Język a człowiek i naród : (szkice o języku)

cRa41iJ klUj - 
 


JEZYK 
AC ŁOWlEK 
I NARÓD 


/ 
 ł / 
" / 
/ (' 
'
 


PAŃSTWOWE WYDAWNICTWO KSIĄŻEK SZKOLNYCH 
WE LWOWIE
>>>
I 


SZkICE O JĘZYKU
>>>
tV\/ 


STANISŁAW SZOBER 


JĘZYK 
A CZŁOWIEK I NARÓD 


(SZKICE () J

ZYKlT) 


:.: 
mt l 
 
. 

 
 

'4I ' 

i
 


PIUUIDł S 


PAl\STWOWE WYD_\WNICTWO KSIĄŻEK SZKOLNYCH WE LWOWIE
>>>
'b1
50 


38341 



. 


ZIOŻOll o i odbito 
W DRl!KARNI JANA ZYD.\CZEWSKIEG.1 WE LWOWIE, UL L. SAPIEHY i-: - TELEF. 204-96
>>>
o PODSTAWACH PSYCHICZNYCH 
ZJAWISK JĘZYKOWYCH 


Jako środek porozumiewania się i narzędzie myślenia, język 
jest nieodłącznym naszym towarzyszem, zjawiska przeto językowe 
są bardziej dla nas pospolite, aniżeli wszelkie inne. zjawiska. 
Wskutek swej pospolitości nie zwracają na siebie uwagi: nie a za- 
stanawiamy się nad nimi i dlatego też nie przypuszczamy, żeby 
kierowały nimi jakiekolwiek, dające się sformułować, prawa, a co 
więcej, dziwnym się nam na pierwszy rzut oka wydaje, żeby przez 
to były niezależne od nas. Dopiero przy bliższej obserwacji prze- 
konywamy się, że wszystkie zmiany, zachodzące w języku, za- 
równo fonetyczne, zewnętrzne, jak tyczące się strony wewnętrznej, 
znaczeniowej, dokonywają się nie tylko poza naszą wolą, ale na- 
wet świadomością. Dowodzą tego liczne fakty, jak np. możność 
mówienia bez znajomości gramatyki: mnóstwo ludzi mówi, nie 
znając gramatyki języka, którym się posługuje, a dopiero grama- 
tyka, formuły gramatyczne są mniej więcej udanymi próbami 
uświadomienia sobie i rozklasyfikowania zjawisk językowych. A jak 
często się zdarza, że ludzie, skądinąd wykształceni, władający do- 
skonale językiem, nie umieją rozłożyć okresu lub nawet zdania 
na składowe jego części; a jeżeli tak źle nie jest, jeżeli umie- 
jętność ich językoznawcza sięga tak daleko, że umieją właściwie 
nazwać każdą składową część zdania lub okresu, to już rzadko 
kiedy zdają sobie sprawę z psychologicznych lub logicznych pod- 
staw kategorii gramatycznych. Dowodem, że procesy językowe -
>>>
6 


w zwykłych przynajmniej warunkach - dokonywają się poza na- 
szą świadomością, jest także fakt, który obserwować można przy 
tłumaczeniach pamięciowych początkujących uczniów na język 
obcy: tłumaczenia te odbywają się wolno, słowo za słowem, 
bo uczeń, chcąc uniknąć błędu, musi sobie uświadomić każdą 
formę i jej stosunek do całego zdania. Gdybyśmy, na wzór tych 
początkujących uczniów, zmuszeni byli uświadamiać sobie formy 
gramatyczne, mowa nasza byłaby tak powolną, jak ich tłumacze- 
nia. Jest więc rzeczą jasną, że procesy językowe zachodzą poza 
naszą świadomością. Akcentuję tu i zwracam pilną uwagę, żeby 
dać możność zająć wobec tego, co będę mówił dalej, stanowisko, 
przyjęte obecnie przez naukę, - wbrew powszechnemu mniema- 
niu, jakoby zjawiska językowe i zmiany w nich zachodzące, były 
zależne od naszej woli. 
Przystępując po tych wstępnych uwagach do bezpośredniego 
naszego zadania, którego celem jest przedstawienie podstaw psy- 
chicznych zjawisk językowych, musimy się przede wszystkim za- 
stanowić nad pytaniem: "Co to jest język?'" Językiem w naj ob- 
szerniejszym znaczeniu tego wyrazu nazywa się zbiór jednorod- 
nych, celowo używanych środków, w celu porozumiewania się z oto- 
czeniem. Bywają zatem rozmaitego rodzaju języki: graficzne, ge- 
stykulacyjne, dźwiękowe, zależnie od tego, co będzie środkiem 
porozumiewawczym: litera, gest czy dźwięk. Język dźwiękowy, 
jako najbardziej odpowiadający swemu celowi, jest najbardziej 
rozpowszechniony. W społeczeństwach pierwotnych, z powodu 
braku wyrobienia języka dźwiękowego, istnieje z nim równolegle, 
jako środek pomocniczy, język gestykulacyjny; ten jednak w miarę 
doskonalenia się języka dź więkowego schodzi na plan drugi. 
Wynalazek znaków graficznych, których naj doskonalszą formą jest 
abecadło, używane w językach europejskich, dał początek języ. 
kowi graficznemu. 
Wychodząc z definicji, jakąśmy nadali językowi w ogóle, 
językiem dźwiękowym nazwiemy zbiór d ź w i ę k ó w, używanych 
w celu porozumiewania się z otoczeniem, lub odtwarzanych 
w umyśle, w celu jasnego uprzytomnienia sobie wla- 
s n y c h m y ś l i. Na pierwszy rzut oka mógłby mię spotkać zarzut,
>>>
7 


że postępuję niekonsekwentnie, jeżeli twierdzę, że dźwięki, wcho- 
dzące w skład języka, używane bywają c e lo wo, ponieważ przed- 
tem zaprzeczyłem, jakoby procesy językowe miały się dokonywać 
z udziałem naszej świadomości. Celowość bowiem używania dźwię- 
ków, zdawałoby się, świadczy o tym, że procesy językowe doko- 
nywają się przy udziale naszej świadomości. Ta pozorna sprzecz- 
ność znika jednak przy bliższej analizie zjawisk językowych. Kon- 
kretną jednostką językową jest zdanie. Zdanie składa się z wyra- 
zów, a wyraz jest wykładnikiem językowym wyobrażenia pozaję- 
zykowego, innymi słowy, z każdym wyrazem musi się kojarzyć 
pewne wyobrażenie pozajęzykowe, t. j. wyobrażenie przedmiotu, 
przymiotu, czynności lub stanu: zespoły dźwięków nie kojarzące 
się w umyśle naszym z żadnym wyobrażeniem pozajęzykowym, 
mogą być albo wyrazami, pochodzącymi z nieznanego nam języka, 
albo też dowolnymi połączeniami dźwiękowymi, nie posiadającymi 
nigdzie żadnego znaczenia. Wynika z tego, źe podstawą wszyst- 
kich zjawisk językowych są kojarzenia, czyli asocjacje psychiczne: 
każdy wyraz o tyle tylko stanowi część składową języka, o ile 
z tworzącymi go dźwiękami łączy się pewne wyobrażenie poza- 
językowe. 
. W sprawie asocjacji psychicznych we współczesnej psycho- 
logii panują dwa poglądy: według jednych asocjacje psychiczne 
zachodzą na podstawie styczności (styczności tylko w czasie, zja- 
wiska bowiem psychiczne dokonywują się wyłącznie w czasie) - 
i na podstawie podobieństwa; inni sprowadzają wszystkie asocjacje 
do asocjacji na podstawie styczności. Obawiając się zbyt długich 
dygresji, nie będę przytaczał argumentacji zwolenników tego lub 
drugiego poglądu, czuję się jednak w obowiązku zaznaczyć, że 
jestem zwolennikiem drugiego i że dlatego, według mnie, wszystkie 
procesy asocjacji dokonywają się mechanicznie, poza naszą świa- 
domością. Stąd wynika, że i procesy językowe dokonywają się 
poza naszą świadomością, mają bowiem za podstawę zjawiska 
asocjacji psychicznych. Doszliśmy zatem drogą teoretycznego ro- 
zumowania do wniosku, do jakiego doprowadziła nas poprzednio 
obserwacja. Jeżeli jednak pomimo tego twierdzę, że dźwięki, wcho- 
dzące w skład języka, używane bywają celowo, nie jestem bynaj-
>>>
8 


mniej w sprzeczności z samym sobą, celowość bowiem w danym 
wypadku nie polega na wyrozumowanym wyborze wyrazów 
i uświadomionym łączeniu ich z powstałymi w naszym umyśle 
wyobrażeniami, lecz sprowadza się jedynie do c h ę c i przekaza- 
nia naszej treści umysłowej otoczeniu lub, w wypadkach, kiedy 
posługujemy się językiem, jako środkiem pomocniczym myślenia, - 
do c h ę c i jasnego sformułowania sobie swych myśli. Celowość 
przeto nie jest c e c h ą zjawisk językowych, lecz tylko waT u n- 
k i e m, niezbędnym do skojarzenia wyobrażeń pozajęzykowych 
z wyobrażeniami dźwiękowymi. Jeżeli mówię np. że Mickiew icz 
b y ł w i e l k i m p o e t ą, to c hę ć wypowiedzenia tej myśli w celu 
zakomunikowania jej innym nie jest cechą procesu skojarzenia się 
powstałej we mnie treści umysłowej z przytoczonym szeregiem 
wyobrażeń dźwiękowych, lecz tylko pobudką zewnętrzną, wa- 
runkiem, koniecznym, żeby skojarzenie to nastąpiło. Asocjacja wy- 
obrażeń dokonała się poza moją świadomością, powstała w moim 
umyśle myśl skojarzyła się z przytoczonym szeregiem wyrazów 
mechanicznie; żeby jednak skojarzenie to nastąpiło, niezbędną 
była obecność pewnego warunku zewnętrznego - chęci wypo- 
wiedzenia powstałej w umyśle moim myśli. Uzasadniane przeze 
mnie twierdzenia, że dźwięki, wchodzące w skład języka, uży- 
wane bywają c e lo w o, chociaż kojarzenie ich wyobrażeń z wy- 
obrażeniami pozajęzykowymi dokonywają się bez udziału naszej 
świadomości, - doskonale wyświetla zestawienie dźwięków, które 
wydajemy odruchowo. pod bezpośrednim wpływem jakiegoś sil- 
nego uczucia, z właściwymi wykrzyknikami, jako częściami skła- 
dowymi języka. Istotna różnica między nimi polega na tym, że 
warunkiem zewnętrznym, sprzyjającym powstawaniu dźwięków od- 
ruchowych jest samo uczucie, warunkiem zaś, powodującym uży- 
cie wykrzyknika, zawsze bywa c h ę ć zakomunikowania lub upla- 
stycznienia opisywanego uczucia; ta c hę ć nadaje używaniu wy- 
krzykników cechę celowości, pojmowanej tak, jakeśmy przedsta- 
wili wyżej. Z tej istotnej różnicy, zachodzącej między dźwiękami 
odruchowymi a wykrzyknikami wypływa konwencjonalizm tych 
ostatnich. Dźwięki odruchowe, jako dźwięki naturalne, u wszyst- 
kich ludzi, bez różnicy narodowości, bywają jednakowe, jak wszę- 


...
>>>
dzie jednakowym bywa łzawienie się oczu, mimika twarzy i całego 
ciała pod wpływem jednych i tych samych uczuć lub czuć. Wy- 
krzyknik, jak każdy wyraz, wchodzący w skład języka, jest wy- 
kładnikiem wyobrażenia, mianowicie w y o b r a ż e n i a u c z u c i a, 
nie samego uczucia, a między wyobrażeniem a dźwiękiem nie ma 
tego wewnętrznego, naturalnego związku, jaki istnieje między 
dźwiękiem a wywołującym go odruchowo uczuciem lub czuciem. 
Stąd wypływa konwencjonalizm używania wykrzykników, konwen- 
cjonalizm, który panuje we wszystkich dziedzinach zjawisk języ- 
kowych. Jak konwencjonalną jest nazwa stanu psychicznego, który 
w języku polskim określa się przez wyraz "wątpić", tak również 
konwencjonalnym jest używanie wykrzyknika Heee...!" na ozna- 
czenie powątpiewania lub niedowierzania; stąd wypływa, że w jed- 
. nych i tych samych wypadkach w rozmaitych językach bywają 
używane rozmaite wykrzykniki, jak na oznaczenie jednego i tego 
samego przedmiotu lub czynności -- różne zupełnie wyrazy. 
Mając swe źródło w asocjacjach psychicznych, język jest 
w ścisłym związku z naszą psychiką, poza którą nie istnieje. Ta- 
kie wyrażenia, jak język polski, francuski itp., oznaczające ję- 
zyki całych narodów, nie są niczym innym, jak tylko nazwami 
wyobrażeń oderwanych. Konkretnie język istnieje tylko, jako ję- 
zyk indywidualny, innymi słowy, jako język poszczególnych ludzi 
w chwili, kiedy mówią, lub myślą językowo (t. j. przy pomocy 
języka); z chwilą. kiedy przestają mówić lub myśleć językowo, 
przestaje istnieć i język. To nie znaczy jednak. żeby warunki 
zewnętrzne, stojące poza naszą psychiką, nie wpływały zupełnie 
na losy języka. Jako wynik potrzeb, powstających w życiu zbio- 
rowym, język ulega tym samym czynnikom, co i inne zjawiska 
społeczne: warunki geograficzne, wielkie rzeki lub góry, sprzyjają 
rozszczepianiu się języka na narzecza i gwary, a nawet na od- 
mienne języki; katastrofy polityczne bywają niejednokrotnie po. 
czątkiem wymierania języków. Lecz wszystkie te czynniki są tylko 
warunkami zewnętrznymi, nadającymi ten lub ów kierunek roz- 
wojowi języka, źródłem atoli jego powstawąnia i podłożem, na 
którym się może rozwijać, jest psychika nasza, podstawa umy- 
słowości naszej - kojarzenie się wyobrażeń. 


9 


/
>>>
10 


Przypatrzmy się teraz bliżej, jak te kojarzenia się objawiają 
w poszczególnych elementach języka. Język nie jest zjawiskiem 
elementarnym. nie rozkładającym się na pierwiastki; każde zjawi- 
sko językowe daje się rozłożyć na trzy składowe części: dźwięk, 
znaczenie i formę. Zależnie od tego nauka o języku rozpada się 
na trzy wielkie działy: fonetykę, czyli naukę o dźwiękach języ- 
kowych, semazjologię, naukę o znaczeniu wyrazów, wreszcie gra- 
matykę, naukę o formach językowych, obejmującą słoworód, fleksję 
(deklinację i koniugację) i składnię. 
Rozpatrzymy tedy po kolei podstawy psychiczne zjawisk fo- 
netycznych, semazjologicznych i gramatycznych. 
Dź więk jest wypadkową, wypływającą ze skoordynowanej 
działalności nerwów motorycznych, wprawiających w ruch po- 
szczególne części naszego aparatu mównego, i nerwów słucho- 
wych, sprawiających, że praca organów mowy, przeobrażona w fa- 
lowanie powietrza, daje w ostatecznym wyniku wrażenie słuchowe. 
Wyobrażenie przeto dźwięku jest sumą wyobrażeń dotykowych, 
związanych z ruchami organów mowy i wyobrażenia słuchowego 
dźwięku. T e dwa wyobrażenia są warunkami niezbędnymi, za- 
pewniającymi ciągłość istnienia języka: utrata częściowa lub cał- 
kowita tych wyobrażeń powoduje rozmaitego rodzaju objawy 
afazji - niezdolności mówienia, - spotykane u głuchych i nie- 
mych. U osobników dotkniętych afazją, organy mówne i słu- 
chowe bywają po największej części w stanie normalnym, przy- 
czyny więc choroby należy szukać w ośrodkach mózgowych, w ich 
niezdolności wytwarzania wyobrażeń dotykowych, związanych z ru. 
chami narządów mowy, lub wyobrażeń dźwiękowych. Będąc nie- 
zbędnym warunkiem ciągłości istnienia zjawisk fonetycznych języka, 
innymi słowy, będąc jedyną przyczyną, dla której, przy normal- 
nym stanie aparatu mównego i słuchowego, możemy zawsze, skoro 
tylko zajdzie potrzeba, wymawiać pożądane dźwięki, wyobrażenia 
te z konieczności muszą odgrywać bardzo poważną rolę w zmia- 
nach fonetycznych, w zmianach, którym ulega każdy język w hi- 
storii swego rozwoju. l nasz język w przeciągu swego długowie' 
kowego istnienia ulegał rozmaitym zmianom, a zmiany te dotyczą 
zarówno strony fonetycznej, jak semazjologicznej i gramatycznej.
>>>
11 


o dwóch ostatnich powiem później, teraz zatrzymam SIę nad 
zmianami fonetycznymi. 
Język, jakeśmy już mówili, istnieje konkretnie tylko w postaci 
języka indywidualnego, czyli języka poszczególnych osobników; 
źródła więc wszystkich zmian, zachodzących z biegiem czasu w ję- 
zyku, należy szukać w językach indywidualnych. Punktem wyjścia 
dla zmian fonetycznych, dokonywających się w językach indywi- 
dualnych, jest skłonność poszczególnych ludzi do przybierania, 
przy wymawianiu pewnych dźwięków, postawy organów mównych 
cokolwiek odmiennej od tej, która jest najbardziej rozpowszech- 
niona --:- jest więc to czynnik natury nawskroś fizjologicznej. 
Atoli czynnik ten, skoro raz tylko się objawił, bywa znakomicie 
wspierany przez inne o naturze psychicznej. Zmiany w postawie 
organów mowy, będące wynikiem procesów fizjologicznych, wy- 
wołują zmiany w wyobrażeniach dotykowych i słuchowych, zwią- 
zanych z wymawianiem danego dźwięku; każdy zatem nowy akt 
wymawiania danego dźwięku utrwala związane z nim wyobrażenia, 
wspierając tym sposobem dążność fizjologiczną, która może sku- 
tecznie walczyć i niejednokrotnie walczy z odmienną dążnością 
innych ludzi. Kwestię, która z tych dążności znajdzie rozpowszech- 
nienie, rozstrzyga zwykle przypadek, wyrazu jednak ,..przypadek" 
używam w znaczeniu warunkowym, chcąc jedynie powiedzieć, że 
obecne sposoby objaśnienia omawianych zjawisk, jak np. powoły- 
wanie się na wpływy klimatu lub właściwości antropologiczne, 
są natury zbyt ogólnej, aby można je uważać za zadawalające. 
Wyraz "przypadek" użyty w powyższym znaczeniu nie zaprzecza 
prawidłowości omawianych zjawisk, oznacza tylko, że b e z p o- 
ś r e d n i e przyczyny, wywołujące dane zjawiska, nie zostały jeszcze 
przez naukę wykryte. Wywody swoje postaram się zilustrować na 
przykładzie. Badania nad historią jezyka polskiego wykazały, że 
przeobrażenie się spółgłosek zębowych miękkich t' i d', miano- 
wicie przejście ich w afrykaty zmiękczone ć i dż dokonało się 
około połowy XIII wieku. Jak mamy tłumaczyć sobie to zjawisko? 
Na pytanie to należy odpowiedzieć w następujący sposób: 
z początkiem XIII wieku, a nawet, jak wykazują statystyczne dane 
(głosy polskie; porozrzucane w pomnikach ówczesnej literatury
>>>
12 


łacińskiej oraz zlatynizowane nazw¥ polskie miejscowości i inne) 
jeszcze w XII i XI w. u pewnych osobników przy wymawianiu 
połączeń dźwiękowych ti, ai, te, d'e, w takich bowiem tylko 
połączeniach występowały t i d' (miękkie), objawiła sic; skłonność 
do większego, niż zwykle, podnoszenia języka, a w danym poło- 
żeniu nawet nieznacznie większe podniesienie języka wytwarza 
między grzbietem języka a przednią częścią podniebienia szczelinę, 
która jest postawą fizjologiczną dźwięków ślub ź (zależnie od 
tego, czy przy wymawianiu biorą udział wiązadła głosowe, czy też 
nie), innymi słowy, z powodu wymienionej dążności między po- 
stawą organów mównych, niezbc;dną dla wymówienia dźwięków f 
lub a, a postawą, konieczną dla wymówienia dźwięków i lub e, 
wytworzyła się postawa pośrednia, która spowodowała wytworzenie 
się dźwięków ślub ź, połączenia zaś t' z ś' i d' z ź dają w rezul- 
tacie afrykaty ć i dź. Wymieniona dążność fizj ologiczna była atoli 
wspierana przez związane z nią wyobrażenia dotykowe mięśniowe 
i słuchowe, odmienne od tych, które się łączą z dźwiękami t' i d'. 
Tak musiał się odbyć proces przeobrażenia t' i d' w ć i dź w języ- 
kach poszczególnych jednostek, a że otrzymał rozpowszechnienie, 
ogarniając wszystkie jednostki, mówiące po polsku, to jest to 
wynikiem czynników, których nauka nie zdołała jeszcze bliżej 
określić, nie jest to jednak rzeczą istotną. Widzimy więc tedy, że 
zmiany fonetyczne, zachodzące w języku, są wynikiem nie tylko 
zmian w postawie fizjologicznej dźwięków, lecz zależą także, w wy- 
sokim stopniu, od zmian wyobrażeń dotykowych i słuchowych, 
związanych ze zmianą postawy fizjologicznej; jakkolwiek czynniki 
przeto psychiczne 
ystępują chronologicznie później, niż dążność 
fizjologiczna, która bywa punktem wyjścia każdego przeobrażenia 
fonetycznego, nie mniej jednak działanie ich odgrywa bardzo do- 
niosłą rolę w historii fonetyki każdego języka. Współdziałanie 
czynników psychicznych w procesach fonetycznych języka można by 
udowodnić całym szeregiem zjawisk, ponieważ jednak zrozumienie 
niektórych z nich wymaga uprzedniego przygotowania lingwisty- 
cznego, przytoczę więc fakt, zrozumiały dla wszystkich, a zarazem 
jaskrawo uwydatniający współdziałanie czynników psychicznych 
w zjawiskach fonetycznych. Faktem tym jest metateza fonetyczna,
>>>
13 


czyli przestawienie dźwięków. Z
awisko to polega na tym, że 
w szeregu dźwięków, stanowiących wyraz lub całe zdanie, niektóre 
dźwięki występują w odwrotnym porządku; na przykład zamiast 
rewolwer -leworwer; zamiast kopie dolki - dopie kołki. Metateza 
fonetyczna ma swe źródło wyłącznie w czynnikach psychicznych. 
Myśl, której wykładnikiem językowym jest zdanie: kopie dołki, 
kojarzy się z szeregiem wyobrażeń dźwiękowych. Otóż niektóre 
z tych wyobrażeń (w danym przykładzie wyobrażenie dźwięku ci) 
występują wcześniej, inne zaś, jak np. wyobrażenie dźwIęku k - 
później niż powinny; wskutek tego i same dźwięki występują to 
zbyt wcześnie, to znowu za późno. Charakterystycznym jest fakt, 
że ani jedno wyobrażenie dźwięku, a co za tym idzie, ani jeden 
dźwięk, nie zostaje pomijany; wyrażenie: rewolwer i leworwer, 
kopie dołki i dopie kolki pod względem jakości i ilości swych 
dźwięków są identyczne, różnica polega tylko na porządku, w jakim 
następują po sobie pojedyńcze dźwięki. 
Z kolei przejdziemy do rozpatrzenia podstaw psychicznych 
zjawisk semazjologicznych języka. Zjawiska semazjologiczne, jak 
powiedziałem, dotyczą znaczenia wyrazów. Znaczenie wyrazu jest to 
skojarzenie wyobraienia dźwięków, stanowiących materię zewnętrzną 
danego wyrazu, z wyobrażeniem pozajęzykowym, stanowiącym 
treść wewnętrzną wyrazu. Znaczenie np. wyrazów: stół. la table, 
der Tisch, mensa, 'tpi
s;Q'; polega na tym, że wyobrażenia przyto- 
czonych kompleksów dźwiękowych łączą się z wyobrażeniem zna- 
nego przedmiotu. Znaczenie wyrazów: śpiewać, ch an ter, singen, 
cantare, 
05s
v polega na tym, że wyobrażenia tych dźwięków łączą 
się z wyobrażeniem znanej czynności. Umyślnie przytoczyłem wy- 
razy, należące do różnych języków, ażeby uwydatnić, iż skojarzenie 
się wyobrażeń' dźwiękowych z wyobrażeniami pozajęzykowymi jest 
tylko zewnętrzne i bynajmniej nie polega na jakiejś wewnętrznej 
ich łączności, gdyby bowiem istniał jakiś wewnętrzny związek 
między dżwiękiem a wyobrażeniem pozajęzykowym, którego jest 
językowym wyk
adnikiem, jedne i te same wyobrażenia pozajęzy- 
kowe we wszystkich językach powinny być oznaczane przez jedna- 
kowe dźwięki. 
Skojarzenie więc wyobrażeń dźwiękowych z wyobrażeniem
>>>
14 


pozajęzykowym, w przeważnej przynajmniej większości wypadków l) 
jest tylko zewnętrzne. Z chwilą, kiedy to skojarzenie zostaje zer- 
wane, wyraz zatraca znaczenie, to znaczy, wyobrażenie dźwiękowe 
nie wywołuje odpowiedniego wyobrażenia pozajęzykowego; wtedy 
się' mówi, że wyrazu nie rozumiemy - i odwrotnie, wyobrażenie 
pozajęzykowe nie wywołuje w umyśle naszym odpowiedniego wy- 
obrażenia dźwiękowego; wtedy się mówi, że szukamy wyrazu. 
Wypadki takie zdarzają się niejednokrotnie przy rozmowie w języku 
obcym, śzczególniej. jeżeli osoby rozmawiające, dobrze nim nie 
władają. Widzimy więc tedy. że i znaczenie wyrazów polega na 
kojarzeniu się wyobrażeń, każdy bowiem wyraz, posiadający zna- 
czenie, jest wykładnikiem wyobrażenia - nie pojęcia - pozaję- 
zykowego, t. j. wyobrażenia przedmiotu, przymiotu, czynności lub 
stanu. Podstawą zjawisk semazjologicznych są w y o b r a ż e n i a 
p s y c h i c z n e, a nie, jak przypuszczano dawniej, oderwane 
p oj ę c i e log i c z n e, klucza przeto do ich rozwiązania należy 
szukać nie w logice, lecz w psychologii. Że nauka współczesna, 
uważając wyrazy za wykładniki wyobrażeń psychicznych, a nie 
pojęć logicznych, stoi na właściwym gruncie, poucza najprostsza, 
bardziej uważna obserwacja. Jeżeli wymawiamy np. wyraz poma- 
rańcza, w umyśle naszym powstają nie wszystkie cechy, charakte- 
ryzujące ten przedmiot, a te, które występują, niekoniecznie by- 
wają cechami istotnymi, a wszakże pojęcie logiczne jest sumą cech 
istotnych przedmiot u. Z definicji pojęcia w znaczeniu logicznym 
wypływa jego stałość, wybrażenie zaś psychiczne jest jednostką 
płynną. Pojęcie "pomarańczy" zawsze i wszędzie musi być jedna- 
kie, wyobrażenie zaś psychiczne, kojarzące się z tym wyrazem, 
zmienia treść swoją, zależnie od tego, jakie cechy występują 
w naszej świadomości przy wymawianiu tego wyrazu - raz mo- 
żemy sobie uświadomić kolor, innym razem barwę, to znowu za- 
pach itd. Jednocześnie wszystkich cech uświadomić sobie nie 
możemy, jest bowiem właściwością naszego umysłu, że równocze- 
śnie w świadomości naszej kilka wyobrażeń występować nie może. 


t) Wyjątek stanowią wyrazy dźwiękonaśladowcze (onomapoełyczne), np. 
kukułka, krakać.
>>>
15 


Ta ograniczoność naszych zdolności apercepcji, odzwierciadla się 
w naszym języku. Porównawcza etymologia (słoworód) wykazuje, 
że nazwy przedmiotów lub czynności są właściwie nazwami po' 
szczególnych cech lub elementów danych przedmiotów lub czyn- 
ności. Wilk, jak wskazuje identyczny, ze stanowiska fonetyki 
porównawczej, wyraz indyjski v[kas, oznacza właściwie szkodnik, 
w języku bowiem indyjskim v[,kas jest nie tylko rzeczownikiem, 
oznaczającym to samo zwierzę, co i nasz wyraz, lecz także przy- 
miotnikiem o znaczeniu szkodliwy; ręka, litewski ranka. oznacza 
właściwie zbieraczka (porównaj litewski czasownik renkti = zbie- 
rać); polski pszczoła, rosyjski n'łeAa oznacza brzęcząca. Cieka- 
wym jest fakt, że jedne i te same przedmioty w rozmaitych 
językach są nazwane według rozmaitych cech. Pszczoła w języku 
greckim (J.1D.
't't::x) oznacza miodnicę a w indyjskim (madhulih) 
\)znacza właściwie liżącą miód. Tak samo obecny wyraz polski 
księżyc i dawniejszy miesiąc (jako nazwa ciała niebieskiego) są 
nazwami dwóch cech tego przedmiotu, pochodzących z dwóch 
całkiem odmiennych sfer: jedna powstała na tle pojęć mitolo- 
gicznych, księżyc bowiem jest to nomen patronymicum, oznacza- 
jące syna księcia, jak wyrazy starościc, podstolic. wojewodzic itp. 
oznaczały syna starosty. podstolego, wojewody itp. Księżyc był 
nazwany księżycem, bo mit uważał go za syna księcia niebie- 
skiego - słońca. Nazwa miesiąc ma podstawę w obserwacjach 
astronomicznych. Periodyczność zmian księżyca dała możność wy- 
zyskania tych zmian do mierzenia czasu; toteż księżyc jeszcze 
w epoce praindoeuropejskiej, jak wskazują nazwy języków po- 
krewnych (indyjski mas, greckie J.11jv, powstałe z IlYj'Ju, łacińskie 
mens-is, litewskie menesis, staro-słowiańskie },t'rOCR1fb) został na- 
zwany miernikiem. 
Cechy, których nazwy stały się nazwami całego przedmiotu, 
z biegiem czasu, wskutek innej podstawy wobec samych przed- 
miotów naszego umysłu, mogą nie występować w naszej świado- 
mości, jak to dzieje się np. we współczesnych wyrazach: mie- 
siąc, księżyc, lub też bywają zatracane przez same przedmioty, 
jak np. w wyrazie łacińskim pecunia. Przy wymawianiu wyrazów 
miesiąc lub księżyc obecnie mogą występować jakiekolwiek cechy
>>>
16 


naszego satelity, byle by nie te, które są wyrażone w jego na- 
zwach, nikomu bowiem nie przyjdzie na myśl, że jest miernikiem 
czasu, nikt tym bardziej nie podejrzewa jego szlachetnego pocho- 
dzenia, przypisywanego mu przez mitologię, - cechy, które były 
przyczyną wytwarzania nazw: księżyc, miesiąc, zostały zupełnie 
zapomniane, nazwy jednak pozostały. Tak się dzieje w większości 
wypadków; dlatego też rzadko uświadamiamy sobie pochodzenie 
etymologiczne wyrazu, tj. tę cechę, której nazwa stała się nazwą 
całego wyrazu. 
Niekiedy wyraz zatraca swoje pierwotne etymologiczne zna- 
czenie dlatego, że staje się nazwą innego przedmiotu: tak się 
stało, jak mówiłem, z wyrazem łacińskim pecunia. W epoce, która 
poprzedziła epokę gospodarstwa narodowego z jej handlem mo- 
netarnym, trzoda była jednym z najważniejszych środków wy- 
miany l), wyraz przeto, oznaczający trzodę, stał się zarazem nazwą 
środka wymiany w ogóle, a nazwa ta utrzymała się i w czasach, 
kiedy w obrotach handlowych_ zaczęto posługiwać się bardziej 
dogodnymi środkami wymiany; wyraz pecunia zaczęto kojarzyć 
nie z wyobrażeniem trzody, lecz z wyobrażeniem pieniędzy. Ostatni 
przykład pozwala nam przejść bezpośrednio do kwestii zmiany 
znaczenia wyrazów. Takie same zmiany, jakie widzieliśmy w wy- 
razie łacińskim pecunia, dokonały się także w historii wyrazów 
polskich szczyt, obcy. Wyraz szczyt pierwotnie, jeszcze w XV w., 
oznaczał wypukłość tarczy i tarczę, później zaczęto go używać 
na oznaczenie wszelkiej wypukłości, a więc i w znaczeniu dzisiej- 
szego szczytu (wierzchołka), wreszcie zachowując nabyte znacze- 
nie, wyraz ten zatracił całkowicie dawne. To samo stało się 
z przymiotnikiem obcy, który drogą przeobrażeń semazjologicz' 
nych z dawnego znaczenia wspólny (porównaj' rosyjsko o614 i ii; 
14 pod wpływem starosłowiańsko języka zamiast czysto rosyjskiego 'l; 
14 i 'l odpowiada w danej formie polskiemu c, np. 20Pfl14 iii , 
20pR'liii, gorący) otrzymał obecnie właściwe mu znaczenie cudzy. 
We wszystkich przytoczonych przykładach zmiany semazjologiczne 
były całkowite, tj., innymi słowy, wyrazy, ulegające tym zmianom, 


t) Tak było np. w społeczeństwie greckim Homera, gdzie wartość majątku. 
niewolnic, lub zbroi była wyrażana w ilości sztuk trzody. 


.
>>>
17 


przybierając nowe znaczenia, zatracały dawne. Bywają jednak wy- 
padki, kiedy obydwa znaczenia - dawne i nowe - istnieją w ję- 
zyku równolegle, np. polski weksel (w znaczeniu zwrotnicy) 
i weksel (w znaczeniu papieru prawnego); żuraw (ptak) i żuraw 
(dźwignia u studni), jęczmień (gatunek zboża) i jęczmień (choroba 
()czu), francuski timbre (dźwięk) i timbre (marka), łaciński testudo 
(żółw) i testudo (pewien rodzaj szyku bojowego). Zmiany te można 
nazwać zmianami semazjologicznymi częściowymi. Różnica między 
zmianami semazjologicznymi całkowitymi a częściowymi je!;t natury 
tylko zewnętrznej, polega bowiem jedynie na tym, że w pierwszym 
wypadku pierwotne znaczenie przestaje istnieć, w drugim - za- 
chowuje się i istnieje równolegle z nowopowstałym znaczeniem, 
to ostatnie jednak istnieje w języku od pierwszego niezależnie. to 
znaCzy, że wyraz, ilekroć bywa użyty w nowym znaczeniu, nigdy 
nie wywołuje w naszej świadomości wyobrażenia, związanego 
z dawnym znaczeniem wyrazu: jeżeli wymawiamy wyraz żuraw, 
mając na myśli dźwignię u studni, nigdy nie przychodzi nam do 
głowy wyobrażenie ptaka. -T a n i e z a I e ż n ość wytworzyła się nie 
od razu: był czas, kiedy wyraz żuraw w znaczeniu dźwigni u studni 
używał się przenośnie, tj. kiedy wyraz żuraw nawet w połączeniu 
z wyobrażeniem dźwigni u studni zawsze jeszcze wywoływał wy- 
obrażenie ptaka, którego charakterystyczne cechy (długie nogi) 
upatrywano w dźwigni studziennej; wyobrażenie ptaka przez pe- 
wien czas było wyobrażeniem pośredniczącym między wyobraże- 
niem dźwigni studziennej a wyobrażeniem wyrazu żuraw; z bie- 
giem jednak czasu to pośredniczące wyobrażenie wypadło, a wyraz 
żuraw, skoro tylko bywał używany w nowym znaczeniu, kojarzył 
się bezpośrednio z wyobrażeniem dźwigni u studni. Różnica mię- 
dzy zmianami semazjologicznymi całkowitymi a częściowymi jest, 
jak mówiłem, tylko zewnętrzna,' polega bowiem na zachowaniu 
się lub niezachowaniu znaczenia pierwotnego; każda zmiana sema- 
zjologiczna całkowita, niegdyś musiała być częściową, a obecnie 
częściowa może stać się w przyszłości całkowitą. Istota psycho- 
logiczna zmian-semazjologicznych zarówno całkowitych, jak i czę- 
ściowych jest jedna i ta sama, tkwi w warunkach naszej apercep- 
cji, w niemożności uświadamiania sobie współcześnie dwóch wy- 
0\'0. co"'" 

J,; ..Język a.s-złowiek i naród. 2 
'

\-"
\{j
j 
 
\:ł't! II' 
, \\,,\\1 :- 
-r . 

.. 
 

 t\''\:
>>>
18 


obrażeń, co sprawia, że z jednym i tym samym wyrazem kojarzymy 
wyobrażenia za każdym razem innych elementów przedmiotów, 
przymiotów, czynności i stanów. Ściśle rzeczy biorąc, wyobrażenia, 
które kojarzymy z jednym i tym samym wyrazem, nigdy nie by- 
wają zupełnie identyczne, różnice jednak bywają tak subtelne, że 
uchodzą naszej uwagi niepostrzeżenie. Wyraz np. stół może być 
wykładnikiem całego szeregu wyobrażeń o bardziej lub mniej 
subtelnych różnicach. Kiedy, wymawiając wyraz stół, mamy na 
myśli stół do pracy naukowej, to treść, powstająca w naszym 
umyśle, jest inna, niż ta, która wyłania się przy wymawianiu tego 
samego wyrazu, ale już z myślą o stole do kart. W każdym z tych 
wypadków wyraz stół będzie miał odmienne znaczenie. Różnica 
jednak nie jest zasadnicza, bo nie tyczy się cech dominujących 
w obydwóch wyobrażeniach, a uchodzi naszej uwagi tym bardziej 
niepostrzeżenie, że cechy, różnicujące obydwa wyobrażenia, za- 
zwyczaj bywają wyrażane lub, co najmniej, odtwarzane w umyśle, 
w postaci określeń: (stół) do pisania, (stół) do kart. Jeżeli jednak 
wyobrażenie, kojarzące się z wyrażeniem siół do pisania, bardziej 
się różnicuje, wyemancypuje, że się tak wyrażę, spod wpływu 
całego szeregu wyobrażeń, związanych z rozmaitymi rodzajami 
stołów, wtedy albo powstaje nowy wyraz, - jak się stało w da- 
nym wypadku, powstał bowiem wyraz biurko, - albo dawny 
wyraz otrzymuje nowe znaczenie. Weźmy drugi przykład. Wyraz 
pióro kojarzy się z naj rozmaitszymi wyobrażeniami: - bywają 
pióra ptasie, pióra przy kapeluszach damskich, pióra gęsie do pi- 
sania, wresl.cie pióra stalowe do pisania. Cechy dominujące 
w pierwszych trzech wyobrażeniach są jedne i też same, ostatnie 
jednak z przytoczonych wyobrażeń, wyobrażenie pióra stalowego 
do pisania cech tych, wspólnych dla pierwszych trzech wyobra- 
żeń, zgoła nie posiada. Okoliczność ta wpłynęła na to, że wyobra- 
ienie pióra stalowego do pisania stało się niezależnym od wpływu 
wyobrażeń o innych piórach; wyraz pióro otrzymał w danym wy- 
padku nowe znaczenie, dla którego niekiedy używany bywa od- 
dzielny wyraz - stalówka. 
Zwróćmy się teraz z kolei do zjawisk gramatycznych. Różnica 
między zjawiskami gramatycznymi a zjawiskami semazjologicznymi
>>>
19 


polega na tym, że w skład ostatnich wchodzą wyobrażenia przedmio- 
tów, przymiotów, czynności i stanów, w skład zaś pierwszych - 
wyobrażenia stosunków, zachodzących między wyobrażeniami, 
przedmiotów, przymiotów, czynności i stanów. Wyobrażenia stosun- 
ków, zachodzących między wyobrażeniami przedmiotów, przymiotów 
itd., znajdują uzewnętrznienie w języku w postaci form deklinacji 
i koniugacji, przyrostków słowotwórczych, jako też rozmaitych kon- 
strukcji składniowych. Znaczenie form języka polega na skojarzeniu 
się wyobrażeń stosunków z wyobrażeniami części wyrazów lub zda- 
nia, wyrażających te stosunki. Widzimy więc, że podstawą zjawisk 
gramatycznych są także asocjacje psychiczne. One też odgrywają 
poważną rolę w zmianach gramatycznych, dokonywających się w hi- 
storii języków. Wielka ilość zmian, zachodzących w słoworodzie, de- 
klinacji i koniugacji, mianowicie tak zwane zmiany na podstawie 
a n a log i i, zawdzięczają swe pochodzenie czynnikom psychicznym. 
Co się zaś tyczy składni, to tutaj asocjacje psychiczne są czynni- 
kami wyłącznymi. Forma siódmego przypadku liczby mnogiej rze- 
czowników nijakich kończy się obecnie na - ach, np. niebiosacI, ; 
dawniej jednak kończyła się na - ech; dotychczas jeszcze w Mo- 
dlitwie Pańskiej, gdzie się zachował stary język, formy w niebie- 
siech. Na dawną końcówkę 'ech wskazują oprócz innych języków 
pokrewnych (staroindyjski i grecki) język starosłowiański, gdzie 
rzeczowniki nijakie kończą się w miejscowniku liczby mnogiej 
na - 'loX'b, np. Alom'loX'b, 61QA'loX'b. Zachodzi pytanie, dlaczego 
we współczesnym języku polskim dawna końcówka ' ech została 
wyrugowana przez końcówkę ach? Zjawisko to można objaśnić 
tylko działaniem asocjacji psychicznych. Rozpowszechnienie form 
. rzeczowników żeńskich wpłynęło, że właściwa im końcówka - ach 
została przeniesiona i na formy rzeczowników nijakich (i męskich), 
wyobrażenie bowiem, łączące się z formą miejscownika liczby 
mnogiej, zaczęła się kojarzyć tylko z końcówką - ach. 
Tak samo, nie inaczej, należy wytłumaczyć powstanie form 
siostrze zamiast staropolsk. siestrze i formy bieda zamiast formy 
biada, używanej obecnie tylko w oznaczeniu wykrzyknika (biada 
mi!). Forma siostrze powstała pod wpływem form, \V których po . 
t następowała spółgłoska r, nie rz, w tych bowiem formach pier- 
2*
>>>
20 


wotne e na zasadzie prawa, zwanego w gramatykach szkolnych 
natężeniem, przeszło w o, a więc pod wpływem form siostry, 
siostrę, siostrom itp. W formie bieda, odwrotnie, formy bez 
"natężenia", te, w których występuje- dź, a nie d (biedzie) wyru- 
gowały formy z "natężeniem", w których pod spółgłoską twardą 
d pierwotne 'e prawidłowo przechodziło w a. Pierwotna forma 
biada zachowała się tylko w znaczeniu wykrzyknika, a to dzięki 
temu, że wykrzyk(!ik, jako część mowy nieodmienna, stał poza 
wpływem deklinacji, nie uległ przeto wpływom form, w których 
występowało 'e. Różnica między powstaniem form siostrze, bieda 
a pochodzeniem formy niebiosach polega na tym, że w pierw-o 
szym wypadku działały asocjacje innego rzędu, niż w drugim: tam 
skojarzyły się formy przypadku, niezależnie od deklinacji, tu- 
taj - formy deklinacji, niezależnie od przypadków. Istota jednak 
w obydwóch wypadkach pozostała ta sama, w obydwóch bo- 
wiem wypadkach działały czynniki psychiczne - kojarzenie się 
wyobrażeń: w pierwszym wypadku skojarzyły się wyobraże- 
nia stosunku z wyobrażeniem końcówki, wyrażającej ten sto- 
sunek, w drugim wypadku - wyobrażenie przedmiotu z wy- 
obrażeniem osnowy; jak w pierwszym wypadku tożsamość sto- 
sunku pociągnęła za sobą tożsamość końcówki - pierwotna 
końcówka 'ech została zastąpiona przez końcówkę ach, - tak 
w drugim wypadku jedność przedmiotu pociągnęła za sobą jedność .. 
()snowy, - dwoistość osnowy siostr - (si.estr - została zastą- 
piona przez jedną osnowę siostr). - Forma słowa posiłkowego 
jestem powstała na miejsce dawnej formy jeśm (porównaj staro- 
słowiańskie jec.fI.t'b) pod wpływem takich form, jak dałem, piłem itp., 
dla których trzecia osoba liczby pojedyńczej brzmi: dał, pił itp. 
Z wielokrotnej praktyki wyciągnięto wniosek, że charakterystyczną 
cechą pierwszej osoby liczby pojedyńczej słów, kończących się 
w trzeciej osobie liczby pojedyńczej na spółgłoskę, jest koń- 
.cówka - - em, która się przyczepia do formy trzeciej osoby. Po- 
wstanie takiego wyobrażenia o tworzeniu się formy pierwsz
j osoby 
liczby pojedyńczej pewnej kategorii słów wywołało powstanie formy 
jestem, słowo bowiem jest podchodzi pod daną kategorię - koń- 
czy się w trzeciej osobie liczby pojedyńczej na spółgłoskę. Przy-
>>>
21 


toczę jeszcze jeden przykład, - z dziedziny słoworodu. Wyraz 
polski flaszka pochodzi od wyrazu niemieckiego Flasche, który 
nic wspólnego z rzeczownikami zdrobniałymi nie ma. Ponieważ 
w języku polskim istnieje cały szereg rzeczowników zdrobniałych, 
utworzonych za pomocą przyrostka - ka (pałka, łapka, szafka 
itp.), wyraz flaszka otrzymał znaczenie zdrobniałe: końcówka - ka, 
kojarząca się w całym szeregu wyrazów z wyobrażeniem przy- 
rostka zdrobniałości, skojarzyła się z tym samym wyobrażeniem 
i w danym wypadku, chociaż w wyrazie jlaszka, jak mówiłem, 
zgłoska - ka nie miała pierwotnie nic wspólnego z przyrost- 
kiem - ka. Działalność asocjacji psychicznych poszła jeszcze da- 
lej: pod wpływem takich paralel, jak np. pończoszka. pończocha. 
został utworzony wyraz flacha. Wyobrażenie wyrazu pończoszka 
kojarzy się zawsze z wyobrażeniem wyrazu pończocha, a to wpły. 
nęło na to, że i wyobrażenie wyrazu flaszka wywołało wyobra- 
żenie wyrazu /lacha. 
Jeżeli asocjacje psychiczne nie są wyłącznymi czynnikami, 
działającymi w dziedzinie deklinacji, koniugacji i słoworodu, wiele 
bowiem zjawisk, należących do tych dziedzin, ma swe źródło 
w zmianach fonetycznych, to jedynym podłożem zjawisk skład- 
niowych są czynniki psychiczne. Podam dla krótkości jeden tylko 
przykład. Imiesłowy, jak wskazuje zdolność ich tworzenia rodza- 
jów, były pierwotnie, na wzór przymiotników, łączone tylko z rze- 
czownikami, w zdaniu przeto uczeń pisze siedząc, imiesłów sie- 
dząc pierwotnie był nie przysłówkiem, tj. określeniem słowa, lecz 
przymiotnikiem, określającym rzeczownik uczeń; pierwotnie więc 
zdanie to miało takie znaczenie, jakie dzisiaj miałoby zdanie sie- 
dzący uczeń pisze. Z biegiem czasu stosunek między pojedyn- 
czymi wyobrażeniami, wchodzącymi w skład tego zdania, uległ 
zmianie, imiesłów siedząc zaczęto odczuwać, jako określenie 
słowa, - pierwotne określenie stało się przysłówkiem. Zmiana 
w znaczeniu wpłynęła na zmianę formy; odróżnienie form rodza- 
jów dla przysłówka, jako określenia czasownika, jest zbyteczne; 
toteż pierwotnie (porównaj języki rosyjski i starosłowiański) odo# 
mienny imiesłów stał się imiesłowem nieodmiennym, formy bo- 
wiem rodzaju męskiego zaczęto używać wszędzie, nawet w tych 


...
>>>
22 


razach, kiedy podmiotem bywa rzeczownik rodzaju żeńskiego lub 
nijakiego, mówimy nie tylko uczeń, ale i uczennica (pisze) 
siedząc. 
Reasumując wszystko, cośmy dotychczas powiedzieli, widzimy, 
że czynniki psychiczne stanowią istotę i podstawę wszystkich zja- 
wisk języka. Zjawiska fonetyczne zasadzają się na skojarzeniu wy 
obrażeń słuchowych dźwięku z wyobrażeniami dotykowymi, zwią- 
zanymi z ruchami organów mównych, niezbędnych do wymówienia 
danego dźwięku. Zjawiska semazjologiczne polegają na skojarze- 
niu wyobrażeń dźwiękowych z wyobrażeniami pozajęzykowymi. 
Podstawę wreszcie zjawisk gramatycznych stanowią kojarzenia wy- 
obrażeń stosunków z wyobrażeniami części wyrazów lub zdań, wy- 
rażających te stosunki. Zmiany, dokonywujące się w tych koja- 
rzeniach wywołują zmiany także w zjawiskach językowych.
>>>
JĘZYK ZBIOROWISKOWY A INDYWIDUALNY 
I POSTACIE ICH ISTNIENIA 


Język, dialekt, gwara, są własnością narodu, plemienia, lub 
w ogóle jakiejś grupy społecznej. Jest to własność zbiorowa, do- 
bro wspólne, ale posługiwanie się tym wspólnym dobrem odby- 
wać się może tylko w formie czynności indywidualnych. Realnymi 
przejawami języka narodowego, plemiennego czy klasowego są 
zawsze języki indywidualne poszczególnych jednostek. 
Czynnośd językowe, jako właściwe człowiekowi odmiany 
jego czynności myślowych, są przebiegami psychicznymi i jako 
takie odbywać się mogą tylko w świadomości indywidualnej po- 
szczególnych jednostek ludzkich. Te indywidualne czynności ję- 
zykowe nazywamy m o w ą, nadając temu terminowi znaczenie 
szersze niż to, które się zwykło łączyć z wyrazem "mowa", to 
znaczy, rozumiejąc przez mowę nie tylko mowę z e w n ę t r z n ą 
czyli głosowe manifestacje czynności językowych, lecz także mowę 
w e w n ę t r z n ą, czyli m y ś l e n i e j ę z y k o w e. 
Ale mowa to dopiero jedna odmiana języka indywidualnego, 
jedna postać jego istnienia. Czynność językowa tak, jak każda 
czynność psychiczna czy fizyczna, daje w wyniku swego prze- 
biegu jakieś wytwory. Wytwory, pozostające w wyniku czynności 
mowy, to jednostki językowe, zwane zdaniami, wyrazami, cząstkami 
znaczeniowymi i fonetycznymi wyrazów. Jednostki te, stając się 
wytworami każdorazowego aktu czynności językowej, są jedno- 
cześnie niezbędnym materiałem tej czynności tak, jak koniecznym 
materiałem czynności myślenia są przedstawienia i pojęcia. 
Zespół tych jednostek, będących materiałem i wytworem 
mowy, nazywamy językiem indywidualnym. Zespół ten nie sta-
>>>
24 


nowi chaotycznego zbiorowiska, lecz w następstwie powiązań 
skojarzeniowych, układa się za wsze w uporządkowany system. 
Między poszczególnymi wyobrażeniami głoskowymi (fonematami) 
i formalnymi (morfematami) wytwarzają się pewne stałe usto- 
sunkowania, które regulują ich użycie. T ak np., w formach ta- 
kich, jak niosę II niesie, wiozę II wiezie, wiodę II wiedzie - ustalił 
się stosunek między wyobrażeniami głosek (fonematami) o II e, 
w ten sposób, że o występuje w formie 1. os. l. poj. a e w 3. 
os. l. poj. Pod wpływem tego stosunku wytwarzają się takie 
oboczne postacie, jak wlokę U wlecze. W wyniku tego, że w więk- 
szości czasowników polskich ustalił się określony stosunek for- 
malny między postaciami 3. os. l. poj., a 3. os. l. mnog.: pisze II piszą, 
sypie II sypią, leje II leją, myje II myją, pije II piją powstaje w mo- 
wie indywidualnej różnych ludzi, a zwłaszcza dzieci, taka obocz- 
ność, jak je II ją zamiast jedzą. Jest to wyraźny objaw działania 
systemu gramatycznego, który jest podstawą każdego języka indy- 
widualnego. Tak więc język indywidualny nie tylko p r z e j a w i a 
s i ę w przebiegach mowy (zewnętrznej i wewnętrznej), lecz także 
i s t n i e j e, jako określony system, jako układ jednostkowych wy- 
obrażeń językowych. Taką dwojaką postać przybiera rzeczywistość 
języka indywidualnego. Jedna jest postacią fenomenalną (zjawi- 
skową), druga postacią ontologiczną (rzeczową) 1) języka indywi- 
dualnego. Jedna jest postacią przemijającego przebiegu, druga 
formą stałego bytu. Obie należą do świata psychicznego jedno- 
stek ludzkich, są zjawiskami i przedmiotami świadomości, ale wy- 
stępują w rozmaitych stopniach jej natężenia. Czynności mowy 
przez częste powtarzanie się ulegają automatyzacji i przechodzą 
do dziedziny podświadomości, podnosząc do poziomu świado- 
mości tylko swoje każdorazowe wytwory, ale odtwarzane w czyn- 
nościach mowy jednostki językowe, niezależnie od swych przy- 
godnych połączeń uświadomionych w poszczególnych aktach mowy, 
układają się w system gramatyczny podświadomie. 
Tak więc język indywidualny w swej postaci zjawiskowej 


l) Terminu "rzeczowy" będziemy używali jako przeciwstawienie terminu 
" zjawiskowy", a termin "przedmiotowy" będzie przeciwstawieniem terminu 
"podmiotowy" .
>>>
25 


przebiega w podświadomości, a w swej postaci rzeczowej bądź 
istnieje również w podświadomości, bądź też występuje w mniej lub 
więcej pełnej świadomości: system gramatyczny jednostek języko- 
wych, tych rzeczowych składników języka, przechowuje się w pod- 
świadomości; przygodne połączenia tych jednostek w każdorazo- 
wym akcie mowy występują w mniej lub więcej pełnej świado- 
mości. System gramatyczny ma byt trwały; przygodne połączenia 
jednostek językowych mają byt przemijający, związany z krótko- 
trwałym czasem przebiegu zjawiskowego mowy. 
Taką jest natura języka indywidualnego i postaci jego istnie- 
nia i przejawiania się. A czym jest język grupy społecznej? Czy 
jest on tylko abstrakcją, pojęciem oderwanym czy też faktem 
rzeczywistym, a w takim razie jaka jest postać jego istnienia? 
Dawniej zapatrywano się na język. jako na istotę organiczną, 
która na podobieństwo istot zwierzęcych i roślinnych, ma swój 
byt własny, niezależny w swym naturalnym rozwoju od życia psy- 
chicznego i społecznego człowieka. W związku z takim poglądem 
odnoszono istnienie języka do świata zewnętrznego, świata zja- 
wisk fizycznych i fizjologicznych. Spostrzeżono jednak niebawem, 
że pogląd taki opiera się na głębokim nieporozumieniu, gdyż 
w istocie natura języka jest na wskroś psychiczna, że zjawiska 
i czynności językowe należą do świata zjawisk i czynności psy- 
chicznych. To słuszne spvstrzeżenie doprowadziło w swej kon- 
sekwencji do wniosku, że zjawiska i czynności językowe wystę- 
pują realnie tylko w postaci zjawisk i czynności języków indywi- 
dualnych poszczególnych jednostek, a wszelkiego rodzaju języki 
grup społecznych, - języki narodowe, plemienne i klasowe, - są 
tylko pojęciami. oderwanymi, zawierającymi w sobie szereg cech 
wspólnych poszczególnym językom indywidualnym, są więc tylko 
wytworami umysłu ludzkiego, nie mającymi odpowiedników w świe- 
cie rzeczywistości. 
Ten punkt widzenia zupełnie słuszny w odniesieniu do czy n- 
nośc i językowych, nie przesądza jednak zagadnienia, czym jest 
język grup społecznych w swej postaci nie zjawiskowej, lecz rz e- 
c z o w e j, jako zespół znaków gramatycznych i słownikowych, czy 
jest tylko pojęcie
 oderwanym, czy też faktem jakiejś rzeczywi-
>>>
26 


stości, a jeśli tak, to jaki charakter ma to podłoże, na którym 
się ta rzeczywistość przechowuje. Każda czynność, jak każde zja- 
wisko, mają charakter indywidualny i są zawsze związane z indy- 
widualnym przedmiotem, który się staje ich wykonawcą lub bier- 
nym źródłem. Nawet zbiorowa praca ludzka jest tylko społecznym 
połączeniem indywidualnych czynności fizycznych i psychicznych 
poszczególnych ludzi. współdziałających z sobą w tej pracy. My- 
ślenie, jako czynność, ma więc również charakter zjawiskowy, 
pr
emijający, indywidualny, ściśle związany z indywidualnymi świa- 
domościami ludzkimi. Tak samo mowa zewnętrzna i wewnętrzna, 
czyli myślenie językowe, jako czynność, jest zjawiskową postacią 
języka i ma wskutek tego zawsze charakter indywidualny, ściśle 
związany ze świadomością poszczególnych jednostek ludzkich. Nie 
ma jakiejś wspólnej świadomości narodowej, plemiennej czy kla- 
sowej, świadomości, która by jednolicie i niepodzielnie wypełniała 
tę czy inną grupę społeczną, język więc w swej postaci zjawisko- 
wej, czynnościowej nie może istnieć w formie języka narodowego, 
plemiennego lub klasowego. W tym sensie języki narodowe, ple- 
mienne czy klasowe są abstrakcjami, pojęciami oderwanymi, uogól- 
niającymi w swej zawartości treściowej cechy wspólne poszczegól- 
nych przejawów indywidualnych czynności językowych. 
Inaczej jednak rzecz się przedstawi, gdy spojrzymy na język 
w jego postaci rzeczowej. jako na zespół jednostek gramatycz- 
nych i leksykalnych. Jak już zaznaczaliśmy, języki indywidualne 
w swej postaci zjawiskowej, czynnościowej są przebiegami prze- 
mijającymi; w swej zaś postaci rzeczowej jako układy jednostek 
gramatycznych i leksykalnych, mają byt bardziej trwały, przecho- 
wując się w podświadomości poszczególnych jednostek ludzkich. 
Zespół tych jednostkowych układów gramatyczno-leksykal- 
nych, czyli zespół tych indywidualnych języków rzeczowych, składa 
się właśnie na język grupy społecznej, czyli na to, co zwykle 
nazywamy językiem narodowym, plemiennym bądź klasowym, a co 
w terminie bardziej ogólnym można by nazwać językiem zbioro- 
wiskowym. Ten język zbiorowiskowy ma, j
k widzimy, charakter 
wyłącznie rzeczowy, jest zespołem nie czynności, lecz jednostek, 
faktów (rzeczy) językowych. Czy w takiej postaci jest tylko ab-
>>>
27 


strakcją. czy też ma byt realny, a jeśli tak, to co jest przecho- 
walnią tego bytu? Żeby zdać sobie sprawę z poruszonego zagad- 
nienia, przyjrzyjmy się bliżej przedstawionemu tutaj pojęciu języka 
zbiorowiskowego. jest on zespołem indywidualnych języków rze- 
czowych, to znaczy zsumowaniem c a ły c h realnie istniejących 
indywidualnych układów gramatyczno-leksykalnych, a nie zsumo- 
waniem tylko ich jednakowych w y c i n k ó w, krajanych sztucznie 
w wyniku ich celowego porównywania. jeżeli byśmy poszczególne 
jednostkowe układy gramatyczno -leksykalne oznaczyli literami 
al' a2' as, a_u a5.... an, wyrażając przez użycie zawsze jednej 
i tej samej litery cechy wspólne tych układów, a przez różne 
znaki cyfrowe - zachodzące między tymi układami różnice, to 
przy takich założeniach symbolem języka zbiorowiskowego nie 
będzie prosta litera a, bo ta oznacza oderwaną od podłoża rze- 
czywistości intelektualnie tylko wytworzoną sumt cech wspólnych. 
lecz znak złożony: (al + a2 + as + a-1 + a!j + . . . . aD)' język zbio- 
rowiskowy jest zespołem języków indywidualnych. Ponieważ każdy 
składnik tego zespołu jest realnością niezaprzeczalną, więc i zespół 
ich musi mieć również byt rzeczywisty. jest to byt zbiorowiskowy 
nie mniej przeto realny tak, jak realnymi na przykład są zbioro- 
wiska drzew w lesie. Poszczególne jednostki ludzkie, jako istoty 
ograniczone miejscem i czasem, wchłaniają do swej świadomości 
tylko część tego języka zbiorowiskowego. Ponieważ każda z nich 
jest dla siebie samej podmiotem, a inne są dla niej przedmiotami, 
więc język zbiorowiskowy p o d m i o t o w o występuje tylko w ja- 
kimś swoim ułamku i zlewa się z językiem indywidualnym danej 
jednostki ludzkiej, ale p r z e d m i o t o wo, poza tą jednostką. 
w świadomościach pozostałych członków grupy społecznej prze- 
chowuje się w swojej zespołowej całości. 
jakie z tego ustosunkowania sfery podmiotowej i przedmio- 
towej języka zbiorowiskowego wynikają konsekwencje dla istoty 
ontologicznej języka zbiorowiskowego, jaką jest postać jego bytu? 
Czy za realnie istniejącą uznać należy tylko sferę podmiotową 
języka zbiorowiskowego? W takim razie za jedynie realną postać 
języka musielibyśmy uznać tylko języki indywidualne poszczegól- 
nych członków społeczności językowej. Może jednak takie stano-
>>>
28 


wisk o grzeszyłoby zbytnim subiektywizmem. Chodzi o ustalenie 
stosunku podmiotu do przedmiotu. Między jednym a drugim od- 
bywa się nieustanna wymiana. Przedmiot przeistacza się w fakt 
podmiotowy, gdy znajduje odbicie w świadomości podmiotu. Ale 
podmiot, czyli pojedyńcza świadomość ludzka wchłania w siebie 
tylko bardzo ograniczoną liczbę podmiotów otaczającego go świata. 
Czy za realnie istniejące uznamy tylko te przedmioty, które zo- 
stały wchłonięte i przerobione przez świadomość ludzką? Czy 
byt ma charakter tylko podmiotowy? Wprawdzie zawartości psy- 
chiczne są dla każdej świadomej istoty bytem najbardziej bezpo- 
średniego doświadczenia, ale z tego nie wynika, żebyśmy mogli 
zaprzeczać fakt istnienia przedmiotów obiektywnych, istniejących 
w świecie zewnętrznym poza naszą świadomością. jeżeli twierdze- 
nie to jest słuszne w stosunku do przedmiotów świata fizycznego, 
to tym oczywistszą jest jego słuszność w zastosowaniu do przed- 
miotów tak podobnych do faktów naszej podmiotowej świadomo- 
ści, jak fakt świadomości innych ludzi. Ten świat faktów psy- 
chiczno-przedmiotowych, tj. świat faktów świadomości otaczających 
każdego z nas jednostek ludzkich, który nazywamy światem psy- 
chiczno-społecznym lub wprost światem społecznym, jest środowi- 
skiem nie mniej realnym, niż środowisko otaczającego nas świata 
fizycznego. Istnienie jego ujawnia się niedwuznacznie przez wpływ, 
jaki wywiera na świadomość poszczególnych członków społeczeń- 
stwa. już sam sposób nabywania zdolności językowych i możność 
porozumiewania się językowego jest najlepszym dowodem jego 
istnienia. Ten świat psychiczno-społeczny jest właśnie przechowal- 
nią języka zbiorowiskowego, jest podłożem, na którym się ten 
język utrzymuje. język zbiorowiskowy jest więc niewątpliwie faktem 
nie mniej realnym, niż języki indywidualne; realność jego jest 
wprost konsekwencją realności języków indywidualnych, tylko że 
postać, w jakiej się ta realność objawia, jest inna, niż postać 
rzeczywistości języków indywidualnych. 
Właściwości ontologiczne języka zbiorowiskowego wynikają 
z właściwości jego podłoża. T o podłoże ma charakter zbiorowi- 
skowy, więc dla powodów wyżej wyłuszczonych przechowywany 
na nim język grupy społecznej, w przeciwieństwie do języków
>>>
29 


indywidualnych, występuje tylko w postaci rzeczowej, gdy tamte 
przybierać mogą postać rzeczową i zjawiskową. Drugą zasadniczą 
właściwością języka grupy społecznej, wynikającą ze zbiorowi- 
skowego charakteru jego podłoża, jest charakter zespolenia skła- 
dających się na niego faktów, czyli jednostek gramatycznych i le- 
ksykalnych. Zespolenie to nie tworzy tu układu systematycznego, 
lecz jest zwykłym zbiorem niepowiązanych z sobą faktów. Ściśle 
biorąc, jest to zbiór poszczególnych układów systematycznych, wła- 
ściwych poszczególnym językom indywidualnym. Układy te w więk- 
szości zawartych w nich szczegółów są do siebie podobne, ale 
ponieważ są z sobą tylko luźno i zewnętrznie złączone, a poza 
tym wykazują nieraz znaczne także różnice, więc w języku grupy 
społecznej, jako w realnej c a łoś c i, zawierającej wszystkie fakty 
poszczególnych języków indywidualnych członków danej społecz- 
ności językowej, zespolenie tych faktów ma charakter raczej lu, 
źnego zbiorowiska, niż systematycznego układu. Jeżeli gramatyki 
języków narodowych, plemiennych czy klasowych przedstawiają 
fakty, właściwe tym językom, w układzie systematycznym, to 
staje się to możliwym tylko dzięki temu, że biorą pod uwagę nie 
język cały w jego realnej rzeczywistości, lecz tylko jego prze- 
ciętną abstrakcję. 
Język grupy społecznej jest więc faktem równie realnym, jak 
realnymi są języki indywidualne poszczególnych jednostek ludz- 
kich, tylko różną jest postać, w jakiej występuje właściwa mu 
odmiana bytu. Podłożem języków indywidualnych są osobowe 
światy podmiotowo-psychiczne (indywidualnie psychiczne), a pod- 
łożem języka zbiorowiskowego jest wieloosobowy świat przedmio- 
towo'psychiczny (społeczny). W związku z takim charakterem 
właściwego sobie podłoża języki indywidualne występują w po- 
staci zjawiskowej i rzeczowej, a język zbiorowiskowy - tylko 
w postaci języka rzeczowego, języka nie czynności, lecz tylko 
faktów. F akty języków indywidualnych łączą się z sobą wewnętrz- 
nie i tworzą układy systematyczne, a fakty języka zbiorowisko- 
wego łączą się z sobą zewnętrznie i stanowią zbiorowiska luźne. 
Z tego, co powiedziane, wynika, że w indywidualnych świa- 
domościach poszczególnych członków narodu mieszczą się większe
>>>
30 


lub mmeJsze cząstki zasobów gramatycznych i leksykalnych ję- 
zyka narodowego. Gdy któryś z nich ginie, ginie wraz z nim 
także przechowywana przez jego świadomość cząstka rzeczowa 
języka narodowego, zupełnie tak samo, jak z wycięciem drzewa 
, 
ginie część lasu. Gdy wytną wszystkie drzewa, las ginie. Gdy fi. 
zycznie lub językowo zginą nosiciele jakiegoś języka, ginie także 
język. 
Warunkiem koniecznym istnienia języka narodowego jest 
istnienie języków indywidualnych, a tych byt rozciąga się tak 
długo, jak długo przy pomocy właściwych im jednostek (wyobra- 
żeń) językowych realizuje się mowa, czyli czynności językowe 
Doszczególnych członków danego narodu.
>>>
POGLĄD NA ŚWIAT W e)DBICIU FAKTOW 
JĘZYKOWYCH 


1. Starożytni Indusi nazywali gramatykę vyikaranam, czyli 
rozkładaniem, analizą. W tym dobitnym jednorazowym określeniu 
uzmysławia się z całą wyrazistością istota gramatycznego trakto- 
wania języka i odsłaniają się przyczyny, dlaczego gramatyka tak 
wielu ma przeciwników nie tylko wśród szerszego ogółu, ale nawet 
wśród szczerych miłośników mowy ojczystej. Stosunek zwykłego 
umysłu do zagadnień gramatycznych układa się w paradoksalną 
formułę, że im kto głębszą i subtelniejszą posiada zdolność odzy- 
wania się na piękno stylu językowego, im kto jest wrażliwszy 
wobec wartości estetycznych wysłowienia, tym bardziej jeżeli sam 
umie z nie przymuszoną swobodą wartości te stwarzać i wydoby- 
wać z posiadanego materiału językowego, - ten z większą nie- 
chęcią odwraca się od dociekań analityc'zno-gramatycznych. 
I nie ma w tym nic dziwnego, bo piękno, utajone w całości 
obrazów językowych, ulatuje z rumowisk, pozostających po ana- 
lizie. Z dźwięcznie ukształtowanego okresu, tętniącego żywymi 
uderzeniami harmonijnej rytmiki, gdy go rozłożymy na jego skła- 
dowe elementy fonetyczne, pierzchają bez echa wszystkie te war- 
tości, które wyrastały z muzykalnego powiązania głosek i miaro- 
wego rozmieszczenia przycisków; w cięciach analizy ginie również 
bez śladu obrazowość, barwność i plastyka, bo rozbiór syntak- 
tyczny zdania uwydatnia tylko stosunki logiczne, a wyrazy, wyr- 
wane z kontekstu, tracą konkretną zmysłowość swoich treści. 
Analiza burzy więc to, co w tworze językowym jest najbardziej 
pociągającego, jego bezpośrednio odczuwane piękno, a w zamian,
>>>
32 


w świetle zadań, jakie rozsnuwają przed gramatyką podręczniki 
szkolne, nie daje właściwie nic istotnie pożytecznego ani po- 
uczającego. 
2. Gramatyka, wedle odwiecznie powtarzanych zapewnień, 
ma nas nauczać, jak mamy poprawnie mówić i pisać, tymczasem 
codzienne doświadczenia przekonywają o zupełnej bezpodstawno- 
ści tych zapewnień i to z taką nieodpartą oczywistością. że bez- 
krytycznych głosicieli tycp przedawnionych poglądów' podejrzewa 
się wprost o nieszczerość i brak wiary w to, czego bronią, a przy- 
najmniej o zupełną bezmyślność i indolencję umysłową. Żywa 
mowa, będąca wyrazem żywych przeżyć i odbiciem szczerych 
reakcji na zjawiska świata zewnętrznego, nie jest sztucznym ukła- 
dem mniej lub więcej udatnych mozaik form, świadomie wydzie- 
ranych z podręcznika gramatyki, lecz bezwiednym, podświadomym 
wyzwalaniem nabytych przez obcowanie społeczno-językowe przy- 
zwyczajeń. Gramatyka nie kieruje czynnościami językowymi, lecz 
analizuje wytwory tych czynności i na tej podstawie stara się 
przeniknąć mechanizm psychiczny przebiegów językowych. 
Kto gramatykę traktuje jako naukę wyłącznie normatywną, 
jako "sztukę poprawnego mówienia i pisania", ten odwraca wła- 
ściwy jej stosunek do języka. Nie "mądrość" gramatyczna jest 
duchem ożywczym i sprężyną, poruszającą czynnościami języko- 
wymi, lecz mowa i jej językowe wytwory dostarczają gramatyce 
materiału do jej analizy i roztrząsań. Jak w historycznym rozwoju 
kultury ludzkiej człowiek naprzód w wielowiekowych wysiłkach 
kształtował mowę stopniowo, a potem dopiero obok innych nauk 
rozpoczęły się badania gramatyczne, tak samo dziś i zawsze w nor- 
o malnych warunkach przyswajania sobie języka będzie się ten sto- 
sunek w tym samym porządku powtarzał: naprzód drogą bezpo- 
średnią przez obcowanie społeczne nabywamy sprawności języko- 
wej i sprawność tę stale, o ile tylko nie ustajemy w doskonale- 
niu się duchowym, nadal rozwijamy, a potem i niezależnie od 
tego przez naukę szkolną nabywamy wiadomości gramatycznych, 
będących niczym innym, jak tylko teorią tej umiejętności, którą 
zdobyliśmy i nadal doskonalimy na drodze nieustąnnych ćwiczeń 
praktycznych.
>>>
33 


