\Ą \, -
KAZIMIERZ WÓYCICKI
.
ZYCIE POLSKIE
WYPISY NA KLASĘ IV SZKOty ŚREDNIEJ
Z REPRODUKCJAMI OBRAZÓW A. GROTTGERA. J. KOSSAKA, J. MATEJKI
I ILUSTRACJAMI M. BUKOWSKIEJ
"Mlodo
cl. wszystkiego dziedzicu l"
(St. Ż
,.om8k,,)
Ci)
NAKŁAD GEBETHNERA I WOLFFA
w A R S Z A W A- KRA K 6 W-L U B L I N- ł. 6 D t
POZNAŃ - WILNO - ZAKOPANe
'5
J
>>>
..
;1 G2.lfOY'
..
Druk Piofra Laskauera, Warszawa, Marjenszfad 8.
.
>>>
'-
\
KSIĄŻKA.
Książkę trzeba szanować i dać jej to, czego potrzebuje.
Oprawy książka potrzebuje, aby fizycznie móc przetrwać
trudy życia swego. By jednak żyć i spełniać radośnie powoła-
nie swoje, potrzebuje miłośći.
Bo i jakże? Z miłości do człowieka pisał ją człowiek.
Złożył w nią całą
swą wiedzę. począwszy od tajemniczych zna-
ków, które nazywamy alfabetem, a które są pierwszem oknem
na cud tycia, skończywszy na poznaniu najśmielszem i najgłęb-
szem. Z troski, aby człowiek żył lepiej, niż ż
'je; aby nie mę-
czył się, nie choro \,"ał; aby pracować nie musiał ponad moc, aby
nauczył się walczyć z przeciwnościami losu; aby poznał, dla-
czego narody inne są szczęśliwsze, i na czem polega szczęście
człowieka i narodu; aby rozejrzał się wkoło siebie i ujrzał, ile
wokoło rozsianego jest piękna; aby się pięknem weselił; aby się
do życia uśmiechał. jakkolwiek nieraz ciężkie jest i srogie -
z tej przecudnej ludzkiej troski o człowieka powstaje książka.
Nieznana podchodzi ku nieznajomemu i powiada mu: "Jest czło-
wiek, który cię kocha. Przysyła ci przeze mnie myśl SWOji} o to-
bie i pozdrowi enie. Dam ci wszystko, co posiadam. I kł\żę ci
światy nowe. Mówił mi o tobie ów człowiek, który clę kocha;
odsłonię ci wszystko, co mi powiedział. Kazał mi b
'ć przyja-
cielem twoim, będę ci przyjacielem!"
M. Zabojecka.
..
>>>
>>>
,
-
c z ę Ś ć I.
W polu.
Biją dzwony... Huczą dzwony...
Idę polem zamyślony,
A promienna fala zboża,
Jak złotego przestwór morza,
Szumi u mych stóp...
Ziemio moja! Ziemio moja!
Z tobą święty wziąłem ślub!
Biją dzwony... huczą dzwony...
Błękitnieje w dali las,
Pieśnią sosen rozmodlony...
.
Ziemio moja! Pola moje!
Niebo moje! Słońce moje!
Lesie mój daleki...
Syn Piastowy-oczy poję
Urokami waszych kras!
Dźwięczą spiże rozdzwonione
W południowej chwilę spieki. .
Niechaj będą pochwalone
Pola moje, niebo moje,
Lasy moje, góry, rzeki...
Zdzisław Dfbicki.
Niegdyś.
Niegdyś, w otchłani czasów, w prawiekach, po odejśchl na
północ skandynawskich lodowców, z obszarów leśnych i przez
leśne obszary samowładnie i samowolnie toczyć się poczęły wi-
ślane fale.
Któż wie, ja ki człowiek, przychodzień z suchych zachodu
stron w krainy, uwolnione od lodów, pierwszy ją ujrzał, Ja!iY
dzielącą, - brał w posiadanie oczyma mętne i dzikie jej piany,
nazywał swoją w mowie i pieśni,-ldo pierwszy brodził po jej
wybrzetu i - w czółnie z drzewnej kory przeprawiał się na jej
brzeg drugi? _
Kości jego potomków śph} dotąd wzdłut roz!eglej doliny,
po słone
znych pagórkach krakowskiej, sandomierskiej i lubel-
skiej ziemi
pod piaszcz
'stemi wzgórzami Mazowsza i w nizinach
dolnego biegu, złożone w skrzyniach kamiennych, nakryt
?ch
płasko łupanym gł
zem, stopami na wschód słońca zwrócone.
. Broń i narzędzie z gładzonego krzemienia, głębokie, kuliste
lub wysmukłe naczynie z gliny, w którem żal i trwoga poto-
mnych przy wezgłowiu zmarłego stawiała bogu niewiadomemu
obiatę, na zawsze zostały w tych ziemiach.
Czarne ślady okrągłych popieliek, przesiąkłe krwią, reszt-
kami pożywienia, nawo
elij i ol\ruchem naczynia, pełne kości
>>>
6
zwierząt, węgla i popiołu, wielkie i głębokie donice tłustego iłu,
w jasnotółtej, zwiewnej glinie lubelskiej osadzone, znaczą ślady
domostw prawiecznego sioła.
Garbata jabłoń i rozłoż
?sta czereśnia dzisiejsz
go sioła ob-
lity wydaje owoc, nie będąc w stanie przez wieków tyle wyssać
soków tywota z popieliska naddziadów.
Gliniane zaś naczynie mieszkańca dzisiejszego sioła ubQż-
8ze jest i brzydsze, niż owo, spoczywające w ziemi od siedmiu
tysięcy lat. -
Taj
l się w łonie tych
ziem wielkie cmentarze, peł-
ne naczynia z bronzu,-i póź-
niejsze,-z telaza, pełne mis
i urn, świadczące o kulcie
innym i nowym ob
?czaju.
Stoją wzdłut szlaku
małopolskiej 'Visły wyniosłe
kopce, mogiły-grodziska, stro-
me podwaliny drewnianych zamków, warstwami szkliwa. jak zbro-
ja, z wierzchu nakryte.
Baśń lotna i zwiewna, jak nadrzeczna mgła, a nigdy nie
wyczerpana i niezmienna, jako jej wod
., jedna jedyna dobrze
wie i pamięta o rycerzach, co na te szklane góry wdzierali się
z miłości lub nienawiści, walczyli i konali.
W gałęziach Wisły, wśród sieci jej bujny,h, górskich ru-
czajów, odwiecznego traktu, łączącego ciepłe morza południa
z chłodne m morzem Bałtyku, ponad brzegami Bugu, łączącego
zachód z Wołyniem i Dniepru źródłami, !Ja północnej Tatr i Kar-
pat pochylni, między 8zerokiem wielkiej r2.eki łożyskiem i nie-
przebytemi Polesia błotami, leżała dziedzil1a, która - była gniaz-
dem słowiańskiego plemienia i słowiańskiej mowy.
Tutaj się wykołysało leśne prauziadowisko Słowian rodu,
skąd szczepy jego wyszły na wechód i południe, na zachód
i nad morze.
..
. .
..'
_, . .,....':: . .
.ł
': - p;'
. ... ..
'-l. J" .0-.... #
.
.
.ł--- .\.
"
.
..;'j!'
.
.1...'ł- .,...
'
.
, . _
'.-
4.;te .- .
" .1- '..;
"\.c , ."....-? '. . .\' '4' ,
r- .... ...
. ,
.
S
," .
..' . . .';..
I: ... ....."" :r.;
'- -
t
- --.:", . - ,I' .; .... .,
" . ....
\'" " ' # \. ,.' . . '-
!
"
".JIIF " . - ;lo- .. -..-
r
..,.. . ..' . . '.II ...fI.
. '
"'.qł ' 'L-'" '1.1 - . .J.;......-
.-
__$ '1., -- ...
. ,,"'..--:"$:-.=1
'"'""!5-: . " -
- f., .' "'ł:,;,
" -
..............."'-0: O___'
-' --'
, ' k ""i:.,,;:.-
, -... -:::o . - . -! . ....., .
--..;.- --.';
.
....
:--
. . -
.u"':
. z=- "T
r.
...
Stefan Żeromski. \1
ObJaśnienia: W prawiekach=w bRrdzo odległych wiekach.-Po o
ejściu
na północ i t. d. W tAk zw. epoce lodowcowej obszar od Bałtyku dQ KRrpat za.
...
>>>
7
pełniał olbrzymi lodowiec skandynawf\ki. Ze zmianą klimatu koniec lodowca za-
trzymał się, topnienie odbywało się coraz flzybciej: lodowiec się cofał, odchodził na
p6łnoc. 'LA topniejących lod6w powptały potę!ne rzeki, jak PrawiBta, żłobiące sobie
ogromne koryta, trr;ęsawil'lka stopniowo przemieniały się w stepy i ląki, porosle bo-
gatą trawą, na kt6rej pasły się stada zwierząt roślino!ernych. 'V6wczas i czlo-
wiek, tyjący na krań
ach lodowc6w w klimacie cieplejszym, zasiedlił środkowy pas:
Europy, a Eltamtąd zaczął się posuwać na p6łnoc. Najstarszym u nas miedzkań-
cem byl człowiek, kt6rego ślady znajdujemy w jaskiniach ojcowskich, później wog61e
w jaskiniach. Przywędrować on tu musiał pra-wdopodobnie z ja'ikiń. na :\Iorawie,.
liczniejszych i wcz
śniejszych, sięgających czag6w lodowcowych; badacze z kośćmi
mamuta odnajdują tam rlziś i szczątki ludLkie. Przez dlugie wieki szeregi po-
koleó udoskonalały stopniowo sposoby obrabiania kamieni i kości, pierwotnych na-
rz
dzi ludzkich. Ta rozmaitość sposob6w obrabiania skłoniła uczonych do podziału
życia człowieka przedhistorycznego na epokę przypuf\zclalną eolityczną (z greckiego
hoos = jutrzenka i litos = kamień), pewną starok:amienną (paleolityczną) i kamienną
nową (neolityczną), dzipJoną na neolit stary i nowy. Narzędzia epoki paleolitycznej
Rą z kamienia łupanego, otłukiwanego, epoki neolitycznej - z kamienia gładzonego,
toczonego. :Po epokach kamiennych następuje wiek metali, na kt6ry zło
yły się
dwa okre
y: epoka bronzu i epoka żelaza, z kt6rej wstępujemy w okre3 historyczny.
Za osady wieku kamiennego uważamy miejsca, w których znajduje się większa
ilość sztucznie roz
zczcpionych krzemieni lub wykończonych narzędzi: noży, topor-
k6w, f'trzaJ i t. p. Nieraz znaleźć tam można ognisko, t. j. dużo. popiołu, odpadki
kuchenne, flkorupy zgruba wypalonych naczyń. Do zabytk6w epoki neolitycznej
i późniejszych nałe!ą nailYPY ziemne, z których więbze w rodzaju wał6w nazwano
"uroczyskami", mniejsze o powierzchni spłaszczonej .,grodziskami". 'Valy w takich
grodziskach są z ziemi lub (rzadziej) z kamieni: Ziemia (glina, piasek) skutkiem
przekładania warstwami drzewa, kt6re następnie podpalano, wypalała się i tward-
niała. Części wału, narażone silniej .na wpływy klimatyczne (stronę północną) wy-
palano tak silnie, i! części łatwo topliwe tworzyły zbitą, nierozerwalną masę, szkliwo,
skąd wzięlo początek podanie o szklanych g6rach. X asypy mniejAze o śpiczastym
szczycie w kształcie kopców zwykle są mogiłami, rzadziej pamiątkowemi lub gr&-
nicznemi znakami. Nagromadzenie więkr;zej ilości kopc6w zowie się cment.arzYRkiem.
W epoce neolitycznej nieboszczjka obstawiano naok6ł kamieniami, na których
w3pierano płytę kamienną. GlOby tego rodzaju naz\"ano kamiennemi skrzynko-
wemi. Ciała zwr6cone byly prz(wa!nie głową na zach6d, a więc nogami i twarzą
na wsch6d, by zmarły patn.ył we wschodzące słoóce. To położenie, związane nie-
gdyś 7: kultem slońca, i dziś nadaje ciału nieboszczyk6w nasz lud, wierząc, fe
w przeciwnym razie nieboszczyk staje się upiorem i straszy f.ywych.
Obja
nienia do ilustracyj; 1) Kełruna bronzowa o średnicy 12 -13 cen-
tymetr6w, opatrzona rawi8ską do otwierania, wykopana .w r. 1859 wpobliiu rzeki
Zbrucza. Naj pra\l't'dopodobn iAj służyła do spinania włos6w na głowie kobiety. -
2) K6lka kabłączkowe czyli zausznice bronzowe i felaząe, ozdoby glowy, noszone
przez kobIety' słowiańskie na rzemieniach jeszcze w początkach doby historycznej,
nawet w XI i XIJ w.; j€st to wyr6żniająca cecha mogil słowiańskich.
Śpiew harfiarza pogańskiego.
W niebach za stołem Sławnej czeladzi
Zasiedli społem Bogowie radzi,
Pomarli nasi ojco wie. Gośćmi się cieszą gazdowie.
...
>>>
- 8
Gody! tam, gody!
Czerwone miody
W srebrzystych pienią się rogach;
Na cześć biesiady
Śpiewają dziady,
A Lech najb1i!szy przy bogach.
Okrom te gody
Jakiej nagrody
Chce jeszcze serce twe czyste?"
"Hej, wojowniku,
Nasz obietniku-
Bogi doń rzeką wieczyste-
"Motni bogowie-
Lech im odpowie-
"Gdy słudze radziście swemu"
"Potęgę w boju,
"Miłość w spokoju
"Dajcie ludowi mojemu!"
. Mieczysław Romanowski (1834-1863).
Objaśnienia: niebach = niebi08ach. - Społem = razem. - Ga
da w mo-
wie g6ralskiej znaczy g08podarz.-C
erwone miody. Miód do picia ma barwę
czerwonawą.-Obiełniku. Obiata, obieta, ślub, ofiara. Obietnik. ten, kt6ry ślubował,
składał ofiary. - Okrom te gody = oprócz tych god6w.
o WandzIe.
Wyśpiewaj, moja Muzo, jako Waoda śmiała
nad naszą polską ziemią drzewiej panowała.
Młodszy syn króla Kraka po ojcowskim zgonie
zgładził brata zdradziecko i zasiadł na tronie.
Bojąc się gniewu bogów i bratniego cienia,
zginął - nękan wściekłemi wyrzuty sumienia,
zginął po roku rządów, przez furję zabity,
oprótniwszy tron polski, zbrodniczo zdobyty.
Pozostała z Krakowej krwie córa jedyna -
Wanda - z ducha i wdzięków słynąca dziewczyna....
Nie lubiła prząść, ani tkać Minerwy wzorem,
abo tkaniny różnym wyszywać. kolorem.
Wolała w puszczy, jako Djana, zbrojna w strzały,
bić d
iki zwierz, myślistwem ciesząc się dzień cały.
Stąd do weselnych godów wstręt i uprzedzenie,
stąd nie chciała i słuchać nawet o Hymenie.
Miłość dziewictwa w gł
bi serca swego kryje....
Zaś cały lud słodkiemi nadziejami żyje,
tycząc najurGdziw8zej ze wszystkich Sarmatek,
by mąt jej wielką sła w
miał oraz dostatek.
Cała Polska ujrzeć ją pragnie na swym tronie
i berło swe powierza w jej d
iewcz
ce dłonie
.
>>>
- 9
Ona - nieufna, aby trudom panowania
podołać mogła - berła tego wziąć się wzbrania:
Wreszcie, kiedy nalega wojewodów rada --
piękna i mętna na tron ojca swego siada.
A w obowiązkach swoich tako jest gorliwa,
it każdy ją do wielkich mężów przyrównywa.
..
Młodych rycerzy z krain północnych huf cały
pragnął posiąść jej rękę... Daremne zapały...
Najgorętsze pragnienia ich - wiatry rozwiały...
,
Rytygier, głośoy rycerz z teutońskiej krainy,
natarcz
?wiej pożądał Wandy, niż kto iny.
Lecz i jego nadzieje wsz
'stkie były płone...
Iiał on dostatki mnogich bogactw niezmierzone.
WsJawiony w twardych bojach przęz wiktorje świetne,
od Renu wyprowadzał plemię swe szlachetne.
Lecz Wanda nie dba ni o pochodzenie D?ęża,
ni o dostatek, ani o sławę oręża. .
Złość i ból wzgardzonego nękają Teutona.
To wściekły gniew go pali, to żądza szalona.
"Jeśli me prośby - woła - nie skutkują wcale,
zmienię sposób.. ."
To rzekłszy, pochw
'cił w zapale
oręt za.bójczy. .. Wanda nie zasypia sprawy.
Z równem męstwem dwie strony idą na bój krwawy.
Wanda od wroga swego poselstwo odbiera.
"Pani - rzekł poseł - wkrótce ujrzysz Rytygiera.
ł.Iasz wolny wybór: chceszli w nim oba(;z
Tć mę
a,
czy wroga, który zniszczy kraj gniewem oręża".
- "Nie chcę męta ni wroga w nim mieć..." 'Vanda mówi
i rozkazuje odejść natychmiast posłowi.
Odpowiedź owa bardzo rozjątrzyła wroga.
Z miłości jego wściekło
ć zrodziła się sroga,
i przyspiesza wyprawę...
Szyki swoje zbrojne
spra.wiwszy, Amazonka wyrusza na wojnę.
przedtem jednak podnosi ku niebiosom ręce,
t
ki ślub czyniąc: "Rzecz ci najdrotszą poświęcę.
bote, jeśli zwyciętę. .." Wysłuchał łaskawo
bóg tej prośby i
niebios zagrzmiał w stron
prawił-
.
>>>
10 -
Wa.nda wzywa do walki. Rumaka dosiada
i mknie na czele wojska, z wrótby onej rada.
Za królową rycerstwo szyk tworzy ścieśniony.
Niezlęknionym ich duchem przyjmują Teutony.
Wszczyna się bój zacięty. Krwie strumienie płyną.
Z obu stron wojownicy mordują i giną.
Dziki Mars popłoch sieje i na wszystkie strony
rzeź sprawia... Ju
pobite waleczne Teutony...
Runął przy własnych siłach ich wódz ugodzony...
Pochowan był bez zbroi... Życiem i swobodą
obdarowano jeńców...
Nad wiślaną wodą. ·
gdzie wrzal bój - Wanda każe wznieść pomnik wspanialy,
orężów, przyłbic wrogich stos gromadząc cały.
. .
Potem rzecze do Wi
ły: "Strumieni źrenico,
jakie tu pod północną płyną Niedźwiedzicą,
Wisło, bogata w wodę.. . Ja, com ci w ofierze
zDosiła jeno dotąd kwiatów wianki świete -
dziś zamiast : ladych fiołków i !1iacyntów płowych
składam tu krwawe łupy zapasów marsowych.
Stawiam pomnik na grobie pokonanych wrogó"
i wodza ich, co mieczem chciał - wbrew woli bogów
zmusić mnie, abym jego żądanie spełniła.
Mego wroga strasznego dziś kryje mogiła.
Od śmiercionośnej rany zabiŁ - tutaj leży.. .
Sława niesie me imię do niebios rubieży...
Bogi, z któr
Tch pomocą przepędziłam wrogi!
Niechaj nic mówią o mnie, że jeno śród trwogi
czciłam was, - pognębiwszy zaś najeźdźce harde,
tym, którym to zawdzięczam, okazałam wzgardę.
Co ślubowała \Vanda, troską pognębiona, -
dziś, będąc w szczęśliwości, wszystko to wykona.
CÓ
droższe mi 'nad życie? O. bogowie mili,
bierzcie żywot mój, cości
drzewiej ocalili... ,.
To powiedziawszy, skacze do wiślanej toni.
Lud osłupiały z bolu łzy rozpaczne roni,
szarpie twarze i jęczy, gorzkie wznosząc tale...
',.
Wisła przyjęła Wąndę w swoje modre fale,
jako bóstwo ojczystej rzeki czcić ią kafe...
.
>>>
11
A lud szuka jej trupa w rzecznych wód obszarze,
mając ją za. śmiertelną i pragnąc jej zwłoki
spalić na stosie... Prótno szuka... I wysoki
kopiec nad pustym grobem sypie pod obłoki...
Trzykroć zwie cienia Wandy od fali styksowej...
(a błąd ten bardzo miły był Najadzie nowej).
Zaś jako wonczas wszyscy ten dzień opłakali,
t
o do dziś potomność wciąż się nad nim tal i.
Do dziś na lewym brzegu kopiec widać zdala,
gdzie Mogiłę omywa kryształowa fala.
Jan Kochanowski (1520-1584).
przekład z łacińskiego J uljana Ejsmonda.
Objaśnienia: nyśpiewaj, moja Mu
o. Muzy, greckie boginie sztok i nauk.
:\Inza-wog61e bogini, dająca natchnienie, prz"n.: eamo natchnit nie. Porównaj po-
czątek "Iljady" i "Odyssei". - Drlewiej, niegdY8. - Furje, łacińska nazwa
greckich Erynij albo Eumenid: Tyzyfony (m
icielki zab6j8tw), AJekto (nigdy nie
spoczywającej),
[egery (wrogiej), c6rek ziemi. Mścicielki zbrodni, uosabiały one
wyrzu
y snmienia. Wyobralano je z gadzinami na głowie miast wło;ł6w, z pocho-
dnią płonącą w jednej i nolem w drogiej ręce.-Krwie, strop. dopełniacz l. p., tej
cerkwie, macierze na wz6r: dusze, ziemie i t. p.:- .\1.inerwa rzymfoka, grecka
Pallada-Atens, c6rka rzymskiego Jupitera, greckiego Zeut!a, bogini mądrości,
sztuki, rzemiosł, umiejętności, opiekunka pracy kobiet, nauczyła je szyć, prząść,
tkać. Za czas6w pozostającej pod wpływem greckim dynastji Tarkwinjusz6w Rzy-
mianie zaczęli upodobniać swoją religję do greckiej i zr6wnali swych bogów z greckiemi.
jak Jowisz odpowiadał greckiemu Zeusowi. Minerwa - Ateoie, tak staroit.alski Mars
uosobienie tw6rczej siły w przyrodzie, p6źniej siły i waleczności, wreszcie bóg wojny_
podług podania ojciec Romulusa, zosta1 zrównany z greckim Aresem, bogiem @zału
wojennego, wrzawy wojennej; Djana - z dziewicą
-\rtemidą, opiekunką roślin i zwie-
rząt, bog!niąłow6w i t d.-Hymen, botek weselny.-Tako=st.rfol. tak.-AmQ
onki
według greckich podań wojownicze córki Are8a, mieszkanki Scytji, brzeg6w morza
Czarnego, Afryki. Brały udział w wojnie Trojańskiej po stronie Trojańczyk:6w.
Tu w znacz. przeno
uem = odwa!na ryceraka dziewcLYna, bohaterka.-Zag".;mial
ID stron( prawą. Rzymianin, zwracając się w czasie modł6w, wr6fb, twarzą na
północ, grzmot na wschodzie, a więc po prawej stronie, uwabł za objaw przychyl-
ności Jowisza. -Północna Niedźwiedrica - gwiazdozbi6r \Vielkiej Xiedźwiedzicy.-
T"
gkroć
U')ie cienia: n/andy i t. d. Styks-rzeka
opływająca siedmiokrotnie
wok6ł państwo podziemne, Hades, gdzie przebywały dusze zmarlych, których ciała
nie molna było
naleźć. Grecy urządzali pogrzeb i nad pUHtym grobem (cenot.afjum)
sypali mogiłę. Dusza niepogrzebanego długo błądziła nad Styksem, w czasie po-
grzebu wzywano jej trzykrotnie, by uczeitniczyła w obrzędzie i mo!e wskaZała
miejsce, gdzie le!y ciało. 'Vanda zmieniła się w naj ade, nimfę, boginię rzeki. Wi-
sły, więc lud mylił się, opłakując jej zgon, przyzywając jej cienia i szukając jej
ciała. - Do d
iś na lewym brzegu i t. d. Autor ma na myśli ł. zw. Kopiec
Wandy w Mogile nad Wisłą. Prawdop04obnie jest to jeden z kopców, wskazuj".
cych drogę ze Wschodu na Zach6d.
.
":
-
....
>>>
- 12 -
Obława nad Prądnikiem.
Có
to za ryk straszny leci od boru do boru, rozdzier
\
powietrze?
Pod Bugajem słychać wściekłe ujadanie psów liczn
"ch;
wrzawa niezmierna głosów ludzkich grzmi i huczy,. ziemia du-
dni od pogoni. Zapewne jakiś nowy głód, wojna nowa! Może
jacyś bardzo mocni z mocniejszymi idą O lepsze jeszcze?
Niedźwiedź olbrzymi wypadł na polanę, sadzi w podsko.
kach wśród kurzawy pyłu śnie
nego, posoka znaczy ślady.
Psiarnia rozżarta rwie Zc\ nim, po uszy zapadł się. tarza w zas-
pach śnieżnych. Wyparty z jednego boru, uchodzi do drugiego.
Psy zziajane, z pianą u pysków, wyją z wściekłości głosem
ochrypłym i trop w trop gonią. Coraz to któr
?ś dopada do ty-
łów, wpije się paszczą. szarpnie zapamiętale. Kudłacz ryczy
i mruczy, wykonywa obroty szybki e, nagłe, wyrzuca w górę
jakby piórko śmiałków rozpłatanych. Znać z jego postawy, te
nie cofnąłby się, choćby" mu cały świat rzucił rękawicę.
Ujadanie psów tywych, skomlenie rannych i umierających
zlewa się w jedno z rykiem niedźwiedzia rozwścieczonego
i okrzykami następujących nań ludzi:
- Huzia, huzia! Bij go! Pilnuj! Zachodź od boru.
Słońce wzniosło się na niebie, zalało bieliznę pola blaskiem
olśniewającym. a na tem tle złowrogo połyskiwały purpurowe
plamy krwi Żubry, spłoszone przez okrzyki dzikie, łosie. jele-
nie, odyńce w strachu ogromnym przebierają się bokami pola-
ny. Wił ki z rozkoszą zawęsz
.ły padło świeżp, kręc:l się nie-
spokojne i nasłuchują w ostępach puszczy. Kruki zataczają
koła w podniebiu czystem i krótkiem, chrapIiwem "krr" odpo-
wiadają na każriy jęk konania.
- \V ojna - to nasze tniwo!
Ale na polanie tylko niedźwiedź pochłania uwagę psów
"
i ich panów. Ludzie
jedni pieszo, inni na koniach oklep lub
w s:odle - pędzą z pośpiechem niezmiernym, aby przeciąć
drogę kudłaczowi. O, bo. jeśli zwierz ujdzie do Bohboru, to
przepadnie tam, zginie w jaskiniach niedostępnych, strzptonych
pr
ez drzewa święte.
. Osada bartników, od wieku założona na Bugaju, wypra-
wia obławę dzisiaj - przed wieczorem szczodrym.
- Boże, daj szczęście.
Kto dziś zabije, przez cały rok będzie zabij. al przy pomo-
cy bożej. a mamy wielu wrogów do
abicia. Postanowiono
.
,
.
'"
>>>
13 -
uprzątnąć ze świata tego ",Jaśnie olbrzyma, który oddawna
sprawia spu8t08zenie w barciacb, napada bydło, nie przepu-
8zcza ludziom.
Starosta zachęcał do boju swoją czeladź, obiecywał sławę
księcia Kr:ilka temu, kto pokona potwora krainy nad Prądni-
kiem. Cót kiedy patrjarcba zwierzęcy uważał się za dziedzica
prawowitego borów i gniewnie odmruknął:
- Moja skóra jest bardzo droga!
'Vezwano na łowy mnogą czeladt: psarów, wiłkowyjów,
naroczników, niewolnych, którzy wyczyniają ziemię z zapustu
i spuszczają nieciecz na łąkach. Oprócz tego stawiłi się wolni
rodowicie p.owinowaci starosty miodowego. Można poznać po
stroju, kto w tej drużynie czeladnej jest pan, kto sługa. Ów nadział
kiereję Butą, podbitą miechem z kuny, nakrJł głowę kłobukiEm
bobrowym, uzbroił się \V łuk. w tuleję pełną szypów i w bardysz.
Inny przepasał krótki kotuch barani pasem wełnianym kras-
nym, miał nogi poobwijane w skóry sarnie, na głowie - 8złyk,
okolony kądzielą wilczą, w ręku - włócznię ogromną. .Tamten
rozkudłany na łbie, rozmamrany na piersiach, okr
cony kupą
łachów zgrzebnycb, w łapciach dziuraw
ch na nogach, dzierżył
gruby kół dęQowy, a miał za pasem młot z granitu.
Były tu olbrzymy w
sate i brodate, o włoBach wypłowia-
łych na słotach, o grubych i ćwikowatych rysach twarz
y,
o oczach siwych, świecących błyskawicą gniewu. ;Byli i ludzie
wynędzniali. obdarci, o spojrzeniach wilków.
Sędziwy. niedźwiedź loztył przez lato, strasznie łupieżąc
świepota i rogaciznę. Z pierwszym śniegiem poszedł przesy-
piać zimę w barłogu na Bugaju, gdzie go bartnic
r spatrz
'li.
Nadeszła chwila, wyznaczona przez ludzi do odwetu. Dzisiaj
w bitwie walnej o życie położył trupem W"sz
'1
tkie psy najzu-
chwalsze, pobił na śmierć czterech ludzi, trzem obdarł skó-
rę z głowy. Zadyszany, okryty ranami, z paszczą skrawioną. .
siadł pod gruszą na tyłach ciała, rzucając wokoło spojrzenia
wściekłe: zdał się wyzywać do boju otwartego. Czeladź bartni-
cza otoczyła go kręgiem. Puszczanp weń grady pocisków prze-
ró
nycb - strzał, kamieni, kijów, oszczepów. Ryczał, mruczał,
pokazywał kły straszne, a nie dawał. się wyprzeć. Chciano
go bowiem zmusić do ucieczki, aby utłuc w pogoni, dopadając
z tyłu i waląc po łbie, po grzbiecie.
#
Jeszcze dwa psy podszczute, zachęcone do napaści, padły
rozdarte u stóp potwora. Bartnicy zakl
li od W8Z)1stkich bie-
>>>
Ił -
sów czarnych, przyzywali gromy Pcruna na. pomoc. Kudlacz
\
warczał. .
Teraz starosta zniecierpliwiony gromko przemówił do
swoich:
- - Ludzie niewolni, mamy dzień-si święto wielkie, wieczór
szczodry! Kto z was powali tego rozbójnika, otrzyma nagrodę
szczodrą - wolność!
Niewolnicy - lud srodze zbiedzony smutną doją - trwot.
liwie spojrzeli na mocarza boru, który. w tej chwili dotknięty
szypem wyprostował się, r
' knął i poskoczył ku najbliższym.
Zabiegł mu drogę. młodzieniec wątłej postawy, zdający się nieść
odpowiedź na wezwanie starosty:
- Wolność jest godna, aby za nią oddać życie!
, I
1''' ".r.
!'O l f:
,: .11';;, Id II
!
"'
I I
I
,..
t; r, , t .'1: ,..",,-;1'
;
"
__ - ''M1I&ii::ąlIlC "ł!.11o i; I. L' .1/:
;'Il 'o, H', : ,. rr. JA '!11
...
.
'j" h. . dk.iJl .
,. '[ Ol ..../
' ' .pYł
_ :-
:-
-
"..:::
' r
X
1ft '"
'....
-... ..I ' ,',
, .:r
,o
.. ..:- "'"
-
':- "\--:..,{. - :., ,,' 1'\
-: .=----' --= .-11"" ,'- ,
. '.""''C
., .'- "' - . -:
, ...: ,
, . . "... -
--=.. . -=-"
)'
-
-, :=-:
;.':
ł i -oJ -
Y,\ ,-' ) .,. - -
:;., . ł" 'I. (
...-
_ '" ł'"
.
i
,Z:i
)
.
' } F
, . 'I
\
}.J
f/': __
-611.'
-
,
I ,
0/
...
. 0._ _..r
.
\
-
AJ- _ "Y-w
- .
-
.!-
...
'
..J'''I
\.
,
.-" "'- l!
---
t..
......-. ...
-4;:;' _ .,
-
..t--
.
-.
.. "o:;.
"
---..;;..
/
.
'.
'"
r
-,A),;
..
, -
...'" 8....... _
Nastawił włócznię, szedł śmiało do przeciwnika, wsadził
mu w pierś telazo. Ale nie zwyciętył: zwalony z nóg, zalany
krwią, wił się w cierpieniach konania. Smierć wyzwoliła go
z niewoli na zawsze.
Niedźwiedź, rycząc straszliwie, wszedł do Bohboru.
Adolf Dygasiński (1839-1902)
Objagnlenla: Bartnik. p8zcularz. - Prsed wiecsorem :ucsodrym =
wieczorem dnia szczodrego = wigilji Trzech Kr6li. - Patr jarcha, załotyciel, ple-
mienia, rodu, praojciec; tu przenośnie - stary, głowa rodu (z grecko patńarch6l).-
Psary, czeladnicy, opieknjący się psami; wilkow!lJe. naśladujący wycie wilk6w,
zapewne na wabia w obławie; narocsnlcy, ludzie, których powinności i obo-
wiązki leWy w obrębfe pewnego "naroku", t. j. pewnych gruntów wl3i J wyznaczo-
nych lub nadany
h jakiejś osobie, grupie o8Ób i t. p.- WycAyniać siemi" s
apu.tu.
Wyczyniać == czyścić, oczyszezać. Zapu8t, zapuf'ta = młody nierąbany gaj, lasek.-
.
>>>
--
lo
N"eeteCł, małe jezioro Da lilce ze Btojącą wodą, wody 8tojące.-.sia"(J
ta ,modo
wy, bartny, wybrany przez bartnik6w i przez kr6la zatwierdwnv &zlachcic osia-
dły, dobrej fIlawy, będący. poerednikiem pomiędzy urzędnikami kr6lewekimi a bartni.
karni, czuwający nad tyciem bartnik6w, pobierający daniny, wykonywający władzę
sądową i t. d. - Kiereja, suknia wierzchDia turecka, podbita futrem. - Klobuk,
rodzaj kapelusza albo wysokiej czapki, rozszerzonej u g6ry, bez łlkrzydeł, uzywany
niegdyś przez Turk6w i z ich języka biorący :.1&Zwę. - Tuleja, kolczan, Bajdak,
w którym noszono etrzały - 8
:JPY. - Bard!Js
= berdyaz, kij z siekierą. - O eu;i-
kow':ltych rysach. Ćwik = l) kogut, 2) stary karp. r rzen. człowiek przebie-
gły. - Świepot'a = świepiet, świepiot, Rtaropolsk. barć, drzewo z wypr6chniałą
dziuplą, w której flama 03iadły ps'Zczoły. - Bies, czart, djabeł. - Perun, polski
Piorun, litew
ki Perkunas, jedno z najwa!niejszych b6stw pogańskich Słowian:
Litwin6w i pokrewnych im narod6w. Wladal gromem, z"yła1 na ziemię deAZCZ
urodzajny.
.
Co mówią nazwy geograficzne.
To
Nazwy miejscowości, tak zwane toponymika, i wogóle naz.
wy geograficzne interesują każdego człowieka wykształconego,
a dla nauki' mają wielorakie i wielkie znaczenie. Człowiek na-
zywa' i musi nazywać ziemię, na której mieszka, i z którą go
łączą nierozerwalne węzły, jej części, pola, lasy, wzgórza, rzeki
i swoje na niej siedliską. J eat to więc wyrazem i wynikiem je-
go potrzeb życiowych, jednym z objawów jego życia wogóle.
A oały zapas nazw geograficznych każdego narodu jest wielkim
rozdziałem wielkiej księgi żywota, jaką naród z woli Bożej ukła-
da. Będą w niej rzeczy wspólne wszystkim ludziom jako ludz-
kim gromadom na mocy zasadniczego podobieństwa duszy czło-
wieczej, ale obok tego będą także rzeczy odrębniejsze, wynika- ·
jące z różności warunków szczegółowych, stanu kultury,
uspos
bienia i losów.
Ze by zostać przy polskich. Mamy naprzód nazwy, oczy-
wiście z polskich wyrazów brane, ale takie, jakie u wszystkich
ludów się spotyka, no bo piaski zowie się P i a s k a m i, górę
Gór ą, nowe miasto N o w e m M i a s t e 1D, gród G r o d e m. Ale
iu
ród nazw tego rodzaju możemy zauważyć coś, co nieko-
niecznie 'wynika z zasadniczej jednakowości natury ludzkiej,
tylko z pewnych warunków szczegółowszych, co prawda także-
jeszcze bardzo pospolitych. Oto motemy zau ważyć ogromne bo-
gactwo, wielką rozmaitość takich nazw, świadczącą zatem
o wielkiem bogactwie języka w tym kierunku, niewątpliwie
większem niż obecnie, co znowu wynikało z wielkiego zżycia
się z ziemill i przyrodll. Polak, jak wogóle Słowianin i jak wo-
góle Aryjczyk, prży"nBjmniej w okresie tak zwanego barbarzyń-
. \
>>>
- lu -
stwa, w prostych warunkach 8we;;o dawnego bytu, wśród przy-
rody często twardej, ale nie zasadniczo wrogiej, wnikał w nią
dokładniej i powszechniej, nit to się dzisiaj dzieje, a wskutek
tego rozróżniał jej zjawiska i nazywał je daleko szczegółowiej.
Podkreślam, te nawet wieśniak dzisiejszy w tym względzie stoi
daleko za dawnym człowiekiem, bo i jego stan kulturalny jest
już inny, i przyroda cała, jej rola. przez długą pracę wieków
znacznie si
zmieniły. Stąd tedy płynęła obfitość wyrazów, słu-
żących w razie potrzeby jako nazwy miejscowe.
[amy zatem
nietylko Gór)' i Górki, ale także Skały, Chełmy, Mogiły,
Przeginie, Wir(z)chy, Upłazy, Działy, Hale, Debry,
Łazy, Brodła, Płazy, Doły i Brzegi, l!yse, Czar.ne,
B i a ł e O ó r y i t. d., mamy nietylko L a s y rozmaite, ale także
G a j e, G w o z d Y i G w o t d t c e, B o r y, p U S Z C z e, Z a p u 8 t y,
Krze, Kije, Kostrza, Kujawy i t. d., Czarne Lasy, Czer-
wone Bory, Zielone puszcze i t. d., Brzeziny i Brze-
zia, Olszyny, Bukowiny, Dąbia i Dębice, Brześcia
i Brzostki, Lipia i Lipska i t. d. Obfitość wód odbija się
w nieskończonych wyrazach i nazwach. ogólniejszych i szczegó-
łow
zych, jak: R z e k a, P o t o k, S t r u g a, W o d a, P o n i k
,
Ponikiew, Nieciecza, Bagno, Gało, Moczar, Błoto,
B i a ł e B ł o t o, R u d a, R o p a i t. d., S z c z e c i n i e c, Rok i t n o,
M o kra (i S u c h a, S u s z n i a), O s t rów, O s t r o w i e c, Łęg,
M o r a w a, Łęk a i Łąk a, B i e l a w a, B ł o n i e, Grą d Y i t. d.'
B i a ł e, C 7. a r n e, C z e r won e, M a r t w e, C i c h e, B y s t r e,
. K r z y we, Krę t e i t. d. wody lub rzeki, najrozmaitsze
Brzetnice, Olchowy, Łęczne, Prądniki, Dłubnie
i t. d. bez końca.
Krótko wspomnę o faunie: Het to miejscowości nazwano od
turów, wilków, bobrów, tbików, jarząbków i wielu innych.
ycie, którego wyrazem są te nazwy, tętniło odrazu, kiedy
przodkowie nasi zajęli dzi8ie
sze siedziby narodu, na długie
wieki, zanim zaczęli pisać, nim się rozwinęło piśmiedbictwo
i język kulturalny czyli piśmienny. Te nazwy, to je9t te wszyst-
kie wyrazy, stając się w miarę potrzeby i warunków nazwami
i przez to nieruchomiejąc, przekazywane z pokolenia w pokole-
nie jako tak zwane imiona własne, przez to samo właśnie wy-
odrębniały się od zwykłych wyrazów języka, tak zwanych pospo-
litych, i podczas gdy te w ciągu wieków giną setkami i setkami,
to jest wychodził z utycia, robiłlc .miejsce innym, to tamte się
utrzymują i w ten sposób podają nam dzi8iaj zapas wyrazowy
z epok odległycb, przedpiśmiennych, uzapelniając znakomicie
>>>
- 11 -
przekazany zapas wyrazów języka. Jut wśród przytoczonych
w
?tej znajdzie się niejeden wyraz, oddawna wyszły z użycia,
zupełnie dzisiaj niezrozumiały, i trzeba dopiero sięgnąć do da-
wnych źródeł i gwar dzisiejszyeh, często do innych języków
słowiańskich, aby wiedzieć, co znaczyły pierwotnie wyrazy
c h e ł m, p r z e g i n i a, b r o d ł o, j a s i e I, g woź d z i e c, s i e-
wior, lebiędź i t. d.
I to jest pierwsze wielkie znaczenie nazw geograficznych.
Uzupełniają słownik i to wyrazami prastaremi, a w ten sposób
dla naukowych badań nad dziejami języka stają się wielką
pomocą.
Ale nazwy miej8cowe mają nie tylko charakter ściśle ge-
ograficzny czy topograficzny, to jest nietylko oddają postać
i zjawiska powierzchni ziemskiej. Wiadomo, że jest mnóatwo
nazw, zwłaszcza miejscowości, które nam już nie mówią o sko-
rupie ziemskiej, ty lko o człowieku, jego pracy i 10s8-ch. Oto mamy
najpierw nazwy typów Kraków, War sza wa; Rzędzin, Stra-
s 7. ę c i n; K a z i m i e r z, P o z n a ńj R a c ł a w i c e, M a c i e j o-
wi ce; Rotn iat y. Wszystko to nazwy, pochodzące od imion
osobowych, założycieli lub pracowników, stare przymiotniki
dzierżawcze, jak O j c ów, Kra k ó w, War s z a w a, B o g u c i n
lub B o g u c i n o: to dawne dwory, osady, wsie, i t. d. Ojca,
Kraka, War8za, Boguty; K a z i m i e r z, P o z n a ń, S i e p r a w
O ś w i ę C i m : to miejscowości Kazimira, Poznana. Świeprawa,
Oświęcima, odojcowskie: R a c ł a w i c e, dawniej R a c ł a w i c y
to pierwotnie ród Racława, R o ż n i a t y to rodzina Rożniata
i t. d. Tysiące nazw tego rodzaju, rozsianych po całym obsza-
rze naszej ojczyzny i ojcowizn
', znakomicie uzupełnia znajo-
mość starego imiennictwa, czerpaną z dawnych dokumentów
i kronik, po pierwsze pod względem fonetycznym, bo mnóstwa
imion i nazwhk, zapisanych często nieudolnie w przywilejąch
i dyplomatach, nie umielibyśmy nawet przeczytać, gdyby nie
nazwy miejscowe, dziś jeszcze tyjące, w których w ten sposób '"
tyją utajonem tyciem owe stare imiona, od wieków zresztą
zapomniane; a powtóre pod względem zapasu, bo chociat po
dokumentach mamy wielką moc osób, z imienia zapisanych,
szlachty, ksią
ąt i prostych ludzi, przedewszystkiem zaś ora-
czy i pracowników, to jednak drugie t
'le albo więcej znamy
tylko z nazw miejscowych.
Nieskończenie obfita jest dziedzina przezwisk, które się
z biegiem czasu nazwiskami stawały. Katdy pra\1"ie człowiek
ł, niezaw8z
dobrowolnie; boć często bywały nieprzy-
I\b\iotkile
skit 2
-
Główna
>>>
18 -
zwoite, Ił. dawano je także 1
liadom, stąd Rak o j a d y, S k r 0-
baczowy, Momot y, Gr
bałowy i t. d.
Potem idą nazwy od zajęć i zawodów: Lagiewniki,
S k o t n i k i, M Y d l n i k i. Ś w i ą t n i k i, Kor a b n i k i, S o k o 1-
nik i, Woźniki; Świniary, Piekary, Rzeszotary,
Owczary, Psary; Rybitwy, Rataje i t. d., to jest wła-
ściwie L a g i e w n i c y, Ś w i n i a r z e, i t. d., całe osady i wsie,
jutto z dobrej woli tem się zajmujące, jużto do tego przezna-
czone. I te, i tamte nazwy w związku z dokumentami poucza-
ją nas o stosunkach społeczno-gospodarczych przeszłości, ustro
ju, zajęciach, kulturze, osadnictwie społeczeństwa. I to jest
drugi moment wielkiego znaczenia nazw geograficznych, w tym
wypadku miejscowych, a jest on prawie niewyczerpany i dla-
tego wskażę jeszcze na kilka rysów z tego wiejkiego rozdziału
historji wszelakiej narodu, w nazwach zapisanej.
Oto mamy T y ń c e, G r o j c e lub G r o d ź c e, miejsca obron-
ne, i zarzucone jut O r o d z i s k a i O s i e k i, strzegące i bro
niące dostępu do granic; mąmy pokojowe U ś c i a, t. j. ujścia
rzek, ważnę dla handlu, i P r z e wo z y, B r o d y, M o s t y, 'I a r-
g o w i s k a i T a r g i; dalej U j a z d y, nowo zakładane \V o l e
i Lgo ty,
ypalane i uprawiane Nowiny, Zdż ar y, Kopa-
n i e, K o nar
? i wiele innych. Obok przeważnego wpływu
chrześcijaństwa, widnego z setnych K r z y t a n o w i c, C er k w i,
(Cerekwi), Kościołów, Kościelnik, Kantorowie,
B i s k u P i c, D z i e k a n o w i c i t. d., i mimo tego wpływu wi-
dnieją ślady dawnej wiary, dawnych wyobrażeń i wierzeń po-
g3ńskich w Bóźnicach, Modlnicach, Wróżenicach,
W róż y c h Gór a c h, S n o w i d a c h i S n o w i d o w a c h.
Widna jest potężna fala osadnictwa i kultury Niemców, przyby-
szów i sprowadzanych, w Tymbarkach, Barwałdach,
S z y n wał d a c h, C z o r s z t Y D a c h, S z a f l a r a c h i t. d., i t. d.
i w starych T y ń c a c h i młodszych li o l e n d r a c h, R u m u fi-
k a c h i t. d.
,
Ważny łup dawnych wojen, które często gęsto bywały
wyprawami po ludzi, pozostawił niezatarte ślady w osadzonych
przymusem
a ziemi P r u 8 a c h, P i e c z e n i e g a c h (potem
p i e c z o n o g a c h), D u l e b a c h i L i t w i e, C z e c h a c h i l\I 0-
r a w i a n a c h), a także bliskich i najbJitszych krwi-} P o fi o r z a-
D a c h, Ślę ż a n a (j h, :\1 a z u r a c h. Ci zresztą i bez wojen kraj
dobrowolnie kolonizowali.
Rumuńscy rolnicy, a zwłaszcza zawołani pasterze, nietyl-
ko później we wsiach wołoskich osiłidali, ale dawno jut wy-
>>>
19
..
pieram l prawie zupełnie wyparci z dawnej ojczyzny bałkań-
skiej, wędrowali wzdłut Karpat at daleko na ŚlllSk i Morawę
i nietylko na Huculszczyźnie i Pokuciu w języku i kulturz.,
nietylko w tatrzańskie m i wogóle beskidzkiem pasterltwie, ale
takte w licznych nazwach górskich się uwip.cznili: mówią o tem
M a g u r y, C z a n t o ryj e.. W o ł o s z y n y, C Y r (h) l e, S i h l e
i wiele innych.
Nawet dawne, od wieków zapomniane, panowanie Czechów
na grodzie krakowskim widnieje w \Va w e l u, z czeska zamiast
W ą w (e) l u zwanym. A tak samo po wiekach, zapomniane, da
Bóg, panowanie Prus i Rosji, będzie widoczne w niejednej nazwie
miejscowej, w niejednym H e i m ie, A l e k s a n d r o d a r z e, K a u-
k az i e czy innym.
WreHzcie zmienne losy narodu, wewnętrzne szczepowe i ze.
wnętrzne polityczne, cofanie się i pomykanie naprzód motna
wyczytać z naz w miejscowych: motna w
kreślić dawne granice
szczepowe i zamierzchłe narodowe, o j Niemca., Prusaka, Litwi-
na i Rusina.
Ale jeszcze dalej w tył motna sięgnąć na podstawie nazw
geograficznych. Spotykamy wśród nich mnóstwo nazw zupełnie
ciemnych, których ani dawna polszczyzna, ani tadna gwąra, ani
taden język słowiański nie objaśni. Zwłaszcza wśród nazw rze-
cznych, takich jak R a b a, l' i d a, P o p r a d, D u n a j e c, N o t e
,
Gwda, Luciąża, Troja, Wisła i wielu innych mamy świa-
dectwa właściwie jedynie pe1..ne, zachowane z czasów przedhi-
storyczIl)'ch, z czasów kiedy nas jeszcze w tych stronach nie
było. I to trzecie, bardzo wielkie znaczenie nazw geograficz-
nych, które są naj pewniejszym dokumentem "historycznym"
z czasów "przedhistorycznych".
Jan Rozwadow,ki.
ObjaśnIenia: Toponymika z grek. t6pos=miejscei 60yma=nazwa, miano.--
Aryjc8yk, nale!ący do szczepu indo-europejskiego, zamieszkującego pierwotnie wy-
t ynę na p6łnoco-zachód od Pendtabu. p6łnoco-wlchód od Iranu, le!ą
między
Oksem, Jabartem, g6rami Himalajskiemi i morzem Kaspijttkiem. Do tego szczepu
nale!ą ludy słowiańskie, germańskie, greckie, italskie i inne.-- nr. barbar8yń3twa.
Antropologja czyli nauka o czlowieku dzieli tycie ludzkości na trzy okresy: I) dzi-
kości, kiedy czlowiek karmi &i
dzikiemi roślinami i zwierzętami, nie uprawia
ruotu
i nie oswaja zwierząt dla ewego potywienia, 2) barbarzyństwa, kiedy człowiek zaj-
muje 8ię paetArstwem i przedewszystkiem rolnictwem, kt-6re uBtala tycie. prowachi
do doskonaleoia rzł}du, obyczaj6w, wiedzy, sztuki, 3) cywilizacji, tycia cywilizowa-
nego. Zdczyna się 00 z umiejętnością pisaoia, kt6re, przechowując historję, prawo.
oaukę i religję dla utytku nowych pokoleń, wiąfe przeszłość i przyszlość. - Chelm,
osoboa g6ra, wzn08ząca się równomiernie. - p,.
eginia, urwisko, urwi8ta ściana.-
Upla
!I = a) skaly podoboe do taras6w, b) miejaca poroełe trawił na ucaytacb,
"
>>>
20
c) miejsca po bokach g6r, bQjuie poroałe trawą, d) gÓry, mające jeden Lok po-
Chyły.'-Hala = a) ".yfOka, ły
a g6ra, b) dolina g6reka; pastwisko w g6ra( h. -
Debry, parowy, jary. - Łosy, miejsca nilłkle i bagniste, zarosłe chr6stami i ło-
ziną. - Brodla, akalne wzniesienia, wały. - Pla
y = płaszczyzny. - G",ósd,
Gwold
iee = lasek, lu. - I(ostr
a =: miejscowość Z&l'08ła kostrzewą, rośliną z ro-
dziny trawiastych. - Kujawy, gołe wydmy piaszczYt4te wśr6d las6w, nieuro-
dzajne miejsca. - Br
eścia, Br
ostki od brzostu. wiązu. - Ponik, fIltrumyk,
dobywający się z pod ziemi. - Nieciecza, woda stojąca. - Galo. gołe, nie.
zarosłe bagno. - Grq,d, miejsce wyniosłe i suche,
r6d 'ąk błotnistych.-
Jasiel, błotna łąka, moczar. - Siewior. p6łnoc. - Lebi(di, łabędi. - Dy-
plomat, akt, zawierający nadanie przywileju, dawny dokument urzędowy. -:. Skro-
bac
owy od przezwiska "Skrobaez". -
Womqt, cdowiek rająkliwy. jąkała.-
GrębolowV od "Grębała" == grubas, ordynarny. - lAgiewniki od "łagiew", na.
czynie podr6tne do wody z drzewa, ek6ry, krnszcu. - .
l()iqtniki :=:II str6te
kościelni. - Korabniki, wyrabiający korabie, statki wodne - Tyńce, miejsca
ogrodzone. - Osieki, zasieki, warownie IE!Śne, utworzonE' z nagromadzonych i po-
spajanych pni drzewnych, pierwotny spos6b obrony granic. dróg. Przy takich wa-
rowniach musiała mieszkać ludność, obowiązana do pilnowania i naprawy_-
Zdiary, miejsca wypalone pod uprawę. - Nazwy przekształcone z niemieckich:
Barwaldg z niem. "Baerwalde"; C
ors
tyn z niem. "Schornl1tein". komin.
Ociec Nędza-
Seł se pan Jezus ze święt
.m Janem wraz. Malućko namie.
niało na świtanie, kie sie zabrali iść, a na śród wiecerz słonka
jesce nie poślakowa]i nika ani chałupy, ani chłopa. I śli bez
takie straśne pustacie, nie jedzęcy i nie pijęcy, lemze wlokąc za
sobom obolałe nogi. Juze prawie się zmirkało, wiater zimny
wzion poducho wać, i descyk przykrapował, juści um
.ślili lód z se
ka pod wantom, coby ino jako rania dockać. Ale, kaz w takiej
ćmie wanty sukać bedzies?
Na ostatek, cosik w tej nocy błysneło, co jakbyś ognia do
fajki skrzesał. Jużci pośli za tern światłem i hnetki przyśli ku
malej izbecce. Zburzyli do dżwirzy, - cosik wzięno bań z nu-
ka krzypieć, dżwirze się ozwarły, i wyaeł ku nim staru8ec
k
siwy, taki nicpote, - dziad, ale na gębie miłosierny i takom słod-
kom miał gware, co aze poweselało w nik sercel kie Bog
po-
kwalił.
No dobrze - weśli. He raty! Kie ten dziadek wzion ik po
ręcak boćkać, a dziękować, co se o nim zbacyli, co go biedaka
starego nie omineli, co mu telo uświadcyJi, to aze sie hańbili
słucbajęcy.
Juźci ozduchał dziadek karkoski, coby w izbecce było wi-
dniej. usadził ik na ławie, przyniósł kraicek moskalicka i grulłl t
dwoje, i kwaśnicy łyske na misecce i rzece:
..
>>>
21
- Moiście wy kochani, kieście tacy grzecni, coście me w tej
pustce nawiedzili, nie gardżciez mojom strawom. Nie moc ta
prawda, i mam, ale co mam, to sie tem podzielmy, a coby zaś
chybiało, niekze wam Pan Bóg przycyni.
....1.1 1 11111.". ;
I':I'
,....V) "."ITI
"
7
, .
Nie długo było tego jedzenia. Podzielili sie, napili sie wo-
dy z rajtoka, i ułozył ik dziadek spać piknie na swojern łózku.
Zagłówka nie mial, ino taki potargany okłacek pod głowe dał
unakrywał starem cuzcyskiem, a sam se lóg pod proge. Ale od
radości ni móg usnąć, abo Panu Bogu d
iękował, co mu gości
nagodził, abo pozierał na ik głowy, co hań na okłacku aze ja-
śniały od świętości.
Na rani u wzion dziadek po izbie sukać, cyby ka nie nalazł
jakiego jadła dla gości. Jużci nalazł scypte owaianej mąki i klu-
sków uwarzył. Skoro postawali, postawił przed nimi miskę i stra-
śnie sie hańbił, co nic innego nie miał.. Cóz bedzies robił, kie
bieda!
Zjedli, podziękowali i zabrali sie iśó. Juze prawie mieli
próg przestępować, a święty Jan rzece do Pana Jezusa:
- Panie! trzaby zaś temu grze cnemu cłecątku jako pomóc-
trza go zratowa.ć w tej biedzie.
- Zje bA i prawda, rzece Pan Jezus i pyta:
>>>
- 22
Dziadku, powiedźcie, jako sie nazywacie?
He! jakoz byk miał sie nazywać, kie me wołajom Wa-
wrzek, a pisujomN ędza. Nik do mnie inRcej nie przegada, ino Nędza
i Nędza. Kie zaś kce me ududkować, no to zaś mówi:-OciecNędza.
J uźci Pan Jezus rzece:
- No, Nędzo, teloście byli dla nas dobrzy i ludzcy, radzi-
b)'śmy wam jako odwdzięcyć. Powiedźcie, nie macie ta jakiej
chęci ku cemu, jakiego zycenia?
- He!-pada Nędza-nie telo ja głupi, cobyk miał zycenia!
Kiek był młody, co me jesce zycie nie wybiło, tok nie raz, n'ie
wyctajęcy Panu Bo
u, paciorek mówił, a prosił, coby me dał to,
lebo talJlto, abo zratował. Ale jskok był Nędza-takek i Nędza
ostał. Teraz me zyceniami nie przewiedzie nik. Dziękujem, nie
wyctajc:cy Panu Bogu, za syćko, co mam i cego nie mam, ale
Mu sie nie naprzykrzam o nic.
Zesmucił sie Pan Jezus, zmilcał na kwil e... na ostatek rzece:
- Moi drodz)?, ale przecie, powiedźciez, moze tez Pan Bóg
i na was se zbacy i nie ostawi was w tej biedzie.
-- O cóz byk sie miał Panu Bogu przypochlebiać? Cheba,
wiecie jako: mam ja baw jabłonke, widzicie na oborze, i stra-
śnie pikne jabłka na niej sie rodzom, ale cóz z tego, kie im nie
dadzom chłopcyska zeźreć. Lemze się które pocyrwinie do
słonka, hnet z całej wsi dzieciska aie zlecom, pierom skalami,
Jazom na drzewo, gałęzie łamiom, co nie daj Boze, aze całkb do
ostatka obijom, co mi sie ani jedno nie dostanie. Kiebyście,
prosem Ik
Iiłości, mogli me w tem jako zratować, no to-
toby juz było. Dy ja nie zawidzem nikomu i radb
?k syćkim
ty k jabłek dać, ino me to wej mierzi, co kradnom, a na osta-
tek i sam radbyk spróbować choć z jedno.
. - Dobrze-rzece Pan Jezus-kie sie cosik do jabłoni zwią-
ze, nie ślezie, pokiel nie podzwolis.
- Moiście wy! dziękujem bardz piknie! Niek Pan Bóg pro-
wadzi, a nie zabacciez tez me wracajęcy!
Oatańcie z Boge!-i pośli.
II.
Nędza ostał sam i myśli se:
- Pockaj, ino mi ty wliź na jabłoń, bedzies ty wiedział,
jako jabłka smakujom.
Jużci ceka, kie tez te jabłka zeźrejom. Przyseł wrzesień,
słonko piknie zenie, owies zeżrał, ludzie kosom,-jabłka, kie ma-
lowane, cyrwieniom sie w liściak, jaze sie w ocak mieni.
>>>
Jednego dnia, na raniu, Nędza wyziera bez okienko
z izbecki, a tu ku jabłoni skrada się chłopcysko ze skalom w garz.
ści. Przyznał sie do niego Nędza wraz,-ba jakoz by sie nie miał
przyznać, kie to był Gackulin wnęk Stasek, najgorse chłopcy-
sko w całej wsi.
No, dobrze. Beu! skalom w jabłoń - przeleciała! Nędza
jaze dek w sobie zataił, ani pary z gęby nie śmie puścić, ino sie
cai za okne, jak kot na mysy... Beu! drugi raz - nic! Hybaj!
na gałąt. Mój Nędza wypadł na obore. Zlękło sie chłopcysko-
kce uciekać, a tu przywarło go do pnia, co sie z miejsca nie mo-
ze rusyć... Raty! lud
ie na świecie! Sarpie sie w tyk gałęziak,
jak kwical w sidłak-ą jabłoń nie pusca. Ozdarl kufe i w bek!
A Nędza rzece:
- Tak? bedzies
ty mi jabłka kradł,
staremu dzi adko-
wi? Nie puscem de
z te]a do końca
ś w i a t a! Bedzies
warował przy ty k
jablkak i drugik
ucył, c()by kraść
nie śli. Cóześ tak
kute ozdarł! Kcia-
leś jabłek, dy je
mas-sameś wlaz.
s.p r o b uj se sam
zleść!
Chłopcysko sie
dre... pozIatowały
sie baby i dzieci-
ska:
- Co tu sie robi?
- A tak i tak!
Jabłka mi krad,
a me Pan Jezus wydał takie prawo i takom włade, co, kie
zekcem, do końca świata hań na gałęzi siedzieć bedzie.
Nie kciał temu nik wiary dać. Juźci przyleci i Gackula:
- Stasck!-woła -psia kość zatracona, słaź mi tu hnet!
Ka ta Stasek! dre sie na gałęzi, a śleźć nie moze-ani w te
strone, ani w te.
23 -
t, i," . \.
,
:. - ::
,. ",,
....
., - '
,
" ' '" ",\ "=-=- \ \1.
. .' ;
. .
.ł :
; \,.-'{
.
. \/ \ \,'-
t ,\'
'u ,',.
ł
1 ./ ' .........
"
.
. :- '--
".,
.. ,
.
r':";-.
Jr
-
.
.
. l'
/
//
/
:'
,
.......
.1'
L
'r. .
r
,
.
I,r' 't ,_
.
.
S-K.....,ł. --,.
>>>
- 24 -
Toz to wzieny baby Nędze prosić) coby sie zlutował, coby
juz puścił, wzieny przysięgać za syćkie dzieciska. co zadne jego
jabłek nie tknie.
- No dobrze. Kie tak, śliż-ze Stasek i hybaj w dóm. A pa-
miętaj chłopie, cobyś mi jabłek nie tępił, bo kie mi sie ty, lebo
który w gałęziak zaplące, nie puscem-przy sam Bogu, nie pu-
scem, choćbyś hań miał skapieć.
Juźci Stasek ślaz i hybaj dó domu, ozesły sie bab
" i dzie-
ciska. Nędza ostał S3m izbanował se. Luto mu było i Staska,
i tych dziecisków,-ale nie pedział nic. Ceka, kie jabłka zeźre-
jom. Kie juz były godnie żrałe,- ale to b
'ły grzecne jabłka,
wieIgie jak pięść, po jednej stronie takie cyrwieniate, po drugiej
zółte, a słodkie jak miód, - juzci zebrał je Nędza piknie i d-o
izbecki zniósł. Zapaklo od nik po oborze tak, co Rze cli wo za
jabłke było, kieś mimo seł. Baby i dzieciska -ino sie obzierały
na N ędzowl} chałupinę.
I dobrze, nabrał Nędza jabłek w kosałkie, idzie bez wieś
i daje ludziom,
abom, dzieciskom,-napirwy Staskowi. Ale! on
ta i zydowi dał, a i cyganom, kie go cały kierdel na drodz{' za-
stł.Pił, bo to była straśnie miłosierna chłopina.
Toz to zesło jedno i drugie lato, jabłka sie rodzom, co nie
ta.k ale,-a Nędza jako Nędza: był dz;iad i dziade ostał. Telo ino
miał hasnu, co sie z tyk jabłek uradował, fi ludziom ozdał.
III.
Jednej jesieni zesłabło chłopiątko. Wziena go drzeć krzy-
pota, jużci lezy se w izbecce, a bez okienko widzi jabłka, co
hań kie świecki gorejom z pomiędzy liści. I tak se myśli:
- Zjadłbyk z jedno, coby mi sie gościec nic doprociwił,-
alek słaby.
Lemze Be tak pomyślał, jużci słysy, cosik sic dźwirz
? łapiło
i otwiera...
...Ino malućko wyjrzało. X ędza hnet wiedział, co to
mierzć.
- Tuześl myśli se.
- Niek bedzie pokwalony.
-- Niekze bedzie. I cóz ta powiest
- Zje ta i powiem niewiele, ale mo ze przegadamy ze dwa
słowa. Wis chłopie, juz Da cie cas. Dosyć-eś na tym świecie
pozył - hybaj na tamten, cobyś poźrał, c
" hań co ,"iekawego
nimas.
>>>
25
- He! rzece Nędza, nie taki ja ciekawy tamtego światłł..
Abo mi tu żle? Ludzie me za co majom,-dudek sie ta, po p:-a-
wdz
e, u mie nie zwysy, ale co mi ta dudek płaci! Kiek rad co
zyjem, kle me świat ciesy, ludzi rad widzem, dobrze mi, śle-
bodno i wesoło. Nie pilno mi z te la.
- He, bracie! Oy ci ta pilno -cy ni, moje prawo takie,
co cie musem Panu Bogu odprowadzić, bo na cie ceka.
- Zje co mi ty śklis! Grześnik Panu Bogu nie cudny,
a i dziad ni. Nie bedzie. mu za mnom cliwo, choćby me i sto
roków dłuzej nie widział.
Ozezluła sie Śmierzć:
- Cóz mi sie ty, dziadu,
bedzies prociwił. Królowie me
słuchajom, co im dwa razy jednego nie gadam, a tu mi taki
stary grzyb kce przewodzić!
- Cóześ sie tak ospajedłal Dy mi na ostatek telo płaci
ta zyć, jako i tam. Ka bedem, to bed
m, nie bedzie mi cliwo,
bo nie bedem sam, ba bedzie nas więcej.
- A najwięcej u djabła w sopie! wrzescy Śmierzć ze złości.
- I co sie ja go mam bać! Abo Bóg Przenaświętsy za
mnie na krzyzu nie umarł? Stras baby djabłe, nie mnie.
Jużci widzi Śmierzć, co go pyske nie przesili, - mówi po
dobroci:
- Wiecie, ociec, jaby i sama rada was ostawić, ale cóz
robiła bedem, kie je taka wola Boska.
- Ha, kie wola Boska, to co innego. Pański oskaz -
chłopska słuzba. ja sie woli Boskiej nie sprociwim. IInet ja ci
sie tu w
?zbierm, ino wie8, jako ci powiem: wis, hań na oborze,
jakie jabłka pikne, żrałe, rad byk z jedno zjeść, bo mi zaś hań
takik nie dacie, alek słaby. Kie mas wolom i cas, wliż ną ja-
błoń, a przynieś i mnie i sobie.
-- Dobrze, pada Śmierzć ledwo rada, krztyne casu mam!-
i posła ku drzewu. Skoro wlazła, lllÓj Nędza, choć i słaby,
hybaj za. niom - i woła:
- Wlazłaś? No to se hań odpocnij, boś aie -prawie do-
męcyła tak światami goniąc, a lud kosąc. Jabłka ci paknom?
Co? Psia kość zatracona! Bcdzies ty tam siedzieć do dnia s'ldne-
go. Hel Śmiertecko, nie pozałuje cie nik. Cbeba notareus po
. tobie. zbanuje, co mu sie dostamentów pisać nie dostanie. Niekze!
Niekze! Ja ta po tobi płakać nie bedem. He! jak to ci tam dobrze
na tej gałęzi! Siednij se na kwile 1 zakiel na sąd ostatecny
nie zagrajom. Siednij, niekze I świat przez tobi odpocnie.
>>>
26
A Śmierzć tardze sie hań,
kie niedźwiedź w oklepcu i
dre sie:
- Bój sie Boga, cIeku,
nie gub ty me do ostatka!
Dy ja z Boskie
o oskazu
musem iść. Nie mieskaj me,
nie despetuj, bo mi juz dawno
cas do roboty.
- Kiebyś z dobremi rze.
cami sła, puścił byk cie hnet,
rzece Nędza.-Aleś ty jako
ryś, ino patrzy s, ka ludziom
do gardła skocyć. Ka sie
ty powinies, ino płac, lament,
a sieroty. Dość tego - nie pódzies z telal
- Cyś ty sie, dziadu, wściók, co sie Boskiemu prawu pro-
ciwis{ Cóz ty se twoim głupim rozume bieres świate rządzić?
Cy ty nie wies, co kie je pocątek - musi być i koniec, kieś sie
rodził-musis umierać!
- No, kie syćkiemu je koniec, to i na cie przyseł. Siedź
cicho, nie drej sieJ bo cie i tak nie puscem.
- Puść! Nie bede ja, przyńdzie inna. Dla jednego Nędze
Bóg świata nie odmieni. Wis, słonko sie na odwiecerz chyli,
a ty me tu trzymies! Śmierzci nie ujdzies, bo ci pisana, jako
i kazdziućkiemu stworzeniu, jako i calućkiemu światu, ino me
do kłopotu, do biedy przywiedzies i Pana Boga na sie ozgnie-
was. Puść!
- Ha, - rzece Nędza - wola Tego, co świat Jego. Mam
umrzeć tak, cy siak, niekze choć na kwile poz
.jem. Kiebyk
cie puścił, hnet byś me tu zadźgała, racej pockam, zakiel innym
pachołke po mnie odkazom.
Zmilcała Śmierzć na kwile, ozmyśluje... Na ostatek rzece:
- Wies ociec, wydajmy se takie prawo: ty me puścis, a ja
cie na świecie ostawiem, pokiel ostatniego cłowieka nie zabie-
rem. Puść!
Nie uwierzył odrRzu Nędza.
- Ale! Tybyś me tu ostawiła! Cło wiekowi nie kazdemu
mam wierzyć-a tu dopiero takiej stworze, co cie djasi... Ani nic
bedem klął, ale kaz cie z twojem prawem bedem sukał-kie juz
bedem tam?
' "".
' .
-=--.
. "\ .
;r
"Ul,.
c.. )}
\\
)
./ . '," _ "-::' / 'i!
1
. t ." (I"
'
'Ii\
j
' ..., .. -:to:.
f
,"'., "., .... ..
'r""-.. . r I 't.I
,-.
" l .
.
,.".' f " ""
.::,..J:'.._
__" .
:
"
,". I
= ( i ...--'
' - /Ir--
,
-';.... . .
.;.,.t ..... . _ ..
..
' . ,
..;..
.'
i;..,
". J
' ,",
.,.... r l ' .
. -
.
..r.
,tr: ;.2-r.5 "'..,JI.....L',
>>>
27
Ozwściekliła sie Śmierzt:
- I co mi ty kosalki opałki - kapce, rękawice bedzies
Ludzie na świecie!
. Kie sie Śmierzć pomkła
w świat, to sie ino za niorn kurzyło.
A Nędza ostał i do dnia sądnego świata nie popuści.
Stanislau- Witkietcicz (1851-19l5).
p R Z Y S Ł O W I A.
Kręć się, wierć, przyjdzie śmierć. - Śmierci szukać nie
trzeba, sama przyjdzie. - Śmierć jest głucha, nikogo nie słucha. -
Obja
nlenla: Cale opowiadanie w gwarze podhalań8kiej. - l
lalućko na-
mieniało na śWItanie = ledwie f!witało. - Na śródwiecer
słonka = przed
zachodem, pod wiecz6r. - PoślakOlcali = wpadli na ślad, znal
źli ślad. -- Lem:le =
ledwie. - Zmirkalo = zmierzchało. - Wanta = kamieó, 8kała. - \rnetki =
wnet. - Bur:zyć = bała!!ować, tu: zburzyli do dźwirzy, zapukali do drzwi.-
Z nuka = z wnętrza. - Kr:zypieć = kasłać. - Boćkać = całować. - Zba-
cyć = przypomnieć. - Hańbić się = w8tydzić f:ię. - O
duchać = rozdmu-
chać. - J{arkoska = 8molny twardy sęk po przegmłem drzewie, kt6rego uży-
wano do ogwietlenia izb. - Kra;cek moskaUcka = kawał placka owsianego. -
a,.ulęta, grule = kartofle. - Kwa
nica = 80k z kwaśnej kapusty. - Moc =
wiele. - Chybiać = brakować. - Rajtok = wiaderko na mleko. - Zaglówek =
poduszka. - Cuha, Cuska = zwierzchnie ubranie g6rali, opończa, gunia. - Zje.
ba = zjE', zjeć, zeć, zedyć CZę8to u!ywane w odpowiedziach. - Zale!nia od sensu
ma r6tne znaczenie. -- Ududkować = uczcić. - Wycytywać = wymawiać. -
PrsewieAć = oszukać. - Obora = podw6rze. - Pierom skalami = piorą, rzucają
kamieniami. - Zaloid:ziee = zazdrościć. - .\{ier.i = niemiło mi. - Pokiel = do.
p6ki. - Slonko piknie
enie = pięknie grze;e. - Pr.y.nać się do kogo = po-
ZDać kogo. - BeuJ -= bęć
- Kufa = gęba. - Z fela = @tąd. - Włada = wła-
dza. - Zlrttowac = zlitować. - Hybać = biegnąć. - P,.:zy sarn Bogu = przy-
sięgam Bogu, klnę się Bogiem. - Banowa
= smucić f!ię. - Luto mu bylo =
b.t mu było. - Kosatka = koszyk ręczny. - Ki
rdel ==- stado. - Co nIe tak
pleść! Jako ci powiem-tak
Boski pachołek, ale proci
ciebie, dziadu - wójt! Ty
mi sie nie prociw! Uwa
zuj, cobyś za ki el słonko
siednie, nie lezał w tru-
chle-grześniku!
Zląkł sie Nędza.
My śli se:
- Cóz ja ci tu bede.m
robił?..
UchyJił sie poza dźwi-
rze i rzece: N o to se
idź!
i wykonam.
Choć ta śmierzć ino
.
) t. \
'.P i ....:
:-:
;:
.ł;l
'" v-:... _ '. ,':t'---
I"
" ,,;.
. .''-:;'---
'.. ,
I ((?/'
.
f- I '-
\ 'o
ł
\ ll
' .'_. ',--
f' re,,(
' " .,.....
I", I....
"'
.....
" ,....... -f#l-.
iI.' ł', .
--"'1
-"'-'''''-
- .l.,
>>>
- 28
ale = obficie. - Hasen. hasnu zysk. - GoAciee = reumatyzm, ehoroba, obja
wiająca pię b6lami 19' rozmaitych miejscach w .tawlch, mi
eniach.- Sie nie doproci
wil = nie
przeciwial się, nie przeszkadza). - Dudek = dwa centy.
przen. grosz.-
Nie
lIJYSY = nie oszczędzi. - Placi = wart. - Ślebodno = lwobodnię. -
Śklić = klamać. - Ospajed
ić sit = rozwścieklić się ze złości. - NotareU8 -=
notarjusz, urzędnik', Rpisuj"cy akty um6W' darowizny, 8przedały i t. p. - Dosta-
menty ,='-
testamenty. - Pr
e
tobi = bez oiebie. - Oklepce :: żelazne sidla.-
.\Re8ka) = zatrzymuj. - Despetować = dokuczać. szkodzić. - Na odwiecer6 =
ku zachodowi. - OdkasoltJal! = pasyJ.c. - Dja8i = straszy, krzywd7.i. - Ro-
sIalki-opałki, kapce, rtkatdce = głupstwa (kapce = obuwie). - Proei ciebie :z
przeciw tobie, wobec ciebie.
Jak św. Franciszek otrzymał radę od św. Klary
1 św. Sylwestra.
by każąc nawr6c1ł wielu ludzi. I założył zakon trzeci, I kazał do ptak6w,
I zalecU spok6J Jask6łkom.
Pokorny sługa Chrystusa święty Franciszek ju
wnet po
nawróceniu swojem, zgroma.dziwszy i przyjąwszy do zakonu
wielu towarzyszy, popadł w wielką troskę i wątpJiwość, co czy- .
nić: czy oddawać się jeno modlitwie, czyli niekicdy też kazac?
l pragnął w tym względzie poznać wolę Boga. A jako
e świę-
ta pokora nie pozwalała mu przypisywać wiele ani sobie, ani
modlitwom swoim, umyślił poznać wolę Boga przez modlitwy
innych. Przeto wezwał brata Yacieja i rzekł: "Idź do siostry
Klary i powiedz jej odemnie, by wraz z kilkoma najbogoboj-
niejszemi towarzyszkami prosiła Boga, aby r
czył objawić mi,
co lepiej: czy oddawać się kazaniu, czy tylko modlitwie. A po-
tem idź do brata Sylwestra i powiedz mu to samo". Był to
ów Sylwester, który jeszcze jako czlowiek świecki widział wy-
chodzący z ust świętego Franciszka krzy
złoty, sięgający wzdlu
aż do nieba, a wszerz po krańce świata. Brat Sylwester był
takiej pobożności i takiej świętości, te o co Boga prosił, osiągał
i bywał wysłuchany, i często mówił z Bogiem. Przeto święty
Franciszek ufał mu wielc
. Brat Maciej poszedł i wedle roz-
kazu świętego Franciszka był z poselstwem naprzód u świętej
Klary, potem u brata Sylwestra. Ten usłyszawszy je, natych-
miast padł do modlitwy i modląc się otrzymał odpowiedź boską,
i wrócił do brata Macieja i rzekł: "To mówi Bóg, abyś rzekł
świętemu Franciszkowi, :te Bóg powołał go do tego etanu nie
tylko gwoli niemu, lecz aby hodował owoce dusz, i by wielu
przezeń zostało zbawionych". Taką otrzymawszy odpowiedź,
brat )Iaciej wrócił do świętej Klary, by dowiedzieć się, co zy-
skała od Boga. A ona odrzekła, fe otrz
.mała wraz z towa-
rzyszkami tę samą od Boga odpowiedź, którą otrzymał brat
>>>
.-/
29
Sylwester. Brat ltlaciej wrócił z tern do
wi
tego franciszka.
A święty Franciszek z największą przyjął go miłością, obmył
mu nogi i przygotował posiłek. Po jedzeniu wezwał brata łIa-
cieja do lasu i uklęknąwszy przed nim ściągnął kaptur, skrzy.
tował ramiona i spytał: "Co każe mi uczynić Pan mój, Jezus
Chrystu
"? Odrzekł brat }[aciej: "Tak bratu Sylwestrowi, j łk
i siostrze Klarze wraz z innemi siostrami, odpowiedział Cbr
'stus
i objawił, te wolą jego jest, byś chadzał po świecie i kazał.
gdy t wybrał ciebie nietylko gwoH tobie, lecz takte dl:\ zbawie.
nia innych". Usłyszawszy tę odpowiedź i poznawszy z niej wolę
Jezu3a Chrystusa, święty Franciszek powstał z największym za-
pałem i rzekł: "Chodźmy w imię bote". Wziął za towarzysza
brata Macieja i brata Anioła, ludzi świętych. Idąc w ducha
rozpędzie. nie dbając o drogę ni ścietkę, doszli do grodu pewne-
go, który się zwie Sawurniano. I zaczął święty Franciszek
kazać. Najpierw jaskółkom, które świegot ały
rozkaz!\ł się uci-
szyć, póki nie skończy kazania. I usłuchały jaskółki. A kazał
z taką tarliwością,
e W"ł5Z
.scy mę
czyzni i kobiety tego grodu
chcieli w pobo
ności iść za nim i gród ten opuścić. Atoli święty
Franciszek nie pozwolił, mówiąc im: "Nie spieszcie się i nie
odchodźcie; a ja powiem wam, co dla zbawienia dusz waszych
czynić macie". \V ówczas umyślił załotyć Zakon Trzeci dla
zbawienia powszechnego. I zostą.wił ich wielce pocieszonych
i do pokuty gotowych, i odszedł. I przybył w. okolicę między
Caunaio a Bevagno. Idąc z zapałem tym dalej, podniósł oczy
i ujrzał drzew kilka obok drogi, a na nich mnóstwo nieskoń-
czone ptaków. \Vięc dziwił się święty Franciszek i rzekł do
towarzyszy: "Czekajcie mnie tu Da drodze, pójdę kazać do
mojej braci ptaków". \Vszedł na polo i tu zaczął kazać do pta.
ków, które siedziały na ziemi. I wnet te, które były na drze-
wach, zleciały ku niemu i wszystkie siedziały nieruchomo, póki
święty Franciszek nie skończył kazania. Równiet i potem od-
leciały nie prędzej, at im udzielił błogosławieństwa swego. Wedle
tego, co opowiartał później brat Maciej i brat Jakób z l\łassr,
święty Franciszek chodził pośród nich, dot
?kając ich suknill,
lecz taden się nie ruszył. Treść kazania świętego franciszka
była taka:
- Ptaszki, braciszki moje
bądźcie bardzo wdzięczne Bogu,
Stwórcy swemu. Zawsze i Da każdem miejscu winniście go
chwalić, bowiem pozwolił wam swobodnie latać wszędzie i tlał
wam odzienie podwójne i potrójne. I przeto jeszcze, te zacho
wał wasz rodzaj warce Noego, by nie ubJło rodzaju waszego.
>>>
30
Bądżcie
mu równie:t wdzięaznę za
ywioł powietrzny, który
wam przeznaczył. Nadto, ni. liejlgie i nie
niecie, a Bóg was tywi
i daje wam rzeki i
ródła do picia; tiaje wam góry i doliny dla.
schrony i drzewa wysokie do budowania gniazd waszych. A cho.
ciaż nie umiecie prząść ani szyć, Bóg was odziewa i dziatki
wasze, więc kocha was bardzo wasz Stwórca, skoro wam tyle
zsyła dobrodziejstw; strzetcie się, brl\cia moi, grzechu niewdzięczno-
ści i starajde się zawsze chwalić Pana Boga". Kiedy święty
Franciszek mówił te słowa, wszystkie ptaki zaczęły otwierać
dziob
T i wyciągać szyje, i skrzydła rozwijać, i z czcią schyJały
głowy aż do ziemi, okazując rucha-mi i ćwierkaniem, te ojciec
święty sprawia im rozkosz wielką. A święty Franciszek wraz
z niemi cieszył się i radował; dziwił się wielce takiemu ptaków
mnóstwu, ich rozmaitej piękności, ich uwadze i oswojeniu. Przeto
pobo
nie chwalił w nich Stwórcę. Wreszcie, skotJ.czywszy ka-
zanie, święty Franciszek uczynił nad niemi znak krzy
a i pozwo-
lił im odlecieć. Wówczas wszystkie ptaki wzbiły się w po-
wietrze wśród cudnych śpiewów. Potem wedle znaku krzy ta,
który uczynił święty Franciszek, rozdzieliły się na cztery części:
jedna poleciała na wschód. druga na zachód, trzecia na południe,
a czwarta na północ, a każdy rój leciał, śpiewając śpiew
. cudne.
'Vyratały tern,
e jak święty Franciszek, chorąży krzy
a Chry-
stusowego, kazał do nich i uczynił nad niemi znak krzyża, wedle
którego rozleciały się na cztery świata strony, tak te
kazani('
o krzyżu. który Chrystus odnowił dla świętego Franciszka, ma.
roznieść się przezeń i przez braci po świecie całym. A bracia
ci, podobni ptakom, nie mają nic na tym świecie, coby swojem
zwać mogli, i jeno Opatrznoici Boskiej powierzyli swe tycie.
Przekład Leopolda Staffa.
Objaśnienia: ";U'. Franci.
ek z A.sy!u, właściwie Giovanni Bemardone,
ur. w mieście wło8kiem ASeizi 1182 r., zmarł 1226. Młody lekkomyślny świato-
wiec, gdy w 25-tym roku łycia powr6cił do zdrowia po ciętkiej chorobie, kt6rej
się nabawił w czasie wyprawy przeciwko Perudtji, rozdAł cale mienie ubogim i po-
czął słu
yć bliźnim, opiekując się trędowatymi. Otf'ąmaw8zy od przełofonego Be-
nedyktyn6w na g6rze Subisco cząstkę gruntów (Porcjunkulę) wraz ze zrujnowanym
kościołkiem, o
iadł tutaj i zaJo!ył zakon BW. Francigzka Braci Mniejszych czyli
Minoryt6w. Papie! Grzegorz IX (1227 - 12-11) zaliczył go w poczet świętych.
Około postaci 8więtego oplotły się najcudniejsze legendy, które złotyły 'Jię na
zbi6r, zwany "Ku;iatkami św. Franei8
ka". Przerobione z łaciny na włoilki w XIVw.,
stanowią one jeden z najcelniejszych zabytk6w prozy 8tarowłoskiej.--$LCięta Klara
(1194 - 1253) opuściła potajemnie dom rodziciel..ki i za namową 8W. Franciszka
w8tąpiła do klasztorn Benedyktynek, nutępni" zaś załotyJa pierwflzy zakon Fran-
ci8zkanek, znany we Francji pod nazwą KlarYflek.-Do sakonu tr
eciego, Tercja-
rzy IW. Franciuka, oale!eli członkowie iwieccYJ kt6rzy, nie składając 'łubów uro-
>>>
Hl
cZYl!!tych, obowiązani byli do pełoieuia piwnych przep
6w tycia religijnego, ooma.
wiania pewnych modlitw, tlu!enia interC:liom zakonu.
Ze "ZłoteJ legendy" błogosławionego Jakóba
de Voraglne.
Swięty Jan, który mieszkał w Efezie at do późnej starości,
stał się tak słaby, te uczniowie jego musieli go nieść do kościo-
ła, i mógł ledwo otwierać usta; lecz co chwila powtarzał jedno
i to samo zdanie: "Dzieci moje, miłujcie się wzajem!" Otót pe
wnego dnia wierni, którzy byli przy nim, dziwując się,
e po-
wtarza zawsze to samo, spytali go o przyczynę. I święty od-
rzekł im: "Bo jest to wielkie przykazanie Pana; i jeśli się to je-
dyne stosuje, to wystarczy."
Przekład L. Staffa.
Obja
nlenła: ,.Zlota legenda albo dzieje lombardzkie. u-gendy o SWlę-
tych, zebrane przez brata. Jak6ba de Voragine, rodem z \;enui, członka zakonu
braci Kaznodzi('j"'. K",iąikę napi
al Jak6b ur. 112g r. w miasteczku Viraggio pod
Genu
, dominikanin, zmarły w 1298 r. na stanowisku arcybiskupa Genui. Ksią!ka
uwiera Da w
zystkie dni roku rOlpamiętywania !ywot6w odpowiednich świętych, po
dziś rlzień popularna, czytana i kochana, jak "Kwiatki św. FranciEzka". - Blo-
gOlllaldony, nitiolzy
topi('ń 8więtE'go, świątobliwie zmarły. - Św. Jan Apostoł,
autor czwartej Ewangelji, pochorlził z Betsaidy nad jeziorem Genezaret w Galilei,
z rodziny rybackiej; byl najpierw uczniem Jana Chrzciciela, później nale!al do
ukochanych uczni(,w Chrystusa. Przed r. 70 po Chrystusie opu
cił Jerozolimę
i przeni6
ł się do Efezu w Azji
fniej
zej. Zesłany na wygnanie na akalistą wyspę
PatmOd na morzu Egejskiem, tam spisał swoją "Apokalipsę" czyli "Objawienia"
o przYEzłości Kośeioła ChrystU.8owego. Po powrocie do Efezu prowadził dalej pracę
apostolskf!, tu prawdopodobnie napi
.ł Ewangclję i listy. Zmarł około r. 100.
BarW8 pOlska 1 orzeł polski.
\Yiemy W"sz
'scy, te godłem herbowem polskienl jest Orzeł
biały z koroną na głowie, lecz, jeżeli chodzi o wyobra
enie tego
godła plastycznie, powstają tak nieheraldyczne jego kształty. te
nieznajomość iest rażąca.
Przystępując do właściwego tematu, trzeba dla lepszego
zrozumienia przywieść na pamięć zasadnicze prawidła heraldy-
ki, ktore obowi
zują i zmienianemi ani odmienianemi być nie
mogą. Znaki i
odła herbowe w
'ra
ano w tak zwanych tynk-
turach heraldycznych. to jest barwach, którflmi są: naprzód dwa
metale: złoto i srebro, cz)?Ii barwa
ólta i biała, i (;ztery harwy:
czerwień. lazur. zieleń i czerń. Te ty l ko zasadniczf:" tynktury
zna heraldyka i temi się posługuje. Nie istniały więc i nie ist-
nieją w heraldyce
adne półtonowe barwy, nie istnieje więc
a-
>>>
32
den kolor rótowy. amarantowy, cytrynowy i t. p. Prawidło.
wość tynktury herald
"cznej musi b
?ć przy wyobrateniu barw-
nem herbu zachowana i to tyJko w tonach pełnych.
Znak i godło herbowe jest wtedy dopiero ściśle herbem,
gdy umieszczone jest na tarczy herbowej. czyli, ogólnie mówhlc,
w p o l u herbowem, to jest w ściśle zakreślonem miejscu. To
pole herbowe - właściwie tarcza herbowa, ma równiet swoją bar-
wę. W stosunku barwy godła i tarczy heraldyka przestrzega
zasady, teby nie znajdował się metal na metalu lub barwa na
barwie, lecz tylko metal na. barwie i odwrotnie, barwa na me-
talu. Znaczy to. te godło herbowe złote (tółte) nie mot e być
na tarczy srebrnej (białej). lecz tylko na. tarczy o barwie jednej
z czterech zasadniczych barw, więc na tarczy niebieskiej, czer-
wonej. zielonej lub czarnej_ Równiet nie mote b
'ć godło czer-
wone (to jest farba) umieszczone na tarczy np. czarnej czy zie-
lonej lub niebieskiej. tylko jedynie na metalu, t j. na tółtej
barwie lub białej.
Ta mała ilość barw (w ogólnej ilości), jakiemi heraldyka
się posługuje, tłumaczy nam, dlaczego herby rodów i państw
rótnych utywają tych samych barw, i dlaczego np. na cho-
rągwiach r6:tnych państw nie jest wszystko jedno, w jakim po
rządku, w jakiem ułoteniu i w jakiej ilości te barwy następują.
Zwracać jeszcze trzeba uwagę na to, jak określa heraldyka stro-
nę prawą i lewą katdego herbu, poniewat w tej sprawie są nie-
porozumienia. Heraldyka, mówiąc np. o stronie prawej tarczy
lub herbu, bierze zawsze tę tarczę czy herb jako p o d m i o t,
a nie ze stanowiska patrzącego na tarczę czy herb. Prawa stro-
na tarczy herbowej jest więc po lewej ręce od patrzącego na
nią. Jeteli heraldyka określa, te orzeł w berbie polskim ma
głowę, zwr6;oną w prawo, to od patrzącego głowa ta zwrócona
będzie w stronę lewej ręki patrzącego-a w prawą stronę orła
jako podmiotu. To nieodrótnianie strony prawej i lewej w po-
jęciu heraldycznem sprawia, te widzimy często orła polskiego,
któremu heraldyka przepisuje zwrot głowy w prawo (jako pod-
miotu), ze zwróconą głową w prawo, lecz ze stanowiska patrzq-
cego, t. j. po jego prawej ręce. Taki orzeł heraldyczny polski
jest mylnie przedstawiony, poniewat ten zwrot głowy w stronę
prawej ręki patrzącego na herb jest heraldycznie zwrotem
w lewo.
N a jednej tarczy herbowej mote być albo jedno godło her-
bowe, lub dwa i więcej. Jeżeli jest więcej godeł herbowych,
w takim razie tarcza dzieli się na części czyli pola, i w katdem
>>>
"
- 33
t5kicm polu jest umieszczone godło. Pola tarczy herbowej ma.
ją swój szereg, t. j. l-sze,
gie, 3 cie i t. d., i w tym porządku
liczbowym pierwsze pole jest zaszczytniejsze nit drugi l', drugie
niż trzecie i t. d. Jeteli więc na tarczy herbowej mają być dwa
godła herbowe od.1zielne, to tarcza dzieli się na dwa pola ąlbo
poziome, albo pionowe. W pierwszym w
'padku pole poziome
górne jest pierwsze, a pole dolne drugiej w drugim wypadku
(jeżeli są dwa pola pionowe) pierwsze miejsce jest po stronie
prawej heraldycznie, drugie po stronie lewej. Podobne zasady
obowiązują tak
e, jeżeli na tarczy ma być cztery lub więcej godeł
umieszczon
?ch.
H
raldy ka ma swój sposób graficznego oznaczania barw
czyli tynktur ł1eraldycznych, je
eli tych kolorów dla jakichś wzglę.
dów-np. w druku jednobar",'nym, w rzeźbie utyć nie mo
na.
Srebro czyli tynktura biała Oznacza się tłem białem, złoto czyli
ba.rwa
óha ma tło białe z kropkami; tynktura czerwieni ozna-
cza się 8zrafowalliem kresek równoległych pionowych; tynktura
lazurowa - kreskami rówIloległemi poziomem i, czerń oznacza się
kratkami, a tynktura zielona - szrafowaniem linij równoległych,
ukośnie połotonych od strony praw
j heraldycznie ku lewej.
W zastosowaniu praktycznem graficznego oznaczenia barw
herbu polskiego wskatemy na przykład obecnych znaczków po-
cztowych polskich. Widzimy na niektórych Orła polskiego na
tle, szrafowanem równoległemi kreskami poziomemi. Ka
dy herb
na takiem tle czyli polu odczytuje heraldyk jako umieszczony
na polu niebieskiem. Ponieważ Orzeł polski ma być na polu czer-
wonem, przeto graficznie powinno to pole być szrafowane rów-
noleglemi kreskami pionowemi. Na markaC'h polskich czy wogóle
na znaczkach tego rodzaju, na których projektujący artyści
t1mieszczaj
ł Orła polskiego, powinno być pole Orła znaczone
kreskami pionowemi (barwa czerwona), a nie poziomemi, które
oznaczają barwę niebieską, jeteli jut to pole herbowe artysta
kreskowanem tłem w
pełnia. Linje pionowe nie zmienią efektu
plastycznego rysunku, a będą w zgodności z zasadami herald
'-
ki i świadczyć będą o umiejętnem i powatnem zajęciu się na-
wet w takich sprawach, jak znaczki pocztowe polskie.
Godłem hel bowem Polski jest orzeł srebrny czyli biały
z rozpostartemi w bok skrzydłami; glowa orła zwrócona w pra.
wo, na jego głowie osadzona złota (tóha) korona, orzeł więc jest
ukoronowany._ Dziób i szpony orła tółte.
W wyobrateniach Orła polskiego, jakie cz
sto spotykamy,
znajdują eię przedewszY8tkiem dwa fałsze. Jeden to zwrot gło-
tycie pol5kle. 3
.
>>>
34 -
.
wy zamiast w praw:! stronę ł1e.rahJyczną, w strol1ł
leweh drugi
to ten mylny szczegół,
e koronę orła widzimy luźnie umie
szczoną n a d jego głowi!, zamiast -jak być powinno-8pocz
. wa-
jącą na głowie. Luźnie umieszczona korona nad glową orła sta-
nowiłaby według 'zasad heraldyki d r u g i e obok postaci orła go.
dło herbowe, a takiego drugi£'go godła w herbie polsk
m ni(ma.
Orzeł jako godło herbowe Polski ,.ojawia się po raz pierw-
szy na pieczęci Leszka Biał£'go, księcia sandomierskiego i kra
kowskiego. Pieczęć tę znamy z dokumentu z r. 1228, przywie-
szoną doń przez wdowę - k8ię
nę Grzymisławę. Leszek Biały
umarł w r. 1:d21, księstwo krakowskie odz
-skał w r. 1202, więc
pieczęć jego z orłem powstała przed f. 1227, a najwcze
niej po
roku- 1202. Orzeł herbowy księstwa krakowskiego za czasów
Leszka Białego nie ma na głowie korony. Orła polskiego z koroną
na głowie widzimy dopiero na grobowcu Piastowica: Henryka II Po-
bo
nego (t
241), księcia śląskiego i krakowskiego, zllajdując
"m
się w kościele św. Krzyża we 'Vrocławiu, a pochodząc;ym z pierw-
szej połowy XIII wieku. Korona na głowie orła w tarczy herbowej
HenrJka Pobotnego była godłem jedności i udzielności pań-
stwa polskiego. Konsolidowanie dzielnic polskich poczęło się od
czasów tego księcia, a dokonało następnie za Przemysła wa i fJokietka.
Urzeł z koroną na. głowie jest też na pieczęci Przem
'8ława
z r. 1290-więc przed jego koronacją na króla. Na pieczęci tej
wyra
ony jest ksiątę z mitrą ksią
ęcą na głowie, w prawej rę-
ce trzyma proporzec z orłem ukoronowan
'm, w lewej tarczę
również z orłem ukoronowanym, zwróconym
łową w prawo.
Taki sam proporzec i tarczę z orłem ukoronowanym widzimy
takt e na pieczęci \,"ład., sława Łokietka, jako jeszeze k s i ę -c ia
krakowskiego. Już więc na pieczęchich ksią
ąt krakowskich
znajduje się ,orzeł z koroną na głowie, zatem korona ta nie ozna.
czała władzy królewskiej, lecz skonsolidowane Państwo Polskie.
To godło herbowe Polflki zjednoczonej i suwerennej, a pierwo-
tne godło herbowe księstwa krakowski£'go, orzeł z koroną na
głowie, było od połowy XIII wieku zawsze herbem państwa pol-
skiego. \V późniejszych epokach mają pieczęcie królewskie z tern
godłem herbowem na znak władzy królewskiej jeszcze koronę
królewską na szczycie tarczy. To jest powszechna reguła, i tak
przedstawia katde państwo o formie rządu monarchicznej 8WÓj
herb państwowy.
Skądte wiemy o barwach herbu polskiego? Wyobratenia
herbu na pieczęciach nie wykazujł} tych barw. Mamy je jednak
wyra ton e w herbie polskim na sarkofagu Henryka Pobotnego.
,
>>>
:ł5
.
arkofag b
'ł polichromowany, i herby na nim były równie1. tynktu-
rami heraldyczne mi ozńaczone. Wśród nich herb polski ma orła
białego na czerwonej tarczy, i \\ t
?ch koloraeh opisał go te
Długosz.
W sposobie wyobratenia herbu polskiego musi b
'ć zacho-.
wany ten wzgląd, że orzeł ma w
'pcłniać całą tarczQ herbową.
Niewłaściwe jest" ięc umieszczanie orła Da środku tylko tarc7.Y
z du
em wolnem polem naokoło niego.
Tareza. herbowa jest przeznaczona t y l k o na godło herbo-
we, nie mogą te
być lla niej umieszczane napisy ani władz pań-
stwowych, ani instytucji.
Na proporcu czyli chorągwi ułożenie Orła białego tak w sto-
sunku do całej płachty czyli pola, jak i w stosunku do rat y-
szcza (drzewa chorągwi) podlega przepisom, przyjętym i zachowa-
nym przez heraidy kę. Postać Orła białego ma b
'ć wyrafona na
całej wielkości płachty, dochodząc prawie do skrajów pola (płach-
ty). Druga reguła określa stosunek godła herbowego do drzew-
ca chorągwi. Przepisuje ona, że godło berbowe, o ile jest figu-
ralne i nie ułożone nawprost, musi byc zwrócone do drzew-
ca chorągwi. Orzeł więc biały na chorągwi polskiej, który w uło-
teniu swojem jest nawprost ze zwróconą głową w prawo, musi
micć ten zwrot głowy ku ratyszczowi czyli drzewcu chorągwi.
.Jeteli więc na chorągwi polskiej godło herbowe (Orzeł biał
') bę-
dzie umieszczony na obu stronach płachty, w takim razie w m
'śl
obowiązującego przepisu heraldyki Orzeł po jedne] stronie płach-
ty musi być głową zwrócony do ratyszcza. Będzie więc z jednej
strony ten orzeł miał głowę zwróconE! w prawo heraldycznie,
a z drugiej strony w lewo.
Chorągiew polska o barwach narodo\t ych, a zarazem pań
stwowych, jest biało-czerwona. Barwy te: biała i czerwona są
tynkturami herbu polskiego, t. j. białego orła i czerwonej tarczy.
Orzeł biały jest godlem herbowem, więc główn
Tm znakiem (te-
matcm) herbu polskiego. Barwa zatem biała jest barwą głów-
ną, pierwszą. Czerwona barwa, oznaczająca tynkturę tarczy,
jest drugą w porządku barwą herbu polskiego. Dlatego w two-
rzeniu chorągwi polskiej o tyukturach heraldycznych herbu mu-
si być zachowane najściślej i jedynie następstwo porządkowe
farb: barwa biała musi być na pierwszem J czerwona na drugiem
miejscu wyratona. Płachta chorągiewna o tych barwach heral-
d
'cznych za
tępuje tarczę herbową z jej godłem. Na takiej 2aś
tarczy, n,ł\ której godło zastqpione jest jego t
?nkturą herald
?cz.
n2ł, musi nastąpić wyodrębnienie głównego tematu od barwy, na
której on się znajduje, czyli tarczy-t. j. płachta chofłlgiewna
...
>>>
:it) -
...
.
,
podzielona być musi na 2 pola czyli strefy, i w tym podziale
pierwsze miejsce zajmie tynktura orła, t. j. barwa biała, a w dru-
giem tynktura tarczy czyli barwa czerwona. Podział na dwie
.
części czyli strefy
chorągwi polskiej został przeprowadzony
w kierunku poziomym w stosunku do pionowo .ustawionego drzew
- ca chorągwi. Przy takim poziomym podziale tarczy na dwa pola
reguła heraldyczna - jak wiemy - przyjmuje pole g6rne za pole
pierwsze, dostojniejsze, a pole dolne za pole drugie w porządku.
Na polu górnem chorągwi polskiej, jako na miejscu pierwszem
musi więc być barwa b i a ł a, a na drugiem-ł dolnem- barwa
c z e r won a.
Ten porządek kolorów musi być zachowany i na innych
ozna.kach barwy n8rodowej polskiej: na opaskach, szarfach, ko-
kardkach. Kokarda narodowa powinna mieć środek (serce) bia-
ły, otoczony drugą dolną tynkturą, t. j. kolorem czerwonym.
Adam Chmiel.
ObJa
nlenla: Godlo, znak, herb, znak ryeerski, szlachecki, odr6łnia-
jący pewną rodzinę od innych rodzin, miasto od innych miast. państwo od innych
państw. Nauka o herbach nazywa I'ię heraldyką. - S
rafiroICat}, szrafow&ć,
cieniować kreskami. - Skonsolidowane, zespolone, zjednoczone. - Polichro-
mowany z gr., wielobarwny, pokryty barwami.
Godło Polski.
'Vszelk
\ wielka idea szuka swego symbolu - jakiegoś wi-
domego znaku, który by ją zaraz każdemu przypomni aJ, a przez
to ją gruntował, utrwalał i szerzył.
Duch narodu tąda takiego symbolu.
Nasz n.ąjgłębszy ideał czy t nie ma swego wyraźnego, zu-
pelnie dokładnego s
mbolu?
Orzeł biał
?! nie podły drapietca, lecz rycerz pokoju bez
skazy i plamy, bezprawia wróg, bojownik sluszności i prawa.
Orzeł b i a ł y - czy zajrzał kiedy innym wolności i ziemi?
Skrzydłami, nie szponami, p.odbijał Litwę, Pomorzc, Jnflanty,
Węgry i Czech
, swą szlachetnością białą ku sobie pociągał.
lor ł e m ma pozostać białym, nie gołębiem. Albowiem
gołąb sępów nie zwalczy, a podłość i drapiestwo są uzbrojone
od stóp do głów...
Szczególny to zaiste traf, tc' przypadkowy herb państwa
stać się mote tak dokładnym symbolem ducha narodu, jego naj-
głębszego ideału: szlachetności, sprzętonej z tężyzną!
Więc wlejmy w ten znak nasz wielki ideał. Zróbmy z ber-
bu państwa - herb ducha narodu! I niech ten .herb obywatel
polski nosi w swem sercu.
>>>
...
37
Niech inłodzież ukocha ten. s).mbol, niech podniesie ku
niemu serca swe młode, aby te serca w stal zahartował szla-
chetną, aby z tfch serc zbudował sobie gniazdo rycerskie.
Niech młodziet podniesie ku niemu ramiona swe młode,
by je nauczył dźwigać Ojczyznę - wysoko, społem i karnie,
by je zaprawił do pracy wytrwałej-do pługa, młota i miecza,
by je zamienił w łuki, napięte do czynu i sprawne!
...
Według A. Dobrou.olskiego.
.
Władysław Łokietek.
J ut noc swe smutne rozpostarła cienie,
Gwar tylko słychać wojennego ludu,
Tu, owdzie, ognisk rozdęte płomienie,
Przy nich w spoczynku z długich walek trudu
Wsparci na tarczach wojownicy stali
I o przypadkach bitwy rozmawiali.
Niekiedy księżyc, wychodzłlc z obłoków,
Okropnej bitwy ukazywał ciosy,
W równinach Płowców i w głębi potoków
Krzytackif'h trupów niezliczone stosy,
letące konie, zabite rycerze
I połamane hełmy i pancerze.
Lokietek szczupły, lecz wytrwały w bojach
W dniu tym prowa.iził szyki natarcz
Twe,
A chcąc na chwilę wypocząć po znojach,
Zdjął hełm i czoło ukazał sędziwe:
Skrwawione ręce obmył w zdroju CZY8t
'm
I tuż pod dębem usia.dł rozłotystym.
-
\. A mierząc okiem smutne bojowisko,
"Patrz, Kazimierzu! - zawołał na srna, -
Patrzaj na wojen srogie widowisko,
Skąd nieludności i pustyń przyczyna:
Ścięte w dniu jednym zaległo tę ziemię
Tysiąca. matek nieBzczęśliw
'ch plemię.
Przeciet wieść boje b)'ło mym udziałem,
Zasłaniać w8zędy t
krainę biedną!
Potrzykroć z króla tułaczem zostałem,
>>>
:J
-
..
A chocicm ducha pań9twa złilczył w jedno,
Choć siedmdziesiąt lat wiek jut domierza,
Nie zdjąłem jeszcze twardego pancerza.
Taki los Polski: tu Krzytaków szyki,
Tam Litwa niszczy i jeńców zabiera;
Tu Ruś zdradliwa, tam Tatarzyn dziki
Po włościach naszych mordy rozpościera:
Z niechętnym dzisiaj kshltęciem północy
W powinowactwie szukajmy pomocy.
Litewskim ludem władaj
cy ksi:rtę,
Stary Gedymin ma córkę nadobną;
Z tą ślub twój niechaj dwa narody wiąże.
Ani skarbami, ni szaty ozdobną
Ujrzysz ją synu: przyniesie ci więcej:
Pojmanych więźniów trzydzieści tysiQcy".
Skłania się książę, i wkrótce posłowie
Stawią księtniczkę w domu królewicza
W sobolich szatach., z perłami na głowie,
Rotą, rumianą i gładkiego lica.
Schyleniem głowy męża najprzód wita,
Dziwi się gmachom i o wszystko pyta.
......
,
Przy samym ślubie i oddaniu ręki
Wkoło litewscy stali wojo'\ nicy:
Na barkach rysie rozdarte paszczęki
Lwów srogich powierzch zdobiły przyłbicy;
Wąs zawiesisty, wzrok ogniem się tarz
,
Obok powagi łagodność na twarzy.
Weselnym godom przydali najwi
cej
W śnietnym ubierze z kwiecistemi splety
Przez Gedymina powróceni jelicy,
Starcy, mętowie, dzieci i kobiety;
Ci, widząc kraj swój po długich cierpieniach,
Radość swą w tkliwych wyr8tali pieniach.
Lokietek tak się do ludu odzywa:
"Złamany wiekiem, trudami i wojny;
Synu mój, tobie ta ręka sędziwa
Zda wkrótce berło i kraj ten spokojny.
Jam musiał walczyć, ty korzystaj z bOJu
I spraw, by Polska
akwit1a w pokoju.
"
>>>
39
Po tylu walkach krew, co jeszcze płynie,
Nicch wsiąknie w ziemię, jeńce, com ci wrócił,
Niech zaludniają bezdomne pustynie,
Niech pług naprawia, co orę
wywrócił,
Wznoś gmachy, utwierdź kraj święttmi prawy
I w szczęściu Polski szukaj tylko sławy".
Juljan vrsyn - ...Viemcewicz (1757 -1841).
ObJaśnienia: \Valek = walk. - Zabite rycerze, biernik staropolski,
dziś: ubity"h rycerzy. - Bojowi8/W = pobojowisko. - Rysie (domyśl. sk6ry). -
Pa8'cz
ki lwól/) srogich, zam. zwierząt firogieh - Przydali (dom. ozdoby, 8wie-
tnwci, radoici). - Splt:ty 81'loty. JulJan Cr"yn Niemcewicz, pOBeł inflan-
cki na sejm czteroletni, wybitny m6wl'.p., towarzysz i powiernik Ko:iciuszki, pi-
sarz, poeta. Utw6r, [podany tutaj, wyjęty jest ze zbiol)l "Śpiew6w historycz-
nych" (1818).
.
o dawnych -rękopisach.
.
Wiadomo, że przed w}?nalezieniem druku prace naukowe
rozpowszechniano jedynie za. pomocą przepisywania, i te wielu
zakonnikó\\, a głównie Bcned
' ktyni od czasu załotenia ich re-
guły w pierwszej połowic VI wieku zajmowali się tą czynnością.
Im najbardziej też zawdzięczamy przechowanie wielu ważn
.ch
dzieł
odległej 8taro
ytności. Reguła Benedyktynów wkładała na
nich między inncmi obowiązek starannego przepisywania biblji
i dziel liturgicznycb, które z czasem zacz
U przyozdabiać mi-
njaturami, jako "pracę miłą Panu Bogu".
Przy niektórych znaczniejszych klasztorach zakollnic
' ci
pozakładali nawet szkoły i przyjmowali młodzie
w celu przy-
sposabiania jej wyłącznie do tego rodzaju pracy, a mianowicie
do pięknego pisania, malowania, V\ yrabiania pergaminu i wreszcie
do oprawiania dzieł. Tet same nauki pobierali i nowicjusze
zakonni, a ciągłe zapoznawanie się ich z mistrzami staro
ytności
i późniejszymi mędrcami oraz doktorami Kościoła rozwinęło
w owych zgromadzeniac:h zamiłowanic nauk. Powstawały więc
v nich coraz nowe szkoły, zakwitła cywilizacja. która wyrosła na
przechowanych szczątkach klaS
.czneJ Jiteratury. Oświata miała
tam niezaprzeczenie główne swe ognisko, z którego, poczynając
jut od VIII i IX W. , zaczęła się rozszerzać. po Europie, urzą-
dzającej się właśnie po kilkowiekowym chaosie, w jaki ją po-
grą
yły wędrówki ludów i niszczący wszystko ich pochód,
a wreszcie i salU upadek zachodniego państwa Rz
'mskiego.
Od VI w. widzimy Benedykt
?llÓW, zwożących do sw;ych
klasztoró\\ starotytne rękopisy, rozrzuc Jne po rótn
ch zakąt-
""
...
>>>
..
..
40 -
kach Europy i Azji; tworzą z nich liczne bibljoteki, budz
l z le-
targu tycie umysłowe, wychowują młode pokolenia i tym sposo-
bem r-ozsiewaj1 promienie świt1.tła na wszystki
strony.
Taki jest Pocztltek sławy naukowej Benedyktynów; którą
się słusznie po dziś dzień szczycą. Zawdzięczaj
, ją głównie re-
gule, nakazujllcej im czytanie prac naukowych, zakładanie bibljo.'
tek, przepisywanie wainiejszych dzieł, ozdabianie "ich minjatu-
rami i t. p. zajęcia umysłowe. Z rozwojem instytucji nauko-
wych, z pomno
eniem się z tego powodu zapotrzebowań ksiąg
pisanych nastąpić musiał podział rótnorodn
'ch czynności. Kiedy
starsi i uczelisi rozpatrywali i wybierali starotytne zabytki pi.
śmifmnictwa lub je komentowali, czy tet oddawali s:ę studjom,
głównie teolo
icznym, - młodzie
zakonna przepisywała sta.ran-
nie manuskrypty, zdolniejsi do malarstwą przyozdabiali je ma-
lowidłami, inni zaś oprawiali.
Mozolną pracą przepisywania zajmowały się równiet i za-
konnice w swych klasztorach, a chociat mała tylko liczba ręko-
pisów, przez nie sporządzonych, się przechowała, jeduaktc fakt
sam przepisywania przez nie, a nawet malowania, nie ulega
wątpliwości; niektóre doszły do pewnej doskonałości w tej sztuce.
Najwcześniejsze ślady, świadcrące o tego rodzaju pracy zakon-
nic, znajdujemy w rozporządzeniach biskupa Cezara z Arles
(um. 542) dla załotonego przezeń klasztoru, w którym ksienią
była jego siostra. Czytamy tam mianowicie, co następuje:
uW przerwach między pieniem psalmów, postami i czytaniem
modlitw niech siostry w Chrystuiie przepisują księgi święte pod
przewodnictwem samej ksieni."
W XII w. częściej napotykamy imiona zakonnic, trudnią-
cych się przepisywaniem ksiąg. Siostra Herada, ksieni klasztoru
Hohenburg w Alzacji, w roku 1195 napisała między wielu innemi
dziełami dla swego klasztoru "Hortu8 deliciarum" -czyli ,.Ogród
rozkoszy". Dzieło to stanowiło rodzaj wielkiej
ncyklopedji
i zawierało wyciągi z Pisma świętego, z wszystkich ewangelij,
zdania teologiczne z prac najsłynniejszych ojców Kościoh\
i innych pisarzów religijnych, dalej llerada zamieściła, rozprawy
astronomiczne. geograficzne, filozoficzne, ustępy z mit'ologii eta-
rotytnej, z historji powszechnej, tr&ktaty z wszystkich nieomal
wiadomości, a dla objaśnienia lepszego różnych przedmiotów
przyozdobiła artystycznie prac
tę rysunkami i minjaturami.
W przedmowie Herada, kló,a wybornie władała językiom Ja
cińskim, tak tę swoją pracę określa: "Tę księgę pod tytułem
"Ogród rozkoszy" z natchnienia BoteJ
o zebralam jak pszczółka
>>>
- 41
z ró1nych kwiatów świętych i filozoficznych piem i złączyłam
w jeden jakby pIastr miodu na chwałę i cześć Chrystusa i z mi-
łości ku wam."
Obszerna ta encyklopedja- składała się z 32-1 kart perga-
minowych in folio i była ozdobą bibljoteki w Strasburgu przez
kilka wieków, to jest at do roku 1870, w którym podczas bom-
bardowania Strasburga. przez Niemców spalona została wraz
z innemi bogatemi zbiorami naukowemi.
Pilna bardzo i zręczna w przepisywaniu była równie!
w owym czasie siostra Leukardja w
Iallerstorf, która, znając
dokładnie gret'ki, łaciński i niemiecki, wzbogaciła bibljotekę
klasztoru licznemi dziełami w tych językach. W bibljotece św.
Bartłomieja w Frankfurcie nad Menem zna,jduje się rękopis
z XIII w., bardzo art
.st
'cznie pisany i malowany na pięknym
pergaminie. Na jednej z kart umieszczony jeit w złoconej i mi-
sternie wykonanej literze O portret kobiety z napieem: "Tę
kaiątktt pisała i malowąła Guda grzesznica". W późniejszych
wiekach kroniki rzadziej wspominają o podobnyeh zakonnicach.
Niektórzy utalentowani biskupi i arcybiskupi francuscy
i angieIscr równiet zajmowali się kopjowaniem i iluminowaniem
dzieł treści religijnej, rprzepisuj
lc często własną ręką biblje lub
mszały dla uprzywilejowanego jakiego kościoła swej djecezji.
Poniewa.t rozpowszechnianie ksiąg w ten sposób było na-
der mozolne i kosztowne, a więc rzadko dla kogo, a szczegól-
niej dla ucz
lcej się rnłodziety przystępne, aby temu poczęści
zaradzić, zaczęli uczeni i studenci podejmować się także prze-
pisywania, wskutek czego powstała. z czasem klasa pisarzy
świeckich, piszących za wynagrodzeniem. Oni to przewatnie
zaopa.trywali
ibljoteki prywatne w dzieła rótnej treści.
Trudniących się przepiaywaniem zwano z\V
?kle "scriptor",
u 8cr iba", albo "notariui:ł". Pisma ic-h poprawiali oddzielni ko-
rektorowie i rubrykatorowie, kładąc na końcu dzieła jako do-
wód przejrzenia go wyraz "emendavi" (poprawiłem) lub "con-
tuli" (porównałem, domyślne: z oryginałem). Minjaturzystów na-
zywa.no "illuminatores", "miniatores" lub "ornatores". Skromne
zaś cele klasztorne, gdzie podobna praca się odbywała, nosiły
nazwę "scriptorium". Na rł-kopieach pisarze prawie zawsze
kładli swe nazwiska I oznaczeniem miejsca pob
'tu, zw
'kle na
kOI\cu księgi, czasem i " środku przy zamknięciu któregokol-
wiek rozdziału, rzadziej zał na początku dzieła, a to 'v tych
słowach: "Exp1icit hoc Oput
(hic liber) per me".. "fini (\,i)
hoC' opus", "finitum eBt per me".,. Na obrazkach przeciwnie,
. ..
"
\
.
jł
.
>>>
42
..
bardzo rzadko napotykamy nazwisko lub monogram iluminato-
rów. Trudno też odgadnąć, czy rękopis ozdabiał sam przepisu-
jący, bo zdarzało się nieraz, te, ćwicząc się w jednej i drugiej
sztuce, .,scriptor" był zarazem i "ornatorem" dzieła.
Ozdabianie rękopisów równiet nie pozostało wyłącznie
w ręku księży: powołani do czynności, mających większy zwhi.
zek z posługą Bożą, byli oni zmuszeni z czasem w
'cofać się
z tej mozolnej pracy, która wymagała studjów epecjalnych,
i okoliczność ta przyczyniła się pQźniej do tego, te i świeccy
artyści zacz.ęli si€t zajmować iluminowaniem rękopisów. W XI stu-
leciu po:iobne malowidła ju
się znacznie rozpowszechniły,
szczególniej we 'Vłoszech i Francji, najświetniejszego zaś roz-
woju dosięgły z końcem X IV, przez XV i X VI.
Bogato malowane rękopisy były zawsze rzeczą kosztowną
i dla ogółn nieprzystępną; mogły one zdobić tylko bibljoteki
monarchów, zamotnych klasztorów .lub magnatów_Bogobojni
i hojni panowie ofiarowywali często kościołom rękopisy reli-
gijne czy też naukowej treści, kosztownie oprawne albo
umie:\zczone w drogocennych mistrzowskiej roboty relikwia-
rzach. Poświęeano je wtedy urocz
'ście przy głównym ołtarzu
w czasie naboteilstwa, a potem przechowywano w refektarzu
lub skarbcu.
Według M. Bersohna.
I
Objagnlenia: RCf/ula .:akOn1aa, u!otafta zakonna. - Llturgja z gr.,
odprawianie nabożeóstwa pUblicznego, porząaek odprawiania m
zy Awiętej. - Do.
ktor
!I J(ościoła. Wszystkich pisarzy kościelnych dzielimy na trzy grupy:
1) 0;c6w Koscioła, których charakteryzuje przyna1e!no6ć do pierw8
'ych wiek6w
Kościoła (mniej więcej do pjłowy VllI wieku), nau
a prawowierna, świętość i uzna-
nie Kościoła; 2) doktor6w, kt6rych cechuje wybitność nauki i. wyraine uznanie
Kościoła; 3) pi8arzy. - Letarg, stan pozornej śmierci. - Komentowa =. obja.
śniać. - Teologja, nauka o Bogu, nauka -nary chrześcijań8kiej, naukowa ZDa-
jomoeć religji i wl!zY8tkiego, co jej dotyczy. - lr[anuskr!lpt z lac., rękopie.-
Ksieni (.krócone z domniemanego keięgini = księfna), przełotona. - Enc!Jklo.
. pedJa z g:-., zaryli! w8zystkich umiejętności, zbi6r "iadomo6ci z w.zY8tkich dzie-
dzin. - .\lin}atura (z włosko cd farby minja), malowidło bardzo drobnych roz.
miar6w. w ściślejsum
aczeniu obrazek, malowany wodnemi farbami. Ozdabiano
niemi rękopi8Y w wiekach średnich. pierw
ze mlDJatury zjawiły się w VII wieku
w Irlandji na mfllzalach, ewan
eljach, najpiękniej8ze tv XV w. na bibljach, ksi4tkach
do nabożeó8twa i t. p. Później za'łtqpiły je drzeworyty i miecl7.ioryty. - In foljo
formatu arkut'zowego. - Korektor (od 'ac. corrigp.re) poprawiający. - Rubry-
,
kator. Bubryk a= łinja ezerwona, ()d łac. rober, rubra, rubrum=ezetwony. - E:rpU-
ci! (um esi) (od explico, c&,,-i, catum i cui, citum, Bre) hoe opus (Ide libe,.j
per me = to dzieło (ta bi..!ka) ukoóczone jeRt przeze mnie... Fini (vi) IlOC
opus = .kończyłem to dzieło... .Finitum "si per me = ukończone przf\zf) mnie.-
I
,
>>>
- 4H
Illummalo,.es, (z lac. illumioare) eś wietlajlłey, ozdabiajłłCY rypunkami, farbami.-
Iluminować, ozdabiać rysunkiem, farbtł. - O,.nato,.es (lac. ol'nare) ozdabiajłicy.
Anno Domini.
Benedyktyńska cicha praca
Pergaminowy skrypt wzbogaca...
W klasztornej celi, w słodkiej ciszy
Mnich cza.s, kroczący wolno, słyszy,
łyszy, jak puka w drzwi i ściany,
W rękopis patrzy malowany,
Kędy od złota i purpury
Cudowne błyszczą minjatury.
k :...
I .
.ł J
ot .
\
if1f
1
1'f
\ ::-
i
?\
'łi:{;.
-.,.. .
. \ot
\, .
.
[_,t ,\ ,.1:..
-
,.'_ ""'
,w
I.......
: )
.-' . .
;
,\"\
.f!
.:
I u.
./
':-
..;;1
;'\
t!
[
Przez pochylone ramię mnisze
Patrzy, jak ręka starca pisze:
. Pańskiego roku tysiąc dwieście
.Zaraza. była w naszem mieście.
"Z wyroków Botych znagła ,!szczęta,
"Pokotem brała pacholęta,
. Ubogie głód pustoszył wioski
. Nieodwrócony dopust boski.
"At ksiątę, pan mój i wódz męski,
"Ku zategnaniu wielkiej klęski
"Fundował klasztor nasz w tern miElście
"Pańskiego roku tysiąc dwieście.
"Na pierwszy dźwięk naszego dzwona
"Zaraza była odwrócona,
.A w ziemi tajne drgnęł
. siły,
"I pola bujnie obrodziły.
'J Niebo pogodne miało lice,
.. "Zazieleniły się winnice,
"Oliwne słodko kwitły gaje,
nA Z krajów, kędy słońce wstaje,
,.... "Przebywszy morskich !,"ód odmęty,
"Ładowne zbotem szły okręt
.,
,,1 radość wielka była w mieście
"Pańskiego roku tysiąc dwieście.
"A klasztor rósł ńa chwałę Bożą,
"Murów oplótłszy się obrotzł". .
,.
>>>
44
.....
"Płynęły lata jako woda,
"W modlitwie była tu osłoda,
"A w zbotnej pracy treść tywota, #
"Jako jedyua prawda złota,
"Co ziemi
z niebem" jedno sprzęga,
"Niech świadczy o tern ona księga."
Powoli, \V ciszy, w celi białej
Mnich od starości posiwiały,
Nad pergaminem chyląc głowę,
Spisuje dzieje przedwiekowe.
Iluminuje lśniącą skórę,
Tu cudną kładzie minjaturę,
Ówdzie inicjał piękny tworzy
Ku nieśmiertelnej chwale Botej.
..
z. Dfbicki.
Obja
DlłDia: .-1.nno Domini = Roku Pańskiego. - Skrypt. manUfl1krypt,
rękopis. - Patr.JV. Podmiot domyślny "czas". - Pokotem brala pach O/f ta,
mn6stwo brala pacholąt. - Dopust, zrządzenie, przeznaczenie, wola boska.-
Inicjał, dn!a ozdobna litera początkowa. - Obj. do ry.unku: Część minj"tury
ze zbioru pieśni kościelnych czyli antyfonalu krakow
kiego z r. 1397.
K S i e n ł.
N a marginesach sztywnych psałterzy
Ksieni Bziak zdobny okrasza złotem,
Barwi strzelistych lilij oplotem,
Jasnością skrzyd
ł anielskich śnieży.
Na marginesach sztywnych psałterzy
Dostojnych Magów zgrzybiałe ręce
Pieszczą różane ciało dziecięce,
_ Rozśmiane oczom, jak owoc świeży.
Na marginesach sztywnych psałterzy
Uczona ksieni dłoń spiera białą
I usta wtula w różane cialo,
Rozśmiane oczom, jak owoc świety...
I po złoconych kart pergaminie
Bolesne srebro łez cichych płynie.
K. Zawi8towska (1870-1902).
,
..
ObJatolenla: Mag, kapłan j mędrzec, czarnobiętnik w dawnej. Penji.
biegJy szczeg
lniej w naukach przyrodniczyeh; tu Magowie = trzej kr610wie.
,
>>>
45
,
BJ x-II b r 1 ".
księgę sięgam ze wzruszeniem.
Zda mi się. te to nakryty kamie-.
[niem
Ojców proch. Czas jll poczernił
[I kruszy,
Lecz pełna w sobie nieśmiertelnej
[duszy.
Led wiem otworzył z
ółkłe karty, słyszę:
Ktoś do mnie mówi poprzez wieków cisz
-
To. Przeszłość głosem czcigodnym pradziada
Z myśli i czynów swoich się spowiada.
Jak ją odtrącić? jak jej nie dać ucha'?!
Wyrodny, kto swych praojców nie słucha!
Stara, szanowna, pyłem siwa księga
Cudownie Przeszłość z Obecnością sprzęga.
... Stąd myśl krzepiąca, te w śmierci godzinie
Człowiek nie caly w cieniach grobu ginie,
Stąd wiara
ywa w wieczność Darodową,
Stąd moc, dziertąca zamiast miecza - sftwo.
Cześć starym księgom; Ilajmniejszy ich szczątek
Wart miejsca w Awiętej skarbnicy pAmiątek!
Wiktor Gomu/icki (1850-1919). .
,
Objdnlenla: EJ: lib:-ił (lac.) = z ksiąlek, z księgozbioru. Wyraz.y te
odbijano Da bią
kach i po nich kładziono nazwiClko wła..'
ciciela: ex libril1 takiego to.
Nazwy stopni pOkrewIeństwa ł powInowactwa
w dawnej Polsce.
Im dalej cofamy się w przeszłość, tern większą postrzega-
my spoistość rodziny, tem tywsze poczucie węzłów rodzinn
-ch
i rodowych. Tradycje prastare
o ustroju rodowego w społe-
czeńetwic trzymają si
długo w przetytkach albo tet w insty-
tucjach, które jut utraciły dawny charakter społeczny i przy-
brały inny. W wieku XI\' t X V i później dokładnie sobie
jeszcze zda"\\ano spraw
z tego,
e wspólność herbu jest dowodem
pokrewieństwa nawet w wypadkach, w których nikt nie mógł
okreA1ić choćby w przybliteniu stopnia tego pokrewieństwa.
'V procesach o naganę szlachectwa świadkowie osoby naganio.
..
.
>>>
-16
,
nrj zeznaw
di: "Świadczymy,
e N. jest nasz brat, n!1.szcgo
szczy ta i zawołania i z ll8szej krwie wyszedł". Nazwa więc
b r a t słu
yła tu dla oznaczenia., te osoba, o którą chodziło, była
. krewn
l świadka.
Dziś ju
członkowie rodzin szlacheckich, nawet konserwa-
tywne wyznający zasa.dy i ceniący swój herb i nazwisko, czę- I
stokroć nie zdają sobie sprawy, czy w kwestji, dotyczącej po-
chodzenia rodowego, opierać się na brzmieniu nazwiska, czy teZ
na wspólności herbu: rodowe tradycje wygasają coraz bardziej,
a juZ o najlżejszem poczuciu w
pólności rodowej dziś niema
mowy. Nietylko jednak
e dawno już przeżyte pojęcie r o d u,
ale nawet zakres pojęcia r o d z i n y ścieśnia się ciągle,. co
przedewszystkiem wyraża się w zacieraniu różnic, wypływaj
l-
cych z różnego stopnia pokrewieństwa lniędzv członkami ro-
dziny. Tylko dla najblitszych członków grona rodzinnego ut y-
warny nazw pewnych, określając
?ch stosunek, zachodzący mię-
dzy nimi a nami; dla. nieco dalszych już najczęś
iej zadowalamy
się ogólną nazwą: k u z y n, k u z y n k a, lub mówim
. o nich, że
są naszymi jakimiś krewn3?mi. Niezawsze też zdajemy sobie
- sprawę z różnicy między p o k r e w i e ń s t we m a p o w i n o w a-
ctwem, zapominając o tem, że pokrewieństwo wypływa
ze wspólności jakiegoś choćby oddalonego przodka w linji
męskiej lub że-łłskiej, a p o w i n o w 8 C t w o jest stosunkiem w
a-
jemnym osób, należących do dwu różnych rodzin, które zbliżyło
do siebie małżeństwo dwojga ich członków. '
Oprócz w
'razu p o w i n o wat y w języku staropolskim uży-
wano w tem samem znaczeniu powinny; np. Rej w ,,
ywocie
czlowieka poczciwego" zaleca pamiętać o obowiązkach wzglę-
dem krewnych i powinnych swoich. To dawne brzmie...
nie wyrazu jaśniej, niż dzisiejsze, świadczy o tern, że niegdyś
rodziny spowinowacone miały względem siebie pewne powin-
ności, obowiązki, podobne zapewne do tych, które ciążyły także
na członkach jednego rodu. Pojęcie pokrewiel\stwa oznaczano
także przez wyraz b l i 8 koś ć; dochodzono nieraz praw ma-
jątko" ych na zasadzie bliskości czyli - jak dawniej mówiono -
b l i 8 koś c i ą...
Rodzinę zakładają mąż i ż o n a, od najdawniejszych cza.
sów tak nazywani, a jednakże nie mający nazw własnych: mąż
jest to samo, co "rnętczyzna", ż o n a od pnia g e n - oznacza
rodzici Jkę; związek, który ich łączy, nazywano swadźbą (we-
dług śCIśle etymologicznej pisowni 8 wać b a, bo pochodzi od
8 wat, 8 wata ć). Po przyjęciu chrześcijaństwa zaczęto odrót-
.
>>>
- 47
Hiać
o n y pogańskie od m li I ż o n, z któremi zawierano śluby
kościelne. a pierwszłl część tego wyrazu złożonego zapożyczono
z niemieckiego m a h l, które znajdujemy w formach: G e m ił hl,
Gemahlin. Z czasem więc starą s wad ź b ę zastąpiono przez
nowe ma ł t e ń s t w o, a dla tony przyjęto zdrobniałą nazwę
m a ł ż o n k a, która jednak nie wyszła poza granice języka urzę-
dowego, książko.wego i nigd
T nie rozpowszechniła się wśród sze-
rokich warstw ludow
'ch. Nawet w języku kult uralnym w
--
razy: ITI a ł t o n c k, lU a ł
o n k a mają charakter etykietalny,
i m a łże ń s t w o tylko pod wpływem kościelnym stało się wy-
razem pospolitym; poza tern jednak posługujemy się. jak i dawniej,
wyrazami mą :!J t o n a zarówno w tyciu codziennem, jak
i w poezji.
