W Wilnie i w dworach litewskich : pamiętnik z lat 1815-1843

- , 


GABRJELA Z GUNTHERÓW PUZYNINA 


I 
( 


l W WILNIE 
'-- :--- -- 
I W DWORACH LITEWSKICH 


PAMIĘTNIK 
ZLATJ8J5-J843 


Z 18 ILUSTRACJAMI 


", 


I 27 WINJETAMI 


r 


,. 


fi . 


WYDAU 


ADAM CZARTKOWSKI 
HENRYK MOŚCICKI 


l 


, 


WILNO 
. 


NAKŁADEM I DRUKIEM JÓZEFA ZA W ADZKIEGO 


,
>>>
r, 
ł. t 
. ""
 
 
Q 'r01UII . 
_UOTEKA, _ 
lt 'i 
ł-2 


OKŁADKĘ RYSOWAŁ 
EDMUND BARTŁOMIEJCZYK 


WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZELONE 


-
>>>
,. 



l 


PAMIĘTNIK 
GABRJELI Z GUNTHEROW PUZYNINY
>>>
tr'
>>>
L
>>>
, \.. 
- '. 


(ł 
J. 
. 
\. ;,,-- 
..... 


"' 
.
 .;; 
...J 

 . 
t.... 


 ," 


\ 



. 
./. 


z...
-. . 
,
:.;,\ 
:.. 
I 

\__. _ -?fJ.,1 ", 
. 

::.,t -.... £1;1 
 
f \ r1;- 
I
'. \ 
. lit. ł:i
.
 ' ł 
.
 :

 
. 
 ( , , 
, \i
, ( .'i" 


1: , , 
 
1
. 

. 
,. 
\. .
 
. . . 
 
... ) ,. 


'- 


,l 3. .;
 


f 
.' III' 
J:ł' . 

. :
 
}
 
.
. 


." 


GABRJELA HR. GUNTHEROWNA 


Według rysunku Marji z hr. Tyzenhauz6w 
hr. Aleksandrowej Prz
zdzlecki
j
>>>
s P I S R Z E C Z Y. 



.PIS ILUSTRACYJ. . . . . . XIII 
SPIS W1NJET , . . , . . , . XIV 
PRZEDMOWA WVDAWCOW. XV 
WSTĘP: Litwa w 1815 r, - Wspomnienia 1812 r. - Choroba ojca 
autorki w Mińsku. - Pobyt Adamostwa Giinther6w w Warszawie 
zimq 1815 r. - Zabawy warszawskie. - Anna Sapieżanka 
I Joanna Grudzlńska.-Bal u Zamoysklch.- W. ks. Konstanty.- 
Matka autorki i jej wspomnienia. - Helena z Przezdzieckich 
ks. Radziwiłłowa,-Marjanna z Przezdzieckich Tyzenhauzowa.- 
Dominik I Michał Pd:ezdzieccy . . . . . . . , . . . . . . . . 
LATA 1816-J820: Urodzenie się autorki w Wilnie. - Wilno w J8J5 
roku. - Ks. Ludwikostwo Radziwiłłowie - Nobycie Dobrowian \to 
przez rodziców autorki w J8J8 r. - Pierwsze wspomnienia au- 
torki w ]819 r. - Pobyt u Ignacego Tyzenhauza w Raklsz- 
kach. - Jgnacy Tyzenhauz i jego dzieci: Rudolf, Konstanty 
i ZofJa. - Hr. Oktaw de Choiseui Gouffier. - Z Radziwiłłów 
Morykonina i z Morykonich Dorota Łopacińska. - Sqsiedztwo 
Dobrowian: szambelanowa Abramowiczowa zWornion, Józe- 
fowa Mostowska z Cerkliszek, senatorowa Ogińska z Zalesia, _ 
Karol Przezdziecki ze Smorgoń. - Sulistrowscy z Wi.szniewa, _ 
Pani pisarzowa Sulistrowska z Czurlon. - Chomlńscy z 01- 
newa, - 
wlęcłccy z Nlestaniszek. - Zuzanna z Mlrskich puł- 
kownikowa Dederkowa, ostatnia miłość ks, Iarola Radziwiłła 
..Panie Kochanku". - Rezydencja w Dobrowianach. - Ogr6d 
dobrowlański. - Mieszkanie w oficynie. - Życie rodzinne 
w Dobrowianach . . . . . . . . .,' , . . . . . '. , . . . .. 7 
ROK ]820: Zima w Wilnie. - Wujostwo Wojniłłowiczowie i Ich 
Ił dom. - Rodzina Kublickich. - Dr. Frank i jego żona. - Pobyt 

l Catalonl w Wilnie. - Teatr wilcński. - Letni pobyt w Dobro- 
f wianach. - Zajęcia matki i I ojca autorki. _ Biskup miński 
Dederko. - Choroba autorki. - Dr. Lejboszyc . . . . , . .. 20 
ROK J82J: Zima w Wilnie, - Mieszkanie w domu Miillera.- 
q Antonina Sulłstrowska. - Pobyt gWQrdji i w, ks, Mikołaja 
w Wilnie. - Oficerowie gwardji a akademicy. - Pobyt cesarza 
Aleksandra w Wilnie. - Oddziały wojskowe w Dobrowianach 
w lecic. - Mirscy I Szumscy. - Ożenienie się wujów autorki: 
Konstantego z Walerjq Wańkowicz6wnq, Rudolfa z Genowefq 
Pusłowskq. - Przenosiny Rudolfostwa - Tyzenhauz6w do Żo- 
łudka. - Wvjciech Pusłowskl. . . . . . , . . . . . , . . .. 27 
ROK ]822: Zima w Wilnie. - Zofja z Pac6w Feliksowa Potocka.- 
Życie towarzyskie w Wilnie. - Ruch uliczny wileński. -- Imie-
>>>
)] 


I 


niny Rudolfowej TyzenhauzoweJ. - Pogrzeby wileńskic.- 
mierć 
KonstancJi z Radziwiłłów Czudowskiej. - Marja Mirska. - 
Portret zbiorowy Mirskich i Szumskich przez Rustema.- WYJście 
MorU Mlrskiej za Stanisława Szumskiego i jej śmierć przy uro- 
dzeniu c6rki Marjl, - 
mierć IgJłOcego Tyzenhouza . . ... .. 36 
ROK 1823: Zima w Wilnic. - Życie uliczne. - Przejażdżki na 
Antokol. - Bulwary wilcńskic. - Procesie na św. Kazlmlerza,- 
Księżniczki Czetwertyńskie, Julja Grocholska, Kamila Tyszkie- 
wicz6wna, Wanda Wańkowicz6wna, Celina Sulistrowska. panny 
Becu, Białozor6wny, Pqgowskie, - Pani gubernatorowa Hor- 
nowa i jej salon. - Gubernator Horn. -- Ks. DymUrostwo 
Czetwertyńscy. - Ks. Kalasantowa Czetwertyńska, Apolinara 
z Żabów Platerowa.- Rodzina generała Wawrzeckiego.- Szam- 
belanicowa Sulistrowska.-Anna z Radziwiłłów Lubańska.-Pani 
Korsakowa i obmzy świętych. - Marszałek Michał Romer i jego 
dom. - Figle Edwarda Romera, - J6zef i Dorota Łopacińscy,- 
Bal na cześć generałowej Morykoniny.- Lato w Dobrowlanach.- 
Bytność Rudolfa Tyzenhauza. - Założenie i poświęcenie ka- 
mienia węgielnego pałacu. - 
Iub Konstancji Sulistrowskiej 
z Aleksandrem Skirmuntem.- Wornlany; Mikołaj Abramowicz.- 
Obchody imienin Emilji Abramowiczowej i Domiceli Mostow- 
skiej. - Przyjaźń tych pań. - Niedźwiednicy. - Kwestarze.. 44 
ROK 1824: Zimo w Wilnie. - Dom Samsona. - Wspomnienia 
teatrów amatorskich u gen. Bennigsena. - Hr. z Potockich de 
Choiseul-Gouffier, - Dom Giinther6w. - Hr. Konstanty Plater.- 
Bracia Stanisław i Karol Czapscy. - August Brzostowski. - 
Anegdoty z czas6w pobytu Francuz6w na Litwie. - Bytność 
senatoro llińskiego w Wilnie, - Jego bigoterja, połqczona 
z pychq. - Zebrania u ks. Dymitrowej Czctwertyńskiej. - Udział 
pań z arystokracji w proccsjl kościclneJ na Gromnicznq. - 
Pobyt Antoniego Radziwiłła w Wilnie. - Profesor Józef Gołu- 
chowski. - Uczęszczanie pań wileńskich na jego wykłady. - 
Zabawne qui pro quo z generał-gubernatorem Korsakowem.- 
Anegdota o imieninach. urzqdzonych przez Gołuchowsklego 
w jego majqtku Garboczu. - Wspomnienia i anegdoty o Chac- 
klcwłczu. - Pogrzcb księżniczki Zubow. - Z WalentynoWICz6w 
księźna Zubow.- Pani Walcntynowiczowa i rozmowa jej z Nowo- 
silcowem. - Teatry amatorskie w Wilnlc i żywe obrazy - Oże- 
nienie się Karola Przezdzieckiego z Korneljq Gorskq. - Prze- 
nosiny ich do Smorgoń . . , . , . . . . . , , . . , . . . .' 59 
ROK ]825: Zamieszkanie na zimę w Wilnie w domu Plater6w. - 
Ferdynand hr. Plater, - Pan PI nobel, nauczyciel języka fran- 
cuskicgo. - Generałostwo Niesiołowscy. - Oźenienie się 
Bcnedykta Tyszkiewicza z Wandq Wańkowlczównq. - Poznanie 
się z Ignacym Chodźkq. - Wyjazd do Warszawy. - Pobyt 
w Żołudku u Rudolfostwa Tyzenhauzów..i w Nakrysz:kach u pani 
StrawlńsklcJ. - Poznanie się z Edwardem Odyńcem. - Opo- 


j 



 
1 
I 
t. 
t 
f
>>>
]J) 


i 
I 


wladonic matki o podskarbim Tyzenhauzie. - Terespol; granica 
Królestwa, - Szosa brzeska. - Anegdota o synach wojewo- 
dziny Heleny Radziwiłłowej. - Ignacowa Tyzenhauzowa i jej 
mieszkanie w domu Gerlacha. - Zwiedzanie Warszawy.- 
Rodziny Lubeckich i Scypion6w. - Podróże p. Scypionowej. - 
Generał Giełgud i wizyta u niego w obozie, - Znajomość 
Adama Giinthera ze Stanisławem Wodzickim. - Śmierć Zofji 
Plater6wny. - Wyjazd do Puław. - Puławy, - Księźna Izabela 
Czartoryska, - Życie w Puławach. - Napisy Niemcewicza na 
ksiqżkach do nabożeństwa. - Anegdoty o księżnie Izabcli. - 
Sybilla i Domek Gotycki.- Żywy obraz pod krzyżem.- Powr6t 
do Wilna. - 
mierć cesarza Aleksandra i jego żony , , . .. 75 
ROK 1826: Jubilcusz ]826 r. - Zjawa krzyża na niebie w maju 
1825 roku. - KSlqżcczka z modlitwami za trzech cesarzy. - 
Jubileusz na wsi. - Skutki błogosławione jubileuszu. - Kościół 
misjonarski w Wilnie i odprawiane w nim nabożeństwa. - 
Smierć pani Mostowskiej z Cerkliszek. - Obłęd i utopicnie się 
Jurewłcza. Śmierć babki Giintherowej. , . . , . ' , , . . .. 89 
ROK 1827: Zima w Wilnie. - Kozłowscy, para artyst6w muzyków,- 
Pobyt Marjl Szymanowskiej w Wilnie. - Jej charakterystyka.- 
Przygotowania do konccrtu. - Albumy Szymanowskiej, - Pani 
Gubernatorowa, jej biała salopa a krzesła potrzebne na koncert.- 
Zachowanie się artystki przed konccrtem. - Wyjazd Szyma- 
nowskicj. - Restauracja barbarzyńska kościoła św. Jana.- Go- 
rqce lato i wczesne żniwa. - Śmierć Rudolfowej Tyzenhau- 
zowej. - Smierć Rudolfa Tyzenhauza w parę lat p6źniej . , . .93 
ROK 1828: Zima w Wilnie. - Wieczory podczas wielkiego postu.- 
Jan Renner. -Ludwik Czarnocki.- Zabawy tancczne u p. Ło- 
paclńskiel I generałowej Niesiołowskiej. - Apolinora Platero- 
wa. - Zabawy u Michała Tyszklewicza, - Joasia Tyszkiewl- 
cz6wna. - Zofja Chłopicka. - Pani Bobiatyńska i jeJ siostra 
Katarzyna Walentynowicz6wna. - Zofja z Tyzenhauzów Choi- 
seul i jej stroje. - Wychowanie syna Aleksandro, - Jego i.y- 
wość. -. J6zef Gorski. - Tytus Pusłowski. - Waldcmar Kor- 
sakow. - Miłość ku niemu Ludwiki 
niadeckiej. - Antoni Go- 
recki. - Teofila z Morawskich generałowa Czemiszew.- 
Jej życie i śmierć. - Kaplica w Dobrowianach i jcj poświęce- 
nie latem, - Kazimierz Bachmatowicz. - Bytność Jana Ruste- .. 
ma w Dobrowianach, - Ido ks. Ogińska. - Aleksander Suli- 
strowski z Szemetowszczyzny i jego rozrzutność dla cyrk6wki 
Adelaidy Turnicr.. . , , . , , . , . , . . . . . . , , . . . . 100 
ROK 1829: Dom Mikołaja Abramowicza w Wilnie. - Celina i An- 
tonina Sulistrowskie. - J6zef Śniadecki. - JędrzeJowa Śnia- 
decka. - Franciszek ks. Sapieha. - Jego przyjaźń z Samuelem 
Medekszq. - Ks. Konstanty Lubomirski. - 
mlerć Bajkowa.- 

mierć p. Goreckiej. - EmUJa Chomińska z Olszewa. - Panny 
Buczyńskie z B61kowa i Łyntup. , . ' . . , . . . . . , . , . 112 


( 
f 


t 
t 
I
>>>
IV 


l 


ROK 1830: Zima w Wilnie.-Pani Waryńka z Golicynów de Chol- 
seul, wdowa po Edwardzie de Cholscul.-Mało ożywiony kar- 
nawał. - Pani z Sulistrowskich 
niadecka. - Bal kostjumowy 
u pp. Abramowiczów. - Panny: Barbara Szwykowska, Kaje- 
tuna Abramowlcz6wna, Anastazja Jakowlew, Aleksandra Becu. 
Teresa Bychowc6wna, panie Engelhard i Zabłocka, panny: Na- 
talia de Nćve. Salomca S* i Ido Ogińska. - Pobyt Lampiego, ,. 
syna, w Wilnie i jego sposób portretowania. - Ido i Matylda 
Giinther6wny. - Powr6t do Wilna z więzienia Jana Chodźki, 
I. Strumiłły, Karola Wagnera, Konstantcgo Nowomiejskiego i MI- 
chała Romera. - 
mierć prof. Miinicha, słyhnego skqpca. - 
Choroba t śmierć innego skqpca, starosty Umlastowskiego.- 
Groby wielkotygodniowe w Wilnie. - Strole pań. - 
więcone 
u ApolinQl"Y Platerowej, księstwa Gedrojciów i pp. Chrapowic- 
kich.-Pani z Sorokinów Rogowska.-Jej zamqżpójścle i pożycie 
z mężem. - Jej przyjaciółki: z Szostowickich Salomono- 
włczowu, z Podberesklch Kołkowska i z Zaleskich Norsztlno- 
wa. - Owdowienie pani Rogowskiej i powtórne śluby z Józe- 
fem Sulistrowskim. - Teatr wileński. - Artystki i artyści. - 
Wygwizdanie sztuki p. t. ..Nasze przeblegi".-Wznowienie przed- 
stawień teatralnych. - Pobyt trupy Chiarlnich w Wilnie, - 
Osobliwości wileńskie: słoń, panorama Paryża. - Jarmark 
wllcński. - Ożenienie się profesorów Oczapowskiego i Pod- 
czaszyńsklego, - Zamężcie ks. Amelji Ogińskiej za Karola Za- 
łuskiego, ks. Ewy Ogińskiej za Hipolita Brzostowskiego i ks. 
Idy za Adolfa Kublickiego, - Zamężcie panien Becu. - Szczę- 
śliwe pożycie Aleksandry Becu z dr, J6zefem Mianowskim 
i jej śmierć. - Sklepy wileńskie: Wagnerowej, Bldeaux, Fio- 
rentiniego. Wagnera, Wilkańca, Nowikowa, Klaczki. - Cukier- 
nie: Kunco. Kicia, Dawacego I apteki: Wolfganga, Woelka. 
Jendego i Zielona. .- Sklepy Lecayer'a i Wcjsa. - Szewc Łq- 
giewłcz. - Oszklenie galerii Ostrobramskiej przez Apolinorę 
Platerowq. - Przenosiny do pałacu w Dobrowianach. - WI- 
zyta generała Paca, - Zimowy pobyt na wsi. - Ogr6d i ho- 
dowle dobrowlańskic. - Apartamenty matki i ojca. - Osicdle- 
nie się J6zefostwa 
nladecklch w Szemetowszczyźnie. - Pobyt 
kanonika Mamerta Herbuta i pułkownika Przezdzieckiego 
w Dobrowlanach.-Wizyta ks. Jasińskiego i lego kazanle.-Po- 
byt Giinther6w w Postawach. - Pałac postawski i spos6b życia 
Konstantostwa Tyzenhauzów. - Konstanty Tyzenhauz jako mqż, 
ojciec i pan. - Jego gabinet ornitologiczny. - WYlazd z Postaw 
i powrót do Dobrowian . , , . . . . . , , . , . . . , . . . . 118 
ROK ]83]: Nastroje patriotyczne. - Nadzieje wiosenne. - Moneta 
z Orłem i Pogoniq. - Zbi6rki i przygotowania. - Udział Ka- 
rola Przez dzieckiego w powstaniu. - Przyjazd KornelU Przez- 
dzieckiel do Dobrowian. - JeJ niepokól i przeczucia. - Rze- 
zic.- w Smorgoniach lOszmianie. - Kramnica Hana, - Ucieczka 


1
>>>
l 


l 


l 


v 


Karola Przezdzieckiego. - Wyjazd Korneljl Przezdzleckicj do 
Ihumenowa. - Poszukiwania leJ przez oddział rosyjski w 00- 
browIanach. - Zbliżanie się oddział6w polskich do Wilna. 
 
Rzqdy Chrapowickiego I cholera w Wilnie. - Pomyślny stan 
zdrowotny Dobrowian. - Przybycie oddziału milicji orenbur- 
skiej do Dobrowian. - Dow6dca jego-pułkownik BoncenthaJ.- 
Major Korn. - Gencrał Dembiński w Niestaniszkach. - Od- 
powiedź jego p. Niewiadomskiemu, chcqcemu oddać syn6w do 
jego oddziału. - Major Jeżewski, jego choroba i opieka nad 
nim pułkownikowej Dederkowej. - Wyzdrowienie jego i wywie- 
zicnie do Wilna a potem do Wiotki. - Dobroczynność Antoni- 
ny 
niadeckiej i Malewiczowel. - Uwięzienie Konstantego Ty- 
zen hau za w Dynaburgu. - Ucieczka rzqdcy Rakiszek Horo- 
deckiego za granicę. - Mała Eldzia Tyzenhauz6wna i jel tak- 
towne zachowanie się. w Wilnie, - Upadek powstania i Jego 
skutki. - Konfiskata maJqtku Karola Przezdzieckiego. - Jego 
choroba w Poznaniu i śmicrć. - Wdowieństwo Kornelji Przez- 
dzieckiej. - Wywiezienie na Sybir pułkownika Radziszewskie- 
go i PorfIrego Ważyńskiego. - Smutne wiadomości z Puław.- 
Ustqpienie Chrapowickiego. - Rzqdy Dołhorukowa i Obresko- 
wa w Wilnie. - Zabawy urzqdzane przez nich. - Satyryczne 
wierszyki o Polkach, bawlqcych się w gronie oflcer6w rosYI- 
skich. - Emigranci z Litwy. - Konfiskata Dereczyna. - Losy 
księstwa Gabrjelostwa Ogińskich. - Zamknięcie Uniwcrsytetu 
w Wilnie i wywiczienie jego zbior6w. - Rzqdy Stroganowa 
w Mińsku. - Anegdoty o Jego dobrem sercu. - Przyjazd Ada- · 
ma Chreptowlcza do Dobrowian. - Sylwetka tego wybitncgo 
obywatela. - Wesoły wieczór rodzinny w DobrowIanach . . . 143 
.LATA 1832-1833: Zima na wsi. - Wizyty Antoniny ŚniadeckieJ.- 
Przyjazd na Wielkanoc generałowel Niesiołowskiej. - Charak- 
ter słodko-kwaśny tej pani. - Przyjazd wiosnq pułkownika 

hrz8nowskiego i Stanisława Chomińskicgo, kapitana gwardjl.- 
Odwiedziny latem Dobrowian przez Ignaccgo Chodźkę. - Le- 
ktura óWCzcsna. - Przyjazd biskupa Kłqgiewicza na wizytacje: 
parafji. - Wyjazd Giinther6w do Warszawy. - Warszawa po 
powstaniu. - Życie rodzinne w domu Ignacowej Tyzenhauzo- 
Wcj.-Wspomnienia o Helenie z Przezdżieckich Radzlwłłłowej.- 
Anegdoty o Anglikach. - Listy z Poznania o weselach w domu 
Antoniostwa Radziwiłł6w.-Panle Gutakowska i Sobolewska.- 
Rodzina Jana Platera. - Karolostwo Lubeccy. - Włodzimierz 
Lubecki. słynny dziwak i oryginał. - Rodzina KIckich i Bisz- 
ping6w, - Teatr I opera warszawska. - Wody mineralne 
w ogrodzie Dekerta. - Suchodolski, malarz, i jego rodzina. - ł" 
Z Ossolińskich generałowa Łubieńska i jej c6rka Adela. - 
Franciszkostwo Potoccy. - Lucja Wawrzecka. - Wieczory na 
balkonie pałacu Mokronowskich. - Wycieczki po Warszawie 
i w lej okolice. - Wizyta u pani Anny z Tyszklewlczów Sta-
>>>
VI 


nisławowej Wqsowiczowej w Mokotowie, - Namiestnikowa 
Zajqczkowa i jej wieczna młodość. - Obiad u p. Wqsowiczo- 
wej i jeJ słodko-kwaśny spos6b bycia. - Spacery w ogrodzie 
Saskim. - Spotkanie z Litwinomi. - Zofja de Choiseul.Gouffier 
i JeJ spaccr w ogrodzie Saskim. - Powrót majora Jeżewsklego 
z zesłania, - Wdzięczność jego ojca. - Jmieniny Ignacowej 
Tyzenhauzowej.- Rozstanie się z niq i powr6t do Dobrowlan.- 
Wiersz Ignacego Chodźki . . , ., . , , . , . . . . . , . . . , ]64 
ROK 1834: Pierwsze wybory w Wilnic w języku rosyjskim, - Spę- 
dzanie czasu przez Giinther6wny w Dobrowianach. - Opowia- 
dania Bachmatowłcza o letnich wycieczlmch w okolice Wilejki.- 
Rodzina Kozlełł-Poklewskich z Serwecza. - Przywlqzanie Ba- 
chmatowicza do Dobrowian i jego mieszkańców. - Pobyt 
w Wilnie podczas świąt wielkanocnych. - Powr6t rodziny Mir- 
sklch i Szumskich do Wilna. - Święcone u pani Felicji z Mo- 
rykonłch Platerowej. - Nowe zwyczaJe towarzyskie, wpro- 
wadzone przez gubernatora Obreskowa. - Leon Sapieha i jego 
rodzice, Pawłostwo Sapiehowie.-Założenie pensjonatu dla szla- 
checkieJ młodzieży. - Pobyt w Wilnie dworu ambasadorowej 
z Konopków TatiszczcwoweJ,- Przeszłość i śmierć tej pięknoścl.- 
Narzcczeństwo Matyldy Giinther6wny z Maurycym Buczyńskim 
z Ból kowa. - Miłe lato w Dobrowianach. - Odwiedziny Cer- 
kliszek. - Edward i Klementyna z Wańkowiczów Mostowscy.- 
Ślub Matyldy Giintherówny, - Portret jej męźa. . , . . . . . 182 
ROK 1835: Wyjazd do Wilna na zimę. - Wypadek w drodze. - 
Choroba Adamowej Giintherowej na skutek tego wypadku. - 
Przejęcie się niq dora Mianowskiego, - Odgłosy karnawału 
wileńskiego, dochodzqce do łoża chorei. - Bover de Saint-Clair 
ożcniony z PeJagjq lKossakowskq. - Wrażenie jego narodo- 
wego szkockiego kostjumu. - Rodzeństwo pani Pelagji. - Bal 
u generałoweJ Niesiołowskiej. - Młodzież 6wczesna. - Kon- 
cert na biednych. - Wielkopostne zebrania u p. Abramowiczo- 
wej. - Marynia Jundziłłówna i Helenka Sołtan6wna, córka 
Stanisława Sołtana i Heleny z Toplickich ]-0 v. Korsakowej.- 

mierć I pogrzeb J6zefa Łopacińsklego.- Msza żałobna za niego 
I mowa ks. T rynkowskiego. - Loterja fantowa na biednych.- 
Wraźenie faktu przetańczcnia walca przez Gabrjelę Giinthe- 
r6wnę z kupcem Lewensztejnem, - Piknik w Werkach - Wie- 
czorki cotygodniowe u Giinther6w. - Kalikst i Władysław 
CzetwcrtYńscy. - Władysław Lubomirski, - Bracia Czapscy 
Adam i Jgnacy. - Emilia i Justyna Chropowickie, - Resursy 
wileńskie. - Dowcipy barona Krauza. - Koncerty Laffona, - 
.. 
mierć Rustema. - Jarmark I menaźerja. - Piknik w Wer- 
kach, organizowany przez gen. gub. Dołhorukowa. - Wyjazd 
na wieś. - Sqd kompromisarski o łqkę między Adomem 
Giintherem, Janem Kotwiczem i Adolfem 
więcicklm. - Wyrok 
marszałka Romera. - Imicniny pani Abramowiczowej w Wor- 


t 
1 


! 
l
>>>
VJJ 


l 


nianach. - Maskarada. - Wesołe rozejście się do snu. - Sa- 
mobójstwo Mikołaja Abramowicza jesieniq tegoż roku.-Odwle- 
dziny DobrowIan przez Karola Podczasz:yńskiego. - Uczynność 
Adama Giinthera. - Ślub panny Eleonory Buczyńskiej z p, 
Załęckim. - Wizyty w okolłcy, - Wiersz autorki na nutę 
.Jask6łek". - Wyjazd Buczyńskich do rodziny w Gro- 
dzieńskic i Mińskie. - Ich przYlęcia. - Dom podstolłch Czar- 
nockich. - Karol Czarnocki. - Mińsk. - Ożywienie towarzy- 
skic w tem mieście, - Wspomnienia Adama Giinthera z czas6w 
młodości w Mińsku. - Podr6ż lego z przyjaci6łmi do Peters- 
burga. - Roztargnienia Karola Czapskiego. - Wizyta w Cer- 
kliszkach. - Marszałek Siesicki. - Imieniny Adama Giinthera 
i święta Bożego Narodzenia. . . , . . . , , . , . . , . . . . 193 

OK 1836: Zima na wsi. - Echa zabaw wileńskich. - Pan so- 
wletnik Niewiarowicz ze Stroczy. - Dziwactwa jego. - Smutny O 
los Michaliny Niewiarowiczówny. - Autorka pisze ..Poemat 
o DobrowIanach". - Wrażenie lektury ..Pana Tadeusza". - 
Wiosna w Dobrowianach. - Wyjazd do Wilna, - Marszałek 
Mostowski. - Jego starania rozerwania przybyłych zc wsi. - 
Widowiska wileńskie: atleta K waliardi; rodzina Prlce, tańczqca 
na linie; spiewaczka Mees Masl. - Przelotnc ptaki towa- 
rzystwa wileńskiego: z Sulistrowskich Skirmuntowa. Eugcnjusz 
Podhorodeńskl, August Potocki, Melanjo z Grabowskich Oźa- 
rowska. - Gubernatorostwo Doppelmayer. - Lato w Dobiowla:' 
nach. - Wizyta Tyzenhauz6w z Postaw. - Wizyta Kornela 
Korbuta i Lucjana WojnHłowlcza, - Choroba Bachmatowlcza.- 
Ks. Rapczyński iks, Mokrzycki. - Wiadomości z Warszawy,- 
Operacja zdjęcia katarakty z oczu Ignacowej Tyzenhauzowel.- 
Operacja oczna ślepej od urodzenia Julji WołowskieJ. - Przy- 
jazd kupca Muchino z towaromi. - Czarne pelerynki futrzane.- 
Oficerowie rosyjscy z okolicznych oddziałów ........ 216 
ROK 1837: Zima w Wilnie. - Nieobecność gł6wnych filar6w 
towarzystwa wileńskiego. - Resursy. - Dowcipy barona Krau- 
za. - Druga żona Edwarda Romera. - Generałowa Gets- 
mar. - Ludwika i Julja Niesiołowskie. - Cyprjan Cywiń- 
ski. - Pierwsza bytność na maskaradzie sióstr Giinther6- 
wien. - Spotkanie z Lucjonem Wojnlłłowiczem. - Pani chorq- 
żyna Walentynowiczowa. - Opcra Szmldkoffa. - Pensjonat 
żeński Rapcewiczów. - Sejmiki gubernjalne. - Wybory mar- 
szałka gubernialnego. - Żaba-Marcinkiewicz zwycięża Ed- 
warda Mostowskiego. - Obiad na cześć ostatniego, - Toast 
autorki na cześć Mostowskiego. - Odpowiedź Ignacego 
Chodźki, - Misja ks, Bogdanowicza. - Wrażenie jego nauk. - 
Powrót ks. Dołhorukowa z Pctersburga I zakaz noszenia przez 
mt;żczyzn zarostu. - Mikołaj hr. Zubow i jego żona z domu 
Medem6wna. - Spokojnc wieczory wiclkopostne w gronie ro- 
dziny. - Juljan Klaczko. - Amelja z Ogińskich Załuska. 


1 


i 


.
>>>
VIII 


I 


Powr6t do Dobrowian. - Przyjazd Bachmatowicza. - Jego 
choroba. - 
mierć szambelanicowej Sulistrowskiej. - Pan So- 
kulski. metr muzyki, - Pamela, wychowanka jego żony. - Jej 
spos6b wychowywania c6rek. - Grzqdkl, zasiane nasionami, 
przysłanemi przez Korsalm z Syberji. Pożar kościoła 
w Poryndze podczas odpustu. - Zaproszenie na ba) dla Ce- 
sarza do Wilna. - Wyjazd na tę uroczystość. - Cesarz odma- 
wia przyjęcia balu.- Szczegóły o pobyciu Mikołaja I w Wilnie.- 
Rozmowa jego z generałem Kossakowsklm. - Zaprouenit" 
Giintherów przez gen. Kossakowskiego do Łukojń. - Obłóczyny 
Wirginji Tymanówny. - Wyjazd rodziny Giinther6w w Wiłko- 
mierskle, - W Wieprzach u Saint-Clalrów. - Wojtkusz:ki Kos- 
sakowskich, - Łukojnie generała Kossakowsklego. - Powrót 
do Dobrowian. - Smierć Kazimierza Bachmatowicza. - Wizyta 
Mirskich i Szumskich, - Tragiczna śmierć Wandy de Choiseul 
w Toplitz. - Smutny stan Jej ojca, generała Niesiołowskiego. - . 
Kaboła polna. , .'. . . . . . , . . , . . . . , . . . . . . . 226- 
ROK 1838: Pobyt Buczyńskich w Warszawie. - Listy Matyldy Bu- 
czyńskiel o towarzystwie warszawskiem. - Listy pana Rudominy 
o zdarzeniach towarzyskich wileńskich: ślub ks. Leona Sapiehy, 
śmierć podkomorzego Szwykowsklego, rozpoczęclc procesu Szy- 
mona Konarskiego. - Kslq:l:ę Trubeckij, przewodniczqcy komisji 
śledczeJ w tel sprawie. - PrzYJazd Giintherów do Wilna. - Bal 
w pałtJcu generał-gubernatorskim. - Marja Łopacińska. -'-.. 
Księżna Barjatyńska i jej c6rkl : Marja Barjatyńska i LeoniIdo 
,J ks. Wittgenstein. - Afront, który spotkał przy kolacji paniq D.- 
Fantazje Mikołaja Dołhorukowa, - Koncert na dochód Dobro- 
czynności - Uwertura z Semiramidy,. wykonana na ośmiu for- 
tepianach. - Występy Mees Masl. - Śmicrć Jędrzeja Śnia- 
deckiego. - Mowa ks. T rynkowskiego na pogrzebie 
niadec- 
kiego. - Koncert Karola Lipińskiego. - Bal w I(ojranach.- 
Spotkanie z A. E. Odyńcem. - Lekturo przez Odyńca ..Poematu 
o Dobrowianach" autorki. - Marla Tyukiewlcz6wna, synowica 
referendarza Tyszkiewlcza. - Wspomnienia o tym oryginale.- 
Obiad u generała Kossakowskicgo, - Jego muzeum. _ Fanta- 
(. stycznc łgarstwa jego. Bal u pp. Kuczkowskich. 
Osunięcie się góry Bckieszowej. - Sztuki konne. - Galerja 
figur woskowych. - Lato w Dobrowianach. _ Przyjazd 
Konstantego Przezdzieckiego z synem Aleksandrem. - Lektura 
dramatu francuskiego Aleksandra Przezdzieckiego, - Wy- 
jazd Przezdzieckich do Postaw i pOwrót ich z Tyzenhauzami 
do Dobrowian. - Ermancja, JózefIno i Elfryda Tyzenhauzówny, 
córki Rudolfa. - Porównanie ich z Marjq I Helcnq T yzenhau- 
zównami z Postaw. - Powaga Ermancji Tyzenhauzówny. - 
Sympatyczne cechy Elfrydy. - Jnscenlzowanie ..Powrotu taty" 
Mickiewicza. - Fete champetre w B61kowle, - Wyjazd go..
i 
z Dobrowian. - Obch6d 'Imienin Jgnacowej Tyzcnhauzowej 


.
>>>
\ 


\ 
r 
- 


--,-- 


ix 


w Postawach. - Teatr amatorski w Postawach. - Takież przed. 
stawienie w DobrowIanach. - .Wizyta w Zalesiu u senatorowej 
ks. OgińskieJ. -- Karolek Kublicki. - Konstanty Nowomlelski.- 
Jesienne rozrywki, - ..Gazeta Dobrowlailska". - Korespon- 
dencia z Postawami, Warszawq i Słucczyznq. - Leon Radziwiłł 
z Radziwiłłmontów. - Henryk Żukowski, malarz. - Przyjazd 
d-ra Mlanowskiego do Dobrowian. - Eustachy Tyszkiewicz , , 247 
ROK 1839: PrzYJazd p. Rudominy z Wilna do Dobrowian. - Cha- 
rakterystyczna postać z XVIII w. - Smutne wiadomości z Wilna.- 
Rozstrzelanic Szymona Konarskiego. - Aresztowanie p. Anto- 
niny 
niadeckiel. - Przyjazd Giintherów do Wilna. - Nic- 
zgrabność p. Seweryna Grabowskiego,-Salony anastr6J mlasta.-;- 
Opowiadanie p, Abramowiczowej o wrażeniu kaźni Konar- 
skiego. - Zcsłanie do Wiotki I Wołogdy Romer6w, Stanisława 
Szumsklego, Justyna Hrebnicl(iego i Bronisława Zaleskiego. - 
Nowe postacie towarzystwa wileńskiego: Ludwika Pac6wna, 
Leonja Bennlgsen I jel brat, Ludwika Borcwlcz6wna, JulJa 
I Marla Chrapowickie, MichaIIno, Leontyna i NelanJa Wołłowi- 
czówny. - Egzaminy doroczne na pensji żeńskiej pp. Rapce- 
wicz6w, - Zawód ks. Dołhorukowa. - Opera i teatr wileński.- 
IzabeUa Gorska iDawison. - Mikroskop i dziwy oglqdane 
przezeń. - Teatr pcheł tresowanych. - Antoni i ZofJa Odyń- "'" 
cowie. -Ich c6reczka Antosla.- Wizyty Odyńca u Giinther6w.- 
Wstqplenle do wizytek Marjl Czapskiej, c6rki Iarolosłwa. _ 
Cierpienia J6zi Wawrzeckiej. - Dwuznaczne położenie JeJ star- 
szel siostry, Lucji Zabiełłowej. - Rugi urzędnik6w skompromi- 
towanych wobec rzqdu. - Usunięcie pułkownika Bogdanowicza 
z plackomcndantury. - Przytulenie rodziny lego przcz Buczyil- 
sklch w Bólkowle. - Letni pobyt w Dobrowianach. - Wizyta 
Odyńca, Ignacego Chodźki I JulJana Korsaka. - Ożenienie sic: 
Edmunda Sulistrowsklego z Antoninq Kamickq. - Adela Kar- 
nicka. - Konkury o nlq I{onstantego Radziwiłła ". . , . , - 269 
ROI 1840: WyJazd Adama Giinthera I BuczYllsklch do Wilna. _ 
Wiadomości wileńskie: osiedlenie się ks. Wittgenstelna w Wer- 
kach. - Zabawy zimowe w tej rezydencji. - Ożenienie się ks. 
Dołhorukowa z Lucjq z Wawrzecklch Zabiełłowq. - DymisJa 
Icgo I przYlazd nowomianowanego gen.-gubcrnatora Mirkowi. 
cza. - Dowcip bar, Krauza ó propos wyJazdu Dołhorukowa 
I długów kt6re, po nim pozostały. - Jak ks. Dołhorukow uregu- 
lował swe zobowiqzanla ze spadkobiercami Tyszkiewlcza, sta- 
rosty wielatyckiego. - Pożegnalne śniadanie dla ks, Dołhoru- 
kowa w Klerżonce. - Wybory marszałka gubernjalnego. _ 
Edward Mostowski triumfule nad Żabq. - Opis Jego wyboru 
w liśclc Matyldy BuczyńskleJ. - Powr6t Adama Giinthera do 
Dobrowian. - Wizyta Marcina Zaleskiego, podkomorzego. _ 
Prz.r'lazd Giinther6w do Wilna. - Skarby, pozostałe po staroście 
. wlelatyckim. - 
mierć Barbary Szumskiel. - Odlazd Maryli
>>>
x 


Szumskiej do ojca do Wołogdy. - Śmierć Józefa Szumskiego.- 
Bal u gen. Niesiołowskiej i Mirkowicz6w.-Rodzina gen. Kreutza.- 
Powr6t Doroty ŁopacińskieJ z zagranicy. - Odmiany w jej 
domu. - Nowy gubernator cywilny Jerzy Dołhorukow i lego 
żona.- Margrabia Paulucci.- Adam Czapski. -- WYlścle Ludwiki 
Pac6wny za Ksawerego Sapiehę z Wysokiego.- Werkl.- Księżna 
LeoniIdo Wlttgenstcin i jeJ przyjaźń z rodzin q ccsarskq.-WycieCzki 
ranne Giintherówien na Pohulankę. - Malówkl w Zakrecle. - 
Widoki i obrazki na drodze do Kalwarji.- Wylazd Marji Szum- 
sklej do olca, St. ChomiJlskiego I Ksaw. Dowgiałły zagranicę.- 
Nowe aresztowania w Wilnie.-Aresztowanie dora j. Mlanow_ 
skiego. - Starania ks. LeonUdy WUtgensteinowej w celu ulżenia 
mu. - Ślub MorU Łopacińskiej z Lucianem Morykonim. - Przy- 
jazd Konstantego Przeztlzieckiego z synem Mieczysławem. - 
Zabiegi tego ostatniego o Marję Tyzenhauz6wnę. - Korespon- 
dencja z Postawami w sprawach literackich. - PrzYlazd ks. 
Bogdanowicza do Dobrowian. - Jego wpływ na kierunek poe- 
tyckiel tw6rczości autorki. - Przysłanie przez Ign. Chodźkę 
"Obrazów Litewskich". - Wrażenie tej ksiqżki i tego podarku.- 
Nawlqzanie się korespondcncji autorki. - Wieczory jesienne,- 
Przyjazd p. Bukszy z Paryża i jego opowieści. . . . . . . , . 281 
ROK 1841: Powr6t p. d'Abry'ego z Paryża. - Jego opowiadania 
o pp. Lubańsklej, Łopacińskiej i Obreskow. - 
mierć kanoni- 
ka Sienkiewicza. -1 Śmierć Walerji Konstantowej Tyzenhau- 
zowej. - Pobyt Matyldy Buczyńsklej w Postawach. - Przyjazd 
OJtmpjl Szwykowskiej z synami do Dobrowian. - Pobyt Gun- 
ther6w w Druskienikoch. - Towarzystwo drusklenickie.- 
Wiadomość o powtórnym ślubie p. z Podbereskłch Kołkow- 
skleJ z jej pierwszym mężem. - Pierwotne warunki byto- 
wania w Druskienikach. - Dawne piękności: pp. \X'ysogler- 
dowa, Abramowiczowa, senatorowa Ogińska na w6zkach 
paralltyk6w. - Julian Andrzelkowicz, - Zaręczyny panny 
Szyrmianki z panem BrOJ1Cem. - Karolina Czetwcrtyńska I jej 
dzlecl.-Eleonora Tyszkiewłczowa i jej c6rki: Marjctka I Iza.- 
PrzyJazd Rudolfówlen Tyzenhauz6wien z Władysławostwem 
Pusłowskiml. - 
mierć Stasia Pusłowskiego. - Resursy dru- 
skienickle, - Poświ
cenie kamienia węgielnego kościoła w Dru- 
skienikach. - Wyjazd z Drusklenlk. - Przylazd Aleksandra 
Przezdzieckiego do Smorgoń I zaręczyny Jego z Marjq Tyzen- 
hauz6wnq. - Poznanie się Aleksandra Przezdzieckiego z Igna- 
cym Chodźkq. - Podarowanie przez ostatniego pierwszemu 
rękopisu "Grażyny", - Przyjazd Saint-Clairów do Dobrowian 
i spotkanie się tu z Tyzenhauzaml. - Wiejskie rozrywki SaInt- 
CIaira, - Nieporozumienie jego z rosyjskq policjq. - Oburzenie 
Saint-Claira na nlefortunne przebranie pastucha za Szkota. - 
Przylazd Zofii de Choiseul z synem Aleksandrem. - Opowia- 
dania jej o Florencji i Aleksandrze Dumasie. - "Bctisiana" 


I 


t 


r 
1 


t
>>>
XI 


,. 


Aleksandra Przezdzieckiego. - Teki Adama Giinthera. - Jmie- 
niny MorU Tyzenhauz6wny w B6lkowie. - Dzieła Bossueta 
ofiarowane jej na wlqzanle przez narz:eczonego.-Helena Tyzen- 
hauz6wna. - Opis konkurów Aleksandra Przezdzieckiego. - 
Wiadomości z Wilna. - Wyrok na uwięzionych w 1840 r. - 
Pułkownik żandarm6w Łomaczewskij wykrywa, że osqdzeni zo- 
stali skazani niesłusznie. - Nazimow I jego szlachetne zachowa- 
nie się. - Piękna I dobra pani Nazimowowa. - Uwolnienie d-ra 
J6zefa Mianowskiego z więzicnia. - Zmiana w jego duszy . . 294 
ROK 1842: Pobyt Matyldy Buczyńskiej w Kojranach podczas kar- 
nawału. - Korespondencja narzcc%onych. - Zabawy w Koj- 
ranach. - Charakterystyka pani Doroty Łopacińskiej - Przyjazd 
do Kojran dora Mianowskiego z Tomaszem Zanem, - PrzYlazd 
tych panów do Dobrowian. - List ks. WUtgensteinowej i scena 
o jego kopjl;. - - Pobyt Tomasza Zona w Dobrowianach podczas 
całego postu wielkiego. - Opowiadania jego o Filaretach 
i o gubernatorze orenburskim.- Powr6t Aleksandra Przezdziec- 
kiego z kontraktów kijowskich i album z autografami, ofiaro- 
wane przez niego narzeczonel. _ Zbigniew Tyzenhauz i jego 
korespondencja z J6zefq Łopaclńskq w sprawie interpretacji 
utwor6w Chopina. - Matylda Buczyńska pozostaje na rekolekcje 
u wl%ytek w Wilnie. - OdJazd Tomasza Zona i jego podróż 
rzemiennym dyszlem po okolicznych dworach.- Lektura jedynq 
rozrywkq w Dobrowianach podczas wiosennych roztop6w. - 
Wizyta ZofJi de Choiseul i postawian, - Marja T yzenhauzówna 
. rysuje portret Ignacego Chodźki. - Wizyta Saint-Clairów. - 
Wizyta Konstantego Potockiego, starajqcego się o rękę Józef y 
Tyzenhauzówny. i Seweryna Uruskiego, starajqcego się o Er- 
mancję Tyzenhauz6wnę. - Pobożność tego ostatniego. - Adolf 
Czapski, konkurent do ręki Elfrydy Tyzenhauzówny. - Pobyt 
Aleksandra Przezdzicckiego w Postawach. - WYJazd Tyzenhau- 
z6w do Warszawy. - Matylda Buc%yńska towarzyszy im. - 
Wizyto pani Łopacińskiej w Dobrowianach i Bólkowle.-Choroba 
Aleksandry z Tyzenhauzów Giintherowej. - Wyjazd Giintherów 
do Wilna. - Listy Buczyńskiej z Warszawy. - Autorka wysyła 
wodę z Niemna I kwiaty z doliny kowieńskiej Adamowi Mickiewi- 
czowi do Paryża. - Przygotowania do jlubu.- Zaślubiny jedno- 
czesnc MorU Tyzenhauz6wny przez Aleksandra Przezdzieckiego 
i Ermancji Tyzenhauz6wny przez Sewel.yna Uruskiego.-Poprzed- 
nie wyjście J6zefy Tyzenhauzówny za Konstantego Potockiego,- 
Powrót Stanisława Szumskiego z zesłania, a księstwa Gabrje- 
lostwa Ogińskich z emigracji. - Tęsknota ks. Gabrjela za 
krajem. - Uwięzienie Ogińskich na granicy rosyjskiel' - Pobyt 
ich w więzicniu. - Śmierć GabrJela Ogińskiego po wYlściu 
% wil;zienia. '- Wdowieństwo ks. Kunegundy z Platerów Ogiń- 
skiej, - Konfiskata Strawiennik. - Polepszenie się stanu zdro- 
wia AdamoweJ Giintherowel, - Bal u generał-gubernatora 


ł 

 



 
, 



 


. 


f
>>>
XJJ 


. 


Mirkowlcza w dn. 6 grudnio. - Wizyty wieczorne pp. Rudo- 
miny, Ptnabel6w, ojca i syna, i profesora Górskiego. - 
Konstanty Nowomiejski. - Karolowa Czapska 313 
ROK ]843: Złudne nadzieje a smutna rzeczywistość. - Urodzenie 
się i :łmierć drugiej córeczki Edwardostwa Odyńców - Listy 
MorU PrzezdzieckieJ o Ukrainie I Wołyniu. - Czwartki pant 
MirkowiczoweJ. - Bale u JózefO!'twa Tysz:kiewlcz6w, Pp. Ło- 
pacińskiej i Felicji Platerowej, u Mlnejk6w. - Ido z Ogińskich 
Kublicka. - Rodzina cx-gubernatora Homo. - Stanisław 
Szumski i jego c6rka, Maryla. - Pobyt Matyldy Buczyńskiel 
w Warszawie. - Zabawy karnawałowe warszawskie. - Bal 
hiacyntowy w ogrodzie Ohma. - Wybory marszałka gubernjal
 
nego w Wilnie. - Bon-mots Mostowskiego. - - Ponowny wybór 
Mostowskiego. - Jego prośba do Tronu o odnowienic Uniwer- 
sytetu t o nowicjat do zakon6w. - Matylda Buczyńska prosi 
Pasklewicza o poparcie tej prośby. - Mikołoi I nie zatwierdza 
wyboru Mostowskiego na marszałka, niezadowolony z jego 
pro:łby. - Smutne losy zasekwestrowanych w 1831 r. majątków.- 
Apostazla księdza Jucewlcza I smutny jego koniec. - Brak 
o!ywienla podczas wybor6w w Wilnic. - Mirkowłcz przeci- 
wieństwem ks. Dołhorukowa. - Opera wileńska. - Wizyty 
codzienne Ignacego Chodźki w domu Giinther6w. - Pod jego 
wpływem matka zgadza się na wydanie zbioru poezyj autorki 
p. t. ..W imię Boże", - Autorka przy pomocy Ignacego Chodźki 
dokonywa wyboru utwor6w do tego zbiorku. - Dowcipne 
warjanty poważnych poezYJ.- Choroba matki autorki przybicra 
formy niebezpieczne. - Powr6t Matyldy BuczyńskieJ z Warsza- 
wy, - Smutne wiadomo:łci o stante zdrowia Ignacowel Tyzen- 
hauzowel,-Chwilowe polepszenie się stanu Adamowej Giin'hero- 
wej.- Jednoczesna śmierć matki I córki, Ignacowej Tyzenhauzowej 
I Adamowej Giintherowel dnia 17 marca 1843 r. - Feralny marzec 
wrodz:łnieTyzenhauz6w.-Pogrzeb matki autorkl.-Og6Ine wsp6ł- 
czucie z powodu tej śmierci.- Wyj:łcle z druku z:biorku ..w imię 
Boże". - Wrażenie ukazanta się tej książki, - Smutny powrót 
do Dobrowian. - Ponowny prz:ylazd do Wilna na zlazd rodzinny 
z powodu dz,ału między córkami Rudolfa Tyzenhauza,- Zaślu- 
bienie przez Elfrydę T yzenhauz6wnę AugustaZamoysklego.-..Kon- 
gres czarny" i jego uczestnlcy.-Młode małżeństwa: Uruscy, Po- 
toccy i Zamoyscy.- Wypadek z nabitą strzclbq.-- Wpływ męż6w 
na żony.-Jak w rodzinie Zamoyskich męźowie w ryzach trzymali 
żony.- Aleksandrostwo Przezdzleccy.-Gustaw Olizar i jego syn 
Karol. - Rozrywki podczas zjazdu rodzinnego. - Obiad wy- 
dany dla.j,Konstantego Tyz:enhauza przez lego pupilki. - Koniec 
..Kongresu czarnego", - Powr6t do Dobrowian , 336 
PRZYPISY , . , . . . , . , , , . . , . . . . . , . , , , 357 


. 
\
>>>
, 


, 
l. 
2, 
3. 
4. 
5. 
6. 
7. 
8. 
9. 
10. 
]], 
12. 
13. 
14. 
15. 
16. 
H. 
18. 


. 


l 



 


s P I S I L LI S T R A C Y j. 


G a b r I e I a h r. G fi n t h e rów n a według rysunku Marjl 
z hr. Tyzenhauz6w hr. Alcksandrowej Przezdzieckiej. przed tytułem. 
A d a m h r. G fi n t h e r według portretu olejnego J. Damela .. 1 
I g n a c y h r. T y z e n h Q u z według minjatury W. Lesseura. 16 
R u d o I f h r. T y z e n h a u z jako dow6dca baterJl artylerU 
według portretu olejnego J. Rustema . . , . , . . . , . , .. 32 
Z Bachmińskich I-o v, Cichocka, 2-0 v. Mikołajo- 
w a A b r a m o w i c z o wa według minjatury nieznanego autora. 56 
Marjanna z hr. Przezdzieckich hr. Ignacowa Ty- 
z e n h a u z o w a według litografji Oleszczyńsklego . . . , ., 80 
M a r I a z Wo ł o w s k i c h S z y m a n o w s k a według mInja- 
tury Henryka Bennera . . . . . . . . . . . . . , . . , . 96 
Z o f j (J z h r. T y z e n h a u z 6 w h r, O k t a w j u s z o wad e 
C h o I s e u I - G o u f f i e rwedług litografjl L. Maurino . , . . 104 
Celi na z Sulistrowskich księżna Konstantowa 
R a d z i w Ił ł o w a według litografji nieznanego autora. , . . 112 
Konstanty hr. Tyzenhauz jako pułkownik 19 p, p. 
w 18]2 r. według olejnego portretu J. Rustema . , . . , . . , 136 
, a r o I h r. P r z e z d z i e c k i jako pułkownik wOjsk Ks, War- 
szawskiego według portretu olejnego nieznanego autora. . , . ]44 
S e r g j u s z hr. S t r o g a n o w według litografji Oziębłowskie- 
go z rysunku Ignacego Klukowskiego. . . . . . : . . . . . . ]60 
K a p I i c a w D o b r o w I a n a c h według litografji Kazimierza 
Bachmatowicza . . . . , . . . . . . . _ . . ' . . . . . , . . 168 
M a t y I d a. G a b r j e I a i I d a h r. hr. G fi n t h e r 6 w n y 
oraz L u c j a Wa w r z e c k a na balkonie pałacu Mokronow- 
skich w Warszawic według akwarcli GabrJe'li hr. Giinther6wny ] 76 
M I koł a j k s ląż ę D o ł h o r u k o w według IItografJI przy- 
bylskiego z rysunku I. Ryplńskiego , . , . . . , , . . . . . . 184 
M a t y I d a z h r, G fi n t h e rów M a u r y c o waB u c z y ń - 
s k a według miniatury nieznanego autora .. , . , , , . . . 192 
) d a h r. G fi n t h e r 6 w n a według rysunku MorU z hr, Tyzen- 
hauz6w hr. Aleksondrowej PrzezdzieckieJ , . . . . , . . . . . 240 
P o k 6 j w D o b r o w I a n a c h według akwarcli. prawdopo- 
dobnie, lednej z hr. Gfintherówien . . . . . , 256 
Nr. 7 reprodukowany według oryginału w zbiorach Adama hr. 
Branickiego w Wilanowie. Nr. 9 pochodzi ze zbior6w prof. Janusza 
Iwaszkiewicza w Warszawie. Wszystkie inne ze zbior6w Rojnoido hr. 
Przezdzieckiego w Warszawie. Wszystkie zdjęcia wykonane przez p. Jana 
Rysia w Warszawie.
>>>
. 


( 


s p ] s W] N J E T. 


1. Herb rodziny Gunther6w. . . , . , . , , , , . . . , . , , , XIX 
2. 
3. 
4. 
5, 
6. 
7. 
8. 
9. 


10. 
11. 
12, 
13, 
14. 
15. 
16. 
J7. 
18. 
19. 
20. 
21. 
22. 
23. 
24. 
25. 
26. 
27. 


Pałac w Dobrowianach od ogrodu . . 
Pałac w Dobrowianach od podw6rza . 
Pałac w Dobrowianach od ogrodu 
Wyspa w parku dobrowlańsklm. . . . 
Mostek w parku dobrowlańsklm, . , . 
Bramka egipska w parku dobrowlańsklm 
Wieżyczka gotycka w parku dobrowlańskim . 
Kamień pamiątkowy na cześć bobcli ks. Czartoryskiej w parku 
dobro.....lańskim , , . , 
Pałac w Cerkliszkach . , . . . . . 
Kocz. . . . , , . . . . . . , , . 
Łazienka w parku dobrowla/lskim , 
Altanka w parku dobrowlańsklm . 
Przed sklepem Florentlniego. Scena uliczna wileńska 
Fragment pałacu w Dobrowianach , . 
Fragment pałacu w Dobrowianach . . . . 
Jda I Gabrjela Guntherówny na konnej przelażdźce . 
Loterja na biednych w Wilnie w 1835 r. , 
Wizyta, Scena z życia wileńskiego . ' 
Pałac w WoJtkuszkach ' ",.. 
Kapliczka za parkiem dobrowla"skim , 
Modne towarzystwo wileńskie . . 
Przekupki wileńsklc. Scena uliczna , 
li studni. Scena uliczna wileńska .., 
Dw6r w Olsze wie .. . , , . . . 
Pałac w Dobrowianach od ogrodu 
Herb rodziny Tyzenhauz6w . , , . 


75 
89 
93 
100 
112 
118 
143 
164 
182 
193 
216 
226 
247 
269 
281 
294 
313 
336 
356 


l 
7 
20 
27 
36 
44 
59 


Winjety 2-26 według litografij Kazimierza Bachmatowicza z ry- 
sunk6w własnych, Aleksandry hr. Giintherowcj, Idy hr. Gilntherówny 
I j. Rustema, zaczerpniętych z Tek Adama hr. Giinthera, winjety l i 27 
Z dyplomów herbowych, w zbiorach Rainolda hr. Przezdzieckiego w War- 
szQ'\\.le. Zdlc;cia p. Jana Rysia w Warszawie, 


( 
, 
 
f 
l 


/ 
1 


,
>>>
. 


PRZEDMOWA WYDAWCÓW 


I 
ł 


Zmarła w dniu 16 sierpnia 1869 roku, znana w połowie 
X/X w.. literatka po/ska Gabrjela z Giintherów v. Heidelsheim 
Tadeuszowa Puzynina pozostawiła obszerny dwutomowy rę- 
kopis, zatytułowany ..Moja Pamięć.... który jest szczegółowym 
pamiętnikiem jej życia od 1815 r. do 1867 r, 
Pisany na podstawie notat dziennikowych, prowadzonych 
od wczesnej młodości. obszernej korespondencji i innych do- 
kumentów rodzinnych. zilustrowany mnóstwem rysunków. lito- 
gralij i fotografij, wklejonych rękq autorki, pamiętnik ten sta- 
nowi po niej spuściznę najcenniejszq. 
Córka zamożnego ziemiańskiego domu, skuzynowana 
przez ojca z ca/q niemal szlachtą, osiadłq od Niemna po Be- 
rezynę, przez matkę zaś związana węzłami pokrewieństwa 
prawie ze wszystkiemi polskiemi rodzinami magnackiemi, wy- 
chowana w a/mosferze najbardziej kulturalnego środowiska 
ówczesnego; zaprzyjaźniona z tą częścią elity literackiej pol- 
skiej. która wówczas skupia/a się w Wilnie; inteligentna. spo- 
strzegawczo. dowcipna. ale przytem dobrego serca i wrażliwej 
duszy kobieta, odmalowała w swym pamiętniku wierny obraz 
życia dworów i pałaców litewskich oraz społeczeństwa miej- 
skiego w Wilnie-od pelnych krasy i bujnych lat 1815-1830, 
po przez smutniejszą już znacznie epokę mikołojewską aż 
do ponurych rządów Murawjewa i jego najbliźszych następ- 
ców w lotach 1863-1867. Z kronikarską ścisłością i wiernością 
przesuwa przed nami sylwety wybi/nych obywa/eli i obywa- 
teJek, pięknych dam i szumnej młodzieży męskiej, profesorów 
Uniwersytetu Wileńskiego i jego uczniów. lekarzy i aktorów. 
powieściopisarzy i artystów, dos/ojników Kościo/a i wielko- 
rządców wileńskich, - prowadzi nas do rezydencyj magnac- 
kich. do dworów i dworków szlacheckich. - maluje żywemi 
barwami życie uliczne Wilna. jego zabawy. uroczystości. we- 


..0 


1
>>>
XV) 


sela i pogrzeby, rozrywki wiejskie i życie ludu litewsko-biało- 
ruskiego - słowem daje nam poznać wszystkie warstwy spo- 
łeczeństwa i r6żne strony ich życia. Opisuje rok 1831 w 
Oszmiańskiem i Święciańskiem, wspomina o procesach poli- 
tycznych owych czasów, które toczyły się w \XIiInie, roztacza 
wreszcie przed nami obraz prześladowań polskości przez Wie- 
szatiela i jego towarzyszy. Nie brak tu wreszcie też ciekawych 
obrazk6w warszawskich z rozmaitych lat oraz wrażeń zagra- 
nicznych, 
W literaturze pamiętnikarskiej polskiej wieku XIX-go jest 
to niewątpliwie jedyny utw6r, obejmujący tak długi przeciąg 
czasu i tak szczegółowo go odżwierciadlający pod względem 
obyczajowym. 
Przechowywany z pietyzmem wraz z całą potyzenhau- 
zowską spuścizną w bib/jotece Rajnolda hr. Przezdzieckiego 
w Warszawie, pamiętnik ten oddawna czekał na ogłoszenie 
drukiem. T en i ów zna/ go i cytował zeń krótsze lub dłuższe 
ustępy i dopiero w 1913 r. zapowiedziano jego wydanie w ca- 
/ości w wileńskiej "Bib/jotece Pamiętników". Niestety zawie- 
rucha wojenna, zmi6tlszy to wydawnictwo, uniemożliwiła speł- 
nienie tej zapowiedzi i zaledwie obecnie możemy go dać 
szerokiej publiczności czytającej z przeświadczeniem. że do- 
starczy on jej lektury pod każdym względem zajmującej. 
Niezwykle obszerny rękopis pamiętnika nie m6gł jednak 
być wydany w ca/ości: obok licznych bowiem ciekO\vych 
i pierwszorzędnej wartości ustęp6w zawiera zbyt obszerne 
i mało na ogól interesujące opisy codziennych zdarzeń i zajęć 
autorki oraz jej rodziny. W'obec tego poslanowiIiśmy usunąć 
w druku lego rodzaju zbędne, w naszem przekonaniu, szcze- 
g6ły, pilnie jednakowoż bacząc, by nie opuścić wiadomości 
istotnie cennych lub charakteryslycznych. 
Z wielką natomiast przykrością musieliśmy się ograni- 
czyć w wyhorze materjału ilustracyjnego. Bogale teki pogiin- 
therowskie, jak r6wnież jeszcze bogatsze pamiątki rodzinne 
potyzenhauzowskie oraz domu lir, hr. Przezdzieckich, udoslęp- 
nione nam tak łaskawie przez ich. obecnego właściciela. 
zawierają tyle ciekawych rzeczy, że byliśmy wprost w k/opo- 
cie, co z tego morza rysunk6w, litografij, minjatur i portret6w 
wybrać. Musieliśmy więc dać lo Iylko, co się w ramach, za- 


I 
j 
! 
I 


1
>>>
XV)) 


kreślonych przez Nakładct:, zmieścić dało. odkładając do 
lepszych czasów i odpowiednich sposobności zużytkowanie 
reszty bogatego materjału ilustracyjnego. 
Puszczając obecnie w świat pierwszą czt:ść pamit:tników 
Puzyniny. pozwoliliśmy sobie jeszcze na pewne zmiany. Oto 
nadaliśmy całości inny. bardziej może przemawiający do 
współczesnej publiczności tytuł i wprowadziliśmy też inny po- 
dział na czt:ści. Autorka czt:ść pierwszą kończy na 1849 r.. my 
zaś o parę lat wcześniej. a mianowicie na połowie 1843 r.. 
dzięki czemu każdy z tomów będzie mial jednakową ilość 
rozdziałów. 
Ponieważ autorka bardzo szczegółowo opisuje bieg swe- 
. go życia. nie uważaliśmy przeto za potrzebne poprzedzać 
pamiętnika jej życiorysem; nie do nas też należy ocena jej 
literackiej dzia/alności. *l. 
Przypisy. zawierające objaśnienia do osób i wydarzeń 
wspomnianych w pamiętniku. dajemy jak najżwiężlejsze. gdyż 
ograniczeni pod tym względem rozmiarami książki. określo- 
nemi przez Nakładcę. musieliśmy pominąć wiele drugorzęd- 
nych szczegółów informacyjnych. Zwracamy wszakże uwagę 
czytelników na obszerne przypisy. w jakie wyposażyliśmy 
wydane przez nas pamit:tniki d-ra Stanisława Morawskiego 
(..Kilka lat młodości mojej w Wilnie". Warszawa. 1924 
i .. W Peterburku". Poznań. 1928). obejmujące w znacznej 


l 
I 


*) O Puzyninie pisali m. inn. Iv. Korolyńskl w . Tygodniku /Ilustro- 
wanym- z 1869 r.; Cz. jankowski w _Powiecie oszmiańskim-, tom /I, str. 23 
I nast. (Petersburg, 1897); Wl Mickiewicz w _Pamit;tnikach- t. II, str. 72 
(Kraków, 1927), Oprócz licznych ulworów wierszem I prozq, pomieszczanych 
w czasopismach (przeważnie w . Tygodniku IlIustrowanym- i .Kronlce Ro- 
dZlnner), w wydaniach ksiqżkowych ukazaly sit; za życia autorki ulwory na- 
stt;PUjqce: _ W Imit; Boże!-, (poezje) Wilno, 1843, j. Zawadzki; .Dalej 
w świat /- WilnQ, 1845, j. Zawadzki; .Dzieci litewskie, Ich słówka, odpowie- 
dzi, postrzeżenia, Z prawdziwych wydarzeń zebrała... - Lipsk, 1847, wyd. 
/I - Wilno, 1856; .Plsma prozq I wierszem-, 2 tomy. Wilno, 1856; .Małe 
a prawdziwe opowladania-. Wilno, 1857, j. Zawadzki; . W Imit; Boże! Da- 
lej w świat! Zbiór poezyj dawniejszych I nowszych- - wyd. drugie, popra- 
wione I pomnożone. Wilno. 1859, j. Zawadzki; . Teatr amatorskl-. Peters- 
burg, 1861 (zawiera utwory sceniczne: "Czy ładna, czy bogata- _ komedja 
w dwóch aktach wierszem I .Za miastem-); .Jadwlga-, dramat historyczny 
w pit;ciu. aktach. Lwów, 1869, drugie wyd. Poznań, 1886, oraz w przekładzie 
na jt;zyk chorwacki - Panczevo, 1881. ...
>>>
XV))) 


mierze tę samq epokę, a przeto znakomicie dope/niajqce opo- 
wiadania Gabrjeli Puzyniny. Odsyłamy też do zbioru wspo- 
mnień p. t. "Z filareckiego świata" - (Warszawa, 1924). 
Kończqc te kilka slów przedmowy, uważamy za miły 
obowiqzek z/ożyć jak najgorętsze podziękowanie p. Rajnol- 
dowi hr. Przezdzieckiemu, który z jak najdalej idqcq życzli- 
wościq otworzył nam dostęp do swych bogatych zbiorów ro- 
dzinnych i który przez cały czas naszej pracy nad tym tomem 
czynił wszystko, by jq nam jak najbardziej ułatwić, osobiście 
wyszukujqc niejeden dokument, portret lub rysunek. Dzięku- 
jemy również p. p. Adamowi hr. Branickiemu i pro!. Janu- 
szowi Iwaszkiewiczowi za użyczenie dwóch pięknych ilustracyj. 
Wreszcie musimy podnieść zabiegi najstarszej księgarni 
polskiej, mianowicie oficyny Józefa Zawadzkiego w Wil- 
nie, która - pamiętna tego, że większość utworów Gabrjeli 
Puzyniny właśnie w nakładzie tej firmy przed półwiekiem się 
ukazywała - uczyniła wszystko, by wydawnictwo pamiętników 
postawić na jak najwyższym poziomie i nadać mu szatę jak 
najwytworniejszq. 
Gdańsk - Warszawa. 
Kwiecień 1928, 


.ł.. 


I 


9ldam eZQ1'tkowski 


gfen1'yk 9rtościcki
>>>
.ł. 


\ 
., l. 

\ :I 
./ 
,'
 -. 
, 


(; I.';
"'. ,t 


. A'
l 


I 


1 


..,......., 


.' 


..." . ..- 'ri'.... . 


._
 


l, 


"-. 


I 
\ 



łf'T'.
 


!
 , 


. 

.... 


,
..'!'1\ 
" 


-- 


-';..... 


. \.. 
.., . 

"". 


, 
 


r- 
\ 


.
 


J;;,).. 


;. 


" 


. . \ 
..' ..
 
.., 


, " 


i. 


I . 
\... 


" 


.
,." 
/ ir.j.-- ., 


.. 


,
,,"'i;J1. 


'-':""., 


., 


.. 


... 


I .' 
#. 


Ił 
.... 
.., 


..
 .. 


'., 
.. 


.."'..... 


-I..' 


.,-, 


"- . 
'",- 


":.",d
>>>
. 


f 

 


, 


..
>>>
1 
I 
I 


I 


.. 


, 



- 
-, ' r 
'I rlm,

T · 

--- -.
 ...
-ir-...r ....-:.... 
-.
-._.łrr
_... _'w -1"-"-" 
'
 i 
 _:
 .' ..I
 
:. 
d *.I.
 I 

 
...tt.... ., f ' ,. ;::l. ł . ';.- 
 . 
; .-
I: I.: . J . 1111'.' 
". ...;. ,." ,; - .', ':'. ".l.
'V'i I.. 
, .
,. - "\
!I: 
.., ł _ .:)t ! :.
 


., 


. . 


..

i r'" 




 (-
....
.
,.. .
 ,_'
'" -': 


ł.: .' 
 ... . '\ 
""'!' "I 
. 
....... "'
.."" ... . 

 ,--:r."., . . _, 
.. . ... .:;
 _ l 
\ 
, -, ,.J . ',. '-
:' -
._.- 



,- 


..,.: 


- - 
... .- 



 '-...... 


-.. 


w S TĘP. 


Ten pamiętnik wyrasta z opowiadań rodziców moich, 
którzy, w ciekawej epoce żyjąc i opowiadając o niej dzie- 
ciom swoim, nadali ich życiu podstawę, a przychodząca 
na świat mała Gabrjełka z końcem ] 8] 5-go roku, jakby 
kłosiarka po skończonem żniwie, znalazła bez trudu spo- 
czynek. To też pierwsze jej spojrzenia na świat padło na 
ludzi, wypoczywających po długich latach niepokoju na 
świeżej mogile, porastającej murawą i gdzie niegdzie kwia- 
tami, Wszystko już się było ukończyło nietylko w Litwie, 
ale i na świecie, wstrząśnionym pod berłem nowego Ce- 
zara; a epilog świetnej epopei w 30-tu pieśniach nosił już 
imię Ś-tej Heleny. 
Złożywszy do czasu broń i nadzieje, wszyscy w Litwie 
i w Koronie wrócili do pługa. Myśl o sławie i wolności 
ustąpiła staraniu o chleb powszedni. Długo, bardzo długo 
wspominano rok ]8]2-ty. On był treścią rozmów i tłem 
życia każdej rodziny. Anegdotami z ] 8] 2-go roku kołysano 
młode pokolenie, bo rok ów, jakby bogini o dwóch prze- 
ciwnych licach, miał początek uroczy jak nadzieja, a ko- 
niec mroźny jak rozczarowanie. W każdej niemal rodzinie
>>>
. 


-2- 


ktoś nosił tę datę wypisaną w sercu krwawemi literami 
sieroctwo. lub nakreśloną na czole pałaszem. Tkwiła ona 
w ramieniu z kulą, budzącą się na każdą zmianę po- 
wietrza; stukała drewnianą nogą; świeciła na piersiach 
w kształcie krzyża, jako nagroda za waleczność!... A wdo- 
wy i matki dźwigały ją, jak krzyż Pański, na zgliszczach 
szczęścia domowego! O! tak, rok 1812-ty, głośny w dzie- 
jach Europy, stanowił epokę w naszym kraju, a w roz- 
mowie wracał często, jak zwrotka piosenki, śpiewanej 
u ogniska... 
W rodzinie naszej rok 1812-ty pamiętnym był w roz- 
maity sposób, chociaż mniej bolesny, niż w innych. Ojciec 
mój śmiertelnie przechorował go na tyfus w Mińsku (Li- 
tewskim), zaraziwszy się w szpitalu wojennym. którego 
nadzór był mu powierzony wraz z innymi przez Napoleona 
(Wańkowicz. kolega mojego ojca, przypłacił życiem ten ho- 
nor). Matka moja u łoża bezprzytomnego męża, trwożna 
o swego ojca i dwóch braci, będących w służbie wojskowej 
pod Napoleonem, o matkę mieszkającą w Wiedniu, o siostrę 
pozostałą w Wilnie w kwiecie wieku przy dawnej nau- 
czycielce, widziała jeszcze oprócz tego codziennie z okien 
swego mieszkania, na wschodach swoich, w bramie, na 
dziedzińcu Francuzów, umierających z zimna i głodu. a wy- 
rzucanych na plac, jak drewka. A tu trzeba było przyj- 
mować na kwaterę i rozmówić się w obcej mowie z ge- 
nerałem Tuczkowem, przysłanym na uśmierzenie Mińska, 
który straż stawiał u drzwi chorego, ten zaś w gorqczce 
i bezprzytomny nic nie wiedział, że przeszedł z pod władzy 
Cesarza Francuzów pod władzę Monarchy Rosji. A gdy 
dwuletnia już ich córeczka Matyńka (naj starsza z rodzeń- 
stwa), urodzona w chwili budzących się świetnych nadziei 
dla kraju, bębniła rączkami na każde wspomnienie o Na- 
poleonie, improwizując wiadomości z gazet, niby czytanych 
przez nią, młodsza Idalka, przychodząc na świat w roku 
1813-tym, przyniosła z sobą zarodek niepokojów i łez za 
lada drobnostką, które wpłynęły na jej charakter i całą 
przyszłość. a były skutkiem wyżej już wspomnianych trwóg 
i niepokojów matczynych, tajonych i znoszonych w cichości 
w tym roku ciężkiej próby.
>>>
. 


-3- 



 


Koniec roku 1812-go, pamiętny amnestjq bezwarun- 
kowq, rozpogodził zasępione niebo nad Koronq i Litwq. 
A już zimę z 1815-go roku rodzice moi spędzili w wesel- 
szej Warszawie, przy babce naszej Marjannie z hr. Przez- 
dzieckich Tyzenhauzowej, która tam zamieszkała, przyby- 
wajqc z Wiednia, po latach kilkunastu spędzonych za 
krajem. 
Warszawa odznaczała się zdawna łatwościq, z jakq 
przechodziła od łez do śmiechu, od wojny do tańca. Bawiono 
się też bardzo w Warszawie zimq 1815-go roku, a ozdobq 
wszystkich zebrań były szczególnie dwie młode piękności: 
księżniczka Anna Sapieżanka, pqczek rozwijajqcy się 
w 16-toletniej wiośnie. brunetka o czarnych ognistych 
.oczach, i jasnowłosa, pełna gracji i niewypowiedzianego 
wdzięku, joanna Grudzińska. Obie celujqce w salonowych 
tańcach, tamburino, szal etc., a gdy w menuecie stanęły 
naprzeciw siebie, szał był nie do opisania! Włażono na 
krzesła, potrqcano się. tłoczono, by widzieć tę najmłodszq 
z Gracyj i tę T erpsychorę, jednq ulatującq w powietrzu, 
drugq rysującą na posadzce arabeski malutkq nóżką. 
Kawalerami ich byli Aleksander hr. Potocki i Stanisław 
hr. Kossakowski. Dziś z tych dwóch par, jaśniejqcych 
natenczas młodością i życiem, po upływie pół wieku, cóż 
pozostało 'ł . . . Trzy groby!... Terpsychora, księżniczka 
Anna. umarła księżną Czartoryskq, jakby królowq polskiej 
emigracji. Druga, owa naj młodsza z Gracyj, dla której 
brat cesarski wyrzekł się tronu Rosji, - i tancerz jej hr. 
Potocki oddawna też nie żyją. jeden tylko Stanisław hr. 
Kossakowski pozostał - i dziś w tej samej Warszawie 
czaruje drugie i trzecie już pokolenie świeżościq rozmowy, 
i tq pogodq oblicza, która, jak blask zachodzącego słońca, 
dowodzi, że dzień, co upłynął, był jasny. Hrabina Aleksan- 
drowa Potocka (w rok już potem Wqsowiczowa), Tysz- 
kiewiczówna z domu, a wnuczka ostatniego Króla naszego, 
przyjmowała licznych gości w dolnych pokojach swego 
pałacu na Krakowskiem Przedmieściu. Tłoczono się tam 
naówczas, a im ciaśniej, im goręcej, tern lepiej się ba- 
wiono. W ciągu karnawału był tam zkolei bal dziecinny 
kostjumowy, do którego rodzina Zamoyskich dostarczyłQ
>>>
-4- 


pięknych, jak ich matki, dzieci, Była tam i moja naj- 
starsza siostra w roli kwiaciarki z koszem pełnym kwiatów 
świeżych; a gdy zauważył ją w. ks. Konstanty, rozmawia- 
jqcy z ks. wojewodzinq Radziwiłłowq, ta mu nazwała swo- 
ją wnuczkę (petite niece). Ale napróżno dygała raz po raz 
mała dziewczynka, Ksiqżę, zapatrzony na przyszłą księżnę 
Łowicką, zapomniał o .tej muszce, wyglądajqcej z róż, 
aż ją Księżna wskazała powtórnie. Wstał srogi naczelnik. 
a kłaniając się temu pqczkowi, jakby rozkwitłej już róży. 
rzekł do Księżnej: ..Comment fes /emmes ne seraient-el/es 
pas coquettes. si el/es commencent de si bonn e heure'l" 
Nie zgadł jednak Ksiqżę tym razem - bo siostra moja. 
wyrósłszy na piękną pannę i stajqc się przystojną mężatkq. 
chociaż z wielkim darem podobania się. nigdy zalotną 
nie była, 
Matka moja większą część życia swego przepędziła 
na Litwie przy ojcu, który, posiadajqc rozległe dobra ł re- 
zydencje w Grodzieńskiem i Wiłkomierskiem, koleją w nich 
przesiadywał, - ale urodzona i wychowana w Warszawie. 
zawsze więcej 19nęła i tęskniła do Korony. Córka chrzestna 
hetmanowej Ogińskiej, siostrzenica wojewodziny Radzi- 
wiłłowej (twórczyni Arkadji), matka moja czuła się śród 
swoich, gdy się do Warszawy dostała. NajmiJsze opo- 
wiadania jej były z epoki dzieciństwa i młodości: jak 
w ] 794-tym roku z balkonu domu na Lesznie rzucała szpilki 
strzelającym z ulicy dla przepęknięcia naboju, jak minia. 
turę Kościuszki, którq wszystkie damy nosiły na piersiach, 
a w chwili trwogi, rzucały w płomień komina, - matka 
moja przechowała w całości i dotąd istnieje w naszej 
rodzinie. jako podwójna pamiqtka, wraz z bratkiem zer- 
wanym przez Bohatera... Jak potem, gdy Prusacy rządzili 
krajem, piękna Królowa, przybywając do Warszawy, przy- 
jęła bal, dawany na jej cześć, i zkolei przemówiła do 
mojej matki. Jak brat jej cioteczny, Antoni książę Radzi- 
wiłł, ożenił się z Ludwiką księżniczką Pruskq, która sercem 
krewnej przylgnęła do rodziny swego męża, i usuwajqc 
na bok wszelką etykietę, przewodniczyła figlom i żartom 
w Nieborowie I t. d. 
Tyle razy opowiadane też same wspomnienia utkwiły 


'\ 


i
>>>
-5- 


w pamięci dziecinnej tak żywo i głęboko. że gotowam je 
zaliczyć do swoich własnych, gdyby one o jakie lat 20 nie 
wyprzedziły mojego przyjścia na świat! Widzę. zdaje się. 
własnemi oczami przypływającą wyspę na wodach Spree 
pod okna pałacyku BeJJe-vue pod Berlinem. gdzie rodziny 
książąt Pruskich i książąt Radziwiłłów przebywały w czasie 
zaręczyn księcia Antoniego z księżniczką Ludwiką - a tą 
wyspą były płyty z pomarańczarnią. zakupioną w Niem- 
czech przez Księżnę Wojewodzinę do Nieborowa. z czego 
ona skorzystała. by dać podwieczorek dla przyszłej sy- 
nowej na swojej ziemi. i zaco książę de Ligne dał jej 
przydomek Armidowskiej. gdyż laską czarodziejską umiała 
całą wyspę z łona wód wywołać. 
Książę de Ligne I Księżna Wojewodzina były to dwie 
postacie wyjątkowe. nawet europejskie; któż nie czytał 
o dowcipach księcia. o twórczyni zaś Arkadji wspom- 
niał DeliJJe w poemacie ..Ogrody". przełożonym na język 
polski przez wojewodę Chomińskiego. gdzie sławi jej ro- 
zum narówno z wdziękami; a piękność mojej babki z innej 
strony miała tę odrębną od innych cechę. że włosy. zbielałe 
przed 30-tym rokiem przy kwitnącej i świeżej twarzy. wy- 
glqdały. jak śnieg wczesny na różach. i nieraz w nie 
świeże wtykała róże. Wesoła. żywa. pełna wyobraźni. 
śmiała i głośna w objawach swych uczuć. zdań i myśli. 
zdaleka już zapowiadała swoje przybycie wykrzyknikami; 
znano ją taką nietylko w rodzinie. ale i na dworze ber- 
lińskim. i też na dworze petersburskim. gdzie przyjmowana 
na stopie bardzo znajomej przez Katarzynę. należała do 
jej wieczorków "intimes" w Ermitażu; później zaszczycona 
przyjaźnią obu cesarzowych. Marji i Elżbiety. nadawała 
im i cesarzowi Aleksandrowi różne przydomki. których 
oni używali. pisząc do niej. wZl]jemnie nazywając Adoracją. 
od wyrazu używanego przez nią. Nie żenowała się by- 
najmniej z w. ks. Konstantym i mówiąc o nim lub do niego. 
nazywała go publicznie ..HurJuberJu". A gdy raz "HurJu- 
berJu" ofiarował jej sanki swoje na szlichtadę. a siebie 
za woźnicę (a było to na balu). Księżna. zwracając się 
do policmajstra. rzekła mu, wskazując na Wielkiego Księcia: 
..Nie sadź tego młodzika do kozy. bo to mój furman".
>>>
-6- 


Miała ona oprócz Antoniego. żonatego z księżniczką 
Pruską. jeszcze trzech synów : Walentego. Ludwika i Mi- 
chała. i trzy córki: Krystynę i Różę. zmarłe pannami. 
I Anielę. wydaną za księcią Konstantego Czartoryskiego. 
Chociaż siostra rodzona Księżny Wojewodziny. nie była 
do niej podobną babka moja T yzenhauzowa. Słusznej 
urody. pięknego. ale poważnego lica. ciemne gęste jej 
włosy sięgały prawie ziemi. a ręce były tak kształtne. że 
je równie pięknemi zachowała do późnej starości. Cicha. 
nieśmiała. lubiła żyć na ustroniu. zabawy' światowe ją 
nużyły. ruch męczył. a wczesna otyłość czyniła ociężałą. 
Najmłodsza z rodzeństwa. straciwszy rodziców w niemo- 
wlęctwie. wychowała się z dziećmi swojej naj starszej 
siostry. Chreptowiczowej: Adamem. Ireneuszem i siostrą 
Ich wydaną za hr. Brzostowskiego. Były to dzieci Joachi- 
ma Chreptowicza. kanclerza. który swą pieczęć złożył 
dobrowolnie. by nie podpisać aktu Targowicy. Babunia 
miała jeszcze dwóch braci Przezdzieckich : młodszy. Do- 
minik. żOFlaty z Anną Radziwiłłówną (później Mostowską). 
miał jedynego tylko syna Michała; starszy Michał żonaty 
z Marją Mostowską, wojewodzianką mazowiecką. zostawił 
dwóch synów: Konstantego i Karola. 
Babka moja. Marjanna z Przezdzieckich T yzenhau- 
zowa. rodziła się z Ogińskiej. a Ogińska z Wiśniowieckiej. 
Na tem niech będzie przerwa familijnego wywodu. 
a w miarę opowiadania dalsze stosunki i koligacje roz- 
winą się same.
>>>
.. ""'" .: 
' 1" . r 
. ,L .. ',,,.' . ..; ,. 
 l.'. ' I 
,... F.... ,,' o 
t.l
 . :'.:. ':...J. J:\ 
ł-' . ... 
.. ..::':
.:.': ..: _. . . 

\ 
......'..
. ':
.:j.;.


.t', .,.... 11ł-i
 
.,'" 
.
f. 
;': .
. " -: l. ;!l

:
1 / 1 ., I... .. .' )1 
Z.:' ;
.

.'.( 
 
.:';. .  -
.I!''l''.' T' 't l y. -1 1 
 , .
 ..... i' "". 
I, 
. Ił; :_

n.:...
.
"\r ;',
 '_
."7.
,:..
 
}: .
 
:t.. 
1 .-- ".. -:.. 
.-."-- "
. ' (-
'

' . ':''' . ;.;- .... 
." L 
 .
 .. . - . , -. -
ł
..Y -
 :,."f''''- 


,,_ d''',....... 
 
 . ..:.. 


LATA ]8]6- ]820. 


1 


Zimę ] 8] 6-go roku czteromiesięczna już Albina Gab- 
rjelka przepędzała z rodzicami w Wilnie. Urodzona tamże 
24-go września 18] 5-go roku, ochrzczona wodą Ś-to Jońską, 
trzymaną była do chrztu przez hrabinę Felicję z Moryko- 
nich Platerową, już wdowę po Wacławie Platerze, i przez 
Karola Przezdzieckiego, ciotecznego brata mojej matki. 
Przyjście na świat trzeciej zrzędu córki niemałym było za- 
wodem dla rodziny, której protoplasta, Michał Giinther von 
Hejdelshelm, przeniesiony z nad Renu do Litwy za Sobie- 
skiego, jednego już tylko miał potomka tego nazwiska 
w moim ojcu. Ale ..Benjaminka" pieszczona narówni 
z siostrami starszemi nie uczuła nigdy skutków tego za- 
. wodu na sobie, hodując się w pogodnej atmosferze wra- 
cającego do pokoju i pomyślności kraju. Już było wojsko 
nasze w Królestwie. już i Litwa miała swoich żółtych 
ułanów pod nazwą korpusu litewskiego - a naczelnikami 
gubernij byli Polacy. W Wilnie sprawował urząd wice- 
gubernatora hr. Zyberg-Plater, jeden z synów kanclerza. 
a było ich 7 -miu braci wcale ..nieśpiących, .. bo kilku z nich 
zaliczało się nawet do uczonych, a wszyscy byli to ludzie 
starannie ukształceni i salonowi. W tej właśnie epoce 
tworzył się na nowo Uniwersytet Wileński, jak roślina za-
>>>
-8- 


sadzona przez Batorego. kwitnąca za Aleksandra l-go. 
którą miał ściąć Mikołaj po ] 83] roku. Dwóch Franków 
(ojciec i syn). sprowadzonych z Wiednia do Wilna. bracia 
Śniadeccy z Krakowa - datują z tej epoki. słynnej dla 
Uniwersytetu. pod zarządem kuratora księcia Czartory- 
skiego i pod opieką samego Cesarza. 
Salon moich rodziców w zimie ] 8] 6-go roku stykał się 
z salonem ks, Ludwikostwa Radziwiłłów, Te dwa domy. 
te dwie rodziny pokrewne tworzyły dom jeden i jedną 
rodzinę. Książę Ludwik. naj starszy z rodzeństwa. żonaty 
był z wdową. p. Walewską; oprócz trzech pasierbów było 
tam jeszcze dwoje dzieci z drugiego małżeństwa. Księżna 
była rzadkiej dobroci. Książę wesoły i towarzyski - dom 
zatem miły i ożywiony. Panny Zofja i Gabrjela Walewskie 
(później Kamińska i Tymowska), już dorodne panny. oży- 
wiały dom rozmową. wdziękami i muzyką. Helenka Ra- 
dziwiłłówna. piętnastoletni podlotek. zapowiadała już nie- 
zwyczajną piękność; blask cery nieporównanej świeżości 
nie był jednak dowodem zdrowia i wydana za swego ku- 
zyna Wilhelma. syna Antoniego. niebawnie umarła z suchot. 
Za towarzyszkę nauk i zabaw miała ona równą sobie 
wiekiem - córkę emigranta Francuza. Jana de Neve. 
który zajmował się wychowaniem brata Helenki. księcia 
Leona. Mówiono. że młodziutka Aleksandryna była ślicznq 
jak pączek róży - o czem nikt nie wątpił nawet wów- 
czas, gdy miała lat 50. 
Ojciec mój miał swoje dobra. Starzycę. Pokorszew. 
Zamość. w gubernji mińskiej. Babka moja. z Wołodko- 
wiczów Giintherowa. już wdowa. mieszkała stale w Sta- 
rzycy. a rodzice moi spędzali lato w Pokorszewie. znajo- 
mym mi tylko z widoczku. rysowanego ręką mojej matki. 
gdyż tam już od roku ]817-go nie mieszkali, przeniósłszy 
się do Wilna, A w roku ] 8] 8-tym nabyli majętność 00- 
browlany. w gubernji wileńskiej. w powiecie święciańskim 
(naówczas zawilejskim. bo za Wilją) - i tam już odtąd 
zamieszkali. sprzedawszy na tenże cel posagowy majątek 
mojej matki Sawiczuny, w powiecie wiłkomierskim. drugi 
zaś, Ihumenów w dziśnieńskim. zostawiając w ręku rządców. 
Dobrowlany zostały nabyte od Ignacego Abramowicza. 


I
>>>
. 
I 


.. 


,. 


ił 


I 
;: 
I:( 

 

 
.. 
I 

 
;.
 
" 
t 
lO' 
II! 
... 
. 
ł 
E: 

 

- 

 
" 
E 
f 


" 


" 
J 


. ., 


... 


ADAM HR. GONTJ-IER 


Według portretu j. Damelu 


j
>>>
- 



 ' 

 
 
. 
 
Q 1
T\l
 . 
1Jf6LJOtf,KA, 


i 
ł 
I
>>>
r. 


-9- 


któremu tak pilno było użyć swojej wolności i miljonów. iż 
zaledwie ośmnastoletni. pozbywszy się własności w kraju. 
poleciał do Paryża. by tam całą wartość dziedziczną, roz- 
łożoną na raty. przez lat kilka zjeść. przehulać. jedne m 
słowem, puścić z dymem. 
Dobrowlany. położone o mil ] O od Wilna. za trzema 
rzekami. Oszmianką, Wilenką i Wilją. między Święcionami 
a Smorgoniami. były starą rezydencją książąt Sanguszków. 
a lipy. równowieczne z topolami króla Jana w Wilanowie. 
figurowały już w inwentarzu. spisanym ] 700 roku. wraz 
z pałacem murowanym. 
Jakem się znalazła w DobrowIanach. pamięć pół- 
trzecioroczna tego nie zachowała. budząc się zaledwo 
zimą wobec okrągłego stołu. na którym gatunkowały się 
nasiona kwiatowe i ziarna pszeniczne. lub bawiąc się 
z kartami polskiemi o złoconych brzegach i. na widok 
wiewiórek łaskawych. które. choć wypuszczone do ogrodu. 
wracały napowrót bialutkie od śniegu i w łapkach jadły 
orzechy i sucharki w czasie naszego śniadania. 
Była to zima ] 8] 9-go roku. 
Drugim obrazkiem już w całości zapamiętanym była 
podróż w Wiłkomierskie do dziadunia T yzenhauza w Ra- 
kiszkach. 
Dziadunio mój. ]gnacy Tyzenhauz. kiedy przepędzał 
lato w Rakiszkach. zbierał dokoła siebie całą rodzinę. t. j. 
,. dwie córki zamężne - moją matkę, Aleksandrę i młodszą 
od niej o lat ] O Zofję . hrabinę de Choiseul. - dwóch sy- 
nów jeszcze kawalerów. Rudolfa i Konstantego - a na 
święty ]gnacy przyjeżdżali też do Rakiszek i dalsi krewni: 
wdowa po Feliksie Potockim z hrabiów Paców. córka 
rodzonej siostry mego dziada. Przezdzieccy i t. d, i t. d. 
Tam były moje najpierwsze wrażenia. bo tam rzeczywiście 
jeżeli nie przyszłam na świat. to świat stanął przede mną 
i snać pamięć ta jest wierną. kiedy. nie będąc już odtąd 
nigdy w Rakiszkach. widzę. zda się. każdą budowlę - ów 
pałac w stylu włoskim ze wschodami nazewnątrz i z ko- 
pułą obitą blachą świecącą na słońcu. którą zwaliśmy 
po dziecinnemu bombeJą, zbierając z ziemi blaszki. łamią- 
cego się dachu. które z domu spadały. - i ów piękny
>>>
- 10- 


młyn holenderski z kamienia i kościół murowany. patrzący 
oko w oko pałacowi. Pachną mi dotąd bukiety rezedy, 
lewkonij. goździków i róż. odnawiane co dzień na goto- 
walni mojej matki. Stoją mi w oczach te duże pokoje. 
a w nich obrazy mistrzów i sala z freskami egipskiemi i ów 
gabinet mały. gdzie dziadulko uczył czytać Jdalkę. znacząc 
litery trześniami... Dziadunio. synowiec podskarbiego T yzen- 
hauza. mógł mieć natenczas lat 60; słusznej urody. o trochę 
siwej czuprynie. o pięknych rysach. brwiach gęstych. palący 
tytoń z długiej fajki. wyglądał srogo. lękałam się go trochę... 
Był to (jak o tem słyszałam później) pan całą gębą i Szar- 
mant nielada. Lubił wystawę i. zimując w mieście z Cór- 
kami. dawał bale i obiady świetne. trzymał piękne konie, 
hojnie sypał za loże i krzesła na dobroczynność. był dumny. 
grzeczny. ale w stosunkach z dziećmi chłodny. Wujowie 
moi wiekiem trzymali środek między moją matką a ciocią 
Zosią. Starszy. Rudolf. nie miał bystrości młodszego brata,. 
ani starszej siostry. jednak czego nie dało przyrodzenie. 
wyrobiła praca. Grał ładnie na skrzypcach. pisał zręczne 
listy. nawet czasami wierszem. i pomimo mrukliwości. która 
zrażała panny. wcale był miłym w towarzystwie dam, 
a serce miał najlepsze. Młodszy. Konstanty. dzikus. uni- 
kający salonów. lubił polowanie i towarzystwo uczonych; 
już zawczasu zdradzał się w nim przyszły ornitolog. Z twa- 
rzy przypominał najwięcej swego ojca. a rozumem sym- 
patyzował z moją matką. Bardziej lepki napozór od 
swego brata. zimniejszym był w gruncie. ale weselszy od 
niego. lubił się bawić. drażnić .z nami dziećmi. rysował 
nam konie i psy zawsze w karykaturach i lepił z chleba 
całe gospodarstwo z wielkim talentem rzeźbiarskim. Ciocia 
Zosia. jednoroczna dopiero mężatka. piękna. wesoła i wra- 
cająca z Paryża. nawiozła nam ładnych cacel. Lubiłyśmy 
ją bardzo i męczyły niemiłosiernie fryzując jej włosy. tak. 
że nieraz od nas uciekać i zamykać się musiała. Małżo- 
nek jej. syn starego emigranta. dziedzic wielkich dóbr na 
Żmudzi. Płotele. nadanych jego ojcu przez cesarza Pawła. 
był niemłody już i powtórnie żonaty. Pierwszą jego żoną 
była hrabianka Wiktorja Potocka. córka nieszczęsnego 
Szczęsnego. później żona Bachmietjewa - a rozwód z pierw- 


j
>>>
-])- 


szym mc;żem nastał pomimo, że mieli już trzech synów i córkc;. 
Cóż mogło skłonić młodą, pic;kną i posażną cłotkc; naszą 
do poślubienia rozwodnika i niemłodego? ." Chyba tylko 
wielka chc;ć poznania Paryża, co jednak mogłaby usku- 
tecznić nie wychodząc za Francuza, wbrew niechc;ci całej 
rodziny. .. Dość że siC; uparła i wyszła za niego. Hrabia 
Oktaw de Choiseul Gouffier, potomek sławnego ministra 
za Ludwika XV, był typem starych arystokratów francu- 
skich. Nieurodziwy, z sokolim i trochc; zarosłym nosem, 
miał oczy czarne, duże i wypukłe, włosy zawsze w nieła- 
dzie, ubierał siC; zwykle do fraka, nosił buty ze stemplami 
i zakładał nogc; na nogc;. U stołu przypominał ksic;cia de 
Chaulnes z listów p. de Sevigne, jadł brudno, rozrywając 
dziesic;ciu palcami nietylko chleb, co jemu służył, ale 
i ciasto, które inni po nim brać mieli. Mówił głośno. 
prc;dko, niezrozumiale, krzyczał, śmiał siC; też hałaśliwie, 
amplifilmjąc swe opowiadanie, a gdy siC; postrzegał, cofał 
siC;, mówiąc: .,Quand je dis que c'esf ainsi, ce n'esf pas ab- 
solumenf comme cela. mais a peu pres /"... Wszystko też 
u niego było a peu pres, nieporządne, niedokończone tak 
w domu. tak w ubraniu i w interesach. które pojmował 
..en grand seigneur d'aufrelois", a zbywał lada czem wie- 
rzycieli. w dobrej wierze, że jego słowa, to pieniądze, bo 
jednak oszukać nikogo nie chciał. Pożycie jego z moją 
ciotką nie było bardzo szczc;śliwe, chociaż przykładne. On 
gwałtowny, ona żywa i samowolna, sprzeczali siC; wza- 
jemnie, ale to nie trwało długo: on ją przepraszał, ona 
przebaczała i znowu był pokój, zgoda - a punktem za- 
wartego kontraktu nowa podróż do Paryża, nowe wy- 
datki, nowe długi i kłopoty, które co św. Jerzy (termin 
wypłat w Wilnie) zwykle sprowadzały ciotkc; moją do 
Litwy, ale to należy do lat późniejszych. 
Rakiszki - ogromny, żyzny majątek, szczególnie na 
len (bo jest sławny do tej pory w Rydze len rakiski) - 
miał kształt niewygodny dla gospodarowania, ale bardzo 
przyjemny ze wzglC;du na towarzyskość. Dożynki w Rakisz- 
kach były uroczystością nielada, gdy na jednej tacy poda- 
wano panu wieniec, złożony z ] 8-tu wianków mniejszych, 
a w każdym z nich była karteczka z wymianą folwarku.
>>>
12 - 


% którego wianek pochodził. Zabawa odpowiadała ofierze. 
przybierając rozmiary uroczystości napoleonowskich. 
Wracając do DobrowIan, zwiedziłiśmy kilka %najo- 
mych domów. W Sołach, majątku starosty hr. Moryko- 
niego. bawiła bratowa jego, siostra Księcia .Panie Ko- 
chanku", pisarzowa litewska - Morykonina. Wesoła, otyła 
matrona. najlepszego apetytu, w ciągłych dystrakcjach 
i mówiąca przez nos - z ogromnemi chustkami do nosa, 
w całej szerokości płótna Webe, któremi zagartywała 
chustki i rękawiczki całego towarzystwa. przepraszając za 
każdym razem przy oddaniu ich napowrół. Bawiła też 
i pani józefowa Łopacińska z Morykonich, dobrze znana 
w Wilnie. dawniej jako panna Dorota. później jako filar 
salonów wileńskich. Wyszedłszy zamąż już nie młodo. 
miała wówczas dwie córeczki: Marynię i józię. 
W Postawach przyjmował nas wuj Konstanty, jeszcze 
kawaler. Z Postaw do DobrowIan już tylko mil 8, a to 
zbliżenie siostry do brata niemało wpłynęło na kupno 
majątku. gdyż dawniej mil kilkadziesiąt dzieliło ich z sobą, 
Dziwnym zaś trafem sąsiedztwo DobrowIan składało się 
po największej części z osób, z któremi matka moja znała 
się dawniej w Warszawie, a które, drogą małżeństwa 
dostawszy się na Litwę, tęż samą stronę zamieszkały. 
Były to: pierwsza, w Wornianach, szambelanowa Abra- 
mowiczowa, niegdyś piękność ,.z pod Blachy", Bachmińska 
% domu, 1-0 v-o Cichocka, która wyszedłszy powtórnie za 
młodszego od siebie o lat 20, nieraz z tego powodu gorzko 
zapłakała; drugą była ostatnia z domu Siekierzyńskich, 
wdowa po józefie Mostowskim, bracie Tadeusza, ministra, 
aż z Galicji do Litwy przybyła nato, by ze śWiatowej 
damy stać się skrzętną nawet gospodynią dla ocalenia 
bardzo nadwerężonej już przez męża i syna młodszego, 
Władysława, fortuny, w czem posag synowej - Wańko- 
wiczówny z domu - niemało jej dopomógł. 
Trzecia zaś to senatorowa Ogińska, 1-0 v-o Nagórska, 
Włoszka rodem. Michałostwo ks, Ogińscy mieli trzy piękne 
córki, a dom, pełen nauczycieli i nauczyciełek cudzo- 
ziemców, wesoły, ożywiony, czynił piękne Zalesie rajem 
ziemskim. 


H 


j
>>>
13 - 


Wprawdzie te damy. zamieszkałe o mil 5 i 7 od 
Dobrowian. liczyć się nie mogły za sąsiadki. ale że kilka 
razy do roku odwiedzały się wzajemnie. że co zimę spo- 
tykały się w Wilnie. a nie widząc się komunikowały li- 
stownie przy zamianie książek ł nasion kwiatowych. więc 
nie inaczej jak sąsiadkami nazywały się między sobą. 
O mil 5 był też brat cioteczny '!ł0jej matki. Karol Przez- 
dziecki. mój ojciec chrzestny. z kresą na czole. otrzymaną 
w kampanjach napoleońskich. przy boku ks. Józefa Po- 
niatowskiego. Niepiękny. już niemłody. z żoną nie żył. 
bo ta miała obłąkanie. Wielbiciel dam w duchu średnich 
wieków. na ich pochwały używał frazesów ze starych ro- 
mansów. które mu przed nocą czytał kamerdyner. Francuz. 
co mu nie przeszkadzało zaprowadzić w swoich dobrach. 
Smorgoniach i Wojstomiu. wzorowej gospodarki. fabryki 
pOjazdów. berlinkami zwanych. stada koni z ujeżdżalniq 
ł gatunkowego bydła. Smorgonie były wzorem gospodarki 
na kilkanaście mil dokoła. a hrabia Karol uczynny. goś- 
cinny. serdeczny nietylko nie zazdrościł. ale cieszył się. 
gdy innym się powodziło. Trzymał na dworze swoim ko- 
zaków. prawdziwych Ukraińców. farbował wqsy ł resztę 
swoich siwych włosów i tańcował nie w takt. ale z wiel- 
kim ogniem mazura. 
Najbliżej Dobrowian były aż dwa domy Sulistrowskichi 
w Wisznie wie mieszkała pani szambelanicowa. z domu 
Przeuska. już wdowa. znana w W arszawi
 za czasów 
pruskich. która miała córkę Celinę o klasycznym profilu. 
i syna Edmusia mojego wieku. 
W Czurłonach mieszkała pani pisarzowa Sulistrowska. 
wdowa po Aloizym (zobacz ..Dworki na Antokolu" Jgna- 
cego Chodźki). Sędziwa ta matrona przeżyła też i syna 
swego Kazimierza. który będąc w Mińsku gubernatorem. 
najpiękniejszą po sobie zostawił pamięć. Jego to córkq 
była owa Antonina Śniadecka. której zgon Wilno opłaku- 
jqc w roku 1853-im uczciło nietylko przez pamięć synowej 
Andrzeja Śniadeckiego. ale więcej może jako córki czci- 
godnego Kazimierza Sulistrowskiego. Pani pisarzowa koń- 
czyła swój długi żywot zwyczajem dawnych matron. oto- 
Czona licznym fraucymerem. a odwiedzana raz na rok przez
>>>
-14 - 


całe sąsiedztwo w dniu jej imienin na św. Antoni. Chociaż 
to świ
to przypada latem, jednak z powodu nie repero- 
wanych dróg i mostów, od czasu jak pani pisarzowa 
nie wyjeżdżała z domu, odwiedziny te nie były wcale 
przyjemnemi, ale na usilne prośby pana komisarza goście 
kłamali na pot
g
, chwaląc dobrą drog
, a solenizantka 
dzi
kowała mu publicznie, że jej wol
 tak świ
cie wypełnił. 
Podobna komedja odegrywała si
 też przy obiedzie i pod- 
wieczorku, bo goście uprzedzeni przez fraucymer, by nie 
zdradzić ogrodnika, dziwili si
 wobec późnych szparagów 
i melonów, jak gdyby to była nowaJja. "Czy doprawdy Y" 
pytała, niedowierzając, zdziwiona staruszka. 
Do kilkomilowych sąsiadów zaliczał si
 Olszew Cho- 
mińskich, w którym mieszkała natenczas tylko samotna 
wdowa, Teresa z Oskierków chorążyna Chomińska z córką, 
a trzech synów uczyło się w Uniwersytecie Wileńskim. 
Najbliższem sąsiedztwem DobrowIan były Niesta- 
niszki, o mil
 nad Wilją, maj
tność poważnej matrony 
% Kontrymów Świ
cickiej. Już wdowa, miała syna jedynaka 
Adolfa, lat 19-tu, ale tak był otyły, że wyglądał na 30. 
Każdej niedzieli albo my do nich, albo oni do nas przy- 
bywali w poczwórnych fartuchowych drążkach. 
Wszystko w domu pani Świ
cickiej i sam jej dom 
nosił cech
 staropolską: dach był łamany z wysokiemi 
szczyty, wewnątrz wysoko stalowane izby, okna duże, 
a w sali jadalnej, trzymającej środek domu, drzwi szklone 
prowadziły do ogrodu, którego ozdobą - stare kasztany 
Na oknie w bawialni leżały kokosowe jabłka, na stole- 
dzieło ksi
dza Kluka, założone próbką farbowanej w domu 
wełny. Kantorki były rococo, a piece na dużych toczonych 
nogach, którym, biorąc je za szachy, dziwiłam si
, że 
takie duże i że pod piecem. 
Pomi
dzy gośćmi w Niestaniszkach bywała osoba 
wysoka, koścista, z ogromnym nosem, spotykającym si
 
z brodą na wkl
słych ustach, w czepcu spadającym na 
zapadłe oczy, okr
cona w długi szal szafirowy w drobne 
palmy, a suknia wełniana. popielata, związana pod szyją, 
oszyta była prawdziwą brabancką koronką. Była to 
niegdyś pi
kność z czasów ..Panie Kochanku.. pami
tajqca
>>>
-15 - 


.. , 


bale nieświeskie, których była ozdobą, jako panna Zu- 
zanna Mirska, później pułkownikowa Dederkowa. W póź- 
nej swojej starości ks. Karol Radziwiłł chciał ją, jako 
wówczas niezamężną, poślubić, gdyby intrygi famiJji Księcia 
nie stały temu na przeszkodzie; jedynym śladem i dowo- 
dem tego sentymentu są listy Księcia, pisane do "kochanej 
Zulki" własną jego ręką, z których kiJka, udzielonych nam 
przez samą bohaterkę, posiadamy u siebie, a jeden jest 
w ręku pana Aleksandra Przezdzieckiego. 
Pani pułkownikowa, niegdyś zamożna, znosiła zmianę 
losu filozoficznie, a raczej po chrześcijańsku. Dowcipna, 
wesoła, serdeczna, przejeżdżała się z domu do domu krew- 
nych i przyjaciół, których liczyła dużo na Litwie, ale 
miała zawsze swój własny kątek w Nieśwleżu, a nawet 
domek, najęty blisko kościoła, w Niestaniszkach, aby za- 
chować swą niezależność. Całem jej bogactwem była 
stara bryczka kryta, z dwoma chudemi końmi i kuferkiem 
od .nieboszczki karety" (jej własne wyrażenie), a ulubio- 
nem zajęciem robienie piernika toruńskiego i cudownego 
plastra, któremi po kolei i według potrzeby chorych i zdro- 
wych traktowała przyjaciół. Nieprzebrany też był reper- 
tuar staroświeckich piosenek, które śpiewała napamięć 
grubym donośnym głosem i bez fortepianu; na każdą oko- 
liczność była pieśń inna. 
Pałac dobrowlański, zabytek po książętach Sangusz- 
kach, stał bez dachu i miał ledwo kiJka pokojów całych, 
mogących służyć na składy i kuchnię. Zamieszkaliśmy 
sami w oficynie. Ogród zaś o starych, wspominanych 
już lipach, urządzony świeżo na wzór ogrodów francu- 
skich XVII wieku, cały w kondygnacjach sypanych, muro- 
wanych, drzewa wszystkie miał nietylko podkrzesane, ale 
strzyżone w gałki, arkady, słupy, piramidy - przy tern był 
labirynt lipowy bez Minotaura wprawdzie. ale że służył 
za niepotrzebną kryjówkę dla próżniaków. rodzice moi 
go zburzyli z wielkim żalem niektórych sąsiadów. którzy 
w nim upatrywali jeden z cudów świata. Matka moja 
zajęła się przeistoczeniem tego klasycyzmu w romantyzm. 
zaczynajqc od odkopania lip. które były zasypane na kiJ- 
kanaście łokci ziemią; jedne zasadzane były w długą
>>>
-]6 - 


i szeroką ulicę, drugie w kształcie altany, niby świątyni, 
zasklepionej u góry gałęziami tak gęsto, że ani słońce, 
ani deszcz przebić tej gęstwiny nie mogły, a wszystkie 
rosły tak prosto do góry, jakby kościelne kolumny. Nie- 
które pnie takiej były objętości, iż trzy osoby dorodne, 
trzymając się za ręce, zaledwie objąć je mogły. 
Ogród cały oblewał TUczaj rozkopany szeroko, który 
obracał młynkiem i płynął dalej łąką pod Świr. Matka 
moja patrząc na ..ten bieg wody", już w myśli zasadzała 
u brzegu ..brzóz kilka" i wierzby płaczące srebrne i złote, 
których koły i gałązki przywiozła z sobą z Rygi. 
Osobliwsze też rady spotykały moją matkę względem 
ogrodu. Zjawił się do Dobrowian pod te czasy jakiś 
stary ogrodnik, tak stary, że pamiętał ostatniego króla, 
a porównywując lipy nasze do wilanowskich, radził, aby 
je ścięto do połowy, dla wymoszczenia góry na altankę. 
..Jak to będzie ślicznie I" mówił szepietliwym głosem (bo 
już nie miał ani jednego zęba) ..jedni się będą bawić na 
dole, a dTUdzy na giózie ,.. a na poparcie tej rady opo- 
wiadał jak królowi Stanisławowi zrobił ..siupryzę", ścinając 
jedną lipę wilanowską, aby w jej pniu posadzić ..juzię" 
(miało to znaczyć różę), z czego król bardzo się śmiał. 
Ow ogrodnik nazywał się Bolman. 
Odtąd z każdym rokiem ubywał jakiś zabytek złego 
smaku, a tworzyły się masy drzew, krzewów; wiły się 
z wdzięcznym zakrętem ścieżki żwirowane, zakwitały klomby 
kwiatowe na aksamitnej murawie koszonej razy kilka 
w czasie lata. a gładzonej starannie żelaznym walcem. 
DZiwnym trafem śród płaszczyzny kilkowiorstowej ogród był 
cały w pagórkach, co na obszarze całej włóki z drzewami 
i wodą nadawało mu fizjognomję, jakby jakiego kraiku. 
Z całego dawnego ogrodu pozostawiono tyJko, jakby 
no pamiątkę, półkole przed starym pałacem,. z jedlinek 
strzyżonych z otworami, niby okna, z łebkami okrągłemi, 
które, gdy śnieg ubielił, wyglądały jak markizy upudrowane 
z dwoTU Ludwika XV. o gdy mój ojciec morzył o przero- 
bieniu starych murów no pałac nowoczesny, motka moja 
stroiło oficynkę o małych oknach i niskich sufitach, gdzie 
duże taflowe zwierciadło. pokrywające całe ściany, wozy
>>>
- 


- 
..' 


...- 
.,.. 


., 


" 
-y 


IGNACY HR. TYZENHAUZ 


Według minjatury W. Lesseuro
>>>

>>>
-17- 


porcelanowe sewrskie i obrazy mistrzów w złoconych 
ramach, przywiezione z Pokorszewa, wyglądały jak nie 
u siebie, ale zato czyniły saloniki bardzo eleganckiemi 
a nawet wykwintnemi. Sam dom był niepokaźny, pełen, 
mrówek i grzybów od wilgoci, bo stawiany bez funda- 
mentu; a jednak, z wyjątkiem zim, które dla naszego wy- 
chowania rodzice przepędzali w mieście, dwanaście lat 
upłynęło nom w tej oficynie, a na jej ganeczku bez pod- 
pór, a nawet bez okapu, co miłych gości z Litwy i Korony 
witaliśmy i żegnaliśmy z radością lub żalem! Dotąd we 
śnie lub marzeniu staje w oczach kochana oficyna i widzę 
ów pierwszy pokój z okrągłym stolikiem na środku, z zie- 
lonemi po rogach kanapami, od których poduszki za ko- 
niki nam służyły, i szafkę, w której zaklęte cacka i pa- 
miątki patrzyły na nos przez gotyckie szklane okienka, 
jak jaka zaczarowana księżniczka; po drugiej stronie za 
salą jadalną pokój ojca, zastawiony szafami, a w szafach 
książki; w głębi stało biuro do pisania. a przed biurem 
krzesło wybite sof janem zielonym, okręcające się wraz 
z siedzącym, jeżeli trzeba było zwrócić się do stojącego 
za poręczem; za biurkiem tyle tylko miejsca, jak na przej- 
ście jednej osoby dla dobycia książki z półek, lub dla 
zobaczenia barometru, cel częstych odwiedzin dzieci 
szczególnie w dnie słotne, w nadziei widzenia idącej pod 
górę gałeczki żywego srebra. 
W salonie rogowym była sofa obita niebieską weł- 
nianą morą, na niej zwykle siadała matka z robotą frivo- 
lite lub z batystu tworząc kwiaty, jak naturalne. Zdaje się. 
widzę ją dotąd w szlafroczku białym bez fałd, o rękawach 
obcisłych. w czepeczku z prawdziwych koronek, które 
sama prała na buteJce. Na białych jej delikatnych pakach 
było dużo pierścionków, oprócz obrączki ślubnej i zarę- 
czynowej, same tylko pamiątkowe. Perły o brylantowym 
fermuarze nosiła zawsze na szyi, aby leżąc nie martwiały. 
Inne zaś famiłijne kosztowności spoczywały w małej szka- 
tułce, okutej w stalowe obręcze. a otwierającej się tylko 
w mieście przed balem lub nawet i na wsi, jeżeli jakie 
nastawało przebieranie. 
Ogród dobrowlański posiadał też oranżerje i trep- 
2
>>>
I 

. 


- 18- 


hauzy, założone w kwadracie niegdyś labiryntu, któremu 
zostawiono, jako ogrodzenie, jeden rząd lip, formujący 
gęsty szpaler. Każdy piękniejszy kwiat, wykwitły w oran- 
żerji czy w ogrodzie, przechodził zaraz na papier zapo- 
mocą pędzla mojej matki, która, będąc uczenicą Norblina 
i Orłowskiego, ślicznie malowała akwarelą d la gouache 
i olejnemi farbami. W ten sposób unieśmiertelniły się do- 
tąd w familijnych tekach Yucca gloriosa ze swym żyran- 
dolem o dwustu tulipanach, kaktus. na godzin 6 tylko i to 
nocnych wykwitający pachnącym wanilją słońcem, JiJje 
i t. p. Dużo było pięknych roślin w DobrowIanach, 
a wszystko przywiezione z Pokorszewa, bo mój ojciec, 
będąc jeszcze kawalerem, lubił i zajmował się bardzo 
kwiatami. Jntrygowały nas bardzo listki mimozy, kurczące 
się za lada dotknięciem i zbliżeniem ręki; zachwycał Bryo- 
phylum cristalinum, błyszczący jakby brylantami, lub pod 
szronem śnieżnym na słońcu, 
Życie nasze w DobrowIanach było bardzo patrjar- 
chalne. Matka moja zajmowała się chorymi włościanami. 
szczególnie dziećmi. lecząc ich z własnego doświadczenia 
i z dzieł Franka i Dzierzkowskiego. W dolnej szufladzie 
wielkiego biura o taflach malowanych ze złotem było 
dużo bielizny. a ta szła na bandarze dla kalek i na odzież 
dla żebraków, których co dzień po kilku zachodziło lub 
zajeżdżało z rozmaitych stron. . 
Wieczorem po wieczerzy matka moja siadała do for- 
tepianu, by śpiewać będące w modzie w jej młodości 
romanse królowej Hortensji. Blanginiego, Paerra i Michała 
Ogińskiego, lub coś ze ..Śpiewów historycznych" Niemce- 
wicza, w czem i starsza córka jej pomagała, Po koncercie 
następował bal, skoczne mazury i anglezy, a gdy córki 
tańcowały ze sobą, przed matką wywołani tą muzyką sta- 
wali w pamięci parami towarzysze jej zabaw: kuzynki 
Radziwiłłówny z Nieborowa, Anna T yszkiewiczówna, póŹ- 
niej Potocka, spółzawodniczka rozumu, Morykonianki. są- 
siadki Rakiszek, siedmiu braci Platerów, towarzysze lekcyj 
tańców i nauk. Józef Szymanowski, późniejszy generał, 
pierwszy adorator, Seweryn Houwald, który wszabałtasie 
swoim nosił trzewiczki białe 'na zmianę dla swoich tan- 


I 
'\' 
I 


t 


" 


......
>>>
. 


-19 - 


ł 
..\- 
i 
I 


cerek, i Karol Czapski, starający się na serjo o rękę i po- 
mimo rekuzy stały do końca życia przyjaciel i t, d. 
Gdy matka tak marzy, córki bez wspomnień jeszcze 
i bez nadziei nawet skakały, bez innej myśli jak ta, że 
jutro jeszcze tańcować będą. 
Z ojcem graliśmy czasem w ..kalebraka", co oprócz 
zabawy wprawiało jeszcze do liczby. Jesienią rozbiera- 
łyśmy groch i pszenicę na zasiew, lub nasiona ogrodowe. 
Każda z nas miała swój ogródek. 



 


t 
f
>>>
1.. 

 


:
 


r- III' ...... 
: -., 
 




. ,. 
.'\ 

\ .
" 
 
'I 
:-. 
 ,. '." 
- .,. .\ ". .: 
1.. ;' '.j." . 


rT'; .-.;-
...
 
. -

=.r : ..:.5:it:=--
. 
.
.'. :..:_
jid.Ji:i1, ..il
'
. 
" 
4 f ' l .. '.. .11. . 
, 
 . -1' .'. .,.. 
-.
: ..
 .
-'-''':
.'--':...: -
...'.' 'r 
-" .:i f" . . 
I _
.
 


... 



 
J!'.,1" . 
. ..

. 
. ... 
 ;. :;, - - 


. . 
.. t 


L 


.i",_.-=_:..,- ..... 


- '.
. 


...., ' 


":: ;' 



-. . 
..=1 '
.."" ' 


- . {I 


....:'. - 


."...., ., 


.' 


.. . -
,..,"" - 


. 
. ;-... ''I. 


;;.'- 
, 


....._
 
t 
....;; 
 
", . ..._
 


.... 


. { 


.
. 


-',. ....) 


- 


. 


ROK ]820. 


Zimę roku 1820-go przepędzaliśmy w Wilnie. w domu 
natenczas Olizara, dziś Zawadzkich. przy zaułku Bernar- 
dyńskim. Siostry moje brały już lekcje o regularnych go- 
dzinach: pan Szlezinger uczył je gramatyki i kaligrafji. 
a stary Bielkiewicz muzyki. Nie należąc jeszcze do tego. 
chwytałam w przelocie niektóre wyrazy. stosując (i to wcale 
złośliwie) do mojej średniej siostry; i tak widząc raz ją 
niegrzeczną. wołałam: ..O. grymasy'''. a na spojrzenie 
surowe mojej matki dodałam: .. To był wykrzyknik". ]nnym 
razem: ..]dalko '50 rzekłam do niej: ..jesteś rodzaju nija- 
kiego. bo ani starsza. ani młodsza", Żywość moja była nie 
do opisania: raz rozpędziwszy się przez wszystkie salony, 
znalazłam się na mapie. rozłożonej na sofie; siostry i na- 
uczyciel w krzyk. napominając za tę nierozwagę, a ja na to 
z najlepszą miną odpowiadam: ..Ja się kąpię w Oceanie". 
Na zimę przybyła do Wilna na stałe mieszkanie sio- 
stra mego ojca. Mąż jej Jan Wojniłłowicz. podkomorzy 
słucki. rodem z ..soplicowskiei strony". był czynnym człon- 
kiem Komisji Radziwiłłowskiej - to jest instytucji. zajmu- 
jącej się masą interesów nieświeskiej ordynacji i opieką 
nad małoletnią naówczas księżniczką Stefanją po śmierci
>>>
- 2] - 


jej ojca Dominika Radziwiłła; ta sprawa sądziła się w Wil- 
nie, w murach pałacu niegdyś radziwiłłowskiego pod na- 
zwą Kardynalja, przy S-to Jońskiej ulicy, i ciągnęła się 
przez kilkadziesiąt lat. 
Wujostwo Wojniłłowiczowie przybyli z licznym dworem 
i sześciorgiem dzieci. Starszy syn, Mikołaj, zaczął uczęsz- 
czać na Uniwersytet, córki, ucząc się, podrastały, a naj- 
młodszy z rodzeństwa Lucjanek, mój rówieśnik, był f'en/ant 
lerrible nietylko dla rodziny, ale i dla gości. Zamie- 
szkawszy dom prałata Bogusławskiego przy ulicy Zam- 
kowej, wujostwo przebyli tam aż do roku ] 827, urządzając 
się odrozu bardziej po wiejsku, niż po miastowemu. zasobno, 
porządnie, bez zbytku i próżnej wystawy, Dom odrozu 
był otwarty, a gościnność wiejska: na obiad można było 
przyjść nieproszonym, a byli tacy, co, czując głód lub pra- 
gnienie, szli tam na pewne, prosząc na progu o wodę 
z sokiem, herbatę lub wyborną wędlinkę. 
Ciotka nasza nie była podobną do brata, ale się 
bardzo z sobą kochali. Ojciec mój umiał pogodzić syste- 
matyczność, punktualność i sumienność, wysoko cechujące 
siostrę, z wdziękiem towarzyskim, rzadkim nawet w owych 
czasach, gdy łatwiej było, niż dzisiaj, o swobodę umysłu. 
Wesoły, giętki, ujmujący i dowcipny, niewyczerpanie 
czynny i uczynny na wszystkie strony i na wszystkie klasy. 
Zamiłowanie w sztukach pięknych i rzemiosłach prowa- 
dziło go do rzemieślników i znał ich wszystkich, tak, że 
towarzyszący memu ojcu na spacerze lub idący z nim 
przez miasto na serjo mu wymawiali, że im zużywa kape- 
lusze od ciągłego kłaniania się. 
Ciocia nasza bardziej była od swego brata poważna, 
rzadko kiedy wesoła, sprawiedliwa, lecz surowa z dziećmi 
i często ponura. Do serca brała nawet cień uchybienia, 
przytem gorącego serca, dzieliła całą duszą biedy, doty- 
kajqce nietylko przyjaciół, ale nawet mało znajomych: 
każdą chorobę lub śmierć przechorować musiała. 
Dom wujostwa stał się drugim naszym domem: by- 
waliśmy wzajem u siebie, a wigilja Bożego Narodzenia, 
dzień wspólnych imienin brata i siostry, kolejq była u nas 
i u nich obchodzoną przez lat 1-m pobytu ich w Wilnie.
>>>
I 
l 


- 22- 


W liczbie osób nas odwiedzających zapamiętałam 
wspomnianą już panią Dorotę Łopacińską w różowej je- 
dwabnej sukni. wybuklowaną a la Sevigne, przyjeżdżającą 
prosto od łoża chorego męża i śpieszącą napowrót, by 
nikt prócz niej nie podał mu lekarstwa. 
Bywała też u nas rodzina Kublickich, rodząca się 
z Sołtanówny. Najstarsza z sióstr Emilja, która w późnym 
" już wieku wyszła za malarza Smokowskiego, naj młodsza 
Anetka, wydana za Józefa Benisławskiego, i najładniejsza 
Walentyna za Sołtana, a Oktawja natenczas była zarę- 
czona z Józefem Szumskim; bracia tych panienek, Adolf 
i Stanisław, chodzili już na Uniwersytet. 
Tym, co czytali pamiętniki doktora Franka. wiadomy 
jest wpływ męża i żony na ruch muzyczny w Wilnie, który 
miał się już ku końcowi, gdyż doktór Frank w czasie 
swego kiJkodziesięcioletniego pobytu w Wilnie zebrał nie- 
mały fundusz, pozwalający mu resztę życia przepędzić 
spokojnie, ł przeniósł się z żoną do Włoch nad piękne 
jezioro Como. Jak przez sen przypominam sobie tę parę: 
głowę łysą męża, włoską twarz i ostre soprano żony, jako 
też piękne contre-aJto uczenicy jej panny Balbiani. Od 
lat] O-ciu istniejący Zakład Dobroczynności dużo zawdzięcza 
talentowi pani Frank, która największy brała udział w wi- 
dowiskach, dawanych na dochód biednych z miasta; da- 
wano nawet raz operę ..Julja ł Romeo", a rolę Romeo 
odśpiewał tenor, przybyły z Drezna, T arąuinio. 
Wiosną przybyła do Wilna sławna pani Catalani, 

piewaczka, Już konie były przyszły z DobrowIan, ale 
zatrzymano je przez dni kilka, by doczekać koncertu i sły- 
szeć sławną na całą Europę arję ..Placido Compagnia" 
I ..Ombra adora/a", prawdziwie słowiczym wyśpiewane 
głosem; co też i sama śpiewaczka potwierdzić chciała, 
odpowiadając tym, co się dziwili czystości jej głosu, że to 
zawdzięcza mrówczanym jajkom, których co dzień pewnq 
porcję spożywała. W czasie jej bytności krążyła strofka: 
Moja pani Catalani, 
Bardzo jesteś droga pani. 
Dla jednego tra-la-la, 
Dość byłoby talara. 


I
>>>
l 



 


t 
./ 


- 23 


Oto wszystko, co z bytności Catalani pozostało w pa- 
mięci w miejsce jej osoby i głosu, bo nas dzieci nie za- 
wieziono na koncert, myśląc zapewne, że ..nie zrozumieją 
i zapomną"; a tymczasem z tej samej epoki pani Ledó- 
chowska, Werowski i wielu innych z tej wyborowej trupy 
ówczesnego teatru w Wilnie stoją dotąd w pamięci, jakby 
wczoraj widziane, i same sztuki: ..Kaprysy młodej żony", 
..Panna pułkownikiem huzarów" i ..Utracjuszek". Zdaje 
się, widzę dotqd aktora w pryncypalnej roli i nutę śpiewki 
słyszę: ..A kto wyjechał cielęciem, ten powróci wołem", 
a zdejmując kapelusz i pokazując publiczności, że mu dna 
brakuje, kończył tern opis swej garderoby, śpiewając: 
..Kapelusik na kształt zera, et caetera..... 
Wróciwszy na wieś, moja matka rozpoczęła swe 
prace w ogrodzie, przydając z każdym rokiem jakąś nową 
ozdobę, jak malarz, wykończający obraz, zachęcona do 
tego przez swoją sąsiadkę panią Mostowską z Cer kliszek, 
która też była mistrzem w tworzeniu ogrodów. Nie za- 
zdroszcząc jedna drugiej, owszem ciesząc się, gdy której 
z nich coś się uda, udzielały sobie wzajemnie rad, kon- 
ceptów i nasion. Mój ojciec zaś emulował z panem Abra- 
mowiczem z Wornian co do budowli i różnych artystycz- 
nych ozdób; a miał dziwny talent i szczęście odszukania 
po różnych składach w mieście prawdziwych ciekawych 
antyków i za każdym razem przywoził do domu to posą- 
żek, to urny, to nawet obrazy. J tak mu udało się raz wy- 
ratować u jednego stolarza leżące za piecem tafIe od 
karety Ludwika XV))) w ptaki i kwiaty malowane ze złotem, 
a przeznaczone już jako z suchego drzewa, na palety dla 
malarza, - co więcej także na to przeznaczony obraz 
..Głowa starca" Lucca - Giordana. W taki sam sposób 
odkrył śliczne rzeźby w stylu renaissance, które użyte na 
ozdobę kanap ogrodowych, zapomocą oleju i piasku wy- 
bornie naśladowały piaskowiec. 
J budowle też użyteczne, a ozdobne, zajmowały mego 
ojca: jedne wyrastały w ogrodzie, drugie za ogrodem 
służyły za widok - to mostek, to bramka, to wędliniarnia 
w kształcie gotyckiej wieżyczki z folwarcznego wyglądała 
ogrodu, - to za wodą na wzgórku, niby zdaleka widny
>>>
- 24- 


J 


zameczek średniowieczny na wapiennym unosił się piecu, 
W dniu. którym kończono tę fabrykę. przypadało zaćmie- 
nie całkowite słońca. a mój ojciec. chcqc zaintrygować 
murarzy. zapowiedział im podwieczorek. jeżeli prz
d nocq 
ukończq robotę; jakiż był ich przestrach. gdy liczqcym jesz- 
cze na kilka godzin do pracy noc zapadła zaraz po 
południu. 
Do ozdób ogrodowych przybył temi czasy pomnik 
po wiernym piesku. Ojciec mój obstalował w Wisznie wie 
u wuja Chreptowicza płytę z żela
a lanego z nadpisem: 
..Niewinność wierności" - jako od dzieci dla psa. 
Ów Wisuś pochodził od biskupa Dederki. przyjaciela 
mego ojca. który obok pobożności wielkim był oryginałem; 
naprzykład. choćby był uprzedzony o przybyciu gości. 
zawsze udawał zadziwionego i wołał na swego sługę 
..CyrylIi". wydajqc mu rozkazy na obiad i w tej że chwili 
otwierały się drzwi od sali oświeconej i ukazywał się 
stół zastawiony z największym przepychem: obiad był na 
kilkanaście potraw. a Ksiqdz Biskup dziękował Cyrylłemu. 
że nie marudził. Takoż zwykł przepraszać gości. że wino 
stare. a nie młode. że masło świeże. a nie jełkit;. 
Tejże jesieni zachorowałam obłożnie: rozszerzenie 
źrenicy i silne konwulsje zapowiadały zapalenie mózgu. 
tak przynajmniej zadecydował doktór. ale matka moja. 
wprawna w leczeniu dzieci. macierzyńskim instynktem 
trafiła na źródło choroby. Były to robaki rozbudzone. roz- 
mnożone i zbuntowane tłustem. prosto od krowy. mlekiem. 
Podleczona naukq Lejboszyca. a bardziej jeszcze troskli- 
wościq mojej matki. zostałam nareszcie zawiezionq do 
Wilna. gdzie z ..flaczka". nie mogqcego ustać na nogach 
bez obcej pomocy. powstała niebawem silna dziewczynka. 
a patrzqc na angielski kopersztych. wiszqcy nad mojem 
łóżeczkiem. a wyobrażajqcy wskrzeszenie jedynaka przez 
Eljasza. rzekłam do Lejboszyca: .. Ten flaczek - to ja. 
a prorok - to pan". Komplement. czerpany w Starym 
Testamencie. dogodził starozakonnemu lekarzowi. a zado- 
wolony sam z trafnego leczenia. dotykajqc własnej swojej 
twarzy. mówił: ..Moje pane. ja za ta kuracja chciałbym 
siebie tiu pocałować". Doktór Lejboszyc. starozakonny. 


(
>>>
I 
.j.. 
J 

 


- 25- 


wierny swej wierze. bo w niej dotrwał do późnej starości. 
ubierał się jednak po niemiecku. we frak niebieski. w poń- 
czochy i trzewiki. golił brodę a na swej łysej głowie nie 
nosił jarmułki. Słusznej urody. otyły. z twarzą białą o zna- 
czących rysach. oprócz akcentu. zdradzającego pochodze- 
nie. wyglądał po naszemu. Wielki praktyk. chociaż może 
mniej uczony od Franków i Śniadeckiego. szczęśliwszym 
i trafniejszym był od nich w kuracjach i pani Żabinie 
czyli z Żabów Marcinkiewiczowej (bo mąż przybrał imię 
żony). ratując przeciw zdaniu całego fakultetu. który ją od 
wodnej puchliny leczył. - ocalił życie tem. że pozwolił 
działać naturze. a to dla tego. że pamiętny na Stary T e- 
stament. uwierzył pierwej od innych w możliwość powtó- 
rzenia się cudu. jaki spotkał Sarę i Abrahama. jakoż 
dzięki tej jego wierze pani Żabina po pięćdziesiątym roku 
życia swego. z wielkiem zadziwieniem i konfuzją całego 
fakultetu medycznego. urodziła córeczkę. żyjącą dotąd 
hrabinę Alinę Stefanową Platerową. matkę Adama 
i Gustawa. 
Doktór Lejboszyc był lekarzem najpierwszych w Li- 
twie rodzin. które bez kochanego. Lejbunia nie umiały 
chorować. a przynajmniej nie potrafiłyby ozdrowieć. Wy- 
borne miał koncepta na zmyślone choroby. bo. gdy wma- 
wiającym sobie chorobę damom nie mógł dowieść. że są 
zdrowe. dawał im cuki
r w proszku. ale za receptę 
i z apteki,. co wybornie działało na chorą wyobraźnię. 
Pannom zaś zapamiętałym w tańcu, chociaż to ich zdrowiu 
szkodziło. stawiał synapizmy na stopach i musiały siedzieć 
w domu. Gdy rodzice moi oczekiwali pierwszego dziecka, 
mój ojciec. we wszystkiem wielce systematyczny. poszedł 
do doktora Lejboszyca. prosząc go o wypisanie szczegó- 
łowe. jak postępować higjenicznie z dzieckiem. na co 
z wielką powagą odpowiedział Lejbunio : ..Moje pane! 
regula jeneralne: niech będzie glupie. ale zdróf". Mój 
ojciec śmiał się z żartu. Lejbunio. nie zmieniajqc tonu. ani 
wyrazu twarzy powtórzył znowu toż samo; a gdy mój 
ojciec śmiać się już przestał. lekarz zaczął opowiadać 
o swoich wnukach: panu jakóbie i panu józefie. jak pan 
józef. okrzyczany od wielu za rozumnego i uczony. od
>>>
- 26- 


samego dzieciństwo hodował się słabo, o wkońcu zgłupiał, 
o pan Jakób, rosnąc swobodnie, choć uchodził za głu- 
piego, z czasem porozumniał, ..o więc - kończył doświad- 
czony lekarz - powtarzam raz jeszcze, moje pane, niech 
będzie glupie ole zdróf". Zrozumiał tę radę mój ojciec 
i starał się odtąd rozwijać dzieci wprzód fizycznie, niż 
umysłowo, by w zdrowem ciele było zdrowo duszo, Czy 
skutkiem tej metody byłyśmy głupie czy rozumne, nie moja 
rzecz o tern decydować, wiem tylko i upewnić mogę, że 
dzięki Bogu, rodzicom i Lejboszycowi jesteśmy wszystkie 
zdrowe. No każdy zarzut lub zapytanie zacny Lejbunio 
miał osobną anegdotkę, a lubił mówić przez parabole. 
Gdy pewien pacjent wymawiał mu, że go odrazu nie wy- 
leczył, opowiadał o chłopku, który, zjadłszy dwadzieścia 
obwar
anków, napadł no Żydówkę dla czego mu odrazu 
nie sprzedało obwarzanka, po którym by już nie czuł 
głodu. ..Otóż, moje pane, jak pierwsze lekarstwo posku- 
tkują, to dom ci ostatni obwarzanek". Lejbunio był leka- 
rzem mojego dziada i wielce kochanym od całej rodziny; 
wuj Konstanty, chciwy wszelkiej nauki, umiał też trochę 
i me de cyny i nieraz pisał recepty pod dyktacją Lejboszyca. 
ole wesoły i figlarz, położył się raz za parawanem na 
przedpokoju ojca, niby chory lokaj, umalowawszy wprzód 
twarz dla niepoznania i związawszy rękę tak, aby pulsa 
były nieodpowiedne sobie, do tego wymienił symptomata 
choroby tak sprzeczne i krzyżujące się, że poczciwy Lej- 
bunio był ..au bouf de son fatin", - aż nareszcie głośny 
śmiech chorego, po którym poznał figlarza, odkrył całą 
prawdę. 


