Teatru Polskiego_ 
6. ppłk Franciszek OSTROPOLSKI - Kierownik Klubu 
Pomorskiego Okręgu 
Wojskowego. 


7. Stefan PASTUSZEWSKI 


- Przewodniczący 
Komisji Kultury 
Rady Miejskiej Bydgoszczy_ 
- Archikonfraternia Literacka 
Domu w Bydgoszczy. 
- Dyrektor 
Zespołu Szk6ł Muzycznych. 
- Naczelnik Wydziału Kultury 
Urzędu Miejskiego 
w Bydgoszczy. 


8. Ryszard RATAJ 


9. Ewa STĄPOREK-POSPIECH 


10. Henrylt SLI2
>>>
,. 


. ,"
>>>
DANIEL BERNARD RUDNICKI 


.. 


PISMA WYZNANIOWE W BYDGOSZCZY 
(1989-1992) 


Kościół w swym posłannictwie duszpasterskim posługuje się różnymi środkami komuni- 
kacji, do jednych z najważniejszych należy niewątpliwie słowo drukowane. Prócz książek od 
XIX w. w pracy Kościoła dużą rolę odegrała prasa, która przechodząc różne ewolucje otrzy- 
mała nazwę prasy konfesyjnej, tzw. wyznaniowej (parafialnej).' Społeczeństwo Polski to w 
przeważającej liczbie katolicy, siłą rzeczy prasa katolicka była najliczniej reprezentowana, 
I'rzez co odegrała dutą rolę w dziejach Narodu i Kościoła. Z tego też względu, ta prasa pełni- 
ła wiodą'ą rolę wśród pozostayłych mniejszości i wspólnot religijnych. Ten stan rzeczy znaj- 
dował w pełni potwierdzenie w Bydgoszczy. 
Po odzyskaniu niepodległości przez państwo polskie (1918-1939), po długoletniej 
niewoli pruskiej, Bydgoszcz powróciła do Macierzy. W grodzie nad Brdą wydawano ok. 4-6 
tytułów prasy wyznaniowej lub parafialnej, różnych kościołów istniejących w ówczesnej 
Bydgoszczy. Należały do nich: Pielu:zym Po/sld, Posłaniec Ducha Świętego czy Zwiastun 
Adwentowy pozostałe tytuły miały charakter efemerydalny. 

 W latach 1929-1939 redagowano i wydawano przy parafii Św. Trójcy tygodnik katoli- 
cki pt.: Tygodnik Kościelny Parafii Św. Trójcy. Pismo owe powstało z inicjatywy dwóch 
księży: ks. prałata Mieczysława Skoniecznego i ks. Zygmunta Fiedlera - wikariusza. Po prze- 
niesieniu przez władze duchowne ks. fiedlera na probostwo od lipca 1931 r. ks. Skonieczny 
sam redagował gazetę. 
W "Tygodniku" pisywali przede wszystkim księża z Bydgoszczy i okolicznych parafIi, 
także działacze towarzystw parafialnych. Pismo służyło głównie popularyzacji wiedzy reli- 
gijnej. Wiele miejsca na swych łamach poświęciło szczegółowemu omówieniu obrzędów kato- 
lickich, wyjaśnieniu encyklik papieskich Oraz pism najwyższych dostojników i doktorów Koś- 
cioła powszechnego i polskiego. Rozbudowany był dział parafialny, co przyczyniało się do 
poczytności tego pisma. 
Wielkie zasługi miał "Tygodnik" w propagowaniu działalności parafialnej Akcji Kato- 
lickiej. Na łamach pojawiały się liczne artykuły mówiące o życiu w duchu prawdy chrześci- 
jańskiej, o apostołowaniu w rodzinie, w szkole, w pracy i w życiu codziennym. Redakcja wy- 
stępowała gorąco w obronie świętości rodziny. W trudnych latach kryzysu gospodarczeg
 za- 
chęcała do pracy charytatywnej, pomocy dla bezrobotnych. Szeroko propagowała tzw. "do- 
brą literaturę". 
Po wyzwoleniu Bydgoszczy w styczniu 1945 r. nie notujemy zjawiska powstawania lub 
odradzania się tego rodzaju pism, polityka społeczna ówczesnych władz komunistycznych 
nie sprzyjała tworzeniu -się tego typu inicjatyw. Kościół katolicki jak i inne kościoły działa- 
jące na terenie Bydgoszczy, nie inicjowały swych własnych czasopism, ograniczały się jedy- 
nie do kolportażu pism wydawanych i redagowanych w Warszawie lub innych większych 
ośrodkach wydawniczych.
>>>
280 


W latach siedemdziesiątych wprawdzie, ukazywał się jeden tytuł: Duchacz (do 1991 r.). 
Lecz było to czasopismo Wyższego Seminarium Duchownego Zgromadzenia Ducha Św. w Byd- 
goszczy. Było to raczej pismo okolicznościowe, ukazujące się nie regularnie. Redagowało "D u- 
chacza" koło alumnów - seminarzystów. Na swych łamach prezentował życie seminarzys- 
tów - studentów, prace misyjne absolwentów seminarium, publikowano komentarz dotyczący 
roku liturgicznego oraz sprawy bieżące - głównie działania seminarium i całego zgromadze- 
nia. "Duchacz" był więc pismem dla ograniczonego kręgu odbiorców - seminarzystów, nie 
ukazywał się na zewnątrz. Obecnie jest trudno uzyskać pełny komplet tego interesującego 
pisma. Wydawano je w formacie A-4, powielano na prostym powielaczu, następnie u schyłku 
działalności wydawniczej kolejne egzemplarze były kserowane. 
Dopiero w 1986 r. z inicjatywy laikatu katolickiego powstaje Chrześcijański Infonnator 
Kulturalny "ukazujące się początkowo nieregularnie jako gazeta informacyjno-recenzencka 
Tygodni Kultury Chrześcijańskiej przerodziło się w 
Iamie wydawany miesięcznik"!. 
_KolQortowan 
Yl 'przez większość para fii bł'dg
. Pismo to było swoistym przeciwień- 
stwem do wydawanego w Byd go szczy - "Bydgoskiego hrronnatora Kulturalnego". 
a swych 
łamach publikował poza treściami sensu stricte kościelnymi, przede wszystkim materiały 
związane z tematyką społeczno-kulturalną i historyczną. "Chrześcijański Informator Kultu- 
ralny" wydawany był w formacie A-4, o 4-6 kartach. Na łamach tego czasopisma, pisali 
m.in.: Michał Jędryka, Gabńela i Bogdan Kozłow, Zbigniew Kucewicz, Jan Malinowski, Ste- 
fan Pastuszewski, Jarosław Wenderlich, Albin Zieliński 2 . ' 
Lata 1989-1992 to nowy rozdział w historii piśmiennictwa wyznaniowego Bydgosz. 
czy. Zachodzące zmiany społeczno-polityczne w Polsce wyzwoliły nowe bodźce wśród !aik
,- 
tu katolickiego poszczególnych parafIi bydgoskich. W tym czasie pojawiają się dążenia 
u 
stworzenia własnych pism parafialnych, służących głównie integracji społeczności d:\r

 
parafii. Pierwszym takinl widocznym znakiem było powołanie w styczniu 1990 r. miesięcz- 
nika parafialnego przy parafii Św. Trójcy. Redakcja tego pisma poprzez tytuł- - ldiesięcznik 
Kościelny Parafii Św. Trójcy nawiązywała do tradycji przedwojennego "Tygodnika Kościel- 
nego". W artykule wstępnym ks. proboszcz Jerzy Gołębiewski tak określa idee działalno
; 
nowego tytułu: "Przed 60 laty, proboszcz parafii Św. Trójcy w Bydgoszczy, ks. prałat Mie- 
czysław Skonieczny rozpoczął redagowanie 
Tygodnika KościeInnego 
 . Po sześćdziesięciu 
latach zespół młodych ludzi, pod kierownictwem ks. Przemysława Książka pragnie nawiązać 
do tamtych lat_ 
Redaktorzy pragną wydawać pismo pod nazwą 
 Miesięcznik Kościelny S parafii Św. 
Trójcy. Ma ono informować, a także poruszać problematykę parafialną i lokalną. tematem 
pisma będą zagadnienia duszpasterskie naszej codzienności. Po prostu 2ktualia życia i wiary. 
Z radością witam tę dobrą inicjatywę,,3. 
W pierwszym numerze redakcja określa główne tematy jakie zamierza prezentować na 
swych łamach. Należały do nich "...przede wszystkim problemy wspólnoty parafialnej, aktual- 
ności z życia parafIi, wiadomości dotyczące obrzędów, sakramentów, przeżywanych aktualnie 
okresów roku liturgicznego, ogłoszenia i recenzje ciekawych ksią.zek,,4. Redakcja pragnie 
także przypominać najważniejsze wydarzenia z dziejów parafIi i Kościoła, propagować model 
życia zgodny z nauką Ewangelii oraz upowszechniać pogląd iż chrzefcijaństwo nie kończy się 
za_ b!
 k 
 śc

ła, c
 


jan
!!._
!nie
_




 
awa
.

a

_
two s
oim życiem. 
Pismo przez cały czas swej działalno'ci wydawniczej utrzymywało określoną w pierw- 
szym numerze linię programową_ Czytelnicy, w kolejnych numerach miesięcznika znajdowali 
komehtarze do danego czasu roku liturgicznego Kościoła, aktualne wiadomości parafialne.
>>>
281 


Publikowano także artykuły wspomnieniowe - dotyczące głównie historii parafii Św. Trój- 
cy oraz miasta Bydgoszczy. Na łamach gazety czytelnik, bez względu na wiek i zainteresowa- 
nia, mógł znaleźć coś interesującego. Redakcji przewodzili: Andrzej Adamski i ks. Pnemysław 
Książek, w pracach redakcyjnych wspomagali ich zapaleńcy zgromadzeni w działającym przy 
parafii Klubie Książki i Prasy Katolickiej. Pomagali redakcji również profesjonaliści mjn. Woj- 
ciech Kotowski, Jerzy Sulima-Kamiński. Ten jakże dobrze prosperujący tytuł, mający rzesze 
czytelników po wydaniu nr 12 w grudniu 1990 r. zawiesił niestety swoją działalność. Mie- 
sięcznik wydawany był w fOfillacie A-4 o objętości 4-6 stron. Posiadał interesującą szatę 
graficzną. Wineta była stylizowana ornamentem roślinnym, a w jej środku umieszczono grafi- 
kę prezentującą kościół Św. Trójcy (wineta ,,miesięcznika" była wierną kopią przedwojennej 
wincty "Tygodnika"). 
U schyłku lata 1991 (10 września) ukazał się pierwszy numer dwutygodnika parafii 
Św. Wincentego a' Paulo w Bydgoszczy - Wiadomości Parafialne. Redakcja pisma już w chwi- 
li powstania określiła krąg odbiorców - ograniczając ich do swoich parafian. Redaktorem na- 
czelnym tej niezwykle. ciekawej gazety jest sympatyczny i aktywny ks. Michał Ciurej (znany 
bydgoszcz,lnom z radiowej anteny, gdzie codziennie w po łudnie przybliża słuchaczom radia 
patrona danego dnia). W skład prawie każdego numeru "Wiadomości Parafialnych" wchodzą 
następujące działy tematyczne: 
- Powtórka z katechizmu 
- Kalendarz Parafialny 
- Informacje o chrztach, ślubach i zgonach. 
Na swych łamach pismo prezentuje informacje z życia parafii, całego Kościoła, komen- 
tarze liturgiczne, artykuły teologiczne oraz felietony o tematyce społecznej lub historycznej. 
W "Wiadomościach Parafialnych" prócz redaktora naczelnego i innych księży pracujących 
w Bazylice, publikują swoje teksty: Halina Chmielewska, Gabriela Kozłow, Henryk Kulpiński, 
Elżbieta Laskowska. 
Pierwszy numer "Wiadomości Parafialnych" ukazał się we wrześniu 1991 r. w formacie 
A-4 i w objętości 4 kart. Następne numery mają ten sam format, lecz większą objętość w 
stronach. Od nr 12 (sierpień, 1992 r.) pismo drukowane jest w cyklu tygodniowym, z bardzo 
estetyczną szatą graficzną. 
Egzemplarz okazowy gazety parafIi Św. Polskich Braci Męczenników ukazał się w paź- 
dzierniku 1991 r. W artykule wstępnym czytamy: "Nasza rodzina parafialna liczy 30 000 
osób. Jest wśród nas wielu odczuwających brak pisma parafialnego. Jest wielu, którzy pragnę- 
liby korzystać z informacji o życiu religijnym naszej paraf1i i całej Bydgoszczy. Mieszka wśród 
nas przeszło 300 osób chorych, które stale leżą i nie mogą usłyszeć ogłoszeń o życiu naszego 
Kościoła...,,5. I dalej: "...z grupą młodych ludzi przygotowano pierwszy numer pisma para- 
fialnego, które chcielibyśmy redagować najpierw jako miesięcznik, a później może częściej. 
Redaktorzy naszego pisma chcą być na usługach całej naszej parafii oraz wszystkich mieszkań- 
ców Wyżyn, Kapuścisk i Glinek poruszając nie tylko tematy religijne, ale również społecz
 
ne,,6. Ten pierwszy w historii parafii Św. Polskich Braci Męczenników numer pisma ukazał się 
jeszcze bez własnego tytułu. Redakcja pragnęła bowiem aby tytuł ustalony został w wyniku 
konkursu. 
Następny egzemplarz już z tytułem Ogniwo ukazał się w objętości 2 kart, formatu 
A-4. Następne numery mają ten sam format, cho ć wy dano dwa numery świąteczne (wzboga- 
cone kolorową okładką, np. nr 2 z grudnia 1991 r.).
>>>
282 


Ojcem tego przedsięwzięcia był ks. prałat Romuald Biniak, pierwotnie redakcją zajmo- 
wali się młodzi zapaleńcy zgromadzeni przez ks. prałata. Ostatnie numery "Ogniwa" redago- 
wane są przez zespół redakcyjny w składzie: ks. prałat R. Biniak, Iwona Lenkiewicz, Woj- 
ciech Kosmowski i Jerzy Zegarliński. 
Szczegółowiej zaprezentował "Ogniwo" w swym artykule dr Jan Malinowski, opubliko- 
wanym w niniejszym tomie ,,Kroniki" na stronie 289. 
W grudniu 1991 r. ukazuje się czwarty tytuł parafialny: Biuletyn Parafialny: Kościół 
p.w. Św. Mateusza Bydgoszcz - Fordon. Pismo to ma inny charakter niż omówione trzy wcze- 
śniej tytuły, ponieważ powstało na terenie nowej parafii, w nowej dzielnicy mieszkaniowej 
Bydgoszczy - Fordonie. l tego też względu nie może nawiązać do tradycji, dopiero kształ- 
tuje historię swej wspólnoty. W artykule wstępnym z nr O znajdujemy: "Tradycją wielu parafii 
na całym świecie są podobne wydawnictwa zawierające w swej treści nie tylko sprawy Kościo- 
ła, ale i środowiska z nim związanego, Zamierzeniem naszym jest utrzymanie cyklicznego wy- 
dawania Biuletynu, który pozwoli na publikowanie najważniejszych informacji dla naszej Ro- 
dziny,,7. Na swych łamach redakcja prezentuje komentarze do roku liturgicznego, informacje 
z życia parafii - histoóę jej powstania. Prezentuje stan i zaangażowanie parafian w budowę 
nowej świątyni. Do września 1992 r. ukazało się 7 numerów Biuletynu - z tego kilka jest łą- 
czonych. Mimo trudności finansowych redakcja stara się by pismo docierało co miesiąc do rąk 
czytelników. 
Inny charakter i zasięg czytelniczy mia ła Odpowiedzialność miesięcznik Caótasu Archi- 
diecezji Gnieźnieńskiej. Peńodyk ten redagowano w Bydgoszczy, przez zespół redakcyjny, 
któremu przewodził red. Michał Jędryka. Dyrektorem tej cennej inicjatywy wydawniczej 
był ks. Przemysław Książek. Pierwszy numer "Odpowiedzialności" ukazał się w lutym 1991 r. 
o objętości 9 kart, formatu A-4. Pismo drukowano w Drukarni KujawSfiej w Inowrocławiu, 
na b-ardzo dobrym papierze. Był to kolorowy miesięcznik, ciekawie prowadzony pod wzglę- 
dem merytorycznym. Bogato ilustrowany zdjęciami i elementami grafiki. 
W winecie tytułowej zawarto zakres zainteresowań redkacji: "...pismo poświęcone spra- 
wom wychowawczym i charytatywnym". W artykule wstępnym czytamy: "Chcemy służyć 
każdemu, kto pośród trudów codzienności pragnie widzieć coś więcej niż tylko szarość. Ra- 
dość i nadzieja, smutek i trwoga poszczególnych osób, rodzin i wspólnot, szczególnie w naszej 
diecezji są tym, o czym chcemy pisać,,8. ' 
W kolejno wydawanych numerach miesięcznika czytelnicy znajdowali artykuły poru- 
szające problematykę życia codziennego rodziny katolickiej, wychowania młodzieży. Publi- 
kowano również informacje kulturalne. Na łamach pisma pisano w stałych działach tematy- 
cznych: Caritas, reportaż, histońa, Kościół, l Watykanu, recenzje i aktualności. 
Niestety po wydaniu numeru 18-19, w lipcu 1992 r. pismo zawiesiło swoją działalność 
wydawniczą. Dyrektor ks. P. Książek tak wyjaśniał zaistniałą sytuację: "l żalem zawiadamia- 
my, że zmuszeni jesteśmy zakończyć wydawanie naszej 
Odpowiedzialności
. Dalsze wyda- 
wanie gazety przerasta siły Caótas Archidiecezji. 
Odpowiedzialność! była owocem osobi- 
stego zaangażowania pracowników redakcji i grona współpracowników. Jesteśmy im wszyst- 
kim bardzo wdzięczni i zobowiązani"9. 
Akademik to najnowsze i najmłodsze pismo parafialne Bydgoszczy. PielWszy, numer 
ukazał się w październiku 1992 r. Miesięcznik ten wydawany jest jako pismo duszpasterstwa 
akademickiego działającego przy Bazylice Św. Wincentego a' Paulo, w nakładzie 600 egz. Po- 
wołał to pismo ks. Michał Ciurej - red. naczelny "Wiadomości Parafialnych"_
>>>
283 


W zamierzeniach redakcji pismo to ma stać się jeszcze jedną formą dialogu - dyskusji 
środowiska akademickiego Bydgoszczy, które "...będzie mogło wyrazić swoje zdanieulO. W ten 
sposób próbując odnaleźć w sobie człowieka i pogłębiając prżeżywanie chrześcijaństwa. Cza- 
sopismo ma również informować o działalności duszpasterstwa, będzie zawierało felietony 
kulturalne i społeczne. W zamierzeniach inicjatora jest podjęcie tematyki ekologicznej oraz 
prezentacji dorobku literackiego studentów (szczególnie środowiska bydgoskiej WSP). 
Trzeba nadmienić, że w Bydgoszczy wydawane są od 1989 r. tytuły prasowe innych 
kościołów i wymań, m.in. Betel - pismo Zboru Zielonoświątkowego czy Apostoł kwar- 
talnik redagowany i wyda'.vany od 1992 r. w parafii Kościoła polsko-katolickiego. 
Co miesiąc ukazuje 
ię pismo Kościoła Ewangelicznych Chrześcijan zatytułowane Głos 
Ewangelii. Pierwszy numer tego czasopisma pojawi ł się wśród czytelników tej wspólnoty 
wyznaniowej w marcu 1989 r. Pierwotnie ukazywał się jako miesięcznik, od nr 7 ukazuje się 
jako dwumiesięcznik o objętości 12 kart, w formacie A-4. Od 1990 r. format pisma uległ 
zmianie, wydawane jest w kształcie 210 x 265, natomiast objętość pisma pozostała niezmie- 
niona. ReJaktorem naczelnym jest pastor Jan Tomczyk. "Głos Ewangelii U początkowo druko- 
wane w drukanli Zakładów Graficznych we Włocławku, a od nr 14 już we własnej drukarni. 
Dwu:nies

cznik ukazuje się w nakło 1500 egz. i rozpowszechniany jest bezpłatnie. 
Gł(
.wną tematyką jaką prezentuje na swych łamach to relacja pomiędzy człowiekiem 
a Bogiem. Wiodącym tematem jest nawrócenie czyli przebaczenie grzechów człowieka poprzez 
wiarę w ofiarę Jezusa Chrystusa, jaką złożył na krzyżu Golgoty. Temat etyki chrześcijańskiej 
i wychowanie. 
, Na łamach pisma ukazują się cyklicznie następujące rubryki: Od redakcji, Jak czytać - 
Biblię?, Listy, Ciekawostki ze Świata, Kronika, Kącik historyczny Oraz wiele interesujących 
tekstów prezentujących ciekawe postacie teJ wspólnoty wyznaniowej. 
Pisma wyznaniowe Bydgoszczy, które powstały w latach 1989-1992 redagowane są 
głównie przez młodych kapłanów, bardzo aktywnych i zaangażowanych w pracę na rzecz 
społeczności swojej parafii czy wspólnoty. W prace redakcyjne angażują się osoby świeckie, 
przedstawiciele różnych zawodów, młodzież szkół średnich i studenci bydgoskich szkół wyż- 
szych. Tak zróżnicowane środowisko twórców pism parafialnych dobrze wpływa na poziom 
prezentowanych treści na łamach poszczególnych tytułów. Jednocześnie dziennikarze potra- 
fili dobrze rozwiązać problem kolportażu swych pism. I 
Rozpowszechniano je za dobrowolną opłatą, poprzez biura parafialne lub po niedziel- 
nych mszach świętych. Wtedy to mają szansę najlepszego dotarcia do rzeszy parafian dla któ- 
rych przecież powstały. Nakłady zaprezentowanych tytułów są różnorodne średnio wynoszą 
od 600 do 1200 egz. (wyjątek stanowiła "Odpowiedzialność" - kolportowana za pomocą 
prenumeraty pocztowej lub księgarń parafialnych w nakładzie 7000 egz.). 
Zaprezentowane periodyki łączy wspólna tematyka, która nierozerwalnie połączona 
jest z aktualnymi problemami Kościoła i jego wiernych. Zachodzącymi zmianami w życiu spo- 
łeczności i problemami je nurtującymi. Charakterystycznym elementem łączącym wszystkie 
pisma, jest ich miejsce powstawania. Pisma parafialne powstają najczęściej w dużych parafiach 
o długoletniej tradycji (np. Św. Trójcy) lub w parafiach powstałych w ostatnim dziesięciole- 
ciu na nowych osiedlach mieszkaniowych (np. w Fordonie, czy Kapuściskach). Zjawisko to 
ma prosty rodowód, duże parafie charakteryzujące się sporą liczbą mieszkańców i dość rozle- 
głym terenem działania, czasopismo jest jeszcze jednym czynnikiem integrującym parafialną 
społeczność w wspólnocie wyznaniowej. Poprzez publikowane treści czytelnicy mają możli- 
wość oddziaływania na wydarzenia i zjawiska dotyczące ich wspólnoty. 


.
>>>
284 


, 
W omówionym okresie powstało 9 czasopism wyznaniowych 11 , z tej liczby istnieje 7 ty- 
tułów (grudzień 1992 r.). Trudno jest przewidzieć jak w czasach kryzysu gospodarczego, który 
przeżywa całe społeczeństwo Polski będą wyglądały dalsze losy czasopism wyznaniowych 
Bydgoszczy. Mam nadzieję, że nadal będą one ukazywać się, że będą czytane przez parafian 
i pozostałych członków wspólnot; przez to utrzymają się, a co za tym idzie, spełnią swą rolę 
jako pomocny i nieodzowny środek informacji w posłudze duszpasterskiej bydgoskich kapła- 
nów. 