Rzecz zrozumiała, dlaczego męża nie nazywano nigdy
m a ł m ę t em, lecz utworzono dla niego nazwę pochodną od
m a ł t o n k i: od najdawuiejszych czasów natura stosunku męt-
czyzny do kobiety nie wpływała w najmniejszym stopniu na za-
kres jego praw społecznych, gdy tymczasem przy reorganizacji
społeczeństwa według norm prawa kościelnego m a ł t o Ił ę mu-
siano wyróżniać od tony. W
?raz więc ma łżo n a, małtonka
stworzyła istotna potrzeba
ycia, natomiast m a ł ż o n e k jest
wytworcm znacznie póiniejszym, pochodzącym z czasów J kiedy
od wyrazu m ą t chciano dorobić taki sam etykietalny synonim.
jakim jest ID a I to n ka względem t o n y.
Dziś śród ludu zamiast "mój mąt",
,moja tona" mówią tet:
mój c h ł o P, m o jak o b i e t a lub m o j a b a b a, albo jeszcze
krócej: mój, m o j a. W staropolszczyznie tego nie spotykamy;
kobietą przed wiekiem XVI taden mąż nie nazwałby swej tonYJ
była to bowiem nazwa ublit3ją(-a, obeltywa nawet. 'V zaby-
tkach wieku XV i wcześniejszych nie spotykamy jej wcale i nie
znamy dobrze ani jej pochodzenia, ani właściwego znaczenia.
Po przyjściu na świat dziecka mąt i tona bYli dla niego
r o d z i c y (dzisiejsza forma r o d z ie e jest właścIwie biernikiem);
w liczbie pojed).ńczej: rodzic, rodziea lub rodziciel, ro-
d z i c i e l k a uży wano tylko w razach szczególnych, z wy kle zaś
mówiono: ociec, matka albo mać. \Vyraz ociec brzmiał
tak at do koilca wieku XVI, w innych zaś przypadkaeh mial
formy: o t c a, o t c u i t. d., potem oćca, oćcu pod wpływem
mianownika. W \\ieku XVI formy: o ć c a, o ć c u zmieniono na
ojC8, ojcu podobnie jak: kocie c, koćca, kojca, -ale choć
od formy k o j c a utworzono nowy mianownik ko je c, to jednak
nie powstała forma o j e e, lecz tylko o j c i e e, gdy! wyraz ociec
..
.....
>>>
J8
...
był w ciągłem użyciu,
.i tak go miano dobrze \V pami
ci, re
wply w analogji został w części 8paralitowaoy i wyraził się ty) ko
w cząstkowej, pod względem akustycznym niebardzo uderzają-
cej zmianie, t. j. przez dodanie w środku wyrazu j, które uka..
zalo si
w innych przypadkach pod wpływem czynników fone- ,
tycznych.
Wyrąz m a ó brzmiał niewątpliwie w prapolszcz;yznie m a c i,
w dopełniaczu l. p. m ac i e r z e, w bierniku m a c i e r z, co dziś
uwa
a się ju
za mił\Downik. Od nujdawniejszy(;h jednak cza-
sów zazwyczaj używano wyrazu m a t k a, co znajdujem
" w pieśni
Bogarodzica, w psałterzu Florjańskim i innych zabytkach.
Z wyrazów zdrobniał
?ch spotykamy tylko m 8 t u c h n
w dawnych modlitwach; t a t o, t 8 t k o, czy Łet t a t a, t a t k a
dopiero w wieku XVI, p a p a nalety, zdaje się, do czasów naj-
nowsz
?ch.
S y n jest wyrazem prastarym; znacznie nowsza, ale takte
bardzo stara-jest forma cór a, cór k a; w języku prapolskim
nazwa ta brzmiała inaczej i, gdyby nie podlegała pewnym po-
bocznym Wpl
?WOm6 wymawianoby ją w starej polszczyźnie np.
w wieku X V c y. w dopełniaczu c e r z e, w bierniku c e r z i t. d.
Córkę llazywano tet niegdyś d z i e w kąt. j. panną, dziewicą.
Rodzice ojca lub matki zwali si
d z i a d i b a b a; zdrobniałe
d z i ą, d e k, b a b k a są tworami póżniejszemi. Dzieci syna lub
córki był
-: w n u k lub w n ę k; w n u k a lub w n ę k a, w n u c z li a
lub wnęczka albo wnukiew, a wreszcie w tem samem zna-
czeniu s y n o w i c a. Dla oznaczenia dalszych stopni pokrewień-
stwa w prostej linji zstępnej lub wstępnej poslugiwano się przy-
stawkami: p:r a-p r e-pr z e d-p r a w n u k (syn wnuka), p rz e d-
w n ę c z k a (córka wnuka), p r a d z i a d ,ojciec dziada), p r a-
baba ale takte przedziadka (matka pradziada lub pra-
baby). Dalsze pokolenia nazywano p o t o m k a ID i lub 8 z
Z ą t-
k a m i (od dawnego c z ę d o = dziecko).
Pokrewieństwo w bocznych stopniach oznaczano niegdyś
znacznie więcej 8zczegółowo, nit to robimy dzisiaj: odrótniano
przedewszystkiem braci i siostry przodków w prostej liuji at
do pradziada. B r a t a rodzonego odró
niano od c i o t c Z 8-
nego albo ciotczonego, wujecznego albo wujczone.
, g o, s t r y c z n e g 0 6 S t ryj e c z n e g o lub 8 t ryj n e g o, a wresz-
cie od pr z y r o d n i e g OJ który miał inną matkę albo innego
ojca; tak samo tet odrótniano i 8 i o 8 t r y. B r a c i e ń c a m i lub
b r a c i a n k a m i byli względem liebie synowie braci rodzonych.
Brata i sio8trf2 ojca nazywano jak dziś I t ryj e m i c i o t k ą.
I
.
....
>>>
- 49
ale stryju. oznaCZanO te
wyrazami: e t ryk, I t ryj e c; brat
mntki - w u j lub w u j e c, ale takte s y n o w i e ", siostra ma-
tki - (' i o t k a lub 8 y n O w i c a;
dy chciano odrótnić siostr
ojca od siostry matki, mówiono zazwyczaj: c i o t k a p o o j c u,
i o t k a p o m a t c e.
W zakte3ie powinowactwa najtrwalszemi pozostały nazwy
rodziców mę
a i rodzicó \'1 tony. Ojciec męta dotychczas nazy-
wa się ś w i e k r, w dawniejszych czasach mówiono takte ś w i e-
k i e r lub ś w i o k i e r, nazwa matki męża w naj3tarszej formie
brzmiała ś w i e kry (w dopełniaczu l. p. ś w i e k r w i e) potem
ś w i e kra lub ś w i e k r z y c R. Nazwa ojca tony c i e ś ć uległa
z czasem zmianie pod wplywem formy innych przyp&dków: do-
pełniacz mial formę t ś c i a, celowniJ t ś c i u, narzednik t ś c i e m
i t. d.; do tych form więc urobiono i mianownik nowy t e ś ć,
a na.stępnie zaczęto go odmieniać tak, jak dziś go odmieniamy:
teścia, teściowi i t. d. Nazwę matki :7ony tścia pod
wpł
?wem brzmienia c i e ś ć zmieniono na c i e ś c i a, a potem na
t e ś c i aj t e ś c i o wa utworzono od nowego t e ś ć.
I(l
matki dla dzieci z pierwszego malteństwa był o t c z y-
m e m, co 110tem pod wpływem o c i e c zmieniono na o ć c z y m
i wreszcie o j c z y ID.
\Vyraz dzisiejszy m a c o c h a brzmiał w starej polszczy:!nie
m a c e c h R. Syn żony dla ojczyma lub syn męża dla macochy
był p a s i r z b e ID, co potem zmieniono na p a s i r b, p a s i e r b
i odpowiednio do tego córkę z poprzedniego mał
eństwa zwano
p a s i r z b i c 11, p a s i r b i c ą. p a s i e r b i c ą; niekiedy jednakże
pasierb nazywa się s y n o w i e c, a pasierbica - s y n o w i c a,
zbiorowo zaś nazywano je p a s i r z b i ę t a lub s y n o w i ę t a.
Inne nazwy osób powinowat
.ch ju
oddawna zaczęły się
mieszać w Polsce.
Jan Łoś.
Obja
nłenla: Więk8.ra spoistośc,
ilniej
zy, ściślejszy związek. - Tra-
dycje, to co zostało przekazane, co przeszło z przeaz.łości do n(Jwych CZ&805w. -
Ustrojem rOdOl"!lm nazywamy taki ustr6j, który opiera eif} Da rodach, t. j. na
zwi4zkach osób, pochodZ4cyeh od jedntgo praojca. na związycb pokrewieństwa. -
Pl"sei!ltkiem w jakimś okresie dziejów nazywamy jakąś pozostałość w prawie,
obyczajach i t. d. z poprzedniego okresu. - Instytucja, zakład publi('zny lub
prywatnYi ustawa, prawo. - Herb, znak rodowy na tarczy. - Naganą lub
pr.r!lganą s.rlachectwa w wiekach
rednicb nazywano zarzut nieszlachectwa.
Z Ugo hańbią-ego i ściągającego pogardę zarzutu 8zlacbcic spie8Zyl 8i
"oczy-
ścić", zrobić "wywód fłzl,u"hectwa'-ł dowieM, te nalef.y do rodu ezlacheckiego.-
Konsertcatgwng, zachowawczy, stary. - EtgkiJ'taln!l, ceremonjalny, ugrzecznio-
ny i jednocześnie pozbawiony perdeczności. - Kojec, kl5tka karmna na drób.-
Analogia, podobieńAtwo.
Zycie roJskie.
4
>>>
-- 50
Proch strzelniczy t pierwsze armaty we Lwowie.
W pierwszych latach piętnastego wieku wył:lczną podstawą
obrony były kusze ręczne. na drewnianych kozłach stale osa-
dzone. W
7ri\biali je łucznicy, któryoft w tych latach mieszkalo
we Lwowie sześciu, a wśród nich niejaki IIabirmun, najzręcz-
niejszy snać i największem zaufaniem - na ratuszu «ię cieszllcr.
fiasto posiadało własne kusze i zamawiało je u tego Ha.bir-
mana, - gdy trzeba było komuś dar ucz
'nić honorowy a r
.ccr-
ski. W ten sposób otrzymał od rajców honorową kuszę sta-
rosta ziemi lwowskiej, brał je tak
e zapewne z wielkiem ukon-
tentowaniem wojewoda mołdawski w czasie pob)'tu swego we
.
Lwowie i najznakomitsi jego dworzanie.
Tymczasem jednak od zachodu coraz wa
r.iejsze i częstsze
prz
'chodziły wiadomości o zastosowaniu broni palnej. Do Lwowa
jednak sprowadził ją dopiero sam W)adysław Jagif'łło. 'V
'bie-
rając się mianowicie do miasta w r. 1399, wiózł zp sob
obok
kucharza Jakubowskiego, łuczników i słu
by, takźe na osobn
.m
wozie armaty i sześć beczek prochu pod osobist
'm nadzorf'm
puszkarza, niejakiego Zbrożka. Dla kogo owp,
rmb t
. b
'ły
przeznaczone, dla Lwowa czy może dla ,bron)' Kamieńca, uie
wiadomo, ale w każd
'm razie jest to pierwsza wzmianka o broni
-alnej we Lwowie.
Jako
musiano na ratuszu lwowskim pom
.ś!eć niebawem
ozastosowaniu nowego środka wojennego. Wobec braku zapisek
rachunkowych z ostatnich lat czternastego wieku trudno dotdad-
nie skonstatować, kied:r huknął we Lwowie pierwszy strzał ar-
matni, ale ju
w r. 1404, w którym rozpoczyna się najetarBza
księga rachunkowa, znajdujemy wzmiankę o puszkarzu, którego
zgodzono na trz
. kopy groszy rocznej zapłaty.
Początki jf'dnak były trudne.
iewiadomo, czy pU3zkarz
nie był dość zręczny, czy też nie znalazł we Lwowie uznania,
dość, że już w roku następnym nie było go w mieście, a pozycja
jego ga
y, jakkolwiek zanotowana, pozostała pustą, tak samo jak
i Jat następnych: Dopiero w roku 1408 sprowadzono z Krakowa
nowego puszkarza, Wawrzyńca Kuawczila, którpgo potrlebę wi-
docznie bardzo żywo odczuwano. bo wyznaczono mu płacę
roczną fi kóp groszy. a zatem prawie dwa razy tyle, ile pobic
rai pierwszy puszkarz prled (;ztt'rcrua Jaty, a nadto poniesiono
wszystkie koszty przeprowadzki jego z Krakowa.
KuawcziJ zabrał się bardzo
ywo do roboty, Bo dla przy-
szłej artylerji lwowskiej poczęto już ciosać kule kamienne i zaku-
.
,
>>>
51
piOllO za dwie kopy groszy saletry celem fabrykacji prochu
strzelniczego. Mimo to i ten puszkarz nie utrzymał się zb
.t
długo, a urząd radziecki snać mocno się do nowego wynalazku
zniechęcił, być mo
e niefortunnemi próbami, bo r?wnocześnie
na podstawie uchwały radzieckiej poczęto tworzyć park art y-
lerji niemej, złożonej z starych i wypróbowanych kusz. W roku
1407 i 1408 uchwaliła mianowicie rada miejska, że każdy z ce.
chów lwowskich ma rocznic sprawić jedna kuszę, składając
łucznikowi Habirmanowi pół kopy groszy z góry, a resztę nale-
tytości po ukończeniu roboty. Pierwszymi, którzy w m
Tśl po-
wytszej uchwały przyszli do posiadania własnej kuszy, byli ry-
marze, potem garbarze, mł
'narze, krawcy, sze\{c
', kowal(1,
kuśnierze, najbardziej zaś opieszałymi okazali się w tym wzglę-
dzie piwowarzy.
Mimo to wynalazek pro('hu strzelniczego nie był tego ro-
dzaju, teby można było przejść nad ni
do porządku dziennego.
To tet już w roku ]412 spot
'kamy we Lwowie nowego pusz-
karza, który szczęśliwym trafem i z wielką korzyścią dla miasta
potrafił skombinować awą wiedzę z zegarmistrzostwem i skut-
kiem tego połączył w swojej osobie nadzór nad zf!garem ratu-
szowym i armatą.
ętem tym był Piotr Schetrelar, pobierający
z kasy mipjskiej eiedem kóp groszy płacy rocznej.
Scheffelar doprowadził też wreszcie do tego, te miasto po-
siadło kilka armat, do których pilnie sporządzano drewniane
lawety.
W następn
'ch latach puszkarzami miejskimi, a zarazem
i zegarmistrzami byli \Vawrzyniec Hellenbazem i Walenty. Od
tego czasu, zwłaszcza w latach 1416 i 1417, w
'datki na cele
armat miejskich mno
ą się znacznie. Co chwila znajduJemy po-
zycje takie, jak np. 100 groszy na miedź do dział, 26 groszy na
proch do dział, na, kule kamienne, na zakupno jednego działa
6 wiardunków. Budowano przytcm i jakiś budynek dla pusz-
karzy i zakupywano co chwila większe ilości saletry dla armaty
miejskiej.
W roku 1417 mówić tet można. o parku artylerji miejskiej,
i od. tego czasu zionęły z murów miejskich paszcze armat na,
zgubę wrogów, a za pomyślnośó i chwałę swoich. #'
Franciszek JaU'orski.
--
Objagnlenia: Kuua, w 8rednich wieka,h Udo8koDalony łuk z kolbą do
naciągania cięciwy i języczkiem do jej 8Pllt!zczania. Obłąk kUtlzy zwyczajnie był
z tel.za lub stali, cięciwa z kręconego rzemienia lob sznura., cyngiel jak u strzelby,
strzała kr6tsza nit do łuku. Strzała z koszy niosła dalej, silniej i celniej, nit
>>>
52
E łuku, ale zato wypuszczenie jej więcej cza
u potrzebJwalo, sł.tt d kUiEe skuteczniej-
tze były na dalLólzą metę, łuki na blitezą. - Pus.ka,.
albo rynsztunkowy, ruśni-
earz, teu, kt6ry broń palną rohił, osadzał, naprawiał, kierował atrzałami, ob8ługi-
wał działa, strzelał. - SkonstatoLCać, 1:Itwierdzić. - C,.OS:6, moneta, wprowa-
I dzons u nas w XIV w. Liczone gro
ze po8policie na kopy cEyli 8ześćdzie8i
tki.
Pojęcie o wartości grosEa d:łje następujące
6itawieni
: pod koniec XIV w. kOrEec
yta w Krakowie ko
ztował 5 grotlzy, pszenicy " para kurcząt l, para trzł'wi-
k6w 2, but6w -od 4 do 12. - Gaja, zapłata. - Kule kamienne. DrotYEna te-
laza wywołała obrabianio więk8Eych kul E kamieni pollly,h grallitowych. - Sale-
tra. Proch robiono E saletry, siarki j węgla drzewnego. Siła prochu zalelała od
ilości Balet.ry. - Urząd radJieeki, rada, zarządzająca mia
tem.
alelał do niej
zarząd i straż miasta, 8ciganie przestępc6w, podział wydatk6w wedlug dochod6w
mi88ta, czuwanie ndd budowlami i t. p. Stosownie do miejscowego zwyczaju
i praw, jaki
mi8..ito posiada1o, bądź wojewoda, bąd.i sturosta grodowy, bądź sami
mieszczanie wybierali pewoą liczbę do!ywotnich rajc6w l w Krakowie w XIV w.
24-ch), jednego z nich na burmilltrEa, najwytszego uuędnika, IIprawnjllcego rz,d
i sąd w mieście. ObowiąEek burmistrza nnjc.%ęściej pelnili kolejno raj'.owie-preEY-
denci, wybierani z og6lnej liczby i tworzący "łsściw!l Jadę, magistrat, który zała-
twiaJ flprawy bieżące. Sprawy walniej;aze roz8trzygala rada miejska w pelnym skła-
dzie, nazywająca się w6wczas senatem. - Raddeeki przym. od radca, rajca. -
Ni
/or/unnv, nieudolny. - Park art!JlerJi, oddziaJ. - Ceeh (z niem. Zeche),
st.owarzy
zenie rękod7.ielnik6w, zajmujących się tem lIamem rzemi09łem, poł,czonych
w rodzaj bractwa. Cech obejmowRł mistrz6w czyli braci, czeladi wYEwolonl\ czyli
towarzysz6w i nakoniec uczni6w. Na czele kaldego cechu stali Ewykle dwaj cech-
mistrze czyli "panowie 5tar
i", zwani takle przysięgłymi. - Rvmf(r
(E niem.
Riemer), rzemie:1lnik, wyrabiajqcy przedmioty z rzemienia, siodlarz; ga,.bar:6
(E niem. Garber). wyprawiaj,cy sk6ry; kuśnier
(z niem. Kiirschner), rzemiedlnik,
wyprawiający i szyjący futra i przedmioty :r; futra. - Lat
eta, oparcie, na kt6r
m
spoczywa dziaJo. - Wiardunk, wiardunek (z niem. Viertung) = I
gro&zom aze-
rokim Kazimierza '''ielkiego. 'V 17 wieku OEnaczono warL0t3ć wiardunku na 18
groqzy 6wczec::nych.
Władysława Jagiełły dyplom reformacji
uni wersytetu.
1400 d. 26 lipca w Krakowie.
\V imię Pańskie, amen. Ku wiecznej rzeczy pamięci. Po-
niewat wtenczas błędów i wąłpliwo
ci niedostatkom zapobie-
gamy roztropnie, gdy zdarzenia, za naszych czasów znazłe,
stwierdzeniem dokumentów i wypisaniem świadków uwieczniam
",
przeto My, Wład
-sław, z Botej łaski król Polski oraz ziem:
krakowskiej, sandomierskiej, sieradzkiej, łęczyckiej, kujawskiej,
najwy
sze książę litewskie, Pomorza i Rusi Pan, oraz dziedzic,
do wiadomości wszystkich obecnych i potomn
?ch niniejszym
przywilejem podajemy. "
Odkąd nas przedwiecznego Króla rozporządzenie, niewy-
mowną wszystko układające roztropnością. z błędów pognilstwu
....
>>>
- 53 -
wyprowadziło i na stopień królewskiej dostojności, chociat nie-
dostatecznie zasłutonych, powołało, ku temu szczególnie staran-
nie obmyślane zamiary i przedsięwzięcia nasze kierujemy i troskli-
wie wewnętrzną cz
?nność naszą zwracamy, aby mieszkańców
i poddanych ziem naszych litewskich, - tych zwłaszcza, którzy,
w ząstarzał
'm pozostajl}c blędzie, byli nasz
'mi towarzyszami
ciemności, a których przyjęciem ś" iętej wiary katolickiej do
łona świętej matki Kościoła przywiedliśmy z woli Tego, który
niebit:skiemi i ziemskiemi rzeczami rOKpon
ądza i włada,-
przyzwyczajeniem, praktyką i poznaniem uczynków pobotnych,
bez których sama wiara jest prótna, na synów światła nawrócić
z pomocą i współdziałaniem tych, których um
-sły mądrości
i nauki pelność ozdobiła, to jest ludzi w podstawach i tajnikach
pisma biegłych, których radą tron królewski się umacnia,
ą
notliwemi czynf.mi rzeczpospolita stale w zdrowie i siłę
w zrasta.
Słodkim dźwiękiem brzmiała w uszach naszych pamięć
tych często nam przypominan)"ch pobożnych monarchów, którzy
w krajach swoich nauk zakładali siedIiska i powołaniem uczo-
nych osób wady i błędy ojczyzny swojej usunąć i wytępić usi.
łowali, przykladem ich krzepiło się serce nasze i do wykonania
zamysłów, przez nich w pobożnej myśli urzeczywistnion
'ch, po-
częło całą siłą wewJaętrzną dąż
-ć. Widzimy bowiem i naocznie
spostrzegam
', jak Paryż powołaniem i zgromadzeniem uczonych,
bieglych i rozumnych Francję opromienia i szanowną CZYIIi, jak
Bolonja i Padwa Wiochy wzmacniają i zdobią, jak Praga Czechy
oświeca. i wynosi. albo jak Oksford całe Niemc
T ohjaśuia i użyź-
nia. Dlatego zaiste za zrząd
eniem Najwyższej Potęgi rozlicz-
nych ziem dostąpiliśmy panowania i królestwa polskiego otrzy-
maliśmy koronę, abyśmy je blaskiem uczon
'ch osób oświecili.
ich naukami jego niedostatki i cienie usunęli i z innemi kra-
jami je zrównali.
Nic wątpiąc, że to poddanym rzeczonego królestwa i ziem
naszych zbawienny poż
.tek przyniesie, za zg odł 1, wolą. wiedzą
i zezwoleniem najświętszego w Chr
'stusie ojca, pana i pana Bo-
nifacego z Bożej Opatrzno
ci Papieża IX, I
ajświętszego rz
-m.
skiego i powszechnego kościoła najwyfszcgo biskupa, łaskawie
zatwierdzającego jf} w
'daniem bull swoich, postanowiliśmy
w mieście nRszem Krakowie miejsce, na któremby szkoła. pt)-
w8zechna w kt\żdyr;p dozwolonym wydziale kwitnęła,-mianowi-
cie w teologji, to jest w Piśmie ŚW., \V prawie kallonicznem
i rzymskiem, w fizyce i sztukach wyzwolon
?ch, - w
'znaczyć,
>>>
54
....
obrać, ustanowić, określić, urządzić i zało
yć, a mocą nInIejSzego
przywileju utrwalamy je na wieczne czasy. Niech więc tam
będzie nauk przemożnych perła, ahy wydawała męże, dojrzało-
ścią rady znakomite, ozdobą cnót świetne i w ró
nych umiejęt-
nościach biegłe. Niechaj otworzy się orzeźwiające źródło na
k,
z którego pełności niech czerpią wszyscr, naukami napoić się
pragnący.
Przekład z łacińskiego St. Krzyżanowskiego.
Objaśnienia: Dyplom (z grecko diploma = roś podw6jnic zło!ouego)
pismo. dokument, akt, zawitrający nadanie pewnego przywileju. - Reformacji =
przekształcenia. Uniwer
ytet w Krskowie załotył Kazimierz Wielki w r. 1364.
Po śmierci opiekuna kr61ewskiego uniwenytet stopniowo upadał; dź"ignęli go
z upadku Jadwiga i Jagieno, uzupełniaj
c za zezwolpniem papieta wydziałem teolo-
gicznym. Prócz wydziału teologicznego uniwersytet po!4iadał JP..8zcze wydział nauk
wyzwolonych, czyli filozoficzny, prawny i medyczny.. Uniwer8ytety w Pary tu i w Bo-
lonji powstały w XII W., angiel8ki w Obfordzie w 1200 r., w Padwie r. 1222,
w Pradze załowny przez Karola IV w ] 348. - Bulla, po
tanowipnie papie@kie, akt
większej wagi, skreślony Da pergaminie. - Dyplom cały sklada 8ię według wzor6w
redniowiecznych z inwokacji, t. j. wezwania imienia Botego, formułki "ad perpe-
tURm rei memoriam" (ku wiecznej rzeczy pamięri), przejętej z dyplom6w pApieskich,
z arengi, t. j. mY8li og61nej, tytułu wystawcy dokumentu, obszernego wstępu, wy-
jaśniającego pobudki czynu kr6lewskiego, wreszcie dyspozycji og6lnej, zawierającej
właściwe postanowienie. Na tern się na.
z wyjątek kończy. ,V akcie oryginalnym
n
tępuje dyspozycja szczeg6łowa, t. j. postanowienia, dotyczące bezpieczeństwa
podr6ży i pobytu profeeor6w, uczni6w i wog61e pracownik6w uniwer!'lyłeckich, wol-
ności od danin i oplat przewozowych, nabywania tywno8ri, f!S!downictwa rektora,
ułatwienia kredytu, wyznaczenia 8iedziby, płacy profesorfIkiej, oddania uniwersytetu
pod opiekę b:skupa krakow8kiego. Zlecenie następcom zachowania fundacji pod
grozą kary Botej i podpi8Y 8wiadk6w zamykają dokument, Bpi8any na pergaminiE'
i opatrzony pieczęcią kr6leiV8ką. zawie8zoną na sznurku jedwabnym zielonym i r6-
żowym. Oryginał przechownie się w archiwum (miejscu przechowywania ważnych
p8pier6w) uniwer8ytetu krakowBkiego.
Dawny ratusz.
Ratusz był naprawdę sercem każdego miasta. Wyniosły,
dumny, strzelisty, w samym r
'nku rozłożony, był duszą orga-
nizmu miejskiego, centralnym punktem jego tycia,
łasnością
. wszystkich razem i ka
dego z osobna. Wyjątkowe i symbo-
liczne znaczenie zachował ratusz i dzisiaj jeszcze, ale ongi, za
czasów magdeburskiego ustroju, był on naprawdę symbolem ca-
łego miasta, świątynią jego rządu i sprawiedliwości, był tym
łącznikiem, który skupiał w sobie interesy wszystkich miesz-
czan, z rozbie
nej gromady ludzkiej tworząc' organi1ID ścisły,
\ w sobie zamknięty, solidarny i tą solidarnością praw j obo-
wiązków si1
y.
>>>
55
Jak samo prawo miejskie, jak początki miast i mieszczań-
stwa polskiego wogóle, jest i ratusz miast polskich niemieckie-
go pochodzenia, niemiecka tet jest nazwa jego "Rathaus", ozna-
czająca "dom radny". Budynek ratuszowy, to jest jego cel,
przeznaczenie, przeszedł do Polski żywcem tak, jak go wytwo
rzyl rozwój stanu mieszczańskiego w Niemczech, a przeszedł
w formie jut gotowej, razem z prawem magdeburskiem i muni-
cypalnością miejską. .. Nie jest też ratusz wynalazkiem
iemców.
Iiasta niemieckie przejęły ratuszowe swe budynki od włoskich
"palazzo publico", "palazzo di podesta", tworząc z nich odrębne,
swoje już własne ratusze, tak samo jak miasta polskie, przyj-
mując je od Niemców, stworzyły '7 dalszym rozwoju oryginalny,
swojski typ ratusza polskiego.
\V chwili
dy rdtuąz pojawił się na rynku miast niemie-
ckich, odpowiadał on tylko niljkonieczniejszym potrzebom miej-
skim. Hala targowa w parterze, 8ala obrad na pierwszem pię-
trze, oto wszystkie ubikacje ratuszowe. To też najdawniejsze
ratusze miejskie były zw
'kłemi czworobocznemi gmachami
z kamienia, cegły lub drzewa, z
spadzistym dachem pomiędzy
dwoma w)'sokiemi szczytami. Sa.la. obrad na pierwszem piętrze
stanowiła zamkniętą całość dla siebie, do której prowadziły 010-
bne echody zewnętrzne z "erkerem" czyli naro
nikjem, skąd
ogłaszano ludowi pOitanowienia Rady. - Dopiero później, w miarę
rozwoju stosunków miejskich, nowyeb potrzeb, powstawania no-
w
.ch in
tytucyj miejskich, ratusz się rozczłonkowywał, rozra-
stał w przybudówki, na których miejscu po pożarze lub z mo-
n1Jmentaln
go zmysłu mieszczaństwa powstawały budynki bar-
dziej nowożytne i ka.tdoczesnym potrzebom odpowiadające. Tak
więc z jednej początkowo sali powstawała izba radna i izba
ławnicza, skarbiec, przedsionek, kordegarda więzienia, sale dla
nrzędów miejskich, notarjuszów, pisarzr i t. d., bywała także
i kaplica, w której rajcy przed posiedzeniem sądowem słuchali
mszy świętej.
Nie tylko jednak urzędem, sier.lzibą władzy miejskiej był
dawny ratusz. Życie publiczne mieszcz
niskie t)'siącznemi było
związanE1 węzłi.nni z życiem prywat nem. Więc tet na ratuszu
odbywały się prywatne uroczystości, wesela mieszczańskie, za-
bawy, tańce, uczty, uietylko w urzędow
'm interesie urządzane,
ale uajprywatnicjsze scha.dzki mieszczańskie. Stąd też dawny
ratusz stał się ogniskiem życia miejskiego. Z podwoi jego wy-
chodził nietylko rząd miasta i karząca sprawiedliwość wyroków
miejskicb, ale także myśl, poziom życiow
., światło i radość
>>>
56
całego stanu. 'Vszystkie nici żywota mieszczańskiego biegły
w stronę ratusza, tam była duma, potęga, bezpieczeństwo wszyst-
kich, tam osobiste bezpieczeństwo jednostki w społeczności, tam
sprawiedliwość, przywilej, interes, wydatność pracy, źródło bo
gactwa, tam wreszcie duma, ambicja i najwyższy zaszczyt,
który mógł spotkać mieszczanina.
F ranciszek Jaworski.
ObJaśnienia: Magdeburski ustrój. \V 1088 r. arcybi8kup magdeburski,
Wichman, wydał naj
tar8Zą w :Siemczech u
tawę mie;8ką. U8tawa ta zmieniana,
doskonalona stała sit podstawą niemieckiego prawa micj
kiE"go, zwanego prawem
magdebur8kiem. Zapewniało ono mieszczanom 8amorząd, bezpieczeńRtwo dr6g pu-
bliczDych. ruchu handlowego i określało obowiązki ich względem państwa. Hen-
ryk Brodaty (1168 - 1238) kazał przepi8ać U8taWY magdeburskie i w r. 1211 oa.
dał je bogatej osadzie targowej 7.łotoryi; Złotoryja jeet więc pierw8zem w Polli1cE" mia-
stem, o8adzonem na "prawie magdeburskiem". \V trudniejRzych sprawach miasta
polskie, na prawie magdeburskiem osiadłe. zasięgały wyjaśnień z Magdeburga,
głównie za pośrednictwem Krakowa; wyjaśnienia takie nosiły miaoo ortyl6w (niem.
Urteil) magdeburskich. Kazimierz Wielki unicegtwił tę zaletność 8ądową miast
polskich od zagranicy i ustanowił
ądy wytsu prawa magdeburRkiego dla katdej
dzielnicy oddzielnie, najwyt5zy w sąd w Krakowie. - Z rozbieżnej gromady =
gromad}" o rolnych interesach, dąteniach. - Solidarny, jfdnozgodny, dążący z kim
do jednego celu i poczuwający się do wsp6lnej odpowiedzialno
i. - ..\1unicypal-
nosć, ZArząd miasta; czytaj: palacco publiko = pałac publiczny, powszechny,
i palacco di podesta = pałac burmi8trza. - Hala (niem. Halle), plac, nakryty
dachem, wielka sala. - UbikacJa, katda odrębna cz
ść mieRzkania, pomieszczeniE",
pokój, fiala. - Niem. Erker, ganek, balkon kryty, zamknięty, da8zek WY8U-
nięty. - Instytucja, zaklad publiczny. - Z monumentalnego zmysłu, zupo.
dobania do pięknych, powatnych budowli. - Izba ławnicza. Lawniłr, inaczej
zwany przysięlnikiem, członek rady lub sądu miejskiego, urzędnik, zaqjadający na
ławie urzędu czyli magi8tratu. - Kordegflrda (z fr. corpł de garde), izba tołnierska.
RaJ c a.
Prawy magnat z gęstej miny,
Bledną przy nim karmazyny,
Za deliję sobołową
Wieś szlachecką masz gotową.
W skrzyni krzepkiej i okutej
Lety z handlu profit suty,
(Miejże o tem waść wjadomość,
e z niej czerpał Król Jegomość
.
Imć pan rajca w młodych latach
Po zamorskich bywał światach...
Mile o tern przy węgrzynie
Gwarzy z kumem po łacinie.
Dziś do Odańska koronnego
Zwozi kupię flota jego,
Po burzli wej płynąc fali
Z obcej Anglji lub Italji.
Miejskiej braci wzór nad wzory,
Za pan brat jest z senator
,
Zna kanclerza., gadał z królem)
Wrycble będzie prokonsulem..
>>>
i7
Co mu herbem lśnić jaskrawie,
Kiedy pierwszym jest w Warsza-
[ .,
wIe...
Dr-ol (Artur Oppman).
Obja
nlenla: Prawy, prawdziwy. - Afagnat, wielki pa.n, możnowładca.-
Karmazyn, starego rodu szlachcic, noszący uprzywilejowany str6j barwy karma-
zynowej, ciemno-czerwonej. - ProJit, zyek, zarobek. - Kupia, towar. - TVrV.
chle, prędko. wkr6tce. - Prokonsul, burmi8trz. R"jc6w nazywano z łaciń8ka
kon8ulami.
Rzymska cnotą świeci z czoła,
O szlachectwo nie dba zgoła,
l
ł
Wtdy patrycjuszce złoto -pył!
W niem pycha a frasunek!
Niestarcie w duszę jej się wrył
Chr
'7'atusów wizerunek.
Przed nim dni całe klęcząc
[ tr\va.
Wpatrzona w twarz litosną.
Patrycjuszka.
Na złotych włosach wianek róż,
Dziewictwa znak wiośnian
?,
Liczko: obrazek, oczy z zórz,
Uśmieszek zadumany.
Ody sunie w rynku w srebrze
[ szat,
W szafirze a szkarłacie,
Rzekłbyś: mistyczny jakiś kwiat
W nieziemskim majestacie.
,V ojcowym domie skar-
[bów wbród,
;' Za nic mu blask szla-
' . [ checki:
Szczy
i się sła w:} IllOŻ-
[ny ród
\V stolicy mazowiec-
[kiej.
z oczu jej pada cicha łza,
A w sercu skrz
dłą rosną.
I zalotników barwny rój
Odepchnie patr
cjuszk3-
I zamknie w celi żywot swój
Błę kitów Pana słu
ka...
Or-ot.
Objajnłenla: Patrvcja/, patrycjusze, znnkomici, najzam{lŻOif'jEi ob,y\\"atele
miejscy, uprawnieni do zasiadania w radzie miejekiej. Drugą warstwę mif'jską !Ota-
uowilo posp6letwo, tłum, zorganizowany w cechy. - .\1i!łI!/c:ny, niuiEmflki. ta-
j
mniczy. - If .idy, jednak.
>>>
"
58 -
TragedJa krakowska.
Rozruch mieszczański.
Było to w Krakowie we czwartek dnia 16 lipca 14Hl roku
około godziny 22-giej czyli naszej 4-tej po-południu. Spokojne
zwykle o tym czasie i pracą na chleb powszedni zajęte miasto
zawrzało nagle jakimś ruchem pełnym namiętności. Przed bramy
kamienic powychodziły mieszczki, rozprawiając żywo, panowie
mieszczanie gromadnie ruszyli przed gmach sprawiedliwości
miejskiej, przed ratusz na wielkim rynku, a co gorętsza mło-
dzie! rzemieślnicza. zaczęła się już z warsztatów w:ymykać
na ulicę z groźb;} na ustach, z mieczem lub kusz;} w ręku.
Na wszystkiC'h twarzach wzburzenie. na wszystkich ustach imię
gwałtownika, któr
m był nie kto mniejszy, jeno jeden z pierw-
szych magnatów królestwa, rodzony brat pana krakowskiego,
Andrzej .Tęczyński.
Właśnie schodzili panowie rajcy ze szcz
.tów królewskiego,
zamku, kędy złożyli u stóp tronu ża.łobę mieszczan. Rzecz oto
tak się miała. Pa.n Andrzej, wybierając się na wojnę pruską,
oddał płatnerzowi Klemensowi zbroję swą do oczyszczenia, a gdy
się jej nie mógł doczekać, wst}pił sam gniewny do pracowni
majstra. Robota także do smaku mu nie przypadła, ofiarował
więc Klemensowi zamiast ż;ldan
'ch 2 złotych tylko 18 groszy,
to jest niewiele więcej nad czwartą według ówczesnej rachub)'
część tej kwoty; a gdy się majster ostro stawił, pan Andrzej
tak się uniósł, iż kilka razy mieszc
anina pięścią poczęstował,
nadto natychmiast pobiegł na. ratusz, gdzie go przed władz;}
miejską zaskarżył. Ale i teraz nie ochłonął jeszcze z gniewu.
owszem podrażniony znowu przez Klemensa, który, ufny
w asystencję prowadzącego go na ratusz pachołka miejskiego,
odezwał się do magnata wyzywająco, iż teraz go już obić nie
będzie m6gł, - zwołał swoich domowników i przy ich pomocy
tak biednego płatnerza kijami obłożył, że go nieprzytomnego
i krwił. zbroczonego odwieść musiano do domu. Królowa .Jej-
mośĆ - Eltbieta Rakuszanka - wysłuchawszy skargi panów
rajców, odłożyła ostateczne załatwienie sprawy aż do szczęśli-
wego z wypra \\
y pruskiej powrotu dostojnego swego małżonka,
tymczasem zaś nakazała spokój i milczenie pod karą 80.000
grz
.wiełl na stronę, wyrok łamiącą, co pant :\Iikołaj Pieniążek,
star03ta grodu krakowskiego, do ksiąg swych urzędowych zapisął.
Z taką tedy rezolucją Op\1SZCzający zamek królewski pano-
wie rajcy spostrzegli ze szczytów Wawelu owo grożne zbiego-
>>>
59
wisko. Natychmiast poznali niebezpieczeństwo chwili i, nara-
dziwszy się, posłali kilku z pośród siebie napo wrót do najjaśniej-
szej pani z prośbą. by Tęczyńskiego dla uniknięcia zaburzeń na
zamek swój królewski zawezwać raczyła. Królowa łaskawie
przyjęła roztropną radę mieszczan, i natychmiast rozbiegli się
gońce, by pana An
rzeja sprow:.łdzić na Wawel. Obecni przy
boku pańskim dostojnicy pochmurnie Da mieszczall spoghldali,
radziby ich zatrzymaó na górze jako zakładników spokoju
w mieście, atoli królowa, jako ich mile przyjęła, tak też łaskawie
odprawiła do swoich.
Aliści wracający na ratusz z powtórnego. poselstwa rajcy
widzą z przerażeniem, że rozruch coraz większe, coraz groź-
niejsze przybierać zacz
yna rozmiary. Już miecze obnażone, już
kusze nałożone strzałami; z ",szystkich ulic miasta spływa ró
no-
barwny tłum rozhuka,ny ku rynkowi i gromadzi się przed ratu-
Bzem. Na ratuszu panowie rajcy potracili głowy i chyłkiem
zemknęli do domu, inni, którzy ju
uciec nie mogli, wyszli z izby
radzieckiej na dwór, aby lud do rozejścia się nakłonić. Ale lud
groźnie wolał do nich: "Oto patrzcie, jaki gwałt popełniono -
tyleśmy się razy o krzywdy nasze przed wami skarżyli. a nigdy
nas bronić nie myślicie!" Daremnie odpowiadają panowie rajcy
dla uspokojenia tłumu, jako im na zamku zaraz po powrocie
króla zadość uczynić obiecano, jako królowa cię
kie grz
'wny
na łamiących pokój nałożyła, a pana Tęczyńskiego już do siebie
na Wawel zawezwała. Tłum jeszcze groźniej hucząc z sz
-der-
stwem odpowiada: "Słowami nas zbywać przywykliście, a jednak
on na złość i n. hańbę nam wszystkim dotychczas po mieście
się przechadza. T fi k t o nas zwykliście bronić; ale skoro nie
chcecie być nam pomocą - my sami się obronimy!" - W istocie
Tęczyński z obawy, aby nie okazać się tchórzem, wezwaniu
królowej nie b
'ł posłuszny, ale owszem obwarował się w domu
.Mikołaja Kezillgera na środku ulicy Brackiej, w któr
'm zwykle
mieszkał, kazawszy na górę nanieść kamieni; następnie zaś
z domll w
'szedł i przechadzał się wyzywająco po ulicach. ""o-
bec t
go faktu zbici z toru rajcy zwrócili się od przekonywań
do próśb, zaklinając lud na miłosierdzie Bote, aby od swoich
zamiarów odstlPił i nie śchlgał na cale miasto niechybnych
klęsk i nieszczę
ć. Atoli tylko ponowny okrzyk szyderczy "Tak-
to nas zawsze bronicie!" był na to oąpowieazią,szczęk broni
i dziki halas przygłuszył mężów rady, aż wreszcie nad ogóloem
zamieszaniem zapanował jeden głos, jeden z tysiącznych piersi
podniósł się okrzyk złowrogi: "Do bronił do broni!" .
>>>
- 60 -
Wtem z wieży kościoła Najświęt8zej Panny 'larji uderzono
w dzwon, jedn
atromh na gwałt. Było to w zwyczajnych sto-
sunkach znakiem, że władza miejska w powHdze swej zagrożona,
wzywa wszystkich dobrzę myślących obywateli zbrojno przed
ratusz. Ale tym razem bezwątpienia ręka któregoś z wichrzy.
cieli porwała za sznury dzwonu, aby dać niejako prawem uświę-
cone hasło do uż
cia broni. 'V istocie na ten znak, jakby roz-
pękły wszelkie hamulce, tłum rozszalały opuszcza ryneK i rzuca
się ku ulicy Brackiej, aby odszukać ofiary swego gniewu. Prze-
trząsają dom Kezingeri.' i inne przyległe, następnie otaczają ze
wszech stron klasztor Franciszkanów, dokąd Tęczyński się schro-
nił, i włamują się bez żadnego względu na świętość miejsca
w ogród klasztorny i w kościół. Niejaki Jan Doyswon z 'Var-
szawy, przepatrując wszystkie kąt
9 kościoła, zaglądlHlł w drzwi-
czki zakrystji przeciwległe a prowadz:lce Da chór, gdzie b)'ł
mniejsze organy. Widzi go w śmierteln
'm strachu ukryty pod
schodami, Tęczyński, który, zostawiwszy na wiety kościelnej
swych towarzyszy, poszedł tu szukać pewniejszego schronienia,
wzywa go do siebie stłumionym głosem i, ofiarując co miał przy
sobie pieniędzy, na miłość boską błaga o ratunek. Wówczas
Jan Doyswon odzywa się do ludu: "Pan Andrzej zdaje się na
łaskę waszą i prosi o bezpieczny przewód, aby siQ mógł oddać
w ręce panów rajców na ratuszu."
A le w odpowiedzi rozległ się po kościele tylko taki okrzyk,
jaki wydają myśliwi na widok uszczutego zwierza: "Jest tu, je
t
tu!" - Tęczyński ujrzał przed sobą tylko' twarze, roziskrzone
namiętnością. i miecze, skierowane ku swej pie sL., zwątpiwsz
r
więc o łasce, poskoczył ku zakrystji, którą był właśnic nadcho-
dzący mnich otworzył. 'V ówczas najblitej stojący mieszczanin
jednym zamachem miecza część ciemienia jakby czapkę ściął
mu z głowy, za nim runęli inni i padającemu na schodki, na.
ołtarzu zakrystji stojące, mnóstwem pcb nięć i ciosów śmierć
zadali, ,.nie poszanowawszy nawet - powiadają ze zgrozll oba
współczesne opisy -- przcnajświętEizego Sakramentu na tym
e
ołtarzu w Jnonstrancji utajonego. n Następnic, wywlókłszy trupa
z kościoła, osmalili mu włosy i brodę, pokłóli go.. jeszcze i po-
. cięli do niepoznania, a nareszcie fosami ulic wśród blota i kału
pociągnęli na ratusz. Tutaj letał do trzeciego unia, potem zaś
do kościoła św. Wojciecha odwieziony a czwartego dnia w \Viel-
kim Kaiątu przez prz
.jaciół pogrzebany został.
Syn Andrzeja szczęśliwszym był w ucieczce od ojca, dostał
.
się bowiem z wieży Fr8llciazkańskiej do domu jakiejś wdowy,
>>>
- 61
lt stamtąd przez kamienicę Dług08za na zamek:- Schronieni na
w iety l\Iikołaj Sancygniewski i Spytek Melsztyński z towarzy-
szami oblę
p,ni zostali przez lud. a poddawszy się po dzielnej
obronie, z zastrzeteniem nict)'kalności dopiero następnego po-
ranku odprowadzeni zostali na ra.tusz. Skąd po przejednaniu
mieszczaństwa - za.pewne kwotą pienht
ną - trzeciego dnia, to
jest ,\ sobotę zostali wypuszczeni na wolność.
w y k o n a n I e w y rok u.
Po skończonej wyprawie na św. Michał, stanąwszy z po-
wrotem w Bydgoszczy, zlotył król sąd sejmowy na mieszczan
do NowegJ Miasta Korc7.
9na Da -dzień 6 grudnia 1461 r. Oskar-
teni domagali się na podstawie przywileju Kazimierza 'Vielkiego
rozstrzygnięcia ustawy według prawa miejskiego. Król odmó-
wił. Wyrok, wydany 1 J grudnia, uznawał rajców oraz cechy
i całe pospólstwo miasta Krakowa winn
?mi,
e, zamknąwszy bra-
my miasta i włamawszy się gwałtownie do kościoła Franciszka-
nów, Andrzeja Tęczyńskiego zabiło, a następnie trupa jego znie-
watyło, i skazywał je na karę śmierci przez ścięcie, mające być
wykonane na naj winniejszych przedstawicielach obu miejskich
stanów.
W piątek dnia 8 stycznia 1462 r. zjawili się w krakowskiej
izbie radnej na ratuszu panowie Mikołaj Skóra z Gaju, kasztelan
kaliski, i 1\1ikołaj Pieniążek, podkomorzy i starosta grodu kra-
kowskiego - istni p03ła.nnicy śmierci, - bo oto przedłotyli zebranej
radzie miejskiej rozkaz królewski, aby wydano winnych na ścię-
cie. Przerażeni rajcr odpowiadają,
e nikogo winnego zarzuco-
nej im zbrodni nie znają, albowiem faden powatnr i zamożny
mieszczanin w rozruchu udziąłu nie braI, a tylko tłum osób wol-
nych i sług rzemieślniczych, z których już największa część na
wszystkie strony świata się rozbiegła. I z tern opuścili wysłań-
cy królewscy salę. Aliści zaledwie w kilka kwadransów potem
nowi zjawiają się posłowie i następujący głoszą rozkaz królewski:
"Słyszeliśmy odpowiedź was Zł}, mówicie, jakoście zaW8ze mówili,
.le nie znacie winnych, przeto pan kasztelan sam t
-ch oto jako
winnych wymienia: Stanisława LeimiterR, który, gd
' się to dzia-
ło, był burmistrzem miasta, 1\ onrada Langa, Jarosława Szarleya,
Marcina Bełzę - tyle z radn
9ch: z gminu zaś Jana Teschners J
Mikołaja Wolframa, Wojtka malarza, Jana ScbiJlingR. ostrotnika,
i
Iikołaja, wodza posiepaków miejskich. Przeto wam pod rygo.
rem przysiąg i posłusz
ń8twa winnego rozkazujem
., ab
-ście ich
na zamek nam odesłali, co jeśli uczynić nie ('hcecie,
ł\damy pod
,
>>>
62
tym samym rygorem, abyście się WIIZ
?scy rajcy i cały grllin
wraz z owymi obwinionymi dzisiaj sami przed nnmi stawili. u
Nieme przerażenie ogarnęło na te słowa wszystki.h obec-
nych, bo usłyszeli prócz trzech ostatnich same nazwiska osób,
od lat jut wielu zasiadających i na ławach s:ldu i na krzesłach
rad
"1 ludzi w p
łnej sile wieku męskiego, bezwątpienia ojców
rodzin, najpowatniejszych, najbardziej czczonych i szanowanych
w całem mieście. I rozegrała się WÓWCZRS na ratuszu miasta
Krakowa scena, która w każdem szlachetniejszem sercu musiała
wywrzeć bolesne, iście przygn
bin.jące wrafenie. 'Vśród ponurej
ciszy powstali z miejsc swoich owi proskrybowani i glosem peł-
nym wzruszenia. przemówiJi do zgromadzonych w te słowa: "Sła-
wetni panowie! skoro nas pan kasztelan, w sprawie tej przy po-
mocy Bożej niewinnych, oskarta, z sali radnej ustąpić nie chce-
m
", aż dopóki się tutaj, gdzie podlug praw naszych powinniśmy,
i gdzie jest nasza przełotona władza, nie usprawiedliwimy; a wie-
rzymy w sprawiedliwość naszą, te ona nas ocali. Odnosimy się
do wąs wszystkich, drodzy panowie, jeżeli który z was wie, te
choć jeden z nas choćby najdrobniejszą winą jest splamiony,
mówcie, a bez najmniejszego usprawiedliwienia ponieść chcemy,
cokolwiek prawo przeznaczy.H 'Vtenczas całe obecne miesz-
czaństwo jednym głosem zawołało, te sprawiedliwi są i niewin-
ni, i że o żadnym z nich nic obciątającego nie wiadomo... A je-
dnak rozkaz królewski był stanowczy i tadn:l miarą ominąć się
nie dal... chyba otwart
.m buntem Ale gdziet stać jednemu mia-
stu, opuszczonemu przez wszystkich, na opór przeciw całej potę-
dze państwa! Uproszono więc sobie tylko zwlokę w daniu ostatecz-
nej odpowiedzi do następnego dniH;- obwiI.ieni pozostali na miej-
scu, reszta zaś opuściła ratusz z tem gorzkiem poczuciem, te dla
pozostałych na miejscu ratunku jut niema.
Następnego dnia pojawili się po raz trzeci w ratuszu po-
słańcy królewscy z krótkiem jut, ale groźnie brzmhlcem pyta.-
niem .w imieniu Jego Królewskiej Mości, czyli chcą w stawieniu
obwinionych przed Mąjestatem być 3Iu posłuszni, czyli nie. Na-
stąpiła długa narada, której jednogłośnym wynikiem było, te
poniewa
przywilej Kazimierza. Wielkiego podobne wypndki
wyraźnie sądownictwu króla i jego następców zastrzega,
e po-
lliewat dalej chodzi tu o dostawienie obwinionych król6wi, a. nie
stronie, przeto niema nawet najmniejszej prawnej podsta" y do
sprzeciwienia się najwyższemu rozkazowi.
Wzięli tedy panowie rajcy owych dziewięciu mę!ów obwi-
nionych na wozy i, zawiózłszy ich na zamek, przedstawili kró-
...
.
>>>
"
63 -
lowi w tych slowach: "Najjawniejazy królu i panie! ż:ldala Wy-
sokość Twoja w tylu surowych rozkazach, abyśmy ty('h ludzi,
niesłusznie obwinionych, przed Majestatem Twoim stawili pod
rygorem przysiąg naszych i posłuszeństwa, Tobie winnego.
zeto,
abyśmy nie byli pomawiani o nieposłuszeństwo i bunt, przedsta-
wiamy ich tu według żądania \Vysokości Twojej - nie jako
winnych i skazanych, ale jako niewinn
'ch i nieprzekonanych.
Prosi Cię, Najjaśniejszy Panie, całe obywatelstwo miejskie i my
sami, abyś ich, w razie gdyby kto przeciwko nim skargę przed
1iłością Twoj:l wytoczył, do prawa naszego odesłać raczył, gdzie
katdemu na zarzuty odpowiedzą, i abyś w ten sposób prawo
miasta jako Pan Nasz Najmiłościwszy w obronę wziąć, a nas
i ich przy niem zachować racz)
ł." Tak przemawiali panowie
rajcy do króla Jegomości, i długo ciągnęły się owe rozhowory
lIa zamku, albowiem mieszczanie niczego nie pominęli, cob
' do
obrony ich sprawy posłużyć mogło - jednak bez donioślejsz
ch
skutków. Już bowicm w chlgu tych rozmów odprowadzono
obwinion
'ch do więzienia w wieży; król zaś, oparlszy się na
s
ojej radzie przybocznej, tylko tyle dla nich uczynić zdołał, że
nie dopuścił do prostego wykonania wyroku in coutumaciam
w Korczynie zapadłego, ale zażądał po przód pozyt
.wnego udo-
wodnienia winy w jeden ze sposobów naówczas uprawnion
ch,
to jest przez przysięgę skarżącego. Pozostawała przeto jeszcze
nadzieja, że może przeciet nie wszystkich dziewięciu krew przyj-
mie pan .Jan na Rabsztynie Tęcz
.ński na swoje sumienie.
IJ rzez kilk:\ dni siedzieli obwinieni w ciemnicy na dnie
wieży, tymczasem zaś czynili prz)"jaciele ich i protektorowie
usilno starania celem przebłagania gniewu tego, w którego ręku
była obecnie dec).zja o życiu ich lub śmierci. N.\.wet sama kró
lowa Jejmość, dumna Hnbsburka Elżbieta, nie wahała się oso-
biście pójŚć do domu pana Tęczyńdkiego, aby dła jednego ze
skazanych, dla rajcy Jarosława Scharleya wyprosić życie. Al
z pamięci pana Jana na Rabszt
rnie
mać nie mflgła zniknąć ani
jedna scen:\ kr\\'awego dnia Iti lipca 1461, bo nawet na takie
prośby pozostał twardym i nieubłaganym. Zdaje się,
e dopiero_
pod naciskiem samegot sądu liczbę ofiar do sześciu ograniczył,
darząc życiem trzec'b, zdaniem swojem najmniej obciążon
ch:
Jana Teschnera, Mikołaja Wo1frama i 1Iarcina Bełzę, za któr
'm
cały konwent ojców Bernardynów najgorętsze prosb
" zanosił. Co
do winy zaś sześciu pozostałych złożył w ręce Piotrl\ z ,,g eS 7.łUUn-
towa, sędziego sandomierskiego, żądaną przez króła przysięgę.
czem los ich ostatecznie rozstrzygnięty został. Przygotowani
...
>>>
64
poprzednio lUt śmierć św. Sakramentami w piątek dnia J 5 sty-
cznia 1462 oddali Bogu ducha pod mieczpm katowskim w okrą-
głej :ieży narotnej zamku krakowskiego, zwróconej ku Wiśle
a zwanej odbld wietą T
czyńskich. Ciała ich odwieziono z zu.mku
do miasta, gdzie wśród wielkiego natłoku i głośnego lamentu
w kościele Najświętszej Panny Marji przed zakrystjł} w jednym
wspólnym grobie pochowane zostały.
Trzej pozostali przy łych! oddani zostali jako współwinni
w ręce Jana Tęczyńskiego, który ich następnego dnia do Rab-
sztyna odwiózł i tam z początku w twardem, później zaś po
ochłonięciu z pierwszego gniewu w przyzwoitem więzieniu trzy-
mał. Jan Doyswon i płatnerz Klemens w ten tylko sposób uni-
knęli śmierci. it dawno jut byli z miasta umknęli.
Frgderyk Paple.
Obja'nlenla: Rachubę czaIłu rozpoczynano od zachodu słońca, od godr,iny
si6dmej. - Gwałtownik, ten, co zadaje gwałt, bije, zabija. - Pan krakoLC,ki,
kuztelan krakow8ki Jan na Tęczynie. - Wojna pruska Kazimierza Jagienoń-
czyka z Zakonem z powodu przyłączenia Prus i Pomorza do Polski. zakończona
8z
śliwie pokojem Toruń,kim 1466 f. - Płatne,.
(z niem. Plattner), wyrabia-
jący pancerze, zbroje. -_ A,y,tencja, obecność. - G"
YLCna " dobie pla..tow
kieJ
oznaczała pewną liczbę (prawdopodobnie 40) skórek futrzanych sobolicb, wiewi6r-
czych, popieliczych, gronostajowych lub kunich. Warto;ić grzynny odpowiadala
pocątkowo wartoki pół funta srebra. tej wadze nadano więc nazwę grzywny. Od
w. XV kTąly już tylko moneta kruszcowa. Wacław czeski bije sześćdziesiąt
;,azerokich" gr03ZY prMkich z grzywny, Ka'limierz \Vielki z grzywny krakowskiej
o II. mniejszej od praskiej 48 groszy. - staro,ta grodu, namiestnik kr61ewski,
obrolica zamku. kr6lewlkiego, str61 lpokoju " granicach starostwa; jego władza
rozciągala się na chlopów, mieezczan. szlachtę. - FOla. przekop, r6w. - OBtroJ-
nik, rzemieelnik, robiący O!troJCi. - P03iepak (siepak, l'iepacz), 'apaez, kat, opraw-
ca, pachołek. - Pod rJJf/ornn, pod przymusem. - Gmin pospólstwo, nibzy Itan
miejski.-Pro,krubowang, (z 'ac. proecribere), wymieniony" piśmie, oskadony, ska-
r,any. - Wedłujl; przywileju Kazimierzowego z r. 1858, mieezczanin krakowski za
zabicie
zlachcica miał być sądzony w obecności kr6la lub jego Z&8tepcy, ale we-
dług p,rawa miejskiego, magdeburskiego i to " mieicie.-In contumaciam (łac.) =
zaoczne skazanie z powodu niestawiennictwa przed sądem na wezwanie. - Po
g-
tJJlcny, pewny, ltanowczy. - Protektor (z lac.) popierający. opiekun. - Konwent,
zgromadzenie, kwztor.
,
.
Nie odrazu Kraków.
Nie odrazu Kraków zbudowano-
Nie odrazu nad falą wiślaną,
Lecz po latach dopiero-po wielu
Zajaśniały te mury
ąwelu.
Bo tu naprzód szumiał b6r gł-ł-
(boki,
A w jaskiniach tyły groźne
(smoki,
.
..,..
>>>
A z ich jadu ludzie umierali.
I dopiero zawezwano drwali,
Którzy rąbać jęli one bory;
Potem takich, co zatrute nory
Przeniknęli - i cały ród smoczy
W krwi i ognia zniszczyli roz-
[toczy.
Ale jeszcze były wężowiska,
Mgły, opary, tumany, bagniska-
\Vięc to wszystko trzeba było
(zwalić,
Trzeba było kopać, czyścić, palić
I dopiero wyrównać te wzgórza,
Gdzie budować wypadnie pod-
[ murza.
. Przyszli wtedy mularze i cieśle -
Katdy w swojem wy tra wny rze-
r mieśle -
I na brzegu tej fali wiślanej
Jęli zamek wystawiać drew-
lniany.
65 -
Ale drewna po
arom uległy:
Więc czerwone jęli znosić ce-
Igły -
owe, trwalsze budowali mury-
Dostojniejszej z dnia na dzień
[struktury -
I fortecę z obronnemi flanki,
I dziedziniec z długiemi kruż-
(ganki -
I królewskie malowne świe-
[tlice -
I katedry strzeliste wieżyce-
A w ołtarzu posąg marmurowy-
A na wiety wielki dzwon spi-
[żowy.
Stanął Kraków w żywej aureoli:
Nie odrazu - powoli - powoli -
Nad tą lalą - nad falą wiślaną
Nie odrazu Kraków zbudowano.
A n toni Lange.
Obja
nlenla: Ro
tocz, y, rozciek, rozlew. - Flank, u, ramię narotnika.
warowni. - Świetlica, izba gł6wna w domu. - Dzwon Zygmunt, odlany w r. 1520
z woli Zy
munta J. - Aureola. świetlany krąg, przen. chwała, bl8.8k.
Z dziejów przemysłu pOlskiego w wieku XVI.
l. s z k ł o.
W produkcji przemyąłowej Polski XVI stulecia rolę poważną
odgrywał przemysł szklarski. Miał on poza sobą dosyć długie
dzieje, huty szklane istniały bowiem w Polsce już w wieku
XIV. 'V wieku XVI na polu hutnictwa szkla
ego w \Viel-
kiej, a zwłaszcza Małej Polsce ruch był bardzo ożywion
', po
puszczach królewskich, duchownych i pańskich powstają coraz
to nowe huty, z których niejedna rozwinęła się wkrótce w całą
wioskę. Oczywiście, były to wszystko zakłady, prowadzone na
małą skalę, tein się tef tłumaczy,
e czasem na niewielkiej
bardzo przestrzeni było po kilka hut szklanych jednocześnie.-
Pomimo to produkowały te fabryczki nie tylko na potrzeby naj-
bliższej okolicy, ale równie
na wywóz, i to nawet do stron
bardzo dalekich. Szkło "krakowskie" jest w powszechnem uty-
ciu w Warszawie obok szkła. weneckiego, francuskiego, angiel-
tlc:1e polski.. O
>>>
- 66
skiego, niemieckiego, czeskiego i morawskiego. Wywozili szkło
polskie kupcy w końcu wieku XVI i do Węgier wraz z innym
drobnym towarem..
fabryki polskie wyrabiały różnego rodzaju flaszki i szklanki,
a także "błony". to jest szyby do okien, zwłaszcza małe okrą-
głe szybki, które szklarze czyli "błoniarze" zaprawiali w ołów,
składając w ten sposób szyby potrzebnej wielkości.
Ożywienie produkcji szkła w Polsce było niewątpliwie wy-
wołane wzrostem potrzeb coraz kulturalniejszej ludności, okna
szklane były w wieku XVI w powszechnem użyciu, zapotrze-
bowanie więc szyb doszło do znacznych bardzo rozmiarów.
W roku 1490 istnieje też specjalny cech szklarski w Krakowie,
w wieku XVI podobne zrzeszenia p osiada również Poznań,
Warszawa. Ale i po innych miastach, np. w KaliRzu, Płocku,
bywali szklarze, zdarzali się "vitreatores" nawet po wsiach.
Zwyczajnie naówczas huty trzyma specjalna kat£gorja ludzi, -
tak zwani sularze lub hutnicy, obeznani praktycznie z produkcją
szkła i będący niewątpliwie nie tylko kierownikami, ale i głów-
nymi robotnikami swoich, zakładów, prowadzący ponadto gospo-
darstwo rolne na wykarczowanych przez siebie gruntach, nale-
żących do huty. Ludzie ci
ami towar swój rozwożą po jarmar-
kach i dostawiają na rynek krakowski, największe miejsce zbytu.
1tiiewają oni u siebie czeladników, dopomagających im w pracy.
Tak np. w roku 158L w hucie szklanej 1Vrzosowa pod Często-
chową pracuje trzech czeladników, a w hucie Muszyna koło Sącza
dwóch towarzyszy. Posiadacze hut otrzymywali od właścicieli
gruntów, na których znajdowała się huta, prawo wycinania
drzewa na potrzeby swych zakładów. Wzamian za prawo wrębu
i prawo korzystania z gruntów zobowiązani byli hutnicy do da-
wania czynszów częściowo w gotówce, częściowo w naturze.
Ogromna większość hut szklanych znajdowała się na tery-
torjach, należących do królewszczyzn, mniej ich było w dobrach
biskupich, najmniej znajdowało się w dobrach szlacheckich.
2. P a p 1 e r.
Do gałęzi przemys!u, które w wieku XVI osiągnęły w Pol-
sce nie wątpliwe powodzenie należy papiernictwo. Papier, z ów-
czesnych fabryk polskich pochodzący, doszedł do wysokiego
stopnia doskonałości i nie tylko wewnątrz kraju współzawodni-
czył pomyślnie z papierem obcym, ale nawet zdobył sobie rynki
zagraniczne. Źródła przechowały nam wiadomości o 24 tabry-
>>>
67
kach papieru, znajdujących się w pobliżu najważniejszych miast
Polski: Krakowa, Poznania, Lublina, Lwowa, 'V
rszawy; znaki
wodne, jakie widzieć można na kartach ksiąg miejskich dro-
bniejszych miast, wskazują niezbicie, że oprócz tych większych
zakładów, wyrabiających lepsze gatunki papieru, była jeszcze
pewna liczba małych młynków papierniczych, wyrabiających
gatunki ordynarne, chropowate i brudno-białe. Papier w owych
czasach wyrabiano wyłącznie z gałganów lnianych i wełnianych,
i może to służyć za dowód rozwoju papiernictwa polskiego
w wieku XVI-tym, iż gałgany są wówczas przedmiotem handlu
wśród towarów, zwożonych na rynek krakowski; co ważniejsza,
zmi.jdowali się już wówczas obrotni fabrykanci, którzy umieli
sobie zdobyć prawo wyłącznego nabywania gałganów dla swych
fabryk w określonych okręgach.
Znaczna większość papierni polskich należała w wieku XVI
do duchowieństwa, więc przedewszystkiem do klasztorów, a da-
lej biskupów i kapituł. Są papiernie, należące do królewszczyzn,
własne papiernie posiadają niektóre miasta, młyny papiernicze
mają wreszcie i ziemianie. Większość ówczesnych papierni.
mianowicie 13, znajdowała się w najbliższych okolicach Kra-
kowa, które uchodzą słusznie za najpoważniejszy w owej epoce
i jednocześnie najdawniejszy ośrodek polskiego papiernictwa.
Najstarszą z papierni krakowskich i wogóle polskich były za-
kłady księży Duchaków na Prądniku. Godło tego zgromadze-
nia, podwójny krzyż, pojawia się już w roku 1496 na kartach
ksiąg sądu ziemskiego krakowskiego i odtąd znajdujemy go na
papierze przez cały wiek XVI. Najstarszą świecką papiernią
w okolicach Krakowa była niewątpliwie oficyna Bonerów.
Sławni ci patrycjusze krakowscy, którzy odegrali poważną rolę
w dziejach gospodarczych wieku XVI, byli istotnie pionie-
rami ruchu papierniczego w Polsce. Filigran Bonerów, ich ro-
dowa lil ja podwójna bądź to w tarczy z koroną lub bez niej,
należy do znaków wodnych, najczęściej spotykanych w cią-
gu wieku XVI. ŚnieżEej białości, mocmy i wytworny papier
z oficyn bonerowskich był, jeśli tak rzec można, w modzie.
Dociera on na Mazowsze i do Wielkopolski, używany jest na
dworze królewskim; nawet Barbara Radziwiłłówna li8ty do brata
pisywała na papierze bonerowskim.
8. Drukarstwo.
Z rozwojem papiernictwa w wieku X VI szedł w parze roz-
kwit polskiego drukarstwa. Prawdopodobnie też pierwsza dru-
>>>
68 -
karnia i pierwsza papiernia na ziemiach polskich powstały mniej
więcej jednocześnie w końcu wieku XV. Kraków, który był
najważniejszym ośrodkiem polskiego papiernictwa, będzie przez
cały wiek XVI tym punktem, w którym skupia się lwia część
polskiego drukarstwa i związanych z niem pośrednio gąłęzi drze-
worytnictwa i introligatorstwa.
Pierwszą większą drukarnię posiadał w Krakowie - Jan
Haller. Już w pierwszej ćwierci wieku XVI jest on właścicie-
lem tłoczni, z której wychodzą pięknie odbite druki łacińskie.
Bogaty Haller był przedsiębiorcą wielkim, dzierżawił papiernię
na Prądniku, tyle zaś książek wypuszczał w świat, iż nie tylko
swoją, ale inne drukarnie drukowanemi przez siebie książkami
zajmował. A drukarni naówczas posiada Kraków już kilka.
Od roku 1511 drukuje książki tłocznia Florjana Unglera. Po-
między latami 1518 a 1549 czynna jest drukarnia Hieronima
Wietora, księgarza i drukarza wiedeńskiego, który w stolicy ja-
gielońskiej filje swych zakładów otworzył. Wielkie zasługi po-
łoż;yła dla drukarstwa polskiego rodzina Scharffenbergera: po-
czynając od 1511 roku, przez lat 93 trudniła się ona w Krako-
wie drukarstwem i księgar8twem, stała się rozsadnikiem sztuki
typograficznej po innych miasfach polskich, posiadała własne
papiernie na usługi swej tłoczni. Z innych drukarni krakowskich
w wieku XVI wymienić warto jeszcze zakłady Macieja Wierz-
bięty między latami 1578 a 1590, Macieja Garwilczyka między
1578 a 1585, Łazarzową, która pod zarządem Jana Łazarydy
Januszowskiego stała się najlepszą drukarnią w Polsce, działa-
jącą w latach 1550 - 1650, wreszcie Piotrkowczyków pomiędzy
latami 1570 a 1673.
W wieku XVI Kraków jest ośrodkiem przemysłu drukara
skiego, promieniującym nie tylko na kraj cały, ale nawet i na
Węgry. Tutaj mianowicie zaopatrują aię czasem drukarze węgier-
scy zarówno w papier drukarski, jak w czcionki, sławna zaś dru-
karnia Unglera drukowała nieraz książki na zamówienia Węgrów.
Poza Krakowem poważną rolę w rozwoju naszego drukar-
stwa owych czasów odegrał Poznań. Później zaczęło się rozwi-
jać drukarstwo w innych miastach: Lublinie, Lwowie i Wilnie.
Świetny rozwój piśmiennictwa w Polsce Zygmuntowskiej,
ożywione spory religijne wpłynęły ogromnie na rozwój ruchu
drukarskiego. I oto w drugiej połowie wieku XVI drukarnie
w wielkich miastach nie czynią ju
zadość potrzebom kraju.
Po małych miastach i miasteczkach powstają dziesiątki drukarni
mniej lub więcej krótkotrwałych, stałej tłoczni nie posiada tylko
\.
>>>
69
Warszawa, mająca JUZ wtedy znaczenie pierwszorzędne w roz-
woju gospodarczym Polski.
. Władze państwowe udzielały drukarstwu polskiemu pewne-
go rodzaju opieki, współdziałając w zaprowadzeniu ładu w sto-
sunkach drukarskich. Opieka ta wyrażała się w udzielaniu do-
żywotnich lub kilkoletnich monopoli na druk pewnych książek.
Najobszeroiejszego tego rodzaju monopolu udzielił Aleksander
Jagiellończyk w roku 1505 Janowi Hallerowi. Chcąc mianowi-
cie zabezpieczyć "od cudzoziemskiej konkurencji" (ab externo
impedimento) zakłady hallerowskie, rozwijające się ku ozdobie
i pożytkowi narodu, postanawiał krój, iż te dzieła, które. w kraju
drukował Haller, nie mogą być z zagranicy sprowadzane ani
w Polsce sprzedawane pod groźbą konfiskaty na rzecz mono-
polisty i kary pieniężnej na korzyść starosty krakowskiego.
Dwie oficyny drukarskie cieszyły się szczególną a najzupełniej
zasłużoną protekcją królewską: Szarfenhergów - Ostrogórskich
i Łazarzów-Januszowskich. ,V roku 1577 otrzymał Szarfenberg
nawet tytuł drukarza królewskiego i obowiązany był odtąd
utrzymywać zawsze na dworze królewskim jednego ze swych
współpracowników, który miał być zawsze przy boku królew-
skim, "przygo
owany na każdą naszą i kancelarji naszej kró-
lewskiej potrzebę razem z typami czcionek i innemi instrumen-
tami". Spadały na pana Mikołaja i inne, może mniej zaszczytne,
ale w skutkach swych pożyte-
czne łaski królewskie: dostawał
ze szkatuły królewskiej wójto-
stwa, to znów sumy pieniężne.
Niemniej sze łaski królewskie
spadały i na Jana Łazarydę Ja-
nuszowskiego, "arcytypografa",
uczonego prawnika i świetnego
drukarza, jednego z najkuItu-
raIniejszych i najświatlejszych
przemysłowców, jakich miała
Polska XVI wieku. Był on ulu-
bieńcem zarówno Stefana Ba-
torego, jak i hetmana Zamoy-
skiego. Król obdarz
1ł go przy-
wilejem na druk tak pokupnej książki, jak brewjarz i mszał.
Niemniejsze względy okazywał J anuszowskiemu i Zygmunt Trze-
ci, który nawet nobilitował go w r. 1588.
Według Ignacego Baranou.:skiego.
,
>>>
70
PRZYSŁO WI-Ą.
Wodę czerpa przetakiem, kto bez ksiąg chce być żakiem. -
Klasztor bez kSiąg. twierdza bez broni. - Z książki mądry,
a z głowy głupi. - Lepsza żadna, niż zla książka.
Obla
nlenia: 1. Produkcja, wytw6rczość. - Hula (z niem. Hiitte)
szklana, zaklad, gdzie robią t!zkło. - Vitreatores, lacińska nazwa 8zklarzy od vi-
trum, i = szklo. - Sularze, palacze, utrzymujący ogień w piecu hutniczym (z niem.
Schiirer). - l-VykaTczowanych. Karczować, dobywać karcze, pnie i korzenie po
wyciętym lesie w celu otrzymania pola pod zasiawy albo ląki. - Czynsz (z lac.
census przez niemieckie Zins), opłat.a za użytkowanie z rzeczy nieruchomej cudzej,
dzierżawa. - Królewszczyzna, dobra królewskie. - 2. Znaki wodne albo - fili-
grany (z fr. filigrane), znaki, wyciskane na papierze, ujawniające się dokładnie, je.
żeli się je rozpatruje w świetle przechodzącem. - Mlynki papiernicze, po-
trzebne do szarpania gałgan6w, szmat, z kt6rych wyrabia się papier. - Kapi-
tula, grono starszych duchownych przy katedrze, klasztorze albo kolegjacie t. j. ka-
tedrze bez własnego miejscowego biskupa. - Księia Duchacy, księża przy
klasztorze Świętego Ducha. - Sqd ziemski, sąd pierwszego stopnia dla
spraw szlach
y województwa albo ziemi. Pr6cz sąd6w ziem8kich były sądy grodz-
kie po_ grodach czyli starościńt!kie, wreszcie podkomorskie, rozstrzygające spory
graniczne. - Oficyna (z łac.), pracownia, zakład przemysłowy. - Pionierowie,
ludz"e, torujący innym drogę. - S. Tlocznia, machina do przyciskania lub
wyciskania za pomocą drąga, śrub i t. p., tu wogóle zakład drukarski. - Filja
(Z łac. filia = córka" oddział, zakład mniejszy, zależny od gł6wnego. - Typo-
graficzny, drukarski. - Czcionka, litera drukarska. - Monopol, prRWO, sIu-
żące wyłącznie jednej osobie. - Konkurencja, w8p6łzawodnictwo. - Konfiskata
(z lac.), zabranie. - Arcytypograj, do
kona1'y, pierwszy drukarz. - Brewjarz,
zbiór codziennych modlitw księży katolickich. - Mszał, księga kościelna, z kt6rej
i według której odprawia się msza sw. w kościele katolickim. - Nobilitowac, na-
dać szlachectwo. - Czerpa strp. = czerpie. - Przetak, rodzaj sita z łyka, dru-
t6w, ilac
y, z więbzemi dziurkami cz\Vorograniastemi.-llustracja: Znak .drukar-
ni Lazarz6w Janu8zowskich. U spodu napis łaciński: "Ingenio et arte"= . Zdolnością
i umiejętnością; naokoło zaś "Domini mea spes fidesque verbi praelucente face ad po-
lum feratur"=Nadzieja moja w BOl?;u i wiara w Słowo niech przy świetle pochodni
(wiedzy) rozchodzą się (do bieguna) na krańce świata.
List Kopernika
do króla ZYa'munta l-KO, pisany w imieniu kapituły
warmińskieJ.
Najjaśniejszy i najmiłościwszy Wladco,
Królu i Panie najłaskawszy!
Po zapewnieniu o naszem przywiązaniu i gotowości do kor-
nych usług.
Często już chcieliśmy użalić się przed Tobą, llajmiłościwszy
Panie, na krzywdy nasze, lecz wstrzymywała nas jakaś nie-
śmiałość nasza i Majestat dostojnego imienia Twojego, do które-
gośm
T powinni zawsze zwracać się raczej z uczczeniem, aniżeli
.
>>>
71 -
"
ze sprawami. Teraz jednak i trudne położenie misze, i niego-
dziwość zaszłych wydarzeń, a także i sam honor Waszej Kró-
lewskiej Mości zmuszają nas naprzykrzać się naszemi żalami
i błaganiem Waszej Miłości, zajętej już skądinąd bardzo ważnemi
sprawami. Nie jest to bowiem. tajne, jakich obelg doznajemy
już przez pełnych lat siedem ze strony zbrodniczych i bezczel-
nych ludzi przez to, że zarówno my, jak i nasi poddani nękani
jesteśmy ogniem i mieczem, napadami i rozbojami od coraz to
wzrastającej liczby wrogów; że dalej sami jesteśmy jakby upro.
wadzeni w niewolę tak, iż nawet godziny bezpiecznie nie miesz-
kamy w domach naszych, które, leżąc wśród otwartego pola,
wystawione są na łaskę i na niełaskę zbrodniarzy, a nawet przy-
bytek Boży i świętości ledwo od zbezczeszczenia chronimy, że
wreszcie prawie niewolno nam bezkarnie wymierzyć samym so-
bie sprawiedliwości, której od -innych rzadko tylko doświadcza-
my. Z czyjej zaś pobudki te przykrości nasze tak się wzmo-
gły, to już skądinąd, jak sądzimy, jest znane Waszej Królew-
skiej 1rlości. Jest bowiem powszechnie wiadome, gdzie się owi
rozbójnicy dotychczas wylęgali, gdzie się na nas zbroją, dokąd
się ze zdobyczą chronią. Myśmy to dotychczas znosili w cier-
pliwości, ponieważ, poświęciwszy się stanowi duchownemu,
mI?-iej mamy doświadczenia w rzemiośle wojennem. Jednak po-
nieważ na walnym sejmie w Elblągu świeżo zapadła była
ucb wała , że wszyscy mają chwycić za oręż przeciwko tej pla-
dze, ażeby ją wyplenić, i ponieważ rozumieliśmy, że jest to
także postanowione edyktem Waszej Królewskiej Mości, nie
uchyliliśmy się od obowiązku, lecz owszem pierwsi staliśmy
się mścicielami tak wielkich zbrodni. Albowiem gdy na po-
czątku tego miesiąca na naszej ziemi ośmiu rozbójników na-
padło na publicznej drodze pewnego poddanego Waszej Królew-
skiej Mości, obywatela miasta Elbląga, i, odciąwszy mu obiedwie
ręce, obrabowali go ze wszelkiej majętności, burgrabia nasz, ze-
brawszy wkrótce małą garstkę n
szych poddanych, wkroczył
bezustannym marszem prawie sześć mil w głąb terytorjów Za-
konu za śladem owych okrutnych rozbójników, napadł na nich
wpierw, niżby się po domach swoich rozproszyli, zaj€ttych po-
działem łupu w pewnym bagnistym lesie: schwytawszy zaś je-
dnego z nich, szlachcica rodem z Marchji (inni ucieczką się ra-
towali), odwiózł go z powrotem do domu wraz z całą zdobyczą,
oraz z końmi i uzbrojeniem samych rozbójników, wpierw upro-
siwszy i uzyskawszy pozwolenie rycerza, któremu podlega owa
okolica, jakkolwiek pozwolenie w tym razie nie było potrzebne..
>>>
72
Lecz teraz już nie tylko ów rycerz -'użala się, że. doznał
krzywdy (bo widzi może, że ta sprawa także i jemu niebezpie-
czeństwem zagraża), lecz i komtur w Baldze, a nawet sam do-
stojny w. mistrz niedość, że żąda, lecz także usilnie się stara,
ażeby owego schwytanego rozbójnika z całą uprowadzoną zdo-
byczą powrócić do Balgi, którą to sprawę Najprzewielebniejszy
nasz bisknp Waszej Królewskiej Mości szerzej przedstawił.
Z tego powodu rabusie już zuchwalej nit przedtem podnoszą
przeciwko nam głowy i, jak przedtem zagrażali miastom, teraz
wszyscy przeciwko nam się zwróciwszy, wszelaką prowokacją,
różnemi obelgami i częstemi pogróżkami nas napastują; nastę-
pnie widzimy także, iż ze strony w. mistrza grozi nam już pra-
wie niebezpieczeństwo i przemoc, której nie mamy sposobu ode-
przeć, ponieważ naszem zajęciem jest modlić się. a nie walczyć,
chyba, że przyjdzie nam z pomocą Wasza Królewska Mość
z wrodzoną swą łaskawością, do której z tern większą ttfnością
zwrócić się nakłania nas z jednej strony niewinność naszej
sprawy, a z drugiej niebezpieczeństwo naszego Kościoła" który
w Waszej Królewskiej Mości ma i zawsze miał najszlachetniej-
szego opiekuna. To też uniżenie 'Vasz Majestat zaklinamy
i błagamy: racz Królewską Swą młldrością i stanowczością za-
pobiec tym zbrodniczym usiłowaniom, Kościół nasz i nas sa-
mych, w oczywistem niebezpieczeństwie pogrążonych, otoczyć
opieką Swą i obroną, abyśmy mogli i służbę Bożą, i nas samych,
którzy nie ustajemy w modlitwach o pomyślny stan dostojnego
Królestwa Twojego, lepiej zachować w cieniu wzniosłych cnót
Twoich, ofiarując wierne usługi nasze i samo życie nasze Wa-
szej Królewskiej Mości, którego czcimy jako najłaskawszego
Pana naszego, kornie Mu się polecając.
Waszego najmiłościwszego Majestatu Królewskiego
uniżeni i oddani kapelani
Kapituła Warmińska.
Z Warmji dn. 22, miesiąca lipca, 1516 r.
Przekład L. Birkenmajera.
Objagnłenla: List ten łaciński odnaleziony został w 1908 r. przez uczo-
nego polskiego L. Birkenmajera w archiwum państwowem w Sztokholmie. Archiwa
i bibljoteki warmińskie złupione zostały głównie w r. 1626 przez wojska Gustawa
Adolfa i wywiezione do Szwecji. - Po śmierci (r. 1512) biskupa warmińskiego,
Lu kasza Watzelrodego, wujaKopernika (1473 -1543), bandy rozbójnicze, zorganizowane
i popierane przez Zakon, zaczęły łupić Warmję, odzyskaną dla Polski Da mocy pokoju
" Toruniu 1466 r. Knowania krzyzackie zakończyła pomyślna dla oręża polskiego
wojna Zygmunta I z Zakonem, na którego czele atał naówczas Albert (Albrecht),
kBi"tę brand
nbl1rski z linji Hobenzollern-Ąn8pach, rodzony siostrzeniec Zygmunta.
>>>
73
.
Był to ten sam Albert, który w 1525 r. dołył hołd kr6lowi polskiemu na rynku
krakowekim.-Przed samą wojną wielki astronom był kanclerzem i administratorem
dóbr bi
kupstwa, rezydował w obwarowanym Olsztyn ku, nad rzeką Łyną (Alle) któ-
rego tei dzielnie bronił, gdy w 1520 r. krzyżactwo zalało Warmję.-Majestat, wiel-
k03ć, wspaniałość, godność. - Elb/ąg, miasto wojew6dztwa Malborskiego nad rzeką.
Elbląg, przyznane Polsce na wieczne czasy mocą pokoju Toruńskiego. - Wyple-
nić, zniszczyć to, co się pleni, rozrasta, wytępić. - Edykt, rozkaz. - BU1"-
grabia, naczelnik straiy zamkowej, dow6dca załogi. - Marchji brandenbul'8kiej.-
Komtur, u Krzyżak6w przełożony nad okręgiem, w czasie wojny nad oddziałem
wojska. - Balga, zamek krzyżacki i gród, zbudowany 1239 r. na p6łwyspie za-
toki Fryskiej, na południe od Kr6lewca. - Wielki komtur od r. 1510 wspomnia-
ny Albert.
Prowokacja, wyzwanie, zaczepka.
Pochwała wsi.
Wsi spokojna, wsi wesoła,
Który głos twej chwale zdoła?
Kto twe wczasy, kto pożytki
.Może- wspomnieć zaraz wszytki?
Człowiek w twej pieczy uczciwie
Bez wszelakiej lichwy _żywie;
Pobożne jego staranie
I bezpieczne nab
?wanie.
Inszy się ciągną przy dworze
Albo żeglują przez morze,
Gdzie człowieka wicher pędzi,
A śmierć bliżej niż na piędzi.
Najdziesz, kto w płat jęz;yk
[dawa,
A radę na funt przedawa,
Krwią drudzy zysk oblewają,
Gardła na to odważają.
Oracz pługiem zarżnie w zie-
[
ię,
S tąd i siebie, i swe plemię,
Stąd roczną czeladź i wszy tek
Opatruje swój dobytek.
Jemu sady obradzają,
Jemu pszczoły miód dawają,
Nań przychodzi z owiec welna
I zagroda jagniąt pełna.
On łąki, on pola kosi,
A do gumna wszytko nosi;
Skoro też siew odprawiemy,
Komin wkoło obsi
dziemy,
.
Tam już pieśni rozmaite,
Tam będą gadki pokryte,
Tam trefne plęsy z ukłony,
Tam cenar, tam i goniony.
A gospodarz, wziąwszy siatkę,
Idzie mrokiem na usadkę
Albo sidła stawia w lesie,
Jednak zawżdy co przypiesie.
W rzece ma gęste więcierze,
Czasem wędą ryby bierze,
A rozliczni ptacy wkoło
Ozywają się wesoło.
Stada igrają przy wodzie,
A sam pasterz, siedząc w chłodzie,
Gra w piszczałkę proste pieśni,
Ą faunowie skaczą leśni.
Za tern sprzętna gospodyni
O wiec
erzej pilność czyni,
ając doma ten dostatek,
Ze się obejdzie bez jatek.
Ona sama bydło liczy,
Kiedy, z pola idąc, ryczy,
Ona i spuszczać pomoże,
Męża wzmaga, jako może. '
A niedorośli wnukowie,
Chyląc się ku- starszej głowie,
Wykną przestawać na maIe,
Wstyd i cnotę chować w cale.
.Jan Kochanou'ski
(1530 - 1584 J.
I
>>>
.
74
ObJagnłenla: Który glos twej chlCale :.doła = czyj głos zdoła cię dość
chwalić. - Wc:.asy, spok6j, przyjemne chwile.-Zara:., odrazu. - Piec:.a, opieka.
liltaranie. -:- Lichwa, 8.) dawanie pieniędzy na procent, b) pobieranie wysokich pro-
centów od sum wypożyczonych. - Ciągną się, wYBijają się, zabiegają, wysługują. -
Na pięd
i, o piędź. Piędź, miara r6wna najdłuż
zej odległości między końcami
palców wielkiego i średniego rozpostartej dłoni średniej ręki męskiej, a więc wyno-
sząca około dwndziestu, dwudziestu dwóch centymetrów. - Wpłat dawać język,
oddawać język na procent,
przedawać swą wymowę. -Na funt, na wagę, za pie-
niądze. Oba te zwroty mówią o obrońcach sądowych. - Odważać czego, gardła =
narażać życie. Mowa o stanie żołnierskim. - Dobytek, bydro. - Gadki pokryte =
:zagadki trudne do rozwiązania. - Trefny, ucieszny, żartobliwy. - Plęsy = pląsy. -
Cenar, taniec powszechnie w PoJ
ce znany i lubiony w XVI i XVII wieku. -
Goniony, gra i taniec zarazem o charakterze bardzo żywym. - Na usadkę = na
zasadzkę. - Więcierz, stożkowaty lub walcowaty ko!'z z wikliny lub sieci do po-
łowu ryb w jeziorach i rzekach. - Dmie w pis:.czalkę, gra na piszczałce.--
Faunowie, bóstwa p61 i lasów u Rzymian. - Sprzętna, skrzętna. - Wieczer:.ej
.
dopełniacz staropol. obok wieczerze = dzis. wieczerzy. - O wiec
erzej pilność
c:.yni = krząta się, przygotowuje wieczerzę. - Be:. jatek, bez kupowania na
targu. - Spuszc:.ać, domyślne: z łańcucha. - M ęia wzma9a = mężowi pomaga. -
Chyląc stę ku starszej głowię = ulegając powadze star
zycb. - Wykną prze-
stawać na male = przywykają do poprzestawanią na matem. - ,V cale, w ca-
łości, nienaruszoną.
Trefna powieść.
"
Chłopi, idąc ze wsi na jarmark, który był w kilku milach,
opóźnili się, że w boru zostać przez noc musieli. Więc iż bylo
o Gromnicach, kiedy wilcy stadem chodzą, radzili między sobą,
jakoby noc tę przespać, a wilcy żeby którego z nich nie zjedli.
Jeden powiedział:
- Niećmy ogień, a nie śpijmy.
Odpowiedziano mu, iż tak źle, bo rychlej wilcy do ognia
przydą. Wyrwał swoję drugi, powiedając:
Składźmy się, prawi, kołem, iżby jeden drugiego gło.
wą dotykał, a tak jeśliby któręgo z nas wilk za nogę popadł,
uczuje podle niego drugi. -
Zganili -drudzy i tę radę, mówiąc:'
_ Kiedy się, prawi, roześpim, wnet głowy daleko od siebie
będą, wtem mogą w!lcy przypaść i wyjąć z koła dwu i trzech,
że drudzy nie uczują.
Owa pO-długiem rokowaniu na ostatek poradził tak jakiś
starzec: wleźć na które wysokie drzewo, a tam nie śpiąc dnia
czekać. I uczynili tak, porą bili hnet dwie sośni, a uczyniwszy
na nich karby jakoby stopnie, na jedną wysoką sośnię po nich
wleźli i tam przez noc byli, obaliwszy sośnię na ziemię. Naza-
.
>>>
75
jutrz, gdy nie wszytcy mogli być tak czerstwemi (zwłaszcza iż
było miedzy nimi nieco starych mężów), żeby na dół bez po.
mocy zeszli, obrali miedzy sobą kilku co czerstwiejszych, a duż-
szych, aby llajpirwszy mocnej się gałęzi ujął i trzymał, a drugi
jego nóg, aż tak do ziemie, a po tych dopiero oWi leniwi jako
po drabinie aby na dół schodzili. A gdy przyszło do tego, że
drudzy po onych już z góry leźli, począł ten r:.ajwyższy wołać.
- Spieszcie się, daj was zabito, bo mi tak barzo ciężko,
iż ledwie się gałęzi trzymam.
A jeden z tych, którzy leźli, rzekł:
- Bracie, nie łaj, wszak jeślić ciężko, a słabo trzymasz,
popluj rąk sobie.
A ten, gdy chciał usłuchnąć rady, ze wszystkimi zaraz
gruchnął o ziemię; kto szyję, kto rękę, kto nogę złamał, led \\'0
podobno jeden abo dwa wrócili się do domu.
Łukasz Górnicki (1527-1603).
Objagnienia: Byl w kilku milach = o kilka mil.- Opóźnili sźę tak, że...-
O Gromnicach staro pol. na Gromnice, na Matkę Boską Gromniczną, drugiego
lutego. Przysłowie: Gromnica zimy połowica. - Pr flydą staropol. = przyjdą. -
Powiedając strp. = powiadając. - Skladimg
ię, u\::ładźmy się, połóżmy się. -
Owa, ot.o, słowem. - Porąbili od strp. rąbić = rąbać. - Hnet, wnet, natych-
miast. - Sośni, biernik l. podw. od atrp. "Bośnia)'. - WSflytCY od strp. mianow-
nika "wszy tek" = dzis. wszystek. - C;erstwy, silny. - DuisflY strpol. stop.
wyższy od "duży" = a) wielki, b) mocny, tęgi. - NajpirwsflY = najpierwszy; stop.
najwyższy od staropol. "pirwy, pirzwy". do którego stopniem wyższym był
"pirwszy". - Do fliemie staropol. dopeł. l. p. - Daj was ,zabito = bodaj zabito.-
Barflo starop. = bardzo. - Usluchnąć starop. po8tać jed
otłiwa czasownika do-
konanego "usłuchać:'
o doktorze HIszpanie.
Nasz dobry doktór spać się od nas bierze,
Ani chce z nami doczekać wieczerze.
"Dajcie mu pokój! najd
iem go w pościeli,
"A sami przedsię bywajmy wes
li!"-
Już po wieczerzy: "Pódźmy do Hiszpana!"
"Ba, wierę, pódźmy, ale nie bez dzbana!"-
"Puszczaj, doktorze, towarzyszu miły!"
Doktór nie puścił, ale drzwi puściły.
"J edna nie wadzi, daj ci Boże zdrowie!"
"By jeno jedna!" doktór na to powie.
Od jednej przyszło aż więc do dziewiąci,
A doktorowi mózg się we łbie mąci.
>>>
76
"Trudny - powiada - mój rząd z tymi pany:
Szedłem spać trzeźwio, a wstanę pijany."
Jan Kochanowski 1530 -1584.
Objagnlenła: Bier:.e się spać = idzie spać. - Wiec:.e,...e, dopelniacz
liczby pojedyńczej. - Przedsię, staropol. przecie, jednak, mimo to. - Wierę,
zaiste, prawdziwie. - Jedna czasza. - Wad:.ić = a) waśnić, kłócić, b) szkodzić,
przeszkadzać. - DdeUJiąci. W dawnej polszczyznie liczebniki od czterech do
. dziewięćdziesiąt miały odmianę właściwą rzeczownikom teńskim" zakończonym
w mianowniku liczby poj. na sp6łgłoskę miękką, odmieniały się więc jak np. broń.
W nowszej polszczyźnie pod wplywem liczby podwójnej liczebnika "dwa" wyro-
biła się inna odmiana. "Dziewiąci" staropol. obok "dziewięci"" jak "piąci" obok
. ."
"pIęcI. -
Na most warszewski.
Nieubłagana Wisło, próżno wstrząsasz rogi,
Próżno brzegom gwałt cz
?nisz i hamujesz drogi;
Nalazł fortel król August, jako cię miał pożyć,
.A. ty musisz tę swoją dobrą myśl położyć,
Bo krom wioseł, krom promów już dziś suchą nogą
Twój grzbiet nieujeżdżony wszyscy deptać mogą.
..
Jan Kochanowski (1530-1584).
Objagnienla: Pierwszy staly most, łączący ulicę Mostową z przeciwległym
brzegiem Wisły, zaczął stawiać Zygmunt August 1568 r.; ukończyła budowę po
jego śmierci siostra jego Anna w r. 1573. Most zniszczyła powódź 1603 r. -
Rogi = rogami. - Fortel (z niem. Vortheil), sztuka, spos6b, środek. - Poiyć,
opanować, okiełznać. - Dobrą myśl poloiyć = porzucić butę, hardość.-
Krom, opr6cz. -
Dowcip rzymski.
Scypjo Nazyka przyszedł do Enjusza l zawołał, u drzwi
stojąc:
Jest paD doma?
Dziewka mu powiedziała:
- Niemasz.
A Scypjo słyszał, iż Enjusz tak powiedzieć kazał.
Owa gdy tak odszedł, rychło potem przyszedł też Enjusz
do Scypjona, a gdy takież, nie wchodząc w dom, pytał na pana,
Nazyka sam silnym głosem zawołał:
- Niemasz go doma!
Zatem Enjusz:
Có
mię błaźnisz, azaż ja nie znam twego głosu?
Tlł Scypjo powiedział:
...
>>>
77
- Wielkiś niedyskrQt! Jam on
i twojej dziewce wierzył,
kiedy powiedziała, iż ciebie doma nie było, a ty mnie samemu
teraz wierzyć nie chcesz.
Łukasz Górnicki l1527 -1603).
Objagnłenla: Scypjo Na:.yka. Publius Cornelius Scipio Nasica Optimus,
kousul roku 191. - Enjus:z. Quintus Ennius (239 - 169), jeden z pierwszych
poetów rzymskich; wywarł duży wpływ na późniejszych twórc6w i pisarzy rzym-
skich. Uprawiał dramat, epopeję, wzorując eię na poezji greckiej. - D:ziewka,
służąca. - Owa, otóż. - Takiei, takte, r6wnief. - Pytał na pana staropol.,
pytał o pana. -- Doma (starop. przysłówek od staropol. dopełniacza "dom a").
w domu. - B/ainić, oszukiwać, wystrychnąć na błazna, na dudka. - A;ai
staropoj., czy, czyż, alboż. - Niedyskret staropol., niedelikatny. - Powiedala
starop. = powiadala.-Opowiadanie to umieszczone jest w .Dworzaninie polskim"
Górnickiego, przeróbce książki włoskiej Castiglionego (czyt. Ca
tiljonego), do
której zaczerpnął je autor z dzieła ,,0 mówcy" słynnego polityka, mówcy, pisarza
łacińskiego Marka Tulliusa Cycerona (106 - 43).-
o Rzymie.
Jako wszytki narody Rzymowi służyły,
Póki mu dostawało i szczęścia i siły,
Takte te
, skoro mu się powinęła noga,
Ze wszystkiego nań świata uderzyła trwoga.
Fortunniejszy był język, bo ten i dziś miły --
Tak za wżdy trwalszy owoc dowcipu, niż siły.
Jan Kochanou.ski (1530-1584).
Objagnłenla: Ws:zytki mianownik J. mnogiej od staro pol. zaimka nie-
określnego twierdzącego "wszy tek, tka, tko", z osnową ;,wszytk." Z "wszytki',
powstała forma "wszytcy", ta zaś pod wpływem form przymiotnikowych takich.
jak: "polscy, czescy, boecy i t. p.", upodobniła się do nich i zmieniła na ,.wszyscy",
skąd s przeszło do innych form tego zaimka, odczuwane jako naleiące do osnowy.
Jut w w. XV obok form "wszy tek" i t. d. spotykamy "wszystek, wszystka" i t. d.-
Fortunniejs:.g od fortnnny = szczęśliwy, pomyślny. - Zawidy, zawsze.-
Dowcip, w dawDem znaczeniu "bystrość umysłu, rozum".
P i e ś ń.
Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?
Czego za dobrodzIejstwa, którym niemasz miary?
Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie,
I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie.
Złota tet, wiem, nie pragniesz, bo to wszytko Twoje,
Cokol wiek na tym świecie człowiek mieni swoje.
Wdzięcznem Cię tedy sercem, Panie, wyznawamy,
Bo nad Ci
przystojniejszej ofiary nie mamy.
>>>
78 -
-Tyj Pan' wszytkiego iwiata, Tyś niebo zbudował
I złotemi gwiazdami- ślicznieś uhaftował.
Tyś fundament załotył nieobeszłej ziemi
I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi.
Za Two
em rozkazaniem w brzegach morze stoi,
A zamierzonych granic przeskocz
'ć się boi.
Rzeki wód nieprzebranych wielką hojność mają,
Biały dzień, a noc ciemna swoje czasy znają.
Tobie kwoli rozliczne kwiatki wiosna rodzi,
Tobie kwoli w kłosianym wieńcu Jato chodzi;
Wino jesień i jabłka rozmaite dawa,
Potem do gotowego gnuśna zima wstawa.
Z Twej łaski nocna rosa na mdłe zioła padnie,
A zagorzałe zboża deszcz otywia snadnie.
Z Twoich rąk wszelkie zwierzę patrza swej tywności,
A Ty każdego tywisz z Twej szczodrobliwości.
Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie,
Twoja laska, Twa dobroć nigdy nie ustanie.
Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi,
Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi.
Jan Kochanowski (1530-1584).
Objagnlenia: Mienić, mianować, nazywać. Mieni swoje, dziś mieni
swojem.- 1Vd.fięcznem sercem wyznawać, chwalić. - Pr:zystojnie}szy. wlaści-
wezy, odpowiedniejszy. - Bo nad Cię i t. d., Dbd wychwalanie Ciebie. - Nie-
obeszlej, kt6rej nie można obejść. - Zamier:zony, zakreślony. - Swoje
czasy :znają: wierlzą, kiedy majlł Dastąpić. - Tobie kwoli, według Twej
woli. - Jabłka, owoce. - Mdle, oslabione, wątle. - Zagorzale, spalone.-
Patr:za od strp. patrzać; dziś - patrzy. - Jedno przysł. strp., tylko.
List Seneki.
Seneka śle pozdrowienie Lucyljuszowt
Dobrą i zbawienną obrałeś drogę, jeśli, jak piszesz, wytrwale
. dąiysz do pozyskania zdrowej myśli. Byłoby rzeczą nierozsą-
"-
dną modlić się o nią, skoro możesz ją w sobie znaleźć. Nie
trzeba wznosić rąk do nieba ani błagać sługę świątyni o do-
puszczenie przed oblicze posągu jako itbyśmy snadniej wysłucha-
ni być mogli: blisko jest bóg twój, on jest przy tobie, w tobie. Tak,
Lucyljuszu, święty duch mieszka w nas, spogląda na nasze złe
>>>
79
i dobre sprawy i nad niemi czuwa. Ja.k z nim postępujemy,
tak on z nami. A już dobrego człowieka niemasz bez boga.
Czyżby bowiem mógł ktoś bez boskiej pomocy wznieść siQ po-
nad zespół warunków zewn
trznych i przypadkowych? Ten
bóg daje człowiekowi rady wspaniałe i zdrowe. Tak, w "każ-
dym z mężów prawych mieszka jakiś bóg."
Kiedy wejdziesz w gaj gęsty o niezwykle w
'sokich i sta-
rych drzewach, w którym gałęzie nie pozwalają ci ujrzeć błę-
kitu niebios, czy wysokość takiego lasu, ustronność miejsca,
przedziwny cień, gęsty i nieprzerwany pomimo braku sklepienia
nie wzbudzą w tobie wiary w jakąś wytszą istotę? A jeśli
gdzie na zboczu góry zawiśnie pieczara, nie człeka ręką zro-
biona, lecz przez przyrodę wyżłobiona, czy nie przeniknie umy-
słu twego pewne poczucie świętości? Czcimy źródła wielkich
rzek i, gdzie z wnętrza ziemi wytryśnie woda, tam ołtarz sta-
wiamy, oddajemy cześĆ ciepłym krynicom, niektóre jeziora dla
cienistej ciemności
zy głębi bezdennej uważamy za święte.
A gdy spotkasz człowieka nieustraszonego w niebezpieczeństwie,
do którego żądze dostępu nie mają, szczęsnego w nieszczęściu,
spokojnego, gdy burza szaleje, spoglądającego na ludzi z wyż-
szego stanowiska, a na bogów - jak równych, czy wówczas nie
poczujesz czc
czy nie rzekniesz: "Istota ta jest zbyt wielka
i wzniosła, żeby można było uwierzyć, że jest ona czemś podo-
bnem do tego biednego ciała, w którem przebywa". Boska moc
w nią wstąpiła. Niebiańska siła ożywia tak jasnego ducha, peł-
nego miary, w poczuciu swej wyższości przechodzącego obo-
jętnie obok wszystkiego, śmiejącego się z tego, co nas lęku na-
bawia lub żądze w sercu nieci. Możliwe to jest tylko dzięki
oparciu się o bóstwo. To też duch taki większą częścią swego
jestestwa przebywa tam, skąd zstąpił. Jak słońca promienie
wprawdzie ziemię złocą
atoli jeno tam są w domu, skąd drogę
znaczą, tak wielki i święty człowiek, zesłany do nas, b
-śmy bli-
żej boskość pojęli, przebywa wprawdzie wśród nas, jednak jest
zawsze synem pierwotnej swej ojczyzny, do niej należy, tam
patrzy i dąży, a w naszych ludzkich sprawach uczestniczYł nie
tracąc poczucia s wej wyższości.
Któż do owych duchów się liczy?
Ten, kto jaśnieje własnem tylko dobrem?
Cóż jest nierozsądniejszego, jak wielbić u kogoś to, co do
niego nie należy? Czy może być coś głupszego, ni
podziwiać
u jednego człowieka to, co w jednej chwili przejść może do
>>>
80
innego? Złota uprząż nie czyni konia dzielniejszym. Lew nie-
poskromiony, nie pozbawiony pierwotnej dzikości inaczej kroczy,
jak ten o zdobnej w złoto grzywie, którego ułożono i zmuszono
do cierpliwego znoszenia ozdób: ognisty i porywczy zgodnie ze
swem przyrodzeniem, piękny dzikością (bo na tern właśnie po-
lega jego urok, że postrach budzi samym swoim widokiem),-
oczywiście, w wytszej jest cenie, niż ten powolny, ozdobiony złotem.
Każdy ma prawo chlubić się tylko tern, co jest jego wła-
snością. Chwalimy winną latorośl, kiedy obciążona bujnym owo-
cem swoim własnym cięża.rem wtłacza do ziemi podpórki, które
jej przydano. Któżby oddał pierwszeństwo winnej latorośli
o złotych gronach i liściach; urodzajność jest odrębną pięknością
winnej latorośli. To też i człowieka chlubę stanowi to, co na-
leży do niego samego. Może on mieć dwór wspaniały, piękny
pałac, rozl6głe włości, może ciągnąć wielkie zyski ze swych ka-
pitałów, a jednak to wszystko nie w nim jest, lecz poza nim.
Chwal u niego to, czego ani mu dać, ani odebrać nie można, co
jego własnością. Pytasz, jakie miano tej rz"eczy. Duch i rozum
doskonały. Człowiek jest stworzeniem rozumnem. Szczęście
więc jego osiąga swą całkowitość, jeżeli wypełni on to przezna-
czenie, dla którego się urodził. A czego żąda od niego rozum?
Zaiste niewiele: żyć, jak mu wskazuje jego natura. Ale po-
wszechne szaleństwo czyni zadanie to trudnem: jeden strą-
ca drugiego w otchłań błędu. Jakżeż zawrócić można Ju-
dzi na drogę ich dobra, skoro nikt nie powstrzymuje ich
szału, skoro świat cały glębiej ich weń zanurza?!
- Bywaj zdrów.
Przekład Andrzeja Sznuka.
Objagnłenla: LuciuB Annaeus Seneca (4 przed N. Chr. - 6b po N. Chr.),
wybitny pisarz, poeta, filozof czas6w Kaliguli (37-41), Klaudjusza (41-54),
Nerona (54-60). Ur. w Kordubie hiszpańskiej, kształcił się w Rzymie, za Ty-
beriusza (14-37) wszedł do senatu, za Klaudjusza w 41 r. wygnany, s
dził lat
siedem na dzikiej Korsyce, po powrocie został wychowawcą N p.rona, a po jego wstą-
pieniu na tron doradcą. W r. 62 usunął się ze dworu i w 65 oskarżony o 8 p isek
przeciw Neronowi sam pozbawil się życia. Pisał wiele wierezem i prozą, z zaintere-
sowaniem badał zagadnienia tycia i śmierci, ezczęścia ludzkiego, postępowani., sta-
łości wśr6d nie.szczęść. Jego pisma, czytywane z zapałem przez ogól, wywierały
wpływ dobroczynny i długotrwały. Niemałem uznaniem ciefłzył się w śrel¥wiecm
i później wśród pisarzy europejskich a więc i polskich. Do najlepszych jego pism na-
leżą Listy do Lut!/liu8
a (124 w 20 księgach. Epistolarum moralium libri XX).
Lucilius, pisarz i poeta, był przyjacielem Seneki. Listy mają tylko formę
listów, ale w rzeczy samej są rozprawami o głębszych zagadnieniach tyci., O do-
skonaleniu eię, epowiedzią myśli i nczuć autora. Podany tu li8t 12 ks. IV.
>>>
81
z listów Pllnjusz8 Młodszego do Tacyta.
l. Opisuje śmierć Pl1njuszą Starszego.
Plinjusz pozdrawia swego Tacyta.
Prosisz mnie, ażebym ci opisał wuja mego skon, a to iżbyś
ty nawzajem upamiętnić go mógł w "Rocznikach" swych zgod-
nie z istotą rzeczy. Dzięki ci za to składam: jasna rzecz bo-
wiem, że jeśli ty przyło
ysz się do uczczenia jego śmierci, to
nieśmiertelna czeka ją chwała. Chociaż bowiem przez samą
śmierć, poniesioną wskutek pamiętnej katastrofy, zginął wśród
klęski najpiękniejszej krainy, wiecznie przez to niejako żyć ma-
jąc, jak żyć będą w pamięci pokoleń miasta zniszczone i ich
ludność, chociaż sam wiele i trwałych dokonał dzieł, wielce się
jednak do jego nieśmiertelności i twoich pism wiekuistość przy-
czyni.
Co do mnie za szczęśliwych uważam tych ludzi, którym
z woli bogów przypadło albo dokonywać dzieł opisu godnych,
albo pisać rzeczy, godne czytania; najszczęśliwsi zaś są ci, co
się odznaczają na obu polach. W tych liczbie będzie i mój wuj
dzięki własnym jego dziełom i tobie.
Tem chętniej tedy, a nawet z upragnieniem spełniam zle-
cenie twoje.
Znajdował się on w Misenum, osobiście stojąc na czele
floty. Dnia 24 sierpnia około siódmej godziny dziennej matka
moja oznajmiła mu, i
ukazała się chmura niezwykłej wielkości
i kształtu. On pod ten czas, wygrzawszy się na słońcu, a na-
stępnie wychłodziwszy w kąpieli, leżąc posilił się i zajmował
pracą umysłową. Kazał więc podać sobie obuwie i udał się na
miejsce, z którego zjawisku owemu można się było najlepiej
przypatrzeć.
Rzeczywiście wznosiła się chmura. Patrzący zdala nie mo-
gli rozpoznać, z której wznosi się góry; potem dopiero dowie-
dziano się, iż z Wezuwjusza. Kształtem najbardziej podobna była
do sosny, gdyż wznosząc się jak gdyby na olbrzymim pniu roz-
szczepiała się niby w konary zapewne dlatego, że silnem zrazu
w górę wyrzucona parciem, potem z jego stopniowem ustawa-
niem lub też własnym ciężarem zwalczona rozchodziła się wszerz:
raz biała, to znów brudna i plamista w miarę, jak unosiła ziemię
lub popiół.
Jako uczony mąż, uważał on to
jawisko za rzecz niepo-
spolitą i godną bliższego rozpoznania.
Zycie polskif'.
6
>>>
82
Kazał tedy przygotować lekki Itatek i pozwolił mi z sobą
popłynąć, gdybym chciał. Lecz ja odpowiedziałem, że wolę się
uczyć, a właśnie on sam coś mi zadał do pisania. Wtem, gdy
,
wychodził z domu, otrzymuje list od Rektyny. Przerażona gro-
żącem niebezpieczeństwem (gdyż willa jej leżała tuż u podnó
a
góry, i nie było innego sposobu schronienia się tylko na okrę-
tach), błagała go, by ją wyratował.
Wuj zmienia postanowienie i, co w zamiarze ty:ko na-
ukowym począł, teraz pod wpływem wielkodusznego uniesienia
wykonywa. Spuszcza czterorzędowe okręt
7, a sam udaje się,
nie tylko by Rektynie pomoc nieść, ale i wielu innym, wybrze-
że bowiem dla przyjemnego położenia nader było ludne. Spie-
szy tam, skąd inni uciekają, i dąży prostą drogą, st,r ku nie-
bezpieczeństwu skierowawszy, tak pozbawiony obawy, że wszel-
kie ruchy tego niebezpiecznego zjawiska, wszelkie l- ształty, ile
okiem zasięgnął, notował lub spisywać kazał. Już popiół padał
Da okręty, w miarę zbliżania się coraz gorętszy i gęstszy; już
żużle a z niemi czarne, spąlone i potrzaskane w ogniu sypnęły
się kamienie; już ukazała się mielizna i brzeg, do którego dostęp
utrudniały złomy skalne.
Zatrzymawszy się chwilę dla nam
'słu, czy nie lepiej byłoby
wrócić, gdy mu sternik ten krok odradza ł.
- Mężnym los sprzyja - rzekł, - kieruj do Pomponjana..
Ten mieszkał w Stabjach, oddzielony zatoką, gdyż tam mo-
rz
łamie się zwolna lekko krętemi brzegami. Na widok nie-
bezpieczeństwa, które nie było jeszcze bliskie, ale rosnąc mogło
się zbliżyć, przeniósł on sprzęty na statki, licząc na pewną
uciecz.kę, gdyby wiatr przeciwny usłał.
Wuj mój, mając ten wiatr za sobą, przybił szczęśliwie do
brzegu; uściskał dr
ącego Pomponjana, cieszył go, dodawał mu
ducha. Ażeby własnym spokojem jego przestrach ukoić, kazał
się zanieść do łaźni, po kąpieli położył się, wieczerzał wesoło
albo, co równie jest wielkie, wesołego udając.
Z góry Wezuwjusza tymczasem w wielu miejscach wybu-
chały szerokie płomienie i ogromne ciągnęły łuny, których blask
ciemność nocna jeszcze bardziej przerażającym czyniła. Wuj
dla złagodzenia niepokoju przekładał, te to wille, ze strachu
przez mieszkańców miejskich opuszczone, w osamotnieniu goreją.
Potem udał się na spocz
.nek i mocno zasnął, przechodzący bo-
wiem obok słyszeli jego oddech z powodu otyłości ciężki i głośny.
. Lecz dziedziniec, prowadzący do mieszkania, tak się już
wysoko napełnił popiołem r pomieszanemi z nim żużlami, że gdy-
>>>
83
by dłużej kto pozostał w sypialni, jużby z niej wyjść nie mógł.
Przebudzony więc wysz«ądł i udał się do Pomponjana, tudzież
do tych, którzy jeszcze nie spali. Naradzają się wspólnie, czy
pozostać pod dachem, czy chodzić po otwarte m miejscu, wsku-
tek częstego bowiem i gwałtownego trzęsienia ziemi budynki
trzęsły się ustawicznie i jakby ruszone z posad to n
tę, to
na ową stronę zdawały się chylić i wracać do pierwotnego po-
łożenia; pod gołem znów niebem obawiano się spadku żużli, choć
lekkich i wypalonych; - to jednak niebezpieczeństwo wybrano.
U wuja mego jeden wyrozumowany plan ustępował przed innym,
u pozostałych trwoga ustępowała trwodze. Poduszkami głowy
osłoniwszy, chustkami je poprz
'wiązywali: była to ochrona prze-
ciw spadającym przedmiotom.
Gdzieindziej był już dzień; tu noc, od wsz
'stkich nocy czar-
niejsza i gęstsza, którą jednak przerywało wiele pochodni
i świateł.
Wujowi mojemu przyszło na myśl iść na brzeg izbliska
zobaczyć, czy można już płynąć dalej; morze wciąż jednak było
wzburzone i niedostępne. Tam, na rozłożonem spoczywając płót-
- nie, raz i drugi kazał sobie podać wody i napił się. A wtem
płomień i zapach siarki, poprzednik płomieni, innych do uciecz-
ki znagla, jego pobudza.
Wsparty na dwóch niewolnikach powstał i znowu upadł
z powodu, jak wnoszę, że mu dym zbyt gę,sty. stłumił oddech
i skurczył żołądek, słaby i do częstych zaburzeń skłonny.
Gdy wrócił dzień - trzeci po owym, który on widział po
raz ostatni, - znaleziono ciało jego całe, nietknięte, w tern sa-
mem ubra.iu; wyglądał więcej jak śpiący, niż umarły.
Ja przez ten czas z matką b
'łem w Misenum. Lecz to już
nie ma związku z dziejami, i ty nic więcej nie chciałeś się do-
wiedzieć prócz tego, co jego śmierci dotyczy. Kończę więc.
T6 jedno tylko dodam, że wszystko, przy czem byłem obecny,
i wszystko, co usłyszałem w chwili, gdy się jeszcze zazwyczaj
prawdziwe rzeczy opowiadają. powtórzyłem wiernie. Ty wy-
bierz szczegóły najwłaściwsze. Co innego bowiem jest list, co
innego historja: inna rzecz pisać dla przyjaciela, inna dla wszyst-
kich. Bądź zdrów.
Objagnłenła: Plinju8
Mlod8;Y, Plinius CaeciliU8 Secundus (ur. r. 62,
zm. około 113), m6wca i literat rzymski. Zawarty w dziesięciu księgach jego zbi6r
247 liflt6W, jut w czasie pisania przeznaczonych do ogłoszenia, daje bardzo ciekawy
obraz życia społeczeństwa rxymakiego czas6w Trajana (98 - 117). Pierwszy przy-
toczony tutaj list wyjęty jest z księgi VI, oznaczony cyfrą 16, drugi - z tejie
>>>
84
k
ięgi dwudziesty.- Tacyt. Cornelius Tacitu!!! (ur. ok. 55 zm. po 117), m.6wca, urz
-
dnik, pia
tuJący najwyższe urzędy państwowe, wybitny pisarz, przedewszyst.kiem
wielki historyk rzymski. Z dzieł jego historycznych najsławniejsze "Historje".
obejmujące w 14 prawdopodobnie księgach dzie;e rzymskie od śmierci Nerona (69)
do śmierci Domicjana (96) - ocalały tylko cztery księgi oraz część piątej-
i "Annales" - roczniki, od śmierci Augusta (14:) do śmierci Nerona. - Plinjus
Stars
y. Plinius Caius Secundus Major (23 - 7i}), jeden z najuczeńszych Rzy-
mian swego czasu; z jego pism zachowalo się tylko ogromne dzielo przyrodnicze
"Historia natur
lis". - Misenum, rzymski port wojenny na p6lnocno-zachodnim
krańcu zatoki neapolitańskiej, przylądku Misenum. - Około siódm ej god
iny
dziennej. Rzymianie rozpoczynali rachunek godzin od sZ6stej rano, si6dma dzienna
była to więc nasza pierwsza po poło - Z której wznosi się góry, wobec g6-
rzystości miejElcb. - Sosna wloska czyli pinja.'- Pinja śr6dziemnomorska malow-
ni,cza ozdoba wilIi i ogrodów, ]5-30 metr6w wysokości o koronie parasolowatej.-
Rektyna, bliska znajóma Plinjusza. - c
teror;rdowe okręty, okręty o czterech
rzędach wioseł, umie.szczonych jedne nad drugiAmi..:.-Prostą drogą z Misenum na
wschód ku Wezuwjus.zowi. - Stabje na południe od Wezuwjusza.
2. Opisuje własne przygody po zgonie wuja.
C. Plinjusz pozdrawia swego Tacyta.
Powiadasz, iż powodowany listem, który ci na żądanie
śmierci wuja napisałem, pragniesz dowiedzieć się, jakiej ja,
w Misenum pozostawszy (bo na tern przerwałem opowiadanie),
doznawałem trwogi i przygód.
"Zacznę, chociaż się umysł na wspomnienie wzdryga".
Po odjeździe wuja resztę czasu poświęciłem pracy nauko-
wej, dla któr
j właśnie pozostałem; później nastąpiła kąpiel,
wieczerza i sen krótki a niespokojny. Już i przedtem pano-
wało przez wiele dni trzęsienie ziemi, mniej straszne: bo w Kam-
panji dość zwyczajne; tej jednak nocy tak się wzmogło, że
wszystko zdawało się nie już chwiać, lecz wywracać. Nagle
wbiega do sypialni mojej matka; wstaję, by z kolei budzić ją,
gdyby zasnęła.
Usiedliśmy na dziedzińcu, który niewielką przestrzenią mo-
rze od budynków przedzielał. Nie wiem, czy to nazwać odwagą,
czy nieroztropnością, - miałem bowiem podówczas osiemnaście
lat, - ale kazałem sobie podać księgę Tytusa Liwjusza i czytam
ją jakby w czasie najspokojniejszym, a nawet, jak jut byłem za-
czął, robię z niej wyciągi.
Wtem przyjaciel wuja mojego, świeżo doń z Hiszpanji przy-
były, spostrzegłszy mnie siedzącego z matkI i czytającego, zga-
nił jej cierpliwość, a moją niefrasobliwość; ja niemniej jednak
pozostałem zatopiony w książce. Nadeszła już pierwsza godzina
dzienna, a światło dnia było jeszcz
niepewne i jakieś mdłe;
,
>>>
85
.
jut przy chwianiu się otammjących budynków, choć to na
otwartem, ale wąskiem miejscu, była silna i uzasadniona oba-
wa o ich rozwalenie się. Wtedy dopiero zamierzyliśmy wyjść
z miasteczka.
Za nami uchodzi przerażone pospólstwo i, co w chwilach
trwogi sprawia wrażenie rozwagi, cudzy przykład nad własną
radę przenosząc, niezmiernym tłumem tłoczy się na nas ucho-
dzących i ściska. Wyszedłszy z miejsc zamieszkałych, zatrzy-
maliśmy się.
Wiele tam napotykamy dziwów, wielu doznajemy lęków,
gdy
wozy, którym kazaliśmy zajechać, chociaż na najrówniej-
szym gruncie, miotały się w przeciwne strony, a nawet kamie-
niami przyparte, na miejscu ustać nie mogły. Prócz tego zda-
wało się. że morze chce samo siebie pochłonąć, i że je trzęsienie
ziemi niejako od lądu odpycha. Rzeczywiście, brzeg posunął
się w kierunku morza, i na suchym piasku pozostało mnóstwo
zwierząt morskich.
Z drugiej strony straszliwa czarna chmura, wijąc się łam a-
nemi zakrętami, ziejącemi ogniem, opisywała wielkie, płomienne
figury, nakształt niby piorunów, ale większe od nich.
Wtedy ów przyjaciel z Hiszpanji z mocniejszem rzekł do
matki i do mnie naleganiem:
- Jeżeli twój brat, jeżeli twój wujaszek żyje, to pragnie,
ażebyście ocaleli; jeżeli zginął, to pragnął, abyście przy życiu
pozostali: czemuż więc wahacie się z ucieczką?
Odpowiedzieliśmy, że nie przeniesiemy tego na sobie, a
eby
w niepewności o jego życie, myśleć o zachowaniu własnego.
Nie czekając tedy dłużej, porwał się i biegnąc co tchu
uszedł niebezpieczeństwa; wkrótce też potem chmura owa za-
częła spuszczać się na ziemię i okrywać morze. Już otoczyła
Kapreę i zasłoniła ją, już zakryła przed nami prz
?lądek Misenum.
Wtedy matka zaczęła prosić, przekładać, nakazywać, aże-
bym w jakibądź sposób u
hodził, źe jako młodzieniec ujść jesz-
cze zdołam, a ona, obcią
ona laty i ciałem, umrze spokojnie,
byleby nie stała się śmierci mej przyczyną. Ja zaś oświadczy-
łem,
e nie ocalę się, chyba razem z nią. Potem, wziąwszy ją
za rękę, naglę do przyspieszenia kroku; ona opiera się i obwi-
nia, że mnifl tylko zatrzymuje.
Już pokazuje się popiół, jeszcze jednak rzadki; oglądam się.
a
u gęsta mgła nadciąga z tyłu i, nakształt potoku płynąc po
ziemi, krok w krok postępuje za nami.
>>>
- 86 -
-
boczmy ze ścieżki - rzekłem, - dopóki nam wzroku
jeszcze starczy, ażeby nas tłum nie powalił na drodze i w cie-
mności nie zdeptał.
Zaledwieśmy usiedli, aliści powstaje noc, nie na podobień-
stwo bezksiężycowej i chmurnej, ale taka, jaka bywa w miejscach
zamkniętych, gdy nagle zagaśnie światło.
Dały sie wtedy słyszeć szlochania niewiast, krzyki dziecięce,
wrzaski mężczyzn: jedni rodziców, drudzy dzieci, inni żon wo-
łaniem szukali i poznawali po głosie; jedni swoje, drudzy swoich
opłakiwali nieszczęście, b
Tli i tacy, co z samego strachu przed
śmiercią prędzej już chcieli umrzeć. Wielu wznosiło ręce do
bogów, więcej brło takich, którzy oświadczali, że niema żadnych
nigdzie bogów, i że ta ostatnia noc wieczną będzie dla świata.
Byli i tacy, co zmyślonemi i urojonemi strachami istotne niebez-
pieczeństwa zwiększali. Nie brakło i takich, co rozpowiadali. że
w :Misenum niektóre budynki zapadły się, inne płoną: był to
fałsz, ale słuchali go łatwowierni.
Rozjaśniło się nieco. Lecz nam to nie zdało się dniem, tylko
wskazówką nadciągającego ognia. Jakoż był to ogień, ale zatrzy-
mał się zdala; niebawem potem nastąpiła ciemność, a z nią zaraz
sypnął popiół gęsty i ciężki. Powstając musieliśmy się zeń
raz po raz otrzepywać, inaczej byłby nas zasypał, a nawet i Zo.u-
sił ciężarem.
Mógłbym się pochlubić, że w całem tem niebezpieczeństwie
nie wydałem ani jęku, ani żadnego niemęskiego westchnieniaj
ale czułem tę smutną, wielką jednak przy oczekiwanej śmierci
pociechę, iż wraz ze mną giną wszyscy i wszystko.
. Chmura owa wreszcie przerzedzona zamieniła się niby w d
1m
lub mgłę; niebawem dzień prawdziwy i słońce nawet zajaśniało,
mdłe jednak, tak jak bywa przy zaćmieniu. Wszystko drżącym
jeszcze oczom wydawało się zmienione, wysoko popiołem, jakby
śniegiem pokryte_ Wróciwszy do łfisenum i jakkolwiek posiliw-
szy się, przepędziliśmy noc niespokojnie, wahając się między
nadzieją i obawą: obawa jednak przemagała. Bo i trzęsienie
zi
mi nie ustawało, i niektórzy ludzie pozbawieni rozumu straszli-
wemi przepowiedniami igrali ze swoją i cudzą niedolą. Nam je-
dnak
e, chociażeśmy przebyli takie niebezpieczeństwo i nowego
oczekiwali, ani w myśli nie postało odejść stamtąd, dopóki nie
przybędzie wiadomość od wuja.
.
Co ci piszę, nie jest do zamieszczenia w dziejachj czytaj
to nie dlatego, ażebyś miał opisywać w "Rocznikach". Sam sobie
,
>>>
87
raczej przypisz winę, jeśli to za niegodne na wet listu osądzisz,
ponieważ mnie wyzwałeś. Bądź zdrów.
Według przekładu K. Kaszewskiego.
Objaśnienia: Zac
nę i t. d. Wyjątek z pieśni II Eneidy, poematu, opie-
wającego dzieje Trojańczyka Eneasza, mitycznego założyciela państwa rzymskiego.
Autorem Eneidy jest Publius Vergilius Maro (70 przed Chr. - 19 po Chr.), naj-
znakomitszy rzym8ki poeta epiczny. - Kampanja. prowincja, leżąca na zachodnie
stronie południowej Italji. obejmująca Wezuwjusz i jego okolice. - Liwjuu.
Titus Liviu8 (59 przed Chr. - 17 P? Chr.), wybitny historyk, autor "Histor]i
rzymskiej", z kt6rej do
zło do nas tylko pierwszych dziesięć hiąg i księgi od 21
do 45, razem 35 ksiąg, obejmujących dzieje Rzymu od założenia miasta w f. 750
do 168 r. przed Chr. - Pierl()s
a god
ina d
ienna t. j. sz6sta rano, a było to
w sierpniu. - Kaprea, dzisiejsza wyspa Kapri (Capri) na południe od Misenum
n
przeciwległym krańcu zatoki Neapolitańskiej.
..-. - -- 1
Wybuch WezuwJusza W 1794 r.
Z pomiędzy wielu wybuchów Wezuwjusza dwa tylko prze-
wyższają sw
mi straszliwemi rozmiarami wybuch w r. 1794.
Pierwszy jest tell, który zniszczył bogate Herkulanum, nadmor-
skie Pompeje i wytknął morzu nowe granice. Drugi w r. 1631
rzucił prawie niezliczone potoki ogniowe na liczne miejscowości,
rozłożone u stóp wulkanu. \Vszystkie urodzajne plantacje został
wtedy zniszczone doszczętnie, i prawie połowa mieszkańców
straciła życie w płomieniach.
Obad wa te wybuchy zdarzyły się wtedy, gdy w pamięci
ludności okolicznej czas prawie zupełnie zatarł wspomnienia
.
>>>
-- 88
o źródle zniszczenia, kryjącem się we wnętrzu góry. W czasach
późniejszych jednak wulkan niemal rok rocznie był widownią
nowych i wielkich zjawisk, a w całej okolicy prawie nie
było człowieka, któryby nie doznał na sobie lub nie był świad-
kiem naocznym spustoszeń, spowodowanych kilkoma z rzędu
wybuchami. A przecież dwuletni spokój wulkanu, kiedy wierz-
chołek jego nawet nie dymił, zdołał już uczynić mieszkańców
tak .nieopatrznymi, że Wezuwjusz nie przychodził im wcale na
myśl nawet wtedy, gdy 12 czerwca o god7.inie jedenastej i pół
w nocy gwałtowne trzęsienie ziemi wyrwało ich nagle ze snu.
Na całej powierzchni Kampanji ziemia kołysała się jak fale
wodne od wschodu na zachód. Neapolitanie tłumnie opuszczali
domy, udając się na wielkie place: Palazzo Reale, dei }Iercato,
delle Pigne. Każdej chwili oczekiwali zawalenia się swych do-
mów i z& strachem przetrwali pod gołem_ niebem do ranka, oba-
wiając się, aby ich nie spotkał los Kalabrji. Kiedy jednakże
słońce wzeszło jasno i pogodnie i ukazało ich oczom wulkan
w zwykłym spokoju, zaczęli się obawiać ruiny południowych
prowincyj państwa, przypuszczali bowiem,
e tam właśnie była
przyczyna zjawisk nocy ubiegłej. Niedługo jednak trwali w błę-
dzie. W trzy dni później, 15 czerwca o godzinie 11 w nocy,
ziemia znów się zatrzęsła; nie było to już wszakże jak przedtem
kołysanie, do ruchów fali podobne, lecz nieprawidłowe szturch-
nięcia, które rozrywały budynki, wstrząsały z brzękiem oknami
i obalały w nieładzie sprzęty w mieszkaniach. Niebawem też
czerwone płomienie i świecące dymy rozjaśniły niebo.