J 


...
>>>
1 


l 


l' 
I 


J 


.4, 


. -: 


.... -). 
:'1
-..,.;..: 


": 1. 
. ..
 ,-' 
 
' 
',. . , 
'...ł
 ,..1;, 
.:
 . ,.-, 
 
. .
",' ..:. M:
' 
". \'. .-. .-.j}' .. .:/
'
ł..b_:. 
., &:" . tf': . ,,. 
. -." .;.. :'. .ł l'" I . 
".', \ 
.' .,;...:.-..,..'
' ./" I,n:

,\\ 
.... ... :": I t .- . '. ".. ".;: r .',.... 
..7.. .- _'
 t t' .- 


" .'.0-. 


\.
 

 t'": .... 


... 


 \-"
,.'. 


. łP_


 -. 


ROK ]821. 


Zima po ozdrowieniu mojem upamiętniła się przez to, 
że nam, mieszkającym wówczas w domu MiiJJera, gdzie 
była sala, służąca na większe zebrania publiczne, piękny 
świat zaczynał zaglądać w oczy, jak pokusa... W soboty, 
dnie maskaradowe, wybierały się tam nasze panny służące 
w maskach i dziwacznie przebrane, a pl'zez drzwi szklane 
patrzyliśmy nieraz na damy postrojone, idące po wscho- 
dach na casino, lub koncert. Raz w nocy zbudzono nas, 
wnosząc omdlałą panienkę w stroju bajowym, a gdy ją 
bladą w bieli, w wieńcu kwiatów i piękną, jak aniołek, 
nasze służące cuciły, ona, przychodząc do siebie, pytała 
przywołanego doktora: ..Czy będę mogła być na jutrzej- 
szym baJu?.." 
Tą omdJałą tancerką była panna Antonina Suli- 
strowska, a doktorem ją leczącym Jędrzej Śniadecki. który 
się ani domyślał naówczas, że piękna pacjentka w lat 
osiem zostanie jego synową. Syn zaś jego jedyny Józef, 
był wtenczas za granicą, podróżował - a może się i uczył. 
Wilno było przepełnione wojskowymi. Petersburg 
przysłał swoją gwardję na całą zimę do litewskiego grodu; 
dowodził nią wielki książę Mikołaj, brat cesarski, a póź- 
niejszy cesarz. Nie uczęszczał on na żadne publiczne 
zgromadzenia, z nikim nie zabierał znajomości, widziano 
go tyJko przed katedrą na placu, musztrującego gromkim 


. 


.'
>>>
- 28- 


głosem żołnierzy i ręką własną zapisującego na ich pIe- 
cach setki pałek, na które mieli nieszczęście zasłużyć. 
Nieraz odprawiwszy takich nacyfrowanych, przywoływał 
napo wrót, by dopisać zero, 
Oficerowie zaś gwardyjscy, wyższej i niższej rangi, 
tańcowali na casinach, zdobywając słabo w..arowne serca, 
zaco mszcząc się, młodzież akademicka wysłała na ma- 
skaradę Żydka, niby krawca z mundurem gwardyjskim 
na ręku, a przy mundurze maski kobiece z nadpisem: 
..Panny sznurem za mundurem". Gwardjacy, chcąc odwe- 
tować za ten koncept; na przyszłą maskaradę wystqpili 
z akademikiem o oślich uszach, ale uczniowie, uprzedzeni 
w porę o tym figlu, czatowali wejścia owego mniemanego 
kolegi i gotową już Iortkę z napisem: ..Kandydat do 
gwardji", na plecach mu przylepili. Łatwo pojąć, jak ten 
napis, czytany głośno przez wszystkich, sprawił konfuzję 
jednej partji, a podniósł triumf drugiej. 
Wiosną odbyła się rewja. Przybył jej przewodniczyć 
cesarz Aleksander, a obywatele zebrani z całej gubernji, 
do której i cała Żmudź należała, gotowali bal świetny 
w ratuszowych salach. W przejeździe swoim z Petersburga 
do Wilna Cesarz obiadował w Cerkliszkach u młodego 
marszałka Mostowskiego, ale na wiadomość o balu tłu- 
maczył się, że go przyjqć nie może dla pośpiechu i że 
mocno ogorzał w podróży. 
- Eh / petitesse que cela / - zawołał wesoły i śmiały 
nawet z panującymi Marszałek. 
- Comment petitesse f - podchwycił lekko urażony 
Cesarz. 
- Qu; petitesse - powtórzył nie zmieszany Mostowski- 
..car un souvera;n es! toujours beau". ] tak się stało. Cesarz 
nie miał serca odmówić balu, na który zleciały się pię- 
kności całej prowincji. Była też na tym balu i nasza ciocia 
Zosia, przybyła z Paryża jak zwykle na kontrakty święto- 
jerskie, i uproszona przez obywateli robiła honory balu 
wraz z senatorową Ogińską. Znajoma osobiście Cesarzowi 
od roku 181 2-go, cel jego admiracji, póki była młoda 
i piękna, że umiała z tern wszystkiem zasłużyć na jego 
szacunek, zachowała tę przyjaźń nawet w latach, kiedy 


.
>>>
- 29- 


ta piękność przekwitła. Cesarz Aleksander. innego zupeł- 
nie od brata charakteru. nie poprzestał na jednej rewji 
i nietylko przyjqł bal. ale odwiedził kilka dam sobie zna- 
jomych. a w ich liczbie mojq ciotkę. co zwykł czynić za 
każdem ich spotkaniem. Gdy się znajdywał u pani szam- 
belanicowej Sulistrowskiej. siostrzenica jej hrabianka 
WieJhorska. nalewajqc herbatę. spytała Cesarza. jakq ma 
nalewać dla niego. on odpowiedział: ..Jak się pani po- 
doba". a gdy podała mu filiżankę. daremnie Najjaśniejszy 
Pan kręcił łyżeczkq; nie mógł się dopytać smaku. ..Czy mi 
się zdaje- - rzekł do pięknej Hebe - ..że cukru w her- 
bacie niema 'l" - ..W rzeczy samej niema" - odpowie- 
działa z fantazjq panienka. - ..A to czemu 'l" - spytał 
zdziwiony Cesarz. - ..Bo mi to Najjaśniejszy Pan pozo- 
stawił do woli. a mnie się podobało nie dać cukru wcale". 
Ta odpowiedź podobała się niezmiernie Cesarzowi. jako 
nowość. jemu. któremu jako monarsze wszyscy do znu- 
żenia dogadzali. 
Na balu wszyscy mężczyźni mieli upudrowane głowy. 
Młodzież akademicka z bogatszych rodzin uczestniczyła 
w tym festynie. 
Gwardja. nie poprzestajqc na wielkiej rewji. odbywała 
latem czqstkowe. i pięć tysięcy huzarów przysłano na zie- 
mię dobrowlańskq pod dowództwem feldmarszałka Sa- 
ckena. z którym zjechały się po długiem niewidzeniu 
z Odesy dwie jego siostry. sędziwe już panny. i zalo- 
kowały się w jednym z folwarków dobrowlańskich. Przy- 
gotowania do rewji bawiły dzieci. ale nie rodziców. ani 
wieśniaków. bo rewja miała się odbyć w porze samego 
żniwa. by stratować nie jedno pole. zabierajqc na stajnię 
obory. stodoły nawet gumna. tak we dworze. folwarkach. 
jak po wioskach. a chcqc mieć całe pięć tysięcy na za- 
wołanie. po 15-cie koni i żołnierzy stawiano na jednq chatę. 
Pamiętam. jak nagle małe pokoiki nasze zapełniły 
się wojskowymi w świetnych mundurach huzarskich. Ksiq- 
żęta Gagarin i Wasilczykow. pułkownicy Grabbe i Read. 
ludzie z arystokracji. z wychowaniem. z rangq przyjeżdżali po 
rycersku na pięknych koniach. mówili pięknq francuzczyznq. 
traktowali dzieci cukierkami. a szampan pili. jak wodę. 


j .
>>>
. 


- 30- 


Przygotowania do rewji trwały bardzo długo, a po 
folwarkach stojqcy oficerowie dla zabicia czasu wydawali 
obiady dla siebie w gumnach, w których wyrzynali okna, 
i sami z sobq tańcowali. Jednak nie można się było uskar- 
żać na tych nieproszonych gości, bo nie czynili wielkich 
nadużyć, tylko chyba liczbq swojq ciqżyli i byli powodem, 
że zboże sypało się na polu, bo gumna były zajęte do 
połowy sierpnia. 
Dobrowlany miały tegoż lata innego rodzaju odwie- 
dziny, mianowicie dwóch rodzin, tworzqcych jednq- 
Mirskich i Szumskich. Dwie siostry, owdowiawszy jedno- 
cześnie, a kochajqce się bardzo, postanowiły odtqd żyć 
z sobq nierozłqcznie i dla tern silniejszego węzła połqczyły 
swoje dzieci Marję i Stanisława. Mirsia i Szumsia (jak 
siebie wzajem nazywały) były serdeczne, wesołe i otyłe. 
Te panie były z domu Koszczycówny, a wszystkich sześć 
sióstr; oprócz Mirskiej i Szumskiej, - Szemiotowa, Hreb- 
nicka, Straszewiczowa i T urczynowiczowa. T urczyno- 
wiczów nie zdarzyło się nigdy spotkać, nawet nie wiem, 
gdzie zamieszkali; zato rodziny tamtych, zbliżone do nas, 
tworzyły szereg osób zacnych. serdecznych, kochajqcych 
się z sobq i sympatycznych dla obcych, z tym samym 
wdziękiem, odradzajqcym się już w trzeciem pokoleniu na 
Wolskich, Chrapowtckich, Szczytach, T omickich, a w czwar- 
tern na Łopacińskich, Kreutzach, Kobłukowskich, Brzo- 
stowskich, Oskierkach, Koziełłach etc... Odwiedzajqcym 
Dobrowlany dwóm siostrom towarzyszyli Stanisław, Józef 
i Basia Szumscy, Marja i Aniela Mirskie, których brat 
Napoleonek, ulubieniec matki, jako piętnastoletni nosił jesz- 
cze włosy długie i odłożony kołnierz, z którego już wyglq- 
dał przyszły Don-Juan wileński. 
Koniec roku 1821-go upamiętnił się w naszej rodzinie 
ożenieniem dwóch braci mojej matki. Już wiosnq młodszy, 
Konstanty, zaręczonym został z pannq Walerjq Wańko- 
wiczównq, której starsza siostra Klementyna od lat kilku 
była za Edwardem Mostowskim, a młodsza Wanda w lat 
cztery potem wyszła za Benedykta T yszkiewicza. T e trzy 
siostry, osierocone w 1812-tym roku (rodzice oboje zmarli 
z tyfusu), urodzone były z Sołtanówny, a wychowywały się 


ł 
l 


I 
.'
>>>
t 
I 


- 31 - 


..I 


przy babce Wańkowiczowej, która z kilku matronami two- 
rzyła w Wilnie światek osobny, a zabawq ich była gra 
w ćwika. 
Szesnastoletnia Walerja nad wiek swój rozsqdna 
i poważna cały miesiqc namyślała się po oświadczynach 
mego wuja nato, by mu dać ostateczne słowo w dniu 
l-go kwietnia, co się stało przypadkiem. ale w pierwszej 
chwili trochę zmieszało pretendenta. Posag wynosił pół- 
trzecia miljona złotych polskich, a ślub miał się odbyć 
w majqtku Wańkowiczów, Łuczajach. położonym w po- 
wiecie wilejskim, w dzień św. Walerji 19 grudnia. za in- 
dultem, bo w adwencie. a więc bez tańców. bez gości. 
oprócz kilku koniecznych świadków. Zato wesele starszego 
brata Rudolfa z pannq Genowefq Pusłowskq po staro- 
polsku, huczno i ludno obchodzono. również jak i przeno- 
siny, na które wezwani przez pana młodego jechaliśmy 
w pierwszych dniach października wprost do Żołudka 
w gubernji grodzieńskiej. 
Chociaż wuj Konstanty był młodszy. piękniejszy i ro- 
zumniejszy od wuja Rudolfa, ożenienie starszego miało 
więcej cech poetycznych i serdecznych, niż małżeństwo 
młodszego brata, Starszy brał wprawdzie o mIljon mniej 
bogatq i o dwa lata starszq, ale zoto piękniejszq żonę. 
a szczegóły poznania jej przypominały Jakiś ustęp z ro- 
mansu. Po kilku zawodach. wchodzqc już w lata marco- 
wego kawalera. ale znudzony samotnem życiem. wybrał 
się polować do swych dóbr w lasach poleskich i na po- 
pasie spotkał się z wielkim dworem, jodqcym na fest do 
Żurowic, jednego z miejsc cudownych na Litwie. Była to 
rodzina Pusłowsko - Lubeckich i Scypionów z dodatkiem 
Borejszów i Lejów. trzymojqcych się zawsze razem. Ktoś 
z tej rodziny, poznawszy mego wuja, przyprowadził do 
ogromnej landary, w której siedziało sześć czy osiem 
kobiet. Śród twarzy starych, mrużqcych z pod okularów 
dużemi oczami - bo cały ród Lubeckich ma duże wy- 
pukłe oczy i niski wzrok - zachwyciła go postać młoda, 
świeża, wesoła i skromna. Była to panna Genowefa. 
prawie naj młodsza z dzieci państwa Pusłowskich. a jedyna 
córka przy pięciu synach. Znajomość poszła z łatwościq. 


I 


 


411
>>>
- 32- 


a na pierwszq propozycję. czy i on nie pojedzie do Żu- 
rowie. nietylko że się zgodził i to z ochotq. ale podobno 
usiadł razem z damami i pielgrzymka odbyła się wspólnie. 
Jeżeli jej celem był los młodej Genowefy. to osiqg- 
niętym został na samym poczqtku. bo niebawem odbyły 
się zaręczyny. a w rok potem ślub. Jakże nie było wie- 
rzyć. iż sam Bóg to spotkanie zrzqdził i sercami młodych 
kierował? Wuj wprawdzie nie był pierwszej młodości. ale 
powierzchowność jego miła. i za bliższe m poznaniem nie 
tracił. a musieli być przeznaczeni dla siebie nietylko nato. 
by się pobrać. ale też. by się pokochać i uszczęśliwić 
wzajemnie. 
Matka moja. wezwana od brata na gospodynię. przy- 
była do Żołudka na kilka dni przed młodymi; w miasteczku 
z wielką paradq spotykał nas kahał żydowski z mowq 
i z bakaljami, u bram dworu włościanie z wieńcem i ko- 
rowajem. były to próby przyjęcia państwa młodych. Dom 
mieszkalny drewniany. nie piętrowy. stary. ale odświeżony 
wewnqtrz. miał służyć dla nowożeńców i dla rodziny mło- 
dej pani. Dla gości urzqdzono mieszkanie w oficynach; 
nas zalokowano w ogrodzie obok oranżerji. 
Mój ojciec. proszony na ślub. znajdował się już 
w Pieskach, majqtku Pusłowskich; tymczasem matka moja 
zaradzała wszystkiemu, odbywajqc długie konferencje 
z rzqdcą. który. rad z liczby kucharzy i zapasów wszel- 
kiego rodzaju. w głowę tylko zachodził, że lodu ani w lo- 
downi. ani znikqd dostać nie można było; wtem jednej 
nocy mróz uderzył tak silny, że się we wszystkich stawach 
i kanałach woda ścięła na kilka cali; zdawało się. że 
różdżkq czarnoksięską ten lód wywołanym został. Przy- 
biegł jak świt uradowany z tq nowinq Vatel nowy. na co 
moja matka. jakby z przeczucia, odpowiedziała: ..Śpiesz 
się pan z tego korzystać, bo to nie potrwa długo". W rze- 
czy samej zaledwie zdołano porqbać i zawieźć lód do 
lodowni. słońce resztę stopiło. I najpiękniejsza pogoda 
nastała odtqd aż do przyjazdu państwa młodych. 
Zjeżdżali się tymczasem goście. wezwani na przeno- 
siny, wielu nawet takich. co, będqc na ślubie. poprzedzali 
orszak weselny: Konstantostwo Przezdzieccy (sama Oli- 



 
f
>>>
- 


. , 


RUDOLF HR. TYZENHAUZ 


Według portretu j. Rustema 


Ą-
>>>
, 


, . 


ł 
f 


i
>>>
, 
, 
r 


- 33- 


zarówna) z Wołynia. z Paców Feliksowa Potocka. brat Jej 
Ludwik Pac. Adam Chreptowicz i t. d. - wszystko to bracia 
i siostry cioteczne pana młodego. Wpadał też i on parę 
razy rozstawionemi końmi. a rozjaśniony jak słońce. by się 
przekonać. czy wszystko w porzqdku. by się podzielić 
SWojem szczęściem z siostrq. by pogderać sługi. a nawet 
gości. bo to umiał i lubił przy najlepszem sercu. Tymcza- 
sem orszak weselny postępował zwolna. nocujqc i popa- 
sajqc po folwarkach pana młodego. zamienionych na ten 
przejazd w tyleż pięknych rezydencyj. a gdy zmrok za- 
padał. beczki smolne. palqce się po obu stronach. oświe- 
cały drogę. Był to pochód królewski. bo też królowę 
swego serca wiózł szczęśliwy małżonek. 
Gdy nadszedł dzień przybycia pani młodej, matka 
moja. jako siostra pana młodego. miała spotykać z chle- 
bem i solq. pani Potocka ofiarować klucze. córka jej 
Izabela - plaster miodu i t. p. Matka nasza. wróciwszy 
po śniadaniu do siebie. by Spoczqć przed obiadem i balem. 
opowiadała nam. że pani młoda przybyła na czele orszaku 
w POdwójnej karecie z matkq swojq i ciotkq. paniq Scypio- 
nowq (obie siostry rodzone ministra Lubeckiego). że jq 
ledwo widać było z pod głów cukru. wstqżkami i złotym 
papierem ustrojonych, zwojów pergaminu, wieńców zboża 
i korowajów. darów włościan i Żydów. Miała ona na 
sobie szubkę zielonq aksamitnq. obłożonq łabędzim pusz- 
kiem, i biały kapelusz z piórami; w tym stroju. tak wła- 
ściwym dla blondynki. wyglqdała ślicznie, a tak wzruszona. 
że widzqc, czy zgadujqc podobne wzruszenie w bratowej. 
rzuciła się w objęcia mojej matki. czule jq ściskając, i był 
to zadatek przyjaźni, którq, powziqwszy ku sobie od pierw- 
szego spojrzenia. zachowały do grobu. 
Skoro zmrok zapadł, ustrojono nas w białe haftowane 
sukienki i zawieziono do pałacu. jaśniejqcego od rzęsistych 
świateł. gdzie już pokoje napełnione były gośćmi. a ja 
z bukietem świeżych kwiatów pilnowałam otworzenia się 
drzwi od komnat nowej cioci, by jq powitać i ofiarować 
kwiaty. Po całogodzinnem wyczekiwaniu. roztwarły się 
podwoje i ukazała się w orszaku licznych kuzynęk. w ró- 
ŻOwej sukni. z fiłjq brylantową we włosach; wybiegłam 
3
>>>
- 34- 


na środek salonu i oddałam jej bukiet. ..Po czem poznałaś 
ciocię?" - pytano mnie. ..Po piękności ubrania" - była 
szczera moja odpowiedź. co podchwyciwszy przero- 
biono na: ..Po piękności i ubraniu". ale naprawdę suknia 
uderzyła pierwiej. niż twarz. i ledwie za powtórnem spoj- 
rzeniem zobaczyłam. że ciocia była bardzo ładna. Obiad 
zastawiono w dużej sali. Tańce. rozpoczęte zaraz po obie- 
dzie. trwały do późna. zakończone cukrową wieczerzą. 
Ustały one z dniem drugim; część gości się rozjechała. 
pozostali tylko blizsi. Któż nie miał w życiu swojem 
tych ..nazajutrz" w kółku poufałem. następujących po 
hucznej zabawie? Tym razem. chociaż obie rodziny połą- 
czonej pary zaledwie się poznały. takie spajało ich ogniwo. 
że nikt tam nie czuł się obcym. Ranki schodziły na prze- 
chadzkach i przejażdżkach. pogoda pomimo spóźnionej 
jesieni była prawie wiosenna. Wieczorem odczytywano 
powinszowania kahału; dużo pamiętam było śmiechu 
z tych wierszy. okolonych girlandami i atrybutami miłości 
i hymenu. 
To wesele. jedne z ostatnich tak hucznie obchodzone 
na Litwie i przypominające stary obyczaj. odznaczało się 
nietylko obfitością i dobrym smakiem. ale i porządkiem. 
ładem i pamięcią na służbę. tak. że panny służące. których 
liczba przenosiła liczbę pań. miały osobnego kucharza. 
potrawy. deser. usługę nawet. 
Rodzina naszej nowej cioci była bardzo liczna. Naj- 
przód rodzice jej. Ojciec. Wojciech Pusłowsli. starzec 
kontuszowy. a taki elegant. że z powodu wesela córki 
sprawił sobie prawie tyle kontuszów jedwabnych. ile córka 
sukien, a miała ich bardzo dużo w swej wyprawie z Pa- 
ryża t z Warszawy. Matka. księżniczka Lubecka z domu. 
i siostra jej Scypionowa. która swą jedyną córkę wydała 
za rodzonego swego brata. ministra. Pani ministrowa 
asystowała weselu i przenosinom. karmiąc swą córeczkę 
Genowefkę. Z pięciu braci cioci pamiętam tylko piętna- 
stoletniego Ksawerka i Wandalinka mego wieku. którego 
ubierano w żupan i kontusz tak. jak chodził jego ojciec. 
Pan Wojciech Pusłowski. człowiek niezmiernie bogaty 
i z głową niepospolitą do interesów. głośno mówił. że był 


I 


, 


,
>>>
, 


r 



 


. I 


- 35- 


, 


wlmen .swojq fortunę i powodzenie wojewodzie Chomiń- 
skiernu, który pożyczkq 1000 dukatów pchnqł go na drogę; 
i gdy ów wojewoda Chomiński, człowiek nie pospolitego 
rozumu, trwonił posag żony swojej, Tyzenhauzówny z domu, 
która go, chociaż szpetnego, nad innych, pięknych i mło- 
dych przeniosła, .:- jego tysiqc dukatów, dane biednemu 
młodzieńcowi, rozmnożyły się na krocie i miljony, bo rzqd 
i ład sq owemi koszami ewangelicznemi, które mnożq 
ułamki, Trzebaż było jeszcze panu Pusłowskiemu dobrać 
sobie nietylko żonę, ale i szwagierkę, tak ministerjalne, 
iż te damy, jeżdżqc wszędzie za nim i garnqc do kieszo- 
nek swych fartuszków listy i notaty, tyczqce się licznych 
interesów, przychodziły nieraz w pomoc znużonej jego 
pamięci. Trzeba było je widzieć w orszaku synowic i ku- 
zynek, przybywajqce na kontrakta do Wilna i zalokowane 
w jednym pokoju, gdzie prześcieradła tworzyły granice 
sypialni, jadalni i gotowalni. Tam i Żydówki z towarami, 
i wizyty znajomych, tam i dostawcy z prośbq o protekcję 
do pana Pusłowskiego lub do ministra, i w tejże samej - 
chwili wesoło, prędko i roztropnie załatwiał się targ na 
kilka złotych z faktorkq i spekulacje na krocie z kupcem. 
Pan Pusłowski z tq spekulacyjnq głowq był też i bardzo 
pobożnym: widziano go nieraz w Ostrej Bramie, modlq- 
cego się z rzewnościq praojców, z konfederatkq pod pachq, 
ze złożonemi pobożnie rękami, ale niebawem roztargnienie 
przerywało modlitwę, myśl zaczynała błqkać się po cyf- 
rach, na palcach zdawał się coś rachować... postrzegał 
się, chwytał za głowę, pocierał rękq łysinę, i znowu sku- 
piony rozpoczynał modlitwę, dziesięć razy przerwanq 
i rozpoczętq. 
Na zakończenie opisu wesela wujostwa dodać na- 
leży, że dwóch najbliższych w gronie naszem brakowało: 
ojca i siostry pana młodego; dziadunio dla niezdrowia 
nie opuszczał już Wilna, a ciocia de Choiseul była 
we Francji; pierwszy z błogosławieństwem swojem dla 
syna przysłał dla synowej brylantowy grzebień, druga zaś 
wiadomość o urodzeniu swego pierworodnego syna, 
Aleksandra.
>>>
, 


"'-"... 
, . ,... -,;

i

. 
'.. "\!t..
"-.. ; '- 
:i


_


 
"
,'. _ 
.

,AĄ 
.Ą,#..!'t- ."': .;.
.,:. ..... 
 
'..;
' !.."' ł; : ,$ :: . 

.. . ot" - 
... 
...
 '.. ,I . 'Oł! 
 ' .. 
": ,;.k-' ---".'.' :"
' 
. .-i./:r."ł{
f

,. 


 
. \ 
-""*.:.

 ----


.- 0). 
( 
 1 .-".

f . - · 
-,"
'
. ' " "'
'" I '. '., 
f'

..o ., =' . .
 
::'

.
-=..::-\ . -.. 
 '- 
r,"',;,;,. 

 '. _,.:" -i ., 


. '. 


ROK ]822. 


", 
,.. ..' 
. .".. ' ..... 
'''..,;'"' '" l" 
-'*".,- ,(..... J 
" ......F 
... 'T """.;: \i- 

.- "1 
., 'i.' (1 
,.{oJ- 1.. . ,J.., . \. 
. .. " .. 
t ,. 
-.I.. . , 
,a"... ;...,..;: 
.!).
).t4 " 
. "'ł .:d. 
r'. \. 


j..... . 


'" 


Zima 1822 roku zebrała prawie całą naszą rodzinę 
do Wilna. Na czele jej był dziadunio. już bardzo zapada- 
jący na zdrowiu; zbierano się u niego wieczorem i na 
obiady. ale sam z domu nie wyjeżdżał. Wujostwo Rudol- 
fostwo zajęli pierwsze piętro domu Dmochowskiego przy 
ulicy Zamkowej. my dom Woelka przy ulicy Niemieckiej_ 
Wuj Konstanty przywió:d na tydzień swoją młodziutką. 
a poważną żonę. ale. nie dając jej ani razu ukazać się 
w pysznych turkusach. odwiózł ją napowrót do swoich 
Postaw. gdzie pałac, zabudowany w kwadrat. raczej na 
więzienie. niż na mieszkanie młodego małżeństwa. wy- 
glądał. Tam jednak miało im upłynąć lat dwadzieścia 
życia, ściśle obowiązkowego. Brakowało nam cioci Zosi. 
cieszyła się swoim pierworodnym w willi. którą pan 
de Choiseul posiadał pod Epernay w Szampanji z własną 
winnicą. W miejscu jednej była druga ciocia Zosia. Fe- 
liksowa Potocka. Pacówna z domu; rodziła się z rodzonej 
siostry dziada naszego. T yzenhauza. W dzieciństwie stra- 
ciwszy rodziców. wychowana przez bezdzietną ciotkę. wo- 
jewodzinę Chomińską. pieszczona i psuta przez nią, miała 
dużo dziecinnych dziwactw. Słusznej urody. otyła. aż do 
kilkopiątrowego podbródka. miała duże, wypukłe. siwe oczy, 


(
>>>
- 37- 


, 


nos orli i usta drobne, zaciśnięte; z tego korpusu rzymskiej 
matrony wychodził głosik cienki, piskliwy, kwaskowaty 
i zbiedniony, którym przymawiała się u krewnych o wie- 
czorki i obiadki nato, by, przybywszy na nie, kaprysić, 
wymyślać, wqchać potrawy i odtrqcać półmiski, na co już 
wkońcu nikt nie uważał. Była natenczas wdowq i, po- 
dobno, nie miała lat 40-tu. Jedyna jej córka Izabela. 
suchotnica po ojcu. była nawet ułomnq, ale wykształcona 
moralnie i dziwnej dobroci. 
Wilno natenczas wrzało, jak ul, przepełnione miesz- 
kańcami; były to dobre i świetne jeszcze dla nas czasy. 
Uniwersytet w kwitnqcym stanie; młodzież nietylko z całej 
Litwy, ale zewszqd. gdzie tylko językiem polskim mówiono, 
zlatywała się do tego ogniska, nie nato, aby w niem spło- 
nqć, ale by siebie i drugich zkolei oświecać, tak. że i dziś 
jeszcze choć w trzeciem pokoleniu, chociaż samo ognisko 
dawno już zagasło, płomień ten gorzeć nie przestał. Za sy- 
nami przybywali rodzice. całe nawet rodziny. 
Najpierwsze w kraju rodziny Tyszkiewiczów, Czetwer- 
tyńskich. W ołodkowiczów. W awrzeckich. Wańkowiczów, 
Sulistrowskich, Romerów, Grabowskich. Platerów, Abra- 
mowiczów, Radziwiłłów zamieszkały najpiękniejsze pałace: 
Tyszkiewiczów, Paca. Fithingofa. Pomarnackich, Olizara, 
Wańkowiczówien etc. 
Miasto było ludne, świetne, zamożne, ożywione tea- 
trami, koncertami. balami i obiadami. W tern wszystkie m 
i młodzież uczqca się brała udział. Oprócz proszonych 
zebrań, co wieczór można było wesoło się zabawić, przy- 
szedłszy gdziekolwiek ze zwyczajnq wizytq. Tak wszyscy 
byli zajęci we dnie, że nawet wizyty, będqce później 
w modzie w południowe godziny, rozpoczynały się wtedy 
równo ze zmrokiem. trwajqc często do północy, co bardzo 
ożywiało ulice, nie potrzebujqce oświetlenia, bo ze wszyst- 
kich okien wesołe biło światło. Ciche dziś ulice miasta 
Wilna huczały natenczas od nieustajqcego nawet nocq 
turkotu: bo. oprócz przybyłych ze wsi, każdy z mieszkań- 
ców miasta, choćby mało dostatni, miał swój własny 
pOjazd - choć dorożkę, choć- sanki o jednym koniu, aż do 
rektora Malewskiego, sławnego ze swej oszczędności; i ten 


(
>>>
- 38- 


, 


miał dwa swoje konie, tak w te czasy był tani owies 
i siano. Karety były nie inne, jak czterokonne i to z fo- 
rysiem, piszczącym przeciągłym głosem, by ustępowano 
z drogi; czasem widziano i szóstkę, pędzącą przez miasto, 
jak naprzykład Łopacińskich, przybywających o wiorst 10 
z Kojran z dwoma lokajami w liberji, z tyłu za ogromną 
karetą o trzech herbach na port jerze : jeden żony, drugi 
męża, a trzeciego nikt wytłumaczyć nie mógł. Karety ów- 
czesne były na bardzo wysokich resorach, wcale nie 
leżących; siedziało się tam na poduszkach nieelastycznych, 
a wsiadało po pięciu czy sześciu stopniach, jak po dra- 
bince, która się składała i odpadała za każdym razem, 
zabierając niemało czasu; lokaje ówcześni mieli dużo do 
roboty: taka służba wymagała wielkiej zręczności i wprawy, 
szczególnie, gdy przyszło nieraz na wysoką stojałkę sko- 
czyć, kiedy pojazd już był w ruchu. 
W to ożywione Wilno przybył jesienią wuj Rudolf 
ze swoją młodą żoną. 
Matka moja zapoznała bratowę z całem towarzy- 
stwem, dając jej zgóry rys każdej osoby. Księżna senato- 
rowa Ogińska lubiła na wstępie dekoncertować młode 
osoby, ale uprzedzona o tern ciocia, umiała temu oprzeć 
się odrozu. 
Trzeciego stycznia przypada św. Genowefy. Dzień 
imienin żony wuj Rudolf obchodził świetnym balem, co 
dla niej było tajemnicą aż do wieczora. Po obiedzie fami- 
lijnym u dziadulka, który ł.wał dość długo, ciocia tern 
znudzona i trochę chmurna, że nie wie, jak przepędzi 
wieczór, chciała wracać do domu, ale mąż powierzył ją mo- 
jej matce, a sam pojechał czynić przygotowania do wie- 
czornej zabawy. Pami
tam jak dziś, że narcyzy i róże na 
czepeczku paryskim, a perły z fermoarem szmaragdowym 
z brylantami na białej szyi w ciągłym były ruchu, gdy 
ciocia w swem dziecinnem nieukontentowaniu szeptała . 
coś sama do siebie. O zmroku przybył mąż po soleni- 
zantkę, która się i na jego widok nie rozchmurzyła, ale 
jakież było jej zdziwienie, gdy ujrzała światło w bramie 
i we wszystkich oknach, wschody strojne w kwiaty i dy- 
wany, gdy usłyszała orkiestrę, strojącą instrumenty, a za 


"
>>>
. I 


- 39- 


I 


weJsclem do .swego pokoju znalazła śliczną świeżą suknię. 
i wieniec z winogron na głowę. Jakże w tej chwili ten 
Roro był dobry. piękny, miły. lepszy od niej, i przepra- 
szała go za swoje dąsy, A on 'i - On. bardziej jeszcze 
szczęśliwy. pokrywał swe rozrzewnienie, niby gderając 
żonę. że marudzi. że się nie ubiera. że goście czekają. że 
już późno i t. d, Tymczasem kareta za karetą wjeżdżała 
w bramę. i prawie wszyscy byli już w salonach, gdy sole- 
nizantka weszła. Otoczono ją natychmiast chórem życzeń - 
tak. życzeń. bo. widząc ją tak śliczną. wszystkie powinszo- 
wania składano jej małżonkowi. Dotąd przechowuje się 
w rodzinie miniatura jej. malowana przez Wańkowicza. 
w owym stroju. który ją uczynił tak radośną i piękną. 
.a w którym chciała pozostać na zawsze w pamięci swego 
męża. Ale oprócz winogron i sukni nic tam nie przypo- 
mina osoby. której wdzięk był w wyrazie. nie schwyconym 
ani pędzlem, ani piórem, - ledwie tylko wspomnieniem! 
Dom wujostwa był otwarty. uczęszczany i dla 
wszystkich sympatyczny; wdzięki żony, uprzejmość obojga 
były urokiem tych zebrań. które się co tydzień powtarzały; 
a ciocia była tak dobrą, iż nas zawsze mieć chciała 
u siebie. Widzę dotąd te dwa niewielkie kwadratowe 
salony, w których tańcowano. a środkowy służył dla 
orkiestry. Postne wieczory rozpoczynały się poważnie od 
kwartetu, wykonywającego klasyczną muzykę. należał do 
tego i sam gospodarz, grała czasem i ciocia na fortepianie 
z towarzyszeniem skrzypie.c. "la stolikach leżały różne lito- 
grafje. karykatury i jedyny wychodzący natenczas żurnal 
mód. na któryby dziś nikt nie chciał spojrzeć; ale naów- 
czas (szczególnie dla dzieci) był on jednym urokiem wię- 
cej wabiącym na te wieczory: a wszystko nas tam za- 
chwycało. Sama ciocia była dla nas ideałem młodych 
mężatek. )Jeż to wspomnień drogich wsiąkło w te kochane 
ściany. w te tafIe posadzki i szyby okien. przez które na 
każdy ważniejszy pochód patrzyliśmy w ciqgu lat kilku 
mieszkania wujostwa w tymże samym domu. Procesje 
Bożego Ciała i krzyżowe. pogrzeby biskupów, dygnitarzy 
i wojskowych. Wspaniałe były one, wywołując wszystkie 
konwenta. wszystkie zgromadzenia szkół i cechów; ubodzy 


j
>>>
- 40- 


bernardyni z drewnianym krzyżem rozpoczynali pochód. 
dalej karmelici bosi. półbiaJi a półczarni august janie. 
biali jak śnieg z powiewnemi szkaplerzami dominikanie. 
nareszcie kler misjonarzy w płóciennych komeżkach na 
czarnych. fałdzistych sutanach. z biretami czarnemi na 
głowie. na końcu wyższe duchowieństwo: kanonicy. pra- 
łaci w pąsowych togach o pelerynach z popielatego fu- 
terka. jak na obrazach św. Jana Nepomucena. Jeżeli 
umarły był dobroczynny. lub przynajmniej członek domu 
Dobroczynności. szły ordynkiem biedne sieroty i w białych 
kornetach siostry miłosierdzia. Jeżeli zmarły był wysokim 
dygnitarzem. czy profesorem uniwersyteckim, WÓWczas 
trumnę poprzedzali uczniowie Uniwersytetu. a najpierwsi 
urzędnicy. ubrani w paradne mundury. nieśli na aksamit- 
nych poduszkach insygnja i ordery nieboszczyka; katafalk 
ciągnęło zwykle sześć koni. do nóg okrytych czarnemi 
kapami; trumna obita srebrnemi blachami. najczęściej 
otwarta. a w niej - martwa i żółta twarz starca ze złożo- 
nemi na piersiach rękoma. Raz w niej ujrzano piękną 
i po śmierci panią Konstancję z Radziwiłłów Czudowską. 
którą doktorowie. nietrofnie lecząc. dobili właśnie. gdy 
ona miała być po raz pierwszy matką, Ten szereg po- 
jazdów. postępujący za karawanem. ta masa nieprzeliczona 
ludzi i tłumy ubogich za niemi. cały ten wąż ciągnął się 
nieraz od Ratusza pod Katedrę, a dzwony 36-ciu kościołów 
katolickich. bijące żałośnie. a śpiewy kapłanów. odzywa- 
jące się naprzemian z muzyką wojskową. wznosiły i upa- 
karzały ducha. jak jakie potężne memento mor;. Wszystkie 
okna pełne były główek ciekawych dzieci. we wszystkich 
bromach tłoczyli się słudzy. bo choć powtarzające się dość 
często i wówczas to było nie Jada widowiskiem. a że te 
pogrzeby najczęściej odbywały się wieczorem. pochodnie 
i świece. trzymane w ręku kapłanów. czyniły z tego obraz 
fantastyczny i dotąd niezapomniany, a już niemogący się 
w rzeczywistości powtórzyć. bo dziś żywi mniej świetnie 
żyją i umarli mniej świetnie się grzebią. a klasztory opusto- 
szałe i kościoły w większej połowie zamknięte same za- 
milkły. jak groby. 
Jednym ze znaczniejszych. bo całe towarzystwo zaj- 


.. 


. 


... 


... 


....
>>>
- 41 - 


.. 


mującym wypadkiem na początku zimy 1822 roku była 
śmierć młodej pani Stanisławowej Szumskiej. która. za- 
smucając przyjaciół. znajomych i krewnych. w rozpacz 
największą wtrąciła jej obie matki. tak kochające się 
z sobą. Mirsię i Szumsię. a nawet wygnała je z Wilna 
na lat kilkanaście. Było w rzeczy samej po kim płakać 
i kogo żałować! Marysia Mirska. później Szumska. liczyła 
się do istot wyjątkowych: pieszczoty rodziny i uwielbienia 
obcych zamiast ją popsuć do większej doprowadzały do- 
skonałości; cel przywiązania całej rodziny. przyjaciółka 
nieodstępna swej kuzynki Basi Szumskiej. z nią też była 
odmalowana przez Rustema: tylko że ładna i szczupła 
Marysia na pierwszym figurowała planie, a przysadzista 
Basia na boku i w cieniu przygrywała jej na lirze. jako 
muza harmonji, Marysia zaś była w stroju i pozie T erpsy- 
chory. a że wówczas nikt pod swoją postacią malować 
się nie chciał, nawet i młody Napoleonek figurował w tym 
obrazie. jako Kupidyn ze skrzydłami, łukiem i pochodnią. 
Zawierz, wieś państwa Mirskich. położona za Widzami 
w malowniczej okolicy śród niebieskich jezior. był gnia- 
zdem rodzinnem owej pięknej Nimfy. do której zbiegała 
się młodzież zdaleka. Wesoło było w Zawierzu: grano 
komedje, tańcowano przez całe święta. a gości zjeżdżało 
się tak dużo. że dla braku miejsca, gdy przepełniony był 
pałac i oficyny, młodzież. lokująca się w domkach ogrod- 
niczych, gdy te zebrania przypadały latem, zawieszała 
zwierciadła na drzewach, tworząc gabinety gotowalniane 
w gęstwinie gałęzi. 
Przed 10-ciu Jaty, będąc w samym rozkwicie wdzię- 
ków, panna Marja podobała się bardzo memu wujowi 
Rudolfowi, ale przez posłuszeństwo dla ojca, mającego 
inne widoki, zaprzestał swoich starań, które zaczynały być 
już głośne; ślub jej z kuzynem Szumskim poprzedził na 
kilka miesięcy ożenienie mego wuja. ) właśnie Bóg Im 
dał pierwsze dziecko - córeczkę, gdy ciocia Rudolfowa, 
jeżdżąc z moją matką z pierwszemi wizytami, zkolei 
anonsowała się do młodej pani Szumskiej, ale nie została 
przyjętą z wielkim stąd żalem. Nie sądzono jednak było. 
aby się one poznały! Wskutek nieostrożności kobiety, 


.. 



 


... 


...
>>>
- 42- 


pilnujqcej młodq matkę, już przychodzqcq do zupełnego 
zdrowia, pani Marja zapadła nagle w niebezpieczeństwo; 
przywołani najpierwsi lekarze: Śniadecki, Mianowski 
Mikołaj, Barankiewicz, z całq swojq naukq nie byli w mocy 
wyrwać jq z rqk śmierci: gangrena była we wnętrzno- 
ściach - ona musiała umrzeć!... Uprzedzony o tern mój 
ojciec, przyjaciel od lat dawnych tej rodziny, przewidu- 
jqc okropne skutki tego ciosu, zabrał z sobq szwagra 
swego Wojniłłowicza i we dwojgu ukryci na drugiem 
piętrze, część nocy przeczekali w trwodze, gotowi na 
wszystko; nagle dał się słyszeć na dole okropny ryk... 
już było po wszystkie m ! Mój ojciec ze szwagrem zbiegli 
ze wschodów do pokoju, gdzie nad martwem już ciałem 
pięknej, dobrej, szczęśliwej i kochanej Marji rozpaczały 
dwie matki i nieszczęśliwy małżonek. Z pomoc q sług 
oderwano biedne kobiety od tego bolesnego widoku, 
zaniesiono z wielkim trudem w krześle na drugie piętro, 
a pana Szumskiego, wyrywajqcego się z rqk kiJku ludzi, 
mój ojciec mitygował tern najwięcej, że z nim razem 
płakał. Puszczono krew prawie wszystkim, bo wszyscy 
zarówno uczuli tę stratę. A mała sierota, niewinny powód 
tego nieszczęścia, ochrzczona imieniem swej matki, dostała 
za patronkę Matkę wszystkich sierot. Mój ojciec był jej 
chrzestnym ojcem i zawsze czule kochał tę swojq córeczkę, 
myśmy jq też umiłowały jak siostrę; a była ślicznq, miłq, 
dobrq, jak jej matka, której nie znajqc była jednak po- 
dobnq do niej we wszystkiem, aż do ruchów; z tq zdobyczq, 
z tq jedynq pamiqtkq po nieodżałowanej Marji wyjechała 
niebawnie cała rodzina napowrót do Zawierza. 
W tejże samej porze na Białej Rusi w Sarji, majęt- 
ności państwa Łopacińskich, przychodził na świat mały 
Jgnaś, który miał być mężem tej drugiej Maryli. jedynie 
jq tylko kochać w życiu i wiernym pozostać po zgonie. 
Koniec roku ] 822 pozostał smutnie pamiętnym i dla 
naszej rodziny. Dziadunio Tyzenhauz, wybrawszy się 
wiosnq do KarJsbadu, wrócił jesieniq bardziej osłabiony, 
jeszcze w porę, by pobłogosławić wnuczkę. urodzonq 
5/) 1 sierpnia w Żołudku, z nadziej q podobnej radości 
w Postawach, a spokojny o wszystkie swoje dzieci umarł 


ł
>>>
- 43- 


w Wilnie w pierwszych dniach października. Uwiadomieni 
rodzice moi o chorobie ojca pośpieszyli do Wilna. by 
ostatnie otrzymać błogosławieństwo. myśmy pozostały 
w DobrowIanach. 
Powrót rodziców w grubej żałobie. widok matki 
w długiej z ogonem sukiennej sukni. oszytej białą taśmą. 
witającej nas we łzach i milczeniu. sprawiły na nas głę- 
bokie wrażenie; i nas ubrano w czarne sukienki. cały 
dwór oblekł się żałobą. a lokaje we frakach z pękiem 
wiejących wstążek na ramieniu czynili na nas wrażenie 
ciągłego pogrzebu. 


.1
>>>
, 
..... 
1K..... 
?
";:':\1 
......,,,. 
-r.:--. 

 \-. 
_ . 
I'i

" 
.
 ". r!t;; , f\ .:
l, .. . , 
. ...."....h
 - - i:r 
; . ,
(


:ł'. . 
.. 
 /t 
.' ł .

 . 
"t. . .
.",.....
 .\

 - '.h!"'
"-""i:'-r
 
l Ł ':iI-t f, .' 
:
 l.. . ,, . {..:....
;

 
 .'-' , 
.,
 -
;.
. 
 !t
 I . . '" S""t 
_,,
 ;'.'.7'"... '., l. _ .;:,... ...":':"'11. 
....,.,.,. '\'..
 J; " fi .:-".. ... 
..\ 
...-..-' } .- ;...... ..' Do.. _". .
"X ....;.... .c-
....
 
-1- · !" J4. . 
 .. $ 
 .. .. :
:i....:


 
. -'I _ ,- - ",.. loF . . 
"...., }-..,:. .":il'.:".':,,
-........ 
vi.. ,-'... . :.
a:.i:...

'?_
 :'.\..;1. d.,."..::... 
- '-.- 
.. .
 


\',\.' 
l. 
I (.j!. 


. 


ROK ]823. 


Zima zebrała nas znowu w mieście; żałobna krepa 
przysłoniła weselne róże szczęśliwej zawsze cioci Geno- 
wefy, rzucając cień aż na kolebkę pierworodnej jej Her- 
mancji; nie było mowy o tańcach w domu wujostwa, zbie- 
rano się tylko do nich na obiady i kwartety, ale miasto 
wrzało po dawnemu, ono miało jeszcze żyć tern życiem 
lat kilka - i takie staje w pamięci piszącej. 
Przez te zim dziewięć, przepędzonych w Wilnie, z re- 
gularnością zegara, nakręconego na lat kilka, zwolna, 
niepostrzeżenie zmieniało się też same towarzystwo, jak 
w potrząśniętym kalejdoskopie. Nam przyszło zamieszkać 
koleją coraz w innym domu, z okien Woelka lub Samsona 
patrząc na ulicę Niemiecką z całą jej Jerozolimą i na co- 
dzienne prawie pogrzeby Izraelitów, a czy zmarły był 
biedny, czy bogaty, nie inaczej go wieziono, jak w kufrze 
i to jednym koniem, tłum tylko większy lub mniejszy sta- 
nowił jedyną różnicę tych pogrzebów. Z dużych okien 
i z balkonu pałacu Paca widok był na plac Ratuszowy, 
na stary kościołek św. Mikołaja i wieżę jego tak poetyczną 
o księżycu. na magazyn litografij Lecayer i klinikę, malo- 
waną żółto, z całym jej ruchem medycznym. Okna salonu 
. 


-
>>>
I 
40 


. 


- 45- 


sklepionego smakiem Gucewicza domu Karpio - Platera, 
dziś Tyszkiewicza, wychodziły na cztery ożywione ulice, 
a z tych wszystkich domów oczy ciekawych dziewczynek, 
biegących od lekcyj do okna, widziały na ulicy też same 
mundury akademickie, znikłe po 1831 roku. sprejduchy 
czyli prześcieradła, któremi, jak płaszczem zarzuconym na 
głowę, ubierały się Żydówki, lisie i sobolowe czapki Ży- 
dów, bronne już im od ]845 roku, te żółte lub jasnozielone 
karety, kryjące się dziś na wsi po wozowniach. jak się to 
znało każden pojazd, nietylko po koniach, ale nawet po 
turkocie, lub po głosie forysiów, wyciągających zdaleka. 
Dotąd w myśli mej przebiega ulice wileńskie ciemnowiśnio- 
wy rysak doktora Gałęzowskiego, a szerokie, jak kanapy, 
siwosze jabłkowate doktora Barankiewicza, zdaje się. 
stoją o jednej zawsze godzinie przed bramą rocznej jego 
pacjentki, chrzestnej matki naszego ojca, szanownej pani 
janowiczowej, której zielona papuga, szczebiocząca na 
balkonie, nad magazynem eleganckim pana Fiorentiniego 
zwabiała tłumy Żydziątek na ulicy. Pani Janowiczowa 
bardzo już sędziwa. szczupła. sucha. lekka, trudna była 
do schwycenia, wymykała się jak ptaszek z naszych objęć. 
jakby już była duchem, a zdr
wia tak delikatnego, że raz 
od nagle zgaszonej świecy dostała katarowej gorączki. 
Jakże się to nam wesoło jechało na Antokol - zimą 
koło południa we wspomnianej oliwkowej podwójnej 
karecie - lub wiosną koło zachodu słońca w otwartym 
żółtym płytkim. jak melonik, koczyku, i dlatego na Anto- 
kol, choć Wilno obfituje w piękne okolice. bo na Antokol 
najlepsza droga, bo niema gór. jak do Belmontu, ani 
piasku, jak do Zakretu, a bliżej. jak do Werek, a więcej 
rozmaitości. jak w Rybiszkach. - bo zresztą cały świat 
modny, młody, a nawet pobożny szedł tam i jechał ocho- 
tniej, niż gdzie indziej. 
Przedmową do Antokolu były bulwary. - świeże. 
wesołe niegdyś bulwary. zasadzone kilku rzędami topoli 
włoskich od brzegów Wilji aż pod Arsenał. kędy szła 
droga szeroka dla pojazdów; dziś te bulwary zamieniły 
się w poważne i groźne okopy. najeżone armatami, wy- 
rychtowonemi ku spokojnym mieszkańcom miasta.
>>>
- 46- 


Niejeden z dziś żyjqcych pamięta te śliczne wiosny 
przed 40-tu laty, które rozpoczynajqc się 4-go marca, jakby 
na uświetnienie patrona Litwy, przyświecały wesoło pro- 
'cesjom, trwajqcym całq oktawę i przechodzqcym przez 
wszystkie ulice miasta, jakby dla ich uświęcenia. Cechy 
niosły chorqgwie, jeden z naj starszych mieszczan w kon- 
tuszu i w konfederatce z buławq w ręku poprzedzał po- 
ważnie kapłana. lud postępował za nimi, a świat piękny, 
korzystajqc ze ślicznej pogody, wysypywał się na bulwary; 
musiało być ciepło, kiedy damy w lekkich białych space- 
rowały strojach. i dotqd w pamięci migocq lila i niebie- 
skie szlafroczki księżniczek Czetwertyńskich. Karoliny i Ele- 
onory, koło których, jak motyle, roiła się młodzież. Obrazki 
takie nie starzejq nigdy... Kto był natenczas młodym 
i pięknym, pozostał nim we wspomnieniach współczes- 
nych f . .. Obok księżniczek była kuzynka ich Julja Gro- 
cholska, późniejsza Henrykowa Rzewuska, którq poważ- 
niejsze panienki obierały na wzór skrof!1nego układu. była 
Kamila Tyszkiewiczówna, następnie Ślizniowa, Do miłych, 
jeżeJi nie do pięknych, zaliczała się Wanda Wańkowi- 
Czówna, młoda, wesoła i bogata; Celino Sulistrowska 
o greckim profilu; córki profesora Becu, dorównywajqce 
wzrostem swoim najwyższym mężczyznom; trzy prześliczne 
Białozorówny o fręzlistych rzęsach; dwie generałówny 
Niesiołowskie, których świeża płeć okupywała brak kształt- 
nych rysów, posqgowe trochę panny Pqgowskie, zgrabne 
siostry Rewieńskie, księżniczki Lubeckie ze skromnym 
układem, przybywajqce w ogromnej landarze z ciotkq 
swojq Platerowq (z Żabów), trzy podkomorzanki Zaleskie, 
dwie Wawrzeckie, dwie Puzynianki, dwie Wojniłłowiczów- 
ny i t. d. i t. d. 
Na bajach było pełno mundurów akademickich, wszę- 
dzie im byli radzi, oprócz tylko w jednym domu, gdzie się 
na nich trochę krzywiono, a to w salonie pani guberna- 
torowej cywilnej Hornowej. Mówimy pani, nie pana, ani 
państwa gubernatorostwa dlatego, że dumna ze swego naj- 
większego na całe Wilno salonu, pani gubernatorowa nie 
inaczej go, jak .,mon sa/on" nazywała. karzqc ostracyzmem 
tych. co, jak uważała - ..uchybiali jej zwierciadłom", obra- 


. 



 


-
>>>
- 47 


l 
ł 


cając się do nich plecami, a nie mogło być inaczej, bo 
młodzież wolała patrzeć na ładne twarze panienek lub 
nawet na tacę z lodami i z cukierkami; dużo więc ich 
pod ogólną nazwą "Akademusów" zostało wykasowanych 
nie z albumu uniwersyteckiego, ale z listy balowej próż- 
nej pani, wyszłej z namiotów Wielkiej Armji nato, by 
z piastunki dzieci pana gubernatora stać się jego mał- 
żonką, co tak ją czyniło dumną, że się ze swej ..pańskości" 
nacieszyć dość nie mogła. Włoszka rodem, choć jasna 
blondynka, była jednak nadzwyczaj gwałtowną, przy tern 
bez wychowania, a mąż jej był zawojowaną prowincją, 
tak że do przychodzących do niego z prośbą nieraz wy- 
chodził, trzymając się za twarz, a zapytany: ..Czy nie 
fluksja'" odpowiadał płaczliwym głosem: ..Non, ce sonI des 
Iracasseries domesliques". 
Pani gubernatorowa, nie mając sama żadnej nauki, 
nie była w stanie kierować wychowaniem własnych dzieci, 
.(J gdy najstarsza córeczka okazywała nadzwyczajne zdol- 
ności, dawano jej tyle metrów razem, iż biedne dziecko 
w ] O-tym roku życia umarło z zapalenia mózgu, a w wi- 
gilję jeszcze matka chwaliła się przed gośćmi, że córka 
jej już nie ma czego się uczyć, bo mówi sześciu językami 
i posiada matematykę, 
Salony ludzi dostatnich mniej więcej są do siebie podo- 
bne, różne cokolwiek duchem, ale na oko jednakowe, szcze- 
gólnie dawniej, gdy mieszkania wynajl1}-owano wraz z me- 
blami i to nieodbicie potrzebnemi, w żadnym nie odbijał się 
charakter mieszkańców - chyba tylko w rodzaju przyjęcia. 
Do książąt Dymitrostwa Czetwertyńskich wabiły wdzię- 
ki córek. Dom książąt był otwarty, obiady proszone częste, 
a co niedziela wieczór z tańcami w czasie karnawału, w po- 
ście zaś bawiono się rozumnie: w szarady i obrazy żywe, 
którym przewodniczyła zwykle moja matka i pani Abra- 
mowiczowa; treść ich była zawsze historyczna. Raz na 
rycerza Bajarda wybrano Karola Przezdzieckiego dla jego 
kresy na czole, a on opowiadał nazajutrz przyjaciołom: 
..Co to, panie! bez mitologji ani porywać się dziś na sa- 
lony - mnie wczoraj kazano być Bajardem". Wyraźnie 
Bajard i Mars byli dla niego w jednej Osobie.
>>>
- 48- 


Był jeszcze drugi dom ksiqżqt Czetwertyńskich z córkq 
i zięciem Lubeckimi. były i wnuczęta. a tak ich dużo. że 
zamiast ich wymieniać po imieniu - mówiono o nich. 
Mak-Lubeckich. jak o jakich Mac-Gregorach. Babka ich. 
Kalasantowa Czetwertyńska, była matkq księżnej Dymi- 
trowej; primo voto Śliźniowa. rozumna i oczytana matrona. 
czytała dużo. a lubiła towarzystwo uczonych. ale wycho- 
wana według starej metody. nieprzypuszczajqcej odmian 
nawet na lepsze. w wielkiem raz była przerażeniu, gdy 
nauczycielka jej wnuczqt panna Laroque wróciła z uczo- 
nego wieczoru z wiadomościq. że niema elementów. że 
one rozebrano na pierwiastki! - Spokój tej zacnej matrony 
został zakłócony na dni kilka tq herezjq. biegały kurjery 
do uczonych. do spowiednika. którym. podobno. był światły 
ksiqdz Giraud. i gdy ten upewnił. że wiara się tern nie 
obali. wrócił pokój domowy. Kwest ja. tak żywo obcho- 
dzqca matkę. podobno w niczem nie zakłóciła spokoju 
córki. zawsze jednostajnie usposobionej. a imię jej Nimfa 
i kapelusz biały. niezdejmowany nawet wieczorem. ani 
na balu. ani w domu. pozostały w dziecinnej pamięci. 
Osoby. mieszkajqce na Wielkiej ulicy. a siedzqce 
w oknie w przedpołudniowe godziny. widziały codziennie. 
oprócz niedziel i świqt. jadqce drqżki fartuchowe poczwórne. 
pięknem i założone końmi. a w drqżkach dwóch hożych 
młodzieńców w sobolowych szubkach w towarzystwie po- 
ważnego nauczycic::la; byli to młodzi hrabiowie Platerowie. 
śpieszqcy na lekcje uniwersyteckie, Całe miasto znało te 
drqżki i te hrabiqtka. bo matka ich była jednq z pierw- 
szych matron w Wilnie. Dom pani Apolinary był otwarty. 
przyjęcie w nim szczere i staropolskie. sute. gościnne. ale 
bez próżnej wystawy. chociaż na niq stawało; majqtkiem 
rzqdziła głowq męskq; synów kochała po staroświecku. 
trzymajqc ich w grozie. Niepiękna. miała rysy męskie. 
twarz dużq. białq i rzadko kiedy rozjaśnionq uśmiechem. 
chodziła wyprostowana. napadajqc trochę na jednq nogę; 
zawsze strojna w jasne kolory i wycięte staniki. a była 
dość otyła. w rozmowie dowcipna i prędka, nawet mó- 
wiqc grzeczności. że się rzadko uśmiechała. zdawała się 
czynić wymówki; gdy była pannq. a wiedziano. że bogata 


.. 


.;:
>>>
.. 


49 


i z trudnością dawała się obracać w walcu. mówiono 
o niej. że miljon waży. 
Rodzina Wawrzeckich była nam spokrewnioną. Naj- 
starszy z rodzeństwa Tomasz. wojewoda. znajomy w Li- 
twie i w Koronie, a siostra jego Marcinowa Badeni. owa 
głośna ze swej oryginalności w całem Krakowskiem. mieli 
na Litwie znanych tylko. brata i siostrę: panią Zawierską 
i generała wojsk pruskich. a całe to rodzeństwo było cio- 
tecznem mego dziada Tyzenhauza. Pan Generał zamiesz- 
kał Wilno z drugą już żoną. Giedrojciówną z domu, i sześ- 
ciorgiem dzieci. Wszystko w ich domu tchnęło wiejską 
swobodą: zawsze tam można było trafić albo na obiad. 
albo na wieczerzę. Córek było dwie na wydaniu: Marja 
i Felicja. oprócz wdowy Giedrojciowej z pierwszego mał- 
żeństwa. przy tern kilkoro podrastających dzieci: Józia. 
Oleś. Lucia; najstarsza zaś z pierwszego małżeństwa była 
już od lat kilku za Mejsztowiczem. Hiacynty kwitły tam 
przez całą zimę. a kwiaty sztuczne robiono wieczorami 
dokoła okrągłego stolika. Słodkie słówka w ustach. 
a mars na czole charakteryzowały matkę. piękną. jak mó- 
wiono. zamłodu. czego ślady pozostały w delikatnych 
tylko rysach. ale była niskiej urody i miała chód waha- 
jący się na dwie strony. i w całym układzie wyglądała 
na osobę zestarzałą przed czasem. obok męża. o lat kil- 
kanaście starszego, Pan Generał chodził wyprostowany 
jak struna. do tego wysoki. chudy. blady, w zupełnej 
sprzeczności z bratem swoim. wojewodą. który był bardzo 
otyły. a zapalał się o lada słowo. jak siarka; ten zaś ffe- 
gmatyk. z nieodstępnym piórkiem do zębów. dłubiąc je 
w przestankach rozmowy. nawet na balu - cedził kom- 
plementa półfrancuskie, a półpolskie każdej damie. nie- 
wypuszczając przez kwadrans 'ich rączki ze swojej dłoni. 
Pamiętam. jak dziś. śliczną Felicję, najstarszą i najpięk- 
niejszą z sióstr. o drobnych delikatnych rysach i kruczych 
włosach. w białej atłasowej sukni. zaręczoną z marszał- 
kiem Feliksem Siesickim. Młodsza od niej o lat parę. 
Marja w 1827 r. była za księciem Aleksandrem Puzyną; 
obie te siostry. jedne z ozdób balów wileńskich, były 
zawsze traktowane przez matkę. jak małe dzieci. i gdy 
4
>>>
I 


50 


która zgrzana po tańcu dobierała się do lodów czy zim- 
nej lemoniady. wołała na nich z drugiego końca sali: 
..Niewolno ! Felicie! Marie I, .. rózga!" 
Dom pani szambelonicowej SuJistrowskiej miał w so- 
bie dwa silne magnesy: pierwszym była córka dwudziesto- 
letnia Celi na. starannie wychowana przez nauczycielkę 
Angielkę i sama. jakby rodowita Angielka. małomówna 
i chłodna napozór; drugim magnesem. bardziej bodaj przy- 
ciągającym była matka. bardzo mówna. bardzo wesoła. 
jeszcze przystojna z białemi rączkami o różowych dłoniach 
i z noskiem zadartym; synek zaś pieszczony od matki tak 
już zaczynał dokazywać. że go. schwyciwszy fortelem. od- 
wieziono do pana de Neve. 
Osoby. uczęszczające do kościoła księży dominika- 
nów. widziały w pierwszej ławce po prawej stron
e siedzącą 
damę nie pierwszej już młodości o rzymskim i surowym 
profilu i dumną nawet wobec ołtarza; ta postać przypo- 
minała trochę owego ewangelicznego człowieka. modlą- 
cego się jednocześnie z pokornym celnikiem - była to 
Anna z książąt Radziwiłłów Lubańska. Po rozstaniu się 
z mężem osiadła w Wilnie, nie udzielając się jednak to- 
warzystwu. Bardzo oczytana. a nawet uczona (umiała 
podobno po łacinie i po grecku). zatapiało się w księgach, 
a widywano ją tylko w kościele: więcej jednak bigotka. 
niż pobożna. a zawsze trochę dziwaczka. gdy modlitwa 
jej nie otrzymywała skutku. obrazy święte z jej oratorjum 
wyprawiane były za pokutę do przedpokoju. co mi przy- 
pomina. że jedna z ciotek mego ojca, matka Rajmunda 
Korsaka. gdy napróżno prosiła o pogodę. a deszcz nie 
ustawał. wyniosła też wszystkie swoje obrazy na ganek. 
mówiąc: ..Moknijcie. rybeńki. i zobaczcie. czy to miło", 
A teraz wróćmy znowu do pani Lubańskiej, czy zaś 
księżnej. jak siebie pozwalała. jeśli nie kazała. nazywać 
służbie. by nie stracić swego rodowego tytułu. Po kolei 
zawsze na kogoś musiała się gniewać. odwracając się 
przy spotkaniu i to bez żadnej przyczyny. po czem nasta- 
wało ułaskawienie. równie bez żadnej przyczyny; jak jedno. 
tak drugie trwało rok cały - a kiedy chciała. umiała być 
bardzo przyjemną. zapraszała do siebie. tam rozkładały 


-
>>>
t 

 
f 


- 51 - 


się teki z pysznemi kopersztychami, a rozmowa jej była 
zawsze korzystną dla młodych, dla dzieci, bo im opowia- 
dała swoje podróże. 
Dom marszałka Michała Romera łączył w sobie dwa 
żywioły: salonowy i uniwersytecki, ale położeniem swoim 
przypominał mieszkanie wiejskie; daleko od ulic głów- 
nych stał w głębi obszernego dziedzińca, z ogrodem, spusz- 
czającym się na WiJenkę, z widokiem na część najbardziej 
malowniczą miasta, Sof joniki. Za wejściem w dziedziniec 
wszystko tam zapowiadało mieszkanie familijnego czło- 
wieka. Zimą okopy ze śniegu, zdobywane przez studentów, 
łatem piłka, gonitwa, a zawsze wrzawa witały na wstępie 
przychodnia. Seweryn i Michaś, najmłodsi synowie pań- 
stwa R6merów, ich koledzy i krewni, Ejtmin, Sinkiewicz, 
Tadzio Puzyna, nieraz i która z kuzynek, przebrana 
w kurtkę, obskakiwali gościa, a stary sługa meldował go 
panom. W pokojach ze staroświecka zasobnych zawsze 
znaleźć można było gospodynię domu, grającą w marjasza 
z przyjaciółką domu, panną Ratoft, lub samą jedną z książką. 
Pani Rachela z de Raesów Romerowa była poważnego 
.oblicza, włosy, zebrane na grzebień o wysokiej ławce, 
czyniły ją podobną do matrony hiszpańskiej. Obyczajem 
staroświeckim wyprostowana na krześle odstępowała ka- 
napy i poduszek młodszym. Stanowczość, wypiętnowana 
na rysach niepięknych, ale szlachetnego wyrazu, mowa 
napozór chłodna, jakby odpychająca próżne słowa grzecz- 
ności, spojrzenie pewne, ale niewesołe - wszystko w tej 
niewieście zdawało się mówić za nią: "Dużom cierpiała, 
dużom przebaczyła - wszystko pamiętam, a pociechy cze- 
kam nie od ludzi, tylko od Boga". Od pierwszego wej- 
ł'Zenia poznałeś w ni
 Anioła Stróża rodziny, kapłankę 
domowego ogniska, matronę, o jakich piszą, ale jakich 
mało nam pozostawił wiek ubiegły, małżonkę i matkę, ja- 
kich nigdy dosyć, jednem słowem - chrześcijankę jakich 
trzeba. 
Pan marszałek był jakby z innego świata, szarmant, 
nawet bałamut swego czasu, miał klucz do serc wszyst- 
kich; natenczas stary i z trąbką (słuch stracił zupełnie), 
z rysów przypominał Aleksandra J, na twarzy łagodnej
>>>
- 52- 


biegał figlarny i dowcipny uśmiech; był on zdawienda- 
wna przyjacielem mego ojca. Wspólne ich wspomnienia 
z wesołych czasów przy pierwszem spotkaniu za każdem 
spojrzeniem buchały pustym śmiechem. a czasem nawet 
(gdy nie było nikogo z obcych) objawiały się one tańcem. 
co było między nimi rodzajem zakładu.., na co patrząc 
nowe pokolenie już natenczas mówiło. ..że dawniejsi lu- 
dzie weselsi od młodszych", a jednak bardzo wesołą była 
młodzież za naszych czasów, i prim w tym chórze trzymał 
jeden z synów marszałka Romera. z twarzy podobny do 
matki, z wesołości do ojca. wzrostem zaś i rodziców, i ro- 
dzeństwo, i wszystkich kolegów prześcignął. l gdy brat 
starszy Henryk. piękny jak ojciec, powolny jak matka. 
godziny pozostałe od nauk poświęcał swojej ukochanej 
wiolonczeli, młodszy Edward i dobrze się uczył, i ładnie 
rysował. ale też i niepospolicie swawolił. do czego mu 
wybornie służył wzrost jego masztowy. Czy raz. skuliwszy 
się w płaszczu, wychodził o zmroku na miasto karłem 
i stopniowo rósł, rósł, rósł.., a gdy już stanął na palcach, 
sztukował się jeszcze ramionami. rękoma. kijem i kapelu- 
szem. tak że i żołnierze na odwachu. i Żydzi po bramach, 
i uliczni ki, i przechodnie od bojaźni truchleli; co dzień 
było coś nowego, bo co głowa młoda wymyśli, to nogi 
rącze wykonają. l dotąd jeszcze mówią w Wilnie o sław- 
nej przygodzie generała Buszowjewa, przez którego głowę 
(gdy chodził zgarbiony po bulwarach) ktoś, zaledwie dot- 
knąwszy jego epoletów. przeleciał i zginął w tłumie, jak 
meteor, tak że go nikt nietylko schwytać, ale i dojrzeć 
nie mógł. 
Przy czterech braciach była jedyna siostra, Anetka. 
w której skupiły się wesołość i do
cip ojca, muzykalność 
Henryka, figlarność Edwarda. cnoty domowe matki; obok 
tej główki myślącej jaśniało kilka główek ładniejszych 
kuzynek Białozorówien, których czarne i niebieskie oczy 
o brwiach aksamitnych i fręzlistych rzęsach niemałe spra- 
wiały pożary w sercach ówczesnej młodzieży. Z tego to 
gniazda aż dwie w przeciągu lat kilku pojął w małżeń- 
stwo ów figlarny Edward. 
figle pana Edwarda bywały i artystyczne: on to. 


- 


-
>>>
- 53- 



, 


głównie malował ową sławną Szejne-katrynkę, w której 
figurowały portrety profesorów Uniwersytetu z podpisami: 
Oto pan Malewski, co z żalem dobywa kieski; 
Oto pan Frank, co lubi krank, kra
k; 
Oto pan Grodek, natury wyrodek; 
Oto pan Reszka, co na dole mieszka; 
Oto pan Śniadecki. nieprzyjaciel niemiecki; 
Oto pan Rustern. co maluje z gustem. 
Pozostał naumyślnie na zakończenie dom józefa 
i Doroty Łopacińskich, najotwartszy z otwartych zimą 
i latem. w mieście i na wsi. za Dźwiną i pod Wilnem. 
Była to pobożna. zgodna i kochająca się para, chociaż 
niedobrana ani wzrostem. ani charakterem. On nadzwy- 
czaj słusznej urody, szczupły. łysy. z potężnym nosem 
ł śpiczastą trochę zakrzywioną brodą. poważny i łagodny. 
Ona niskiej urody.. przysadzista. niepiękna. ospowata. 
a wesoła, tak wesoła. że z życia swego drugim i sobie 
czyniła nieustający karnawał, a strojna! . .. jak nikt z owych 
czasów nie stroił się w Wilnie. Był to żurnal mód cho- 
dzący, a wychodzący nie co tydzień, ale każdego dnia, 
bo w tym samym toczku i sukni nie widziano ją prawie 
nigdy dwa razy. A że lubiła jasne kolory i nadzwyczajne 
fasony, suknia raz włożona i opatrzona i widna na tej 
otyłej w ciągłym ruchu figurze, skoro poszła drogą sług 
i faktorek na miasto, jako piękna i mało noszona, kupiono 
ją odrazu, i czy raz zdarzyło się w ślad po oglądaniu ja- 
kiego stroju na pani Łopacińskiej widzieć go na innej 
damie, W taki sposób ujrzeliśmy raz po raz suknię sza- 
firową, haftowaną w huzarski deseń żółtemi sznurkami, 
wprzód na pani Łopacińskiej, a w tydzień na gubernato_ 
rowej Hornowej. To upodobanie w strojach snać było 
we krwi p. Łopacińskiej. bo przetrwało nietylko własne 
jej nieszczęścia: sieroctwo, wdowieństwo i osamotnienie 
po śmierci córek ukochanych. ale nawet nieszczęścia kra- 
jowe. A wzięła to nie ze krwi matki, która była Szadurska 
z domu (z rodu cichych i niezbytkujących niewiast). ale 
z ojca, generała Morykoniego, który, już na łożu śmier- 
telnem złożony, kazał sobie wyhaftować nowy kołnierz do 
munduru na ślub córki i cieszył się nim. jak elegantka!
>>>
- 54- 


Fety, dawane przez Łopacińskich, wyglqdały inaczej, 
jak u innych, pełno tam było wystawy i wystawności: po- 
trawy efektowne na oko, palqce się melszpejsy, lody w po- 
staci kawonów, zupy podane w srebrnych wazkach dla każ- 
dego z osobna i t. p., ale stół był pospolity, i takim pozostał 
do roku ] 840, gdy pani, już wdowa, zwiedziwszy Francję, 
zakosztowawszy wykwintów paryskich, przywiozła z sobq 
kucharza Francuza, kilka serwisów serwskich, i postawiła 
swój dom na stopie kompletnej elegancji i przepychu, ale 
od ] 823 do ] 840 wystawa kończyła się na pięknych po- 
zorach, na cukierkach z wierszami układu męża, i biletach, 
zapraszajqcych na bal w rymowanym stylu. 
Najświetniejszym ze wszystkich był bal, dawany 
w roku ]823. w dniu św. Konstancji, na uczczenie ge- 
nerałowej Morykoniny. powstajqcej z ciężkiej choroby; 
bal to był kostjumowy. od czego mało osób uwolnić się 
zdołało. bo nawet naj starsi mężczyźni w dominach wy- 
stqpić musieli t w takich to wiejqcych, szerolich, czar- 
nych. jedwabnych dominach z tarczami u lewego ra- 
mienia, na których były godła: "Cześć dla matki- 
uszanowanie dla gości". sam gospodarz i brat teści. Jan 
Szadurski. witali w progu wchodzqcych gości do sali, 
napełniajqcej się co chwila przedstawicielami różnych na- 
rodów. w strojach barwistych. rojqcych się. jak ptaki 
i motyle brazylijskie w promieniach słonecznych. W głębi 
sali. śród poważnych Polek w stroju XV) wieku. siedziała 
solenizantka. blada. wzruszona i rozjaśniona odblaskiem 
ogólnej wesołości, a gdy wszyscy już byli zebrani i tłum 
się w półkole rozstqpił. ukazała się w oddaleniu cyfra 
solenizantki. uwita z kwiatów. podobno świeżych. trzy- 
mana przez dwie wnuczki. lat ośmiu i sześciu. a korono- 
wana przez kuzynkę ich. Masię' Szadurskq. T a cyfra 
postępowała w takt tańca aż do stóp babuni, która 
klęczqce wnuczki ucałowała i błogosławiła. Poczem śród 
chóru śpiewaków. wykrzykujqcych strofy na cześć soleni- 
zantki układu zięcia, puścił się polonez długim wężem 
z matkq na czele przez wszystkie pokoje, prowadzony ze 
wszelkq świadomości q staropolskiego tańca, o czem dziś 
wyobrażenia nie ma obecne pokolenie. 


L 


,t
>>>
r 


- 55 - 


Lato w DobrowIanach u;"}amiętniło się bytnością wu- 
jostwa Rudolfostwa. Drugim wypadkiem było założenie 
i poświęcenie węgielnego kamienia w odnawiającym się 
pałacu, którego część starego muru zbijano, by utworzyć 
nowomodny płaski gmach. Zrana przywołano nas do papy 
kancelarji i kazano nam podpisać się u dołu sporządzonego 
aktu na pamiątkę tych zakładzin. a ten papier, włożony do 
butelki i zasmolony, zakopano obok kamienia. Każdy z nas 
rzucił wapnem na poświęcony kamień, a kielnia była ciężka 
na ośmioletnią rękę. Dla rzemieślników pod namiotami 
był obiad, prezydowany przez murmajstra z Wilna Borettiego. 
Od dnia założenia kamienia węgielnego naj milszym 
celem przechadzek było miejsce budowy pałacu. 
jesienią odbyło się wesele jednej z córek pana Kazi- 
mierza Sulistrowskiego. mieszkających w Wornianach przy 
wuju Abramowiczu, ale ślub był w CzurloAach pod okiem 
babki, pani pisarzowej litewskiej. Z dwóch sióstr, Anto- 
niny i Konstancji, młodsza stanęła pierwiej u ołtarza z pa- 
nem Aleksandrem Skirmuntem z Pińskiego, późniejszym 
założycielem tylu użytecznych fabryk dla kraju. Młody 
bardzo jeszcze naówczas, zdradzał swój rozum praktyczny 
wyborem upominku dla narzeczonej. której. ofiarując zega- 
rek, przydał doń ozdoby czyli breloki w kształcie narzędzi 
rolniczych i rzemieślniczych. Z odjazdem ślicznej Kostusi, 
a z nią razem i siostry starszej, ucichły na czas jakiś za- 
bawy w Wornianach, ale ta wieś umiała i bez zabaw się 
obejść, łącząc w sobie praktyczność i ozdobę. a jak z drzew 
urodzajnych i gatunkowych tworzą się nowe ogrody, tak 
samo przykład Wornian zaszczepiał dobry smak u sąsia- 
dów i wsie zdobiły się dokoła. Mikołaj Abramowicz, 
dziedzic Wornian, obdarzony hojnie od Boga, wcześnie 
żyć zaczął, a że się zbyt wcześnie ożenił i to ze starszą 
od siebie o drugie tyle, w wieku, w którym inni o za- 
bawach tylko myślą, on był dojrzałym już człowiekiem. 
Myśl jego ciągle czynna, czynem się też objawiała. Smak 
dobry i praktyczność, nierozdzielne z sobą, tworzyły ciągle 
piękne i użyteczne rzeczy: Z bagnisk powstały czyste stawy, 
które, obracając młyny i tartaki, odbijały zarazem drzewa 
i kwiaty parku; na dnie wody była ryba. a na powierzchni
>>>
- 56- 


łabędzie. eleganckie baciki i wyspa z średniowiecznq wieżq 
i mostem żelaznym. który doń prowadził. Kościół muro- 
wany patrzał się w okna dwupiętrowego drewnianego 
dworca, a domki rzemieślnicze z ogródkami, tworzqc regu- 
larnq ulicę. łqczyły dwór z kościołem. Były i oberże muro- 
wane po obu końcach miasteczka. a aleje z drzew, zasa- 
dzone w promień. miały przy rozchodzqcych się drogach 
kręgi z krzyżem i ławkami z kamienia. 
Św. Emilja. dzień imienin małżonki. zawsze otoczonej 
względami, była co rok obchodzona świetnie. z zebraniem 
całego sqsiedztwa. muzyką z Wilna i niespodziankq, która 
łqczyła dwór z włościq : było to albo wesele włościańskie 
naj biedniejszej i naj poczciwszej pary, hojnie wyposażonej 
w imieniu solenizantki, albo dożynki na iluminowanej 
wyspie z tańcami dla gości i włościan. Feta worniańska 
trwała zwykle dni kilka, zaczynajqc od świętego Piotra; 
zbierano się na dwa dni przed św. Emiljq, a nie wypuSZ- 
czano nikogo nazajutrz po imieninach, by fetować przyja- 
ciółkę solenizantki, hrabinę Mostowskq z Cerkliszek, ostatnią 
z Siekierzyńskich; damy te. znajqce się z sobq zamłodu 
i za świetnych czasów, kochały się bardzo, przynajmniej 
głośno i publicznie to manifestujqc. będqc w ciqgłych 
uściskach, czułościach i słodkich słówkach, co było jedną 
z cech epoki, Jednakże nie I chciała żadna uchodzić za 
starszq, ani też uchybić przyjaciółce. kolejq z ust jednej 
i drugiej leciały pieszczotliwe wyrazy: ..ma fil/e. ma mere. 
mon enfant, mon amie. mon choux. mon chat. mon rat. mon 
amour. mon tout" i to nietylko na przywitanie, na dzień- 
dobry. na dobranoc i przy rozstaniu. ale co godzina. co 
chwila. za lada okolicznościq i drobnostkq. Obie były 
swego czasu pięknościami i obie abdykowały co do chwili 
obecnej, ale nie co do wspomnień przeszłości i wyrzqdzały 
sobie wzajemnie przysługi przypomnieniem tych ..błogich 
czasów". podobnie jak w sławnej piosence ..de madame et 
monsieur Denys" ze zwrotkq za każdq strofą ..C'etait en 
J 700. souvenez vous en". A trzeba wiedzieć. że pani Emilja 
śpiewała ongi piosenl{(
. którq był dla niej ułożył i sam 
jq nauczył książ
 Józef Poniatowski pod Blachq; zaczynała 
się ona od wyrazów: ..Lise. entends-tu f'oragef" 


l
>>>
. 


j 


.t 
.. 



 


.. 

j .... 


Z BACHMIŃSKICH l!! V. CICHOCKA 
2\1 V. MIKOŁAJOWA ABRAMOWICZOWA 


Według minjatury nieznonego autoro
>>>
..ł....
>>>
1 


- 57- 


Pani Mostowska zaś sławnie niegdyś tańczyła fe pas 
lure i żadna św. Emilja, ani zaimprowizowana św. Domi-. 
ceIJa, nie obeszły się bez koncertu i baletu: bo przyjaciółki. 
wpadłszy raz na tor reminiscencyj. namawiały się wza- 
jemnie do tańca i do śpiewu, co po długich korowodach 
i wznowionej Ittanji: ..ma /ille. ma mere. mon en/ani i I. d." 
następowało; pani Mostowska, siadłszy na nóżce na głę- 
bokiej kanapie i mrużąc oczki. słuchała śpiewu swej 
przyjaciółki, a gdy na nią przypadała kolej wystąpić solo. 
tamta przypatrywała się jej przez dubeltową złotą lornetkę. 
na złotym wiszącą łańcuszku. 
Pan Abramowicz. szczupły. niezbyt słusznej urody. 
miał twarz prawie kobiecą. rysy drobne, tylko wyraz trochę 
sarkastyczny. T ak był czynnym. że obłożnie chory, by nie 
próżnować. haftował pantofelki na kanwie dla swojej 
żony. lub szył kobiałki rymarską sztuką; śliczne też były 
koszyczki. które plótł z delikatnych błon leszczyny; łączył 
zatem w sobie przymioty i wady kobiece i męskie. 
Do obrazków z tejże epoki należą niedźwiednicy ze 
Smorgoń i braciszki kwestarze. bernardyni z barankami; 
dwa typy już znikłe oddawna. bo chociaż chodzą i tańcują 
jeszcze niedźwiedzie po dworach. - to już nie nasze. nie 
z litewskich lasów, nie wychowańcy smorgońscy. ale da- 
lecy wędrowce i intruzy z głębokiej Rosji. Akademja 
smorgońska zamkniętą została przed Uniwersytetem Wi- 
leńskim z powodu jakiegoś nieszczęścia. gdy. wyrwawszy 
się od profesorów. student nabroił w jakimś dworze. Ale 
za moich czasów dziecinnych części to byli goście. pożą- 
dani od dzieci i od czeladzi. zbierający tłumy ciekawych 
na dziedzińcu i patrzqcych z za węgła. Co widząc. pan 
Karol Czapski radził, by z tego korzystać dla spisania 
ludności dwornej, o której inaczej dostatecznie nigdy wie- 
dzieć nie mógł. 
Braciszki-kwestarze raz w rok przynajmniej ukazywali 
się w każdym dworze z licznym zastępem baranów. zu- 
pełnie tak. jak ich opisał Chodźko w swoich ..Pamiętnikach 
Kwestarza". Bywali z nich niektórzy kwalifikujący się na tę 
godność dowcipem i rubasznością. Jeden z nich, pamiętam. 
prosił pokornie ojca mego o zapełnienie jego podróżnej
>>>
- 58- 


karafinki wódką, - a gdy został z tern odesłany do pisarza, 
ten przerażony przybiegł, pytając: ..Czy doprawdy pan tak 
hojny?", bo karafinka okazała się być kilkogarncowq 
flaszą czy dzbanem miedzianym. 
Kasata klasztorów w ] 844 wstrzymała nieco wędrówki 
Bemarsiów, ukazywali się jednak po dworach do ]851 
roku z Iwja, ale i to zwolna ustało. 


,
>>>
.... 


.;\ I /
'. 
 .
 
 ł '-.'. ; 

\ 
i', 
 
 


... 
 'l . 


. "\."
' .," .
",* l, 'i. ./ i, 
.

 ¥ł
tli: l ) '-,"':'. .,
. t'
 ł 
;. 
 
 

1i
 
 "i.". -' '.{\: 



 
 . 
 -'. 
'\ 
 ' 
' f -':";
-. ' 
. 



,." 
.!]

 I ,t :..
 I,
 - 
:;Y 
.,

 
 .'t :: . t 
 f J... ,
2 G
";;;' 
......._ ,.t;. .,. 

 ,
. . 
' 11 .:'. 

'tI¥I\: . .: ;/'.:....
.\ 

..... 
. 
- ..;.., . 
 . .' 
 ........ ., \",'t:,., .'(".."ł. 

 ł::; 
 :". ;:ł+....\

. . . "':
ł _ ..
._
.: -:1f(.... . 
........ 1 ,";.' -...... ..\\
 
(.'.r.,o.-
,. '. 
.... . . 
 (. .'." - r '\ "t.. (' , 
 L 
 
.,:,,,1ł--,\.,'--:,,, . .:':.-:"""',- ...
..,'_. 
 .. ,. 
. "":':'_ ''\
;;: . \...:. .{ '.
.
 . 
 I 
. ..
.:.. ;

;t,_ . '
'-Ł. . _
ł,..""':";.'\--

:1 ' 
, 
",",...
".-,. ....a. . I k . ..., 
 - 

. O::, :,.,;.. 
 [ ' . .. . .'. _.;L ."'.' 
-
.. .--.. 
..
J - .. ../....-- . '" ,. 
.....fi:
- l-
' ...... ": .-
:-;o '::... 
'
J 
'fJl'
 . r'
;) .._ -..... :.:. . ..;,-;',... 
- 


;'
.....' 


" .'. '
. 


'":-........ 


I, . 


ROK ] 824. 


Przybywajqc na zimę do Wilna, gdyśmy zapytywały 
ścian domu Samsona o świeże wspomnienie. datujqce się 
od roku, matka moja opowiadała nam własne z czasów 
panieńskich, gdyż z ojcem, braćmi i siostrq zajmujqc ten 
sam dom Samsona, przez całą jednq zimę grała na ama- 
torskim teatrze sztuki francuskie, będqcego natenczas 
w modzie autora Picard. Teatr ten emulował z drugim 
u gubernatora Benigsena, gdzie jeune premiere była piękna 
hrabina de Choiseul z domu Potocka, pierwsza żona na- 
szego wuja, która już wówczas myślała o rozwodzie, a co 
spełniwszy wyszła za Bachmietjewa. Dama ta była celem 
hołdów niejednego serca, a wzmianka o niej i o zimie, 
którą w Wilnie przebyła, znajduje się w pamiętnikach 
doktora Franka, jednego z jej gorqcych wielbicieli. Musiało 
to być bardzo dawno, kiedyśmy poznali córkę tej pani, 
pięknq panią Matyldę Kudaszew, którq szczególnie od- 
znaczały włosy popielato-blond. 
Dom Samsona naj milsze pozostawił wrażenie. 
Tyle się powiedziało o domach znajomych, składa- 
jqcych towarzystwo wileńskie przed 40-tu laty, jakże 


.
>>>
----:- 60- 


zamilczeć o naszym. Odznaczał się on nie tyle liczbą. 
ile wyborem osób. doń uczęszczających. i duchem może 
trochę kwakrowskim. który wpłynął na całe życie nasze 
przez to. iż przestając zawsze z rodzicami. bawiąc się w ich 
obecności. należąc do rozmowy ogólnej. mogłyśmy jej 
słuchać bez zgorszenia. bez skażenia myśli niepotrzebną 
wiadomością. któraby dała umysłowi dOjrzeć. a sercu 
uwiędnąć przed czasem. Zacni wypróbowani przyjaciele 
rodziców i młodzież wykształcona domowe m wychowaniem. 
mieli jedynie przystęp do naszego domu. Z panienek zaś 
tylko kuzynki Wojniłłowiczówny. siostry Łopacińskie. Alina 
Żabianka. Szadurska Masia (później Hilchenowa) stano- 
wiły jedyne nasze znajomości. Póki dzień za lekcjami. 
a wieczorem z robótką koło stolika. prezydowanego przez 
mamę. schodziły nam godziny na słuchaniu najczęściej 
pięknego. głośnego czytania hr. Konstantego Platera. jed- 
nego z siedmiu braci. który. jako I{awaler. a zawsze na 
usługi dam. jeździł z domu do domu w swoim koczyku 
o dwóch czarnych koniach i tak przez lat 26. jakby to 
zawsze były te same. tu wezwany na obiad. tu zatrzymany 
na herbatę. zawsze z książką. niby staruszek z ewange- 
liczką (jak go złośliwie służba na przedpokojach nazywała). 
Wypłacał się za przyjaźń i gościnne przyjęcie tym niepo- 
równanym talentem czytania. który poświęcał jedynie na 
usługi drugich. bo sam. chociaż ogrom skupował ksiqżek. 
nigdy ich nie czytał dla siebie. nawet kartek nie rozcinał. 
powierzając tę czynność tym. których to bawiło. W czasie 
zimy ]824 roku tą ewangeliczką były dwa tomiki. w ró- 
żową bibułę oprawne. pierwszych poezyj Adama Mickie- 
wicza. które. jako nowość i jako niepospolicie piękne. 
rozrywano sobie, Powrót T aty. Kurhanek Maryli. Pan 
Twardowski. Pierwiosnek i t, d.. omal co wieczór czytane 
były w naszym salonie i zawsze słuchane z nowem zaję- 
ciem. zawsze z tern samem rozrzewnieniem. 
Hrabia Konstanty Plater. niepierwszej natenczas mło- 
dości. wzrostu średniego. twarzy niepięknej (jak wszyscy 
niemal Platerowie). t. j. o szerokim nosie i bez zębów od- 
młodu. był jednak motylem salonowym. to jest chciał za 
takiego uchodzić. Tancerz niezmordowany. pomimo po- 



 


-
>>>
- 61 - 


dagry i aż do siwizny. chodził przydygq.jąc. a ściskał za 
rączki panny i mężatki. patrząc im czule w oczy oczami 
łzawemi i wypukłemi. Mówiono. że był tajemnie żonaty. 
ale do tego się głośno nie przyznawał i jakby dla zam- 
knięcia ust rozsiewającym tę plotkę. wszystkie panny. ile 
ich było wychodzących zamąż w Litwie. Jnflantach. Białej 
Rusi. nawet i w Warszawie. prowadził do śrubu. Konfident 
wszystkich ;ncompr;ses. rozciągał swoje usługi i afekta dla 
płci pięknej nieraz aż po za kulisy salonu, tak że korzy- 
stając z tej jego słabości, ile razy zjeżdżał na obrachunek 
komisarza do starostwa Daugieliszek w Święciańskiem 
(którem, jako niezależny, w iInieniu sześciu żonatych braci 
zawiadywał). pani komisarzowa kładła się natychmiast 
do łóżka. a hrabia. lękając się zasmucić żonę. oszczędzał 
męża i zamiast rachunków zwoził ziółka dla chorej a wie- 
czorami czytał jej powieści i poematy. 
Takim był ów hr. Konstanty. którego całe Wilno 
kochało. Wszystkich przyjaciel od serca, zawsze zdania 
osoby, z którą mówił. nie mający nigdy prawie grosza, 
a jednak pierwszy do składek dobroczynnych, gość nasz, 
ulubiony w mieście i na wsi, zawsze jednostajnie grzeczny, 
w atencjach. w kalamburach (które mu czasem nieźle się 
udawały). zawsze we fraku w białym krawacie i ręka- 
wiczkach. Takim też był w trumnie w 1849 roku. jako 
ostatni typ starych kawalerów z XVJJJ-go wieku. . 
Jnni odwiedzający nas byli bracia Czapscy, StanIsław 
i Karol, szczególnie Karol, ów poczciwy dystrakt i facetus,- 
którego opowiadania komiczne, a raczej improwizacje d la 
..Panie Kochanku", nieszkodliwe bliźniemu. ożywiały naj- 
poważniejsze grona. Anegdot zaś ł dystrakcyj jego, już 
opisanych przez nas w ..Małych a prawdziwych opowia- 
daniach" p. t. ..Jedna z dawnych postaci Wilna" - powta- 
rzać tu nie będziemy. Pan August Brzostowski i pan 
Walenty Brochocki mieli zawsze coś do opowiadania 
o. Napoleonie, bo nie tak dawny jeszcze rok 1812 i świeża 
śmierć ..Wygnańca św. Heleny" budziły na nowo wspom- 
nienia z tej ciekawej, a strasznej epoki. Śród wielu opo- 
wiadań tego rodzaju, powtarzanych nieraz przez mego 
ojca i jego przyjaciół, niektóre wraziły mi się w pamięć, 


.
>>>
... 


- 62- 


a że niema ich, podobno. w żadnym z licznych pamiętników 
o Napoleonie, zamieszczam je w swoim. 
Kiedy w 1812 roku Napoleon był już wkroczył na zie- 
mię litewską, nakazano wszędzie zsypkę magazynów i do- 
starczanie bydła na przekarm wojska, ale nie wszędzie 
z równą ochotą ten rozkaz był spełniony. Generał fran- 
cuski, przysłany do Głębokiego w Dziśnieńskie. wymawiał 
obywatelom ich obojętność ku Wielkiemu Wodzowi. a przeto 
i dla własnej sprawy. Ale że mówił do zgromadzenia, 
które ani słowa nie rozumiało po francusku i vice-versa, 
obrano za tłómacza Augusta hr, Brzostowskiego, któremu 
nie lada dostała się rola: bo. na czele szlachty była sztucz- 
ka energiczna. który, nie żałując elokwencji, sypał, jakby 
gradem wyrazami przez d... przez k... i przez s.... wy- 
mierzonemi przeciw Wielkiej Armji i jej Szefowi. Ale 
wyrazy te, jak groch od ściany, odbijały od uszu Francuza, 
zwracającego się za każdą pauzą ku hr. Brzostowskiemu 
z zapytaniem: ..Qu'est-ce qu'il ditY" - Hr. Brzostowski 
z taktem człowieka dobrze wychowanego, a z flegmą mu 
właściwą, zupełnie inne znaczenie nadawał tej gwałtow- 
ności, tłumacząc ją ..gorliwością, zapałem" i t. p. Po tonie 
łagodnym tłumacza zawzięty szlachcic domyślił się, że 
Hrabia politykuje.,. ...Uważam" - wołał, coraz bardziej 
zaperzony - ..że Hrabia oszczędzasz tego..... (tu znoWU 
poleciały przydomki przez k... i d.. .). A gdy i kułaki 
ściśnięte i kiwanie pod nosem wmieszały się w tę sprawę, 
czyniąc zbyt zrozumiałą mowę zagniewanego tak, że i Ge- 
nerał poczerwieniał, hrabia Brzostowski przyrzekając 
w imieniu powiatu i suchary, i woły, i miłość zamknął 
nagle sesję. Wszyscy odeszli, miał odejść i Hrabia, ale 
Generał, wstrzymując go. gdy zostali sami, podał mu rękę 
i rzekł po polsku: ..Dziękuję ci, panie hrabio I delikatność 
twoja ocaliła i szlachcica i mnie. Jedynym ratunkiem było 
udawać, żem nie rozumiał znaczenia jego słów; inaczej 
z mojego stanowiska nie mógłbym mu przebaczyć! Twój 
szlachetny postępek, panie hrabio, zasługuje na ten dowód 
ufności z mojej strony, ale proszę go o zachowanie w ta- 
jemnicy tej naszej rozmowy". Co też Hrabia dochował 
wiernie. póki Generał pozostał w powiecie. Pokazało się, 


---
>>>
.. 


- 63- 


że Francuz czas jakiś bawił w Warszawie i musiał się ko- 
chać w Polce, do której nie mógł użyć tłumacza... Ale 
sam o tern nie wspominał. 
Gdzie indziej tegoż samego generała spotkała scena 
innej natury. Tam znowu najlepszej woli szlachcic, tłu- 
macząc się, że wołów już niema, ofiarował się dać ..deux 
madames boeufs, za jednego boeuf- co tak rozrzewniło 
Francuza, że zawołał: ..Non! un boeuf. une madame boeuF/" 
(Co miało znaczyć, jedna krowa za jednego wołu), 
Jest jeszcze trzecia anegdota, może lepsza od tych 
dwóch, w której figuruje sam Napoleon wobec przełożo- 
nego księży karmelitów w Głębokiem. Scena charaktery- 
zująca obu, scena, której niema, ani podobnej, w żadnym 
z pamiętników o Napoleonie, ale której i pióro kobiety 
dotknąć nie chce... Zostawmy więc ją pod zasłoną port- 
jery, za którą Napoleon odbywa ..dniówkę", a przed którą 
stoi ów prowincjał karmelitów z sercem, bijącem od ra- 
dości, że zobaczy nakoniec Wielkiego Człowieka I 
Rok ] 824 dorzucił był do kalejdoskopu wileńskiego 
kilka błyskotek, które nadzwyczaj urozmaiciły jego wi- 
downię. Jedną z naj błyskotliwszych był hrabia Uiński, 
bogacz, senator i bigot, znany w całym kraju, szczególnie 
na Wołyniu, ze swoich dziwactw na wielką skalę, bo wiel- 
kiej swej fortuny i wziętości używał na uwydatnienie swych 
fantazyj. On to z pamiątki naj świętszej dla chrześcijan, 
obchodzonej co rok po kościołach, w pieniach, skrusze 
i rozpamiętywaniu, z pamiątki męki Zbawiciela świata, 
czynił dramat dotykalny, krzyżując (ale nie na śmierć) 
żywego człowieka i zawieszając dzieci prawdziwe, jako 
aniołki w powietrzu, śród lamp dla przedstawienia razem 
i nieb'a i ziemi w tym żywym obrazie, który powtarzał się 
co rok w Wielkim Tygodniu, z całym orszakiem śś. nie- 
wiast, żołnierzy, ludu i t. d., biorąc, podobno, na siebie 
rolę Cyrenejczyka. On to utrzymywał korespondencję 
z Najświętszą Panną, składając listy, przez siebie pisane, 
do Niej i od Niej na ołtarzu i przykazując kapelanowi, 
aby je czytał głośno przed zgromadzonym ludem i t. d. 
Nie przestając na swoich stronach, któremi gorszył 
i śmieszył w miejsce zbudowania, przybył do Wilna w cza-
>>>
-64-- 


sie zimy ] 824 roku, a taki jest urok nowości, szczegól- 
nie, gdy jej towarzyszą mitra i szkatuła, że dużo osób 
z towarzystwa dało się tern obałamucić, przystając na 
wszystko, co tylko hr. Jliński zaproponował. Całe Wilno 
było w ruchu za przybyciem tego nadzwyczajnego gościa; 
lud cisnął się do kościoła księży dominikanów, gdzie 
co niedziela pan Senator w orderach i gwiazdach, w mun- 
durze. leżał śród kościoła krzyżem na poduszkach aksa- 
mitnych, świecąc kluczem szambelańskim na połach mun- 
duru. który żebraczki przychodziły pobożnie całować, jako 
klucz do nieba, czyniąc to naturalnie za namowq jakiegoś 
figlarza, który im wmówił, że to był sam św. Piotr. 
Księżna Dymitrowa Czetwertyńska, zachwycająca się 
każdą nowością, ogłosiła była za poradą hr. Jlińskiego 
posiedzenia ranne dla dam, obracając swój salon na pra- 
cownię dla ubogich. Szyły się tam koszule. suknie i kapturki 
z grubego płótna delikatnemi rączkami, zwolna. niezręcznie. 
bo niewprawnie. a pani Dorota Łopacińska, pierwsza 
w tern bractwie ochotniczka, pierwsza też rzuciła igłę. 
wpadając na myśl praktyczną. że daleko prędzej. ubodzy 
doczekają się odzienia, skoro jego uszyciem zajmie się jej 
panna. Za tym przykładem wstała i sama gospodyni 
od roboty, chwytając się za krzyż (a była ułomną). i powoli 
wszystkie te panie z pokłutemi palcami rzuciły po kolei 
tę pracę. Ale czekała je inna jeszcze próba... Nadcho- 
dziło święto Gromnicznej i fest w kościele księży domini- 
kanów z odpustem dla Bractwa Różańcowego. Hr. Jliński 
zachęcał damy do niesienia ołtarzyków. mając sam iść 
z krzyżem brackim na czele. Znalazło się kandydatek 
do ołtarzyków więcej. niż było tego potrzeba, więcej niż- 
by chciały prawdziwe siostrzyczki. śpiewające od lat kilku- 
nastu w pierwszych ławkach co święto, co niedziela go- 
dzinki o Niepokalanem Poczęciu i pięć części rozańco- 
we go wianka; wielki też był okrzyk po cechach rzemieślni- 
czych z powodu tego wyskoku arystokracji i protestacja 
niemało przeciw temu wkroczeniu w odwieczne prawa 
bractwa; żal było ..siostrzyczkom prawdziwym'" wiernie 
wypełniającym swe obowiązki przez rok cały. ustępować 
dobrodziejstw łask bożych w dzień odpustu, jakby wypłaty 


\
>>>
- 65- 


\ 


robotnikom całodziennym, słusznie im należnej... Kto i co 
wpłynęło na usunięcie biednych siostrzyczek: perswazja, 
groźba, czy też jedynie prawo silniejszego i szczęśliwszego, 
nie wiem, dość, że fest odbył się wedle programatu sena- 
tora )fińskiego z całq pompq arystokratycznq, na którq 
Bóg patrzqc z góry wiedział najlepiej, czyjq stały się 
własnościq łaski do dnia tego przywiqzane!... 
Jakby dla wybitniejszego uwydatnienia postaci hr. 
)fińskiego zupełnq z nim sprzeczności q, przybył wślad 
za nim do Wilna również jak on orderowy i utytułowany 
pan, więcej nawet, bo namiestnik króla pruskiego w Po- 
znaniu, ksiqżę Antoni Radziwiłł, syn wojewody wileńskiego. 
A chociaż światowy, wesoły, utalentowany i lubiqcy towa- 
rzystwo, o tyle był skromny, naturalny i miły, o ile tamten 
próżny i śmieszny. Wchodzqc do salonu, ksiqżę Antoni 
zdawał się pozostawiać swe ramy złote za drzwiami razem 
z płaszczem. Takim szczególnie był w gronie rodziny, 
i takim widywaliśmy go codziennie na obiadach i wie- 
czorach u nas, u wujostwa Rudolfostwa, u cioci de Choiseul. 
Rodził się on z siostry babki mojej, Heleny Przez- 
dzieckiej. nazywaliśmy go zatem wujaszkiem, i niczem też 
innem nie był dla nas. 
Pewnej niedzieli u hr. Piusostwa Tyszkiewiczów, gdy 
zebrane dzieci bawiły się w gry w ostatnim salonie, zrobił 
się nagle ruch niezwykły w pierwszym, i ktoś w rozpoczęty 
..garnuszek" rzucił wyrazy: ..Wicekról!", a inne jako echo 
za niemi: ..Król! król!", co naturalnie w niejednej dziecin- 
nej, a żywszej wyobraźni zamieniło się w widom q koronę 
i purpurę. nie ręczę nawet za siebie. A więcej ciekawa 
i śmielsza, znalazłszy się na przodzie, cóż widzę?., oto 
tylko wujaszka Antoniego, witajqcego się z gospodyniq, 
który, postrzegłszy śród główek (a dzieci niezmiernie lubił) 
znajomq sobie główkę ubuklowanq, witał jq po imieniu, 
całujqc w czoło. 
Obecność ks. Antoniego Radziwiłła wiele życia wIe- 
wała w nasze familijne kółko; ten wpływ widocznym 
był szczególnie na mojej matce i na wuju Rudolfie, 
dla których w osobie kuzyna uobecniała się nagle cała 
przeszłość, cała ich młodość, szczęśliwie spędzona w Kró- 
5 


\ 


.
>>>
- 66- 


lestwie, Warszawa, Nieborów, Arkadja, Księżna Wojewo- 
dzina i t. d. - najpierwsze, a więc naj milsze wspomnienia! 
Ksiqżę Antoni miał śliczny głos, a w śpiewach bullo całe 
rozweselał towarzystwo, rysował też ładnie portrety, i to 
nie przerywajqc rozmowy. Żyjqcy życiem familijnem, miał 
zawsze z sobq portrety całej rodziny i obdarzał niemi 
kuzynowstwo; sq dotqd u nas medaljony żelazne: jeden 
z nich z popiersiem małżonki jego, księżniczki pruskiej, 
z prostodusznym wyrazem i szanownym podbródkiem, które 
tak doskonale harmonizowały z opinjq o dobroci tej pani, 
z Jakq ona zwykła rodzinę swego męża uważać za swojq. 
Profil naj starszej ich córki Elizy zapowiadał niepospolitq 
piękność, lecz młodość tej księżniczki, na samym rozkwicie 
zwarzona, miała się zakończyć w lat kilka suchotami... 
Smutna jej historja może służyć za treść do powieści. 
Bytność księcia Antoniego w Wilnie była spowodo- 
wanq w części podróżq jego do Petersburga. Wolny 
przystęp i życzliwe przyjęcie, jakiego doznawał od dworu 
rosyjskiego, zawdzięczał ksiqżę Antoni nie tyle zbliżeniu 
się doń przez pojęcie w małżeństwo ciotki wielkiej księżnej 
Mikołajowej (późniejszej Cesarzowej), ile stosunkom matki 
swojej, Księżny Wojewodziny, o czem już wspominaliśmy, 
a przerwanym od roku 1821 jej śmierciq. 
..Czemże będziemy się bawić, i kto nas bawić będzie?" 
zdawały się zapytywać siebie salony wileńskie po odjeź- 
dzie hr. llińskiego i księcia Radziwiłła, a gdy nic nowego 
nie wkraczało w ich progi, zaczęto przysłuchiwać się, co 
mówiq poza salonami - i dosłyszano chóry pochwał, skła- 
danych w hołdzie niepospolitej wymowie, jakq zabrzmiała 
katedra filozofji, odkqd jq zajqł profesor Józef Gołuchowski, 
bardzo młody, a już bardzo uczony, przybyły z Królestwa 
Polskiego. Genjalny ten mówca oprócz młodzieży obowiq- 
zanej go słuchać, jako uczniowie, ściqgał jeszcze tłumy 
wolnych słuchaczy, a wszyscy, przykuci zachwytem, póki 
mówił, rozchodzili się po mieście, powtarzajqc każdy, jak 
umiał, słyszane prawdy, głębokie, wzniosłe, a oddane 
z prostotq i jasnościq codziennej mowy, Mój ojciec był 
jednym z najwierniejszych wolnych słuchaczów tych arcy- 
pięknych prelekcyj, dla l.tórych, jak i dla lekcyj architektury 


.
>>>
- 67- 


Karola Podczaszyńskiego, zaprzągł się był w życie akade- 
mickie, pilnując się godzin i notując za powrotem, co sły- 
szał, co spamiętał. Pozazdrościły i damy tego życia, 
a z księżną Dymitrową Czetwertyńską na czele zaczęły 
uczęszczać na prelekcje Gołuchowskiego, który, ujęty 
tym przybytkiem niezwykłych słuchaczy, rozpoczął nową 
serję, mającą na celu rozbiór duszy i piękna. O ile widok 
dam na sali wpływał na natchnienie mówcy, nie wiemy, 
ale o czem głośno mówiono, to o wpływie niekorzystnym 
na uczniów, którym obecność pięknych księżniczek Czetwer- 
tyńskich w całym blasku wdzięków i stroju, siadających 
w pierwszych ławkach, była wielką przeszkodą, odwra- 
cając uwagę od profesora do widzów. Jako dzieci, o któ- 
rych zwykle sądzą starsi, że nie zrozumieją wyższych 
rzeczy, nie uczęstniczyłyśmy tym uczonym zabawom i po- 
zostały mi tylko w pamięci oderwane opowiadania naszego 
ojca, który wracał zawsze zachwycony z tych prelekcyj, 
i pochwały niektórych odwiedzających nas wieczorem, 
a nareszcie anegdotka jedna. która najsilniej wraziła nazwi- 
sko Gołuchowskiego w umysł dziewięcioletniej dziewczynki. 
Była natenczas moda kotyljona, to jest walca, tań- 
cowanego trybem mazurkowym z figurami, w jednej z nich 
para walcująca obowiązaną była okręcić się około krzeseł 
w ósemkę; po wielu próbach mniej więcej zgrabnych 
. jeden tylko Karoł Kostrowicki potrafił to dobrze wykonać. 
Przyklaskiwali mu widzowie balu i między niemi stojący 
we drzwiach sali po skończonej partji wista generał - guber- 
nator Korsakow - Rimskij, staruszek, który nikomu wody 
nie zamącił, a wymagał jedynie, aby go wymykającego 
się 6 la Iranfaise nie żegnać i nie odprowadzać. Otóż, 
stojąc we drzwiach, pociągając kołnierza, jak to miał we 
zwyczaju, zauważył i on pana Karola Kostrowickiego. 
a że go nie znał, zapytał stojącego bliżej od innych mego 
ojca, kto by to był taki'ł Trzebaż takiego trafu, że ów 
Karol stanął w tej chwili obok profesora Gołuchowskiego, 
I mój ojciec. nie przypuszczając, aby chwilowy laureat 
balu mógł zająć kogo więcej nad triumfatora każdo- 
dziennego, nie zważając, że palec Korsakowa wskazuje 
na akademika o włosach blond, z zadartym noskiem i ru-
>>>
- 68- 


mieńcem panny, sam zapatrzony na twarz ciemnq i my- 
ślqcq szanownego filozofa, odpowiada gubernatorowi: 
..C'est le pro/esseur de philosophie, mr. Go/uchowski" - ..Ach! 
vraimentf/" odrzekł zdziwiony Gubernator, pociqgajqc 
.silniej kołnierza, i, skinqwszy na adjutanta Szebekę, wy- 
maszerował zwolna z salonu. Nazajutrz gruchnęła po 
mieście, iż kto tylko zjawi się do Dworca, Korsakow opo- 
wiada każdemu, iż pierwszym tancerzem Wilna jest 
profesor Gołuchowski, a dla lepszego uwydatnienia i po- 
parcia tego, co mówił, ustawia krzesła i sam się wkoło 
nich okręca, u obiadu tak samo ustawia solniczki, przy 
kartach zaś lichtarze, i tłumaczy, jak się zręcznie wywinqł 
profesor filozofji z figury, której nikt przed nim wykonać 
nie umiał. Gdy to doszło do mojego ojca, czujqc się 
odpowi'edzialnym za to qui pro quo, które, trafiajqc do 
uszu filozofa, mogłoby go obrazić, idzie mój oJcIec 
do p. Gołuchowskiego i przeprasza go za mimowolnq 
pomyłkę. Ale ten nietylko, że się nie gniewa, lecz, uznajqc 
owszem p. Kostrowickiego za skrzywdzonego, żałuje. iż tak 
dobrze. jak on. tańcować nie umie i zapowiada. że taniec 
obiera za treść przyszłej prelekcji. 
Kiedy to piszę w lat 43 po owym wypadku, zjawia się 
dama. która lat kilka przepędziła w domu i w rodzinie tegoż 
Józefa Gołuchowskiego, w jego Garbaczu. gdzie, z profesora 
stawszy się gospodarzem. dowiódł. iż filozof ja chrześcijań- 
ska jest podstawq życia naszego i jego duszq. Łatwość w po- 
życiu, dowcip, wesołość. wpływ korzystny na sqsiadów, naj- 
milsza rozmowa i ten dar pobudzenia i zmuszenia drugich 
nie tylko do myślenia, ale i do wysłowienia tych myśli - oto 
były cechy charakteru i stosunków z ludźmi owego filozofa, 
który zawsze najmilej, najrzewniej wspominał swojq bytność 
i występowanie w Wilnie, Słówek jego dużo cytowała nam 
Olga S*, która z uczuciem córki wspomina profesora Go- 
łuchowskiego, zawdzięczajqc mu swoje wykształcenie inte- 
lektualne; ale najcharakterystyczniejszym rysem wydała 
mi się zabawa, którq chciał uczcić trzy razem solenizantki. 
a sprosiwszy dużo gości, że sam mieszkał w piwiarni, 
ofiarował słodownię na salę balowq. Wymyta podłoga 
szkliła się od słodu. jak woskowana, ale dla zachowania 


, J 
J
>>>
1 
1 


- 69- 


. 
charakteru sali nie wyniesiono nawet beczek od chmielu, 
spokojnie sobie spoczywajqcych poza słupami. Domowi 
napierali się orkiestry, aJe Profesor, nazywajqc to zbytkiem, 
radził każdemu wyuczyć się jakiego tańca na fortepianie, 
do czego się też wzięto, aJe nie bez westchnień głębokich 
za orkiestrq. Nadszedł nareszcie dzień potrójnych uroczy- 
stości i obiad w słodowni zebrał około dużego stołu liczne 
sqsiedztwo. Gospodarz wznosi toast na cześć soJenizantek. 
poprzedzajqc go przemowq z natchnienia improwizowanq. 
jak to zwykJe czynił. a słowom: ..Wiwat! niech żyjq!" zawtó- 
rowała nagJe kapeJa... Patrzq zdzi wieni biesiadnicy, aż z każ- 
dej beczki wygJqda Żydek ze skrzypkq, z kJarnetem i t. d. 
Jednq też z charakterystycznych postaci Wilna, aJe 
naJeżqcq więcej do epoki, jak wyłqcznie do miasta, - był 
Hackiewicz (czy Chackiewicz), znany pod przydomkiem 
..gracza", a nawet ..szuJ era", do czego sam się pierwszy 
przyznawał, jakby szukajqc chJuby z tego, co  mu było 
hańbq. Dowcip jego trqcił cynizmem, i można byłoby zło- 
żyć sporq ksiqżeczkę z samych anegdot o nim i jego odpo- 
wiedzi, soJq attyckq zaprawnych, choć bezczeJnych. Jak 
naprz. do magnatów, posiadajqcych obszerne włości, 
mawiał, że ..oni byli panami z chłopów, a on pan z pa- 
nów, bo ogrywajqc ich się wzbogacił". Jak winSzujqcym 
mu, że utył. ..Czemu nie", odpowiadał z uśmiechem: ..dwóch 
Potockich zjadłem". Słyszqc mojq matkę, uskarżajqcq się. 
że spać nie może (w Wilnie). dJa hałasu na doJe, gdzie 
był szynk - ..Bqdź pani spokojna" rzekł - ..ja temu 
zaradzę". W rzeczy samej. na przyszłq noc było cicho. 
a gdy matka moja pytała u Hackiewicza: ..Jakim sposo- 
bem tego dokazał" - ..To moje Judy" - odpowiadał - 
..oni mnie słuchaj q". - Cynizm tego człowieka przyswajał 
sobie wszystkich występnych. Gdy była mowa o złym 
księdzu - ..To mój kapeJan". mawiał on - a na ko- 
bietę złej opinji mawiał: ..To maJłna z mojego Jasu".- 
Raz na ulicy zdybało go trzech znajomych w jego rodzaju, 
aJe trochę mniej głośnych. Było to na trotuarze, niedaJeko 
apteki. - ..Pójdźmy trochę daJej.., zauważył Hackiewicz, 
..bo, jak nas obaczy aptekarz, gotów zawerbować do octu!" 
(a któż nie wie, że tak zwany ..ocet czterech złodziei" jest 


I
>>>
70 - 


naj sławniejszy). - Chcąc swego syna zalecić komuś: 
..Oto młodzieniec przyzwoity" rzekł, prezentując go- 
..ma tylko dwie nieszczęsne wady: jest moim synem i na- 
zywa się Hackiewicz", - W TuJczynie, gdzie zakładał 
w czasie jarmarku srebrną safę i nieustającego w niej 
faraona, Tadeusz Czacki, widząc go tasującego karty, 
zagadnął po swojemu: ..A cóż, Hackiewicz, czy zawsze 
po dawnemu bierzesz walety za damy, a newki za dy- 
ski?" .- ..A zawsze", odrzekł niezmieszany szuler-..i po- 
dobno oba nie poprawimy się nigdy: ja zawsze biorę 
walety za damy, a pan pamięć za rozum'" 
Raz na pokojach Szczęsnego podziwiano śliczny sznur 
pereł, należący do samej Hrabiny, którą była owa sławnie 
piękna generałowa ex - Wittowa, Greczynka, dla której 
Zofjówka powstała i obie opiewał Trembecki. Perły te 
były wielkości wisien i kosztowały krocie; każdy pragnął 
zbJiska oglądać, co/ier szło z rąk do rąk, aż nareszcie, 
gdy Hrabina chciała je napowrót odebrać, nie znalazły się 
w niczyim ręku I , . . Hackiewicz był w liczbie oglądają- 
cych. .. ..Słuchaj no" - rzekł hrabia Szczęsny, biorąc go 
na stronę -..z tobą ceremonji nie robię, to twoja sztuczka, 
oddaj perły" - ..Tym razem nie ja" - odpowiedział nie- 
obrażony wcale otwartością Hrabiego ..król cyników" - 
..Ale bądź spokojny, p. Hrabio, znajdzie się zguba, przed 
moim okiem nic się nie ukryje. . ." A poprowadziwszy 
wzrokiem wprawnym po wszystkich twarzach, spoczął 
nCl jednym młodzieńcu, którego, szepnąwszy mu coś na 
ucho, wyprowadził za sobą; a zamknąwszy się z nim na 
osobności: ..Oddaj perły" rzekł mu, nie obwijając w ba- 
wełnę. Przeszyty wzrokiem i słowami młodzik daremnie 
chciał się zapierać. ..Widziałem, jakeś kładł do kieszeni"- 
dodał Hackiewicz na pewnika. Naco ów młody człowiek, 
rzucając mu się prawie do nóg, zawołał: ..Ratuj mnie, 
panie, pożycz mi twojej głowyl" - ..Hultaju!" - zawołał 
Hackiewicz - ..żeby twoje ręce do mojej głowy, to cała 
Europa nie byłaby spokojną I" A perły oddane w go- 
dzinę potem były na szyi pięknej Zofji. 
Jeszcze jeden epizod z domu Samsona. Pewnego wie- 
czora, kiedy mama była za domem, a my za stołem nad
>>>
- 71 - 


rekcjami z panem Benedykq, pojazd wrócił pusty, a lokaj 
wbiegł, mówiqc, że pani przysłała po panienki, aby z okien 
księżnej Czetwertyńskiej widziały pogrzeb małej księżniczki 
Zubow. - Na to hasło, nie pożegnawszy nawet po formie 
p. Benedykę, który odszedł również zadowolony, jak i my, 
ubrane w szubki pojechałyśmy patrzeć na ów sławny nie- 
tyrko na całe Wilno, are na całq Rosję pogrzeb, bo zmarła 
była jedynym potomkiem nieżyjqcego już naówczas księ- 
cia Zubowa Najświetrejszego, który, będqc na wygnaniu 
w Wilnie (chociaż mu nie odjęto ogromnych starostw, 
nadanych przez Katarzynę ]J - gq), ożenił się był z pannq 
Tekrq Warentynowiczównq, ktora mu była wpadła w oko 
na kasynach wileńskich przed trzema laty. Ten zwiqzek, 
głośny na całe Imperjum, zawrócił był głowę biednym 
matkom, majqcym ładne, a bezposażne córki, i czy raz 
odtqd ubogi szlachcic oddawał ostatni grosz krwawo za- 
robiony na suknię balowq dla córki w nadziei, że i ona 
wpadnie w oko jakiemu magnatowi. Are ten cud już się 
nie powtórzył - a jeżeli się stał tym razem, to może dla- 
tego, że pełna taktu matka (pani Warentynowiczowa) 
umiała tak się znaleźć z wielkim panem, iż ten, nie mogqc 
przystqpić do pięknej panny inaczej, jak w roli preten- 
denta do jej ręki, nie poprzestał na próżnem bałamuctwie. 
Panna Warentynowiczówna była 
uż zaręczonq z innym, 
a że narzeczony jej znajdował się na wsi, nie chciała jechać 
na kasyno - i gdy matka zmusiła jq do tego, nie obeszło 
się bez łez. Ubrana w białq suknię, z ponsowym kwiatkiem 
w kruczych włosach, jak jq niejeden z ówczesnych pamięta 
na owym stanowczym wieczorze. wsiadła z matkq do ka- 
rety, była razem rzewna i broda. a z tern wszystkiem 
..ładna błaźnica" (mówiła matka w konfidencji przyjaciół- 
kom). Dla przywrócenia kolorów matka parę razy palnęła 
jq w białe liczka i tak wprowadziła na salę MiiIlerów. 
gdzie jej lOS miał się rozstrzygnąć od pierwszego spoj- 
rzenia! . , Inni mówiq, że ksiqżę Zubow ujrzał jq po raz 
pierwszy w oknie. gdy, wychuchawszy sobie kółko w za- 
marzłej szybie. przypatrywała się ciekawie wojsku, prze- 
chodzqcemu na paradę. Jedno czy drugie było to snać 
zapisano w niebie. skoro się stało,.. Gdy przyszło do 


-
>>>
- 72- 


1 


układów, pierwszy narzeczony przystał na ugodę, ślub 
odbył się wkrótce. W rok potem umarł Ksiqżę, a we dwa 
lata po ojcu córeczka, której to właśnie był ów pogrzeb 
wspaniały, świecqcy dotqd w pamięci, jak droga mleczna 
na tle aksamitnej nocy... od tych świec i pochodni, trzy- 
manych w ręku kilkunastu konwentów, idqcych parami 
z ulicy Niemieckiej aż do Misjonarzy, bo zmarła księż- 
niczka była po matce katoliczkq. Z jej śmierciq odpadła 
większa część fortuny, wzbogocajqc synowców Księcia. 
Młoda zaś wdowa wyszła w lat kilka potem za hrabiego 
Szuwałowa. Matka jej, oprócz trzech zamężnych majqca 
cztery córki na wydaniu (a wszystkie jedna od drugiej 
piękniejsze), osiadła była w Wilnie i zwolno, nie śpieszqc 
się, lecz nie trocqc okazji i czasu, wydała wszystkie dobrze 
i świetnie nawet. Młodsze jej córki były staranniej wycho- 
wane od starszych. O księżnej Zubow mówiono, iż ufna 
w swe wdzięki, nie chciała wcale kształcić się umysłOwo, 
pomimo, iż małżonek jej wymagał tego. Cytowano o niej 
zabawne rzeczy, a między innemi i to, jak będqc już wdowq 
po księciu Zubowie rozmawiała z cesarzem Aleksandrem, 
kiwajqc się przyklęknięto na krześle. Nauka tak jq stra- 
szyła, że nie odwiedzała osób, majqcych opinję uczonych 
i rozumnych, mówiqc o nich, że "to sq szelmy, które jq 
egzaminować będq z historji". - Do tej kategorji zaliczone 
były księżna Kalasontowa Czetwertyńska, pani Lubańska 
i moja matka, Dziś taż sama już hrabina Szuwałowa ze 
stratq wdzięków i młodości stała się wcale dystyngo- 
wanq osobq, bo kobiecie niewiele trzeba dla jej wykształ- 
cenia, byle do tego była własna chęć i sposobność. - 
"Jakże się ma pani porucznikowa V" zapytywał złośliwie 
senator Nowosilcow paniq Wolentynowiczowq, chcqc jq 
upikowoć niskq rangq zięcia Szuwałowa, lecz ta, nie w cie- 
mię bita, odpowiadała mu: "Chcesz mówić o Księżnej V 
Alboż nie wiesz, że ona już nie księżna, ale hrabina". 
Od wielu lat, nawet przed założeniem Domu Dobro- 
czynności, co wiosny bywały w teatrze widowiska na do- 
chód ubogich, Za bytności pp, Franków dawano koncerty, 
a nawet i opery. Pan Jan Chodźko, prezydent, dyrygował 
dramatami, a nawet i tragedjami, i pierwsza żona pana 
de Choiseul występowała w roli Fedry (przekład woje- 


--
>>>
-73 - 


wody Chomińskiego), a z niq Marja Mirska, Michał Romer. 
hrabia Rzewuski i t. d. Rustern zaś za moich już czasów 
urzqdzał żywe obrazy; jeden szczególnie wraził się w pamięć 
z roku ] 823: była to królowa Semiramis wśród swojego 
dworu w chwili ukazania się cienia Ninusa. Obszerna scena 
ówczesnego teatru przy ulicy Wileńskiej. w domu Każyń- 
skich (następnie Wiszniewskiego) przedstawiała obraz ol- 
brzymich rozmiarów. Panna Aleksandra Becu zasiadła na 
wysokim tronie; piękne i poważne jej rysy. wyniosła nad 
inne kobiety postać godne były królowej Babilonu. szczegól- 
nie. gdy na widok cienia przerażona pozostała. a za jej przy- 
kładem dwór cały (obraz był w dwóch zmianach); Rustem 
dokazał sztuki w ugrupowaniu. tak. że i mniej piękne przy 
pięknych nie traciły. Panna Celi na Sulistrowska. której stan 
był trochę za długi w stosunku do nóżek. zwrócona profilem 
i na klęczkach podawała królowej berło na złotogłowiu. jej 
matce zaś. której kibić trochę za otyła nie mogła ujść w obra- 
zie. kazał zaglqdać z za pleców córki. a twarz jej. pełna wy- 
razu i ciekawości. miłq tworzyła sprzeczność zmarmu. 
rowq nieruchomości q pierwszej. Zato piękna twarzq i po- 
staciq Kamila Tyszkiewiczówna. jako Azema. naj bliżej 
stojqca tronu. od drobnych stópek do dumnego czoła 
widnq była w całej okazałości. a musiała być pięknq. 
kiedy dziś niejeden utrzymuje. iż nie panna Becu. ale 
panna Kamila była Semiramidą. 
Co do sztuk dramatycznych grano: ..Kochankowie 
Extra - Pocztq" i ..Barbarę Zapolskq". w której głównq 
rolę odegrała księżniczka Eleonora Czetwertyńska. a kró- 
Jem Zygmuntem był jej kuzyn. Henryk Grocholski. Wiosnq 
roku ] 824 ciocia de Choiseul występowała w komedjl 
francuskiej: ..Les ricochets" . a w dodatku było widowisko 
z dzieci na dochód sierot Dzieciqtka Jezus. Grano ..Agarę 
na puszczy" i ..La Colombe" po francusku. sztuczki pani 
de Genlis. i przełożonq na polski ..Atalję" Rasine'a. 
a to wszystko poprzedzane prologiem. w którym Kupidyn, 
Merkury i Flora zwiastowali chrześcijańskiej publiczności 
widowisko pod hasłem Dzieciqtka Jezus: pomysł tern dziw- 
niejszy. iż autorem prologu był jeden z naj pobożniejszych 
ludzi. Józef Łopaciński. ale on. wychowaniec dawnej szkoły 
klasycznej. nie pojmował poezji bez mitologji.
>>>
- 74- 


Kochany domie Samsona ! Tyle ci zawdzięczam 
wspomnień! 
W rok potem mOJ oJciec chrzestny Karol Przezdziecki 
zaprowadzał już małżonkę do swoich pięknych Smorgoń. 
Ożenił się bowiem w roku ] 825-tym. ale że wybierał su- 
mieniem dłużnika, pragnqcego szczerze zaspokoić wierzy- 
cieli. nie zoś sercem i oczami. które w nim nie starzały. 
żono jego nie była oni ładnq. ani młodq. tylko bogatq. 
Panna Kornelja Gorska z 70,000 posagu w gotówce. sierota 
już. a pełnoletnio. mieszkało u pani marszałkowej Lach- 
nickiej i niedługo się namyślajqc przyjęło propozycję 
hr. Przezdzieckiego. Piękny świat ze zdziwieniem patrzał 
na tę porę. dobranq wprawdzie wiekiem. położeniem i uro- 
dzeniem. ole różniqcq się całkiem charakterami i układem. 
Czarne przestraszone oczki panny Kornelji odwracały się 
od narzeczonego. którego jednak później bardzo pokochała. 
On zoś. wybierajqc się do ołtarza. jak do mazura. zama- 
szyście i z determinacjq. powtarzał głośno. jakby dla za- 
głuszenia drugich i swego serca: ..Que ma liancee est la 
plus bel/e des bel/es du moment. que je /'ai choisi'". Innym 
znowu razem (ole po dobrym obiedzie) odzywał się - ..iż nie- 
mógł dać większego dowodu życzliwości dla wierzycieli 
swoich". 
Ślub pana Pułkownika z pannq Korneljq odbył się 
w Wilnie na wiosnę i zaraz potem przenosiny szumne 
z iluminacjq no drodze w miasteczku Smorgoniach. którego 
okna wślad za poprzedzajqcym nowożeńców kozakiem 
konnym oświetlały się magicznie, Pani Kornelja nie była 
śmielszq. ani mówniejszq w domu męża. jak przed ślubem. 
nie mówiła nigdy mqż, ale ..sam". jednak. choć dzika i jakby 
zahukana lub przestraszona. umiała się nieraz odciqć pani 
senatorowej Ogińskiej. która jako najbliższa sqsiadka 
Smorgoń. bywajqc często u pana Pułkownika. nauczyła 
się była rej wodzić w domu. gdzie nie było goSpodyni. 
Pani Kornelja lubiła czytać i miała wiele nauki. ale trzy- 
mała jq w kieszeni. odzywajqc się tylko od czasu do czasu. 
i to no ucho naj bliżej siedzqcej. jednak sqd jej o rzeczach 
był zdrowy i jasny. o przyszła chwila. że dowiodła i wiel- 
kości serca. 


.....
>>>
l 

 


-1 
i 
\
 ł 
[
 ,.i ' 

 .. 

 .
ł.
. 
 , ... 
_\. 

,
 
 

 
 
k '. ..Ił ..tl-:, :3
' 
. ; 
,.",.'.,;
\,..!f!';,t 
 !" o" 
.,. ,r l .. 
'...-.-' ,.,..\ :".. 
 
 
_ l . _,. .. 
, 
.
 ':


'J.i;; F:;, 
 .:t:.

.;:
:._.,J'-., 

 
 
 ,.,:1.."'.
""" _ 
- :'.: .f'1-t' .... 

. 
'.


)'iI\t-,. 
. ';£ł,:
!."..'.
-"". .". {- ' \ ': . 


"'i'!.t 
i ...."':!'.\j.
t; .'?;:;
\
,... .- - ";"".' r .... _.

 'i 
.
.. 
t

 l

f
 . ,'. .'..;.c. ł.:.,
 ..,

 
;
:I!

 


::::
 
 ..:
t;':f:; 
:-{ ., 
:,: :. ". '{1:
. \t '"teJ" 


 " ;:- 
 

. .
...:.:-.. .1..:. ....
...;;,-,., 

6 ,¥( 
.
 

.
- , ;-1' 
1 ,

',':"4:
 -.- ,,}!r


 '-'r
.:S"
,,':"'" 
.. -
.'. , ..\f .1.'; .

f.
' 
 . '. c, . '" 
. :. 

 -:'... '/:l'. .:'. 
 .. :
t

2'
'
..,,: .) .
-. · 
. "'b;:-.:-"'\'. ... . ..'" . ;; '...."..,,:"'. . ."k!- 
- . ... "..1 _. .,...;j. 
 
...
. _ _
 
rf".(;'.
/
. ,.'- ". 'f'..' "" 
 ". ... ..- . 




:f/\. ..: ,....:r
O::_...: '.
": 


, ;I?'.
- 
'1Y., 


ROK ]825. 