PRZYPISY 


lPastuszewski Stefan, Pisma opozycyjne w woj. bydgoskim 28.VIII.1980-28.XI.1991 r. - (maszy- 
nopis, 1992 r.), w zbiorach autora. 
2 . 
Op.CIt. 
3ks. Jerzy Gołębiewski, Drodzy parafianie! w: "Miesięcznik Kościelny", styczeń 1990 r. nr l, s. 1-2. 
4 J . M ., Skąd przychodzimy? w: ,,.\fiesięcznik Kościelny", styczeń 1990 r. nr 1, s. 2. 
S(Ogniwo), październik 1991 r. nr 0, s. 1. 
6 . 
Op.CIt. 
7 Drodzy Czytelnicy w: "Biuletyn Parafialny: Kościół Św. Mateusza Bydgoszcz - Fordon", grudzień 
1991 r., nr 0, s.1. 
80d redakcji w: "Odpowiedzialność", luty 1991 r., nr l, s. 2. 
9 Drodzy Czytelnicy! w: "Odpowiedzialność", lipiec-sierpień 1992 r., nr 18-19, s. 3. 
l°Człowiek poszukiwany w: "Akademik", październik 1992 r., nr 1, s. 1. 
11 Pisma zaprezentowane w niniejszym artykule pochodzą ze zbiorów autora.
>>>
GENOWEFA KALINOWSKA 


, 
ZWIĄZEK SYBIRAKOW W BYDGOSZCZY 


Nazwa Sybir kojarzy się dla wielu Polaków nie tyle z pojęciem geograficznym, co przede 
wszystkim z karą zsyłki stosowaną wobec obywateli naszego kraju w okresie caratu, a później 
stalinowskim, za działalność polityczną w dążeniu do wolności i niezawisłości państwa oraz 
utrzymania tożsamości narodowej. Dlatego twierdze, katorgi, łagry, obozy - rozsiane na da- 
lekich ter, "toriach dawnego ZSRR i cierpienia z nimi związane nazywane są "Sybirem", a ofia- 
t (. b O" S b , k ." 
ry ego n'" Y lrU -" y Ira aml . 
Pierwsze vyroki zsyłki były dokonywane ukazami carycy Katarzyny II w okresie konfede- 
racji Bars
 iej, tj. już w 1768 r. 
Każdy zryw powstańczy, czy chociażby masowy protest, skazywał wielu wartośdowych 
synów narodu polskiego na ciężkie represje, zwiększając liczbę zesłańców. Po odbyciu wyro- 
ków twierdzy, pracy w kopalniach czy służby warmii rosyjskiej, przymusowo dożywotnio 
osiedlano na terenach Sybeńi Polaków, pozbywając się w ten sposób niepewnego elementu 
w kraju. Równocześnie z wyrokiem zsyłki wymierzano dodatkową karę konfiskaty majątku 
rodzinnego. 
Po klęsce wrześniowej w 1939 r. po raz pierwszy zastosowano na rozkaz Stalina masowe 
zsyłki całych rodzin z wsi polskich, z byłych Kresów Wschodnich, na Syberię. W czterech 
masowych deportacjach wywieziono ponad 2 miliony ludzi. Najliczniejsze wywózki mia ły miej- 
sce 10 lu tego, 13 kwietnia. na prze łomie czerwca i lipca - wszystkie w 1940 r. oraz w czerw- 
cu 1941 r. Wybuch wojny niemiecko-rosyjskiej 22 czerwca 1941 r. zasadniczo zmienił sytua- 
cję polityczną w tamtych rejonach. Deportacje ustały, ale zesłańcy zaludnili tajgi i stepy bez- 
kresnych obszarów dalekiego wschodu od Archangielska po Władywostok. Ostry klimat, głód, 
choroby, brak lekarstw i katorżnicza praca dziesiątkowały ludzi. 
Niektóre źródła podają, że w ten sposób zmarła i pozostała tam na zawsze czwarta 
część wysiedlonych na nieludzką ziemię Polaków, w tym przeważnie dzieci i ludzi starszych 
wiekiem (pomija się tu mordy dokonane w Katyniu). 
Niepowodzenia sowietów na zachodnim froncie zmusiły Stalina do zmiany "polityki" 
w stosunku do przebywających na zesłaniu Polaków. W latach 1941 i 1943 zostały zawarte 
dwa różne układy: Majski-Sikorski i następny Stalin-Związek Patriotów Polskich. W wyniku 
pierwszego część zesłańców wyjechała z Armią zorganizowaną na terytorium Związku Ra- 
dzieckiego pod dowództwem gen. Andersa, przez Iran na Bliski Wschód. Na skutek drugiego - 
większo
ć deportowanych - przeważnie rodziny żołnierzy I Dywizji im. T. Kościuszki, uzys- 
kała w 1946 r. zgodę Komisji Mieszanej Polsko-Radzieckiej na repatriację do kraju. Nie mając 
możliwości powrotu na Kresy Wschodnie osiedlili się na Ziemiach Zachodnich, a częściowo 
także w Polsce Centralnej. 
o Wielkie straty w ludności Związku Radzieckiego w czasie długotrwającej wojny obron- 
nej zmusiły władze ZSRR do szukania sposobów uzupełnienia siły roboczej na wielu odcin- 
kach życia gospodarczego. Niedobory robotników występowały zwłaszcza w przemyśle
>>>
286 


drzewnym i górniczym. Jednym ze sposobów zaradzenia powstałej sytuacji były masowe 
aresztowania górników na Śląsku. . 
Po wkroczeniu Armii Czerwonej na tereny Pomorza mia ły również miejsce w lutym 
1945 r. liczne aresztowania przez NKWD, które obję ły młodych mężczyzn i kobiety. Potem 
zsyłano ich do obozu pracy m.in. na Syberię. Trwająca nadal walka na frontach, brak transpor- 
tu, żywności i lekarstw poczyniły duże straty w stanie osobowym zesłańców już w czasie dro- 
gi, a dopełniły tragedii - ostry klimat i ciężka praca w obozach. Jednak na skutek starań 
ówczesnych polskich władz administracyjnych po zakończeniu wojny większość tych zesłań- 
ców została uwolniona w październiku 1945 r. 
W ten sposób w naszym regionie, a tym samym w Bydgoszczy, są Sybiracy pochodzący 
z Kresów Wschodnich i z Pomorza. W mieście jest około 800 osób deportowanych na przes- 
trzeni lat 1939-1956 w tym nieznaczna liczba, to Polacy zesłani po 1945 r. przez władze 
radzieckie z terenów wschodnich dawnej Rzeczypospolitej, które po wojnie znalazły się 
w granicach ZSRR. 
W związku z zachodzącymi w naszym kraju przemianami politycznymi i możliwością 
reaktywowania niektórych organizacji, zlikwidowanych w okresie stalinowskim, w 1988 r. 
Irena GŁOWACKA wystąpiła z inicjatywą w Warszawie reaktywowania Związku Sybiraków, 
powstałego w 1928 r. a zlikwidowanego po II wojnie światowej. Długie starania zakończyły 
się sukcesem: zarejestrowano Związek Sybiraków ponownie 11 grudnia 1988 r. w Sądzie Re- 
jonowym w Warszawie. Zrzeszenie to jest spadkobiercą idei Związku przedwojennego. 
Na terenie Bydgoszczy z inicjatywy Danuty KWIATON grupa rozpoczęła działalność 
w kwietniu 1989 r. aby 19 października 1989 r. dokonać rejestracji stowarzyszenia. Związek 
Sybiraków otrzymał osobowość prawną. Jego członkami zwyczajnymi są osoby, które prze- 
bywały w Związku Radzieckim w charakterze zesłańców, więźniów politycznych, deportowa- 
nych lub internowanych jeńców wojennych, albo członkowie najbliższej rodziny wymienio- 
nych. 
. Na pierwszym zebraniu wyborczym, które odbyło się 30 września 1989 r. wybrano 
7 osobowy zarząd i 4 osobową Komisję Rewizyjną. Prezesem został Andrzej LACH OWSK I, 
a przewodniczącym Komisji Rewizyjnej Józef STANKIEWICZ. Początkowo siedziba Związku 
mieściła się przy Al. Powstańców Wlkp. 10 przy Instytucie Weterynarii. Głównym celem 
zrzeszenia jest pomoc dla ludzi znajdujących się w trudnych warunkach oraz inicjowanie ba- 
dań nad losami zesłańców polskich formacji wojskowych w Rosji i ZSRR i w tym celu groma- 
dzenie dokumentów, wspomnień, życiorysów i pamiątek. 
Zainteresowanie Związkiem rosło, przybywało członków, których łączył wspólny los 
bez względu na pogląd na świat. Po trzech latach działalności Oddział Bydgoski liczy 1200 
członków. Na terenie miasta jest dotychczas zorganizowanych 6 kół, najliczniejsze z nich 
znajduje się na Osiedlu Leśnym. Organizacja nadal się rozrasta. Od początku działa kilka ko- 
misji problemowych: charytatywna, historyczna, organizacji kół, a w ostatnim czasie komi- 
sja d/s weryfikacji członków w staraniach o uprawnienia kombatanckie i komisja kulturalno- 
-oświatowa. Związek opiera swoją działalność na pracy społecznej, a źródłem fmansowania 
są składki członkowskie. 
Już w 1990 r. zaistniała potrzeba poszerzenia składu Zarządu a ponowne jego zwięk- 
szenie mia ło miejsce w 1992 r . Wówczas w Zarządzie by ło 17 osób i nadal 4 osoby w Komisji 
Rewizyjnej. Prezes Związku i przewodniczący Komisji Rewizyjnej pozostali na swoich stano- 
wiskach. Biuro natomiast przeniesiono do Urzędu Wojewódzkiego na ul. Konarskiego 3 po- 
kój 100, gdzie dotąd się mieści.
>>>
287 


W związku z wydaniem Ustawy z dnia 24 stycznia 1991 r. o kombatantach i osobach 
represjonowanych, Oddział Związku Sybiraków przystąpił do niezbędnych działań weryfi. 
kacyjnych, które stanowią podstawowe zadanie w okresie 1991-1992. W wyniku tego Urząd 
ds. kombatantów i osób represjonowanych wydał już ponad 600 legitymacji kombatanckich. 
Realizując cele statutowe Oddzia ł współpracuje z Wojewódzkim Zespołem Pomocy Spo- 
łecznej i jego odpowiednikami terenowymi w staraniach o udzielanie pomocy materialnej 
swoim członkom. Wykorzystywany jest przy tym, między innymi fundusz kombatancki. 
Ponadto Oddział od dwóch lat utrzymuje, dzięki osobie Profesora Romana MAZURA, kon- 
takt z
 Szpitalem Klinicznym Akademii Medycznej w Bydgoszczy. Dzięki niemu wielu człon- 
ków skorzystało z okresowego badania szpitalnego i ukierunkowano ich dalsze leczenie. Zwią- 
zek dopomógł także licznym osobom w staraniach o uzyskanie leczenia sanatoryjnego. 
Poza wspomnianą wyżej działalnością kontynuowaną na bieżąco, Zarząd Oddziału 
19 września 1992 r. dokonał uroczystegC1 odsłonięcia tablicy pamiątkowej na Starym Ryn- 
ku w Bydgoszczy w hołdzie zamęczonym, zmarłym i zaginionym na bezkresnych obszarach 
Związku 
dzieckiego. Związek Sybiraków współpracuje z bratnimi organizacjami komba. 
tanc
mi. Władze wojewódzkie i miejskie służą niezbędną pomocą w realizacji zadań statuto- 
wych. Dowództwo Pomorskiego Okręgu Wojskowego poprzez Komendę Garnizonu i Okręgo- 
wy Klub Oficerski udziela bezpłatnego lokum na zebrania i uroczystości a w miarę potrzeby 
uświetnia Sybirackie uroczystości.
>>>

>>>
JAN MAUNOWSKI 


"OGNIWO" - MIESIĘCZNIK PARAFII 
ŚWIĘ1'YCH POLSKICH BRACI 
MĘCZENNIKÓW W BYDGOSZCZY 


W paździemiku 1991 r. pojawił się w Bydgoszczy nowy periodyk. Jest nim Og"iwo, 
miesięcznik wydawany przez parafię Św. Polskich Braci Męczenników. 
Był to "numer zerowy", bez tytułu, gdyż wydawca i redaktor postanowili nazwę tego mie- 
sięc7.nika ustalić drogą konkursu. Aby ułatwić w nim udział możliwie najliczniejszej grupie 
czytelnikó
 - parafian, już na wstępie wyja
niono, że pismo jest i będzie adresowane przede 
wszystkim do mieszkańców Wyżyn, Glinek i Kapukisk, ale także do "wszystkich ludzi dobrej 
woli". 
Zaproponowano również ambitny program redakcyjny. Ze zrozumiałych przyczyn 
pierwsze miejsce zarezerwowano w nim na informacje z tycia Ko
cioła Powszechnego i pa- 
rafii, oraz problematykę duszpasterską i przez jej pryzmat widziane sprawy aktualne, wres7..cie 
- zgodnie z wieloletnimi tradycjami i dorobkiem tej parafii - zapowiedziano kwestie chary- 
tatywne i społcc
nc, a także pogłębianie mocno akcentowanych więzi wewnętrznych zna- 
miennych dla tej wspólnoty od lat. Sprowad7.ając to wS7.ystko do wspólnego mianownika. 
moina ten I)rogram okrdlić jako pragnienie dania w formie publicystyc7.nej świadectwa telllu, 
ie parafia Św. Polskich Braci Męczenników jest pięknym przykładem w Bydgoszczy tego, co 
zwykło się określać mianem KOŚaOLA ŻYWEGO. 
Już tet sygnalny numer zerowy zawierał bowiem nic tylko wyka7., ale wręcz rozkład 
zajęć 24 (dwudziestu czterech!) grup zorgani7.owanych wokół okrdlonej idei pracy, w organi- 
cznym wewnętrznym związku twor7.ących cał
ć. 7.waną wSIJÓlnotą parafialną. 
Uzupełniał go .,Informator", z którego czytelnik dowiadywał się nie tylko, kiedy pra- 
cuje Biuro Parafialne, ale i tego, że przy parafii działa biblioteka, sklep, wypożyczalnia kaset, 
poradnia rodzinna itd. 
Być może te wła
nic wstępne, ale podstawowe wiadomoki o życiu parafii zadecydowa- 
ły, iż większ
ć uC7.cstników konkursu wybrała dla miesięcznika tytuł OGNIWO. Respondenci 
uświadomiwszy sobie, gdzie jest ich "miejsce we wspólnocie parafialnej" uznali, iż najważniej- 
szym celem ich pisma parafialnego winno być cementowanie wewnętrznych więzi, iż przypa- 
da mu - jak ogniwu - zadanie łączenia jednostek i grup, duszpasterstw i innych komórek w 
jednolity i harmonijnie funkcjonujący "organizm" tej wspólnoty. 
Oglliwo jest wydawane regularnie; w 1991 r. ukazały się iatem dwa kolejne już jego nu- 
mery, a w 1992 - następnych dwanakie. Dotychc7.3s0WC jego edycje mają format A-4, są 
czterostronicowe, ale z okazJi świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy pojawiały się numery 
o podwójnej obję toki, . ośmiostronicowe . Staranna redakcja techniczna, przcmyślana S7.ata 
graficzna, począwszy oc.I numeru pierws7.ego coraz bogaciej uzupełniana fotografiami (przy 
szczególnych okazjach takle kolorowymi) wpływają korzystnie na estetyczne wrażcnia czy- 
telników. 
Zapowiedziany program redakcyjny jest konsekwentnie realizowany różnorakimi for- 
mami; nie tylko bogatym materiałem informacyjnym, ale takie opowiadaniami, poe7Ją reli- 
gijną, swoistym humorem, nawet krzytówkami.
>>>
290 


W odpowiednich proporcjach są tu przekazywane wiadomości tyczące życia i pracy 
parafii, ale także Kościoła w Bydgoszczy, archidiecezji, w Polsce i na 
iecie. Uwzględniają 
one zarówno aktuaJia, jak i histońę (np. cykl "Historia Polski w naszym kościele" czy migaw- 
ki z dziejów tego kościoła i jego parafii). Pojawiają się numery z tematami wiodącymi, jak po- 
wołanie do stanu kapłańskiego, rekolekcje w kontekkie Wielkiego Tygodnia, wakacje z Bo- 
giem i in. Na brak także mateńałów skłaniających czytelnika do przemyślenia tego, co działo 
się lub dzieje się w świecie ("List z Chorwacji", "Rodzina Katyńska w Bydgoszczy"). Od nr 4 
w rubryce "Poczta Ogniwa" zaczęli głos zabierać także czytelnicy miesięcznika, sporadycznie 
- jak dotąd - występujący również w charakterze autorów tekstów merytorycznych. 
Redakcja w zasadzie jest anonimowa, podobnie jak i wiele publikowanych tekstów, 
zgodnie ze średniowieczną jeszcze zasadą ad maioram Dei gloriamI Czy jednak słuszną w osta- 
tnim dziesięcioleciu XX w.1 Wprawdzie tajemnicą poliszynela jest, kto tu sprawuje urząd redak- 
tora naczelnego i dlatego - na podstawie ogólnie przyję tych konwencji można taką anonimo- 
wość uznać. Wydaje się natomiast celowe, chociażby dla zachęcenia do ąktywnych więzi czy- 
telników z pismem, podpisywanie artykułów, sprawozdań, obszerniejszych informacji o pracy 
poszczególnych członów parafialnej wspólnoty. 
Redakcja Ogniwa z pewnością nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa; z dotychczaso- 
wej jej pracy widać bowiem wyraźnie, że kaidy numer przynosi nowe rozwiązania, coraz bo- 
gatszą tematykę i problematykę. 
Być może, iż w dalszych numerach zostanie rozbudowane poradnictwo czytelnicze, 
obejmujące także literaturę świecką, być może znajdą się w nich również tak potrzebne współ- 
czesnemu czytelnikowi polskiemu propozycje, rady, jak zachować się wobec narastających 
niebezpieczeństw, nie tylko materialnych, zaskakujących go nieustannie w niesprecyzowanej 
dotąd rzeczywistości optymistycznie nazywanej III Rzeczypospolitą. . 
Witając zatem jak najżyczliwiej pojawienie się periodyku wypełniającego w zakresie 
życia religijnego w Bydgoszczy lukę czasopiśmienniczą, powstałą po II wojnie światowej, 
tylko sporadycznie przerywaną przez efemerydy, jak CBIK w okresie stanu wojennego czy 
MIESIĘCZNIK KOŚCIELNY (parafia Św. Trójcy), należy tyczyć mu pomyślnego dalszego 
rozwoju, nowych osiągnięć, trwałego bytu.
>>>
JAN MALINOWSKI 


LEKTURY KOMBATANCKIE 


W 1991 r. bydgoska biblioteczka kombatancka wzbogaci ła się o dwie nowe pozycje: 
Polska Walczqca w przekazie pokoleń, Bydgoszcz 1991 oraz .Armia Krajowa Okręg Pomorski. 
W 50 rocznicę powołania Armii Krajowej, Bydgoszcz 1992 (antydatowana). Obie wyszły spod 
pióra Stanisława Krasuckiego, od lat specjalizującego się w tematyce historyczno-wojskowej, 
szczególnie okresu międzywojennego i II wojny światowej. Obie wydane staraniem Okręgu 
Bydgoszcz Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej (ŚSŻAK); obie też wydrukowane 
przez Pomorski Okręg Wojskowy, patronujący temu Związkowi nie tylko w sprawach wydawni- 
czych. 


x x x 


Polska Walczqca zajmuje się problematyką ruchu oporu na terenie całego kraju, na tle 
w miarę kompleksowej informacji o całym Polskim Państwie Podziemnym, szczegółowiej cha- 
rakteryzując Armię Krajową jako jego ramię zbrojne. 

 rozdziale wstępnym autor zwraca uwagę czytelnikom na osobliwość tego Państwa, 
będącego niepowtarzalnym fenomenem w okupowanej Europie. Sięgając do analogii historycz- 
nych cofa się do roku 1863, do Powstania Styczniowego i powstańczego Rządu Narodowego, 
który - podobnie jak Polskie Państwo podziemne i jego władze krajowe - opierał się na 
ogromnym autorytecie moraJnym, jakim obdarzał go naród. 
Stanisław Krasucki przedstawia tu dramat Polski broniącej się przed niemiecką agresją 
i równocześnie podstępnie napadniętej przez ZSRR. Analizując warunki życia polskiego w obu 
okupacjach, wyróżnia trzy ich strefy: tereny 
łączone do Rzeszy, ziemie wcielone do Związku 
Sowieckiego oraz tzw. Generalną Gubernię. Porównanie działań obu okupantów prowadzi 
autora do wniosku, że obu najeźdźców cechowała jedność celów wobec narodu polskiego 
i jego walki niepodległościowej. 
Szczególna uwaga została tu poświęcona przedstawieniu krzepnięcia aparatu Polskiego 
Państwa Podziemnego oraz omówieniu zadań i uprawnień poszczególnych jego inst
cji, orga- 
nów i urzędów. Czytelnik otrzymuje zatem niezbędne wiadomości na temat: Delegatury Rzą- 
du RP na Kraj, Delegata Rządu, podziału Delegatury na odpowiednie Departamenty (odpo- 
wiedniki ministerstw), delegatur okręgowych (odpowiedniki urzędów wojewódzkich) i powia- 
towych (odpowiedniki starostw), których głównym zadaniem było przenoszenie w teren po- 
leceń, wytycznych' i instrukcji władz nadrzędnych. A obok tego autor wyjaśnia rolę Główne- 
go Komitetu Politycznego jako organu porozumiewawczego głównych stronnictw i partii po- 
litycznych, zapewniającego współdziałanie w podziemiu liczących się sił politycznych. 
Tak jak poprzednio przekonywająco nakreślił warunki życia narodowego podczas oku- 
pacji, tak i tu Stanisław Krasucki trafnie przedstawia codzienne okoliczności towarzyszące 
pracy władz podziemnych i stopień ryzyka, na jakie byli narażeni ich przedstawiciele wszys- 
tkich szczebli.
>>>
292 


Autor podkreśla, że Delegatura Rządu na Kraj przez cały czas pracowała perspektywicz- 
nie, licząc się - przy zachowaniu dotychczasowych granic n3 wschodzie - z korzystną ich ko- 
rektą na zachodzie jako konsekwencją zwycięstwa aliantów, w których obozie Polska znajdo- 
wała się od początku. W ten sposób podkreśla też, iż przesunięcie granicy z Niemcami nie było 
sukcesem polityki komunistów, jak to sobie chętnie przywłaszczały publikacje dyspozycyjne 
dla tego obozu publicystów i polityków. W związku z tym Stanisław Krasucki przypomina ma- 
ło znany fakt, iż już w 1942 r. powołano przy Departamencie Spraw Wewnętrznych Biuro 
Ziem Nowych, mające zadanie przygotowania przejęcia przez Polskę Prus Wschodnich, Pomo- 
rza Zachodniego oraz Śląska Opolskiego. W najtrudniejszych warunkach Biuro to wykonało 
ogromną pracę organizacyjną, przygotowując dokładnie, co i jak ma być przejęte i przygoto- 
wując tysiące fachowców, z których każdy wiedział, gdzie po wyzwoleniu winien udać się 
oraz jaką pracę i na czyj rozkaz podjąć. Stawiając dobro kraju ponad wszystko, Delegatura 
Rządu przekazała po wojnie wszystkie sporządzone plany, pełną dokumentację oraz kilka ty- 
sięcy zorganizowanych pracowników do dyspozycji ówczesnego Ministerstwa Ziem Zachod- 
nich. Był to niewątpliwie akt wielkiego patriotyzmu, wbrew zak łamanej i oszczerczej propa- 
gandzie komunistycznej, oczerniającej Polskie Państwo Podziemne. 
Równie energicznie autor rozprawia się z rozpowszechnianymi w okresie powojennym 
na Zachodzie, szczególnie w kołach żydowskich, kalumniami na temat rzekomego polskiego 
antysemityzmu w latach okupacji. Swoje stanowisko w tej sprawie wspiera konkretnymi 
przykładami wkładu społeczeństwa polskiego i jego władz podziemnych w Kraju oraz na 
obczyźnie w niesienie pomocy i ratowanie życia Żydom. Wobec tendencyjnego naświetlania 
tego problemu w różnych okresach powojennych przez różne ośrodki i dla różnych celów, 
warto byłoby uczynić go tematem odrębnego opracowania. 
Wreszcie w tej części rozważań Krasuckiego na szczególną uwagę zasługuje omówienie 
deklaracji Rady Jedności Narodowej z 15 marca 1944 r. ,,0 co walczy naród polski". Deklara- 
cja ta bowiem obala lansowane w dobie PRL tezy o reakcyjności Delegatury Rządu oraz Rady 
Jedności Narodowej. Dowiadujemy się z niej, że Podziemne Państwo Polskie opowiadało się 
za ustrojem demokracji parlamentarnej z silną władzą wykonawczą, niez
eżnym sądownic- 
twem, zdecentralizowaną administracją (samorząd terytorialny), apolityclllą, narodowi słu- 
żącą armią. W życiu ekonomicznym zakładano przejęcie przez państwo kluczowych gałęzi 
przemysłu, planowość gospodarki i traktowanie własności prywatnej nie jako przywileju oso- 
bistego, lecz jako funkcji społecznej. Zakładano zdrową reformę rolną, rozsądne popieranie 
spółdzielczości, szeroko rozbudowane prawa socjalne itd. 
W drugiej części swojej pracy - "Siły Zbrojne w Kraju, ich organizacja, rozwój, formy 
i zakres działania" - autor zaznajamia czytelników z procesem formowania się polskiej armii 
podziemnej: najpierw spontaniczne tworzenie się licznych organizacji konspiracyjnych, ich 
scalanie się poprzez SZP, a następnie ZWZ i wreszcie AK. Mocno podkreślając konieczność 
łączenia walki zbrojnej w jednym wojskowym organizmie i pod jednym dowództwem Krasu- 
cki rozprawia się z nieuzasadnionymi zarzutami o tzw. ,,hegemon izmie", formułowanymi pod 
adresem dowództwa AK. 
Z kolei czytelnicy otrzymują charakterystykę form walki zbrojnej w czasie i przestrzeni, 
tj. w rozmaitych okresach okupacji i w różnych regionach. A więc: działania sabotażowo-dy- 
wersyjne, działania bojowe prowadzone przez oddziały leśne, akcje odwetowe, szeroko rozbu- 
dowany wywiad i kontrwywiad, "Wachlarz", lojalna współpraca z ZSRR od czerwca 1941 r., 
harcerskie "Szare Szeregi", Wojskowa Służba Kobiet i inne. Pierwotnym celem perspektywicz- 
nym walki zbrojnej było powstanie powszechne, który - pod naporem sytuacji politycznej
>>>
293 


stworzonej przez Związek Sowiecki - został zastąpiony akcją "Burza", a przy samym schył- 
ku wojny "Deszczem". Owe nieprzewidywane początkowo komplikacje, wymuszona przez 
nie zmiana celu i planów działań zbrojnych skłoniły autora - i słusznie - do zajęcia się pro- 
blemem polsko-sowieckim defmitywnie detenninującym efekty zbrojnego wysiłku naszego 
narodu_ 


x x x 


Zbliżająca się 50 rocznica powołania Armii Krajowej stała się okazją do zajęcia się hi- 
storią tej Armii w regionie pomorskim. Tego rodzaju studium okazało się konieczne wobec 
szczególnie trudnych warunków działania, z jakimi AK miała do czynienia na Pomorzu. 
Annia Krajowa Okręg Pomorski składa się z 4 członów: swego rodzaju przedmowy za- 
tytułowanej ,,Niech wiatr jq poniesie", właściwego rozdziału wstępnego, rozdziału rozwija- 
j
!cego główny temat opracowania oraz epilogu. 
.,N;c-ch wiatr jq poniesie" przypomina sytuację panującą na Pomorzu w przeddzień wrze- 
śnia 1939 r. i zwraca uwagę czytelników, że polskie władze wojskowe przewidując, iż przej- 
ściowo ziemie te będą zajęte przez najeźdźcę, jeszcze przed wybuchem wojny przygotowywa- 
ły organizacyjnie konspirację. 
Rozdział wstępny jest jakby syntezą najważniejszych informacji o AK, podanych w po- 
przedniej pracy Stanisława Krasuckiego. 
Właściwy temat został rozwinięty w kolejnym rozdziale. Przynosi on rozważania tyczą- 
ce położenia ludności polskiej na Pomorzu w okresie okupacji i wynikających z niego warun- 
ków działalności podziemnej. Na tym tle czytelnik poznaje historię Okręgu Pomorskiego AK 
i jego struktury organizacyjne; z kolei: formy, kierunki i zakres działania AK, plany pow- 
stania powszechnego. a następnie ..Burzy". 
Stanisław Krasucki nie pomija także i przedsięwzię ć towarzyszących akcjom wojsko- 
wym, jak: dywersja i sabotaż. Kedyw, podziemny wymiar sprawiedliwości (likwidacja konfi- 
dentów i aparatu oku pan ta), działalność propagandowa itp. 
Słusznym uzupełnieniem tych bogatych informacji jest zwrócenie uwagi na współpra- 
cę oddziałów AK z radzieckimi grupami desantowymi oraz - na postawę ludności tworzącej 
pewne zaplecze dla leśnych żołnierzy. 
,
pilog" zajmuje się losami Armii Krajowej na Pomorzu po wkroczeniu Annii Czerwo- 
nej; mimo współpracy polskiego podziemia z desantami radzieckimi nie różni ły się one od 
smutnych do
iadczeń okręgów wschodnich i centralnych. 