Oczywiście, ta teoria, to uświadamianie sobie wytworów, 
które w zwykłych warunkach zjawiają się w następstwie nieuświa- 
domionych przyzwyczajeń, pozwalają nam nieraz, kiedy tego za- 
chodzi potrzeba, kierować dowolnie biegiem mowy, a nade 
wszystko kontrolować go, opierając się na normach, ustalonych 
przez gramatykę, ale na tym wyczerpuje się właści wie cała prak- 
tyczna wartość wiedzy o języku, a dowodem tego luźnego związku, 
jaki łączy praktyczną sprawność języka z jego teorią, jest ude- 
rzający w oczy fakt, że genialni pisarze i utalentowani mówcy 
często nie posiadają głębszych podstaw gramatycznego poznania 
w elementarnym nawet zakresie, a znakomici lingwiści nieraz by- 
wają bardzo miernymi stylistami. 
3. Jeżeli wiedza o języku, a w jej obrębie gramatyka, ma 
przede wszystkim charakter teoretyczny, to z tych właśnie Jej 
wartości wydobyć należy pobudki do żywszego i szczerego za- 
interesowania się zagadnieniami językowymi. 
Podstawą dociekań lingwistycznych, jak i w innych dziedzi- 
nach badania naukowego, jest analiza. Kto na niej przestaje, "nie 
obaczy cudu", bo nurzając umysł w przewalających się drobiaz- 
gach i odosobnionych szczegółach, nie dojrzy utajonej w proszku 
całości. Tajemnica tej wielkiej rozkoszy, jaka spływa na umysł 
z dociekań analitycznych, kryje się w umiejętności syntetycznego 
wiązania szczegółów i w zdolnościach skojarzeniowych, umożli. 
wiających łączenie szczegółów oddalonych i pozornie niewspół- 
miernych, w następstwie czego wysuwają się rozległe analogie 
i pouczające uogólniające wnioski. Język jest jednym z potężniej- 
szych zjawisk duszy ludzkiej; poznanie jego wytworów, rozejrze- 
nie się we wzajemnych między ich odmian3.mi stosunkach, uprzy- 
tomnienie przebiegów, które do życia wytwory te powołują, - 
wszystko tó, oczywiście, ułatwia i umożliwia dokładniejsze pozna- 
nie i bliższe zrozumienie tajników życia psychicznego. Trzeba 
tyłko poza wytworem, uzmysłowionym w głosce lu b formie gra- 
matycznej, umieć wglądać w czynniki jego powstawania. Wtedy 
umysł ludzki odsłoni się nam, jako zawiły splot wiązadeł skoja- 
rzeniowych. Każdy łańcuch asocjacyjny przewija się w tym olbrzy- 
mim systemie własnym pasmem, ale poszczególne jego ogniwa 
Język a człowiek i naród. 3
>>>
34 


wchodzą w kontakt z innymi szeregami wyobrażeń. Powstaje 
mnóstwo pokrzyżowań, a wyobrażenia, zjawiające się w świado- 
mości w punktach tych pokrzyżowań, ogarniając składniki, wyszłe 
z różnych szeregów asocjacyjnych, nieraz wykazują w swej treści 
wewnętrzne sprzeczności i niekonsekwencje. Umysł ludzki, oddany 
przemożnej władzy bezwiednych skojarzeń, z natury swej jest ska- 
zany na wieczne wikłanie się w sprzecznościach, których obecno- 
ści często ani nie przypuszcza ani nawet odczuwa. 
Ten stan psychiczny umysłu ludzkiego z zadziwiającą wier- 
nością odbijają wytwory językowe; trzeba się tylko nauczyć 
umiejętnie na nie patrzeć. Wówczas te tzw. wyjątki gramatyczne
 
które w opinii ogółu są tylko ciężkim balastem pamięciowym 
i w tak nie dwuznaczny sposób mają rzekomo dyskredytować na- 
ukowość gramatyki, stają. jako widome dowody tych wikłających 
się w umyśle ludzkim sprzeczności, a wyjaśnienie ich przetwarza 
się w jedno z naj ciekawszych zadań gramatyki, bo pozwala wni- 
kać do głębin życia psychicznego człowieka. Przyjrzyjmy się fak. 
tom i starajmy się wziąć od nich oczekiwaną naukę. 
Gramatyka elementarna uczy, że w dzisiejszym języku pol- 
skim rzeczowniki męskie mają dwojaką formę w bierniku liczby 
pojed.: tzw. żywotne zgadzają się z dopełniaczem, nieżywotne - 
z mianownikiem. Ale oto zaraz się zjawia wyszydzany wyjątek, 
który podważa niezmiennosć sformułowanej zasady, bo rzeczo- 
wniki, oznaczające tańce i gry, choć nieżywotne, mają w bierniku 
formy, zgodne z dopełniaczem. Mówim y przecież tańczyć lub 
grać mazura, krakowiaka, kujawiaka, poloneza, konfredansa itd. 
Wyjątki te, które wespół z mnóstwem innych, niemniej rażących 
odchyleń, z taką oczywistością wykazują "nielogiczność" języka 
i tak bezwzględnie nicują wszelkie reguły gramatyczne, są odbi- 
ciem owych pokrzyżowań skojarzeniowych, które, jak wspomina- 
liśmy, tylu zmotanymi kłębkami przewijają się przez świadomość 
ludzką. 
Zasada ogólna, regulująca postacie biernika liczby pojed. 
rzeczowników męskich, opiera się na skojarzeniu, uzależniającym 
formę od treści ale wyobrażenia postaci zewnętrznych wyrazów 
uniezależniają się od zawartych w nich treści i tworząc samo-
>>>
35 


dzielny łańcuch skojarzeniowy, utrwalają Się w świadomości 
w tych kształtach, w jakich się raz w mej wycisnęły w związku 
ze zwykłym ich znaczeniem, i zjawiają się w tych samych po- 
staciach nawet wtedy, gdy zmiana znaczenia powinnaby za 
sobą pociągnąć także przeobrażenia formy. Nazwy tańców pol- 
skich, jak mazur, krakowiak, kujawiak są jednocześnie i przede 
wszystkim nazwami przedstawicieli plemion polskich i w tym zna- 
czeniu, jako rzeczowniki żywotne, mają w bierniku liczby pojed. 
formy, zgodne z dopełniaczem. W tych postaciach formy bierni- 
kowe tych rzeczowników odcisnęły się w pamięci językowej tak 
trwale, że nie zmieniają ich nawet wówczas,. gdy rzeczownik, 
przybierając nowe znaczenie, jako nazwa tańca, przechodzi do 
kategorii rzeczowników nieżywotnych, które, jak wiadomo, wyma- 
gają innych form biernika. Tutaj więc łączność wyrazu z kategorią 
formalną jest tak .silna, że nie może go z niej wytrącić zmiana 
znaczenia. W następstwie tego między formą wyrazu a jego tre- 
ścią powstaje sprzeczność. Źródłem jej jest utrwalona przez zwy- 
czaj przewaga wyobrażeń formalnych. 
Ale oto z tak nawiązanego kłębka skojarzeniowego zaczyna 
się wysnuwać nowa nitka asocjacyjna, tym razem dzierzgana wy- 
obrażeniami znaczeniowymi. Wyrazy mazur, krakowiak, kujawiak...., 
jako nazwy tańców, wyosobniają się w oddzielną kategorję, wchła- 
niają w siebie inne o pokrewnym znaczeniu wyrazy i urabiają ich 
formę wedle ustalonej w następstwie opisanych wyżej przyczyn 
modły: na wzór form biernikowych mazura, krakowiaka.,.., po- 
wstały takie formy biernika, jak kontredansa, kadryla.... Proces 
rozpoczęty zrazu w następstwie uniezależnienia się formy od tre- 
ści rozwinął się dalej i ogarnął całą kategorię pod wpływem 
skojarzeń, opartych, w przeciwieństwie do stadium początkowego, 
na supremacji wyobrażeń znaczeniowych, która doprowadziła do 
uzależnienia formy od treści. 
Weźmy przykład inny. Znaną jest "anormalna" i dziwaczna 
na pozór składnia liczebników zbiorowych. Z pochodzenia swo- 
jego mają one deklinację rzeczownikową, a więc, jak zwykle 
w takich wypadkach, określane przez nie rzeczowniki powinny 
się z nimi łączyć na podstawie rządu. Tak jest istotnie w więk- 
3*
>>>
36 


\. 


szości form przypadkowych, ale w celowniku i miejscowniku za- 
miast spodziewanego rządu zjawia się związek zgody: mówimy 
oboje rodziców, obojga rodziców, obojgiem rodziców, ale nigdy 
inaczej, jak obojga rodzicom i o obojgu rodzicach. Przyczyną tej 
"anomalii" są znowu powikłania skojarzeniowe. We współczesnym 
języku polskim wytworzyła się obok deklinacji rzeczownikowej 
i zaimkowo-przymiotnikowej osobna kategoria formalna deklinacji 
liczebnikowej. Charakterystycznym znamieniem tej deklinacji li- 
czebnikowej jest końcówka - u, występująca we wszystkich przy- 
padkach prócz mianownika i biernika, np. M. B. pięć, D. C. N. 
Mjsc. pięciu, M. B. piętnaście, D. C. N. Mjsc. piętnastu, M. B. 
pięćdziesiąt, D. C. N. Mjsc, pięćdziesięciu. 
Końcówka -u, zjawiająca się w celowniku i miejscowniku li- 
czebników zbiorowych, z pochodzenia swojego należy do dekli- 
nacji rzeczownikowej, ale przypominając postacią zewnętrzną koń- 
cówkę -u deklinacji liczebnikowej, zaczęła ulegać jej wpływom 
asocjacyjnym, aż w końcu została z nią całkowicie utożsamiona. 
Z chwilą, gdy się to stało, formy celownika i miejscownika liczeb- 
ników zbiorowych zostały wytrącone z systemu deklinacyjnego 
rzeczowników i wciągnięte w obręb tego ośrodka asocjacyjnego, 
jakim jest system deklinacji liczebnikowej. Te przesunięcia w za- 
kresie wyobrażeń morfologicznych musiały za sobą pociągnąć od- 
powiednie konsekwencje składniowe. Ponieważ liczebniki główne 
w przypadkach z końcówką .u łączą się z rzeczownikami na pod- 
stawie zgody, więc i liczebniki zbiorowe z chwilą, gdy poczucie 
językowe utożsamiło właściwą im w celowniku i miejscowniku 
końcówkę -u z końcówką deklinacji liczebnikowej, otrzymaly w na- 
stępstwie tego w tych przypadkach składnię liczebników głównych, 
czyli związek zgody: na wzór pięciu oknom, na pięciu oknach 
weszły w użycie zwroty pięciorgu drzwiom, w pięciorgu drzwiach. 
Przykładów takich można by mnożyć do woli; znaczna część 
tzw. wyjątków gramatycznych jest wynikiem podobnych pokrzy- 
żowań skojarzeniowych; i kto umie patrzeć na rzeczy nieco głę- 
biej, nie będzie "nielogiczności" i niekonsekwencji systemu gra- 
matycznego obracał w śmiech i szyderstwo, lecz przyjmie je, jako 
cenne objawy, pozwalające w świetle metodycznej analizy prze.
>>>
37 


niknąć do głębin życia duszy ludzkiej; a kto, sięgając po dalsze 
konsekwencje, spojrzy jeszcze szerzej, zobaczy w owych "łamań- 
cach" gramatycznych objawy tego, co jest naj głębszym i najisłot- 
niejszym nurtem życia. 
Ludzie "pozytywnych zainteresowań" oddają je wyniośle, jak 
zatęchłą i zjełczałą strawę, do przeżuwania ciasnym szkolarzom, 
a przecież są one naj rzetelniejszymi świadkami, uwidoczniającymi 
wyraziście z nie podrobioną bezstronnością .układ stosunków w naj- 
bardziej interesujących nas dziedzinach życia psychicznego i spo- 
łeczno, kulturalnego. 
Przebiegi psychiczne, odzwierciadlające się w tzw. wyjątkach 
gramatycznych, prowadzą w nieubłaganym następstwie do tego, 
że świat naszych wyobrażeń i pojęć nie tworzy systemu zwartego, 
ułożonego wedle modły logicznej. Mnóstwo tam niekonsekwencji, 
sprzeczności a nawet rażących przeciwieństw. I nic w tern nie ma 
dziwnego, bo logika prowadzi umysł do niewzruszonych zasad 
i konsekwentnych, zrównoważonych systemów, a gdzie zapanuje 
równowaga i brak ruchu, tam się zaczyna śmierć życia i martwota. 
Jeżeli więc istotą życia i jego koniecznym warunkiem jest ruch, 
wywoływany nieustannym naruszaniem równowagi, to i życie du- 
chowe objawiać się musi także w ciągłym ruchu, podtrzymywa- 
nym przez nieustannie narastające powikłania w dziedzinie uczuć, 
wyobrażeń i pojęć. A ponieważ świat idei i pragnień jest źró- 
dłem, z którego wypływa wszelkie ludzkie działanie, więc wszyst- 
kie te niekonsekwencje i powikłania wewnętrzne muszą z konie- 
czności pociągać za sobą sprzeczności i rozbieżności w działalności 
zewnętrznej; stąd kolizje w życiu jednostkowym ludzi i między- 
ludzkie konflikty w stosunkach gospodarczych, społecznych i poli- 
tycznych, w zakresach kultury religijnej, artystycznej i naukowej. 
Rozwój historyczno-kulturalny zdąża poprzez te sprzeczności i prze- 
ciwieństwa, i kto by go chciał ująć w jakieś logiczne schematy, 
straciłby bezpośrednie czucie z rzeczywistością i zawisł ze swoją 
doktryną w powietrzu. 
Język, jako jeden z najbardziej uzmysłowionych objawów 
,życia psychicznego i jako jeden z najprostszych elementów życia 
społecznego, daje nam pełne wskazówki, a umiejętne jego trakto- 
.
>>>
38 


wanie doprowadza do wniosków, które nas chronią przed doktry- 
nerskim ujmowaniem tych dwóch najbardziej nam bliskich dziedzin 
rzeczywistości. Na tym właśnie polega kształcąca i wychowawcza 
wartość teoretycznej nauki o języku. 
Niemniej cenne wskazania i pouczające wnioski będziemy 
mogli wysnuwać, jeżeli spojrzymy na język ze stanowiska histo- 
ryczno-kulturalnego, jako na wytwór dziejowej pracy pokoleń. Jako 
zespół znaków, symbolizujących nasze wyobrażenia i pojęcia, język 
odbija w swych zasobach słownikowych świat kultury duchowej, 
a pośrednio także stan kultury materialnej. Dzieje wyrazów i zwro- 
tów, historia ich przeobrażeń znaczeniowych jest zarazem historią 
najważniejszych dziedzin życia religijnego, społecznego, rodzinnego. 
gospodarczego i obyczajowego, a niekiedy odtwarza także sto- 
sunki polityczne. Wyraz, na przykład, księżyc, dziś używany jako 
wytarty znak ziemskiego satelity, jeżeli go rozłożymy na dziś 
jeszcze uchwytne jego dawniejsze cząstki składowe i poprzez taką 
analizę wnikniemy do jego pierwotnego, etymologicznego znacze- 
nia, odtworzy nam w swoich dziejach jeden ze szczegółów da- 
wniejszych wierzeń naszych słowiańskich przodków. Wyraz, roz- 
kładany niegdyś na dwie cząstki - księż-yc-, zawierał przyrostek 
-yc (-ie), który tak samo, jak w wyrazach podsto/ic, woje- 
wodzie. .., wskazywał na pochodzenie; księżyc oznaczał więc 
pierwotnie syna księdza (księcia) niebieskiego, czyli słońca; 
nazwa ta odtwarza więc pierwotne wyobrażenia mitologiczne 
naszych przodków. Zestawienie takich wyrazów, jak stożyć-stóg, 
krążyć-krąg, doprowadza do wniosku, że i w yrazy wróżyć-wróg 
są związane pokrewieństwem etymologicznym, a pokrewieństwo to 
u wydatnia pierwotne znaczenie wyrazu wrag, który oznaczał los, 
przede wszystkim los zły, nieszczęsny. Inne nazwy losu, jak dola, 
udział wskazują pierwotnie na część dobrego lub złego, które 
człowiekowi zsyła przeznaczenie; szczęście, właściwie sczęście 
(sz zami 1st s przez upodobnienie do cz) oznacza pierwotnie do- 
brą cząstkę (sczęście  x !.'óI:stije, gdzie 
'ó  x su jest iden- 
tyczne ze st indyjskim wyrazkiem su, który w złożeniach ma zna- 
czenie przymiotnika dobry, życzliwy, np. su-hrd=przyjaciel, właś( 
ma;ący dobre, życzliwe serce). Zestawienie takich wyrazów, jak 
.
>>>
39 


rzecz, rzec, rzeknę wskazuje na pierwotne znaczenie wyrazu rzecz, 
który do niedawna, jeszcze u Mickiewicza, oznaczał mową ("Sę- 
dzia... wiedział, że niecierpliwa młodzież teraźniejsza, że ją nudzi 
rzecz długa, choć najwymowniejsza" P. T. I, 388-389); potem na 
wskutek obiektywizacji wyobrażeń przedmiotowych. wyrazy zo- 
..stały pomieszane z oznaczonymi przez nie przedmiotami i stąd 
powstało dzisiejsze znaczenie wyrazu rzecz=przedmiot. Wyrazy 
wyrok, rok w takim są stosunku morfologicznym do czasowników 
wyrzec, rzec, jak np. rzeczownik tok do czasownika ciec. Zesta- 
wienie to odsłania pierwotne znaczenie wyrazu rok, który wska- 
zywał na umówiony termin, stąd roki sądowe, czyli terminy roz- 
praw sądowych, stąd powstało i dzisiaj pospolicie używane zna- 
czenie tego wyrazu: rok, jako określony przeciąg czasu. Podobny 
rozwój znaczeniowy odbył się w wyrazie godzina, który zawiera 
ten sam pierwiastek, co wyraz godzić, a więc pierwotnie wska. 
zywał również na umówiony, ustalony za wspólną zgodą termin 
(porówn. ros. god = polsk. rok), stąd także polskie god. gody 
(święta, uroczystości), odnoszące się pierwotnie tylko do określo- 
nych terminów w roku, na przykład do Bożego Narodzenia (poisk. 
gwarowy gody=Boże Narodzenie; w związku z tym znaczeniem 
kaszub. godnik . grudzień, jako miesiąc świąt Bożego Narodzenia). 
Nie podobna tu tych przykładów zbytnio pomnażać, trudno jednak 
nie zwrócić uwagi, jak bardzo ciekawym i pouczającym byłby 
rozbiór nazw geograficznych, a szczególności rozbiór nazw miej- 
scowości. Jedne z nich, jak Góry, Chełmy, Wirchy. Upłazy, 
Skały, Doły, Dukle (zagłębienia), Doliny, Bory, Gaje. Lasy, 
Puszcze, Krze, Kije, Brzeziny, Grabow.lJ, Bukowiny, Dąbrowy, 
Dębice, Lipice, Strugi, Potoki, Poniki, Bagna, Moczary - wska- 
zują na właściwości przyrodnicze tych miejscowości i odtwarzają 
przez to prastare obrazy naszego kraju, inne znowu wprowadzają 
nas w świat kultury ludzkiej tak, jak ona poprzez wieki na zie. 
miach naszych z różnymi losu zmianami narastała. Tutaj należą 
przede wszystkim nazwy patronimiczne odojcowskie, wskazujące 
na rody, które różne miejscowości i osiedla założyły lub w swoim 
posiadaniu trzymały, a więc np. Kraków, Piotrków, Sieciechów, 
_ Warszawa, Częstochowa, Bogucin, Bodzęcin, Kazimierz, San-
>>>
40 


domieTz, Poznań, Wrocław itp. Są to wszystko z pochodzenia 
swojego przymiotniki dzierżawcze, utworzone od odpowiednich 
imion własnych za pomocą przyrostków ..ów (..owa, ..owo), ..in 
(..ina, ..ino), ..jo (..ja, ..je), a więc Kraków, Piotrków (z domyśl- 
nym gród), jak np. ojców dom; Warszawa, Częstochowa=wieś 
czy osada Warsza i Często cha ; Bogucin, Bodzęcin - wsie Bo.. 
guty i Rodzęty, jak np. matczyn syn; Kazimierz, Sandomierz, 
Wrocław z dawniejszego Wrocław' a to z Włodzisław' to grody 
Kazimira, Sędomira, Włodzisława... Inny typ nazw odojcowskich 
miejscowości tworzą rzeczowniki z przyrostkiem ..ice np. Macie.. 
jowice, Racławice, to miejscowości, gdzie siedzieli synowie i dalsi 
potomkowie Maciejowa, czyli syna Macieja, i Racława, to znaczy 
Rodosława. Nazwy innych znowu miejscowości wskazują na za- 
wody i zajęcia dawnych ich mieszkańców. np. Skotniki, Bartniki, 
Łagiewniki, Koniuchy, Sokolniki, Świniary, PsarIJ, Rataje, Wo.. 
źniki... W nazwach miejscowości odzwierciadla się również ślad 
pracy ludzkiej, która je do swego użytku przerabiała i dla pewnego 
celu przeznaczała; tu należą takie nazwy, jak Nowiny, Karczunek, 
Karczew, K arczówka, Zgorzałe, Zgorzelec, Gród, Gródek, Gro.. 
dziec, Tyniec... Wszystko to stanowi nieoceniony materiał z któ- 
rego przy umiejętnym traktowaniu czerpać możemy świadectwa 
dziejów kultury narodowej, sięgając aż po czasy najbardziej odległe. 
Podawanie obrazów z dziejów kultury narodu tak, jak się 
ona odbija w języku, uwydatnia ścisły związek, łączący mowę 
naszą z całością życia narodu i pogłębiać musi nasz uczuciowy 
do niej stosunek, i to jest drugie źródło, z którego spływają 
kształcące i wychowawcze oddziaływania teoretycznej nauki ję- 
zyka. Nauka języka rozbudza naszą świadomość narodową, po- 
głębia ją przez oparcie na podstawach intelektualnych, a prowa- 
dząc przez żmudną niekiedy, i zawsze wymagającą wysiłków, 
pracę analityczną, chroni przed powierzchowną frazeologią, która 
tyle wyrządza nam szkody w sprawie poważnego wychowania 
obywatelskiego. Ale na tym nie koniec. Obrazy kulturalno-języ- 
kowe tak samo, jak analiza psychologiczno językowa, odsłaniają 
w sposób zadziwiająco prosty i przekonywujący prawdę życia i nie 
dopuszczają do ciasnego i wypaczonego jego ujmowania. W świe-
>>>
41 


tle tej prawdy znajdują należytą ocenę fe dwie tak bardzo szko- 
dliwe i niebezpieczne choroby psychiczno. społeczne, jakimi są 
gubiący się w mdławych uczuciach ogólnoludzkich kosmopolityzm 
i odurzający się samouwielbieniem narodowym szowinizm. Język 
narodu, jako jeden z najbardziej uderzających wytworów jego 
kultury, przez swą odrębność wymownie zaświadcza jej wyosob- 
nienie i zindywidualizowanie. Narodowość już przez samo istnienie 
języków narodowych staje się tak wyraźnym faktem rzeczywistości 
kulturalnej, że zatrzeć jej w swoich duszach nie mogą nawet ci, 
co mają bielmo doktryny na oczach, - chyba że swoje idee ko- ' 
smopolityczne roznoszą obłudnie dla własnych celów nacjonali- 
stycznych. Język przez właściwy sobie system gramatyczny i przez 
zawarty w zasobach słownikowych zakres wartości semantycznych 
urabia wedle własnej modły myślenie ludzkie, więc każdy czło- 
wiek przez swą przynależność do określonej społeczności języko- 
wej unarodawia sposoby swego myślenia i staje się cząstką pewnej 
zbiorowej indywidualności. To jest prawda, którą mam oglądać 
pozwala głębsza porównawczo' psychologiczna analiza form gra- 
matycznych i stylistycznych różnych języków. Każdy język ma 
własny system głoskowy i gramatyczny, własny słownik i frazeo- 
logię, jest więc wartością zupełnie wyosobnioną. Z drugiej jednak 
strony widać w nim wpływy i oddziaływania obce, którym ulegał 
w ciągu historycznego swego rozwoju i ciągle nadal ulega. Jest 
to wyraźnym dowodem, że i naród, nie zatracając swojej kultu- 
ralnej indywidualności, wchłania pierwiastki obce i na grunt wła- 
sny przeszczepia. Jakość tych zapożyczeń, źródła, skąd płynęły, 
i drogi, po których przyszły, decydują o indywidualności kultury 
narodu niemniej, niż wytwory jego własnej pracy, bo układ tych 
obcych składników w różnych środowiskach narodowych. zależnie 
od różnych warunków historyczno-kulturalnych, bywa różny, a te 
różnice stanowią właśnie jeżeli nie o oryginalności, to przynaj- 
mniej o odrębności narodowych kultur. Wzajemne przenikanie się 
kultur narodowych jest powszechnie znanym faktem dziejowym, 
ale jednym z najbardziej widocznych jego objawów są zapoży- 
czenia językowe. Z nich nauka o języku ojczystym wysnuwać 
może doniosłe konsekwencje wychowawcze. Czcić i kochać, co
>>>
42 


własne, to przyrodzone - prawo każdego człowieka, ale w uczu- 
ciach tych nie wolno nikomu posuwać się do takiego zapamięta- 
nia, żebyśmy nie chcieli cenić i nie mogli uszanować pracy obcych. 
Samouwielbienie i megalomania narodowa jest niebezpieczeństwem 
niemniejszym
 niż ich odwrotność, kosmopolityzm. Ukochanie kul- 
tury narodowej i wiara w jej niepożytą moc dodaje nam sił i pod- 
syca pragnienie pracy, ale mgliste rojenia o jej niepokalanej czy- 
stości dziejowej i samowystarczalności mogą w praktyce życiowej 
doprowadzać do szalonych czynów i nieobliczalne wyrządzać naro- 
dowi szkody. Dziś, gdy każdy obywatel, korzystając z przysługu- 
jącego mu prawa wyborczego, wpływa na bieg naszego życia poli- 
tycznego, uświadamianie tej prawdy jest podstawowym obowiąz- 
kiem wychowawcy, a najbezstronniejszego materiału, prawdę tę 
unaoczniającego, dostarcza nam język i historia jego słownika. 
Wyrazy gockie, fińskie, niemieckie, łacińskie, czeskie, węgierskie, 
tatarskie, tureckie, ruskie, włoskie, francuskie, angielskie wskazują 
na wszechstronność naszego kulturalnego obcowania, świadcząc, 
że będąc dziedzicami, uczestnikami i współpracownikami kultury 
zachodnio-europejskiej, stoimy u jej słupów granicznych, z poza 
których wchłanialiśmy od wieków wpływy kultu r wschodnich. 
Z faktu tego wzajemnego przenikania się różnorodnych kultur 
wypływa inne jeszcze, bardzo ważne pod względem wychowaw- 
czym, wskazanie: jak nie ma narodu, który by stał w dziejach 
własną twórczością i pracą, tak wartość każdego tym jest większa 
i głębsza, im więcej z siebie nie tylko na własny pożytek, lecz i dla 
innych wytwarza. W tym zakresie stanowisko narodu w stosun- 
kach międzynarodowych jest takie samo, jak jednostki w społe- 
czeństwie: jak wartość każdego z nas mierzy się pracą dla innych, 
tak miarą wartości dziejowej narodu są usługi, jakie dla dobra 
wspólnego ludzkości innym wyświadczał i wyświadcza. Ciasny 
egoizm nie tylko niszczy moralnie jednostkę, lecz zatruwa także 
zdrowe życie narodu. 
Takie wskazania wychowawcze wydobyć się dają z rozważań 
 
kulturalno językowych. Jeżeli pc rzuciwszy tło dziejowe, przenie- 
'..siemy uwagę ku indywidualnej twórczości językowej, to i w tej 
aziedzinie znajdziemy niemniej pouczające objawy. Każdy z nas
>>>
43 


uczy się mówić od swego otoczenia, przyrodzone swe uzdolnienia 
językowe rozbudzamy i rozwijamy pod wpływem obcowania spo- 
łecznego; w dziedzinie wyobrażeń językowych jest więc jednostka 
zależna od środowiska, w którym się rodzi, rozwija i działa. Odbywa 
się tu to samo, co się dzieje i w innych zakresach naszego życia 
umysłowego, w świecie wyobrażeń i pojęć religijnych i moralnych, 
upodobań estetycznych, dążności politycznych i społecznych, uczuć 
i pragnień narodowych, w całej kulturze zwyczajowej i obyczajowej. 


"Człowieku, sługo wieczny! bo nie tylko zmysły, 
Ale i sądy twoje od drugich zawisły. 
Pierś dziecinną ojcowskie napełniają czucia; 
Gdyś młody, uciskają zwyczajów okucia. 
Nieraz myślisz, że zdanie urodziłeś z siebie, 
A ono jest wyssane w macierzystym chlebie, 
Albo nim nauczyciel poił ucho twoje, 
Zawżdy część własnej duszy mieszając w napoje". 


Otacza nas zewsząd sieć zależności, ale nigdzie te wpływy, 
wsączające się do dusz naszych, nie są tak wyraziście uchwytne, 
jak w języku. Sposób wymawiania głosek, akcent, a nawet nie- 
kiedy ogólny ton mowy przyswajamy sobie przez bezpośrednie 
obcowanie językowe, każdy nowO poznawany wyraz, każdą po raz 
pierwszy narzucającą się formę składniową lub zwrot frazeolo- 
giczny przejmujemy również od otoczenia, czy jest nim bezpo- 
średnio ogarniające nas środowisko ludzkie, czy też autorowie, 
przemawiający do nas za pośrednictwem pisma. Jest to wydarze- 
nie w życiu ludzkim tak codzienne i oczywiste, że żadnych chyba 
przykładów na popa rcie swego istnienia nie wymaga. Zastanowić 
się raczej wypada nad konsekwencjami, jakie się stąd nadarzają 
dla właściwego ujęcia stosunku, wiążącego jednostkę ze społe- 
czeństwem. Jednostka w swej istności duchowej jest wytworem 
kultury narodu, a ponieważ ta kultura jest dziełem wiekowej pracy 
całych pokoleń, więc tak jak fizycznie i psychicznie człowiek nosi 
w sobie cechy swoich najbliższych i naj dalszych, bezpośrednich 
i bocznych przodków, - tak samo w treści i strukturze swej 
kultury duchowej jest wytworem wiekowej pracy dziejowej. Prawo 
biologiczne, ustalające związek między ontogenetycznym rozwo-
>>>
44 


jem jednostki a filogenetyczną ewolucją całego gatunku, powtarza 
się niezmiennie także w dziedzinie życia kultury. 
W duszach ludzkich układają się różnorodne warstwy instynk- 
tów, popędów, pragnień, przesądów, wyobrażeń i pojęć, z któ- 
rych każda jest wynikiem innej epoki dziejowej i powtarza inne 
stadium rozwoju kulturalnego. Człowiek się swej przeszłości wy- 
zbyć nie może, choćby się jej nie wiem jak wypierał; ona całą 
swa fatalną mocą na duszy jego ciąży. W ten sposób w tera- 
źniejszości ciągle odżywa odmładzająca się przeszłość i nadal 
wplata się w dzieje, kształtując je wespół z nowymi ich czynni- 
kami. I tutaj język podaje nam najbardziej oczywiste świadectwa. 
Wystarczy przejrzeć choćby system głoskowy j
zyka. Jest on wy- 
tworem całego szeregu przeobrażeń fonetycznych, z których różne 
w różnych dokonały się epokach; a przecież te wytwory, w tak 
różnych powstałe czasach, współistnieją w dzisiejszej teraźniej- 
szości, znajdując się na wspólnej płaszczyźnie chronologicznej. 
Stąd też narastają sprzeczności i niekonsekwencje; nieraz w jed- 
nym i tym samym wyrazie jedna i ta sama głoska, choć w tych 
samych znajduje się w warunkach, ulega innym przemianom, jak, 
np., Kozak: K ozacz-e : K ozaki-em: K ozac-y, gdzie k pod 
wpływem "zmiękczenia" ulega trojakim przekształceniom, zmie- 
niając się raz w cz, to znowu w c i k'. Ta różność wyników po- 
chodzi stąd, że są one wytworem różnych epok, z których każda 
miała własne zwyczaje "zmiękczania" spółgłosek tylnojęzykowych. 
Stąd także różnice w "zmiękczaniu" spółgłoski g, która się zmie- 
nia w ż, dz, i g' np. nog-a: nóż-eczka: nodz-e: nog'-i. Wszystkie 
te "zmiękczenia" rozwinęły się w różnych epokach, dwa pierwsze 
w czasach przedhistorycznych, jeszcze w okresie prasłowiańskiej 
wspólności językowej, ostatnie już w czasach późniejszych; ale 
wyniki ich trwają do dnia dzisiejszego i we współczesnym syste- 
mie gramatycznym polskim obok siebie współistnieją; i każdy 
Polak, przyswajając sobie mowę ojczystą, wchłania te wytwory 
odległych dziejów do swojej współczesnej świadomości i ciągle 
je na nowo odtwarza, a nawet urabia na ich podstawie cały swój 
system wyobrażeń językowych. Tak to przeszłość wpływa na bieg 
i kształtowanie się życia teraźniejszego, bo to, co z taką doty-
>>>
45 


kalną oczywistością występuje w myśleniu językowym, w formach 
mme] uchwytnych powtarza się i w innych dziedzinach życia 
duchowego. 
Ilustracja tej prawdy, tak wyraziście uwydatniająca się w faktach 
językowych, musi chyba w duszach tych, co umieją czuć wdzięcz- 
ność, rozbudzić poszanowanie dla przeszłości, której dorobkiem 
wciąż jeszcze żyjemy, a rozważny umysł łatwo stąd zrozumie, że 
normalną drogą rozwoju dziejowego i postępu jest stopniowe prze- 
rabianie i doskonalenie wytworów przeszłości, a nie gwałtowne 
ich niszczenie i usuwanie. Takie ujmowanie rozwoju historyczno- 
kulturalnego powinno być podstawą wykształcenia obywatelskiego, 
a w poglądzie takim ugruntować umysł może przede wszystkim 
nauka o języku, który dostarcza w tym względzie materiału naj- 
bezstronniejszego, bo nie zaprawionego żadnym wyznaniem poli- 
tycznym, a przeto najbardziej przekonywającego. 
Tak w świetle faktów językowych urabiać się mogą nasze 
uczucia dla tradycji narodowej i kształtować poglądy polityczno-_ 
społeczne. W języku uwydatnia się również twórcza wartość 
jednostki. Jak się w dziedzinie naukowej układa stosunek jednostki 
do społeczeństwa? Co w tym zakresie swojego życia duchowego 
z obcowania społecznego bierzemy i co w zamian dobru wspól- 
nemu z siebie oddajemy? Elementy systemu głoskowego, składniki 
budowy gramatycznej i w znacznej mierze zasoby słownikowe ję- 
zyka biernie lub niekiedy świadomie przejmujemy od otoczenia, 
wszystko jedno czy są to wpływy bezpośrednio stykającego się 
z 
ami środowiska ludzkiego czy oddziaływania literackie pisarzów 
współczesnych lub starych, rodzimych lub obcych. Cały ten ma- 
teriał jednostka odbiera od innych, a jeżeli w posługiwaniu się 
ujawnia nawet pewną samodzielność, to jest to czynność odtwór- 
cza, wykonywana wedle narzuconych przez zwyczaj społeczno- 
językowy wzorów. Tak, na przykład, wystarcza nam poznać nowy 
wyraz w jednej jakiejś jego formie deklinacyjnej lub koniugacyj- 
nej, a umiemy urabiać wszystkie inne właściwe mu formy. Kieru- 
jemy się tu jednak przejętym zwyczajem językowym. Czyż więc 
jednostka w swej działalności językowej jest skazana na zupełną 
supremację wpływów zewnętrznych? W zakresie poszczególnych
>>>
46 


składników systemu głoskowego i budowy gramatycznej języka 
jednostka trzymana jest w karbach karności społecznej i pod ry- 
gorem zrozumiałości nie może tych elementów językowych dowol- 
nie wedle swych upodobań i skłonności przekształcać, przejmuje 
więc je i odtwarza wedle wzorów panującego zwyczaju, ale już ze 
znaczną swobodą może je łączyć, zestawiać i układać. Dziedzina 
słowotwórstwa, składni, a nade wszystko styl, to zakresy, w któ- 
rych możemy rozwijać samodzielną twórczość i w związku z indy- 
widualnymi właściwościami i potrzebami duchowymi urabiać własne 
formy językowej ekspresji. Wprawdzie i tutaj zwyczaj językowy 
nakłada na zbyt wybujałe tendencje odśrodkowe pewne hamulce, 
a niekiedy sami bez koniecznej nawet potrzeby ulegając wygodzie 
własnego bezwładu duchowego, przejmujemy utarte wyrażenia, 
frazesy i zwroty, ale przecież oryginalnie, a przynajmniej samo- 
dzielnie przeżywane intuicje mogą tu zawsze szukać swobodniej 
naj właściwszego dla siebie wyrazu. Mieniąca się wielorakimi od- 
mianami różnorodność stylu językowego jest naj wymowniejszym 
tego dowodem. Zapewne, jak w architekturze, malarstwie i rzeź- 
bie, tak samo i w sztuce językowej styl w znacznej mierze ulega 
hasłom mody, jak świadczą zmieniające się z epoki na epokę 


iany stylu, na przykład pseudoklasycznego, romantycznego, 
naturalistycznego, modernistycznego i futurystycznego, ale nawet 
w obrębie form, narzucanych przez panująca modę, umysł twórczy 
umie dla własnych celów urabiać sobie własne sposoby językowej 
ekspresji. Żeby jednak tę oryginalność osiągnąć, musi się pokryć 
"płaszczem nie wyżebranym", to znaczy, musi mieć, siłę i odwagę 
samodzielnie czuć, patrzeć i myśleć. Taką samodzielność zdobywa 
tylko ten, kto z przyrodzenia odziedziczył żywość uczuć, bogactwo 
wyobraźni i twórczą inteligencję, a poza tym posiada tyle panowa- 
nia r:tad sobą i woli, żeby, korzystając z tych przyrodzonych uzdol. 
nień, w nieustannym wysiłku rozszerzać, pogłębiać i na własny 
sposób ujmować wewnętrzną treść duchową. Przedzierające się 
przez dusze nasze uczucia, wrażenia, obrazy, pojęcia i ich skupie- 
nia skojarzeniowe, - słowem wszystko, co się ma stać treścią ma- 
terialną konkrentnych intuicyj i abstrakcyjnych sądów, czyli tak 
zwanych ogólnie myśli, żeby się przeobrazić w te intuicje i sądy
>>>
47 


musi być przedtem rozczłonkowane, a wyodrębnione w drodze 
analizy składniki muszą być połączone wzajemnymi związkami. 
W ten sposób treść materialna otrzymuje formę, która ją ustala 
i do życia powołuje. W każdej intuicji i każdej myśli taką jest treść, 
aką jest forma. Forma jest wyzwoleniem treści. Jeżeli jest orygi- 
nalna i samodzielnie ujęta, wskazuje na oryginalnie i samodzielnie 
przeżytą treść; w przeciwnych razach odbija treści zapożyczone. 
Toteż człowiek odnajduje siebie tylko w samodzielnie stwarza- 
nych przez siebie formach ekspresji. Gdy w szukaniu własnego 
wyrazu dla swych przeżyć nie chce czy nie umie podjąć stanow- 
czego i skutecznego wysiłku, gubi się w morzu wpływów obcych, 
i choć zachowuje swoją indywidualność, traci osobowość. Takim, 
wydziedziczonym z cech samodzielnej osobowości, jest styl prze- 
ważającej większości ludzi; na język oryginalny, odbijający od tej 
przeciętnej normy, w większym lub mniejszym stopniu zdobywają 
się tylko ludzie samodzielnie i twórczo myślący. Tak więc język 
wyraźniej, niż inne objawy życia psychiczno-społecznego, odtwarza 
w swych faktach, nie dających się ani podrobić ani dwuznacznie 
tłumaczyć, istotę tych związków, jakie łączą jednostkę ze społe- 
czeństwem. 
Jednostka w swym bycie duchowym tak samo, jak w zaspa- 
kajaniu potrzeb materialnych jest zależna od zbiorowej współpracy 
społeczeństwa, wchłania w siebie i żyje jej wytworami, nie jest 
przecież pozbawiona samodzielności, musi ją jednak wywalczać 
w wytrwałym twórczym wysiłku. A gdy na taki wysiłek dzięki 
(swym uzdolnieniom i woli skutecznie się zdobywa, wówczas z bier- 
'nego spożywcy - zwykłego "zjadacza chleba" - a w najlepszym 
razie z sumiennego wykonawcy przeistacza się w twórcę nowych 
wartości i na tej drodze nie tyJko ocala swoją osobowość, lecz za- 
razem staje się czynnikiem postępu i doskonalenia form życia ma- 
terialnego lub duchowego. Każdy czyn twórczy z jednostki wy- 
pływa i przez nią się dokonywa; ona jest istotnym czynnikiem 
rozwoju we wszystkich dziedzinach ludzkiej kultury. To powinno 
być źródłem naszej wiary we własne siły, to również powinno w nas 
budzić poczucie odpowiedzialności, ale z drugiej strony odbijająca 
się w faktach językowych prawda, wskazuje, że nieprzemijającą
>>>
48 


.. 


i rzetelną trwałość zyskują tylko te wartości, które się odrywają 
od osób i imion swoich twórców i przeistaczają w bezimienne 
dobro całego narodu; świadomość tego chronić nas powinna od 
próżności, która z dziecięcą naiwnością wyciąga ręce po pusty 
rozgłos i sławę. Wielkość prawdziwych mistrzów słowa, którzy 
twórczością swoją przyczynili się do rozwoju i udoskonalenia ję- 
zyka, nie na tym bowiem polega, że "imiona ich brzmią, jak 
dźwięk pusty poprzez pokolenia", lecz przede wszystkim na tym, 
że stworzone przez nich formy językowej ekspresji stały się wzorem 
dla innych i przeszły do potomności, jako bezimienne dobro ogółu. 
Tylko przez takie rozpłynięcie się w społeczności jednostka, 
a raczej wytwory jej działalności i pracy zyskują sobie nieśmier- 
telność. Brzmi to pozornie jak paradoks, lecz pamiętajmy że ży- 
jemy w świecie, który w mniej przenikliwym oku odbija się w for- 
mie nieustannych podobnych sprzeczności. Chcąc pozyskać lub 
zachować miłość, nieraz musimy się wyrzec jej przynęt i radości; 
chcąc zdobyć sławę, musimy zawsze o niej zapomnieć; pragnąc 
się cieszyć ludzką życzliwością, musimy jej szukać bezinteresownie, 
bez myśli o niej i zabiegania, lecz ze szczerej potrzeby serca; 
chcąc zdobyć szczęście, trzeba podobno zamknąć się we własnym 
sobkostwie, bo jak mówi stare przysłowie, szczęście należy do 
tych, co sobie sami wystarczają - EU't'JX fa £::nr 'tW'J au'tapxouV't(!)'J - 
czyż jest to jednak możliwe? Przez umiłowanie wolności i życia 
trzeba je nieraz umieć utracić; tak samo unieśmiertelnienie, czyli 
pozajednostkowe przedłużenie osobowości zdobyć możemy tylko 
przez zaparcie się samych siebie i przetopienie stworzonych przez 
siebie wartości w gromadę, która je przyjmie i jako swoje będzie 
odtwarzała. 
Natura stosunku jednostki do społeczeństwa z taką wyrazi, 
stością odzwierciadlająca się w faktach językowych, daje nam 
inne jeszcze wskazania, bo przyucza do powściągliwej skromności. 
Języki naj genialniej szych pisarzów składają niezaprzeczone do- 
wody, że więcej jest w nich pierwiastków receptywnych, przeję- 
tych od otoczenia, niż samodzielnie i oryginalnie wytworzonych. 
Fakt to doniosły, bo stwierdza, że umysły najbardziej nawet twór- 
cze mogą się zdobywać na samodzielność w drobnym zaledwie
>>>
49 


zakresie..... swojego życia duchowego, a w innych dziedzinach ko- 
rzystają ze wspólnego dorobku kulturalnego. Tak więc człowiek, 
najbardziej nawet wydajny, zawsze więcej bierze, niż sam z siebie. 
dać może, i zawsze zostaje dłużnikiem. Takie korzyści ciągniemy 
ze współżycia społecznego; świadomość ich rozbudzać powinna 
poczucie solidarności społecznej i narodowej, a w duszach szla- 
chetniejszych rozwijać tę słodką r
dość, jaką jest uczucie wdzięcz- 
ności. 


.Język a ezłowiek i naród. 


..
>>>
CZŁOWIEK WSPÓŁCZESNY 
W ZWIERCIADLE JĘZYKA 


Składnikami dziejów ludzkich są nie tylko ich przejawy ze. 
wnętrzne, uwydatniające się w kulturze materialnej, bądź w zma- 
terializowanych przedmiotach, dziełach i czynnościach kultury du- 
chowej, lecz w niemniejszym stopniu także ta atmosfera duchowa, 
co niby niewidzialna i nieuchwytna mgławica otacza i przesyca 
życie ludzkie w jego biegu powszednim i uroczystych wystąpie- 
niach, w jego wywczasach i w pracy, w chwilach wytchnienia 
i w walkach, w środowisku rodzinnym i na publicznym forum. 
Atmosfera ta przenika dusze ludzi i we właściwy sposób 
urabia je i kształtuje, nadając im charakterystyczne dla każdej 
epoki znamiona. T e znamiona dusz jednostkowych zespalają się 
z sobą w nieustannym obcowaniu i wzajemnie do siebie upo- 
dóbniają. T ak powstaje psychologia zbiorowa, "duch" różnych 
czasów i epok. 
Przedmioty kultury materialnej i zewnętrzne wydarzenia dzie- 
jów społecznych i politycznych, bądź zmaterializowane przejawy 
kultury duchowej, jak na przykład, ogarniające różne dziedziny 
życia zwyczaje, obyczaje i obrzędy - wszystko to daje podstawę 
do intelektualnego poznawania dziejów, ale kto chce je przeżyć, 
musi wchłonąć i ożywić we własnej duszy bijące niegdyś uczucia 
minionych pokoleń. Osiadały one dusze ludzkie, jak ciężkie, czarne, 
wypełnione piorunami chmury, to przesuwały się przez nie, niby 
białe, różnokształtne obłoczki, to je osnuwały lekkimi, różnobarw- 
nymi mgiełkami, ale jak chmura, choć wielka i ciężka, w końcu 


-::1' .
>>>
51 


si
 rozpływa i znika bez śladu, tak i owe uczucia bezpowrotnie 
w biegu wieków giną. Nie przechowuje ich pamięć, bo w dzie- 
dzinie uczuć nie ma pamięci, tylko ciągle powtarzające się i odna- 
wiające się przeżycia. Pamięć jest sprawą umysłu i obcą jej jest 
dziedzina uczucia. A przecież ono nadaje duszom- ludzkim wła- 
ściwy koloryt, bez niego, ludzie są martwi. Gdzież go szukać, 
gdzie się nim nasycać, żeby za jego pośrednictwem łatwiej do- 
cierać do dusz ludzkich? t 
Materialne - zabytki kultury i zewnętrzne objawy życia spo- 
łecznego i politycznego dają tylko pośrednie świadectwa o po- 
stawie duchowej ludzi, ale kazdy naród ma pomnik, w którym 
się myśli i uczucia odbijają bardziej bezpośreąnio. Tym pomni- 
kiem jest język. 
Każdy język i każda epoka dziejów języka ma właściwą 
sobie frazeologię, czyli zasób wyrażeń i zwrotów, przez które 
w sposób obrazowy wyrażamy zawartą w nich treść myślową. 
Frazeologia to dziedzina, w której się odbija swoista psy- 
chologia zbiorowa narodu. Stanowi ona w znacznej mierze niepo- 
dzielną własność języka narodowego i po większej części nie daje 
się na obcy grunt innych języków przeszczepić. Wyrażenia takie, 
jak: stawiać czoło, umywać ręce, ukrócać cugli, wysadzić z sio- 
dła, trafić w sedno, siąść na swego konika, być w swoim ży- 
wiole, nadstawiać karku, dawać za co głowę, dobijać interesu, 
odchodzić z kwitkiem, nawarzyć piwa, mówić prosto z mostu, 
wziąć na kieł, mleć językiem, siedzieć z założonymi rękami, 
i tak wiele innych jeszcze zwrotów są w większości wypadków 
wyłączną własnością języka polskiego, bo rzadko który z nich 
daje się bez zmiany przetłumaczyć na język obcy. 
: Ale język jest wytworem wielowiekowej pracy dziejowej 
i zasoby jego narastają stopniowo, powstają w różnych epokach 
i wypływają z różnych źródeł. Wiele z tych wytworów wychodzi 
z biegiem wieku z żywego zwyczaju językowego, ale znaczna ich 
część się zachowuje tak, że 
an współczesny języka w treściwym 
skrócie odbija zawsze" jego przeszłość. 
Do tych zasobów, odziedziczonych z przeszłości, praca ję- 
zykowa pokolenia współczesnego dodaje nowe wytwory i po swo- 
4.
>>>
52 


jemu przekształca i pomnaża dziedzictwo przeszłości. Dzieje si
 
to we wszystkich dziedzinach materiału językowego, między innymi 
także we frazeologii. 
W zasobach frazeologicznych współczesnego języka polskiego 
znajdujemy zarówno zwroty, przekazane nam przez tradycję róż- 
nych wieków, jak wyrażenia, które powstały w ostatnich czasach 
i stały się ulubieńcami współczesnej mody językowej. jedne się 
zrodziły na rodzinnej glebie, inne zostały przeszczepione z gruntu 
obcego. 
Znaczny wpływ na naszą frazeologię wywarła Biblia. Wiele 
zwrotów, jak, na przykład: być kozłem ofiarnym lub umywać od 
czego ręce stamtąd pochodzi l). Z tego samego źródła wypłynęły 
wyrażenia: w stare miechy nalać nowego wina (por. vinum novum 
in utres novos mittendum est. Luc. 5, 38), lekarzu, lecz samego 
siebie (por. medice, cura te ipsum. Luc. 4, 23) lub nikt nie jest 
prorokiem w swej ojczyźnie (por. nemo propheta acceptus est 
in patria sua. Luc. 4, 24). 
Mamy także zwroty, które zawdzięczamy wpływom kultural- 
nym świata antycznego. Stąd pochodzą takie wyrażenia i zwroty, 
jak: pod egidą, pod auspicjami, wyskoczył jak Minerwa z głowy 
jowisza, wnosić sowy do Aten, rozciąć węzeł gordyjski, wyczy- 
ścić stajnię Augiasza, przepuszczać przez jarzmo kaudyńskie, 
przekroczyć Rubikon, Pyrrusowe zwycięstwo, Herostratesowa 
sława, miecz Damoklesa... 
Inne wyrosły na podłożu życia rodzimego i stosunków ojczy- 
stych. Zwroty takie, jak: robić coś na jedno koplJto, szyć grubą 
nicią, robić z igły widły, cienko prząść, znajdować się między 
młotem a kowadłem, klepać biedę, zabić w głowę klina, wygar- 
. bo wać komuś skórę... wyszły z języka potocznego różnych śro- 
dowisk rzemieślniczych. Zwroty znowu takie, jak stać na stano- 
wisku (stanowisko=obozowisko, por. stpol. stan=namiot), bić na 
trwogę, brać wstępnym bojem, stawiać czoło, nadstawiać karku, 
wylatywać jak z procy, zatruta strzała, miecz obosieczny, po- 
krzyżować szyki, spalić za sobą mosty, zaciągnąć się pod sztan- 
1) Zwrócił mi na to kiedyś uwagę w rozmowie prywatnej dr H. Oe
ter- 
reicher, który się tym tematem osobno zajmował.
>>>
53. 


dary, puścić płazem... pochodzą z dawniejszego języka wOJ- 
skowego. 
Wiele zwrotów języka polskiego pozostaje w związku z kul- 
turą rolniczą naszego narodu, np. zbierać plony lub owoce pracy, 
pracować na niwie literackiej lub na polu naukowym, uprawiać 
sztukę, siać niezgodę, wyplenić chwast. 
W związku z kulturą pisarską i książkową pozostaje wyra- 
żenie z punktu = od samego początku, od razu, i starodawny zwrot: 
czytać książkę od deski do deski (dawniej oprawiano książki 
w deszczułki). 
Do bardzo dawnych należy zwrot: prosto z mostu = od razu, 
natychmiast, bo most pierwotnie oznaczał to samo, co bita, wy- 
moszczona droga, prosto z mostu oznaczało więc tyle, co: pro- 
sto z drogi. 
Wszystkie te zwroty pochodzą z dawniejszych epok języka 
polskiego, siegając w dalszą lub bliższą przeszłość jego dziejów, 
i odzwierciadlają dawniejsze życie polskie, dawniejsze zwyczaje, 
obyczaje i upodobania. 
Czy współczesna nam epoka ma także właściwe sobie wy- 
twory frazeologiczne i jaki one mają charakter? 
jak dawniej rolnictwo, zawód wojskowy i wszelkiego rodzaju 
rzemiosła, tak dziś podstawą nowych i szczególnie popularnych 
zwrotów frazeologicznych stają się handel, bankowość i umie- 
jętności techniczne. 
. językowi handlowemu zawdzięcza dzisiejszy ogół polski roz- 
powszechnienie w mowie potocznej takich przenośni i zwrotów, 
jak reflektować, konweniować, likwidować, amortyzować (między 
innemi także czas!), stuprocentowe szczęście, stuprocentowy męż- 
czyzna, zapisać na czyjeś dobro, umiejętność godzenia się z lo- 
sem. Od czasów Watta przyzwyczailiśmy się wykonywać najroz- 
maitsze czynności pełną parą, a dziś w podnieceniu elektryzujemy 
siebie i innych, a gdy to uważamy za potrzebne, wjeżdżamy pełną 
oarą na najrozmaitsze tory, bo ileż to razy nadarzają się wypadki, 
kiedy "inicjatywa wejść musi na tory konkretnej akcji" ("Czas" 85, 
3, 1), bądź "kiedy ważne względy przemawiają za wprowadzeniem 
jednotorowości szkeły" (Głos Nauczycielski" 16 (26), 32, 611).
>>>
54 


Budynki murowane uchodzą słusznie za najbardziej trwałe, 
toteż wyraz murowany stał się synonimem przymiotnika: pewny 
i, co jest bardziej dla dzisiejszych czasów znamienne, zaczyna go 
zwycięsko wypierać; bo dziś się mówi nie tylko o murowanych 
domach, ale także, coraz częściej, o murowanych prelegentach, 
o murowanych posadach, a nawet o murowanej kawie lub o mu- 
rowanym przyjeździe! 
Człowiek' myśli albo obrazami, czyli przedstawieniami zmy- 
słowymi (kontretnymi), albo pojęciami ogólnymi bądź oderwa- 
nymi. Te dwie odmiany naszego myślenia znajdują wierne od- 
zwierciedlenie w sposobach naszego wysłowienia: styl nasz może 
być obrazowy albo abstrakcyjny. 
W odmianie pierwej odtwarzamy zawsze jakieś jednorazowe 
wydarzenia, jednostkowe fakty lub pojedyncze przedmioty, uwy- 
datniające właściwe im znamiona barwy, kształtu, dźwięku, ruchu, 
postawy oraz inne podpadające pod zmysły szczegóły. 
W stylu abstrakcyjnym przeciwnie, zależy nam nie tyle na 
obrazowym - barwnym czy plastycznym - przedstawieniu rzeczy, 
ile raczej na dokładnym i ścisłym uszeregowaniu i powiązaniu 
pojęć. Ponieważ pojęcia są zawsze wynikiem uogólnień, więc styl 
abstrakcyjny jest najodpowiedniejszą formą językową wszelkich 
reguł, zasad czy praw ogólnych. Taki charakter mają sformuło- 
wania prawne i sądy, którymi się posługuje w swoich rozważa- 
niach i rozumowaniach nauka. 
Przeciwnie, w poezji i w życiu powszednim spotykamy się 
ze zjawiskami, faktami i przedmiotami jednostkowymi, więc też 
najwłaściwszą i najbardziej naturalną formą języka poezji i mowy 
życia codziennego jest niewątpliwie styl obrazowy. Łącząc nas 
z życiem rzeczywistym i jego poszczególnymi przejawami, oddzia- 
ływa nie tylko na nasz umysł, lecz także uczucia - przesyca się 
pierwiastkami emocjonalnymi, i to jest właśnie druga, bardzo 
istotna cecha, która go przeciwstawia stylowi abstrakcyjnemu. 
Styl obrazowy jest to więc forma - językowa konkretnego 
faktu, jednostkowego wydarzenia lub przeżycia czującej jednostki 
ludzkiej. A styl abstrakcyjny to język praw naukowych i organi- 
zacyjnych norm współżycia społecznego. W pierwszym do głosu 
. . 


.'
>>>
55 


przychodzi uczucie i żywa jednostka ludzka, w drugim - intelekt 
i grupa społeczna. 
Na tle tych przeciwstawiających się zmianom we właściwym 
świetle staje to tak bardzo dla współczesnego zwyczaju języko- 
wego charakterystyczne przeszczepianie stylu abstrakcyjnego na 
grunt mowy potocznej. 
Okrasą tego stylu są zwroty i terminy, czerpane z najroz- 
maitszych zakresów naukowych: matematyka, fizyka, chemia, eko- 
nomia, socjologia, biologia, psychologia, logika przenika frazealo- 
gię współczesnego języka potocznego i tak się w codziennym 
obiegu upowszechnia, że wyciska piętno nawet na mowie ludzi, 
którzy nic albo bardzo niewiele z tymi naukami mają do czynienia. 
O czystości bądź elastyczności cen, o nieprzenikalności lub 
nasyceniu rynków zbytu, o naelektryzowanej atmosferze, o wy- 
ładowaniach namiętności, o takich czy innych nastawieniach du- 
chowych, o naświetlaniu wszelakich spraw, o elementach spo- 
łecznych, o momentach w najrozmaitszych zjawiskach i czynno- 
ściach, o siłach nauczycielskich, o szkołach, jako kondensatorach 
wiedzy słyszymy i czytamy codziennie. 
Dziś ludzi rzadko traktujemy jako samodzielne, niezależne 
osoby., tylko zwykle jako jednostki w przeciwstawieniu do grupy, 
do której przez swoje pochodzenie lub pracę zawodową należą. 
Ileż to razy, przeglądając dzienniki lub czasopisma, spotykamy się 
z takimi zwrotami, jak: wiele wybitnych jednostek spośród na- 
uczycielstwa lub spożytkowanie godzin wolnych zależało od 
warunków materialnych i od komórki organizacyjnej, do której 
jednostka nal;żała. 
Tego rodzaju .stylizacja znosi niemal zupełnie ludzką indy- 
widualność człowieka i każe go traktować bądź jako sztukę ludz- 
kiej gromady, bądź jako kółko w mechaniźmie organizacji spo- 
łecznej. Znika sprzed wyobraźni istota żywa, z ciała i ducha, 
którą kochamy bądź szanujemy, z którą współpracujemy bądź 
walczymy, której się boimy lub wybaczamy, z którą nas łączą takie 
czy inne związki życiowe; a staje tylko bezosobowa jednostka, 
jako abstrakcyjne przeciwstawienie grupy społecznej. 
Bardziej jeszcze abstrakcyjny charakter mają wszelkiego ro-
>>>
56 


dzaju czynniki miarodajne, siły nauczycielskie lub czynniki nad... 
zoru szkolnego (= inspektorzy szkolni). Dochodzi do tego, że 
przestają już razić takie zwroty, jak: pewne czynniki śmiały się 
w Polsce. (Krakowski 11. Kurier Codzienny z 19. VIII. 1933). 
To upodobanie do bezosobowego traktowania człowieka jest 
powodem bardzo znamiennego dla dzisiejszej stylizacji zjawiska. 
Oto mnogość zastępujemy zbiorowością i zamiast form liczby 
mnogiej chętniej posługujemy się rzeczownikami zbiorowymi, np. 
nauczycielstwo zamiast nauczyciele, ogół urzędniczy lub sfery 
(koła) urzędnicze zamiast urzędnicy, bo w takim ujęciu języko- 
wym samodzielność jednostki odchodzi na plan dalszy, a na czoło 
się wysuwa jej organizacyjna zależność. 
Gdy mowa o zrzeszeniach, związkach, organizacjach i gru- 
pach społecznych, to bardzo popularną nazwą wszelakiego rodzaju 
ich odmian jest termin: komórka, zapożyczony z nauk biologicz- 
nych, np. to zależy od komórki organizacyjnej, do której jednostka 
należy lub związek nakłada na swe komórki organizacyjne 
obowiązek. 
Społeczeństwo w takim ujęciu przyrodniczym jest traktowane
 
jako organizm, a jednostka ludzka spełnia w nim rolę komórki. 
Tak się przedstawia w odbiciu współczesnej frazeologii popu- 
larny pogląd na społeczną rolę człowieka, a o ile chodzi o jego ży- 
cie wewnętrzne, to podłożem jego nie jest już dawna dusza ludzka, 
lecz nowoczesna psychika. Dusza chwilowo gdzieś uleciała, po- 
została tylko psychika, to jest przemijająca działalność nerwów czu- 
ciowych i ruchowych i mniej lub więcej bogate życie umysłowe. 
. 
Wykładnikiem frazeologicznym takiego ujmowania zjawisk 
duchowych są tak bardzo dzisiaj rozpowszechnione i nadużywane 
zwroty, w których wyrazy: nerwowy, zdenerwowany, denerwo- 
wać, nerwować stanowią podstawę znaczeniową. Nieraz ludzie 
chcą odtwarzać naj rozmaitsze uczucia, jak - gniew, oburzenie
 
zazdrość, smutek, rozpacz, strach, ale wszystkie te przeżycia spro- 
wadza się zazwyczaj do stanu mniejszego lub większego podnie- 
cenia nerwów. jak gdyby ginęła przeżywająca osobowość ludzka
 
a występował tylko zewnętrzny w stosunku do niej przebieg po- 
drażnienia nerwów.
>>>
57 


Ta obiektywizacja stanów duchowych, zaznaczająca się w spro- . 
wadzaniu ich do przebiegów fizjologicznych bądź psycho-fizycz' 
nych, uzewnętrznia się także w niektórych zwrotach, odtwarzają- 
cych nasze życie umysłowe. Charakterystycznym pod tym wzglę- 
dem jest tak bardzo rozpowszechniony dziś zwrot: mam wraże.. 
nie. Dziś już nikomu nic się nie zdaje, tylko wszyscy mają wra.. 
żenie. Oba te zwroty oznaczają jedno i to samo zjawisko, ale 
pierwszy ujmuje je od strony wewnętrznej, a drugi - zewnętrznej; 
w zwrocie pierwszym zaznacza się czynna postawa człowieka 
wobec świata, w drugim - bierne poddawanie się cisnącym się 
z zewnątrz podnietom. 
,Bierność wyłącza wolę, toteż różne przejawy życia społecz- 
nego i działalności ludzkiej bywają przedstawiane w ten sposób, 
jak gdyby się odbywały poza wolą działających ludzi. W zwier- 
ciadle frazeologii człowiek współczesny jak gdyby zatracił swoje 
cele, które są wynikiem określonych chceń i dążeń. Dziś siłą, 
wprawiającą w ruch czyny ludzkie, nie jest ukryta w duszy czło- 
wieka myśl i wola, która mu wykreśla świadome cele, lecz jak 
gdyby wyłącznie tylko przyczyny zewnętrzne, które popychają 
człowieka w jakichś poza jego wolą wytkniętych kierunkach. Dą- 
żenia i prace nasze jak gdyby zatraciły już swoje cele i odbywają 
się tylko w określonych kierunkach albo się toczą po jakichś li.. 
niach, niby po przekątnej w czworoboku sił, na wzór praw fi- 
zycznych. Przykłady frazeologiczne takiego ujmowania sprawy spo- 
tykamy aż nadto często we współczesnej stylizacji: związek pra- 
cował również w kierunku organizacji drzewnej ("Czas" rocz. 
84, Nr. 58), podejmowano w tym kierunku (nie celu!) starania 
("Czas" 85, 3), nastrój ten idzie istotnie po linii zasadniczych 
interesów ("Czas" 84, 58), propozycje te nie idą po linii życzeń 
niemieckich ("Czas" 84, 32). 
I tu także człowiek jest ujmowany tylko zewnętrznie. jego 
działalność społeczna tak samo, jak życie duchowe, jest odtwa- 
rzana tylko w jego pojawach zewnętrznych. Przebiegi społeczne 
i psychiczne przedstawia się pod postacią zjawisk fizycznych, 
a przy takim przedstawieniu w naturalnym następstwie ujmuje 
się je nietyle jakościowo, ile raczej ilościowo, a. zmysłowo od-
>>>
.... 