Gdy zima ściągnęła nas znowu do Wilna, zamieszka- 
liśmy tym razem piękne i wysoko sklepione salony domu 
Karpio-Platera (dziś hrabiów Tyszkiewiczów) przy ulicy 
Trockiej. Właścicielem owego pałacu był natenczas hrabia 
Ferdynand Plater, dziedziczący go po swojej żonie Kar- 
piównie. Hrabia Ferdynand swego czasu był osobliwością 
i w zupełnej sprzeczności sam z sobą: bo z twarzą gorzej, 
jak niepiękną, i tak chudy, że gdyby nie wata, straszyłby 
postacią pająka; był jednak szarmant, ugrzeczniony, wy- 
perfumowany, wyżabotowany, ufryzowany, całował w rączki 
damy, patrzał im czule w oczy, przymilał się, komplemen- 
tował i podobał się niejednej. Wprawdzie nazywano go 
księciem Azorem (z powieści: ..La belle et la bete U ), a pe- 
wna dama dla przekonania się, czy to, co o nim mówiono, 
jest prawdą. wetknęła mu raz prątek w łydkę, i tak prze- 
bity, jak motyl na szpilce, nie wiedząc o tern, chodził po 
bulwarach, nie szkodziło mu to jednak. Śliczny ekwiparz, 
I 6 koni gniadych, jak złoto, u karety z kozłem szerokim. 
jak kanapa, na którego kapie białej frendzlistej, świeciła
>>>
- 76- 


cyfra właściciela massi! ze srebra. - wymownie za nim 
przemawiało. "Bonjour. ma belle voisine" - mówił mi przy 
powitaniu. a ten komplement. wyrychtowany do dziewięcio- 
letniej szurpy. kto wie. jak daleko mógłby ją zawieźć 
w tej pięknej karecie o srebrnym koźle i złocistych koniach !... 
Hrabia Ferdynand miał wszystkie szlachetne gusta: 
wieś jego jaśniała najpiękniejszemi kwiatami. a lubił i miał 
pieskl naj czystszej rasy angielskiej - terrierki; ostatni 
.. T oulou" na ciele martwem pana swego życie zakończył. 
Głównym celem zimowania w mieście było nasze 
wychowanie. Z każdym też rokiem przybywała nam jedna 
godzina lekcji; tym razem francuskiego języka uczył nas 
pan Pinabel. podobno emigrant z wielkiej rewolucji fran- 
cuskiej. figurka niska. krępa. o dużym sokolim nosie i wy- 
pukłych czarnych oczach. 
Kółko nasze familijne składało się po dawnemu: dom 
WOjniłłowiczów. wuja Rudolfa. pani Feliksowej Potockiej. 
już pod nowem nazwiskiem. jako żony generała Niesio_ 
łowskiego. z którym. zaręczona będąc w piętnastym roku 
życia. zerwała przed samym ślubem. by doń wrócić po 
latach wielu. Ona wdowa. on rozwodnik z Radziwiłłówną. 
a pobrali się nato. by w lat kilka na zawsze się rozstać; 
lecz przez te lat kilka widziano ich w zgodzie. mieszka- 
jących w Wilnie. przyjmujących gości i dających świetne 
bale dla dzieci swoich: Jzabelli Potockiej i dwóch Niesio- 
łowskich - Wandy i Jdalji. które liczyły się do plejady 
piękności wileńskich. Pan Generał niepięknej. czerwonej 
twarzy był jednym z najgodniejszych ludzi w naszym kraju. 
zasłużywszy raz na wieniec laurowy. walcząc pod Ko- 
ściuszką w młodym bardzo wieku. powtórnie na wieniec 
obywatelski. gdy odziedziczone po ojcu dobra. gdy te były 
zadłużone. oddał na wierzycieli. nie zostawująC prawie 
nic dla siebie. tak. że przedtem i odtąd nie było korzyst- 
niejszej elsdywizji z krzywdą samego dziedzica. T e cnoty 
jednak nie dały mu szczęścia w domowem pożyciu: obie 
żony go porzuciły. a czekało go jeszcze wygnanie. utrata 
wzroku i śmierć w osamotnieniu... ale o tern później. 
Dom nowożeńców miał wystawę pańską i dla wszyst- 
kich było w nim swobodnie. W czasie postu grano w gry
>>>
-17- 


biegane, a na stolikach pełno było rycin, litografij, kary- 
katur, które nie dawały zasnąć z nudy nienależącym do 
kart lub gier. Małe nawet wieczorki na partyjki wisteczka 
(którego bardzo lubiła pani Generałowa) nie były bez 
wieczerzy, podawanej na małych stoliczkach, odniechce- 
nia, niby z przypadku, jak to umiała dobrze udać gospo- 
dyni domu, bez której wiedzy kawałka chleba nie miał 
nikt prawa dostać lub dać. A kamerdyner Kobelański, 
opasła persona, wybornie odegrywał komedję. Na zapy- 
tanie pani cienkim głosikiem: ..Kobelańsiu, co tam macie 'l", 
wyliczał grubym basem: sarninę, komput i t. d., tak, że 
dotąd w familji podobne wieczerze impromptu, nazywają się 
,,0 la Kobelańsiu, co tam macie". 
W maju odbył się ślub naj bogatszej w całej Litwie 
pary, bo syn najstarszy T yszkiewicza, starosty wielatyckiego. 
Benedykt, żenił się z naj młodszą Wańkowiczówną, Wandą. 
o której posag starało się dużo. 
Na owym to ślubie panny Wandy przyszła wiadomość 
o narodzeniu trzeciego dziecka u wujostwa Konstantostwa. 
córeczki, ochrzczonej imieniem Helena; przed dwoma laty 
urodzona córka nosiła imię babki, Marja. 
Tejże samej wiosny w kwietniu ożenił się był przyszły 
autor ..Obrazów Litewskich", Ignacy Chodźko, znany dotąd 
z kilku pieśni masońskich. Poznaliśmy go w czasie wido- 
wisk, dawanych dla ubogich. gdy dla objaśnienia kilku 
obrazów z ..Jerozolimy Wyzwolonej" deklamował na scenie 
przekład Piotra Kochanowskiego i to nosowym, trochę 
śpiewno-litewskim organem. 
Latem wybieraliśmy się w podróż do Warszawy. do 
babuni T yzenhauzowej; rodzice nasi po latach dziesięciu. my 
młodsze po raz pierwszy. Podróż od Wilna odbywaliśmy 
pocztą traktem lidzkim na Słonim i Brześć. Chociaż po- 
cztq. jechaliśmy jednak rzemiennym dyszlem: W progra- 
macie podróży było kilka domów familijnych i przyjaciel- 
skich. które niepodobna było minąć, Od stacji Zdzięcioła 
wbok leżał Żołudek, gdzieśmy od przenosin nie byli. 
Ciocia niedawno po urodzeniu trzeciej córeczki Elfrydki 
witała nas jaknajczulej. Wujaszek przybył nazajutrz: pamię- 
tam, jak dziś. staliśmy wszyscy na ganku, a dzieci w oknie
>>>
- 78- 


otwartym wołały radośnie: ..Papo' popa '" Wujaszek za- 
trzymał się przyoknie. uściskał Mańcię i Józię. Ciocia się 
uraziło. ono czekała pierwszego uścisku... rumieniec wy- 
stqpił na twarz i odeszło pośpiesznie do siebie. za niq . 
małżonek i zgodo nastqpiła prędko. Takie to były nie- 
szczęścia szczęśliwych. Snać serce ludzkie tok potrzebuje 
cierpieć. że. gdy niema rzetelnych powodów. wymyślamy 
je z niczego. 
Po pięciu dniach. wesoło spędzonych u wuja. żal było 
żegnać się z nimi. ale czekało nos w Nakryszkach uprze- 
dzpna już ciotko mego ojca. poważna pani Strawińska. 
Wołodkiewiczówna z domu. 
W domu babuni Strawińskiej wszystko było staro- 
świeckie: pokoje duże. stalowane. z lamperjami. panny 
respektowe i t. d, Nazajutrz przypadało niedziela. i po 
mszy zjechało się całe sqsiedztwo - Dmochowscy. Korsa- 
kowie. a z nimi. będqcy u nich w gościnie. młody Antoni 
Edward Odyniec. rodem z Oszmiańskiego. rozpoczynajqcy 
natenczas swój autorski zawód, Zaznajomiony z moim 
ojcem. no zapytanie co pisze - schylił na bok głowę 
i odpowiedział. że ..poemat Polowanie". Kazano mi po- 
wtórzyć przed nim jakqś mojq bajeczkę i tok się zawiqzała 
przypadkiem w nadniemeńskiej stronie znajomość moja 
z późniejszym autorem ..Barbary" i ..Felicyty". majqca się 
rozpoczqć na noWO w lot trzynaście nad Wiljq. Wówczas 
jeszcze przed nim było podróż do Rzymu z autorem 
.. Walenroda". brzegi Arno. Tybru i Elby. znajomość z Goe- 
them. Thorvaldsenem I Manzzonim. o przeczucie i pragnienie 
tego być już musiały w jego czarnem oku i na myślqcem 
czole: bo jakoś odbijał od innych. obsiadujqcych z nim 
razem długi stół w Nakryszkach. 
Jadqc traktem dolej na Brześć, przejeżdżaliśmy przez 
dobra, dawniej należqce do podskarbiego T yzenhauza. 
stryja motki mojej po mieczu - lub rzqdzone przez niego 
królewszczyzny. ) motka moja opowiadała o fabrykach. 
szkołach. zakładach. które on tam fundował i któremi 
zawiadywał. a choć zostały zniesione skutkiem intryg 
dworaków zazdrosnych i niewskrzeszone już po śmierci 
założyciela, zatrutego moralnie niewdzięczności q króla
>>>
- 79- 


i ziomków, dotąd jednak istnieją w kraju ślady tylu dobro- 
. czynnych zakładów: komornicy, artyści .dramatyczni, tan- 
cerki i rzemieślnicy. Tak to rozległe w swych gałęziach 
były praca i genjusz Podskarbiego! - a sławna Ledó- 
chowska, którą, jak piękny sen, pamiętam na scenie wi- 
leńskiej w tragedjach i w komedjach p. t.: ..Kaprysy mło- 
dej żony" i ..Panna - Pułkownik Huzarów", była córką 
słownej T ruskolaskiej, która ze szkoły byteńskiej wstąpiła 
na scenę warszawską. 
W Terespolu, zaraz za Brześciem, przejeżdżało się 
granicę, dzielącą Państwo Rosyjskie od Królestwa, znie- 
sioną również, jak i cło od towarów, w ] 850 roku. Most na 
Bugu był po połowie malowany w czarne z ponsowem . 
pasy od Rosji i w białe z karmazynem od strony Króle- 
stwa. A gdy my, już nawykłe, jak ..czyżyk młody", do 
czarnych szczebelek klatki, Obojętnie prawie witaliśmy 
jaśniejsze barwy, matka nasza, która urodziła się wolną, 
płakała z rozrzewnienia na widok barw, znanych w jej 
młodości. 
 
Szosa, rozpoczynająca się od Brześcia, równa, twarda, 
potoczysta i. huczna przyśpieszyła nom drogę: już tylko 
cztery konie zakładano do karety, dwa do bryczki, a pręd- 
ko jazda wtórowała myślom, śpieszącym też coraz chyżej 
do celu podróży. Domki inżynierów przy drodze, migające 
w szybkie m omijani
, z ciosanego kamienia, z ogródkami, 
jaśniejącemi od kwiatów, dodawały wesołości. 
Wszystko się obracało jak na koJe młyńskiem. Motka 
moja, czując się na rodzinnej ziemi, dobywała ze swej 
pamięci obrazki, anegdotki, bawiąc nas opisem wesołych 
figlów i żartów, któremi młodzież warszawska za pruskiego 
rządu starała się oddziaływać na flegmę niemiecką.. . 
Jak w całem mieście pewnej nocy pozamieniali szyldy 
na magazynach i z wielkiem zadziwieniem kupców pytano 
nazajutrz modniarkę o szuwaks, szewca o biżuterję, kra- 
wca o cukierki i t. p. Jak trzech braci Radziwiłłów nie- 
borowskich, synów ArmidoWskiej, Ludwik, Walenty i Michał, 
trafiwszy na stację pocztową razem z jakimś panem Firks 
czy Firek, wzięli każdy osobno pocztę t wyprzedzili Niemca 
by się meldować na następnej stacji pod nazwiskiem Ejnk,
>>>
- 80- 


Cwejk, Drejk. Jak pierwszemu udało się przejechać od- 
razu, jak drugi trochę zastanowił pocztmajstra, jak trzeci . 
zadziwił i doznał mitręgi, ale zato czwarty i prawdziwy Firks 
u legł aresztowi i t. d. 
Ale otóż i stacja Miłosna, ostatnia pod Warszawą. 
Serce bije nam. Matka moja wzruszona bardzo nadzieją 
ucałowania swej matki, a tu koni niema! Wkrótce konie 
się znalazły, pojazd ruszył, a za godzin parę byliśmy już 
w objęciach babuni I 
Babunia już rok jedenasty zajmowała pierwsze piętro 
w domu GerJacha przy Krakowskiem Przedmieściu, z dwoma 
kasztanami. rosnącemi przed bramą. Pokoje. należące 
dziś do Hotelu Europejskiego. obrócone na wystawę ciągłą 
obrazów pędzla krajowców. miały też i za czasów babuni 
ściany okryte obrazami pięknego pędzla, a które stanowią 
dziś część galerji wnuka jej, Rajnolda T yzenhauza, Babunia 
naówczas miała lat 6]; była bardzo otyła i ociężała, ręce 
miała śliczne. nietylko białe. ale kształtu doskonałego. rysy 
Przezdzieckich trochę grube i łagodny wyraz twarzy. Mówiła 
cicho. zwolna. a po francusku wymową paryską. charkając. 
,Zamieszkaliśmy pod jednym dachem. babunia pieściła 
wnuczki w rozmaity sposób: czekała nas bowiem z ład- 
nem i kapelusikami. W dwóch salonach dużo było ptasząt: 
papuga zielona (w wielkich faworach u babuni) i klatka. 
pełna kanarków i gilów śpiewających, W przedpokoju 
był zegar z kurantem. który za pociągnięciem sznurka . 
grał walca: ..Mein lieber Auguslin u . Babunia sama pielę- 
gnowała ptaszki. a wszystko koło niej było czyste i po- 
rządne. o każdym. by najmniejszym drobiazgu wiedziała. 
gdzie leży. i sama. choć z trudnością. szła dobywać je 
z szufladek i pudełek. Piękne gniade koniki anglizowane. 
które babunia nazywała ..mes petit s grands ducs u . woziły 
nas koczem na spacer do Łazienek. do Botanicznego 
Ogrodu, do Mokotowa i dalej. Ale to była tylko wyjąt- 
kowa łaska dla nas. bo ulubionym celem przejażdżki 
babuni samej były Jerozolimskie rogatki - aleje. sadzone 
topolami włoskiemi. co nas trochę nudziło. Co ranek pro- 
wadził nas ojciec dla oglądania jakiego muzeum. obserwa- 
torjum. mennicy lub pałaców: Zajączka. Potockich. Kra-
>>>
.
 


L 



.-- 


,. 
.
 


," \
 
\.. 



 
f 


" 


... 

., 


..". 
\ 


-- 


A 
w 


.., 
 ,. 
-... 
.,.
 . "'''..' 
-- .
... 
?!"...." 
"",. 
, _"...\J i"t 


....
 
" -
... 
..
. '
"...: 
- ., ..., "
 
",t ... 


. , 


" 


'.," 


- -, 


., 


,:":.._- 


" . 


\; 


" 


, .
 


Hi. 


, leJ 1 


MARJANNA Z HR. PRZEZDZIECKICH 
HR. IGNACOWA TYZENHAUZOWA 


WedłuQ litografji Seweryna Oleszczyńskiego. 
z portretu Lampiego 


,..,..-- 


..4- 


'.
>>>

>>>
- 8] - 


ł 


sińskich, gdzie były oprócz pięknych sal różne pamiqtki 
narodowe lub obrazy historycznej treści. jak np. portret 
nieszczęśliwej Franciszki Krasińskiej, bitwa pod Somo- 
Sierra (Verneta) i t. d. i t. d. Wożono nas także do Wila- 
nowa, jakby z hołdem do topoli, sadzonych przez 
Sobieskiego. 
Warszawa po świeżem odrodzeniu i po tegorocznym 
sejmie, prezydowanym przez samego cesarza Aleksan- 
dra J, była wesoła i świetna, miała swoje wojsko i co 
niedzielę budzone byłyśmy i wywoływane z łóżek odgłosem 
wesołej muzyki, towarzyszqcej szkole podchorążych, idq- 
cych na mszę do Fary. 
W liczbie rodzin, które znaleźliśmy osiadłych, lub jak 
my przybyłych do Warszawy, była i rodzina Lubecko- 
Scypionów; naród koczujqcy, wiecznie w podróży lub jak 
na popasie, zawsze tłumni i gościnni, tworzyli osobnq 
kastę. jednego dnia przybyła do babuni pani Scypionowa, 
z daszkiem na osłabionych oczach, wesoła, uśmiechnięta, 
dowcipna, zapraszając moich rodziców z Matyniq na obiad 
niedzielny do siebie, to zaś było we wtorek. Tymczasem 
mówiła, że j
dzie nazajutrz na Litwę, do siostry Pusłowskiej, 
by jq pożegnać przed wyjazdem zagranicę, gdzie się wy- 
bierała z córkq swojq, ministrową Lubeckq (a ta z dziećmi, 
których, już nie wiem którą, edycję karmiła), "jakto, a obiad 
niedzielny 'l- spytała mama. "Wrócę" i z uśmiechem żeg- 
nała nas, powtarzajqc: ,,00 zobaczenia". jakoż w sobotę 
wieczorem zjawia się pani Scypionowa z daszkiem, z dy- 
giem i z uśmiechem, wołajqc od progu: "A cóż, czy nie 
dotrzymałam słowa? przyjechałam przypomnieć jutrzejszy 
obiadek". A gdy pytano, czy pewno jeździła na Litwę? - 
"Jakże nie? a na dowód przywiozłam z sobq mojq siostrę, 
która chciała mnie tu odprowadzić". 
Podobnym trybem odbywały się i dalsze podróże, 
znienacka, z całym domem, a raz landara, napakowana 
sprawunkami paryskiemi, nie dobytemi za przyjazdem do 
kraju, stała lat kilka, aż zapotrzebowana na nowq podróż; 
gdy przyszło w niq pakować, odkryto paryskie elegancje 
już wyszłe z mody. 
Pewnego ranka przyszedł do nas generał Giełgud, 
6
>>>
- 82- 


Litwin. który. wyczytawszy w ..Kurjerku" tylko nazwisko 
mego ojca. zdziwił się. zastając całą rodzinę. a uradowany, 
że widzi współziomków, zaprosił nas do siebie na obiad. 
Że zaś mieszkał w obozie na letniej kwaterze w Mary- 
moncie. pOjechaliśmy tam pewnego ranka mimo cmen- 
tarza Powązek i mimo młynów marymonckich, których 
ogromna masa skrzydeł odpowiadała prawie liczbie na- 
miotów obozowych. rozłożonych na równinie, jak stada 
łabędzi. Przy każdym prawie był ogródek. co bardzo miły 
tworzyło widok. Pan Generał przyjmował nas w swoim 
namiocie, mało co większym od żołnierskich, On, młody 
adjutant i nasza rodzina składały całe towarzystwo i nie 
byłoby miejsca na więcej osób. Obiad zastawiono w je- 
dynym saloniku o meblach zielonych, a potrawy litewskie: 
chłodnik i kurczęta. mile nas przeniosły w strony nasze, 
były też i karczochy krakowskie, i raki koronne, i wety. 
słowem obiadek, co się zowie. zaprawiony rozmowq we- 
sołą i serdeczną. Pan Generał był to człowiek półwieczny. 
miał jedno oko szklane, a więc łzawe. co mu nadawało 
charakter rzewności; a za każdem słowem zapytywał: 
..Co?" - po obiedzie zaproponował nam spacer do fabryki 
marymonckiej, gdzie wybijano perkale kolorowe, i do 
szkoły pływania. której dozorcą był Francuz, Valentin 
d'Hautrive. Widzieliśmy. jak żołnierze w całem ubraniu 
rzucali się z drabiny, będącej na dachu, w wodę. nieumie- 
jętnych spuszczano no powrozie. Trzebaż. że ten, co ty- 
siące wyuczył pływać. sam utonął, i to kąpiąc się w Wilji. 
w czasie kampanji ] 83] roku; któż bo mógł to przewi- 
dzieć 6 lat pierwiej'ł - ani on. ani my. ani generał Gieł- 
gud. który także w ] 83] roku miał sam zginąć od kuli 
towarzysza broni na ziemi pruskiej, posądzony o zdradę 
(chcemy wierzyć, że niesłusznie). 
Gdyśmy wracali przez obóz, słońce zachodziło. bębny 
biły capstrzyk. a wojsko. stojące z odkrytą głową odma- 
wiało ..Ojcze nasz" po polsku. 
Mój ojciec zrqbił bardzo miłą znajomość VI Warszawie 
(podobno. że początek jej był przy kubku wód mineralnych) 
z hr. Wodzickim z Krakowa, dziedzicem Niedźwiedzia 
i autorem dzieła o ..Ogrodach"o Stosunek ten, grani- 


. 
ł'
>>>
- 83- 


\. 


czqcy z przYJazmq, nie zakończył się na czczych formach 
krótkiej znajomości. Korespondencja się zawiqzała, mój 
ojciec wziqł na siebie rozpowszechnienie prenumeraty 
dzieła o ..Ogrodach". Stosunki te trwały do ]83] roku, 
przerwała je wojna, a podobno i śmierć hrabiego Wo- 
dzickiego. 
Ranki najczęściej schodziły nam po magazynach; 
oprócz sprawunków dla siebie, dla nas i dla sqsiadek, 
matka moja dla każdej osoby z famUji chciała przywieźć 
upominek. 
Wesoły nasz pobyt w Warszawie smutkiem się za- 
kończył przez odbicie obcej żałoby. - Hrabia Ludwik 
Plater (jeden z 7-miu braci) mieszkał natenczas w War- 
szawie z żonq i trojgiem podrastajqcych dzieci; znajomość 
dawna i pokrewieństwo połqczyły i teraz rodziny nasze 
tak, że prawie codzień widywaliśmy się z sobq. Pani 
Ludwikowa, hrabianka Brzostowska z domu, wywnętrzała 
się przed mojq matkq z radości, szczęścia i zachwytu 
swego nad starszq córkq Zosiq, ślicznq piętnastoletniq 
blondynkq, cieszqc się, że jq do tego wieku dohodo- 
wała po. stracie 7 -ga dzieci, niedochodzqcych nigdy 
więcej, jak lat 7-miu. Zosia usprawiedliwiała zachwy- 
cenie matki: była ładna, dobra, wykształcona i ser- 
deczna; patrzqc na niq, tańcujqcq na wieczorku dziecin- 
nym, matka jej powtarzała, ..że ma już prawo być 
zupełnie sPOkojnq oniq..... Ale czuwajcie, bo nie wiecie 
dnia, ani godziny!,.. 
W kilka dni mieliśmy razem z rodzinq Platerów je- 
chać do Wilanowa. Zosia pozostała w domu, nie była 
zupełnie zdrowq. Nazujutrz rano odwołano nagle paniq 
Platerowq z ogrodu Krasińskich; Zosia mocniej zachoro- 
wała. .' na trzeci dzień już jej nie było! - Cholera, ta 
straszna choroba, nieznana dotqd w naszym kraju, porwała 
ten kwiat ledwo rozwity, a rozpacz rodziców była nie do 
opisania! Cała niemal Warszawa podzielała ich boleść; 
przybył im ósmy krzyż, najcięższy - i dźwigali go! Moi 
rodzice nie wychodzili od przyjaciół, płaczqc z nimi, 
bo pocieszać nie mieli serca. Nieszczęśliwa matka oto- 
-czyła się pamiqtkami po swojej Zosi, a nie poprzestajqc 



 


. 
ł'
>>>
- 84- 


na tych, co miała w domu, zbierała je od wszystkich 
przyjaciół i znajomych zmarłej córki; całowała jej włosy- 
i to ją tylko uspokoić mogło. 
Niebawem przyszło do nich wezwanie z Puław od 
ks. Czartoryskich, aby tam przybyli na resztę lata, Wślad 
za tym listem przyszedł drugi, zapraszający moich rodzi- 
ców, bo książę Adam, będąc kuratorem szkół na Litwie, 
znał mego ojca osobiście. Nie można było odmówić ta- 
kiemu wezwaniu, i z końcem sierpnia, po 5-ciu tygodniach, 
przepędzonych u babuni, traktem, opisanym w listach 
biskupa Krasickiego, na Ryczywół, "piaskiem i laskiem" 
puściliśmy się w drogę, a na drugi dzień przed samym 
zachodem słońca na przeciwnym brzegu Wisły, którą trzeba 
było przebyć na płytach, ukazały się Puławy, miasteczko 
rozsiadłe na dole, a wyżej Zamek i Sybilla. 
Puławy, opisane szczegółowo przez panią T ańską 
w "Rozrywkach", Puławy, dziś skarbowa własność, obró- 
cona na Jnstytut Rządowy Panien, te Puławy, którym za- 
ledwie dawne pozostawiono miano, - żyją w pamięci 
mojej od roku 1825, po latach 42-ch, nietknięte, narodowe, 
nasze, jak zamek zaczarowany z tq osiemdziesięcioletniq 
wróżkq napół zgiętq, o suchych rysach, z przenikliwym 
wzrokiem, we fryzurze upudrowanej, a którą była księżna 
JzabeJa z Flemingów Czartoryska, witająca nas u progu wiel- 
kiej sali uprzejmie. serdecznie nawet, której strój zaniedbany 
nadawał coś tajemniczego. Dokoła tej postaci była księżna 
Marja Wirtemberska, jej córka, i syn, ksiqżę Adam Czarto- 
ryski, oboje siwi już jak gołqbki; byli wnukowie Zamoyscy 
i piękny książę Leon Sapieha, zaręczony z jedną z wnu- 
czek Zamoyskich. Były tam jeszcze zamieszkałe na całe 
lato aż dwa domy Platerów i generał Morawski z żonq 
i z dziećmi; była panna Poniatowska, synowica ostatniego 
króla, i pani Emma z Potockich Strzyżewska, odwieczna 
elegantka w pretensjach, odbijajqcych od tej patrjarchal- 
nej prostoty książąt. Na zakończenie tej listy Puławy 
przyjmowały jeszcze hrabinę Stanisławową wojewodzinę 
Potocką z Wilanowa. 
Codzień o 2-giej z południa dzwon zamkowy wzywał 
gości i domowych do dolnej sali zamkowej na obiad.
>>>
- 85- 


którego honory robili ksiqżę Adam i jego siostra; Księżna 
matka jadała w swoim pokoju po odbytej wizycie do 
szkółki w wiosce. Do stołu siadało codziennie do trzydziestu 
osób. którym nie mniej też usługiwało hajduków, paju- 
ków i kozaków. Stół puławski śród dóbr. obfitujqcych 
w łasy. rzeki i jeziora. nie miał ani ryb. ani zwierzyny. 
i nie odstępował od tradycji i odpowiadał żartom ś. p. Księ- 
cia Generała, który o stole puławskim mówił. ..że ma 
stare . masło. a młode wino". 
Nazajutrz po naszem przybyciu był piknik na kępie; 
każdy gość przybyć musiał ze swq potrawq. a Księżna 
sama wystqpiła z rosołem i pieczeniq baraniq swojej ro- 
boty. mówiąc. że za siebie tylko ręczy, bo w czasie rewo- 
lucji na trzydzieści osób gotowała; moi rodzice zrobili niespo- 
dziankę z chłodnika litewskiego. mówiqc. że jako podróżni 
nie mieli czasu rozłożyć ognia. Każdq potrawę witano 
okrzykami .. Vivat". a gdy ktoś wystąpił z marchwi q 
w maśle. pani Strzyżewska odezwała się. z komplemen- 
tem. że smak jej był entre la pomme de terre et fananas. 
Jedyna butelka szampańskiego. ofiarowana przez wnuka. 
wywołoJa nie tylko wiwaty. ale i zadziwienia; a kawę 
czarnq ofiarował malutki czteroletni Turek. synek państwa 
Stanisławostwa Platerów. którego posadzono u stóp 
olbrzymiego drzewa pod nazwq ..Le protecteur". 
Pływanie batami. przejażdżki koszami staroświeckiemi. 
. z uprzężq odpowiedni q stołowi. ale w których bardzo we- 
soło się jechało, herbata raz na ganku, raz na kępie. 
wieczorne posiedzenia po kolacji coraz w innym kqcie 
salonu. bo tak lubiła Księżna. nieprzyjaciółka monotonji 
i ceremonjalnych cercles - oto treść tych 5-ciu dni. prze- 
bytych w Puławach i nigdy nie zapomnianych! 
Książęta przyjmowali w apartamencie dolnym; sale 
otwierały się tylko na wielkie uroczystości familijne; w sali, 
gdzie jadano. stała duża marmurowa wanna. w której 
składano kapelusze. szale i ksiqżki do nabożeństwa (w nie- 
dzielę); opowiadano nam, że Niemcewicz. zajrzawszy raz 
do takich ksiqżek. że wszystkie były francuskie. jako przy- 
jaciel ojczystej mowy. ponapisywał na każdej: ..Pan Bóg 
nie rozumie po francusku". Pokazy w ano nam jednq z ta-
>>>
- 86- 


kich książek. i mOJ ojciec. zauważając jedną pomyłkę 
w pisowni. powiedział żartobliwie: "Pan' Bóg. choć nie 
rozumie po francusku, ostrzega, że Francuz pisze się przez 
z nie s", co tak zabawiło te panie, iż jako zemstę prosiły, 
aby tę uwagę zapisał na książce, 
Gości umieszczano w oficynach, umyślnie dla nich 
zbudowanych. piątrowych, z korytarzami idącemi środkiem, 
z kominkiem w głębi. na którym palił się ciągły ogień. za 
który służące błogosławiły Księżnę. iż dla napalenia duszki 
nie trzeba było do kuchni biegać, i co mój ojciec naśladował 
w budującym się natenczas u nas w DobrowIanach pałacu. 
Księżna matka zajmowała się szczegółowo gośćmi swymi 
i w dyspozycji pOjazdów na spacer o nikim. nawet o dzie- 
ciach nie zapominała; uprzejma i grzeczna z gośćmi. była 
nią nawet i z własne mi dziećmi, i wraziły się nam w pa- 
mięć jej słówka, powiedziane do syna: "Panie Adamie, 
jak będziesz cię pr
echadzał. przyniesiesz mnie dzwonek", 
a on, słysząc, zerwał się natychmiast i przyniósł. 
Lubiła opowiadać wesołe anegdotki o sobie, a jedną 
z czasów pruskich, gdy między puławami a Warszawą 
była granica, na której ściśle pilnowano kontrabandy; 
szczególnie bronne były sztuczne paryskie kwiaty. Księżna 
wzięła na siebie przewieźć ogromną liczbę bukietów dla 
wszystkich swoich dam. gotujących się do wesela, i natu- 
ralnie do wyprawy panny młodej, a że suknie i ozdoby, 
będące na osobie. nie podpadały kontroli, oszyła swój 
podróżny szlafroczek girlandami. zdobiąc kapelusz 12-tu 
olbrzymiemi bukietami, i tak ubrana wysiadła z największą 
fantazją z karety wobec zadziwionych panów celników, 
z których jedni śmieli się, drudzy byli źli, a starszy wy- 
magał opłaty za kontrabandę, gdyż nikt się w podróży tak 
nie ubiera. na co Księżna odpowiedziała, "iż wie, że wy- 
gląda śmiesznie, ale że lubi kwiaty, nigdy ich nie zanadto..; 
i pomimo. tak wyraźnego przekroczenia prawa. dzięki 
ścisłemu wykonaniu litery przez Prusaków, Księżna. nie 
zapłaciwszy ani grosza, w kostjumie swym FIory pojechała 
do Puław. 
Co ranek przechodziliśmy przez park wspaniały, któ- 
rego każde drzewo, ręką Księżny posadzone, służyło za
>>>
1 
I 


- 87- 


wzór do jej dzieła o ..Ogrodach"". W Marynkach, pałacu 
postawionym dla kSiężny Wirtemberskiej, mieszkała smutna 
rodzina Ludwikostwa Platerów. 
li stóp zamku na pochyłości pagórka zielonego, przy 
sączącym się zdroju żywej wody, stała grupa marmurowa 
sławnego dłuta włoskiego artysty, zapłacona 30,000 du- 
katów przez hrabiego Rzewuskiego, który to cacko ofia- 
Tował księżnej Izabeli na pamiątkę. Z tych dwóch postaci 
rycerza i dziewicy, z jednej wykutych bryły, jedna żyła 
i cierpiała, druga już była umarła... Czuć było na ręku 
zrozpaczonego Tankreda omdlałą postać Kloryndy, której 
już ani woda, zaczerpnięta w hełmie rycerza, ani łzy jego 
nie mogą przywołać do życia! Na podstawie był napis: 
..Giniesz piękna Kloryndo od miłosnej dłoni, 
A twój Tankred nad własnem zwycięstwem łzy roni!" 
Jednego poranku SybiJJa otworzyła nam swój naro- 
dowy skarbiec, a serce Litwinki z tylu pamiątek zacho- 
wało w pamięci swojej pałasz Jagiełły i łańcuch Jadwigi. 
Domek gotycki Księżna sama chciała rodzicom moim 
pokazać, uprzejma i pełna życia dźwigała ciężkie szka- 
tułki, w..których były dziecinne, a ubogie szaty Jana Jakóba 
Rousseau, listy pani Sevigne, etc. - a kości Abelarda 
t Heloizy, Laury i Petrarki, dobyte przez Księżnę z ich 
grobów, widzę dotąd w jej kościstej ręce. Słysząc od mego 
ojca, że w DobrowIanach ma być kaplica rycerska, po- 
darowała mu całą skrzynię szkieł kolorowych. które nie- 
gdyś po wielkiej rewolucji z katedry mogunckiej dostała, 
W niedzielę woziła nas Księżna do kościoła. do swej 
ulubionej wsi Włostowice. Wieczorem tegoż dnia były 
dożynki na kępie, na które chcąc nas już żegnających ją 
zatrzymać, w wigilję jeszcze energicznie o to nastawała, 
wprzód prosząc, a nareszcie. stuknąwszy nóżką. niegdyś 
malutką i zgrabną, a naówczas w berlaczu, zawołała: 
..Nie puszczę. nie puszczę ł i koła każę pozdejmować". 
Pozostaliśmy zatem i był to ostatni nasz dzień w Puławach, 
które żegnaliśmy u stóp krzyża z ciosu, gdzie nas, ubrane 
w bieli z włosami rozpuszczonemi, ugrupowała mama na 
ławce, przy balustradzie i na klęczniku, modlące się sło- 
wami, przypominającemi modlitwę Kościuszki: ..Boże!
>>>
- 88- 


pozwól nam raz jeszcze być w Puławach ,.. . . . Obrazek 
ten rzucony na drodze. kędy jechała Księżna. zastanowił 
ją; wysiadła. ., a odczytawszy modlitewkę. zawołała: ..Daj 
Boże' daj Boże ,.. - Księżna Wirtemberska zaś swoim 
łagodnym głosikiem dodała: .. To nietylko pięknie. ale 
i grzecznie", A obecny temu malarz. będący po raz pierw- 
szy w Puławach. żałował. iż ten żywy obraz takim. jak 
był. nie pozostanie na zawsze... 
Nazajutrz byliśmy już w drodze do Litwy. 
Powrót nasz do Wilna był wesoły. Jak motka nasza 
przed kilku tygodniami witała z radością barwy Królestwa 
na barjerach. tak my. zrodzone w Litwie i kochające Wilno. 
wychylaliśmy się z karety. by dojrzeć wieże kościołów 
od Pohulanki. a gdy się cała panorama domów i kościo- 
łów w ramach jesieni rozwinęła okazale. wołałyśmy 
uradowane: ..Wilno' kochane Wilno!" I taką jest moc 
przywiązania do rodzinnych stron. że po wspaniałej W ar- 
szawie o wysokich pałacach. o szerokich ulicach. te wą- 
skie. strome uliczki o niskich kamienicach, zamiast stracić 
na porównaniu. wydały się milsze. naturalniejsze. i jeszcze 
raz wołałyśmy, bijąc w ręce: ..Brawo Wilno!" 
Późną jesienią umarł cesarz Aleksander w T aganrogu, 
a wkrótce po nim cesarzowa Elżbieta; list jej, donoszący 
matce o śmierci małżonka. i te wyrazy: ..No/re ange est 
au ciel. Toute ma consofation es/ que je ne fe survivrai 
pas" - biegały długo z ust do ust po całem Cesarstwie.
>>>
.. 
*
 


-, .- 

 
"'t,.;.-"'
:- ... .
 . 
-- r....
 
. . 


, 


. la. . -
 ....-. A.' ."-;
':f
{
_._' 
. - 
.... 
 1i1L - 
- ',
 --
--- -.!!r.
- _ 

--f"". , . ,-.:::.,-j
 . 1:..... . 
':; :' 
 :. -.. i - - "1j
ł. .' 
 . 

... . "--.J'
O': 
2 -
;o
:-_ 

.£ 
:-:-.;.
:
--Z"r " :'
i". .;, ,,:
:"::jf.A  
- .. -. ._-. -- -.. -. .
. 


 
 . -, ... , 
. ,? 
; - 
-

;



,

.. 

 . ._
 
l:

: =-
 

--:
 
;-..'
 . J 
,'. A 


... . 
 


ROK ]826. 


, 


Rok ] 826 zasłużył na jedno tylko miano, ale wiel- 
kie, ale poważne, ale święte, roku jubileuszowego. Obchód 
ten uroczysty, co ćwierć wieku wracajqcy na świat chrze- 
ścijański, bullq Ojca Świętego, Leona XJI, na Polskę 
i Litwę nadany' i przykazany, poprzedziło ukazanie się 
krzyża na horyzoncie wileńskim w roku 1825, w po- 
godny majowy wieczór, przed czy zaraz po zachodzie 
słońca i w tejże stronie, gdzie zachód. Widziała go wię- 
ksza część mieszkańców miasta, zebranych, jak zwykle, 
co wieczór na bulwarach nQd Wiljq; widziałam i ja z ro-. 
dzicami i z siostrami. Krzyż ten był duży, równo ścięty, 
proporcjonalny, jasno-żółty, racz el złoty i przezroczy, jakby 
z bursztynu czy topazu wyciosany, na tle zupełnie wypo- 
godzonego nieba. Dla znajqcych Wilno dodać należy, iż 
się ukazał w kierunku Zielonego Mostu od Śnipiszek. 
Na widok tego zjawiska stanęli, jak wryci w ziemię, spa- 
cerujqcy na bulwarach, a lud szeptał, że to koniec świata. 
Równo z poczqtkiem 1826 roku rozpoczęły się po 
kościołach wileńskich nabożeństwa, zachowujqc swojq 
kolejkę trzydniowq, a czasami tygodniowq; ale że karna- 
wał nie odstępował praw swoich, chociQŻ był krótki, jak 
zapamiętam - nie wszyscy brali gorqcy i czynny udział 
w nabożeństwie, zachowujqc sł
 na sam koniec, lub na
>>>
.- 90- 


obchód jego na wsi. Odczytywano tylko książeczki jubi- 
leuszowe, w których była wydrukowana bulla, dalej tłu- 
maczenie potrzeby takowego nabożeństwa, nareszcie mo- 
dlitwy. Ojciec mój, podarowawszy każdej z nas taką 
książeczkę z nadpisem własnoręcznym, zachował dla siebie 
egzemplarz jedyny w swym rodzaju, bo mieścił przy końcu 
modlitwę nie za cesarza panującego, ale za trzech razem 
cesarzy. W książeczce tej bowiem, drukowanej wcześnie 
 
przed Nowym Rokiem, gdy żył jeszcze Aleksander J. 
modlitwa za cesarza była z jego imieniem; po wydru- 
kowaniu zaś, gdy wieść doszła o śmierci Aleksandra J 
w T aganrogu, wydawca, pilnując się porządku starszeń- 
stwa, wydrukował drugą modlitwę za miłościwego cesarza 
Konstantyna I; ale gdy ogłoszony został testament ce- 
sarza Aleksandra i zrzeczenie się tronu przez w. ks. 
Konstantego. dodaje jeszcze karteczkę z modlitwą za ce- 
sarza Mikołaja J. 
Paraf je wiejskie miały wyznaczony sobie przez bisku- 
pa czas na obchód jubileuszowy i miesiąc wrzesień wy- 
padł na nasze aż trzy paraf je, do których dwór i wioski 
należały. Księża misjonarze, przysłani z Wilna, nauką swą. 
gorliwością i pokorą podnosili ducha u miejscowych pro- 
boszczów, którzy natenczas, siedząc na dobrych plebanjach, 
pod niedołężnym rządem biskupów wileńskich. starych 
bardzo l nieczynnych. trochę po światowemu żyli. 
Czy Wilno i w czasie lata odprawiało nabożeństwo 
jubileuszowe po kościołach, tego nie wiem, czyli raczej 
nie pamiętam; pomnę tylko. że cały grudzień był temu 
wyłącznie poświęcony i żeśmy cały tydzień uczestniczyli 
w tern nabożeństwie u księży misjonarzy, a drugi w katedrze. 
Równo z ukończeniem jubileuszu okazały się jego 
błogosławione owoce. Po kościołach widziano modlących 
się mężczyzn, których tam nigdy dotąd spotykać nie było 
można; widziano starców z siwemi włosami, wyznajqcych 
z pokorą i zadowoleniem swój powrót na łono Kościoła 
po latach wielu, zawdzięczając to po Bogu przykładowi 
przyjaciela lub rówieśnika swego, A co tych małżeństw 
pogodzonych, co tych powrotów do cnoty, co tego świę- 
tego wesela! Były też i smutne przykłady, konieczne roz- 


--
>>>
- 91- 


łąki takich małżonków. co. nie wiedząc. iż ich połączenie 
jest grzechem. kochając się i szacując wzajemnie. za wolą 
Kościoła i za radą własnego sumienia rozstać się musieli, 
by pokutować za cudże błędy. Znaleźli się i tacy. dla 
których proste prawdy katechizmowe. powtarzane dziś 
przez pięcioletnie dziecię u kolan matki. były nowością. 
Kościół misjonarski pod nazwą ..In monte Salvatoris'" 
stał trochę na uboczu miasta. z ogrodem i stawami zary- 
bionemi. z cudownym widokiem na miasto i Górę Zam- 
kową. Fundowany w 1695 roku przez hrabiego Teofila 
Platera. wojskiego inflanckiego. nosił on na sobie i w sobie 
wybitne cechy swojej epoki. Czuło się to za wejściem 
do kościoła trochę ciemnego od małej ilości okien i ma- 
lowanych na ciemno ołtarzy. w oratorjum sklepionem. 
w zakrystji, pełnej szaf z staroświecka rzeźbionych. w ko- 
rytarzach szerokich i w celach kapłanów. otwierających 
się na wyraz ..Entrez.'. który. choć wymawiany nieraz 
z akcentem polskim. zdradzał jednak zwyczaj przywie- 
ziony z Francji. Ale najwięcej tych cech dawnych było 
w bibljotece. zajmującej obszerną salę i zapełnionej dzie- 
łami treści duchowej po większej części w języku francu- 
skim: Bossueta, Massiliona. Fenelona i t. d. 
Nabożeństwo u księży misjonarzy. nawet w zwyczajne 
niedziele. miało w sobie coś solennego. Całe prezbiterjum. 
jak gołębnik. bieliło się od komeżek gładkich. płóciennych, 
bez haftów. koron i wstążek. Kilkunastu kleryków u pul- 
pitów. śpiewających zgodnie. czterech w kapach. usadowio- 
nych na wysokich taburetach. a kazanie zawsze w stylu 
nauki. wrażającej się w pamięć. Lubiliśmy bardzo ranne 
nabożeństwa u księży misjonarzy. tak ranne. że świece, 
palące się na ołtarzach. rozświetlały cienie kościoła. 
a przy każdym ołtarzu odprawiała się Msza cicha. szep- 
tana. poważna. 
Olbrzymi epizod jubileuszowy zasłonił drobniejsze 
fakty. ale kronika krajowa i rodzinna nie powinna na tern 
tracić. 
Śmierć nie zapominała o nikim i z sąsiedztwa 00- 
browlan zabrała kilka osób. W Cerkliszkach ostatnia 
z Siekierzyńskich umarła. nie doczekawszy ukończenia
>>>
- 92- 


pałacu, który się budował z planu wiedeńskiego archi- 
tekta, zostawiając jako pamiątkę po sobie dla dzieci 
pomysłem jej urządzony ogród i park, który był pięknym 
sosnowym lasem, przerzniętym szerokiemi drogami, z gó- 
rq w środku lasu pod nazwą Perkuno, bo, jak niosła tra- 
dycja, był tam niegdyś ołtarz, na którym palono ofiary 
dla tegoż bożka. Zmarła testamentem obrała sobie miejsce 
na grób naprzeciw okien pałacu, przy samym tral{cie pod 
lasem, a przywiązany syn postawił na tem miejscu kaplicę. 
przeznaczoną na katakumby familijne. . 
Zimq utonął czy utopił się w Wilnie w przystępie 
warjacji młody profesor historji naturalnej Jurewicz. któ- 
rego znaliśmy bardzo dobrze, który nas odwiedzał w 00- 
browlanach i jeździł do Postaw na wezwanie wuja, jakby 
z hołdem do gabinetu ornitologicznego. On to nas przed 
dwoma laty oprowadzał po salach uniwersyteckich, tłu- 
macząc płynnie z pamięci i z zapałem, które, choć dziecko, 
umiałam ocenić, a przynajmniej podziwiać. Przypisywano 
śmierć jego pięknej Litwince, pannie Natalji Bisping, 
która z matką i babką Kickq zimowała w Wilnie, a co- 
dziennym ich gościem był p. Jurewicz, nieobojętny na 
piękność trochę posągowq poważnej panny Natalji. 
Na sam ostatek zachowałam wiadomość o śmierci 
babki naszej Giintherowej, Wiek jej był już bardzo po- 
deszły, chorowała krótko, mój ojciec, jadący ją odwiedzić, 
jak w każdym roku. przybył za późno. 
Tak więc po latach czterech dom nasz okrył się zno- 
wu grubą żałobą, a z nami liczna rodzina WojniłłoWiCZÓW. 


ł
>>>
[- I'. 
... 
:e 


=ł 


i 


....--......--:...-, 
. S:, 'ł '
..'1'." -. 
-ł f . 
 .p 

. u_ ,
. .
':.. -' 
i.. '."\v.. "' 
 
.. 
" . - ,\\

 
 .
 t1


. 

 
 . \. ;;"_ _ ...':: . 
 \'ii 
 . 

 --., -.. 
 Y, ' 
.... '. ,.
 '" .. . . 


. 
: 


, . 


l.!"'" 


. ...- i 

' f '. . .,. 
\ 
 ',;i.' " 
".- 
_.______
 /J: 



, 


ROK ]827. 


Zima w 1827 roku była dla nas bardzo muzykalną. 
Nad nami. a było to w domu Woelka. gdzieśmy po trzech 
zimach wrócili znowu. mieszkała. para artystów. mąż 
i żona Kozłowscy. Sama uczyła muzyki i śpiewu ł co ra- 
nek przychodziła do nas na lekcje średniej. wieczorem 
nieraz chodziliśmy na górę dla usłyszenia mieszkających 
przy niej panien Ryk z Białej Rusi. 
Co jednak uczyniło tę zimę muzykalniejszą jeszcze 
ni.etylko dla nas i dla domu Woelka. lecz i dla całego 
Wilna. to przybycie sławnej natenczas fortepianistki. pani 
Marji Szymanowskiej. rodem warszawianki. Wołowskiej 
z domu, która już była nieraz całą objechała Europę. 
dając się słyszeć po wszystkich stolicach i dworach kró- 
. lewskich. aż nakoniec przypomniała sobie Wilno w drodze 
do Petersburga. Jechała ona z Warszawy. miała list od 
babuni do mamy i pierwsza jej wizyta była dla moich 
rodziców. Piękna jeszcze. a miła. wesoła. rozumna i ser- 
deczna. zawróciła nam wszystkim głowę. Moja matka 
ofiarowała jej swoje towarzystwo i pojazd na potrzebne 
wizyty do rządowych osób; mój ojciec. który był uczynny 
i ugrzeczniony. ułatwił jej znajomość z artystami; a nas 
jako dzieci. lubiące zwykle ładną twarzyczkę. miłe słówka 
i strój gustowny. tak tern wszystkiem podbiła artystka. 
że przepadaliśmy za nią. nie nazywając inaczej jak ..Szy- 
manią" . wybiegając na jej spotkanie. byle się okazała.
>>>
- 94- 


rade z pretekstu usłużenia jej. A gdy raz zerwał się sznur 
granatów na jej szyi i te się posypały na ziemię, byłyśmy 
wszystkie u jej nóg, zbierając paciorki. Bywała u nas 
codzień i, nawet proszona gdzie indziej, zaczynała zawsze 
wieczór u moich rodziców, którzy zaraz po jej przyjeździe 
zaprosili do siebie wszystkich artystów, jakich tylko naów- 
czas posiadało Wilno: wzmiankowani Kozłowscy, Jan Ren- 
ner, podobno i Tiebe; przy nich wezwanym był p. Jan Buksza, 
głowa miasta, i pan Marcinowski, wydawca ówczesny 
..Kurjera Wileńskiego". Pani Szymanowska nie była pierw- 
szą z artystów odwiedzających Wilno; dwoma laty przed- 
tem zachwycał je Romberg, wiolonczelista, jak talentem, 
tak i skromnością swoją; przed nim w ] 820 zdumiewała 
wileńczyków pani Catalani, jak już wspomnieliśmy. 
Dawniej jeszcze Rodde, skrzypek, SteibeJt, fortepia- 
nista, i T arquinio, tenor, zaszczycili Wilno obecnościq 
swojq i koncertami, co nagle ustało na lat kilka ze zmianq 
traktu do Petersburga, a zostawieniem Wilna na boku.- 
Ale wróćmy do ] 827 roku, do saloniku w domu Woelka, 
gdzie równo ze zmrokiem zebrani goście oczekuj q 
artystki - ziomki, a poczciwy Renerzysko probuje po raz 
drugi nasze fortepiano wiedeńskie, nastroiwszy je sam 
z rana, nie dowierzajqc nawet sławnemu na całe Wilno 
Piastunowiczowi. Milutkie, jak pamiętam, było to zebranie, 
którego duszą była ..Szymania", ubrana w aksamitny 
czarny beret, a grzeczna, uprzejma dla każdego. Mówiła 
trochę charkając i mieszajqc wyrazy francuskie do pol- 
skich, ale jej z tern było do twarzy. Nie długo dajqc 
siebie prosić, grała prześliczne swoje ..Murmure", poprze- 
dzone jednak grq pana Rennera, który, usiadłszy niby 
zakłopotany, odezwał się tak fałszywym pasażem, uda- 
jqcym rozstrojenie fortepianu, iż pani Szymanowska, poz- 
nawszy się odrazu na żarcie, zawołała śmiejqc się: ..Brawo, 
brawo I już mi tego dosyć, by wiedzieć, jakim pan jesteś 
artystq !". 
W czasie herbaty i całego wieczoru wesoło bardzo 
układał się plan koncertu, Pan Buksza ofiarował artystce 
salę ratuszowq w imieniu miasta, pan Marcinowski swą 
.drukarnię na anonse i afisze, a pp. Kozłowscy swój salon 


1 
.. 


..,
>>>
-95 - 


t:' 


i fortepian na próby. Mój ojciec układał sam afisz. mie- 
szając komplimenta i dowcipne koncepty do programatu. 
na co artystka. dzięk
jąc wesoło za ten żart, odpowiadała, 
jak w Londynie za reprezentacji teatralnej w Coven-Garden. 
w wigilję jej koncertu, roznosił po lożach afisze książę 
Yorku. Od tego wstępnego wieczoru wszystko poszło. jak 
z płatka. dla artystki zaś i dla nas rozpoczął się szereg dni 
i wieczorów uroczych. Chodziliśmy na wszystkie próby 
do pp. Kozłowskich. Pani Szymanowska grała z całą 
orkiestrą. dyrygowaną przez pana Łykę, a dwunastoletnia 
Gabrjełka. siedząc w kąciku, przykuta do miejsca uro- 
kiem muzyki. milcząca i zachwycona nie poznawała samej 
siebie, a raczej budziła się do dna jej dusza. zbudzona 
już przed dwoma laty ..Kurhankiem Maryli". 
..Szymania". przyjeżdżając do nas na cały wieczór, 
przywoziła swoje albumy. a miała ich dwa: jedne muzyczne, 
w którem zapisywali się wszyscy pierwsi artyści europejscy. 
drugie z autografami autorów i poetów. To ostatnie było 
większe, bogatsze w pamiątki, i lepiej mi się wraziło w pa- 
mięć. Było tam pismo WaJter- Scotta. a ten król i twórca 
historycznej powieści po literacku postąpił zupełnie. zatrzy- 
mując album przez pół roku. czy więcej - oddał je zaś 
w tak smutnym stanie. że książę Yorku przed odesłaniem 
właścicielce kazał je oprawić na nowo, a na klamrze, 
zamykającej księgę. ułożyć z drogich kamieni wyraz: 
..Regard". co po angielsku znaczy szacunek, Była też 
w albumie bajka Arnault'a. pełna znaczenia dla artystki, 
jako Polki. Artystka. starannie zbierając perłę po perle. 
zapoznała się w Wilnie z obu Śniadeckimi i z Antonim 
Goreckim. Strofkę tego bajkopisarza, który za każdą oko- 
licznością drażliwszą dla kraju palnął bajkę stosowną, 
pani Szymanowska odpisała sama dla mojej matki w po- 
żegnalnym listku. a brzmiała ona tak: 
] mnie wzywając Pani chciałaś zażartować. 
Ale ja dobrze wyjdę na tym żarcie: 
Na tej co i Śniadecki zapiszę się karcie 
) musisz Pani pisanie me chować. 
W końcu czego pani Szymanowska dodała: ..Nikt 
jeszcze ze mnie grzeczniej nie zażartował"". 


. 


.,\ 


, 
ł
>>>
- 96- 


.. 


Koncert, ogłoszony anonsem i afiszem, poprzedzony 
próbami, już doczekał dnia swego, a jeszcze biegali 
kurjerzy od pani Gubernatorowej do Głowy miasta, a od 
niego do ..rajców... Szło o rzecz bardzo ważnq, bo o 'krzesła 
dla słuchaczy; było ich kilkanaście tuzinów w owej sali 
pp. Gubernatorostwa, największej na całe Wilno, ale pani 
Gubernatorowa nie dawała ich inaczej, jak pod jednym 
warunkiem, bardzo łatwym napozór do uskutecznienia, 
bo od niej samej zależqcym. Oto, że krzesła dane będq, 
jeżeli ona wystqpi na koncercie w białej atłasowej sa- 
lopie. , . Te rzeczy jednak komplikowały się tern, że salopa 
była nowa, a nie futrzana, koncert zaś zimq, trzeba więc 
było wieźć tę salopę w pudle, a wkładać w opalonym 
pokoju, takiego zaś nie było przy sali koncertowej, która 
miała obok tylko sale nieopalone, a zajęte przez archiwum 
ratuszowe. Daremnie jednak Głowa miasta chciał coś 
utargować, czy odstępstwo od salopy, czy pokoju. Pani 
Hornowa stała silnie przy swoim: krzesła, salopa i pokój 
trzymały się z sobq nierozdzielnym łańcuchem sine qua nOll. 
Biedny pan Buksza biegał to do rajców ratuszowych dla 
otrzymania ewakuacji archiwum, to do pani Gubernato- 
rowej, błagajqc jq o krzesła. Ale ona wołała z wytrwa- 
łościq godnq naśladowania: ..Si je ne mets pas mon man- 
teau blanc, je n'irai pas au concert, et je ne mettelai pas 
mon manteau blanc. si je n' ai pas de chambre ci part; et si 
je ne vais. pas au concert. je ne donne pas les chaises'.. 
Już zmrok zapadał, już oświecać miano salę, a krzeseł 
wzmiankowanych jeszcze nie było, bo sprawa o pokój 
i salopę atłasowq jeszcze się nie rozstrzygnęła. Czego 
jednak nie domyślajqc się, artystko przybiegła ostatecznie 
do mojej motki, proszqc jq o błogosławieństwo krzyżem 
jubileuszowym, który samo była przywiozła dla niej od 
babuni. - ..Czy być może", - pytała jq moja matka- 
..abyś pani po tylu powodzeniach w Paryżu, Londynie, 
i nawet w soli medjolańskiej lo Scala, lękało się Wilno??...,. 
..Le public est partout imposant U - odpowiedziała artystko 
z nieudonem wzruszeniem. 
No koncert nie powieziono nas młodszych, pojechali 
tylko rodzice moi z szesnastoletniq Matyniq. A gdy wrócili, 


... 


..
>>>
'I 
, 
I 


\. 


,
 
..-t 
,
 . 


.. 


'
.
 


.' 
. 


.- 


. -....
""- 
.... 
"- 
'
. 


'x\
 


",. 


'. 


MARJA Z WOŁOWSKICH SZYMANOWSKA 


Według minjatury Henryka Bennera 


I 


\ 


..' 


., 



, 
.. 


" 
t 



 -
t. 
\
>>>

>>>
- 97- 


zachwyceni grą i radzi z powodzenia ..Szymani", ukazała 
się ona sama en persone, strojna w niebieską suknię, 
z piórami na głowie, z brylantami u szyi, a dygając nisko 
u drzwi, gdyśmy ku niej biegły, uściskała obie nas ser- 
decznie, mówiąc: ..Słyszałyście mnie na próbach. a chcia- 
łam Wam skompletować koncert moim ubiorem i ukłonem". 
Jakże nie było kochać ..Szymani" ?! Zaproszona na resztę 
wieczoru do pp. Hornów. zboczyła umyślnie z drogi, by 
grzecznością dla dzieci podziękować rodzicom. Dla chcą- 
cych wszystko wiedzieć dokładnie dodajmy jeszcze, iż 
Wszystko dało się pomyślnie ułożyć na koncercie: i krzesła, 
i pokój, i salopa biała. Od takich to jednak drobnostek 
zależą nietylko koncerta, ale i narodu całego losy: wszak 
przyszłość Francji za regencji ks, Orleanu wisiała na 
sznurku od kapelusza. wprawdzie kardynalskiego, niego- 
dziwego Dubois! 
W kilka dni potem pani Szymanowska już opuściła 
Wilno, zostawiając każdej z nas na pamiątkę przy po- 
żegnaniu swoje kompozycje z własnoręcznym nadpisem. 
Słówka te kreśliła w naszych oczach, a chcąc, by atra- 
ment nie zalewał, gładziła na nutach swoim tureckim Sza- 
lem miejsce, gdzie pisać miała, co nieraz potem naślado_ 
wałyśmy, chcąc sobie uprzytomnić ..Szymanię". _ Na WZór 
jej kacawejki aksamitnej, karmazynowej z gronostajami. 
porobiono dla nas podobne, ale skromniejsze; stały się 
ulubionym naszym strojem na długo. 
Pani Szymanowska z \X;'ilna udała się do Petersburga, 
gdzie była nadworną fortepianistką. Listy jej, do mego 
ojca pisane stamtąd przez lat kilka, zachowane są w jego 
pamiętnikach, które zbierał przez całe życie i kilka ksiąg 
z nich utworzył, Pani Szymanowska umarła w ] 83] roku 
z cholery. Córki jej obie wyszły zamąż, jak wiadom.o, 
starsza muzyczna za Malewskiego, synó rektora, młodsza 
zaś I ładniejsza za Autora ..Grażyny" i ..Dziadów". 
Tegoż podobno roku odnawiano czyli rujnowano 
piękny kościół Ś-go Jana, niegdyś jezuicki: znoszono 
ołtarze, których było tyle, ile filarów, wygładzano rzeźby 
na Ścianach, zostawiając tylko wielki ołtarz takim. jakim 
był. Wykrzykiwano na ten wandalizm, którego źródłem 
7
>>>
- 98 


i celem była spekulacja!... Ktoś wziqł "podrad" na 
odnowienie kościoła i oszpecił go, obdzierajqc te ściany 
z dawnej bogatej szaty, by wdziać na to miejsce jakby 
śmiertelnq koszulę. wprawdzie białq i czystq. ale zaciera- 
jqcq ślad przeszłości. jak bielidło. pokrywajqce zmarszczki 
i blizny twarzy niemłodej. ale noszqcej ślady myśli i cier- 
pienia! Gdy otworzono kościół po ukończonej fabryce, 
każdy śpieszył go oglqdać i wracał niezadowolony; jedni 
mówili, że ten kościół biały. a bez ozdób. wyglqdał jakby 
przez otwarte okna napadało śniegu; drudzy porównywali 
go do niedokończonej tualety markizy za Ludwika XV. 
z głowq już ufryzowanq i w codziennym szlafroczku. T a 
reforma przypominała suchy luteranizm. niszczqCY poetyczne 
oznaki katolickich obrzędów, i w tych to murach odświe- 
żonych. a sprofanowanych, ówczesna młodzież akademicka 
zbierała się w niedzielę i święta. by słuchać Ś-tej Ofiary 
z niebardzo budujqcem skupieniem: wielu z nich, tupiqc 
nogami i szepczqc między sobq. wyciqgało z kieszeni bro- 
szurki świeckie w miejscu ksiqżek do nabożeństwa. zerkajqc 
z boku na bedel a, czy ich nie widzi. aby nie doniósł rekto- 
rowi, skubiqc i prześladujqc modlących się przykładnie 
kolegów. T a młodzież uczqca się serdeczna i szlachetna 
nawet. nie była pobożną. 
Lato. jak zwykle. przepędzaliśmy w DobrowIanach; 
jak przypominam, bardzo było ono gorqce. tak. że przy- 
śpieszone żniwa- pozwoliło ukończyć przed lipcem; wieniec 
żyta przyniesiono do dworu na św. Piotr, fakt w pa- 
mięci jedyny w ciqgu lat 50-ciu.. 
Wuj Rudolf z żonq odwiedził nas i Postawy. Czekała 
ciocia czwartej słabości. a że już były trzy córki. pewna była 
syna. nie pozwalała sobie mówić. że i tym razem może być 
córka. 'tworzyła napewno swoje plany. Nowy dziedzic 
miał się narodzić w Żołudku. Włość miała go podać do 
chrztu. imię już było wybrane. wyprawka gotowa... Wuj 
podzielał te nadzieje. tę ufność. tę pewność żony. ale Bóg 
rozporządził inaczej ł Pamiętam jak dziś. było to w oktobrze. 
siedzieliśmy u stołu. Matka moja pierwsza dostrzegła przez 
okno wracajqcq furmankę z Wilna. za wozem sterczały 
gałqzki, uwite w słomę. - "T o z Żołudka 1" zawołała. 


k 


ol
>>>
t 


k 


ol 


- 99- 


mając od brata przyrzeczone krzewy. rada. że mieć będzie 
wiadomość od bratowej. Oddano listy. był jeden od cioci. 
a nie patrząc na datę. moja matka czytała. Ciocia moja 
pisała czulej. niż zwykle. posyłając różę wijącą się. Rosa 
scandens. która była od niej. ..ale nie od Roro". Zajęta 
tym listem. nie uważa mama. iż ojciec mój. czytając swoje, 
blednie, miesza się, i nakoniec, nie będąc panem swego 
Wzruszenia. mówi: ..Genowefka bardzo chora..... Po jego 
pomięszaniu matka moja domyśliła się strasznej prawdyl 
Wstaliśmy wszyscy od stołu. Serce biło silnie. a szu- 
miało w uszach, gdyśmy padli na kolana w swoim pokoju. 
by prosić o zdrowie tej. która już nie żyła. . . Tak. nie było 
już naszej ciocieczki ! Wuj był wdowcem, dzieci sierotami. 
Urodzenie czwartej córki tak mocno wzruszyło chorą. że 
skutkiem tego nastąpiła gorączka i uderzenie krwi do 
głowy. bo nie dała jej sobie puścić przed tern. i śmierć I 
Taka młoda. taka kochana. taka szczęśliwa, jej skon nie 
mieścił się nam w głowiel 
Zimą odwiedził nas w Wilnie wuj Rudolf. ale tak 
smutny, iż znać było po nim. że gościem już tylko był na 
tej ziemi... W rok później przywiózł z sobą córeczkę. czte- 
roletnią Elfrydkę. która na widok krzyżów na kościołach. 
śród największego rozbawienia składała rączki i za matkę 
się modliła. - Jeszcze rok a już nie żył i wujaszek I.. , 
Róża. przysłana ręką umierającej. przetrwała ich oboje... 
Posadzona w ogrodzie dobrowlańskim okręca się ona 
około słupa z kamienia, na którym wyryty napis: ..Ona 
ją przeżyła !.. 


w
>>>
. 


.
 


. ..ifrs

.,.'/.
.,:::: 
;-
-., 

.n.."'
.';
" ."""'ł:'
 f 
.
'' ;,. \.i:
.l'f£
".. '«'.'"'!II., 
....... i'łf --" 
.. . :
 . 
!
 . -

 _ :
 . .f . . . 
 . _

 . ' _.. . . . 

 
 
.
{.;.
. ....... ':. .
 '. )'I::-.

..
,.:'--.} 
..
 ,.- '

..-.
."I:.- 

i'} _...:a_.
.'_

.". ._

1' . - Ił"'" . 
.,
.v.. ,
.., '- 
..." 't . . :::..:-..
.... . . . . . :
; :
 . 
 ,. ' ..... 
: .. .. .. :. .. . . . , ' _ 

;ff .,
.:"'" ,.....':." 
 
 .u" - 
:j'J:..,' ;:
 '... 

 
"\c.. . 

'th
łi
r'( t 
. . ' : 
]}....._" 

::-. . 

.", 
 
t' .. '
'.r:
 
! i . '
. .;;; p.":." . 
I ,.1#;... ..,...,'. ."'
 
"} :.'. 1.1 I,.,:"'" 


I 
.. 


J;. 
.. Ir ..
...- . . 
: :J,
 . :!
 :.,) 4l .
', 
. .
.,..... "_I ",; 
"j. a. :.
 
._,. J 
,
...._."'
 
-. . 

 
. ".0 ł
 c 
.
 


L_
" . 


.,... . 
:
l-
_. 



 !. ł ! '.; 
 i i! . ł 


..: . : :.
j-r
.';:. -. 



3!;; ..:
, .
:. 
}
$

t 
.,

 -"'";.E 

_ 
 '..;ł
.
:i :

:
: 
 
...ł
 lo. 


., . 
,. 


....' :}.. 


. ,- , 
\
\ 
.,; .i-'!' !..
 
r 
..
 
';. 


.;

. 

 . 
. .::'. .
.. . 
.. ..,,
. 
'.-;'''
'
. 


 


"I T._ 


.. 


'" 


.
 ,- 


ROK ]828. 


1 


Dwie zrzędu zimy spędziliśmy w pałacu Paca. Duże 
trzy sale pozwalały nam biegać do woli. raz nawet tam 
tańcowano na ładnym baliku. W poście zaś. gdy zebrało 
się więcej osób, graliśmy w gry. a co wieczór z siateczkq 
u stolika - była natenczas moda siatek - słuchało się 
rozmowy starszych i śpiewu siostry. lub Tekli Wołłowi- 
czówny. o głosie jak dzwoneczek. a twarzy Madonny, 
jan Renner. nauczyciel muzyki. był duszą tych zebrań; 
o jakiej bądź porze posłać po niego, stawił się natych- 
miast. czy z cukierni. czy z łóżka. Zawsze rozczochrany, 
czasem zaspany. cóż było robić?! byle grał. śpiewał 
i śmieszył. Trzy razy na tydzień dawał nom lekcje - 
dotąd nie mogę się nadziwić jego cierpliwości. - T akq 
miał ufność w Matyni, że zebrane pieniądze w jakiemś 
toczonem drewnianem pudełku oddawał jej pod opiekę, 
nie dowierzając samemu sobie; ale co dzień prawie po ru- 
belku stamtąd dobywał. bo pieniądz topniał w jego ręku. 
Biograf ja jego znajduje się w książeczce przez ..Autorkę 
w Jmię Boże" p. t, ..Prozą i wierszem". - Kiedy Renner był 



. 


ł. 


A...
>>>
. 


- ]0] - 


ł. 


gdzie wieczorem, niepodobna było się nudzić. Drugim 
takim ekscytarzem był Ludwik Czarnocki, który w grach 
bieganych brał na siebie rolę pajaca; figle jego trochę 
się powtarzały, ale jakże było nie śmiać się za każdym 
razem, gdy, zmykajqc od pytki, podnosił kołnierz aż po uszy, 
a w garnuszku dla lepszej pewności zabierał krzesło 
z sobq.,. Mój Boże! jak się to śmiało z tych błazeństw! 
Filary towarzystwa wileńskiego stały. jeszcze niewzru- 
szone : tańczono u pani Łopacińskiej i u generałowej Nie- 
siołowskiej, która, już wyprawiwszy z domu pana Gene- 
rała i córki jego, a straci wszy swojq, miała przy sobie 
dwie obce panny, jakby umyślnie wybrane na przybocznq 
straż. Hrabina Apolinara Platerowa przyjeżdżała zawsze 
sama zapraszać mojq matkę na swoje niedziele, a to 
w sposób sobie właściwy: żywo, pośpiesznie, niewyraźnie, 
wesoło, z czego ledwie złowić można było ten sens, że 
w niedzielę świeczki zapali i młodzież poskacze. 
Tak nam zszedł cały prawie karnawał. Zawieziono 
nas parę razy pod sam koniec karnawału do pp. T ysz- 
kiewiczów, już nie Piusowstwa, którzy wynieśli się na wieś, 
ale do Michała, który, ożeniwszy niedawno dwóch swoich 
synów, Józefa i Benedykta. zamieszkał z nimi w jednym ze 
swoich domów przy ulicy Niemieckiej i ogłosił ..wtorki 
tOllCujqce". 
Zbiór pięknych pan I panien na owych wtorkach 
pozostał zapewne w pamięci niejednego, jako galerja 
obrazów, odbita na tle karmazynowych makat, staroświec- 
kich ścian pałacu tyszkiewiczowskiego. Widzę, zdaje się, 
dotqd obok szczupłej o drobnych rysach blado - białej, 
jeszcze wpółdziecinnej Joasi Tyszkiewiczówny, pannę 
Chłopickq, wysokq brunetkę w bieli; widzę jej oczy, jak 
aksamit czarne, piękne swq oprawq a piękniejsze jeszcze 
wejrzeniem, i płeć nieporównanego blasku. i usta, tak ro- 
zumnie milczqce, że w to zapatrzeni nie zważali na zby- 
tecznie wielki i gruby nos i kościstq kibić, a patrzqc na 
niq niejeden pewno zapytywał siebie, czemu przy niej 
tracq te dwie tak doskonałej piękności siostry: pani Bo- 
biatyńska i panna Karolina Walentynowiczówna, których 
suknie atłasowe białe bez fałdów rysowały kibicie bez 


f 
.. 



 
ł 


-.4 


I, 
,
>>>
" 


- 102- 


wady, jakby z marmuru wyciosane?., O! bo te twarze 
białości i rumieńca trochę maseczkowego przy czarnych, 
jak kruk, włosach, bez żadnego wyrazu, tylko wypogo- 
dzone zadowoleniem z siebie, różniły się jednak z sobq 
tern, że w mężatce wszystko było rozbudzone, pewne 
a nawet zalotne - u panny zaś - nieśmiałe, skromne, 
a milczące; głos mężatki z drugiego dochodził pokoju, 
panna i zbliska nie była rozmowną, Rączkę p. Karoliny 
dziwnej białości i kształtu. skutą w gładką złotą branso- 
letkę, nigdy się nie zdejmującą, podziwialiśmy przez całq 
zimę 1827 roku, mieszkając naprzeciw pani Walentyno- 
wlczowej okno w okno; widzieliśmy co wieczór tę rączkę.. I 
posuwającą szachy z grającym z nią i siedzącym naprzeciw 
p. Józefem Gorskim. Młody, piękny, bogaty. szczerze był 
zajęty p. Karoliną, ale p. Bobiatyńska, po drugim już mężu 
wdowa. była śmielsza, więc, choć nie ona grała w szachy, 
ona jednak zamatowała siostrę i wyszła za p. Gorskiego. 
Pani Walentynowiczowa matka z twarzą ciemną, jak 
piernik toruński, w piórach różnokolorowych na głowie.. 
jak Peruwianka. w orzechowej sukni, nie wyglądała wcale 
na matkę tych piękności; odprowadzana z balu przez mło- 
dzież. zakochaną w córkach, gdy jeden z nich wkładał jej 
salopę, a drugi berlacze, a dwóm innym ona podawała 
swe ręce do pocałowania, piąty, nie wiedząc co czynić, 
całował staruszkę w klamerkę od paska, bo wszystko 
z nią uchodziło. Z tern wszystkiem ta matka miała dość 
taktu i córki gustownie stroiła. Do kościoła i na wizyty 
panna Karolina miała szubkę niebieską jedwabną do stanu, 
obłożoną puszkiem łabędzim, kapelusz biały z piórem 
strusiem, jak je noszono naówczas, skrzydlaty po bokach 
i mocno wygięty nad czołem. Widząc ją w takim stroju, 
wyjeżdżającą z bramy tyszkiewiczowskiego pałacu, w sta- 
roświeckiej karocy. o czterech ciężkich koniach w polskiej 
uprzęży, świeżo przybyli do Wilna wyobrażali sobie, że 
to była owa piętnastomiljonowa herytjerka . . . Gdy ta 
właśnie w skromnej salopce i kapturku, za filarami lub 
w ostatnich ławkach klęcząca. niczyich nie zwracała oczu, 
tylko ubogich. których nigdy nie minęła. oddając im często.. 
jak mówiono. ostatnią sukienkę...
>>>
/. 


- ] 03 - 


Wujostwo de Choiseul przepędzali tę zimę w Wilnie. 
Litwa i Francja, Płotele, dobra ich na Żmudzi, i Perney, 
winnica ich pod Eperney w Szampanji, ważyły się z sobq 
i przeplatały, w miarę, jak tęsknota za rodzinnq ziemiq 
i rodzinq, lub interesa w obu ojczyznach przeważały szalę. 
Litwini mówili, że chleb świętej żmudzkiej ziemi posil- 
niejszym był od szampana, którego niejedna butelka 
pękła na obiadach wujowstwa w Wilnie. Ciocia donaszała 
na balach wileńskich stroje swoje paryskie, nie przera- 
biajqc ich wcale, tylko odejmujqc ogony od sukien moro- 
wych niebieskiej i ponsowej, sprawionych no ostatni q, 
jaka się tam odbyła. koronację Karola X. Widywaliśmy 
u wujostwa synka jego, zdobywajqcego z kuzynkiem 
naszym mniemane fortece, kosztem naszych nosów, uszu 
i garderoby mojej ciotki, śród huku pukawek i strzelania 
grochem tych nieubłaganych rycerzy, strasznych od wę- 
glem namazanych wqsów, strojnych w owe sławne pióra 
z parowskiego kapelusza i gazy złociste, które na następny 
bal ciocia wkładała no siebie, bo . trzeba wiedzieć, że nie 
było większej filozofki pod względem strojów, jak ciocia 
Zosia. Póki młoda, można było sqdzić, że słusznie liczy 
na wdzięki, ale z wiekiem. straciwszy je bez wielkiego 
żalu, ani pomyślała jednak, co włoży, a włożone jak wy- 
glqda ? . .. Raz, upiqwszy na sobie szal w rodzaju tuniki, 
gdy w ruchu ożywionej rozmowy w czasie poloneza szpilki 
te powypadały, trudno i straszno powiedzieć coby nastq- 
piło, gdyby nie idqca za ciociq moja siostra, która w porę 
szal, uciekajqcy z ramion, pochwyciła. Innym razem ubrana 
w toczek z piórem, ledwie wracajqc z balu postrzegła, 
spojrzawszy przypadkiem w zwierciadło, iż toczek włożony 
był tyłem naprzód, a stqd pióro zamiast spadać z boku 
wisiało na plecach. - ..Bien - bien - bien, oui - oui - ou;', 
były wyrazy, któremi zbywała osoby, chcqce coś poprawić 
w jej toalecie. Cudem jakimś suknie cioci, służqce nietylko 
jej, ale i synowi, jak to już mówiliśmy wyżej, żyły matuza- 
lowe lata: pewna robe de blonde, nie przerabiana od ] 823 
do ] 842 roku, przetrwała kilka dynastyj, zasiadajqcych 
na tronie francuskim, i dwóch cesarzy na rosyjskim, figu- 
rujqc w ] 840 r. na ceremonjalnych receptions de la grande
>>>
- ]04- 


duchesse de Toscane we Florencji, Ta łatwość i niedbałość 
razem cioci we wszystkiem, co się jej tyczyło, tłumaczy 
dziwne pobłażanie jej dla jedynaka, któremu przy dobrem 
sercu, żywem pojęciu, a nawet ochocie do nauk, brako- 
wało tylko silnej dłoni, która by nim umiejętnie kierowała, 
bo i ojciec był również słaby, i wszystko się kończyło 
na wykrzykniku: "Ah! par exemple c'esf un peu fort/u, 
Kiedy był chory, targował się o cenę, jakq naznaczał 
od pijawki, nim się zgodził no ich przystawienie; wprawdzie 
te pieniqdze oddał na kożuchy ubogim, ale gdy motka 
chwaliła go z tego przed nami, zawołał: ..Je savais bien, 
que fu me les rendras/" Jeżeli jest dobra strona w po- 
dobnem prowadzeniu dzieci, to chyba ta, że sq otwarte 
i szczere; nasz kuzynek przytem tak był pobożny i wraże- 
niowy na conto wiary, iż, słyszqc od kapłana, co go uczył 
katechizmu, że Chrystusa Pana umęczyli Żydzi, nie tracqc 
czasu, wybiegł na ulicę z nożem, schwyconym od śnia- 
dania, i tak leciał za Żydówkami, uciekajqcemi z krzykiem: 
..Gwałtu, za bil, zabil!" śród koszów wywróconych i toczq- 
cych się po bruku pomarańcz i jabłek. Przy gorqczkowym 
charakterze wuja, a żywości cioci. z tym synem swawolnym 
życie ich domowe pełne było codziennego zamętu. Nic tam 
nie leżało na swojem miejscu, każda szuflada. szafka. stół 
przedstawiały obraz zburzenia czy trzęsienia ziemi. i dziwić 
się nie przestaję dotqd. jak, w takim odmęcie żyjqc, umiała 
ciocia zachować umysł swobodny. wesołość lat dziewiczych 
i zdrowie kamienne. które jq czyniq do dziś dnia pełnq 
życia i wdzięku niepospolitego pomimo 75-ciu lat wieku. 
Złotq młodzież wileńskq w owej zimie ] 828 roku skła- 
dali: Józef Gorski, Tytus Pusłowski i Waldemar Korsakow. 
Ci trzej panicze. z których jeden był piękny, drugi naj bo- 
gatszy. trzeci dowcipny, dobrali sobie kilku poważnych, 
a wesołych, z których jednym był mój ojciec. i poetę, 
którym był Antoni Gorecki. Zachowujqc kolejkę. zapra- 
szali do siebie na obiadki smaczne. wesołe i głośne na 
całe Wilno tern, że poeta improwizował przy wetach 
strofki, ] z jednego z takich obiadków ojciec mój przyniósł 
do domu czterowiersz. którego oryginał przechował się 
w pamiętnikach ojca, a treść jego w pamięci córki: 


,
>>>
- ]04- 


duchesse de Toscane we Florencji, Ta łatwość i niedbałość 
razem cioci we wszystkiem. co się jej tyczyło. tłumaczy 
dziwne pobłażanie jej dla jedynaka. któremu przy dobrem 
sercu. żywem pojęciu. a nawet ochocie do nauk. brako- 
wało tylko silnej dłoni. która by nim umiejętnie kierowała. 
bo i ojciec był również słaby. i wszystko się kończyło 
na wykrzykniku: ..Ah! par exempfe c'est un peu lort/ u . 
Kiedy był chory. targował się o cenę, jaką naznaczał 
od pijawki. nim się zgodził na ich przystawienie; wprawdzie 
te pieniądze oddał na kożuchy ubogim. ale gdy matka 
chwaliła go z tego przed nami. zawołał: ..Je savais bien. 
que tu me fes rendras/ u Jeżeli jest dobra strona w po- 
dobnem prowadzeniu dzieci. to chyba ta. że są otwarte 
i szczere; nasz kuzynek przy tern tak był pobożny i wraże- 
niowy na conto wiary. iż. słysząc od kapłana. co go uczył 
katechizmu. że Chrystusa Pana umęczyli Żydzi. nie tracąc 
czasu. wybiegł na ulicę z nożem. schwyconym od śnia- 
dania. i tak leciał za Żydówkami. uciekającemi z krzykiem: 
..Gwałtu. zabil. zabili" śród koszów wywróconych i toczą- 
cych się po bruku pomarańcz i jabłek. Przy gorączkowym 
charakterze wuja. a żywości cioci. z tym synem swawolnym 
życie ich domowe pełne było codziennego zamętu. Nic tam 
nie leżało na swojem miejscu. każda szuflada. szafka. stół 
przedstawiały obraz zburzenia czy trzęsienia ziemi. i dziwić 
się nie przestaję dotąd. jak. w takim odmęcie żyjąc. umiała 
ciocia zachować umysł swobodny. wesołość lat dziewiczych 
i zdrowie kamienne. które ją czynią do dziś dnia pełną 
życia i wdzięku niepospolitego pomimo 75-ciu lat wieku. 
Złotą młodzież wileńską w owej zimie ] 828 roku skła- 
dali: Józef Gorski. Tytus Pusłowski i Waldemar Korsakow. 
Ci trzej panicze. z których jeden był piękny, drugi naj bo- 
gatszy. trzeci dowcipny. dobrali sobie kilku poważnych. 
a wesołych. z których jednym był mój ojciec. i poetę, 
którym był Antoni Gorecki. Zachowuj ąc kolejkę. zapra- 
szali do siebie na obiadki smaczne. wesołe t głośne na 
całe Wilno tern. że poeta improwizował przy wetach 
strofki, ] z jednego z takich obiadków ojciec mój przyniósł 
do domu czterowiersz. którego oryginał przechował się 
w pamiętnikach ojca. a treść jego w pamięci córki: 


,
>>>
.. 


-
 . 


.' \ 
t
. . 
\
 


'.,"- 


,
 


.. . 


I . 
. . \ 
.. 
.

 
"' '" 


I - 


..... . 


", 


" . 



 


"""..... 


ZOFJA Z HR. TYZENHAUZOW 
HR. OKTAW JUSZOW A CHOISEUL-GOUFFIER 


Według litografji L. Maurino, z portretu Lampiego 


..... 


. 


...
>>>

>>>
- 105 - 


Winko drogi dar jest nieba. 
Ale bądź muzo ostrożna - 
Przy winku milczeć nie można. 
A dzisiaj milczeć potrzeba! 
Ten miły poeta odzywał się od czasu do czasu. i bajki 
jego. wywołane lada ważniejszą okolicznością, latały po 
mieście. Sławną była jedna z nich p. t. "Furmani". w której 
powiadał "iż koniom rasy polskiej nie bicza trzeba. ale 
głosu sympatycznego. - bo inaczej poniosą. . ." i t. d. 
Ale głośniejszą. bo się z nią mniej ukrywano była druga 
..O głowie. ręce i brzuchu." wyrychtowana przeciw mar- 
szałkowi gubernskiemu panu K*. który. swą popularność 
przez dwa trienium winien będąc smacznym obiadkom. 
przeważył mniej uprzejmego. a rozumniejszego kandydata. 
Waldemar Korsakow wyglądał dosyć na bohatera 
romansu: miał twarz wyrazistą. sympatyczną. dużo dowcipu 
i uczucia liberalne. chcąc więc i nie chcąc zawracał głowy 
pannom, nawet po śmierci: bo jako wolontarjusz ruszył 
na wojnę z Turkami. a po wzięciu Warny i po zawartym 
już traktacie pokoju kula jakaś błędna trafiła w niego 
w chwili. gdy miał już wracać do salonowych triumfów... 
Miejsce. gdzie śmierć go zasl{Oczyła. było zwiedzanem 
przez jedną pannę z Wilna. Ludwikę Śniadecką. która tem 
zdradziła swą miłość. nikomu przed tem nieznaną. nawet 
cieniom bohatera. 
W tymże roku. podobno latem. umarła w Wilnie po 
ciężkiej chorobie młoda jeszcze. głośna pięknością. imie- 
niem i bogactwem. za trzecim będąca już mężem księżna 
Czerniszew. wprzód żona Dominika księcia Radziwiłła 
(ostatniego potomka z linji męskiej nieświeskich Radzi- 
wiłłów). Morawska z domu. Urodzona z matki cnotliwej. 
a z ojca wielkiego nic dobrego. piękna Teofila łączyła 
. w sobie dwie przeciwne natury: anielską i szatańską, 
z których każda po kolei ciągnęła ją do siebie. Ognista. 
zalotna od lat prawie dziecinnych. wyszła zamąż. nie 
skończywszy nauk w pensjonacie warszawskim. gdzie ją 
madame trzymać nie chciała. Rzuciwszy pierwszego męża. 
zawróciła głowę świeżo z hrabianką Mniszchówną ożenio- 
nemu księciu Dominikowi. za którego. rozwiódłszy go wyszła
>>>
- 106 -- 


zamąż. a po smlerci księcia Radziwiłła została księżną 
Czerniszew. Życie jej. będąc ciągłą walką między złym 
a dobrym aniołem. to pchło ją ku światu, to rzucało 
do stóp ołtarzy i konfesjonałów pokorną, skruszoną i ża- 
łującą. Jeden znajomy moich rodziców opowiadał swoje 
zadziwienie. gdy w Żurowicach, gdzie był obraz cudowny 
Matki Boskiej, ujrzał najprzód przed kościołem książęcy 
pojazd podróżny, a potem w kościele leżącą krzyżem 
śród ubogich kobietę otuloną w szal tui-ecki niebieski, 
rysujący drobną, wciętą i śliczną kibić... Była to księżna 
Dominikowo, żałująca już nie po raz pierwszy swych 
błędów zawsze otwarcie, szczerze. ale nie na długo! 
Wyrwana na chwilę z paszczy nieprzyjaciela dusz ręką 
anioła i duchem cnotliwej matki, wracała znowu tern 
gwałtowniej na dawną drogę. Ale wkońcu siła dobrego 
przemogła. Bóg, wejrzawszy na szczerość skruchy i na sła- 
bość ludzką, skrócił czas próby i zesłał ducha matki 
w postaci anioła śmierci przedwczesnej, aby powrót do 
cnoty mógł być jeszcze zasługą. Księżna Czerniszew, 
przywieziona do Wilna chora, użyła tej choroby dla po- 
jednania się z Bogiem. Żal jej. skrucha, pokora stały się 
tak głośnemi, jak było głośnem jej życie gorszące. Szala 
dobrego przeważyła szalę złego, zły anioł pierzchnął bez 
powrotu. . . Ksiądz Bogdanowicz, wizytator od księży 
misjonarzy, powołany do łoża umierającej, tej nowej 
Magdaleny, odchodził rozrzewniony i zbudowany jej skru- 
chą, jej miłością dla Boga. To serce rozpalone miłością 
ziemską zwróciło wszystkie swe płomienie, już oczyszczone, 
ku wiecznej miłości. Młoda, nie żałowała życia. brzydziła 
się swoją pięknością i swą przeszłością. a w pokorze swej, 
niedowierzając sobie. prosiła otaczających i kapłana, aby 
się modlili o jej śmierć, bo lękała się ozdrowieć. lękała się 
żyć jeszcze. Szczęśliwa już prawdziwem szczęściem. któ- . 
re go świat dać nie może. którego świat nie odbierze, 
chwytała się stóp krzyża i tak chciała umierać. ) Bóg ją 
wysłuchał. umarła pogodzona z sobą i z Bogiem! Była 
ona matką księżniczki Stefanji Radziwiłłówny. dziedziczki 
ogromnych dóbr ojca, która, wyszedłszy za księcia Wit- 
gensteina, wkrótce poszła za matką. - Szczegóły o śmierci
>>>
-, 


- ] 07 - 


księżnej Czerniszew opowiadane nam były na gorqco 
przez paniq szambelanowę Sulistrowskq w Wiszniewie. 
Lato roku ] 828 jak zwykle przepędziliśmy w Dobro- 
wlanach bez ważnych odmian. Odwiedzali nas młodzi 
i starzy. a stary kamerdyner Stefan. kiwajqc głowq. mówił, 
że worek z:gośćmi. przeznaczonemi na cały powiat. musiał 
się rozerwać i wszystko dostało się DobTowlanom. zaco 
bynajmniej nikt się nie gniewał. 
Kończyła się właśnie w środku samego gmachu 
domowa kaplica i miano jq w czasie lata poświęcić. Na 
owq kaplicę obranq była sala. sklepiona na dole. o gru- 
bych glefach. które zdawało się prosić same o trofea 
rycerskie. a mój ojciec zewszqd zbierał zbroje. by niemi 
zdobić ściany w kamień pomalowane. Rycerze okuci 
w żelazo stanęli u drzwi i kładli się na grobowcach, 
a ołtarz w słylu gotyckim. naśladujqcy grobowiec Kazi- 
mierza W-go. udawał doskonale piaskowiec. - Wszystko 
było zrobione w domu pomysłem i pod okiem mego 
ojca. aż do lichtarzy na bronze antique pomalowanych. 
aż do krzyża hebanowego o kończynach z bronzu. w któ- 
rym za kryształowq ścianq wyglqdały relikwje świętych. 
Aparaty się szyły; było ich kilkanaście z kaplicy starzy- 
ckiej. a matka moja robiła nowe z sukien ś. p. naszej 
babki Gilntherowej i z darów cioci Zosi. Nauczyciel ry- 
sunków. już drugie lato przebywajqcy w Dobrowianach, 
Kazimierz Bachmatowicz. malował ściany w różne aniołki 
i godła kościelne. Zastępował on nam p. Tytusa Byczkow- 
ski ego. który pojechał z generałem józefem Szymanowskim 
do Drezna wraz po jubileuszu. Nie straciliśmy na zamia- 
nie. bo też trzeba wiedzieć. że między uczniami Rusterna 
nie było złego człowieka, zdawało się. że dobroć. szla- 
chetność. uczynność. bezinteresowność przechodziły z mi- 
strza na uczniów. i nasz Bachmatowicz chyba tem grzeszył. 
że te cnoty do ostateczności doprowadzał: skromność do 
nieśmiałości. a bezinteresowność do drażliwości. Zgadzajqc 
się na przepędzenie u nas wakacyj, położył za główny 
warunek. aby lekcje nam dawane były bezpłatne: ..Alboż 
nie dosyć - mówił rumieniąc się - że będę miał swobodę. 
wieś. godziny wolne dla swojej pracy i wzory w obra-
>>>
- 108 - 


zach ? . . ." Jednakże przy układach nie było mowy o ka- 
plicy, mój ojciec chciał to osobnym darem wynagrodzić. 
tern bardziej, że dla tej pracy, wymagającej pośpiechu, 
szły w zapomnienie jego własne studja i spacery nawet. 
Biorąc to wszystko w uwagę, mój ojciec pewnego ranka 
złożył w atelier artysty rulonik rubli... Gdy to spostrzegł 
poczciwy Bachmatowicz, tak się obruszył, że o mało nie 
wyleciał z DobrowIan, jak z procy. Ale, uspokoiwszy się 
nieco, odesłał memu ojcu pieniądze, a przy nich rysunek, 
wyobrażający alegoryczną grupę ..Dobroczynność" z nad- 
pisem: ..Umiem czuć wdzięczność, ale nie umiem być 
wdzięcznym, czynię nie dla wdzięczności, ale. przez 
wdzięczność". ... 
W lipcu przybył ksiądz Kuźmicki i nadszedł nareszcie 
oczekiwany dzień 23 lipca. Zjechało się sąsiedztwo i pro- 
boszczowie okoliczni, którym pamięć na nie dawny jubileusz 
i na zasługi księdza Kuźmickiego nie dozwalała zazdrościć 
wyborowi konsekranta... Od samego rana lud z wiosek 
zapełnił dziedziniec; cały dwór odbył z nami spowiedź; 
ustroił się ołtarz w kwiaty; słońce świeciło tęczą przez 
szyby kolorowe. Procesja obeszła dom dokoła; pieśni 
święte brzmiały pod sklepieniem - ożyły, zda się, nieme 
i martwe zbroje, a w gmachu dotqd pustym, bez życia 
i bez pamiątek. zabiło serce - dzwony.., Bóg wstąpił 
do mieszkania człowieka, by je uświęcić I. , . 
W jesieni odwiedził nas zacny profesor Rustern. 
który, przyrzekłszy nieraz swą bytność, jak każdy artysta, 
zapominał o tern. Ale tym razem nie mógł już się wykręcić. 
bośmy posłali na egzekucję Bachmatowicza, który, będąc 
do tego upoważniony przez mego ojca, przesiedział kilka 
dni w Wilnie, aż dopiął swego. Jednym z warunków przy- 
jazdu Rusterna do nas było, aby po niego nie przysyłać 
resorowego pojazdu; posłano zatem brykę krakowską 
krytą. Przybył nareszcie, a witany serdecznie, uczuł się 
odrazu jakby w swoim domu i nażartowawszy się z egze- 
kucji i sekatury, które mu nasłały Dobrowlany w osobie 
Bachmatowicza, codzień był weselszy, i koncepta się sy- 
pały. - U stołu udawał zagniewanego, mówiąc, że mu 
słudzy nasi uchybiają, stawiąc przed nim cursdents'y.
>>>
- 109- 


jakby na szykanę. że zębów nie miał... Matka moja dla 
zabawienia zacnego gościa urzqdzała różne niespodzianki. 
W ogrodzie za wodq ukazała się raz wieśniaczka fran- 
cuska. prowadzqca osiołka. majqcego na sobie kosze 
z jarzynq i kwiatami. T q wieśniaczkq była Idalka. której 
bardzo było ładnie w dużym pasterskim kapeluszu. 
Rustem. nieraz wzywany na wieś do znajomych. 
przywykł już było do tego. że gościnność tę odpłacić 
zawsze musiał portretem pani. pana domu lub córek. 
Zdziwił się zatem. gdy po kiJku dniach gościny nikt mu 
żadnej wzmianki nie czynił o malowaniu. . . Poznał. że go 
nie jako malarza. ale jako przyjaciela pragniono w na- 
szym domu. a wdzięczny za to, sam się oświadczył przez 
Bachmatowicza z gotowościq odmalowania portretu Ma- 
tyni i na gotowem. jakie znalazł, płótnie ucznia zarzucił 
śliczny portret mojej siostry, na który wołaliśmy chórem: 
..Embelliel embellieJ" - co zdawało się cieszyć artystę. 
Ta śliczna podmalówka, jakby tchnienie czy widzenie, 
do której nie śmiał dotknqć się uczeń. by jq wykończyć. 
jeszcze nie była zaschła zupełnie po odjeździe Rusterna, 
kiedy nieostrożna ręka, chcqca dotykalnie o podobieństwie 
się przekonać. zsunęła włosy na oczy... Trzeba więc było 
poprawiać i wykańczać, co dużo ujęło wdzięku malowidła. 
Portret ten dotqd istnieje w DobrowIanach. 
We wrześniu nowi goście zawitali do nas. Kozak 
zdyszany na śpienionym koniu wpadł na dziedziniec pew- 
nego wieczora, zwiastujqc przybycie księżnej Ogińskiej. 
senatorowej, z dziećmi, hr. Płaterowej, matki mojej chrzest- 
nej, i Karoła Przezdzieckiego, który swoich gości zapo- 
wiadał nam z kolei, wysyłajqc kozaka prosto z polowania. 
Następnego dnia pod wieczór kilka pojazdów zaje- 
chało pod nasz ganek; oświecone pokoje napełniły się 
wesołymi gośćmi, ale oczy nie widziały nic nad ślicznq 
księżniczkę Jdę Ogińskq. która była natenczas w całym 
blasku. w całym uroku i wdzięku swych ośmnastu wiosen: 
czarne ogniste jej oczy. uśmiech wesoły, postawa. akcent 
mowy, płeć. jednem słowem wszystko w niej cechowało 
Włoszkę; a zakochana w niej nasza Idalka chciała, by i jq 
odtqd nazywano Jdq. KiJka dni zeszło nam wybornie.
>>>
- 110 - 


Epizodem, ożywiającym naszą okolicę w 1828 roku, 
było niespodziane bardzo przybycie całej trupy Turnierów 
do Szemetowszczyzny (o mil dwie od nas), gdzie młody dzie- 
dzic Aleksander Sulistrowski, świeżo uwolniony z opieki, 
a więc ośmnastoletni, rozpoczynał swoją władzę od spro- 
wadzenia na wieś na całe lato konnych sztuk, znieworony 
do tego wdziękami panny Adelaidy, córki antreprenera, 
którą był poznał w Wilnie. O niczem też nie mówiono 
w tern mieście i po dworach na całym połockim tra
cie, 
jak o przyjeździe Turnierów do Szemetowszczyzny z końmi, 
z masztalerzami, a wszystko to kosztem młodego dziedzica, 
poprzedzającego swoją królowę Amazonek,.. Patrzyliśmy 
na to z okien naszych, bo wszystko to jechało mimo na- 
szego dworu, Pan Adolf Święcicki, nie mając ważnych 
czynności, choć pełen zgrozy i wstydu za sąsiada i przy- 
jaciela, poleciał natychmiast do Szemetowszczyzny, by 
świeże wiadomości o tych nadzwyczajnych gościach rozwo- 
zić po sąsiedztwie w rodzaju gazetki,.. Niebawem zjawił 
się w Dobrowianach, opowiadając najkrotochwilniej a, o ile 
mógł, skromnie i przyzwoicie przez wzgląd na młode uszy. 
co się tam działo. jakie jazdy, turnieje, festyny, jaki t

 
panów masztalerzy, siadających do jednego stołu i przy- 
puszczonych do jednego towarzystwa, jak p. Adelaida, 
chcąc zreperować nie przyzwoite znalezienie się jednego 
z koniuszych, który knoty u świec palcami ucierał, wstała 
sama od stołu i poszła z kredensu wziąć szczypce, któ- 
remi objaśniła świece i t. d. - Młody dziedzic zupełnie 
był głowę stracił i dla tej zgrai cudzoziemców nic nie 
miał do odmówienia. On swój skarbiec domowy dra 
nich otworzył, a zabytki familijne, na które składały się 
wieki i pokolenia, które służyły dziadowi jego do ugaszcza- 
nia Księcia "Panie Kochanku" w tejże samej Szeme_ 
towszczyźnie (co tak ślicznie opisał w swoich "Dworkach" 
autor "Obrazów Litewskich"). przechodziły w jednej chwili 
z rąk wnuka i prawnuka niedbałego w ręce niegodne 
i cudzoziemskie I Za lada słówko. za lada toast, za lada 
spojrzenie i uśmiech panny Adelaidy szły puhary cenne, 
siodła tureckie, rzędy polskie. szable i buławy, ocenione 
na walor kruszczu i klejnotów przez tych ludzi prostych, 



 


( 
f 
I 
ł 


i
>>>
-l]] 


I 
ł 
f 
r 
I 


nawykłych brać. by trwonić. Ze zgrozą patrzyli na to 
sąsiedzi, ze łzami starzy słudzy. nie mogący powstrzymać 
panicza, który, podwójnie pijany winem i miłością, szafo- 
wał pamiątkami rodzinnemi i krajowemi. Był to smutny 
skutek sieroctwa i wczesnej pełnoletności: w nich to leży 
obrona niebacznego młodzieńca z hojnem sercem. nie umie- 
jącego siebie pokonać. ani zrozumieć nawet, bez przyja- 
ciela. bez światłego kierunku. otoczonego tylko towarzy- 
szami kielicha, przy tern jeszcze z nieszczęśliwym zarodkiem 
choroby umysłowej po motce. .. skutkiem której we dwa 
lata musiano już go odwieźć do zakładu w Pimau pod 
Dreznem. Piękny. dobry. namiętny. a nieśmiały. stronił 
on zawsze od towarzystwa. od miasta - lubił wieś. polo- 
wanie. a szczególnie rybołówstwo na swem wielkim jeziorze; 
przez całą zimę to jedno go bawiło, a za całe towarzystwo 
miał tylko prostych rybaków i włościan. Jeżeli zaś w Wil- 
nie ukazał się kiedy. to jedynie z transportem ryb na ry- 
nek. Takim był ostatni potomek po mieczu zacnych AJo}- 
zych i Kazimierzów Sulistrowskich. którym dano odrodzić 
się we wnukach po kądzieli - z córki Skirmuntowej. Dzi- 
siejsi dziedzice Szemetowa. żyjący w gorszych nierównie 
czasach, we wzorowej jednali i różnorodnej gospodarce. 
w fabrykach użytec
nych - daleko lepsze pozostawią po 
sobie wspomnienie przykłady. niż tamten, któremu 
wszystko sprzyjało! 


, 


i 
to
>>>
ę!",,,, " 



 -L. 
J'!!
'I:-
$ ,,-

;,I!rt 

,

 -. -.

 oCf'!\,_ 
.,i.
i
"_.;\!,'{-!".'''l.' ,. :1-;;. 
'b. 
., .w .'.J.'
N':' '-,'r.:(

\"
" 
-.,.:- ". ,... _}-.
 .. 
'
-_T
"'
 . 
..,
 .. ,. '" 
 
'.
Yjit.:

 
. .';" 

;t..
 .' .


 it,l::
:'
ł
 
. w.-.,.,.:.0.... ':. "ł:i:ll
'1o
. ....; . 

 , .... 
 
 . :;

';¥
 . 7J
}.
' . ..0 
....::7.... IT F.:
 .
: ....20.. ....-... "" ' 
" ..ł':
-:", 
..... '- 
..:,.." . .. ;;'. :.... ':'-. 
 
.
 -. 
. .
 - -. ł\k\:'

p'

7
';
 
.
.. ... .



,,_.


 
" ,. .0.. .. 
,. )


 ..0 
Ji:.:.::
: . 
-
;g: _n 


J , 


....rł :. 



 


... 


. 


ROK ]829. 


Epizodem wybitnym tejże zimy w Wilnie było wykoń- 
czenie zupełne i otwarcie domu pp. Mikołajostwa Abra- 
mowiczów przy ulicy Wileńskiej, przerobionego z dawnych 
murów kamienicy Oskierki. a to z gustem i komfortem. 
w których celował pan Mikołaj Abramowicz. Piewszy to 
był dom w całem Wiłnie z bramą, wymoszczoną drze- 
wem. w którą się wjeżdżało cicho. potoczyście i łagodnie. 
z przedpokojem na dole opalonym i oświeconym lampą 
i ze wschodami, które już były rodzajem salonu. wosko_ 
wane, ozdobne w źwierciadła i kwiaty. Salon główny 
był o czterech oknach i zapowiadał młodzieży niełada 
plac do tańca. Trzeba było widzieć pana Abramowicza, 
wprowadzającego gości swoich w ten śliczny i na całe 
Wilno jedyny apartament. cieszyła się tem i Poważna 
małżonka jego. jednak bez dumy i nadymania się, przy- 
kładajqc co chwila lornetkę do oczu, by nie stracić wy- 
razu twarzy, towarzyszqcego słowom pochwały. u przyby- 
wających gości. Oprócz tego w głębi dziedzińca była 
urządzona ujeżdżalnia, gdzie się odbywały kadryle konne
>>>
. , 
ł 


..... 


."- .
 


( 
 

 . 
__ 1"1" /y /Irr...ur 


. 
-w.... 


.... 


..,
 


\ 


.1-- 


C/I/. ......,"7) /. . 
()o' i // n . 7l("/("I'_
 / N" 
Xk h.łftJ,tl 


CELlNA Z SULlSTROWSKICH 
KONSTANTOWA KS. RADZIWIŁŁOWA 


Według litografii nIeznanego autora
>>>

>>>
" 


I 
t 


- 113 - 


w ślicznej, jak salon, rajtszuli, oświeconej lampami, z sa- 
lonikiem obok, gdzie pito herbatę i grano w karty. jeź- 
dziły też damy na dobrze ujeżdżonych koniach: panna 
Antonina Sulistrowska, panna Ludwika Śniadecka i panna 
Flora Laskarys; były i ewolucje mężczyzn w 6 i 8 koni, 
do czego należał mój ojciec; ale najciekawszym ustępem 
tych popisów equestres było woltyżerowanie samego 
pana Abramowicza, który lekki, jak ptaszek, w pełnym 
galopie z ziemi na konia skakał, a z konia zbierał chustki 
z ziemi. 
W tym roku Celina Sulistrowska, JUZ natenczas 
księżna Konstantowa Radziwiłłowa, objeżdżała z matkq 
i mężem domy znajome w atłasowym białym szlafroczku 
i takimże kapeluszu, a panna Antonino Sulistrowska, gło- 
szqca śmiało swoje lat 27, o kryjqca swq malutkq nóżkę 
pod dłuższq, niż u innych, sukniq. z drobnemi rysami twa- 
rzy o mocnych wyciętych kolorach. tańcowała zawsze 
ze spuszczonym wzrokiem, jakby z musu, różna w tern 
od mojej siostry, którq taniec zawsze wypogadzał. 
Z młodzieży było najwięcej akademików. kilku woj- 
skowych, a frakowych najmniej. Między nowoukazujq- 
cymi się był pan józef Śniadecki. Zatrzymajmy się na 
nim, albowiem syn Andrzeja, a synowiec jana, nie mógł 
być obojętnym dla Wilna. Wracał z zagranicy, a że był 
szczupły, dano mu przydomek ..Angielskiej igły". Przy- 
bywszy do Wilno. objechał wszystkie domy z wizytami 
i znaleziono go ..bien", A że ojciec jego, patrzqc to na 
syna, to na córkę Zofję (później Balińskq), mówił nieraz 
z westchnieniem: .. Zosiu, czemu ty nie Józiem - józio, 
czemu ty nie Zosiq? I .., o tern nie wiedziano jeszcze; 
i gdy pan józef przedłużał do nieskończoności cotiłlony 
z pannq Antoninq Sulistrowskq, nie brano mu tego za złe. 
Zbliżenie jednak tych dwóch istot, tak mało do siebie po- 
dobnych (jak się to później pokazało), stało się jakoś 
za pośrednictwem siostry pana józefa, panny Ludwiki, 
która skutkiem naczytania się Byrona i jakiegoś kata- 
klizmu sercowego, bywała na balach, jak uosobiona tra- 
gedja, całkiem w czerni lub całkiem w bieli, z koronq, 
ułożonq z grubych złotych szpilek nad czołem, opasana 
8
>>>
- 114 - 


grubym sznurem jedwabnym. nie tańcowała nigdy. a tak 
ponuro patrzyła z pod firanki u okna. że wachlarz zło- 
żony w jej ręku wyglądał. jak puginał... 
Obok tej postaci szekspirowskiej córki i paryskiego 
eleganta. syna. jakże odbijała ich matka w kapelusiku 
malutkim. z kluczami od śpiżami przy boku. nieopuszczają- 
cemi jej nawet na balu. z twarzą, jak u kościelnego dziadka. 
Bo taką. niestety. była małżonka i szwagierka rozumnych 
braci Śniadeckich. a matka godnej ich córki i synowicy, 
pani Balińskiej! I na wzór Delfina francuskiego. o którym 
mówiono. że był synem. ojcem i stryjem królów. a nigdy 
królem, - ta pani była tylko żoną. matką i siostrą ro- 
zumnych. 
Lubił ekscentryczną rozmowę z panną Ludwiką 
książę Franciszek Sapieha. bawiący w Wilnie dla przypil- 
nowania bogatej dziedziczki. Tyszkiewiczówny. dla syna 
swego Eustachego. Ten stary magnat. co zjadł 15 miljo- 
nów w Paryżu. mówił naówczas z największą przyjemno- 
ścią o skąpych i skąpstwie. chodząc po Wilnie brat za 
brat z bogaczem. panem Samuelem Medekszą. który sam 
siebie tak mało cenił. że przychodził na bal niewezwany, 
Pani łowczyna Kossakowska nazywała go "imbierem 
w miodzie" ale Książę lubił go. mówiąc: ..Je sens en lu; 
un homme aux ecus". - Rozmowa księcia Sapiehy była 
jak te gorszące romanse z XV))) wieku. których matki 
sumienne nie dają czytać córkom, ale opowiadają z nich 
ustępy. aby zniechęcić do tego rodzaju lektury. Jakże 
odbijał od niego książę Konstanty. Lubomirski. stojący 
natenczas z wojskiem w Wilnie. Bywał on u naS często. 
przynosił portrety swoich dzieci i żony (Tołstoj z domu). 
o której mówił z rOZł'zewnieniem: ..że to ona go nawró- 
ciła". Lubił bardzo moją siostrę Matynię. a widząc nas 
skubiące na pamiątkę piórka z jego kity generalskiej. 
przyniósł dla każdej książki pobożne. ślicznie oprawne; 
mnie się dostała ..O naśladowaniu". 
Do epizodów z roku ] 829 należy śmierć nagła Baj- 
kowa. figury dla Wilna niesympatycznej wraz z Nowosil- 
cowem. Obie zostały unieśmiertelnione w .. Dziadach .. 
Mickiewicza. Kochał on piękną Zofję Chłopicką. i zarę-
>>>
- 115 - 


czony z niq, bywał codzień u jej ciotki, pani Bagniewskiej, 
za Ostrq Bramq, gdzie mieszkała piękna Zofja. W tłusty 
wtorek kończył tam wieczór. Ona grała na fortepianie, 
on słuchał, słuchał zamyślony do późna... Gdy przyszło 
odchodzić, dał jej dobranoc, wyszedł i znowu wrócił, by 
jeszcze jq pożegnać, w czem zresztq nie było nic dziw- 
nego, bo kto znał te piękne oczy i ich spojrzenie, pojmie 
łatwo, że narzeczonemu trudno było odejść. - Nazajutrz 
była to środa popielcowa, ojciec mój, wybierajqcy się na 
kontrakty do Mińska, kończył obiad podróżny. Wtem pęd 
gwałtowny sanek przywołał nas do okna.., Kobieta 
z głowq ukrytq w chustkę czerwonq z czarnem w kraty 
pędziła temi sankami, była to panna Zofja Chłopicka, 
jadqca do doktora Śniadeckiego, a zaraz wpadł ktoś 
do nas z wieściq, że Bajkow, ruszony apopleksjq w chwili, 
gdy przejeżdżał Ostrq Bramę, jadqc do narzeczonej, za- 
wieziony tamże był bez przytomności.., Nie odratowano 
go już! - Na piersiach znaleziono u niego na sznurku 
jedwabnym zqb, który narzeczona poznała, że był jej 
własny, a wyrwała go na uwagę Bajkowa, że jq szpeci. 
Pożegnanie jego w wigilję było więc przeczuciem, że już 
jej więcej nie ujrzy, a w chwili wymijania Ostrej Bramy 
wołał do furmana ..by pośpieszał, bo mu źle-, były to 
jego ostatnie słowa. - Przez tę samq bramę przed kilku 
laty wywieziono młodzież akademickq w sybirskie stepy, 
Q jednym z tych, co się do tego przyczynili, był Bajkow ł 
Przed samq zimq, jak pomnę jesieniq, umarła w Wil- 
nie poważna matrona, pani Gorecka, matka bajkopisarza, 
Antoniego. Liczyła się ona do staroświeckich dam Litwy, 
a źagorzałych patrjotek. Nauczona i nawykła kochać 
gorqco Ojczyznę i mówić o tern śmiało i głośno za lep- 
szych czasów, oduczyć się tego nie mogła i nie chciała 
pomimo innego rzqdu. Wprawdzie za Aleksandra J nie 
karano za lada słowo, ale dość, że byli tacy, jak Nowo- 
silcow i Bajkow, którym pani Gorecka w oczy rqbała 
prawdę; i raz, kiedy świadomy jej pryncypiów Nowosilcow 
odwiedził jq, chorq, a ona grzecznie go spytała o zdro- 
wie: ..A cóż - odpowiedział jej - szelmy Moskala i djabli 
nie biorq!" - ..Wiesz co, generale, - odrzekła na to nie-
>>>
- 116 - 


ustraszona matrona: "tak mocno cierpię, że nieraz zgodzi- 
łabym się być szelmq, nawet Moskalem, byle być zdro- 
wq'" Stojqcej nad grobem i to uszło. Choroba jej brała 
poczqtek od paraliżu w nogach (familijne cierpienie, które 
po matce odziedziczyła pani Zambrzycka); a gdy raz 
kazała siebie zatoczyć wózkiem na górę T rzykrzyskq, 
spadła z niej i obie nogi złamała. 
"Chciało się pani czwarty krzyż postawić na górze'l"- 
rzekł przywołany do konsultacji Śniadecki. 
Skutkiem tego wypadku niebawnie umarła matrona; 
a że nasza panna Rybicka znała się dobrze z fraucymerem 
pani Goreckiej, mieliśmy codzień szczegóły o tern kiłko- 
dniowem konaniu! Staruszka, do samego końca przytom- 
na, sama sobie obstalowała na śmierć suknię. czarnq 
z ozdobami o barwach narodowych do czepka, a pojed- 
nana z Bogiem sypała żartami i koncepcikami do końca. 
Gdy prosiła o coraz wyższe podesłanie pod głowę, " Wyżej 
już nie można" - odrzekła służqca - ..chyba do nieba I " - 
..Jużciż nie do piekła" - odpowie chora - "już go miałam 
dość na ziem U " Gdy usłyszała dzwony nieszporne, rzekła: 
"Jutro tak po mnie zadzwoniql" Jakoż właśnie nazajutrz 
skonała. 
Oprócz Antoniego, bajkopisarza, i pani Róży, naów- 
czas jeszcze Wysogierdowej, miała ona drugiego syna 
Józefa, który, że faworyt matki, nadużywał jej dobroci, 
proszqc jq coraz o zapłacenie długów kartowych, bo 
z nałogu tego wyleczyć się nie umiał. Matka płaciła 
i płaciła, ale gdy zaklęcia były próżne i syn zawsze 
z pistoletem do matki przychodził, straszqc jq, że w łeb 
sobie palnie, matka odpowiedziała ostatecznie, iż więcej 
płacić nie będzie, bo to byłoby z krzywdq drugiego syna, 
który był stateczny i miał dużo dzieci, - Niepoprawny 
syn grał jeszcze i przegrawszy wpadł po dawnemu z pi- 
stoletem, matka dotrzymała słowa, nie płacqc, syn też 
dotrzymał, rzucajqc się w wodę.. . utonqł w Wilji I 
Serce matki cierpiało wiele, ale czyż mogła inaczej 
uczynić 'l 
Wypadek ten miał miejsce w 1826 roku, a zapisujqc 
go, chcielibyśmy uczynić wrażenie na graczach, by nie
>>>
- 117 - 


narażali matek na podobne nieszczęście I Ale przeczu- 
wamy, że tacy gotowi oskarżać tu matkę, nie syna. 
Okolica każda ulega corocznie przemianom, które 
po latach kilku ledwie obliczyć się dają, gdy dawne 
twarze ustąpią nowym, jak w przemianach dioramy, 
w których jeden obraz przetapia się nieznacznie w drugi, 
a patrząc nań ciągle nie widzimy, nie domyślamy się. 
jak to się stało. ) tak w ciągu ] 828 - 29 roku znikła 
z Wiszniewa panna Celina Sulistrowska, wydana za księ- 
cia Konstantego Radziwiłła, który. owdowiawszy jedno- 
cześnie z wujem naszym, WOjniłłowiczem. bezdzietny. 
a jeszcze nie czterdziestoletni, pomyślał o powtórnym 
związku. W Komarowszczyźnie owdowiały w 1825 roku 
pan Paszkiewicz miał pojąć w 1828 roku pannę Emilję 
Chomińską z Olszewa. Dzień ślubu był naznaczony. na- 
rzeczona przeglądała srebro. nadesłane jej przez brata 
z Petersburga, gdy wiadomość o nagłej śmierci narzeczo- 
nego zamieniła wesele w żałobę. W rok potem panna 
Emilja była już panią Maurycową Buczyńską na Bolko- 
wie i Łyntupach. skąd trzy siostry Buczyńskie zostały 
prawie razem zaręczone. Starszą. Emilję. jeszcze za życia 
ojca. Daniela Buczyńskiego. wydano na Żmudź za Za- 
lewskiego, który przy zapisywaniu metryki ślubnej okazał 
się starszym od teścia. Z dwiema młodszemi było dużo 
kłopotu w czasie jubileuszu. Jedna z nich. panna Domi- 
cela. zrobiwszy przy łożu umierającej siostry Julji wotum 
niewyjścia zamqż. zapragnęła nagle z tego uwolnić się; 
jakoż uwolniona wyszła za pana Aleksandra Bychowca 
w Grodzieńskie. Trzecia zaś. zaręczona za pana Ale- 
ksandra Łęskiego, obudziła się raz w nocy z wielkim 
wstrętem do narzeczonego i chęcią niezwyciężoną zerwa- 
nia tego układu. Bardzo komicznie ten swój kłopot 
z siostrzenicami opowiadała wujenka ich. pani szam- 
belanowa Sulistrowska. nie wiedząc, co począć z pan- 
nami tak sprzecznego ducha, ale jakoś się to dało ułożyć.
>>>
-- 

.ł. 


-- 

. 


/!;"', -.'(1 
I"...":. -". .... 
.
""L" 
'."...

 :: 
 



 
... 



' - 


'. 1 . r l }'
'. 
 
:. J, _:
__.- II 
. l;:...", .... 
... _ - -.f..'1 
ot /
 ..,.
 


" 


,.. 
..- 


.... 



 
,.",) 
.;L.J 
t "j 


.
 


.....,'.s 11 


',-:- '.' . J. 


, 


r 
.1 


')..":," .:..4. ". .-'-=. 


., -i.'; 
".' 
 
 J 



 



. 


ROK 1830. 


Zima 1830 roku, która miała być dla Wilna ostatnią 
przed wypadkami, wstrząsającemi całym krajem, z Uni- 
wersytetem jeszcze kwitnącym, z młodzieżą nierozproszoną 
po stepach, po obcej ziemi i pod ziemią własną, z karna- 
wałem, który miał nas młodsze wyswobodzić, jak larwy, 
z krótkich sukienek i ze skrzydełkami krepowemi w świat 
puścić, ta zima, mówię, wbrew wszystkim zadaniom - 
bo nic się jeszcze nie było nadłamało w maszynie kraju - 
nie była ożywiona, a miasto - mniej ludne. Mieszkaliśmy 
w domu Karpio - Platera na Trockiej, już po raz drugi po 
przerwie lat pięciu. Kółko nasze familijne, powiększone 
przybyciem cioci Zosi, tern więcej miało wdzięku dla nas, 
iż z nią razem zamieszkała śliczna synowa, raczej żona 
pasierba, a wdowa po Edwardzie Choiseul, naj starszym 
synie wuja, zrodzonym z pięknej Potockiej. Najmłodszy, 
Aleksander, był żonaty od lat kilkunastu na Wołyniu z ku- 
zynką swoją, Świejkowską, a średni, Artur, dręczył od roku 
śliczną swą małżonkę Wandę Niesiołowską. Owóż pani 
Edwardowa, Golicynówna z domu, prawdziwa córa Pół- 
nocy, miała i świeżość lica, i oczy niebieskie, i łagodność
>>>
- 119 - 


blondynek; naogół i fizycznie biorqc, ów biały marmur 
nie był dość wyrzeźbiony, w tańcu żyły jego zbyt nabie- 
gały krwiq, a stqd piękna Waryńka traciła wiele. Ale, 
jak to mówią, en petit comite, gdy w obłoku jasnych wło- 
sów, wolnym, trochę przeciqgłym głosem utrzymywała 
rozmowę z otaczajqcymi jq wielbicielami, lub przy forte- 
pianie zaśpiewała jakq narodowq piosnkę. ginęli dla tej 
róży o perłowych zqbkach motyle wileńscy... Ale na- 
próżno! piękna Waryńka lubiła się podobać. ale nie była 
zalotnq i o powtórnych związkach nie myślała. Mieszkała 
ona, jak mówiliśmy, przy macosze, a choć apartament jej 
był osobny, nie przyjmowała u siebie mężczyzn, czyniqc 
jedynie wyjqtek dla mojego ojca, który wesoło od tego 
się wypraszał, utrzymujqc, iż pochlebniej będzie dla niego, 
gdy zaliczy go do nieprzyjmowanych. Wtorki tańcujqce 
u pp. Abramowiczów, niedziele u pp. Łopacińskich. 
czwartki u pani Felicji Platerowej i resursa w domu MiiJ- 
lera - oto były jedyne punkty zebrania dla szczupłej 
garstki wileńskiego towarzystwa. 
Z mężatek młodych mieliśmy dwie tylko: paniq An- 
toninę Śniadecką i księżnę Radziwiłłowq. Pani Antonina, 
śliczna w czepku, a podwójnie poważna, nie należała do 
tańców, ale zato w przedostatni wtorek kostjumowy wy- 
stąpiła w stroju, który, nie naruszajqc jej powagi, podno- 
sił wdzięki, odbijajqc twarz świeżą od czarnego aksamitu 
i łańcucha weneckiego z XV] wieku. Hasło kostjumo- 
wego balu dodało trochę życia karnawałowI. Sama go- 
spodyni, pani Abramowiczowa, w puszkach łabędzich, 
przewodniczyła jako łagodna zima świeższym porom roku
 
Wiosnq była Basia Szwykowska, cała w różach i sama 
świeża, jak róża. Panna Kajetana Abramowiczówna, 
strojna w dojrzałe kłosy, przedstawiała lato. Jesieniq 
w wieńcu z winogron była panna Anastazja Jakowlew, 
wychowanka pp. Abramowiczów. Ponad niemi jaśniała 
jutrzenka w postaci panny Aleksandry Becu z gwiazdq 
srebrnq nad promienistem czołem. Panna Teresa By- 
chowcówna przedstawiała noc zimowq, a piękne oczy 
pani Engelhardt błyszczały mocniej od brylantów jej bo- 
gatego diademu. Przy nich ginęła niestety nasza Waryńka, 


i
>>>
- 120- 


jako dziewica tatarska. Panna Natalja de Neve w atłasie 
białym mówiła wszystkim, że jest une noble Napolitaine. 
Pani Zabłocka powiewała piórami na głowie jako Peru- 
wianka. Panna Salomea S* kręciła się kuso ubrana 
a conto pasterki;. ale oczy wszystkich zwróciły się na 
dziewczynę neapolitańskq o czarnych ognistych jak wul- 
kan oczach, którq była piękna księżniczka Ida Ogińska. 
A ktoś, chcqc podwójnie dogodzić pani Senatorowej, zro- 
bił uwagę, ..że córka musi przypominać jej własnq mło- 
dość"; ta matka, bardziej już dumna pięknościq córki, niż 
próżna na własne conto, odrzekła nieco urażona: ..QueJ/e 
idee. je n'avais jamais ces beaux yeux/" -Ida realnie była 
królowq balu. 
Drugie piętro domu Karpio - Platerów było zajęte 
przez samych artystów. Nasz Bachmatowicz miał parę 
pokoików po jednej stronie, a z drugiej w ogromnej sali 
malarz Lampi, syn sławnego portrecisty, założył był na 
całq zimę swoje atelier. Przyjeżdżały tam piękne damy 
pozować przed umiejętnym i grzecznym malarzem, a byłe 
która miała coś pięknego. czy oczy, czy profil, czy usta- 
on każdq z nich na swem płótnie, mocq swego delikat- 
nego pendzla zamieniał w piękność idealnq, owianq 
w mgłę przezroczych zasłon, z różq we włosach i branso- 
letkq antique na ramieniu. T rudno zgadnqć. czy oryginały 
postrzegały się, ile im przybywało wdzięków wtem po- 
chlebnem źwierciadle, ale, gdy widz bezstronny, lub, broń 
Boże, oko zazdrosnej kobiety okazywało zdziwienie na 
widok tak bardzo upiększonej twarzy, zręczny artysta tłu- 
maczył, że Dbowiqzkiem sztuki jest domyślać się, uprze- 
dzać lub poprawiać naturę. Więc jeżeli który z mo- 
de.ów był zbyt blady, o zapadłych policzkach. artysta 
się domyślał, że to przypadkowa -zmiana, że, jak wróci 
do zdrowia, wrócq białość, pełność i barwa. Jednych 
widział, jak byli. drugich, jak będq, a tymczasem dziś 
wszyscy u niego wyglqdali ślicznie. W lat kilkanaście 
nowe pokolenie, oglqdajqc te portrety, myśli: ..Jakże 
wiele było pięknych kobiet w 1830 rokul" A dzieci, 
pokazujqc portret matki, smucq się, że z tyłu wdzięków 
ani śladu nie pozostało I 



 


j 
ł 


ł 

 
. 


.-.
>>>
- ] 2] - 


j 



 


Dziwna rzecz i szkoda, że rodzice moi, mając w jed- 
nym domu takiego malarza, nie chcieli skorzystać z tej 
zręczności. by mieć portrety sióstr moich, które na to za- 
sługiwały, tern bardziej, że świeżość ich ośmnastu i sze- 
snastu lat nie potrzebowała upiększenia. Młodsza, Jda. 
przerosła już była starszq. białość marmurowa jej ramion 
i posągowy wyraz twarzy miały wprawdzie mniej ożywie- 
nia i wdzięku. niż u tamtej. ale zato więcej powagi i spo- 
koju w układzie; szczupła. jakby toczona w staniku, 
a włosy jasno-blond popielatego odcienia tak były bujne 
i długie, że. gdy raz w walcu wypadł jej grzebień, kosa 
spłynęła na szyję, bujając w walcu, jak złocista wstęga. 
W tymże roku wiosną wróciło pod dach swój po pię- 
ciu latach więzienia kilku ojców rodziny. a więźniów stanu, 
i całe Wilno się radowało. Wrócił do żony. sześciu sy- 
nów i córki Jan Chodźko. znany pod pseudonimem lite- 
rackim Jana ze Świsłoczy, Wrócił do rodziny J. Strumiłło. 
właściciel pięknego ogrodu w Wilnie; wrócił prawy Karol 
Wagner; wrócili dwaj przyjaciele ojca mego, Konstanty 
Nowomiejski i Michał Romer. Witano ich, ugaszczano, 
słuchając ich opowiadań tem ciekawszych, im uboższych 
w wypadki, bo całe ich pięcioletnie życie. skupione 
w uczuciu, tern silniejszem czyniło każde wrażenie. Prze- 
byli oni koleją te lat pięć w kazamatach petersburskich 
i w więzieniach Warszawy, dokąd przewożono ich razy 
kilka naprzemian, tu i tam. W kazamatach żyli oni sa- 
motnie, to jest po jednemu. bez książek. źle karmieni, 
z ciągłą tęsknotą za swoimi, z odgłosem dzwonów za je- 
dyne echo od świata, z kawałkiem nieba u kraty wysokiej 
za jedyny widok, z gołębiami. a nawet krukami za całe 
towarzystwo, z któremi dzielili też nędzną więzienną 
strawę. W Warszawie wolno im było siedzieć po dwóch; 
dozwolono książek, których im dostarczali miastowi oby- 
watele; nie broniono lepszej strawy za swoje pieniądze: 
ale bez ruchu, bez powietrza nie wyszło im to na dobro, 
przechorowali wszyscy. Każdy z nich prawie przywiózł 
jakąś pamiqtkę. nawet żywą. Pan Romer całą familijkę 
białych myszek. które przyłaskawił był w więzieniu i nie 
miał serca jej porzucać. 


ł 


ł 

 
.
>>>
- 122 - 


W tymże czasie umarł w Wilnie profesor wschodnich 
języków, Miinich, o którego oszczędności dużo opowia- 
dano anegdotek pociesznych. Skutkiem niej przedwcześnie 
życie zakończył, nie pozwalajqc w czasie choroby swej 
palić w piecu zimq (nb. drwa miał od skarbu, ale je 
sprzedawał). Oszczędzajqc światło, siadał z ksiqżkq 
w wspólnej sieni pod lampkq, palqcq się u drzwi Śniadec- 
kiego. Gdy gość do niego przyszedł, rozmawiał z nim 
pociemku, a dla oszczędności zdejmował odzienie. Owóż 
w chorobie dla oszczędności nie przywołał doktora, i tak 
bez pomocy, w zimnie, z pełnq szkatułq pod łóżkiem, 
śmiercią nędzarza skonał przedwcześnie. Znaliśmy go, 
bywał u moich rodziców, a w albumie mojej siostry wpi- 
sał sentencję arabskq czy perskq, której znaczenie jest: 
..Napotkałem różę w pustyni mojego żywota". 
Ten zgon i ta choroba przypominaj q też chorobę 
i śmierć starosty Umiastowskiego, bogacza i starego kawa- 
lera, który w ..Brukowcu" pod nazwq Wywiędlińskiego fi- 
guruje. albowiem był suchy, jak trzaseczka. W dzieciństwie 
swojem raz czy dwa razy widziałam go i pamiętam. jak 
się uskarżał na kaprysy pensjonarki (podobno jego pu- 
pilki), która nie przestawała na obiedzie, składajqcym się 
z zupy, sztukamięsy, historji etc. Opowiadano na całe 
Wilno, jak w ostatniej już chorobie odwiedzany przez 
hrabinę Apolinorę Platerowq, gdy ta go nagliła o zwoła- 
nie konsyljum, przerażony perspektywq wydatku, opierał 
się temu. Ona. zrozumiawszy. o co chodzi. wsunęła mu 
trzy dukaty, jako pożyczkę. Nie spuszczajqc się jednak 
na chorego, który gotów był przenieść śmierć nad wyda- 
tek trzech dukatów. odchodzqc oświadczyła stanowczo, 
że bierze na siebie wezwanie lekarzy i to naj doskonal- 
szych: Śniadeckiego. Mianowskiego (czy Herberskiego) 
i Barankiewieza. Gdy wyszła. chory dobył z pod po- 
duszki udzielone mu przez szanownq przyjaciółkę dukaty. 
a wpatrujqc się w nie z miłościq I żalem. jqł zastanawiać 
si
 i rozważać niekoniecznq potrzebę ich oddania. a że 
mówił głośno sam z sobq. podsłuchano go. Ze Śniadec- 
kim sqsiadował - ..Czyżby od sqsiada godziło się brać 
pieniqdze? tylem razy z nim polował! - nie. Śniadecki 


ł 
[, 



 


, 
, 


. 


4
>>>
- 123 - 


4- 


nie weźmie!" (i dukat pierwszy wrócił pod poduszkę). - 
..Mianowski (czy Herberski) miał niedawno sprawę w De- 
partamencie, a on, jako prezydent, tę sprawę sqdził, i była 
wygranq. -'- jakże miał brać pieniqdze?,. nigdy!" (i znowu 
dukat wszedł pod poduszkę). Pozostawał trzeci - ..Ba- 
rankiewicza zarekomendowałem sam na rocznego do pani 
janowiczowej - tak korzystne miejsce! czyżby on śmiał 
od swojego dobrodzieja żqdać' zapłaty 'l . . . nigdy ł" - 
) trzeci dukat spoczqł przy dwóch pierwszych. Konsylium 
odbyło się gratis, a gdy hrabina Platerowa wróciła do 
chorego, musiał jej oddać te same dukaty, cieszqc się 
w duchu. że swoje oszczędził... Cóż, kiedy nie poniósł 
ich z sobq. a piękna fortuna, zebrana kosztem wielu ofiar, 
dziś w ręku synowca jego, Kazimierza, rozmnożyła się, 
jak chleb na puszczy, pod dobrym rzqdem pani Kazimie- 
rzowej. Rajeckiej z domu. 
Równo z wiosnq rozpoczynała się w Wilnie coroczna 
serja następujqcych jedne za drugiemi uroczystości i zwy- 
czajów, zwiqzanych z sobq i nacechowanych miejsco- 
wOściq. Wielki Tydzień z grobami, święcone . paradne. 
kontrakty, widowiska i kwesty na dochód biednych. a naj- 
młodszym z nich był jarmark, ledwie w 1828 roku wpro- 
wadzony do Wilna-wszystko to bardzo ożywiało miasto. 
Popisy strojów damskich rozpoczynały się, niestety. od 
Wielkiego Tygodnia. Panie Wagnerowa. Gimbutowa 
i panna Kaleszanka, pierwsze modniarki w owym czasie, 
z których powstały późniejsze Rodkiewiczowa, Orzepow- 
ska i t. d., nie mogły nastarczyć kapeluszów w dzień naj- 
smutniejszy w roku. ) w Wielki Piqtek zakwitały głowy 
ogrodem po ulicach i kościołach, rywalizujqc z samemi 
grobami, bo, wyjqwszy Katedrę, gdzie Grób Pański był 
niby w skale wykutym, we wszystkich innych kościołach, 
a szczególnie tam, gdzie były zakonnice. Grób Chrystusa 
był ogrodem, jaśniejqcym od kwiatów z batystu i owoców 
woskowych, błyszczqcy od lamp i źwierciadeł: ale te bły- 
skotki przyciqgały tłum ludu i dzieci. Dla przywabienia 
jeszcze liczniejszego tłumu odwiedzajqcych przy niejed- 
nym grobie śpiewali amatorowi e ... A piękne pojazdy, 
napełnione strojnemi damami, krzyżujqce się po ulicach, 


I 
ł 


, 



 


"
>>>
- 124 - 


oświecone kwietniowem słońcem, nie przypominały w nf- 
ezem Jerozolimy i świętych niewiast, przychodzqcych 
o świcie z olejkami, by namaścić ciało Chrystusa w Gro- 
bie . . . Równo z uderzeniem we dzwony na Zamku, jak 
mówiono o Katedrze, we wszystkich trzydziestu sześciu 
kościołach Wilna śpiewano AJJeluja. - ..Wesoły nam 
dzień nastał!" - wołano od podziemia do strychów. 
A święcone jajko, ów dodatek tradycyjny na stołach 
możnych, przybranych w lukrowane ciasta, tłuste mięsiwa 
i wykwintne zwierzyny, - owo jajko, stanowiqce jedynq 
ucztę ubogiej rodziny, jedynq zabawę ulicznych dzieci - 
miljonami toczyło się i dzieliło w całem mieście. 
Zwyczaj święconych paradnych był natenczas w całej 
sile; najsławniejsze zaś bywały zwykle u wujostwa Tyzen- 
hauzów, u pani Apolinary z Żabów Platerowej, u ksiqżqt 
Giedrojciów i u pp. Antoniostwa Chrapowickich. 
Hrabina Platerowa, wzywajqc uprzejmie na swoje 
sute i smaczne, a nawet wesołe święcone, bo po spożyciu 
uczty tańczono, wierna swojemu systematowi niezapra- 
szania dzieci, zawsze wykluczała młodsze z bojaźni, aby 
się nie nudziły, nawet na święconem. 
Księstwo Giedrojciowie serdecznie też robili honory 
około nie tylko suto i smakowicie, ale elegancko zastawio- 
nych stołów. Pomagała ciotce słabego zdrowia i bez- 
dzietnej śliczna jej krewniaczka, Eliza' Kossakowska, nie- 
dawno wyszła z pensjonu pani Dejbel, której opiece tro- 
skliwej i sumiennej najpierwsze rodziny powierzały swoje 
córki. Sam gospodarz, pełen uprzejmości, krajqc marce- 
pan, zapraszał na szynkę. U niego słowa zaWsze się 
plqczq i gdy obrano go prezydentem Izby Kryminalnej, 
rozrzewniony tym dowodem szacunku ziomków, zawołał 
(chociaż mógł się od mowy uwolnić): ..że do tak Poważ- 
nego grona brakowało jedynie tego honoru, aby on był 
Prezydentem" . 
Święcone pp. Chrapowickich odznaczało się nietylko 
wybornościq i elegancjq, ale i tem szczególnie, że dawane 
na Przewodniq, nikomu nie było przeszkodq w familijnych 
zebraniach. Trzeba wiedzieć, że pani Chrapowicka, Mir- 
ska z domu, nielada miłq i umiejętnq była gospodyniq;
>>>
! 