x x x 


Obie prace wzajemnie uzupełniają się i stanowią godną uznania syntezę Polskiego Pań- 
stwa Podziemnego i jego sił zbrojnych tak w skali całego kraju, jak i Okręgu Pomorze. Ich 
autor udowodnił dobrą znajomość merytorycznej literatury, ale oparł się także na własnych 
doświadczeniach. Dlatego nie ma tu męczącego czytelników teoretyzowania, a jest sporo kon- 
kretnych i udokumentowanych wiadomości. 
Autor. sam tołnierz Armii Krajowej z Kresów \Vschodnich, gruntownie opanował tema- 
tykę okupacyjną, także Pomorza, dzielnicy. z którą zetknął się dopiero po wojnie. Zreferował 
ją na kanwie własnych odczuć i przeżyć, ale też z niewątpliwym obiektywizmem. Oto pisząc 
o sowieckich gwałtach i bezprawiach wobec Armii Krajowej, nie ukrywa, że równocześnie
>>>
294 


z nimi niektórzy oficerowie Armii Czerwonej poufnie starali się ostrzec oficerów AK, z którymi 
wspólnie walczyli, przed grożącym niebezpieczeństwem. Stanisław Krasucki zgodnie z polskimi 
tradycjami moralnymi przypomina, że "trzeba też i o tym pamiętać". 
Obie książeczki są cenne i potrzebne, szczególnie dla młodszych pokoleń Polaków, 
którzy dzieje tamtych lat poznali w wersji sowiecko-komunistycznej. Dlatego też zasługują one 
na jak najszersze spopularyzowanie, czego - jak się wydaje - nie zrozumiał ich wydawca. Nie 
spotkałem bowiem dotąd ani ich rozpropagowania w prasie, ani nie słyszałem, aby masowo 
docierały do szkół. A przecież dotychczas nie ma dobrego podręcznika, który by należycie 
przedstawił dzieje tamtych lat. 
Znając możliwości autora, który od wielu lat zasila swoimi studiami także "Kronikę 
Bydgoską", należałoby zachęcić go, aby zaprezentowany przez siebie materiał w obu książe- 
czkach poszerzył przetwarzając w taki właśnie podręcznik. . 
Do wydawcy można mieć pretensje nie tylko o zaniedbania propagandowe. Nie zatrosz- 
czył się on bowiem także i o techniczną redakcję tekstów Stanisława Krasuckiego: brak spi- 
su treści, indeksów nazw i nazwisk, fotogram-dokumentów, aneksów z ważniejszymi doku- 
mentami pisanymi itd., które z jednej strony ułatwiłyby lekturę, z drugiej zaś strony wzboga- 
ciłyby przedmiotowe informacje. 


"
>>>
AJVDRZEJ BOGUCKI 


, 
l\łIONOGRAFIA TG "SOKOŁ" W RZESZY 
NIEMIECKIEJ 


Diethelm BIecking: Die Geschichte Der Nationalpolnischen 
Turnorganisation "Sokół" im Deutschen Reich 1884-1939, Lit Verlag 

IOnster 1987, s. 277. ISBN 3-88-660-0 


Monografia Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół 97 w Rzeszy Niemieckiej jest pierwszą 
w piśmiennictwie niemieckim próbą przedstawienia całokształtu działa1lośd tej polskiej pa- 
triotycznej organizacji. Historyk Uniwersytetu w 
linster (RFN) Diethelm BIecking od kilku- 
nastu lat zajmuje się tą problematyką. Wyniki swoich badań publikował w czasopismach nau- 
kowych, jak również przedstawiał na międzynarodowych kongresach historycznych m.in. 
w Meinz 1976 roku i w Paryżu w roku 1978. Poniżej omawiana książka stanowi podsumowa- 
nie dotychczasowych badań autora nad tym zagadnieniem. 
Towanystwo Gimnastyczne "Sokół", mimo politycznych wpływów prawicy, spełniło 
niepoślednią rolę w krzewieniu uczuć patriotycznych Polaków i ich rozwoju kultury fizycznej. 
Wywierało pozytywny wpływ na narodowość polską pod zaborami, szczególnie w zaborze pru- 
skim i Rzeszy Niemieckiej do 1939 roku. Książka omawia działalność sokolą od 1884 roku. tj. 
od założenia pierwszego w zaborze pruskim gniazda Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" 
przez Maksymiliana Gruszczyńskiego w Inowrocławiu, do 1939 roku. 
Zakres terytońalny pracy obejmuje wybrane ziemie Rzeszy Niemieckiej do 1939 roku, 
oraz tereny działania gniazd sokoJich poza Rzeszą. Autor główną uwagę poświęcił działalno- 
ści Sokoła w Zagłębiu Ruhry i Nadrenii - Westfalii oraz Wielkopolski i Galicji do 1918 roku. 
Natomiast powierzchownie BIecking omówił działalność sokolą w Prusach Zachodnich do 
1920 roku i na Śląsku. Z cytowanych źródeł wynika. że autor nie dotarł do matcriałów źród- 
łowych znajdujących się w Archiwach Państwov..ych Bydgosz
zy, GdJńska, Grudziądza, Toru- 
nia. Krakowa czy Warszawy. Pominął też zbiory arcł"JwaIne w Zentrales Staatsarchiv Mersc- 
burg i ZentraIes Staatsarchiv Potsdam w byłeLNRD. BIecking jednak dokładnie wykorzystał 
mateńały źródłowe znajdujące się w Archiwum Państwowym M. Poznania i Województwa 
Poznańskiego jak i w Bibliotece im. E. RacZ"jńskicgo. Wykorzystał też solidnie mateńały 
źródłowe znajdujące £ię w 
h
;mes Staatsarchiv Berlin - Dahlem, Hauptstaatsarchiv DUssel- 
dorf i Staatsarchiv Mi.inster. Ponadto autor nie wykorzystał, co jest zrozumiałe, wszystkich 
wydawnictw sokolich i relacji byłych sokołów t które znajdują się w pobliskich bibliotekach. 
Pozytywną cechą książki BIeckinga jest wykorzystanie przez autora dorobku badaczy 
Polski, Czechosłowacji, NRD i RFN. Spośród cytowanych badaczy na uwagę zasługują min. 
prace Karl - Maria Brauseka, Juliusa Dolanskyego, Wolfganga Eichela, Jana Fazanowicza, 
Wiliama Hagena, Witolda J akóbczyka. Georga-Hansa Johna, Danuty Kluze, Edwarda Kusia. 
Franciszka Musielaka, Anny Ryfowej, Anny Suchemi-Grabowskiej, Marka Szczerbińskiego, 
Teresy Ziółkowskiej. 
Praca Bleckinga składa się ze wstępu (1), dwunastu rozdziałów (2-13), podsumowa- 
nia (14), wykazu załączników (15), wykazu literatury i źródeł (16). Ponadto do pracy załą- 
czono 21 reprodukcji zdjęć sokolich. Pierwsze dwa rozdziały (2-3) omawiają zakres badań 
naukowych. literaturę i bazę źródłową. Roz
ziały te są podsumowaniem dotychczasowego 
stanu badań. W trZecim rozdziale (4) autor omówił początek ruchu sokolego w Czechach
>>>
296 


i polskiego w Galicji. prl)' czym przedstawił strukturę organizacji. która została przeniesio- 
na jako model wzorcowy na teren Rzeszy. Interesujący jest rozdział czwarty (5), w którym 
BIecking omawia sytuację ekonomiczną i polityczne położenie ludności polskiej w Wielkopol- 
sce po 1871 roku. Autor szczegółowo i w miarę obiektywnie przedstawił realizację "walki 
o kulturę" i o język polski, zagadnienie pracy organicznej czy "rugów pruskich". 
W rozdziale piątym (6) przedstawiono Polski Związek Sokołów do 1905 roku, w tym 
utworzenie Związku Sokołów Wielkopolskich, jego struktury społecznej. rozwoju i działal- 
ności praktycznej w latach 1884-1895. Już w pierwszych latach istnienia związku sokolego 
uznano, że dla wzmocnienia ruchu ćwiczebnego w towarzystwach sokolich, wiary we własne 
siły, koniecznością stało się stworzenie rozwiniętych ognisk ćwiczebnych. Każde bowiem 
polskie Towarzystwo Gimnastyczne .,Sokół" było zasadniczą jednostką organizacji sokolej, 
bez względu na to. czy należało do związku czy też nie. W 1895 roku przystąpiło do związku 
21 gniazd: Berlin, Buk, Bydgoszcz, Chełmno, Gdańsk, Gniezno, Gostyń, Inowrocław, Jeży- 
ce, Koronowo, Kościan, Miłosław, Pleszew , Poznań, Śrem, Strzelno, Szamotuły, Trzemesz- 
no, Wągrowiec, Witkowo i Wrocław. Odtąd nastąpił bardzo szybki rozwój organizacji soko- 
lej. 
BIecking starannie omówił działalność sokolą w Berlinie i Zagłębiu Ruhry, jak rów- 
mez zorganizowanie pierwszych okręgów polskiego ruchu sokolego w Nadrenii i Westfalii. 
Autor przedstawił stosunek negatywny władz pruskich do Sokoła, natomiast ocenił pozy- 
tywną rolę Sokoła jako aktywnej organizacji polskiej na terenie Ruhry. Warto wspomnieć, 
że organem związku był wychodzący w Poznaniu od roku 1902 miesięcznik "Sokół", który 
zamieniono w latach późniejszych na dwutygodnik. 
W rozdziale szóstym (7) BIecking przedstawił stopniową infiltrację endecji do polskie- 
go sokolstwa w zaborze pruskim. Na uwagę zasługuje, według autora, przebieg zlotu sokole- 
go w 1903 roku we Lwowie. BIecking ukazał wpływ zlotu lwowskiego na rozwój ideologii 
endeckiej. W dalszej części książki autor opisał reakcję Sokoła na rewolucję 1905-1907 ro- 
ku w Rosji i jej skutki w postaci represji kierowanych na polskie sokolstwo. Jednocześnie 
omówił negatywny wpływ ustawy kagańcowej na dynamikę działalności Sokoła i w"skazał 
na elementy rozwijające towarzystwo sokole poprzez rozwój oddziałów młodzieżowych 
i żeńskich. Cała działalność sokola, według opinii BIeckinga, to przede wszystkim przygoto- 
wanie członków Sokoła do służby w wojsku polskim. Autor jednostronnie przedstawił dzia- 
łalność niemieckich towarzystw gimnastycznych i innych organizacji politycznych w tym 
m.in. "Deutscher Ostmarkenverein" nie wyodrębniając jednocześnie ich antypolskiego cha- 
rakteru. W dalszej części tego rozdziału BIecking omówił działalność Sokoła w zaborze pru- 
skim do 1914 roku ze szczególnym uwzględnieniem wychowania młodzieży polskiej dla 
przyszłego wojska polskiego. Władze niemieckie bacznie obserwowały posunięcia sokołów 
i miały słuszne podejrzenia co do działań paramilitarnych Polaków nawet w Zagłębiu Ruhry. 

Jednak autor tego zagadnienia bliżej nie omówił w stosunku do Wielkopolski i Prus Zachod- 
nich. Pozytywnie opisane są wpływy sokolstwa na tworzenie drużyn skautowych i innych 
organizacji paramilitarnych. . 
Rozdzia ł ten zamyka okres 1913/1914 - ostatni rok pokoju przed wybuchem wojny, omawia 
on też bliżej spór i udział sokolstwa na zlocie w Pradze_ 
W rozdziale siódmym (8) autor przedstawił dzieje Sokoła w okresie I wojny 
iatowej. 
Kolejny rozdział ósmy (9) przedstawia dzieje Sokoła w okresie międzywojennym do momentu 
wybuchu II wojny światowej. BIecking omówił dokonanie restrukturyzacji Sokoła i zaostrze- 
nie się sprzeczności nacjonalistycznych w 1918-1922 roku. Mało obiektywnie i częściowo
>>>
297 


pominął autor książki rolę. jaką odegrało sokolstwo polskie w powstaniu wielkopolskim i w 
konspiracji niepodległościowej w Prusach Zachodnich. jak również w powstaniach śląskich. 
Po uzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 roku zmieniły się granice państwowe. 
Sokoli w Rzeszy Niemieckiej zorganizowali nowe gniazda. Powstały nowe organizacje sokole 
w Berlinie. 
BIecking w rozdziałach dziewiątym i dziesiątym (10. 11) opisuje kryzys Sokoła w 
Rzeszy. Autor słusznie wiąże kryzys ruchu sokolego w Niemczech ze wzrostem wpływu na- 
rodowego socjalizmu. Niedosyt budzi ten fragment książki dotyczący polityki III Rzeszy wo- 
bec organizacji polskich na jej terenie. w tym Sokoła. Autor tylko w nikłym stopniu przed- 
stawił zakres represji, które dotknę ły polskie społeczeństwo w Rzeszy przed II wojną świato- 
wą. Temu zagadnieniu poświęcił rozdział jedenasty (12) napisany na zaledwie czterech stro- 
nach. 
Następny rozdział omawia okres zbliżającej się drugiej wojny światowej oraz schyłek 
i upadek kultury fIZYcznej wraz z działalnością ,sokolą w gniazdach na terytorium Rzeszy Nie- 
mieckiej. 
W końcowej części pracy autor dokonał podsumowania swoich rozwaźań, stwierdzając 
że Sokół był bardzo ważną częścią pracy organicznej Polaków. Przyczynił się do integracji 
części ludności polskiej w działalności narodowej i sportowej. Największe osiągnięcia zano- 
tował Sokół przed wybuchem pierwszej wojny światowej. Po zakończeniu tej wojny działal- 
ność organizacji sokolich w Niemczech osłabła. Znaczna liczba Polaków, w tym wielu dzia- 
łaczy sokolich, powróciło do Polski i zabrakło wykwalifikowanych kadr organizacji. 
Do pracy załączono tabele statystyczne i mapki dotyczące struktury organizacyjnej 
Sokoła. fotografie dokumentów sokolich. Dołączony jest też wykaz źródeł archiwalnych, 
źródeł drukowanych, czasopism i literatury. 
.Praca Diethelma BIeckinga w powaźnym stopniu uzupełnia naszą wiedzę o działalności 
sokolstwa polskiego w Rzeszy Niemieckiej, szczególnie w Zagłębiu Ruhry, Westfalii i Nad- 
renii. Są w tej pracy niektóre sprawy dyskusyjne i, pewne niedociągnięcia. Mimo zasygnalizo- 
wanych wyżej uwag, dotychczasowe osiągnięcia badawcze BIeckinga są dużym wk ładem do 
poznania dziejów przeszłości ruchu sokolego. Na podkreślenie zasługuje wyważona ocena 
działalności Sokoła, która pozbawiona jest naqonalistycmych uprzedzeń.
>>>

>>>
ANDRZEJ BOGUCKl 


POLSKA MYŚL 
CHRZEŚCIJAŃSKO-SPOŁECZNA 


M. Chamot: Po
ka myśl chł-ZeŚcijańsko-społeczna 
w zaborze pruskim w latach 1890-1918 


Na toruńsko-bydgoskim rynku księgarskim pojawiła się kolejna książka wydana nakła- 
dem niezwykle prężnego wydawnictwa "Adam Marszałek". Jest to jedna z nielicznych prywa- 
tnych oficyn, która w ostatnich dwóch latach wydała dużą ilość książek naukowych, tak tru- 
dno znajdujących sobie należne miejsce na zalanym tandetną literaturą dzisiejszym rynku wy- 
dawniczym. Taką interesującą naukowo książką jest pozycja dra Marka Chamota na temat pol- 
skiej myśli chrześcijańsko-społecznej w zaborze pruskim w latach 1890-1918. Dr Marek Cha- 
mot jest bydgoszczaninem, a pracuje jako adiunkt w Instytucie Historii i Archiwistyki Uniwer- 
systetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W Zakładzie Historii Ziem Polskich i Powszechnej 
1795-1918 prof. Kazimierza Wajdy specjalizuje się w historii społecznej i politycznej przeło- 
mu XIX i XX wieku. Wachlarz zainteresowań M. Chamota jest szeroki. Uczestniczy m.in. 
w badaniach prowadzonych przez interdyscyplinarne zespoły naukowe przy Katedrze Socjo- 
logii UMK. Zajmując się socjologią historyczną badał problem genezy kapitalizmu oraz socjo- 
logiczne interpretacje zjawiska przemocy w życiu społecznym. W swoim dorobku naukowym 
dr M. Chamot ma monografie i skrypty, artyku ły naukowe i recenzje z zakresu historii polity- 
cznej i społecznej, filozofii i socjologii. Nie stroni też od popularyzacji wyników naukowych 
publikując szereg artykułów popularno-naukowych. Najnowsze zainteresowania dra M. Cha- 
mota koncentrują się na poblemie autostereotypu Polaków w publicystyce drugiej połowy 
XIX i początków XX wieku. 
Prezentowana książka M. Chamota jest pierwszym pełnym opracowaniem polskiej 
myśli chrześcijańsko-społecznej w zaborze pruskim. Jest ona owocem kilkuletnich badań nad 
myślą spo łeczną tworzoną na terenie Pomorza, Wielkopolski i Górnego Śląska. Oparta jest na 
bogatym materiale archiwalnym ze zbiorów archiwów kościelnych Poznania, Gniezna i Pel- 
plina. Autor wykorzystał także unikalne publikacje ówczesnych działaczy społecznych i na- 
rodowych, takich jak Kazimierz Zimmermann, Florian Stablewski, Tadeusz Trzciński. Anto- 
ni Wolszlegier i in. Dotychczas historią katolicyzmu społecznego w Polsce zajmowali się histo- 
rycy z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego - Czesław Strzeszewski, Ryszard Bender, 
Stanisław Gajewski, Jerzy Kłoczowski. Ograniczali oni swoje badawcze zainteresowania do 
ziem polskich zaboru rosyjskiego i austriackiego, podczas gdy właśnie w zaborze pruskim 
myśl i ruch chrześcijańsko-społeczny rozwinęły się najszybciej i osiągnęły najszerszą skalę. 
Zatem dobrze się stało, że istniejącą w dotychczasowej historiografii lukę wypełnił bydgo- 
ski historyk. Jego dotychczasowe doświadczenia z interdyscyplinarnym sposobem badania 
problem6w historycznych dały pożądany efekt. Stąd otrzymaliśmy opracowanie, w którym 
poruszane problemy są naświetlone z różnych punktów widzenia - historycznego, filozoficz- 
nego, socjologicznego oraz teologicznego. 
Okres przełomu XIX i XX wieku, którego dotyczy recenzowana książka, był ważny dla 
ziem polskich z uwagi na dokonującą się transformację. W ślad za Europą zachodnią społe- 
czeństwo agrarne, tradycyjne przekształcało się w społeczeństwo industrialne, zurbanizowane.
>>>
300 


Feudalizm ustąpił ostatecznie miejsca kapitalizmowi. Proces ten wywołał w Europie ostrą 
kwestię robotniczą. Katolicyzm europejski, w tym naturalnie i polski, stanął przed nowym 
trudnym zadaniem: w jaki sposób dać odpowiedź na palące wyzwania nowych czasów. M. 
Chamot wykazał w swojej książce, iż najdojrzalej zareagował na kwestię robotniczą Kościół 
i katolicy w Wielkopolsce i na Pomorzu. W Poznańskiem najsilniejsze ośrodki powstały w Poz- 
naniu i Bydgoszczy. Tu bowiem założono w roku 1893 pierwsze Katolickie Towarzystwa 
Robotników Polskich. Dopiero po ich okrzepnięciu powstawały, na wzór poznańskiego i byd- 
goskiego, towarzystwa robotnicze w innych miastach. Organem tych towarzystw był "Ruch 
Chrześcijańsko-Społeczny" pierwszy profesjonalny peńodyk poświęcony wyłącznie katoli- 
cyzmowi społecznemu. Spośród wielu przedstawicieli polskiej myśli chrześcijańsko-społecz- 
nej zaboru pruskiego na największą uwagę zasługuje ks. Kazimierz Zimmennann. Jemu też 
autor książki poświęca najwięcej miejsca. Ks. K. Zimmermann był czołowym teoretykiem 
w Wielkopolsce myśli społecznej, a także, jako wykształcony na niemieckich uniwersyte- 
tach socjolog, został pierwszym profesorem nauk społecznych Uniwersytetu J agiellońskie- 
go. Wyjątkowo in teresująco przedstawiają się jego koncepcje społecznej roli duchowieństwa, 
zagadnienie podmiotowości klasy robotniczej, rola społeczna kobiet, znaczenie związków 
zawodowych. Zimmermann był pod wpływem niemieckiego katolicyzmu społecznego, jed- 
nak jego działalność na terenie Wielkopolski miała także na celu skorzystanie z wzorców in- 
nych nacji, aby z ich pomocą wzmocnić polski stan posiadania. M. Chamat wskazał na intere- 
sującą dyskusję toczoną w ówczesnych środowiskach inteligencji na temat zakresu i charakte- 
ru społecznej aktywności księży katolickich. Po lekturze recenzowanej książki okazuje się, 
że również słynna en yklika Leona XIII ,,Rerum Novarum" znalazła swoją realizację najpeł- 
niej w zaborze pruskim. Wiele koncepcji tu powstałych miało oryginalny charakter i wyprze- 
dzało czasy, w których były fonnułowane. Książka M. Chamota podzielona została na czte- 
ry rozdziały ze względu na omawianą tematykę. W rozdziale In znajdujemy informacje doty- 
czące proponowanych dróg i sposobów rozwiązania kwestii społecznej. Omawiana jest tam 
rola państwa i własności prywatnej w rozwiązywaniu problemów socjalnych, zagadnienia 
pracy i poziomu płacy oraz interesująl.a ocena socjalizmu. Wielkopolska i Pomorze charakte- 
ryzowały się umiejętnym łączeniem teorii z praktyką. Symboliczną wręcz postacią łączącą 
poznańską tradycję pracy organicznej z nowoczesnym ruchem chrześcijańsko-społecznym 
był ks. Piotr Wawrzyniak. W efekcie dzięki duchowieństwu powstałe w Poznaniu i Bydgosz- 
czy Katolickie Towarzystwa Robotników Polskich rozprzestrzeniły się na całe Wielkie Księ- 
stwo Poznańskie osiągając w 1909 roku imponującą liczbę 31 tysięcy robotników. Przypom- 
nijmy, że socjaliści w zaborze pruskim zdołali skupić w swoich szeregach jedynie ok. 500 
członków. 
Równie interesująco został przedst.awiony problem stosunku polskiej myśli chrześci- 
jańsko-społecznej do narodowej demokracji. Okazuje się, że. udało się zachować niezależ- 
ność od endecji, dając w ten sposób w przyszłości podstawę dla nowoczesnego ruchu polity- 
cznego chrześcijańskiej demokracji. 
W krótkiej recenzji trudno oddać wielość wątków historycznych, politycznych i fIlozo- 
ficznych obecnych w książce M. Chamota. Szkoda, że nie uniknięto w niej błędów drukar- 
skich, z których najpoważniejszy pojawił się na stronie 163, gdzie brak całego fragmentu 
zdania. Uniemożliwia to zrozumienie ważnego w tym miejscu wątku_ Miejscami też język wy- 
wodów jest zbyt hermetyczny. Mimo tego książka naszym zdaniem jest warta gorącego pole- 
cenia, zwłaszcza wszystkim tym, którzy interesują się historią Kościoła, regionu oraz dzie- 
jami polskiej chrześcijańskiej demokracii.
>>>
301 


Marek Chamot, Polska myśl chrześcijańsko-społeczna w zaborze pruskim w latach 1890- 
-1918, Toruń 1991, Wydawnictwo "Adam Marszałek", s. 173, Zusammenfassung, Indeks 
nazwisk
>>>

>>>
WŁODZ1.1tIERZ JASTRZĘBSK./ 


JAK DALEKO DO POJEDNANIA? 