58 


twarza w prostych formach geometrycznych. Dawno opuściliśmy 
pola, niwy, grunty i wszelkiego rodzaju dziedziny, by stanąć na 
różnych terenach współczesnej działalności. Dziś, na przykład, 
praca wychowawcy rozwija się nie na gruncie, lecz na terenie 
szkół naszych. Inni pracują także na terenl1ch swoich specjalności. 
Oto, na przykład, "na terenie międzynarodowym Związek popie- 
rał inicjatywę stworzenia 10warzystwa polsko-szwedzkiego" 
("Czas" 84, 58) lub "na terenie polityki socjalnej od paru lat 
panowała zdecydowana rozbieżność" ("Kurier Warsz. 23. VII. 1932). 
Ważną rolę w przenośniach języka współczesnego odgry- 
wają także wyrazy: płaszczyzna i poziom. Dyskusje nasze poru- 
szają się czasem w jednej i tej samej, niekiedy w różnych płaszczy- 
znach, a moralność ludzką stawiamy powyżej bądź poniżej jakie- 
goś poziomu. Przenośnie z takimi obrazami spotykamy się dziś bar- 
dzo często. Oto kilka przykładów, wziętych z dzienników: "w rę- 
kach rządu von Papena spoczywa decyzja, w jakiej płaszczy- 
źnie rozegrana będzie walka" ("Czas" 84, 211), lub na podobnej 
płaszczyźnie rozwijają się stosunki Francji z państwami nad- 
dunajskimi. (Krak. n. Kurier Codz. 23. 94). 
Działalność nasza rozwija się na różnych odcinkach pracy 
społecznej, narodowej i przebiega w życiu każdego określoną 
przestrzeń czasu, a uwaga nasza zatrzymuje się na różnych punktach 
życia. Np. "nie było ciała, które by mogło to zaopiniować, opie- 
rając się na jednostronnym odcinku" ("Czas" 84, 59) lub "nie 
myślimy. by na tym punkcie (nie: w tej dziedzinie) można się 
było oddawać optymizmowi" ("Czas" 84, 58). 
Punkt, linia, płaszczyzna, poziom, teren, przestrzeń, odci- 
nek, kierunek, stosunek - to stałe składniki przenośni dzisiej- 
szego stylu. Ta geometryczna frazeologia wdziera się jako znamię 
współczesności także do stylu utworów literackich. Na przykład, 
w "Lenorze " j. Kadena-Bandrowskiego znajdujemy takie zdania, 
jak: "Tadeusz postanowił wyczerpać dochodowo w płaszczyźnie 
nóg dwie dziedziny", "poseł Mieniewski, pamiętający wybornie 
każdą twarz robotniczą na przestrzeni tylu lat swej pracy" lub 
"taniec to nogi w stosunku do posadzkilJ.. 
Ostatnie .zdanie jest szczególniej znamienne i uwydatnia
>>>
59 


jeszcze jeden charakterystyczny szczegół współczesnego stylu ję- 
zykowego, mianowicie upodobanie do przede wszystkim przed- 
miotowego ujmowania świata. 
Mamy dwa sposoby ujmowania rzeczywistości - przedmio- 
towy i zjawiskowy. W, pierwszym ujęciu traktujemy świat jako 
zbiorowisko przedmiotów, pozostaj'ących między sobą w takich 
czy innych stosunkach. W ujęciu drugim świat rysuje się naszej 
wyobraźni, jako scena, na której się rozgrywa zawsze jakaś akcja, 
coś się dzieje, zachodzą jakieś zjawiska, dokonywają się jakieś 
czyny. 
Świat przedmiotów jest znieruchomiałym światem stosunków, 
w jego ramach nawet tak z natury swojej ruchowe zjawisko, ja- 
kim jest taniec, rozpada się na nieruchome składniki pewnych 
momentów czasu i rysuje się wyobraźni, jako przypadający na 
każdy z tych momentów "stosunek nóg do posadzki". Tu nie ma 
ruchu, są tylko przedmioty i ich wzajemny między sobą stosunek. 
Przeciwnie, świat zjawisk, czynności i stanów tętni nieustającym 
ruchem; w nim się ciągle coś zmienia, coś przeobraża 
ądź 
przeistacza. 
Każdy z tych dwóch światów ma właściwą sobie formę. 
Formą świata przedmiotów jest przestrzeń, a w świecie zjawisk 
panuje forma czasu. Na tle tych przeciwieństw jakże charaktery- 
stycznymi są takie zwroty, jak: w ramach tego święta odsłonięty 
został pomnik (II. Kurier Codz. 27. IX. 1933). Nawet w opowia- 
daniu zamiast czasu wysuwa się kategoria przestrzeni: nie podczas 
święta tylko w ramach święta! 
Przeciwieństwo jest jeszcze głębsze, gdyż w formie prze- 
strzennej ujmujemy zewnętrzny świat fizyczny, a w formie czaso- 
wej - wewnętrzny świat duchowy. Pierwsza nadaje naszym przed- 
stawieniom charakter obiektywny, a druga zabarwia je subiektyw. 
nie, Tak więc znamienne dla dzisiejszego stylu upodobanie do 
przedmiotowego ujmowania wyrażanych treści duchowych pozo- 
staje w ścisłym związku ze scharakteryzowanym wyżej, a tak po- 
wszechnym dzisiaj dążeniem do obiektywizacji myślenia, do mo- 
żliwie pełnego uwolnienia go od pierwiastków subiektywnych. 
Językowym wykładnikiem takiej postawy duchowej jest prze-
>>>
60 


waga we współczesnej stylizacji rzeczowników i przymiotników 
nad czasownikami, czego wymownymi świadectwami są przytoczone 
wyżej przykłady. W ścisłym z tym związku pozostaje również dą- 
żenie do zastępowania czasowników w formie osobowej imiesło- 
wami przymiotnikowymi w połączeniu ze słowem posiłkowym być. 
Zwroty tego rodzaju spotykamy dziś bardzo często nie tylko 
w mowie potocznej, lecz także u pisarzów. Np. Powietrze było 
pachnące (nie: pachniało!) wiosną i nagrzane (Reymont). - Te 
hasła rzucone są przemawiające dla (tak! nie: do!) wszystkich. - 
Pozycje są dosyć szwankujące. - Te pola są należące do pana 
Z. - On jest palący. - On jest tańczący. - Te wieści są nie- 
pokojące. - I te magnolie będą kwitnące. - Powietrze było 
cuchnące. - On był milczący l). 
Co takie zwroty wyrażają, jaka się w nich objawia postawa 
psychiczna mówiących? Odpowiedzi na to pytanie szukać należy 
w różnicy znaczeniowej, jaka by zajść mogła, gdybyśmy wyraże- 
nie, składające się z imiesłowu i słowa posiłkowego zastąpili cza- 
sownikiem w formie słowa posiłkowego, np. Te hasła są prze- 
mawiające = te hasła przemawiają. - Pozycje są szwankujące = 
pozycje szwankują. - On jest palący = on pali. - On pali, 
ale nie jest palący. 
Forma czasu teraźniejszego ma w słowie osobowym dwoja- 
jakie znaczenie: zaznacza czas teraźniejszy, bądź jest wykładni- 
kiem t. zw. czasu ogólnego. W tym drugim wypadku osoba, wy. 
rażająca zdanie, zaznacza, że czynność bądź stan, oznaczony w sło- 
wie osobowym, nie występuje przygodnie w chwili, kiedy się 
o nim mówi, lecz jest właściwością, która się objawia w pod- 
miocie w pewnych momentach stale. Takie właściwości stałe, 
a przynajmniej ujmowane poza kategorią czasu, oznaczamy zwykle 
przez przymiotniki bądź sprzymiotnikowane znaczeniowo imiesłowy 
przymiotnikowe. Ponieważ słowo osobowe w czasie teraźniejszym 
ma dwojakie znaczenie, więc dla uniknięcia dwuznaczności i tym 
silniejszego uwydatnienia, że wyrażamy w orzeczeniu stan bądź 


l) Wszystkie te przykłady są wzięte z mowy potocznej różnych ludzi. 
Por. podobne zwroty w Biblii: et erat predicans. Luc. 4, 44. - Ex hoc iam 
homines eris capiens. Luc. 5, 10.
>>>
61 


czynność jest właściwością stałą podmiotu, zastępujemy słowo oso. 
bowe wyraieniem imiesłowowym. Słowa osobowe: przemawiają, 
szwankują, pali oznaczają nie tylko czas ogólny, ale przede 
wszystkim także teraźniejszy; w wyrażeniach: są przemawiające, 
są szwankujące, jest palący takiej dwuznaczności nie ma i stąd 
coraz szersze ich w takich wypadkach używanie l). 
T a sama różnica uwydatnia się także w czasie przeszłym 
i przyszłym. Zdanie: on był milczący nie wyraża tego samego, 
co zdanie: on milczał. W zdaniu pierwszym prócz treści, zawartej 
w zdaniu drugim, osoba mówiąca zaznacza, że milczenie, które 
się w jakimś momencie przeszłości objawiło w przedmiocie, stało 
się na przeciąg tego momentu właściwością stałą podmiotu. 
Jest to więc objaw tego samego, tak znamiennego dla współ- 
czesnego sposobu myślenia, dążenia do przedmiotowego ujmowa- 
nia świata. Człowiek współczesny interesuje się przede wszystkim 
rzeczami i ich cechami stałymi, a mniej, widocznie, zwraca uwagi 
na zjawiska i przemijające elementy rzeczywistości. 
Jeszcze bardziej jaskrawym uzewnętrznieniem tego jest coraz 
powszechniejsze upodobanie do zastępowania czasowników o wy- 
razistych i ściśle określonych treściach znaczeniowych czasowni- 
kami o rozległych zakresach i bardzo ogólnikowej i nikłej treści 
znaczeniowej, jak np. czasowniki: dawać, mieć i być, w połącze- 
niu z jakimś rzeczownikiem, np.: mieć stracha = bać się, mieć 
możność= móc, być w stanie=móc, być amatorem czegoś = lubić 
coś, być wielbicielem = wielbić, mieć wstyd = wstydzić się, mieć 
obrzydzenie do czegoś = brzydzić się czymś, mieć baczenie = ba- 
czyć, mieć nad kimś opiekę = opiekować się kimś, dawać roz- 
kazy = rozkazywać, dawać jolgę=folgować, dawać posłuch =słu- 
chać, dawać odprawę=odprawiać. Wynikiem tych tendencyj fra- 
zeologicznych są takie zwroty, jak: pociąg ma odjazd lub pociąg 
ma opóźnienie (Krak. 11. Kurier Codz. 28. VIII. 1933). 
Oto w najogólniejszych liniach najbardziej uwydatniające się 
rysy współczesnego stylu językowego. Przebijają się w nich i odzwier- 
ciadlają pew ne swoiste znamiona życia jednostkowego i społecznego: - 
t) Por. przeciwstawiającą się stosunkom polskim różnicę znaczemową, 
jaka występuje w języku angielskim między: I go a am going.
>>>
f 


62 


1) w życiu duchowym jednostki wzmożenie pierwiastków 
intelektualnych, 
2) w życiu społecznym przewaga grupy nad jednostką, 
3) w postawie moralnej jednostki i społeczeństwa przewaga 
ilości nad jakością. . 
Są to znamiona epoki, której świetną charakterystykę znaj- 
dujemy w jednym z ostatnich zeszytów czasopisma niemieckiego, 
poświęconego zagadnieniom kultury duchowej: 1) 
"Żyjemy w epoce zbiorowego myślenia i społecznego nad- 
zoru. Liczba jest w dzisiejszych czasach czarnoksiężnikiem, spod 
którego wpływu nie umieją się uwolnić nawet osobistości pozor- 
nie niezależne. Kto nie ma za sobą masy w jakiejkolwiek jej for- 
mie, ten nie potrafi skutecznie działać nie tylko na polu politycz- 
cznym i gospodarczym, lecz w ogóle w żadnej kulturalnej dziedzi- 
nie. Praca jednostkowa zanika coraz bardziej) jako składnik skom- 
plikowanego bezdusznego aparatu, któremu się mechanicznie pod- 
porządkowywa. W coraz bardziej postępującym jednoczeniu się 
gospodarczym, zwłaszcza na podstawie finansowo-kapitalistycznej, 
wskutek odsunięcia posiadacza od jego własności (akcje), wzmaga 
się coraz bardziej wpływ bezimiennych potęg kosztem samodziel- 
nej przedsiębiorczości. W dziedzinie politycznej osiąga swój kul- 
minacyjny szczyt wpływ głosów. których się jakościowo nie waży, 
lecz które się tylko oblicza. W dziedzinie kulturalnej bardziej 
głęboko sięgająca praca twórczej osobowości d1Jsi się w natłoku 
podniecających, na sensację obliczonych utworów, które służą tylko 
chwili, a w których schlebia tłumom duch powierzchowności". 
Ten stan kultury wytwarzał się stopniowo, jako wynik wiel- 
kiej Rewolucji francuskiej i późniejszych procesów, które kształ- 
towały życie społeczeństw europejskich w ciągu XIX wieku. Matką 
jego jest demokracja, a ojcem potężny rozwój nauk, zwłaszcza 
przyrodniczych, i związanej z nimi techniki. 
Rozwój nauki i jej demokratyzacja, nie mogły, oczywiście, 
pozostać bez wpływu na szerokie warstwy ludności. Wynikiem 


t) Paul Kra n n h a I s. Ende oder Wiedergeburt der Personlichkeit? Die 
Tatwelt, Zeitschrift fur Erneuerung des Geisteslebens. begrundet von R. Eucken. 
9 Jahrgang. Heft I, 1933 (April).
>>>
63 


tego wpływu musiało być wzmożenie pierwiastków intelektualnych. 
Ale te pierwiastki, rozrzucone po rozległych polach życia wielo' 
milionowych mas, tracą tam, oczywiście, swoje twórcze korzenie 
i żyją życiem samodzielnym. Przedostają się do głów ludzkich 
przez szkołę, gazety, odczyty popularne, są więc wytworem róż- 
nych form obcowania społecznego i uzależniają jednostkę od 
społeczeństwa. . · 
Od tej wszechogarniającej zależności nie jest wolna także 
inteligencja, a charakterystycznym tego objawem jest fakt, że 
uspołecznia się nawet "wolnomyślicielstwo", że nawet ci, co gło- 
szą jego hasła, organizują się w towarzystwa, gdzie przez dy- 
skusje i własne wydawnictwa wzajemnie na siebie wpływają i łą- 
czą w imię wspólnych haseł i wspólnie wytwarzanych idei. 
Mamy więc tu do czynienia ze zjawiskiem, które można by 
nazwać uspołecznionym intelektualizmem. W takiej postawie du- 
chowej człowieka refleksja przytłumia wrażliwość uczuciową, ale 
się nie zdobywa na samodzielne myślenie. Jednostka z większą 
lub mniejszą dla siebie świadomością, uzależnia się intelektualnie 
i ideowo od grupy, do której przez swoje urodzenie, zawód 
i interesy osobiste należy, i w znacznym stopniu pozbawia się 
własnej osobowości, ale za to tym silniej uświadamia sobie 'swoją 
indywidualną odrębność w egocentrycznych uczuciach. Nie mogąc 
być sobą w niezależności myśli, żyje sobą i dla siebie w najpier- 
wotniejszych popędach biologicznych i w ograniczonym kole ego. 
istycznych uczuć. 
Różne przyczyny składają się na wytwarzanie takiej postawy 
duchowej, tak groźnej dla życia moralnego jednostki i dla dobra 
społecznego narodu. Wpłynęły na to zarówno pewne prądy umy- 
słowe, jak i warunki życia gospodarczego i społecznego wieku XIX. 
Materialistyczna teoria człowieka i świata i związany z nią 
materializm dziejowy stał się niewątpliwie jedną z najpotężniej- 
szych podstaw ideowych charakteryzowanej postawy duchowej 
współczesnego człowieka. Materializm, choć dla tych, którzy go 
tworzyli. wypłynął, jako teoria z przesłanek racjonalistycznych, 
dla szerokich mas stał się dogmatem wiary i masy przejmują go 
biernie.
>>>
64 


Ta bierność ma swoje źródło nie tylko w bezwładnoś
i my- 
ślowej przeważającej większości ludzi, lecz także, w warunkach 
zewnętrznych działalności społecznej i pracy' zawodowej. I jedna 
i druga w szybkim tempie współczesnego życia tak czło ieka 
pochłania, że nie ma on czasu na refleksję, na porządkowanie myśli 
i sądów, krytyczny ich rozbiór i wysnuwanie jakiegoś niezależnego 
a konsekwentnego poglądu na świat. Większość ludzi, nie wyłą- 
czając wybitnych nawet przedstawicieli zawodowej inteligencji, nie 
ma własnej metafizyki, lecz opiera swój stosunek do świata, ludzi 
i życia bądź na narzuconych lub tradycyjnie przyjętych poglądach 
i dogmatach, bądż na teoriach, które z mniejszym lub większym' 
udziałem samodzielnego wysiłku myślowego przejmują z literatury 
naukowej i filozoficznej. Do tej zależności ideowej przyczyniała 
się i nadal jeszcze się przyczynia walka społeczna klas i walka 
polityczna stronnictw. Związki klasowe i zrzeszenia zawodowe 
wprawdzie niejednokrotnie wyzwalały jednostkę z jarzma ekono. 
micznego, ale jej nakładały jarzmo ideowe. Jarzmo to mniej uci- 
ska, o ile je człowiek nakłada dobrowolnie dla osiągnięcia 
wytkniętych celów lub też jeśli nie zdaje sobie sprawy z tego, 
że je sobie nałożył, ale się staje bardzo bolesnym, gdy do jego 
przyjęcia zmuszają go twarde okoliczności życiowe. 
Oto w ogólnych zarysach podłoże ideowe i historyczno. 
kulturalne postawy duchowej, której wykładnikiem językowym jest 
scharakteryzowana wyżej frazeologia. Na podłożu tym zaczynają 
się już jednak pokazywać głębokie rozpadliny, a gdzieniegdzie 
wyrwy. Stopniowo zaczyna się wytwarzać świat nowy. "Nie sta- 
nął" on jednak jeszcze "na zrębie", nie znalazł skończonej formy 
myślowej, społecznej i politycznej i nie odbił się przeto dotych- 
czas na frazeologii i stylu językowym, ale z wyłaniających się 
jego zarysów widać, że w przeciwstawieniu do świata, który się 
kończy, fundamentem jego będzie idea nie materii, lecz ducha. 
a jednostka znaleźć w nim będzie mogła nie pozorną, lecz bar- 
dziej istotną wolność. 
Oczywiście, doświadczenia, wyniesione z przeżywającej się 
epoki zginąć nie mogą. O ile chodzi o nasze polskie życie, to 
wyniesiemy z nich chyba naukę, że stosunek jednostki do społe-
>>>
65 


czeństwa, narodu i państwa opiera się nie tylko na uczuciowej, 
lecz takze rozumowej podstawie; przejmiemy się moze wreszcie 
prawdą, którą tak pięknie wypowiedział historyk francuski w sto- 
sunku do swojej ojczyzny, twierdząc, że Francja "jest dziełem nie 
tylko uczucia, lecz także rozumu i woli". A rozważając odwieczne 
zagadnienie stosunku jednostki do społeczeństwa, zrozumiemy war- 
tość prawdziwie boskiego jego rozwiązania w chrześcijaństwie, 
które wynosząc jednostkę wysoko aż do nieśmiertelności, przez 
nakaz miłości sprzęga ją w życiu doczesnym ze społeczeństwem 
i oddaje ją w ofiarną i bezinteresowną dla niego służbę. 


Jęz
'k a naród i człowiek. 


5
>>>
ŻYCIE WYRAZÓW 


POWSTAWANIE WYRAZÓW 
(NOWOTWORY SWOJSKIE I ZAPOŻYCZENIA) 


"Jako się liście rodzi, tak i ludzkie plemię. 
Jako wiatr liście wstrzf\sa, okrywa nim ziemię, 
A w inne, w czasie wiosny, drzewo się przybiera: 
Jedno plemię się rodzi, a drugie wymiera". 
ll. VI 1-16-1-19. 


1. Tak zobrazował Homer zmienność pokoleń ludzkich i prze- 
mijające każdego z nich trwanie. Trudno zaprzeczyć słuszności 
tego spostrzeżenia. Jest ono zarówno trafne w swej treści, jak 
piękne w formie ujęcia. Przemijają pokolenia ludzkie i zmieniają 
się wraz z nimi wytwory ich pracy i dorobku kulturalnego. Zmie- 
nia się również język, a przeobrażenia te ogarniają nie tylko jego 
system głoskowy i ustrój form gramatycznych, lecz także jego 
zasoby słownikowe. 
2. Ta zmienność słownik
 stanowi właśnie życie wyrazów, 
a życiu, jak wszędzie, tak tutaj, towarzyszą trzy nieodłączne jego 
objawy: narodziny i śmierć, a między tymi dwoma krańcami różno- 
rakie przeobrażenia postaci zewnętrznych i treści wewnętrznej wy- 
razów. Wyrazy się rodzą, -obumierają i przeistaczają. 
3. Dwa są sposoby p o w s t a w a n i a nowych wyrazów: albo 
je naród tworzy z pierwiastków swojskich języ ka rodzimego, albo 
je zapożycza z języków obcych. Wyrazy nowe, zbudowane z ma- 
teriału swojskiego, nazywamy nowotworami lub z grecka neo- 
logizmami, np. dźwig "winda
, czołg "rodzaj tanku pancernego
, 
samolot, samochód, wrotki "rodzaj łyżew na kółkach
, wyłącznik
>>>
67 


rprzyrząd do rozłączania prądu elektrycznego małego natężenia
, 
ż.qwotki ewitaminy
. Wyrazy nowe pochodzenia obcego tworzą 
dziedzinę z a p o ż y c z e ń, np. dach z niem. Dach, pielęgnować 

 niem. pflegen, chleb z gocko hló1fs (temat hló.iba-), pacierz 
z łać. pater, instytucja z łac. inslitutio, awans z franc. avance, 
kamizelka, kamizela z franc. camisole, kord cmiecz
 z węg. kard. 
4. Wzajemne ilościowe ustosunkowanie tych obu dziedzin 
wyrazowych jest miarą świadomego stosunku narodu do języka 
i miarą kultury językowej w narodzie. Neologizmy swojskie po- 
wstają zazwyczaj w wyniku mniej lub więcej świadomej twórczości 
językowej; zapożyczenia są na ogół wyrazami biernie wchłanianymi 
przez świadomość językową. Toteż im wyżej się podnosi w na- 
rodzie świadomy stosunek do języka, tym odporniejszym się on 
staje na wpływy obce, a im niższym jest stan kultury językowej 
w społeczeństwie, tym gwałtowniejsza, głębsza i szersza jest fala 
żalewu obcojęzykowego. Tym się tłumaczy, dlaczego w historii 
każdego języka zauważyć się dają okresy różnego natężenia tych 
wpływów obcego słownika. W dziejach języka polskiego wieki 
XIV, XV i XVI zaznaczyły się silnym zalewem wyrazów obcych, 
a w wieku XIX i XX spotykamy się ze świadomymi, celowymi 
dążeniami do czystości językowej. Niekiedy cudzoziemczyzna sło' 
wnikowa staje się przemijającą modą epoki. Taką modą były u nas 
makaronizmy wieku XVII i francuszczyzna epoki StaQisława Augusta. 
Ten czynnik świadomy uwydatnia się nie tylko w ilościo- 
wym ustosunkowaniu nowotworów swojskich i zapożyczeń obcych, 
lecz także w tym, że każdy z tych dwóch rodzajów nowych wy- 
razów powstaje w różnych sferach społecznych języka i należy do 
różnych zakresów słownika. Wyrazy obce, wchłaniane biernie, 
przedostają się przede wszystkim do słownika potocznego czy to 
dialektów ludowych, zwłaszcza pogranicznych, czy też do języka 
ogólno-narodowego, przeważnie w dziennikarstwie wskutek co- 
dziennego obcowania z prasą obcą. 
'Ileż to wyrazów obcych zawiera w sobie słownik górali pod- 
halańskich lub dialekty śląskie! Wyrazy węgierskie, rumuńskie, 
słowackie, czeskie, niemieckie zjawiają się na ustach tamtejszych 
mieszkańców niemal co chwila: baca Cstarszy pasterz
 z węg. bacs(a),
>>>
68 


a to z rum. badu) cesta 
droga3 z czesko ces ta, hala 
pastwisko 
w górach 3 z czesk. hola. (por. stpol. gola), juhas 
pastuch owiec' 
z węg. juhcisz, kierdel 
stad03 ze słowack. krdel, żętyca (zentyca) 

serwałka z mleka owczeg0 3 z rum. żintice. Wyrazy znowu takie 
jak np. sygnalizować, dezawuować, dementować, negliżować, 
inwigilować, dyrymować, pusować, penetrować, penetracja, pre.. 
ponderancja, kolaboracja, ekspropriacja i t. d. przedostają się do 
mowy potocznej ogółu za pośrednictwem dzienników, które, pra- 
cując w atmosferze ciągłego pośpiechu, nie wykazują dbałości 
o czystość języka. Niekiedy wyrazy obce wprowadzane bywają 
zupełnie świadomie tak w mowie potocznej, jak przede wszystkim 
w literaturze dla nadania stylowi zabarwienia miejscowego lub dla 
odtworzenia zwyczajów językowych epoki, którą się przedstawia. 
Dla tych powodów wprowadził na przykład Mickiewicz ty le wyra- 
zów wschodnich do swoich "Sonetów krymskich", jak świadczą 
choćby te, tak bardzo charakterystyczne pod tym względem wIer- 
sze z sonetów "Bakczysaraj w nocy" i "Ałuszła w dzień"; 


"Rozchodzą się z dżamidów l) pobożni mieszkańce, 
Odgłos izanu 2 ) w cichym gubie się wieczorze",. 
"Już góra z piersi mgliste otrząsa chylaty 3), 
RaDnym szumi namazem 4) niwa złotokłosa". 


Dla uwydatnienia znowu kolorytu językowego epoki przepla- 
tał Sienkiewicz swój styl w "Trylogii" makaronizmami. 
Czasem wyraz obcy zjawia się w literaturze w .wyniku nie- 
porozumienia. W zamiarze autorów, którzy go wprowadzili, miał 
uwydatnić jego prastarą swoistość, a w rzeczywistości okazał się 
tworem sztucznym, zbudowanym na modłę obcą. Takie sztuczne 
wyrazy, rzekomo polskie, w istocie mające wygląd ruski lub nawet 
rosyjski, budował Staszic, np. sloza 
łza3, stolp 
SłUp3, szolomiec 

hełm3, welikon 
0lbrzym3 5). Do tejże kategorii należą częste u Kra- 


') dżamid = meczet, świątynia mahometańska. 
2) izan = nawoływanie do modlitwy, 
3) chylat = plaszcz. 
ł) namaz = modlitwa. 
6) Ob. pracę moją ,,0 języku Staszica" w zbiorowej księdze "Stanisław 
Staszic. Lublin 1928.
>>>
69 


szewskiego wyrazy kneź, knehgni,. witeź i ulubiony w swoim cza- 
sie przez poetów Młodej Polski wyraz chram. 
Wyrazy obce bywają więc niekiedy wprowadzane świadomie 
dla celów stylistycznych, dla podniesienia wartości estetycznych 
wysłowienia. Wyrazy takie są oczywiście znakami wyobrażeń, 
z którymi się w ten lub inny sposób kojarzą jakieś wartości uczu- 
ciowe 1), poza takimi jest jednak rozległa dziedzina wyrazów, które 
z natury swojego przeznaczenia pod względem uczuciowym są zu- 
pełnie' obojętne. W tej dziedzinie świadomy stosunek do słownika 
przejawia się w walce z naleciałościami obcymi i w dążeniu do 
zastępowania ich nowotworami swojskimi. Jest to dziedzina ter- 
'minologii i nomenklatury zawodowej. 
Prąd, zdążający do oczyszczania z naleciałości obcych sło- 
wnictwa zawodowego, zaznaczył się u nas bardzo silnie w ostat- 
niej ćwierci XIX wieku, a pierwsze świadome poczynania w tym 
kierunku robiono już w końcu wieku XVIII. Z tego czasu pocho- 
dzą różne nasze terminy gramatyczne. W owych czasach tworzono 
również polską terminologię stylistyczną, literacką i estetyczną, 
n'p. natchnienie cinspiration', wyobrażenie "representation', wy- 
myślenie II zmyślenie "fiction', rozbiór "ocena', wraz "impression', 
osnowa "treść dzieła', postać "figura stylowa' przeniesienie Cmeta- 
fora', widzialnia "teatr' 2). W ostatnim półwieczu powstały najroz. 
maitsze słowniki zawodowe, jak lekarski, chemiczny, farmakogno- 
styczny, elektro-techniczny, przędzalniczy..., wreszcie w ostatnich 
czasach wojskowy. Zajmowano się też niedawno ustaleniem pol- 
skiej terminologii gramatycznej 8). 
5. Nie wszystkie zapożyczenia są jednakowo trwałe: Jedne, 
choć już w niepamiętnych lub bardzo odległych czasach przejęte, 
cieszą się do dnia dzisiejszego pełnią życia, inne szybko zostały 
zapomniane: miecz rzadziej, chleb co dzień mamy na ustach, oba 


l) Ob. w związku z tym A. Gawrońskiego ,,0 podstawie psychologicznej 
zapożyczania wyrazów obcych" Jęz Pol. VI 1-8, 46-55, 73-78 i przedruk 
w "Szkicach językoznawczych" Tow. Mil. Jęz. Pol. 1928, str. 51 nst. 
2) Ob. St. Dobrzyckiego "Notatki z dziejów jęz. pol. literackiego" Pr. 
Fil. VII 394 nst. 
3) Ob. Język Polski VI 89 nst.
>>>
70 


te wyrazy są żywymi składnikami współczesnego słownika pol- 
skiego, choć oba zapożyczone zostały od Gotów (gock. meki.., 
hlaiba..) w odległych czasach prasłowiańskich. 
Wyrazy krzest (chrzest) z niem. Krist łac. Christus, kościół 
z czesko kostel niem. Kastel łac. cas te Ilum, kruchta z niem. Kruft 
(współcz. Gruft) łac. crypta, ofiara z czesko ofera niem. Opfer 
lac. offerre zostały zapożyczone w epoce przyjmowania chrześci- 
jaństwa, a pomimo tej swojej dawności utrzymują się do dnia 
dzisiejszego. W żywym obiegu znajdują się również takie wyrazy, 
jak plac, rynek, ganek, wójt, sołtys, gmina, ratusz, przejęte z niem. 
czyzny jeszcze w średniowieczu (współcz. niem. Platz, Ring, Gang, 
Vogt, Schultheiss, Gemeinde, Rathaus). Ppginęły natomiast z bie- 
giem wieków inderaki (niem. Unterrock), indermachy z niem. 
Hintergemach), słojerze (z niem. Schleier), alzbanty z niem. Hals.. 
band), knaf liki guziki
 (z niem. K nofel), kołtrysze rodzaj gor- 
szego sukna
 (z niem. geldersch Tuch). 
6. Bardzo ciekawe są drogi, po których wędrują zapożycze- 
nia. Wyrazy obce nie zawsze wypływają bezpośrednio ze swojego 
praźródła, lecz przedostają się poprzez obszary pośrednie. Po- 
uczają nas o tym przykłady, już wyżej przytoczone, jak np. wy- 
razy krzest (chrzest) lub kościół: źródłem pierwotnym pierwszego 
jest wyraz grecki Xp
cr'tó; pomazaniec
, a drugi pochodzi z łaciń- 
skiego castellum, ale pierwszy zapożyczyliśmy bezpośrednio z ję- 
zyka niemieckiego, a drugi z czeskiego, Czasem się zdarza, że 
jeden i ten sam wyraz przychodzi z różnych środowisk języko- 
wych; wtedy występuje w różnych postaciach fonetycznych za- 
leżnie od tych przekształceń głoskowych, jakim uległ w językach, 
z których został przejęty. Tym się tłumaczą takie oboczniki wy- 
razowe, jak np. magister, majster, metr i maestro. Wszystkie one 
wypłynęły z jednego praźródła, z łacińskiego wyrazu magister. 
Postaci majster, metr i maestro są przeróbką niemiecką, francuską 
i włoską tego wyrazu. Tak samo wyrazy moneta i mennica, wła. 
ściwiej menica, stpol. myńca, mynica pochodzą od łac. moneta, 
tylko ze pierwszy został zapożyczony bezpośrednio, a drugi za 
pośrednictwem języka niemieckiego, gdzie łac. moneta przekształ- 
cono w Miinze. Wyrazy komża, kamizela (stpol. kamizola) i szmi..
>>>
71 


zetka mają również wspólne źródło pierwotne w wyrazie łaciń 
skim camisia; stąd poszły francuskie wyrazy camisole, chemise, 
zdrobniałe chemisette, od nich pol. kamizela, szmizetka. 
7. Oboczność postaci fonetycznych jednego i tego samego 
wyrazu pochodzi także stąd, że wyraz został zapożyczony paro- 
krotnie, w różnych zupełnie czasach, kiedy albo w języku, z któ- 
rego pożyczka została wzięta, albo w języku, który pożyczkę za- 
ciąga, albo niekiedy w obu razem były różne podstawy systemu 
głoskowego i różne z tym zwyc'laje wymawiania. Tak na przykład 
oboczność fonetyczna wyrazów mistrz i majster tłumaczy się różni- 
cami chronologicznymi ich zapożyczenia: postać majster przeszła 
z nowej niemczyzny, a postać mistrz zawdzięcza swe istnienie 
niemczyźnie średniowiecznej, bo średniowieczne niemieckie l w mi.. 
ster rozwinęło się w nowo niemieckie ei. Tak samo skiba, szyba 
i szajba to trzy postaci jednego i tego samego wyrazu, przejęte 
w trzech różnych epokach: postać pierwsza pochodzi od staroniem. 
scłba, druga od średnioniem. schiba, a trzecia od nowoniem. scheibe. 
Zdarza się także, że różnice obocznych postaci fonetycznych 
jakiegoś wyrazu wynikają z chronologicznych różnic głosownio 
wych nie tego języka, z którego wyraz został zapożyczony, lecz 
języka, do którego wyraz się przedostał. Np. wyraz staropolski 
gbeł i dzisiejszy kubeł pochodzą od jednego wyrazu niemieckiego, 
który dziś ma postać Kiibel i sam jest przeróbką łacińskiego cu.. 
pella 'beczka
. Postać polska gbeł pochodzi z tej odległej epoki, 
kiedy ii krótkie rozwijało się w spółgłoskę. czyli samogłoskę zre- 
dukowaną, krótszą od zwykłej krótkiej, a która w zgłosce otwar- 
tej przed zgłoską z samogłoską pełną zanikała; stąd zamiast kubeł 
powstało kbeł, a po upodobnieniu bezdźwięcznego k do dźwięcz- 
nego b wytworzyła się postać gbel. Postać kubeł jest powtórnym 
zapożyczeniem tego samego wyrazu, dokonanym w czasach znacz' 
nie późniejszych. Podobnymi przyczynami tłumaczą się różnice 
między wyrazami: dziszejszym hełm a staropolskim szłom. Oba 
pochodzą od jednego i tego samego wyrazu niemieckiego, który 
dziś brzmi helm: postać polska hełm jest nowożytnym przekształ- 
ceniem pierwowzoru niemieckiego, natomiast postać szłom pocho- 
dzi z czasów prasłowiańskich, kiedy panował zwyczaj zmiękczania
>>>
72 


bezdźwięcznego h w położeniu przed e w s. Przy takich tenden, 
cjach wymawianiowych z wyrazu, któremu odpowiada dzisiejszy 
niemiecki helm, rozwinęła się postać *sełm3, skąd nieco później 
powstało prapolskie *iołmu, z czego po przestawce głosek w gru- 
pie oł między dwoma spółgłoskami wytworzyło się historyczRe 
polskie szłom. 
Często różnice w postaciach obocznych tego samego niegdyś 
wyrazu wynikają ze zmian fonetycznych, jakie w okresie czasu 
między pierwszym a drugim zapożyczeniem tego wyrazu zaszły 
zarówno w języku, z którego wyraz został przejęty, jak w języku, 
który zapożyczenie przejął. W ten sposób dadzą się wyjaśnić 
takie oboczniki wyrazowe, jak barwa i farba, berło i feruła laska, 
rózga, kara dyscyplinarna, karność, powaga'. Postaci barwa i farba 
są odmiankami fonetycznymi wyrazu niemieckiego, który dziś 
brzmi Farbe; a postaci berło i feruła są odmianami głoskowymi 
wyrazu łacińskiego ferula łaska, narzędzie kary'. Odmianki fone- 
tyczne farba i feruła są zapożyczeniami nowszymi, a postaci barwa 
i berło zostały przejęte w średniowieczu, przy czym nie bezpo- 
średnio z języka niemieckiego i łaciny, lecz za pośrednictwem 
czeskim, a czeskie barva i berla powstały, jako przekształcenia 
pradawnego niemieckiego Valwe i łacińskiego ferula. 
8. Różnorodność odmianek fonetycznych jednego i tego sa- 
mego zapożyczenia bywa niekiedy wynikiem współdziałania obu 
przytoczonych wyżej przyczyn: czynnika czasu i podłoża języko' 
wego. Tak np. wyrazy król, karzeł i Karol są odmianami gło- 
skowymi niemieckiego wyrazu karl II karal mąż, chłop; imię wła- 
sQe'. Wyraz ten, jako rzeczownik własny, pozostał w języku nie- 
mieckim do dziś w swej postaci dawnej Karl, a jako rzeczownik 
pospolity uległ przemianie fonetycznej i otrzymał postać Ker!. 
Nasze wyrazy król, karzeł i Karol opierają się na starych nie. 
mieckich postaciach karl II karal, ale król jest zapożyczeniem sta- 
rodawnym, sięgającym w czasy, kiedy pierwotna grupa głoskowa 
or między dwoma spółgłoskami ulegała przestawce: wówczas niem. 
karl po przemianie w *korl... rozwinęło się ostatecznie w *krolb. 
Odmianka karzeł powstała z powtórnego, znacznie późniejszego. 
zapożyczenia. Wtedy niem. karl przekształciło się w polskie karł,
>>>
73 


karła, karłu... karłem..., a potem na wzór stosunku kotła: kocieł. 
kozła. kozieł. orła: orzeł obok postaci przypadków zależnych karła 
karłem rozwinęta się postać mianownika karzeł. Wyrazy król 
i karzeł są więc różnoczasowymi odmiankami zapożyczenia tego 
samego wyrazu niemieckiego karl. Postać jego oboczną karal 
zlatynizowano w brzmieniu Carolus. a z tej zlatynizowanej postaci 
powstał nasz Karol, stpoI. także Karzeł w związku z tą samą 
odmianką fonetyczną, co rzeczownik pospolity karzeł. , 
9. Takie odmianki powstają także na gruncie wyrazów sło. 
wiańskich; wyrazy te nieraz występują w dwóch postaciach obocz- 
nych: w brzmieniu uwarunkowanym zasadami głosowni polskiej, 
i w postaci, przyjętej z tego lub innego języka słowiańskiego. Tak 
na przykład oboczniki wyrazowe trześnia i czereśnia, trzop i cze.. 
rep, trzoda i czereda powstały stąd, że wyrazy trześnia, trzop, 
trzoda mają układ głosek polski, a czereśnia (czeresznia), czerep. 
czereda są małoruskimi odmiankami tego samego, co ich odpo- 
wiedniki polskie, wyrazu prasłowiańskiego. 
Podobnie odmianki głosić i hałasić powstały wskutek zapo- 
życzenia białoruskiego czasownika hałasić, który jest dalszym cią- 
giem tego samego prasłowiańskiego wyrazu, co pol. głosić. Wła- 
ściwy tym czasownikom prasłowiański pień *gols.., zgodnie z za- 
sadami rozwoju głoskowego w języku polskim i białoruskim, roz- 
winął się w polskie głos.. z przestawką grupy oł między dwoma 
spółgłoskami i w'białoruskie hałas.. z zamianą g na h (dźwięczne). 
z zamianą prasłowiańskiej grupy oł między dwoma spółgłoskami 
w pełnogłos ową grupę oło i z wymową bezprzyciskowych samo- 
głosek o jak a.W związku z obocznością głosić II hałasić powstały 
odmianki głos II hałas obok białorusk. hółas. 
Odmianki włod ny l) II władny zawdzięczają swoje powstanie 
temu, że obok polskiej postaci włodny przyjęta została postać 
władny z czeskim układem głosek (por. pol. złoto 1\ czesk. zlato, 
pol. błoto II czesko blcito). 


1) Por. u Mickiewicza znany ustęp z tłumaczenia "Piekła" Dantego: 


Wzniosla mię z gruntu potęga 'Wszechwlodna, 
Mądrość najwgższa, miłość pierworodna. 


J
>>>
74 


Oboczniki wyrazowe czart i cZDrt, 'lL - .sta. rząd, warstwa
 
wiorsta rząd, szereg, linia, przestrzeń
 biorą, ,wój początek z za- 
pożyczeń rosyjskich: wskutek tych zapożyczeń obok polskich po- 
staci czart, warsla (warstwa) powstały postaci czort, wiorsta 
z rosyjskim układem głosek. 
10. Wyrazy zapożyczane bywają zazwyczaj przez naród, który 
je zapożycza, dostosowywane do systemu głoskowego i morfolo- 
gicznego (słowotwórczego, deklinacyjnego, koniugacyjnego) języka 
rodzinnego. Wskutek tej naturalnej dążności wyrazy np. łacińskie 
latina (lingua), pater, castellum, przejęte bezpośrednio bądź za 
pośrednictwem czeskim i niemieckim, przekształciliśmy w łacina, 
pacierz, kościół; wyrazowi calendae nadaliśmy postać głoskową 
kolęda. Niemieckie land zmieniliśmy w ląd, niem. Pfennig, Mes... 
sing - w pieniądz, mosiądz, niem. Kolner - w kołnierz, niem. 
Soldner w żołnierz, greckie ansi.v; poseł
 skąd łacińskie angelus, 
zmieniliśmy naprzód w ańjoł, a potem z większym jeszcze odchy- 
leniem od pierwowzoru w anioł. Czeskiemu ofera, utworzonemu 
w związku z łacińsk. offere przynosić, zanosić, składać, ofiaro- 
wywae, z niem. Opfer nadaliśmy postać głoskową ofiara. 
We wszystkich przytoczonych przykładach wyrazy obce prze- 
mieniliśmy wedle polskiej modły głoskowej, przystosowując je do 
polskiego systemu głoskowego i do polskich przyzwyczajeń wy- 
mawianiowych. W wyrazach łacino, pacierz, kościół, zgodnie z ten- 
dencją wymawianiową, panującą w połowie XII wieku, z obcego l 
rozwinęło się rodzime ć, bo w owych czasach każde t zarówno 
w wyrazach zapożyczanych, jak swojskich, przechodziło w wymo- 
wie polskiej w ć. Na wzór starych prasłowiańskich zwyczajów wy- 
mawianiowych w wyrazie ląd wytworzyliśmy samogłoskę nosową 
z połączenia samogłoski czystej ze spółgłoską nosową przed 
spółgłoską. 
Zmiana obcego e w o w wyrazie anioł, a e w a w wyrazie 
ofiara pozostaje znowu w związku z tzw. przegłosem, czyli zwy- 
czajem zastępowania w położeniu przed twardymi spółgłoskami 
przedniojęzykowymi, między innymi przed ł i r, dawnego e krót- 
kiego samogłoską o, a dawnego e długiego samogłoską a. Zwy- 
czaje wymawianiowe przedgłosu rozwinęły się w odległej epoce
>>>
75 


pralechickiej, w czasach, kiedy późniejsze języki polski, pomorski 
i połabski stanowiły jeden zrąb językowy, ale wytworzone przez 
nie oboczności głoskowe zachowywały swoją żywotność jeszcze 
w historycznych czasach początkowego okresu chrześcijaństwa 
w. Polsce. 
Polskie ó, występujące w wyrazie kościół na miejscu obcego 
e, powstało wskutek skrzyżowania dwóch polskich skłonności wy- 
mawianiowych: z jednej strony działał tu przegłos, a drugiej ten- 
dencja, która w zgłosce zamkniętej spółgłoską dźwięczną dopro- 
wadziła naprzód do wzdłużenia samogłoski, a potem do jej ście- 
śnienia (pochylenia). 
Jak widać, język, wchłaniając obce żywioły wyrazowe, prze- 
rabia je w przystosowaniu do własnych rodzimych zwyczajów wy- 
mawianiowych. Ponieważ te zwyczaje z biegiem czasów się zmie- 
niają, więc sposoby owego głoskowego przerabiania wyrazów 
obcych w różnych epokach dziejów językowych bywają różne. 
Tak na przykład obcowyrazowe t w wyrazach, zapożyczonych 
przed połową wieku XII, przerobiliśmy zgodnie ze zwyczajami 
tamtoczesnej głosowni w ć, jak wskazują przytaczane jui wyrazy 
łacina, pacierz, kościół. W wyrazach, zapożyczonych później, pod 
obcojęzykowe t zaczęliśmy podstawiać t, np. łac. institutio, pol. 
instytucja. Różnicami chronologicznymi zapożyczenia tłumaczy się 
również zjawianie się oboczników głoskowych tego samego histo- 
rycznie wyrazu, jak na przykład przytoczone wyżej gbeł II kubeł, 
król II karzeł, szłom II hełm. 
Przyzwyczajenia wymawianiowe nie są jedynym czynnikiem 
przerabiania wyrazów zapożyczonych wedle modły swojskiej. Po- 
średnią, ale niemniej doniosłą rolę odgrywa tu także właściwy 
każdemu językowi swoisty system głoskowy. Składa się nań po 
pierwsze ilość i jakość właściwych językowi głosek, po drugie 
właściwości układania tych głosek w grupy głoskowe i po trzecie 
wzajemne ich ustosunkowanie w systemie form gramatycznych. 
Język, przejmując wyrazy obce, przerabia swoiście ich skład gło- 
skowy, nie tylko nadając im zgodnie z właściwymi sobie przy- 
zwyczajeniami wymawianiowymi szczególniejsze zabarwienie fone- 
tyczne, lecz także w przystosowaniu do własnego systemu gł o - 


.....
>>>
76 


skowego podstawiając pod nieznane sobie głoski. obcego wyrazu 
najbardziej do nich zbliżone głoski rodzime. Przeróbka głoskowa 
wyrazu łacińskiego pater i czeskiego kostel w polskie pacierz, 
kościół dokonała się w ścisłym i bezpośrednim związku z panu- 
jącymi niegdyś w języku polskim przyzwyczajeniami wymawianio- 
wymi z tym, że t przed e naprzód wymawiano jak t miękkie, 
a potem owo t przesunęło się w ć Inny nieco charakter ma prze- 
miana obcojęzykowego t miękkiego w t twarde w wyrazie insty... 
tucja. Wyraz ten został zapożyczony w czasach, kiedy po zmia- 
nie t miękkiego w ć język polski zatracił w swoim systemie gło- 
skowym spółgłoskę t. W takim stanie rzeczy obcojęzykowe f 
miękkie przystosowano do polskiego systemu głoskowego w ten 
sposób, że na jego miejsce podstawiono głoskę, najbardziej do 
niego zbliżoną, czyli t twarde. Podobne przyczyny wpłynęły na 
zmianę wyrazu ofiara w gwarowe ochwiara. Spółgłoska f jest obca 
polskiemu systemowi głoskowemu i w położeniu niezależnym przed 
samogłoską zjawia się tylko w wyrazach zapożyczonych, np. for... 
tuna,fabryka, fach, felczer; w wyrazach swojskich występuje tylko 
w pewnych położeniach fonetycznych, jako wynik upodobnienia, 
a niekiedy także uproszczenia grup spółgłoskowych, np. trawka = 
fonet. [trafka], obfity z dawniejszego opłwity, ufać z dawniejszego 
upfać, a to z upwać, gwar. fała z chwała, gwar. fila z chwila... 
Na wzór właśnie takich oboczności jak fała \I chwała, fila \I chwila, 
wyraz ofiara został przerobiony w ochwiara. Tak samo na wzór 
takich swojskich oboczności, jak trawka, fonet. [trafka] - trawek, 
kawka, fonet. [kafka] - kawek wytwarzamy podobn
 w wyrazach 
obcych, np. agrafka - agrawek zamiast agrafek, karafka - ka... 
rawek zamiast karafek. Zmiany te są również wynikiem przysto- 
sowania wyrazów obcych do rodzimego systemu głoskowego. 
Wynikiem przystosowania do swojskiego systemu głosko- 
wego jest także postać fonetyczna wyrazu tratwa, który przero- 
biliśmy z niem. Tri/t. Jest rzeczą ciekawą, że to przystosowywa- 
nie się odbywało się stopniowo. W języku storopolskim wyraz ten 
występuje w postaci bardzo zbliżonej do swego niemieckiego 
pierwowzoru, jako trafia. Pierwszy stopień przystosowania tego 
wyrazu do polskiego systemu głoskowego objawił się w tym, że
>>>
77 


bcojęzykową grupę głoskową f t zaczęto uświadamiać sobie na 
sposób polski, tj. jako połączenie wt, Znalazło to swoje odbi- 
cie w pisowni trawta (por. tawta zamiast tafta, nieortograficzne 
nawta zamiast nafta). Ponieważ jednak połączenie głosek ...wt... 
w środku wyrazów jest obce polskim zwyczajom głoskowym, więc 
w dalszym studium w grupie ...wt... przestawiono głoski, nadając 
zakończeniu ...wta bardziej rodzimy wygląd ...twa. Obok czynnika 
głoskowego działały tu także względy formalne, mianowicie za- 
kończenie ...twa przypomina znany przyrostek ...twa, występujący 
w takich wyrazach, jak np, bitwa, gonitwa, brzytwa i t. p. 
11. Jak widać przerabianie wyrazów obcych na modłę swoj- 
ską odbywa się nie tylko w zakresie głosowni, lecz także pod 
wpływem innych dziedzin rodzimego systemu gramatycznego. 
Jednym z objawów takiego przystosowywania w dziedzinie 
słowotwórstwa jest zmiana rodzaju rzeczowników. Wyrazy na przy- 
kład planeta, kometa, choć w języku greckim, skąd zostały za- 
poiyczone, miały rodzaj męski, otrzymały u nas rodzaj żeński, bo 
według polskiego systemu słowotwórczego rzeczowniki nieoso- 
bowe z przyrostkiem ...a należą do kategorii żeńskiej. Tak samo 
rzeczownik album, jakkolwiek w łacinie, skąd został zapożyczony, 
był rzeczownikiem rodzaju nijakiego, u nas przeszedł do kategorii 
rzeczowników męskich, bo rzeczowniki z zakończeniem spółgło- 
.skowym bez przyrostka przypadkowego w mianowniku mają w ję- 
zyku polskim rodzaj męski. 
Włoskie męskie rzeczowniki conto i saldo przez przystoso- 
wanie do polskich kategorii słowotwórczych otrzymały rodzaj ni- 
jaki, na co wskazują takie wyrażenia, jak np. nasze konto, wasze 
saldo. Tak samo francuski męski rzeczownik bureau otrzymał 
w polskiej postaci biuro formę rodzaju nijakiego. Dla tych samych 
przyczyn otrzymał w języku polskim rodzaj nijaki rzeczownik echo, 

hoć w języku greckim, skąd bierze swój początek, był rzeczow- 
nikiem rodzaju żeńskiego. Wyrazy greckie typu crx.!crp.!X, cr6':J't'YJIJ.O:. 
r.p6
i,1jf-L!X, przystosowując się do polskich przyzwyczajeń słowo- 
twórczych, zmieniły swój macierzysty rodzaj nijaki na żeński bądź 
męski, zależnie od tego, czy otrzymały w języku polskim formy 
typu schizma czy też postać system, problem (bądź systemat,
>>>
78 


problemat). Śrniem. rzeczownik tutzen (współcz. Dutzend) miał 
rodzaj nijaki, a przez przystosowanie do słowiańskiego systemu 
stowotwórczego otrzymał w zapożyczeniu czeskim tucen i polskim 
tuzin rodzaj męski l). 
Takie wciąganie wyrazów zapożyczonych w zakres rodzimych 
kategorii gramatycznych pociąga niekiedy za sobą zmianę znacze- 
nia liczby. Rzeczowniki mores, notes otrzymały w języku polskim 
znaczenie liczby pojedynczej, choć każdy z nich w języku, z któ- 
rego został wzięty, miał w tej. formie znaczenie liczby mnogiej 
łac. mores 'obyczaje
, franc. notes 'przypiski, notatki:. Rzeczownik 
deka, używany w znaczeniu 'dekagram
 jest w poprawnym ję- 
zyku wykształconym wyrazem nie odmiennym, ale lud przystoso- 
wywa jego formę do rodzimego systemu deklinacyjnego i w wy- 
żeniach dwa deka, trzy deka i t. p. nadaje mu znaczenie liczby 
mnogiej, a na wzór powtarzających się w codziennej mowie takich 
stosunków, jak dwa jajka II jedno jajko, trzy sitka II jedno sitko 
itp. do form dwa deka, trzy deka..., dotworzył formę jedno deko, 
przy czym czynnikiem, sprzyjającym takiej zmianie, jest także po- 
stać rzeczownika kilo. 
12. Jednym z objawów słowotwórczego przyswajania wyra- 
zów zapożyczonych jest tzw. e t y m o log i a I u d o w a, Tutaj 
polega ona na tym, że wyraz obcy, zrazu dla rodzimej świado- 
mości językowej pod względem słowotwórczym niepodzielny, dzięki 
skojarzeniu pewnych, zawartych w nim składników głoskowych, 
z jakimś rodzimym elementem słowotwórczym rozkłada się na czą- 
stki, z których przynajmniej jedna zostaje przez świadomość ję- 
zykową poczuwana jako rdzeń, przedrostek lub przyrostek. Te 
skojarzenia, będące źródłem etymologii ludowej, opierają się na 
podobieństwie a niekiedy nawet na zupełnej tożsamości kojarzą- 
cych się cząstek głoskowych. W wypadku pierwszym w następ- 
stwie skojarzenia dotychczasowe podobieństwo fonetyczne koja- 
rzących się cząstek przekształca się w zupełną ich tożsamość, co 
pociąga zą sobą większe lub mniejsze przeistoczenie głoskQwe 
wyrazu obcego; w wypadku drugim wyraz zapożyczony pozostaje 


') M. Rudnicki. "Zmiany rodzaju w rzeczownikach zapożyczonych". 
Rozpr. Wydz. Fil. Akad. Um. t. L1V, str. 126.
>>>
79 


zewnętrznie bez zmiany, ale przekształca się wewnętrznie w swo- 
jej budowie słowotwórczej; pierwotnie jednolity rozkłada się na 
cząstki znaczeniowe. Wyraz na przykład węgierski gIJermek sko- 
jarzył się w języku polskim z szeregiem rzeczowników z przy- 
rostkiem ...ek; w następstwie takiego skojarzenia właściwe mu za- 
kończenie ek zostało w polskim poczuciu językowym wyodrębnione 
jako przyrostek, choć z pochodzenia swojego cząstka ...ek wyrazu 
węgierskiego oczywiście nic współnego z polskim przyrostkiem 
...ek nie ma 1). Podobnie francuski cognac, nazwany tak od imienia 
miasta, w polskim poczuciu językowym rozkłada się na cząstki 
koni...ak; przy czym w przeciwieństwie do wyrazu giermek, tutaj 
obie składowe cząstki nabrały wartości znaczeniowych, bo część 
rdzenna skojarzyła się z rzeczownikiem koń, a część sufiksalna - 
z przyrostkiem "'ak, zapomocą którego tworzą się nazwy różnych 
trunków, jak np. wiśniak, maliniak i t. p. Przy takim rozkładzie 
słowotwórczym wyraz koniak ma więc w tej swojskiej etymologii 
ludowej znaczenie .mocnego, jak koń wina'. Wyraz znów maca 
.rodzaj ciasta, używanego przez Żydów na święta', pochodzący 
z hebr. mazzah .przaśny' kojarzy. się w poczuciu językowym pol- 
skim z czasownikiem macać .ugniatać', dzięki czemu ten obcy 
wyr
z rozpada się na cząstki znaczeniowo jasne 2). Tak samo 
w wyrazie masarz z czesk. masa; (od czesko maso .mięso' niezro- 
zumiała dla polskiego poczucia językowego cząstka rdzenna mas... 
przez skojarzenie z rzeczownikiem masa otrzymała określoną war. 
tość znaczeniową, dzięki której masarz zaczął oznaczać .czło- 
wieka, przekształcającego mięso w masę, np. w kiełbasach' S). 
W przytoczonych powyżej przykładach przystosowanie wy- 
razu zapożyczonego do rodzimych wyobrażeń słowotwórczych nie 
wywołało przekształceń w zasobach głoskowych wyrazu obcego. 
Są to jednak wypadki rzaąkie. Najczęściej przebiegom przyswa- 
jania słowotwórczego towarzyszą mniejsze lub większe przeisto- 
czenia w zasobach głoskowych wyrazu zapożyczonego. Tak. na 


l) Ob. W. Doroszewski. "Polski przyrostek -ek w wyrazach zapożyczo- 
nych". Prace Fil. XII 146. 
2) Por. M. Limanowski. "Studia nad etymologią ludową". Pr. fil. I 151. 
3) tamże 311.
>>>
80 


przykład wyraz niemiecki Streichholz przeszedł ze średniowiecznej 
niemczyzny do języka polskiego (śrniem. stiich = nowoniem. streich"') 
w postaci strycholc... (strycholca, strycholcem i t. d.). W związku 
z obocznościami tego typu, co kolca: kolec, golca: golec itp. do form 
.strycholca, strycholcem... dorobiono postać mianownika strycholec, 
skąd przez skojarzenie zakończenia -olec z przyrostkiem ...ulec po- 
wstała postać strychulec. Francuska nazwa jednej z dzielnic war- 
szawskiego Powiśla Jolibord .piękny brzeg' w wymowie [iolibor] 
przez skojarzenie drugiej części ...bor z rodzimym borem została 
przekształcona w Żoliborze na wzór takich nazw, jak Zaborze, 
Przedborze. W wyrazie inżynier w jego ludowym przekształceniu 
w nizinier została znowu zeswojszczona część pierwsza, która 
wskazuje przede wszystkim na miernicze, geodezyjne czynności 
inżyniera, zdejmującego pomiary powierzchni poziomu czyli naj- 
niższe jej punkty. W postaci nizinier został jednak uwydatniony 
tylko przedmiot czynności inżynierskich; same zaś czynności zo- 
stały wskazane w postaci nizimier tego wyrazu. 
Wyraz elita (z franc. elite . wybór, najprzedniejsza część') 
w umysłach ludzi na pół wykształconych skojarzył się z polskim 
wyrazem jelita. Powstałe w następstwie tego skojarzenia nowe 
(swojskie) znaczenie 
tymologiczne wpłynęło na pewne zmiany 
głoskowe wyrazu i nadały jego znaczeniu realnemu nieco nowe 
zabarwienie: elita społeczeństwa to jego .wybór, część naj przed- 
niejsza', a jelita społeczeństwa to jego .wnętrze, sedno, rdzeń'. 
Wyraz łaciński biga .wóz parokonny, para koni w zaprzęgu' 
otrzymał w języku polskim znaczenie .wózka dwukolnego' i praw. 
dopodobnie w związku z tym znaczeniem skojarzył się z wyrazem 
bieda, wymawianym przy zachowaniu e pochylonego jak lbida]. 
W następstwie tego skojarzenia powstał wyraz bida, pisany prze- 
ważnie bieda. W jego znaczeniu etymologicznym wyobrażenie dwu- 
kolności skojarzyło się z wyobrażeniem ubóstwa, biedy. Znaczenie 
to wyzyskał niegdyś Żółkowski, znakomity aktor warszawski z po- 
łowy wieku XIX, w następującej sentencji: Fortuna jeździ na 
jednem kole, a bieda na dwóch; dla tego też nas bieda częściej 
dojeżdża (L. M a l i n o w s ki: "Studia nad etymologią ludową". 
Pr. Fil. II 258).
>>>
81 


Przyswajanie wyrazów zapożyczonych, jak już sama nazwa 
tego zjawiska wskazuje, polegają w przeważającej większości wy- 
padków na upodobnianiu wyrazów obcych do wyrazów rodzimych. 
Zdarza się jednak także, że jakiś mniej znany wyraz obcy upo- 
dabnia się do wyrazu obcego więcej znanego. Tak na przykład 
kaloryfery ogrzewalniki' są nazywane w gwarze warszawskiej ka.. 
la/iorami, a sublokatorów służące warszawskie nazywają suplikato.. 
rami (w związku skojarzenionym z terminem kościeinym suplikacje). 
13. Przekształcanie wyrazów zapożyczonych, jak wszelkie 
w ogóle zmiany językowe, mają swe źródło w indywidualnych 
aktach języków jednostkowych, ale zazwyczaj pod wpływem obco- 
wania społeczno-językowego rozpowszechniają się w większych 
lub mniejszych środowiskach i stają się trwałą własnością całych 
dialektów, a' nieraz nawet języka ogólnonarodowego. Zdarza się 
jednak czasem, że takie czy inne przystosowanie wyrazu obcego 
do rodzimego sposobu myślenia językowego przytrafi się komuś 
przygodnie i nie znajdując trwałego upowszechnienia w społeczeń- 
stwie, jest tylko przemijającym objawem jednostkowym. Tak na 
przykład znane słowa cara Aleksandra II, wypowiedziane do de- 
legacji obywatelskiej w Warszawie: point de r/veries, car je saurais 
sevir jakiś poczciwy Sarmata zrozumiał: tylko żadnych brewe ryj, 
bo będzie Sybir. (Pr. Fil. II 247). 
14. VI przejawach, jak przytoczony, jednostkowych, prze- 
kształcania wyrazów obcych dokonywują się doraźnie, ale spo- 
łeczne rozpowszechnianie się i utrwalanie tych przekształceń od- 
bywa się stopniowo; toteż przebiegi przerabiania wyrazów zapo- 
życzonych w języku całych środowisk językowych, w dialektach 
ludowych i w języku ogólnonarodowym, mają zawsze swoją krótszą 
I
b dłuższą, prostą lub bardziej urozmaiconą historię. Wyrazy za- 
pożyczone - to niby kamienie, które się przedostały z obcych 
krain do rodzimego koryta rzeki językowej. Im dłużej prąd tej 
rzeki je toczy, tym więcej w nich obce kontury zaciera, tym wy- 
raziściej w kształty rodzi
e wygładza i do własnego otoczenia 
przystosowywa. Rzeczownik na przykład burak ma dzisiaj pozor- 
nie wszystkie znamiona wyrazu swojskiego; część jego rdzenną 
łączymy z przymiotnikiem bury, a część sufiksalną utożsamiamy 
Język a naród i człowiek. 6
>>>
82 


z przyrostkiem .-ak. Wprowadziliśmy więc go do rodziny takich 
swojskich wyrazów, jak szarak, prostak, pustak, junak, czwartak 
itd. Nie stało się to jednak od razu: w XVI wieku wyraz ten 
miał postać borak, a przedtem mniej jeszcze o
biegał od swojego 
średniołacińskiego prawzoru borrago. Ten wyraz łaciński naprzód 
zmieniliśmy w borag, potem w borak, aż w końcu przekształciliśmy 
go w burak, nadając znamiona swojskie nie tylko jego części przy- 
rostkowej, lecz także rdzennej. 
Tak samo wyraz obszar. W średniowieczu był to termin 
używany w osadniczym prawie niemieckim i oznaczał przestrzenie 
wykarczowanego lasu, znajdującego się poza miarą pierwotnie na 
osadę wyznaczonego gruntu. Termin ten przedostał się z języka 
niemieckiego, gdzie miał postać oberschaar, współcz. tJberschaar 
ciibermass = nadmiar 3 (od iiber nad, ponad 3 i scheeren obcinae). 
Pierwotnie, jak świądczą dyplomaty śląskie (Pr. Fil. II 253), wyraz 
ten przejęliśmy w postaci niemieckiej oberszar, a dopiero potem 
nadaliśmy mu wygląd swojski, kojarząc go z przymiotnikiem 
obszerny. Dziś przeciętne poczucie językowe polskie nie widzi 
w nim nic obcego, tak jak nie podejrzewa obcości pochodzenia 
w wyrazie burak. 
15. Jak widzimy, stopień przyswojenia w różnych wyrazach 
zapożyczonych bywa różny. Zależnie od tego rozróżniamy w wy- 
razach zapożyczonych dwie klasy: wyrazy o b c e i wyrazy p r z y- 
s woj o n e. Obcymi nazywamy te wyrazy zapożyczone, których 
obcość wyraźnie jest odczuwana przez ogół mówiących, jak np. 
wyrazy atrament, waluta, emigracja, felieton, koncert. komunikat, 
manifest, matematyka, sztuka, rynsztunek, restauracja, terytorium 
itd. W wyrazach przyswojonych obcość pochodzenia zatarła się 
do tego stopnia. że przeciętny ogół mówiących uważa je za wy- 
razy rodzime, np. ląd, kolęda. miecz, chleb, obszar, pieniądz, 
ksiądz, kościół, ofiara, opłatek, pacierz, paciorek, pielęgnować, 
pielgrzym... Wyrazy te tak zmieniły swój pierwotny obcy wygląd 
i tak się przystosowały do systemu gramatycznego polskiego, że 
rzadko kto dostrzega w nich obce pochodzenie. To uznanie wy- 
razu obcego za swojski niekiedy objawia się w pisowni. Jak wia- 
domo, usłalił się w naszej pisowni zwyczaj, że te grupy głoskowe
>>>
83 


bądź pojedyncze głoski, które w wyrazach rodzimych oznaczamy 
literami ą, ę, w wyrazach obcych przyjęto wyrażać połączeniami 
liter om (on), em (en). Np. swojskie kłąb II obce klomb, błąd 1/ blond, 
bąbel .pęcherzyk, bańka
 1/ bombel .powolny pociąg, niem. Bum" 
melzug, sądy II sondy, kąpiel II kompas, kołomęt II atrament... Otóż 
niekiedy się zdarza, że wyraz, z pochodzenia obcy, tak się już 
przystosował do naszego rodzimego poczucia językowego, że go 
zaczynamy traktować jako swojski i nadajemy mu swojską szatę 
ortograficzną. Tak się ustaliła oddawna w pisowni wyrazów takich, 
jak np. ląd. kolęda, ksiądz, chorągiew, pieniądz, mosiądz, mięta. 
pręgierz, wielbłąd wasąg, węborek i w wielu innych. Niekiedy 
taka "swojska" pisownia objawia się przygodnie, jako odbicie 
indywidualnych odczuć językowych: wyrazy bronz, pons spotyka 
się teraz w pisowni brąz, pąs, a zwłaszcza często w przymiotni- 
kach brązowy, pąsowy; podobne wyrazy mendel, pendzel spoty. 
kamy często w pisowni rodzimej mędel, pędzel. 
16. Odróżniając wyrazy obce i przyswojone, bierzemy pod 
uwagę stopień przyswojenia wyrazu zapożyczonego. Prócz tego 
ilościowego punktu widzenia nalezy w zapożyczeniach uwzględ- 
niać także ich jak ość. Ta jakość zależy od tego, czy pożyczka 
obca obejmuje całość wyrazu we wszystkich jego składnikach, czy 
też ogranicza się do jednej jakiejś cząstki słowotwórczej, lub uwy- 
datnia się wyłącznie w jego budowie morfologicznej albo w war- 
tości znaczeniowej. Zależnie- od tych czterech odmian jakościo- 
wych należy odróżniać zapożyczenia: 1) leksykalne, 2) słowotwór- 
cze, 3) etymologiczne i 4) semantyczne. 
17. W zapożyczeniu leksykalnym przyjmujemy cały wyraz, 
tj. jego podstawę głoskową, jak opierającą się na niej treść zna- 
czeniową. Do tego rodzaju zapożyczeń należą wszystkie przyto- 
czone wyżej wyrazy obce i przyswojone. Już, sam fakt, że je po- 
dzieliliśmy na wyrazy obce i przyswojone, świadczy, że pierwotna 
ich postać, w jakiej je początkowo z języka obcego zapożyczamy, 
może się z biegiem czasu przez przystosowanie do rodzimego sy- 
Stemu głoskowego zmieniać. Zmienia się także nieraz pierwotne 
znaczenie wyrazu zapożyczonego. Są to jednak zmiany, które za- 
chodzą już po, dopełnieniu się aktu zapożyćzenia, w samym zaś 
6- 


.
>>>
84 


momencie zapożyczania zarówno postać zewnętrzna, jak i treść 
znaczeniowa wyrazu były czymś obcym, narzuconym, nieprzerobio- 
nym jeszcze przez rodzime poczucie językowe. Tak na przykład 
wyraz pacierz jest zapożyczeniem leksykalnym, bo przejmując ten 
wyraz z języka obcego, zapożyczyliśmy zarówno jego podstawę 
głoskową, jak i wiążącą się z nią treść znaczeniową. Istoty tego 
pierwotnego faktu nie zmienieją późniejsze okoliczności, które 
przekształciły pierwotną postać głoskową tego wyrazu i przeobra- 
ziły zawartą w nim dawniej treść znaczeniową (łac. pater .ojciec). 
] 8. Jeszcze dalej od swojego obcego praźródła odbiegł 
i swoją postacią głoskową, i układem słowotwórczym i treścią 
znaczeniową wyraz paciorek. Wyrazem podstawowym, na którym 
został oparty, jest rozpatrzone tylko co zapożyczenie leksykalne 
pacierz, ale zapożyczenie to zostało rozwinięte rodzimym przy- 
rostkiem ..ek. Tutaj więc mamy do czynienia nie z zapożyczeniem 
gotowego wyrazu w jego całości, lecz ze swoistym, ale swojskim 
utworzeniem nowego wyrazu ze składników słowotwórczych czę- 
ściowo zapożyczonych. Tutaj swojską jest cząstka przyrostkowa, 
zapożyczoną - cząstka rdzenna, bo wyrazem podstawowym, od 
którego podany wyraz został utworzony, był wyraz zapożyczony. 
Podobne ustosunkowanie rodzimych i obcych cząstek słowotwór- 
czych znajdujemy w takich wyrazach, jak na przykład poddasze, 
przedmurze, pieniążek, pieniężny, chlebowy. Wszystkie te wyrazy 
zostały utworzone za pomocą rodzimych przedrostków bądź przy- 
rostków, ale podstawą słowotwórczą stały się dla nich wyrazy za- 
pożyczone i dlatego ich cząstki rdzenne są pochodzenia obcego. 
Zdarzają się także wypadki odwrotne: nieraz tworzymy nowy 
wyraz w związku z jakimś wyrazem swojskim za pomocą zapoży- 
czonych przyrostków lub przedrostków. W ten sposób zostały 
utworzone takie wyrazy, jak np. nagus, sługus, lizus, chudeusz, 
gapeusz, gdzie do swojskich rdzeni dodane zostały obce, łacińskie, 
przyrostki, lub arcyzabawny, antypaństwowy, kontrpara, gdzie ze 
swojskimi rdzeniami złączone zostały obce cząstki przedrostkowe. 
Wyrazy, jak przytoczone wyżej, utworzone na gruncie swoj- 
skim i zbudowane tylko częściowo z obcych składników słowo' 
twórczych - można by nazwać zapożyczeniami słowotwórczymi.
>>>
85 


19. Na gruncie swojskim powstają rówmez zapożyczenia, 
które nazwaliśmy etymologicznymi. Ich tworzywem są rodzime 
cząstki słowotwórcze, ale dobrane i połączone według wzoru 
obcego. Tak na przykład wyraz miłosierdzie został utworzony na 
wzór łac. misericordia (miser=miły 'biedny, budzący współczucie, 
kochan{ i cor=serce); rzeczownik sumienie, stpol. sąmnienie jest 
ścisłym naśladownictwem łac. conscientia (con..=są. scientia=mnie.. 
nie .wiedza, świadomośe); czasownik błogosławić jest znowu do- 
kładnym tłumaczeniem łac. benedicere (bene=błogo dobrzeJ, dicere 
sławić, słowić, mówi e); wyrazy podmiot, przedmiot i przymiot 
utworzyliśmy na wzór łac. subiectum, obiectum i adiectum; wyraz 
wykład jest polskim tłumaczeniem łac. expositio; przedstawicie/- 
to w polskiej szacie słowotwórczej łaciński reprezentant, a uży- 
wany w tym samym znaczeniu zastępca - to przemycony w swoj- 
skim przebraniu' niemiecki Vertreter; listonosz jest słowotwórczym 
tłumaczeniem niemieckiego Brieftriiger..a. 
Wszystkie te wyrazy pozornie są czysto polskie, w rzeczywi- 
stości jednak zostały utworzone pod wpływem i na wzór odpo- 
wiedników obcych. Ciało ich, tj. materiał słowotwórczy, jest ro- 
dzimy, ale obcą jest ich dusza; jeżeli duszą wyrazu nazwać można 
zawarte w nim znaczenie etymologiczne, złożone we właściwych 
wyrazowi cząstkach słowotwórczych. W znaczeniu etymologicznym 
uwydatnia się zawsze jakiś szczegół znaczenia realnego; ten szcze- 
gół w różnych językach bywa różny, toteż często się zdarza, że 
jednoznaczne wyrazy różnojęzykowe mają różne znaczenia etymo- 
logiczne. Tak np. polski wyraz bielizna i niemieckie Wiische mają 
jednakowe znaczenie realne, ale właściwe każdemu z nich cząstki 
słowotwórcze uwydatniają w tym znaczeniu realnym inny jakiś 
szczegół: niemiecki wyraz wskazuje, że bielizna jest ubraniem, 
które się pierze (Wiische-waschen), a wyraz polski wskazuje na 
białość tego ubrania (bie/izna - biały). Wyrazy pol. cnota, ros. 
dobrodete/', niem. Tugend, łac. virtus mają również jednakowe 
znaczenie realne, ale znaczenie etymologiczne, złożone we właści- 
wych każdemu z nich cząstkach słowotwórczych, wysuwa inny 
szczegół tego znaczenia realnego: pol. cnota wskazuje przede 
wszystkim na tę właściwość charakteru ludzkiego, która budzi
>>>
86 


cześć, poszanowanie (cnota, cny L-. czstny, cześć), ros. dobrodetel' to 
każdy dobry czyn, każde dobrodziejstwo, niem. tugend to przede 
wszystkim sprawność działania, dzielność (Tugend - tun), a łac. 
virtus to przede wszystkim męskość, męska siła, odwaga (virtus=vir). 
Każdy wyraz ma więc, zależnie od składających się nań czą- 
stęk słowotwórczych, prócz łączącego się z nim znaczenia real- 
nego także właściwe mu znaczenie etymologiczne. We wzajemnym 
ustosunkowaniu tych obu znaczeń mieści się wewnętrzna indywi- 
dualność wyrazu, jego swoista oryginalność. Nawet jednoznaczne 
wyrazy rożnych języków różnią się między sobą nie tylko gło- 
skowo, lecz także tą właśnie wewnętrzną indywidualnością. Na 
tym między innymi polega swoista oryginalność poszczególnych 
języków. Oryginalność ta objawia się, oczywiście, w samodzielnej 
twórczości wyrazowej. Jeżeli natomiast tworzymy nowe wyrazy 
pod wpływem obcym, to zazwyczaj nadajemy im obcy skład sło- 
wotwórczy; odbywa się tu wówczas swojego rodzaju tłumaczenie, 
tylko że w tym przekładaniu wymienianymi odpowiednikami są 
nie całe wyrazy, lecz ich cząstki słowotwórcze. Tak na przykład 
jak myśmy. tworząc swój wyraz wykład, przetłumaczyli cząstki 
składowe łacińskiego wyrazu ex..positio (por. ex..ire = wy..chodzić, 
ex..pellere = wy..pędzać, ex..spectare = wy..g/ądać; ponere = kłaść, 
positio=kład), tak znowu Czesi swój wyraz prednuska zbudowali 
według wzoru niemieckiego Vortrag, przekładając niem. Vor.. na 
pred.., a ..trag na ..nuska (por. tragen = nesti, nuseti). 
Tego rodzaju wyrazy są więc również wyrazami zapożyczo- 
nymi, wprawdzie bowiem ich ciała, jak się wyraziliśmy, zostały 
ulepione z rodzimego namuliska, ale dusza, którą w nie tchnięto 
i według której je urobiono, jest obca; ponieważ ta obcość tkwi 
w ich znaczeniu etymologicznym, złożonym we właściwych im czą- 
stkach słowotwórczych, więc można je nazwać zapożyczeniami 
e t y m o log i c z n y m i. 
20. Są również zapożyczenia s e m a n t y c z n e. Są to wy- 
razy, które w swej budowie słowotwórczej, jak również we wła- 
ściwym sobie znaczeniu etymologicznym i podstawowym znacze- 
niu realnym są wyrazami czysto rodzimymi, ale których drugie 
znaczenie realne rozwinęło się pod wpływem odpowiadającego im
>>>
87 


wyrazu obcego. Tak na przykład rzeczownik pokój zarówno w swej 
budowie słowotwórczej, jak we właściwym sobie znaczeniu pod- 
stawowym, co na .spokój, odpoczynek, wygodę
 wskazuje, jest 
wyrazem całkowicie rodzimym, ale drugie jego znaczenie .komnata, 
izba
 przejęliśmy pod wpływem wyrazu niemieckiego Gemach, 
śmiem. gimah, co pierwotnie .spokóf a później także .izbę
 oznaczał. 
Semantycznym zapożyczeniem jest także rzeczownik piekło, 
używany w znaczeniu .miejsca wiecznego potępienia
. Pierwotne 
znaczenie tego wyrazu było równoznaczne z wyrazem smoła. 
Zmiana znaczenia .smoła
 na .miejsce wiecznego potępienia
 do- 
konała się pod wpływem podobnej zmiany w odpowiedniku nie- 
mieckim tego wyrazu: w języku staroniemieckim rzeczownik od- 
powiadający współczesnemu Pech oznaczał i .smołę
 i .miejsce po- 
tępienia
. 
Podobnie czasownik gaić, związany etymologicznie z cza- 
sownikiem gacić (domy, izby), z pochodzenia swojego i znaczenia 
podstawowego .ubierać domy gałązkami
 jest wyrazem zupełnie 
swojskim, ale jego drugie znaczenie .rozpoczynać, otwierać jakieś 
zebranie, np. obrady, sądy
 jest znaczeniem zapożyczonym, po- 
wstałym pod wpływem niemieckiego hegen; wyraz ten w języku 
niemieckim otrzymał także to drugie znaczenie, bo Niemcy mieli 
zwyczaj gajenia, czyli ozdabiania gałęziami miejsc sądowych. Wy- 
raz gaić, 
 tym drugim znaczeniu używany, jest więc seman- 
tycznym zapożyczeniem. 
Takim zapożyczeniem jest również przymiotnik perski uży- 
wany w wyrażeniu perskie oko w znaczeniu .przenikliwy, wabiący, 
kokietujący
. Jest to przeszczepienie na grunt polski zmiany, jaka się 
dokonała na :skutek szczególniejszych warunków w odpowiedniku 
francuskim tego wyrazu. Punktem wyjścia było tu wyrażenie francu' 
skie /'oeil per{:ant .przenikliwe oko'. Wskutek głoskowej tożsamości 
wyraz per{:ant został w poczuciu językowym francuskim pomieszany 
z wyrazem persan .perski
, a na tle tego pomieszania przymiotnikowi 
persan przypisano to nowe. a tak niezwykłe, znaczenie .przenikliwy
l). 


l) To ciekawe objaśnienie pochodzenia znaczeniowego zwrotu perskie oko 
usłyszałem po raz pierwszy od prof. T. BennieI{o w dyskusji na jednym z po- 
siedzeń Tow. Nauk. Warsz.
>>>
88 


Znaczenie to wraz z całym wyrażeniem myśmy przyjęli z języka 
francuskiego, jest to więc również semantyczne zapożyczenie. 
Takie są drogi
 po których do rodzimych zasobów sł o w n i- 
k o w y c h przedzierają się wpływy obce. 