- ] 25 - 


siostra owej sławnie miłej Marysi Szumskiej, miała łona 
ów wdzięk familijny, który się rozlał i zakwitł w każdym 
członku tej rodziny zosobna, choć po trochu, a pani Ewe- 
lina posiadała go w wysokim stopniu. Zwykle po świę- 
conem tańcowano. Domy zatem przybywały w strojach 
balowych, i dotqd pamiętam na takiemże święconem 
z ] 829 roku różowo, jak na bal, ubraną piękną wdówkę. 
z Sorokinów Rogowską - une brune piquante. którq pe- 
wien młody poeta w wierszu, opisującym piękności Wilna 
p. t. ..Casino" do sarneczki porównał, tak była szczupłą 
i lekką w tańcu. Wyjście zamqż tej pani odbyło się 
w dość oryginalny sposób. Miała ledwie lat piętnaście 
i była przesIicznq. Kawaler w niej zakochany (przed 
którym, gdy dom zamknięto, z miłości wielkiej w bramie 
i na schodach nocował, byle pod tym samym dachem. 
co i ona) wyjeżdżającq z balu. czy z kuligu nocnego tak 
dobrze dopilnował, że stanqł za saniami zamiast lokaja. 
a nie czekając długo, zepchnął jednym zamachem w śnieg 
towarzyszqcą jej madame i szepnqł wożnicy: ..Ruszaj!"; 
nie oparIi się, jak o milę od Wilna, gdzie ślub odbył się 
naprędce, a matka uwiadomiona przybyła nazajutrz dla 
zabrania córki, by jq zaprezentować towarzystwu już jako 
paniq Rogowskq. Pan Rogowski był adjutantem przy 
Korsakowie. Pożycie tej pary nie było ani długie, ani 
szczęśliwe, Ona - dziecinna, lubiąca zabawy, on, gwał- 
towny, zazdrosny i gracz, woził żonę do Odesy, do Kijo- 
wa; raz ostatnie jej pieniqdze i brylanty stawiał 
a kartę. 
to znowu zasypywał ją złotem wygranem i otaczał zbyt- 
kami; kochał jq nad życie, a groził pistoletem, jeżeli na 
godzinę naznaczoną nie wróci z wizyt, Takie przemiany 
urozmaicały życie, ale nie dawały szczęścia; i sprawca 
tego padł pierwszy ofiarq, bo umarł młody z suchot po 
latach kilku takie} burzy. Młoda wdowa używała przez 
lat kilka swobody, zawracajqc głowy czarnemi oczami, 
dowcipem naturalnym, wesołościq ł najlepszem sercem. 
Ona, a z nią panie: z Szastowickich Salomonowiczowa, 
z Podbereskich Kołkowska, z Zaleskich Norsztinowa i t. d. 
tworzyły śród JiJij nieposzlakowanej białości i mniej po- 
wabnych a pospolitych kwiatów ów kląb z róż, upajają- 


.'
>>>
- 126 - 


cych swą wonią, na który zlatują się motyle... Ale po 
latach kilku takiego życia, pani Rogowska trochę z na- 
mowy przyjaciół, trochę z nudy, zaczęła głośno mówić, 
że już ma dosyć tego .. Veuve, veuvel" t naj niespodzianiej 
wyszła za Józefa Sulistrowskiego.z Oszmiańskiego, gdzie 
ją nieraz jeszcze zobaczymy, już nie ..sarneczką" wpraw- 
dzie. ale matką, babunią. gościnną, uczynną i ogólnie ko- 
chaną. A słysząc te szczegóły jej życia, przez nią samą 
opowiadane. czuliśmy się tern upoważnieni do ich wyno- 
towania. 
Teatr. będący natenczas przy ulicy Wileńskiej. w do- 
mu Każyńskich (później Wiszniewskiego), w którym zosta- 
wione nietknięte brama. dziedziniec i ganek boczny tak 
żywo uprzytomniają dotąd, że na ich widok serce bije. 
prawie tak samo. jak dawniej. gdy się wjeżdżało przez tę 
bramę z niepokojem, czy już widowisko nie zaczęte I Widzę. 
zda się owego krępego lożmajstra. jak się kręci po kory- 
tarzu i otwiera loże. a na ten teatr dwa razy większy 
od dzisiejszego (w Ratuszu). on jeden wystarczał! Każyński. 
brat muzyka, siostry Górskie (Anna i Julja), Malinowskie. 
Rogowski, Bondasiewicz (basista), Kiersnowski (tenor) 
i t, d. - jakże to dawne postacie! Grano dramaty. ko- 
medje. a nawet i opery; ..Frejszyca" i ..Włoszkę w Al- 
gierze". pamiętam z 1827 roku, a w 1828 na jakiś benefis 
dawano sztukę, p. t. ..Nasze przebiegi", którą w połowie 
wygwizdano, i musiało być zaco (chociaż tego ani wów- 
czas, ani potem dowiedzieć się nie mogłam), kiedy poru- 
szyła się nawet flegma generała Wawrzeckiego. który. 
stanąwszy w krzesłach i wyjmując swój curdenf z ust, 
wołał z innerni: ..Dosyć! dosyć!" - To gwizdanie podobne 
do świstu strzał, a będące nie skutkiem jednej partji. lecz 
oburzeniem całej prześwietnej publiczności, miało w sobie 
coś przerażającego! Para, rozmawiająca na scenie, rozbie- 
gła się. a dyrektor tłumaczył się pokornie. że cenzura 
pozwoliła. ..Co tam cenzura!" - ozwał się głos jakiś po- 
ważno-surowy i kurtyna zapadła. Bywanie w teatrze 
stanowiło rzadkość dla nas. poprzedzaną niepewnością. 
niepokojem, gorączką, radością nieopisaną! Ale jakże się 
ten niepokój i ta gorączka wzmagały jeszcze za przyby- 


.
>>>
, 


- 127 - 


ciem do Wilna trupy Chiarinich, których taniec na linie 
zachwycał całe miasto, tak, że w ciągu zimy 1827 roku 
w salonach mówiono tylko o zręczności Feliksa, o gracji 
jego żony, o wdziękach panny Flory i brata Anioła, 
a pięcioletnia Wirginja była benjaminką całej publiczności. 
Pantomina, następująca po tych skokach, dziwna zręczność 
arlekina i dowcipna naiwność pierrota, tak się nam po- 
dobały, że długo ;potem z ubieloną twarzą, w szlafmycy 
ojca i kaftaniku mamy odegrywałam rolę pierrota w do- 
mowem kółku, śmiesząc rodziców moich w długie jesienne 
wieczory w DobrowIanach. 
Każdego roku jakaś osobliwość, wyciągająca grosz 
litewski, zjawiała się w Wilnie. W 1826 był słoń, dziwnie 
rozumny i łaskawy, z konikiem pstrokatym za towarzysza. 
W 1828 r.. jesieniq, na placu katedralnym stanęła 
szopa z panoramą Paryża. 
Jarmark, wprowadzony do Wilna w roku 1827 czy 
1828, budował zwykle swe drewniane szopy, budami 
zwane, dokoła Katedry, tuląc się do dzwonicy, wznoszącej 
się na szczątkach wieży Krywe-Krywejty, i służył jakby 
za przedmowę do bulwarów. zbierając na swój plac rano 
i wieczorem mnóstwo kupujących i ciekawych. Turki z sza- 
lami, Malcow ze szkłem, Muchin z Moskwy z perkalami 
i płócienkami, galanternik Witkowski z Charkowa, wabili 
każdy swoim towarem. Były i budy z litografjami, a gdy 
księgarz drzemał w pustym kramie, Żyd z Berdyczowa 
wystarczyć nie mógł kupującym konfitury i bakalje. . . 
Na owym placu odbywały się też popisy ekwipażów. 
Rzecz godna uwagi i podziwu, że pomimo takiego 
zbiegowiska rodzin ze wszystkich prowincyj naszych i tylu 
pięknych panien małżeństwa nie były częste w Wilnie, 
i dlatego, zebrawszy je wszystkie z kilku lat w jedno, 
odraz u wyliczymy, zaglądając czasem i na wieś dla 
zwiększenia liczby: bo czy jedna para wytańcowawszy się 
t wykochawszy w czasie kilku karnawałów, zapominała 
wzajemnie o sobie, szukając szczęścia na wsi. Wprawdzie. 
profesor Oczapowski upodobał na balu bladą, ale ładną 
i rozsądną pannę Stubilewiczównę (w której matka jej 
upatrywała podobieństwo z naszą cioteczką), ale p. Karoł
>>>
- ] 28 - 


Podczaszyński szukał żony na odludnych spacerach i, upa- 
trzywszy sobie młodą nauczycielkę zawsze w jednakowej 
zielonej sukience, skromną i cichą, jej się oświadczył, ją 
pojął i do późnej starości był z nią szczęśliwy. Senatorowa 
Ogińska nie długo też marudziła ze swemi gracjamt. 
W ] 827 r. wydała starszą Amelję za hrabiego Karola 
Załuskiego, był on jednookim wprawdzie, ale to nie bardzo 
raziło, przy tern człowiek bogaty i dobrze wychowany. Nie 
dał on Jednak szczęścia swej zacnej małżonce, ale ona 
sama w tym związku o szczęście się postarała, wykony- 
wując święcie obowiązki nad liczną rodziną. Mł
dsza 
Emma wpadła w oko hrabiemu Hipolitowi Brzostowskiemu 
z Królestwa na jednem zebraniu w Kojranach, u p. Łopa- 
cińskich. Trzecią zaś, ową piękną Idę, wydała matka 
w ] 830 r. za Adolfa Kublickiego, który w tym roku kary- 
styjnym na kawalerów był jedyną part ją, niepiękny, jakby 
spuchły, ale moralny, bogaty i ukształcony. Odbijał on 
szpetnie obok swej ślicznej narzeczonej, która, znudzona 
życiem w domu, mówiła: ..J'epouseroi Witkowski pour qui/ter 
la moison" - a ów kupiec . z Charkowa był jeszcze 
szpetniejszy od p. Adolfa. Z dwóch panien Becu jedna 
wyszła w Odesie za brata swej macochy, druga zaś, 
Aleksandra, w Wilnie z miłości za doktora Józefa Mia- 
nowskiego. Widzę ich, jakby to było wczoraj, schodzących 
się niby przypadkiem u łoża mego ojca w ] 829 r., który 
po puszczeniu krwi długo chorował na zapalenie żył, On 
jako lekarz, zastępujący Śniadeckiego w codzienne m czu- 
waniu nad chorym, ona jako pupilka mego ojca, a chory, 
patrząc na tę parę tak odpowiednią sobie szlachetnemi 
uczuciami. myślał, że był pierwszym w uplanowaniu ich 
połączenia, nie wiedząc, że "serca ich oddawna sprzyjały 
sobie'" według wyrażenia się panny Aleksandry, która 
wyspowiadała się nareszcie przed swoim opiekunem. 
Serdeczny p. Mianowski, który w każdym pacjencie wi- 
dział ojca, brata, siostrę, i bardziej jeszcze swoją 
troskliwością mz nauką leczył, pojąwszy zacną Ale- 
ksandrę, szczęśliwy nad wyraz, utracił ją we dwa lata, 
I długo, długo płakał po niej I Ale to już należy do Jat 
późniejszych.
>>>
- 129 - 


Dla tylu pięknych pan l panów trzebaż było strojów, 
odzieży, wina etc., dla gospodyń - zapasów, dla dziatek- 
łakoci, cacek i t. d. Więc po kapelusiki modne na zimę 
i wiosnę, po toczek i czepeczki na bal jechały damy do 
pani Wagnerowej, która, pełna zawsze powagi i grzecz- 
nmki, dogadzała każdej, a ekspozycjq nieustajacq jej 
elegancji była głowa pani Doroty Łopacińskiej. Wino 
naj wyborniejsze, bo prosto z Francji, były w piwnicy 
p. Bideaux (figurka do beczułki podobno). o którego 
obiadki wyborne (veritable cu;s;ne bourgeo;se) smakosze 
się dobijali, a twórczyniq.ich była żona sławnego winiarza. 
Po rękawiczki paryskie, perfumy, biżuterje, bronzy, kryształy 
i różne graciki na przyjacielskie upominki jechano w wi- 
gilję imienin do Fiorentiniego, gdzie jedyne było natenczas 
wejście od rogu, a na ulicy już pachniał śliczny magazyn, 
w którym zawsze można było spotkać kogoś z eleganc- 
kiego świata. Żadna wyprawo panny, wychodzqcej za- 
mqż, nie obeszła się bez srebra gotowalnianego i her- 
batniego roboty złotnika Wagnera, którq i dziś jeszcze 
poznać możno w niejednym domu po kwiatach matowych 
na imbryczku. Najlepsze frendzle, guziczki szmuklerskie 
i jedwabie były od Wilkańca na placu Ratuszowym. 
Brodaty Nowikow dostarczał gospodyniom zapasów aptecz- 
kowych na rok cały, Sukna zaś najlepsze były na Nie- 
mieckiej ulicy u Klaczki, kupcowej sumiennej, a bobki 
wsławionego pisarza, który zaledwie w r. 1837 ozwał się, 
jak słowik po raz pierwszy, o rozumu swego dowiódł 
tem najlepiej, że, przechodzqc na światło wiary objawionej, 
nie wyparł się swego nazwiska i pochodzenia. Cukiernie 
i apteki były najliczniejsze, Z pierwszych najsławniejsze - 
Kunca, Kiela i Dawacego, z drugich - Wolfganga, Woelka 
ł Zielona Apteka, którym w 1828 r. nagle chciał zaimpo- 
nowoć potężny złoty orzeł dwugłowy p. Jendego, a zło- 
ciste etykiety rywalizowały z cukierkami p. Dawacego, 
Obaj zaś ci ponowie usiedli po obu stronach bramy pa- 
cowskiego pałacu. Za oknami zaś pokazujqce się litograf je 
były szyldem pp. Wejsa i Lecayer'a. 
Zaczqwszy od głów damskich, zakończmy na nóżkach. 
Sławnym natenczas szewcem był Łqgiewicz, u którego 
9
>>>
- 130- 


T' 


gdy w wigilję balu obstalowywano trzewiki białe. on 
odmawiał je robić. mówiąc: ..Ani ja. ani Śniadecki nie 
pomożem. gdy nas zapóźno wołają!" 
Jeszcze jedno wspomnienie. Galerja. gdzie się modlą 
wierni przed Ostrą bramą. datuje od 1829 roku. Oszkliła 
ją hrabina Apolinara Platerowa po uzdrowieniu syna 
Cezarego. który tejże zimy ciężko przechorował na ner- 
wową podobno gorączkę. tak. że go ledwie odratowali 
nasi najsławniejsi lekarze. a raczej sam Bóg. ubłagany 
modłami matki. Ta. modląc się codziennie na tej galerji 
bez okien. nieraz przeziębiona wspomniała na drugie 
matki i stanęły ściany szklane w dowód wdzięczności 
ku Bogu i współczucia dla bliźniego. jakby łzy skrystali- 
zowane, powiedziałby poeto. Mówiono w swoim czasie. 
że Hrabina wydała na to trzysta dukatów. dar królewski, 
z którego korzysta drugie, nawet trzecie już pokolenie, 
a mało kto wie. komu go zawdzięczać należy. 
Lato 1830 roku upamiętniło się w naszej rodzinie 
przenosinami do pałacu. 
W kilka dni byliśmy już zupełnie zalokowani w obszer- 
nych. trochę pustych i trochę chłodnych pokojach. ale już 
poświęconych ręką kapłana, 
Dom wielki zapełniał się powoli. Z Wilna przybył 
Bachmatowicz. a w kilka tygodni potem zjawił się u nas 
gość niespodziewany, jadący wprost z Francji, świadek 
świeżych odmian, i zapowiadający coś podobnego w na- 
szym kraju. Ojca mego natenczas nie było w domu, 
Matka moja witała gościa serdecznie. jak brata, my - jako 
wuja. a pan Święcicki, obecny temu przyjazdowi - jako 
jednego z wodzów litewskiego wojska w 1812 roku. albo- 
wiem był to generał Pac. przebywający prawie zawsze 
zagranicą, gdzie miał córkę w Rzymie, Rzadki gość w kraju 
i w rodzinie, postanowił był w tym roku objechać wszystkie 
familijne domy: od nas pojechał do Postaw. skąd wra- 
cając wstąpił znowu do Dobrowian. Okiem znawcy, 
a sercem krewnego rozglądał się on w naszem domostwie; 
podobała mu się bardzo gotycka kaplica, uderzyły go 
ławki rococo, stojące pod arkadami balkonu i naśladujące 
piaskowiec. Mój ojciec przerobił je ze starej rzeźby. odszu-
>>>
.1 
1 
J 
I 


,. 


- ]3] - 


kanej gdzieś na strychu u stolarza w Wilnie. Generał Pac 
mówił. iż w Londynie opłacono by taki antyk na wagę 
złota. była to bowiem chwila zwrotu do wszystkiego co 
dawne. greczczyzna przeżyła swój czas. a rococo i gotyk 
zaczynały wchodzić w modę. 
Wujaszek jeździł z nami na spacer nad jezioro i nad 
Wilję, starsi w pojeździe, młodzież konno. a my rade po- 
pisać się przed starym wojakiem swojq zręcznościq 
i odwagq, szczególnie w tęgim galopie za lada pagórkiem. 
szczęśliwe byłyśmy usłyszeć z ust znawcy. że jeździmy, 
jak prawdziwe Angielki. 
Zalokowanie się w obszernym domu odjęło ochotę 
wracania do Wilna na zimę. Projekt ten wcześnie już był 
uplanowany. jakby z przeczucia. że się w kraju dużo 
odmieni rzeczy. Rodzicom moim przybywało coraz więcej 
myśli dla upiększenia siedziby: jednemu chciało się z okien 
swoich patrzeć na ozdobne budowle. drugiej na ogród 
coraz piękniej zarysowany. a z gabinetu rogowego mamy 
ślicznie się przedstawiały masy sędziwych lip. kwieciste 
klomby, aksamitna murawa. jasne wody. zarosłe ich brzegi 
i sine jej oddalenia z białq w stylu włoskim kapliczkq 
na tle ciemnego lasu. Codzień tam coś przybywało, jakby 
dotknięcie pendzla na wykończenie krajobrazu. a gdy myśl 
nowa ciągnęła do ogrodu. to i wschody nie były przeszkodq. 
Owe obserwatorjum stanowiło też i pracownię malarki. 
stała tam staluga z napiętym blejtramem i bukiet świe- 
żych róż. jak piękność, proszqca o portret, ale gdy nieraz 
ogród odwołał mojq matkę od pendzla, Bachmatowicz 
w alegorycznej swej mowie przemawiał do niej i prawie 
co ranek malarka znajdywała na swoim stoliku rysunki, 
wyobrażajqce genjuszy ogrodnictwa i malarstwa, walczq- 
cych z sobq, to znów jej pokój, gdzie na pierwszym planie 
rój aniołków, pokazujqcych gestami, by nie budzić śpiq- 
cej, przygotowywał stalugę. paletę i pendzle; jeden z nich 
na klęczkach. ucierajqcy farby na kamieniu, był wyborny, 
Ojciec mój miał dwa pokoje od dziedzińca, z biurem 
w oknie, z oknem na dwa dziedzińce i cały ruch gospo- 
darski; przy ścianach były szafy z bibljotekq, na środku 
wielki stół z mapami, w gabinecie porzqdki gotowalniane,
>>>
- ] 32 - 


których by się najpierwsza elegantka nie powstydziła, 
a przy łóżku klęcznik z krucyfiksem. misternie rzeźbionym 
ze słoniowej kości. i podnóżek aksamitny. na którym jednak 
nie zgięły się kolana mego ojca. odbywającego wprost 
na ziemi swoje ranne i wieczorne modlitwy. 
A córki 'l Córki lokowały się tymczasem w ogromnej 
sali. stanowiącej czwartą część całego piętra. a przezna- 
czonej na planie na sale balowe lub teatr. Była ona prze- 
grodzona przepierzeniami jak ul. tworzące mi sześć kompar- 
tymentów. Od ściany były sypialnie nasze i sług. a od okien 
trzy celki dla każdej z osobna. Pierwsza od wejścia z salonu 
służyła dla mnie i za pracownię do lekcyj rysunków, 
środkowa była dla średniej. a w samym rogu z dwoma 
oknami zalokowała się naj starsza nietylko z apteczką śpi- 
żarnioną. ale i z apteką medyczną. 
Od wiosny przybyło nam bardzo miłe Sąsiedztwo: 
młodzi Śniadeccy zamieszkali Szemetowszczyznę. Pani 
Antonina wracała z radością do rodzinnego gniazda, 
chociaż to winna była smutnej pobudce: brat jej. ów ado- 
rator Adelajdy Turnier. ,zakończył serję swoich szaleństw 
zupełną utratą zmysłów. co przypisywano wdziękom księż- 
niczki Idy Ogińskiej. Jakoby wołał w paroksyzmie. ..że 
w jej nazwisku była zapisana jego zguba: O giń... Su Ii- 
strowski!" - Co jednak nie wyglqdało bardzo na prawdę. 
bo panna Ido. która wyszła. nie kochając, za niepięknego 
pana Kublickiego. pewnoby nie wzgardziła pięknym 
Aleksandrem Sulistrowskim. 
Tejże jesieni mieliśmy odwiedziny prałata Mamerta 
Herburta. kanonika kapituły wileńskiej i szperacza historji 
krajowej. Nie pamiętam, co go zwabiło w nasze strony.. 
podobno wizyta klasztoru karmelitów w Zaświrzu. a może 
nadzieja odkrycia we Świrze pamiątek i śladów przejścia 
tamtędy króla Batorego. Bawił on u nas dni kilka i zjechał 
się z wujem Karolem Przezdzieckim. Dwie sobie przeciwne 
postacie. różniące się powołaniem i powierzchownościq: 
kapłan i wojak, światowy i uczony. historyk i gospodarz. 
Jeden chudy, wysoki. czarny i żywy. mówiący tylko 
o pięknych kobietach i o miłości. drugi - krępy z głową. 
jak to mówią, nie dla proporcji i to w podwójnem zna-
>>>
t 


- 133 - 


( 
czeniu, bo miał jq rozumnq i wielkq, tę głowę trzymał 
zawsze odwróconq od kobiet, a gdy je miał dokoła siebie, 
to spuszczał oczy, które były wielkie i wypukłe. Kapłan 
mówił poważnie o wszystkiem, wojskowy wesoło o niczem. 
Wybornie jednak kwadrowali z sobq, po jednej stronie 
była znajomość świata, po drugiej rozum. 
]nnego zupełnie zakroju kapłan zjawił się do nas na 
dzień Zaduszny, był to ksiqdz dominikanin z Oszmiany. 
śmiały i rumiany rubacha, po odprawieniu Mszy Świętej 
i odczytaniu E wangelji, uczuł nagle chęć przemówienia 
do zebranych, a w braku namaszczenia kapłańskiego 
sztukował się erudycjq historycznq. jako w dzień Za- 
duszny a propos "znikomości świata" wspominał imiona 
wielkich zdobywców i sławnych piękności. .,Co znaczy- 
krzyczał na całe gardło - co znaczy sława wojenna?.. 
Tu leży Cezar ł Co znaczy piękność ciała?.. tu leży 
Kleopatra ł" i t. d., a że za każdem imieniem wskazywał 
palcem na stopnie ołtarza, zdawało się prostodusznym 
słuchaczom, że Aleksander Wielki, i Cezar, i Kleo- 
patra, i Semiramis - byli to protoplaści dawnych dzie- 
dziców Dobrowian, książqt Sanguszków, pochowanych 
w lochach pałacu obok trojniaku z 1700 roku i wódki, 
rówieśnicy mego ojca. - Gdy zaś po tej szumnej mowie 
zaintonował pieśń pobożnq, pod wibracjq jego potężnego 
głosu zadzwoniły szyby w ołowianej oprawie i zbroje 
stalowe na ścianach. Było to bardzo efektownie, nawet 
zanadto. Drżałam jak liść osiny, a sprawca tego cieszył 
się bezwqtpienia, że mu się tak dobrze udało, albowiem 
w tym mnichu objawiała się już siła i energja, które go 
w niespełna rok popchnęły z klasztoru na plac bitwy; 
bo nazwisko jasińskiego, mało natenczas znane, ale postać 
zapamiętana, ukazały się nam w Jat parę w dziele józefa 
Straszewicza między postaciami z 183] roku z chorqgwiq 
w ręku, jako kapelan u powstańców. 
Na święta Bożego Narodzenia wezwani przez wuja 
Konstantego pojechaliśmy do Postaw. 
Usuwajqc na bok wszelkie osobiste względy pokre- 
wieństwa, Postawy i mieszkańce ich zasługujq na osobny 
i szczegółowy opis, mogqcy zajqć nawet obcych. Człowiek
>>>
- 134 - 


bogaty. niezależny. wykształcony. światowy. zajmujqcy 
się sam - i to ściśle - zarzqdem dóbr swoich, a naukq 
dla miłości nauki. nie zaś dla próżnej chluby lub rozrywki 
tylko; młoda. a posażna małżonka. nie rwqca się do zabaw. 
do miasta i strojów - oboje oddani wychowaniu dziatek. 
Rezydencja pańska. a życie zakonne, jakby stojqce na 
uboczu świata, ciche. regularne śród ruchu ogólnego. 
Wszystko to stanowiło wyjqtek, zwracajqcy oczy. budzqcy 
sqdy i drażniqcy umysły. Nam, odwiedzajqcym co rok 
Postawy. za każdym razem przybywało ochoty i radości 
z tych odwiedzin, w miarę, jak, same dOjrzewajqc, ocenia- 
łyśmy lepiej gruntowne cnoty Wujenki, rozmowę i naukę 
Wuja, w miarę też Jak ich dzieci rosły. Było ich czworo 
i starsze. ustępujqc młodszym kolebki. a rozwijajqc się 
w tej atmosferze pracy i nauki. stawały się dla nas nie- 
tylko rozrywkq. ale niemal już towarzystwem. 
Pałac postawski. stawiany przez podskarbiego Tyzen- 
hauza, czy nawet już za czasów woJewodziny Chomińskiej. 
miał kształt kwadratowy i z poczqtku był tylko oficynq. 
ale mu domurowano z boku podjazd z kolumnadq. patrzqcq 
na miasteczko. Z dużej sieni, wyłożonej marmurem. idzie 
na lewo szereg pokojów o plafonach, zdobnych sztuka- 
terjq, o marmurowych kominkach, na ścianach zaś majqcych 
płótna pierwszych mistrzów et Je reste a t avenant. Na prawo 
od sieni były sale. obrócone na gabinet ornitologiczny, ale 
ta część domu. sztuce i nauce poświęcona, nie była 
zamieszkałq i stała pustkq. szczególnie zimq. nietylko bez 
pieców. ale i z kominkami zamurowanemi. Wujostwo zaj- 
mowali drugq. skromniejszq od tej. połowę pałacu, dokqd 
wjeżdżano przeciwnym bokiem przez bramę. jak w mieście, 
w dziedziniec, trzymajqcy środek domu. a pełen ruchu 
i życia. na który wychodziły trzy ganki. gdzie się prze- 
chadzały pawie i żórawie. gdzie zlatywały się gołębie 
gatunkowe - na groch, a wyżły, faworyty Wuja, wylegały 
się na słońcu. Pod pochyłym dachem długiego ganku. 
raczej galerji, czekał już na gości opasły kamerdyner przy 
zegarku. Leon Pacewski. a gdy przyjazd nasz był latem, 
wychodziła. wybiegała nawet cała rodzina - i ta chwila. 
zawsze pełna ożywienia i zamieszania. dziś jeszcze
>>>
- 135 - 


wskrzesza. skupia i zbliża w pamięci te czasy. tak już da- 
lekie i osoby już nieżyjące lub rozproszone po świecie. 
W przedpokoju zegar o ciężkich wagach wydzwa- 
niał i wyburczał godziny. wyprzedzając samo słońce. Dalej 
trzy długie pokoje jeden za drugim tworzyły apartament. 
W pierwszym był stół rozsuwany do jadania. w drugim- 
bilard. w trzecim - fortepiano i wiolonczela Wuja. Na ścia- 
nach białych piękne sztychy za szkłem. w ramach heba- 
nowych. kanapa i krzesła mahoniowe. czarną włosienicą 
obite, bez elastyków (jak wszystkie i wszędzie naówczas) 
stały przy ścianie w sztywnym porządku. 
Przyjazd nasz zawieszał zwykle wszelkie czynności 
i dzieci były wolne od lekcyj. Ciemnowłosą Marynię i o dwa 
lata młodszą Helenkę strojono w białe haftowane sukienki 
i brano na papiloty. Pan Pieczewski, nauczyciel. eks-pijar, 
w okularach niebieskich na orlim nosie, ubierał się we frak, 
w którym chodził jeszcze, jak spętany. a nauczycielka.. 
młoda Niemka. cieszyła się odmianą. przysłuchując się 
rozmowie żartobliwej mego ojca ze szwagrem, z której 
nabierała wprawy do polskiej mowy. Piękne i tęskne sza- 
firowe oczy cioci Walerji wymowniej od słów, na które 
była oszczędną, wyrażały całe jej przywiązanie do nas 
i radość z naszych odwiedzin. Znikał z czoła ślad cierpielI 
jej nerwowych, ale uśmiech obudzony raz konceptem 
mego ojca, raz figlem moim. rzadko i krótko gościł na jej 
ustach, wstrzymywała go sama, jakby w ciągłej obawie 
skompromitowania swojej powagi jako żony, matki i chrze- 
ścijanki, "Ona dla mnie za stara" - mówiła żartując 
moja matka o swej bratowej, której mogło być matką. 
A w pierwszym roku jej wyjścia zamąż, gdy na moje 
dziecinne zapytania: "Czy ciocia lubi pieski, konie, kwiaty, 
tańce 'i - odpowiedziała z powagą, że nie. "Cóż ciocia 
lubi 'i" - wykrzykiwałam zniecierpliwiona - "ciocia nic 
nie lubi?" - Prawda, że ona nic nie lubiła, ale zoto 
kochała obowiązki swoje i wolę swoją poddała pod wolę 
męża. zaparłszy się w szesnastej wiośnie wszystkiego, 
co taki wiek lubi, i nie zatęskniwszy już za tern nigdy. 
Kochała ona męża. dom. dzieci. wypełniając swoje obo- 
wiązki z powagą, z surowością nawet aż do drobnostek, 


-
>>>
- 136 - 


od czego nic jq odwieść nie mogło. ) tak codzień i w wie- 
czór słuchała pacierza swoich dzieci, kładła je do łóżeczek, 
żegnała uśpione, przepraszajqc, ..że nas tem nudzi" a gdy, 
rozrzewnione tym widokiem. mówiłyśmy jej, ile być musi 
szczęśliwa tem zajęciem: ..To moja powinność" - odpo- 
wiadała surowo, czyniqc gwałt sercu własnemu, jak gdyby 
poddanie się uniesieniom miłości macierzyńskiej miało 
umniejszać jej zasług?! 
Wuj z chłodniejszem sercem w istocie (już przez to 
samo, że mężczyzna i bardziej kierujqcy się głowq) był 
jednak więcej demonstratif - jak to mówiq - a dziwnie 
łatwy i miły w towarzystwie dawał się dzieciom swoim 
i nam skubać, pieścić i nieraz do naszych gier, do wilka 
i czterech kqtów, odbywanych w jadalnym pokoju, 
należał, szalejqc. jak jaki student. ochoczej prawie od 
swego syna Zbigniewa. który rósł na sensata i w dzie- 
wiqtym roku życia miał już swojq szafkę z kolekcjq 
entomologicznq z motylami swego połowu. klasyfikowa- 
nemi pod okiem ojca. który sam wychowaniem dzieci 
kierował, a na wszystko starczyło mu czasu. Pokój Wuja, 
będqcy za jadalnym, o jednem oknie, zastawiony szafami, 
służył razem za sypialnię i za pracownię, Stało tam łóżko 
proste za prostq perkalowq kotarq, a w każdym kqcie 
był ślad różnorodnych zatrudnień i upodobań: teki z ry- 
sunkami własne mi, dzieło rozpoczęte o ornitologji. trofea 
myśliwskie i archiwa gospodarcze. Rozległe własne dzie- 
dziczne dobra, zwiększone posagowq ziemiq żony. do tego 
opieka nad sierotami brata Rudolfa, wszystko to pod jego 
zarzqdem nie zdawało się ciężyć tej głowie, oddanej nauce. 
dzieciom, a wystarczajqcej wszystkiemu ze spokojem. który 
jest pieczęciq mqdrości. Nie wiem, czy kto widział Wuja 
zniecierpliwionego. Pewien zgóry, że wola jego się wy- 
pełni. obmyślał wszystko zawczasu i chłodno, przed porq 
nigdy się nie wygadał, a na czasie powiedział tylko to, 
co było potrzeba. Wielka czy mała rzecz zarówno go 
zajmowała. bo z małych tworzq się wielkie. Na swe 
układy nie miał osobnego pokoju, zwykłe jego audjencje 
dla komisarzy lub kupców odbywały się zrana w jadalnym, 
przechodnim pokoju, gdzie z bursztynem w ustach na dłu-
>>>
"ł.. 
 
 


.,"' - 


') 


KONSTANTY HR. TYZENHAUZ 


Według portretu J. Rustema 


.......
>>>

>>>
- 137 - 


gim cybuchu, w szlafroku tyftykowym wąskim, przechadzając 
się lub stojąc w progu, załatwiał interesy na 50 tysięcy r, sr. 
i więcej za len rakiski lub wełnę postawską, nie śpiesząc 
się, nie niecierpliwiąc, jakby to szło o kilka złotych, nie 
tracąc z myśli rezultatu, ani z oczu nie spuszczając kupca 
i nie zdradzając wzroku własnego, który się krył pod 
gęstą brwią, jak widz, za lożą kratkowaną. Słusznej 
urody. rysy miał wyraziste i regularne. uśmiech rozumny, 
czoło niskie, ale szerokie. czuprynę gęstą i twardą, krótko- 
strzyżoną, rękę szeroką i włosem porosłą. Tłem charakteru 
Wuja była tajemniczość; od zwykłego spaceru do każdego 
interesu, wszystko miało u niego ważność tajemnicy stanu, 
a na wzór pana wykształceni słudzy mówili mało, cho- 
dzili cicho, nie wtrącali się do niczego, nie roznosili 
plotek. Odziani, nakarmieni i opłaceni dobrze, pewni 
chleba na stamść nietylko dla siebie. ale i dla dzieci 
swoich, wzrastali i wrastali w ściany i w ziemię postawską 
i nigdzie może nie było mniej odmian, jak we dworze 
postawskim, a jeśli tam jaka młoda twarz zastąpiła starą, 
to był pewnie syn po ojcu. Znać tam było, że jedna głowa 
i to rozumna przewodniczyła całemu dworowi, że wjednem 
ręku zbiegały się nietylko wszystkie lejce. ale i nitki do- 
mowego steru, że jeden, wszystkiem rządząc, wszystkiemu 
też wystarczał. Nie męczyły Wuja wielkie sprawy, nie 
nudziły drobne; tym samym głosem i tonem, z jakiemi 
przed chwilą układał się z kupcem pierwszej gildji, wyda- 
wał rozkazy kucharzowi o filiżankę buljonu dla żony, 
o rumianek dla chorego dziecka i t. d. Z każdą też 
by najmniejszą dolegliwością lub potrzebą szła do niego 
żona, biegły dzieci. On był ojcem, panem i lekarzem 
domowym, a sposoby jego przeciw róży i kołtunowi sławne 
były na całą okolicę. tylko, że zachowywał je w tajemnicy. 
jak jaki znachor. Podobnież postępował ze sposobem 
robienia wybornych serów, których fabrykę miał w jednym 
z folwarków. Gdy zapytywano o ten sekret Ciocię. odpo- 
wiadała, że nie wie. że Konstantyby jej powiedział, ale 
przeczuwając, iż temu towarzyszyłby warunek niemówie- 
nia nikomu, wolała sama nie wiedzieć, niż wiedząc odma- 
wiać tej przysługi drugim.
>>>
- 138- 


Wuj nie pojmował wspólnej władzy, żona jego nie 
miała żadnej woli w domu. Cały zarząd wewnętrzny, 
nawet dyspozycja kuchnią należały do gospodarza. Gospo- 
dyni nie było w Postawach, była tylko żona i matka, 
a pani chyba dla kilku sług w garderobie, Wszystkie zaś 
rozkazy po mieczu i po kądzieli szły przez usta męża, 
który, za wszystkich rozkazując, chciał też i myśleć za nich. 
Co będzie na obiad, jakie owoce na podwieczorek, to było 
rzeczą pana nie pani, a Postawy obfitowały w wyborne 
owoce, których dostarczał ogród w ogrodzie, oszańcowany 
murem, jak forteca, będący pod kluczem ogrodnika en 
che! Załęckiego z głową, jak kolano łysą, który, chcąc. by 
dzieci nie dotykały się kwiatów, wmawiał im, iż to skutkiem 
pielęgnowania ich tak wyłysiał. Ukazywały sie na podwie- 
czorkach łutowe trześnie, funtowe jabłka, pudowe kawony, 
którym winogrona i brzoskwinie nadawały poezji, tworząc 
całość godną pendzla jakiego malarza flamandzkiego. 
Ciocia, jako gościa, biorąca z gośćmi udział w tych ma- 
lowniczych traktamentach, przynosiła nieraz miód lub 
orzechy, mówiąc, iż to jedno od siebie ofiarować może, 
jako otrzymany od kogoś gościniec. Serdeczność i prawda 
przebijały w każdem jej słowie. a że serce jej było wielkie. 
przesiąkłe miłością Boga i bliźnich. dowodziła tego, rozda- 
jąc zwykle na dobre uczynki całą swą roczną pensję - 
dwieście dukatów - przez męża ..na szpilki" do rąk jej 
oddawane. et z których ani jeden dukat na stroje nie szedł, 
bo, nie zaglądając nigdy do żurnalu mód, nieraz. gdy przyszło 
wyjechać z Postaw. wyglądała obok drugich jak figurka 
z przed kilku lat, ze zbyt szerokie mi szlarkami u czepka, 
wydobywającemi się z pod małego kapelusika bibi (już 
nie modnego) lub w sukni krótkiej, gdy już długie no- 
szono i t. d. Pokój. w którym się mieściła z córkami 
i nauczycielką. chcąc je zawsze mieć przy sobie. nie po- 
siadał innych mebli nad proste bejcowane, a łóżko pani 
domu było bez dywanu. bez kotary. bez stoliczka nawet! 
Z tego łóżka, na które m bezsenną nieraz noc przebyła 
z nerwowym bólem głowy, co krucze jej włosy przerzedził 
przed czasem, wstawała jednak codziennie o 6-tej zrana, 
by o 8-ej rozpocząć już lekcje z córkami. które pomimo
>>>
- 139 - 


małej rozmcy wieku, a zdolności równych. osobno uczyła. 
by lepiej dopilnować każdej, 
Przybycie nasze zmieniło trochę tryb życia. Ciocia 
zrana przychodziła do naszych pokojów. jak gołębnik 
na drugiem piętrze będących. a gdyśmy przy niej wy- 
piły herbatę. prowadziła na dół i. usadowiwszy nas 
w pokoju. poprzedzającym jej skromną sypialnię. doby- 
wała z szuflad teki z rysunkami ł pisaniem dzieci, oddając 
ich pracę pod sąd mojej matki. Marynia okazywała 
talent do rysunku. nawet do kompozycji. Ojciec sam 
dawał dzieciom lekcje. W Helence już objawiała się 
poetyczna zdolność. Zbigniew we wszystkiem odznaczał 
się dokładnością. O ile dziś zapamiętam, ten przegląd 
czy zaś popis. dowodzący nietylko o postępach dzieci, ale 
i o staranności rodziców. nie unosił cioci miłością własną. 
Zawsze jednostajnie spokojna i poważna hamowała nasze 
pochwały uwagą. że ucząc się od roku czy od dwóch, 
byłoby z grzechem nie korzystać. i prosiła mamę. aby. 
mówiąc prawdę jej dzieciom. do większych postępów 
zachęcała. 
W niedzielę jeździliśmy do kościoła, będącego w mia- 
steczku; cztery czarne jak noc konie, nazwane cugiem 
Plutona. zawoziły nas na Mszę Świętą, a rzadko kiedy na 
spacer. W pogodę chodziliśmy po parku. siadywaliśmy 
pod kolumnami lub biegaliśmy z dziećmi po murawie. 
Czasem przyprowadzano konie ze stajni, będącej w sute- 
renach pałacu. Piękny zawód rasy meklemburskiej i angiel- 
skiej dostarczał rosłych koni. z których co rok Wuj sprze- 
dawał kilkanaście. Był to podobno zawód. datujący jeszcze 
od pradziadów podskarbiego i dziada Tyzenhauzów. 
Nad te spacery w parku. nawet nad to oglądanie 
pięknych koni, woleliśmy wszyscy chodzić do pustką sto- 
jącej części pałacu i to nawet zimą, chociaż trzeba było 
ubierać się, jak do sanek. w futra i berlacze. by w tym 
stroju samojedów stawać wobec arcydzieł. natchnionych 
włoskiem niebem i patrzeć na ptaki z południowych stref 
rodem. Ten gabinet ornitologiczny. złożony dziś w Muzeum 
Wileńskiem, znany od całej niemal Litwy. nie potrzebuje 
osobnego opisu, dla piszącej zaś ten pamiętnik mieć będzie
>>>
- 140 - 


" 


zawsze interes. urok. wdzięk i cenę odrębnq od nauko- 
wej swej wartości. jako pamiqtka familijna. jako dzieło 
ręki i nauki Wuja. na którego pracę patrzqc przez lat 
tyle. spotykaliśmy co krok ślady tej pracy i zamiłowania 
nie amatorskiego tylko. byle czas zajqć i zabić. ale wy- 
konywanej z całq sumiennościq badacza i wytrwaniem. 
cechujqcem prawdziwe powołanie. 
Te puhacze rogate. puszaste. patrzqce wytrzeszczo- 
nemi oczami. jakby kręciły głowq dokoła. -- Wuj sam 
odebrał im życie w lasach poleskich. by unieśmiertelnić 
ich dla nauki. 
Te kolibry. istne pokusy. nazwane przez jakiegoś 
poetę ..Iatajqcemi kwiatami". Wuj sam je przywiózł z za- 
granicy. gdzie inni skupuj q klejnoty. i w te skrzydełka 
bezwładne tchnął życiem i wdziękiem. by ożyły - i żyjq, 
gotowe. zda się. odlecieć do swej pięknej ojczyzny. 
Te orły o coraz innych piórach i dziobach. wyzywa- 
jqco patrzqce na ludzi. Wuj je wychował w ogrodzie. 
w klatce, śledzqc każdej ich przemiany. by każdą umie- 
ścić w swej kolekcji. 
Te łasiczki i wiewiórki hodowały się pod jego okiem 
za oknem. 
Ta papużka o pięciu barwach była jego i całej ro- 
dziny ulubienicq, Nie Wuj skrócił jej życie. nigdyby się. 
nawet dla miłości nauki nie dopuścił tego. ale choroba 
zadała jej śmierć przed czasem I 
Ten złoty kanareczek był wychowankiem małej He- 
lenki. która w lat kiJka w poemacie ..Postawy" poświęciła 
mu rzewny ustęP. a gdyśmy jej za to sypali pochwały: 
.. Wolałabym go nie pisać" ł odpowiadała smutnie, 
A te kraski, te kawki. te szczygiełki. zieziulki i dud- 
ki. gajów i jezior litewskich mieszkańcy. -lubownik przy- 
rodzenia nietylko się nie wstydził umieścić je obok królów 
zamorskich: strusiów. flamingów i ptaków rajskich. ale 
nawet każdego i każdq eon amore odmalował akwareIq. 
by kiedyś jak z klatki wypuścić je w świat Uczony. Ale 
one dotąd Jeżą zaklęte w tece syna. 
Między obrazami mieliśmy sobie ulubione. do których 
ciqgnęły same oczy. Takim był stary Jakób z tulącym się u ko-
>>>
- ]4] - 


lan jego Benjaminkiem, kryjqcy twarz na widok skrwawionej 
sukni Józefa - pendzla Dominichina; księżniczka de Blois 
w draperji szafirowej na białej atłasowej sukni-Mignard'a; 
pełne życia podmalówki Pawła Veronese; pierwszy pomysł 
Zdjęcia z krzyża-Rubensa, prawie tylko popielatq farbq 
narzucony, przed którym jednak blednq inne obrazy; 
i Chrystus w cierniowej koronie - Leonarda da Vinci. 
Z szaf dobywano teki z litografjami na wieczorny 
przeglqd; dla nas były popularne sceny Ch arIeta i cudne 
twarze Grewdona. Wuj zaprawiał swoje dzieci na wzorach 
z najsławniejszych galeryj europejskich, tłumaczqc wady 
i zalety każdej kompozycji, co dopełniało ranne lekcje 
rysunku, kształcqc smak i wyrabiajqc sqd zdrowy zawczasu. 
Gość rzadkim był w Postawach; brak licznego sq- 
siedztwa dokoła dóbr rozległych i rodzaj życia gospoda- 
rzy nie sprzyjały licznym zbiorom i częstym odwiedzinom. 
Łatwo pojqć, jak wśród różnorodnych zatrudnień tego ży- 
cia, branego na serjo pod każdym względem, można było 
się obejść bez gości. Najbliższem sqsiedztwem o milę 
był dom ksiqżqt Lubeckich. Matka, wdowa już - Ża- 
bianka z domu - i cztery córki: pani Czudowska, panna 
Karolina i dwie młodziutkie jeszcze dziewczqtka: Wiktorja 
i Marja, które poznałyśmy czasu świqt w Postawach. 
Naj częstszym gościem u wujostwa, bo odwiedzajqcym 
ich razy kiJka do roku, był hrabia Edward Mostowski 
z Cerkliszek, wesoły i werydyk, który wszystkich rozru- 
szał, do śmiechu zmuszajqc nawet poważnq szwagierkę. 
Wuj mało się wydalał z domu, jesieniq lubił polować. 
na Święty Jerzy jeździł do Wilna, w marcu do Mińska 
dla kontraktów. W czasie lata odwiedzał z żonq domy 
sióstr: Dobrowlany i Cerkliszki. Oprócz tego Ciocia 
odwiedzała prawie co rok babkę swq, Wańkowiczowq. 
mieszkajqcq pod Mińskiem, a raz w ] 828 roku Wuj po- 
wiózł żonę i dwoje starszych dzieci do Warszawy dla 
zaprezentowania ich swojej matce. Zresztq siedzieli na 
wsi krukiem, depełniajqc w cichości niejednego dzieła. 
wymagajqcego cierpliwości i wytrwania, a z których naj- 
ważniejszemi były: staranne wychowanie dzieci, zarzqd 
wielkiego majqtku i praca w dziedzinie nauki. 


0(,
>>>
- 142 - 


Rozmowa Wuja była tern milsza. iż. pojmujqc większe 
przedmioty. nie gardził mniejszemi i nieraz z drobnostki 
uśmiał się. jak dziecko. Każde spotkanie się jego z sio- 
strq było jakby starciem się dwóch chmur elektrycznych. 
takie iskry dowcipu i myśli głębokie sypały się tam z jed- 
nej i z drugiej strony. wywołujqc matkę naszq ze zwykłej 
apatji. która i naukę jej i talenta trzymała nieraz w ukry- 
ciu. co było powodem. iż. uznajqc te zalety w kobiecie za 
zbytkowne. mniej dbała o naukę córek. a uważajqc po- 
korę za najpotrzebniejszq cnotę dla kobiety. czy raz za- 
milkła przed młodzikiem zarozumiałym. który. nie wiedzqc. 
w jakim dzwoniq kościele. wyrwał się z poprawkq tego. 
co mówiła. ..Najszczęśliwsza kobieta. o której najmniej 
mówiq" - było ulubionq maksymq mojej matki. 
Odwiedziny nasze w Postawach. jakkolwiek miłe 
i korzystne dla umysłu. nie trwały nigdy dłużej nad dni 
parę. Życie czynne. przerwane dla nas. było jak kółko 
stalowe. które roztwarte siłq potrzebowało się zamknqć. 
I żeby nie być temu na zawadzie. po dwóch dniach z ża- 
łem żegnaliśmy siedlisko pracy i nauki. aby tam znowu 
za rok powrócić i podziwiać olbrzymie postępy dzieci. 
Tak już te dwa dni weszły w nałóg. że nim o wyjeździe 
była mowa, już w wigilję wieczorem kuzynki. tulqc się 
do nas. pytały żałośnie: ..Czemu wyjeżdżacie? czego tak 
śpieszycie" ? I Ciocia znosiła ksiqżki. które nam pożyczała. 
łub pożyczone od nas oddawała napo wrót. albumy nasze. 
gdzie się wpisała. listy nam powierzone etc. W kuchni 
piekło się pieczyste dla podróżnych. a Leon. kamerdyner. 
nakładał masło do podróżnej maślniczki i świeże bułeczki 
zawijał w papier. Gdy zaś nazajutrz rano podawano her- 
batę. Ciocia. przychodzqc na górę. rozmijała się z walizq i pa- 
kami. które znoszono do stojqcych w dziedzińcu pojazdów. 
Powrót do domu wydawał się zawsze mniej długi. bośmy 
go skracały rozmowq i rozpamiętywaniem o Postawach. Je- 
żeli Bachmatowicz był z nami. to rysował za powrotem różne 
sceny z pobytu naszego. W 1830 roku przybyły do naszej 
kolekcji: Marynia u kołowrótka. Zbigniew fechtujqcy się 
i Helenka zamyślona. Czwarty zaś. naj młodszy syn wu- 
jostwo. kiIkomiesięcny Rajnoldek. kwilił jeszcze w kolebce.
>>>
(
 


I , ,{
 
. .. 
. . 


;f ł 


1 1 I 


'" 


._
 
-' 
. 
. 4 ; ,."_ l; ". 
" 'I "'-. ..: .". 
, 
:
. . .j -
. . 


J.- .ł.'o 


" 

.. 


i;, 


ROK ]831. 


Pamiętna data! wyryła się ona głęboko w sercu, 
w duszy, w pamięci tych szczególnie, co ją witali jako 
erę nową, a dziś wspominają jako hasło ruiny, jako prze- 
budzenie z letargu nato, by zapaść w letarg trzydzie- 
stoletni! 
Cóż pisać o TOku ]83], gdy już Mochnacki wypowie- 
dział tę opinję, Straszewicz ilustrował ją w portretach, 
a tyle piosnek wyśpiewało? Śpiewaliśmy i my w zakątku 
naszym zawiIejskim mazurka Skrzyneckiego. Z Wilna 
dochodziło, że Uniwersytet się znosi, że starego Korsa- 
kowa odwołano do Petersburga w senatory, a na jego 
miejsce przysłano srogiego Chrapowickiego, którego na- 
zwisko polskie było ironją. Ale wiosna, wiosna zapo- 
wiadała drugi rok ]8]2. Za lada wiadomością z War- 
szawy coraz śmielej i głośniej mówiono o nadziejach, 
Pan Adolf i przyszły autor ..Obrazów Wileńskich" z krew- 
niakiem Mackiewiczem, pełni animuszu, zajeżdżali do nas 
w drodze do Święcian, gdzie mieli coś organizować.,. 
Tegoż roku wiosną ukazała się u nas pierwsza mo- 
neta polska, łącząca na sobie Pogoń obok Orła. Była
>>>
- 144 - 


to prosta dziesięciórka, a witaliśmy ją ze łzami. całując. 
jak relikwje. bo ją zrodziły grosz wdowi, obrączka ślubna 
i godło pracy. naparstek szwaczek, 
Pod hasłem dziesięciórki. to jest pod jej godłem 
podnosiły się umysły. W każdym dworze zbierano wło- 
ścian, namawiając ich do powstania, W kuźniach kuły 
się piki. w salonach robiły się szarpie i nie drzemano 
nigdzie. W Święcianach był już rząd nasz w miejscu 
załogi żołnierzy. która cichutko ustąpiła naszym, W Wi- 
Jejskiem Stanisław Radziszewski. w Oszmiańskiem Porfiry 
Ważyński, stawając na czele powstania. zbierali ochotni- 
ków. Karolowi Przezdzieckiemu przypomniała się kresa 
z pod Lipska, zapomniał. że mu odtąd przybyło półtora 
krzyżyka. wdział mundur. a wybierając się do Oszmiany. 
gdzie go wodzem mieli ogłosić. nie chcąc ani smucić 
żony. ani jej zostawić za sobq, wmówiwszy jej. że chce 
tylko należeć do rady cywilnej. wysłał ją do Dobrowian. 
) pewnego wieczora marcowego zawitała do nas pani 
Kornelja. z oczami więcej niż kiedy przestraszonemi. w to- 
warzystwie pani z Bokszańskich Milmłowiczowej. żony 
nadwornego lekarza Smorgoń. która pod sekretem na 
ucho każdej z nas wypowiedziała całą prawdę i rzetelny 
powód wyjazdu pani Hrabiny. to jest determinację pana 
Pułkownika stanięcia na czele powiatu. jako jedyny 
w nim, co znał wojenną taktykę. Jakkolwiek uspokojona 
przez męża. poczciwa pani Kornelja czuła sercem. że 
przed nią kłamano. i myślą niespokojną kręcąc się w kole 
domysłów. po sto razy na dzień zapytywała nas: ..Jak 
myślicie. czy będzie pokój? czy nie będzie krwi?" A nie- 
zaspokojona naszą odpowiedzią. dodawała jakby do sie- 
bie: ..Sam nie wytrzyma! On pójdzie! Widziałam. gdy 
włożył mundur. jak mu się oczy świeciły....,. a spuszcza- 
jąc głos szeptała: ..11 a dejit 50 ansI oui, il a 50 ans... ale 
się do tego nie przyzna i pójdzie!" ..Czy pójdzie?"-zapyty- 
wała nagle: ..On mówił mi; że będzie w cywilności. ale 
ja mu nie wierzę!" - ] biedna kobieta zamyślała się. 
wzdychała i zasypiała z tym niepokojem. by. ocknąwszy 
się. pytać znowu o to samo, Trzeba było przed nią kryć 
wiadomości. gradem zewsząd sypiące się różnemi droga-
>>>
-.(]I 


'" 


.' 


KAROL HR. PRZEZDZJECKI Z SŁONIMA 


Według portretu nieznanego autora 


.,.
>>>

>>>
- 145 - 



 


mi, a nie wszystkie były wesołe, bo z końcem kwietnio 
ukazało się wojsko rosyjskie. 
W Smorgoniach ułani, a w Oszmianie Czerkiesy, 
przysłoni przez Chrapowickiego, wyrzynali mieszkańców 
i lud śpiący I Od Oszmiany do DobrowIan mil siedem, 
a słychać było u nas głuchy huk, idący z daleka, 
jakby grzmotów, i niebawem doszł.y straszne wieści 
o zabójstwach, rabunkach, o wyrzynaniu kobiet, dzieci 
i starców, chowających się w kościele i pod kościołem, 
o rozsiekaniu doktora Zakrzewskiego i t. d. Niejeden 
epizod. oszmiański przypominał oblężenie Jerozolimy, jak 
np. w starca, błagającego o ocalenie wnuka, Kirgiz 
strzelił, mówiąc: "Ty czesnyj staryczok !.. Jak wycho- 
dzącemu z dzieckiem nowonarodzonem na ręku ode- 
brano dziecko, by swobodniej strzelać do ojca w oczach 
chorej żony i t. p. Na drodze kozacy napadali podróżnych, 
obdzierali kobiety, wykręcając im palce dla zdobycia 
pierścionka, a trupy wpół żywe rzucając w fosę. Kilka- 
naście takich ofiar, które już miano zasypywać, wzięła 
pod swoją opiekę i odpowiedzialność Żydówka, kram- 
nica Hana, której córka Baśka trzyma dotqd trakt jer 
w Oszmianie, a że się jej dobrze powodzi, przypisać to 
należy głównie błogosławieństwu Bożemu za uczciwość 
i ludzkość jej matki. 
Tymczasem pułkownik Przezdziecki, zostawując swe 
piękne Smorgonie na pastwę mściwego wroga, musiał 
sam uciekać i bocznemi drogami przebierał się, by. dopaść 
do będącego na Żmudzi korpusu Dembińskiego. Mój 
ojciec uwiadomiony czekał go nad brzegiem jeziora 
Świrskiego; tam, na kamieniu usiadłszy, żegnali się przy- 
jaciele i kuzynowie, by się już nigdy nie zobaczyć! Nie 
wiedziała o tern spotkaniu biedna żona, ani można było 
powtórzyć jej pożegnań małżonka, który ją ojcu memu 
na nowo powierzył. Lecz po zniknięciu męża żona nie 
mogła być bezpieczną; dochodziły wieści, że mają jej 
szukać u nas, by od niej o mężu się dowiedzieć, lub nad 
żoną za męża się pomścić. Uradzono zatem przewieźć 
biedną kobietę dalej. Nie łatwo było, tając prawdę, 
skłonić ją do oddalenia się od miejsca, w które m wy- 
10
>>>
- 146- 


obrażała siebie bliżej samego. Ale otrzymano to naresz- 
cie i w ostatnich dniach kwietnia była już w drodze 
w Oziśnieńskie do majątku mojej matki. )humenowa. 
gdzie towarzyszył jej poczciwy nasz Bachmatowicz. za- 
wsze w podobnych chwilach gotów i ochoczy. 
) dobrze się stało. bo po drugiej nocy wschodzące 
słońce okazało patrzy kroć otoczony nasz dwór i ogród 
konnicą. a major z dwoma oficerami wjeżdżał w dziedziniec 
na czele dwustu ułanów. by się domagać o wydanie żony 
pułkownika Przezdzieckiego. Spałam w najlepsze w pokoju 
mamy. gdy weszła Ida z tą wieścią. przygotowując nas 
zwolna do tych niespodzianych odwiedzin. - Usiadła przy 
łóżku mamy. a zapytana: ..Czemu tak rano wstała'l"-odpa- 
wiada spokojnie. że mamy gości i że ci piją herbatę 
u papy. W rzeczy samej pan major zachował się grzecz- 
nie. a na słowo mego ojca: ..że pani hrabina Przez- 
dziecka była. ale już jej niema". nie chciał nawet po 
wszystkich plądrować pokojach. zwiedziwszy tylko piw- 
nice i część domu. Ułani tymczasem stali na swem sta- 
nowisku za ogrodem i w ogrodzie. pilnując. aby nikt nie 
uciekał. Było nawet mniemanie, że sam pułkownik Przez- 
dziecki ukrywa się w DobrowIanach. - Spokojny dotąd 
dwór zamienił się w teatr wojny. Każdemu chciało się 
opowiadać swoją przygodę po odjeździe oddziału. bo nie- 
mal każdy z dwornych. pomimo dowodów tchórzostwa. 
chciał po przejściu niebezpieczeństwa uchodzić za bo- 
hatera. 
T e opowiadania. to ranne wstanie. to podniecenie 
umysłu i przejście z trwogi do wesołości wpłynęły na 
zdrowie już i tak nerwowej Idy. która śmiechem serdecz_ 
nym. a nareszcie febrą opłaciła chwilową odwagę. 
Zbliżały się kontrakty św. Jerzego. Mój ojciec: uprze- 
dzający zawsze potrzeby swoich wierzycieli. wysłał był 
umyślnego z należnością do Wilna. Z nim zabrał się 
i pan Sobolewski. ciekawy wiadomości. ale obaj wrócili 
z połowy drogi. gdyż trakty. zapełnione wojskiem obu 
orężów. były nie do przebycia. Od Warszawy zbliżali się 
nasi. Pod Wilnem już był Giełgud i Dembiński z jazdą 
ochotników poznańskich. a part je rzemieślników i akade-
>>>
. 
I 

 - 147 - 
I 


mików wychodziły co noc prawie z Wilna, by się złączyć 
z wojskiem polskiem. Rozjątrzony tern wszystkiem Chra- 
powicki groził miastu zniszczeniem, za lada sympatję, 
okazaną dla wybawicieli, armaty z otwartą paszczą, wy- 

 rychtowane na mieszkańców, czekały hasła na świeżych 
okopach, usypanych w miejscu ślicznych bulwarów, 
a brama Zamkowa leżała w gruzach I Listy z Wilna, po- 
kłute i zlane octem z powodu panującej już tam cholery 
i gorączki, brzmiały jak naj smutniej. 
Ci, co w nadziei bezpieczeństwa uciekli ze wsi w mury. 
zazdrościli mieszkańcom wsi. Nam też było bardzo dobrze. 
mieliśmy powietrze świeże. swobodę i dach własny. Pilno- 
waliśmy ścian swoich, nie zważając na listy anonimowe. 
radzące w lasy uciekać; ale lasy nasze. rzadkie. jak gaje, nie 
mogły dać bezpiecznego schronienia. ledwie konie nasze 
kryły się tam za bagniskami nato. by za lada lepszą wie- 
ścią wracać znowu do stajni. Nowiny złe i dobre krzyżo- 
wały się z sobą codzień, co godzinę. Te postrachy jed- 
nak nie były płonne. nieszczęśliwi Żydzi padali. jak muchy 
we Świrze, a jeśli i do nas nie zawitała straszna zaraza, 
po Bogu winniśmy to byli ostrożności mego ojca. który 
zaprowadził ścisły kordon, niedopuszczający nikogo z mia- 
steczka. a folwark w Nabrzeżu. przeznaczony na szpital 
z całym przyborem łóżek, lekarstw. aż do lektyki stał 
pustką. bo straszna pani zaraza lubi niespodzianki spra- 
wiać i. skoro gdzie jest oczekiwaną. nie przybywa. 
Tymczasem plądrował z powiatu do powiatu pułko- 
· wnik kozacki Boncenthal. mający pod sobą zbiór milicji 
orenburskiej, złożony z dziczy : Tatarów. Kabardyńców. 
Kabylów. Kakońców. ł"1ongołów. a nawet i Chińczyków. 
Już był zburzył w Wilejskiem JJję Radziszewskich. w na- 
szym powiecie zrabował Łyntupy. wieś Buczyńskiego. 
który z chorą żoną był w Wilnie, oddzierając posadzkę 
dla dobycia ukrytej tam broni i pieniędzy. WSzernetowie 
poprzestał na wystrzelaniu danielków w parku. a kazawszy 
sobie z jednego z nich upiec pieczeń. zostawił drugą ..dla 
pana, jak wróci z lasu". Na trzeci dzień Boncenthal 
wjeżdżał na dziedziniec Dobrowian; celem jego wizyty było 
jedynie to. że nie miał co z sobą zrobić. Wysłał był bo- 
t
>>>
- 148 - 


wiem swego adjutanta do Wilna po wieści łub po rozkazy. 
a trzeba było tymczasem dwustu dzikich łudzi przekarmić. 
Roztasował si
 więc szczęśliwie w naszym dworze. som 
z dziesięciu oficerami zajqł całe gościnne piętro, a dzicz 
koczowała na gumnisku, zjadajqc codzień kilka wołów 
et le tout a proportion. T ak, że gdy po tygodniu takiego 
podejmowania przyszło obliczyć śpiżarnię i śpichrze, nie 
było co dać naszej czeladzi, a koniki po raz pierwszy 
w życiu stały bez owsa do nowego, Był to jakby dodatek do 
zsypywanych magazynów, dostarczania sucharów i płótno. 
których wymagano od dworów dla wojska od samej wiosny. 
Puszka z prochem czy z kasqstanęła przed gan- 
kiem w odkosach, Dniem i nocq strzegła jq warta. 
a za panem Pułkownikiem, gdziebqdź się TUszył, postę- 
pował ślad w ślad żołnierz w białym kitlu, z pistole- 
tami u pasa. Codzień o zachodzie słońca przychodził 
cały pułk na nasz dziedziniec, by odmówić pacierz przy 
odgłosie bębna, i wówczas napatrzyć się można było na 
te żółte. czarne. płaskie, bez żadnej myśli twarze, z oczami 
małem' , ukośnemi, w których dusza spała, o błyszczały 
żqdze tygrysie, wstrzymywane tylko żelaznq subordynacją 
tak nawet, że adjutant pana Pułkownika odzywał si
 
przed naszemi panami: ..Czemu to Pułkownik nie pozwoli 
nam pohulać I" - pułkownik ten był rodem Francuz, na- 
zywał się realnie Saint - Clair. a po żonie. kupcównie 
z Moskwy, Boncentholem. Powierzchowność jego i ubiór 
aż do nahajki były czysto kozackie. ale rozmowa salonowa. 
francuszczyzna najczystsza. komplementy z XVIII wieku.. . 
a nauka nielada I Wyglądał na eksmnicha. wyswobo- 
dzonego z czasów republiki, a rad, że nietylko zdziwi. ale 
i zaintryguje swoją wiedzą. dysputował z kapelanem po 
łacinie. Historję papieży znał doskonale, a raz, spotkaw- 
szy siostrę moją, wracającą od chorych w czarnej sukni, 
w fartuszku i kapeluszu białym. witał ją. jako córkę świę- 
tego Wincentego. Dziwy plótł. opowiadajqc swoją bio- 
grafję: jak raz miał być rozstrzelany. raz był zakopany 
na polu bitwy, jak omal się nie utopił na Wołdze. płynqc 
z żonq i z dzieckiem na ręku i t, p. awantury. których trzeba 
było słuchać \ udawać, że się w nie wierzy. 


j 
I 


I
>>>
- 149 - 


.1 


Przy tym kozo ku tajemniczym odbijał elegancki major 
Kod. Kurlandczyk, śpięty jak oso. czy jak żołnierz miko- 
łojewski. w mundurze gwardyjskim: wąsy jego i hiszpanka 
czarne przy jasno-blond włosach. rysy delikatne i jargon 
froncuski czyniły go wieJce pewnym siebie. zarozumiałym 
i zokochanym w sobie. Udawał on znudzonego. zniechęco- 
nego tern życiem tułackiem z półdzikimi ludźmi. o jednak tak 
w tern życiu podobał. że dopilnowawszy. jak kot upado- 
jącego sadła (nadgryzłszy może sam nawet sznurka). zostoł 
pułkownikiem na miejscu Boncenthala, któremu po skoń- 
czonej kampanji pułk odjęto. Co się z nim później stało. 
nie wiemy zupełnie. 
Po d wóch wizytach nieproszonych i niedziękowanych 
mieliśmy w końcu maja trzecią. bardzo miłą i niespo- 
dzianą. ale zoto krótką, przelotną jak meteor! Generał 
Dembiński po batalji pod Poniewieżem. rozstowszy się 
z Giełgudem. z ośmioma tysiącami rejterował się zwolna. 
spokojnie. roztropnie i miał dniówkę w Niestoniszkach. 
Sam się intromitował u proboszcza Skaliszewskiego. trochę 
przerażonego tą liczbą owieczek. ale go uspokoiły woły 
i fury z DobrowIan. po które w imieniu wodzo przyjechało 
kilku oficerów do mego ojca. Chora obłożnie na febrę. 
nie widziałam tych gości. Jednemu z nich dano konia 
ze stajni. a furman nasz Leon ruszył na drugim cichaczem 
do obozu. ale go od granicy rząd pruski odesłał napowrót. 
Ukazanie się naszych zelektryzowało szlachtę okoliczną. 
Pan Niewiadomski przywiózł kilku dorodnych synów. 
i. przedstawiając ich generałowi Dembińskiemu. prosił. 
aby ich raczył przyjąć w swoje szeregi, Lecz Generoł. 
wskazując na swe liczne wojsko. odpowiedział. że "nie chce 
być odpowiedzialnym .za nowych żołnierzy. nie wiedząc. 
czy doprowadzi tych. co mu już powierzono". 
Pułkownikowo Dederkowa. doczekawszy się od tak 
dawna wyglądanych i przepowiadanych gości. kręciła się 
i częstowała. odchodząc prawie od przytomności. o w braku 
bohatero z kresą kontentowała się chorym. którego zosta- 
wiono w plebanji pod jej opieką. Był nim major Jeżewski 
z Poznańskiego. Usiadła przy jego łożu pani Pułkowni- 
kowa. dojeżdżoł doń Sobolewski i feJczer. ston chorego 


\
>>>
- 150- 


groził niebezpieczeństwem, była to silna diarja, ale trafne 
leki i młodość pacjenta dopomogły, Chory po kilku dniach 
wracał do zdrowia pod troskliwą strażą swojej opiekunki. 
a gdy raz koszyk malin innemi drzwiami dostał się do p. 
Majora i ten już. już pierwszą jagodę z upragnieniem niósł 
do ust. pani Pułkownikowa wpadła czerwona od gniewu 
i, wyrwawszy mu koszyk z rąk, uciekła z pokoju sążni- 
stemi krokami. Qaremnie biedny Major wołał za nią: 
"Okrutna pani!" Pułkownikowa nie dała się ubłagać. 
Major zaglądał często w zwierciadło i znajdywał, że 
ma minę sentymentalną. Już się przechadzał po ogródku pro- 
boszcza, a na mocy przywilejów choroby i Wojny myśmy 
odwiedzali rekonwelescenta, jak brata. On zaś asystował. 
chociaż nie biorąc w nich udziału, podwieczorkom u pro- 
boszcza. których główną podstawę, ogórki z miodem, 
wyśmiewał nieubłagany pan Poznańczyk. Siostry moje 
przyjeżdżały nieraz konno, a p, Major, prezentując nam 
swoją klaczkę Strzałkę, wzdychał z żalu, że nie może 
jeszcze należeć do tych konnych spacerów. ) gdy tak ma- 
rzył, pewnego ranka zjawił się żandarm dla zabrania 
p. Majora do Wilna, Dowiedział się był o nim Chrapo- 
wieki. a dowiedział się nie od kogo innego, jak od gene- 
rała Dembińskiego. który niespokojny o pozostawionego 
Majora, uwalniał na słowo wziętych w niewolę generałów 
rosyjskich na zamianę Jeżewskiego, którego nie mieli 
prawa więzić, nie ująwszy go na polu bitwy i z bronią 
w ręku. Że jednak przybywający żandarm Areńdareńko. 
którego pułkownikowa Dederkowa nazywała raz Aren- 
darzem, to znów Joselem lub Mowszą, znalazł p, Majora 
w łóżku, z niczem wrócił do Wilna, ale, gdy powtórnie 
przyjechał, zupełnie już zdrów p. Major musiał mu towa- 
rzyszyć, a w drodze tak przypadł do serca żandarmowi. 
że ten. używszy fortelu, zabrał Majora na swoją kwaterę. 
Nie potrwało to jednak długo. płeć piękna. zawsze nie- 
ostrożna w swych poświęceniach, zaczęła zanadto się 
zajmować młodym majorem. odwiedzać go, nadsyłać 
przysmaki. odzienie i t. d., i pewnego ranka najniespo- 
dzianiej wywieziono p. Majora do Wiatki. skąd przez lat 
dwa pisywał listy do mego ojca, do proboszcza i do swej
>>>
- 151 - 


dobrodziki. pani Pułkownikowej, aż nareszcie generał Su- 
morokoff, który był jednym z uwolnionych przez Dembiń- 
skiego. wziąwszy do serca tę sprawę. otrzymał powrót Je- 
żewskiego do kraju. Ale to należy do wspomnień z 1833 roku, 
Wilno było przepełnione wojskiem i więźniami. Pani 
Antonina Śniadecka stała się ich matką, sprzedając, co tylko 
miała z cienkiej bielizny i z drogości, by za te pieniądze 
zakupywać całe wyprawy dla pędzonych w głąb Rosji. 
Inne damy zasilały więzienia strawą, mając na czele panią 
Malewiczową, której bezinteresowna opieka nad więźniami 
przy żadnym funduszu wystarczała na tysiące, i dotąd 
wspomina ją generał Szymanowski, którego wojsku na 
Żmudzi ona sama dowoziła żywność. 
Wuj nasz Konstanty przesiedział całe lato w fortecy 
dynaburskiej, pokutując za Rakiszki, które, będąc naj- 
większym majątkiem w Wiłkomierskiem. musiały swój 
podatek krajowi opłacić. Rządca Wuja, zacny Horodecki. 
na którego głowę spadła wina, musiał uciekać zagranicę. 
a że miał oblig mego ojca na 1000 dukatów przysłał go 
ze swego ukrycia do DobrowJan z listem bez podpisu 
i przez tegoż samego człowieka otrzymał swoją należność. 
Horodecki dostał się szczęśliwie do Szwajcarji, tam osiadł 
i - jak doszło do nas w Jat 24 - zawsze błogosławił mego 
ojca za jego akuratność i sumienność, które i sobie był 
po części winien, bo, zawierzywszy w podpis mego ojca. 
nie wymagał formalnego obligu i przez to samo mógł 
uzyskać swoją należność bez wiedzy rządu. Niepokój 
o męża wywołał Ciocię z ram zwyczajnego życia, jeździła 
sama do Wilna, do Dynaburga i w tym ruchu i niepokoju 
om razu nie cierpiała na głowę, Wuj przed zimą został 
wyswobodzonym. Prosiła też za nim u hrabiego Tołstoja 
pięcioletnia synowiczka Wuja, owa miła Eldzia. Idórą 
dziadunio Pusłowski, zimujący w Wilnie, w swoim ślicz- 
nym pałacu' o źwierciadlanych oknach, miał za jedyną 
gospodynię. a ta, pojąwszy odrozu drażliwość położenia 
i epoki, z taktem i przenikliwością starszej kobiety umiała 
swej roli sprostać. Mianowana żartem "gospodynią" na 
podwieczorku, dawanym dla hr. Tołstoja w Sapieżyń- 
skim ogrodzie, na serjo spełniała tę rolę. zawstydzając
>>>
- ]52 - 


uprzejmością i taktem starsze gospodynie. Dziwne to było 
dziecko! Jadąc ze stryjenką Konstantową Tyzenhauzową 
na Antokol. zauważyła, iż tej łzy stanęły w oczach na widok 
okopów: ..Żałujesz bulwarów?" rzekła mała. patrząc jej 
w oczy. Na obiedzie u dziada Pusłowskiego. dawanym 
dla hrabiego Tołstoja. ciekawi byli wszyscy, co zrobi 
z prowadzeniem do stołu. gdyż dotąd zawsze szła przodem 
z Chrapowiekim. lecz tym razem. spojrzawszy dokoła, 
podała jedną rączkę Tołstojowi. drugą Chrapowickiemu 
i tak z nimi dwoma poszła. 
Jesień zbliżała się z opadkiem liści, z chłodnemi 
rankami. i nadzieje zaczynały stygnąć i opadać. Nareszcie 
spadła jak piorun wiadomość. że Warszawa się poddała! 
Od tej chwili daremnie już usiłowano kłamliwemi 
wieści cieszyć i durzyć - na dnie serca było zwątpienie 
i rozczarowanie. czuliśmy. że już po wszystkiem. że fajer- 
werk zagasł! W każdym powiecie i po miasteczkach były 
wojska rosyjskie. w Święcianach stał książę Chiłkow. 
a obywateli powołano do Wilna dla tłumaczenia się. 
i nagle zrobiło się ciemno. zimno i smutno! Jednak wolno 
było wracać do domu tym nawet. co byli w polskim obozie. 
Powoli. powoli. w miarę jak porządek wracał do 
kraju. dochodziły nas wieści o znajomych. Babunia nie 
ruszyła się z Warszawy; pod strychem jej domu chronił się 
był przez dni kilka Skrzynecki. Kuzyn mojej matki, Michał 
Radziwiłł. krótko cieszył się dyktatorstwem. Generał Pac. 
raniony pod Ostrołęką. z kulą w ramieniu dostał się do War- 
szawy; gdy go tam operowano. Babunia. zawsze pełna ser- 
.decznych pomysłów. ową kulę. oprawioną w złoto, z wyrytą 
na niej datą. posłała na pamiątkę jedynaczce generała. 
Ludwini. 
Wuj zaś nasz Przezdziecki dostał się do Królewca, 
a stamtąd do Poznania. gdzie. ciężko zachorowawszy. 
pielęgnowany był przez zacną księżnę Antoniową Radzi- 
wiłłowę i tam niebawnie umarł. Pani KorneJja mogła 
już wyjść śmiało ze swego ukrycia. ale Smorgonie były 
dla niej zamkniętym rajem. Piękny jej posag wsiąkł był 
w dobra mężowskie; ona osiadła w Wilnie. a co rząd jej 
z łaski udzielał. zaliczając wdowę do rzędu kredytorów. 



 


J,
>>>
l 


J, 


.
 


-153 - 


to ulokowawszy u mecenasa Sidorowicza. z procentu 
żyła cicho. skromnie. bez skargi na los. nie nawykła do 
zbytku i nie tęskniąca za nim. Portret samego. wyratowany 
ze Smorgoń. zawiesiła w swoim salonie. prezentując 
go odwiedzającym. Jedna suknia czarna. kapelusz ryżowy. 
każdego roku myty i przerabiany. pojazd i para koni. 
o które dbała. mówiąc: ..iż po nudną. jak ona. nikt nie 
pośle". dwie sługi i lokaj. stary piesek Zefirek - oto cały 
dwór i strój pani Hrabiny. która miała 7.000.000 posagu 
i rozległe dobra mężowskie! A z biedoty swojej. póki żył. 
posyłała mężowi. czego inne. bogate. nie czyniły dla swoich. 
Wiadomość o śmierci małżonka przyjęła mężnie; z ręki. 
na której była ślubna obrączka. nie zdejmowała nigdy 
rękawiczki. 
Z oszmiańskiego powiatu Porfirego Ważyńskiego 
wywieziono na Sybir. Jednocześnie zaś z wujem Przez- 
dzieckim wyszedł był za granicę pruską pułkownik Radzi- 
szewski i tam pozostał, zostawując w kraju żonę i trzy 
młodziutkie córki. )f ja. majętność jego. pozostała. jak 
Smorgonie. pastwą wroga. - Mój ojciec znał pułkownika 
Radziszewskiego i dużo nam zawsze rozpowiadał o jego 
dowcipie. o niepospolitych konceptach i sposobach. przez 
jakie, lubiąc ład w domu, a będąc dobrego serca. umiał 
zaprowadzić porządek. nie używając srogości. 
Ale najsmutniej było słyszeć o Puławach. skąd 
osiemdziesięcioletnia Księżna przed własnym wnukiem, 
księciem Wirtemberskim. ustępować musiała. zostawując 
poza sobą tyle pamiątek. takie piękne ślady pracy swojej 
i włość. tak do niej przywiązaną. Ukryta w dobrach swoich 
w Galicji z księżną Wirtemberską. tam też życie zakończyła 
w lat kilka. 
W Wilnie przed zimą Chrapowickiego zastąpił książę 
Dołhorukow. cywilnym zaś gubernatorem był Obreskow. 
obaj ludzie światowi i próżni. a pod tymi rządcami. któ- 
rym tylko zabawa i zbytki były w głowie. biedne miasto. 
zmuszone swe blizny różowemi zaklejać plastrami. pozornie 
śmiało się i tańcowało na własnej mogile! Wiedział to 
dobrze rozumny. a srogi, autokrata iż. chcąc. aby nowe 
pokolenie nie czuło sieroctwa, trzeba plac bitwy i cmen- 


j
>>>
- 154 - 


tarz zasiać kwiatami! Na placu św. Piotra powstały trybem 
rosyjskim kaczele. a damy pierwszego towarzystwa nie dały 
się długo prosić. by na balach i na kaczelach się ukazać. 
Wprawdzie niejedna wielka. a próżna pani w polonezie 
z p. Gubernatorem otrzymała uwolnienie więźnia. a panna 
Zofja Mackiewlczówna takiemu polonezowi i takiej pani 
winna była swój paszport. który ją złączył zagranicą 
z ulubionym i narzeczonym Edwardem Odyńcem. który. 
wyjechawszy na podróż z Adamem przed samem powsta- 
niem. wracać nie mógł do kraju. To dowodzi. że i próż- 
ność na coś zdać się może. Ale z boku. ze wsi słyszącym 
o tak prędkie m zapomnieniu było i smutno. i przykro! 
Znalazły się i gorsze fakty: kilka Litwinek. wdów i panien. 
z samego Wilna uległo pokusie srebrnych epoletów. 
czarnych wąsów i tytułu księcia i. nim ucichły armaty 
pod Wolą. one już przysięgły wrogom dozgonną miłość 
u ołtarza. jakóbek. który nigdy nie przyjeżdżał z próżnemi 
rękami, przywoził nam tym razem piosenki, głoszące. że 
..Panna julisia pojechała . 
Z pułkownikiem w Dynaburch. 
O jakem ja żełała 
Widzieć choć raz Petersburch ! .. 
) zdaje się. słyszę. jak charkawym głosem. nie wy- 
mawiając r, deklamuje: 
..już skończona ma karjera, 
Nie chcę dzielić Litwy klęsk. 
Demain idę za sapera. 
) z nim ruszam w sam Smoleńsk"... 
Były i parodje z ..Chłopa miljonowego" z zwrotką: 
.,AI/ons Comtesse Madame. 
Po kacawajce dam".,. 
Obok tych strofek, kolących w serce winnych, jak szpi- 
leczki. były inne wyższego nastroju, jak np, z powodu 
balu oficerów ruskich w Poniewieżu. na którym i kilka 
Polek z musu. czy z próżności tańcowało; każda z nich. 
wracając do domu, znalazła w pojeździe strofki, zaczyna- 
jące się od słów: 
..Tańcujcie Polki! teraz czas tańcować 
Z bohaterami Warszawy, Oszmiany...., 



 
J
>>>
- 155 - 



 


Pani Antonina Śniadecka deklamowała te wiersze 
z dziwnem uczuciem, podziemnym trochę głosem. Były 
też i wiersze jej własnego układu, z tych jedne do syna, 
majqcego się narodzić, a któremu wcześnie dała imię 
Henryka przez pamięć na walecznego generała Dem w 
bińskiego. 
W kraju brakowało dużo ze znajomych nam: ksiqżę 
Eustachy Sapieha, dwaj Platerowie, synowie pani Apoliw 
nary, Józef Straszewicz, Tytus Pusłowski, Franciszek Szemiot, 
Aleksander Wołodkowicz, Antoni Wołłowicz, Ludwik 
Zambrzycki, Antoni Gorecki i t. d" jedni jako żołnierze 
polscy, drudzy trybem emigracji wynieśli się zagranicę, 
a wróg, mszczqc się na pozostałych, zabierał ich 'dobra; 
gdzie było rodzeństwo, tam części wychodźcy starannie 
poszukiwano, jak np. u Pusłowskich, gdzie pomimo pro w 
testacji ojca, że z dorobkowego majqtku syna wydzie- 
dziczył, scheda piqtego brata była policzonq i zabranq 
z ziemi, z dochodów, z fabryk i t. d. Dereczyn, ogromne 
i odwieczne dobra Sapiehów, poszły całe na skarb, 
a piętnaście miljonów długu na tej trzydziestomiljonowej 
ziemi zostało unieważnionych. Mój wuj na Dereczynie 
i Smorgoniach stracił kilkadziesiqt tysięcy, a wieluż to cały 
swój fundusz tam miało! Wieziono traktem dynaburskim 
pięknq pomarańczarnię dereczyńskq do Petersburga. 
a bibljoteka, złożona w miasteczku na tenże cel, rozebrana 
po ksiqżce przez amatorów i zastqpiona innemi, figuruje 
w Petersburgu nie taka, jakq była istotnie. Piękna Zofł w 
jówka pod Humoniem uległa konfiskacie, pokutujqc za 
Potockiego. Za całq zaś Żmudź miał odpowiadać głowq 
swojq, już ocenionq kiJku tysiqcami dukatów, ksiqżę Ga w 
brjel Ogiński, naczelnik powstania i wódz oddziału, kryw 
jqcy się z żonq razem w wieśniaczem ubraniu u poczciw 
we go leśnika, który, ceniqc wyżej sumienie nad złoto, 
wyprowadził oboje Księstwo na granicę pruskq. Powtórni 
emigranci (raz pierwszy 1812 roku) żyli odtqd z pracy rqk. 
a śliczne ich Strawlenniki z pałacem, gdzie się tak świetnie 
bawiono, ze sławnq na całq Litwę tkalniq płócienek i baw 
tystów, pozostały na pastwę rzqdu, jak i tyle innych 
pierwszych w kraju rezydencyj! 


J 


i 


.
>>>
- 156- 


A biedne Wilno, jako miasto odarte ze swej naj- 
piękniejszej ozdoby, bez Bramy Zamkowej i Bulwarów. 
pozbawione swej duszy - Uniwersytetu, swych bogact
 
i pamiątek w licznych muzeach, patrzyło na wywożone 
swe skarby, gabinety fizyczne" anatomiczne i t. p.. które 
przed kilku laty taką płynną wymową tłumaczył nam młody 
profesor jurewicz. Niedobitki młodzieży oprowadzał po 
tych gabinetach poczciwy jakutowicz. sam odłamek Uni- 
wersytetu i całą duszą do niego przywiązany. Chciał on 
wyryć głęboko w nowem pokoleniu cześć dla przeszłości 
i dla wielkich imion, które Wilnu i całej Litwie nadawały 
blasku, a spełniając tę zacną misję do końca życia (1863 
roku), Dionizy jakutowicz był dla Wilna jakby zachowaną 
w ruinach ścianą, która choć nie najświetniejsza, że 
dnak 
do całości gmachu niegdyś należała, już przez to samo 
budziła uszanowanie. 
Zdawało się, że straszny huragan przeszedł po kraju 
i z posady powywracał domy i rodziny całe wyniszczył. 
Zrazu nikt tak smutnego końca się nie spodziewał. Pamię- 
tający bezwarunkową amnestję cesarza Aleksandra) po 
1812 roku, nie przypuszczali, aby Mikołaj inaczej miał po- 
stąpić. Ale oprócz tego, że powtórzona wina wywołuje' 
sroższą karę, Mikołaj był żelaznej woli i żelazem też, nie 
gąbką, prowadził po nas, by zgładzić, a nie zacierać tylko. 
Tłumy, krocie szły na Sybir, tłumy wyszły zagranicę, ale 
nie broniono litości, i każdy, jak mógł, dogadzał sercu. 
zwiedzając więzienia, opatrując podróżnych i t. p. 
W Mińsku tern łatwiej to się dało spełnić, że w naczel- 
niku samym (to jest gubernatorze) było nietylko pobłażanie 
ku temu, nietylko pozwolenie, ale zachęta i przykład, a był 
nim generał Stroganow, późniejszy kurator uniwersytetu 
w Moskwie. Ten zacny człowiek, prawdziwy chrześcijanin, 
ojcem się okazał dla mieszkańców gubernji mińskiej. którzy 
go dotąd ze łzami wdzięczności wspominają w drugiem już 
pokoleniu. Cały rok żyliśmy opowiadaniem o jego niewy- 
czerpanej dobroci, równającej go z cesarzem Tytusem. 
bo, jol on, dnia żadnego nie stracił, znacząc każdy nie 
jednym, ale kilku dobremi uczynkami, przez co również 
zasłużył być przezwanym ..Les deJices du genre humain".-
>>>
- 157 - 


On. z serca swego czerpiqc .dowody miłosierdzia. przypi- 
sywał to woli i rozkazom Cesarza, a swojq dobroć - za- 
sługom własnej żony. która. jak powiadał. udobrzyła go 
i złagodziła. - Mojq matkę tak zawsze mile wzruszały 
anegdoty o Stroganowie. że jej niczem większej przyjem- 
ności sprawić nie można było. jak podobnem opowiada- 
niem. Cały tego zbiór spisany miałyśmy każda zosobna, 
ale to było niepotrzebnem. bo wszystkie te fakta w pa- 
mięci przeżyły. 
.Po roku tego błogiego rzqdu odwołano Stroganowa 
do Petersburga. Przejeżdżał on przez Wilno. odprowa- 
dz"ny przez wielu obywateli z Mińska. Wilno witało go 
jakby swego naczelnika i. czego nie zrobiło dla będqcego 
tam n J urzędzie. ofiarowało mu bal i obiad. na którym 
hrabia'Stroganow uczczony. jak monarcha. winien to był 
jedynie swojej zasłudze. Zebrani na pożegnanie obywatele 
wyrażali każdy po swojemu uwielbienie swoje.-..Co dobre. 
to zawsze krótko trwa" - rzekł mu z chłopska p. Wojciech 
Pusłowski. który po rusku. ani po francusku nie umiał. 
A gdy młody natenczas ksiqżę Ireny Ogiński wystqpił 
z górnq trochę pochwałq. przerwał mu zacny Stroganow. 
mówiqc: ..Młody człowiek nie powinien się dziwić dobrym 
uczynkom, ale uważać je za obowiqzek chrześcijanina. 
Zostaw to starym. co się rozczarowali". 
Oto kilka faktów o tym zacnym człowieku. 
Od rana do nocy. noc q nawet drzwi jego stały 
otworem; chciał je mieć szklane. aby widzieć każdego 
przychodzqcego. a że straż nie wszystkich rada wpuścić. 
upoważniał wchodzqcych do wybicia szyby. aby prośba 
tern pewniej trafiła do niego. Ten człowiek był bogaty, 
ale nie ubierał się w purpurę i miękkie szaty. nie sypiał 
na miękkiem posłaniu. nie jadał wykwintnie. Obiad jego 
codzienny. zawsze z trzech tylko potraw złożony. miał za 
zwykłe wety 25 r. sr,. położonych na tacy w środku stołu. 
i te zaraz po obiedzie szedł sam rozdać biednym w szpi;' 
talu. lub wybierajqcym się w dalekq drogę. Jednego razu 
pomiędzy takiemi ujrzał czternastoletniego chłopaka i starca 
siedemdziesięcioletniego; usłyszawszy od nich, że sq z jed- 
nego miejsca, aż z za Warszawy, oddał młodego pod
>>>
- ] 58 - 


opiekę starego i. obdarzywszy hOjnie. odesłał napowrót 
do domu. 
Żona pułkownika Radziszewskiego. rozdzielona. jak 
wiemy. z mężem skutkiem wojny. prosiła owego człowieka 
chrześcijanina. o pozwolenie przesłania mężowi pewnej 
kwoty pieniędzy zagranicę. "Nie radzę" - odpowiedział. 
a w krótkim czasie pani Radziszewska odebrała od męża 
podziękowanie za pomoc w większej daleko ilości. niż ona 
zamierzała posłać. 
Pewien szlachcic miał sprawę z innym, słuszność była 
po jego stronie. ale on nie miał pieniędzy. wymaganych 
przez urzędnika. majqcego sqdzić. Jdzie zatem ów szlachcic 
do opiekuna wszystkich biednych i opowiada mu całq 
rzecz. Hrabia Stroganow daje mu potrzebne pieniqdze. 
ale naznacza bilet. W godzin kilka każe wołać do siebie 
owego urzędnika. a udajqc potrzebę wymiany pieniędzy, 
prosi go o taki. ,a taki bilet i poznaje swój znaczek. Łatwo 
się domyśleć końca, Tymczasem ów szlachcic, niespokojny 
o skutek swego interesu. wpada w nocy do swojego do- 
brodzieja i budzi go, T en wstaje, wita i zapytuje. co go 
sprowadza? a słyszqc. że nic więcej jak niepokój: "Dzięki 
Bogu - odpowiada łagodnie - że nic nowego ani złego". t 
J zapewniwszy, że pamięta. o co chodzi, żegna uspokojo- 
nego szlachcica. 
Miasto Mińsk prosiło go o pozwolenie dania balu 
.,dla swego dobrodzieja" - "Dobrze" - rzekł - "przyjmuję, 
ale pod warunkiem. że bez wieczerzy, i że opłata za wejście 
pójdzie na biednych". Nazajutrz. gdy mu podano listę 
będqcych na balu i sumę przychodu, drugie tyle dołożył 
za swój bilet. 
Policja przyprowa4ziła raz do niego studenta, przy 
którym znaleziono dzieło Mickiewicza. co było natenczas 
zbrodniq stanu. Biedny chłopiec stał pomieszany i drżqcy, 
nie majqc ani słowa na swojq obronę. ..Skqd to wziqłeś ?"- 
spytał niby srogim tonem Gubernator - ..skqd?" A gdy 
student milczał. ..Otóż ja wiem" - dodał - "znalazłeś to 
na ulicy, innym razem pamiętaj nie podejmować takich 
rzeczy z ziemi". To mówiqc. wrzucił ksiqżkę do palqcego 
się ognia na kominku.
>>>
-, 


J 
t 



 


- ] 59 - 


. 


Innym razem znowu wpada do niego zaperzony roz- 
woszczyk i mówi. że jacyś panowie kupili u niego portrety 
Dybicza i Skrzyneckiego. a zapłaciwszy za generała pol- 
skiego rubla. a za Oybicza 20 kopiejek. podarli portret 
generała rosyjskiego i odeszli. 
- ..Czy ciebie skrzywdzili V" - spytał Gubernator. 
- ..Nie. owszem zapłacili więcej nadto. com prosił". 
- ..No. to do ciebie nie należy. co kto ze swojq 
własnościq zrobił" - odrzekł hr. Stroganow. 
Gdyby takich ludzi więcej. toby może i powstania 
nie było I 
Jakby na pocieszenie nas po tylu bolesnych zawodach. 
przybył do nas jesieniq kochany wuj Adam Chreptowicz. 
cioteczny mojej matki i prawie rówieśnik Babuni. której 
był rodzonym siostrzanem. ale tak wielkq była różnica wieku 
między siostrami. że babunia Tyzenhauzowa. najmłodsza 
z rodzeństwa Przezdzieckich. hodowała się z dziećmi 
swoich sióstr. Radziwiłłowej i Chreptowiczowej. Wuj Adam. 
biały. jak gołąb. od trzydziestego roku swego życia. miał 
naówczas lat sześćdziesiqt. Żonaty w młodości swojej 
z Granowskq. która go porzuciła. by wyjść raz po raz za 
Zamoyskiego ordynata i za Lubomirskiego. a umrzeć bez- 
dzietną, żył samotny w swoich pięknych Szczorsach. poło- 
żonych w żyznej nowogródzkiej ziemi. lub w słynnym 
z fabryki żelaznej Wisznie wie. w oszmiańskim powiecie. 
ale lubił kiedy go odwiedzano. Wuj Adam był charakte- 
rystycznq postaciq. miał twarz wyrazistą. nos orli. głos 
prawie kobiecy. pieszczotliwy. drażniący się. a przy tern 
wszystkie m cnoty. cechujące polskiego pana: był hOjny. 
miłosierny. uczynny. Ojciec swych włościan i brat szlachty 
nietylko na podpisie. ale i w czynie. Kreślqc portret ta- 
kiego obywatela. winnam była go ukazać pod jego włas- 
nym dachem. na jego własnej ziemi. wśród włościan, któ- 
rych już ojciec jego. Joachim. oczynszował i osadził na 
pięknych zaściankach. zaprowadzając u nich wzorowq 
gospodarkę i kasę oszczędności. w której było do 50 ty- 
sięcy rubli sr., fundując przy tern szkółkę dla ich dzieci. 
gdzie uczono nietylko pisać. czytać i rachować. ale też 
ogrodnictwa i rzemiosł. Winnam była go ukazać wśród 


"
>>>
- ]60- 


I 
1. 


oficjalistów. których był opiekunem. w rezydencji. której 
bibljoteka. obrazy. oranżerja. stadnina, bydełko na kilka- 
naście mil dokoła słynęły. a z których nie sam jeden 
ciqgnqł korzyść. nie jak samoh}b się cieszył. ale najochoczej 
użyczał sqsiadom ksiqżek. szczepów. cielqt i koni. dajqc 
przy tern sposób utrzymania się i kształcenia tylu biednym 
artystom i profesorom. między którymi był malarz Janu- 
szewicz, Jan Czeczot po powrocie z wygnania. i t. d. - 
Oto były właściwe ramy dla tego. który sercem żyjqc. nie 
w słowach. ale w czynach był człowiekiem. chrześcijani- 
nem ł panem. Lecz doczekawszy się tak drogiego gościa 
pod dachem mego ojca. jakże nie było pochwalić się nim 
przed innymi ? Tern bardziej. że bytność moja w Szczor- 
. soch ledwie w lat dwanaście nastqpiła po bytności Wuja 
w DobrowIanach. Wujaszek przyjeżdżał nie od siebie. 
lato był przepędził u brata młodszego Jreneusza w Bie- 
szeńkowiczach na Białej Rusi i nie pilno mu było do domu. 
a choć się wyrywał. dał się jednak ubłagać i pozostał 
z .nami na dłużej. komunikujqc się przez umyślnych z rzqd- 
cami swoich dóbr. Może i pobyt u brata zcudzoziemcza- 
łego dał mu uczuć potrzebę odświeżenia się w powietrzu 
bardziej swojskiem. Majqc zostawione sobie swobodę przez 
cały ranek. a towarzystwo przez resztę dnia. czuł się. jak 
w domu. i był rad. żeśmy go nie wypuszczali. że święta 
Bożego Narodzenia familijnie przepędzi. Dzień imienin 
naszego ojca był też dniem imienin naszego Wuja. obcho- 
dziliśmy je zatem razem i trzeba było widzieć rozrzewnie- 
nie Wujaszka. gdy. przychodzqc w wigilję tego dnia na 
noC do swego pokoju. od którego miał klucz w kieszeni. 
znalazł swój stolik okryty upominkami. składajqcemi się 
z rysunków. robótek i t. p, - Ustrojony w nie wrócił czem- 
prędzej na dół. a ściskajqc nasze ręce wołał po swojemu: 
..Co one motylów ponapuszczały do mego pokoju. te swa- 
wolnice l" J bawił się temi upominkami. jak dziecko. by 
przez to nas wzajem ucieszyć. 
Na tę uroczystość potrójnq oprócz sqsiadów przybyli 
Wujostwo z Postaw. ale bez dzieci, Wilno dostarczyło też 
kilku znajomych. a między nimi pana Bielińskiego z owym 
Emilem Roussa; nie pierwsze to były ich odwiedziny i tym 



 


-
>>>
- 160- 


oficjalistów, których był opiekunem, w rezydencji, której 
bibljoteka, obrazy, oranżerja, stadnina. bydełko na kilka- 
naście mil dokoła słynęły. a z których nie sam jeden 
ciągnął korzyść, nie jak samoh}b się cieszył, ale najochoczej 
użyczał sąsiadom książek, szczepów. cieląt i koni, dając 
przy tem sposób utrzymania się i kształcenia tylu biednym 
artystom i profesorom, między którymi był malarz Janu- 
szewicz. Jan Czeczot po powrocie z wygnania. i t. d. - 
Oto były właściwe ramy dla tego, który sercem żyjąc, nie 
w słowach, ale w czynach był człowiekiem, chrześcijani- 
nem ł panem. Lecz doczekawszy się tak drogiego gościa 
pod dachem mego ojca. jakże nie było pochwalić się nim 
przed innymi 'l Tem bardziej, że bytność moja w Szczor- 
. soch ledwie w lat dwanaście nastąpiła po bytności Wuja 
w Dobrowianach. Wujaszek przyjeżdżał nie od siebie. 
lato był przepędził u brata młodszego ]reneusza w Bie- 
szeńkowiczach na Białej Rusi i nie pilno mu było do domu, 
a choć się wyrywał, dał się jednak ubłagać i pozostał 
z nami no dłużej, komunikując się przez umyślnych z rząd- 
cami swoich dóbr. Może i pobyt u brata zcudzoziemcza- 
łego dał mu uczuć potrzebę odświeżenia się w powietrzu 
bardziej swojskiem. Majqc zostawione sobie swobodę przez 
cały ranek, a towarzystwo przez resztę dnia, czuł się, jak 
w domu, . i był rad. żeśmy go nie wypuszczali, że święta 
Bożego Narodzenia familijnie przepędzi. Dzień imienin 
naszego ojca był też dniem imienin naszego Wuja, obcho- 
dziliśmy je zatem razem i trzeba było widzieć rozrzewnie- 
nie Wujaszka, gdy, przychodząc w wigilję tego dnia na 
noc do swego pokoju, od którego miał klucz w kieszeni, 
znalazł swój stolik okryty upominkami, składajqcemł się 
z rysunków, robótek i t. p. - Ustrojony w nie wrócił czem- 
prędzej na dół, a ściskajqc nasze ręce wołał po swojemu: 
"Co one motylów ponapuszczały do mego pokoju. te swa- 
wolnice I" ] bawił się temi upominkami, jak dziecko, by 
przez to nas wzajem ucieszyć. 
Na tę uroczystość potrójną oprócz sqsiadów przybyli 
Wujostwo z Postaw, ale bez dzieci. Wilno dostarczyło też 
kilku znajomych, a między nimi pana Bielińskiego z owym 
Emilem Roussa; nie pierwsze to były ich odwiedziny i tym
>>>
v" 


r 


.": f. 


ł 


j.
 
,,1 1 " 
. 
. .. itt- 
 l 

. .:..... 
."..": ' 



r : " 
r; .' ':' -
 


-::-'.ł 


/. 
:#1- 
 


.... 


'\"' 
 ' , 
.. ..ł!I...",' I, 
,," ..... '. .,
ł 
. _
 ....Ił)j 
!. 
. . :'1 ;. .... , 1-:t'J 
"I.tttt :r¥...-.. · 


., 
. .. 
-.:'" ., '. " 
 
\ :' .:' ,. 
. 


J . () 
'./ )ć/I,.j.rt!. Ih/r/' Irw/k 
t' r:.. P"'. 
. -:-? .31'JiO gl
N.Q
!

j ;-:- 
---.:.---'" - 

'3;- 


SERG.lUSZ HR. STROGANOW 
g u b c r n a t o r woj c n n y m i ń s k I w 183 l r. 


Według fotograłjl Oziębłowskicgo. z rysunku A. Klukowsklego
>>>

>>>
.1 


- 161 - 


razem do Trzech Króli zabawili w Oobrowlanach. Jak 
nam te dnie przeszły, niech opowie list mojej siostry Matyni, 
zachowany w zbiorze naszej korespondencji do kuzynek 
Wojniłłowiczówien: 
- ..Trudno lepiej, to jest weselej, czas przebyć, jak 
my święta Bożego Narodzenia. - Osqdźcie z tej próbki. 
Ciocia Walerja, której ból głowy często dokucza, poszła 
była spoczqć o zmroku w naszym pokoju na moim łóżku. 
Mama, potrzebujqca też trochę wczasu (n. b. jej łoże, wy- 
elegantowane w ślicznq kapę, stało niedostępne), położyła 
się na łóżku Idy, a ja, chodzqc tam i sam po pokoju, pra- 
wiłam coś z T ysiqca Nocy. Wujaszek, niespokojny o żonę, 
rzuca towarzystwo lulek na górze i wchodzi do nas. Widzqc 
siostrę i żonę leżqce, czyta niby nadpisy nad łóżkami i pyta: 
..Co to za szpital 'l", a biorqc mnie wpół, puszcza się sza- 
lonego wałea. Mama zaś woła za nami : ..To szpital 
warjatów'" Po tym wypoczynku zmrokowym zbieramy się 
znowu w salonie, herbata, śpiewy, rozmowa, zawsze nad- 
zwyczaj ożywiono, - wszystko to porywało czas już i tok 
skrzydlaty, poczem rozpoczynały się zawzięte tańce, trwa-: 
jqce parę godzin przed i po wieczerzy. Pan Mostowski 
był jednym z najbardziej ochoczych, ole, prawdę mó'Wiqc. 
nikt swoich sił nie żałował. - Nie był to mazur ani wałe, 
było to coś i nic, i wszystko razem, jednem słowem ..00- 
browIanka"". - Wuj grał u fortepiana, p. Sobolewski towa- 
rzyszył mu na skrzypcach, lecz zmieniono ich kolejq, by i oni 
mogli należeć do tańca, słowem wszyscy do wszystkiego ,... 
- ..Ale oto jeszcze jeden epizod świqteczny. Pewnego 
wieczora Papa zożqdał u Gabrjeli jej dzienników z lat 
pięciu, oby wiedzieć, cośmy w takie dnie robili przez te 
Jota ubiegłe. Posłuszna córka przynosi cały pak swych 
dzienników, nie zastanawiajqc się nad następstwem, i za- 
czyna je czytać. Wuj skrada się za ni q, porywa za sposzyt 
naj grubszy i z nim ucieka, o że som wysoki i trzyma ów 
Sposzyt nad głowq, pewny jest, że nikt go nie dosięgnie... 
Spostrzegłszy jednak, że i siostrzenice nie karły, rzuca 
dziennik na kanapę. Mama no nim usiada, Gabrjela z pod 
niej chwyta i bieży ku drzwiom, za niq wszyscy starzy 
i młodzi. Ona traci głowę i na pierwszej spotkanej sofie 
11 


..........
>>>
- 162 - 


siada. Otoczona dokoła, rzuca mnie dziennik, ja z nim do 
drzwi gabinetu mamy, ale ledwiem na progu, wszyscy już 
przy mnie! Słyszę głos Bielińskiego, który krzyczy: ..Zwy- 
cięstwo !" Nie tracę jednak głowy i rzucam sposzyt do 
gabinetu, od którego drzwi zamykam, klucz dobywam, 
a zgadujqc, że mimo najskrupulatniejszej grzeczności ode- 
brać mi go mogq, rzucam klucz przez głowy otaczajqcych 
na salon. W okamgnieniu wszystkie lichtarze na ziemi, 
wszyscy panowie na czterech łapkach pod bilardem, pod 
fortepianem, pod stołami, szukajq tajemniczego klucza, 
z czego korzystaJqc, siostry biegq naokoło, by dostać się 
innemi drzwiami do gabinetu, gdzie wszystkie ich tajemnice! 
Już weszły, ale w gabinecie ciemno, nim wróciły ze świecq, r 
klucz się znalazł i szczęśliwy znalazca, p. Bi
liński, bieży ku 
fatalnym drzwiom! Ja go reflektuję bardzo spokojnie, że to 
napróżno, że siostry już tam były, że żurnalu dawno niema 
w gabinecie i t. d. Ale pan Bieliński również z flegmq 
odpowiada, że do końca w niczem nie trzeba tracić 
nadziei. ) drzwi się otwieraj q w chwili, gdy siostry, wcho- 
dzqc z przeciwnej strony ze świec q, oświecaj q leżqcy tom 
na ziemi! Pan Bieliński chwyta go i, słusznie tym razem 
wołajqc: ..Zwycięstwo !" bieży przez pokoje ku jadalnej 
sali, a wszyscy za nim, jak potok! Papa staje we drzwiach 
i nie puszcza. Mama dosięga zwycięzcę, ten się rzuca na 
bilard, dziennik wypada mu z rqk. On woła: ..Wołłowicz, 
chwytaj !" Ale Sobolewski już ma go w ręku i rzuca Bach- 
matowiczowi, ten mnie, ja - Gabrjeli, a ona, bliższa drzwi, 
ucieka do swego pokoju. Przybytek dziewic uszanowany. 
Walka skończona. Młodzież ledwie dyszy, a cóż mówić 
o papuniach! Wuj Chreptowicz pół żywy rzuca się na 
kanapę, pomimo zadyszani a wszyscy razem mówiq, opo- 
wiadają. Śród tego ogólnego ruchu jedna ciocia Walerja 
nie ruszyła się z kanapy i nie może zrozumieć, jak jej 
bratowa w stałym już wieku i tak rozsqdna, nietylko cór- 
kom pozwoliła tak szaleć, ale i sama brała VI! tern udział? I 
Oto co jej oczy zdawały się mówić, Jaka szkoda, iż do- 
browolnie skazała siebie na smutek i powagę nad wiek I" 
Że jednak wszystkiemu jest koniec, trzeba było żegnać 
miłych gości. Nadszedł i dzień wyjazdu drogiego wuja 


. 



 
! 



 


I
>>>
.. 
I 


- 163 - 



 


Chreptowicza, któremu po całomiesięcznym pobycie żal 
było rozstać się z nami. Nie dowierzajqc sobie, gwałtem 
się zrywał i na zagrożenie, że ..koła pozdejmujq z jego 
pojazdu" (co wcale nie było anachronizmem w tej zimie 
bez śniegu), kazał swemu furmanowi przynieść klucz od 
wozowni, o czem wiedział i mój ojciec. A w chwili, gdy 
Wuj, ostatecznie naglony przez nas o zostanie, pokazywał 
triumfalnie ów klucz, otworzyły się nawciqż drzwi od przed- 
pokoju i ukazało się na drqgu koło od naszego kocza, 
niesione przez dwóch ludzi, którzy, przedefilowawszy przez 
cały salon, zniknęli drugiemi drzwiami. Dużo było śmiechu. 
Wuj stał oniemiały, nim się domyślił figla, a zwalczony 
naszemi prośbami, jeszcze nam dzień jeden darował. 
Odjechawszy zaś, na dowód pamięci nietylko że pisał 
serdeczne i częste listy, ale przysłał ślicznego konia rasy 
perskiej, siwego Birambara. z którego pochodziła moja 
śliczna Norma, lekka jak obłok, a będqca moim wierzchow- 
cem przez lat dwanaście. 
Do wypadków z roku 1831 należy jeszcze bytność 
kilkotygodniowa naszego Bachmeta w Wilnie, który, zna- 
lazłszy u kogoś zbiór scen wojennych i portrety wodzów 
z kostiumami wojska polskiego, po całych nocach kopjował 
je, aby takie album przywieźć nam, jakby odbicie zwod- 
niczej fota morgony tego, co już naprawdę nigdy widzieć 
nie mieliśmy! Po cukierniach spotykał on dużo oficerów 
ruskich, wracajqcych z Warszawy i n
cqcych marsze 
i mazury nasze, a gdy Skrzyneckiego nie mógł żaden 
z nich przypomnieć, prosili Rennera, który zawsze po cu- 
kierniach się kręcił, aby im tego mazura zagrał. Ten zaś 
z wybornie udanq minq, upewniał ich, że go nie zna 
i nie umie, a usiadłszy do szpineciku improwizował, wpro- 
wadzajqc do tej improwizacji nutę po nucie, takt po takcie 
z tegoż mazura. Zaintrygowani oficerowie chwytali go 
za ręce. wołajqc: .. Wot - Skrzynecki l" Ale Renner grał 
znowu co innego a potem niespodzianie znów się odzywał 
ze Skrzyneckim, aż go nareszcie całego odegrał. _ 


I 
.L
>>>
..:
; .\. . ł ); 
 F 


 . 
J .. .. ,. ..'.'t, '. . 
""'1 .'-.&, 
..: 
-.1 .,
";.f , ;,  . ' . . , 
 "
.
i:


""'
 
. .,J.{' ,. 
 .J "f 


11 .:
 ,;" "'.łi.::.: . T' I .._ : :ł 

'f.1..: ': ! '. . \t 0;
 . : ,,"
' ..h. . .'0 . t '- ;
.J .:,.1 


; ..
. ,.,.; ,,:-
.

 ' I ' .:'
 1.-' \, 
'

\f.':'. - :}- .
..i

 
 .": 
 '


:",,_ ..:.'t:::-:: \
 ;;;]. .:,;..... :!7 i r-:
 
'tłl'ł ';'\ 
 """ ,. 
 ... "'
J f. . ".
,. 
 

I' ł .. ' 
 '"':.l:...,. ....__
..,. ..-,.,. 
. ".):;' '..
 ... 
t " . i . ł . ..."1.... . 1... t , .'" ł c. _ _ "._ 
'",..' . - 
 
".. ,"i !. .,:\.":...., _. .' . :
 {f:r.'t [0. 
;;: ....,.. ,_; 
. .;
.. 0'0 ..".1;.,. 
. 


 ;-: . . f.. .. .,,:,,' .. ;J
. J::);\
. . . :. . , ....." 
;ą
 . ", '..,,,_ __ 


.;Ż.
 ,:".I 
 .:-:.r
: 


LATA ]832 - ]833. 


Zima 1832 roku nie budziła tęsknoty za Wilnem, gdzie 
Dworzec, zamieszkały przez Satrapę, strojący się w mebłe 
sybaryckiego smaku, gorejący nocami od świateł sztucz- 
nych, wabił, jak motyJi na płomień, łekką część towa- 
rzystwa, zapominającego śród skoków przy hucznej muzyce 
o tęskniących braciach na stepach łub żyjących tułackim 
chłebem we Francji. Nie chciała o nich zapomnieć zacno 
pani Antonina Śniadecka i dła tego pozostała no zimę 
wSzernetowie, zbJiżona z Dobrowłanami o mHę przez 
zamarzłe jezioro Świrskie. Ta jedyna sąsiadka przyjeżdżała 
do nas razy kiJka na cały tydzieił z pakiem nut i książek, 
by nam czytać i z nami śpiewać ppdziemnym trochę 
głosem różne piosenki, łub z Matynią pomagała przyrzą- 
dzać dła wracającej do zdrowia Mamy posiłek i łekarstwo 
razem przeciw uporczywemu kaszłowi, zraziki ciełęce, 
przekładane słodką brukwią. Na Wiefkanoc przybyła 
w Wiełką Sobotę z Wilna pani generałowa Niesiołowska, 
wierna swojej obietnicy danej zimą, że przybędzie ..du/iI 
pleuvoir des hallebardes". PrzyjechaJi też i goście zimowi: 
p. BieJiński i p. Wołłowlcz, którego, wzywając do ecar/e. 
pani Generałowa w antraktach wista nawoływała przy- 


.,( 
..1 


....
>>>
f 


1 
I 


- ]65 - 


domkiem "senatorskie dziecię". - Ciocia Niesiołowska 
nie było z wygodnych gości. tłem jej charakteru był nie- 
pokój; nigdy zadowolona ani u siebie. ani z siebie. ani 
z drugich. drażniła drugich i siebie. Źródłem tego nie 
była duma rodowa. bo nieraz mówiła o sobie: ..Je sa;s 
que je su;s de /'etolle dont ou lait fes grandes dames. ma;s 
mo;-meme je ne su;s qu'un coupou..... - Ale rozpieszczona 
przez ciotkę od dziecka i z sercem chłodnem. była tylko 
gorącą w oznakach. tuliła rękoma. kochała w słowach, 
obdarzała nawet upominkami. ale na dnie tego był 
kwasek. n
echęć. nawet une certa;ne maf;ce, chęć zdekon- 
certowania każdego. . . ) tak w Dobrowianach siadała 
w kątku najmniej pokaźnym. chwaliła ironicznie. co było 
najmniej godnem uwagi. odwracała się w ogrodzie od 
ładnego widoku. zasłaniając twarz niby od wiatru. odwo- 
ływała od fortepianu śpiewające siostrzenice. zabierała 
na własność młodzież do kart. mając już partyjkę swoją 
w komplecie. li stołu do szynki wędzonej sypała sól. 
do kremów już słodkich - cukier. wąchała sztukę mięsa 
na półmisku. odmawiała sałaty z jajkiem. a gdy jej po- 
dano bez jajka prosiła o pierwszą u sąsiadów. Na widok 
Święconego. gdy spostrzegła odrozu. że była obfitość 
zWierzyny i ciast. usiadła ona, główna gościa. przy kre- 
densie. prosząc tylko o kawał prosięcia w celu zasmucenia 
gospodyni. ale my. nawykłe do jej wyskoków. jużeśmy 
na nie mało uważali. dogadzając jako gości I ciotce. ale 
bynajmniej nie frasując się jej minkami. 
Wiosną ożywiła się okolica przybyciem dwóch są- 
siadów wojskowych za urlopem. pułkownika Chrzanow- 
skiego z pod Świra i Chomińskiego Stanisława z Olszewa. 
już kap!tana w gwardji. Znaliśmy już go oddawna. 
a z każdym rokiem w innej przemianie jego młodzieńczej 
karjery. Po raz pierwszy w ] 823 r. zaprezentował się 
w Dobrowianach zaraz po zdjęciu munduru akademickiego 
w pierwszym fraku. W 1828 roku ów frakowy pan przybył 
w mundurze gwardyjskim z wyłogami ponsowemi. Jechał 
on na kampanję turecką. a widząc kończącą się natenczas 
kaplicę naszą. uczynił votum złożenia w niej łupu. ) tym 
łupem był kindżał. nabijany srebrem. który po szczęśliwym
>>>
- ]66- 


powrocie swoim z kampanji, ofiarował memu ojcu w Wilnie 
w czasie karnawału r. ] 829. Ów mundur z wyłogami, 
unieśmiertelniony pendzlem Wańkowicza, ustąpił po ] 83] 
roku szlifom i akselbantom od świty. W takim, odwie- 
dzając matkę w ] 832 roku, objechał całe bliższe i dalsze 
sąsiedztwo. 
Tegoż lata odwiedził nas znowu Ignacy Chodźko. 
odzywajqcy się \ od czasu do czasu wierszami klasycznemi 
na cześć pani domu i 'córek. W ]830 były strofy, pochlebne 
i zachęcające do pisania, dla córki. w ] 832 - poważniejsza 
poezja dla matki, wywołana jej czterowierszem, mającym 
na celu zatrzymać wyrywającego się gościa do domu dla 
sianokosu.. 
Piśmiennict
o nasze niczem nowem w owym czasie 
nas nie obdarzało. ..Pan Podstolic" , romans administra- 
cyjny. wyprzedzający epokę realizmu, ..Bajki" braci Massal- 
skich, ..Podróż Lacha Szyrmy po Anglji i Szkocji", były 
to ostatnie wybuchy naszej literatury, skwapliwie czytane 
w ]830 r. ..Bałamut Petersburski", słabe. naśladownictwo 
..Brukowca", siał już tylko plotki i paszkwile bez soli, 
a p. Zahorski wy,dał s
oje triolety, którym dając format 
pierwszych poezyfMickiewicza, Odyńcd. Massalskich i Ku- 
łakowskiego, był ich piątą wodą po kisiel u i to bardzo 
niesmaczną. Tak jednak umiał je czytać wujaszek Kon- 
stanty, żeśmy się. przynajmniej uśmieli do łez, dowia- 
dując się. że: 
Śliczna Eugesia i luba 
Bez żartu mniszką ma zostać, 
Cóż ta za cnota i chluba. 
Śliczna Eugesia i luba? 


Albo: 


Kupid mnie strasznie dokucza! 


Takoż: 


Rośnie topol nad ruczajem, 
Płynie ruczaj pod topolą... 
W poemacie: ..Polowanie" tegoż autora naliczyliśmy psów 
kilka tysięcy, bo tysiące sfór wychodzi w pole. tysiące 
w powietrzu wylatuje, tysiące zwycięża jelenie i t. p. 
Niechże nas kto obwinia o brak patrjotyzmu, ale to pew-
>>>
- 167 - 


nasc, że nad te arcydzieło krajawe waleliśmy ..Le /ivre de 
cent et un". Kraszewski jeszcze ledwie się pad pisywał 
p. Pasternakiem i wydawał: ..Wielki świat małegO' mia- 
steczka". reszta drzemało. 
Sierpień dał nom gaścia nielado, o miana
icie: ks. 
biskupa Kłqgiewicza. Jnnega zupełnie kraju pasterz ad ś. p. 
zer. Kundziczo i Kassakawskiega, ks. Andrzej Kłqgiewicz 
ad r. 1829 zarzqdzał diecezjq. w ) 831 wywieziany był da 
Petersburga. gdzie adsiedział więzienie w. kazamatach. 
o nauczywszy się tom pa rasyjsku. w broku innej czyn- 
naści, abranił się 'Od chcqcych mu szkadzić jasnem tłuma- 
czeniem swajej sprawy i atrzymał pazwalenie wrócenia 
da Wilno. Refarma maraino duchawieństwa katalic
iega 
zajmawała gO' szczerze. razpaczqł był, swaje dzieło ad 
abjechania diecezji prawie incagnita. spadajqc jak piarun 
no plebanję. oby własnemi. aczorni prawdę schwytać. 
i oni być aszukanym, oni karać niewinnych za loda 
rapartem, Zwykle zjawhił się zrana. piesia. zastawiwszy 
pajazd w aberży najbliższej lub w wiasce. wchadził da 
kaściało. Mszę adprawiał lub jej słuchał, Będqc raz uprze- 
dzanym a jednym plebanie. że ten w \ szlofraku śmiał 
adprawiać Świętq Ofiarę, dapilnawał .ga zdejmujqcega 
arnot i albę i zławił no uC
Yllku. Po wielu ałtarzach nie 
była kamienia z relikwjam'i. 'źantedbywana kaściały. 
a zbytek i zabawy panawąły w plebanjach. Skutkiem tej 
wizyty duża prabaszczów poszła no rekalekcje. o nawi lub 
paprawieni 'stasawali się już da przepisów drukawanych. 
Ceny ślubów. pagrzebów i t. p... wypisane i wydrukawane 
i przybite u drzwi każdegO' kaściała. trzymały w korbach 
nadużycia. Zdawała się. że - da agradu zdziczałegO' da stał 
się agradnik z siekierq i rydlówkq, który w krótkim czasie 
aczyścił gO' z zielska i szkółki nawe zaprawadził. Przybycie 
Księdza Biskupa da nos miała no celu abjażdżkę pa pa- 
rafjach i udzielenie sakramentu Bierzmawanio. Nie była 
z nim żadnej asystencji, tylkO' konanik Staniewicz i ka- 
merdyner. o za locum stand; abierał dwary abywateli. oby 
nie przyczyniać wydatków prabosz:czam. Ksiqdz Biskup 
był w sile wieku. szpaka wato jegO' gława była nadziano 
naukq. w sercu miał garliwaść apastalskq. abejście się 


[ 
I 
I 
I 
I 
I 


.
>>>
- 168- 


trochę szorstkie i ostre na wstępie. ale w gruncie dobry 
i sprawiedliwy. a na wsi z dobrze znajomymi nawet 
wesoły. żartobliwy i łatwy w towarzystwie. Lubił bardzo 
przejażdżki. woziliśmy go zatem po dwa razy na dzień 
w różne strony. i gospodarka go zajmowała. Dzień rozpo- 
czynał od Mszy Świętej. Matynię. że ta się zajmowała 
aparatami. mianował zakrystjankq. a nawet z czasem 
diakonisq. Co rok przysyłał jej rubrycelę. jal jakiemu 
proboszczowi. i obdarzał to pięknym bursztynowym różań- 
cem. to relikwjarzem i t. p. Od czasu. jak całq zimę 
poświęciła na uczenie religji owych to neofitek. wielkq 
miała u niego łaskę. W dzień Marji Śnieżnej kaplica 
ustroiła się w kwiaty. a Ks. Biskup. ubrany w aksamitny 
zielony ornat z kwiecistym krzyżem. który w tym dniu 
sam poświęcił. konsekrował też piękny kielich o główkach 
cherubinów i użył go po raz pierwszy. Były to dary sole- 
nizantki. to jest babuni Tyzenhauzowej. nadsyłane rok 
po roku z Warszawy dla szczęścia domu. jak to wyrażał 
napis na spodzie kielicha. - Ornat zaś Jiońsldej fabryki 
i krojem francuskim robiony sprowadził arcybiskup 
warszawski przed samym ]831 rokiem, a podobno po jego 
śmierci nabyła go Babunia. 
W dzień Wniebowzięcia Ks. Biskup bierzmował we 
Świrze. a w liczbie przystępujqcych była ]da i ja. 
Przed jesieniq przyszło wezwanie gorqce od Babuni. 
abyśmy zimę przy niej przebyli. Zagrożona utratq wzroku. 
chciała się nacieszyć widokiem córki. zięcia i wnucząt. 
Podróż nasza do Warszawy. rozpoczęta pierwszego 
grudnia już nie pocztq. ale furmanem najętym. odbyta 
traktem kowieńskim na Kalwarję. Suwałki. Rajgród. Puł- 
tusk. nie była pod żadnym względem wesołą: zimno 
nabawiło katarów. a widok zniszczonej niedawnq Wojnq 
okolicy - smutku. bo tłem jego były pola Ostrołęki! 
Ósmego dnia wieczorem stanęliśmy nareszcie w War- 
szawie. Babunia ciekała nas w tym samym salonie. śród 
tych samych obrazów. ten sam zegar wybijał godziny. 
również regularnie rozporzqdzajqc czasem. co przed 
siedmiu laty. a w klatkach też same lub takie same gile 
i kanarki spały. główki okrywszy skrzydełkami. Zamieszka- 


. 


.
>>>
. , -. 
..' 
........ It(i 
\ ..... 
-, 

 
.:S I l 
SI. =1 :t 
!J o 
- , ; 
I U N 
t U 
..j \..J '-. Z 'i 

,\ f' t O 
'.0 l
_, i -J Ci 

 E 

 :--. O ..c:: 
U 
. CI: o 

..ł g "- aJ CQ 
1" -:- O O 
.L'; . ":jf .
 CI N 

 '
l I.;) .. ol." .. 
' , - 
J,\-t'.'4.It Q) 
. -"f.. 0q 
 
 'S 
- 'N 
" O 
. ......:0 .....' U ::I::: 
;r: .-:::,i'!" - :J 
 ( -..I. o. C 

 ' 
 t 
" --\ - .. 
....- , r... '" 
.
 :t: O) 

 J;, ..." 
 
,.... . l'. uJ 
. .
 .:
f :.._:-
 
-... , \ 
 f 
 N 

 CI: O) 
"
 . I- -= 
uJ' "O 
, -;; Z Q) 
, ....."1j; "':' 
 
, ......" .
- m 
 :: 
 
.- . "':: 
,.- l. I , 
....... ;\ ,\ c 
.,' - 
.
. .", 
 
r 
IJ' .

\' 
'i , , i 
" J:$ 
.. J!!ł l. 
, 
 
"-,, 


j
>>>

>>>
...... 


- ] 69 - 


. 


liśmy nietylko przy Babuni. ole u niej. o nazajutrz, gdy jej 
ładno pokojówko Bogusia, przyniósłszy dla nos kawę 
i do niej świeże bułeczki, powiedziało, że "pani Hrabino 
już nie śpi", Mamo, narzuciwszy no siebie salopkę guwer- 
nantki z ] 825 r. i czepeczek z motylkiem, stanęło z nami 
pode drzwiami Babuni, o my z bijącem sercem zaśpiewa- 
łyśmy no nutę: ..O pescata deFonda" strofkę układu Mamy: 
O. Mamo nasza kochano I 
Dla dzieci Twego dziecięcia 
Dawno przeznaczono w niebie 
) dla nos i dla Ciebie 
Przyszło chwilo pożądano. 
O, Mamo nasza kochano I 
Łotwo odgadnąć końca. drzwi się otworzyły. Babunia 
weszło. my w jej objęcia, ono nos błogosławi. poczem 
nastało składanie robótek. rysunków. pism i t. .d. 
Warszawo, nie całkiem jeszcze wypoczęto po wstrzą- 
śnieniach ] 83] roku, było smutno. głucho i pusto. Nie ba- 
wiono się. nie zbierano nawet nigdzie. oprócz no Zamku. 
gdzie hr. Paskiewicz Erywański. od roku książę War- 
szawski. chciał grać rolę opiekuna i ojca. Dawał on 
czasem bole. lecz oprócz dwó;h. czy trzech imion polskich 
nikogo tom z dawnego towarzystwo nle widziano. Kościoły. 
oddawszy swoje dzwony no działo. milczały. Po wyludnio- 
nych ulicach toczyły się od czasu do czasu kory i bidy 
z beczkami i drzewem na opał albo przebiegali z szyb- 
kością strzały, wypuszczonej z cięciwy. kozacy i Kabar- 
dyńce na rączych koniach. w czopkach kosmatych z łukiem 
za plecami, biegący za lub pr
ed pojazdem Namiestnika. 
Przyjechawszy jedynie dla Babuni, zagrożonej utratą 
wzroku. nietylko dnie. ole. i wieczory przebywaliśmy przy 
niej. Ono zawsze siedziała w głębokiej konopce przy ścia- 
nie. zdobnej w kwiaty Brumera. o niżej w portrety jej 
córki Choiseulowej i siostry wojewodziny Radziwiłłowej. 
No stoliku paliło się lampo z okopem szerokim. z pod 
którego światło podało no piękne ręce Babuni, splecione 
no chustce ciemnej wigoniowej. i oświecało twarz siedzą- 
cej naj bliżej nad książką lub robótką. reszto salonu i osób 
były w cieniu. Ten obraz rembrantowski. ten solon pełny.
>>>
. 


- 170 - 


a bez życia, te postacie młode, a nieruchorne, uderzały 
rzadkiego gościa. A jednak nie było nam nudno, ozwał 
się nieraz u fortepianu mazur Chopina, którego pierwsze 
utwory, dedykowane Paulinie Plater, córce Ludwików, 
emigrantce, nadesłano Babuni z Paryża, lub śpiew trzech 
wnuczek. Czytano gazety z opisem szturmu Antwerpji 
. i sławnej sprawy księżnej de Berry w Wandei, ale naj- 
więcej bawiło nas odczytywanie listów z przeszłości, ko- 
respondencji z Nieborowa i Poznania, Ks. Wojewodziny 
i ksiqżqt Antoniostwa Radziwiłłów. Kompletowały się te 
listy żywem słowem Babuni i Mamy, opowiadajqcych nam 
anegdoty o Armidowskiej. Za jej życia była moda misty- 
fikacyj, a gdy u innych źródłem ich była chęć upokorze- 
nia lub wyśmiania drugich, w rodzinie tak zgodnej, jak 
ksiqżqt Radziwiłłów, było to polem do niewinnych żartów, 
za które nikt się nie gniewał. ] tak w Karlsbadzie ks. An- 
toni przebrał szambelana swojej żony za paniq de Genlis 
emigrujqcq; Ks. Wojewodzina, wyczytawszy jej nazwisko, 
umyślnie wydrukowane w..Gazetce Codziennej", którq re- 
gularnie przy rannej kawie, siedzqc przed domem, czytała. 
..Słyszycie! wołała. ta Genlisowa gotowa do mnie się in- 
tromitować" (nb, była jej sama zaproponowała gościnę 
w razie emigracji). Wtem zbliża się lektyka, z niej wysia- 
da straszne czupiradło, i mniemana p. Genlis rzuca się 
z płaczem w objęcia przerażonej Księżnej. Wszyscy dokoła 
śmiejq się głośno. Księżna patrzy surowo na dzieci i po- 
ciesza autorkę, a gdy w końcu wszystko się wykrywa 
ks. Antoni dziwi się. że matka odrozu nie poznała żartu: 
..Je voyais bien qu'elle etait ridicule u - mówi Księżna - 
..mais pouvais - je le lui dire en face fi. , :", a rada z odkry_ 
cia, że nie będzie mieć kłopotu z cudzoziemkq, przebacza 
dzieciom chwilowy swój niepokój. 
Figle były prawie codzienne w tej rodzinie, to fałszy- 
wy Paganini. rzępolqcy fałszywie w gabinecie Księcia. 
a cała familja, podsłuchujqca pode drzwiami zdziczałego 
niby oryginała. to Arkadja. sparodjowana aż do dekora- 
cji (sztuka napisana przez księcia de Ligne i grana w te- 
atrze karlsbadzkim) i t. d. Wybornq też była aneg- 
dota o dwóch Anglikach, zjawiajqcych się w Nieborowie 


J 


I. 


t
>>>
. 


t- 
J 
I. 


t 
l 


- ]7] - 


pewnego Jata pod wieczór i proszących. aby im Księżna 
pozwoliła obejrzeć wszystkie ciekawości przed nocą. bo 
muszą nazajutrz wyjechać. Koniecznością. zmuszającą ich 
do tego. było doktoryzowanie brata ich w Oxfordzie.., 
..Kiedyż to przypada?" - pyta Księżna. ..Jutro" - odpo- 
wiada Anglik z naj poważniejszą miną. a na uwagę Księż- 
nej. że niepodobieństwem będzie stawić się im w porę. 
dodają: ..Quand on lai! sou pass/b/e. on n"a r/en a se repro- 
cher". Gdy niepodobna więc było przetrzymać dłużej tak 
akuratnych Judzi. oświecono pomarańczarnię. która. formu- 
jąc długą galerję. zakańczała się ścianą źwierciadlaną 
i Jampą. naśladującą księżyc. Ale nazajutrz podróżni za- 
spali. a zatrzymani do wieczora tak upodobali Nieborów. 
Arkadję. przyjęcie i samą Księżnę. że. nie śpiesząc już do 
Oxfordu. cały zabawili miesiąc. 
]nny znowu Anglik. bywający przez całą zimę co wie- 
czór u księstwa Antoniostwa. siadał zawsze w kącie. z nie- 
go się nie ruszył i do nikogo słowa nie przemówił. ale 
zato słuchał muzyki i przypatrywał się tańcom. Gdy mu 
przyszło opuszczać Poznań. zjawia się pewnego ranka 
u księcia Radziwiłła w podróżnym stroju. rozwiązuje mu 
się język. ciągnie Księcia do swojego pojazdu. by mu po- 
kazać swoje psy. a targając mu ręk
 po angielsku. mówi: 
..B/en ob//ge de votre conna/ssance. b/en amuse chez vous. 
bon gar fon. bon voyage/"-puścił rękę. wsiadł i pojechał. 
Jakby dalszy ciąg tych anegdot i opowiadań Babu- 
nia odbierała świeże listy z Poznania. opisujące aż trzy 
wesela w tej rodzinie. synów Wilhelma i Bogusława 
z księżniczkami Matyldą i Leontyną Clary-Aldringen z To- 
plitz i siostry ich księżniczki Wandy z ks. AdOJnem Czar- 
toryskim. rodzącym się z Anieli Radziwiłłówny. Młode 
pary prosiły Ciotunię o błogosławieństwo. a osoba. opi- 
sująca szczegółowo te uroczystości. tak umiała wszystko 
uwydatnić i z każdego wyrazu uczynić obrazek Jub uczu- 
cie. że dotąd pamiętne mi są te wyrażenia. Gdy młodsze 
rodzeństwo księżniczki Elizy rozpoczynało życie. ona że- 
gnała świat i pewno nie żałowala życia. zebrawszy z nie- 
go i kwiaty i ciernie; suchoty rozwinięte były u kresu... 
A gdy córka w jednym końcu domu gasła. ojciec po dru-
>>>
- 172 - 


giej stronie skutkiem przeziębienia i złej kuracji umierał. 
Jedno o drugiem nie wiedzieli! Księżna Ludwika była 
męczennicq, bo swq boleść ze straty ukochanego i młod- 
szego od niej męża musiała pokrywać uśmiechem i sza- 
tami jasnemi, idqc do córki, ta zaś, czujqc woń kadzidła, 
pytała zdziwiona wracajqcych z pogrzebu: ..Quelle odeur 
de mort vous mapportez P" - Córka przeżyła ojca o kilka 
tygodni. 
U Babuni bywały same osoby poważne, jej lub Mat- 
ki naszej rówieśnice. W liczbie ich były pp, Gutakowska 
i Sobolewska (bratowe), obie damy dworu, cyfrowe. por- 
tretowe, które już natenczas miały wnuków, a w lat jesz- 
cze dziesięć i dwadzieścia figurowały na balach. prowa- 
dzone przez samego Cesarza w pierwszej parze poloneza. 
Pani Sobolewska, Grabowska z domu, była sławnq pięk- 
nościq swojego czasu. szczególnie ramiona i rękę miała 
tak kształtne. że nie mogqc znaleźć godnego porównania 
z niemi, mówiono za całq pochwałę: ..Le bras de M-me 
Sobolewska". W niedzielę z kościoła zasiadała wielkim 
kręgiem w salonie Babuni cała rodzina Jana Platera. je- 
dnego z siedmiu braci. On, jego żona Platerówna. siostra 
pani Piusowej Tyszkiewiczowej, cztery ich córki i dwóch 
synów, których wiek zbliżony z naszym, pokrewieństwo 
i wychowanie podobne czyniły dom ich i towarzystwo 
bardzo dla nas miłemi. 
Odwiedzali też Babunię ks. Lubeccy Karolostwo, 
przeniesieni z Wilna do Warszawy na stałe mieszkanie 
aż do roku ] 860 z dwojgiem tylko dzieci z owego to 
maku Lubeckich. podlotkiem T eklq i dwudziestocztero- 
letnim synem Włodzimierzem. T en miał rysy regularne. 
układ dystyngowany, talent do muzyki, staranne wycho- 
wanie i pomysły, wychodzqce poza obręb powszednich. 
Ale że w tych myślach nie było ciqgu. ani też nitki, 
wiqżqcej te pomysły z sobq, że do tego była możność ma- 
terjalna wykonywania ich w ślad, jak zaświtały w głowie. 
tworzyło to niepospolitq wieżę Babel. I tak np. obstalo- 
wał u fabrykanta instrumentów piano. w którem klawja- 
tura miała jedno za drugiem tony i półtony, nie mogqc 
utworzyć akordu. Ów instrument, kosztujqcy r. sr. 300, stał
>>>
- 173 - 


I 


głuchy i bezczynny w salonie znajomej damy. bo go wła- 
ściciel nie śmiał pod dach rodzicielski wprowadzić. Ksią- 
żę Włodzimierz zapowiadał wszystkim osobne do tego 
nuty. pisane na sześciu linjach. Wymyślił też i monetę lito- 
grafowaną z wyobrażeniem na każdym bankocetlu tych 
wszystkich produktów i objektów. które za nie nabyć było 
można z nadpisami w kilku językach. a to w celu kształ- 
cenia prostego ludu. Tą monetą płacił mleczarce. pieka- 
rzowi. rzeźnikom. brali ją nawet i drążkarze. jako znaczki, 
wiedząc dobrze. że je sam wekslarz wykupi. a on tymcza- 
sem był rad. że jego moneta kursuje. Nie bez dowcipu, 
a zawsze ugrzeczniony dla dam. przyniósł był dla naszej 
Babuni. jako kolendę na Nowy Rok. ładne kieszonkowe 
źwierciadełko w kształcie Psyche.. a stawiając na stole. 
rzekł jej: ..Oto kopja wszystkich żywych wzorów. będą- 
cych w tym salonie". Innym razem ofiarował komuś pacz- 
kę zapałek. mówiąc: .. To coś tak wielkiego. jak stworze- 
nie świata: stań się i światło się stanie!". Słysząc pewną 
damę. nazywającą swego pieska: ..Mon prince cher;"', gdy 
zwracano na to jego uwagę. czy to go nie obraża? odpo- 
wiedział: ..Przymiotnik wynagradza wszystko". 
Dom pp. Kickich i Biszpingów był dla nas bardzo 
miłą przystanią. Panna Teresa Kicka. niegdyś bardzo pięk- 
na. cel uwielbień jednego z kSiążQt Czartoryskich. posłu- 
żyła Niemcewiczowi za wzór do jego ..Panny Guzdralskiej". 
Całkiem już niemłoda i abdykująca oddawna z wszelkiej 
do tego pretensji. zachowała jeszcze płeć świeżą i białe 
zęby. Ona i młodsza jej siostra. pani Piotrowa Biszping, 
z córkami Natalją i Różą odwiedziły Litwę w ] 826 roku, 
a po zimie. spędzonej w Wilnie dla matki. potrzebującej 
zasięgnąć rady naszych lekarzy. latem objechały kołem 
Smorgonie. Zalesie, Worniany i Dobrowlany. Rozum pan- 
ny Teresy. uprzejmość trochę afektowana pani Biszping. 
wdzięki panny Natalji i dowcip panny Rozalji umiliły nam 
niejeden wieczór w Wilnie i dni kilka na wsi. Dotąd mię- 
dzy pamiątkami z tej epoki zachował się list pani Bisz- 
ping. pełen słów cukrowych i górnych frazesów, Po latach 
siedmiu znalazłyśmy te panie również serdeczne dla nas 
i pamiętne o Litwie. ale już nie tak wesołe. Panna Róża.
>>>
- 174 - 


.. 