Hugo Rasmus: Pommerellen Westpreussen 1919-1939, 
F: A. Verlagsbuchhandlung, l\tliinchen-Berlin 1989 


W 1910 r. na Pomorzu Gdańskim (w niemieckicj nomenklaturze w Prusach Zachodnich 
- Westpreussen) zamieszkiwało 46,3 % Niemców (w tym w m. Bydgoszczy - 77,4 %, m. Gru- 
dziądzu - 84,S %, pow. Sępólno - 70,6 %, ale w pow. Nowe Miasto - 20,5 %, pow. Kartuzy 
- 21,4 %, pow. Starogard Gd. - 26.4 %). O późniejszym odpływie ludności niemieckiej z prze- 
jętego przez Polaków Pomorza zadecydowały przede wszystkim postanowienia Traktatu Wer- 
salskiego. W Rzeczypospolitej mogli pozostać tylko Niemcy, którzy się tutaj urodzili lub spro- 
wadzili przed 1908 r. Prawdą jest jednak, że nawet i tacy, nie licząc innych - nieuprawnionych, 
licznie w latach 1920-25 stąd wyjeżdżali. Czynili tak przede wszystkim ci, którym urwały 
się możliwości stałego zarobkowania, czyli urzędnicy, wojskowi, policjanci, kolejarze, pocz- 
towcy itp. Teoretycznie więc trwały pobyt na Pomorzu Gd. mogli sobie zapewnić Niemcy 
niezależni materialnie - w łaściciele ziemi, fabrykanci. rzemieślnicy czy kupcy. Ale i ich nie 
zachęcały do pozostania przepisy polskiej ustawy o reformie rolnej, wcielane w czyn na Pomo- 
rzu z dużą konsekwencją, dyskryminacyjne przepisy finansowe władz polskich wobec za]da-_ 
dów i sklepów oraz wrogi stosunek miejscowych Polaków do wszystkiego co niemieckie. W re- 
zultacie w połowie lat JO-tych, zgodnie z danymi prywatnego niemieckiego spisu ludnościo- 
wego, na Pomonu Gd. mieszkało już tylko 10,7 % Niemców. Z pewnością pozostał na miej- 
scu żywioł najbardziej stabilny pod względem gospodarczym_ 
I ak przedstawiciele mniejszości niemieckiej zachowywali się w swojej drugiej ojczyź- 
nie? Polscy historycy zapisali już na ten temat tony papieru. Z grubsza mówi się tu o ulega- 
niu przez Niemców systematycznej hitleryzacji, o organizowaniu przez nich antypolskich 
prowokacji. wreszcie o odgrywaniu roli V kolumny w okresie wojny wrześniowej 1939 r. 
Kulminacyjnym mom
ntem miały być wydarzenia tzw. bydgoskiej krwawej niedzieli. WicIe 
w tych twierdzeniach racji, choć z pewnością - gdy dzisiaj popatrzy się na to ch ładnym 
okiem - także i wiele przesady. Historycy polscy wystawili bowiem Niemcom przede wszy- 
stkim rachunek za zbrodnie dokonan
 na narodzie polskim przez hitlerowskiego okupanta. 
Rzadko dopuszczało się w tych enuncjacjach do głosu argumenty drugiej strony. 
Obecnie otrzymaliśmy próbę bilansu krzywd - rzekomych czy prawdziwych - stro- 
ny niemieckiej. Z inicjatywy Ziomkostwa Pomorzan w 1989 r. ukazał się w Niemczech opa- 
sły, bo liczący przeszło 400 stron druku i zaopatrzony w liczne zdjęcia i kserokopie doku- 
mentów tom pt. ,,Pommerellen Westpreussen 1919-1939". lego autorem jest pochodzący 
z Bydgoszczy t wówczas 65-letni syn rolnika i zarazem emerytowany wojskowy Hugo Rasmus. 
Na treść książki składają się trzy niezależne od siebie części: I. syntetycma pt. Wyda- 
rzenia w Prusach Zachodnich, 2. analityczna pn. Wydarzenia w miastach i powiatach oraz 
3. Dokumentacja. Czę
ć pierwsza zawiera rozdziały, których tytuły mówią już same za sie- 
bie: 3. Strategia odniemczania rządu polskiego, 5. Zmagania o szkołę, 6. Rugowanie z ziemi, 
7. Utrudnianie działania politycznemu przedstawicielstwu, 13. Rzekoma, ..militarna piąta
>>>
304 


kolumna", 15. "Niemiecka dywersja" w Bydgoszczy, 16. Więźniowie i internowani (o przy- 
musowym marszu ewakuacyjnym przedstawicieli niemieckiej mniejszości w głąb Polski), 
17. Dość ofiar. Krótkie monograficzne opracowania dziejów niemczyzny w poszczególnych 
miasta i powiatach Prus Zachodnich zawierają tylko dwa punkty: I. Przebieg wydarzeń, 2. 
Ofiary. Wśród cytowanych obficie dokumentów są m.in. antyniemieckie wypowiedzi polskich 
polityków oraz fragmenty polskiej publicystyki niemcoznawczej. 
Dzieło H. Rasmusa jest z pewnością książką o ujęciu tendencyjnym. Sam autor tego 
nie kryje pisząc m.in., iż świadomie zrezygnował z opisywania politycznego i międzynarodo- 
wego kontekstu dziejących się wydarzeń, chcąc osiągnąć większy efekt. Jest w niej jednak 
wiele stwierdzeń, które Polakom winny dać asumpt do nowego myślenia o sprawach niemie- 
ckich. H. Rasmus przypomina, iż Powstanie Wielkopolskie zatrzymało się na rogatkach Byd- 
goszczy, ponieważ dalej żywioł niemiecki był silny, a Polacy słabi. Autor przytacza wiele 
przyk ładów prześladowania mniejszości niemieckiej na Pomorzu i to jeszcze w okresie po- 
przedzającym bezpośrednie zagrożenie wojną ze strony Hitlera. Kpi sobie z polskich skłonno- 
ści do nadmiernego oskarżania Volksdeutschów o szpiegostwo na rzecz Niemiec, słusznie 
stwierdzając, iż Niemcy nie odgrywali w Polsce (w wojsku ani w polityce) żadnej roli, nie byli 
więc w stanie dostarczać do Rzeszy tajnych informacji o pierwszorzędnym znaczeniu. Doma- 
ga się szacunku dla tych przedstawicieli niemieckiej mniejszości narodowej, którzy wcieleni 
na podstawie dekretu mobilizacyjnego do polskiego wojska wypełnili swój obowiązek wobec 
swej drugiej ojczyzny, często przypłacając swe czyny śmiercią na polu chwały. Wreszcie do- 
cenia także i polskie straty poniesione w walce z hitlerowcami, stwierdzając jednakże z prze- 
kąsem: "...Polskim ofiarom został postawiony na placu im. Fryderyka w Bydgoszczy (Stary 
Rynek) monumentalny pomnik, zaś niemieckim ofiarom nie pozwala się na posiadanie wła- 
snego miejsca spoczynku...". Powyższa uwaga wynika z tego, iż w 1945 r. w ładze polskie 
zrównały z ziemią niemieckie cmentarze i postawiły w ich miejsce bloki mieszkalne. 
Nie czas tu i miejsce na polemiki z licznymi tezami autora, co więcej niezbyt dostate- 
cznie udokumentowanymi. Strona źródłowa nie jest mocną stroną książki H. Rasmusa, bo- 
wiem nie korzystał on z materiałów znajdujących się w archiwach polskich. a swoje tezy 
podbudowywał mniej z natury rzeczy wiarygodnymi relacjami i wspomnieniami świadków. 
Jego praca może natomiast stanowić punkt wyjścia do rozmów pomiędzy historykami pol- 
skimi i niemieckimi na temat stopniowego zbliżania stanowisk. Droga do pojednania, choć 
otwarta - w świetle dotychczasowego stanu badań historycznych - wydaje się być jeszcze 
dosyć daleka. Warto jednak skorzystać z okazji, jakie stwarzają obecnie polsko-niemieckie 
stosunki polityczne, by na nią już ostatecznie wejść.
>>>
. 
Z ZYCIA BYDGOSKIEJ 
RADY MIEJSKIEJ
>>>
..
>>>
/t/ARIA BORKOWSKA-SOBCZAK 


SAMORZAD - ROK 1991 
, 


W 1991 r. nowy bydgoski samorząd wszedł z półrocznym doświadczeniem. Upłynęło 
zaledwie sześć miesięcy od wyborów do Rady Miejskiej, następczyni Miejskich Rad Narodo- 
wych. Rada organizowała się wciąż jeszcze, mając za podstawę Ustawę o Samorządzie Tery- 
torialnym z 8 marca 1990 r. Ustawa nadała gminie osobowość prawną i w istotny sposób roz- 
szerzyła pole kompetencji samorządu. Redagowano więc dość długo akty regulujące jego wew- 
nętrzną organizację - Statut Gminy miejskiej Bydgoszczy i Regulamin Rady Miejskiej, przyję- 
te, po zatwierdzeniu przez Urząd Rady Ministrów, 26 czerwca 1991 r. 
Pierwszą decyzją podjętą mocą uchwały w 1991 r. było powołanie na stanowisko Pre- 
zydenta Miasta Edwina Warczaka. Na tej samej sesji (XI) funkcję jednego z trzech zastę pców 
Prczydent1 Rada powierzyła Piotrowi Pankaninowi. W ciągu dwóch następnych miesięcy sie- 
dmioosobowy Zarląd Miasta uzupełniony został o radnych: Jana Montowskiego (wiceprezy- 
dent), Jana Perejczuka i Marka Napierałę (członkowie Zarządu). Od początku kadencji w Za- 
rządzie Miasta pracowali: Roman Dembek - wiceprezydent i Ryszard Wolański. Pracami Rady 
kierowali w tym samym czasie przewodniczący Zdzisław Kostkowski i jego zastępcy - Janusz 
Kwaśny i Edward Turczynowicz. 
Do najistotniejszych zadań stojących przed samorządem należało podjęcie szeregu de- 
cyzji o fonnie przekształceń przedsiębiorstw komunalnych i tych, które z mocy ustawy ulec 
miały komunalizacji. Poprledzając więc owe decyzje wnikliwą analizą sytuacji każdej z tych 
instytucji, w 1991 r. Rada Miejska postanowiła kolejno: 
- objąć postępowaniem inwentaryzacyjnym mienie Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa 
Energetyki Cieplnej i mienie Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, 
- poddać prywatyzacji Przedsiębiorstwo Budownictwa Komunalnego nr l i Przedsię- 
biorstwo Eksploatacji L1ic i Mostów (przez likwidację w celu oddania na czas oznaczony do 
odpłatnego korzystania spółkom z 0.0. mienia tych przedsiębiorstw lub zorganizowanej jego 
części), 
- przekształcić Micjskie Zakłady KomunikacYjne w zakład budżetowy fjako etap przej- 
ściowy do innej, optymalnej formy organizacyjnej), 
- podjąć kroki zmierlające do likwidacji Przedsię biorstwa Produkcji Pre fabrykatów 
Budownictwa Komunalnego. (Decyzja o likwidacji zapadła 26 czerwca, likwidację otwarto 
16 września), 
- poddać prywatyzacji Bydgoski Kombinat Budowlany Wschód; dokonać jego likwida- 
cji w celu sprzedaży, wniesienia do ::;półki lub oddania na czas oznaczony do odpłatnego ko- 
rzystania spółkom prawa han
owcgo z udziałem pracowników likwidowanego przedsiębior- 
stwa zorganizowanych części jego mienia, 
- poddać prywatyzacji Przedsiębiorstwo Produkcji Przemysłowej Budownictwa Komu- 
nalnego, 
- poddać prywatyzacji Bydgoskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego,
>>>
308 


- przejąć przez gminę na własność Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kana- 
lizacji, utworzyć jednoosobową spółkę gn1iny z 0.0. pn. Miejskie Wodociągi i Kanalizacja w 
Bydgoszczy t 
- przejąć przez gminę na własność majątek części Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa 
Energetyki Cieplnej i utworzyć przc
 ;minę jednosobowej spółki z 0.0. 
00 stałych, rozpoczętych wcześniej i kontynuowanych później prac bydgoskiego samo- 
rządu w 1991 r. naJeży zaJiczyć inwentaryzację mienia komunalnego. Działania polegające na 
dogłębnym rozeznaniu sytuacji terenowo-prawnej poszczególnych gruntów w obrębie bydgos- 
kich osiedli miały na celu umożliwienie podejmowania w przyszłości decyzji o obrocie grunta- 
mi miejskimi. Uciążliwość tych prac wiąże się z wieloletnimi zaniedbaniami w dokumentowa- 
niu aktów kupna-sprzedaży, spraw spadkowych, wreszcie - z wywłaszczeniami. Zmiana 
ustroju przyniosła ze sobą wybuch roszczeń o zwrot nieruchomości zawłaszczonych niegdyś 
przez państwo i przeznaczonych na nie zawsze zreaJizowane cele. Obraz niezwykle trudnego 
pr
blemu gospodarowania gruntami uzupełnia przestarzały plan ogólny zagospodarowania 
miasta - stały przedmiot prac Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. 
W tym stadium rozpoznawania obszaru własności gminnej, decyzji o obrocie gruntami, 
przynoszących skutki dla budżetu miasta, nie mogło być wiele. W kwestii zbywania nierucho- 
mości Rada Miejska wypowiadała się oszczędnie, uznając konieczność dogłębnego rozpoz- 
nania i stałej aktualizacji wartości obiektów i gruntów stanowiących jej mienie. Szacowanie 
nieruchomości utrudniała z jednej strony inflacja, z drugiej zaś - widoczny już w drugiej po- 
łowie roku spadek koniunktury. O ile więc bez przeszkód skonsumowana została decyzja Ra- 
dy o zbyciu na cele bankowe gruntu przy ul. Jagiellońskiej między Bankiem Pocztowym a 
Pałacem Młodzieży, o tyle nieopodal położona nieruchomość zabudowana przy ul. J agie- 
llońskiej 34, kilkakrotnie przeszaco\\ywana, stała się później przedmiotem długotrwałych 
i głośnych negocjacji. Zakupy związane były głównie z ochroną środowiska. Sukcesywnie 
decydowano o wykupie działek przy ul. Soleckiej, by umożliwić rodzinom zamieszkałym 
w pobliżu wysypiska WypaJeniska-Żółwin znalezienie. bezpieczniejszego locum. We wrześ- 
niu Rada postanowiła nabyć nicruchomość gruntuwą w Fordonie m.in. pod budowę kolek- 
tora, w listopadzie - również w Fordonie - postanowiono nabyć nieruchomość z przezna- 
czeniem na przepompownię ścieków. W marcu postanowiono kupić nieruchomość przy ul. 
Ugory (Szwederowo) z przeznaczeniem na budowę osiedla mieszkaniowego, zgodnie z planem 
reaJizacyjnym. We wrześniu zapadła decyzja Rady o wykupie nieruchomości gruntowej pod 
budowę układu komunikacyjnego w okolicy Zbożowego Rynku. Szeregiem uchwał uregulo- 
wano drobne roszczenia związane głównie z faktem użytkowania przez miasto od lat grun- 
tów prywatnych (np. jako dróg). 
Odnotować wypada szereg inicjatyw zmierzających do wspomożenia budżetu gminy. 
Szły one w dwóch kierunkach: 
- efektywnego gospodarowania mieniem, i 
- projektowania przedsięwzięć gospodarczych. 
Do grupy pierwszej zaliczyć trzeba stałe wrażliwe reagowanie na skutki inflacji, aktua- 
lizowanie stawek podatków leżących w granicach kompetencji gminy. W tym - stawek podat- 
ku od nieruchomości, stawek dziennych opłat targowych, opłat za usługi przewozowe w ko- 
munikacji miejskiej, regulację zasad odpłatności za przedszkola i żłobki i in. Ważnym elemen- 
tem gospodarowania mieniem było bezwzg1
dne zobowiązanie przedsiębiorstw komunal- 
nych Gak np. Miejskie Zakłady Komunikacyjne) do wyzbywania się mniej potrzebnych obiek- 
tów i szczegółowej analizy wydatków, a także wewnętrznej reorganizacji. W 1991 r. rozpoczął
>>>
309 


się w Bydgoszczy kontynuowany później proces racjonalizacji wykorzystania obiektów użyt- 
kowanych na przedszkola i żłobki. Gdy wobec wzrastającego bezrobocia spadł znacznie po- 
pyt na te usługi, gdy nadto część pełniących te funkcje obiektów miała być zwrócona zgła- 
szającym się właścicielom (luD ich spadkobiercom) - poprzez przygotowane zawczasu rozwią- 
zania, jak likwidacja nie w pełni wykorzystanych placówek, ich komasowanie lub tworzenie 
filii - płynnie dostosowywano do potrzeb gminy bazę tych usług. 
Z przyjętych przez Radę inicjatyw gospodarczych odnotować należy szeroko dyskuto- 
wany projekt przystąpienia do spółki akcyjnej pod nazwą Bydgoskie Towarzystwo Lotnicze, 
skupiającej według pierwotnej koncepcji ok. 10 udziałowców, w tym oprócz gminy i Wojewo- 
dy przedstawicieli prywatnego kapitału krajowego i zagranicznego. Zaś podczas XX sesji - 
w grudniu - Rada wyraziła gotowość współutworzenia (przy udziale kapitału z zewnątrz) 
kasyna gry w dawnym lokalu "Słowianka". 
Inicjowano jednak nie tylko przedsięwzięcia o charakterze gospodarczym. W 1991 r. 
powsta ło szereg projektów i rozwiązań organizacyjnych, regulujących istotne problemy mia- 
sta. 
Z początkiem roku, z inicjatywy Prezydenta Miasta powstał Zespół d/s Uchodźców, 
którego działanie skutecznie zapobiegło masowemu napływowi Cyganów rumuńskiego pocho- 
dzenia. Poprzez stworzenie w pełni "cywilizowanych" warunków pobytu w ośrodkach dla 
bezdomnych i stanowczy sprzeciw wobec prób żebrania na ulicach masta, Bydgoszcz stała 
się dla tych przybyszów miastem mało atrakcyjnym. 
W tym samym roku zrealizowana została uchwała Rady o utworzeniu w Bydgoszczy 
Straży Miejskiej. Dnia 5 marca powołany został jej komendant, zaś w listopadzie uroczyste 
ślubowanie tej nowej formacji zwieńczyło S-miesięczny okres szkolenia pi
rwszej 50-osobo- 
wej grupy strażników. Wysokiej jakości, nowoczesne wyposażenie Straży Miejskiej umożliwi- 
ło wcześniejsze utworzenie Funduszu Bezpieczeństwa Miasta. 
Dla synchronizacji pracy służb ratowniczych działających na terenie miasta powołany 
został w marcu Zespół d/s Ratownictwa. 
W Urzędzie Miasta opracowany został nowy, lokalny system dzierżawy miejsc do handlu 
indywidualnego, wskazywanych przez gminę, który zapobiegł zjawisku "dzikiego handlu" na 
ulicacłl. 
Jesienią rozpoczęła działalność kolejna placówka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecz- 
nej - Dom dla Samotnej Matki przy ul. Podmiejskiej (Osowa Góra). 
Dnia 29 listopada Rada Miejska przesądziła o konieczności wprowadzenia na ulicach 
miasta systemu parkowania płatnego (niestrzeżonego). 
Istotną metamorfozę przeżyło przekształcone w zakład budżetowy Schronisko dla 
Bezdomnych Zwierząt. 
Poprzez wewnętrzne zmiany organizacyjne (i personalne) znacznie poprawiła się opieka 
medyczna w bydgoskiej Izbie Wytrzeźwień. 
We wrześniu Rada Miejska uznała za celowe podjęcie prac zmierzających do utworzenia 
w gminie niepaństwowej , alternatywnej służby zdrowia. 
W poczet zmian o charakterze organizacyjnym wchodzą też niemiernie ważne dla przy- 
szłości funkcjonowania gminnej administracji prace, zapoczątkowane w 1991 r. zmierzające 
do komputeryzacji Urzędu Miasta i jednostek współpracujących. Poszukiwanie kontrahentó.w, 
rozpoznawanie wartości ofert, wstępne negocjacje, doprowadziły do wybrania współpracują- 
cych ze sobą firm INP ARK i INTER-GRAPH. Sprowadzono w ten sposób do Bydgoszczy 
technikę umożliwiającą tworzenie komputerowych map geodezyjnych wraz z zapisami o
>>>
310 


własności gruntów, rozłożeniu sieci energetycznych, wodno-kanalizacyjnych, gazowych, 
telekomunikacyjnych itp. 
Przez wicIe miesięcy trwały prace nad opracowaniem optymalnego modelu jednostki 
pomocniczej gminy - Rady Osiedla. Grupa radnych opracowała wzorcowy statut i ordynację 
wyborczą. Przyjęto zasadę, że rady osiedlowe tworzone będą tam, gdzie pojawią się dostate- 
cznie silne grupy inicjatywne, "oddolnie" określające obszar samorządu, jaki pragną tworzyć. 
Wzorcowy statut rady osiedla przyję ła Rada w listopadzie i jeszcze na tej samej sesji postano- 
wiła o utworzeniu pierwszej jednostki - Osiedla Stary Fordon. 
Rok 1991 zaznaczył się dla bydgoskiego samorządu jako okres nawiązywania żywych 
kontaktów krajowych i zagranicznych. Przedstawiciele Zarządu Miasta brali udział w cyklicz- 
nych spotkaniach prezydentów i sekretarzy gmin Qedno z takich spotkań odbyło się w Byd- 
goszczy). W lipcu udała się do Stanów Zjednoczonych trzyosobowa delegacja gminy, na 
której czele stał Prezydent Edwin Warczak; delegacja wzię ła udział w międzynarodowej kon- 
ferencji miast "siostrzanych" w Chicago. skąd udała się do Phoenix, a następnie do Tempe 
- miasta "siostrzanego" Bydgoszczy. Jesienią bydgoska gmina gościła burmistrza i wicebur- 
mistrza miasta Tempe; podczas tej wizyty podpisane zostało porozumienie o współpracy obu 
miast. W drugiej połowie września czterej przedstawiciele samorządu bydgoskiego uczestni- 
czyli w konferencji w Pradze, gdzie delegacje 30 krajów spotkały się dla omówienia kierunków 
współpracy ekonomicznej, uczestnictwa obywateli w podejmowaniu decyzji oraz zapobiega- 
nia przestępczości i uzależnieniom. W listopadzie do Alytus (Litwa) udała się grupa radnych, 
by nawiązać nowe kontakty z kształtującym się samorządem litewskim. W grudniu członko- 
wie Zarządu Miasta gościli w Paryżu na zaproszenie francuskiej organizacji gospodarczej FON- 
DEXPA grupującej zakłady przemysłu metalowego, maszynowego, elektronicznego, tekstyl- 
nego, odzieżowego i rolno-spożywczego. Misja FONDEXPA, organizacji wspierającej rozwój 
rzemiosł, przebywała wcześniej (we wrześniu) w Bydgoszczy. 28 listopada Przewodniczący 
Rady Miejskiej Bydgoszczy i Prezydent Miasta podpisali porozumienie o współpracy z Mann- 
heim. I również w listopadzie Rada Miejska postanowiła przystąpić do Światowego Związku 
Miast Pokoju oraz podtrzymać przynależność Bydgoszczy do Polskiego Stowarzyszenia Miast 
Pokoju. 
Rok 1991 był więc dla gminy miejskiej Bydgoszczy rokiem ważnych decyzji, zmian, 
nadziei i - oszczędności. Dnia 25 marca, podczas XIII sesji Rady uchwalony został budżet 
w kwocie niespełna 400 miliardów złotych. Po stronie wpływów największe wielkości stano- 
wiły dochody z podatków od osób prawnych i osób fizycznych (78 % planowanych wpły- 
wów), w tym zwłaszcza udział w podatku od płac, oraz wpływy z podatku od nieruchomo- 
ści, rolnego, podatków i opłat lokalnych od osób prawnych. Wśród wpływów znalazła się 
subwencja państwowa wys. 25,5 mld zł. Wedle najogólniejszego podziału, sumę przychodów 
planowanych postanowiono podzielić w następujący sposób: na wydatki eksploatacyjne 
372,6 mld i na wydatki inwestycyjne 26,5 mld. Sam ten podział dobitnie świadczy o znacz- 
nym ograniczeniu możliwości rozwiązywania palących potrzeb gminy Oak np. wymagającego 
znacznych nakładów budownictwa mieszkaniowego dla oczekujących na mieszkania komu- 
nalne). Spośród wydatków eksploatacyjnych ponad sto miliardów należało przeznaczyć na 
dotację do komunikacji miejskiej (MZK), ponad 50 mld na utrzymanie działalności Przedsię- 
biorstwa Gospodarki Mieszkaniowej. Utrzymanie ulic, placów, mostów i wiaduktów koszto- 
wać miało 63,3 mld, utrzymanie zieleni - 12,8 mld, a oczyszczanie miasta - II mld. 
W toku wykonywania budżetu możliwe stało się jego zwiększenie o kwotę 45 miliardów 
w związJcu z zaangażowaniem nadwyżki z roku ubiegłego (15 mld), korektą (15,7) i przejęciem
>>>
311 


zadań zleconych i powierzonych (14 mld). W tej sytuacji można było zwiększyć nieco obszar 
robót komunalnych, w'tym inwestycji. Największe kwotowo wydatki 1991 r. związane z infra- 
strukturą miasta, to kwoty przeznaczone na wodociągi i ujęcia wody, kanalizację deszczową 
i sanitarną, uzbrojenie wewnątrzosiedlowe, budowy ulic oraz ciepłociągi. Łącznie na remonty 
i inwestycje ulic, placów, mostów itd. wydano 113,5 mld zł. 
Utrzymanie przedszkoli kosztowało 44 miliardy zł. Na cele kulturalne wydano 7,5 mld, 
w tym znaczące kwoty na prace budowlano-konserwatorskie zabytkowego kościoła Klarysek 
oraz remont Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej. Kosztem 15,5 mld zł utrzymane 
były miejskie żłobki. Ponad 4 mld przekazała gmina instytucjom i placówkom służby zdro- 
wia na zakup sprzętu i aparatury medycznej i rehabilitacyjnej. Wśród wydatków na opiekę 
społeczną - 14,7 mld przeznaczonych zostało na zasiłki i pomoc w naturze; 4,4 mld na dzia- 
łalność Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, w tym utrzymanie dwóch domów dla bez- 
domnych i o
rodka dziennego pobytu dla osób w wieku emerytalnym (Domu Seniora). Wy- 
datki na kulturę fizyczną i sport, 3,3 mld, obejmowały głównie dotacje dla działających 
w Bydgoszczy klubów sportowych i służyły utrzymaniu obiektów lub przeprowadzeniu naj- 
niezbędni
jszych remont.ów - lodowiska, basenów, sal, boisk i małej architektury. Dotacje 
gminy wsparły w wielu przypadkach organizację imprez sportu masowego - turniejów, spły- 
wów, zawodów, biegów itp. 
Pomimo udzielonego przez Radę upoważnienia, Zarząd Miasta nie zaciągał w 1991 r. 
pożyczek. W 1992 r. wszedł bydgoski samorząd bez zobowiązań finansowych. Rozpoczął 
się natomiast okres wyjątkowo trudnych decyzji wykonawczych związanych z zapoczątko- 
wanym w 1991 r. procesem przekształceń.
>>>