ZAMIERANIE I PRZEMIANY WYRAZÓW 


I. 


1. Narodziny i śmierć, te dwa wydarzenia tak jaskrawo prze. 
ciwstawiające się w życiu osobniczym poszczególnych jednostek, 
w zbiorowym życiu ogółu wzajemnie się uzupełniają i są obja- 
wami tych samych konieczności, w najistotniejszych głębinach 
nurtu życiowego nierozerwalnie z sobą złączonych. Jak koniecz- 
nym warunkiem życia jednostkowych ustrojów organicznych są 
nieustające przebiegi zamierania starych i naradzania się nowych 
komórek, tak w życiu społeczeństwa odmładzającą siłą twórczą 
jest nie tylko naradzanie się nowych, lecz i wymieranie starych 
pokoleń ludzkich. T ak samo ruch rozwojowy kultury odbywać się 
musi nie tylko przez wytwarzanie nowych jej form i środków,. 
lecz także przez wyzbywanie się i wyrzekanie starych. 
Ten ciągły ruch fali życia ludzkiego znajduje wierne swoje 
odbicie w języku, gdzie tak samo, jak w życiu, narodziny i śmierć 
są powszednimi, wiecznie wymieniającymi się objawami. 
2. Przyczyny, które powodują zamieranie starych a powsta- 
wanie nowych wyrazów, z natury swojej są te same. Działają tu 
czynniki zewnętrzne i wewnętrzne, zarówno warunki społeczno- 
kulturalne, jak i przyczyny psychiczne, a w tej dziedzinie oddzia- 
ływań wewnętrznych spotykamy się z wpływami wyobrażeń języ- 
kowych i pozajęzykowych. 
3. Wśród zewnętrznych przyczyn społeczno-kulturalnych na 
zamieranie starych wyrazów wpływają zmiany, które z biegiem 
czasu zachodzą w dziedzinie kultury materialnej i obyczajowej 
narodu, w dziedzienie prądów umysłowych i w zakresie ustosun- 
kowań i ruchów społecznych. 
Tak na przykład postępujące doskonalenie się sztuki budo-
>>>
89 


wlanej wywołało równoległy ruch zmienny w słowniku nazw domu 
i poszczególnych jego części. Zachowała się wprawdzie ogólna 
nazwa budowli dom (por. stind. dama.., gr. o61-LO;, łac. domus 
w związku z czasownikiem *demo buduję', gr. OEIUI), ale nazwy 
szczegółowe różnych, zmieniających się z biegiem wieków, postaci 
domów odmieniały się w historii języka nieraz. Jedne z nich wy- 
szły z obiegu zupełnie
 w innych przeobraziło się ich znaczenie. 
Zatraciliśmy stare prasłowiańskie nazwy domu: stan, jata, chrom,. 
trzem, *kotina (z czego historyczna polska byłaby *kf}cina, *kf}ca, 
kuca, kucza), chyz, chyż, chyża; trzy ostatnie ze stniem, hifs, 
z którego nowoniem. Haus. Inne, jak chlew, wieża, otrzymały 
-zmienione znaczenie. 
Stare strzechy i poklaty już w XV wieku zastąpiliśmy za- 
pożyczonymi od Niemców dachami. Dawne nazwy mieszkania 
*byt, bydło zastąpiono z biegiem czasu wyrazami izba, dawniejsze 
istba 
 stniem. stuba, komora, izba bez pieca' L-. łac. kamera,. 
komnata jzba z piecem' L-. łac. caminata, wreszcie pokój. 
Dawniejsze wIJszka czy przętr, używane jeszcze w począt- 
kach wieku XVI. zastąpiliśmy banerem 
 niem. Bohne lub jastry.. 
chem L... niem. Estrich. z którym pomieszano strych miara, spo- 
sób, granica, wierzch', wreszcie utworzono wyraz poddasze. 
Starą nazwę kleć, którą oznaczano każdy schówek, zastą- 
piono z czasem komorą, a w części spichrzem. Zaginęła nazwa 
podruna, używana niegdyś na ozna
zenie komórki. Dawny poklat 
zastąpiono altaną. Zaginął wyraz tło ze starym znaczeniem .pod- 
łoga' (por. łac. tel/us ziemia'). 
Tak samo zmieniały się w ciągu wieków nazwy sprzętu, czyli 
oręża domowego, a główne etapy tych zmian znaczyły się wyra- 
zami: nadobie, szczebrzuch, gierada lub grat 
- niem. Gerade, 
przęt, sprzęt, sprzętr, wreszcie meble. 
Zmieniały się również nazwy wszelakiego statku domowego, 
zależnie od kształtów, jakie mu nadawano, materiałów z których 
go w ciągu wieków wyrabiano. wreszcie zależnie od tego, skąd 
go zapożyczano. 
Zachowały się do dnia dzisiejszego prastare wyrazy dzban 
z dawnego dżban 
 czban, dzber z dawnego dżber 
 czber (w zmie-
>>>
90 


nionej postaci głoskowej ceber), dzieża, wiadro, kosz plecionka' 
(por. wyrażenie pleść koszałki..opałki), misa .c' łac. gwarowe mesa 
L.. mensa stół', kocieł L... gocko kotils L.. łac. catil/us, kadź 
 no- 
wogr. kadi L..- stgr. 'l..ioCł;, konew L... stniem. kanna, stągiew ..c.... stniem. 
standa. Ale poginęły w prze
ianie wieków starodawne nazwy ssąd 
dzban', . łatka dzban', trzop garnek', szkudło g-arnek', sulak 

garnek', su/nica flaszka', bludo półmisek', łagiew butelka', ko
 
zub mieszek skórzany na napoje', bukłaga dzban', szawłok na_ 
czynie skórzane', tuna beczka' L... niem. Tonne, bednia kubeł' 
(por. bednarz) z dawnego niem. budin L... łac. butina. Inne zmie- 
niły swoje znaczenia lub postacie zewnętrzne, np. korzec dziś 
miara ciał sypkich' dawniej naczynie z kory', dawniej gam, dziś 
garnek lub garniec, dawniej krobia, dziś króbka. 
Zmieniały się z biegiem czasów narzędzia, używane w rol- 
nictwie i rzemiośle, a w związku z tym wychodziły z użycia stare 
i powstawały nowe ich nazwy. Starym prasłowiańskim narzędziem 
orania było radło. Wymieniono je z czasem na bardziej udosko- 
nalony pług L... niem. P/lug, et z Rusi przyszła do nas socha, która 
była ulepszonym rodzajem radła. Ostrze radła i sochy, rozbijające, 
czyli łamiące skiby roli, nazywano lemieszem (lem.. ten sam rdzeń, 
co w wyrazie łom, łamać por. ciek- II tok II taczać). Rozdzielający 
się na dwa boki kij, który był ojem, czyli dyszlem radła, nazy' 
wał się grądzielem. Zachowa,ł się do dzisiaj prastary wyraz brona, 
ale narzędzie, wyrazem tym oznaczone, nazywano niegdyś także 
skródłem, jak można wnosić ze staropolskiego czasownika skró.. 
dlić bronowae. 
Ruchliwość zmian słownikowych nigdzie może tak silnie się 
nie zaznacza, jak w dziedzinie nazw rozmaitych szczegółów ubioru. 
Zachowały się wprawdzie odwieczne nazwy ogólne, jak odzież lub 
odzienie, płaszcz. płachta, i takie jak kożuch (od koża "'-:" * kozja 
.skóra kozia'), gacie, ale ileż nazw innych, podstawowych i pó- 
źniejszych. zaginęło! 
Wyszło z obiegu rucho odzież', zaginęły ruszyca i ruszka 
.zasłona', zginął rąb i ręby chusta, zasłona, suknie' (por. rus. 
rub-acha koszula', skąd nasze rubaszny bezceremonialny po- 
ufały'), kzło, późniejsze gzło koszula', lanka długie ubranie 


.
>>>
91 


z wełny, koszula
 (łac. lana cwełna'), nadragi cspodnie
, lemurały, 
zastąpione dziś kalesonami, ,telej lub telet clekkie zwierzchnie ubra- 
nie
, podwika czasłona, welon
, później w znaczeniu przenośnym 
kobieta
, kiepieniak csukna jezdna, płaszcz
, kazuka Cszata
 i cały 
szereg innych. Zmieniły się również ozdoby, czyli jak dawniej 
nazywano teperele albo ceregiele, a wraz z tymi zmianami wy- 
chodziły z obiegu nazywające wyrazy, jak na przykład chomla 
obrączka na głowę', sponki cobrączki
, manele cbransolety
, ka- 
naki Cnaszyjniki
. 
Zmieniały się również wszelakiego rodzaju liczydła cszminkr, 
którymi ku ozdobie białogłowy tynkowały sobie twarze. 
W postępach kultury materialnej szybko rozwijała się rów- 
nież sztuka wojenna. Odbiciem językowym tego postępu jest oży- 
wiony ruch zmienny w słownictwie wojskowym. Wprawdzie język 
współczesny zachował prastare nazwy rodzime rozmaitych odmian 
-czynu, czyli oręża, jak np. włócznia, nazwana tak dlatego, że ją 
niegdyś za koniem włóczono, kopia, którą w natarciu kopano 
uderzano
, sulica, którą suwano crzucano
, osęk coszczep
, grot 
ostrze
, strzało, proca, młot, wprawdzie zachowały się również 
starodawne i późniejsze nazwy zapożyczone, jak np. miecz L... gocko 
mekis, hełm L... niem. Helm, pancerz 
 niem. Panzer, tarcza L_ węg. 
tarcsa, puklerz L.... niem. Buckler. dziryt L... tur. dźirich, spisa '-::::' niem. 
Spiess, rohatyna L... ukr. rohatyna (pol. rogacina), ale zaginęło 
mnóstwo innych nazw, niegdyś przez dłuższy lub krótszy okres 
-czasu będących w obiegu. 
Zaginął stary drewniany szczyl, zaginęły również prok c ma - 
szyna oblężnicza
, bluzbwach cpancerz
 L... Brustblech i bechter 
pancerz
 (wschodniego pochodzenia), rodela Ctarcza
, co się do 
nas przedostała za niemieckim pośrednictwem z franc. rondel/e, 
paweza Ctarcza
 L... włosko pavese, kutrygał Ctarcza L... czes. kotrkal, 
szyp Costrze strzały
, brzechwa Cstrzała bez ostrza
, tuł Csajdak
, 
rusznica Cstrzelba
 L... czesko rućnice, arkabuz Cstrzelba
 L... niem. 
Hakenbiichse, guldynka Cstrzelba
. 
Starą słowiańską stanicę zastąpiliśmy zapożyczoną chorą- 
gwią ..... mongoł. horongo, a ileż to nazw przesunęło się nad na- 
miotem: wieża, jata, stan
 kotara (wyraz wschodni), szator " 
 węg.
>>>
92 


sator. Zginęły również stare nazwy żołnierza: swojski wój (por. 
wojewoda) i obcy ulafnik lub kryksman. 
Postępy sztuki muzycznej wywołały również przeobrażenia 
w odnośnych zakresach zasobów słownikowych. Zmieniały się 
z biegiem wieków gędźby, znane już w XVI wieku jako instru- 
menty (muzyczne). Dawno już gędźcy przeobrazili się w muzy- 
kantów i muzyków. Zapomnieliśmy o prastarych słowiańskich gę- 
ślach, zamilkły niewyszukane wycwerki trele
 piszczeli, wyszły z uży- 
cia {na)ręcznice lutnie
, drumle, szyporze piszczałki
 i gajdy dudy
. 
Wraz z przeistoczeniami systemu monetarnego i materialnych 
podstaw tego systemu zmieniały się także nazwy pieniądza i mo' 
net. Zaginął starodawny płat, nazwany tak od płatów lnianego 
płótna, które w handlu wymiennym odgrywały niegdyś rolę pie=- 
niądza (stąd płacić) . Zaginęły również inne, nieco późniejsze nazwy 
pieniądza, jak bydlo i skot L.. gock. skatts pieniądz
. 
Zarzuciliśmy starodawną nazwę monety obraz, co oznaczała 
dosłownie kawałek obrzezanego naokoło kruszcu, zaginęła również 
późniejsza myńca moneta
. Wyszły z użycia stare nazwy monet, 
jak bug, który pierwotnie był nazwą naramiennika, grzywna, co 
pierwotnie oznaczała naszyjnik, skociec dwugroszówka
, kwartnik 
pół grosza
, wierdunk czwarta część grzywny
 L.. niem. Vierdung, 
talent L.. łac. talentum, galbin rodzaj dukata
, talar, dawniejszy 
taler
 niem. 1 aler, dukat, tymf półzłotówka
. 
4. Na zmianę zasobów słownikowych wpływają również prze- 
obrażenia, jakie się w ciągu wteków dokonywają w życiu obycza- 
jowym i zwyczajowym narodu. Przyjęcie chrześcijaństwa pociągnęło 
za sobą głębokie przeobrażenia w zwyczajach kultu religijnego 
i musiało wywołać przeobrażenia w słowniku liturgicznym. Zagi- 
nęły starodawne, prasłowiańskie nazwy ofiary, ofiarnika i ołtarza; 
jeszcze w czasach przedhistorycznych wyszły z użycia wyrazy, od- 
powiadające starosłowiańskim treba, irbtva, ibrbcb i tribiste. Utrzy- 
mywała się przez czas długi aż do wieku XVII obiata, ale już 
w XIV wieku zastępowano ją obcą nazwą ofiara. 
Wraz z zacieśnianiem się rodziny do szczupłego grona naj- 
bliższych krewnych powychodziły stopniowo z użycia językowego 
dawniejsze nazwy, wskazujące na najrozmaitsze stopnie pokre-
>>>
93 


wieństwa i powinowactwa w rozległym niegdyś kole rodzinnym. 
Z dawniejszej bogatej nomenklatury dziś w słowniku wykształco- 
nym zachowały się tylko nieliczne pozostałości, jak matka, stpol. 
mać, ojciec, dawniej ociec, brat, siostra, stryj, wuj, ciotka, mąż, 
żona, wreszcie teść, teścźowa i starożytnictwem już trącące świekr, 
świekra, używane niekiedy dla oznaczenia ojca i matki męża lub 
żony. Poginęły natom,iast starodawne nazwy snecha lub niewiestka 
Csynowa3, dziewierz 'brat męża', szurzy lub szurza 'blat żony', 
ze/wa lub ze/wica 'siostra męża 3 , świeść 'siostra żony3, jątry lub ją- 
trewka C żona brata mężowskieg0 3 , nieć' kuzyn 3 , nieściora 'kuzynka'. 
Ważnym szczegółem życia zwyczajowego są gry i zabawy. 
Do najbardziej starożytnych gier towarzyskich należy gra w kości, 
znana w Polsce od naj dawniejszych czasów. To też słownik, z tą 
grą związany, nosi znamiona archaiczności i zawierał niegdyś wy- 
razy, dawno już zapomniane. Należy tu przede wszystkim nazwa 
samej gry i gracza kostyra, później kostera ze zmienionym z cza. 
sem znaczeniem 'szuler 3 , a wreszcie 'sknera 3 , 'skąpiec 3 . 
Boki sześcianu kości rzutowej zależnie od liczby znajdują- 
cych się na nich oczek nazywano z niemiecka: es 'as 3 L... niem. 
es 
 łac. as, tuz L... niem. dł-tz, dryja L... niem. drie, kwader, cy- 
nek L... niem. zink L... łac, quinque, zyz L- niem. ses L... łac. sex. 
W wieku XVI zaczynają w Polsce wchodzić w życie "igierne" 
karty. Tutaj panowały niegdyś u nas nazwy swojskie, bądż po- 
chodzenia czeskiego bądź niemieckiego, np. wino 'pik 3 , czerwień 
ckier 3 , żo/ędź 'treW, dzwonka 'kar0 3 , wyżnik 'dama 3 , niżnik lub 
dupnik 'walee, kralka 'dziesiątka 3 , kozyra (kozera) 'atue. Nie- 
które nazwy zostaty przeniesione z rzutów kostkowych, ale tuz 
Cdwójka 3 , używany w kartach nieraz w tej samej roli, co es (as), 
stał się jego synonimem. Później, w końcu XVIII i na początku 
XIX wieku, zaczęły się przyjmować nazwy francuskie, jak nefka, 
dyska, walet, dama; dwie ostatnie utrzymały się do dzisiaj tak 
samo, jak mazwy maści: karo L... fr. carreau, kier L... fr. coeur, 
trefl L... fr. trefle, pik L- fr. pic. 
Zmieniały się gry karciane, a wraz z tym zatracały się stare 
ich nazwy, jak drużbart lub rusz. Zmieniały się również gry to' 
warzyskie i tańce, a to również pociągało za sobą zanikanie ozna-
>>>
94 


czających je nazw, Starodawne pląsy, nazwane tak od pląsania p 
czyli kląskania- klaskania, zastąpiliśmy już w końcu XV wieku nie- 
mieckim tańcem, a potem wraz z przemijającą modą przeszły i zagi- 
nęły nazwy rozmaitych odmian tańców cen ary, firleje, mikusie i inne. 
Cząstkę kultury zwyczajowej stanowią również zwyczaje ję- 
zykowe, które się wiążą z panującymi prądami umysło
 ymi, spo- 
łecznymi i narodowymi. W wyniku współdziatania tych czynników 
zjawia się w zwyczaju językowym to moda cudzoziemczyzny, to 
znowu dążność do przestrzegania czystości słownikowej, a zmien- 
ność tych upodobań powoduje albo wyzbywanie się rodzimego 
dziedzictwa słownikowego albo przeciwstawianie się zalewowi wy- 
razów obcych. Współczesne zwyczaje językowe usunęły niemal 
zupełnie z użycia czasownik zdawać się. który został wyparty 
przez czasownik mieć wrażenie: nikomu się dzisiaj nic nie zdaje
 
tylko wszyscy mają wrażenie. Rozpanoszony nadmiernie przymiot- 
nik specjalny i związany z nim przysłówek specjalnie zagłuszyły 
prawie zupełnie takie wyrazy synonimiczne jak umyślny (umyśl., 
nie), osobny (osobno), oddzielny (oddzielnie), szczególny (szcze.. 
gólnie) ; wyrażenia: specjalnie (zamiast umyślnie) tu przyszedłem. 
mieliśmy specjalny (zamiast osobny) przedział w wagonie, spe- 
cjalnie (zamiast szczególnie) to lubię i t. p. trafiają się co chwila 
we współczesnej mowie potocznej. Dla zwyczaju językowego i to- 
warzyskiego współczesnego życia jest znakiem bardzo charaktery- 
stycznym, że wyraz dziękuję został wyrugowany ze słownika pra- 
wie zupełnie: w modzie dzisiejszej zastępuje go jego surogat w po- 
staci wyrazów dobrze lub zgadzam się. 
5. Dziedzina prawa, zmieniające się z biegiem wieków normy. 
przepisy i zwyczaje prawne, jest również źródłem bardzo poważ- 
nych zmian słownikowych. Weźmy dla przykładu prawo sądowe. 
Ileż tam z biegiem czasów zaszło zmian i ile w związku z tym 
zaginęło dawnych terminów sądowych, używanych niegdyś w pra- 
wie polskim i panującym po miastach prawie niemieckim! 
Dawno już zapomnieliśmy o takich wyrazach, jak prza pro- 
ces sądowy
, pierca adwokaf, sąpierz, sąprza lub sąpierza, prze- 
ciwnik w procesie sądowym
, nawięzka odszkodowanie za okale- 
czenie', co w prawie niemieckim nazywano basarunek L... niem
>>>
95 


Besserung, ciądza .fantowanie, branie zastawu, kaucji', w związku 
z czym czasownik ciądzać; fołdrować .pociągać do sądu, oskar- 
żae L.. niem, fordem, wet . dokończenie sprawy sądowef L.. niem. 
Wette, wargielt .grzywna za zabicie', sok .oskarżyciel', osoczyć 
.oskarżye, gabać .skarżye, gabanie .skarżenie', roki 'terminy są- 
dowe, fryszt .termin sądowy' niem. Frist, głowszczyzna opłata za 
mężobójstwo' i in. 
6. Jednym z ważnych czynników zanikania wyrazów są także 
przeobrażenia, zachodzące w ustosunkowaniach społecznych i po- 
litycznych. Pod wpływem tych czynników wyszły już dawno z co- 
dziennego obiegu takie wyrazy, jak wiciądz rycerz, szlachcic', 
smard, smerda .chłop', kmieć .członek straży przybocznej księcia', 
kasztelan, podkomorzy i inne, związane z dawnymi ustosunkowa- 
niami społecznymi i urządzeniami politycznymi dawnej Polski. Je- 
żeli te wyrazy nie zaginęły całkiem w pamięci narodu, to dzięki 
temu, że historia podtrzymuje pamięć mi'nionych wieków. 
7. Na wymieranie starych wyrazów wpływają również przy- 
czyny tkwiące w samych wyrazach, w ich właściwościach seman' 
tycznych i formalnych. Na treść semantyczną wyrazów składają się 
bardzo często nie tylko wiążące, się z nimi treści umysłowe, lecz 
także pewne wartości uczuciowe. Otóż wyrazy, nacechowane war- 
tościami uczuciowymi, ulegają prawu automatyzacji l), prędzej czy 
później zużywają się i zatracają żywość wyrażanych przez się 
uczuć. Stąd rodzi się potrzeba zastąpienia ich nowymi, które dzięki 
swej świeżości wyraziściej uwydatniają zawarte w nich treści uczu- 
ciowe. Uczucie szczere i żywe jest zawsze samodzielne i orygi- 
nalne, potrzebuje więc samodzielnego, oryginalnego znaku. Znak, 
będący w obiegu powszednim, właśnie wskutek tej swojej po- 
powszedniości zatraca potrzebne mu cechy samodzielności i staje 
się banalnym, obranym z żywych wartości uczuciowych. Stąd' ro- 
dzi się potrzeba zastąpienia go nowym, który dzięki swej świe- 
żości uwydatnia te wartości wyraziściej. Znak stary, zautomatyzo- 
wany i spowszedniały, zostaje wymieniony na nowy i ulega w ten 
sposób dyzautomatyzacji czyli odpowszednieniu. 


t) Ob. J. R o z wad o w s k i e g o Automatyzacja 
w procesach językowych. Kwartalnik Filozof. I. 


dyzautomatyzacja
>>>
96 


To prawo automatyzacji i dyzautomatyzacji jest bardzo waż. 
nym czynnikiem, wywołującym zamieranie starych i utrwalanie się 
nowych wyrazów. Działalność tego czynnika, jak z samej jego 
istoty wynika, rozciąga się na wyrazy, nacechowane wartościami 
uczuciowymi, a więc przede wszystkim na wyrazy, oznaczające 
różne stany uczuciowe. 
Pod działaniem tych przyczyn zaginęły stare wyrazy: warch 
"gniew
, osierdzie złośe, rozgorzać gniewae, rozgorzlić się roz- 
gniewać się
, gardlić się gniewać się
, potępa wzgarda
, bucić się 
"pysznić się
, darznqć odważyć się
, śmiara pokora
, gas strach
, 
żasnqć się przestraszyć się
, żadać. się brzydzić się
, stroczyć 
"brzydzie, srom wstyd
, slomać się wstydzić się
, pochutnywać 
"cieszyć się
, bażyć się pragnąe, tężyć silić się, dążyć, tęsknić
, 
g/obić się troszczyć się
, snażyć się silić się
, dręchnqć nędznieć, 
dręczyć się
, gqstolić ska
żyć się
, szatrzyć się uważae. 
Jak wartościom uczuciowym świeża nowość, tak treściom 
umysłowym wyrazów nadaje wyrazistości i obrazowości poczucie 
tzw. znaczenia etymologicznego. Znaczenie to uwydatnia zawsze 
jakiś szczegół znaczenia realnego. 
Znaczeniem realnym nazywamy zwykłą treść wyobrażeniową 
(umysłową) i uczuciową. łączącą się z wyrazem. Znaczenie etymo- 
logiczne wskazuje na pochodzenie wyrazu, na genezę tego związku, 
jaki się wytworzył między wyrazem a jego znaczeniem realnym. 
Każdy wyraz, jako znak określonych treści umysłowych i wartości 
uczuciowych, ma znaczenie realne, ale nie każdy ma znaczenie 
etymologiczne, bo nie zawsze zdajemy sobie sprawę, dlaczego ten 
lub inny przedmiot, taka lub inna właściwość czy stan lub czyn- 
ność zostały nazwane takim a nie innym wyrazem. Pochodzenie 
wyrazu i jego znaczenie etymologiczne uwydatnia się dopiero 
wtedy, gdy wyraz skojarzy się z jakimś pokrewnym wyrazem pod- 
stawowym. 
Wyrazy np. niebieski, zielony, bielizna, miednica mają, jak 
każdy wyraz, właściwe sobie znaczenie realne, polegające na tym, 
że dwa pierwsze oznaczają określone barwy, trzeci oznacza pewien 
rodzaj ubrania, a czwarty - naczynia do mycia. Przeciętne jednak 
poczucie językowe nie wyróżnia w nich znaczenia etymologicz-
>>>
97 


negO. Znaczenie to wysunie się dopiero wtedy, gdy wyraz me- 
bieski powiążemy z wyrazem niebo, wyraz zielony - z wyrazem 
ziele, wyraz bielizna - z wyrazem biały, a wyraz miednica - 
z wyrazem miedź. Wtedy staje się jasnym pochodzenie tych wy- 
razów: zrozumiemy, że kolor niebieski został tak nazwany od 
barwy nieba, kolor zielony - od barwy ziół, bielizna - od 
właściwej sobie białej barwy, a miedn ice zostały tak nazwane dla- 
tego, że musiano je niegdyś wyrabiać przede wszystkim z miedzi. 
Jak widać, wyrazy, które prócz znaczenia realnego mają także 
znaczenie etymologiczne, są nazwami bardziej obrazowymi i ży- 
wymi, niż wyrazy, znaczenia etymologicznego pozbawione. Toteż 
gdy z tych lub innych powodów rozluźni się związek. na którym 
się opiera znaczenie etymologiczne, i wyraz zostanie tego znacze- 
nia pozbawiony, staje się on wyblakłym znakiem właściwej sobie 
treści realnej. To nieraz bywa przyczyną zamierania wyrazów. Dla 
tych zapewne powodów wyszły z użycia dawne wyrazy ostrów, 
otok, grad i ustąpiły miejsca wyrazowi wysep, dzisiaj wyspa. 
To odnawianie wyrazów, pozbawionych znaczenia etymolo- 
gicznego, szczególniej często występuje w języku codziennym stylu 
poufałego, niekiedy trywialnego. Wyrazy na przykład iść, biec, 
jako pozbawione znaczenia etymologicznego, przez swą ogólniko- 
wość znaczeniową nie nadają się do obrazowego przedstawiania 
wyrażanych czynności, więc nieraz zastępowane bywają takimi, 
jak sypać, rwać, drałować, kopnąć się, zerwać się. Dla tych sa. 
mych przyczyn wyrazy pucować, pałaszować, zmiatać lub golić 
zastępują w żywym stylu poufałym zbyt ogólnikowy czasownik jeść. 
Przyczyna, leżąca u podstawy tego rodzaju przenośni, w isto- 
cie swej wewnętrznej nie różni się od tych czynników, które po- 
wodują zanikanie wyrazów, pozbawionych wyraźnego znaczenia 
etymologicznego. Różnica jest tylko zewnętrzna i sprowadza się do 
ilościowej różnicy wyniku. Przenośnia zachowuje swój metafo- 
ryczny charakter dzięki temu, że wyraz z odpowiednim znacze- 
niem podstawowym zachowuje się jeszcze w użyciu językowym; 
gdy jednak stałe posługiwanie się przenośnią utrwala nowy znak 
w użyciu językowym, wyraz dawny stopniowo wychodzi z obiegu. 
Bardzo ważną przyczyną powodującą zamieranie wyrazów, 
.Język a czlowiek i naród. 7
>>>
98 


są upodobnienia leksykalne. Polegają one na tym, że wyrazy, zbli- 
żone do siebie z brzmienia, układu słowotwórczego i treści zna- 
czeniowej, mieszają się z sobą, w wyniku czego jeden z nich upo- 
dobnia się do drugiego i wskutek tego ginie, jako samodzielna 
jednostka słownikowa. 
W języku staropolskim był na przykład wyraz skrowny "ukry- 
wający się, pokorny, skromny3, utworzony od tego samego rdze- 
nia, który występuje w wyrazach kryć, pokrowiec. Wyraz ten na 
skutek podobieństwa brzmienia, układu słowotwórczego i znacze- 
nia został pomieszany z wyrazem skromny (dosłownie "odcięty, 
mał y 3. por. krom..ka) i utożsamiwszy się z nim, zaginął, jako sa- 
moistna jednostka słownikowa. 
T ak samo wyraz uście, związany etymologicznie z wyrazem 
lista, zaginął na' skutek upodobnienia do wyrazu ujście. 
Język staropolski miał czasownik uśmierzać, utworzony od 
rzeczownika śmiara .pokora 3 , a obok tego był w użyciu czasow- 
, nik uśmirzać, utworzony od rzeczownika mir "spokór. Gdy dawna 
I grupa głoskowa ir przeszła w 'er (z e pochylonym), oba czasowniki 
upodobniły się w swym brzmieniu. a ponieważ zbliżały się także 
pod względem znaczeniowym, więc nastąpiło ich pomieszanie tak 
zupełne, że nawet trudno określić, który z nich dzisiaj pozostał, 
a który zaginął. . 
Staropolski wyraz skródzić "ciąć, łamae, zaginął w języku 
literackim l) dlatego, że na skutek podobieństwa głoskowego i zna- 
czeniowego został pomieszany z czasownikiem skrócić. 
Staropolski wyraz piłować "pilić, przynaglać do działania 3 , 
utworzony od tego samego rdzenia, co współczesny przymiotnik 
pilny, został wskutek bliskości brzmienia pomieszany z czasowni- 
kiem piłować, utworzonym od rzeczownika piła, i uległ wskutek 
tego pomieszania zanikowi: dzisiejsze piłować oznacza nie tylko 
"ciąć pił ą 3, ale także "przynaglać do pracy, do starania i sumien- 
ności; stąd rzeczownik piła "człowiek wymagający ścisłości i do- \ 
kładności, pedanf. 
W rzeczowniku wzór zostały, zdaje się, pomieszane dwa wy- 


l) W gwarach odwrotnie zamiast skrócić słyszeć się daje skródzić. 


I 


; 


I
>>>
99 


... 
razy jednobrzmiące i pokrewne znaczeniem, ale rozne pierwotnie 
w swym składzie słowotwórczym: wz-ór=w-zór: w pierwszym 
wypadku mamy ten sam rdzeń, który występuje w wyrazie orać, 
a w wypadku drugim rdzeń zor jest ten sam, który występuje 
w zmienionej fonetycznie postaci w wyrazie stpol. źrzeć. 
T akie są drogi, po których odchodzą wyrazy w zamierającą 
przeszłość językową. 
8. T a przeszłość nie ginie jednak dla teraźniejszości całko- 
wicie. Albo w postaci archaizmów odświeża ją świadoma wola 
pisarzów, albo w roli przeżytków leksykalnych przechowują ją 
pewne wyrażenia i zwrot y. 
W celach estetycznych dla uwydatnienia kolorytu epoki ar- 
chaizowali swój styl Kraszewski (np. w "Starej Baśni"), Sienkie. 
wicz (np. w "Trylogii" lub "Krzyżakach"), Żeromski (np. w "Du. 
mie o hetmanie"), Faleński (np. w wierszu "Jako król Henricus 
do Polski jachał"), Konopnicka, Wyspiański. Udatne próby stylu 
archaizo w anego znajdujemy również u Jana Powalskiego (Anieli 
Gruszeckiej-Nitschowej) w powieści z XIII wieku "Nad jeziorem". 
Oto przykłady: "...jeszcze miała się konać prza ze Zbylutem. 
...Wtem książę przerwało sądy na czas obiedni... Już podprowadzali 
pachołcy konie pańskie, już się sąpierze i świadkowie cofali". 
"Barzom niemocen. bracie Idzi! Zajadę do ciebie w gościnę [rze- 
cze biskup]..." "Wielmi nam... wielką cześć nam uczynisz panie 1- 
bąkał opat. - Wielceśmy radzi taką personę duchowną w ubo- 
żuchne ściany". ("Nad Jeziorem", 1921, wydanie Gebethnera 
i W olffa, str. 254/5). 
9. Nieświadomie zachowywane przeżytki leksykalne utrzymują 
się w utrwalonych przez tradycję wyrażeniach i zwrotach. Ten 
ograniczony zakres używalności przeżytków leksykalnych pozostaje 
w ścisłym związku z ich charakterem przeżytkowym, bo wyrazy, 
używane w swobodnych związkach frazeologicznych, choćby z po- 
chodzenia swojego najstarsze, nie przestają być żywymi składni- 
kami współczesnych zasobów słownikowych. 
Tak na przykład wyraz tymf .półzłotówka' wyszedł już dawno 
, z użycia, ale się jeszcze utrzymuje w wyrażeniu: dobry żart tymfa 
wart. Tak samo dawno już zaginął wyraz' pielesz .legowisko, kry-
>>>
100 


jówka 3 , ale dotychczas utrzymuje się w wyrażeniu: wrócić do ro- 
dzinnych pieleszów. Wyrazy kryg, kryga uzda, wędzidł0 3 , także 
wyszły z użycia, ale zachowały się w wyrażeniu: wziąć w krygi. 
Przeżytkiem leksykalnym jest również rzeczownik cięga plaga' 
w wyrażeniu: brać cięgi. Przeżytkiem jest także wyraz pręgierz 
widowisko, miejsce wystawiania na widok publiczny zbrodniarzy', 
zachowany w używanych dotychczas zwrotach: stawać pod prę- 
gierz, być pod pręgierzem. Wyraz czambuł zagon tatarski', dziś 
już przez ogół zapomniany, utrzymuje się przeżytkowo w wyraże- 
niach: zbić w czambuł do jednej k upy 3, brać w czambuł ogółem, 
bez wyróżniania poszczególnych jednostek 3 . Wyraz nawiasem na. 
oślep, ubocznie' (od nawias zasłona 3 w związku zwiesić wie- 
szae) występował niegdyś w swobodnych związkach frazeologicz- 
nych, np, nawiasem strzelać, nawiasem żyć, nawiasem biec, brać 
itp.. a dziś użycie jego zostało ograniczone do wyrażenia: mó- 
wić nawiasem. Wyraz staropolski kruk hak' L. niem. gwar. Krucke 
wyszedł ze swobodnego obiegu l), ale utrzymał się, jako przeży- 
tek, w wyrażeniu: siedzieć krukiem długo i nieruchom o'. Cza- 
sownik międlić miąć, deptać, tłuc' dziś używa się już tylko prze- 
żytkowo w wyrażeniu: międlić językiem. W języku staropolskim 
były dwa jednobrzmiące, ale różne z pochodzenia słowa wędzić' 
jedno z nich, z tym samym rdzeniem, co wyraz wędlina, - 
wało się do dzisiaj i oznacza, jak i dawniej, przesycać dymem'; 
drugie, utworzone od rzeczownika węda haczyk u wędki' i uży- 
wane w znaczeniu łowić, łapae, wyszedł już ze swobodnego 
obiegu, ale przeżytkowo używa się w wyrażeniu: zwędzić cos 
człapać coś pokryjomu, ukraśe. 
10. W przeżytkach leksykalnych charakter starożytniczy od- 
nosi się do całości wyrazu, zarówno do jego postaci zewnętrznej, 
jak do treści znaczeniowej. Zdarza się jednak, że przeżytkowy 
charakter wyrazu odnosi się tylko do jego strony znaczeniowej. 
Wyraz nie przestaje być nadal żywym składnikiem współczesnego 
słownika, tylko że jego współczesne znaczenie jest inne, niż owo 
dawniejsze, dziś tylko przeżytkowo przechowywane. Tego rodzaju 


l) Zachował się tylko w formie zdrobniałej kruczek 1t
'Woździk"J i w zna- 
-czeniu przenośnym kruczki l! Hykręty'.
>>>
101 


przeżytki w przeciwieństwie do leksykalnych można by nazwać se- 
mantycznymi. Do nich należy np. słowo stulić w wyrażeniu stulić 
pysk .zamknąe. Jest to znaczenie przeżytkowe, bo dziś w swo- 
bodnych związkach frazeologicznych słowo stulić występuje w zna- 
czeniu zmienionym 'przyciskać, pieście. Tak samo wyraz promień, 
używany dziś pospolicie w znaczeniu .świetlnych włókien', niegdyś 
miał ogólniejsze znaczenie, gdyż był synonimem wyrazów .włókno', 
.nie, .kosmyk'. Znaczenie to przeżytkowo zachowuje się w wyra- 
żeniu: promień włosów. 


II. 


11. Między dwoma krańcami, wykreślającymi początek i ko- 
niec życia jednostek, rozciąga się zawsze krótsza lub dłuższa linia 
czasu, wypełnionego przemianami, jakim te jednostki ulegają za- 
równo w swej istocie wewnętrznej, jak w kształtach zewnętrznych. 
Zjawisko to powtarza się nie tylko w dziejach jednostek ludzkich, 
lecz także w tych jednostkach językowych, które nazywamy wy- 
razami. Wyrazy także mają swoje dzieje, a na treść tych dziejów 
składa się nie tylko moment ich wschodu i zachodu na widno- 
kręgu życia językowego, lecz także te najrozmaitsze przemiany, 
jakim one w biegu czasu ulegają między swoim ukazaniem sił( 
a zanikiem. 
Przemiany wyrazów ogarniają wszystkie strony ich istoty: 
ich zasób głoskowy, ich budowę słowotwórczą i ich znaczenie. 
12. Wyrazy zmieniają z biegiem czasu swoje brzmienie, np. 
stpol, szczeka (skąd szczekać .poruszać szczękami, wydawać głosy 
w następstwie tych ruchów') współcz. szczęka (skąd szczękać 
'dzwonić zębami'), stpoI. miedzy współcz. między, stpoI. sławętny 
współcz. sławetny, stpoI. sjem współcz. sejm, stpoI. mieśćce współcz. 
miejsce, stpol. cieść współcz. teść, stpol. cka współcz. deska, stpoI. 
pierz (skąd piernik) współcz. pieprz, st pol. gań ba współcz. hańba, 
stpoI. płchrz współcz, pchła, stpol. slza współcz. łza, stpoI. dwrzi 
współcz. drzwi, stpol, ś!nić współcz. lśnić, stpoI. puchlny współcz. 
pulchny, stpoI. szedziwy współcz. sędziwy, stpoI. dostatczyć współcz. 
dostarczyć, stpoI. chrobak współcz. robak, stpoI. wicięstwo współcz. 
zwycięstwo, stpoI. truskotać współcz. druzgotać, stpoI. obiązać
>>>
102 


współcz.- obwiązać, stpol. śniadać współcz. zjadać, stpol. przysc 
współcz. przyjść, stpol. K aterzyna współcz. Katarzyna, stpol. 
Margorzata współcz. Małgorzata... 
13. Różne są przyczyny powodujące przekształcanie zasobu 
głoskowego wyrazów. Jedne zmiany są wywołane czynnikami fo- 
netycznymi, inne są wynikiem skrzyżowania wyobrażeń fonetycz- 
nych i formalnych. Jedne powstają z wyniku oddziaływania swoj- 
skich wyobrażeń językowych, inne są rezultatem wpływów obcych. 
Jedne się rozwijają na tle nieprzerwanej ciągłości dziejów wyrazu, 
są przeróbkami jednego i tego samego indywiduum wyrazowego, 
inne są wynikiem przerywanej historii wyrazu, wynikiem zamarcia 
i ponownego odrodzenia wyrazu, powstającego wprawdzie z tych 
samych co i przedtem, składników słowotwórczych, ale już w innych, 
niż przedtem, warunkach fonetycznych. 
Zmiany fonetyczne są albo indywidualne i niezależne, albo 
grupowe i zależne. W pierwszym wypadku przyczyna zmiany fo- 
netycznej tkwi w indywidualnych warunkach artykulacyjnych (wy- 
mawianiowych) samej głoski, niezależnie od jej położenia w wy- 
razie; w wypadku drugim przeistoczenie fonetyczne głoski jest 
zależne od jej położenia w grupie głoskowej. Jeżeli pradawny 
wyraz polski *diti przekształcili z biegiem czasów nasi przodko- 
wie w dzieci, to stało się to wskutek indywidualnych zmian, jakim 
w połowie wieku XII uległy w wymowie polskiej spółgłoski t d 
miękkie, przeistaczająoe się w ć i 3. Przekształcenie natomiast fo- 
netyczne wyrazu sławętny w sławetny jest wynikiem grupowej 
zmiany fonetycznej, wynikiem przemiany ę w e pod wpływem 
następującej po t spółgłoski nosowej n. Jest więc swojego ro- 
dzaju rozpodobnienie. 
Do tej samej kategorii zmian grupowych, polegającej na roz- 
podobnieniu. należy przemiana dawnej postaci murarz na mularz, 
Margorzata na Małgorzata. 
. Przeciwnie, zmiana postaci Katerzyna na Katarzyna jest 
grupową zmianą głoskową, polegająca na upodobnieniu. 
Zmiany formalno,fonetyczne powstają ,na skutek upodobnie- 
nia głoskowego postaci formalnych, wchodzących w zakres jednego 
i tego samego systemu gramatycznego. Ten system ogarniać może
>>>
103 


albo formacje słowotwórcze albo formy deklinacyjne, bądź koniu- 
gacyjne języka. W wyniku upodobnienia słowotwórczego powstaje 
tzw. etymologia ludowa; upodobnienia w zakresie form deklina- 
cyjnych bądź koniugacyjnych nazywamy analogią morfologiczną. 
Jeżeli dawną postać wyrazu wicięslwo zmieniliśmy w wy" 
cięstwo, a potem zwycięstwo, to się to stało pod wpływem ety- 
mologii ludowej, pod wpływem tego, że cząstka począt
owa wi., 
została skojarzona z przedrostkiem wy" i do tego przedrostka 
upodobniona. 
Jeżeli znowu postaci głoskowe staropolskich form wyrazo- 
wych matkam, sługam zmieniliśmy w matkom, sługom, to się to 
stało pod wpływem analogii morfologicznej, pod wpływem tego, 
że równobrzmiące postaci jednego i tego samego przypadku zo- 
stały utożsamione i zjednolicone według wzoru. panującego w jed- 
nym typie deklinacyjnym. 
Podobnie w systematach koniugacyjnych pod wpływem na 
przykład końcówki .,emy w takich formacjach, jak niesiemy, wie., 
ziemy wprowadzamy nieraz tę samą końcówkę do czasowników 
tego typu, co nosić, wozić. W ten sposób zamiast postaci no., 
simy, wozimy powstają postaci nosiemy, woziemy. 
Analogiczne zmiany głoskowe zachodzą nie tylko w obrębie 
końcówek, lecz także w tematach deklinacyjnych i koniugacyj- 
nych. Tak na przykład stare wymiany tematów obocznych w ta- 
kich rzeczownikach, jak cieść - tścia, psek - pieska, ppierz - pie., 
przu, szwiec - szewca, zostały z biegiem czasu wyrównane i znie- 
sione, a to dlatego, że pod wpływem wzajemnego upodobniają- 
cego oddziaływania został uogólniony tylko jeden z wymieniają- 
cych się tematów obocznych. W wyniku tego upodobnienia za- 
miast dawnych postaci cieść, psek, ppierz, szwiec powstały postaci 
nowopolskie teść, piesek, pieprz, szewc. 
14. Niekiedy postać głoskowa wyrazów zmienia się pod 
wpływem postronnego oddziaływania składu głoskowego odpo- 
wiednich wyrazów obcych. Tak np. dawne postaci głoskowe gardy, 
gańba, włodza, włodny zmieniliśmy w hardy, hańba, władza, 
władny pod wpływem odpowiednich wyrazów czeskich. 
15. Zmiany takie, jak płcha 
 pchła, słza 
 łza, ślnić 
 lśnić, 


, 


,
>>>
104 


puchlny 
 pulchny dokonały się w ciągu nieprzerwanego toku 
rozwoju dziejowego tych wyrazów. Każdy z tych wyrazów istniał 
w historii języka nieprzerwanie, tylko się zmieniała jego postać 
głoskowa. Przemiany głoskowe wyrazów plcha, ślnić, puchlny po- 
wstały wskutek przestawienia porządku składających je głosek, 
a przemiana głoskowa wyrazu slza polega na uproszczeniu składu 
głoskow
go, na zaniku jednej głoski. 
Niekiedy różnice między dawną a nową postacią wyrazu nie 
są wynikiem zmian głoskowych, jakim z biegiem czasu uległy te 
wyrazy, jako całości, jako nieprzestające istnieć jednostki, lecz 
pochodzą stąd, że wyraz w dawnej swej postaci zanikł i został 
zbudowany po raz wt
ry, wprawdzie z tych samych, co przed- 
tem, składników, ale w innych warunkach fonetycznych. Takimi 
przyczynami tłumaczą się różnice między wyrazami śniadanie i zja-- 
danie, przyć i przyjść. Różnice głoskowe, zachodzące między 
przytoczonymi tu obocznikami wyrazowymi, nie są wynikiem zmian, 
jakim uległy te wyrazy, jako nierozerwane całości, lecz pochodzą 
ze zmian, jakim uległy składniki słowotwórcze tych wyrazów. Wy- 
raz śniadanie został utworzony w tych odległych czasach, kiedy 
późniejszy przyimek-przedrostek z-- miał postać głoskową son--; 
a wyraz zjadanie został utworzony z tych samych składników 
słowotwórczych, ale znacznie później. wtedy, kiedy dawny przy- 
imek przedrostek son-- przybrał już postać głoskową z--. Wyraz 
zjadanie, nie jest więc przekształceniem wyrazu śniadanie, lecz 
wyrazem nowym po raz wtóry utworzonym wprawdzie z tych sa- 
mych, co i tamten, składników słowotwórczych, ale występujących 
z powodu różnic chronologicznych w odmiennych postaciach gło- 
skowych. Podobnymi przyczynami tłumaczy się również oboczność 
wyrazów przyć - przyjść. Postać przyć jest bezpośrednim dalszym 
ciągiem dawnej formy *priti, utworzonej w czasach, kiedy pó- 
źniejszy przyimek-przedrostek przy-- miał jeszcze postać pri--; koń- 
cowe i tego przedrostka spłynęło w jedno i z samogłoską i na 
początku * --iti: przyć L- * priti L.. * pri + ili. Postać natomiast przyjść 
powstała znacznie później. kiedy dawny przyimek-przedrostek pri-- 
przybrał postać przy--. Gdy po tej zmianie utworzono po raz wtóry 
z tych samych co i przedtem, składników wyraz nowy, to samo-
>>>
105 


głoska przedrostka y nie mogła już spłynąć w jedną nierozerwalną 
całość z samogłoską i słowa ,liść, bo była już od niej różna. 
16. Przeobrażenia wyrazów nie ograniczają się tylko do ich 
zmian głoskowych, lecz obejmują także ich budowę słowotwórczą 
i treść znaczeniową. 
Zmiano
 słowotwórczym towarzyszą w większości wypadków 
także przemiany głoskowe, ale nieraz się zdarza, że strona ze- 
wnętrzna, głoskowa wyrazu pozostaje bez zmiany, a zmienia się 
tylko układ cząstek słowotwórczych wyrazu. Wyraz zaczyna być 
inaczej przez świadomość językową pojmowany. Pozornie nic się 
w nim nie zmienia, choć wewnętrznie zachodzą zmiany bardzo 
istotne. T ak na przykład wyraz otwierać, dziś rozkładamy na czą- 
stki ooltwierać, dawniej dzielono na cząstki otolwierać, gdzie otol 
było tym samym przedrostkiem przyimkowym, który dziś wystę- 
puje w postaci odol. 
Podobnie w wyrazie ufać dziś cząstkę ufol odczuwamy jako ' 
niepodzielny rdzeń, a dawniej U ol było przedrostkiem, do rdzenia 
zaś należała tylko głoska f, powstała z dawnego pw (por. pewolny). 
Wyraz podłoga rozkładano niegdyś na cząstki pOoldłoga, 
gdzie cząstka oIdłogol była tym samym rdzeniem, który występo- 
wał w czasowniku dłażyć deptać nogami'. Dziś w tym wyrazie 
wyróżniamy cząstki podolłoga, utożsamiając cząstkę rdzenną ,Iłogol 
z tym rdzeniem, który występuje w wyrazach łoże, podłoże, podoi 
legać, leże itp. . 
Wyraz poduszka dzielimy dziś na cząstki podoluszka, upa- 
trując w cząstce rdzennej ten sam pierwiastek, co w rzeczowniku 
ucho: poduszka ma więc etymologicznie oznaczać to, co się kła- 
dzie pod uszy'. Tymczasem pierwotnie wyraz ten rozpadał się 
na cząstki pOolduszolka, przy czym cząstka rdzenna oIdusz była iden- 
tyczna z pierwiastkiem, występującym w wyrazach duch, dusza, 
duszny, stpol. duchna pierzyna', dech, tchnąć zamiast dchnąć 
itp.; pOolduszolka znaczyła więc etymologicznie to co jest nadęte, 
nawiane'. 
We wszystkich przytoczonych przykładach zasób głoskowy 
wyrazów pozostał z dawniejszych czasów bez zmiany, pozornie 
nic się w nich nie zmieniło; w istocie jednak zaszły w nich bar-
>>>
106 


" 


dzo ważne przeobrażenia, bo przesunęła się granica między czą- 
stkami słowotwórczymi, a w związku z tym zmienił się skład sło- 
wotwórczy wyrazów. Najczęściej jednak zmianom słowotwórczym 
towarzyszą zmiany w zasobach głoskowych wyrazów. Np. stpol. 
wojska współcz. wojsko, stpol. biodra współcz. biodr.o, stpol. pkieł 
współcz. piekło, stpol. cudo współcz. cud, stpol. dobrota współcz. 
dobroć, stpol. głupość współcz. głupota, stpol. gościństwo współcz. 
gościna, stpol. rozliczyty współcz. rozliczny, stpol. dzieciński 
współcz. dziecięcy, stpol. męszczyński współcz. męski, stpol. my- 
ślić współcz. myśleć, stpol. dzierżeć współcz. dzierżyć, stpol. na- 
lazek współcz. wynalazek, stpoI. pogadka współcz. zagadka, stpol. 
przekowy współcz. okowy, stpol. dokonały współcz. doskonały, 
stpoI. przywoity współcz. przyzwoity. 
17, Zmianom ulegają także znaczenia wyrazów, zarówno zna- 
czenia realne, jak etymologiczne. W zakresie zmian znaczenia 
realnego bardzo pospolitym i stale powtarzającym się zjawiskiem 
jest przechodzenie imion własnych do kategorii znaczeniowej rze- 
czowników pospolitych. Znanym jest powszechnie przeniesienie 
imion własnych Cezara i Karola Wielkiego na samodzielnyc'h 
władców państwowych. W tym znaczeniu używane imię Cezara 
występuje dziś w języku polskim w postaci cesarz, a imię Karola 
Wielkiego - w postaci król. 
Rzeczownik fontaź kokarda 3 jest z pochodzenia swego na- 
zwiskiem panny de Fontages ze dworu Ludwika XIV, a Jerenc 
hołysz3 jest z węgierska przeształconym imieniem Franciszek. 
Niekiedy imiona własne ludzi stają się nazwami pospolitymi' 
instrumentów muzycznych, potraw, zwierząt lub roślin. Np. ma- 
ryna basetla 3 , katarynka pozytywka 3 , szarlotka kruche ciasto 
z zapiekanymi jabłkami 3 (od francuskiej postaci imienia Karoliny, 
Charlotte), filip zając 3 (stąd wyrażenie: wyskoczył jak filip z ko- 
nopi, tj, na własną zgubę, niepotrzebnie), maciuś kotek', mi-' 
kołajki roślina z rodziny baldaszkowatych 3 . 
Bardzo rozpowszechnionym rodzajem zmian znaczeniowych 
jest przechodzenie rzeczowników oderwanych (umysłowych) do 
klasy znaczeniowej rzeczowników konkretnych (zmysłowych). Tak 
na przykład rzeczownik stpol. męszczyzna, utworzony od przy-
>>>
107 


miotnika męski według tej samej zasady, co polszczyzna od pol- 
ski, był niegdyś rzeczownikiem oderwanym i zbliżał się znacze- 
niowo do rzeczownika męskość; z biegiem jednak czasu zaczął 
oznaczać zbiór mężów, a potem zatraciwszy znaczenie zbiorowe, 
tak jak to bywa w figurze retorycznej, zwanej pars pro toto 
(część zamiast całości), otrzymał znaczenie jednostkowe i zaczął 
oznaczać każdego poszczególnego męża, w związku z czym zmie- 
niono pisownię męszcz.yzna na mężczyzna. 
Podobnie rzeczowniki prostota. biedota, hołota (zamiast go- 
łota), utworzone według tych samych zasad, co np. głuchota, 
niemota, brzydota, oznaczały niegdyś właściwości oderwane, a po- 
tem zaczęły oznaczać zbiorowiska ludzi, którzy te właściwości 
posiadają; prostota lud prosty' (np. u Mickiewicza biegają wieści 
pomiędzy prostotą), biedota 'ludzie biedni', hołota ludzie nadzy', 
a potem przez przeniesienie nędzy materialnej na moralną ludzie 
pozbawieni towarzyskiej ogłady lub moralnego zmysłu' (por. zmianę 
znaczeniową rzeczownika nędznik 'biedak', a potem 'nicpoń'). 
Rzeczownik strzelba dawniej oznaczał czynność strzelania, ale 
z czasem zaczął oznaczać narzędzie tej czynności. 
Często się zdarza. że nazwę jakiejś czynności fizycznej, pod- 
padającej pod zmysły przenosimy na podobną lub towarzyszącą 
jej czynność duchową. Np. naśladować pierwotnie oznaczało 'iść 
po czyichś śladach', a potem wzorować się na kimś'; nienawi- 
dzieć pierwotnie nie móc patrzee, a potem mieć uczuciowy wstręt 
do kogoś'; tęsknić, stpol. tesknić znaczyło pierwotnie 'być próż- 
nym, pozbawionym czegoś' (por. czczy zamiast tszczy, gdzie tszcz- 
powstało z dawnego loskj- z półgłoską ;;, która tutaj zaginęła, 
a zachowała się w wyrazie teskny, dzisiejsze tęskny). a potem 
zaczęło oznaczać 'pragnąć czegoś lub kogoś'; sarkać 'siąkać no- 
sem', a potem 'narzekae; szemrać mruczee, a potem wyrażać 
niezadowolenie'; przebaczać pierwotnie patrzeć mimo', a potem 
zapominać winy'. 
Dla ilustracji przytaczamy tu szereg luźnych przykładów 
z różnych zakresó Vi przemiany znaczenia realnego wyrazów. 
W obrębie czasowników: stosować (z niem. stossen) pierwotnie 
oznaczało uderzae, potem uderzać, ciąć we właściwe miejsce',
>>>
"108 


wreszcie dobierae; dbać naprzód. oznaczało żądae, pragnąe, 
potem mieć staranie o czymś
; mieszkać pierwotnie oznaczało 
przewalać się jak mieszka tj. niedźwiedź
, potem, jeszcze w ję- 
zyku staropolskim, mitrężyć, zwlekać, ociągać się
, a dziś prze_ 
bywać stale w jakimś miejscu
. Znaczenie staropolskie tego cza- 
sownika uwidocznia się jeszcze w słowie złożonym nie omieszkać 
nie zaniechae; niechać pierwotnie puszczae, potem pozwalae, 
wreszcie pobudzae, aż w końcu w postaci niechaj, w skrócie 
niech, stało się częścią składową złożonej formy rozkaźnika. 
Zmiany znaczeniowe w obrębie przymiotników: wyśmienity 
pierwotnie wysoki
, potem wyróżniający się, doskonały
; duży 
w języku staropolskim silny tęgi
, współcześnie 'wielki
; pośledni 
naprzód 'tylny
, potem ostatni
, wreszcie zły
; powolny pierwotnie 
wedle 'własnej woli działający, dobrowolnie pracujący
, a potem 
pomału pracujący
; obcy pierwotnie wspólny, powszechny, gminny
, 
potem cudzy
. 
Zmiany znaczeniowe w obrębie rzeczowników: bydło naprzód 
dobytek, mienie
, potem inwentarz żywy, zwierzęta domowe
; 
tak samo skot naprzód pieniądz, mienie
, potem 'inwentarz żywy, 
zwierzęta 3 ; zboże naprzód bogactwo, mienie
 (ten sam rdzeń wy- 
stępuje w wyrazach bóg to, co jest szczęściem
 i ten co daje 
szczęście, szafarz, pan
, stąd Bóg, bogaty, niebogi, nieboski biedny'), 
potem plony rolnicze
; żyto naprzód zboże', potem reż, okre- 
ślony gatunek zboża 3 ; motłoch pierwotnie mietlica, zielsko
, potem 
gmin, gawiedź, hatastra
; pastwa naprzód pasza, pokarm', potem 
przedmiot pożerania, znęcania się
; dwór ten sam rdzeń w rze- 
czowniku drzwi L... stpol. dwrzi, stpoi. dźwirze) naprzód 'wrota', 
potem plac za wrotami
; robota pierwotnie niewola', potem 'praca'; 
duma naprzód 'myśl, mniemanie
, potem wysokie mniemanie, za- 
rozumiałośe; treść pierwotnie trzcina
, potem pióro do pisania
, 
wreszcie 'zawartość myślowa napisanego
; podobnie styl pierwo- 
tnie rylec do pisania na tabliczce woskowef, potem forma języ- 
kowa napisanego
. 
18. Zmiany znaczeniowe tak samo, jak i zmiany głoskowe 
wyrazów, rozwijają się nie tylko na tle nieprzerwanego istnienia 
dziejowego wyrazów, lecz wynikają także stąd, że wyraz ze swym
>>>
109 


dawnym znaczeniem zamiera i powstaje po raz wtóry już w zmie- 
nionych 
arunkach słowotwórczych i semantycznych. Wyraz na 
przykład ulicznik oznaczał niegdyś odźwiernego', a dziś oznacza 
urwisa, łobuza'. Tutaj nowe znaczenie nie jest przeistoczeniem 
znaczenia dawnego, lecz powstało od tamtego zupełnie niezależ- 
nie, bo dzisiejszy wyraz ulicznik nic nie ma wspólnego ze swym 
dawniejszym sobowtórem: oba zostały utworzone od rzeczownika 
ulica, ale drugi wtedy, kiedy już pierwszy wyszedł dawno z obiegu; 
w epoce tworzenia pierwszego wyraz ulica oznaczał wrota', a drugi 
został utworzony wtedy, gdy ulica była używana już we współ- 
czesnym swoim znaczeniu. 
Podobnie nie mają z sobą nic wspólnego staropolskie i współ- 
czesne znaczenie wyrazu zwierzchność powierzchnia' i przeło- 
żeństwo'; tak samo dawne i dzisiejsze znaczenie wyrazu przeglą- 
dać przebaczać' i przerzucać oczyma' lub burek bury pies' i bu- 
rek żołnierz rosyjski', nazwany tak od burego płaszcza. 
19. Prócz realnego zmienia się również znaczenie etymolo- 
giczne wyrazów, bo się zmieniają związki. które je łączą. Np. 
rzeczownik siół wiązał się niegdyś ze współrzędnym sobie cza- 
sownikiem słać z dawnego silać, a dziś kojarzymy go raczej z cza- 
sownikiem sioi. StpoI. czasownik osoczyć oskarżyć', utworzony 
od rzeczownika sok oskarżyciel', został z czasem pomieszany z cza- 
sownikiem osoczyć otoczyć obławą', utworzonym od rzeczownika 
osoka obława'. Temu pomieszaniu sprzyjało niewątpliwie powino- 
wactwo znaczenia realnego, gdyż osoczyć w odniesieniu do spraw 
sądowych mogło być pojmowane pod postacią przenośni jako 
"osaczenie świadkami lub dowodami rzeczowymi'. Obie te oko- 
liczności sprawiły, że czasownik osoczyć oskarżyć', został wchło- 
nięty przez czasownik osoczyć otoczyć obławą' i jako niezależny 
wyraz zaginął. 
20. Często się zdarza, że zmiana znaczenia etymologicznego 
wpływa na przekształcenie głoskowe wyrazu. Np. stpoI. czasownik 
wnimać myśleć', składający się z przedrostka przyimkowego wn- 
i -imać chwytać (por. wn;ść - iść), został powiązany z czaso- 
wnikiem mnieć i pod jego wpływem przekształcony w mnimać 
(mniemać).
>>>
110 


Przymiotnik lekki w pOCZUCIU ludu wląze się nieraz z wy- 
razami latać, lecieć i pod wpływem tych związków przekształca 
się w letki. 
Stpol. przymiotnik strokaty pasiasty, różnobarwny3,. utwo- 
rzony od rzeczownika stroka pasmo, smuga, linia 3 , został pomie- 
szany z przymiotnikiem pstry i pod jego wpływem otrzymał 
brzmienie pstrokaty. 
Stpoi. czasownik dawić 'gnieść, uciskae został powiązany 
z bliskoznacznym czasownikiem dłażyć 'ugniatać nogami, deptae 
i pod jego wpływem otrzymał brzmienie dławić. 
Stpol. rzeczownik szyp 'strzała 3 kojarzono niekiedy z cza- 
sownikiem szybować Iatae i pod wpływem tego związku odczu- 
wano w postaci szyb, co się uwidoczniało w pisowni. 
Stpoi. wyraz wzierciadło powiązano z czasownikiem wiercieć 
i pod tym wpływem przekształcono w zwierciadło. 
21. Takie są koleje zmian wyrazowych w zakresie głosko- 
wym, słowotwórczym i znaczeniowym. 
Na podłożu dusz ludzkich obok silva rerum, lasu rzeczy, 
wyrasta, jak widzimy, silva verborum, las wyrazów. Las ten prze- 
mawia do nas tysiącem głosów, ale większość ludzi, jak ów mickie- 
wiczowski myśliwiec, zna go tylko po brzegach. Kto jednak wy- 
trwałością, odwagą i trudem przedostanie się w matecznikowe 
gąszcze jego wnętrza, ten w jego pełnych tajemnicy głosach usły- 
szy praecha dziejów narodu. 


.
>>>
ZJAWISKA STYLU W STOSUNKU DO INNYCH 
ZJAWISK .JĘZYKOWYCH I STANOWISKO 
STYLISTYKI WOBEC JĘZYKOZNAWSTWA 


Stylistyka grecko-rzymska podzieliła losy starożytnej grama- 
tyki. Odziedziczyliśmy ją nie jako naukę realną, analizująca i wyja- 
śniającą fakty, bądź podsuwające się samorzutnie codziennemu 
doświadczeniu bądź celowo wciągane w zakres metodycznej ob- 
serwacji, lecz jako wiedzę normatywną, określającą warunki po- 
prawnego i ozdobnego wysłowienia. Wprawdzie po podręcznikach 
szkolnych plączą się jeszcze tu i ówdzie nieodmiennie stare prze- 
sądy i uprzedzenia, ale wytężona i wydajna praca pięciu ćwierć- 
wieczy, oparłszy językoznawstwo na mocnych podstawach histo- 
rycznych i psychologicznych, przekształciła gramatykę w poszcze- 
gólnych jej działach w ścisłą naukę indukcyjną, zawsze biorącą 
za punkt swoich rozważań to, co nasuwa doświadczeniu rzeczy- 
wistość, a nie to, co według zmiennych przywidzeń indywidual- 
nych w tej rzeczywistości być powinno. Stylistyka' natomiast 'do 
ostatnich prawie czasów pozostawała nadal na dawnym stanowi- 
sku wiedzy normatywnej; wyłączano ją nawet z tego powodu z za- 
kresu naukowego językoznawstwa, rozumując, że zarówno jej przed- 
miot, tj. gatunek interesujących ją zjawisk językowych, jak sto- 
sowana przez nią metoda nie odpowiada temu, co w lingwistyce 
zostało już ustalone, jako podstawa jej normalnego i pomyślnego 
rozwoju l). Językoznawstwo zwraca się przede wszystkim ku wy- 


I) O stosunku stylistyki do językoznawstwa, w takim właśnie ujęciu, patrz 
między innymi uwagę prof. N j t s c h a w jego "Mowie ludu polskiego". Kra- 
ków 1911. str. S.
>>>
112 


padkom zwyczaju powszechnego, więc chociaż zgodnie ze swą 
metodą indukcyjną, z konieczności analizować musi pojawy indy- 
widualne, wybiera z nich te, które się znajdują w społecznym 
obiegu, gdy stylistyka szuka przede wszystkim oryginalnych wy- 
tworów języka indywidualnego tak, jak się on zarysowywa w mo- 
wie jednostek, a w szczególności w dziełach pisarzów; dążeniem 
językoznawstwa jest uogólnianie poznawanych faktów, zadaniem 
stylistyki, przeciwnie, - jak najsubtelniejsze precyzowanie ich cha- 
rakteru jednostkowego. Poza tym jakkolwiek zjawiska stylu języ. 
kowego niewątpliwie zawierają w sobie w uwydatniającym się za- 
rysie pierwiastki estetyczne, to przecież wyłączne opieranie roz- 
ważań stylistycznych na podłożu estetyki, wobec chwiejności zasad 
tej nauki, pozbawia stylistykę tej metodycznej ścisłości, jaką zdo- 
łała wyrobić dla siebie lingwistyka, i ubija szeroką drogę dla su- 
biektywnych opinij i sądów. Ten subiektywizm łącznie z poszu- 
kiwaniem jednostkowych przejawów twórczości językowej wciąga 
stylistykę raczej w zakres badań literackich, gdzie styl traktuje 
się jako formę utworu literackiego. Tak, na przykład, w ramach 
nauki literackiej ujmuje stylistykę E. E I s t e r. (Prinzipien der Li- 
teraturwissenschaft. II Stylistik. Halle 1911). 
Ostatnimi wszakże czasy wśród niektórych przynajmniej uczo- 
nych zaczyna się ustalać pogląd, że stylistyka ze względu na istotę 
właściwego jej przedmiotu tworzyć może i powinna dział języko- 
znawstwa, to znaczy, że zjawiska stylu rozpatrywać należy nie 
w .zależności od twórczości literackiej, lecz w związku z innymi 
zjawiskami językowymi i że na stylistykę rozciągnąć należy tę 
samą metodę, jaka wypróbowaną została w innych dziedzinach 
językoznawstwa. Ponieważ atoli metoda postępowania naukowego 
naginać się musi do natury badanego przedmiotu, więc chodzi 
przede wszystkim o możliwie ścisłe zdefiniowanie istoty zjawi, 
ska stylowego. 
Próby, w tym kierunku podejmowane, nie wydały dotych- 
czas zadowalającego wyniku. Jedni, jak Croce i Vossler, biorąc 
pod uwagę stosunek, jaki się ujawnia w działalności językowej 
między jednostką a otoczeniem, utożsaI?iają styl z językiem indy-
>>>
. 