, 


często cierpiqca, nie śpiewała już nam wesołych piosnek 
u fortepianu, jak w Dobrowianach, wymawiajqc się od 
róż. któreśmy jej z ogrodu przynosiły do włosów, mówiqc: 
..C' est bon pour maman et pour Nathalie, qui sont jolies". 
Piękna Natalja w 1833 roku była już wdowq 'po rodzonym 
wuju. generale Kickim. który, ożeniwszy się z niq przed 
samq wojnq, poległ śmierci q walecznych na polach Ostro- 
łęki. Córeczka. urodzona po śmierci ojca, była jedynq po- 
ciechq tej młodej wdowy. zawsze pięknej, jak anioł. z kwit- 
nqcem licem. z oczami jak niebo. o zqbkach perłowych. 
przez które sqczyły się słówka dźwięczne i powolne. Kie- 
dy śpiewała. ledwie jq można było zasłyszeć. a ciotka jej. 
panna Teresa. zamykała oczy. wyciqgała się w krześle 
i jeszcze ciszej szeptała w ekstazie: ..Nieprawdaż. że to 
jak po aksamicie... comme disait madame Zamoysko'.. Żyła 
jeszcze i matka panny Kickiej, bardzo już sędziwa, niewi- 
doma i podobno zdzieciniała. Umarła ona tejże wiosny 
i pamiętam, jak z domu na Nowym Świecie wynoszono 
trumnę. obitq niebieskim aksamitem. bo w takich grzebano 
natenczas w Warszawie; może i słusznie, gdy się zastano- 
wimy, że śmierć jest przejściem do nowego życia i to wiecz- 
nego. a więc żałoba tylko dla pozostałych na ziemi przystoi. 
Wzięto dla nas nauczyciela do śpiewu, P. Teichman, 
wiolonczelista w orkiestrze teatralnej. był razem i metrem 
śpiewu. Z będqcych natenczas naj świeższych oper: ..Nie- 
ma z Portici". ..Narzeczona" i ..Fra Oiavolo" (Au bera). 
..Hrabia Ory" (Rossiniego). ..Pre aux Clercs" (Halevy) 
śpiewałyśmy wyjqtki. a bywanie w teatrze kompletowało 
lekcje. Opera była niezłq w Warszawie. śpiewaczkami - 
Aszpergierowa. panny Wołkow i Miiller, prima - donny, 
Oobrski zaś debiutował w roli Almawiwy. Panna Żucz- 
kowska. później Halpertowa, piękna, rozumna i utalento_ 
wana, zachwycała w dramacie i wyższej komedji. Myśmy 
jq raz tylko w ..Zamku Kenilworthe- w roli Elżbiety po- 
dziwiali. Mój 01ciec widział jq w ..Warjatce", w ..Miran- 
dolinie- i w ..Czemuż nie jestem sierotq 'l", a po każdem 
przedstawieniu wracał zachwycony. 
Wiosna przetrzymała nas w Warszawie na całe lato, 
poktor przepisał mojej matce wody marjenbadzkie i brała
>>>
At 


- 175 - 


je w ogrodzie Dekerta, pełnym róż, obok ogrodu Krasiń- 
skiego, pełnego cieniu. Towarzyszyłyśmy Mamie koleją co 
ranek i widzę dotąd te grupy, pary lub pOjedyńcze osoby, 
zrazu nieznajome, z któremi jednak prędko nastała znajo- 
mość. Ładne warszawianki u kranów z różą w ustach po- 
dają kubki chorym. Wszystko obraca się przy muzyce, jak 
w zegarze, z regularnością trochę męczącą. Poznaliśmy 
tam malarza Suchodolskiego, zwanego Vernetem polskim. 
Przybył on niedawno z Włoch, gdzie, zaskoczony wojną 
w swej artystycznej wycieczce, wrócił po dwóch latach 
do młodej żony, takoż Suchodolskiej z domu, której rodzi- 
ców, osiadłych. w Warszawie, poznaliśmy u wód. Ojciec, 
sędzia pokoju, z donośnym głosem, jakby jaki mistrz cere- 
monji, każdemu, co po nim przychodził, oznajmywał: ..że 
się spóźnił". Spotykało to i moją matkę, króra, nie mogąc 
rano wstawać, ledwie na siódmą przyjeżdżała. P. Sędzia 
pokoju zawsze się znalazł na jej drodze, by, całując 
w rączkę, powiedzieć: "Ach, Pani Baronowa spóźniła 
się!". Wyobraził był sobie, że Giinther powinien być ba- 
ronem. 
Bywał też u wód i mój ojciec; ledwie wszedł. już go 
zdaleka postrzegła panna Dunin, kanoniczka, siostrzenica 
Niemcewicza, i mach.a nań parasolikiem, aby się zbliżył; 
ubrana w bieli, do stanu, w kapelusiku z lila lub paljo- 
wemi wstążkami. szczupła, zręczna, dowcipna, oczytana 
i pełna życia, a to życie. i dowcip dziś jeszcze po trzydzie- 
stu pięciu latach zapełniają cały Marywil, gdzie jest prze- 
łożoną. Nie zdaje się zważać na ten ruch ogólny, ani na- 
wet na róże, chodząca zwolna po krytej galerji, w salopie 
kraciastej, wełnianej pomimo upału, piękna niegdyś z Osso- 
lińskich generałowa Łubieńska, której z pod głębokiego 
kapelusza widać tylko nieruchomy, klasyczny profil, a za 
nią bieży wyżełek - faworyt. Córka jej, rozumna panna 
Adela, oddawna już chodzi z Matynią; pomimo różnicy 
wieku pokochały się odrazu. Panna Adela ślicznie rysuje 
i świeżo odrysowany widok Polskiego Banku, odlitografo- 
wany, jako winietki do listów, podarowała każdej z nas. 
Młodzież bezczynna zawraca się w aleje, kędy po- 
Szedł hr. Franciszek Potocki, podający ramię młodej swej
>>>
- 176 - 


małżonce, a która skromnem ułożeniem stara się zrówno- 
ważyć lata ich dzielqce o więcej niż ćwierć wieku, i tern 
samem utworzyć przedział nieprzebyty dla próżnych zalo- 
tów. Zniechęcona tern i onieśmielona młodzież śpieszy 
w innq stronę, śladem świeżej zwierzynki za czarno-okq 
młodziutkq Roksolanq, przechadzajqcq się zwolna obok 
poważnego i sztywnego starca. Malinka to z naszych litew- 
skich gajów. Nawet nasza krewna. - Starca już i czytelnicy 
moi poznajq pewnie, bo oto, po wypiciu kubka karlsbadz- 
kiej wody. dobywa cure-dents i dłubie zęby. wołajqc na 
swojq towarzyszkę: ..Lucie /n. Jest to naj młodsza córka 
generała Wawrzeckiego, już zaręczona. Dla jej wyprawy 
i kuracji ojca wybrali się rodzice zagranicę. ale jedno 
i drugie odbędzie się w Warszawie. Śmierć syna jedynaka. 
zaszła przed dwoma laty. wynagrodzi się. da Bóg. zięciem. 
którego minjaturę w złocistym mundurze kamerhera. poka- 
zuje gościom matka ślicznej Lucie, fałdujqc czoło. Tym 
narzeczonym jest )gnacy hr. Zabiełło. przybierajqcy. żeniqc 
się. nazwisko Wawrzeckich, 
Jako Litwini i krewni byliśmy nierozdzielni z rodzinq 
Wawrzeckich. Odbywaliśmy z nimi nasze spacery i koń- 
czyli wieczór u nich. w domu Mokronowskich (na Kra- 
kowskiem). którego balkon o księżycu przy gawędce 
o tern i owem wydawał się tak poetyczny dla głów szesna- 
sto i osiemnastoletnich! 
Dwa siwosz
 w zielonym koczu. wynajęte na całe 
dwa miesiqce. zawiozłszy i odwiozłszy nas z wód do po- 
łudnia. wracały koło szóstej. by nas powieźć na daleki 
jaki spacer: do Zielonego Ogródka na raki. na Czyste 
dla trześni. do Wierzbna na mleko, do Królikarni i t. P'. 
kończqc prawie zawsze na Botanicznym ogrodzie i Ła- 
zienkach. Bywały i fety w Łazienkach. fajerwerki. muzyka. 
iluminacje, nawet widowiska w amfiteatrze z batami peł- 
nemi baletniczek. Ale zwyczajny księżyc odbity w czy- 
stych kanałach. posqgi białe na tle drzew starych. 
powietrze nasiqkłe kwiatem pomarańcZowym. posqg Ja- 
na m. wiecznego pogromcy pogan. i ten pałacyk biały 
i lekki. jak marzenie. piękniejszemi były nad wszystkie 
sztuki i wymysły. W Belwederze, pustkujqcym od strasznej
>>>
-'--- -- -- 
- 
 ł'ł
ł 
I h 
:
 l 
I, . 
II !ł' t 
t. l, 
I l 
J 
:1 I ! I 
I: 
" 11 
I', L 
L
ł' 
.,
 (. 
... 
. ., , 
.t t- .. l 
I I. II: i -- 
I . 
! 
I \ . 
t \. 
, \ 

 , 
.ł 
ł 
I' 
- " 


4;:)'....,../rM..k. --.:;., ///'K"__""J
.,r.- ,r''-r.r/.I
 


I), f.,/.'.t 


łrtf. J 



r/o 


MATYLDA. GABRJELA I JDA HR, GUNTHEROWNY 
ORAZ LUC,JA W A WRZECKA 


Według akwareli Gabrjeli hr. Gilnthcr6wny
>>>
j 


.
>>>
- 177 - 


nocy św. Saturnino ] 830 roku. oglqdaliśmy pokoje w. ks. 
Konstantego; pokazywano drzwiczki. któremi owej nocy 
uciekał. a na ścianie ślady krwi generała Gendre'a. bro- 
niqcego gorliwie sypialni swego pana. Wilanów stał 
pustkq. jeżeli pustem być może miejsce zamieszkałe przez 
pamiqtki narodowe. Jeszcze żaden z młodych Potockich 
nie był się ożenił. a matka ich. pani Wqsowiczowa. 
w swoim Mokotowie. jak w jakim Trianon. obok królew- 
skiego Wilanowa. rada przyjmowała gości. trochę zgóry. 
trochę kwaskowato traktujqc odwiedzajqcych. Będqc 
właśnie w swojej willi. dowiedziała się. że moja matka 
w Warszawie. i oświadczyła przez kogoś chęć odnowienia 
znajomości z lat panieńskich. Pewnej więc niedzieli. wy- 
brawszy się na iluminację do Łazienek. zaczęliśmy od 
Mokotowa. Było już tam kilka osób z Warszawy i bawiono 
się przed domem. - Cha/elaine'a. powita wszy moją matkę 
ze światową uprzejmością. obejrzała nas swem wpraw- 
nem czarnem okiem. prosiła siedzieć. traktowała poziom- 
kami i herbatq. Między gośćmi była sławna z wiecznie 
trwającej młodości pani Zajqczkowa; ta rose remon/an/e. 
ubrana w lekki muślinek do stanu i malutki kapelusik 
krepowy. miała już lat osiemdziesiąt. Kiedy szła ulicą. 
biegła za niq zaciekawiona młodzież. nie przypuszczajqc. 
aby twarz tej. która nóżką małq z kamienia na kamień. 
tak lekko sadziła. mogła być niemłodq. Na balach nieraz 
proszono jq w taniec. 
 w czasie cholery. gdy pani Za- 
jqczkowa objawiła swój niepokój: ..Qu'a-/-elle ci craindre 
f'epidemie". zawołał ktoś złośliwie: ..n'a-/-elle pas passe 
deux quaran/aines lfl Opowiadano też. iż od pewnego 
czasu nosiła biusta woskowe. i gdy na cały karnawał 
zapisała ich 50. sekretarz jej złośliwie dopisał zero. a za 
przybyciem paków z Paryża nie wiedziała biedaczka 
co z 500 biustami robić. Świadomi jej życia mówili. 
że winna była swq świeżość i zdrowie skrzyni lodu, nad 
którq spała w nieopalonym pokoju, 
Żegnając nas. pani Wąsowiczowa zaprosiła na obiad. 
Wnuczka ostatniego k,"óla. wspomniawszy zapewne na jego 
czwartkowe obiady. naznaczyła też przyjęcie na czwartek. 
Pomimo słotę stawiliśmy się na dzień i godzinę nazna- 
12
>>>
.. 


- 178 - 


czone. Deszcz przestał b)'ł padać. że jednak woda stała 
na wyżwirowanej drodze. woźnica wjechał bramą w śro- 
dek parku i zatrzymał się pod drzwiami szklanemi dolnego 
apartamentu: ..Le maIadroiII" - wykrzyknęła stojąca przy 
oknie pani W ąsowiczowa - ..il aurail pu briser les vitres /"- 
.. Vous voyez bien. qu'i1 ne J'a pas laitY" odpowiedziała 
spokojnie moja matka na to szczególne powitanie. a pani 
Hrabina. prosząc nas siedzieć na herbowych fotelach. 
ubolewała. że będziemy bez męskiego towarzystwa: .. T rze- 
boż. że obaj moi synowie właśnie dzisiejszego ranka 
wyjechali do swoich dóbr dalekich". To mówiąc. uśmie- 
chnęła się złośliwie. przeprowadzając wzrokiem po nas. 
w nadziei. że dopatrzy rumieńca lub toalet. zapowiadają- 
cych jakieś plany. Ale jak na złość jej domyślności 
byłyśmy w białych perkalach. 
Przed obiadem zeszłyśmy w sutereny. a że marudzo- 
no. pani Wąsowiczowa wezwała. abyśmy jej śpiewały 
..pour I' empecher er avoir laim". Gdy na hasło kamerdy- 
nera: ..M-me la Comtesse est servie" szła z moją matką 
przodem. przepraszała ją za chłodnik. gdyż bierze wody. 
W chwilę potem, zapominając. że wie. co będzie u stołu. 
dziwiła się i chwaliła paszteciki ze słoniną. wysyłając 
kamerdynera. z zapytaniem do kucharza: ..Coby to było 
tak doskonałego?" A na odpowiedź: ..Oue ce sont des 
croquettes au lard". zawołała: ..C'est excellentl diles lui 
qu'il m'en donne souvent". Było nas obiadujących osób 
siedem. a usługiwał kamerdyner Francuz i dwóch lokajów 
Polaków. z którymi gospodyni przez cały czas prowadziła 
ożywioną rozmowę. tłumacząc raz z polskiego na francuski. 
to z francuskiego na polski wszystko, co w obu tych języ- 
kach było mówione. raz nalewała szklankę winem i trakto- 
wała jednego, drugi wysyłany był w ambasadę do starej 
bony z zapytaniem: ..Czy się nie lęka burzy? "-bo właśnie 
huczały grzmoty. Tysiące podobnych gentiJ/es ses następo- 
wały jedne po drugich, czem chciała zapewne dowieść son 
aimable laisser - aJ/er et sans gene de grande dame a la 
campagne. Ale wtem wszystkiem nie było naturalności. 
Po obiedzie zjawił się jakiś pan niespodziany z War- 
szawy: ..Le ciel nous devail ce miracle". zauważała żarto-
>>>
-. 


- 179 - 



 
r 


bliwie moja matka. cytując ów wiersz z ..Zairy". a pani domu. 
poprosiwszy gościa siedzieć. gdy ten uporczywie milczał. 
wyprowadziła go do przyległego pokoju. skąd dochodził nas 
zrazu cichy. a potem coraz głośniejszy duet wzajemnych 
pogróżek. Szło o komorne. zapewnione zgóry na lat kilka 
w pałacu Potockich i dziś odebrane dla reperacji pałacu. 
Lokator, pewny swego prawa. odgrażał się procesem. Pani 
Wąsowiczowa nie dała mu skończyć. a wracając do nas. 
nie skłoniwszy się prawie lokatorowi. który też gniewny się 
wrnosił: ..Moi qui rai 'ait assoirl" zawołała oburzona. 
a krew Poniatowskich zatliła ogniem węgle jej oczu. 
Całej tej wizyty opisać niepodobna: wszystko było 
w tym rodzaju kwaśno-słodkim aż do wykrzyknika: ..że 
spacerowemi nogami wchodzimy do jej salonu". aż do 
uścisku z podziękowaniem. gdyśmy ją upewniły. że otarte 
o sukno. aż do ofiarowania widoku Mokotowa do kopjo- 
wania mojej' siostrze. gdy się dowiedziała. że ta rysuje. 
..C'es! une grande grace, que je vous 'ais" - dodała. Dosyć. 
że. wracając do domu, czułyśmy się jak dobyte z pod 
prasy. a w dni kilka rewizyta pani Hrabiny w naszym 
hotelu była jakby pieczęcią łask dla dawnej znajomej 
od wnuczki ostatniego króla. 
W ogrodzie Saskim bywałyśmy prawie co dzień; był 
on najbliższym naszego mieszkania. przejściem dla skró- 
cenia drogi. wytchnieniem wieczornem. gdy pojazdu nie 
było. nawet zimą uczęszczaliśmy doń dla przechadzki 
I na czekoladę do LesIa. Wszystkie ławki. aleje boczne. 
nawet figury tam spotykane. były nam już znane i swoj- 
skie. Znali nas żołnierze. stojący przy bramie Żelaznej. 
nietylko nas. ale i nasze pieski. których nazywali Fidelkarni. 
pozwalając im defilować. Tam były nasze spotkania z Li- 
twinami. których dużo zebrało się w tę porę do Warszawy 
dla wód. w przejeździe zagranicę na stałe mieszkanie 
lub szukając miejsca: Szebeko. Machwitz. Bieliński. nawet 
Lud wik Czarnocki. Pewnego wieczora uderzyła nas jedyna 
śród małych warszawianek słuszna postać damy. a gdyśmy 
ją jako osobliwość oglądały. ona też. oglądając się na 
nas. rzekła. patrząc na Idę: ..Elle es! grande celle lit.. Była 
to panna Chłopicka. 


.
>>>
- 180- 


Pamiętam jeden nasz spacer w ogrodzie Saskim 
z ciocią de Choiseul. W przejeździe swoim zagranicę 
zatrzymała się ona dni kiJka dla Babuni i dla nas i towa- 
rzyszyła nam na przechadzkę. Była to niedziela, tłum 
strojny i nieprzebyty zalewał środkową aleję, a moja matka,. 
przez wzgląd na trochę zaniedbaną toaletę Cioci, trzy- 
mała się skromnie bocznych ulic. Ciocia miała wprawdzie 
duże brylanty w uszach, ale suknię czarnq, zrudziałq 
i wqską, kapelusz ryżowy czarny. który niejednq już odbył 
podróż na włosach trochę potarganych i żadnych man- 
kietów. Kołnierzyk był, ale ten znowu wyłaził klinkiem 
na wierzch, nóżki tylko, starannie obute i zgrabne, wy- 
nagradzały wszystkie inne niedostatki. Ciocia nie pojmo- 
wała, czemu chodzimy na uboczu, i trzeba było widzieć, 
jak, dobrawszy się do środkowej alei, triumfujqco spoglą- 
dała na obie strony, nie domyślajqc się wcale, czemu jej 
nawzajem tak ciekawie się przypatrywano... 
Tegoż właśnie lata. skutkiem długich i szczerych 
starań generała Sumorokowa uwolniony, znajomy nam 
major Jeżewski z 1831 roku wracał z Syberji do kraju, - 
Uwiadomiony o tern jego ojciec, poważny staruszek kontu- 
szowy, przybył do Warszawy z Poznańskiego. Ale synowi 
nie pozwolono wjechać do miasta i, u rogatek wyegzami- 
nowany, pOjechał prosto do domu. - Ojciec, przywitawszy 
syna, przyszedł zapoznać się z nami. Traf zrzqdził, że żan- 
darm Arendareńko, który niegdyś zalokował był Majora 
u siebie w Wilnie, znajdywał się nietylko w Warszawie, 
ale w tymże domu. co i my. Staruszek ze łzami dziękował 
jemu i rodzicom moim za opiekę nad synem, a syn musiał 
o wszystkiem szczegółowo pisać do ojca. kiedy ten nie- 
tylko o Proboszcza i o pułkownikową Oederkową nas 
wypytywał, ale i o nasze wierzchowce. Major Jeżewski, 
wróciwszy do domu, wkrótce się ożenił, ole w roku 1836 
już nie żył. 
5 sierpnia, na Marję Śnieżnq, Babunia, wracając ze 
spaceru wieczorem, znalazła w swoim salonie ołtarz 
z obrazem swojej patronki, ustrojony w kwiaty, a wnuczki 
w bieli, z wieńcami z białych róż na głowie, śpie- 
wające hymn do Najświętszej Panny. Ten śpiew. te
>>>
- ]8] - 


wzruszenia zakończyły nasz pobyt dziewięciomiesięczny 
w Warszawie. 
W kiJka dni potem matka i córka żegnały się, nie 
przeczuwając, że już nigdy więcej w tern życiu ujrzeć się 
nie miały, i że za lat dziesięć w jednym dniu przed Bogiem 
staną po to zapewne, by się na zawsze z sobą połączyć! 
Przy pożegnaniu ojciec mój upadł teści do nóg, ta go ze 
łzami błogosławiła, nazywając synem. Błogosławiła i nas, 
wracające po razy kilka w jej objęcia. 
Podróż, tym razem odbyta pocztą i nowym familijnym 
koczem, była prędką i bez żadnych wypadków. 
Powrót do domu, w każdym roku miły, stał się tym 
razem bardziej jeszcze radośny, po dłuższej niebytności 
i z dalszej mety, Wrzesień nie był jeszcze zgasił całej 
krasy kwiatów. Lipy - jeszcze zielone, woda na stawie- 
już czysta po przekwitnieniu Wij wodnych. Czekano 
nas z wykoszonym ogrodem, z oczyszczonemi pokojami. 
Dworni witali radośnie u progu, psy łasiły się do nóg, 
stary ogrodnik Antoni ustroił salony w kwiaty, a niespo- 
dzianką był wykończony balkon od ogrodu, z galerją na 
arkadach w stylu włoskim, z balasami, na którego oparciu 
późniejszy autor ..Obrazów Litewskich", nie znalazłszy nas 
w domu, zostawił następujące strofki: 
"Cicho i głucho! ledwie swem tchnieniem 
Wietrzyk bukiety schyli różanne, 
) kiedyż znowu anieJskiem pieniem 
Zabrzmią w tym gmachu hymny poranne? 
Czasie! zatrzymaj ozdób szczodrotę, 
Co tu miłemi farby goreją, 
Czemże powitasz wdzięki i cnotę, 
Kiedy w tym gmachu znów zajaśnieją 'l!"
>>>
-L . .. "'" 
.-,/

l ;;;u.:_., '" -'ii . '- T' .ł'J
'lr.
 
--- 
 - 
! -. 
 :t. 
"',t
 . 

 ;:
. 
f:
E':':
:I .e..
r 
--- ...",.j . 
 -

 -: 
 '. .... 
_ . -_-.
. .."..... _ c: 
........Jt
r. --.

"-..... . 
 
...... . 
 -a 


ROK ]834. 


Zima 1834 roku była pamiętną dla Wilna obiorami. 
które od tej pory już w rosyjskim odbywały się języku. 
A gdy szlachta gubernji wileńskiej, do której cało Żmudź 
jeszcze należało natenczas, z kilku kontuszowemi na czele 
wotuje w sali ratuszowej i obiera Żabę Marcinkiewicza 
na marszałka, gdy w solonach księcia Dołhorukowa świat 
piękny tańcuje w kostjumach i ojciec' mój nawet od czar- 
nego domino wykręcić się nie może, my w opustoszałej 
okolicy, rozpamiętując warszawSkie wrażenia, rysujemy 
z pomięci i z pomocą Bachmatowicza sceny z "Zamku 
-, Kenilworthe", z "Niemej z Portici", Amfiteatr w Łazien- 
kach i t. d., o dla odróżnienia zapust od postu, odegry- 
wamy w kostjumach wyjątki z opery "Hrabia Ory", mając 
za jedynych spektatorów tegoż Ba,chmatowicza i nasz 
fraucymer. W antraktach Bachmet opowiada nam o swoich 
wakacjach w okolicach Wilejki, wspominając z rzewną 
wdzięcznością gościnę u hr. Brzostowskich w Mosarzu. 
w Lubaniu Lubańskich, w Bucławiu i Teresdworze braci 
Oskierków, w Krzywiczoch Chodźków Janostwo i śród 


t
>>>
- ]83- 


rodziny Koziełłów, szeroko rozsiadłej nad rzekq Serwecz. 
Zajmującym był obrazek tych sześciu braci i sióstr kilku, 
których ojciec, eks-paź, czy eks-sekretarz króla Stanisława, 
wydzieliwszy za swego życia, czuwał po staropolsku nad 
gniazdem swoim i tak dalece nic się nie działo bez jego 
woli i wiedzy, że, gdy jednemu z synów trzeba było drzewa 
lub cegły na budowlę, czy łqki na paszę, ojciec dawał 
mu asygnatkę do którego z synów, a ten spełniał ojca 
rozkaz natychmiast. Poczciwe serce Bachmeta zwykle 
19nęło do ludzi, co mu byli radzi, a z poszerzeniem kółka 
jego stosunków warował był sobie wolne prawo wyjazdu 
z domu naszego, ile razy mu się zachciało odmiany. 
Miał wyznaczone na ten cel konie, pojazd i chłopca, i czy 
raz odtąd, pożegnawszy nas z wieczora, o świcie był już 
w drodze do Lubania, Krzywicz, Serwecza lub Teresdworu, 
gdzie od roku młoda i śliczna pani Kazimierzowa Oskier- 
czyna, hrabianka Brzostowska z domu, czyniła ten dom 
rajem dla męża. Widząc Bachmatowicza, zachwyco- 
nego pięknościq i cnotami domowemi i towarzyskiemi 
tej pani, słysząc go wychwalającego rządność pani Ja- 
nowej Oskierczyny, Mikulskiej z domu, gościnność w Mo- 
sarzu, śliczny pałacyk i gospodarkę Janostwa Koziełłów 
w Serweczu i t. d" zdałoby się komu, że już tam cały 
przylgnqł i że Dobrowlany stały na ostatnim planie. 
A tymczasem dochodziło nas z boku, jak znowu fanatycz- 
nem swojem przywiązaniem do DobrowIan zarabiał nieraz 
na żarty i drwinki, od tych szczególnie, co, zrozumiawszy 
jego słabą żyłkę, lubili go drażnić. On zaś, nie poznajqc 
się na żarcie, brał to na serjo i zaperzał się naprawdę. 
Wiosną na Wielki Tydzień, na 
więta, czas kon- 
traktów i jarmarku, pojechaliśmy do Wilna. Miasto było 
przepełnione, ledwie znaleziono nam mieszkanie za Ostrą 
Bramą. . Z dawnego towarzystwa były panie Łopacińska 
i Platerowa, ciocia Niesiołowska, a nawet połowa ćwiko- 
wych matron: pani Fittinghoff i Janowiczowa, druga zaś 
połowa, panie Umiastowska i Wańkowiczowa, były na wsi. 
Wróciła też po latach dziesięciu rodzina Mirsko-Szumskich 
z wnuczkq MaryIq, dla której wychowania babka przeła- 
mała swój wstręt do Wilna. Pani Szumska była już
>>>
- ) 84 - 


" 


w grobie, zastępowała jq córka jej, zacna Barbara. Aniela 
Mirska była jeszcze pannq, a Napoleonek, wciqgnięty od 
dawna w rolę Don juana salonowego, wypraszał się 
u matki, ał?y go nie żeniła, "bo czuje, że jeszcze dobrym 
mężem być nie potrafi", Dom pani Mirskiej (mieszkała 
w domu Zajcowa, później jasińskiego), uczęszczany przez 
starych znajomych, był szczególnie przystaniq dla krewnych 
i przyjaciół, przybywajqcych na krótko ze wsi. Tam ser- 
deczne przyjęcie. tam ożywiona rozmowa, tam redakcja 
nowinek brukowych, tam wczesna herbata i nawet prze- 
kqska dla wybranych. Z okien widny był cały ruch mia- 
stowy między Ostrq Bramq i Katedrq, a gdy damy nigdy, 
lub rzadko bardzo wychylały się z domu, panowie: bracia 
Szumscy, kuzynowie ich, Hrebniccy i Szemiotowie, i p. Na- 
poleon, po razy kilka na dzień wpadajqc i wypadajqc 
z domu na miasto i vice versa, zasilali rodzinę Coraz 
świeżq wieściq. 
Na pierwszy dzień Wielkiejnocy moja chrzestna matka 
wystqpiła ze święcone m, jak to mówiq, na całe miasto, 
to jest na całe towarzystwo bawiqce się, obierajqc na to 
salę domu MiiHerów, będqcq głównym teatrem wszystkich 
większych zebrań, koncertów, balów i maskarad. Wcho- 
dzqc w ten tłum barwny i ożywiony, kręciło się w oczach 
od widoku tylu twarzy nieznajomych lub odmienionych 
strojem i wyrazem. Panny szczególnie wydały się nam 
wyemanc.ypowane, a młodzież aż niegrzeczna zbytniq 
poufałościq. Trzęsienie i ściskanie rqk po angielsku. wpro- 
wadzone przez gubernatora Obreskowa, z. dodatkiem: 
..Bon jour ma belIe dame" raziło oczy, nienawykłe do tej 
cudzoziemszczyzny, której nadużywajqc, niektórzy młodziki 
z osady prawie wyrywali ramiona. Poważni zaś wiekiem 
panowie: wuj Adam Chreptowicz w białym krawacie 
i z białemi, jak mleko włosami, podkomorzy Szwykowski 
z wypudrowanq głowq a śwież q twarzq, pan jan Gwal- 
bert Rudornina w piętrowej peruce, generał Kossakowski 
w peruce, zczesanej na czoło, generał Wawrzecki z cur- 
den tern, Michał Romer z trqbkq i t. d. przychodzili kolejq 
całować wszystkie damy w rqczki, Gdy dano hasło do 
stołu, zagrzmiał polonez ł wyprowadzono panny parami 


. 


,
>>>
" 


. 


-... 


r" 


-... 


.
 


-' 


--- -::: 
, , ł 
f"
:.'.
. 
-. 
.. t.'
 r ' 
;._ -R
 
;. "I' 

-' _' !
 .: 
'1;," \,"a::'.;?..
- 
 
. " 


I; 




 
I' 


....

..
 
 


. \ . 


" j - 
, . 
. ::ł ..\ 
.- -7 y 
 ...,ł. 
. 
-. ',... ł:\: . 


..) 
. 


,- 



 
-.ł'i;ł 
'r' 


. 


..: 


.
 '., '.-\H 


, 1 


..- 
/ I
;
r--::"'-)
t-"" 
,:J 'lUp ".1'" 
.lĄumllllml... .)tlłJi}" 

-.::.\
; .
r:=:;, 

 
- 'oy- 


, ) . /1. (;\. 
. (Iulc:d . ; , 'Uh\.U( 
\.ł(\
.c 
, ' 


:.J.r..A.. A
:.r-


.Q:J,r'..n 


-..-.

. ='1/--'__ 
 
_
łll\..tt""'X lłU..UOU...KI
' 
'=- ./.
. 
---" 
. 
 - /'
 


MIKOŁAJ KSIĄŻĘ DOŁHORUKOW 


g e n. g u b e r n a t o r woj e n n y w i I e ń s k i 


Według IUografjl Przybylsklcgo, z rysunku Rypłńskłego
>>>
.
>>>
1 


J 


j 


- ) 85 - 


. 


z gabinetu, a w salonie mężatek ukazał się nam stojqcy 
na środku z gospodyni q domu gruby, czerwono-siny, jakby 
słoń, w mundurze, okryty orderami, ksiqżę Dołhorukow, 
pan Wilna, satrapa, o którym ktoś złośliwie, ale trafnie 
powiedział, "że uosabiał śmiertelne grzechy". W rzeczy 
samej pycha błyszczała mu na piersiach, obżarstwo i le- 
nistwo wypełniały mundur, gniew zapalał krew, a z oczu 
patrzyła zazdrość i coś jeszcze, o czem wspominać się 
nie chce. 
Na czele młodzieży stał młody i piękny Leon Sapieha 
(nie Lew Sapieha, ale Sapieha Lew salonowy), którego 
mamunie i córki zwały księciem Lolo, Zakochany w sobie, 
dużo też sobie pozwalał, bo dużo mu przebaczano. Panny 
na balach karmiły go z grabek, on je zato bił po rqczkach, 
a one, nie gniewajqc się wcale, dawały się wozić do 
księżnej matki, która, dla bólu nóg nie wyjeżdżajqc z domu, 
zawsze za stolikiem kartowym rada była każdemu, co jq 
odwiedzał. Serdeczna, a niegdyś piękna dama ta, naj- 
starsza z córek Szczęsnego Potockiego, natenczas już 
nietylko otyła, ale rozlana, z wyjqtkiem dużych, czarnych. 
ognistych jeszcze oczu nie przedstawiała już w niczem 
oryginału owej Terpsychory, w złocistych ramach wiszqcej 
nad kanapą, która była jej portretem w młodości! Książę 
Paweł śmieszył mamunie anegdotkami de la chronique 
scandaleuse, a ksiqżę Lolo, jedynak, w kółku panien darzył 
wszystkie zkolei po uśmiechu, spojrzeniu i po słówku.., 
zdawkowa j fałszywa moneta uczuć przed czasem wy- 
czerpanych. 
Po latach kiJku stagnacji, zamarcia umysłowego 
i dania resztek Uniwersytetu pod firmq fakultetu medycz- 
nego, którego kuratorem naznaczono generała Kuczkow- 
skiego (figura nie bez nauki i poloru, ale nadstawna 
ł próżna), w nieostygłych jeszc
e popiołach tego ogniska 
krajowego książę Dołhorukow obm yślił wznieść szla- 
checki pensjon w-rodzaju korpusu, chociaż tam się 
wojskowej nie do sł';;giwano rangi. Obrano nato gmach 
obszerny na Dominikańskiej ulicy, gdzie sale duże, kory- 
tarze jasne, stół wyborny całq gębq, dozór moralny 
przez palce, a nauka powierzchowna tworzyły zakład, 
----- --- 


.
>>>
'- 186 - 


.J 


mający kształcić na przyszłych obywaleli synów tych,. 
co byli uczniami Śniadeckich, Gołuchowskich. Fonbergów. 
Groddków etc. ) tak. po wycięciu i wykarczowaniu gajów 
dębowych zasiano ogI:ódek kwiatkami i ogrodzono wiry- 
darzyk sztakiełem żelaznym ze złocone mi gałkami, A jednak 
cóż było robić 'i Pierwsze rodziny oddawały synów swoich 
do tego ogródka. Najpierwszym był hr. Mostowski. który 
tam odwiózł swego Arturka. dalej Wolscy. O'Rurkowie. 
Romerowie. Wańkowicze etc. 
Tejże wiosny zajął Wilno okryty grubą przydworną 
żałobą dwór ambasadorowej wiedeńskiej. pani T atiszcze- 
wowej. która w przejeź
zie swoim z zagranicy do Peters- 
burga. na Niemnie. pod Kownem. w czasie roztoki utonęła 
wraz z sukniami cesarzowej. wiezionemi z Paryża. To 
śmierć tragiczna uderzyło szczególnie moją matkę. bo nikt 
prawie oprócz niej nie wiedział. kim była owa wielka 
pani. miano za Rosjankę. gdy ona rodem z dworku nad 
Niemnem. Konopkówna z domu. tyle mórz i rzek przebyło 
w swe m dyplomatycznem życiu poto. by w rzece domowej 
zginąć! Poznało ją moja motka pono w ] 809 roku. w De- 
re czynie u książąt Sapiehów. gdzie. bywając. jako sąsiad- 
ka. już wdową po pierwszym mężu. generale Bezobrazow,. 
nieporównaną świeżością płci i blaskiem czarnych oczu 
ściąQała hołdy panów. o zazdrość dam. które. nie mogąc 
zaprzeczyć piękności. posądzały o sztukę. narażając ją na 
różne próby. Ta zaś wiedząc. o co ją posądzano. umyśl- 
nie po konnej przejażdżce nietylko ocierała twarz chust- 
ką. ole ją umywała zimną wodą. co bynajmniej nie szko- 
dziło jej ślicznym rumieńcom. Trzeba było zatem podchwy_ 
cić ją w inny sposób. Dla wykrycia więc tajemnicy Wpa- 
dły do pokoju rywalki pod jej niebytność. szperając po 
szufiadkach i szkatułkach w nadziei znalezienia jakiejś 
puszki z karminem. Ale daremnie! znalazły tylko dużo 
wstążeczek pąsowych i uroiły sobie. że te. maczane w spi- 
rytusie. dają farbę. która się wody zimnej nie boi. Raz 
wobec całego towarzystwo wdówko omdlała. rzuciły się 
,ku niej przyjaciółki. by ją ratować. a więcej jeszcze. by 
widzieć. czy zbladła Y ) o triumf! kolory pozostały te same.. 
o gdy odzyskało prżytomność i poszła do siebie, wróciła 


. 


r
>>>
I 


- 187 - 


blada, mówiqc, ..IZ nigdy od razu zblednqć nie może", 
co posłużyło na potwierdzenie domysłów, Gdzie było 
spotkanie wdowy z hrabiq. T atiszczewem i jak z okolic 
Dereczyna dostała się ona na ambasadę do Wiednia 
i Madrytu, tego nie wiemy lub nie pamiętamy, dosyć, że. 
nie umiejqc innego języka jak swój, bez nauki i talentów, 
nawet z figurq przysadzistq, tylko z tq nieporównanq płciq 
i oczami czarnemi zawracała ona w Europie rozumne 
i koronowane głowy ..pomimo, że ni
 była kokietkq" (do- 
dawały kobiety), a nam sic: zdaje, że właśnie dlatego. 
Dwór zmarłej Ambasadorowej, w którym naj piękniejszą 
była hrabianka Apraksinówna, bawił dni kilka w Wilnie. 
Książę Dołhorukow, rad z pretekstu, zapraszał do siebie 
na obiady, woził do Werek na herbatę, a z niemi pani 
Łopacińska et compagnie. Dwór ten zajmował pałac Pu- 
słowskich, a na balkonie pani Janowiczowej mały Kaszyc, 
syn emigranta, klękał przed damą czarną, hr, Apraksin, 
która rzucała mu cukierki z balkonu na balkon. Scena 
zupełnie .w guście średniowiecznym, którą chyba dziesię- 
cioletni rycerz w obecnym czasie wywołać może naiwną 
swą adoracją dl a dam. 
Nasze mieszkanie prawie za miastem, bo za Ostrą 
Bramą, nie odstręczało znajomych. Odwiedzano nas przez 
cały dzień, a nawet i wieczorem, Winne były temu moje 
siostrzyczki. Jda w całym blasku swych dwudziestu wio- '- 
sen ściągała motylków, qui se disaient lixes, a na cześć 
Matyni znajdywały się w salonie. tajemną drogą przybyłe, 
bukiety konwalji i narcyzów. których dawc_a zdradzał się 
tem, że ich jakby nie widział. Nie pomogło to j
dnak, bo 
jak w trioletach Zana, gdy jeden splatał wieniec, drugi 
młodzian otrzymał rękę pasterki. J nim pr%yszło opuścić 
Wilno, Matynia została zaręczoną z p. Maurycym Buczyń- 
skim, rocznym wdowczykiem, którego. plewrezy i smutek 
znikły pod spojrzeniem szafirowych oczu. W wesołym po- 
wrocie do DobrowIan prześladowaliśmy Matynię narze- 
czonym, a Jdę motylami. . 
Lato ] 834 roku zapowiadało się nom jasne i wesołe. 
Narzeczony prawie zamieszkał u nas; mówiłam mu, że 
z naszego własnym stał się .sqsiadem. Jego koń wierz- 


\
>>>
- ]88 - 


chowy, pies faworyt, karjolka parokonna, którąś my po- 
woziły same, nie wychodziły z Dobrowian, a on chyba 
raz na tydzień lub dwa razy w miesiąc, pożegnawszy 
z wieczora narzeczoną. jechał na całą noc do swego 
Bólkowa - o wiorst piętnaście, by, obejrzawszy rankiem 
robotę tapicera i malarzy, odświeżających ojcowską sie- 
dzibę. wrócić na obiad do nas, a najdalej na herbatę 
i spacer konny. który zawsze po zachodzie słońca bywał. 
Upały tropikalne i palące się z tego powodu lasy napeł- 
niały dusznością powietrze, Ledwie pod wieczór, gdy 
cokolwiek ochłodło, można było odetchnąć, 
W Cerkliszkach było nasze rendes-vous z postawia- 
nami, jadącymi na lato do Rygi. Pp. Mostowscy miesz- 
kali już w nowoukończonym pałacu. Wjeżdżało się w dzie- 
dziniec od miasteczka Święcian traktem pocztowym, przy- 
sadą ze starych topoli nadwiślańskich pod białą kolum- 
nadę. Park obszerny, otwarty dla miasteczkowych, roz- 
ciągał się za pałacem. Na dachu płaskim - posągi, 
w środku kilka salonów o sztukaterowanych plafonach, 
a główny miał wyjście na balkon od ogrodu. Górne pię- 
tro - poświęcone kaplicy, dzieciom i gościom; wszędzie 
smak. czystość i dobrze obmyślony komfort czyniły pałac 
cerkliski wyjątkiem śród wielu rezydencyj, gdzie, zwykle 
więcej ozdobę, niż wygodę mając na względzie,' nieraz 
, nawet dla wnuków gospodarzy nie było miejsca i rodzice 
uprzedzali syna i synowę, aby dzieci nie przywozili, bo 
nie będzie gdzie pomieścić, Hrabia Mostowski, wycho- 
wany w Wiedniu i przez matkę nie Litwinkę, nie był 
z rodzaju gospodarzy. spraszających dużo osób do siebie 
i wydających dla nich festyny; u niego trybem angielskim 
było zawsze dobrze i tak samo rad był każdemu w domu 
swoim, szczególnie krewnym, powinowatym i sqsiadom, 
ale jak nie zapraszał, tak I nie zatrzymywał, a wyjeżdża- 
jqcych przed nocą napędzał nawet, aby śpieszyli, bo 
droga zła, dodając: ..Chcecie zostać. to dobrze, nie chce- 
cie. to nie marudźcie". Co brakowało słowom, wynagra- 
dzał obejściem się, wprawdzie trochę szorstkiem, ale ina- 
czej nie umiał. Ruchy jego były w harmonji ze słowami, 
rubaszne, nazywano go.: ..wienischer Bauer", zato uczynność
>>>
- ] 89 - 


jego nie miała granic. Pani Klementyna. małżonka Hra- 
biego, cicha. słodka. słabego zdrowia i ułomna, uśmie- 
chem, pełnym dobroci i spojrzeniem łagodnem dużych 
szafirowych oczu zaokrąglała, miękczyła. co było twar- 
dego w obejściu się męża. Te oczy, jedyny wdzięk jej 
bladej schorzałej twarzy, stanowiły też jej podobieństwo 
z siostrą Tyzenhauzową. Zawsze strojna w lokacJi ci la 
Sevigne. nawet w brylantach. perłach i turkusach. na wsi 
latem i we dnie, bo tak mąż chciał, dla niego tylko żyła 
i wolą jego się kierowała. 
Wesoło było nam w Cerkliszkach. przy tern zbiego- 
wisku trzech domów. Trzech synków domowych: Artur. 
Bogdan i Edwardek, bawiło się z postawskiem kuzyń- 
stwem pod przewodnictwem de f abbe du Bois. bernardyna. 
który był żołnierzem w ] 8] 2 roku. Ale duszą naszego ze- 
brania, pomimo, że nikt z nas nie był martwy, był sam 
gospodarz domu. T en młody jeszcze człowiek, z czarną 
krótko strzyżoną czupryną. świeży jak panienka. z kom- 
pletem białych zębów był już starym marszałkiem. bo. 
w osiemnastym roku życia obrany na ten urząd przez 
obywateli powiatu, zajmował go już od lat dwudziestu 
czterech. "Vous e/es donc ne marechalY", pytał go cesarz 
Aleksander J, nie mogący pogodzić tylu lat zasługi oby- 
watelskiej z tą powierzchownością młodzieńczą. 
Trakt petersbursko - wileński szedł był dotąd jeszcze 
na Święciany. a cerkliski dziedzic. którego matkę znał 
osobiście Cesarz i wielcy książęta. miał zaszczyt przyjmo- 
wać u siebie wysokich gości w przejeździe ich ze stolicy. 
a to z właściwą mu i jemu tylko wybaczoną manierą (jak 
to widzieliśmy z anegdoty: "Pe/i/esse que cela"), bo cechą 
tego charakteru była prawda i prawość, dlatego też 
ogólnie był kochany i szanowany. nawet przez tych, któ- 
rych zbytnią szczerością obraził, nawet i przez tych. któ- 
rym ani kart, ani kielicha w swym domu nie ofiarował. 
Senatorowa Ogińska, obrażona osobiście jakiemś słów- 
Idem. mówiła nieraz. ..iż pomimo to, w razie interesu, 
innego nie pragnęłaby sędziego". Puryści nawet przeba- 
czali mu chętnie kaleczenie języka. bo wychowany 
w Niemczech. a czytający tylko gazety francuskie. mówił:
>>>
- ]90- 


, 


.. Trzeba mi było zrobić wiedzieć (Iaire savoir)", ..Święta 
Trójka" I t. p. frazes a, z których sam się śmiał, gdy mu je 
powtarzano; ale do końca życia lepiej nie mówił, ani 
pisał. Nietylko zacnego, ale i czystego serca, wierny 
żonie, towarzystwo dam przenosił nad inne, ale też i nie- 
miłosiernie je drażnił. Cerkliszki nie były, jak Postawy, 
przybytkiem nauk i sztuk pięknych. Obrazów tylko dwa 
na ścianach: portret matki z synkiem u łona i jakaś ba- 
talja. O bibljotece też nie było słychać w Cerkliszkach, 
ale gazet abonowano dużo, a sam i żona czytali je skwa- 
pli wie, chętnie użyczając sąsiadom. Z DobrowIanami była 
ich ciągła tygodniowa zamiana. . 
Dzień piątego sierpnia, naznaczony na ślub Matyni, 
coraz, coraz bliższy, już się odbijał wesołym odblaskiem 
w coraz weselszych oczach narzeczonego, nie przysępiając 
bynajmniej czoła narzeczonej. Tygodniem pierwej p. Dą- 
browski, doktór i przyjaciel p, Maurycego, wrócił z War- 
szawy z karetą dla państwa młodych i przybyła do Ból- 
kowa siostra narzeczonego, pani Domicela Bychowcowa, 
z mężem i synkiem czteroletnim Kaziem. Na dziewic-wie- 
czór przybył hr. Konstanty Plater, etatowy na całą Litwę 
kawaler do prowadzenia panien do ołtarza, a to z drugim 
jeszcze starym kawalerem Jastrzębskim, Innej młodzieży 
nie było. Dobrowlany, zawsze chętnie zbierające krew- 
nych i przyjaciół, nie lękały się licznego zjazdu. Snać 
państwo młodzi nie chcieli mieć dużo świadków, a drużek 
nie pytano o radę, Dość, że dzień, któremu nie zbywało 
na pogodzie, sprzyjającej dożynkom za wodą i' ogrodem, 
nie był weselem, jak to bywają wesela na Litwie, DWie 
jedyne drużki przypięły dwa jedyne bukiety dwóm jedy- 
nym kawalerom i trzeciemu panu młodemu. Wszyscy byli 
w białych krawatach. Panna młoda nie płakała i głosem 
pewnym prosiła obecnych o błogosławieństwo. Ksiądz 
kanonik błogosławił u ołtarza w kaplicy oświeconej 
.a giorno. a orszak, złożony zaledwie z piętnastu osób. 
wrócił do pokojów po wschodach, ukwieconych z obu 
stron. We trzy dni zaś były przenosiny do Bólkowa w rów- 
nież pogodny dzień. Pochód ów piętnastowiorstowy o świe- 
tle słonecznem był powtórzeniem na bardzo małą skalę 


i 
t 


ł
>>>
I 
1 
i 


ł.. 


J 


- 19] - 


owego wjazdu wujostwa RudoJfostwa do Żołudka. Pań- 
stwo młodzi jechali karetq sześciokonnq, witani w mia- 
steczku Świrze, nafeżqcym do Bófkowa, przez kahał miej- 
scowy, u bram dworu przez starych włościan. a w ganku 
przez braterstwo. 
Śliczny był domek bófkowski! Biały. wesoły, o czer- 
wonym dachu i zielonych żaluzjach. stał na górze i panował 
1'0zfegłej okolicy. Świrskiemu jezioru i dwóm murowanym 
kościołom, w Świrze i Zaświrzu. W pokoikach niewielkich. 
ole z gustem urzqdzonych znalazła nowa gospodyni 
mnóstwo dowodów pamięci o sobie. Lada słówko. nieraz 
przypodkiem powiedziane. myśl rzucona przez niq, wszyst- 
kie jej przefotne nawet upodobania i fantazje były 
urzeczywistnione w ładnym Bófkowie. a portrety ś. p. 
rodziców Maurycego uśmiechały się z ram złocistych do 
synowej. 
Od dnia tego rozpoczqł się między Bólkowem a 00- 
browlanami, między klatkq a gniazdem. szereg dni ożywio- 
nych. Wzajemne odwiedziny. spotykania na półdrogi. nie- 
spodzianki w fesie nie ustawały. 
Młoda gosposia na dobre gospodarowała w Bólkowie, 
a mqż jq pieścił. dogadzał. 
Wypada zamieścić portret moralny i fizyczny Szwagra. 
Pani Abramowiczowa. lornetujqc go, jako narzeczonego. 
mówiła trochę po światowemu: "Mathi/de sera heureuse, i/ 
a des joli s yeux /" Wprawdzie te oczy były niebieskie. 
łagodne. jak wyraz całej twarzy Maurycego. w sprzecz- 
ności z jego rysami. przypominajqcemi Napoleona J. 
Wysoka jego postać garbiła się u stołu i przy kartach. 
ubierał się świeżo i z gustem, marudził we wszystkiem. 
czego dotknqł, od interesów do zawiqzania kra watki, _ 
..Pomaleńku i kategorycznie" było jego przysłowiem. 00 
Wilna mil dziesięć jechał dni kilka latem. mówiqc: ..Czego 
się śpieszyć. nie idzie tu o szturm Sandomierza". Z Bófkowa 
do Oobrowlan wiorst piętnaście sześciu końmi i lekkim 
pojazdem jechali więcej dwóch godzin ł Zrezygnowana 
na to Matynia brała ze sobq ksiqżkę do karety i czytała. 
a ta ffegma męża, oddziaływajqc na żonę. wyrobiła 
w niej żywość, której nie miała przedtem śród żywych, 


i
>>>
- ]92- 


W jednem tylko Maurycy nie namyślał się, nie marudził, 
.to w uczynności. Posłańce byli u niego na zawołanie 
dla drugich, o sobie zapominał i poświęcał, skoro trzeba 
było zrobić z siebie ofiarę dJa czyjejś przyjemności. 
Delikatny aż do ceremonji uczył tern wzajemnie ostroż- 
ności względem siebie, bo lada czem można go było 
stargać i zasmucić.
>>>
.=::-.. 



 
, 



 ,. \ " 
" \ 


.,
 , 


.: 



 ., 


,. 


ł 



 '. 


- .. 


MATYLDA Z HR. GUNTHERÓW 
MAURYCOWA BUCZYŃSKA 


Według minjatury nieznonego autora
>>>

>>>
\ 


" 



.- 
. f} . 



 ...
 
,; 


,'
l
.'i 



. 


'" .. 


'.Ij... 
 



: ! 

I f::' 
.. I. , 
. . "!'Il-=. 


.,. 
;=i - 
 

. 


.. :: -. -
r..: .:
 
 
"',. .. .,'. 
. .. . . 
. - '", 
, : .....".,. -
, " 
_ _ .. i.' ,,-f "I 
i
"'. 
./."' .".;.... -

., 
.... ! : *, . '.
 



. 


ł
J 
,.. 
. ) 
'fi. 
.,' 


.. . .. .....? 
- ,"., - "
l'
 
"; ""- .;
,

 
. .._.J:. 
. Ji: 
. . 
:.... \'., ł 
 . 


/;o1i'ł 


.
. 
:ł;- 
"\ 
,
, ". 




, . 


, .
 


ł l "..:'1;':,':. .'. '.
 , 



, : '- i - 
 . 
.J 
;
:
'_ .. 


.c. 
, . 


.:- 


- - --
. - ....: 
 


.;1....,...... ,-1(' 


ROK ]835. 


Wybór nasz do Wilna stał się epoką i ewenementem 
dla całego domu. Od lat pięciu spoczywające na poddaszu 
paki i w wozowni lipska bryka, służąca już tylko dla wo- 
żenia w czasie żniwa kas do gumna dwornemi końmi. 
wyszły z ukrycia dla zawiezienia potrzebnych sprzętów 
na całą zimę. Paka od wiedeńskiego fortepianu, w którym 
oprócz instrumentu mieściło się jeszcze dużo rzeczy, uka- 
zała się w jadalnej sali po raz pierwszy od czasu oficyny, 
odnawiając dawne wspomnienia! 
Z kredensem pojechał naprzód kredensarz, a kamer- 
dyner, Stefan, depcąc i kiwając głową, znosił z szaf i ze 
składów srebro, porcelanę i kryształy, okręcając je sta- 
rannie w pakuły. Mama też ze swej szafki 
otyckiej 
dobywała zaklęte serwisy sewrskie i saskie, na które przez 
szklane drzwi patrząc od dzieciństwa, umiałyśmy je szanow 
wać, gdy przyszło w Wilnie pić z nich herbatę. Didona. 
przebijająca Swe łono, wiewiórka. konie Verneta. widoki 
Rzymu etc, figurowały na tych filiżankach tak małych. że 
w nich nos tylko i to nie każdy się mieścił, a jednak innych 
13
>>>
- 194 - 


na te czasy nie było, bo szklanki pozmej wprowadzono 
w zwyczaj, tylko mój ojciec, amator herbaty, kupił był 
sobie dużą filiżankę, którą nazywaliśmy wanną. 
Pierwszy transport rzeczy ruszył do Wilna po Nowym 
Roku, myśmy wyjechali w końcu stycznia. Brak śniegu 
pozwalał odbywać tę podróż karetą na kołach. a gdy już 
późno zmrokiem, dojeżdżając do noclegu. na pół drogi 
marzyłyśmy o Wilnie. o karnawale, wyobrażając siebie na 
miejscu i może w mazurku, nagle z tych marzeń zbudziło 
niezwykłe pochylenie powozu i znaleźliśmy się w rowie 
z karetą wywróconą do góry! Konie, dzięki Bogu. stanęły; 
przerażeni ludzie zaczęli wołać na nas i wyciągać oknem. 
Mama znalazła się na spodzie pod Idą. zrazu nie odpo- 
wiadała na nasze głośne wołanie, a gdy się ocknęła 
jakby z omdlenia, nie pamiętała, jak dostawiano nas do 
karczmy Wołaj kiszki. Okazało się, że miała kolano mocno 
zbite i obojczyk złamany. Całą noc opatrywana nie zmru- 
żyła oka. a poczciwy Bachmet, który z Wilejskiego był 
się stawił do naszej eskorty, na całą noc popędził do 
Wilna po naszego przyjaciela i doktora p. Mianowskiego. 
Ten raniutko już był przy chorej, troskliwość jego i dobre 
serce wzięły górę nad taktem doktora. Zamiast uspakajać 
Mamę wołał przerażony: ..Quel accident / quel malheur r. 
ale to tak serdecznie, iż te słowa skuteczniej od balsamu 
i bandażów ulżyły chorej, a niedługo czekając leżącq 
w karecie zawieziono tegoż dnia do Wilna i zalokowano 
na dole, 
Przypadek Mamy zostawił długie bardzo ślady. prze- 
leżała kilka tygodni i to na dole, bo nie miała siły dla 
przebycia wschodów, Miasto, rozbawione karnawałem. 
dostarczało i nam swej wesołości w odwiedzajqcych nQS 
znajomych. Łóżko Mamy w malutkim pokoiku w ciągłem 
było oblężeniu. wieczorami mieliśmy zawsze kogoś z łaska- 
wych, których rozmowa rozbawiała lub usypiała chorą, 
a nawet zastępowała taniec, którego tylko dochodziły 
e.cha . .. Pan Rudomino, rad opowiadać długo tym. co go 
chętnie lub cierpliwie słuchali, przychodził wyświeżony, 
jak z pudełka, rozprawiać nam o beaux arts i polityce, 
Ówczesną nouvelle du jour Europy było wyjście zamąż kró- 


l 
" 


I 

 


l 


,
>>>
- I 
" 


r 
I 


- 195 - 


t 


lowej portugalskiej. Donny Marji. za księcia Lichtenber- 
skiego. który tok prędko potem umarł. oraz ukazanie się 
po raz pierwszy no dworze stryjo księżniczki Wiktorji. 
późniejszej królowej angielskiej, 
Domy pani Felicji Platerowej. ksiqżqt Sapiehów. pani 
Niesiołowskiej. państwo Abramowiczów. otwarte dla towa- 
-Tzystwa. emulowały o swoje solony. Głównym zoś ..lwem 
wileńskim" był naówczas ożeniony przed czterema loty 
z Polkq. hrabiankq Kossakowskq. Anglik Szkot. de Bover 
Saint-Clair. który w ważnych okolicznościach. prezen- 
tacjach. no bolach i obiadach oficjalnych. występował 
w kostjumie narodowym górala. składajqcym się. jak wia- 
.domo. tylko z czarnej kurtki. spódniczki w kraty i bucików 
sznurowanych wysoko no krzyż; tartan. odpowiedni kolorem, 
spódniczce. przewieszał sobie przez plecy. torbę borsuczq 
miał no przodzie, puginał za pasem, o przy czapeczce 
sukiennej jedlinkę. godło czy hasło swojego klonu, Gdy 
.łak bywał nawet u dom, czego mu niektóre z nich darować 
'nie mogły. pani Abramowiczowo. nie dowierzajqc swoim 
oczom, lornetowało kostjum. o przekonawszy się dosta- 
tecznie, z czego się składał. upewniało nos: ..Qu'il n'y avai! 
pas d'ombre de tricot /.. Brat młodszy Saint-Claira, Dżems, 
marynarz, nie ubierał się po szkocku, ole kładł nogi no 
stole w familijnem kó.!ku, mówiqc do zgorszonych tq pozq, 
że mu tok wygodnie. Nie umiejqc po francusku, no bole 
angażował panny do tańca no migi, pokazujqc no palcach, 
którq do pierwszego, o którq do drugiego kadryla za- 
mawia i t. d. 
Ciotka nasza Kossakowska przywiozło do Mamy 
swego zięcia Szkota, ole tym razem nie po szkocku ubra- 
nego, i ten nom zaraz swq szczerości q przypadł do serca. 
Żono nie widziało nad niego nic piękniejszego, nic dosko- 
nalszego. W samej !-"zeczy był on piękny i młody, malował 
nieźle jak na amatora, o śpiewał ślicznie, prawie jak 
artysto. Poznała go panna Pelagja we Florencji i poko- 
chało naprzód z barytonu, gdy śpiewał przez ścianę przy 
gitarze. potem w galerji obrazów malujqcego, potem 
w tańcu no balu. Wiadomość. że katolik, dopełniła reszty 
i z głowq pełnq romansów Wolter-Scotta oddało mu swq
>>>
- 196- 


rękę. Pożycie ich było bardzo szczęśliwe. choć ona o lat 
dziewięć starsza. zazdrośna i niepiękna. ale zato serdeczna 
i rozumna. 
Z czworga rodzeństwa pani Sainł-Cloirowej brat 
Stanisław. piękny. rozumny. dyplomata. miły w towa- 
rzystwie. utalentowany. od lat czterech już był żonaty 
z hrabiankq Aleksandrq LavaI. Siostry zaś: Józefa. wydana i 
przed czternastu laty za Leona Potockiego. po 1831 wyszła 
za innego. - Adela naj młodsza. do której mówił ksiqżę 
. Franciszek Sapieha: .. Vous e/es bel/e a lorce d'e/re laide/ u 
w zbytku oryginalności nie umiała ani uszczęśliwić. ani 
być szczęśliwq w zwiqzku z Eugenjuszem hr. Poniatowskim. 
Nie majqc innych powodów do zazdrości. wymawiała 
mężowi. że grał w bilard z własnym ojcem. mówiqc: "Nie 
ożeniłeś się z bilardem. ale ze mnq!" ] pisała listy anoni- 
mowe sama do siebie. składajqc je pod kamieniem w lesie 
i chodzqc po nie w nocy dla obudzenia zazdrości w mężu. 
Pelagja. średnia z sióstr. była owq paniq Saint-CJoir. 
Twarz jej wyrazista. choć rysy pomięte. oczy i włosy 
czarne. zamiłowanie w malarstwie. miłość ognista i zaz- 
drośna dla męża czyniły jq podobnq do Włoszki. Każdemu 
z rodzeństwa dostała się dobra doza oryginalności 
matczynej. o której dalej powiemy, a rozmowa i postrze- 
żenia tych pań. odrębne od innych. czyniły ich towarzystwo 
wielce pożqdanem i pełnem niewyczerpanego wdzięku. 
tern bardziej. że serca matki i córek były to skarbnice 
najszlachetniejszych uczuć. a godłem ich życia, wprowa- 
dzonem w czyn: ..Bogaty jest kasjerem biednego".- 
Ciocia Kossakowska i kuzynki zwykle w kraju i często 
w samem Wilnie zimowały, Pamiętam je w 1824, w 1829. 
w 1830 roku. 
I Z końcem karnawału zdrowie Mamy polepszone 
i przenosiny na górne piętro dokonane pozwoliły i nam 
pomyśleć o zabawie. Ciocia Niesiołowska prawie na 
klęczkach wymodliła u Mamy. że na ostatnim jej wieczorze 
będziemy. a ojciec nasz powiózł córki na bal. Dziwnem 
się zdało z codziennej sukni i z pokoju słabo oświeconego 
chorej znaleźć się nagle w sali jasnej. tłumnej. strojnej, 
wśród chodzqcych t mówiqcych nawet na takt muzyki.-
>>>
" 


- 197 - 


witane jakby z innego przybywajqce świata! Wir tańca 
porwał nas u wejścia prawie w swe obroty, a było z kim 
puścić się galop a i mazura. Wprawdzie razem z 'Uniwer- 
sytetem znikła i młodzież akademicka. dużo ich poległo. 
dużo tęskniło na wygnaniu i w emigracji. ale i na ich 
miejsce powstało młodsze rodzeństwo. całe jakby nowe 
pokolenie. wyrostki i odrostki dawnej młodzieży: Przy- 
patrzmy się im zbliska. W pierwszej parze mazurka 
stanęła efektowna panna Idalja Niesiołowska z 
ewe- 
rynem Grabowskim o czerwonych włosach z Grodzień
 
skiego. Ostatnia serja Walentynowiczówien (Benigna. t' 
i Julja) tańcuje z ostatniq serjq Romerów (Sewerynem 
i Michałem) i Ksawerym Dowgiałłq z ŚWięciańskiego. 
Masia. najmłodsza z sześciu sióstr Szadurskich. śmieje się 
z konceptów księcia Lolo. tańcujqcego z ładnq Paulinq 
Ciechanowieckq z Białej Rusi. zapatrzonq w pierwszq 
parę. Jeden ze starszych braci Szadurskich. Stanisław, 
w epoletach i akselbantach adjutanta księcia Dołhorukowa 
zaleca się pokolei mężatkom i pannom. a tańcuje z paniq 
Lucjq z Wawrzeckich Zabiełłowq. zapewne par procuration 
swego pryncypała. Uwija się, jak ptaszek lub motylek. od 
róży do róży Edward Korsak z Nowogródzkiego. dla swej 
szczupłej figurki i charakteru ..de bon en/ant U zwany 
ogólnie Korsaczkiem, Bogaty to jedynak, rodzice jego nie 
żyjq już. a siostra Albina za Moniuszkq. wydana ledwie 
z pensji przez opiekunów nie bardzo szczęśliwie. Z daw- 
niejszych szeregów stajq do tańca: Karol Zabiełło, Zenon 
Zaleski. Michał Lachnicki. Symon Brunoff w parze z paniq 
Wandq de Choiseul. już wdowq, a uczynny Wincenty 
d'Abry. tylko co zastępujqcy kogoś u wistowego stolika 
vis ci vis pani 
 Abramowiczowej. już pokolei wyciqga 
do walca wszystkie panny, które nie figurowały w ma- 
zurku. Celi na T yszkiewiczówna przypomina się naszej 
znajomości z owych niedziel. poświęconych aUK jeux inno- 
cents de ren/ance u jej rodziców. a nasz nowy kuzyn 
Saint-Clair nie ustępuje Polakom i kawalerom co do 
rzeźkości w tańcu. Wprawdzie z angielska podryguje 
w mazurze. zato walcerz z niego doskonały; od pierwszego 
spojrzenia znać w nim cudzoziemca. ale gdy sztywność
>>>
- 198 - 


figury. regularność rysów. twarda mowa. upodobanie 
w barwach krzyczących zapowiadają w nim Anglika. 
czarne włosy. zarost gęsty twarzy. żywość spojrzenia 
i śpiew śliczny każą myśleć. że jest Włochem. Ciocia 
Pelagja nie spuszcza z oka małżonka z wielkiej ku niemu 
miłości, ale trochę i z zazdrości. Jednak pozwala mu tań- 
cować, bywać i śpiewać z nami, śpiewamy zatem za 
każdem spotkaniem duety włoskie. które on nam w wielkiej 
księdze użycza, a stary Włoch Bramatti bujnym charakte- 
rem przepisuje. Chrzciny pierworodnego syna, Stasia, 
dobrym były pretekstem ubrania się znowu w narodowy 
kostjum Szkota. Obiad familijny zbiera całą rodzinę. a go- 
spodarz. siedząc w tartanach swoich u rogu stołu, kroi 
rostbeel i intonuje przy wetach: ..RuI Brilania'.. Żona się 
zachwyca i. kładąc mu gitarę na kolana, prosi, by zaśpie- 
wał: ..Laschie mi PastorU-qui m'a rendu amoureuse de vvus 
avan' que je vous voyaisl.. W rzeczy samej ten śpiew 
tęskny i rzewny może uczynić silne wrażenie na egzalto- 
wanej duszy. 
Nie dość na tern. werbujq nas do koncertu na dochód 
biednych. Księżna Sapieżyna Pawłowa tern zawiaduje. 
a któż jej odmówić co może?! Sama asystuje próbom. 
a każdemu i każdej umie coś trafnego powiedzieć. jeśli 
nie talent, to twarzyczkę pochwali. W s
ład programatu 
wchodzi wiolonczela czternastoletniego Ignacego Łopociń- 
skiego, fortepian dwunastoletniej Stasi Radziszewskiej, 
a śpiewają Łopacińskie. Szadurska i my. 
Popiół wielkopostny nie całkiem zagasił ogień karna- 
wałowy. Nie tOl1.cowano wprawdzie. ale gry wieczorne 
bardzo ożywione przeciągały do późna zebrania u cioci 
Niesiołowskiej i u mojej matki chrzestnej. Pani Abramo- 
wiczowa. wzywając nas. uprzedzała. że tylko cztery świece 
pali u siebie. na co matka moja odpowiadała: ..J'y ver- 
rais ossez clair pour venir avec mon baton". I podobno 
naj milsze były te wtorki niejasne i nie biegane u kochanej 
naszej sąsiadki. Gospodyni sama siadała do partyjki 
z ciocią Niesiołowską. z panem Bukszą i z marszałkiem 
Romerem. lub kim innym poważnym. a stół długi otaczały 
panny z robótkami z panem Stanisławem Szumskim za 


, 


--
>>>
- ]99- 


, 


wojski
go. on zaś bawił. drażnił. rozbudzał lepiej od naj- 
młodszych. a ten jego wdzięk towarzyski. niewygasły 
i nieprzytępiony dotąd wiekiem ani nieszczęściem. zna 
i ocenia obecne pokolenie pomimo jego ósmego krzyżyka. - 
Pannom przewodniczyła pani Wanda z .Niesiołowskich 
de Choiseul. wdowa po Arturze. jeszcze świeża. choć 
matka trojga ślicznych jak aniołki dzieci. Erarda. Alixy. 
Idalki. Każda z nas choć dla kontenansu zajęta była 
robótką. a najładniejszą jest panny Idalji Niesiołowskiej: 
kilkułokciowe boa z włóczki białej i ponsowej. W antraktach 
kazano nam śpiewać. Każda musiała złożyć swój haracz. 
a gdy Ido opłacała swój czystem srebrem. dzwoniącem 
na nutę rzewnych Romances Panserona i Mariniego, 
a w każdym dźwięku jej głosu drżała i świeciła kropla 
łzy. jak pryzmat w krysztale górskim. moja zdawkowa 
moneta wesołych piosenek wodewilowych więcej znajdy- 
wała słuchaczy, bo w Jicznem towarzystwie każdy woli 
śmiać się. niż słuchać poważnie. 
W tym wielkim salonie i dokoła przez mniejsze 
pokoje biegały bezustannie dwie dziewczynki lat czter- 
nastu: Marynia Jundziłłówna. wnuczka pani Abramowi- 
czowej. i Helenka Sołtanówna. wychowanka cioci Niesio- 
łowskiej - blondynka i brunetka. Matka -. Helenki była 
z gniazda piękności. T oplicka z domu. Wprzód Korsakowa. 
powtórnie żona Stanisława Sołtana. który już miał nie- 
jednego ,prawnuka z wnuczek swych. Kublickich i Wańko- 
wiczówien. gdy o powtórnych związkach pomyślał. a skoro 
mu Bóg dał syna z pięknej Korsakowej. prawnuki szli 
kołysać dziadunia. Pamiętam. jak w 1826 roku poważny 
Marszałek pod siwym już włosem przywoził do matki 
\ 
mojej. swą nadobną młodą żonę. a widząc jej nieśmiałość 
i skromność. zdradzał swój niepokój o nią, przydygując 
tuż za nią na oba kolana. jakby to co pomóc miało! 
Piękność pani Sołtanowej o dużych czarnych oczach. 
kruczych włosach i łagodnym uśmiechu. przypominała 
obraz: La lemme de Titien. Kobietę czeszącą długi warkocz, 
który nam w tejże właśnie porze służył za model na lekcji 
rysunku. Ta na pozór niedobrana wiekiem para była 
jednak szczęśliwa i Bóg temu związkowi pobłogosławił
>>>
-200- 


trojgiem dziatek, a mianowIcie: Stanisławem, Włady- 
sławem i Heleną. S
dziwy Marszałek żył podobno do roku 
1830. Czerstwy do końca życia, zęby miał wszystkie. 
Zimą nawet bez futra, spięty w surducie watowym z koł- 
nierzem tylko bobrowym, sadził lekko przez rynsztoki 
zamarzłe i zdaleka brano go za młodzika. 
Przed samemi Świętami zmarł w Wilnie po krótkiej 
chorobie pan Józef Łopaciński; żałoba okryła ten dom 
tak długo wesoły i szczęśliwą dotąd panią Dorotę. 
Pobożność i pokora zmarłego podyktowały mu w testa- 
mencie prośbę, aby go pochowano jak najskromniej, aby 
czterech dziadów zaniosło prostą trumnę na cmentarz 
i pochowało ją prosto w ziemi. Uczyniono. jak chciał, 
i z domu Korwela, gdzie mieszkał i umarł, odniesiono 
zwłoki na cmentarz i pochowano je w ziemi. Ale po świę- 
tach świetne nabożeństwo odbyło się w Katedrze z woli 
wdowy, a ksiądz Trynkowski przemówił wymownie do 
zgromadzonych licznie wiernych. Aczkol wiek życie ś. p. 
pana Łopacińskiego było przykładne i zacne. nie zawierało 
w sobie treści na kwiecistą wymowę pierwszego z kazno- 
dziejów w Wilnie; drobnostki. czułostki i próżnostki, po- 
dyktowane przez przywiązaną żonę, nikły w tej obfitej 
i płynnej wymowie, jak kamyki w oceanie, Katedra cała 
była pociągnięta kirem. śpiewy smutne brzmiały na chórze. 
Zabawą możnych. a korzyścią nieszczęśliwych w tymże 
roku oprócz kwesty miał być bal z loterją fantową na 
Dobroczynność. Już na ten cel obrane wcześnie cztery 
kwestarki przez post zbierały fanty. nieraz dopraszając 
się o nie natarczywie, bo w imieniu biednych wszelkie 
sposoby są dozwolone. Pierwszą kwestarką była ksi
żna 
Pawłowa Sapieżyna, drugą generałowa Niesiołowska, 
trzecią pani Abramowiczowa. czwartą piękna pani z Pod- 
bereskich Kołkowska. A gdy do pierwszej znoszono 
dobrowolnie śliczne graty. gdy druga się napierała. wymy- 
ślała. kaprysiła. gdy trzecia za wszystko dziękowała 
i śmielej do niej z mniejszym śpieszono datkiem, czwarta, 
jako młoda, piękna i na świeczniku. miała naj bogatszy 
sklep i same kiJkusetrublowe fanty: zegary, dywany i t. p. 
Bal był bardzo tłumny, urozmaicony i ożywiony, bo,
>>>
- 201 - 


chcąc go uczymc popularnym i korzystnym dla biednych, 
zniżono cenę wejścia do czterech złotych. Krzyżowanie 
się tłumów, idących po bilety i z biletami po fanty, nada- 
wało dużo ruchu i życia sali. Przy końcu każdy miał coś 
w ręku, a że los bardziej jeszcze figlarny, niż ślepy, kie- 
rował wygraną, generał żandarmów Jazykow przechadzał 
się z bukietem róż, a panna Zejfert nie wiedziała co robić 
z szablą i t. d. 
Tańce zakończyły zabawę, w ciągu której zdarzył mi 
się następny epizod: w liczbie biorących mnie do walca 
był kupiec z Rygi, Lewensztejn. Gdym skończyła z nim 
tour, przybiegło do mnie kilka dam i panien mało mi zna- 
jomych, zapytując, czy wiem, z kim walcowałam? 
Nie zważając na ich miny zgorszone, odpowiedziałam, 
że wiem. · 
"Z kimże?" - pytały. 
"Z panem Lewensztejnem". 
- "Z kupcem"? 
..Tak". 
- ..I pani wiedziało, że to kupiec?" 
- ..Jakże nie, kiedym u niego dziś rano te oto ręka- 
wic
ki kupiła w budach?" 
- ..I poszłaś?" 
- ..Widzą panie, że mi się nic złego nie stało?" 
Zgorszone odeszły. 
Nazajutrz po tym balu zbudziłam się z olbrzy- 
mią fluksją. Z nią jeździłam na piknik, dawany przez 
młodzież dla dam, a to dzięki panu Mianowskiemu, który 
konsultowany, czy mogę po paroksyzmie jechać za miasto 
tańcować, odpowiedział z wyrozumiałością lekarza dam- 
skiego: ..Si eJ/e fe veut, pourquoi f'empecher fU 
Miejscem pikniku były Werki. Generałową Niesio- 
łowską i pasierbicę jej, pannę Idalję, powoził w swojej 
karjolce pan Seweryn Grahowski. Obiad miał nas cze- 
kać na murawie naprzeciw ruin zamku książąt Massalskich 
(było to przed nabyciem Werek przez księcia Witgenstei- 
na). Mnóstwo pojazdów potoczyło się przez Zielony Most 
na Kal warję i T rynopoJ. Przyjeżdżając na miejsce, wi- 
dZimy zdaleka panią Generałową, ruszającą ramionami
>>>
- 202 - 


wśród kółka młodzieży zakłopotanej. i mówią nam. że 
obiadu nigdzie niema. że o nim ani słychać! (n. b. wyje- 
chali wszyscy tylko po rannej herbacie. ja zaś po piguł- 
kach z chininy), a była już godzina trzecia z południa. 
Panowie gospodarze: Seweryn Grabowski, Walerjan 
Ostromęcki. zięć pani Walentynowiczowej. Michał Lach- 
nicki. tłumaczą się. że powierzyli obstalunek obiadu panu 
marszałkowi Romerowi. Ten przywołany bierze się do 
trąbki i odpowiada. że o niczem nie słyszał! Wszyscy 
głowy pospuszczali, Pani Generałowa ledwie się trzyma. 
sili się na uśmiech. nie wierzy... i wszyscy ruszamy 
do lasu w nadziei. że tam czeka niespodzianka. tern bar- 
dziej. że słychać odgłosy janczarskiej muzyki i. między 
drzewami ruszają się grupy. Przybywamy na miejsce. 
aż to nieznajoma kompcnja bawi się i zajada przy mu- 
zyce na swój rachunek. Niema co robić. trzeba wracać 
do miasta i to inną drogą. promem przez Wilję. Antokol 
do TivoIi. gdzie trakt jer; tam może coś się znajdzie. 
Schodzimy zatem z góry. przepływamy Wilję, jesteśmy 
-'lo 
już na,Antokolu i wjeżdżamy w dziedziniec pachnący bzami 
TivoIi. . Muzyka brzmi w klombach. na ganku wita nas 
pani Felicja Platerowa i generał Kossakowski. W poko- 
jach zastawiony obiad na trzydzieści osób, ale obiad 
postny. bo to piątek. Tańce do późna każą zapomnieć 
o mistyfikacji, nogi u febrycznej panny idą w zygzak. ale 
dzięki pigułkom i dogodzonej woli paroksyzm nie wrócił 
więcej. 
Gdy po Świętach reorganizowały się wieczorki, raz 
w tydzień tańcowano i u nas. Do młodzieży kaTllOwało- 
wej przybyło dwóch braci Czetwertyńskich: Kalikst i Wła- 
dysław, tak słusznej urody, że wuj Tyzenhauz stylem orni- 
tologa nazywał ich: fes echassiers (należący do rodzaju 
bocianów i żórawi). Przybył też Władysław Lubomirski 
z Wołynia. mazurzysta. jakiego nie było od kuzynka Wilgi. 
Młodzi Czapscy: Adam i Ignacy. jeszcze w mundurach 
uczniów pokazywali się zrzadka. a mając za nauczyciela 
Anglika. pana Quitto. wyglądali sami. jak młodzi lordo- 
wie. Dwie młodziutkie Chrapowickie z Białej Rusi. Emilja 
i Justyna. odbywały także swój debiut. Zebrania te nie
>>>
II 
, 


-203- 


J 


były tłumne, ale dobrane; bawiono się też dobrze i w różny 
sposób. 
Na resursach dużo nieznajomej młodzieży dobijało się 
o pierwsze panny. Resursy miały tę niedogodność, że 
wielka liczba obserwatorów patrzyła nie przez swoje oczy, 
ale przez pryzmat dowcipu pana barona Krauza, którego 
pytano o zdania, uwagi i komentarze. ..Gdybyście wie- 
działy. co o was mówią pod chórem - powiadał nam 
nasz ojciec - toby się wam pewno odechciało balu!" 
Nie zbywało też i na koncertach. Sławny skrzypek 
Laffon sypał trelami na temat Sommeil z Niemej. które 
pan Brunoff, stylem swego w
ja. generała Kossakow- 
skiego, porównywał do nóżki baletniczki. a inni prozaicz- 
niejsi do wiórów tokarskich. Artysta, zapraszany na wie- 
czory, śpiewał przy fortepianie wesołe wodewile i swój 
utwór: ..Adieu, ma Sylvie I", wprawiający w zachwyt nie- 
które damy, Gdy jednak rzadko która z nich na koncert 
powtórny się wybrała, ..Rozumiem - zwykł im mówić 
pan Stanisław Czapski - asanie lubicie entuzjazmować 
się gratis I" W rzeczy samej na żapał. po dwa ,ruble 
od osoby nie lada kto się ddważał po dwa razy. 
 
 
Jednym z artystów. częściej nas odwiedzających, był 
zacny Rustern. jeszcze czerstwy i rzeźki pomimo lat siedm- 
dziesięciu: ..Je sens le sapin" - mówił o sobie. - ..Non, 
vous sentez le chene" - odpowiadał mu wuj T yzenhauz. 
Nawykły przez czas długi do kawalerskiego życia, 
chociaż żonaty potem i szczęśliwy w domu, chodził nasz 
artysta codzień na partję bilardu ci la guerre do cukierni, 
a tam nieznajomi nawet, chcąc mu sprawić przyjemność. 
dawali zawsze wygrywać pulkę. z czego staruszek 
\ 
cieszył się po dziecinnemu, jako z dowodu. że trafnie mie- 
rzy. Były to jednak ostatnie jego triumfy! Latem, nie 
chorując nawet, umarł zacny Rustern, Ostatnią pamiątką 
po nim był rysunek, przysłany mojemu ojcu, jako wy- 
wdzięczenie się za jakąś przysługę gospodarską, a Bach- 
matowicz. co go po synowsku kochał. rozpoczął po jego 
śmierci serję litografij p. t. ..Les petifs ouvrages de Rustem". 
Jarmark i budy niemałe zbierały tłumy, a gdy naj- 
piękniejsze krzyżowały się tam pojazdy, ukazała się wśród 


I 


/ 


r
>>>
-204- 


Innych świeża, jak z igły zdjęta, karjolka - koszyk z cyfrą 
A. G., niesiona parą stalowych siwoszów, któremi kiero- 
wał poważny starzec, mający obok siebie córkę. Był to 
nasz ojciec i jedna z nas koleją, a wszystko od pojazdu 
do koni domorosłe. 
Gdy dodamy do tych obrazków wiosennych menażerję 
von Ackena, będzie to wierne odbicie ] 835 roku. 
Z końcem maja książę Dołhorukow wystąpił z pikni- 
kiem dla dam, w Werkach. Tym razem obiad miał być 
realnie w Werkach i każdy z panów obowiązany dostar- 
czyć jakąś potrawę, wety lub wino. Pokusa była wielka, 
ale już konie przyszły po nas z domu i trzeba było jechać ł 
Na nic się nie zdały wszelkie prośby z strony wzywających 
i namowy ze strony wezwanych. Stanisław Szadurski, 
adjutant Dołhorukowa, przybiegał w sam dzień wyjazdu 
jeszcze raz z prośbą w imieniu Księcia, aby wyjazd odło- 
żyć. Straszył nas nadchodzącą burzą, - ..Nous avons des 
parapluies" - odpowiedziała moja matka. - ..Mai s vous 
n'avez pas des paratonnerres fU zauważał pan Szadurski,- 
"Au contraire u , podchwycił zawsze przytomny Konstanty 
Plater - ..madame a de bons conducteurs a chaque voiture U . 
A nie zważając na prośby i groźby ludzi i nieba, wyjecha- 
liśmy w wigilję fety. I gdy znajomi nasi w ślicznych stro- 
jach spożywali pasztety, wety i pili szampańskie, tańcując 
przy dętej muzyce wojskowej, nam w lipowej altanie wśród 
ciszy nocnej śpiewał słowik i piliśmy mleko krówek dobro- 
wlańskich, rozmyślając jednak, że byłoby dobrze poprze- 
dzić te sielankowe rozkosze tamtemi. 
Lato zeszło nam wesoło. Odwiedziny Olszewa i Ból- 
kowa główną stanowiły rozrywkę i arcymiłe były powroty 
do domu w ciepłą noc, w otwartym koczu, z głową na ra- 
mieniu siostry. 
Tegoż lata sądził się jakiś kompromis o, łąkę i kawał 
pola między panem Janem Kotwiczem, panem Adolfem 
Święcickim i moim ojcem, Obrani na to sędziowie: pan 
Jan Czyż 
e strony pana Kotwicza, pan Józef Szumski od 
pana Adolfa i od mego ojca, a pan marszałek Michał Ro- 
mer za superarbitra, zjechali do nas w połowie czerwca. 
Łąkę i pole przysądzono panu Kotwiczowi, jakkol-
>>>
, - 205 - 


wiek sędziowie przyznawali słuszność przeciwnej stronie. 
Marszałek Romer, zachęcony przez mego ojca. uczynił 
odstępstwo, aby nie było powiedziane, że superarbiter 
sprzyja tym, pod których dachem doznał gościnności 
i z kim żył zdawna w przyjaźni. - Tak to zawsze bywało 
u nas w Polsce: tam, gdzie ślepa sprawiedliwość powinna 
była rozstrzygać sprawę. kładziono zawsze na szalki oso- 
biste względy, dobre lub złe, szlachetne lub samolubne. 
ale nie majqce żadnego stosunku z sam q sprawq. 
Gości naszych, odjeżdżajqcych po kompromisie. od- 
prowadziliśmy do Wornian. z nami byli i Buczyńscy 
z pierwszq wizytq po ślubie. Tam znowuśmy mieli parę 
dni miłej gościny i św. Emilję. obchodzonq wśród przyja- 
ciół i sqsiadów - Mineyków. Czyżów. Szumskich, Abra- 
mowiczów - z zaimprowizowanq maskaradq dziennq 
i duetem z ..EJixir d'amour" (pomiędzy Senatorem a Ża- 
netq). tak ulubionym od pani Abramowiczowej. żeśmy go 
musiały zawsze z Matyniq odśpiewać dla niej przy każ- 
dem spotkaniu. - Jakież więc było jej ukontentowanie. 
gdy ujrzała przed sobq senatora w poważnej todze. w pe- 
ruce. z łańcuchem złotym na szyi obok młodej gondoljerki 
weneckiej. . . Pan Buksza usiadł do fortepianu. a my, 
stanqwszy naprzeciw solenizantki. odśpiewałyśmy ulubiony 
jej duet: 
Je suis riche - vous e/es bel/e, 
J" ai des ecus - vous des appas - etc. 
Pani Antonina Śniadecka zaimprowizowała sobie ko- 
stjum ..de je ne sais plus quel pays", jak mówiła sama. 
Pani Abramowiczowa Justynowa, macocha panny Kaje- 
tany. już natenczas pani Chomskiej. w czarnej sukni. 
z głowq ubuklowanq, była żywq pięknościq z czasów 
Ludwika XIV. Sama zaś gospodyni. ubrana za markizę. 
nazwała siebie ..Paniq d'Escarbagnas" z Moliera. ) cała 
ta maskarada przechadzała się po ogrodzie nad czyste mi 
wodami na ślicznej kępie, czepiajqc się po żelaznych 
nadpowietrznych schodkach średniowiecznej wieży. 
Po wieczerzy. gdy goście, pożegnawszy gospodynię. 
poszli na górne piętro, całkiem dla gości przeznaczone.. 
którego komfort służył za wzór do naśladowania na kilka- 


..
>>>
-- 206 - . 


naście mil dokoła, pomimo spóźnionej pory nikt jeszcze nie 
myślał o spoczynku. Rozmawiano w pokojach, u progów. 
na korytarzu, były różne aparycje, niespodzianki, popisy 
nawet weteranów szlafrokami. Jeden go miał ze wschodu. 
drugi z północy i t, d. Pan Michał Romer. król figlarzy. 
przysiadłszy się poza balasy wschodów, chciał nas kobiety 
straszyć. co widzqc. pan Szumski zaszedł cichaczem poza 
straszqcego i nagle schwycił go za ramiC?na. - Co tego 
śmiechu! jakie zmykanie każdego do swej nory! 
Chwile pustoty ze swobodnej epoki sq. jak kwiaty 
cykorji. póty świeże. póki ich nie zdmuchnq I Dla niektó- 
rych z nas były one poczqtkiem miękkiej, różowej i złotej 
przędzy, u nawiqzanej suto kqdzieli. ale dla Wornian 
ostatnią już zrywajqcq się nitkq złotq! Nie wyszło cztery 
miesiqce , . . 
Tegoż lata pani Abramowiczowa odwiedziła Cerk- 
liszki, Dobrowlany i Bólkow, 
Ta matrona, cieszqca się wesołości q drugich przez 
pamięć na własne młode lata, ani przewidywała, co ją 
czeka, co raczej czyha na niq. I nie dalej jak w jesieni 
tegoż samego roku. 15 października, po nocy znaleziono 
jej małżonka. pana Mikołaja Abramowicza, powieszonego 
w jego własnym pokoju w Wilnie. a to na kruku od lampy. 
która była zdjętq, i na sznurku jedwabnym jego własnej 
roboty. Lufcik otwarty i wychodzący na daszek galerji, 
łqczqcej dwa domy z sobq. dał do myślenia, że sprawca 
tej zbrodni umknął tamtędy. Uwięziono kilku sług, ale 
nie odkryto nic i pozostał domysł, że sam sobie życie od- 
jqł. Widziano go w wigilję smutnym. skwaszonym, roz- 
drażnionym. . . Tajemnica okryła powód tej rozpaczy. 
Wdowa nie wróciła już do Wornian i zamieszkała 
oficynę miastowego domu, a śliczne Worniany przeszły 
w ręce brata zmarłego, eks-dziedzica Dobrowian. Miljon. 
zjedzony w Paryżu, wracał po latach siedemnastu w jego 
ręce, 
.. Dziwne sq koleje życia. dziwne też czasem spraw- 
.' dzenie słowa, od przypadku wyrzeczonego! Wiosnq, na ) 
jednym z wtorków u pani Abramowiczowej, gdy się ciqg- 
nęła loterja z fantów. dawanych kwestarkom na biednych 


.
>>>
- 207 - 


) 


po sklepach - obrazki, obwarzanki, pierniki, wstążki, po- 
stronki -: po rozegraniu już wszystkich fantów pozostał 
tylko jeden sznurek. Wtem sam gospodarz, nie bardzo 
piln
jący domu, wysuwa się z salonu, a żona woła za 
nim: ,.Res/ez donc. Nr. Abramowicz, iI y a une corde a ga- 
gner, peu/ e/re vous es/-elle destinee f" - Więcej jak pe- 
wno, że nawet znaczenia tego wyrazu nie miała żona 
na myśli, a cóż dopiero przepowiedni i przeczucia?! 
Ale wróćmy do wspomnień letnich i weselszych. 
Wprawdzie odwiedzali nas tylko sami staruszkowie, 
i można byłoby nazwać ten rok ..matuzalowym", albo- 
wiem po odjeździe triumwiratu sędziów polubownych zja- 
wił się w DobrowIanach profesor architektury, pan Karol 
Podczaszyński, emeryt. Witał go mój ojciec, jak swego 
nauczyciela - z ] 824 roku - a rad popisać się przed nim 
owocami swej pracy. obwoził go po folwarkach, oprowa- 
dzał po całym dworze, gdzie tylko była budowla jaka, 
pomysłem i planem mego ojca wykonana, a że godłem 
pana Podczaszyńskiego było: "Piękność z użytku", pomi- 
jając zatem bramki egipskie, wędliniarnie gotyckie i na- 
wet kapliczki włoskie, które jedynie służyły do ozdoby, 
najwyższq pochwałę Profesora zyskała odryna na siano, 
pleciona, z dachem spuszczonym aż do ziemi i wrotami 
szerokiemi nawskroś. Właśnie kończył się most wjezdny, 
murowany na jednej arkadzie, łączqcy dwa jasne jak 
źwierciadła kanały, świeżo wyszlamowane. Inaugurację 
mostu dedykował mój ojciec panu Podczaszyńskiemu. 
Pojazdy, zabierające nas na spacer, zajechały jeszcze 
starym drewnianym mostem, stojącym na uboczu, a bar- 
jera w środku nowego upadła za pierwszem uderzeniem 
podkowy o bruk. 
Pan Podczaszyński, oddawszy jedynego syna na na- 
ukę do Warszawy, sam z żoną przenosił się w nowo- 
gródzkie strony. Mój ojciec, wchodząc w kłopoty i po- 
trzeby nowych gospodarzy, przechodzących nagle z bruku 
na rolę, wdzięcznem sercem ucznia obmyślił wszelkie ku 
temu ułatwienia. Pojazd wygodny zawiózł sędziwą parę 
aż na miejsce, a gdy rozmyślaj q dojeżdżajqc, ile tam ich 
.czeka kłopotów, nim się urządzq, nim się opatrzą w naj- 


. 


1..
>>>
- 208 - 


potrzebniejsze sprzęty i zapasy, wita ich na wstępie chór 
ptactwa po parze, jak warce Noego, a czek
jqca ich 
przybycia szafarka prowadzi zdziwionq dziedziczkę do 
śpiżami, w której nic nie braknie od krup, słoniny aż do 
szufelka, wiaderka i t. p. Folwarczek państwa Podcza- 
szyńskich był o mil kilka od Starzycy, wsi dziedzicznej 
mojego ojca; tam wcześnie wydane polecenia i najaku- 
ratniej spełnione uc
yniły niespodziankę kompletnq. 
Pierwszy list pana Podczaszyńskiego, datowany z domu, 
był hymnem wdzięczności dla mojego ojca, a córka, wy- 
pisujqca ten fakt, nie ma bynajmniej na względzie sławić 
hojność, ale tylko serce swego ojca, bo w takich razach 
nie wielkość datku, ale jego a propoS popłaca. 
Ślub panny Eleonory Buczyńskiej, siostry Maurycego, 
by
 dnia następnego na Przemienienie Pańskie we Świ- 
rze, a błogosławił tej parze krewny pana młodego, ksiqdz 
Załęcki. Wielki ruch i ożywienie nastały po weselu. No- 
wożeńcy objechali sqsiedztwo, fetowani pokolei wszędzie 
obiadami i szampanem. Świeża wyprawa pani Załęckiej 
i nie zwiędłe jeszcze roczne elegancje mojej siostry, Bu- 
czyńskiej, emulowały z sobq. Postawska rodzina w dro- 
dze do babki Wańkowiczowej - pod Mińskiem - napo- 
wrót zajeżdża do Dobrowian, gdzie się spotyka z rodzinq 
cerkliskq, przybyłq na jej spotkanie. Olszew dostarcza 
także swojq kompanję, jedziemy razem do Bólkowa, a że 
w antraktach febra wileńska nawiedza recydywami, któż 
zważać będzie na tego intruza w dobrem towarzystwie? 
Lato było zawsze rodzajem karnawału dla Dobro- 
wian, a z małq różnicą jeden rok do drugiego podobny, 
bo, z tych samych elementów złożony, w tychże samych 
mieścił się ramach. Odcieniem w tym cieniu włóczek 
jednej barwy były wspomnienia wileńskie, służqce za 
treść do prześladowań szwagierskich. Ale wspomnienia 
wileńskie wywietrzyły się na świeżem powietrzu, a serce, 
jak sala balowa, w której pełno, póki w niej tańcujq, 
stało znowu puste i gotowe do świeżych wrażeń. Myśl 
swobodna w braku swoich marzeń i wrażeń chwytała 
się książkowych, z czego się zaraz urodziły strofki na nutę 
..Jaskółek" : 


.
>>>
- 209 - 


J. 


Mówią,. kto wiosen piętnaście przezYJe. 
Już serce swoje drugiemu przeznacza. 
Moje. choć starsze. słabo dotąd bije. 
Że jest swobodne. czyż przez to wykracza? 
Niech to nie dziwi. zdradne są pozory; 
Wierzcie. oziębłość szczęściu nie zawadzi. 
Ze mną przynajmniej tak jest do tej pory. 
Nikt mnie nie kocha. nikt też omie nie zdradzi! 


. 


]L 
Na balu. w tańcu słyszałam sto razy. 
Rozmowy sercu aż nadto pamiętne. 
Dla innych były to czułe wyrazy. 
A dra mnie tylko słowa obojętne... 
Inna do tęsknot powodów niech szuka. 
Ja w niepamięci pociechę znajduję: 
Swobodne serce w miarę jak mniej czuje. 
Nikt mnie nie mami -- nikt mnie nie oszuka! 


HI, 
Czuła myśl jednych ku drugim się wznosi. 
Westchnienia mają odpowiednie echa - 
Nie znana dra mnie podobna uciecha. 
Lecz i łza żaru powiek mych nie rosi. 
Nie dla mnie żyją ci rycerze wierni. 
Nie dra mnie także żyją wiarołomni. 
Nie mam ja kwiatów. nie mam też i cierni: 
Nie myślą o mnie. nikt też nie zapomni. 


. 


IV. 
Napróżno osób tysiące się bawi. 
Próżno grzmieć będzie muzyka wesoła. 
Smutek. mrok. cichość panują dokoła. 
Póki się ruba istota nie zjawi. 
Ja wszystkich widzę. ze wszystkiemi bawię. 
I rada z Josu nie nazwę się biedną; 
Dla szczęścia jednych. drugim ku zabawie. 
Jedno jest wszystkiem. mnie zaś wszystko jedno! 


14 


-
>>>
- 2]0 - 


. 


Po odbytem weselisku Buczyńscy wybrali się na całe 
dwa miesiące w odwiedziny wspólnych im krewnych. 
w Grodzieńskie i Mińskie. Listy Matyni długie i szczegó- 
łowe zbliżyły nam nieznajome dotąd strony. malując dom 
każdy i rodzinę z właściwym im duchem i charakterem. 
W Rosi u cioci Niesiołowskiej wszystko na wielką i sze- 
roką skalę. w całem znaczeniu la vie du ch6teau. Piękna 
rezydencja. liczni rezydenci. panny respektowe i wycho- 
wanice. a gośćmi-rodzina Romerów. pan Buksza. metro- 
wie etc. Spacery we dnie i tańce wieczorem. a taka czu- 
łość w przyjęciu. odbita aż w przypisku Cioci. dziękująeej 
Mamie: ..że na świat wydała taką Matynieczkę. mes 
amours l. którą wszyscy adoruj q i t. d. 
Wśród sióstr i braci mężowskich witała braterstwo 
pani Eleonora we dworku. pełnym pamiątek po Tadeuszu 
Kościuszce, bo matka pana Załęckiego, będąca jeszcze 
w życiu, była Kościuszkówną z domu. W. Mogilowcach 
państwa Bychowców gospodarka wzorowa i ogród kwie- 
cisty uderzyły moją siostrę. a na cmentarzu parafjalnym 
w Łyskowie oglądała grób Karpińskiego ze znajomym 
nopisem: ..Oto dom mój ubogi '" 
Buczyńscy podróżowali swojemi końmi i rzemiennym, 
jak to mówiq. dyszlem od komina do komina, a że na 
Litwie uprzejmość dla gqści, przeciągająca się do służby 
i koni, jest ogólną, przewyższoną zatem tylko być mogła. 
ale nie chybiła nigdzie. Owego crescendo i fortissimo 
doznali Maurycostwo. wjeżdżając w rodzinę mego ojca. 
a początek tego był od Piotrowicz Kazimierzostwa Rewień- 
skich. w których domu oprócz Julei i Stasia. pasierbów. 
była jednoroczna już Gabrjelka i druga w oczekiwaniu. 
Dalej. jak w amfiladzie apartamentu. czekał naszych pod- 
różnych szereg otwartych podwoi i serc. Rudawka pod 
Nieświeżem. gniazdo rodziny Korbutów. skąd wyszło czte- 
rech braci i cztery siostry, Puzów - gniazdo Wojniłłowi- 
czów. a od tych pni szły gałęzie. na których osiadły młode 
pary. Mierzejewscy. wyparci z ładnego Boryczewa. za- 
stawy radziwiłłowskiej, mieścili się pod niską strzechą Sło- 
budki. oddanej im w arendę, gdzie Klarysa ze smakiem. 
jej właściwym. znośne a nawet eleganckie uwiła gniaz- 


I
>>>
- 211 - 


deczko. do którego przybyło w czasie bytności Matyni 
nowe pisklę. syn Maryś. po pięciu latach przerwy i wypo- 
czynku. 
Do domów pokrewnych zaliczały się i domy sqsia- 
dów. starej soplicowskiej szlachty. starq zwiqzanych przy",: 
jaźniq. a szczególnie dom podstolich Czarnockich. Sam 
w kontuszu. sama biała i w bieli, a dokoła rój wnuczqt 
i krewnych. Znaliśmy od lat kilku syna podstolich. Ka- 
rola. żonatego z Rewieńskq. Odrębny typ człowieka. 
który się każdemu podobał od pierwszego razu. a z każ- 
dym rokiem dał się kochać i szanować głębiej. bo dowcip 
bystry i wcale zręczne poezyjki szły u niego w parze ze 
5zczerościq, bo nauka nie przytępiła serca. a lata. biedy 
ogólne i własne nie wyziębiły wielkiej miłości dla kraju 
ł własnego kqta. Naówczas sześciu synów małoletnich 
otaczało tego młodego ojca. Koncepta. grzecznostki. listy. 
przeplatane wierszami. sypały się u niego. jak z rękawa. 
a głos i kichanie. trochę za silne na niskie sufity wiejskich 
domostw. i dowcip. czasem za śmiały w żartach. chętnie 
przebaczano temu. co był życiem towarzystwa i tak ser- 
decznym przyjacielem i sqsiadem, 
Kiedy siostra tak mile jesień przepędza. jednajqc dla 
męża serca swojej familji. gdy jq prawie na rękach noszq. 
zbiegajqc się z całej okolicy w jedno miejsce. by w drugie 
jq przeprowadzać. gdy jako młodq wszystko jq zajmuje- 
od życia wystawnego w Rosi do celki siostry miłosierdzia 
Agasi WOjniłłowiczówny w Puzowie (gdzie wśród ziół le- 
karskich. butli z octem i pijawkami ledwie staje miejsca 
na jej skromne łóżko). gdy ojciec nasz sejmikuje w Miń- 
sku. my w DobrowIanach koło łóżka chorej na uporczywq 
różę Mamy pocieszamy się pierwszemi odbiciami litografij 
DobrowIan. które Bachmatowicz z każdym dniem tworzy. 
i czekamy listów od naszych nieobecnych... 
Mińsk zwykle cichy. nawet nudny. z jednym tylko do- 
mem otwartym i gościnnym marszałkostwa Osztorpów raz 
do roku na wiosnę ożywiał się w czasie kontraktów. a co 
trzy lata w czasie obiorów. W tych epokach. wiedzqc 
o zjeździe całej gubernji. zjeżdżali się też. kupcy z towa- 
rami i artyści. Na hasło koncertów, widowisk i balów
>>>
- 2]2 - 


przybywały matki z córkami, a za niemi młodzież nawet 
z Wilna. - "Nigdzie - mówili oni - nie było tak ślicz- 
nego zbioru ładnych twarzyczek, jak w Mińsku". Mój oj- 
ciec sławił zawsze swe rodzinne miasto. pole swych pierw- 
szych zwycięstw młodzieiłczych. J wuj Tyzenhauz z ocho- 
tą jechał też do Mińska. \V roku ] 835 obiory. zaszczycone 
obecnością satrapy wileńskiego. podnosiły swe zabawy na 
kilka tonów wyżej. obiady stały się wykwintniejsze. mając 
takiego znawcę za pierwszego gościa. a stroje dam do- 
szły do najwyższego diapazonu. Tańcom zaś przewodni- 
czyły rodowite Hiszpanki w bolero, taranteli. fandango i t. d. 
 
Donna Dolorez o czarnych. długich. ognistych oczach za- 
wracała głowy polskim szlachcicom. Tańce te były nietyl- 
ko w teatrze, ale wprowadzono je i na bale dla urozmai- 
cenia zabawy. a muzyka reprezentowana w osobie pani 
gubernatorowej Siemionow, rodem z muzykalnej bardzo 
rodziny Lwowów, której brat ułożył sławną pieśń: ..Boże 
chroń Cesarza". , 
Mój ojciec zawsze z wielką radością jechał do Miń- 
ska, rad w opisach i opowiadaniach swoich w jak naj- 
lepszem świetle okazać drugim swe rodzinne miasto, któ- 
remu zawdzięczał naj milsze wspomnienia swojej młodości. 
Syn jedynak. urodzony po śmierci kilku braci. mógł on 
słusznie nazwać się dzieckiem szczęścia i choć ze staro- 
świecka. ale w atmosferze serdecznej wychowany, kochał 
ludzi i był też od nich kochany. a bardzo młodo żyć za- 
czął. odbył podróż za granicę i nie próżnował w kraju. bo 
obrany w Mińsku prezydentem Jzby Kryminalnej nieraz 
zastępował gubernatora. Młody. piękny. wesoły, dowcip- 
ny, gorącego serca - mój ojciec miał nietylko towarzy_ 
szy stołu. o co nie trudno, gdy jest co na stole. ale i przy- 
jaciół, którzy mu wiernymi zostali do końca życia. Ranka- 
mi sądził sprawy sumiennie. wieczorem występował w ama- 
torskim teatrze w roli Horacjusza. Dom miał otwarty, jak 
i serce: pOjazdy. konie wierzchowe, a nawet i pokoje 
gościnne były na usługi przyjaciół. Z tych naj bliżsi mu 
byli bracia Stanisław i Karol Czapscy. Stanisław i Antoni 
Ratyńscy i Rokicki. Z nimi jednej wiosny wybrał się do 
Petersburga. podróż ta była składkowa. a do kasy każdy
>>>
- 213 - 


musiał włożyć jednakową sumę nietylko pieniędzy, ale 
dobrej woli i wesołości, o co w owych czasach nie było 
trudno! Wszyscy sześciu młodzi, szczęśliwi, niezależni 
przedsięwzięli tę podróż bez celu, a przynajmniej bez waż- 
nego powodu, a takie są zwykle naj weselsze. Mieli oni 
z sobą dwa pojazdy, karetę poczwórną, do której siadali 
do snu i gdy deszcz padał, szarabanda zaś służyła w po- 
godę. Kasa wspólna i na każdy dzień inny dyktator, któ- 
rego słuchać musiano ślepo. Ojciec mój pisał programaty 
i dostarczał konceptów, na których nie zbywało żadnemu, 
szczególnie Czapskim i Stanisławowi Ratyńskiemu. Ta 
podróż była jedną z naj milszych i naj weselszych treści 
w bogatym repertuarze anegdotek mego ojca, nią rOzwe- 
selał poważniejsze młoQe pokolenie, szczególnie poważne 
postawskie grono. Dziwić się trzeba, skąd się brały pu- 
stoty w głowie rozsądnych i poważnych ludzi z innych 
względów; np, jadąc pocztą na propozycję jednego za- 
trzymywano się wystrzelić do wron... Jednym z punktów 
zawarowanych traktatem był obowiązek wzajemnego ba- 
wienia, karą zaś dla posępnego wygnanie do karety. Mój 
ojciec. któremu nie brakło wątku do żartów, ani ochoty 
do śmiechu, był jednak kilka razy wygnany z szara bandy, 
wywołując ten wyrok umyślnie, gdy mu się spać chciało, 
co naturalnie w karecie wykonać mógł wygodniej, niż 
w szarabandzie. Gdy odkryto fortel, zamiast wygnania 
zmuszano go do rozmowy. 
W Petersburgu zabawili kilka tygodni. Murzyn mego 
ojca, imieniem Batist, prawie że na batyst wybielał od 
wody newskiej, ale ta sama woda nie zaszkodziła mło- 
dzieży litewskiej. Wszystko im było rozrywką, nietylko 
teatr ze sławną panną Georges, podróż do Kronsztadtu na 
nowym okręcie, który przy nich i z nimi razem spuszczono 
na morze, oglądanie Ermitażu, uroczystości w Peterhołie, 
ale nawet roztargnienie pana Karola Czapskiego, który, 
od swej młodości podpadając dystrakcji, na wizycie ety- 
kietalnej wpakował chustkę do nosa ministra do swojej 
kieszeni. Gdy zaś mój ojciec opowiadał ten fakt w Wil- 
nie przed swoją siostrą, pan Czapski, temu obecny, za- 
przeczył i zaperzony, wstając z kanapy, nie postrzegł się.
>>>
- 214 - 


jak chustę Cioci. chwyciwszy z jej rąk. włożył do kiesze- 
ni I tern samem potwierdził anegdotę. 
Opowiadanie Papy o Mińsku i listy siostry. opisujące 
Jej familijną wycieczkę. były jedynemi wypadkami długich 
wieczorów jesiennych w DobrowIanach w dodatku do 
książek. czytanych we dnie. Naówczas była to świeżo uka- 
zująca się podróż Lamartin'a po Wschodzie. zdolna za- 
pełnić życie samotnika obrazami. które jak fata-morgana 
na naszem szarem niebie się odbiły. 
A jednak odwiedziny w Cerkliszkach w czasie ad:- 
wentu ożywiły nas po kilkomiesięcznej stagnacji. Bliskość 
miasteczka dostarczała codziennych gości. a najwięcej 
marszałków. Z powodu poboru zebrało się ich aż sześciu. 
Oprócz dwóch gospodarzy - Wawrzeckl. Biegański, Suli- 
strowski. Siesicki; ten choć powtórnie żonaty tyle miał 
w sobie życia i takie upodobania młode. bo lubił kwiaty. 
pieski. muzykę i poezję. iż go to nietylko odmładzało. ale 
i upiększało. Niewyczerpane musiało też być ognisko ży- 
cia w tym człowieku. kiedy mu go starczyło do późnej 
starości. Słysząc mnie śpiewającą strofki o obojętności na 
prośbę gospodarza domu. jako sam dwa razy żonaty 
i szczęśliwy w małżeństwie. do tego Feliks i mąż Felicji. 
oburzył się na te. jak mówił. blasfema i nazajutrz rano 
znalazłam na pulpicie strofki. pełne życia. przyjazne m na- 
tchnięte uczuciem. namawiające i przepowiadające od- 
mianę. które całe zabawiły towarzystwo. Po kilku dniach 
tak miłej gościny. gdy trzeba nam było wracać do domu. 
kochany gospodarz nie chciał nas wypuścić. dręcząc się 
tern. że nie ma kogo nam swatać, bo całe towarzystwo 
składało się z głów poważnych. prawie siwych. ) tak mó- 
wiący ani się domyślał. że w lat dziesięć. po owdowieniu. 
stanie się mężem jednej z tych. dla której nawet do roz- 
mowy czuł się wówczas zbyt starym. Ten człowiek. tak 
lubiqcy towarzystwo kobiet. nie dohodował się nawet có- 
reczki: jedyna. która mu się urodziła przy sześciu synach. 
umarła małoletnia. Dwóch starszych synÓw i jeden młod- 
szy już nie żyli. trzech było w życiu, a czwarty Władyś 
miał się po Nowym Roku urodzić. 
I tym razem imieniny mego ojca i święta Bożego
>>>
- 215 - 


Narodzenia nie obeszły się bez liczniejszego zebrania. 
Wilno dało nam pana Mianowskiego i Bukszę, państwo 
Święciccy przyjechali z młodq i hożq pannq Jzabelq Snar- 
skq, ciotecznq pani Konstancji, Nie brakło nawet tym ra- 
zem i kawalerów młodych wśród poważniejszych sqsia- 
dów i kilku księży. Z Wiszniewa przybył pan Edmund 
Sulistrowski, zwolennik szalonej literatury, a z Olszewa - 
wracajqcy z zagranicy Stanisław Chomiński, którego rzad- 
kie, co lat kilka ukazywanie się w rodzinie stanowiły epo- 
kę w okolicy i w nasz głuchy zakqtek wionęły jakiemś 
świeższem powietrzem.
>>>
r

 .-- . 
l 
..
 _1 

l J -
'l' 
- ń';' . 

I 


.;. '. : '.
!ł
. 
't-"............ - 
-"
j.-


\;. F 
;/
1. ", 
 . .-
.
. 
., ..1:
,
 , 
.. - ..o 
o:. 
. +, '1..i ł 
 .''-IJ .tl .". . 
-" 

, 

 . 
. t ł 
 '. 
,i-.... :.-. . ,__-:., 
".: -

' 

'_.. i '
i:
",- _. 
...
-
 

 . 


" l? 

ił 


, 


ROK ]836. 


Cóż pisać o tej zimie, przepędzonej na wsi wśród 
drobiazgowego życia, którego jedynemi wypadkami były 
listy z Wilna, opisujqce same tylko świetne zabawy?! 
Uciekła od nich kochana ciocia Choiseuiowa, by nam ty- 
godniowe sprawić zapusty swojq obecnościq i opowiada- 
niem, a sobie dać tyleż dni wypoczynku. Wpadł do nas 
pan Buksza, zawsze pożqdany gość w DobrowIanach, bo 
pełen świeżych anegdotek o towarzystwie wileńskiem 
i zestosunkowany z domami - cioci Niesiołowskiej, księżnej 
Ogińskiej, Pawłowstwa Sapiehów i Romerów, które nas 
szczególnie zajmowały. Grał nam też śliczne waJce pana 
Napoleona Ordy, emigranta. 
W liczbie odwiedzajqcych nas zimq był pan sowiet- 
nik Niewiarowicz ze Stroczy, ów maruda t flegmatyk, nie 
sam jeden, bo przy nim mieszkała córka, jedynaczka, ład- 
na i dobra Michalina. a dla jej towarzystwa jedna i dru- 
ga panienka. Pięknej Michalinie nie zbywało na preten- 
dentach: uroda, posag, gospodarność, cnoty - wszystko 
wabiło młodzież. Ale panu sowietnil.owi tak miło dzień
>>>
- 217 - 


I ' 


-za dniem, a rok za rokiem schodził. że mu nie przyszło 
nigdy na myśl policzyć lat córki i każdemu, dopominają- 
cemu się o odpowiedź po oświadczynach o rękę panny 
Michaliny, odpowiadał: ..Poczekaj, niema nic pilnego! 
czego się tak śpieszysz?" Ale młodość nie czeka. ) krasa 
na licach pięknej jedynaczki, i karmin jej ust, i gwiazdy 
jej oczu nie czekały, ale powoli. gasły i ciemniały, a czę- 
sta fluksja wyjmowała perłę po perle z jej ustek zbIednia- 
łych. Czy raz wróciwszy z gościny po północy zimą. gdy 
córka dawała dobranoc ojcu: ..Poczekaj!" - mówił jej 
niesenny staruszek i prosił, aby mu na chwilkę poświeciła. 
Sam zaś brał jaką starą kronikę czy inwentarz i stojąc 
szperał, wertował kartę po karcie z nieporuszonq flegmq, 
zapominajqc, że córka trzyma świecę, że ona słania się 
od snu, a nie śmie odezwać się, ani ruszyć. ) tak stali 
oboje do białego dnia, aż póki świeca dopalona stała się 
już niepotrzebnq! ) tak się działo nie w jednq noc i nie 
jednego roku. Cóż się dziwić, że zdrowia potem nie było? 
Pretendenci jednak nie odstraszeni wracali ciż sami lub 
inni. T ak już był czekał i nie doczekał pan Aleksander 
Oomejko, późniejszy marszałek wileński, tak zaczynał cze- 
kać generał Chrzanowski, o którym głośno mówiono przez 
zimę ] 836 roku. ) jakoś wygadali, bo latem stanęła nare- 
szcie para u ołtarza, ale rumieńce, wypalone na wychud- 
łej twarzy panny młodej, odbijały jaskrawo od jej białych 
szat, a różowa morowa suknia wizytowej toalety pani ge- 
nerałowej wisiała no zapadłym biuście tej tak niedawno 
róży naszego powiatu. W jesieni małżonkowie wyjechali do 
Odesy, gdzie niebawem piękna Michalino umarło z suchot. 
Odwiedzali nas i drudzy sqsiedzi, sami też jeździliśmy 
do nich. 
Czemże było zapełnić długie wieczory zimowe i nie- 
przebyte dnie marcowe? Oto kleiłyśmy różne pudełka, 
zasłonki od ognia i t. p. 
Gdy i tak zbywało mi czasu, zaczęłam pisać ..Poemat 
o Oobrowlanach" w czterech pieśniach i no cztery pory 
roku podzlełony, było to jakby echo klasycznych studjów 
nad Krasickim, Oeliłem, Saint-Lambertem, a gdy się szy- 
kowały trzynastomiarowe wiersze, jak żołnierze na placu, 


, 


-
>>>
- 218 - 


wpadł w nie jak piorun "Pan Tadeusz", przybyły z Paryża 
tajemną drogą i szyki w aleksandrynach 
lOich pomieszał. 
jakąż uroczystością dla nas było to przybycie I Zdawało 
się, że nagle po zimie pootwierano okna i wiatr ciepły, 
wiosenny, a rzeźwiący zaleciał w miejsce piecowego cie- 
pła! Łatwo było dać za wygraną k arnawałowi z takim , 
gościem, jak "Pan Tadeusz". 
I takeśmy doczekali wiosny. 
Fiołki z każdym dniem silniej pachną na wale po za 
. jedlinkami strzyżonemi. Kukułka kuka po całych dniach 
w nieodzianych jeszcze lipach. Łabędzie, puszczone na wo- 
dę po zimowem więzieniu, rozpuściły swe żagle, woda 
przez otwarte zastawki na moście leci z szumem i z hukiem, 
bocian wesoło klekocze na gnieździe od Zwiastowania, 
codzień zieleńsze łąki stroją się w żółte kwiaty, trawę 
w ogrodzie prawie kosić można, krzewy gęstnieją, a Ida 
mówi, że litograf ja Dobrowian się koloruje. 
A Papa pisze do pana Bukszy, prosząc go o wyna- 
jęcie mieszkania dla nas na sześć tygodni od 15 kwietnia. 
jarmark, koncerty, widowiska, resursy i t. d. zagłuszają już 
nam w myśli szum kaskad wiosennych. P. Buksza przysyła 
planik i przeprasza za drugie piętro w Michela domu, in- 
nego nie było mieszkania. 
jużeśmy przybyli! Wilno pełne jak jajko, dzwonki 
i turkot nie ustają w nocy nawet, coraz ktoś nowy przy- 
bywa do hotelu. Salonik nasz pełny odwiedzających, forte- 
pianu tylko brakuje I Przysyła nam swój kochany pan 
Mianowski. Cały tydzień siedzimy w domu, zaco pan mar- 
szałek Mostowski gderze na nas i wyciąga na iluminację 
w jakiś tam tabelny dzień. 
wieci się wybrylantowany 
ratusz, u wejścia Szklanej ulicy postawiono bramę z tran- 
sparentem, a w każdem oknie palą się dwie świece. Obe- 
szliśmy całe miasto: Ido z panem Mostowskim, pan Kon- 
stanty Plater z panią Kornelją Przezdziecką, Papa ze mną 
i wracamy wszyscy uradowani ze spaceru, ale podobno 
najwięcej się cieszy marszałek Mostowski, że nas opylił 
trochę z kurzu wiejskiego. 
Innym razem leży na stole afisz, zapowiadający na 
dzi eń nas tępny dramat z francuskiego: "Dziesięć lat życia 
- - 


,
>>>
- 2]9 - 


kobiety", ale nikt z nas nie myśli być na teatrze. Zjawia 
się znowu marszałek Mostowski. - ..Eh bien, Ihealrez vous 
demain Y" - pyta nas i namawia, aby być koniecznie. Pierw- 
sze to widowisko po latach sześciu nietylko dla nas, ale 
i dla Wilna nawet, bo teatr przez te lata był zamknięty 
skutkiem jakiegoś nieporozumienia rządu z Każyńskiemi,-" 
właścicielami teatru na Wileńskiej ulicy. Sztuka napisana 
ze znajomością serca ludzkiego, a pierwsze role żony wy- 
stępnej i męża nieubłaganego, zrozumiane przez Izabellę 
Górską i Chełmikowskiego, wywołują rozrzewnienie u nas, 
wieśniaczek. Bawi to odwiedzających nasze loże więcej 
jeszcze, niż same widowisko, a pan Karol Czarnocki do-. 
daje ognia żartom mego ojca, wywołanym słabszą grą 
podrzędnych pktorów. Panu Czarnockiemu towarzyszy 
szwagier jego, Adam Rewieński, żonaty z kuzynką naszą, 
Zofją Korbutówną. Po sprzedaniu majątku w Nowogródz- 
kiem szukali oni wielkiej posesji i mój ojciec wypuścił im 
swoją dziedziczną Starzycę. gdzie pani Adamowa wycho- 
wywała si
 przy babce Giintherowej. a wypuścił tem chęt- 
niej. że znał sumienny charakter pana Adama i znajomość 
jego gospodarską. 
Wilno obfitowało w widowiska. Kvaliardi, Włoch. na- 
przemian dźwigał pudy i eskamotował karty. Familja Pri- 
ce, złożona prawie z samych dzieci, tańcowała na linie 
różne charakterystyczne tańce, a pani Mees Masi, śpie- 
waczka, zbierała śmietankę i kwiat towarzystwa do sali 
Miillerów. czarując nietyle głosem - bo ten by! niewielki, 
choć uczony, ile układem. pełnym godności, i dygiem. peł- 
nym gracji, przy wstąpieniu na estradę, ustrojoną w dy- 
wany. kwiaty i kandelabry. Ukazująca się na niej piękna 
Francuska w niebieskiej sukni. niebieskiemi patrząca ocza- 
mi, w obłoku jasnych włosów. w niebo porywała widzów 
i słuchaczy. nie schodząc dla nich na ziemię, bo dama ta. 
młoda i ładna. z godnością przyjmowała hołdy. 
Wiosna. przebyta w Wilnie. tę miała dogodność, że 
się tam chwytało, jak wędrownych ptaków w przelocie 
niejedną osobę. tylko w tej porze tam się pojawiającą, bo 
albo ją kontrakty i jarmark zwabiły Jub przejazdem się 
ukazała. 1 tak co rok prawie widywaliśmy miłą panią
>>>
- 220 - 


z Sulistrowskich Skirmuntową. która czy to. by odwiedzić 
swoją ciotkę Abramowiczowę. czy też. by odwieść synów 
do Miławy. zjawiała się na dni kilka i czarowała na nowo 
swoim nieporównanym uśmiechem. Towarzyszyły jej koleją 
dziatki. to synkowie - Kostuś i Oleś, to Emilka. trzecia 
z rzędu córeczka, a starszy Kazio już od (at czterech 
uczył się w Mitawie na pensji. 
Matki, polujące na przyszłych zięciów, córki, liczące 
na adoratorów, a przynajmniej na dobrych tancerzy, miały 
zawsze kogoś z Warszawy lub Wołynia. W tym roku ł-ył 
Eugenjusz Podhorodeński, który niemało zaintrygował da- 
my na resursie i koncercie. Młody, modnie ubrany, nie 
wypuszczał z ust laseczki, a mówił, zniżając głos. o pani 
Damoreau Cinti, śpiewaczce. Wracał on z Paryża, szepta- 
no o nim. że bardzo bogaty, co jednak nie przeszkodziło 
mu ożenić się z bogatszą jeszcze kuzynką tok dalece dla 
pieniędzy, że ta nawet było niemo i idjotko. 
Hrabio August Potocki. pan na Wilanowie. jeszcze 
naówczas nie żonaty, zjawiał się też nieraz do Wilna 
w drodze do Berezyny, majątku swego w Mińskiem, Ale 
na niego podobno żadna motka, ani córka nie liczyły, bo 
mało gdzie bywał i nigdy nie tańcował. Książę Walenty 
Radziwiłł, kuzyn mojej matki, lubił damy, dobre obiadki 
i małe nóżki. ale cóż, kiedy był starym kawalerem i żenić 
się nie myślał. Wśród piękności, za któremi młodzież je- 
chała na Antokol i asystowała w budach. była tym razem 
na pierwszym planie pani Melanjo z Grabowskich Oża- 
rowska, młoda żona starego już i zazdrosnego męża, une 
brune piquante. w której czarnych połyskujących gwiazda- 
mi oczach było więcej obietnic dowcipu, niż go usta obja- 
wiały, a pan Seweryn cJ.rabowski nie odstępował ślicznej 
kuzynki. Zresztą młodzież była ta somo, co przed rokiem, 
tylko że przyldad (czytaj zgorszenie), idący zgóry (z Dworca), 
stawał się coraz wybitniejszym i kilku z tej młodzieży, za- 
wikłanych otwarcie w sidła dwóch sióstr (D. i P.), publicz- 
nie im asystowało, Jechały pojazdy, pełne wesołych dam 
z tą młodzieżą na kozłach, z koszami wina i ciast za mia- 
sto, a mąż jednej z tych pań, wypytawszy wprzód swego 
furmana: "Czy pojedzie?" i otrzymując odpowiedź, "że
>>>
- 221 - 


wątpi, bo pani bierze paniczów", pozostawał filozoficznie 
w domu, 
Do obrazków miejscowych Wilno w tymże roku 
i dwóch poprzedzających należą regularnie o pewnych 
godzinach pośpiesznie jadące za Ostrą Bramę karetką 
żółto i faetonik o dwóch czarnych koniach pono Szum- 
skiego i pono Mostowskiego, do ogrodu Korwela, gdzie 
mieszkali państwo Doppelmayer. On som - gubernator 
cywilny. Ono pełno dowcipu, trochę śmiało, trochę uszczy- 
pliwo, której rozmowo miało dziwny wdzięk dla naszych 
ponów, lubiących się pośmiać, pożartować, nawet po bre- 
dzić, Z paniq Doppelmayer, Kurlandką o zadartyn nosku, 
wszystko to było wolno, języczek jej nie miał nigdy wypo- 
czynku, oni wędzidło i raz, gdy szło o wybór kalectwo 
między ślepotq o głuchotą, ono rzekło somo o sobie: 
..Pourvu qu'on me laisse ma langue'" 
Kilko resursów nielicznych, no których zaczęły się po- 
kazywać gładkie obcisłe rękawy po balonach, i piknik 
w Werkach, który tym razem nos nie chybił, wyprostowały 
cokolwiek nosze nogi po zimie, o z końcem moja jużeśmy 
znowu zajadały mleko kwaśne z razowym chlebem pod 
lipami dobrowlańskiemi. 
W lipcu odwiedzili nos postawianie całq rodzinq 
w komplecie. aż do sześcioletniego Rajnoldka. Gdyby mnie 
kto spytał, czem jest szczęście no ziemi. odpowiedziało- 
bym. że ono było w Postawach i w DobrowIanach, o obja- 
wem jego te dwie rodziny kompletne. połqczone w jedno. 
używajqce wspólnie niewinnych uciech w pięknej wsi 
i w pięknq porę. Czułom to w chwilach, gdy się to działo. 
i czuję tern silniej, gdy to już przeminęło ! Trudniej byłoby 
o piękniejsze romy no to szczęście rodzinne. jak dobro- 
wlański ogród. śmiejqcy się no słońcu krociami kwiatów. 
i jak tenże som ogród o księżycu z błyszczqcą wstęgq wo- 
dy dokoła. z łqkami, jaśniejqcemi światłem, z tym czarnym 
cieniem od lip, o bielejqcym pałacem. 
Dzień każdy rozpoczynał się od Mszy Ś-tej w kaplicy. 
później następował spacer po ogrodzie. Ciocia zwracała 
uwagę córek na grupy drzew i srebrne wierzby. płóczące 
swe warkocze u brzegu jasnych wód. na gazony aksamit-
>>>
- 222 - 


new które zastanawiały nawet wracających z Anglji; ko
 
szone i równane razy kilka przez lato żelaznym walcem. 
byle gość. któremu chciano je pokazać z kokieterją. tra
 
wniki szły pod kosę. jak broda eleganta w dzień balu. 
Ostrzenie kos budziło nas nad rankiem. wonność świeżej 
trawy uderzała za wyjściem z domu. Pogoda i goście zda- 
wały się konieczne i nierozdzielne w DobrowIanach i pra- 
wie nigdy nie chybiły w tej szczęśliwej dla nich epoce. 
U obiadu przy wetach układano programat na resztę dnia. 
Papa wotował za wizytą w piwnicach. póki upał. i nikt nie 
odmawiał hołdu prapradziadowskim trojniakom. a po her- 
bacie i owocach ruszano na spacer. Podjeżdżały pod ga- 
nek poczwórne kocze. sześciokonna. szarabanda, bryczki 
wygodne, karjolki i prowadzono sześciu wierzchowców. 
Po tylu latach jeszcze mi na to wspomnienie wesoło się 
robi ł Tyle pięknych koni stało na stajni mego ojca, a wszyst- 
ko domorosłe, tak liczna służba, a wszystko ludzie z wła- 
snej włości, tak porządne pojazdy, a oprócz kocza familij- 
nego z Warszawy wszystkie domowej fabryki, pod okiem 
mego ojca przez rzemieślników, przez niego ukształconych. 
zrobione. 
Takich dni pogodnych było zawsze kilka, kilkanaście 
seryj każdego lata, a gdy jedna przeszła, nastawała druga. 
) tak po odjeździe postawskiej rodziny witaliśmy kuzynów 
ze Słucczyzny. siostrzanów mego ojca: Kornel ego Korbuta 
i Lucjana Wojniłłowicza. Pierwszy marcowy już kawaler. 
poświęcający się na usługi dam, dowcip swój cały obra- 
cał na komplementa francuskie, W młodości swej wystę- 
pował na imieniny swego ojca w roli Szarmanckiego 
w "Powrocie Posła- i zdawał się dotąd jeszcze rozmawiać 
ze starościną lub oświadczać się pannie Teresie. Zwolen- 
nik klasycznej poezji umiał napa mięć Cyda i Horacju- 
szów. W każdej kobiecie, byle młodej, upatrywał Ksymenę 
ł kochał ją nad życie. Grając w wista, gdy szło o kiery, za- 
pytywał szumnie swego partnera: "Rodryku, masz ty serce?- 
a każdy spacer karjolką był wyprawą Hipolita i t. d. 
Lucjan, nie widziany od rejtfraka i zalotów dziecinnych 
do panien Bohajewskiej i Niesiołowskich, dla których pa- 
rodjował triolety Zana o wianku i kochanku, ów en/ant
>>>
- 223 - 


terribJe z 1827 roku, ukazał się nam poważny, nadstawny, 
zamyślający się, z brodą i wąsami, które mu najniespo- 
dzianiej w dziewiętnastym roku wyrosły. Przekarmiony 
Balzakiem i Su e, nie widział literatury nad szaloną i śmierci 
bardziej bohaterskiej nad oczadzenie fajerką. W mężatkach 
szukał pań Beaumont d 'Espars i t. p., w pannach upa- 
trywał Eugenję Grandet, sam zaś pozował, jak bohatero- 
wie Sue'go, by śmiać się z naszego zapału dla Walter- 
Scotta, którego notabene nie czytał, co jednak mu 
nie przeszkadzało umieć ..Dziady" napamięć i ślicznie 
deklamować ..Farysa" i ..Jmprowizację". Mój ojciec kochał 
swoją krew, a dzieci sióstr nie mogły być dla niego obo- 
jętne. Korneli, mało co od wuja młodszy, przypominał mu 
jego młodość i strony rodzinne. Lucjanka wykołysał na 
kolanach, a żarty, które mi zbijał i zwiewał wyskoki ro- 
mantyka, tchnęły serdecznością i błyszczały dowcipem. 
Konne spacery z kuzynami miały charaktery ich obu, bo- 
hatersko - romantyczny. Korneli, kawalerzysta z czasów 
Napoleona, najżywszych dosiadał koni, Lucjan zaś, prosząc 
o najspokojniejsze, zapełniał brak zręczności wymową płyn- 
ną. którą chciał dowieść kuzynkom, czytającym Walter- 
Scotta. a z całego Balzaka tylko: Le medecin de cam- 
pagne, że dla kompletnego rozwinięcia władz umysłowych. 
dojrzałości serca i znajomości życia potrzebnemi są: At- 
targuJ, Peau de chagrin i Le roi s' amuse. 
Czy warto opisywać dla drugich własne swoje wy- 
łączne wspomnienia 'i Nigdy się one nie odbiją na pa- 
pierze takiemi. jak się wyryły w pamięci! Lato 1836 roku 
jest z tego rodzaju słonecznych obrazków. które czarno 
wyglądają odbite... Było to ostatnie lato. w które m dobry 
nasz Bachmet brał udział i jakby na pamiątkę ostatnią 
tejże jesieni przy odnowieniu pokojów. gdy zabrakło obicia 
na szlak w salonie. nic nie mówiqc nikomu. domalował 
tego łokci kilka. poświęcając tej pracy godziny. któreś my 
naj weselej spędzali przy kuzynach ze Słucczyzny. Zimą 
nie towarzyszył już nam do Wilna. a gdy wiosną wrócił 
do nas ze swego wilejskiego Eldorado. był to już tylko 
cień Bachmeta ! Coraz to znikali koło nas młodzi przy- 
jaciele i dawni słudzy. a na cmentarzu świrskim z każdym
>>>
- 224 - 


rokiem świeże wyrastały mogiły! Już tam spoczqł Antoni 
ogrodnik i Stefan. a ksiqdz kanonik. zawsze troskliwy 
o postęp moralny swej paraji. sprowadził tego roku na 
Różańcowq księży dominikanów z Wilna. Nauki światłych 
i świętobliwych kaznodziejów. ks. Rapczyńskiego i ks. 
Mokrzyckiego. długo potem jeszcze wspominali włościanie. 
nazywajqc ich ..bileuszami". Trzeci zaś ich towarzysz 
z twarzq. podobnq do opisanych w ..Monachomachji" Kra- 
sickiego i po świecku oczytany. bawił nas przez cały wie- 
czór w Dobro wIanach. opowiadajqc ustępy z ..Dekamerona" 
Bokacjusza i o swej wiewiórce Lizetce. którq na procesji 
nawet nosił w kapturze. 
Tak to pod habitem jednego kroju i barwy. pod ko- 
mnq na głowie jednostajnie strzyżonq kryje się i św, 
Dominik i Abelard. 
Tegoż roku latem zdjęto czarnq kataraktę babuni 
Tyzenhauzowej. Od lat dwóch straciwszy zupełnie wzrok. 
tęskniqca za światłem i za widokiem ukochanych osób. 
choć już siedemdziesięciotrzyletnia, odważyła się ona na tę 
operację. której tylko okulista wiedeński Jeger mógł się 
podjqć. Sprowadziła go zatem z niemałym kosztem. a ten 
z całq wprawq. zręcznościq i taktem. jak najostrożniej 
postqpił. usposabiajqc wprzód stan zdrowia pacjentki. 
Warszawa. korzystajqc z obecności światłego opera- 
tora. wyrywała go sobie dla poradzenia się. gdzie tylko 
kto cierpiał na oczy. Mnóstwo osób przejrzało I A gdy ktoś 
mu wspomniał o pannie Wołowskiej. siostrze pani Szyma- 
nowskiej. fortepianistki. która była niewidomq od urodze- 
nia. poszedł. by jq obejrzeć. i. sztucznie, przeciqwszy bło- 
ny po bokach. otworzył jej oczy po latach czterdziestu czy 
więcej na świat boży! Ta nowa, a niemłoda już Ewa, 
zajmowała przez czas długi całq Warszawę swojq rado- 
ściq. swemi uwagami. swojem uniesieniem. Nigdy nie by- 
ło dla niej dość światła I Kwiaty. zieloność, niebo. ludzie, 
ich stroje. zwierzęta. słowem wszystko było dla niej cu- 
dem. widowiskiem, a ona znowu widowiskiem dla drugich. 
Niezdolna zmiarkować odległości. odskakiwała z przera- 
żeniem od okna na drugiem piętrze. kiedy pojazd z koń- 
mi szedł ulicq. bo się jej zdawało. że na niq wjadq!
>>>
- 225 - 


Śmiała się na widok kapelusza. trzymanego w ręku. nie 
zgadując, co by to było tak zabawnego?, aż go wprzód 
zamknąwszy oczy, pomacała, bo dotykanie było jej wzro- 
kiem i sądem o wszystkiem... 
Równo z pierwszym śniegiem zjawiał .się zwykle na 
dziedzińcu dobrowlańskim szereg powózek z towarami 
moskiewskiemi kupca Muchino i nieraz przez niego same- 
go eskortowane, a unieśmiertelnione piórem Ignacego 
Chodźki. Silne burłaczyska w krótkich, żółtych kożuszkach 
z odsłoniętą na mróz szyją. z brodą czarną i gęstą lub 
rudą, jak u wiewiórki, dobywali ciężkie beczułki z rybą. 
kawiorem etc., a w sali jadalnej na rozsuniętym stole roz- 
kładały się płócienka. perkale. herbata i futra. 
Jakaż była radość nasza, gdy Papa, zgadując nasze 
myśli. wytargował u Muchina będące natenczas w modzie 
duże z czarnego futerka peleryny z długiemi końcami. 
Wówczas. choć naj cieplej było w pokoju, wmawiało się 
jakieś dreszcze katarowe, aby tych palatynek nie zdejmo- 
wać przez dzień cały. 
Po Muchinie właściwie będzie przytoczyć wzmiankę 
o oficerach ruskich, których co zimę mieliśmy postojem 
w naszych wioskach. a więc gośćmi we dworze co nie- 
dzielę. Ponieważ to wszystko piechotyńcy z jegrów. nie 
było między nimi ludzi z wyższem wychowaniem. nawet 
wśród wyższych rangą. co mieszkali w Świrze. Wyprosto- 
wani, jak struna, i spięci. jak osa, w mundurze odpowia- 
dali na zapytania mego ojca jak najJakoniczniej: "Das, 
nie/s, Swięcians'" e. t. c. 