Wezuwjusz okazał się pękniętym u stóp stożka, i z dachów
domów widać było lawę, wytryskującą w postaci łuków para-
bolicznych. Ustawicznie rozlegał się głuchy, lecz gwałtowny
hałas, podobny do szumu rzeki, spadającej kataraktą do głębo-
kiej jamy. Góra kołysała się bezustannie, a w kwadrans później
wstrząśnienia i w mieście dawały się czuć bez przerwy. Nigdy
jeszcze nie widziano lawy, wybuchającej z taką wściekłością.
Wrażliwy lud neapolitański, nie czując pod stopami gruntu sta-
łego, widząc powietrze w płomieniach, sł
'sząc straszne, nieznane
dotad dźwięki, pełen grozy rzucił się tłumnie do stóp ołtarzy
w kościołach i kaplicach, chwytał krzyże i obrazy i zawodząc
głośno ciągnął przez miasto w dzikiem zamieszaniu. Góra nie
zwatała na okrzyki przerażenia, wciąż pojawiały się coraz to
nowe otwóry, z których rzucała się lawa z jednakowym hała-
sem i j
dnakową. gwałtownością, Dym, płomienic i para wzbiły
się do niezmiernej wysokości poza chmury i rozpost.arły mę na
.
>>>
- 89
wszystkie strony w postaci olbrzymiej pinji, jak za czasów Pli-
njusza.
Po północy ucichnął trwający dotąd bez przerwy straszliwy,
głuchy huk, a wraz z nim ustały ciągłe wstrząśnienia i kołysa-
nia się góry. Lawa chlustała teraz z otworów z przestankami,
a tym szybko po sobie następującym wytryskom towarzyszył
podobny do grzmotu łoskot. Siły sprężyste, wypychające lawę
z taką gwałtownością i hałasem, wyrzucały w powietrze na
zdumiewającą wysokość niezliczoną ilość dużych kawałków skał,
za któremi następowały nowe płomienie i czarne chmury dymu.
Stopniowo uderzenia stawały się coraz rzadsze, ale siła ich
się wzmagała. W końcu cała góra zdawała się być tylko jedną
baterją dział, strzelających razem, salwami. W czasie tego
gwałtownego grzmienia, już po północy, zauważono, że i atmo-
sfera za wulkanem zaczyna się rozjaśniać. Lawa, nie poprze-
stając na spustoszeniach, zrządzonych na tej stronie góry, roz-
sadziła także stok jej na stronie przeciwnej, w miejsCu jeszcze
bardziej od wierzchołka oddalonem, rzuciła się gwałtownie
z powstałego otworu do szerokiego wąwozu, spustoszonego już
przez dawniejsze lawy, i staczała się na dół ku Mauro. Szalała
ona w lasach u wylotu doliny, rozlała się po mniej pochyłej
płaszczyznie, zaczęła ciec nieco wolniej i po trzech dniach za-
stygła zupełnie, nie zdoławszy dotrzeć do mieszkań ludzkich.
Nie tak było z lawą, walącą w kierunku Neapolu. Toczyła
się ona szybko po zboczu góry. Każda eksplozja wypychała
z krateru coraz to nowe masy lawy, które, rzucając się do po-
toku. zdawały się dodawać mu nowej mocy. Połowa mieszkań-
ców Resiny, Portici, Torre dei Greco wpatrywała się w pełnem
strasznej obawy oczekiwaniu w każdy najmniejszy ruch potoku
ogniowego, który kierunkiem swoim groził to tej, to owej miej-
scowości, drllga połowa leżała krzy
em przed ołtarzami, błaga-
jąc o ratunek, o odwrócenie od nich tej strasznej plagi. Naraz
cała masa lawy skierowała swój bieg w stronę Resiny i Portici.
Wszystko co żyło w Torre dei Oreco rzuciło się do kościołów,
aby podziękować Bogu za ratunek upragniony, zapominając
w bezmiernej radości o nieuniknionej zgubie sąsiadów. Lecz
lawa napotyka na swej drodze głęboki parów i płynie jego ko-
rytem, a parów ten otwiera się ponad nieszczęśliwem Torre deI
Oreco, którego mieszkańcy uważali się już za uratowanych.
Z nową wściekłością stacza się potok ogniowy po bardziej spa-
dzistem zboczu, nie dzieli się już na odnogi i ła wą na 2000 stóp
szeroką dosięga kwitnącego miasta. W tejże ch wili osiemnaście
>>>
'"
- 90 -
tysięcy ludzi. szuka ratunku na morzu; odbijając od brzegu, wi-
dzą oni wznoszące się z pośród lawy nad zapadniętemi dachami
domów grube słupy czarnego dymu i błyskanie wielkich płomieni.
Pałace i kościoły walą się z trzaskiem, a góra wciąż grzmi
przeraźli wie.
O godzinie 11 w nocy lawa wydostała .się z krateru,
a o godzinie 5 rano Torre dei Greco przestało istnieć. W prze-
ciągu sześciu godzin gorąca masa przebiegła cztery mile wło-
skie. Jest to prędkość niezn3na jeszcze dotąd w historji góry.
Nawet wielkie morze z ledwością zdołało położyć kres biegowi
lawy. Qdy dolna część potoku krzepła w wodzie, część górna
toczyła się dalej gwałtownie po masach już zastygłyeh. W sze-
rokim pasie dookoła woda wrzala, a ugotowane ryby w niezli-
czonej ilości pokryły powierzchnię morza.
Wśród tego spustoszenia rozpoczął się nowy dzień. Nie
widziano już unoszących się z kraterów płomieni, ale nie wi-
dziano też i góry; dokoła niej rozłożyła się czarna, gęsta chmura
i, jak ciemna zasłona, zaczęła się stopniowo rozpościerać nad
zatoką i nad morzem. W Neapolu i jego okolicy padał usta-
wicznie drobny deszcz popiołowy i pokrywał wszystkie zioła,
krzewy i drzewa. wszystkie domy i ulice. Słońce wzeszło bez
promieni i blasku. Światło dnia zaledwie można b
1ło porównać
ze słabym brzaskiem jutrzenki. Niezakryty rąbek nieba na za-
chodnich krańcach widnokręgu podwajał grozę mroków otacza-
jących.
eapolitańczycy nie mogIi znieść okropności tego zja-
wiska; stawszy się ofiarą posępnej melancholji, ustawicznemi
procesjami starali się ułagodzić zagniewane niebo. Teraz już
nie sam tylko lud, z łatwością poddający się wrażeniom, prze-
biegał wrzeszcząc z krzyżami w ręku ulice. Członkowie naj-
znakomitszych rodzin Neapolu przyłączali się do uroczystego
pochodu procesji i cicho wzdychając szli wśród ciemności dłu-
gim szeregiem za krzyżem. Ludziom wydawało się, że wszyst-
ko, na co padnie popiół, dotknięte jest tchnienicm śmierci; uro-
jona strata bogatych plantacyj okolicznych wprawiła pospólstwo
w nieme zwątpienie. Z trudnością tylko udało się rządowi roz-
proszyć nieco te obawy przez ogłoszenia., że popiół nie zawiera
żadnych szkodliwych części składowych.
Im bliżej góry, tem silniej i gęściej padał popiół. Gdy uli-
ce Neapolu okrywała warstwa jego na grubość jednej linji,
w Portici było już 5 linij, dziewięć w Resinie, a piętnaście
w bliskości lawy. W Neapolu padał czarny, subtelny pył, bli-
żej wulkanu drobny piasek z dającemi się rozpoznać cząstkami
>>>
- 91
składowemi, a na samym Wezuwjuszu sypały się rapilIi i drobne
okruchy kamieni.
Lawa poruszała się jeszcze, ale ruch jej stał się bardzo po-
wolny i dawał się zauważyć tylko na samym koilCU potoku, któ-
ry pokrył się twardą, stężałą skorupą. Powierzchnia tej rozpa-
lonej masy stygła tak prędko,
e w dwanaście godzin po zbu-
rzeniu miasta wielu nieszczęśliwych jego mieszkańców pospie-
szyło z pow rotem do swych ZI;liszczonych domów, aby wydrzeć
lawie choć tę cząstkę swego mienia, którą ona mogła oszczę-
dzić. Śmiałkom tym udało się nawet tą drogą uratować kijka
osób, zamkniętych w jednym klasztorze, które napróżno dotąd
błagały o ratunek. W wielu miejscach skorupa na lawie popę-
kała; z głębi wydobywała się gwałtownie para z przykrym za-
pachem chlorowodoru, a brzegi szczelin świeciły jasnemi płomie-
_ niami. Ustawicznie rozlegało się oddalone grzmienie, a ciem-
ność nocy rozjaśniało migotanie błyskawic, t.owarzyszących czar-
" .
nemu, sypiącemu się z góry deszczowi. Zauważono, że potężna
masa, z której padał ów deszcz, wytoczyła się z wielkiego kra-
teru na szczycie góry. Widziano, jak z wnętrza jego wydoby-
wała się ogromna, gęsta, kulista chmura, która zdawała się tern-
bardziej rozdymać, im wyżej się wznosiła. Wielkie, zbyt ciężkie
kawały skał ustawicznym deszczem spadały z jej brzegów pio-
nowo napowrót w otclJłań. Za pierwszą clJmurą szybko nastą-
piła nowa w towarzystwie takich samych zjawisk, a za tą z ko-
lei niezliczone inne, wznoszące się do niedojrzanej wysokości.
Wielki, wspaniały widok! Częstokroć zdawało się, że góra była
okryta prawdziwą koroną takich chmur, ułożonych swoiście.
Stopniowo rozchodziły się one, kamienie większe spadały piono-
wo, staczając się po zboczach stożka, popiół drobniejszy pory-
wał wiatr i roznosił go po całym kraju. W kilka godzin póź-
niej popiół znów okrył całe niebo i znów, jak przedtem, zatarła
się granica między dniem i nocą.
\V ciągu dnia zauważono kilka słabych wstrząśnień. W no-
cy, o godzinie 2 dnia tS-go nowe gwałtowne uderzenie prze-
raziło ludzi, których straszne wypadki dni ostatnich uczyniły
niewrażliwymi na zjawiska drobniejsze. Uderzenie to dało się
odczuć głównie w Portici, Resinie i innych miejscowościach, le-
zących w bliskości góry. Z nadejściem zaś dnia, mniej od po-
przednich zaćmionego przez popiół, zauważono ze zdumieniem,
że wierzchołek wulkanu zawalił się; dawny ostrokrąg został
skośnie ścięty od strony morza. Nieustanne wybuchy popiołu tak
wyczerpały wnętrze góry, że wierzchołek jej stracił oparcie
>>>
92
--
i całą swą masą runął do krateru. W szelHko imponujące to
zjawisko nie zakończyło ponurego deszczu popiołów. Jakkol-
wiek w Neapolu, Portici i w okolicy pobliskiej mniej niż dni
poprzednich padało popiołu. a nawet w ciągu kilku godzin przez
rozproszony w powietrzu pył przezierała blado-czerwonawa tarcza
słoneczna, to zato miejscowości, na wschód od góry leżące, cier-
piały podwójnie. Gwałtowny wiatr uprowadził od strony morza
masy, wydobywające się z krateru, i ze zdwojoną wściekłością
rzucił na Sommę, Ottajano, N olę, Casertę. Aż do samych .Ap
-
nin panowała ciemna noc. Zdawało się, że cały Wezuwjusz chce
rozpaść się w pył. Ulewne nawałnice, mieszając się w powie-
trzu z popiołem, tworzyły masę, która w kształcie lepkiego cia-
sta padała na okolicę. Oblepiało ono ściśle najdrobniejsze gałąz-
ki krzewów i drzew, a wszystkie plantacje tego urodzajnego
zakątka uginały się pod nieznośnym jego ciężarem. Dachy wie-
lu domów zapadły się. a mieszkańcy, uchodząc z życiem, rato-
wali się ucieczką w gÓry. W taki sam sposób zginęły ongi
Pompeje i Herkulanum.
I w rzeczy samej były powody obawy jeszcze sroższego
losu. Albowiem w czasie, kiedy błoto i popiół w dniu 18 i 19
padały w ilości, gaszącej niemal światło dzienne, ze spadzistych
stoków góry rzuciły się rwące potoki wodne. Z bezgraniczną
gwałtownością porywały one z sobą całe góry kamieni i drzew
i pokrywały masami skalnemi równinę. Przez jedną tylko
noc 20 czerwcą toczyło się z góry pięć takich potoków. i trzy
razy w ciągu dnia wznawiało się to niszczące zjawisko, osta-
tnim zaś rarem ze zdwojoną siłą. Cała kraina, otaczająca
Wezuwjusz, spustoszona została temi deszczami i potokami. Zda-
wało się, że każda najmniejsza nawet chmurka była przyciąga-
na przemocą ku wulkanowi, a zaledwie zdążyła otoczyć jego
szczyt, zrywały się z niej masy wody, obalające w biegu swoim
lasy, niszczące drogi, mosty, domy i pola. W całej okolicy nie-
szczęśliwi mieszkańcy żyli w ustawicznej obawie śmierci i każdej
chwili musieli być w pogotowiu do ucieczki. W ten sposób Bo-
sco,.Somma, Ottajano, Torre dell'Annunziata straciły owoce swej
pracy w części na nieobliczone lata. a spustoszenia, zrządzone
przez lawę w Torre deI Greco, nie były chyba zgubniejsze
i więk8ze od tych, jakie poczyniły straszliwe ilości wód, spa-
dłych na kraj z wulkanu. W tym czasie zmniejszyła się powoli
ilość wyrzucanego popiołu. Teraz wraz z nim wydobywały się
z krateru wielkie - chmury pary i ro
chodziły w powietrzu.
Ale nocy neapolitańskie wciąż jeszcze rozjaśniały się niezliczo-
>>>
93
nemi błyskawicami, ciskanemi przez chmurę popiołową. Towa-
rZ
Tszyły im silne, ale nieroztoczyste grzmoty, a stąd też góra
jeszcze przez kilka dni była źródłem nieustannego huku.
W dniu 24, a głównie 26 spadło znów więcej popiołów
na stronę, zwróconą do Neapolu. Ten popiół wszakże ludność
przyjęła okrzykami radości; nie był on ju.t bowiem ciemno-sza-
ry lub czarny, jak dotychczas, ale jasno-popielaty, a w końcu
prawie zupełnie biały. Doświadczenie wybuchów dawniejszych
uczyło, że są to ostatnie zasoby wulkanu. i że na tym popiele
zwykle wybuch się kończy.- Nie zawiodło to i tym razem. Od-
tąd Wezuwjusz prawie wyłącznie tylko dymił. Popiół padał
jeszcze tylko w niektóre - dni, a od 8 lipca szczęśliwy kli-
mat Neapolu odzyskał dawną pogodę. Usilną pracą mieszkań-
có
Torre de1 Greco zaczęło się znów dźwigać z ruiny. Chło-
pi tysiącami rozproszy li się po polach i oczyszczali liście i ga-
łęzie drzew i szczepów winnych z popiołu. W Neapolu teatry
zpów się otworzyły na przyjęcie napływających do nich widzów,
a figle Polisz
1nela po dawnemu gromadziły bezczynne tłumy na
rogach ulic. Neumayr. Przekład K. Koziorowskiego.
ObJagnlenla: \-Vytknąl mor:lU nowe granice. Przed wybuchem z r. 79
płytka zatoka morska sięgała tuż do samych Pompci, które w6wczas były miastem
nadmorskiem i prowadziły znaczny handel wywozowy. Obecnie brzeg tworzy wy-
giętą jednostajnie linję; zmiana linji brzegowej nastąpiła w związku z zasypaniem
tego obszaru potężną masą popioł6w. - Czyt. Palacco, A\1.erkato, Pinje.-
Los Kalabrji. Ka)abrja była od najdawniejszych czas6w widownią straszliwych
trzęsień ziemi; jedno z najstraszliwszych od 1783 r. trwało cztery lata, zginęło
w6wc z as około 40 tysięcy ludzi wskutek trzęsienia ziemi, 20 tysięcy od epidemji.-
Parabolic:lnych. Parabola jest Jinją krzywą, kt6rą otrzymujemy przez przecię-
cie powierzchni stołkowej płaszczyzną, r6wnoległą do tworzącej; ciało, wyrzucone nie
pionowo, biegnie po linji, zbliżonej do paraboli. - Katarakta, prog. W tem
miejscu raczej zamiast wodospad. - Portici, Resina, Torre del Greco miej-
scowości, letące na brzegu zatoki Neapolitańskiej u st6p Wemwjusza; Portici leiy
najbardziej na p6łnoc, Re&ina pośrodku, Torce deI Greco najbardziej na południe.- -
,
Mila włoska (miglio) w r6żnych prowincjach włoskich r6!nej długości; neapolitań-
ska ::IC 1855 metr6w. - Rapilli czyli lapilli, drobne bryłki z wulkanu, będące
bądź to cząstkami zastygłej lawy, bądź okruchami samego krater n; drobniejeze
luźne produkty wulkan6w nazywamy piaskiem, najtlrobniejli'ze popiołem. - Chlo-
rowodór' związek gazowy chloru z wodorem, którego roztw6r w wodzie nazywa
się kWaRem solnym. - Somma u p6łnocnego podn6ta Wezuwjusza, ottajano
p6łnocno"wschodniego, dalej na p6łnoco-wsch6d znajduje aię Nola, najbardziej od-
dalona od krateru na p6łnoc leiy Caserta. - Bosco Rea.le u południowo-
wschodniego zbocza Wtzuwjusza. - Torre Annun.;iata u połndniowego zbocza
Wezuwjusza nad samym brzegiem morskim.-Poliszgnel (włosk. pulzinello), nazwa
wielce lubionf\j na wło8kiej scenie ludowej postaci komicznej w niezwyklej masce i.o
dwóch garba('.h: zprzodu i z tyłu.-Nenmayr (1846-1890), uczony geolog niemiecki.
'"
>>>
- 94
,
Ateny po Salaminie.
Dzi wnie wyglądały Ateny w r. 478.
Wio
na już byJa w pełni, i słońce z każdym dniem dłu
ej
przygrzewało. lecz nie wysuszyło jeszcze wezbranych wód Ilissu
i Kefissu, które z wesołym pomrukiem wartko toczyły się w ka-
miennych łożyskach. Łąki nadrzeczne złociły się jaskrem, czer-
wieniły i różowiły kwieciem krasnych anemonów, jaśniały bielą
dzikich narcyzów. Lecz w ogrodach, winnicach i sadach
podmiejskich wszędzie znać było rękę perskich najeźdiców:
macice winne powyr,ywane z korzeniem lub stratowane koń-
skiemi kopyty, figowe i oliwne gaje w pień wycięte na paliwo,
owocowe drzewa strzaskane bezlitośnie, nawet platany w Aka-
dem a ogrojcu, który jeszcze Solon obwiódł był dokoła murem,
nie uszły siekiery. Na każdym kroku widne były ślady spusto-
szeń i okrutnej swawoli.
Miasto samo przed dwoma laty przez barbarzyńców do-
szczętnie złupione i zburzone, nie zdą
yło się jeszcze odbudo-
wać. Obywatele jednak z polecenia rządzącej Rady czemprę-
dzej żony z dziećmi i' dobytki ero sprowadzi1i z Trojzenu i Sala-
miny, dokąd je schronili byli przed perską nawałą.
Przed ruinami swych domów, poczerniałemi od pożogi, białe-
głowy za wodziły przeciągłym płaczem, i mę
owie stawali z krwa-
wiącem sercem i załamanemi rękami. Lecz ocknęli się niebawem
z rozpaczy. Drągami popodpierali zarysowane ściany, połatali
je naprędce surowym kamieniem i gliną, odgarnęli rumowiska,
tymczasowe dachy sklecili z chróstu i sitowia i tak z rodzi nami
gnieździli się od biedy w zwaliskach.
wiątynie i gmachy publiczne ciągle jeszcze leżały w gru-
zach - na razie nie można jeszcze było myśleć o ich odbudo-
wie. Temi
tokles nawoływał ustawicznie i naglił o niezwłoczne
podźwignięcie obronnych murów miasta i grojca, dowodząc, iż
to najpilniejsze. Wymownym i gwałtownym wywodom zwy-
cięzcy z pod Salaminy wtórowali zgodnie mężowie co wybor-
niejsi; popierał je żarliwie mężny KsantipP03, który w zeszło-
rocznej morskiej bitwie pod Mykale okrył się jako JVódz Ateń-
czyków niemałą sławą, i młody Kimon Miltjadów, co 'dawniejsze
pustoty i wybryki zmazał cudami waleczności w salamińskiej
.
potrzebie, a zwłaszcza temistoklowemu zjaniu przywtarzał usil-
nie sam wielki, prawy Aristejdes, aczkolwiek znany Temistoklesa
przeciwnik.
Jęli się tedy naj skwapliwiej mężowie ateńscy pracy onej
ku obronie ojczyzny. Codzień od wczesnego rana do wieczora
>>>
- 95 -
tłumno bywało i gwarno przy odbudowie murów, co wkrąg mia-
sta wznosiły się już na kilka piędzi od ziemi. Równocześnie ze
stromych I zboczów Akropolu wyrastały potężne podmurowania
i skarpy kamienne, przeznaczone do dźwigania znac
nie rozsze-
rzonej korony murów zamkowych. Niestrudzony Temjstokles był
wszędzie naraz, wazystkiego dozierał i kierował wszystkiem;
płomiennem słowem i własnym przykładem zagrzewał rodaków
do pracy, znużonych rozochocał żartobliwą gawędą, zawstydzał
leniwych łagodną przyganą, chętnym i pracowitym sypał zręczne
pochwały. Samo jego pojawienie się dodawało wszystkim otuchy.
Mąż to był wyniosłego wzrostu i pięknej postawy, smukły
i prosty, pomimo że dobiegał już pięćdziesiątki. Drobną głowę.
siwiejącą nie
o na skroniach, nosił hardo na długiej, żylastej
szyi. Długa, pełna broda w blljnych kędziorach spływala mu .
na piersi i czarnym wieńcem okalała podłużne, smagłe oblicze, ·
na którem wyryły swe piętno i wola niezłomna, i duma nieo-
kiełznana. Cały jednak potężny wyraz tej nadzwyczajnej twarzy
skupiał się w spojrzeniu wielkich, niespokojnych oczu: jarzyła
się w nich latami nieprzytłumiona, kipiąca namiętność, ł
kała
chwilami w ich nagłem spojrzeniu przenikliwa bystrość umysłu;
te oczy umiały wszyatko: rozkazywać, nagradzać, gardzić, pie-
ścić, urągać, zda wało się, że mogą i zabić jednem spojrzeniem.
Przez ruiny Akropolu szedł żwawym krokiem, odziany powłó-
czystym jońskim chitonem i fałdzistem himatjonem, które w su-
tych fałdach spływało mu z ramion; głowę okrywał mu płytki
ateński hełm z małym kabłąkiem i krótką kitą z końskiego
włosia. Przystawał co chwila i wzrokiem rzucał na zwaliska
budowli, na złomy posągów, potrzaskane i wa.lające się wpośród
gruzów, to Da mężów, zajętych odbudową twierdzy.
Roiło się od ludzi ca,}e wzgórze: jedni, siedząc na ziemi,
obrabiali kamienie dłutem i młotem; drudzy już obrobione ciosy
z trudem dźwigali, b:r je podać budownikom, co na gotowych
warstwach podmurowania starannie układali nową. Ze wszech
, stron dolatywały szybkie, dźwięczne krzesania że 1 aznemi narzę-
dziami o głazy, nawoływania. urywki rozmów i śmiechy...
Przesławny syn Neoklesów podszedł ku zburzonemu chra-
mowi Ateny.
Prastare, okopcone pożarem zręby ścian, sięgające począt-
kiem swoim w czasy Kodrosa czy może i dawniej, sterczały te-
raz chwiejne i spękane. Dach przez Pejsistrata kryty niegdyś
marmurowemi płytami, runął do wnętrza, ciężarem SW
Tm obala-
jąc także i kolumnadę. Po jednej stronie ostało się z niej kilka
>>>
- 96 -
-
jeszcze kolumn, które na szerokich głowicach dzierżyły w po-
wietrzu kawał belkowania. Wszystkie inne kolumny padły, jak
podcięte drzewa i rozsypały się w dzwona, podobne do kamieni
młyńskich. Wokoło leżały szczątki rzeźb,.. co trójkątny szczyt
świątyni zdobiły i razem z nim zwaliły się na ziemię. Ich wspa-
niałości tak niedawnej ledwie mo
na się było domyślać w po-
obijanych odłamach. Oto potłuczone nie do poznania dwie postaci
gigantów, co z narożników trójkąta zwierzęcemi ruchy wypeł-
zały ku środkowi do walki z bogami; oto Pallas Atena, co powaliw-
szy wielkoluda, przebijała go włócznią, lecz prawica bogini z pod-
niesionym oszczepem rozprysła się w drzazgi, a głowa utrącona
aigidowładnej córy zeusowej poniewiera się między rumowiskiem.
Temistokles pamiętał dzieckiem, jak w przyczole świątnic;r te
wielkie rzeźby stawiano z podziwem i radością całego pokolenia.
· Tak, to było niebawem przed zabiciem Hipparcha przez Har-
modjosa i Aristogejtona. Ich posągi, ustawione pod Akropolem
na Arejopagu, cudne dzieło Antenora rzeźbiarza, zniknęły tak
e.
Pono Kserkses uwiózł je do Azji. Ile szkód, ile klęsk przyniósł
ojczyźnie ów najazd okropny! A jednak te wojny dały Atenom
wiekopomną sławę. Póki słońce wstawać będzie nad Salaminą,
póty ludzie wspominać muszą óW' dzień ogromny.
. _ Cóżby się dzisiaj z ojczyzny tej ostało, gdyby nie ja?-
myślał, i duma pierś mu rozpierała. I nagle ujrzał sam siebie,
jak wtedy, w owym dniu salamińskim, stoi na przedzie korabia,
słonecznem złotem oblany, chmurą strzał perskich nieustraszony ,
i wielkim głosem wydaje rozkazy. Widział u stóp swoich nurty
morskie, zarumienione krwią, kołyszące na spienionym odmęcie
setki a setki trupów. A potem zdało mu się, że na hełmie dźwiga
ciężki wian laurowy. Pochylił pod nim czoło zadumane i spo-
strzegł o kilka kroków przed sobą walającą się w rumowisku
marmurową głowę Ateny. Oburącz podniósł ją i długo przypa-
trywał się jej dziewiczemu obliczu.
_ Witajże mi, zbawco Hellady, synu Neoklesa! - odezwał
się za nim głos przygasły i starością drżący. .
Temistokles obejrzał się szybko: tuż poza nim stał człowiek
siwobrody i zgarbiony późnym wiekiem.
_ Pozdrowion bądź. Nearchu! - ódpowiedział i marmu-
rową głowę ostrożnie położył na kamiennych złomach.
- Jakże nam spustoszyli miasto, sponiewieraU świątynię,
poniszczyli posągi ci barbarzyńce, psom podobni z wejrzenia! -
mówił stary, wyciągając pięści zaciśnięte.
>>>
a_ 97
Odbudujemy większe Ateny, wyższe mury, wspanialsze
świątynie, piękniejsze posągi.
- Ja tego nie doczekam, Temistoklesie. Starym jest i w dom
Hadu zstąpię z onych rozwalin. Ale niczegobym nie żałował:
ni winnicy mojej, z korzeniami wydartej, ni moich sadów, do cna
wyrąbanych, ani nawet pięknego domu i garncarskiego pieca
na Keramejku, acz mi go z ziemią zrównali, gdyby się jeno
w całości ostał był mój dar, przed laty z pracy rąk moich zło-
żon Palladzie. Pójdź a zobacz, co z nim uczynili!
Temistokles poszedł za starcem. Nieopodal świątyni leżał
wielki, strącony z podstawy posąg niewieści. Z trefionej głowy
spadało jej na ramiona ośm cienkich warkoczów, szata zwierzch-
nia, w drobny fałd układana misternie, zwisała z ramion; spodnią,
wiątką i obcisłą podtrzymywała swobodrrie ręką, do łokcia ob-
nażoną.
- Co z tem począć?-biadał starzec.-Twarzy ani rozeznać.
tak poobijana, prawica utrącona, u lewej obłamane palce, któ-
re szatę unosiły, a nogi od kolan-sam widzisz-jak pogrucho-
tane! I to, co w niej było najcudniejsze, te oczy z błyszczące-
go szkliwa, osadzone w pozłocistej oprawie, co pozierały jak ży-
we -i te jej wyłupili! Drugiej takiej nie mam już za co spra-
wić po wojnie - a choćbych i miał, któż mi taką drugą zrobi?!
Antenor nie żyje, a ci teraźniejsi rzeźbiarze! Zali o nich mówić-
warto?!
- Kritjos i Nesjotos mają pono rzeźbić nowe posągi mor-
derców Hipparcha zamiast owych Antenorowych, które uwieźli
Medowie. }'Iożeby który z nich dwóch udziałał ci taki posąg
miasto tego?.. - próbowa.ł pocieszać Temistokles.
_ Kritjos i N esjotos?! - wołał stary garncarz. - A gdzież im
do Antenora! Takiego rzeźbiarza nigdy już nie będzie! Ach,
jakżeż się radowało serce moje, gdym w panatenajskie świątki
zachodził na grójec i widywał przed świątnicą tę dziewkę moją
marmurową z patrzące mi oczyma, taką piękną a dumną. Na
tyle, tyle innych posągów ludzie stawali wszyscy przed nią
i czytali głośno pod jej stopami na tej wysokiej podstawie na-
pis: "N earchos garncarz ten posąg czestnym darem z pracy
swej Atenie poświęcił - zdziałał Antenor, syn Eumaresów."
Patrz, patrz, Tęmistoklesie, oto podstawę i napis także potłukli
w kawały!
_ Nie narzekaj, Nearchu. Nie jedyny twój dar zniszczyli
barbarzyńcy. Małoż tu leży obalonych posągów, a jedne pięk-
niejsze od drugich. Wszystko nic, póki ojczyzna
ywie!
Zycie poJskie.
7
..
>>>
,
98 -
To mówiąc, Temistokles poszedł dalej, a po drodze mijał
dziesiątki całe posągów, na ziemię strąconych i pokaleczonych
okrutnie. Były to przeważnie dziewczęce postaci, urocze młodą
krasą, wykwintne przedziwną wy:twornością staroświeckich ozdób
i strojów. Nawet w tej poniewi
rce, obalone i zgruchotane,
miały w sobie te biedne dziewczęta kamienne czar jakiś ta-
jemniczy.
Minął je Temistokles i niebawem zatrzymał się w pośrod-
ku pracującej rzeszy.
- Roście, roście nowy grojec Pallady! Chwałaż jej za to
i wam chwała, wierne syny Aten!- zawołał donośnie.
Umilkły nagle uderzenia żelaza o kamień, podniosły się ku
niemu setki śniadych, uznojonych twarzy, i zmieszany gwar gło-
sów odkrzyknął mu Da powitanie:
- Zdrów nam bądź, Temistoklesie, Neoklów ŚYllU! Zdrów
nam bądź!
On zasie stał nad nimi wspaniały, opromieniony słońcem
i radością serca, spiżowym hełmem i ognistym wzrokiem łyska-
jący dumnie.
'Vpośród spojrzeń tylu, które się nań zwracały w tej-
chwili, poczuł na sobie jedno tylko - silne
palące. Odwrócił
głowę: obok niego z młotem i dłutem w garści
ch, zgarbiony
nad wielkim głazem, siedział na ziemi człowiek w ubogiej odzie-
ży z siwiejącą rzadką brodą. Oblicze ściągłe, kościste, o rysach
przedziwnie szlachetnych, jakby z marmuru kutych, podniósł
na Temistoklesa i nie zdejmował z jego twarzy oczu głębokich
jak morze, spokojnych jak wieczność, przenikających duszę do
dna jak l!Iumięnie. Ow, poznawszy go, drgnął mimowoli; chciał
się z nim na spojrzenia zmierzyć, ale potęgi tych źrenic nie
mógł wytrzymać: spuścił wzrok. Zaraz jednak, by pomieszanie
swe pokryć. przystąpił do siedzącego męfa i wyciągnął ku nie-
mu rękę.
- Witaj, Aristejdesie! Przecz:tak pozierasz na m
ie?
- Chcę w oczach twoich naleźć odpowiedź na jedno pytanie...
- Jakiet to pytanie?
- Żali ty miłujesz w sobie jedynie zbawcę Aten, siebie-li
tylko samego w Atenach zbawionych? - odrzekł Aristejdes pół-
głosem.
Nie znalazł na to ni słowa. zwycięzca z pod Salaminy. Sze-
rokim ruchem odgarnął na ramię spadającą chlajnę i dalej po-
szedł. Okrążył rozwaloną świątynię i stanął, kędy było święte
oliwne drzewo Pallady. Z pnia, świętokradzką ręką ściętego
>>>
..
99
i osmalonego pożarem, strzelał wysoko nad ziemię gruby, rozga-
łęziony już pęd, liściem srebrzystym gęsto pokryty. W cieniu
świętej oliwy leżał barczysty, krzepki starzec. Dychał ciężko
i wodę chwilami popijał z malowanego dzbanka. Włosy siwe na
modłę staroświecką zwinięte miał w gładkie zaploty, które mu
na kark spadały; przytrzymywała je lniana przepaska, dokoła
głowy obwiązana. .
- Snać bardzoś upracowany, Frynichu- rzekł, przystępując
doń, Temistokles- Kronosowe masz lata.
- Jeszcze mi ramiona służą i nogi - odparł stary - tchu
jeno w piersiach nie staje czasem.
- Młodszych tu dość. 'V olejbyś piękny chór ułożył na
cześć Pallady, niźli tu zdzierał się w twardym zllOjU, leciwy
pieśniarzu.
- Widzisz-li, synu Neokla - zawołał Frynichos, ukazując
ręką,-jako tam dżwiga do budowy kamienie Ajschylos Euforjo-
nów? Pijemy wodę z jednego dzbana i pracujemy razem. :Mam-
li gorszy być odeń? Zawżd;ym ja mu kroku dotrzymywał i we
wszystkiem, dziś też nie ustąpię!
Temistokles pozierał tymczasem na męża, którego wskazał
mu był Frynichos. Tamten zasie, głaz doniósłszy budownikom,
zbli
ał się zwolna, czoło znojne oCierając dłonią. Pięćdziesięcio-
[etui, rosły jak dąb, nieco pochyło się nosił, zwieszając łysiejącą
głowę, jakby mu ciężyło brzemię ogromnych myśli. Twarz miał
surową i smutną, lecz na ustach jakoby kobiecych łagodność by-
ła rozlana. Z pod czoła, zoranego przedwczesłlemi zmarszczka-
mi, pozierały na świat oczy mądre i spokojne, jakowąś mgłą
wilgotną przesłonięte. Od całej postaci jego szła cicha, głęboka
zaduma i lwia moc, i królewskie dostojeństwo ducha. .
.
Pogrążony w sobie, nie widząc Temistoklesa, przystąpił do
leżącego Frynicha i po dzban rękę wyciągnął w milczeniu, lecz
gdy go do warg podnosił, wzrok jego spotkał się z wodza spoj-
rzeniem. Zatrzymał dzban w powietrzu... I
- Pij zdrowo, pij, Euforjonów synu. 'Vi dno pragniesz
bardzo.
Ajschylos rękę "yciągnął do uścisku.
- Nie tak, iżbych ciebie nie miał witać wprzódy.-Pił po-
tem długo i chciwie, a resztę wody wylał pod pieI\ świętej oli-
wy.--Niechajte nam buja wysoko, szeroko drzewo Ateny, cudem
odrodzone!...
T e m j. s t o k l e 8. - Jak ta ojczyzna ocalona cudem.
>>>
.
100
..
A j s c h y los. Za wolą bogów i za twoją sprawą, synu
N eokla.
...
F r y ni c h o s. - Gdybyż to miasto samo chciało z gruzów
odrastać, jak z pnia to drzewo Pallady!
T e m j s t o k l e B. -
Iinęły czasy Orfeja, co tebańskie mu-
ry mocą pieśni spiętrzył z głazów. Dziś w Atenach pieśniarze
nasi do budowy nosić muszą ciosy,. krwawym potem oblane.
Pieśni twoje najsłodsze, Frynichu, nie ruszą ni kamyka.
F r y n i c h o s. - Niech jeno serca ludu ruszą...
T e m i s t o k l es. - Byle nie do łez gorzkich, Frynichu, jak
wonczas: płaczem teatr cały buchnął, gdyś w tragedji u kazał
dobycie Miletu przez barbarzyńców.
F r y n i c h o s. - Po zwycięstwach, po takich zwycięstwach
miałbych w tony żałosne uderzać? Nie nam dzisiaj płakać i za-
wodzić. Triumf Aten ukażę na scenie: dziełu miano dałem Foj-
nicjanek.
Oczy Ajschylosa nagłym blaskiem zagrały; chwilę milczał,
brodę gładząc dłonią.
A j s c h y los. - Triumf Aten ukażesz, Frynichu? Ale jakaż
tragedja wyrazi boleść Persów opłakan
, całej Azji l
menty
a wycia po salamińskim, platajskim pogromie?!
T e m i s t o k l e s. - Ty ją napisz-dzieło godne ciebie...
A j s c h Y 108. -- Może napiszę kiedyś. Niech pierwej mu-
ry z gruzów powstaną i domy, niech spustoszony teatr się po-
dźwignie.
F r y n i c h o s. - Tak ci tam wszystko teraz, jak przed la-
ty, gdy - pomnisz?- grali Pratinasa sztukę, i załamały się widzów
siedziska, podówczas jeszcze drewniane.
"T e m i s t o k l e s. - Na przyszłoroczne wielkie Dionieja z po-
mocą 1ogów m
że już teatr zdążymy przywieść do ładu.
F r y n i c h o s. - Ajschylos może w Syrakuzach będzie na
przyszłe wielkie Dionisja...
. . T e m i s t.o k l e s. - Cóż on powiada., synu Euforjonów?
I skądże tobie jechać do Syrakuz? Tam po Gelonie, iże właśnie
umarł, brat jego pono stolicę osiadł sy kulijską, Hieron, co rzą-
dził dotąd Gelą miastem.
Aj s ch y lo 8. --
ył jeszcze Gelo, kiedy mnie Hieron od
dawien dawna zapraszał do siebie. Ninie, Sykuljej całej panem
będąc. - swoje ponawia zaproszenia. Mówią,
e rozmiłowan w pie-
śni a w pieśniarzach, na swoim dworze już ma Simonida z Keos,
Pindara, tebańskiego piewcę, i siła inn
.ch mężów znąmienitych.
T e m i s t o k l es. - I ty chcesz jechać?
>>>
101
A j s c h y los. -- Nie pojechałem przed medyjską wojną, bo
chciałem słu
yć Atenom, jako naówczas w maratońskim boju.
I nie pojadę teraz, póki miastu rąk do budowy grojca i murów
potrzeba. Lecz później, kied
Tś...
Tak oni rozmawiali, gdy oto mąż jakowyś przystąpił ku
nim raźno. Młody był jeszcze, bo nie dobiegał lat ani trzydzie-
stu; średni wzrostem, lecz i postawą znaczny, i włosów płowych
bujną gęstwą, która na czoło spływała w kędziorach, na kark
opadała i kryła uszy, łącząc się na licach z młodzieńczą brodą.
- Lakedajmońscy posłowie -- rzekł szybko-przed godziną
do miasta przybyli. Wszyscy ciebie szukają, synu Neoklesów,
i na Arejopagu już gromadzi się rada...
- Idę, Kimonie- odpowiedział Temistokles, a zwracając się
do Fr
Tnicha i Ajschylosa, dorzucił: - I wy pewnie pójdziecie
przy&1łuchać się odprawie spartańskiego poselstwa.
Jakoż obaj tragiczni poeci ruszyli w ślad za nimi. T
Tm-
czasem wieść o przybyciu Spartan rozeszła się widno wśród
obywateli, pracujących na grojcu: WSZ
TSCY, porzuciwszy narzę-
dzie, podążali nadół ku pagórowi Aresa.
Lucjan Rydel (1870-1918).
Objaśnienia: KeJisos, największa rzeka Attyki. Obie rzeki, Kefisos
i Ilisos, płynąc z g6r od p6łnoco-wschodu ua południo-zach6d do zatoki Falerej-
skiej, obejmują Ateny jakby w ramiona, Kefisos z p6łnoco-zachodu, UiS08, płynący
w obrębie budynk6w miasta, z p6łnoco-wschodu. Gorąca (średnia temperatura
w lipcu 26,990),
brak opadów powodowały wysychanie w6d obu rzek latem.-
Anemon, wietrznica albo zawilec, roślina z rodziny jaskrowatych, rosnąca w pa-
sie umiarkowanym. - Macica, krzew. - Platan (wschodni), piękne drzewo z nie-
zbyt wysokim, ale mocnym pniem, szeroko rozłożystemi konnr9mi, liśćmi płatowa-
te!lli. - Akademos, legendowy bohater ateński, kt6ry pomógł Kastorowi i PolIu.
ksowi, braciom Heleny, porwanej prz
z Tezeu, l;iza trafić na jej ślady i uwolnić po-
rwaną. Grecy czcili jego gaj, ogr6d, ogrodziec, ogrójec, zwany Akademją.-
Solon, sławny prawodawca ateński (639
559). - Trojzen, miasto wArgolidzie
na PeloponeziA. - Poioga, pożar. - Temistokles (5t4 - 461), syn Neokłesa.
wielki w6dz i polityk grecki, tw6rca potęgi morski{'j Aten. Jemu zawdzięczają
Grecy zwycięstwo nad Persami przy Salaminie (480), ocalające Grecję od jarzma
najeźdźc6w. Za jego sprawą Ateńczycy szybko odbudowali zuiszczon{' miasto i opa-
sali je murem. - Grojca, grodźca, zamku. - Mykale, g6ra w Azji Mniej;lzej, na-
przeciwko wyspy Samos, przy kt6rej w6dz grecki Ksa!ltyppos zniszczył flotę perską
w 479 r. - Kimon, Cymon (507 -- 449), Ryn Milcjade88, znakomity w6h ateński,
ws1awiony w walce z Persami. - Arystydes Sprawiedliwy, wybitny w6dz ateński
w czasie wojen perskich, skutkiem zawiści Temistoklesa wygnany z Aten 483 r.;
powr6ciwszy z wygnania, przez dłngie lata kierował sprawami A.ten. Umarł 467 r.-
Akropol, grodziec, gr6jec, twierdza ateńska, wznosząca się na skale wapiennej
w kształcie wydlużonpgo sześcioboku, prastara siedzibĄ pierwotnych mieszkańc6w
ziemi Pelasg6w i p6źniejszych przybY8z6w Jończyk6w. Tu byly najpiękniejsze
świątynie ateńskie. - ChUoĄ, ubratJie. 8podnie, składające się z podłużnego ka-
>>>
102
wałka materji lnianej, przerzuconego przez lewe ramię i spiętego na prawem ra-
mieniu i pod prawą i lewą ręką. - Himatjon, ubranie zwierzchnie, składające się
z podłużnego kawałka materji, kt6rego jeden koniec przerzucano przez lewe ramię
naprz6d, drugi koniec trzymany w prawej ręce umieszczano dowolnie wedle po.
trzeby i gustu. - Chram, świątynia. - Kodrus, ostatni kr61 ateński, miał ocalić
ojczyznę w ten spos6b, że, gdy wyrocznia orzekła, iz wygra ta strona, kt6rej kr61
polegnie, ud!!.ł się do obozu Doryjczyk6w i drażnił ich dop6ty, dopóki go nie za-
bili (około 1068 r. przed Chr.). - Pi
ystrat, tyran ateński, panował od 560 do
527, rządził łagodnie. podni6sł dobrobyt i oświatę kraju, ozdobił łteny wspania-
łemi budowlami. Potomkowie jego Pizystratydzi postradali panowanie w r. 514,
kiedy to Hipparch i Hippjaaz zostali zamordowani przez Harmodjosa i Aristogej-
tona. - Arejopag, pag6rek Aresa na p6łnoco-zachód od Akropolu. - Gigantów.
Z Zeu8em i bogami olimpijskimi wystąpił do walki straszny r6d Gigant6w. p6ł-
ludzi, pół potwornych węMw. \V zawziętej walce na polach flegr
jskich w Mace.
donji Giganci z08tali pokonani z pomocą Heraklesa. - Ajgidowladna, władają-
ca ajgidą, egidą. Egida pierwotnie oznaczała sk6r
kozią, którą zawieszano na
lewej ręce dla osłony ci ala w walce, p6źniej tarczę. Stąd wyrażenie "pod czyjąś
egidą" znaczy: pod czyjąś opieką. - Ha d, Hades, b6g podziemnego państwa,
p6źniej pań"two podziemne cieni6w zmarłych, według IIjady znajdujące się pod
powierzchnią ziemi, którą starożytni wyobrażali sobie jako ciało plaskie; według
Odyssei leżało ono we wnętrzu ziemi na dalekim zachodzie. - Antenor żył
w końcu Y I wieku. - Korab, okręt. - Oe
y :. blyuczącego szkliwa i t. d.
Posągi z marmuru Grecy częściowo malowali. Pokrywali farbą przewaznie niebie-
ską i czerwoną włosy, oczy, usta, fałdy szat. Kritios i Nesioto8, wybitni rzeźbia-
rze 6wcześni. - Spony, przybory do spinania szat: szpilki, guzy, haftki i t. p.-
Rośeie, strp.. forma, dziś rośnie. Pierwsza os. l. p. ros tę. - Chlajna, wełniane
zwierzchnie odzienie w kształcie płaszcza, biegnącego pod lewem ramieniem, Rpina-
nego na prawem. - Święte oliwne dr:.ewo Pallady. Podanie głosi, że Atena
o posiadanie Attyki wiodła sp6r z Posejdonem. Kto da mieszkańcom pozyteCz-
niejszy dar, do tego miała należeć ziemia. Posejdon stworzył konia, ozna-
czającego okręt; Atena drzewo oliwne. WYZSZł)ŚĆ przyznali bogowie darowi Ateny,
i odtąd wywodzi się cześć Ateńczyk6w dla drzewa oliwnego. Drzewo takie rosłQ
w świątyni Ateny na Akropolu. - Frynichos z Aten, jedeu z pierwszych tw6rc6w
tragedji greckiej, zmad około 470 r. Tragedje jego się nie dochowały. - Wolej-
byś, strp. = raczej byś. - Ajschylos, jeden z największych tragik6w greckich,
zwany ojcem tragedji. Urodził się w 525 r. w Attyce, walczyi bohatersko pod Ma-
ratonem, Salaminą, Platejami. Zmarł na Sycylji w r. 456. - \Vidno strp. wio
docznie. - Iibych strp. = AŻebym. - Or/
us
, syn kr6la trarkiego OjagroER
i muzy pieśni bojowej Kalliopy; od matki nauczył się gry i śpiewu, od Apollona
zaś otrzymał w darze lutnię; był mh!trzem muzyki takim, ze czarował nią zwiEl-
rzęta, drzewa i skały. Po śmierci ukochanej Eurydyki zszedł do Hadesu; tak
wzruRzył bog6w swą grą i śpiewem, iż pozwolili mu zabrać małżonkę. Nie spełnił
jednak nałożonego warunku i w drodze spojrzał na Eurydykę, wskutek czegozni.
kla mu niepowrotnie z oczu. ZrozpaczoneJ!;o "potkały szalone bachaotki, towa.
rzyszki Dionisasa, boga szału, i gdy nie chciał wziąć udzialu w ich pieśniach i tań..
cach, rozszarpały go. Głowę i lutnię Orfeusza morze wyrzuciło na brzeg wyspy
LesbOB, ojczyzny wielu poetek. i poetów.-Okolo 495 r. wystawił Frynichos trsge-
dję "Wzięcie Yiletu", które wzruszyło lud ateński do lez i wskutek tego wywołało
gniew na poetę. Około 476 r. w .,Fen.icjankach" przedstawił pogrom Kserbesa
przy Salaminil3. Tworzyl r6wnie! piękne pieśni liryczne. - D:.ielo godne ciebie,
>>>
]03
Ajschylos napisał tragedię "Persowie", gdzie przedRtawił rozpacz Pers6w po prze-
granej. - Pratinas, który miał przynieść z Peloponezu do Aten odmienny niż
ateński rodzaj tragedji i walczył o lep
ze z Ajschilosem około r. 500. Utwory jego
się nie dochowały. - Wielkie Dionisja lO Syraku
ach, najważniejezem mieście
Sycylji. Bogate miasto opanował 484 r. Gelon i założył tu jedno znajbogatszych
państw sycylijskich; po Gelonie nastąpił Hieron I (477 - 467), którego następca
został zamordo.
any. Czasy Gelona i Bierona były okresem rozkwitu Syrakuz. -
Dionisje w marcu - kwietniu uroczystości na cześć boga Dionisosa, uosabiającego
bujne zycie przyrody, boga winnej latorośli. - Simonides z wyspy Ke08 (ur. około
555 r.), przebywał długo w Atenach, zmarł w Syrakuzach; tworzył wiele. W Ate-
nach pisał utwory liryczne na cześć bohater6w wojen perskich. Zachowało się
około stu fragmentów jego utwor6w. - Pindar (ur. okolo 521 r., zm. około 441),
tw6rca wzniosJych pieśni lirycznych, jeden z największych poetOw Grecji. - Sy-
kuljej strp. dopełniacz = Sycylji. - Keramejk, przedmieście Aten, zamieszkałe
przez rzemieślników.
Pobudka bojowa.
Chwała temu, co walcząc za ojczyste łany,
Bohaterem na czele legnie pokonany,
A hańba wieczna temu, co matce ojczyźnie
Poda tyły i chleba żebrze na obczyźnie,
Co z starą matką, ojcem, - z dziatkami na grzbiecie
I ze ślubną małżonką włóczy się po świecie.
Niemiły gość zaprawdę, kędykolwiek przyjdzie,
Kto się poddał ubóstwu i sromotnej biedzie,
Plami ród, własną piękność taki tułacz kala,
I wszelkie złe i hańba wszelka nań się zwala.
Więc gdy nigdzie wygnańca życzliwość nie spotka,
Ni cześć, ni litość ludzka, ni pociecha słodka,-
Walczmy mężnie za drogą ojczyznę i dziatki,
I krwi naszej, gd
T trzeba, wylejmy ostatki.
Walczcie dzielnie, młodzieńcy! ramię do ramienia!
A bójcie się ucieczki, bójcie pohańbienia!
Nabierzcie ducha! Śmiało się stawcie w potrzebie,
:\[yślcie, jak gromić wroga, H,ie ratować siebIe.
A starych towarzyszów, co im w członkach stawy
Wiek zwątlił, nie odbieżcie wśród krwawej rozprawy.
Hańbaby była, gdyby pośród dzielnej wiary
Przed młodszymi druhami Jegł wojownik star
T,
Co mu brodę i włosy srebrzy szron siwizny,
Leżał w kurzu konając, wierny syn ojczyzny,
Wstyd, krwią oblany, ręką zasłaniając oku
O jakże pali hańba takiego widoku! -
Gdyby tak nagi leżał! Młodym zaś przystoi
WszYAtko, póki urocze kwiecie młodość stroi:
>>>
.
," f J , .. '0
, 0,- " I ,. ,'o .' " I
t., " t .' " ,',
...\.
,J.
.:
' -. ... " "
'SJ lo
" , .;\\ 't \ I i :'
. "'
'lt
f'
;..... r, \
.
1
',.\ .,
r r, :W'j' t'-l\
, "ł' " . \. !
t -I ' ) . \" .i\' d. j "
;.... . :,
,'f: ,(;. .
,'. .' a
, I .0, J :Jf.
' '. I
o.
I '" f ,
.
.; .C" ,. - , . . "t 't. . ,
,'\ . .--:.'
-. ... ..... .. I
. ." ';. .,'" ,
$" : ..... .... , )
, '.
. ,ł - .\.;,!,' "":tC7
''!.. f. - ,
.. " ' ,
..,.
-+
(
..' .- I . )" . \
. I '.
(X
:-.'
" .1
, .ł......... "
-. . .... '1 . A.
" \
. , .t .
,
. ,
, " .. -.....,
1'". . V , t "'k'.
,. ,
.
, .0Y- ::' r)
t ,
lIIr.'łIft i' I o' .,
I:: ,,- : , ,
. -- ..... , .oJ
..:.. . - 'l
, . .. .
" ,,", "
I
.- ... -, ..
.. :"'.. "-;'" \: .
""" ..
, , ,', .- .
"
) .. l,-ł
',1.. " ,
, ..% .,
....
'-:. ,
'.
'., ł.. . .. '.I " ,,
. .1
.-
, '": . ' .. '" .
lo!
t...... :
..
-
; ',
,
.t. . .,"0
/.
, .\
ł... i . If . ; )-...
: .
". ". . /'
',I
. ..;
. .. l,
" J... ' I .- ,.
.- . . -' , _.
"ł
;....
......" '!"
: ,..
..
,-
.:'.'/' t...
"1
. '1,,\- "\'1
,,.:';t..
j'
; ,;:.
;..,::
,
.-.
1"11; ,
.\' "
.
;...... : ....(,;. al" (I ,,
....'
.: ,S\";f'.
, " t :
0:'.-
'1\ t',. ."..... , .
... .1..."
. ( 7" ł.. \'. ." . '.':r' .
'. 'lE. :'.
"' ':r
",,,,
:.,. ..
. r"-" . -1'. I, . ...,...' .J .
'" 'j.,. I ,;,.
. i'
- ł r:i
. '
:tr' ,ł'
'tI'JI' ',t.J . T
. ; .
' l' ,l (':" ,'
.,:
: ""'-.l
"IIII
, . '.
'C, 1P,1, !. .
" '. ., '.. ,'fi
'._, . ..,... 1.1"
' ). '.',
. .. , .' .
.. (
. "1' '.
'.. -4' .. . . 'Ol ,
,
'. - t
t :"1 .
.:.'
;.
\ o .
.
- ..
l :;;::\ ',I. ,,:-,,' "ł. 'f
'i' '"
._/ V . r "I'
. ;
,{,J: . J!" -. ,t., -
'.
."... . \
,
. 1'.
'.,
"
'fr ,.' , t ' \t ., ,.\"
" I ' ... \ .. I
, .: t ,:,'.,1.' '.... "V" ."" -,..-
.o
. '
.' '
-oJ.',
' , __.\.... .c't-.' ,;
7 '.
.
'..
-I" ':........
..;"t . ,
,'. - -. ,'£-
.cJ....ra;;,:ł.J: ';'ł
'
;.:
. '"""" -ł "".
}'" ....:-f
..1
, . o ...t
.
.
""
..
'., 1
. ...
"'''1" .
\
k
'
:: '\ii
- \..
..
...:-.. w-..
"
. {' -. i? , ' .
.
......
!
)
_ .,
"")I
':
,,: .
... .
r
' '
· S
ł-
".
\ _ l ,
1
.
f
lo
t;
"'::."
ło
.
I,;
" ,,' ....
( ,.': ','
,
- (
. . r ,:If .-
....
.;..
.
:....
.:".
...,....;
''",:...... :Ii '
.
_". .
. . -.,.. "" "-
_ .
I. ' , .', ,-
. 0"'- '.
o '.
t.:' .
....
!:r '-t'. ," .-.-:.
..,....
.
......
o
>>>
(Ja'"
,- .... .J- .-.1
;ł..:
I , ....
!
. - " ,ł,:, ' - I
..
h'
')
.... r
. '.011
, -
.
.
fł.j, 1
':\C ,
.... o.. 4, ..-
i' , .. \ .
" :-
,J
.
7. .
...... \ " .a
i
'- "
I " ,'II\',
... (If.' ł
.. ,. p . .... ,
"
. ., " __1 . '
'
"
. .
,
.. '
.J .
r "'ii ..
- . I
.
. I
11. _ . - t ':. .
" ,
:Ot . -. "
. -'lo
"'.' I
- '. , ,
't:., . ..
J; .
'.
I
, ,.. ",
.... , , l' I
:
. - , ,
" a'(
J
.. ,..
-ł '1\ :11.
.'
'" I ... fo,., .. --
.. .łł4 ,.
'I ---
. .
'-- ,
. :( ,
; ..",., , ..
G.t-
)., , '-?
,-, ... "
. ,.' . ..." s
..,
'
,. f".
...'
ł: .
-
,
'I
. -
,.{II '.
'} J
......" ,
,
: . \
,,' ...,
. -'i..':" ..ił
.-
O"
..
. .1.
"
., A
,..'
"," ''1: . .... :
.
"'''''
.
o..
'.
"
II
....
\
.
"
....
..
'..
J
. .
£."1
, ......
l o
.\.\ ....'
,
. ,
--, \f
, I
....
.;..
.\: '
..-
"
ł '
-
.... .
:
..
II
>>>
106
Bohater - dziw dla mężów, ulubieniec dziewic,
Póki żyw, - gdy polegnie, piękny jak króle wic.
Więc stójcie jak mur, w ziemię niech wJ'yje się noga,
We wargę zatopi ząb! - Tak czekajcie wroga!
TJrtajo8. Przekład J. Czubka.
,
ObJagnlenia: Podać tyły zwrot staropol. = uciekać. - Tyrtajos (około
630 r.), ulubioDY poeta narodowy Sparty, jego pie8ni, pełne wojennego zapału, śpie-
wali Spartańczycy przed bitwą. Według podania w czasie drugiej) wojny z Mesenją.
gdy Spartańczycy z porady wyroczni delfickiej prosili Ateńczyk6w o wodza, jakby
na wzgardę przysłany kulawy bakałarz-poeta taką natchnął wojownik6w Apartań-
skich odwagą, że zwyciężyli wroga.
Objagnienia do ilustracji "Szkoła szlachcica polskiego" Grottge-
ra. Artur Grottger (1837 - 1867) wielki rysownik i malarz polski, tw6rca
imanych cyklów (całości z kilku obraz6w): "Warszawa" (1861) z
iedmiu rysunków,
"Polonia" z ośmiu, "Lituania" z sZe8ciu, "Wojna" z dziesięciu. "Szkola szlachcica
polskiego", pierwszy jego cykl, złożona z czterech akwarel (obraz6w, malowanych
farbami wodnemi) powstała w Wiedniu (1857), dokąd nrlał się Grottger z Krakowa
na naukę. Tytuły obraz6w cyklu są następujące: I - Strzelanie z łuku, II - Re-
prymenda (zgromienie, ostra nauka), III - Przed bitwą, IV - Błogosławieństwo
ojcowskie. Cykl reprodukował Z. Humnicki j M. Arct w \\Tarszawie 1899 r.
Dwa listy hetmana Stanisława Żółkiewskiego.
1. List do króla z obozu na Cecorze.
Najjaśniejszy Miłościwy Królu!
Oznajmiłem Waszej Królewskiej Mości Panu memu Miło-
ściwcmu o przyjściu sułtana Gałgi i Skinderbasze, żechmy ich
co godzina wyglądali, o czem, jeżeli ten list mój doszedł, raczy-
łeś Wasza. Królewska Mość wyrozumieć. Przyszedł tedy dziś
tydzień sułtan Gałga i Skinderbasza tu, pod obozem stanęli;
nazajutrz w piątek mieliśmy z nim potrzebę w wieczór z łaski
bożej fortunną, zraziliśmy ich z pola; trwała ta burda między
nami, a
zmrokiem wróciliśmy się, i oni, i my do obozu swego.
Zaś w sobotę za zdaniem zgodnem. wszystkiego rycęrstwa wy-
szliśmy w pole aperto Marte z wójskiem uszykowanem, zwie-
dliŚmy potrzebę z nimi odkrytą; i trwała bitwa sześć godzin
od południa aż do samej nocy, aequo Marte stanęło, zeszli oni
do swych stanowisk, poszli i my do swego taboru. Były rzeczy
dobrej nadziei, że potężnie i dalej mogliśmy czynić przeciwko
temu nieprzyjac
elowi; lecz nazajutrz, to jest w niedzielę, nie-
mała część ludzi naszych, którzy z wojska uciekli, pomieszali
nam rzeczy. Nie mianuję na ten czas nikogo, wszak sami tam
się ukażą, którzy nas tak ni
przystojnie odbieżeli, acz wątpię.
>>>
107
żeby ich wiele miało ujść; bo, pławiąc się w nocy prze
Prut,
siła potonęło, i wielka część od nieprzyjaciela, który im tam
lasem za rzeką zaszedł, pobici, pojmani. I ci źli, niebaczni ludzie
wszytko wojsko zatrwoZ'yli, że blisko tego było, iż już wszytko
wojsko do takowegoż sromotnego uciekania miało się udać.
Z jegomością panem hetmanem polnym i niektórymi panami
rotmistrzami, co przy nas zostali, constantia nostra zatrzyma
liśmy wojsko i stoimy tu od siebie bliżej, niż z Warszawy do
Ujazdowa. Wojska sułtan Gałga i Skinderba.sza mają wielkie,
dobrze więcej nad 60.000. Więźniowie, którycheśmy dostali,
powiadają, żeby ich mialo być do 100,000. Zapuścili się prosto
byli ku państwom Rzeczypospolitej, atośmy ich tu zabawili, od-
ważywszy na to zdrow ie swoje. I dalej, co się godzi wiernym
Waszej Królewskiej Mości sługom i dobrym synom Ojczyzny,
czynić będziemy według największego spomożenia naszego.
Jeszcze przeglądając to wszytko niebezpieczeństwo, pisałem po-
kilkakroć do Waszej Królewskiej Mości, żebyś raczył obmyślać
de subsidiis et supplementis, teraz sam czas ukazuje, że tego
pilna potrzeba; zaczem pewienem, że Wasza Królewska Mość
nie raczysz nas zapomnieć. My tymczasem ad extremum hali-
tum zatrzymamy przeciwko Waszej Królewskiej Mości całą wiarę
i miłość przeciwko Ojczyźnie! Hospodar wołoski z tymiż naszymi
uciekańcami poszedł, nie wiem, przebył-li czy nie? Te teraz in
isto statu rzeczy nasze; co się ponowi, ile sposobów dostanie,
nie zani
cbam dawać znać Waszej Królewskiej Mości Panu memu
Miłościwemu, którego się miłościwej łasce oddaję. Dan w obozie
okopanym na Cecorze dnia 24 września 1620 roku.
Obj ag
lenla: Stanisław Zółkip.wski. ur. we wsi Turynce pod Zółkwią 1547 r ,
zginął bohaterską śmiercią pod Cecorą w nocy z 6 na 7 paźdz. 1620 r. - Na Cecorze.
Cecora nazwa mia9teczka i rozległej r6wniny nad Prtltem .. .Mołdawji. - Galga,
sułtan Kałga, namiestnik chan6w krymskich. - SkindeTbaB
e starop. dopełniacz.
Iskander-basza był naczelnym dow6dcą wojsk tureckich w c?a9ie tej wyprawy. -
BaB
a, wi6lkorządca tlIrecki. - Żechmy wyglądali, zamiast: że wyglądalichmy,
a to znów zamiast: że wyglądaliśmy. Ch zamiast ś zjawia się tlI w XVI i XVII
wieku pod wpływem nie istniejącego dzisiaj CZaBlI przeszlego chwilowego (aorystu),
formowanego od bezoKolicznika. Czas przeszły chwilowy np. czasownika być
brzmiał: bych, by, by, w liczbie podw6jnej: bychwa, byśta, byśta; mnogiej: bychom
byście, bychą. - Potr
eba, starcie, walka. - Fortunną, szczęśliwą. - Zrazić
pola, spędzić, zwyciętyć. - Burda, zwada, kł6tnia. - Aperto Marte. :Mars
b6g wojny u Rzymian; zwrot; użyty przenośnie, znaczy: do jawnego spotkania. -
Zwiedliśmy potr
ebę odk,.ytą, rozpoczęliśmy jawntt walkę, bitwę. - Aequo
Mar te. Mars jednako sprzyjał obu stronom, a więc przenośnie: z jednakiem dla
obu 8tron 8zczęściem, bez rozstrzygnięcia. - Ac
, aczkolwiek, chociat. - Sila,
wielu. _ Hetmanem polnym Stanislawem Koniecpolskim. - Con3tantia nOBtra
>>>
lOS
.
etałością naszą. - Dobr:.e więcej, znacznie więcej. - Do 100,000. Nowsi his to.
rycy siły tureckie obliczają na 50 do 60 tysięcy żołnierza, polskie na 8,400. -
Atośmy, a otośmy. - Odważyć :.drowie, poświęcić, narazić, wystawić na niebez-
pieczeństwo. - De subsidsis et supplt!mentis = o. rezerwach (wojskach 7.aplUJ\J-
wych) i uzupełnieniach. - Ad e;ctremum halitum, do ostatniego tchu. - In isto
statu, w tym stanie. - Dan a, o, wyszły z utycia imiek11. przeszly bierny, formo-
wany od osnowy bezokolicznika, za:!tąpiony dziś przez odmianę przymiotnikową
dany, a, e. - Jeśli mowa o p:śmie, liście, dokumencie znaczy tyle, co napiąany,
wydany, wystodowany i t. p.
2. List do żony,
pisany z obozu pod Cecorą w wigilję śmierci.
:Miłościwa Jejmość Pani a Pani Małżonko ma, sercem uko-
chana i -wieczyście miła!
Tak było i tak będzie, aby prawość i sława narodu naszego
nie zaginęła, Pan Bóg \Vszechmogący dopuszcza utrapienia, by
ciało w wojniech hartować i umysł zaprawiae do dzieł rycer-
skich.. Tegoż utrapienia nie koniec i nie koniec łaski Pana .
Boga świętej, która nas wszędy utrzymywała i nieprz
Yjaciołom
tamę w bitwiech stawiać rada była. Jakoż kiedychmy się za-
bierać radzi do utarczki z pohanem tego ś witania, odebrałem
pisanie Waszej Miłości, mojej sercem ukochanej i wieczyście
miłej Małżonki, toż pociechę słówek kilku, a kto wie, może być, .
że i ostatnie pożegnanie. Jam pewien, że Wasza Miłość, ukochana
i miła Małżonka, czytając to moje pisanie, niĄ będzie żalić starca
i sił mych, a chociaby i życia dla obrony Rzeczypospolitej
i chrześcijan. _ Toż ta pociecha będzie sercu memu. Tu w obo-
zie mym, jakby jakowy rokosz powstał, tak się rycerstwo spi-
knęło, by na własną zgubę, i chcą koniecznie odchodzić od
sprawy, że onych ledwo uhamować mogłem. Skindcrbasza
i Gałga nie c.!lCą już wiedzieć o układach i gotują się dać sta-
nowczą bitew. Przetoż nie turbuj się 'Vasza Miłość, najuko-
chańsza Małżonko, Bóg czu wa.ć . będzie nad nami; achociabym
i poległ. toż ja stary i na usługi Rzeczypospolitej jut niezdatny,
a Pan Bóg Wszechmocny da. że i syn nasz, miecz po ojcu
wziąwszy, na karkach pohan zaprawi, i chociaby tak było, jak
rzekłem, pomści się krwie ojca swego. Na wypadek jakibądź
zalecam Waszej
liłości, najukochańszej l1ałżonce, miłość dla
dziatek, pamięć na me zwłoki, bo je styralem ku usłudze Rzeczy-
pospolitej. Co Pan Bóg chce z Swej łaski dać, niech się stanie,
8 wola Jego święta będzie nam miłościwa do ostatka tycia na.
szego; z tern mnie modlitwom i łasce Waszej Miłości, najuko-
chańszej Jejmości polecam i dziatki nasze na Pana Boga pa-
>>>
109
mięć upominam. W obozie pod Cecorą die 6 Octobris 1620.
Jejmość do zgonu kochający małżonek i ojciec Stanisław Żółkie-
wski, hetmall wielki koronny.
Objagnlenla: Żona St. Ż6łkiewskiego była z domu Herburt6wna, kobieta -
niezwyklej szIachetDo
ci i mocy ducha; zmarła 1626 r. - Pani a Pani, powtórze-
nie, często sj)otykane w dawnych listach, dla wyrażenia szacunku. - Wojniech
starop. (XV, XVI w.) miejscownik, ł. mn. rzecz. żeńsk., utworzony pod wpływem
staropol form rzeczownik6w męskich, jak: w domiech, w sejmiech, w zamcech, po
lesiech i t. p. - Utr
ymowała, od starop. i gwarowego utrzymować = utrzymy-
wać. - Pohanem str. poganinem; - Żalic @trp. żałować. - Rokcu, zbrojnE',
zbiorowe wystąpienie przeciw 1\ładzy najwytszej w dawnej Polsce. - Spiknęło,
zm6wiło. - Onych, strpJ. biernik r. męsko 1. mn. zaimka wskazującego on, ona,
ono, z88tąpiony dzisiaj przez ich. nich, biernik nieutywanego dziś w mianowniku
zaimka wskazującego ji, ja, je. - Bitew strp. bitwę. - Syn Jan, ranny pod Ce-
oorą. dostał się do niewoli, wykupiony zmarł 1623 r. w wieku Jat 28. - Me
wloki. Odciętą głowę wielkiego wodza na spitlie obnoszono po obozie nieprzyja-
cielskim, a sułtan kazał ją zatknąć na bramie swego palacu. Za drogim okupem
wydane ciało i głowa pochowane zostały w Żółkwi, miejsce bohaterakiego zgonu
uczciła małżonka pomnikiem, postawionym w odległości pięciu wiorst:od Mohy-
Jowa, miaata, leżącego przy ujściu Dubrowienki do Dniepru.
Śmierć Żółkiewskiego.
Stał tabor bezsilny w czwartem miejscu wytchnienia.
Nie chciał, gdyż nie mógł iść.
Lecz, mało wiele mieszkając, rzuci się ciżba do niesprawy.
Natychmiast, w temże miejscu, ledwie wytchnąwszy, chcieli
panowie odzyskać wszystko dobro, ze skarbników przez ciury
skradzione.
Tu na tymże placu chcieli karać drapieżność rabusiów.
Atoli większość rycerzy uszła już była z obozu albo od
ciosów nieprzyjaciela poległa.
I stało się, te ciurów więcej już było, niżeli rycerstwa.
Z głodu, .z pragnienia i z zemsty oddawna narosłej zaczęli
znowu ciurowie żakować, rżnąć skóry wozów i wywłóczyć do-
bytek, pętlą imać na arkan z zasadzki walczących na szańcu
rycerzy, konie chwytać, objuczać je mienia ostatkiem i w noc
czarną uchodzić.
Czując nad sobą sąd za Dniestrem i śmierć prędką. poczęła
tłuszcza wrzeć szaleństwem i bezrozumnie pędzić w rozsypkę.
A skoro hetman polny sprawił tabor i sił ostatek wytężył,
teby dalej uchodzić, swar szalony panów z ciurami nie dał rządu
dokonać.
Rycerze w kupę się zbili w przednim kącie taboru, - ciu-
rowie w poślednim..
>>>
110 -
Uszedł spodkolasia i chyłkiem z obozu zdrajca do wroga
i spr7.edał za pieniądz wieść o tern, co się dzieje w taborze,
Kantymirowi.
Więc, jako skrzydła obłoków gradowych, poczną się rozcią.
gać, rozwłóczyć, wytężać nieprzyjaciela zagony.
Czekał wróg nieomylnie, że ludzie w obozie jedni drugich
czekanami wyrąbią, strykami wyduszą, jedni drugich szablami
z ramienia rozsieką, jedni drugich porżną znienacka nożami,
jedni drugich włócznią przebiją.
Aż o godzinie sobie wiadomej zacznie wróg bić ze strzelby,
z janczarek, z samopalów w tył taboru, w spieszony lisowski
ostatek i w polnego hetmana wytrwałą' ochotnika chorągiew.
Im bardziej się wzmagała natarczywość uapaści, tern okrut-
niej bestwiła się wewnętrzna wrzawa walki w tłuszczy oszalałej.
Ten i ów z rycerzy, spracowany niespaniem, chodem,
bitwą i dziełem, ogarnięty paniczną rozpaczą i pozbawiony ro-
zumu, wypadał w noc z rzędu wozów, gnał ku Dniestru, między
staborzone, czyhające na zdobycz tłumy Wołochów.
N ajwytszy wszczął się tumult.
Huk strzelby i samopałów.
Tętent koni, ze stepu na obóz przypadających.
Ocknął się kanclerz ze snu twardego.
Siadł na posłaniu i rozważa - sen-Ii to jeszcze?
Usłyszał za namiotem krzyk, żeby zmniejszyć tabor wozów
i mę,łą kupą uchodzić. _
Poznał Marcina Kazanowskiego głos.
Usłyszał inny krzyk, teby wszystko porzucić i komunikiem,
co siły w koniach, gnaó do rzeki.
Usłyszał trzeci krzyk, żeby wozy zostawić, zsiąść z koni,
konie sprząc czyli zbatożyć, i poza końmi, jakoby za. taborem,
ostrzeliwując się, iść do kraju na los. . .
I posłyszał hetman w krzykach tych, zrozumiał trzeźwo,
że to już złamane jest wszystko, i fe nadchodzi śmierć.
Zdrętwiało jego serce, wzniosło się od modlitwy i wzmogło.
Wstał z łoża, - szablę przypasał.
Wdział kołpak.
Wyszedł.
A był już obóz rozerwany.
Tatarzyn łańcuchy ,,"ozów tam i sam rozłączał, w tabor się
włamał i w wyrwach siekł się w pałasze z obroną.
Ze wszech stron tworzyły się dziury w zaszczycie.
>>>
.......
111
Ci, co jeszcze kolas bronili, padali od miecza, inni w stry-
ki wołochów.
Najśmielszycb rąbało ostrze Da śmierć, upadłych tratowały
kopyta pędzących bachmatów.
Kantymir uderzył teraz t)"siącf.mi i zbierał rozbitych woj-
skiem, jak ptaki siecią.
Znalazł się kanclerz z hetmanem polnym w przedzie
taboru,
A koni przy nich jeszcze trzysta.
. Bokami końskiemi się zwarli i tamę postawili nawale ta-
tarskiej.
Przeciw nim wszystka siła Kantymira. ·
Powtórnie ozwie się rada: - wszyscy z koni!
Konie batować!
I posłuchali wszJscy, jako rozkazu.
Kanclerz, zsiadłszy ze swego, ręką mu kark przez chwilę
gładził...
A wraz rozparł się w nogach starych, szab!i dobył, prze-
bił nią bok i serce konia drogiego z mocą dawną - na znak
e nie będzie uchodził.
Padł wierny koń.
Na przednich wsparł się nogach l zarżał ostatni raz wa1etę .
pan u.
Lecz już nie spojrzał pan.
Już go nie' słyszał.
Szedł w swojł} daleką drogę.
A szedł w gronie coraz mniej Iicznem na kilkoro strzelania
z luku.
Syn przy ni
i towarzysze wybrani, dusze polskie.
Kto jeszcze konia mógł dopaść, w noc uchodził.
Aż zostało towarzystwa dziesięciu mężów: Kazanowski
Michał, Bałłaban, Żó
kiewski Łukasz, Potocki wojewodzie, Farens-
bach, Silnicki i Strzyżowski rotmistrzE', Malii'ski, Kurzawski
i Złotopolski Abraham.
Syn hetmański jedenasty, hetman polny dwunasty, kanclerz
trzynasty.
Tak we trzynastu, niedobrej liczbie, w odwatną puszczą
się drogę.
Prosili go towarzysze, żeby na koń siadł i uchodził.
Konia pojmąnE'go z taboru syn mu przywiódł.
W milczeniu odtrącił strzemię, - przydając, te miło mu
będzie razem z takimi umierać.
>>>
112
.
Spojrzał po hufcu i nie dostrzegł nikogo z tych, co odeń
odebrali przysięgę, że z obozu nie ujdzie.
Gorzkim się śmiechem zachłysnął.
Z nocy na idących runęła wielka wojsk fala.
Zawyją w szaleństwie radości Tatarzy.
Ujrzy hetman przed sobą daleko, w blasku kagańców,
w łykach syna jedynego, jak go na utdzienicy konie wleką po
ziemi.
Więc pocznie się z zastępy wrogów siec sam, na śmierć za
imię polskie. .
Ciosy w boju padają na głowę, na piersi i na ręce.
Jeden i drugi napastnik od jego szabli na placu pozostał.
Odrąbał dziki z Azjej barbarzyńca w ramieniu rękę z szabllł,
wrośniętą w dłoń.
Odsiekł ją, jakoby gałąź od pnia.
Padło walczące ramię, co sławy polskiej nie puściło z dłoni.
A ściął inny wysoką głowę.
Zleciała, jako dla wilków przynęta, żeby się nad nią zaba-
wili, - załoga bezpieczeństwa Rzeczypospolitej, z granic jej
wyniesiona, - iżby dalej spać mógł naród - Gstatni dar dla
ojczyzn,., i harde skwitowanie panom Potockim ze zniewag
odbioru. .
Porwał ją trzeci żołdak, wbił na spisę ku wiecznemu po-
strachowi i czci polskich pokoleń.
Krew poplątanemi strugami drzewce wysokie oplotła.
Zasnęły oczy zniechęcone.
Przed namiotem głowę wroga Iskender basza wystawi.
Padyszachowi w darze ją pośle. .,
U bramy drewnianej seraju, którą sułtan do meczetu cba-
dza, na włóczni zawiśnie przez lata.
Aż jej ptacy, gnieżdżący się w wieżach Aji Sofji, o której
marzył wydarciu, źrenice wydziobią.
bIelan Żeromski.
Obja'nlenla: Tabor, ob6z, otoczony dokoła wozami. - Małowiele, nieco,
niewiele. - Miesskając, odkładając. - Ciiba, tłum, posp6lstwo, tłuszcza. - Prse S
ciury strp. prses ciurów, czeladź obozową. - Skarbniki, staroświeckie pa-
kowne wozy podrótne na żywność, pa8zę i przyborr, potrzebne w podr6
y.-
Żakować, swawolić, gwałty czynić, plondrować. - Spodkolasia, pod wozami,
między wozami. - Csekanami. Czekan rodzaj dawnej broni, kij z nasadą sta-
lową w kształcie młota z jednej, siekiery z drugiej strony. - Jancsarka. Pewien
gatunek etrzelb, używany przez janczarów, gwardję przyboczną Bułtana. - Samo-
"
>>>
113 -
...
puly. gatunek dawnej ręcznej broni palnej, u!ywanej zwłaazrza przez K.ozak6w
i Turków. - Spies
ony od 8pieszać, nakazywać !ołnierzowi konnemu zesko
zyć
z konia i walrzyć pieszo; spieszać się. - Lisowski ostatek, ostatek !ołnierzy Li-
sowczyk6w, ja1.dy, zwanej tak od pierwszego jej wodza, słynnego w cal ej Europie
z męstwa, odwagi i awanturnicZE'go neposobienia Aleksandra J6zefa Lisowskiego
(zm. w 1618 r.). Czyny Lisowczyków budziły powszechne zdumienie, szybko je-
dnak potę!ue szczerby w szereJ?;ach zaczęły zapełniać gromady spragnionych łatwej
zdobyczy i łupiestwa; rozboje tego włnierza doprowadziły do zniesienia Lisowczy-
k6w 1623 r. - Panic
ny. niepohamowany, szalony. - Tumult, zgiełk, wrzawa,
zbiegowisko. - Marcin Ka
anowski (1555 - 1636) pod Cecorą dostał się do nie-
woli - Komunikiem, konno, lekko, b
z woz6w. - Bachmaty, konie tatar"kie
grubo-płaskie na niskich nogach. -- Batować, sprzęgać, łączyć, wiązać. - "a-
uta, po!egnanie. - Załoga. rękojmia, zapewnienie. - SkwitolC'anie panom Po-
tockim i t. d., kt6rzy. zazdrośni o wpływy, stale intrygowali przeciw t6łkiew.
skiemu i zwalczali jego plany. - Aja So/ja, gł6wny meczet, świątynia tnrreka
w Konstantynopolu, przerobiona z dawnej świątyni ehrześcijańskiej. Swiątynię tę
zbudował w ciągu lat pięciu na miejscu Elpalonej bazyliki (kościoła w kształcie pro-
stokąta) Konstantyną Wielkiego (306 - 332), poświęconej "Boskiej Mądrości" (po
grecku Ha
ija Sofija, w wymowie nowogreckiej Ajs Sof ja) Justynjan (527 - 565)-
Ukończony w 537 r. olbrzymi, wspaniały, olśniewający przepychem gmach jest ty-
powym okazem architektury bizantyjskiej, potę!ny wplyw wywarł na rozw6j p6źlllej-
szy tej sztuki. .
Na
Na kasztelu kasztelanki
Oblewają łzami krosna...
Od rubiety goniec bie
y,
I gdy w zamku wjeżdża wrota,
W swój bawoli róg uderzy...
"Klęska! klęska na rycerzy!
Stu poległo od brzeszczota
I w kurhannej ziemi leży..."
k a s z t e l u.
Taka cudna była wiosna,
Tak rozkosznie kwitły kwiat y-
N agle jękiem brzmią kruż-
[ganki...
Na kasztelu kasztelanki
Oblewają łzami krosna...
"Stu rycerzy na rubieży
\V purpurowej krwi swej leży."-
Wieść złowróżbna, wieść skrz
-
[dlata
D
kasztelu bram przylata...
Zdzisław Drbicki.
Objagnlenla: Ka8
tel (z lac. casttmum) =-= gr6d, zamek, mała twierdza. -
Rubież, granica, kres. - Br
es:lc
ot, glownia Do!a, Hzabli. - Kurhan, pagórek,
usypany z ziemi, kopiAC, mogila. - Kurhanny, kurhanewy. - Kruiganek, kory-
tarz kryty naokoło dziedzińca wewnętrznego, ganek, galerja.
Wieść tałobn8 się rozszerzy
Od komnaty do komnat y-
Pani wdziewa wdowie szaty...
P R Z YS ŁO WIA.
Drotsza sława nit tywot. - Bronić sławy ojczystej, mę
nie,
gdzie potrzeba, stawać, animuszu nie
trwotonego być- - to szla-
checka (rzecz).-Mężnymi nie murami królestwa stoją.-Pierś męt-
nego za puklerz stoi.-Kto się śmierci nie boi, ten katdemu dostoi.
/ 8
2:rc1e poIak.ie.
>>>
.
114
Rodzina polska.
N ajsurowszy na wet sędzia przeszłości przyznaó musi.
e ro
dzina polska spełniała wielki obowiązek,
e była najsilniejszym
fundamentem obywatelskim i narodowym i że w najgorszych
nawet czasach być nin} nie przestała. Kiedy wszystko poszło
w gruzy, na niej budowało się nowe życie, przechowała w sobie
wiernie wszystko, co było warunkiem i rękojmią odrodzenia.
Rodzina była bodźcem i hamulcem zarazem: bodźcem swo-
ią tradycją i ambicją, hamulcem - swoją pocLciwością i karno-
ścią. Była też najw
'ższą, a może nawet jedyną rozstrzygaj:lcą
instancją opinji w spoleczeństwie. którego klątwą była bezkar-
ność. i pobłażliwość publiczna. Bardzipj niż na w
?roku trybu.
nalskim, bardziej niż na sejmikach i na sejmie, na zjazdach i na
wyborach, gruntowało się zdanie o ludziach na opinji rodzinnej;
nawet b
nita i infamis długo mógł w:yzywać bezbronne społe-
czeństwo i żartować z wyroków publicznych, ale próg poczci-
wego domu wytykał kres jego zuchwalstwu, a związek z sza-
nowną rodziną stawał się dlań niemożliwyn}. Człowiek wątpli-
wego charakteru łatwiej mógł odgrywać rolę w publicznem ?.y-
ciu, aniżeli znaleźć poczesne miejsce u cz
yjegoś rodzinnego ogni-
ska, łatwiej mu było zostać urzędnikiem powiatowy m, posłem
lub deputatem na trybunał, aniżeli spowinowacić się z zacną ro-
dziną, otrzymać rękę córki dobrego domu, ożenić w nim syna.
Wpływ i znaczenie rodziny były tem potężniejsze, im sze-
rzej pojmowano jej granice, a nigdzie nie pojmowano ich tak
szeroko, jak w Polsce. Świadomość łączności rodzinnej sięgała
w najdalsze filjacje: rodzina stawała się wielką rzeszą, znano
i śledzono najdalsze powinowactwa i pokrewieństwa, prz:yzna-
wano się do naj odleglejszych koligacyj i filjacyj i uznawano je
chętnie nawzajem; w kraju, w którym nigdy nie było heroldji,
. jaka istnipła np. w Anglji i Francji, wiadoma była przeciet do-
brze historja rodów, a mimo skłonności do bajecznych" ywo-
dów prozapji, którym w gruncie rzeczy nikt nie wierzył-nawet
ci, dla których splendoru je zmyślano-mimo całej śmie5zności
tak niegodnej, bo jakby z pogardy rodowicie polskiego pocho-
dzenia wypływającej manji wywodzenia się od cudzoziemskich,
często nawet klasycznych rzymskich protoplastów, wkońcQ mi-
I
mo wstrętnie pochlebnych panegiryków-mimo wszystko sz1ach-
ta umiała trzeźwo i trafnie ocenić starożytność i dostojność każ-
dej familji.. Nigdzie mote tylu co w Polsce nie było urodzon
Ych
genealogów, którzy z pamięci umieli wyliczyć wszystkie par en-
>>>
115
tel e i koligacje szlacheckich domów, się
ając w daleką prze-
szłość i w dalekie stopnic, nigdzie też może nie starczyło tak
mało do tytułu krewieństwa i powinowactwa. "Krewny, jak
erdż
po płocie, jak woda po kisielu, jak ścieżka po zagumniu"-żar-
towano sobie z tych wywodów, które, dochodząc do przesady,
przybierały często cechy śmieszności, ale w
.pływały zawsze
z szanownego i szerokiego poczucia łączności rodzinnej.
Gdyby jedyne} i rozstrzygającą cechą obyczajowej kultury ,
było stanowisko kobiety, to szlacheckiej Polsce należałby się
może z. tego tytułu prym między n _.rodami. Stanowisko
ony
i matki było w całem znaczeniu tego slowa dostojne, wpływ
kobiety wielki. Żona "klejnot drogi", żona "miły i wdzięczny,
a tobie równy towarzysz", żona ,;ozdoba mężowi", żona "głowy
korona"-wszystkie te nazwy, spotykane ustawicznie u naszych
starych poetów i pisarzy, począwszy od RE'ja i Kochanowskie-
go, a skończywszy na najpóźniejszycb, to nie były czcze słowa,
to była cała prawda; stwierdzają to wszystkie inne, najmniej po-
dejrzane żródła obyczajowe prze
złości: akta sądowe, intercyz
y,
testamenty, list:r poufne, nie mówiąc już o pamiętnikach. Jfst
to rys naprawdę charakter
.styczn:r, że żonie dawano zazw
.czaj
nazwę "przyjaciela." Nietylko szlachta, ale i wielcy panowie,
którzy łatwiej i wcześniej odbiegali od staropolskiego słownika
i ob
Tczaju, przyjacielf'lli mianują żonę. Janusz Radziwiłł, pro-
sząc króla Wład
?sła wa IV o pomoc do ręki panny Potockiej,
zakJina go, aby nie odmówił, ba. tu "nie o urząd, nie n wakan-
cję idzie, ale o wiecznego przyjaciela"; Jerzy Ossoliński, sta.
rając się o Daniłowiczównę, według slów własnych "szuka przy-
jaciela, jako najdroższy skarb i największe po lasce Boga błogo-
sławieństwo"; Franciszek Sapieha, koniuszy wielki litewski. w te-
stamencie swoim z r. 1683 żegna ,.najmihzego po Panu Bogu
przyjaciela, małżonkę Annę z Lubomirskich"; wojewoda miński
Krzysztof Zawisza mówi w swoim pamiętniku, że "cokolwiek ma
reputacji u świata i błogosławielistwa od Pana Boga, ma to z oso-
bliwej łaski Opatrzności, że mu dał przyjaciela" Teresę Tysz-
kiewiczównę. Pod tą nazwą przyjaciela kryje się w
?raz eman-
cypacji kobiety w najpiękniejszem znaczeniu tego słowa. 'Vi-
dząc w żonie przyjaciela, dawano jej niejako niezawisłość od
znikomych warunków upodobania, od młodości i piękności; W
T-
maga no od niej nietylko sentymentu, ale i męstwa, .nietylko
serca/, ale rozumu i czynu. .
JVedług !f/1ad!lsłarca Łoz;lISkicgo.
"
>>>
116
Objaśnienia: Rękojmia, zapewniE'nie, zabezpieczenie. - Bodziec, podnieta.-
Tradycj3, przekazywanie z pokolenia na pokolenie poglądu, d
żenia, sposobu P-
stępowania. - Ambicja, pragnienie wzniesienia 8ię, wyniesienia. - Instancja,
urząd. - Trybunalski od trybunał. Trybunał koronny, ustanowiony na sejmie
warszaw;:kim w r. 1578 sąd Dajwy!szy, zło!ony z marszałka i deputatów, 8ędziów,
wybieranych przez województwa i duchowieństwo. - Banita, wygnaniec. - Infa-
mis, człowiek, pozbawiony czci,
odności. - Filjacje, związki rodzinne krwi. wy-
kaz związk6w, pochodzenia. - Koligacje, związki rodzin, rodów przez malień8twa,
powinowactwo. - Heroldja, ins
ytucja rządowa do sprawdzania dowod6w ezla-
chectwa, wydawania naleinych świadectw. - Pro:lapja (z łac. prosapia), r6d,
przodkowie. - Splendor (z łac. splendor), blask, świetność, - Protoplasta (ze
średniow. łac. protoplastus). najstarszy przodek, od którego ród początek 8w6j wy.
wodzi.-Panegiryk (z gr. panegyrikos), pochwała często nieuzasadniona.-Gene-
alog (z gr. genealogofl), mówca, badacz genealogji, rodowod6w. - Parentela (ze
średniowiecz. lac. parentela), związek rodowy, rodzina. - Prym, pierwszeń8two.-
Intercyza, umowa urzędowa 8zczegóiniej co do posagu wychodzącej zamą!.-
Wakancja, wakans, miejsce wolue, urząd wolny. - Reputacja, dobra sława. -
Emancypacja, wyzwolenie. - Sentyment, uczucie.
LI króla Jana do królowej Marji Kazimiery.
,V namiotach wezyrskich 18 septerebra w nocy.
Jedyna duszy i serca pociecho, najśliczniejsza i najuko-
chailsza Mar
'sieńko! Bóg i Pan nasz, na wieki błogosławiony,
dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki prze-
szłe nigdy nie słyszały. . Działa wszystkie, obóz wszystek, do-
statki nieoszacowane dostały się w ręce nasze. Nieprz:yjaciel,
zasławszy trupem aprosze, pola i obóz, ucieka w konfuzji. \Viel-
błądy, muły, bydła, owce, które to miał po bokach, dopiero dziś
wojska nasze brać poczynają, przy kt6r
'ch Turków trzodami tu
przed sobą pędzą; drudzy zaś, osobliwie des renegats, na dobrych
koniach i pięknie ubrani od nich tu do nas uciekają. Taka się
to rzecz niepodobna stała, że dziś już między pospólstwem tu
w mieście i u nas w obozie była trwoga, rozumiejąc i nie mo-
gąc sobie inaczej perswadować, jeno te nieprzyjaciel nazad się
wróci. Prochów samych i amunicji porzucił więcej, niteli na
miljon: Widziałem tu nocy przeszłej rzecz tę, którejm sobie
zawsze widzieć pragnął. Kanalja nasza w kilku miejscach za-
paliła tu prochy, które cale sądny dzień reprezentowały bez
szkody cale ludzkiej, pokazały na niebie, jako się obłoki rodzą.
Ale to nieszczęście wielkie, bo pewnie na mi1jon w nich uczy-
niło szkody . Wezyr tak uciekł od wszystkiego,
e ledwo na
jednym koniu i w jednej sukni. Jam został jego sukcesorem,
bo po wielkiej części wszystkie mi się po nim dostały splen-
dory, a to tym trafunkiem, te będąc w obozie w samym przedziE\
>>>
117
i tuż za wezyrem postępując, przedał się jeden pokojowy jego
i pokazał namioty jego, tak obszerne, jako Warszawa albo Lwów
w murach. Mam wszystkie znaki jego wezyrskie, które nad
nim noszą: chorągiew mahometańską, którą mu dał cesarz
jego na wojnę, i którą dziśże jeszcze posłałem do Rzymu Ojcu
świętemu przez Talentego pocztą. Namioty, wozy wszystkie
dostały mi się et mille d'autres galanteries fort jolies et fort riches,
mais fort riches, lubo się jeszcze siła nie widziało. N'y a point de
comparaison avec ces de Chocim. Kilka. sam
'ch sajdaków, ru-
binami i sza.firami sadzonych, stoją się kilku tysięcy czerwo-
nych złotych. Nie rzekniesz mnie tak, moja duszo, jako więc
tatarskie
ony mawiać zwykł
1 mężom. bez zdobyczy wracają-
cym, żeś aty nie junak, kiedyś się bez zdobyczy powrócił", bo
ten co zdobywa, w przedzie być musi. Mam i konia wezyrskie-
go ze wszystkiem siedzeniem, i samego mocno dojeżdżano, ale
się przecie salwował. Kihaję jego, to jest pierwszego człowieka
po nim, zabito i paszów_niemało. Złotych szabel pełno po woj-
sku i innych wojennych rynsztunków. Noc nam ostatka prze-
szkodziła i to, że uchodząc okrutnie się bronią et font la plus
belle retirade du monde. Janczarów swoich odbiegli w aproszach,
których w nocy wyścinanó, bo to była taka hardość i pycha
tych ludzi, że kiedy się jedni z nami bili w polu, drudzy sztur-
mowali do miasta. Jakoż mieli czem co począć. Ja ich rachu-
ję prócz Tatarów na trzykroć sto tysięcy, drudzy tu rachują
namiotów sarpych na trzykroć sto tysięcy i biorą proporcję trzech
do jednego namiotu, co by to wynosiło niesłychane liczbę. Ja
jednak rachuję namiotów sto tysięcy najmniej, bo kilką obozów
stali. Dwie nocy i dzieli rozbierają ich, kto chce już; i z miasta
wyszli ludzie, ale wiem, te i za tydzień tego nie rozbiorą. Ludzi
niewinnych tutecznych Austrjaków, osobliwie białych głów i ludzi
siła porzucili. Ale zabijali, kogo tylko mogli. Sila barzo zabitych
leży białycQgłów, ale i siła rannych, które żyć mogą. W czora
widziałem dzieciątko jedno we (rzech leciech chłopczyka barzo
najmilejszego, któremu zdrajca przeciął gębę szkaradnie i głowę.
Ale to .trefna, że wezyr wziął tu był gdzieś w którymści cesar-
skim pałacu strusia żywego dziwnie ślicznego; tedy i tego, aby
się nam tywcem nie dostał, kazał ściąć. Co zaś za delicje miał
przy swych namiotach, wypisać niepodobna. l\1iał łaźnie, miał
ogródek i fontanny, króliki, koty, i nawet pap.uga była, ale te
latała, nie mogliśmy jej pojmać.
Dziś byłem w mieście, kt6reby już było nie mogło trzymać
dłużej nad pięć dni. Oko ludzkie nie widziało nigdy takich rze-
\
>>>
118 -
czy, cCJ to tam miny porobiły. Z beluardów podmurowanych
okrutnie wielkich i wysokich porobiły skały straszliwie, i tak je
zrujnowali, ze więcej trzymać nie mogły. Pałac cesarski wni-
wecz od kul zepsowany. Wojska wszystkie, które dobrze barzo
swoją czyniły powinność, przyznały Panu Bogu a nam tę wy-
graną potrzebę. Kiedy już nieprzyjaciel począł uchodzić i dał
się przełamać (bo mnie się przyszło z wezyrem łamać, który
wszystkie a wszystkie wojska na moje skrzydło prawe sprowa-
dził, tak że już nasz środek albo korpus, jako i lewe skrzydło
nie miały nic do czynienia i dlatego wszystkie swoje niemieckie
posiłki do mnie obracały), przybiegały tedy do mnie książęta,
jako to Elektor bawarski, Waldek, ściskając mię za szyję, a ca-
łując w gębę, generałowie zaś w ręce, w nogi. Cóż dopiero
tołnierze, oficerowie i regimenty wszystkie kawalerji i infanterji
wołały; "Ach, unser brawe Koenig!" Słuchały mię tak, że nig-
dy tak nasi. Cóż dopiero, i tu dziś rano, książę Lotaryński,
Saski! Bo mi się ż nimi wczora widzieć nie przyszło, bo byli
na samym końcu lewego skrzydła, którym do pana marszałka
nadwornego przydałem był kilka usarskich chorągwi. Cóż ko-
mendant Staremberg tuteczny! Wszystko to całowało, obłapia-
ło, swym salwatorem zwało. Bylem potem we d" óc.h kościołach
Sam lud wszystek pospolity całował mi ręce i nogi, suknie, dru-
dzy się tylko dotykali. wołając: "Ach, niech tę rękę tak walecz-
ną c.ałujem
!., Chcieli byli wołać wszyscy vivat, ale to było
znać po nich, te się bali oficjerów i starszych s.woich. Kupa
jedna nie wytrwała i za wołała vivat pod strachem, na co wi-
działem, te krzywo patrzano i dlaczego, zjadłszy tylko obiad
u komendanta, wyjechałem z miasta tu do obozu: a pospólstwo,
ręce wznosząc, prowadziło mię aż do bramy. Widzę, że i ko-
mendant krzywo tu patrzą na się z magistratem miejskim,
bo kiedy mię wita.li, to ich nawet mi i nie prezentował. I{sią-
żęta się zjechali, i cesarz daje znać o sobie, że jest za milę,
a ten list nie kończy się aż teraźniejszym ranki
m. Nie dają
mi tedy dopisywać i dłużej się cieszyć z 'V cią sercem mojem.
Naszych niemało zginęło w tej potrzebie: osobltwie tych dwóch
tal się, Boże, o których jut t8.m opowiedział Dupont. Z wojsk
cudzoziemskich książę de Croi zabity, trat postrzelony i kilku
innych znacznych zabitych. Padre d'Aviano, który mię się nacało-
wać nie mógł, powiada, że widział gołębicę białą, narł wojskami się
naszemi przelatującą. My dziś za nieprzyjacielem się ruszamy
w Węgry. . Elektorowie odstąpić mię nie chcą. To takie nad
nami błogosła wielistwo Boże, za co l\Iu niech b
dzie na wieki
>>>
.
- 119
cześć, sława i chwała. Kiedy już postrzegł wezyr, że w
.trzy-
mać nie może, zawoławszy synów do
iebie, płakał jako dziecię.
Potem rzekł do chana: "Ty mię ratuj, jeśli możesz!" Odpowie-
dział mu chan: "My znamy króla. Nie damy mu rady I sami
o sobie myśleć mu
imy, abyśmy się salwować mogli". - Gorąca
tu mamy tak srogie"
e prawie nie żyjemy, tylko piciem. Teraz
dopiero znaleziono okrutm} jeszcze moc wozów z prochami
i ołowiem. Ja nie wiem, czem już oni będą strzelali. W ten
moment dają nam znać, że ostatnie kilkanaście działek małych
lekkich porzucił nieprzyjaciel. Już tedy wsiadamy na koń ku
wę
ierskiej stronie prosto za nieprzyjacielem, i jakom dawno
wspominał, że się. da Pan Bóg, w Stryju aż z sobą przywitamy,
gdzie pan Wyszyński niech każe kończyć kominy i stare popra-
wiać budynki. List ten - najlepsza gazeta, z którpgo na cały
świat zrobić ga7.etę, napisawsz:r, que c'est la lettre du roi a la
reine. Kshl
ęta Saski i Bawarski dali mi słowo i na kraj świa-
ta iść ze mną. Musimy iść dwie mile 1ri
lkim pośpieehem dla
wielkich smrodów od trupów, koni, bydeł, wielbłądów. rDo króla
francuskiego napisałem kilka słów, że jako au Roi tres chretien
oznajmuję de la batailIe gagnee et du salut de la chrptiente
Cesarz tu t:ylko o mil półtorej, płynie Dunajem. Ale widzę.
te się nieszczerze chce widzieć ze mną dla swej podobno POIll-
py.
yczyłby zaś być sobie jako najprędzej w mieście pour
chan ter Je Te Deum, i dlatego ja mu stąd ustępuję. mając so-
bie za największe szczęście ujść tych ceremonij, nad które ni-
ceśmy tu jeszcze nie doznali.
Fanfanik brave au dernier point, na piędź mię jeszcze nie
odstąpił. Ił se porte fi merveiUe w takich fat:ygacb, jakle więk-
sze być nie mogą, et se fait fort joli. Z księciem Bawarskim
(który lezie wszędzie do nas i wczora przyjechał do nas do komen-
danta, dowiedziawszy się o mnie) jako brat z bratem. Zdobyczy mu
swoje Fanfanik rozdaje ostatnie. Książę de Hesse von Kassel,
którego tylko nie dostawało, przybył tu do nas. C'est une ar-
mće veritablcment ressemblante, que le grand Godfred menait
\ la Terre Sai II te!
Jużże tedy kończ
-ć muszę, całując i ściskając ze wsz
.st-.
kiego serca i duszy najś1iczniejszą moją Marys:eńkę A mr. le
Marquis et a ma 80eur mes baisemains. Niech się wszyscy cie-
Sz
} a P
nu Bogu dziękują, że pogatistwu nie pozwolił pytać się:
"A gdzie wasz Bóg?" Dzieci całuję i obłapiam. Minjonek ma się
z czego cicszy(
, bo jego chorągiew wezyra złamała i sławę naj-
wi
kszą u wszystkiego utrzymała wojską. I\Ir. le Comte zdrów
>>>
.
120
dobrze, nie odstąpił mię i na piędź. Do Litwy piszę, t. j. do
dwóch Hetmanów, aby jut nie tu, ale prosto 8zli do Węgier.
Kozacy zdrajcy niechaj za mną idą. Te listy do Hetmanów Li-
tewskich" ods
Tłać jako najpilniej. Którędy będą mieli iść Litwa
oznajmi się drugą okazją. '
Objagnlenla: Marja Kazimiera Sobieeka (około 1635 - 1716), c6rka Hen-
ryka margrabiego de la Grange d' Arquien, dama dwom kr6lowej Marji Ludwiki.-
1re
yrsk;ch, wielkiego wezyra Kara Mustafy, dow6dcy woj"k tnreckich. - 13
septembra, 18-go września 1688 r., 12 września stoczył Sobieeki bitwę pod Wie-
dniem. - Marysieńku = Marysieńko. - Apros
e (z fr. aproche). rowy, kopane
dla dojścia do wałów fortecy, przykopy, podchody. - nr konfu
ji, zmieszaniu,
wstydzie. - Des renłgats, renegaci, odstępcy wiary. poturczeni. - Kanalja (z fr.
canaille), posp6lstwo, motłoch. - Cale, całkiem, zupełnie. - Sukcesor, spadko-
bierca. - Talenti, sekretarz Jana' III do korespondencji włoskiej. - Et mille
d'aulres i t. d. = i wiele innych rzeczy (cacek), bardzo p:ęknych, bardzo cen-
nych, ale to bArdzo cennych. - N'y a point i t. d. = niema por6wnania ze zdo-
bytemi pod Chocimem. - Ces de, prawidłowo ceuz de. - Sajdaków, sajdak,
futerał, pokrowiec, pudło, torba, w której się mieścił łuk i strzały. -- Stoją się.
Stać w znaczeniu przedstawiRć wartoŚĆ, kosztować, wynoElić, równać iię czemu.
Tu u!yte z zaimkiem aię. - C.zerwonych
lotgch. Czerwonym złetym nazywano
od czas6w Jana Kazimierza złoty dukat wartości złotych srebrem
ześciu; złotówka
zawierał
30 groszy. - Junak, dzielny, bohater. - Kihaja lz tureck.), za9tępca, na-
miestnik. - Pauów = basz6w. - Ryns
tunków, całych uzbrojeń. - Et Jont
la plus i t. d. -= i wykonywają naipiękniejszy odwr6t w świecie. - Janc
arów.
Janczar, tołnierz z piechoty tureckiej, przysp090biony z dziecka chrześcijańskiego. -
Na tr
ykroć i t. d. Historycy obliczają siły tureckie na 200,000. - Kilką starop.
narzęd. podobnie jak pięcią. - Tutec
nych, tutejszych. -- Bialychglów dopeł.
l. mn. od bialagłowa, biało
lowa, niewiasta, kobieta. - Bar
o strp. bardzo.-
Najmilejszego strp. fltop. najwy!szy od miły = naj milszego. - W
iąl był, zrzadka
dziś używany czas zaprzeszły. - Delicje, rozkosze, doskonałe rzeczy. - 1
1iny,
podkopy, prochy. wprowadzone w podkop dla wyaaJzenia jakiegoś miejsca. - Belu-
ardów. Beluarda, ba
zta, wida. - Wniwec
, w ni w co, w nic. Cz końcowe
jest tn w bierniku 6amym pierwiastkiem zaimka pytającego, zło!unego z pierwiastka
cz i przyrostka ao, pierwotnej końc6wki dopełniacza l. p., CZ80, później co.-
Skr
ydło prawe. Bzyk bojowy woj8ka dzieli się og6lnie na trzy części: środek
czyli korpulł, centrum, prawe i lewe aknydlo. Objąwszy naczelne dowództwo nad
całą, zlo!oną z mniej więcej 80,000 ludzi, armją, Sobieski na prawem skrzydle
umieścił wojska polskie, na lewem Sas6w i ochotnik6w, w centrum wojska austrja-
ckie i bawar8kie. - Elekto" bawarski Maks Emanuel. Elektorami, kurrurstami
nazywano książąt dawnego cesarstwa niemirekiego, którzy posiadali wyłączne pra-
wo wybierania cesarza lub krola - Regimenty, pułki. - [njanterja (z fr. infan-
terie), piechota. - Ach, unser brawe Koenigl = Ach, nasz dzielny kr6lu! - Mar-
s
ałka nadteornego, Hieronima Lubomirskiego, stojącego na lewem
krzydle. -
Obłapiało, obejmowało, ściskało. - Sal"ator (z lac.), zbawca. - Ce8ar
Le-
opold. - Tuch dwóch. Mowa zapewne o Stanislawie Potockim, staroście ha-
lickim, i o Modrzejowskim, podskarbim koronnym. - Dupont oficer in!ynier6w,
dworzanin kr610wt!j Marji Kazimiery. - padre Marco d' Av.iano, pobotny za-
konnik - Chana krymskiego Mut'ad Giereja, kt6ry przyprowadził 24 tysiące Tata-
T
w. - Salwować (z rac), rntow8Ć. - W Strvju. Miasto nad rzeką Stryjem, do-_
...
>>>
121
pJywem Dniestru, zQstawalo czas jakis w posiadaniu Jana Sobieskiego, ofiarowane
mu przez Rzeczpospolitą za zasługi w walce z Turkami. - - Que c'eBt la lettre
i t. d. =!e to list kr6la do kr610wej. - SaBki Jan Jerzy III. - Króla fran-
cuskiego Ludwika XIV. - Au roi.i t. d. = do króla arcychrzcścijańekiego.-
De la bataille i t. d. = () wygranej bitwie i ocaleniu chrześcijań!itwa. - Pompy
(z lac.) , okazałości, wspanialO::lci. - Pour chanter i t. d. = teby odśpiewać "Ciebie
Boga chwalimy". - Fan/anik, kr6lewicz: JAk6b, star.:izy syn Jana III, towarzy-
szył ojcu na wyprawie wiedeńskiej, zmarł 1737. - Brave i t. d. = dzielny do naj-
wy!szego stopnia. - Piędź. Miara, r6wna najdłu7.8zej odległości między końcami
palc6w wielkiego i średniego rozpostartej dłoni średniej ręki męBkiej, wynosząca
około ośmiu cali. Tu przenośnie = na krok. - Ił Be porte i t. d. = ma się do-
skonale. - Fatygach, trudzie. - Et se fait i t. d. = i robi sję bardzo ładnym.-
Ksiqię de Hesse i t. d., elektor heeki Karol. Cest une armee i t. d. = je8t
to armja naprawdę podobna do tej, kt6rą .wi6dł wielki Godfryd do ziemi świętej.
Godfryd de Bouiłl?n (1061-1110) obrany został wodzem pierwszej wyprawy krzy-
towej 1095 r., przedsięwziętej przez rycerstwo Europy w celu odebrania grobu
Chryetu!l!a z rąk Turk6w. \V 1099 r. zdobył Jeroz:olimę. -- A monsieur Ze Mar-
quis i t. d. = Panu Markizowi (d'Arquien, ojcu kr610wej MaIJi Kazimiery) i sio-
strze mojej (Katarzynie Sobieskiej) ucałowania rąk. - .\1injonek, eyn kr6la Ale-
ksander. - J.\1onsieur Ze Comte de Maligny, brat kr6lowej żony Jana III, był
generałem wojsk polskich i pułkownikiem dragon6w kr610wej. - Do dwóch he-
tmandw. Hetmanem \V. litewskim byl Kazimierz
apieha, hetmanem polnym
.Jan Ogiński.-Ko.aacy
drajcy. Kr61 nazywa zapewne zdrajcami zwerbowanych na
własny włd kozak6w. kt6rzy lIię sp6źnili.-Którędy będą mieli iść Libra. Liczba
IJlnoga orzeczenia przystosowana do myślanego podmiotu: wojska litewskie i hetmani.
Objaśnienia do obrazów: Juljusza Kossaka "Jan III pod \Viedniem."
K08sak Fortunat Juljusz (1824 -1899), niepor6wnany malarz bit
w, czyn6w dziel-
ności rycerskiej czł(}wieka i konia, maJarz dawn('go tycia polskiego. Na obrazie tu re-
produkowanym kr61 przedstawiony jest w chwili, kiedy, siedząc na plowym koniu,
zwanym "Pałaszem", !egna krzy!em dwustu husarzy (cię!kiej jazdy), przedzierają-
cych się na jego rozkaz przez dwukr0Ć8totysięczny obóz turecki do namiotu wiel-
kiego wezyra. Z dołu podjefdża do kr6la rotmistrz husarski, na pierwszym planie
na koniu pancerny, t. j. nale!ący do jazdy lekkiej. - Obraz Matejki (18.
-1893)
.Jan III pod Wiedniem po odiriesionem zwycięstwie'". Tło: po lewej stronie od pa-
trzącego namioty tureckie, w .gł
bi g6ry Kahlenberga, po prawej CZę8Ć miasta Wie-
dnia z ko:iciołem św. Szczepana i innemi. Na polu bitwy pośrodku obrazu So-
bieski na arabskim koniu wielkiego wezyra oddaje kanonikowi krakowskiemu Den-
holowi list do Rzymu z wieścią o zwycięstwie, obok na siwym rumaku syn kr6la,
towarzYMz boj6w, kr61ewicz Jak6b, za królewiczem na koniu młody chorąży hu-
sarji. trzymający wielką chorągiew z orłem. Po prawej stronie od patrzącego książę
Karol Lotaryński, dow6dca wojsk ceiarakich, z podniesionym w g6rQ kapeluszem.
Za nim chorą!y na koniu w kapeluszu pochylił Młł-ą austrjacką chorągiew. Jesz-
cze bardziej na prawo hr. Ernest Starhemberg, komendant zalogi \Viednia, za nim
ze wzniesionemi rękami kardynał Wilczek. Tu! przy ramie marszałek nadworny
Hieronim Lubomirski. Ni!ej dwaj szerell:0wcy żołnierze ze strzelbami, ku środłfowi
obrazu siedzący Turek z siwą brodą i Arab z wzniesionemi rękami. Ciała Turka
i kobiety - Niemki. Przed kr6lem husarz zwija wielką chorągiew Mahometa,
która ma być wyslana do Rzymu. Po lewej ,tronie na dole koniuszy koronny
Marek Matczyński. Nad nim na koniu "towarzysz buńczuczny z buńczukiem
orUch skrzldeł i turhĄnęw
e etrusiemi pi6rami. Ni\ lewo od widza J)etD)łP}
>>>
12
polny Mikołaj Sielliawski, dzielny dow6dca polskiego lewego skrzydła, obok niego
w sZYflzaku wielki hetman koronny, Stanisław Jabłonowski, dowódca rrawe
o skrzy-
dła, przy nim w futrzanej czapce Atanazy l\Iiączyński, wojewnda wolyński, rotmi
trz
lekkiej chorljgwi, dowodzący wojf:kami, ścigającemi Turków. Ręka buńczucznego
przysłania post.ać Jerzego III, elektora saskiego, w kapeluszu z pi6rami. Obok
niego Emanuel, elektor bawar8ki, przypatrujący się znalezionemu przy kopaniu ro-
w6w obrazowi Matki BO;lkiej, który mu pokazuje siedzący na osiolku kapucyn,
\
'"
.
i
\: \\ .1,
,
.
i
.'
.
-' ,
.
o
..
6-
.... ....
.(
-..
.,
I .
. '1- .
\'
- . .
,-. -
, .
. '"Ą:.,.....
.
,',
:_
....,jL
.I
_.:._ _ .. ....t. O.
... 'r7
'
J."
' -
.-
.
.. .
,_ '.ł,.
.
,
'o
.
1ł' ..
-
\
.
''''
!:.
-'"
"'\...
,I.
.,:1
'4'
ł,.
')
..
.. )co ...;t;. .
- '-
r " ....
rł
. _ ,;rł.
.
ri
. 11:... , ...
.
.
,i.. -:\
..,;
ol.
...
.....
...-..... : .
L.
-ł-
.
1-
... .
-
...
. . . ..
010 0
'.. I.
,
t - :
:.: . ...
I ,
'I
"
t
.
- Jt" .""....
'..a,.(
I.'
'" _ _
:r--, ....
..r . .
-+ - .
. ...... .; ",,,,",
..., ł. ł.
,\ ".
\ .r.
, t.
...
.. ....
,.-4,1IIbJ ..
-r.
"
Ą
\
. I
.....
... .
-. .'
. .
.,
,
"
..
-....
/- ,
I .
I. te t
,
1
. .
. : -o: _
...., ..
7.'- . .-_
, -': )'
.
o' fi",""
-
.'"
, ..
- c
-'
.. .. \Y
,.
..
. ..
\
.
znany ze
wiątobliwości, Marco d'Aviano, przy nim dOOlinikanin. Na dole z lewej stro.
ny " rogn obrazu paź w peruce z zegart:'m i pachoł przy karocy pakują dary dla
Rzymu. - Obraz, wykończony w 1883 r. (dłllgo
ci 900 centym., wy sok. 460) wy-
dało w dużej
79X40 centym.) pięknej reprodukcji Krakowskie Towarzyotwo Z£-
chęty Sztuk Pięknych. Objaśnienia wydrukował 1883 r. w Krakowie sekrl"tarz
Matejki, Marjan Gorzkowski p. t. ,,\Vf:kaz6wki do nowegu obrazu Jana Matejki
"Sobie
ki pod Wiedniem."
>>>
,
.
..
.
!
.c
,
Ił,
...
ł
r
...
:..
.
"
fr
';'
',\ .
,t ,
. .
,
. 'oł\'\.
.
I
..
"
J.
,,'
It
ł--"
\ Ał
I
,ł '.
,
\
...... .
.
.'
.
....
i
.
.
.
,
\
ot("
'11
)
., )
\ '"
I' '
-i
"/ Jon
.ł,l
.'r I ol
'l
" .
,". . . \.-
...., "r,
.,
.'1
...
.. .
..
- ....:,. -
,
.....
.....,. ..,...
, "
l' .' '
-=-,
, ,- ..
).. ...,-
... ,
,lo;
. '"-,
'\o" , .
...
.. 'to ......
..
c-
"
'" . j,
_.,,
...
.. 1 '\ '\,
"" ,
\- .,
.... \
, . .A:.
t
,
'.
,'\
..
\;
t i'
."
.......
\ol.
. -
'...: ...
....
\
..
..
li.
'
\. .
.....
....
,
\ ," -.
\ i'
,,' . ,
"
.- .. -
'. l
.'
"''''.
"
....
,
...... , ,./
o'
.. "')o. .
, 'ł
h , '
'oJ
.,,
'łi
.-
l"
..
\
,.
';
. .
\ ')
.(
.. '
,-
",
,. .
1\ 'c :::
'tI-
....."ł..' " .
, ( "'.
1
.,
..
. ,
..
f\'
.J; _
, '"'f :.,
'" ..:1.....
. ""
, '
to
.J r
.
.:ao.., ..
f ,I,
,
.
t
j .
..
" ,
.,...
.
I ".
,
" " ..
,
io
....
'f...... -
....
. ..
JI, :
, '.
-.."
..
.,
I" .
l
,t
"
't;.
.... .
...
.
'I J
, ..
, .
'"
.
,
-..,
:J
I
'..Ą
1'
'
r.,t
.....
l
W
ł:
\--
..
>>>
124
. Grzeczność polska.
Grzeczność polska miała swoje całkiem rodzime formułki,
swój styl nawskroś odrębny, i rzec można, że ze wszystkich
stron obyczajowych ta głównie wyrobiła. się oryginalnie, z szczere-
go smaku polskiego, i nie wzięła nic, albo bardzo mało z cudzo-
ziemskiego obyczaju. Uderza ODa odrazu cudzoziemców, podró-
żujących po Polsce, którzy oddają szczere pochwały jej powadze
i godności i podnoszą jej całkiem odrębną "sarmacką - grację".
Formułki tej grzeczności odtworzyć sobie mo
na po części przy-
najmniej z pamiętników, z przygodn
'ch oracyj i listów, ale gest,
ruch, jaki towarzyszył polskiej "polityce", bo tak nazywano
maniery grzeczności, cała ta malownicza mimika "czystego,
gładkiego pachołlCa", która przedewszystkiem w całej swojej
harmonji i okrągłości rozwijała się w tańcu polskim, w "chwy-
tanem kole", w "gonionym", zginęła nam bezpowrotnie. Jeszcze
w ostatnich latach XVIII wieku uderz8ł cudzoziemców malowni-
czy i poważny ukłon polski. Niektórym wprawdzie wyda.wał
się on zbyt niski i czołobitn
T, ale spostrzeżenie to polega na nie-
znajomości obyczaju, który nakazywał młodzieży najgłębszą
cześć dla rodziców i dla sędziwego wieku. Syn zginał przed
matką jedno kolano, córka oboje. Ukłon polski rzeczywiście
był niski, a towarzyszył mu ge8t prawej ręki - lewa ręka na
sercu, prawa ku dołowi - niejako maskujący pochylenie się ku
kolanom, ale w kodeksie dobrego wychowania, była to tylko
. .
figura grzeczności, dalekiej od tego, co dziś nazywamy służal-
czością. To samo da się powiedzieć o formułkach powitania, u
y-
wanych między szlachtą, jak np.: "Czołem!" albo "Służba!"
Niedość było posiadać polor umysłowy, trzeba było posia.
dać także koniecznie maniery polskiej grzeczności, inaczej było
się. jak mawiano: "po łacinie mądrym, a po polsku błaznem."
Czuli to także wielcy panowie i to nawet jeszcze w połowie XVII
wieku. Młodzi Sobiescy dla europejskiego poloru wyjeżd
ają za-
granicę, ale jak się mają zachować z starszymi i znaczniejszymi,
jak s:ę mają kłaniać i tańcować, tego się uczą w Krakowi
.
Ojciec ich, wojewoda beł8ki, Jakób, szczególną do tego przywią-
zuje wagę, aby "po polsku byli grzecznymi". Maj
się strzec
pychy, ale trzeba także, aby miejsce swoje wiedzieli i "posiadać
się nie dawali nigdzie". W gospodzie swojej niech ka'
demu, czy
to panięciu, czy szlacheicqwi, który ich nawiedzać będzie, "prawą ...
rękę i pierwsze miejsce dadzą, przeciwko kafdemu aż do drzwi
niechaj wychodzą i każdego wi
c af do drzwi niechaj wyprowa-
.
>>>
125
dzą". Nie dać się ,.posiadać" znaczyło nie dać się traktować
z góry i z lekceważeniem w towarz
7skich stosunkach, nie uchy-
biać nikomu, ale nie dać też uchybić sobie. Strzec poczucia
własnej osobistej godności, strzec swego "uczciwego" było kardy-
nalnym obowiązkiem. Nie znano albo raczej nie używano jesz-
cze słowa "honor" w dzisiejszem nasze m znaczeniu-to, co dziś
obejmujemy tem słowem, mieściło się w "uc7.ciwp.m," a było to
uczucie bardzo tkliwe, i pięknie się o tem wyraża jeden z ma-
gnatów polskich z połowy XVII wieku, podnosząc z naciskiem
"jako p i e s z c z o n a r z e c z jest uczciwe:' Szlachta polska,
a zwłaszcza jej wyższa i dostojniejsza warstwa, przywiązywała
zawsze wielką 'Wagę do swoich tradyc
yjnych form grzeczności
i gorszyła się bardzo ich brakiem zagranicą. Jerzy Ossoliński
w diarjuszu swojej podróży do Ratysbony w r. 1636 powiada,
że w Czechach tylko hrabiego Wierbna, tylko jego "samego jed-
nego między wszystkiemi Czechami znalazł człowieka ludzkiego",
to znaczy, że między 'Wszystką szlachtą czeską, z którą się ze-
tknął w czasie swojej podróży, ten jeden tylko odpowiadał pol-
skim wyobrażeniom o towarzyskiej grzeczności i łatwości. Ten
sam Ossoliński zapisuje w dzienniku swoim z satysfakcją, że
w Ratysbonie "z podziwieniem dworu tutecznego grube et in-
hospitales animos Niemców coraz do lepszej prz
ywiódł ludzkości."
Wszystkie bowiem zalety towarzyskie: uprzejmość. wesołość,
nieusuwanie się od ochoty s
siedzkiej i przyjacielskiej, a prze-
dewszystkiem gościnność, obejmow-ano w dawnej Polsce słow-em
"ludzkość".
Jednego wszakże brakło w życiu towarz
-skiem, choć go
zapewne nie brakło' w kodeksie grzeczności, a to panowania
nad sobą. Cnoty tej mało było w życiu staroszlacheckiem. Obok
tej ca1ej "ludzkości", obok hojnie rozwiniętych ceremonjaln
Tch
form w obyczaju i języku towarzyskim spotykamy niepohamo-
waną porywczość, nagłe folgowanie pierwszemu uniesieniu,
grubą rubaszność słowa. Krótka droga od komplementu do
przymów ki, jeszcze krótsza od przymówki do szabli. Wadą to
nietylko średniej i małej szlachty, nie wolna od niej wyższa
i najwyższa.
W ladysław Łoziński.
ObJagnJenla: Gracja, wdzięk. - Oracja
przem6wienie. - Manitry,
obejście. - Markujący, oznaczający. - Sobiescy. Starszy Marek, ranny pod Ba-
tohem dostał się do niewoli tureckiej (1652) i zamordowany z rozkszłl Bohdana
Chmielnickiego,
młodszy Jan, p6źniejszy zwyci
zca z pod Wiednia. - Jakób
w "Instrukcji (przepisach) synom moim do Pary!a r. 1645", danlj ich opiekunowi
Orchowskiemu. -- Kardynalny, gł6wny. - Ossoliński (1595 - 1(50) wy-
,
.
>>>
126
80ko wykształcony. wybitny mąt .tanu, od 1648 r. kanclerz wielki koronny. -
Diarjuu, dziennik. - Ratysbona, na prawym brzegu Dunaju. - SatysJakcja
zadowolenie. - lnhospitales animos = dzikie w obcowaniu uspO!mbienie. - Fol-
gowanie, dawłtnie ujścia. - Rubas
ność, prostactwo. - Kompliment, grzeczne
słowo, grzeczność. .
PRZYSŁOWIA.
- Lepiej miernie być grzecznym a długo, niż oraz i na-
zbyt, a krótko. - Można wykrocz
'ć przeciw grzeczności nie-
tylko przez jej niedostatek, ale też i przez jej zbytek. - Bardziej
drugi zda się grzecznym, niż jest; drugi bardziej jest prawdzi-
wie, niż się zda. - Insza stołowa grzeczność, insza. gruntowna.-
Co kraj, to obyczaj. - Co wiek, to insze obyczaje.
Pałac Kazimierowski.
Tak nazywa się dotąd tradycyjnie jeden z gmachów uni-
wersytetu wardza.wskiego, pochodzLlcy od Jana l{azimierza, tak
też nazwany jest na planie sytuacyjnym, wiszącym zaraz u wej-
ścia z Kre:1kowskiego Przedmieścia w obręb zabudowań. Obok
tego jednak, nawet z ust wykształconych warszawiaków słyezy
się "Kazimierzowski", a różni pedanci twierdzą, że skoro nie
mówi się ."Kazimier" lecz "Kazimierz", to musi też być "Ka.zi-
mierzowski"! Zapewne, tak byłoby, gdyby nazwa powstawała
dziś; skoro jednak z dawnych pochodzi czasów, więc "rozumo-
wanie" to upada. Bo jcśli mamy dawne nazwy przerabiać ,ve-
dług dzisiejRzego brzmienia wyrazów, od których pochodzą, to
konsekwentnie powinniśmy wymagać zmiany nazw miejscowo-
ści, jak Włocławek, Sandomierz, Cerek wica, Długołęka na Wła-
dysławek, Sędomierz, Cerkwica, Długołąka. także i nazwisk
w rodzaju Frąckiewicz, Kondratowicz, Śrzednicki na Frankie-
wicz, Konradowicz, Średnicki i t. d. bez końca.
Dawna forma obchodzącego nas tu imienia brzmiała bo-
wiem Kazimir, z tern samem - mir, co w Sędzirnir, Ludomir,
Sławomir..., gdy Kazimirz lub Kazimierz (bo każde ir przecho-
dziło 'Y polszczyźnie w ier) był nazwą osady od tego Kazimira.
pochodzącej, i stąd dwa Kazimierze" nad Wisją, nie mówiąc już
o pomniej3zyeb. Stosunek to zupelL1ie prawidłowy i znany:
nazwa miejscowości urobiona od nazwy człowieka przez pierwo-
tne zmiękczp-nie końcowej spółgłoski. Tak np. od Poznana po- ·
chodzi Poznań, od Ludzimira Ludźrnierz, od Jarosława J aro-
sław (dziś pozornie jak on: Jarosław, różnie jednak w dalszych
przypadkach: Jaro
ława -JarosJawia), od Włodzisława (później-
,
Bzego Władysława) WoJzisław. Dlaczego właśnie najczęstsze
>>>
127
w PoJsce imię na - mir zatraciło swoją odrębność i upodobniło
się do nazwy pochodnej od niego miejscowośd, trudno orzec
napewno; prawdopodobnie działał tu wzór typu na - slaw, gdzie
zrównanie nastąpiło w mianowniku wskutek zatraty podniebien-
ności ("miękkości") końcowego - w, ale to sprawy nie rozstrzyga.
Rzecz to jednak dla nas obojętna, nam wystarczy tu stwier-
dzenie faktu, że skoro obchodzący nas pałac nazwano w dru-
giej połowie XVII wieku Kazimierowskim, to widocznie w owej
epo:,e nie była jeszcze- zupełnie zaginęła pierwotn t forma imie-
nia. Fakt to tem cieka wszy, że już w połowie XV wieku obok
Kazimira istniał i Kazimirz. Mianowicie w tłumaczeniu statutów
przez Świętosława z 'Vocieszyna, pochodzącem z r. 1499, a wią-
żącem się z miejscowościami mazowieckiemi, jak Czersk i 'Varka,
mamy na str. 3: "najjaśniejszyn1 księdzem, panem Kazimierem
polskim", na str. 5: "k
prawom świecskim krola Kazimirow
.m"
i ,,8 krolem Kazimirem", ale na tejże str. 5 też: "krol Kazi
mirz", a na str. 6: "ku księgom praw krola Kazimirza" obok
"Kazymyrowimy". A więc na MaEowszu już w XV w. znany
był Kazimirz. Jan Kochanowski też pisał (Pieśni I, 10):
,.Widzę J c'igiełła y dwu KAzimićrzu,
Dobrych tak w boiu, ic'iko y w przymierzu."
ale jeszcze w w. XVJI niezupełnie był wyrugowany Kazimier.
Godna uwagi powolność biegu rzeczy.
Widzimy więc, że "pałac Kazimierowski" niet
.lko ma
swoje historyczne uzasadnienie. ale nawet jest szanownym histo-
rycznym zabytkiem. Zresztą jest n a z w j s k i e m gmachu, po-
dobnie jak Długołęka nazwiskiem wsi, a Kondratowicz nazwi-
skiem człowieka; nazwisko rodzinne ma prawo zmienić rodzina,
nazwisko miejscowości-jej mieszkańcy lub właściciel, kto jednak
ma prawo zmieniać nazwisko starego gmachu publicznego?
W każdym razie nie jednost.ka. Bo prawda, mimo prz
.wiąza-
nia do tradycji ulegają zmianOlll nawet nazwiska rodzinne: to
mimowoli przekręci je zapisujący w metryce czy w jakim innym
dokumencie, to znów, choćby napół bezwiednie, przystosuje
ktoś do nowej wymowy; tak np. dzieje się z nazwiskiem
Śrzednicki, pisanem jeszcze po-staremu, ale wymawianem no-
wocześnie. To wszystko są drogi. naturalne, te same, któremi
wogóle zmienia się i odświeża jęz
'k. Nie można się też dzi-
wić, te ten i ów powie, a nawet napisze: "Pałac Kazimierzow-
ski"; bardzo być może, te na tej zmodernizowanej formie .kie-
dyś się nawet skończy. Nie można jednak żadną miarą uzna-
wać konieczności "rozumowania", wedle którego ma być u Kazi -
>>>
128
-
mierzowski", poniewa
się mówi "Ka.zimierz", bo to rozumowa.
nie polega na nieznajomości faktów z przeszłości języka.
Kazimierz Nitsch.
Obja
nlenia: Tradycyjnie, z pokolenia na pokolenie, według dawnej na-
zwy. - Plan sytuacyjny, plan, wykazujący połoteaie miejscowości lub bu-
dynku względem otoczenia lub wzajemne porotenie względem siebie kilku budynk6w
łub r6żnych części jakiej miejscowości. - Pedanci, ludzie, trz)'mający £lię prawi-
deł z drobiazgową ścisłością, drobnostkiewicze, uczeni nudziarze bez wytszego po-
lotu. - e oznacza dźwięk pośredni między e i i. - Wod.aisław. Zanik i pospo-
lity w Małopolsce i Da Aląsku zwłaszcza między spółgłoską i a, o. u.-statut
wiślicki Kazimierza Wielkiego, zbi6r praw, ogloszonych w jęz. łac, - Ksifd:.em
strp. = księciem. - a brzmało jak nasze Q. - Dwu Ka6imier6u dopeł. i miejsc.
liczby podw6jnej, kt6rej mianownik, biernik, wołacz brzmiał dwa Kazimierza, ce-
10wniJr i narzędnik: dwoma Kazimierzoma. - Zmodernizowany, przerobiony po
dzisiejszemu, zastosowany do dzisiejszego rozumowania.