113 


widualnym 1); inni, jak Bally, starając się określić istotę stylu ze 
stanowiska psychologicznego, upatrują w nim przejawy uzewnętrz- 
niania się w języku stanów wzruszeniowych. Tak jedno, jak drugie 
ujęcie jest jednostronne, niedokładne i błędne, a przy tym nie 
podkreśla tego, co stanowi istotną cechę każdego zjawiska języ. 
kowego, nie opisuje właściwości formalnych zjawiska stylowego 
i nie zaznacza wskutek tego jego stosunku do innych składników 
myślenia językowego. 
Utożsamianie stylu z językiem indywidualnym zagadnienia 
rozwiązać nie może, bo styl w takim rozumieniu nie posiadałby 
jako zjawisko językowe, żadnych cech, wyróżniających go wy- 
raźnie od innych zjawisk językowych, lecz byłby tylko pojęciem 
zbiorowym, zawierającym w sobie wszystkie składniki jednostko- 
wego myślenia językowego w jego przeciwstawieniu do języka 
środowiska klasy, zawodu, warstwy, plemienia czy narodu. Nie- 
mniej poważne wątpliwości muszą się również nasunąć, jeżeli w ra- 
mach tejże interpretacji ograniczając pojęcie stylu, będziemy w nim 
widzieli nie całość wytworów jednostkowej działalności językowej, 
lecz tylko jej samoistne, oryginalne pojawy, bo na to, co nazy- 
wamy stylem, składają się nie tylko pierwiastki twórcze, lecz także 
elementy receptywne, wchłonięte przez indywidualne myślenie ję- 
zykowe za pośrednictwem obcowania społecznego z językowego 
otoczenia środowiska; świadectwem tego są tzw. idiotyzmy, róż- 
nego rodzaju wyrażenia przysłowiowe i cała w ogóle frazeologia, 
która jest niczym innym, jak sumą ustalonych przez zwyczaj 
i znajdujących się w obiegu zwrotów, a te należą przecież do 
dziedziny stylu. Usiłowania rozwiązania zagadnienia stylu na podłożu 
psychologicznym dotychczas nie wydały również pożądanych wyni- 
ków. W tym psychologicznym ujęciu styl jest traktowany, jako 
wyraz stanów wzruszeniowych, towarzyszących czynności języ,ko- 
wej; w stylu mają być złożone wartości uczuciowe wysłowienia. 
W związku z tym zadaniem stylistyki ma być badanie, "w jaki to 
1) Stanowisko to w naszej literaturze naukowej zajął prof. St. W ędkie- 
wi cz. O stylu i stylistyce. Kraków 1914 (dla mnie stylem jest indywidualny 
sposób estetycmej ekspresji str. 7); tak samo prof. N i t s c h w cyt. pracy str. S. 


Język a człowiek i naród. 


8
>>>
114 


sposób uczucie uzewnętrznia się w języku" 1). 'Określenie to jest 
w pewnym zakresie słuszne, ale po pierwsze zawiera tylko część 
tego, co objawia rzeczywistość faktów, a po drugie pomija zu- 
pełnie własności formalne stylu i ujmuje go wskutek tego w spo' 
sób zbyt ogólnikowy. Różnice stylowe nie tylko bywają objawem 
odmiennego reagowania uczuciowego, lecz zawierają także war- 
tości intelektualne, bo uwydatniają się w wydobywaniu takich a nie 
innnych składników wyobrażeniowych i w różnym sposobie ich 
układania i ustosunkowywania. Styl zwięzły i rozciągły, skłonność 
do wypowiadania się zdaniami krótkimi i urwanymi lub wielo- 
członowymi okresami, język barwny i plastyczny, obrazowy i ab- 
strakcyjny - wszystkie te odmiany językowej ekspresji są niewąt- 
pliwie wyrazem pewnych temperamentów, ujawniają więc takie lub 
inne predyspozycje wzruszeniowe, ale zarazem są znamionami wła- 
ściwoścł umysłowych. To jedno, a po drugie pamiętać musimy, że 
stany wzruszeniowe odbijają się nie tylko w stylu, lecz i w innych 
dziedzinach języka; w intonacji, w modulacji głosu uczucie znajduje 
nawet bardziej bezpośredni wyraz, niż w stylu. Określenie przeto 
stylu, jako wyrazu stanów wzruszeniowych, nie wiele nam mówi. 
bo cała w ogóle czynność językowa ze wszystkimi jej objawami 
jako uzewnętrznienie naszych zawartości psychicznych, odbija 
przebiegi umysłowe i uczuciowe, jest również wyrazem stanów woli. 
Istota zagadnienia mieści się nie w pytaniu, c o się w stylu wy- 
wyraża, lecz w jak i s p o s ó b się wyraża: trzeba koniecznie wy- 
kazać własności formalne zjawiska stylowego i określić jego sto. 
sunek do innych wyobrażeń formalno-językowych. Weźmy za punkt 
wyjścia popularne określenie stylu. Styl jest to sposób wyrdżania 
myśli. Z tego określenia wypada. że wyobrażenia formalrlo-stylowe 
łączą się z tymi tworami językowymi, które są znakami skończo, 
ny
h całości myślowych, czyli tzw. wyobrażeń zbiorowych. Ozie- 

ziną stylu jest zdanie. jego grupy i równoważniki. Wyobrażenia 
stylowe, tak jak wyobrażenia syntaktyczne powstają na podłożu 


I) W naszej lite
aturze p L. Komarnicki. Stylistyka polska. Warszawa 
1918. K. W oycicki. Stylistyka i rytmika polska. Warszawa 1917, Z obcych 
BaBy. Traite de la stylistique fran
aise. Heidelberg 1909; także EIster. Prin- 
tipien der Literaturwissenschaft. II Stylistik Halle 1911 str. 277;8.
>>>
115 


zdania; tutaj składniki stylu przeplatają się z elementami syntak- 
tycznymi. Na czym polega zachodząca między nimi różnica? Zda- 
nie, jak słusznie w zasadzie ujmuje je definicja Wundta, jest wy- 
razem językowym członkowania wyobrażenia zbiorowego na po- 
szczególne wyobrażenia przedmiotów i cech, pozostające wzglę- 
dem siebie w pewnych stosunkach logicznych. Z określenia tego 
wypada, że w przebiegu tworzenia zdania w wyniku członkowania 
wyobrażenia zbiorowego na skutek kojarzenia wyodrębnianych 
w nim poszczególnych wyobrażeń pozaj
zykowych z wyobraże- 
niami wyrazowymi powstają wyobrażenia semazjologiczne, a na 
skutek kojarzenia się rozwijających się w toku członkowania wy- 
obrażenia zbiorowego wyobrażeń stosunków z odpowiadającymi 
im wyobrażeniami formalnymi wytwarzają się wyobrażenia morfolo- 
giczno-funkcjonalne. Każde przeto zdanie, w formy językowe ujęte, 
tworzy splot określonych wyobrażeń semazjologicznych i jest ze- 
społem jakichś wyobrażeń morfologiczno-funkcjonalnych. Otóż jak 
zasób wyobrażeń morfologiczno - funkcjonalnych i ich ułożenie 
w granicach ujmowanego przez zdanie wyobrllżenia zbiorowego 
stanowi o budowie syntaktycznej zdania, tak znowu zasób i uło- 
żenie wyobrażeń semazjologicznych w ich ustosunkowaniu do wy- 
rażanego przez zdanie wyobrażenia zbiorowego jest podstawą wła- 
sności stylowych zdania. Jeżeli rozłożymy zdanie na zawarte w nim 
wartości funkcjonalne, otrzymamy jego budowę syntaktyczną; je- 
żeli je rozłożymy na wypełniające je wartości semazjologiczne, 
powstanie jego osnowa stylowa. Rola funkcjonalna, jaką odgrywa 
wyraz w stosunku do całości wyobrażenia zbiorowego, oznaczo- 
nego przez zdanie, albo w granicach jednej z podstawowych grup 
zdania - podmiot u lub orzeczenia - określa jego stanowisko syn- 
taktyczne; natomiast na tle ustosunkowania, w jakim pozostają 
względem zdania lub jego grupy wyobrażenia semazjologiczne wy- 
razów powstają ich walory stylowe. Wyobrażenia podmiotu, orze- 
czenia, różnorakiego rodzaju wyrazów dopełniających i dopełnia- 
nych, określających i określanych są wyobrażeniami funkcjonal- 
nymi, należą przeto do zakresu wyobrażeń syntaktycznych; nato- 
miast ilość, a nade wszystko jakość wyrazów, użytych 'w zdaniu, 
rozstrzyga o jego formie stylowej; od tego przecie zależy styl 
8.
>>>
,116 


zwięzły lub rozwlekły, barwny lub plastyczny, obrazowy lub ab- 
strakcyjny, w związku z tym pozostają tak charakterystyczne cechy 
stylu, jak przenośnie i porównania, tu także mieszczą się wartości 
uczuciowe stylu, a nawet, o ile uwzględnimy zasób dźwiękowy 
wyrazów, rytmika i melodia wysłowienia. Zdania: trawi czas na- 
daremnie; trwoni czas bezużytecznie lub traci czas napróżno mają 
jednakową budowę syntaktyczną, bo zawarte w nich wyobrażenia 
morfologiczno-funkcjonalne są jednakie, ale styl ich jest różny, bo 
wyrażane przez nie wyobrażenie zbiorowe zostało rozłożone na 
różne składniki semazjologiczne. 
Zdanie zapalić ognie na pobojowisku i tu mi wzięte p1Zy- 
prowadzić jeńce ma inną wartość stylową, niż to samo zdanie ze 
zmienioną formą czasownika, użytego w postaci rozkaźnika lub 
trybu oznajmującego w czasie przyszłym: zapalcie ognie na po- 
bojowisku i tu mi wzięte pryprowadźcie jeńce lub zapalicie ognie 
na pobojowisku i tu mi wzięte przyprowadzicie jeńce. Pomijając 
przekształcenie rytmiki, jakie się uwidacznia w przykładzie trze- 
cim, różnice stylu, jak wszędzie, tak i tutaj wynikają z odmien- 
nego za każdym razem ustosunkowania zawartych w zdaniu wy- 
obrażeń semazjologicznych do wyrażonego przez nie wyobrażenia 
zbiorowego, tylko że w tym wypadku różność tego ustosunkowa- 
nia rozwija się na tle różnic nie wyobrażeń wyrazowych, lecz wy- 
obrażeń morfologiczno-słowotwórczych, które są również składni- 
kami wyobrażeń semazjologicznych. Na wypadki tego rodzaju 
szczególniejszą należy zwrócić uwagę, ażeby wskutek powierz- 
chownego patrzenia na rzeczy, przez nie dość ścisłe odróżnianie 
wyobrażeń morfologiczno-słowotwórczych od wyobrażeń morfolo- 
giczno-funkcjonalnych nie pomieszać wartości stylowych i syntak- 
tycznych i błędnych stąd nie wysnuwać wniosków: budowę syn- 
taktyczną zdania tworzą tylko wyobrażenia morfologiczno-funkcjo- 
nalne, a wyobrażenia morfologiczno-słowotwórcze, jako składniki 
wyobrażeń semazjologicznych, wchodzą do zakresu własności sty- 
lowych zdania. 
Z tego jednak nie wynika, żeby ułożenie wyobrażeń morfo- 
logiczno-funkcjonalnych w zdaniu nie wpływało także, w pewnym 
przynajmniej zakresie, na powstawanie wartości stylowych, pamię-
>>>
117 


tać wszakże należy, że to oddziaływanie może być tylko pośred- 
nie i zaznacza się o tyle, o ile wyobrażenia morfologiczno-funkcjo' 
nalne wpływają na ugrupowanie i sposób ujmowania zawartych 
wyobrażeń semazjologicznych tudzież na stopień natężenia, w ja- 
kim się one zarysowują w świadomości. Podrzędny lub współ- 
rzędny sposób łączenia zdań pojedyńczych w zdaniu złożonym 
należy niewątpliwie do zakresu budowy syntaktycznej zdania, ale 
jednocześnie jest objawem jego własności stylowych, bo wpływa 
na sposób ujmowania zawartości semazjologicznych zdania: w zda- 
niu złożonym współrzędnie treści semazjologiczne, zawarte w zda- 
niach pojedyńczych, jako grupy równorzędne, zarysowują się z jĘ- 
dnakową siłą, są niejako na tej samej płaszczyźnie świadomości; 
w zdaniu złożonym podrzędnie to samo wyobrażenie zbiorowe 
rozkłada się na grupy semazjologiczne różnego stopnia natężenia, 
bo treść, ujęta w zdaniach podrzędnych, z natury rzeczy odsuwa 
się na plan dalszy świadomości. T o samo zupełnie w obrębie 
zdania pojedyńczego i mniejszych grup syntaktycznych. W wyra- 
żeniach ciemna noc i ciemność nocy, jasne gwiazdy i jasność 
gwiazd różnice syntaktyczne są jednocześnie różnicami stylowymi, 
bo odmienność wyobrażeń morfologiczno-funkcjonalnych pociąga 
za sobą przemianę w stopniu uświadomienia składników semazje- 
logicznych. W grupach ciemna noc, jasne gwiazdy silniej się uwy- 
datnia wyobrażenie przedmiotu, a w grupach ciemność nocy, ja.. 
sność gwiazd góruje wyobrażenie semazjologiczne, związane z po- 
jęciem cechy. Poza tym na przeobrażenie własności stylowych 
wpływa tutaj także ta okoliczność, że przemiana wyobrażeń mer- 
fologiczno-funkcjonalnych łączy się z częściowym przekształceniem 
wyobrażeń morfologiczno- słowotwórczych, uwydatniającym się w wy- 
mianie przymiotników ciemna, jasne na rzeczowniki ciemność, 
jasność. 
Styl jest więc wynikiem ustosunkowania zawartych w zdaniu, 
jego równoważniku lub wyrażeniu syntaktycznym wyobrażeń se- 
mazjologicznych do wyrażanego przez nie pozajęzykowego wy- 
obrażenia zbiorowego; na tle tego stosunku wyrastają wyobraże- 
, nia stylowe. W takim ujęciu stylu nie tylko jasno uwidaczniają się 
związki, łączące go z innymi wyobrażeniami formalno-językowymi, 


,
>>>
118 


lecz także uwydatnia się zakres, w jakim w jego t worzeniu może 
brać udział oryginalna działalność jednostki. W zdaniach utartych, 
będących w częstym obiegu, ustosunkowanie zawartych w nich 
wyobrażeń semazjologicznych do wyrażanych przez nie pozajęzy- 
kowych wyobrażeń zbiorowych ustala się przez zwyczaj tak silnie, 
że jak gdyby zastyga w jednej zakrzepłej postaci. Zdania takie 
nie są przez to pozbawione wartości stylowych, tylko że wartości 
te nie są wynikiem twórczości indywidualnej, lecz przedostają się 
w drodze obcowania społecznego. Poza tego rodzaju wypadkami 
styl niewątpliwie należy do tej dziedziny wyobrażeń językowych, 
w której najsilniej i w zakresie najbardziej rozległym uwydatnia 
się samodzielna twórczośĆ indywidualna, ale i tutaj poruszać się 
ona może w pewnych tylko granicach. Wyobrażenia stylowe roz- 
wijają się na podłożu zdania i pozostają w ścisłym związku z wy- 
obrażeniami semazjologicznymi; ten związek stawia je w znacznej 
od tych wyobrażeń zależności. Ograniczoność zasobu leksykal- 
nego, ubóstwo synonimiki uniemożliwia. oczywiście, posługiwanie 
się tymi różnorodnymi modulacjami stylowymi, na jakie pozwala 
język, obfitujący w bogaty materiał słownikowy. Ustalone przez 
zwyczaj formy syntaktyczne kładą również hamulec na swobodną 
twórczość stylową. Często się zdarza, że stanowisko, jakiego wy- 
maga dla wyrazu jego wartość semazjologiczna i stosunek do wy- 
rażanego przez zdanie wyobrażenia zbiorowego nie odpowiada tej 
pozycji, jaką wyraz musi zajmować w zdaniu ze względu na swoją 
wartość funkcjonalną. Tak, na przykład, w językach, gdzie układ 
wyrazów w zdaniu jest normowany pewnymi ustalonymi zwycza- 
jami, następstwo składników semazjologicznych często nie odpo- 
wiada temu porządkowi, w jakim te składniki zjawiają się w świa- 
domości w przebiegu członkowania wyobrażenia zbiorowego, lecz 
jest uzależnione od wartości funkcjonalnych wyrazów. W języku 
niemieckim zwyczaj ustalił pozycję orzeczenia, w języku francu- 
skim układ podmiotu i dopełnienia względem orzeczenia opiera 
się również na pewnych stałych zasadach. Samodzielnie i orygi- 
nalnie przeżywane intuicje podniecają, oczywiście, indywidualną 
twórczość stylową, ale gdy natrafią na tego rodzaju zakrzepłe 
formy ekspresji językowej, muszą się do nich naginać. Przemożna 
,
>>>
119 


siła tradycji i zwyczaju w tej dziedzinie tak samo, jak w zakresie 
innych wyobrażeń formalno-językowych, obciąża najgenialniejsze 
nawet osobowości. Działalność twórcy jak wszędzie, tak i tułaj, 
w znacznej mierze jest zależna od materiału, który pracą swą prze- 
rabia, a materiał językowy może silniej nas wiąże, niż inne fi- 
zycznej natury, tworzywa. 
Styl, jak i inne składniki myślenia językowego, zawiera rów- 
nież w rozległym zakresie pierwiastki receptywne, narzucane je- 
dnostce przez zwyczaj językowy, posiada więc także wartości po- 
wszechne i nad
je się wskutek tego na równi z innymi wyobra- 
żeniami formalno-językowymi do uogólnienia w granicach okre- 
ślonych epok i środowisk językowych. Te cechy stylu wiążą sty- 
listykę z innymi działami językoznawstwa, a podana wyżej defi- 
nicja, o ile istotnie trafnie określa naturę zjawiska stylowego, wy- 
raźnie wykreśla stanowisko, jakie stylistyka wobec lingwistyki zaj- 
mować powinna. Styl, jako wynik ustosunkowania zawartych w zda- 
niu wyobrażeń semazjologicznych do oznaczonego przez zdanie 
wyobrażenia zbiorowego, jest niewątpliwie jednym z najbardziej 
złożonych zjawisk językowych; jeżeli go jednak rozłożymy na 
składniki prostsze,. nadaje się do zupełnie obiektywnego opisu. 
Przy właściwym przeto postawieniu sprawy, gdy zadania będą 
jasno i umiejętnie skreślone, uwolnimy stylistykę cd obciążającego 
ją dotychczas subiektywizmu i zapewnimy jej należne stanowisko 
wśród innych działów językoznawstwa. Dla pomyślnego i sku- 
tecznego realizowania tak pojmowanych zadań stylistyki potrzebne 
są jednak prace przygotowawcze z dziedziny semazjologii, a ile 
chodzi o stylistykę polską, także bardziej szczegółowe opracowa- 
nie zagadnień składniowych. ·
>>>
PODZIELNOŚĆ PSyCHOLOGICZNA A UKŁAD 
WYRAZOW W ZDANIU SŁOWIAŃSKIM 


Układ wyrazów w zdaniu słowiańskim był przedmiotem zna- 
nej i cennej rozprawy E. Bernekera "Oie Wortfolge in den sla- 
vischen Sprachen", Berlin 1900. W pięciu kolejnych rozdziałach 
autor starał się ustalić zasady, określające położenie czasownika 
(str. 1-59), wyrazów enklitycznych (str. 60-94), rzeczowników, 
użytych w formie celownika i dopełniacza (str. 95-107), przydawek 
przymiotnikowych (str. 108-148) i bezokoliczników (str. 149-154). 
Z tych pięciu zagadnień wybieram tutaj za przedmiot swo- 
ich rozważań położenie czasownika, występującego w postaci tzw. 
verbum finitum, czyli według terminologii polskiej, słowa orzeka- 
jącego. Wyrażenia syntaktyczne, posiadające czasownik w tej wła- 
śnie postaci, ma, jak wiadomo, charakter zdania, a słowo orzeka- 
jące spełnia w zdaniu funkcję orzeczenia logiczno-gramatycznego. 
W ten sposób zagadnienie położenia słowa orzekającego jest wła- 
ściwie zagadnieniem położenia, jakie przybiera w zdaniu względem 
podmiotu i różnych wyrazów określających orzeczenie logiczno- 
gramatyczne. . 
Berneker rozróżnia trzy położenia orzeczenia: 1. położenie 
początkowe (Anfangsstellung), kiedy słowo orzekające zaczyna 
zdanie, a podmiot następuje po nim; można by to przedstawić w for- 
mule (pp) P - (ss) S (ss); 2. położenie środkowe (MittelstelIung)
 
kiedy zdanie rozpoczyna podmiot, a słowo orzekające następuje 
bezpośrednio po nim; formuła (ss) S (ss) - P (pp); 3. położenie 
końcowe (Endstellung), kiedy zaczyna zdanie podmiot, po czym 
następują różnego rodzaju wyrazy określające, a słowo orzekające
>>>
121 


zamyka zdanie na samym jego końcu; formuła (ss) S (ss) - (pp) P. 
Dla ścisłości dodać należy, że położenie początkowe, jak to uwi- 
docznia podana wyżej formuła, może być dwojakie: 1. absolutne, 
kiedy słowo orzekające jest pierwszym wyrazem w zdaniu, lub 
2. względnie, kiedy przed słowem orzekającym znajdują się jego 
określenia. Oto kilka ilustrujących przykładów. 
1. Położenie początkowe. 
a) absolutne: ros. nastupiło niebolszoje mołczańje. Bern. 26. 
bułg. slresznal go na pato died Gospod. Bern. 35. serb. imao ne.. 
kakav bogati covjek jedinka sina. Bern. 39. czesko śli tedy synove 
do sveta. Bern. 46. pol. upływa szara godzina, zapada noc. Bern. 53. 
b) wględne: ros. strannoje wlijańje imieł na mienia otiec. 
Bern. 25. bułg. taka i taja veczer nadoszle konitie. Bern. 35. 
serb. u nekakva coveka bio jedan coban. Bern. 39, czesk v ti 
hore byly ćlyry cesty. Bern. 47. pol. przed starym obrazem Matki 
Bożej paliły się dwie świece. Bern. 53. 
2. Położenie środkowe: ros. choziain vstrietił nas u worot. 
Bern. 23. bułg. Kupeco otiszeł na niwata. Bern. 36. serb. starac 
poveda konja po vaśaru. Bern. 40. czesko hvizdó.r povidó. my- 
s/ivcovi. Bern. 47. pol. światło z okna padło na twarz obu. 
Bern. 53. 
3. Położenie końcowe: ros. Wasilisa Jegorowna prawdu go" 
worit. Bern. 27. bułg. togai caro pismo proczitasze. Bern. 37. 
_serb. njihova mala kćer to sluśala. Bern. 41. czesko velkll ptó.k 
velikiho hnizda potrebuje. Bern. 45. pol. ojciec uniesienia mego 
nic nie rozumiał. Bern. 54. 
Rozbiór zebranego materiału doprowadził Bernekera do na- 
stępujących wniosków: 
1. Z trzech wymienionych wyżej położeń środkowe miało 
w języku prasłowiańskim charakter okolicznościowy, przypadkowy, 
kazuistyczny ("okkasionell"): "powstaje ono wówczas, gdy na 
podmiot kładzie się szczególniejszy nacisk i wskutek tego, wbrew 
zwykłemu układowi wyrazów, wysuwa się on na miejsce przed 
czasownikiem" (str. 58). Położenie natomiast początkowe i koń- 
cowe miało rzekomo być w prasłowiańszczyźnie układem trady- 
cyjnym; przy czym położenie początkowe było właściwe zdaniom
>>>
122 


opowiadającym, a położenie końcowe występowało w opisach 
i rozprawach: "Położenie początkowe słowa orzekającego prze- 
waża w opowiadaniu, przy odtwarzaniu rozwijających się stopniowo 
czynności, a położenie końcowe - w pozbawionych ruchu obra- 
zach, opisach, sądach i rozważaniach" (o, c. p. 58). 
2. W rozwoju poszczególnych języków słowiańskich zaczęło 
się upowszechniać położenie środkowe słowa orzekającego, "które 
bez jakichkolwiek szczególniejszych podstaw zdobywa sobie równo- 
uprawnienie z położeniem początkowym i końcowym" (o. c. p. 59). 
To rozpowszechnienie się położenia środkowego Berneker tłuma- 
czy z jednej strony tym, że "w bardziej skomplikowanym opowia- 
daniu i opisie, w którym jest mowa o większej liczbie osób, staje 
się rzeczą ważniejszą, k t ó r a z tych osób coś robi, niż co s i ę 
o d b y w 3... Wtedy przycisk padał na podmioty, wskutek czego 
występowały one przed słowem orzekającym: w ten sposób w po' 
czuciu językowym utrwalał się taki układ" (o. c. p. 30). Z drugiej 
strony "im bardziej szczegółowymi stają się opowiadanie czy opis, 
tym więcej pojawia się w nich dodatkowych określeń przestrzen- 
nych, czasowych bądź jakościowych i tym bardziej rozwiniętym 
staje się zdanie. A w takich warunkach odsuwanie słowa orzeka- 
jącego dopiero na sam koniec mogło się stawać niemiłym dla po- 
czucia językowego. Wskutek tego zaczęto pewne części zdania 
przesuwać na miejsce po słowie orzekającym: stąd powstał na 
nowo typ ze środkowym położeniem słowa orzekającego" (o. c. 
p. 30). Największe rozpowszechnienie znalazło położenie środkowe 
słowa orzekającego w językach literackich rosyjskim i polskim 
i w narzeczach ludowych języka rosyjskiego, bułgarskiego i pol- 
skiego, gdy natomiast w języku ukraińskim (małoruskim) i serbsko- 
chorwackim położenie to jest stosunkowo mało rozpowszechnione. 
3. Tradycyjny układ prasłowiański z położeniem początko- 
wym i końcowym słowa orzekającego zachował się w poszcze- 
gólnych językach słowiańskich tylko częściowo: mianowicie, język 
rosyjski, ukraiński, serbsko-chorwacki i słoweński zachowały za- 
sady, ustalające położenie początkowe, a w zwyczajach składnio- 
wych języków zachodnio-słowiańskich utrzymały się przede wszyst- 
kim zasady, regulujące położenie końcowe słowa orzekającego.
>>>
123 


4. Co się tyczy rozwoju stosunków w języku rosyjskim, któ- 
remu Berneker najwięcej miejsca poświęcił, to biorąc za punkt 
wyjścia stan rzeczy ogólno-ruski, tak jak się on uwidacznia w kro- 
nice Nestora, dochodzi Berneker do wniosku, że się łuk tego roz- 
woju zamknął: "gdy z punktu końcowego spojrzymy na punkt wyj- 
ścia, to zobaczymy, że się koło zamknęło: położenie słowa orze' 
kającego w opowiadaniach ludowych Tołstoja jest takie samo, jak 
u Nestora" (o. c. p. 29). ... 
Tak się przedstawiają w streszczeniu wyniki pracy Bernekera 
w zakresie zajmującego nas zagadnienia. Pomimo niezaprzeczo- 
nych wartości, jakie posiada ta habilitacyjna rozprawa wybitnego 
i zasłużonego slawisty, nie mogę się pogodzić ani z rzeczową tre- 
ścią jej wyników w zakresie rozważanego tutaj zagadnienia, ani 
z tymi metodologicznymi jej przesłankami, które wpłynęły na do- 
bór badanego przez autora materiału faktycznego. Oba te braki 
pozostają z sobą w najściślejszym związku, gdy pierwszy jest na- 
stępstwem drugiego. 
W końcowych swoich rozważaniach nad historią zwyczajów, 
regulujących położenie słowa orzekającego w zdaniu rosyjskim, 
Berneker, jak widzieliśmy, dochodzi do wniosku, że koło tej hi- 
storii się zamknęło i na potwierdzenie swego poglądu przytacza 
fakt, że język "Opowiadań ludowych" Tołstoja wykazuje pod tym 
względem uderzające podobieństwo do zwyczajów składniowych 
Nestora. Mnie się zdaje, że to podobieństwo nie jest bynajmniej 
wynikiem rozwoju historycznego z wyczaj ów gramatycznych, lecz 
pochodzi stąd, że kronika Nestora i cytowany utwór Tołstoja 
mają tę samą formę literacką, mianowicie są opowiadaniami; 
w zdaniach opowiadających, jak stwierdza sam Berneker i jak to 
później będę się starał szczegółowo uzasadnić, z natury r
eczy 
musi przeważać położenie początkowe słowa orzekającego. Ze to 
jest właściwa przyczyna zauważonego słusznie podobieństwa, to 
wynika z dalszych słów B
rnekera, który zaraz na następnej stro- 
nicy swej pracy (o. c. p. 30) stwierdza, że najbardziej rozpo- 
wszechnionym położeniem słowa orzekającego w układzie współ- 
czesnego zdania rosyjskiego, zarówno w języku literackim, jak 
w gwarach ludowych, jest położenie środkowe, a więc inne, niż
>>>
124 


1 


u Nestora, nie może być przeto mowy o "zamknięciu koła histo- 
rycznego rozwoj u ". 
Ten jednostronny dobór materiału doprowadził Bernekera 
również do zupełnie fałszywego według mnie, wniosku, jakoby 
w językach zachodnio-słowiańskich najpospoIitszym pcł()żeniem 
słowa orzekającego w zdaniu było położenie końcowe: "najpo- 
spolitszym położeniem słowa orzekającego jest położenie koń- 
,cowe 4 (o. c. p. 54). Autor, jak zaznaczyłem, szczegółowemu i wy- 
czerpującemu rozbiorowi poddał tylko materiał ruski, natomiast 
inne języki słowiańskie, nie wyłączając polskiego, któremu stosun- 
kowo więcej miejsca poświęcił, potraktował zbyt powierzchownie. 
Jeżeli więc jedyną podstawą do ustalenia staropolskich zwyczajów 
językowych słał się "Żywot człowieka poczciwego", a źródłami 
staro-czeskimi były Stitnego "Rozmluvy nabozne" i "Knihy uceni 
kfest'anskeho", Husa "PostiUa" i "Listove ze zalafe" oraz "Nej- 
starsi listiny ceske 1380-1402"' (o. c. p. 43), to nic dziwnego, 
że w wyniku badania tego rodzaju materiału językowego musiało 
powstać twierdzenie, że naj pospolitszym położeniem słowa orzeka- 
jącego w układzie zdania polskiego i czeskiego jest położenie 
końcowe. W istocie, nie jest to bynajmniej jakąś specyficzną wła- 
ściwością polskiego czy czeskiego zwyczaju językowego, lecz po- 
zostaje w ścisłym związku z dydaktyczną treścią badanych utworów, 
gdyż, jak sam Berneker zauważa (o. c. p. 58), położenie końcowe 
słowa orzekającego jest właściwe językowi opisów i rozpraw. 
Z tychże powodów powstało złudzenie, jakoby położenie 
końcowe słowa orzekającego było również cechą zwyczaju ludo- 
wego języka czeskiego i łużyckiego. Jeżeli takie wrażenie odbie- 
ramy z materiału, zebranego przez Bernekera, to dzieje się to 
wskutek tego, że ten materiał jest jednostronny, że przeważają 
w nim przysłowia, które z natury swej treści zawierają zdania, 
wyrażające ogólne spostrzeżenia i sądy, a więc znowu zdania, 
w których, zgodnie z podstawowymi zasadami, powinno przewa- 
żać położenie końcowe słowa orzekającego. 
B.ardzo dotkliwą luką w rozbiorze materiału faktycznego 
Bernekera jest również niedostateczne uwzględnienie tekstów lite- 
rackich: wzieto pod uwagę tylko polski i rosyjski, a w pewnej
>>>
12/) 


mierze także staroczeski język iiteracki, w innych językach uwzględ- 
niono tylko twórczość ludową. 
Wszystkie te braki materiału faktycznego musiały, oczywi- 
ście, wpłynąć ujemnie na ścisłość i prawdziwość wysnuwanych 
z niego wniosków. W następstwie tego zostały, jak widzieliśmy, 
przypisane rozwojowi historycznemu cechy, które w istocie rzeczy 
są niezależne od jakichkolwiek czasowych z w y c z aj ó w grama- 
tycznych, lecz pozostają w związku z określoną f o r m ą językowej 
ekspresji i z wytwarzającą tę formę postawą psychiczną. Nie 
mogę się wobec tego zgodzić z końcowymi wnioskami Berne- 
kera, jakoby: 
1. w prasłowiańskim układzie zdania położenie początkowe 
i końcowe słowa orzekającego opierało się na ustalonym trady- 
cyjnie zwyczaju językowym, a położenie środkowe było fakulta- 
tywne, zależne od każdorazowych okoliczności, wśród których 
powstawało zdanie. 
2. Jakoby w poszczególnych historycznych językach słowiań- 
skich wytworzyły się zwyczaje, sprzyjające przewadze takiej czy 
innej pozycji słowa orzekającego. 
Uważam natomiast za słuszne spostrzeżenie, że położenie 
początkowe słowa orzekającego jest charakterystyczną właściwo- 
ścią zdań opowiadających, a właściwym miejscem słowa w zda- 
niach opisujących i wyrażających sądy, jest położenie końcowe. 
Ale Berneker ogranicza się tylko do stwierdzenia samego faktu 
i nie stara się go wyjaśnić. Takie metodologiczne ustosunkowa- 
nie się naszego badacza było nieuniknionym następstwem poglądu, 
jakoby położenie początkowe i końcowe słowa w układzie zdania 
słowiańskiego opierało się na odziedziczonych i tylko tradycyjnie 
utrzymywanych zwyczajach. Bliższe jednak rozejrzenie się w ba- 
danym materiale musi doprowadzić do wniosku, że mamy tu do 
czynienia ze zjawiskiem fakultatywnym, występującym w pewnych 
określonych warunkach. 
Warunki te dadzą się wykryć, a badane zjawiska przez to 
wyjaśnić, jeżeli spojrzymy na rzeczy ze stanowiska tego, co mo- 
żna by nazwać p s y c h o log i c z n ą p o d z i e l n o ś c i ą zdania. 
Każde zdanie zawiera w sobie właściwe sobie składniki 10-
>>>
126 


giczne i psychologiczne. Różnice jakie między tymi dwowa ga- 
tunkami składników zachodzą, pozostają w ścisłym związku ze 
stanowiskiem, jakie zajmujemy wobec przebiegów myślenia i ich 
wytworów. Stanowisko to bardzo jasno i obrazowo scharaktery- 
zował w swoim czasie Kazimierz Twardowski w pracy swojej p. n. 
,,0 czynnościach i wytworach". 1) Psychologia-zajmuje się p r z e- 
b i e g a m i myślenia, logika analizuje tylko wytw o r y tych prze- 
biegów. Między psychologiem a logikiem w ich ustosunkowaniu 
do myśli ludzkiej jest ta sama różnica jaka zachodzi między fizjo- 
logiem a chemikiem w ich stanowisku poznawczym wobec np. 
kropli krwi; pierwszy bada przebiegi, które wytwarzają krew 
w organiźmie ludzkim czy zwierzęcym, drugi analizuje tylko go- 
towe w Y t w o r y tych przebiegów, - krople krwi. 
Zdania, jako znaki gotowych, wytworzonych już myśli, roz- 
padają się na właściwe sobie składniki logiczne, a jako wyrazy 
towarzyszących wytwarzaniu tych myśli przeżyć psychicznych, roz- 
padają się na określone składniki psychologiczne. 
O ile chodzi o analizę logiczną zdania, to w swoim czasie 
trafnie ją ujął Rozwadowski 2), a potem za nim Łoś 3). Zdanie we- 
dług nich, bez względu na ilość tworzących je wyrazów, jest zawsze 
tworem dwuczłonowym, gdyż zawsze w wyniku pierwszego po- 
działu rozpada się na dwie części. Tymi częściami są podmiot 
i orzeczenie. Wszystkie inne, tzw. drugorzędne członki zdania, 
czyli rozmaitego rodzaju określenia, nie są częściami zdania, lecz 
częściami podmiotu lub orzeczenia. 
Stosunek logiczny, wiążący obie części zdania, polega na 
tym, że podmiot, jak się wyraża Rozwadowski, jest członem utoż- 
samiającym, a orzeczenie - członem rozróżniającym. Człon rozróż- 
niający określa człon utożsamiający, jest więc członem określają- 


1) K. Twardowski, O czynnościach i wytworach. Odbitka z "Księgi 
pamiątkowej ku uczczeniu 250-tej rocznicy założenia Uniw. Lwowskiego przez 
króla Jana Kazimierza", Kraków 1911. 
2) J. Rozwadowski, Semazjologia. Lwów 1903, i Wortbildung und Wort- 
bedeutung. Heidelberg 1904. 
3) J. Łoś, Stosunek zdania do innych typów morfologicznych, RWF 46, 
195-243 (1910). 


,
>>>
127 


cym, a człon utożsamiający jest członem określanym. Ten WZ8 6 
jemny logiczny stosunek między podmiotem a orzeczeniem uwy- 
datnia się najbardziej bezpośrednio w zdaniach nierozwiniętych, 
takich, jak np. słońce świeci, słońce grzeje, śnieg bieleje, brzoza 
jest biała itp. W zdaniach rozwiniętych ten stosunek nie jest tak 
bespośrednio widoczny, ale tam nie trudno spostrzec, .że zespół 
wyobrażeniowy, wyraiany przez grupę wyrazów, tworzących pod- 
miot, jest określany przez zespół wyobrażeniowy, tworzący orze- 
czenie, n p. na pagórku niewielkim we brzozowym gaju stał dwór 
szlachecki lub świeciły się z daleka pobielany ściany. Widocznym 
jest, że w zdaniu pierwszym orzeczenie określa podmiot dwór 
szlachecki, a w zdaniu drugim - pobielane ściany. Przy dalszej 
jednak analizie w każdym z tych rozwiniętych podmiotów wyod- 
rębniamy człon niezależny, utożsamiający, określany (dwór, ściany) 
i człon podrzędny, rozróżniający, określający (szlachecki, pobie... 
lany). Ten człon utożsamiający podmiotu rozwiniętego nazywamy 
podmiotem zasadniczym. 
W ten sposób wyodrębniane członki zdania stanowią jego 
składniki logiczne, podmiot logiczny i orzeczenie logiczne. Wy- 
odrębniamy je w gotowych, wytworzonych już zdaniach na pod- 
stawie wiążących je stosunków logicznych. 
Ale zdanie rozkłada się nie tylko log i c z n i e, lecz także 
p s y c h o log i c z n i e. Ta psychologiczna podzielność zdania po- 
zostaje w ścisłym związku z przebiegami psychicznymi, towarzy- 
szącymi procesowi tworzenia zdania, a ponieważ te przebiegi są 
zależne od przedmiotowych lub psychicznych okoliczności, wśród 
których zdanie jest tworzone, więc jego podzielność psycholo- 
giczna zależy właśnie od tych okoliczności. Tu leży źródło, skąd 
wypływają różnice między składnikami psychologicznymi a logicz- 
nymi zdania. Podzielność logiczna zdania wypływa ze związków 
logicznych, łączących części gotowego, wytworzonego już zdania, 
wynika więc z przyczyn, tkwiących w obrębie samego zdania, 
wewnątrz niego; podzielność natomiast psychologiczna zdania wy- 
nika, jak zaznaczałem, z okoliczności, wśród których zdanie jest 
tworzone, opiera się więc na podstawach, które się znajdują poza 
granicami samego zdania. Pomimo tych zasadniczych różnic w pod-
>>>
128 


stawach psychologicznej a logicznej podzielności, zdanie pod wzglę- 
dem psychologicznym tak samo, jak i pod względem logicznym 
jest tworem dwuczłonowym. W analizie psychologicznej tak samo, 
jak w rozbiorze logicznym, wyodrębniamy dwie części, a części 
te na właściwym sobie podłożu spełnia1ą funkcje, przypominające 
funkcje podmiotu i orzeczenia logicznego, mogą być przeto na- 
zwane podmiotem psychologicznym i orzeczeniem psychologicz- 
nym. Podmiot bowiem psychologiczny we właściwym sobie zakre- 
sie spełnia rolę człona utożsamiającego, a orzeczenie psycholo- 
giczne - funkcję człona rozróżniającego. 
Przez p o d m i o t P s Y c h o log i c z n y rozumieć tu należy 
tę część zdania, która wiąże treść wyobrażeniową danego zdania 
z czymś, co jest już świadomości dane, bo wynika albo z sytuacji 
zewnętrznej, wśród której zdanie jest tworzone, albo z dotych- 
czasowego toku przedstawiania językowego, z poprzednich mo- 
mentów opowiadania, opisu. rozważania lub rozmowy. O rz e cz e- 
n i e p s y c h o log i c z n e jest natomiast tą częścią zdania, która 
do sytuacji, wytworzonej przez okoliczności zewnętrzne lub przez 
tok czynności językowej, wprowadza coś nowego, wyraża jakieś 
nowe spostrzeżenia, uwydatnia jakiś nowy, nie uwzględniony przed- 
tem szczegół. Gdy na przykład, zobaczywszy naraz lecącego ptaka, 
powiem leci jaskółka, to podmiotem psychologicznym będzie w ta- 
kim wypadku słowo leci, bo ono uwydatnia fakt, dany w sytuacji 
zewnętrznej, wśród której zdanie zostało wypowiedziane; wyraz 
natomiast jaskółka będzie tu psychologicznym orzeczeniem, bo 
wyraża, że mówiący to zdanie, w ptaku, który leci, rozpoznaje, 
czyli rozróżnia jaskółkę. Ale oto sytuacja się zmienia; ktoś sie- 
dząc w oknie swojego domu od dłuższego czasu przygląda się 
jaskółce, która wije u stropu gniazdo; w pewnej chwili podchodzi 
do okna ktoś inny, żeby zobaczyć pracę jaskółki, a nasz obser- 
wator powiada: jaskolka poleciała. W takiej sytuacji podmiotem 
psychologicznym zdania staje się jaskółka, a słowo poleciała 
spełnia funkćję orzeczenia psychologicznego. 
Zdanie w przeszłym roku byłem w Pradze może również 
w różny sposób dzielić się pod względem psychologicznym, za- 
leżnie od sytuacji językowej, w której zostaje wypowiedziane. Je-
>>>
129 


żeli przedmiotem rozmowy czy opowiadania było to, co ja robi- 
łem w roku zeszłym, to podmiotem psychologicznym tego zdania 
będzie treść, zawarta w wyrazach w przeszłym roku; jeżeli jednak 
przedmiotem rozmowy była Praga, to podmiot psychologiczny bę- 
dzie stanowił wyraz w Pradze w związku z czym zmieni się nieco 
układ wyrazów w zdaniu: zamiast w przeszłym roku byłem w Pra" 
dze używamy wówczas formy w Pradze byłem w przeszłym 
roku. 
Rozbiór powyższych przykładów nasuwa dwa bardzo ważne 
spostrzeżenia: 
1. składniki psychologiczne zdania nie zawsze odpowiadają 
jego- składnikom logicznym, 
2. wyrazy, stanowiące podmiot psychologiczny, wysuwają 
się na pierwsze miejsce w zdaniu, 
Rozbieżność między psychologicznymi i logicznymi składni- 
kami zdania tłumaczy się różnością wytwarzających je przyczyn: 
podzielność logiczna jest wynikiem ustroju logicznego zdania już 
wytworzonego, a podzielność psychologiczna wynika z postawy 
psychicznej człowieka. tworzącego zdanie, a postawa ta zmienia 
się od przypadku do przypadku, zależnie, od zmiennej sytuacji ze- 
wnętrznej bądź językowej, wśród której zdanie jest tworzone. 
Składniki logiczne zdania w przeważającej większości wy- 
padków mają właściwe sobie wykładniki formalno. językowe. Tak 
na przykład, charakterystycznym znamieniem formalnym podmiotu 
logicznego jest rzeczownik lub inne użyte w jego zastępstwie imię, 
położone w mianowniku, a charakterystyczną cechą formalną orze- 
czenia logicznego bywa między innymi forma słowa orzekającego 
(verbum finitum). Te właściwości formalne składników logicznych 
zdania sprawiają, że stają się one jednocześnie składnikami gra- 
matycznymi. 
Składniki psychologiczne zdania mają również swoje wy- 
kładniki formalne, ale charakter ich nie ma nic wspólnego ze zna- 
mionami formalnymi podmiotu logiczno-gramatycznego i orzeczenia 
logiczno-gramatycznego. Znamieniem formalnym składników psy- 
chologicznych jest p o ł o ż e n i e w zdaniu; w językach ze swo- 
bodnym układem wyrazów podmiot psychologiczny zajmuje po- 
\ 9 


Język a człowiek i naród.
>>>
130 


czątkowe miejsce w zdaniu, a orzeczeme psychologiczne - po- 
łożenie końcowe. 
T en naturalny układ psychologicznych członków zdania wy- 
pływa bezpośrednio z właściwości przebiegów psychicznych, towa- 
rzyszących procesom tworzenia zdania. Zdanie, jak je trafnie zde- 
finiował Rozwadowski, jest wyrazem językowym dwuczłonowej 
apercepcji, a w apercepcji tak samo, jak w każdym akcie per- 
cepcji, czyli postrzeżenia zmysłowego, wyodrębniają się dwa zu. 
pełnie wyraźnie zarysowujące się momenty, - moment utożsa- 
miania i następujący po nim moment rozróżniania. Jeżeli w wy- 
niku postrzeżenia rozpoznajemy jakiś przedmiot np. świecę, lampę, 
kałamarz, pióro, jako takie, to dzieje się to dzięki temu, że od- 
bierane w danym momencie postrzeżenia kojarzymy, czyli utoż- 
samiamy z odpowiednim przedstawieniem pamięciowym, które się 
w świadomości naszej wytworzyło na podstawie dawniejszych 
doświadczeń. Gdyby takie utożsamianie nie nastąpiło, to byśmy 
postrzeganego przedmiotu nie rozpoznali, to by się on nam przed- 
stawił, jako coś zupełnie nowego i nieznanego. Tak więc w każ- 
dym postrzeżeniu w pierwszym momencie dokonywa się akt utoż- 
samiania, a dopiero w momencie drugim zaczynamy rozróżniać 
w postrzeganym przedmiocie jego cechy indywidualne, wyróżnia- 
jące go od innych przedmiotów, wchodzących w zakres tegoż 
przedstawienia. 
Ta dwuczłonowość postrzegania jest, jak trafnie podniósł 
Rozwadowski, przyczyną dwuczłonowości budowy morfologicznej 
wyrazu; tak samo dwuczłonowość apercepcji, wyrażonej przez 
zdanie, jest przyczyną dwuczłonowego ustroju zdania. Ale Roz- 
wadowski nie zwrócił uwagi na konsekwencje, jakie dla budowy 
morfologicznej wyrazu i ustroju zdania musi za sobą pociągnąć 
c h r o n o log i c z n e ustosunkowanie, jakie w każdym postrzeże- 
niu zachodzi między aktem utożsamiania a aktem rozróżniania. 
Ponieważ w apercepcji, wyrażanej przez zdanie, tak samo, 
jak w postrzeżeniu, akt utożsamiania dokonywa się w pierwszym 
momencie, a po nim dopiero następuje akt rozróżniania, więc 
i w układzie zdania, postępującym swobodnie za tym naturalnym 
przebiegiem myślowym, wyrazy, składające się na podmiot psy-
>>>
131 


chologiczny, wysuwają się na mIejsce pierwsze, a wyrazy, two- 
rzące psychologiczne orzeczenie, odsuwają się na drugie miejsce 
w zdaniu. 
_ T o ściśle określone miejsce w zdaniu jest właśnie znamie- 
niem formalnym podmiotu psychologicznego i orzeczenia psycho- 
logicznego, ale znamię to jest własnością tylko języków ze swo- 
bodnym układem wyrazów w zdaniu. W językach natomiast, 
gdzie ten układ, jak np. w niemieckim lub francuskim na skutek 
wyrównań formalno. syntaktycznych został w znacznej mierze skrę- 
powany ustalonymi przez tradycję gramatyczną zwyczajami, skład- 
niki psychologiczne zdania albo przekształciły opisane wyżej zna- 
miona formalne, albo je całkowicie zatraciły. 
Jeżeli ze stanowiska przedstawionych tu zasad rozglądać się 
będziemy w materiale językowym słowiańskim, to musimy dojść 
do wniosku, że: 
1. układ wyrazów w zdaniu prasłowiańskim był swobodny, 
2. taki sam swobodny układ zdania pozostał w zasadzie 
w poszczególnych historycznych językach słowiańskich; 
z tych dwóch podstawowych wniosków wypadają dalsze, 
mianowicie: 
3. rozróżnione przez Bernekera trzy położenia słowa orze- 
kającego czyli używając terminu składniowego, orzeczenia logiczno- 
gramatycznego, - położenie początkowe, środkowe i końcowe 
mają w zdaniu słowiańskim zawsze charakter kazuistyczny, zależny 
od zmiennych warunków podzielności psychologicznej zdania; 
4. jeżeli, jak słusznie spostrzega Berneker, położenie począt- 
kowe słowa orzekającego jest właściwe zdaniom opowiadającym, 
to wynika to z tego, że przedmiotem opowiadania są wydarzenia, 
czyli czynności, stany, zjawiska, one więc stanowią w tego ro- 
dzaju zdaniach podmioty psychologiczne, choć ze wZ2'lędu na 
wewnętrzne logiczne stosunki zdania spełniają w nich rolę orze- 
czenia logicznego. 
Dla tych samych powodów początkowe położenie słowa 
orzekającego jest właściwe opisom podmiotowym i w ogóle, jak 
to trafnie zauważył Berneker, stylowi żywemu i patetycznemu: 
"często tworzy ono tutaj ulubiony i skuteczny środek żywego 
9. 


.
>>>
.. 


132 


i patetycznego opisu« (o. c. p. 31). Nie ma w tym nic dziwnego, 
bo w żywych opisach tak samo, jak w opowiadaniu, mowl su
 
nie tyle o przedmiotach, ile raczej o czynnościach, zjawiskach 
i stanach. 
Fakt, :2 e w zdaniach, wtrąconych przy cudzysłowach, wystę- 
, 
pujące w nich w charakterze orzeczeń logiczno-gramatycznych 
verba dicendi bezwyjątkowo zajmują zawsze pierwsze miejsce, 
daje się także w sposób prosty wytłumaczyć ogólnymi zasadami 
rozmieszczenia członków psychologicznych zdania: już kilka pierw- 
szych wyrazów cudzych słów, przytaczanych przez autora, wyka- 
zuje, że akt mówienia się rozpoczął, jest to więc fakt, dany w sy- 
tuacji językowej i jako taki w podzielności psychologicznej zdania 
wtrąconego spełnia rolę podmiotu, natomiast członem rozróżnia. 
jącym, wprowadzającym w znaną już sytuację szczegół nowy, jest 
w takich zdaniach zawsze przedstawienie osoby, której słowa 
autor przytacza; rzeczownik przeto, osobę tę oznaczający, pomimo 
że jest logiczno-gramatycznym podmiotem, w podzielności psycho- 
logicznej zdania spełnia funkcję orzeczenia i zajmuje dlatego 
miejsce drugie w zdaniu; podobnie w innych językach indoeuro- 
pejskich, np. gr. 't6v 27t!XP.Et
ÓP.EVQ:; TCpOO"E1J1J 'l..Op'j&O:{o),o
 ClEx'twp 
staroind.: alha hovaca Jajn.avalkya!J.; lad u hovaca Jajizavalkya
l. 
5. w zdaniach opisowych i w zdaniach, wyrażających sądy 
lub spostrzeżenia ogólne, słowo orzekające zajmuje miejsce środ- 
kowe i stoi po podmiocie logiczno-gramatycznym, Tłumaczy się 
to tym, że przedmiotem, o którym jest mowa w tego rodzaju 
zdaniach, są zawsze jakieś przedstawienia rzeczownikoweJ one są 
punktem wyjścia tych zdań. Ponieważ wyrazy, oznaczające te 
przedstawienia, spełniają zwykle w zdaniu funkcj
 podmiotu 
logiczno-gramatycznego, więc w tego rodzaj u zdaniach podmiot 
logiczno-gramatyczny jest zarazem podmiotem psychologicznym 
i dlatego zajmuje w układzie zd;mia miejsce pierwsze. Jeżeli je- 
dnak to przedstawienie rzeczownikowe, spełniające w zdaniu 
funkcję podmiotu psychologicznego, jest oznaczone wyrazem, 
który w podzielności logiczno-gramatycznej zdania odgrywa rolę 
dopełnienia (obiektu), to w takich wypadkach następujące po 
nim słowo orzekające zajmuje w zdaniu, według terminologii
>>>
133 


Bernekera, położenie początkowe (wprawdzie nie absolutnie po- 
czątkowe, ale względnie początkowe), np. pol. ta słowa pisze 
święty Łukasz (na cześć i na fałę godom niniejszym) KS PF, 
3 721. Tedy w jednym pniu urosła latorośl krasna jednego zioła. 
Na tej latorośli zakwitł kwiat wesoły. Rozmyśl. o żywocie P. Je- 
zusa. Bibl. Piso Pol 54, str. 65. 
6. Położenie końcowe słowa orzekającego jest, według mnie, 
tylko szczególnym wypadkiem położenia środkowego, zjawia się 
mianowicie wtedy, gdy z tych lub innych powodów, mieszczących 
się w sytuacji zewnętrznej zdania, wyrazy określające słowo 
orzekające, wysuwają się na plan pierwszy, bo w podzielności 
psychologicznej orzeczenia rozwiniętego stanowią człon utożsa- 
miający. Wówczas w wyrażeniu. tworzącym orzeczenie psycholo- 
giczne, słowo orzekające odsuwa się na ostatnie miejsce i w ca- 
łości zdania zajmuje położenie końcowe. Np. pol. Usłysząc po.. 
I 
słowie i tę i ową stronę skazaii. Rozmyśl. Bibl Pis. Pol. 54, 
str. 82. Ta zwirzęta więcszy rozum mają. Rozm. 102/3., ros. 
ubog muż i w swojem gradie niewidimo ch o dit. 'stor. Chr. Bu- 
slajewa 129. 
Wszystkie przytoczone powyżej wnioski dadzą się wysnuć 
już na podstawie materiału zebranego przez Bernekera, ale po- 
nieważ materiał ten jest niezupełny i jednostronny, więc go uzu- 
pełniłem dalszymi wyciągami. Zestawienie tego materiału oraz jego 
szczegółowy rozbiór podam w osobnej pracy, a tutaj na zakoń- 
czenie wspomnę, że już przed kilkudziesięciu laty, zaraz po uka- 
zaniu się dzieła Bernekera, w recenzji swojej o nim zwrócił uwagę 
Zubaty na to. że zmiana porządku wyrazów w zdaniu słowiańskim, 
między innymi i w czeskim, zależy nie tylko od ustalonego zwy. 
czaju gramatycznego, ale w wybitny sposób także od czynników 
znaczeniowych: "snad by zde bylo prece misto hledati dalsi ro
- 
diły vyznamove mezi rozlicnymi polohami slovesa" (Listy Filolog. 
28, 132). Te czynniki znaczenio\\e wynikają, w
dług mnie, 
z przedstawionej wyżej podzielności psychologicznej zdania. 


.
>>>
ZASADY UKŁADU WYRAZÓW W ZDANIU 
POLSKIM 


Poglądy naszych gramatyków na to zagadnienie streszczają 
się w formule, którą przed kilkunastu laty podałem w pierwszym 
wydaniu swojej "Gramatyki języka polskiego" (tom 3. Warszawa, 
1915). "Układ wyrazów w zdaniu w języku polskim jest swo- 
bodny, jakkolwiek niezupełnie dowolny. Zwykle człony zdania 
układają się w ten sposób, że po podmiocie nierozwiniętym lub 
rozwiniętym następuje orzeczenie nierozwinięte lub rozwinięte. 
Np. Ursynów I leży o maleńką milę od Warszaw.q, za Mokoto- 
wem. (Słow.) - Odgłosy biesiady I głuchną. (Krasiń.) - Znie-- 
cierpliwiona lokomotywa I parskała kłębami dymu. (Prus) (str. 
38). Ten zwykły układ wyrazów w zdaniu niekiedy ulega pew- 
nym zmianom: zmienia się zarówno następstwo obydwóch czło- 
nów zdania, jak i porządek ich części. Np. Dokoła wody, na tor-- 
fiastym kożuchu rosły I gąszcze trzcin, wysmukłe sity, tataraki 
i kępy niskiej rokiciny. (Żerom.) - Na świętego Bartłomieja 
otwiera się I siew i knieja. (przysł.) W owsach jednostajnie 
brzęczą I świerszcze polne. (Lenart.) - W środku lasu I samot- 
na I błyszczy za Niemnem I wieżyca. (Mick.) - Z szumem liść 
s1,lchy I wiatr I z doliny niesie. (Brodz.) (str. 40-1). 
Rozbiór tego rodzaju zdań, jak przytoczone powyżej, do- 
prowadził mnie, jak i innych gramatyków, do wniosku, że "oprócz 
względów r y t m i c z n y c h na zmianę zwykłego następstwa części 
zdania wpływają także przyczyny log i c z n e, mianowicie, po- 
trzeba uwydatnienia wyrazów, które mają w zdaniu szczególniej- 
sze znaczenie " (str. 42).
>>>
135 


Oto w najbardziej podstawowych ujęciach poglądy, jakie 
u nas dotychczas powszechnie panują na zagadnienie układu 
wyrazów w zdaniu polskim. Dziś wydaje mi się, że należy je 
rozwinąć i pogłębić, a w jednym szczególe nawet zasadniczo 
odmienić. 
Nie ulega najmmeJszej wątpliwości, że czynnikiem regulu- 
jącym następstwo wyrazów w zdaniu polskim, jest nie jakiś usta- 
lony przez tradycję zwyczaj językowy, wyznaczający pewnym 
częściom mowy bądź częściom zdania określone miejsce w zda- 
niu, lecz zmieniające się od przypadku do przypadku sposoby 
ujmowania treści zdania przez osobę mówiącą. Są to czynniki, 
niewątpliwie, znaczeniowe, ale o charakterze nie tyle logicznym, 
ile raczej psychologicznym. Chodzi tu bowiem nie o związki 
logiczno-gramatyczne wewnątrz stworzonego już zdania, między 
poszczególnymi jego częściami, ale o postawę psychiczną, jaką 
przybiera osoba mówiąca wobec treści zdania w toku jego two- 
rzenia l). 
Treść zdania może się nie zmienić, związki logiczno-grama- 
tyczne między poszczególnymi jego częściami mogą również po- 
zostać bez zmiany, ale może się zmienić postawa psychiczna 
osoby tworzącej zdanie. Wówczas zdanie, zachowując właściwą 
sobie treść logiczną i związki składniowe swoich części, zmienia 
porządek swoich składników wyrazowych. Z tego źródła wypły- 
wają takie oboczniki składniowe jak na przykład: Aleksander 
Macedoński II był największym wodzem starożytności. Najwięk-- 
szym wodzem starożytności II był Aleksander Macedoński. Co 
wpływa na tę zmienność w układzie wyrazów? Zależy to od po- 
stawy psychicznej, jaką przybiera wobec zdania osoba mówiąca. 
Jeżeli przedtem była mowa o Aleksandrze Macedońskim, jeżeli 
on był p o d ID i o t e m naszego przemówienia lub rozmowy, to 
w takich okolicznościach osoba, tworząca zdanie ucieka się do 
pierwszej z przytoczonych wyżej oboczności składniowych. Jeżeli 
zaś osnową przemówienia luh rozmowy byli wielcy wodzowie, to 
1) Ob. S t a n i s ł a w S z o b e r, Podzielność psychologiczna a układ 
wyrazów w zdaniu słowiańskim. Zvhi
tni otisk ze Zborniku praci l sjezdu slo- 
vanskych filologi'I v Praze 1929. Svazek II. 73-24. Przedruk w niniejszej książce.
>>>
136 


zdanie przybrać musi formę językową drugiej z przy oczonych 
wyżej oboczności składniowych (największym wodzem starożyt- 
ności, był Aleksander M.). I tu tak samo, jak w wypadku po' 
przednim, na początek zdania wysuwają się wyrazy, które zawie- 
rają znane już składniki zdania, a na koniec zdania odchodzą 
wyrazy, które do tych złlanych składników dołączają coś nowego, 
przedtem jeszcze nieznanego. Mówiąc inaczej, na początek zdania 
wysuwają się zawsze te wyrazy, które treść tego zdania wiążą 
albo ze znaną już treścią zdań poprzednio wypowiedzianych, albo 
też z daną w bezpośrednim postrzeżeniu sytuacją zewnętrzną, 
wśród której zdanie wypowiadamy i do której treści zdania od- 
nosimy. Ponieważ te początkowe wyrazy dla opisanych wyżej 
własności są punktem wyjścia dla dalszej treści zdania, ośrodkiem, 
około którego, niby około znaczeniowego jądra, skupiają się po- 
zostałe składniki tej treści, więc pełnią one rolę podobną do roli 
podmiotu logiczno-gramatycznego, zespół ich można przeto na- 
zwać psychologicznym podmiotem, a w przeciwstawieniu do niego 
pozostałe wyrazy, zajmujące końcowe miejsce w zdaniu i doda- 
jące do podmiotu psychologicznego jakiś nowy szczegół, - psy- 
chologicznym orzeczeniem. 
W takim oświetleniu można w całej pełni przyjąć dawną 
regułę, według której "zwykle człony zdania układają się w ten 
sposób, że po podmiocie nierozwiniętym lub rozwiniętym nastę-' 
puje orzeczenie nierozwinięte lub rozwinięte" z tym jednak bardzo 
istotnym zastrzeżeniem, że chodzi tu o podmiot i orzeczenie psy- 
chologiczne, a nie logiczno-gramatyczne. 
Zasada ta jest czynnikiem, rozstrzygającym o takim czy in- 
nym układzie wyrazów w zdaniu polskim; inne reguły nie mają 
już tego charakteru powszechnego, dotyczą tylko pewnych szcze- 
gółów jak na przykład, położenia wyrazów bezprzyciskowych 
(enklitycznych); oddziaływają wskutek tego tylko ubocznie. 
Ponieważ na układ wyrazów w zdaniu wpływa ich -rola psy- 
chologiczna, a nie ich funkcja logiczno-gramatyczna, więc natu- 
ralnym następstwem takiego stanu musi być różnorodność położeń, 
jakie przybierać mogą jego, części logiczno-gramatyczne. Wysu- 
wają się tu trzy możliwości: 1) podmiot logiczno-gramatyczny
>>>
137 


zajmuje miejsce początkowe, 2) podmiot logiczno. gramatyczny 
zajmuje miejsce końcowe, 3) wyrazy stanowiące podmiot logiczno- 
gramatyczny przeplatają się z wyrazami. tworzącymi logiczno- 
gram atyczne orzeczenie, przy czym teoretycznie można przypuścić 
dwie odmiany takiego układu, z podmiotem lub orzeczeniem 
w środku, w polskiej jednak rzeczywistości językowej układ 
środkowo-orzeczeniowy w normalnym toku mowy nie występuje 
nigdy, a jeżeli się kiedy pojawia, to tylko przygodnie w wier- 
szach, w wypadkach, gdzie tego wymagają względy rytmiczne; 
a więc tylko wtedy, gdy działanie zasady naczelnej, regulującej 
układ wyrazów w zdaniu polskim, jest zmącone przez oddziały- 
wanie czynnika ubocznego. Opisane powyżej trzy odmiany układu 
wyrazów w zdaniu polskim można by unaocznić w następujących 
formułach: 
1. (s) S (s) - (p) p (p), 
2 f (P) p (p) - (s) S (s), 
. \ P - (p) p (p) (s) S (s), 
3 f (p) p (p) (s) S (s) - p 
. \ P - (s) S (s) (p) P (p), 
przy czym S oznacza tu logiczno-gramatyczny podmiot zasadniczy, 
s - drugorzędną część logiczno-gramatycznego podmiotu rozwi- 
niętego, P - logiczno-gramatyczne orzeczenie zasadnicze, a p - 
drugorzędną część logiczno gramatycznego orzeczenia rozwiniętego. 
Przyjrzyjmy się tym możliwościom na przykładach: 
1) Niektórzy ludzie I mają pociąg do zbierania osobliwości. 
(Prus). - Świat! był kolebką i obszernym grobem jestestw. 
(Mochn.). - Władza myślenia I jest najpiękniejszym przymio- 
tem człowieka. (Mochn.) - Życie boru I ma swoje własne glosy. 
(Dyg.). - Człowiek I jest różny od wszelkich zwierząt. (Lelew.). - 
Żądza nieskończona I ciągnie za sobą wieczną tęsknotę i żal 
nieskończony. - (Krasiń.). - Żaden śmiertelnik I nie jest wolny 
od jakiegoś dziwactwa. (Prus). - Słońce prawdy I wschodu nie 
zna i zachodu. (Mick. ) - Nędza i ucisk. I czę
tokroć bywały 
zwiastunami wielkich pomyślności. (Rzew.). - z..qcie I jest złu- 
dzeniem. (Sienk.) Każdy I ma swoje zamiłowanie. (Sienk.) - 
Cały brzeg rzeki I lśnił się i mienił. (Sienk.). 


... 


.. 


,
>>>
.. 