J5
>>>
.I. 


"-€".'c"" I ] '. 
 
 -
 1'ł1ł!i'.!I; t :
t [ ,;,' .-, 
-ł\- !!'!:..:'
:" - ;-
'("
"
":1 :-;- ... ,-(
 ---:...ł.
'....... 
., 
'\ 'Ii::! . J"r! . ł$ł.. ;..

!!'łł,j
 "':. "1id .f"!i!. ,'. 
o ..;J';..;;' -- - [']. - lt':L.:Ji.'
 . ..... . ., ,.' " 
-'- - ,.\ ... :
i.ł1 .. 
-..,;: ". .ł"" 0t." -_:'w

, 




.., .::,;a........- 


. :... 




-.... 
1t--' .. ..... .... ." 


ROK ]837. 


Pan Buksza tym razem nie przepraszał za wybór 
mieszkania dla nas na całą zimę. owszem z triumfem do- 
nosił. że mu się udało nająć pierwsze piętro domu Po- 
znańskiego. dokąd jechałyśmy podwójnie rade. bo czekały 
nas tam wspomnienia z 1824 roku. z wieczorów u państwa 
Piusostwa Tyszkiewiczów i nowe wrażenia, Dwa salony. 
balkon z długą perspektywą na plac Ratuszowy. a nawet 
górę Zamkową. panującą nad dachami. ,\\:,ygodne dla każ- 
dego z nas pomieszczenie i sąsiedztwo Maurycostwa. któ- 
rzy zamieszkali dom Michela, po drugiej stronie Ratusza, 
wróżyły nam zimę bardzo przyjemną. Nieobecność ..Pana 
Wilna". bawiącego w Petersburgu. uwolniła od zbytecz- 
nych strojów, Siostry: Łopacińska i Platerowa były zagra- 
nicą. Generałowa Niesiołowska wypoczywała po swej 
podróży. Pani Abramowiczowa gościła w Szwajcarji 
u córki. Księżna Sapieżyna przebywała na wsi. Nie było 
więc komu bawić towarzystwa: resursy stanowiły tylko 
plac tańców i obserwacyj, a baron Krauz, zaczajony jak 
zawsze pod chórem. sypał słonemi konceptami. które 
stamtąd rozbiegały się na miasto przez usta wiernych je- 
go słuchaczów. 
Towarzystwo wileńskie. prawie co rok zmieniające 
się. jak w kalejdoskopie. nie było do poznania tej zimy. na 
pierwszej szczególnie resursie oko daremnie szukało zna- 
jomej twarzy, a śród nowych postaci wybijały się mło- 
dziutka twarzyczka drugiej żony Edwarda Romera. też
>>>
-221- 


Białozorówny z domu, i majestatyczna postać generałowej 
Geismar, której małżonek był korpusnym. Piękna ta blon- 
dynka, w pełnym rozkwicie, nie traciła bynajmniej obok 
swej piętnastoletniej córki, tańcującej w jednem kole 
z matką, owszem pączek tracił przy róży, bo był blady, 
a matka, ubierając ją w blado-różowe i blado-niebieskie 
barwy, czyniła córkę podobną do zatartego pastelu. 
Z pomiędzy ładnych panien wielką robiły furorę pan- 
ny Niesiołowskie, rodzące się z Rejtanówny, tak młodziut- 
kie. że młodsza z nich z krótko uciętemi włosami i w krót- 
kiej jeszcze sukience prawie dziecinnie wyglądała. Stoją 
mi one dotąd w oczach, gdy matka, przyprowadziwszy je 
do mojej mamy, przedstawiła z pewną darowaną dumą. 
Ludwinia o dużych, ale kształtnych rysach. patrząca śmia- 
ło dużemi oczami, wyglądała na Neapolitankę; Józi ży- 
wość była w sprzeczności z jej regularnemi rysami, obie 
jaśniejące świeżością, w koronie kruczych włosów, do te- 
go śmiałe i dowcipne, zawracały głowy młodzieży, do 
której przybył z Saratowa Cyprjan Cywiński, synowiec 
późniejszego biskupa wileńskiego, wypięty, wygięty, któ- 
rego najwyższą zaletą było, że wybornie walcował. 
Nigdyśmy jeszcze w życiu nie były na maskaradzie. 
Od owego mieszkania w MiilIera domu, kiedyśmy to 
z przedpokoju na idących na maskaradę patrzyły. żadna 
maska nie nawinęła się oczom naszym. Gdy próba udała 
się na Matyni, która wybornie przez cały wieczór intrygo- 
wała Papę, prawiąc mu ..troje niewidów" o DobrowIa- 
nach, Mama wybrała się z nami trzema na jakąś wyjąt- 
kową maskaradę. a Papa, o tem uprzedzony, przechadzał 
się z Maurycym po salonach, nie tracąc nas z oczu. Ja- 
kież było nasze zdziwienie i uradowanie, gdy śród tylu 
nieznajomych lub wymijających nas obojętnie, ujrzałyśmy 
kuzyna Lucjana! Przybywszy przed samym. wieczorem do 
Wilna. wzięła go chętka ukazać się wprzód na maskara- 
dzie; a pewny. że go nikt nie zna, otrzymawszy od mego 
ojca. którego na wstępie spostrzegł. oburzoną odpowiedź, 
że nas tu niema. przechadzał się z klakiem pod pachą en 
heros du roman, gdy przy omijaniu czterech domino czar- 
.nych, idących parami. jedna mu rzekła cieniuchno: ..Bon- 


...
>>>
228 - 


jour M-r Wojni//owicz", a druga jeszcze cieniej dodała 
..Bonjour M-r Lucien!" - ..Eh! meme mon nom de bapte- 
me P" - zawołał uradowany, a idąc za nami, prosił, byś- 
my mu powiedziały, ile ma lat 'l.. .. Trudno odpowiedzieć 
na to, rzekła jedna z maseczek, bo pan masz 20 i 23, to 
zależy od tego, jak się trzymać zechcesz metryki czy ak- 
tów sejmikowych ". (W rzeczy samej, by miał prawo wo- 
towania. dodano mu lat parę). Już tego było zanadto' 
zaintrygowany do głębi ani się domyślał, że ma do czy- 
nienia z tak bliskiemi mu osobami.,. Gdy zaś znudzone 
udawaniem zwolna dałyśmy się poznać, na wschodach 
przy wyjściu z maskarady młał nową niespodziankę, gdy 
Mama, której nie poznał dotąd, rzekła mu swoim zwyczaj- 
nym głosem: .. Ne vous relroidissez pas". 
Ukazanie się nowej postaci, szczególnie kawalera 
młodego, nie mogło ujść oczu matek na resursie i za wej- 
ściem Lucjana na salę posypały się szepty z ucha do 
ucha śród siedzących matron. Pani Walentynowiczowa 
szczególnie, główna inspektorka, po razy kilka wstawała. 
poruszając swe kolorowe pióra na głowie, by zapytać tej 
i tamtej, co by to był za jeden. A gdy moja matka chcia- 
ła jej zaprezentować kuzyna, ..Już wiem, odpowiedziała 
obojętnie, dwóch braci i cztery siostry, pamiętam rodzi- 
ców " . To znaczyło, że pan Lucjan nie był part ją, dla któ- 
rej wartoby było zapraszać go do siebie na kotlety... 
A pozostawała jej tylko jedna już córka na wydaniu, 
Julja; przedostatnia Benigna wyszła przed rokiem za Ko- 
ściałkowskiego. I sprawdziła pani Walentynowiczowa 
słowa swoje, wymówione do pani Łopacińskiej, która, 
widząc panią Chorążynę, zajadającą kotlety na balu we 
czwartek po północy, wołała do niej przez stół: ..Co pani 
robi 'l już piątek, nie wydasz córek zamąż '" A ta na to, 
nie przerywając jedzenia: ..Wydaj pani dwie, jak ja sie- 
dem, to i w Wielki Piątek będziesz jeść z mięsem '" Dodać 
trzeba, że dwie z nich same po razy kilka się wydały, 
a pani Pisankowa do trzech razy próbowała małżeństwa. 
Wilno w 1837 roku miało swoją operę. Szmidkoff 
z Mitawy przybył do Wilna. Miał on z sobą śpiewaków, 
baletniczki, dekoratora, kostjumera i spory zapas wyuczo-
>>>
I 
I 


- 229 - 


nych oper pierwszorzędnych Rossiniego, Belliniego, Aubera 
i t. d. Abonowano loże na całą zimę i rozpoczęła się 
serja prawdziwie muzykalnych wieczorów, czemu sprzyjał 
bardzo brak innych zabaw, daleko estetyczniej zastąpio- 
nych. Teatr był naówczas na Wileńskiej ulicy, u Każyń- 
skich, a scena tak obszerna, że nietylko koń spiżowy 
z ładną Peki (panna Simering) na swoim grzbiecie mógł 
wznieść się ze sceny w obłoki śród kiwających głowami 
Chińczyków, ale i Mazanieffo na prawdziwym koniu od- 
,bywał swój marsz triumfalny śród oswobodzonych Neapo- 
litańczyków. Wilno pamiętało wprawdzie operę niejedną: 
"Włoszkę w Algierze" i "Freischiitza" w ]827 roku, śpie- 
wane przez tychże samych artystów polskich, co grali 
dramaty i komedje. Ale opery kompletnej nie miało nigdy 
aż do czasów Szmidkoffa, któremu zawdzięcza miasto 
nasze swe przebudzenie i podniesienie ku wyższym szla- 
chetniejszym uczuciom i uniesieniom, niż je mogły dotąd 
wzbudzić śpiewki z "Utracjusza", "Woziwody" lub ,,]ndyk 
z sosem, barszcz z bigosem" i t. p. 
Czy po dwóch latach trudów antreprener wyszedł 
na swoje finansowo?.. Podobno że nie: gorliwość je:go 
sumienna, a nawet egzaltacja artysty uniosły go poza gra- 
nice rachunkowości. Antreprener, nieraz w straszliwych 
kłopotach, gdy ładne baletniczki, rozrywane w mieście, 
nie stawiły się na próby, był do tego sam aktorem i wy- 
stępował w głównych rolach, jako tenor w "Otello", 
w "Normie", w "Fra-Diovolo", w "Zampo", w "Feneffi", 
..Damie Białej" i t. p. 
W domu Poznańskiego, gdzieśmy zimowali, górne 
piętro zajęte było przez pensjon żeński państwa Rapce- 
wiczów; trzydzieści panien i dziewięć fortepianów nie mogły 
być ciche m sąsiedztwem! Od rana do wieczora słychać 
było wygrywane sonaty. Ojciec mój miał nad sobą ucze- 
nicę, która się w nocy egzercytowała, a kilka razy w mie- 
siąc bywały tam wieczory z tańcami, Zabawa trwała zwykle 
do białego dnia, trzęsły się u nas okna i plafony od tańca, 
a zrano balkon był okryty wieńcami, które wyrzucano 
z góry. Papo zaś mówił żartobliwie, że nie był na balu, 
ale bal był nad nim. 


. 


j
>>>
- 230 - 


W poscle mieliśmy sejmiki. Kandydatami na gubern- 
skiego marszałka byli: Żaba-Marcinkiewicz, ojciec pani 
Aliny Platerowej, obrany przed trzema laty, i hrabia Mo- 
stowski, którego powiat święciański po latach dwudziestu 
siedmiu z żalem odstępował gubernji; lecz on, chcqc być 
winien ten zaszczyt samemu sobie, nie zaś kucharzowi 
i kieszeni swej, nie spraszał na traktamenta i nie kłaniał 
się nikomu, jak czynił jego antagonista. Więc i tym ra- 
zem, jak uprzednio, przemogła "partja od brzucha", Żal 
nasz do obywateli był wielki, mówiłyśmy, że kobiety 
inaczej by sejmikowały! Czuł nad tern i sam zacny Mo- 
stowski, ale umiał swój żal pokonać. "Je suis fombe, rzekł 
nam, przyszedłszy tegoż wieczora do nas, mais je ne me sllis 
pas fue". - ..Cela n'empeche pas vos amis d'en efre bles- 
ses" - odpowiedziałyśmy jemu z głębi serca. Powiat, któ- 
remu tylko co nie wyrwano ojca, dawał mu obiad w dniu 
jego imienin. Edwarda i Gabrjeli obchodzono jednocześ- 
nie. Ojciec mój obstalował u mnie toast dla solenizanta, 
na który Ignacy Chodźko odpowiedział przy wetach. 
a Papo odniósł mi, wracajqc z tej uczty, mój egzemplarz 
z autografem autora "Obrazów" 
 Oto sq obie strofki: 
"Wdzięczność, przyjaźń, szacunek tu w koło zasiada: 
Uczcić przyszli marszałka, ziomka i sqsiada. 
A kiedy mnie nie wolno w tern szanownem gronie 
Biesiadniczym dziś wieńcem przyozdobić skronie 
I Edwarda zanucić jmię wdzięcznem pieniem, 
Będę tam jednak sercem, myślq i żyezeniem. 
Odpowiedź. 
Myślq, sercem, życzeniem byłaś z nami społem, 
Z nami za biesiadniczym zasiadałaś stołem, 
Z nami sercem, życzeniem uwielbiałaś rada 
Kochjmego marszałka, ziomka i sqsiada. 
A my, wielbiqc anioła we wdziękach niewiasty, 
I dla Ciebieśmy wdzięczne podnieśli toasty. 
Czemuż Cię nie ujrzeli 'i .' bo cudu urokiem, 
Aniołów widzim duszq, choć nie widzim okiem! 
Zgromadzenie księży misjonarzy, będqce jeszcze na- 
tenczas w całej swej świetności, ogłosiło od połowy po- 
stu misję z naukami, których wykładem zajqł się wyłqcz- 


. 


l- 
I 


ł. 


L
>>>
lo 
I 
I 
I 


ł. 


L 


- 231 - 


. 


, 

 


nie ksiqdz Bogdanowicz. wizytator. Podzielonq była owa 
misja na kilka seryj trzydniowych. które każdy był obo- 
wiqzany obchodzić; myśmy się zachowały na tydzień. 
poprzedzajqcy niedzielę kwietnq. Nauki teologiczne księ- 
dza Bogdanowicza przyciqgały nietylko pobożne i wie- 
rzqce dusze. ale nawet ",fes esprits lor/s'" zachwycone wy- 
mowq i rozumem mówcy, A jednak on poprostu tłuma- 
czył artykuły wiary. lecz ta prostota była apostolskq. jak 
i sama postać koznodziei. a mówił lepiej jak z natchnie- 
nia i z pamięci. bo z przekonania i z chęciq stania się 
zrozumianym. Światowi ludzie zachwycali się jego wymo- 
wq. uczeni zaś logikq i przeprowadzeniem rzeczy. Dozna- 
liśmy nareszcie tego uroku na sobie. a że zdrowie Mamy 
nie pozwalało jej uczestniczyć sómej w tern nabożeństwie. 
powierzyła nas pani Barbarze Szumskiej. Czy raz. nie ma- 
jqc gdzie usiqść. szturchane. ciśnięte. przyduszone i odu- 
rzone zaduchem w tym nabitym tłumie, zapominałyśmy 
o wszystkiem. skoro ksiqdz Bogdanowicz wszedł na am- 
bonę i. oparłszy swe piękne ręce na brzegu kazalnicy. 
blady. z włosami zaczesanemi na tył głowy. w komży 
z prostego płótna. zaczynał z prostotq tłumaczyć ŚŚ. Sa- 
kramento I ub grzechy główne. głosem donośnym, dźwięcz- 
nym. w którym brzmiała prawda. wyrazami .codzienne- 
mi. w których była mqdrość Boska! On. był naszym spo- 
wiednikiem. i ostatniego dnia w znajomym nam od czasu 
jubileuszu oratorjum zebrało się nas kilkanaście osób dla 
odbycia spowiedzi. a między innemi pani Balińska. ze 
Śniadeckich. z córkami Juljq i M
rjq. podlotkami natenczas. 
Skutek tej misji i cały jej duch przypominał jubileu- 
szowe czasy i takie to zgromadzenie skasowanem zostało 
w lat sześć I.. 
Obok tych postaci i obrazków czysto-duchowych 
i świętych były inne zupełnie świeckie. ziemskie i po świa- 
towemu drobnostkowe. Nagle śród zimy z powrotem", Wo- 
jennego" z Petersburga ogłoszono ukaz przeciw wqsom 
i brodom u cywilnych, Popłoch się zrobił między naszq 
młodzieżq: ten miał wqsiki. ten bródkę hiszpańskq. temu 
znowu broda całkiem zarastała i t. d.. a jak u każdego inaczej 
włosy rosły. tak też i na każdego wiadomość ta inaczej po- 


"
>>>
\ 

 
- 232 - ! 


działała. Jedni z pokorą poddali się pod nóż czyli brzytwę 
ofiarniczq, a gdy nazajutrz wyszli na ulicę, nikt ich nie 
poznawał; drudzy wymknęli się dyplomatycznie z miasta; 
inni tłumaczyli się niezdrowiem, a wielu przechorowało 
na serjo to nagłe wystawienie na zimno twarzy, ogołoco- 
nej ze swego samorodnego lasu. Trzebaż że w wigilję tej 
katastrofy niewiedzący nic o ukazie aktorowie ogłosili 
afiszami sztukę pod tytułem: ..Szkoda wąsów". Nazajutrz 
kazano policji pozdzierać afisze, a aktorom innq grać 
sztukę. Nas, nie mających ani ojca z brodą. a brata wca- 
le, gniewała jednak ta tyranja, wymierzona względem 
czysto osobistej własności człowieka. Rosja musiała na- 
tenczas być na bakier z Francją i stqd powstał ów wstręt 
jej do mody, noszącej nazwę ..o la jeune France". 
Jedną bardzo miłą znajomością z tego roku była pa- 
ra małżonków Zubowów. Sam, hrabia Mikołaj, synowiec 
księcia Zubowa, który był żonaty z Walentynowiczównq, 
był też jednym ze spadkobierców owej fortuny, odpadłej 
od wdowy po Księciu. Sama, Medem z domu, śliczna, skrom- 
na, jak Madonna, oddana dzieciom swoim. z któremi nie 
rozstawała się nigdy; oboje zacni i 19nący do Polaków. 
mieszkali na Żmudzi. a on sam tak przypadł do serca sq- 
siadom, że go już powietnicy marszałkiem chcieli obrać, 
Wotował on na sejmikach. jako obywatel z Szawel, 
i z moim ojcem szczególnie był w zażyłości. W lat d"\v"a 
potem utracił żonę, a żal jego był tak wielki. że, choć jesz- 
cze młody. już się nie ożenił powtórnie. mówiqc przyjacio- 
łom. iż to czyni dla swoich dzieci, by te innej kobiety nie 
nazywały matką, i sam swej Aliny zapomnieć nie mógł. 
W poście niezdrowie Mamy i odjazd Maurycostwa 
na wieś trzymały nas w domu, wieczory nasze schodziły 
trybem trochę wiejskim i przez to samo miłym. bo z pew- 
/ . . 
nym ciągiem. bez gorączkowości, towarzysząceJ zyciu 
miejskiemu. Ojciec nasz miał swojego .. wiseczka kopiej- 
kowego". na który przychodzili pan Buksza i sowietnik 
Niewiarowicz lub kto inny. Jgnacy Chodźko przez jeden 
wieczór czytał nam drugi tom ..Pana Tadeusza". a księ- 
garnia Moritza dostarczała nam abonowanych książek 
i cały szereg ślicznych powieści miss Edgevorth. 


J. 


.. 


l 


-
>>>
- 


- 233 - 


J. 


Tejże zimy poznaliśmy sławnego później w Paryżu 
Juljana Klaczkę, którego rodzice mieli natenczas sklep 
sukna w Wilnie na Niemieckiej ulicy. Oto wyjątek do-_ 
słowny z mego dziennika, opisujący to-poznanie: ..Mieliś- 
my wczoraj u siebie kilka dam, a śród nich małego Jzrae- 
litę, deklamuj.q.cegG---2.-zapałem-słrofy. Bajrona ..Bywaj 
mi zdrowy, kraju kochany" i ..Odę do króla.. KrcistckietJ o . 
Pan Buksza przyprowadził .-!J0' a był nim kupca Kraczki 
syn, którego matka wbrew woli męża wychowuje w tej 
myśli, że kiedyś on będzie chrześcijaninem i poetą. Synek 
odpowiada staraniom matki i dawał swój złoty zegarek, 
by mieć swoje fortepiano, bo i do mużyki ma zdolność 
i ochotę. Pragnie on też bardzo słyszeć naszych kazno- 
dziejów, wyznając, że Talmudu nie rozumie i w szkole się 
nudzi. Wszystkich oczy były zwrócone na małego dekla- 
matora, a słuch i uwaga wytężone na jego deklamację, 
w czasie której błyszczały mu duże czarne wyraziste oczy. 
Później śpiewał jakieś bez końca strofki o miotełkach 
z ..Chłopa miljonowego.., co chcąc przerwać, proszono 
nas, abyśmy śpiewały. Na uczczenie przyszłego chrześcija- 
nina wybrałyśmy ..Hymn do Najświętszej Panny". Chłop- 
czyk, który nic lepszego dotąd nie słyszał, zdawał się za- 
chwycony, a odchodząc, dziękował panu Bukszy za tak 
miły wieczór". 
W kilka dni potem pan Buksza przyniósł nam od 
swego protegowanego drukowane wiersze jego kompozy- 
cji, polskie i hebrajskie, i list jego pisany po odmówieniu 
pozwolenia na fortepian przez nieubłaganego ojca. Dzię- 
kując panu Bukszy za jego starania i instancje, biedny 
chłopczyk kończył swój list słowami Autora ..Walenroda": 
. .. Cudnie marzyłem, srodze mnie zbudzono!! 
W lat kilka zasłyszał o nim hrabia Raczyński i dziś 
wiemy, gdzie i czem jest Juljan Klaczko, nie wstydzący się 
ani swego pochodzenia. ani swego nazwiska ł - A Wil- 
no? nie zapomina też o nim!.. 
Wiosną, pomimo jarmarku i kilku wieczorów. w ogro- 
dzie u księcia Dołhoruko.wa, nie było wielkiego ożywie- 
nia. T ańcowano na resursach. tańcowano razy kilka 
i u nas przy fortepianie dzięki amatorom, którzy nam grali. 


.. 


J
>>>
, 


- 234 - 


W ich liczbie była pani Amelja z Ogińskich Załuska. 
rzadka gościa w Wilnie. która niebawem przeniosła się 
zupełnie do Galicji. Ta zacna dama. której pożycie z mę- 
żem miało dużo kolców. która po ]83] roku w Mitawie 
z pracy swej utrzymywała dzieci i męża. której zdrowie 
zdawało się na włosku. a dusza coraz silniejsza. ta matka 
dwanaściorga dzieci nie wiedziała. wynosząc się do Ga- 
licji. że ją czeka jeszcze dużo rzek i skał do przebycia. 
jak w powieściach ..Z tysiąca i jednej nocy". i że będzie 
chwila, w której przyjdzie jej spojrzeć w oczy śmierci 
w postaci. jaka być może naj straszliwsza. bo w osobie 
rozhukanego ludu I 
Na róże wróciliśmy do domu. 
W kilka dni na wiadomość o naszym powrocie przy- 
był poczciwy Bachmet. Wychodziliśmy właśnie z kaplicy 
po mszy. gdy on stanął przed nami. ale tal{ zmieniony. 
że się zdawał cieniem samego siebie. Trzeba było jednak 
udać. żeśmy tej zmiany nie postrzegli... Przed dwoma 
Jaty przechorował on był silnie w Wilejskiem na zapale- 
nie płuc. a książę Hieronim Lubecki. fanatycznie wierzący 
w system Leroy. leczył go swoją metodą. która. ratując 
zrazu. osłabiła jednak płuca zbyt gwałtownem lekarstwem! 
Na wstępie. udając silnego. by nas nie zastraszać. wszedł 
on na wschody i dużo mówił; ale następnych dni już tego 
dokazać nie mógł. Na polowanie nie chodził. konno nie 
jeździł. a nie mogąc mówić. pisał tylko. jeśli mu było czego 
potrzeba i wkońcu nie wychodził już wcale z dolnego 
pokoju. Nazywaliśmy go Silvio Pellico. bo też realnie był 
więźniem i równie. jak tamten. cierpliwy i pobożny. 
Po naszym wyjeździe z Wilna umarła tam pani szambe- 
lanicowa. raczej kamerjunkrowa Sulistrowska, Ciało jej 
przewió.zł smutny syn do Wiszniewa. gdzie były groby fa- 
milijne. a przyjaciel zmarłej kanonik Borowski przemówił 
do zgromadzonych na jej pogrzebie. Ta śmierć w sąsie- 
dztwie. ten chory w domu nie usposabiały do wesołego 
Jata. Papo dla interesów bawił w Wilnie. Mnie nawie- 
dziła kilkodniowa choroba. nie dozwalająca mi korzystać 
z światłej rozmowy księdza Borowskiego. a mało. mię po- 
cieszył upominek od pana Platera. pierwszy tom przekła- 


i 


l 


--
>>>
.. 


- 235 - 


dów Odyńca z Bajrona. bo mama pod pozorem. że mnie 
oczy bolą, skonfiskowała "Narzeczoną z Abydos" . 
Ponieważ musiało być w przeznaczeniu naszem, abyśmy 
młodość przepędzały wśród starców, i tym razem na wa- 
kacje przybył w peruce siedemdziesięcioletni nauczyciel 
muzyki, pan Sokuiski; uczył on postawskie dzieci, ale gdy 
cała rodzina wybrała się do Rygi, nam się dostała Matu- 
zalowa postać, a jednak, jak sobie przypominam, był to 
wcale wesoły towarzysz. Dużo chodził pieszo, pisał ulotne 
wierszyki i wcale nam z nim nudno. ani ciężko nie było, 
Biograf ja pana Sokuiskiego była dość oryginalna, W póź- 
nym już wieku ożeniono go z fertyczną bardzo nauczycielką 
Szwajcarką, panną Cross, którą podobno poznał w domu 
książąt Radziwiłłów przy księżniczkach Wiktorji i Kon- 
stancji. późniejszych Niesiołowskiej i Czudowskiej. Pannie 
Cross trzeba było pozycji na świecie i prawa noszenia 
czepka. a na to dobry był mąż i w peruce. To małżeń- 
stwo nie było szczęśliwe, a przynajmniej nie dobrane. Pani 
Sokuiska, napojona literaturą, wzięła na swą opiekę bied- 
ną sierotkę, a chociaż ona już miała imię chrześcijańskie 
i nazwisko szlacheckie, opiekunka, wmawiając sobie przy- 
szłość świetną dla swej pupilki, nazwała ją Pamelą i wy- 
chowywała w urojonym świecie, przepowiadając i wma- 
wiając jej los nadzwyczajny ! Tak Pamela dorosła do lat 
panieńskich .., i Bóg dał jej wreszcie spotkać równego 
sobie w pułkowniku G.. Polaku, który, choć nie królewicz, 
otoczył swoją żonę takiemi wygodami i pieszczotami, iż, 
w nich jak w kole zaczarowanem żyjąc, nieprzystępna 
zewnętrznym wpływom, zachowała aż do lat późnych 
swoje wyobrażenia z XV))) wieku. W tej atmosferze wy- 
chowała córki, którym po latach już trzydziestu nie pozwala 
mieć więcej nad lat dwanaście, wyraz "miłość" kasuje 
w książkach im dawanych, w historji polskiej zataiła po- 
wód śmierci Jadwigi, a szwaczka wypędzoną została za 
wspomnienie o ślubnej sukni. W mieście okna, kilku szto- 
rami zasłonione od ulicy, odłączają córki od świata, a gdy 
niespodziane kwestarki wchodząc wprowadziły naturalnie 
ze sobą braci kwestarzy, a ci byli młodzi, na spojrzenie 
matki córki dorodne musiały wyjść z pokoju. Do teatru
>>>
-236- 


nie wożono ich nigdy. na spacer tylko w odludne strony. 
na Antokolu nie były ani razu. nawet w kościele bywały 
tyll{o na rannych mszach. a nigdy na kazaniu. Raz tylko 
poprowadziła je matka. gdy miała być nauka o czwarte m 
przykazaniu Bożem. ale jakby umyślnie ksiqdz kanonik 
Markiewicz. biorqc rzeczy głębiej. zgóry zaczqł od obo- 
wiqzku rodziców. a więc o małżeństwie. o potrzebie do- 
branych stadeł. a więc o miłości. o zgodzie I Trzeba było 
widzieć kłopot tej matki. tak srodze zawiedzionej: niepo- 
koiła wszystkich w ławkach. wyprowadzajqc z niej córki. 
szukała takiego zakqtka. do któregoby głos kapłana nie 
dochodził. nakoniec zupełnie wyniosła się z kościoła, Natu- 
ralnie. że takim systematem wychowane córki zamqż nie 
wyszły. a posiadały i naukę. i języki. i talenta, przy tern 
pobożne i bardzo dobre dziewczynid. a może w dodatku 
i szczęśJiwe trybem czyżyka. który się urodził w klatce. 
ale i nauka ich podpadała ścisłej kontroli matczynej. która 
zarówno nie dopuszczała do córek wyobrażeń liberalnych. 
jak romansowych. Według niej obecni pisarze pisali nie- 
moralnie. przypisujqc cnoty ludziom biednego stanu. ] pan 
Odyniec nie uszedł cenzury z powodu ułożenia wierszami 
legendy o Łazarzu. W salonie tej pani było podwójnie 
duszno: nie otwierała okien, nawet latem. a wyobrażenia 
trzymała szczelnie zamknięte od XV))) wieku. 
Ogród dobrowlański. zawsze obfitujqcy w kwiaty. 
miał w tym roku jednq osobliwość. oto obok wyszukanych 
i wypielęgnowanych. jakby jakich paniczów i panienek 
z arystokracji. była grzqdka. na której rosły same tylko 
polne trawy. jakich na łqkach naszych tysiqce spożywa 
bydełko i dwa razy w rok ścina kosa. a jednak te pro- 
staczki były celem wielkich starań ogrodnika i codzien- 
nych' naszych odwiedzin. Ach. bo one przybyły z bardzo 
daleka I A choć ręka rodaka. nawet krewnego. zbierała 
ich nasiona. jednak obca i nieprzyjazna zrodziła je ziemia I 
Te koniczyny. te babki. te dzwoneczki pochodziły z Syberji! 
Przysłał je memu ojcu wygnaniec. krewny jego. Korsak. 
syn czy synowiec sławnego Rajmunda. Posyłka szła zwolna. 
przez kilka miesięcy przez kancelarję rzqdowq, Biedny wy- 
gnaniec zachwycał się florq sybirskq i pisał. że ..wspania-
>>>
- 237 - 


łomyślnie postępuje z kwiatami. zrodzonemi no nieprzyjaz- 
nej ziemi. wysyłając je w kraj i klimat Jepszy". 
Tymczasem Maurycostwo wybierali się no fest do 
Poryngi. cudownego miejsca w Święciańskiem. miało 
 nimi 
jechać pani Komelja i przybyły z Wilno zegarmistrz 
Duchnowski ze ślicznym kilkoletnim synkiem. Wtem do- 
chodzq nos głuche i straszne wieści. jakoby był pożar 
w Poryndze i kościół z modlącym się ludem i z kapłonem 
u ołtarza zgorzał! Pożar wszczął się od garstki lnu. rzu- 
conej no ołtarz przez kobietę. która chciało. oby jej ofiaro 
było najbliżej obrazu cudownego; len trafił no płomień 
świecy. od niej zajęły się firanki u obrazu. resztę łotwo 
odgadnąć I Widok palącego się ołtarza zrobił popłoch 
między obecnemi. drzwi od zakrystji były zamknięte, tło- 
czono się bez pomięci ku głównemu wyjściu. które nieba- 
wem zaparte zostało padającemi jedni no drugich! Kapłon. 
odprawiający Mszę. nie mógł przerwać św. Ofiary i jak 
męczennik. spłonął z Chrystusem w dłoni. w ustach i w sercu 
swoim. Kościół. którego ściany drewniane otaczały muro- 
waną kapliczkę. z tym natłoczonym ludem wewnątrz. który 
się wprzód udusił dymem. nim zgorzał. pozostał pełny 
trupów w naj straszniejszych pozycjach. jakie gwałtowno 
i niespodziano śmierć nadać może !II Pojazdy próżne. wra- 
cające no Żmudź i dolej ze służbą bez ponów. których 
popioły nie doły się odszukać. oni rozpoznać. roznosiły 
po drodze straszne wieści dokoła. 
..Wszystko się dziwnie plecie no tym biednym świe- 
cie ! .. Jeszcze popioły nieszczęśliwych ofiar w Poryndze 
nie ostygły. kiedy Wilno. gotujące się przyjmować Cesa- 
rza. zapraszało no tańce! ,Książę Dołhorukow. któremu 
tylko damy i fety były na myśli. wzywał całą gubemję. 
trzy nawet gubernje no uczczenie Monarchy. A gdy nie- 
podobno było zupełnie od tego honoru się wymówić po 
liście nalegającym Papy. Mamo, uwalniając siebie. po- 
słała nas z Matynią i panią Kornelją. opatrzone wprzód 
w potrzebne na to stroje z Wilno. krepy i kwiaty. Szyły 
się suknie białe i różowe na wielkim stole no górze. 
o biedny Bachmet coraz to słabł no dole. trzeba jednak 
było jechać. '
>>>
- 238 - 


Gdy nasze konie zawracały już w bramę Michela, 
gdzie nas czekał Papa, zbliżył się do port jery marszałek 
Mostowski, rzucając nam w pojazd te słowa: ..Gardez vos 
bel/es robes, Mesdemoisel/es, /'Empereur reluse le ball u - 
Było czego przyjeżdżać! 
Ale książe Dołhorukow, któremu nie powstało w gło- 
wie, aby kto mógł dobrowolnie .. se priver de la vue des 
dames". kazał dalej odświeżać sale w ratuszu i urządzał 
teatr w swojej rajtszuli. gdzie Szmidkoff robił próby .. Nor- 
my". Chodziliśmy oglądać ratusz. którego główną sień 
malowano w herby wszystkich gubernij. a zewsząd skupo- 
wano zwierzynę na mniemaną wieczerzę. Cesarz odbył 
wjazd od Pohulanki. wracał bowiem z wielkiej rewji 
w Wozniesieńsku. Cała ludność Wilna, rozsypana na pla- 
cu przed rogatkami, wrzeszczała .. hurra" !. a miasto go- 
rzało od iluminacji. nawet górom Jagiellonów i Bekieszy 
kazano się palić na cześć Najjaśniejszego... Ulice były 
natłoczone h,ldem. a pojazd Cesarza otwarty postępował 
zwolna śród tej powodzi głów. gdzie znajdował się i Szy- 
mon Konarski. szanujący głowę namaszczoną! 
Cesarz zabawił dwa dni. zwiedził zakłady. kościoły, 
szpitale i t. d.. nawet te. których fundusz nie był skarbo- 
wy. a którym jednak skarb odebrał fundusze. jak np. sio- 
stry miłosierdzia i Dobroczynność. Ojciec mój. natenczas 
prezydent w Dobroczynności. miał zaszczyt przyjmować 
Najjaśniejszego Pana i pokazywać mu cały zakład, do 
czego przygotowania nie mało napsuły krwi mojemu ojcu, 
nim wszystko odświeżył i uszykował w porządku. Cesarz. 
obchodząc salę. zwracał się często do Prezydenta i mó- 
wił z nim po francusku. W kuchni raczył skosztować bu- 
Ijonu, a że ten był umyślnie przygotowany i do tego łyżka 
srebrnd. znalazł go bardzo smacznym i zapytał: .. Czy 
zawsze tak karmi swoich ubogich?" Mój Ojciec. chcąc 
coś wh'qcić o zabranych funduszach. odpowiedział, że to 
tylko na przyjęcie Najjaśniejszego Pana. bo.., Ale Ce- 
sarz. zgadując. o co chodzi. zagadał czem innem; we 
Dworcu zaś przy obiedzie pochwalał tę otwartość Prezy- 
denta. W liczbie wybranych przez Cesarza na ten obiad 
był generał Kossakowski. Cesarz. słysząc o nim. że posia-
>>>
- 239 - 


I 
.. 


da nietylko mundur Napoleona, ale i dymisję z jego pod- 
pisem, pragnqł z ust samego Generała posłyszeć te szcze- 
góły i po obiedzie, wziqwszy go na stronę, zaczqł wypy- 
tywać. Generał, opowiadajqc nam w godzinę potem tę 
rozmowę, cytował, jak w zapale i pomieszaniu nazwał Ce- 
sarza " Votre Excellence", co sam postrzegłszy, "Sire /"- 
rzekł mu - "pardonnez, i/ y a si longtemps, que rai parle 
aux Majestes /u "Ce n'est rien, allez toujours /.. - odpo- 
wiedział mu Cesarz i dalej wypytywał. 
Prezentacja odbyła się zrana; śród mundurów oby- 
watelskich trzech gubernij stanqł Saint Clair w malowni- 
czym ubiorze szkockiego górala. "Co to jest?" - szeptali 
zgorszeni panowie szlachta. "Jak on śmie łZobaczycie, 
że go Cesarz każe z sali wyprowadzić ł i t, d.". A tymcza- 
sem Cesarz prawie najpierwiej do niego się zbliżył i pytał, 
z kim żonaty, a chwalqc strój, powiedział, że i on ma pra- 
wo nosić go, będqc citoyen d'Edinbourg. - "Dui, je sais 
Sire, que Vous avez cet honneur u - odrzekł śmiały Szkot, 
a nam, opowiadajqc to, dodał:. "j'etais trop pali pour lui 
dire, qu'il faut apparten;r ci un elan pour porter ce costume". 
Generał Kossakowski zabrał mego ojca z sobq do 
swoich czarujqcych Łukojń w Wiłkomierskiem. Nas ser- 
decznie i gorqco namawiali Saint Clairowie do swoich 
Wieprz. Pokusa była wielka... ale godziłoż się nie wra- 
cać do samotnej Mamy? Ciocia Pelagja pogodziła to 
wszystko: list, wysłany umyślnym do DobrowIan, prosił 
o pozwolenie dla nas, a wzywał samq Mamę... Jakaż 
była radość i zdziwienie nasze, gdy na drugi dzień przy- 
była Mama z projektem jechania w Wiłkomierskie! Z na- 
mi miała być i Matynia ł Chcieliśmy tylko przebyć w Wil- 
nie uroczystość Wniebowzięcia. aby w tak ważne święto 
nie być w drodze. Dowiaduje się o tern generałowa T y- 
man, hrabianka Borchówna z domu, trochę nam krewna 
przez Tyzenhauzów, i przyjeżdża prosić nas na drużki dla 
swojej córki Wirginji, której w tym dniu majq być obłó- 
czyny. .. Młoda, ośmnastoletnia śliczna dziewica w białym, 
jak ziemska oblubienica, stroju klęczała śród czarno ubra- 
nych zakonnic, pp. wizytek, w ich sklepionem oratorjum. 
My za ni q, jako drużki, a za kratq żelaznq odbywała się
>>>
- 240 - 


święta Ofiara w kościele, po której nastąpiła przysięga. 
Matka i siostra probantki płakały głośno w czasie całej 
ceremonji. lecz ona z suchem okiem i pewnym głosem 
przysięgała słowami Dawida: .. Gdyby stanęło przeciw 
mnie wojsko. nie zlęknie się serce moje" i t. d: A gdy 
wyszła z oratorjum. wróciła już w szacie zakonnicy. by 
każdemu pokłonić się do ziemi, objąwszy kolana. i prosić 
o błogosławieństwo. Wówczas jedna z drużek nie mogła 
wstrzymać łez tak dalece. że siostra Karolina Sulistrowska 
musiała ją zabrać z sobą. oprowadzać po korytarzach, 
tłumaczyć każdy zwyczaj, pokazywać ogród i t. d.. aż 
uspokojoną nareszcie odprowadziła do sali. gdzieśmy 

ziećmi bywały u pani Sołtanowej, która w 1822 roku wstą- 
piła do klasztoru, i gdzie podano obiad, a same zakonni- 
ce nam usługiwały, Probantka, która nie pośpieszyła na- 
wet zmienić obuwia z wyglądającemi z pod grubego ha- 
bitu balowemi trzewiczkami. przyciskała do serca swój 
krzyż drewniany, a starsze zakonnice mówiły. że za dni 
kilka to jej nie wystarczy i będzie wzdychać do czarnego 
welonu i do kompletnej przysięgi, bo dzisiejsza jeszcze 
pozwala wrócić na świat. Z tych słów cieszyła się matka. 
ale córka nie wyglądała wcale na to, aby miała odmie- 
nić przekonanie. Mnie żal było siostry, bo starsza. ułomna 
i wychowana w klasztorze. chciała być zakonnicą; ojciec 
nie pozwolił, co widząc młodsza. aby zmusić ojca. zwią- 
zała się kilkakrotnem votum, gdy zaś starsza, wyszedłszy 
zamąż za pana Brońskiego. owdowiała, nie miała ani 
zdrowia, ani szczęścia, ani spoczynku, a umierając we dwa- 
dzieścia kilka lat potem z trudnością dała się nakłonić do 
spowiedzi. Podobno zostawiła jedynaka syna. Zakonnica 
zaś, kolej Q mistrzyni i przełożona, kochana od swych to- 
warzyszek, rozumna, silna i pokorna, do późnych lat na- 
wet przechowała twarz młodą i zdrowie. 
Nazajutrz byliśmy już w drodze do Saint-Clairów. 
Zwiedzenie trzech wsi, poznanie dotQd nieznanej kuzynki, 
ciotki, z hrabiów Laval Kossakowskiej, i powrót na Wil- 
no do domu nie wzięły dwóch tygodni czasu, a zapełniły 
wspomnieniami całe życie, jak ta kropla różanego olejku. 
o której De'ille mówi:
>>>
. 
 7:
 
 

 \'

 :/ 
It :f.iJ . 
r' .')/'
' o 'J.l. 
-
JKiK
 ;f; 
 .ł;

'
o 
ł l. .. OJ' t 
 
".....
 7,-:; " 
 \ 
{J \.
 II 
'1 ł . \. .
 
T 
.- "\.' 
" y
\ ' \.
¥ 
:
\ 
r :.i' \ 
_ . \ \". :
 ( 
 ..o-- ". ";\ 

 
'''. 
 , 
.
f 
 I:. 

I'. t i 
' , ( C?f. .' :::\,\- 

'-
r . ł
l\
 (,)
 .- 
.lr.;
 
 ' 
 : . ł- 

'J 't,'h
 

(
} \. \ 
 1{ o.. .
 
J' . :} -\"". ł 't.r.4. . 

;
r'
'

"\"
, ;
 
'... I f ol' \ o 
t. 


"'" 


IDA HR. GUNTHEROWNA 


Według rysunku Morji z 1iT-. Tyzenhauz6w hr AleJ'sondrowej 
Przezdzieckiej
>>>

>>>
- 24] - 


Remplil de son par/um loul un pal ais d'Asie, 
Comme un doux souvenir remplit loule la vie! 
Każda z tych trzech wsi miało swój odrębny duch, 
jakby swą narodowość osobną, U Saint-Clairów storo 
gościnność polsko i storo gościnność szkocko podoły so- 
bie ręce. Tom serdeczność żony szło w porze z uprzejmo- 
ścią męża, o obfitość litewsko z komfortem angielskim. 
Pływaliśmy po jeziorze w botach o maszcie i żaglach. 
któremi dyrygował som gospodarz. o majtkami byli syn- 
kowie jego. prosto z kolebki skaczący w wodę, jak ka- 
częta z jajko. Śniadania z wędlinką. obiady spóźnione 
z przyprawami indyjskiemi i rost-beefem. którego som go_ 
spodarz był krajczym. spacery kon.ne i t. p. Jednem sło- 
wem byliśmy w Anglji z dodatkiem elementu włoskiego 
w śpiewie męża i w obrazach pendzla obojga małżonków 
no ścianach. 
W Wojtkuszkach hr. Kossakowskich przebijał I'espril 
Iranfais i zakrój miastowy, jak w rozmowie Wujo. którego 
nauczycielem był un abbe lranfais. a młodość POŚwięcona 
karjerze dyplomatycznej po stolicach. tak i w upodoba- 
niach żony. wychowanej w Petersburgu. Było tom to lais- 
ser al/er arystokratyczne. które jednak nie uwalniało od 
starannego modnego ubrania i galanterji. wymaganej 
od mężczyzn dla dom. tak że nawet pan Michał Lachni- 
cki. wdowiec. należący już lotami i objętością do poważ- 
nych. czuł się w obowiązku ofiarowania domom czekola- 
dy w austerji. zwanej .. Piwonją". no trakcie pocztowym. 
Kalambury i koncepty lekkiego dowcipu strzelały same 
jak korki w tej ciepłej atmosferze. 
Ten szum. to lekkość. trzymająca się jak piona po- 
wierzchni morza. nie przeszkadzało. by w głębi były ko- 
rale i perły. Wuj miał słodycz i pobożność gruntowną. 
Żono jego. dziwnym fenomenem wśród światowych i świat 
lubiących kobiet, była szczero. otwarto. prawdomówno 
czasem aż do szorstkości. lecz dobroć serca nie pozwa- 
lała jej być ostrq. tylko stanowczą i niewzruszoną w swo- 
ich postępkach. zasadach i zdaniach, Dziatek było już 
Wówczas troje: Kitty. Socha i Staś. którego matko sama 
karmiło. Wyborną była pięcioletnio Socha. ładna blon- 
/ ]6
>>>
- 242 - 


dynka podobna do ojca, zabawiająca towarzystwo dowci- 
pem i figielkami, które za wybiciem dziesiątej godziny 
ustawały nagle, bo to była pora spoczynku dzieci, 
Generał Kossakowski czekał nas zkolei w swoich 
czarownych Łukojniach i pOjechaliśmy tam całym taborem 
familijnym z Wieprz i Wojtkuszek. Droga kilkomilowa 
wśród płaszczyzny była jakby przedmową nudną przed 
zajmującym poematem, Niebo pochmurne wypogodziło się 
ku zachodowi i nagle bez przygotowania, jakby urzeczy- 
wistniony obraz Claude Loraine. ukazała się nam góra, 
zarosła dębami. z rzeką Szyrwintą u spodu. ze świątynią 
grecką u szczytu. na którą padały ukośne promienie. wy- 
dzierające się z pod chmur. jak ogniste strzały. Matka 
moja. nieodrodna siostrzenica Armidowskiej. wydała krzyk 
podziwu i zachwytu. My znowu. patrząc z drugiej strony 
na piękny młyn holenderski. wołamy. żeśmy wjechały 
w jakiś kraj nadreński. ) tak wołające i zachwycone wita 
nas na ganku starego polskiego dworu sam gospodarz. 
rozpromieniony naszemi pochwałami. Papugi różnobarwne 
krzyczały w dużych sieniach. a my może jeszcze głośniej 
od nich. bo się nas do dwudziestu zebrało osób. W ka- 
walerskim domu tyle razem gości nie mogło nie zrobić 
różnicy. Marudzono trochę z obiadem. a gdy gospodarz 
się kłopoci i, jak może. bawi gości. gdy goście. jak mogą. 
tłumią swój głód. obudzony kilkomilową przejażdżką. Saint 
CJair z otwartością Anglika woła do stryja swojej żony: 
"qu'il mangera un morceau de cuisinier'., a na widok wazy 
wpada do salonu. wołając: ..Terre, terreI" 
Tłumnie i wesoło zasiedliśmy do stołu. Naprzeciw 
mnie siedziała śliczna Bogumiła Brunoff, ludziom droga. 
której biała suknia i karmazynowe aksamitki na ciemnych 
włosach dotąd stają mi w oczach. a nad to wszystko jej 
uśmiech dowcipny. rozjaśniający już i tak przedziwnej bia- 
łości twarz. 
Nazajutrz zaraz po herbacie rozpoczęliśmy przegląd 
Łukojń. Częścią prawdziwie godną widzenia i pochwał 
była owa góra nad rzeką. co się nam tak cudownie przed- 
stawiła na wstępie. i cały park, prowadzący do niej. 
A jednak na to dzieło Boże. na które składały się wieki.
>>>
- 243 - 


patrzyły dzisiejszego i niemieckiego smaku koncepty. zdra- 
dzające starego kawalera. który był młodym w XV))) wieku. 
Tu kamień z namalowaną białą chusteczką. a na niej 
czterowiersz o przyjaźni. tu grota z drewnianym pustelni- 
kiem. dalej aleja z damą. też drewnianą. siedzącą na 
ławce w ponsowym szalu! Ale najwięcej przypominającą 
epokę i romanse pani de Genlis, znajomej osobiście i ko- 
respondującej z Generałem. była hojdawka w kształcie 
konchy. unoszona w powietrzu parą gołąbków. któremi 
kierował amorek lejczykarni różowemi. a wszystko to białe 
i świeżo lakierowane, 
Jednym też z ważniejszych punktów ogrodu był pom- 
nik dla konia (cheva/ de bataille Generała). gdzie wyliczone 
batalje. na których ów koń się znajdował. były zręczną 
biograf ją pana i panegirykiem jego za życia. przez niegoż 
samego wypisanym. 
Część gospodarska. obory z .bulwarami na środku. 
gumniska brukowane. kurniki z ogródkami dla kur i t. p. 
zachwycały mego ojca. Notował i rysował te wyborne 
koncepty gospodarskie. które się naśladowały w Dobro- 
wIanach tejże jeszcze jesieni. Ale podobno najpraktycz- 
niejsze były komposty w rodzaju gnojówek przy każdem 
domostwie dla składania wszystkich śmieci. przekładając 
je gliną i czarnoziomem. Był to pomysł pana Saint-Claira. 
najlogiczniejszego z tych trzech gospodarzy. Gdy go szwa- 
gier namawiał do założenia cukrowarni i sadzenia buraków. 
on chwytał za splot lnu wiłkomierskiego i wołał: .. Voi/a 
du sucre. voi/a du cale! voi/a (out!" W rzeczy samej każdy 
kraj ma swój rodzaj gospodarstwa. 
W niedzielę jeździliśmy na mszę do Giełwan. parafji 
łukojńskiej. uświetnionych legendą ..Jałmużny" Odyńca. 
Tam kościołek skromny. drewniany. prosty. jakich pełno 
na Litwie. nie odznaczał się ani malowidłami. ani śpiewem. 
chyba w odwrotnem znaczeniu. 
Niepokój o Bachmeta zatruł nam powrót do domu. 
Było mu wprawdzie trochę lepiej. gdy Mama wyjeżdżała, 
i nawet on to ją namawiał do tej podróży, Ale u suchot- 
ników, jak w dopalającej się lampie. pełne ułudy bywają 
ostatnie chwile. Z bOjaźnią i żalem w sercu dojeżdżaliśmy 


I 
........
>>>
- 


- 244 - 


do domu. na promie powiedziano nom. że żyje! Posły- 
szeliśmy jeszcze głos jego przez drzwi. jeszcze przez dni 
kilka przynoszono nom karteczki. słabq pisane rękq. na 
"dzień dobry"; co wieczór ze strachem liczyłyśmy przy her- 
bacie filiżanki w obawie. czy nie zabraknie jednej. 
) przyszedł dzień. w którym jej zabrakło. Zgasł bied- 
ny Bachmatowicz po odbytej przykładnie spowiedzi. Odpro- 
wadziliśmy go do kościoła świrskiego i na cmentarz; w te- 
stamencie. który był na kilka dni przed zgonem napisał 
z przerwami. rozporzqdził swq szczupłq ruchomościq i pie- 
niędzmi za litografję na służqcego i rodzonq siostrę. Nam 
zostawił na pamiqtkę niektóre sztychy. album z rysunkami 
odkupiła Matynia od służqcego. W końcu testamentu że- 
gnał nas z miłościq syna i brata. dziękując za lat dzie- 
sIęć opieki nad nim. prosił. by go nie chowano we fraku. 
ale w starem odzieniu i w tern. co tylko miał od nas. 
..Pokój mój. dodawał w końcu. proszę wybielić. aby nikt 
się po mnie nie zaraził i żeby tak był czysty. jakem go 
zawsze znajdywał. wracajqc po długiej niebytności". 
Długo. bardzo długo serce się ściskało. przechodzqc 
mimo drzwi tego pokoju już pustego i głuchego. a w ser- 
cu była jeszcze większa pustka! 
Pierwsze chwile weselsze po tej stracie winni byliś- 
my rodzinie Szumsko-Mirskich. Najpierwej zawitali pań- 
stwo Józefostwo Szumscy z siostrq Basiq. z Marylkq i nau- 
czycielkq jej. pannq Fok. Wślad za nimi przybyli pan 
Stanisław Szum ski i Napoleon Mirski. Pani Mirska (matko) 
nie żyła już od roku. a pani Aniela była paniq San- 
dersowq. 
Raz na konnej przejażdżce koń Idy próbował był 
zrzucić jq. ona zaś. uprzedzajqc upadek. sama dobrowol- 
nie zeskoczyła na ziemię. 
Trzebaż że w ten sam dzień. kiedy Charlot wysadził 
z siodła Idę. w Toplitz stał się okropny wypadek z naszq 
kochanq paniq Wandq de Choiseul. Była ona u wód 
z siostrq swojq Idaljq. Listy jej ostatnie opisywały szcze- 
gółowo bytność u ojca w Józefowie i fetę. jakq jej siostra 
dała z iluminacjami na wodzie, sprosiwszy całe sqsiedz- 
two. Był to jej list ostatni. W Toplitz poznała się z jed- ł
>>>
- 245 - 


nym Anglikiem, ten miał pięknego wierzchowca, który nie 
dawał siebie dosiadać. Pani Wanda, chcqc dowieść, jak 
Polki sq odważne, naparła się tego konia na przejażdżkę. 
Po długim oporze Anglik zgodził się przyprowadzić jej 
swego warjata; zawiqzano mu oczy i tak go dosiadła nie- 
ustraszona Sarmatka. Ale skoro odwiqzano oczy koniowi, 
ten pomknqł z ni q, jak strzała wypuszczona z cięciwy, 
i leciał bez pamięci! Przerażona Jdalja biegła za siostrq, 
póki mogła, ale koń unosił jq coraz dalej, a w omijaniu 
będqcej na drodze kuźni spadła, noga była w strzemie- 
niu, koń jq wlókł, a gdy złowiono go, biedna Wanda już 
nie żyła! Doktór mówił, że krew zalała jej serce, nim 
spadła. Znaleziono na niej krzyżyk wciśnięty w ciało, 
a miała na sobie zbyt ciasnq amazonkę i to nie swojq, 
bo krawiec nie odniósł był jeszcze roboty, a ona się upar- 
ła jechać koniecznie. Smutny był powrót do kraju siostry 
bez siostry, smutny widok trojga sierot, pozostałych po 
młodo zmarłych rodzicach, ale smutniejszy jeszcze może 
widok ojca starca, na którego już nawet smutek córki 
i żałoba wnuczek działać nie mogły, bo ich nie widział, 
ani czuł! T en człowiek, w którego żyłach krew ogniem 
płynęła, ten żołnierz, który walczył za kraj w ] 812 i ] 83] 
roku, ten obywatel, pełen szlachetności, który bez żalu 
oddał cały swój ogromny majqtek za długi drogq eksdy- 
wizji, o jakiej dotqd i odtqd nie słychać było na Litwie, 
tak się okazała korzystnq dla wierzycieli, ten małżonek, 
którego obie żony żyły, a żadna o nim nie pamiętała. ten 
ojciec, który nie widział nawet, że ma córkę przy sobie, 
a drugq utracił, martwy i zdzieciniały, kto wie, czy nie 
z boleści tak milczał, choć może czuł i pamiętał? Bro- 
da biała jak mleko, a długa po pas, którq przywiózł 
z wygnania ] 831 roku, zdobiła jego twarz więcej, jak nie- 
pięknq zamłodu. Zato owa jasna, świeża Jdalja, już tylko 
cieniem była samej siebie! Łzy codzienne nad ojcem, łzy 
po siostrze, łzy nad sobq zmyły owq krasę tok świetnq za 
jej dni szczęśliwych! 
Ale już minęło lato, a nie wiemy, jakie wspomnienia 
z przepędzonej zimy w Wilnie odbiły się na tle lip starych 
łqk świeżych. Za późna ciekawość I Trzeba się było
>>>
---r-- 


- 246 - 


o to spytać kabały polnej. a raczej podsłuchać. co ona 
odpowiadała na zwykłe zapytania. bo od listków tej Sy- 
billi bielqca się codziennie droga zdradzała. kędy chodziły 
siostry na spacer. Ale któż nie wie. o co pyta serce i gło- 
wa w dwudziestym roku życia u białego kwiatka 'ł 
..Bo tysiqc ciekawych rzeczy 
T a wróżka nam rozpowiada; 
Choć im za chwilę zaprzeczy. 
O nowe pytać jam rada! 
..Czy będzie pogoda zrana 'ł 
..Powiedz mi biały proroku. 
..Czy będę kiedyś kochana 'ł 
_ Pytałam w piętnastym roku. 
W koło mnie listków. jak śniegu. 
Co chwila nowy odlata. 
A czas, niewstrzymany w biegu, 
T ak samo obrywa lata!" 


:::- 


l- 
ł- 

 


I 
I 
,
>>>
I.. 
 '

\ 
.: 
: . .il.1 
. ....... 
;. \ .,.. 
,/ 
 
" \.: 
., '(: .'''' 
,..t . ..
. ,.\::.,. . ......f

.'. 
.:.i.'"..Ji
 ....h. . ..
,,' 
II ol! 'j" l ... 
., , 
'H 
 
 -4' :.:- '.
 
\", . J . ..... .
:
 

 :'.
; , :. ..
; :' 



. 


ft'i 

"'
 ," fi'" 


\ o;. 
. 
:. o( ,:.. 
._o'-ł-:':"t".. .iJ!s 
.

t,. 


. \. r 
'.t .
.;ł.. 
"-\"''c- 
"'

" _-tli-, 
, 


.... .... 


. ... - 


.
:. ,,_; __ł")' 

. . 

-:f,.. '.' Ji..- 


. ,. 


-:-....-
..."'... 


ROK ]838. 


I 
\. 
+- 

 


Zima zapowiadała się nam cicha i głucha w Dobro- 
wIanach. Maurycostwo wybierali się na karnawał do War- 
szawy, gdzie ich czekała Babunia. ciesząca się. że pozna 
męża swojej naj starszej i ukochanej wnuczki. 
Listy Matyni z Warszawy. pisane z życiem na gorąco. 
pod wpływem doznawanych wrażeń. opisujqce raz salony, 
Taz przedstawienia panny T aglioni. były dla nos rodzajem 
gazet paryskich z feljetonami, które raz, jak Jules Janin, 
mówiły o teatrze, to znowu, jak Balzac. o towarzystwie. 
Świat modny stawał przed nami z całym urokiem nowo- 
ści. bo chociaż bale księcia Dołhorukowa oswoiły nas co- 
kolwiek z manierami odpowiedniemi meblom Gamsa. na 
których się zapadało, leżało więcej, niż siedziało, Warszawa 
jednak o kilka stopni miała podwyższoną atmosferę ducha 
czasu. a raczej materjalnego życia. Pierwszy raut u wujo- 
stwa Kossakowskich w liście Matyni wyglądał, jak lito- 
grafja Dewerii. nie tylko koloryzowana. ale i gumowana. 
Lśniły się jak obrazld te pierwsze damy Warszawy: księż- 
na Michałowa Radziwiłłowa, księżna Jabłonowska. hra- 
bina Potocka Franciszkowa. Rzyszczewska, pani z Mo- 
stowskich Starzyńska i t, d,. ufryzowane. w długich lokach 


, 
,
>>>
- 248 - 


a la Sevigne. wygorsowane. jak panie Dubarry i Pompa- 
dour. leżqce w esach i no kuszetkach. jak precieuses z ho- 
telu Rambouillet. i tal wygięte. zapadłe. pochylone no 
niskich fotelach rococo. lub wysokich gotyckich konfesjo- 
nałach słuchały z pod wachlarzów przegiętych za niemi 
kawalerów, jakże to wszystko wydawało się modne. żur- 
nalowe, intrygujqce. patrzqcym no to jakby z loży zakra- 
towanej z sypialnego pokoju Mamy, Tok się nom ukazał 
grecki profil pani Izabeli Starzyńskiej z Mostowskich. tok 
młodo. o majestatyczno z Nesselrodó w Calergis. une beau- 
te de Rubens. tok młodziutko Stefanja Małachowska i ho- 
ża hrabino Franciszkowa Potocka. zawsze pełno godności 
obok swego schorzałego małżonko i t. d. Listy te były 
noszq jedynq pociechq i rozrywkq. okupione długiem 
oczekiwaniem. witane z okrzykami radości. czytane z przer- 
wami i komentarzami. 
Przy tych świetnych feljetonach były i skromniejsze 
gazetki z Wilna od głównego korespondenta mego ojca. 
pono Rudominy, którego listy. pendzelkiem pisane. komuni- 
kowały stylem ..Kurjerka" brukowe i europejskie wiado- 
mości. W czasie zimy ] 838 roku opisywał nom jedno po 
drugiem: ślub księcia Leona (Lo lo) Sapiehy z hrabiankq 
joannq Tyszkiewiczównq. zgon zacnego pana podkomo- 
rzego Piotra Szwykowskiego i rozpoczęcie komisji śledczej 
i sqdów przeciwko Szymonowi Konarskiemu. emisarjusz o - 
wio schwytanemu skutkiem zdrady Wędziagolskiego. - No 
czele tej komisji. z dniem każdym zwiększajqcej liczbę 
ofiar, zamieniajqc klasztory no więzienia stanu. był ksiqżę 
Trubeckij. postać odrażajqca! Twarz jego krwiq nabiegło. 
oczy niespokojne. jakby u tygrysa. szukajqce dokoła coraz 
to nowej zdobyczy i ofiary. zapowiadały zgóry. kim był 
ten. człowiek żqdny krwi i krzywdy ludzkiej. Nosił on 
w kieszeni godło Moskala. bizun. nazywał go cynicznie 
swojq siostrq i som nim smagał naszych nieszczęsnych 
braci! 
. Takeśmy doczekali wiosny i powrotu naszych po- 
dróżnych. których spotkaliśmy w Wilnie w Miillera domu. 
gdzie nom zawsze uczynny pan Buksza najqł mieszkanie. 
Dzień ten pełen ożywienia i opowiadań miał się zakoń- 


i 


.ł... 


I
>>>
ł- 
I 


, 
. 
I 
I 


- 249 - 


czyć balem w Dworcu. Trafiliśmy w sam dzień tabelu 
21 kwietnia, a że Matynia wybierała się tam w strojach 
warszawskich i nam przywiozła ładne girlandy z polnej 
kabały, Mama, wymawiajqc się sama od balu, kazała do- 
być wcześnie suknie nasze krepowe białe (z chybionego 
cesarskiego balu), a o jedenastej wieczorem wchodziłyśmy 
na salę oświeconq i parnq Dworca. W bladej damie 
w bieli z wiszqcemi lokami, podajqcej mi rękę w omija- 
niu czworoboku kontredansa, z trudnościq poznałam Marję 
Łopacińskq, która przed dwoma laty wyjechała z Wilna 
z usposobieniem i układem nieśmiałej panienki, a dziś 
wyglqdała na heroinę Balzaka. Wśród znajomych i nie- 
znajomych postaci uwydatniały się trzy kiepsekowe pięk- 
ności: księżna Barjatyńska z córkami, Marjq Barjatyńskq 
i Leonildq Wittgenstein. Matka z biustem Junony, w kape- 
lusiku aksamitnym czarnym, naćwiekowanym u brzegu du- 
żerni brylantami, miała do tego portret Cesarzowej u ra- 
mienia. Księżna LeoniIda, ciemna brunetka, nazwana 
Hildq przez pana Rudorninę, usprawiedliwiała tę nazwę 
niepospolitq pięknościq oczu czarnych i wpół otwartych 
z pod frendzlistej rzęsy. Białe zaś ramiona i bujne jasno- 
blond włosy księżniczki Marji, skręcone na tył głowy 
w grecki sposób, przypominały naj czystszy typ dziewic 
rzymskich. U ramion obydwóch sióstr jaśniały też cyfry 
brylantowe solenizantki dnia tego, cesarzowej Aleksandry. 
Przy wieczerzy te damy siadły u głównego stołu, a gdy 
księżniczka Marja, zapoznawszy się z mojq siostrq Bu- 
czyńskq, zapraszała jq usilnie do zajęcia miejsca przy 
niej, z drugiej strony zasiadła pani D. Ale skoro w ten 
punkt padło wprawne, czarne oko gospodarza, skinqł na 
adjutanta Szadurskiego i szepnqł mu słów kilka, ten zaś, 
acz niechętnie, poszedł odszeptać dane mu zlecenie pani 
D., która już jadła kotlety. Zrazu zmieszana, wstała jed- 
nak i, przyjmujqc ramię pana Szadurskiego, poszła usiqść 
przy drugim stole. Zauważyła ten manewr księżniczka 
Marja i spytała mojej siostry: "Si la dame ne J'a pas trou- 
ve digne de sa compagnie fU ..Je crois que c' est tout le con- 
traire U , .. odpowiedziała moja siostra. 
Jakkolwiek pani D. zasłużyła na podobny afront,
>>>
- 250 - 


przybywając na bal nie zaproszona. tylko ośmielona przez 
tegoż adjutanta Szadurskiego. Satrapa. od którego szedł 
przykład wszelkiego zgorszenia urbi et orbi, nie był w pra- 
wie okazania się tak surowym dla tych. co go tak wier- 
nie naśladowali. Ale wyskoki jego były wyrokami nieod- 
wołalnemi. Czy raz wykasował z listy zaproszonych zacne 
panie i panienki. dlatego tylko. ..qu'elles ne lont pas de 
jolies toilettes et deporent son bal 'II" Czy raz ledwie roz- 
poczęty mazur musiał się zakończyć z fantastycznej woli 
Satrapy. na którego humor wpływało łaskawe lub groźne 
spojrzenie czarnego oka Roxolany z pod turbanu ponso- 
wego. ) towarzystwo musiało wynosić się hurmem. nie do- 
czekawszy pojazdów. ani futer. udzielając sobie wzajemnej 
pomocy. T akim był ..pan Wilna" i - takie dziesięcioletnie 
jego panowanie! 
Mój ojciec ze swojego obowiązku prezydenta Do- 
broczynności zajął się był urządzeniem koncertu na ubo- 
gich. W skład jego wchodził śpiew pięknej pani Mees. 
po raz już drugi odwiedzającej hołdujące jej Wilno. Ale 
główną ozdobą koncertu miała być uwertura z Semiramidy 
na osiem fortepianów i trzydzieści dwie rąk czy rączek... 
Łatwiej to było zapowiedzieć i wyobrazić. niż wykonać; 
szczególnie biednemu antreprenerowi. jeżdżącemu po ko- 
lei zapraszać amatorki i artystki. błagać matki. dziękować 
córkom, komplementować panie utalentowane, a drożące 
się. starać się o fortepiany, być odmówionym i znowu we- 
zwanym; tu wygderanym przez ciotunię. tam wykąsanym 
przez złośliwego szpica pani matki i t. d. Trzeba było 
słyszeć opowiadanie tej Odysei przez samego bohatera! 
Biedny Papa potem zlany. zmęczony tylu' wschodami, 
jedyną miał ulgę i pociechę w tern, że swojem opowiada- 
niem humorystycznem rozśmieszał nas i naszych gości, ze- 
branych na wieczornej herbacie. A gdy nareszcie po tylu 
zawadach zdobyte osiem fortepianpw ustawiono w pro- 
mień na estradzie i nastrojone pod jeden ton przez Piasto- 
nowicza ozwały się pod rączkami pań: Desztrung-Chło- 
pickiej i Pomarnackiej. panien Wołłowiczówien, Marji 
Czapskiej. Mokrzyckiej etc.. efekt z połączenia ośmiu in- 
strumentów nie odpowiedział ani staraniom antreprenera. 


- 


.l
>>>
J 


... 


- 251 - 


. 


oni oczekiwaniu publiczności. ani pracy egzekutorek i sto- 
kroć więcej wrażenia uczyniłoby jedne piano. odzywające 
się pod parą biegłych rąk. niż te osiem klawiatur. zlanych 
w kilkanaście monotonnych akordów pod sto sześćdziesię- 
ciu palcami. niewolniczo pilnującemi się taktu. 
Drugiem widowiskiem na tenże sam cel dobroczynny 
był teatr. w którym pani Mees Masi. występująca w roli 
Rosinny. choć zbyt Francuzka na Hiszpankę. dotąd stoi mi 
w oczach w swej różowej z czarnemi koronami sukni od- 
dająca przez ramię bilecik ,domyślnemu Figaro (Szmidkoff). 
Przybycie do Wilna Karola Lipińskiego. skrzypka, 
i śmierć Andrzeja Śniadeckiego zbiegły się jednocześnie 
i są nierozdzielne z sobą przez to, że artysta. ogłosiwszy 
już swój koncert afiszami. wycofał go w dzień pogrzebu 
zasłużonego męż-a. nie dlatego, aby się lękał grać przed 
próżną salą. lecz dla harmonizowania. z ogólnym żalem 
mieszkańców, W miejscu więc wymownej gry artysty 
Wilno usłyszało w tym dniu wymownego kaznodzieję. 
księdza T rynkowskiego. który mowę swą pogrzebową za- 
czął od trochę śmiało zastosowanych wyrazów: ..Oto czło- 
wiek..... Młodzież. słuchająca tej mowy. szczególnie resztka 
uniwersyteckich uczniów z fakultetu medycznego. nie zna- 
lazła w tych wyrazach nic nadto, owszem zupełnie onych 
uspraw.iedliwienie. a kaznodzieja. wskazując na nich. wy- 
rzekł. '...że są rzeteJnemi dziećmi zmarłego i że w nich 
tylko odr,?dzić się on może!" . 
We dwa dni potem sala ratuszowa literalnie pomie- 
ścić nie' mogła tych wszystkich. co się zebrali słyszeć Ka-. 
rola Lipińskiego. bo trzecia część ich odeszła od drzwi 
bez biletów. a jego Concert milita;re dotąd gra w duszy 
słuchaczy i niejednemu dał poznać. czem. jest prawdziwa 
muzyka i prawdziwy talent. W kilka dni potem. wezwany 
na wieczór do księcia Dołhorukowa. artysta. zachwycając 
zebranych tam gości. służył za wstęp i przygrywkę do ma- 
zura i walców. które się wraz po pięknych sonatach roz- 
poczęły. - Gospodarz. chcąc podziękować po książęcemu 
artyście za ten miły wieczór. posłał mu nazajutrz, taba- 
kierkę złotą z liścikiem własnor
cznym. pełnym gracji. Ale 
że artystom nie brak tabakierek złotych. Lipiński mało
>>>
- 252 - 


ważąc jedną więcej, prosił Fiorentiniego o zamianę na 
gotówkę, czego mu ten uczynić nie mógł, oznajmiając, że 
owa tabakierka nie była jeszcze opłaconą przez Księcia... 
Pani Łopacińska zaraz po koncercie amatorskim, 
w którym jej syn i córka brali udział, prreniosła się na 
wieś do Kojran i na drugi dzień Zielonych Świątek za- 
praszała do siebie całe Wilno. Czekała mnie tam bardzo 
miła niespodzianka: w chwili gdy nasza oliwkowa ka- 
reta podjeżdżała pod ganek wiejskiego domku, wśród sto- 
jącego tłumu u drzwi powitał nas Antoni Edward Ody- 
niec, niedawno zpowrotem przybyły z Drezna (z żoną i có- 
reczką Antosią), a wyciągając do mnie ręce z serdecznością 
Litwina: ..Co to za skol(", wołał, ..od bajeczek dziecinnych 
do ..Obojętności!" Pokazało się, że czytał moje strofki 
w Paryżu, nie wiem przez kogo tam doszłe, ł to był po- 
czątek naszych stosunków przyjacielsko-literackich. 
Kojrany o dziesięć wiorst od Wilna w położeniu 
zupełnie sielskiem, wśród gajów, ozdobione ogrodem i wo- 
dotryskiem, nie miały innego mieszkania nad kilka niskich, 
skleconych z sobą domków, które za wejściem otaczały 
gościa czarem gustu i elegancji. Tańcowano w sali niskiej, 
której gotycko malowane ściany właściwemi, choć cia- 
snem i, były ramami dla pięknych pań Barjatyńskich 
i Wittgenstein, a powrót o wschodzie słońca upoetyzował 
w zupełności ten dzień, rozpocz
ty spotkaniem Odyńca. 
Poeta odwiedzał nas niejednokrotnie, a zawsze łaskaw na 
mnie pytał, co piszę 'l Rodzice kazali mi pokazać Poemat 
o Dobrowianach. Poeta ofiarował si
 sam go czytać, 
podnosząc słaby wiersz silną deklamacją. Ktpś zapropono- 
wał pieśń czwartą o Zimie, gQzie był opis Święconego; 
mnie stanął w oczach ustęp o ..głowie odyńca, co był 
lasów panem" i oponowałam czytaniu Zimy, czego nikt 
nie pojmował, a gdy sic: fatalny wiersz zbliżał, wymknęłam 
się z pokoju. Na moje nieszczęście odwołują mnie dla ja- 
kiejś wizyty. Pocieszam się. że lektura przerwana... ale 
o niebo! P.Odyniec niezmordowany czyta dalejcichowoknie, 
i, doszedłszy do wiersza o odyńcu, głośnym parska śmie- 
chem. a zbliżając się do mnie, dziękuje, żem go zrobiła 
królem lasów... Dużo było śmiechu i raków z tego powodu. 



 


"" 


. \ 
"I 


. j 
I. 


.? 


Y"
>>>
"'-'. 
I. 


"I 


"- 


A? 


y 


-253- 


Księstwo Pawłostwo Sapiehowie. wróceni do Wilna. 
mieli tym razem przy sobie krewną z Podola. Marję Ty- 
szkiewiczównę. synowicę słynnego Referendarza. którego 
punktualność wsławiła się w kraju - a gdyby można 
było ten przymiot wyegzagierowany u niego aż do przy- 
wary użyć jak pieniądz. to ów kapitał z lichwą zebrany 
wystarczyłby na zregulowanie kilkunastu nieakuratnickich. 
Opowiadano o Referendarzu. że wyjeżdżając z kraju. 
naznaczył swój powrót do domu za lat trzy co do dnia. 
godziny i minuty. rozkazujqc czekać siebie z obiadem już 
zadysponowanym na wyjezdnem. Wróciwszy zaś dniem 
pierwej. cały ten czas przesiedział w oberży. by przyje- 
chać do domu au coup de I'heure marquee. Gościnny 
u siebie. rad był choć rok cały trzymać krewnych i przy- 
jaciół. ale układał się o to w dzień ich przyjazdu, skoro 
zaś nadszedł termin naznaczony. ani pioruny. ani choroba. 
nie uwalniały gości od dotrzymania słowa - musieli je- 
chać! Raz. gdy chore dziecko jego siostry zatrzymało ją 
tydzień dłużej nad ułożony termin. nie umiał ukryć swego 
nieukontentowania. Gdy zaś dziecko ozdrowiało. wstrzy- 
mywał je od jedzenia u obiadu. ze strachu. aby recydywa 
nie przedłużyła znowu ich pobytu. - Panna I-:1arja nie 
miała nic z dziwactw swego stryja. ale duże znaczące 
rysy. duże niebieskie oczy. wyraz otwarty i dowcip. który 
szlifował się ciągle w obcowaniu z księciem Pawłem; 
głowę nosiła w lokach. Dziś jest panią Łempicką. a od 
roku 1840 nie zajrzała do Wilna. 
Diora.ma z owej wiosny stawia mi jeszcze przed oczy 
kilka obrazków: ] -o obiad generała Kossakowskiego. 
w celu oglądania jego muzeum pamiątkowego. Zebrał 
nas kilkanaście osób: rodzinę Michałowskich z Warszawy. 
Brunoffów. Saint-Clairów etc, Zastawiono stół w jednym 
pokoju. którego ściany zdobił gobelin. przedstawiający 
porwanie Europy. Oglądaliśmy ów klejnot muzeum. to jest: 
mundur Wielkiego Cesarza i Wodza. rękopisma i robótki 
pani de Genlis. z których jeden bukiet ze sztucznych kwia- 
tów minjaturowy. ofiarował Generał mojej matce. . 
Nie rozpędzający się w prezentach. lubił on jednak 
czasem ofiarować coś damom. i córka jego chrzestna. 


I 
II 


, I
>>>
- 254 - 


Matynia, otrzymywała co rok jakiś podarek: to pudełko 
z próbkami kamieni, jako naukę mineralogii, to jakiś wy- 
rób Samojedów, to nożyczki kształtu tok dZiwacznego. że 
zapytywano Matynię, czy je miała od Parki, czy od ge- 
nerała Kossakowskiego. Słysząc o zamiłowaniu mego 
szwagra do ptasząt, podarował mu raz szpaka, który jakoby 
miał ślicznie śpiewać. Ale minęło dni kilka. a nikt nie 
słyszał jego głosu. ..Czy śpiewa mój szpak '1" zapytywał 
Generał za każdem spotkaniem, a gdy odpowiadano. że nie. 
dziwił się bardzo i przypisywał to uporczywe milczenie 
zmianie miejsca. Trzebaż. że pan Brunoff. przyszedłszy 
do mego: szwagra, poznał szpaka i wydał tajemnicę, że on 
nigdy nie śpiewał. ..Czy tak '1" pomyślała córka chrzestna 
. Generała, nie szpakami karmiona, i za pierwszem zapy- 
taniem: ..Czy śpiewa mój szpak 'ł
 odpowiedziała: ..Ślicz- 
nie I budzi nas co ranek..... ..Nie może być!" zawołał 
zdziwiony Generał. a postrzegając się dodał: .. Widzicie. 
że mówiłem prawdę '1" 
Drugim obrazkiem był wieczór u pp. Kuczkowskich 
(on sam niby rektor ostatków Uniwersytetu), dany w domku 
białym. stojącym u stóp gór za Botanicznym ogrodem. 
Po herbacie w namłotach. tańcowano w ciasnych. dusz- 
nych pokojach. a na górach, które w miarę. jak mrok za- 
padał, oświecały się lampami, mnóstwo ludności z miasta 
przechadzało się. zaglądając w nasze okna. skąd wzaje- 
mnie myśmy się im przypatrywali, jak to zwykle bywa. 
iż nieradzi ze swego losu jedni drugim zazdrościmy. W otwar- 
tern oknie usiadła księżna T rubeckaja, Czetwertyńska z domu. 
o ładnym profilu i trochę zaniedbanym układzie. a na- 
przeciw niej piękna kształtna księżniczka Marja Barjatyńska. 
Głowy ich i kibicie, oblane światłem sali. rysowały się 
jasnym profilem na tle nocy. Siostra moja Buczyńska. 
myśląc. iż grzeczność mówi gospodyni, upewniała ją z uśmie- 
chem. że tłum. chodzący po górach. pewno lepiej się od 
nas bawi - .. To bardzo być może". odpowiedziała nie- 
urażona tern gospodyni, obracając dużemi niebieskiemi 
oczami po warszawsku. skąd była rodem. a tymczasem 
mąż jej. pan Generał, przechadzał się nieporównywając 
jak indor. którego z postawy i nadstawności przypomina!. 


. 



 
.
>>>
I 


. 


" 


.
 



 
I 


- 255 - 


mówiqc wszystkim, że posiada pięć języ]Ww i jest bar- 

 - 
dzo u
zony. . 
Był jeden dzień w maju, w którym tyle zdarzyło się 
wypadków, a raczej przypadków, i to od samego ranka, 
że słyszqc o tern mało kto się odważył wyjść na ulicę. 
Zaczęło się od wypadnięcia okna z trzeciego piętra na 
ulicę, co spowodowało śmierć czy kalectwo jednego z prze- 
chodniów. O południu zsunęła się do Wilejki część Be- 
kieszowej góry z połowq wieży bohatera. Były osoby tak 
przerażone dwoma pow.yżej przytoczonemi wypadkami, 
iż lękały się jechać na sztuki konne, myślqc, że Szopa 
zapadnie się, a była to trupa turnierów z ładnq.paniq Elizq, 
o delikatnych rysach i bynajmniej nie zuchowatq jak wy- 
padało być na amazonkę. Najstarszy z trupy Salmoński 
(podobno) i pajac Dolot wabili publiczność; pierwszy 
zręcznościq i odwagq, drugi udanq głupotq i tchórzo- 
stwem, które tem więcej podnosiły jego wprawę i dowcip. 
Pora kontraktowa obfitowała w widowiska różnego 
rodzaju. Mieliśmy jeszcze tym raz
m galerję woskowych 
figur, na całem piętrze domu Szulca, w salach oświeco- 
nych z muzykq, dla ożywienia tego nieruchomego towarzy- 
stwa królów, bohaterów, uczonych i sławnych rozbójników. 
Na lato mieliśmy przyrzeczone kuzynki warszawskie 
z nauczycielkq. Zaczęły one od Postaw, a jakby z prze- 
czucia, czy wiedzqc o tern, znalazł się w Smorgoniach 
Konstanty hrabia Przezdziecki, brat ś. p. Karola, i listem 
grzecznym uprzedził nas o swojem przybyciu z synem 
starszym, Aleksandrem. Wuj Przezdziecki był marszałkiem 
w Kamieńcu Podorskim, już niemłody, w rozwodzie z żon q 
Olizarównq, nosił perukę z czubkiem, ordery i tabakierę 
wybrylantowanq, dar cesarza Mikołaja; miał on nos gruby, 
czerwony, oczy małe, klepał się po kolanach, chwytał 
drugich za guzik i lubił opowiadać o dworze cesarskim. 
Bywał w DobrowIanach prawie co rok, bo arendo- 
wał Smorgonie, i zawsze obiecywał nam przywieźć synów 
swoich, ole jakoś nie przypomniał tej obietnicy, aż gdy 
naj starsza z pięciu T yzenhauzówien doszła lat szesnastu. 
Był to włośnie miesiqc lipiec, pora najkorzystniejsza dla 
wsi, szczególniej takiej, jak Dobrowlany, gdzie była zawsze
>>>
- 256 - 


. 


obfitość kwiatów i owoców. Pewnego poobiedzia przybyli 
goście zapowiedziani, a Wuj prezentował syna Aleksandro. 
Pan petersburczyk był blondyn, krótko ostrzyżony, wcale 
nie opalony, wyprostowany, mówił prędko i wybornq fran- 
cuszczyznq, a że był przed rokiem napisał dramat p. t. 
Don Sebastien, grany w Petersburgu przez trupę artystów 
paryskich, i miał z tego powodu list od Wiktora Hugo, 
witaliśmy. go przydomkiem ..Don Sebastien". Z czego ura- 
dowany ojciec zaproponował czytanie nowego dramatu 
p. t. Les deux reines de France (żony Filipa-Augusta), a ta 
lektura rozpoczęta nazajutrz ran
 w oranżerji tok zajęła 
i syna i ojca, klepiącego się ciągle po kolanach, że nawet 
dzwon kapliczny nie mógł ich powstrzymać, aż pani sena- 
torowa Ogińska, obecno temu, wstała pierwsza, mówiąc: 
..Nous finirons apres la messe". Po obiedzie nowy kłopot! 
Ksiądz kanonik Sienkiewicz, nietęgi , francuz, kołysany 
piękną harmonją wyrazów, zasnął tuż obok ojca autora. 
) mój ojciec bez pasjansa tym razem uległ też wpływowi 
upału. . . Ale jak grzmotnie pan Marszałek po kolanach. 
obaj nagle się budzą - i tak było do samego końca. 
Autor w zapale tego nie dostrzegł, my zaś. z otwartemi 
oczami i uszami, chwaliłyśmy, co było godnego pochwały. 
to jest język i zasady moralne. 
Po dniu przebytym z nami pojechali panowie nasi 
do Postaw. gdzie już były warszawiankLA gdy my sie- 
dzimy sobie cicho w domu i. jak dziś pamiętam, w kąciku 
sofki przed czarką z różami czytam "Rozmowy umarłych" 
Krasickiego, oddają mi list z Bólkowa. z którego dowia- 
dujemy się, że nietylko Przezdzieccy wracajq, ole i oba 
domy Tyzenhauzów walą na nas i dziś jeszcze przed nocą 
przybędą. Zadziwienie. radość, urządzenie pokojów go- 
ścinnych i podwieczorku. dyspozycja wieczerzy, trochę 
zmiany w ubiorze zajmują nam godzin kiJka. a o zachodzie 
słońca pojazd za pojazdem rzuca w nasze progi i objęcia 
dwóch wujów, ciotkę. pięć kuzynek. trzech kuzynów. dwi
 
nauczycielki i tyleż nauczycieli. Ruch, życie. hałas jak 
w ulu! Kuzynek warszawskich nie widzieliśmy od 1830 
. roku. lat osiem, wielki to przedział czasu w ich wieku! 
Ermancja. szczupła jak osa i najbardziej z sióstr 'Jkładna.
>>>
, . 
,,, 
'. 
. .. 
-,. . 
"'. 
...... 
1\ . .", - p "'-. ł-- 
,- 
::c 
II U c: 
j ,. t V 
:z: .
 
. t '0 
-I .. 

 V 
.0:: 
O i: 
. ex ':1 
, ł 1,.,' .j. CO O 
. , O N 
,. "- 
t'X' 
- C 'aJ 

 c: 
, . ., "C 
." , .. - .!!. 
., .
ł'!, \. _ 
 
, '.
'ł I, - ..... "ii 
, . Jt 
 ., O .. 
'.
 =' O 
. 1.' 
 
, .t O 
"" 
I . .,'.. o. O 
.... l.1J 
\) .....
 : O) 
N :I 
ł .,... ..\
. ex ::c 
ł- V 
. . l.1J' 
 
.t. 
" . :z: 

 .. 
 
'1'. 
. 
'" 


\" 


-
>>>

>>>
\ 


- 257 - 


w dużym. jak je natenczas noszono. kapeluszu, Józia, naj- 
ładniejsza z sióstr, a najmniej o to dbająca, i dwunastoletni 
sowizdrzalik daremnie usiłują rozbawić poważne kuzynki 
postawskie, bo te się nie dajq wciągnąć w żadne figle! 
) gdy na uboczu my dwudziestokilkoletnie chętnie należymy 
do kręciołek warszawskich, Marynia. piętnastoletnia. sto- 
jąca poważnie wśród tego wiru, zapytuje: "Czy długo trwać 
będzie to dzieciństwo?" 
Warszawianki i postawianki różniły się z sobą o całe 
wychowanie; poufałe. ser
eczne z sobą. jak przystało na 
stryjeczne siostry. dziwiły się jednak jedne drugim. a my. 
trzymając środek między niemi, nie wiekiem wprawdzie, 
ale wychowaniem i upodobaniami. byłyśmy konfidentkami 
stron obu. Warszawianki, przyjeżdżające ze stolicy. rozba- 
wione karnawałem, dbały o modę. o kwiatek tak a tak 
włożony. o fałdkę sukni. jakgdyby szło o zasady życia. 
Ermancja szczególniej. wygięta w swej mantyli na fałdzi- 
stej sukni. nie pojmowała, jak mogły postawianki chodzić 
w szwajcarkach wąskich i krótkich. Gdy szło o kWiaty 
we włosach. postawianki trzymały się tradycji wieńców 
klasycznych. a warszawianki żurnalu mód. Pierwsze kładły 
liście i kwiaty do góry. drugie. egzagerując modę, za- 
wieszały gałązki nisko na plecach kwiatem w dół. co 
Marynia znajdowała ntelogicznem. bo kwiat tak nie rośnie. 
ani artystycznem nawet. co popierała Tassem i Petrarką, 
a Helenka. czuła poetka, podnosiła główkę. róży. jakby ją 
bolała ta pokora królowej kwiatów, Jedne i drugie czuły 
ciągle nad sobą władzę i oko postrzegawcze matki i na- 
uczycielki. a gdy postawi anki ulegały ochoczo i odrazu 
opiece. która je od kolebki ta sama i tak samo strzegła. 
warszawianki drożyły się lub unikały wzroku. ścigającego 
je z pod loków czarnych kochanej ich Feluni (Felicji 
d')vemois). która się co chwila z jakąś odzywała re- 
prymandą i na której komendę wkładało się i zdejmowało 
salopy na spacerze, jadło lub nie jadło kalafjorów i t. d. 
Ermancja. najstarsza z sióstr, a nawet z pięciu kuzynek, 
chociaż tylko szesnastoletnia. była też najpoważniejszą 
i czuła się panną na wydaniu. a obecność kuzyna, Woły- 
niaka. dawała jej do myślenia... Młodszym były na myśli 
17
>>>
- 258 - 


tylko pieski, spacery i figle. Eldzia pamiętała swą bytność 
w Dobrowianach z Borosią w ] 830 roku. Posłał ją był 
dziad Pusłowski w odwiedziny do stryja i ciotki. Miła ta 
dziewczynka, zaledwie natenczas pięcioletnia, już sierota 
z: ojca i matki. którą ł babka niedawno odumarła. kocha- 
jąca i tuląca się do pozostałych. mówiła tym. co ją gar- 
nęli do siebie: ..Nie kochajcie nas. kto nas kocha - umiera!'. 
Tak jeszcze małoletnia dziwną była w swych postrzeże- 
niach i pełną naj subtelniejszej delikatności. Poprowadzona 
do pokoju mego ojca. gdzie był portret wujaszka Rudolfa. 
odrozu go postrzegła. a odwracając główkę. by ukryć łzy. 
rz:ekła półgłosem: ..T oki jest w Żołudku... Podobał się jej 
bardz:o gil swojski. który wolny latał swobodnie przez: 
dzień cały. a nocował między wazonami w klombie. Eldzia 
krzyknęła z: radości. poznając portret gisia w albumie Ma- 
tyni. ta wzięła nożyczki. by go wykroić dla niej. a dziew- 
czynka wołała: ..Nie psuj, nie psuj. nie trzeba !'. Gdy zaś 
kartka została wyjęta. rzuciła się na szyję mojej siostry. 
i rzekła: ..Pisać nie umiem. więc napisz sama na pamiątkę. 
że Matynia popsuła swoje album. aby dać Eldzi gisia". 
Wszystkie te szczególiki o dawniejszej Eldzi. harmonizo- 
wały z dzisiejszą. bo zawsze wesoła. tkliwa i dowcipna. 
choć może zbyt dziecinna na lat dwanaście. porywała serca 
wszystkich. 
Pobyt kuzynów trwał dni kilka. Pogoda. wierna Do- 
browlanom. ułatwiała i urozmaicała przechadzki, spacery 
i niespodzianki, Raz: Ermancja wymówiła się chęcią. być 
choć raz napadniętą przez zbójców. a ta jej myśl pochwy- 
cona wlot podała projekt Mamie do przedstawienia bal- 
lady - ..Powrót T aty". 
Miejscowość na to nie mogła być trafniej obmyślona: 
kapliczka za wodą miała drogę. zarośla i las blisko. tam 
po małej próbie wszystko w gotowości czekało na towa- 
rzystwo. i po Mszy w kaplicy nastąpił zwykły Spacer do 
ogrodu. a promek dostawił wszystkich na drugi brzeg. 
Trzebaż trafu. że wuj Konstanty. idąc przodem. ciqgle się 
zbliżał ku zaroślom. a gdy mój ojciec. idący razem, nie- 
znacznie go odwracał od nich, - ..Czy się lękasz rozbój- 
ników?" spytał Wujaszek. nie domyślając się. że tam już
>>>
- 259 - 


przebrani zbóje czekali w ukryciu. Wtem od cegielni. niby 
z; jakie
o dworku. 
. . . Biegną dziatki wszystkie razem 
Za miasto pod słup na wzgórek. . , 
Dziatek głosu nie słychać. tylko z pod wierzby pła- 
czącej rozchodzi się głos i słowa. które ich ruchów są 
tłumaczami. a z pod gałązek zielonych bieleje biała postać. , . 
, . . Wtem słychać turkot. wozy jadą drogą. 
J wóz znajomy na przedzie... 
Cóż lepiej nad słową samej ballady mogłoby uprzy- 
tomnić ten obraz. który stosownie do niej przedstawił się 
oczom widzów. tak nawet. że i konie. jakby rozumiejąc 
rzecz. naprawdę się strachały. a gdy starszy zbójca z całą 
dramatycznością swą rolę odegrał. wuj Tyzenhauz zado- 
wolony wołał na naszego Piotra. lokaja: .. To Szmidkoff t" 
Zbójcami byli dworni. ubrani w czerwone koszule. fałszywe 
brody i uzbrojeni w kuchenne noże. Dzieci dostarczyła 
poczciwa kowal owa. ojcem był komisarz. a głosem z pod 
wierzby - ja. Ale podobno miejscowość najwięcej się 
przyczyniła do uwydatnienia rzewnej treści. 
Dzień rozpoczęty od niespodzianki miał się zakończyć 
serją siurpryz. z któremi czekali nas Buczyńscy. gdzieśmy 
zaraz po balladzie ruszyli. 
Bólków był Eldoradem dla gości. szczególnie dla mło- 
dych. Gospodarze młodzi i uprzejmi. dom bez piętra. ogród 
pełen kwiatów. swoboda. smaczne obiadki. wyborne owoce. 
mnóstwo rycin na stolikach. słowem. co kto lubi. Tym 
razem przybyła do ogrodu hoj dawka, której dotąd nie 
było. którejśmy się napróżno napierały w DobrowIanach. 
bo Mama nie chciała mieć w ogrodzie tej. jak zwała. szu- 
bienicy. jakież to radośne były krzyki na widok 
tej nie- 
spodzianki! jakie wylatywanie w powietrze od obiadu do 
zachodu słońca. a nigdy dosyć prędko. a nigdy dosyć 
wysoko! O zachodzie słońca Gospodyni z bardzo natu- 
ralną miną zaproponowała przechadzkę przed herbatą. 
Nikt nie uważał. iż. starannie zebrawszy całe towarzystwo 
od wista i hojdawki. co nie było łatwo. skierowała tego 
węża różnobarwnego w nieznajomą dotąd stronę ogrodu. 
którą nazywaliśmy ogrodem pani podstoliny. bo jak
>>>
- 


- 260 - 


w ..Panu podstolim" Krasickiego, kwiaty i krzewy masko- 
wały grzqdki z prozaicznem warzywem. Ogród ten grani- 
czył z folwarkiem, a folwark z gaikiem i łqkq. Od gaju 
wiatr przynosił dalekie tony fujarki. a rozrzewniona panna 
d')vernois, jakby echem swej ojczyzny, wspomniała na 
renz des vaches, potrzqsła swemi loczkami i podwoiła 
kroku, za niq wszyscy. 
Tego też chciała Gospodyni. U wejścia do gaju na 
małym wzgórku stał szałas z mleczywem, w nim ładna 
Szwajcarka, a u nóg jej pasterz dqł w fujarkę. U wejścia 
szałasu był napis niemiecki: ..Pod niezapominajkq". . Wuj 
T yzenhauz przemówił do młodej, zupełnie mu nieznajomej 
mleczarki po niemiecku, myślał może, iż tem w kłopot 
wprowadzi mniemanq Szwajcarkę, a więcej może samq 
Gospodynię, Jakież było jego zdziwienie, gdy na ów kom- 
plement niemiecki odpowiedziała mu czystq poprawnq 
niemczyznq. ..No, no" - pomyślał sobie Wuj, pOkręcajqc 
głowq, - ..co to przez niq mówi 'l". ) radby dalej prowadzić 
rozmowę z roztropnq mleczarką, gdyby towarzystwo, obej- 
rzawszy się poza siebie, nie zobaczyło namiotów i stołów, 
zastawionych na łqczce wśród buków... Zaciekawieni 
szli tam wszyscy, 
. Pod markizami z płótna Normandka rumiana w swoim 
charakterystycznym czepcu, jak głowa cukru, kręciła się 
żwawo około stołu z herbatq. Wujaszek, sparzony na zim- 
nem mleku, chciał się ostudzić gorqcq herbatą, a zbliżając 
się do hożej Normandki, której szyld był: A la pensee Mar- 
guerilte veuve Je Roux, prosił jq po francusku o szklankę 
herbaty. ..5';1 vous plait. Monsieur le Comle va elre seryj 
loul d f heure". odpowiedziała markietanko. charkajqc po 
parysku; o Wuj aż odskoczył przerażony: ..Co to jest? to 
wieża Babel 'lI" a szukajqc oczami Gospodyni: ..Skąd po- 
brałaś te cudzoziemki? !'" pytał ją zdziwiony, nie domyśla- 
jqc się, że jedną i drugą znalazła siostra moja pod swoim 
dachem. Szwajcarkq była panna Frey, apteczkowa, a Fran- 
cuzkq piastunka małej Piotrowskiej, przybyła z Besam,;on 
z tą rodzinq. Bębenek i zele, odzywające się z głębi gaju, 
pociągnęły nas jeszcze dalej. W kotlinie wśród drzew horda 
Cyganów, złożona ze starców, młodzieży, kobiet i dzieci.. 


ł
>>>
- 261 - 


wypoczywała koło ogniska. w malowniczych strojach i nie- 
ładzie. a przed niemi nad strumykiem śliczna brunetka. 
w jaskrawej spódniczce i kruczych splotach. oparłszy nóżkę 
o kamiei. i odwracając głowę. poiła z dzbanka wygląda- 
jącego z po za drzew strasznej twarzy człowieka. .. ..Esme- 
rałda i Quasimodo ł" wykrzyknęło razem całe towarzystwo. 
nie dopatrzywszy nawet kozeczki białej. zawieszonej nad 
imieniem Phebusa. rozłożonem na trawie. Zdawało się 
wszystkim. iż przed godziną widziana śliczna litograf ja 
Grewdona. przedstawiająca ideał Wiktora Hugo. ożywiła 
się. urosła i stanęła przed 'nami ł Chór pochwał i podzię- 
kowań otoczył twórczynię tych niespod;ianek. Niemało 
też miłych słówek usłyszała rumieniąca się piękna Esme- 
ralda (panna Dziakowiczówna). każdy powiedział jej coś 
grzecznego. Wuj Przezdziecki klepał się po bokach i mru- 
czał z zadowolenia. patrząc w czarne oczy mniemanej 
Cyganki. Ciocia zalecała Maryni dobrze zauważyć wszystko. 
aby potem wiernie przerysować. Helenka dziękowała Ma- 
tyni "za tak miłą podróż po cudzoziemskich krajach i to 
w gronie rodzinnem" , Kuzyn Aleksander mianował ją 
"Wróżką Bólkowa". Ja mówiłam. że byłabym dumna to 
przyśnić. Jeden tylko pan Pieczewski. wpatrując się przez 
niebieskie okulary w ziemię. zapytywał poważnie pana Hra- 
biego: ..Czy pokład ten jest czarnoziemem. czy gliną 'l" 
Tymczasem młody Cygan i stara Cyganka (szlachta oko- 
liczna Szymanowscy) chwytali za ręce panienki i paniczów. 
by im wróżyć przyszłość. a domyślając się czegoś z asy- 
stencji Wołyniaka przy warszawiankach. przepowiadali 
bliski wianek. co zdawało się bardzo alarmować pannę 
d')vernois. 
Noc zupełnie zapadła. nie było księżyca. ognisko 
Cyganów. gwiazdy na niebie. skry od samowara. cygara 
panów rozświecały cienie. nim zapalono kandelabry. u któ- 
rych płomienie świec nie gasły. tak było ciche powietrze. 
Kosarze. wracający z łąki, nucili pieśni tęskne. zdaleka 
dochodziły śpiewy Cyganów. Szwajcarka i Normandka 
z pomocą Esmeraldy dostarczały mleka. owoców. ciast. 
herbaty etc.. były. i lody. a na zakończenie raki i kurczęta. 
Była nawet propozycja tańca. Cyganie ofiarowali się grać
>>>
- 262 - 


nam mazura, JUz stawaliśmy w pary, gdy głos panny 
d'Jvernois odwołał jej uczennice, a przez to rozerwał cały 
łańcuch. Fujarka, szałas szwajcarski wyraźnie musiały tak 
usposobić pannę d'Jvernois. że się uważała za kr610wę 
dnia tego, a więc w prawie wydawania wyroków. Wróżki 
zwykle mają swoje przeciwniczki i panna d')vernois grała 
tym razem rolę de la lee turbulente. 
Powrót do Dobrowian był w późną, czarną, cichą, 
ciepłą noc, Domek bólkowski, stojący na wzgórzu między 
dwoma kościołami i nad jeziorem, błyszczał długo ogniami 
we wszystkich oknach, jak meteor lub jak pałac wróżki, 
usprawiedliwiając miano, nadane Gospodyni przez kuzyna 
Aleksandra. 
W tydzień już nie było nikogo w Dobrowianach : 
kuzyni odjechali do Postaw, Przezdzieccy do Smorgoń, 
a stamtąd przez Wilno na Wołyń. Kuzyn Aleksander 
przysłał nam ze Smorgoń cały pak ..Don Sebastiana- . 
z nadpisem wyłącznym dla każdej. Buczyńskiej pozostała 
nazwa ..de la lee de Bolkow.. mnie się dostał tytuł ..damy 
białej" (a propos ballady). Było coś wyłącznego i dla 
kuzynki Ermancji, do której wola ojca i wola opiekuna. 
połączone razem. skierowały afekty i intencje Aleksandra. 
Panna o tern trochę wiedziała, trochę się domyślała, ale 
projekt. na rok czy dwa odłożony, nie przyszedł wcale 
do skutku. 
T oki zwykle koniec wszelkich układów na zimno. brak 
im tego uroku, tej poezji. które są jak mgły wiosenne, po za 
któremi kwiaty i serca porozumiewają się z sobą, przez 
dobrowolny. a raczej mimowolny pociąg. 
Postawy wzywały nas na piąty sierpnia, jako dzień. 
łączący w sobie kilka uroczystości familijnych. Przyby- 
wając o dni kilka naprzód. znaleźliśmy główny apartament 
otwarty. panią Mostowskq z synem Arturem i przygoto- 
wania do amatorskiego teatru. Warszawianki wprawdzie 
kręciły główkami na wybór klasyczny sztuk. Miał być 
wyjątek z "Estery". obraz żywy z ..Atalji" i sztuka pani 
de Genlis ..L'aveugle de Spd'. Ermancja dyktowała ko- 
medję weselszej treści, aJe sam tytuł tej sztuki przeraził 
Marynię, bo matka jej tego czytać nie pozwoliła. "Nie 


-
>>>
-263- 


znasz '1- zawołała Ermancja- to ci opowiem treść".-..Za- 

omin.asz" przerwała Marynia poważnie, ale z uśmiechem, 
,.że skoro mi nie dano czytać. sztuki samej, nie powinnam 
znać jej treści". 
Próby, robienie kostjumów i tańce wieczorne nada- 
wały niezwykłe życie Postawom. Nawet poważny filozof 
Zbigniew częściej się uśmiechał, rozbawiony, jakby zele- 
ktryzowany Eldziq. Łatwiejsza była sprawa z wesołym, 
choć powolnym Arturem, który tak się był rozbawił z Józiq. 
że Marynia w porę nadeszła. gdy jedno drugiemu strzygli 
włosy na pamiqtkę. Wujaszek nawet wyszedł ze stanu 
normaln.ego. dla Estery i dla Atalji dobył brylanty i klej- 
noty żonine. będqce u niego w schowaniu. Nawet z kufrów. 
nie otwieranych od pół wieku może, wyszła garderoba 
podskarbiego Tyzenhauza: fraki aksamitne i grodeturowe. 
haftowane złotem i srebrem. które powierzył też Matyni, 
aby z nich zręczna Esmeraldo utworzyła kostjumy do me- 
nuetu z czasów pani de Pompadour. Dawaj więc impro- 
wizować kostjumy odpowiednie: żaboty i peruki ze lnu 
rakiskiego dla panów, czepce i robrony dla dam. I pew- 
nego wieczora wystqpiliśmy jakby na dwór Ludwika XV-go. 
W pierwszej parze szła Matynia z Wujem. którego postać 
wspaniała. stan wcięty z pod długiego, złocistego fraka, 
żabot koronkowy. nogi w trzewikach, stqpanie poważne. 
oczy zmrużone, usta uśmiechnięte czyniły z niego un mar- 
qui s consomme. Matyni nic też zarzucić nie można było. 
Mnie. upudrowanq i w robronie kwiecistym. prowadził 
Maurycy. Zbigniew szedł w parze z Ermancjq. Artur z Ma- 
ryniq, a Rajnoldek ośmioletni, któremu z kamizelki zrobiono 
frak, wybornie dopadał do naszego grona. T eat.. udał się 
nieźle. W ..Esterze" Mardocheusz (Eldzia) był z
chwyca- 
jqcy; w ..Atalji" Marynia wspaniale zasiadła na tronie, 
a Joasem był Rajnoldek. 
Dzień imienin Babuni uświetnił się od samego ranka 
obrazem z ..Żywota świętej Elżbiety" wyjętym. Tłum ubo- 
gich i kalek odbierał z rqk córek domowych jałmużnę. 
:zakończonq obiadem dla żebraków. Wieczorem widowisko 
rozpoczęto obrazem żywym, złożonym z samych wnuczqt 
w bieli z wieńcami kwiatów. śpiewajqcych hymn do Naj-
>>>
- 264 - 


świętszej Panny, a Helenka odczytała wiersze swego układu, 
które przepisane z winietką Maryni posłano Babuni; wiotka 
postać Helenki, głos drżący, poezja rzewna z dodatkiem 
tych róż białych, powiewnej szaty i lat czternastu, czyniły 
ją uosobieniem poezji lirycznej. 
Powrót kuzynek do Warszawy miał być na Wilno, 
a więc przez Dobrowlany. Spodziewając się mieć je raz 
jeszcze u siebie i to więcej tygodnia, czekaliśmy je z go- 
towym teatrem w sali jadalnej, z podniesieniem, kulisami 
i kurtyną. Papa sam zajął się urządzeniem, a nawet przyjął 
rolę w sztuce pani de Genlis p. t. La rosiere de Sa/anO'. 
Próby szły z wielką męką. Matynię bolały zęby, Józia 
leniwie się uczyła, Eldzia miała żal, że jej dano rolę dziecka, 
jej, co była pierwszą artystką trupy! Papa, odczytując 
codzień całą rolę, nie pamiętał, co po czem następuje; 
a w chwilach ważniejszych zwracał się ku suflerowi, zapy- 
tując: "No, cóż tam dalej?"" i to na reprezentacji! Szczególnie 
gdy mu wypadło wystąpić z Matynią, oboje milczeli, Ale 
któż na te uchybienia zważał, gdy oprócz Mamy i dwor- 
nych, nie rozumiejących po francusku, nie było prawie 
żadnych widzów. Godzinę przed podniesieniem kurtyny. 
posłaliśmy wezwać sqsiadkę naszą, panią Święcickę Adol- 
fową, i kuzynkę jej, JzabelJę Snarską, a te panie najwięcej 
własnie były rade z owego Papy: "Cóż tam dalej V"" 
Dla urozmaicenia przejażdżek, tern bardziej, że kuzynki 
lubiły wszelkie wiejskie obrazki, jeździliśmy do wiosek 
w odwiedziny znajomych włościan, Tam nas traktowano 
mlekiem, miodem, orzechami, ogórkami a nawet, gdy się 
nas spodzieweno, kurczętami i to podanemi na fajansie. 
Podwórko wymiecione, chata z krqglaków, ale czyszczona 
i myta co sobotę, świronki z zaściankami pełnemi zboża, 
świetlice, ozdobne w obrazki i t. p. świadczyły o dobrym 
bycie gospodarzy. 
Po odjeździe kuzynek na wezwanie pani Kublickiej, 
jadącej d0 Zalesia na ] 5 sierpnia, dzień imienin jej matki, 
pośpieszyliśmy tamże za córką. Rezydencja ta w Oszmiań- 
skiem, zdawna urządzona przez księcia Michała, senatora, 
miała cienisty park z daniel karni, śliczne kWiaty i dom 
wiejski, ale murowany, w rodzaju postawskiego, bo nie
>>>
- 265 - 


., 


poJjeżdżano tam pod główny podjazd. Dużo salonów. 
obrazy dobrego pendzla. choć po większej części tylko 
portrety familijne. i oranżerja. służącą latem za salę jadalną. 
Księżna Ogińs!a siadała zwykle na kanapie pod portre- 
tem swoim en pieds z lat młodzieńczych. z którym pomimo 
wielkiej już różnicy wieku nie traciła w porównaniu, Wnu- 
czek jej KubIicki. czteroletni Karolek. przychodził co ranek 
całować stopy babuni na portrecie. Śliczne to dziecko 
z oczami, jak u matki, w sukience gorsowej z krótkie mi 
rękawkami, jak u dziewczynki. był rozkoszą całego domu 
i przybywających tam gości. Śpiew jego budził nas, jak 
śpiew ptaszka; posłuszny. roztropny, wesoły kazał siebie 
co słówko kochać na nowo. Dzień imienin gospodyni 
ściągnął kiJka sąsiednich domów; obiad był paradny 
w oranżerji, a wieczorem iluminacja ogrodu i dożynki dla 
włościan w rotondzie, wyciętej w lesie. Woły w całku 
kręciły się na rożnach, w powietrzu latały krocie jabłek. 
rzucanych dla dzieci. a ogromne koło. ze stu może par 
złożone. przy kilku muzykach tańczyło dopóźna. Była to 
niespodzianka pomysłu syna. księcia Irenego. dla matki. 
a mały Karolek, patrząc na to przez okno, mówił: ..Jak 
urosnę, to coś jeszcze piękniejszego urządzę dla mojej 
mamy!" 
Pani Senatorowa, oprowadzając nas po całym domu. 
pokazywała narożne piętra, noszące nazwy de la tour 
d'AnltHie (Załuskiej) et la tour d'lrene. Sama zajmowała 
jedną z tych wież kwadratowych. której ściany wewnętrzne 
były mozaiką portretów generałów. książąt i hrabiów 
obcego nazwiska i nie krewnych: ..Ce sont mes omies'
 
mówiła otwarcie pani Senatorowa, nie kryjąc by)wjmniej 
w opowiadaniach swoich, jakiego to rodzaju była przyjaźń. 
przypominająca zwrotki z piosneczki francuskiej: 
Quond tomilie devient omour, 
Adieu le repos de la vie I 
Quond J'omour devient omitie. 
Adieu le bonheur de la vie I 
Jednem z naj milszych wrażeń tej bytności w Zalesiu. 
było poznanie pana Konstantego Nowomiejskiego. zna- 
jomego oddawna memu ojcu. Pani Senatorowa, której
>>>
- 266- 


interesami kierował, nazywało go "une mouche blancjle 
parmi les noires". Prawość, wypływajqca z dobrze pojętej 
religji, było tłem jego charakteru i kluczem postępków; 
do tego dowcip miły i słodycz niewyczerpano, o choć 
story kawaler, oni szarmant, oni gderacz, coś kapłańskiego 
namaszczało jego mowę i dziwnym przywilejem umiał 
prawdę mówić w oczy, nie gniewajqc nikogo, owszem 
zyskujqc niq coraz więcej przyjaciół, 
Każdej jesieni wymyślaliśmy coś między DobrowIa- 
nami o Bólkowem, by zapełnić długie wieczory, o dni 
ponure rozś wiecić. Korespondencji od przypadku było nom 
za mało. Przeszłych lot istniało ..Gazeto Dobrowlańska., 
rodzaj kurjerka, wychodzqcego raz w tydzień, w którym 
mieściły się wiadomości miejscowe i krajowe z oddziałem 
no anegdotki i ..przyjechali", Ale pismo, którego kolabo- 
racjq zajmował się tylko jeden redaktor, czy też redaktorko, 
musiało ustać tern bardziej, że główny cel żartów, poczciwy 
Bochmet. już nie żył! W roku więc ] 838 miały być innego 
rodzaju ćwiczenia literackie w celu wprawienia się w pi- 
sownię polskq, do czego ..Wieczory pielgrzyma" silnie 
zachęcały. Radziusz, pocztyljon nasz, chodzqcy zawsze 
do Święci on, zanosił co piqtek jakiś artykulik po drodze 
do Świra, skąd czynszownik Rakowicz odsyłał do Bólkowo, 
i zabierał stamtqd odpowiedź, która czekało powrotu 
 
Rodziusza w sobotę lub w niedzielę. Obrazki, portrety, 
synonimy krzyżowały się z wielkiem życiem, grajqc roję 
zakqsek pour I'entretenir I'appetitmiędzy korespondencjq 
no większq skaJę z kuzynkami Postaw, Warszawy i Słuc- 
czyzny. Listy tych ostatnich były jakby perspektywq, otwartq 
no części kroju ościenne, stosunki ich familijne i sqsiedzkie 
sięgały brzegów Prypeci, Jasów poleskich, nawet Wołynio 
i Podolo, Po ni Jeziersko, sqsiodko Puzowo, było niegdyś 
wychowonq z Chodkiewiczównq w Młynowie i. tom nieroz 
wzywano. pisało zojmujqce listy o rodzinie Chodkiewiczów 
iOlizorów. Kostrowiccy. cioteczni Wojniłłowiczów, żenili 
się w Pińskiem, o wesele cołe, w braku dróg bitych, 
dostowioło się wodq no szuwolejoch. W Nieświeżu no 
św. Michało bywoł wielki jormork ze zjazdem cołej gu- 
bernji, o w roku ] 837 było nowet wielko rewjo pod Klec-
>>>
- 267 - 


kiem, którą bardzo malowniczo opisywała mi Agasio. 
Leon .Radziwiłł, obdarłszy szlachtę nieświeską z zastaw 
ojcowskich, ożeniony z faworytką Cesarzowej, księżniczką 
Urusow, osiadł w Radziwiłłmontach i polował w lasach 
ciemkowicJdch kosztem pana Ksawerego Wojniłłowicza, 
który owe Ciemkowicze arendował. 
Kącik nasz dość cywilizowany, ale bez lasów, bez miaste- 
czek i bez takich książąt Leonów, bardzo był cichy w po- 
równaniu ze Słucczyz.ną; tam zawsze stała kawalerja i damy 
około Nowogródka bardżo się stroiły. 
Tejże jesieni przybył do Ból kowa artysta - portrecista, 
jakby wnuk Rustema, bo uczeń jego uczniów, który portrety 
wodnemi farbami minjaturowe wykańczał. Henryk Żukowski 
jechał od pp. Kublickich, gdzie go sprowadziła przyjaźń 
:z; malarzem Smokowskim, żonatym ze starszą Kublicką, 
Emiłją; a Maurycy, chcący mieć o jeden portret więcej swo- 
"\.- 
jej Matyni, przywabił i zatrzymał artystę no całą zimę. 
Święta Bożego Narodzenia podzielone zostały między 
Dobrowianami a Bólkowem. były tu i tam tańce, tu i tam 
teatr, a panu Mianowskiemu, który przybył na ..Adama", 
było tego jeszcze za mało, Wieczorami naprzemian grał 
z moim 9icem w wista i tańcował z nami, rankami polował, 
łub odwiedzał chorych po wioskach; wkońcu proponował 
nam szlichtadę, a uważając we mnie odpowiednią swojej 
żywość, zapewniwszy się tylk
, że mu ufam, ofiarował się 
na woźnicę. Staw w ogrodzie był zamarzły, a droga pod 
borek utarta, najdzieJniejszy koń ze stajni na cztery nogi 
ostro podkuty. jak strzała, leciał z nami po śliskim lodzie 
i gładkiej drodze, Pan Mianowski, spięty w surducie futrza- 
nym, zwracał się ku mnie co chwila, pytając, czy się nie 
lęk
m 'ł czy mu ufam'ł a na odpowiedź. że ufam i nie 
lękam się, popędzał coraz żwawiej, tak, że jadące za nami 
dwoje sanek z poważnemi parami (sióstr moich z panami 
Platerem i Bukszą), tracąc nas z oczu, straciło nadzieję 
i ochotę nas dogonić. Było to coś nakształt owego en pleine 
carriere z księciem ]renym, ale mniej grożące niebezpie- 
£zeństwem. 
Pan Mianowskl, wracając do Wilna, przyrzekł swoją 
bytnoś
. no lato, wyzywając nas do podobnych wyścigów
>>>
- 268 - 


na konie. Tegoż roku podobno Eustachy hrabia Tyszkie- 
wicz, brat Konstantego i, jak on, miłośnik pamiqtek kra- 
jowych, z Borysowskiego przeniósł się na mieszkanie do 
Wilna. a że z sobq wiózł te wszystkie pamiqtki, jakby 
swojq rodzinę, lub jak Eneasz swoje bogi, kupił czy najqł 
na to piętrowy pałacyk na Antokoru pod kościołem św. 
Piotra, gdzie założył rodzaj narodowego muzeum, złożo- 
nego z medalów, zbroi, wykopalisk litewskich, rękopismów 
i autografów. Jeździłyśmy oglqdać to z ojcem, a ten zbiór, 
w lat kilka ofiarowany przez właściciela miastu, stał się 
fundamentem Krajowego Muzeum, które, z każdym rokiem 
wzbogacajqc się darami. napływajqcemi z całej Litwy, 
uległ w smutnych latach 1864-1866 takiemuż losowi, 
co gabinety uniwersyteckie w 1831 roku, to jest zabrano 
go na skarb i wywieziono do Petersburga. 
Hrabia Eustachy. odmłodu zajmujqcy się przeszłościq, 
osiwiał i postarzał przed czasem, Niepięknych rysów, 
z włosami skręconemi jak różki nad skroniami, wyglqdał 
na jakiegoś indyjskiego bożka. a gdy jeszcze frak czarny 
zapiqł pod szyjq i puścił się walca z pannq Nataljq de 
Neve, ubranq w czarnq suknię i czarne pończoszki. to możeby 
tej pary i Goethe się nie wyparł do swego ..Fausta". 
Wyjqwszy to zamiłowanie w tańcu, wszystko w hrabi 
Eustachym-koncepta. anegdotki, upodobania-cechowało 
człowieka niemłodego, chociaż nie miał lat czterdziestu. 
i czy to na balu, czy w cukierni, czy w loży w teatrze, 
wszędzie koło niego zbierało się liczne koło słuchaczy, 
by, uśmiawszy się serdecznie. na całe miasto roznieść 
dowcipne słówka, których złośliwość okupywała się dobrq 
szczyptq attyckiej soli. Hrabia Eustachy był jakby spadko- 
biercq tej katederki arystofanowskiej. opuszczonej od lat 
kilku przez barona Krauza. który podobno po roku 1840 
osiadł na wsi i tam si
 ożenił. 
Hrabia Eustachy nie tracił nigdy z pamięci ulubionego 
swego przedmiotu, archeologji, i przypominam sobie, jak, 
wchodzqc do nas. w miejscu zwykłego powitania wołał od 
progu: ..A czy wiecie, w jakim mieszkacie domu 'l wszak on 
zbudowany z cegieł zamku królowej Barbary I" ] podobno 
tej tradycji byliśmy winni wizytę zapalonego archeologa. 


1.
>>>
.., 


'y 
- 
 - "i

.

.., :. r 
,. .t" \.. 
'4
'.r .- 
. 
 ,1f1t
:....... . '\ '\ 


. ł ' 


-lo 


-\ 


; , 


. ., 
,. ,., 
,. 
 
r 
. .". ", .1':\ 
I .I - 


. 
 


. 
 . 


. 

 . 


/
' \ 
" .' 
;" 
..: 
. J 
\
 '. 
,
J.._ 


.....' .ł 


.ł- . 


. . 

 


.; 


.__.J 


" 


...."'-: 



. 
"',.1- . . 



 


.?:.- 


.... . 
. -
 


. :.-. .".: 


ł

 . 



_.
 


ROK ]839. 


Zimę przebyliśmy na wsi. 
Tejże zimy odwiedził nas pan Rudornina, ta postać 
czysto miastowa, której nikt nie widział inaczej nawet 
w mróz trzaskający, jak w płaszczu hiszpańskim na fraku 
granatowym ł w kapeluszu jedwabnym pluszowym. Takim 
też przybył do nas o mil jedenaście miastowemi sanecz- 
kami, jakby z ulicy Wileńskiej na Zamkową. Peruka jego 
była równie upiętrzona, twarz równie biała i wypoczęta, 
bielizna równie świeża, mowa nawet tak samo powolna 
i staranna, jak zawsze. Nie chcieliśmy wierzyć naszym 
oczom i uszom, myśląc, żeśmy raczej sami nagle do Wilna 
przeniesieni I Jak się to stało, dotąd nie wiem, bo przy- 
puszczając nawet, że się przebrał w oberży, to i tak ostatni 
ten dach był o milę od nas i każdy inny mógłby się wy- 
gnieść, zziębnąć, zczerwienić przynajmniej od mrozu. Było 
to już w wielkim poście; dla podróżnego podano potrawę 
z mięsem, która też bywała zawsze jedna dla nie mogącej 
pościć matki mojej. Spojrzał po nas gość, uśmiechnął się. 
a biorąc z półmiska oznajmił, że szczerą miał chęć posz- 


.
>>>
- 270 - 


czenia, a ponieważ intencja jest wszystkiem, zatem jeść 
może, ) odtąd za każdym razem, gdy przyszło brać pie- 
czyste, powtarzał: ..L'inlenlion lait loul/" i zajadał w naj- 
lepsze. Niedarmo był uczniem XV))) wieku! 
Z Wilna same smutne i straszne dochodziły nas wieści. 
Konarski, osądzony na śmierć, rozstrzelanym został na 
Pohulance. Dużo uwięzionych czekało wyroku. Pani Anto- 
nina Śniadecka, którą nieszczęścia krajowe zawsze wysoko 
nastrajały, pozbywała się swoich kosztowności, by przybyć 
z pomocą rodakom. W tejże właśnie porze rozdawała 
ona odznaczającym się nauką uczniom swego teścia, 
zmarłego przed rokiem, obrączki złote z datą jego śmierci. 
Jedna z nich dostała się Rosjaninowi, będqcemu już 
w wojsku, co zwróciło uwagę rządu, który upatrywał w tern 
pamiątkę zgonu Konarskiego, skutkiem czego pani Śnia- 
decka została uwięzioną. 
Przybycie nasze do Wilna, opóźnione marudną wiosnq, 
było dla niektórych zbyt jeszcze wczesne. Bo przed nami 
i zimę całą zajmowali ten apartament w Cywińskiego domu 
pp. Mikołajostwo Zubowowie, a pan Seweryn Grabowski, 
etatowy wzdychacz (soupiranl) do wszystkich ładnych twa- 
rzyczek, przyszedłszy nas odwiedzić, zawołał naiwnie. 
oglądając się po salonie: ..Mój Boże! jakież to na świecie 
bywają nagłe przemiany i sprzeczności, tak niedawno na 
tej samej kanapie robiła honory śliczna, miła pani Zubow- 
a dziś?" - i nie dokończył. 
W salonach mówiono tylko o balu kostjumowym. 
danym na dochód Dobroczynności, o kadrylu ..rococo", 
a miasto nie było jeszcze ochłonęło po egzekucji Szymona 
Konarskiego, w marcu, którego mogiłę na pohulance 
strzegli żołnierze dniem i nocą, aby tam wieńców i wierszy 
nie składano. Pani Abramowiczowa, już na kulach, zajmu- 
jąca kilka skromnych pokoików na dole ze swą wnuczkq 
Marysią i wychowanką Anastazją, a tak samo jasna, jak 
za czasów swojej pomyślności, opowiadała nam na dowód, 
jak śmierć Konarskiego obeszła całe miasto, że od samego 
przebudzenia się była przez ten cały dzień bez usługi, bo 
lokaj, służąca i kucharka. nie prosząc nawet pozwolenia. 
poszli o świcie na plac egzekucji i nie wrócili jak wie- 


"'. 