>>>
KRONIKA
>>>

>>>
ALEKSANDRA RUCIŃSKA 


KRONIKA WYDARZEŃ ZA ROK 1991 


I. ŻYCIE POLITYCZNE 


31 


Na posiedzeniu plenarnym bydgoskiego koła Porozumienia Centrum dyskutowano o f{)li 
PC w obecnej sytuacji społeczno-politycznej. Zaznaczono pilną potrzebę określenia tożsa- 
mości ideowej i organizacyjnej partii oraz konieczność podjęcia konkretnych działań, które 
czeka społeczeństwo. 
71 
Stanisław Kubczak złożył rezygnację z funkcji wojewody bydgoskiego. Argumentował tę 
decyzję potrzebą nowych inicjatyw i nowych sił dla przełamania inercji gospodarczej i poli- 
tycznej oraz zmianą w układzie władzy państwowej. Rezygnacja została przyjęta przez pre- 
miera, a obowiązki wojewody pełni wicewojewoda Marek Jarociński. 
tS I 
Na zaproszenie prezydium Rady Najwyższej Republiki Litwy udał się tam m.in. senator Anto- 
ni Tokarczuk. Wizyta ma na celu zapoznanie się z trudną sytuacją polityczną naszego sąsiada, 
obserwacją wydarzeń, a także zamanifestowanie solidarności z tym narodem w jego walce 
o niepodległość. 
JOl 


Na XI sesji Rady Miejskiej wybrano prezydenta Bydgoszczy. Został nim Edwin Warczak, 
dotychczasowy zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej Urzędu 
Wojewódzkiego, a ostatnio delegowany do pracy w biurze pełnomocnika rządu ds. reformy 
samorządu terytońa1nego. 
6n 


W Bydgoszczy odbyło się plenum instancji wojewódzkiej Stronnictwa Demokratycznego. 
W obradach uczestniczył lider stronnictwa Aleksander Mackiewicz - były minister rynku 
wewnętrznego. Na spotkaniu podsumowano wewnątrzpartyjną dyskusję nad dokumentami 
na XV Nadzwyczajny Kongres SD. Wybrano także delegatów z woj. bydgoskiego na zjazd 
krajowy. 
20n 


Premier Rady Ministrów powołał na stanowisko wojewody bydgoskiego senatora Antoniego 
Tokarczuka - prezesa władz wojewódzkich Porozumienia Centrum.
>>>
316 


2711 
Na XII sesji Rady 
fiejskiej w Bydgoszczy prezydent Edwin Warczak przedstawił projekt 
budżetu miasta. Radni odwołali i nominowali nowych ławników sądowych, powołali nowego 
kierownika Urzędu Stanu Cywilnego oraz dokonali przydziału gruntów miejskich. Gościem 
radnych był nowy wojewoda bydgoski Antoni Tokarczuk. 
2111 
Na zjeździe wojewódzkim ROAD poruszono sprawy odbytego w lutym zjazdu krajowego 
i omawiano aktualne prace. Krajowej Komisji Wykonawczej oraz Rady Naczelnej ruchu. Poin- 
formowano zebranych o powstaniu Fundacji Akcja Demokratyczna, która m.in. zajmuje się 
organizacją konferencji krajów nadbałtyckich - .,Baltic 2000". Mówiono także o lokalnym 
planie gospodarczym. 
14 IV 
W Bydgoszczy odbył się wojewódzki zjazd deiegatów Porozumienia Centrum. Z funkcji prezesa 
ustąpił senator Antoni Tokarczuk, a miejsce to zajął wybrany w tajnym głosowaniu dotych- 
czasowy dyrektor Biura Poselsko-Senatorskiego OKP - Wiesław Wójcik. 
91V 
Na sesji Rady Miejskiej w Bydgoszczy podjęto uchwałę o przejęciu przez miasto lotniska 
i utworzeniu Bydgoskiego Towarzystwa Lotniczego. Radni przegłosowali też podwyżkę cen 
biletów MZK. 
161V 


W Bydgoszczy przebywał wiceminister obrony narodowej Janusz Onyszkiewicz. W czasie 
spotkań z dowódcą Pomorskiego Okręgu Wojskowego i kadrą garnizonu Bydgoszcz przed- 
stawił rodzaj i charakter odbywających się w wojsku przemian. Wiceminister odwiedził też 
żołnierzy 4 Łużyckiego Pu łku Łączności. 
16 VI 
Zjazd Wojewódzki Unii Demokratycznej był zjazdem zjednoczeniowym ROAD i Unii na 
terenie woj. bydgoskiego. Gościem spotkania był wicemarszałek Senatu Andrzej Wielowieyski 
członek Krajowej Rady Unii. Zjazd wyłonił dwudziestoosobową radę regionalną, komisję 
rewizyjną i sąd koleżeński. Odbyły się wybory, w których rolę przewodniczącej rady powie- 
rzono Marii Zajączkowskiej. 
VD 
W Bydgoszczy odbył się zjazd założycielski Polskiego Forum Ludowo-Chrześcijańskiego 
"Ojcowizna" . 


14 VII 
Delegacja gminy wyjechała do Stanów Zjednoczonych. W skład jej weszli prezydent Edwin 
Warczak, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Edward Turczynowicz i specjalista do spraw 
kontaktów z zagranicą radny Krzysztof Chmara. Delegacja uczestniczyła w międzynarodowej 
konferencji siostrzanych miast w Chicago, a w Phoenix w Arizonie zapoznała się, z funkcjono- 
waniem samorządu i administracji lokalnej.
>>>
317 


12 IX 


Na sesji Rady Miejskiej w Bydgoszczy radni przyjęli uchwały dotyczące utworzenia obwodów 
głosowania w wyborach do Sejmu i Senatu, ustalenia granic i numerów obwodów oraz siedzib 
komisji wyborczych. Postanowiono także przystąpić do likwidacji Przedsiębiorstwa Produkcji 
Prefabrykatów Budownictwa Komunalnego oraz wyrażono zgodę na likwidację przedszkola 
przy ul. Sułkowskiego i przekazanie budynku Społeczncmu Towarzystwu Edukacyjnemu. 


17 X 


W Bydgoszczy gościł prezes Rady Ministrów Jan Krzysztof Bielecki. Premier wziął udział 
w spotkaniu z Zarządem Regionu "Solidarność" oraz przewodniczącymi komisji zakładowych, 
a także w drugiej naradzie z aktywistami swej macierzystej partii - Kongresu Liberalno-Demo- 
kratycznego. Podczas spotkań mówiono o aktualnych sprawach społecznych, gospodarczych 
i politycznych kraju. 


27X 


W wyborach do Sejmu w województwie bydgoskim uprawnionych do głosowania było 792619 
osób. Głosów oddano 361961, z tego ważnych - 335302, nieważnych - 16659. Ze 148 kan- 
dydatów mandaty poselskie otrzymali: Anna Bańkowska, Janusz Zemke - Sojusz Lewicy 
Demokratycznej, Maria Zajączkowska - Unia Demokratyczna, Marek Koczwara - Kongres 
Liberalno-Demokratyczny, Stefan Król - Porozumienie Ludowe, Wojciech Mojzesowicz - 
Bydgoska Lista Jedności Ludowej, Stefan Pastuszewski - Chrześcijańska Demokracja, Jan 
Rulewski - NSZZ "Solidarność", Grzegorz Schreiber - Wyborcza Akcja Katolicka, Adam 
Sengebusch - Konfederacja Polski Niepodległej. Antoni Tokarczuk - Porozumienie Oby- 
watelskie Centrum. W wyborach do Senatu uprawnionych do głosowania było 792619 osób, 
głosów oddano 362562, z tego ważnych - 345884. Mandaty senatorskie zdobyli: Piotr Pan- 
kanin - NSZZ "Solidarność" i Andrzej Rzeźniczak - Kongres Liberalno-Demokratyczny. 


28 XI 
Podczas sesji Rady Miejskiej w Bydgoszczy radni podjęli uchwałę w sprawie korekty budżetu 
na 1991 rok oraz w sprawie przyjęcia do administracji rządowej prawa wydawania zezwoleń 
na lokalizację na poboczach dróg reklam. Trzecia uchwała dotyczyła nabycia na rzecz gminy 
Bydgoszcz nieruchomości będących własnością osób fizycznych. a przeznaczonych pod budo- 
wę przepompowni ścieków i pod wysypisko odpadków komunalnych. 


16xn 


Pąwstał Klub Chrześcijańskiej Demokracji. Powołali go upoważnieni przedstawiciele woje- 
wódzkich rządów: Chrześcijańsko-Demokratycznego Stronnictwa Pracy, Polskiego Forum 
Chrześcijańsko-Demokratycznego, Polskiego Związku Katolicko-Społecznego oraz Stowa- 
rzyszenia Politycznego ,,Prawda i Sprawiedliwość" w Bydgoszczy. Klub jest dostępny dla 
wszystkich akceptujących wartości chrześcijańskie w rozwiązywaniu problemów politycznych, 
społecznych, gospodarczych i moralnych.
>>>
318 


n. ŻYCIE GOSPODARCZE 


41 
Sprywatyzowany został bydgoski ,'polmozbyt" przekształcając się w spółkę pracowniczą. 
Udziałowcami spółki są członkowie załogi, a najpoważniejszym bydgosId ,,Pol-Tech". 
20 I 
W bydgoskim ,,zachemie" nastąpił wyciek chloru. Przyczyną było zatrzymanie instalacji 
z braku grzania. przy dopuszczalnej normie 100 mikrogramów na metr sześcienny stwier- 
dzono stężenie chloru 210 mikrogramów na ul. Generalskiej, na ul. Kombatantów - 216, 
u zbiegu ul. Szpitalnej i Modrakowej - 116. 
I 
W Bydgoszczy przebywała grupa ekspertów Banku Światowego oraz Królestwa Danii. Od- 
byli oni spotkania z organizatorami Spółdzielczego Centrum Infonnacyjno-Szkoleniowego 
oraz przedstawicielami banków i reprezentantami rolniczego sektora doradczego i szkół rol- 
niczych. Celem pobytu grupy ekspertów było rozważenie wniosków o finansowanie zadań 
zmierzających do przeobrażeń i restrukturyzacji rolnictwa woj. bydgoskiego. 
I 
Wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Edward Turczynowicz brał udział jako delegat Bydgosz- 
czy w odbywającym się w Poznaniu kongresie odrodzeniowym Związku Miast Polskich. O przy- 
stąpieniu Bydgoszczy do Związku zdecydowali radni miasta już w grudniu ubiegłego roku. 
Edward Turczynowicz wybrany został do zarządu Związku Miast Polskich. Podczas kongresu 
nawiązał kontakty z delegatami niemieckimi i amerykańskimi, tak więc dojdzie prawdopodo- 
bnie do nawiązania współpracy Bydgoszczy z niemieckim miastem Mannheim i Tempe w Ari- 
zonie. 


13 II 
Zakłady Rowerowe "Romet" jako trzecie przedsiębiorstwo państwowe w Bydgoszczy zostało 
przekształcone w jednoosobową spółkę skarbu państwa. Wpisano je do rejestru handlowego 
pod nazwą Zakłady Rowerowe "Romet" Spółka Akcyjna w Bydgoszczy. 
20 II 
W bydgoskim Domu Technika gościł zastępca sekretarza generalnego Polsko-Radzieckiej 
Izby Handlowo-Przemysłowej Mikołaj Muzyczenko. Gość spotkał się z p
edstawicielami 
przedsiębiorstw zainteresowanych współpracą gospodarczą i handlową z ZSRR. 
2111 
W Bydgoszczy przebywali eksperci Banku Światowego. Była to wizyta sondażowa, związana 
z zaangażowaniem kapita łu zagranicznego w rozwój gospodarczy Pomorza i Kujaw. W Urzędzie 
Wojewódzkim goście spotkali się z członkami społecmego komitetu kierującego rozdziałem 
środków nadsyłanych z EWG w ramach pomocy technicznej dla naszego rolnictwa. Odwie- 
dzili m.in. Browar Bydgoski, zakład przetwórczy w Fordonie. 
" 
II 
Miejskie Zakłady Komunikacyjne wzbogaciły się o 18 nowych pojazdów - przegubowych 
"Ikarusów 280". Wozy te wyposażone są w pompy wtryskowe Boscha, które radykalnie 
zmniejszają emisję spalin.
>>>
319 


II 


W Fordonie rozpoczęła wypiek pieczywa największa w regionie prywatna piekarnia należąca 
do Andrzeja Szymańskiego. Jest to piekarnia mechaniczna. Owa piece ogrzewane gazem, a więc 
nie zatruwające środowiska dostarczają dziennie od 5-7 ton pieczywa, w tym 4 gatunki chleba 
i kilkanaście tzw. galanteńi piekarniczej, czyli bułek, chałek i rogalików. 
. 


7 -8 nI 


Staraniem Bydgoskiej Izby Rolno-Przemysłowej i ,'polfrostu" zorganizowane zostały Dni 
Duńskie. W salach bydgoskiego NOT eksponowano osiągnięcia Danii w zakresie najnowszych 
technik i urządzeń przetwórstwa rolno-spożywczego. 
IV 


Bydgoski Bank Komunalny SA upoważniony został do zorganizowania Biura Maklerskiego. 
Nast1piło to w związku z uruchomieniem w kraju giełdy papierów wartościowych będących 
akcjami {'ie;wszych sprywatyzowanych przedsiębiorstw. 
13V 
Duże zapasy wytwarzanych towarów zmuszają bydgoskie fabryki do zatrzymania produkcji. 
W kwietniu taki postój miał miejsce w ,,Kobrze", a w maju na trzy tygodnie stanęła produkcja 
w Bydgoskich Zakładach Fotochemicznych ,,Foton". Sprzedaż fotonowskich wyrobów spadła 
o około 25 proc. W konsekwencji planuje się zmniejszenie stanu załogi o ponad 100 osób. 
19V 


Na stadionie "Zawiszy" otwarto I Targi Sprzętu Biurowego i Sklepowego "Modern-Office", 
zorganizowane przez Przedsię biorstwo Promocyjne "Sawo". Swoje wyroby eksponowało 
ok. 30 wystawców krajowych i zagranicznych. Prezentowane były nowoczesne meble biuro- 
we, lady sklepowe i chłodnicze, biurowe urządzenia łączności jak: kserograf, telex, telefax 
itp. oraz elementy dekoracyjne wnętrz. 
V 
W Bydgoszczy tylko 19 proc. ścieków jest oczyszczanych, w szybkim tempie następuje degra- 
dacja wód Brdy i Wisły. W br. władze miasta planują ponieść koszty rozbudowy oczyszczalni 
ścieków na Osowej Górze, która obecnie ma wydajncść 3 tys. m sześć. na dobę, po rozbudowie 
zakłada się wzrost do 6,5 tys., a nawet do 9,5 tys. 
V 


Prywatyzacja bydgoskiego handlu i gastronomii upiększyła sklepy i restauracje, zapełniła 
półki towarami, ale jednocześnie okroiła sieć barów mlecznych. Z 8 działających w mieście 
w 1989 r. pozostało tylko 5. Działalność barów mlecznych oferujących naj tańsze dania zawsze 
była deficytowa. Stąd Spółdzielnia Spożywców "Społem" jest częściowo dotowana z kasy 
miejskiej. Wydział Polityki Gospodarczej i Rozwoju w Urzędzie Miejskim zapewnia inwestują- 
cym tanie wyżywienie, miejsca lokalizacji na drugą, intratniejszą działalność gospodarczą, 
mającą rekompensować prowadzenie baru. 
V 


Spółdzielnia Pracy Wydawców ,,Pomorze" rozpoczę ła samodzielną działalność w grudniu 
1990 r. po podpisaniu umowy z Komisją Likwidacyjną RSW. Majątek spółdzielni stanowiły 
przekazane nieodpłatnie książki i kontener z wyposażeniem biurowym łącznej wartości ok.
>>>
320 


2.6 mld zł. Wydawnictwo przeję lo tcż zobowiązania nnansowe wobec autorów i obciążenie 
należnościami przez Pomorskie Wydawnictwo Prasowe. W I kwartale br. wpływy ze sprzedaży 
były niższe od kosztów utrzymania przedsiębiorstwa. Chcąc ratować sytuację przedsiębior- 
stwa. zredukowano o 50 proc. etaty. uruchomiono we własllym zakresie sprzedaż i spedycję, 
opracowano interesującą ofertę wydawniczą. 
V 


W województwie bydgoskim dobiega końca proces likwidacji Wo.iewódzkiego Związku Gmin- 
nych Spółdzielni. o-"wny majątek WZGS rozdzielony został pomiędzy 15 spółdzielni osób 
prywatnych (GS) i 9 spółdzielni pracy utworzonych przez osoby zatrudnione w podlegają- 
cych prLekształceniu zakładach. 
10 VI 


Przez kilka nlleslęcy będzie czynny most pontonowy przez Wisłę w. bydgoskim Fordonie.. 
Budowali go żołnierze 3 Pułku Pontonowego z Włocławka. Inwestycja była konieczna z po- 
wodu wyłączenia z ruchu kołowego na CLas remontu mostu stałego w Fordonie. 


VI 


Bydgoskie Zakłady Chemii Gospodarczej ,.Pullena" sprzedane zostały niemal w całości holen- 
derskiemu koncernowi ,.Unilever". W stworzonej na miejsce ,.Polleny" spółce akcyjnej "Le- 
ver -Polska" skarb państwa zachowa ł 20 proc. udziałów. Każdy pracownik dawnego zak ładu 
miał możność nabycia za pół ceny akcji wartości 28 mln .zł. 


VI 


Jedną z prLyczyn deficytu budżetu państwa jest nieterminowe opłacanie podatków przez 
jednostki gospodarcze. W Bydgoszczy największym dł użnikiem są Zak łady Radiowe Unitra 
--Eltra - -S.A.. w stosunku do których Izba Skarbowa ()Odjęła działania egzekucyjne. Następne 
miejsca na liście dłużników zajmują: ..Romcf'. ..Kobra". Przedsiębiorstwo Budownictwa 
Wodnego. a wśród zakładów. których organem załoLycielskim jest wojewoda- Miejskie 
lak łady Komunikacyjne. 
13 VI 


Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika. że jednostki gospodarcze w Bydgoskiem 
osiągnę ły w czerwcu nieco lepsze wyniki w porównaniu z majem br.. jednak znacznie gorsze 
niż w czerWl:U 1990 r. Sprzedaż była niższa w -stosunku do l:zerwca ubr. o 10.8 proc. Pogorszy- 
ła się sytuacja finansowa przedsiębiorstw. W woj. bydgoskim np. w okresie I--V zysk brutto 
uzyskało 70,9 jednostek, a zysk netto -- 66 proc. W czerwcu wzrosły nieco w porównaniu 
z majcm wynagrodzenia. Przeciętna płaca w 6 podstawowych działach gospodarki w Bydgo- 
skiem wynosiła 1601 tys.zł. Płace rosły w czerwcu wolniej niż ceny. 
VII 


Bydgoska Spółka "Weltincx" sprowadzała z zagranicy alkohol nie uiszczając podatku obroto- 
wego. Decyzją Naczelnego Sądu Administracyjnego w Gdańsku musi zapłacić skarbowi pań- 
stwa 84,6 milirada złotych zaległego podatku. 
VII 
Dyrekcja i samorząd bydgoskiej ,.Kobry.. wystąpiły do Ministerstwa Przemysłu i Handlu 
z wnioskiem o likwidację finny. Powodem tej decyzji były złe wyniki ekonomiczne produ- 
cen.ta obuwia.
>>>
321 


lS Vnł 


Agencja Rynku Rolnego rozpoczęła interwencyjny skup zbóż na terenie województwa bydgo- 
skiego. 
27 VIII 
Sąd Rejonowy ogłosił upadłość PHZ nWeltinex". Jednocześnie sąd postanowił zwrócić się do 
Prokuratury Rejonowej w Bydgoszczy o wszczęcie postępowania przygotowawczego wobec 
zarządu spółki, gdy t działał on na szkodę firmy. 
VDI 


W wielu najruchliwszych punktach miasta rozstawili swoje stragany uliczni sprzedawcy. Zanie- 
pokojony tym handlowym bałaganem Urząd Miejski zdecydował się na wydzielenie pod 
uliczny handel tylko wskazanych miejsc, dając możność ich wykupienia ulicznym sprzedaw- 
com. 


71X 
W Bydgoskiem zebrano dotychczas 90 proc. zbóż. Zbiory są niŻsze przeciętnie o 2 kwintale 
z hektara niż w ub. roku. Do tej pory w całym województwie skupiono 80 tys. zbóż. Szacuje 
się, że zebrane zostanie około miliona ton. 


l31X 


Na terenach wystawowych w Myślęcinku miały miejsce Pomorskie Targi Budownictwa. Ich 
organizatorem była Pomorska Spółka Budowlana "Gryf-Bud. 99 Swe oferty budowlane pre- 
zentowały m.in. warszawski "Stolbud t9 i ,,Inco- Vertisa'\ zielonogórska ,,Kappa" , radomski 
,,Pol rad" . 


171X 


W Bydgoszczy rozpoczął działalność Wielkopolski Bank Kredytowy uruchan1iając swój od- 
dział przy skrzyżowaniu ulic Dworcowej i Królowej Jadwigi. 
24 IX 
III Międzynarodowe Targi Środków Ochrony Pracy "Sawo-91 u w Bydgoszczy. Na tej specja- 
listycznej wystawie swoje wyroby prezentowały 63 firmy z Polski i Europy zachodniej. 
25 IX 
W Bydgoszczy przebywała delegacja francuskiej organizacji gospodarczej Fondexpa, która 
grupuje 850 tysięcy członków prowadzących działalność w dziedzinie przemysłu metalowego, 
maszynowego, elektronicznego, tekstylnego, odzietowego i rolno-spożywczego. Na spotkaniu 
z członkami samorządu bydgoskiego dyskutowano ewentualną współpracę gospodarczą. 
IX 


Pod koniec września br. w województwie bydgoskim zarejestrowanych było 1297 spółek 
prywatnych, 91 spółek joint ventures, 9340 osób fizycznych prowadzących działalność 
gospodarczą, 84 spółki z udziałem państwowych osób prawnych, 13 przedsię biorstw zagra- 
nicznych i 11 jednoosobowych. spółek skarbu państwa_
>>>
322 


21 X 
Przy ul. Grodzkiej 21 otworzyła swe podwoje dla klientów nowa placówka I Oddziału Pow- 
szechnej Kasy Oszczędności. W nowocześnie urządzonych pomieszczeniach po dawnym kinie, 
uruchomiony został zespół rachunków bieżących i zespół walutowy wraz z kantorem wy- 
miany pieniędzy. Podczas uroczystości otwarcia nowej placówki dyrektor I Oddziału PKO 
przekazał Muzeum Okręgowemu trzy autolitografie L. Wyczółkowskiego jako symboliczne 
zadośćuczynienie utraty przez miasto kina zamienionego obecnie na obiekt bankowy. 
3XI 


W budżecie miasta wypracowano nadwyżkę w wysokości 15 mld zł. Suma ta przeznaczona 
zostanie na zapłacenie części długów związanych z wywłaszczeniem i wykupem nierucho- 
mości oraz na wykup gruntów pod nowe inwestycje. Część otrzyma bydgoska służba zdrowia, 
kultura i straż pożarna. 
XI 


W Pomorskich Zakładach Przemysłu Owocowo-Warzywnego w Fordonie w br. produkcja 
była mniejsza niż w ubiegłym. Największym zainteresowaniem handlowców cieszyły się 
kompoty, które już wszystkie sprzedano. Zakałady produkują też cztery asortymenty dżemów 
oraz warzywa konserwowe. Handlowcy często biurą towar na kredyt i długo zalegają z płat- 
nościami. 


XI 


Na zatwierdzonej przez premiera liście pierwszych przedsiębiorstw przewidzianych do prywa- 
tyzacji znalazły się cztery bydgoskie finny: Bydgoska fabryka Urządzeń Chłodniczych, 
"Belma u , "Zachem" i ..Zremb-Makrum". 


XI 
W bydgoskiej "Telfie" opracowano konstrukcję centrali U-lO L/A o pojemności 500 nume- 
rów, która wykorzystana będzie głównie na wsiach i w małych miastach. Jest to centrala 
w pełni elektroniczna. 
. 