138 


'" 


Jak widać z przytoczonych przykładów, układ z podmio- 
tem logiczno-gramatycznym na miejscu początkowym jest wła- 
ściwy przede wszystkim zdaniom, które bądź wyrażają jakiś sąd 
lub spostrzeżenie bądź podają opis jakiegoś przedmiotu. Nie- 
kiedy jednak układ taki występuje także w zdaniach opowiada- 
jących np. On I nie czuł się zdrów: (Sienk.). Młody człowiek I 
uśmiechnął się z zadowoleniem. (Sienk.). - Wieś I zginęła w sza- 
rych śnieżystych mrokach. (Reym.). Wypadki te I oddziałały na 
mnie w szczególny sposób. (Prus). Wichry I w las uderzyły 
(Mick.) Wykładl} te I bardzo mi się podobały. {Prus.}. - 
Różne myśli I snuły się po głowie. (Mick.). - (Z tarasu odeszli 
wszyscy), ale ja I zostałem. (Prus). - On I stał między nimi 
i śmiał się także. Ten jego śmiech i uczciwa mina I przejednały 
mu ludzi. (Prus). W zdaniach opowiadających takiego układu 
ośrodkiem, około którego skupia się treść znaczeniowa zdania, 
jest nie jakieś wydarzenie, lecz osoba lub rzecz, które były tego 
wydarzenia aktorem, sprawcą bądź źródłem. Przedmiot ten, jako, 
że skupia na sobie główną uwagę mówiącego, najczęściej był już 
w toku opowiadania wymieniany poprzednio
 na co wskazuje 
niejednokrotnie dodawany do oznaczającego go rzeczownika 
zaimek wskazujący ten.. w danym zdaniu jest więc składnikiem 
już znanym i odgrywa wskutek tego rolę podmiotu nie tylko 
logiczno-gramatycznego, lecz także psychologicznego. 
2) Rozpatrzymy teraz zdania z orzeczeniem logiczno-grama- 
tycznym na początku: 
a) Znikły I lasy, trawa, kosodrzewina, nawet ziemia grun- 
towa. (Prus). - (Las był odległy od folwarku o jakie pół 
godziny drogi). Rosły w nim I dęby, sosny, leszczyna. (Prus). - 
Jednym z wychowańców nieboszczyka był I Kazimierz Gosław- 
ski. (Prus). Kołatał się tam I jakiś naczelny mechanik. 
(Prus).. - Wre dokoła I codzienne polskie życie. Głucho po 
czarnych szynach pędzą I pociągi i podają hasła I lokomotywy. 
Palą się martwym światłem elektrycznym I kule i chwieją się 
w mrokach I podatne płomyki gazu, Biegną w ciemnościach I pol- 
scy ludzie. (Żerom.). Tkwią mi do tego czasu w gło- 
wie I bajki i stra'zne powieści. (Krasie.). Uczyli mnie I organista
>>>
139 


i gorzelany na przemian. (Prus). - Słynie szeroko w Litwie I Dob- 
rzyński zaścianek. (Mick.). Srodze go bolała I wojna. 
(Krasz.). - Są w Lit
ie I pustynie; są I głuche cienie białowie- 
skich lasó
. (Mick.). Scisnęło go. I uczucie samotności. (Sienk.). - 
Zerwała się I burza oklasków. (Swiętoch.). - Zgubiła go I miłość 
własna. (Sienk.). - Nadszedł wreszcie dla niego I czas spokoju. 
(Sienk.). - Przyjemnie mi I poznać pana. (Prus). - Próżna jest 
rzecz w tym obozie dowcipnisiów i mędrków I stać po nocy na 
czatach... Darmo I wyżłabiać w duszach tajnię polską. (Żerom.) - 
T woje zadanie I to niszczyć przemoc człowieka nad człowie- 
kiem. (Żerom.) 
b)" O jaką milę drogi stąd I ukazały się dymy i wieś 
uboga. (Prus). - Niedaleko naszego dworu I był staw obszer- 
ny. (Krasie.) - Za piaszczystym wzgórzem I rozległo się gwiz- 
danie. (Prus) - Do wywożenia torfu I najął się Walek Gibała. 
(Żerom.). -- Duszę jego I owładnęły nieznane dotychczas prag- 
nienia. (Prus). - W naszym kościołku I stały ogromne organy. 
(Świętoch.). - Czynami jego I powodowała fantazja. (Sienk.). - 
W tej chwili I obejrzeli się na nie/;0 Wołodyjowski z Lancko- 
rońskim. (Sienk.). - Ciszę I przerwał tylko głos nocnego stróża. 
(Mick.). - W sieni I znowu rozległ się łoskot. (Sierosz.). - 
Następnych dni I nastała odwilż. (Sienk.). - Dokoła wody I ro- 
sły gąszcze trzcin, wysmukłe sity, tataraki. (Dyg.). - Na wy- 
stygłych kałużach krwi I wyrastają cudne legendy. (Żerom.). - 
Na skrzydłach tych I zawisła najgłębsza miłość ku tobie, sprawo 
przegrana! (Żerom.). - Poprzez rozum tego narodu I przeszły 
wszystkie zamysły, wszystkie przebiegle sposoby ratunku; przez 
jego ręce I przewinęły się wszystkie nici ponocnych spisków 
i sprzysiężeń. (Żer.). 
Jak widać z przytoczonych powyżej przykładów, w ukła- 
dzie, przy którym orzeczenie logiczno-gramatyczne jest na po- 
czątku zdania, podział psychologiczny zdania może wypadać dwo- 
jako: a) granica między częściami psychologicznymi spływa z gra- 
nicą, dzielącą jego części logiczno-gramatyczne tak, że podmiot 
psychologiczny ogarnia wszystkie wyrazy, tworzące orzeczenie lo- 
giczno-gramatyczne, a na orzeczenie psychologiczne składają się 


t
>>>
140 


wyrazy tworzące podmiot logiczno gramatyczny i b) podmiot psy- 
chologiczny stanowi tylko jakaś drugorzędna część orzeczenia 
logiczno' gramatycznego, a zasada orzeczenia logiczno-gramatycz- 
nego, to jest czasownik w formie słowa orzekającego odchodzi 
poza granicę podmiotu psychologicznego i wraz z podmiotem lo- 
giczno-gramatycznym tworzy orzeczenie psychologiczne. Podział 
pierwszy jest właściwy zdaniom, w których słowo orzekające jest 
na pierwszym miejscu albo jest poprzedzane przez jakieś okre- 
ślenie, wewnętrznie z nim związane, na przykład okolicznik spo- 
sobu. Jeżeli natomiast na pierwsze miejsce w zdaniu wy
uwa się 
określenie, tylko zewnętrznie związane z treścią słowa orzekają- 
cego, na przykład okolicznik miejsca bądź czasu albo dopełnienie 
(obiekt), to ono właśnie stanowi podmiot psychologiczny, a słowo 
orzekające wraz z podmiotem logiczno-gramatycznym, składa się 
na orzeczenie psychologiczne. 
Układ 1:e słowem orzekającym na pierwszym miejscu jest 
cechą stałą zdań wtrąconych, wskazujących do kogo należą 
słowa bądź myśli, zawarte w cudzysłowie, Np. Zresztą - mówił 
dziadek - taki jest mój k"aprys. (Prus). - Cóż tutaj robisz? - 
zapytał inżynier. Nic, panie - odparł chłop. (Prus). - Stanie 
się według woli pani - odpowiedział ojciec. (Prus). - Śpiewaj 
pan! - zawołała do mnie jedna z dam. (Prus). ---: Pozdrowienie 
Petroniuszowi - rzekł młody człowiek. (Sienk.). - W tego ro. 
dzaju wypadkach, już sam początek cudzych słów stwierdza, że 
ktoś zaczął mówić, jest to więc fakt, narzucający się sam przez 
sit( z sytuacji; dlatego wyraz, który go oznacza, wysuwa się 
na początek zdania, gdyż tworzy w nim psychologiczny pod- 
miot. 
3) Trzecią podstawową odmianą układu wyrazów w zda- 
niu jest położenie śr o d k o w o - p o d m i o tow e, tj. takie, w któ- 
rym wyrazy, tworzące podmiot logiczno-gramatyczny, znajdują się 
w środku zdania między wyrazami, składającymi się na orzecze- 
nie logiczno-gramatyczne. W układzie środkowo-podmiotowym na- 
leży odróżniać d wie odmiany: a) z przed podmiotowym położe- 
niem słowa orzekającego i b) z popodmiotowym położeniem 
słowa orzekającego:
>>>
141 


a) Układ środkowo-podmiotowy z przedpodmiotowym poło- 
zeniem słowa orzekającego: 
. ex) Dał nam Pan Bóg I wszystkiego. (Krasiń.). - Wraca 
pacholę wiejskie I ze szkoły. (Kondr.). - l szły króle polskie I na 
obronę chrześcijan w dalekie kraje. (Mick.). - I dał Bóg kró- 
lom polskim i rycerzom I wolności. (Mick.). - I stała się po- 
łowa ludzi I niewolnicą drugiej połowy. (Mick.). - l trwała kłó- 
tnia I pół roku. (Mick.). - I kłaniali się ludy I bałwanom 
swoim. (Mick). - Nie działo się w Dobrzynie nic I bez Maćka 
rady. (Mick.). (Zdarzyło mi się być w Heraklei). Wysłał 
mnie tam K orbulo I z rozkazem ściągnięcia posiłków. (S:enk.). - 
Ucieszyło to mnie I bardzo (Słow.), - Serdecznie mu dziękował 
bł:at I za tę przysługę. 
p) W podany kubek I nalał Wiesław miodu. (Brodz.). 
Od czasu do czasu I rzucała pani krótkie rozkazy. (Sierosz.). 
W ciszy głębokiej I śpiewał jeden słowik smutno. (Słow.). 
O zachodzie słońca I kazał inżynier dać chłopom pić. (Prus). 
Jak widać z przytoczonych przykładów, podział psycholo- 
giczny. właściwy zdaniom typu 3 aa.. występuje wówczas, gdy 
miejsce początkowe w zdaniu zajmuje słowo orzekające lub okre- 
ślenie, związane wewnętrznie za słowem orzekającym, na przykład 
okolicznik sposobu; podział natomiast, właściwy zdaniom typu 3 a 1 1 ., 
występuje wówczas, gdy miejsce początkowe w zdaniu zajmuje 
jakieś określenie, tylko zewnętrznie związane z treścią słowa orze- 
kającego, na przykład okolicznik miejsca bądź czasu lub dopeł- 
nienie (obiekt). 
b) Układ środkowo-podmiotowy z popodmiotowym położe- 
niem słowa orzekającego: Np. 
Przez jakiś czas I nikt słowa nie śmiał przemówić. (Sienk.).- 
Po kilkogodzinnym postoju I nad ranem pociąg ruszył. (Prus).- 
Pewnego dnia I panna Klementyna była bardziej zajęta, niż zwy- 
kle. (Prus). - Niejednokrotnie I prosty ten ślusarz przekształcał 
pojedyńcze organa machin na inne. (Prus). - Bliżej I coś się 
ruszyło. (Krasiń.). - Od pewnego czasu I zdrowie jego zaczęło się 
psuć. (Sienk.). - Z zagrody I biała jarzębina wychyla się na 
ulicę. (Krasz.). - Obok I konie chrupotały siano. (Sienk.). - 


ł: 


'. .
>>>
142 


Z nocą I wszystko ucichło. (Mick.). - Nagle I coś szarpnęło 
mnie. (Prus). - W kwietniu I już słońce zaczęło dobrze ,dogrze- 
wać. (Kaczk.). 
Jeżeli sobie uprzytomnimy rozkład części zdania w każdej 
z trzech wyróżnionych wyżej odmian układu środkowo-podmioto- 
wego, to spostrzeżemy, że we wszystkich wypadkach podmiot 
gramatyczny występuje w tej samej części psychologicznej zdania, 
co zasada gramatycznego orzeczenia (słowo orzekające). Okolicz- 
czność ta sprawia. że odwracanie wzajemnego następstwa tych 
dwóch składników może się odbywać bez naruszenia granicy mię- 
dzy psychologicznym podmiotem a psychologicznym orzeczeniem. 
Np. Dał nam Pan Bóg I wszystkiego (3 a a) = Pan Bóg dał 
nam I wszystkiego. (1). - Serdecznie mu dziękował brat I za tę 
przysługę (3 a a). = Brat serdecznie mu dziękował I za tę przy- 
sługę. (1). - Od czasu do czasu I rzucała pani krótkie rozkazy. 
(3 a 
). = Od czasu do czasu I pani rzucała krótkie rozkazy. 
(3 b). - W podany kubek I nalał Wiesław miodu. (3 a 
). = W po- 
dany kubek I Wiesław nalał miodu. (3 b). - Przez jakiś czas I 
nikt słowa nie śmiał przemówić, (3 b) = Przez jakiś czas I nie 
śmiał nikt słowa przemówić, (3 a 
). - Z zagrody I biała jarzę- 
bina wychyla się na ulicę. (3 b) = Z zagrody I wychyla się na 
ulicę biała jarzębina (2 b). 
Możliwość tego rodzaju wahań w układzie części gramatycz- 
nych zdania zależy od tego, czy w treści przedstawieniowej, skła- 
dającej się na orzeczenie psychologiczne, dominuje i wysuwa się 
na plan pierwszy przedstawienie przedmiotowe, czy też przed- 
stawienie jakiejś czynności, stanu lub zjawiska. W pierwszym 
wypadku na pierwsze miejsce wysuwa się podmiot gramatyczny, 
a po nim' dopiero następuje słowo orzekające; w wypadku dru- 
gim odwrotnie, naprzód wysuwa się słowo, a po nim następuje 
podmiot gramatyczny. T ego rodzaju przesunięcia nie wpływają, 
jak widzieliśmy, na podział psychologiczny zdania, ale nie pozo- 
stają bez wpływu na styl zdania, bo dla stylu nie może być' 
sprawą obojętną, czy na plan pierwszy podmiotu lub orzeczenia 
psychologicznego wysuwamy przedstawienie jakiegoś przedmiotu 
czy też przedstawienie jakiejś czynności, stanu bądź zjawiska.
>>>
143 


Zdania, na przykład, szły króle polskie I na obronę chrześcijan 
lub króle polskie szły I na obronę chrześcijall, jakkolwiek są zna- 
kami tych samych treści przedstawieniowych i choć nie różnią 
się między sobą ani w podziale psychologicznym ani w ustosun- 
kowaniu składniowym swoich składn1ków, różnią się jednak sty- 
lowo, bo wykazują nieco odmienne ustosunkowanie zawartych 
w sobie przedstawień do wyrażanej przez się całości treściowej. 
W układzie, który temu zdaniu nadał Mickiewicz, dominującym 
przedstawieniem w podmiocie psychologicznym jest przedstawie- 
nie czynności (szły), a w tym układzie obocznym, jaki powyżej 
jako możliwą odmianę przytoczyłem, na plan pierwszy w treści 
podmiotu psychologicznego wysuwa się przedstawienie przed- 
miotu (króle), a później dopiero dodaje się obraz czynności tego 
przedmiotu. Mickiewicz w swoim zdaniu zaznaczał, że się coś 
działo, gdy tymczasem w podanym układzie obocznym mówi się 
przede wszystkim o ludziach, którzy byli sprawcami tego dziania; 
w wypadku pierwszym treść zdania została ujęta zjawiskowo, 
w wypadku drugim - przedmiotowo. Zmienia to, oczywiście, za- 
sadniczo zabarwienie stylowe zdania. 
Zagadnienie stylowych wartości układu części zdania jest 
jednak osobnym problematem, tutaj natomiast należy podkreślić, 
że przesunięcia tego rodzaju, co przytoczone, zmieniają typ układu 
części zdania. Pod wpływem takich przesunięć układ środkowo- 
podmiotowy z przedpodmiotowym położeniem słowa orzekają- 
cego, zależnie od granicy psychologicznej części zdania, prze- 
kształca się w układ początkowo-podmiotowy lub w układ środ- 
kowo- podmiotowy z popodmiotowym położeniem słowa orzeka- 
jącego; a układ środkowo-podmiotowy z popodmiotowym poło- 
żeniem słowa orzekającego przekształca się w układ środkowo- 
podmiotowy z przedpodmiotowym położeniem słowa orzekają- 
cego, bądź w układ końcowo-podmiotowy. Jak widać z podanych 
przykładów. różne odmiany, wypływające z różnego podziału psy- 
chologicznego zdania, występują nie tylko w układzie środkowo- 
podmiotowym, lecz także w układzie początkowo-podmiotowym 
i końcowo-podmiotowym. 
Wszystkie trzy typy układu części zdania, - z początko-
>>>
144 


# 


wym, śro4kowym i końcowym położeniem podmiotu logiczno- 
gramatycznego - mają w języku polskim całkowite równoupraw- 
nienie. Nad żadnym z nich nie zaciążyła jakaś utrwalająca go 
i dająca mu przewagę tradycja; to też w toku mowy polskiej 
wymieniają się one bezustannie, zależnie od zmieniających się co 
. chwila sposobów ujmowania treści znaczeniowej zdań i ustalają- 
cych się w związku z tym takich lub innych granic między czę- 
ściami psychologicznymi zdania. f 
Ta możność swobodnego układania części zdania chroni 
język polski przed składniową monotonią i daje się wyzyskiwać 
w celach podnoszenia artystycznych wartości stylu. 
Uderza jednak bardzo charakterystyczny szczegół. Oto po- 
mimo swobody, jaka panuje w sposobach układania części zdania, 
nie spotykamy się w języku polskim z jednym jesz
ze, teore- 
tycznie możliwym, układem, z układem środkowo orzeczeniowym, 
Typ ten nie jest obcy innym językom, występuje na przykład jako 
stała, ut
rta forma ofiarnych i autorskich formuł w napisach 
staro-greckich, np.: 


# 


\ 
, AAY.i
w; &VE&1J'Y-c 'Y-
&lXpcpob
 Y1Jcrtó)'t1j
 


W języku polskim układ środkowo-orzeczeniowy zjawia się 
tylko od czasu do czasu w ramach wiersza, np. Dzienna wol- 
nieje posucha (Mick.), tam jednak wywołują go względy uboczne, 
dążność do zachowania miary rytmicznej, a nie naturalny tok 
myśli. 


. 


... 


"'
>>>
o CZASOWNIKACH "ZAIMKOWYCH" 


W artykule ,,0 zaimkach czasownikowych" (jęz. Pol. XI, 
65 ust.) prof. K. Nitsch powraca go klasyfikacji części mowy, 
podanej niegdyś przeze mnie w pierwszym wydaniu mojej "Gra- 
rpatyki języka polskiego" (Warszawa 1914) i w pierwszych wyda- 
ńiach mojej Gramatyki szkolnej (poczynając od roku 1917). Oc.e- 
niając tę klasyfikację, prof. Nitsch stwierdza, iż "nie ulega wątpli- 
wości, że jeżeli chcemy przeprowadzić podział na części mowy 
konsekwentny, musimy temu podziałowi przyznać wyższość nad 
tradycyjnym, który szwankował zwłaszcza przez uważanie jaki, 
laki za zaimki, ale jakoś. tak za przysłówki". Istotnie, tradycyjny 
podział na części mowy ma tę słabą stronę, że wyodrębniając 
oddzielną kategorię z a i m k ó w, wysuwa nową podstawę klasyfi- 
kacyjną, nie mającą nic wspólnego z tą podstawą, na której oparto 
rozróżnienie rzeczowników, przymiotników, czasowników i przy- 
słówków. Tam bierze się pod uwagę tzw. desygnat, to jest t o, 
c o wyraz oznacza, a tu, przy zaimkach bierze się pod uwagę 
sposób, w jaki wyraz o
nacza właściwy sobie desygnat. W wy- 
niku tego braku jednolitej podstawy klasyfikacyjnej powstały ra- 
żące niekonsekwencje, gdyż wyrazy, będące współczynnikami je. 
dnego i tego samego desygnatu, były zaliczane do róż n y c h 
części mowy, tymczasem z tego stanowiska takie pary wyrazów, 
jak człowiek a on, dobry ataki, dobrze a tak powinny być w za- 
sadzie zaliczane do tych samych klas części mowy, a zaznaczające 
się między nimi różnice znaczeniowe powinny być uwydatnione 
dopiero w ramach każdej z tych klas zasadniczych. Te postulaty 
logiczne doprowad
iły mme do rozróżnienia rzeczowników właści. 


Język a człowiek i naród. 


10 


I
>>>
146 


wych i zaimkowych, przymiotników właściwych i zaimkowych 
i przysłówków właściwych i zaimkowych. Prof. Nitsch słusznie za- 
pytuje, dlaczego, rozumując z tą samą konsekwencją dalej, nie 
wyodrębniłem także w klasie czasowników dwóch odnośnych ka- 
tegorii - czasowników właściwych i zaimkowych. Ten brak kon- 
sekwencji z mojej strony prof. Nitsch stara się wytłumaczyć pe- 
wnymi nasuwającymi się tu trudnościami, ale zarazem zaznac
a, że 
.,jest jednak człowiek, co się przed tymi trudnościami nie cofnął 
i z tej samej wychodząc zasady, konsekwentny zbudował system". 
Chodzi tu o prof. Ferdynanda Brunot'a i o poglądy, które w roz- 
ważanej tu sprawie podziału na części mowy ogłosił ten uczony 
w roku 1922 w dziele swoim "La pensee et la langue". 
W związku z tym muszę dla ścisłości chronologicznej zazna- 
czyć, że już 14 lat przed ukazaniem się dzieła prof. Brunot' a, 
w roku 1908, publikując po raz pierwszy swoje poglądy na pod- 
stawy podziału części mowy, wyraźnie wyodrębniłem kategorię 
czasowników zaimkowych (formalno- realnych) i poza uzasadnie- 
niami teoretycznymi przytaczałem odpowiednie przykłady z żywego 
materiału językowego. Odnośny ustęp mojej ówczesnej pracy brzmi, 
jak następuje: 
"Rozpatrując części mowy formalno realne, z korzyścią dla 
"uczniów można by zwrócić uwagę, że pośród zaimków znajdują 
"się nie tylko wyrazy, odpowiadające rzeczownikom, przymiotni- 
"kom i przysłówkom (on, taki, tak), lecz także - chociaż w znacz. 
"nie mniejszej liczbie - wyrazy, odpowiadające liczebnikom i c z a- 
"sowniko m 1). Istnieją w języku wyrazy, które. wskazują na liczbę, 
"kolejność lub cechę przejściową przedmiotów, nie określając ich 
"bardziej dokładnie. Wyrazy np. wszystek i każdy określają przed- 
"mioty ze względu na ich liczbę i kolejność, lecz ściśle ani tej 
"liczby, ani kolejności nie oznaczają; 'l.l1szystek używa się w zna- 
"czeniu wszystkich liczebników; wszystek, wszyscy to pięć, mi- 
"lion i nieskończoność; każdy ma znaczenie wszystkich liczebni- 
"ków porządkowych; każdy to nie tylko pierwszy, ale i dzie- 
"siąty, tysięczny itd." 


l) Podkreślenie obecne.
>>>
147 


"Do rzc:du formalno-realnych (zaimkowych) czasowników mo. 

,żna zaliczyć te słowa, które zatraciwszy jakąkolwiek ściśle okre- 
"śloną treść, wskazują tylko na sam fakt, że chodzi o cechę przej- 
"ściową przedmiotu 1). W zdaniu np. brat dziś siedział w domu, 
"wyraz siedział dokładnie nie oznacza żadnej cechy brata, wskazuje 
.. tylko, ze mamy na myśli jakąś jedną lub cały szereg cech p r z e j- 
"ś c i o w y c h. To samo mozna powiedzieć o wyrazie istnieje. Wy- 
"raz ten oznacza, ze w określonym przez niego przedmiocie wy- 
"stępują na pewien czas najrozmaitsze cechy, lecz dokładnie cechy 
"te nie są oznaczone". 
'"W podrecznikach szkolnych miano zaimków nadawane bywa 
"tylko tym wyrazom formalno-realnym, które odpowiadają rze- 
"czownikom, przymiotnikom i niektórym liczebnikom; formalno- 
"realne przy
łówki i czasowniki zostały wcielone do kategorii przy- 
"słówków i czasowników realnych. Niedokładność ta jest wynikiem 
"tego, ze w podręcznikach szkolnych zostały pomieszane dwie 
"klasyfikacje wyrazów, - klasyfikacja formalna i klasyfikacja zna- 
"czeniowa. Zaimek, według rozpowszechnionej w podręcznikach 
"szkolnych definicji, jest częścią mowy, która zastępuje nazwy 
"przedmiotów i cech i odmienia się według przypadków. Stojąc 
"na stanowisku takiej definicji. możemy mówić o zaimkach tylko 
"jako o częściach mowy, które używają się zamiast rzeczowników, 
"przymiotników i liczebników, O przysłówkach i czasownikach:!) 
"zaimkowych nie może być mowy, bo na to nie pozwala część 
"formalna podanej definicji, która głosi, że zaimki odmieniają się 
"według przypadków- Z tego wynika, że chcąc uniknąć nieporo- 
;,zumień, należy obiedwie klasyfikacje wyrazów (formalną i znacze- 
"niową) ściśle rozgraniczać, gdyż są oparte na zupełnie różnych, 
"nic nie mających ze sobą wspólnego podstawach". 
Jest to wyciąg z artykułu mojego " Teoria języka polskiego 
w wykładzie szkolnym", ogłoszonego w 1908 r. w Warszawie 
w wydawnictwie zbiorowym pn. "Prądy w nauczaniu języka ojczy- 
stego" (str. 132-133). Przytoczyłem ten ustęp moich ówczesnych 
rozważań w całości, gdyż wydawnictwo, w którym artykuł mój był 
l) W pojęciu cechy przf:jściowej ujmowałem ogólnie stany i czynności. 
2) Podkreślenie obecne. 


..
>>>
... 


148 


umieszczony, mało jest znane, 
wiedział prof. Nitsch, zawsze 
o najmniejszych drobiazgach 
językoznawczej. 
Miło jest spotkać się z powtórzeniem własnych pomysłów, 
bo to nadaje im tym wyrazistszych cech słuszności, a uczucie tej 
z zewnątrz płynącej pewności staje się tym razem tym większe, że 
potwierdzenie wychodzi od tak wybitnego lingwisty, jakim jest 
prof. F. Brunot. Lektura jego ostatniego dzieła dała mi sposobność 
przekonania się, że nie tylko w sprawie podziału na części mowy. 
lecz także w wielu innych zagadnieniach, choćby na przykład w po- 
glądach na metodologiczne ustosunkowanie gramatyki psycholo- 
giczno-opisowej do historycznej l), panuje między nami zadziwiająca 
zgodność. Jako wynik samodzielnych i wzajemnie niezależnych 
rozmyślań, jest ona bardzo ważkim argumentem dowodowym. Nie 
o te jednak argumenty w danym wypadku tu chodzi, wysunąć 


czego dowodem, że nic o nim nie 
dokładnie poinformowany nawet 
bibliograficznych naszej literatury 


l) Por. np. takie zdanie Brunot'a, jak "gramatyka historyczna nie może 
dać dokładnego i rzeczywistego rysu języka współczesnego" (La pensee et la 
langue p. X1I1) i dalej w tym samym dziele na str. 6.: "nie było by nic bardziej 
fałszywego, jak stosowanie spostrzeżeń historycznych do interpretacji języka współ- 
czesnego, Język musi być ujmowany w takim stanie, w jakim się zarysowywa 
w mózgu czlowieka współczesnego, jeśli chcemy uniknąć bardzo poważnych błę- 
dów w jego analizie" z licznymi moimi. z takim samym ujęciem zagadnienia wy- 
powiedzeniami. np. "zadaniem nauki jest nie tylko wykazywanie i objaśnianie 
zmian, zachodzących z biegiem czasu w historii języka, lecz w równej mierze 
także dokładny rozbiór współczesnego systemu myślenia językowego" (Grama- 
tyka w szkole średniej, w "Wychowaniu w domu i szkole" VI, 1, str. 422, War- 
szawa 1913), a dalej, .,Dwa te punkty widzenia (historyczny i psychologiczny) 
niejednokrotnie się wykluczają, bo sposób, w jaki ta lub inna forma gramatyczna 
bywa ujmowana w dzisiejszym myśleniu językowym często nie odpowiada wcale 
pochodzeniu... przypisywanie jakiegokolwiek wplywu na współczesne myślenie ję- 
zykowe czynnikom, które, jak stwierdza historia, dawno już działać przestały, było 
by dowolnym przesuwaniem płaszczyzn chronologicznych. A przez złośliwe zrzą- 
dzenie losu niebezpieczeństwo to grozi właśnie tym, którzy fakty językowe ujmują 
i cenią wyłącznie ze stanowiska historycznego. Historia języka może wytłumaczyć 
pochodzenie wytworów językowych, może wyjaśnić sam fakt ich istnienia w tej 
a nie innej p:)staci, ale nie może określić roli, jaką one odgrywają we współ- 
czesnym mechaniźmie językowym, jak się zarysowują we współczesnej świado. 
mości językowej i jakie stanowisko zajmują w dzisiejszym systemie gramatycz- 
nym. (Pisownia polska, jej historia, uzasadnienie i prawidła, Warszawa 1917, 
str. 41, 57, 58). 


.
>>>
149 


raczej należy powody, dla których pisząc gramatykę, nie zastoso- 
wałem w praktyce zasad własnego systemu teoretycznego. 
Na pytanie to dał już częściowo odpowiedź w swoim arty- 
kule prof. Nitsch. Do wyłuszczonych tam względów teoretycznych, 
dodam od siebie bardzo ważny powód praktyczny, którym się 
przy opracowywaniu swojej Gramatyki kierowałem. Rozumiejąc 
potrzebę reformy gramatyki szkolnej, wiedziałem, że trzeba będzie 
przekształcić niejeden od wieków w niej panujący system, niejedną 
klasyfikację i niejeden sposób ujmowania faktów, wszystkie tego 
rodzaju zmiany, jako istotne, musiałem przeprowadzić z całą bez- 
wzg!ędną konsekwencją, pragnąłem natomiast, o ile możności. za- 
chować ustalone, tradycyjne terminy gramatyczne, chciałem, jak się 
nieraz w swoich wykładach dla nauczycieli wyrażałem, wlać w stare 
miechy nowe wino, - stare terminy wypełnić nową treścią. 
Unikałem, o ile możności, wprowadzania nowych pojęć i ozna- 
czających je nowych terminów, wolałem raczej, gdzie tego zaszła 
potrzeba, poniechać starych bałamutnych pojęć, a przede wszyst- 
kim dążyłem do uzgodnienia tradycyjnej terminologii z nowymi 
pojęciami. Przedstawienie zdania. jako tworu dwuczłonowego, zmu. 
siło mię do wprowadzenia takich terminów, jak podmiot rozwinięty 
i nierozwinięty i orzeczenie rozwinięte i nierozwinięte. Względy 
teoretyczne kazały mi wykreślić ze składni zdania złożonego po- 
jęcie zdań skróconych; te same powody łącznie z nakazami dy- 
daktycznymi zmusiły mię do zastąpienia w nauce o słowotwórstwie 
terminów, "wyrazy pierwotne i pochodne" terminami "wyrazy nie- 
rozwinięte i rozwinięte". Takie terminy, jak głoska, samogłoska, 
spółgłoska, zgłoska, przyrostek, temat, zdanie itd. zostały nietknięte 
w swojej zewnętrznej postaci, zmieniły tylko w większym lub mniej- 
szym zakresie swoją dawną treść w związku z nowym sposobem 
przedstawiania i ujmowania oznaczonych przez nie faktów i zja- 
wisk. Wreszcie zdarzało się czasem, że stary termin trzeba było 
przekształcić, żeby go nagiąć do nowego systemu. W takiej wła- 
śnie potrzebie znalazłem się w stosunku do tradycyjnego terminu 
,,
aimek". Zdawałem sobie jasno sprawę, że opierając się na se- 
mantycznej funkcji wyrazów, terminem tym obejmowanych, powin- 
l,1iśmy tu złączyć także pewną kategori«.c czasowników; ale zupd- 


. 


t 
\. 


,/
>>>
150 


ł 


nie świadomie nie chciałem w tym wypadku tradycyjnego pojęcia 
zbyt daleko rozszerzać. Wziąłem więc za punkt wyjścia ustaloną 
przez tradycję kategorię i w zasadzie nie zmieniając jej pojęcio- 
wego zakresu, inaczej tylko zaklasyfikowałem wchodzące w jej 
zakres wyrazy: zamiast odrębnej kategorii zaimków (rzeczowych 
i przymiotnych) wprowadziłem podklasę rzeczowników zaimko- 
wych i przymiotników zaimkowych. Do uzyskanych w ten sposób 
dwóch kategorii musiałem dla względów już nie tylko znaczenio- 
wych, ale także formalnych dołączyć trzecią rów.norzędną katego- 
rię - przysłówków zaimkowych, bo one mają te same tematy 
zaimkowe co rzeczowniki zaimkowe i przymiotniki zaimkowe (np. 
t-en, t-aki, t-ak). 
Poza te granice wychodzić nie chciałem, bo tu miałem za sobą 
rzucający się w oczy paralelizm znaczeniowy i formalny, a kate- 
goria czasowników zaimkowych opierałaby się tylko na podsta- 
wie znaczeniowej. Poważnym względem była dla mnie także ta 
okoliczność, że wprowadzone przeze mnie terminy "rzeczownik 
zaimkowy", "przymiotnik zaimkowy" i "przysłówek zaimkowy" 
wprawdzie były nowością w polskiej terminologii gramatycznej, 
ale znajdowały swoje analogie w ustalonej od Jawna terminologii 
francuskiej, np. adjectifs possessifs, adjectifs interrogatifs, adjectifs 
demonstratifs, adjectifs indefinis, (p. Brachet et Oussouchet l) a na- 
wet adjecti.fs numeraux ordinaux, odpowiadających moim przymiot- 
nikom 
iczebnikowym, i w gramatykach (także szkolnych) języków 
klasycznych, gdzie obok pronomina correlativa, figurują zawsze 
adverbia correlativa, np. "d; - 't
; - 0CE: o
'tQ; - 8; - ocr'tt
; 
';tO!) - 1tOU - E'I&!%. E.'I&cioE - o
 - 01tO'J itd. 
Jeżeli · pomimo te precedensy i analogie terminologiczne, 
wprowadzona przeze mnie klasyfikacja spotkała się z tylu prote- 
stami i nie znalazła aprobaty nawet na konferencjach poświęco- 
nych sprawie gramatyk równoległych (patrz Język polski, rocznik 
9 1921), to jasnym się staje, że popełniając świadomie niekonse- 
kwencję teoretyczną, praktycznie miałem słuszność, bo życie spę' 
dziło mię nawet z tej połowy drogi, na którą w imię konsekwencji 
. teoretyczne j ośmieliłem się był wysunąć. ł 
I) Grammaire Franc;aise. - Cours superieur, Paris 1911, p. 168, 


, 


t 


. 


, 


. 


.
>>>
ZARYS HISTORII PISOWNI POLSKIEJ*) 


Wyraz p i s o w n i a, używany w codziennym, powszechnie 
nadawanym mu znaczeniu, zawiera dwa pojęcia) które ściśle roz- 
różniać należy: 1) pojęcie pisowni właściwej, czyli o r t o g r a f i i 
i 2) pojęcie grafiki. Grafiką nazywamy sposób oznaczania poszcze- 
gólnych dźwięków językowych za pomocą odpowiednich znaków 
piśmiennych, czyli liter, ortografia natomiast zastanawia się nad 
sposobem wyrażania w piśmie znakami, ustalonymi przez grafikę, 
faktów języka mówionego, jego właściwości fonetycznych, morfo- 
logicznych i składniowych. Rozmaite sposoby oznaczania w piśmie 
polskim spółgłosek miękkich lub zmiękczonych (średniojęzykowych 
lub uśredniojęzykowionych): koń, konie) kOili - należą do za- 
kresu grafiki; rozróżnianie natomiast lub nierozróżnianie końcówek 
rodzajowych w deklinacji przymiotników i zaimków rodzajowych 
jest zagadnieniem ortograficznym. 
Z podanych określeń wypada, że historia grafiki jest właści- 
wie historią abecadła, abecadło bowiem jest ułożonym w nasł
p- 
stwie, przez tradycję przyjętym, zbiorem wszystkich znaków pi- 
śmiennych, za pomocą których oznaczamy poszczególne dźwięki 
tego lub innego języka. Ponieważ jednak zagadnienia ortograficzne 
niekiedy ściśle się łączą z zagadnieniami graficznymi, a przez 
dawniejszych pisarzy, zajmujących się sprawami pisowni, dwa te 
składowe pojęcia, łączące się ze znaczeniem wyrazu p i s o w n i a 
nie były zupełnie rozróżniane, przeto odtwarzając historię orto- 
grafii) trzeba z konieczności uwzględniać również zmiany, wy- 
tworzone z biegiem wieków w systemie grafiki. 
Histo ria pisowni polskiej początkami swymi sięga pierwszych 
.) Patrz mój artykuł w Encyk1. Wych. pn. Pisownia t. III r. 1911.
>>>
152 


wieków chrześcijaństwa w Polsce. ponieważ jednak pierwsze pom- 
niki języka polskiego pochodzą dopiero z w. XIV, przeto wiado- 
mości nasze o pisowni polskiej wieków XI, XII i XIII, oparte na 
glosach polskich, spotykanych w dokumentach i dziełach, pisa- 
nych po łacinie są bardzo szczupłe i ułamkowe, a o ile chodzi 
o wiek XI i XII nie są nawet bezpośrednie, bo źródła wieków 
XI i Xll posiadamy tylko w poźniejszych odpisach. Na podstawie 
materiału, będącego w naszym rozporządzeniu, wnosić należy, że 
ortografia i grafika polska w pierwszych wiekach swej historii 
znajdowała się tak samo, jak piśmiennictwo i język literacki, pod 
bezpośrednim wpływem czeskim. Za świadectwo tego wpływu 
mogą służyć następujące przykłady: w wieku XII i następnych 
spółgłoskę j tak w polskiej, jak w czeskiej grafice oznaczano za 
pomocą litery g, np. Bartotozege = Bartodzieje, WogizLauS albo 
W ogyzlaus = W ojisław, Selistrig = Żelistryj, Ge/itowo = Jelitowo, 
Gemelnicha= Jemielnica. Spółgłoskę c tak Polacy, jak Czesi, ozna- 
czali literami c, cz, ch, tz; spółgłoskę cz tak w polskiej, jak w cze- 
skiej grafice oznaczano za pomocą liter cz, czz, ch, chz, czs, chzs, 
spółgłoskę sz - literami s, ss i niekiedy p
zez 5Z, spółgłoskę 
ż -literami s, ss, zz, np. Chelmetz= Chełmiec, Sandowicz=Sądo- 
wic, ceber; Chazlav = Czasław, Czarnowas = Czarnowąs ; Cisow, 
Cissow= Czyżów,' Sidlow=Szydłów, Zelislawus, Selislaus=Zeli- 
sław, Sarnow=Żarnow, Sucow=Żuków. Miękkość (średniojęzy- 
kowość) spółgłosek tak w polskiej, jak w czeskiej grafice starano 
się wyrażać w pozycji przed samogłoskami za pomocą litery y, 
samogłoski długie - za pomocą liter podwójnych; np. y twemu 
ymyenyu psalmy bede molwicz (Ps. Pul.) = y twemu ymenu psalm 
bCfdct molwicz (Ps. Flor.)=a imieniowi twojemu pieśń zaśpiewam 
(Wujek.). - bede spowyedacz szye toby e w lyudzyoch, gospodnye 
(Ps. Pul.) = spowadacz se bctdct tobe w ludzoch, gospodne (Ps. 
Flor.) = będęć wyznawał między narody, Panie (Wujek),- Adaam, 
deenko, kameen (Parkosz). 
Przytoczone przykłady wskazują, że grafika polska owych cza- 
sów nie była jeszcze ustalona, cechowało ją przy tym wiele nie- 
dokładności i sprzeczności. Nie ma w tym nic dziwnego, bo litery 
abecadła łacińskiego, za pomocą którego starano się oznaczać
>>>
153 


dźwięki polskie, na potrzeby języka polskiego nie wystarczały. 
Język polski, jak i inne słowiańskie, ma znacznie więcej głosek, 
niż język łaciński, to też wyrażanie w piśmie dźwięków językpwi 
łacińskiemu obcych, sprawiało polskim pisarzom średniowiecznym 
wiele kłopotów; każdy oznaczał je po swojemu za pomocą dwóch 
lub kombinacji kilku liter albo też nie uwydatniał wcale różnic, 
zachodzących między wymową polską a łacińską Tak na przy- 
kład, bardzo często, szczególniej w pierwszych wiekach, nie ozna. 
czano wcale miękkości spólgłosek: lepey (Ps. Flor.): lyepyey (Ps. 
PuL), na nebesech (Fl.): w nyebyeszyech (Pul.); rozdzeljli s9 
ostatky' swoje malutkim swogim (FI.): rozdzye/y/y ostatki. swoye 
dzyatkam swym tPuł.). 
Zwyczaje graficzne, a tym bardziej zasady ortografii, nie były, 
jak widać z podanych przykładów, w wieku Xl, XII, XIII i XIV 
ustalone, to też w miarę podnoszenia się poziomu oświaty i wzra- 
. stania wydajności piśmienniczej potrzeba jakiejś reformy i upo- 
rządkowania, stawała się coraz bardziej wyraźną. Pierwszym, który 
się tego zadania podjął, był kanonik krakowski, rektor kościoła 
parafialnego na Skałce. Jakub, syn Parkosza z Żurawicy w woje- 
wództwie Sandomierskim; około r. 1440 napisał on traktat o orto- 
grafii polskiej l). Parkosz starał się ustalić grafikę polską, propo. 
nowana jednak przez niego reforma nie przyjęła się i pozostała 
bez naj mniejszego wpływu na dalszą historię pisowni polskiej. 
Stało się to wskutek tego, że jak się wyraża prof. J. Łoś "cały 
Gego) system ortograficzny jest częścią niekonsekwentny, częścią 
niepraktyczny, wreszcie niedostateczny, a przez to trudny do za. 
pamiętania," a słuszność tej oceny potwierdzi każdy, kto się uwa- 
żnie przyjrzy "obiecadu" Parkosza. Tak, na przykład, miękkość 
spółgłosek 
znaczał Parkosz za pomocą zmieniania kształtów liter: 
" 


\. 


l) Traktat Jakuba po raz pierwszy został wydany przez J. S. Bandtkiego / 
pn, "Jacobi Parcossii de Zórawice antiquissimu5 de orthographia polonica libel- 
lus, rogatu et sumptibus Edm. com. Raczyński, opera et studio G. S. Bandtkie 
editus". Poznań 18.30. Wydanie to posiada wiele braków i niedokładności. Po raz 
wtóry, krytycznie, wraz z oceną reformy i wykazaniem znaczenia traktatu dla 
historii języka p3lskiego, wydał w II t. Mat, Prac. Kom. Jęz. Ak. Um. Kr. w r. 
1907 prof. la
 Łoś 'pn. "Jakuba, syna Parkoszowt'go traktat o ortografii polskiej-. 


.
>>>
1.54 


i 


p=p', p=p, b=b', b =b, n=ń, "IJ=n, m=m', 1'=/, 1=/, 
=ć, c=c, 
chcąc naj widoczniej pojedyńcze dźwięki oznaczać za pomocą po- 
jedyńczych liter; ale zasada ta nie została konsekwentnie przepro- 
wadzona, bo cały szereg dźwięków między innymi i niektóre spół- 
głoski miękkie wyrażał Parkosz za pomocą liter podwójnych, a na- 
wet potrójnych: ssz=ś, sz, sch=sz, dz=dź; samogłoski długie 
oznaczał literami podwójnymi: aa=a, 00=0 ee=e itd. 
Oto początek wiersza. który dla wzoru, przytoczył Parkosz 
na końcu swego ł raktatu. 
Ktho chce pissa
 doskonal'e 
G9zik porski itesz prave 
Umey obecado moye 
Kthoresz tak 'ljapissal tobe 
abi pissal tak krothke a 
aa ssovitho qdze szs9 bsdluszaa 
podluq thego bądze pissarj 
rudzy bszystkych o
ec adaam, itd. 
Następcą Jakuba Parkosza był ks. 
tanisław Zaborowski, 
.który w r. 15] 8 w Krakowie u Hallera wydrukował rozprawę 
pn. "Orthographia, se!l modus scribendi et legendi polonicum 
idioma quam utilissimus" (Ortografia, czyli najdogodniejszy sposób 
pisania i czytania w języku polskim). Dzieło to cieszyło się zna- 
cznie większą, niż traktat Parkosza, popularnością, gdyż między 
rokiem 1518 a 1564 doczekało się siedmiu wydań 1). ° ile Par- 
kosz, jako prawowierny katolik i dostojnik kościoła, nie chcąc 
być pomówionym o jakiekolwiek powinowactwo duchowe, choćby 
nawet w rzeczach ortografii, ze spalonym na stosie heretykiem 
Husem (1415 r.), dźwięki polskie, których odpowiedników język 
łaciński nie posiadał, 'wyrażał za pomocą dwuznaków, niekiedy 
nawet trójznaków, czyli połączenia dwóch lub trzech liter; o tyle 
Zaborowski stosuje w tych wypadkach zasadę, wprowadzoną 
przez Jana Husa do grafiki czeskiej, tj. używa znaków rozróż- 
niających ( diakrytycznych). System graficzny Husa, zredagowany 
1) Na język polski przetłumaczył je A. F. Kucharski i wydał pn. "Ks.. 
Stan. Zaborowskiego ortografia polska z łacińskiego na polski ięzyk przełożona, 
z przydaniem uwag tłumacza, tudzież ortografii Seklucjana". Warszawa 182'5. 


. 


.
>>>
. 


około r. 1411, polegał na zasadach następujących: 1) na usu- 
nięciu wszelkich znaków, tworzących kombinację dwóch lub kilku 
liter, z wyjątkiem dwuznaku ch, używanego także w grafice łaciń- 
skiej, 2) na zastąpieniu takich kombinacji dwóch lub kilku liter zna- 
kami rozróżniającymi, np. c zam. cz. s zam. SZ, r zam. rz, 3) na wy- 
różnianiu długości samogłosek za pomocą znaku ostrego przycisku 
(accentus acutus), np. at = a, 4) na ścisłym rozróżnianiu i i y. 
Tą samą drogą poszedł Zaborowski, ale system jego, jak- 
kolwiek przewyższał konsekwencją i prostotą "obiecado " Par- 
kosza, nie doznał również w szerszych kołach przychylnego przy- 
jęcia, gdyż zbyt stanowczo zrywał z panującymi wówczas w gra- 
fice polskiej zwyczajami i nawyknieniamjl). Nie przyjęły się rów- 
nież próby reformy, podejmowane przez Seklucjana, a nawet tak 
znakomitych pisarzy. jakimi byli Jan Kochanowski i Łukasz Gór- 
nicki i). W wieku XVI wyłącznie prawie panował system graficzny, 
przyjęty przez drukarzy krakowskich, którzy nie zrywając zbyt 
bezwględnie z tradycją, licząc się więcej z nawyknieniami ogółu 
piszących i czytających, wprowadzali do pisowni, uświęconej zwy- 

zajem, niewielkie jeno zmiany. Jest rzeczą nader znamienną, że 
nawet januszowski, jeden z gorętszych reformatorów pisowni, 
zostawszy spadkobiercą drukarni Łazarzowej i uzyskawszy w ten 
sposób zupełną możność wprowadzenia w życie proponowanej 
przez siebie w "Nowym karakterze" reformy, poszedł drogą utartą 
i w wydawanych przez siebie książkach stosował grafikę trady- 
cyjną: reform
tor-pisarz przedzierzgnął się w zachowawcę. 


. 
. 1) Por. J. Łoś. Przegląd językowych zabytków staropoisk. Kraków 1915 
str. 128 n. 

} Swój system graficzny podał Seklucjan w dodatku, umieszczonym na 
końcu wydanego przez siebie, w Królewcu w r, 1551 przekładzie Pisma św. 
pn. Orthog
aphia, tj. nauka pisania i czytania ięzyka polskiego, ile Polakowi 
potrzeba, niewielu słów dostatecznie wypisana. - Systemy graficzne Kocha- 
nowski'ego i Górnickiego zostały ogłoszone drukiem w r. 1594 przez J. Janu- 
szowskiego w książce ,.Nowy karakter z drukarnie Lazarzowey y orthographia 
polska Jana Kochanowskiego, Jego M. P. Łukasza Górnickiego etc. Jana Janu- 
. szowskiego". Poza tym ortografia Kochanowskiego zostala ogłoszona w r. 1592 
w Joannis Ursini (jana Niedźwiedzkiego): "Methodicae grammaticae libri 
quattuor. " 


\ 


135 


I 


.. 


.
>>>
156 · 


. 


Ta zachowawczość drukarzy krakowskich łatwo się da wy- 
tłumaczyć ich dbałością o jak naj szersze rozpowszechnianie wyda- 
wanych książek, czemu na przeszkodzie, rzecz zrozumiała, mógł 
stawać system graficzny, odbiegający od normy zwyczajowej, 
a więc dla ,ogółu nie zawsze zrozu.miały, niekiedy wręcz niemiły. 
Nie zrywając z tradycją, drukarze krakowscy rozumieli jed- 
nak, że wprowadzenie pewnych zmian, choćby ustalenie'wartości 
dźwiękowych niektórych znaków i oparcie ortografii na nieco 
stalszych podstawach jest' rzeczą wprost niezbędną. To też pewne 
zmiany zostały przez nich wprowadzone i dadzą się streścić 
w sposób następujący: l) J. H a 11 e r ustalił znaki rz i z. 
2) H. W i e t o r wprowadził literę ci na oznaczenie a (szero- 
kiego 1) ą, ę, litery c, n, s, z, dz, dz, dź; ograniczył ściśle war- 
tość dźwiękową dwuznaku cz, nadając mu wyłączne znaczenie 
spółgłoski cz; rozróżniał za pomocą oddzielnych znaków' spół- 
głoskę ł i I; starał się ustalić sposoby oznaczania głoski j, wyra- 
żając ją na początku wyrazów literą i, w środku wyrazów literą 
i i Y i na końcu wyrazów literą y; poza tym usiłował oprzeć or- 
tografię polską, pełną rażących sprzeczności na bardziej pewnych 
i stałych podstawach. 3) M. W i e r z b i ę t a ograniczył wartość 
dźwiękową dwuznaku sz, przez który wyrażał wyłącznie spół- 
głoskę sz. 4) L. A n d r y s o w i c z wprowadził litery b', p', m', 
w', f', na oznaczenie wargowych i wargowo-zębowych spółgłosek 
zmiękczonych, litery e i 6 na oznaczenie ścieśnionych samogłosek 
o, e; wreszcie prowadził dalej pracę, podjętą przez W i e t o r a 
nad ustaleniem ortografii i nadaniem jej pewnych uzasadnionych 
podsta w. 
Ortografia wieku XVI w naj ogólniejszych zarysach da się 
streścić w następujących punktach: 1) w deklinacji zaimkowo- 
przymiotnikowej nie rozróżniano form 
odzajów, przy 
zym uży- 
wana jeszcze w wieku XV końcówka Miejsc. l. poj. - im wsku- " 
tek upodobnienia do Narzęd. 1. poj. była oznacza
a przez - gm: 


1) Litera a oznaczała a ścieśnione, zbliżające się do o. W związku z tym 
na oznac2:enie nosowego o (Q) uŻywano litery ą. Patn K. Nitsch. Roczn. Slaw. - 
II, 39-40; także w Jęz. Polsk. II, 52-55 w artykule: Dlaczego nosowe o 
oznaczamy przez ą ? 


. 


I
>>>
157 


formy tym, dobrym miały znaczenie Narzęd. i Miejsc. l. poj. tak 
rodzaju męskiego, jak i nijakiego, 2) tak samo nie rozróżniano 
rodzajów w formach Narzęd. 1. mnog., a więc pisano tymi, do- 
brymi lub tem; dobrem; bez różnicy dla wszystkich trzech rodza- 
jów 1) 3) formy imiesłowu tzw. zaprzeszłego, utworzone od tema- " 
tów spółgłoskowych, pisano z bardzo małymi wyjątkami, bez - I, 
a więc przyszedszy, upadszy 2). 
Zdawało się, że praca rozpoczęta przez drukarzy krakow- 
skich, będzie się pomyślnie w wiekach następnych rozwijała, tym 
bardziej, iż, na pozór przynajmniej, okoliczności temu sprzyjały: 
ortografii polskiej zaczęto uczyć po szkołach, nie tylko protestanc- 
kich, gdzie język polski doznawał staranniejszej, niż gdzieindziej. 
opieki, lecz również w koloniach Akademii Krakowskiej, w szko- 
łach, zakładanych przez Akademię Zamojską i u Jezuitów. Na 
końcu gramatyk łacińskich umieszczano rozdział o ortografii pol- 
skiej oraz luźne uwagi o języku polskim. Poza tym w drugiej po:" 
łowie wieku XVI zaczynają się ukazywać gramatyki języka pol- 
skiego, których autorowie zajmują się także kwestiami ortogra- 
ficznymi:!). Teoretycznych przeto roztrząsań ortograficznych nie 
brakowało, a jednak pomimo to zmiany, jakie w ciągu wieków 
XVII i XVIII zaszły w praktycznej, przez ogół stosowanej pisowni, 
uznać naleiy za zwrot w kierunku wstecznym, a stało się to wsku- 
tek braku pewnej w tym względzie dbałości tak pisarzów, jak 
i wydawcó w. 
l) Porównaj A. A. Kryński. Gram. jęz. polsk. 

 146, 216, 217 i 164, 
220; także R. Piłat. Gram. jęz. polsk. 
 1013, uwaga 2. 
2) Porównaj R. Pilat. Ueber das poiDische participium praet. act. auf. - szg 
(Archiv fur sJav. Philologie, III, 67-76); także A. A. Kryński. Gram. 
 267. 
R. Pilat Gram. 
 1281. 
3) Patrz J. Łoś. Przegląd język, zabytków staropoisk. str. 130 nast. 
Pierwszą gramatykę języka polskiego napisał i wydał w 1531 pn. "Gram- 
matica Polonica" Henrichmann, praca ta nie zachowała się jednak i wiemy o niej 
tylko ze wzmianek innych autorów. Najstarszą, znaną dotychczas. gramatykę 
polską w dał w Krakowie u Wierzbięty w 1567 spolszczony Francuz, Piotr Sto- 
jeński '(St
torius) pn. Polonicae Gra
maticues iDstitutio. in eorum, gratiam, qui 
eius linguae elegaDtiam cito et facile addiscere cupiunt. Pi
rwszym. Polakie
, 
który napisał gramatykę języka polskiego. 
ył Ja
 Karol WOI
a; .dzl
ło. swole 
wydał w Gdańsku w r. 1690 p. i. CompendlOsa bnguae poloDlcae lDsbtubo.,
>>>
158 


, 
W ciągu wieku XVII i XVIIl zostały usunięte z grafiki pol. 
skiej znaki e i 6; w wieku XVII wychodzą z użycia litery 1', w'. 
m', na początku wieku XVIII znika zupełnie b' i p', a w drugiej 
połowie wieku XVIII wychodzi ostatecznie z użycia litera a. Co 
się zaś tyczy ortografii we właściwym tego wyrazu znaczeniu, to 
zapanowało w niej zupełne zamieszanie i dowolność. 
Stan ten zmienia się na lepsze dopiero w trzeciej ćwierci 
wieku XVIII, kiedy Komisja Edukacyjna wprowadza do szkół pu- 
blicznych Gramatykę ks. Onufrego Kopczyńskiego 1) i w ten spo- 
sób przyczynia się choć w pewnym stopni
 do tak bardzo pożą- 
danego ustalenia zasad pisowni polskiej. Reforma Kopczyńskiego 
polegała na przywróceniu wyszły ch z użycia w ciągu wieku XVII 
i XVIII liter a, 6, e, które w systemie Kopczyńskiego otrzymują 
znaczenie samogłosek a, o, e, ścieśnionych; na przywróceniu liter 
b', p', m', w' na oznaczanie odpowiednich spółgłosek' miękkich; 
wreszcie, co jest rzeczą najważniejszą, na ustaleniu całego szeregu 
prawideł ortograficznych, wprawdzie nie zawsze szczęśliwie utwo- 
rzonych i wystarczających, ale bądź co bądź wprowadzających 
w panujący dotychczas zamęt pewien ład i porządek. Że reguły 
Kopczyńskiego, dotyczące pisowni gramatycznej, nie zawsze. były 
wystarczające, świadczy o tym fakt, że sam Kopczyński ograniczył 
zakres ich stosowania "do półtorej od końca zgłoski" 2), wątpli- 
wości zaś, nastręczające się '-:' pisowni tematów, miał rozstrzygać 
słownik. Tak, na przykład, określając użycie litery a, Kopczyński 
mówi, że "mają a ścieśnione imiona, zakończone na - ab, - af, - ak, 
niektóre na arm, - ap, niektóre na - acz, niektóre na - aż". Uży- 
cie e ścieśnionego uzależnił Kopczyński od formy przypadka dru- 
giego, formułując prawidło w sposób następujący: "e otwarte wy- 
rzuca się, e ściśnione zatrzymuje się.16 Reguła ta, jak widać, nie 
mogła wpłynąć na ujednostajnienie pisowni, gdyż miała cały sze- 
reg wyjątków, np. człowiek: człowieka, zgiełk: zgiełku, gdzie e 


l) Gramatyka języka polskiego i łacińskiego dla szkół narodowych; część 
pierwsza ukazałe się w r. 1778, druga w r. 1780, trzecia w 1783. 
2) Por. P. Kopico. Krytyczny rozbiór gramatyki narodowej O. Kopczyń- 
skiego. Kraków 1909. (Osobne odbicie z 46-go tomu Rozpraw Wydz. Filolog. 
Akademii Umiejętności w Krakowie). ' 
\ 


,
>>>
159 


otw
rte pozostaje, z drugiej strony dzień: dnia, błazen: błazna. 
gdzie zanika e ścieśnione. Widzimy więc, że niektóre reguły Kop- 
czyńskiego nie były wystarczające, bo nie obejmowały wszystkich 
zawartych w nich faktów; nie można się jednak temu dzi
ić. bo 
o ile chodzi, na przykład, o samogłoski ścieśnione, Kopczyński 
przy ówczesnym stanie nauki, nie mógł sobie zdawać sprawy z ich 
pochodzenia. Są jednak pośród reguł Kopczyńskiego jeżeli niezbyt 
szczęśliwie uzasadnione, to w każdym razie zupełnie jasno i wy- 
raźnie sformułowane. Do takich należy między innymi, nakaz roz- 
różniania w deklinacji przymiotników i zaimków rodzajowych w na. 
rzędn. i miejscown. l. poj. form rodzaju męskiego i nijakiego - ym 
(im): em - i pisownia imiesłowu zaprzeszłego przez - łszy, który 
Kopczyński tworzył "od czasu przeszl. pierwszej osoby l. pojed. 
rodzaju męskiego," zmieniając zupełnie mechanicznie końcówkę 
- łem na - wszy lub - łszy, zależnie od tego, czy przed lem 
była samogłoska czy też spółgłoska. W pływ tych reguł, przyjętych 
później przez Akademię Umiejętności w Krakowie, pozostał w pi- 
sowni polskiej aż dó ostatnich czasów, jakkolwiek jest rzeczą cha- 
rakterystyczną, że sam Kopczyński nie stosował się w praktyce, 
przynajmniej, do pierwszej, pisząc "z innym zakończeniem, '" "słowo, 
które przedniejszym nazwać można," "przed posiłkowym słowem lo. , 
"po posiłkowym słowie" itp. 1). Co się tyczy bezokolicznika, to pi- 
sownię jego uzasadniał Kopczyński w ten sposób, "że słowa mogą 
i powinny przybierać w trybie bezokolicznym takie głoski, jakie się 
w dalszych czasach trafiają, a których brzmienie jest bardzo podobne 
do ć lub ść, a więc bydź, bo będziesz, kłaśdź, bo kładę, iśdż. bo 
idę." Dla uzupełnienia charakterystyki dodać należy, że Kopczyński. 
wprowadzając do swego systemu głosowniowego teorię dwugłosek 
i trójgłosek (ay, ey, oy, iy, iia) zalecał pisać Tobiiasz, Grecya itp. 
Zasady, wprowadzone do pisowni polskiej przez Kopczyń- 
skiego, chociaż nie zawsze, jak to widzieliśmy, wystarczające i do- 
statecznie uzasadnione, w stosunku do stanu, panującego przed 
jego reformą, były znacznym postępem, usuwały bowiem zamęt, 
ustalając w pisowni polskiej pewien ład i porządek. 
l) P. Kopko. Krytyczny rozbiór gramatyki narodowej O. Kopczyńskiego. 
str. 36. 
) 


\
>>>
., 


160 


Krótki był jednak okres czasu, w którym ortografia Kop- 
czyńskiego mogła się opierać na trwalszych podstawach. Kata- 
strofa polityczna przerwała działalność Komisji Edukacji Narodo- 
wej i Towarzystwa do ksiąg elementarnych, a z upadkiem tych 
instytucji pisownia Kopczyńskiego została zagrożona w swoim 
bycie. Ściślej stosunkowo zachowywano ją przez czas pewien 
w zaborze rosyjskim, ale i tu przeważnie tylko po szkołach, gdzie 
używano nadal "Gramatyki dla szkół narodowych", w praktyce 
jednak życiowej reformę Kopczyńskiego zarzucono, a nie przy- 
jęło' jej również Towarzystwo Przyjaciół Nauk, którego niektórzy 
członkowie, jak, na przykład, Staszic, byli nawet jej nieprzejed- 
nanymi przeciwnikami. Zapanowała tedy w pisowni polskiej znowu 
dowolność, która po ukazaniu się pracy ortograficznej A. F eliń- 
skiego l) przeobraziła się w zupełną rozbieżność: "niezgodność, 
brak stałych prawideł stały się w druku coraz powszechniejszymi 2). 
Tymczasem w 1821 ukazały się w druku "Pierwsze zasady Gra- 
matyki języka polskiego" jenerała Józefa Mrozińskiego, a w roku 
następnym "Odpowiedź na recenzję" dzieła jego, umieszczoną 
w ówczesnej Gazecie Literackiej. W pracach swych Mroziński 
rozpatrzył i poddał rozbiorowi najważniejsze punkty pisowni, 
przy czym nie we wszystkim wyrażał" swoją zgodność z Felińskim. 
W takim stanie rzeczy w r. 1827 uznało Towarzystwo Przy- 
jaciół Nauk za właściwe wyznaczyć ze swego grona "deputację", 
która by się zajęła ujednostajnieniem i uzasadnieniem pisowni 
polskiej 3), W pracach deputacji wzięli udział Brodziński, Mro- 
ziński, Osiński, Szwejkowski i in. Wyniki tych prac ogłoszono 
w ] 830 w postaci "Rozpraw i wniosków o ortografii polskiej". 
Dadzą się one streścić w następujących punktach: 1) w dziedzi- 
nie samogłosek ścieśnionych usunięto znak at, zachowując zwyczaj 
rozróżniania w piśmie e: e, o: 6 2) odrzucono teorię dwugłosek 
Kopczyńskiego, a uznając używane w języku polskim głoski j, 


') _Przyczyny uiywanej przeze mnie pisowni- Dzieła t. l, str. 1-200. 
!) Patrz rozmowę do "Rozpraw i wniosków o ortografii polskiej przez 
deputację od Król. Tow. Warszawsk, Przyjaciół Nauk". Warszawa 1830. 
3) Deputacja wybrana w 1814, powierzonego sobie zadania ujednostajnienia 
pisowni z powodu rozmaitych przeszkód nie wypełniła. 


,
>>>
161 


z
le
ono . oznaczanie jej literą. j: jabłoń, wuj, wjazd, z uwzględ- 
memem Jednak pewnych wYJątków, a mianowicie: a) w takich 
wyrazach, jak stoi, kraina, szyi, imię grupę dźwiękową ji zale- 
cono oznaczać za pomocą litery i, b) w wyrazach cudzoziemskich 
typu Marya, Julia zalecono pisać y, wzgl. i. 3) wypowiedziano 
się za ustaleniem końcówki - emi, w formach wszystkich rodza- 
jów narzęd. l. mnogo deklinacji zaimkowo'przymjotnikowej, w licz- 
bie natomiast pojedynczej w narzędn. i miejscown. formy rodzaju 
nijakiego zalecono pisać przez - em, a formy rodzaju męsk. 
przez - ym. 4) grupę dźwiękową g'e w wyrazach obcych, jak 
Gerwazy, geografia, zalecono pisać przez ge. 5) formy imiesłowu 
zaprzeszłego zalecono pisać przez - lszy, - wszy; 6) w bez- 
okolicznikach końcówkę .- Ć zalecono pisać przez - ć, a więc 
nie tylko nieść, ale i klaść, iść, być (porównaj Kopczyńskiego 
kłaśdź, iśdź, bydź); bezokoliczniki. natomiast zakończone na c 
postanowiono pisać przez c i dz, według reguły przyjętej później 
przez Akademię Um., a więc piec: piekę, tłuc: tłukę, obok 
módz : mogę, strzedz : strzegę. 
Wyniki swych prac Deputacja Towarzystwa Przyjaciół Nauk 
ogłosiła nie w formie uchwał obowiązujących, lecz pod skromną 
postacią "wniosków o ortografii"; te miały być podane do pu- 
bliczł:1ej dyskusji, po czym dopiero miano uchwalić ostatecznie 
. zasady pisowni polskiej. Wypadki jednak listopadowe r. 1830' 
pracę przerwały. Mimo to "wnioski" Deputacji ortograficznej na- 
brały w wielu wypadkach znaczenia przepisów obowiązujących. 
Dzięki temu w pisowni polskiej znowu nastąpiło pewne ujedno- 
stajnienie, było ono jednak tylko względne. To też począwszy od 
roku 1848, gdy po zastoju, wywołanym w życiu duchowym kraju 
klęskami roku 1831, wyszła pierwsza po dłuższej przerwie Gra- 
matyka języka polskiego Eug. Łazowskiego, w której poruszono 
także kwestie ortograficzne, ukazuje się cały szereg prac, mają- 
cy
h bardzo różną wartość praktyczną i naukową, w których 
liczni autorowie omawiają najrozmaitsze zagadnienia pisowni. 
W r. 1870 dn. 7 Lipca w Poznaniu odbył się nawet wiec orto- 
graficzny, wreszcie W. r. 1882 poważniejszą akcję podjęła redakcja . 
"Biblioteki Warszawskiej" pod przewodnictwem b. prof. Szkoły 
, 11 
Język a człowiek j naród. 
. 


.. 


... 


.ł.. 


,
>>>
162 


, 


.... 


Głównej J. K. Plebańskiego. Zaproszone grono osób ze świata 
liter
cko-naukowego i pedagogicznego powierzyło Ad. Ant. Kryń- 
skiernu, wówczas współpracownikowi Komisji językowej Akademii 
Um. w Krakowie, opracowanie memoriału 1) w sprawie pisowni 
polskiej, po czym odbyły się narady ostateczne, w których prócz 
członków komitetu redakcyjnego "Biblioteki Warszawskiej," A. Piet- 
kiewicza, S. Smolikowskiego, J. A. Święcickiego i A. Wałeckiego, 
wzięli udział nauczyciele języka polskiego: A. Bądzkiewicz, E. Ko- 
nopczyński, A. A. Kryński, F. Łagowski, St. Mieczyński, W. Niedź- 
wiedzki, W. Nowicki, B. Plenkiewicz, A. Szumowski, Sz. T. Wło- 
szek, P. Chmielowski, redaktor "Ateneum," M. A. Baraniecki, 
docent Uniwersytetu Warszawsk. i wydawca "Biblioteki matema- 
tyczno-fizycznej," E. Babiński, redaktor' "Przeglądu Pedagogicz- 
nego." Memoriał Kryńskiego po przedyskutowaniu przyjęto i prze- 
słano Komisji Językowej Akcrdemii Um. do rozważenia i san
cji. 
Owocem narad, które się z powodu memoriału Kryńskiego 
w Komisji językowej toczyły, było uchwalenie w r. 1885 pewnych 
przepisów, z zastrzeżeniem jednak, że uchwały swoje Akademia 
uważa za obowiązujące na razie tylko dla siebie 2). Dopiero na 
skutek nalegań galicyjskiej Rady Szkolnej Krajowej i po otrzyma- 
niu gotowego, opracowanego przez nią "Projektu ortografii polskiej- 
w podręcznikach szkolnych" Akademia postanowiła wypowiedzieć 
się w sprawie pisowni polskiej ostatecznie i nadać swoim posta- 
nowieniom znaczenie szersze, obowiązujące nie tylko wydawnictwa 
Akademii, lecz i ogół piszących; dnia 31 października r. 1891 
Walne Zgromadzenie Członków Akademii uchwaliło nowe przepisy 
ortograficzne. 
Zasady pisowni polskiej, ustalone przez Akademię, wprowa- 
dzone do szkół galicyjskich i przyjęte przez 'Większość instytucji, 
wydawnictw periodycznych i pisarzów, rozpowszechniły się znacz- 
nie, wpływając dodatnio na ujednostajnienie pisowni. Do zupełnej 
jednak jednolitości nie przyszło, bo przeciwko pisowni akademic- 


l) A. A. Kryński. O pisowni polskiej wraz z objaśnieniami niektórych form 
językowych. Odbicie z "Bibl. Warszawskiej," Sierp. 1882. 

) Patrz "Uchwaly Ak. Um. z dn. 31 października 1891 r. w sprawie 
pisowni polskiej" Kraków 1892. 


.. 


" 


'\'
>>>
163 


I ' 


kiej podniosły sitt głosy protestu i to spośród jttzykoznawców. ' 
J. Baudouin de Courtenay, A. Briickner, A. Kalina, J. Karłowicz 
i A. A. - Kryński wydali wspólnie broszurtt, w której protestowali 
przeciwko zasadom, uchwalonym przez Akademitt l). Zarzuty wy- 
mienionych uczonych tak brzmiały: "Uchwały Akademii, zdaniem 
naszym, są niedoskonałymi z trzech nastttpnych wzglttdów: naj- 
przód przeprowadzone i powzittte zostały nieformalnie, tj. nie we- 
dług zwyczajów, zachowywanych zwykle w podobnych razach 
przez ciała naukowe 2); powtóre sformułowane są w wielu razach 
nieumiejtttnie, niejasno, a podane prawie wszttdzie nie wystarcza' 
jąco; po trzecie są one w niektórych razach wrttcz sprzeczne z wy- 
nikami badań jttzykoznawczych S). 
Zasady, na których chcieli oprzeć pisownitt polską autorowie 
broszury, zostały szczegółowo wyłożone przez Ad. Ant. Kryńskiego 
w jego "Gramatyce jttzyka polskiego" (wyd. I w r. 1897, str. 285- 
345). Obok pisowni akademickiej powstała w ten sposób pisownia 
żreformowana, zwana inaczej pisownią warszawską, gdyż uwzgltt d - 
nil ją warszawski "Słownik jttzyka polskiego," wydawany od roku 
1900 pod redakcją J. Karłowicza, A. A. Kryńskiego i W. Niedź- 
wiedzkiego. 
Powaga naukowa zwolenników pisowni zreformowanej, jak 
również jej zalety praktyczne, wpłynttły, że zaczęła sitt ona coraz 
bardziej rozpowszechniać, szczególniej w Królestwie, gdzie jej nie 
krttpowały przepisy urzttdowe. Wprawdzie w r. 1906 podczas 
Zjazdu im. Reja w Krakowie pisownia zreformowana, w redakcji 
Komisji jttzykowej Akademii Umiejtttności, została z niewielkimi 
zmianami przyjttta przez Sekcjtt Ortograficzną zjazdu 4.), ale Akade- 
mia sankcji swej jej nie udzieliła odraczając na przyszłość swą osta- 
teczną decyzjtt. Ujednostajnienie pisowni zostało wskutek tego na 


1) J. Baudouin de Courtenay, A. Bruckner, A. Kalina, J. Karłowicz, 
A. A. Kryński "Sprawa przyjęcia jednolitej pisowni, proponowanej przez Akad. 
Um. w Kr." Kraków 1896: 
2) Chodziło tu o udział w głosowaniu wszystkich członków Akademii, 
a nie wyłącznie specjalistów, językoznawców. 
3) Wymieniona broszura str. 38. 
t) Sprawa reformy pisowni polskiej. Kraków 1907.
>>>
164 


;- 


. I 


. 
czas nieograniczony odsunięte, ale samo poruszenie tej sprawy na 
zjeździe znowu wysunęło ją na porządek dzienny dyskusji publicz- 
nej, tym bardziej, że organizacja odnawianego w r. 1906' w Kró- 
lestwie szkolnictwa polskiego uczyniła ją bardziej, niż kiedykol- 
wiek, aktualną. T o też ożywiła się walka między zwolennikami 
a przeciwnikami pisowni akademickiej, przybierając niekiedy cha- 
rakter namiętnych nawet sporów l). 
Poza argumentami ogólniejszej natury, jak na przykład, po- 
woływaniem się na powagę Akademii, podkreślaniem obowiązku 
karności społecznej i solidarności narodowej. rozprawy teoretyczne 
toczyły się około 5 punktów spornych, różniących dwa wrogie 
sobie obozy; obejmowały one 1) pisownię wyrazów obcych typu 
Marja, Ju/ja wzg. Mary a, Julia, 2) pisownię bezokoliczników 
w rodzaju móc, strzec, wzgl. módz, strzedz, 3) pisownitt imiesłowu 
zaprzeszłego typu zjadszy, wzgl. zjadłszy; 4) zasadtt nierozróżnia- 
nia wzgl. rozróżniania form rodzajów w deklinacji zaimkowo- 
przymiotnikowej, 5) sposoby oznaczania grupy dźwittkowej g' e 
w wyrazach pochodzenia obcego przez gie, wzgl. ge, np. gieo- 
grafia, wzgL geografia. 
. Przeciwko pisowni zreformowanej wystąpił 1909 "Głos Polski" 
we Lwowie umieszczając protest z podpisami całego szeregu pi- 
sarzy, wśród których znajdowały sitt nazwiska profesorów W. Bruch- 
nalskiego, J. Chrzanowskiego, Tad. Grabowskiego, Br. Gubryno- 
. wicza, Józ. Kallenbacha, J. Kasprowicza, JuL Kleinera, F. Kopery, 
l' Fr. Krczeka, Jana Łosia, Tad. Piniego, Tad. Sin ki, Stan. Stroń- 
skiego, Mar. Szyjkowskiego, Stan. Tarnowskiego, Kaz. Twardow- 
skiego, dyr. R. Zawilińskiego, redaktora "Poradnika Jttzykowego". / 
Podpisani "wyrażali stanowczy protest przeciwko wszelkięmu fał- I 
szywemu zmienianiu pisowni autorów, które by naruszało w czym- 
kolwiek dźwittkowe wartości słów, zmieniało przez to brzmienia 
.. jttzyka i intencjtt autora" 2). W obronie pisowni akademickiej wy- 
powiedzieli się, jak to widać z przytoczonY,ch nazwisk także' nie- , 


1) Patrz artykuły prof. K. Appela. W imię jedności pisowni "Wychowa- 
nie" 1909 i W obronie tradycji żywej w języku i pisowni "Porad.' Językowy" . 
1910 str. 65-77. . A 
2) Patrz "Poradnik Językowy" IX str. 77-79. 