Gawęda o bocianie.
Wiatr chłodno westchnął i mgłami kręci...
Zima już blisko, ej, blisko!
Bocian powatny, stróź sianofęci,
Rózpuszcza skrzydła, tumany męci
I zwolna płynie na rżysko.-
Siadł, zaklekotał, zwiesił dziób duży
I zamknął poważnie oko.
Snać syn litewski marzy głęboko
O swej zamorskiej podróży.
.Miłoż to lecieć w auzońską stronę,
1iło coś widzieć i wiedzieć,
A rozważając trudy minione,
Plondrować Nilu brzegi zielone,
Na piramidzie posiedzieć.
Lecz, ach! wiadomo jednemu Bogu,
Czy ujdę śmierci lub klęski,
Czy wrócę jeszcze w kraj nadniemeński,
Siądet na kupie murogu...
O, błonie Litwy! cudnet to blenie!
Tu wszystko szczęściem rozmarzy.
Słonko miluchne, sianożęć wionie,
Dziatwa klekocze, a tam na stronie
Słychać brząkanie kosarzy.
>>>
129 -
Słodkoż tu było! Bó
wie, co dalej?
Czy wracać będzie już po co?
Może dąb z gniazdem zamieć obali,
Lub kry wiosenne zgruchocą!
Lepiejby swemi czuwać oczyma
W miejscu, gdzie szczęścia tak wiele,
Lecz piersi czują, fe idzie zima,
Na żółtej łące już żeru niema,
Za chwilę śnieg ją zaściele!"
I ptak -opiekun błoni ojczystej,
Wyprężył dziób swój czerwony,
Podbiegł - rozwinął lot zamaszysty...
Uleciał w auzońskie strony.
Ludwik Kondratowicz (1822-1862).
Objagnlenla: Sianożęć, i J a) łąka zdatna do koszenia trawy Da siano,
b) trawa skoszona. - J.'\fęci, mąci. - Au
oń8ka strona, ziemia Auzon6w, pier-
wotnego plemienia, zamieszkującego Kampanję. Nazwę tę poeci nadają całym WIo-
chom. - Murog, u, siano z suchej łąki, siano najlep8ze z łąk, między gruntami
upTawianemf polotonych.-Kondratorcic6 podpisywał się Wladyslaw Syrokomla.
.
, ,.
Z l ID 8.
Przedziwna zimy polskiej muzyka!
Za oknem wiatru symfoIlja dzika
I hulająca śnieżna zawieja,
A ogród rankiem jak leśna knieja...
Białe przed domem świerk6w namioty,
Lipy przybrane jak w papiloty,'
Pod śniegiem gną się jabłonie, grusze,
Przed bramą topól dwa pióropusze...
.
Aleja długa, j ak skrami skrząca,
Mieni się w blasku przymglonym słońca,
Skry się z pod nieba drgające sypią,
Na drodze sanki niekute skrzypią...
Dzieci przed domem chmarą od rana
Lepią wielkiego z śniegu bałwana,
A dym z komina prościutką smugą
Wr6ty pogodę mrożnłł i długą.
,
Zdzislaw D
bicki.
.
.
Zycie polltle.
9
....
>>>
130 -
Obja
nlenla. Sym/onja, obsł':erna kompozycja muzyczna na dutą orkie-
strę, zlo.tona zwykle z trzech, czterech części - zdań o r6tnym charakterze, ale
wRp61nym zasadniczym nastroju. - Papiloty (z fr. papillote), skrawek papieru do
zawinięcia lub nawinięcia włos6w, aby kręciły 8ię w loki.
P R Z Y S Ł O W I A.
Styczeń pOKodny wróży rok płodny. - Nadciąga luty,
wdziewaj tęgie buty. - Na stycznie i lute miej konie ostro
kute. - Gdy mróz w lutym oltro trzyma, tedy je3t niedługa zima.
..
Wlgilja W dworku szlacheckim.
Nadeszły święta. Zjechał mój wuj z bawiącemi przy nim
eiostrami, i nasze kółko familijne zwiększyło się. Prócz rodziny
ojciec imieniem swej pani zaprosił miejscowego plebana, rach-
mistrza i kluczowego ekonoma, nieżonatych, a tem samem domu
swego nie utrzymujących. Starodawnym zwyczajem mniej dwu-
nastu potraw na wieczerzę wigilijną u szlachty być nie mogło,
ubodzy nawet na sześć się zdobywali. Gdy już podano wiecze-
rzę. ojciec, wziąwszy talerzyk z opłatkiem, podszedł z nim do
swojej matki. Powstała staruszka, przeżegnawszy się, WZięła
I .
opłatek i postąpiła z nim do plebana, a potem, błogosławiąc sy-
nI', synową i wnuki, łamała z nimi ten chleb urocz
'sty, potem
z przyhraną rodziną. mojemi ciotkami i wujem, dla których ma-
cierzyńskie miała uczucia, szła dalej do zaproszonych oficjali-
stów, nakoniec do sług naszych. Rodzice moi tąt samą kOleją
za matką postępowali. Uroczysty to obchód! przy łamaniu się
opłatkiem wynurzają się naj
yczliwsze uczucia, jednają się porót-
. nieni, i równają się wszelkie stany; dzieci u nóg rodziców skła-
dają serdeczne życzenia i odbierają serdeczne błogosławieństwa.
Tak było I u nas: oboje rodzice i nas troje dzieci pokłoniliśmy
się do nóg sędziwej naszej babuni i z oph:łtkiem błogosławień-
etwo jej odbierali. Było nas osób dwanaścIe: na pierwszem miej-
.
ICU siedziała nasza babka i ksiądz pleban, my dzieci na szarym
końcu. Stół sześcią jarzącemi świecami był oświecony. Długo
ciągn
łĄ si
wesoła wieczerza, i podawano już kucję, kiedy pod
oknami odezwały si
skrzypce i gęśle, i kilka. głosów zgodnie
zakolędowało:
"Anioł pasterzom mówił:
- Chrystus się nam narodził
W Betlejem, niebardzo podłem mieście,
'. Narodził się w ubóstwie
Pan wszego stworzenia.';
>>>
...
1
1
Noc była śliczna, zimowa. Czysty i jasny księżyc lał swe
srebrzyste światło po ubielonych grubą warstwą śniegu Sluczy
nadbrzeżach, droga sanna była wyborna, mróz niewielki, powie-
trze ciche. Owóż łaskawi sąsiedzi, uwinąwszy się wcześnie
u siebie z wieczerzą. najechali nas pocichu i tą kolędą pozdro-
wili. Wyszedł ojciec n.a spotkanie miłycb gości i z całą naszą a
narodową uprzejmością do pokoju zaprosił. Goście nasi była to
zacna rodzina Lubienieckich, trzech braci i trzy siostry, i dwóch
Trzebuchowskich, których siostra była za średnim Lubienieckim.
Nastąpiły przy opłatku życzenia i przyjacielskie uściski. Wszedł
kielich ze starym malinnikiem, a za nim i buteleczka niedzisiej-
szego węgrzyna postąpiła. Damy matka kawą i gruszkami zi-
mowemi przyjmowała, a panny Lubienieckie nas dzieci wybor-
nemi pierniczkami i domowemi suchemi konfiturami zasypywa-
ły. Podochoceni muzykanci uderzyJi w skrzypce i gęśle: wdzię-
cznie brzmiały pod palcami Kamińskiego żelazne struny, w rę-
ku ociemniałego Lewando....wskiego miło śpiewały skrzypce, czter-
nastoletni syn mu wtórował. Obaj ci muzykanci była to szlach-
ta z zaścianka, znajomi w okolicy i od wszystkich lubiani. Ko-
lęda szła za kolędą, nakoniec wesoły ozwał się mazurek. Pa-
nien było cztery; młodzi Lubienieccy i Trzebuchowski, mój wuj
i rachmistrz. 'V ojakowski ochoczo sta nęli do koła.
- Za pozwoleniem! przepraszam waszmość państwa!-ozwie
się, powstawszy ze swego krzesJa, babka uaeza.-Nie tak bywa-
ło za moich czasów na Litwie u świętej pamięci ciotki mojej,
pani pułkownikowej Kościowej, Panie, świeć nad jej duszą. M o-
ści Wojski, proszę z sobą! - mówiła do starszego Lubienieckie-
go.-Nie dlatego, żebyś nas laty przewytszał, ale żeś najdystyn-
gowańsza między nami osoba., służę waszmość panu dobrodzie-
jowi. Panie Lewandowski, "W żłobie leży!U
Zabrzmiały struny tę poważną kolędę,-w8zyscy patrzą. co
to będzie. Staruszka, zacząwszy śpiew drżącym głosem, posu-
wa kilka kroków, wszyscy podziwiają, że kolęda w taniec się
zamienia, poglądają po sobie, ale babka posuwa się dalej i, sta-
nąwBzy przed obrazem Narodzenia, który wpośród innych -głów-
ną ścianę przYBtrajał, zatrzymała się i z wzniesionemi do obrazu
dłońmi prześpiewawszy parę strof, w czem jut i cała kompan ja
dopomagała, rzeknie:
- Teraz, panie Lewandowski, narodowego! - a obraeając
się do matki mojej, mówiła dalej::- Kasiu kochana, pani .syno-
wo, w:yręcz mię do tańca, a waszmość pana dobrodzieja przepra-
- szam za moją śmiałość, ale przypomnijcie sobie, że tło bek no-
>>>
132
wonarodzonego Zbawiciela i króle, i pasterze zarówno śpiewem
pokłonem witali. Nie od tegoż i nam szlachcie zacząć na-
leżało?
Ucałował Wojski ręce staruszki.
- Panie Łukaszu!-zawołał, zwracając się do ojca-szafuj
. wina, wypijemy zdrowie mamy dobrodziejki, a my tymczasem
.
z namiestnikową dobrodziejk
l jaki raz i drugi wywiniemy się
narodowego. Panie Lewandowski, Kościuszkowskiego!
Musnął wąsa, poprawił wyloty i posunął w pierwszą parę
z moją matką, za nimi ruszyli i drudzy.
Po skończonym polskim młodzi stanęli mazura w cztery
pary, starsi pociągali węgrzyna to za zdrowie naszej dobrej ba-
buni, to za gospodarstwa, to za reszty kompanji, i miła przyja-
cielska toczyła się pogadanka to o tern, to o owem.
Nagle w kościołku ozwały się dzwony, i muz
'ka umilkła.
- Na pasterkę, kto łaskawI-rzekł mój ojciec, i całe towa-
rzystwo udało się do kościoła.
Po mszy, na której wszyscy jednogłośnym śpiewem kolę-
dą Boga chwalili, goście, wymógłszy prz
'rzeczenie, że babka
moja, rodzice i cała
asza rodzina jutro do pana wojskiego na
obiadek przyjacielski zjadą, odjechali; nasi udali się na spoczy-
nek do domu.
Z pamiftnik6U' Antoniego AndrzejO'lcskiego (1785-1&68).
Objaśnienia: n'ig , ilja tcilja, przeddzień Bożego Narodzenia. W'jgilja
(z łacińskiego vigilo, are) znaczy czuwanie. Tym wyrazem nazywano niegdyś
dzień, poprzedzający jakąś uroczystoać, bo w nim znaczną część nocy przepędzano
na modlitwie, rozmyślanit:, śp:ewach i czytania
h duchownych, gotując
ię tak do
obchO'lu n88tąpić mającej uroczystości. Przy tych pobożnych ćwiczeniach pierwsi
wyznawcy wiary cały dzień pościli i hojne dla ubogich dawali jalmutny. \V wi-
gilję Bożego Narodzenia (24-go grudnia) dusz paster
e roz.
yłają op1atki, gwiazdkę
albo kolędę, chcąc wiernym przypomnieć. ie wflzyscy są dziećmi jednego Ojca
i zasilani jednym duchowym pokarmem: ciałem Chrystusa, kt6rego Da opłatkach
wyra1;ony obraz. Zwyczaj ten pochodzi od pierwszych cblześcijan: zgromadzając
się na Mszę św., przynosili oni z sobą chleb do ofiary
użący, z tego chleba ka-
płan brał cząstkę, resztę zaś pobłogosławiwszy, rozdawał tym, którzy przystępo-
wali do komunji. Nadto chleby poświęcone rozsyłali biskupi i kapłani wiernym
do dom6w na znak jedności i miłości braterskiej, przyczem nieraz i listy z tycze.
niami duchownemi zwykli byli piflywać. Wieczorem po całodziennym poście
chrześcijanie odprawiają ucztę, zwaną "wilją", na znak radości ze szczęśliwego do-
czekania uroczystości. Zwyczaj ten bierze począt£k z pierwszych wiek6w chr
eści-
jaństwa, pit!rw8i bowiem chrze.
cijauie wRp6lną sobia po nabofeństwie sprawiali
ucztę,
waną z greckiego agape (dow6d miłości, miłość), w kt6re) bogaty i ubogi
miał udział. Jej celem było zaszczepienie między ludźmi u st6p ołtarza ziody, je-
dności i miłości braterskiej, a wykorzenienie dumy i pogardy, jako niezgodnych
z duchem religji chrześcijańskiej. Z kościoł6w uczty te przeniesiono następnie do
.
'"
>>>
133
dom6w prywatnych. - Wieczerzę wigilijną rozpQczyna łamanie się opłatkiem.-
W imieniu pani. Ojciec piszącego był rządcą. - Rachmistrz, urzędnik, pro-
wadzący keięgi rachunkowe. - Ekonom kluczowy, oficjalista znajdujący eię
w ełu!bie prywatnej, dozorujący robotnik6w klucza, t. j. dóbr prywatnych. - Ple-
ban, proboszcz wiejski, przełożony nad paraf ją. - Kucja. Potrawa ta składa
ię z grubej ka
zy jęczmiennej, zwanej pęcakiem, pęczakiem, pomieszanej z makiem
i miodem. - Gęśle, instrument muzyczny o trzech metalowych strunach. - Ko-
l
dowac. śpiewać pieśni na Bote :Sarodzenie, kolędy (z lac. Calenaae, arum =
pierwszy dzień miesiąca). - Aniol i t. d. Jedna z najstarszych kolęd, znana jut
Da początku XVI wieku, może przekład z łaciny. - Slucz, rzeka na Wo1yniu,
wpada do Horynia. - Sanny, przymiotnik starop. od
anie. Droga sanna, droga,
oełana
niegiem. - l\lalinnik, s taro p. maliniak, trunek z malin. - Węgrzyn,
wino węgierskie. - Wojski} urzędnik, czuwający nad bezpieczeństwem w woje-
w6dztwie albo ziemi i zastępujący kasztelana, gdy !ilzlachta wyruszyła na wojnę,
opiekujący się jej poz'JstałE'mi w domu rodzinami. - "\V żlobie leiy jest r6wnie!
jedną z dawniejszych kolęd, śpiewaną Da nutę poloneza z XVIl wieku. - Naro-
dowego, poloneza. O polonezie patrz dalE:j. - "Sza/owac co lub czego etarop.,
dzi@ czem, dawać, wydawać. dawać hojnie. - Namiestnik, oficer, zastępujący
rotmistrza. W końcu XVIII etulecia szwadron, złożony ze 126 ludzi, mial
ł rotmi::trz6w i 8 oficer6w. Sześć szwadron6w składało się na brygadę. - Ko-
ściuszkowskiego (poloneza). Jeden to z najpopularniej"zych polonezów w końcu
XVIIl i na pocz. XIX W., napisany przez Bracickiego czy Barcickiego. Pierwsze
wydanie ukazało się w Poznaniu w dziele "Pieśni i piosnki narodowe" (r. 1828).-
Pasterska (msza), pasterka. Jest to pierwsza. z trzech mszy, odprawianych
w dzień Boł.ego Narodzenia. Najczęściej odprawiana o godz. 12 w nocy.
Kolęda mazurska gospodarska.
A wyjdzijze do nos,
Panie gospodorzu,
Co my ci powiwa,
Tym cię uciesywa.
"Siądźcie, Pawle, siądźcie,
Riądżcie, pośniodojcie."
"Śniodać nie będziewa,
Skibki doorzewa."
Bo na twoi roli
Złoty płuzik stoi,
A przy tym płuziku
Śtyry konie bronne.
Śtyry konie bronne,
Siodołko cerwone,
Na siodłowym koniu ·
Som Ponjezus siedziol.
Skibki doorali,
Siedli, pośniodali;
Po śniodaniu byli,
Tak sobie radzili: ł
"Cóz będziewa sioli
Na ty złoty roli?
Zytko i psenickę,
Proso, kukuQ-dzkę.
A za tym płuzikiem
więty Paweł chodziuł.
N ojś więtso Panienko
Śniodonko mu niesie.
"N a tym stajonecku
Trzysta kopek stanie,
Panie gospodorzu,
Wyżryjze se na nie.
.
>>>
134
. Będzies gospodarzem
liędzy kopeckami,
Jak miesiąc na niebie
Między gwiozdeckami."
Hej nom, hej! Panie gospodorzu,
raccie się przebudzić,
Hej nom, hej! raccie się przebudzić,
piosenki posłuchać;
Hej nom, hej! boó nasa piosnecka,
a wom kolędecka,
Hej nom, hejl boć my se ją zasłuzy1i,
Hej nom, hej! i Panem Jezusem przytwierdzili.
Hej nom, hej! Odzałuj ochoty,
buchnij srebrny złoty
ObJagnlenla: Kolędą gospodarską nazywa się u ludu maznrikieglJ ko-
lęda, śpiewana przez parobk6w i uboż
zych gospodarzy gOilpodarzom zamofniej-
Rzym w noc drugiego dnia świąt Botego Narodzenia. - Powiwa, uciesywa liczba
podw6jna. - Konie bronne, bront!. brunne, gniade. zblizone maścią do koloru bru-
natnego. - Siodłowy koń, z pary koni u wozu koń po lewej ręce, na kt6rym
jeździec siedzi. - Skiba podłużny pas ziemi wzdłuz całego poła między dwiema
brozdami. - Stajaneczko, stajanie, kawałek pola uprawnego, przestrzeń pola, po
kt6rej zaoraniu oracz zawraca, by nowe stajanie, t. j. taką samą przestrzeń orać.-
Kopeczka zdrobniale od kopa. Kopa, Bześćdziesiąt sztuk czegokolwiek', tu sześć-
dziesiąt snopk6w, wiązek zbofa, złotonych razem. - Hej w
arze mazurskiej wy-
mawiać trzeba z e 8cieśnionem jako coś pośredniego między e i y. - Wom ko-
lędecka. Kolęda OZU8Cza także dary, dawane na Boie Narodzenie, tu wiC}c =
a twoim obowiązkiem dać kolędę. - Od/ialować ochoty, uie falować, nie szczędzić
gościnności, zabawy. - Buchnij, rzuć.
KulI g.
O tem, jak urządzić kulig, umawiano się zawczasu, nim
jeszcze śniegi okryły ziemię, a do narad nad k o l ej ą k u l i g 0-
w
przyczyniały się dziewczęta. czasem i matki, lubiące jeszcze
potańczyć. Nietrudny był wybór domów, do których zjechać
miano, bo cały powiat, całe nieraz województwo żyło z sobą
jako jedna rodzina szlachecka, wiedząc o sobie, biorąc udział
w szczęściu i niedoli katdego. Otwartością i miłością sąsiedzką
stało dawne nasze tycie, uprzejmością i gościnnością wszelka
zabawa, więc przy takich warunkac:tł usuwały si
łatwo zawody,
nie naratono się nikomu, podobano wszędzie. Młodziet w kształt-
nych zaprzęgach zjetdtała się do swego przywódcy, tam zwo-
ływano muzykę, i gdy już wszystko było gotowe, obsyłano po
domach laskę z kulą u wierzchu, która zwoływała kulig (albo
kulik) i wyprawiano arlekina, a ten z trzepaczką w ręku wpa-
dał do domu, gdzie się najprzód zjechać miano, i śpiewał ska-
"'
,
>>>
185
cząc: "Ej, kulig! kulig!, kulig!" - poczem znikaJ. Zjawiala się
przeto czem prędzej gospodyni, biegł do piwnicy gospodarz,
krzątała się słu
ba, a przy zwykłej zamożności, przy ob
- czaju
życia otwartego - znajdowało się wkrótce wszystko, czego b
Tło
potrzeba do przyjęcia swawolnej szarańczy. Wreszcie, jeśli są-
siedzi przeniknęli, te gdzie czegoś brakować może, to nas
-łali
po sąsied
kiej znajomości ten trun
ów, ów zwierzyny, często
też razem z kuligiem zajeżdżały sanie z zapasami, które nie-
znacznie przechodziły do kuchni, i tak gospodyni, co była w kło-
pocie, jak tylu gości uraczyć, później czuła, że jej serce rosło,
kiedy się wszystkiego dostatkiem znalazło.
Niewszędzie jednak, zwłaszcza do bogatszych, zapasy ta-
kie zwożono, licząc na gościnność gospodarza, niezawsze goś- -
cinnego. Jeden jegomość, zamożny skąpiec, chcąc s:ę od - najaz-
du uchronić, schował się do gołębnika i drabinę odstawić kazał
lokajowi. Kuligowi, prz
?biegłszy, poczęli po calvm domu szukać
dziedzica, a nie mogąc go znaleźć, umyślili wrócić. Aż tu ktoś
szepnął im, że pan siedzi w &,ołębniku. Natychmiast też jeden
z orszaku każe podać sobie siekierę i zacz)7na gołębnik podcinać.
Widząc to, pan domu wychylił głowę, kapitulował, gości uczęsto-
wać musiał, i zabrany przez towarzystwo, wyrusz
'ł z niem na
dalszy objazd po sąsiadach.
Je
e1i był kłopot o nocleg, to,' pomieściwszy kobiety we
dworze i na" folwarku, mężczyźni szli spać do proboszcza, do
karczmy - i każde przyjęcie zdawało się doskonałem, bo z jed-
nej i drugiej strony była dobra wola, a dobry humor przypra-
wiał zabawę.
Przyjeżd:tano ze zmrokiem w towarzystwie hucznej muz
7 ki,
głuszonej przecież śmiechem, przy świetle kagańców i pochodni,
od których lśniły się drzewa i lasy, nastrzępione śniegiem lub
srebrem szronu oblane. Zdala słychać było orszak po tęten-
cie koni, po brzęku kółek u pasów krakowskich, po jednorazo-
wem w takt trzaskaniu biczów. Wjeżdżano galopem na podwó-
rze: podwoiło się trzaskanie, głośniej zahuczała muzyka, wybucbły
naraz śmiechy i wiwaty, a z jaśniejącego rzęsiście dworu wy-
chodził gospodarz i gospodyni, witając uprzejn}ie kuligowe to-
warzystwo, pan klucz od piwnicy, pani klucze od śpiżarni prze-
wodnikowi kuligu oddając. We dworze znajdowano ju
dziew-
częta, które z kuligiem nie zjechał)?, więc mężczyźni, wychy-
liwszy pierwsze zdrowie na cześć gospodarstwa, puszczali się
raźno w taniec krakowiaka.
...
>>>
.,
- 136 -
.
..
Ileż to miłych scen, ile spotkań radosnych, ile okazyj przy
wesołości i zabawie do zawiązania stosunków, do skojarzenia się
par, do załatwienia interesów, pogodzenia niechęci i zlania ich
w bratnim uścisku i w bratnim kielichu. Często, kiedy młódź
weseliła się, starsi, odtań
zywszy p o l s k i e g o" odchodzili do
komnaty osobnej, wywiadując się, porozumiewając, naradzając
lub decydując to o prywatnych interesach, to o przygodzie, któ-
ra spotkała sąsiada, to wreszcie o sprawach ziemskich lub ogól-
nie '-krajowych. A kiedy częstsza kolej ożywiła rozmowę, od-
chodziły na bok sprawy powa1.ne, ustępując miejsca anegdotom
i dowcipnym dykteryjkom. Tymczasem matki, siedząc rzędem
w sali tanecznej, czyniły przegląd młodych, porównywając ich
od ostatniego niewidzcnia i śledząc, jak się wśród zabawy serca
- ku sobie skłaniają.
Zastawiono wieczerzę. Kilkugodzinna na mrozie przejażdż-
ka obok tańca i wesołości zaostrzyła apetyt: znikały ze stołu
z szybkością niepodobną do wiary ogromne misy zwierzyny,
kiełbas, zrazów, szynek, kapusty i delikatniejszych potraw, ciast
i .cukrów dla kobiet. Krążyły częste kolejki, coraz to nowe pro-
ponowano zdrowia. które przyjmowano z aplauzem i duszkiem
wychylano, lecz nim się czupryny kurzyć zaczęły, odgłos mu-
zyki zwabiał do tańca rozweselone towarzystwo. Od tych za-
baw nie usunął się nikt; dzielił je kapłan, bo on z s
siadami
zawsze dzielił życie obywatelskie, nie omijał ich dygnitarz
i choćby najpoważniejszy karmazyn. W poczcie tak dostojn
?m
nie znikała zabawa, strzeżono się wszelkiego rodzaju swarów,
które, kiedy wybuchły, umiano wnet uśmierzać. Przez zamknięte
okiennice nie wdzierało się światło dzie
ne, i zmęczenie dopiero
ostrzegało tańczących, it przehulano noc aż do dnia białego.
Rozchodzono się na krótki spoczynek; tymczasem gospodyni go-
towała śniadanie lub obiad, po którym zaraz .wybierano się do
domu następnego. Czasem przejażdtka po gospodarskich bu-
dynkach, czasem łowy na grubszą zwierzynę urozmaicały zaba-
wę. Pobyt miarkowano wedle zamożności gospodarstwa.
Sama droga była jedną z najprzedniejszych uciech kuligo-
wych; po twardym śóiegu sunęły żywo sanice, a choć się zda-
rzył przypadek, nie był niebezpieczny; lekki wywrót nabawiał
śmiechu, podwajał we80łość i dostarczał materji do niewinnych
tartów.
Tym samym trybem, jak pierwsz
'm. razem, przyjeżdżano
do drugiego domu, na każdem wstąpieniu zabierając ze sobą ro-
dzin
gospodarstwa, Tąk Qd domu cło domu jetdżllc, kulig rósł,
,
-
>>>
137
jak alpejska lawina, a gdzie spadał, to tylko po to, aby wspól-
nie się ucieszyć, serca obywatelskie do siebie zbliżyć, stary oby-
czaj zachować. Bywało, iż przez cały karnawał trwała ta bu-
lanka; ci, na których kolej późno przychodziła, zawiadomiwszy
zawczasu, iż są gotowi z przyjęciem, łączyli się odrazu z towa-
rzystwem, które uwijało się po okolicy, jakoby grono ślizgają-
cych się na lodzie. W ten sposób cały powiat, wsiadłszy na sa-
nie, czynił pospolite ruszenie - zabawy. Im bliżej postu, tem
huczniejsza była. wesołość, aż ze wstępną środą roztopniała gro-
mada, i każdy gospodarz z rodziną w swoje odjeżdżał strony,
poświęcając dni wielkiego postu spokojności, pracy i modlitwie.
Oskar Kolberg (1814 -1890).
Objagnlenia: . Kulig, takie kulik. Zabawa zapustna. połączona z objeż-
d!aniem gromadnem na sankach domów sąsiedzkich, pochodzi od "kuli", laski
z kulą,. którą posyłano od domu do dQmu jako hasło kuligu. - Koleją kuligową,
następstwem, w jakiem miano objeżdżać @ąsiad6w. - Arlekin, przebrany za arle-
kina. Arlekin, jedna z komicznych postaci komedji ludowej włoskiej, nosił
obcisły str6j z r6żnobarwnych kawaJk6w, na głowie miał mały tr6jgraniasty kape-
lusik, na twarzy czarną maskę, przepa9any był czarnym pasem. Grywał role słu.
lących, zwykle glupi, czasem złośliwy, zawsze wes6ł i ruchliwy. - Polskiego, po-
loneza, o którym patrz dalej. - Dykteryjka, opowiadanie. - Z aplau
em. z ozna-
kami zadowolenia, oklaskami. - Nim się czupryny kurzyć
acz
ly, nim sobie
podpito. - Dygnitar
, wysoki urzędnik, dostojnik. - Karma
yn, starego rodu
szlachcic. noszący !upan (noszona pod kontuszem suknia męska w pasie ku tyłowi
fałdowana, zl\pinana na gęste haftki) karmazynowy, t. j. jedwabny szkarłatny,
krwisto-czerwony, purpurowy. - W poc
cie. Poczet, orszak, zgromadzenie. - Ze
wstępną
rodą, 8rodą popielcową, popielcem, pierwszym dniem wielkiego postu,
zachowywane
o na pamiątkę postu Jezusa na puszczy.
,
Kulig W Sandomierskiem.
Z Opatowskiego w kierunku Koprzywnicy i złotopszenicz-
nej niziny }owiśla, wskroś jedynego w świecie Sandomier-
skiego płaskowzgórza, gnał kulig. Łańcuch' kilkudziesięciu sań
budził całą okolicę radosnym głosem dzwonków, brzmiąc
?m 10-
\
skotem janczarów, trzaskaniem batów na cztery konie, wrzawą
okrzyków, bębnów, fujarek, melodją śpiewów i muzyki. KiJku-
nastu pajuków rwało na folwarcznych szkapach, trzymając
w garściach pochodnie. w ślad za saneczkami arlekina w czar-
nej maece, zakopanego w wielkie niedźwiedzie, który na czele
orszaku pomykał. Blask złotych ogni, w dymie płatami rozdzie-
rających noc, o kilka. wiorst na płaszczyźnie widoczny, kładł
przed oczy zaspy, parowy, urwiska i wskazywał wśród nich
przetarb} drog
.
...
>>>
138
-
Noc była widna, księtycowa, mroźną.
Wielkie śniegi, przemarzłe w tęgich mrozach. le
ały pie.
rzastemi za
pami. Tu i owdzie wypełniły po brze
i wąwóz, któ-
rych tyle w tamtej okolicy, gdzie indziej zadęły opłotki, a nawet
wioszczyny, przytulone do urwisk. Mgliatemi kępy i drgającemi
tywo świ3tełkami znaczyły się dwory na przyczółkach paro-
wów. Konie po brzuchy zapadały w wywary, roznosiły w puch
największe zadmy, które ledwie przeorał arlekin. Kulig nie znał
przeszkód. Tworząc ogromny korowód, leciały sanie najrozmait-
sze. Jedne były snycerskiej roboty, pozłacane lub posrebrzane,
z czasów jeszcze saskich i stanisławowskich, w kształcie łabę-
dzi z długiemi szyjami, w kształcie gryfów i orłów, pozaprzęgane
czwórkami w piórach i czubach; inne - zgoła prostackie, ledwie
przez domowego cieślę pomalowane lubryką lub na zielono,
a ciągnione przez fornalki rozmaitej maści i wzrostu. Zarówno'"
pyszne cugi, jak chety, z jednaką brawurą i życiem rzucały
się w zaspy, niby czółna w fale jeziora.
Radość kipiała w sercach. .
Kapela, złożona z klimontowskich żydków, rżnęła od ucha
mazury, oberki, krakowiaki, drabanty. Chwilami porywająca
melodja przygasała, jak od zachwytu, co dech zapiera, i tylko
z jakiejś głębi, jakby z pod śniegu, dolatywała do uszu i serc.
Wtedy odzywały się pieśni. Więc z jednej strony słychać było
tkliwe dyszkanty damskie:
,
"Ścieni dębek, ścieni, już się nie zieleni...
Dałam chłopcu. słowo, już się nie odmienii".
A z innej naigrawały się potę
ne basy męskie:
,.A ja sama nie wiem, co to za przyczyna:
Gustuję w brunecie, wzdycham do blondyna:'
--
Zaraz odcinał się chór panieński:
... "Granatowy fraczek, woskowane buty...
Teraźniejsza młodzież same bałamuty."
,
I znowu z góry donośnie, siarczyście, zanosiły się skrzypce,
basy i flety, głusząc wszystko.
Stefan Żeromski.
ObJagnlenla: Pajuk, pokojowiec mołnego pana, towarzyszący po-
jazdowi konno, czasem siedząc za powozem albo Da konin z przorlu. - Paro-
wy, wąwozy, głębokie, "ąskie, strome doliny. - Opłotki. wąskie przejścia pomię-
dzy dwoma r6wnoleglemi płotami, drogi między płotami, płoty przydro!ne. - Na
przyczółkach, przodzie. - Wywaru, doły, zrobione przez wodę. - Snycerskiej
>>>
139
roboly, robione przez snycerza, rzeźbiarza. - aryfy, ptaki bajeczne, lwy
z gło""ą orła i skrzydłami. - Lubryka. czerwona kreda. - Brawura, zam8.8zy-
stość, złlchowatość. - Klimontowskich, z Klimontowa. - Drabant, dawny ta-
niec, polonez, połączony z mazurem; towarzyszyły mu śpiewy. - Dyszkanty, naj-
wy!sze, najcieńsze glosy.
P R Z Y S Ł O W l A.
Gość W dom, Bóg w dom. -Sam nie jedz, a gościowi daj.-
Jak gościowi radzi, to i jego czeladzi.
- O
olonezle.
Na opróżniony tron Jagiellonów, otrzymał wezwanie Henryk
Walezy. W Krakowie zgotowano przybyszowi z Francji wspa-
niałe przyjęcie, a że wiedziano, it młody władca lubuje się w tań-
cach i jest w nich mistrzem nielada, postanowiono na jego cześć
stworzyć taniec, godny królewskiego majestatu. W czasie uro-
czystości koronacyjnych dnia 15 lutego 1574 roku, gdy Henryk
zasiadł w sali zabaw, ozwały się dźwięki nieznanego tańca,
i przed królem przesuwać się zaczął wąż długi, wijący się w nie-
zliczone skręty, w któr
?m tancerze wieDli tancerki za ręce,
a ka
da para, przechodząc przed tronem, składała maj
statowi
ukłon głęboki. Był to polonez.
Król patrzył zachwycony. Zaledwie taniec się skończył,
musiano. go rozpocząć na nowo. I odtąd nie było zabawy na
zamku królewskim bez danse polonaise. 'Lo też, gdy po śmier-
ci Karola IX, króla francuskiego, Walezy wyjechał potajemnie
do ojczyzny, aby nie powrócić już do Krakowa, miał zabrać
z sobą nuty poloneza, a po wstąpieniu na tron Francji taniec
na dworze francuskim zaprowadzić.
Polonez był najpierw tailcem dworskim, później wszedł
W u
ycie u szlachty, a w XIX wieku znalazł przyjęcie, natural.
nie w nieco odmiennej formie, i u ludu. W XVIII stuleciu znany
wszędzie: we Francji, Anglji, Włoszech, Niemczech, w całej nie-
mal Europie.
Tańczono go zwykle na uroczystościach publiczn
?ch i do-
mowych, na kuligach, redutach (szczególniej za Stanisława
Augusta), balach, weselach i t. p. Dziś tańczą poloneza tylko
przy rozpoczęciu zabawy.
Dawniej bywało inaczej: polonez był tailCem ulubionym,
dlatego tańczono go nie raz tylko, jak dziś od niechcenia, ale
po kilka razy w czasie jednej zabaw
'.
Nader wiernie i pi
knie opisał ten taniec Liszt. _
.,
>>>
140 -
"Pierwotny układ poloneza dość jest trudny do odgadnięcia,
tak się ten taniec podobno z postępem czasu odmienił. Dziś
wygląda zupełnie bezbarwnie. Z natury swojej pozbawiony ru-
chów szybkich, więcej zdaje się b
7ć obmyślanym na uwydat-
nienie okazałości, niż zalotności; stąd raz utraciwszy właściwą
Bobie powagę, zmienił się w przechadzkę po salonie, najmniej-
szego nie mającą znaczenia. Nieodłączną jego częścią był strój,
dawniej noszon
., a z nim właściwa
emu strojowi tak zwana
fantazja. Już sam krój tego stroju nadawał wdzięk dziś niezna-
ny: pochylenia miarowe, nagłe prostowanie się, odrzucanie wy-
lotów, ujmowanie się w pasie, pokręcanie wąsa. Dodajmy do
tego zbytek w tkaninach, w
ywości barw, w kosztownościach,
które błyszczały nawet na kołpakach. Kołpak też w tańcu tym
niepoślednią odgrywał rolę: umieć go zdjąć, włożyć znacząco,
skłonić się nim swobodnie stanowiło sztukę całą, szczególnie
ważną u tego, kto, w pierwszej parze id
lc, przewodził całemu
ciągnącemu- za nim pochodowi.
Bywał to zwykle sam pan domu, towarzyszyła zaś mu nie
najpiękniejsza albo najmłodsza, ale przeciwnie, najszanowniejsza
z kobiet obecnych; całe bowiem towarzystwo zebrane uczestni-
czyło w rozpoczęciu zabawy, będącej niejako wspólnym dla
wszystkich popisem. Po gospodarzu szły co znakomitsze osoby
z towarzyszkami tegoż co one znaczenia. Przewodniczący tym-
czasem nielada zadanie miał do spełnienia: pochód w tysiącznych
skrętach prowadzony być rąusiał przez każdą najodleglejszą
nawet domu komnatę - a tam wszędzie po drodze napotykało
się tłumy gości, niecierpliwie czekających na swoją kolej, do-
póki co do jednego wszyscy się do orązaku nie przyłączą. Kiedy
już komnat nie stało, krużgankami w ogrodowe szło się szpalery,
wreszcie w gaje cieniste, kędy muzyka odległością przyciszona,
z powrotem coraz znów głośniejsza, triumfalnym wreszcie wy-
bucbem zdawała się w sali głównej witać pierwszą parę. Tak,
co krok innych mając widzów, przewodnik tańca w każdej chwi-
li pamiętać był zmuszony, że jt;,st przedmiotem surowej krytyki, .-
naglądającej bacznie, czy spełnia i w jaki sposób przyjęte dobro-
wolnie obowiązki, które dla drugich mają być przykładem.
Przeciągający orszak natrafiał często na urządzone .umYśl-
nie niespodzianki: malownicze widoki, obrazy z żywych osób,
sztucznemi ogniami oświetlone napisy, z okolicznością w związku
będące. Im więcej ich było, im rzeczy bardziej nieoczekiwane
- i nowsze w pomyśle, tem żywsza uciecha, tem bardziej wraże-
nie całe wychodziło na chwałę gospodarza. Jeteli to był człek
\.
>>>
I
141
,
już niemłody, zdarzało się, że mu najpiękniejsze panny w ImIe-
niu całego towarzystwa, upoważnione od matek, podziękowania
za to składały. Przykład jego stawaj się zachętą do na-
stępnych zabaw, do zjazdów tłumnych, obudzał współzawod-
nictwo.
Gościnność jednak, jak we wszystkich wtedy czynnościach,
tak się i w tańcu tym uwydatniała. Kiedy gospodarz, poprowa-
dziwszy orszak zaproszonych, ze wszech miar zadosyć ju
ucz-
czeniu ich uczynił, każdy zkolei miał prawo odbić mu jego
damę. On wtedy szedł na sam koniec, inni zaś porządkiem po-
przednim posuwali się ku przodowi i tak stopniowo, dopóki
wszystkie damy nie przetańczyły ze Wsz
?stkimi mężczyznami,
należącymi do orszaku.
Tymczasem każdy z tych, którzy się naprzód wydostali, sta-
rał się poprzedników swoich umiejętnością prowadzenia przewyż-
szyć. Szły tedy coraz niezw:yklejsze es:r, floresy, czasami na-
wet całych wyrazów i zdań napisy.
W tych niepoliczonych skrętach, z niezrównaną sztuką
dokonywanych nieraz w jednej i tej samej sali, nie było wypad-
ku, żeby się pochód kiedy przerwał lub poph1tał. tak dalece
umiano tam wniknąć w zamiary przewodniczących. Jednocześnie
nie wolno też było przesuwać się sobie machinalnie, byle zbyć,
byle iść za drugimi. Szło się w sposób rytmiczn
T, zgodnie z mu-
zyką, kołysząc się harmonijnie. Przy zmianach nie w
'r
'wano
się obcesowo, wszystko szło zgodnie, wspólnem nib;y porozumie-
niem. Orszak sunął na podobieństwo łabędzi, płynących z bie-
giem strugi: zdawało się, że jedno i to samo tchnienie pochyla
lub wznosi wszystkie te w przeciągającym wężowemi skrętami
szeregu postaci. Mężczyzna podawał damie to prawą rękę, to
lewą, niekiedy wiódł ją zaledwie końcami palców, to znów całą
dłonią, to na tę, to na tam
ą przeprowadzał ją stronę - a każdy
taki ruch natychmiast przez wszystkich naśladowany na podo-
bieństwo dre8zczu w okamgnieniu przebiegał całą tę ruchomą
wstęgę. Pozornie niby całkiem powołaniem swojem zaprząt-
nięty, tancerz upatrzyć musiał ch\}:iJę, w której, pochyliwszy się
ku swojej damie, z przyjAznych korzystając okoliczności, nie-
jedno słodkie słówko jej podszepnął, jeśli b
?ła młoda, jeśli zaś
nie, to jakie zwierzenie, nowinę ciekawą, uwagę trafną. Następ-
nie znagla dumnie się pr03tująC, w towarzyszce odpowiedni
. . okolicznościom nastrój obudzał.
J
k widzimy, nie była to sobię żadna powszednia, pozba-
wiona gł
bszego znaczenia przechadzka, ale raczej pochód cere-
>>>
- 142 -
monjalny, w którYl1l się niemal uosabiało społeczeństwo całe, po-
dobające sobie we własnym blasku, szlachetności i .1I"spaniałości
dworskiej. Tam najsędziwsi i najzasłużeńsi dziwnie poszukiwani...
byli przez najsłynniejsze swego czasu piękności, które za zasz-
czyt sobie miały choc jedną tycia chwilę i choćby na tart wo-
bec licznych świadków za towarzyszki takich ludzi uchodzić.
Wszystkim tam wrodzone upodobanie do okazałości łagodził
wdzięk obejścia, ozdabiały odblaski uczuć s
lachetnych".
...
*
*
*
Pierwotna muzyka polonezów ma wogóle mało wartości dla
sztuki. Nikt też nie zna ich autorów, najczęściej noszą one tyl-
ko pewne daty lub nazwy osób, których upamiętniają wspom-
nienie. _ Dzisiejsza forma muzyczna poloneza wyrobiła się przy
końcu XVII i pa początku XVIII stulecia. Najdawniejsze polo-
nezy były bez śpiewu, dopiero za czasów Sobieskiego i jego na-
stępców pisano polonezy z tekstem do śpiewu lub podkładano
słowa pod znane melodje polonezowe.
Największe upodobanie w polonezach miano nietylko w Pol-
sce, lecz i poza jej granicami w XVIll i na początku XIX wie-
ku. Każdy ze zdolniejszych muzyków, uważał sobie za powin-
ność i największą przyjemność uprawiać ten rodzaj muzyki.
Szeroko zasłynęły wówczas u nas polonezy księcia blichała Kle-
ofasa Ogińskiego (1765 - 1833), twórcy "Mazurka Dąbrowskie-
go" (1797). Ogół narodu pokochał te melodje, w których znajdo-
wał wyraz swych smutków, talów i tęsknoty. Na okładce jed-
nego z polonezów fantastyczna rycina wyobrażała. autora, odbie-
rającego sobie :tycie wystrzałem z pistoletu. Nie odpowia-
dając zupełnie prawdzie, ilustracja dobrze charakteryzowa-
ła nastrój kompozycji. Z późniejszych upodobał sobie tę for-
mę muzyczną i doprowadził do wysokiego stopnia artyzmu
twórca opery polskiej Stanisław Moniuszko (1819 - 1872). Poto-
czyste i zadzierzyste, to zl}ów smętne i zadumane polonezy s
naj-
piękniejszą ozdobą jego oper: "Halki", "Strasznego dworu",
Hrabiny" i innych. Pierwaze jednak miejsce pomiędzy kom-
pozytorami polonezów nalety się niezaprzeczenie
'rydery-
kowi Szopenowi (1809 -1849). Do polonezów Szopena zasto-
sować motna to, co Paderewski powiedział wogóle o jego muzyce:
"Zabroniono nam wszystkiego! mowy ojców, wiary przod- _
ków, czci dla świętych przeszłości pamiątek, strojów, obyczajów,
pieśni narodowych... Zabroniono nam Słowackiego, Krasińskie-
go, Mickiewicza. Nie z
broniono nam tylko Szopena..
.
>>>
143
A jednak w Szopenie tkwi wszystko, czego nam wzbronio-
no: barwne kontusze, pasy, złotem lite, posępne czamarki, kra
kowskie rogatywki, szlacheckich brzęk szabel, naszych kos
chłopskich połyski, jęk piersi zranionej, bunt spętanego ducha,
krzyże cmentarne, przydrożne wiejskie kościołki, modlitwy serc
stroskanych, niewoli ból, wolności tal! Przez długie lata udrę-
czeń, męki i prześladowań, przez długie lata. - znękanych myśli
naszych najtajniejsze nici z nim się wiązały, ku niemu się tu-
liły zbolałe serca nasze. Ileż on ich ukoił, pokrzepił... a może
i nawrócił. Wszak on był i tym przemytnikiem, co w zwitkach
nut niewinnych rodakom, po kresach rozsianym, roznosił zaka-
zaną polskość; wszak on b
.ł i tym kapłanem, co nas rozpro-
szonych w święty Ojczyzny zaopatrywał sakrament."
Według O. M. 2ukowskiego.
ObJagnlenla: Reduta) maekarada, bal maskowy, kostjumowy. - Lisst
Franciszek (18U - 1886), wybitny kompozytor i fortepianista węgierski
w ksią!ce o Szopenie (wydanej w ]852 r.), którego był przyjacielem.-
Fantazja, tywość, ogień, ochota, wesołość, zamaazyatość. - Wyloty, ręka-
wy u zwierzchniego ubrania, kontusza, kt6re rozcięte od pachy do dołu za-
rzucano na plecy. - Kołpak, czaf-ka) obłoiona futrem, dość wY80ka, nieco
szersza u g6ry) nit u dolu, lub cylindrycznL - Kruiganki, ganki,
okalające dom, galerje. - Sspalery, ściany w ogrodzie z dnew lub krzew6w
Dtr
ytonych. - EIJY, flore3Y, gzygzaki, linie nieregularne. - Obce30wo) gwaltow-
nie) nagle) ni
podzianie) natrętnie. - Ceremonjalny, uroczysty. - Podobające
sobie w i t. d., mające upodobanie, kochające 8ię tV czem. - Padarewski Ignacy
(ur. " 1860 r.), wybitny pianieta i kompozytor polski) jeden z najgoręt
zych, naj-
ofiarniejRzych patrjoww oetatniej doby; przez czas kr6tki był prezesem ministrów
Rzeczypospolit.ej. - Zlotem llte, dzierzgane, przetykane nićmi złotemi. - Posępne
czamarki. Czamara, czamarka: a) pierwotnie gatunek długiej sukni męskiej,
z rękawami do ziemij b) rodzaj sukni męskiej kr6tszej, z kr6t8zemi rękawami, za.
pinanej pod szyję, podobnej do tupana, ozdobionej licznemi potrzebami czyli ob;;zy-
elami na piersiach. Modna za czae6w sejmu
teroletniego, n03zona byla z upodo-
b-!niem i po rozbiorach, etąd mote zwrot "poeępne". - Rogatywki, czapki z dnem
kwadratowem.
Polonez.
Poloneza czas.zacząć. - Podkomorzy rusza,
I zlekka zarzuciwszy wyloty kontusza
I wąsa podkręcając, podał rękę Zosi,
I skłoniwszy się grzecznie, w pierwszą parę prosi.
Za Podkomorzym szereg w pary się gromadzi;
Dano haslo, zaczęto taniec, - on prowadzi.
Nad murawłł czerwone połyskujłł buty,
Bije blask z karabeli, świeci się pas suty,
>>>
144 -
A on stąpa powoli, niby od niechcenia;
Ale z każdego kroku, z każdego ruszenia
Można tancerza czucia i myśli wyczytaó.
Oto stanął, jak gdyby chciał swą damę pytać,
Pochyla ku_niej głowę, chce szepnąć do ucha;
Dama głowę odwraca, wstydzi się, nie słucha;
On zdjął konfederatkę, kłania się pokornie,
Dama raczyła spojrzeć, lecz milczy upornie;
On krok zwalnia, oczyma jej spojrzenia śledzi
I zaśmiał się nakoniec, - rad z jej odpowiedzi
Stąpa prędzej, pogląda na rywalów z góry
I swą konfederatkę z czaplinemi pióry
To na czole zawiesza, to nad czołem wstrząsa,
Aż włożył ją na bakier i pokręcił wąsa.
Idzie, - wszyscy zazdroszczą, biegą w jego ślady,
On by rad ze swą dam
wymknąć się z gromady:
Czasem staje na miejscu, rękę grzecznie wznosi
I, żeby mimo przeszli, pokornie ich prosi;
Czasem zamyśla zręcznie na bok się uchylić,
Odmienia drogę, radby towarz;yszów zmylić,
Lecz go szybkietni kroki ścigają natręty
I zewsząd obwijają tanecznemi skręty;
Więc gniewa się, prawicę na rękojeść składa,
Jakby rzekł: "Nie dbam o was, zazdrośnikom biada!"
Zwraca się z dumą w czole i z wyzwaniem w oku
Prosto w tłum; tłum taneczny nie śmie dostać w kroku,
Ustępują mu z drogi i, zmieniwszy szyki,
Puszczają się znów za nim -
Brzmią zewsząd okrzyki:
"Ach, to mote ostatni! Patrzcie, patrzcie, młodzi,
Mo
e ostatni, co tak poloneza wodzi" -
I szły pary po parach hucznie i wesoło;
Rozkręcało się, znowu skręcało się koło,
Jak wąż olbrzymi, w tysiąc łamiący się zwojów;
Mieni się c
tkowata, różna barwa strojów
Damskich, pańskich, żołnierskich, jak łuska błysz;ząca,
W yzłocolla promieómi zachodniego słońca
I odbita o ciemne murawy węzgłowia.
Wre taniec, brzmi muzyka, oklaski i zdrowia!
A. Mickiewicz (1798 -1835).
ObJagnlenla: Karabela, szabla krzywa, wąska, cienka i lekka, bo-
pto oprawna, jakiej Polaq utywali do .trqju uroczystego od cza8óW Zygmun-
>>>
14b
.
ta I, kt6ry chodził z karaBelą i pochowany z nią został. Rękojeić karabeli bywała
z pięknego kamienia. spajana nieraz złotemi gwoździami. Nazwa pochodzić ma od
milUlta Karbala (niedaleko Bagdadu), w kWrego okolicy wyrabiano ten rodzaj broni
i prowadzono nią rozległy handel. - Rywal, współzawodnik. - Konj
d
ratką.
Konfederatka, czapka o czterech rogach, wysoka, karmazynowa lub granatowa, czar-
nym,8iwym lub kasztanowatym barankiem obezyta. zawsze na prawe ucho zwieszana.
Dodawano do niej dla ozdoby pi6ro czaple w osadzie srebrnej, a nawet zlotej i ka-
mieniami sadzonej. Kształt takich czapek był znany oddawna, ale przyjęty po-
wlzechnie przez konfederaWw barskich w latach 176H - 1771 wziął od nich na-
zwę. Z czapki takiej przez dodanie do niej daszka nad oczy wytworzył się kaszkiet
ułański. - Na bakier, na bok. - Stać te kroku, nie ustępować.
Trzeci rozbiór.
Z trzech stron wicher srogi.
z trzech stron idą wrogi,
ach, któż cię już ocali,
o Kraju ty nasz drogi.
Już Ostra Brama wzięta,
już Praga w pień wycięta,
już Prusak z wież Poznania
ostatnie orły zgania.
Już kraj w troje dzielą,
już łupem się weselą-
już Polskę rozebrali,
już grób jej kopać dali.
Już kamień ją przywala
Prusaka i -Moskala...
Lecz Polska żyje w grobie
i wstanie w wiosny dobie!
Choć oczy jej zamkni ęte,
choć usta niemo ścięte,
choć ostrzem pierś przebita -
powstanie-gdy zaświta!
Marja Konopnicka (1846-1910).
ObJatnlenla: Ostra Brama, inaczej zwana Miednicką, jedna z dziewięciu
bram 'Vilna. 'jedyna zachowana po dziś dzień. G6rne jej piętro tworzy kaplica,
otworem. obrócona ku mi88tu. Umieszczony w niei obraz Matki Boskiej 8łyn
ze-
roko cudami. Jak w Koronie czczono Czę8tochowską, tak na Litwie Matkę Bo-
ek" Ostrobramską. Upadek 'Vilna nastąpił 12 8ierpnia 1.94 roku. Przed bramł}
usypane były w6wczas okopy.-praga. Okrutna rzeź mieszkańców Pragi 4listopa-
da 1794 r., dokonana przez wojsko rosyjskie pod wodą 8uworowa.- Prusak i t. d.
WielkopolskĄ nale!ałs do Prus od czas6w drugiego rozbioru Polski 1793 r.
Autorka ma na myśli niszczenie przez Prusak6w wszelkich pamiątek polskich i ger-
manizację kraju po upadku powstania Kościuszkowskiego i ostatnim rozhiorze 1795 r.
Z trzech stron dmie wichura,
z trzech chmur jedną chmura,
ju
gromem piorun bije
w skrwawione orle pióra!
Zycie polskie.
tO
>>>
.
Część II.
Trzy pająki l mucha.
Niebaczna mucha na własne swe t
'cie
Samopas sobie po izbie Jatała,
Niebaczna, bo nic na to nie zważała,
e ze trzech kątów, a nawet nie skrycie,
Trzy jej pająki żarłoczne i chciwe
Stawiły sidła zdradliwe.
'Vkrótce stworzenie Bkrz
'dlate
Ślepotę swą nies1
Tchaną
Przez ciężką op1aca stratę:
W gęstych sieciach uwikłaną
Duszą pająki niebogę.
-------
>>>
147
..
Jeden skrzydło, ten lewą, ów rwie prawą nogę,
Nareszcie kiedy w ostatniej już toni
Nieszczęsna mucha, jak może się broni,
Zdrajcy pomiędzy siebie ją rozdarli
I w mgnieniu oka pożarli.
Zginęła mucha..., lecz żarłoczność chciwą
Łupem jej zbójcy bardziej rozdrażnili...
Cóż się więc stalo? - Po niejakiej chwili
N aprzód zaczęli patrzeć na się krzywo,
Potem nie wiedzieć z pozoru jakiego
Dwóch się łączy na trzeciego,
Ten i ów z siły całemi nań wpada,
Zwycięża, zwala i zjada.
Każdyby przysiągł,
e pająki srogie,
Nietylko muchę niebogę.
Ale własnego zjadłszy nawet brata,
Nie będą kłócić zakątnego świata,
Lecz syte pastwy i krwawego boju
Żyć zaczną w zgodzie i długim pokoju.
0, jak się myli, kto podobnie wnosi!
Nie wie, że pyszny równego nie. znosi.
Jakoż im każdy po zwycięstwie głośnem
Wzniósł się \'" powagę, siły i szczęśliwość,
Tem większą w ow:ym sąsiedzie zazdrosnym
Wzbudzał nienawiść, gniew i zapalcz
'wość.
Ni ten, ni ów się nie sądzi bezpiecznym...
Do tego stopnia wściekłość się zapala,
Iż każdy raczej w boju ostatecznym
Wolał lec trupem, niż cierpieć rywala.
Spór się nie mogąc zakończyć sojuszem,
Okropna walka z obu stron się zwodzi!
Tak niegdyś Cezar z dzielnym' Pompejuszem
(Jeśli się małe z wielkiem równać godzi)
W sławnych po dziś dzień równinach Farsali
Los świata ostrzem miecza rozstrzygali.
Koniec tej bitwy do zgadnięcia snadnym:
Pająk mocniejsz
' czyli też szczęśliwszy,
Nieprzyjaciela ze szczętem zgnębiwszy,
Ujrzał .się jeden panem samowładnym.-
Nadęty ciągłem dotąd powodzeniem
I głupią pychą rob
k zaślepiony,
Tak się jął chlubić, siedząc rozkraczony:
..
>>>
148
,.Świat się uciszył pod mojem ramieniem.
Kędy się izba kończy i zaczyna,
Gdzie spojrzę, wszystko moja paj
czyna.
I cót położy potędze mej tamę?!
Niczem przede mną nawet bogi same!
Jam jeden tylko i mądry, i dzielny,
Niezwyciężony, nawet... nieśmiertelny!..."
Kiedy tak bluźni, dziewczyna służąca,
Przypadkiem pokój ów zamiatająca,
Widzi ścian
, okrytą pajęczem rozpięciem,
Natychmiast jednem miotły pociągnięciem
Pogromcę świata bez litości gniecie
I wraz z państwem przez okno wy rzuca na
miecie.
Juljan Vrsyn Niemcewicz (1757--1841).
Objaśnienia: Samopas, swobodnie, wałę
sjąc się. - Pastwa, jadło, po!y-
wienie. - Sojus., zgodny związek, zgodne wsp6łtycie. - Spór się nie mo-
gąc i t. d., galicyzm (La querelle ne pouvant etre termiDt
e par l'alliance un
coinbat cruel s'engage de part et d'sutre) zamiast: poniewa! sp6r nie m6gł się za-
kończyć sojUl
zem, z obu stron zwodzi się okropna walka. - Farsala, mi8Rto
w Grecji w Teflalji; na r6wninach fal'Rsłskich Cezar, dlł
ący do osiągnięcia władzy
w Rzymie, rozbił doszczętnie wojeka swego przeciwnika, wodza stronnictwa ary-
stokratycznego Pompejusza w r. 48 przed Chrystusem. Pompejusz uciekł do
Egiptu, lecz tu zosta1 zamordowany. - Los świata = los Rzymu, a jednocześnie
świata, kt6remu Rzym panował. - Snadny, łatwy.
Legjoniści nad jeziorem Trazymeńsklem.
Po wielu pochodach zaszli na północny brzeg jeziora Tra-
zymeńskiego. Kapitan Amira przywołał Marka i zapytał, czy
wie, jakie wspomnienie związane jest z tą miejscowością, a po
odpowiedzi chłopca, że tak jest, polecił mu, by opowiedział żoł-
nierzom ze swej kompanji o bitwie Hannibala z Rzymianami.
Marek wywiązał się z zadania, jak umiał, a chłopy słuchały go
z ciekawością, dziwiąc się, te to jut i przed Wielkim Bartkiem
(tak nazywano w legji Bonapartego), przed Kościuszką i przed
Dąbrowskim "bywały tęgie jenerały". Następnie jednak, cho-
ciaż rybacy naznosili mnóstwo ryb, żołnierze nie chcieli ich jeść,
mówiąc, że "w tej wodzie za dużo luda namokło", i próżno im
tłumaczono, że od tej bitwy upłynęło przeszło dwa tysiące dwie-
. ście lat. Wieczorem odkomenderowano do głównej kwatery dzie-
sięciu tołnierzy z podporucznikiem Krukowskim, a między nimi
i Marka. Kwatera znajdowała si
w pokaźnej willi wiejskiej
między Torontolą a brzegiem. Jenerał Wielhorski odjechał był
>>>
149
do Mantui, ale znajdowali się Dąbrowski, Kniaziewicz, szefowie
bataljonów, adjutanci, a prócz nich francuski pułkownik Gautier
i Claudio, adj1Jtant jenerała Rusca, jednego z przywódców wojsk
cyzalpińskich. Poniewa
wymarsz w kierunku Orvietto miał na-
stąpić nazajutrz skoro świt, przeto jenerałowie chcieli zwiedzić
słynne pole bitwy bodaj nocą, eskorta zaś okazała się potrzebna
dlatego, że okolica nie była zbyt pewna.
Gdy żołnierze nadeszli) sztab siedział jeszcze na tarasie
przy świetle lamp, popijając wino z oplecionych słomą flaszek
i paląc fajki. Na stole między flaszkami leżała książka, którą
Dąbrowski przykrywał w czasie rozmowy co chwila swoją
ogromną dłonią. Pięciu szeregowców stanęło z każdej strony
na schodach, wiodących na taras, oczekując, a
jenerałom spo-
doba się wstać, i wówczas Marek usłyszał następującą rozmowę:
- W bitwie nad Trazymenem-mówił Dąbrowski-o mało
nie rozstrzygnęły się losy Rzymu. a zatem losy świata. Gdyby
Rzym był upadł w walcę z Kartaginą, my mo
e bylibyśmy tem,
czem jesteśmy, to jest Polakami, ale (tu zwrócił się do Gautiera),
ty, obywatelu pułkowniku, nie b
'łbyś Francuzem.
- A to dlaczego?-zapytał żywo Gautier.
Jenerał począł mu tłumaczyć, jaką drogą powstał język
i naród francuski, a zarazem wykazywać, że, gdyby Galję za-
jęli zamiast Rzymian Kartagióczycy albo tylko Germanowie,
to wytworzyłaby się z tego jakaś mieszanina zgoła odmienna.
Naukow
te wywody nie ną. wiele się jednak przydały, gdyż
Gautier, wysłuchawszy ich, odrzekł z niezachwianem przeko-
naniem:
- Jenerale, choćby djabli pomieszali się z Gallami, to ja
byłbym tak samo Francuzem.
Dąbrowski kiwnął dłonią, poczem, wziąwszy książkę, rzekł:
- Zanim pójdziemy na pole bitwy, możeby dobrze było
przeczytać jej opis. Wożę zawsze w swoim żołnierskim mantel-
zaku kilka ksią
ek, a między niemi Liwjusza.
To rzekłszy, podał ksią
kę Drzewieckiemu.
Drzewiecki wziął ją, lecz zanim ją rozłożył i znalazł odpo-
wiedni ustęp, Gautier zapytał go z widoczną obawą:
- Po jakiemu to będzie?
- Po łacinie.
- Powiedz mi tedy, obywatelu, czy wyście byli księżmi
w swojej ojczyźnie, czy co?
- Nie, ale w szkołach księża bili nas w skórę, ile wlazło,
teby nas łaciny nauczyć - odpowiedział wesoło Drzewiec-
>>>
150 -
ki. Poczem popatrzył przymrużonemi oczyma na l\Iarka, stojącego
z karabinem u nogi tut przy wejściu na taras, uśmiechnął eię
i rzekł:
- Ba, między nami i prośei żołnierze umieją po łacinie.
- Obywatel drwisz sobie ze mnie?-oburzył się Gautier.
Na to Drzewiecki skinął na Marka, a gdy ów zbliżył się
i wyciągnął po żołniersku, wyjął mu z rąk karabin, a natomiast
podał ksią
kę i rzekł:
- Czytaj.
A Dąbrowski, który rad był zawsze pochwalić się swym
żołnierzem. dodał:
- Siadaj i czytaj.
Gautier ścisnął zębami cybuch fajki i począł pykać mocno.
Na tarasie uciszyło się, bo jednak wszyscy ciekawi byli
usłyszeć nad Trl.\zymenem opis tr8zymeńskiej bitwy. Zdala do-
, chodziły tylko głosy wartowników. Niebo nad tarasem nabite
było gwiazdąmi; w powietrzu wielki spokój.
Marek spojrzał naprzód na rozświetloną toń jeziora, którą
widać było doskonale, następnie na lampy, koło których kręciły
się ćmy nocne, i począł czytać wzruszonym młodym głosem, co
następuje:
"Prz
Ybywszy do jeziora poprzedniego dnia o zachodzie słoń.
ca, Flaminjusz ruszył nazajutrz naprzód, zanim pierwszy brzask
rozwidnił okolicę, i nie wysławszy dla jej rozeznania żadnych
podjazdów. Gdy po przejściu wąwozów kohorty na szerszej
nieco równinie poczęły się rozwijać, spostrzegł tylko tych nie-
przyjaciół, których miał przed sobą. Zasadzki ztyłu i nad gło-
wą uszły całkiem jego baezności. A wtem Kartagińczyk, ujrzaw-
szy, że stało się, czego sobie życzył, i widząc Rzymian, zamknię.
tych między górami i jeziorem, a zarazem otoczonych przez swe
wojska, daje znak wszystkim naraz do ataku. Ci pędzą wprost,
jak komu najbliżej. Mgła, gęstsza w dolinie niż na wzgórzach,
czyni ów atak bardziej nagłym i niespodziewanym. Kartagiń-
czycy, rozstawieni na wyniosłościach, widzą się lepiej i pędzą
w dół jednocześnie. Rzymianin fylko z krzyków, rozlegających
się ze wszystkich stron, poznaje, że jest otoczony. Bitwa, nim
legjonista zwarł się w szyki, nim za. broń chwycił, nim w
?cią.
gną} miecze, rozpoczyna się zprzodu, z boków, ztyłu.
Wśród ogólnego przera
enia sam tylko konsul serca nie
traci, a gdy w zmieszanych szeregach każdy zwraca się w tę
>>>
161
stronę, z której dochodzą wrzaski najsroższe, on, o ile mo
e,
zbiera żołnierzy, ustawia tJzeregi, napomina, rozkazuje stać twar-
do i walczyć mężnie. "Nie czas-woła-ślubować, nie czas bła-
gać bogów: siła tylko i odwaga może was zbawić. Drogę przez
nieprzyjaciół toruje jeno żelazo, a im mniej bojaźni, tem ratu-
nek pewniejszy. CI Niestety, wśród wrzasku i skrzętu nie słysza-
no ni rad, ni rozkazów. Żołnierz nie mógł odnaleźć swego zna-
ku, swego szeregu, swego miejsca. Przytomności starcz
'ło ledwie
do chwycenia za broń. Niektórym zbroja raczej brzemieniem
była, niż obroną. W głębokim mroku słuch płużył lepiej od
oczu. Więc zwracali wzrok i oblicza w stronę, skąd szły jęki
ranny;h, dźwięk zderzających się zbroi, okrzyki triumfu i trwo-
gi... Tym, co uciekali, zagradzał drogę zbity tłum żołnierzy,
tych, co wracali do bitwy, porywał prąd uciekających. \Vięc,
gdy na nic był wszelki wysiłek, gdy z jednej strony góry, z dru-
giej jezioro, a ztyłu i zprzodu nieprzyjaciel - zrozumiał Rzy-
mianin, że zbawienie jeno w prawicy i w żel
zie. Zaczem no-
wa rozszalała bitwa: nie taka w ordynku, którą rozpoczyna pry-
mak. a toczą dalej włócznicy i groźne trzeciaki, i nie taka,
w której przedchorągiewni biją się w przodku znaków, a za nimi
uderza Bzyk główny, ale bezładna, gdzie żołnierz, walcząc ni(!
w swoim legjonie, nic w swej kohorcie i rocie, sam sobie
przewodnikiem i wodzem. Tak wielka zaś była zaciekłość
wojsk obu, że nikt nie odczuł strasznego trzęsienia ziemi, któ-
re zburzyło mnóstwo miast w I talji, góry zrównało z zie-
mią, od wróciło biegi rzek i wepchnęło w ich koryta fale mor-
skie... "
Marek odetchnął i przerwał, nie wiedząc, czy ma czytać
dalej. Słuchali w skupieniu oficerowie; mniej biegły w łacinie
Kniaziewicz pochylił głowę i otoczył dłonią ucho, by żadnego
słowa nie stracić; pułkownika Gautiera, który był w czasie czy-
tania zasnął, zbudziła, cisza, więc począł p
Ykać ze zgasłej fajki,
a wreszcie zabrał gł03 Dąbrowski.
Po francusku już, lubo niezbyt poprawnym językiem, jął
opowiadać' o śmierci konsula z ręki isumbryjskiego jeźdźca
i o ostatniej klęsce RZ
Tmiao. Wywołana opowiadaniem złowro-
ga, ale olbrzymia postać Hannibala stanęła jakb;y żywa przed
oczyma słuchaczy, okrutna, nieubłagana, zwycięska. Dlbrowski
mówił dalej:
-- Nie był to jenjusz, jak Aleksander lub Cezar, albowiem
brakło mu wzniosłych pomysłów, które zmieniają życie człowie-
czeństwa; ale i Aleksander, i Cezar, gd
'by im przyszło z nim
.
>>>
152
walczyć, mogliby byli bitwy przegrywać. Nie umiał może my-
śleć i czynić planów na dłu
sze lata, ale natomiast na placu,
wobec nieprzyjaciela nikt nie zdołał mu wyrównać. Wspomnij-
cie, że po bitwie trazymeńskiej przyszły Kanny.
- Tak, jenerale-przerwał Tremo-a jednak na Rzym po
Kannach nie uderzył i Rzymu nie zburzył.
- "Umiesz zwyciężać, Hannibalu, korzystać ze zwycięstwa
nie umiesz" - zacytował słowa Maharbala Drzewiecki. Poczem
dodał:
- Hannibala mogę podziwiać, ale nie mogę się do niego
przekonać.
- Przekonać się trudno,- odpowiedział Dąbrowski- albo-
wiem brakło mu nietylko wzniosłych pomysłów, lecz i wspa-
niałomyślności. Nigdy mu serce nie zadrgalo miłosierdziem,
nigdy dobrocią. To dusza innej rasy. Ale tę swoją Kartaginę
kochał jednak do ostatniego tchu życia, i gdy nadeszła chwila,
w której zrozumiał, że na nic trud i cel życia, na nic niesły-
chane zwycięstwa, że Rzym, tylekroć przez niego zdeptany,
triumfuje, a ojczyzna ginie i zginąć musi, wówczas był to człek
chyba najbardziej nieszczęsny na ziemi. Widzę go oto jako tu.
łacza na obcej ziemi - po Zamie - i schylam przed nim głowę.
chociaż na Kapitolu nie był i Rzymu nie zburzył.
To powiedziawszy, umilkł i dopiero po chwili rzekł:
- Ale już późno, więc może pójdziemy rzucić okiem na
dawne pole bitwy.
Ruszyli wszyscy z wyjątkiem pułkownika Gautiera,kt6ry
odezwał się z tołnierskim humorem:
- :Mój jenerale, Hannibal mógł być wielkim wodzem, ale
w Rzymie nie był, a ja byłem, więc idę spać.
I, przyłożywszy palce do skroni, zawrócił na miejscu i po-
szedł do swej kwatery.
A oni udali się nad jezioro i szli wolnym krokiem, mając
przed sobą i za sobą po pięciu
ołnierzy. Księżyc wysunął si
już z poza Apenin, rozświetlił kortońskie wzgórza i położył się
szerokim srebrnym mostem na cichej toni. Noc była jasna jak
dzień, żadnego powiewu, i mgły, zwykłe nad Trazymehem, nie
przesłaniały widoku. N a tle skąpanych w białym niemal blasku
zboczy rysowały się czarne wpadliny i wąwozy, w któr,ych cza-
ili się swego czasu Kartagińczycy. Oficerowie to zatrzymywali
się chwilami dla rozmowy, to szJi dalej. rozglądając się dookoła.
Niejeden mówił tet sobie w duszy: "Hej! gdzieśmy to doszli!
>>>
153
Śladami Hannibala a
nad trazymeńskie wody!" I tak myśląc,
spoglądali na migające w oddaleniu ogniska polskich biwaków.
Dąbrowski znów zabrał głos, ale mówił cicho, jak się mó-
wi w kościołach albo na cmentarzach:
- Musiało się tu dużo zmienić. Zwietrzało dużo skał, po-
rozsypywały się wzgórza. ale to było tu. Tu piętnaście tysięcy
legjonów, cała siła Rzymu, leżało pokotem we krwi.
- A Rzym czekały jeszcze Kanny, zauwa
ył Kniaziewicz.
Tremo zaś rzekł:
- J ednak
e się ostał i zwyciężył.
Na to Dąbrowski odkrył głowę, przyłożył dłoń do czołą
i trwał tak przez chwilę, a potem począł zwolna mówić:
--- Bo nigrlzie miłość ojczyzny nie gorzała tak wielkim pło-
mieniem... Nigdzie obywatel nie był tak gotów na śmierć pro
aris et focis... Ach, w Rzymie nie mogło być Targowicy, Rzym
mógł być zgładzony, ale nie mógł być rozdarty między sąsia-
dówon Rzym to nie... Polska...
I dalsze słowa uwięzły mu w ustach, a tym, którzy go słuchali,
przygniótł dusze jakoby niezmierny ch,żar. Zapadła cisza-i pochy-
liły się wszystkie głowy. Ściśnięte serca zalała wielka gorycz...
Wtem zdala wśród głuchej nocy doszedł ich na tem trazy-
meńskient pobojowisku od strony ognisk i biwaków polskich
żołnierski głos śpiewający:
"Jeszcze Polska nie umarła,
Póki my żyjemy..."
Słyszysz, jenerale?--zapytał Tremo.
A Dąbrowski podniósł załzawione oczy ku księżycowi.
- Daj to Bóg!- rzekł.
(Henryk Sienkiewicz 1846-1&16).
ObJa'nlenla: Jezioro Trazymeńskie (po lac. Lacus TrasimenuB. zwane
teraz Lago di Perusia) w Toskanji, największe na półwyspie Włoskim, pamiętne
zwycięstwem Hannibala nad Rzymianami w 217 r. przed Chr. (Liwjul!z ks. XXII,
rozdz. 4 - 6). Hannibal (247 - 183). syn Hamilkara Barkasa, słynnego wodza
Kartagińczyk6w w pierwszej wojnie punickiej (o Sycylję
61 - 2łl). Zaprzy.
siągłszy nienawiść Rzymowi, obwolany naczelnym wodzem, świetnie wykonał plan
zmarłego ojca: ujarzmił Hiszpanję i w drugiej wojnie punickiej (218 - 201) prze-
szedł Pireneje, południową Galję. w ciągn 15 dni dokonał wywołującej podziw
przeprawy przez Alpy, pobił w 218 r. dwie armje rzymskie nad Ticzino i Trebją,
w 217 r. trzecią między jeziorem Trazymeń8kiem i g6rami CQrtona, w 216 r. zadał
Rzymianom klęskę w Apulji pod Kannami. W latach następnych Elzczęście mu jut
mniej ł-przyjało, w 203 opuścił Italję i w Afryce przegrał stanowczą bitwę pod
ZaJDą (202 r.). Po zawarciu upokarzającego pokoju oddał się pracy wewnlłtrz pań-
stwa. Kiedy Rzymianie, obawiając się .."tądali jego wydania, uciekł w 195 r.
du Antjocha, króla syryjskiego, przez Kartag
ńczyków ogloszony za banitę; później
>>>
154
szukał Bchronienia u Prusjasza, kr6la Bitynji, i tu jednak nie czując się bezpie-
cznym, przeni6sł śmierć nad niewolę i zażył trucizny w r. 183. - Na zasadzie po-
koju, zawartego przez Napoleona z Austrją w Campo Formio (1797) północne Wło-
chy zostały przetworzone w Rzeczpospolitą CisalpińBką. Dą, browilk:i tw6rca legjo-
n6w polskich we 'Vlo
zech, zawad z rządem, Dyrektorjatem Republiki CiRalpiń-
skiej w liBtopadzie 1797 układ, którego mocą legjony przechodziły na służbę tej
Republiki, przybierając nazwę "Legjon6w polskich, pOBiłkujących Rzeczpospolitą
Cisalpińską". Naczelne dow6dztwo należało do Jana Henryka Dąbrowskiego
(1755 - 1818);
korpus dzielił się na dwa legjony. dowódcą pierwszego był generał
Karol Kniaziewicz (1762 - 1842), olbrzym, o nadludzkiej odwadze, uczestnik kam-
panji 1792 r., powstania Kościuszkowskiego; dow6dcą drugiej generał Ksawery
Rymkiewicz. W 1798 l. pierwszy legjon ZOBtał wysłany do Rzymu. miał tam za-
stąpić zdemoralizowane oddziały francuskie. Bataljon, o kt6rym m6wi opowieść,
w tej drodze znalazł się nad jeziorem TrazymeńRkiem. - Torontola Da p6łnoc od
jeziora. - Wielhorski J6zef, generał - major, pierwotnie dow6dca pierwszego la-
gjonu, później członek gł6wnego sztabu - Mantua, miasto i twierdza na WYElpie
rzeki Minczjo w p6łnocnych Włoszech. - Szefowie (z fr.), zwvierzchnicy, dow6dcy.-
Bataljon, oddział, skladających się z 3 do 10 kompanij. Kompanja = 125 lu-
dzi. - Adjutanci, oficerowie, towarzyszący wojskowym wyższego stopnia dla speł-
niania ich poleceń, rozpowszechniania rozkaz6w. -. OrDietto, miasto w Umbrji nad
Tybrem na południe od Trazymenu. - Eskorta (z fr.), Btraż ochronna dla bezpie-
czeństwa w drodze. kvnwój. - Okolica nie była :zbyt pewna wskutek wybuch6w
nienawiści Włoch6w za łupiestwa urzędnik6w i generał6w francuskich, kt6rych
wskutek tego musialy zastąpić wojElka polskie. - Z Kartaginą. Kartagina była
założona przez Fenicjan, lud, należący do szczepu semickiego. - Zgoła odmienna.
Naród francuski powstał ze zmieszania się podbitych i opanowanych.kulturalnie
przez Rzymian Celt6w (Ga1l6w) z Germanami (Frankami). - Język franc.uski po-
wstał z mowy ludu (wojska) rzymskiego, która wypada mowę Celt6w, uległa tylko
nieznacznym wp}ywom mowy zwycięskich German6w (Frank6w), ale przechodząc
przez usta innego ludu, Celtów, ulegała stopniowo coraz większym zmianom.
Z dw6ch gl6wnych narzeczy gallo - romańskich (lingua romana = język rzymski)
p6łnocne wskutek r6żnych przyczyn rozpowszechnilo się (XI-XV w.) i Btało języ-
kiem warstw wyk8ztałconycb i literatury. - GaiuB Flaminius, konsul, w6dz Rzy-
mian. W 223 r. pokonał Gall6w inBubryjskich, zamieszkałych nad rzeką Ticzino,
dopływem Po. - Kohorty. Legjon mial 10. kohort, oddział6w piechoty, odpowia-
daj
cych dzisiejszym bataljonom. - Karlagińczyk, Hannibal. - Znaku. Zna-
kiem legjonu był złoty lub Brebrny orzeł z rozpostartemi skrzydłami na drzewcu,
manipuły (60 - 120 ludzi) miały jako znak drzewce z tabliczką metalową i wy.
obrażeniem rozpostartej dłoni, oddzialy weteran6w i jazdy miały sztandary. Pr6cz
tych znak6w była jeszcze wielka purpurowa chorągiew wodza, którą dawano .znak
do rozpoczęcia walki. - Skrz(lu, zs.mieazania, uwijania się. - Pluiył, był przy- -
datny, służył. - Ordynku, szyku bojowym. - Prymak! szyk rzymBki manipu-
larny, składał się z trzech linij bojowych: pierwszą tworzyli najmłodsi żołnierze,
"kopijnicy" (hastati), drugą oddzialy starszych i doświadczeńszych wOjownik6w,
"celniejszych" (principea). Trzecia linja składała Bię z mniejszych o połowę od-
działów weteran6w, "trzeciorzędowych" (triarii), zbrojnych we wł6cznie (pilum).
Hastati i principes nazywali się antesignani, przedchorągiewni, jako poprzedzający
znaki (signaj, oddane pod opiekę triarj6w. -- /sumbryjskielo, właściwie insubryj-
skiego. Liwju8z opowiada (XXII, r. VI), te Insubryjczyk Ducarius rzucił się pa
konsula z okrzykiem: "Oto ten, co wymordował nasze pułki i SpuBtosJył pola
.
>>>
-. 155
i miasta. CZWl J abym dał tę ofiarę cieniom ziomk6w. haniebnie zgładzonych!" Po-
czem przeszył konsula dzidą. - Tremo Eljasz. adjutant Dąbrowskiego. - Ma-
harbal, dzielny podkomendny Hannibala. Słowa z ks. XXII rozdz. 51 Histo-
rji: "Vincere scis, Hannibal, victoria uti nescis". - Bil()ak (z fr. bivouac), miej-
sce obozowania, obozowi"ko. - Pro aris et focis = w obronie ołtarzy i ognisk
domowych.
-
Pieśń legJon6w polskich we Włoszech.
Jeszcze Polska nie umarła,
iedy my żyjemy,
Co Dam obca moc wydarła,
Szablą odbijemy.
Marsz, marsz, Dąbrowski,
Do Polski z ziemi włoskiej,
Za Twoim przewodem
Złączym się z narodem.
Jak Czarniecki do Poznania
Wracał się przez morze
Dla .ojczyzny ratowania
Po szwedzkim rozbiorze.
Marsz, marsz i t. d.
Przejdziem Wisłę, przejdziem
[Wartę,
Będziem Polakami,
Dał nam przy kład Bonaparte,
Jak zwyciężać mamy.
Marsz, marsz i t. d.
Niemiec, Moskal nie osiędzie,
Gdy ją wszy pałasza,
Hasłem wszystkich zgoda będzie
I Ojczyzna nasza.
Marsz, marsz i t. d.
Już tam ociec do swej Basi
:Mówi zapłakany:
"Słuchaj jeno, pono nasi
Biją w tarabany!"
Marsz, mal.sz i t. d.
Na to wszystkich jedne głos
?:
.,Dosyć tej niewoli-
Mamy racławickie kosy,
Kościuszkę Bóg pozwoIi!"
Marsz, marsz i t. d.
Józef Wybicki (1747 -1822).
Objagnienla: Pieśń legjonów i t. d., taki tytuł nosi ,. \1azurek Dąbrow-
skiego" w najdawniejazym tekście, który ma być autografem (pismem wlasnem)
Józefa Wybickiego, dzielnego patrjoty, poety, niegdyś konfederata barskiego,
później posła na sejm czteroletni, uczestnika powstania Kościuszkow
kiego i w pięć-
dziesiątym roku życia niestrudzonego pomocnika Dąbrowskiego w organizowaniu le-
gjonów. - Co do daty powstania pieśni toczą się spory: jedni przenoszą czas po-
wstania na 1799 r., inni cofają go o dwa lata wstecz do roku 1797 i ci mają za.
pewne słuszność. Muzykę skomponował prawdopodobnie Michał Kleofas Ogiński,
tw6rca znanych polonezów-. Nie rozstrzygnięto dotychczas zagadnienia, co powstało
wcześniej: słowo cr.y melodja. - Przez morze, z Danji 1659. - Pr:.ejdziem \Vi-
słę, pr:.ejd:.iem Wartę. Według planu Dąbrowskiego legjony miary przez Chor-
wację i Węgry iść do Galicji, a atamtąd do Wielkopolski. - Oeiee starop. i lu-
dowe = ojciec. - Basi. Prawdopodobnie autor miał na myśli Barbarę Chlapo\\'-
ską, zaślubioną przez Dąbrowskiego w 1807 r. - Tarabany, wielkie bębny.
>>>
.
156 .-
Zgon ksIęcia Józefa Poniatowskiego.
.
Napoleona broniąc arjergardy,
Pełen dla śmierci i dla życia wzgardy 1
W ranach, choć mdlejąc i chociaż krwią brocząc,
Walczył wódz-książę, z wrogie.m się szamocząc.
.
Polska, cho! cesarz umknął z placu boju,
Do ostatniego niech walczy naboju.
Niech wroga szablą spękłą żga po żebrze,
Póki sił, i niech... pardonu nie żebrze.
Klęska! Nad wojskiem bolejąc pobiŁem,
PchDął ranny książę konia do Elatery 1
Wezbranej mętnem, wzburzonem korytem.
Wpadł i jak junak rozstał się z tym bytem.
Gdy go dobyli bracia-bohatery,
Duch zeń już u
zedł.. w niebieskie etery.
Jan Lema1iski.
tf- _ r-1. --,;' J ,. ___
-t'''' "\ t i I !
'" . _______
/ ,,', ,,' .' .,/( i' " '_.Jj; 'I ,,Ii!
,
, .\' '
:'\"
\ ,
. j;;;':';'-'
':':'...,
::::::
;
"IiIJl!I:"
'/:'/
;\
,11
(
/'l
I#!?
tłA'-, / // .:J'liJf
'
,
/// ___::--':.A
J
, f'-'lI-
'
8!."':',
..,! r
\} .
'. ;-
.!:
tL
.
..._..,
/"".". - -
j
_ _ A..
:;;.u ,.
:-----==
l' _ ,;;: _ ._
_-. . .......
_ N..__\Łl!tl
l -' \I' --=-
_
''I:, /I . JJt
":
'dl I t:... ;:,..;
,. -==-=- -=-
-.:==::..-----
. :'....,!,.': "'t.,:'"
-
- _-d '-="i'. /;:':
"
1:;.-
.' ,. _.:.'
' /
-
--:::::- -" -.
.M
- _
,.?I
-==7;-
-=- \
"i.
. ł ,'\'
-=-.
--=-- - ,I!I
1
---"-
_ ---=--=-
""j
---
. -
ObJagnlenla: Zgon. Lipsk, miasto w północno-zachodniej części Saksonji
nad rzekami: Elsterą, Pleissą i Parthą. W bitwie NapoJeona z wojskami Austrji,
R09ji, Prus, Anglji, Szwecji pod Lipskiem (16-19 paźdz. 1813 r.) oddziały polskie
pod księciem J6zefem osłaniały odwr6t armji francuskiej, tworzyły 8traż tylną,
z fran
uska arjergardę. 19-9o rankiem Napoleon opuścił Lipsk, a w kilka godzin
później odcięty od gł6wnej armji wakutek zbyt wczesnego wysadzenia mostu na
Pleissie, wyczerpany śmiertelnie, ranny czterokrotnie zginą! w nurtach EJstery ks.
J6zef, na polu bitwy mianowany marszałkiem Francji (16 paźdz.). - Pardonu
(z fr.) przebaczenia, łaski. - Junak, człowiek dtielny, waleczny, mężny, bohater-
ski. - Byt, życie. - lV etery. Eter, substancja, wypełniająca wszechświat, kM-
rej istnienie przypuszczają uczeni dla objaśnienia pewnych zjawisk fizycznych,
tu przenośnie: w przestrzenie, bezmiary powietrzne, do nieba. - Ilustracja: czapka
ułańska ks. J6zefa.
>>>
- 157 -
U Fuklera.
Ballada staromiejfIka.
Gdy północ uderzy,
W winiarni Fukiera
Za stołem kamiennym
Rycerstwo się zbiera,
I dzwoniąc w kielichy,
Jak w dźwięczne pawęże,
Ucztują wesoło
Rycerscy wkrąg męże.
Miód słodkiej biesiady
Upaja im dusze-
Lśnią wkoło atłasy,
Żupany, kontusze-
Pacholik rozlewa
Cny płyn w roztruhany,
Pan Fukier dobywa
Gąsiory i dzbany.
I rośnie ochota,
Jak niegdyś w dzień bitwy,
Gdy szli do ataku
Ze słowem modlitwy-
I rośnie ochota-
Sto serc się weseli.
Brzęk słychać kielichów
I szczęk karabeli...
Wtem cisza zalega
Pi wnicę Fukiera,
I szlachta radośnie
Ku wnijściu spoziera...
- "A słowo niech Pańskie
Wnet ciałem się stanie!..."
Gość nowy za witał
W krakowskiej sukmanie.
I nie sam przychodzi:
Pod ręce go wiodą
Pan Rejtan w kontuszu
I świetny urodą
Bohater z pod Lipska
W ułańskim mundurze...
- "Hej, wina, pacholik!
Hej, wina, a nu
e! fi
Dla gości tak przednich
Jest miejsce za stołem,
Więc wkrótce ze szlachtą
Zasiedli pospołem-
Małmazja się leje,
W kielichach odbł
?ska,
Pan Fukier dorzuca
Sam drew do ogniska...
Łuczywa się palą,
Skry sypiąc dokoła...
Hej, szlachta rycerska
Jak za wsze wesoła
Huknęła wiwatem,
W kielichy uderza
Za sławę i honor
Polskiego żołnierza!
.
Sklepione dr
ą łuki,
Bojowa pieśń płynie,
Wesoło ucztują
Rycerze przy winie.-
Tak codzień z północy
W winiarni Fukiera
Za stołem kamiennym
Rycerstwo się zbiera..
Aż kiedy świt szary
. Niebiosa rozbieli,
Wracają do. grobów
Wilgotnej pościeli,
Wracają, jak przyszli,
Rycerze z
a świata-
Ułani z pod Lipska,
Husarja skrzydlata...
>>>
Nie wstrzyma ich szyldwach,
Cu miejskich bram strzeże,
Nikt nie wie, którędy
Przychodzą rycerze,
I tylko wieść niesie,
Że z dziada-pradziada
Ktoś w rodzie Fukierów
Klucz do nich posiada -
Że codzień rycerstwu
Po cichu otwiera
Żelazne wrzeciądze
Praprawnuk Fukiera
158
I w starych piwnicach
Sklepionych na rynku
Za stół sadza gości
W biesiadnym ordynku...
Gdy północ uderzy,
I uśnie Warszawa,
Tam rojno i gwarno,
Stu głol!ów brzmi wrzawa,
Hukają wiwaty,
Sto serc się weseli,
Brzęk słychać kielichów
I szczęk karabeli...
Zdzisław Dęb'ieki.
Objagnienia: Fukier. Spolszczona rodzina warszawskich Fukier6w wy-
wodzi się od przybyłego z Niemiec w w. XVI Jerzego Fuggera, według ówczesnej
pisowni ł'okera. Fuggerowie byli sławnym z bogactw rodem niemieckim (augsbur-
skim), w XVI w. uprawiającym na olbrzymią 11kalę przemysl i handel z całą
niemal Europą, wywierającym wpływ na stosunki polityczne, popierającym naukę
i sztukę. Fukierowie war8zaWFlCY trudnili siłi handlem winnym. Kam;enica Fukie-
r6w (dziś Stare Miasto Nr. 27) stanowi jeden z piękniejszych zabytków budo-
wnictwa miejskiego Warszawy. - Pawęże strp. tarcze. -- Ro
trullany, wielkie
i bogate kielichy; duże, ozdobne kubki do wina. - Gąsiory, naczynia szklane
w kształcie butli lub bani. - Priledni, zacny, czczony. - Małmazja, słodkie
wino południowe. - Szyldwach, żołnierz, stojący na warcie, na straży. - Wr
e-
- ciąd
e, łańcuchy żelazne albo sztaby do zamykania drzwi. - Ordynku, szyku,
. porządku.
Trębacz mIejski.
Uczęszczając do szkół lubelskich w pierwszej połowie ubie-
głego stulecia, pamiętam typy, znane podówczas w całem mie-
ście, a takie oryginalne,
e próżnoby się ich w dzisiejszem po-
koleniu szukało.
Na ich czele był tak zwany tręba;z miejski. Mały, krępy.
pocieszny, a tem śmieszniejszy, im większą nadawał sobie po-
wagę, nosił on jakiś półurzędowy długi ciemno-zielony surdut,
spięty na kilka; mosiętnych guzików z herbem miasta, i czapę
wysoką w formie konfederatki, obwiedzioną zielonym lampasem
i opatrzoną w olbrzymi daszek, który mu bezkarnie patrzeć na-
wet na słońce pozwalał.
Z nieodstępną trąbką w ręku i zwojem papierów pod pa-
chą, obwieszczał on ludowi wszelkie rozpo
ządzenia sławetnego
magistratu miasta Lublina, policji i innych władz miejscowych,
wszelkie licytacje ruchomości. sprzedawanych za zaległe naJe-
'(
>>>
159
żytości skarbowe, wszelkie dostawy, przedsiębiorstwa rządowe
i inne tego rodzaju wiadomości.
Na znany w calem mieście sygnał, płynący z mocno już
przedętej trąbki, zbiegały się wkoło niego rzesze ciekawej ga-
wiedzi, wałęsających się próżniaków, kucharek, powracających
z targu, drwali, wyrobników, uliczników i przechodniów przez
placyki, na których się on kolejno zatrzymywał.
Kiedy już gromadka urosła do kilkudziesięciu ludzi, trębacz
nakładał okulary na koniec mocno zaczerwienionego nosa i, .od-
dalając dokument urzędowy na długość obydwóch rąk swoich,
głosem chrapliwym odczytywał-komunikat bieżącej doby.
Za przechodzącym na inną ulicę snuł się ogon miejscowych
gawroszów i :tydków, żądnych ponownego odczytania tej - cieka-
wej publikacji, z której żaden słowa jednego nie rozumiał.
Ów znany trębacz był zarazem stróżem bezpieczeństwa
publicznegQ w najobszerniejszem tego słowa znaczeniu.
Zamieszkiwał on jak puszczyk wierzchołek starej wieży
Krakowskiej, obwiedzionej dokoła ganeczkiem, z którego cale
miasto wraz z przedmieściami widzieć mógł zawsze jak na dłoni.
Stamtąd, poczynając od godziny lO-tej wieczorem, otrębywał on
każdą dalszą godzinę aż do rana, a hejnał ten był uspokojeniem
mieszkańców, dowodził boW"iem, że dobry duch trębacza czuwa
ustawicznie nad nimi.
Ilekroć I!łup czarnego dymu wzbił się z komina, zwiastując
początek pożaru, trębacz spuszczał zegar wieżowy, t. j.
nastawiał dzwon zegarowy na alarm w sposób taki,
e bił on
prawie bez końca, a przynajmniej tak długo, póki się czerń ludu
i stróżów domostw u podnó:ta wieży nie zebrała.
Wtedy trębacz raz jeszcze na ostatni sygnał otr
bywał,
wślad za czem, ująwszy w obiedwie ręce ogromną tubę blasza-
ną, ogłaszał z niej urbi et orbi, gdzie, na której ulicy i w któ-
rym domu ogień się ukazał.
_ Na Czwartku się! pali się!! wołał gromko.
_ Gdzie?! - pytali z dołu ulicznicy, radzi głos tubalny po-
nownie usłyszeć.
_ Na Czwartku się! pali się!-wołal po raz drugi, a gdy go
dalej sprzeciwiający mu się ulicznicy interpeloW"ali, zniecierpli-
wiony huknął czasem przez tubę frazes dosadny ku prawdziwej
ich uciesze.
Poniewa
owemi czasy o strażach ogniowych nie słyszano
na prowincji, więc po danym przez tł;.ębacza sygnale stró
e do-
mów okoiicznych mieli obowiązek stawienia się natychmiast do
,
.
>>>
I
160 -
pożaru z narzędziem, które nad bramą każdego domu na blasze
odmalowane było. J eden z drabiną, drugi z toporem, trzeci
z kubłami, czwarty z bosakiem, inni z linami, a byli i tacy,
którzy z beczką na wozie, siedząc jak Bachusy, stawić się mieli
obowiązek. Do nich przyłączała się gromada kominiarzy, sta-
nowiąca wraz ze stróżami jedyną poża,rną komendę, oraz kilka
sikawek miejskich, funkcjonujących tak skutecznie i z takim
ferworem, że najczęściej cała połać przyległych domów szła
z dymem.
Wizerunek trębacza, a raczej jego posążek z cukru wszyst-
kie zakłady cukiernicze. jako p
tać najpopularniejszą w Lubli-
nie dla przynęty gości w oknach wystawowych umieszczały.
Jordan. Juljan Wieniawski (1834-1912).
Objagnłenła: Magistrat, władza, zarządzająca miastem. - Licytacja,
sprzedaż publiczna najwięcej ofiarującemu. - Komunikat, ogłoszenie. - Gawros
(z fr.) ulicznik. - Publikacja, ogłoszenie, uwiadomienie. - Tuba, rodzaj trąby
o postaci ostrokręgu wydłużonego, służący do wzmacniania głORU, przesyłania go
na większą odległość. - llrbi et orbi = miastu i światu. - C
wartku, jednem
z przedmieść Lublina. - Bosak, drąg z ostrzem żelaznem i hakiem na końcu. -
Poiarna komenda, oddział 8traży ogniowej. - Ferwor, zapal. - Połać. rząd,
8zereg.
Z miłosierdzIa.
Do izby felczerskiej na prowincji wszedł w niedzielę zrana
braciszek zakonny i zaraz na wstępie odezwał się:
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!...
- N a wieki wieków - odpowiedział felczer skwapliwie,
lecz pracy nie zaprzestał. I nie dziwna! W izbie pełno było
ludzi. oczekujących to na strzyżenie włosów, to na ogolenie bro-
dy, to na puszczenie krwi, to na wyrwanie zęba, ot, zwyczajnie,
jak w małem mieście, gdzie felczer sprawuje czynność balwie-
rza i chirurga i uwijać się musi żwawo, gdyż do pomocy ma
tylko ucznia wyrostka, który zaledwie potrafi mydło rozrobić
na pianę i twarz namydlić. A tu każdy się niecierpliwi i pili.
Braciszek s"tał wciąż przy drzwiach nieporuszony, prawie
pokorny. Felczer, nie odwracając głowy, odezwał się po chwili:
- Pewnie po kweście?.. A jakże!... Da się jałmużnę, da,
ale nie zaraz, bo czasu niema...
- Ha, jałmużną na klasztor nie pogardzę, ale radbym tet
ostrzygł się i ogolił przy świętej niedzieli... .
- Dobrze, dobrze!... Jałmutna będzie... i ostrzy te się pię-
.
knie i ogoli braciszka-kwestarza, ale proszę poczekać...
...
.
>>>
161 -
I braciazek usiadł na stołku pod ścianą i cz
ką,ł kolei.
A tu robota paliła się felczerowi w ręku: jeden ani się !!PO-
strzegł, kiedy mu krew z żyły, przeciętej w przegubie łokcio-
wym, trysnęła pod sufit, ten tylko zmrużył oczy, gdy sploty wło-
sów cichutko z głowy spadały na kolana, tamten tylko słuchał,
jak mu broda trzeszczy pod brzytwą, a ów nie zdążył nawet
krzyknąć, a już zęba nie było w szczęce! Felczer nie mówił
nic, jeno się uwijał przy krześle operacyjnem, a pieniążki zgar-
niał do szuflady. Tymczasem co jeqen wyszedł, to drugi wszedł,
i izba wciąż pelna była gości, a wszyscy pilili. To też gdy przy-
szła kolej na braciszka, któremu uczeń namydlił już był twarz
zawczasu, felczer zabrał się do operacji odrazu. A dokonywał
jej nie żartem. 'Vięc głowa braciszka latała na wszystkie stro-
ny, jak gdyby przylepiona była tylko do karku, więc nożyce
szczękały we włosach raz wraz, jak gdyby kto słomę rżnął na
sieczkę, więc brzytwa suwała się tylko po twarzy z. chrzęstem,
jak gd;yby kto skórę niewyprawioną skrobał tępym nożem, a bra-
ciszek siedział cierpliwie i cicho-ani pisnął, czy mu felczer dla
swej w).gody zbyt gwałtownie wtył przechylił głowę, czy przez
nieuwagę zaciął go nożycami w ucho, czy też z prędkości zdjął mu
brzytwą krostę z twarzy, że aż krew ciurkiem spł
?nęła na habit.
Aliści w sieni, przymykającej do izby felczerskiej, powstał
hałas straszny. Słychać było naraz i krzyk, i kwik przeraźliwy,
i łoskot, a potem znów krzyk ludzki i kwik nieludzki - i tak
wkoło, bez końca: snać wieprzek niesforny opierał się zajadle
komuś, kto chciał wolę swoją narzucić mu gwałtem. Że jednak
trwało to zbyt długo, . więc felczer zniecierpliwiony huknął na
chłopca:
-=- Skoczno, mały, do.sieni i zobacz, co -się tam dzieje!
N a to braciszek, aż dotąd cierpliwy i cichy, odezwał się
z westchnieniem ciężkiem:
-- Zbędna ciekawość-kogoś z miłosierdzia golą...
Antoni Sygietyński.
Obja
nlenla: Balwier$, golibroda. - Chirurg, lekarz, operator. - Pilić,
naglić. - Po kweście. Kwesta, zbieranie dobrowolnych datk6w na utrzymanie
klasztoru. - Aliści, gdy naraz, a! oto, aż tu.
PRZYSŁOWIA.
Na łaskę niema prawidła. - Łaskawy chleb me tuczy.
Łaska ta w ohydzie,
Co na żółwiu idzie;
Lecz przyjemna taka,
Co ma skr
ydła ptaka.
tycie PoJstle 11
>>>
162
IS-go a-rudnla 1880 roku w Kamieńcu.
1.
Organy grzmiały w katedrze Kamienieckiej, licznie zgro-
madzeni co najprzedniejsi obywatele pozajmowali swe miejscą,
dygnitarze w mundurach z gwiazdami i krzyżami błyszczeli zło-
tem i szychem - szpalery wojska stały wyciągnięte, kamienne,
bez ruchu-kiedy siwy pan 'Vacław Jełowicki stanął na progu.
Przyklęknął, zatrzymał się chwilę i szedł krokiem powoI-
nym, obojętnym, zdając się nie dostrzegać nikogo i zmrużywszy
oczy. Cała postać jego dziwnie nie licowała z tym szychem,
z tą paradą mundurów, futer, strojów licznych dam, z tą niezli-
czoną ilością świateł, błyszczących wokoło. W ciemnej bekieszy,
krojem staropolskim zrobionej, z wyłogami z czarnego baranka
człowiek ten zdawał się zabłąkanym w jakieś inne środowisko,
nawskroś obce, dalekie i niechętne.
Zwracały się ku niemu oczy- i śledziły krok jego, spokoj-
ny, trochę wyniosły, stanowczy. B}
'szczący orderami jenerał
Kabłukow rzucił mu niechętne spojrzenie, kilku otaczających
gubernatora oficerów moskiewskich trąciło się łokciami.
Wejście tego skromnie, prawie ubogo ubranego człowieka
tak oczywiście nic sobie nie robiącego z imienin cara Mikołaja,
uczyniło wrażenie. Widać było, że się z nim Jiczą-że jest tu-
taj potęgą ten starzec, idący do wielkiego ołtarza z wyrazęm
przymusu i pewnego aż nadto wyraźnego niezadowolenia.
Ustąpił mu miejsca syn jego Edward, marszałek powiatu,
i cofnął się parę kroków wtył. Pan Wacław Jełowicki oparł
głowę na ręku i zdawał się nie słyslleć, że się już msza kończy,
że dź.\ ięczą na Podniesienie dzwonki, że chór już zaczyna "Agnus
Dei qui tollis..."
Otaczały go przeważnie siwe, krótko strzy
one głowy, kil-.
kuna stu mężcz
'zn w sile wieku, trochę młodzieży. Niektóre
z tych głów, posrebrzonych siwizną, nosiły głębokie blizny, mó-
wiące o niedawnej jeszcze przeszłości, o wojnach napoleońskich,
o Insurekcji, a może nawet o sławnej wiekopomnej pamięci kon-
federacji Barskiej. Wszyscy ci ludzie, ob
7watele szanowani
i znaczni, mieli podobny wyraz niechęci, podobne skrzywienie
ust, jak i pan Wacław Jełowicki. Widać było, że przyszli tutaj
wbrew woli, że, piastując krajowe godności i dbając o resztkę
władzy polskiej \v tych stronach, stawili się na to obowiązkowe
naboteJjstwo W dniu św. Mikołaja, )tóry to patron sam zapewne
>>>
Hm
krzywem okiem spogląda, że z jego imieniem związana jeat ta
posępna parada.
Kobiet nie było prawie zupełnie w ławkach, zajętych przez
panów polskicb. Oficerskie towarzystwo zato, otaczające Ka-
!łukowa, krzykliwością barw, ekscentr
?cznością sprowadzanej
ż zagranicy kosztownej tandety mówiło o gustach tych rezydu-
jących razem z wojskiem moskiewskich dam, nieprzyjmowa-
nych nigdzie, uważanych przez domy polskie za coś nieskończe-
nie niższego, godnego li tylko zimnej i obojętnej pogardy.
W bocznych nawach katedry tłoczyła się gawiedź miejska,
chłopi okoliczni, grupy prawosławnych popów, zazdrosnem okiem
patrzących na tę katolicką uroczystość za prawosławnego cara,
żołnierze różnych znaków i broni. Cicho się zrobiło wokoło,
bowiem ksiądz kanonik Łomnicki wstępował już na kazalnicę,
ZliŚ organista dumny ze swego kunsztu po arcytrudnym pasażu
urwał na donośnej wiolinowej nucie.
- Jeszcze to kazanie-myśleli obecni.-Jeszcze w
?słuchać
to wszystko, co biedny ksiądz kanonik z trudnością wykrztusi
o - dobrodziejstwach carskich, o szczęśliwem panowaniu, o losie
wiernych poddanych!
Tymczasem ksiądz Łomnicki wstępował zwoJna na schody
krokiem niepewnym, jakby lunatycznym prawie, przymykając
chwilami ocz.y.
Ukląkł przed Ewangelją, ręce nad głową załamał i modlił
się długą chwilę.
Powstał jakby natchniony i, nie otwierając księgi, głosem
silnym, donośnym, skandując każde słowo, zaczął c
.tatą z Pi-
sma św.:
- I przyjdzie człowiek, zwany Jan, który was z niewoli
wybawi...
Pan Wacław Jełowicki podniósł głowę zdumiony. Wszyst-
kie oczy wpiły się w twarz księdza. Zdawało się, że coś zawi-
sło w powietrzu, przyczaiło się. zadrżało...
- Z jakiejże otchłani potępienia głos nasz łaski Twej wzy-
wa, o Panie miłosierny -- wołać zaczął z ambony ksiądz. -
Do jakiegoż upadku, do jakiej sromoty dopuściła nas Twoja rę-
ka? Jakżeż gorzka jest doJa, dziedzictwu Piastów i JagieJlonów
sądzona? Gdzie jest radość i chwała, i miniona potęga, któ-
ra wiodła'" przed laty Żółkiewskich i Batorych? Która niosła
daleko sztandar z wizerunkiem Bogarodzicy, Pa.nny Najświętszej,
Królowej Polskiej Koron
'? O narodzie, narodzie, któn"Ś upadł
,
>>>
164
powaloll brzemieniem żywota - z jakiej
e zmrocznej otchłani
wydziera się ku niebu twoja gorzka skarga?..
Cię
ka, ołowiana cisza zawisła pod nawami katedry.
- Przywołaj wielkie hasła przeszłości - wspomnij czasy
minione, kiedy ludy dalekie ze czcią i 'uwielbieniem wymawiały
. twe imię! Kiedy drżała przed tobą moc szwedzka, kiedy bladł
sierp pogańskiego miesiąca, kiedy łamały się szyki niewiernych
na polach Chocimia, pod murami Wiednia!
-- Przeszłość ta żyje jeszcze - tętni w krwi waszej i w ser-
cach waszych. Na to wam życie dał Bóg, byście to życie god-
nie wypełnili, i by wszechobecna w was była ta wielka pamięć
przeszłości, ta miłość niepojęta rzeczy zda się umarłych -a któ-
re żyją - żyją - żyć będą - i do których krew nasza i życiee
należy.
Zerwało się nagle echo rosnącego szmeru, zgrzyt.. krzeseł
o kamienie posadzki, szurganie nogami, dzwonienie ostróg
oficerskich. Gubernator stał, szarpiąc nerwowo rękawiczki,
nie wiedząc, co począć, zmieszany i zaniepokojony. Zwarły się
dwie grupy - wojskowi rosyjscy niepostrzeżenie zbliżyli się do
swoich, stali zwartą gromadą. Szlachta polska skupiła się koło
prezbiterjum, coraz liczniejsza, coraz bardziej zdecydowana. Z bo-
cznych naw płynęły coraz nowe fale - mieszczaństwo, chłopi,
wszystko to garnęło się ku prezbiterjum, gdzie zamyślony, jak-
by ciągle modlący się jeszcze siedział siwy pan Wacław Jeło-
wieki w swojej skromnej barankowej bekieszy, otoczony s
1nami,
krewnymi i szlachtą.
Działo się coś niezw
kłego. Gubernator co chwil
spoglą-
dał ku drzwiom - ale wyjść nie śmiał - ksiądz Łomnicki tym-
czasem kazał głosem potężnym, słowem silne m i żywem. Mówił
o wielkich dziejach - i o ciężkich grzechach przeszłości. Mówił
o dopełnieniu si
kielicha gory('zy, o niechybn6j łasce Bożej
i przebaczeniu. :l\Iówił o wiekopomnem dziele narodu, dopuszcza-
jącego inne stany do tycia ogólnego w imię prawa, sumienia,
wolności.
- Boże, wspomagaj lud Tobie wierny! - zawołał - Boże
Abrahama, Izaaka i Jakóba, któryś wywiódł naród z ziemi
Egipskiej, z domu niewoli - Boże, wspomagaj nas!
Zagrzmiały znowu organy, dymy kadzielnic podniosły się od
ołtarzy. Hymn przepotężny "Te Deum lauda mus" huczeć zaczął,.
przepyszny, jędrny, głęboki. .
Nie, to nie za cara Mikołaja rozbrzmiewa ta pieśń radosna.
Niczem jest dzisiaj gryząca myśl o carskiC'h imieninach, z którą
>>>
165
11
przyszliśmy tutaj - powiadają w duchu ziemianie, polscy.
Czyżby Warszawa'? Nie, przecież nic nie wiadomo. A może
ksiądz wie? Wiedzieliby przecież inni. Coś niezwykłego-się świę-
ci. Ciebie Boże, chwalimy! Ileż razy ta grzmiąca pieśń rycerska
płynęła po ziemiach Podola. Ileż razy grzmiała pod tern samem
sklepieniem katedry! Ileż razy śpiewały ją rycerskie skrzydlate
chorągwie - lat temu sto kilkadziesiąt zaled wie, kiedy tam
pod baldachimem zasiadał o karabelę oparty rycerski król J anI
Fala tłumna, zwichrzona, niespokojna zalała wnętrze środ-
kowej nawy, złamała szpalery wojska, ogarnęła obecnych. Co
znaczy to kazanie? Jak się zachowa władza? A więc rzeczywiście
już blisko, już trzeba myśleć o broni?
Wychodzili wszyscy, przeciskając się tłumnie, zatrzYIPując
wzajemnie, szepcąc, wypytując o wiadomości.
- Nic nie wiemy - odpowiadają J ełowiccy. - Nic nie
wiem -- mówi Denisko. - O nic ze m nie słyszałem - powiada
pan Herman Potocki. - Samiśmy radzi wiedzieć -- szepce ktoś
jeszcze.
Tłum zalał plac przed katedrą - wojska nie widać prawie.
Policja z trudnością snuje się między gawiedzią. Niema mowy
o wsiadaniu do sani - idą wszyscy pieszo, bocznemi ulicami.
.Gdzieniegdzie widać zaprzęgi. otoczone tłumem, przesuwające się
zwolna.
Nikt jeszcze nic nie wie - śmielsi robią przeróżne przy-
puszczeni.a, domysły. Ktoś puścił wiadomość o rzezi w Petersburgu,
ktoś inny o wojnie, wypowiedzianej Francji przez cara.
Na Nowym Zjeździe było już znacznie luźniej. Pan Edward
Jełowicki siedział w swoich saniach z bratem Aleksandrem, cze-
kając na ojca. kiedy jeździec jakiś na spienionym koniu zwró-
cił jego uwagę. Poznał swoje barwy i stajennego konia- jeździec
dojrzał go również, zeskoczył z siodła, rzucił się ku niemu, obej-
rzał wokoł
, ręce do ust przyłożył i zadysr;any nachylił się do
jego ucha:
- Panie marszałku! Powstanie!
- Co ty mówisz?!
- Pan Nagórniczewski. Kazał do pana marszałka. Był i po-
jechał. W Warszawie powstanie. Jutro trzy tygodnie. Pan jene.
rał Chłopicki.
Skąd wiadomość?
- Na Chrystusa Pana przysi
gał paD Nagórniczewski.
>>>
,
"
166
-
Ojcze, ojcze! -- zerwał się z sani marszałek, widząc si-
wego pana Wacława, mijającego ich w tłumie. - Niechże ojciec
słuchaJ Powstanie już wybuchło w Warszawie!
Jasnym, spokojnym wzrokiem spojrzał na synów pan Wa.
cław Jełowicki.
- Chodźcie - odpowiedział. - Ksiądz kanonik jeszcze. nic
nie wie.
- Cóż więc to było, to kazanie? Proroctwo?
- Czyż i to niemożliwe?-odparł ojciec, biorąc obu synów
pod ręce i uśmiecnając się do nich.
W oczach- jego błyszczały dwie łzy.
Grupa ludzi już się koło nich robiła. W mig uchwycono, że
są jakieś wieści. Jełowiccy szli pospiesznie, wbrew fali, starając
się przebić przez tłum. Ale goniono za nimi. Docisnęli się jakoś
do domu biskupiego przez ogród od kanonji. Ksiądz Łomnicki
bez czapki stał na schodach otoczony, rozwodząc rękami, jakby
Boga na świadka wzywał, że nie wie, nic nie wie. Pan Wacław
Jełowicki dotarł do niego, powiedział słów parę do ucha -
ksiądz tylko ręce podniósł do góry - a wiedzieli wszyscy, że
Bóg miłości wy doczekać zwolił radosnej nowiny.
II.
Noc była wyiskrzona, mroźna. Jary głębokie zasypane
śniegiem, szeleszczące zeschłemi liśćmi. Droga wiła się zbocza-
mi dolin, zbiegała po pochyłościach, wznosiła się na płasko-
wzgórza. Widać było wówczas przestrzeń szeroką, zalaną sre-
brem księżycowego światła. Krzyże samotne wyciągały wysoko
swoje czarne rąmiona-gdzieś, nad drQgami siedziały rosochate,
koślawe wierzby - ciemne lasy widać było w oddalach. Droga
. znaczona była wiechciami słomy na tykach, powbijanych w śnieg.
Miejscami stały karczmy przydrożne, ogromne, ciemne, o wy-
sokich dachach, opierających się niemal o przyzby. Zaspy śnie-
gu leżały wokoło - nikłe szczekanie psów słychać było chwi-
lami, gdy milkły dzwonki uprzęży.
Wioski były takie ciche, spokojne, białe od śniegów zwalo-
nych. Gdzie niegdzie czerniała plama wyrzuconego popiołu,
bądź też rude, kosmate psie cielsko zrywało się skądeś z przyz-
by czy z pod ciepłego chlewu. Długie, przeciągłe ujadanie od-
prowadzało przejezdnych. Inne psy odzywąły się dalej, czekały
w opłotkach, rzucały się za końmi, skakały im czasem do piersi
pomimo wycjągni
tego kłusa i złośliwego chrapania pomęczo-
nych koni.
>>>
167
Odprowadzało to szczekanie sanki biegnące o stajanie,
o dwa. Wreszcie zmęczone psiska opamiętywały się, wracały do
swoich chlewów i swoich opłotków. Migały zabudowąnia gospo-
darcze. Szerokie stodoły, sterty niewymłóconego zboża, długie,
wyciągnięte wołownie i stajnie, cięmne gąszcze ogrodów. Koła-
tanie stróżów nocnych odzywało się u bram - ch wiła oczeki-
wania - i spocona, parą buchająca czwórka lekkiego truchta
zakręcała półkolem dziedzińca.
Budził się dwór... Światła błyskały za okiennicami... słychać
było zgrzyt rygli i senne głosy służby.
- Kogo to Bóg prowadzi - odzywał się głos gospodarza,
w bermycy i kożuszku stojącego na progu.
- Edward Jełowicki.
- Sąsiada dobrodzieja! Gość w dom...
- Sąsiad pozwoli, że na osobności-..
- Ależ prosimy! Zaraz każę jeść podać. Żona już śpi...
- Sąsiad daruje...
- Cóż to, mości dobrodzieju? W szlacheckim domu...
- Ależ, sąsiedzie! Powstanie!
Gospodarz przeciera oczy, jakby ponad nim. wisiał jesz-
,
cze sen.
- Powstanie?.. Skądże tak raptem?
Zapominając o gościu, szlachcic biegnie w głąb domu, prze-
wraca stołki po drodze... i krzyczy.
_ Marysiu! Zosiu! Antolko! Powstanie! DalibQg powstanie!
Zbiegają się chłopaki w koszulinach, córeczki w czepecz-
kach nocnych i narzuconych naprędce salopkach, bose nóżki
cicho stąpają po zimnej podłodze.
Pani Marja wpół senna, przerażona i uśmiechnięta nieziem-
ską jakąś radością uchyla drzwi, patrzy na sąsiada, oczom nie
wierzy.
Więc sąsiad powiada? Był goniec od Rządu N arodowe-
go? Więc wielki książę uciekł? Pan Piotr Wysocki, powiada są-
siad? A jenerałowie? Chłopicki dyktatorem? Gdzież jest Kniazie-
wicz? A cóż robi nasz kochany pan jenerał Dwernicki?
Konie parskają na dziedzińcu, - zimny wiatr dmucha przez
otwarte na przestrzał drzwi, które ws
yscy zamknąć zapom-
nieli. Służba w drzwiach wpółotwartych kredensu słucha bacz-
nie, co też państwo mówią.
- Ja pójdę- do ułanów! - woła czternastoletni Józio.
_ 'Vidzieliście go! Spać, smarkaczu jeden - gromi ojciec,
rad z żyłki żołnierskiej synaczka. - Ale 7 sąsiedzie kochany,
>>>
168 -
może" co zjeść, rozgrzać się - na kominku zapalić? Iwan, zło-
dzieju jeden, podsłuchujesz tutaj! Marsz drzewa dorzucić. Wó-
deczki! Marysiu, półgąska i wódeczki.
- Czas w drogę - odpowiada Jełowicki. Tam do Uszycy
jedzie Nagórniczewski. Ja objeżdżam Kamienieckie. Dajże nam,
Bo
e...
r _ Choć kieliszeczek, sąsiedzie dobrodzieju! A cóż - jakie
rozkazy?
- Czekać, rychło już pewno wejdą w nasze ziemie polskie
chorągwie...
- Matko Przenajświętsza!
Ułani, oficerowie - szepcą dziewczęta, skulone za pło-
tem...
Niech Bóg prowadzi!
I znowu dźwięczą dzwonki przy uprzęży, suną się lek-
kie sanki po ubitych drogach. Mijają tyki wysokie z wiechciami ·
słomy, mijają rzadkie drogowskazy i czarne krzyże, wysoko
wyciągające ramiona. Szczekanie psów się ozywa - noc taka
jasna, wyiskrzona gwiazdami. świecąca iskrami tęczy i lodu po
śniegach.
Coraz dalej, coraz ciszej. Nie słychać już dzwonków ani tęten-
tu złotych kasztanów pana marszałka IT ełowickiego. W ciemnym
dworze drewnianym, pod gontowym dachem, obciążonym zwała-
mi śniegu, w sypialni pani domu klęczy cała rodzina przed ołta-
rzykiem, zeschłemi nieśmiertelnikami ubranym. Drż1cemi głosa-
mi odmawia litanję do Matki Boskiej. Już dawno skończona li-
tanja i Pod Twoją obronę, i Zrlrowaś - a jeszcze klęczy matka
i dwoje dzi€\wcząt, przytulonych do siebie...
Gospodarz idzie do kancelarji, świecę nożycami objaśnia,
zdejmuje ojcowską szablę ze
ciany.
Konfederacka szabla. Pamięta Częstochowę. 'Vyjmuje z poch-
wy, ostrze ogląda, p
óbuje plamy rdzy, czy głęboko się wżarły.
Wtem hałas jakiś budzi go z zadumy, trzask przewraca-
nych mebli, szczęk walącego się żelaziwa. Ze świecą w ręku
staje w progu przedsionka.
-:.- Józek, łobuzie jeden, a co ty tu robisz?
Józek milczy i patrzy ojcu w oczy nieśmiało. Cała broń
myśliwska na ziemi, oberwane rogi jelenie, tynk poobijany,
glina...
Józek dostrzega szablę dziadowską w ręku ojca i jakoś mu
się raźniej robi na duszy, pomimo ...że wszystko powywracał,
zwalił rogi jelenie i rozsypał śrut,
a co już nieraz brął w skórę.
"'"
.
>>>
169
Bez słowa zaczynają obaj porządkować. Nie klei im się to
składanie broni: oglądają zamki, próbują kurków, szczękają c
'n-
glami, i nie wiedzą obaj, który z nich tylko co szepnął: "Po-
wstanie!"
Dopaliły się świece. Smuga księżycowego światła kładzie
się wielką białawą plamą na prostej sosnowej podłodze starego
d woru. Józio gdzieś usnął na kufrze, głowę oparłszy o futro,
trzymając rękę na kurkach ojcowskiej dubeltówki. 'V kancelarji
przed wygasłym kominkiem siedzi gospodarz z karabelą ojcow-
ską w ręku. (;0 za noc, - co za czasy!...
Księżyc tak jasno świeci za oknami... coraz bliżej przy-
pełza. Już dotknął srebrnej klingi, już błysnął jakby echo śnie-
gów i słońca. Lśni ostrze karabeli, polerowana stal.
Późno już - rychło świt. Echem donośne m bije gdzieś sta-
roświecki zegar w salonie. Ileż razy jeszcze bić będzie, nim się
zarzewie krwawej wojny rozpali, nim się zbliży w te strony,
łuną wojny objęte, nasz kochany pan jenerał Dwernicki?...
Edu"ard Ligocki.
.,
ł
ł,.
.
.-/
.
,.:--
Objagnlenla: Kamieniec Podolski, dawna warownia polska nad Smotry-
czem, niedaleko ujścia jego do Dniestru. - Dygnitarze, wysocy urzędnicy.-
Szych, fałszywe złoto, u!ywane do wyrobu ozdób. - Wacław Jelowicki. Ro
dzina Jełowickich brała wybitny udział w powstaniu 1831 (szczególniej w bitwie pod
Daszowem na Ukrainie), organizowała z Hermanem Potockim i dwoma jego braćmi,
z Wacław6m Rzewuskim, Nag6rniczewskim, Deniską i inoymi powstanie na Podolu
pod wodzfl Kołyski, !ołnielza KościqRzkowskiego. Wacław Jełowicki l
ł Da polu
>>>
170
walki, trzej synowie wstąpili do woj
ka pol
kiego. Edward uzyskał stopień puł-
kownika, Aleksander po powstaniu został księdzem, przebywał w Pary tu i zasłynął
jako kaznodzieja. - Nie licowała, nie zgadzała się, harmonizowała. - Bekies
a,
ubi6r zwierzchni długi, za kolana, futrem podbity, kroju kontuszowego, tak obszerny.
aby wejść m6gł na zupan i kontusz; na piersiach mial Rute oszycie z pętlic do za-
pinania. Str6j ten węgierski wprowadził w PolEce Stefan Batory i mętny magnat
węgierski Kasper Bekiesz, dowodzący artylerją i piechotą węgierską przy oblęteniu
Gdańska i Połocka. -- Gubernator, urzędnik rosyjski, naczelnik gubernji. Wo-
jewództwo podolskie przy podziale Pol
ki z r. 1772 podzielone zostało między
Austrję i Rosję. W 1796 r. z części rosyjskiej i wojew6dztwa braclawskiego
ząd rosyjski utworzył gubernję podolską. - p"fars
alek powiatu, obierany przez
sejmik; pośredniczył między ludnością a rządem, przedstawial tyczenia i potrzeby
ludności. - Podniesienie, część Mszy św., kiedy kapłan wznosi w g6rę Hostję
(chleb ofiarny) i kielich z winem ku uczczeniu ich przez wiernych, kt6rzy w tym
czasie powinni ukorzyć się ciałem i duchem przed ofiarą, spełnianą za na
przy
ołtarzu, jak niE'gdyś na krzyżu; ch6r śpiewa "Agnus Dei qui toUis peccata
mundi, miserere nobis" = Baranku Boiy, ł.t6ry gladzisz grzechy świata, zmiluj
się nad nami. - Insurekcjd (z łac.) = powstanie Kościuszkowskie. - konfede-
racja Barska (1768 - 1772), zawiązana przez bi8knpa kamienieckiego Adama
Krasińskiego, jego brata Michała, J6zefa Pułaskiego z syaami i innych w Barze
na Podolu w obronie wiary, wolności, dawnych praw przeciw Rosji. - Ekscen-
tryczność, niezwykłość, oryginalność, dziwaczność. - Tandeta, rzecz, licho, nie-
dbale zrobiona, z lichego materjału. - Gawiedź. posp6ltltwo, tlum miejski.-
Ró inych znaków, z pod rozmaitych chorągwi, r6żnych oddział6w. - Kanonik,
wyższy stopień w duchowieństwie świeckiem lnie zakonnem) katolickie.m, radca
biskupa. - Kunszt, sztuka; umiejętność. ::. Pasai, szereg ton6w. szybko po sobie
następujących. - Wiolinowej, wysokiej. - Lunatyk, człowiek, dotknięty chorobą
nerwową, polegającą na tem. te chory śpiąc chodzi i wypełnia r6żne czynności bez-
wiednie. - Brzemię, cię!ar. - Prezbiterjum, cz
ść kościoła, gdzie się mieści
wielki ołtarz i ch6ry dla duchowieństwa, odgrod.wna od reszty kościoła balustradą.-
R030chaty, widłowaty. gałęzisty. - Berm'lca, wysoka niedźwiedzia czapka woj-
skowa. - Salopkq., długa, obszerna, zwykle watowana odzież wierzchnia kobieca,
z rękawami i peleryną. - Dwernicki J6zef (1779 - 1857) walczył w legjonach,
brał udział w kampanji wschodnio - galicyjskiej, wyprawie 1812, w 1813 - 1814 r.,
wrócił do kraju i w 1815 r. został. dow6dcą 2 pułku ulan6w, w 183] r. organizował
jazdę polską; wybitnie odznaczył się w szeregu zwycięskich bitew z Rosjanami,
między innemi pod Stoczkiem (nad rzeką Stoczkiem, powiat lukowski) 14 lutego
1831 r. Od wybuchu powstania marzył o wyprawie na Wołyń i Podole, gdzie po.
siadał rozległe stosnnki, wyprawa ta jednak mu się nie udała; otoczony przez prze-
wa!fijące sny Rosjan, przeszedł granicę 27 kwietnia 1831 r. i na terytorjum Galicji
został rozbrojony. - Kredens, tutaj izba, w której stoi szafa z przyborami stoło-
wemi. - Pamięta C
ę8tochowf, obronę Częstochowy przez Kazimierza Pułalikiego,
kt6ry w 1771 r. zniszczył prawie zupełnie oblegający ją korpus rosyjski Dr
wicza. -
Cyngiel, języczek, wprawiający w ruch zamek ręcznej broni palnej. - Klinga,
głownia szabli, ostrze.
-Kulik.
Oto zapusty, dalej kulikiem,
Każdy wesoły, a katdy zbrojny
>>>
171
.-
Jedzie na wojnę, jak gdyby z wojny,
Z szczękiem pałaszy, z śmiechem i krzykiem.
Dalej! kulika w przyjaciół chaty--
Zbudzimy śpiących, zabierzem z sobą.
Nie trzeba wdziewać balowej szaty
Ani okrywać czoła żałobą.
Tak, jak jesteśmy-dalej i dalej!
A gdzie staniemy? aż nad granicą...
Gwiazdy nam świecą,
Staniemy cali.
Ha! ha! koń parska--rade nam d wory-
Nie trzaskaj z bicza-niechaj śpi licho.
Szybko po drodze tak jak upiory
Śmigamy szybko-cicho-i cicho.
Niech sanki świszczą
Jak błyskawica,
Wokrąg księżyca
Złote mgły koło.
Kagańce błyszczą.
Cha, cha, cha! jak nam wesoło!
..
Kto nas zobaczy-ten nie zostanie,
Z nami na nowe poleci tańce;
Mnogie hajduków świecą kagańce,
Szybkie po śniegu śmigają sanie.
A kto chce zostać--więc dobrej nocy,
Niech go nie zbudzi kogutów pianie,
Niech śpi spokojnie.-My bez pomocy,
Tak jak jesteśmy- dalej i dalej! etc.
Stójcie tu! stójcie!- oto dwór biały
I światło w oknach-dam znak-wystrzelę.
Odpowiedziały mnogie wystrzały.
Ha, dobra wróżba - wszak tu wesele,
Tu szlachta pije, - wyprawia gody.
Drużby za nami! swaty za nami!
Od młodej panny chodź, panie młody.
Lecz nie patrz' na nią-zalana łzami,
A łzy kobiece zmiękczą ci serce-
\Vrócisz-nie zwiędną ślubne kobierce.
Teraz za nami tak z bukietami,
Tak jak jesteście - dalej i dalej! etc.
>>>
- 172 -
,
Stójcie tu! stójcie! tu dwór szlachcica,
Dam znak, wystrzelę.. nie, ciszej! ciszej!
Znagła wpadniemy, nikt nie usłyszy-
Przebóg! tu pogrzeb-błyszczy gromnica-
Porozwieszane w oknach całuny
I stoi truna-a koło truny I
Syn smutny w dłoniach ukrywa czoło...
Ha, ha! co robić? tu niewesoło,
Lecz poco długie prawić androny:
Mój panie synu, prosimy z sobą.
Daj na pacierze-zostaw na dzwony,
Zabierz przyjaciół.-Z czarną żałobą
Tak jak jesteście-dalej i dalej! etc.
Stójcie tu! stójcie! tu znakomity
Szlachcic zamieszkał, więc drzwi uchylę..
Zielonem suknem stolik wybity,
A na stoliku świecą pamfi1e.
Panowie szlachta! do djabla karty!
Dalej do broni! a karty w kąty!
Niech Dej algierski, Karol dziesiąty
I Delfin grają... może kto czwarty
Do gry zasiądzie i na kozery
Będzie błękitne rzucał papiery,
Które już dawniej spadły na cztery
I jeszcze spadną. Mości panowie!
Niech w karty grają sami królowie!
A my do koni-dalej i dalej! etc.
Stójcie tu! stójcie! tu zamek stary,
Na basło mnogi strzał odpowiada.
Zamorskie jakieś widzę maszkary.
Panowie bracia! to maskarada.
Szaty w dziwaczne lepione wzory-
Sluchajno! słuchaj, mój włoski panie,
Czy sycylijskie znasz ty nieszpory?
Znasz ty Neapol? A ty, Hiszpanie,
Czy byłeś kiedy w Minny orszaku?
Nie-mniejsza o to. - Włoch, Korsykanin,
Żyd, Tatar, Turek, Amerykanin,
Chodźcie tu ze mną wszyscy bez braku,
Tak jak jesteście. dalej i dalej! etc,
,
>>>
173
Stójcie tu! stójcie! nowa gościna.
Już w oknach wszelkie światło pogasło,
Dam znak, wystrzelę... nie-poco hasło.
Tu śpią, nip. słyszą... nie nasza wina,
Że sen przerwiemy... Stukam we wrota..
Ha! stary sługa wychodzi, świeci.
Twój pan śpi teraz? to mi to cnota!
- ,,0 nie-on nie śpi-pan mój i dzieci,
Nim trzecie grudnia błysnęło zorze,
Wyszli na czele zbrojnej czeredy,
A teraz cicho - pusto we dworze;
Wyszli ua wroga-czy wrócą kiedy?"
Widzicie, bracia, mylą pozory,
Takiemu panu błogosław, Boże.
Oby tak wszystkie zastać nam dwory!
Jedźmy więc sami- dalej! i dalej!... etc.