. XI 


Nawiązana została współpraca między izbami przemysłowo-handlowymi w Coventry i Byd- 
goszczy. Angielska oferta przewiduje m.in. dwutygodniowe szkolenia dla biznesmenów i per- 
sonelu firm_ W programie jest zwiedzanie zakładów przemysłowych, spotkania z władzami 
Coventry, wizyty na giełdzie oraz intensywna nauka języka angielskiego. 
XI 


Ministerstwo Przemysłu i Handlu wydało decyzję w sprawie podziału bydgoskich Zakładów 
Chemicznych. Powstają dwa nowe przedsiębiorstwa: Zakłady Chemiczne "Organika-Zachem" 
oraz ZCh "Nitrochemu. Pierwsze wykonywać będzie produkcję dla rynku cywilnego, drugie 
skoncentruje się na produkcji zbrojeniowej i specjalnej. "Nitrochem" zatrudni 600 osób. 
"Zachem" - 3400 i dalej będzie dzielony na 7 spółek produkcYjnych i 10 usługowo-techni- 
cznych.
>>>
323 


3 XII 


Wmurowano akt erekcyjny pod budowę nowoczesnego obiektu Banku Handlowego w War- 
szawie S.A. - Oddziału w Bydgoslczy. Bank powstaje przy ul. Jagiellońskiej, obok Pałacu 
Młodzieży. Projektantem jest niemiecki architekt Kurt Roessling, a generalne wykonawstwo 
powierzono niemieckiej firmie Stecker und Roggel. Otwarcie banku planuje się 30 listopada 
przyszłego roku. 
7 XII 


W Bydgoszczy powołano do życia Gildię - stowarzyszenie środowiskowe grupujące kupców 
i przedsiębiorców. Celem stowarzyszenia jest propagowanie etyki kupieckiej, a zadaniem 
- reprezentowanie wobec władz i społeczeństwa. Prezesem wybrano Eugeniusza Kopczyń- 
skiego, wicedyrektora Giełdy Bydgoskiej. 
t2Xn 


W ambasadzie norweskiej została podpisana umowa joint venture pomiędzy The Coca-Cola 
Company i norweską firmą Ringnes a bydgoską finną produkcyjno-usługową inż. R. Ostrow- 
skiego - ,'pubrex". W Bydgoszczy w przyszłym roku rozpocznie się produkcja i rozlewnia 
coca-coli, napoju pomarańczowego Fanta i cytrynowego Sprite. Nowe przedsiębiorstwo 
"Bydgoszcz Coca-Cola Bottlers Ltd" zatrudni przeszło 100 osób. Norwegowie dają maszyny 
i technologię, a strona polska hale produkcyjne oraz pracowników. 


xn 


Bydgoska Rada Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych nawiązała współpra.;ę z Aka- 
demią Techniczną w Wuppertalu w Niemczech. Wspólnie zamierzają zorganizować w Bydgosz- 
czy cykl szkoleń dotyczących rozmaitych sfer życia gospodarczego np.: kierowanie przedsię- 
biorstwem, funkcjonowanie zakładu pracy, prawo celne i budowlane, energetyka, gospodarka 
odpadkami. 


XII 


Przedstawiciele samorządu miasta, Izby Przemysłowo-Handlowej, PZH ,,Pomex", Izby Rze
 
mieślniczej i dwóch bydgoskich banków złożyli rewizytę francuskiej organizacji handlowo- 
gospodarczej -Fondexpa. Ustalono pr.lybycie do Bydgoszczy szefów Fondexpy w celu utwo- 
rzenia przedstawicielstwa tej organizacji oraz otwarcia salonu wystawienniczego francuskiego 
smali businessu. Podpisano również umowę o wymianie infonnacji między Izbą Przemysłowo- 
-Handlową a bankiem Credit Lyonnais. 


XD 


Bydgoska Spółdzielnia Pracy ,,Zenit'. jeszcze kilka lat temu produkowała 800 tys. par pantofli 
domowych rocznie. W tym roku produkcja zmniejszyła się niemal o połowę. Spółdzielnia 
poradziła sobie z tym realizując duże dostawy bluzek damskich dla odbiorcy w RFN. Dzięki 
temu liczba zatrudnionych utrzymuje się stale na poziomie ok. 300 osób. Spadło natomiast 
zatrudnienie chałupniczek. ,,zenit" szyje również piżamy męskie i bieliznę pościelową, sprze- 
dając je głównie w trzech sklepach firmowych.
>>>
324 


III. ŻYCIE SPOŁECZNE 


141 


W związku z tragicznymi wydarzeniami na Litwie rozpoczę ła się ogólnopolska akcja PCK 
niesienia pomocy narodowi litewskiemu. Przy Zarządzie Wojewódzkim PCK utworzono "Fun- 
dusz Solidarnościowy", na który wpływają datki dla potrzebującej Litwy. 
I 


Bydgoskiej Straży Pożarnej przybywa nowego sprzętu gaśniczego. Jednym z ostatnich nabyt- 
ków jest tak zwany skokochron, czyli duża napełniona powietrzem poduszka, na którą można 
wyskakiwać z płonących budynków. Zakupiono dwa wykrywacze ognia oraz 10 detektorów 
do wykrywania szkodliwych gazów. Na wyposażeniu strażaków jest też 15 nowych ubrań 
gazoszczelnych. Rozpoczęto również komputeryzację komendy wojewódzkiej straży. Na- 
stępnym poważnym zakupem będzie fiński podnośnik, którego 40-metrowa drabina pozwala 
dostać się na 13 piętro. Wyposażony on będzie w specjalny rękaw ratowniczy pozwalający 
przetransportować z góry na dół 30 osób na minutę. W jelczańskiej fabryce samochodów cię- 
żarowych zamówiono 8 samochodów gaśniczych. 
2U 


Uczestnicy drugiej części sesji zwyczajnej II walnego zebrania delegatów Regionu Bydgoskiego 
NSZZ "Solidarność" przyjęli 5 uchwał. Związek opowiada się za wspieraniem w .,S" dzia
 
łalności branżowej przy jednoczesnym utrzymywaniu dotychczasowej struktury terytorialnej, 
inspirowanie powstania organizacji związkowych w spółkach i przedsiębiorstwach prywatnych. 


II 


I 
\V Bydgoszczy powstaje Samorządowa Szkoła dla Dorosłych. Koncepcja szkoły przygotowana 
przez Wojewódzkie Biuro Pracy Urzędu Wojewódzkiego zakłada przeszkolenie w tym roku 
ok. 4000 osób. Byliby to głównie bezrobotni lub zagrożeni utratą pracy. Szkoła ma zamiar 
bezpłatnie
 lub za symboliczną opłatą prowadzić różnego rodzaju kursy dla 20-25 osobowych 
grup. Mają to być kursy językowe, informatyki i programowania, obsługi sprzętu komputero- 
wego, księgowości, zarządzania, organizacji małych przedsiębiorstw, marketingu itp. Wydatki 
związane z działalnością szkoły ma pokryć w 80 % EWG, a pozostałą Fundusz Pracy i budżet 
państwa. 


ł nI 


Rozpoczęła działalność Fundacja Gospodarcza przy Zarządzie Regionu NSZZ ,.Solidarność". 
Swą działalnością obejmie ochronę zdrowia i środowiska, rozwój kultury i oświaty, ochronę 
interesów pracowników i ich rodzin, promocję i szkolenie kadr. problemy bezrobotnych. 
Źródłem utrzymania fundacji mają być datki płynące głównie od zagranicznych ofiarodaw- 
ców oraz działalność gospodarcza o rozległym zakresie - od płatnych usług pracowniczych 
po pośrednictwo i działalność handlową. 
II In 
Wojewoda bydgoski Antoni Tokarczuk przyjął delegację Związku Zawodowego TransporW 
Prywatnego. Przedstawiono pięć postulatów: objęcie wszystkich kandydatów do zawodu 
specjalnymi badaniami lekarskimi, wyeliminowanie półetatowców, przywrócenie w mieście
>>>
325 


II strefy oznaczenia tablic rejestracyjnych wszystkich taksówek literami BGT oraz wprowa- . 
dzenie koncesjonowania kandydatów do zawodu. W czasie spotkania bydgoscy taksówkarze 
przeprowadzili pod Urzędem Wojewódzkim akcję protestacyjną_ 
17111 
Odbył się XVIII Walny Zjazd Wyborczy Zarządu Oddziału Miejskiego PTTK w Bydgoszczy. 
Podsumowano działalność programową podległych klubów, kół, komisji i zespołów; za- 
twierdzono nowy statut i przyznano okolicznościowe medale im. Leona Wyczółkowskiego. 
Prezesem zarządu wybrano długoletniego działacza turystyczno-krajoznawczego - Tadeusza 
Dolczewskiego. 
20 ID 


Długotrwały spór o budynek przy ul. Jagiellońskiej 9 między Zarządem Regionu NSZZ .,Soli- 
darność" a Oddziałem Doskonalenia Nauczycieli, którego prawa bronili: Związek Nauczyciel- 
stwa Polskiego i Kuratorium Oświaty i Wychowania został rozstrzygnięty przez Naczelny 
Sąd Administracyjny w Gdańsku. NSA stwierdził, że Kuratorium Oświaty i Wychowania 
w Bydgoszczy nadal ma prawo zarządzania budynkiem przy ul. Jagiellońskiej 9, a Zarząd 
Regionu jest tylko gościem w oświatowej placówce. 


23, 24 lU 
Obradowali delegaci Bydgosko-Pilskiej Izby Lekarskiej. W czasie narady omawiano sprawy 
wewnętrzne izby oraz dyskutowano nad zasadami reformy służby zdrowia, problemami 
prywatnej praktyki medycznej, szkolenia podyplomowego lekarzy oraz sytuacji materialnej 
lecznictwa i pracowników służby zdrowia. Zjazd podjął uchwałę w sprawie likwidacji przy- 
wilejów resortowych służb zdrowia. konieczności uchylenia podatków gruntowych i loka- 
lowych pobieranych od placówek służby zdrowia oraz opłacania dyżurów lekarskich jako 
nadgodzin. 


SIV 


Bydgoski Klub Seniorów Lotnictwa obchodził JO-Iecie istnienia. Klub skupia 76 weterenów 
lotnictwa. Wśród osiągnięć KSL wymienia się sympozja historyczno-lotnicze, zjazdy absol- 
wentów SPLdM i seniorów lotnictwa a także inicjatywę i późniejsze wykonanie w czynie 
społecznym pomnika ku czci poległych lotników ziemi bydgoskiej. Za wieloletnią działal- 
ność w szerzeniu tradycji lotniczych klub wyróżniony został odznakami honorowymi: ,;za 
zasługi dla miasta Bydgoszczy" i ,,Zasłużony dla wojsk lotniczych". Na spotkaniu z okazji 
święta kilku seniorom lotnictwa wręczono odznaki: "Zasłużony działacz Klubu Oficerów 
Rezerwy ligi Obrony Kraju" i ,,Zasłużony działacz LOK". 
181V 


Przy ul. Paderewskiego rozpoczęło działalność schronisko dla nosicieli wirusa HIV. Przed- 
sięwzięcie zostało zrealizowane przy współpracy działaczy ,,Monaru", Wydziału Zdrowia 
i Opieki Społecznej UW, Zarządu Wojewódzkiego PCK oraz pracowników Domu Opieki Spo- 
łecznej w Fordonie. Jest to druga w kraju (po Warszawie) noclegownia dlanosiciełi wUuSa_ 
Prócz schroniska działać będzie równie! punkt konsultacyjny.
>>>
326 


18 IV 


70-lecie działalności obchodziło Bydgoskie Towarzystwo Lekarskie, którego założycielem 
był dr Emil Warmiński. Z tej okazji w sali konferencyjnej NOT odbyło się sympozjum nau- 
kowo-szkoleniowe na temat ostrej lewokomorowej niewydolności serca, w którym wzięli 
udział wybitni specjaliści chorób serca ze wszystkich ośrodków naukowych w kraju. 


19 IV 


Trwa ogólnopolska akcja protestacyjna strażaków mająca na celu przyspieszenie poprawy 
sytuacji Straży Pożarnej. W Bydgoszczy odbyło się spotkanie Wojewódzkich Komitetów 
protestacyjnych z Torunia, Piły, Gorzowa Wlkp. i Bydgoszczy, na którym omawiano żąda- 
nia frnansowe strażaków. 


22 IV 


Rozpoczął działalność telefon zaufania do spraw rodziny. 


IV 


Wojskowy Klub Sportowy ,,zawisza" obchodzi 45-lecie istnienia, Bydgoszczanie zdobyli 
8 medali olimpisjkich m.in. przez Teresę Ciepłą. Zdzisława Krzyszkowiaka, Danielę Walko- 
wiak-Pilecką i Sławomira Zawadę. Ponadto - 49 medali mistrzostw świata, 102 medale mis- 
trzostw Europy oraz wiele w spartakiadach i mistrzostwach Armii Zaprzyjaźnionych. Na 16 
finałów Ogólnopolskich Spartakiad Młodzieży, Zawisza 9-krotnie zajmował I miejsce w kla- 
syfikacji klubowej. 
IV 


W Fabryce Form Metalowych "Formet" w Bydgoszczy na wniosek załogi rozwiązano radę 
pracowniczą i zawieszono w czynnościach dyrektora naczelnego. Przyczyną niezadowolenia 
pracowników jest sytuacja ekonomiczna firmy. 


3V 


W 2oo-lecie Konstytucji 3 Maja na uroczystej sesji zebrała się Rada Miejska. Na Starym 
Rynku mieszkańcy miasta obejrzeli paradę wojskową i wzięli udział w licznych festynach. 
Filhannonia Pomorska zorganizowała "rocznicowy" koncert muzyki polskiej. Wcześniej 
Katedra Historii Wyższej Szkoły Pedagogicznej wraz z Wojewódzkim Sejmikiem Samorzą- 
rządowym zorganizowały konferencję naukową pt. ,,200 lat Konstytucji 3 Maja". Muzeum 
Tradycji przy ul. Czerkaskiej zaprezentowało wystawę "Wojsko Polskie w dobie Konstytucji 
3 Maja". na której eksponowano dzieła sztuki związane z najwybitniejszymi postaciami i wy- 
darzeniami epoki, ówczesną broń strzelecką i białą, ubiory wojskowe, regulaminy Szkoły 
Rycerskiej oraz numizmaty i kolekcję orderów. 
4V 


Bydgoski "Romet" i Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze byli organizatorami 
łwięta roweru. Zbiórka cyklistów miała miejsce na Starym Rynku, skąd kolumną udali się 
do Myślęcinka. Tam na terenach rekreacyjnych zorganizowano wystawę rowerów i moto- 
rowerów, pokazy zręcznościowe jazdy na BMX-ach i rowerach typu ATB, występ kabaretu 
,,KIika". pokazy lotu balonem i motolotniami.
>>>
327 


11 V 
XI Wojew6dzki Zjazd Towarzystwa Przyjaciół Dzieci dokonał bilansu działalności ostatniej 
kadencji. Z powodu braku funduszy rozwiązano Wojewódzki Ośrodek Wychowania Środo- 
wiskowego, przekazano Ośrodek Rehabilitacyjno-Wychowawczych Wojewódzkiemu Zespo- 
łowi Pomocy Społecznej. Ograniczona została możliwość pomocy rodzinom wielodzietnym, 
patologicznym i dotkniętym niedostosowaniem społecznym oraz pomoc dzieciom niepeł- 
nosprawnym w organizowaniu dla nich wypoczynku letniego. Chcąc ratować zagrożoną działal- 
ność Towarzystwo postawiło sobie za cel pozyskanie do współpracy reprezentacje wszys- 
tkich sił społecznydl i politycznych oraz podjęcie działalności gospodarczej. Za najważ- 
niejsze uznano tworzenie kół specjalistycznych, zrzeszających rodziny z różnymi schorze- 
niami dzieci. Na zjeździe wybrano nowe władze wojewódzkie TPD. 
ł3V 


Zarząd Regionu Bydgoskiego NSZZ ..Solidarność n powołał Crzegorza Tusza na stanowisko 
pełniącego obowiązki prz
wodniczącego Zarządu Regionu. 
22V 
Prymas Polski kardynał J ólef Clemp dokonał konsekracji świątyni pod wezwaniem Najświę- 
tszej Marii Panny Matki Kościoła przy ul. Jaskółczej w Bydgoszczy. Prymas odprawił mszę 
św. a następnie spotkał się z wiernymi i budownh;zymi kościoła. 
22V 


Zarząd Regionu Bydgoskiego "Solidarność" był organizatorem na naszym terenie ogólnopol- 
skiego strajku. 15-minutowa przerwa w pr:rcy, wywicszenic flag i plakatów informacyjnych 
były spowodowane pogłębiającą się recesją gospodarczą i zubożeniem społeczeństw2. .,soli- 
darność" zarzuca rządowi brak wyraźnych koncepcji dotyczących polityki społecznej i roz- 
woju przemysłu. 
29V 


lekarz wojewódzki Włodlimj
rz Giziński poinformował ministra zdrowia i opieki społecl
ej 
o sytuacji finansowej lecznictwa regionu bydgoskiego. Zadłużenie lecznictwa wynos: pO!1JU 
75 miliardów złotych, dotyczy ono głównie szpitali oraz refundacji za leki. Lekarz wojewódz- 
ki uzyskał zapewnienie ministerstwa o spłacie długów szpitalnych w ciągu 2 tygodni. Po- 
nadto przyznano woj. bydgoskiem!l dodatkowo 40 mld zł,jednak pieniądze te spłyną dopiero 
jesienią. Oszczędnościowy program pozwoli przetrwać do końca roku, ale niezbędne są reduk- 
cje zatrudnienia, ograniczenie liczby dyżurów, ryczałtów i dodatków funkcyjnych. Ponadto 
zapadła decyzja o likwidacji oddziału chirurgicznego w pogotowiu i oddziału szpitalnego przy 
przychodni ,,Zachemu". Zablokowano też wszelkie remonty kapitalne i inwestycje (z wyjąt- 
tkiem Regionalnego Centrum Onkologii). 
V 
Wojewódzki Urząd Statystyczny w Bydgoszczy badał warunki bytowe gospodarstw domo- 
wych. Według opinii ankietowanych ich sytuacja materialna w 1990 r. pogorszyła się w porów- 
naniu z rokiem poprzednim. Swą sytuację jako złą określiło 28,4 proc., gdy rok wstecz takich 
odpowiedzi było 20,9 proc., 6.8 proc. ankietowanych stwierdziło, że żyje w ubóstwie, 2,5 
proc. dochody nie starczają nawet na najtańsze jedzenie, 16,4 proc. starczy na j
dzenie, ale
>>>
328 


już nie na ubranie. Najliczniejsza grupa - 41 proc. stwierdziła, że musi żyć bardzo oszczęd- 
nie, aby odłożyć na poważniejsze zakupy. Bez problemów finansowych była nieliczna - 0,8 
proc. grupa ankietowanych. 
V 


I Oddział PKO w Bydgoszczy prowadzi około 516 tys. I:achunków oszczędnościowych. Na 
początku roku stan oszczędności na tych rachunkach wynosił 243 miliardy złotych. Na 
koniec kwietnia saldo oszczędności wzrosło do 342 mld zł. Klienci PKO coraz częściej lokują 
swe oszczędności na kontach tenninowych, wyżej oprocentowanych. 


V 


Bezrobocie w województwie bydgoskim osiągnę ło liczbę ponad 50 tys. Z tego prawo do 
zasiłku ma tylko 13,5 tys. osób. Na bezrobotnych czekały w maju 1072 oferty pracy. 
6, 7 VI 


Bydgoszczanie tłumnie uczestniczyli w spotkaniu z papieżem Janem Pawłem II, który w swej 
IV pielgrzymce do Polski odwiedził Włocławek. Podczas homilii Ojciec Święty podkreślił 
znaczenie nonn moralnych wypływających z tradycji chrześcijańskiej oraz określił miejsce 
Polski w kulturze europejskiej. 
ł2VI 


Prymas Polski kardynał Józef Glemp dokonał aktu konsekracji kościoła parafialnego pod 
wezwaniem Błogosławionej Jadwigi Królowej, na Wzgórzu Wolności w Bydgoszczy. 


4VI 


Przy ul. Podmiejskiej na Osowej Górze w Bydgoszczy otwarto fIlię schroniska dla bezdomnych. 
Placówka przeznaczona jest dla matek z dziećmi. Mężczyźni przebywają w schronisku przy 
przy ul. Fordońskiej. W bydgoskim schronisku dla matki z dzieckiem zatrudnione są 4 osoby. 
Placówka utrzymywana jest przez władze miasta. 


ł6VI 


Pomorska Rozgłośnia Radiowa nadawała 16 godzin programu w ciągu doby. Od 16 czerwca 
program lokalny rozbrzmiewa w eterze w ciągu całej doby. Obok dotychczas emitowanych 
programów pojawiły się nowe, a wśród nich dzienniki nadawane przez sekcję polską BBC, 
porady specjalistów z dziedziny ochrony zdrowia i nauki, nowe cykle muzyczne. 


VI 


Na bydgoskich ulicach i dworcu głównym PKP zagościli rumuńscy Cyganie próbując natar- 
czywym żebraniem zdobyć od przechodników pieniądze. Policja usiłowała umieścić ich 
w schronisku dla bezdomnych w Fordonie, lecz nie zgodzili się na to, przedkładając koczo- 
wanie w poczekalni dworcowej. 


vu 


Na fordońskim osiedlu "Przylesie" powstał społeczny komitet telefoniza.cji zamierzający do- 
pr?wadzić do rozwiązania problemu telefonicznego na osiedlu. Komitet podpisał umowę z po- 
cztą oraz z Firmą Usługowo-Handlową Telek, która wykonuje okablowanie zewnętrzne,
>>>
329 


wewnętrzne i gniazdka w mieszkaniach. Jednocześnie Dyrekcja Polskiej Poczty Telegrafi Tele- 
fon nadzoruje przygotowanie nowej centrali do przyjęcia abonentów. Pierwsze telefony zadz- 
wonią na Przylesiu już w październiku. 


vu 


Liczba ludności woj. bydgoskiego w końcu czerwca br. wynosiła 1114 tys. osób. W miastach 
zamieszkiwało 65,1 proc. ogółu ludności. Na 100 mężczyzn przypadało 106 kobiet. Zatrud- 
nienie w gospodarce narodowej w I półroczu br. wynosiło 290,3 tys. osób, co oznacza spadek 
z analogicznym okresem ub. roku o 4,7 proc. W I półroczu liczba bezrobotnych wzrosła 
o ponad 40 proc. i w końcu czerwca wynosiła 55,7 tys. co stanowiło 10,6 proc. ludności 
czynnej zawodowo. W czerwcu ub. roku na jedną ofertę pracy przypadało 24 bezrobotnych 
w czerwcu br. 67 bezrobotnych. Przeciętne wynagrodzenie wynosiło 1579 tys,zł i w stosunku 
do ub. roku wzrosło o 99,9 proc. Przeciętna emerytura i renta pracownicza wynosiła 1.061 
tys.zł, dla rolników indywidualnych - 814 tys.zł. 
VU 


W 1988 r. powołana została w Polsce Fundacja Pomocy Niewidomym "Start", mająca swój 
oddział w Bydgoszczy w Centralnym Ośrodku Szkolenia Niewidomych przy ul. Powstańców 
Wielkopolskich. Zadaniem fundacji jest przenoszenie na teren Polski osiągnię ć naukowych 
i technicznych z zagranicy, służących pomocą niewidomym, wytwarzanie w kraju specjalis- 
tycznych urządzeń. Fundacja pomaga finansowo stowarzyszeniom i instytucjom dzia łającym 
na rzecz niewidomych, prowadzi biblioteki i rehabilitację podopiecznych. Fundacja chcąc 
zdobyć fundusz na powyższe cele prowadzi szeroko zakrojoną działalność gospodarczą. 
Oddział "Startu" w Bydgoszczy zorganizował sklep wielobranżowy przy ul. Sowińskiego, 
a wkrótce uruchomiona zostanie hurtownia artykułów pochodzenia zagranicznego. 


vu 


Tylko 12 zakładów przyjmuje do pracy w czasie wakacji młodzież z Ochotniczych Hufców 
Pracy. Młodzi pracownicy znajdą zatrudnienie przy żniwach, w przetwórstwie owoców i wa- 
rzyw, w piekarniach i firmach budowlanych. Garstka osób wyjeżdża do pracy w Czechosło- 
wacji i na Węgry, gdzie pracować będą w rolnictwie. 


2vn 


Kolumna strajkujących bydgoskich taksówkarzy przejechała w południe przez miasto ze 
stadionu Chemika na Stary Rynek, gdzie ich delegacja udała się na rozmowy z prezydentem 
Edwinem Warczakiem. Taksówkarzom chodzi o zniesienie możliwości pracy na 1/2 etatu, 
szczególnie przez żołnierzy i policjantów służby czynnej oraz o przestrzeganie przepisu, że 
osoba podejmująca pracę taksówkarza musi mieć trzyletni staż pracy jako kierowca zawodo- 
wy. 
12 VUI 


Zostało uruchomione automatyczne połączenie telefoniczne między Bydgoszczą a Olszty- 
nem, a poprzez Olsztyn z wieloma miejscowościami Warmii i Mazur.
>>>
330 


l S VIII 
Święto pułkowe obchodzili żołnierze byłego 15 Wlkp. Pułku Artylerii Lekkiej. Żołnierze 
- weterani złożyli wiązanki kwiatów przy pomniku Powstańca Wielkopolskiego, uczestniczyli 
w uroczystym nabożeństwie w kościele garnizonowym, a swą uroczystość zakończyli spotka- 
niem z żołnicrzami w koszarach prlY ul. Gdańskiej - w dawnych przedwojennych koszarach 
pułku. 
23 VIII 


W Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy odbyło się spotkanie wojewody Antoniego Tokarczu- 
ka ze specjalistami z dziedziny pediatrii i kardiologii. W czasie dyskusji lekarze wyrazili swoje 
zaniepokojenie wzrostem zachorowań dzieci na nowotwory pasożytnicze i zapalenia pł uc 
oraz zwiększoną liczbę noworodków z wadami serca. W czasie spotkania wojewoda złożył 
podziękowanie doktor Wandzie Sokalskiej za ofiarną pracę w zwalczaniu chorób serca i układu 
krążenia u dzieci oraz starania o leczenie w ośrodkach zagranicznych dla pacjentów, którzy 
nie mieli szans wyleczenia w kraju. 
VnI 
Bydgoskie Towarzystwo Dobroczynności zorganizowało akcję pod hasłem ,.Kolorowy tor- 
nister". Bydgoszczanie ofiarowaJi wszelkiego rodzaju przybory szkolne dzieciom z ubogich 
rodzin. 