\ 


.
>>>
- 271 - 


, 
{ 


czorem, ..Z tego sądzić możecie - dodała - co się dziać 
musiało w całem mieście!" 
Wiele osób nam znajomych siedziało po więzieniach. 
Romerów Edwarda i Seweryna. Stanisława Szumskiego. 
Justyna Hrebnickiego i innych wywieziono do Wiatki i Wo- 
łogdy. Młodego Bronisława Zaleskiego. siostrzana Karola 
Czarnockiego. sądzono też na wygnanie. a panią Śnia- 
decką. której patrjotyzm miał głośne cechy i objawy. po- 
rwano w nocy i posadzono za kratę. 
Natomiast piknik yv Werka£h był jakby ekspozycją 
nowych postaci i towarzyszek, 
Wiosna. jak i karnawał. nie obeszły się nigdy bez 
jakiegoś świecznika. czy sitka na kołku... 
Tym razem sitkiem i świecznikiem była Ludwika hra- 
bianka Paców na. córka Generała. zmarłego w Smyrnie 
przed kilku laty. po którą rodzona jej ciotka. hr. Niesio- 
łowska. jeździła umyślnie do Paryża. Wszystkie rodzaje 
uroków złożyły się na aureolę dla polskiej sieroty: jechała 
z emigracji. z pod skrzydeł pani Klementyny Hoffmanowej. 
5tarannie wychowana w Sacre-Coeur w Rzymie. do tego 
jedynaczka. bogata. nie brzydka i nieśmiała czy też skryta. 
Wprawdzie Ciotka mówiła o niej. że. ustępując z pokorą; 
spychała w rów. ale z tem wszystkie m o pannie Ludwice 
tylko mówiono w Wilnie. chwytając każde jej słowo. wy- 
mykające się z drobnych ustek. z pod czarnych długich 
loków. a nawet i milczenie jej uchodziło za odpowiedź 
pełną znaczenia... Na co pani Czudowska. Hołyńska 
z domu. matka bardzo mównej córki szesnastoletniej. Pe- 
trusi. robiła uwagę, że coby to było. gdyby tak milcząc. 
jak panna Pac. jeszcze się odzywać nierozsądnie?! Sate- 
litami stałem i koło tego słońca byli: książę Jreny Ogiński. 
z impulsu matczynego. Seweryn Grabowski. ze swego po- 
wołania, i Marjan Czapski. najstarszy syn Stanisława. 
Ten był ze wszystkich trzech najzabawniejszy. bo. nie 
poprzestając na słońcu, obracał się i na gwiazdy... Piękny 
brunet po matce. dowcipny po ojcu. nie dał się nikomu 
wyprzedzić w umiejętności utrzymania wesołej rozmowy. 
Przypomniał nam nasze pierwsze spotkanie z ich rodziną 
w Warszawie w 1833 roku. gdy matka jego. wioząc całe 



"'
>>>
- 272 - 


swe gniazdo, trzech synów i córkę, do Drezna na wycho- 
wanie, przyprowadziła zaprezentować je naszej Babuni. 
Obok prawie milczącej brunetki, Ludwiki Pac, była 
ożywiona, a ogniście ruda panna Leonja Bennigsen, córka 
byłego niegdyś generał - gubernatora wileńskiego. Matka 
jej, Andrzejkowiczówna z domu, przyjeżdżała aż z Hano- 
weru w odwiedziny do krewnych, mieszkających w Gro- 
dzieńskiem, i tęż córkę wydała potem za Andrzejkowicza. 
Nieładna to była panienka, ale kształtna i z wielkim 
talentem do śpiewu: z nieopisanym wdziękiem śpiewała ro- 
mances francuskie, szczególnie jedną: .,J' a; peur de r a;merl" 
Brat jej, już trzydziestoletni, jakaś znacząca figura w Ha- 
nowerze, był najpierwszym kawalerem Matyni; nie można 
być bardziej pierwszym, gdyż trzyletni, jeżdżąc z matką 
z wizytami, trafił do mojej matki. gdy Matynia na świat 
przychodziła, i pani Bennigsen, żartując z tego pośpiechu 
na czasie, prezentowała go po latach dwudziestu siedmiu 
mojej siostrze, już mężatce, mówiąc, że przeznaczeniem jej 
syna było przybyć albo zbyt wcześnie, albo za późno. 
Między brunetką a rudą trzymała środek dla cieniu, blon- 
dynka panna Ludwika Borewiczówna, córka bardzo pięknej 
i miłej matki, będącej już za drugim mężem, księciem 
Tadeuszem Ogińskim. Panna Ludwika była natenczas 
zaręczoną z Kazimierzem Platerem-Zyberkiem, naj starszym 
synem owego eks - gubernatora Wilna, Emigrant z ] 83] 
roku, poznał piękną Ludwikę w Oreznie, a że ona. przyj- 
mując oświadczyny, nie miała odwagi wyrzec się kraju, 
hrabia Plater wrócił, złożył przysięgę i wysługiwał lat 
kiJka na Kaukazie. Tymczasem piękna jego narzeczona, 
klejnot zatargowany, owoc zakazany, budziła mimowolnie 
zapały w sercach młodzieży, szczególnie u wód Oruskie- 
nickich, gdzie takie jest zbiegowisko z Litwy, Wołynia 
i Korony. Ale wierna danemu słowu nimfa nadniemeńska 
z kwiecistych Wiej siej ów nie dała sprzeniewierzyć się sercu... 
Zostawiliśmy na koniec piękniejsze gwiazdy, czarne 
oczy dwóch naj młodszych Chrapowickich Eustachówien 
z za Dźwiny. Julja siedemnastoletnia i Marja, podlotek, 
daleko za sobą pozostawiły pierwszą serję sióstr: Emilję 
i Justynę. Malarz La.mpi, który przed óśmiu laty zideaJizo- 



 



 
I 
I 


.
>>>
- 273 - 


wał ich matkc:. nie miałby co dodać córkom. gdyby mu 
przyszło odwzorować je pendzlem. Patrzqc na rysy regularne. 
na brew jedwabnq i cieniuchnq nad rzc:sistemi oczami Julji. 
myśl odrzucała z niej kapelusik modny słomkowy z różq 
i goździkiem. by te czarne. gładko zaczesane na alaba- 
strowem czole. włosy rozpuścić i wplatać w nie perły lub 
jaśmin. jak jakiej Lelji lub Zulejce. Tak siedzqcej za 
stołem na owym pikniku w Werkach. słońce patrzyło jej 
oko w oko. rywalizujqc pt'omieniami. Co widzqc. siedzqca 
naprzeciw. ofiarowałam jej mojq ombrelkc:. mówiqc stylem 
generała Kossakowskiego. że. zasłaniajqc jej oblicze. siebie 
krzywdzc:. 
Mniej okazałe. ale bardziej Polki w swych wdzic:- 
kach były trzy Wołłowicz
wny. rodzqce sic: z Mikulskiej: 
Michalina. Leontyna i Melanja. Morjan Czapski. mó- 
wiąc o nich. nazywał pierwszq Madonnq. drugą Hisz- 
panką. trzecią pączkiem róży w pół rozwinic:tym, Madonnc: 
ubóstwiał Karol Zabiełło. zapatrzony i milczqcy.. . bo 
i ona milczała. Siedząc u stołu przy Leontynie. brunetce. 
o ślicznej gic:tkiej figurze. zapominał Ksawery Dowgiałło 
o przeszłorocznych swych adoracjach. składanych Ludwice 
Niesiołowskiej i Julji Walentynowiczównie. a nie przeczu- 
wał. że o Leontynie zapomni kiedyś przy Julji Chrapo- 
wickiej. bo serce każdego młodego człowieka jest kliszq 
fotograficznq. na której coraz nowa odbija sic: postać. 
Pensja pp. Rapcewiczów. sqsiadujqca z nami w ]837 
roku. była natenczas w domu Abramowicza. Tam sic: 
odbywały egzaminy roczne. którym prezydował książc: 
Dołhorukow. Głównym powodem przybycia jego na egza- 
miny była chc:ć widzenia ładnych .młodych twarzyczek... 
w czem na wstc:pie zawiedziony został. bo trafem szczegól- 
nym wśród trzydziestu panien żadnej prawie nietylko ład- 
nej. ale świeżej nie było I Mruczał wic:c pod nosem. jak 
niedźwiedź głodny przed pustym ujem. powtarzając: ..Com- 
me elles ne soni pas jolies /" Daremnie jedna z uczenie 
rozdzierała sobie gardło w niestosownie dobranej do jej 
głosu i do jej wieku arji: ..Grace. grace/" z Roberta Dja- 
bła. Daremnie cały komplet wystc:pował w tańcach. a naj- 
zrc:czniejsze z szeleszczącemi girlandami z zielonego papieru 
Iti 


ł 


j 


......
>>>
- 274 - 


wykręcały się pod rozkazami wodza, p. Jordana. Napróżno 
na stołach leżały głowy, nosy i geograficzne karty popi- 
sowe. Nasz Niedźwiedź niezadowolony wyniósł się prędko 
z sali; a myśmy zauważyły w grupie panienek pierwszej 
klasy aniołka z rysów i wyrazu. Pani Adolfowa 
Wię- 
cieka, rozmawiojqca z nami, prezentowała nam jq, jako 
swq krewnq, Zenowiczównę Rachelę, urodzonq z Podbi- 
piętówny, dodajqc, gdyśmy się bardzo nad niq zachwy- 
cały: ..Szkoda, że afektowana". Osoba ta, o której później 
dużo mówiono, nie mogła być, jak inne. Wspomnimy 
jeszcze o niej nieraz. 
Opera, wprowadzona przez Szmidkoffa, trwała jeszcze, 
chociaż nie z tern samem powodzeniem, szczególnie nie 
tym samym trybem. Baletu nie było i sam antreprener, 
zbankrutowawszy na utrzymaniu tak wielkiego etatu, prze- 
niósł się był do Mińska, gdzie jego córka robiła furorę 
i nawet te triumfy dobrq zakończyła partjq. Na jego 
miejscu w operze brylował Kaps, baryton, głos piękny, 
ale zły aktor, a pani Brodowicz, śpiewaczka z dusz q i gło- 
sem. zachwycała nas w ..Lunatyczce" Belliniego; w ostatniej 
szczególnie arji do łez mnie wzruszyło, ale w jednej chwili, 
te łzy obróciły się w śmiech. gdy chustka, wyjęta na otarcie 
oczu. okazała się być nawleczkq od jasia, wziętq z domll 
pomyłkowo. Grano także operę Aubera ..Acteon" i starq 
znajomq nam od roku ] 827 sztuczkę: ..Papugi naszej ba- 
buni", z tq tylko różnicq, że to, co przed laty jedenastu 
była wnuczkq, grała obecnie rolę babuni (panna Izabella 
Gorska), a sławny dziś w Dreźnie, a nawet w Ame- 
ryce, Dawison, już się odznoczył naówczas w małej roli 
oficera. 
W liczbie widowisk znakomite miejsce zajmować po- 
winien pokazywany w auli mikroskop słoneczny, platyno- 
wem oświecony światłem. - Krople wody zmiljardami 
straszydeł, które połykomy nieraz, pojęczyna, skrzydło mo- 
tyla, głowa muchy, widziadła apokaliptyczne w serze 
zepsutym, i t. p. zjawiska natury, niewidne oku i dopro- 
wadzone przez szkło do wielkości tarczy, naprzemian 
wprowadzały w zochwyt i obrzydzenie. Opis mój tego, 
co się znojduje w serze. tok przeroził jednq z moich kore-
>>>
- 275 - 


spondentek, że odtąd nie tknęła sera szwajcarskiego, a goś- 
ciom. traktując ich onym, nie dawała czytać mego opisu. 
Ciekawem też widowiskiem były pchły, zbierające z ca- 
łej Europy niemały grosz dla właściciela i antreprenera tej 
nieporównanej trupy, która na jego rozkaz, nagle jakby 
się budząc z letargu, zaczynała tańcować, grać w karty 
i na rozmaitych instrumentach, ciągnąć wagony itp. Nie 
mniej godne podziwienia były kostjumy tych stworzonek: 
suknie kompletne u dam. fraki u kawalerów. szory u koni. 
furman istotnie wywijał biczem! Papa, czytający gazetę 
na kanapie. i mama drzemiąca. podczas kiedy córka 
i kawaler rozmawiają z sobą. łatwiejsi byli do zrozumienia. 
Zdając sprawę z wrażenia mego z tego widowiska moim 
korespondentkom, nie mogłam znaleźć dobitniejszego po- 
równania nad to. że gdyby lalki miały dzieci. a te dzieci 
lalki. to cacka, odpowiednie tym lalkom, byłyby podobne 
do tych pchlich ekwipażów, instrumentów i t. p. 
W tymże samym domu. co my, mieszkali pp. Odyń- 
co wie. Ona sama, młoda i przystojna, była jeszcze naten- 
czas tą Zosią unieśmiertelnioną w ..Konwersacji" Chodźki 
i w listach Autora ..Grażyny" do Autora ..Felicyty". Ślicz- 
nem dzieckiem była ich Antosia, kilkoletnia jeszcze 
dziewczynka. Oczy jej duże czarne i myślące, płeć gorąca, 
miały w sobie coś południowego. Z instynktu lubiła poezję: 
..Śpiewaj, ojcze!" mówiła, chcąc, by jej ojciec wiersze swoje 
deklamował. P. Odyniec, zajęty umysłową pracą przez 
cały tydzień, przychodził do nas co niedzielę; nazywaliśmy 
go ..niedzielnym gościem", bo ..powszednim" być nigdy 
nie móył. a świętem była dla nas każda jego wizyta. 
Zawsze pobłażający, kazał mi czytać swoje wiersze, a widząc 
w nich przeważający element lekki, wesoły, radził czerpać 
z serca i przy strofach własnych ofiarował mi pióro Goe- 
thego, które miał od Autora ..Fausta". 
Gdym mu przeczytała raz moją rozmowę między cie- 
niami Barbary i Jadwigi, niedrukowaną, pobiegł do siebie 
i przyniósł swojq paralelę między temiż królowemi z tą róż- 
nicą, oprócz ma się rozumieć talentu. że on wyżej stawiał 
ukochaną małżonkę Augusta, ja zaś tę, co poświęciła miłość 
swą ku Wilhelmowi dla kraju i wiary. A jakby na dowód 


-
>>>
- 276 - 


prawdziwości naszej sympatji pan Odyniec w Jat osiemna- 
ście dał nam swój dramat ..Barbarę., ja za
 we dwadzieścia 
cztery napisałam nieznaną dotąd publiczności ..Jadwigę-. 
Tegoż roku weszła za kratę, jako probantka pp. wizy- 
tek, Marja, jedyna córka Karolostwa Czapskich, po długim 
opieraniu się matki. Powołanie jej, objawiające się od lat 
dziecinnych przy każdem spotkaniu się z duchownymi. 
dojrzało w Dreźnie. gdy, zostawiona przy ojcu chorym 
w ] 836 roku, w wybranym przez matkę spowiedniku zna- 
lazła potwierdzenie i zachętę dla swych myśli. Po śmierci 
ojca. zaszłej w ] 837 roku, Marynia silniej jeszcze rwała się za 
kratę; matka woziła ją na bale i do siebie spraszała gości. 
Ale widząc. że pomimo zabaw pod wieńcem kwiatów taż 
sama myśl tkwi w głowie. a perswazje znajomych, upro- 
szonych przez matkę. na nic przydać się nie mogą, biedna 
matka - tonący brzytwy się chwyta - udała się do księ- 
cia Dołhorukowa. w nadziei. że światowiec najwymowniej 
za pozostaniem. na świecie obstawać będzie. Ciekawym 
zapewne i godnym biegłego ołówka był widok tego stra- 
szydła z Apokalipsy. siedzącego naprzeciw czystej panny. 
przejętej myślą o niebie i aniołkach. ] smok też został po- 
konany od nowej Małgorzaty. bo ten, co miał przekonać. 
wrócił do matki z radą. aby się córce dłużej nie sprzeci- 
wiała. A gdy do tego córka. wpadłszy w silną gorączkę. 
wołała nieprzytomna: "Umieram. nie uczyniwszy votum '" 
matka zniewolona zezwoliła na wszystko, a równo z ze- 
zwoleniem i zdrowie wróciło. 
Odwiedzałyśmy szczęśliwą Marynię u progu jej no- 
wego życia. u progu nieba; gdy. objawiwszy nasze naz- 
wiska u koła. czekałyśmy jej w parlatorjum. po drugiej 
stronie podwójnej grubej żelaznej kraty ukazała się nam 
ona - promienna; nie weszła. nie wbiegła, ale wskoczyła. 
podając nom obie ręce i powtarzając. ile się czuje szczęśli- 
wą I Obłóczyny naznaczone były na piętnasty sierpnia. 
jak raz we dwa lato po Wirginji Tymonównie. 
Czem jest szczęście na ziemi? Jedni za warunek 
szczęścia dają miło
ć i niezależność. ci znowu bogactwo 
i t. d. Marynia wyrzekła się dostatków. miłości ziemskiej 
i własnej woli. a było szczęśliwą I
>>>
- 277 - 


Może szczęściem jest zdrowie? W kilka dni po widzeniu 
Maryni odwiedziłam józię Wawrzeckq, córkę Generała, 
bez władzy w nogach, przykutq do łoża od lat kilku. 
Wyniesiono jq z łóżkiem do ogrodu, tam wśród śpiewu 
słowików i woni bzów rozkwitłych, z widokiem na górę 
Zamkowq. wychudła. ale z anielskim wyrazem na ustach 
wybladłych. klęczała podparta na rękach dwóch sług 
biedna męczenica, patrzqc w niebo jasne zgasłemi od 
cierpienia oczami! A jednak mówiła ciqgle ze mnq. Po 
kwadransie opadła na poduszki mówiqc: ..już mi lepiej I" 
Był to jej codzienny paroksyzm, czasem tak silny, że głowa 
ze stopami się spotykała śród konwulsyj! Sługi odeszły- 
chora mówiła ze mnq wesoło. pogodnie. rada z tego 
ogródka, rada z moich odwiedzin. rada nawet z kalectwa 
swego. dziękując Bogu za lada ulgę w cierpieniu goręcej, 
niż inne za ciągłe zdrowie. A w tym samym domu siostra 
jej młodsza, piękna Lucja, w rozwodzie z mężem, ze stara- 
jącym się i kompromitujqcym jq od lat czterech księciem 
Oołhorukowem, szła niespokojnie po tej śliskiej drodze, na 
pozór różami usłanej, tak, że, wspomniawszy na niq. już 
mniej było żal ułomnej schorzałej Józio która śród cierpień 
swoich umiała być szczęśliwq! 
Do klęsk obecnego roku. spadłych na Wilno. zaliczało 
się jeszcze kilka rodzin. pozbawionych sposobu do życia 
przez odebranie miejsca urzędnikom. których dobre serce 
naraziło się rzqdowi w czasie Komisji Śledczej. Ksiqżę 
T rubeckij nie zapomniał o nikim! W liczbie tych nie- 
szczęśliwych ofiar była rodzina Bogdanowiczów; sam - bę- 
dqc plac - komendantem - nie miał serca odmówić żonom, 
matkom i córkom więzionych spoglqdać zdaleka na kraty. . . 
i nagle znalazł się bez chleba dla żony i licznej dziatwy. 
l'łie znaliśmy wcale tej rodziny; żonę spotykajqc na wtor- 
kach pani Abramowiczowej. zapamiętaliśmy tylko parę 
prześlicznych czarnych oczu. Męża podobno znał bliżej 
mój ojciec, a skoro taki wyrok na nich spadł, pojechał 
tom natychmiast z Buczyńskq. która, widząc tę rodzinkę. 
podobnq do pisklqt, wyrzuconych z gniazda przez burzę. 
wezwała jq na całe lato do BóJ kowa. 
Niebawem wróciliśmy też do OobrowJan i od pierw-
>>>
- 278 - 


szego prawie dnia rozpoczęła się serja dni rozkosznych, 
którym najpiękniejsza sprzyjała pogoda. 
Nadchodziła szósta rocznica ślubowin Maurycostwa, 
wybieraliśmy się do nich na cały dzień. Wtem nowi zja- 
wiają się goście, trzech razem poetów: Odyniec, Chodźko 
i Juljan Korsak, nie można bardziej w porę, jakby żywe 
powinszowanie dla jutrzejszych solenizantów! W Bólkowie 
były tańce, śpiewy, polonez przez wszystkie pokoje, impro- 
wizacje, wpisywanie się do albumu i naturalnie wyborny 
obiad z toastem na cześć szóstej rocznicy ślubowin. 
Nasi parnasowi goście, związani z sobą potrójnie: talen- 
tem, przyjaźnią i powinowactwem - Odyniec i Chodźko 
szwagrowie, a Korsak mający zostać ich powinowatym, nie 
byli w niczem podobni do siebie ani rodzajem talentu, ani 
powierzchownością. Najweselszy, najdowcipniejszy z nich, 
Ignacy Chodźko, miał twarz i całą postać arcykrotochfilną: 
mały, zadarty i zapadły nosek, policzki wydatne i rumiane, 
usta pełne śmiechów, oczy, jak dwie czarne szpileczki, 
pełne iskier, włosy w nieładzie i tę jakąś rubaszność, która 
przy dowcipie była mu do twarzy. Z damami galant, co 
słowo w rączki je całował z zapałem; właściwie jednak 
duszą był męskiego towarzystwa, a noc, przepędzana 
w gościnie, i dla gospodarza i dla gości, szczególnie po- 
dzielających pokój z Autorem ..Obrazów litewskich", bywała 
zwykle nocą bezsenną: nikomu się oczy nie kleiły przy 
nieustannym ogniu żartów, anegdot, piosneczek, których, 
dzięki Bogu, tylko echo bez słów dolatywało do komnat 
kobiet. 
Rozmowa z panem Odyńcem miała nastrój wyższy, 
szlachetniejszy, religijniejszy i zawsze po niej jaśniej sił: 
robiło w myśli. Grzeczność jego, objawiająca się też po- 
całowaniem rączek, jako piętno epoki, lecz nie tak częstem, 
jak szwagra, miała cechę serdeczną, ale poważną. Oczy 
jego czarne i takież włosy spadające na czoło, płeć ciemno- 
żółta, rysy ostro-wyraziste, czyniły go podobnym do szkicu 
węglem, narysowanego genjalną ręką. 
Trzeci towarzysz, naj młodszy z nich, nie wyglądał 
zrazu ani na umysłowego, ani na serdecznego człowieka, 
chociaż w gruncie najbardziej z nich sentymentalny, jak 


\ 
\
>>>
- 279 - 


\ 


to się okazało ledwie po jego ożenieniu. Tusza trzydzie- 
stopięcioletniego człowieka. zdrowie i cera obywatela 
na wygodach nie były w harmonji z opinją autora. ale to 
wynagradzał rozmową. łączącą w sobie tęskność piewcy 
barkaroli o Brencie I głębokość tłumacza ..Boskiej Ko- 
medji". 
Do Wiszniewa pan Edmund przywiózł młodą żonę, 
ożeniwszy się przed rokiem z panną Antoniną Karnicką. 
Białorusinką. krewną Szadurskich z Oświeja. Młoda para 
odwiedzała sąsiedztwo. była już w Bólkowie. jako u krew- 
nych, a pewnego dnia. gdyśmy późno bardzo jedli obiad. 
wróciwszy z dalekiego spaceru konnego i tańców w ama- 
zonkach u pp. Święcickich, jakby na wety ukazała się nam 
śliczna pani Antonina. 
Pani Edmundowa. siostra justyna. józefa i jana Kar- 
nickich. akademików z ] 823 i ] 830 roku. miała z regular- 
nem i rysami jana więcej od niego wdzięku i życia. Ciemna 
szatynka o błyszczących ciemnych oczach i żywej krasie. 
była la premiere passion swego męża. który ją sam dziec- 
kiem prawie zauważył i zapamiętał. gdy przed kilkunastu 
laty towarzyszyła ciotce swej. pani Michalinie Szadurskiej. 
do Ostrej Bramy. Wprawdzie w antraktach kawaler pod- 
padł nie jednej dystrakcji w Wilnie. w Dreźnie i w KarJs- 
badzie. ale serce młodzieńca potrzebuje przechodzić przez 
ogień i wodę. by się ostatecznie zahartować; do tego mama 
miała inne widoki dla jedynaka niż krewną bezposażną 
i o lat parę starszą od syna. a jedynak sam miał siebie 
za wyleczonego. jadąc po śmierci matki do Oświeja za 
Dźwinę. Ale skoro spojrzał powtórnie na swoją Alfę. 
uczuł. że będzie Omegą. i dalej nie szukał. Pani Antonina 
była z rodzaju kobiet. co to się podobają odraz u i zawsze. 
i każdemu. i wszystkim. I po wielu latach, i na których 
twarzy lata nie zostawują śladu. Z panią Antoniną przy- 
była jej starsza siostra. Adela. niepiękna. ale serdeczna 
i wesoła. 
Odwiedziliśmy nowożeńców w Wiszniewie. gdzie 
przyjechał z rewizytą szwagier. Konstanty książę Radziwiłł. 
Ten więcej jak półwieczny. a podwójny wdowiec. od lat 
pięciu czuwający jedynie nad jedyną córeczką Jadwisiq, 


\
>>>
- 280 - 


zdawał si«: zamyślać o trzeciem weselu, Miał on słabość 
do małych nóżek, dopatrzył małej nóżki u panny Adeli 
i za niq przyleciał aż z Nowogródzkiego; nie dość na tem, 
gdy si«: nic nie mogło ułożyć bez opiekunów, tem bardziej, 
że nie wierzono w trwałość tych zapałów, późnq jesieniq 
pojechał za Dźwin«: zakochany Ksiqż«: i ślub si«: odbył 
w maju, a czego był nie zrobił, żeniqc si«: z pi«:knq i bo- 
gatq Sulistrowskq przed dziesi«:cin loty, ekwipował si«: na 
nowo i nigdy go nawet zamłodu nie widziano tak rucha- 
wym, tak zakochanym. Nie było to wcale do gustu sq- 
sladkom Połoneczki, jednym dla tego, że liczyły na Ksi«:cia 
dla córek, drugim, że u wdowca łatwiej było rej wodzić; 
powtarzały, że pannie Karnickiej wilk przebiegł drog«:, 
Ale świadomi cnót rodziny Karnickich przypisywali to 
wyjście świetne już trzeciej siostry - najstarsza była za 
Gustawem hrabiq Wielhorskim-błogosławieństwu Bożemu 
za zasługi ojca, który z krzywdq własnq postqpił z włoś- 
cianami,. oddajqc im grunta, co w owym czasie, a szczegól- 
nie na Białejrusi stanowiło wyjqtek, a wi«:c i zasługę. 
Nowa sqsiadka rzuciła czar na okoIic«: naszq, odwie- 
dzanie si«: wzajemne trwało przez resztę lata, a gdy słota 
utrudniała przejażdżki, umyślni z listami latali konno. Obie- 
cywaliśmy sobie wesołe święta z Edmundostwem, ale 
tęsknota za swojq stronq nie dała pięknej Antosi usiedzieć 
w gnieździe, odleciała za Dźwin«:, a z niq i małżonek.
>>>
"ł 
......
.. '.i. 
" ,r-. ..?,,;.r-N:i" .,," 
 
. .. 
. .':;

;:.l::/"? : 


1 
, 
,
 


.  . ł , ł-.:
": 
i"-- .t "ł;.-.
 
.r '
:

i t't:¥
;.. ,- 


-1 \"i' 
... 
'-...;:.:"
ł- 

-t'+: .
: ;".r." _ 


(... 


:1,. '. 


.' 


Ij.\' . - : t :
' 
.1. ,... ".' 
;. ;
:. .. .
. 
-.'".). ." 


- 
{, . r
 (:...
.;
:
.:; 
'..-.. .
""""'. _.' ... "" '.:1.. .. 
: " 
;:: .

i:
 ::.
. .,' ..- 


" .._

 .' 



.
. ,. .;'.. . 

 
t
 
 
.';:'
1"_'. ..io

 


ROK ]840. 


. Na karnawał pojechał do Wilna mój ojciec i Bu- 
czyńscy. bo tej zimy przypadały sejmiki. a zapusty ledwie 
w marcu, 
Wilno potrzęsło kalejdoskopem i śliczne przybrało 
barwy, Książę Wittgenstein. wdowiec po Stefanji Radzi- 
wiłłównie. ożeniony powtórnie z arcypiękną księżniczkq 
LeoniIdą Barjatyńską. zwaną powszechnie Sylfidq. kupił 
był Werki pod Wilnem od marszałka Jasińskiego i zaczqł 
od zbicia pałacu książąt Massalskich. ale zato przybu- 
dował wieżę do oficyny piętrowej i wnętrze jej z gustem 
i przepychem urządził. Zimując tam. dawał fety. na które 
całe miasto jechało w mroźny poranek szlichtadą. Damy 
w ładne poubierane szubki. ślizgały się wsparte na ramio- 
nach zręcznych kawalerów, Muzyka wOjskowa temu towa- 
rzyszyła. poczem następował obiad. a zakańczał bal. 
Matynia, opisując te uroki, wyrażała się o Werkach: 
.. ' . . Tam. na co spojrzeć - piękne. na czem usiqść - 
miękkie. co skosztować-smaczne. co powąchać-pachnie.... 
W mieście bawiono się też bardzo. były bale u pani 
generałowej Niesiołowskiej. a we Dworcu panował już 
nie sam książę Dołhorukow. ale i Księżna Pani. Albowiem 
po długich korowodach i zwłokach. dajqcych szerokie pole 
plotkom i potwarzom. książę Dołhorukow zaślubił naresz-
>>>
- 282 - 


cie Lucję Zabiełłowę. ' Ślub katolicki odbył się w kaplicy 
kojrańskiej u pani Łopacińskiej. Książęca para chciała, 
aby jej błogosławił sam biskup Kłągiewicz, ale ten, chcąc 
uniknąć honoru, nastręczył księdza Menue, proboszcza od 
św. Jana, jako parafialnego pasterza, i sam go uczył dawać 
ślub po francusku. co nie było wcale rzeczą łatwą, bo po- 
mimo nazwiska szanowny prałat nie umiał ani słowo 
w tym języku. Wziął zatem Biskup rytuał i kazał czytać 
księdzu Menue. ten, gdy przyszło do wyrazu ..epouse" wy- 
mawiał ..epousse". zaco zgromiony poprawił się i mówił: 
uce/te epuce", a Ksiądz Biskup znowu wołał zgorszony: 
"Szkaradnie! małżonka nie jest żadną pchłą I" 
Familja Wawrzeckich podniosła głowę, kilka lat 
kompromitujących konkurów zostały nakoniec uwieńczone 
małżeństwem. Młoda małżonka starała się być uprzejmq, 
zapraszała do siebie na obiadki familijne i przyjacielskie. 
a Książę nie wiedział jak wystarczyć licznej rodzinie swej 
żony, której dzieci do czwartego pokolenia nazywały go 
..wujaszkiem". Z całej tej gromady Puzynów, Giedrojciów, 
SiesickiC'h, Meysztowiczów, JeJskich i t. d., rozumiał naj- 
lepiej generałową Niesiołowską i Buczyńską, bo je znał 
najdawniej. Trwało to kilka tygodni, poczem przyszedł 
najwyższy rozkaz z Petersburga i Książę "Pan Wilno" 
po dziewięciu latach panowania ustąpił z placu, a na jeg. 
miejscu nastał cichy, pracowity Mirkowicz z piękną żoną 
i ładnemi, jak boginie i Kupidynki, córkami i synkami. 
Gdy sama grzeczność wymagała żegnać i żałować 
odjazdu Księcia-"Czegoż tak się smucić?" pocieszał miasto 
etatowy koncepcista i dowcipniś baron Krauz: "on cały 
nie zniknie,.. tylko ruk; wyjadą. a do/g; zostają I" W rze- 
czy samej ogrom długów narobił Książę Pan, pożyczając 
w prawo i w lewo. a najwięcej od T yszkiewicza, starosty 
wieJatyckiego. Gdy ten umarł właśnie w ] 840 roku, sy- 
nowie, znalazłszy w papierach ojca oblig Księcia na wielką 
sumę, dotąd nie wypłaconą i której nie spodziewali się 
nigdy odzyskać, sądzili, iż z wielkim postąpią taktem, od- 
syłając Księciu ów oblig z listem. w którym wyrażali, 
..że umierający ojciec polecił im zwrócić mu takowy jako 
już opłacony i pomyłką tylko zostawiony u nich". Obraził
>>>
.- 283 - 


się tym postępkiem "szlachetny" Książę a, zdzierając stary 
oblig, napisał nowy i posłał go do wierzycieli, zawiada- 
miając, "że dobrze pamięta o swym długu I że go tylko 
odnawia dla większej wagi". W obligu była wyrażona 
podwójna suma. co znaczyło, że drugie tyle wypadało im 
posłać Księciu. kwitującemu ich zgóry. 
Taki to był grand seigneur rosyjski, którego jednak 
jak co dobrego żegnano, odprowadzając do pierwszej 
stacji, nawet damy, choć jechał bez żony, która go dla 
zbytku wzruszenia nie odprowadzała nawet, Ubranie 
domku na stacji w Kierżance kosztowało 1.000 rb, zapewne 
ze śniadaniem. Ściany były z muślinu białego, podbite 
różowym atłasem (jakże to właściwe do fioletowej barwy 
policzków Księcia 'i! ). Żegnał on bardzo czule Wilno. 
przyrzekając swoją opiekę i pomoc u tronu, z którego łaski 
już sam był wypadł, żeniąc się z Polką. 
Sejmiki, rozpoczęte w karnawale, zakończyły się we 
środę popielcową triumfem dobrej sprawy. to jest obiorem 
Mostowskiego na guberskiego marszałka. Kabała, intrygi 
za Żabą starały się daremnie przeważyć szalę. Mostowski 
nie zmienił był metody, nie karmił, nie poił, nie kłaniał się 
nikomu. ale przez te trzy lata rozpatrzyli się obywatele 
i uznali co lepsze. czy kotlety w czasie obiorów, czy opieka 
ojcowska przez całe trienium. Baron Krauz. rad z pretekstu, 
pisał epigramaty i sypał konceptami na sali. które nam 
Papa na pOciechę przysyłał w listach swoich: "Żaba mostu 
nie przeskoczy" i t. p. 
Czekałyśmy powrotu każdej okazji do Wilna, jak kania 
deszczu ł Okolica nasza opustoszona, my tylko trzy w du.,. 
żym pałacu, listy więc były jedyną rozrywką i wypadkami. 
Papa przysyłał duże arkusze. pełne wiadomości. Matynia 
nigdy nie mająca czasu, której noce schodziły na tańcach. 
dnie na wizytach, a ranki na śnie. gdy Papa oznajmywał 
jej o okazji. by nie odprawiać posłańca z niczem. zgarty- 
wała ze stolika bilety wizytowe. inwitacje na bal. dewizy 
od cukierków, bilety miastowe i t. p. i to wszystko. zawi- 
nąwszy w ostatni afisz, posyłała nam. dopisując na ko- 
percie: "Nie mam czasu. dziękuję za listy. całuję mamy 
rączki. mam piętnaście rozrywek na godzinę..... J na tern
>>>
- 284 - 


. 


koniec. Jednak, gdy popiołem posypano kwiaty balowe. 
stanc:ła sprc:żyna, a obiór Mostowskiego, dając Matyni 
treść do pisania. zatrzymał już na dłużej pióro w jej rc: ku . 
Oto wyjątek z jej listu: 


6 marca. Popielec. 
"Niech żyje Mostowski I Alboż tego nie dosyć 'l Jaki 
to dzień! Co tych wzruszeń! Od kilku dni part ja Mostowa 
była w; wielkim ruchu, intrygi wmieszały sic: wszc:dzie. 
ile nas było kobiet, wszystkie byłyśmy, jak na szpilkach. 
i modliły sic: w Ostrej Bramie, a dziś od południa ga- 
lerja w Ratuszu zapełniła sic: damami. Żaba to widząc 
rzekł : ..To na mój pogrzeb przybyły". A gdy na niego 
zaczc:to wotować, ozwały sic: dzwony, i po całej sali po- 
szedł szmer, .. To po nim dzwonią..... Liczą wota - 100, 
200 i 14 białych przeciw 276 czarnych I Sekretarz ogłasza 
drugiego po nim kandydata Hornowskiego, ten prosi, aby 
go uwolniono, na co wołają: ..Zgoda I" Zkolei wołaj q : 
.Mostowski I .. Ten wstaje i prosi także u uwolnienie, ale 
gdzie tam I Niepodobna opisać zapału, chyba go porów- 
nać do wywoływania T aglioni . .' Zdawało sic:, że krzyki 
mury rozeprq! On zawsze odmawia, i tak do trzech razy, 
ale go całuj q, targują, a nareszcie krzyczą: ..Na wota I" 
J wotuj q. Trzeba było widzieć, jak to szło, jak biegli jedni 
przed drugimi, falujqc jak morze. Mostowski siedział 
ze spuszczonq głowq, ale rad. Na chórze kobiety pół 
żywe! Mnie było to gorqco, to zimno, w każdej kropli 
krwi sensacja! Już liczą: 100, 200, 300 - oddychamy! 
Nareszcie 376 (przeciw 104). Trzeba było widzieć, nikt 
nie śmiał głośno otwarcie sic: cieszyć, a jednak radość była 
na wszystkich twarzach... Co to jednak może zdziałać 
dyplomacja 'l ! Wśród tych wypadków, w to pełne oży- 
wienia Wilno. trafia pierwszy daguerotyp, słabe ledwie 
widzialne na szkle odbicie, jakby cień, a jednak nieza- 
przeczony, widoczny:; dotykalny dowód. że słońce jest 
malarzem, i ten dowód z właściwem wytłumaczeniem po- 
kazują damy w Miillera sali na dochód biednych przez: 
cały tydzień; bilet wejścia po złotemu, ale hojni rzucaj q 
rubla, nawet dukata, nawet kilka dukatóW".
>>>
- 285 - 


Buczyńscy pozostali w Wilnie do wiosny. oJcIec zaś 
mOJ wrócił do domu na drugi tydzień postu. Powrót jego 
był zwykle uroczystości q nietylko dla nas. dzieci. ale dla 
całego domu. Akuratny we wszystkich swych czynnościach. 
ojciec mój przybywał zawsze w dzień naznaczony. Czeka- 
liśmy go więc napewno co do godziny i to zwykle po- 
dwajało radość z przybycia. bo wyglqdanie oknem było 
bez zawodu: ..Jedzie!" wołała pierwsza Ida. haftujqca lub 
piszqca w oknie. ..Pan jedzie!" wołał. wpadajqc do po- 
koju. lokaj Mikołaj. a gdy na to hasło Helenka biegła 
z garderoby do Mamy. powtarzajqc jak echo w Alpach: 
..Pan jedzie I" my już byłyśmy na dole w sieni w obję- 
ciach podróżnego. 
Mój ojciec należał do tych wyjqtkowych ludzi. co to sq 
weseli. uprzejmi. dowcipni i uczynni nie czasami. nietylko 
za domem. ale w każdej chwili. w każdej porze. jak dla ro- 
dziny. tak dla obcych. Kiedy wracał do domu po długiej nie- 
bytności. to nie nato. by spać i gderać, ale. dopełniajqc swe 
listy. opowiadał to samo z większemi jeszcze szczegółami. 
I takeśmy doczekali Wielkiego Tygodnia. a z nim 
zieloności i fiołków. bo Wielkanoc była późna. oraz i gości 
z Wilna. Był nim Marcin Zaleski. podkomorzy, syn refe- 
rendarza. stary, łysy i zaczesujqcy resztę swych włosów 
na łysinę i przytrzymujqcy je grzebieniem. Postać pana 
Marcina była charakterystycznq: słusznej urody. chudy, 
blady, mówił głosem cieniuchnym. dziecinnym. a modlił się 
głośno w trzech językach z gestykulacjq włoskq. Dość 
powiedzieć. że gdy siebie porównał z Don Quichottem, 
córka jego jedynaczka. Marynia. zawołała: ..Ojciec sobie 
zanadto pochlebia". Pan Marcin był żonaty z hrabiankq 
Zabiełłównq. oboje bardzo nabożni ludzie. Ona. trochę 
matematyczka. miała postać i zwyczaje zakonnicy. a przy- 
najmniej wdowy. przepędzajqc dnie całe na modlitwie lub 
po wioskach. On także u klęcznika. a córka. raz ubó- 
stwiana przez ojca. raz zapomniana przez obojga rodziców, 
uczyła się przy nauczycielce. karmiqc się poezjq i latajqc 
po niebie z rusałkami Bohdana. 
Takim był nasz gość Wielkanocny. wracajqcy już po raz 
drugi do DobrowIan. gdzie nas odwiedzał w 1836 roku latem. 


,.
>>>
- 286 - 


Gdyby był młodszy, już toby nas, panny, trochę kom- 
promitowało, ale Dobrowlany miały największe szczęście 
do matuzalowych odwiedzin. W liczbie' tych zaliczamy 
jeszcze generała Wawrzeckiego, goszczącego u nas zeszłej 
jesieni, naturalnie z nieodstępnym curdanem. 
W maju pojechaliśmy do Wilna. Była to jakby wizyta 
do Wezuwjusza po eksplozji... Krater był wystygły, ba- 
wiono się jeszcze, ale już nie z tern życiem, co zimą. 
Mieszkanie zato mieliśmy śliczne w domu Karpio - Platera 
obecnie już T yszkiewicza, przypadłym na część hr. Bene- 
dykta po śmierci ojca, Podzielono też kasę między trzech 
synów. Stojąc raz w oknie, patrzyłam, jak kary dwukonne 
przywoziły z głównego domu przy ulicy Niemieckiej wory 
z rublami, po ] ,000 w każdym, nie raz, nie dwa, nie trzy 
ale przez całe poobiedzie, tak, że czekać do końca zabrakło 
mi już cierpliwości. Za każdym razem, gdy kary wjeżdżały 
w bramę, zamykano ją, aż póki nie wniesiono ostatniego 
wora do kasjera na dole. 
Trafiliśmy do miasta zaraz po śmierci panny Barbary 
Szumskiej; krótka choroba porwała tę pełną jeszcze sił 
żywotnych pannę, a taki ogólny szacunek wzbudzało jej 
życie całe, że, już nie mówiąc o żalu rodziny i przyjaciół, 
który się równał z przywiązaniem i przyjaźnią, jakie wzbu- 
dzić umiała, obcy nawet uczcili jej pamięć i cnoty. ) pani 
Gubernatorowa cywilna, która w dniu śmierci panny Bar- 
bary obchodziła dzień imienin swego męża, nietylko za 
złe nie miała, że na jej wezwanie nikt nie przyszedł- 
oprócz jej najbliższych - ale tłumaczyła się z tego, że 
wieczoru nie odwołała. Pogrzeb był wspaniały liczbą 
osób, idących za konduktem powszechnie szanowanej 
osoby, a Marynia po raz trzeci osierocona, bo ciotka 
zastępowała jej matkę i babkę, wybierała się do ojca, 
którego przeniesiono z Wiatki do Wołogdy wraz z Rome- 
rami. Zawiózł ją tam stryj józef, opiekun wszystkich, a tern 
bardziej własnej i takiej jeszcze synowicy I Ale wróciwszy 
zachorował i umarł. 
Ciocia Niesiołowska, zalokowana w domu Ogińskich, 
dawniej Nagurskich, dała śliczny wieczór w dniu swoich 
imienin, piętnastego maja, a nowi generał-gubernatorostwo
>>>
- 287 - 


Mirkowiczowie co czwartek przyjmowali u siebie tańcami. 
Towarzystwo polskie mało się odmieniło. ale przybyły 
ładne córki pp. Mirkowiczów i liczna rodzina korpuśnego 
generała. Kreutza. który siebie Polakiem. Krzyżanowskim. 
nazywał. Mówił on dobrą polszczyzną i jak z twarzy tak 
z serca był zupełnie naszym. ale żonę miał Niemkę. a córki 
jego. wydane za Rosjan. nawet pół - Polkami nie były, 
Pani Łopacińska od jesieni z powrotem z zagranicy 
z obiema córkami i synem miała cały etat w Kojranach. 
ale pied ci terre w Wilnie. Trzy zmiany serwisów - dwa 
porcelanowe sewrskie. jeden ze szkła czeskiego różowego - 
były dobremi pretekstami do obiadów proszonych. które 
bardzo daleko zostawiały za sobą owe wazeczki srebrne. 
jedyną wystawę dawniejszych obiadów. tak. jak kuch- 
mistrz paryski. Gaspard. zakasował dawniejszych polskich 
kucharzy. 
Toalety były odpowiednie wystawie stołu. a meble 
godne toalet. Pierwszy krok na drodze elegancji. mody 
i zbytku jest potrąconą gałką śniegu na szczycie Mont- 
. blanc: lecąc a lecąc staje się lawiną i, zaczepiając po 
drodze o sosny. dęby i skały. razem z niemi wpada 
w przepaść. 
Za kuchnią. umeblowaniem i strojami poszło i obejście 
się samej pani i córek. Dawniejsza - może pozorna - 
duma ustąpiła uprzejmości i przystępności. które świadomi 
metamorfozy w ślad, jak się stała. przypisywali obcowaniu 
i starciu się z emigracją polską w Paryżu. 
Pani Dorota. wystarczająca wszystkiemu. potrafiła żyć 
ze wszystkiemi w ogromnym Paryżu; zasilając magazyny 
mód. nie zapomniała otworzyć też rękę dla nieszczęśliwej 
braci. Chustki jej do nosa były z pajęczyny brukselskiej. 
a jednak znalazł się tam kawałek batystu na otarcie łzy sobie 
i drugim. .. o czem wątpiła pani Hoffmanowa. pisząc o po- 
dobnym zbytku. Bale u Pozzo - di - Borgo nie przeszkadzały 
wieczorkom na czwartem piętrze u pp. Ludwikostwa Plate- 
rów i u księżny Ogińskiej, której mąż. niedawno dziedzic 
pięknych Strawiennik na Żmujdzi. był introligatorem w emi- 
gracji. Damy nasze były koleją to motylkiem. to pszczółką. 
a Józia. która zdawała się język odzyskać po kilku latach 


.......
>>>
. - 288 - 


spędzonych zagranicq. z życiem i zajęciem opowiadała 
o Mickiewiczu. o Chopinie, o Witwickim. Pierwszego 
słyszała wsród rodziny. mówiqcego o swej córce: "Niech 
będzie głupia. byle szczęśliwa"... Drugi był jej nauczy- 
cielem i ślicznie grała jego mazurki i nokturny. Trzeci 
był zaręczony z Masiq Szadurskq, ale ten zwiqzek nie 
przyszedł do skutku; po siedmiu latach korespondencji 
i nadziei śmierć narzeczonego zakończyła te stosunki. 
Przybył jeszcze dom jeden do Wilna, a raczej zamie- 
nił się jeden na drugi. Pp. Doppelmeyerów nie było już 
od ] 836 roku, przeniesiono ich do Grodna, a po Bantyszu 
Kamieńskim naznaczono Jerzego Dołhorukowa. którego 
żona - Dawidow z domu. zupełny kontrast z paniq Dop- 
pelmeyer - lubiła rozmowy tylko treści poważnej i naj- 
częstszym jej gościem był p. Rudornina. 
Do młodzieży przybyło kilku wojskowych. a adjutant 
Kreutza. margrabia Paulucci. niepiewszej młodości i bardzo 
dowcipny. występował zwykle w roli buffona de bonne 
compognie. a jego bons mots latały po mieście. Do sateli- 
tów Ludwiki Pacówny przybył Adam Czapski. którego 
matka oddawała w opiekę Matyni. ale uprzedził go ktoś 
wprawniejszy, a mianowicie Ksawery ksiqżę Sapieha. 
wdowiec. nie kryjqcy się z tygrysiq zazdrościq. opowia- 
dajqcy nawet straszne fakty o tern. Ale sq kobiety. które 
lubiq niebezpieczeństwo, i panna Ludwika tego dowiodła. 
oddajqc swq rękę wdowcowi z dwojgiem dzieci. którego 
Wysokie były bardzo niskie. jak mówiła pani generałowa 
Niesiołowska. 
Werki były ciqgłem słońcem. gwiazdq atrakcyjną; 
jeżdżono tam codziennie, a na Zielone Świqtki zapraszano 
całe miasto. Śliczna ta rezydencja, odmalowana minjatu- 
rowo i oprawiona w śliczny porte - leuilIe. była w tym 
dniu ofiarowana księżnie LeoniIdzie przez jej małżonka, 
bo w portfelu znajdował się akt donacji. 
Werki, zwiedzane dawniej co rok jako własność pana 
marszałka Jasińskiego. były do niepoznania. Fontanna biła 
w dziedzińcu. w miejscu pałacu ksiqżqt Massalskich rosły 
klomby, a nad stromym brzegiem Wilji stał bastjon muro- 
wany w półkole, osadzony bzami. Jednak nic tu nie mogło 


'.
>>>
-, 

 


- 289 - 


ujqć ani dodać położeniu, które Bogu było winne swe 
wdzięki. W oficynie. przerobionej na pałacyk. nie było 
jeszcze zimowego ogrodu i sali rycerskiej, które stanęły 
w lat kiJka. ale już pokoje do niepoznania. Pan Rudornina 
ofiarował się tłumaczyć obrazy. Były tam i dawniej ma- 
lowidła, bo pan Jasiński posiadał ich dużo, znakomitych 
nawet. Obecne pochodziły z nowej szkoły francuskiej. 
a Mole de Naples Guidina panowało na głównej ścianie. 
Wieczorem obrazy zyskiwały jeszcze na efekcie. gdy lampy, 
odwrócone płomieniem ku ścianom, rzucały najsiJniejszy 
blask na same malowidła, a siedzqc u wieczerzy naprzeciw 
Tisbe, nie uważajqcej. że woda przez dzbanek się prze- 
lewa. zdawało się, że ona słucha nie śpiewu kochanka za 
murem, ale orkiestryny. grajqcej poza nami. Bronzowe 
posqżki. gipsy Dantana stroiły półki w gabinecie. nawet 
wschody. Na stolikach i etażerkach pełno leżało rycin, 
albumów. pokus, tak, że nie chciało się tańcować. Ale sa- 
ma gospodyni przychodziła wyciqgać leniuchów za ręce. 
a tak się wpatrywała swojemi wschodniemi oczami. które 
że długie a wqskie. z trudnościq się otwierały, iż pod 
wpływem tego czaru każdy stawał się posłusznym. J któżby 
mógł nie usłuchać tego dziecka. pieszczonego przez całe 
Wilno. a psutego nielada rękq. bo cesarskq. Kochana 
bowiem jak siostra od Aleksandry Teodorówny, za każdym 
przejazdem Cesarstwa przez Wiłkomierz wzywana tam na 
cały dzień, gdy zasiadły obie przyjaciółki na poufałq po- 
gadankę bez świadków. u nóg ich niziutko na taburecie 
siadał zwykle ów straszny Mikołaj J i patrzał w te oczy 
napół przysłonięte rzęsami... 
Natura wilcza do lasu ciqgnie. zdawało się, że mia- 
łyśmy dosyć wsi, że miasto pociqgnie za sobq i tern i owem. 
Pociqgało, to prawda, ale gdy się wytańczyło i z tym 
i z tamtym. to dni następnych nie taniec był w głowie, 
ale żal za słowikami. za rosq porannq i zbudzone o szóstej 
wychodziłyśmy na dalekq przechadzkę aż na Pohulankę. 
gdzie nikt nie chodził, nawet nieraz aż do Zakretu. Tam 
zmęczone. usiadłszy na trawie. zdejmowałyśmy kapelusze. 
trzewiki nawet. umywajqc ręce w rosie porannej; cień 
drzew ochładzał czoło. a po godzinie takiej ciszy i orzeź- 
]9 


J
>>>
ł 


- 290 - 


wienia pojazd przychodził po nas i wracałyśmy do domu 
nietylko dla wypoczynku, ile z pośpiechu, by nie widziano 
zaroszonych sukni.., 
W Zakrecie była majówka dla studentów z Błahorod- 
nego Pensjonu. Starszy syn Mostowskiego, Artur. kończył 
kurs nauk. Siódmoklasiści tańcowali z damami, gdy młodsi 
bawili się w piłkę i wolanta na łqce. 
Pięknym też i malowniczym był widok drogi od Wilna 
do Kalwarji w czasie Zielonych Świqtek. Laski po drodze 
i brzeg Wllji, zasiane grupami, wypoczywajqcemi po nabo- 
żeństwie, wozy przeładowane dziećmi, konie ubrane w ga- 
łęzie, wianki obwarzanków, przewieszone przez plecy 
pielgrzymów, jak różańce olbrzymie; śpiewy żebraków. 
nawet grupy pijanych, a to wszystko o zachodzie czerwco- 
wego słońca ! To Orłowski, to Claude Lorrain, to CaHot. 
to Paul Potter . . , wszystkie szkoły i wszystkie rodzaje 
obrazów, pomieszane razem i w jedne ujęte ramy! 
T akiemi to obrazkami przeplatane bale i wieczorki 
wileńskie zapełniły nam kiJka tygodni. Dużo znajomych 
żegnało się z nami na długo: Maryla Szumska jadqca na 
północ, Stanisław Chomiński i Ksawery Dowgiałło na 
zachód. 
Myśmy wrócili po dawnemu do Dobrowian. 
Niepokoje polityczne nie ustawały w Wilnie. Klasz- 
tory formalnie zamieniły się w fortece i jakby piorunem, 
zostaliśmy rażeni wiadomościq. że nasz kochany Mianowski - 
został uwięziony. Głównym tego powodem były bilety jego 
wizytowe zagraniczne. których tłem była mirjada djabełków 
złotych. czego on sam nie zauważał nawet, a Komisja 
wzięła to za hasło politycznego stowarzyszenia. Księżna 
Leonilda Wittgef1stein używała całego swego wpływu no 
jego oswobodzenie, tymczasem ksiqżki pobożne z jej pod- 
pisem trafiały za kratę... a widzqc jq tak współczujqcq, 
tak serdecznq dla ofiar patrjotyzmu, a tak pięknq, mó- 
wiono: " To HiJda z Czcicielów ognia". Ojciec mój, my 
wszyscy byliśmy bardzo niespokojni o naszego przyjaciela. 
Ta natura ognista, czujqca, towarzyska, to nawyknienie 
i potrzeba konieczna ruchu i powietrza. broniqcych go od 
nerwowego bólu głowy i melancholji, którym podlegał
>>>
- 29] - 


.- 


od śmierci żony, wszystko to nagle wstrzymane. bezwładne 
w niepokoju i samotności. czyż podobne mu było do znie- 
sienia? Zapytywaliśmy oto jedni drugich. a całe Wilno 
zajęte było Mianowskim. 
Pierwszych dni września Buczyńska pojechała do 
Wilna' na ślub Marji Łopacińskiej z Lucjanem Morykonim. 
synem sławnego starosty z Soło który umierając testamen- 
tem. zaprzeczonym od familji Strutyńskich, rozpisał był 
swój majątek na obie siostry Morykonianki. Ślub odbył 
się w ratuszu 9 września; na tę uroczystość zjechali Sza- 
durscy Ignacostwo z za Dźwiny. z za Wilji Edmundostwo 
Sulistrowscy i Kossakowscy Stanisławostwo z Wojtkuszek. 
W tymże czasie ukazał się w Smorgoniach po dwóch 
latach niebytności wuj Przezdziecki i nas odwiedził tym 
razem z młodszym synem Mieczysławem. różniącym się 
zupełnie od brata. Milszej powierzchowności. mniej sobie 
dawał pracy podobać się. Mówiono o nim, że był raniony 
w serce. że mu piękna Zofja Branicka. późniejsza księżna 
Odeschalchi. odmówiła wzajemności. Dość. że kuzyn 
Mieczysław. na rozkaz ojca tylko odzywający się. a głos 
miał dziwnie sympatyczny. ślicznie czytał i to zawsze ten 
sam artykuł: ..Jarmark w Jarmolińcach". z nowego dzieła 
jego brata Aleksandra p. t. ..Obrazy miejsc i czasów Wo- 
Jynia. Podola. Ukrainy". Za każdym nowym gościem musiał 
biedaczek rozpoczynać tę samą lekturę. i za każdym razem 
ojciec klepał się po kolanach. słuchając tego jakby po 
raz pierwszy. 
Tym razem celem wycieczki familijnej była Marynia, 
A[eksander ciągle się jeszcze starał o Ermancję, a ojciec 
pragnął połączyć młodszego syna z córką drugiego brata. 
Kuzyn Mimi podobał się trochę. ale nie objawiając swych 
intencyj odjechał. a w późnej jesieni wrócił znowu sam 
jeden i niezależny w wyborze lektury czytał nam raz 
wiecznie młodego.. Wallenroda". oraz świeżo wyszłą ..Karo- 
linę" T ańskiej. Wuj Konstanty obstalował był u mnie 
balladę na tle podań gminnych ..Zieziulkę". a gdym ją 
w krótkim czasie z winietką posłała. przysłał mi .. Witol- 
raudę" Kraszewskiego, O tych dziełach szła korespon- 
dencja ożywiona między p stawami a DobrowIanami 
---' -
>>>
-292- 


nietylko z Maryniq ale i ze Zbigniewem. którego zdanie 
już zaczynało mieć znaczenie. Wprawdzie żartował z niego 
ojciec. że na rozum bierze i. choćby usłyszał coś najwe- 
selszego. nie zaśmieje się wprzód. nim spyta u duchów 
Goethego lub SzylIera. czy pozwolq ? Było w tern 
trochę prawdy; osiemnastoletni młodzieniec zgłębiał. ma- 
rzył i ważył każde słowo. życia nie brał na żart. On już 
w szóstym roku, bawiqc się nawet. sławił wierszami jakqś 
dynastję królów Lody-bory. a w trzynastym. wróciwszy 
zachwycony z DobrowIan. na cześć kuzyne
 układał pieśni 
w rodzaju Dawida. 
Po wyjeździe naszych gości zbliżała się Różańcowa 
i na tę uroczystość wezwany z Wilna ksiqdz Bogdanowicz, 
misjonarz, przybył z dwoma klerykami. Nauki słyszane 
na misji powtórzyły się w skromnym parafjalnym kościele. 
Lud, pamiętajqcy jubileusz, duszq rozpoznał w kaznodziei 
podobieństwo z księdzem Kuźmickim. Uwiadomiona o byt- 
ności światłego kapłana ciocia Walerja napisała do 
Buczyńskiej, proszqc, aby się on pofatygował do Postaw. 
Wuj sam o to bardzo nalegał... a zacny kapłan, dowie- 
dziawszy się, że może być potrzebnym, pojechał. Misjq 
jego było wszędzie rzucić użyteczne ziarno. Słyszqc, że 
piszę wiersze i, poznawszy z nich niektóre: ..Czemu nie 
próbujesz pisać o Bogu?" rzekł mi łagodnie ale stanowczo. 
A z tych słów powstały: ..Alleluja" i ..Anioł Stróż". Za tern 
hasłem jakby ze skały, różdżkq MOjżesza dotkniętej, try- 
snęły obfitsze wody: ..Biedni"" ..Popielec"" "Z Bogiem"" 
..Aniołowie", ..Ogródek pamięci"" i t. d. Lżej się zrobiło 
na duszy - posłane te próbki panu Odyńcowi do Wilna 
ściqgnęły śliczny list od niego, A wtem ukazały się dwa 
pierwsze tomy "Obraz ów litewskich " i czysty wietrzyk 
wionqł po sercach. 
Wrażenia z tych dwóch tomów, wypisane w liście 
do Postaw, jeszcze nie były wysłane na pocztę, gdy zjawia 
się posyłka pod moim adresem z Dziewiętni. Autor przy- 
syłał mnie swoje ..Obrazy"" z nadpisem! Co to było 
radości! I ! Był to węgielny kamień mego księgozbioru 
i poczqtek korespondencji z Ignacym Chodżkq. Jego rady, 
jego uwagi na moje pisma, owe stosunki pełne wzajemnej 


-
>>>
- 293 - \ 


otwartości. które do roku 1858 nieprzerwanie trwały przez 
fot osiemnaście. uobecnione dotqd listami, notatami, kar- 
teczkami. pisanemi z ulicy na ulicę w mieście, w których 
się odbił charakter autora i człowieka: serdeczny. wesoły, 
dowcipny i życzliwy. 
Jesień była zwykle dla stron naszych porq wypo- 
czynku. zawieszeniem broni odwiedzajqcych. Posłańcy 
tylko z listami do sqsiadek bliższych i tygodniowa poczta 
wiqzały jakby nitkami domy pokrewne i znajome z sobq. 
Poezjq tych dni słotnych. ponurych była szara godzina, 
poświęcona zwykle powtarzaniu pięknych poezyj napa- 
mięć. lub w pustym salonie. oświeconym kinkietem, odbi- 
tym w kilku zwierciadłach. rozchodził się śpiew sióstr raz 
rzewny. raz wesoły według usposobienia. Kiedy wśród 
dnia przychodziły listy miłe ze Słucczyzny. czytanie ich 
zabierało kilka godzin czasu. Ido dla wypoczynku i sku- 
pienia swycft wrażeń wybierała się na daleki spacer san- 
kami lub pieszo. Ja zaś siadałam do fortepianu. by nie- 
tylko śpiewać. co umiem. ale uczyć się nowych śpiewków. 
Zmiana czynności. a szczególnie czynność. potrzebujqca 
uwagi i natężenia. była wypoczynkiem i uspokojeniem dla 
podniesionej wyobraźni i rozbudzonych myśli. 
Na Święta spodziewaliśmy się pana Bukszy. wraca- 
jqcego z Paryża. towarzyszył on był przez cały rok sena- 
torowej Ogińskiej i przyrzekał bardzo zajmujqce opowia- 
dania, a przy tern pak afiszów paryskich dla Idy. zbierajqcej 
ciekawsze od 1824 roku. Wierny swej obietnicy stawił się 
na Wigilję. a rozkładajqc na stole plan Paryża i ożywiajqc 
go żywem słowem. wprowadził nas odrazu w jego 
panoramę. 
Siadaliśmy już do stołu. gdy przybyła młodzież po- 
stawska z nauczycielkq. panem Pieczewskim i metrem 
muzyki. Diot. Naturalnie. że było komu tańcować i grać 
do tańca; tańcowaliśmy więc przez dwa dni.
>>>
. ł 
f: '. I 
ł 


-"." -, 


, Yft. 
, '. 
. 
 
 j. ..


 "'; ,r-- 
. , .- 
,. -;::.''1\-- 
'-5:'" .

;"
 f 
\'.t

' ..-"/ I 


l., 


.
 ' 
... --. _. 
 I 
" .. o (_ ' ) -- 
 \ .j 
.. y .".. J :," 
 . 
." 
 : (II. -. l' I" ' ..'..\:.,. 
. 
. ,.1 ,... 'I, .'... .
 
. ....
 ..... . o) ,. '11:.' " 
t..,:: \ ':",'
 . , l!i ' 
\;;.: , ', 1 '; '.": . , 
. 
. .
:. ..:.. _ 
..l I: " 
j.. 



 


.' 
... 


,. 


.. 
 
, 
..-;.( 


"
 


.! 


i,.; 



 '_'.
: 

 :i

,?" :" 


.... 


.A,' .::. 


.
. . \ .. 

;ft. 'r 


r.: 


,... 


" 
.J,""6. 
I ':..;:;
". ..' 
r..
..::_iA
:...
1.;: It::
.:.;:::
_\ 


. . 


..: 


'
ti "/

:I 
J 
 


. -..\.\1.. 


.ł..... 
.
t . I.. \ .... 


...j.. 
.,.... . 


.
 
t.. . 


\. '.,. 
... 


ROK ]841. 


Coraz ktoś nowy ukazywał się nam z wracających 
z zagranicy i pewnego ranka siedzący u swego biura mój 
ojciec ujrzał przed sobq wchodzącego kogoś w czerni. 
z odłożonym kołnierzem białym. z włosami długiem i i wziął 
go za labusia, ale po głosie poznał pana d'Abry'ego. 
Po latach kiJku. przebytych w Paryżu i w Dreźnie, wracał 
on nam z zapasem wesołych anegdotek, Idórych miał 
rzadki dar opowiadania! Dawnośmy się nie śmiały tak 
szczerze i bez przerwy, jak słuchając naszego podróżnika. 
Jeżeli opowiadanie pana Stanisława Chomińskiego przeno- 
siło nas w świat polityczny i artystyczny, jeżeli pan Buksza 
najwierniej nam przedstawił dzielnice Paryża z jego ruchem 
ulicznym i obyczajami miejscowemi, jeżeli Józia Łopacińska 
zespoliła nas z emigracjq, pan d'Abry naj żywiej i we 
własnej osobie połączył wszystkie te ekmenta, a przeno- 
szqc nas w salony, ogrody, cmentarze, zapoznawał z to- 
warzystwem, dając nam całe przedstawienia, jak gdyby 
był Lawasserem. Przez te lat kilka, spędzonych za krajem. 
towarzyszył on coraz innym damom: pani Łopacińskiej 
i pani Obreskow, wyręczając je wkupnach, urzqdzając 
dom i pomagajqc w przyjęciu gości.
>>>
- 295 - 


Oddawna wciqgniony w rolę cO\/aliere servante dom. 
w młodości swojej towarzyszył był pani z ksiqżqt Radzi- 
wiłłów Lubańskiej. Wspomnienia tej pierwszej podróży 
z 1827 roku. stawajqce co chwila obok świeżych z 1840 
roku, tworzyły najsprzeczniejsze obrazki. bo pani Obreskow. 
osoba żywa, młoda, uczuciowa i światowa, szukajqca roz- 
rywek i pragnqca muzykq balowq zagłuszyć w sobie serce, 
a kwiatami sztuczneml zapełnić próżnię - nieszczęśliwq 
była w małżeństwie - w niczem nie miała podobieństwa 
z pierwszq towarzyszkq podróży, dla której znajomość ze 
świętobliwym księciem i księdzem Hohenlohe jedynq była 
rozrywkq i zajęciem. ] gdy pani Lubańska, pozwalajqc przy- 
chodzić towarzyszowi swemu do swego pokoju, niepo- 
koiła się o posłane łóżko. lub stawiała krzesło na progu, 
by z odwróconemi plecami rozmawiać - ze zbytku pru- 
derji, pani Obreskow. nie dbajqc zupełnie o formy, cho- 
ciaż z gruntu uczciwa kobieta, gdy miała co powiedzieć 
panu d' Abremu, biegła za nim. nie pytajqc, gdzie idzie. 
i z zamykajqcym się na korytarzu i krzyczqcym. aby nie 
wchodziła, rozmawiała przez drzwi. 
Pani Łopacińska pobożna, jak pani Lubańska, a ba- 
wiqca się. jak pani Obreskow, umiała jednak pogodzić 
te przeciwne elementa z godnościq, powagq i łatwościq 
pożycia. Pan d' Abry każdq z tych dam we właściwem 
malował świetle. nie przesadzajqc żadnego obrazka. 
a stawiajqc zkolei jednq. drugq i trzeciq na scenę. 
zmieniał się w nie, poszerzał, chudł według woli, przy- 
najmniej w oczach słuchaczy działy się te przemiany. 
Pani Obreskow. podróżujqca z córkq i nauczycielkq. bo- 
gata kobieta, miała zawsze apartament piękny na głównej 
ulicy i dom jej był otwarty, A że projekty wykwitały 
u niej jedne z drugich, nie można było nigdy przewidzieć 
z wieczora, z czem się zbudzi nazajutrz. Pan d' Abry mu- 
siał być na wszystko gotowym i on jeden tylko mógł 
wystarczyć tak zmiennej wyobraźni. Pewnego dnia budzq 
go bardzo rano. Pani Obreskow chce z nim jechać na 
rynek kwiatowy, biorq fiakra i jadq. Nigdy jeszcze nie 
była au marche aux I/eurs i z radości głowę traci, wszyst- 
kiego się jej chce: i róż, i fiołl{ów. i lewkonji, zachwyca się,
>>>
.. 


- 296 - 


nabiera. płoci. nie targując się. i więcej. jak proszą. rąk 
nie wystarcza no trzymanie wazonów. bukietów i t. d. 
D' Abry mo je pod pachą i w obu rękach. kareto ich pełno. 
kozioł w nie zakwita i no imperjalu wazony w kwiecie 
i tragarze najęci no resztę, Jedzie uradowano Hrabino 
śród ogrodu. o że nie mieszczą się wazony w pokojach. 
ubiera w nie wschody. Stąd rodzi się projekt danio balu 
z koncertem. Dowiaduje się o tern właściciel domu i przy- 
chodzi przełożyć grzecznie. że kontraktem zaworowonem 
jest nie hodować kwiatów w pokojach. bo to rodzi wilgoć. 
Pani Obreskow. która było podpisało kontrakt. nie czy- 
tając go. uznaje słuszność uwagi i każe wynosić wazony 
no balkon. nawet bardzo rado z tego. bo z ulicy będzie 
to ładnie wyglądało... A biorąc pono d'Abry'ego pod 
rękę. TUSZO' wschodami przez bramę. by widzieć efekt 
balkonu z ulicy (Nb. idzie bez kapeJusza w rannym stroju...). 
o my w tej chwili widzimy to doskonaJe. bo opowiadający, 
podając niby rękę pani Obreskow. z nią idzie i głowę 
podnosi w górę. o my za nim. jak gdybyśmy rzeczywiście 
stoli pod baJkonem kwiecistym. U stołu pani Obreskow 
nie je. ole układa plon boJu, poprzedzonego koncertem, 
i nie może nacieszyć się kwiatami. Wtem wpada figuro 
z miasto (d'Abry jest znowu tą figurą) i krzyczy. że do 
policji zaskarży. bo mu wazon spadł no głowę z baJkonu; 
trzeba naturalnie zagodzić obrażonego, wazony wynosiĆ 
z baJkonu I t. d. 
Nadchodzi dzl
ń boJu, już fortepiano nastrojone. trzeba 
oświecać saJon. Artyści moją się zbierać i to nielado 
figury: Lubloche. Tamburini, panno Grisi. o gospodyni 
domu nie ubrano! W turbanie ole w penioarze prosi 
d'Abry'ego. oby zagrał walca. o somo. odrzuciwszy pan- 
tofelki, porywa córkę i z nią boso kręci się po soJonie. 
Odgłos dzwonko w przedpokoju wygania ją z salonu. 
Przybywają zaproszeni: księżno Rohan, hrabio Pozzo di 
80rgo i t. d. D' Abry wito... przeprasza... widzimy jego 
ukłon i dom miny niezadowolone. Ale otóż i gospodyni. 
chwili jej było dosyć no włożenie aksamitnej zielonej 
sukni. O'Abry oddycha. aJe o niebo! za dygającą w prawo 
i w lewo coś z pod sukni wije się. biega. skręca i rozkręca.,., 


....
>>>
- 297 - 


Wąż, nie wąż... to sznurki od gorsetu! Trzeba było wi- 
dzieć, jak opowiadający był w tej chwili i panią Obres- 
kow dygającą, i sobą mrugającym, i sznurkiem figlarzem... 
Wkońcu dostrzegła migów pani Obreskow I, nie prze- 
stając dygać (ale już a reculons), wyszła z pokoju. 
Czy raz po długim szeregu balów, rozrywek, pustot, 
pani Obreskow woła d' Abry' ego i jadą razem do przyja- 
ciółki z propozycją zwiedzenia cmentarza Pere la Cha;se. 
Tyle się nabawiła, naśmiała, natańcowała z żywemi, chce 
się jej wypłakać nad grobami. Jadą. U bram siedzą kwia- 
ciarki i sprzedają wianki już gotowe. jakże ich nie kupić 'i .. . 
Kupuje więc je pani Obreskow i niże na ręce, a tak 
ukwiecona rusza w ulice grobów. Tu pochowany jej 
poeta ulubiony, tu ktoś z towarzystwa, tu piękność, a tu 
artystka wsławiona, tu bohater, a tu mówca i t. d, Pani 
Obreskow płacze i rzuca wieńce, rzuca i płacze. A gdy 
już kwiatów i łez nie staje: "Wiecie co - mówi do towa- 
rzyszy - tak mi dobrze, tak lekko. że teraz już mogę 
jechać na bal!" 
J jechała. by tańcować do świtu. 
Wiosną niepodobna jej było wysiedzieć w murach, 
jechała więc za miasto dla wyszukania domku na lato, 
Ledwie minęła rogatki, podoba się jej dworek z żaluzjami. 
Wysiada, chwali, zamawia odmiany, daje zadatek, i dalej 
jedzie, a im dalej od miasta, tem domki ładniejsze, tern więcej 
mają orzew i cieniu, tem bardziej wyglądają po wiejsku. 
Pani Obreskow znowu wysiada i znowu płaci, aż się zna- 
lazła z kilku mieszkaniami, nie wiedząca które wybrać 'i! 
Bytność kilkugodzinowd pana d'Abry'ego rozbawiła 
nas na długo, a były to ostatnie chwile wesołości przed 
zbliżającemi się chmurami. W styczniu straciliśmy naszego 
dziekana świrskiego : ksiądz kanonik Sienkiewicz oddawna 
już zapadający na zdrowiu i nieraz odratowany - a cierpiał 
na kamień - poczuł wkońcu, że zbliża się ostatnia jego 
chwila. Poznał swój stan odrazu i za przebudzeniem 
posłał po kapłana, wyspowiadał się. podyktował testa- 
ment, pożegnał sługi, nawet do dziadów rzekł słówko 
"że po nim dzwonić będą". Prosił kolatorów za swoim 
siostrzanem, księdzem Kazimierzem Zaleskim, by ten mógł
>>>
- 298 - 


być jego następcq. a obróciwszy się na drugq .stronę. 
zasnqł na wieki. Żal po nim był ogólny. a gdy ten 
żal przeminqł. a raczej ucichł, zaczęły się propozycje 
o piękne probostwo, do którego należqce jeszcze ] 00 chat 
wabiły zdaleka. - Nim się dowiedziano o życzeniu umie- 
rajqcego. na które z ochotq przystali kolatorowie i pa- 
rafjanie. posypały się z Wilna listy. wizyty. instancje itd.. 
na których czele było imię i nazwisko późniejszego biskupa 
diecezji wileńskiej. a naówczas kaznodziei katedralnego. 
księdza Stanisława Krasińskiego. Lecz słowo dane umie- 
rajqcemu jest niecofnięte, wszyscy więc dostali odmownq 
odpowiedź. 
Nie na tern był koniec naszych strat. Szóstego marca 
siedzieliśmy wszyscy po obiedzie w salonie. Papa ciqgnqł 
kabałę. Wtem wywołano go . . . Wrócił, trzymajqc list 
w ręku. a był pomieszany, jak owej chwili. gdy miał nam 
donieść o śmierci cioci RudoJfowej. List był od pana Pie- 
czewskiego. donosił - ..że w dniu 2 marca pani Hrabina, 
opatrzona ŚŚ. Sakramentami i pobłogosławiwszy dzieci. 
oddała ducha Bogu" . .. Jakkolwiek styl listu był spokojny. 
pod tern i wyrazami przeczuwaliśmy coś wiecej nad śmierć 
zwyczajnq ! ! 
Nazajutrz ojciec mój pośpieszył do Postaw na pogrzeb 
a za nim i Matynio. która. widzqc Wuja i jego dzieci tak 
smutnych i przybitych. pozostała z nimi do świqt i ledwie 
po świętach wróciła. Życie jej w Postawach było .czysto 
postawskiem. Wcieliła się ona w zwyczaje domowe. 
wstawała wraz z kuzynkami. to jest o 6-tej, siadała z niemi 
do lekcji. odnawiała po latach ] 4 gramatykę Noela i Chap- 
sala. robiła robótki. służqc kuzynkom za straż od Ojca. 
który po kilkanaście razy na dzień wchodził do pokoju 
córek, a te na ] 2 kwietnia gotowały mu artystyczne nie- 
spodzianki. Marynia kopjowała obrazy z galerji. Helenka 
pisała poemat o Postawach. Spacery miały zawsze cel 
naukowy, zbierano rośliny i łowiono motyle. Matynia wy- 
uczyła się ich nazw po łacinie od Zbigniewa. a ta przed 
rokiem elegantka. tańcujqca do białego dnia i śpiqca 
do południa. była wzorowq nauczycielkq. 
Maj upłynqł nam familijnie. Jednocześnie odwiedziła 


ł
>>>
-299- 


nas kuzynka Olimpja Szwykowska z trojgiem swych 
starszych dzieci. a wuj Tyzenhauz. jadący na kontrakty 
do Wilna. miał nam przywieźć i zostawić swoją familijkę 
na cały czas kontraktow. W wigilję 3 maja miała przybyć 
wieczorem rodzina postawska. czekaliśmy jej z biciem 
serca niewypowiedzionem. Ale ta chwila bolesna. drażliwa 
przeszło jakoś gładko dzięki obecności Olimpji i jej 
dziatwy. raz że Imzyko dzieliła nosze uczucia. a potem. 
że chłopczyki jej. wybiegłszy wraz z nami no spotkanie przy- 
jeżdżających. tok się żwawo zajęli wysadzaniem panienek 
i zapoznaniem się z trochę dzikim Rajnoldkiem. którego 
wziąwszy między siebie zaprezentowali się jemu. mówiąc: 
..Ja Kostuś. ja Staś". że nie było czasu no łzy, Ale kuzynki 
w grubej żałobie. Wujaszek już nie wesoły. jak dawniej. 
Zbigniew tok podobny z oczu do motki. wszystko to 
usposabiało nas uroczyście... 
Nazajutrz była niedziela, w kaplicy chóralnie śpie- 
wano moje' ..Alleluja", a równo z odjazdem Wuja do 
Wilna rozpoczęło się życie nasze trybem postowskim, 
Zbigniew przywiózł z sobą "lIjadę" i ..Odyseę"" przekładu 
Dmochowskiego i codzień czytał nam z nich kilka plesm, 
gniewając się na moją obojętność dla klasycznej poezji 
i ojca jej Homera. 
Matynia. związano z kuzynkami dwumiesięcznym po- 
bytem w Postawach, zamieszkała też z niemi u nas, 
należąc do poważnej lektury i do spacerów. Jeździliśmy 
dużo konno, a Marysia zawsze z ołówkiem i portfelem 
do zdejmowania widoków z nad Wilji towarzyszyła w ko- 
czu Mamie. 
W czerwcu wybraliśmy się do Druskienik. Te zachwa- 
lone od lat Idlku Irajowe wody pokusiły Mamę, chcącą się 
pozbyć usposobienia do róży. Wybierali się też tam Edmun- 
dostwo Sulistrowscy i bardzo wiele naszych znajomych. 
Perspektywa przepędzenia kilku tygodni z miłą Antosiq. 
i to na jednym dziedzińcu, podwajała ochotę do tej podróży. 
która oprócz głównego celu, miało w sobie kilko rodza- 
jów uroku. a naj główniejszym z nich może była odmiano. 
Aleśmy się wybrali trochę za wcześnie. Sezon Dru- 
skienik - jak to mówią dziś - był realnie lipiec i sierpień,
>>>
r 


- 300 - 


Na ten czas przybywali z Grodna Czetwertyński Konstanty. 
marszałek. z rodziną, i Doppelmeyer. gubernator. Zatem 
była już muzyka i było co jeść. przedtem zaś żyło się 
tylko przemysłem. domysłem. od szczęśliwego trafu,.. 
Doznaliśmy tego niestety na sobie! Wilno było nom na 
drodze. a ewenementem, zajmującym natenczas miasto. 
był ślub pięknej pani Kołkowskiej z własnym mężem. Po 
latach kilku rozłąki i po rozwodzie - n. b, byli się pobrali 
z miłości - małżonkowie wracali do siebie i jako obcy 
po unieważnionym ślubie wiązali się na nowo przysięgą! 
Nadzieja poślubienia Dołhorukowa była rozerwała to 
zgodne niegdyś stadło. żal szczery. nawet skrucha. której 
był świadkiem, a może i sprawcą ksiądz Bogdanowicz. 
nareszcie ślub niestałego Księcia z panią Zabiełłową, 
skłoniły zbałamuconą żonę do powrotu ku dawnym obo- 
wiązkom. a mąż z otwartemi rękami przyjął Magdalenę 
żałującą. i. żeby nic nie przypominało przeszłości. pojechał 
z nią do Smoleńska. 
Osoby. bywające w Druskienikach, straszyły nas 
pustynią na całej dwudniowej drodze i piaskami na 
miejscu. Przygotowani do tej nudy witaliśmy z radością 
lada drzewko. lada domek i pagórek, a jednak wlekliśmy 
się, jak ze szkłem! Na drugi dzień wjeżdżaliśmy w piaszczy- 
ste ulice wodnego miasteczka, liczącego ledwie kilkanaście 
domów, zasługujących na tę nazwę. Łazienki nowe się koń- 
czyły, zaś do będących w użyciu wchodziło się prosto z po- 
dwórza, a Żydzi bosi i z wiszącemi sznurkami u kaftanów 
nosili tam wodę wiadrami, Wynagrodzeniem tego bezładu 
była usługująco kobietom Bogusia żywa. czynno. a łagodno. 
żona Józefa. usługującego mężczyznom. Wynagrodzeniem 
piasków był Niemen. okrążający miasteczko i niby ogród, 
w którym mostki drewniane zastępowały drzewa i kwiaty. 
Wynagrodzeniem zaś niejednego broku był dla nos dom \ 
Edmundostwa Wielhorskich z szesnastoletniq Szadurską 
Moniką. córką najstarszego z sześciu braci. Antoniego. 
Pierwsze dnie lokaty były nieznośne. nie mieliśmy prawie 
co jeść. a gdy deszcz się puścił. woda lała się z belek 
i ze ścian. wypychając mech. tam zatknięty, i tworzqc 
kaskatele tiwolskie. By czem świeżem przystroić pokoje.
>>>
. 


- 301 - 


trzeba było iść w pole po kwiaty. a wszelkie włoszczyzny 
takq były rzadkościq. że pani Edmundowa. postrzegłszy 
Żyda. niosqcego kilka pęczków pietruszki. z takim pędem 
rzuciła się ku oknu. aby go zatrzymać. że. trafiwszy na 
śrubę od okienicy. była przez godzinę w niepewności czy 
oka nie wybiła I 
Tymczasem trzeba było piC słono-gorzkie wody. 
brnqc po piasku. - Kościół. będqcy dziś w środku rynku. 
nie miał jeszcze fundamentów, jeździliśmy co niedzielę 
i święto o wiorst kilka do miasteczka Rotnicy w upał 
niesłychany. najczęscle) z Edmundostwem. Z każdym 
dniem przybywał nam ktoś znajomy, lub sami robiliśmy 
znajomości. - Wody druskienickie, majqc w sobie siarkę, 
leczyły skutecznie z reumatyzmu i paraliżu, dużo też osób 
bezwładnych przyjeżdżało co rok do tego źródła zdrowia; 
uważajqc je może za drugq lontaine de Jouvance, 
zjechały się doń w tym roku dawne nasze piękności. 
w smutnym bardzo zostajqce stanie, Pani Zambrzycka. 
ex- Wysogierdowa, którq sama przed kilku laty pamiętałam 
prostą, miała natenczas ręce i nogi skręcone, a głowę 
tak wykrzywionq w dół, że, opierając jq na stole, rozma- 
wiała z odwiedzającymi. Pani Abramowiczowa na kulach, 
a senatorowa Ogińska z bezwładnemi nogami, - Przy- 
pominały one sobie wzajemnie, zjechawszy się spacerem 
każda w swoim wózku. jak ta ślicznie tańcowała, a jak 
tamta śliczną miała figurę i t. d. Na jednej księżnej 
Ogińskiej widocznem było rozdrażnienie. Polki umiały 
pokonać swq boleść, Włoszka nie mogła czuć słabo: ból 
czy radość objawiały się u niej energicznie nazewnątrz. 
Na wstępie była wzięła za lekarza przy wodach doktora 
Wolfganga; ten nie stary, ale szkaradnie szpetny człowiek. 
ubierający się w jasne barwy, nie długo popasał przy 
swej pacjentce lubiącej jako Włoszka piękne twarze: ..1/ 
es" permis - mówiła - d lin homme d'etre un peu moins 
laid que le diable, mais celui - ci abuse de la permission 'u 
Opowiadała nam o tern panna Teofila Wołłowiczówna. 
anioł - stróż pani Senatorowej, z którą, o ile można było, 
widując się często, nieraz po kilka godzin siadywałyśmy 
u brzegu swawolnej Rotniczanki w jakim wąwozie, 


./ 1 '
>>>
- 302 - 


Raz księżna Giedrojciowa, wdowa po księciu Antonim, 
wezwała nas do lasku na podwieczorek. Było to praw- 
dziwem wytchnieniem ! Tam nasza figlarna Antosia Suli- 
strowska, jako szczęśliwa sama w małżeństwie, a więc 
pragnqca wspólniczek w zakonie Adama, zaczęła w oczy 
zaglqdać pannom i u naj starszej z nas panny Szyrmianki, 
siostry Lacha, upatrzywszy jakiś ognik podejrzany, natar- 
czywie na niq nastawała, szukajqc dokoła odpowiedniego 
refleksu, raz w czarnych oczach doktora Prusieckiego, 
to znowu w kręcqcym się w dziwacznym stroju Juljanie 
Andrzejkowiczu. Tern młodzeniec, prawie jeszcze dziecko, 
już sierota z ojca i matki, z zaniedbanem trochę wycho- 
waniem, ale nie bez naturalnego dowcipu, na mocy praw 
krajowych był już panem nielada fortuny i otoczony 
zgrajq fałszywych przyjaciół, narzucajqcych mu się bez- 
wstydnie do tego stopnia, iż nieraz, gdy myślał, że wraca 
do samotnego domku w tychże Oruskienikach, znajdywał 
pokoje oświecone, gości grajqcych w karty i wieczerzę 
na jego rachunek obstalowaną. - Młody nie umiał się 
temu obronić, słabego charakteru, dał się sam wCiągnqć 
w podobne życie, skutkiem czego w lat kilka stracił nie- 
tylko majqtek i zdrowie, ale nawet wiarę u ludzi- 
a szkoda go!' bo mógłby z niego być człowiek zacny. 
Było coś sympatycznego w całej jego osobie, chociaż nie- 
pięknej, bladej i z ustami sposzytemi od wrzodu, tak że 
inaczej z każdego wyglqdał profilu, 
Wrócimy teraz do panny Szyrmianki: ta dla swej 
obrony musiała wyznać. że jest zaręczonq i że jej przyszły 
mqż nazywa się p. Broniec. Właśnie w tych dniach ocze- 
kiwała jego przybycia, a że w Oruskienikach łatwo było 
o wszystkiem natychmiast wiedzieć, w kilka dni, ledwie 
pan Broniec minqł był nasze okna, a odgadłyśmy go 
instynktem, już bilety z powinszowaniem zostały posłJne 
narzeczonej. 
Widocznie duch miasteczkowy nas ogarnqł. żyliśmy 
komerażami! Bo i cóż było robić w tej nędznej mieścinie. 
gdzie lada co stanowiło wypadek, a bukiet kwiatów. 
przysłany z za Niemna z Wiejsiejów przez księżnę T adeu- 
szowq Ogińskq, był ewenementem na całe miasteczko. - 


) 



 



 
ł 
I 


1 


t
>>>
;I 


- 303 - 


, 


Nam jednak składało się kpiej. mz mnym. bośmy mieli 
dużo krewnych. Z Grodzieńskiego przybyła ciocia Niesio- 
łowska. ze Żmudzfz Wowrzeckich Meysztowiczowo. z War- 
szawy kuzynki Rudolfówny z Włodysłowostwem Pusłow- 
skimi. z Mińskiego zjawił się kuzyn Korneli Korbutt 
i Mierzejewscy. Klarysa. zawsze dziecko szczęścia. wpadła 
odrozu w kółko znajomych. Zaledwie wyszła z nami na 
ulicę. każda spotkana osoba: Czetwertyńscy. T yszkiewi- 
czowo. pani Felicja Platerowa. p. d'Abry etc. wołali: 
..Le petite Clarisse u . wspominając gościnny dom Podkomo- 
rzych. Ta ją pamiętała w roli Flory. tamta na bulwarach. 
niejeden przypisał jej ładny głos Olesi i jej taniec na 
końcu palców. Młodzież nie potrzebowała przeszłości, 
wystarczało im to. że pani Kloryso była dziś przystojną 
kobietą i odrozu porwano ją w wir druskienicki. 
Jedynym malowniczym punktem w Oruskienikoch był 
most drewniany. z pod którego Rotniczonko wpadała 
w Niemen. Za mostem szła droga do Mereczo pod górę 
w las sosnowy. Na ten widok. oddany wiernie przez 
malarza Kuleszę (obacz Album de Vi/na Wilczyńskiego). 
patrzyła się z balkonu książąt Czetwertyńskich. na którym 
-co wieczór siadała księżna Karolina. piękna jeszcze. śród 
swej ślicznej dziatwy jasnowłosej. jak rodzice (dwóch sy- 
nów i trzy córki: Klaro. Elizo i Ritta. z których naj starsza 
ledwie miała rok szesnasty). Obok nich była też zachwy- 
cająca pani Eleonora Tyszkiewiczowo z dwiema córecz- 
karni: blondynką Morjetką i Jzą. odbiciem minjoturowem 
motJi. a ta cała grupa spiętrzona malowniczo na stopniach 
wysokiego ganku. godną była pendzlo jakiego Velosąuezo, 
Ranki u wód się ożywiły. muzyka gra. coraz to kogo 
nowego poznajemy. a niepodobna spotkawszy nie zapa- 
miętać. gdyż kręcimy się ciągle po jednych ścieżkach, jak 
żołnierze w cackach dziecinnych. Nie brak tam i na imio- 
nach. mających pewien rozgłos: sędziwy Narbutt. historjo- 
graf starożytnej Litwy. Florjan Bochwic z żoną i dziećmi. 
którym był dedykował swoje ..Myśli". nakoniec Tomasz 
Zon. wrócony po latach osiemnastu z Syberji. a tak łagodny. 
spokojny. pobożny i wesoło-cichy. jakby mu się nic nod-' 
zwyczajnego nie trafiło w życiu ! Tu znowu rodzina T oł- I 



 



 
ł 


t
>>>
............ 


- 304 - 


łoczków, sam - marszałek wołkowyski, maluteczki z żonq 
też malutkq i dziatkami, jak kurczqtka, dokoła nich. Dalej 
przystojna pani Sieheń z syn oczkiem Tadziem, o włosach 
blond rozrzuconych na bluzce aksamitnej Ciemnej. Piękna 
z anielskim uśmiechem i trzema, jak aniołki, córeczkami 
pani Oskierczyna Dominikowa, którq nie można namówić 
do tOllca, bo ów Michał Wołłowicz, stracony zdradq Mu- 
rawjewa przed kilku laty, był jej bratem. Kuzynki war- 
szawskie tworzq światek osobny z rodziną wuja Włady- 
sława, z pannami Borejszankami i Lejkównemi, a na ich 
czele szanowna pani Scypionowa z dygiem, uśmiechem 
i daszkiem po dawnemu, z tq różnicq, że ów zielony da- 
szek tylko dla formy już służy, gdyż nie zawsze stosuje 
się do osoby. Wzrok biedna zupełnie straciła na ślepieniu 
notat i karteczek szwagra, a uśmiech ustqpić musiał przed 
niespodzianym smutkiem, który kuzynkom naszym drogę 
do zabaw nagle zatamował. Synek państwa Władysła- 
wostwa, dwuletni Staś, skutkiem zaziębienia umarł z krupu! 
Boleść rodziców podzielały całe Druskieniki, ciałko bied- 
nego dziecka, strojne w kwiaty, stało przez dni kilka 
w domu, rodzice nie mieli odwagi oddać je ziemi. Matka 
wmawiała sobie, że Staś śpi... Ojciec zaś nie miał serca 
smucić żony,. a Józia Tyzenhauzówna rysowała Stasia 
uśpionego. . . 
Gdy w tydzień kuzynki wystqpiły na pierwszq resursę, 
wstqżki czarne we włosach i u białych sukien świadczyły, 
że sq w żałobie. 
T 0I1cowano raz na tydzień. Dom nieco obszerniejszy, 
w którym panował trakt jer Cybulskiego, służył długą salą 
na tany. Zrazu nie strojono się wcale, a bawiono się 
dobrze. Młodzieży męskiej nie brakło: Józef Borzęcki, ku- 
zyn jego Zawadzki, Juljan Andrzejkowicz. Henryk Połu- 
biński, Juljan Orzeszko, i zawsze z nich najmłodszy humo- 
rem i układem d'Abry kręcili się koło ślicznej Monisi 
Szadurskiej, najpokaźniejszej z panien, która trzpiot w domu, 
skoro przywdziała strój balowy, stawała się poważną, 
imponujqcq nawet. Miała też swoich adoratorów i Zosia 
Meysztowiczówna, żywa jak ogień blondynka, i Henrjetta 
Jankowska, o skromnem ułożeniu hoża brunetka i układna
>>>
... 


- 305 - 


a rozumna Ludwika Plater, córka hr. Ferdynanda. Naj- 
piękniejszą zaś z pięknych była jak zawsze Eleonora 
Tyszklewiczowo, ole jej triumf był no balu danym dla 
gubernatora Doppelmoyera. Domy sadziły się na świetne 
toalety, że zoś nie każda miała zręczną pannę, a krawiec 
był jedyny no całe miasteczko, te panie, złowiwszy Jcko, 
zamykały go no klucz w strachu, by inne go nie wykradły. 
Krzesła z całego miasteczka przenosiły się no ten dzień 
do Cybulskiego, ole i tok ich brakło, a księżno Karolina 
Czetwertyńsko, główna gospodyni balu, uważno na 
wszystkich, nawet na młodszych, gdy i ci usiedli w ma- 
zurku, ledwie przy końcu balu znalazło dla siebie wakujące 
miejsce. 
Wieczerza była suta i wyborna, wiwaty głośne. Na- 
zajutrz ] 5 lipca było poświęcenie kamienia węgielnego pod 
kościół w miasteczku, poczem nasz odjazd, nie bez żalu, 
bośmy za sobą zostawiły kuzynki i zabawy w całym 
ogniu. Ale też do powrotu wabiły nas nielada zmiany 
w naszych stronach. Wraz po wyjeździe naszym do Dru- 
skienik zjawili się znowu w Smorgoniach Przez dzieccy; 
kuzyn Aleksander wracał po latach trzech odmówiony 
ostatecznie przez Ermancję, z którą oprócz woli ojca nic 
go nie wiązało, a zachwycony na wstępie Marynią, której 
wychowanie więcej przypadało do jego usposobienia, 
po kilku dniach został z nią zaręczony. Listy z Bólkowa 
i Postaw tylko o tern uwiadamiały. Ermancja Obojętnie 
przyjęła tę wiadomość, młodsze jej siostry dziwiły się.,. 
Mój ojciec, który nas był odwiózł do bruskienik i przy- 
jeżdżał dla zabrania zpowrotem, w antraktach przyjmował 
w DobrowIanach zaręczonych, łącząc w swej osobie rolę 
gospodarza i gospodyni, a kuzynki, zachwycone jego uprzej- 
mością, utrzymywały, że ..Wujaszek nigdy milszym nie był". 
Żałoba nie pozwalała myśleć o prędkiem weselu, odłożono 
nawet ślub na lat parę, a nowy Jakób, wyczekujący już 
lat trzy dla jednej kuzynki, gotów był drugie tyle na drugq 
zaczekać. Przez całe lato trwały jazdy tu i tam, pr:zyjęcia 
w Bólkowie i w Postawach, a Autor ..Obrazów litewskich", 
chętny poznać autora "Obrazów Wołynia i Podola" fi vice 
versa), przybył na czas bytności Przezdzieckich do Ból- 
20 


. 


J 


.......
>>>
- 306 - 


kowa. Pisały się wiersze francuskie i polskie, zakoiłczone 
bytnością Aleksandra w Dziewiętni, gdzie poznał Jana 
ze Świsłoczy, gdzie gospodarz czytał mu ustępy z ..Brzegów 
Wilji", a na oznakę swej przyjaźni podarował podolskiemu 
bratu po piórze to, co miał najdroźszego. bo rękopism 
..Grażyny", na którego ostatniej karcie była własnoręczna 
bajka Mickiewicza, p, t. ..Brytan i wilk" (przekład z Lafon- 
taina), i ta się dostała DobrowIanom. 
W sierpniu zjawił się u nas Saint. Clair, gość od lat 
kilku zapowiedziany, a zjechał się z postawianami, wraca- 
jącymi z Żołudka. gdzie Wuj jeździł dla powitania syno- 
wic, wracających z Druskienik. Obie te wizyty nie mogły 
zejść się w lepszej porze, obecność znajomego już Saint 
Clairowi wuja T yzenhauza i nieznanych mu dotąd kuzy- 
nek obudziła w nim werwę opowiadania, a kuzynki, obu- 
rzajace się nieraz na przytaczane przez nas wyskoki trochę 
angielskie kuzyna, nie były w sile oprzeć się temu prądo
 
wi i śmiały się najszczerzej. słuchając jego opowiadań 
zawsze wesołych i ożywionych w towarzystwie. Nawet 
Zbigniew. tym razem nie pytając już o pozwolenie Schillera, 
chodził krok w krok za Saint Clairem, by słówka jednego 
nie stracić. Wszystko w DobrowIanach przybrało cechę 
angielską: wieczorami jeździliśmy konno. najtłustszy wół 
karmny poszedł pod nóż, a sam Saint Clair dyrygował 
rost-beefem i krajał go u stołu świeżo wyostrzonym nożem. 
Największe i najlepsze łódki zamówione były na jeziorze 
świrskiem u rybaków, Kuzyn był przywiózł z sobą wędkę 
i wyżła, Przystanią była karczma, Kamionka, na drodze 
między Świrem a Wiszniewem i kamień u brzegu. ulubiony 
spoczynek Autora ..Obrazów", który, tędy jeżdżąc, zaWSze 
na nim siadał i rozmyślał, a zapatrzony w sine oddalenia 
i bielejące mury klasztoru, tam powziął myśl swegO obrazu 
p. t. ..Jesień w klasztorze". Saint Clair miał ubiór stosow- 
ny do swojej wodnej wyprawy, mój ojciec wkładał też 
duży słomiany kapelusz. Wyżeł łapami opierał się o łódkę 
i tak odbijali od brzegu z dwoma silnymi burłakami za 
wioślarzy. Saint Clair rozjaśnił się na widok jeziora, 
którego ani brzeg przeciwny, ani początek, ani koniec nie 
były widzialne, a fale na niem się podnosiły niby na 


. 


.
>>>
- 307 - 


minjaturowem morzu. Coś wkońcu w naszym kraju przy- 
pomniało mu jego ojczyznę ł Łowił on ryby nie sieciq, 
ale wędkq angielskq, którq miał trzydziestofuntowego 
szczupaka złowić. Ta sztuka jednak nie udała mu się na 
naszem jeziorze, i omal co rybaka samego nie złowiono 
na moskiewsko-policyjny haczyk. Gdy codzień powtarzały 
się te nawigacje, pewnego dnia płynqcy zpowrotem nasi 
panowie ujrzeli stojqcego u brzegu asesora w pełnym 
mundurze, który jednak bardzo pokornie pytał pana Saint 
Claira o paszport, mowiqc, że mu doniesiono o Angliku, 
który po jeziorze pływa i zapewne rysuje plany!... Rzecz 
się bardzo łatwo dała wyjaśnić, a Saint Clair bardzo się 
tern zabawił. 
Inne wymyślane przez nas niespodzianki nie miały 
tyle szczęścia, co jezioro, rost-beef i konna jazda. by do- 
godzić naszemu gościowi. Jednego razu byliśmy bardzo 
mało trafni, pomimo szczerej chęci zrobienia mu przyjem- 
ności. Duda czyli . kobza, jak wiadomo jest ulubionym 
instrumentem górali szkockich; był u nas we wsi pastuch, 
dmqcy w te skóry baranie; sprowadziwszy go, ubrano 
stosownie w pleed z tartanu w kraty i czapeczkę z jedlinkq. 
i tajemnie wprowadzono wieczorem na balkon. 
Noc była pogodna. ciepła i cicha, w salonie oświe- 
conym szła ożywiona rozmowa. Wtem dała się słyszeć 
kobza. ale jakby zdaleka. Saint Clair nagle uciqł opo- 
wiadanie. słucha.., pobladł i poczerwieniał, a zrywajqc 
się biegł na balkon. zrozumiawszy. że stamtąd idzie śpiew. 
Księżyc w tej chwili świecił na tę stronę balkonu. o którq 
opierał się ów fałszywy góral. a gdy Saint Clair ujrzał 
i pleed i cały ubiór, już był przy nim i, zrywajqc mu 
z głowy czapeczkę. zawołał gniewny: ..Je luerais cel homme! 
il n'a pas le droit de porler J'insigne du monlagnard,'" Nam 
się żal zrobiło Kuzyna i żal tern większy do siebie za 
niestosowny koncept. Ale poczciwy Saint Clair nie umiał 
-długo się gniewać. tern bardziej. że nie było zaco, postrzegł 
się, ale zaciqł usta i nie wspominał więcej o ..cel homme"'. 
Jakże on kochał swój kraj. gdy mu i echo jego było tak 
.miłem, a parodja tak bolesnq!! 
Snać że Kuzyn ochłonqwszy pożałował swej żywości,
>>>
. 


-308- 


bo. gdy wrócił do domu. żona w pierwszym liście swoim 
wspominała ..le barde ecossais au cJair de lune" obol, 
miłych wrażeń. wywiezionych przez jej męża z DobrowIan. 
które mu się bardzo podobały. 
Szczęśliwy to był rok na odwiedziny familijne. W paź- 
dzierniku zjawiła się po latach niebytności w kraju ciocia 
de ChoiseuJ. Była ona w Rzymie i we Florencji kilka 
przezimowała zim. tam pochowała męża w 1840 roku. tam 
poznała Dumasa i wracała znowu na Litwę i na świętą 
Żmudź, do której tęsknił jej syn jedynak, chociaż urodzony 
we Francji. Francuz z ojca i liczący się u rządu za Fran- 
cuza. Na hasło przyjazdu siostry wdowy pośpieszył brat 
wdowiec z Postaw z całą rodziną i zjawił się kuzyn 
Aleksander. śpieszący na W.W. Świętych. dzień urodzin 
jego narzeczonej, do Postaw. Jalwż była jego radość, 
gdy ją spotkał na połowie drogi! 
Mój ojciec. zawsze pamiętny na nieobecnych, wysłał 
natychmiast umyślnego do Dziewiętni (mil siedem). wzy- 
wając Autora ..Obrazów". którego Ciocia chciała poznać. 
z którym kuzyn Aleksander chciał odnowić znajomość. 
a nam nigdy nie było tych odwiedzin zanadto. Ale 
w miejscu osoby przyszła odmowna odpowiedź. Gospo- 
darz miał przeszkody. zatem Autor musiał siedzieć w domu! 
Żal. komplementa. na które zawsze był hojny. 
pochlebne słówka dla każdego z osobna. posypały się 
z arkuszowego listu. Ciocia Zosia i syn jej Aleksander 
nie zmienili się w niczem. jak z Paryża. tak, z Florencji 
wracając. Matka tak samo była łatwą w pożyciu. zawojo- 
waną przez otaczających ją i zaniedbaną w toalecie; 
pióra i robe de bal wracały po nowych triumfach i figu- 
rowaniu na balach i zgromadzeniach książąt Toskańskich. .. 
A o ile matka była otwarta. przystępna. wierząca wszystkim. 
syn, zachowując dla samego siebie umiejętność kiJku 
języków i wrażenia z tylu krajów, milczał. odwracał się. 
lub spuszczał oczy. czerwieniąc się na ..dzień dobry" 
kuzynek. podanej sobie ręki nie ściskał. wciQgniony tylko 
niespodzianie w rozmowę. mówił. szepczQc po dawnemu 
matce swoje uwagi i prawie czekajQc. by. nalawszy mu 
śmietanki do herbaty, pbsadziła obok siebie. Ktoby się 



 


l 


. 


. 
I 
I
>>>
- 309 - 


. 


mógł domyśleć, że ów dwudziestoletni młodzieniec już 
przebywał Alpy i kochał się w pięknej Angielce. miss 
Lucy. Ciocia mówiła, że ta dzikość jest we krwi Choiseulów. 
Rozmowa toczyła się o Florencji. Ciocia.była obecnq 

Hubowinom księżniczki Matyldy Bonaparte z hrabi q . De- 
midowem, słyszała nawet Księżniczkę. zachwycajqcq się 
swoim Anatolem. jak gdyby go nigdy porzucić nie miała. 
Aleksander Dumas nieraz też wracał w opowiadaniach (I 
Cioci. miała jego bileciki w portfelu. Aleksander Przez- V 
dziecki pokazywał także swoje album pod nazwq naten- 
czas używanq Betisiany. Był to zbiór drobnostek. pa- 
miqtek nieznaczqcych nic w rozproszeniu, a jednak nie bez 
interesu, gdy skupione. Rodzaj hieroglifów. z których 
właściciel czyta biegle. a profan widzi tylko kartki. kwiaty 
zasuszone, szkice bez podpisu. listy i t. p. Obok drobnych 
były jednak i ważniejsze pamiqtki: list Wiktora Hugo. 
dziękujqcego za dedykowany jemu dramat: ..Les deux rei- 
nes de France" i t. d, Widzqc to. mój ojciec postanowił 
uporzqdkować swoje własne pamiqtki i natychmiast po 
odjeździe Kuzyna zabrał się do tej pracy. z czego się 
utworzyło szesnaście grubych tomów. w przeciqgu lat trzy- 
nastu, ale już z innym jak Betisiana tytułem. 
Narzeczona miała zaczqć swój dziewiętnasty rok 
w Bólkowie. gdzieśmy się wszyscy zgromadzili na tę uro- 
czystość. Jakkolwiek wcześnie zbudzona, biegłam złożyć 
moje życzenia Solenizantce. znalazł się ktoś. co w tern 
mnie i wszystkich uprzedził... Z uśmiechem wskazała mi 
ona dzieło Bossueta z nadpisem. Narzeczony chciał być 
pierwszym i przy obudzeniu Marynia znalazła już ów upo- 
minek. malujqcy dawcę i otrzymujqcq... bo też w rzeczy 
samej nie było bardziej klasycznego kochania. jak tej pary. 
Dla przyszłej szwagierki była też ksiqżeczka świeżo wy- 
szła p. t. ..Pierwiosnek, Noworocznik dla kobiet". oprawna 
w barwy jasne i krzyczqce. ulubione Helence (które fami- 
lijnie nazywały się ../es cou/eurs d'HeJene"). a na oprawie 
napis złotemi literami: ..Jednej z nas tu niema". oznaczał 
wymówkę dla niechcqcej pisać wierszy w swoim języku. 
Wiele z tego powodu prześladowań cierpiała młoda po- 
etka od nas i od pana Chodźki. a gdyśmy jej dobrze 


r 


1 


11. 


l 


. 
{, 


."
>>>
- 310 - 


dokuczyli. broniła si
 tern. że. nauczywszy si
 gruntownie 
reguł francuskiej wersyfikacji. nie chciała jej porzucać dla 
uczenia si
 nowej... W szesnastu latach sądziła. że już 
na to zapóźno! Z wyobraźnią żywą i rozumem zgł
bia- 
jącym. jak tego dowiodła w zamiłowaniu literatury nie- 
mieckiej i zastanawianiu si
 nad ludźmi. lotna w odpo- 
wiedziach. dowcipna nawet. nie była zwrotną na drodze 
raz przedsi
wzi
tej. Takie to są cz
sto niezrozumiane 
od drugich słabości. a może i niepodobieństwa! 
Matynia. która znowu na jesienne wieczory pojechała' 
do Postaw. opisywała nam. jak tam no godziny i minuty 
podzielone były spotkania narzeczonych. Jak w czasie 
godzin rysunku. które szły swqłm trybem. Aleksander 
w miejscu (Zalecanek. komplementów i całowania rączek. 
czytał klasyczne. Qawet na.ukowe dzieła. Jak po tej go- 
dzinie Narzeczonó znikało. nie pokazując się w salonie 
aż do obiadu. pomimo. że Narzeczony przychodził tam śpie- 
wać z panem Di
t. bo mu i no to stawało czasu. W go- 
dzinach zaś poobiednich aż do herbaty. pisał u siebie 
historyczne studja. lub. idąc za radą przyszłego teścia. 
przekładał na francuski j
zyk powieść Kraszewskiego: 
..Świat i poeta". Marynia. która nie znała jej w oryginale. 
po odczytaniu pierwszego rozdzialu przekładu rysowała 
doń śliczny obrazek bawiących si
 dzieci. co miało być 
razem z dziełem wydane jako frontispice. 
T ak si
 to ba
iono w' Postawach. nie wyczerpując 
uczuć. których stać miało na dwa blisko lata aż do ślubu. 
A ja. przeczytawszy niebawnie potem wydanego ..Kocha- 
nowskiego" Hoffmanowej. porównywałam Maryni
 z Hanną,. 
która. gdy narzeczony jej bił si
 na wojnie. ono. trzeźwo 
go kochając. umiała t
sknić za nim i zająć si
 domem. 
Lecz. gdy dowiedziały si
 o tem kuzynki warszawskie. one,. 
co zakładały tyle no wywn,
trzaniu uczuć. rozsądek Maryni 
wydał si
 im nie do poj
cia przesadzonym. I robiły plany 
buntu. upewniając. że gdyby. od nich żądano podobnej 
taktykI. toby wyskoczyły oknem. o bileciki i mrugi szłyby 
drogą podziemną... W głpwie im si
 nie mieściło. jak to 
można kochać bez romansu, bez intrygi. bez tajemnic! 
W Wilnie wa'żne ważyły si
 losy... Kończyło się 


. 


, 


.. . 
f
>>>
-. 


, 


.. . 
f 


- 311 - 


. 
, 


Komisja Śledcza zawsze w tej samej sprawie Szymona 
Konarskiego, to jest tyczącej jego wspólników. Generał 
KaweIin i pułkownik Nazimow, przysłani od Cesarza na 
wydanie dekretu, osądzili osądzonych już od roku i obwi- 
nionych ciężko do ciężkich robót i w sołdaty. Wyrok wy- 
słany do Cesarza wrócił z jego podpisem potwierdzającym. 
Wtem Bóg zawsze dobry i sprawiedliwy! Nie pamiętam 
już. w jaki sposób odkrywa się cała szkarada intrygi, 
a pułkownik żandarmów Łom
czewski pierwszy trafia na 
nitkę. z której się wysnuwa. że osądzeni są niewinni! 
- Pragnący sprawiedliwości, a nieunikający światła zacni 
\ 
. sędziowie wstrzymują wyko.nanie dekretu, piszą nawet 
do Cesarża o strasznej pomyłce, której całą odpowiedzial- 
ność biorą szlachetnie na siebie, a że są ludźmi nieposz- 
lakowanej opinji, Cesarz im wierzy, ufa i pozwala na 
powtórny sąd, a nagradzając sędziom ich .czyn szlach
tny. 
przysyła im rangę i ordery. Nazimow z pułkownika został 
generałem. a Następca tronu. winszując' tegd zaszczytu 
swemu opiek-a'mowi, posłał mu własne swoje epolety. 
Wilno odetchnęło całą piersią. a do generała Nazimowa 
przylgnęło całem sercem. W każdym. domu oczy spotykały 
portrety Nazimowa i jego pięknej małżonki. Anastazji. 
Aczkolwiek generał KaweIin przewodniczył Komisji, a puł- 
kownik Łomaczewski był pierwszą sprężyną pomyślnego 
obrotu rzeczy, serce Nazimowa tak się dało uczuć każdemu. 
tak szczerze cieszył się OR z uwolnienia więzniów. a z nim 
i śliczna jego małżonka, iż wdzięczność uwolnionych i ca- 
łego kraju brzmiała głównie pod hasłem Nazimowa. MÓl 
ojciec był natenczas w Wilnie. gdzie poznał zacnego wy- 
bawiciela i jego piękną, dobrą, jak anioł. żonę. która co- 
dziennie. gdy mąż wracał z Komisji; wychodziła na jego 
spotkanie, pytając, wielu tego dnia uwolnił. A gdy on 
odpowiadał. że dwóch lub trzech - ..Czemuż tak mało?" 
pytała znowu. 

 - 
Przyjaciel Mianowski,. uwolniony z: - klatki po więcej 
jak rocznem więzieniu, .1i
ył; swych:. pierwszych skrzydeł. t 
by polecieć do Jaszun do córki. do zięcia. do dzieci- swego 
mistrza Śniadeckiego, Drugi lot jego był na Dobrowlany. 
Nie wiedzieliśmy jeszcze, że wolny. gdy nagle ukazał się
>>>
- 312 - 


nam pewnego ranka u wYJsc,a z kaplicy... Zawsze ten 
sam. zawsze serdeczny. jak dawniej. ale jakoś spokojniejszy. 
dOjrzalszy. jakby przejrzystszy. uświęcony cierpieniem. 
udoskonalony samotności q. W opowiadaniach swoich 
uznawał tę zmianę w sobie. dużo myślał. dużo się skupiał 
i odniósł do Boga. co było od Boga. Dziwnie miłe wra- 
żenie pozostawiły nom jego odwiedziny. które choć no dni 
się liczyły. jak godziny nom uleciały. 


.-/ 


f; 


i 
t 


. 


J
>>>
ł---- 
 --
 - _____-------- -'..................... 
- 
.- 
 - ----....------------ 
--- 


., 
, 


'.
 


1. · 


, , 


. .'
 


.jł
 I r.-; ,: 
,
 ..
I.l 
.
. . 
_ "'f
;'... . -_
f.... 
_.. _ ..-.....'i.
-:--. i-. 
.._i 


.
...":_r'" 



 't.. .... 
'/o rh.
. -. .'..'" I 
.... . ./

"":. I' {,;t..... '
.., 
...

 ,: :..", 'j 
-: .;
  
-.-,. -.......... '""
 

_. 


ROK ]842. 


I 
ł 
t 


Buczyńska wybrała się zimq do Kojran, wezwana 
przez paniq Łopacińskq, - która miała tylko dojeżdżać do 
miasta na bale i obiady. Kuzyn Aleksander pojechał do 
Kijowa na kontrakty dla literackich układów. Narzeczony 
i literat szli u niego w parze, jeden drugiemu nie prze- 
szkadzał. Narzeczona ze swej strony, nie wychodzqc 
z pod feruły ojcowskiej, dalej kończyła wychowanie. Ślub 
miał si
 odbyć ledwie za rok, ów takt wolny, dozwolony 
sercu, był więc po obu stronach w zupełnej harmonji. 
Narzeczony miał pozwolenie pisania do Narzeczone), ale 
tylko jako do kuzynki, bo póki dyspensa z Rzymu nie 
przyszła. inaczej jej nazywać nic: odważył si
, Trzeba i to 
jeszcze dodać, że na owe listy, otwierane wprzód przez 
ojca, córka nie odpisywała nigdy. Ta ścisła cenzura, 
rodzaj kwarantanny na uczcie, może by innego pretendenta 
zraziła. Aleksander uznał w tern zupełnq słuszność, a listy 
jego zapełnione wiadomościami o tern i o owem, a naj- 
więcej o ruchu literackim w :zasie kontraktów, donosiły 
o ukazaniu si
 "Mindowsa", o zatargach Bejły z Gustawem 
OHzarem o "Mieszaniny" i t. d. 
Matynia pisała z Kojran częściej, niż z Wilna przed 
dwoma laty, chociaż bawiła się jeszcze lepiej, niż wtedy. 
Na św. Dorotę była niespodzianka dla pani Łopaciilskiej 
i całe Wilno temu obecne. Był obraz żywy "Modlitwa" 
z towarzyszeniem muzyki- i deklamacjq układu Tomasza 


.;:,. 


,
>>>
- 314 - 


Zana. Wieczorem grano komedję Fredry: ..Zemsta za mur 
graniczny" . Teatrzyk. postawiony w ogrodzie z kompletem 
dekoracyj. budką i stalami na orkiestrę domową. z foyer 
etc.. był dziełem pana ]gnacego. Matka nie domyślała się 
talentu artystycznego w dzieciach. tymczasem pan Morykoni. 
zięć. wybornym był ..Raptusiewiczem". a pan ]gnacy po- 
rywającym ..Papkinem". Gdy przyszło do gitary. pani 
Łopacińska. która nigdy głosu syna nie słyszała w śpiewie. 
myślała. że się skończy na przegrywce. tymczasem pan 
]gnacy zaintonował: ..Córuś moja. dziecię moje. co u ciebie 
szepce? .. i niespodzianka była kompletna, że ]gnaluta 
śpiewa! 
Pani Łopacińska stworzoną była do życia na wielkim 
świecie. bo świat jej w niczem nie odrywał od Boga. 
tylko jednał jej przyjaciół; czasu i serca wystarczało jej 
na wszystko. Nie dość. że dom otwarty na oścież czekał. 
wzywał i ugaszczał wszystkich. tak. że nigdzie weselej się 
nie bawiono. Gospodyni jeszcze każdemu z osobna. by 
najmniej znaczącej figurze. chciała i umiała okazać uprzej- 
mość. nawet przyjaźń. bo tłem jej charakteru była życzli- 
wość. Ani przysiadła przez cały wieczór. chodząc od 
grupy do grupy. rzucając po uśmiechu. po słówku nie- 
tylko grzecznem. ale zastosowanem do osoby. a zasiadając 
do owej herbaty zakończającej noc. już tylko wśród swoich 
intimes. rozbierała dzień cały. biorąc siebie na egzamin. 
prosząc nawet dzieci. by jej powiedziały. czy i w czem 
komu uchybiła?. . Trudno bo też było tam. gdzie po sto 
czasem zbierało się osób. na wszystkich jednakowo uważać. 
ale za postrzeżeniem najmniejszego uchybienia nastawały 
obmyślania indemnizacji itd.. a jeżeli ta osoba nocowała 
w Kojranach. od niej nazajutrz Gospodyni rozpoczynała 
rozmowę. 
W to morze ciągle falujące wpadł raz Tomasz Zan 
z Mianowskim; ów więzień. nastrojony wyżej samotnością, 
pokochał świętobliwego wygnańca z całą egzaltacjq swej 
ognistej duszy. Byli oni z sobą nierozdzielni. a chcqc 
swego przyjaciela i mistrza dać poznać i ocenić wszystkim. 
Mianowski zawiózł go do Kojran na szósty luty. Pani 
Łopacińska wiedziała już dobrze. kim był Tomasz Zan. 


· 1 


( 
1 


.
>>>
. 
 


( 
1 


- 3]5 - 


Za jej to pamięci wywieziono tego Mistrza Filaretów 
i z radością witała go w swoim domu po tylu latach wy- 
gnania. ale ciągle z nim tylko rozmawiać nie mogła. On 
sam usunął się pokornie w tłum. w którym znalazł dużo 
znajomych i bogatą treść do postrzeżeń. a że okiem 
chrześcijanina spoglądał na braci. bawił się wybornie. 
Lecz jego przyjaciel ,..ie był zadowolony z tego układu 
rzeczy. on pragnął. aby Zon grał pierwszą rolę. aby nim 
się tylko zajmowano. i przy końcu wieczoru. zbliżywszy się 
do Gospodyni. rzekł jej żywo. jak zwykle: ..Pani. to nie 
Tomasz Zon. Tomasza Zona tu niema!" - ..Niema 'i" 
powtórzyła zdziwiona pani Łopacińska: ..Kogoż więc mnie 
prezentowałeś 'i .. J musiał zacny entuzjasta wytłumaczyć 
znaczenie swoich słów i dać jej uczuć. jol{ to trzeba było 
zająć się gościem. by go uczynić realnie Tomaszem Zanem. 
widzialnym i słyszalnym dla wszystkich. a uważając 
karnawał i tłum za nie właściwe ramy dla mieszkańca 
stepów. przywiózł go do DobrowIan. gdzie samotne 
mieszkanki. siedzące około łóżka chorej matki. żyły tylko 
echem Wilna i perły. niedostrzeżone na dnie morza. 
witano tam. jak skarb. wyrzucony falą na suchy brzeg. 
Żywy Mianowski z twarzą mieniącą się. jak tęcza. zapatrzony 
w jasną i spokojnq. jak księżyc. twarz Zona. posuwał go 
naprzód z triumfem. nie uważając. że. choć bardzo radzi 
zacnemu wygnańcowi. z większą jeszcze radością witaliśmy 
jego towarzysza. admirując w nim to zupełne wyrzeczenie 
się siebie. by tamtego w jak najpiękniejszem pokazać 
świetle. Jeden szczególnie fakt dał nam go poznać i oce- 
nić jeszcze lepiej. Przywiózł nam był do przeczytania list 
księżnej LeoniIdy. pisany z Rzymu po odebranej wiado- 
mości o uwolnieniu przyjaciela ich domu. Cała jej dusza 
czysta. gorąca i chrześcijańska jaśniała w wyrazach: 
..Dieu soi! loue! Dieu soit beni f-- Dalej opowiadała z pro- 
stotą a życiem. jak się cały ich dom cieszył: mąż. dzieci. 
nawet słudzy. biegając po całym domu. powtarzali jedni 
drugim: ..Mianowski wolny!". 
Jda. robiąca ze wszystkiego kolekcje, a tem bar- 
dziej łasa na podobne kąski, łączące w sobie tyle 
pamiątek i zalet serca. i rozumu,. przepisała ów list
>>>
- 316 - 


cały, a oddając oryginał właścicielowi, wyznała SWOJ 
czyn, nie przewidując wcale następstw. Trzeba było wi- 
dzieć twarz Mianowskiego, mieniącą się nagle! Zbladł, 
zczerwieniał, posmutniał. ..Non / - zawołał - vous n' avez 
pas lai/ cela! Panna Ida odda mnie tę kopję!" Nie 
mógł znieść myśli, że ten list będzie służył jako dowód, że 
on się popisywał, że się przechwalał przyjaźnią księżnej 
Wittgenstein. My perswadujemy, że ten list pełen jest 
godności, zacności, że w niczem nie może skompromitować 
KSiężnej. ..La comprome//re - wołał znowu Mianowski - 
ani mi przyszło do głowy, że tego Anioła może co skom- 
prornitować! Je serais un mons/re si je le pensais !P" Ale 
próżność i niedyskrecja względem niej była mu już występ- 
kiem i błagał Idę, by mu tę kopję oddała, Ta znowu nie 
lubiła się cofać i niszczyć swojej pracy, wykręcała się 
więc od tego, błagała, perswadowała, Mianowski był 
nieubłagany, czuło się w jego głosie stanowczość, a widząc, 
jak Idzie ta ofiara była trudną, wołał znowu ze smutkiem 
serdecznym: ..Pourquoi fau/-iI que je sois oblige de refuser 

uelque chose a la familie Gun/her P pourquoi!". A jednak 
tak był natarczywy, że Ida musiała mu oddać ową kopję. 
Było to wieczorem. Mianowski jedną ręką trzymał list 
nad świecą i palił, dr
gą chwytał rękę Idy i uklęknąwszy 
przepraszał. A to wszystko z takim żalem, tak naturalnie, 
tak serdecznie, że ani cienia udania w tern nie było. List 
zgorzał aż do podpisu! Wdzięczny Mianowski, indemni- 
zując Idę za zniszczenie jej pisma. ofiarował się skopjować 
dla niej daleko dłuższy list, w którym był ślicznie skreślony 
portret moralny Zana przez pewną damę ruską z Orenburga. 
Na to poświęcił cały następny ranek w miejscu ulubionego 
polowania, a że u niego nie było na nic miary, nie jeden, 
ale dwa razy przepisywał ów list i nam obu go ofia- 
rował. 
Tomasz Zan pozostał u nas na resztę zimy, na cały 
post. Opowiadania jego o wygnańczem życiu zapełniały 
nam całe wieczory, dnie zaś przepędzał w polu, gdyż, 
nawykłemu do obszarów przez lat kilkanaście, duszno 
było pod dachem. duszno nawet w ogrodach i tylko na 
otwartem polu swobodnie oddychał. Oko jego, nawykłe 


..I 


j 


) 
.. 


-
>>>
- 317 - 


" 
I 


do rozległych przestrzeni. spoczywało zaledwie na dalekich 
horyzontach. a stosownie do swej specjalności szukał 
kamieni. gatunkował pokłady ziemi i tłumaczył nam geo- 
gnostykę. będąc nawet od rządu naznaczony do tej pracy. 
W Orenburgu towarzyszył Humboldtowi w jego 
wycieczkach naukowych. Codzień mieliśmy innego rodzaju 
opowiadania; najciekawsze były o Filaretach. których 
nazwa tylko zatrzymała się w mojej pamięci dziecinnej 
jeszcze za czasów tego stowarzyszenia. a wywiezienie 
akademików. nazwisl(a Zona. Czeczota. Suzina. srogiego 
ich sędziego Nowosilcowa i jego towarzyszy tworzyły 
chaos i labirynt. do którego główną nitkę ledwie nam 
podał Zon. wracający do kraju po latach osiemnastu 
wygnania! 
Myśl tego stowarzyszenia powstała w głowie i w sercu 
kilku wybranych uczniów Uniwersytetu Wilerlskiego. pra- 
gnących obok pracy umysłowej wykształcenia moralnego, 
miłości czynnej dla bJiźnich. pomocy biedniejszym. nieska- 
lanych obyczajów etc. Źródłem tej myśli był sam Bóg. 
a nazwą jej wykonawców ..Filareci". Młode serca i umysły 
z łatwością przejmują się myślą szlachetną. wielu więc 
zapisało się do Filaretów. Zbierali się ci wybrańcy za 
miasto na układy i narady. na czele tej gromadki stał 
Frejend. ale że był rozumny i że nie jeden mu zazdrościł: 
..Że zaś mnie lubiono najwięcej zato - mówił skromny 
Zon - żem się niczem nie różnił od innych i nie mógł 
zaćmić nikogo, ów naczelnik wybrał mnie na swoje miejsce. 
przekonany. że chętniej mię usłuchają i uwierzą... tak 
się też i stało!" 
Żałuję dziś. żem nie notowała szczegółowo tych 
opowiadań Zona. zapamiętałam tylko te ranne tajemnicze 
przechadzki uczniów do Rybiszek i innych okolic Wilna 
na pogadanki. i nic więcej! 
Zon był pobożny. łagodny i wesoły razem; gdy zrana 
wymodlił się w kaplicy. szedł w pole. wieczorem opowia- 
dał. lub gry różne proponował. Pisaliśmy z sobą naprze- 
mian wiersze. próbował i śpiewać swoje dawne piosenki; 
rysował Kirgizów. ich broń. ich mieszkanie etc. Ale czy 
to głosem nam wtórował, czy akompanjamentem na forte- 


J 


) 
t 
ł
>>>
- 318 - 


pianie samemu sobie. to zawsze unisonem. rysunki zaś 
jego miały jedynq zaletę prawdy. Poemat Gustawa Zie- 
lińskiego ..Kirgiz". przysłany mi z Wilna przez Matynię na 
imieniny, kompletował opowiadania wygnańca o stepach 
palqcych się, o kumysie z mleka kobylego itd. 
Zabawnym był epizod o gubernatorze orenburskim. 
który. jeżdżqc z Zanem w stepy. kazał sobie czytać głośno 
romans ..Matylda" i ..Malek-Adel". - a tak go zachwycały 
romantyczne przygody bohaterów pani Cottin. że nie mógł 
o nich dosyć się nagadać, płakał. rozpaczał nad niemi. 
poddajqc się uczuciom w całej ich świeżości. bo dusza, 
gdy nie uprawiana. i w starym człowieku jest młodq, 
dziecinnq nawet nieraz. Gdy jaki zły człowiek nawijał się 
w romansie, gubernator asygnował mu pałki i katorżne 
roboty Ud, . 
Nie zawsze rozumieliśmy się z Za nem; widzqc mnie 
raz przez cały wieczór zachwycajqcq się brylantami 
w tabakierze wuja Przezdzieckiego. napisał wiersz. po- 
równywajqcy mnie do chwałynek. rusałek morza Kaspij- 
skiego. igrajqcych z perłami i strojqcych się w korale; na 
co mu odpisałam. że .. w diamentach szukam odblasku 
spojrzenia T ego. co stworzył diamenty". 
Tymczasem Aleksander Przezdziecki wrócił z Kijowa 
z pięknym albumem dla narzeczonej. Była to ksiqżka 
duża. już w części zapełniona autografami pisarzy sław- 
niejszych. Kraszewski wpisał tam ustęp z ..Mindowsa" . 
Grabowski coś z .. Tajkury" czy ..Koliszczyzny". Rzewuski 
z ..Soplicy". a co kiJka kartek welinu była jedna grubsza. v - 
jakby w ramkach. przeznaczona na rysunki Maryni jako 
ilustracji artykułu. 
W Postawach za przybyciem Narzeczonego rozpOCZę- 
. ła się znowu serja literackich konkurów. wystarczajqca 
narzeczonym, Zbigniew wolałby w tem trochę elementu mu- 
zycznego, którego iskra tlała w nim. nie mogqc dobyć się na 
wierzch. Bez wzorów. bez dobrego instrumentu. a instynk- 
tem pojmujqcy Chopina. przez korespondencję, za pośred- 
nictwem Matyni. radził się uczennicy jego. panny Józef y 
Łopacińskiej. o sposoby wykonania tych kompozycyj. tak 
różniqcych się od innych. Sumienny. zgłębiajqcy wszystko 

 


, 


J 



, 


} 
I 


j 
( 


/. 


-1 


{ 


.......
>>>
J' 


j 
I 


-1 


{ 


- 319 - 


, 


na serjo. nie chciał na domysłach przestawać. a metoda 
starego nauczyciela Sokuiskiego. którego peruka nawet 
wyszła z mody. ani młodszego Diot. który tylko szkołę 
Kurpińskiego przeszedł. nie mogła mu wystarczyć. 
Po zapytaniach józia Łopacińska odgadła niepospo- 
lity zmysł muzyczny w Zbigniewie. Przeczuwał on inne- 
go rodzaju dotknięcia. niż owe dawnym trybem z pod- 
niesionym do góry piątym paluszkiem treliki i forszlaki. 
a dogadzając potrzebom tej duszy muzykalnej. józia. sama 
niepospolita istota. z radością dyktowała Matyni owe do- 
tknięcia. wytrzymywania i t. p. sposoby. które nabyło 
wprost od wielkiego mistrza. 
Buczyńska nie mogła się oderwać z Kojran. urlop 
mężowski kończył się wprawdzie równo ze środą popiel- 
cową. ole pani Łopacińska zrobiło czułą minkę i spytało: 
"Czy tylko dla karnawału u niej bawiła?..... jakże było 
nie pozostać. choć na tydzień jeszcze?! A z wyjątkiem 
tańców i mięsnych potraw. post był równie wesoły i ludny 
w Kojranach. jak i karnawał. Pani Łopacińska trzymała się 
ściśle słów Ewangelji: "Gdy pościcie. nie bądźcie smęt- 
nymi" . .. i z uśmiechem wonnemi oblewała się wodami. 
Teatr nawet nie próżnował. śpiewano w nim duety w ko- 
stjumach. przestawiano ballady i t. d. 
jakże było znowu nie pozostać na imieniny józi'l... 
Zbliżał się WieIId Tydzień i pani Łopacińska- zapropo- 
nowała rekolekcje u wizytek. Wspólniczka tańca jakżeby 
miała odmówić wspólnictwa do różańca 'l... ) światowe 
,nosze damy. które w wigilję jeszcze odbyły rewję. czyli 
raczej ekspozycję koronek i pończoch ażurowych. zachwy- 
cających pajęczyn. w kilkunastu zaklętych pudłach. po- 
jechały zamkną
 się %a kratę na cały tydzień. o wraie
ie 
tych dni. spędzonych na innym świecie w przedsionku 
nieba. przeważyło uprzednie wrażenie niespodzianek. Re- 
kolekcyj udzielało Marja Czapska. dla której ta funkcjo 
była łatwiejszą. niż innym. bo dusza jej w pół była w niebie. 
Z rękami złożonemi. klęcząca u stóp krzyża, mówiła zwolna. 
z natchnienia. jakby zachwycona. wpatrzona w krucyfiks 
lub w górę. Gdy wymawiało imię Boga. to takim głosem. 
z takiem uczuciem. jald?y Go w całej chw""ale widziało 



 


--.
>>>
- 320 - 


przed sobq I Gdyby jq słyszeć i widzieć mogli w tej chwli 
ci wszyscy, co w powołanie nie wierzq, nikomuby na 
myśl nie przyszło powtórzyć za drugimi, że Marynię zmu- 
siła matka, lub że ona żałuje swego postanowienia! 
Tomasz Zan, zaśpiewawszy nam pieśr1 o ..skowronku", 
sam odleciał w dalsze strony. Pożegnanie nasze z nim 
było serdeczne; przez te kilka tygodni spoił się on z na- 
szem życiem, jak my z całq jego przeszłościq. Człowiek 
ten bez żółci, jak gołqb, pokochał stepy i o nich prawie 
z równq miłością, jak o własnej ziemi, wspominał, a kartę 
Tatarszczyzny, która Humboldtowi nawet służyła w jego 
wycieczkach, ofiarował memu ojcu na pamiątkę ze ślicz- 
nym nadpisem. Odjeżdżając naszen1i końmi, plądrował 
czas jakiś po okolicy, nabytym zwyczajem śród koczują- 
cych narodów, co mil kiJka rozbijał swój namiot, a że imię 
Tomasza Zana było sympatyczne, każdy dom otwierał 
mu podwoje i serca. Tak odwiedził Szyszków w Kobylniku, 
tak Antonowiczów, tak Postawy, zewsząd piszqc do nas 
listy szczegółowe. Nareszcie objechawszy kręgiem wilejski 
powiat, oparł się w Oszmiańskiem, w Bienicy u Szwy- 
kowskich, gdzie Olimpja, nowogródzianka jak i on, z ra- 
dością witała w swoich progach Mistrza Filaretów, mogą- 
cego być wzorem dla podrastających jej synów. 
Po odjeździe światłego gościa jedynq rozrywką 
i towarzystwem były książki. Pan Edmund Sulistrowski 
dostarczał nam gazet francuskich, których feljetony trzy- 
mały nas au courant nowych sztuk dramatycznych, mieszcząc 
też powieści Balzaka. Sam odór tych gazet miły przez to, 
że zwiastował karm dJ
 umysłu, dotąd jest nierozdziefnym 
z wrażeniem i pamięcią tych feljetonów, do których z taką 
przyjemnością wracało się po razy kilka na dzień. Ksiqdz 
Kazimierz Zaleski, proboszcz świrski, dostarczał nam Gra- 
bowskich, Kraszewskich, Of-Dycalpów i ..Tygodnika Pe- 
tersburskiego", a z Olszewa przysłano nam nieporównaną 
..Krystynę" Hofmanowej, która, przybywajqc, jak stara 
znajoma, pomogła nam rozerwać chorą Mamę. Ta żyw- 
cem wzięta z prawdy powieść, malująca rzeczy codzienne, 
proste, zwyczajne, ale nasze, podyktowane tęsknotą za 
ojczystq ziemią, co słowo budziła w nas rozrzewnienie. 


" 


. 


. I
>>>
- 321 


..Krystyno" było jakby daleko młodszą, ole siostrą ..Pono 
Tadeusza" . 
Wiosno, maj, zawsze nom sprawiały karnawał dla 
serca, jakby wynagradzając za cichą zim c: bez gości, bez 
tańców, bez Zapust. Wuj. Konstanty, jadący regularnie 
do Wilno no maj, miał i w tym roku pozostawić u nos 
swoje dzieci z nauczycielkq i nauczycielami, obierając 
za termin przybycia dzień imienin siostry swojej, 3 moja. 
Tym razem uroczystość miało sic: podnieść jeszcze obec- 
nością cioci de Choiseul, która, jak przypominam sobie, 
przybyło o kilko dni pierwiej w pic:kną ksic:życowq noc. 
Wiosno w tym roku było wczesno i uroczo, o uprzedzając 
jeszcze maj, rozkwitły bzy i Ciocia, wchodząc w nocy do 
przeznaczonego dla siebie pokoju, znalazło i kwiaty, i ksic:- 
życ, i śpiew słowików pozo otwartem oknem, które, jak 
mówiło somo. nie doły jej zasnąć. A chodząc z nami 
nazajutrz po ogrodzie dawno niewidzianym, bo uprzednie 
jej odwiedziny były zimą, zachwycało sic: wiosną północną, 
której nie znoją mieszkańcy Południa. żyjący zawsze śród 
zielonych gojów, bez odrodzenia, bez przebudzenia, bez 
przerwy. Bo też pic:kna południowo ziemio zawsze ze 
słońcem, zawsze kwitnąco, to jakby owych dziewic:ćdzie- 
sic:ciu dziewic:ciu sprawiedliwych, o których E wangelja 
wspomina, o nasza Północ. budząco sic: do życia z letargu 
i odrc:twienia, to jakby owieczko zbłąkano, o pokutująco, 
która i somo sic: raduje, i radość sprawia dla niebo i ziemi, 
Pic:kną było wiosno 1842 roku i cudny maj, i uroczy ogród 
dobrowlański z czystą jeszcze, niezaćmioną zielskiem wodą, 
z płaczącemi u brzegu wierzbami, z murową jak szmaragd.. 
z zapachem ostatnich fiołków i narcyzów, z pierwszym od- 
dechem bzów, które dopóki kwitną, zdaje sic: co rok, że 
nad ich woń, nad ich kity fioletowe niemo, nie było i nie 
bc:dzie kwiatu, aż póki róże nie dadzą o nich zapomnieć. 
Ciocia de Choiseul zabawiło u nos ze dwa tygodnie, 
rodzino zoś postowska ze dwa miesiące. Marynia odbie- 
rało listy od swego narzeczonego, który był no Podolu, 
ale te listy, przychodzące do niej w nie6ytności ojca, po- 
słuszno córko odsyłało do Wilno, by on je otworzył i prze- 
czytał. oczekując jednak niecierpliwie ich zwrotu. 


21 


. I
>>>
- 322 - 


Przypomina mi się jeszcze jeden epizod z bytności 
wiosennej postawianów. Marynia już trafnie rysowała 
portrety z natury, zamówiłam tedy u niej portret Autora 
"Obrazów litewskich" do mojej ksiqżki autografów i jakby 
dla dogodzenia temł.;;achceniu zjawia się sam oryginał 
do DobrowIan. U obiadu Marynia spojrzała na mnie 
znaczqco, odpowiedziałam na jej spojrzenie uśmiechem. 
a uważajqcy na te migi gość zaczqł się dopytywać, coby 
to miało znaczyć Y . ,. Odrzekłam, że za tę ciekawość 
zapłaci i że do rozwiqzania zagadki sam się przyczyni. - . 
Coraz bardziej zaintrygowany już rad był, aby obiad 
prędzej się skończył. ale obiady z owej epoki - nawet 
codzienne - miały potraw sześć i trzeba było doczekać 
końca. Po obiedzie zaraz nie można siadać do pracy. 
dajemy więc upłynqć godzinie, ale że pan Chodźko dopy- 
tuje się o dotrzymanie słowa, Marynia siada za stolikiem, 
podajemy krzesło gościowi naprzeciw jej, a gdy ten czeka 
objaśnienia, postrzega ołówek w ręku artystki i nasze 
oczy na niego skierowane. Trzeba było widzieć jego 
kłopot i zadowolenie razem, jak się zerwał z krzesła, jak 
rqczkę, trzymajqcq ołówek, całował z zapałem, jak nam 
dziękował, jak się niby wypraszał od tego zaszczytu. 
a jednak wrócił na krzesło i wysiedział godzinę, i nieraz 
odtqd pisał do mnie. 
e ta chwila była jednq z najmiJ szych 
w jego .życiu i radby jq umieścić w dzieJe: "Les indemnifes 
des gens de lettres". Portret się udał: Marynia, trochę 
idealistka, oczom małym dała wyraz. który je powiększał. 
nosek zapadły dotknęła lekko, włosy potargane rozwiała 
nad wypukłe m czołem. policzki wydatne zdawały się wy- 
dęte uśmiechem krotochwilnym. Jakże ta twarz szczc:śliweg o 
natenczas człowieka posmutniała zczasem! Później pod 
tym portretem Autor "KolJokacji" napisał: ..Boruny" . 
W czerwcu zjawili się Saint Clairowie z matkq. 
dwoma synami i córkq Olgq. 
Za krewnymi ukazali się powinowaci i majqcy się 
spowinowacić z nami. Młodzież podolska i galicyjska. 
uprzedzajqc Litwinów, zalecała się już na dobre kuzynkom 
warszawskim i jednocześnie dwie z nich znalazły kawale- 
rów. którzy aż na Litwę przyjeżdżali do stryja opiekuna
>>>
ł 


'ł" 



 


- 323 - 


po słowo i błogosławieństwo. Nam si
 też dostała wizyta 
hrabiego Potockiego, zaręczonego z ładną józią. Ledwie 
Babunia doniosła Mamie o tern projektowanem małżeństwie, 
kiedy pewnego majowego wieczora zjawia się z Wilna 
huzar ogromny. młody, z potężnym nosem, o niebieskich 
oczach i złotych okularach, jasny blondyn i sam się 
przedstawia jako Konstanty hrabia Potocki. Odwiedziny 
te były umyślne i niedługie, z wieczora na następny 
ranek, rozmowa pobieżna i po francusku. świadcząca 
jedynie o polorze salonowym, a wybór średniej, gdy 
starsza była jeszcze wolną, jedyną rękojmią przywiązania 
czy też sympatji dla naszej józieczki. Rodzice moi znali 
-ojca jego. hrabiego jarosława. który. przybywszy do Wilna 
wślad za piękną siostrą, naówczas hrabiną de Choiseul, 
. później Bachmietjew, tracił był na fety, na niespodzianki, 
. na różne psoty, powtarzając z żalem: ..W Wilnie niema 
jak tracić pieniędzy!" A jednak krocie ich wydał w ciągu 
jednej zimy. Małżonka jego, Rzewuska z domu, rozumna 
i cnotliwa kobieta, przeżyła męża hulakę, może dla tego, 
by zostać tarczą dla młodej synowej. którą podobnyż los 
czekał z synem, bo ..jabłko niedaleko padło od jabłoni-o 
Na lipiec przybyła do Postaw Narzeczona z siostrami, 
dostało się i DobrowIanom dni kilka, a tym razem, jak 
i ostatnim. kilka motyli przyleciało za temi różami o zło- 
tych listkach... bo już i Elfrydka mogła być poślubioną. 
Za Ermancją, poważną jak dawniej, przybył z Galicji 
Seweryn Uruski. Matka jego, hrabianka Potocka z domu, 
secundo voto Caboga, miała wziętość u dworu wiedeń- 
skiego. którą panowie swatowie ..meffaient en avanr. Pan 
Seweryn, młody a poważny, urody słusznej, odznaczał się 
grzecznością i delikatnością ku damom i starszym, a co 
bardziej pobożnością niemęskq. Buczyńska. której pokój 
w Postawach był ścianą tylko przedzielony od jego pokoju, 
zasypiała i budziła się przy modlitwach, odmawianych 
głośno przez przyszłego kuzyna. Ermancja skutkiem tych 
pobożnych konkurów w czasie bytności swej w Dobro- 
wIanach częściej zabiegała do kaplicy, Qdpowiadając na 
nasze powinszowania, że nie zasługuje na tyle szczęścia, 
.0 taki był wpływ sprzecznych charakterem konkurentów
>>>
- 324 - 


r 


na narzeczone. iż obok modlącej się Ermancji józia brała 
się w boki i mówiła coś na kształt sacre bleu, jak jej huzar. 
Do Elfrydki zjawił się Litwin urody też grenadjerskiej, jak 
tamci; był nim jeden z synów Stanisława Czapskiego, 
drugi z rzędu. Adolf, zbudowany, jak ApoJJo. i tak zako- 
chany w swych wdziękach, że. nie dając sobie pracy po- 
dobać się rozmową, qui n'etaif pas son fort. a nie mogąc 
rozmawiać pendzlem, choć malował nieźle, stawał naprze- 
ciw panien, przybierając pozy antiques. uwydatniające 
jego piękną figurę. Twarz miał Czapsko-Obuchowiczów, 
oczy niebieskie, nos orli, włosy czarne, płeć kwitnącq 
zdrowiem, lat dwadzieścia cztery, hiszpanka zaś i wąsy nada- 
wały mu wyraz jakiegoś hidalga. Mógł się podobać, ale 
nie wiem, czemu nie przyszło do rzeczy,.. snać nie byli 
sobie przeznaczeni. . 
Rozumie się, że Aleksander Przezdziecki nie przebył 
też lata bez odwiedzenia Postaw. Bliskość ślubu, bo już 
i dyspensa z Rzymu przyszła, przyśpieszyła taktu afektom... 
już listy jego do narzeczonej nie zaczynały się od: ..Ma 
chere cousine u . Gdy odjeżdżał stamtąd, cała rodzina po- 
staw ska przeprowadzała go do DobrowIan . . . 
W późną jesień wybrali się postawianie do Warszawy. 
Śluby Maryni z Aleksandrem Przezdzieckim i Ermancji z hra- 
bią Uruskim miały się odbyć pod skrzydłem babki w jednym 
dniu, u jednego ołtarza. józia już była hrabiną Potockq 
od sierpnia, za Helenką pociągnął Adam Czapski, syn 
Karola. Eldzia pojechała do Paryża i stamtąd donosiła, 
że się zakochała w wuju emigrancie, Tytusie Pusłowskim. 
Los zatem wszystkich pięciu kuzynek zdawał się zapew- 
niony w tak krótkim czasie. Uproszona przez wuja Kon- 
stantego Matynia towarzyszyła rodzinie postawskiej aż do 
Warszawy. W osierociałym Bólkowie pozostał sam jeden 
poczciwy Maurycy, na pociechę którego przyjechała ze 
Żmudzi siostra jego, już wdowa, Zaleska z córkq Marjq, 
cichq i łagodną. Rozrzewniajqcy był widok szwagra 
mego. Kochał on żonę głęboko dla niej samej, z zupeł- 
nem zapomnieniem o sobie. Wiedząc zatem, że ona lubi 
Warszawę, że ją tam cenią, że Wujowi ujmie dużo kło- 
potu z wyprawą, sam namawiał Matynię, aby jechała,. 