Jakże noc pyszna,-jak lecą konie!
Lecą i lecą - a z pod kopyta
Pr
.skają iskry, -- połyska błonie,
Śmigają sanki,- jut świta! świta!
Na niebie blednie czoło księżyca,
Droga skończona,-oto gra.nica.
Wstrzymaj rumaka! wstrzymaj rumaka!
N oc rozwidniała,
Zagrzmiały działa.
Oto jest kulik Polaka!
Juljusz Słowacki (1&09 -1849).
Objagnlenia: Zapusty, karnawał, czas zabaw od Nowego Roku do Wif'l-
kiego postu. - Kaganiec, k08zyk żelazny albo garnek z palącym się wewnątrz
ogniem, używany do świecenia. - Druiba, mężczyzna, towarzyszący panu mło-
demu przy ślubie. - Swat, ten, co swata, co kojarzy małżeństwo. - Calun, za-
słona, zszyta z dużych kawałk6w materji; prześcieradło; nakrycie !ałobne trumny.-
Truna, trumna. - Androny, brednie, głupstwa.'- Pamfil, walet treflowy lub
dama w kartach.-Dej algierski, przywódca wojska tureckiego w Algierze, pozba-
wiony władzy przez Francuz6w w 1830 r.-Karol X Filip, kr61 francuski od 1824
(po bracie Ludwiku XVIII). Przeciwnego wszelkim reformom powstanie lipcowe 1830 r.
pozbawiJo tronu. - DelJin, następca tronu we Francji. - Moie kto cJlwarty
i t. d. Ha tu poeta na myśli cara Mikolaja, pozbawionego tronu polskiego na
posiedzeniu sejmu w d. 25 stycznia 1831 r. - KOJlera, atu, w kartach kolor,
bijący inne. - Blę-kitne papiery, papiery wartościowe, ruble.-Spadlg na CJlterg,
wartość papier6w zmniejszyła się, obni!yła w stosunku do pieniądza innego kraju -
Maszkara (z włosk.) maska, przebranie. - Maskarada, zabawa, kt6rej uczestnicy
występują w maskach i przebraniu. - NieSJlpory aycglijskie, nazwa powstania
>>>
174
ludowego w Palermo (w Sycylii) 30 marca 1282 r. przeciwko Francuzom, wyko-
nanego podczas nie!!zpor6w (z lac. veprerae, nabożeństwo kościeh"e zwykJe
przoo-vieczorne na ucz;cz tIlie pO
l'zeb:t Ciryatu3a). DJ pow
tania w-Palermo
przyłączyły 8ię inne mia8ta Sycylii, wygnaly Francuz6w; dynastjQ andegaweńską
wyłączono od tronu sycylijskiego. - Neapol. Ma tu mot
autor na myśli po-
w8tanie Mazaniella (1647) przeciw panowaniu Hiszpan6w. - Minna, Mina don
Franciszek EBpoZY (1784 - 1836) bronił niepodległości Hiszpanji w wojnie
z Francją 1808 - 13, a wewnątrz kraju w 1822 walczył z przeciwnikami konsty-
tucji, zwolennikami rząd6w de
potycznych Ferdynanda Vll. Podobnie Mina don
kRawery (1788 - 1817), krewny poprzedniego, walczył z Francją i bronił konsty-
tucji. Poeta ma tu zapewne na myśli wyprawę don Franciszka z Anglji, gdzie
j!;zukal 8chronienia, do Hiszpanji, dokonaną pod wpływem rewolucji lipcowej we
Francji. W październiku 1830 r. Francuzi jednak rozbroili jego oddział i zatrzy-
mali. - 3 grudnia pow8tał Rząd Tymczasowy Kr6lestwa Polskiego. Duch re-
wolucyjny ogarnąl całą War8zawę i armię.
p O ż e g n a nie.
Panna młoda jak jagoda, "Za wygraną zmów co rano
Stojąc we drzwiach, płacze: Trzy Zdrowaś i Wierzę:
"Kiedyż ja cię Kto pobożny
W naszej chacie I ostrożny, ·
Tu znowu zobaczę?" Tego i Bóg strzeże."
Przed dziewczyną, przed maliną Rzekła-płacze-wrona krac2.e,
Stoi chłopak zbrojny, A to znak złowrogi.
A koń wrony Nie pomoże:
Kulbaczony Święty Boże!
Rwie się niespokojny. Kraj nad
szystko drogi.
Ciężka droga, bo n], wroga- Przyjął krzyżyk i skaplerzyk?
... Nie rwij się, koniku! Westchnął-dosiadł konia-
W krwawem polu Skinął głową:
W srogim bolu "Bądź mi zdrową!"
Legnie was bez liku. I ruszył wzdłuż błonia.
"Idź, gdy trzeba! Niech cię nieba, Ale prędzej z szarej przędzy
Niech cię Bóg prowadzi! Srebrna nić 'wypłynie,
..
Lecz ten krzyżyk I:iiż we swaty
I skaplerzyk Do jej chaty
W boju nie zawadzi. Staś kiedy zawinie.
Wincenty Pol (1807-1872).
ObJaśnienia: Wrony, czarny, ciemny. - S
kapler
, 8kaplerz, dwa małe
złołone z 80bą kawałki jakiejś tkaniny, na kt6rych wyszyte inicjały ChrY8tusa
i Matki Boskiej. Poświęcane noszą 8i
na 8zyi. - Wrona krac
e. Krakanie
wrony lub kruka lud uwał.a za zapowiedź nieszczęścia. Przesąd, rozpow8zechniony
w Europie. Dla odwrócenia nieszcz
cia nale!y prze!egnać 8ię, w niekt6rych oko.
licach zalecają jednorazowe lub trzykrotne splunięcie.
>>>
17f) -
Pleśń ludowa.
W kalinowym losku ptoskowie śpiewają,
Bo mego Jasieńka na wojnę woiają.
Już go nie wołają, bo go zawołali:
"Komu mię oddajes, mój Jasiu kochan
'?
"Oddaję cię Bogu, który jest na niebie.
Za trzy rocki, za dwa wrócę się do ciebie."
Już trzy lata wysło, Jasieńka nie widać!
"Mój mie mocny Boże! będę go wyglądaćl"
Wysła ItR
óreckę: ułaoiki jadą,
"J asieńka nie widać, ino konia wiedą.
"Nie płac, Kasiu, nie płac Jasia zabitego:
Jedzie nos tu tysiąc, wybierz se którego."
"Choćby wos jechało i trzysta tysięcy,
To już moje ocka nie poźrą na więcy!"
Ojaśnlenla: Pieśń ludu nadrabRkiego (Raba prawy dopływ WiE'ły, bio-
rący początek w Beskidach). Gwara mazurska. .
D Z i a d u n l o.
.
Nic po dziaduniu nam nie zostało,
Ot, za puściznę rodzinną całą
Sczerniałe szlify podporucznika
I głos, co serca wnuków przenika...
Stara melodja piosnki ułańskiej,
Wola Ojczyzny całej, bezpańskiej,
Na ostrzu lancy pisana sława:
Iganie, Grochów, Wola, Warszawa...
Białych rabatów wizja daleka,
Przeszłość, co znikła, przyszłość, co czeka,
I wspomnieniami bitew osnuta
Gwizdana codzień mazurka nuta...
Krzyżyk Virtuti na zblakłej wstążce
I nie spisane dla inn
?ch w książce
Żołnierskie czyny: pod Dębem rana,
Krew za Ojczyzny wolność przelana.
Zdzisław Debicki.
..
>>>
176
Obja'nlenla: Bezpański, tu = wolny. - Jganie, wieś w pow. 8iedleckim
woj. lubelskiego na lewym brzeiu Muchawki, pamiętna bitwą 10 kwietnia leSl,
w kt6rej gen. Prądzyński pobił na głowę wojska rosyjskie pod wodzą Rosena. -
Orochólo. wieś w pow. war
zawskim, przylegająca do Pragi, pamiętna krwawą
bitw
24 i 25 lutego 1831 r. między wojskiem rosyjskiem, dowodzonem przez Dy-
bicza, a polskie m pod dowództwem Chłopickiego. - Wola, wieś pod War8zawą,
słynna bohaterską obroną d. 6 września, zakończoną śmiercią generała Sowińskie-
go i zdobyciem szańców przez Rosjan. - Obrona Warszawy 7-go września.-
Rabaty, wyłogi odmiennego koloru na ubiorze wojskowym. - Virtuti militari
(dzielności wojskowej). Order, ustanowiony przoz Stanisława. Augusta podczas
wojny w r. 1792, był powleczony czarną emalją, miał napis "Virtuti militari", roz-
d.lielony na 4 ramiona, i orla białego na tarczy złotej we środku; na atronie od-
wrotne), nieemaljowanej, na tarczy Pogoń litewską i rok 1792, a na czterech ra-
mionach krzyża litery S(tanislaus) A(ugustus) R(ex) P(olr.miae). Krzyz noszono
na wstążce niebieBkiej z czarnym brzegiem. Po upadku Rzeczypospolitej wskrzesił
order Napoleon I w 1807 r. Fryderyk August,. kroJ saski i ksiązę warszawski, po-
dzielił go na pięc klas, Aleksander I, nadając: konstytucję Kr61e8twu, utrzymał
dawne ordery, a więc i "Virtuti militari". - 'Vielkie Dembe, wieś w pow. nowo-
miń
kim, pamiętna zwycięstwem wojska polskiego nad Rosjanami 30 marca 1831.
W sławił się tam pułk czwarty piechoty pod BoguslawBkim i jazda Skariyńskiego.
Piękność miast.
Są miasta piękne i brzydkie. To wiadomo powszechnie,
lecz może nie wszyscy zdajemy sobie jasno sprawę, na czem
ta różnica polega.
Gdy chcemy wskazać miasto wyjątkowo piękne, malowni-
cze, poetyczne, przytaczamy nie Odessę, Petersburg, Berlin lub
Nowy-Jork, lecz Wenecję, Florencję, Pragę, Norymbergę, Gdańsk,
a z miast polski.;h nie bogatą fabryczną Łódź, ale ubogi Kra-
ków, a nawet drugorzędny Tarnów, Przemyśl lub małe Krosno
i Biecz. Szereg przykładów moznaby przedłużać, wymieniając
liczne jeszcze miejscowości niemieckie, francuskie, włoskie
i hiszpańskie.
Co mają wspólnego miasta, które nazywamy pięknemi, ja-
kich warunków potrzeba, żeby nam się podobały? Cechami temi
nie są zamo.żność, wzorowe i postępowe urządzenia
okazałe
gmachy, ulice i place; nie wystarcza samo piękne położenie.
Wszak Petersburg i Nowy-Jork leżą nad wspaniałemi rzekami
i nad pięknemi zatokami morskiemi, a monotonnemu i sztywne-
mu Berlinowi nie brak ani komfortu, czystości, oświetlenia i wy-
godnych komunikacyj, ani pompatycznych ulic i budynków. Za-
pewne, .że malownicza okolica dodaje wiele uroku
"lorencji
i Pradze, a górzysty teren podnosi wdzięk Perugji, Sieny - jed-
nak stary Wrocław z jego ratuszem, rynkiem,. kościołami i szczy-
towemi domami działa na nas silnie, choć miasto leży w jedno-
>>>
177
--
stajnej, zupełnie płc\skiej równinie. Cieszymy się ciasnem śrój-
mieściem Monachjum,
nOWEze części miasta, ich długie, proste,
przestronne ulice z piankotekami, gliptoteką i propileami mają
w sobie coś dla nas wymuszonego i pretensjonalnego, znajduje-
my je zimnemi i martwemi.
Imponują nam wielkie stolice nowoż
tne lub środowiska
ruchu handlowego, podziwiamy ich urządzenia zdrowotne, ułat-
wienia wygód i rozrywek; lubimy w nich mieszkać i zabawić
się; do naszej wyobraźni, uczucia i smaku estetycznego bardziej
przemawiają osady dawne, zwłaBzcza te. z których murów naj-
silniej wieje duch średniowiecza. Tam jedziemy choć na krótko,
gdy szukamy nastroju artystycznego, gdy chcemy orzeźwić się
i podnieść na duchu widokiem prawdziwie pięknej całości, pięk-
nego obrazu miasta. Ta atmosfera średniowieczna działa na
nas upajająco, jak dobra muzyka, jak poemat. Urok taki da się
wytłumaczyć sposobem p o w s t a n i a i w z r o s t u miast śred-
niowiecznych.
Dawne osady miejskie w Europie mają kilka typów. Kli-
matowi ciepłemu i wpł:ywom wschodu maur
.tańskiego prz
'pisać
należy owe labirynty uliczek wąskich i kręt
'ch, często bez
wyjścia, które stanowią cechę południa Włoch i Hiszpanji.
Miasta Włoch środkowych i północnych - o ile nie budowały
się na pierwotnym planie etruskim, zwykle ciasnym i zawiłym,
brały sobie za wzór Rzym, na którym pojęcia i potrzeby pań-
stwa wielkoświatowego, tudzież rozwinięta urzędowa inżynierja
i sztuka budownicza wycisnęły swe piętno. Widzim
T tam nie-
rzadko długie ulice i wielkie place, otoczone wspaniałemi g
a-
chami publicznemi.
W południowych Niemczech i w poł
niowej Francji wiele
miast wyrosło na miejscu starych obozów rzymskich, murowa-
nych, regularnych castrów lub casteHów, zakładanych zwykle
na równinie lub płaskiem wzgórzu, obwiedzionych prostokątnsm
murem, o ścianach, przerywanych bramami. WszYdtko tam
miało swoje
góry wyznaczone miejsce, plan był schematyczn
T,
kilka ulic przecinało się pod kątem prostym. Powoli, zewnątrz
murów obwodowych osiedlali się tubylcy, głównie przekupnie
i rękodzielnicy, domy ich stawały wzdłut dróg, prowadzących
do bram obozu. Potem zaludniało się wnętrze czworoboku,
opuszczonego przez załogę, a zabudowania jego cywilne stoso-
wały się do dawnych fundamentów i dawnego planu ogólne
o.
Odmienny znów był typ miast w środkowych i doln
Tch
Niemczech. Nas obchodzą one najwięcej, gdyż niet.ylko geo-
tycie polstie. 12
.
>>>
178
/
.......
graficznie eą nam najbliższe, ale postacią i sposobem powstania
starym miastom polskim najbardziej pokrewne. B
Tły te miasta
wytworem życia wyłącznie mieszczańskiego. Początek dawał
im najc
ęściej kościół, klasztor lub gród książęcy. W czasach,
kiedy w tych krajach budowano jeszcze przeważnie z drzewa,
gmach taki większy, murowany bywał jedynym punktem sta-
łym i bezpiecznym w miejscowości i jej sąsiedztwie. Do niego
w chwilach rozruchów wojennych chroniła się ludność okolicz-
na z dobytkiem swoim. Na gród obierano ile możności miejsce
z natury obronne, w pobliżu drogi handlowej, więc skałę,
wzgórze, brzeg wysoki nad większą rzeką, przy brodzie lub
przewozie (który późnieJ zamieniał się na most). W epokach,
kiedy rzeki wśród równin jeszcze rozlewały się w szerokie
i nipprzebyte moczary, brzeg wyższy i suchy ułatwiał do-
stęp do przewozu. Takiemu położeniu zawdzięcza nawet swą
nazwę jedna ze stolic piastowskich na Śląsku. Brzeg (niem.
Brieg) nad Odrą. . Wyjątkowo i tylko w całkiem płaskich ni-
zinach wznoszono zamki wśród bagien, w pierścieniu obwaro-
wań ziemnych, które razem z wodą czyniły twierdzę nie
o-
stępną.
U stóp zamku lub w cieniu kościoła wyrastała osada, za-
wiązek przyszłego miasta. Mieszkańcy, trudnościami komunikacji
i niebezpieczeństwami podróży odcięci od świata, zdani prze-
ważnie na siebie, musieli sobie .sami radzić w codzienny
h po-
trzebach życia. Wyrabiano lub przetwarzano do użytku prawie
wszystko, w co trzeba było zaopatrzyć ludność. Rękodzielnicy,
kuecy i zawodowcy wszelkiego rodzaju łączyli się w cechy.
Członkowie cechów osiedlali się gromadnie w pewnych dzielni-
cach miasta, mieli nitraz swoje ulice. W Krakowie śladem tego
są do dziś dnia ulice: .Szewcka, Stolarska i inne.
Pierwotnie ulice trzymały się niewątpliwie starych szlaków.
Z czasem zaczęto je trasować z pewną myślą i programem. In-
teres wymagał w okolicy środka miasta placu większego, gdzie-
by się mogły odbywać targi, i gdzieby "pospólstwo miejskie",
t. j. zbiór mieszczan, uprawnionych do zabierania głosu w spra-
wach publicznych, mogło się zgromadzać dla narad i dla uro-
czystości. i.lbo wszys' kie głÓwniejsze ulice miały swoje ujście
w takim rynku, albo te
, szczególnie w miastach mniejszych,
główna arterja komunikacyjna, droga handlowa, łącząca miasta
i kraje, przechodziła bokiem, co placowi zapewniało większy
spokój, a jarmarkom i zebraniom ludu zostawiało większą swo-
dę. Czasem z góry obmyślano kilka placów.
.
>>>
179 --
Na rynku głównym konc
ntrowało się życie. Tu stawał
ratusz, siedziba władz administracyjuych i sądowych. Pod jego
ochroną skupiał się ruch kupi
cki, dla którego niekiedy w więk-
szych miastach handlowych stawiano osobne kramy i składy
rzęd
mi z.szeregowane w jedną lub kilka ulic; jeżeli takie ulice
dla większej w:ygody nakryto dachem, a budynki doprowadzono
do pewnej zgody, powstawały wielkie hale targowe, zamieniane
potem w gmach jednolity, monumentalny, jakiego wzorem są
nasze Sukiennice. Na boczne mniejsze place przesuwano spe-
cjalne gałęzie handlu.. Tak krakowski Mały Rynek przeznaczony
był na sprzedaż mięsa i starzyzny.
To odnosiło się do potrzeb codziennych i wymagań wygod:y.
Drugim warunkiem było bezpieczelistwo, obrona życia i mie-
nia mieszkańców przed napadem z zewnątrz. W miarę jak
wzrastała osada,
amek już nie wystarczał do pomieszczenia
ludności, uciekającej przed wrogiem. Saplo miasto musiało stać
się zamkiem. Otrzymywało mury warowne z bramami i baszta-
mi. Obwód kolisty był najłatwiejszym do bronieuia, wymagał
najmniejszej liczby obrońców. Stąd plany miast dawnych często
zbliżone są do koła) ulicami podzielonego w szachownicę. Jeżeli
zamek stał w środku, kształt ten mógł b3"Ć wcale regu] arn 3'!
W innych razach, np. w Krakowie, położenie nie pozwalało za-
budować miasta inaczej, jak w bok od zamku, po jednej jego
stronie. Zamek, zewnątrz stojąC
T, łączono czasem z murami miej-
skiemi, lecz reszta miasta otrzymywała mimo to obwód, łukiem
zakreślony.
Z pracy mierniczej, którą znać w planach miast średnio-
wiecznych. nie wynikała wszakże geometryczna tez
,"zględność
ani martwa sztywność. Przedewszystkiem liczono się z terenem
i danemi warunkami. Czyniono w)"łomy w symetrji, by zastoso-
wać czasem całą część miasta do wzgórza Baturalnego lub pa-
rowu, do biegu rzeki. Rzędy domów zbaczały z linji prostej, by
ominąć zamek, kościół lub inny gmach, oddawna istniejący.
Ulice, w zasadzie proste, rzadko bywały prostemi w rzeczywi-
stości. Trzymano się w nich obranego kierunku, ale nie
znura.
Zaginała się nieraz linja fasad, zmieniała szerokość ulicy w róż-
nych miejscach. Poziom także szedł dość wiernie za nierówno-
ściami gruntu.
. l\Ialowniczości i życia dodawała sama architektura. Parcele
były różnej miary, przeważnie wąskie. Każdy stawiał dom dla
siebie według własnego upodobania. Stosownie do tego -normo-
wał rozkład i hale piętr. Budowano według utartych tradycyj
.
.
>>>
180
.
miejscowych, bo ludzie mało podróżowali, mało świata widzieli,
wprowadzanie obcyC'h pomysłów i nowinek stylowych było utrud-
nione. 'V układzie i wysokości domów uwzględniano także kształt
parceli, topografil:zne położenie. Fantazja i zmysł estetyczny
odgrywały również swoją rolę, nięmniej ambicja, żeby zewnętrz-
ny wygląd domu był oryginalny i piękny. Dziwić się nieraz
trzeba, jak starannie i ze smakiem zdobiono fasadę, której na
wąskiej ulicy nawet dobrze przypatrzeć się nie można. Linje
regulacyjne nie zakazywały wdzięcznych wyskoków, zboczeń
i krzywizn. Wszystko to razem nadawało. domom cechę orygi-
nalną, indywidualną i rodzimą, a zewnętrznej ich stronie odpo-
wiadało wnętrze, zastosowane do potrzeb mieszkańców i icb
pojęć o wygodzie - swojskie i miłe. Z takich budynków złożo-
ne ulice były urozmaicone, ożywione, zajmujące. Wypaczenia
pozwalały spocząć na perspektywicznych widokach rzędów fa-
sad, zaciekawiały i nęciły przechodnia coraz zmieniającemi się
obraza.mi, ciągłemi niespodziankami. Perspektywę głównych
arteryj ruchu zamykały fantastyczne bramy i wieże murów
obwodowych. Miasta nie były szablonowo podobne do siebie;
każde miało odrębną postać i wygląd, który silnie i sympatycz-
nie wbijał się w pamięć. Powstawało naturalnie, z planem i ła-
dem, który nie krępował swobody i fantazji.
Miasta tego rodzaju nie potrzeba szukać daleko: stary Kra-
ków dostarcza nam takiego przykładu i takich wra
eń, mimo,
że klęski wojenne, zubożenie, a przedewszystkiem pożar 1850 r.
szatę zewnętrzną domów mocno nadwerężyły, obraz miasta
w niejednym szczególe spospolitowały.
.
/
Stanisłau' Tomkowicz.
ObJaśnienia: Tarnów, starożytne mia8to w woj. krakowskiom nad Du-
Dajcem. - Pr
emY8l, w woj. lwowskiem między rzekami SaDem i Warem, wystę-
puje w dziejach już w X w. - Krosno nad Wisłoką w woj. lwowskiem, 8łynęło
za czas6w Kazimierza W. z handlu i przemysłu. - Biec;, 8tarożytne miasto nad
Libut!zą. doplywem Wisioki, w woj. krakow8kiem. - Kom/ort (z ang.), wytwor-
ność, wykwintność. - Pompat!/c
ny, okazały, w8paniały. - Perugja cz,t. Peru-
dżja, u stóp Apeoin6w w pobliżu Tybra, stolica włoskiej prowincji UmbrJi.-
Siena w dawnej Toskanji, 8tolica prowincji Sieny, malo"niczo położona na wznie-
sieniu wśr6d urodzajnych p61, pełna wspaniałych gmach6w średniowiecznych
- i późniejszych. - Pinakoteka. (z gr.). gmach, przeznaczony na zbiory 8ztuki. -
Gliptoteka (z gr.), gmach, przeznaczony ua zbi6r rzeźb. - Propileje (z gr.),
portyk. tworzący wejście do świątyni; budynek z kolumnadą. - Pretensjonalny,
przesadny, pozujący. - Maurgtański, tu arabski. - Labirynt, budowla. o wielu
zawile połączonych komnatach, wśród kt6rych można zbłądzić; tu zawiły splot.-
Etruskowie, dawni mieszkańcy zachodniej czę
ci Włoch między Apeninami i Ty-
brem. - Czytaj kastrów lub kaslellólo. Castra. orum = ob6z, casteJlum =
,
>>>
l
l
forteczka - Schematyc
ny, przedstawiający og6lny wzór. - Tubylec, lca, 8tały
mieszkaniec, człowiek urodzony w kraju, o którym mowa. - Trasować, wytykać
kierunek drogi. - Arterja (z greck.) albo tętnica, naczynie krwionośne, prowa-
dzące krew z serca do w8zystkich części ciała; tu użyto _ przenośnie. - Koncentro-
wać, Hkupiać. - Kram (z niem.) 8klep do sprzedaży towar6w cząstkowej, skle-
pik. stragan. - Miernic
a praca, praca miernika, zajmującego się pomiarami
i podziałem gruntów. - Symetrja, tu podział Da połowy, częRci, odpowiadające
8obie. - Fasada, przednia, frontowa część budowli. - Architektura, hzłałt,
8pos6b budowania. - Parcela, część. - Topograficzne poloienie, szczeg6lowe
położenie jakiegoś miej8ca. - Regulacyjny, przymiotnik od regulacja, doprowadze-
nie do pewnej prawidłowości, aprostowanie.-Perspektgwiczny widok, widok fasad
od najbliższych do najdal8zych. - Szablonowy, przY8tosowany do 8zablonu, je-
dnego wzoru, jednej formy, miary; pospolity.
Petersburg.
(Urywek).
Za dawnych greckich i italskich czasów
Lud się budował pod przybytkiem Boga,
Nad źródłem nimfy, pośród świętych lasów,
Albo na górach chronił się od wroga.
Tak zbudowano _\teny, Rzym, Spartę.-
W wieku gotyckim pod wiezą barona,
Gdzie była cała okoHc obrona,
Stawały chaty do wałów przyparte;
Albo, pilnując spławnej rzeki cieków,
Rosły powoli z postępami wieków.
Wszystkie te miasta jakieś bóstwo wzniosło,
Jakiś obrońca lub jakieś rzemiosło.
Ruskiej stolicy jakiez są początki?
Skąd się zachciało sławiańskim tysiącom
Leźć w te ostatnie swoich dziertaw kątki.
Wydarte świezo morzu i Czuchońcom?
Tu grunt nie daje owoców ni chle ba,
Wiatry przynoszą tylko śnieg i słoty:
Tu zbyt gorące lub zbyt zimne nieba,
Srogie i zmienne, jak humor despoty!
Nie chcieli ludzie; - błotne okolice
Car upodobał i stawić rozkazał
Nie miasto ludziom, lecz sobie stolicę:
Car tu wszechmocność woli swej pekazał.
Wgłąb ciekłych 'piasków i błotnych zatopów
Rozkazał wpędzić sto tysięcy palów
I wdeptać ciała stu tysięcy chłopów.
Potem na palach i ciałach Moskalów
>>>
182
Grunt załotywszy, inne pokolenia
Zaprzągł do taczek, do wozów, okrętów
Sprowadzać drzewo i sztuki kamienia
Z dalekich lądów i z morskich odmętów.
Przypomniał Paryż-wnet paryskie place
Kazał budować. Widział Amsterdamy-
Wnet wpuścił wodę i porobił tamy.
. Słyszał, że w Rzymie są wielkie pałace-
Pałace stają. Wenecka stolica,
Co wpół na ziemi, a do pasa w wodzie
Pływa, jak piękna syrena-dziewica,
Uderza cara-i zaraz w swym grodzie
Porżnął błotniste kanałami pole,
Zawie-sił mosty. i puścił gondole.
Ma Wenecyją, Pary t, Londyn drugi,
Próc,z ich pittkności, poloru, żeglugi.
U architektów sławne jest przysłowie,
Że ludzi ręką był Rzym budowany,
A W enecyją stawiali bogowie;
Alę kto widział Petersburg, ten powie,
Że budowały go ch
Tba szatany.
.Adam Mickiewicz (1798 -l855).
Objaśnienia: Gotycki, tu średniowieczny. W sztuce, specjalnie w archi-
tekturze nazwa t.a oznacza 8pos6b budowania, styl, odznaczający 8ię łukami ostremi
i wieżami wysokiemi i wysmukłemi. Wyraz pochodzi od nazwy plemienia germań-
skiego Gotów. - Baron, niezawisły, szlacheckiego pochodzenia pall. - D
ierżawa,
strpol. majętność, posiadłość. - Wydarte 8wieio i t. d. Peter
burg zbudowano
przy ujściu do zatoki Fińskiej rzeki Newy, która, rozdzielając się w mieście na
trzy koryta, tworzy 15 więbzych lub mniejlzych wysp. Pierwsze fundamenty
przyszłej 8tolicy car6w założył w r. 1703 Piotr I, zwany Wielkim (1672-1725).-
C
uchońcy, lud, naleący do plemienia Fin6w, Finn6w rasy mongolskiej, zamiesz-
kujący p6łnocne i wsehodnie pobrzete morza Bałtyckiego. Petersburg stanął na
mtejscu forteczki szwedzkicj Nienschantz, zdobytej przez Piotra w 1702 r. w wojnie
p6łnocnej z Karolem XII, w kt6rej Piotr wys
pował jako sprzymierzeniec Danji, Sa-
ksonii i Polski (Augusta II). Okolice Petersburga obfitują w wody i bagna, grunt
jest nieurodzajny, klimat zimny i szkodliwy. -- Despota
władca, rządzący wedlug
8wegO widzimisię. - Amsterdam w Holandji, stare miasto zbudowane nad Zu-
idersee w .kształcie
łkBiężyca na 90 wyspach, utworzonych przez rzekę Amstel,
powiązane 300 lD08tami, ozdobione wieżycami kościoł6w, należy do piękniejszych
miast Europy, nazwane Wenecją p6łnocną. Od zatoki Ej pobudowano liczne tawy,
które chronią miasto od zalew6w morskich. -" Syreny, w mitologji greckiej bo-
ginki morskie, wyobrażane z głową kobiecą, reflztą ciała ptasią. Czarowały śpie-
wem i uśmiercały ludzi. P6źniej nadano tę nazwę istotom o postaci pół kobiet,
pół ryb. - Gondola, łódź wenecka o łagodnie wygiętych wydłużonych kształ-
tach. - Polor, ogłada, cywilizacja.
>>>
\
,
. 1
I
1.- .....::
.
"
,.
-g'-
f \'.'
"l/ - fi\.'
_. ,-,,,
,t;.. I:
/ '-\. I '"\J''\
) 'I \
-.J'
/ . --..
tt: - '1,1-
.",
'ti . '
_ .
.: -
\
"
t"'
.t:
(
.-.' . { ,
j '
.J-- },
f * - -.. r
7""-
V;
-",,- -
.... --
-Q. ....;.
....
-
r- . .....
r;'
,-'
r
..eJ ......c'......
-.-=; , ,
,
-
. ...
. -
..s:.......,. ł="'l
hJ:";:
c
\.
...
...
..'
..ł..-' .';. ....
...........
-:..
«
."
.
"
,
-
. ,A-,;.
..-
t,. .
..I.+:
-, -
,
.. ,
..,t-. .,:
.....;: "
...
-..
..
.' .-
.
.. .- -"i
'"'\;
..-..
,
:
J:i1
:f
t.
.-
'lo lit -.I
" '
.
.: . '- .
.::.. .;.:-'
. .
..
,
.
. -..... .-ł
PrTI' o r
o- . -
.
.
-c \. T H.A R IN A i:F,Ul't." , ..-
-
... ;:
.' .:,
. --ł
.....
..
-
.
.
....
!-,,.( '" ue ¥ 1C ł
:.. .. .
>>>
184
,
Pomnik Piotra Wielkiego.
Z wieczora na dżdźu stali dwaj młodzieńce
Pod jedn
?m pła.szczem, wziąwszy się za ręce:
Jeden, ów pielgrzym, przybylec z zachodu,
Nieznana carskiej ofiara przemocy; -
Drugi był wieszczem ruskiego narodu,
Sławny pieśniami na całej północy.
Znali się z sobą niedługo, lecz wiele -
I od dni kilku już są przyjaciele.
Ich dusze, wytsze nad ziemne przeszkody,
Jako dwie Alpów spokrewnione skały,
Choć je na wieki rozerwał nurt wody,
Led wo szum słyszą swej nieprzyjaciołki,
Chyląc ku sobie podniebne wierzchołki.
Pielgrzym coś dumał nad Piotra kolosem,
A wieszcz rosyjski tak rzekł cichym głosem:
-
"Pierwszemu z carów, co te zrobił cuda,
Druga carowa pamiętnik stawiała.
Już car, odlany w kształcie wielkoluda,
Siadł na bronzowym grzbiecie bucefała
I miejsca czekał, gdzieby wjechał konno.
Lecz Piotr na własnej ziemi stać nie może,
W ojczyźnie jemu nie dosyć przestronno;
Po grunt dla niego posłano za morze.
Posłano wyrwać z finlandzkich nadbrzeży
Wzgórek granitu; ten na pani słowo
Płynie po morzu i po lądzie bieży,
I w mieście pada llawznak przed carową.
Już wzgórek gotów: leci car miedziany,
Car knutowładny w todze Rzymianina -
Wskakuje rumak na granitu ściany,
Staje na brzegu i w górę się wspina.
Nie w tej postawie świeci w starym Rzymie
Kochanek ludów, ów Marek Aureli;
Który tem naprzód rozs1awił swe imię,
Że wygnał szpiegów i donosicieli;
A kiedy zdzierców domowych poskromił,
Gdy nad brzegami Renu i Paktolu
Hordy najeźdiców barbarzyńskich zgromił,
Do spokojnego wraca Kapitolu:
>>>
J85
Piękne, szlachetne, łagodne ma czoło,
Na czole błyszczy myśl o szczęściu państwa;
Rękę poważnie wzniósł, jak gdyby wkoło
Mia.ł błogosławić tłum swego poddaństwa,
A drugą rękę opuścił na wodze,
Rumaka swego zapędy ukraca.
Zgadniesz, że mnogi lud tam stał na drodze
I krzyczał: "Cesarz, ojciec nasz, powraca!"
Cesarz chciał zwolna jechać między tłokiem,
Wszystkich ojcowskiem udarować okiem.
Koń wzdyma. grzywę, żarem z oczu świeci,
Lecz zna, że wiezie najmilszega z gości,
e wiezie ojca milijonom dzieci,
I sam hamuje ogień swej żywości;
Dzieci przyjść blisko, ojca widzieć mogą.
Koń równym krokiem. równą stąpa drogą,
Zgadniesz, że dojdzie do nieśmiertelności.
Car Piotr wypuścił rumakowi wodze,
Widać, że leciał, tratując po drodze,
Odrazu wskoczył aż na sam brzeg skały.
Już koń szalony wzniósł w górę kopyta --
Car go nie trzyma, koń wędzidłem zgrzyta,
Zgadniesz, że spadnie i pryśnie w kawały!
Od wieku stoi, skacze, lecz nie spada,
Jako lecąca z granitów kaskada,
Gdy, ścięta mrozem, nad przepaścią zwiśnie...
Lecz, skoro słońce swobody zabłyśnie,
I wiatr zachodni ogrzeje te państwa,
I cóż się stanie z kaskad£} tyraństwa.?"
Adam M'ickiewicz (1798-1855).
Objagnlenla: Pomnik bronzowy cara w Petersburgu. N a granitowej pod-
stawie napis łaciński: "Petro primo Catharina secunda" (piotrowi pierwRzemu Ka-
tarzyna druga). Tw6rcą pomnika jeRt rzeźbiarz francuski Etipnne Maurice Fal-
co net (1716 - 1791), kt6ry pracował w R08Ji od 1766 do 1778 i wówczas w dągu
lat 15 (1765 - 1770) wykończył to dzieło. Głowę Piotra robiła uczenniea Fal-
coneta Marja Antonina Collot. - Pr
yb!Jlec % zachodu. Skazany za nalez('nie
do związku Filomatów i Filaret6w na wyjazd do Rosji, Mickiewicz przebywal tu
od 1824 do 1829 r. i w6wczas poznał "wieszcza ruskiego narodu" - Aleksandra
Puszkina (1799 - 1887). - Co te
robil cuda, zbudował Petersburg. - Pamię-
tnik (ros. pamiatnik) = pomnik. - Bucefał. nazwa !Sławnego konia Aleksandra
Więlkiego, tu przenośnie: koń dziki, wspaniały
- KnutoLOładny (z knut ,_władać).
Knut rosY
8ki = bat. - Toga, szata zwierzchoia rzymska złożona w kształcie p6ł-
kola o Brednicy 6 metr6w, zwykle z bialej materji z czerwonym szlakiem. Jeden
..
>>>
...
186 -
'-
ej koniec przerzucano przez plecy i lewe ramię, drugi pod prawem ramieniem, przez
piersi na lewe ramię, bądź zatykano za pas lub wreszcie trzymano w ręce (zwyczaj
m6wc6w) dla pIękności ruchu. - Marp,k Aureli, Antonin. Marcus Anniu8 Aureliu8
Veru8, cesarz rzymski (161-180) jeden z najlepszych, walczyl Jjomyślnie na W8chó-
dzie z Partami. których państwo obejmowało kraje między Eufratem a Indusem,
morzem Ka
pijskiem i oceanem Indyjskim, na p6lnocy z Germanami (I\-Iarkomanam i
i Kwadami), którzy przeszli nawet Alpy i wtargnęli do Włoch północnych (174-8).
Filozof łagodny, tro8kliwy o I08Y powierzonego mu pań8tWą, pozo8tawił piękną
k8ięgę p. t. "Rozmyślania. K8iąg dwanaście pamiętnika". (Polski jej przekład
M. Reitera WY8zedl we Lwowie 1913 r.). W uznaniu zasług Marka Aureljusza
w wojnie z Markomanami 8enat wzni6sł mu posąg konny na Kapitolu, w twier.
dzy Rzymu. - Paktol, rzeczka w Lidji w Azji Mniejszej, znajdował 8ię w niej
pi aRek zloty. - Wod.re, cugle.
Zaćmienie słońca.
Tego i tego dnia, o tej i tej godzinie i minucie nastąpić
ma zaćmienie słońca.
Wieść ta rozbiegła się" wśród ludu i aż na dno jego zapuś-
ciła ostrze przestrachu. Usłyszeli ją nawet pastuszki najmniejsze
i starcy najzgrzybialsi, słyszały żniwiarki z czołami najobfitszym
potem oblanemi i gwarzyły o niej wśród żniw i potu, gdyż ta
rzecz niesłychana i niesłychanie straszna przyjść miała właśnie
zaraz po żniwach. Więc pocóż żniwa, poco trud, poco naElzie-
ja, skoro i tak wkrótce słońce zgaśnie, ziemia stanie w ciemnoś-
ciach i nastąpi skończenie świata? Każda zapowiedź zaćmienia
słońca jest dla l"ldu nadniemeńskiego zapowiedzią skończenia
świata. Kościoły napełniają &ię modlitwami i płaczem, Tobotom
polnym grozi ustańie. Potem wpływy i wyjaśnienia różne koją
nieco trwogę, która jednak tylko na dno dusz spływa i tam ż
'ć
nie przestaje, przyczajona, sycona krążącemi baśniami o zagra-
żających słońcu pożarciem lub rozbiciem niebieskich smokach,
kometach. ,
Miało to nastąpić zrana. niewiele po wSchodzie słońca.
Niebo zrazu pochmurne wyjaśniło się pod oczyszczającym je
biczem wiatru; z za chmur, błąkających się po horyzoncie, złota
kula słoneczna wytoczyła się na błękit gorący, gdzieniegdzie
poplamiony smugami szarych obłoków.
adne złe przeczucie nie malowało się na złotej twarzy
słońca; była ona owszem jasna, pogodna, spokojna i szło od niej
z łagodnym blaskiem miłe nieupalne ciepło. Trawy i drzewa,
niezupełnie z porannej rosy oschłe, świeciły rozsypanemi bry-
lantami; wiatr niesilny szemrał w drzewach, i szumiał od niego
las. Niemen w głębokiej kotlinie płynął błękitnie, tu i ówdzie
..
>>>
.#
187 --
.
odbijając szare smugi obłoków albo na migotliwe iskry rozkru-
szając w lalach promienie słoneczne. Zdaleka na żółtych ugo-
rach pasło się rude bydło; u dalekiego również zakrętu Niemna
piaszczyst
? brzeg lśnił wyiskrzonem złotem. Aż powieki mru-
żyły się, tak wielkie było lśnienie tej wysokiej ściany, stojącej
nad wspaniale zaokrąglającem się błękitnem ramieniem Niemna.
Wszystko było, jak bywa zwykle w pogodny sierpniowy
poranek. Tylko na wybrzetu tu i ówdzie stały gromadki ludz-
kie, od których wiało oczekiwanie skupione i trwożne. Milczały
i p.atrzały na niebo, na słońce. Rozglądają się po niebie, jakby
szukając
a niem potwora, który już już miał powietrzem przy-
płynąć i pożreć promienistą kulę niebieską, zdrój światła i ciepła.
Za gromadkami ludzkiemi przybiegały psy wiejskie, żółte lub
łaciaste kundle kudłate i z ruchami niespokojnemi węsząc bie-
gały po wybrzeżu.
Zamiast wyglądanego potwora przypłynęła powietrzem
podłużna smuga chmury mętnej i przysłoniła słońce. Gromadki
ludzkie zaruszały się niespokojnie, lecz wnet znieruchomiały
znowu i zaświeciły bukietami przybliżonych ku sobie twarzy,
tak pobladłych, że aż białych. Źrenice ich rozszerzyły się i osłu-
piały, oddechy stanęły w piersiach. Bo w powietrzu poczęło
zmierzchać i czuć było, że za tą chmurą, która przysłania słońce,
staje się coś ciemnego i ciężkiego, że wielki moment przy bywa...
Na tle zmierzchu uwypuklały się blade twarze ludzi i z drże-
niem wszystkich członków tulące się do kolan ludzkich psy. Drze-
wa napełniły się spiesznem trzepotaniem skrz
'deł i trwożnemi
wołaniami matek ptasich, zlatujących na gniazda. Żałosne ry-
czenia przychodziły z dalekich ugorów, po których w bezład-
nym biegu rozpraszała się ruda trzoda...
W miarę, jak zmierzch gęstniał, wody Niemna ciemniały
,
i poczynały toczyć na falach jakieś białawe, trupie połyski. Nie
było już na niebie i rzece ani kawałka błękitu, nie było n
"
całym świecie ani kropli zieloności, ani iskry blasku... świat
okrywał się ciemnością i nabrzmiewał lękiem. Powietrze kładło
się- na ziemię nieruchom e i chłodne, jak ręce trupie.
"';
Tak upłynęła odrobina czasu, aż z nagłością wielką zmierzch
gę
ty przemienił się w ciemność zupełną. Była to ciemność czar-
na
zupełniej i grubiej czarna od najczarniejszej nocy, i jedno-
cześnie z tą czarnością spadła cisza zupełniejsza od wszelkich
zwykłycb cisz, przypominająca z natarczywością nieodpartą grób,
nic, tylko grób _ Świat stanął w ciemności, chłodzię i ciszy grobu.
. ..
..
>>>
188 -
.
Raz, i jeszcze raz, jak przeciągłe hasło żałoby, ciemność
i ciszę przerżnęło zawycie psa. Odpowiedziało mu szlochliwe,
ostro zakończone zalamentowanie kobiece, i potem przez kilka
mgnień oka znowu nic...
Wtem w oddaleniu dość znacznem zabrzmiał i potężnie
rozpłynął się po grobowej ..ciemności i ciszy wielki chór głosów
silnych, męskicb, śpiewających psalm ufności i nadziei:
"Kto się w opiekę poda Panu swemu,
A calem sercem szczerze ufa Jemu..."
Zdawać się mogło, że od tej nuty chóralnej, uroczystej i od
tych słów, z których każde rozbrzmiewało wyraźnie i odrębnie,
ciemność drgnęła i zrzedła jej gruba, ponura tkanina. Stało się
tak, jak bywa o świtaniu, mętnie, biało i błękitnawo.
Chór oddalony śpiewał:
"On twoją tarczą, On twój puklerz mocny,
Za którym stojąc, na żaden strach nocny,
Na żadną trwogę ani dbaj na strzały..."
Jednocześnie w mętnie białem i błękitnawem świetle z za
wysokiej, ciemnej teraz ściany w
Ybrzeża wychylać się i na za-
okrąglone ramię Niemna jeden po drugim wypływać poczęły.
długie, płaskie płyty z pozapalanemi ognikami, które drgały
i migotały, nakształt nieśmiałych gwiazdek poczynającego się
wschodu...
U ogników coraz wyraźniej zarysowywały się stojące po-
staci ludzi, wciąż wzbijających w powietrze, które się rozwi-
dniało, chóralną, potężną pieśń:
"Iżeś rzekł Panu: Tyś ucieczka moja,
Sam Bóg najwyższy jest obrona twoja..."
Flisacy to, Lidzianie czy Nowogrodzianie, lub :Mińszczanie,
gdy w drodze dalekiej zaskoczył ich na kryształowym góścińcu
grobowy moment ziemi, hymn ufności i lladziei wzbili za nią ku
niebu.
Ogromna malowniczość i uroczystość biła od tych wypły-
wających z ciemności i po ciemnych jeszcze wodach posuwają-
cych się statków, światełek. ludzi i tonów.
Lecz niebo i woda stawały się coraz więcej jasne i błękitne,
drzewa wyraźnie odertnęły się od zmroku, i. jak o wschodzie
dnia zaświegotało w nich ptactwo, aż z okrywających ją zasłon
rozebrana zajaśniała twarz słońca nienaruszona, cała, jak przed-
tem złota, łagodna i spokojna.
Wówczas- z drzew nadbrzeżnych i z lasu wybuchnął ogłu-
szający krzyk i śpiew ptaków, gamy wesołych śmiechów ludz-
-
>>>
189 - -
kich potoczyły się blisko i daleko, zieloność zablyszczt.lla brv-
lantami, Niemen popłynął błękitem i ogniem, a po falach jego,
jaskółkom czy strzałom podobne, mknęły czółenka rybackie i su-
nęły powdżnie płyty pozłocone, wiozące znowu od Kalifa Bagdadu
dla królewny ulubionej szaty złote w podarunku ślubnym.
W świat odrodzony z pozłoconych płytów wzbija się chó-
ralna nuta ostatniego wiersza hymnu:
"Dam tycie, całość, szczęście i zbawienie!"
Eliza Orzeszkowa (1843-1910).
Objaśnienia: Ugór, pole po zebranem zbożu odłogiem leżące, pr6żnujące.-
Kundel, pies podw6rzowy albo owczarski, pospolity pies wiejski. - Psalm, pieśń
religijna, wyrażająca smutek, żal, dziękczynienie, prośbę i t. d. Zbi6r 150 p8al-
m6w, zawartych w Piśmie św., nosi nazwę psalm6w Dawidowych. P8alm przyto-
czony 91. - Pukler
, tarcza okrągła, wypukła w środku. - Plyt, u, 8taropol.
część tratwy, zbita z kilku lub kilkunastu kloców; tu widocznie cale tratwy. -
Flisak, majtek rzeczny, 8pławiający wodą zboże i drzewo.-Lida, miasto w okręgu
wileńskim nad rzeką Lidzieją. - Nowogródek w Wileńszczyznie. - .Mińsk nad
Świ
łoczą, dopływem Berezyny, miasto 8tarożytne gł6wne Mińszczyzny. - KaliI,
chalif. następca Mahometa, wiadea Arabów. - Bagdad, silnie obwarowane mia-
sto w Azji, na obu brzegach rzeki Tygrys, zbudowane w 762 --- 766 i przezna-
czone na 8tolicę, do najwyższej świetności podniesione przez kalifa Harun-AI-Ra-
8zyda (766 - 800). Życie jego i rządy
tały 8ię przedmiotem licznych opowieści,
zabarwionych fanta
tycznie (w zbiorze z XV w. p.t. "Tysiąc nocy i jedna"). Do tych
opowieści nawiązuje autorka.
o modlitwIe.
Dzicy i prymitywni ludzie modlą się tylko o materjalne
dobra dla siebie; wyższy już jest stopień tych, którzy korzyść
społeczeństwa wciągają do swej prośby. Stary Kato uczy rol-
nika rzymskiego błagać boga, aby tenże był życzliwym "mihi,
domo familiaeque nostrae." Ponad ten najniższy szczebel ego-
izmu religijnego wznosi się nieco stara modlitwa ateńska, w któ-
rej proszono Zeusa o rosę niebiańską w następnych wyrazach:
"Puść deszcz, puść deszcz, drogi Zeusie, na mieszkańców Aten
i (sąsiednich) Pediajów." Tu altruizm sięgnął do sąsiada. Szer-
.
sze on otrzymał granice, gdy się modlono za lud cały, jak to
u Persów było starym zwyczajem i prawem. Ale poza prośbę
o materjalne dobra myśl ani uczucie jeszcze prawie się nie
wznosi, i ludzie nie wiedzą jeszcze, że modlitwa moze się ob)--
wać - bez prośby, a może być świadczeniem miłości i świadect-
wem- przywiązania, rozmową z Tym, którego się ukochało nade-
wszystko, homilia pros ton theon, jak się wyraził Clemens Ale-
xandrinua. I ludzie nie wiedzą najczęściej jeszcze, że człowiek
może Bogu pozostawić zupełną dowolność w szafowaniu dobrami,
;
>>>
190 -
jak już napomknął Sokrates, ten sam Sokrates, który w przed-
6 dzień groźącej mu śmierci wypowiedział pamiętne słowa: "Je-
żeli tak bogom się podoba, niechaj się tak stanie." Ta modlitwa
znalazła jednak już wielkie uznanie w tej szkole filozoficznej,
w której myśl ludzka i dusza ludzka przed Chrystusem najwyż-
sze etyczne osiągnęła wyżyny. - Stoicy, którzy od III wieku
przed Chrystusem zaczynają działać, a w Rzymie niebawem do-
chodzą do wszech władnego wpływu, głosili co do stosunku czło-
wieka do bogów rozmaite nauki. Raz twierdzili, że wszystkiem
tu na świecie rządzi konieczność i przeznaczenie, i że dlatego
wszelka prośba jest bezcelowa i bezskuteczna; innym razem
chcieli ratować modlitwę, ale zarazem ją uszlachetnić. A więc
głosili, że zewnętrzne dobra podlegają prawu niezłomnemu przy-
rody i przeznaczenia, że jednak we wnętrzu duszy ludzkiej pa-
nuje prawo wolności, w tym więc zakresie można bogów pro
ić
o łaski i pozyskać sobie ich błogosławieństwo. Hasłem tedy ich b
7ło,
aby człowiek zanosił modły o dobrą i sprawiedliwą myśl, b o n a
m e n s i m e n s s a n a, a nie o bogactwa, zdrowie i dobra ma-
terjalne. Filozof na tronie Cezarów, Marek Aureli, radził lu-
dziom, by nie bJagali o zsyłanie szczęścia lub od wrócenie moru,
lecz o to, aby Bóg im dał łaskę niepożądania niczego, wyzwo-
lił ich od obaw i strachu przed klęską. dał im myśl zdrową
i spokojną, m e n s s a n a. Te nauki natchnęły satyryków i mo-
ralistów rzymskich I-go wieku cesarstwa do wysmagania mod-
litw, kalając
Tch świątynie. Persius w drugiej swej satyrze, na-
piętnował tajne pospólstwa prośby, wyszeptywane do bogów,
które domagają się prywatnych zysków, a nawet śmierci bliź-
niego, jeżeli im na drodze szczęścia zawadzi; wystąpił przeciw
kupczeniu i targowaniu się z bogami zapomocą ofiar kosztow-
nych. Dusza czysta jest według niego najlepszą dla bogów
ofiarą. Po nim Juvenalis w dziesiątej satyrze wyszydzał po-
żądliwe prośby ludzkości, przedkładane w świątyniach. Ut sit
mens sana in corpore sano--to według niego powinno być jedy-
.
ną modlitwą szlachetnej duszy. l podobne zdania rozbrzmie-
wały wtedy w Rzymie przez usta Seneki, który mówił, że czło-
wiek to, coby ukrył przed bliźnim, śmie wyjawiać przed bo-
giem, następnie zaś przez usta Greka Epikteta i cesarza Marka
Aurelego. Słowa Sokratesa o zdaniu się na wolę bożą uznawali
oni za hasło i ideał, a modlitwę więzienną Sokratesa: "Jeżeli
tak bogom się podoba, niechaj się tak stanie", kończy się sław-
n
T podręcznik Epikteta, który odgrywał rolę naszej ImitatiC\
w pogańskim świecie.
....
>>>
1
1
Był więc nie wątp li wy postęp w pojęciach i duszach: od
dawnych, oschłych formułek i zabobonu do nauki stoickiej od-
stęp jest ogromny. Przełom st.anowczy przyszedł jednak skąd-
inąd. W progu cesarskiej epoki, kiedy odświe
ano pamięć So-
kratesa, zdającego się na bogów wolę, pokrewna i potę
niejsza
modlitwa zabrzmiała gdzieś na dalekim Wschodzie, pod wioską
judajską Gethsemani; w przededniu śmierci wypowiedział Chry-
stus modlący się po trzykroć pamiętne słowa: "Ojcze mój, jeżeli
nie mo
e ten kielich odejść, jedno abym go pił: niech się dzieje
wola Twoja, fiat voluntas Tua:' Słowa te odbiły się i odbijają
się po dziś dzień tysiącznem echem na całej ziemi. Prośba
smutnych i nieszczęśliwrch miała więc być zdaniem się na wolę
Bo
ą. Nie do tego jednak ograniczyć się miało zadanie i po-
słannictwo modlitwy. Wa
ność jej stała się jednym z węgłów
Ewangelji; odczuwano jej potrzebę gwałtownie i miano prze-
świadczenie,
f3 duch ludzki nowych wyrazów i form potrzebuje
do obcowania z Bogiem. Dlatego też, gdy Chrystus był na
"niektórem miejscu, modląc się, gdy powstał, rzekł do Niego
jeden z uczniów Jego: "Panie, naucz nas modlić się!" A Chrystus
w odpowiedzi na tę prośbę zwrócił przedewsz
Tstkiem uwagę
na to, co słyszał naokół w pogańskich świątyniach, aby słowem
wyzwalającem zerwać z tern, co panowało na ziemi. "A modląc
się, nie mówcie" wiele, jako poganie, albowiem mniemają,
e
w wielomówności swojej będą wysłuchani". Przypomniał więc
Chrystus owe drobnostkowe wymianki nazw i prz
1miotników,
owe zaklęcia, pełne powszednich szczegółów i pragnień. A potem
dał uczniom tę modlitwę, zaczynającą się od słów: "Ojcze nasz,
któryś jest w niebiesiech", która je3t naj wznioślejszą pieśnią na
wzrost ch wał
' Bożej na ziemi, najszlachetniejszą prośbą, bo wy-
kJuczającą ludzkie "ja" i jego pożądania, modlitwą nawskroś
społeczną, zaprzeczeniem tego wszystkiego), o co dusze poziome,
pełzające po szarych powszedniości nizinach, dotąd bóstwo bła-
gały, a wreszcie słowem, wyżeniającem przekupniów, tych
wszystkich, co po świątyniach frymarczyli i targowali się z bo-
gami. Ostały się i ostać się mogą w cieniu obok tej prośby
modlitwy indywidualne; o nich przecie myślał Chrystus Pan
w kazaniu na górze, kiedy mówiJ: "Ale ty, gdy się modlić bę-
dziesz, wnijdź do komory, a zawarłszy drzwi, módl się OjC'u
twemu w skrytości." Wymierzone to przeciwko chełpiącym się
nabo
nością Faryzeuszom, lecz godzi także w pogan, w których
prośba publiczna i głośna za właściwą modlitwę po wsz
.8tkie
czasy uchodziła..
ł
>>>
192
-
-
\Vedług miary duszy miewają te ciche rozmowy z Bogiem
i dziś jeszcze wznioślejsze poloty lub ni
sze poziomy, bo czło-
wiek błąka się wśród nędz swoich i nie wie często, jak do Boga
przemówić: .,0 cob
śmy prosić mieli, jako potrzebJ nie wiemy",
pisał św. Paweł do Rzymian. Ale ten
e sam Apostoł pogan
wspomniał przytem o gemitus inenarrąbiles, t j. o "wzdycha-
niach niewymownych" jako innej jeszcze formie modlitwy, pod-
danej nam przez Ducha św., ktory w nas żyje. Owe ,.wzdy-
chania niewymowne" to prośby bez słów, które jak dzwony za-
klęte. drgają lla dnie ka
dej duszy szlachetnej, rwącej się do
tego, aby lepiej się działo na ziemi, wtórzą i towarzyszą ka
dej
pracy, podjętej dla chwały Boga i na pożytek narodu.
Kazimierz Morawski.
Objagnlenla: Prymitywny, pierwotny, prosty. - Cato Marcus Porcius,
Censorius, także Sapiens (mądry), Priscus (stary). Major (starszy, 234 - 149)
mąi stanu i mówca rzymski, wielbiciel starorzymskiej proetotYI surowości obycza-
j6w. wróg Kartaginy. Pozostały po nim fragmenty mów, ułamki dzieła histo-
rycznego i dzieło o rolnictwie. - Mihi, domo i t. d. = mnie, domowi i rodziuie.-
Egoi
m,
amolubstwo. - Pediajowie, mieszkańcy nie Aten, lecz Attyki w prze-
ciwstawieniu do Iudno9ci miejskiej i mieszkańców pobrzeży. - Homilia pros ton
theón (greck.) = rozmowa z Bogiem, obcowanie z Bogiem. - Clemens Ale;con-
drinu3, Klemens Aleksandryjf:lki Tytus Flawjusz (zmarł około 220 r.) jeden z naj-
znakomitszych nauczycieli kościoła chrześcijańskiego, był najpierw filozofem po-
gańskim. Zostawił "Napomnienie do pogan" obronę chrześcijańliltwa, "Pedagoga"-
nauki dla nawróconego poganina i wreszcie "Dywany" - rozważanie r6tnych za-
gadnień filozoficznych. - Sokrates (ur. około 470, zmarł 399), wielki myśliciel
starożytności. 08karżony o nieuznawanie bog6w i psuci
młodzieży w poczuciu
słuszności swej sprawy spokojnie przyjął wyrok śmierci i wypił truciznę. - S
koła
tilo
ofic
na, zesp6ł ludzi, fołączonyrh jednakowemi poglądami na wszechświat,
człowieka, życie. - Etyc
ny, dotyczący cn6t i obowiązk6w. - Marek Aureli,
patrz objaśnienie na str. 186-Per3ius Flaccu8 (34-62 r.), jeden z najcelniejezych
liIatyryk6w rzymskich. Zostało po nim 6 satyr. - Juoenalis Decimu8 Juniu8 żył
w drugiej polowie I w. po Chrystusiej jeden z najdzielniejszych satyryk6w, bez-
względnie odsłaniający zepsucie 6wczesnego Rzymu. Zostało po nim kilkanaście
satyr.- Ut 3it mens sana i t. d. (wyjątek z X satyry Juvenalisa)=dobra i 8pra-
wiedliwa myśl w zdrowem ciele. - Seneka, patrz objaśnienia na str. 80 i list
(str. 78). - Epiktet żył w I w. po Chrystusie, filozof 8toicki grecki. Zostawił
"Podręcznik" moralności tltoickiej. - [milatio = naśladowanie. .,0 naśladowaniu
Chrystusa", książka łacińska świątobliwego Augu8tjanina Tomasza a KempiB
(z Kempen
1380 - 1471). \Vydana po raz pierwszy w 1486 r., rozpow8zechniła
się w niezliczone) liczbie wydań i przekład6w na w8zystkie języki. - Geth3emani,
mała zagroda, złozona z ogrodu oliwnego i zabudowań u Btóp g6ry Oliwnej o kil-
kaset krok6w od Jerozolimy, miej8ce ostatniej modlitwy i pojmania Chrystusa. -
Kielich boleści. męki i śmierci. - "Na niekLórem miejscu" i t. d. Ewangelja
Łuka;za rozdz. 10 i Mateusz" 6.-FrgmarC
!lćJ wystawiać na handel, kupczyć-
Modlitwy indywidualne, prośby osobiste. - Fa"yseu8se, trzymający się ściśle
zakonu Mojżeszowego, tradycji i starych zwyczaj6w, często tylko obłudnicy i świę-
,
>>>
193
toszki. - Świętu Pawel, pierwotnie Faryzeuaz, przeeladowca chrześcijan, później
nawrócił się i został najgorliwszym obrońcą i krzewicielem chrześaijaDatwa. Zmarł
około 65 r. po Chrystusie.
Modlitwa PIelgrzyma.
Panie Boże wszechmogący! Dzieci Narodu wojennego wzno-
szą ku Tobie ręce bezbronne z ró
nych końców świata. Wołają
do Ciebie z głębi kopalni syberyjskich i ze śniegów Kamczac-
kich, i ze stepów AJgeru, i z Francji, ziemi cudzej. A w Ojczyź-
nie naszej, w Polsce, wiernej Tobie, nie wolno jest wołać do
Ciebie; i starcy nasi, kobiety i dzieci modlą się do Ciebie w skry-
tości, myślą i łzami. Boże Jagiellonów! Boże Sobieskich! Boże
Kościuszków! zlituj się nad OjCZYZllą naszą i nad nami. Pozwól...
nam modlić się znowu do Ciebie obyczajem przodków, na polu
bitwy z bronią w ręku, przed ołtarzem, zrobionym z bębnów
i dział, pod baldachimem, zrobionym z orłów i chorągwi na-
szych;, a rodzinie naszej pozwól modlić się w kościołach miast
naszych i wiosek naszych, a dzieciom na grobach naszych.
A wszakże niech się stanie nie nasza wola, ale Twoja. Amen.
Adam Mickiewicz (1798-1855).
Objaśnienia: J.'YodlUwa pielgr
yma jest wyjątkiem z "Ksiąg narodu
polskiego i pielgrzymstwa", wydanych bezimiE'IJnie w Paryżu 1832 r., a napi-
allych przez Mickiewicza po upadku pow8tania 1831 r. dla całego narodu,
szczeg6lniej zaś dla emigrantów żołnierzy i wodz6w powstania, przebywających we
Francji. - Syberja, rozległa płaszczyzna między górami Ałtaj na południu, Ural-
skiemi na zachodzie, morzem Ochockiem i Kamczackiem na wschodzie i ()('.eanem
P6łnocnym. Miejsce zesłania za czas6w rząd6w rosyjskich w Polsce.-Kamc
atka.
wielki p6łwYAep na krańcu p6lnocno-wschodniej Azji, otoczony morzem Beryngskiem
i częścią zatoki Beryngskiej, za rząd6R rosyjskich w Polsce miejsce zei!łania ska-
zańc6w politycznych. - Algerja, do r. 1830 hołdownicze państwo tureckie, później
kolonja francuska na p6łnocnym brzegu Afryki; graniczy na p6łnoc z morzem
Śr6dziemnem, na wsch6d z Tunisem, na południe z pustynią Sahary," na zachód
z Marokiem. Po roku 1830 rząd francut=!ki utworzył legjon
agrani
n!/, kt6-
rego przeznaczeniem było walczyć w Algerji z miejscową Judnością. Do legjon6w
naleteli Włosi, Hiszpanie, Niemcy i pewna liczba Polaków, prześladowanych
przez rząd francuski.
Objaśnienia do obra:-6w: Dwa reprodukowane obrazy wyjęte są z cyklu
Artura Grottgera (1836 - 1867) p. n. "Wojna." Cykl ten z lO-ciu obrazów
opracowywał artYlSta przez czas dłuższy i wykończył w roku zgonu, jest więc
"Wojna" oatatniem wielkiem dziełem Grottgera. Tytuły obrazów cyklu są na-
stępujące: I - "P6jdź ze mną przez pad61 płaczu" (pierwszy podany tutaj);
II - "LoaQwanie rekrutów"; III - "Potegnanie"; IV -- "Pożoga" (drugi podany
tutaj); V - "Gł6d"; VI - "Zdrada i kara"; VII - "Ludzie czy ezakale";
VIII - "Jut tylko nędza"; IX -
.Świętokradztwo"; X - "Ludzkości, ty rodzie
Kaina."-Często z tym cyklem łączą jeszcze dwa obrazy Grottgera: "Upostaciowanie
wojny" i "Kometa". - Padół, dolina głęboka, nizina. - Pr;e
padół plac
u.
t)'cte pobkle. 13
.
>>>
..
""
'-
-...
....
. .-
:
-..
--..
-
.c
,.J" .- _ 'y
-:.
'ł"
.. ...
I.
...
..." .1- WIo
,
.;".-.
. """" 'f,---,
-...
. ...-
ll_
;
ot;}
.$ . ..... Jt."
'\--
..... t ...
.",
.,
-
1,.:!
so
" );
t-
..i.
...
.-... .
"
't
'
"'.
4.
.'--
. .-
-
t
....
.I."
"'!
-..-
4--"
" .
T
\
-
..
..-
"
'- t 1 '
':
t
., .
I
'I
r_ x...
.. ,-
...
't
--.""......
-
.-,...
--,
.
...........
"1 "w_\
,,;.
"\
...:.:....
-,
f'r'"
....
"
I) ;),
:
\ .
. lO
I.".. .ł:
",'". \"
\'\ -'
.
-.
,\.
."
."
.
.: \
;
'e
'r . #
tlI
.11
l'
:
ł
"-o\,
1
..c
-'\... ';'
'.,.,..
.
- ..
_.1..
'T
, t
" ..
.... :ł
.., .
f ".
.;
-' /. -
: -.!
...... . "!.
.... .
.....-'Oj,
-y..
- -
- -
I
,. I
...
."
.,
!,.-.
.:
J .4
. '17
k
-:
. .
.--:.,.
-
>>>
...:
f
. ,
ł l
. . I..
'.. "_" I.
"I
. ...
""
"
\\
, II
-
. ..
_'t..i .;,
łn '\.
;,
"-
, 'I,
. "q.
,
w
.
"
1 '10{\ i
, " \" "
"
'
r ł'
1.' 's-.; \
, , -
t,)... '.
" .......
\.'
f' .,,#' ,
I
, '.
..
._ 4"-J.." "
, , 'ł.
. .:
\ " .
,\- .'
f .)
-ł . ..
\, ..
, . , .
. , . ..
'. t! ,
, '
..
..
'
"ł...., '
, 1;
\ ,
. 'T
'I'
fj. _
" '"
.
, .. ,
'" ..
. "
l\ .
. . .. .'''\/j '1rt; ..;,
'I'
.-
. ;.
'.-
.....
"- ,
-..
.....:
.",
..
" " .
.
"
1-
.
.
!'
ł
l
.1
.,
:.,
.. I
" 'f
""'''
"'ł.
ooiI'
..,
..... ,,,.
",
"
.,
. ,
-.. 1
..
),
..
,
I.
'.
o,
...
I \::.
,
.
Q.
,-
, . ',' -....... '
"".1 "
- ..' ',.'. ...
..,-
....,
. . _o. A..'U
.:
' . u. ..
..
.
. ' ''-. "'-ol
'.' '
---;'J...
''''''':'__ t'1
";:
.",
....
.,:-'.JO
...
'F" ......... 'i'.('-
..:.-ł
.. . .ł. h
1\
I
,
,."' ...
. ....
.:-
1,,1!..,1' "I'
''-..
b.
"",... .
"-- ,
, ..
'.
>>>
'- 196 -
.
ZwrQt z piękołlj pieśni "Salve Re
ina", "Witaj, kr6Iowo", ze zda!1ia: "Ad te BU8pi.
ramuI lementes et Ilente8 in hac lacrimarum valle"
"Do Ciebie wzdychamy,
jęcząc i płacząc na tym padole płaczu (dosl. łez)." Pieśń powstała między VI ym
i XI-ym wiekiem, śpiewaJi ją rycerze pierwflzej wyprawy Irrv.ył.owet, feglarze wy.
brzeży hiezpańskich.
Jak Ellza Orzeszkowa ocaliła Romualda
Traugutta.
Było to w lipcu 1863 r., kiedy po kilkakrotnych zw
'cięs-
kich walkach z wojskiem rosyjskiem oddział powstańczy Romu-
alda Traugutta odniósł porażkę pod Kołodnem, nagromadzone
zaś w znacznej ilości wojska rosyjskie zagra
ały poważnie od-
działow.i. Traugutt rozkazał swoim ró
nemi drogami przebijać
się ku Kobryńszczyźnie, sam zaś postanowił dostać się do Kró-
lestwa i zbliżyć do ogniska działania.
Podróż wszakże naje
ona była niebezpieczeństwami. Wła-
dze rosyjskie gorączkowo poszukiwały Traugutta: w każdem
miasteczku, w ka
dej osadzie, na drogach i w zasadzkach wszę-
dzie strate, czyhający żandarmi, kozactwo. Traugutt krył się
coraz to w innym domu obywatelskim, pragnąc nie życie, któ-
rem gardził, ale działalność swą wyzwoleńczą zachować. Pod
.
skrzydła domu swojego przyjęła te
wodza powstańczego Eliza
Orzeszkowa, naratając bez wahania majątek swój i tycie. Taki
był wtedy w Kobryńskiem sposób, te zaufani ludzie po dworach
dniami i nocami wystawali na dachach najwyższych budowli
wiejskich, by w każdej chwili s
?gnaIizować zbliżanie się Rosjan.
Zjechała też wkrótce w pościgu za Trauguttem i do Ludwinowa
żandarmerja z kozactwem i tylko dzięki zręcznemu ukryciu po-
wstańca w ogrodzie-pomimo przeszukiwań dworu, oficyn, folwar-
ku, nawet ogrodu, nie zdołała kryjówki polskiego wodza znaleźć.
Najazd ten śledczy powtórzył się wkrótce, na szczęście również
bezowocnie.
Traugutt postanowił jdk najrychlej dostać się do W:1rsza-
wy. Podróż jego w owej chwili była wysoce niebezpieczna
wobec wzmo
onej czujności władz, które wiedziały, iż wódz
gdzieś krąty po powiecie Kobryńskim. Orzeszkowa tedy za-
proponowała Trauguttowi, iż powiezie go ku granicy Królest-
wa we własnej karecie. jako chorego krewnego do lekarza.
Myśl zamieniła się w czyn. W wytwornie zaprzę
onej karecie,
w wykwintnej, jak na młodą obywatelkę ziemską przystało,
podróżnej odzieży wyjechała w drogę Orzeszkowa z gościem
swoim, aby nadać podróty pozory zwykłości. Po pewnym cza-
>>>
197
sie słutący, wtajemniczony, więc bacznie patrzący z wysokości
kozła, zwrócił uwagę jadących, it w pewnej odległości rozezna-
1e wyraźnie na drodze stojący patrol
ołnierski.
U czuli podróżni całe niebezpieczeństwo, które obojgu im
grozi - ale katde z nich poruszone było niebezpieczeństwem
nie własnem. Należało bezwłocznie rozwiązać pytanie: zawró-
cić czy jechać dalej? Jedno i drugie postanowienie niemal rów-
nie niebezpieczne. Traugutt po rycersku pOi osta wił decyzję
Orzeszkowej. Orzeszkowa czuła, iż zawracając-a była jeszcze
pora -- zyska motność ocalenia siebie, ale narazi tembardziej
Traugutta, dla którego przebicie się przez zachodni skraj Litwy
w każdej innej formie równałoby się niewątpliwemu oddaniu
się na pastwę wrogowi; postanowiła przeto nie cofae się. jechać
dalej, biorąc wszystko na siebie, prosząc jedynie Traugutta, aby
zachował się biernie, jak człowiek cierpiący.
Po kilku mInutach odzywa się głos złowrogi: "Stoj!"-
głos, grożący szubienicą zarówno Orzeszkowej, jak Trauguttowi.
Orzeszkowa, nie trac
lc panowania nad sobą. otwiera
drzwiczki karety, wych
-la się i objaśnia spokojnie z grzecznym
uśmiechem, iż wiezie do lekarza chorego kuzyna - kuzyn natu-
ralnie odpowiednie dokumenty osobiste posiadał. Swoboda za-
chowania się, spokój, pewność siebie niepospoJitej kobiety zmy-
liły podejrzliwość straży, i Orzeszkowa szczęśliwie z ocalonym
Trauguttem pojechała dalej.
Według IIenryka Nusbauma.
Objaśnienia: Eli
a
Pawlowskich Or
es
kolf)a urodziJa się w r. 1842
w Grodzieńszczyźnie, kształciła "Warszawie, wyszła za mąż za obywatela
pow. Kobryńskiego (Kobryń nad Muchawcem, dopływem Bugu) i w Ludwinowie,
wsi pow. Kobryń
kiego, spędziła lata od 1858 do 1863; w 1864 wr6cila do rodzin-
nej Milkow8zczyzny " Grodzieńskiem, wreszcie osiadla w Grodnie. Zmarła
w r. 1910. - Romuald Traugutt (1826 - 1864) ur. we wsi Szostakowie woje-
wództwa Brzeskiego. k8ztałcił się w Akademji Inżynier6w w Petersburgu, został
nas
pnie oficerem Aaper6w (wojska, zajmującego (lię sypaniem 8zańc6w. zakłada-
niem min, kopaniem row6w i t. d.). Brał udział w wojnie Krymskiej (1853 - 56)
między Rosją, domagającą się protAktoratu nad kościołem greckim w Turcji, a od-
.
mawiającą Turcją, Anglją, Francją i Sardynją z drugiej strony. Ze stopniem pod-
pułkownika porzucił służbę woje.kową i osiadł, na Litwie w Kobryńszczyźnie. Po
wybuchu powstania w maju 1863 r. rozpoczął z oddziałem ze 160 ludzi walkę od
zczęśliwej potyczki z Ro
janami pod Borkami Da Polesiu pińskiem. Pozbawiony
tywno
ci, staczając bitwy i utarczki z nieprzyjacielem posuwał się przez bagna
" głąb Pińszczyzny ku dolnemu brzegowi Horynia (dopływ Prypeci). W bitwie
pod Kołoonem (pow. Pióski) 13 lipca od(lział jego został rozproszony, a choć sku-
pił się na nowo, w6dz chory z głodu i osłabienia wskutek nieustannego czuwauia
nakazał przekradanie się dziesiątkami do Kobryńszczyzny, sam zaś ukrywał (lię, by
wrócić do sił, poczem przez Kobryńskie i podla8ie przedostał się do 'Vafl:lzawy.
,
>>>
198
Tu w ciągu 8zościu miesięcy od 10 października 1863 do 10 kwietnia 1864 r. stał
na czele Rządu Narodowego Jako tajemny dyktator, kierując wszY8tkiemi flprawami
pow8tania. Aresztowany 10 kwietnia, został powieszony na stokach cytadeli
5 sierpnia 1864 r. - SygnQli
olf)ać, oznajmiać.
Samotna sosna.
Droga pod lasem, złocona piaskiem,
Przy niej samotna sosna z obrazkiem
I zawieszony na dzieli Zaduszek
Z nieśmiertelników mały wianuszek...
Na korze sosny, jak z.naki święte,
Niezgrabną ręką w drzewie wycięte
Napół czytelne,
9.
Jt ;,
\:",1
., ..=-..,
".
. ..
'.;...t 1.
.
"".
.
. ..,
'
' .)
\
:. ...ł.\
...; '
..
_....
-: \
.
,
... . .
\ t
..:,,
. '.
-;j
ł:..' , ' J I' ,
.
C) .,
,I . . Al
. . I J l
. 'I
-4
, ,,',".
'
ł-' . ,I
.#..;??;;'-:.-:
/' t l I _
::.
::
...
. -: /_.,,--:;..-; ?,,-'-
" . ,j( .
?'
!'",
,.
.... .-""'- -';.- -' J%iy
- , .---- ..-";
-;.- , : '\t .;;.
/. .-'
-
( '''' "--" y .
.::. ..,; I . I
;-, _ 1
=.. .--:-
-'. - - - -- - l" __o _. -
-::=ł
, '""; '
1
- - -
=-
--- - -
- --=--
-:-=
--==-==- . ---
.
-
E
-
'
-
".
t
"."C..- -
--:-;;-
-
krzywe li-
[ tery
I rok pod niemi: sześćdziesiąt
[cztery..
Pod sosną lety - mówi poda-
[nie --
Leśnik, zabity tutaj w po-
[wstanie.
Za wsze procesja Bożego
iała
Na miejscu tem się zatrzy-
[mywala...
A gdy ksiądz drzewo wodą
r pokropi,
Przyklękiwali w modlitwie
(chłopi,
I szmer szedł cichych w nie-
[bo pacierzy
Za ostatniego z polskich toł-
l nierzy...
z. Debicki.
.
Objagnienia: Zadu.
ki, dzień Zadu8zny 2-go li8topada, poświęcony pa-
mięci zmarJych w Kościele katolickim, obchodzony mszą, procesją po cmentarzu lub
kościele ze śpiewami i modłami za dU8ze zmarłych. - Boie Ciało, uroczY8tość
uczczenia Sakramentu Ciała i Krwi Pańekiej, obchodzona w pierwszy czwartek po
oktawie (6smym dniu) po Zielonych Świątkach mszą, nieszporami - (z lac. vespe-
rae, śpiewami przedwieczornemi i modlitwami) - wY8tawieniem Sakramentu, pro-
cesjami, podczas których u wY8tawionych na teo cel czterech ołtarzy śpiewane b1-
wają początki Ewangelij.
.
>>>
....
Cz
ć III.
Skowronek.
Z tych wszystkich, którzy za granicę uciekają, on pierw-
szy powrócił.
Tot zima trwała jeszcze, dopiero się luty skończ
'ł, i nie
wiadomo było, co święty Maciej przyniesie, a ty, śpiewaku, już
p&'zybyłeś!
Przyleciał do nas wędrowiec, bliski krewniak czubatej
dzierlatki, co to z nami zimuje, latuje i za pan brat z wróblami
w śmieciach około chat grzebie. Ha, na roli się urodził, a rol-
nik punktualny być musi.
Cóż z tego, te on tylko śpiewa? Rola także piosnki po-
trzebuje.
Nie wabią go ogrody, gaje, zarośla, ale przestronne łany
z oziminami, łąki, pastwiska, ugory-step bodaj, byle miał duto
przestrzeni, gdy w górę wzleci i stamtąd na padoły_spojrzy.
_ Do br
'łki ziemi zupełnie podobny. "Niech oraczowi nie
będzie smutno, gdy rolę uprawia!" - rzekł Stwórca świata
i w przestwory rzucił grudkę ziemi, a ta ożyła i zaczęła
śpie
ać.
On z ziemi lubi patrzeć w odkryte niebo, z pod nieba-na
odkrytą ziemię.
Przycupnął tet odrazu na ziemi, cich:r, skromny, zapewne
swe piosnki układa.
Jednego ranka słońce prześlicznie wzeszło, więc zaraz
z pod skibki ziemi wy
hylił głowę, . podskoczył żwawo parę ra-
zy i nucąc począł się w górę wznosić. Ach, jak ciepło, jak
. dobrze, jak pięknie! - Wiosna!
I jak tu nie śpiewać?! To tet od wczesnego świtu do póź-
nego zmierzchu pieśniom skowrończym końca niema.
Musi być pełen natchnienia, skoro tak śpiewa a śpiewa.
Czytby zawodził pieśń, gdyb
T nie miał nic do powiedzenia,
gdyby serce jego było puste? O nie, skowronka tak jak czło-
.
>>>
- 200 --
,
wieka uczucie zniewala, zmusza, ab
? się wypowiedzieć! Śpie.
wa, więc kocha. Żywe uczucie jest proste; ale kiedy je wygło-
sić przychodzi, pieśń płynie bez końca, gdy t uczucie jest nie-
wysłowione.
Dziwny twój zawód, pieśniarzu - opiewać światu swe
szczęście, nadzieję. a może niedolę. Uczucie, niby błyskawica,
przebiegło przez całą istność, jego echa rozlegają się po duszy,
jego dreszcze przejmują cię całego, i musisz, koniecznie musisz
się wypowiedzieć w pieśni...
Przecież on tylko śpiewa, a jednak najpierwszy z pracow-
ników dziennych do pracy spieszy, ostatni na spoczynek idzie.
Kocha widaó tę sztukę i z całą namiętnością jej się oddaje.
Wzbija się oto po linji, skręconej jak muszla, zatrzymuje
się w powietrzu, trzepocze skrzydełkami, coś w rodzaju po-
wietrznych pląsów"- rozpoczyna swe hymny. Zapala się. wzla-
tuje wyżej, wisi w błękicie "jako plamka szara", nareszcie zu-
pełnie znika ze wzroku, i tylko dźwięki pieśni jego słychać.
W tych podobłocznych krainach istny gwar skowrończych
pieśni - turniej bardów śpiewaków roli.
Ale wyczerpał się oto, czuje, że mu wkrótce zabraknie sił
do pieśni i do górnego lotu.
Opada, zniża się powoli, to lekko spływa, rozpostarłszy
skrzydła, to znów przystaje, wydobywa z siebie ostatnie dźwię-
ki. - Skończył, wy śpiewał już wszystko, tchu nie czuje w sobie...
Zwinął skrzydła i jak kamień martwy całym pędem spadł na
niwę swoją. Bo ten poeta - rolnik gospodaruje na swojem: całe
pola dzielą się na posiadłości skowrończe, a właściciele pilnie
strzegą praw dziedzictwa.
N aturainie, te na przepisy takie bynajmniej nie zwraca
uwagi krogulec, ów straszliwy} przed którym trwoga skowronka
nie zna granic. \
Ileż to razy zaśpiewany w górnych sferach pieśniarz pada
ofiarą swego zachwytu, gdy go niespodzianie zaskoczy chytry
drapieżnik!
O, i człowiek, niestety, nie ustępuje w okrucieństwie kro-
gulcowi, gdy pragnie zaopatrzyć swą kuchnię i klatkę!...
Adolf Dygasiński (1839-1902).
Objagnltnla: Świę-tg Maciej 24 lutego. Przysłowia: "Gdy Maciej 8więty
cokolwiek lodu nie 8topi. będą długo chuchali w zimne ręce chłopi". "Jeśli mróz
w 'więto Macieja, czterdzieści dni tegoż nadzieja". "Na święty Maciej lody wróżą
długie chłody, a gdy płyną już strugą, "to i zimy niedłu
o". - D
ierlatka, dłubza
od skowronka rolnego ze śpiczastym dziubkiem, rzadko śpiewa w powietrzu, - .
>>>
201
Punktualny, stawiający się, przybywający, lIpełniający jakąś czynność ściale na
czas oznaczony. - O:limina, zboże, siane na jesieni. - Ugór, pole, po zebranem
zbo!u odłogiem le!ące, pr6tnujęce. - "Jako plamka 8:1ara." Wyrazy połozono
" cudzysłowie, są bowifim wyjęte z innego utworn, mianowicie z "Farysa" Mickie-
wicza. - Turnieje, igrzyska, zapasy, gonitwy rycerskie Bredniowieczne. - Bard
(ze Bredniowiecz. łac.), pieśniarz, śpiewak. .
Krakowiak.
Jaśmont wpadł do gumna i zakręcił się na toku, wołając:
- Niechaj do tańca grają, jut się nogi zwijają! Krakowia-
ka, Zaniewscy!
Zaniewscy po półgodzinnym odpoczynku na całe gumno za-
huczeli raźnym krakowiakiem, ale tańczyć go nie zaraz zaczęto,
bo nie wszyscy taniec ten umieli, więc pary dobierały się z nie-
jaką trudnością. Nakoniec dobrało się ich dwanaście z pierwszym
drużbantem na cz
le, który wolałb
Y z Domuntówną, ale przez
uszanowanie dla zwyczaju i osoby z pierwszą dru
ką przodem
pomknął, a wszyscy za nimi w podskokach biegli, głośne hołup-
ce wybijąjąc i zgrabnie, gibko wyginając się w strony obie.
Justyna niczem szczególnem nie wyróżniała się z grona
tancerek. Mniej piękna od kruczowłosej Osipowiczówny, od An-
tolki, od Siemaszczanek zgrabniejszą nie była, ale miała w tań-
cu większą niż one powagę i grację. Więc lekko na ramieniu
tancerza zwieszona, z półuśmiechem na ponsowych ustach, jak
łabędź płynęła przodem korowodu, a widzowie, dokoła stojący
i siedzący, patrząc na nią, głowami kiwali i szeptali, że z tak
piękną panną miłoby było tańczyć do końca świata. Ale naj-
uporczywiej i coraz ogniściej z nad rzędu kornetów i czepców
ścigał ją wzrokiem Janek, coraz rozkoszniej uśmiechać się za-
czynał, niecierpliwą stopą parę razy o tok uderzył, aż do kie-
szeni siermięru sięgnął, bawełniane rękawiczki pospiesznie na
ręce włożył i przez obsiadujące ławę niewiasty przeskoczył. Na
ławie powstał krzyk i pisk; łokciami jego, a uchowaj Boże! i no-
gą mote zaczepiony czepek Giecołdowej na ucho jej się zsunął,
co dziertawczynię bardzo rozgni
wało, a u jej sąsiadek wywo-
łało głośne współubolewanie i tajemne śmiechy. Ale on, na zo-
stawione za sobą miny i gniewy wcale się nie oglądając, parze,
tańcowi przodującej, drogę zapiegł, rozgłośnie w dłonie uderzył
i na całe gumno zawołał:
...
- Klaskanego! _
W szyscy wiedzieli, co to oznacza, więc tancerze natych-
miast w tył się cofać zacz
li i obejmować panny,
a nimi si
>>>
-202-
znajdujące, a tancerka z pierwszej pary, jak ptak lekki i szczęśli-
wy, ze wzniesionemi ku niemu oczyma na rami
Jana spłyn
ła.
On, po raz pierwszy kibić jej obejmując; ukropem na twarzy się
oblał i wzrokiem w gór
rzucił, lecz potem, jakby radością
i dumą szalony. z głośnym hołupcem nad ziemię się porwal
i z ramieniem nieco podniesionem w górę, a twarzą ku twarzy
tancerki schyloną szumnie i dumnie dokoła toku taneczny ko-
rowód prowadził.
- No! choć raz pięty do tańca poruBzył!-zawolano w tłumie.
On zaś w tern miejscu, gdzie muzykanci siedzieli, stanął,
inne pary zatrzymał i pięknym głosem nie tylko na całe gumno,
ale na ogród, drogę i szerokie pole zaśpiewał:
Świeci księ
yc, świeci
Około północy;
Ciebie przestać kochać
Nie jest w mojej mocy! ·
Ten przyśpiewek poprostu zachwycił wszystkich, szczegól-
DleJ kobiety. A
w dłonie uderzyły i chichotały z uwielbienia.
Póki dął się, to dął się, ale jak przestał, to już go nikt nie prze-
ścignie, pawet pan Jaśmont,
tóry ślicznie tańczy i jeszcze ślicz-
niej mówi, ale do śpiewania to już bynajmniej nie zdatny. Je-
dnak pierwszy drużbant, czy to ambicją powodowany, (;zy dla
rozweselenia Jadwigi, która nadęta i jak nieżywa poruszała się
przy nim, na tern polu także popisać się spróbował. Po kilku
zwrotach tańca z kolei jak wryty stanął i bardzo cienkim dysz-
kantem niezupełnie na nutę krakowiaka zaśpiewał:
Powierzchowność często myli,
Szczególniej kobiety;
Chocia
oczko łza umili,
Lecz serce... niestety!
I niepotrzebnie z Jankiem w zapasy wchodził, bo pokaza-
ło się, że wcale z czem popisywać się nie miał; i przyśpiewek
niestosowny wynalazł, i w słuchaczach obudził zdziwienie: jakim
sposobem taki du
y mę
czyzna mógł taki cienki głos z siebie
dobywać.
Wzamian kruczowłosy Osipowicz z błękitnooką Cecylką 8ta.
niewską, jakby umyślnie przed matką jej stanąwszy, prawie tak
pięknie jak Janek zaśpiewał:
Koło domu steczka,
Chowaj, matko, pieska:
l\Iasz córeczkę ładną,
To ci jl} ukradn:l!
>>>
203
I ogromny Domunt znowu z malutką Siemaszczanką raczej
gromko, nit melodyjnie, krzyknął:
Za rzeką, za Niemnem. kukaweczka kuka,
Mam tego za dudka, kto posatnej szuka!
Ale krakowiak już się kończył, i inni, choćby chcieli, do
śpiewania nie mieli czasu. A tylko Janek jeszcze, jak do przy.
śpiewków dd haslo, tak je i zakończył, nie w porę nawet, bo
przed samym. kOllcem tańca, krótko. lecz dobitnie wyśpiewując:
Najpierwsze kochanie kiedy serce chwyci,
Radością i smętkitm dosyć je nasyci!
Poczem zaraz tancerkę swojłł jak piórko dokoła siebie okrę-
cił i, na jedno kolano przed nią przypadając, rękę jej do ust
przycisnął.
Eliza Orzeszkou'a (lł:j43 - 1910).
Objajnfenfa: Gumno, budowla do składania i młócenia zwża, stodola na
zboże. - Tok, klepisko, ziemia uklepana w Btodole, gdzie mł6cą. - Druibant
(gwar.) = drużba, mężczyzna, towarzyszący panu młodemn przy ślnbie, należący
do orszaku weselnego. Starszy drużbant, swat, który przybywa z młodzianem
prosić o rękę panny młodej, jest jakby gospodarzem w domn weselnym i kierowDl-
kiem uroczystości. - Korowód, poch6d, orszak, kolo. - Kornet, wYl'Oki cze- -
piec kobiecy muślinowy, gazowy, koronkowy lnb siatkowy z szeroką wBtążką.-
Siermięga, grube wierzchnie odzienie IndowE', snkmana. - Hotupiec, nderzenie do
taktu obcasami. - Dąć ,ię, pysznić się; krzywić się, dąsać. - Dyszkant, naj_
cieńszy gł08 w śpiewie.
· Do łanów.
Łany i łany - jak zasięże okol
I milo sercu i duszy szeroko,
Gdy wpław się puści po tej kłosów fali
1 tyznym światem płynie coraz dalej.
Więc witaj w Bogu ziemio urodzaju!
Błogosławieństwa! witaj chlebny kraju!
Jak pzysta rozkosz cieszyć się bławatkiem
I ludzkich dzieci szczęśliwym dostatkiem!
Jak wielka sila, co. tworzy spokojnie,
Jak wielka łaska, co tak darzy hojnie!
Ile
miłości po tych miedzach siadło!
Z czyjej to ręki tyle ziarna padł()?
Ileż nadziei zdano w dobrej wierze,
A nikt t
''Ch skarbó\\' na polu Die strzeże!
>>>
204
Wielkie to znaki Opatrzności Botej,
Że nad tern ziarnem sam Pan tylko czuwa,
I niebem swojem ponad rolę suwa,
Gdy kmieć na roli ziarno już położy.
Krzytowa droga w łanach się przewija,
I na rozstajnej drodze stoją krzy te,
I polny konik swoją piosnkę strzyte,
I płyną kłosy-lecz nie wiedzieć, czyja
Miedza i rola, i rozstajna droga,
Kto tutaj ziarno rzucił w dobrej wierze,
Kto krzyż postawił i poczcił tu Boga,
I czyja ręka ten plon jeszcze zbierze.
, Wincenty Pol (1807 -1872).
.
Obja
nlenla: Zasi,ie = zasięgnie. - Mied
a, pasek graniczny ziemi nie-
zoranej między dwiema rolami. - Rozstajna droga, rozdzielająca się, rozchodząca
w r6!ne strony; droF;a na skrzy!owaniu. - Polny. konik piosnkę strz!lie = śpiewa
piosnkę, wydaje właściwy sobie głos.
Wspomnienie
Marymontu.
"Ej, ramię do ramienia!. marsz, dzielne chłopaki! l cz
'ć
będziem naszych braci, jak sadzić ziemniakiJ- .
Tak śpiewano sobie ongi, - wychodząc na ekskursję bota-
niczną z ukochanym przewodnikiem naszym .Wojciechem Ja-
strzębowskim.. ·
Na czele szedł krokiem dzielnym, posuwistym a miarowym
nasz poczciwy Jastrząb. Tak zwaliśmy wszyscy nieocenionego
profesora,-i wiedzial on o tern, choć się z tern nigdy nie wy-
dawał. Jastrzębiem zwaliśmy go nie tyle dla podobieństwa z na-
zwiskiem, ile dlatego, te chodził, kołysząc się lekko na nogach.
jak on ptak, szybujący w powietrzu. Z pod srebrnych, długich
rzęs wzrok jego chmurny gniewnie niby dokoła spoglądal; biał
,
sute brwi, zsuwając się ze sobą, zdawały się na pierwszy rzut
oka znamieniem niezadowolenia lub gniewu; język, wydymający
naprzemian to prawy, to lewy policzek, mocno ściągnięte usta
nadawały mu pewien wyraz srogości. A jednak ta dusza dziw-
-
nej pogody, to serce matczynej pra wie czułości rozpływały się
na widok młodych orlików, garnących się pod skrzydła swego
Jastrzębia. Zgarbiony pod ciętarem lat i trosk powszednich,
wyprostowywał się drogi nasz przewodnik na widc,k dwustu
młodzieńców, chciwych wiedzy, choć bardziej jeszcze figlów
j zabawy spragnionych. Takich pokoleń wypiastował on już
>>>
Oó -
sporo; co rok przybywała mu setka, i co rok ojeowską ręką
błogosławił on setce w
'chodzących w świat wythowań('ów,
z których każdy najmilsze pa sędziwym profesorze unosił
wspomnienie. O... bo kochaliśmy go wszyscy, choć szorstko
nieraz się z nami obchodził. Młodzieńcze serca nasze znajdo-
wały oddźwięk w jego sercu - instynktem przeczuwaJiśmy
wszyscy, ile on nas kochał i jak rad był poświęcać się dla nas.
Jeśli rzadki uśmiech przebiegł po ściągniętych zwykle ustach
profesora, to echem zawtórowaliśmy mu wszyscy; gdy się nad
jaką ciekawą rośliną zatrzymał, każdy miał sobie za obowiązek
skoczyć po nią w rów lub wodę, byle zyskać do zielniKa to,
co jego uwagę zwróciło. Gdy na któr
'm z nas wzrok dłużej
zatrz
Ymał, podbiegał każdy czemprędzej, by odgadnąć myśl sta-
ruszka, z którego słowo wydob
'ć było trudno.
Tajemna nić jakaś łączyła nas ,,"szystkich z
starcem, --
czuliśmy mimowoli zbawienny wpływ jego rad i nauk, a choć
eleganckim paniczy kom z d o m o w e j e d u k a c j i nieraz się da-
wał we: znaki, gJy ich za glansowane rękawiczki i lakiero-
wane buciki z ekskursji do gmachów wyprawiał; choć zrzędził
czasem na rozpieszczonych jedynaczków. którzy mu w sporym
marszu podołać nie mogli; choć zburczał nieraz dokumentnie
nałogowych palaczy za ćmidło-cygaro i kopcidło-fajkę:
choć wytrącił nieraz z rąk para
ol, gdy go deJikatniś który
w deszczyk rozpostarł,-wiedzieliśmy jednak wszyscy, że to ro-
bił dla naszego dobra i dla dobra kraju, któremu tym sposobem
przygotowywał obywateli jędrn
Tch, krzepkich, zahartowan
'ci',
zdrowych na ciele i dUSZ
T. .Mens sana in corpore san 0.' ,
_ Szliśmy tedy bez ładu i składu, jak stado owiec za swoim
..
pasterzem, i jak ze stada uskoczy czasem owieczka, by skubnąć
trawy na burcie, tak i z gromady naszej co chwila wyskakiwął
na bok któryś z zagorzalszych botaników, by uszczknąć cieka-
wy jaki egzemplarz trawki lub ziela do blaszanej pugzki, którą
się na plecach dźwigało. Za profesorem podążali botanicy
z profesji, dyskutujący o genezie roślin, ich nazwach, cechach
i odmianach; za tymi lnniej świadomi, ale ciekawi nauki kan-
dydaci na botaników; niec
dalej koledzy mniej ciekawi, jeszcze
mniej świadomi, ale poczuwający się do obowiązku podążania
razem; potem gromadka obojętnych, rozprawiająca o wszystkiem,
co tylko związku z ekskursją j botaniką nie miało; wreszcie na
ostatku maruderzy, alias s z a ryk o n i e c.
Szary koniec składała Apostołka, to jest mieszkańcy nume-
ru 12-go, mieszczącego w sobie dwanaście łóżek, dwanaście
\
.
>>>
206
szafek, tyleż stołków i stolików, taką
ilość pieprzowych cy-
buchów, wreszcie dwunastu dziarskich chłopaków. Od apostol-
skiej tej cyfry numer zwał się Apostołką, a jego mieszkańcy
3postołami. Nie byli to uczniowie celujący, bo w tak hałaśli-
wem towarzystwie uczyć się było trudniej; nie byli to młodzień-
cy, dbali o zewnętrzną elegancję, bo w tak licznem gronie
odbywała się ustawiczna zmiana odzieży -ale nato'1",ia8t byli to ko-
ledzy najszerszych poglądów na obowiązki koleżeńskie, najskłon-
niejsi do psich figlów, ale i do poświęceń zarazem - serca. czyste
i na usługi bliźnich wylane.
Ponieważ usposobienia żywe, śmiałe i wesołe, ale serdecz-
ne i koleżeńskie zdobywają sobie między młodzieżą przewagę,
mieszkańcy więc Apostołki stanowili pewnego rodzaju areopag,
a numer, przez nich zamieszkały, był niejako trybunałem opinji
publicznej. Z pomiędzy apostołów rekrutował się Wójt, wybie-
rany większością głosów młodzieży, a w tejże Apostołce, naj-
obszerniejszej rozmiarami, odprawiano sądy, ilekroć który z ko-
legów, zawiniwszy, przed takowe powołany bywał.
Szli więc na szarym końcu apostołowie, radząc o wa
niej-
szych sprawach Instytutu, o zbliżających się egzaminach, o ma-
jącej się zebrać: s1{ładce na rzecz tych biedniejszych współto-
warzyszów, którzy po ukończeniu kursów i' zrzuceniu dobrze
ju
zniszczonych mundurów nie będą mieli środków na sprawie-
nie sobie jakiej takiej odzic
y cywilnej.
Narada miała się już ku końcowi, gdy oczom naszym
ukazała się Czerwonka - owa karczma pamiętna uwiezieniem osta-
tniego króla.
- Czerwonka! - zagrzmiało na szarym końcu. , -
_ Czerwonka! - powtórzyły nieco ciszej szeregi, naprzód
. w
'sunięte.
- _ Czerwonka! szeptano wreszcie koło profesora i spo-
glądano nań, czy tam swych kroków nie skieruje.
Ale Jastrząb, jak gdyby tego nie 9ł
'szał, nie obfłjrzał się
wcale: zmró
ył oczy i ścisnąwszy usta, po któJych byłby może
wtedy poczciwy uśmiech rad przeleciał -- kroczył w stronę
przeci wną.
Obudzone na chwilę nadzieje ustąpi]y miejsca rozczarowa-
niuj bli
si profesora, zwiesiwszy głowy, stłumione wydawali
westchnienia, a środek tej małej armji głośniej nieco wzdychał.
Zato westchnienia szarego końca przypominały ryk niedźwiad-
ków, których nozdrza, w pierścień skute, targnął mongolski
impresario.
.
!
.
>>>
- 207
Jastrząb kroczył napl'zód, pozornie oddaJał się coraz bar-
dziej, a
nareszcie, gdyśmy już równolegle z traktem, do Czer-
wonki wiodącym, stanęli, zwrócił się do nas, jak wódz do swe-
go plutonu i zakomenderowawszy: " Prawe ramię naprzód! marsz!-
ruszył wprost do karczmy.
- Hura!..-
rzasnął szary koniec, wysuwając się naprzód,
a odgłos zadowolenia, przebieglszy po wszystkich szeregach,
ozwał się echem w karczmie, na której progu ukazała się ober-
żystka, pani DomagaIska, otoczona sztabem płci żeńskiej, mając
za sobą podwiązanego wiecznie mał
onka i kilkoro odrośli zac-
nego rodu Damagalskicb.
Przyjęcie było serdeczne, bo młodzież o krokodylich żo-
łądkach cenną zawsze dla ober
ystów stanowiła klientelę. Pani
DomagaIska z pomocą niewieściego sztabu w jednej chwili
zniosła do ob
zernej izby wszystko, czem chata bogata: więc
kilkanaście donic śmietany i zsiadłego mleka, parę kóp gomó-
łek, kilkanaście sznurów dobrze już wyschłych serdelków,- set-
kę jaj na twardo, od tygodnia zapewne ugotowanych,-dwa ko-
sze bułeczek, któremiby niejedną mniej komunikacyjną ulicę
zabrukować mo
na, wreszcie baterję butelek piwa.
Szturm przypuszczono nie na żart
.! ,V brew wszelkiej wo-
jennej taktyce arjergarda szła pierwsza do ataku - więc aposto-
łowie, rozsypani w tyraljerkę. zdobywali pierwsze łupy, za nie-
mi środek kolumny, a naj pilniejszym botanikom same się ju
resztki dostały.
Poczciwy Jastrząb, siadłszy- na ławie, z radością przypa
trywał się temu niekłamanemu
yciu i byłby o sobie zapomniał,
żeby nie pamięć wszystkich uczniów, którzy, z najlepszych łu-
pów co najlepszego wybrcl.wszy, składali przed nim na stole.
Profesor na miseczkę nabrał zsiadłego mleka, plisolił obficie,
wkrusz
Tł w nie parę bułek, :: zrobiwszy znak krzyża świętego,
pocz,ł spożywać skromny posiłek, dając nam wszystkim hasło
do rozpoczęcia uczty.
Nagle wśród ciszy, przerywanej tylko klaskaniem zgłod-
niałych podniebień i szumem płynącego w gardła nektaru, z oś-
ciennego alkierza ozwała się katar
'nka, ale katarynka, doby-
wająca tonów, na jakie się
adna orkiestra zdob
Tć nie zdoła.
Prąd elektryczny przebiegł po
yłach młodzie
y. Oczy za-
błysły nietajonym płomieniem, zadrgały nogi w takt oberka,
którego dźwięki ju
się do izby przeniosły; nikt jednak ruszyć
się nie śmiał, tslko wzrok wszystkich zwrócony był na kOliczą-
cego swą strawę profesora. Ten usta otarł, zrobił znak krzy
a,
.
,
>>>
...
.
,
...
208
wstał, wyprostował się przez chwilę, a ująwszy W pas grubą
obertystkę, Jł Hu, ha!" wykrzyknął i puścił się z nią wkoło izby.
Tego tylko było nam potrzeba! Jak armja za chorątym,
ruszyła młódź za ukochanym J
strzębiem, :ten chwytając pier-
wszą z brzega dziewuehę do tańca ów pana Domagaiskiego, in-
ni wreszcie zawijając sami z sobą. Oberek szedł prawdziwie po
kujawsku, na odbijanego, na odtupanego, na zawijanego... byle
z życiem i szumenl. z łoskotem i hałasem. Kurz podniósł się
w izbie, jak po stadzie owiec na wygonie - opadł na chwilę, gdy
młode pokolenie Domagals 1 dch na rozkaz oberży tki lało wodę
na podłogę, nie bacząc, te się i tanecznikom obrywalo, ale
z pod zlanej podłogi przybywał zaraz świeży tuman kurzu, na-
gromadzonego obficie mIędzy tarcicami i dobywanego hołupca-
mi naszych podkuwanych butów. W tym chaosie, pyle i wrzawie
nie obyło się bez wypadków. Pani Domagalskiej któryś z tan-
cerzy oberwa
krynolinę, naprędce na przybycie gości nadzianą,
panu Oomagalsldemu ]edna poła 'płóciennego kubraka wpięła
się do blaszanej puszki, zawieszonej przez plecy tancerza, i po.
ciągnięty ruchem wirowym, padł na środek izby zacny restau-
rator, szczęściem nieszkodliwie. Pisk dzieci, przerażonych wi-
dokiem przewróconego papy, przerwał dopiero szalony taniec...
Zaczem, odetchnąwszy przez chwilę i zapłaciwszy potrzykroć
wartoś
nabiału, twardych jaj, zeschłych serdelków i skamie-
niałych bułek, na dany znak przez profesora wyszliśmy z Czer-
wonki, podążając łąkami napo
rót do Instytutu z pękiem traw
różnych w dłoni i pełną puszką na plecach.
Jordan. Juljan Wieniawski (1834 -1912).
Objajnłenła: Marymont, wieś pod Warszawą od strony }:6łnocnej, otrzy-
mała swą nazwę od pałacyku Mariemont (i\font de Marie = wzg6rze Marji), .który
SobieRki wybudował dla ukochanej 1t'Iarysieńki na l&łistem wzg6rzu' blisJw Bielan.
Po śmierci kr61a Jana i wyjeździe Marji Kazimiery pałacyk zaniedbano, nabył go
od Sobieskich w r. 1720 kr61 August II, odnowił, przyozdobił i czę
to tu przeby-
wał w czasie polowań. Po jego Bmierci Marymont stał się własnością sk&rbu;
w r. 1822 dzięki staraniom najwybit,niejazych obywateli otwarto tu Instytut Agro-
nomiczny (szkołę goapodarstwa wiejskie
o). Powiększony w 1848 i 1858 r., Insty.
tut przynosił wielki pożytek krajowi, pod kierunkiem bowicm światłych nauczy-
cieli przysposohił wiele młodzie!y polskiej na zdolnych rolnik6w i ukształconych
urzędnik6w leśnych. W powstaniu wziął udział liczny zastęp wychr:wańc6w szkoly,
to też r. 18
3 Instytut przyl,!czony został przez rząd rosyjski do szkoły poli-
techuicznej w Puławach, gmachy oddtno na koszary tolnierskie, przepiękny ogród
botaniczny wycięto, kaplicę zrujnowano. - .Młyny, stojące przy drodze do Mary-
montu, wyrabiały sławną na cały kraj DJąkę marymoncką. - Ramię do ramie-
nia, słowa wyjęte z "Ody do młodości" A. Mickiewicza. - Ek.kursja (z łac.) =
wycieczka. - Wojciech JaBtrs,boWBki (1799 - 1882), od 1836 profesor zoologji,
>>>
209
botaniki, mineralogji i fizyki w Marymoncie; po zamknięciu Instytutu został nad-
zorcą szkoły powiatowej w \Vart
zawie, później komisarzem las6w rządowych. Cho-
rym, ubogim' starcem zajęli się kochający uczniowie i otoczyJi opieką i miłością
jf)go lata ostatnie. Był Jastrzębowski członkiem towarzystw naukowych, poło-
żyl duże J:asługi dla poznania roślinności Polski, ogłaszał prace naukowe. Je-
go ręką zrobiony zegar słoneczny na ogromnym głazie w Łazienkach. -
Edukacja. wychowanie. - Burta, pobocze nasypu. - Profesja, zaw6d.-
Dyskutować (z łac.) roztrząsać, rozprawiać. - Gene.a, pochodzenie. - Alias
(łac.) = inaczej. - Piepr.owy cybuch (z tur.) rurka, przez kt6rą ciągnie się
dym z fajki, zrobiona z trzciny pieprzowej, bambusu, rosnącego w Indjach
Wschodnich. - ArMpag, najwyższy sąd kryminalny w Atenach, urząd, mający
pieczę nad skarbem publicznym i najwy!szą władzę podczas wojny.-C.erwonka.
W czasie konfederacji barskiej (1768 - 1772) niejaki Alichal 8trawiński z kilku-
dziesięciu kOli federatami postanowił porwać kr61a Stanisława Augusta i wywieźć
z Warszawy. Kr610wi udało się 8kłonić na swoją stronę prowadzącego go konfederata
i wr6cić do stolicy z młyna czy też karczmy pod Marymontem 4 listopada 1771 r. -
Impresario (z włos.), przedsiębiorca przed8tawień cyrkowych, teatralnych i t. p.-
Trakt, droga bita, gościniec, szosa.-Pluton, od 30 do 40 żołnierzy.-Oberiystka,
karczmarka. - Donica, dute naczynie gliniane. - Gomółka, bryłka z twarogu,
z kt6rego po oddzieleniu !erwatki robią ser. - Serdelek, króciutka kiełbaska z sa-
mej wieprzowiny, drobno siekanej. - Taktyka, sposób działania, sztuka toczenia
bitew. - Tgraljerka, prowadzenie bitwy 8zeregami rozpro!!!zonemi, szykiem rozrzu-
conym. - Kolumna, oddział. - Nektar, nap6j bog6w olimpijskich, kt6ry miał
podtrzymywać ich nieśmiertelnoRć. - Alkier., pokoik boczny. - Katarynka,
instrument muzyczny w ki'ztałcie dużej skrzynki, wprawiany w ruch zapomocą
korby. - Tarcica, de8ka, wyrżnięta z kloca piłą. - Iirgnolina, rodzaj sp6dnicy
z obrączkami trzcinowemi albo stalowemi łub też tylko z włosia końskiego tkanej,
kładziont\j pod snknie, aby szeroko i 8ztywno leżały. - Kubrak, surdut, kapota
z prostego sukna, prosta odzież wierzchnia męska dawniejsza.
Cienie.
Kiedy na niebie dogasają blaski słońca, z ziemi wynurza
się zmierzch. Zmierzch - wielka armja nocy, o tysiącach nie-
widzialnych kolumn i miljardach ż)łnierzy. Potężna armja, któ-
ra. od niepamiętnych czasów pasuje się ze światłem, pierzcha
ka:tdego poranku, zw:ycię:ta ka:tdego wieczoru, panuje od zacho-
du do wschodu słońca, a w dzień, rozbita, chowa się po kry-
jówkach i czeka.
Czeka w górskich przepaściach i miejskich piwnicach,
w gąszczu lasów i w glEtbi ciemnych jezior. Czeka, kryjąc się
w przedwiecznych jaskiniach zjemi, w kopalniach, po rowach,
w kątach domów, w załamkach murów. Rozproszona i napo-
zór nieobecna, wypełnia jednak wszystkie skrytki. Jest w ka:t-
dej szczelinie kory drzew, w fałdach ludzkiego odzienia, le
y
pod najmniejszem ziarnem piasku, czepia się najcieńszej nici
pajEtczej i czeka. Wypłoszona z jednego miejsca, w okamgnie-
niu przenosi się na inne, korzystając z lada sposobności, aby
?:
'cle polskie. . 14
>>>
210
powrócić tarnI ską9 ją wygnano I wedrzeć się na niezajęte stano-
wiska i zalać ziemię.
Kiedy gaśnie słońce, armja zmroków gęstemi szeregami
wysuwa się ze swych ucieczek, cicha i ostro
n8.. Zapełnia ko-
rytarze domów, sienie i źle oświecone schody; z pod szaf i sto-
łów wypełza na środek pokojów i obsiada firanki; przez lufty
piwnic i szyby okien wysuwa się na ulice, w głuchem milcze-
niu szturmuje ściany i dachy, i zaczajona w szczytach, cierpli-
wie czeka, a
na zachodzie zbledną ró
owe obłoki.
Jeszcze chwilka, i nagle zerwie się olbrzymi wybuch ciem-
ności, sięgającej od ziemi do nieba. Zwierzęta skryją się po
legowiskach, człowiek ucieknie do domu;
ycie, jak roślina bez
wody, sku!'czy się i pocznie usychać. Barwy i kształty rozpły-
ną się w nicestwie; trwoga, błąd i występek obejmą panowanie
nad światem.
W takiej chwili na pustoszejących ulicach Warszawy uka-
zuje się dziwna postać ludzka z drobnym płomykiem nad gło-
wą. . Szybko biegnie przez chodnik, jakby ją ścigały ciemności,
przy ka
dej latarni zatrzymuje się na mgnienie, i roznieciws7Y
wesołe światło, znika jak cień.
I tak każdego dnia w roku. Czy na polach wiosna dyszy
zapachem kwiatów, czy sroży się lipcowa burza, czy rozhukane
na ulicach jesienne wichry miotają tumanami kurzu, czy w po-
wietrzu kłębią się zimowe śniegi, - on zawsze, skoro tylko na-
dejdzie wieczór, ze swym płomykiem przebiega miejskie chodni-
ki, roznieca światło, a potem znika jak cień.
Skąd się ty bierzesz, człowieku, i gdzie kryjesz się,
e nie
znamy twoich ryśów, 8.ni słyszymy głosu? Czy masz ty żonę
albo matkę, która czeka twego powrotu? Albo dzieci, które,
po'stawiwszy w kącie twoją latarkę, wdzierają się na kolana
i obejmują cię za szyję? Czy ty masz przyjaciół, którym opowia-
dasz swoje pociechy i zgryzoty, albo choć znajomych, z który-
mi mógłbyś porozmawiać bodaj o codziennych zdarzeniach?
Czy ty wogóle posiadasz jaki dom, w którymby cię znaleźć
mo
na? imię, którem motnaby ciebie zawołać? potrzeby i uczu-
cia, któreby cię robiły takim, jak inni człowiekiem? Czyli teł
jesteś naprawdę istotą bezks
tałtną, milczącą i nieujętą, co uka-
zuje się tylko o zmierzchu, roznieca światło, a potem znika
jak cień.
Odpowiedziano mi, te jest to naprawdę człowiek, a nawet
dano jego adres.
P08zedłem do wskazanego domu i zapyta-
łem 8tró
a:
>>>
...
211
-- Czy u was mieszka ten, co zapala latarnie po uli-
cach '?
-- U nas.
- A gdzie?
- W tamtej komórce.
Komórka była zamknięta. Spojrzałem przez okno, alem
tylko zobaczył tapczan przy ścianie,
obok niego na wysokim
kiju latarkę. Latarnika nie było.
- Powiedz mi prz
'najmniej, jak on wygląda.
- Kto go tam wie!-odpąrł stró
, '" zruszając ramionami.-
Sam go nawet dobrze nie znam, - dodał - bo po dniu nigdy
w izbie nie siedzi.
W pół roku przyszedłem drugi raz.
- A dziś niema w domu latarnika?
- Ohol - rzekł stróż - niema i nie będzie. Wczoraj go
pochowali. Umarł.
Stróż zamyślił się.
Zapytawszy o kilka. szczegółów, pojechałem na cmentarz.
- Pokażcie mi, grabarzu, gdzie tu wczoraj pochowano
latarnika.
- Latarnika? - powtórzył. - Kto go tam wie! Trzydzie-
stu pasażerów było wczoraj.
- Ale
on pochowany w oddziale najuboższych.
- Takich zwaliło się dwudziestu pięciu.
- Ale on leżał w niemalowanej trumnie.
- Takich z wietli szesnaście.
Tym sposohem nie poznałem ani twarzy, ani nazwiska, ani
nawet nie widziałem jego grobu. I został tern po śmierci, czem
był za życia: istotą, widzialną tylko o zmroku, niemą i niepo-
ch wytną jak cień.
W pomroce życia, gdzie poomacku błądzi nieszczęsny ro-
dzaj ludzki, gdzie jedni rozbijają się o zawady, inni spadają
w otchłań, a pewnej drogi nikt nie zna; gdzie na skrępowanego
przesądami człowieka poluje zły przypadek, nędza i nienawiść,
-po ciemnych manowcach życia równie
uwijają się latarnicy.
Każdy niesie drobny płomyk nad głową, każdy na swojej ście
-
ce roznieca światło, żyje niepoznany, trudzi się nieoceniony, a
potem znika jak cień...
Bolesław Pt'U8 (1847-1912).
ObJaśnienia: LuJt (i. niem.), otw6r do przewiewu powietrza. - Pasaier,
1) podr6tny; 2) "t.utobJ. jegomość, osobnik.
.
....
>>>
- 212
.
Błogosławieni.
Błogosławieni, którzy w czasie gromów
Nie utracili równowagi ducha,
Którym na widok spustoszeń i złomów
Nie płynie z serca pieŚl'l rozpaczy głucha;
tórzy wśród nocy nieprzebytej cieni
Nie tracą wiary w b l ask rannych promieni:
Błogosławieni!
Błogosławieni, albowiem icb męstwo
Wielkiego gmr-chu wrota im otworzy,
Gdzie razem z chwałą króluje zwycięstwo
Bez twardych kajda.n i bez tych obroży,
Które na ziemi noszą upodleni...
Ten raj się tylko dla silnych zieleni -
Błogosław i eni!
Błogosławieni; albowiem ich syny
Będą sprzątali z ich ziaren owoce
I wśród zmartwychwstań porannej godziny,
Gdy złote słońce blaskiem rozmigoce,
Będą wołali, duchem podniesieni:
Za ojców sprawą świt się lIam rumieni-
Błogosławicnil...
Jan Kasprowicz.
Pleśń litewskich borów.
Wyszedł raz srogi ukaz do litewskich borów,
Aby nie śmiały szumieć ni modlić si
. ani
,
Mruczeć inaczej swoich wieczornych nieszporów,
Jak na suzdalską nutę "Bo1e, caria chrani!"
Trwoga padła na puszcze. Stoją ciche drzewa,
Jak wynurzon z wód łona bór zakamieniały,
Ani zwierz się nie ozwie, ni ptak nie zaśpiewa, .-
Dzięcioł boi się nawet pukać w pień spróchniały.
Diejatiele zaś krzyczą, potrząsając knuty:
"Bór się boi, więc zagra wedle carskiej nuty."
Wtem wstaje wiatr - i leci od zachodniej strony,
J u
spadł na gonnych sosen wyniosłe korony,
Mruknęły dęby, trzęsie !iściami brzeziną.:
I Słuchajmy! pieśń się jakaś wśród puszczy poczyna
.,
>>>
21
-
I brzmi coraz potężniej między konarami:
. "Święty Boże, a Mocny, zmiłuj się nad nami!"
Henryk Sienkiewicz (1846-1916).
Objaśnienia: Uka
, rozkaz, rozporządzenie. - Suzdalska nuta, nuta ro-
syjska. Suzdal miasto powiatowe w gub. włodzimierskiej nad rzeką Klaźmą, nie-
gdyś stolica wielkich książąt Rnsi. - Bo
eł caria ehrani. = Boże, cesarza chroń.
Pierwsz{' słowa państwowego hymnu rosyjskiego Rosji carskiej. - Diejatiel, wy-
raz ros. = działacz. Diejatielami nazywano działaczy, którzy chcieli zrnszczyć Pol-
skę i Litwę. - Gonny, bujny, wybujały, wysmnkły. - Święty' Boie, Święty
Mocny, Święty a Nieśmiertelny, zmiłnj się nad nami! Od powietrza, głodn, ognia
i wojny zachowaj nas, 'Panie! Od nagłej i niespodziewanej śmierci wybaw uao.
Panie' i t. d. Snplikacje czyli błagalne modlitwy, śpiewane przed Najświętszym
Sakramentem zwykle w niedzielę przed snmą (mszą gł6wną) Inb po niej. Nazwa
(snpplicationes) pochodzi z pogańskiego Rzymu, gdzie odprawian/j takie błagalne
naboieóstwa do bog6w w c?'a8ie grożącego niebezpieczeństwa. 8n plikacje bywają
pełne i skrócone.
pod piorunami.
Szła burza piorunowa. Z odnawiąnych co chwila błyskawic
czynił się dzień siny, i w tej zorzy trwożnej widać było dale-
ko w kraj, bo dom stał na wzgórzu wyższem jeszcze njż ko-
ścielne, nad urwiskiem wąwozu. Wąwóz rozszerzał się w ulicę
wiejską, osypaną po obu stokach ciemnem i chatami, niby sta-
dem skulonych zwierząt, które, spełzając z gór do dna wąwozu,
przywarowały na r6żnych w
'sokościacb. Okolica była górzysta,
pograniczna z Galicją...
Ded
cz, głaszczący dotąd pluskiem ostrzegawczym zakro-
plone szyby, zaczął
ię wzmagać i siec, napełniał coraz głośniej
przerwy między porykami gromu i przesłaniał błyskawiczne
zjawy szkłem płynnem, mętno-sinem, zapłakanem rozpacznie.
Aż sam, jak grzmot, deszcz lunął na dachy i na odpryskującą
igłami kałuż ziemię. Piorunowe łono chmur przypełzło do zeni-
tu, biło jednocześnie hukiem i błyskiem, wisiało nad samym
domem.
Ksiądz ukląkł przed łóżkiem w sypialnym pokoju i zaczął
głośno odmawiać modlitwę, której prawie nie łowił uchem po-
przez huk burzy.
Długo tak klęczał, miarkując, czy burza się oddala...
Oddalała się istotnie. Grzmot gospodarował jeszcze hucznie
po niebie, ale już dalej - ulewa tylko nie sfolgowała.
Ale od kilku chwil 8}ychać było hałas inny, ludzki i bli-
ski -- łomotanie do drzwi wchodowych.
Ksiądz zerwał się na nogi.
>>>
214
-- Naturalnie! dom się pali...
Podą
ył do sieni i zastał tam Marcinową, parlamentuJącą
z kimś przez drzwi zamknięte.
- Co się dzieje?
- A to jakieś desperat y, proszę jegomości, na taką pogodę...
- Nie pali się?
- Co się ma palić? Ludzie jakieś podrótne...
Ksiądz Wikliński sam przemówił przez drzwi grotnie:
- Czego tu chcecie?
Głosy z za drzwi, męski i kobiecy, zmieszane:
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus- krześcijany-
katoliki, dopraszamy się łaski - niech nas piorun spali, jeteli
idziemy ze złą myślą.
Ksiądz porozumiał się jeszcze oczyma z Marcinową. Niema
rady - otworzyć trzeba.
I otworzył.
Nie weszli zaraz, kłaniali się jeszcze za progiem pod ule-
wą młody chłop i dziewczyna uśmiechnięta, oboje tak przemo-
kli, te woda ociekała z nich, jak z posągów, stojących wśród
fontanny.
- Ruszcie się przecie, wejdźcie! - za wołał szorstko pro-
boszcz i zamknął starannie drzwi, gdy ta para topielców weszła
do sieni, zalewając podłogę.
- Czego wam trzeba? do chorego?
- Ej nie, proszę księdza proboszcza - odpowiedział chłop-
nasza sprawa osobliwa.
- Jakeście tu weszli, kiedy brama od obejścia zamknięta?
- Od wąwozu wletli my pod górę, a potem bez płot...
- No, idtcie się trochę osuszyć do kuchni.
Marcinowa nabrała sympatji do młodych, widząc icb dobre
twarze i rosłe postaci.
- J eteli ksiądz proboszcz pozwoli, to ja dam chłopu do
przebrania się trochę tego przyodziewku, co to po drwalu zo-
stało. A jut z dziewczyną sobie poradzę.
- Dajcie, Marcinowo.
Podrótni suszyli się i przebierali w kuchni, a ksiądz cho-
dził po salonie, stwierdzając z radością stopniowe oddalanie się
burzy, któ
a nie wyrządziła tadnych widocznych spustoszeń.
Bł
Yskawice, teraz jut weselRze, ukazywały za okni.\mi wieś na
swojem miejscu i kościół mięrlzy lipami, i nawet nig-dzie \uny
nie było na widnokręgu.
/
>>>
- 215 -
Dobroczynna ulewa - myślał proboszcz, głęboko wzdy-
cbając od ulgi...
Zapomniał prawie o swych nocnych gościach, gdy się zja-
wili, pięknie przebrani w sukmanę drwala i w kieckę Marcino-
wej. Młodzi byli, dorodni i urocz
'ści, jakby szli na gody. Trzy-
mali się za ręce.
- 'lęgi z was parobek - uśmiecbllłlł się ksiądz. - Jak
się nazywacie?
- Hryć Lewczuk, dopraszam się łaski.
- A dziewucba?
- Paraska Kuncewiczówna.
- To wy mote... zaczął ksiądz i odstąpił krok w tył, jak
od zapowietrzonych, rozwarł usta i oglądał
acznie podróżnych,
choć ju
po odmianach ubioru nic mógł zmiarkować, skąd po-
chodzą, bo suknie nosili nie swoje.
Lewczuk zrozumiał, pokłonił się w pas, zarówno jak i to-
warzyszka. Stanął potem prosto, odetchnął i dobitnie poważnym
głosem uczynil wyznanie:
- A tak jut katolicy jesteśmy unjackiego obrządku.
- I przychodzid
do mnie, łacińskiego proboszcza? po co?
- My, w postanowieniu będący Lewczuk z Kuncewiczów-
ną, szli do Galicji ślub brać od swojego księdza. Tylko, te prze.
wodnika, za którym my szli, żandarmy przy granicy ułapili, to
my uciekli tu do wsi, do znajomych. Ci nam powiedali, jako
ksiądz tu dobry, według zakonu Botego. To my na noc się niby
do domu wybrali, a swoje postanowienie przed znajomymi za-
taili. I kiedy Pan BóA' zesłał burzę, wszystko kryjącą, my tu
przyszli do nóg się pokłonić ojcu ducbownemu, żeby nas ślu-
bem świętym połączył, jako polska wiara jedna jest.
Ksiądz zbladł jak chusta i odezwał się cicbo, jakby się
bał podsłuchania czyjegoś w tej samotni i podczas burzy:
- Wiecie wy. coby mnie za to spotkało, gdybym wam dał
ślub? Sybir, ni mniej, ni więcej.
- Wiemy, proszę łaski księdza proboszcza. I nam takte.
A jako noc jest, te psa na dwór nie wypędzi, to nikt o tem
wiedzieć nie potr
fi. .
Ksi'ldz WikIiński wypraszał się:
- Bójcie się Boga, ludzie. Szukajcie unickiego kapłana. Ja
tu przecie swoim owiec7.kom potrzebny.
- Do Galicji teraz już trudno, tutaj po cerkwiach nie na.
sze. A my owce Bote tet jesteśmy - i nam pilno.
>>>
- 216
Ksiądz krzywił się, cmokał, chodził po pokoju. :Młoda zaś
para stała, jak posąg podwójny mocnej i niewzruszoiJej woli.
- Jakżet chcecie? tutaj?. nawet świadka niema.
- To i przez świadka. Żeby tylko duchowna ręka nas
związała.
Ksiądz stanął, popatrzył długo w twarze młodych, po toł-
niersku przed nim wyprostowanych. Potem oczy zasłonił ręką, -
poszedł wolno do s wej sypialni i drzwi zamknął za sobą. .
Hryć i Paraska pozostali sami, spojrzeli po sobie i rozmó-
wili się taką tylko wymianą słów:
- A szczo, da on?
- Kate, da.
Stali na swych miejscach, milcząc i nie patrząc jut nawet
na siebie. Spotykali się tylko w marzeniu wspólnem. Stanęła im
przed oczyma cerkiew ich stara, dzisiaj "przemienionaG, i odna-
letli w pamięci głos dawnego unickiego księdza, dzisiaj Bóg wie
gdzie wywiezionego, i śpiewy djaków niegdyś sł)"szane, bucha-
jące chórem weselny.'h d3yszkantów, ogarniętych zadumą basów.
I widzieli się w swych strojach ruskich, ojcowskich, jak przy-
stało dzieciom gospodarskim.
A tutaj pokój cudzy i nieskończona burza zagląda w okna
widmowemi ślepiami bł
Tskawic.
. Tylko nie zdawali sobie sprawy, te więksi są dzisiaj, nit
mogliby być za szczęśliwych czasów swobody, te serca mają
zahartowane w prześladowaniu i w stateczności, godniejsze niż
kiedykol wiek sakramentu.
Otworzyły się drzwi do sypialni. Tam na stole: nakrytym
białym obrusem, stał krucyfiks między d wierna świecami. Ksiądz
.
Wikliński w komty i w. stule wzywał ręką nowoteńców, aby
przeszli do przystrojonego na obrządek pokoju.
Hryć i Paraska ucieszyli się, 1e choć tyle zachodu i ozdo- .
by było przy ich biednym ślubie, otoczonym grozą zakazów
i tywiołów...
W miesiąc po opisanym ślubie znowu burza w nocy prze-
ciągała nad plebanją, ale razy piorunowe były jakieś słabsze,
a przynajmniej tak się zdawało księdzu Wiklińskiemu... Tak sa-
mo burza wysłała naprzód swe grzmiące forpoczty, rozhukane
po pagórkach, i swe jaskrawe race, rozświecające kraj, nad
którym zawisnąć miała piorunową grozą. Tak samo w krótce ka.
pela jej triumfalna urosła w zgiełk i płacz ulewny, i główna siła.
z gromową artylerją przeciągnęła tu
nad drtącym dachem
plebanjL
'-
>>>
.
217
I znowu pośród największej trwogi rozległo się natarczywe
pukanie do drzwi wchodowych.
Ksiądz odrazu poszedl spiesznie do sienL
- Kto tam?
- Niech będzie pochwalony... krześcijany-katoliki...
- A! tego ju
za wiele! - zawołał proboszcz.
l otworzył.
Tak
e para młodych, inna: Harasim Lewczuk i N ata łka
Konieczna. Ci wybrali się ju
praktyczniej; nieśli bowiem zam-
czystą skrzynkę z paradnemi sukniami, przeznaczonemi do prze-
brania się na uroczystość ślubu, na którą liczyli pewnikiem.
- Co to?! co wam strzeliło do głowy przychodzić z tem
do mnie po nocy?
- A bo po dniu wolno? - rozdziawił się Harasim.
_ Ani w dzień, ani w nocy. Kto wam powiedział,
e ja tu
śluby daję na plebanji.
_ Tak mnie... tak nas poniesło tutaj... niby z tego prze-
czucia... dopraszamy się łaski księdza proboszcza - jąkał się
chłop, zezując na boki.
- A nie kłamać mi przed samym sakramentem! - gromił
ksiądz dalej - kto wam powiedział?
Harasim i N atałka upadli do nóg proboszcza, zlewając podło-
gę strumieniem wody, niby potokiem łez.
__ Rodzony, Hryćko, pod przysięgą na zbawienie duszy
wydał nam księdza, proboszcza...
- No, tak i gadać odrazu... ruszajcie się przebrać...
A
do późnej jesieni tego roku ksiądz Wikliński połączył
ślubami mał
eńskiemi osiemnaście par. Wszystkie przychodziły
nocą burzliwą lub najciemniejszą, przed nowiem.
Według Józefa Wlyssenhojja.
Obja
nienia: Kraj, tu strony bardzo odległe. - Parlamentować, "cho-
dzić w układy z nieprzyjacielem, układać się. - Desperat (z łac.), człowiek zroz-
paczony, doprowadzony do oetateczności; gwar. l) niegodziwiec, 2) awanturnik.
3) żartowniś, figlarz. Forma rzeczowa deeperaty wyraia stosunek ncznciowy.-
Drwal, ten, co rąbie drzewo.-Kiecka, gwar. sp6dnica. Unjackiego obr
ądku.
Unja, zjednoczenie kościoł6w wschodniego z zachodnim, dokonana we Florencji
1439 r., odnowiona w Brześciu litewskim w 1595, polegała na połą
zenin obrząd-
k6w KościOła wschodniego z dogmatami (za
adami wiary) Kościoła zachodniego.
Carat rosyjski zwalczał nieubłaganie Unję, wypleniał na Litwie i Białei. Rnsi.
Opornym zadawano okrntne męczarnie, jak bazyljankom w Mińsku, które mordo-
wano powolnie w ciągn Jat dw6ch. Najzaciętszy op6r
tawiał Ind. {-nja ocalała
w obr
bie byłego Kr61estwa Polskiego na podlasin i w Lubelskiem. Po upadku
powstania 63 r. rząd roeyjeki i tu rozpoczął walkę z nnitami. Natrafił jednak
.