22 IX 
W Bydgoszczy odbyły się XVII Międzynarodowe Targi TUI)'styki Esperanckiej. Więli w nich 
udział przedstawiciele organizacji i biur podróży, wykorzystujący język esperanto w między- 
narodowej turystyce. Głównym celem targów była prezentacja ofert turystycznych na rok 
1992 i zawarcie między poszczególnymi partnerami umów w sprawie wymiany grup. 
27 IX 
W sali konferencyjnej Akademii Medycznej obradował I Okręgowy Zjazd Samorządu Pielę- 
gniarek i Położnych. W woj. bydgoskim zarejestrowanych jest 6 tys. pielęgniarek i pielęgnia- 
rzy oraz 1153 położnych. 228 delegatów wybrało władze Okręgowej Izby oraz Okręgowego 
Rzecznika Odpowiedzialn(\
i Zawodowej i sąd koleżeński. Podczas dyskusji dominowała 
troska o przyszłość zawodu. Podkreślono konieczność zmian, w systemie kształcenia pielę- 
gniarek i konieczność znowelizowania ustawy o zawodzie pielęgniarki i położnej. 
30IX 


Na StaI)'m Rynku przy Pomniku Walki i Męczeństwa odbyła się uroczystość wręczenia sztan- 
daru Światowemu Związkowi Żołnierzy Armii Krajowej okręg Bydgoszcz. Odsłonięta została 
tablica pamiątkowa Armii Krajowej. 
IX 
W Bydgoszczy powstaje hospicjum dla nieuleczalnie choI)'ch na raka. Kilka pomieszczeń na 
ten cel oddał szpital im. Emila Warmińskiego na Kapuściskach. Udało się pozyskać lekarzy, 
pielęgniarki i kilkunastu wolontariuszy, którzy pracują przy łóżkach chorych. 
6X 
W Bydgoszczy odbyło się walne zebranie Krajowego NSZ Rzemiosła "Solidarność". Nowym 
przewodniczącym związku wybrano Włodzimierza Koprowskiego z Bydgoszczy. Dokonano
>>>
331 


zmian w statucie oraz określono mierniki działania na najbliższy okres. Jednym z zadań związ- 
ku będzie akces do europejskiej organizacji Smali Business. 
15 X 
Bydgoski Bank Komunalny przekaza ł Regionalnemu Ośrodkowi Chirurgii Noworodków 
powsta łemu na bazie Kliniki Chirurgii Dziecięcej AM w Bydgoszczy - respirator i pompy 
in fu zyjne konieczne przy operacjach noworodków z wadami wrodzonymi. 
X 


Okręgowe Przedsiębiorstwo Geodezyjno-Kartograficzne powołało specjalną grupę do prze- 
prowadzenia inwentaryzacji mienia komunalnego w Bydgoszczy. Praca trwała od września 
1990 r. Ustalono właścicieli gruntu bądź nieruchomości, użytkowników, porównywano stan 
faktyczny z zapisami w dokumentach. Ustalono co jest mieniem komunalnym, a co państwo- 
wym. Sprawdzono 12 tys. nieruchomości. Obecnie wojewoda podejmuje decyzje w sprawie 
ich przekazania na rzecz gminy Bydgoszcz. 
II XI 
Święto Niepodległości uczczone zostało uroczystym koncertem w Kinoteatrze przy ul. Ower- 
nickiego. Nastąpiło odsłonięcie i poświęcenie przebudowanego pomnika Wolności. Przed- 
stawiciele władz miejskich złożyli kwiaty pod pomnikiem Nieznanego Powstańca Wielkopol- 
skiego. 
ł4XI 
W Komendzie Wojewódzkiej Straży Pożarnych w Bydgoszczy przeprowadzono konferencję 
prasową z okazji 70 rocznicy powstania Związku (khotniczych Straży Pożarnych. Na terenie 
naszego województwa działa 646 jednostek OSP. Od początku roku w Bydgoskiem wybuchło 
prawie 1900 pożarów. Straty spowodowane nimi oszacowane zostały na przeszło 33,6 mld zł. 
Śmierć w płomieniach poniosło 6 osób. 
XI 
Wydział Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej Urzędu Miejskiego przeprowadził bada- 
nia 100 samochodów. spośród których w 50 stwierdzono stężenie tlenku węgla powyżej 
4,5 proc., czyli powyżej nonllY. Podobne wyniki dały pomiary hałasu w Bydgoszczy. Przeba- 
dano 100 miejsc i we wszystkich stwierdzono przekroczenie poziomu hałasu przynajmniej 
o 10 proc. 
XI 
W Bydgoszczy rozpoczęła działalność Straż Miejska, wspomagając policję w utrzymaniu 
porządku w miejscach publicznych. Komendantem straży został Jerzy Rybak. 
xn 
Mieszkańcy Fordonu wzbogacili się o 9 tys. nowych numerów telefonicznych. Jest to przede 
wszystkim zasługa społecznych komitetów telefonizacyjnych. Polska Poczta, Telegraf i Telefon 
wybudowała centralę i położyła kable magistralne od centrali do szafek. Komitety zleciły 
firmom zainstalowanie kabli między blokami i w mieszkaniach abonentów. W Fordonie obok 
nowej centrali głównej działają dwie centrale cząstkowe obsługujące abonentów ze starego 
Fordonu i osiedla Tatrzańskiego.
>>>
332 


XD 
Nowe schronisko dla bezdomnych zwierząt w Bydgoszczy powstało na bazie istnieącego już 
przy Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami. Uchwałą Rady Miejskiej powstało ono jako 
zakład budżetowy. W planie nowego schroniska są także odpłatne usługi,jak opieka nad zwie- 
rzętami w czasie urlopów ich właścicieli, uruchomienie sklepu z wyposażeniem dla zwierząt 
i punktu doraźnej pomocy weterynaryjnej. 
XD 
Systematycznie powiększa się liczba ludzi poszukujących pracy. W Bydgoskiem jest to 75,9 
tys. osób. 18 proc. ogółu bezrobotnych stanowią ludzie pozbawieni pracy w wyniku zwolnień 
grupowych. 
XD 
31 grudnia Polska Poczta, Telegraf i Telefon przekształca się w: przedsiębiorstwo użyteczności 
publicznej - Polska Poczta i spółkę akcyjną - telekomunikacja Polska SA. W trakcie prac 
związanych z podziałem jest też przedsiębiorstwo bydgoskie, w którym zakończono inwenta- 
ryzację. Tak jak dawniej poczta będzie dzieliła pomieszczenia z telekomunikacją w budynku 
przy ul. l agiellońskiej. 


IV. OŚWIATA I SZKOLNICIWO WYŻSZE 


41 
Wojewoda bydgoski Stanisław Kubczak spotkał się z rektorami bydgoskich wyższych uczelni. 
Omówiono najważniejsze problemy rozwojowe szkół wyższych w 1991 r. W dyskusji podno- 
szono sprawy uruchamiania nowych kierunków studiów, rozwój kadry naukowej i poprawę 
bazy mateńaloej o lokalowej uczelni. Uzgodniono zasady i zakres pomocy Urzędu Wojewódz- 
kiego w zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych pracowników bydgoskich szkół wyższych. 
Przedyskutowano koncepcję stworzenia wspólnej dla wszystkich uczelni przychodni zdrowia. 
9 nI 


Na Zjeździe Hufca ZHP Bydgoszcz - miasto wybrano ponownie Grzegorza Frankowskiego 
na stanowisko komendanta. W trakcie spotkania omawiano problemy finansowe hufca, ewen- 
tualną działalność gospodarczą, dyskutowano także na temat konieczności zmodyfikowania 
Ruchu Przyjaciół Harcerstwa. 
71V 
Senat Wyższej Szkoły Pedagogicznej omawiał stan i potrzeby Biblioteki Głównej. Podczas 
obrad proC. dr hab. Jerzy Danielewicz otrzymał akt mianowania ministra edukacji narodowej 
na stanowisko profesora zwyczajnego. 
IV 
Instytut Filologii Polskiej i Katedra Historii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Bydgoszczy 
przeprowadziły cykl odczytów historycznych i polonistycznych przygotowujących uczniów 
do egzaminów maturalnych i egzaminów wstępnych na wyższe uczelnie.
>>>
333 


l VI 


Na sesji Rady Miejskiej zapadła decyzja o likwidacji pięciu bydgoskich przedszkoli. Powodem 
takiego postanowienia była mała frekwencja w niektórych placówkach oraz zbyt duże koszty 
utrl.ymania. Dzieci uczęszczające do likwidowanych przedszkoli zostały umieszczone w przed- 
szkolach .sąsiednich. 


tlX 


W Bydgoszczy rozpoczęło pracę II Społeczne Liceum Ogólnokształcące. które zna1azło 
lokum w budynku Szkoły Podstawowej nr 14 przy ul. Kaplicznej. Uczniowie dwóch klas 
pierwszych liczących po 16 osób przez dwa pierwsze lata będą opanowywali program naucza- 
nia o profilu ogólnym. W 3 i 4 klasie zostaną utworzone grupy profilowane. przygotowujące 
do wybranych studiów. Program przewiduje naukę trzech ję zyków obcych: angielskiego. 
niemieckiego i łaciny. Działać będą koła: plastyczne, muzyczne, fotograficzne j inne. Czesne 
ustalone zostało na 600 tys.zł. 


IX 


Wyższa Szkoła Pedagogiczna jako pierwsza w regionie zainaugurowała nowy rok akademicki 
4.5 tys. studentów kształci 46 profesorów, 18 doktorów, 125 adiunktów. 143 asystentów, 
119 innych pracowników dydaktycznych. Wspomaga ich 144 nauczycieli akademickkh z 
innych ośrodków. Wykład inaugurancyjny ,,0 potrzebie edukacji ekologicznej w społeczeń- 
stwie" wygłosił prof. dr hab. Józef Banaszak. 
25 X 


\V Akademii Techniczno-Rolniczej odbyła się konferencja rektorów uczelni Bydgoszczy 
i Torunia. Dyskutowano nad problemem integracji środowiska akademickiego, sytuacją eko- 
nomiczną uczelni w warunkach drastycznych ograniczeń budżetowych, zatrudnieniem absol- 
wentów uczelni oraz wzajemną pomocą przy zatrudnianiu nauczycieli akademickich. Wyra- 
żono zaniepokokojenie słabym zainteresowaniem władz centralnych i regiona1nych kulturą, 
n Juką i szkolnictwem wyższym. 


XI 
W Szkole Podstawowej nr 10 przy ul. Śląskiej odbywają się giełdy sprzętu sportowo-turysty- 
cznego. hobbystycznego. muzycznego. odzieży i książek. Środki uzyskane z tych imprez 
przeznaczone są na utrzymanie szkoły oraz działalność sportową. 


ł2XD 


Szkoła podstawowa nr 43 obchodząca swoje XXX-lecie otrzymała nowego patrona - wice- 
admirała Kazimierza Porębskiego - szefa morskiej siły zbrojnej II Rzeczypospolitej i inicjatora 
powstania w 1922 r. Państwowej Szkoły Morskiej. Szkoła sąsiadująca z torem regatowym 
w Brdyujściu zawsze związana była z wodniactwem. Z okazji uroczystości uczniowie przygo- 
towa1i program artystyczny o tematyce morskiej oraz okolicznościową wystawę nt. statku 
"Bydgoszcz" .
>>>
334 


V. KULTURA - ZAGADMENIA OGÓLNE 


211 


W salach Miejskiego Ośrodka Kultury otwarto wystawę Portret "serce miasta", na którą skłł- 
dają się zdjęcia i ryciny przedstawiające bydgoski Stary Rynek już od XVII wieku, aż po dzień 
dzisiejszy. 
291 


W Pałacu Młodzjeźy miała miejsce inauguracja VI Ogólnopolskiego Seminańum filmowego 
pod hasłem "Aktorstwo filmowe". W imprezie wzię ło udział 112 członków młodzieżowych 
Dyskusyjnych Klubów Filmowych z całego kraju. 
311 
W gmachu Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy otwarto wystawę 
pt. "Miary w Polsce". Ekspozycja prezentuje część kolekcji ze zbiorów Muzeum Ziemi Kujaw- 
skiej i Dobrzyńskiej we Włocławku. Na wystawie znalazły się miary długości. masy, pojem- 
ności i gęstości stosowane na zjemiach polskich, m.in. na terenie Pomorza. Ekspozycja uzu- 
pełniona jest zespołem kufli ceramicznych, szklanych i cynowych z XVIII i XIX w. na1ei.ą- 
cych do Muzeum Okręgowego w Bydgoszczy. 
31 I 


W budynku dyrekcji Domu Książki przy Starym Rynku otwarto nową księgarnię. Jest to 
placówka przeniesiona z Ronda J agienonów, która musiała opuścić dotychczasowy lokal 
na żądanie nowego właściciela budynku. 
I 
Komisja Likwidacyjna RSW "Prasa-Książka-Ruch" sprzedała za 300 mln zł bydgoski "Dzien- 
nik Wieczorny". Nowym właścicielem popularnej popołudniówki zostało Przedsiębiorstwo 
Handlowo-Usługowe ,,Poltech" Spółka z 0.0. 
I 


Muzeum Okręgowe w Bydgoszczy zakupiło w "Desie" miecz katowski z 1684 f. Ten cenny 
eksponat nie był używany w naszym mieście, bowiem Bydgoszcz swojego kata ,,na etacie" 
nie mia ła. 


8U 
Klub Dziennikarza przy ul. Sielanka wystawił prace fotograficzne Jarosława Prussa "Wilno 
po krwawej niedzieli". Są to wstrząsające zdjęcia przedstawiające niedawne zajścia na Litwie. 
25 II 
Posiedzenie Komisji Kultury i Nauki Rady Miejskiej odbyło się w księgami na osiedlu "Bajka". 
Poświęcone było analizie pracy kulturalno-wychowawczej w nowym Fordonie. 
fi 
W Danii przebywała delegacja samorządowa województwa bydgoskiego. Podczas pobytu 
zapoznano się m.in. z rozwiązaniami organizacyjnymi życia kulturalnego w duńskich gmi- 
nach.
>>>
335 


II 


Już rok działa w Bydgoszczy prywatna firma wydawnicza "Somix". W tym okresie wydano 
14 książek, a debiutem firmy była "Chata wuja Toma", W roku 1991 planuje się wydanie 
około 40-50 tytu łów. Na zamówienie "Somixu" prof. Aleksander Krawczuk pisze ..Kalen- 
darium rzymskie", 3 tytuły kupiono od Aliny i Czesława Centkiewiczów, prLewiJujc się 
też "llustrowaną historię Polski dla dzieci". Zawarto też umowy z pisarzami zagranicznymi. 
Wśród pozycji regionalnych znajdą się powieści Bogushwa Sujkowskiego, Bolesława Eckierta 
oraz "Prezydenci miasta Bydgoszczy" Janusza Kutty. 
10 III 


Tegoroczne ,,Konfrontacje filmowe" zorganizowane zostały przez nowe firmy dystrybucji 
filmów: "Apollo" z Krakowa, "Neptun" z Gdańska, "Silesia" z Katowic, "Opal" l Warszawy. 
Kinomani obejrzeli w kinie ..Polonia" 12 pozycji filmowych, a wśród nich laureatów festiwalu 
w Cannes i Avoriaz, nagród "Oscara i FelLxa" - "Herbatka na pustynf' w reżyserii Bernarda 
Bertolucciego. ,,Dzikość serca" Davida Lyncha. "Wożąc miss Daisy" Bruce'a Beresforda. 
"Życie za życie" Krzysztofa Zanussiego. 
22 III 
Telewizja bydgoska nadała pierwszy nocny program, przygotowany przez Biuro Usług Rekla- 
mowych Leszka Czerwińskiego. W programie znalazła się muzyka. sport. erotyka, kabaret 
,,Klika" oraz konkurs dla telewidzów. 
41V 
W Klubie Pomorskiego Okręgu Wojskowego otwarto wystawę .,Katyń - w dokumentach" 
i wspomnieniach mieszkańców Bydgoszczy. Ekspozycja zawiera oryginalne listy wysłane 
z Kozielska i Ostaszkowa, odznaczenia, dyplomy. zdjęcia z pielgrzymek i wydeclek. jakie 
rodziny katyńskie odbyły w tamte strony. 
51V 


Oddział .,Gazety Wyborczej" w Bydgoszczy rozpoczął wydawanie lokalnego dodatku pt. 
,.Gazeta Regionalna". Ukazuje się on w środy i piątki na terenie czterech województw: byd- 
goskiego, pilskiego, toruńskiego i włocławskiego. Drugim nowym pismem jest tygodnik ..Ku- 
piec Pomorski" adresowany do kupców, przemysłowców i ich klientów. 
3-6 V 


Miejski Ośrodek Kultury był organizatorem "Wiosny poetyckiej", w czasie której widzowie 
obejrzeli występy Ewy Błaszczyk, Krystyny Tkacz oraz kabaretu ,»od Egidą". 
20łV 
W salach domu Zgromadzenia Księży Misjonarzy Świętego Wincentego a' Paulo odbyło się 
seminarium artystyczne pod nazwą "Współczesna sztuka w Kościele". Wygłoszone zostały 
wykłady: "Próba oceny sytuacji w kulturze polskiej po upadku systemu totalitamego", ,.Sztu- 
ka przykościelna - sztuka w Kościele - myśli i pytania'\ "Czy wierzący może być artystą?", 
"Sztuka i modlitwa". W galerii, sztuk plastycznych .,Kruchta" otwarta została wystawa malar- 
stwa Teresy Stankiewicz z Krakowa.
>>>
336 


22 IV 
Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna była organizatorem narady kierownictwa biblio- 
tek publicznych województwa bydgoskiego. Na spotkaniu dominował temat pogarszającej 
się sytuacji wielu placówek. Bibliotekarze informowali o likwidacji filii i punktów bibliote- 
cznych, a co za tym idzie - zwalnianiu pracowników. 


8V 
W czytelni regionalnej Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej odbyło się otwarte 
posiedzenie Komisji Kultury i Nauki Rady 
łiejskicj. Spotkanie miało na celu sprowokowanie 
samorządu miejskiego do pomocy bibliotece, w której trwa generalny remont kompleksu 
budynków przy Starym Rynku i ul. Jana Kazimierza. Radni zgodzili się na razie wydatkować 
200 mJn zł na dokończenie adaptacji obiektów przy ul. Długiej i Noakowskiego, gdzie tym- 
czasowo umieszczone zostaną działy pracy wewnętrznej, czytelnie i zbiory specjalne przeno- 
szone tam z powodu zbyt wygórowanych żądań finansowych właścicieli budynków, w których 
dzia łały dotychczas. 
28V 

fiejski Ośrodek Kultury przy Starym Rynku zorganizował wystawę fotograficzną 
Iarka 
Koczwary pl. "Gość zawsze oczekiwany". Są to reminiscencje z III pielgrzymki papieża Jana 
Pawła II do Polski. Ekspozycja tym ciekawsza, iż ma miejsce podczas kolejnej wizyty lana 
Pawła II w kraju. 
V 
W bydgoskim salonie Biura Wystaw Artystycznych otwarto wielką ekspol:ycję pn. ,,150 lat 
fotografU polskiej". Jej głównym realizatorem jest Centralne Biuro Wystaw Artystycznych 
w Warszawie. Ekspozycja gościła wcześniej m.in. w Paryżu i Nowym Jorku. Składają się na 
nią prace pionierów polskiej fotografii np. Maurycego Scholtza, Stefana Kuczyńskiego, Hi- 
polita Chołoniewskiego, Józefa Czechowicza aż po mistrzów współczesnych. 
15 VI 


Bydgoskie obchody Dni Morza rozpoczął przemarsz orkiestr dętych i korowód młodzieży. 
Na zacumowanej przy nabrzeżu Starego Rynku barce odbyły się występy kaszubskich zespo- 
łów folklorystycznych. Na wodach Brdy miała miejsce parada wszelkich jednostek pływa- 
jących: od statku Żeglugi Bydgoskiej poprzez jachty, motorówki, łodzie wiosłowe aż po 
własnej konstrukcji dziwaczne jednostki pływające. Wieczorem na Brdę spłynęły wianki 
a strażacy i lotnicy przygotowali piękne wido\\lisko z fajerwerkami. 
svn 


Na posiedzeniu zarządu Kujawsko-Pomorskiego Towarzystwa Kulturalnego wybrano nowe 
władze. Nowym prezesem został Edward Turczynowicz. Na posiedzeniu rozważono m.in. 
zadania stowarzyszeń społeczno-kulturalnych w zachodzących w kraju procesach demokraty- 
cznych. Uczestnicy zebrania opowiedzieli się za pełną autonomią lokalnych towarzystw 
oraz utrzymaniem wojewódzkiej struktury KPTK. 
15Vn 


Rozpoczęto prace konserwatorskie przy gotycko-renesansowym kościele Klarysek. Prace re- 
nowacyjne, na które przeznaczono 1,5 mld zł w znacznym stopniu sponsoruje Rada Miejska.
>>>
337 


Prace obejmować będą oczyszczanie i impregnację cegieł murów i wieży kościelnej. Wew- 
nątrz nastąpi konserwacja ołtarza głównego, umocnienie elementów drewnianych oraz uzu- 
pełnienie złoceń i polichromii. 
vn 


Pałac Młodzieży był organizatorem I Polonijnych Warsztatów Artystycznych. Na dwutygod- 
niowy pobyt w Bydgoszczy zjechali młodzi polonijni artyści z Litwy, Łotwy i Francji. Odby- 
wali oni zajęcia warsztatowe z instruktorami, pogłębiali swą wiedzę z zakresu historii kultury 
polskiej, języka polskiego, zapoznawali z osiągnięciami polskiego filmu i teatru. Uczestnicy 
wzięli też udział w wycieczce do Biskupina. 
vn 


Dzięki staraniom Towarzystwa 
1iłośników Miasta Bydgoszczy, na cmentarzu Starofamym 
przy ul. Grunwaldzkiej, odrestaurowano miejsca spoczynku dwóch sztandarowych działaczy 
z okresu pruskiej niewoli: Juliana Prejsa zwanego "ojcem ludowej prasy pomorskiej" i Teof1la 
Magdzińskiego - organizatora polskiego życia kulturalnego i społecznego. 


2 VIII 


W Bydgoszczy gościł Roman Bratny. Pisarz wziął udział w otwarciu wystawy obrazów Józefa 
Makowskiego pl. "Portret żołnierzy Powstania Warszawskiego". W księgarni "Współczesna" 
spotkał się z czytelnikami swoich książek. 


VDł 


Bydgoskie kino .,Bałtyk" wydzierżawił prywatny właściciel - Irakijczyk Szakir Kitaba - 
wykładowca arabskiej literatury w Uniwersytecie Poznańskim. 
llX 


Nowy sezon pracy zainaugurował Klub Inteligencji Katolickiej. W programie na najbliższy 
miesiąc znalazły się: spotkanie z kandydatami do parlanlentu, wykład prof. Edmunda Trem- 
pały "Problemy edukacyjne współczesnego świata" oraz zebranie Sekcji Nauki Społecznej 
Kościoła i Sekcji Biblijnej. 
l XI 


Jubileusz 50-lecia pracy zawodowej obchodził Mirosław Michałowski - dyrektor księg3mi 
"Współczesna" . 


S-8 IX 


W Wojewódzkim Ośrodku Kultury odbył się V Ogólnopolski Przegląd Artystycznego Ruchu 
Seniorów--..Ars'91. W imprezie brały udział 64 zespoły z 27 województw. Główną nagrodę 
im. Tytusa Fralichowskiego przyznano kabaretowi "Nadzieja" z Poniatowej w woj. lubelskim. 
Na przyszłość postanowiono formułę Arsu poszerzyć o zespoły wielopokoleniowe. 
81X 


literatura drugiego obiegu była eksponowana na wystawie w Muzeum Okręgowym. Ekspozy- 
cja składa się z książek, broszur, czasopism, i ulotek wydanych w latach 80-tych we wszys- 
tkich ważniejszych miastach w Polsce przez podziemne oficyny.
>>>
338 


21 IX 


W warszawskim Muzeum Techniki otwarto IV pokaz kolekcji prywatnych z dziedziny historii 
techniki i kultury materialnej. Na wystawie prezentował swe zbiory bydgoski kolekcjoner 
Ad3In Mańczak wystawiając fonograf z 1904 r.t francuski patefon z 1908 r. z płyt zaś np. 
"l'eliser d'amore" w wykonaniu Enrico Caruso - 1900 r. i "Mazurek Dąbrowskiego" z 1915 r. 
w wykonaniu J. Szterna. 
IX 


W portowym niemieckim mieście Wilhelmshayen odbyła się wystawa poświęcona zabytkom 
z historii miasta Bydgoszczy. Komis
rzem wystawy był Zdzisław Hojka, a zbiory pochodziły 
z 
uzeum Okręgowego w Bydgoszczy. 
SX 


Giełda Bydgoska była organizatorem targów kaset wideo, które odbyły się w hotelu "Brda". 
Zgromadziły one 12 wystawców, a wśród nich tak renomowane firmy, jak TlI, NVC, Opal, 
Best Film, Video Rondo. Podczas targów organizatorzy przeprowadzili loterię fantową, z której 
dochód przeznaczono na fundusz rozwoju bydgoskiego ośrodka hippoterapii dla dzieci z pora- 
żeniem mózgowym. 