, 
.
>>>
165 


którzy językoznawcy, mianowIcie prof. Fr. Krczek i pro£. J. Łoś. 
Wśród językoznawców warszawskich bezwzględnego zwolennika 
i zagorzałego apologetę znalazła pisownia akademicka w osobie 
prof. K. Appela. W obronie tej pisowni wystąpił również historyk 
prawa polskiego, prof. O. Balzer ze Lwowa, ogłaszając w r. 1910 
broszurę "Jeszcze o punktach spornych pisowni polskiej" (Lwów, 
str. 102 in 8°). Pracę tę prof. Appel, występując gwałtownie prze- 
ciwko "sekciarstwu ortograficznemu" i "mariawityzmowi w pisowni," 
nazwał w uniesieniu polemicznym "g r u n t o w n y m t rak t a t e m 
l i n g w i s t Y c z n y m" I). Inną zupełnie opinię o książce prof. Bal- 
zera wypowiedział Stan. Szober, który na podstawie szczegóło' 
wego rozbioru argumentów autora starał się teoretycznie uzasad- 
nić przepisy pisowni zreformowanej 2). Inni językoznawcy polscy 
w polemice, która się po roku 1906 z powodu ortografii rozwi. 
nęła, głosu nie zabierali, zapatrywania ich znalazły jednak swój 
niedwuznaczny wyraz w projekcie przedstawionym przez Komisję 
językową Akademii Um. Zjazdowi Rejowskiemu w r. 1906. Projekt 
ten we wszystkich punktach spornych opowiedział się za pisownią 
reformowaną, a mianowicie: 1) co do j pisać w zakończeniach j: 
Azja, kwestja, manja, 2) pisać algiebra, gieografia, ankieta, 
3) pisać -y m, -y mi w przymiotnikowej odmianie bez względu na 
rodzaj, 4) bezokoliczniki od tematów z -g pisać przez -c: biec, 
móc, strzec, 5) w imiesłowie zaprzeszłym opuścić ł- i pisać zjadszy, 
rzekszyS). Opinię swą wypowiedzieli językoznawcy także w odpo- 
wiedzi na ankietę, rozesłaną w sprawie pisowni polskiej przez 
"Brzask", miesięcznik polskiej młodzieży akademickiej w Pozna. 
mu. W r. 1913 redakcja tego pisma, jak czytamy w sprawozda- 
mu z ankiety 4.), zwróciła się do ,,18 wybitnych językoznawców 


1) "Poradnik językowy" X, str. 66. 
2) Stan. Szober. Kilka uwag Q nowej pisowni polskiej, z powodu bro- 
szury prof. O. Balzera "jeszcze o punktach spornych pisowni polskiej." Nowe 
Tory 1911, str. 334. 
3) Patrz "Porad. język." VI, str. 65-66, str. 124-128. . 
ł) Brzask III, 49-55. Patrz także Stan.. Szober. W sprawIe wprowad
e: 
nia jednolitej pisowni w nauczaniu języka polskIego w szkołach. "Wychowanie 
1913, t. II str. 486 nast. 


l .
>>>
}' 


166 


polskich, do ludzi znanych ze swej działalności naukowej i peda- 
gogicznej" z zapytaniem, »którą z bttdących w 
żywaniu pisowni 
uwaia (ją) za najlepszą i mającą przed sobą przyszłość tak ze 
wzgltt dów teoretycznych, naukowych, jak i pedagogicznych i prak- 
tycznych. " 
Z zestawienia, dokonanego przez dr-a H. Ułaszyna, okazało 
sitt, iż "na zapytanie, którą z bttdących obecnie w użyciu pisowni 
uznają nasi jttzykoznawcy za najlepszą ze stanowiska naukowego", 
wittkszość odpowiedziała, że reformowaną. "Za nią w tym sensie 
oświadczyli sitt T. Benni, J. Baudouin de Courtenay, A. A. Kryński, 
K. Nitsch, St. Słoński, Stan. Szober, H. Ułaszyn, J. Łoś, I Stein: 
I. Rozwadowski" 1), z nich siedmiu pierwszych bezwzglttdnie, trzech 
ostatnich z pewnymi zastrzeżeniami. Dyr. I. Stein pisał "gdybym 
miał pewność, że nasza pisownia zostanie wprowadzoną w całym 
polskim kraju i że wszyscy Polacy bttdą posłuszni jednym zasa- 
dom, oświadczyłbym sitt za pisownią, proponowaną na Zjeździe 
Rejo ..vskim." Prof. Jan Łoś oświadczył sitt za pisownią akademicką 
"jedynie z tego wzglttdu, że oddawna jest ona urzttdownie zapro- 
wadzoną w szkolnictwie galicyjskim," a prof. J. Rozwadowski za- 
lecał pisowllItt akademicką jedynie ze wzg1ttdu "na karność spo- 
łeczną" bo "pisownia należy do zakresu zwyczajowych urządzeń 
społecznych. obowiązujących wszystkich, także jttzykoznawców." 
P, of. A. Briickner i prof. Stan. Dobrzycki stawiali obie pisownie 
na równi pod wzglttdem wartości teoretycznych, a przechylili sitt 
na strontt pisowni akdderoickiej, bo ta, ich zdaniem jest najbar- 
dziej rozpowszechniona 2). Z całą stanowczością przeciwko pisowni 
reformowanej oświadczyły sitt tylko 3 głosy, a mianowicie: prof. 
K. Appel, dr. M. Rudnicki i dyr. R. Zawilińskij ci pisownitt aka- 
demicką uznali nawet ze wzg1ttdów teoretycznych, za najbardziej 
uzasadnioną. "Pisownia" reformowana. zdaniem prof. K. Appela 
opiera sitt n:t nieco ciasnym, przestarzałym poniekąd pojmowaniu 
!I. 
zjaw;sk ittzykowych :ł). Na pytanie co do wzglttdów praktycznych, 
ł
tw ści w nauczaniu, wzgl. nauczeniu, się pisowni, nadesłano tylko 
1) "Brzask" III. str. 53. 
2) 
Brz"sk" III, str. 52. 
3) "Brza..k" 1lI, str. 50.
>>>
, 


.
- 


167 


trzy odpowiedzi, lecz ci wszyscy, którzy je podali, ił. mianowIcie, 
profesorowie Stan. Dobrzycki, K. Nitsch, i Stan. Szober, oświad- 
czyli się za pisownią reformowaną, uznając na podstawie własnego 
doświadczenia, że jest ona znacznie prostszą i łatwiejszą. 
T a dyskusja ortograficzna, której przebieg został tutaj w krót- 
kim streszczeniu podany, ożywiła zainteresowanie szerszych kół, 
przeważnie nauczycielskich, sprawami pisowni i pogłębiła poglądy 
na podstawy, na których powinna się opierać ortografia; pod tym 
względem szczególniejsze znaczenie miały niewątpliwie, pomimo 
swego polemicznego tonu, wystąpienia prof. K. Appela, który 
wskazywał, że przepisy ortograficzne liczyć się powinny nie tylko 
z wynikami badań nad historią języka, lecz także z poczuciem 
językowym mówiących, że wskutek tego, zgodnie ze współczesnym 
sposobem ujmowania zjawisk językowych, w zagadnieniach orto- 
graficznych należy brać pod uwagę nie tylko historię, lecz i psy- 
chologię języka, a w historycznym traktowaniu rzeczy uwzględniać 
nie tylko historię języka, lecz także historię samej ortografii. Teore- 
tyczne zatym znaczenie rozpraw ortograficznych zaprzeczyć się 
nie da, ale w życiu praktycznym pozostały one bez naj mniejszego 
wpływu, nie przyczyniły się bowiem wcale do ujednostajnienia pi- 
sowni. - Rozdwojenie trwało nadal, z tą tylko różnicą, że ten nie- 
pożądany stan rzeczy zaczął ogarniać wszystkie ziemie polskie, bo 
ortografia reformowana zdobywała coraz liczniejsze koła zwolen- 
ników i rozpowszechniać się zaczęła nie tylko w Królestwie i w Po- 
znańskim, lecz nawet w Galicji, gdzie ją krępowały obowiązujące 
przepisy Rady Szkolnej, zalecające pisownię akademicką. 
Ankieta 1), rozesłana w r. 1907/8 przez Komisję ortograficzną 
przy Sekcji języka polskiego Stowarzyszenia Nauczycielstwa Polsk. 
i Po Isk. Związku Nauczycielskiego, wykazała, że większość szkół 
w Królestwie wprowadziła pisownię reformowaną. 
Zaczęła się ona rozpowszechniać także w Galicji; tak, na 
przykład, broszura, wydana tam w r. 1907 przez K. Królińskiego 2) 


1) Patrz "Wychowanie" 1909 str. 179-181; 878-879, "Nowe Tory" 
1909, I, str. 272-273, II, str. 83-85. 
2) K. Króli ński. Pisownia polska ze słownikiem podług gramatyki prof. 
Kryńskiego i Uchwał Komisji Język. Ak. Um. tudzież Zjazdu Rejowskiego 1907. 


. 


....
>>>
168 


a uwzględniająca wyłąćznie przepisy pisowni reformowanej, cieszyła 
się ogromną popularnością, gdyż w przeciągu 7 miesięcy, jak za- 
znaczał autor w przedmowie, doczekała się trzech wydań. Tak 
samo wydany we Lwowie przez A. Passendorfera w roku 1911 
"Słownik Ortograficzny" zawiera również informacje, dotyczące 
pisowni reformowanej, bierze więc pod uwagę coraz więcej wzra- 
stającą liczbę jej zwolenników także w Galicji. 
Nowa pisownia zaczyna się rozpowszechniać i w Poznań- 
skim, przyjmują ją niektóre wydawnictwa i pisma, na przykład 
"Brzask", miesięcznik akademickiej młodzieży polskiej. 
Tak więc rozprawy ortograficzne na Zjeździe Rejowskim 
i dyskusja, która się po r. 1906 w sprawach pisowni rozwinęła, 
wpłynęły niewątpliwie na coraz szersze rozpowszechnianie ortografii 
reformowanej, do powszechnej jednak zgody nie doprowadziły. 
T en stan rzeczy szczególniej ujemnie odbijał się w szkolnictwie, 
jeżeli bowiem, jak się słusznie wyraził jeden z pedagogów nie- 
mieckich, nauka ortografii staje się nieraz prawdziwym krzyżem 
Pańskim, zarówno dla uczniów, jak nauczycieli, to rozbieżność 
i brak jednolitych zasad tym więcej jeszcze utrudnia pracę i opó- 
źnia osiągnięcie pożądanych jej wyników. W Galicji sprawę roz- 
strzygnęła Rada Szkolna Krajowa, w Królestwie władz rodzimych, 
które by sprawę w ręce swoje ujęły, nie było, a rezolucje, uchwa- 
lane w zrzeszeniach nauczycielskich, a tym więcej inicjatywa jedno- 
stek, choćby najbardziej poważnych i poważanych, złemu zaradzić 
nie mogły;. w szkołach zapanował zupełny zamęt ortograficzny. 
Jedni, ulegając nabytym przyzwyczajeniom i osobistym upodoba- 
niom lub też ze względu na karność społeczno' narodową nie chcąc 
się sprzeciwiać powadze Akademii, przestrzegali ściśle uchwał 
ortograficznych z r. 1891, inni, licząc się z opinią większości ję- 
zykoznawców polskich, wprowadzili do szkół pisownię zreformo- 
waną, tym więcej, iż doświadczenie wykazywało znaczniejszą jej 
praktyczność; byli wreszcie i tacy, którzy, nie mając odwagi cał- 
kowitego zerwania z pisownią akademicką a widząc niezaprzeczoną 
wyższość praktyczną pisowni nowej, obierali drogę pośrednią. 
Taki stan rzeczy trwał aż do ostatnich czasów. Wprawdzie 
akcja. z którą na jesieni r. 1916 wystąpił Wydział literatury i ję-
>>>
169 


zyko
nawstwa Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, spełzła 
na nIczym, bo przedstawiony przez niego wniosek ortograficzny 
nie został przez Zebranie Ogólne członków Towarzystwa przyjęty. 
niebawem jednak sprawa pisowni znalazła się znów na porządku 
dziennym. Podjęła ją Komisja językowa Akademii Umiejętności 
w Krakowie; powołując się na wezwania, z którymi coraz częściej 
zaczęły się zwracać do Akademii stowarzyszenia nauczycielskie 
i Rada Szkolna okupacji austriackiej, postanowiono statecznie ure- 
gulowanie ortografii przyspieszyć. Na wniosek Komisji języko- 
wej Wydział filozoficzny Akademii odbył dnia 13 i 19 grudnia 
1916 r. dwa posiedzenia, poświęcone sprawom pisowni. Na pod- 
stawie referatu prof. K. Nitscha, po wszechstronnej dyskusji, uchwa- 
lono wnioski, które miały być przedstawione do ostatecznego za- 
twierdzenia Walnemu Zgromadzeniu Akademii. 
Ta akcja Komisji językowej Akademii przypadła na moment 
utworzenia w Królestwie Tymczasowej Rady Stanu, a wraz z nią 
departamentu wyznań religijnych i oświecenia public.znego, który 
w osobie swego dyrektora, prof. J. Mikułowskiego-Pomorskiego 
uznał również potrzebę uregulowania pisowni. Po wzajemnym po- 
rozumieniu, Akademia Umiejętności, na wniosek departamentu 
oświecenia T. Rady Stanu przed powzięciem ostatecznych uchwał, 
zebrała konferencję przedwstępną, w której wzięli udział wydele- 
gowani członkowie Akademii w osobach jej prezeza, pro£. Stan. 
Tarnowskiego oraz profesorów I. Chrzanowskiego, J. Czubka, 
J. Kallenbacha, J. Łosia, K. Morawskiego, J. Rostafińskiego, J. Roz- 
wadowskiego, St. Smolki, J. Tretiaka, B. Ulanowskiego i St. Win- 
dakiewicza, przedstawiciele galicyjskiej Rady Szkolnej Krajowej 
w osobach wice-prezesa prof. Zoila, inspektora,. radcy St. Rzepiń- 
skiego, dyr. A. Passendorfera, dyr. I. Steina i dyr. Zawilińskiego 
oraz delegowani z WarszaVlY przez T. Radę Stanu, pro£. J. M. Po- 
morski, prof. A. A. Kryń
ki i Stan. Szober. Zebrani na posiedze- 
niu odbytym w dniu 15. II. 1917 rozważyli wnioski Komisji języ- 
kowej Akademii Umiejętności, i po wyczerpującej dyskusji przy- 
jęli je z niewielkimi zmianami, a Walne Zgromadzenie członków 
Akademii w dn. 17 tegoż miesiąca propozycje konferencji orto- 
graficznej zaaprobowało i sankcji swej udzieliło. Uchwałą tą Aka-
>>>
170 


demia zniosła przepisy z r. 1891 i ustaliła nową pisownitt, która, 
zgodnie z opinią jttzykoznawców i w myśl życzeń kół nauczyciel- 
skich, uwzględnia w znacznej mierze przepisy pisowni reformowa- 
nej; zresztą nowa pisownia akademicka oparta została na kom- 
promisie: z pittciu punktów spornych w dwóch pozostały w swej 
mocy przepisy dawnej ortografii akademickiej (algebra, Gerwazy, 
rzekłszy, przebiegłszy), w trzech innych wprowadzono zasady pi- 
sowni reformowanej (tym dobrym panem; tym, dobrym dzieckiem; 
tymi panami, tymi paniami; tymi dziećmi; - Azja, Hiszpanja, - 
biec, móc). 
. Uchwały te jednak sitt nie utrzymały, bo zaraz po ogłosze- 
niu wywołały z różnych stron protesty. Akademia postanowiła 
wittc zebrać nową konferencjtt, na którą zaprosiła prócz wymie- 
nionych wyżej delegatów także przedstawicieli towarzystw nauko- 
wych w Warszawie, we Lwowie, w Poznaniu i w Toruniu oraz 
przedstawicieli towarzystw nauczycielskich. Konferencja odbyła sitt 
w styczniu 1918 roku, a wzięli w niej udział prócz wymienionych 
już osób także pp.: pro£. Benni. pro£. Chojecki, prof. Korbut 
i prof. Saski z Warszawy, prof. Erzepki z Poznania i ks. Czapel- 
ski z Torunia. W wyniku tej nowej konferencji utrzymano w za- 
sadzie uchwały z roku poprzedniego, przywrócono jednak, w myśl 
zasad dawnej pisowni akademickiej, rozróżnianie końcówek rodza- 
jowych w deklinac:i zaimków i przymiotników, ale z tą zmianą, 
że w liczbie mnogiej oparto sitt na rozróżnianiu rodzaju mttsko- 
osobowego i rzeczowego, nie, jak było dawniej, mttskiego, żeń- 
skiego i nijakiego (dobrymi panami - dobrymi końmi, dobremi 
paniami, dobremi dziećmi). 
Wnioski konferencji ortograficznej zatwierdziła Akademia na 
walnym zgromad
eniu w maju 1918 i powierzyła prof. J. Łosiowi 
. ich szczegółowe opracowanie. 
Prof. J. Łoś powierzoną mu misjtt wypełnił i w ten, sposób 
ustaliła sitt pisownia, która panowała bez zmiany do ostatnich cza- 
sów. Nie była ona pozbawiona bardzo istotnych braków, zwłaszcza 
w dziale, określającym zasady łącznego i rozłącznego pisania wy- 
razów i w dziale przenoszenia wyrazów. To też po 15 latach za- 
częto myśleć o nowej reformie. 


;.
>>>
- 


... 


171 


Pod egidą Akademii Umiejętności rozpoczął prace powołany 
w tym celu Komitet ortograficzny, złożony z przedstawicieli Mini- 
sterstwa W. R. i O. P. Akademii Umiejętności. innych towarzystw 
naukowych, Akademii literatury i towarzystw nauczycielskich. Tym 
razem przedyskutowano zbiorowo wszystkie. naj drobniejsze szcze- 
góły, wybrano więc metodę bardzo trafną. 
Po półtorarocznej pracy w szczegółowych komisjach i dy- 
skusjach na posiedzeniach plenarnych. na zebraniu dnia 20 i 21 
kwietnia 1936 r. uchwalono zasady nowej zreformowanej pisowni. 
W głównych zarysach utrzymano oczywiście zasady pisowni z roku 
1918. wprowadzono jednak trzy podstawowe zmiany: 1) uporząd- 
kowano prawidła. określające łączny i rozdzielny sposób pisania 
grup wyrazowych, 2) uproszczono pisownię form deklinacji zaim- 
kowo-przymiotnikowej wprowadzając w narzędniku i miejscowniku 
liczby pojed. jednolitą końcówkę ..im (..ym) dla rodzaju męsk!ego 
i nijakiego oraz jednolitą końcówkę ..ymi dla wszystkich rodzajów 
w narzędniku liczby mnogiej; np. dobrym człowiekiem, dobrym 
dzieckiem, dobrymi panami. dobrymi paniami, dobrymi dziećmi. 
3) uproszczono zasady ortograficznego stosowania liter i, j w wy- 
razach obcego pochodzenia typu: Maria. Julia, Zofia, lekcja, 
fuzja, pasja, gimnazjum, audytorium. zalecając 'pisanie litery i, " 
a tylko po spółgłoskach s, z, c, literę j. 
Poza tym wprowadzono pewne zmiany w pisowni poszcze- 
gólnych wyrazów, np. bruzda, chrust, żuraw. 
Ważnym szczegółem nowej pisowni jest dokładne sprecyzo- 
wanie zasad używania znaków pisarskich. 
Należy przypuszczać. że ta nowa reforma naszej pisowni 
przez dłuższy okres czasu będzie reformą ostatnią. 


J 


TEORIA PISOWNI POLSKIEJ 


.. 


U podstawy przepisów i prawideł ortograficznych leżą zawsze 
jakieś zasady, pewne racje, które je tłumaczą i wyjaśniają. Roz- 
biorem tych zasad i krytyczną ich oceną zajmuje się teoria ortografii. 
Pierwszym teoretycznym zagadnieniem ortograficznym jest 
pytanie, w jakim stosunku pozostaje pisownia do języka mówio-
>>>
ł 
172 


nego, czyli, jaki związek zachodzi między pismem a mową. Zwią- 
zek ten, jak wskazuje historia ortografii, ulega z biegiem czasów 
przekształceniom i zmianom; wskutek tego drugim zadaniem teorii 
ortografii staje się wykrycie i wyświetlenie przyczyn, które na 
powstawanie tych zmian wpływają. Tak więc dla zrozumienia 
teoretycznych podstaw pisowni należy: 1) rozważyć stosunek, 
zachodzący między mową a pismem, 2) rozpatrzyć czynniki, które 
postać tego stosunku zmieniają. 
1. Pi
mo, odtwarzające za pomocą znaków graficznych język 
mówiony, musi z nim pozostawać w ścisłym związku, trzeba się 
więc zastanowić, na czym ten związek polega i jakie strony my- 
ślenia językowego odzwierciadla. 
Język, jako środek porozumiewania się za pomocą symbolów 
dźwiękowych, składa się z dźwięków, przede wszystkim więc wy- 
suwa się jego strona zewnętrzna, dźwiękowa. Mowa, z tego sta- 
nowiska rozpatrywana, to szereg głosek, który dla słuchającego 
jest szeregiem wrażeń słuchowych, a dla mówiącego także łańcu- 
chem artykulacji l) i towarzyszących im wrażeń ruchowo-mięśniowych. 
Wrażenia mięśniowo-ruchowe, związane z postrzeganiem 
i wymawianiem głosek, jak i inne wrażenia, stapiają się w naszej 
świadomości w jednolite wyobrażenia dźwiękowe, czyli tzw. 
f o n e m y 2). Te wyobrażenia dźwiękowe, czyli fonemy, należy 
ściśle odróżniać od głosek: głoski to dźwięki, rozpatrywane jako 
zjawiska fizyczne (akustyczne) i fizjologiczne, fonemy są jednost- 
kami psychicznymi; głoski to suma artykulacji n2rządów mownych 
i suma odpowiadających tym artykulacjom fal powietrznych, fo- 
nemy jako wyobrażenia dźwiękowe, to zespół wrażeń słuchowych 
i wymawianiowych. Tak więc w materiale dźwiękowym języka 
rozróżniać należy dwa równoległe i zależne od siebie szeregi jed- 
nostek - fonemy, czyli wyobrażenia dźwięków językowych, i icb 
uzewnętrznienia fizjologiczno'akustyczne, czyli głoski. Fonemy wy- 
stępują w każdej czynności językowej, głoski zjawiają się na wi- 
downi języka tylko wtedy, gdy się nim posługujemy, jako środ- 
kiem porozumiewania z innymi ludźmi, są więc składnikami mowy 


J) Prac narządów mowy. 
') Termin prof. J. Baudouina de Courtenay. 


......
>>>
. 
173 


zewnętrznej; w mowie wewnętrznej, w myśleniu językowym, rzecz 
oczywista, mogą wchodzić w grę tylko wyobrażenia dźwięków, 
czyli fonemy. Myślenie jest przebiegiem psychicznym, składnikami 
jego mogą być przeto tylko jednostki psychiczne, a więc nie 
głoski, które, jako zjawiska fizjologiczno-akustyczne, należą do 
świata zewnętrznego, lecz tylko ich wyobrażenia, czyli fonemy. 
Fonemy, jako składniki dźwiękowe myślenia językowego, są rów- 
nież podstawą czynności mówienia, bo mówienie jest w swej isto- 
cie głośnym myśleniem. 
Głoski i ich wyobrażenia czyli fonemy nie są jedynymi 
składnikami myślenia językowego. Wywołują one zwykle w naszej 
świadomości jakąś wyraźną treść umysłową - obrazy przedmio- 
tów lub pojęcia cech. Obrazy te i pojęcia tworzą w świadomości 
wyodrębnione jednostki. a kojarząc się ze ściśle określonymi kom- 
pleksami dźwięków, jednoczą je w pewne całości i wyodrębniają 
spośród innych; w ten sposób nieprzerywany łańcuch dźwięków 
tworzący zewnętrzną stronę mowy rozkłada się na szereg zróżni- 
cowanych skupień dźwiękowych, których głoski jednoczą się pod 
wpływem tego lub innego, związanego z nimi znaczenia. Takie 
wyodrębnione spośród innych na podstawie pewnego znaczenia 
grupy dźwiękowe nazywają się wyrazami. Tak, na przykład, szereg 
fonem i odp,..)wiadających im głosek padadużydeszcz rozkładamy 
zgodnie z trzema kojarzącymi się z nimi wyobrażeniami, na trzy 
jednostki znaczeniowe: pada duży deszcz. 
Wyróżnianie w mowie oddzielnych wyrazów odbywa się wy- 
łącznie na podstawie znaczeniowej; wprawdzie mowa i pod wzglę- 
dem dźwiękowym dzieli się na części, ale te, jak zgłoski (sylaby) 
nie mają nic wspólnego z wyrazami, Łatwo się o tym można prze- 
konać dzieląc na zgłoski takie, na przykład, zdanie, jak wlej..czę.. 
ści..sa..du..ro-sly-lu..i..ó..wdzie..wi..śnie. Wprawdzie zgłoski i, lu są 
jednocześnie wyrazami, ale zgłoska wlej pod względem znacze- 
niowym tworzy dwa wyrazy, a zgłoski czę, - sa, - sly - nie 
mają żadnego znaczenia. Że głoski językowe i odpowiadające im 
. fonemy same przez się w oderwaniu od zawa,rtej w nich treści, 
nie 'rozkładają się na wyrazy, najlepszym tego dowodem są wy- 
padki, w których jeden i ten sam szereg głosek, wzgl. fonem
>>>
174 


możemy dzielić na wyrazy w rozmaity sposób, zależnie od tego, 
jak go rozumiemy- W zdaniu, na przykład, natopaniejaniemogę 
odpowiedzieć możemy wyodrębnić sześć lub siedem wyrazów: na 
to panie Janie mogę odpowiedzieć lub na to panie ja nie mogę 
odpowiedzieć. Taki lub inny podział zależy wyłącznie od sposobu 
rozumienia, czyli od czynników. znaczeniowych, gdyż materiał 
dźwiękowy sam przez się nie daje w tym względzie wskazówek l). 
Wyra,z, jako wyodrębniona jednostka językowa powstaje na 
tle wzajemnego ustosunkowania między wyobrażeniami dźwiękowo- 
językowymi, a pozajęzykowymi czyli wyobrażeniami przedmiotów 
i cech; jest to fonema lub połączenie fonem, związanych pewnym 
określonym znaczeniem. Znaczenie wyrazu polega na związku sko- 
jarzeniowym, zachodzącym między wyobrażeniami dźwiękowymi 
a wyobrażeniami określonych przedmiotów lub cech; powstaje więc 
na skutek połączenia dwóch składników - wyobrażenia dźwię- 

 koweg
, zwanego inaczej wyobrażeniem językowym, i wyobraże- 
nia pozajęzykowego, tj. wyobrażenia przedmiotu lub cechy. 
Fonemy, tworzące wyrazy, kojarząc się z wyobrażeniami 
pozajęzykowymi, otrzymują wartość znaczeniową, czyli semazjolo- 
giczną. Ta wartość semazjologiczna fonem nadaje im pewną 
stałość i niezmienność, jeżeli bowiem wyraz ma być poznawany, 
jako ten sam, zmiany zachodzące w jego składzie dźwiękowym, 
mogą się wahać tylko w pewnych granicach i tylko w okreś 10- 
. 
nych i ustalonych kierunkach; inaczej znikałoby poczucie tożsa- 
mości wyrazu i rozumienie jego znaczenia natrafiałoby nieraz na 
duże trudności. Ponieważ w przeciwieństwie do fonem wartość 
wymawianiowo-akustyczna głosek, zależnie od najrozmaitszych 
czynników fonetycznych, jak akcentu, położenia w sylabie lub 
pozycji względem innych głosek, jest bardzo chwiejna i ulega 
ciągłym wahaniom, więc często między fonemami a głoskami 
nie ma całkowitej i bezwzględnej odpowiedniości. Tak, na przy- 
,/ kład, różność końcowych fonem, pozwalająca odróżniać znacze- 
niowo wyraz stuk od stóg = fonet. [stuk], a wyraz bruk od wy- 
razu bróg = fonet. [bruk], w dziedzinie fonetycznej zaciera się zu- 


J) Fonetycznym czynnikiem, rozkładającym szeregi głosek na wyrazy
 
w języku polskim jest akcent.
>>>
, 


175 


pełnie: fonemom k, g odpowiada w obydwóch wypadkach 
głoska k. 
C:lęsto jeden i ten sam wyraz. zależnie od położenia, bywa 
w rozmaity sposób wymawiany, składa się więc obiektywnie, ze- 
wnętrznie, z różnych głosek. chociaż jakość tworzących go fonem 
pozostaje bez zmiany: wyraz. na przykład. chleb w połączeniu 
chleb dobry wymawiamy na końcu przez b, ale w połączeniu 
chlep smaczny - przez p. Wypadki tego rodzaju spotykają się 
w mowie znacznie częściej, niż się to powszechnie przypuszcza. 
niemal co chwila: stosunek między głoską, faktycznie wymówioną 
a tą, którą mieliśmy na myśli, nie zawsze wykazuje bezwzględną 
tożsamość; przeciwnie często się zdarza, że zgodność między fo- 
nemą a głoską jest tylko częściowa. Fonema g w wyrazach 
stóg = fonet. (stuk], bróg = fonet. [bruk] zgadza się z wymawianą 
na końcu tych wyrazów głoską [k] tylko częściowo. w stopniu 
rozwarcia i miejscu artykulacji. różnią się one jednak pod wzglę- 
dem czynności wiązadeł głosowych: mamy na myśli spółgłoskę 
zwartą, tylnojęzykową g ł o s o w ą, a w rzeczywistości wymawiamy 
spółgłoskę zwartą, tylnojęzykową n i e g ł o s o w ą - fonemie g 
odpowiada wskutek tego głoska [k] l). Niekiedy się zdarza, że 
rozbieżność między fonemami a odpowiadającymi im głoskami 
bywa jeszcze większa, są nawet wypadki, kiedy fonema nie ma 
wcale wykładnika w odpowiedniej głosce. Tak. na przykład, 
w szeregu fonem składających się na wyraz jabłko. fonemie b 
odpowiada głoska [pJ, a fonema ł nie ma żadnego odpowiednika 
dźwiękowego, od powiada jej zero dźwięku, wymawiamy bowiem 
Uapko ]. 
Jak widać z przytoczonych przykładów. rozróżnianie głosek 
i fonem nie tylko jest rzeczą ważną ze względu na potrzebę ści- 
słego odróżniania strony wewnętrznej, psychicznej języka od jego 
objawów zewnętrznych, lecz zarazem jest warunkiem koniecznym 
właściwego orientowania się w realnie istniejących jednostkach 
językowych: fonemy nie zawsze są wiernym odbiciem wymawia- 
nych i słys zanych głosek. bo na treść ich składają się nie tylko 
l) Litera w [ ] jest znakiem głoski; litera, drukowana kursywą, oznacza 
onemę, a litera, drukowana tłustym drukiem, jest znakiem litery.
>>>
ł 


.. 


. 


176 


wyobrażenia wymawianiowo słuchowe, lecz także pewne wartości 
semazjologiczne, czyli znaczeniowe. 
Poza semazjologicznymi na treść fonem składają się także 
wartości gramatyczne, związane z budową wyrazów i form gra- 
matycznych. Tak, na przykład, w szeregu form gramatycznych: 
łap-a: łap' ..e, rIJb-a : ryb' ..e, bram-a : bram' -e, szaf-a : szaf' ..e, 
traw-a: traw'..e... wymiany spółgłosek [p:p'J, [b:b'], [10:10'], [f:f'l, 
[w: w'J, wywołane zmianami historyczn o - fonetycznemi l), zostały 
w dzisiejszym polskim poczuciu językowym związane z pewnymi 
określonymi formami gramatycznymi, uległy więc morfologizacji, 
w ten sposób, że zmiękczenie (uśredniojęzykowienie) końcowej 
spółgłoski tematowej stało się obok końcówki -e cechą wyróżnia- 
jącą formę Celown.-Miejsc. l. poj. twardotematowych rzeczowni- 
ków żeńskich na -a 2), Nastąpiła tutaj morfologizacja wyobrażeń 
fonetycznych, czyli skojarzenie morfemy (wyobrażenia formy gra- 
matycznej) z fonemą. Ale jest to dopiero jedna strona całego 
przebiegu, Każde skojarzenie skoro raz zaszło i z biegiem czasu 
się ustaliło, może się odbywać w dwóch kierunkach: jeżeli mię- 
dzy dwoma wyobrażeniami a i b nastąpiło skojarzenie w kierunku 
a =»- b, to może się odbywać także w kierunku odwrotnym b ---'+ a. 
Jeżeli w rozpatrywanym wypadku nastąpiło skojarzenie morfemy 
z fonemą, czyli morfologizacja fonemy, to w świadomości mówiących 
musi się odbywać także skojarzenie odwrotne, fonemy z morfemą, 
czyli fonetyzacja morfemy. Wskutek tego morfema, czyli wyobra- 
żenie formy Celown.-Miejsc. l. poj. twardo-tematowych rzeczowni- 
ków żeńskich na ..a wywołuje stale w poczuciu językowym pol- 
skim wyobrażenie "miękkości" końcowej spółgłoski tematowej. 
Czy jednak wyobrażenie to zgadza się zawsze z dzisiejszym spo. 
sobem wymawiania? W wyrazach łapa: łapie, ryba : rybie, 


1) Że uśrednioj
zykowienie (zmiękczenie) spółgłoski tematowej nie ma tu- 
taj nic wspólnego z d z i s i e j s z y m i zwyczajami wymawiania, dowodem tego 
są takie formy jak np. chłopem, Adamem, Józefem itp., gdzie przed e wyma- 
wiamy spółgłoskę twardo. 
2) Porównaj prof. J. Baudouin de Courtenay. O związku wyobrażeń fone- 
tycznych z wyobrażeniami morfologicznymi, syntaktycznymi i semazjologicznymi. 
(Spraw. z posiedz. Tow. N. Warsz. 1908, zesz. 4-5, str. 9-28).
>>>
.  


177 


trawa : trawi
... tak, bo tutaj stosunek między spółgłoskami [p: p'], 
[b: b'], [w: w']... polega rzeczywiście na różnicy, jaka zachodzi 
między spółgłoską twardą a odpowiadającą jej zmiękczoną (uśre- 
dniojęzykowioną). 
Inaczej rzecz się miewa w formach takich wyrazów, jak, 
na przykład, ręk..a : ręc..e, nog..a : nodz..e. Wskutek opisanego 
wyżej przebiegu, wyobrażenia form ręc..e, nodz..e wywołują wyobra- 
ienie "miękkości" końcowych spółgłosek: c, dz wydają się nam 
zmiękczonymi, bo taką rolę odgrywają w formach gramatycznych, 
jakkolwiek pod względem wymawianiowym są to spółgłoski twarde, 
przy wytwarzaniu ich bowiem nie ma charakterystycznego dla spół- 
głosek zmiękczonych ruchu środka języka ku podniebieniu. War- 
tość gramatyczna spółgłosek c, dz nie zgadza się z ich wartością 
wymawianiową, a ponieważ na wyobrażenie głoski, czyli na treść 
fonemy składa się nie tylko jej wartość wymawianiowa, lecz także 
semazjologiczna i gramatyczna, więc między fonemami c, dz a gło- 
skami [c], [d z] nie ma bezwzględnej odpowiedniości, tym bardziej, 
ie wartość gramatyczna głoski wysuwa się w świadomości na plan 
pierwszy, zacierając przez to zdolność jasnego postrzegania tyc4 
wrażeń słuchowych i mięśniowo - ruchowych, jakie faktycznie od- 
bieramy od głoski. Wymawiamy i słyszymy spółgłoskę twardą, ale 
pod wpływem poczucia jej wartości gramatycznej ulegamy złu- 
dzeniu, że wymawiamy i słyszymy spółgłoskę zmiękczoną. 
Jak widać z. powyższego rozbioru, fonemy, czyli wyobrażenia 
głosek nie są tylko zespołem wrażeń wymawianiowych i słucho- 
wych; na ich treść składają się także wartości semazjologiczne 
i gramatyczne głosek. Wartości te wysuwają się nawet na plan 
pierwszy świadomości i rozstrzygają o takim lub innym odczuwaniu 
głos
k, a ponieważ nie zawsze zgadzają się z tym co naprawdę 
wymawiamy i słyszymy, więc rozbieżność między fonemą a głoską 
staje się niekiedy wprost nieuniknioną. Stąd wypływa, że rozpa- 
trując system głosowy jakiegokolwiek języka, trzeba koniecznie 
brać pod uwagę nie tylko głoski, lecz i fonemy, to znaczy uwzględ- 
niać stanowisko nie tylko fonetyczne, lecz i psychofonetyczne. 
Te dwa punkty widzenia wysuwają się również, jako pod- 
stawowe zagadnienia w teorii ortografii. Czy pismo, odtwarzając 
. 12 
,Jęayk a człowiek i naród.
>>>
, 


" 


178 


język mowlOny, ma uwydatniać głoski czy fonemy? czy pisownia 
ma być fonetyczną czy też psychofonetyczną? W teorii jest mo- 
żliwe i jedno i drugie, w praktyce jednak każda pisownia, w ży. 
ciu codziennym używana, opierając się na wyrobionych przez wieki 
zwyczajach, jest zawsze konwencjonalna i jako taka nie może być 
jednolitą: zasada fonetyczna i psychofonetyczna krzyżują się w niej 
i nawzajem przeplatają. 
Tak na przykład, w pisowni przedrostków z", wez.. stosu- 
jemy zasadę fonetyczną, uzależniając ją od sposobów wymawiania t 
a więc zbudzić, wezbrać przez z przed spółgłoską głosową, ale 
spadać, wesprzeć przez s przed spółgłoską niegłosową. w pi- 
sowni natomiast przedr
stków roz.., bez.. uwzględniamy zasadę 
psychofonetyczną, która końcowe z każe zachowywać wszędzie, 
a więc nawet w tych wypadkach, gdzie przed spółgłoskami nie- 
głosowymi wymawiamy je niegłosowo, jak s: bezład, rozbiór obok 
bezkarność = fonet. [beskarność], rozpacz = fonet. [ros pacz l. 
Nie dość na tym: pisownia zwyczajowa jest nie tylko nie- 
jednolita, lecz jednocześnie. bardzo nieścisła i niedokładna, a przy 
tym niekonsekwentna. Zasada fonetyczna wymaga ścisłego odtwa- 
rzania poszczególnych dźwięków, w pisowni fonetycznej wysuwają 
się wskutek tego na plan pierwszy zagadnienia graficzne, jeżeli 
bowiem chcemy uwydatnić właściwości dźwiękowe mowy, to nie 
jest rzeczą obojętną, w jaki sposób będziemy oznaczali poszcze- 
gólne głoski: każda zróżnicowana i wyodrębnioQa jednostka fone- 
tyczna powinna znaleźć w piśmie swój wykł
dnik w postaci o d- 
p o w i e d n i e j litery, a odpowiedniość wymaga przede wszystkim 
zgodności. Między literami a głoskami musi panować zgodność, 
to znaczy, że pojedyncze dźwięki powinny być oznaczane za po- 
mocą pojedynczych liter; tymczasem w grafice polskiej cały sze- 
reg głosek oznaczamy za pomocą liter podwójnych, na przykład 
spółgłoskę [5] przez litery sz, spółgłoskę [c] przez cz itp. Przy 
takim systemie graficznym zgodność, która panować powinna mię- 
dzy wyobrażeni
mi fonetycznymi a graficznymi, zostaje naruszona 
i wpływa ujemnie na sposób ujmowania fonemy. Pozostając pod 
przemożnym wpływem wrażeń i wyobrażeń wzrokowych, podwój- 
ność litery przenosimy na głoskę. Spółgłoska [5] wydaje się nam 


"
>>>
179 


.. 


wskutek tego dźwiękiem złożonym, składającym się z dwóch sa- 
modzielnych dźwięków, gdy w rzeczywi&tości wywołuje ona jedno- 
lite wrażenie akustyczne zupełnie tak samo, jak, na przykład, 
spółgłoska [ż]. Jednolitość dźwiękową spółgłoski Lż] - odczuwamy 
wszyscy, bo kojarzymy z nią w całym szeregu wypadków wyobra- 
żenie pojedynczej litery. Spółgłoska [ż] różni się od [s] tylko gło- 
sem, powstającym w krtani wskutek prawidłowego drgania wią- 
zadeł głosowych; zdawałoby się więc, że skoro ona zarysowuje 
się w naszej świadomości, jako dźwięk jednolity, to takąż samą 
jednolitość powinnibyśmy wyczuwać także w spółgłosce Ls]. Je- 
żeli jest inaczej, jeżeli spółgłoska [s] wydaje się nam dźwiękiem 
złożonym, można to wytłumaczyć tylko wpływem wyobrażeń gra- 
ficznych. 
Grafika nasza, jak widzimy, nie odpowiada teoretycznym 
. wymaganiom pisowni fonetycznej, gdyż nie odtwarza ściśle wła- 
ściwości wymawianiowo-słuchowych całego szeregu dźwięków. Na 
tym jednak nie koniec. Grafika nasza jest nie tylko niedokładna, 
lecz i niekonsekwentna. Tak, na przykład, stosunek, zachodzący 
między spółgłoską [s] a [5] jest taki sam, w jakim pozostają 
względem siebie spółgłoski [z] i [ż]. Różnica między nimi polega 
na różnicy w miejscach artykulacji: [s] i [z] są spółgłoskami zębo- 
wymi, [5] i [ż] - spółgłoskami dziąsłowymi l). Biorąc więc pod 
uwagę warunki powstawania i wrażenia słuchowe, jakie te spółgło- 
ski wywołują, moglibyśmy wykreślić następującą proporcję fone' 
tyczną: [s]: [5] = [z] : [ż]. Czy jednak ta proporcja fonetyczna ma 
swój równoważnik w postaci odpowiedniej proporcji graficznej. Nie, 
bo różnice, zachodzące między literami, nie wykazują tej propor- 
cjonalności, jaka panuje między oznaczanymi przez nie dźwiękami: 
różnica graficzna między literami s a sz nie wyrównywa się z tą 
różnicą, jaka zachodzi między literą z a z. Brak konsekwencji jest 
aż nadto widoczny. Różnica między spółgłoską [s] a [s] jest taka 
sama, jak między spółgł. [z] a [ż], a jednak w pierwszym wypadku 
oznaczamy ją inaczej, niż w drugim, raz przez dodanie litery z, 


t) Patrz zresztą T. B e n n i. Istota artykulacyjna syczenia i szumu, Mat. 
i Prace Kom. Jęz. Ak. Um. t. VI, 453-465. Kraków 1913. 


12. 


'"
>>>
-. 


, 


. 


180 


., 


. 


. 


. 


t . 
drugim razem za pomocą kropki. Dla konsekwencji należałoby albo 
. 
spółgłoskę [s] oznaczać przez literę s z kropką u góry, albo, od- 
wrotnie, na oznaczenie spółgłoski [ż] używać litery podwójnej zz. 
T en brak konsekwencji w systemie graficznym musi, rzecz jasna, 
ujemnie wpływać na właściwe ujmowanie stosunków, panujących 
w naszym systemie fonetycznym. i 
Takich niedokładności i niekonsekwencji w grafice polskiej 
jest bardzo dużo l), ale już te, które zostały przytoczone dla prży- 
kładu, są wyraźną wskazówką, jak daleką jest nasza konwencjo- 
nalna grafika od ścisłości teoretycznej, jak niedokładnie odtwarza 
właściwości języka mówionego i jak bardzo wskutek tego utrudnia 
.. 
orientowanie się w jego zasobie dźwiękowym. 
Jak widzimy, ząsada fonetyczna w naszej pisowni zwyczajo- 
wej nie tylko nie jest jednolicie i całkowicie utrzymana, lecz nawet 
tam, gdzie ją stosujemy, zbywa jej na dokładności i konsekwencji. ' 
" 
Jakim wymaganiom odpowiadać powinna pisownia psycho- 
fonetyczna? Ma ona, jak wiadomo, odtwarzać nie tyle głoski, ile 
raczej ich odpowiedniki psychiczne, czyli fonemy, a w fonemach, 
jak widzieliśm y , na plan pierwszy wysuwają się wartości grama- 
F ł 
tycżne (morfologiczne) i semazjologic!:ne (znaczeniowe) głosek. 
. 
Wartości te wyrastają z poczucia budowy morfologicznej wyrazQw 
i ich części, 'toteż pisownia, która je bierze pod uwagę, z natury 
rzeczy staje się pisownią morfo
ogiczną. Ale pisownia morfolo- 
giczna może być współczesną lub historyczną, może się opierać 
na współczesnym poczuciu j
zy kowym lub też uwzględniać po' 
chodzenie wyrazów i fprm gramatycznych. Rozróżnianie, na przy- 
kład, rz i ż w wyraza.ch karzę : karać, każę : kazać wynika ze 
współczesnego poczucia' językowego, używanie natomiast liter rz 
i ż w takich wyrazach, jak rządng=porządng, żądng=chciwg 
ma swe uzasadnienie w pochodzeniu tych wyrazów, gdyż związek 
spółgłoski ż z r w pierwszym z nich dzisiaj da się wytłumaczyć 
tylko historycznie. .. ' 
Jak widzimy, zasada morfologiczna tak samo, jak i z
sada 
fonetyczna, nie jest w naszej pisowni konwencjonalnej przepr owa . 


, 


. 
l) Dość wspomnieć. ile mamy sposobów oznaczania tzw. spółgłosek miękkich. 


, 


I 


. 


. 


" 


" 


.
>>>
. 


t 


, .. 


ł 


181 


dzona jednolicie i konsekwentnie, krzyżują się w niej bowiem dwa 
· punkty widzenia, historyczny i psychologiczny. 
.. Dwa te punkty widzenia niejednokrotnie wzajemnie się wy- 
kluczają, bo sposób, w jaki ta lub inna forma gramatyczna bywa 
. ujmowana w dzisiejszym myśleniu językowym, często nie odpo- 
· wiada wcale jej pochodzeniu. Stąd powstają nieraz sprzeczności, 
które dla teoretyka stwarzają błędne koło bez wyjścia. Tak, na 
przykład, bezokoliczniki, utworzone od tematów na g, typu biec, 
móc, strzec, strzyc, zasada historyczno-morfologiczna każe pisać 
przez -c, a zasada psychologiczna, uwzględnjająca współczesny 
sposób ujmowania tych form, jak to zostanie później szczegółowo 
· wyłożone, zaleca pisać przez -dz. 
· Teoretycznie,' każdy z tych dwóch sposobów pisania da się 
uzasadnić i obronić, ale praktycznie trzeba się przychylić w tę 
lub ową stronę i zdecydować na taki lub inny wybór. O wybo- 
rze tym jednak rozstrzyga zwyczaj, ustalony przez tradycję. Ona 
jest tutaj ostatnią instancją i dlatego do niej wypadnie się zwró- 
cić, aby rozpatrzyć, pod wpływem jakich czynników urabiała się 
w ciągu wieków i co wpływało na jej przekształcenie. 
2. Pisownia, odzwierciedlając mniej lub więcej dokładnie 
fakty języka mówionego, właściwości jego wymowy i budowę grama- 
tyczną, ulega wraz z nim z biegiem czasów zmianom, ma więc jak 
i język swoją historię. Usunięcie, na przykład, z pisowni polskiej 
przez Deputację Ortograficzną Towarzystwa Przyjaciół Nauk litery ci 
miało swą podstawę w tym, że odpowiadająca tej literze samogłoska 
ci ścieśnione w końcu XVIlI i na początku XIX wieku wyszła z uży- 
cia w polskim języku wykształconym l). Zmiany, które zaszły w wy- 
mowie rzeczowników przyswojonych typu Maria, historia, lilia 
wpłynęły również na ich pisownię. Niegdyś, w języku staropol- 
skim wyrazy te wymawiano trzyzgłoskowo z przyciskiem na zgłosce 
przedostatniej, gdy jednak z czasem na wzór innych wyrazów 
zapofyczonych z łaciny jak, na przykład fizyka, logi/w, zaczęto 
je akcentować na trzeciej zgłosce od końca, zgłoska przedostatnia 
uległa · redu kcji, znajdująca się w niej samogłoska y wzgl. i zu- 
1) Patrz między innymi J. Rozwadowski. Historyczna fonetyka czyli glo- 
sowoia jęz. polsk., Encykl. Polska II, str. 306: A. A. Kryński Gram. str. 92. 


,
 


r
>>>
.. 


182 


. . 
pełnie w wymowie zanikła: wymowa' Maryja, historyja, lilija zmie- 
niła się z czasem w Maria, historia, lilia, a zmiana ta znalazła 
swój wyraz także w pisowni I). 
W obydwóch przytoczonych wy.padkach zmiany ortograficzne 
pozosta ją w ścisłej zależności od zmian, które się z biegiem cza- 
sów dokonały w historii języka. Ale na zmienność pisowni wpływa 
poza tym jeszcze i ta okoliczność, że jest ona wyrazem naszego 
świadomego stosunku do faktów językowych: chcąc język mó. 
wiony odtworzyć w postaci znaków pisanych, trzeba go poddać 
celowej analizie tak pod względem fonetycznym, wymawianiowo- 
dźwiękowym, jak i morfologicznym, to znaczy, pod względem jego 
budowy gramatycznej. Związek między językiem mówionym a pi- 
sanym, tak jak się on uzewnętrznia w świadomie zredagowanych 
systematach ortograficznych, nie jest bezpośrednim, przedmioto- 
wym związkiem między dwoma szeregami obiektywnie danych 
zjawisk, lecz występuje tu czynnik trzeci, a tym jest podmiotowy 
stosunek badającego umysłu, który te związki określa i ustala. 
Pisownia zależy nie tylko bezpośrednio od właściwości języka mó- 
wionego, lecz także od tych lub innych zapatrywań, jakie wyro- 
bili sobie na zjawiska językowe twórcy i reformatorzy systematów 
ortograficznych. Ponieważ z rozwojem badań nad językiem zapa- 
trywania te ulegały niekiedy zasadniczym zmianom, więc nic dziw. 
nego, że się musiały zmieniać także poglądy na ortografię i pod- 
stawowe jej zagadnienia. i to jest drugą przyczyną zmienności 
zasad ortograficznych: pisownia się zmienia nie tylko dlatego, że 
się zmienia język, lecz takźe dlatego, że się zmieniają nasze na 
na niego zapatrywania; a ten' drugi czynnik ma nawet donioślej- 
sze znaczenie, niż pierwszy. 
Ponieważ na historię ortografii tak ważny wpływ wywierają po- 
glądy, jakie w różnych czasach panowały w nauce na język i jegó 
zjawiska, więc oświetlenie historyczne, z tego stanowiska, ustalonych 
ostatnio przepisów, może mieć wartość podwójną; nie tylko wy- 
każe ich łączność z przekazaną prze
 przeszłość tradycją ortogra- 
ficzną, lecz zarazem, w związku z dawniejszymi poglądami na ję- 
zyk, uzasad ni dzisiejsze teoretyczne punkty widzenia, dając w ten 
l) Patrz A. A. Kryński. Gram. 
 104; także Encykl. Polska III str. SS.
>>>
183 


sposób podstawy do właściwego ujęcia zrozumienia przeprowa 
dzonej reformy ortograficznej. 
Pierwszy uzasadniony systemat ortografii polskiej został opra- 
cowany i wyłożony przez Ks. O. Kopczyńskiego w jego "Grama- 
tyce języka polskiego i łacińskiego dla szkół narodowych (1778- 
1783). Przedtem nie mieliśmy jednolitego i konsekwentnie prze- 
prowadzonego systemu ortograficznego. Wprawdzie pisownia, roz- 
powszechniona w drukach XVI wieku, da się ująć w pewne okre- 
ślone przepisy (p. str. 156), niemniej przeto daremnie szukalibyśmy 
'w niej jakiejś jednolitej podstawy, bo tak, jak ją przekazała hi- 
storia, była ona nie wynikiem krytycznych rozważań, lecz tylko 
sformułowaniem i ujednostajnieniem ustalających się nieświadomie 
-zwyczajów. Kopczyński pierwszy starał się ortografię polską nie . 
tylko ustalić, lecz zarazem uzasadnić, on pierwszy zajął wobec niej 
stanowisko teoretyczne. dlatego rozważając teorię ortografii, jego 
poglądy należy wziąć za punkt wyjścia l). 
Od czasów Kopczyńskiego w historii badań nad językiem 
polskim, tak jak zresztą w badaniach nad innymi językami, nauka 
przebyła trzy okresy, z których każdy zaznaczył się jakimś nowym 
punktem widzenia, przyczyniając się do głębszego wniknięcia 
w istotę języka i racjonalniejszego wyjaśnienia jego zjawisk. Kop- 
czyński ujmował zjawiska językowe ze stanowiska wyłącznie sta- 
tycznego, określał związki między faktami języka polskiego współ- 
czesnej sobie epoki, a jeżeli niekiedy sięgał do przeszłości języka, 
to wydobywane stamtąd dan
 przenosił na płaszczyznę chronolo- 
giczną tego stadium historycznego, na którym pozostawała pol- 
szczyzna końca wieku XVIII. Pojęcie rozwoju, pojęcie związków, 
zależnych od następstwa w czasie. było mu zupełnie obce. Takie 
stanowisko, zupełnie niezgodne z istotą języka. w którego naturze 
jest ciągła chwiejność i zmienność, doprowadzić, oczywiście, mu- 
siało do zgoła dowolnych zestawień i wyjaśnień, nie uzasadnio- 
nych faktycznym stanem rzeczy, lecz opartych tylko na pozornych 
zależnościach i związkach, a poza tym powodowało powstawanie 
-- cQraz to nowych sprzeczności i nie dających się wytłumaczyć 
, 
l) Kwestie ortograficzne nieco wcześniej (w 1770) poruszał w swej Gra- 
matyce Szylarski. 


.... 


:.
>>>
ł' ł 


, . 



 


184, 


, .1 


. 


niekonsekwencji. Tak, na przykład, uzależnienie narzędnika i miej- 
scownika l. pojed. w deklinacji zaimkowo-przymiotnikowej od form 
· mianownika l. pojed. (dobry pan: dobrym panem; dobre dziecko.- 
dobrem dzieckiem) czyni niezrozumiałym brak podobnego związku 
w innych przypadkach: dlaczego obok dobre dziecko i dobrem 
dzieckiem: dobrego dziecka i dobremu dziecku nie mamy w za- 
leżności od dobry pan, dobrygo pana, dobrymu panu jak mó- 
wimy' dobrym panem? Związek ten. tak jak sobie wyobrażał 
Kopczyński jest najwidoczniej zależnością tylko pozorną. Gdzież 
więc szukać dla niego rzeczowej i uzasadnionej podstawy ? Tylko 
w historii języka, bo ta, tłumacząc pochodzenie form gramatycz- 
nych, ustala między nimi właściwe stosunki. . . 
Ten historyczny punkt widzenia zmienił tak zasadniczo pa- 
nujące przedtem zapatrywania na język i sposób ujmowania jego' 
zjawisk, wyświetlił tyle niezrozumiałych faktów, przyczynił się do 
takiego ożywienia badań językowych i zmienił tak istotnie daw. 
niejszy ich kierunek, że stworzył nową epokę w historii nauki 
o języku. Fakty, dotychczas umieszczane na jednej płaszczyźnie 
chronologicznej, a wskutek tego niejasne i niezrozumiałe, często 
pełne sprzeczności, z chwilą, gdy je zaczęło rozważać, jako wynik 
przebiegu rozwojowego, zostały powiązane w łańcuch zmieniają- 
cych się z biegiem czasu przyczyn i skutków, otrzymując w ten 
sposób bardziej konsekwentne i uzasadnione wyjaśnienie. Tak, na 
przykład, sprzeczność uwydatniająca się w takim zestawieniu jak 
wiedzie: wiodę ale jedzie: jadę da się usunąć tylko wtedy, je- 
"' 
żeli te dwie istniejące we współczesnym języku polskim oboczności 
samogłosek e : o, e : a, będziemy rozpatrywali, jako wynik zmian, 
zaszłych w dwóch różnych epokach rozwoju językowego, bo tru- 
dno przypuścić, aby jeden i ten sam dźwięk (dzisiejsze polskie ej 
w jednym i tym samym czasie, pod wpływem jednych i tych sa- 
mych czynników (w pozycji przed twardym d) mógł ulec dwom 
różnym przekształceniom zmieniając się raz w o, innym razem 
w a. Jest to dziedzictwo, przekazane językowi polskiemu przez 
dwie różne epoki jego historycznego rozwoju: w jednej z nich e . 
zmieniało się w a, w drugiej - w o. Atoli łatwo się domyślić, ie 
różność zmian, jakim niegdyś uległa w języku polskim samogło- . 


.. 


o" 


,
>>>
I . 


185 


ska e, me tylko jest wynikiem różnic chronologicznych, lecz tłu- 
maczy się także różnością jej pochodzenia: samogłoska e, wy- 
mieniająca się na a, musi mieć inne pochodzenie, niż to e, które 
. się wymienia na o, bo inaczej, znalazłszy się w tych samych wa- 
. runkach (w danym wypadku w pozycji przed spółgłoską twardą 
przedniojęzykową - d) musiałaby się zmienić w jednej i tej sa- 
mej epoce, to znaczy uległaby tym samym przekształceniom. Ze- 
stawienie z innymi językami słowiańskimi wskazuje, że e, wymie- 
niające się na o, z pochodzenia swego jest krótkie, a to e, które 
się wymienia na a, było niegdyś długie. 
Metoda historyczna usunęła wiele sprzecznośti i dała wła- 
ściwą odpowiedź na niejedno z zagadnień, których rozwiązanie 
natrafiało dawniej na nie przezwyciężone, zdawałoby się, prze- 
szkody; niemniej przeto zjawisk językowych nie wyjaśniała, bo 
samo tylko ustalanie następstwa między faktami i określanie za- 
chodzących między nimi związków chronologicznych nie jest prze- 
cie jeszcze ich wyjaśnianiem. Podstawą badań językoznawczych 
pozostał nadal o p i s; wprawdzie bowiem zaczęto uwzględniać 
następczość rozwojową faktów językowych, ale ich po dawnemu 
nie w y jaś n i a n o, lecz tylko opisywano l). Zbierano, zestawiano 
i rejestrowano fakty, nie badano procesów, przez które te fakty 
. zostały do życia powołane; poddawano szczegółowemu i dro- 
biazgowemu rozbiorowi w y t w o r y językowe, pomijano prawie 
zupełnie c z y n n o ś c i językowe 2) Takie st anowisko okazało się 
zbyt jednostronnym i niewystarczającym. Od gotowych wytworów 
trzeba było przejść do analizy czynności językowych, a gdy te 
poddano ściślejszym i głębszym badaniom, okazało się, że zja- 
wiska językowe są przede wszystkim zjawiskami psychicznymi, bo 
u ich podstawy leżą procesy psychiczne. Ten psychologiczny 
punkt widzenia zmienił zasadniczo poglądy na język i jego zja- 
wiska i w miarę utrwalania się w nauce zaczął nadawać nowy 


l) Patrz o róznicy między opisem a wyjaśnieniem "Przegląd Filozoficzny" 
XIII, zesz. 1, 2, "Wyjaśnienie i opis" (prace nagrodzone na konkursie: J. Ko- 
disowej, Fr. Sękowskiego, A. Zieleńczyka, K. Sośnickiego, St. Bobińskiego). 
2) Patrz K. Twardowski, O czynnościach i wytworach; kilka uwag z po- 
granicza psychologii, gramatyki i logiki. Kraków 1911. 


ł- 


. 


# 


. .
>>>
186 


ł 


kierunek badaniom językoznawczym. Poszukiwania dotychczasowe 
obejmowały historię języków ogólnonarodowych i zajmowały się 
opisywaniem właściwości językowych całych grup społeczny
h; 
językoznawstwo psychologiczne zwróciło uwagę na języki indy- 
widualne poszczególnych jednostek, jako na jedyną konkretną 
f podstawę czynności językowych; skoro bowiem czynność języ- 
kowa z natury swej jest czynnością psychiczną. pewną odmianą 
myślenia, to, rzecz jasna, język realnie istnieje tylko pod posta- 
cią myślenia językowego poszczególnych ludzi. Ale jednostka 
ucząc się języka, przez obcowanie społeczne, od swego otocze- 
nia, przyswaja sobie pracę całego szeregu pokoleń, wchłania wy- 
obrażenia językowe w tych formach, jakie się kształtowały w naj- 
rozmaitszych epokach historii języka narodowego. Formy te, jak- 
kolwiek ze względu na swe pochodzenie, wykazują nieraz znaczne 
różnice czasowe, w myśleniu jednak językowym poszczególnych 
ludzi współistniej ą tworząc w ich świadomości mniej lub więcej 
jednolity i zharmonizowany system skojarzeniowy. Dusza każdego 
człowieka w mniejszym lub większym zakresie odbija w sobie to, 
co przerobiły w swej pracy duchowej całe szeregi pokoleń po- 
przednich; nasze zwyczaje i obyczaje, wyobrażenia i wierzenia, 
a nawet upodobania i uczucia, słowem cała treść naszej kultury 
duchowej jest jak gdyby zsumowaniem tego, co naród, a niekiedy 
i ludzkość cała wytwarzała w ciągu stuleci. Jesteśmy kulturalnymi 
spadkobiercami swych przodków tak, jak jesteśmy ich fizycznymi 
potomkami: dziedziczymy nie tylko cechy fizyczne i skłonności 
psychiczne, lecz także treść kultury duchowej. Jednym ze skład- 
ników tej kultury jest język, jako sposób myślenia przy pomocy 
wyobrażeń dźwiękowych. Wytwarzał się on w ciągu wieków, my 
go jednak przejmujemy od swego otoczenia bezpośrednio i dla- 
tego, co w jego historii powstawało stopniowo drogą następują- 
cych po sobie kolejno zmian i przekształceń, w umysłach naszych 
istnieje współcześ.nie. Uprzytomnienie tego faktu wysunęło w nauce 
nowe zadania, stało się bowiem jasnym, że dla zrozumienia języka 
i jego zjawisk jest rzeczą pierwszorzędnej wagi nie tylko ustalenie 
chronologicznego związku między wytworami języka ogólnonaro- 
dowego, lecz także zdanie sobie sprawy, dzięki czemu te wytwory,
>>>
s 


.. 


187 


tak różnoczesne ze względu na swe pochodzenie, w myśleniu języ- 
kowym poszczególnych ludzi współistnieją, stając się jednostkami 
współczesnymi. Wykrycie przyczyn tego współistnienia stało się . 
?ie
niej ważnym, niż wyśledzenie pochodzenia form myślenia 
Językowego. Takie ujęcie zagadnienia zmusiło do żywszych i roz- 
leglejszych badań psychologicznych nad mową ludzką, bo okre- 
ślenie związków, zachodzących między poszczególnymi wyobraże- 
niami językowymi w myśleniu językowym wymaga ściślejszego roz- 
bioru czynności językowych i zbadania ich podstaw psychicznych. 
Psychologia języka stała się wskutek tego w ostatnich cza- 
sach koniecznym uzupełnieniem jego historii. O ile w okresie, gdy 
badania nad językiem ograniczały się do jego wytworów, wysu- 
nięcie historycznego punktu widzenia było znacznym postępem, 
gdyż wiążąc fakty języka współczesnego, jako wytwory najrozma- 
itszych epok historycznego rozwoju, w łańcuch chronologiczny, 
zaczęto je oceniać w świetle właściwej perspektywy czasowej j 
o tyle teraz, kiedy przedmiotem badań stały się nie tylko wytwory, 
lecz i czynności językowe, nie tylko gotowe fakty, lecz i procesy 
psychiczne, które je do życia powołały, wyłącznie historyczne 
ujmowanie zjawisk językowych nie wystarcza. Taka wyłączność 
zasady historycznej, bez należytego uwzględniania psychologii, 
zwróciłaby się przeciwko niej samej, bo pacząc całkowicie pers- 
pektywę czasową, podważyłaby z gruntu podstawę metody histo- 
rycznej. Jedno z zasadniczych założeń metody historycznej w ba- 
daniach językowych, wyraża się w twierdzeniu, że tzw. prawa 
językowe nie posiadają tej wartości powszechnej, którą mają 
prawa, na przykład, fizyczne, lecz są ograniczone w czasie i prze- 
strzeni. Prawo fizyczne, określające przyspieszenie, z jakim ciała, 
pozbawione punktu oparcia, spadają na ziemię, ma swą niezmienną 
wartość w zastosowaniu do wszystkich czasów i do każdego miej- 
sc
 na kuli ziemskiej, niezależnie od długości i szerokości geo- 
graficznej: prawo to, chociaż nie było jeszcze ściśle sformułowane, 
działało tak samo w starożytnej Grecji lub Egipcie, jak działa 
dzisiaj w Polsce lub Grenlandii - i tu i tam, dawniej, jak i dzi- 
siaj przyspieszenie spadającego ciała było i pozosta
e za. wsze jedn
. 
kim. Inne zupełnie znaczenie mają te formuły, ktore Się nazywają 


. 


l
>>>
. 


1 


. 


188 


. 
. 


. , 
ł 


. 


. prawami językowymi: ich działanie rozciąga się tylko na pewnej 
przestrzeni i ogranicza zawsze tylko do pewnego okresu czasu. 
· Andere Zeiten, andere Lautgesetze - inne czasy, inne prawa 
. 
głosowe - mówią Niemcy, a określenie to' da si
 zastosować 
nie tylko do tzw. praw głosowych, lecz wogóle do wszystkich for- 
· muł, określających historyczne związki między faktami językowymi. 
i Prawo h i s t o r y c z n e jest niczym innym, jak tylko mniej 
lub wi
cej udatnym uogólnieniem dokonanych przemian, nie wy
 
raża jednak całego zespołu przyczyn, które te przemiany wywci- 
łały, a przy tym są to przyczyny wprawdzie konieczne, ale nie- 
zawsze wystarczające; stąd poc.hodzi ograniczoność zakresu i kie; 
'lun ku oddziaływania prawa historycznego. Tak, na przykład, zna- . 
nym jest w j
zykoznawstwie prawo, formułujące przejście spółgłosek 
t' d' zmi
kczonych (uśredniojęzykowionych) w ć, dź, nie ma ono 
jednak wartości powszechnej, nie działa bezwzględnie we wszyst- 
kich j
zykach i czasach, lecz stosuje si
 tylko do pewnych języ- 
ków i tylko do określonych epok ich historii; działało ono nie- 
gdyś (w XII wieku) w języku polskim, nie jest jednak w nim 
czynne dzisiaj, tak jak nigdy nie doszło do znaczenia w j
zyku
 
na przykład. rosyjskim; tym się tłumaczą takie odpowiedniości jak 
polskie dzieci: rosyjskie d' et'i; polskie łacina = łacina [afina 
(lingua) obok polskiego stypendium nie śćipendium = łacińskie 
st'ipendium. W rosyjskim wyrazie deli, jak zresztą wsz
dzie, spół- 
głoski d', t ' pozostały bez zmiany, w języku polskim też same 
niegdyś spółgłoski rozwinęły się w dź, ć: różnice te tłumaczą się 
różnością środowisk społecznych j
zyka polskiego i rosyjskiego; 
ale skąd pochodzi oboczność, wyst
pująca w polskich wyrazach 
łaćina : stypendium? jak wytłumaczyć, że dźwi
ki, posiadające 
niegdyś jednakowe brzmienie, w jednym i tym samym j
zyku 
uległy rozszczepieniu, zmieniając si
 raz w ć, innym razem w t? 
Tutaj mamy do czynienia już nie z różnicami terytorialnymi śro- 
dowisk j
zykowych; lecz z róznicami epok historycznego rozwoju 
jednego i tego samego j
zyka: wyraz łaciński [at'ina, jako nazwa 
języka liturgii kościoła rzymskiego, wszedł do słownika polskiego 
wraz z. przyjęciem i rozpowszechnieniem si
 w Polsce chrześci- 
jaństwa, czyli w końcu wieku X, a wówczas mówiono jeszcze 


, 


.. 


. .
>>>
. 


. 