>>>
218
j tutaj na op6r bezwzględny wśr6d łndn. Nie pomogło znęcanie si
Wldactwa
nad bezbronnemi, masowe mordy, jak we wsi Pratnlinie t gdzie z88trzelono 13, ra-
niono 30 chłop6w, broniących cerkwi unickiej przed wtargni
ciem popa. Unici
brali ślnby, chrzcili dzieci, grzebali zmarłych potajemnie; gdy wywieziono bięiy
unickich, przekradali się do Galicji, albo udawali po sakramenty do bię!y kato-
lickich, kt6rym groziło cię!kie wi
zieniA lnb zesł81lie. Być moie przypadkiem,
mole umyślnie antor nazwał młodego unitę Lewcznkiem. Rodzina Lewcznk6w od-
znacza}a się na Podlasin wielką pobo!nością i wytrwałą odwagą w obronie wiary.
Stefan Lewczuk ze wsi Gęsi otrzymał trzysta r6zeg za to, !e nie chciaJ wyrzec 8ię
Unji. - Rząd rosyjFlki, zmuflzony klęskami na Dalekim Wschodzie i zami
zkami
wewnętrznemi, ogłosił w 1905 r. ukaz o tolerancji religijnej, kt6ry pociągnął za
sobą m
owe przechodzenie na katolicyzm byłych unit6w. Plan6w swych dawniej-
szych rząd rosyjski się nie zrzekł, w r. 1906 oderwał Chelmszczyznę od Kr6lestwa,
przyłączył do Cesarstwa i poprowadził gwałtowną walkę z katolicyzmem i pol-
skością. Walkę i mękę ziemi chelmsko . "podlaskiej zakończyło wejście legjon6w
polskich 1915 rokn. - W postanowieniu będący, zamierzający wstąpić w związki
maJ!eńskie. - A s
cso, da on. - Kaie, da (gwara p6łnocno-małornska). = A co,
czy da? - Zdaje się, da. - Djak, śpiewak cerkiewny. - Krucyfiks, krzy!.-
Komża, biała, szeroka, sięgająca do kolan. faJdowana z szerokiemi rękawami snknia,
wkładana na ubranie przez księży i usłngujących im przy sprawowaniu obrzęd6w
religijnych. - Stula, część ubioru kapłańskiego, składająca się z dłngiego, dość
szerokiego pasa, rozszerzonego na końcach, na których, r6wnie jak po8rodkn, wy-
szyty jest krzyt. Stułę kaplan przewiesza przez szyj
tak, re końce jej przez
pierdi zwieszają się do kolan. Stula j(8t zawsze tego koloru, co ornat. .Bez stuły
kaplan nie odprawia żadnej czynności religijnej. - Forpoc:zta, przednie czaty.
List Matejki do Czechów.
Szanowny i łaskawy Mecenasie!
Po całomiesięcznej walce wewnętrznej piszę do Pana jako
referenta komitetu, który zawezwać mię raczył na posadę dyrek-
tora Akademji Sztuk Pięknych w Pradze. Treść niniejęzego
listu, będącego niejako rachunkiem moim z Czechami, proszę
zakomunikowac, komu nalety.
Z waszej jednomyślności a gorącego wystąpienia widzę,
jak gorączkowo radzibyście mnie mieć między sobą, i przeko-
nywa mię to o bezwarunkowem przychyleniu się Waszem do
wszelkich
ądań, jakie prawdopodobnie postawić bym musiał.
Wiem, że wyjście z rodzinnego kraju mego hojnie nagro-
d?ićbyście się starali, a stałoby się ono podwąlil1ą, a mote i za-
pewnieniem przyszłości mojej i dzieci moich, niczem jak dotąd
nie zagwarantowanej w ojczyźnie.
Wiem nadto,
e pojawien-ie się mojf? pomiędzy wami ze-
spoliłoby poniek
d rozprzę
one siły słowiańskie na polu sztuki.
'Wiem nareszcie, jak nie obcą dla was osobista moja po-
chyłość ku czeskiemu narodowi, tłumaczłłca się nawet jednośdł\
.
>>>
219
tętna krwi wspólnej, jakiej w sobie zapierać lub nie czuć nie
m
gę. Ta wspólność krwi właśnie, nie tadne inne względy
materjalne, wyglądające na pokusę, staćby się mogła pobudką
najnit:.bezpieczniejszą do wyrzeczenia się własnej a prawej zie-
mi rodzinnej z chwilą opuszczenia tejte, zapowiadającego w na-
stępstwach ekspatrjowanie całej rodziny mojej.
Przyjaźń dla Czech mieć mogę, tak jak ją mam dziś, ser-
deczną, ale ziemi mojej, Polsce miłość ma nalety: od tej więc
wybór bezwzględny zalety. W bezwględności takiej jest mo
e
odrobina tej fatalności historycznej, dzielącej interesa wspólne
dwóch najbliższych sobie narodów na rozłam nigdy nie skoja- ..
rzonej jedności, a może (jest) trochę zaściankowości, którą zwy-
kliśmy grzeszyć Polacy.
Nie przeczę, nie dowodzi to zmysłu politycznego, ale za to
znakiem nieograniczonego przywiązania do własnej, choć mizernej
strzechy, przenoszącego tę ponad wszelkie dóstatki, nawet tak
zblitone i pokrewne, jak wasze.
Otwartością moją możecie się oburzyć, ale nie uszanować
jej nie motecie nawet po takiej zwłoce odpowiedzi, która tylko
dowodem być winna długiego boju uczuć, zanim słowo me wy-
powiedzianem być mogło.
Szczęść Boże waszym zamiarom i ofiarom, kładzionym dla
sztuki narodowej; nie będą one bezowocne, głęboko w nie wie-
rzę. Znajdziecie między sobą ludzi, którzy podołają wielkiemu
zadaniu, co, znając lepiej stosunki i potrzeby rodzinne, mote
nawet z wiQkszem nade mnię szczęściem sztuką pokierują.
W spółczucie dla niej choć zdala mieć będę, ilekroć fądać. tego
będziecie, radą lub czynem posiłkować mogę. Po wypowiedze-
niu tego, co piszę, radbym, abyście, wnikając w prawdziwe po-
wody, nie stracili dla mnie serca, tak jak ja nigdy go dla was
nie stracę.
Przyjm, Szanowny Mecenasie, zapewnienie mojego praw-
dziwego powatania, z jakiem mam zaszczyt dlań zostawać sługą
najtyc
liwszym.
Kraków, d. 17 maja 187.1 r. P. Jan JJatejko.
ObJa'nlenla: J.\fatejko Jan Alojzy nr. w Krakowie 1858 r. Ojciec jego,
Franciszek, pochodzil z Kralowego Hradca w Czechach i był z zawodu nauczycie.
lem muzyki, matka Joanna Karolina była c6rką obywate1a i kupca krakowskiego
Roesberga. Do 1858 r. JaD Matejko kształcił się w szkole średniej, później
w
zkole Sztuk Pięknych w Krakowie. Obraz "Karol Gustaw przy grobie Ło-
kietka" zdobył mu stypendjum Da wyjazd zagranicę. Rok 1858-1860 spędził
I. na
ptudjach ma1arskich w Monachjum. Wiednin. w 1861 OfIiadł w Krakowie. Tn -po_o
.
>>>
220
w6tają kolejno obrazy: "Stańczyk" (18G2), "Kazanie Skargi" (1863), "Rejtan"
(1866), ,.Unja Lubelska" (1869), "Batory pod Pskowem" (1872) i inne. W r. 18iS
Akademja Sztuk Pięknych w Pradze Czeskier zaproponowała. mu posadę dyrektora.
odm6wił; zajął natomiast sta.nowisko dyrektora Szkoly Sztnk Pięknych w Krako-
wie, do kt6rej po4łniesienia niemało się przyczynił. Teraz maInje: "Bitwę pod
Grunwaldem". "Hołd prnski" (1882); "Jana Sobieskiego pod Wiedniem" (1883).
"Kościnezkę pod R'lcławicami" (1888), rysnje "Kr616w polskich" i tworzy wiele
innych dziel. Otoczony czcią, uznaniem w ojczyźnie i za jej granicami, zgaRł
ł listopada 1893 r. w tym samym domn rodzinnym, w kt6rym się nrodził, który
nabył na wł88ność, a w kt6rym obecnie mieści się mnzenm pamiątek po zmarłym
mistrzu pod nazwą "Domu Matejki". - lvlecenas (z łac. Maecenas, imię własne
bogatego opiekuna artyst6w, uczonych, poetów w Rzymie w drugiej połowie I-go
w. przed Chr.). 1) moiny opieknn sztuk i nank; 2) tytuł, dawany przez gr2eczność
adwokatom. W imienin Czech6w zwr6cił się do Matejki adwokat Schaefer.-
Referent (z tac. " ten, który opracownje sprawy piśmiennie, przedAtawia je pewnym
władzom. - Zakomunikowac eoś, zawiadomić o czemś. - Pochylośc (czechizm
od pochylost"), tu skłonność, przychylność. - Ekspatrjowanie, wysiedlenie się,
wynarodowienie. - Fatalność historyczna, zrządzenie, los, objawiający się w hi-
8torji. - Zaściankowość, zamykanie się w swojem malem k6łkn, od
radzanie od
świata.. niewiedza o świE'Cie.
ObJa
nlenia do obrazu p. t. "Wernyhora." \Vernyhora, kOLBko urG-
dzony we wsi Dymytryk6wce za Dnieprem, świątobliwością lycia taki zyskał roz.
głos między ludem, że z dalekich stron zbie
ano się do niego po radę. W r. 1766
przenosi się w granice Rzeczypo
politej i osiada we wsi :\Iakiedon6wce w starostwie
Kaniowskiem. fu wygłasza swe wieszczby o Koliszczyznie (powstaniu hajdama-
k6w, t. j. kozak6w zbuntowanych i czerni 1768 r.) i inne. Zagroiony za przywią-
zanie do Polski i potępianie ruchu wydaniem oburzonym na niego hajdamakom
uciekł z ulubionej siedziby i osiadł na wyspie rzeki Rosi poniżej młyn6w Korsnń-
skich. Grób jego zalała wezbrana rzeka i uniosła wraz ze szczątkami wieszczbia-
rza. 'V szystkie przepowiednie Wernyhory spisał tltarannie w narzeczu mskiem sta-
rosta korsuński Snchodolski, zachowały się one jednak tylko w odpisach. Jedna
z przepowiedni Wernyhory, dotycząca Polski, brzmi: "Polsko, Ojczyzno moja! bie-
dna twoja dola na teraz. . Hojnie Flię przeleje krew syn6w twoich, wYFlokie mogiły
wzniO!:
ą Rię z ich kości: spnBtoszenie, rozpacz i bujny smntek pociągną się po twej
ziemi. Trzy postronne sępy trzy razy ciebie rozszarpią, j upadniesz! Na niczem
spełzną usiłowania plskich synów: kr61 tw6j dzisiejszy, jak zaczął, tak skończy,
pła
zcząc flię na dworze mOElkiewskiej carycy. Ojczyzno! dłngo jęczeć będziesz pod
jarzmem obcych: częśc twoich dzieci wywiozą w niewolę na bezludne obszary,
drnga p6jdzie w dalekie kraje żebrać pomocy krwią i fllowem dla nieszczęśliwej
matki. Po długich latach zjawi się olbrzym z zBchodn, i nadzieja zabłyśnie dla
Polski. Polacy na polskiej ziemi walczyć będą ze swymi wrogami, ale ta nadzieja
zajaśnieje i zniknie, jak spadająca z nieba gwiazda. Jednak ci, co ją rozszarpali,
powiedzą: je3t orzeł biały, jest kr61estwo polskie. i ludzie słabi łnd7ić 8ię tern będą,
a nawet blogoslawić mordercom ojczyzny. Ale zły car, chciwy przelew n krwi
swoich poddanych, zasiądzie na tronie Jagiellonów i pokaże, iż blichtr nie Jest
prawdą. Naród polski powstanie we wszystkich częściach polskiej ziemi, ale za-
braknie mu ładu,. zgody i człowieka; jak dawniej, tak i tym razem upadnie. Po-
la
y, jedni, jak orły po spnstoszenin gniazda, polecą na wędr6wkę daleką,' drndzy
na wygnaniach i w niewolach smntne dni liczyć będą. Polska. nasiąkła krwią
ewoich dzieci, nżyźniona ich trnpami, dłngo znosić będzie ucisk ciemięzc6w; ale na-
...
.
>>>
i
II
l!
I
I
I
I
,
..
.
"
I l --
. --
.... ." .-',", , I
i
.\..i" - \ '\.'.
..' :
l . ; , !.:
:
"T .':' . .. "
''
. . ' '\ .J
. I
I
I
I
,
r
-
-
..
-.,
,.....,
"
'\0-
I
J , ,.
." -.
".-.'-
...
..
I '-'
"
'. "-
( I \ '.J
,..
1"
)
. .
.
..
"-4 ił.
,-
.)
.
..... '
..
.ł. _'I'
,. , .-.,..
'\
.
\
., ,
I r I_
I. l
'" \..
... 1t.,
..
'
.
ł
s;. ,
......,
..
...'
,
.. .
-
-fE-
.-.r;ł
I
:
I
",.
"r
, -
-\'
,::.
..A
ł-'
,
....."
,
..
,"
, . . 'I
1 II
. . I
""-
'
- ..' '\
....
\
.,
,=.
i
I
I
:.... ..- I
J
,
>>>
2
2
reszcie nadejdzie czas, kiedy Anglik sypnie złotem, Francuz wesprze, Muzułmanin
konie napoi w Horyniu (dopływ Prypeci). Polacy liczni, jak drzewa litewskich
borów, jak burzany stepu powstaną i walczyć będą z wrogami. Pierwsze zwycię-
stwo odniosą w jarze Hańczarychy, drugie koło mogił Piata i Pierepiatychy, trze-
cie przy siedmiu mogiłach, czwa1'te między Rzeszczowem a Janiczą. Dniepr całkiem
krwią się sfarbuje, poniesie roztrącać o porohy tropy wrog6w; a od Czarnego mo-
rza do Baltyckiego, od Karpat po Nitowe Btepy nie będzie Moskala na polskiej
ziemi. I Polska będzie wielka, potężna po wieki wiek6w". - Hańcsarychy albo
Janczarychy jar pod Konstantynowem na \Volyniu. - Mogiły Piata i Piere-
piatychy# głośne na Ukrainie w powiecie wasilkowskim.- SiM.
m mogił r6wnie!
na Ukrainie.
R
Ylł
C
ÓlC, miasteczko nad zatoką Dniepru (pow. kijowski) z zam-
czyskiem na g6rze Iwana, lwanhorze. - Stepy NiiolC
, poniżej poroh6w dniepro-
wych. - Obraz, mający wysokości 290 centymetr., długości 204-, planowany od
1875 r., (istnieje pierwsze opracowanie z tego roku) pQwEltal w 1
3 r. Pośrodku
po
tać \Vernyhory, siedzącego na mogile; podtrzymuje go młody kozak U kolan
Wernyhory, oparta o nie, młoda Ukrainka, za nią młody parobczak i dziewczy-
na wiejska. W prawym od widza rogu obrazu mnich prawosławny, u jego
stóp nofe.. Z lewej w g6rze w futrzanej czapce z rusznicą hajdamaka, nitej
szlachcic Suchodoli'lki, wreszcie w rogu obrazu pacholę pol
kie z ryngrafem z Ma-
'ką Boską. Ryngraf była t'.) blacha mo
ię!na, pozłacana lub malowana, owalna,
czwon.kątna lub w kazłałcie tarczy, pierwotnie ku ochronie, z biegiem czasu ma-
lała i stawała się rycerskiem godłem religij nem. U n6g Wernyhory lira, instru-
ment muzyczny na Rusi, mający kształt pudła w formie skrzypiec z kilku stru-
nami, korbą i klawiszami. - Piękną reprodukcję obrazu wydało Towarzy!two Za.
chęty Sztuk Pięknych w Kr61. Pol. r. 1907.
Na śmierć Jana Matejki.
Trzy miecze skrzyżujcie, niech zblysną się w grom,
I nieście przed trumną w wieczysty mu dom.
W trzy tarcze uderzcie, niech spadnie z nich pleśń,
I Bogarodzicy zawiedźcie mu pieśń.
Przyłbicę na marach połó
cie na znak,
Z sztandaru niech biały powiewa mu ptak,
.
Na kopjach zni
onych spuszczajcie go w grób,
Bo sławie ślubował i strzymał swój ślub!
- Nie czcicieJ potęgi, nie
ebra k jej łask,
: o rycerz odchodzi za czynów swych bJask,
To rycerz odchodzi, to mę
ny syn tw6j,
Co wskrzesił, o Polsko, twych sławnych dni bój!
Na duchów strażnicy wódz wielki dziś legł,
Co hartu zbroicy i serc hartu strzegł,
Stu bitew w świat poniósł huk, wrzawę i pył,
Dał moc ci twą uczuć, krwi dolał do t.ył.
,
>>>
22;1
Raz jeszcze z twej piersi odrzucił on precz
Grunwaldzkim pogromem krzyżacki ów miecz,
I pruski hołd wznowił u skutych twych nóg.
I z klęczek przed tobą nie wstanie już wróg.
On ostrzył twe szable, rumaki twe bódł
I cary wpół zgięte przed ciebie on wiódł;
I wieki przeminą, i hańby tej żar
Po Szujskich dziedziczyć jak rab będzie car.
Nad prochy i dymy, i martwych stos ciał
Zwycięstwo pod Wiedniem on znowu ci dał
I złotym łańcuchem na wieki on skuł
Dla gości nielubych piastowy twój stół.
Z troistej ciemnicy, gdzie kaźń i gdzie zgrzyt,
On wiódł cię, o Polsko, na dzień i na świt
I kamień odwalił, stoczony na grób,
I ducha tchnął w piersi, mdlejące wśród prób.
Dziejowych tw
'ch dzierżaw, dziejowych twych praw
Prastare pieczęcie wydobył na jaw,
Jak Rejtan na krzywdy poło
ył się próg
Z wieczystym protestem: Niech sądzi nas Bóg!
Trzy miecze skrzyżujcie, niech zbłysną się w grom,
I nieście przed trumną w wieczysty mu dom;
Na tarczach zniżonych spuszczajcie go w grób,
Bo sławie ślubował -i Btrzymał swój ślub.
}'larja Konopnicka (1846-191U).
ObJa
nienła: Szczeg6ły obrzędu pogrzebowego czerpie poetka z dawnych
rycerskich obyczaj6w pogrzebowych. - Pieśń BogarodJicy, naj starsza pieśń polska
z końca XIII lub polowy XIV wieku. Najdawniejszy jej tekst brzmi:
.Bogu Rodzica, Dziewica, Bogiem sławiena- (błogosławiona) Maryja!
Twego Syna Gospodina Matko zwolena (wybrana) Maryja!
Zysci nam (zyskuj nam, !taraj się dla nas), spuści nam (daj, co pozyskasz).
[Kyrje ele)son.
Twego dziela Krzciciela ldla, przez Twego Chrzciciela), Botycze (dziecię Boga)
Uflysz gł08Y# napełń myśli człowiecze (spełń pragnienia),
Słysz modlitwę, jął (którą) nosimy (zanosimy),
A dać raczy, jego! (o co) prosimy:
A na świooie zbotny (pomyślny) pobyt,
Po !ywocie rajski prze by t (tywot wieczny). Kyrje elejsOD. &
Go'podin = Pan. - Zyśc.i, RpuBci strp. rozkaźnik: ddś: zyskaj, eoPUBĆ. -
Kyrje elej san (greck.) Panie! zmiłuj się! - Boiycse, starop. wołacz od Bo-
>>>
224
żyk. - .Iąi, jegoi. biernik, dopelniacz od miaD. ize, ja
e, jete. Strp. zaimek
względny: kt6ry, kt6ra, kt6re. - Hołd pruski, 1525 r. złotony na rynku kra-
kowskim Zygmuntowi Staremu przez protest.anckiego księcia Prus, poprzednio wiel-
kiego mistrza zakonu krzytackiego, Albrechta Brandenburakiego. - Po S
ujskich
i t. d. ,V 1892 Matejko namalował obraz 7ł
6łkiewski stawiający cara Wasyla
Szujskiego z braćmi lIa sejm w Warszawie" (1611 r. w czasie wojny moskiew-
skiej 160g - 1618). I złotym łańcuchem i t. d. Być mo
e, ma tu autorka 11a
myśli obraz z 1877 r. "Uczta Wierzynka" (1362) na której był kr61 czeski i ce-
sarz Karol IV, dawniejszy wr6g Kazimierza, poślubiają('y jego wnuczk-:. - Pra-
stare piecsęcie i t. d. .Matejko skrzętnie zbierał i odrysowywał pieczęcie pol9kie,
p6źniej według pieczęci odtwarzał postaci historyczne.- Pamiętny protest Tadeusza
Rejtana na sejmie rozbiorowym 21 kwietnia 1773 r.
Brat Albert.
Brat Albert!
Wysoka, o głowę tłum przerastająca postać starca. Okry-
wa go szar
', gruby habit, wobec którego najpodlejsze płótno
chłopskie zdaje się być wyk,vintnym materjałem. Biodra prze-
pasane prostym powrozem. Na głowie mała, okrągła czapka
z nieprawdopodobnie nędznego sukna, która problematycznie
chroni od zimna. Wygląda z pod niej ciemna, surowa, jakby
z bronzu ulana, twarz średniowiecznego mnicha- ascety, o
ywio-
na parą oczu, które z wyrazem litości i zgrozy zdają się pa-
trzeć. w oblicze szumiącemu dokoła
yciu. Grube ręce noszą
ślady fizycznej pracy. Cała postać ciężka i szorstka mówi o
ciągłem przebywaniu wśród nizin ludzkich, na samem dnie spo-
łeczeństwa.
Ten człowiek był niegdyś wytwornym światowcem. Śmia-
ły się do niego wszystkie ponęty życia. Był arl ystą. Jeżeli
młodość, powodzenie. swoboda od trosk i talent zapewniaj
l
szczęście, mógł je brać pcłnemi garściami.
Brat Albert był wtedy artystą - malarzem, \damem Chmie-
lowskim. Urodzony w zamo
llej ziemiańskiej rodzinie w Króle-
stwie, wybitnie uzdolniony poświęcił się sztuce. Odbył studja w:Mo.
nacbjum, gdzie serdeczne .węzły koleteńskie łączyły go z jedD
Tm
z mistrzów po)skiego malarstwa, Juljuszem Kossakiem. Otworem
stało przed nim to} co się w życiu zewnętrznem i zewnętrznie
pojmowanem nazywa karjerą. Droga słała mu się łatwo, rów-
no i ponętnie. Lecz młody artysta nie nosił w sobie zadatków
epikurejskich. W subtelnej i wrażliwej duszy zbyt
ywo odbi-
jały się otaczające go zjawiska, a silnie dźwięcząca w niej stru-
na etyczna czyniła ją szczególnie wrażliwą na kontrasty spo-
łeczne. Myśl,
e tu
za ścianą jego osobistego szczęścia otwie.
ra się otchłań cierpienia drugich, zatrzymała go w pół drogi.
>>>
225
.
Odwrócił się i patrzał długo i przenikliwie w tragiczny
splot
ycia. Nędza i rodząca się z niej zbrodnia poczęły bolee
go, jakby ból osobisty. Równocześnie rozwijało się uczucie re-
ligijne. Młody malarz zwrócił się ku tematom, oderwanym od
ziemi, i wówczas stworzył swój największy, w religijnej eksta-
zie poczęty, obraz: "Zbawiciel, objawiający się błogosławionej
lIałgorzacie." Malował jednak coraz mniej. W r. 1885 w Krako-
wskiem Towarzystwie sztuk pięknych wystawił ostatni obraz:
"Ulica w Chocimiu. CI Dokonało się w nim tymczasem zupełne
wewnętrzne przeistoczenie. Wysokie napięcie etyczne szukało
dla siebie czynnego ujścia i znalazło je w formie, tworzącej do-
skonałą harmonję ideału z
yciem. Ideał młodego artysty zary-
sował się jako wskrzeszenie ducha Chrystusowego w stosunkach
ludzkich. Był to wielki i prosty sposób ukojenia nędz i cierpie!i
człowieczych. Nie znający kompromisu ani połowiczności, nie rozu-
miejący prawdy inaczej, jak w zgodzie zupełnej z czynami,
Adam Chmielowski wysnuł ze swego zało
enia naj dalsze kon-
sekwencje praktyczne. Postanowił pójść śladem św. Franciszka
z Asy
u. Odtąd zaczyna się jego natchniona seraficzną miłoś-
cią ludzi działalność apostolska. Urzeczywistniła się wizja
średniowieczna! W bogatych ramach chrześcijaństwa znalazły
się łatwo formy działania. Adam Chmielowski zrywa wszystkie
więzy światowe, przywdziewa habit mniszy i pod imieniem
brata Alberta, umierając dla siebie, zaczyna
yć dla drugich.
Nie skierowuje swych kroków ku wydeptan
7m ście
kom miło-
sierdzia, ani ogranicza się do tuzinkowego ocierania łez niesz-
częśliwym. Sięga głębiej. Błogosławioną dłoń ratunku wyciąga
ku tym, którzy znaleźli się poza obrębem społeczeństwa. Idzie
w ciemne, cuchnące zaułki, gdzie gnieździ się zdziczenie i wy-
stępek. Widzi w nich przedewszystkiem odwieczne zjawisko nę-
dzy i staje wobec nich jak miłujący brat, nie jako sędzia. Scho-
dzi wcią
nitej po obryzganych błotem i krwią szczeblach spo-
łecznej drabiny, zstępuje a
na dno człowieczego piekła, gdzie
czai się wyjęte poza nawias normalnego
ycia. zwierzę ludzkie,
urodzone w spodleniu i skazane na zbrodnię. Tam styka się
z czemś straszliwem: z człowiekiem bezdomnym! .
Ci najnędzniejsi doznają pierwsi działania kojącej dłoni
brata Alberta. Na Kazimierzu w Krakowie powstaje pod naz-
wą "Ogrzewalni" przytułek dla nędzarzy. Ściągają do niego
w mroźne dni i noce zimowe szumowiny z przedmieść krakow-
Sk:ich: włóczęgi,
ebracy, przestępcy ró
nego rodzaju, dzieci bez
rodziców. Drzwi Ogrzewalni są dla wszystkich bez wyjątku
Zycie pOlltle. 10
>>>
226
.
otw8rte i nikt nie jest nagabywany, skąd przybył i dokąd odej-
dzie. Prócz noclegu pod dachem czeka przelotnych tych mie-
szkańców tak
e ły
ka ciepłej strawy. Brat Albert jest troskli-
wym ich sługą i niena.trętnym gospodarzem; zostawia bezimien-
nym gościom swoim najdalej posuni
tą swobodę. W fizycznie
i moralnie duszną atmosferę przesącza się zwolna działanie je-
go mist
.cznej miłości. W ciemnych duszach wyrzutków wy-
kwita pierwszy kwiat ludzkiego uczucia: wdzięczność. Przywy-
kają do swego opiekuna i ani wiedzą o tern, jak nieznacznie
zaczynają ulegać jeg-o wpływowi. Pewnego dnia rozlega się
w ogrzewalni szmer wspólnie mówionego pacierza. Brat
Albert w
.dobywa skądś skrz
Tpce, i płynie z pod jego palc6w
słodka melodja pobożnego hymnu, a w ślad za nią rodzi się
pieśń chóralna - pieśń w nocnym przytułku ludzi bezdom-
nych.
Ogrzewalnia zaludnia się coraz bardziej, lecz i obok sza-
rego mnicha pojawiają się z czasem towarzysze, jak on, w gru-
bych habitach, przepasanych prost
'm powrozem. Boso wędrują
od drzwi do drzwi, zbierają jałmużnę, chleb i starą odzie1;. Na-
stępuje dalsza faza. Wśród nędzarzy zdarzają się dawni rze-
mieślni
y. Brat Albert dostarcza im narzędzi i pomału zapra-
wia do pracy. Przykład pierwszych pracujących pociąga resz-
tę. Ci, co nic nie ':lmieją, wyplatają bodaj słomiane rogó
ki,
które znajdują zbyt wśród ubo
szej ludności, a zarobiony grosz
zostaje własnością mieszkańców przytułku. Są ju
zawiązki
warsztatów!
Wnet Ogrzewalnia okazuje się za ciasną. Dzieło brata
Alberta zaczyna się teraz szybko rozrastać.
Powstaje pierwsze "Schronisko" w zabudowaniach Pauli-
nów na Skałce. Potem drugie, takie samo schronisko dla kobiet,
którego kierownictwo ujmują nsiostry", przyodziane w szare ha-
bity św. Franciszka. Powstaje fabryka gięty
h mebJi w osobnym
wynajętym budynku na Kaźmierzu, i oto pierwazy legjon wy-
rzutków społeczeństwa zamieniony został w uczciwych praco-
wników.
Brata Alberta otacza ju
rozgłos. Rada miasta Lwowa za-
prasza go gorąco i ofiarowuje wszelką pomoc w urządzeniu
przytułków we Lwowie. Owocem tych zabiegów jest wystawio-
ny przez gminę przy ulicy Kleparowskiej za miastem wielki
murowany dom na "Przytulisko Brata Alberta" dla mę
czyzn,
i drugi opodal, w ktÓTym mieści się
Schronisko" dla kobiet ped
'110
>>>
-- 227
I
kierunkiem szarych sióstr św. Franciszka. Potem powstają we
Lwowie i w Krakowie osobne schroniska dla bezdomnych, z uH.
cy pozbieranych, chłopców. Wraz z dachem nad głową, strawc
i odzie
ą, otrzymują naukę elementarną, uczą się rzemiosł, a zdol-
niejsi idą nawet do szkoły. We wszystkich zakładach są war-
sztaty, wre praca.
Z biegiem lat sieć przytułków brata Alberta pokryła znacz-
ną część kraju. Prócz Lwowa i Krakowa są domy dla mężcz
yzn
w Przemyślu, Tarnowie, Stanisławowie, Sokalu i Zakopanem, dla
kobiet trzy domy w Krakowie i po jednym we Lwowie, Jaro-
sławiu' Przemyślu, Sokalu i Zakopanem. Żyje i pracuje w nich
tysiące dawnych nędzarzy. Pomno
yła się także drużyna brata
Alberta, którą tworzy czterdziestu kilku .braci" i pięćdziesiąt
kilka "sióstr". W Kuźnicach koło Zakopanego mają dwa nowi-
cjaty i domy dla chorych, w okolicach Krechowy we wschodniej
Galicji mają pustelnie, odcięte zupełnie od świata, służące do
ascetycznych rozmyślań "ku pokrzepieniu ducha", wzorem {.w.
Franciszka. Wszyscy bracia i siostry pracują fizycznie: obsług Jjcl
ubogich, dozorują chorych, gotują, piorą, szyją, tkają sukno na
odzie
, uprawiają różne rzemiosła, kierują warsztatami, chodzą
po kweście, wychowują dzieci. Nie majcl
adnej własności oso-
bistej. Wszystko, cokolwiek stworzą. staje się własnością gmin,
w których istnieją poszczególne przytułki i domy.
Kim są ci ludzie?
Odcięci od własnej przeszłości, przeistoczeni, bezimienni, są
tylko "braćmi" do służenia drugim. Obok prostaczków są ludzie
wykształceni, pociągnięci przykładem brata Alberta. Niezwykły
starzec, który tak prosto i cudownie umiał dać czynny wyraz
swemu poglądowi na świat i ż
Tcie, osiągnął wspaniały zespół
formy i treści swego
ycia. Jest arcytypem człowieka, który się
w całej.pełni wypowiedział. Potężne napięcie woli nie tylko patrzy
z tej twarzy, jakby z bronzu ulanej, ale i
ywemi czynami
przemawia. Ona to wywiera ów wpływ urzekający, którego doś-
wiadczyli na sobie niejednokrotnie ludzie. stojący na świeczniku
umysłowym Polski. Pokorny mnich jest czemś więcej, niż dłonią,
niosącą ukojenie i światło w czeluście nędzy ludzkiej. Jest on
wcieleniem bohaterskiego piękna, które się nie da nigdy zgodz:ć
z połowicznością. Jest dostojnym przykładem prawdy, że trud-
niej, a zarazem i wznioślej jest "dzień przeżyć, ni
napisać
księgę. "
Antolli Ch%llielfski.
>>>
228
.,..
Objajnlenla: Habit, suknia zakonna. - '\Vgkwinlny, wyszukany, deli-
katny, najlepszy. - Problematyc
nie, zagadkowo, nlep6wnie. - A,ceta, ćwiczący
.ię w pobo!ności i cnotach przez rozmyślania religijne, modlitwy i posty. - Wy.
. tworny, wyszukany, elegancki. - Światowiec, człowiek, mający piękne obejście,
obracający się w najlepszem wielkoświatowem towanystwie. - Adam Chmielow-
ski (1848 - 1916) w powstaniu (1863) stracił nogę. - l
.onachjum, stolica Ba-
warji nad rzeką harą. - Karjera, zaw6d, droga tycia; szczęście zewnętrzne, do-
brobyt materjalny. - Z Idatki epikureJskie, skłonność do utywania życia, iego
przyjemności. - Subtelny, delikatny. - struna etyc
na przen., poczucie mo-
ralne, sumienie. - Kontrast, przeciwieństwo. - Tragicsny, polegający na tem,
te to, co piękne, silne, wartościowe, psuje się lub ginie przedwcześnie. - Ekstasa,
wielkie uniesienie, zachwycenie duchowe. - Małgor
ata błogosławiona. Marja
Alacoque, (czy t_ Alakok 1647 - 1690) wstąpiła do zakonu wizytek. .zycie jej
było ciągłem uniesieniem religijnem, zapełnione modlitwą, widzeniami. - Chocim,
na prawym brzegu Dniestru, pamiętny dwoma zwycięstwami nad Turkami: Chodkie-
wicza 1621 i Jana Sobieskiego 1658. - Harmonja, zgodność, dostosowanie.-
Kompromis, ustępstwo. - Zaloienie, myśl gł6wna, zasadnicza, pierwsza.-
K onsekwencja, wnio
ek. - Serafic
ny, aniel.!!ki. - Wisja, widzenie. - Tu
in-
kowy, pospolity. - Kaimier
, prżedmieście Krakowa. W samym Krakowie
stwierdzono, te dzięki przytuliskom brata Alberta w jednym roku liczba spraw
karnych, oddanych przez policję sądom, spadła z 5000 na 4000. - Mistyc
ny, tu
nadziem8ki. - Fa
a, odmiana. - Rogoia, mata, plE'Cionka z sitowia albo łyka
moczonego. - Nowiej at, mieszkanie dla nowicjusz6w zakonnych, nowych, początku- .
jących zakonnik6w. Zakonnicy ci nazywali się .A lbertynami, braćmi III reguły
św. Franciszka. - Arcytyp, najdoskonalszy, wzOrowy typ.
Sonet.
Co złość zniweczy 7 co występek zburzy,
To miłość z gruzów napowrót postawi.
Upadłą ludzkość z krwi i łez kału
y,
Gdzie ją spychają występni i krwawi,
Czyn poświęcenia podniesie i zbawi.
Myśl, która dobru powszechnemu sIuty,
Wiedzie za sob" duchów zastęp du
y,
Jak łańcuch w niebo lecących
órawi.
Cichych poświęceń nieustanna praca
I serc szlachetnych dobroć promienista
Grzesznej spuścizny przekleństwo odwraca,
I coraz głębiej przenikając, czysta.
Powszechny skarbiec duchowy wzbogaca,
Z którego ka
dy czerpie i korzysta.
Adam Asnyk (1838-1897).
>>>
229 -
A c h 111 e i s.
(urywek).
W NAMIOCIE ACHILLESA.
A U t O m e d o n.
. (leż!! na ziemi u pł6cien namiotu).
Włady,... Patroklos nie
yje.
A ch i 11 e s (dźwigając gOj
Spadł? Konie go poniosły?
Au tomedon.
Nie. -- Zabito - Powleczono
A c h i II e s.
Kto go powlókł?
A u t o m e d on.
Tam le
y, we krwi w 8zczerem polu.
Pędziłem całą siłą, - bo Hektor mnie goni.
Hektor, który go zabił.
A c h i 11 e S.
Do broni! do broni!!!
Kto jest przy nim?
A 11 t o m e d o n.
Przy trupie nie było nikogo.
Nikt koło nas nie walczył, patrzano z oddali.
Nikt nie bie
ał z pomocą.
Achilles.
O nędzni i mali!
.Myślano,
e to jestem ja w tej mojej zbroi.
A u t o m e d on.
l\Iyśleli,
e ty giniesz, przyjaciele twoi.
A c h iłl es.
Podli! - Coprędzej zawróć. - Pij tu z tego kru
a,
Odzyskasz moc! (nawołuje do innych poza namiot)
Przeprzę
cie konie!
(patrzy przez otw6r w namiocie)
Jakowyś mrok przesłania nadrzeczne wy brze
e.
.. A u t o m e d o n. .
To Apollon, niechętny nam, Hektora strze
e
i okrywa go chmurą
A c h iłl e s.
Rozegnam te chmury.
Krwil} Hektora opluj
ilijońskie mury.
>>>
230 -
(ubiera
ID zwykłą zbroję niepozornq)
Trzymaj lejce. - Tarcz dajcie. Podajcie dziryty.
I lecieć za mną pędem, łup będzie obfity.
(Burza. Antilochos zdyszany wbiega).
Czego chcesz?
A n t ił o c h os.
Wieść przynoszę.
A c h iłl es.
Ju
wprzódy przed wami
nieszczęścia wieść czarnemi przybiegła skrzydJami.
Precz.
..
A n t i l o c h o s.
Aj as odbił ciało i przegnał zwycięzcę.
A c h i 11 es.
Niech Ajas weźmie zbroję. - Leć z wieścią o klęsce!
Ja Hektora zabiję! - Ziem Trojej zaorzę!!
Zamorduję!!!. Hektorze, Hektorze, Hektorze.!!.
(wybiega, dosiada wozu, wóz rusza).
POD MURAMI. U ŹRÓDEŁ.
P a II a s (uzbrojona, biegnqc)
Tam, tam, o widzisz go, biegnie w oddali!
A c h i II e s (sqdzi, że ściga kogoś przed sobą. Uzbrojony,
biegnqc, krzyczy)
Zabiłeś przyjaciela, jedynego druha!! /
(przebiega)
H e k t o r (uzbrojony wbiega, przystaje)
Przystanę, - krew w gardło mi bucha.
Owó
źródło.-Garść chwycę, ha, jak ukrop pali. (pije)
Odetchnąłem.-Gdzież tygrys? Muszę go doścignąć;
niech nie sądzi,
em stchórzył. (Pallas przemyka Sl
kolo
murów)
H e k t o r (nie patrząc wtJ/ł, a pewny, ie jest ktoś za nim)
Pom6
tarcz mą dźwignąć.
I powiedz tam wrotnemu, by wrota odemknął.
(Pallas zapada się).
Przepadł. Wszak był ktoś tutaj? C
y Dejfob? Czy widmo?
Czyli mój to cień własny po murze się przemknął?
Słońce pali. (Biegnie UJ stronę, gdzie pognoi był Achilles).
Apollu, zawlecz niebo mrokiem.
Czyim
e to w śmierć jestem skazany wyrokiem?
(prom),
>>>
I
231 -
Znak mi dajesz. '\tV tym znaku zwycięstwo się wa
y. -
(z trwogą ciszej)
J eśli
em kiedy twoich zaniedbał ołtarzy,
o Pallas!... (Achilles u'raca od strony, w którą pobiegl)
Czekam na cię. Chcesz się mścić. Dostoję.
A c h i 11 e s.
Zabójco dzieci, zbrój się, grabarzu, zabiłeś!
Hektor.
Odrzuć włócznię! Na noże walcz, dostoję pola!
A c h i 11 e s.
Strzeż się, gdy nieopatrznie włócznię w
Trzuciłeś,
Walczę włócznią. bo zabić jeno moja wola!
(rzuca dziryt. Hektor upadł na kolana, ugodzony w szyj
.
Achilles patrzy).
H e k t o r (gnie si
ku ziemi drżqcy)
Ciało me oddaj ojcu, dzieciom i mej żonie.
A c h i II e s.
Wprzód ogniem cały }Jjón zdobyty zapłonie!
(wyrywq dziryt z rany Hektora. Hektor omdleu'a).
NA MURACH ILJONU.
(Priam biegnie z pośpiechem. Gromada starców otacza !lo, biegnqc
za nim. Wszyscy PQtrzą k!dyś U' dół, poza mury)
P ria m (sute ubranie starczej slCojej głowy zrzuca; pozryu'ał loki
i tiar
)
Synu! Synu! - Mój synu! Już cię nie zobaczę!
Ju
cię
ywym nie ujrzę!!
G r o m ad a ni e w i a s t (biegnie z pośpiechem, wszystkie patrzą
k!dyś U' dół, poza mury, tcskazu;q)
O tam, o tam! Ju
widzę! Wóz pędzi śród pyłu!
Andromaka (wpada krzyczqc)
Okrutniku! - O widzę!! Tam! Ach! Wlecze trupa!!!
G r o m a d a s t a r c ó w.
Obłok kurzawy przesłania wóz - konie.
(przebiegajq pędem)
G r o m a d a n i e w i a s t.
Pędzą tam, dalej! tam, - ku tamtej' stronie!
(przebiegajq 'P
dem).
A n d r o m a k a (stoi chll'il
, słucha, rozplqfuje i ro
ryu'a. u'fzły
bogatego ubioru glowy)
Stójcie!! Ha! Wlecze trupa! Zabił! Okrutn
'! Straszliw
'!
>>>
232 -
.
(Stoi nieruchoma z rf}koma wzniesionemi. Dzieci wbiegają)
Dzieci, nie patrzcie tam! - Droga krwią ojca...1I
(dzieci krz1/czą, płaczą)
Ojcze! Ach ojcze!! - Zabójca, zabójca!!
_ G r o m a d a s t a r (j ó w i n i e w i a s t (wracają pędem)
Biegą tutaj, Zawróc
ł. Wpadł. Przez rzekę goni!
Przebrnął. - Tu pędzi. Ku nam, tu! - Śmierć goni!!
(odwracajq si!!, patrzqc. Słychać t!!tent wozu daleki) .
A n d r o m a k a (przechylając si!! przez mur)
Zabójca! Zabójca! - Zabójca! - Zabójca!!!
(upada ztmdlona. Tętent wozu tuż pod murami. Gromada starców
i niewiast, krzycząc, leci w stron!!, ku której pędzi uóz)
NA POLU WALKI.
(Achilles uzbrojony, UJ otoczeniu swoich domol£nik6w, nad ciałem
Patrokla). .
. A j a s (uzbrojony)
Synu Peleus8. Chciałem w twej obronie...
Zapóźnom przybył...
A c h i II e s (rfk!! podaje i ściska dloiJ Ajasa)
Synu Telamona.
Ajas.
Zapóźno, na nic była już obrona.
Achilles.
.
Ty oszczędziłeś mu hańby po zgonie,
Żeś odbił ciało służalcom Hektora.
A j a s.
I twoją zbroję. Tak bowiem sądzono,
żeś ty wybieżał wyzywać Hektora,
i te to ciebie jego pocisk zwala.
A c h i 11 es.
Mój przyjacielu. zejmij z niego stroje
(Ajas zdejmuje CZ!!ŚĆ zbroi z Patroklosa, którego podtrzymuje Achilles)
Jak rany straszne i jakie okrutne! .
O drogi bracie mój, o mój kochany,
jedyny synu, luby przyjacielu. -
Skłamałeś, dziecko szlachetne. -
Ojcze, mój ojcze, drogi rodzicielu,
i cóż mi zbroje twe świetne?
W nich to przyjaciel mój ginie.
J cót mi, matko nieśmiertelna bot{\,
>>>
- 233
że sławę do dom przywiozę z za morza,
gdy w strasznym zyskałem ją czynie.
Kogom ukochał, w krwi przede mną leży,
przyjaciel jedyny miły.
Kogom czcić pragnął i duchem doścignął,
ręce go mściwe zabiły.
Próżnom się myślą ku niebu wydźwignął,
lot prześcigł moje siły. - -
O daj mi ciało, złóż tu na ramiona,
niech go poniosę pod płótna.
:Młodości luba! O śmierci okrutna!
O dolo ty moja stracona!'
Ajas.
Mogęż pójść z tobą?
,
Achilles.
O czemuż nie z nami?
Przyjm pocałunek wdzięczności za niego.
. (całuje ram'i
Ajasa).
Zbroję weź dla się. - My pójdziemy sami.
Ajas.
Strój ten mnie dajesz - twój!?
A c h iłl e s.
Za czyn szlachetny
Staniesz się godny i daru godniejszy,
niż ja. - Snadź dzieła skończyły się moje.
Żegnaj mi w zdrowiu. - O nic już nie stoję
i jedno w oczy te patrzę przymknione,
samei jemu powieki przywarłem
i widzę szczęście to moje zginione.
O dziecko! - W tobie umarłem (odchodzi, unosząc
cialo Patroklosa).
A j a s (nad porzuconą zbrojq).
Te płaty żyją. - Jakoż wez.mę na się?
Mówił, fem równy. - Stanę się godniejszy.
Dzień ten mnie zbliżył ku niemu dzisiejszy,
gdy nic już siła u niego nie waży,
gdy duchem boskich dosięga moc
rzy.
Hej, za nim w pościg! (wiąże zbroję i :zabiera).
W NAMIOCIE ACHILLESA.
(Priam II stóp Achillesa)
-
>>>
- 234 -
A c h i II e ł:I.
Gdyby na chwilę przede mną tu. ożył,
razbym go drugi tym mieczem położył.
P r i a m.
Gdybyś na chwilę wskrzesić go był zdolny,
rzekłbym, że światem władasz, jak duch wolny.
A c h iłl e s.
O władztwo się nie kuszę, nie głoszę się bogiem.
p r i a m.
Więc uznaj we mnie ojca, co kląkł przed twym progiem.
Achilles.
Jesteś ojcem człowieka, co zabił mi brata.
Pr i a m.
Przed tobą gnę kolana, jak przed władcą świata.
A c h i II e s.
Chcesz ocalić od hańby syna.
p r i a m.
A z nim ciebie.
A c h i 11 e s.
Coś rzekł?
..
P r i a m.
Hektora sromem hańbisz siebie.
W róć mu cześć bohaterską.
A c h i 11 e s.
Dam mu ją na stosie.
Na stosie Patroklosa pozyszcze dym chwały.
p r i a m.
Tak-że okrutne chcesz mieć bawisko w tym losie,
który mu zdradne bogi zdawna przeznaczały.
Wiedz, że, jeśli zgon jego z ich woli się zdarza,
klątwa dosięgnie tego, kto zmarłych znieważa.
Znieważyłeś i wlokłeś.
A c h i II es.
Jako psa włóczyłem.
p r i a m.
Na mękę moich oczu sam z wieżyc patrzyłem.
"
Nasyciłeś twą zemstę.
A c h i 11 e s.
Niestety, zbyt łatwo.
.
>>>
"
235
.-
Chciałbym cię płaczącego widzieć nad twą dziatwą
\Yszystko, wszystko, co twoje, zaorać i złupić.
p r i a m.
Przychodzę syna mego łzami memi kupić.
Ty sarn przypomnij ojca i ludzkich dni koniec.
Wiesz, jak jest szybka śmierć, jak lotny goniec.
NieRzczęście nie zabiło mnie, ale mnie chowa
dla jeszcze większych gromów, które padną,
by m widział wszystko gruzem i popiołem
i poznał śmierć jedyną wielką, siłowładną,
i z tą straszliwą panią do uczty siadł społem
wśród trupów,- ... gdy ju
ciebie nie stanie, mocarzu.
A c h i II e s.
Zabieraj twego trupa i idź precz, nędzarzu!
p r i a m.
Oddałeś!!! O ty wielki! O wielki, szlachetny.
Niech tobie bóstwo stokroć cz
.n ten twój" nagrodzi.
Daj ucałować rękę (ujmuje za rękę Achillesa i całuje).
Achilles.
Ach... starcze! - Całuje.
To jest ręka mordercy twojego Hektora.
p r i a m.
Budujesz jego sławę, którąś zabił wczora.
A c h iłl e s.
Puść mi rękę, - ze wstydu krew bije do czoła.
p r i a m.
Pójdziesz drogą, na którą Hektor cię mój woła!
A c h i 11 e s (rozchyla szeroko pł6cien namiotu, u'ola do swoich)
Niechaj mu-dadzą ciało! -- I,rólowi IIjonu
pokłońcie się do kolan! - (do Priama) Idź precz.
P r i a m.
Godnyś tronu.
Dzisiaj tyś ponad innych wyrósł - dusz& bogów.
(patrzy chwilę na Achillesa, wychodzi. Lud zebrany przed
namiotem bije pokłony Priamowi.
A c h i II e s.
Nie mam przyjaciół ju
i nie mam wrogów.
Stanisław WYSpiU1iskt (1869-1907).
"
Objaśnienia: Achilleis, pieśń, opowieść, utwór o Achillesie. Achilles,
yn
boginki lQorskiej Tetldy i Pełeusa, gł6wnr bol}ater I1j ad r. poemłi tu greckiego
.
>>>
-.
236
o walkach Grek6w z Trojańczykami pod Troją - I1jonem. - Peieus był kr61em
Myrmidon6w we Ftyi w Tessalji. - Automedon, woźnica wozu bojowego Achil-
lesa. - Wlady. władco. panie. - PatrokloB. przyjaciel Achillesa, wychowywał się
razem z nim u Peleus8. Biegnąc na pomoc zagrotonym Grekom, wyprosił sobie
u Achillefla pozwolenie na utycie jego wozu, koni i zbroi. - Hektor. syn kr61a
Troi, Priama. bohater największy Trojan. - Kruż-a, dzban. - Apollon, syn Zeusa,
najpoł.ętniejszego z bogów, bóg Bwiatła i porządku; sprzyjał Trojanom. - D
iryt-ul
pocisk w postaci ostrza na kr6tkiem drzewcu, rodzaj kr6tkiej kopji. - Antilochos,
syn Nestora, kr6la Pylos w p6łn.-zach. MefI8enji na wybrze!n Peloponezu. - Ajaa,
zwany wielkim, najdzielniejszy i najsilniejszy z Grek6w po Achillesie, syn Telamo-
na z Salaminy. - PaUas, Atena, c6rka Zensa, bogini r6wnie wojownicza, jak:
mądra, sprzyjająca Grekom. -. Wrotny, pilnnjący wr6t. - Dejfob, syn Priama.
brat Hektora. - Tiara-y, wysokie nakrycie głowy. - Andromaka, tona Hek-
tora. - Skłamałeś, Patroklos miał tylko zanieść Hektorowi wyzwanie Achillesa. -
Bawisko, zabawa. - Przedstawione tu wypadki opowiedział Homer w księgach
XVIII - XXIV Jljady.
Wzgórze i góry. -.
o wschodzie słońca wzgórze niewysokie, lecz ładne, obu-
dziło się ze snu' i po raz pierwszy zaczęło się przypatrywać
samemu sobie. Coprawda oprócz samego siebie nic ono szcze-
gólnego w tej chwili widzieć nie mogło, bo z za mgły, ścielącej
się dokoła, wychylaf się tylko mały rąbek najbliższej równiny.
Wzgórze patrzyło na siebie i na równinę. aż zawołało:
- O jakżem wielkie, wyniosłe, bogate!
Wtedy od przejmującej radości i dumy u wierzchołka jego
jemioły zakołysały się z wielkim szumem, w jemiołach gnieżdżą-
ce się szare ptaszyny z przeraźliwym świergotem wzleciały wy-
soko, czerwone boże mrówki jęły tańczyć w trawie, a świecące
kamyki toczyły się po żółtym żwirze, podskakując i dzwoniąc
serdecznym śmiechem.
.
Wtem strzały słońca przebiły i rozproszyły mgłę, a kraj
widnokręgu spiętrzył się górami, na których chmury kładły
w przechodzie korony z tęcz i złota. Jedna z gór tych
miała pierś granitową, strasznemi brózdy swemi świadczącą. że
wszystkie burze świata godziły w nią, skruszyć jej nie mogąc;
inna ze szczytu swego rzucała ziemi w darze warkocz wód, to-
czących srebro i brylanty, inna- jeszcze na grzbiecie potę
nym
dźwigała odwieczne drzewa, olbrzymy roślinnego państwa, nad
któremi kołys
ły się, w słońce patrząc, królowie ptaków-:- orły.
Takiemi były góry, a ładne, niewielkie wzgórze patrzało na
nie, aż operliło się całe łzami rosy i westchnęło:
- O jak
em niskie, małe i ubogie!
lWi
a Or?eB?kowa (1843. - J910).
.
.
>>>
237 -
,
Santa-Ana-wInd.
Było to jakoś w drugiej połowie paź.iziernika. Około go-
dziny dwunastej w (południe taka cisza osiadła na okolicy, że
góry, skały i puszcze zdawały się zaklętym snem ujęte. Żaden
liść nie poruszał się na drzewie. Pisząc w chacie, sł)"szałem,
jak dojrzałe żołędzie czarnych dębów urywały się z szypułek
i, szeleszcząc po liściach, uderzały o ziemię.' Upał był nieznoś-
ny, powietrze w domku stało się tak duszne, że po małej chwil_i,
nie
ogąc pisać, złożyłem pióro.
Serce i tętno w skroniach biły mi przyspieszonym ruchem.
Nie rozumiałem, co się dzieje: czy ja jestem chory, czy też
w naturze ma zdarzyć się coś niezwykłego. Chciałem spytać
o to Dżaka, ale przed godzinłł poszedł się był kąpać do potoku
- i nie wrócił jeszcze do chaty: więc położyłem się na mchu i po-
cząłem ocierać pot, który obficie występował mi na czoło.
Tymczasem stawało się coraz dusznifj. Nie mogłem już
wątpić, że to na mnie nachodzi jakaś choroba, gdy nagle usły-
szałem zdala ciężki chód Harrysona. Po chwili wszedł do cba-
ty: policzki jego były zarumienione, ale oczy jakoby przygasłe,
a czoło niemniej zroszone potem od mojego.
- Co to się z nami dzieje, Dżak? - spytałem go.
- Santa-Ana- wind! odrzekł.
'Viedziałem już, co to znaczy. Czytelnik, spojrzawszy na
dokładną ka.rtę Kalifornji, z łatwością dostrzeże dwa równoległe
prawie łańcuchy gór: Santa-Ana i San Bernardino. 1tlniejsze
i niższe pąsmo Santa- Ana ciągnie się bliżej oceanu, poważne zaś
Bernardyny wznoszą się w głębi kraju, stanowiąc jakoby kość
pacierzową jego południowej części.
Owóż za temi górami pa,ństwo Kalifornja ciągnie się jesz-
cze daleko na wschód, aż do rzeki Colorado, stanowiącej grani-
c
od Arizony. Cała ta część jest to jedna, równa, piaszczysta
pustynia, gdzieniegdzie tylko powzdymana w sypkie wzgórza,
gdzieniegdzie poprzerywana bezimiennemi jeziorami, w których
przez większą część roku wody brakuje. Największe z tych
jezior nosi nawet nazwę Dry-Lake, co znaczy Suche jezioro.
Po deszczach zimowych pustynia na krótki czas zmienia się
w prerję, umajoną cudną zielonością, ale to jeden tylko krótki
uśmiech natury na tern wielkiem cmentarzysku piaszczysTych
kurhanów. Rzeka Colorado, stanowiąca granicę od Arizony, nie
jest wcille granicą pustyni. Wprawdzie _ brzegi rzeki żyzne,
urodzajne i zarośnięte ciągną si
, jakby zielona wstęga, aż dQ
>>>
238 -
\
zatoki Trzech Króli, ale za rzeką pustynia znowu się rozpoczy-
na i, obejmując większą część Arizony, rozlega się na wschód
aż do niezliczonych pasm gór, zawalających środek tego stanu,
na południe zaś a
do meks
1kańskiej Sonory.
Przy rzece Gila, wpadającej do Colorado, pustynia staje się
najgłuchszą. Część ta nosi nawet nazwę Gila -Desert. Rucho-
me jej piaski nigdy nie. pokrywają się zielonością; niema tam
tadnych osad ani ludzi białych, ani Indjan.
W części pustyni kalifornijskiej (między St.-Bernardino a Co-
lorado) na wiosnę, gdy jeziora pełne są wody, a trawa pokrywa
wklęsłości gruntu, głusza ustępuje gwarowi życia. Czasem sta-
do bawołów, zabłąkanych aż do gór Arizońskich, rozbija pier-
siami trawę, et za niem pędzą skurczeni na koniach jeźdźcy in-
dyjscy, .czasem metysowie gnają stada mustangów, czasem kup-
cy wolarze ciąg-ną do wschodnich osad pasterskich; czasem
zabłąka się traper z Prescot lub Tucson; tak się dzieje w za-
_ bernardyńskiej części pustyni, ale Gila zawsze jest cicha, głucha,
martwa i złowroga.
A taką, jak Gila, staje się po upływie wiosny cała pustynia.
Nazwałem ją niepróżno złowrogą, wszystko bowiem, co stamtąd
przychodzi, jest jakby tchnieniem śmierci. W tych to gorących
piaskach szarań.cza składa swoje jaja na zimę; stamtąd naresz-
cie, od Gila i suchych jezior wieje wiatr, zwany w Anahejm-
skiej dolinie: Santa-Ana- wind.
Powinniby go raczej nazywać: Desert.wind lub Gila-wind.
Są to prądy rozpalonego powietrza, z którego pustynia wyssała
wszelką świeżość i wilgoć, a przesyciła natomiast elektryczno-
ścią. Czasem wiatr ten wieje także z południa, od strony n Lo-
ver - California" czyli od strony meksykań3kiej, półwyspowej
Kalifornji, będącej również pustynią. Częściej jednak ciągnie
ze wschodu od Gila. Jest on tern samem dla Kalifornji, czem
Sirocco dla Sycylji, Solano dla Hiszpanji, a Samum dla Arabji.
Mniej zapewne od tamtych niebezpieczny' i rzadszy, bo wieje
tylko jesienią i w zimie, rozstraja jednakże nerwy ludzkie, wy-
susza muskuły, 8kręca liście na drzewach i przejmuje strachem
zwierzęta. Gdy Dżak oznajmił mi jego bJiskie przybycie, wy-
szedłem' natychmiast z chaty. W całej naturze znać było mi-
mo ciszy jakąś niespokojność, a i sama cisza wydała mi się
martwotą, nie spoczynkiem. Powietrze straciło swoją przezro-
czystość. Niby jakiś pył, niby dym unosił się w atmosferze.
Światło słoneczne, przechodząc przez ów tuman, straciło swoj
p
szną, jarzącą pozłocistość, a świeciło chorobliwie, rdzawo'
>>>
...
- 239 -
.
smutno. Sam krCl
słoneczny, pozbawiony promiennych WłOiÓW,
przesłoniony a czerwonawy, pozwalał oku bezkarnie patrzeć na
się, jakoby przez zakopcone szkło. Myślałem, że to może dym
rozszedł się po po«ietrzu. Dżak!-- spytałem - wszak to Indja-
nie musieli gdzieś za.palić lasy?
- Nie! - odpowiedział Dżak - ja m
1śIę, że to p
1ł z pu-
styni.
Ale Dżak mylił się, bo przecież pył nie mógł przyjść przed
wiatrem. Na pytanie jednak, czy tak zawsze bywa, odpowie-
dział mi, że za wsze. Tymczasem dęby zadrżały nagle, zaszeleś.
ciły liśćmi i posypały deszczem żołędzi. Następnie Dżak poradził
mi, abym rozpuścił węzły lasso, na którem uwiązany był mustang,
albowiem zwierzę, szarpiąc się w czasie wichru, mogłoby się
zadusić. Gdym się do niego zbliż
'ł, ujrzał.m, iż szerść była na
nim poszerszeniała, głowę miał spuszczoną, nozdrza przy ziemi.
Rozluźniłem pętlicę aż zanadto. \Vracając, ujrzałem tłumy roz-
maitego pta(;twa, dążącego do skłonów gór i z parowów ku
puszczy: więc stada różowych synogarlic, kuropatw zw
'czaj-
nych, kuropatw górskich, przedrzeźniaczów, czarnye. dzięciołów
z kanarkow;l piersią i szkarłatną głową. Szare bażanty sm
'rgały
na piechotę tak niedaleko naszej chaty, że można je było z okien
strzelać. Nad lasem krążyły orły i kurki, ale zapadały co ch\\ ila
w gęstwinę. siadając zapewne na dobrze okr
'tych liściem gałę-
ziach. Wreszcie ucichło wszystko: tuman zgęstniał, światło sło-
neczne stało się jeszcze bardziej gorączkowe, a potem uderzył
pierwszy powiew.
Zda wałe mi się. że jakieś potworne płuca chuchnęły nagle
na mnie gorącym oddechem.
Obaj,z Dżakiem schroniliśmy się natychmiast do chaty i, po-
zasłaniawszy kocami okna, poło:!y1i8my sję na mchu. Ale w chacie
zrobiło się gorąco nie do wytrzymania. Dostałem lekkiego za-
wrotu głowy; krew jakby ołowiem biła mi w żyłacn. Próbowa-
łem czytać' i nie mogłem. Było mi duszno. Elektryczność, prze-
sycająca powietrze, podziała.ła tak na moje nerwy, że miałem
ochotę pokłócić się z Dżakiem. Próbowałem pić, ale woda, sto-
jąca w blaszance w kącie chaty, wydała mi się obrzydliwą;
chciałem nakoniec palić: tytuń po kwadransie wiatru wysechł
do tego stopnia, że rozsypywał się w proch w moich palcach.
Diak, przywykły już do tego wiatru, znosił go daleko le-
piej, a mnie tymczasem coraz było trudniej. Pojed
7ńcze uderzenia
powiewów zmieniły się w trwały huragan. Puszcza gięła się,
d
by łopotały gałęziąmi; w powietrzu zaś UGOBiło się takie mnó-.
>>>
240
8two liści i piasku, te niepodobna było nic dojrzeć. Przeklęty
ów wiatr zmienił się w końcu poprostu 1'1 tar, buchający jak-
by z rozpalonego pieca i przepełniony czadem. Dtak przyniósł
mi świetej wody ze strumienia, którą piłem łapczywie, ale gdy
nadeszla pora posiłku jeść nic nie mogłem. Zresztą ani w południe,
ani na wieczór nie paliliśmy w parowie ognia, albowiem wiatr
rozwiałby był ognisko na cztery strony świata, a co gorsza,
mógł przenieść skry na puszczę i spowodować po1;ar lasu.
W nocy nie mogłem zmrużyć oka. Na drugi dzień wiatr, za-
miast uciszyć się, -wiał jeszcze gwałtowniej. Drzewa trzeszczały,
a połamane gałęzie waliły !łię w potok. Przez cały ten czas nie
było ani chmurki na niebie. Wychodziłem z chałupy tylko po
to, aby koniowi dać jeść. Cierpiałem nieznośne męki. Ale na
trzeci dzień świtanie
a może jeszcze w nocy, ucichło w3zystko.
- Wyszedłszy z chaty, odetchnąłem głęboko- Powietrze było
chłodne, ożywcze, błękit niebieski czysty. Łagodn
. wietrzyk
pociągał od oceanu. Na wschodzie płoniła się jak dziewczyna
różana zorza poranna. U śmie?hało się wszystko naokół. Spoj-
rzałem po okolicy L. zakląłem, jak pierwszy lepszy majtek
z Landing.
Nie było mojego konia.
Przy drzewie zwieszało się smutne lasso. Koń widocznie
wysunął w czasie wiatru głowę ze zbyt obszernej pętlicy i uciekł.
Henryk Sienkiewicz (1846--1916).
Objajnlenla: Santa-Ana- Wind (czyt. Sente-Ene-Wind) = Wiatr Świętej
Anny. - Henryk Sienkiewic:c ur. 1846 r. we wsi Wola Okrzej8ka w powiecie
Łukow8kim na Podlasiu. Do szkoły Bredniej i 1ryłszej (Szkoły Gł6wnej) uczęszcz8ł
w Warszawie. Po ukończeniu wydziału historyczuego
rozpoczął zawód ł'isarski,
w 1876 r. wyjechał przez Niemcy, Francję, Anglję do Ameryki, kt6rą przejechał
od Nowego-Jorku do San Francisco. Dwa lata spędził tu przewatnie w lasach
i pustyniach, prowadząc tycie koczownicze i pierwotne, pomiędzy jnnemi mieszkał
czas dlntszy w Kalifornji u kolonisty enropejskiego DIaka Harrysona (czyt. Heri-
sona). - Dąb c.Aarny. Dęby amerykańskie nazywają raczej białemi od szaro-
białawej kory; tworzą one wielkie lasy w Ameryce p6lnocnej. - S:cypulka, na któ-
rej stoi kwiat. - San-Bernardino (czyt. Sen-Bernerdino) pasmo, idące z p6łnoco.
zachodu na polndnio-wschód, tak, te p6łnocno.zachodni4 częścią zblita się do oce-
anu Spokojnego, połndniowym krańcem styka się z lZeką Colorado (czył.
Kolorado) niedaleko jej ujścia. Colorado, wielka rzeka w zachodniej części Ameryki pół-
nocnej.wypływa z gór Skalistych. od strony wschodniej, łączy się z mnóstwem rzek
bocznych, z kt6rych najznacmiejsze Grande (czyt. Orendi) i Gila. - Stan Kalifor-
nja graniczy na wschodzie ze stanem Arizona (czyt. Erizone). - Pustynia. a raczej pu-
stynie Mohave i Colorado.- Dry-Lake (czyt. Draj-Mik):nieco na zachód od poludniowo-
wschodniego ramienia Bernardynów. - Prerja (z franc.) łąki, stepy amerykań-
skie. Nazwa nadana pierwotnie przez Francuz6w bezdrzewnym obszarom Ameryki
>>>
241
p6łnocnej. - Sonora, j
en ze stan6w rzeczYJJ08politej Meksykańskiej. - Gila-De-
sert, czyt. Gila-Dezert. - Metys (z fr.), człowiek. zrodzony z ojca Europejczyka
i matki Indjanki lub odwrotnie, mieszaniec. - MustangI zdziczały koń amerykań-
ski. - Traper, łowiec w pustyniach p6łnocnej Ameryki. - Prescot (czyt. Preskot),
miasto Arizony na p6łnoc od rzeki Gila, Tucson na południe od niej. - AnaheJ-
mska dolina, nieco na p6łnoc od g6r Santa-Ana i rzeczki tegoż nazwieka, dolina,
w której Sienkiewicz przebywał czas dłuiszy. - Looer-California, czyt. L6ue
K(;-
lifornie. - Meksykańska Kalifornja; część p6łnocna Kalifornji należy do Stan6w
Zjednoczonych, część poludniowa tworzy jeden ze stan6w Rzeczypospolitej Meksy-
kańskiej. - Sirokko (czyt. Szirokko) wiatr gorący we Włoszech, Hi!'lzpanji i Fran-
cji południowej. Wieje gł6wnie na wiosnę i w jesieni. - S'Jlano, gorący wiatr po-
ludniowy i południowo-wschodni, wiejący podczas mie8ięcy letnich. - Lasso
(z hiszp.), sznur długi do chwytania koni zdziczałych, arkan. - Mustang, Sienkie-
wicz z trudem oswoił sobie dzikiego mustanga i troskliwie się nim opiekował. -
Pos6ers
eniala, z gladkiej i lśniącp.j stała się poplątaną i matową. - Synogarli-
ca, gatunek gołębia, pochodzący z Afryki. - Pr
edr
einiac
, ptak z rodzaju
drozd6w. - Baiant. rodzaj ptak6w grzebiących wielkości kury, z długim ogonem.
Niektóre gatunki odznaczają iię b. pięknem upierzeniem. - Kurka wodna, ptak
kurodzioby podkasały (
zczudłowaty) z rodzaju derkaczy (chr6ście16w), wyr6inia-
jący się kr6tkim dziobem i długiemi palcami. - Zapadać, o ptakach, spadać
i ukrywać się. - Koc, kawał sukna grubego kosmatego. - Landin!l (czyt. Un-
ding), miaateczko kąpielowe nad brzegiem OCf'anu Spokojnego niedaleko Anaheim.
Zamarła oaza.
Tu niegd
'ś biło źródło tajne,
Wśród piasków znacząc srebrny ślad,
I niosło rosy życiodajne
W pustyni głuchy, martwy świat.
A z spalonego ziemi łona
Wytrysło życie z biegiem wód,
Wzniosła się w niebo palm korona,
Dając wędrowcom cień i chłód.
I jak łudzące puszcz obrazy
Na suchych piasków nagiem tle,
Powstał rozkoszny gaj oazy
W złocistych blasków lśniącej mgle.
Wrzało tu życie i wesele,
Karawan tutaj ciągnął szlak,
Do wody płoche szły gazele,
Na drzewach gniazdo uwił ptak.
I ten zakątek puszcz obszaru
Weselny tycia przybrał strój,
Pełno \V nim barwy, ruchu, gwaru...
Lecz wysechł zdrój!...
Zyclr polskIe.
16
,
"'
>>>
242
Dzii kilka pni uschniętych sterczy,
Inne zwalone kryje żwir;
Nad niemi słońca żar morderczy
I latających piasków wir.
Już wielbłąd tutaj nie przyklęka,
Gazela nie przychodzi pić,
Zniknęła owa zieleń miękka,
Co okalała srebrną nić.
Wachlarze palm się nie kołyszą,
Umilkł owadów, ptasząt gwar,
Wszystko jest grozą, smutkiem, ciszą,
Wszędzie słoneczny pali żar.
Pustynia gwałtem znów s
ę wdarła,
- Biorąc oazę w uścisk swój,
I wszelka życia gra zamarła,
G dyż wysechł zdrój!...
Adam Asnyk (1838-1897).
Obja
nlenla: Oa
a, miejsce wśród pustyni piaszczystej, obfitujące w ro-
ślinność i wodę. - PUS
C
fl, tu = pustynia. - Łud
lJce pU8
C:l obra
y, mirai,
fata morgana, mamidło, zjawisko optyczne, obserwowane często na równinach piasz-
czystych, rozgrzanych przez słońce. Wskutek załamania światła obserwator widzi
jakby niezmierną powłokę wodną, w której, jak w zwierciadle, odbijają się chmury,
drzewa i inne przedmioty. - Karawana (z persk.) gromada podró!nych. .szczegól-
niej na 'Vlchodzie, kupców, udających się razem w drogę dla bezpieczeńBtwa. -
Ga
ela (z arab.) rodzaj antylopy, Jta1e!y do rodziny przeżuwających, pUBtorogich,
I!tanowiącej przejście od jelenia do kozy, owcy. Gazeła jest wysmukła, zgrabna
i barwy czerwonawo brunatnej, ma wielkie bystre oczy, rogi okrągłe, tu tyłowi
zwrócone. - Płoch!!, plochliwy, pierzchliwy, strachliwy. - Adam Asnyk podpi-
.ywał .się często El-y.
BurZ9 na Atlantyku.
\ .
Wyszedłem na pokład. Dzień był ponury, szary, wietrzny.
Mewy rzucały sję w powietrzu, fale zaś były rozigrane. Trudno
się było utrzymać na nogach. Naokoło statku piętrzyJy się ta-
kie bałwany, w jakich istnienie trudno uwierzyć. Zawsze uwa-
żałem za przesadę, gdy opowiadano mi dawniej, że fa.le morskie
. dochodzą wielkości domów; teraz przekonałem się. że istotnie
jest to przesada, ale in minus. Otaczały nas poprostu góry wo-
dne. Chwilami zdaje się, że caly statek razem z tobą znajduje
się w bardzo głębokiej dolinie, zamkniętej. górami, przewyższa-
jącemi o wiele, tak np. o dziesięć razy, szczyty masztów. Na-
gle dolina zaczyna się zmniejszać z przera
ają(:ą szybkością'
..
>>>
- 243
-
a góry lecą ze wszystkich stron na statek, rycząc jak wściekłe.
Przymykasz oczy i mówisz Bobie w duchu: "Jak się macie, ry-
by!"-przyaiągłbyś bowiem, że żadna siła ludzka nie wyrwie już
statku z tego przeklętego lejka, na którego dnie zostanie, po-
kryty warstwą wodną, grubą na kilkadziesiąt sążni. Po chwili
jednak, cóż się stało? Oto otwierasz znów oczy, i widzisz się
teraz na wierzchołku góry, przed tobą zaś przepaść, do której
zlatujesz po linji prawie prostopadłej. W ten sposób jechaliśmy
cały dzień.
- Czy to jest burza?-pytam jednego z majtków, umiałem
bowiem ten frazes po angielsku.
- Nie, to nie burza-odpowiada majtek;- czas jest piękny
Przekleństwo na twoje oczy! Jeżeli to jest czas piękny,
cóż wy tedy nazywacie burzą? On to nazywa czasem pięknym!
Jeżeli nie utoniemy, to chyba dlatego, że ty i twoja załoga bę-
dzie wisiała, co zaś ma wisieć, to nie utonie.
Tymczasem fale zalewają nawet górny pokład, tak że trze-
b
zejść nadół. Przy samych schodach spotykam doktora z ru.
demi faworytami, który pochyla się nademną i krzyczy, żeby
przekrzyczeć szum morski: Comment Qa va, monsieur!?
Jestem tak pognębion
T, źe nie tylko nie odpowiadam dokto-
rowi, ale nie mogę trafić do schodów. 1\ie choruję, ale czuję
zawrót głowy i. ogłupienie posunięte do tego stopnia, że gdyby
to był stan normalny mflgo umysłu, mógłbym odznaczyć się na-
wet w kółkach ultrakonserwatywnych ił tout prix. "Trzymałem
się za coś - mówi w podobnem położeniu pan Dickens: - "mo-
że to był komin od pieca, może majtek, ale może i krowa." Ja
wiem, że nie mogłem trafić do schodów.
- Patrz panI-woła doktor: -ja się niczego nie trzymam,
ją lIrogę teraz przechadzać się po pokładzie.
- Jakto?-jęknąłem-pan nie upadnie?-Je suis trop vieux
marin pour cela! - odpowiedział, i w tej chwili zobaczyłem na-
gle jego nogi w tern miejscu, gdzie była głowa, co mi dowiodło,
że nie tylko przechadzać się, ale może nawet przewracać ko-
ziołki.
Prawdziwa burza ro
sza1ała jednak dopiero wieczorem, cho.
ciat wiatr wzmagał się przez cały dzień. Kiedy uadeszła chwi-
la lunchu, położono na stolach poręcze, inaczej bowiem wszrst-
koby z nich pozlatywało na ziemię. Nic zabawniejszego, jak
widzieć gości, idących wzdłuż stołów na swoje miejsca i tacza-
jących się jak pijani. Wchodzi ną.przykład jakiś pastor prezbi-
terjański, a mo
e kwakier. Ale zaledwie ukazał się we drzwiach
,.
>>>
244
i puścił się klamki, rzuca się w największym impecie na komi-
nek, jakb
' tam spostrzegł coś takiego, na co poprzednio czato-
wał; następnie odbija się od kominka, uderza o krzesło, chybia
poręcz, którą chciał uchwycić rękoma, odbija się od krzesła,
wpada w objęcia jakiejś panny, porywa ją za głowę, poczem
siada na podłodze, wywiesza język i poczyna piszczeć konają.
cym głosem: "Oj! oj!"
Lunch, mimo przegródek i poręczy na stołach, mamy tań.
cujący, gdy bowiem statek położy się na lewym boku, wszyst-
kie półmiski, talerze, szklanki, karafki, noże, widelce, zsuwają
się z brzękiem, szczękiem, hałasem i tartasem na lewą stronę,
po chwili znów na prawą, i tak ciągle. Stewardowie posługują
nam, chodząc w ten sposób, że tworzą z podłogą kąt ostry; zu.
pa. wylewa się z talerzy, woda ze szklanek, wino z kieliszków;
panie poczynają krzyczeć, panowie kląć bez względu na obec-
ność dam; słowem, powstaje nieopisane zamieszanie, i połowa
osób opuszcza stół przed czasem. Obiad odbywa się tak samo,
jak . lunch. Co większa., przy obiedzie niema kapitana, co po-
czytują za zły znak. Jakoż przy czarnej kawie wyraz: ,,':;torm!
stormi" (burza! burza!) rozlega się po całym salonie, na koryta-
rzach i w kajutach. Burza istotnie rozpoczyna się. Mimo me-
go godnego politowania stanu, chcę .ją widzieć i, ubrawszy się
w gumowy płaszcz z kapturem, wychodzę na pokład, a raczej
wyłażę na czworakach. Wicher jest tak silny że, trzymając się
obiema rękoma poręczy, zaledwie mogę ustać na nogach. Chwi.
lami woda oblewa mnie od stóp do głowy. :Morze zdaje się być
pomieszane z chmurami, chmury z morzem. Patrząc na to, nie"
mogę opędzić się myśli, że Ocean się wściekł.
Ale właśnie ta jego wściekłość ślepa i głupia budzi ku
niemu rodzaj pogardy.
Huczy, ryczy, ciska się, opluwa niebo pianą, miesza się
z powietrzem, słowem: szaleje. Nie przystoi to ani jego ogro.
mowi, ani majestatowi, tembardziej, że złość ta wydaje się nie
mieć żadnej przyczyny. Wściekł się i kwita, tak, jak wpada
czasem bez powodu w szaleństwo słoń. To wyuzdanie się śle-
pych sił, ta przemoc brutalna, skierowana przeciw statkowi,
który w porównaniu jest atomem, budzi w tobie chęć oporu
i gniew. Chciałbyś zadąć zęby, chwycić w rękę topór i z iskrzą-
cym wzrokiem czekać na. tę olbrzymią hałastrę wiatrów, piany,
fal, wściekłości, zaślepieńia, ryczącej orgji przemocy. Postępek
Kserksesa, który kazał wychłostać fale, wydaje się wówczas
zrozumiałym. Zwierzę potrzebuje bata. Jeżeli t
'lko nie jesteŚ
.. -
>>>
- 2
5
z natury tchórzem ostatniego rzędu, mówisz wówczas Oceanowi:
"Rycz, wyj, wściekaj się-drwię z ciebie!" Jest w tern wszyst-
kiem nawet pewna rozkosz, bo wobec podobnych uczuć najwięk-
sza na wet wściekłość staje się bezsilną.
O północy burza doszła do swego maximum. .Statek pra-
wie nie odpłynął naprzód, ale rzucał się tylko od chmur w prze-
paść i od wł:otnie. Nie było ju
widać nic prócz chaotycznej
i wściekłej mieszaniny nieba, wody, powietrza, wichru i ciemno-
ści. Wiatr uderzał czasem jak młotem, czasem zakręcał jak
świdrem, słowem: pastwił się nad falami i statkiem. Tumany
kropel wodnych uderzały co czas jakiś o moją twarz i kręciły
się w powietrzu, jak słupy dymu. Ogromne masy wody wpa-
dały co chwila na pokład lub przelat
Twał
y przezeń na drugą
stronę. Musiałem się trzymać ze wszystkich sił, aby nie być
spłókanym. Nagle spostrzegłem,
e ktoś stoi koło mnie, rów-
nież w gumowym płaszczu i kapturze. Był to mój towarzysz.
Próbowaliśmy mówić, ale niepodobna było ust otworzyć, wiatr
bowiem wbijał nam napo wrót a
w gardło słowa. Podró
ni
wszyscy pochowali się w kajutach, tak że na pokładzie byli
tylko majtkowie.
Cała załoga, prócz palaczów, b
'ła na górze. Majtkowie to
ciągnęli liny, to czepiali się drabin, to związywali nowemi sznu-
rami
agle, biegając, krzycząc, klnąc lub powtarzając swoje ża-
łosne: ,,00 hol lc W ciemnościach, wśród wichru i huku fal, roz-
legały się ostre głosy świstawek miczmanów, które dla majtków
są słowami komendy. Głosy te nie ustawały ani chwili. Walka
w takich razach trwa dopóty, dopóki burza nie zmęczy się, nie
wydmucha, nie wypluje wszystkiej piany, nie ochrypnie i nie
uzna się za zwycię
oną.
Koło godziny pierwszej po północy zeszliśmy wreszcie na
dół, zmienili odzież i bieliznę, przemoczoną mimo gumowych
płaszczów do nitki, następnie rozebraliśmy się i poło
'li spać.
Ale cała noc była niespokojna. Chwilami trzeba się było trzy-
mać, żeby nie wylecieć z szuflad
T. Statek kołysał się tak, że,
le
ąc w łó
kach, niekiedy znajdowaliśmy się w pozycji stojącej:
dobrze gdy na nogach, gorzej gdy na głowie. Futro, wiszące na
przeciwległej ścianie od mojego łó
ka, nagle spostrzegłem wi-
sZące wprost. nade .rhną. Kuferki nasze i buty latały po całej
podłodze i po ścianach, bijąc z łoskotem w przepierzenia. Torby
p01różne, zawieszone na hakach. wiły się w powietrzu, jakby je
ktoś okręcał. . .
>>>
246
Około drugiej, w kajutach, letących bliżej schodów, roz
legł się krzyk. Sądziłem, że stał się jakiś wypadek, tembar-
dziej, że w tej samej cbwili usłyszałem wodę, płynącą z szele-
stem w wewnętrznym korytarzu. Rozbudzili:się wszyscy, okrzyk:
"Woda! woda!H zabrzmiał w całem wnętrzu statku; kobiety po-
częły wrzeszczeć na różne tony lub biegać po korytarzach w ko-
stjumach, których prostoty najprostszy opis nie b
7łby w stanie
oddać. Wreszcie nadszedł młody miczman,
cały mokry, z twa-
rzą zarumienioną walką, i oświadczył damom, że woda nader
zwyczajnym sposobem dostała się przez schody na korytarz,
i że niema żadnego niebezpieczeństwa.
Nazajutrz z rana morze było jeszcze wzburzone, ale wiatr
ustał, koło południa zaś uciszyło się i morze. :Mnóstwo osób
przyszło na lunch.
artowano i: śmiano się z wczorajszego
przestrachu.
Henryk Sienkiewicz (1846-1916).
Objajnlenia: Mewa, rodzaj ptaków z rzędu pływających, z rodziny dłngo.
akrzydłych o upierzeniu bwem z czarniawym lub popielatym płaszczem. Bardzo
lotne, pływaj" slabo, cale dnie spędzają w powietrzn, iyją na pobrzetach mórz ca-
łego świata. - In minus. na zniikę, a więc zmniejszenie. - Comment ęa Da,
monsieur'! = Jak flię pan miewa? - Ultrakonserwatgwng, gorliwy zacho-
wawca, zacofaniec, przeciwnik postępu. - A tout priz fr. = za wszelką cenę. -
Diekell.s Karol (1812-1872), znakomity powieściopi
arz angielski, w licz:nych po-
wieściach przedstawiał iycie średnich i ubogich warstw społeczeństwa angielskiego,
ze 8zczególną miłościlł i współczuciem kreślił pogtaci dziecięce. - Je suis trop
rJieuz ma,.in pour eelal = Jestem na to za starym marynarzem. - Lunch,
(czy t lansz), w Anglji śniadanie w porze południowej, złoione z potraw zimnych
i gorących. - p,.e
biterjanie, stronnictwo religijne w Anglji, Szkocji i Ameryce
prote
tauckiej, trzymające się wiernie formy Icalwińskiej w
obrzędach i urządzeniu
religijnem, przeciwne organizacji kościoła anglikańskiego, panującego w Wielkiej
Brytanji. Kościół anglikański zostaje pod władzą króla, a mianowani przez niego
biskupi są glowami kościoła i pierwszymi baronami (członkami izby wyhzej parla-
mentu, do którego nale!ą rządy krajami państwa). -Kwakie,., członek Bekty reli-
gijnej protestanckiej, która nie ma ani Btanu duchownego, ani !adnych obrządków
kośdelnych. Na zgromadzeniach przemawia kaidy, kto się czuje do tego powoła-
nym; kwakrowie nie składają przysiąg, nie słutą wojskowo, unikają zbytków i za-
baw. - Steward (czyt. stjuerd), posługnjJłcy, kelner. - Kse,.kses I, syn i na-
stępca (od 485 r.) Darjusza Histaspesa, pamiętny swą wielką a niepomyś1ną wy-
prawą perską, mającą na celu podbicie Grecji (480 r.); mimo zwycięłltw'a, odniesio-
nego w Termopilach, pobity pod Plateą, oraz na morzu pod Salaminłł i Mykale,
rnu3iał z wielkip.mi stratami wracać do Azji, gdzie zostal zamordowany r. 465
przez Artabana, dowódcę straty przybocznej. W czasie przeprawy licznych wojsk
z Azji prre'J: Hellespont (cieśninę Dardanelską) Kserkses według podań greckich
.:.. mia
wysmagać morze i wrzucić w nie łańcuchy. Prawdopodobnie jednak byly to
zaręczyny z morzem za pomocą związauych w łańcllch ogniw. obrączek zaręczyno-
wych. - Maztmum, stopień najwytpzy. - Mic
man, kadet na okręcie wojennym,
najni!szy stopień oficerski w marynarce.
>>>
247
Zwycięska wyprewa do bieguna południowego.
Podrót Amundsena była dla wszystkich niespodzianką.
Ruszywszy z Norwegji na północ, nagle w drodze zawraca na
południe, puszczając w 'świat lakoniczną wieść, te jedzie zdobyć
przeciwny biegun... Niektórzy, jak Naosen, jak towarzysze z Bel-
giki - ufrii w zwycięstwo wielkiego podrótnika, z zapałem
przyklasnęli śmiałej decyzji; większość zdumiona wzruszyła ra-
mionami; dzienniki norweskie wprost oburzyły się na to "głup-
stwo", będące w ich oczach kpinami z narodu, wołały nawet,
by nie pozwolić na taki samowolny wybr
Tk, by zatrzymać
awanturnika.
Podrót Amundsena do bieguna południowego
będąca jed-
nem z' naj piękniejszych zwycięstw inteligencji i woli człowieka
nad ślepym tywiołem, odbyła się nakształt przedstawienia te-
_ atralnego z punJrtualnem co do dnia w
'konaniem programu.
Nic tu nie było nieprzewidzianego, nic obleczonego na łaskę lo-
su: przezorność uszykowała z góry najdrobniejsEe szczegóły,
a katdy krok zwycięski stawiany był świadomie i pewnie.
Oto sekrety powodzenia Amundsena:
,
Przedewszystkiem i nade wszystko watny był trafny wy-
bór środków przewozowych, które powinny być proste i pewne.
Amundsen zaniechał ponies, a zabrał całą setkę psów eskimo-
skich.! Najtrudniejszą sprawą było przewiezienie w całości i zdro-
wiu tych zwierząt polarnych poprz
z gorące okolice globu, to
tet gł6wnem zajęciem wszystkich podczas pięciomiesięcznej po-
dró
y morskiej była wprost macierzyńska piecza o te żywe mo-
tory. Do przedmurza Rossa dojechała w komplecie, zwiększona
nawet przez przypłód, gromada tryskających zdrowiem tłuścio-
chów. "Pierwsza lewa wzięta!'. - wołał A.mundsen, pewny od-
tąd zwycięstwa. R
sztę kwestji transportu rozstrzygnęła kultura
norweska, wskazując
narty jako środek komunikacji, z któ-
rym Norwegczyk od dziecka zrasta .się w jedno, a który zale-
cał się lekkością i prostotą. N a nartach pędziły długie, w\skie
sanki, wyłącznie dla zapasów i wożnicy przeznaczone; na nartach
równie
sunęli, trzymając się sań, wędrowcy. Sanki jechały
łańcuchem; w łańcuch także zaprzęgano pS
T; w ten sposób
w przepastne szczeliny wpadały zazwyczaj tylko pierwsze ogni-
wa, które zawsze udawało się w porę wyciągnąć z otchłani.
Drugiem podstawowem zadaniem b
'ło bezwzględne zabez-
pieczenie tołądka ludzi, zarówno jak psów. Obfite smaczne kon-
serwy, specjalnie dla. wyprawy sporządzone, starannie skontro-
>>>
,-
248 -
lowane przez chemików llorweakich, zapewniły wędrowcom
i zwierzętom zdrowie i siły, uniemożliwiając najście szkorbutu.
Trzecią niesłychanie doniosłą kwest ją była odzież, obuwie,
namioty i worki podróżne. Tu Amundsen rozwinął całą swą
drobiazgową przezorność i pomysłowość, rozważył każdy szcze-
gólik, nie przeoczył żadnej ewentualności, a jego jedyną mi-
strzynią była cywilizacja Eskimosów, od których nauczył się
tak wiele podczas zimowania GjOi w lodach północy.
Dodajmy do tego okręt, sławą okryty F r a m, niezwyciężony
w lodach i burzacb; i dodajmy jeszcze trafny wybór ludzi, zdecy-
dowanych na wszystko przyjaciół, wesołych i karnych kompanów,
zręcznych rzemieślników, gimnastów zdrowych i silnych,
którym stany przygnębienia, strachu, apatji zupełnie były nie.
znane, którzy na czterdziestostopniowym mrozie pracowali go-
łemi rękami, dla których wpaść w przepaść lodowca było wesołą
przygodą, fotografowaną na miejscu; dodajmy wreszcie, że wo-
dzem i duszą tej doborowej drużyny był sam Amundsen, sobo-
wtór Nansena, najwytrawniejszy znawca lodów i techniki po-
larnej, przemyślny wiking, z jednej żelaznej woli wy kuty -
a zrozumiemy, że zamiar nie tylko udać się musiał, lecz że był
wykonany z prawdziwie wytworną precyzją. Żadna. wyprawa
nie może się równać pod względem sprawności technicznej z po-
dróżą Amundsena. Nie tylko trwanie całej wyprawy i jej głów-
nych momentów było z góry obliczone, lecz i program codzien-
nej pracy był naprzód uszykowany. Nie stracono ani jednej
chwili, wyzyskano każdą godzinę. Przez całą resztę lata., jesień,
zimę i wczesną wiosnę wrzała praca przygotowawcza, iście
mrówcza} drobiazgowo dokładna, niemal mikroskopowa.
Po starannym wyborze miejsca na zimowisko na samem
Przedmurzu lodowem, po wy budowaniu ca
ej polarnej osady
Framheimu, gdzie o komfort dla psów, umieszczonych w osob-
nych namiotach, dbało się nie mniej, a może i więcej, niż o wy-
gody ludzi, zabrano się w końcu lata do fundamentów wielkiej
wycieczki: do przewozu źródeł żywności jak najbliżej bieguna..
W pierwszej połowie lutego dowieziono zapasy do 80 0 szerokości;
w drugiej połowie do 81 ° i 82°. Drogę od Framheimu aż do
ostatniego magazynu wyznaczyły czarne flagi, zatknięte co 16
km. na piramidach z cegieł lodowych; dla pewniejszej jeszcze
orjentacji wtykano po drodze do śniegu ryby suszone, które
zdaleka już drażniły nozdrza łakomych psów. Aby zaś odnaleźć
żywność w razie zboczenia z drogi, tak łatwego w tych nie-
skończonych równinach lodu, zwłaszcza podczas zamieci-z pra.
>>>
- 249 - ·
wej i lewej strony skł
dów prowjantu na szerokości 9 kilo.
metrów rozstawiono po dziesięć tyk czarnych, numerowanych
z odpowiedniemi znakami, któreby pozwQliły zbłąkanym odgad-
nąć, po której stronie odnajdą magazyn: zachodniej czy wschod-
niej. Później podczas marszu do bieguna z tych magazynów
zabierano lwią część żywności, którą znowu składano kolejno
w miarę posunięcia się naprzód co
ażdy stopień geograficzny,
wciąż znacząc starannie drogę i składy.
Pod Koniec sierpnia wróciło słońce, a z niem gorączka wy-
marszu: im wcześniej, tern lepiej. Jak wyścigowe rumaki, rwali
się ludzie do bieguna; jednakże straszne mrozy trzymały ich na
więzi, niezłagodzone nadejściem "wiosny", bo trzymające się
ciągle między 50 a 60 stopniem niżej zera. Wreszcie 6 września
termometr nagle podskoczył do 29°, a następnego dnia jeszcze
o 6 stopni wyżej. Lecz niedaleko uszli. Znów rtęć opadła poni-
żej - 50° i tak się trzymała przez cały wrzesień. Musieli wra-
cać po kilkudniowym marszu: psy odmawiały posłuszeństwa,
zwijając się w kłębek, nieczułe na bat. LA powrotem na odległości
76 kilometrów od Framheimu dwóch ludzi odmroziło sobie stopy;
.. trzeba im było w drodze ciągle je rozcierać, a po powrocie -
długo leczyć.
Wreszcie 19 października nastąpiło prawdziwe "lato U an-
tarktyczne: temperatura nie przekraczała już - 30°, a słońce,
wzmocnione odbiciem lodów, paliło skórę upałem, zmuszając
w pracy do zrzucania futer, nawet do negliżu. Teraz ruszono
na doble, w sześciu ludzi, w cztery wysmukłe, acz ci
żko na-
ładowane, sanie z 62 psami.
Aż do 82" szerokości droga była znana, wyznaczona: dalszy
ciąg powierzchni Wielkiego Przedmurza, równina lodowa bez koń-
ca, urozmaicona jednam tylko zapadnięciem z siecią przepastnych
spękań. Dopiero pod 85° płaszczyzna poczęła falować coraz silniej,
aż przeszła w rozhukane morze gruzów lodowych, całe w szczeli-
nach otchłannych, zasypanych śniegiem. .Śnieg tu i owdzie
skrzepł o tyle, że lekkie psy i głudkie narty prześlizgiwały się
jakoś po nich, wogóle jednak był sypki, przyprószając zdradliwie
labirynt zasadzek, w które wpadali od czasu do czasu ludzie,
zwierzęta, sanki. Jednocześnie karawanę otoczyły góry w zbroi.
cach lodowców: dopiero tu kończyło się Wielkie Przedmurze
Ross&, załamujące się przed lodowcami gór brzegowych; tu była
granica pomiędzy ziemią, raczej właściwym pancerzem Antar-
ktydy a jego potwornym wyskokiem północnym; tu był odkryty
węzeł w postaci biegnącego w stronę bieguna 850-kilometrowego
>>>
· - 250 -
łańcucha gór królo,!ej Maud - węzeł, łączący w jedno Ziemię
Wiktorji i Ziemię Edwarda, oddzielone od siebie na północ głę-
boką, do 85° sięgającą, potwornem Przedmurzem lodu zawaloną,
wyrwą zatokową.
Przed wędrowcami stanęła twierdza z gór lodowatych:
trzeba było ją zdobyć. Był to szturm hannibalski. Przez całe
dziesięć dni niezmordowana dru
yna pięła się po urwiskach
chaosu lodowców, spękanych, podziurawionych, poziomem słoń-
cem okrwawionych, z hukiem grzmotu otrząsających" kłęby zi-
mowej odzieży śnieżnej; to znowu po karkołomnych spadkach
ześlizgiwała się wdół; przebrnęła wielki lodowiec Axela Hei-
berga, by skrętem jego przełęczy pomiędzy majestatycznern
pasmem Nansena a podniebnym szczytem Engelstadta wedrzeć
się na olbrzymi, lodową śmip,rcią zewsząd ziejący "Czarci lodo-
wiec". Przez rozhukany zamęt lodów zuchwali śmiałkowie nie
wahali się puścić wśród mgieł i huraganu. gdy wiry zamieci,
miotane rozjuszonym wichrem, zasypywały im oczy, gdy trzeba
się było wspinać i spuszczać po nagim, bezśnieżnym lodzie
i kilofem rozwalać piętrzące się gruzy.
Przeszli 86 stopień; fale wyżyny lodowej słabły, by wkrótce .
znowu nagle się rozbujać coraz potężniej, zdradzając coraz
zawilszy labirynt szczelin: były to gońce olbrzymicJJ, do
4500 m.' wzwyż sięgających gór na zachodzie, rozblysJycb
tęczą z bieli, błękitu, krwi i plam czarnych, z lodowcami, zwi-
sającemi zdala nakształt stalaktytów. Za tern ostatniem pasmem
spękań i f;.1 garstka odwa
nych sunęła górą płaszcz
T
y bez-
brzeżnej, gdzie ski to ślizgały się jak po posadzce, to znowu
tarły, niby o piach, o śnieg niezmiernie miałki i suchy, to
wreszcie trafiały na lód "żywy", zupeJnie nagi, z którego słoń-
ce z'garnęło pokrywę śniegową, na zaspy kilkołokciowe, na "za-
strugi" -- ostre, stężałe zmarszczki śniegu, nawiane wichrem.
Chwilami lód tętnił, jak gd
"by jakąś otchłanią podkopany. Pod
89 0 stanęli na szczycie równiny na wysokości 3600 m. nad po-
ziomem mo
za. Stąd płaskowzgórze lodowe lekko schylało się
wdół. Lotem strzały przemknęli przez ten ostatni etap: sta nęli
na biegunie! A kilkakrotnie sprawdziwszy metę i dla pewllości
obszedłszy ją w promieniu kilkowiorstowym, zatknęli dnia 17
grudnia 1911 r. flagę norweskI} na namiocie, który tu zbudowali
i w którym złożyli opis podróży. Wyżynę bieguna nazwali na
cześć swego króla płaskowzgórzem Haakona VII.
Na biegunie niedługo bawili: krótkie lato w tych krajach
bywa często jeszcze skrócone przez nagłe najście zimowych
,
>>>
..
251
mrozów i burz, zwlekać z powrotem jest zbyt ryzykowne. Te-
go samego dnia ruszyli w drogę.
,
Raźno, wesoło odbył się powrót, niby przejażdżka tury-
stów. Przedtem, gdy szli do bieguna, mieli przed sobą wiatry
przeciwne, przerywane martwą ciszą, to znów wybuchające
spazmami orkanu, a mroźny wiew, prawie stale spychający rtęć
poniżej -20°, ciął podróżników prosto w twarz, bolesne wygry-
zając rany. Teraz te same wiatry, lecz słabsze, cieplejsze, istne
"powiewy wiosenne", pchały ich naprzód - ku zimowym leżom.
a wieczne słońce przy dwudziestostopniowym mrozie rzęsistym
potem skrapiało oblicza. Dzięki starannie wyznaczonej drodze
nie zbłądzili ani razu, nie chybili żadnego składu żywności.
Obficie odżywiani, tryskający zdrowiem, siłą i humorem, w 39
dni przemknęli lóoo kilometrów, oddzielające biegun od kwatery
zimowej. Tylko raz, na pograniczu gór i Przedmurza zmierzyli
się z huraganem, przez całe trzy doby szturmującym od pół-
noco - zachodu. 25 stycznia 1912 roku stanęli na miejscu po
99-dniowej nieobecności, przebywszy w sumie 3.000 km. Z 52
psów wróciło tylko 12; reszta została skazana w drodze na po-
karm dla towarzyszy, a nieraz także na świeży befsztyk dla
panów...
Antoni B. lJobrol£olski.
Obja
nlenla: Amundsen Roald, Norwegczyk. podr6żnik grenlandzki
(Grenlandja, pokryta lodem i śniegiem wyspa między oceanem Atlantyckim, morzem
Lodowatem p6łnocnem i zatoką Baffina) w r. 1901, oficer wyprawy belgij
kiej
(1897-1899) Adrjana de Gerlacha de Gomery na okręcie Belgica. w kt6rej brali
udzial wybitni uczeni polscy: Henryk Arctowski i Antoni B. Dobrowolski.
Nansen . Fridtjof (nr. w 1861) słynny podr6!n.ik podbiegunowy. W r. 1888
przebiegł na ly!wach Grenlandję, w r. 1893 - 1896 odbył podr6ż do bieguna
p6lnocnego, a chociat do biegnna nie dotarl, wyprawa jego należy do naj-
dzielniejszych,. najpomyślniejtlzych i najwatuiejszych. W r. 1900 od1;)ył podr6t
dla zbadania morza między Norwegją i Spitsbergenem (na p6lnoc od N orwegji). -
Deey
ja, postanowienie. - Ponies (czyt. p6unis" rasa koni 'karłowatych, nie
przerastających miary 140 ctm. wy
okości, tyjących na Islandji, w Norwegji, g6-
rach hiszpań8kich, Sardynji i t. d. Są to zwierzęta !ywe i pojętne, nadają się
do przewoienia lekkich cię!ar6w. - Eskimowie, nieliczny szczep, zamies,;'ku-
jący wybrze!a Ameryki p6łnocnej podbiegnnowej, Gren1andji i wy
p sąsiednich.
Pies eskimoski, podobny do wilka z grubą sierścią, jest ich najwainiejszem zwie-
rzęciem pociągowem i przebiegać mo!e dwie mile na godzinę, 6 - 8 ps6w ciągnie
Banie z « 08obami. - Piee.a o co albo o czem. - Motor, tu maszyna. - Pr
ed-
mur
e R038a. James (czyt. D!ems) Ross (1800-1862), teglarz angielski, odbył
w 1839-43 r. podr6t do bieguna południowego, odkrył na połndnie od A ustralji
pokryty lodem ląd, dwa wulkany Erebus i Terror, nazwane tak od dw6ch okręt6w
RosEla, a dalej na południo-wsch6d ku biegunowi wysoką, ciągnącą się wdal ścianę
>>>
,
252
-
lodową. Tę, jak się okazało, zawaloną lodem, zatokę nazwano Wielkiem Przedmu-
rzem ROSS8. Ross w swych podr6!ach dotarł aż poza 7Ro szerokości. - Lewa
(z fr.), jedno rzucenie kart przez grających; kart.y, na jeden raz wzięte, zabite. -
Transport, przewożenie, przenoszenie. - Narty (ski skandynawskie), długie na
2-3 metr6w, a szerokie' na 12 - 20 -cm. .drewniane ły!wy z przodu ku K6rze wy-
węte, kt6re pozwalają z łatwością przebiegać du!e przestrzenie po śnipgu bez zapa-
dania się. Jadący na nartach wspierają się zaostrzonym na końcu drążkiem, kt6ry
im słuiy za ster i hamulec. - Skorbut, choroba błon śluzowych i sk6ry, rozpo-
czynająca się od o
łabienia, chudnięcia; kończy się częst:) śmiercią. tRozwija się
nieraz w długich podr6!ach, gdy wyczerpują się zapasy !ywności. - Ewentualność
(z franc.), mo!liwość. - Gjoia, maly okręcik o motorze naftowym, na kt6rym
Amundsen z pięciu towarzyszami pierwszy przepłynął na p6łnocy z Atlantyku do
oceanu Wielkiego. - Fram, najtętszy, niezwycięiony okręt polarny, obmyślon
przez wielkiego podr6żnika podbiegunowego, Fridtjofa Nansena, zbudowany przez
natjwytrawniejszego budowniczego statk6w Colina Archera tak, iiby ciśnienia lod6w,
miast miaZd!yć go, wyciskały w g6rę, zaopatrzonego r6wnie! w specjalną ochronę
dla steru, by go nie strzaskały kry. Przed wyprawą Amundsena zni6sł dziclnie
dwie wyprawy: jedną trzy - drugą czteroletnią. - Gimnasta, gimnastyk, biegly
w gimnastyce. - Apatja, zobojętnienie. - Teehni ka polarna, sposoby podr6-
żowRIlia podbiegunowego. - lVikingowie, wodzowie wypraw morskich skan-
dynawskich na początkach wiek6w średnich, zdobywający niekiedy obszerne
kraje i zakładający tam pall$twa oddzielne; tu przenośnie dla określenia enprgji,
woli, umiejętności przezwycię!ania niebezpieczeństw. - Preeyzja, ścisłość, do-
kładność. - Antarktyczny. Arktyczny, położony w tej stronie, gdzie się na nie-
bie znRj
uje gwia
dozbi6r Niedźwiedzicy (niedźwiedzica po greckn arktos). Antar-
ktyczny (z grecko antarktik6s), naprzeciw pól nocy, południowy. - Neglii (z fr.).
ubranie nocne, rannej tu zrzucenie Wf g61e wierzchniego ubrania. - ftfaud, czyt.
Mod =
ragdalena. - Ziemia Wiktorji na p6łnoco - zachodzie, Edwarda, DR
p6łnocy od g6r kro Maud. - Paneerzem lodowym. - Wyskokiem p6łnoenym,
Przedmurzem Ro88a. - Pr
ełęe
, siodłowate obni!enie spłaszczone na grzbietowej
linji g6ry albo pasma g6r, będące często przejściem z jednej strony g6r na drugą. - .
Stalaktyty (z gr.), nacieki, utwory wapienne, zwieszające się w postaci sopla ze 6tropu
jaskiń. - lv/eta (z łac.), granica, cel. - Tv.ry.sta, ren, co odbywa większe wy-
cieczki dla przyjemności. - Orkan, wiatr niszczący wskutek wielkiej szybkcści.
Spazmy orkanu, od czasu do czasu zrywające się wybuchy wichru. - Wiee"ne
słońee, słońce, nie zachodzące przez czas dłu
szy. ,V szerokościach wy!szych
ponad 66 0 33' na p6łnoc i południe słońce nie zachodzi przez część roku i nie
wschodzi przez część inną wskutek pochylenia osi
ziemskiej pod kątem 66° 83'
względem płaszczyzny drogi ziemskiej (ekliptyki) wok6ł słońca. Na biegunach
nóc i dzień trwają po 6 miesięcy.
T r Z e b a b y.
Da wnemi czasy t jak pewna wieść niesie,
Czterech podróżnych błądziło po lesie.
Alr6z był tak mocny, noc była tak ciemną,
Że chęć podróży stała się daremną.
Ogień więc rozło
yli
i dnia czekać uradzili.
.
....
>>>
- 253 -
.
"Trzebaby - rzecze jeden i poziewa
przynieść więcej drzewa..
"Trzebaby - rzecze drugi,
legając jak długi -
rozszerzyć ogniska,
by wszystkich grzały zbliska."
"Trzebaby - zamruczał trzeci
czem zasłonić od zamieci."
"Trzebaby nie spać" - bąknął czwarty,
na łokciu oparty.
Tak ka
dy powiedział,
co wiedział,
i myśląc jeszcze o lepsżym sposobie,
zasnął sobie.
Có
z tego? - Ogień zagasł, a Dieostró
ni
pomarli podró
ni.
Gdzie bez czynu sama rada,
biada radcom, dziełu biada.
Aleksander Fredro (1793 - 1876).
P R Z Y S Ł O W I E.
Krzywdy nie ma, kto cierpi, co zasłu
)ył.
W kopalni węgla.
Ubrani w grube buty, w skórzane kaftany, zapięte na
sprzączki, trzymając w ręku mosię
ne lampy, w których pło-
nie knot, umaczany woleju, stanęli w szali.
W pierwszej sekundzie, kiedy jej deski, stojące narówni
z podłogą, drgnęły, Judym doświadczył takiego wra
enia, jakby
mu kto ścisnął gardło. Wkrótce prz
Tszło otrzeźwienie, szum
w uszach i lekka bojaźń w sercu. Czarne belki, cembrowiny
migały się w oku, niby szeregi jakichś schodów nieskończo-
nych. Gdy szala stanęła, wyszli na korytarz suchy i oświetlo-
ny lampkami elektrycznemi. U wijało się tan1 mnóstwo ludzi,
przychodziły i odchodziły szeregi wozów, ciągnionych przez
wyuczone konie. Z tych pierwszych widnych galeryj dostali
się przez kręte szlaki do maszyn, pompujących wodę. W ich
okolicy skończyło się światło. Jedynem jego źródłem stały się
kaganki, niesione w ręku. ?tIiejsce było gładkie. Spód koryta-
rza zajmowały szyny. Po nich wędrowały ciągle szeregi wóz-
ków z fedrunkiem, ciągnione przez konie.
....
>>>
, K._ 2540
Drzwi, niewidoc.zne w ciemności, ustawione ''tu i owdzie
dla skierowania powietrza do tych chodników, gdzie się "nie
świeci", otwierały tajemnicze ręce ludzi zgrzybiałych, którzy na
miejscu odźwiernych dokonywują
ywota. Intynier, mijając ta-
kie drzwi, rzucał wyraz:
- Glikauf!
- Glikauf! - odpowiadała ciemność.
Było w tym dźwięku coś ściskającego serc
. Przywierał
do mózgu obraz figur tych starców, ledwie dających się z mro-
ku wyró
nie, tych czarnych brył, które za
ycia mieszkają
w grobie, śnią w nim przez resztę dni swoich jak pająki, cze-
kając cierpliwi
na chwilę, kiedy ju
na zawsze wstąpią do
ziemi, kiedy wejdą w jej zimne łono na "szychtę" wieczną.
Łańcuch ciemnej niedoli przykuwa ich do miejsca. W starczem
drzemaniu widzą pewno ciepłe słońce wiosenne i jasne łąki,
kwiatami zasiane...
Korytarze mało ró
niły się między sobą. Jedne z nich
były wykute li tylko w węglu, inne posiadały wręby ze ściana-
mi z cegły, wmurowanemi dla zatamowania ognia i mokrego
a sypkiego piasku, k
óry zowią kurzawką. Zwyczajny chodnik
o stropie półokrągłym zamieniaJ się stopni
wo na korytarz ze
stemplami, na których le
ały kapy, podtrzymujące rodzaj sufi-
tu, czyli. okorki. Te korytarze doprowadziły do brzegu pochyl-
ni, idącej w kierunku upadu warstw węgla. Z boku czarnej
czeluści sunęła się w dół drewniana rynna, po której spychano
drzewo
Obok szła stalowa czy żelazna lina, wciągająca wózki.
Ciemność, ciemność gęstą od kwaśnego czadu rozświecał
tylko czasem daleki ognik niewidzialnej postaci. W pewnych
miejscach były tam schody, a właściwie szczeble, do tarcic
przybite; gdzieindziej szło się po oślizgłej desce. Na dnie ko-
palni, w głębokości dwustu kilkudziesięciu metrów pod ziemią
zimny i wilgotny przeciąg wlókł się korytarzami. Była ich tam
sieć cała, w których przechodzień doświadczał bolesnego nie-
pokoju, jaki wstrząsać musi rybą, gdy się spotka z gęstemi oka-
mi matni. Szli w jakimś kierunku, który wydawał się stroną
prawą, do lochu, dźwigającego się w górę pochyło a stromo
i tworzącego ślepą sztolnię. ,,- krótce musieli schylić się w pałąk,
gdy
piętro było tak niskie,
e pod niem ledwo mógł się prze.
sunąć wózek z "urobkiem". Gdzieś, daleko, jakby u szczytu tej
góry widać było chodzące z miejsca na miejsce blado - tółte
światełka. W zaklęsłej komorze, która się nagle znalazła, sły-
chać było pracę kilku Judzi.
. .
>>>
- 255 -
- Glikauf! - rzekł Korzecki.
Odpowiedziano chórem przyjaznemi głosami, które dziwne
l głębokie zrobiły na Judymie wra
enie.
-- Olikauf, glikauf... - mówił do nich i on w głębi duszy.
Górnicy w czarnych "kapach u i w "berglederach u nabijali
prochem grub)"m, jak ziarnka kukurydzy, długie tuleje papiero-
we. Otwory w miejscach właściwych ju
były wyświdrowane
długiemi "Ia.skami" ze stali o zakończeniach, podobnych do gro-
tów piki. Gdy ładunek został nabity, lont weń włożony i przy-
stemplowany z wierzchu szczelnie gruzem za pomocą stempora,
jak nabój w lufie, - jeden z pracowników zapalił dwa żygadła,
drugi -- dwa, trzeci - dwa. W mroku gęstym od pyłu i dymu
ukazały się niby jakieś niebieskie strugi cieczy, sączącej się od
góry. Płomyczki doszły do muru - i znikły.
'Vówczas drabiny szybko odstawiono, i wszyscy z pośpie-
chem wyszli do sąsiedniego chodnika. Tam czekali z dziesięć
sekund, nim się odezwał pierwszy wybuch. Prąd powietrza ru-
nął w sąsiednie galerje i komory, dźwigając na sobie ostry za-
-pach prochu. Bryły węgla, hucząc, waliły się za przyległym
filarem, a na wszystkie strony w ścianach coś sypało się z pręd-
kim trzaskiem i szelestem, na podobieństwo stada szczurów,
biegających za makatami. Potem nastąpił drugi wybuch, za nim
trzeci i czwarty. Dym wypełnił galerje i ciągnął leniwie do
przejść, w których się ..świeciu. Wdali słychać było huk ła-
dunków dynamitowych i czuć słodkawy ich zapach.
W pewnem miejscu Korzecki przywołał kogoś po imieniu
i zostawił go z Judymem, a sam odszedł. Musiał obejrzeć ro-
botę w innej całkiem stronie. Doktór został w ciemności z wid-
mem, trzymającem swą lampę. W sąsiedztwie tego miejsca
kilkunastu ludzi zajętych było podstemplowywaniem "piętra".
Chwilę obadwaj z
órnikiem stali, nic nie mówiąc do siebie.
Wreszcie Judym podniósł lampę do góry i zobaczył sczerniałą
twarz starego człowieka, którego siwo włosy w
Tmykały się
z pod "kapy".
Co robią tutaj, ojcze? -. zapytał.
- A caliznę wyrabiamy między chodnikami.
- Caliznę?
- Juści. Filar wybieramy. Bierz{:my jedno "pojęcie- za
drugiem na długość i na szerokość, podpieramy strop słupem-
i dalej. Po boku stawia się "organy"... Proszę łaski... pan mo-
że i nieznajomy z kopalnią?
,
>>>
256
"
- A nie. Pierwszy raz widzę.
- Tak cL.
- Có
to za organy?
- To zaś są kłody, na sztorc stawiane,
eby słu
yły tak
jakby za ściankę. Z przodu tef od chodnika przy kończeniu
"śtreki" drugą taką ścianę się buduje, a zostawia się zaś miejs-
ce pró
ne, niby tak jakby drzwi. A wyrobi się całą śtrekę
i z okruchów się ją wyczyści, to się dopiero te słupy zaczyna
wyjrnać, a inne sift tnie toporem. Ody pracowity górnik usły-
szy w cichości największej pierwszy aby maluśki trzask piętra,
wtedy kilof do garści i umykaj z pojęcia! Ziemia się urwie
w tern miejscu i rumowiem całe to zawali. Na wierzchu, na
górze zwalisko w dół wciągnie, tak jakby lej.
Judym podniósł do góry swą lampę i przyglądał się ścia-
nom. Gładkie albo chropawe ich płaszczyzny tu i owdzie miały
na sobie rysy ostrego
elaza, jakby pismo jakieś klinowe, pra-
cowicie wyryte. Idąc zwolna obok gładkiej ściany, miał złu-
dzenie, jakby je czytał. Ze znaków koślawych, kierujących się
to w tę,
o w inną stronę, składała się historja tych czeluści.
Zdawało mu się,
e stoi w cudownym lesie, w puszczy od-
wiecznej, nie sianej, przez którą nie szła jeszcze stopa człowie-
ka. Rosły naokół olbrzymie paprocie z pniami, jakich nie obej-
mie trzech ludzi, skrzypy, w drzewa wybujałe, straszne widłaki
i inne niewidzianych form, mistycznej piękności albo potwornej
brzydoty, jakieś sigillaria, odontopterydy, lepidodendrony... Te
wielkie potwory, splecione między sobą łańcuchami ljan, krze-
wiły się na pulchnem trzęsawisku, gdzie mchy przepyszne i nie-
wysłowione kwiaty pachniały w czarnem gorącu wieczystych
cieniów. Słodkie, upalne lata wyciągały z ziemi pod chmury
tę pnie i gałęzie, dostępne tylko dla wzroku i skrzydeł; wilgot-
ne, deszczowe zimy zasilały glebę na wieki. Swobodne wichry,
w dalekich stepach i w śniegach łańcuchów górskich zrodzone,
przylatywały bić puszczę, rycząc, jak szczenięta lwie.
Wtedy kołysała w łonie swem pieśń, huczącą na podobień-
stwo morza. . Jakte często trzaskał w nią piorun, a huragan ją
deptał, łupił i rwał! Dzikie chmury iskrą .czer
oną zapalały
jej głębie śpiewające. Wtedy gorzała jak wielki stos. Ale gdy
deszcz ustawał, przychodziła wieczyście młoda, liljowo- ramien-
na wiosna, jak dziewczątko, szukające kochanka, i swawolnemi
ust Y zdmuchiwała pyły roślin w ziemię rozmokłą, marzącą o
cieniu konarów. Nowe morze zieleni wylewało Bię na ten B8m
>>>
257 -
runt, przez który pędziły krzemienne kopyta o
nia i szprychy
jego wozu, tak samo prędkie, jak wicher.
I znowu
a ciszę gęstwin młodej puszczy przypadał nie-
spodziewany krzy k wojenny jaguara, i rozdzierał ją wrzask
śmierć głoszący bezlitosnego orła.
At. oto wielkie jakieś morza, w głębi lądów prót.nujące,
wyrwały się ze swoich grobel i puściły prądy szalone, które
zdjęły z korzeniem olbrzymie lasy, niosły je w pianach swych,
niby flotę okrętów zdruzgotaną, i pchały w te zaklęsłe niziny.
Tu je niezmierną masą wwaliły jakby do grobu. Przykryły je
warstwami gruntu, zdjętemi z gór. W ciągu tysięcy lat w cia-
łach tych krzewów, na których gałęziach ptaki niezliczone gnia-
zda sobie słały, ustało t.ycie, i począł się tajemny rozkład.
Wielkie ciśnienie zapadniętych warstw, napływy wód i czas,
wiekami idący, czynił sprawę podziemną: stwarzanie wody
z tlenu i wodoru tych cielsk obumarłych, wydobywanie z nich\
kwasu węglan ego i tlenku węgła. Został tylko węgiel sam, je-
dyny, w olbrzymim nadmiarze, nie mający się z czem połączyć,
jak samotny duch ciemności. Straszliwe jego cielsko martwiało,
stygło i umierało w sobie samem tysiące lat. W męczarni zra-
stało się samo ze sobą, tuliło się do siebie, jak byt przeklęty.
Z dawnej budowy nic nie zo
tawił czas długi. Tylko jakby
jedyne echo z ojc7.yzny, gdzie wszystko kwitło, rosło i kochało
się w niebiosach, - został nikły rysunek warstw pnia albo
odcisk powiewnego liścia w czarnym, t.ałobnym kamieniu.
Długie prace przyrody, nie dające się myślą ogarnąć za-
czyny i odczynienia człowiek ch wyta jako łup swój za pomocą
pracy krótkotrwałej, chytrej i ułatwionej. Przychodzi w święte
czeluście z bladym płomykiem i krótkim swoim kilofem. Siłą
nędznego ramienia wyniesie to, co tu schował ocean. Bierze
cały pokład do cna, od wychodni do upadu, zgrzebie okruszyny
i na świat wyda. Zostawi tylko hałdę na wierzchu i prót.nię
w głębinie.
Ziemia nie oddaje swej pracy i swojego dorobku bez walki.
Prosta i obojętna jak dziecko, od człowieka uczy się zdrady.
Czyha na niego z bryłami, które ruszył, a
eby mu je cisnąć na
głow
, gdy się nie obejrzy. Rozsiewa w jego komorach śmier-
telne gazy i czeka, jakby w niej biło serce pana puszcz zmar-
łych-tygrysa. Wylewa zaskórne, niewidzialne wody. Spuszcza
ciemne jeziora, od wieków nieprzeliczonych kropla po kropli
zebrane, a śniące na zimnych granitacb. Otwiera podziemne
, 11
.
tyele polski,.
>>>
258
-
.
baseny kurząwki, którq zawaliska ruszyły, i gliniastym jej mu-
lem napełnia galerje, pracowicie wykute.
- Nie porwał was skarbnik? - zawołał zniena.cka Korze
cki, wynurzając się z mroku.
Poszli długim chodnikiem. Zbliska i zdala szły szeregi
wózków, ciągnionych przez konie. Ka
dy z tych pracowników
wlókł tak za sobą całemi latami przeklęte wozy. Gdy mijali
postępującego w ciemności, odwracał na bok głowę i oczy, które
ju
razi
ółty blask światła.
Przyszli wreszcie do szybu, który ich z dna kopalni miał
podnieś: o sto metrów wy
ej. 'Voda lała się tam strugami, ka-
pała w szalę, ciekła po drzewie cembrowiny. Stanęli w mokrej
windzie wśród l':1dzi wrzeszczących, przemokłych, ze złemi
twarzami i w ciągu jednego momentu wyniesieni zostali na po-
wierzchnię górną. Szli stamtąd ciemnym i nieskończenie długim
korytarzem. Było w nim zimno i wilgotno. Strop walił się tu
i owdzie, wyginał kapy i mia
dżył okładziny. Śmiertelnej czar-
niawy nie rozśw ietlały nawet ogniki górnicze. Czasami tylko
słyszeć się dawał odległy turkot i krzyk wozaka. I znowu
z mroku wynurzał się koń-górnik, odwracał swe smutne, stę-
sknione, beznadziejne oczy, jakby mu był wstrętny widok czło-
wieka, i ginął w wiecznym grobie.
htelan Żeromski.
Objagnlenia: Szala (z niem.) klatka, spuszczana szybem na łańcuchu
albo sznurze. - Cembrowina, ściany drewniane studni, dołu. - Fedrunek
(z niem.), węgiel wydobyty, ładunek węgla. - Glikauj (z niem.) Szczęść Boże. -
Szychta (z niem.), oboWJązkowy czas pracy g6rnika w kopalni. - Wrąb, wycięte
miejsce w boku szybu, chodnika. - Stempel (z niem.), tu słup drewniany, słutący
do podparcia w rusztowaniu. - Kapa (z niem.). bal poziomy w suficie chodnika
w kopalniach. - Pochylnia, chodnik, pochyło ułotony. - Upad, pochylenie
warstwy węgla względem poziomu. - C
eluAć, przepaść, otchłań. - Caad, gRZ
tlenku węgla, wywiązujący się przy niedokładnem paleniu, sprowadzający zatrucie
krwi. - Tarcica, deska, wydnięta z kloca piłą. - Sztolnia (z niem.), droJ!;a
podziemna, wyrobiona w kierunkn poziomym lub prawie poziomym od powierzchni
ziemi do wnętrza kopRlni i przecinająca jej pokłady. - Urobek, ilość ciała kopal- .
nego, wydobyta przez g6rnika. - Komora, jama podziemna, powstała po wybra.
nin pokładn. - Kapa (z niem.), kaptnr, który noszą g6rnicy w kopalni. - Ber.
gleder (z niem.), pas g6miczy. - Tuleja,_ lej, tntka. - Lont, sznurek, nasycony
materją palną, słutący do zapalania naboju. - Przystemplo(()any, przybity.-
Stempor, tłnk drewniany z okuciem !elaznem u epodn. - ŹYUad1o, narzędzie do
zapalania. - Makata, tkanina wełniana albo jedwabna, przetykana złotem albo
erebrem. - Dynamit, silny materjał wybuchowy. - Pod8templowVUJać, wspierać
po
porami drewnianemi. - Pietra, strop, wierzch chodnika. - Caliana, masa
ciala kopalnego do wydobycia w pokładzie. - Filar, część calizny między chodni.
kami. - Poj
cie, część calizny, która na raz jeden przeznacza się do wybrania. -
If
>>>
.
259
Organy, kloce drzewa, szereg slupów, na podobieńetwo piszczałek organowych usta-
wionych dla podparcia stropuJ zabezpieczenia ścian. - Śtreka, droga, chodnik. _
Kilo}, młot o dw6ch końcach w kształcie zagiętych klin6w. - Klinowe pismo,
pismo staro-wschodnie, którego znaki miały kształt klin6w. - Skrzypy, gromada
roślin zarodnikowych, rosn
ych częścią w gruncie suchym, częścią wilgotnym, roz-
powszechnionych po całej ziemi; łodygę zielną mają pustą, stawowatą. - Widlaki,
gromada roślin zarodnikowych, obejmująca rotiliny trwałe, zawsze zielone. Zioła te
podobne do mch6w, mają łodygę widlasto-gałęzistą, w dolnej części czołgającą się.
Roflną J!:ł6wnie w wilgotnych nizinach. Do widłaków zaliczyć można WYł!:asłe grnpy
lepidodendronów, sigillaryj. Gatunki lepidodendron6w, łuskowc6w, należą do
najbardziej rozpowszechnionych roślin okresu węglowego, i szczątki ich napotykają
się w pokładach węgla we wszystkich częściach świata. Pnie, często olbrzymie,
przeszło na 10 metr6w wysokie, dzieliły się widlasto. Sigillarje miały postać sIn.
p6w, wysokich na 25 metr6w i grnbych na 1 - 2 metr6w.- Odontopterys, pa-
proć kopalna. - Ljany, pnłłcza, rośliny wijłłce się czyli pnące, t. j. rośliny wyra-
stające z gruntu i czepiające się z powodu słabej łodygi innych. 8tanowią one
zwłaszcza cechę roślinności las6w zwrotnikowych amerykańskich, gdzie wiją się tak
silnie około drzew, k je często duszą, a przerzncając się z jednych drzew na dru-
gie, tworzą gęstwinę nieprzebytą. - Szprycha, promień w kole wozu, łączący
obwód dzwonu ze środkiem, nasadą, piasta. - Jaguar nale!y do kotów wielko-
okich, z okrągłą źrenicą, z plamami ohrączkowatemi Inb r6iyczkowatemi. A ntor
mylnie umieszcza ss,aki i ptaki w okresie węglowym. Ukazały się one znacznie
później. - Wychodnia, część pokładn najwyższa, wychodząca aż na powierzchnię
grnntu. - Halda (z niem.), kupa kamieni i ziem płonych, z kopalni wydobytych
i w pobli!u szybu le!ących. - Kurzawka, pokłady pia
kowate, sypkie, nieraz wil-
gotne, łatwo zRypujące się. - Basen, zbiornik. - Skarbnik, dnch zły kopalni,
pilnujący bogatych pokład6w ciała kopalnego. 'V kopalni nie naleiy gwizdać, aby
go nie wywołać. - Okladzina, deski lub krąglaki, podtrzymnjące ściany. - Czar-
niawa, ciemność. - Wozak, pomocnik w kopalni, do przewozu ukopanego urobku
uiyty.
Bote Narodzenie w Zakopanem.
Bo
e Narodzenie! Przez okna, w połowie zakute mrozem,
ju
o 7 -ej wpada jasność zorzy porannej i rysuje bladą siatkę
ram okiennych na przeciwległej ścianie. Zwolna wstaje wielki
dzień-nad KOBZystą bije wielka h
na, szeroka jasność; zdaje się,
że słońce lada chwila rzuci snop promieni, lecz ono się nie spie-
szy, i mijają kwadrans po kwadransie, a słońca niema, t
'lko
jasność staje się coraz świetniejszą. Nakoniec zapala się naj-
wy
szy szczyt Osobitej, potem drugi nitszy, potem przełęcz -
i cała g6ra, widziana przez ramiona potęfnego modrzewia i róz-
gowate gałęzie jesionów, wyd:1je się nadzw
Tczajnem, świetlnem
zjawiskiem pośród całego świata, pogrą
onego jeszcze w cieniu.
Zjawia się ró
owy odbrzask na gładkiej kopicy Czerwonego Wir-
cbu-i zwolna kilka zębów na Kominach Dudowych słońce za-
pala wspaniałemi blaski, jak rząd kinkietów-i zło
ą się turraice
ponad ma.sami skał i płaszczyzn, i lasów, i dolin. Długo długo
>>>
260
p6źniej, bo dopiero w pół godziny, padają pierwsze promie-
nie na polanę wytej Pająkówki na Gubałówce, zrazu bla-
de i rozstrzelone, a
wreszcie, oświecając coraz nitsze stoki,
w całą godzinę później zjawiają się w dolinie Zakopiańskiej
w pokoju.
I wstaje wielki dzień! Mróz trzaskający 210, gonty na da-
chu trzaskają z łoskotem.
Przejrzystość powietrza tak wielka, te góry wydają się tut,
jakby się zniżyły, zmalały pod olbrzymim stropem niebieskim,
czystym, jasnym, nieopisanej przezroczystości. Oczy nie znoszą
blasku i bieli śniegu, który skrzypi jakimś metalicznym zgrzy-
tem szkła tłuczonego. Śnieg jest sypki, te i ździebełko nie przy-
wiera do obuwia, garnie się i oiypuje pod stopami jak miałki
piasek, jak twir, drobny, suchy, na polach iskrzący się temi nie-
pojętemi blaskami złota, ł\metystów i szafirów, rzucający ognie
brylantów - a w wielkiej płaszczyźnie podobny do ziarnistego
marmuru.. W powietrzu stoi wielka cisza; ani przeleci wrona,
ani zaćwirka wróbel lub sikora, nie zatrzeszczy sroka, nie za-
8zczeka pies. Nawet potok usnął snem zimowym i umilkł po.
mruk jego. Tylko nawiewy ledwie od(;zuwanego wietrzyka przy-
noszą głos organów, wtórujących ludzkiej pieśni: to ranne na-
boteństwo w wielki dzień chrześcijański.
W kościele mroźno; na ołtarzu płoną t6łte świece martwem
woskowem światłem; gdzieś daleko w głębi nad polem głów ludz-
kich, zwartych jąk ka.mienie mozaiki, nad którą unosi się para
oddechów, a z każdej śpiewającej piersi bucha słup biały -
i pieśń "Opuściłeś, a zstąpiłeś na te niskości ziemskie" płynie
potężnym chórem dziwnej prostoty i wielkości. Pieśń ta wy-
daje się czemś nadzwyczajnem, gdy się pomyśli, te dziś, o tej
samej godzinie, śpiewa ją polska krtań od Heli-do Zakopanego,
od morskiej fali do granitowej turni-i śpiewa ją dziś, jak kil-
kaset lat temu. Ci, co do kościoła się nie zmieścili, z ob natoną
głową stoją na dworze, przylepielli do ściany szarej ze staro-
ści, prawie czarnej, jak
ydzi pod murami Jerozolimy; ci zaś,
co słuchem nie mogą zespolić się z wnętrzem przez ścianę. sto-
ją zwartą citbą przed drzwiami. Oczy wszY8tkich wlepione
wewnątrz, w ciemną dal, w jarzące świece... I wśród 20. stopni
mrozu płynie potętay chorał-równo, spokojnie, jak wielka rze-
.
ka, a serce ogarnia wielka otucha i rzewność wielka. "Miłość
moja to sprawiła, by człowieka wywyższyła."
Władysław Matlakowski (1850-1895).