X 


..Panorama Miasta" to nowy bydgoski tygodnik informacyjno-reklamowy w nakładzie 115 
tys. egzemplarzy. Wydawcą jest spółka z udziałem zagranicznym reprezen towana przez dyrek- 
tora Utza Volmera, a redaktorem naczelnym Iwona Kminkowska. 
X 


W złej sytuacji finansowej znalazły się placówki kulturalne Bydgoszczy. W br. na funkcjono- 
wanie instytucji artystycznych i placówek kultury otrzymano 56 mld zł oraz 15 mld na inwe- 
stycje. Z tej sumy wykorzystano dotychczas 64 proc. W październiku ministerstwo finansów 
ograniczyło budżet kultury o 35 proc., a więc do końca roku kultura otrzyma I proc. pienię- 
dzy. W tej sytuacji dyrektorzy placówek kultury opracowali programy dostosowawcze i re- 
strukturyzacyjne. Do końca roku ograniczono płace, pracownicy kilku instytucji zdecydowali 
się na bezpłatne urlopy. Instytucje wystąpiły do PGM o zwolnienie z czynszów t a do WPEC 
o powstrzymanie się w egzekwowaniu opłat. 
8-15 XI 
W X Tygodniu Kultury Chrześcijańskiej miało miejsce wiele imprez. Tegoroczny program 
wzbogacony został o sesję naukową i seminarium: ,,Kino i religia". Wykłady podczas sesji 
wygłosili min. prof. dr hab. Marian Kallas t prof. dr hab. Janina Zakrzewska. Seminarium 
rumowe przygotował Klub POW organizując pokazy filmów fabularnych, kiennasz książek 
i wydawnictw katolickich oraz wystawę plakatów filmowych. W Bi
rze Wystaw Artystycz- 
nych otwarto ekspozycję malarstwa Andrzeja Bielawskiego oraz wystawę "Droga do wol- 
ności" przygotowaną przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną. 
10 XI 
]0 lat działalności obchodzi Klub Inteligencji Katolickiej w Bydgoszczy. Rocznicę tę ucz- 
czono uroczystą mszą św. oraz sesją j
biIeuszową poświęconą działalności i znaczeniu KIK.
>>>
339 


30 XI 


W Miejskim Ośrodku Kultury otwarta została wystawa "Szkoda, że nas tam nie ma". Aut0rZY 
kilkudliesięciu fotogramów Zbigniew Borek l Marek Stypczyński prezentowali uroki Tatr 
i Jury Krakuwsko-Częstochowskiej. 
XI 


Z powodu kłopotów finansowych WojewódLka i Miejska Biblioteka Publiczna zmuszona 
została do likwidacji filii przy ul. Chodkiewkza i przy Orlej. W nastę pnym roku los ich po- 
dzielą filie przy ul. J agieJJońskiej, Pomorskiej J Lansjerów i Krasickiego. Od lipca nieliczne 
nowe książki lakupowane są tylko dla' biblioteki głównej. Biblioteka zalega z opłatami za 
prenumeratę prasy. PienięJzy do końca roku starczy jedynie na remont budynku przy Starym 
Rynku i na płace. 
8 XII 
Rozpoczęła nadawanie codziennych programów kościelna TJdiost:łcja .,Radio 
faryja'.. Obej- 
muje ona swym zasięgiem obszar wokół Torunia i Bydgoszczy w promieniu 40 km i n:ldaje 
w paśmie UKF. Twórcami R.M. są trzej ojcowie z zakonu redemptorystów. W Bydgoszczy 
radiostacja działa prlY kościele na Wzgórzu Wolności. 
xn 


Na terenie osiedla Tatrzańskiego w bydgoskim Fordonie dokonano odkrycia archeologicznego. 
Jest to skupisko kilkudziesięciu palenisk z początku okresu rzymskiego, a więc z zarania na- 
szej ery. W wykopie znaleziono równi
ż sporo ceramiki z tego okresu. 


XII 
Trwa remont ponad 200
lctnich bydgoskich śluz. Wykonuje go Zakład Budżetowy Budow- 
nictwa Wodnego. Trzy Jata temu wyremontoW2'lO śluzę nr 6, p:zy śluzic nr 4 usypano wał 
z ziemi, tzw. grocJzę, założono rurociąg pozwalający na przepust woJy, trwa wym:ana Lam. 
knię ć remon towych. 


A. Teatr 


291 


W Tcatrze Polskim w Bydgoszczy odbyła się uroczystość w:-ęczani
 Złotych Wawrzynów 
GrzYłTIały - specjalnego wyróżnienia nadaw
mego przez kapitułę pod przewodnictwem prof. 
Bohdana Korzcniowskiego za naj
cr.:
i
jszc dzieła twórcze polskiego aktorstwa. Tegoroczn\'
i 
laureatami zostali: Janina Romanówna. Henryk Borowski i Teresa Budzisz-KrzyżanowsA..I 


I 
XIII Bydgoskie Spotkania Teatralne rozpoczęli Zbigniew Zapasiewicz i Olga Sawicka spek- 
taklem "Powrót pana Cogito" będącym inscenizacją poezji Zbigniewa Herberta. Z recitalem 
piosenkarskim wystąpiła Dorota Stalińska. Monodram "Listy do władz" Bułhakow3 wykonał 
Bronisław Wrocławski aktor Teatru im. laracza w Łodzi. Krakowscy artyści: Mikołaj Grabow- 
ski, Jan Frycz, Urszula Popiel i Jerzy Goliński. 
4-7 n 
W Pałacu Młodzieży miały miejsce II Bydgoskie MłodLicżowc Spotkania Teatralne.
>>>
340 


25 II 


W sali kameralnej Filhannonii Pomorskiej Ryszarda Hanin zagrała w monodramacie Anny 
Strońskiej .,Przyjccha ła Żydówka". 
S-6111 


W Bydgoszczy gościła grupa teatralna z Les Ulis we Francji. Artyści zaprezentowali swój naj- 
nowszy program - pantomimę ironiczno-poetycką "Umrzeć z miłości, umrzeć ze śmiechu'. 
w klubie ,.Beanus" i w sali Miejskiego Ośrodka Kultury. 
SIV 


\V Teatrze Polskim odbyła się uroczystość z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru. Najbar- 
dziej zasłużeni członkowie zespołu Teatru Polskiego otrzymali od
aczenia państwowe. 
Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski udekorowano Zbigniewa Krężałowskicgo. 
Podczas uroczystości wręczono tradycyjną "Złotą Maskę" "Dziennika Wieczornego.', którą 
otrzymał Roman Gramziński za rolę Fortynbrasa w sztuce Głowackiego. 


121V 


Teatr Polski przygotował premierę sztuki Karola Wojtyły "Brat naszego Boga" w reżyserii 
Andrzeja M. Marczewskiego, scenografii Jerzego Napiórkowskiego, z muzyką Marka Biliń- 
skiego i Wojciecha Trzcińskiego. W roli tytułowej wystąpił Roman Gramziński. 


IV 


Resursa Artystyczna gościła znakomitego aktora Tadeusza Łomnickiego. Na recital złoży ły 
się fragmenty "Śmierci Kościuszki'. Anny Bojarskiej oraz "Trylogii' Henryka Sienkiewicza. 


15 XI 


W Teatrze Polskim gościł zespół Teatru im. Wilama Horzycy z Torunia ze sztuką Moiiera 
"Mieszczanin szlachcicem". Przedstawienie reżyserował Ives Goulais. W przedstawieniu udział 
wzięli m.in. Maria Kirzkowska, Anna Romanowicz-Kozanecka, \Vojciech Szostak i Paweł 
Tchorzewski. 


xn 


Bydgoskie Spotkania Teatralne przemianowane na Salon Polski rozpoczęły się nietypowo 
pokazem mody. Teatr Stary z Krakowa pokazał sztukę Kazimierza Brauna ,,Panią Helenę" 
w reżyserii Jana Maciejowskiego z Anną Polony w roli tytułowej Heleny Modrzejewskiej. 
Białostocki Teatr Lalek przedstawił ,,Kabaret Da-Da", program autorstwa i reżyserii Woj- 
ciecha Szelachowskiego_ 


31 xn 


Teatr Polski w Bydgoszczy wystawił sztukę Witolda Gombrowicza pt. "Iwona księżniczka Bur- 
gunda". Przedstawienie reżyserował Andrzej Maria Marczewski, a wystąpili mjn. \Vanda 
Ostrowska, Dorota Piasecka, Małgorzata Witkowska, Andrzej Juszczyk, Wojciech Kalwat, 
Piotr Milnerowicz.
>>>
34] 


B. Plastyka 


I 
W Galerii "Pod Blankami" Związek Polskich Artystów MalarLY i Grafików w Bydgoszczy 
zorganizował wystawę prac Marka Stabrowskiego - Polaka z Kaliforni zatytułowaną ,,10 
obrazów z los Angeles". 


1 
Salon Sztuki Współczesnej zorganizował wystawę efektów pleneru malarskiego im. Leona 
Wyczółkowskiego p. Lato na Kaszubach, który miał miejsce w ubiegłym roku w Funce nad 
Jeziorem Charzykowskim. Pokazane na wystawie krajobrazy i przyroda prezentują różnorodne 
style malowania i stosowania środków artystycznego wyrazu. Wystawa składa się z ponad 
dziewięćdziesięciu prac dwudziestu autorów. Plener został zorganizowany dzięki pomocy 
finansowej Ministerstwa Kultury i Sztuki, Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego, 
KPZK i BW A. 
911 
Młodzieżowy Dom Kultury nr 3 na Błoniu był organizatorem I Ogólnopolskiego Konkursu 
Grafiki Komputerowej. Rywalizowało ze sobą 39 młodych ludzi w wieku od II do 19 lat 
z 17 szkół i placówek wychowania pozaszkolnego z kilkunastu miast. Bydgoslcz reprezen- 
towała ekipa z MDK nr 4. Fundatorami atrakcyjnych nagród byli m.in. Zarząd Regionu NSZZ 
"Solidarność", prezydent Bydgoszczy, Kuratorium Oświaty i Wychowania, firmy "Alwor" 
i ,,Partner". 


2211 


Towarzystwo Przyjaciół Sztuki i galeria ,,Kantorek" byli organizatorami pierwszej indywidual- 
nej wystawy malarskiej Ewy Pankiewicz - absolwentki Wydziału Sztuk Pięknych UMK. 
22 II 
Biuro Wystaw Artystycznych przygotowało dwie wystawy. Pierwsza to indywidualna Piotra 
J ózefowicza - absolwenta i asystenta w Państwowej Wyższej Szkole Plastycznej w Gdańsku. 
Wystawa pl. ,»rzedstawienie musi trwać" składa się z czterech cykli tematycznych: "Droga" 
Krzyżowa" J .,Ciemna strona Księżyca", "Algieria", "Wenlisaż" . Druga wystawa to zbiorowa 
ekspozycja prac artystów zrzeszonych w Okręgu Bydgoskim Związku Polskich Artystów Pla- 
styków. 
(( 


Salon Sztuki Współczesnej wystawił prace malarskie Andrzeja Jana Piwarskiego - docen ta 
w Europejskiej Letniej Akademii Sztuk Pięknych w Luksemburgu, absolwenta Wyższej Szkoły 
Sztuk Plastycznych w Gdańsku, który mieszka na stałe w Essen w Niemczech. 
13111 


W Miejskim Ośrodku Kultury otwarto pokonkursową wystawę prac artystów plastyków ama- 
torów. W konkursie uczestniczyło 11 osób przedstawiając 42 obrazy wykonane rozmaitymi 
technikami. Wśród przedstawionych prac dominują pejzaże. Nagrody otrzymali: Agnieszka 
Żilenas - gobelin ,)esień", Eugeniusz Skierski - olej ,,Pieta" oraz Gerard Dublański - olej 
,)esień".
>>>
342 


2210 
W Salonie Sztuki \Vsp6łczesnej BW A otwarto wystawę tkaniny artystycznej "Inspiracje 90". 
Jest ona wynikiem ogólnopolskiego pleneru w Jastrzębiej G6rze. Eskpozycja zawiera prace 
kilkunastu autor6w, a wśród nich: Aleksandry Bibrowicz-Sikorskiej. Haliny Stec i Włodzimie- 
rza Cygana. Na drugą ekspozycję będącą też efektem ogólnopolskiego pleneru w 11eniu skła- 
dały się mjn. prace malarskie Gabrieli KiIjańskiej z Bydgoszczy. Elżbiety Radzikowskiej 
z Poznania, Jana Pręgowskiego z Torunia oraz artysty niemieckiego Paula in den Eickena. 
41V 
W Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy zaprezentowano przygotowaną przez Muzeum Naro- 
dowe w Warszawie monograficzną wystawę prac Władysława Podkowińskiego. Zebrane dzieła 
malarskie, akwarele, szkice i rysunki są własnością kilku muzeów w Polsce. 
2S IV 
W gmachu Muzeum Okręgowego im. Leona Wycz6łkowskiego otwarto wystawę ,,Dawna 
rzeźba sakralna ze zbiorów Andrzeja Hoffmana" - zbi6r rzeźby zgromadzony przez lekarza. 
długoletniego dyrektora żnińskiego szpitala, prezesa Żnińskiego Towarzystwa Kulturalnego. 
14Vn 
W Salonie Sztuki Współczesnej BW A zorganizowano wystawę pn. "Spotkania". Na ekspozy- 
cję składały się prace malarskie. grafika i tkanina artystyczna autorstwa polskich i duńskic'L 
artystów. W
ród autorów prac byli: Krystyna Czajkowska, Ole Holm, Erik Mortcnsen i Andrzej 
Szonert. 


6XI 
W Muzeum im. Leona Wyczółkowskiego otwarto wystawę pl. "Wyczółkowski - legionista". 
Ekspozycja pnygotowana została dla uczczenia Narodowego Święta Niepodległości. 
7 XI 
W sajach BW A i Technikum Kolejowego otwarto XVI Ogólnopolską \Vystawę Filatelistyczną. 
Przygotowania do wystawy trwały dwa lata, a brało w nich udział 60 społecznych działaczy 
Polskiegc' Związku Filatelistów. Ekspozycja obejmowała ponad 
OO eksponatów. Wystawie 
towarzYSlyło szereg imprez filatelistycznych: prelekcje wybitnych filatelistów. spotkania 
członków .)dub6w zainteresowań", sympozja. Poczta Polska wydała znaczek okoliczno
ciowy 
upamię tniający wystawę. przedstawiający autoportret Leona Wycz6łkowskiego. 
7 XI 
Galeria autorstwa Jana Kai i Jacka Solińskiego przygotowała ekspozycję ma1antwa Mariana 
Olszewskiego pt. ..Wzdłuż pola widzenia". 


c. Muzyka 


1211 


Biuro Wystaw Artystycznych w "łledzikowy" wiecz6r zorganizowało ,,1be Beatles party" 
w wykonaniu zespołu muzyczne;o .,Żuki".
>>>
343 


15 I 
W Filharmonii Pomorskiej miał miejsce koncert Capelli Bydgostiensis pod dyrekcją Takoo 
Ukigaya z Kają Danc.lowską jako solistką. ,Artyści wykonali Romans na orkiestrę smyczkową 
C-dur op. 42 Sibeliusa, Koncert skrzypcowy D-dur KV 218 Mozarta i II Symfonię Schuber- 
ta. 


1811 
Opera bydgoska wystawiła "Traviatę" Giuseppe Verdiego. Przcdsta\\ienie wyreżyserował 
Sławomir Żerdzicki, scenografię zaprojektowała Liliana Jankowska, a nową wersję muzycz- 
ną opracował Andrzej W. Jurkiewicz. W głównych partiach wokalnych wystąpili: 
1agdalena 
Kryńska, Katarzyna Nowak, Ewa Dorawa, Janusz Ratajczak oraz gościnnie Bogusław Morka 
- solista Teatru Wielkiego w Warszawie i Marek Moździerz - solista Teatru Wielkiego w Poz- 
namu. 


2611 
Wojewó(zki Ośrodek Kultury był organizatorem Bydgoskich Spotkań Jazzowych. W sali 
"Adrii" wystąpili mistrzowie muzyki synkopowanej: big band Józefa Eliasza. grupa "West", 
czołowy gitarzysta Jarosław Śmietana z zespołem .,sounds" oraz trio wibrafonisty Karola 
Szymanowskiego. 
II 
Katarzyna Matuszak solistka Opery Bydgoskiej była jedyną polską artystką, która wystąpiła 
w benefisowym - solowym koncercie na rzecz litwy. odbywającym się w Londynie. 
I S III 


W Filharmonii Pomorskiej odbył się koncert symfoniczny, podczas którego orkiestra FP pod 
batutą Michaela Zilma i chór Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Henryka Wojnarowskiego 
wykonał IX Symfonię Ludwiga yon Beethovena. W koncercie wystąpili soliści Filharmonii 
Narodowej i Teatru Wielkiego w Warszawie oraz Teatru Wielkiego w Łodzi: Izabela Kłosiń- 
ska, Teresa Stępień, Sylwester Kostecki i Andrzej Hiolski. 
41V 


Chrześcijańskie Stowarzyszenie Muzyków ,,Missio Musica" zorganizowało w Filharmonii 
Pomorskiej koncert współczesnej muzyki gospel w wykonaniu międzynarodowego zespołu 
Continenta1 Singers. 
61V 


\V Filharmonii Pomorskiej koncertowała skrzypaczka Wanda Wiłkomirska. W programie 
były utwory: J .S. Bacha, R. Schumanna, G. Bacewicz, K. Szymanowskiego. 
17V 


Filharmonia Pomorska przygotowała koncert monograficzny poświęcony twórczości Mau- 
rice'a Ravela. Orkiestra pod batutą Michaela Zilma wykonała suitę "Ma Marc i Oye", kon- 
certy fortepianowe G-dur i D-dur oraz popopularne "Bolero". 
20V 


W fordońskiej synagodze zorganizowano koncert pieśni żydowskiej. Udział wzięli: Shura 
lipowsky - śpiewaczka żydowska i wirtuoz gry na gitarze - Jcff Warschaucr.
>>>
344 


29 VI 


W 50 rocznicę śmierci Ignacego Paderewskiego Towarzystwo Muzyczne w Bydgoszczy przy- 
gotowało recital fortepianowy w auli Akademii Muzycznej w wykonaniu J. Skabar-Galon. 
30 VI 
Jubileuszowy koncert z okazji 25-lecia zespołu "Czerwone Gitary" miał miejsce wamfi: 
teatrze Zawiszy. Grupa zagrała w składzie: Seweryn Krajewski, Jerzy Kosela, Bernard Dor- 
nowski i Jerzy Skrzypczyk, a gośćmi zespołu byli: Hanna Banaszak, Andrzej Rosiewicz i ka- 
b t El ' t " 
are " 1 a . 


V 
Beata OrzeIska studentka V roku Akademii Muzycznej w Bydgoszczy otrzymała wyróżnienie 
oraz nagrodę za najlepsze wykonanie arii Roksany z ,,Króla Rogera" Szymanowskiego podczas 
Konkursu im. Ady Sari odbywającego się w Nowym Sączu. 
14-16 VI 


Opera "Nova" na scenie Teatru Polskiego dała trzy koncerty pt. "Henryk Debich przedstawia". 
Orkiestra opery pod batutą znanego dyrygenta wykonała popularne utwory instrumentalne. 
operetkowe i operowe. Wystąpili soliści: Magdalena Kryńska, Katarzyna Matuszak, Andrzej 
Nowakowski i inni. Całość prowadziła prezenterka telewizji warszawskiej Krystyna Loska. 
1-14 VI 
W XIV Bydgoskich Impresjach Muzykującej Młodzieży wzięło udział 13 zespołów z wielu 
krajów Europy, a wśród nich po raz pierwszy zespół akordeonistów z Pałacu Młodzieży, 
który zdobył Srebrną Strunę. 
23 VIII 


Fordońska Spółdzielnia Mieszkaniowa była głównym organizatorem IV Fordońskiego Pik- 
niku Country. Na "Rancho Przylesie" wystąpili: bydgoska kapela Sąsiedzi Gustawa, grupa 
Dystans z Krakowa, chorzowsko-katowicka kapela Whiksy River oraz grupa Old Friends. 
131X 


Bydgoszcz odwiedził najpopularniejszy chór dziecięcy na świecie Piccolo Coro Dell Antonia- 
no, dając koncert na Starym Rynku. 
25 IX 
W odbywającym się we Wrocławiu I ogólnopolskim konkursie pianistycznym o stypendia 
im. Ferenca Liszta laureatką III nagrody została Małgorzata Furche - studenta Akademii 
Muzycznej w Bydgoszczy. 
28 IX' 
Orkiestra symfonicma Filharmonii Pomorskiej wystąpiła na Festiwalu Muzyki Współczesnej 
"Warszawska Jesień 91". Koncert z udziałem pianisty niemieckiego Volkera Banfielda i Poz- 
nańskiego Chóru Ch łopięcego poprowadził Michael ZUm. W programie wykonano dzieła 
trzech kompozytorów: Krzysztofa Meyera, Yorka Hollera i Gil Konczellego.
>>>
345 


IX 
Podczas IX Kongresu Musica Antiqua Europeae OrientaIis Filharmonia Pomorska zorganizo- 
wała 14 koncertów rótnorodnej muzyki. M.in. odbyły się recitale Kevina Kennera i Marka 
Toporowskiego, muzykę kameralną prezentowały Capela Bydgostiensis i Affetti. Musicali z 
Austrii, muzykę dawną, średniowieczną i późniejszą Chór Bizantyjski z Heraklion na Krecie 
i Chorowaja Akademia z Moskwy. Zespół baletowy "The Great American Indian Dancers" 
zaprezentował tańce rdzennych mieszkańców kontynentu amerykańskiego. 
12X 
Opera Noya wystawiła komedię muzyczną pt. ,,Kto chciał porwać Eurydykę?" - spektakl 
oparty na motywach operetki J. Offenbacha "Orfeusz w piekle". Reżyserem sztuki jest Robert 
Skolmowski, a wjród wykonawców: Alicja Baron, Stanisław Baron i Witold Bronicki. 
X 
Zespół artystycmy Opery Noya odbył tumee po Holandii. W dwóch występach, które miały 
miejsce w Hortegen - Bosch i Tillburgu zaprezentow ano przedstawienie opery "Lombard- 
czycy" Giuseppe Verdiego. 
4XI 
Państwowy Zespół Szkół Muzycmych otrzymał imię Artura Rubinsteina. Tablicę pamiątko- 
wą odsłoniły tona i córka wielkiego pianisty. W szkole powstało małe muzeum artysty, 
z podarowanymi przez rodzinę jego ubiorami koncertowymi i codziennymi oraz portretami, 
wykonanymi przez ucmiów 'bydgoskiego liceum plastycznego. 
24 XI 
Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego i Państwowy Zespół Szkół Muzycznych 
zorganizowało "Niedzielne spotkanie z muzyką i malarstwem". Na program złożyły się 
utwory J .S. Bacha i Mozarta w wykonaniu uczniów szkoły muzycmej oraz wykład Bogny 
Derkowskiej-Kostkowskiej nt. polskiego malarstwa pejzażowego w XIX i XX wieku. 
4 XII 
Na zakończenie obchodów Światowego Roku Mozarta Filhannonia Pomorska przygotowa- 
ła koncert, na którym Orkiestra Symfoniczna FP i chór 8erliner Capella wykonały ostatnie 
dzieło Wolfganga Amadeusza Mozarta - Requiem de-moll, KV 626 - "Najpiękniejsza pieśń 
żałobna" . 


14XD 
W Filharmonii Pomorskiej odbył się koncert dobroczynny pn. ,,Kwesta pierwsza n . Wystąpili 
m.in. wokalistka Lora Szafran, zespół ,Air Force One", trio Wojciecha Niedzieli. Celem kon- 
certu była zbiórka pieniędzy dla bydgoskiego Szpitala Dziecięcego oraz dla dzieci niepełn0- 
sprawnych. Bydgoski Dom Aukcyjny "Old Art" zorganizował aukcję dzieł sztuki, częściowo 
również na cel dobroczynny. 
ISXD 
W XVII Pomorskiej Jesieni Jazzowej udział wzięli: Trio Karola Szymanowskiego i Trio Joa- 
chima Mencla. Wystąpiła z recitalem piosenkarskim Lora Szafran, zespół Zbigniewa Namy- 
słowskiego oraz zespół Wojciecha Gogolewskiego. Gwiazdą specjalną była murzyńska woka- 
listka Deborah Brown.
>>>
346 


20xn 
Filharmonia Pomorska i Klub Studencki Akademii Muzycznej przygotowały koncert naj- 
piękniejszych polskich kolęd. 
xn 
,,Żuki" - bydgoski zespół muzyczny otnymał nagrodę "Metronomu" przyznawaną przez 
,
Sztandar Młodych". Zespół grający na każdym koncercie stare pncboje Czerwonych Gitar 
i Krzysztofa Klenczona uhonorowany został "za szacunek dla tradycji polskiej muzyki roz- 
rywkowej i jej kultywowanie".
>>>
. 
Z ZYCIA TOWARZYSTWA 
, , 
MIŁOSNIKOW MIASTA 
BYDGOSZCZY
>>>

>>>
SPRAWOZDANIE Z DZIAŁALNOŚCI 
TOWARZYSTWA MIŁOŚNIKÓW MIASTA 
BYDGOSZCZY ZA ROK 1991 


Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy w 1991 roku realizowało zadania statu- 
towe. Zarząd Towarzystwa w okresie sprawozdawczym ustalił następujące zadania tematyczne 
do realizacji: 
- kontynuowanie wydawania publikacji o tematyce związanej z miastem, 
- zorganizowanie konkursów podnoszących estetyczny wygląd miasta, oraz upowszechniają- 
cych wiedzę o Bydgoszczy, 
- sprawowania społecznej opieki nad zabytkami miasta, 
- popularyzację swej działalności wśród mieszkańców i werbowania nowych członków Towa- 
rzystwa, 
- poczynienia prac organizacyjnych związanych z 70-leciem Towarzystwa. 
Ustalone zadania zostały zlecone do wykonania przez poszczególne sekcje problemowe 
i koła terenowe. 
Sekcja Wydawnicza wykonała następujące zadania: 
- wydano drukiem XI tom ,,Kroniki Bydgoskiej" i przygotowano do druku XII tom (,,Kroni- 
ka Bydgoska" ukazuje się od 1967 r.), 
- przygotowano i wydano ,)(alendarz Bydgoski na 1992 r." (jubileuszowy 25 rocznik), 
- zakończono prace nad p