189 


. . , 
nie tylko łafina, lecz także d' et' r, t' ichy itp.. z czasem jedna k, 
gdy w wieku XII skłonność do zmieniania t, d w ć, dź za pa- 
nowała ostatecznie, zaczęto obok dźieći, ćichy itp. wymawiać 
łaćina. Te przekształcenia spowodowały w języku polskim zanik. 
spółgłosek f, cf a gdy to nastąpiło, musiał się zatrzeć i sam zwy- 
czaj, który te zmiany wywołał; toteż w wyrazach, które język 
polski zapożyczał po wieku XII, spółgłosek obcojęzykowych t, d 
nie zmieniano już w ć, dź, nie pozostawiono ich jednak bez 
zmiany, lecz naginano do panującego wówczas polskiego systemu 
. głosowego; ponieważ język polski po zmianach, dokonanych 
w wieku XII nie posiadał już spółgłosek zmiękczonych f, cf więc 
pod tego rodzaju obce dźwięki zaczęto podstawiać najbardziej 
do nich zbliżone polskie, czyli t, d twarde. W ten sposób łaciń- 
ski wyraz sti'pendium zmienił się w wymowie polskiej w sty- 
pendium l). 
Prawa głosowe, jak widać z rozbioru przytoczonych przy- 
kładów, są tylko uogólnieniem pewnych skłonności wymawianio- 
wych, stwierdzeniem tych lub innych zwyczajów wymawiania, a te, 
jak wszystkie wogóle zwyczaje, zmieniają się zależnie od miejsca 
I czasu. 
Ta ograniczoność w czasie i przestrzeni jest cechą zna- 
mienną wszystkich historycznych praw językowych, obejmuje bo- 
wiem nie tylko tzw. prawa głosowe, lecz także formuły, stwierdza- 
. jące zmiany, które się w historycznym rozwoju dokonywają w in- 
nych dziedzinach materiału językowego. Tak, na przykład, w za- 
. kresie odmiany rzeczownikowej końcówka celownika l. mnog. - 
om, właściwa niegdyś rzeczownikom męskim i nijakim, została 
w języku polskim uogólniona i przeniesiona także na rzeczowniki 
żeńskie: obok panom, dziełom, używamy teraz matkom, żonom 
zamiast dawniejszych matkam, żonam. 
W języku rosyjskim ten proces wyrównywania końcówek przy- 
. padkowych odbył się w kierunku odwrotnym: obok żenamz mówi 
'się panamz , dełamz, gdzie współczesna końcówka - amo w rze- 
l) Zamiana i na y pozostaje z twardą wymową spółgloski l, bo, jak wia- 
domo, zgodnie ze zwyczajami wymowy polskiej, samogloska i lączy się tylko 
z poprzedzającą spólgłoską miękką. 
I 


.
>>>
, 


, 


, 


190 


I 


.
 


f 
czownikach męskich i nijakich. zastępuje dawniejszą końćówkę 
om?) l). Jak widzimy, formuły, określające zmiany, które w histo- 
rycznym rozwoju tego lub innego języka zachodzą w budowie 
jego form gramatycznych, nie posiadają również wartości powszech- 
nej, bo są ściśle związane z pewnymi tylko środowiskami języko- 
wymi, a w granicach jednego i tegoż samego środowiska języko- 
wego pozostają, tak samo, jak prawa głosowe, w zależności od 
czasu. Rozpatrywane powyżej wyrównanie form deklinacyjnych,. 
zależnie od dwóch różnych środowisk językowych, dokonało się 
w dwóch różnych, wręcz sobie przeciwnych kierunkach, a w każ- 
dym z nich odbyło się w pewnej określonej epoce historii roz- 
woju językowego. 
Tak więc formuły, stwierdzające przemiany, które się' w ciągu 
historycznego rozwoju dokonywają w materiale głosowym i for- 
malnym poszczególnych języków, mają wartość w zastosowaniu 
tylko do pewnych środowisk i epok. 
Ta zależność od miejsca i czasu jest cechą znamienną każ- 
dego wogóle prawa h i s t o r y c z n e g o, wszystko jedno, czy to 
będzie prawo geologiczne, formułujące stopniowe przekształcanie 
skorupy ziemskiej, czy też prawo, określające konkretne warunki 
rozwoju historycznego poszczególnych społeczeństw i narodów. 
Pochodzi to stąd, że przy formułowaniu tzw. praw historycznych 
uwzględniać należy nie tylko czynniki, wypływające z natury samych 
zjawisk, a więc działające stale i niezmiennie, lecz także konkretną 
treść materialną tych zjawisk, a ta zależnie od czasu i miejsca wy- 
stępuje w najróżnorodniejszych odmianach i wykazuje najrozmait- 
sze ustosunkowanie swych składników: czynniki podstawowe, z na- 
turą zjawisk związane. wywierają swój wpływ stały i niezmienny, 
ale konkretny rezultat ich oddziaływania w każdym poszczególnym 
wypadku zależy od jakości składników materialnych tego podłoża, 
na którym to oddziaływanie się ujawnia. Podstawą zmian języko- 
wych są czynniki psychiczne, przede wszystkim kojarzenie wyo- 
brażeń; działają one stale i niezmiennie, ale każdorazowy wynik' 
ich oddział ywania, jak widzieliśmy, pozostaje w bezpośredniej za- 
l) Porównaj i dziś jeszcze używaną dawną końcówkę - orno w przysło- 
wionym zwrocie i po delom'b warno (masz, na coś zasłużył; wedle czynów swoich).
>>>
191 


.' leżności od tego podłoża materialnego, na które jego wpływ się 
rozciąga. Rozpatrzone wyżej zjawiska wyrównania końcówek przy- 
padkowych w deklin
cji rzeczowników powstały pod wpływem 
jednego i tego samego czynnika, kojarzenia wyobrażeń, ale realny 
wynik jego działania, zależnie od dwóch różnych konkretnych śro- 
dowisk językowych, istniejących w określonych epokach historycz- 
nego rozwoju, ujawnił się w dwóch zupełnie różnych postaciach. 
. Prawa językowe, jako prawa przede wszystkim h i s t 0- 
r y c z n e, uwzględniające zmieniającą się ciągle, zależnie od miej- 
sca i czasu, rzeczywistość realną, z natury swej nie mogą mieć 
wartości powszechnej, lecz muszą być w swym zakresie ograni- 
czone. Nie znaczy to, aby w językoznawstwie nie było praw ogól- 
nych, dających się zastosować do każdego języka i każdej epoki 
historii językowej, nauka posiada ich kilka 1), ale są to prawa nie 
historyczne, lecz psychologiczne, a psychologia w przeciwstawieniu 
do językoznawstwa, tak jak biologia w przeciwieństwie do bota- 
niki lub zoologii, a socjologia w przeciwieństwie do historii, jest 
o tyle tylko nauką realną, o ile w swych wywodach opiera się na 
faktach realnych, ale ponieważ zajmuje się ustalaniem stosunków 
naj ogólniejszych. określając związki nie między realnie danymi 
szeregami indywidualnych faktów, lecz ich uogólnieniami, więc jest 
do pewnego stopnia nauką formalną, bada bowiem nie tyle związki, . 
zachodzące między realnymi, indywidualnymi zjawiskami, ile raczej 
stosunki, panujące między ogólnymi normami tych zjawisk. Tym 
się tłumaczy szeroki zakres zastosowania praw psychologicznych 
i wynikająca stąd ich niezależność od miejsca i czasu 2). Inny zu- 
pełnie charakter posiadają prawa historyczne; są one uogólnie- 


"11 


1) Do takich należą między innymi prawo dwuczłonowej apercepcji tworów 
językowych lub prawo ilościowe względnych wielkości prof. J. Rozwadowskiego, 
PatJrz J. Rozwadowski. Semazjologia. czyli nauka o rozwoju znaczeń wyrazów 
Lwów 1903 (odbicie z IX t. pisma "Eos"); Wortbildung und Wortbedeutung. 
Heidelberg 1904. - Indogermanische Forschungen XXV, 38- 50. Patrz także 
M. Rudnicki. Poz. Jęz. X', 84-90). 
2) Tym się tłumaczy również możność wyrażania praw psychologicznych 
a szczególniej fizycznych, w postaci formuł matematycznych, bo psychologia i fi- 
zyka są to nauki w metodzie swej realne, a w sposobie ujmowania wchodzącei 
w ich zakres treści formalne. 


..
>>>
. I 


? f 


-{ 


. 


192 


. . 


. 



 


. 



. 


. 


niem splotu. całego szere
u realnie danych faktów lub zjawisk, . 
a te, rzecz jasna: zawsze pozostają w związku z o.
reślonym. miej- 
OJ 
scem lub czasem. . . 
I 
« Jeżeli zależność od miejscą i czasu jest cechą znamienną' 
każdego procesu historycznego, to zdanie to 
tosuje się również 
,. do praw I}istorycznych językowych: są one og;aniczone miejscem 
i czasem, a skoro tak, to ustalenie ich wzajemnej chronologii jest 
. zasadniczym postulatem historii języka. Kto oddziaływanie tego 
lub owego prawa językowego,. związanego ściśle z pewną okre-. 
śloną epoką historii języka, rozciąga dowolnie na inne okresy jego 
historycznego rozwoju, tern paczy perspektywę historyczną i traci. 
moiność właściwego rozumienia 
 oceniania zjawisk językowych, 
a ileż stąd płynie powikłań i nieporozumień ! Tak, na przykład 
cała ka
pania prowadzona u nas od lat z górą dwudziestu prze- 
ciwko pisowni takich wyrazów, jak ."Maija" lub ."kurjer" przez 
j, wynikała z dziwnego rodzaju obawy, aby tych wyrazów nie za": 
częto wymawi
ć jak Marza lub kurzer-, bo prźecież rj z1Die
ia 

 się w języku polskim w rz. Inni bardziej już wyćwiczeni w od- 
. I 
różnianiu litery od głoski, twierdzą dzisiaj, że pisownia tych wy- 
razów przez j nie odpowiada wymowie, bo gdybyśmy istotnie po 
r mieli wymawiać j, powstałby zgodnię z przepisami głosowymi 
. języ
a polskiego, dźwięk, oznaczany literą rz. Są to wielkie nie- 
porozumienia! Wprawdzie niegdyś, w czasach prasłowiańskich, pa- . 
.... . nował zwyczaj wymawiania grupy dźwiękowej rj, jak r', wprawdzie 
później, już w języku polskim, w w. XII r' miękkie rozwinęło się 
w rż, skąd następnie powstał dźwięk ż (rz), ale wszystko to na- 
leży dzisiaj do przeszłości, a na nowo powstałe w języku grupy 
dźwiękowe rj pozostają bez zmiany, bo we współczesnej wymowie 
polskiej nie ma zwyczajów, które by te zmiany powodowały. 
Rozróżnianie:: następczości chronologicznej praw językowych_I 
jest, jak widzimy, podstawową zasadą metodyczną historycznego 
językoznawstwa. Oddziaływanie praw, związanych z tą lub inną · 
. 
epoką przeszłości języka, nie rozciąga się na jego teraźniejszość. 
. 
Ale zanik przyczyn pie pociąga za sobą zaniku skutków, -. czyn- 
. niki,' powodujące zmiany językowe mogą już dawno nie działać, 
ale pozostają' ich wftw,?ry. Pochodzenie' ich i czas powstania 


0,, 
, 


" 


ł' 


. 


,. 


" 


" 


"!
>>>
r 


.
 


193 


z mniejszą lub większą dokładnością określa historia języka, ale 
w jaki sposób wytłumaczyć fakt ich współistnienia w języku współ- 
czesnym? Powoływanie się na czynniki, które je wytworzyły, by- 
łoby anachronizmem, bo czynniki te dzisiaj już nie działają; na- 
leży więc szukać nowych przyczyn, leżących we współczesnym 
myśleniu językowym, wykrycie ich jednak należy już nie do hi- 
storii, lecz psychologii języka. Tak, na przykład, jak wytłumaczyć 
współistnienie w dzisiejszym języku polskim takich form obocz- 
nych, jak niesie : niosę? Powoływanie się na odśredniojęzykowie- 
nie l) byłoby anach.ronizmem, bo zwyczaj zmieniania e na o w po- 
zycji przed twardymi spółgłoskami przedniojęzykowymi (t, d, s, 
z, n, r, ł) we współczesnej wymowie polskiej nie panuje, o czym 
świadczą choćby takie formy jak piesek, gdzie e przed s pozo- 
staje bez zmiany. Istniejąca we współczesnym języku polskim 
oboczność form niesie: niosę z pochodzenia swego należy do 
przeszłości, a jeżeli się dotychczas w języku utrzymuje, to dzieje 
się to dzięki temu, że po zaniku przyczyn, które ją do życia po- 
wołały, potworzyły się nowe czynniki, które jej zachowaniu się 
sprzyjają. Działające niegdyś prawo odśredniojęzykowienia spowo- 
dowało powstanie w języku polskim całego szeregu tematów 
obocznych, które utrzymując się na razie przez tradycję, zostały 
z czasem powiązane z określonymi formami gramatycznymi: takie 
zestawienia, jak niesie: niosę,: niosą, wiezie: wiozę : wiozą, 
. plecie: plotę: plotą, wiedzie: wiodę: wiodą i wiele innych, wska- 
zują, że tematy z samogłoską o zostały związane z formą l-ej os. 
I. poj. i 3-ej os. I. mnog., a najlepszym tego dowodem są formy 
wlecze: wlokę, wloką, gdzie obecność samogłoski o nie może 
być wytłumaczona prawem odśredniojęzykowienia, gdyż prawo to 
na pozycję przed spółgłoską k nie rozciągało się nigdy 2). Wy- 
miana tematów obocznych, wywołana niegdyś czynnikami fone- 
tycznyO:i (odśredniojęzykowieniem samogłoski e), znalazła dla swego 


t) Odśredniojęzykowieniem nazywa się w historycznej głosowni polskiej 
przejście e w o i e w a, czyli zastąpienie pozycji średniojęzykowej (przy ej na 
położenie tylnojęzykowe (przy 0, aj. 
2) H. Ułas zyn. Ueber die Entpalatalisierung des urslav. e-Lautes Im 
Polnischen. Lipsk 1905. 


.Język a człowiek i naród. 


13
>>>
.. 


.
 


... 



 


194 


, 


. 


. . 
utrwalenia w myśleniu językowym nową podstawę, a tą jest uza- 
leżnienie postaci tematów obocznych od pewnych form grama- 
tycznych. Na miejsce dawnych czynników powstały nowe. Z tego. 
trzeba sobie zdawać dokładną sprawę, tego wymaga właściwe ro- 
zUlI}ienie zjawisk językowych, bo przypisywanie jakiegokolwiek 
wpływu na współczesne myślenie językowe czynnikom, które, jak 
stwierdza historia, dawno już działać przestały, byłoby dOWolnym 
. . 
przesuwaniem płaszczyzn chronologicznych, z których każda odtwa- 
rza inną 'epokę rozwoju historycznego. 
Rzeczywistość, załamana w tak wypaczonej perspektywie hi- 
I 
storycznej, ukazałaby naszym oczom zamiast swe
o obrazu real- 
nego jak gdyby odbicie rozbitego zwierciadła. A przez złośliwe 
zr.ządzenie losu niebezpi
czeństwo to grozi właśnie tym, którzy 
fakty językowe ujmują.i oce,niają wyłącznie ze śtanowiska histo- 
rycznego: historyk, niedostatecznie uwzględniający psychologię. 
zwraca się przeciwko sobie samemu, wyłączność i jednostronność 
mści się na nim w sposób nieubłagany. Zwracając uwagę przede 
wszystkim na wytwory językowe, na gotowe fakty, mniej inte- 
resując się czynnościami psychicznymi, które te fakty do życ
a 
powołały, historyk ogranicza się zazwyczaj do określenia epoki 
i warunków ich powstania, a zapatrzony w przeszłość, ulega mimo 
woli jej sugestii i nieświadomie przenosi stamtąd na teraźniej- 
szość oddziaływanie tych czynników, które przekazawszy współ- 
czesnemu językowi swe wytwory, same wyszły już dawno z obiegu 
i w dzisiejszym myśleniu językowym żadnej roli nie odg.ł.ywają. 
Określenie warunków historycznego powstawania faktów języko- 
wych tłumaczy wiele, nie wyjaśnia jednak wszystkiego, nie roz- 
wiązuje nade wszystko zagadnienia, dzięki, czemu te fakty utrzy- 
mują się na poziomie współczesnego "myślenia językowego, a nie 
. odpowiedzieć na to pytanie, a tym bardziej nawet go 
obie nie 
zadać jest to ulegać złudzeniu, że wytłumaczenie warunków po- 
wstania faktów językowych może być jednocześnie wyjaśnieniem · 
. ' 
przebiegów psychicznych, leżących u podstawy współczesnych 
czynności językowych. Historia języka może wy tłu mączyć pocho- 
dzenie wytworów językowych, :noże, wyjaśnić sam fakt. ich istnie- 
nia w tej a nie w innej postaci, ale nie może określić roli, jaką 
, 
.. ł
>>>
195 


one od
ają we współczesnym mechaniźmie językowym, jak się 
zarysowuJą we współczesnej świadomości językowej i jakie stano- 
wisko zajmują w dzisiejszym systemie gramatycznym. Na te pyta- 
nia daje odpowiedź tylko analiza psychologiczna współczesnego 
myślenia językowego, ona tylko może wykazać istotne podstawy 
dzisiejszych czynności ję
ykowych. Pomijanie jej i ograniczanie się 
wyłącznie do rozważań historycznych byłoby równoznaczne z prze- 
noszeniem na współczesne myślenie językowe tych procesów, które 
działały w dawniejszych epokach historii jc;zyka. Wytłumaczenie 
na przykład, pochodzenia takich form bezokolicznika jak piec, 
strzyc obok być, dać, nieść uzasadnia wprawdzie dzisiejszą ich 
postać i wskazuje, jak się one niegdyś zarysowywały w myśleniu 
językowym, ale nie wyjaśnia bynamniej, jak są one ujmowane we 
współczesnym systemie gramatycznym polskim. 
Bezokoliczniki piec, strzyc występowały niegdyś w postaci 
*pekti, *strigti, miały więc te same znamiona formalne, co bez- 
okoliczniki *byti, *dati, *nesti. Dzisiaj jednak, wskutek zmian, 
które z biegiem czasów zaszły w ich wyglądzie głosowym, sto- 
sunki przedstawiają się zupełnie inaczej. Na miejsce jednego mamy 
dziś w języku polskim dwa typy form bezokolicznika: bezokolicz- 
nik z końcówką i bezokolicznik bez końcówki. Znamieniem cha- 
rakterystycznym pierwszego jest przyrostek -ć, cechą wyróżnia- 
jącą drugi jest pewna określona postać tematu: 1) by..ć : by..ł, 
da..ć : da..ł : da..ny : da..wszy, nieś..ć : nieś..li... 2) piec : piek..ł: 
piecz..ony, strzydz : strzyg-ł : strzyż..ony. Tak się zarysowuje bu- 
dowa dzisiejszych bezokoliczników polskich w świadomości prze- 
ciętnego współczesnego Polaka, który nie zdaje sobie sprawy 
z ich pochodzenia, i dlatego końcową fonemę w formach typu 
strzydz, strzedz, biedz, ledz, módz... odczuwa, jako spółgłoskę 
dźwięczną (głosową) dz, a nie bezdźwięczną (nie głosową) c, cho- 
ciaż pochodzenie wskazuje na tę ostatnią. Wprawdzie bowiem 
w formach *strigti, *mogti, *begti itp., od których pochodzą dzi- 
siejsze strzydz, mód z, biedz, spółgłoska tematowa g w .pozycji 
przed niegłosowym t musiała wskutek upodobnienia przejść w wy- 
mowie w niegłosowe k, a powstała w ten sposób grupa dźwię- 
kowa k't' przekształciła się z czasem tak samo jak w formie * pekti 
13.
>>>
196 


z pierwotnym k tematowym, w c, nie przesądza to jednak bynaj- 
mniej sposobu, w jaki te formy odczuwamy dzisiaj. Znamieniem 
tych form, jak wykazaliśmy, jest dzisiaj pewna zmiana spółgłoski 
tematowej, a ponieważ spółgłoska ta w calym szeregu form po- 
krewnych brzmi głosowo, więc pod wpływem odpowiednich sko- 
jarzeń i w bezokoliczniku musi być, rzecz jasna, odczuwana, gło- 
sowo: strzyg..ł : slrzyż..ony : strzydz, jak piek..ł: piecz...ony : piec; 
móg-ł : módz, jak uciek-ł : uciec. 
Gdybyśmy przeto chcieli oprzeć pisownię tych bezokolicz- 
ników na dzisiejszym poczuciu językowym, powinniśmy je pisać 
przez dz, jakkolwiek ze stanowiska historycznego jedynie uzasad- 
nioną ich pisownią jest niewątpliwie pisownia z zakończeniem -c. 
3. Jak widać z powyższego rozbioru, od czasów Kopczyń- 
skiego w poglądach teoretycznych na ortografię i jej zasady 
zachodziły trzykrotne zmiany. Po epoce zupełnie dowolnych ze- 
stawień i urojonych objaśnień nastąpił okres uzasadnień histo- 
rycznych, a dziś obok stanowiska historycznego uwzględnia się 
także punkt widz
nia psychologiczny, który liczyć się każe nie 
tylko z historią, lecz i ze współczesnym poczuciem językowym. 
. 
Trudno zaprzeczyć, że dzisiejsza nauka pozwala rozpatrywać i oce- 
niać zagadnienia ortograficzne ze znacznie szerszego stanowiska, 
niż te, które były wysuwane dawniej. Wolni od fałszywych teorii 
i niczym n:euzasadnionych uprzedzeń, 'dalecy od jednostronności 
w ujmowaniu faktów językowych, dziś możemy się zdobyć na 
większą tolerancję, a ta nam pozwala w znacznie szerszym, niż 
to bywało dawniej, zakresie liczyć się z działaniem czynnika, który 
najważ:1iejszą może odgrywa rolę w przyzwyczajeniach ortograficz- 
nych. Słusznie W 1=. 1830 pisał ks. Wojciech Szwejkowski, że "je- 
żeli w wielu innych rzeczach, tyczących się całego narodu, tedy 
osobliwiej w tym, co się zasadza na uczuciu wewnętrznym tak, jak 
tu na uczuciu czyli smaku ucha, pojedyńcze osoby mogą tylko 
. radzić, mogą ułatwiać drugim rozbiór i rozumowanie, a wyrok 
ostateczny od narodu, a przynajmniej od jego znacznej większo- 
ści zależy". 1) Język i pismo jest wytworem i własnością całego 


l) Rozprawy j wnioski o ortografii polskiej, przez Deputację od Król. 
Tow. \Varsz. Przyjaciół Nauk wyznaczoną. Warszawa, 1830. str. 13.
>>>
197 


nar?,du, jest sumą wytwarzanych przez obcowanie społeczne zwy- 
czaJow, ulega więc, jak i inne zwyczaje, przemożnym wpływom 
t r a d y c j i. 
Pisownia w każdej epoce swej historii nie tylko jest zależna 
o
 zmian, jakie zachodzą z biegiem czasów w języku mówionym, 
me tylko p
)Zostaje w zależności od takiego lub innego stanu po- 
glądów naukowo-językoznawczych, lecz w znacznej mierze ulega 
także oddziaływaniu tradycji. Z tradycją liczyła się zawsze każda 
reforma ortograficzna, o ile tylko nie miała pozostać w dziedzinie 
niezrealizowanych projektów; z tradycją liczyć się trzeba także 
w rozważaniach teoretycznych. Jak wszędzie, tak i w ortografii 
jest ona czynnikiem zachowawczym i pod tym względem różni się 
zasadniczo od sposobu oddziaływania dwóch innych, omówionych 
wyżej, czynników, gdy bowiem stopniowe przeh
lałcanie się ję- 
zyka mówionego z jednej a rozwój nauki z drugiej strony stwa- 
rzają konieczność reform, przywiązanie do raz ustalonej tradycji 
przeciwdziała wszelkim zbyt daleko sięgającym zmianom i ino- 
waCjom. 
Taki jest kierunek działania tradycji, a na jakim podłożu 
ona powstaje i czym się pod tym względem różni o dwóch innych 
wymienionych wyżej czynników? Język mówiony stanowi przed- 
miotową (obiektywną) podstawę pisowni; zmiany w nim zacho- 
dzące są przeto obiektywną przyczyną, powodującą zmiany orto- 
graficzne. W teoriach naukowych znajdują swój wyraz zapatrywa- 
nia na stosunek, w jakim pozostawać powinno pismo do mowy; 
historia językoznawstwa stwarza przeto subiektywne (podmiotowe) 
przyczyny zmian ortograficznych, bo od stanu nauki zależą bez- 
pośrednio teoretyczne poglądy reformatorów pisowni. Tenże su- 
biektywny charakter posiada także tradycja, w niej bowiem rów- 
nież odzwierciadlają się pewne poglądy na język i pismo i na 
stosunki. jakie między nimi panować powinny; poglądy te jednak 
w przeciwstawieniu do uzasadnień teoretyczno-naukowych, przyj- 
mowane bywają przez oddziaływanie współżycia społecznego bez- 
krytycznie i nie mają wskutek tego tej samej, co tamte, jasności 
i wyrazistości; jak wszystko, co się opiera na tradycji, są one 
wartościami nie tyle intelektualnymi, ile raczej uczuciowymi. T o
>>>
198 


też tradycja, jakkolwiek tak samo jak i teoria naukowa, jest 
w historii ortografii czynnikiem subiektywnym, to jednak tym się 
od tamtej' różni, że znajduje dla siebie oparcie nie w refleksji, 
lecz w mniej lub więcej jasno uświadamianych stanach uczuciowych. 
Język bezpośrednio wyraża tylko nasze stany umysłowe, ale 
pośrednio odzwierciadlają się w nim także uczucia. Pojedyncze 
wyrazy, zależnie od swej treści znaczeniowej, sposób budowania 
zdań, wyrażenia i zwroty, słowem styl cały a nawet wymowa, za' 
leżnie od swej wartości kulturalnej, wykazują wyraźne zabarwienie 
uczuciowe. Bywają wyrazy i zwroty prostackie i trywialne, może 
być język prosty, choć subtelny, bywa styl wyszuka"ny i wy- 
tworny. Ma się rozumieć, że dla uniknięcia niezbyt naturalnego, 
obcego wyrażenia naturalnie można odnaleźć cały szereg odpo- 
wiedniejszych wyrażeń swojskich, ale po co mówić, ma się rozu- 
mieć, kiedy oczywiście brzmi milej. Rozchodzi się o to lub cho- 
dzi o to, - nie zawracaj mi głowy lub daj mi pokój, szykuję 
się i gotuję się, wyrzucam i usuwam wszystko to są zwroty i wy- 
razy jednoznaczne, a jednak o różnej wartości uczuciowej. Formy 
ręka my i nogamy tak samo, jak wymowa k'e, g'e, zamiast ke, ge, 
(nie mogie, daj rękie) lub font, gront, zegmont zamiast funt, 
grunt, Zygmunt rażą nam ucho, jako "niepoprawne" , a nawet 
trywialne. Jeżeli mowa, która przecież daje tylko przemijające 
wrażenia dźwiękowe, zawiera w sobie tyle pierwiastków uczucio- 
wych, to cóż dopiero pismo, którego oddziaływanie jest znacznie 
trwalsze. V erba volant, scripta manent, słowa ulatują, a pismo zo- 
staje, toteż siła przyzwyczajeń i związanych z nimi upodobań 
wywiera w nim wpływ znacznie głębszy, niż w mowie. Tym się 
tłumaczy, dlaczego w historii ortografii, daleko więcej ujawnia się 
tendencji zachowawczych, aniżeli w historii języka. Pisownia nigdy 
nie zmienia się równoległe z językiem, lecz zawsze jest w sto- 
sunku do niej mniej lub więcej spóźniona, a im starszą jest kul- 
tura literacka, im dawniejszą tradycja piśmiennictwa, tym silniejsze 
tendencje zachowawcze i tym większa rozbieżność między pi- 
sownią a mową żywą, czego dowodem jest, na przykład ortografia 
francuska lub angielska. Rozwój literatury i czytelnictwa wpływa 
na utrwalenie się i rozpowszechnienie raz ustalonych zwyczajów 


,
>>>
. . .. 


199 
& 


ortograficznych; pisownia otrzymuje swoJą tradycję, która ją 
w mniejszym lub w większym stopniu uniezależnia od języka mó- 
wionego: związek między pismem a mową' zaczyna się stopniowo 
rozluźniać, powstają dwa coraz bardziej zróżnicowane sposoby 
p'orozumiewania się, jak gdyby dwa języki, z których jeden po- 
sługuje się symbolami dźwiękowo.słuchowymi, a drugi graficzno- 
wzrokowymi. · 
Znaki. graficzno-wzrokowe mają byt znacznie trwalszy, niż 
przemijające wrażenia słuchowo dźwiękowe, usamodzielniają się . 
wskutek tego i jak gdyby uniezależniają od człowieka, który je wy- 
tworzył. Język, chociaż jako pewien sposób myślenia, z istoty swej 
należy do szeregu zjawisk psychicznych, wyrażany w postaci zna- 
ków. graficznych, obiektywizuje się, stając się czymś zewnętrz- 
nym, prz
dmiotowyrn, czymś, co ma byt od nas niezależny. Toteż 
jeżeli jężyk w każdej swej postaci jest wytworem współżycia spo- 
łecznego i jako taki staje się dziedzictwem i własnością całego 
. 
narodu, to za tę własność jest uważany przede wszystkim język 
pisany, a w szczególności język literacki. Wprowadzać w nim ja- 
. kiekolwiek zmiany byłoby to samowolnie zrywać nić jednej z naj- 
droższych tradycji narodowych, tradycję tę lekkomyślnie paczyć 
lub nieopatrznie ubożyć. Wyrazem takich poglądów było między 
innymi wystąpienie w 1909 przeciwko uchwałom ortograficznym 
Zjazdu Rejowskiego całego szeregu pisarzy i łiteratów polskich 
we Lwowie; oświadczyli oni, co następuje: "W czasach ostatnich 
podjęto w kołach naukowych reformę pisowni polskiej. T o stało 
się pobudką dla pewnych sfer nowinkarskich do dopuszczania się 
na mowie polskiej rzeczy dotychczas nie praktykowanych i nie- 
zgodnych z zasadami etyki literackiej. Chodzi o pewne sfery wy- 
dawców i redaktorów, którzy nie przypuszczają. że poza stoso- 
waniem historyzmu (cudzych badań) trzeba wiedzieć o tym, czym 
.jest literatura piękna i jakie są jej zasadnicze podstawy. Aby po- 
łożyć koniec bezmyślnym, samowolnym poprawkom w rękopisach 
pisarzów zgasłych i żyjących, wyrażamy stanowczy protest w imie- 
niu praw języka i literatury 1). 
Taki stosunek do języka pisanego wytwarza, oczywiście, 
l) Patrz między innymi w Por. Jęz. IX, str. 77 n. 


.
>>>
. . 


2QO 


t 


, 


ślepe i bezkrytyczne przywiązanie do tradycji ortograficznejp 
a przywiązanie to pogłębiają jeszcze osobiste przyzwyczajenia 
i upodobania. Kto, na przykład, imiona Marja lub Julja przy- 
zwyczaił się widzieć w postaci graficznej Marga lub Julia, a po- 
łączył przy tym z nimi, co tak często się zdarza przy imionach 
własnych, pewne zabarwienie uczuciowe, ten z całym uporem 
zwalczał w pisowni jotacyzm, bo mu Marja i Julja, przez jotę 
pisane, były niemiłe, robiły wrażenie czegoś powszedniego i po- 
spolitego. Często się zdarza, że ludzie inteligentni, umiejący się 
liczyć z rzeczowymi uzasadnieniami, godzą się na tę lub inną 
zmianę ortograficzną, ustępowali jednak z "bolem serca", a o ile 
chodzi o pisownię imion własnych, wymawiali sobie prawo kiero- 
wania się osobistymi upodobaniami; tak, na przykład, godząc się 
w zasadzie na jotę, zastrzegali jednak, że w imieniu Marji, Matki 
Chrystusa, będą zachowywali dawną pisownię przez g 1). Obecnie 
znów, kiedy wprowadzono pisownię Maria, Julia, są osoby po- 
zostające przy pisowni Marja, Julja. 
Uczucie, nie kierowane rozumem, wyradza się nieraz w za- 
ślepienie i fanatyzm, a fanatycznych wyznawców mają nie tylko 
dogmaty religijneJ lecz i ortograficzne. "Takowy żarliwiec pisowni- 
pisał w 1830 r. w rozprawie ,,0 końcowych spółgłoskach trybu 
bezokolicznego" Bentkowski - nie będzie przytaczał dowodów p 
ale zechce się powoływać na jakoweś czucie, na jakowyś instynkt, 
może mechanizmu językowego, lecz w językach skoro jakoweś 
poczucie czyli instynkt nie da. się podciągnąć pod pewne pra- 
widło, jest urojeniem, często pochodzącym z jakoweS'0ś uprze- 
dzenia, jest ową dzielną sprężyną, od której większa część czyn- 
ności ludzkich zawisła. Mało tylko ludzi myśli p r z e z s i e b i e 
samych, ale wszyscy niemal p r z e z i n n y c h czyli p o d ł u g 
i n n y c h, czyli są machinami powtarzającymi. Dla wielu zatem 
trudno. .. otrząsnąć się z nałogu, do którego z dzieciństwa na- 
wykli, w którym lubo tylko pozór ale nie dowody znajdują się; 
z powodu przyzwyczajenia się pozór za rzecz udowodnion
 po- 
czytują" 2). Na zmianę uczuć wpłynąć może tylko uczucie, rze- 
1) Przykład zupełnie ąuŁentyczny. 
:!, Rozprawy i wnioski Deputacji ortograficznej str. 285, 286.. 
" 


". " 


;' 


:;;
>>>
201 


czowe argumenty rozumu są w takich razach zupełnie bezsilne; 
toteż o przyjęciu tej lub innej zmiany ortograficznej przeważnie 
rozstrzyga nie naukowa argumentacja lingwistów, lecz zwyczaj, 
wprowadzony przez wybitnych pisarzów. Ci, jako właściwi twórcy 
języka literackiego, stwarzają wzory, które ogół. uznając za naj- 
wyższy wyraz doskonałości językowej, naśladować usiłuje. "Ja 
staram się pisać tak, jak pisze Sienkiewicz, on jest dla mnie nie 
tylko wzorem stylu językowego! lecz także prawodawcą w pi- 
sow
i" powiedział jeden z historyków na konferencji ortograficz- 
nej, urządzonej 16, VI, 1917 w Warszawie z powodu najnowszych 
uchwał Akademii. Trudno jest zerwać z przyzwyczajeniami, z któ- 
rymi zrośliśmy się od dzieciństwa. Otrząsnąć się z nałogu można 
tylko wtedy, gdy mu przeciwdziała jakaś silniejsza pobudka uczu- 
ciowa, lub też pod wpływem wymagań rozumu, na to wszakże 
trzeba się zdobyć na samodzielność myślenia i wykształcić w so- 
. bie umiejętność krytycznego i głębszego wglądania w splot tych 
procesów i zjawisk, które leżą u podstawy naszych nałogów. Po- 
nieważ jednak pomimo tak często i pięknie wypowiadanych oświad- 
czeń tkliwego przywiązania do mowy ojczystej, ogół nasz nie ma 
zbyt jasnych pojęć o języku i jego zjawiskach, a lingwistyka nie 
jest nauką popularną, więc w dyskusjach ortograficznych nie masz 
miejsca na rzeczowe dowody, za to tryumfy tam święci przesąd, 
uprzedzenie i nie okiełzana niekiedy nami
tność. W takiej atmosfe- 
rze lingwiści nie tylko nie znajdują posłuchu, lecz wytrzymywać 
muszą nawet zaciekłe napaści, że ulegając sztucznie wytworzonym 
doktrynom, paczą język lub lekkomyślnie go ubożą l); CO więcej, 
nie znają języka, nie umieją go badać i obserwować 2). A sądy 
takie wychodzą spod pióra nawet pracowników naukowych, któ- 
rzy przecież na podstawie własnego doświadczenia rozumieją 
doskonale, że wiedza to nie tylko suma faktycznych wiadomości, 
ale przede wszystkim umiejętność metodycznego patrzenia na rze- 
czy. inaczej bowiem co chwila grozi niebezpieczeństwo brania 
złudnego p ozoru za rzeczywistość. Lingwistyka, jak i inne nauki, 
t) Patrz artykuł J. Ochorowicza w Kurierze Warsz. 1917 Nr 116. . . 
2) Patrz broszurę prof. O. Balzera. Jeszcze w punktach spornych P1SOWDl 
polskiej. Lwów 1910.
>>>
202 


ma także swoją metodę, metodę, która ze względu na swą ścisłość 
stawia ją w pierwszym rzędzie nauk humanistycznych. Bez znajo- 
mości tej metody wszelkie dyskusje językowe stają się zupełnie 
jałowymi i do żadnego pozytywnego wyniku doprowadzić nie 
mogą. Chcąc jednak jej zasady chociaż w ogólnych zarysach po- 
znać, trzeba się bliżej wtajemniczyć w samą naukę. Gdyby pu- 
bliczność nasza słowa wymieniła na czyny i naprawdę poważnie 
zaczęła się interesować zagadnieniami języka ojczystego, "ci, nie- 
znani szerszemu ogółowi l) gramatycy': nie tylko przez swą roz- 
leglejszą popularność zyskaliby może większy autorytet, nie tylko 
przestaliby uchodzić za doktrynerów, lecz nade wszystko może by 
zdołali nareszcie przekonać, że nie mają względem umiłowanej 
mowy' ojczystej tych niebezpiecznych zamiarów, jakie się im za- 
zwyczaj przypisuje; upadłby przesąd, że lingwiści według swego 
widzi mi się chcą językowi narzucać jakieś prawa. 
Nie ma dzisiaj naukowo przygotowanego lingwisty, który 
by taką rolę uzurpował, bo każdy zdaje sobie aż nadto dobrze 
sprawę, że zakrawałoby to na donkiszoterię naukową i bezcelową 
walkę z wiatrakami. Lingwista jest współtwórcą języka na równi 
z innymi członkami społeczności językowej; tutaj jego wpływ nie 
sięga dalej, niż jego twórcza indywidualność i oryginalność języ- 
kowa. Jako teoretyk, jest on tylko badaczem języka; stara się 
wykryć prawa, które rządzą czynnościami językowymi, ale właśnie 
dlatego, że zdaje sobie więcej, niż kto inny, sprawę, iż o kie- 
runku zmian językowych rozstrzyga rozpowszechniający się zwy- 
czaj i że wszystko, co przez ten zwyczaj przyjętym zostało, uzna- 
wane bywa za poprawne, zajmuje wobec języka stanowisko zupeł- 
nie bezstronne, nic mu nie narzuca, nie koryguje jego zwyczajów, 
stara się tylko je wytłumaczyć i uzasadmić. Stąd wypływa ta nie- 
zrozumiała dla laików pobłażliwość, z jaką lingwiści zazwyczaj 
oceniają rozmaite odchylenia od norm, uznanych za poprawne: 
"Wy filolodzy (czytaj lingwiści) umiecie wszystko wytłumaczyć, 
gotowi jesteście po swojemu uzasadnić największe nawet błędy 
językowe, a chodzi przecie o to, żebyście wyraźnie powiedzieli, 
czy tak mo żna się wyrażać." Nieraz słyszałem tego rodzaju głosy; 
t) Wyraienie Ochorowicza
>>>
203 


są one wyrazem poczciwego lekceważenia, ale i zupełnej niezna- 
jomości, czym jest współczesne językoznawstwo. Ocenia się je 
pod kątem widzenia gramatyki szkolnej, która dotychczas jeszcze 
uważa siebie za "sztukę poprawnego mówienia i pisania"; tym- 
czasem lingwistyka jest nauką realną, nie normatywną, bada, co 
jest, a nie podaje wskazówek, co być powinno. Stanowisko języ- 
koznawcy jest raczej teoretyczne, niż praktyczne, toteż zagadnie- 
nia ortograficzne niezbyt go interesują, a już w żadnym razie nie 
rozbudzają w nim tych namiętności, jakie ta dziedzina wznieca 
zazwyczaj wśród szerszych kół publiczności. Słusznie powiedział 
kiedyś w jednym ze swoich odczytów pro£. J. Baudouin de Cour- 
tenay, że językoznawstwo ma przed sobą znacznie ciekawsze i po- 
ważniejsze zadania, niż pisanie recept ortograficznych i podawanie 
wskazówek, gdzie należy stawiać kropkę nad il). 
Lingwista zwraca się do pisowni przeważnie tylko i pobu- 
dek teoretycznych; gdy, na przykład, chodzi o ustalenie możliwie 
dokładnej pisowni fonetycznej dla zapisywania tekstów dialektolo- 
gicznych albo o transkrypcję mniej znanych alfabetów, gdy się 
zastanawia, jaki wpływ wywiera pisownia zwyczajowa na sposób 
myślenia językowego lub gdy na podstawie właściwości pisowni 
stara się określić wartości fonetyczne dźwięków tzw. języków 
martwych; poza tym zagadnienia pisowni zwyczajowej interesują 
go nie wiele, a jeżeli zabiera głos w dyskusjach ortograficznych, 
to tylko dlatego, aby nadać im więcej ścisłości, oprzeć je na wła- 
ściwym gruncie, a przy sposobności popularyzować wiedzę języ- 
koznawczą. Zarzut dowolnego zmieniania faktów językowych, jaki 
niejednokrotnie pada pod adresem "lekkomyślnych gramatyków," 
jest wobec tego zupełnie bezzasadny, bo lingwiści jak we wszyst- 
kich dziedzinach zjawisk językowych, tak samo i w zakresie orto- 
grafii, liczą się więcej, niż inni, z upowszechnionym zwyczajem 
i przekazaną tradycją. 
4. Trzy, jak widzieliśmy, czynniki wpływają na stan orto- 
grafii w każdej epoce jej historycznego rozwoju: mowa żywa, 
teorie naukowe i tradycja. Ponieważ jednak ten trzeci czynnik 

dgrywa r olę niemal rozstrzygającą, więc ortografia jest przede 
1) J. B. de Courtenay. Szkice ięzykozo8wcze I, str. 24, 25. 


" 


\ 


,
>>>
\. 


204 


wszystkim kwestią zwyczaju i dlatego nigdy nie może być jedno- 
licie i konsekwentnie zbudowanym systematem, bo co narastało 
przez wieki i jest wytworem całego szeregu pokoleń, to nie może 
być w swej treści i budowie ani jednolite ani konsekwentne. 
Ortografia polsk
, jak widzieliśmy, opiera się na kilku różnych 
podstawach; uwzględnia to stan współczesny języka, to znowu 
jego historię, a zasada fonetyczna krzyżuje się w niej z punktem 
widzenia morfologicznym 1). Powoływanie się wobec tego w dy- 
skusjach na większą lub mniejszą jej naukowość jest to naduży- 
wanie tego pojęcia i niewłaściwe nim szafowanie. Cechą każdego 
systematu naukowego jest jego konsekwencja, wynikająca z jedno. 
litości podstawy, na której się opiera. T aką konsekwencję po- 
siada, na przykład, stosowana w pracach językoznawczych pi. 
sownia fonetyczna, ale ortografia konwencjonalna: w życiu co- 
dziennym używana, może być mniej lub więcej racjonalną, mniej 
lub więcej prostą, a przeto łatwiejszą do przyswojenia, ale nigdy 
naukową. 
Nie znaczy to, oczywiście, aby nie można jej było teore- 
tycznie rozważać; jakkolwiek bowiem o przyjęciu tej lub innej 
zasady w pisowni konwencjonalnej rozstrzyga zwyczaj, ale u pod- 
stawy tego zwyczaju muszą przecie leżeć jakieś tendencje, któ- 
rych ogół wprawdzie sobie nie uświadamia, które nie mnłej przeto 
w każdym poszczególnym wypadku na wybór tej lub innej zasady 
wpływają. Przypatrzmy się, w jaki sposób -ten wybór się doko- 
nywa i jak rozgranicza zakres stosowania każdej z tych zasad, na 
których - nasza pisownia 
ię opiera. 
Jak zostało wskazane, u podstawy pisowni polskiej leżą dwie 
główne zasady, zasada fonetyczna i psychofonetyczna, czyli mor- 
fologiczno-semazjologiczna. Pierwsza z nich u względnia wymowę, 
druga budowę i znaczenie wyrazów. Poza tym brany bywa pod 
uwagę albo stan obecny języka lub też punkt widzenia histo- 
ryczny. Ponieważ pisownia fonetyczna, z natury swej, odtwarzać' 
może tylko stan obecny języka, bo wymowa staropolska wycho- 
dzi poz
 g ranice naszych bezpośrednich obserwacji, 
ięc w dzi- 
t) Por. K. N i t s c h. O ogólnyeh zas
dach ortograficznych. Por. Jęz. 
.3.3 i 49 D. 


, , 


(
>>>
, 
t 


205 


... 


siejszej naszej pisowni rozrozmamy właściwie trzy zasady: l) za- 
sadę współcześnie fonetyczną, którą dla krótkości nazywa się za- 
zwyczaj po prostu fonetyczną, 2) zasadę współcześnie morfolo- 
giczną, albo po prostu morfologiczną, i 3) zasadę historyczno- 
morfologiczną. W wyrazach tchnienie, tchawica, tchu obok dech; 
deszcz obok dżdżu, dżdży, pchła, obok błeszka (= pchełka), pra- 
słowo *bhcha, *blośbka 1) szczęście (nie sczęście; porówn. część, 
uczęszczać) stosujemy pisownię f o n e t y c z n ą. Wyrazy wieczny 
obok wiek, wietrzny obok wiatr; opaczny obok opak, nieopatrzny 
obok patrzeć, opatrywać, żłób obok żłoby, piszemy według pi- 
sowni morFologicznej, to znaczy, z uwzględnieniem związku, jaki 
zachodzi między nimi a wyrazami pokrewnymi w dzisiejszym po- 
czuciu językowym. Pisownia takich wyrazów, jak rzeka, rzęsa, 
żyto, pszenica. źródło opiera się na podstawie historyczno-morfo- 
logicznej, bo bierze pod uwagę historyczne pochodzenie tych 
wyrazów. 
Jakie granice ustalił między tymi trzema zasadami zwyczaj? 
Kiedy piszemy fonetycznie, kiedy się zwracamy do zasady morfo- 
logicznej i w jakich razach uwzględniamy pisownię historyczno- 
morfologiczną ? Nie ma tutaj potrzeby rozwiązywania tego zagad- 
nienia w szczegółach, należy jednak wskazać ogólne tendencje, 
które niewątpliwie wykryć się dadzą. Pisownia polska w zasadzie 
odtwarza stan współczesny języka, jest więc przede wszystkim pi- 
sownią fonetyczną i morfologiczną. Wprawdzie bowiem wypadki, 
w których zwyczaj uwzględniać każe punkt widzenia historyczny, 
są dość liczne, ale dadzą się sprowadzić do dwóch kategorii 
z których jedna znajduje oparcie w pisowni morfologicznej, a druga 
tłumaczy się samym pochodzeniem objętych przez nią wyrazów: 
chodzi tu po pierwsze o rozróżnianie ortograficzne liter ż : rz, 
u : ó w takich wyrazach, jak żądny, rządny, żyto, rzeka, górn, 
źródło, po drugie o rozróżnianie liter h : ch w wyrazach obcego 
pochodzenia (echo, charakter, ale honor, humor). Obie te kate- 
gorie rozpatrzymy nieco później, gdy się rozejrzymy w zasadach, 
które ustalają granice między pisownią fonetyczną a morfologiczną. 
Zdawałoby się na pozór, że mamy tu do czynienia z dziedziną 
l) Porównaj ros. blacha, lit. blasa.
>>>
206 


zupełnej dowolności, gdzie rozstrzygającą rolę odgrywa przypa- 
dek. Wyrazy takie, jak szczęście, tchnienie, pchla, (= morfolog. 
sczęście, dchnienie, bch la), a obok tego wieczny i wietrzny 
(=fonet. wieczny), twój, swój (= fonet. tfuj, sfuj) wskazują, że 
w pisowni pni stosujemy zarówno zasadę fonetyczną, jak morfo- 
logiczną. Tę samą chwiej ność zasad można wykazać w pisowni 
. przedrostków i przyrostków: w wyrazach królewski, ojcowski, sę'" 
dziowski itp. przyrostek .-ewski, ..owski piszemy według zasady 
morfologicznej, ale pisownia przyrostka ..ostwo, estwo, w rze- 
ł 
czownikach ojcostwo, sędziostwo, królestwo itp. jest fonetyczna; 
przedrostki bez.. i roz.. mają pisownię morfologiczną: bezbronny 
i bezpański (= fonet. bespański), rozbicie, rozpacz- (= fon et. ros.. 
pacz), ale przedrostki z, wz.., wez.. piszemy zawsze zgodnie z wy- 
mową według zasady fonetycznej zbierać, sprzedać, wezbrać, 
wesprzeć. 
Przykłady powyższe wskazują, że o wyborze między pisownią 
morfologiczną a fonetyczną nie rozstrzyga bynajmniej gramatyka, 
bo nie można wskazać takiej kategorii gramatycznej, w której by 
ta lub inna zasada panowała niepodzielnie. Już sama chwiejność 
i niepewność granic, dzielących dziedziny obu pisowni, wskazuje 
na chwiejność czynnika, który te granice ustala, i każe go szukać 
w tak bardzo zmiennym poczuciu językowym. Istotnie, jedyną przy- 
czyną, regulującą używanie pisowni fonetycznej i morfologicznej, 
jest poczucie językowe; ono w każdym poszczególnym wypadku 
decyduje o wyborze jednej lub drugiej zasady. Gdzie mamy świa- 
domość budowy morfologicznej, gdzie poczucie językowe wska- 
zuje nam na pochodzenie lub powinowactwo morfologiczne, tam 
stosujemy pisownię morfologiczną; gdzie tego poczucia nam brak- 
nie, gdzie zatracamy świadomość budowy morfologicznej i jej po- 
chodzenia, tam się kierujemy zasadą fonetyczną. W wyrazach 
wieczny i wietrzny poczucie łączności z wyrazami wiek i wiatr 
pozwala na rozróżnianie ich budowy gramatycznej, a świadomość 
· tej budowy daje możność oparcia się w pisowni na zasadzie mor- 
fologicznej. Inaczej zupełnie. w wyrazie szczęście: wskutek zmian 
głosowych a przede wszystkim znaczeniowych wyraz ten wyszedł 
ze związku,' w jakim niegdyś ze względu na swe pochodzenie po-
>>>
207 


z
st

ał z wyrazem cZęść i grupą pokrewnych mu wyrazów; za- 
traclhsmy poczucie jego budowy morfologicznej i dlatego w pi- 
sowni możemy się kierować jedynie zasadą fonetyczną. . 
Co się tyczy wyrazów takich, jak tchu, tchem, pchła, to 
stosowana w nich pisownia fonetyczna ma również swę źródło 
w zaniku poczucia właściwego ich pochodzenia, wprawdzie bo- 
wiem używane bywają formy oboczne dech, błeszka, które zacho- 
waniu tego poczucia mogłyby sprzyjać. ale wyraz błeszka w dzi- 
siejszym języku spotyka się bardzo rzadko, a formy tchu, tchem 
występują tylko w pewnych wyrażeniach. jak na przykład, bez 
tchu, jednym tchem, złapać tchu, gdzie nie mają znaczenia samo- 
istpych wyrazów 1) i zatraciły wskutek tego związek znaczeniowy 
z rzeczownikiem dech 2). Jeżeli przyrostek ..owski, ..ewski piszemy 
morfologicznie przez w, chociaż go wymawiamy bez tej spółgłoski 
(..oski, ..eski), to wpływa na tó świadomość związku z przyrostkiem 
..ow, ..owa, ..owo (..ew, ..ewa, ..ewo), który ma również znaczenie 
dzierżawcze: ojcowski dom: ojcowa chata. Inaczej z przyrost- 
kiem ..oslwo, ..esiwo ; pierwotny jego związek z przyrostkiem "ow 
(..ew) dzisiaj na ogół nie jest uświadamiany, bo wyrazy królestwo, 
ojcostwo, sędziostwo znaczeniowo i formalnie łączymy bezpo- 
średnio z rzeczownikami król, ojciec, sędzia, a nie za pośrednict.. 
wem przymiotników królów, ojców, sędziów. Tak samo tłumaczy 
się także różnica pisowni wyrazu mężczyzna (nie męszczyzna) 
at takich wyrazów, jak polszczyzna, czeszczyzna, francuszczyzna; 
wyraz mężczyzna otrzymał znaczenie konkretne, jest tzw. rze- 
czownikiem zmysłowym i kojarzy się wskutek tego przede wszyst- 
kim z rzeczownikiem mąż, wyrazy natomiast polszczyzna, cze.. 
szczyzna, francuszczyzna, jako rzeczowniki oderwane, łączą się 
przede wsz ystkim z przymiotnikami polski, czeski, francusk;=i). 
t) Wyrażenia bez tchu, jednym tchem mają znaczenie przysłówków; a wy- 
rażenie złapać tchu pod wzgl
dem znaczeniowym tworzy jeden wyraz, 
2) Że wyrazy tchu, tchem, w dzisiejszym poczuciu językowym są formami 
izolowanymi i nie są odczuwane, jako pewne odmiany rzeczownika dech, świad- 
czą o tym formy deklinacyjne rzeczowników złożonych wdech, wydech, wdechu. 
wydechu (nie wtchu, wy tchu) itd. 
3) Pisownia francusczyzna opiera SIę na silniej odczuwanym związku' 
z rzeczownikiem Francuz,
>>>
208 


Różnica w sposobie ortograficznego traktowania przedrostków 
bez.., roz.., a z.. (s..), wz.. (ws..) pochodzi stąd, że przedrostki z.. 
(s..), wz.., (ws..), nie tworząc samodzielnie zgłoski, zatraciły 
w znacznym stopniu swoją samoistność morfologiczną i dlatego 
piszemy je fonetycznie l). 
Tak więc czynnikiem, rozstrzygającym o -wyborze jednej 
z dwóch omawianych zasad ortograficznych, jest poczucie języ- 
kowe. Na nim opiera się między innymi rozróżnianię ortograficzf1e 
liter rz : i, ó: u, ę: en, em, ą: on, om. Litery ę, ą i połączenia 
en, em, on, om mają jednoznaczne wartości fonetyczne i wyra- 
żają, żależnie od okoliczności, albo samogłoski nosowe (przed 
spółgłoskami szczelinowymi) a1bo grupy dźwiękowe em, om, en, on, 
gdzie n przed spółgłoskami tylnojęzykowymi (k, g) wymawiamy 
tylnojęzykowo. Np. kęs, kredens = fonet. [kęs], fkredęs]; dąb, 
kompas = fonet. [dompl, [kompas], tępy, temperować = fonet. 
tempy J, [temperowaćJ, ląd, lont = fon et. [lont], kolęda, kalen.. 
darz = fonet, [kolenda], [kalendażl, kąkol, konkurs = fonet. [kon- 
kol], [konkurs], sęk, = fonet. [senkJ. Jak widać, rozróżnianie w na- 
szej pisowni liter ę, ą i em, en, on, om nie ma nic wspólnego 
ze sposobem wymawiania odpowiadających im dźwięków, lecz 
opiera się na zasadzie morfologicznej, na poczuciu pochodzenia 
wyrazów; wyrazy polskie piszemy przez ę, ą, a w wyrazach po- 
chodzenia obcego - em, en, om, on. T o rozróżnianie swojskości 
lub obcości wyrazów dokonywa się na podstawie subiektywnego 
odczucia i często nie zgadza się z obiektywnym stanem rzeczy. 
T ak na przykład, wyrazy pieniądz, mosiądz, ksiądz, ląd,. kolęda 
są właściwie pochodzenia obcego, ale odczuwamy je dzisiaj, jako 
swojskie i dlatego piszemy przez ę, ą. 
Spotykana niekiedy "nieortograficzna " pisownia pęsja itp. 
wskazuje że poczucie językowe u poszczególnych ludzi ulega wa- 
haniom, ale ponieważ język jest wytworem współżycia społecznego, 


1) Obok wbijać, wrzucać piszemy wsuwać, wpuszczać (nie Isuwać, Ipusz- 
czać), chociaż prz::drostek w., jako niezgłoskowy, powinienby mieć, zgodnie 
z wypowiedzianym przypuszczeniem, pisownię fonetyczną, bo przeciwdziała temu 
- poczucie obcości fonemy l: w wyrazach swojskich dźwiękowi [f] odpowiada 
fonema w.
>>>
209 


,. 


które w znacznym stopniu użależnia jednostkt( od otoczenia, wit(c 
te indywidualne wahania w poczuciu jt(zykowym poszczególnych 
jednostek ustalają sit( pod wpływem powszechnego zwyczaju, który 
w pisowni jest uznawany za normt(. Pisownia, odtwarzająca po- 
czucie jt(zykowe z normą tą sprzeczne, jest wskutek tego uważana 
za nie po prawną i "nieortograficzną"'. 
Rozróżnianie ortograficzne liter rz : ź i ó: u opiera sit( także 
na zasadzie morfologicznej, to ż, które w poczuciu j
zykowym 
pozostaje w związku morfologicznym ze spółgłoską r, jak np. 
w wyrazach wietrzny: wiatr, lekarz: lekarstwo itp., wyrażamy 
w piśmie przez rz. Tak samo spółgłoskt( lI, która wymienia się 
w formach i w wyrazach pokrewnych na o, jak np. w wyrazach 
żłób: żłoby, rób: robię, sówka: sowa, oznaczamy za pomocą litery ó. 
Rozróżnianie ortograficzne liter rz i ż, ó i u opiera się. jak 
widzimy, w całym szeregu wypadków na dzisiejszym poczuciu języ- 
kowym; w wielu jednak razach. jak wiemy, przechowuje się tylko 
przez tradycj
: używanie liter rz i ó w takich wyrazach, jak 
rzepa, rzeka, rzadki, rząd, źródło, góra. żółty, nie da się wytłu- 
maczyć poczuciem pochodzenia głosek ż i ll, bo związku ich 
z głoskami r, o w tych wyrazach, przynajmniej w jt(zyku wykształ- 
conym. dziś już nie odczuwamy. Mamy więc tu do czynienia z tra- 
. dycją, nasuwa si
 tylko pytanie, dzięki czemu sit( ona zachowała 
i dlaczego objęła tt( mianowicie dziedzinę faktów ortograficznych. 
W wieku XVI, kiedy za sprawą drukarzy krakowskich. ortografia 
nasza zacz
ła się ustalać, rozróżnianie liter rz i ż, ó i u znajdo- 
wało oparcie nie tylko w poczuciu różnic morfologicznych, lecz 
i fonetycznych: ó oznaczało nie II lecz samogłosk
 pośrednią 
mit(dzy o a lI, czyli tzw. o ścieśnione, a rz wymawiano, jak rż. 
Wprawdzie ó w dialektach małopolskich już w początkach wieku 
XVI spłyn
ło z lI, ale rz jeszcze w wieku XVII zachowywało 
wartość fonetyczną dźwi
ków rż wzgl. rś. I ). 
Dzisiaj głoski te, przynajmniej w jt(zyku wykształconym, spły- 
nęły w całym szeregu wypadków, zatracono również podstawy 


l) Patrz R o z wad o w ski. Hist. fonet. i
z. polsk. Encykl. Polsk, II, 
397 nast., 402 nast. - Z b o r o w ski. Jak wymawiano dzisiejsze rz? Język 
Polski II, 166 nast. 


14 


Język a człowiek i naród,
>>>
-- 


210 


. 


.. 


morfologicznego ich rozrozmania, ale tradycja ortograficzna utrzy- 
muje się dzięki temu, że w całym szeregu wyrazów i form mamy 
jeszcze poczucie różnej wartości morfologicznej tych głosek, tak 
.że świadomość dwoistości ich pochodzenia zachowała się w ca- 
łej pełni. . 
Rozróżnianie w pisowni rz i i, ó i u znajd
je r:ówmez opar- 
cie w gwarach polskich. Tak, na przykład, w dialektach tzw. ma- 
zurujących wprawdzie kulturalne ż wymawia
e bywa jak z, ale rz, 
poza kilku gwarami zachowuje brzmienie spółgłoski ż, zyto = żyto, 
ale żyka = rzeka. Niektóre dialekty rozróżniają także w wy- 
mowie ó i u. 
Inne zupełnie są podstawy rozróżniania ortograficznego liter 
h i ch; nie można go bowiem uzasadnić ani różnicami wymawia- 
nia ani poczuciem różnic morfologicznych. Wprawdzie w wyra- 
zach swojskich piszemy za wsze ch, ale nie można twierdzić, że 
oznac
anie tegoż samego dźwięku przez h ma uwydatniać obcość 
pochodzenia wyrazu 1), bo w wyrazach obcych używamy także li- 
tery ch np. echo, chór, chemia, charakter obok honor, humor. 
hart, hańba. W wymowie, przynajmniej na obszarach Polski etno- 
graficznej, nie ma także między obu głoskami żadnych różnic 
). 
. 
Litera h ma więc znaczenie wyłącznie ortograficzne i utrzymuje 
się w pis0'rni dzięki tradycji. Ale gdzie ta tradycja ma swe źródło 
i w jaki sposób powstały zwyczaje. które ją wytworzyły i ustaliły? 
Już sam fakt, że znak h ma wartość tylko ortograficzną i że się 
nie da uzasadnić ani dzisiejszym ani dawniejszym stanem języka 
mówionego, wskazuje, że mamy tu do czynienia z wyrazami, które 
weszły do języka polskiego nie za pośrednictwem mowy żywej. 
lecz pisma. Wyrazy takie w przeważnej większości wypadków przy- 
jęliśmy wyłącznie w ich postaci pisanej, są więc one dla nas 
przede wszystkim szeregiem obrazów wzrokowych; dlatego też 
właściwa im obca pisownia zazwyczaj się zachowuje, jakkolwiek 


t) Porównaj, na przykład, omówioną wyiej różnicę ortograficzną między 
znakami ę, ą. em, en, om, on. 
2) Rozróżnianie głosowego h od niegłosowego ch właściwe jest tylko niektó- 
rym gwarom polskim na pograniczu czesko-słowackim i ruskim; spotyka się rów- 
niei w mowie Polaków na Lilwie i Rusi. Są to jednak niewątpliwie wpływy obce.
>>>
211 


w wy
owie naginamy je do polskich zwyczaJow fo
etycznych. 

ym Się tłumaczy również zwyczaj oznaczania grupy dźwiękowej 
g e w wyrazach obcego pochodzenia przez ge np. geografia, 
geologia, jakkolwiek, opierając się na sposobie wymawiania, po- 
winniśmy ją wyrażać za pomocą liter gie, a więc pisać gieogra" 
fia, gieologia. 
Pisownia nasza, jak widzimy, opiera się na trzech różnych 
zasadach, nie jest więc systematem. zbudowanym jednolicie i kon- 
sekwentnie. Nie można jednak twierdzić, żeby panował w niej ja- 
kiś bezwzględny bezład i dowolność; owszem w sposobie usto- 
sunkowania trzech naczelnych jej zasad dadzą się wykryć pewne 
tendencje, które może nie zawsze jasno są uświadamiane, działają 
jednak stale w pewnym określonym kierunku. 
Pisownia polska, na ogół biorąc, opiera się na współczesnym 
poczuciu językowym l). O ile to poczucie pozwala, uwzględnia 
morfologiczną budowę wyrazów i form gramatycznych; gdzie się 
zaciera lub ginie zupełnie, tam się zwracamy do zasady fonetycz- 
nej. Pisownię historyczną stosujemy tam, gdzie znajduje ona w ten 
lub inny sposób oparcie we współczesnym poczuciu językowym, 
albo gdzie mamy do czynienia z wyrazami, zapożyczonymi z ję- 
zyków obcych drosrą wpływów literackich za pośrednictwem pisma. 
Z tego wynika, że główną podstawą ortografii polskiej jest 
z w y c z a j, kierowany przez współczesne poczucie językowe lub 
oparty o przekazaną mu przez przeszłość tradycję; t e o r i e 
naukowe niewielki tylko wpływ na jej ukształtowanie się wywarły, 
nie mogły bowiem skutecznie walczyć z przemożnym wpływem 
zwyczaJu. 
Nie przyjęły się teorie ortograficzne Kopczyńskiego. zwyczaj 
zwalczał je jedną po drugiej; Deputacja Ortograficzna Tow, Przy- 
jaciół Nauk zniosła pisownię bezokoliczników bydź, klaśdź a Aka- 
. demia Umiejętności uchwałą swą znosi zasadę rozróżniania ro- 
dzaju w deklinacji zaimkowo - przymiotnikowej. Nie przyjęły się 
również propozycje późniejszych gramatyków i językoznawców, 
odrzuciła A kademia pisownię imiesłowów typu rzekszy, upadszy 
l) Stąd brak w niej tego konserwatyzmu, jaki cechuje, na przykład, pi- 
sownię angielską lub francuską,
>>>
212 


.... 


bo pisownia ta, jakkolwiek zupełnie słuszna i jedynie poprawna, 
ze stanowiska historyczno-morfologicznego nie znajduje poparcia 
we współczesnym poczuciu językowym, które te formy wiąże z imie- 
słowem przeszłym na 
 / i każe pisać przez.. /.. (rzek/szy, upadł.. 
szyj. Jedyną n a u k o w ą formą ortograficzną, którą wprowadziła 
ostatnia uchwała Akademii, jest pisownia bezokoliczników typu 
biec, móc, strzyc przez c. Pisownia ta, nie opiera się ani na współ- 
czesnym poczuciu językowym ani na tradycji ortograficznej, lecz 
znajduje swe uzasadnienie tylko w wynikach badań historyczno- 
porównawczych (p. str. 195). Została wprowadzona dla uprosz- 
czenia, jakie niewątpliwie daje redukcja trzech typów ortograficz- 
nych: być, piec i biedz do dwóch być i piec, biec, czy jednak 
ostoi się wobec panującego zwyczaju, przyszłość dopiero pokaże. 


, 


, 


1:; 


I
>>>
T R E Ś Ć 


1. O podstawach psychicznych zjawisk językowych . . 
Drukowano po raz pierwszy w sprawozdaniu szkolnym "Szkoła Realna 
im. Staszica, utrzymywana przez Stowarzyszenie Techników w War- 
szawie", Warszawa 1907. 


2. Język zbiorowiskowy a indywidualny i postacie ich 
istnienia ..,.... 


3. Pogląd na świat w odbiciu faktów językowych . . . 
Drukowano po raz pierwszy w "Roczniku Pedagogicznym", War- 
szawa 1921. 


4. Człowiek współczesny w zwierciadle języka ...' 
Drukowano po raz pierwszy w czasopiśmie: ..Kultura i Wychowanie" 
I, 1 t. 81-92, Warszawa 1933, 
5. Życie wyrazów 
Powstawanie wyrazów 
Drukowano po raz pierwszy w Biblioteczce Tow. Mil. Języka Pol- 
skiego Nr 8, Kraków 1929, 
Zamieranie i przemiany wyrazów . , . , . . 
Drukowano po raz pierwszy w Biblioteczce Tow. Mil. Języka 
Polskiego Nr 9, Kraków 1930. 
6. Zjawiska stylu w stosunku do innych zjawisk ję- 
zykowych i stanowisko stylistyki wobec języko- 
znawstwa . ' _ . , . . ' . . , . . . , - . . - . , . . ' . 
7. Podzielność psychologiczna a układ wyrazów w zda- 
niu slowiańskim . . . . . . . . . , . . . . . . . , . . . 
Drukowano po raz pierwszy w "Sborniku praci I. Sjezdu Slovansk)'"ch 
Filologu v Praze 1929. Svazek II." 
8. Zasady ukladu wyrazów w zdaniu polskim . . . ' , . 
Drukowano po raz pierwszy w sprawozdaniach z posiedzeń Towa- 
rzystwa Naukowego Warszawskiego XXVI 1933. Wydział I. 


8TR, 


5 


23 
31 


50 


66 


88 


111 


120 


134
>>>
214 


10. 


. 


9. O czasownikach "zaimkowych" . . , . 
Ob. "Język Polski" II, 106 nn (1926). 
Zarys historii pisowni polskiej ..,......,. 
Drukowano po raz pierwszy w pracy pt. "Pisownia polska, jej histo- 
ria, uzasadnienie i prawidła", Warszawa 1917, 


11 T . . . I k . . 
. eorla pisowni po s leJ, . . . . , , . . . , . , , 
Drukowano po raz pierwszy w pracy pt. "Pisownia polska, jej histo- 
ria, uzasadnienie i prawidła," Warszawa 1917. 


a . 


'\ 


STR. 


145 
. 


151 


171
>>>
v '" 
"v\ . 


-ł- 
PAŃST'WOWE WYDAWNICTWO 
KSIĄŻEK SZKOLNYCH WE LWOWIE 


poleca następujl1ce książki 


Z DZIEDZINY LITERATURY I KULTURY 


Adamczewski S.: STEFAN ŻEROMSKI. 
tr. 126, 4 fot. 2'30 
Czachowski K.: OBRAZ WSPÓŁCZESNEJ LITERA- 
TURY PObSKIEJ 1884-1934. T. I. Str. VIl+ii56 8'- 
Czachowski K.. OBRAZ WSPÓŁCZESNEJ LITERA- 
'rURY POLSKmJ 1884-1934. T. II. Str. VIl+442 9'- 
Czachowski K.: OBRAZ WSPÓŁCZE8NEJ LITERA- 
TUBY POLSKIEJ 1884-W34. T. III. Str. VIII +782 11'-- 
Całość oprawna 33'- 
Czachowski K.: NAJNOWSZA 'l'WÓRCZOŚĆ LITE- 
HACKA. Str. 280, 84 ilustr. 4'80 
Czachowski K.. W ACŁA W SIEROSZEWSKI. Str. 152 2'50 
Górski'A.: KU CZEMU POL8KA SZŁA. Wyd. IV. 
Str. 280 5'- 
Hartleb K.: KULTURA POLSKI OD ZARANIA DZIE- 
JÓW. Wyd. Ił. Str. 349+6 nlb, 100 ilustr. 8'- 
Iwaszkiewicz J.: FRYIJI:ł:RYK SZOPEN. Str. 96, 25 ilu str. 2'20 
Kleiner J.: SŁOWACKI. Str. 314, Iti ilustr. 6'- 
Machniewicz St.. ESTETYKA ŻYCIA CODZIENNEGO. 
Str. V -1-398, 119 ilu str. 12'-. 
PapeeS.. SIENKIEWICZ JAKO HUMORYSTA. Str. 172 3'- 
Radlimka H.: KSIĄŻKA WŚRÓD LUDZI. Wyd. IV roz- 
szerzone, str. 310 4'- 
Stall L.: MICHAł. ANIOŁ. St. 161, 4 ilustr. 3'50 
Wasylewski St.: REJ Z NAGŁOWIC. Str. 146 3'50 
Żeleński (Boy): BALZAK, Str. 190, 6 Hustr. 3-50
>>>