I
>>>
261
ObJajnlenla: Zakopane, najbardziej znana i uczęsz(;zana z dolin, otacza-
jących dokoła zbitą masę Tatr. Le!y na ich p6łnocnej stronie na wysokOŚci
837 m. nad poziomem morza; pierwotnie była osadą pasterską, od połowy XIX -go
wi
ku zmienia się stopniowo w miejsce odpoczynku i rozrywki przyje!d!ających ze
wRzystkich stron Polski mił śnik6w g6rakieJ swojskiej przyrody. - K08
Y8ta, Ko-
il!ta, szczyt i grzbiet g6rski w Tatrach nowotarokich na południo - wsch6d od Za-
kopanego. - O/łObita, 8amotny (stąd nazwa) szczyt (1687 m.) na południo-zach6d
od Zakopanego, dobrze z Zakopanego widoczny. Na połndnie od niego wznosi się
grauitowa grupa Rohaczy w głównym grzebiecie Tatr liptowoko-orawskich. - Mo-
dr
eU'J, wia, piękne drzewo z rodziny iglastych, dochodzące od 25 - 45 m. wy-
sok08ci, ma delikatne i wiotkie listki iglaste, skupione w pęczki i opadające na
zimę, "gałęzie rzadkie, odstające, naprzemianległe, nieco nad61 pochylone, kr6tkie
" stosunku do pnia niezbyt grube, nadające drzewu postać piramidalną. - J t!sion
drzewo z rodziny oliwowatych, dochodzące do 40 m. wysokości, przy średnicy
20 - 12.') cm., o liściach, składających się z 8 - 15 Iistk6w lancetowatych, śpi-
czastych, bezogonkowych. - C
erl(Jony R'ierch (wierch, wirch == wierzchotek),
jeden ze szczyt6w Czerwonych Wierch6w, grupy górskiej, zajmującej znaczną prze-
st
zeń w głównym grzbiecie Tatr nowotarskich na południe od Zakopanego, na-
zwanej tak od bujnej trawy, zdala czerwono mieniącej się. - Kominy Dudou;e na
południo-zach6d od Zakopanego. Szczyt ten (1408 m. wysok.) wznosi się w pół-
nocno-wschodDiem ramieniu grupy dzikich f kał, zwanych Kominami Telkowemi
(Tylkowemi). - Pająkówka, miejSC(lW08Ć na p6łnoco-zach6d od Zakopanego..-
Gubalówka, znaczniejszy grzbiet wzg6rzysty, ciągnący się od wBchodn na zach6d
nad Zakopanem i Pająk6wką od p6łnocnej strony jakby potę!ny wał.-Gont, Ut desz-
czułka do pokrywania dachu. - Ametyst, drogi kamień dość pospolity, barwy
fioletowej. - Szafir, kamień szlachetny, przezroczysty, barwy błękitnej. - .')'ikora,
rodzaj ptak6w wr6blowatych z grupy zębodziobych, o dziobie kr6tkim, stożkowa-
tym
nogarh miernych, silnych i chwytnych, skrzydłach miernych. Są to ptaszki
drobne, zwinne, ruchliwe, !ywią się owadami, jadają te! i ziarna. - Sroka, rodzaj
ptak6w z rodziny kruk6w, oddzielony od knlk6w dla skrzydei kr6tszych i tępych
i przedłu!onego, klinowatego .ogona. Sroka mniejsza je8t od kruka, karmi się my-
szami, owadami, ziarnem; głos ma chrypliwy. - Mo
aika, kunsztownie uło!one
wzory i obrazy z różnokolorowych kawałk6w marmuru, drzewa. - Opu
cileś,
a ntqpilel i t. d. Wyjątek z czwartej zwrotki kolędy ,t'V !łobie le!y:'
Zwrotka ta brzmi w cal08Ci: "Witaj, Panie, c6! się stanie (co się dzieje?) !e roz-
kosze niebieekie - Opuściłeś, a zstąpiłeś - N a te niRkości ziemskie? - :Miłość
moja to sprawiła, - By człowieka wywy!szyła - Pud niebR empirejskie". Empi-
rejski, niebieski, rajski. - Hel, p6łwysep Helski, mierzeja Pucka; odcina część
BaJtyku, zwaną zatoką Pucką czyli matem morzem. - J.Uier
eja, wąski pas lądu,
zwykle piaszczysty, często z wydmami, odcinający przyl,\dową część morza.-
Turnia, i, naga skata, wystrzelająca nad poziom. - Żydzi i t. d., po zdobyciu
i zbul'&eniu Jerozolimy (70 r. po Chr.) przez wojsko rzymskie pod wodzą Tytusa,
syna cesarza 'Vespazjana (69 -79). - Ciiba, tłum.
Chorol strp. = ch6rał,
psalm, pieśń J śpiewana chórem, zbiorowo przez lud w kościele.
Wiatr halny styczniowy w Zakopanem.
Wytoczyło się wspaniałe słońce z za grani, zagrały blas-
ki światła na dacbach fioletowych, na płotach, gałęziacb a gdzie
tylko liznęły promienie, siny szron taje. Na wscbodzie widać
>>>
-- 262 -
ostre, wyraźne zęby i szczerby gór szlachetnycb, tylko na głów-
nym łańcuchu zaległ wał chmur nie wysoki, lecz cię
ki, czarny
po bokach, z prześwietlonym jasnym grzbietem; zdaje się być
nieruchomy, lecz ta martwota jest pozorną tylko; cały wał su-
nie wolno na wschód, gdy napłynie na szczyt wyniosły - obleje
go, oblepi, gdy przesuwa się ponad niską przełęczą - zalega
ją, napełniaj miejscami kotłuje się w nim i miesza ołowiana
masa z przeświecającemi plamami. Zwolna czochra się i wich-
rzy cały grzbiet wału, wyciąga w jasne jęzory, jak płonący spi-
rytus, powstają zadziory, urywają się jak pa cześ z pęku lnu,
i rozwłóczą na boki.
A w dolinie tymczasem słonecznie i jasno; niewidzialne,
w mrocznym gąszczu ukryte, ćwierkają jakieś ptaszki smutnym,
urywanym głosem, chwytającym za serce wśród tej wiszącej
w naturze grozy. Powoli targają się kudły grzywy, wicher od-
rywa jeden kędzior po drugim i miecie go w bezdenne niebieskie
topiele. Słońce przypra
a jeszcze, lecz w górach czuć ju
Bza-
lone podmuchy wykluwającego się, wyrywającego ze swych pie-
leszy na Czerwonym Wirchu halnego wiatru. N a południu prze-
świetlone chmurki srebrne na niebieskim atłasiej na północy-
niebywałej czystości niebo nad zielonemi reglami, słychać tylko
w górze złowrogi głuchy szum, jak huk dalekiego morza. Trwa,:
lo tak z godzinę. Naraz zabujał się las pobliski, zakołysały
ośnie
one smreki, wsiadł na ich czuby górą przelatujący wicher
- i zatrząsł. To ten, to ów smrek uwolnił się od swego brze-
mienia i wyprostował, jakby gotując do czekającej go walki.
Wiatr zrywał okiść, rozwłóczył ją w warkocze, w obłoki śnie
-
nego pyłu i jak ogon komety niósł w powietrze. Co chwila
z gwałtownym pędem, jak dym wybuchającej armaty, odrywał
się nowy obłoczek, i znowu cisza., tylko zamieć na wirchach
coraz gęstsza i szersza, z poza której wielu szczytów rozpoz-
nać jut nie mo
na. Szum coraz bIi
szy i coraz mocniejszy,
niJ.pady wichru z gór coraz częstsze i gwałtowniejsze, coraz
ni
sze. Jut nie tylko przelatują górą, zawadzając o czuby
drzew najwy
szych, teraz potrącają o kalenice dachów, o lian ty
strzech, miotając niemi z szaloną wściekłością, pędząc śnieg
przez zapory, sypiąc groble i grzędy śniegu, rozpylając go w po-
wietrzu. Co chwila wicher zrywa z rozwidlonych gałęzi jesio-
nów bryły śniegu; obrywa gzymsy i frJzy śnie
ne z krawędzi
dachów i pędzi je po ziemi. Dygocą zręby domów, trzeszczą
ściany, jęczą dachy pod naporem, kurniawa zwolna zajmuje ca..
lą dolin
, zasłani
słońce. Giną drzew sylwety, gaje olszowe
>>>
263
..
świat ogarnęła zamieć szalona. Pochowały si
pod strzechy
i jaty stadka wróbli, nie słychać metaliczn
7ch śmigów trznadli,
czasami tylko przeleci sroka, lecz wicher miotając nią zagina
długi ogon, gna i zawraca. Dstał wszelki ruch na gościńcu,
słychać tylko dudnienie dachów, skrzyp, jakby przeciąganie się
węgłów - wyje, buczy i wścieka się spuszczona z uwięzi wi-
chura, na grzbiecie Tatr przewraca się, kotłuje, jak asfalt
w wielkim kótle., wylewając na boki strugi czarnej chmury,
a w dolinę spadają orkany wichru, od którego trzeszczą domy'
uginają się pnie modrzewi, bujają wściekle gałęzie świerków,
i tłuką o siebie grube konary jesionów. Na Krupówkach sądny
dzień; lecą obłamywane gałęzie, ani sposób utrzymać się na
nogach.
Od czaau do czasu rozlega się huk i jęk dachu, z któ-
rego z szalonym pośpiechem spada lawina, zS
TpująC pod oka-
pem kupę brudnego śniegu.
Po drogach chodzą wrony, walcząc z wichrem, podrywa-
jącym im pióra. Cały dzień i noc całą powtarzały się przery-
wane złowrogą ciszą napady wichru, od którego d
-gotały ścia-
ny. Nad ranem uciszyło się, brzask zapalił ochrowe obłoczki,
rozrzucone po niebie, ani śladu wału chmur, ani śladu halnego
wiatru.
Wladyslaw Matlakowski (1850-1895).
. ",.... ... "I' .'1....-;::..... .,,', .
...,... M e r, !
; ,
,.
,-;".i.;';.
:I,
I.
; : 1
j
, . J
' ........:...:
..;-J , ''' I ':' . I
I
J I
I.'I .. / . ł
t "I,p';s';"Joi, J.
- "r." , -'(0' . ,.. . IJ I !I li,' łl i."!.
I ' 'z
. J." l' ... . -ć' .t. .., r r ..,.-..
'11,-'1"/"'" '" 'J"""" ,.- , '. . i, /,'. ,
:.' j
1,;" .
:.' '.0 _ "
::'1.:.:. .\' .... '..
. J," l' .:
'. J/ ,-::- "
.,\.
, ....
;..,...... 1-J1:, I ł
: .'i ,; ,r:t-
... . 'II"". "" .
.
. r - I ·
,pI/ W ' { \'\",,'-.,;
,' .:....
,.3"".,.q.
.
-,L .,1 ...J
1
I I -
,
" ,\. "
c..:.......:... . . J,
-[.
" ' .1'
, I :,......,....:..
......
'
"\......r.ł
....
,.-1.
....:":--.j...
--; ....1........... ... I ...""
/ . ,
.._....
..;'
..
' .
... ....
..:l..:-- ..
tII
_, _:_ "JI.
'.J...»'_,,
- -,. '....' . . .-.r ,. "I"
l
:
. .';' ..."(.,.
,
... ,.
....
..... .,
fi l .'';'': "
(: H" '. .- . _ 'I
f lU nllł-' )-., '. . .:'-
.' j '.,'#.."'.:
7',=... #
"!" '
-:.
f -.
. ..,:q .
"J.1o .
' -.... - r ,- - ..' ' :) _ f
"'1". .
,', .- - "... -'
- , -
.\ . \ ." ł . - ........"'. '1 .
- "" --.......;. . -ł..... . ......--':.:, - ,...
;-J . ',;.. ,o
: '":...,'- ,\.
,,;,
., ,-: _..
.
J..tr
....
",';:'. ...
..., ;-.t!'Jf- .
'- -' .:. I. .t'.,
... .,., '''''1 ,.-,; "'.- .
I ..'
..... ""-"'- ,- . - " ",;.':/'; -o .
_
' .
., . . "
... -"-jó:_ ..-_-
6 ,,_ . . ___.- . '....
....
... .. I ..
..-::--
...
._- _
.-
_" .-!j'-
\;#
-"r
: ;1:' .
. ...
" P'r-".I '."
'_ '::.J). . . . .
-==..:::",::-
_., =---
' '
--
-..1
.. '-' ",'
._.,
'.'M,'
,.
_
. ...;.___-_ .J '. ..._
_
t., I
__ . - '_
_ .-.,,;._ .'_. _ - "C=--"
';-4 .' .
,,". .. .
. . ._
,;..___.-::- . - ...
- _.......1'.. - .-.,--ł'" ...-:
,
-- ..
er
ry- ,-
...-.,;;.-.... ..r _ .,. lo' £ _ . . ..,.,. -'. .:...
,-;c __',-
':;;-
....,......-..... ___..
___ .. __
-:-" ...
. __
-: _.,r-..
_. _
-' _ ,,
..
'(-:'
-?,".. ...
:
:-.
- - =;-. .. - .'
......
/
'..'f,,'"
-:.""
-:-.
..''t-:-, t-- -......:" -:..
.;.. -
:... -
:... . &-;'
""
-......;s',,' , , ',' L....... \: ',. ." _
_.". _(_,_J--..._
''Y "''''!''''''''''-.
''''' ............ :-_ .'
.......
..!-
_........"..." ..'____-:::- ......'
4. ,.. :-
..
S
" ..;. -
-==-
o/!
..,$:............- _
;:.r"..:..r -
d..' ,;:../
::'_
f..- _..
. _
.J.P/;j!-!'.P??,-'-
....
.!:'
,..
' ..
"'..
_ . LJ ..
ObJaśnienia: \-Viatr halny, wiatr z kięrunkiem przeważnie południowym
lub poludniowo-zachodnim o szybkości 3 - 9 (czą8tka powietrza przebiega w6ł'tczas
· w 8ekundę 3 - 9 metr6w). Rozpoczyna 8ię zwykle o kilka godzin wcześniej
w g6rach, nit w Zakopanem. Temperatura zaczyna 8ię podn08ić. zanim pierw8ze
,
>>>
26ł
porywy wiatru halnego dolecą do Zakopanego, szybkie jej podniesienie towarzyszy
pierwszym podmuchom. Maximum temperatury bywa, jak w listopadzie 1911 r.
+ 14°, w grudniu + 11 0 . Zachmurzenie z początku bywa nieznaczne, powietl'
e
bardzo przezroczyste, charakterystyczne są biale kłębowe chmury.-Hala, l, dolina
g6rska w Tatrach! pastwisko' g6rskie, czasem g6ry same. - Grań, grzbiet, kraw'i!dź
g6ry. - Pac6eŚ, poplątane wł6kna lnu albo konopi, oddzielające się przy czesaniu
szczotk,. po raz drugi. - Pielp.8
e, y, Jegowi
ko, kryj6wka, gniazdo. - Regle,
i, lasem pokryte podn6ta wielkich g6r. - Smrek, a, świerk. - Okiść, i, 8nieg
zmarznięty i f:wieszający się z gałęzi w ksztatcie kiści, sopli. - Kometa, y, (z gr.
kom
tes = włochaty) cialo niebieskie, biegnące drogą bardzo wydłutoną i dlatego
rzadko widywane, z1otone z głowy ze 8wiecącem jądrem i z prostej, krzywej albo
wielokrotnej smugi świetlnej czyli t. zw. ogona, warkocza albo miotJy. - K aleni-
ca, y, trzycalowa tr6jkątna terdź, przybita na wierzchu schodzących się krokwi (cien-
kich belek, ustawionych w kszt.ałcie litery A, ua których utrzymuje się przykrycie da-
chu), przykryta z obu stron styk:ającemi się na wierzchniej linji dachu gontami. -
G6ymlJ, u, poziomo biegnący występ muru. - Fry
, u, ozdobny pas, idący po-
ziomo pod gzymsem. - Kurniawa, y, zamieć 8nieł.na. - Sylweta. y, zarys. -
OlS60WY, olchowy. Olcha, olsza, drzewo z rodziny brzozowatych. - Jata, y, pod-
ręczna szopa, naprędce i byle jak sklecona. - Śmig, 8miganie, lot. - Tr6nadel,
dla, ptak wr6blowaty, stotkodzioby. - Węgiel, gl a , r6g, narotnik. - AsJalt, u,
mieszanina smoły ziemnej ze twirem i wapnem, u!ywana w stanie płynnym do
zalewania choduik6w i ulic. - Krupówki. jedna z głównych ulic w Zakopanem.-
Lawina, y. masy 8niegu z g6r spadające; zbiegające nagłe bryły lodowe, oderwane
od lodnik6w. - Och,.olfJY, Młtobrunatny, podobny barwą do cebry, minerału
o r6żnych odcieniach barwy t6łtej, czerwonej i brunatnej.
IluRtracJa: Po wietrze halnym.
-
..
Wyjście w góry-
Wzmagał on się poza wierchami i runął wdół, gorący, nie-
odparty, nawałny, miecąc tumanami chmur i gęstą, rzęsistą sie-
kawicą. Uderzył J taką mocą, a
las pokłonił, - ustał i zno
u
runął. I tak z przerwami, ju
potem suchy, bez deszczu, oba-
lając jasienie i lipy przy chałupach, rwąc dranice z dachów,
krócąc las, dął przez noc i dzień aż do południa, tłoczył z poza
krzesanic kłęby chmur na przewyrt w doliny i krył w pomroce,
w mroku chmur Tatry. A gdy deszcze po nim, mocna wio-
senna llć, dwie doby przelały, i słońce zaiskrzyło na niebie,
gazdowie z pod Świnnicy i Giewontu uznali, że czas jut ku Sta-
wom statek wygnać, bo śniegi wyginęły, i Kopa Magóry ra-
dośnie zazieleniała.
Było to w początku wielkiego maja.
Wzięto się więc do mycia. i czyszczenia sprzętu szałaśne-
go, kotłów miedzianych, pucier, gielet, oboniek, skopców,
czerpaków. Juhasi poczęli smażyć w maśle koszule i strugać
ę!rzały, naprawiać kołczany; kto miał, to opatrywał rusznic
lub
>>>
- 265
'\.
pistolety na krzemień. Powszechny ruch, powszechna wesołość
nastała.
Na wtorek trzy dni przed Zielonemi Świątkami naznacz
'ł
baca dzień miesania. Ze wszystkich osiedli w pobJitu Hrubego
zegnano owce na polankę przed domem Topora Jasicy, gdzie
czekali już na nie '"baca Sobek i juhasi. Tam katdy gazda od-
dawał swoje stadko, a potem zmieszano wszystkie owce razem
do wielkiego zagrodzeniał J koszaru. Jeden juhas wziął koron-
kę w rękę. drugi z zagrody owce puszczał, licząc, a gdy krzyk-
nął z orawska: desat! - juhas paciorek rótańcowy przesunął.
Owiec było tysiąc dwieście, które bacy gazdowie na lato po-
wierzali.
Osobno stały krow
T z pasterkami i młode woły z wola-
rzami J do szałasu naletącemi. Stało i kilkanaście koni, mają-
cych lato spędzić na hali.
Z mrocznej szarej mgły wyłaniały się wierchy, bystro słoń-
cem złocone, w pełnem obłoków niebie tonące. Liljowosine i fio-
letowe były te obłoki, które wiatr po szafirowem niebie gnał.
Bo wiatr dął silny w to rano wyganiania na ha.lę.
'Vierchy jakoby się ścigały z obłokami, to miały je przed
sobą, to za sobą, to ginęły w nich; to znowu ponad szcz
.tami
skłębił się tuman kolorowy, a czasem rozbił się w strzępy i roz-
leciał właśnie w chwili, kiedy blask słońca ugadzał, jak gdyby
złota wy ryś wpadł między stado barwistych cietrzewi, syno-
garlic i dzikich gołębi na kępach podkrywańskich.
Mnóstwo bab, chłopów, dzieci zebrało się tegnać juhasów J
pasterki i swój dobytek. Matki całowały córki, ojcowie upomi-
nali synów, ateby trzody warowali przed wilkiem i niedźwie-
dziem, bacy słuchali, ze zbójnikami, jakby przyszli w odwie-
dziny, .byli grzeczni, co polecali tern więcej, że niejeden z nich
sam za młodu "za buczki" chadzał.
Stara Braganta dawała dziewkom ziela od uroku, od po-
robiska, tak dla człowieka jedneJ jak dla bydlęcia drugie, nie-
odbyteJ gdy się rozdętemu świeżą trawą bydlęciu spałstek czyli
kawałek drewna w pysk kła\Zie, a boki gniecie. Brali i juha-
si ziela, srebrne pieniążki dając, choć klęte naszyjniki na szy-
jach nosili.
Ten i ów na owce, na statek swój spoglądał, baby krowy
po karkach głaskały, osobliwie cielęta, przez zimę podrosłe;
smutno się im z niemi było rozsta.wać.
O pogodzie możliwej radzono, lato przepowiadano mokre
zrazu, potem at do jesieni sucbe i upalne,
.
>>>
- .266
Owiec, zegnanych do kupy, pilnowały już psy wielkie, ku-
dłate, o wilczych mordach, białe, z obrożami kolczaterni na kar-
kach, i obstawili je sobą juhasi, zbrojni w ciupagi z brzęczącemi
mosiężnemi kółkami na tylcu toporzyska, w kije, opalone na
czarno, śpierulce, oblaki bukowe, sękowce ze smreka, siekańce,
nasadzane krzemieniami, buńkosie czyli maczugi, obite mosięż-
nemi kółkami, wesołe brzękiem przy pochodzie, straszące owće.
a straszne jako broń.
Na głowach mieli małe kapelusiki czarne, okrągłe, pł
rtkie,
z wąskie m skrzelem, wysmarowane tłuszczem, z kostkami z mor-
skich muszelek białych, naszytemi na rzemyk, lub z mosiężnemi
łańcuszkami, owitemi dokoła dla oporu na wiatr; ten i ów
w kolpaku baranim w kształt perski, kostkami. paciorkami, ko-
ralikami oplecionym, włosy wymaszczone; na ramiona od uszu
dwie kiecki, huncfuty, we W'arkoćzyki plecione, w paciorki i ko-
raliki zdobne, na szyi brembulce, naszyjniki z kamyków, kulek
i kawałków mosiądzu, koszula, spięta blachą mosię
ną z łańcusz-
kami, trzepieniem przekłutą, od pasa do pachy pas z pięciu
klamrami, z ciemnej bronzowej skóry, nabijany świecące mi mo.
siężnemi i srebrnemi guzami, za pasem noże z trzema bulkami,
to jest kulkami z mosiądzu na trzonku, u poniektórego pistolet.
Koszula w maśle usmażona, czarna, połyskliwa, z rękawami
rozazerzonemi ku pięści, że gdy chłop stanął, do kolan spadły.
Portki białe ze zaszczepkami niebieskiemi i czerwonemi z włócz-
ki, wąskie. obcisłe, w onycki wpuszczone i rze
ieniem okręcone
wpół łydki, na stopie kerpiec z jednego kawałka skóry. Przez
ramię torby juhaskie z wełny czarnej i białej plecione, frombija.-
mi-trendzlami zdobne, u niektórego rusznica na krzemień, ale
rzadka, zresztą luki długie i kołczany, strzał pełne, zręcznie
z łyka szmerkowego plecione.
Ten i ów zaś to kobza skórzana, to piszczałka z wierzbo-
wego drzewa, to fujara lub trombita długa niezmiernie, czasem
na półtora chłopa zdłuść, rozszerzona u wylotu; tę osobliwie
wolarze miewać lubili. Chłopy same rosłe, smukłe, gdzitniegdzie
olbrzym d wie stopy nad sążeń, tu. znowu chłop jak pniak, ze-
brany w sobie, krótki, a z plecami jak ława. Na ramionach ser-
daki, guńki białe krótkie, nijako nie wyszywane; ten i ów ko
żuch na plecy odział.
Przy juhasach młode chłopcy, gońcy czyli honielnicy, ucz-
niowie na juhasów.
Zaś pasterki miały koszule białe, cyfrowane czerwoną lub
czarną grubą nici
na ramionach, spódnice ciemne, wytłaczane
>>>
267
w białe kropki, zapaski ró
owe; nogi w kierpcach tylko nie rze-
mieniami, ale czarnemi grubemi wełnianemi sznurami, nawłoka-
mi owite, na ramionach chustki, stare guńki ojcowe, stare ko-
uchy macyne. Mało która piechot ą, ale okrakiem na koniu na
drewnianem siodle, na niem przewieszone obońki, ga.nki, skop-
ce, dzieżeczki na mleko czyli raj toki, worki z mąką. Tu znowu
koń, objuczony kotłami
eląznemi do gotowania strawy, sprzę-
tem juhaskim, przyodziewą męską, dziewecką. zapasami we wo-
rach. Przytroczona do siodła tu i ówdzie rąbanica krótka z sze-
rokim obuchem, wygodniejsza od ciupagi do domowej roboty.
Dziewki, co pieszo szły, na długim lejcu konie trzymały.
Dziewki bujne, urodne. A twarze rozmaite. Jedne podłu
ne
ciemnowłose, czarnookie, inne o włosach jasnych, oczach nie-
. bieskich, krótkie i kwadratowe z mocno wystającemi kośćmi po-
liczkowemi, nosy najgęściej orle, wspaniałe, o wąskich nozdrzach.
A tak u chłopów, jak u bab twarze śmiałe, przytomne, myślą-
ce, pełne energji i ochoty.
Ruch był. Juhasi oganiali owce do kierdela czyli stada,
a raz po raz który z radości,
e ju
w hale idzie, pokrzyknął,
gwizdnął lub ciupagę, zberezącą mosiądzem, wysoko ponad gło-
wę rzucił,
e zawarczała w powietrzu i w rękę mu z brzęko.
tern spadła.
Stał baca Sobek jak buk pomiędzy gromadą. Ruszać jut
trzeba było, bo słońce wychodziło coraz wy
ej.
- No eas! - rzekł, popatrzy: szy na stado' uporządko-
wane i na słońce, i na niebo.
I skinąw8zy na. starego chłopa, który mu kropidło podał
i kotlik miedziany ze święconą wodą podstawił, szedł przed nim
dookoła owiec, kropiąc je i modląc się o błogosławieństwo i zacho-
wanie od nieszczęścia. poczem na czoło pochodu wyszedłszy,
krzy
ciupagą przed stadęm na drodze. uczynił i do góry ją
ostrzem wzniósł.
Błysnęła stal pod słońce, a to był znak.
- Ostajcie z Bogiem! - krzyknął Sobek do pozostających.
- Boze prowadź! Zegnaj Panbóg!? Z Pane Boge! - odpowie-
działy mu setki głosów.
Zadęli juhasi i wolarze we fujery i trombity, zabrzęczeli na
kobzach, gwizdnęli na piszczałkach, zadźwięczeli na gęślach,
zazberczały metalowe kółka przy ciupagach i obijane metalo-
wemi obrączkami maczugi; huknęli ci, co nie grali, krzyknęły
na krowy pasterki, i klasnęli w bicze wolarze. Szczeknęły psy,
i zatętniał tupot racic owczych i bydlęcych i tętent kopyt koń-
.
>>>
268
skich. Ale cudownie, melodyjnie, uroczyście zagrały tysiące spi-
owych dzwonków u szyi trzód. I pochód ruszył. Konno i pie-
szo otoczone stada, wiedzione przez bacę, naprzód w olbrzy-
miej wydłu
onej gromadzie, potem krowy, potem woły poczęły
sunąć się drogą przez Toporową polanę. A wraz rozległo się
wyskanie, wysoki krzyk pasterek i młodych gońców, i kilkana-
ście głosów przy jęczeniu fujar i trombit, rzępoleniu gęśli i pisz-
. czalkach, przy basowaniu kobz zawiodło:
Hej baco nas, baco nas, podź s nami na salas,
popod białe s
ole na ślebodnom wole!
Hej baco nas, baco nas, powiedz ze nas hore,.
bo my uzdajali w turnickak obore!
Hej baco nas, baco nas, kielo baranów mas,
Kielo mas owiecek, kielo mas dzi
wecek?
Rozłamał się chór - mę
czyźni zaśpiewali:
Hej baco nas, baco na
, nie załuj nam mleka,
my ci przywiedzieme z pod Krz
'wania byka!
Zaśpiewali mę
czyźni, a dziewki odpowie
ziały:
Hej baco nas, baco na
, nie
ałuj nam syra,
co jo cie nie bedem do rania budziela!
I znowu chórem wszyscy:
Hej w polany, w polany - kosiar murowany,
murowany kosiar - baca jako cysar!...
Huuhahahauuu.
Ale cudownie, melodyjnie, uroczyście grały tysiące spi
o-
wych dzwonków u szyi trzód.
Szli juhasi, pasterki, trzody, konie z hukaniem, brzękiem,
muzyką, śpiewem i cudown'ł grą tysięcy dzwonków. Rzncano
w powietrze i chwytane w rękę migotały ciupagi. Tonęli
w lesie.
Wąż jakoby olbrzymi, łuskami migoc
c i brzmiąc, wsuwał
się w nieprzejrzany, prawieczny las.
Idom...
A
wchłonął ich głęboki mrok drzew.
Z lasu zaś jeszcze biegła juhaska pieśn:
Hej idom se owiecki, idom se barany,
Hej idz\e se za niemi juhas porubany,...
Z coraz dalsza, z coraz dalsza słychać było jęczenie dale-
konośnych trombit i zbyrkotanie spi
owycb turlików i kłapacy.
Powoli wznosił się pochód lasem.
. Przepromienne słońce lało się na trawę, i pachnące młode
liście drzew, wycinane w rozmaity śliczny kształt, nabrzmiałe
>>>
269 -
soczystą zielonością i tak wesołe, że "hnet byś rzók, ize świer-
gotać zacnom, jako sikory leśne". Nawet ciemne igły smreków,
o
eł i cisów świetliły się pogodnie.
Wiodła droga jeszcze lasem kęs pod górę, a potem na pra-
wo, 'f perci.
Tam się owee poczęły wydłu
ać w nieskończony sznur,
bo było wąsko, po boku się ledwie juhas pod smreczki prze-
ciskał albo te
w stadzie pomiędzy owcami z psem szer1ł. Gęs-
twa była straszna, drzewo nigdy nie cięte, cbwaścią, smędla-
karni zarośnione i zatrzepane. Tysiąc dwieście owiec wyciąg
nęło się w biały i czarny sznur, kozy w nim, a za niemi jedna
za drugą szły krowy, woły wielkie rogi między gęstwiną prze-
dzieraly. Od terlika pierwszej owcy do kłapaca ostatniego wołu
dźwięczał i dzwonił spi
na ogromnej śródleśnej, błędnej w za-
kręty przestrzeni.
Bystrzej i bystrzej pod górę między stary, choć coraz lli
-
szy las, gdzie się ju
wszelkie inne drzewo traciło, a tylko
smreki coraz wyłączniej zostawały, koło potoku, co z Czarnego
Stawu szedł, podbijać się począł pochód ku wąwozowi poza Ko-
pą Królową, l, u Królowej Hali od Maćka Króla, co tam pierw-
szy pasać zam
ął, nazwanej. A
sięgnięto kosodrzewin
" i po kil-
ku godzinach cienia leśnego ujrzano słońce i wierchy, i ostry
górski powiew przypłynął.
Naówczas taka radość owła.dła serce Sobka Topora z Hru-
bego, te zabrzęczał nabijaną ciupagą swoją nad głową i wzniósł
głus: .
Hej idom se owiecki tom stawiańskom pyrciom -
drugi wiersz dziesiątki męskich, kobiecych i chłopięcych gło-
sów rzuciły na las:
Hej juhasa nie w idać, ino zwonki zb
'rcom!
i powtórzyły raz drugi, jak zwykle.
Baca dobył pistoletu z za pasa i strzelił.
Huknęły za nim i inne rusznice i pistolety, zadęto znów
we fujary i kobzy, które ju
nad lasem był
", a kto z lasu z in-
strumentem wychodził, dąć zaczynał, tak
e muz
'ka rosła i wzma-
gała się od momenlu do momentu.
Wkraczano w dziedzinę szczęścia.
Wtem: "Is! is! icie go!" - ozwały się krzyki.
Czy zaspał w cieple, i zbudziły go dopiero strzały i hałasy,
czy tel o śmia:y, a ciekawy był: olbrzymi czarny niedźwiedź
z karbn pod Królową patrzał. Stał tak nach
'lony na uboczu,
>>>
- 210 -
te mu tylko łeb z karkiem i piersiami i przednie łapy wida
było, a cień gruby padał odeń na murawę zieloną.
Przekrzywił łeb, jak gdyby lepiej nastawionemi uszami się
przysłu
hać i lepiej małemi ślepiami się prz
'pahzeć chciał,
i widniał w górze.
.
- Hej! Jak to se hań hyrnie stoi! - krzyknął któryś
z juhasów!
- Erezie! - krzyknął inny, niby na owce, chcąc go ze-
gnać.
- Nie byłbyś ty telo durny, kieby haw Sabała s nami
beł! - zawołał trzeci.
J u
jednak sześć czy siedem srogich psów z okrutnem uja-
daniem pod górę się po upłazie puściło. Niedźwiedź nie czekał,
tylko zawrócił się i znikł lia upłazem.
- He! to obieś! Myślał, co se tu będzie wirhował, jako
beuzie lciał! - ozwał się Michna, wolarz.
- Wójt halom! Sołtys stawiański! - szydzili juhasi.
Jeszcze raz się niedźwiedź wy
ej pokazał na wysiecysku,
między kosodrzewiną ku Magórze i znikł.
- Ale ze je hytry - wolano. - Hipce jak jeleń. Stracieł
się psie drewno w pustkach!...
Pay przy wolane wróciły, a pochód cały posuwał się po sto-
kach .1!agóry, po pochyłej darni, a
znowu na perć między ko-
sodrzewiną i ogromnemi głaz ln.i, co ku stawiańskie.mu owczemu
szałasowi i krowim szopom wiodła, wstąpił. Pomiędzy wyrosłą
kosodrzewiną owce poczęły ginąć z widoku. Sobek, po przodku
idąc, wybujałą od jesieni tu i owdzie gałęź zamachem ciupagi -
odtrącał i wiódł l a
się szałas i szopy ukazały.
Dolina, dolina, na dolinie sałas,
cemu
mnie dziwcyno do niego nie wołas...
śpiewał juhas, tańcząc w pochodzie ,tdrobnego'( i wywijaj
c ciu-
pagą nad głow
.
Wkroczono w dziedzinę szczęścia
Poruniło się pięknie, gdzie okiem spojrzeć, zielono, t
rlko
na turniach śniegu płaty olbrzymie, w źlebach, gdzie do cienia,
hrubo go jeszcze na chłopa zwyść. I
Jasne białe mgiełki kołysały się nad wierchami.
Zmęczone bydło poczęlo się zaraz paść koło szałasu i szop.
Wiatry halne, a osobliwie ten wielki, co z końca grudnia.
wiał, porobiły szkody, postrząsały kamienie z dachów, a śniegi
wielkie, co w zimie, w jagwencie przed gody i potem drugi raz
w godniku ku końcu miesiąca spadły, zgniotły szopy dwie krów-
>>>
-
271
-
skie do imentu. Trzeba było naprawiać, ale to eię duchem przy
telik thłopach i wszelkim sprzęcie potrzebn
Ym, z dcmu zabra-
nym, robiło.
Koszary ję
o stare naprawiać, nowe stawiać, strągi, t. j.
miejsca do dojenia owiec, w nich grodzić.
O
vła hala.
..
Kazimierz Przerwa- Tetmajer.
Objagnfenfa: Nawalny, nawalny, silny, gwałtowny.-Siekawica, y, gwał-
towny deszcz lub grad z wichrem. - Jasion = jesion. - Dranica, !I, cienka
deszczułka, mywana na pokrycie dachów. - Krócić, gwar. = łamać. - Kr:ze-
sanica, y, stroma, wysoka i gladka skała. - Na pr:zewyrt, przewracając.-
Lić, i, gwałtowna ulewa. - Ga:zda, y, gOflpodarz, g6ral, posiadający gospodarstwo.-
Świnica,
winica RZCZyty granitowe. na południo-w8ch6d od Zakopanego, Gie-
wont na południe. - Statek. tku, d'Jbytek, trzoda. - Kopa Magóry, bardziej
na wsch6d od Zakopane
o, ci! Świnica. - Wielki maj, czerwiec.- S:zalasny. Szałas,
budynek z okrąglak6w, mieszkanie bacy i juhas6w w halach (dolinach g6riJkich) podczas
Jata; w szałasach przerabiają mleko na żętycę i ser. Szałas nadawal nazwę tylko past-
1tisku owiec. - Puciera, y, drewniane naczynie do przechowywania serwatki, robienia
flera.- Gieleta,lI. drewniane naczynie z pałąkiem do dojenia owiec. - Obońka, i, pła-
skie okrągłe naczynie do przewozu mleka. - Skopiec, pca = skopek, naczynie
drewniane do zbierania mleka przy dojeniu kr6w lub do wody. - C:zerpak, a, nR-
czynie do czerpania, wiaderko. - R,us:znica,!I, (z czesk.), ręczna broń palna. -
Zielone SlOiątki, w pięćdziesiąt dni po 'Vielkanocy uroczystość Zesłania Ducha
Świętego na apostoł6w. - Baca, g, owczarz, gł6wny i odpowiedzialny zwjerzchnik
załasn, juhasów (pasterzy, owczarz6w) i całego przedsiębiorstwa p8surskiego. -
.Jlitsanie, mie8zanie. - Osiedle, a, osada. - Rrube, ego, na wl;ch6d od Zako-
pant'go. - Koronka, i. Koronka jest to część r6tańca, czy to na paciorkach we-
dle pewnego porządkn ułotonych, czy tet w modlitwach. Nazwana koronką dla-
tego, te Ojcze nasz (na większych paciorkach) i Zdrowaś Marja (na mniejszych)
odmawiane składają jakby koronę albo wieniec na cześć Najświęt82ej Marji Panny.
R6taniec jest to modlitwa ustna, szeroko w k08cip.le katolickim rozpowszechniona,
zasadzająca się na odmawianiu' piętnastu dziesiątk6w ZdrowM l\IarJa z poprzedza-
jącym katdy dziesiątek Ojcze nasz, z towarzyszącem tej modlitwie rozmyślaniem ta-
jemnic Odkupienia, dostosowanych kolejno w pe
nym porządku do kaidego dzie-
siątka. R6żaniec cały dzieli 8ię na trzy części: radosną, boltlIną i chwalebną. Po-
czątek r6f.n.ńca - sznura z paciorkami zdaje się być taki: od najdawniejszych cza-
R6w istnial zwyczaj odmawiania przez pustelnik6w pewnej liczby pacierzy; teby się
jednak nie pomylić w liczeniu, kt6re zresztą ujemnie wpływałoby na skupienie, po-
trzebne do modlitwy, skladano zwykle pewną liczbę kamyk6w. odpowiadającą
liczbie pacierzy, i po każdym pacierzu odrzucano po kamyku. Potem używano od-
powiedniego 8znurka z supełkami, mającemi podobne znaczeuie, później supełki fa-
stąpiono paciorkami. - Drawski. Orawa, obwód w p6łnocno-zachodnich Węgrzech,
zamieszkiwany przewatnie przez Słowak6w, na pograniczu m6wiących po polsku,
w cz
ści środkowej po slowacku, z cechami pol8zczyzny, w dolnej - z cechami
rUflzczyzny. Orawa posiada ruiny starożytnego zamku. - Ryś, aia, e.zkodliwe
zwierzę z rodzaju kot6w, odznaczające się pendzelkowatemi kosmykami wl",s6w na
uszach, kr6tkim ogonem, pionową źrenicą i długiem i nogami. Ryś pospolity do-
chodzi do 1,3 metra długości, barwę ma jasno. rudą z plamami czarno-brunatnemi,
>>>
272
pod brzuchem i na nogach białawą. - Cietr
ew, wta, ptak kurowaty. - Syno-
garlica. y, gatunek gołębia. - PodkrYlciańskie. Kryu:ań, nia, tak!e Krzywllń,
Szczyt na południowo-r.achodniej stronie gł6wnego grzbietu Tat.r w Tatrach liptow-
skich na południe od Zakopanego, nazwany tak od zakrzywionego kszt.ałtu wierz-
chołka, dochodzi do 2500 m. wysokości; jedenasty w szeregu uajwyfszych 8ZCZYtów
Tatr. - \-Varować, strzec. - ZbóJnik, a, żyjący z rozboju. - Za buc$ki cha-
dzać, chodzić, być zb6jnikiem. - Urok, urzeczenie, oczarowanie. - Porabisko, a,
urok. - Nieodbyty, którego się nie można pozbyć. - Ciupaga, i, siekiera na dlu-
giem i niezbyt grubem toporzysku (Oladzie), z którą g6ral się nigdy nie rozstaje. -
Spierulec, sperulec, oblak, siekaniec, sękowiec, r6fne rodzaje kij6w juhaskich. -
S.lcr
ele. skr
ale, tu skrzydła u kapeluFlza. - Kiecka, i, długie promienie wło-
6w, zaplecione za uszami. - Huncfut, zapewne to samo, co kiecka. - Brem-
bulce, brembolce, mosiężne ozdoby na sZYJę w kształcie kulek. - Tr
ep;eń,
tr
pień, gw6źdź, ogtrze gwoździa. - Onyck'J" onuca, onucka, onuczka, pł6tno do
owijania nogi pod obuwie. - Kierpec, pca, obuwie z jednego kawałka sk6ry, dłu-
giemi rzemieniami wiązane u mężczyzn, u kobiet sznurkami z czarnej wełny. -
S
merkolOY, smrekowy. - Fu}era, fujarka. - Trombita, y, trąba; długa dre-
wniana fujarka pasterska. - Zdłuść, na długość. - Serdak, a, kożuszek bez
rękaw6w. - Guńka, i, płaszcz g6ralski. - Cyfrowany, wyszywany. - Zapaska,
fartuch. - Macyny, matczyny. - Pr
yod
iewa d.zielOecka, ubranie dziewczęce.-
Rą"banica, y, siekiera do rąbania drzewa. - Obuch, a, odwrotna w stosunku do
o:!trza strona siekiery, topora, z powierzchnią jak u mIota. - Lejc, lejca, rzemień,
kt6rym woźnica kierąje konia. - Zbercący, 2byrcący, brzęczący. - Ostajcie. PO'
zostańcie. - Zegnaj Panbóg, Błogosław Bóg. - Z Pane Boge, z Panem Bo-
giem. - Eob
a, y, ludowe narzędzie muzyczne, złożone z kilku piszczałek i mieszka.
trzymanego pod pachą. - Toporolca polana, na wsch6d od Zakopanego. - Wy-
skać, śpiewać. - R;ępolenie, granie, muzyka. - Skole, kamienie, głazy. - Śle.
bo dny, swobodny. - Powied
e nas hore, powiedz te nas górą. - U
dajać,
wybrać, dobrać, przygotować. - Turnicka, turnia, naga skala w g6rach.-
Obora, y, miejsce dla bydła. - Kielo, jak wiele. - Do rana bud
iela, do rana
budziła. - Kosiar, u, zagroda w polu dla owiec. - Cysar, cesarz. - Porubany,
porąbany. - Turliki, grzechotki. - Klapac, rodzaj owczego dzwonka. - Rnet,
zaraz. - R
ók, rzekł. - Perć, i, eciE'tka w g6rach. - W perci, na ścieżki. -
Chraść, smędlaki, krzaki, 8uche gałęzie. - Zatr
epany, zarośnięty, oplątany. -
Kopa Królowa, SZC2yt w Tatrach Nowotarskich na południo-wsch6d od Zakopa-
nego. Je
t to trawiasty podłnżuy od wschodu na zach6d podany grzbiecik, widać
8tąd na p6łnoc całe Podhale, w oddali Pieniny. u st6p Tatr Zakopane. Od za-
chodu wznosi się skalist.y Giewont, na południe o jakieś 900 m. szczyt Kopa
Magóry (około 1700 m. nad poz. morza'. - Królowa Hala na w8ch6d od Kopy
Kr610wej. - Kosodr
ewina, karłowata, krzaczasta, a nawet rozłatąca się po ziemi
sosna; tworzy niekiedy takie zarośla, pnez kt6re trudno się przedrzeć, występuje
na najwybzych piętrach las6w g6ri!kich. - Slawiański, leiący między stawami,
nad stawami. - /s, icie, widzisz, widzicie. - Telo, tyle. - Karb, u, wcięcie,
wgłębienie. - Ubocz, a, zboeze. - Hurnie, wspaniale. - Ere
ie, pasterz krzyczy
na owce, chcąc im dać inny kierunek. - HalO, tu. - Upła
, u, zbocze trawą po-
rosłe. - Obieś, id, nicpoń. - WirholOać, broić. - Feial, chciał. - Wójt, sołtys,
urzędnicy wiejscy. - Wysiecysko, miejsce, z którego woda zmył.. całą 'Varstwę
ziemi urodzajnej, zostawiając skałę. - - Chytry, szybki. - Hipkat, skakać. - Dro-
bny, taniec g6ralski. - Poruniło się mówią o ukazaniu I'ię pierwszej trawy.
na wiolnę, zazieleniło się. - Zleb, u, skalisty par6w, jar, głęboka, wąska stroma
.
>>>
- 273
doJina na zboczu g6ry albo między dwiema g6rami, utworzone. przez ściekającą
wodę. - Do cienia, w cieniu. - Hrubo, grnbo. - Na chlopa
lf)YŚć, na wyso-
kosć człowieka. - W iagwenci
pr
ed gody, w gredniu przed Borem Narodze_
niem. - Godnik, a, styczeń.- Do imentu, do cna, zupełnie. - Duchem, prędko.-
Telik, tylu.
.
Ranek w górach.
Wyzłocone słońcem szczyty
Jut ró
owo w górze płoną,
l pogodnie lśnią błękity
Nad pogiętych skał koroną.
W dole lasy, skryte w cieniu,
Toną jeszcze w mgle perłowej,
Co w forannem oświetleniu
Mknie się zwolna przez parowy.
Lecz ju
wietrzy k mgłę rozpędza,
I ta rwie się w chmurek stada,
Jak pajęcza, wiotka przędza,
Na krawędziach skał osiada.
A z pod sinej tej zasłony
Świat przegląda coraz szerzej,
Z nocnych, cichych snów zbudzony,
Taki jasny, wonny, świe
y.
Wszystko srebrzy się dokoła
Pod perlistą, bujną rosą;
Świerki, trawy, mchy i zioła
Balsamiczny zapach niosą.
A blask spływa wcią
gorętszy,
Coraz głębiej oko tonie,
Cudowności świat się piętrzy
W wyzłoconej swej koronie.
Góry wyszły jak z kąpieli
I swem łonem świecą czystem,
W granitowej Rwiecą bieli,
W tern powietrzu przezroczystem.
Ka
dy zakręt, ka
dy załom
Wyskakuje
ywy, dumny;
Słońce dalo
ycie skałol!l,
Rzeźbiąc światłem ich kolumny.
1cie
18tle.
,
18
>>>
- 274 -
Wszystko skrzy się, wszystko mieni,
Wszystko w oczach przeistacza;
Gra przelotnych barw i cieni
Coraz szerszy krąg zatacza.
Ju
zdrój srebrną pianą bryzga,
Gdy po ostrych głazach warczy;
Już się tywszy odblask ślizg'
Po jeziorek sinej tarczy.
Ju
pokraśniał rąbek lasu,
Już się wdzięczy i uśmiecha
Brzeg doliny, a z szałasu
Dolatują śpiewne echa.
Przez zielone łąk kobierce,
Dzwoniąc, idą paść sitt trzody...
Jakaś rozkosz spływa 'Y serce,
Powiew szczęścia i swobody.
Pierś się wznosi, pierś się wzdyma
I powietrze chciwie chwyta
Dusza wybiec chce oczyma,
Upojona, a nie syta.
Niby lecieć chce skrzydlata,
Obudzona jak z zaklęcia,
I tę całą piękność świata
Chce uchwycić w swe obję
ia.
Adam Asnyk' (1838-1897).
Proszta, a będze wom dany.
Bel to raz jeden stary chłop, bo Uczel lat osemdzesąt.
Ten sę roz doczetoł, te chto prosy, tym u będze dany, chto szuko,
ten naleze, a chto kołace, tymu otworzą. Tak on so tak uwotoł.
-
Io
e te
to bec 'prowda? Czebe mie dele królewską
córkę, ciejbem o nię proseł, - mie biednymu dtadu?
I postanowieł sprowdzec, cze słowa sę spełnią.
Tak on sę wzął i szed prosto do królewscigo zomku. A król
miał bardzo ładną córkę, o chternę sę ubiegele królewicze zda-
leka i szeroka. A dżod kołatoł na dwierze królewsci, i mu
otworzyle. Tak on so rzek w duchu:
- To je prowda jednak: chtp kołace, tymu otworzą.
J ak oni go wpuscyle do króla, tak ten sedzoł na złotym
tronie, a kole niego jego córka. Tak d
od sę bardzo nisko
>>>
275 -
-
pokłonieł i proseł króla,
ebe mu swoją córkę doł za
onę.
Król sę mocko zdzewieł,
e ten biedny d
od smie prosec o jego
córkę, ale sę upamiętoł i rzek:
- Mosz miec moj
córkę za
onę,
e1i mie przeniesesz
tac i kawał bursztyną du
y jak głowę I
A bursztyn pierwij beł dro
szy ni
e złoto. Tak d
od so
meszloł:
-. Ohto szuko, ten naleze. Będę szukoł, cze sę te
te słowa
sprowdzą.
Tak on szukoł i szukoł i kureszce przeszed we wieidzi las
Jak on przechodzeł wedle jednej osene, tej on uczuł głos:
- Wepuszcz miel
Ale jak on sę obezdrzoł, tej on nikogo nie widzoł. J u on
chceł jic dalij, tej on uczuł po roz drudzi ten som głos:
- Wepuszcz miel
Tak on rozezdrzoł sę dobrze i widzoł malinką butelkę,
z chternyj głos wechodzeł. A ta butelka wisała na małyj gałązce
tyj osene. W butelce sedzała jedna mało i decht czorno osoba,
chterno te słowa "wepuszcz mie" werzekła. Ale stary d
od sę
mocko zdzewieł i sę spytoł:
- A jak
eż te tam w tę butelkę wloz?
- To zrobieł pleszok!-odrzekło z tej butelci (PIeszociem
zwią czarce ksędza). - Jo jem jeden z czartów z piekła i se-
dzołem w pewnym opętanym człowieku. Pleszok mie wepędzoł
i w tej butelce powiesieł na to drzewię!
_ Cej tak! - odrzekł stary, -' to jo cę wepuscec ni mogę
Ale czort mu zacząn przeobiecywać:
- Jak te mie wepuscysz, to jo ce dom, co le twoja du-
sza zechce!
A d
od 8ę spytoł:
- A przeniosbes mie taci. ka wałk burszt.ynu du
y jak
głowa?
- Ten jo ce przeniosę, - odrzek czort -
eli mie we-
puscysz.
Tak stary wzął i wejąn trobkę z tej buteleci, i czort ma-
ły, jak on beł, weskoczył na zemnię. Chyte ale on rosł i w oczach
starygo urosI na du
ego chłopa.
- Moję obietnicę jo dotrzymom!-rzekł on tej do starego.
-Za. chwilę mosz miec kawał bursztynu, taci duty jak twoja
głowa!-Z temi słowami czort 'uc
k i ju za chwilkę wróceł z ka-
wałem bursztynu jak głowa.
S tary ale se meszloł:
>>>
- 276 -
- Jenci! - Co jo. zrobieł, że jo zamkniętygo czarta na
s\\ iat wepusceł! Jacimże sposobem jo go dostanę nazod w tę
buteleczkę?-I jak on se rozmesleł, tej on rzekł do czorta:
- Te choba nie jes ten som czort, chternygo jo z t
'j bute-
leczci wepusceł. Przedtem te beł taci mały, a tero te jes taci duży.
Ale czort odrzek:
- Jo jem po prowdze ten som!
Ale dżod nie chcioł wierzec i rzek:
- Jo prędzyj nie wierzę, jaż te mie pokożesz, jacim spo-
sobem te sę mog zmniescec w tyj butelce.
- To jo cę zaru pokotę! - odrzek czort. I raptem on sę
robieł coraz mniejszy i mniejszy, skoezeł na butelkę i przez
szyję zjachoł w nię nadoł. Dżod ale wząl i chyże tropkę wsa-
dzel w butelkę, powiesieł czorta na drzewie i rzek:
- 'fero te sedz dalij!
A głowę bursztynu wzął i szed prosto do króle" scigo
zomku. Po drodze ale se powiedzoł w dusze:
- To je równak prowda i na mnie sę sprowdzeło: ch to
szuko, ten nalezę. Tak jak naprzykłod jo tę głowę bursztynu.
Jak dżod przeszed do króla z tą głową bursztynu, tak król
sedzoł na złotym tronie, a na mniejszym tronie ze złota se-
dzała jego córka, a dokoła beło wiele panów bogatych. A król
rzek do dżada:
,
- Przeobiecołem ce córkę, żeli mie przeniesesz kawał
bursztynu tak duży, jak twoja głowa. Tes ten warunek wepeł-
nieł, a jo też słowa dotrzymom. Bierz moję córkę:
Ale dżod se ukłonieł i odpowiedzoł:
- Dobry królu! Tę głowę bursztynu jo ce dom, ale twoi
córci jo nie chcę. Jo jem stary, a ona je młodo, tobe zle do
grepe pasowało. Jo le chcoł doznac, cze słowa sę sprawdzą,
cbterne jo w ksążce czetoł: . Chto kołace, temu otworzą, chto
szuko, ten naleze, kto prosy, tym u będze dany! J o kołatoł do
dwierzy twygo królewscigo zomku, a mnie otworzyle, jo szu- ..
koł w lese i dostołem głowę bursztynu, jo p roseł o twoję córkę,
a te mie je chcesz dać! Tego jo le doznac -chcoł a więcyj nick!
Tak król sę barzo uceszył i doł dżadu wiele pieniędzy,
co on mog żec a bez biede.
Tak to beło.
ObJa
nlenla: Opowiadanie w gwarze kaszubskiej (pomorl1kiej) czyli Ka.
sznb6w mieszkajł}cych na wybrzetu między Gdańskiem a ujściem rzeki Piaśnicy. -
Pro8
la, proś ta, 2 080ba liczby podw6jaej. - Dany, dane. - ChIO, kto. - Na-
le
e, zuajdtie. - So, sobie. - O
ebe, czyby. - Mie, mi. - Dele, dali. - Ciej-
>>>
277
.
bem, gdybym. - Diod, dżad8, dziad, dziada. - Kr6lewscigo, kr6lewskiego.-
Chterny, kt6ry. - Ubiegele, ubiegali. - Dwier
e, drzwi. -
Mocko, mocno.-
Taci, taki. - Kureszce, nareszcie. - 03ene, osiny. - Uc
uć, uBłys2eć. - We-
pus
c
, wypuść. - TeJ
tedy, wi'2c. - .lu, już. - Decht, zupełnie. - Ples.ok
(od plech = tonsura, k6łko wygolone na głowie u księży katolickich), ksiądz.-
.lem, jestem. - Ciej, kiedy. - Le, tylko. - Trobka, korek. - Chyie, prędko.-
Jenci, gwałtu, ojej. - Zmniescec, zmie.
eić. - Zaru, zaraz. - R6wnak, jednak.-
Grepa, y, grupa, kupa. - Do grepy, )azem, do pary. - Że c, żyć.
Kaszubsko-pomorska mowa.
Legł ce ojc z mieczem w ręku, wojną bity, w grobie,
Brat szed pod biełym orzłem zdobywac so swiate
I, dzecko, ciebie nie znoł, ciej policzeł brate,
A świat zabeł o krzywdzie twojej i o tobie.
I jak gąska s sę pasło prze wejadłym żłobie,
I cezy cę weguele z progu twojij chate,
I błotem oczapele ce królewscie szate
I żywcem chcelec kopa.c w niestrojonym grobie.
A te biedne sieroto w tak płaczliwyj doli
Niemo szłas miedze pola strzód maku i wrzosu,
I nawet nie umiałas mowie, co cę boli,
Bo wstydzełas sę sama swygo w pierse głosu.
Jaz cę i przytulełe szare wieście strzeche,
Bes dzeleła jich mołe smutci i ucieche.
Aleksander .Afajkou'skz".
. ObJaśnienia: Pr6cz poezji ludowej istnieje niewielka liczba utwor6w lite-
rackich w mowie kaszubskiej. .N ajsłynniejsi jej tw6rcy to Florjan Cenowa i' Hie-
ronim Jarosz Derdowski, kt6ry ksią
kę o "Panu Czorlińscim" rozpoczął w 1880 r.
od wiersza dziękczynnt'go, ofiarowanego powieściopisarzowi polskiemu J62efowi
Ignacemu Kraszewskiemu (1812 - 1887) za budzenie ducha nuodowego niemczo-
nych Kaszub6w. Kończył:
"Czujce tu ze serca toni
Skłod nasz apostolści:
- Niema Kaszub bez Poloni,
A bez Kn
zub Polści.
Ce, ci. - Ojc, ojciec. - So, sobie. - Swiate, światy. - Giej. kiedy. - Za bel,
zapomniał. - Gąskas, gąskaś. - TVejadly, wyjedzony. - Ce
!/, cudzy (Niemcy).-
Wegnele, wygnali. - Oc
apić, okryć. - Chcelec, ch
ie1ić, chcieli ciebie i t. d. -
Te, ty. - Str
ód, śr6d. - Wieście, wiejskie. - Alole, małe.
.
Akt miłości.
Kocham cię nad życie.. Kocham cię w woniach twej zie-
mI l w śpiewach twych ptaków, w szeleście kłosów, w szumach
)asów, w dzwonieniu wód, w mgłach nad łąkami.
>>>
278 -
.
Kocham cię w kwiatach twych polnych, ziołach dzikich,
kamieniach przydro
nych, w białych calunach śniegów, w czer-
won)ych tarach zachodu, w świtach sinych, zmierzchach smut
nych i gwiaździstych nocach; kocham cię w chmurnych skle.
pieniach, które stoją nad gorejącym szkarłatem twych jesieni,
w gwiazdach i falach, we wrzosach i rótach, w tajemniczem
piśmie, którem wiatry okrywają rozłogi twych białych piasków
i w czarnych brózdach. któremi pługi oraczy wyr7.eźbiają obli,
cze twej roli... .
Kocham cię w ludzkich łzach, myślach, czynach, nadzie-
jach, snach złotych i kamiennych dolach, nawet w budzących
litość i trwogę błędach, w rozpromienianiach i przygasaniach
twej chwały, w twych śpiewnych i bohaterskich duchach...
I nadewszystko, najmocniej, najwierniej, najdumniej ko-
cham cię w twem nieszczęściu!
Eliza Orzeszkowa (/843-19/0).
ObJa
nlenla: Akt, u, tu objawienie, wypowiedzenie, rodzaj modlitwy. -
Ro
16g, u, obszar, przestrzeń.
Przysięga młodego Włocha.
Włochy, ojczyzno moja, starodawna i droga ziemio, na
której urodził się ojciec mój, i urodziła się matka moja, a zaś
oboje w tobie pogrzebani będą; ziemio, na _ której ja sam tyć
i umrzeć się spodziewam, a dzieci moje łet wzrosną i poumiera-
ją. Italjo piękna, wielka i od wieków sławna, a od niedawna
wolna i zjednoczona, ty, któraś tyle promieni światła genjuszów
rzuciła na świat cały, za którą tylu mę
nych ginęło na polach
bitew, a tylu bohaterów w kaźniach i na szubienicach, - matko
trzystu grodów i trzydziestomiljonowego potomstwa, - oto
ja, dziecko twoje, które cię znam w całej piękności twojej
i w całej potędze, czczę cię i kocham z całej duszy mojej'
i dumny jestem, tem się z ciebie narodził i te się synem twoim
zowię!
Kocham twoje wspaniałe i ogromne morza; kocham góry
twoje wynio,łe; kocham pomniki chwały twojej i pamiątki twoje
nieśmiertelne; kocham twą sławę i piękność, kocham- cię i czczę
całą tak, jak. tę cząstkę twoją, gdziem po raz pierwszy wzrok
podniósł do słońca, gdziem po raz pierwszy imię twe posłyszał!
Kocham was jednako wdzięcznie i gorąco.
Turynie dzielny, Genuo wspaniała, uczona Bolonjo, Wenecjo
czarująca, Medjolanie potętny! Kocham was jejnakiem uczuciem
>>>
279
synowskiem, Florencjo szlachetna, P;'lermo groźne, "Neapolu c.ud-
ny, i ty, wieczny Rzymie!
Kocham cię, ojczyzno święta!
$lubuję ci,
e synowie twoi braćmi moimi będą. Że wielcy
twoi,
ywi i umarli uczczeni będą zawsze w sercu mojem! Ślu-
buję ci, że będę prawym i u
ytecznym obywatelem twoim, dą-
ącym ciągle do uszlachetnienia się, by godnym- być ciebie! I to
ci ślubuję,
e ile sił starczy, pracować będę nad tem,
eby ze-
trzeć z powierzchni twojej nędzę, ciemnotę, krzywdę i wystę-
pek,
ebyś mogła
yć i rozwijać się spokojnie i w powadze
praw twoich, w potędze sił twoich. Ślubuję słu
yć ci, jakąkol-
wiek wyznaczysz mi słu
bę: umysłem, ręką, sercem, pokornie
gorąco. A jeśli przyjdzie taki dzień, że krwi i
ycia za
ądasz
ode mnie, oddam ci krew i oddam ci
ycie, i umrę z okrzykiem
drogiego imienia twojego, ostatnie spojrzenie, ostatni pocałunek
przesyłając świętemu sztandarowi twemu!
Edmund de Amicis. "Serce."
Obja
nlenla: Od niedawna wolna i
jednoc
ona. Włochy, w pierwszej
połowie XIX w. rozbite na wiele drobnych państewek pod przemotnym wpływem
Austrji, po zwycięskiej z nią wojnie (1859) wyzwoliły się i zjednoczyły. - W In-
tym lH61 r. w Turynie zgromadził się pierwszy parlament włoski. 'Viktor Ema-
nuel, dotąd kr61 Sardynji, 14 marca tego! roku został ogłoszony kr61em \Vłoch.-
Turyn nad Dora Riparia, dopływem rzeki Po, stolica kr61estwa Sardynji i księ-
stwa Piemontu, tu filię ześrodkowywało życie polityczne Włoch, stąd zawarto so-
jusz z Francją, stąd podjęto bohateri!ką wojnę z Austrją i wyzwolenie Włoch. -
Genua, wspaniale rozrzucona nad zatokJ! Genueńską. u st6p Apenin6w; posiada
wiele pięknych gmach6w, pałac6w. - \Vel1ecja, na 117 wyspach p6łnocno-zacho-
dniego brzegu morza Adrjatyckiego. Połączona jest wąskiemi uliczkami i siecią
kanał6w (149), ponad kt6remi rzucono 4:50 most6w. 7.; lądem stałym łączy ją most
kolejowy. J ej pałace, place, kościoły są przepięknemi dziełami sztuki. Wrażenie,
jakie sprawia Wenecja, usprawiedliwia nadaną tu nazwę. - Medjolan, rozległe
i ludne miasto na p6łnoc od rzeki Po, zbudowane tu przed nar. Chrystusa, sto-
lica Lombardji. - Florencja, po obu brzegach rzeki Arnó, przez wieki całe przo_
dowala wysokiemu tyciu umysłowemu 'Vłoch. - Pale,.mo. stolica Sycylji, należą-
cej przed 1860 r. do kr61estwa Neapolitańskiego. Przez długie lata władcy neapo-
liu.ńscy z linji francuskiej rządzili okrutnie, zapełniając więzienie patrjotami i ska-
zując ich mnÓstwo na śmierć. Po uciątliwym bOJu Palermo zostało zdobyte
27 maja 1860 r. przez bohaterski legion włoski. " tysiąc", przybyły ,z Genui pod
wodzą bohatera narodowego Giuseppo (czyt. Dżiuseppo = J6zef) Garibaldiego
(1801 - 1882). Nadto patrz str. 73-4 Nieszpory sycylijskie.-Neapol, ludne, bogate,
otywione miasto w poblitn Wezuwjwza, słynne ze swego piękn'go połoienia nad
zatoką Neapolitań8ką; jut w cz&jach rzymskich był miejscem wypoczynku bogatych
Rzymian (greckie Partenope).-Edmund de Amicis (czyt. Amiczill, ur. w 1846 r.),
slutyl najpierw w wojsku, potem prowadził pismo wo;skowe, pisał wiele, tywo,
barwnie i
orąco. Najsłynniejsza jego ksiątka, tłumaczona na wiele język6w, ,:Serce"
(1887), k'lztałci do dziś serca i umysły młodzie!y europejskiej. - Bolonja, w poblitu
>>>
- 280
prawego brzegu rzeki Arno, u stóp A
niD6w od niepamiętnych czas6w słynęła jako
kolebka sztuk i nauk. W XIII wieku posiadala uniwersytet, na który nczęsz-
czatu 10 do 12 tysięcy student6w, z8Robną bibljote-
kę, zbiory.
0'- }
'\
.t.
f!
,.- ":( f-
,
",4
f-
,
a ł--
..
J.
'. ",
.Ą k
i ,::Ą:.:'
.
. . . i-'-
'
,. - , ' '
I.
I .1.", -.
i . 't' ! .
, !
\
,I. \ '
\ \
...... a.--.- - ..!-i
'-: - -o. __.:;::
),
1812 - 1912.
rzez rdzę zjedzona stara szpada
I oficerski mundur dziada,
I szlifa na nim wpół oddarta -
W łachmanach, w strzępach dziejów kartIt...
Przechowy wana z czcią w rodzinie,
Krwią wspomnień
ywych jeszcze płynie
I ogromnego krzyku szuka
W niesytym bólu, w łzach prawnuka...
Za oknem huczy wiatr i burza,
Z przeszłości słońce się wy nurza
I nieśmiertelną chwałą świeci
Na krwawem niebie dwóch stuleci...
Na ścianie błyszczy stara szpada,
W łachmanach, w strzępach mundur dziada...
W daleką wizję patrzą oczy,
We mgle postaci rój się tłoczy...
Grzmi bębnów łoskot.. Gwardji starej
Świetne rozwiały się sztandary, .
Za pułkiem pułk, od złota lśniące,
Zwycięskim szlakiem idą w słońce...
W litewskich borach trąbka dzwoni,
Jadą ułani lekkokonni,
W tętencie kopyt, w armat skrzypie
Wiosna im drogę kwieciem sypie...
Cerkiewne głucho biją dzwony,
W proch upadł Smoleńsk zwycię
ony,
Po
arów łuny błyszczą wda1i -
To Moskwa dworce swoje pali...
W łachmanach, w strzępach mundur dziada
Stu bitew dzieje opowiada,
>>>
281
Umarłych wspomnień wskrzesza zgliszcze...
Za oknem huczy wiatr i świszcze,
Kurzawa śnieżne sypie kopce,
A na dalekie drogi obce
Wychodzi smutna dusza wnuka
I śladów sławy w zaspach szuka...
Zdzisław Debicki.
.
Objaśnienia: 1812, data wyprawy Napoleona na Rosję. W tej wypra-
wie, z którą łączyliśmy nadzieję odbudowania ojczyzny, uczestniczyło Polak6w
około 60,000. - GLCardji starej, napoleońskiej. Gwardja (z włosk.), wOjsko wy-
borowe.
- Ulani lekkokonni. Dekretem z 1807 r. Napoleon utworzył pułk swo-
jej gwardji, mający Flię składać z PoJak6w. Nazwa pułkn po francusku brzmiała:
"I-r R
giment de chevau-Iegers polonais de la Garde Imperiale", po polsku "Pułk
lekkokonny polski gwardji". Od r. 1809 pułk ten otrzymał lance i z tego po-
wodu do wyrazu cbevau-Mgers dodany został wyraz "Ianciers", lansjerzy czyli
ułani. Pułk ten odznaczał się świetnie we wszystkich 'Wojnach cesantwa, wiekc-
pomny atak pod Somosierrą w Hiszpanji był jego cZYDE'm. - Zdobycie Smoleńska
17 sierpnia 1812 r. głównie zapomocą sił polskich. - Pobr Moskwy we wrześ-
niu 1812 r. - Zglis.c.e, spaloDe rumowisko, resztki zwęglonE'. -Ilustracja: Oficer
lansjer6w 1812 r.
Z "Fragmentów wiosennych."
Kto policzy, ile siły
Zużył polny kwiat ten lichy,
By si
wydrzeć z swej mogiły,
Aby przebić grób swój cichy
W zmartwychwstania dzień
I rozpłonąć drobną głową
W barwę świtu purpurową
Ponad noc i cień?
Kto wie, jakich pragnień żary
.
Przepaliły pień ten stary,
Zanim puścił pędy młode
N a wiosennych tchnień swobod«t,
Na poświsty burz?
Kto policzył tętna bicie
W drobnym krzewie, kiedy
[skrycie
Wiąże pęki róż?
Kto zaprzeczyć się odważy,
e rzucone ziarno marzy
o przyszłości plonu żni",a?
e się własnym rzutem zrywa
I podź wiga w kłos?
Kto mi powie, jak łan długi,
Co tu łask, a co zasługi,
1le łez, a ros?
o zaprawdę! wiosna puka
Do wrót tylko tych cmentarzy,
Gdzie się ciepłych tchnień dn-
[szuka,
Gdzie pod ziemią życie gwarzy,
Gdzie jest puls i ruch...
I tam tylko zmarłe wskrzesza,
Gdzie na ustach się za wiesza
Niewystygły duch!
o zaprawdę! bez pragnienia
Bytu, bez prac -dobrej woli
Nie powróci wiOima tchnienia
Jednej trawce z czarnej roli,
>>>
Nie w jej mocy cudl
Ona tylko tam zakwita,
Gdzie od dębu do źdżbła tyta
Czuje tywy trud.
A gdzie zbraknie takiej siły.
Co rozżarza proch mogiły,
Co z iskierki jednej ducha
Płomień wskrzesi i rozdmucha
Na ognisko dusz:
Nie przy lecą tam komety
Na popiołacb wić bukiety
Gorejących ró
.
Gdzie zabraknie takiej mocy,
Coby słońce wykrzesała
282
Z czarnych włosów cichej nocy,
Gdy na gwiazdach stoi biała
W pośród mlecznych dróg:
Tam nie przyjdzie
adna zorza
Ni z za góry, ni z za morza
Przez srebrzysty próg.
Gdzie zamilkło jywe słowo,
Co słutyło jako hasło,
Aby w długa} noc zimowa}
Serce w piersiach uie zagasło,
Nie straciło teb u:
Tam nie przyjdzie żadna wiosna!
Pieśń zwycięska, pieśń radosna
Nie rozbudzi z snu!
. Marja Konopnicka (1846 -1910).
Duch narodu.
Rzeczy proste i pospolite bywają niekiedy wyrazem głębo-
kiej treści, symbolem olbrzymich zdarzeń i tragicznych losów.
Oto szereg jaskrawo kolorowych kartek atlasu do historji
polskiej. Na pierwszej Europa zalana czerwoną plamą państwa
Karola Wielkiego, stykającego się na wschodzie z mgła.wicą lu-
dów słowiańskich. Na drugiej w tej mgle powstaje małe 8kupie-
nie, mała określona plamka z imionami Kruszwicy, Gniezna,
Poznania. Trzecia karta: czerwone linje zataczają szerokie koło
daleko od pierwotnego centru na północ po Bałtyk, na południe
po Dunaj, na zachód po Elbę, a na wschód chwilami po Dniepr.
To państwo Bolesława Chrobrego. I idzie w ten sposób dalej
szereg kartek, przedstawiających rozmaite figury geometryczne,
mniejsze i większe, at dosięga ogromnego kręgu, od morza do
morza, - to Polska Kazimierza .Jagiellończyka, stojąca na
peryheljum terytorjalnego rozwoju. Odtąd obszar ten, jeszcze
równie prawie potę
ny za Batorego, zaczyna się od wschodu
kurczyć, plama, objęta czerwonemi linjami zwęża się, a
nako-
niec przychodzą trzy mapki, na których na plamę, przedsta wia-
jącą Polskę, zlewają się trzy bąrwy, dotąd występujące poza
czerwoną linją jej granic, - zlewają się i zalewają bez śladu.
Niema granic z tadnej strony świata - roztopiły się w trzech
obcych barwach. Zielona plama, zalewająca obszar Polski, roz-
pływa się jak morze, irięgajllce po Ocean spokojny, pomarań=
>>>
283
czowa sięga po Ren,
ółta zlewa się w jakimś obszarze, sięga-
jącym Adrjatyku. Robota łatwa, prosta i lekka. Zniszczyć pań.
stwo dla kartografa jest tak łatwo, jak wywabić tłustą plamę
benzyną. W tem miejscu istniało coś, co miało imię, co miało
pewną' swoją treść i pewne własne formy bytowania, co ośmset
lat w zmiennych losach trwało, fyło, działało, wpływało rozstrzy-
gająco na losy innych istnień, - i tego niema śladu. Cała dłu-
gowieczną robota setek pokoleń zniszczona i zdtarta, zjawisko
znikło bez następstw, wszystko zostało cofnięte do tych czasów,
kiedy -na wschodnim krańcu państwa Karola Wielkiego wiła się
mgła małych ludków słowiańskich... Tak się zdawało tym, któ.
rzy rysowali ostatnie kart
- atlasu historji Polski... Ale tak nie
jest w istocie. Żadne zjawisko nie mo
e być odrobione z powro-
tem, gdy
adne nie powstaje w pró
ni, bezprzyczynowo i bez-
skutecznie. Kartograf zalał obszar dawnej Polski kilku kolorami,
na których wypisał nazwy państw, dawniej sąsiednich, państwa
te zalewały ten obszar przez szereg lat jedną farbą - czer-
woną - zalewaly krwią, chcąc zatrzeć ślady dawnych grańic,
zniszczyć, wdeptać w ziemię i zatratować ślady czynów i zmyć
z pamięci ludzkiej nazwę, której się bano jak upiora. Nic to
nie pomoglo. W ciągu ośmiowiecznego istnienia Polski na
obszarze, objętym zatartemi dziś śladami jej grani-, wytworzyła
się straszna, nienaruszalna, niezniszczalna siła: D u c h n a r o d u.
Historja nie wie dnia jego narodzin ani dnia krwawej kąpieli,
w której go chrzczono, to pewna,
e wzrósł on, zmę
niał i opa-
nował Polskę w bohaterskich czasach Bolesława Chrobrego -.
i dotąd trwa. On był i jest tą silą, która utrzymuje rzecz i imię
Polski, która stanowi istotne jej granice. On to nie dał jej zgi-
nąć w strasznej zawierusze, która rozpętała się nad Polską ze
śmiercią Bolesława Chrobrego, on imię Polski, zatracone w miaz-
dze małych państewek podziałowych, wypisał znowu na szbin-
darze Przemysława, on krzepił Łokietka i jak huragił.n szedł
przez pola Grunwaldu, a kiedy po dwóch wiekach potęgi szwedz.
ki potop zalał Polskę, duch ten, utajony w piersi Kordeckip.go,
wybuchnął z siłą, która zdaje się cudem, i duch ten nie dał
d
wnej Polsce zginąć w zupelnem spodleniu, - on dal jej Rac-
ławice. Dziwna to siła. Jest ona, jak te nowoodkryte ciała,
promienfujące z najmniejszej cząsteczki energję, która zdaje się
nie wyczerpywać i być nieproporcjonalną do masy tej
ząstecz-
ki. Mówimy: "Duch narodu", i wyobra
amy sobie całość pew-
nego obszaru ziemi, za
ie
zkałą przez ludzi, z których ka
dy
jest tym duchem ogarni
ty i daje w sumie z innymi to, co sta-
>>>
284
nowi
ycie i historję narodu. A tymczasem duch ten niekiedy
opuszcza tłumy i pozostaje w jedynej duszy, jak Joanna d'Arc,
Kordecki, Kościuszko... Byly chwile, kiedy zdawalo się,
e na
obszarze Polski nie było śladu tego ducha, i serce jej biło we
Włoszech - w legjonach Dąbrowskiego. Odtąd rośnie on i po-
tę
nieje niezmo
ony klęskami, nie dający się zabić przez
adl1e
prześladowania. Jest to znamiennem zjawiskiem,
e Polska
w ciągu tych stu lat, staczając się z klęski w klęskę, z niesz.
częścia w nieszczęście, w miarę jak polityczny jej upadek, wy-
ra
ający się utratą resztek cieniów jej niepodległości, się zwięk-
sza,
e Polska rośnie, jako siła ducha. Dopóki naród miał do
stracenia jakąkolwiek resztkę dawnych urządzeń polityczn
'ch,
dopóki o nie walczył zwykłą bronią, dopóty był zwyciężany
i po ka
dej przegranej tracił coś materjalnie. Z chwilą, w któ-
rej jedynem pozostałem dobrem i jedyną siłą stał się D u c h
narodowy, nie tylko
e się nie dajemy, ale zW
Tcię
amy. Jest
pewna granica ucisku, poza którą naród staje się nieściśliwym
i niema mocy, którp.by go mogła zgnieść, zdusić i pozbawić
y-
cia. Chyba 2eby go wyr
nięto do nogi, jak Jaćwie
. I to je-
dnak nie zawsze jest pewne. Z grobów wstają mściciele - do-
wodem Grecja. Taka jest logika ludzkiego
ycia - logika bez-
względna, nieprzeparta. Zestawmy państwo niemieckie z częścią
Polski, zabraną przez Prusaków, zobaczmy, co się dzieje pod
zaborem _ rosyjskim... ",iły narodu nie stanowią ani wymowni
panujący, ani bagnety, ani miljony, ani ziemia - siłę narodu
stanowi jego Duch, on jest istotą jego
ycia i czynu. Duch ten
przejawia _ się w najrozmaitszych sferach działania. Ci, co zie-
mię polską trzymają w politycznem posiadaniu, czują pod sto-
pami jakby nieustanne wrzenie wulkanu, - czują ciągłą, trwałą,
nieustanną robotę tego ducha, który rozsadza skorupę niewoli
i ujawnia się miljonami iskier. Iskry można zgasić - ale og-
nisko jest wiecznotrwałe. Ilu za naszego
ycia przeszło przez
polską ziemię ludzi, uzbrojonych w największą władzę, prawo
i siłę zniszczenia, ludzi, opanowanych śmieszDą nadzieją,
e za
ich marnego życia zginie naród... Ludzi tych prochy wiatr roz-
wiał, a naród jest, rośnie, pracuje, walczy -
yje.
Stanisław Witkiewicz (1851-1915).
Objaśnienia: Sgmbol znak, wyobra!enie zmysłowe. - Karol Wielki,
od r. 768 kr61 8zczepu germańskiego Franków, w 800 został cesarzem rzym.
skim. Zjednoczył plemiona germańskie w jedno pań!ltwo. Zmarł w r. 814. -
Peryheljum, punkt drogi planety 11ajblitszy słońca, tu: punkt najwyłuy,
szczyt. - Kartograf, rysownik map. - Joanna d'Arc (1412 -. 1431), boha-
>>>
285
.
terka francuska, dziewczyna wiejska, która w czasie wOJny .Francji z Anglją oca-
liła kr61estwo francuskie od zgnby, bndząc wygasły zapał patrjotyczny wojsk
i ludności. Oswobodziła Orlean, oblę!ony przez Anglik6w (1429), skąd otrzymała
nazwę Dziewicy Orleańskiej, i przeprowadzi'a koronację Karola VII w Rheims.
Oskadoną o czary i hel'ezję, spaloną na stosie w Rouen (1431) Pins X zaliczył
w poczet błogosławionych (r. 1903). - Jaćwiei, Jadźwingowje, pierwotni miesz-
kańcy Podla8ia, plemię pokrewne Prusom i Litwie, tyjące wśr6d puszcz i topie-
lisk. trudniące się lowiectwem i napastowaniem sąsiad6w. Tępieni zawzięcie
przez napaatowanych Polak6w i Rnsii16w, opuszczali powoli swe pierwotn
siedziby;
ku końcowi XIII stnlecia usnwają się zupełnie z Podlasia. Nazwa i& zanika. -
Dowodem Grecja. Autor ma na myśli walki Grecji o wyzwolenie z pod
jarzma tureckiego od końca XVIII w. do roku 1830, w kt6rym powstało
kr6lestwo Greckie. - W sferach w dziedzinach, na polach.
R O t a.
Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród,
Nie damy pogrześć mowy!
Polski my naród, polski lud,
Królewski szczep piastowy,
Nie damy, by nas zniemczył wróg..
- Tak nam dopomó
Bóg!
Do krwi ostatniej kropli z
ył
Bronić będziemy Ducha,
A
się rozpadnie w proch i w pył
Krzy
acka zawierqcha.
Twierdzą nam będzie ka
dr próg...
- Tak nam dopomó
Bóg!
Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz,
Ni dzieci nam germanił.
Orę
ny wstanie hufiec nasz,
Duch będzie nam hetmanił,
Pójdziem, gdy zabrzmi złoty róg...
- Tak nam dopomó
Bóg.
...Varja Konopnicka (1846-1910)
Objaśnienia: Rota, U. forma przysięgi, tu przysięga. - Pluł nam
w twarz, silna przesadnia: - Germanić, germanizować, niemczyć. - Po raz
pierwazy wydrukowany w r. 1908, utw6r powstał pod wpływem takich zdarzeń
w zaborze Pruskim, jak protest dzieci we Wrześni (t901) przeciw nauce religji w jęz
niem:eckim, zakończony obiciem dzieci i skazaniem rodzic6w na więzienie; jak strejk
50,000 dzieci z tego! powodu w 1906; jak ustawa prniika o wywłaszczeniu z r. 1908,
kt6rej mocą rząd m6gł przymnsowo wyknpić od właściciela Polaka posiadłość dla
wzmocnienia i zaokrąglenia osad niemieckich. - ::\Iuzykę do !lł6w Konopnickiej
napisał Feliks Nowowiejski.
-.
,
>>>
.
Część IV.
Nasi idą.
Nasi idą... dziad siwiutki
wyszedł poprzed chaty próg,
patrzy... dziwo!-pierzchły smut-
piękną chwilę zdarzył Bóg! [ki,
Tarabany biją... biją...
takt secinom krzepkich nóg,
to ju
nie sen-wstali-
yją...
Marsz jak burza - dudni bruk.
Wyszło dziewczę złotowłose,
polskie dziewczę, jasny kwiat,
przez łez rzewnych patrzy rosę
w rozjaśniony znagła świat.
Białe orły-czoła dumne-
w oczy stali 'migot padł
i jak piorun splótł kolumnę...
Patrzy dziewczę... patrzy dziad...
Biją... biją tarabany
w grzmot potę
ny jak wark kul...
Idzie hufiec spracowany ..
szlakiem bitew z krwawych pól.
Nasi idą... Za ran 1: ary,
za podjęty trud i ból
sława... sława - bierzcie dary
serca tywe... chleb i sól.
Rajmund Bergel.
o dworku....
o dworku, dworku ty modrzewiowy"
o modrzewiowa arko przymierza!
pomnisz, jak w wieczór listopadowy
polskiegoś jawę ujrzał
ołnierza?
Po tylu latach... znowu... o Bo
e!
dreszcz przebiegł stare lipy i klony...
o modrzewiowy, szlachecki d worze,
pod lat brzemieniem i łez schylony!
"
Mchy cię porosły i ju1: się zdąło,
e nic cię zbudzić z drzemki nie umie,
te niby starca zgrzybiałe ciało,
zastygniesz cicho w tęsknej zadumie.
..
>>>
- 287 -
Wsłuchany jeno w pogwar tych kości,
którym przez wieki byłeś kołyską.
a które dzisiaj w grobu cichości
śnią razem z tobą sen twój tu
blisko.
_ -:::if1, -n. _
-----.-;
Mł
"---
-- .
..
- -
.... .p.': .J'f /J' 11t
1l'_[A' I
'Y.. -- .rt. .
.h
)Wf. ,,-
-- .
-
\. .. . .-----
ł
""""
'. '.U' _ _
'""
ArJ.. tu zadżwiękły nagle podkowy
i widm spłowiałych wskrzesiły cmentarz...
O dworku, dworku ty modrzewiowy,
rko przymierza, zali pamiętasz?
Ułańskie czaka, burki, rabaty,
twarze rumiane, młodzieńcze, horJ..e...
drgnąłeś, jak wtedy, ongiś przed laty,
o modrzewiowy, szlachecki dworze!
Zsiadają z koni... błysnęły czaka
orły erebrnemi... zda się, portrety
stare z ram wyszły... gdzieś parobcza.ka
brzmi głos zachwytu: .Ułany! rety!".
W oknie błysnęły ócz niezabudki
i zamigotał bielą fartuszek,
niknąc płochliwie... po chwili krótkiej
na ganek wyszedł dziedzic - staruszek.
Spojrzał, oniemiał - orszak widmowy
zda się, a przecierJ..... Jezus! nareszcie..
>>>
288
o dworku, dworku ty modrzewiowy
w po
ółkłych klonów i lip szeleście!
o twoje stare, gościnne progi,
o twoje progi, niskie a pańskie
ułańskie brzękły z mocą ostrogi,
i zadzwoniły szable ułańskie...
Józef Relidzyński.
Obia
nlenla: Modrzew, ",ia, drzewo iglaste postaci piramidalnej, mające
liście skupione w wiązki po 15 - 40, na pędach rocznych pojedyńczo rozpierzchłe,
miękkie i na jesieni opadające; szyszki niewielkie, jajowate, tępe, do g6ry WZL ie-
sione; gałęzie rzadkie, odstające. naprzemianległe, nieco nad6ł pochylone. Modrzew
zwyczajny dochodzi do 25 - 95 m. wysokości, rośnie w całej Europie południowej
na wysokich g6racb l umyślnie sadzony i w r6wninach Europy umiarkowanej.
Dziś u nas tu i owdzie tworzy małe gaje, zresztą występuje pojedyńczo. Drewno
dojrzałe, 80-letnie jest czerwonawo-żółte, nadzwyczaj trwałe i żywiczne, zatem do
budowli wyborne. Jeszcze w XVIII stuleciu budowano u nas dwory i dworki
z tego materjału. - Czako, a, czapka ułańska z filcu czaru ego. okrągła u dołu,
a u g6ry czworograniasta 9 cali wysokości; kaMy z czterech bok6w miał po
10 cali, u dołu galon złoty u oficer6w, a z biaJej taśmy u
ołnierzy, na dwa cale
sz&oki; kaMy z czterech rog6w okut, ż6łtą blaszką z haczykiem do zawieszania
kordon6w (z fr.), 8znurk6w przy ubraniu wojskowem; po lewej stronie kokarda na-
rodowa, na kt6rej u oficer6w byl krzy! złoty kawalerski, naokoło kordon złoty
u wszystkich oficer6w, biały niciany u !ołnierzy. Z przodu nad galonem blacha
tółta z numerem pulku; daszek z czarnej sk6ry z Młtą metalową obw6dką; pi6ro
lub kita włosiana 15 cali dlngości czarna, biała u oficer6w; podpinka czarna sk6-
rzana. Por. ilustracje na str. 156 i 280. .::..- Rabaty, wyłogi odmiennego koloru
na ubraniu, szczeg61niej !ołnierskiem. - Ilustracja: Dworek w Mereczowszczyźnie
na Litwie, w którym, jak utrzymuje powszechna tradycja, miał się urodzić Koś-
ciuszko (1746).
Ordynans.
Felek czekał w kuchni, a
kucharka napełni obie. sosjerki,
by je na srebrnej tacy wniósł "za mięsem" do stołowego. Tym-
czasem kucharce szło niesporo, bo W alenŁy ju
z mięsem na
tacy stał przy stole i gadał, i u
erał się o to wojsko polskie...
Z gniewu, z ruszaBia wąsów, z potu, co mu na czoło występo-
wał, widać było, 1:e Walenty gorączkuje się, złości i sprzeciwia.
Warjaty, oberwańcy, strzelcy, postrzeleńcy!
Felek słuchał Walentego, palcem przeje1:d
ał zimny kant
sosjerki i nic nie rozumiał.
Wiadoma rzecz,
e jeśli wojsko, to wojsko. Jest takie
i inne, katdy ma swoje, było takie i owakie, z Fó
ną mową
i cudacką komendą. Czemu
to?..
>>>
289 -
Jakieś słuchy chodziły o tern po wsi oddawna razem
z zatłuszczonym kawałkie_m gazety. Snuły się wieczorem przy
kominie w czas pogwarki schylone i chwiejne jak dym...
.
Felek myślał w wieczory czytanek i słuchów owych, !e
siedzą prawie święte, tak dalekie - za obrazami nad łó
kiem'
Pewnikiem stamtąd wyszły, pewnikiem tam wrócą... Już od kilku
dni i teraz bał się i Vfstydził,
e słuchy zeszły między gadanie
ludzkie,
e Walenty pyskuje a wydziwia. Przystawił sosjerkę
do s
sjerki brze
kiem równiutko i wyciągnął się nagle, a
mu
oczy na wierzch wyszły, a w kościach chrupło.
Walenty splunął, łapę pod tacę podłotył -Idziesz, Felek!-
huknął i poszedł z mięsem.
Jeden za drugim wchodzili do jadalni, gdy nagle za roz-
wartą bramą iść to zaczęło...
Panienki sfrunęły do okien, Walenty stanął z gębą roz-
dziawioną na środku posadzki jak słup, starsza pani zakołysała
się od łez, a pan ręce w łańcuszek zegarka w czepił, jakby go
sobie z kiszkami wyrwać chciał.
Oni! !!
Szli drogą wszarem, chmurnem południu, cierpliwie, jakby
do spowiedzi, wojsko szare z białemi orłami na czapkach. Co to
było, nie wiedział Felek jeszcze, ino w ruchu i wzięciu się,
w przystępowaniu, czy że na bakier się nosili, czy - ju
zapo-
mniał) bo tylko dzwonienie słodkie nim trzęsło,
e szli, a coś
sobie powtarzał jak najprędzej w
arach i we wstydzie gorącym.
A
nagle buchło z szeregu kurzawą, impetem po gazonie,
przez płot, że wstrzęsły się stare wierzby przydro
ne:
Na bok, wisielcy,
Bo idą strzelcy,
Hej strzelcy, hej strzelcy,
Hej strzelcy wraz!
I znów:
Siwe mundury,
A w butach dziury,
Hej strzelcy, hej strzelcy,
Hej strzelcy wraz!
(
Komendant jedzie,
Wojenka bedzie,
Hej strzelcy, hej strzelcy,
Hej strzelcy wraz!
yC'le po1.kle.
..
,
19
>>>
290 -
Zwaliły się z tacr dwie sosjerki, Felek wyr
nął się o jedne
drzwi, o drugie i pędził, ju
pędził tyłami ogrodu na skrzy
owa-
nie dróg, jęcząc i gryząc wargi do krwi.
Wstydził się, żeby go tan1 nie ujrzeli, więc się zaczaił
w krzakach i czekał.
, ' 2p\ . . .:.h...... '
p (J.
.,. '" r""
. -'1', ;JI(
I i
- -' . .f.1J,,1j I Jf {
- , \
-
.- ...ł..
i łl ',,
[ /: r l' d i" (o$' (w
.,' I IF'i 'I'r, "
"t
-' "
i,4"t\ 1:ł
,.
, '
jj
" '1 ł
.. r
t/
!
l..
i
- I I {Ri,fJ' , . .. \lJł!J).
I
l, !: I,{\
Ift'
::fł. 'r. !rJJ ""
'. "'
'" ','fi."
"I!tN\'."":1jI
,
1...'" ,/
;.. ',. Jo
't "\-
' 't\
.
1 ' 'IH .,r, "
-
-- - l. '.1 I .
:'"
r
" }I
; ,.' ....
';jl
Y' W!:lli.... ).-
- . - III'" l;? -
j;
...
'
ftll.itl'IIJ,... ;:"""I:
:::""-'
4.: lit" :; :':'
"
\.,
- II' ..
4#'; '.p 1 Ipr {ł,/7"
, "
\ -
j .
/ . J; 'd,j,l .1/", IJt\ ' /
_,rl- _ '" t/.
.
,,::' I ' 1 11/
' !ił" ,jj
/." "tlt}!f',
I,,,.... ....
,,
I" J
: .. . ;
.i( '.
Ił' ."
l,. ł '}/'
""" . o-
-"
.,, \. ....' I
,
,'1' ,
.
';, /: "-'
'
o' JI'
"'-, , "\
\ i , II' ", r, ' - (
. .
','
"':...
\ _';''{.
.\
, ." 11,'1"1 '
,,
, ,
;;,'::'
{ l, '4ij\.'" \ :::::\. . "
" ,,!",,"; p ....Ii
::"b.
Il,ł/;f \'/",. '1'.
- . - -t I II'
lt'I'"
rr. - /. -_
.1-ł"
t
/I' Ilfl' 'l'
I . -'
, ,
. I ,
I.. "'" ___ _
'I (
-'. ' I
"
'ł" .
....
. I.
lr''''' /. (
. I" ".,1
o )1}
I.:,
.AI
. J .
.,
Szli mocno, naprzeciw wiatru, krokiem równym i zgodnym,
z przymru
onemi oczymaI z otwartemi od śpiewu ustami.
,
Na nic i na nikogo jeszcze nie patrzył, jak na ::lich... Ka
-
dy ruch, ka
dy guzik, ka
d
but zapamiętał Felek na zawsze.
Twarze mieli młode, dobre, wesołe. I to, że właśnie szli
pod kamienną figurę, czwórka za czwórką, tacy dopasowani!
Patrzył, jak ten jabłko gryzie, tamten cię
ar na plecach pod-
rzuca, ten garścią okruchy chleba do ust ws
'puje.
Szli tu
nad nim, i oczy mu się mru
yły od migania nóg,
a od marszu i ziemi dudniącej, rozśpiewanego powietrza wcją
się w piersiach rzewne układały dr
enia.
Przeminęli na skręcie razem z wozami. Na drodze został
tylko święty kamienny z pajęczynłl między palcami, na wietrze
fruwającą.
Felek odczekał, aż ucichło, i znów kopnął się za nimi bie-
giem pospiesznym.
L,
ł I."r
- L - t-
1;!(TV'[lt IILI
I'" \\Ilhr/
","/T/r:/
r'l
..)'
_,r.... OCa _
.;
>>>
291
,.
Skręcali na lewo w bok, do polnej drogi.
Stanął jak wryty...
Oto po jednej stronie dążyły czwórki,
i jedna za drugą znikała w borze sosnowym, a po drugiej stro-
nie stała chałupa matki Felka, i matka przed oknem między zło -
terni kręgami słoneczników, jak święta w złotej obwódce.
Nie ruszał się...
Nie ruszy się stąd, niech tylko ciągle idą pod tym lasem...
Ale szli i szli, aż znikli, potem jeszcze tamten i ten łysnął
między drzewami: potem jeszcze bronie dźwięknęły, a potem
las jakby ich wypił wszystkich, topiąc w suchym szmerze gałęzi.
Felek slyszał, jak skrzypły drzwi. jak się z powrotem za
matką zawarły. Słyszał sypki szum płowych mietliczek, do-
brotliwy pomruk matczynej chałupy, wszystkich jej ścian i wszyst-
kich ścian obory, i wszystkiego, co tu żyło w biedzie, łatanej troską.
Chmury ciężkie leciał
' nad lasem, wiatr czesał i pieścił
wyschłe mietliczki, droga się po dawnemu u świętej figury roz-
dzierałą na dwie części...
Samo się stało, że począł iść. krok za krokiem, jakby każ-
dym krokiem komuś coś kradł i komuś coś dawał...
Aż znalazł się nb krajuszku lasu, tam, skąd widać cal-l
chałupę matki zgarbioną, do pustego ugoru przylegIą...
Coś go takiego tknęło, coś go takiego owiało, że się już
nie obejrzał, tylko biegł przed się, za pobrzękiem gwerów i ma-
njerek, aby bliżej...
Dopadł ich przed samem miastem.
Noc już była, gwiazdy obsiadły niebo, jak srebrny mak,
księżyc płynął wśród nich gładki i biały, a na trawach skry
tańczyły mrowiem Iliezliczonern.
Żołnierze szli, niczem mur, zwarty cień to z boku wlokąc,
to pchając przodem, i ciężko robili bokami, widać bardzo zmor-
dowani.
Na rynku wszystko się zatrzymało; dowódcy poszli do jasno
oświe
onego domu.
Nie obejrzał się, kiedy szeregi wsiąkły w ziemię. 'V ojacy
się pokładli na bruku, oblepili wszystkie ławki pod apteką
i wszystkie schodki przed domami. Usłał się z nich na r
'nku
drugi bruk nierówny, dyszący...
Nazajutrz od samego rana począł ich szukać. Gdzieś po-
szli czy ukryli się, a tylko chłopów nawaliło się do miasta! Po.
kręciły się te chłopy tędy i siędy, aż nagle trąba rozlegla s:ę
wojenna, i wszystko sunąć poczęło w jedml stronę. a, Felr k z\,;
wszystkiemi, głupi na to, jak tabaka w rogu...
>>>
.
292 -
Chłopy pochrząkując, podciągając portek, stanęły w zbitej
gromadzie - słońce od samego rana świeciło najpiękniejsze -
a ku gromadzie sunie, niby kawał ciemnego nieba, oddział z tym
samym oficerem, co wczoru,j. Zakręcił nimi, stanęli bardzo sro-
go. Znowu powiedział, i wytchnęli, jedną nogę naprzód wyciąg-
nąwszy.
Widział to Felek, bo stał na boku, przy kupie bab pła-
czących.
Oficer wyciągnął papier, czytał z niego wszystkie słowa
i skończył wołaniem o wojsku polskiem.
Cisza nastała, i a
się niebo wyprę
yło od tej cichości.
Tymczasem chłopy ju
idą..
Pierwszy, drugi, czwarty powoli se idzie, przed oficerem
odmie się, bo mu niesporo, przemówią do niego, zapiszą.
Przekręci się na pięcie, stanie do szeregu.
Felek obleciał plac dokoła, przejechał łokciem pod nosem
i te
idzie, wielkiemi krokami, z, kapelusiną dziurawą, a
na
oczy wciśniętą, że się tylko na uszach odstających trzyma.
Stanął przed oficerem, słucha, jak paski i rzemienie chrzęszczą.
a czuje,
e wszystko slę trzęsie i skroniami pot płynie -- z tej
uwagi...
- Ile masz lat? - spytali.
- Nie wiem,
Oficer wzruszył ramionami: - Chcesz wstąpić do polskie-
go wojska?
Felek nie odpowiedział, bo mu twarz zakrzepła w przysię
- ,
nej gotowości, a oczy jasne, jak czyste niebo tego dnia, znieru-
chomiały nagle.
, Surowa twarz oficera ogrzała się ró
owem ciepłem.
- Czternastu lat na wet nie masz?! Za młody jesteś.
Felek zrozumiał i,
eby przebłagać czy przekonać, zdjął
kapelusz, odsłaniając złote jak mietliczki włosy i młodość główy
dziecinnej, za dużej w stosunku do całej postaci.
- Cót my, chłopcze, 7, tobą zrobimy?!
Nie odpowiadał, garść całą wsadziwszy w dziurę kape-
lusza.
- Wracaj do domu, wracaj i nie zabieraj mi czasu.
Wtedy nagle w niebieskich oczach Felka rozpękły wielkie
brylantowe gwiazdy, twarz się ściągnęła w zmarszczkach, 3: wy-
stające z rozchełstanej koszuli maleńkie pierai drteć jęły szybko.
Felek płakał. Przyszedł z kolei nowy wielki chłop, odsu-
nął płaczącego.
.
>>>
293
I znów szły chłopy, odzywały się przed komendał.ltem
i stawały do szeregu.
Słońce jut doszło południa, gdy Felek, przeczekawszy całą
kolej, drugi raz stanął przed komendantem..
Stał prosto, w oczy patrzał prosto, ręce prosto wyciągnię.
te trzymał wzdłu
siebie, bez tchu, w kapeluszu, którego dnem
jak zdziebła owsa, miękkie się wychylały kosmyki włosów.
- Czegót ty jeszcze chcesz?
Wtedy zaparł dech w sobie, żeby mu nie przerwała dła-
wiąca łza, i głosem wysokim, silnym, jak kwilenie jastrzębia,
rzekł:
- Chcę słutyć w wojsku polskiem...
Jutem ci mówił, nie zawracaj mi głowy - a młoda,
czarna bródka komendanta drtała ze śmiechu. - Czternastu
lat na wet nie masz. N o: idź...
Felek tylko naprzód postąpił, jak młody kogut, wyciągając
głowę ku górze.
- Silny jestem...
- Za młody jesteś.
- Ja i tak pójdę - odpowiedział, nie patrząc na nikogo.
- Nie wezm
ci
, za młody jesteś.
I znów zapisywali się inni, a Felek etał zgrzany, spocony,
bez ruchu, z amarantowemi uszami, i powtarzał jakby do siebie
czy do białych domków miasteczka, czy do nieba szerokiego-
gdy go ludzie słuchać nie chcieli:
- Ja i tak pójdę
ja i tak pójdę!!
A
skończyło się wszystko.
Żołnierze plasnęli łapami o karabiny, chłopy się ustawił
?
we dw'ójki, zapłakane baby odeszły.
Felek stał na tern samem miejscu, dwóch małych żydków
kręciło się koło niego - i krzyczał coraz głośniej natarczywiej:
- Ja i tak pójdę! Ja i tak pójdę!!!
Komendant skoczył ku niemu i czerwony z gniewu krz
?knął:
- Pójdziesz, ale przy pierwszej sposobności, jeśli się zbłaź-
nisz... My wszyscy - Legjon...
Oni wszyscy... Legjon...
Zel
ało, we Felku, i światłość się w nim rozlała... Teraz się
odął, jak tamte stare chłopy. Wolno przystąpił do szeregu i,
stanąwszy na końcu, że przez bary poprzednika dojrzeć nie
mógł, co 'się na początku dzieje, po męsku splunął pI'zez z
by
ze strasznej wdzi
czności dla komendanta...
.
>>>
- 291
"
. Zaczęło się od chodzenia, od prawej ręki i lewej,
e ta
prawa, a nie lewa...
Potem przyszły bluzki i wszyscy dostali, potem portki
przyszły, wszystkie dla niego za długie.
Dopiero, zagryzając język, obertnął nogawki kozikiem.
Potem przyszły buty, nabijane gwoździami, za długie. Po-
tem dostali plecaki i karabiny. Ze swoim karabinem znajomił
się Felek pół dnia, cichutko głaskając kolbę i pakując oko do
lufy. Żeby mu go kto nie ukradł, nauczył się na pamięć nu-
meru gweru i wyrżnął (jako
e pisać nie umiał) chałupę mat-
czyną na drzewcu.
.
\
,P-: _ ł -
. .; ,'7""
ł -
I
':ł1 ....
", ' ),)
c'" ..' . r/.
i.#
:.. '
;''''
-
'
'I l''!''
" 'r
, I, . I "
I
Kiedy pierwszy raz stanął na warcie, nasrożył się tak,
e
ludzie z miasta całą kUPił stali przed nim o dziesięć kroków
i odejść nie chcieli.
Kiedy drugi raz stał na warcie, przyszła matka z płaczem
i z błogosławieństwem i za rękaw go brała, a on nic, tylko
.
>>>
-295-
słyszał, jak płacze, ale chodził tam i z powrotem l nie pa-
trzył w tę drugą stronę.
O . ' L . ,
nI wszyscy.... egJon....
Potem się napadu nocnego spodziewali, stojący na cmen-
tarzu. Szło się na ochotnika. Poszedł i on ze swoim komen-
dantem, ale się tylko po próżnicy zgonili po lesie, bo "tamte-
go" nie było.
Potem gdzieś szli i szli bez końca, ze strzelaniną na bo-
kach, lasami i drogami, światami z niebem przepalonem nad
głową, z czarną nocą u stóp. Jeść nie _ b
Tło co ani pić. Sama
ziemia pusta i głodna dokoła, ale Felek zawsze dbał, żeby dla
swego komendanta coś. mieć, bo bardzo się pokochali, jako. że
on, Felek był ob
Twatelem i komendant. .
Obaj...
- A wiesz ty, co znaczy obywatel? -:- spytał go raz ko-
mendant.
Wiem.
- No co?
- Obywatel- to ja.
- Jlasz rację.
Tak się ułoż
Tło w duszy Felka, że poniewa
jest obywa-
tf'lem, musi więcej potrafić, niż może.
Idą... Inni niosą karabiny na ramieniu, na rzemieniu..
Żeby tak swój karabin Felek niósł, toby mu kolba grzę
zła w blocie. On swoją broń nieaie w garści, palcami za za.
mek podtrzymuje. Cały cię
ar w mdlejącem (ręku dźwiga, ale
nie puści, bo jest obywatelem...
A
doszli nareszcie do świata zakazanego. Wojsk tam wi-
dać było coraz mniej, a pustki coraz więcej, i coś le
ało na
ziemi czy na niebie rozprószone, że a
dreszcz od tego brał.
Pustki coraz więcej i ognia...
l\Iinęli wieś i, gdy noc nastała, siedli w okopach, zaś nad
ranem zaczęło się...
Nad okopami szła jedna chmura ołowiu, syki armatnie gię-
ły się po niebie; ziemię szarpało,
e czarnym słupem leciała
pod niebo, to znów pękały w chmurach całe garście kul i żelaza.
Od tego łomotu, trzasku i łamania zaty kało
"elkowi dech
w piersiach. Leżał w okopie i gadał prędko, dużo, - krzycząc
od czasu do czasu:
- Jo strzylom, strzylom!
,
.-
-'" . -
>>>
-296-
..
....
Zaś gdy usłyszał za sobą rozkazy komendanta swego, wy-
skoczył z rowu, by siQ pochwalić:
- JO strzylom, komeudancie!
- Osioł jesteś, bracie.
- Podług rozkazu - odpowiedział Felek, prężąc siQ wśród
gradu kul.
- Cóteś ty za ordynans, skoro tu siedzisz, gdy ja cię co
chwila potrzebuję.
Teraz dopiero zaczęła siQ dla Felka prawdziwa rozkosz
"bitwy. Z nieotartym nosem, gryząc wysta\\ iony jQzyk, latał od
kompanji do kompanji lub wlókł gdzieś za skórzane ucho
pakę amunicji, lub przynosił okopem kradzione w tabo-
r
e konserwy. Potem wracał do komendanta, z za.bobonnym
podziwem patrzył, jak ten odgaduje coś z trzeszczących stronic
wielokrotnie zło
onej mapy.
Albo z rozkazem .wracał na linję, spotykając po drodze
rannych, którzy się wlekli, kuśtykając, popielaci od bólu, -
w tej chwili, w tym huku szanowni i niepotrzebni.
Minęła bitwa, nastał spoczynek, jedzenie, spanie i słońce.
I znów bitwa. Zżyli siQ z komendantem do tego stopnia,
te nie mogli się obejść bez siebie. Komendant myślał i pisał,
a Felek pośpiechem i szybkością tej myśli był, niosąc rozkaz
i meldunek - do ognia.
At pe.wnego razu, już w zimie, coś go tknęło, gdy się za-
patrzył na całą tę wojnę w dolinie, z góry wracając z mel-
dunkiem.
W mgle sinej wytryskiwały straszliwe jęzory wystrzałów
armatnich. Daleko, na horyzoncie, niby krwawiące serca, gas-
ły zapalone chałupy, dym się snuł, a ogień karabinowy cichł
zwolna.
Słusznie go tknęło, bo spotkał na drodze swego komen-
danta. Szedł sobie komendant z głową' na bok przechyloną,
bez czapki, palcami jednej ręki rwał i skubał powietrze, drugą
rękę niósł mu
ołnierz biało- siną, bły szczącemi nićmi krwi
przez dłoń wiązaną.
- No, widzisz, Felek, teraz się rozstaniemy. - rzekł ko-
mendant, a usta mlt się rozwarły tak powoli, jakby cały las
wstrzymał od tego dech swój.
- Bo mnie przy was nie było, komendancie!!
- Tak, tak - szeptał komendant z uśmiechem -- bo cię-
bie przy mnie nie b
łQ,
.
>>>
297
Poszli razem tą jedyną drogą rannego, wśród strzałów,
bólu i
alu, i głębokiego honoru 'milczenia, ostro
ni i odwa
ni.
Komendant, kapiący krwią po mchu, i ordynans, siejący po
zwiędłych gałęziach łzy obfite... Julju8z Ka,den.
.
'i' .
t--,
_,c
_ )
-
....11:.1..5_111.._. -.,.-
ObJa
nlenla: Ordynans, a, !ołnierz, wyznaczony do sluiby przy ofice-
rze. - SosJirka, i, naczynie stołowe do sos6w. - Str,zelcy. W 1908 roku Józef
Piłsudski (ur. w 1867 r.) tworzył w byłej Galicji "Związek walki czynnej", mający
przygotowywać zastępy przyszłego wojska polskiego. St.opniowo powstały
w 1910 "Związek strzeler.ki" w Krakowie. .,Towarzystwo strzeleckie" we Lwowie,
"Dru!yny polOWA sokole", "Dru!yny Bartoszowe"; w nich ćwiczyła się mlodzież
akademi{'ka, robotnicza i włościańska, nie tylko małopolska, ale i z zaboru rosyj-
skiego. Organizacje te Piłsudski złączy I i spoił w jedną całość. W dniu wypo-
wiedzenia wojny Rosji przez Austrję 6 sierpnia o 3 rano wyruszył pierwszy nie-
liczny oddziałek (pierwsza kadrowa kompanja) do bylego Królestwa, dni następ-
nych dalsze, tworząc silę około 1500 ludzi. 10 sierpnia Piłsudski zajął Jędrzej6w,
12 Kielce. Wieści o bohaterskich wysiłkach Strzelc6w budzą i pobudzają og6ł; na
terenie byłej Galicji od 16 sierpnia 1914 r organizują się Legiony Polskie: pierw-
sza brygada Legion6w pod Piłsudskim w sile około 4 i pół tysiąca żołoierzy
..
i druga brygada około 10 tysięcy. Zawiązkiem Legjon6w były oddziaJy strze-
leckie. - Na bok, wisielcy i t. d. Jedna z najwcze8niejszych piosnek !olnier-
skich polskich z czas6w wojny 1914: r., dochowało się jej wiele odmian i odmia-
nek. - Mietlica, rodzaj rośliny trawiastej. - Kraju86ek, brze!ek. - GlCer.
giwer, giewer (z niem.) broó, karabin. - ManJerka, i, naczynie blaszane, flaszka
blaszana na wodę, kawę, herbatę, w6dkę i t. p. - Plecak, a, torba na plecy do
noszenia rzeczy, zapasów. - Kompanja, nfi, oddzial piechoty, artylerJi ze stu do
dwustu ludzi. - Konseru,y, mięso, owoce, jarzyny tak przyrządzone, by nie u]e-
gły zepsuciu. - Z 6abobonnym podziwem, podziwem, przypuszczającym działanię
nięluduich, nadludzkich, tajemniczych sil,
>>>
...
- 298 -
Starym szlakiem.
.
Starym Ojców naszych szlakiem
przez krew idziem ku wolności!...
Z dawną .pieśnią - dawnym znakiem -
my -
ołnierze sercem prości,
silni wiarą i nadzieją, .
e tam kędyś świty dnieją!
Zawołały ku nam zdala
starych baseł złote dzwony!-
Zaszumiała kłosów fala...
wiatr z dalekiej powiał strony
i na złotym grał nam rogu
pieśń o Sławie - i o wrogu!
Zamarzyły się nam czyny
z pod Grochowa - Ostrołęki -
Krwawych Ojców krwawe syny
zapragnęlim świeżej męki,
bowiem w grobach kości stare
wcią
wołały: IIExoriare!"
Sta:-ym Ojców naszych szlakiem
przez krew idzie m w nowe zorze!
Z dawną pieśnią - dawnym znakiem
po wyroki idziem Boże
w przełomowej dziejów. chwili,
którą w snach my wymodlili!
Niech za nami nikt nie woła!
N iech tam po nas nikt nie płacze!
Górą jasne niesiem czoła -
radość w piersiach nam kołacze,
duma ogniem lica płoni,
e idziemy - jako Oni!
Starym Ojców naszych szlakiem
przez krew idziem w jutra wschody,
z dawną pieśnią - dawnym znakiem -
na śmiertelne idziem gody,
by z krwi naszej życie wzięła .
Ta - co jeszcze nie zginęła!
Józef Mączka. - Styczeń 1915 r.
.
(zm. 1918 r.)
>>>
299
Obja
nłenła: Ostrołęka, miasto powiatowe woj ew. białostockiego nad
Narwią, słynne z krwawfj, pełnej bohaterstwa nierozegranej bitwy Skrzyneckiego
z Dybiczem, wodzem ro
yjilkim 26 maja 1831 r. - Ezoriare (lac.) = Exoriaris =
powstań! - /Ó
eJ M.ąc
ka, !ołnierz dTngiej brygady, najwybitnie;f'zy poeta legio-
nowy, nagrodzony medalem za waleczność, zmarł w 1918 r, przedzierając się z roz-
kazem gen. Hallera na :\Inrman. Druga brygada pod wodzą go:'n. Dnrskipgo j J6zefa
Hallera (ur. 1873 r.) od 1914 do 1915 walczyła w Karpatach, na Węgrzech, w Galicji,
stoczyła z Rosjanami 106 bitew. 'Viersz, przytoczony tutaj, powstał na Węgrzech.
....
Fanfary
PIERWSZEGO PUŁKU PIECHOTY LEGJOXÓW.
Zaszumiał bór stary i zamilkł jak mowa --
Słuchają wkrąg świerki - brodacze:
Przed chatą - w zagajach leśnego ostrowa
Stanęła okolem muzyka pułkowa,
A czterej pośrodku trębacze...
Wzrok hardy ku chmurom odrzucą zuchwale -
Wraz surmy na udach oparli...
I stoją tak świetni w słonecznym upale,
Jak dawne heroidy we słońcu i chwale -
\V sen dumnych posągów zamarli...
A
razem do góry uniósłszy puzony,
Ze spi
ów dobyli moc ducha!..
A w chacie - tam w głębi"' - m)"ślami schylony,
Wzrok tęskny w dalekie kierując gdzieś strony,
Brygadjer, Brygadjer ich słucha...
1.
Hej - surmy wzwy
!
Niech w lasów głąb
Mocarny bije krzyk!
N iech dźwięczy spiż,
Rozgłosem trąb
Nasz hardy sławi szyk!
To my - to my - kadrowy pierwszy huf -
Z zamarłych snów do życia wstali w krwi!!
II.
Kordonów słup
Strącili m w loch
Wolności przednia stra
!
"
....
>>>
- 300 -
..
Przez krew, przez proch
Po sławy łup,
Gościniec w słońcu nasz!
To my - to my -:- Z kieleckich szarycn dróg
Na ziemi proch miotali Czynu skry!!
III.
{
Za nami kurz
Ogniowych burz
Bagnetów krwawy tan!
Gdzie Lasek dni,
Anielin w krwi
I złoty Konar łan!
W purpurze ran weselny krok
W strzeleckiej pieśni takt...
Zasłalim trakt tysiącem zwłok ----
Tysiącem krwawych zwłok!!!
. .
- -- - - - - - - - - - - -
Tu surmy ku ziemi opuszczą trębacze-
Oparli je z mocą u kolan...
A pogłos spiżowy wśród borów kołacze
I echem zawodzi i echem gdzieś płacze-
Wracając od lasów-od polan...
I skar
y się ziemi, i
zliczył kurhany,
Rozsiane w .dalekiej krainie...
Zaszumiał bór stary ciemnemi konary,
I drzewa się wkoło pochylą jak łany-
Szczytami
ałobny szum płynie...
Umilkli trębac
e... i myśl ich zmącona
We mglistej gdzieś ginie oddali..
A
razem do góry podniósłszy ramiona, .
Pieśń Mocy i Chwały, wezbraną wśród łona,
Fanfarę zwycięstwą zagrali.
Hej-szlakiem pól
Przez krew-przez ból-
Za nami-z nami w lot!...
Gdzie Złoty Róg
Z powietrznych dróg
Zwyci
ski wied
ię miot!,.,
IV.
W radosny szał
Ginących ciał
Wśród młodych życia kras-
Na nowe dni
W śród bryzgów krwi,
Q Wodzu-prowadź nasi"
.
>>>
301
W bagnetów tan
Przez zbo:tny łan,
Przez kwieciem strojny laB-
Na siew-na plon-
Na wczesny skon,
O Wodzu-prowadź Das!
Na słońca b]ask
Wśród Sławy łask
W purpurze krwawych ran-
Na bój-na .10t,
N a krwawy miot,
O Wodzu prowadź nas!...
- - - -
.
Zamilkną trębacze-i surmy
osiętne
Wraz ka:tdy ku udom nakłoni...
Głos leci-polata-przez echa okrętne-
J woła-i budzi wkrąg hufce orętne:
"Do broni-powstańcie do broni!"
A w leśnej stanicy-myślami echylony
Wódz-mocy orętnej-i ducha-
Wzrok jasny _w słoneczne kierując gdzieś strony,
W głąb tajnych przeznaczeń wsłuchany, wpatrzony,
Brygadjer-Brygadjer ich słucha...
Więc las się pokłoni-i szumieć poczyna-
W poszumach przed chatą się chyli...
Snać pojął-2e oto jest chwila jedyna,
Że dana jest Mocy i Chwały godzina,
J Wielkość przydana tej chwilH...
Jan it-'Iqczka. Legjonoll'o w czertccu 1916 r. (zm. 1fJ18).
-
Objaśnienia: Zagaj, zagajnik, młody las. - Ostrów, u, wyspa; czę.;f lasu.-
Surma, y, trąba metalowa. - Herold, a, poseł, wYAyłany niegdyś w jakiejś spra-
wie do obcego narodu. - Pu
cn. u, trąba. - Brygadjer, a, dow6dca brygady,
tu J6zef Piłsudski. - Moearng od mocarz. - Kordon, ll, pas pograniczny,
oznaczony zwykle slupami. - Lasek. Wsie Laski i Anielin w woj. kieleckiem,
pow. radomskim, niedaleko Wisły na zachód od Radomia. Tu strzelcy pod do-
w6dztwem Piłsudskiego stoczyli czterodniową uciąiliwą, ale zwyci
ską bitwę
(22 - 26 paźdź. 1914 r.) z Rosjanami. - Konary w woj. kieleckiem, pow. f:ando-
mierskim na południo.wschód od Kielc niedaleko 'Visły. Tu I brygada pod do-
w6dztwem Piłsudskiego mętnie, ofiarnie walczyła od 18 do 25 maja 1915 r. w celu
zdobycia SZORY Opatów-Sandomierz, a w następstwie kolei sandomiersko-ostro-
wieckiej. Krwawa, uciążli wa walka połączona z rnchami armji austrjackiej dała
wynik pomyślny. - Miot, u, rzut; potomstwo. - Staniea, y, Aada. - Legjono-
wo między Styrem i Stochodem, dopływami Prypeci, na północ od Łucka w okoli-
cach Maniewicz. Le8ni6wki. We wrzeeniu 1915 r. legiony przerzl1cone zostały
z pod Kamieńca Litew
kiego nad rzekłł Lśną, niedaleko Brześcia L. na front wo-
łyńsko-poleski przedewszystkiem dla cchrony linji komunikacyjnej, łączącej Kowel
z Chełmem i Brześciem Litewskim. W ciągn roku 1915 - 1916 nad Stochodem
i Styrem, gdzie trzeba było z najwiQkr\Z,ym wysiłkiem bu
ować na pala
drogi
>>>
302
i mosty na bagnach, Legiony staczały nipzlic70ną iloścS bitew, utarczek. Legjonowo
było miejscem wypoczynku. \Vok6ł spotkanej w listopadzie 1915 r. na drodze od
stacji Maniewicz leśnicz6wki (mieszkania leśuiczpgo) zaczęto bndować i klecić domki
i szałasy; na wio
nę 1916 r. stanęła już pięknie zago
podarowana osada, oświetlona
elektrycznością, z Kościołkiem, sklepami, gdzi
skauci sprzedawali wszelkiego ro-
dzaju towary, począwszy od czernidła i kiełbasy, kończąc na poważnych ksią!kach
naukowych, z kinematografem, polanami, zasianemi ziemniakami, grochem, owsem'
Na dalekim cmentarzu.
Nad siną otchłanią oceanu Północnego lety ponury kraj,
niegdyś zagarnięty zaborczem berłem "białego cara". Niezmier-
ny obszar tundry, zasiany drzazgami granitu, porosły karłowa-
tą brzozą, ma nazwę pobrzeża l\Iurmańskiego
Latetn bagna zakisają mokrą pleśnią, a pomimo zieleni w
t-
łej i bladej, jak jesienna ozimina, wieje z obsuszonych trzęsa-
wisk przejmujący ziąb, niby z rozkopanej mogiły. Wszędy uno-
szą się słupy, całe trąby powietrzne, uwiane z niezwykle zajad-
łych komarów błotnych. Gdy
'iatr z morza rozproszy te słupy,
czarne, kosmate owady spadają na wszystko, co
yje, niby sa-
mum latającego kopciu. Nie uchroni przepojona dziegciem siat-
ka, wkładana na głowę i szyję: komary tną przez ubranie.
Oszalałe reny w ucieczce przed ich napaścią zanurzają się
w bagno po szyję; jeno rosochy rogów wznoszą się nad kału-
żyskiem, jak uschnięty krzak; poruszający .się w chmarze za-
ciekłych owadów. Letnią porą daleka północ nie zna ciemnej
nocy południowej. W ciągu całej doby jest jasno, jak w dzień.
A w .śródleciu bywa kilkutygodniowy okres, gdy słońce trwa na
niebie 'stale, nie zachodząc, wciąt zakreśla olbrzymią elipsę, po-
chyloną ku zachodowi, zaś w czasie, przypadającym na właści-
wą noc, traci tylko promienie i świeci, jak krwawy księżyc
w pełni. Ludzie nie wzwyczajni do tak długiej jasności chorują
na oczy i wpadają w zdenerwowanie, graniczące z obłędem.
Zimą krajobraz się zmienia. Zielonawa smętność obszaru
przeobrata się w bezkresną żałobność śnie
nej pustyni. Zamiast
nieustąnnego dnia bezdenna noc rozpina nad śniegami kolo-
salny namiot czarnego jak heban nieba, w które m za-
przepaszczają się konstelacje gwiazd, niby łańcuchy mrugają-
cych świateł w nocnej dalekości morza. Pociemku przelatują
śnieżnemi zaspami zaprzęgi reniferów
kierowanych długim za-
ostrzon
m kijem i rwących z kopyta jak wicher w tumanach
śnieżnej kurzawy i w mgle ciepłego oddęchu. Od mrozów, które
ścinają rtęć w
ermometrze, szczapami łupie się drzewo i z me-
talowym jękiem tężeje żelazo. ..
>>>
- 303
,
Rozjaśnia mroki t
'lko zorza borealna. Jej zjaw zwiastuje
rodzaj łuny na północnym hor
'zoncie, takiej, jaka bywa na na-
szem niebie przed wzejściem księtyca. Twórcza fantazja natury,
wypromieniowującej tę zorzę, nie da się opisa
piórem ani od-
malować pendzlem. Zjawisko katdy raz zmienia postać zewnętrz-
ną i w nowej ukazuje się wspaniałości. Raz objawia się w kształ-
cie słońc; tarczy tych słońc nie widać, są jakby zupełnie za-
ćmione, natomiast ich aureole, niby szprychy słoneczne, zajmują
pół nieba, układając się pas nad pasem, jak szereg koncentrycz-
nych tęcz o barwie blado-rótowej i wyblakło-fioletowej. Innym
razem od owej łuny na horyzoncie odbywa się w kierunku ze-
nitu nieustanny pochód światła seledynowego w kształcie postrzę-
pionych fal, w
'gięt
Tch w łuki podniebne, - coś na podobień-
stwo wspanialszego od przypływu burzliwych bałwanów mor-
skich, gdy potętną tyraljerą szturmują w brzeg zatoki. Przez
seledyn, rozpływający się po niebie, przyświecają gwiazdy bla-
de, jakby widzialne wskroś mgławicę ogonu komety. Albo znów
na kirze nieba wyrasta z widnokręgu fosforyczne drzewo, sięga-
jące wierzchołem do gwiazdozbioru Wielkiej Niedźwiedzicy
Świetliste drzewo, mieniąc się lśnieniem, jak drtąca osika po
wiosennym deszczu, przesuwa się wzdłut horyzontu, a za niem
szereg takichże drzew, podobnych do chojarów i brzóz, defiluje
od prawej strQny nieba ku lewej. Na szklistej skorupie śniegu
trzepocze się mdły odblask, jak od dalekiego potaru. A psy
bure jak wilki, jetąc sierść na chudym grzbiecie, wyciągają. ku
zjawisku długie szyje i w jakiejś trwodze zabobonnej wyją prze-
ciągle, jakby zwietrzyły nieszczęście.
W tej to ziemi, gdzie od mrozów jęczy żelazo, i niebo wy-
świeca obrazy dantejskiej grozy i wspaniałości, leżą żołnierze
polscy, snem zdjęci wiecznym. Dźwigają na martwej piersi
bryłę błota lodowatego a w zamarzniętej ich czaszce skamie-
niał niedośniony sen o Rzeczypospolitej, którą dla żywych wy-
walczyli, lecz ujrzeć własnemi ocz
'ma nie mieli.
Nad brzegiem" oceanu w okolicy portu murmańskiego jest
cmentarz. Port należy do tak zwanych naturalnych: tworzy go
długa zatoka na podobieństwo rzeki wrzynająca sią w ląd. Do.
koła wody, cichej jak staw, piętrzą się cyple pagórów z gra-
nitu. Porasta ją rzadką szczecią jedlina - niedojda. Gdy śnieg
okryje skały. a słońce je zaróżowi, wyglądają dla polskiego oka
zupełnie jak zimowe Tatry. Zatoka nie zamarza nigdy; ogrzewa
ją płynący oceanem ciepły prąd Golfstream. Woda 'Y okolu
z wysokich cyplów jest zawsze barwy ciemnej, zimą i latem.
,
>>>
H04 -
"-
Okręty wojenne tkwią w jej głębinach, niby czarne rafy, co dźwi-
gają w niebo wymyślną budowę pancernych wież i radjotele-
grafów. Kolosy okrętów handlowych, pomalowane na czas
wojny dla ochrony od łodzi pod wodnych wzorem i barwami fal
morskich, wznoszą las kominów, masztów i lin, niby wielce po-
gmatwane rusztowanie murarskie.
Na wzgórzach dokoła ciemnej wody pobudowano drewnia-
ne baraki. Mieszkają w nich ludzie, przyjeżdżający poto, aby
letnią porą karmió sobą komąry, aby zimą odmrozić twarz, ręce
i n?gi, stale zaś przymierać od febry i szkorbutu. Pozatern ło-
wią oni ryby i wył_adowują okręty. Na wzgórzu, wzniesionem
najwyżej, znajduje się ów cmentarz.
. Pośród kilku cherlawych jodeł, których kora wygląda, jak
odmrożone ludzkie ciało, odpadające kawałami, sterczą na mo-
gilnych wysypiskach zgruba wyciosane krzy1e. Starych, wy-
szarzanych przez czas jest niewiele i bezładnie są rozstawione,
tam i sam. Więcej jest' nowych, błyszczących świeżo odrobio-
nem drzewem. Te stoją w szyku rozwiniętym, jak pluton na
mustrze. Napisy na nich w języku francuskim, angielskim
i włoskim mówią, że pod każdym. - leży żołnierz. Nie brak
krzyża z napisem polskim: stoi tam wypisane imię, nazwisko
i szarża, a pod tern czterowiersz:
Do Polski drogi nam leżą
Przez równik i poprzez biegun,
Co krok przez mogiłę świeżą,
W której o Polsce śni legun.
I Jest jeszcze jeden krzyż,
okazalsz
r od innych, z tablicą dre-
wnianą, na której starannie wy-
dłubano kilka słów o literach,
przypominających alfabet staro.
grecki. -
Pewnego dnia zimą wałęsali
się po cmentarzu ludzie, otuleni
w jednakowe futra kanadyjskie. Byli to żołnierze koalicji. Gdy
w miejscowości, gdzie kwateruje załoga wojskowa, brak knaj.
py, w znudzonym żołnierzu budzą się upodobania turysty.
W porcie murmańskim był kinematograf, ale się spalił; była
buda po kawiarni, ale właściciel jej powiesił się wskutek roz-
stroju nerwowego, wywołanego bezsenności\, gdyż latem w ciągu
>>>
- 3()5 -
.
miesiąca naprótno wyczekiwał zachodu słońca. Więc tołnierze
zabijali czas przechadzką po okolicy. Ów cmentarz, zwyczajny
jak katde inne zgromadzenie umarłych, zakopanych w ziemi,
był w tamtym kraju rzeczą do zobaczenia najciekawszq. Żywi
przechodzili obok szeregu prostych krzyżów, odczytując nazwi-
ska kamratów, poległych od kuli lub zżartych przez choroby.
.Myśleli o umarłych towarzyszach z niejakim smętkiem, lecz
smętek to był obojętny, jak serce żołnierza, którego obca śmierć
nie roztkliwia, bo i swoja nie rozczula. Obok owego najokazal-
szego krzyża przechodzono jeszcze obojętniej, bo nikt nie mógł
wyrozumieć niełacińskich liter w napisie.
Lecz przyszli dwaj młodzi żołnierze. Ubiorem nie różnili
się od innych. Na głowie mieli uszaste czapki kanadyjskie i ta-
kież na sobie futra. Jeno spojrzenie ich było błękitne i po sło-
wiańsku w dalekość zapatrzone. Obejrzeli szereg grobów, nad
mogiłą polską podumali dłużej. Potem zbliżyli się do krzyża
z niezrozumiałym napisem i powoli go odczytali.
Litery, stylizowane na wzór cerkiewnej cyrylicy, opowie-
działy im, że w tej mogile leży:
Daniło Miłosz,
Srbin iz Baczke.
Pał za Otcziznu.
Sława mu.
Wówczas oblicza dwóch żołnierzy, najzwycZajniejSZe fizjo-
nomje współczesnych inteligentów, stężały w jakąś spi
ową, bo-
haterską posągowość, a oczy zagrały blaskiem, niby źreni.:e
orła, wpatrzonego w słońce.
Odchodząc, salutowali mogile
serbskiej. Uczcili syna ziemi, za-
lanej najazdem niemieckim. Zło-
żyli hołd narodowi, co wsz
'stką
nadzieję położ
7ł w żelazie rycer-
skiem. Oddali cześć bratniej fa-
landze tragicznej, która za żołd
przyszłej wolności krew wyto-
czyła w służbie obcej, a ciałem
w obcej legła ziemi, aby w łu-
nach zorzy północnej śnić o da-
lekiej i wielkiej Ojczyźnie.
Eugenjusz Korwitl- Małaczewski
(1896 -1922 J.
1cłe polskie.
....
.
,
20
...
>>>
lO
306
Objaśnienia: Bialy car, car rosyjski. - Tundra, y, wiecznie zamarzłe
trzęsawisko, pokrywające się po odmarznięciu z wierzchu mchem. - Wybrzeie
Munnańskie, p6łnocne wybrze!e p6łwyspn KoJa u oceanu P6łnoćnego, przeszło
420 klm. długie, składa się przeważnie ze skał granitowych, posiada wygodne za-
toki i przystanie. Gł6wne miasto Koła. - O
imina, y, zbofe, siaue na jesieni. -
Obruniony, zieleniejący. -- Samum, u, suchy, uno3zący piasek, gorący wiatr,
nawiedzający brzegi zachodnie Azji, zwłaszcza Arabję skalistą. - D
iegieć, {Jciu,
smoła, pędzona z kory brzozowej. - Ren, renifer, gatunek jelenia. - R.osochy,
tu rogi, rozgałęzienia rog6w. - Elipsa, y, przekr6j pochyły powierzchni bocznej
walca obrotowego. - Konstelacja, cii, grupa, gromada gwiazd, ulożona w pewną
figurę. - Borealny, p6łnocny. - Seledynoloy, błękitnawo-zielony, pomieszany
z szarym. - Tyraljera, tyraljerka, prowadzenie bitwy szeregami rozproszonemi,
szykiem rozrzuconym. - Fosloryc
ny, tli świecący w ciemnościach. - Osika, i,
gatunek topoli. - Choja", a, choina. - Defilować, maszerować w szeregu uro-
czyście. - Luty, srogi, okrutny, dziki. - Dantejski. Dante Alighieri (1263-1321),
największy poeta włoski, w utworze, zatytnłowanym "Boska komedja", w części
I-ej p. t. "Piekło", zobrazował męki piekielne grzesznik6w. Obrazom tym nasz
autor przypisnje słusznie grozę i wspaniałość. - tolnier
e polscy. Po zjeździe
wojskowych Polak6w frontu rnmuńskiego armji rosyjskiej w Kiszyniowie w gru-
dniu 1917 r. rozpoczęło się wydzie1anie Połak6w w oddzielną jednostkę wojskową
pod nazwą II Korpusu Polskiego. Tymczasem jeszcze w początkach października
1917 r. II "Zelazna" Karpacka Brygada Legjon6w pod dow6dztwem brygadjera-
pnłkownika J6zefa Hallera przybyła z Przemyśla do Rarańczy, miejscowości, po-
oionej na Bnkowinie na granicy Besarabji. 12 lutego 1918 r. Brygada dowiedziała
się o traktacie Brzeskim między bolszewikami, Niemcami i Austrją. Obawiając
się rozwiązania siły z6rojnej polskiej przez Austrję i w nadziei stworzenia potęfnej
armji polskiej, .II Brygada w nocy z 15 ua 16 lntego stoczyła b6j z Au
trjakami
i przedostała się na stronę rOByjskę w liczbie około 100 ofieer6w i 1500 szere-
gowc6w. Teraz, unikając zetknięcią z AUFltrjakami, Brygada odbywa mal'!z do So-
rok, le!ących nad Dniestrem w Besarabji, i tu łączy się z II Korpnsem Polskim.
Gdy w marcu 1918 r. Rumnnja podpisała pok6j z Niemcami i Austrją, trzeba
było Iznkać innego punktu skupiania armji polskiej, pomafllzerowano na Wsch6d.
24 marca dow6dztwo korpum objął brygadjer Haller; korpus liczył około 7000
ludzi. Gdy Niemcy, daremnie żądający rozbrojenia się korpmm, otoczyli go prze-
magającemi silami pod K.anicwem i po dzielnej obronie zmusili do kapitulacji, której
warunk6w później nie dotrzymali, część korpum wywieziono do oboz6w jeńców, część
zdołała zbiec. Haller wyjechał do Kijowa, a p,tamtąd do Moskwy, gdzie w czerwcu
1918 razem z polską Komisją Wojsko"ą pod pi lał z mocarstwami, ekładającemi przyrze-
czenie odbndowania Polski: Francją, A nglją, Włochami, Ameryką, umowę, której
mocą na Wschodzie mialo być formowane woj8ko pol8kie jako część armji polskiej
we Fran
ji pod dow6dztwem generała Hallera. Miejscem formowania wojska pol-
skiego stał się Ml1rman i Archan{Óelsk. Na rozkaz gen. Hallera w czerwcu 1918
rozpoczęły się transporty oficer6w i żołnierzy I korpusu (dawniej już rozbrojonego
przez NiemcÓw) i II na Murman. Bolszewicy we8p
ł z Niemcami przecięli do-
jazd koleją na Murman, otoczyJi go kordonem i chwytanych żołnierzy rozstrzeli-
wali. Mimo to bohaterski oddział r6Rł, wraz z Anglikami, Francuzami i Wło-
chami zdobyl Archangielsk, walczył zwycięsko z bolszewikami na fNDcie p6łno-
cnym, 20 września 1919 r. wyjechał do Polski, prócz niewyczerpanego zasobu
wspomnień zabierając Da pamiątkę białą niedźwiedzicę, w grndniu defilował przed
Naczelnym Wodzem w Warszawie, a w styczniu 1920 r. wcielony został do dywi-
G'.-
-
>>>
-
307
. - .
zji pomorskiej na pamiątkę, te powstał nad morzem. - Jedlina-niedojda, jodła
karłowata. - Gollstream, czyt. Golf5tńm. - Rafa, y, skały podwodne. - Ra-
djotelegraf, telegraf bez drutu. - Cherlawy, niewyrosly, zabiedzony. - Wysy-
pisko, a, tu mogiłka, usypana nad grobam. - S
ar.ia. g, stopień. - Legun, a,
targon. tołnier. = legjonista. - Futra kanadyjskie z lis6w, wilk6w, bobrów
,
niedźwiedzi. Kanada d68tarcza wielkiej ilości fnter na rynek wszechświatowy. -
Knajpa, y, żargon. = handel win, w6dek, restauracja. jadłodajnia:- Tury-
sta, y, miłośnik wycieczek. - Kamrat, a, żarg. = kolega. - sty/howany, w pe-
wien spof\6b pr
erabiany. - Cerkiewna egrglica. Cyrylica, alfabet, nłożony
przez św. Cyryla (zm. 827), mający za podstawę piśmienne znaki greckie, z dołą-
czeniem kilkunastu znak6w z łaciny i innych język6w lub nowo - wynalezionych,
przeznaczonvch do wyrażania dźwięk6w słowiań9kich, kt6rych brak w jęz. greckim.
Cyrylica z wprowadzeniem chrześcijań3twa rozpowszechniła się w Serbji, Bulgarji
Rosji, Morawji, Rumunji. Obecnie u!ywane w .Rosji abecadło jest nieco zmie-
nioną przez Piotra \Vielkiego w XVIII st. cyrylicą. - Serb ja. Anstrja postano-
wiła zniszczyć Serbję i skorzystala z pozorn, jaki nastręczyło zamordowanie arcy-
. księcia austrjackiego, Franciszka Ferdynanda z żoną w Sarajewie (gł6wnem mieście
Bośni nad dopływem Bo
my) przez studenta bośniackiego, Gawryłę Principa,
d. 8 czerwca 1914 r. )Iimo że stwierdzono, i! rząd serbski nie brał żadnego
udzialu w zbrodni, Austrja, podniecana pI'7ez Niemcy, wypowiedziała wojnę Serbji
28 lipca i 29 rozpoczęła bombardowanie Belgradu. Po kilku zwycięstwach, w nie-
r6wnej ,,-alce, gdy do Niemiec i Austrji dołączyła się Bnlgarja, padla bohaterska
Sr,rbja, a niedobitki jej armji, uratowane przez Francję, Anglję, Włochy, nie wy-
rzekły się myśli o wolnej wielkiej Serbji. P..ragnienia ich ziściły SIę wraz z upa-
dkiem Niemiec i Austrji; z Serbji, B03ni, Hercegowiny, Czarnog6rza powstało
państwo Jugoslowiańskie. - Eugenjus. Korwin Malae
ewski (1896 - 1922),
pracował u adwfJkata, gdy rozpoczęła się wojna, wstąpił do wojska r03yjskiego, aby
bić Niemc6w za krzywdy polskie, za rząd6w bolszewickich przyłączył się do I-go
Korpusu Pohkiego (Dowbora-Muśnickiego), po jego rozbrojeniu przedarł się wśr6d
przyg6d i trud6w na l\Iurman, trzykrotnie chwytany przez bolszewik6w i skazy-
wany na śmierć. Po roku walk na l\Iurmanie w 1918 r. pojechał do Paryża,
p6źniej brał udział", walkach z Ukraińcami o Wschodnią Małopolskę i wysrużył
sobie odznaki wojskowe i stopień porucznika. W czasie wojny z bolizewikami był
adjutantem generała Hallera. Zmarł na suchoty.
ObJa
nlenla do ilustracji: Pierwszy rysunek odtwarza w wielkości na-
turalnej prawą, drugi lewą stronę wsp6lczE'.snej odznaki wojskowej "Krzyża Wa-
lecznych", ustanowionej 11 sierpnia 1920 roku. Krzy! z jasnego bronzu po stro- .
nie prawej ma w środku wypukle od
icie godła państwowego, napis r6wnie! wy-
pukly, na lewej stronie wypukły rysunek i litery. Krzy! nosi się na wstędze ama-
rantowej z bialemi wzdłu! jej brzeg6w prątkami na lewej pierai na drugiem miejscu
po "Virtuti Militań". Krzytem W. może być ozdobiony czterokrotnie każdy ofi-
cer, p.zeregowi
armji czynnej za czyny odwagi. .męstwa \V boju. Krzy! \V. może
otrzymać j osoba cywilna, wsp6łdziałająca z armją. Okucia, dodawane na wstążce,
oznaczają: jedno _ _okucie - powtórne nadanie Krzy ta, dwa - trzecie nadanie,
trl:Y - czwar
. Do po.'Iiadania Krzyla W. przywiązaue jest prawo do honor6w Ite
p
strony wojskowych r6wnych stopni bez Knyża, awans, prawo pierwszeństwa przy
nadziale ziemi i t. d. ·
......
.
>>>
308
Z dziejów Baśki MurmańskieJ.
Ba
ka prz
Tszła na świat odrazu w pięknem futerku bia-
lem, z pyszczkiem pełn
'm śpiczastych zębów, zdrowych i mo-
cnych, jak u młodego psa; zaś w łapach, zakończonych niedo-
łę
nemi jeszcze pazurami, przyniosła właściwą swemu gatunkowi,
wrodzoną doskonałą umiejętność bytowania w żywiole wodnym,
na wzór ptactwa mor
kiego, które posiada sprawność pływacką
w upletwionych nogach od chwili wyklucia się z jajka.
Tegoż jeszcze dnia wypadło matce i córce puścić się wpław
przez ponure, rozbałwanione wielkim wiatrem morze, aby się
dostać na najbliższy ląd.
-- "1
i.//,. - I II i. .
'l, '_J:lUif-
/
_
/;-;-
J
h"
' .
""...?»
/M-%'£
:
.
--
',
.......,.q.
.::;;:;::?""-----:.-,
-,,"
,
'
.i- -:;?--;?"d::;. , _ --
--; -::_?""
· L ' .
". --
)
, .
I
--
..... ---
.'
' 'z..'" -
ł .!li /iiJ1.
"I t
ił,
ł -
-
:.
l...£
hl,\
'_'
--
"!'IJIH. Z'r'
' 'I'
91'
: "J
'
'
W '
\'f\ .r:;;--. __' _ _= -=;?7 'I
;
=:', ,
\ '
r L" .' - -
- /lIk'" .
__ 1
,'__ -- .
..
-=
- -
\t'ir '.-- _-2t:ft "
-
\ ' r
-=-_
...l.,
-
--
)
-l .I,}/H-.-'-
_ - 4}. '"':- .. -
- ';-
' , ,; /" ł - -
JJ]JJ11IJ1lnIl'-;].
--- - ,\ 1\\1\\\\,//. . /I
-- "I"lrlllJ,/IIlllIlf £::-..:......: ::
:; =;;-
::::=::::-
L '"""':' .:S-::::
=:-
-=-
---=--==-::-----
-
-::----=
- ------=::-::--:,...,:::
y,a;:.;
-:.;N- :-
-
Zmusił je do tego wypadek, mający wszelkie znamiona
katastrofy żeglarskiej. Oto tratwa lodowa, na której płynęły,
nad werężona nieustannym szturmem fal, rozpękła się niespo-
dziewanie na kilka kawałków, niezdatnych wskutek pomniej-
szenia tonatu do niedźwiedziej nawigacji. A dokonało się to
z trzaskiem, przypominającym wiwatowy strzał armaty śred-
. ....
niego kalibru.
. .
Rozbitkinie, zanurzone nagle po same . dziurki nosów
w pieniące się odchlisko słonej wody, musiały niezwłocznie,
bez dłuższych namysłów wybier&ć między dwoma najbli:lszemi
.
>>>
- 309 -
punktami oparcia, jakie im w nowej sytuacji pozostawały. Pier-
wszy znajdował się o 250 mil morskich na lądzie stałym, dru-
gi tuż pod niemi wprawdzie, o 3000 stóp tylko, ale na dnie
oceanu. Wybrały drogę dłuższą.
. Potęga wiatru rosła, wydmuchując z wodnej otchłan i nie-
skończone łańcuchy wysokich fal. Olbrzymie bałwany o strze-
listych, załamanych grzbietach toczyły się jeden po dru-
gim na kszŁałi lewjatanów, przewracających się wśród ciężkie-
go pluskania z boku na bok. Ryczało morze, ryczała wniebo-'
gł03Y stara niedźwiedzica, borykająca się z nawałą. B łśka,
uczepiona ze wszystkich sił do kosmatego uda matki, zamknąw-
szy szczelnie swe szczenięce jeszcze, nawpółoślepłe oczki, pły-
.
nęła, niby łódka, holowana przez statek. Na progu życia po-
znała, co to jest wielki strach.
Jeszcze po
tem epickiem exodus nie zeszedł t
-dzień cza
su, a już rozpoczęła się edukacja Baśki.
Cała nauka polegała na praktycznem poznaniu dwu umie-
jętności: m
'śli8twa i sztuki pływackiej.
Jakkolwiek tak szczupły zakres wiedzy z ludzkiego pun-
ktu widzenia może się zdawać czemś bardzo łatwem do osią-
gnięcia, nie należy zapominać, że każdy z dwu działów nauki
niedźwiedziej rozgałęzia się z kolei na tyle różnych nprzedmio-
tów", ile ich się wykładą w gimnazjum klasycznem z uniwer-
sytetem łącznie. Nadto istota ludzka pomimo najświetniejszego
ukończenia tych klasycznych uczelni, byleby tylko uzyskatt
odpowiedni dyplom, może być przez całe życie najklasyczniej-
szym bałl'anem, a jednak posięazie szacunek bliźnich i uściele
Bobie żywot aksamitny, podczas gdy niedźwiedź polarny swoje
dwa działy wystudjować musi rzetelnie, aby właśnie w swem
rodowi8ku za bałwana nie uchodzić, boby stale puchnął z gło-
du, i zjadłyby go łag01ne cielęta morskie, a mewy za1ziobały
żywcem.
Baśka, podobnie jak wielu sławnych ludzi w dzieciństwie,
nie wykazywała w początkach edukacji ani wybitnych zdolnoś-
ci, ani tern bardziej zbytniego zapału da nauki. Sprawiała ra-
czej wrażenie istoty nad wiek nierozwinięt
j, ospałej, a do tego
mocno krnąbrnej Niedźwiedzica - matka nie szczędziła jej
przeto upomnień wielce dotkliwych, wymierzanych doraźnie
lapą rodzicielską. Od takiego upomnienia, któreby pogruchotało
najtę!szą ławę szkolną, leciały z Baśki kłaki, i rozlegał się kwik,
jakby ją ze skóry obdzierano. Ale przecie miało to swój dobry
"
>>>
- 310 -
skutek, i uczennica pod okiem roztropnej nauczycielki zaczę1a
robić widoczne postępy.
Nie upłynęło trzech miesięcy a Baśka najzupełniej popraw- .
nie umiała sztukę podchodzenia lok. A niełatwa to jest rzecz
podchodzenie fok, jeśli się zważy, że niedźwiedź biały jest .
wprawdzie biały, ale nos ma czarny. I Baśka w tym wzglę-
dzie nie była wyjątkiem wśród swych siostrzyc i braci. Od
stóp do czubka głowy puszyście biała, niby chodzący stóg wa-
ty, nie rótIliła się barwą od dziewiczych śniegów, wkrąg roz-
postartych w wiecz
ą pustynię, ale jej nosek wyglądał tak,
jakby przed chwilą wyjęła go 7. pełnego kałamarza.
Gdyby nie czarny nos, tamecznym niedźwi
dziom nicby nie
brakowało do zupełnego szczęścia. W kraju, gdzie dobry Bóg ca.
lutki świat wytapetował na biało, nos o barwie czarnej jest
w życiu dużą zawadą. Foka głupie to wprawdzie i głuche by-
dlę, ale widzi dobrze i czarnego punktu, który się ku niej ostroż-
nie. posuwa, bardzo nie lubi i zaraz daje nura do morza, gdzie
jest panią sytuacji, gdyż pływa lepiej od swych białych tępicieli.
Dlatego to podchodzenie fok u niedźwiedzi białych jest
kunsztem nie lada. Gdy kudłaty myśliwy zbliży się do swej ofiary
na kilkadziesiąt stóp (a robi to kołując, z miną z głupia-frant,
jakby go foki całego świata nic nie obchodziły, ba! jakby o ist-
nieniu ich nigdy nie słyszał), dalej poczyna się czołgać na trzech
łapach, a czwartą nos zasłania sobie chytrze. Te ostatnie kilka-
dziesiąt stóp przepełza w parę, czasami w kilka godzin czasu, aż
przysunie się na odległość, którą przesadza paroma skokami.
Dopiero wtedy może być pewien, że mu łup nie ujdzie.
Z tych powodów zdobycie umiejętności zasłaniania nosa na
łowach jest w gromadzie niedźwiedziej niejako tern, czem ma-
tura szkolna w społeczeństwie ludzkiem: kończy się szczeniak,
zaczyna się niedźwiedź. -
Pod wpływem częstych "upomnień" matki Baśka tę umie-
jętność osiągnęła w stopniu dostatecznym. A ponieważ tę wiedzę
wpajano w nią bardzo gorliwie, poczuła w końcu wielki wstyd,
że ma wogóle n08, i poczytywała to sobie za jawną 8prosność,
której należy się wstydzić nade wszystko.
.
Warto było zobaczyć Baśkę na ćwiczeniach łowieckicb,.
gdy pod okiem macierzyńskiem czołgała się do zabitej uprzed-
nio foki, zasłaniając szczelnie swój czarny nose:i:. Robiła to ge-
stem białej łapki tak wdzięcznym i wstydliwym, jaki się widzi
tylko na obrazie.
,
>>>
.
311
.
W owym czasie jeszcze większe postępy poczyniła Baśka
w sztuce pływackiej. Na tern polu przewyższyła wkrótce
wszystką rówieśną sobie młodzież. Cudny to był widQk _ujrzeć
ją, zażywającą kąpieli.
Szkoła pływania mieściła się w małej zatoce, którą tworzył
ocean Lodowaty, wrzynając się w ląd rozległym półksiężycem
zielonej wody.
_ Pochyły brzeg, cały w śniegu, otaczał szmaragdową zato-
kę jakoby szerokim srebrnym sierpem. Wylot ku morzu zagro-
dzony był potężnym murem lodozwałów, podobn
'ch do ruin
fantastycznej fortecy, przed wiekami postawionej z gór mar-
murowych i jakiegoś prz
zroczystego kamienia.
W obrębie tych kilku mil niezamarzłej wody odbywały się
pływackie popisy kilkudziesięciorga niedźwiedziąt obojej płci.
Maciory patrzyły na widowisko, rozsiadłszy się na brzegu,
jak matrony na kanapie.
Iłodociane pociechy używały tymcza-
sem kąpieli, parskając jak tabun źrebaków, rycząc jak stado
cieląt i czyniąc z
iełkliwy kwik a chrząkanie, na podobieństwo
owych dwóch tysięcy nierogacizny, o których stoi w Piśmie, że
"z wielkim pędem wpadły z przykra do morza".
W gromadzie kąpiących się niedźwiedziąt Baśka wyró
niała
się zręcznością i wdziękiem. Nikt nie nurkował tak, jak ona.
Gdy, mając na grzbiecie kilka stóp przezroczej jak dym wody,
przeszywała sobą wodne głębie, rzekłbyś - pocisk, zrobiony
z wielkiej głowy cukru, idzie na dno kamieniem. W chwilę już
potem kołysała się łagodnie n
powierzchni zatoki, nakształt
bałwana, ulepionego ze śniegu przez igrające dzieci. Albo pły-
nęła wielkiemi zygzakami, sterując z łatwym wdziękiem, niby
biały łabędź po stawie. .
Nikt też tak, jak ona, nie potrafił "robić chryzantemy".
. Robienie chryzantemy" w sztuce pływackiej u niedźwiedzi
polarnych jest tak samo szczytem umiejętności, jak zasłanianie
łapł. nosa - w myślistwie.
Sztuka polega na tern, żeby złożyć wszystkie cztery łapy
do kupy, wielki palec do wielkiego palca, zgiąć grzbiet w pałąk
i, oddawszy się całkowicie wartowi prądu morskiego, płynąć bez
najmniejszego ruchu z wytkniętemi nad wodą nozdrzami. Takie
ułoźenie ciała daje doskonałą równowagę i pozwala płynąć bez
najmniejszego wysiłku po kilka dni z rzędu.
Setki mil można w ten sposób przebywać z łatwością. trzeba
tylko dobrze orjentować si
, którędy jaki prąd płynie, gdyż
'"
>>>
.
- 312 -
prądy, jak wiadomo, krzy
ują się w oceanie, niby linje tram-
wajowe w dużem mieście.
Niedźwiedź, podróżujący z łapami razem złożonemi. z grzbie-
tem, w pałąk zgiętym, gdy łagodna woda jego długą sierść roz-
czesze i porozdziela na niezliczone, jakby wciąż powiewające
pukle, podobny jest do rozczochranego kwiatu białej chryzantemy,
oderwanej od łodygi i płynącej bezdrożami. Ponieważ nie wiem,
jak takie pływackie clou nazywa się w języku niedźwiedzim,
nazywam je poetycznie "robieniflm chryzantemy."
Wypluskawszy się dowoli w zimnej jak lód wodzie, Baśka
wynurzała się z nadbrzeżnej piany nieskazitelnie biała i ponętna,
niby Wenus tamtych krain. Siadała w kucki na śniegu, przy-
tern dymiła z mokrego futra w mroźne powietrze kłębami pary
niby pęknięty piec kaflowr. Siedząc t8k i parując, oddawała
się marzeniom.
Marz
.ła, jak marzy dziecko ludzkie, zanim pierwszy raz
poczuje, że czuje, i pomyśli, że myśli.
Czasami w jej marzeniach bezosobistych, powolnych, jak
tętno natury podbiegunowej, powstawał obraz, którego nie rozu-
miała, wspaniały, jak rozbrzask zorzy borealnej.
Wzruszenia przedziwne podnosiły się z dna jej duszy, ni-
by owe pęcherze powietrza, które z dna poruszonej wody rosną
na powierzchni sznurami jakoby szklanych paciorków, niżących
się na niewidzialną nitkę. Czuła wówczas, że coś łechcze jej
gardziel, coś jej łaskocze nozdrza. Więc poczynała kichać po
kilkanaście, po kilkadziesiąt razy, raz po raz.
Baśka, jak się tylko wzruszyła, rozpoczynała zaraz kichać.
Brano jej to za złe. Kichanie wydawało się gromadzie niedź-
wiedziej dziką nieobyczajnością, jak wogóle wszystko, co nie
było w zgodzie ze zwyczajami, uświęconemi wśród niedźwiedzi od
dnia założenia północnego bieguna. Baśka od zwyczajów odbie.
gała, gdyż w przeciwieństwie do rówieśnic była skłonna do sil-
nych wzruszeń bez powodu, a w następstwie tego do kichania.
Wynikły stąd poważne zatargi z otoczeniem, a zwłasz('za
ze starą niedźwiedzicą, która, chcąc Baśkę od nieobyczajnego za.
chowania oduczyć, nie szczędziła bolesnych razów łapą, uzbro-
joną w pazury, zdolne jednym ciosem oskalpować lwa.
Rozterka rosła. Baśka czuła się coraz gorzej, coraz więcej
obco wśród swoich. Poczęły w niej kiełkować instynkty, odzie-
dziczone po' ojcu. Nie mogła się oprzeć dziedzicznej tęsknocie
do czegoś, co nawet w języku ludzkim nazwane być nie mote,
..
...
>>>
313
N
schyłku jednego z parugodzinnych dni podbipgunowych,
gdy nad zatoką zachodziło słońce, Baśka stała na brzegu, ciałem
podawszy się naprzód, z wycillgniętą szyją i podniesioną głową
patl zyła na zachód w krwawe i fioletowe łuny. Lodowce, od-
gradzające zatokę od pełnego morza, kwitły kolorowym blaskiem,
jakoby pokryte wiszącemi grzędami hiacy ntów. Woda wygJą-
dała jak jeden wielki ogon pawi, po którym niezliczone iskierki
mrowiły się i podskakiwały, nakształt brylantowych pchełek.
Było tak pięknie i smętnie, i wzruszająco, że Baśka zaczę-
ła kichać, jak z baterji.
Poczem rzuciła się wpław ku dalekim lodowcom. Płynęła
do słońca. Nim zaszło, była na pełnem morzu.
N atkn
ła się wkrótce na silny prąd. Zrobiła więc "chry-
zantemę" i ułożyła się do snu. Żadna moc nie zdołałab
'" jej te-
raz za wrócić z drogi.
Zniknęły brzegi. Samotny, wspaniały ocean leżał dokoła,
jak okiem rzucić, i kołysał wełnę swoich fal. Gwiazdy odbijały
się w ruchomej głębinie srebrnemi taśmami.
Zapadła głucha noc.
Eugenjusz Małaczeuski (lłj96-1922).
Obja
nlenla= Tonai, u, og61na suma tonu, kt6rą zawierają okręty jakiejś
floty. Tonna, jednostka wagi ładunk6w okrętowych; jednostka objętości = 1,44
metra l'Iześciennego. Tonna angielska = 1015 kilogramom = 66 pudom i 2 fnntom.
T. francn8ka = 1000 kilogramom = 61 pudom i 2 fnotom. - Nawigacja, ji (łac.)
,
f(glnga. - Kaliber, bru, wielkość. - Ro
bitkini, i, rodz. teński od rozbitek. -
Odchlisko, a, 8trpolRk. = odchłan, otchłań. - Lewjatan, a, olbrzymia ryba ba-
jeczna, potw6r morski. - Holować, ciągnąć statek pod wodę za pomocą linek. -
Epicki (z greck.) tu jakby wyjęty z wielkiej, pełnej przyg6d opowieści o boha-
terach. - E;codu8 (z greck.) = wyjście (w greckim teatrze wyjście ch6ru ze sceny).
Tu w znaczenin: wejlcie w tycie, początek. - Edukacja, i, wychowywanie
i ksztalcenie. - Dyplom, u, tu świadectwo. - Polarny, biegunowy, podbiegu.
nowy. - Cielę morskie, foka pospolita, rodzaj zwierząt 8@ących z rzędn pletwono-
gich; ch6d mają utrudniony, czołgający, kształt podługowaty, do rybiego zbli-
tony, głowę podobną do psiej z sutemi wąsami; żyją gromadnie, najobficiEj w mo-
rzach przybiegunowych. - Krnąbrny, nieposłuszny, uparty. - Kuns.t, u, sztu-
ka - Spro3no
ć, i, niecnota, oezwetyd. - Lodo
wał, u, kupa brył lodowych,
8partych O siebip. - 2 pr
ykra strp. przykro, gwałtowniE, prosto z g6ry, nie-
szczęśliwie. - Chry.antema, y, (chrysanthemnm), j88truń, złocień, pocho-
dzący z Chin i Japonji, o ozdobnych dntych. dziwac
nych nieraz hztałtach roz-
maitej barwy. - Wart, u, prąd po linji krzywej, bi(g, pęd. - Clou, (fr.) dosł.
gw6źdź, przenośnie: rzecz na;ciekawsza, najbardziej nie7.wykła. - Wenus, grecka
Afrodyta, bo
ini pi:kności, zrodzona z piany morskipj
- ]\..uzać, nawlekać._
Oskalpować (z fr.) t;dzierać z głowy sk6rę razem z ,doBami.
....
>>>
,.
- 314
Koń ułański.
Osobny rozdział muszę poświęcić wam, przyjaciele-konie,
których wysiłek towarzyszy wiernie ułanowi przez wszystek
czas kampanji i postojów. Jełeli jest w jakim czynie naszym
coś z wizji ryeerskiej i niepokonanego męstwa, to niemała za-
sługa przypada za to bezwarunkowo koniowi. Jego przeżycia
traktowaćby nal
żało łącznie z naszemi, i to byłaby dopiero
prawdziwa epopeja jazdy. Tysiące sytuacyj, a niemniPj przytem
uczuć, odcieni i stanów duszy końskiej, - tysiąc bogatych strof.
To nie żarty.
1facie atak na ostre. Szarża rusza z początku ciężko, kłu-
sem. Nagle zgrzytnęła broń, wyrwana z pochew, aż rozbłysło.
Konie przysiadły na zadach i poszły półgalopem, rwanego, łby
w ganaszach, uszy postawione na czuj. Jednocześnie manewr
w pysku nieustanny - wyciąganie munsztuka. Czujesz w dłoni
lewej ten napór, koń do ciebie mówi, chce pędu. Ostry krzyk
komendy-puszczasz cugle. Koń momentalnie zmalał; szyja wy-
ciągnęł a się, uszy padły wtył stulone. Wiatr świszcze. W chra-
pach gra. Szwadron, niby apokaliptyczna bestja, kotłuje po bło-
niu naprzód z jazgotem i wrzaskiem, miga, - poleciał... Wy-
wiad w dzień... Koń idzie zlekka na zadzie, uszy wysunięte
nieco wprzód, wsłuchane. Stąpa miękko. Czasami cicho parsk-
nie i poruszy łbem. Oczy śledzą bystro przestrzeń.
Wywiad w nocy... Stęp ostrożny, jakby czający się. Łeb
co chwila wysuwa się w ciemność. Uszy postawione prosto,
drgają raz po razu. Oddechu nie słychać. Hałas cichy, jaki
może powstać, wywołany bywa skrzypieniem i pobrzękiem ryn-
sztunku. Co pewien czas koń przystaje i tajemniczo wciąga
nozdrzami powietrze. Zdaje się, że węszy i słucha.
Ostrzelali cię. Koń zawinął na miejscu i w skok.
Powracasz z oddziałem. Jedziecie lawą na _posterunek ni
-
przyjacielski. Kule brzęczą, gwiżd
ą i śpiewają jak owady.
Stęp powolny, ale niby na paradzie. Koń mocno zebrany, szyja
w pion, rozdęte nozdrza posapują ostro, odważnie. Łeb drga
równo z mgnieJ1.iem oka.
Czy
te efekty zewnętrzne nie kryją całych scen, prze-
tywanych samoistnie przez konia. A dochodzi do tego jeszcze
to, co koń odczuwa wspólnie z jeźdźcem. Niepojęty bowiem
kontakt łączy ich obu zawsze i stale.
Wczoraj np. oblatywał cię tchórz. Koń szedł niespokojnie
i niepewnie. Bojaźń myliła jego krok, łeb rzucał to wlewo, to
>>>
- 315
wprawo, po skórze przebiegało dr
enie. Dzisiaj jesteś
ę
ny
jak Zawisza, pragniesz spotkania. Koń idzie, podobny do stalo-
wej sprę
yny, zaopatrzonej w słuch i baczne oczy.
Powiecie może, że to wszystko złudzenie i naciąganie. Jak
to się jednak dzieje, że koń bojowy odróżnia marsz bojowy od
zwykłego przemarszu z kwatery na kwaterę? Dlaczego na prze-
jażdżce i na patrolu nie zachowujA się jednakowo? Kto ruu podsze.
pnąl,
e teraz ścigamy wroga i następujemy, a teraz cofamy się
i bronimy? Bo czemu raz jest pewny siebie i wesół, a kiedy-
indziej smutny, choć mu równie, jak przedtem, niczego nie braku
e.
Stanowczo, koń ułański ma swoje myśli i spostrze
enia, któremi
się posługuje w wielce urozmaiconem, acz niepewnem tyciu, mi-
łuje jeżdica i pomaga mu z własnej a nie przymuszonej woli.
Słowem, powa
ny spółudział konia w czynach naszych jest
niezaprzeczalny.
Nie mówię, naturalnie, o gatunku, który trafia się w woj-
sku rzadko i który zasługuje ze wszechmiar na obel
ywą naz-
wę bydlęcia. Głupi, krnąbrny i zły, stacza on bezustannie walki
ze swym opiekunem. W stajni, kiedy ten najpoczciwiej w świe-
cie wlecze buchniętą gdzieś wiązkę siana, niewdzięcznik, uprze-
dzając łaskę, grzebnie go kopytem. Czyszczony starannie zgrzeb-
łem, osobliwie w najdrażliwszem miejscu, pod brzuchem, nie
omieszka schwytać zębami za czapkę, mało zważając, że W)T-
rywa z nią garść \\ łosów. Najdotkliwiej zaś daje się Wt3 znaki
w szeregu na mustrze. Kiedy skomenderują baczność, on właś-
nie zaczyna się kręcić. Wściekły, że psujesz spokojny szyk,
oraz klnąc w duszy najordynarniej, dojedziesz go chyłkiem
w bok ostrogą. Ale skarcony zamiast się uspokoić, wpada
w gniew, miota się, wywołuje zamieszanie, syki sąsiadów, po-
czem triumfalnie, mimo twego przeciwdziałania, wycofuje się
tyłem z pierwszego rzędu na drugi, rozbijając pluton ostatecznie.
Takich koni jest zresztą zbyt mało, abr się dłużej nad nie-
mi zastanawiać. Ogół, mający niesłychane zalety, stanowi prze-
wagę i cierpliwością a dobrocią okupuje stokrotnie przewiny
nielicznych wyjątków.
Stosunek, jaki łączy ulana z koniem, zasługuje na. miano
rzeczywiście wyjątkowego. Nie wiem, 'Y której kategorji uko-
chań mo
nahy go umieścić. Kocham przecie.t dziewczynę, ko-
cham przyjaciela i-kocham konia. Kocham naprawdę. Widzia-
łem
ołnierzy bardzo wytrzymałych i poważnych, których za-
sępiała niejeqnokrotllie śmierć kolegów: płakali serdeą,znie nad
zabitym czworono
nym towarzyszem broni. Znam osiwiałego
>>>
- 313
oficera, który chorował z żalu po stracie konia. Rzecz zupełnie
zrozumiała, gdyż sent)-ment koński w ułanach jest uczudem
głębokiem i szczerem, godnem porównania z miłością. Twierdzę
nawet, że nie co innego, jeno ów sentyment właśnie -miłość do
konia- odgrywa rolę zalotnicy, przyciągającej ludzi do służby
w kawalerji, gdzie wytrzymują zmęczenie, trud i ciężką pracę
w stajni. Wytrzymują dzielnie na ch walę sobie i ojczyźnie.
Szczególniej na kwaterze występuje na jaw owa utajona
więź sympatji między ułanem a koniem. W długim codziennym
spółżyciu obie strony niepostrzeżenie oddziaływują na siebie tak,
że stanowią jedną całość co do charakteru i nawet wyglądu.
Pewne ruchy i gesty człowieka przejmuje koń, i odwrotnie-
człowiek nabiera manjer końskich. Jest coś naprawdę komicz-
nego wtem rzucającem się na pierwszy rzut oka podobień-
stwie, nie we wszystkiem, ma się rozumieć, ale w pewnych tyl-
ko rzeczach, w linji i w jakimś trudnym do określenia czynie.
Nie można już tego powiedzieć o koniach oficerskich. Są
one zazwyczaj i piękniejsze, i lepsze, nigdy jednak nie posiada-
ją tego, co tamte, "człowieczeństwa n, tych podobieństw ułańskich
i odruchów, które niewątpliwie wytwarza stałe obcowanie.
Spędzamy razem czas w stajni i na pastwisku, męczymy się,
narzekamy na słotę, upaja nas piękny dzień, zwyciężamy, ucie-
kamy--zawsze z nim, nierozłączni aż do śmierci. Co więcej:
rozmawiamy, t. zn. zapytujemy konia i sami sobie za niego od-
powiadamy, a nie zdziwilibyśmy się bynajmniej, gdyby koń ze-
chciał wypowiedzieć się słowami.
Czasy kampanji nad Styrem i Stochodem były dla końskiej
. .
części szwadronu najgorsze. Dużo roboty-mało strawy. Jeszcze
w linji - mogliśmy temu zaradzić, rekwirując ziarno i siano,
gdzie się jeno dało. Ile to było pociechy, gdy taki poważny
doktór praw wnikał do zamkniętej stodoły chłopskiej przez pod-
strzesze i wyciągał stamtąd wiązki koniczyny i siana dla swe
go ulubieńca. Bardzo subtelna w innych rzeczach etyka nasza,
tutaj głucha i ślepa zupełnie, albowiem prawdą jest najsmut-
niejszą, że łatwiej znieść głód samemu, niż mieć głodnego ko-
nia. Zresztą nie wolno mieć głodnego konia pod grozą grzechu.
Możecie sobie zatem wyobrazić rozpacz naszą w Majdanie,
gdzie obroki były bardzo liche, a r.,:zasami nie było ich wcale.
Mówiło się, że, zamia'it jeść, konie "czytają gazety". Dokarmia-
liśmy je wtedy chlebem żołnierskim i ziemniakami, zapewnia-
liśmy wzamian sto innych przyjemności, jak wzorowo urządzone
stajnie, powietrze, słońce, dwukrotne w ciągu dnia czyszczenio
>>>
,
311
i t. p. Taka z tego, mówiąc nawiasem, była korzyść, jakbyś
nH
jąc apetyt lIa dobry obiad, dobrze się umył. Okoliczne wsie
objadła szarańcza wojsk, nie mieliśmy więc skąd czerpać. Do-
piero wczesne trawy wiosenne uratowały sytuację i przynaj-
mniej oszukały pierwszy głód. Później ju
trzymaliśmy konie
prawie całemi dniami na łąkach, a na noc zadawaliśmy im
nowe porcje nakoszonego uprzednio siana.
Naogół osią
ycia ułańskiego na kwaterach są konie, i zawsze
starania przy nich były większe, lli
przy ludziach. Lepsze sto-
doły wybieraliśmy na stajnie, gorsze na mieszkania. Nieraz
podczas mrozu, gdy wypadł zły nocleg, ułan grubszą derką
okrywał konia, a cieńszą siebie. Troskliwość posuwali niektórzy
do rozrzewniającej przesady. l 'łan I-go plutonu, Onio Baliński
zabraniał hałasować przy stajni. "Nie krzyczcie tam -wołał,-
bo moja Dumka śpi-. I nawet ten komizm ma swoje źródło
w szczerym sentymencie duszy żołnierskiej, znajdującej wyraźny
oddźwięk w zwierzęciu. Zauwa
cie, jaką złośliwą i jednocześnie
trochę zawstydzoną minę ma koń, kiedy ułan naj zwyczajniej
spadnie. Ale gdy go zmiecie śmierć z si0dła, spojrzyjcie: rozwia-
na grzywa, w oszalałych oczach strach. Tętent rozpaczliwego ga-
lopu budzi chyba echo w czyjemś dalekiem, niewiedzącem sercu.:.
Jak
e cię nie kochać, koniu wierny.
Jf a cła U' Budz!l1'ISki.
Objaśnienia: Kampanja, i, wyprawa wojenna: działania wojenne. - "tVi-
3Ja, i, widzenie w wyobraźni, zjawisko wyobraźni. - Atak na ostre, natarcie na
nieprzyjaciela lancą, szablą. - Szaria, y, natarcie konnicy. - Ganasze, y, (fr.)
boki szczęk u konia; w gana3zach = mocno ściągnięte. - P03tawione na ezuj,
czujnie n8fltawione. - Apokaliptyc3na be3tja, potw6r, jedeu z opisywanych
w Objawieniach św. Jana Apostoła: ,,1 ukazał się drngi inak Da niebie, a oto
mok
wielki rydzy (rudy, czerwono-t6łty), mający siedm głów i rog6w dziesięć, A. na gło-
wach jego siedm koron. A ogon jego ciągną' trzecią C7ęŚĆ gwiazd niebieskich
i zl'1.ucil je na ziemię" (rozdz. XII). "I widziałem bestję, wychodzącą z morza,
mającą siedem gł6w i rog6w dziesięć, a na logach jej dziesi
ó koron, a na głowach
jej imiona (wyrazy) bluźnierstwa. A bestja, kt6łąm wi.Jział, podobna była ry-
siowi, a nogi jej jako niedźwiedzie, a gęba jej jako gęba lwowa" (XIII). Przekład
z XVI w. ks. Jak6ba Wujka (1540 - 1597). - Sn()adron, UJ oddział jazdy ze
120 do 150 koni. - Kotłować, zbierać się. - Ja3got, u, przeraźliwe dźwięki,
krzyki, wrzawa. - 08tr
elar, skierować szereg strzał6w w jedno miejsce. - J.foeno
3ebran1/, skupiony w sobie. - Zawisza z Garbowa, herbu Su lima Czarny (od
czarnej zbroi), słynny z odwagi i rycerskości, tył w w. XV. 'Valczył rycersko naj-
pierw w obcej słu!bif, następnie bi' dzielnie pod Grunwaldem Krzyżak6w, posłował
od Jagi
ły, wreezcie udał się z cesarzem niemieckim, Zygmuctem Luksemburskim,
na wyprawę przeciw Turkom, i gdy cesarz, przerażony potęgą turecką, cofnął się,
naf\Z rycerz sam rzuci' się na nieprzyjaciela, został wzięty do ni
woJi i zamordo-
wany. - Buchnięty, targ. ukradziony. - Zgrzeblo, a, metalowe nanędzie do
>>>
,
318
CJ:yszczenia koni, podobne do szczotki. - Pluton, u, część szwadronu, składająca
się z 20 do 40 ludzi. - Kategorja, ji, rodzaj. - Sentyment. u, uczucie, ł.y-
wione względem kogoś. - Zalotnica, y, istota, starająca się podobać, pociągnąć,
przynęcić. - Rekwirować, zabierać urzędowo. - Doktór praw, ten, kto po ukoń-
czeniu uniwerdytetn otrzymał wył.szy stopień za pracę naukową. - Podstrze-
S3e, a, mieJ8ce pod strzechą, podda3ze, g6ra. - Majdan, wieś w głuchym borze
niedaleko Stochodn, dopływu Prypeei.
Pochwała Piechoty.
Nie w pysze galowych mundurów,
rabatów, lampasów i sznurów
do słodkich zaprawia si
szar
;
lecz płowa, jak ściernisk szarota,
przez puszcze, przez piachy, przez błota
bojowy prowadzi swój marsz
piechota!
Dla innych oklasków wiwaty
i spojrzeń dziewczęcych bławaty
zwycięzcom któ
byłby nie rad?
A w polu, gdzie w drutów pazury
salw biją armatnich wichury,
tam - w piersi swe biorą kul grad
- piechury.
W okopy, pod ziemię zaparta,
zbiedzona, zbłocona, obdarta,
jej dolę z łat poznasz i dziur;
drapie
na, jak krwawa tęsknota,
co spotka na drodze - druzgota,
co wydrze - to trzyma, jak mur
piechota.
Gdzie bój się przewala szalony,
pryskają pod ogniem szwadrony,
i grzęzną armaty wśród błot;
tam - wtedy szlak znacząc z purpury,
przez ognie - i dymy - i chmury
w zWYJięski rzucają się lot
I ·
- piechury.
Tak w trudaąh i
mudach fywota
z dnia na dzień się w 8zturmach szamota ·
>>>
319
i w ciągły ze śmiercią gna tan,
a
kiedyś z bojowisk pokota
legenda się krwawa wymota,
i błyśnie w wawrzynach swych ran
- piechota!
Rajmund Bergel.
....
Objaśnienia: Galowy, odświętny. - Żmuda, y, strata cza8U, gdy robota
się nie udajp; słota. - Pokotem, lawą, rzuconem na ziemię, leiącem na ziemi
mn6stwem. Z bojowisk pokola przen. = z leżących trnpem na pobojowiskach
zastęp6w piechoty.
..
Krwawy spadek.
A to jest krwawy spadek wasz
I krwią pisane ku wam słowa:
Trzymajcie ziemi onej stra
,
Gdy przejdzie zamieć piorunowa...
Nie dajcie szarpać ziemi łona,
Gdy. krwią dziś świetą poświęconuL.
Zaś którzy wyszli z pośród was
I krew oddali swą serdeczną,
Niech będą wartą wam słoneczną
Po wszystek czas - po wszystek czas-
I niechaj granic polskiej ziemi
Duchami strzegą płomiennemi!...
Józef .Mqrzka. Legionowo /9/6 r. (zm. /9/8)
.
.
. ,
Objaśnienia do Ilustracyj: Rysnnek na str. 818 przedstawia wielkości na-
turalnej prawą, na str. 319 lewą stronę wsp6łczesnego orderu wojskowego "Virtuti mili-
tari", przywr6conego ustawą z d. I sierpnia 1919 r. Order meta10wy z prawej
strony czarno - emaljow
ny z obramieniem zlotem, w środku tarcza złota, orzel
biały, wieniec zielony. Lewa strona złota, wieniec zielony. Order nOfli się na
wstędze niebieskiej z czamemi po obu stronach prątkami. Krzy! V. M. jest na-
grodą czyn6w wybitnł'go męstwa w boju, połączonych z poewięceniem się dla do.
>>>
320
bra ojczyzny. Do p09!adania orderu przywiązana jest pensja roczna, tytnł Kawa_
lera Orderu, aWA.ns (podniesienie) na wy!eZY stopień wojskowy, prawo do honor6w
ze strony wojskowych r6wnych stopni, orderu nie posiadających, pierwszeństwo
przy nadziale ziemi i t. d. Posiadacze orderu V. 1\1. tworzą braterski zesp6ł pod
nazwą "Zgromadzenia Kawalpr6w Ordern V. M." z Kanclerzem orderu i Kapitnłą
na czele. Kapitnłę tworzy 12 najstarazych Kawaler6w Orderu, Kanclerzem jest
przeworlniczący Kapitnły. Dniem święta ordern V. M. jest dzień 3 maja, jako
rocznica wiekopomnej Kon9tytucji 1791, wśród kt6rej obrońc6w powstała myśl
stworzema tego orderu. Order V. M. dzieli się na pięć klas. Pierwflzą stanowi
"Wielki Krzyż" czyli powiększony, na wstędze szerokiej, biegnącej przez prawe
ramię na lewy bok. Obok wstęgi na lewej piersi nosi się gwiazdę orderową. Drugą
klasę stanowi: "Krzy! Komandorski" do noszenia na szyi, trzecią - "Krzy! Ka-
waleJ'8]ri", czwartą - "Krzy! Złoty", piątą - "Krzy! Srebrny." -
Mogiła bohatera.
Tam na górze rośnie kwiecie,
gdzie stał ułan na pikiecie...
Tam na górze śród g
stwiny
dzikie róże i jaśminy
rozkwitają. ..
.,
i płaczą śnieżne jaśminy...
Milkną wtedy wichru j
ki,
ptak przery wa przerażony
smutne tony swej piosenki,
i dziwi si
cały świat:
"Czemu etąd odeszła radość?
Czemu się gęstwiny mroczą?
Czemu płacze każdy kwiatp
Te róże krwią dzisiaj broczą,
,
te jaśminy mają bladość
t . "
rupow...
A gdy wiatru wiew
radośnie z zachodu wieje,-
zielenią się liście drzew,
słodko brzmi ptaszęcy śpiew,
wszystko szczęściem promie-
(nieje...
Wiatr łagodny, wiatr pogodny
wiarą i nadzieją wzbiera...
pieści zielone gęstwiny,
i strząsając kwiaty z drzew,
sypie róże i jaśminy
na mogiłę bohatera...
Juljan Ejsmond.
Czasem zdala
wicher z zachodniej krainy
przyleci i pozapala
rumieńcem różane kwiaty,
że zapłoną jak rubiny...
A jaśminy z lęku zbledną
i będą pytać o jedno:
"Skąd lpcisz, gończe skrzydlaty,
zali z Polski?"
Czasem zdala
przyfrunie wędrowny ptak
i zasiądzie na mogile...
Czasem tęczowe motyle
obsiędą różany krzak.
A kiedy z polskiej krainy
wicher przyniesie złe wieści,-
jeżeli piosnka ptaszyny
bazmierną wzbierze rozpaczą
i zmieni si
w hymn boleści,-
wó wczas dzikie róże płaczą,
Objaśnienia: Pierwsze dwa wiersze 84 zmienionym początkiem znanej piosn-
ki Franciszka Kowalskiego (1799 - 1862). "Tam na błoni n blyszczy kwiooie, sto
ułan na widecie..." - Wideta, pikieta, g, (z franc.) tolnierz konny Inb mały
oddział !oJnierzy, stojący Da czatach
....
>>>
...
,
Część V.
Szczęśll we ludy.
Szczęśliwe lud
! gd
. im w górze świeci
'Volnej ojCZ\ Zll
. widoma potęga,
Co, darz
1c blaskit'm najuboższe fi zieci,
W podziemia nędzy i boleści s
ęg'a.
.
Szczęśliwe kraje! gdzie pokoleń praca
Xie idzie wniwecz wśród gromów i burzy,
Lecz gdzie czyn wszelki ojczYZI:ę wzbogaca,
I gdzie myśl kużda jej triumfom służy.
:::;zczęśliwe ludy i szczęśliwe kraje,
Gdzie genjusz wodza, bohate
a męstwo
I żywot, który w ofierze oddaje,
'Vielkim ideom zapewnia zwycięstwo..:
Tam nawet nędzarz, któreg-o w proch zetrze
Zawziętość losu, głowę wznosi śmiało,
Gdyż, w pierś wcią
ając rodzinne pow:etrze,
Oddycha. szczęściem narodu i chwałą.
Tam s} szczęśliwi. co w niedoli mogą
Śnić, te ich dzieciom losy się uśmiechną,
I ze spokojem patrzeć w przyszłość błogą,
J o pomyślność oprzeć się powszechną.
Adam Asnyk (1,'38-189"7)
Francja i Polska.
Legenda mówi. że gdyby cienie poległ3ych synów Francji.
za tej wojny straszliwf'j przechodzić poczęły ciągl
.m szeregiem,
żołnierskiemi czwórkami, w marSZ 1 ! pospiesznym poprzez jaką-
hCI' polltle 2l
>>>
- 322 -
.-
kolwiek miejscowość ziemi, to te armje umarłych, legje ducbów
kroczyłyby nieprzerwanie przez dni czternaście i czternaście nocy.
. Serce ludzkie dr
y wobec tej rewji straszliwej i z głębi
swojej wypycha na usta krzyk:
- Wieczna chwała poległym!
W nich duch ludzkości całej, przeszłej i przyszłej, poznaje
się w samym sobie,
idzi się w najgłębszej swojej istocie,
w jestestwie swojem, w niedoli swej i w sławie.
Oszczerstwem bobaterskiego czynu armji poległych jest
twierdzenie tych, którzy rozgłaszają, _
e to wola bogaczów,
skryte dą
enia piastunów władzy do rozpostarcia imperjalistycz-
nej państwa p'otęgi,
e jedynie
ądza zaboru dla wyzysku cudzej
ziemi i cudzej pracy otwarła przed temi wojskami
ywych jamę
mogiły.
Te wojska poginęły nie na ziemi cudzej, lecz na ziemi oj-
czystej, którą naszedł, zniszczył,. zdeptał, stratował i spalił ze-
wnętrzny wróg. Trupy. icb krwawym pasem przecięły wszyst-
kie drogi i ścieżki, prowadzące do miasta Paryża, stolicy kul-
tury ziemskiej-nieprzebytemi zasiekami legły przy ka
dej ski-
bie i w każdej bróźd1Je napadniętej ojczyzny,-pierścieniem nie
do złamanią, okrążyły góry min, miasta - stosy ofiarne, - Arras,
Reims, Soissons, Verdun,- zawaliły doliny Chemins De Dames
i zaciśniętemi pięściami objęły katde drzewo w lesie Argonów.
Z dalekiej ziemi" której sama nazwa zapomnianą została
przez lndy wolne, wznosi się teraz ten okrzyk miljonowych
rzesz ku wiecznej chwale poległych.
Albowiem oni Jeżą w ziemi nie tylko za wolność, za honor
i za przyszłe szczęście Francji, lecz pogrzebani są za wskrze-
szenie z martwych, za honor i przyszłe szczęście Polski.
Orę
obronny z zastygającej ich dłoni przypadł do ręki,
która a
dotąd schła w kajdanach tyranów.
Dźwignięta jest nanowo sława wielkiego polskiego narodu.
Podniesiona jest nad I:Jzerokiemi ziemiami chorągiew sprawiedli-
wości. Obudzone jest do
ycia, nowego czynu dobro tam wszę-
dzie, gdzie przemoc niedolę bezlitosną, złorzeczenie i zemstę
przez półtorasta lat zasiewała.
Wielkie prace o niezmierzonym zakresie, nieprzeliczone
zabiegi cywilizacji rozwiną się w jałowych dotąd pustkowiach.
Wnętrze głuchej ziemi zabuczy teraz od uderzeń młotów
i oskardów, a skarby bezcenne potę
na praca wyrzuci na po-
wierzchnię z martwego łona głazów, by odrodzić i zbogacić stare
miasta, nieme i głuche, by podźwignąć wsie i osiedla.
.
>>>
323
Schnąć będą od wielkich człowieka poczynań odwieczne
błota, i w rolę urodzajną przemieniać się piaski bezpłodne.
W pracownice niestrudzone przedzierzgną się dzikie lechi-
ckie rzeki, dźwigając węgiel, - a świst lokomotywy, przodownicy
postępu, roztrącać się będzie o skalne urwiska gór, przeszywać
wicher Bałtyku, płoszyć sen głu('hy głębokich lasów i zakłócać
ciszę zaniedbanych pól.
Nad wszystkiemi rolami, które po
iądzie wydziedziczeniec,
nabywca ich w ciągu stuleci za cenę krwi i znoju, nad zago-
nami, które umiejętność uprawi fizycznym trudem miljonów,
rozlegnie się pieśń szczęśliwa człowieka, wyswobodzonego
z ueisku.
Zniknie słomiana strzecha jego schronienia i zgniły barłóg
legowiska, spłonie pospołu z niewolą zaraza, nędza i ciemnota.
\Vyniesiony zostanie dla synów wolności dom, godny obywa-
tela.. Wielka, nieustająca i nigdy nieskończona przemiana ze
złego na lepsze dziać się będzie wcią
w oczach świata na tej
ziemi, którą lud polski przed niezmiernością wieków obsiadł,
a teraz na wieki wieków wydziera wrogowi.
Na stra
y tego dzieła, które jest zyskiem świata i dobrem
kultury, do obrony granic wolnego kraju i do obrony polskiej
pracy, wiecznie nowe skarby tworzącej, stać będzie armja mło-
dzieńców i mę
ów, przenigdy niezwyciętona.
Polska przez Bt
pięćdziesiąt lat w lochu swojej niewoli
dowiadywała się, czem jest wolność i czem jest niewola.
Teraz ju
wolności swej nie odda.
Strumieniami
ywej krwi i strzępami, wydartemi z
ywego
ciała, opiągnęła ścisłą wiadomość, kim jest Niemiec, jaka. jest
jego wola, jego dusza zbiorowa, jego prawo. słowo jego przysięgi
i jego honor.
Odtąd-nie pójdzie już Niemiec na wschód.
Zostanie w granicy swojej, którą z Polski
ywego ciała
wyszarpał, - w domu swym, na swoich drogach i własną rolę
uprawiać musi.
Nie pójdzie ju
Niemiec na zachód.
Nie będzie ju
na jawie śnił, jak to weszło w nałóg jego
filozoficznego myślenia, o przerzucaniu ludów z wolnej ojczyzny
ich na obce ziemie, które on im wyznaczy - o wytępianiu
plemion "mniej w3rtościowych" i o przyswajaniu sobie plonów,
wydartych przyrodzie przez krwawłl pracę, dla nasycenia i na.-
pojenia narodu, uznanego przezeń za dobro świata jedyne. B
-
dzie ju
odtąd dotrzymywał słowa przysięgi.
>>>
3
4
Łzami wymyje i krwią, z rany płynącą,. zama
e basło, wy-
ryte na jego bojowej tarczy. - "siła idzie przed prawem" -
i hasło: - "wyniszczye".
Musi uznać za swoje słowo Twojego herbu, o Bojownico
Wolności! - "prawo człowieka i obywatela".
Pohka nie po
ąda ani jednej piędzi ziemi niemieckiej. 'Vy-
ciągnie ona braterską dłoń do nowego Niemiec świata pracy i pierw-
sza uczci wielkie odrodzenie icb w duchu, jako ludu równego
z równymi i wolnego z .wolnymi.
Leez na rubie
y starej ziemi, która przez wieków tyle
oparła się tyranów teutońskich przemocy i zdradzie, a zachowała
naddziadów mowę, od uc
sku świętą. ustawi niezłomn
T mur
z piersi polskich żołnierzy.
'V piersiach tych zamieszka na zawsze pamięć wielkiej
armji zabitych Francuzów, bra.ci z pod Chateau- Thierry.
,V piersiach tych
'ć będziesz wiecznie, o nieśmiertelna,
przednia legjo człowie;zeństwa, odrodzonego w duchu, nad którą
rosną mura"KY i kwiaty, łzami matek polewane.
O Francjo! Zaufaj wdzięczności, męstwu i henorowi Po-
laków...
.
Stelan Żeromski.
Objaśnienia: UeU"ja, i (z fr.) prze
1ąd. - Jestestlco, a, istność, rdzeń
troić i,;:toty. - Os
c;erstlcol a, zjadliwa obmowa, bezczelnc ni€slu,;zDe o:;karże-
nie. - I"/}perjalist!Jf!
n!J, panujący, dąiący rlo panowania. - Arra.'ł (('zyt. AnlSS).
gł6wne mia:,to francuskipgo departameDtn Pa
-dc-Ca1ai
(czyt. Padekal4
) na pół-
nocy Francji, na prawym brzegu rzeki Skarpy, pamiętne z zawziętych, bohater-
skich walk Francuz6w i Anglik6w z wohkami niemieckiemi i au
trjackiemi w woj-
nie 19 4 - 1918 r , p dobnie mia!:tiJ Reim, (czyt. RęS8), jedno z najstar8zych,
naj piękniejszych mia
t Francji, leiąc
w departamencie Marny. Cudowną katedrę
z XIII wieku Xiemcy zburzyli wY8trzałami armatn:emi. - Sois8ons (czyt. Sua
:i)
starożytne mia8to w depart. Aisne (czyt. En) nad rzeką Ai8ne; w okolicach Soissons
obie armje naj7.awzięciej zmagały się przez długi czas. - Verdun (czyt. \Verdę)
mia;;łto i twierdza w depart. Mozy nad rzeką Mozą. 'Vszystkie próby zdobycia ze
strony wrog6w, podejmowane przemożnemi siłami od lutego do grudnia 1916 r. roz-
biły się o bohaterski op6r obrońc6w. Mja
to otrzymało ()d prezydenta Rzeczy-
pospolitej Francu8kiej Krzyż Leg.i Honorowej. - Chemins de Dames (czyt.
Szmę de !Jam) wzgórza w okoJica('h SOj850D
, sJynne z krwawych długotrwałych
walk w cza
ie wojny 1914 1918. - Argony, la-ł Ar
ońl'!kj. leśna g6rzY8ta oko-
ljca we Francji p6Jnocno-w8chodniej. rozciągaiąca się od l\I3rny do Mozy po obu
stronach rzeki Aire (czy t. Er) niedaleko Verdun. Z Lotaryngii do Szampanji pro-
wadzi tu mn6stwo wąwozów, uwaianych w hi
torji wojen za Termopile francu
kie.
Gło
ne z krwawych wa1k ostatniej wojny. - Prawo c:zlowieka i ob!Jwatela.
"Deklaracja (z łRC: = O
ł08zenie) praw człowieka i obywatela", u,hwalona przez
francuskie Zgromadzenie .Naroiowe U8tawodawczp, zwane inaczej Konstytuantą,
4 sierpnia 1789. \V 17 Rrtyk lłaca D
k1arac
a
t03iła wJlność i r6wność praw
w
zystkich Judzi, prawo do op
ru przeciw uciskowi, oridawała najwyższą władzę
>>>
325
.
nie kr6lowi, lecz narodowi, wprowadzała tolerancję religijną, dawała 8wobodę wy-
powiadania myśli i przekonań, za..trzegała nienaru8zalność własności. - Ru-
biei, y
granice, kraniec. - Chó.teau- Thierry (czyt. Szató.J'jeri). }Iia
to nad
Marną na wsch6d od Paryża w depo Aisne. Stoczono tu wiele zawziętych walk.
Siew wIosenny.
\V płótniance szarej idzie chłop,
Po skibach czarnej ziemi stąpa
I sypie ziarna na zagony...
O ziemio! ziemio, nie bądź skąpa,
O ziemio, ziemio, daj mu plony!
w płótniance szarej idzie chłop,
.Modlitwą siewu rozmodlony,
Nad nim pogodn
T nieba strop.
Słonecznym kręgiem pałający,
Słonecznym kręgiem rozzłocon
7...
-- ...----, - ----;' ...:--.-::; .-//
-;;--a
P;%; -
-:.-'
____...-/
..-.,.....
.:
--,.
" ;..-
%
b
;;;
-
::'9
--k
- .''''
-0
/Z:.:.
/ 4-/
':
:
"-'l. C"
-...:;
d
------
4:!
.
" /
--.&-
:r
- .
----;
---=
/- _
o/ -. .I!
//-;-r
"'"'.-
q ' ....\01 , ,....
- _
- ';:;',;
- 5'
- t.- .4 - l' . I -'
_
' r-:.
. = __
- ,
11f'4/,"
JrL .Mit .
e-=- .. - "_ _
_. - -- -,;It..s--,
. ł.!:
.-
=--=
-
-
;" h
l.
"
:-- :, .
.."-
r
'--.
t::-
1\ ""'1-"1" ll '""'I
'''i1''I ' '' ' / ,. , 1/. ...
''''''''-4. JL 'U
"... .. .
- '-.._ -...... .
--- -.r 1 '\"/
..fI,," -..-
--..... ,,)r
--:a.-==:-::.::-. -=- r;'-I.-: ł..tłd'.'.,łj'''-j"''_''!,:'. ..-J. ..
t. . -...... _'0 -';._.,
-=:;:-
- J -=-
'
' / L . "
2:.-
::i...H. ;;.f,
:WIf:Y-ł"g
\ł"":'łJlll!'JlI
-=- - -= 8J iJ/;. fiĘ .::.:-.:- -=-,--=----::::--
..
__
I,., J.JJJ'''
!J
"Ij.
--=:=-
.-::. _ . -:--.
1I
I
- '- - - -
'-
---=$":":":"
- --==.- :"
- -. --
-- - -=-
=-=- -.:.....
-
L
..
.
_ .
--=:.;--
-=- "--:.
-::-
-"'
"'
.- - - .....
-;--=::
. '_ "}J =--
__ -==-=
- =
'
- -....,
.
_.
".
.- "
.-
)I.. ,",----' =----
- .ł.--=----.(p:;- ._
.
=--
--
--
-
- , -=-
--=--= --__o "::--
;-s.. -="-.__
--=
,-
""
- -
-
......,--., -------- "'")........ -==.- ..........- - --.;;-
...-- ---- _ - _--:::!Lo __ ___ .
_
,-
P::z: - --=- ......-
---
-:- __
---
- --- - ---=--
-"--
- =-
-
?
=.s
- - -
'=--
i.---i..
_
,--" -- -=:; --ł--
----:--
=: -- --.:....
Padaj:
ziarna na zagony,
Dłoń złoto sypie ich rzęsiste- --
Niech będzie Chrystus pochwalon
.
Na wszystkie cztery_ świata strony,
Na wieki wieków wiekuiste..
o ziemio, ziemio! Nie bądź skąpa,
Przemo
na w sile swej rodz1cej,
>>>
- 326 -
" .
Obfite w kłosach wydaj plony;
Po skibach twoich siewca stąpa,
W promienną przyszłość zapatrzony u'
Zdzislaw Dfbicki.
Obja
nienla: Plótnianka, ubranie płócienne. - Plon, u, zbi6r, sprzęt.
O niebo, niebo! Niech twój strop
Pogodę z3yła na te łany,
Gdzie hejnał brzmi już skowrończany...
Błogosław runi zbó
wschodzącej,
Błogosław ziemi zaoranej!...
0, WiSło, Wisło!
O, Wisło, Wisło!
Żywa pieśni ludu polskiego, nigdy nie przerwana wieści
o tem, co się dokonało za dni, które le
ą w zamierzchłej dali
czasów, i wieczny pozwie ku przyszłości bez kotlCa!
Podniosło się nad wszystkiemi twemi wodami, gdziekolwiek
brzmi polska mowa, jedno westchnienie i wpoprzek rozdzielo-
nych krain, jako
ywiący wiatr, przepływa.
Przed tysiącami lat złożył szczęśliwy los u wezgłowia
Wisły, tam, gdzie się jej spławność zaczyna, w Sląsko-Krakow-
skiem Zagłębiu skarby węgla, któr jch przez pół tysiąca lat nie
wyczerpie najbardziej wytę
ona i najbardziej obfita praca ca-
łego plemienia.
Po
ąda pracy polski lud.
Jego pot przez tysiąc lat przepoił powierzchnię ziemi
i przesiąkł a
do skarbu w głębinie.
Polskiego ludu to skarb.
Węgiel, sól, nafta.
Ujmie nareszcie brzegi wiślane plemię, w jedno zrośnięte.
Obwaruje je wreszcie niezłomnemi tamami, zabezpieczy
na zawsze złotodajne niziny, wielkiemi pracami wymiecie nie-
równości dna, rozległe mielizny, brózdy i wzgórza., fałdy i ja-
my ze stromemi ścianami, studnie kilkusą
niowej głębiny, wy-
wiercone przez nagłe wiry.
Powiększy i unormuje głębokość
eglowną, ułatwi ruch
lodów.
Zaginie w Wiśle odwieczna, bezpłodna łacha i odwieczny,
rokroczny zator,--czterokrotna w roku powódź, samopas i nie-
wolniczo, niszczycielsko i obłędnie chodząca masa wód.
Podjęte znowu zostanie dzieło Wielkiego Kazimierza.
>>>
327
Ugną się swawolne nurty pod setkami tysięcy szkut i ko-
mjęg, bez przerwy, dzień i noc, darmo i szybko wiozących wę-
giel do \Varszawy i Gdańska.
Przyszłe
'cie Polski otrzyma za cen
pracy plemienia
dwie potęgi: b{ zmiar węgla, dostawiony do miast i wsi przez
rzekę, posłusznie pracującą w ciągu stuleci.
Rozrosną się :od tysięcy fabryk stare grody: - Kraków,
Sandomierz, \Varszawa, Płock, Toruń, Gdańsk.
Nienastarczona a niewyczerpana masa węglowa narzuci
pracę pokoleniom, wy
ywi i zbogaci prowincje.
Stanie War8zawa na linji skrzy
owania kolei z Londynu
do Kalkuty, z Paryża do Władywostoku, z Gdańska do Triestu.
W obrębie miasta, w jego łonie olbrzymiem le
eć będzie
czcigodne pole wolskie i czcigodne pole grochowskie,- cytadela,
szkoła marzeń o Polsce wolnej, i Wilanów, pamiątka po wo-
dzu, który uczył wspieraó po polsku sąsiada w niedoli.
U bram miasta znajdzie się czcigodne pole raszyńskie
i czcigodne pole wawerskie.
N a, placu Saskim, tam gdzie \Vilczek i Ślaski rzucali
w twarz t
-ranowi moskiewskiemu najprawowitsze wyzwanie na
pojedynek, przeszywając swe nieulękłe serce rycerskie szpada-
mi w obronje honoru swego i narodu- wolny lud strąci dzwon-
nicę, która Polsce wieczną niewolę wydzwaniać miała, i zetnie
złote kopuły- cerkwi, które jej w oczy wieczną sromotą przy-
świecaó lniały.
Kadłub cerkiewny, dzieło artyzmu, zdobiony cennemi Was-
niecowa freskami, zostać powinien, gdy
nie popełnia Polak
barbarzYlistwa.
Na znak skwitowania i wyrównania rachunków ten kad-
łub zawrze '\\ sobie cywilny skarbiec narodu.
Tam, pod strażą żołnierskl}, a na oczach pokoleń, spocząć
powinien szczerbiec Chrobrego i korona, odebrana z Petersbur-
ga, serce Kościuszki, przyniesione z Rapperawilu, buła.wa Czar-
nieckiego, którą pod Łowiczem w roku 1806 Jan Henryk Dą-
browski otrzymał, sztandary z pod B
Tczyny, z pod 'Viednia,
z pod Racławic, z pod Raszyna, z pod Stoczka, z pod Małogosz-
cza,-rękawica 'Iółkiewskiego, szabie wodzów i postronki, na.-
których zawisł Traugutt z towarzyszami..
Slelan Zeromski.
ObJaśnienia: Po
eLO, nou, wezwanie, wołanie. - \re.;glowie, a, oparcie
dla głowy, w8parcie pod głow
. - Unormou:ać, uregnlować, uporządkować we-
dług pewnej metody. - Lacha, y, odnoga rzeki, boczne koryto rzeki, oddzipJająCf
>>>
;j:?
się od głównE'go. - Zator, u, zamknięcie, zawalenie drogi przez kry lodowe, ka-
mienie, piach. - Tama, y, budowla wotlna do ",strzymania lub skierowania nurtu
albo do utrzymania wody na pewnym poziomie. - D
ielo J{azimier
a. Ruch
handlowy odbywał się w dawnych czasach na drogach \
odnych. Powodowany
lr08k
o rozwój handlu Kalimierz 'ViE'lki (1333 - 1370) pobudował nad 'Wisł;
szereg istniejących do dr.ia śpichrz6w zboż,Jwych. - Komięga, i, statek wodny.
bezmasztowy, czworobol'zny do spławu zboża na rzece. Z1ło
a od 9 do 12 ludzi.-
S..kuta, y, największy ongi statek żagJC\\ y IZl czny \V ksztakie łodzi do spławia-
nia zboża, z :załogą cd Hi do 20 ludzi. - Kalkuta w IndjRch Wschodoich na le-
wym brzt'gu Hugly, odnogi Gangesu, ognisko handJu Indyj \\"8chodnich z AnglJą,
najważniej..ze miasto handlowe w Indjacb. -- Władyr.costok, port lIa
yberji nad
morzem J9pońflkiem. Krańcowa stacja kolei Syberyj:,:kiej. - Triest, duty pOl t
nad Adrjatykiem, prowadzący ogromny handel morski, 8zczeg61nhd ze W8chodelll.
Przed wojną 1914 - 18 należał do Austrji, obecnie do \Vłoch. - U' jego łonie
olbrzymiem. Łono, a, brzuch, żywot, wnętrznosci i pierś, pier8i, tu przenośnie:
w jego wnętrzu, rozrośnięt.em oJbrzymio. - Pole wolskie. Xa gruncie Wuli
w 1831 r. wznosiły się fortyfikacje .\
56, obejmujące kości61 i cmE'ntarz rOWlIll
i okopami wysokości 12 stóp. Bronił ich w czasie oblężenia Warszawy stary iul-
nier7, kt6remu w wyprawie 1812 r. kula urwała nogę, gen. Sowió:;;ki na czele 1300
żołnierzy zamia
t niezbęduych 4000. 6 września Rosjanie przemożnemi siłami zajęli
redutę M 54, broniącą dostępu do fortyfikacyj (zwycięzc6w z re..ztkami obrońc6w
i redutą miał wysadzić w powietrze jej wódz, porucznik Ordon), potem szaniec
M 57, a wreszcie fortyfikacje Woli. Bohaterska ohrona zakończyła się śmiercią
wodza. - Pole [Jro
holOskie. \Yielki i :\lały Groch6w, dwie w8i po obu stronach
szosy na poludnio- wsch6d od Pra
i. 'V I!łynnej bitwie! 24 - 25 lutego HI31 r.
Polacy zajmowali tu ob.
zerną, pełną moczar6w i bagnisk r6w.,i.lę, z jednej strony
oto;,zoną Wisłą i jej łachami, z drugiej I
em. frawe skrzydło opierało się o ha-
gna, lewe przechodziło ku p6łnocy przez lasek olszowy ku Kawęczynowi. Ten
asek, historyczną Ol:,zynkę, pozycję czołową, klr.cz do r6wniny przed. Pragą, Clte-
rokrutnie wydzierały wojska polskie przemoinemu nieprzyjacielowi. Krwawa bit" a,
pełna wielkich, bohat
rskich moment6w ze strony nielicznych wojsk polskich, za-
kończyła się ich cofnięciem się na Pragę i do Warszawy. Pulacy pod dow6dztw('m
gen. Chłopickiego stracili okolo 7000 ludzi, Ro
janie pod wodzą Dybicza obliczali
straty na 9400. - Cytadela. Po upadku powstania 1831 roku Mikołaj J.s!.y
{182': - 1855) zaprojektował wybudowanie warownej fortecy w stolicy, c)-la-
deli (z włos.). Stanęła ona r. 183-1 w podmiejskiej cJzielnicy ioliborz (fr. Joli-bord -
piękny brzeg), przypierającej do Wisły, na gruntach wywlaszczonych (międ1)" innemi
na gruntach szkoły Pijar6w). \V 1835 r. Mikołaj ID6w:ł do przed-t.awicieli społe-
czeń:;twa pol:kiego w ł
azienkach: ,,\\"'zniof,łem tu cytadelę Alek:landro\\"ską;
oświadczam wam, że przy najmniej8zem zaburzeniu każę miasto bombflrdowac.
Zburzę \Var
zawę i z pewnością nie ja ją odbuduję". Cytadela była 7.urazcm wi\
-
zienicm, mieJEcem męczarni i tracenia bojowników narodu i wolno
ci przez lat 80.
Tu w X pawilonie od 19 maja do dnia śmierci 5 sierpnia przebywał w celi X!! 20
nicśruiertelnej pamięci Naczelnik R1ądu KarodowE'go 18fi3 r. Romuald Traugutt,
tu przebywali jego bohaterscy totłłarzy:-,ze: Karał Krajewski, Roman ŻuliIiski, Józef
Toczyski, Jan Jeziorański. W 1901 r. w tym samym X pawilonie więziony był
przyszły Naczelnik Pań"twn Pot
kiego, J6zef Pił
ud,;ki. W rękarh Niemc6w Cy-
tadela zl)stala, czel1l była: pełną woj
ka fortecą, zagrażającą miastu, _ i wj
zi('niem
"przeiltępc6w" politycznych. Po rozbrojeniu Niemców (Ih.topad l 'HS r) Cytadefe
zajęło wojsko pol8kie, a naczelne władze państwowe otoczyły f't8umną (I'!ek
1'11
>>>
32 ł
"
miątki narodowe, szczeg61niej f'łynny pawilon X. - Wilanów, a (ViJla nuova =
nowa wieś), wieś o milę od WarBzawy, Dabyta w 1677 przez Jana Sobieskiego,
kt6ry z pomocą wloskich artYBt6w i rzemieślnik6w wzni6sł tu pałac w Btylu (na
wz6r) wloskim z dwoma skrzydłami i otoczył go ogrodem ze wspaniałemi rzpale-
rami, do kt6rych 8adzenia własnemi rękami dopoma
ał. Tu zmarł 17 czerwca
1696 r. Drogą spadku po kądzieli (po kobietach) prze8zedł 'Vilan6w wreszcie clo
rodziny Branickich. - Po'e rauyńskt"e pod wsią, 11 wiorst na południe od \Var-
sza wy odległą, pamiętne krwawą bitwą 19 kwietnią 1B09 r. pomiidzy wojskami
austrjackiemi a wojlIkami Księlltwa War
zaw;;kiego pod wodzą k,;:ięcia J6zefa Po-
niatowskiego. Wojsko polRkie płac bOJu utrzymało. - Pole u:awerskie. nTa_
wer, lOra, wieś pod Pragą na południo - wsch6d od Grochowa. pamiętna bitwą
19 i 20 lutego 1831 r., poprr.edzającą bitwę pod Grochowem. - Plac Saski,
dawny dziedziniec przed pRłacem saskim. Pałac zbudowal w ln.i r. kr61August n.gi
Sas na miej!;cu nabytych zburzonych budowli. W r. 1837 rząd rosyjoki sprzedał
pałac Janowi f\kwarcowowi, kt6ry całą budowlę rozebrał i wystawił nowi! w 1842.
Do pałacu przytykał ogr6d Saski, urządzony w guście francuskim, na miej,JIcu ulic,
pałacyk6w, dwor6w, zakupionych przez Augusta II. Ogr6d otwarto w 1727 r.,
w roku 18] 7 przerobiono go. Na placu Saskim odbywały się przeglądy wOjska.
Tu w grudniu 1
01 r. i styczniu 1807 oglądał woj;;ko francusko-polskie Xapoleo'1,
tu przedstawiał mu swych syn6w dzielny dow6dca ludu \Varszawy z r. li9-l maj-
ster szewcki Jan Kiliński, tu p6iniej katował !ołnierzy wielki książę Konstanty.
Aby uniknąć dzikich wybryk6w księcia, jenerałowie, jak: Dąbrowski, Chłopicki
i inni, usuwali lIic;: z wojska, oficerowie, jak Wilczek i Śluki, zniewaieni, by nie
zabić krzywdziciela i nie wystawić ojczyzny na zemstę ciemiężc6w, pozbawiali !'oię
życia. - D.tOonni
fJ, najwyż
za w \Var
zawiE', zbudowana obok cerkwi na Placu
Saskim; rozebrana w lf121 r. Ogromny Sob6r. cerkiew katedralna, w stylu ro-
syjsko-bizantyjskim, krzyc
ąco r6żnym od całego otoczenia, rozpoozęto budować na
placu w UU4 r. - Kadłub, a, ciało, gmach. - Wa$niecow, wybitny malarz ro-
syjski. - Fresk, u (z wł.) obraz, malowany w pewien spo::;6b bezpośrednio na
ścianie, suficie, wog61e na świeżym tynku. -- Szc..erbiee Chrobrego. Miecz kr61a
Bolesława Chrobrego (9
2 - 10251, według podania mający szczHbę od uderzenia
w złotą. bramę Kijowa w cza
ie wyprawy na R.uś 1018 r. 'Vraz z koroną zgioął
Z
skarbca katedry krakowskiej w XIII czy XIV stuleciu, sprawiono więc nowe
insygnia (z lac. oznaki, godła), koronę, miecz, naturalnie bez szczerby, nadano mu
nazwę miecza i korony Chrobugo, lecz i te przepadły z końcem XVIII wieku.
ito je zabral, gdzie zO'itały ukrytE'. r6żne są zdania, między innemi i takie, że
znajdują się w klasztorze kapucynów we Włodzimierzu na Wolyniu. Jedynie
wł6cznia Chrobrego dochowała sic: w skubcn katedry krakowskiej. :\Iiecz "Chro-
brego" z XIY W. odnalazł się w XiX w. w ErmitRżu peter
bur8kim, w8paniałym
gmachu, zawierającym bihłJotekę i cenn
zbiory ł-?tuki. - Serce Kościuszki.
Kościuszko zmarł w
olurze w
zwĄkarji 15 paźdź. 1817 r. Nabal!"amowanc ci1ło
przewieziono do Krako,,'a i zlotono w graba h Katedry na W'awelu. Serce prze-
wicziono w 18f)5 r. do RRpperswiln. - lłapperslcil, miasto w Rzwajcar..kim kau-
tonie St. Gallen na wschodnim brzpgu jeziora Zurich; tu w starożyt.nym zamku,
wynajętym do r. 1!ł70, hr. Wła'iy"lnw Brud Pł.der załużył w r. 18;0
Iuzeum
a-
rodowe Polskie, będące wła"no
cią narodową, a mające skupiać pamh!tki prze-
ezłości narodowej i
awać obrar. życia wsp6łczesnego Polski. - Stefan C.arnil'-
cki (1599 - 16j5), jedfo znajznakomitszych wojownik6w polskich, wałczył z Ko-
zaczyzną, Szwedami,
iedruiogrodzianamj, przed śmiercią otrzymał buławę hetmań-
ską. - 1:'0 (()ic.l, miasto powiatowe w woj. warszawskiem. -. Jan Henr!lk Dqbro-
.
.
>>>
33U
.....
.-
w&ki (1755 - 1818) na wezwanie Napoleona, kt6r)' obiecywał odbudowanie Polski.
gotując się do wojny z Rosją po pogromie Pros pod Jeną, przybyl z WIoch do
Berlina, objął z woli cesarza naczelny kierunek powstania polskiego, 3 li8top'
1806 r. oglosił odezwę do narodu, wzywającą pod broń, a 30 grudnia tego! roku
zgromadził w Lowiczu około 30,000 pospolitego ruszenia, wtem 19,000 wyćwi-
czonego żołnierza; brał udział w całej kampaoJi i ranny został pod Tczewem, .Fry-
dIandem (14 czerwca 1807), gdzie Francuzi zadali
tanowczą klęskę R08)H.nom. -
Bycsyna na Śląsku, pamiętna bitwą, stoczoną 24 atycznia 1588 r. przez Jaoa Za-
mojskiego z kandydatem do korony polskiej po królu Stefanie, arcyksięciem
anstrjackim Maksymiljanem, kt6ry, pobity na głowę, został wzięty do niewoli. -
Stoczek, osada nad rzeczką Stoczkiem w woj. lubelskiem, powił"Cie lukowBkim,
pamiętna świetnem zwycięstwem gen. Dwernickiego nad wojskiem r08yjskiem
gen. GeisIDara. - .Jfalogo8
c
, a, osada w woj. kieleckie.m, powiecie jędrzejow-
skim. Tu 24 lutego 1863 r. trzy tysiączny oddzial powdtańczy pod dowódzn
em.
Langiewicza, Czachowskiego, Jeziorańskiego stoczył krwawą bitwę z wojskiem ro;
syjskiem Dobrowolskiego, Gołubiewa, Czengierego. Langiewicz opuscił mia'łto,
bronione do ostatka, mając 200 zabitych i MO rannych. - Dioni
y C.achowski,
były żołnierz 1831 r., stoczył chJubnie 30 przeszło bitew i potyczek, jeden z naj-
dzielniE'j8zych dowódców powstania, zginął na polu bitwy. - Antoni Je
iorański,
na1e!ał również do dzielniejszych dowódców i orgamzatorów pow8tania; zmarł we
Lwowie. - Marjan .Jlelchjvr Langiewicz, porucznik artylerji w wojsku pru-
.kiem, walczył pod Garibaldiw, w powstauiu dowodził w Sandomierskiem, na
chwilę wysuną} się na naczelne miejsce, lecz jn! 19 marca po 10 dniowej swej
dyktaturze wyszedl do Galicji, przebył dwa lata w więzieniu austrjackiem, poczem
oeiadł w Turcji. Zmarł w Konstantynopolu JP87 r.
-
Z pamiętnika polskiego lekarza okrętowego.
.
Ziścił się na jawie sen moje
o dzieciństwa: morze polskie
jest wolne. U stała wielka wojna, o którą się modlił
Iickiewicz;.
na paktach pokoju poło
ono podpisy uroczyste narodów, a wśród
nich polskiego i niemieckiego; na brzegach pomorskich opadl
sztandar Germanji, a na jego miejscu powiewa wskrzeszona.ban-
dera mojej niepodległej Ojczyzny. Konie polskich jeźdźców ko-
pytami dotknęły fal polskiego morza; wódz polski rzucił złoty
pierścień w jego głębie-symbol ponownych zaślubin polskiej zie-
mi z polakiem morzem.
W szak to polski admirał wezwał mnie. I oto postać moja
przyoblekła się w mundur polskiego marynarza; na moich ręka-
wach lśnią z angielska złote naszycia, połyskujące w polakiem
słońcu; na mojej polskiej czapce srebrzy się mój orzeł w'złotym
otoku, i salutuje mi polski loarynarz o jasnych ocz",ch. Bóg,
który przez 20 lat wiódł mnie po oceanach świata i ochronił
w bitwach i burzach, teraz roztworzył przede mną błękity pol-
skiego morza i polskiego niehR.
>>>
- 331
W słoneczny dzień' staję w szumnym wietrze na złotych
piaskach, skąpan
'ch w tOili wód i czytam w niej, jak w cudow-
nej księdze przeszłości i przyszłości.
"?' -
Nagle, o morze, rzucasz na mnie fale
I deszczem pereł całujesz iskrzącym
Twarz moją, w której dawne stygną żale;
O morze, czynisz mnie szczęsnym i drżącym.
Księga morza ma wspaniałe karty, pełne barw i ruchu.
W letnich świtach budzi się morze szmerem fal. Blado-ró-
towa mglistość wschodu zaczerwieni się purpurą obłoków, strzeli
z toni wód złocisty dysk, i ukaże się słońce, płonąee wodwiecz-
nych przestworzach, nieśmiertelne życiodajne słońce, które śle
jasne swe gońce srebrnemi grzbietami fal ku ziemi.
Rozpala się majestat dnia na całym kręgu kuli ziemskiej.
Na wielkie łona oceanów, na tytaniczne załomy gór, na bezkres
lądów i na ogromy puszcz, na skalne zbocza wysp odludnych,
na senne piaski Sahary, na stepy i prerje nieskończone. na pola
biegunów, skrzące się wiecznemi lodami - schodzą zorze, roz.
blaski i :tary słońca, które świeci morzom całego świata.
W ciche, marzące wieczory na widnokręgach zachodu
ciemnieją szafiry niebios, gdy słońce kładzie królewską głowę
na pierś morza, aby nazajutrz znowu wstać z falnego łoża wód
i słać ku ziemi nowe zorze. Tak co dnia przechodzi nad mo-
rzem slońce, wciąż idące w wieczną rlal.
Ze wszystkich kraIJ.ców ziemi wieje ku morzu duch tęskno-
ty, płynie srebrnemi oblokami ku jego brzegom poszum wichrów
z wielkich grzbietów górskich, a z łanów kwitnących balsam
i westchnienia kwiatów. I z miast ogromnych lecą ustawicznie
głosy życia ludzkiego ku morzu.
A gdy słońce zasnują stalowo-szare kłęby chmur, i nad
światem zawiśnie niskie niebo, nabrzmiałe łzami bezustannych
deszczów, morze otuli się w bezgraniczną szatę smutku, i wtedy
dusza ludzka marzy znowu o powrocie gorejącego w przestwo-
rzach słońca.
W ponurych dniach zimy pluszcze morze ('zarno-szaremi
grzbietami falo piaski i skały- Juorze surowe, niespokojne pod
wielkiemi zwa};t.mi chmur cięt.kich jak ołów. Ale i wted)" mo-
rze mówi o swoich tajniach niezgłębionych.
I błyśnie znowu słońce, a na morze splynie triumfalna jas-
ność wiosennego nieba i płomienny :tar lata.
W upalnych tchnieniach wiatrów zerwie się nagle burza,.
wspaniała w swej grozie, gdy w grzmocie piorunów i w ogniu
>>>
- 332
błyskawic toczą się ku brzegom rozszalałe hufy olbrzymich gór
wodnych i z przeciągłym szumem rozbijają się o ziemię. At
przyjdzie znowu cudowna cisza w szacie promienistej, w uśmie-
chach pogodnego s1011ca, potem nastanie kojące milczenie nocy.
N oc roztoczy nad żeglarzem ciemny szafir tajemniczych eterów,
gdzie w bezdenności wieków płoną gwiazdy i konstelacje nie"
znanych światów, i płynie wielki srebrny księżyc, przeglądający
się w morzach sennego świata.
Od brzegów morskich wiodą żeglarza BzIaki morskie na
nieskończone przestrzenie globu: ku dalekim, czarownym lądom,
pełnym przepychu natury, i ku wielkim pustyniom biegunowym,
gdzie świecą zorze polarne. \Viodą te BzIaki morskie na bez-
mierne ogromy oceanu Spokojnego, na płaszczy
my Atlan t)'ku
i na niezbadane fale antypodów.
Szlaki mordkie, prowadzą żeglarza w krainy wielkich lu-
dów, i wtedy widzą jego oczy ich życie wytężone i hartownp,
ich kulturę, ich bogactwo, ich potęgę.
Dla tych, co posiedli morze, jest ono nieustającą drogą
życia: w słonecznej radości letniego dnia, w mroku zimowej no-
cy, w gniewnym szumie burz.
Bierze tę drogę życia w posiadanie każdy wytrwały i od-
ważny, kto może powiedzieć o sobie:
Jestem płonący czynem duch,
Co zna słoneczny szlaK wędrowny,
Drogi narodów, życia ruch
:r toni morskiej nurt żeglowny...
Karta morza, cudowna, tajemnicza i bezkresna rozwarła
się znowu przed Polską. W Błonecznym promieniu przychodzą
dbłyski dawnych kart morza polskiego, już zapomnianych; oto
dziś poruszył je w dali morskiej wiew letniego rana, i zeszły
z nich duchy polskich żeglarzy, kiedyś płynących śmiało na
swoich statkach drewnianych do mroźnej Grenlandji i na ciepłe
morze, a teraz radośnie lecących na opalowych obłokach do
brzegu zmartwychwstałej Ojczyzny i muskających nie widzialną
dłonią jej piękną banderę, która powiewa na wzgórzach po-
morskich.
Z głębi dawnych wieków wieje nieuchwytna i tajemnicza
pamięć, która nie umiera, lecz zapada w przestrzenie wód i w bez-
denność nieba, aby wrócić, gdy ją przywoła dusza Ojczyzny,
budzonej po długich latach niewolnego uśpienia, gdy pr z
'jdzie
duch odrodzenia, tern większy, im glębdzy był sen jej wiernych
3ynów.
>>>
3:{3
Z bł«tkitnej toni morza powstaje pamięć przeszłości: dawne
p
kolenia żeglarzy o orlich oczach, ich wytrwałe żony o silnych
sercach, ich dzieci o śmiałych ruchach. Pamięć wskrzesza te
postacie i czyni je żyjącemi, a morze mówi ich głosami i sze-
leści żaglami ich niewidzialnych okrętów.
Karty morza polskiego roztwierać będzie przyszłość, którą
nakreśli Stwórca, czyniący od początków bytu w dziejach na-
rodów swą wolę, która pozwala im kwitnąć w pracy i rosnąć
w niezmierną potęgę, która niesprawiedliwe triumfy obala
w grozie nieszczęść i przez cierpienia prowadzi ludy do chwały
odrodzeń, a w mrokach beznadziejności czyni cuda życia.
Nie cud że to, że widzę przed sobą łuk brzegu poJskieg-o
od Oksywji do Orłowej, ku któremu toczą się spienione grzbiety
fal, id.}ce. z dalekich oceanów; że wodnemi szlakami odpłyną
tera.z statki polskie na wielkie drogi narodów dokoła wsz
9stkich
l:ldów kuli ziemikiej --do Ameryki. Indyj, Chiu, Japonji, Australji,
że stamtąd przypłyną ku Polsce statki obce, ładowne towarami,
że flaga polska odrąd może powiewać wolna we wszystkich
portach wszystkich krajów?
I nie cud-że to, że 11.1 poJskiem morzu kołysz'l się już
małe wojenne okręty mojej Rzeczypospolitej. że od nich pędz:l
do brzegu zwinne sza]llpj
z oficerami mojej marynarki. którym
powierzono honor mojego narodu?
I nie cud-że to, że oni przemawiaj:l do mnie radośnie
w języku mojej umiłowanej matki, która nauczyła mnie modlić
się w nim do mojego Boga?
Boże, dziękuję Ci za cud Twego miłosierdzia wielkiego, jak
to morze, które rozwarłeś przed moim narodem i przęde mną
po tylu cierpieniach!
Wiem, że potrzeba długich lat pracy i wytrwałości, aby
naród mój umocnił na tym brzegu swoje panowanie. \Vierzę
w twoje niespożyte siły, Ojczyzno moja, wierzę. że ukochasz
swoje morze wielką miłością, która' tworzy życie nieustanne;
ukochasz czynem, który tworzy ruch statków; ukochasz poświę-
ceniem, które hartuje żeglarza; ukochasz wiedzą, która rodzi
postęp techniki; ukochasz bobaterstwem, które broni od prze
mocy.
Rozstąpiły się więc zastępy sil obcych, które przed wie-
kami zwarły się na tej ziemi pomorskiej, aby ją oderwać od
ciebie, P\Jlsko. Wróciła ta ziemia do swej wielkiej macierzy
i oddychasz teraz, Polsko, tym wolnym dostępem do morza,
które jest wielkim światem wszystkich narodów.
>>>
334
Nie zawrą się nigdy zastępy sił wrogich nad polskiem
morzem, je
eli będziesz zawsze czuwała, Polsko!
Wy, którzy czytacie te karty, zaufajcie mym słowom,
albowiem widziałem wszystkie morza i wszystkie narody mor-
skie i wiem,
e morze jest darem Bogś, którego Btrze
e duch
narodów całem napięciem energji i myśli.
Tak małe wyspy Albjonu i Nipponu stały się przez morze
potęgami świata; małe narody nadmorskie zdobyły sobie dobro-
byt, wielkie kraje utraciły dawną chwałę. gdy ich duch
eglar-
ski osłabł.
Ojczyzno moja, pamiętaj
.
zawsze o polskie m morzu!
Dr. Florjan Illasko (zm. /921).
.
Objaśnienia: HTojna. Zawieszenie broni podpiMłDo 11 1i8topada 1918.-
Pakly, ów (z ł&.c.) umowy, układy. - "Traktat (układ między paD.stwami) po-
koju między mocarstwami sprzymierzonemi i skojarzonemi i Niemcami, podpisany
w Wersalu dnia 28 czerwca 1919 r." - Bandera, y. Widomą oznaką przyna-
leżaości statku do danego państwa jest chorągiew, nazywana banderą. 'Vywiesza
ię ona na tyle statku. Kiedy statek stoi na kotwicy. wywiesza się ią na Bpecjal-
nem drzewcu; o ile statek jeBt w podrM.y, banderę zaciągają na linę, idącą z tyłu
wielkiego masztu tak, aby była podniesiona do I/
wysokości tego maszt.u. Banderę
wywiesza się zazwyczaj od 8 rano do zachodn słońca; zaciąganie i spuszczanie od-
bywa się na statkach wojennych ze specjalną ceremonją.. Bandera slu!y nadto do
oddawania honorów, okazania żałoby (opn8zczanie do połowy), poddania się
("'puszczanie zupełne). Bandera dzisiejsza polska wojenna jest bialo-czerwona z wy-
ięciem i ma białego orła na czerwonej tarczy, umieszczonej po
rodłu białego
pasa; dzi6b, szpony, korona orla są złote. Bandera handlowa nie ma wycięcia. -
Konie polskieh jeźdieów i t. d. 10 Intego 1920 r. generał J6zef Haller na
zeJe wojsk, reprezentujących armję polską, w imienin Rzeczypospolitej Polskiej
a na mocy traktatu Wcrsalskipgo objął w posiadanie brzeg morski w Pucku.
Historycznemu temu aktowi towarzyszyła ryceriJka uroczystoóć, wódz bowiem wje-
.-hał konno w wody Bałtyku i rzucił na znak wlubin Polski w fale morskie
pierścień złoty. Na maszcie, wbitym u brzegu, wzleciała bandera polska, a ealwa
armatnia zwiastowala, że Polska gotowa zbrojnie 8trzec odzyskanej swej posia-
dłości. - Admiral, a, naczelny wódz floty, dow6dca marynarki. - Dysk, u, .krąg. -
Antypody, ów (z gr.), nazwa dw6ch punkt6w ziemi, przypadających na krańcach
jednej jej średnicy. Mieszkańcy ich 821 autypodami t. j. przeciwnotnemi. - Duchy
polskieh ieglar
!/ i t. d. Joannes Scolnus, domniemany Jan z KoJna, od-
krył, jeśli wierzyć kronikarzowi, Labrador, kraj BaHina i ci
ninę Hudsoń-
ską. P,)jr6ż ta pnypadła na rok 1476. Krzysztof Arciszew,;ki (1592-1656)
w 1623 op!lścił kraj, wl1tąpił do armji holenderskiej, w 1629 wziął udział w wy-
prawie przeciw Hi8zpanom w Brazylji, w 1639 odbył drngą wyprawę do B razylj i,
1V-16ł5 r. wr6cił do ojczyzny, gdzie z08tał generałem artylerji, bronil Lwowa (164H),
umacniał Zbaraż, Zbor6w. W XIX stuleciu wJStępnje już cały zastęp podró!ni-
k6w, cieszących się sławą europejską, jak Paweł Edmund Strzelecki (1796 - IS73),
badacz Ameryki, Oceanji (wysp Milanezji, Polinezji,
Iikronezji, N owej Zelandji na
oceanie Wielkim), Indyj Wschodnich, Australji; jak Warszawianin Jan Stanislaw
Kubary, powl1taniec 1863 r., tlpędzający 27 lat na wyspach Oceanji; i wielu, wielu
I
>>>
3J5
.
innych. - Oksywie, starop. osada w zatoce Puckiej z kościołem, naj8tarszym na
kaszubskim brzegu i jednym z najpiękniej8zycb w Polsce cmentarzy. Na przy-
lądku latarnia morska. - Or/olca, na brzegu nIL południe od Oksywia.-
Albjon, u, nazwa nadana Wielkiej Brytanji przez starotytnych Grek6w.-
Nlppon, u, największa z wysp Japonji, ('ała Japonja w języku krajowców nazywa
siq r6wniet Nippon, t. j. wsch6d. - Florjan Hłasko, ur. w woj. polockiem, 8tn-
djował przyrodę i medycynę w Peter"burgu, Pradze, Pary tu. Odbywal służbę
" marynarce r03yjskiej na oceanie Spokojnym, wodach Kamczatki, Sachalin u, Ja-
ponji, Chin, na Bałtyku, morzu Śródziemnem, krańcach Afryki. W wolnej
Pol8ce, zawsze o niej myślący, do niej tęskniący, zostal lekarzem szkoły morskiej
w Tczewie (w woj. pomorskiem na lewym brzegu Wisły, o cztery mile od Gdań-
Elka). 'Vyjątek podany z jego książki p. t. "l\forzami ku Polsce".
Zaślubiny morza.
(lO/lI - 1.920).
Morze, bądź pozdrowionel W twych biały pian wieniec,
'V twe bursztynowe łono, skryte pod f&l grzywą
Złoty pierścień zaślubin rzucił oblubieniec,
Na znak serdecznych uczuć wierności ogni wo.
.
W dział biciu, w szczękach broni, w serc mnogich łomotach
Po trzykroć białe orły do twych wód przypadły,
I marząc o dalekich niespętanych lotach,
U brzegów chmurą skrzydeł na stra
y usiadły.
.
:ltIorze! W zwyci
ski uścisk wziął cię triumfator,
Aż z twych bełtów rumieńców wytrysnęła zorza,
A dzwony całej Polski, grzmiąc Veni Creator,
Powtarzały przysięgę: "Nie oddamy morza!" Rajmu'I.d Bergel.
Obja
nłenla: BursztynOl()e lono, chowające bursztyn, minerał z rzędn
tywic, pcchodzenia organicznego z dawnej 8O
ny, kolorn ź6łtego z różnemi odcie-
niami, przezroczysty lub przeświecający. - Bełty, 6w, bełkoczące, zmieszane, szu.
miące fale.-Ilustracja: herb miasta Pncka. )Iiasto zalotył nad zatoką Pucką mo-
rza Baltycki(go Bogusław Pomordki, syn Sambora, w połowie xrr w. Uiało ono
zamek mocny, zdobyty iJrzez Duńczyków w 1464 po sześciu miesiącach obleganiai
z.'\ Zygmunta Augusta Puck i Gdańsk były portami woj4!nnemi floty polskiej z 18
okręt6w pod dow6dztwem Tomasza Sierpinka. WładY8ław IV nanowo umocnił
Puck, zało
ył tu zbrojownię i port. wzmocnił. P6źniej miasto podupadło.
"
>>>
-"
336
Objaśnienia (lo "Hymnu": Śp ewanie hynlllU "Veui Crcnlor
piritu.,'"
przepisnJe Kości61 katolicki głównie przy t. zw. konl5ekracjach (poświęceniach) os6b
i rz.eczy (np. przy udzielani n kaplalistwa, bi
kupstwa, przy poświęcanin nowego I
kościoła, przy sakramencie maJżeństwłł, przy wdniej
zych czynnościach kościelno-
społecznych). W brewjarzu (zbiorze codziennych m011itw księty) rzymskim mie
ci
ię ten hymn w nie
zporł:ch orl1z w tercji czyJi w modłach, przypadających na dzi-
!':
ejszą godzinę poranną dziewiątą podczas całej oktawy Zielonych 8wiął.ek. Autor-
stwo tekstu łacińskiego przypisywano t\\"6rcy wielu pięknych hymnów kościelnych
św. Ambrotemn (340 - 397), według dzisiejszych badaó antorem ma być uczony
mnich benedyktyn Magnentius Hrabanu8
Iauru8 (zm. 856 r.), który tn wzorował
się na hymn:e ambrozjańskim "Veni Redemptor gentium = Przyjdź, Odkupicielll
111dzkości". Tekst łacilbki z przekładem dosłownym brzmi, jak następujP-:
Veni, Crpator Spiritus,
(ente
tnorum visita,
J \.Ople superna gratia
(l !laC tu crea;;ti, pectt.:ra.
f} li diceris Paraclitns
Altissimi donum Dei
Fons vivl1;:;, igni;;;, caritas
Et ::piritali8 unctio.
Tu septiformis munere,
Digitus pat€rnae dext€rae
Tu rite promit'lsnm Patris
Scrmone ditans guttura.
Accende Inmen Rensibus
Infnnde amorem cordibus,
Infirma nos tri (Orporis
Virtute firmans perpeti.
Bostem repellR8 longiu8
Pacemque dones protinus:
Dnctore sic te prRevio
Vitemus omne noxium.
Per te aciamus da Patrem ,
.soscamu:J atque Fili u m,
Teque utrinsque Spiritum
Credamus omni te m pore.
Deo Patri sit gloria, "
Et Filio, qui a mortuis
Surrexit, ac Paraclito
In lIaeculorum lIaecula. Amen.
Przybądź, St",orzycielu Duchu.
Umysły twoich (wybrliny('h) nawiedź.
Napełnij najwyższą łaską
Serca, kt6reś 8tworzy ł.
J{t6ry nazy",a
z się Pocic,",zycidcm,
Darem na]wyłszego Boga,
Żr6lłlem żywem, ogniem. miło
cią.
Iduchowem namasz!:zer.iem.
Ty 8iedmioraki w darach,
Palec ojcowskiej prawicy,
Ty uroczysta obietnico ojca.
Mową wzbogacający usta.
Z2ipal światło zmysłom,
Włej miłość w Rcrca,
Słabości naszego ciała
\Vzmacniając cnotą ciągłą.
.
.Wroga oł1rędi dniej,
I pok6j daj wnet,
Abyśmy za wskaz6wką Twojego przewodnictwa.
Unikali wszelkiej szkody.
Daj, niech przez Ciebie znamy OjCII,
Siech poznamy takte Syna
I w Ciebie,obydwuJ]ucha,
Niech wierzymy w kaMym czasie.
Bogu Ojcn niech będzie chwała,
l Synowi, który z martwych pow8tał,
I Tobie, świętemu Duchowi,
Na wieki wiek6w. Amen.
p"
IilJątfź i t. d Znnkil'l1l gorąco.
ci tej prośby jest klęczenie chóru podczas
śpiewania tej zwrotki. - N.l!fW!I Dueha BW. w drngiej i trzeciej Rtrofie, wYjęte
z Pjsma 8W, a więc: Pocie"
!lciel lParacletus łac. z greck.), właściwie przywo-
łany na pomoc, adwokat, pomocnik, obroóca, pośrednik, doradca, a stąd i pocie-
szyciel. (Ewang. według Jana XIV, 16, 26; XV. 26). - Dar - BoJy (Dziele Apo-
Ctol8k:e I, 8; II, 38). - Źró1.1o i!Ju:e wód (Objawienie św. Jana VII, 17).-
{)gień (Stary Test. Księg-i Exodu'4 czyli H, Mojże8zowe III, 2; Ew. we.łług J.n1ra-
roua XlI 49 - 50). - Afi/ość n
ża (List Pawła Ap. do Rzymian V, [').-
.J".
>>>
337
Duchowe nfJ.m'1S:lc
enie (List PawIa Ap. do Efez6w J, 13). - Siedmio,.aki
w darach, dawca siedmiu ł8Bk (Stary Test. Proroctwo Izajaszowe XI, 2, B).
J zajasz wylicza wszystkie dary: "I odpocznie na nim Duch Pański, dnch mądrości
i rozumu, dnch rady i mOcy, duch umiejętności i b
gobojno
ci (pobotności).
I napełni go duch bojatni Bożej". -- Palec p,.aw;cy ojcowskiej. (Exodn
XXXI.
18. Księgi V }Iojteszowe (Denteronomium) IX, 10,. - U,.oc:lysta obietnica OJca,
dokI. obietnica, dana wedlug wszelkich wymagań formalnych (Dzieje Ap. II, 33).-
W
bogacający mowę. Ew. wedlug Matemza X, 19; wedłng Marka XI'I, U;
wedIng Łukasn XII, 11, 52: "A gdy was będ. wodzić do b6!nic i do urzęd6w
i z wierzch I)ości (dla imienia i nauki JEZu
owej), nie frasnjcie! się, jako albo co-
byście odpowiedzieć (na swoją obronę) albo m6wić mieli. Bo Duch Święty nanczy
was onejże godziny, co wam pJtrzeba m6wić". Od Ducha Ś1\-. pochodzi wszelkie
Boźe natchnienie i siła religijnych przekonań. - W trzech ostatnich zwrotkach
mieszczą l5ię proRby o dary w dziedziuie cn6t moralnych: opromienienie zmyslów,
wJanie do serc miłości, pokrz
pienie fłabcgo ciala, odpędzAnie wroga dn:1zy i uży-
czenie rychł("go pokoju, kierownictwo Boskie dla uniknięcia czynnik6w szkodli-
wych; i dar w dziedzinie cn6t teologicznych: wlanie wiary w Tr6jcę św. - Bogu
Ojcu i t. d. Do BZeściu strof Hymnu Kościół dołączył si6dmą, t. zw. doksólogję,
zawierającI! uwielbienie p08zczeg61nych os6b Tr6jcy BW. - O"ędzie, ą, uroczyste
oświadczenie, oznajmienie, ogłoszenie. - Golr.bica, zgodnie z tebtem ewangelij:
"A gdy był Jezns ochrzczony, wnet "yst.ąpil z wody. A oto się otworzyły jemu
niebi03a J i (Jan) widział Ducha Bożego, ?stępującego jako gołębicę i przychodzą-
cego nań". (Mat. III, 16). 'II dał świadectwo Jan, m6wiąc: "Iźem widział Du-
cha, zstępującego z nieba, jako gołębicę z nieba, i został na nim. A jam go nie
zDał; ale który mię posłał chrzcić wodą, ten mi powiedział: Na kt6rego ujrzysz
Vucha zstępująCi'go i na nim zostawającego, ten jest, kt6ry chrzci Duchem Swię-
t.ym". (Jan J, 3:2, 3:1). - Biesiada dus
. Biesiada, nczta radosna, tu przen.
radosne obcowanie, przyjmowanie pokarmu dnchowego, 8
m pokarm dnchowy. -
r,.ok, u, powrozy, pęta. - _\1ocen, mocny, - Zwól, pozwól..
..
l.ycle polskie.
,
H Y m n V e n i C r e a t o r.
Narodu śpiew
Duch a Świę t ego
.wezwanie
czyli
w sejmowem kole
w świątyni świętych
w katedrze
w g r o m a d z i e g m i n
.
w zborze pracujących
w hufie żołnierzy
w damie
w zagrodzie rękodzielnika
wed w o r z e, w p a ł a c u, w z a ID k u
w chat' okolu
jak rzek strumienie
od poników gór
po wód roztocze
22
>>>
.
338
we
wichrze, w promieniu, w gromie
w o re e
przy ziaren siejbie
jak mowa sięga
Orędzie:
Zstąp Gołębica, Twórczy Duch,
byś myśli. godne wzbudził w nas,
ku Tobie wznosim wzrok i słuch,
spóJnie tyjący, wzrośli wraz.
Który się zwiesz Biesiadą dusz,
Wszechmogącego Boży dar,
płomieniem duszom piętno włóż,
przez czułość serc, zdrój t
.wy,
ar.
Zbrój nas we siedem darów łask,
Prawicą Ojca ojce wskrzesz,
w Obrzędzie roztocz wieszczy blask,
we Słońce dusze w lot Twój bierz.
Zestąp Światłości w zmysłów mrok,
dobądź serc naszych zapał z łon,
by człowiek przemógł cielska trok
i mocen wzniósł się w męski ton.
Odwołaj wroga z naszych dróg;
w pokoju pokój zbawczy nam
powiedziesz nas, Wieszczący Bóg,
przejdziemy cało złość i kłam.
Zwól przez Cię w Tobie Ojca znać,
zwól. by był przez Cię. poznan Syn,
zwól w Tobie Światłość światu dać,
zwól z wiarą wie ków podjąć Czyn.
Stanisław Wyspiański {1869
,
/
, J ))J}
l.
/.
ft1A
.:&
It
/-
/'
e "---
.
'1:'.,
/Y/l
-
'I -- #j
."""::"- .#
- -
""="=
-
--=-
. :_
-
. - t'.:i",
.
- -= . - -==-----= "
j,'
- ,J --
;::- _ __-=.,.
_ '_ r ...
=-=- , -
-
. f //'L",
\ P .1ł ,4'
':. -=-= _ ....
_ I f. "
.
b
'
v., ", I,.
"k y
r '.
':'.,\ I..
. . ' , . _ .. __ ' , ,., ' . .'. . .../ "
.... ......,..'.'. , ?'. -:/ ,"' \ -- . i...::, \1' 1. ':'IIę/I:
':!:(,
... i ..... /'. I ! f
"'f .. .' ".I ' 1 "" "
\! 1 '
.-' .. J "/' f I" //:. .
.' ,).,.. ..... ..ł;, l,i I , ! '
S ,\
\\u\e ? '1, I',k'" ".' ,U""'.
\
'
- ! :1
!:.0, fi l, :
i" 'I
\
I'.' i n 'r '
,;
__ . . ;:'/
.łr
" ł Ę;,: lo
ff.
. . r.. . !'J'
flo' I
'"',"'-',, I,,
;,,;ł; I
"'ł' J oft"
I.J};-:l.'
G'O""" ,.,;
.If"., ":.: J 'ł ,',
t t" ; (:', , J
I ,i
I I '
'",I i. .r
'J1.
ii/ "W il liil!i' l
"'" '. "..: ,'M / ' "' ,r ' #'1! , " i ,I I '111,/1:;. "" / 1 1 " 1'/' I ""p l
. I , ,111111" ' " I. II.., , I' " '
A, ;..ł'."''''.'-
"",\\'-
1907)
.....
'':,'"J'1':'
>>>
2.
B.
.
4.
4.
5.
6.
...
( .
8.
fi.
10.
11.
12.
13.
14.
15.
16.
17.
18.
19.
20.
21.
22.
23.
24.
SPIS RZECZY.
1. KI'oił1żka. Wyjątpk z utworu Marji Zabojeckiej
c Z ę Ś ć I.
W polu. Wiersz Zdzisława Dębickiego . . . .
Niegdyś. \Vyjątek z ntworu Stefana ZeromBkiego p. t. ,,'Visła"
Śpiew harfiarza pogań
kiego. Wyjlitek z tragedji Mieczysława Ro-
mRnowskiego p. t. "Popiel i Piast" . . . . . .. . - . - - .
O Wandzie. Wiersz łac;ński Jana Kochanowskiego. Przekład Jul-
Iana Ejsmonda . . . . . . . . . . . - . .
Ohława nad Prądnikiem. \Vyjątek z ntworu Adolfa Dygasińskiego
p. t. ,,1Iy,.ikr6Iik albo Gody
ycia{.; . . . . . . . .
Co mówią nazwy geograficzne. Artykuł Jana Rozwadowskiego
Ociec Nędza. Opowiadanie Stanisława \Vitkif'wicza . .
Przysłowia . . . . . . . . . . . . . . . - . . . . . .
Jak św. Franci..zek otrzymał radę od św. Klary i św. Sylwestra.
'Vyjątek z "Kwiatk6w św. Franciszka". Przekład Leopolda Staffa
Z'3 "Złotej leg ndy" bł. Jakńba de Voragine. Przekład L. Staffa
Barwa polska i orzeł polski. \Vyjątki ze stndjum Adama Chmiela
Godło Polski. Według Antoniego Dobrowolskiego. . . . . .
WJady:;.law Lokietp.k. Wiersz Juljana Ursyna Nieo::cewicza . . .
O dawnych rękopisRch. Wedłng ksiątki )Iathiasa Ber:,ohna p. t.
11 0 iluminowanych rękopisach polskich"
Anno Domini. Wiersz Dębickiego
Ksieni. Wieraz Kazimiery Zawi
towskiej .
Ex-libris. \Vier;:z Wiktora Gomdickiego .
Nazwy stopni pokreyrieństwa i powinowactwa w dawnej Polsce.
Wyjątki z arłyknłll Jana Losia . . . . . . . . . . .
Proch strzelniczy i pierwilze armaty we Lwowie. Wyjątek z biątki
Franciszka Jaworskiego p. t. "Lw6w za Jagiełły"
Władysława Jagiełły dyplom reformacji nniwe.flytetu w Krakow;e.
Początek. Przekład Stanisława Krzyżanowskiege
Dawny ratnsz. Wyjątek z ksiątki F. Jaworskiego p. t. "Ratusz
Lwowski. ......
Rajca. Wiersz Or Ota
Patrycjuszka. Wiersz Or-Ota
TI :łgcd)a krnkowska. WYJątki zc s'.udjum Fryderyka Pap€ego
:Sie cdr3zn Krak6w Wiersz Antoniego Langego
\
8tr.
B
5 ]45
5
5-7
7-8
8-11
12 - 15
15- 20
20-28
27
2A -3]
31
31-36
36-37
37-BU
39-43
43 -4 t
44
43
45- 50
50-52
52 -5.1
54-56
56-5"7
57
58-6t
64-- 6;)
>>>
.
-340-
25. Z dziej6w pnemysłu poll5kiego w wieku X"I. Wyjątki z ksią!ki
Ignacego Baranowskiego ,
PrzemY8ł Polski w XVI wieku" 65__70
Przy8łowia . . . . . . . . . . . .. ... _ . . . . . . . 70
21. List Kopernika do II róla Zygmunta l. Przekład L. Birkenmajem 70-73
27. Pochwala wsi. Wyjątek z Jana Kochanowskiego . Pieśni świętojań-
skiej o Sob6tce K . . . . . . . . . .. ........ - .. 73-74
28. TTefna powieść. W
jątek z "Dworzanina polfłkiego U Lnkasza Gór-
nickiego . . . . . . . . . . . . . . 74-75
29. O doktorze Hit'zpani
. Fraszka J. Kochanowi3kiego . . .. 75-76
30. Na most warszawski. Fra
zka J. Kochanowskiego . . . . 75
31. Dowcip rzymski. \\
yjątek z "Dworzanina polskie
o. L. G6rnickiego 76-77
32. O Rzymie. Fraszka J. KochanoW"5kiego 77
33. "Pieśń" J. Kochanow@ki£go . . . . . . 77-78
34. List Seneki. Przekład Andrzeja S7.m:ka . . . . 78-80
35. Dwa listy Plinjnsza Młodszego do Tacyta. Według przekładu Kazi-
miena Kaazewskiego '.' . . . . . . . . . - . . . . . . .. 81-87
36. Wybuch Wezuwjnsza w 1794 r. Wyjątek z "DzieJ6w zitmi" Ncn-
mayra. Przekt K. Koziorowskiego . . . . . . . . . . . 87-93
37. Ateny po Salaminie. Wyjątek z utworn Lucjana Rydla 94 - 103
38. Pobudka bojo\\a. Wiersz Tyrtajosa. Przekład Jana C
ubka 103-106
39. Dwa listy hetmana Stanisława Ż61kiewskiego . . . . . lOG -109
40. Śmierć Ż6łkiewskiego. 'Wyjątek z ntworn Stefana
eromf'kiego
p.. t. ..Dnma o hetmanieK " . . 109 - 113
41. Na kasztelu. Wierez Z. Dębickiego . . . . . . . J 13
Przysłowia. ...... ...... 1 \3
42. Rodzina polska. Wyjątki z dzieła WładY8'awa LozińRkiego p. t.
"Życie polskie w dawnych wi{:kach" . . . . _ 1L4-116
43. List króla Jana do kr610wej Marji Kazimiery . . . . . .. . 116 -123
44. Grzeczność pol",J.:il. Wyjątki z dzieła Wł. Łoziń
.ł..je6': p. t. .Zycie
polskie w dawnych wieka:h K . . . . . . . 124-126
Przysłowia . . . . _ . . . . . . . . . . 126
45. Pałac Kazimierwwski. Artykuł Kazimierza Nitscha . . 127-128
46. Gawęda o bocianie. Wier
z Ludwika Kondratowicza 128 -129
47. Zima WiE:lr
z Z. Dębickiego . . . . . . . . . . . 1:!9 -180
Przyslowia . .. .., _ . . . . . . . '. . . . 130
48. Wigilja w dworku. szlacheckim. Wyjątek z .Pami
tnik6w" Anto-
niego Andrzejowskiego . . . . . . . . . . . . . . . 130 -133
49. Kolęda mazurRka gospodarska . . . . . _ . .. . 138 -134
50. Kulig. Wyjątek z dzieła 03kara Kolberga p. t. "Lud" . 134-137
51. Kulig w Sandomier
kiem. .'Vyjątek z powieści St.
eromskiego p. t.
..Popioly" ........... 137--139
Przyslowia . . . . . . . _ . . . . . . . . . . . . 139
52. O polonezie. Według O. .M. Znkowflkiego . 139-U.:ł
53. Polonez. Wyjątek z "Pana Tadeu
zaA Adama }lickiewicza 143-14!
54. Trzeci rozbi6r. Wier
z Marji Konopnickiej 14!)
c Z ę Ś Ć 11. 146-198
55. Trzy pajJłki i mucha. Bajka J. U. Niemcewicza ....... 146-148
36. LegjoRi8ci nRd jeziorem Trazymeńskiem. Wyjątek z p"",ieści H
D-
ryb Sienkiewicza p. t
.Legjony" . . . . . . . . . 148-155
57. Pieśń legjon6w polskich we Włcszcch. Wiersz J6zefa Wybickiego Hl
>>>
- 341 -
bB.
59.
60.
61.
Zgon księcia J6zefa Poniatowskiego. Wienz Jana Lemańskiego.
U ł.'u.kiera. Wiersz Z Dębickiego . . . . . .. ....
Trębacz miejski. Wyjątek z utworu Juljana Wieniawskiego
Z miło
ierdzia. Opowiadanie Antoni
o 8ygi
tyńRkiego . .
Przysłowia . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
18 go grudnia 1830 roku w Kamieńcu. Wyjątek z powieści E Li-
gockiego "Sen o Dwernickim" 162-170
Kulik. Wiersz Juljusza Słowackiego . 170 -174
Potegnan ie. 'Vienz WincentE'go Pola 174
Pie
ń Ind owa . . . . . . . . . . 175
Dziadunio. Wienz Z. Dębickiego . . 175 -176
Pięknoeć miast Wyjątek z odczytu Stanisława Towkowicza 176 -181
Petersburg. Wyjątek z wiersza A. Mickiewicza p. t. . Petersburg" 181 -183
Pomnik Piotra Wielkiego. Wiersz A. Mickie'Hcza . . . . 184-185
Z.ćmienie Ł-łońca. Wyjątek z utworu Elizy Orzeszkowej - . .. 187-1&)
O modJitwie. Wyjątek ze s
udjum Kazimiel'7a Morawak:ego p. t.
,,:Modlitwa w staroiytnym Rzymie- . . . . . . . . . . . 189-193
Modlitwa Pielgrzyma: Wyj
tek z "Ksiłłg narodu_ i pielgrzymstwa
pol8kiego" A. Mickiewicza .... ... -. .....
Jak Eliza Orzeszkowa ocaliła Romnalda Traugutta. 'Vedlug Hen-
ryka Nusbauma .........
Samotna sosna Wier8z Z. Dębickiego
156
157 -158
H,8 -160
160---161
161
62.
63.
64.
65.
66.
67.
68.
69.
70.
7
,
72.
193
73.
74.
196 -197
198
c Z ę Ś ć II l.
1[19-285
75.
ko"ronek. Utw6r A. Vyga.'Iińskiego . . . . 200 -201
76. Kratowiak. Wyjątek z utworu E. Orzeszkowej p. t. .Sad Niemnem" 201-203
71. Do łan6w. \Viersz W. Pola ...... ......... 203 -
04
78. W!pomnienia z Marymontu. 'Vyjątek z utworu J. \Vieniaw8kiego
04-209
,9. Cienie. Uh\"6r Boleslawa Pru
a . . . . . :!09-211
80. Błogosławieni. Wienz Jana K88prowiczH. . . 212
81. Pieeń litewskich bor6w. Wierdz H. Sienkiewicza 212-213
H2. Pod piorunami. \Vedług J 6zefa Weyssenhofa 213 -- 21ł:;
ł:!3. List Matejki do Czech6w . . . . 218-221
8-1. Na emierć Jana Matejki. Wiersz MarJi K.onopnickiej
U -22:!
8
. Brat Albert. Wyjątek z artykułu Antoniego Chołoniew:'Ikiego 224-228
(j. Sonet Wienz A. Asnyka . . . . . . _ . . 228
87. Achilleis. Ul",)'wek z utworu Stanislawa Wyspiańskiego 229 - 236
ł)8. Wzg6rze i góry. PrzJ powieść E. Orzeszkowej 236
89. Hanta-Ana-Wind. Wyjątek z "Listów z Ameryki-. H. Sienkiewicza :!37 -241
90. Za marla oaza. Wiersz A. Asnyka . . . . . . . . . . . .. . 241 24,2
91. Bnrza na Atlantyku. Wyjątek z "listów z Ameryki" H. Sienkiewicza 242-2-16
92. Zwycięska wyprawa do bieguna poludniowego. Wyj
tek z dzieła
Antoniego B. Dobrowolskiego" Wyprawy p Iarne" . 247-252
93. Trzebaby. Bajka Aleksandra Fredry . . . . . . 252-253
Przysłowia 253
94:. W kopalni węgla. Wyjątek z powieści 8
. Żeromskiego "Ludzie
bezdomni 1& .... . ": . . .. . . . . . ., ... 253 -259
95. Bois Narodze'1ie w Zakopanem. Wyjątek ze .. Wspomnień z Za-
kopanego" Władysława Matlakow
kiego . . ,. .... 259 -261
.
>>>
H6.
97.
98.
99.
100.
101.
102.
103.
104.
. 105.
106.
107.
łOS.
109.
110.
lU.
112.
113.
114.
115.
]l f).
117.
.
- 342 -
Wiatr halny styczniowy'" Zakopanem. Wyjątek z . Wl!p !Dnień
z Zakopanego" Władysława MatJakowski('go 261-264
Wyjście w g6ry. Wyjątki z utworu Kazimierza Przerwy-Tetmajera 264-273
Ranek w g6rach. 'Viersz A. Asnyka. .... 273 - 274
Proszta, a będze wom dany. Opowiadanie kaCJzub
kie . . 274-277
KRSZubsko-pomor
ka mowa. Wiersz Aleksandra Majkowskif'go 277
Akt miłości. Wyjątek z. utworu E. Orzeszkowej .Ad astra" 277-278
Przysięga młodego Włocha. 'Vyjątek z "Serca" Edmunda de
Amicis. Przeklad Marji Konopnickiej . 278-280
1812-1912. Wiersz Z. D(bickieg.o . 280-281
Z "Fragment6w wiosennych". \Viersz)r. Ko.aopnickit'j . . 281-282
Duch narodu. Wyjątek z kgiążki Stanisława Witkiewicza .Jan
l\Iatejko" . . . . . . . 282 - 285
Rota. Wier8z Marji Konopnickiej 285
c Z ę Ś ć IV.
286-320
.Nasi idą. Wiersz Rajmunda R. Bergela ., .. 286
O, dworku! \Viersz J6zefa Relidzińskiego . . . 286 - 2b8
Ordynans. \Vyjątki z opowiadania JulJusza Ka1len-Bandrowikipg') 288-297
Starym Szlakiem. Wiersz J6zefa Mączki . 298 - 299
Fanfary pierwszego pułku piechoty I£'gj ln6w. Wiersz J. l\I
czkr . 299-302
Na dalekim cmentarzu. Opowiadanie Eugenjusza Korwin-l\Iałacze-
wtlkiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ' . . . . . 3
.2 -307
Z dzieJ6w Baśki
urmański£'j. Wyjątek z opowiadania E. K(.Jrwin-
Małaczewskiego "Dzieje Baśki )Iurmańskiej" . . . . . . . . . 308 - 313
Koń nłański. Wyjątek z ksiąfki Waclawa Bndzyńskiego .,Z pierw-
szym szwadronem- . . . . . . . 3U:-318
Pochwała piechoty. Wiersz R. Bergela 318-319
Krvawy spadek. 'Viersz J. l\Iączki . . 319-320
Mogiła bohatera. Wier z J. Ejsmonda 320
.
c Z ę Ś Ć V. 321- 338
118. Szczęśliwe ludy. \Vi
rsz A. Asnyka . . .. .. _ . . 321
Il9. Francja i Poł
ka. Wyjątek z utworu St. Zerom8kiego wFrancja" 321
325
20. Siew wiosenny. \Viersz Z. Dębickiego ...... . . . . . . 325-326
121. O Wisło, Wisło! Wyjłłlo-k z ntworu St.
eromskiego ,,'Visła" . . 326-330
1
::!. Z pamiętnika polskiego lekarza okrętowego. Wyjątek z książki
iI'lorjana Hła"ki ,,
rorzem do Pol
ki" . . 330 -33:'
123. Zaślubiny morza. Wiersz R. Bergpla 335
124. Hymn V cni Creator . .. ..... 336- 338
OmyłkI druku.
Na str. 105. prze.--tawiono. ryciny.
'-
.
>>>
SKOROWIDZ
A micis Edmund - '1. Konopnicka
278 - 280.
Andrzejowski Antoni 130 - 13J.
Asnyk Adam 228, 241 - 242, 273-
274, 821.
Bandrowski-Kaden Juljusz 288 - 297
Raranowski Ignacy 65 - 70.
Bergel Rajmund 286, 319 - :J19,
335 - 336.
Bersohn l\I8thia
39 - 43.
Birkenmajer l
udwik 70 73.
Budzyński 'Vacław 314: - 318.
Chmiel Adam 31 - 36.
ChołoDiewski Antoni 224 - 2;28.
Czubek Jan 103 .- 106.
Dębicki Zdzisław 5, 43 - 44, 113.
129 - 130, 157 - 158, 75 - J 76
198, 280 - 281, 325 - 326.
,
Dobrowolski Antni B. 36-37,247-252
Dygasiński Adolf 12 - 15, 200 - 201
Ejsmond Juljan 8 - 11, 320.
Fredro Aleksander 252 - 253.
Gomulicki Wiktor 45
G6rnicki
ukasz 74 - 75, 76 - 77.
Hłasko Florjan 330 - 335.
J ak6b de V oragine 31.
Jaworski Franciszek 50 - 52, 54 - 56
Kasprowicz Jan 212.
KaFlzewski Kazimierz 81 - 87.
Kochanowski Jan 8 - 11, 73 - 74,
75 - 76, 76 - 77, 77 - 78. .
Kolberg O£1kar 134 - 137.
Kondratowicz Ludwik 128 - 129.
AUTORÓW.
Konopnicka Marja 145. 221 - 222,
281 - 282, 285.
Kopernik :\likołaj 70 - 73.
Koziorowski Karol 87 - 93.
Krzyianowski Stanisław 52 - 54.
Kwiatki św. Franciszka 28 - 31.
Lange Antoni 64 - 65.
I..emański Jan 156.
Ligocki Edward 162 - 170.
Ludowe utwo.y bezimienne 133 - 137,
175, 274 - 277.
Ło
JaD 45 - 50
L..ziń8ki Władysław 114-116, 124 -126.
Majkowski Aleksander 277.
M'ałaczewski - Korwin Eugeniusz HOI -
307, 308 - 313.
Mat
jko Jan 218 - 221.
Matlakowski Władysław 259 - 2G1,
261 - 264.
:\Iączka J6zef 298 - 299, 299 - 30::?,
319 - 320.
:\fickiewicz Adam 143 - 145, 181 -182,
184 - 185, 193. .
.Morawski Kazimier.ł: 189 193.
N eumayr - Koziorowski K. b7 - 93.
Niemcewicz Juljan Ursyn 37 - 39,
146 - 148.
NitBch Kazimien 127 - 128.
Nusbaum HenrJk 196 - 197.
Or.ot (Oppman Artur) 36 - 57, 57.
Orzeszkowa Eliza 186 - 189, 201 - 201,
23&, 277 - 278.
Papee Fryderyk 58 - G-ł
>>>
Plinjusz Młodszy 81 - 87.
Pol Wincenty 174, 203 - 204.
Prus Bolesław 209 - 211.
Przysłowia 27, 70, 126, 180, 139,
161, 253.
RelidzyńAki J6zef 286 - 2d8.
Romanowski Mieczysław 7 - 8
Rozwadowski Jan 15 - 20.
Rydel Lucjan 94: - 103.
Seneka - A. Sz.auk 78 - 80.
Sienkiewicz Henryk 148 - 155, 212-
213, 237 - 241, 242 - 246.
Słowacki Juljusz 170 - 174.
Sobieski Jan 116 - 123.
Staff Leopold 28 - 31, 31.
Sygietyński Antoni 160 - 161.
...
344 -
Tetmajer-Przerwa Kazimierz 264- -273.
Tomkowicz Stanisław 176 - 181.
Tyrtajos - J. Czubek t03 - 106.
Weyssenhof J6zef 213 - 218.
Wieuiawski Juljan 158-160, 204 - 209.
Witkiewicz Stanisław 20-28, 282-285.
Wybicki J6zef 155.
Wyspiański Stanisław 229 - 236, 839.
Zabojecka Marja 8.
Zawistowska Kazimiera 44.
Żeromski Stefau 5 - 7, ]09 - 113,
137 - 139, 253 . 259, 821 - 325,
326 - - 330.
Z6łkiewski Stanitław H6 - 109.
Zukowski O. 11. 139 - 143.
,.
>>>