L' 



 


J... 



 
I
>>>
f 
J 


- 325 - 


... 


sam się zajmował pakunkami i, rad radości q drugich, od- 
prowadził podróżnych aż do Wiłkomierza. 
We wrześniu zjawiła się w naszych stronach pani 
Łopacińska z córką, z synem i młodym Włochem, Achi- 
le
em Bonoldim, śpiewakiem, Odwiedziny były dla Ból- 
kowa jako rewizyta, a kilka godzin dla DobrowIan. 
Świetna, wesoła, strojna dama usiadła przy łożu Chorej, 
a młody Włoch śpiewał w salonie ogniście i rzewnie 
dowcipne francuskie piosenki: ..Crois-moi", ..M-Ile Rose 
li tous les dragons dit la meme chose" i t. d. T en kometa 
wesoły i śpiewajqcy porwał mnie do Bólkowa, gdzie też 
przez godzin kilka żyłam życiem kOjrańskiem, zamieniajq- 
cem noc na dzień śród odczytów z Mickiewicza i weso- 
łych opowiadań o Paryżu, Józia Łopacińska, nieładna, 
z układem jej właściwym, udając nieraz dystrakcję, aby 
się komu nie ukłonić. parskajqca śmiechem w oczy, aby 
nie odpowiedzieć na zapytanie, była jednak, skoro chciała, 
bardzo .miłq. Talent jej muzyczny i zamiłowanie w poe- 
zjach Mickiewicza budziły się wobec osób, w których 
uznawała odpowiedne jej gusta. P. Ignacy był odcieniem 
siostry, czulszy od niej z matkq, okazywał to przy każdym 
z niq spotkaniu, wszystkie jego "Dzień dobry" i "Dobra- 
noc" były bardzo serdeczne, Światowa zaś ta dama, sta- 
jqca się matkq, godziła z sobq ludzi, patrzących niechęt- 
nie na jej stroje i zamiłowanie świata... 
Łoże boleści Mamy stało się od wiosny punktem ze- 
brań naszych rodzinnych. Wszystkie wspomnienia od maja 
do listopada skupiały się do jej pokoju pod obraz Zba- 
wiciela świata (kopja z Guido Reni), wiszqcy w owalnych 
ramach nad jej szerokiem łożem o podporach i rzeźbach 
bronze-antique, jak to było w modzie w 1810 roku. Przy 
łóżku-jak to mówiq-w głowach-stało biureczko maho- 
niowe, a na niem ksiqżka ..La journee du chretien" i z wo- 
dq zawsze taż sama, jak jq zapamiętam od dzieciństwa, 
karafka szlifowana biała, dzwonek z rqczką drewnianą, 
pudełko z proszkami Dovera, na papierkach od których 
pisały się myśli lub wiersze w noce bezsenne. Przy tern 
łożu, przysunqwszy drugi stolik, graliśmy nteraz familij- 
nego wista z dystrakcjami i komentarzami, które nieci er- 



 
ł 


I ' 


J,. 



 
1
>>>
-326- 


pliwiły mego ojca. Tam czytane były nawet wrękopiśmie 
ustępy z ..Brzegów Wilji" przez samego autora, ..Krystyna" 
zaś i ..Jan z Czarnolesia" przez pana Konstantego Platera; 
tam doktór i sławny operator Korzeniowski, sprowadzony 
dla opatrzenia nogi Mamy, opowiadał nam o swojej 
w naukowym celu bytności w Paryżu, o prelekcjach 
Adama w języku francuskim, o którym Francuzi mówili 
..że mu nieraz zabraknie wyrazu, ale nigdy myśli". Przy 
tern łożu usiadł raz kapłan, by wyspowiadać niemogącq 
zejść do kaplicy; a w październiku z tego łoża wstała 
Mama, by, zniesiona w krześle ze schodów do powozu, 
pojechać do Wilna. Nietyle nadzieja polepszenia zdrowia' 
w mieście, ile chęć zbliżenia się do wiadomości z War- 
szawy i oddalenia się, z opustoszałej okolicy do tego jq 
znagliły. Postawy i Bólków stały pustką, Mostowscy 
i Sulistrowscy zamieszkali w Wilnie, a domy ich bez 
mieszkańców wiały chłodem na biedne, smutne, zbolałe 
Dobrowlany, trzeba więc było uciekać do miasta I Papa 
pozostał do grudnia w Dobrowianach. Podróż, choć tak 
troskliwie obmyślona i dokonana w dnie niemroźne, bo 
jeszcze w październiku. nie uszła jednak bezkarnie. Wraz 
za przybyciem na miejsce objawiła się gorączka i kaszeL 
Sprowadzony doktór Wróblewski przepisał lekarstwa,. 
a zalecił ciszę i samotność. Wszystko więc nagle w domu 
ucichło. chodziliśmy na palcach, rozmawiali szepcząc i tak 
przez cały miesiąc trwała kwarantanna. 
Zrana koleją bywaliśmy na Mszy w najbliższym, bo 
brama w bramę, kościele 00. franciszkanów. Przed zmrokiem 
przechadzka na Pohulankę w czasie drzemki Mamy, a przez 
całe dnie i wieczory roboty włóczkowe i czytanie książek,. 
których nam obficie dostarczał zawsze uczynny marszałek 
Mostowski. Pamiętam dotąd ..Blade powieści" T yszyńskiego,. 
bardziej jeszcze ciemne, niż blade, w swej treści elokubracje 
Wójcickiego i ..Okruszyny" Kraszewskiego, któremu da- 
rować nie mogłam porównania wież kościelnych w Wilnie 
do palców, dobywających się z podartej rękawiczki 11 
Te wieże, podobne raczej do rąk wzniesionych błagalnie 
ku niebu, codzień w blasku zachodzącego słońca zachwy- 
cały nas na nowo w powrocie z pohulańskiego spaceru. 


Ir 


... 


.L- 
I 


t
>>>
- 327 - 


... 


Jakże od tego odbijały interesujące życiem i kolorytem 
listy z Warszawy. na które jednak długo i z niepokojem 
trzeba było czekać. Pierwsze wiadomości o naszych po.. 
dróżnych doszły nas były jeszcze na miejscu. w Dobro- 
wianach. i podzieliliśmy się niemi ze słomianym wdowcem 
Maurycym. Listy te były pisane z Czerwonego Dworu od 
pana Benedykta T yszkiewicza. gdzie podróżni odbyli 
dniówkę. Gospodarz po świeżej stracie ukochanej żony. 
chociaż z trzema jak róże rozkwitłe córkami. w swoim 
pięknym zamku. panującym nad Wilją i Niewiażą. pro- 
wadził życie anachorety w modlitwie i postach. Piękne 
posągi z marmuru kararyjskiego. przywiezione z Włoch. 
snać zbyt przypominały niepocieszonemu wdowcowi bolesną 
stratę. którą był poniósł pod włoskiem niebem. aby się 
miał w nich lubować i niemi się cieszyć. bo piękny Apollo, 
on co według wiary pogan sam był słońcem. nikł w cie- 
niach dużej sali ze świeczką, przylepioną u stóp swoich 
na piedestale. W kaplicy skupiło się życie całej rodziny. 
Kościół zaś wznosił się na świeżych fundamentach, by 
ochraniać piękny pomnik z postacią Ś, p. Wandy na sar- 
kofagu. A jednak była już przyszłość obok tej przeszłości 
nietylko w nadobnych córkach, Ludgardzie. Joannie i Wan- 
dzie. ale i w przyszłym zięciu, bowiem młody Michał 
Tyszkiewicz, syn marszałka kijowskiego, piękny, jak ów 
Apollo. stojący w cieniu zamku Czerwonego Dworu-spro- 
wadzony na Litwę do domu krewnych, zwracał oczy za- 
chwycone na średnią z kuzynek, Joannę, znajdując więcej 
uroku w jej spuszczonych frendzlistych rzęsach niż w śpiewie 
starszej Ludgardy. jaśniejącej piękną płcią i kibicią 
kształtną. 
Przejazd podróżnych naszych przez Niemen zajmował 
mnie wyłącznie. Siostra moja miała polecenie zaczerpnąć 
wody z tej ..rzeki domowej" dla przesłania jej z wierszami 
ode mnie Autorowi ..Wallenroda" wraz z kwiatkiem z do- 
liny kowieńskiej. nadesłanym mi przed rokiem przez pannę 
Teofilę Wołłowiczównę. która w tym celu zwiedziła ową 
pamiętną dolinę. Wiersze. przepisane z bijącem sercem. 
uświęcone już łzami rozrzewnienia Autora ..Obrazów", 
powierzone były mojej siostrze. Ona miała zająć się wy- 


'r 


J 


I 
t 
t 
} 


I 
. 
1
>>>
- 328 - 


słaniem wody w wybranym na ten cel flakonie. Przesyłki 
podobne były wówczas bardzo utrudnione, czekałam zatem 
'J1iecierpliwie i niespokojnie wiadomości, czy i jak posłano 'l 
) dowiedziałam się, że osobq wybranq na to była pani 
Katarzyna Lewocka z Lipińskich, osoba stosunkowa i zna- 
jqca się z rodzinami Czartoryskich, Platerów, Zamoyskich, 
Uspokojona na tym punkcie, czekałam znowu wiadomości 
jakiej lub echa z Paryża. Czekałam... zgadnijcie proszę - 
jak długo? Do roku ) 857, lat piętnaście I Aż będqc sama 
w Paryżu w rok po śmierci Poety, usłyszałam nareszcie 
z ust Antoniego Goreckiego, którego syn miał się żenić 
z córką Adama, że ..te wiersze znajdują się u niego", owa 
zaś córka Adama, Marja, za bytnością swoją w Wilnie, 
powiedziała mi, że .. wodq z Niemna ochrzczony był naj- 
młodszy jej braciszek.... , Tak to Bóg umie ludzi niecierp- 
liwych próbować I 
Pierwszy list z Warszawy od mojej siostry uwiadamiał 
o zjeździe całej rodziny Przezdzieckich z Wołynia na pierw- 
szy listopada, dwunasty tegoż miesiąca był dnłem nazna- 
czonym na podwójne śluby. Tak krótki termin i brak 
wszelkich przygotowań wyprawnych zawahały wuja Tyzen- 
hauza i ślub Maryni już miał być odłożony do karnawału. 
Ale na tę wieść struchlał Narzeczony, przyszły zaś teść, 
klepiqc się po kolanie, zawołał: ..że to być nie może, że 
nie na to się fatygował mil tyle, by wracać zniczem..... 
A Matynia, której trzeba było tylko ważnej okoliczności 
i potrzeby dogodzenia drugim, by działać, spytała Wuja: 
..Czy tylko o wyprawę tu chodzi 'l" dodając, iż w takim 
razie bierze na siebie ukończyć ją w przeciqgu dni trzy- 
nastu. ..Zgoda !" rzekł Wuj i położył na stole 5000 dukatów 
(suma od wieków uchwalona na wyprawy córek w tyzen- 
hauzowskiej rodzinie). Buczyńska, długo nie czekając, dalej 
z narzeczonq do Sztejnkelerów, Zettów, Madame Adele i t. p. 
dalej zwoływać szwaczki, szewców, modniarki etc. Tu się 
tworzą kapelusze, tam się rozmierza płótno, pułki szwaczek 
zapełniają pokoje, każdej nazwisko i mieszkanie zanoto- 
wane, każdej dzień wyznaczony na odniesienie roboty. 
Wyprawa idzie wielkiemi krokami, co godzina nowy ubio- 
rek na głowie Narzeczonej, ani się dowołać Matyni na 


.
>>>
l 


- 329 - 



 


obiad, zapomina snu, ale humor najlepszy, jak gdyby 
wsiadła na sto koni, bo ma cel, żyje śród piękna, a czuje 
się użyteczną, Marynia nazywa ją swoją pocieszką i skrzy- 
dełkiem. Wuj kiwa głowq na te cuda. bo zezwalajqc 
wqtpił o skutku i śmiał się w duchu, że córkę zatrzyma 
poza Nowy Rok. A NarzeczonyY On szuka u Nejbauera 
godnego klejnotu dla ozdobienia ręki, która pracuje nad 
prędszem zjednaniem dla niego rqczki ukochanej Marysi... 
I pewnego dnia niespodzianie wsuwa na rękę Kuzynki. 
trzymajqcq nożyczki. ślicznq bransoletkę ozdobnq w bry- 
lanty i szmaragdy z datq upragnionq i imionami połączo- 
nemi Marji i Aleksandra. Babunia na swojej kanapce 
słucha i podziwia ten pośpiech niesłychany. który dla niej 
i zamłodu byłby niepodobieństwem I A za każdym nowym 
dowodem czynności swej pierworodnej ukochanej wnuczki 
powtarza swe ulubione: ..Jezus, Marja l" Babunia zaj- 
mowała natenczas dom Skwarcowa przy Ogrodzie Saskim. 
opuszczajqc z żalem dom GerJacha i jego stare kasztany 
nato. by zamieszkać z wnuczkami swemi. Apartamenty się 
stykały. Matynia. obmyślajqc fasony czepeczków. nie za- 
pomniała i o dniu ślubu. o przyjęciu. Słyszqc o wzmaga- 
jącej się coraz liście wezwanych na gody. bo dwa razem 
wesela mnożq stosunki i obowiqzki familijne i towarzyskie. 
Matynia myśli. jak tu znaleźć miejsce na takq rzeszę Y . , . 
) już ma plan gotowy. tylko trzeba go poddać pod sqd Ba- 
buni i Wuja; tym planem było naturalnie połączenie dwóch 
apartamentów w jedno. ..Jezus Marja I" zawołała Babunia 
przerażona tym rwetesem i założyła swe piękne ręce na 
piersiach. . akże to zrobisz Y" zagadnqł Wuj ciekawy. 
..jakże to będzie Y" A Matynia do dzieła i. jak przyszedł 
dzień podwójnej uroczystości. oprócz pokojów. w których 
obie panny młode ubierajq się do ślubu. a Marynia czyta 
w pobożnej ksiqżce. podczas gdy jq fryzujq. oba aparta- 
menta oświetlone. pachnqce. stojq otworem. a w głębi 
amfilady śród klombu roślin egzotycznych w kwiecie. 
w głębokiem krześle i naprzeciw ustrojonego też w kwiaty 
ołtarza siedzi Babunia i piękne swe ręce. któremi ma 
błogosławić pierworodne córki dwóch swoich synów. trzyma 
splecione na jasnej jedwabnej sukni. Przy niej siedzi 


. 


--
>>>
.of 


-330- 


pierwsza przybyła na wezwanie hrabina Stasiowa Potocka 
i generałowa Pdwłowiczowa, U drzwi wchodowych dwóch 
młodych kawalerów. Mieczysław Przezdziecki i Lucjan 
Wojniłłowicz. czekajq na damy. by je wprowadzać kolejq. 
W środkowym pokoju taca z mirtem świeżym i złotem i 
szpilkami o cyfrach panien młodych czeka na drużki. 
Salony się napełniajq. Familja, dyplomacja, damy. du- 
chowni. wojskowi krzyżuj q się i szepczq między sobq. 
Matynia w zastępstwie nieruszajqcej się z miejsca Babki 
i nieżyjqcych obiedwóch matek robi honory, a dla wy- 
rugowania niechcqcych ustqpić nowo przybyłym podaje 
im rękę dyplomatycznie, by pokazać śliczny żywy obrazek 
panienek, robiqcych bukiety. a niemi sq: Helenka Tyzen- 
hauzówna, Tekla Lubecka i dwie generałówny Kreuz: 
Aniela i Klotylda. 
Już przełożony ojców misjonarzy i ksiqdz Benjamin. 
przełożony o. o. kapucynów, przybyli i czekaj q w przyleg- 
łym pokoju. Wszyscy już się zebrali. Zapalono świece 
u ołtarza i doprowadzono dwie młode pary do nóg Babki 
dla otrzymania błogosławieństwa. Dalszy porzqdek wesel- 
nego obrzędu wiadomy: przysięga, uściski, toasty, poże- 
gnania i odjazd. Światła zagasły... Daj Boże szczęście 
obie dwóm parom! 
Wuj z Helenkq i synami, a z niemi Buczyńska, pozo- 
stali na całq zimę w Warszawie... 
Wypadkami, zajmujqcemi Wilno tejże jesieni, był 
powrót z wygnania do kraju pana Stanisława Szumskiego 
z córkq Marylq i ksiqżqt Ogińskich Gabrjelostwa. emi- 
grantów z Francji. Życie tej zacnej pary było złożone 
z poświęcenia i ofiar dla Ojczyzny w latach ]8]2 i ]831- 
Amnestja Aleksandra) pozwoliła im była wrócić do kraju 
i do własności w ] 8] 4 roku. W] 842 wprawdzie wracalt 
też, ale skutkiem prośby podanej i na mocy pozwolenia 
.,.,.. nato, by u granicy zostać schwytanymi. przewiezionymi 
do Wilna pod strażq i wtrqconymi do więzienia. Tak tę- 
sknota za krajem. wspólna Polakom i Szwajcarom, wra- 
cała niejednego z biednych Litwinów z pod łagodnego 
nieba Francji pod ostre niebo Północy. z pod praw spra- 
wiedliwych pod nieubłagane, byle oddychać swojem 


I 


,
>>>
- 331 - 



 


powietrzem! Już tak był wrócił Kazimierz hrabia Plater- 
Zyberg w ] 836. by poślubić pięknq Ludwikę Borewiczównę. 
ale to szczęście wprzód okupił Kaukazem I służbq w Pe- 
tersburgu, Teraz wracał Gabrjel ksiqżę Ogiński. który już 
nie mógł wytrwać bez powietrza ojczystego. a z nim razem 
małżonka. która bez niego żyćby nie umiała. chociaż 
osobiście żal jej było Paryża i tylu przyjaciół. Cóż. kiedy 
śmierć czyhała u progu więzienia! Jeszcze się nie ukoń- 
czyły wszystkie formalności. kiedy ksiqżę Gabrjel umarł. 
a wdowa. której już nie było wolno wracać do Francji. 
złożywszy zwłoki ukochanego małżonka na Rosie. osiadła 
w Wilnie. by wykołatanq długim procesem czqstkq swego 
posagu dzielić się z biedniejszymi jeszcze od siebie. Dom 
jej zapełnił się biednemi krewnemi. a niezgięta nieszczę- 
ściem. zahartowana we łzach i niedoli. umiała jeszcze dla 
innych być pociechq i przykładem. 
Piękne Strawienniki. rezydencia ksiqżqt Ogińskich na 
Żmudzi. stały się własnościq skarbu. ani podobne do tego. 
czem były przed 1831 rokiem! Pozostawiono tam wpraw- 
dzie blech na płótno. ale nie było już śladu owej przę- 
dzalni. którq urzqdził ksiqżę Gabrjel pod przewodnictwem 
swej żony. przędzqcej na wzór średniowiecznych księżen 
swój len rodzinny. Największe sale pałacowe. obrócone 
na pracownie dla dziewczqt. oświecone wieczorem lampa- 
mi. brzmiqce od kołowrotków i pieśni wesołych. napełniały 
zamek życiem i ruchem nieznanym mieszkańcom magnackich 
rezydencyj inaczej jak w dnie poświęcone zabawom. 
Bawiono się też w Strawiennikach w różny sposób: amato- 
rowie grali komedje. była muzyko nadworna. a Księżna 
sama, pełna figlów niewinnych. sprawiała dla swych 
gości dowcipne mistyfikacje. Tam też zacna Litwinj(a 
dopełniła swej zemsty na kuzynie swoim z Królestwo. 
hrabi Franciszku Łubieńskim. którego zato. że z Litwy 
żartował. przyjęła w zapadłym domku na grochowinach. 
częstujqc wereszczakq i lemieszkq nato. by go potem 
bardziej olśnić pałacem iluminowanym i wprowadzić 
w koło swych gości. zebranych na ten cel w zamku... 
Wszystko to jak sen przeminęło II 
Księżna Kunegunda Ogińska była z domu hrabianka 


l 
t 


.. 



 


-
>>>
- 332 - 


Platerówna, siostra Kazimierza, którego wdowa, Żabianka 
z domu, będąca z nim w separacji, nie chciała po nim 
żałoby nosić. Siostra zaś kochała brata serdecznie i ser- 
cem przeczuła śmierć jego, co nam nieraz opowiadała 
z głębokim przejęciem, 
Księżna Kunegunda była bezdzietna, a kochana. 
pieszczona od męża, dzieląc z nim dobrą i złą dolę, była 
obrazem wzorowej i szczęśliwej małżonki. Niepiękna nawet 
zamłodu, o ostrych rysach, trzymała się sztywnie, mówiła 
cokolwiek z przesadą, mieszając na Wzór ówczesny fran- 
cuskie słowa do polskich frazesów, o długim stanie, 
wyglądała wyższa siedząca, niż gdy stanęła na nogach. 
Małżeństwo to było skutkiem układów familijnych, nie 
zaś dobrowolnego wyboru, a jednak widocznie zapisane 
w księdze przeznaczenia do szczęśliwych, gdyż pomimo 
niemiłego wrażenia, jakie wzajemnie uczynili na sobie, 
pokochali się serdecznie, i on, tęskniący zawsze za życiem 
wiejskiem, żonę, nie lubiącą wsi, a podobającą sobie 
w miastowych uciechach, nietylko skłonił żyć na wsi, ale 
tak umiał to życie uprzyjemnić. że Strawienniki stały się 
nietylko dla tamecznych mieszkańców, ale i dla odwie- 
dzających ziemskim rajem. 
W grudniu powoli rozjaśniło się w naszym domu.. 
Papa przybył z DobrowIan, znalazł Mamę zdrowszą; 
zapomocą kul i naszą przechadzała się już po trzech 
salonikach i w krześle przyjmowała znajomych do jedenastej 
wieczorem, Dla mnie szyła się nawet suknia balowa, bo 
niepodobna było wykręcić się od zaprosin pani Mirkowi- 
czowej, przyjeżdżającej z egzekucjq, aby choć jedna z nas 
ukazała się na balu oficjalnym szóstego grudnia, w dniu 
imienin Cesarza Mikołaja. Po dwóch zimach, przepędzo- 
nych na wsi, po tym miesiącu ścisłej kwarantanny odwykło 
się od tańca i liczniejszego zgromadzenia, nawet od światła, 
Q towarzystwo wileńskie tak się też odmieniało z roku na 
rok, że, idąc przez salę dworcową śród szpaleru orderowych 
i mundurowych figur do salonu. gdzie damy tworzyły 
klomb różnobarwny, zdawało się przed oczami widzieć 
ożywione figurki żurnalowe. Najbardziej znajomemi twa- 
rzami śród nowych była oprócz Józi Łopacińskiej, Maryla 


J. 
, 



 
]
>>>
-333- 


J 
I 


Szum ska, nie widziana od wiosny 1840 roku, i jej kuzynki, 
które miały czas urosnqć od 1830 roku. Biskup rozgrzeszył 
był nas na tańce szóstego grudnia pomimo adwentu tak 
dalece, że nawet ortodoksja chodzqca, pani Łopacińska, 
pozwoliła, a raczej kazała tańczyć swojej Józi, która 
zawsze na takich fetach, jak owieczka ofiarna, wyglqdała. 
Wilno, gotujqce się do sejmików po Nowym Roku, 
zapełniało się coraz bardziej obywatelstwem, a gazetka 
nasza, pani Kornelja, wiedzqca o wszystkiem z najlepszego 
źródła, przyjeżdżała nas w ślad uwiadomić o przyjezdnych 
i o tern, co mówiq w mieście. Biedna kobieta straciła 
z raka w tymże roku siostrę swojq, Hrebnickq, której 
córka przy śmiertelnem łożu matki ślub wzięła z Edwardem 
Ważyńskim. Ale zato druga siostra, Chrapowicka, przy- 
woziła na karnawał trzy swoje piękne córki, które miały 
przez tak długo czarować Wilno. 
Co wieczór mieliśmy kogoś z dawnych znajomych; 
bywało u nas dużo mężczyzn. Pan Rudomino, świeżo wró- 
cony z Włoch i z Tyrolu, zachwycał się tym razem naprawdę 
włoskiem niebem i klasycznq ziemiq des beauK ar/s. Bywali 
u nas dwaj Pinabelowie. ojciec i syn, ex-profesor i ge- 
nerał. Bywał u nas i uczony entomolog profesor Górski. 
który przez cały wieczór opowiadał nam o Neapolu, gdzie 
musiał opłacić ogromne cło od kilku ksiqżek. które tam 
w owych czasach za największq uchodziły kontrabandę. 
Jednym też z naj milszych gości naszych był pan 
Konstanty Nowomiejski, przyjaciel z czasów kawalerskich 
mego ojca, poznany w roku 1838 w Zalesiu. Rozmowa 
jego miała ten wdzięk i korzyści, które światło i pokój 
wnoszq do duszy. Takeśmy go lubiły, że na balu nawet 
w tłumie stojqcych dopatrzeć tego uśmiechu i tego spoj- 
rzenia. które razem sqdzi i pobłaża, było dla nas prawdzi- 
wym przysmakiem balowym. Ten człowiek, który naten- 
czas bywał jeszcze na zebraniach i odwiedzał przyjaciół. 
w rok potem przykuty do krzesła paraliżem w obu nogach. 
tak przesiedział i przecierpiał z tymże samym uśmiechem 
i spojrzeniem przez lat 21 - aż do grobu! 
Poobiednie drzemki Mamy użyte były zwykle przez 
nas na odwiedziny znajomych. Na czele poważnych była 


.J 



 


--
>>>
-334- 


pani Karolowa Czapska. wdowa od lat pięciu. jakby 
wrosła w bruk Wilna. odkąd jej córka. Marja. w drodze 
do nieba zatrzymała się za kratą wizytek. Ciocia Karo- 
lowa mieszkała na Su bocz ulicy w domu misjonarskim. 
nie bywając prawie nigdzie oprócz kościoła i u córki. 
Przy niej był najmłodszy syn. Emeryk. który. chodząc 
z nauczycielem co ranek do gimnazjum. uczył. aby ten' go 
nazywał: ..Panie hrabio". Najstarszy Adam zalecał się 
niby do Helenki Tyzenhauzówny w Warszawie. przeplatając 
te starania zachwytem nad tanecznemł baletniczkami. 

redni zaś. Jgnacy. zimował w Berlinie. skąd pisał do 
matki o balach na dworze królewskim i historycznych 
kostjumach. w których on miał udział. 
Ciocia Czapska rada była zawsze naszym odwiedzi- 
nom i. choć rzadko uwalniane z domu. jednak zawsze na 
parę godzin przynajmniej wybierałyśmy się do niej. 
Apartament jej składał się z kilku małych salonów. 
zdobnych w obrazy świętej treści. ale pokrewnych i bliżej 
znajomych przyjmowała w swoim gabinecie przed biurem. 
na którem panował piękny kosztowny krucyfiks ł duża 
paliła się lampa. Rozmowa Cioci była poważna. trzyma- 
jąca środek między klasztorną a światową; dbała bardzo 
o to. aby się młodzi bawili. wyprawiała nas na bale 
i za mąż. a gromiąc za wymysły. opowiadała o sobie. jak 
była szczęśliwą ze swoim Karolem. dla tego właśnie. że 
poszła za wolą i wyborem ojca. Ciocia Czapska miała 
Jat czterdzieście sześć. mogła więc co do wieku być córką 
pani Łopacińskiej. Ale twarz swą. jeszcze bardzo pięknq 
o rysach rzymskich. ubierała w czepiec pod brodq szczel- 
nie zapięty. a swq wspaniałq kibić w czarne i ciemne 
szlafroki, na które wkładała jeszcze szeroką mantylę. na 
rękach zaś białych. w których obracała metodycznie 
tabakierkę srebrną, były mitenki czarne. Chodziła zwolna. 
mówiła poważnie, żartując i gderając naprzemian na 
syna i odwiedzajqce ją panny. Patrzqc na niq. tak jeszcze 
piękną, w myśli mojej zdejmowałam z niej ten czepiec 
i mantylę, ubierałam w aksamit wycięty na ramionach. 
a kwiatami i korunami strojqc jej głowę. wprowadzałam 
na bal. Pani Łopacińska. o lat piętnaście starsza. a nigdy 


 
\ 
\ 


J 
, 


J
>>>
\ 
, 
./ 


 
\ 
\ 


J 
( 


J 


-- 


- 335 - 


piękna. jeszcze drugie tyle lat w wyciętych sukniach. 
w krótkich rękawach i w kwiatach na głowie używała 
świata, nie znudzona jego próżnością. Jednak te dwie 
ostateczności spotykały się nieraz u kraty i za kratą wizy- 
tek. u stóp ołtarza i u jednego kQnfesjonału, a pulchna 
rączka w paryskiej rękawiczce i biała ręka w mitence 
nieraz tę samą biedę wspierały. 
Jakiś prąd matrymonjalny porwał jeszcze jedną osobę 
z naszej rodziny. Lucjan Wojniłłowicz na serjo pomyślał 
o małżeństwie i upodobał, i podobał się ślicznej pannie 
z Lubelskiego, córce generała Weyssenhoffa, Helenie, kre- 
wnej po Sołtanach Wańkowiczów, a więc i Tyzenhau- 
zówien. Ślub odbył się w karnawale, a potem zaraz prze- 
nosiny do Puzowa. 


. 


.
>>>
.. '. .... 
" \.
 ": '.' ,.1,,;. 
'1 'ł_ ........", 


"'t 


. &' . ,,,-- .... .: "lt 
 


-. " 
" 
-. .-. 


"'.' '. 


, I 
, - 


.,' . .
."). . :' '-' 
.' . r : '..' ':'
'
.\; 
,' '
., 
'O\Ą... '," 
 

 
,.... ' "
 
 -:
 -"
 '-'
;" - - t!--; .;..'
. 
.. ': '..
r
!':
.,.:
} ';r., .. .' 
. . ". . .
, ,,'
' 
,.;,ff'.. . - 

.. .-Kr'::'.. '3.' . ". ,.
. ", 

 ..:!" . .:l" :.. .
.... '\"'_ _"" _- .,. 
. 
 
, ,



.';.,- -:. 
......qk'l
;
"... 
"f.','" . 


, 


.ł 



 ,., 


f 
.
. .
.... 
.". ...... l' 


. ' 


.. 


.. 


."- .
 


... 
 - 
.'- 


/ 


ROK ]843. 


Zaczynaliśmy rok nowy, ciesząc się, jak zwykle, że 
będzie lepiej, chociaż naówczas nie było tak bardzo źle... 
a pan Odyniec mówił, iż nieraz sam początek roku do- 
wiódł, że może być jeszcze gorzej, i mówił prawdę I Piszący 
o przeszłości doznaje też uczucia, jakie udręczać musi 
. . 
jasnowidzących i proroków; nadzieja i rozczarowanie 
przedstawiają się jednocześnie naszym oczom... ) w ca- 
łym tym obrazie, obejmującym pół wieku, jakże mało 
dostrzegamy rzetelnego szczęścia! W ślad za narodzinami 
postępuje śmierć, żałoba kroczy za weselem, a jednak. 
opisując wszystko, co było. musimy śmiać się i bawić 
z szalejącymi. Chociaż żadnej z tych biesiad nie zbywało 
na baJtazarowym napisie, nikt z nas jednak w czasie go 
nie dopatrzył. lub nie chciał widzieć, choć pośród nas nie- 
jeden Daniel potrafiłby te wyrazy wytłumaczyć. J tak 
z zasłoną na oczach. która nieraz jest dobrodziejstwem. 
pp. Józefostwo T yszkiewiczowie spraszali gości do swych 
najpiękniejszych na całe Wilno salonów, dla wprowadze- 
nia w świat siedemnastoletniej córki. gdy ona w rok potem 
miała odlecieć w lepszą krainę,.. 
Tak tenże sam pan Odyniec, który tak słusznie nie 
ufał przyszłości. cieszył się. a z nim przyjaciele jego, z na- 
rodzin c.óreczki, przychodzącej na pociechę po stracie 


.
>>>
- 337 - 


ślicznej Antosi, zmarłej niespodzianie zeszłej jesieni w dro- 
dze do Druskienik, a Bóg chciał, aby i ta pociecha skoń- 
czyła się boleścią! Nowonarodzona Marynia, jak aniołek, 
odleciała za siostrą. A gdy i tę próbę rodzice potrafili 
znieść mężnie, Bóg dał im jeszcze jedną córkę, w rok 
potem, ową Terenię, która pozostała na ziemi dla zago- 
jenia podwójnej rany. Śmierć Antosi, o której doniósł nam 
listem p. Jgnacy Chodźko, obleliśmy serdecznemi łzami, 
wchodząc w boleść biednych rodziców, jakże ją pięknie 
umiał znosić osierocony ojciec, jak mqdrze uśmierzał roz- 
pacz zbolałej matki, mówiąc do niej: "Antosia. wypełniła 
swą misję na ziemi, ulepszając nas; by ją kształcić do- 
brym przykładem, doskonaliliśmy siebie". 
Nikt zatem słusznie się nie weselił, ale któż o tern 
wie przed czasem'ł... J dlatego na początku roku ] 843, 
nie domyślając się, co ich czeka, pp. Odyńcowie przyj- 
mowali powinszowania nad kolebką nowej gwiazdki... 
A w Warszawie od dwóch już tygodni, nie domyśla- 
jac się bliskiej już żałoby, bawili się nasi. Matynia 
donosiła nam o pierwszych wystąpieniach Helenki na balu 
sylwestrowym i na kostjumowym w ubiorze Szkotki. 
Marysia Przezdziecka opisywała ze zwykłym jej spokojem 
przyjazd do Czarnego Ostrowia, święta u matki mężow- 
skiej, secundo voto Karolowej Dziekońskiej, odwiedziny 
w Młynowie u Chodkiewiczów, karnawał w Kijowie etc., 
co jednak nie przeszkadzało bynajmniej wprawionej do 
pracy postawiance rysować i malować, tu portret, tam 
kopję obrazu, tu znowu szkice, brane z przeczytanych 
romansów itd. Wprawdzie oczy się jej kleiły przed pół- 
nocą nawet na balu, a Wołynianki mówiły o niej, że 
.. w litewskich żyłach nie krew ale woda płynie". 
Na te listy zajmujące odpowiadaliśmy nastrojem 
o kilka tonów niższym z naszego Wilna, które się jednak 
także bawiło, ale z umiarkowaniem, tak nawet, że owe 
jeudis pani Mirkowiczowej, na które przyjeżdżała tak 
usilnie zapraszać nas obie, zaczynały się wcześnie, oświe- 
cały się pozostałemi z balu szóstego grudnia świecami, 
nie miały wieczerzy, tylko aparycje napiętrzonych w pira- 
midę cukierków, lub lodów, i kończyły się zwykle o pół- 
22
>>>
-- 338 - 


nocy, ale zato powtarzały się co tydzień jak i środy 
resursowe. Wyższemi zaś tonami w tym chórze, a odzy- 
wajqcemi się kolej q świetniejszym pasażem były pojedyńcze 
bale u pani Łopacińskiej, u mojej matki chrzestnej, pani 
Felicji Platerowej, u pp. józefostwa Tyszkiewiczów, u Mi- 
neyków itd, Na tych liczniejszych zebraniach jawiły się 
też toalety świetniejsze i niejeden może dotqd pamięta 
owq cytrynowq krepę z kamei jam i ponsowemi, w których 
ukazała się pani Ida Kublicka, grewdonowska piękność, 
dawno nie widziana w Wilnie. 
W liczbie rodzin, przybyłych na karnawał, była też 
rodzina Hornów, wracajqca do Wilna po lotach trzynastu 
niebytności, Cały ten czas przebyli no wsi pod Wiłko- 
mierzem w sqsiedztwie Saint Clairów, niedaleko ich Wiep- 
rzów, skqd wiele anegdotek niekorzystnych dla pani 
ex-Gubernatorowej poszło w świat, Som ex-Gubernator, 
z gwiazdq na piersiach, mało się odmienił; niski, blady, 
szczupły, chodził od domu do domu, a na balu od osoby 
do osoby, by zachwalać swoje córki, których było cztery 
czy pięć no wydaniu, Uczone, mówne i mówiqce kilkoma 
językami, podobno muzyczki. małego wzrostu; jedna z nich 
tylko była ładna o dużych archanielskich rysach z lokami 
blond. powiewajqcemi dokoła twarzy białej, jasnej. Motka 
mówiła, ..że ona podobna z królowq Wiktorjq" i przywo- 
ziła je do nas wieczorami. Sama pani ex-Gubernatorowa 
postarzała, ale nie odmieniła się w niczem; zawsze otyła. 
biała. zawsze wygorsowana i uśmiechnięto, jakby nigdy 
nie wymawiała innych nad słodziutkie słówka. Córki zaś. 
przyczepiwszy się do mnie, szeptały mi na ucho różne 
konfidencje. 
Pan Stanisław Szum ski, wyręczajqc szwagierkę, woził 
panny na bal. wróciwszy z równie świeżym umysłem po 
latach kilku wygnania. z czubem a la diable m'emporte. 
jak się sam wyrażał. a tak się nigdy nie mógł obejść bez 
towarzystwa dam. że w Wołogdzie, gdzie mężczyźni i ko- 
biety bawiq się zawsze osobno, on jeden miał talent 
ł przywilej wśrubowania się w kółko damskie. zac o go 
bardzo lubiano, a jak nam powiadał, dużo dom dystyngo- 
wanych liczyły solony wołogodzkie.
>>>
- 339 - 


Córka jego, Marynia, miała wszystkie rodzaje wdzię- 
fów; to coś niewypowiedziane, z które m człowiek się rodzi, 
odziedziczyła ona po matce i babce w prostej linji, a jako 
jedynaczka bez podziału. To coś, które jest w połowie 
zasługą, w połowie darem, jednało jej serca wszystkich. 
Kochały ją panny bez zazdrości. wielbiła młodzież bez 
żalu za codzienne rekuzy. Maryla była uśmiechem naszych 
zebrań, nie domyślając się sama, iż ten właśnie, który do 
niej się ani zbliżał, kochał ją od lat dziecinnych i miał 
zostać jej mężem w lat kilka. 
Matynia bawiła się coraz lepiej w Warszawie. Po ba- 
łach klubowych. po fetach u Namiestnika, po wieczorach 
ordynata Zamoyskiego, w Pomarańczarni i t. d, młodzież 
uwieńczyła karnawał porankiem tańcującym w ogrodzie 
Ohma śród hiacyntów w kwiecie, których tysiące użyto 
na ozdobę salonu, galerji i całego klombu, za którym kryła 
się orkiestra, tak, że według wyrażenia Matyni, nie wia- 
domo, co tam było światłem. wonią, harmonją, bo hiacynty, 
grające główną rolę. zdawały się razem i oświecać, i śpie- 
wać, i pachnąć! Wynosiły zaś one tak wielką sumę, że 
gdy ogólna składka wypadała po ]00 złotych na osobę, 
za kwiaty opłacili tylko Braniccy i Potoccy. 
Chociaż naprzeciw Branickich, Zamoyskich, Potockich, 
Litwa stawiła swoich Ogińskich, Platerów. Tyszkiewiczów. 
I dobrym pretekstem do hulania były sejmiki. jednak. 
jakeśmy już mówili. bawiono się w Wilnie z umiarkowa- 
niem. Właśnie kończyło się trienjum Mostowskiego i po- 
wtórnie wzywano go na marszałka. Wilno przepełnione 
było obywatelstwem. ale gdy jeszcze nie wszyscy przybyli 
ze Żmudzi - dzisiejsza kowieńska gubernja liczyła się 
natenczas do wileńskiej - dziwił się tej zwłoce guber- 
nator, a Mostowski na to: ..E! cóż chcesz. generale. wielu 
może idzie pieszo?!U Słówka naszego marszałka biegały 
z ust do ust po mieście. Gubernator cywilny Siemionow, 
propagator schyzmy. obruszał się raz. że mu przypisywano 
jakieś wziątki: ..Wyznaj, że to niemiło tak być posądzonym!" 
rzekł do Mostowskiego. ..Nie wiem", odpowiedział dobro- 
dusznie zagadniony. ..on ne ra jamais dit de moi" ... 
Wotowano na Mostowskiego i, gdy przyszło liczyć 


.
>>>
- 340 - 


wota. jedno się tylko przeciw niemu znalazło. jedno czarne 
przeciw setkom białych. Gdy się o tern dowiedziała pani 
Łopacińska. stronniczka Mostowskiego: .,Nie lubię tej 
jednej czarnej gałki. rzekła. i na miejscu Mostowskiego- 
nie przyjęłabym marszałkostwa". "Jakto. spytałam, wo- 
lałabyś pani jednemu przeciwnikowi, niż 300 przyjaciołom 
dogodzić'ł " 
Wilno podwójnie cieszyło się obraniem Mostowskiego, 
albowiem. korzystając z przywilejów zaniesienia prośby 
do Tronu, zgodził się on, za poradą ludzi or/odoxes, prosić 
tym razem Cesarza o Uniwersytet i o nowicjat dla zako- 
nów naukowych. Ale te żądania, przeciw którym poszły 
inne zaprzeczające od przeciwnej strony, nie podobały się 
Najjaśniejszemu. Jakże miał on wrócić nowicjat pijarom. 
gdy zgromadzenia księży misjonarzy i sióstr miłosierdzia 
tak użyteczne dla ludu były już naznaczane krzyżem. jak 
dom skazany na ruinę'ł! Smutno. ale z rezygnacją. mówił 
nam o tern ksiądz wizytator Bogdanowicz, a my, przera- 
żone na samą myśl utracenia aż do widoku naszych anio- 
łów pocieszycieli, pisałyśmy do Matyni, zapytując, czy 
może sobie wyobrazić Wilno bez kołnierzyków i kornecików 
białych'ł A ona, córka św. Wincentego od lat dziecinnych. 
którą świat i powodzenie nie zbałamuciły, korzystało 
z poloneza z Namiestnikiem. by prosić u niego opieki 
dla sióstr i synów św. Wincentego. Ale Mikołaj J nie 
cofał się w swoich wyrokach; szczególnie tam, gdzie ujrzał 
większe światło, to zdusił płomień lub zasłaniał go swoją 
szeroką prawicą. a blask, padający z In mon/e, zanadto 
był jasny, by nie miał go ukryć pod korzec. Tego zaś. 
co śmiał prosić o powrót światła dla kraju (Mostowskiego), 
nie potwierdził na marszałka. i po nim nastał Żaba. ..Ej co 
mi tam" mówił zawsze wesoły Mostowski, "Marszałek 
może z tego. nie rad, ale Mostowski kontent, bo wróci na 
wieś i ma zawsze swoje Cerkliszki". 
Obok sejmików i niepomyślnych ich skutków zajmo- 
wał bardzo miasto los majątków zasekwestrowanych. 
które. stojące pustką od 1831 roku pod niedołężnym zarzą- 
dem Skarbu. wypuszczano w posesję sposobem licytacji. 
Smutno było słyszeć. jak się dobijano o te ruiny kosztem 


e
>>>
- 34] - 


krzywdy ludzkiej, podmawianiem, przekupstwem, bo nie- 
jeden udawał zapalonego, by brać odstępstwa. Tak poszły 
na pastwę Hoduciszki w Święciańskiem, Smorgonie w Osz- 
miańskiem i wiele innych. 
Nadeszła już była na nasz kraj chwila bojowania, 
może dlatego, że w pokoju zapominaliśmy o Bogu! Jed- 
nostki odpadały zwolna od Kościoła, jakby na postrach 
drugim, i w chwili, gdy we Francji, pokutującej już za 
błędy przeciw Bogu, Ratisbonne, Żyd, otwierał oczy na 
wiarę prawdziwą w samotnym kościele wobec obrazu 
Matki Boskiej, w tymże samym czasie na św. Żmudzi 
jeden ze światlejszych kapłanów, Jucewicz, obłąkany mi- 
łością ziemską dla panny Z" rzucił pod jej stopy swoją 
poświęconą sukienkę! Trzeba było widzieć i słyszeć obu- 
rzenie cioci de Choiseul na tę wiadomość, doniesioną jej 
ze wsi przez syna. Znała ona dobrze księdza Jucewicza, 
oceniała jego naukę, rozum, znarezienie się w towarzystwie. 
tejże jesieni pisała o nim z uwielbieniem w listach swoich. 
ciesząc się, że w jej kaplicy Mszę św. odprawiał, a dziś 
wzdrygała się na samą myśl tego świętokradztwa! Kuzyn 
mój, godny jej syn, pisał, jak raz, wracając z drogi, zna- 
lazłszy u siebie tego "bezczelnego człowieka" w towa- 
rzystwie pana Alberta Gorskiego. nie przywitał go, cofnął 
rękę i, wezwawszy za sobą pana Gorskiego, oświadczył 
mu, aby wyprawił sam swojego towarzysza, nie zważając 
na słotę i brak koni. Daremnemi były perswazje pana 
Gorskiego. na bok poszła tym razem stara gościnność: 
pan Jucewicz musiał wyjść jak nie pyszny z domu i czekać 
pod śniegiem na ganku, aż mu konie z miasteczka przy- 
prowadzą, "Ręki. która zdradziła swego Boga, nie do- 
tknąłem..." pisał poczciwy Aleksander, a matka jego 
i my pochwaliliśmy w nim tę moc ducha i energję. 
Koniec Jucewicza był okropny i nauczający: nowy Ju- 
dasz zmarł z puchliny, a ta się tak strasznie wzmagała nawet 
po śmierci, że, nie mogąc znajeść odpowiedniej trumny, rzu- 
cono w fosę rozlewające się ciało, jak to niegdyś było ._ 
z ciałem Wilhelma Zdobywcy, który też zasłużył na śmierć 
haniebną zato, że urągał zwyciężonym, tratując ich koniem 
.swoim. Głośna wina głośną też wywołuje pokutę i karę! 


.
>>>
- 342 - 


Ale wracajqc do sejmików, nie miały świetniejszych 
zabaw nad obiady męskie i wieczory tańcujqce. Mirko- 
wiczowie ani razu nawet nie otworzyli górnej wielkiej sali. 
Przyjęcia u nich były sprzecznościq z fetami poprzednika, 
ale też poczciwy Mirkowicz nie pożyczał tysiqców, by ich 
nie oddać, jak ów ksiqżę Dołhorukow, I gdy żona jego 
czyniła jakie nadużycie, by swojq "pryjutq" zaskarbić łaski 
Tronu, to się mqż gniewał na niq i, o ile mógł, przykracał 
te wybryki. 
Teatr wileński miał w tym roku operę już nie Szmid- 
koffa, który podobno zaniechał swojej pasji, ale przyby- 
wajqca śpiewaczka Castoletti z ostatkiem głosu i tenor 
Brankman występowali w ..OteIło", ..Lukrecji Borgia" i t. p., 
a kochany Mostowski, zawsze dbały, by jego powietniczki 
się bawiły, wyciqgał nas kolej q do swej loży, bo żona jego, 
korzystajqc z lekkiej zupełnie zimy, bywała w teatrze, 
strojqc się w swoje brylanty i turkusy, jakby na bal, bo 
mqż jej to lubił i nawet tego wymagał. 
Najczęstszym naszym gościem był mieszkajqcy o dom 
jeden od nas w Wilgockiego domu pan Ignacy Chodźko. 
jedynaczka jego piętnastoletnia wyciqgnęła ze wsi rodzi- 
ców, chcqcych córkę poduczyć i zabawić, Od samej 
jesieni pan Ignacy pracował nad tern, by matka moja 
pozwoliła drukować moje wiersze, już i tytuł był wynale- 
ziony do tego wydania: ..W Imię Boże", a gdy Mama się 
wzbraniała, będqc zawsze zdania i przekonania, że kobieto 
najszczęśliwsza, gdy o niej ludzie nie wiedzq i nie mówiq, 
Autor ..Obrazów", wyekspensowawszy wszystkie argumenty, 
przyszedł raz z minq triumfujqcq, a dobywajqc z zanadrza 
sposzyt, podał go Mamie, mówiqc do mnie: ..Wyrwałem 
paniq z toni". ..Co to jest?" pytamy zaciekawione, ale 
odpowiedziq na pytanie były moje własne wiersze, i to 
różne dziecinne, mało znaczqce, okolicznościowe, wypisane 
pięknq kaligrafjq w owym sposzycie, a wszystkie pod jednq 
nazwq ..Barwinku" czy ..Pierwiosnków", z nadpisem już 
cenzora ..Wolno drukować" i z nagłówkiem, poczynajqcym 
się od słów: ..Wykradłem Cię, Gabrjelo". 
- "A to co?" pytałyśmy obie, Mama przerażona, a ja 
zakłopotana. ..To skutek niedrukowania z dobrej woli" 


.
>>>
,- 


- 343 - 


odrzekł pan Chodźko i opowiada. jak przypadkiem się 
dowiedział. że jakiś fircyk. niedopieczony wierszokleta. 
wydaje noworocznik, a w nim mają być wiersze panny 
Gabrjeli Giintherówny. Co usłyszawszy. pan Chodźko bieży 
do wydawcy. nie znajduje go w domu. czeka do późna. 
a doczekawszy prosi o ów zeszyt i bez ceremonji wyrzyna 
z niego moje wiersze. które ów pan dostał różnemi dro- 
gami. a podobno najwięcej przez nauczyciela młodych 
, 
Śniadeckich. Ześmy obie z Mamą były bardzo wdzięczne 
panu Chodźce. tego niema potrzeby mówić. ale że Mama 
wkońcu przekonana pozwoliła już na serjo myśleć i mówić 
o druku wyborowych moich wierszy. to był triumf pana 
Chodźki więcej jeszcze. niż mój; bo w tym. jak i w innych 
razach, nie śmiałam mieć zdania. ani chęci, ani woli. 
Od tej pory odwiedziny wieczorne pana Chodźki 
były. z celem. Przychodził wcześnie. a skoro się ukazał. 
zaraz rozkładaliśmy moją tekę. on brał z niej i czytał. 
a ze sposobu. jak czytał. dowiadywałam sit:. co wiersze 
moje były warte. Gdy mu się co nie podobało. miIłd 
i czekał. a ja wówczas. domyślając się. dlaczego się nie podo- 
ba. proponowałam odmianę. naco on. wpół zagniewany. 
wpół śmiejący się. pytał: ..Skoro pani wiesz. że to źle. a mo- 
żna lepiej. to czemuż pierwej nie odmieniłaś?" A ja nato: 
..Leniłam się. myśląc. że nikt nie postrzeże", Po każdej 
takiej poprawce czytał znowu dalej. wołając : ..To ślicznie. 
to liryzm!" A ja wówczas dopiero dowiedziałam się. co 
to liryzm itd. Tak po kolei wybranemi zostały do sposzytu 
pod hasłem: ..W Jmię Boże": ..AIIeluja". ..Dzień Zaduszny". 
..Popielec". ..Anioł Stróż" etc. Mama. przewodnicząca 
tym wyborom. cieszyła się pochwałami. a nieraz kołysana 
niemi. usnęła w swoim fotelu. zmęczona brakiem snu 
w nocy. To mi przypominało. jak. nieraz i dawniej usy- 
piana memi kompozycjami. radziła. abym je wydała pod 
tytułem: ..Somnifery mojej matki" . Te sesje kończyły się 
nieraz bardzo wesoło; mszcząc się za milczenie i zasta- 
nówki mego krytyka. który nigdy w inny sposób swego 
zdania nie objawiał. proponowałam mu warjanty komiczne. 
on toż samo czynił ze swojej strony. i nieraz wolałam te 
wieczory nad bale. na których. by nie uchybić wzywają- 


.......
>>>
- 344 - 


cym, bywałyśmy koleją z naszym ojcem. Bileciki z wa- 
rjantami latały co ranek z Wilgockiego do Dowgiałły 
domu do pana Chodźki i vice-versa, a wieczorem uśmie- 
liśmy się nieraz do łez i to z lada drobnostki,., 
Karnawał się był skończył w Warszawie i w Wilnie. 
Czekaliśmy powrotu Matyni tern niecierpliwiej, że zdrowie 
Mamy coraz się pogarszało. Marzec, ten upiór chorych. 
wywierać zaczynał swój wpływ tern silniej, że zimy prawie 
nie było. Zima to była włoska, dżdżysta i ciepła, dogodna 
dla piersiowych. Ale Mama coraz mniej spała w nocy, 
zapadając w marazmy dzienne. Znalazły się rany na no- 
gach. Dr. Wikszemski, siląc się na uśmiech i spokój 
wobec Chorej, posępniał, odwracając się ku nam 
i biorqc na bok Papę do drugiego pokoju, ten zaś po 
każdej takiej rozmowie coraz smutniej wyglądał. Już co- 
raz rzadziej Mama ukazywała się w salonie, zapytując 
nas co chwila z niepolwjem : "Kiedyż wróci Matynia 'l" 
Widocznie za nią tęskniła, może się lękała już jej więcej 
nie ujrzeć! Miłość dla pierworodnej, tak żywo objawiająca 
się za jej lat młodych, póki Matynia była w domu, poko- 
nana po jej wyjściu zamąż, by dać jej użyć świata, 
wracała silniej i przypominała nam młodszym owe każdo- 
dzienne "Dzień dobry", kiedyśmy, ranniejsze ptaszki od 
starszej, uprzedzały ją do Mamy, a ona na widok nasz, 
szukając trzeciej poza nami, pytała zawsze: "A Matynia 'l" 
Pewnego wieczora, było to podobno piątego marca. 
siedzieliśmy z kilku osobami w pierwszym salonie, by nie 
przeszkadzać Mamie, drzemiącej w trzecim pokoju, gdy 
nagle ozwały się dzwonki pod bramą... Maurycy, który 
tego tylko czekał od tygodnia, wybiegł na wschody i wró- 
cił z wesołą, rozjaśnioną Matynią. Mama, zbudzona tym 
imieniem i głosem ukochanej córki, zdawała się nagle 
powracać do zdrowia, Powrót Matyni wlał w nas nowe 
życie i opowiadania jej były pełne barwy, jak zawsze; 
a że nie zapomniała o Litwie środ Korony, dowodem był 
upominek, przywieziony dla pana Ignacego Chodźki: 
tabakierka srebrna z wyrytym napisem: "Iż tak rzekę. 
holenderka" (dictum pana Rejenta z ..Brzegów Wilji"), zaco 
.gorące odebrała podziękowanie od Autora.. Pani Łopa- 


T
>>>
t 


- 345 - 


cińska oglądała ciekawie stroje wracającej z większej 
publiki, a Mama pytała ciągle o zdrowie swojej matki. 
Niestety, Babunia zwolna usypiała! Już ją tej ostatniej 
zimy zataczano w krześle do obiadu, a kilku dniami przed 
odjazdem syna i wnuczek nie opuszczała już swego łóżka: 
matka i córka gasły razem, nie wiedząc jedna o drugiej... 
Widok i opowiadania Matyni były tylko jak muscus, oży- 
wiający chorą, jak modina, sprawiająca chwilowe fata- 
morgana dla jej zmęczonej wyobraźni. Tern życiem sztucz- 
nem żyliśmy przez dwa tygodnie; było nas wiele koło 
krzesła Mamy, koleją mogliśmy się wydalać, ale coraz to 
szło trudniej i ciężej i nic nie bawiło za domem, 
Pamiętam też jeden wieczór postny u pani Łopaciń- 
skiej, na który Buczyńska mnie zawiozła. Mama i Ciocia 
wyprawiły mię same. Ale tam i rozmowa ożywiona, i gry, 
i śpiew Bonoldiego, i stroje dam, otaczające mnie jedną 
w czerni, zdawały się jakby z pod krepy czarnej świecić 
i brzmieć na nutę pogrzebową, która w całej pełni za- 
grzmiała siedemnastego marca! W wigilję tego dnia 
przed trzynastu laty umarł był nasz wuj Rudolf, w lat 
jedenaście w dniu następnym miała przypaść śmierć wuja 
Konstantego, a w 1843 roku umierały jednocześnie matka 
i córka, babka i matka nasze, i jednocześnie też odbyły 
się ich pogrzeby, matki w Warszawie, córki na Rossie 
w Wilnie... 
Szczegóły osierocenia mego, spisane gorąco z pod 
łez, pozostały dotąd w osobnym pamiętniku. Obcych, dla 
których ten pamiętnik się pisze, zajmować one nie mogą. 
Notuję tu tylko, że śmierć mojej matki była cicha, łagodna, 
przykładna, jak całe jej życie, że ostatnią posługę oddał 
jej ksiądz wizytator' Bogdanowicz w ostatniej absolucji 
i namaszc
eniu Św. Olejami. On też odprowadził jej 
zwłoki na doczesny spoczynek na Rossę, a kler biały, po- 
stępujący przed konduktem, jej ostatniej w Wilnie oddał 
tę posługę. De profundis c/amavi, odśpiewane czystemi 
głosami w kościele In monIe nad zwłokami mojej matki, 
był razem pieśnią pogrzebową tego kościoła, który miał 
się niebawnie zamknąć, i tego Zgromadzenia, które miało 
się rozproszyć po parafjach...
>>>
- 346 - 


Tak się prędko w mieście rozeszła smutna wiadomość, 
że od chwili zgonu Mamy. przez kilka tygodni w nocy 
tylko mogliśmy być sami. przez cały zaś dzień odwiedzano 
nas. a to z takiem współczuciem. żeśmy jakby jednq 
z całem Wilnem tworzyli rodzinę. Porzuciwszy pokoje od 
ulicy. przeniosłyśmy się na stronę zajętą przez Ojca, 
z oknami na dziedziniec. Matynia, zostawując męża w ho- 
telu. przeniosła się też do nas. by dzielić z nami każdą 
chwilę wspólnego sieroctwa. Nie było ceremonji w przyj- 
. mowaniu odwiedzających: jedni wchodzili. nie wymagając 
przywitania. drudzy wychodzili bez pożegnania. wracając 
znowu wieczorem. Gdy zabrakło krzeseł. siadano na 
łóżku i czy raz to się przytrafiło komuś z mniej znajomych. 
z kim się widywało tylko na balu. a jednak nikomu nie 
przyszło na myśl temu się dziwić. lub za to przepraszać. 
lub się tego rumienić. Nie mogło być inaczej. więc tak 
było. Ciocia de Choiseul w żałobie. jak my. po Babuni. 
nie rozstawała się z nami przez dzień cały. 
Kochana zaś ciocia Czapska przygarnęła nos po 
macierzyńsku. Korzystając z rozpoczętego w kościele In 
monte nabożeństwa misyjnego. tygodniem przed Wielkim. 
jako mieszkająca naj bliżej misjonarzy. wezwała nas do 
siebie na cały czas, tak, aby. nie wracając do domu, 
uczestniczyć w ronnem i poobiedniem nabożeństwie. Za- 
raz więc po mszy i po naukach zabierała nas do siebie 
na obiad. potem prowadziła na nieszpory i odprowadzała 
na herbatę. Owe nabożeństwo misyjne było jakby żyw- 
szym wybuchem płomienia przed zgaśnięciem ogniska. 
Kościół misjonarzy od wiosny miał już być ostatecznie 
zamknięty. a Zgromadzenie rozproszone. Podobnyż los 
czekał i 00. dominikanów. 
Ledwie parę tygodni minęło od siedemnastego marco, 
a zdawało się. że lat kilka nas przegradza od zimy. od tych 
wieczorów przy krześle Mamy i sesyj literackich z Chodźką. 
Tymczasem druk szedł swoją koleją. a pewnego wieczora 
pan Chodźko. przyszedłszy do nas i stawiąc mi przed 
oczy wydrukowany nagłówek: ..W Jmię Boże" ze stosownq 
winjetką. myślał. że mnie tem pocieszy. Ale mimowolnie 
odwróciłam oczy. jakieś uczucie niewytłumaczone ścisnęło
>>>
- 347 - 


mi serce... Co on uważając, zawołał słowami z ..Dnia 
zadusznego"": ..Wczoraj po Niej zadzwonili, jutro po nas tak 
zadzwonią! .. . . . ) poszedł pokazać to mojemu ojcu, a wra- 
cając rzekł znowu do mnie: ..Papa pobłogosławił pracę, 
Matka zgóry się cieszy, proszę spojrzeć i nie płakać". 
Całą pociechą moją było, że Mama wiedziała o tern 
wydaniu. Książeczka ukazała się niebawem, rozdałam 
egzemplarze znajomym. nieznajomi zaś kupowali u księ- 
garza, Mostowski mówił do mnie: ..J'ai lu votre messe". 
Ciocia de Choiseul czerpała tam medytacje na Wielki 
Tydzień. Pani Czapska wymawiała, żem ją doprowadziła 
do grzechu, bo się zaczytała ..W imię Boże"" do jedenastej 
wieczorem i to jeszcze z siostrą miłosierdzia! A jeden 
młodzik. któremu pan Chodźko czytał ..AllelujQ"", zawołał: 
..Zuch dziewczyna! .. Takie mniej więcej wrażenie czyniło 
na czytających moje ..W imię Boże"" o którem jednak 
pewien żartowniś wyrzekł: ..Nie będziesz używał imienia 
Pana Boga nadaremno""... Tym żartownisiem, jak sam 
się do tego przyznał w lat kilkanaście. był nieznajomy 
natenczas publiczności Antoni Sowa-Żeligowski.., 
Na maj pOjechaliśmy do smutnych DobrowIan, my 
obie z Papą. Buczyńscy swoją drogą wprost do Bólkowa. 
Smutna, ponura nawet była ta podróż po znojnej drodze; 
tyleśmy razy ją z Mamą przebywali! a ostatnim razem z nią 
chorą, nie przewidując wcale. aby to było po raz ostatni! 
Już Wilja... dalej kościół parafialny nie stani ski . . . dalej 
borek. jej tak ulubiony cel spaceru... nareszcie ukazanie 
się czerwonego dachu śród lip jeszcze niezielonych, na- 
koniec podjazd pod dom osierociały.., Serce i usta były 
ściśnięte. trzeba było otworzyć je modlitwą... i dlategośmy 
naprzód weszli do kaplicy, potem do jej pokoju. gdzie 
przed pustem już łożem, pod obrazem Zbawiciela świata 
popłynęły łzy z modlitwą i błogosławieństwo Ojca nad nami. 
Ogród zdawał się pokryty podwójną krepą zimy 
i żałoby. Smutno w milczeniu witali nas dworscy, nawet. 
włościanie. Nabożeństwo żałobne odbyło się w kaplicy 
i w obu parafjach, poczem odwiedziliśmy Postawy. Wuj 
był na wyjezdnem do Wilna na zjazd familijny, na dział. 
Czekano trzech synowic. którym. już jako pełnoletnim, 


...
>>>
- 348 - 


Stryj-opiekun miał zdać rachunek z trzynastu lat opieki 
nad ich majątkiem, By to spełnić odrazu, wydano zamąż 
i trzecią synowicę, EJfrydkę; między Paryżem a Warszawą 
znalazła ona męża w Wiedniu, Hrabia August Zamoyski, 
niegdyś zaręczony z Minią Radziwiłłówną, był tym szczę- 
śliwym wybranym i owa żywa, pusta, swawolna, serdeczna, 
Erdzia, która o sobie mówiła: "Avec mes idees il me faut 
un hussard . . ." wpadła, jak myszka, w żelazną klatkę ro- 
dziny, której godłem jest ślepe poddanie się mężowi. Śrub 
Eldzi odbył się naprędce, tak pośpiesznie, że nie czekano 
nawet Przewodniej niedzieli, ale na Kwietną poprowadzono 
do ołtarza, nim wiadomość o zgonie Babki, a więc żałoba 
nie przeszkodzi temu. Wuj Konstanty jechał do Wilna na 
Dobrowlany z Helenką i Zbigniewem i my też za nimi, 
ale już w czerwcu. 
Przyjazd nasz do Wilna tym razem był, jak zapamię- 
tam, w niedzielę nad rankiem. Czekało nas gotowe miesz- 
kanie w domu Mirskich, później Śniadeckich, na ulicy 
Wileńskiej, w apartamencie dobrze znanym, bo dawniej 
tu mieszkała ciocia Niesiołowska. Pierwsze wyjście nasze 
z domu było do kościoła księży dominikanów, gdzie na 
wstępie uderzyło nas milczenie, widok próżnych stali 
w chórze i procesja z jednym kapłanem. Zakonu kazno- 
dziejów już nie było w klasztorze, ani w Wilnie ł 
Wuj Adam Chreptowicz i ciocia de Choiseul zajmo- 
wali nasze mieszkanie zimowe. Oni z wujem Konstantym 
i moim ojcem tworzyli areopag głów sędziwych familji, 
złożonej ze świeżych i kwitnących gałązek, rozsiadłych 
parami, jak gołąbki, od ulicy Trockiej i Wileńskiej przez 
Niemiecką aż do Rudnickiej. Uruscy, Potoccy, Zamoyscy, 
Przezdzieccy, Buczyńscy, słowem zjazd, składający się 
z osób dwudziestu czterech. Do Przezdzieckich, nie bez 
kozery, jak to mówią, przyłączyli się z Kijowa brat Ale- 
ksandra, Mieczysław, i kuzynowie ich, Gustaw hr. Olizar 
z synem Karolem, oficerem kaukaskich dragonów, Two- 
rzyliśmy zatem niemałą gromadkę, z których tylko trzech 
nie było w grubej żałobie, czy to idąc ulicą nieraz wszyscy 
razem, czy pojazdami na spacerach, czy wieczorami gro- 
madząc się koleją u jednych lub drugich na herbatę
>>>
- 349 - 


i pomarańcze, których obfitość, doskonałość i taniość do- 
zwalały ogromnemi górami zjadać je co wieczór. Ten zbiór 
osób w czerni, trzymających się w kupie, wywoływał różne 
przydomki. Jedni nazywali nas ..la bande noire u . drudzy, 
z panem Rudorniną na czele, ..le congres noir U i. t. p. Było 
nas więcej nawet niż dwadzieścia cztery osoby, bo do na- 
szego codziennego towarzystwa należeli zwykle panowie: 
]gnacy Chodźko, Odyniec, Wikszemski, Konstanty Plater 
i Rudomino. Było jeszcze i trzech plenipotentów od strony 
trzech par interesowanych o dział, ale ci najczęściej kon- 
ferowali swoje układy i numeracje ze Stryjem opiekunem, 
rzadko kiedy ukazując się w towarzystwie. Sprawa, to- 
cząca się o kilkanaście miljonów, na których ani grosza 
nie ciążyło długu, niemało zajmowała Wilno: każda z ku- 
zynek miała wziąć po półtrzecia miljona złotych, a nie 
dzielne dotąd Rakiszki, sławne na całą Litwę i Kurlandję 
ze swego lnu i pszenicy, miały być opłacone gotówką 
i pozostać w całości przy Stryju, mającym dwóch synów. 
Uruska. najstarsza z sióstr. odzywała się, że radaby za- 
chować Żołudek dla siebie. jako miejsce. gdzie się rodziła. 
i majątek ulubiony przez Ojca, Stratny pan Potocki nie 
gniewał się na gotówkę, której miano mu dać najwięcej 
w dodatku do ziemi. a tymczasem jedna nieostrożność 
mogła w jednej chwili zmienić stan rzeczy. przynajmniej 
zatrwożyć i zasmucić całą rodzinę, gdyby nie opatrzność 
Boska, czuwająca nad nieostrożnymi! 
Byliśmy pewnego poobiedzia u Zamoyskich i Potockich. 
mieszkających razem. Potocki, podróżujący zawsze. z psem 
faworytem i fuzją nabitą obok żony, chwalił się swoją 
bronią, pozwalając obracać ją na wszystkie strony. tak 
był pewny, że, nie wiedząc tajemnicy. nikt z niej wystrzelić 
nie może. upewniał nadto, że nie nabita. Próby te i oglę- 
dziny odbywały się w saloniku między szwagrami. dwoma 
ich plenipotentami i moim ojcem. Obie zaś żoneczki. roz- 
mawiające z nami w przyległym pokoju. wesołe, szczę- 
śli we. kochane i kochające. patrzyły w przyszłość jasnem 
okiem. Nagle rozległ się wystrzał,. . W pierwszej chwili 
zdało się nam, że umyślnie ktoś z owej strzelby dał ognia. 
Biegniemy. Panowie, jak stali w oknie przedtem. oglądając
>>>
- 350 - 


fuzję. tak stali i teraz. afe pomieszani. szczegófnie właści- 
cief strzelby. a kufa tkwiła w suficie tak niskim. że. spiąwszy 
się na palcach. mógł go dotknqć Potocki lub Zamoyski. 
Cud. łaska Boża ochroniły od okropnego przypadku! Fuzja 
pomimo zapewnień Potockiego była nabita. a machinerja. 
którą tak zachwalał. snać niebardzo mądra, kiedy na 
cyngiel trafiono przypadkiem. 
Kuzynki świeżo zamężne niemałej podległy odmianie. 
Ermancja. uwolniona z pod czujnego oka swojej mentorki, 
panny d')vernois, zaniedbywała ubiór, spała długo, zato 
modliła się dużo ze swoim nabożnym Sewerciem. Józia 
na wzór swego Coco. brała się w boki i używała wyrażeń 
czysto huzarskich, afe te były po francusku i wymawiane 
z tak ładną miqką, że to jakoś jej uchodziło. EIfrydka 
siliła się na powagę. Na rozmaite propozycje sióstr od- 
powiadała, że tego mąż nie lubi, tego nie pozwala, tego 
zakazuje, a skoro mąż tak każe, ona musi i chce słuchać, 
Pan August Zamoyski, naj sympatyczniejszy ze szwa- 
grów przez to samo, że najbardziej z nich Polak. mówił 
najchętniej po polsku i o narodowych rzeczach, wydawał 
się łagodny i bardzo przywiązany do żony; może by się 
nawet dał powodować młodej, milutkiej, serdecznej ko- 
bietce, gdyby nie był Zamoyskim, t. j. związany godłem 
famiJijnem: żony być powinny poddane mężom swoim. 
Na czele tej konfraterni stał naj starszy z sześciu braci, 
ordynat Konstanty, którego własna matka się lękała. Nie 
nazywał jej nigdy inaczej jak ..Madame" i gdy przyszedł 
do niej po długiem niewidzeniu się o północy, by oświad- 
czyć jej, że się żeni, nie śmiała nawet zapytać z kim 'l Aż 
sam jej powiedział, że z Anielą księżniczką Sapieżanką. 
Ta Aniela zaś była nietylko aniołem, ale męczennicą, 
zawsze pod bronią na gromki głos męża; gdy kazał jej 
jechać z sobq. siadała do pojazdu. nie śmiejqc pytać, czy 
na bal, czy na przechadzkę. czy do Paryża lub do sąsiedz- 
twa jq wiezie. Ofiarowane zaś jej na imieniny przez fa- 
milję biurko z łodnemi upominkami, kazał wynieść do 
przedpokoju, mówiqc: .. To na to. aby ludzie widzieli, bo 
w pokoju ten zbytek nie potrzebny". 
Drugi z rzędu. Jan. wybrał umyśfnie pannę, lubiącą
>>>
- 351 - 


.. 


się stroić, czytać romanse i podróżować, Ale gdy spra- 
wiła sobie pysznq wyprawę i nakupiła modnych romansów, 
pan mqż nazajutrz po ślubie kazał jej wybrać parę sukni 
.i trochę bielizny, a resztę elegancji zamknqł do szafy 
i klucz włożył do kieszeni. Ze stolika zaś, sprzqtajqc ro- 
manse i poezje, podał żonie kronikę starq. Wywiózł jq na 
wieś, kazał jej tam zajqć się gospodarstwem i na rzqdnq 
kobietę przerobił, Im dalej wdół, tern bracia ordynata byli 
łagodniejszymi tyranami. Żony ich siedziały wprawdzie 
na wsi i nie tańcowały nigdy, ale w razie podróży wie- 
działy przynajmniej, gdzie mqż je wiezie. Takim był też 
pan August, poważny par esprit de corps. Ale i tego było 
nadto dla 
ej, co marzyła w małżeństwie zupełnq eman- 
cypację: "On mnie kocha - mówiła nam nieraz ta uczu- 
ciowa kobieta - ja wierzę, że August mnie kocha, ale on 
mnie imponuje!" 
Zachowałam na sam koniec mojq Marynię. Posta- 
wianka nie mogła się zmienić nagle... Zresztq przecho- 
dzqc z pod skrzydeł ojca, planisty, pod opiekę męża, 
.czynnego, trudno było nie mieć rozłożonych godzin i próż- 
nować dzień cały. Ale i bez tego Marynia sama nie 
umiałaby użyć ranka na spanie, ani też dnia na stroje, 
.gawędy i jazdy bez celu. Ona wstawała rano, tak, że 
przychodzqc do niej o dziewiqtej, znajdywałyśmy jq nad 
albumem z ołówkiem, rysujqcq lub czytajqcq ze swoim 
kochanym Lolocim. Aleksander zaś tysiqce imion najczul- 
szych tworzył z dniem każdym dla swej ukochanej Mysi... 
a między innemi koncepcikami wołał na niq: "że co jego 
szczęście robi, to, że i Salomonka i wesolutka". jednak te 
pół roku życia uczuciem niekrępowanem oddziaływało na 
talent Maryni. Pamiętajqc jej rysunek zawsze poprawny, 
wystudjowany, ale ostrożny i chłodny, brałam nowe jej 
rysunki za obce lub za bardzo poprawiane przez jakiego 
artystę, albowiem w szkicach jej z datq późniejszq ołówek 
stał się śmiały, a poprawny, ręka z sercem razem wyszła 
z opieki.., W braku wzorów Marynia sadzała odwiedza- 
jqcych jq i rysowała portrety lub sceny z przeczytanych 
poezyj i powieści. Mnie się dostał Anioł, splatajqcy wie- 
niec u stóp Krzyża, z mojego "W imię Boże".
>>>
- 352 - 


Oprócz Maryni mieliśmy jeszcze jednego artystę w na- 
szym kongresie czarnym, nie licząc Wuja, którego naten- 
czas cyfry całkiem zajmowały, Hrabia Gustaw Olizar 
ślicznie wystrzygał, nawet wydzierał z papieru portrety, 
sceny, grupy etc., do tego był poetą, a język jego nie 
próżnował. On dostarczał rozmowie dowcipu, żartów, 
komplementów, anegdotek i deklamował nam swoje ..Spo- 
mnienia", a to tak sztucznie, iż piękniejszemi nam się wydały 
w jego ustach, niż w druku. Nie zasługiwał on wcale na 
ogólny zarzut, czyniony autorom, że własne utwory psują 
złem czytaniem. Hrabia Gustaw OJizar był tym samym, 
którego list zamieszczono na czele pism Aloizego Feliń- 
skiego, gdzie, prosząc wdowę o powierzenie mu dzieł 
przedśmiertnych męża, upewnia ją: ..że Polak- Wołyniak 
i uczeń Czackiego zdradzić ją nie może"". Te wyrazy za- 
pamiętane przeze mnie od roku 1835, w którym zachwyca- 
łam się pismami FeJińskiego, służyły za wstęp do znajomości 
z hrabią Olizarem. Był to człowiek jeszcze młody jak na 
ojca, a nawet już dziadunia, córkę miał za Chodkiewiczem. 
Ożeniony w latach osiemnastu we Włoszech z Francuzką, 
Lebel, mało odbijał od syna swego, który z rysów i z figu- 
ry mniej był pięknym od ojca, a jak się to zwykle dzieje, 
gdy rodzice nie abdykują chęci i możności podobania się 
w towarzystwie, dzieci w oczekiwaniu swej kolejki pod- 
rzędną grają rolę. Do tego jeszcze położenie pana Karola, 
jako konkurenta panny Heleny, plątało mu nogi i język.n 
W pogodne dnie jeździliśmy na dalekie spacery; na- 
szą rzeczą, jako miejscowych, było robić honory Wilna. 
Woziliśmy zatem nasze czarne damy za miasto na Pohu- 
lankę, do Zakretu, do Rybiszek, do Belmontu i t. p., 
a z nami byli i mężowie ich, po zagranicznemu siadający 
na kozłach. Mieliśmy swój pojazd sześciokonny, podob- 
nież Buczyńscy, była i karjolka z siwkami z DobrowIan, 
które mi Ida koleją woziła kuzynki, a o hr, Gustawa każdy 
kocz się dopominał, bo, gdzie on się znajdywał, niepo- 
dobno było się znudzić. 
Niedługo dano nom być wyłącznie czarnym kongre- 
sem, nasze stosunki z towarzystwem i odnowiono przyjaźń 
hrabiów Olizarów z generalstwem Frederyksami wciąg-
>>>
-353- 


nęły nas po jednemu w szersze koło. Niepodobna było 
odmówić obiadu w Kojranach, wypadało choć raz poka- 
zać się w salonach pp. generałostwa Rydygierów, a damy 
te. wesołe i uprzejme. namówiły nas pewnego wieczora 
na herbatę do obozu. roztasowanego pod Zakretem. gdzie 
przy muzyce wojskowej młodzież grała w cerceau i bary- 
kady. Przezdzieccy i Uruscy nie usuwali się od tych we- 
zwań. ale Zamoyski wpływem swoim wstrzymywał razem 
i wyrywającą się w świat swoją żoneczkę, i Potockich, 
Te dwie pary trzymały się zawsze z sobą i nieraz, gdyśmy 
się ich doczekać nie mogli, wybierając się na spacer za 
miasto, ukazywały się nam, wracające z litanji ostro- 
bramskiej, której prawie nigdy nie chybiał Zamoyski, 
a Uruscy ofiarowali do kaplicy Matki Boskiej lampę 
srebrną w stylu gotyckim. która dotąd się pali przed 
obrazem cudownym Marji. 
Obiad w Kojranach był świetny. Kojrany z wodo- 
tryskiem na dziedzińcu, ze świeżą murawą, z mnóstwem 
drzew, z kwitnącemi natenczas bzami, miały domek o ni- 
skich oknach, cały w przybudówkach, jakby jakie domino, 
ale wewnątrz jego była elegancja i przepych. Przecho- 
dziło się z pokoju do pokoju wzdłuż, wszerz, wyżej, niżej, 
śród kwiatów, port jer. zwierciadeł, galerjami. korytarzami 
etc. A śród tych czarów kojrańskich sama gospodyni, 
która. od lat trzydziestu bawiąc się pod tym dachem. 
ugaszczała tam już drugie pokolenie towarzystwa. ubrana 
w czepeczek. który trzydziestoletnia jej siostrzenica. Anto- 
nina Sulistrowska, znalazła zbyt młodym dla siebie i ciot- 
ce go odstąpiła, pokazywała gościom plan pałacu, mają- 
cego się wznieść w miejscu domku, i ufna w swoje zdro- 
wie i siły robiła plan nowych zabaw na dalsze życie. Ja- 
koż i żyła jeszcze lat czternaście. 
..Kongres czarny" miał się już wkrótce rozproszyć. 
Sprawa dzielcza była czysta, zdający rachunki był czło- 
wiek prawy, systematyczny, sumienny, przyjmujący zaś je 
byli ludzie delikatni i ufni, nie trudno więc było dojść do 
końca. Co o tern mówiła publiczność, nie wiem. Godnem 
jednak uwagi i zanotowania jest to. że, majątki po bracie 
objąwszy z długami. łożąc przy tern przez lat trzynaście nie 
23
>>>
-354- 


małe sumy na utrzymanie i wychowanie trzech sierot, na 
ich kuracje, podróże, nauczycielki i dwór niemały. Stryj- 
opiekun oddawał im dobra ojcowskie i matczyne nietylko 
oczyszczone z długów i zagospodarzone wzorowo. ale 
zwiększone jeszcze kapitałami. Ocenili to małżonkowie 
synowic, każdy jak umiał, sercem. głową. honorem. Er- 
mancja cieszyła się swoim Żołudkiem, Józi wszystko było 
obojętnem. Eldzia całowała Stryjka. a wszystkie trzy pary 
wydały Stryjowi - opiekunowi dziękczynny i pożegnalny 
obiad w Miillera domu, na który wezwani byli nietylko 
kongresowicze. ale i przyjaciele. którzy zwykle do nasze- 
go orszaku żałobnego należeli. Dzień ten miał być po- 
dwójnie uroczysty ale razem i męczący. Była to albowiem 
niedziela Zielonych Świątek. Obie postawianki. Zbigniew. 
nawet Aleksander Przezdziecki. mieli przyjąć sakrament 
Bierzmowania. a z nimi razem sędziwy Konstanty Plater, 
jakby nieodstępny towarzysz przy każdej ceremonji reli- 
gijnej. W katedrze u stopni ołtarza klękła gromadka. 
skupiona w duchu. Buczyńska, obu kuzynek pocieszka 
i skrzydełko, była im też matką. Mój ojciec stanął poza 
Konstantym Platerem. co uważając Biskup rzekł do asys- 
tencji: ..Zacznijmy od staruszków". Obie kuzynki wzięły 
imię Walerji, ich matki, 
Obiad był późny. stół długi. ubrany w kwiaty i owo- 
ce. zajął środek dużej sali Miillera. która ł tym razem. jak 
w każdej ważniejszej okoliczności dla Wilna, służyła za 
scenę. jak w tragedjach klasycznych. wierna jednościom 
czasu i miejsca. Przysłowie: ..Gdzie wiele nianiek etc." 
sprawdziło się na tern zebraniu, Trzy gospodynie i trzech 
gospodarzy, spuszczając się jedni na drugich. nie dali 
sobie pracy ułożyć programatu. Myślała o nim wprawdzie 
Matynia, ale nie jej rzeczą było dyktować prawa drugim. 
Przyjmowano w samej sali. nie było zatem żadnego pro- 
wadzenia parami. nie było i muzyki. Pomyślano wpraw- 
dzie o pierwszym gościu, sadzając go w środku stołu, ale 
dano drugim mieśc
ć się. jak kto. zechce. lub jak się uda. 
Nawykła słuchać, czekać i stosować się. dałam wszystkim 
usiąść po kolei. a gdy usiedli i miejsca próżne zostały, 
znalazłam się między nudnym generałem Kossakowskim 


.
 
I 


.,; 


, 



 


ł' 

 
I
>>>
, 


- 355 - 


..; 


i nikim, gdzieś na rogu, jakby na wygnaniu, gdy na dru- 
gim końcu, przegradzajqc kuzynki, siedzieli: pan Odyniec, 
Ignacy Chodźko, Zbigniew, dr. Wikszemski, ci wszyscy, 
z którymi tak wesoło i korzystnie szła mi zawsze rozmo- 
wa ! Było w tern trochę mojej winy. zbytnie spuszczanie 
się na los, na traf i na dobrq wolę drugich, ale też była 
i wina gospodarzy. Obiad wydał mi się długi i bez soli... 
czego mi nie wynagrodził nawet żal drugich po czasie, 
że się tak źle rzeczy ułożyły! 
W tydzień już nie było nikogo z kongresu naszego 
w Wilnie... 


KONIEC. 



 


ł' 

 
I
>>>
..... 


'" 


" 
t
 


...." , 
. '..i' 



.. 
v.
\ 
.a. 

 -..... 


\. 


.) 
.....: . - 


f., 
,-- 


- 


-- :.... 


J ., 


\ 


.\ 


..,\. 


. ,', 


;k 


, , 


, 


)
>>>
) 


PRZYPISY. 


.... 


Do str. 3. A m n c s t j a d I a L I t w i n ó w ogłoszona została 
przez Aleksandra) w Wilnie 12 grudnia st. st. 1812 r, wbrew opinU ge- 
nerał6w ros., m. in. Kutuzowa. Manifest carski wzywał pod grozq konfi- 
skaty majql
6w do poddania się RosJi w clqgu dw6ch miesięcy" wszyst- 
kich tutejszych prowincYI mleszkańc6w", kt6rzy, "jako Nar6d, malqcy 
od wieków tenżc sam Język I z jednego pochodzqcy plemienia z Rosja- 
nami, nigdzie i nigdy nie może być tak szczęśliwy i bezpieczny, jak 
w zupełncm połqczeniu i zIaniu sie w Jedno ciało z potężnq , wspania- 
łomyślnq Rosjq-- (druk wsp6łcz. i ..Kurier Lu." z 1.1.1813). Pomimo 
zapowiedzianej łaski stosowano nalsurowsze rcpresje, por. Iwaszkiewicz, 
.LUwa w r. 1812". Warszawa, 1912, str. 318, 425. 
J o a n n a G r u d z I ń s k a, p6źn. k s, Ł o w i c k a istotnie sły- 
nęła ze swych zdolności choreograficznych, Złośliwi m6wili o niel, że 
wśliznęła się do serca w. ks. Konstantego w figurze gawota. Bliższe 
szczeg6ły o nlel w szkicu Adama Czartkowskiego ..Księżna Łowicka". 
Bluszcz, Warszawa, 1927, rozszerzone wydanie w oddzielneJ ksiqżce znal- 
duje się w druku. 
K o s s a k o w s c y - Kor w i n o w i e. S t a n i s ł a w K., p6źniel 
tajny radca ros., prezes Heroldjł Kr61. Polsk., był synem Józefa, łowczego 
W. X. L., komandora maltańskiego, i Ludwiki Potockiej, c6rki Szczę- 
snego, woJ. ruskiego, mar. konf. targowickiej_ Urodził się w 1795 r. Ożenił 
się z Aleksandrq hr. Laval. Właściciel i fundator ordynacji na Wojt- 
kuszkach. Siostrq jego była P e I a g j a A I e k s a n d ro waB o v c r 
d e S a i n t-C I a i r. W posagu wzięła Wieprze, J 6 z e f K. generał, 
adjutant Napoleona, właściciel Łukojń, bezżenny, był strYlecznym bra- 
tcm J6zefa K., łowczego W, X. L., a więc stryjecznym stryjcm Stani- 
sława. Pt. Stan. Ka2:. Kossakowski ..Monografje hist.-geneal." T. I. War- 
szawa, 1859. 
Do str. 4. O H e I e n i e z P r z e z d z i e c k i c h M i c h 0- 
ł o w el R a d z i w i ł ł o w e j, wojewodzinie wileńskiej, patrz obszernq 
monografję na dokumentach rodzinnych opartq - X, M. R. ..Ostatnia 
Wolewodzina wileńska" - Lwów, 1892. Oalel St. Wasylewski - ..Portrety 
pań wytwornych". Lw6w. 1924. K. Bartoszewlcz - ..Radziwiłłowie". 
Warszawa - Krak6w, 1928. 
Do str. 5, D e I I I I e Jak 6 b (1758 - 1813), słynny poeta fran- 
cuski; głośne dzieło jego ..Ogrody" przełożył prozq I wierszem Franciszek 
Karpiński w ..Zabawach przyjemn. I pożyt." 1783 r.. oraz w t. II ..Zaba-
>>>
- 358 - 


wek wierszem i prozq". Warszawa, 1783. Zob.: K. M, Górski, .Pisma lite- 
rackie". Warszawa, 1913, str. 5]3 i n. D c L i g n e ks. Karol pt. M.OuIi6 
"Le prince de Ligne. Un grand seigneur cosmopolite au XV))) sie:cle". 
Paris 1926 i de Ligne Ch. "Fragments de ma vic". Paris ]928. 
Do str. 6. Przezdzieccy herbu Roch z przy do m- 
k i e m P i e r z c h a ł a wyprowadzajq się od Mroczesława Pierzchały 
Przezdzieckiego na Przezdziecku (J430 r.) z Mazowsza. Jeden z potomków 
jego, Piotr Paweł, przeni6sł się na Litwę, nabywszy w ]638 r. Szeme- 
towszczyznę, Z jego syn6w Mikołaj był w ]671 r. kasztelanem nowo- 
gr6dzkim, drugi Krzysztof, stolnik upicki, walczył pod Wiedniem. Syn 
tego ostatniego Aleksander (t 1139) był miecznikiem W. X. L., a wkońcu 
kasztelanem inflanckim, Syn jego Antoni Tadeusz (17]8 - 1712) był 
w 1139 pisarzem W. X. L., w 1750 podczaszym, w 1752 r. referendarzem, 
w 1764 podkanclerzym W. X. L. Był starostq mińskim i piilskim, kawalerem 
Orła Białego i św. Stanisława. Z Katarzyny ks. Ogińskiej miał syn6w: 
Michała i Dominika, i c6rki: Konstancję Joachimowq Chreptowlczowq, 
Helenę Michałowq Radziwiłłowq i Marjannę Ignacowq Tyzenhauzowq, 
Michał Przezdziecki (1147 -1792), starosta piński i błudeński, z Marjl 
Mostowskiel, wojcwodzianki mazowieckiej, miał syn6w: Konstantego 
I Karola. Dominik Przezdziecki (1760 - 1782), starosta dębski i miński, 
poseł na selmy w 1773 i 1780 r., z Anny Radziwiłł6wny miał syna 
Michała. Kar o I P r z e z d z i e c k I, syn Michała, star. pińskiego, pułkow- 
nik wojsk Ks, Warszawskiego, zmarł w Kr61ewcu w ]832 r. na emigracji 
bezdzietnie. O nim obszernie opowiada pamiętnikarka. Był to - jak 
m6wi legenda - prototyp Hrabiego z ..Pana Tadeusza". K o n s t a n t y 
długoletni marszałck szlachty gub. podolskiej, zAdelaidy Olizar6wny, 
z kt6rq był p6źniel rozwiedziony, miał syn6w: Aleksandra, historyka, 
Mieczysława i Karola. O pierwszych dw6ch obszernie opowiada pa- 
miętnikarka. Patrz Kossakowski Stan. Kaz. "Monografje histor, geneol", 
Warszawa, ]860. n. str. 24], oraz monografię rodu Przezdzieckłch w XV t, 
Urusklego ..Rodziny" (w druku), 
Do str. 7. G fi n t h e r o w i e, herbu własnego (pt. winjetę na 
str. XIX), pochodzili z Palatynatu Nlższcgo Renu. Zygmunt Giinther 
v. Heidelsheim w 1518 r. uzyskał potwierdzenie szlachectwa I herbu. 
Jeden z potomk6w jego Michał, kapitan a następnte pułkownik gwardji 
polskiel, za Jana JJJ uzyskał indygenat polski. Władał Hreskiem w woj. 
nowogr6dzkicm. Z Krystyny Szwykowskiej miał syna Samuela, właśc. 
Pukowa, wojskiego starodubskiego w 1734 r. Ten z Salomei Rdułtowsklej 
miał syna Michała, stolnika nowogr6dzklego w 1188 r., kaw. orderu św. 
Stanisława, ożenionego z Konstancjq Wołodkowicz6wnq. Syn lego Adam, 
Abraham, Ignacy, ur. 1182 r., prezes Sqd6w Gł. w Mińsku, w ]808 r. 
uzyskał potwierdzenie tytułu hrabiowskiego w Rosji. Był kawalerem 
ordcru św. Jana Jerozolimskiego, słynqł z dowcipu, inteligencji i wyższej 
kultury. Jcst to oJciec pamiętnikarki. 
Patrz - Uruski ..Rodzina" V. Warszawa ]908, oraz Archiwum 
Dobrowlańskie w zbiorach Rojnoido hr. Przezdzieckiego w Warszawie. 


,. 


I
 
I 


,.. 


.
>>>
- 359 - 


l 
I
 
I 


Do str. 9, Tyzenhauzowie, herbu Baw6ł wyprowa- 
dzają się z Holsztynji. W XIII w. osiedli w Jnflantoch w osobie Jana 
v. Tiesenhausen, który miał otrzymać prawem lennem zamek Kokenhausen 
za żoną Zofją ks. Połocką. Benedykt, star. szmeltyński, syn Stefana, wol. 
nowogródzktego, potomek owego Jana w XIV pokoleniu, wśr6d licznego 
potomstwa miał trzech syn6w: Antoniego, słynnego podskarbiego nadw. 
lit. (t 1785), Kazimierza, star. dyamentskiego, i Michała, star. posolskiego. 
Córka Kazimierza Zofja. ]-0 v. Antoniowa Tyzenhauzowa, chorqżyna 
wileńska, była 2-0 v. za Fr. Ksawerym Chomińskim. woj. mścisławskim. 
Michał, starosta posolskl, z Barbary Zyberkówny miał syna Ignacego, 
szefa gwardjł litewskiej. Ten z Marjanny Przezdzieckiej miał synów: Kon- 
stantego (1785 - ]853), pułk. piechoty Ks. Warszaw., słynnego ornitologa, 
Rudolfa, pułk. ortyl. Ks. Warszaw., i c6rkl: Zofię, słynną przYlacł6łkę Ale- 
ksandra I, autorkę wspomnień o nim (wyd. Bruxelles, 1829) i Aleksandrę 
Adamowq Giintherową. Siostra Ignacego, szefa, była za Michałem Pacem, 
star. borciańskim I kowieńskim, ojcem gen. Ludwika Paca i Zofji ]-0 v. 
Feliksowej Potockiej, 2-0 v. gen. Ksawerowel Niesiołowskiel. Żona Mi- 
chała Tyzenhauza, star. posolskiego, po śmierci lego wyszła ::0 Michała 
Kossakowskiego, woj. witebskiego, oJca Józefa K., łowczego W. X. L.; 
stąd pokrewieństwo Tyzcnhauzów z Kossakowskimi. Z sióstr Michała 
jedna była za Morykonim, druga za Wawrzeckim, trzecia za Tyszkiewl- 
czem, skąd pokrewieństwo Tyzenhauzów z teml trzema rodzinami, 
Pt. Żychliński ..Złota księga etc." Poznań, ]882 IV str. 389 - 401. 
St. K. Kossakowski ..Monografje etc." Warszawa, ]860 II. 
Do str. 12. Morykoniowie. Rodzina pochodzenia wło. 
skiego. Jeden z M. w XVII w. osiedlił się w Polsce. Indygenat uzyskali 
w 1613 r. Krzysztof, dziedzic Sół i Towian, podpisał elekcję 1733 r. 
z wiłkomlersklego powiatu. Jego wnuk, po Franciszku, pod kom. wiłko- 
miersklm. Hieronim, dziedzic Sół, żonaty z Gertrudą Sacken. miał syna 
L u c j a n a, ur. ]8]8 r. Inny wnuk Józef. generał w. lit., z Konstancji 
SzadurskieJ miał córki: D o r o t ę J 6 z e f o w ą Ł o p a c i ń s k ą i F e- 
I i c j ę Wacławową Platerową. Jeszcze inny wnuk I(rzysztofa. po synu 
Marcinie i Aleksandrze Tyzenhauzównie, Benedykt był dziedzicem To- 
wian, zasłużonym obywatelem kraju. Był posłem na selm czteroletni, 
pisarzem w. lit., członkiem Rady Nieustającej i Rządu Najwyższego Lit. 
w 1794. Był ożeniony z Morją ks. Radziwiłłównq. Uruski ..Rodzina". 
Warszawa, 19]4. IX, 
Do str. 13. S u I I s tr o w s k i K a z i m i e r z, syn Alolzego, pi- 
sarza wielkiego W. X. L., członka Rady Najw. Narodowej wileńskiej 
I warszawskiej w 1794 r., I Antoniny z Oskierków. w ]809 i 1811 
marszałek gub. wileński, w ]816 -]8 gubernator cywilny miński, zmarł 
w Pińsku ]818 r.; żonaty z Karoliną Abramowicz6wną, córką Joachima, 
podstarościego starodubowskiego. 
S u I i s t r o w s koK a r o I i n a z Przeuskich, żona J6zefa. szam- 
belana dworu Aleksandra I, pana na .Wiuniewie, Komalach etc., zmar- 


1 


. 
J
>>>
,- 360- 


łcgo w 1815 r. Była lednq z licznych przYlaci6łek Aleksandra J. Pt. 
J. Frank ..Pamiętniki" Wilno, 19]3. W tekście pamiętnika Puzyniny Ka- 
rolina Sulistrowska błędnie jest nazwana szambelanicową zamiast 
szambelanową. 
Do str. 14. D z i e ł o K I u k a lest to zapewne Krzysztofa Kluka 
..Rojllin potrzebnych i pożytecznych utrzymanic". Warszawa, 1771 - 1779, 
albo ..Zoologiia". Warszawa, 1779, albo "Dykcjonarz roślinny.'. War- 
szawa, 1786 - ] 788. 
Do str. 15. Zuzanna z Mirsklch pułkownikowa 
D e d e r k o w a - bliższc szczegóły o niel patrz w wspomnieniach Ambro- 
żego Welły w ..Atheneum" j. I. Kraszewskiego, Wilno. 1845 t. V) oraz 
ks, biskupa A. St, Krasińskiego - ..Wspomnienia" Krak6w 190], str 39. 
Do str. 22. P a m I ę t n i k i d - raJ 6 z e f a F r a n k a, b. 
profesora Uniw. Wił., za czas6w pamic:tnikarki były znanc z obszcrncgo 
streszczenia Dominika Chodźki, drukowanego w ..Przeglądzie Europej- 
skim", luty - lipiec, Warszawa 1863 r, W całości tc ciekawe dia dziel6w 
Wilna i Uniwer. WiI. pamiętniki ukazały się w trzech tomach dopiero 
w 1913 r. w..Bibllotece Pamiętnlk6w", wydawancj pod redakclą Henryka 
Mościckicgo w Wilnie. W tomie III. tych pamiętnlk6w na str, 2]6 - 220 
znajdule sic: obszerny opis pobytu Catalani w Wilnie, która nad Wilję 
przybyła dn. ]2 kwietnia st. st. i zabawiła przeszło trzy tygodnie. Koncert 
Jej odbył się dn. 23 kwietnia st. st. 
Do str. 23. O t e a t r z e w i I e ń s k i m zob.: M. Rulikowski, 
..Teatr polski na Litwie". Wilno, 1907, Skibińskl, ..Pamiętniki aktora". 
Warszawa, 1912. 
Do str. 27. M a s kar a d y I b a I e w s a li M li II e r a - 
obszernie o rilch w Dr. Stanisława Morawskiego ..Kilka lat młodości 
mojeJ w Wilnie". Warszawa, ]924 passim. Patrz także Teodora Krasiń- 
skiego "Dzlennik" (1816 - 1818) w Henryka Mościckiego ..Z filareckiego 
świata, Zbi6r wspomnień z lat 18]6 -1824". Warszawa, ]924, str, 4], 


,
 


Do str. 27. 
Ustrowskłch, zob.: 
1923, str. 240. 
Do str,28. O stosunkach akadcmik6w i oficer6w 
g war d J i w Wilnie ]822 r., obszernie z clekawemi danemi piszą Dr. 
Stanisław Morawski ..Kilka lat młodości molej w Wilnie (1818 - 1825)". 
Warszawa, 1924, str. 23] są. 494 - 495 oraz Ignacy Domejko. Otto $Uzień 
( Edward Massolski - pt. Henryk MoścIcId ..Z filareckiego świata. Zbi6r 
wspomnień z lat 18]6 - 1824". Warszawa, 1924 passim. 


$ n i a d e c kiJ 6 z' e f i żona jego, Antonina z Su- 
Mościcki, ..Pod znakiem Orła i Pogoni". Lw6w, 


Do str. 41 - 42. 
 m i e r ć M a r j I S z u m s k i e j wywarła 
ogólnie wielkie wrażenie - j. Frank (..Pamiętniki". Wilno, 1913, III, 
240) podale, że dr. Lejboszyc, który znał Ją od dziecka, prosił go o za- 
stąpienie przy chorej, ..ponieważ nie m6gł patrzcć na jej śmierć". ..Ta 



,
>>>
,
 



\ 


r 


- 361 - 


śmlcrć pogrążyła w żałobę całe miasto. Ja r6wnież ją podzielałem i nie 
zgodziłem się, aby wiecz6r, na kt6ry pani Frankowa zaprosiła dużo 
os6b, odbył się u mnie"'. 
p o r t r e t z b i o r o w y R u s t c m a, przedstawiający Marję z Mir- 
skich Szumską, Jej brata Napoleona Mlrsklego i kuzynkę Barbarę Szum- 
ską, znajduje się obccnle w zbiorach T ow, przyJ. Nauk w Wilnic, 
reprodukowany był razem z portretami Marjl Szumskiej i Stanisława 
Szumskiego w micsięcznlku ..Południe"". Wilno, 1921. Zeszyt 1. 
Do str, 45. J a n o w I c z o wa, stolnikowa, Brygida z Koszczy- 
c6w - bliższe szczeg6ły o niej w D-ra Stanisława Morawskiego ",Kilka 
lat młodości mOjej w Wilnie (1818 - 1825)"". Warszawa, 1924, wydali 
Adam Czartkowskl i Henryk Mościcki, str. 32, 35, 37 - 42, 468. 
Do str. 46. Hornowa Karolina, żona Piotra, gub. cyw. 
wil. ..wyłowiona w Berczynic w 1812, WenecJanka"", ..zdjęta z harmaty t 
piękna wiwandjerka", .kobieta zła, skąpa i niewykształcana- - Por. 
Dr. St. Morawski ..Kilka lat młodości etc:" Warszawa, 1924, str. 205 i 492; 
j. Frank ..Pamiętniki"" Wilno, 1815. II, 53,54; L. Janowski ..W promie- 
niach Wilna i Krzemieńca'". Wilno, 1923, str. 49-50. C z e t w e r t y ń s c y 
książęta. E I e o n o r a i Kar o I i n a C z. były c6rkami ks, DymUra, 
prezcsa Kom. Eduk. wołyilskiej, ur. w 1771 r.. i Zofji 
liźnlówny, Kar o- 
I i n a C z. wyszła zamąż za ks. Konstantego Cz., ur. w 1792 r., właśc. ma- 
Jątku Skidle w Grodzleńskiem, marsz. szlachty gub. grodz., szambelana 
ros, dworu, E I e o n o r a C z, wyszła za Wincentego Tyszklewicza. I{ s_ 
Z o f J a D y m i t ro w a C z. z domu 
liźni6wna, była c6rką k s. Z o f J i 
z ks. Czetwertyńskich 1-0 v. 
liźnlowej, 2-0 v. J6zefoweJ 
K a I a s a n t o w ej C z. Jel siostra, Nimfa 
liźni6wna, była żoną ks. J6zefa 
Karola Idzicgo Lubeckiego, brata rodzonego słynnego ministra Lubec- 
kiego. Dymitr Cz., syn Janusza Tomasza, kasztelana czernichowsklego 
I J6zef Kalasanty, syn Antoniego, kaszt. bracławskicgo, należeli do linjl 
na Nowej Czetwertni. Do tej samej linjl należeli KaUkst I Władysław, 
synowie Ludwika, brata rodzoncgo Dymitra. Konstanty Cz. ze Skidla, 
syn Antonicgo, kasztclona przemyskiego, i Kolety Chołoniewskiej, na- 
Idał do linjl na Starej Czetwertni. PI. A. Bonlecki ..Herbarz Polski"". 
T. III. Warszawa, 1900. S, Uruskl ..Rodzina'". T. III. Warszawa, 1906. 
Do str. 49, Wawrzeccy herbu Rola: Aleksander Ta- 
deusz, stolnik i wojski bracławski, z Barbary Zyberk6wny, l-o v. Tyzen- 
hauzowel Mlchałowel, miał syn6w : Tomasza, naczelnika sił zbrojnych 
narodowych po T ad. Kościuszce, scnatora wojcwodę Kr, Polsk" mi- 
nistra sprawiedliwości, J6zefa, gcnerała inspektora, honorowcgo kuratora 
szk6ł gub. wileńskiej, Benedykta, zmarłego bezpotomnie, i c6rki: Ma- 
rjannę Marcinową Badeniową i Walerlę Zawlerską. Pt. Żychlińskl ..Złota 
księga etc." IV, str. 410 i nast. Poznań, 1882. 
Do str. 51. R fi m e r M i c h a ł zob.: Mościcki, ..Pod znakiem 
Orła i Pogoni"" (1923), 66, 214.
>>>
- 362 - 


Do str. 53. O szajne-katarynce obszernie w wspomnie- 
niach Ottona Śliźnia w Henryka Mościckiego"Z filareckicgo świata". 
Warszawa. ]924. str. ] 14 - ]]8 - pt, równieź tamże przypisek na str. 344. 
gdzie podane zostały warjanty według rękopiśmiennego, jeszcze nieogło- 
szonego dotychczas. "Dzlcnnika" Michała Czornockiego. 
Do str. 55. Skirmunt Aleksander, 111", w Mołodowie. 
gub. grodzieńskieJ z ojca Szymona i Elżbiety z Orzeszk6w, po uloń- 
czeniu w 18]8 r. Uniw. WiI. ze stopniem magistra nauk fiz.-mat.. oraz 
licznych podr6żach zagr.. założył w ]830 r. w Mołodowie lednq z pierw- 
szych na Litwie cukrowni, następnie lw ]836 fabrykę sukiennq w maj. 
Porzecze pod Pińskiem. Wybitny. światły ziemianin i działacz społ. 
Zmarł w Kastelu nod Renem 22 lipca 1870 r. 
Do str. 59. W i k t o r I a z P o t o
 k i c h l-o v, C h o i s e u 1- 
Gouffier. 2-0 v. generałowa Bachmietjewowa-pt. bliższe 
szczegóły o niej w D-ra Stanisława Morawskiego "Kilka lat młodości 
mojej w Wilnie l ]8]8 - ]825)". Warszawa, ]924. str. 247. 433 - 434. 496; 
tamże lej portret str. 446; oraz w "Pan na TuJczynie. Zbi6r wspomnień 
o Stanisławie Szczęsnym Potockim. jego rodzinie i dworze" - wydał 
Adam CZc:łrtkowsld - Poznań 
]925). 
Do str. 6]. C z a p s c y b r a c i a - Stanisław i Karol. synowie 
Franciszka Stanisława, wojew. chełmińskiego. i trzeciej lego żony We- 
roniki z Radziwiłłów. a więc wnukowie Michała Radziwiłła h. w. I. 
a siostrzeńcy Karola ..Panie Kochanku". - Bliższe szczegóły o nich pt. 
w Dra Stanisława Morawskiego "Kilka lat młodości mojej w Wilnie 
(18]8 - ]825)" - Warszawa. ]924, str. 444 - 445. 446 - 449. 520; Cz. Jan- 
kowski ..Powiat Oszmiański". Petersburg. ]896. J, ]27 -- ]40. 
Do str. 63. I I I ń s k i h r, A u g u s t - Jedna z oryginalnych 
postaci końca XVIII w. i pierwszej połowy XIX, O lego pobycie w Wil- 
nie - pt. Dr. Stonisław Morawski ..Kilka lat młodości mojej w Wilnie", 
Warszawa, ]924. str. 297 - 98. 503 i Henryka Mościckiego "Z filareckiego 
świata, Zbi6r wspomnień z lat 18]6 - ]824". Warszawa. 1924. str. 
270 - 276. 355. 
Do str. 66. E I i z a R a d z i w ił ł 6 w n a umarła z suchot 
w dniu 28 września 1834 r. Choroba jej rozwinęła się pod wpływem 
ciężkich przejść. spowodowanych miłośclq ku nieJ ks. Wilhelma pruskiego. 
p6źnielszego cesarza zjednoczonych Niemiec Wilhelma l. Dzicje tego 
bolesnego dla obu stron uczucia ostatnio obszernie przedstawione zostały 
w Adama Czartkowskiego "Obłqkaniach serdecznych". Poznań (]926) 
w rozdziale p. t. ,.Bledna Eliza". str. 178 - 256. 
Do str. 66. G o ł u c h o w s kiJ 6 z e f prof.. 111". 1797 r.. zm. 
1858 r. Zob.: St. Harassek, ..J6zef Gołuchowski". Krak6w. ]924; "Archiwum 
Komisji do badania historjl filozofji w Polsce". t. II cz. II. Krak6w. ]926. 
Do str. 67. Rimskij-Korsakow Aleksander w 1806- 
]809 i ]812 - ]830 gubernator wOJenny wileński. zob.: Mościcki ..Wilno 



 


.t 


ol... 


. 
(
>>>
( 


- 363 - 


I 
I 


i WarszClwa w ..Dziadach". Warszawa. 1908. str. 41 i n. Tegoż. ..Dzieje 
porozb. Litwy". II, 11. 
Do str. 67. Podczaszyński Karol, prof. architektury 
w Uniw. WiJ., 01". 1790. zm. 1860 r. Zob.: ..Kuryer Wileński", 1860 Nr. 32; 
Bieliński, ..Un. Wil.... II, 222. JJJ, 290. 
Do str. 69. Chacklewicz właściwie Chodźkiewi cz 
I g n a c y, słynny awanturnik polski z końca XVJJJ i początku XIX w. 
Bliższe szczegóły o nim patI"z w Dra Stanisława Morawskiego ..Kilka fot 
młodokl mojej w Wilnie (18]8 - ]825)". WOI"szawa. 1924. str. 111 - ]28. 
480, oraz w Adama Czartkowskiego ..Pan na TuJczynie. Zbiór wspo- 
mnień o Stanisławie Szczęsnym Potockim", Poznań. 1925. str. 72 i ]68. 
Do str. 71. Zubowowa Tekla z WalentynowiczÓW 
jcst to Księżna z JJJ części ..Dziadów". Dzieje lej zamążpójścia. pożycia 
z mężem, wdowieństwa i sposobu życia opowicdziane obszernie I bez 
osłonek w Ora Stanisława Morawskiego ..Kilka lat młodości mojej 
w Wilnie (1818- ]825)". Warszawa, 1924. str. 269-72. 273-75.277-85. 
499. 501. Patrz również Henryka Mościckiego "Z fłlareckiego świata. 
Zbiór wspomnień z lat ]8]6 - 1824". Warszawa. ]924. str. ]68. 170. 265. 
266. 282. 297. 349. 
Do str. 76. Niesiołowski I(sawery (1773-]842) syn Jó- 
zefa, woj. nowogródzkiego. cz:łonl(a rządu w Wilnie w 1794 r.. wspo- 
mnianego przez Mickiewicza w ..Panu Tadeuszu" ks. I. w. 790 - 795. 
wnuk Kazimierza. woj. mścisławskiego i smoleńskiego; w ] 788 r. szef 
pułku 6 piechoty litewskiel. w 1794 generał brygady,'w 1812 r. generał 
inspektor piechoty. Pierwszy raz był żonaty z Wiktorją ks. Radziwiłłówną. 
drugi raz z Zofją Pacówną 1-0 v. Feliksową PotocJ(ą. Pt. Uruski ..Ro- 
dzina" XII. Warszawa. 19]5. 
Do str. 81. P o r t r e t F r a n c t s z k i z Kra s t ń s k i e Iks. 
Kurlandzktej i Bitwa pod Somo-Sierra. obraz H. Ver- 
n e t a. znajdujące się w Warszawie w pałacu przy ul. Krakowskie- 
Przedmieście Nr. 5. który w czasie opisanym przez autorkę należał do 
generała Wincentego Krasińskiego, oJca Zygmunta. są obecnie własno- 
ścią Bibljoteki Ord. Krasińskich. Portret ks. Kurlandzkiel był wystawio- 
ny na wystawie portretu kobiecego w kamienicy Baryczków w ]917 r. 
i jest reprodukowany w katalogu tej wystawy. 
Do str. 87. Grupa Tankreda i Kloryndy według Leo- 
na Dembowsklcgo ..Moje wspomnienia" I. Petersburg. str. 173-została 
ofiarowana ks. Izabeli CzartoryskieJ nie przez Kazimierza Rzewuskiego. 
lecz przez ks. Stanisława Jabłonowskiego. który zakupił Ją za 1.500 du- 
katów po królu Stanisławie Auguście i w nocy w dolnym ogrodzie 
w Puławach ustawić kazał. 
Do str. 92. Jur e w i c z F o r t u n a t wykładał od 1823 do 1826 r. 
w Uniw. Wileńskim zoologję na zasadach anatomji porównawczej. 
DzieJe tego zdolnego, pracowitego a nieszczęśliwego człowieka opowie- 



 


.J. 


. 
(
>>>
-364 - 


dział w swym pamiętniku p. t. ..Kilka lat młodości molej w Wilnie" dr. 
Stanisław Morawski (Warszawa). 1924), serdeczny Jurewlcza przyjaciel. 
na str. 167-69 i 175-79. 
Do str. 93. S z y m a n o w s k a M a r j a - obszerne wspomnie- 
nia o tej sympatycznej postaci napisał dr. Stanisław Morawski w swych 
..Wspomnlenlach pustelnika". drukowanych w zbiorze ..W Peterburku 
1827-1838". wydanym przez Adama Czartkowsklcgo i Henryka Mośclc- 
kicgo w Poznaniu (1927) jako VJJJ tom ..Gawęd o dawnym obyczaiu". 
str. ]53-]99. O albumach Szymanowsklel obszerną notatkę 
umieścił lei wnuk. Władysław Mickiewicz w ..Pamiętniku Literackim". 
Lw6w. 1910, str. 516 są. 
Do str. 94 i ]0]. Chłopicka Zofja - bardzo obszernie 
o niej, o jej miłości z Balkowem I dalszych dzielach napisał Aleksander 
Kraushar VIi ..Bajkow. Z kartek pamiętnika rękopiśmiennego (1824-]829). 
Przez Alkora. Wydanie drugie poprawione. Krak6w. ]913". Tamże podany 
został I jel portret z czas6w. opisanych przez autorkę ninicjsz. pamiętnika. 
Do str. ]05. Marszałek K. Mowa prawdopodobnie o Eu- 
stachym Karolu Karpiu. w 182]-]830 marszałku gub. wileńskim. zob. Al. 
Meysztowlcz. ..Karpiowie". Wilno. 1907. str, 74. 
Do str. ]05. Czerniszewowa generałowa Tcofila 
z Morawskich ]-0 v. J6zefowa Starzeńska. 2-0 v. Dominikowa Radzi- 
wiłłowa - pt. o niej nasz przyplsck w Dra Stanisława Morawskiego 
..Kilka lat młodości molel w Wilnlc". Warszawa. ]924. str. 490. Tamże 
o jej oJcu na str. 465. a portrety jej. lei olca i matki - str. 62. 78. 94. 
Ciekawe szczeg6ły - Wirginia Jezierska ..Z życia dwor6w i zamk6w na 
Kresach ]824-]844" wydał dr. Leon Blałkowski (Poznań) 1924. 
Do str. ]05. 
niadecka Ludwika. o nlel liczne wzmian- 
ki w pam. wsp6łcz.. zob. m. in.: Rawlta-Gawroński, ..Studya i szkice hist." 
serja II. Lw6w, 1900; Wł. Mickiewicz. "Pamiętniki" t. I. Warszawa. 1927. 
Kolbuszewski "Z k
respondenCJl L. 
nladeckicl" w czas. "Ruch Lite- 
racki" z 1926 r.. str. 241. Obszerne. nicwyzyskane materiały 
ękopiśmlenne 
(korespondencje) w Bibl. Ord. hr, Krasińskich I w Ossolineum. 
Do str. ]07. O Bachmatowiczu Kazimierzu. art. ma- 
larzu. uczniu Rustema, zob. ..Atheneum" wil. 1844 r, t, VI, 


A- 
l 


. 
f 


Do str. 114. S a pi e h a Fra n c i sz e k ks. (1772 -1829, syn 
Alcksandra. kanclerza W, X. L. i Magdaleny Lubomirskiel. starosta usz- 
polski, generał art. lit. w 1793 r.. po trzecim rozbiorze tajny radca ros., 
miński marsz. szlachty. Jeden z nalbogatszych w pierwszej połowie XIX w. 
magnat6w na Litwic. pan na R6żanle i Dereczynie. Oryginał z zabarwle- 
nicm awanturnika. Patrz o nim - Henryk Mościcki ..Generał Jasiński 
i powstanie kościuszkowskic". Warszawa (1917) passim. Leon Potocki 
..Wspomnienie o 
wisloczy, Dercczynie I R6żanle". Wilno, 19]2, Odbitka 
z ..Kwartalnika Litewskiego". 


. .-{ 
\ 


I.
>>>
- 365 - 



 


Do str. ]] 5. B a j k o w - postać dobitnie przedstawiona w m 
części ..Dziadów". a obszernie opisana w Aleksandra Kraushara- 
.Bolkow. Z kartek pamiętnika rękopiśmiennego (1824 - 1829)- Krok6w. 
1913. Portret w dra Stanisława Morawskiego ..Kilka lat młodości mojej 
w Wilnie". Warszawa. 1924. str. 222, Tamże na str. 190. 214. 223 - 224, 
283. 284 dosadna charakterystyka, 
Do str. ]] 6. G o r e c k a z Reutt6w. wOjska wileńska. jedna 
z nalcharakterystyczniejszych postaci wileńskich na początku XIX w. 
Obszerna charakterystyka w Dra Stanisława Morawskiego .Kilka lat 
młodości mojej w Wilnie", Warszawa. 1924, str. 42 - 46 i 470. 
Do str. ] 20. L a m p i s)' n. Jan Chrzciciel (1775 - 1837), syn 
wybitnego malarza portrecisty. także Jana Chrzciciela, J. Chrz. Lampi 
olclec bawił w Polsce od 1787 do 1791, Lampl syn bawił długo w Peters- 
burgu, skąd wracaląc do Wiednia odwiedził przejazdem Wilno. 
. Do str. ]22. Umiastowski Tomasz. reg. ziem. lidzkl. na- 
stępnie oszmiański, regent Tryb. Gł, wileńskiego. sędzia ziemski oszmiań- 
ski. wreszcie prczes Sąd6w Gł. Prowlnc. Litewsk. Charakterystyka bar- 
dzo dodatnia lego w Dra Stanisława Morawskiego .1lIka lat młodości 
mojej w Wilnie", Warszawa. 1924. str. 39. 41, 418 ,469. Pt. także Czesława 
Jankowskiego .Powiat Oszmiański.. Petersburg m 126 - 128. Tamże 
reprodukowany jego portret. obecnie już nie istniejący. 
Do str. ] 25, A u t o r w I e r s z a ..C a s i n o" - jest to A. E. 
Odyniec. który osobno (Wilno 1823) oraz w zbiorze ..Poezle". Wilno. 
1826. 11.37 są. wydał wiersz p. t. ..Kasino wileńskie w 1823 r." O kasynie 
wileńskiem pt. Dr. Stanisław Morawski ..Kilka lat młodości mojej w Wil- 
nie". Warszawa. 1924, str. 362 i 511. 
Do str. ] 26. ..N a s z e p r z e b I e g i" - utwór sceniczny przy- 
pisywany Niemcewiczowi. wydany po raz pierwszy w r. 1818 p. t. ..Nasze 
przebiegi. krotochfila w jednym akcie z Nlemleckicgo (Unser Verkehr) 
przełożona. Grana pierwszy raz na Teatrze Narodowym w Warszawie. 
dnia 17 stycznia 1818 r."; powt6rnie w "Przeglądzie polskim" 1873 r. 
I wreszcie przez W. Bełzę p. t. ..Nasze Verkehry". Lw6w. 19]9. 
Do str. ]32. Herburt Mamert ks. (1789-1873) z wołyń- 
sklej galc;zi Herburtów z Felsztyna. prałat. dziekan kat. wll.. prof. religJi 
w Uno WiI., jeden z naluczeńszych przedstawicieli kleru polskiego. 
Najcenniejszem jego dziełem jest ..Katalog archiwum kapituły wileńskieJ" 
w 7 tomach. Pt. Bieliński .Uniw. WII.", t. m. str. 400; Ks. Kurczewskl 
.Kości6ł zamkowy". Wilno. 1908 str, 289. 
Do str. ]33. Jasiński ksiądz. dominikanin z Os z- 
m i a n Y. portret i życiorys w J6zefa Straszewicza ..Les Polonais et les 
Polonalses..." Paris 1832 - 36. 
Do str, ]44 i nast. O powstaniu na Lit wie w roku 
1831 zob.: Wrotnowskl. ..Pamiętniki o powstonlu Litwy". Paryż. 183
 


A.. 


f 


.
 
\ 


l, 
ł
>>>
- 366 - 


i Lipsk. 1875; Cz. Jankowski. ..Powiat oszmiański". Petersburg, 1898. 
t. III. 179 i in. 
Do str. 147. Chrapo wic kiJ Maciej. był gubernatorem 
wojennym wileńskim od 24 grudnia st. st. 1830 r. do 23 sierpnia 1831 r. 
Do str. 153. Radziszewski Stanisław. syn Michała 
I Ludwiki z Brzostowskich. był pułkownikiem w armji francuskiej. w 1813 
podszef sztabu korpusu ks. BeJJuno; w bitwie pod Lipskiem dostał się 
do niewoli; po wojnie osiadł w majqtku swoim Uj c; był marszałkiem 
pow. wileńskiego; w 1831 naczelnikiem siły zbrojnel pow. wilejskiego. 
następnie dow6dcq 26 pułku linjowego w korpusie Giełguda, po zdo- 
byciu Warszawy emigrował i zmarł w Paryżu. Zob. Cz. Jankowski. 
..Powiat oszmiański". J. 324; II. 42; III. 188. Portret p u ł k. S t a n i s ł a w a 
R a d z i s z e w s k i e g o w mundurze pułku 26 piechoty litewskiej przez 
nieznanego autora oraz minjatura pendzla Mackelburga. wrcszcle szlify 
od lego munduru znaldujq się obecnie w zbiorach Polskiego Muzeum 
Narodowego w Rappersvilu. Pt. "Katalog XXV Wystawy T, O. N. Z. P. 
w kamienicy Baryczk6w". Warszawa, 1928. 
Do str. 156. S trog a n o w hr. Se rg j u s z. syn Grzegorza 
(1794 -1882). gen. kaw.. gen.-adjutont. cd. Rady Państwa Ces. Ros. 
W latach 1831 gubernator wojenny w Mińsku. W 1835 - 1847 kurator 
okr. nauk. mpskiewskiegO, Człowiek kolosalnel fortuny, wysoko wykształ- 
cony. inteligentny i dobry. mecenas sztuki I nauki. Opiekun uczonych 
i uczqceJ się młodzieży. W 1859-1860 gen.-gub. mosk., w 1863-65 
prezes kom. kolei żelaznych. O jego zacnym stosunku do Polak6w 
pt. Dr. Stan. Morawskiego ..Kilka lat młodości mOjej w Wilnie". War- 
szawa. 1924 I w..Z pamiętników" Edw. Tom. Massalskiego w H. Mościc- 
kiego ..Z filareckiego świata". Warszawa. 1224. str. 354. 355 I 356. 
Do str. 165, Stanisława Chomińskiego portret pen- 
dzla Walentcgo Wańkowicza zachował się dotychczas i jest reproduko- 
wany w Dra Stanisława Morawskiego .. W Peterburku. Wspomnienia 
pustelnika i koszałki - kobiałl(l" wyd. przez Adama Czartkowskiego 
I Henryka Mościckiego w Poznaniu 1928 r.. str. 16. Tamże. na str, 339 
dane co do życia tcgo wybitnego dygnitarza. Polaka. kt6ry w słuźbie 
rosYlskiel zachował czyste imię i zasłużył na ogólny szacunek. 
Do str. 167. .Kłqgiewlcz Jędrzel Benedykt (1766- 
184]). prof. teoJ., dogm. i hist. kośc. w lin, WiI.. w 1828 - 41 zarzqdzał 
diec. wil. Działalność bisk. K., naog6ł niedostatecznie znana, sprzecznym 
ulega sqdom. Zob. "Podr. Enc. Kośc." Warszawa. 1910. XXI, 148; Ks. 
Kurczewski "Biskupstwo wileńskic Cl . Wilno. 1912 str. 66 passim.; tegoż 
" Kości6ł zamkowy". Wilno. 1908 str. 318. Obszerny życiorys w duchu 
apolog. skreślił ks. Franc. Rogozińskl (rkps. Bibii. Ord. Krasińskich). 
Do str. 169, Portrety Zofji z Tyzenhauz6w de Choiseul- 
Gouffler i Heleny z Przezdzieckich ks, Radziwiłłowej, pierwszy malowa- 
ny przez Lampiego. drugi nieznanego autora, znajdujq się obecnie 


J. 
I 



 


L 


.-..
>>>
- 367 - 


w zbiorach Rajnolda hr, Prz
zdziecklego w Warszawie. Pierwszy we- 
dług Iltogrofji równlcż z tych samych zbior6w reprodukujemy w niniej- 
szym tomie. 
Do str. 175. Sucho dol ski January, ur. 1795 zm. 1875 r, 
Zob. "January Suchodolski. Fragment z pamiętnika wsp6łczesnego.. 
Kraków. 1901. 
Do str. 176. F r a n c i sz: e k P o t o c k i hr. (1776 -1853). syn 
Wincentego. podkom. koronnego, i Anny Mycieiskiej. członek Rady Stanu 
Kr61estwa Polsk.. prezes Heroldji. Po raz trzeci był ożeniony z Ja- 
nuszowq Rostworowskq. 
Do str. 177. Anna z Tyszkiewicz6w l-o v. Aleksan- 
drowa Potocka. 2-0 v. S t a n I s ł a wo wa W q s o w i c z o w a (1776- 
1867). corka Konstancji z Poniatowskich i Ludwika Tyszklewicza. het- 
mana wlelk. litewskiego. wnuczka Kazimierza Poniatowskiego. podko- 
morzego w. kor., brata Stanisława Augusta. Pozostawiła po sobie 
ciekawe "Memoires". wydane przez Kazimierza Stryjeńskiego w Paryżu, 
1897 i "Voyage en Italie" ibidem. 
Z a j q c z k o w a k s i ę ż n a n a m I e s t n I k o w a - Aleksandra 
z Pernetów 1-0 v. Isaure. patrz o niej ładny szkic Stanisława Wasylew- 
skiego p. t, "Madame Zajqczek". Lw6w (bez roku). H. AJtenberg. 



 


Do str. 185, Dołhorukow Mikołaj ksiqżę. generał- 
gubernator wileński w latach 1831 - 1840, jedna znajplugawszych 
postaci rosyjskich, dZlałajqcych na Litwie. Dosadna jego charakterystyka 
w Dra Stanisława Morawskiego ..KUka lat młodości mojej w Wilnie". 
Warszawa. 1924. str, 59. 405 - 409. 434 - 436. 473. 515 - 517; w ręko- 
piśmiennym pamiętniku Stanisława Szumskiego; w "Pamiętnlku aktora". 
Kazimierza Skibińskl
go-Warszawa. 1911. O Jego romansach z paniami: 
Lucjq z Wawrzeckich Zabiełłowq i z Podbereskłch Kołkowskq pt. $0- 
bard "Obrazki Litewskie". Poznań. 1874. str. 17 - 23. 
P a we ł S a p I e h a (1781 - 1855). trzccl syn Franciszka Ksa- 
werego. wojewody smoleńskiego, i Teresy Suffczyńskicj. W młodym 
wieku służył wart. litewskiej, po trzecim rozbiorze w gwardjl rosyjskiej. 
W 1806 r. poślubił Pelagję z Potockich l-o v. Franclszkowq Sapieżynę, 
za kt6rq wziqł w posagu Wysokie Litewskie. darowane Jej przez pierw- 
szego męża. Następnie był pułk. W. Ks. Warszawskiego, Po amnestji 
zamieszkał w Wysoklem. Później był marsz. gubernji Augustowskiej 
w randze rzecz. radcy stanu. Z syn6w jego K s a w e r y (1807 - 18821. 
oficer gward. ros.. w 18'35 r. ożeniony z Konstancjq Sobańskq. zmarłq 
w 1838 r. W 1840 r. ożenił się z Ludwlkq Pac6wnq. W 1863 r. wyjechał 
zagranicę. gdzie zmarł. Drugi syn L e o n (1811 -1884). kamerjunkier 
dworu ros. W 1836 r. ożenił się z Joannq Tyszkiewicz6wnq. Pt. "Sapie- 
howie". Petersburg, 1892. III. 
Pelagja z Potockich 1-0 v. Franciszkowa. 2-0 v, Paw- 
ł o w'a S a p i c ż y n a - patrz o niej w Adama Czartkowskiego "Pan 


l 


""
>>>
- 368 - 


na.TuJczynie". Poznań. 1925 - str. 67 - 68. tegoż "Obłqkania serdeczne". 
Poznań. 1926 - str. 169 sq.. w Leona Potockiego _ Wspomnicnle o Śwl- 
słoczy, Dcreczynle i R6żanie", Wilno "Kwart. litcwski". 1912. 
P o r t r c t P e I a g j I z P o t o c k i c h S a p i e ż y n Y. o kt6rym 
wspomina autorka pamiętnika, z szalem w pozie taneczneJ. pendzla 
Elżbiety Vigee-Lebrun. reprodukowany w J. Mycieiskiego I St. Wasy- 
lewskiego . Portret y polskie Elżbiety Vigee-Lcbrun". Poznań. 1927. 
Do str. ]85, Jnstytut szlachecki w Wilnie. założony 
w r. 1834, Istniał do r. 1864. Zob, ..Rocznik Tow. Przyj. Nauk w Wilnie". 
VI (1915). 24 i n. oraz Włodzimierz ks. Czetwertyńskl .Na wozie I pod 
wozem" (pamiętnik) rękopis w posiadaniu rodziny. 
K u c z k o w s k i T o m a s z. prezydent Akademii Med. -Chirur- 
gicznej wil. Zob. W6Jcicki. "Cmentarz powqzkowski". III. 149; Bielińskl. 
.Stan nauk lekarskich za czas6w Akademji med.-chir." Warszawa. 1889. 
Do str. ]86. Z Konopków Julja l-o v. generałowa Be- 
zobrazowowa. 2-0 v. a m b a s a d o r o waT a t i s z c z e w o w a. ro- 
dzona siostra generała Jana Konopki. dowódcy pułku lansler6w w Hisz- 
panU I 3-go regimentu szwoleżer6w gwardji. znanego z fatalneJ poraź ki 
pod Słonimcm w 1812 r. "Zawsze piękna i dobra. nie mogła się nigdy 
rozstać z prowincjonalnq prostotq języka i manier. Kochano jq za dobroć 
serca. jakiem wspierała wszystkich swych ubogich krewnych" (Wirginja 
Jezierska -.Z życia dwor6w i zamk6w na Kresach" - Poznań. 1924. 
str. 90. tamże wiadomość. że niq opiekował się kasztelan Aleksander 
Chodkiewicz). Portret i charaktcrystyka z rosYIskich źródeł w ..PortraUs 
russes" w. ks. Mlkołola Michajłowlcza. 
Do str. ]94. Mlanowski J6zef. dr. (1804-1879)-ukończył 
szkoły w Humaniu, uniwersytet w Wilnie w 1827 r.. od 1828 adjunkt kliniki 
Jędrzcja Śniadeckiego. 1831 r. powierzono mu wykłady fizjologjl. Potem 
do 1835 r. wykładał w Akad. Med-Chir. zoofłzlologlę; w kwietniu 1835 r. 
prof. nadzw. fizjologjl tamźe. W 1837 - 1839 r. bawił dla studj6w zagra- 
nicq. Aresztowany w 1840. więziony do 1841 r. W 1842 r. wyjechał do 
Petersburga. gdzie mianowano go prof. zw. w Akad. Med. - Chir. W 1860 r. 
emeryt. W 1862 -1869 - relttor Szkoły Gł6wnej w Warszawic. Znakomity 
lekarz. szlachetny człowiek, opiekun młodzieży. wytrawny i wyrozumiały. 
Do str. 200. T r y n k o w s k i L u d w i k k s.. słynny kazno- 
dzieJa. ur. 24 czerwca 1805 r. we wsi Pełenle w Wileńskiem; wydał 
"Mowy pogrze
owe" (Wilno, 1834) - miane na pogrzebach WoJciecha 
Pusłowskiego. Aleks. Wawrzeckiego. Bcnedykty Zaleskiej I ks. Jana 
Nledtwiecklego; nalwybUniejszq była jego mowa na pogrzeblc Jędrzela 
Śniadeckiego (wyd. w Warszawie 1840 I w Wilnie 1861); pisał wierszc 
i rozprawy filozoficzne. Za udział w sprawie Konarskiego zesłany do 
Irkucka. gdzie zmarł w obłqkaniu 24 marca 1849 r. podobno. pozostawił 
pamiętniki. Zob. "Encykl." Orgelbranda (większa). t, XXV. 645; Mik. 
Malinowski. .Kslęga wspomnień". Krak6w, 1907. str. 97. Ks. Kurczewski 
..Kości6ł zamkowy". Wilno, 1908 str. 305.
>>>
- 369 - 


I. 


Do str. 2] O. F r a n c i s z koK a r p i ń s k i e g o łączyła wI- 
docznie z domem Tyzenhauz6w jakaś bliższa znajomość. W papierach 
pogiintherowsklch zachował się własnoręczny rękopis poety z wierszem: 
..Do Aleksandry Tyzenhauz6wny" Ip6źn. AdamoweJ GiintheroweJ). dato- 
wany ..10 julii 1793" r. Podajemy go tu w całości: 
..Powiedz mi. poetko młoda. 
Czemu czystsza w źr6dle woda. 
Niżli która w rzekach przyszła? 
Bo ta świeżo z domu wyszła. 
Tamta r6żny gdy ląd zmywa, 
Pobrzeżnych brud6w zarywa. 
Gdy patrzę na tw61 wiek młody. 
Ty źródłol... My 
 rzeczne wodyl 
Chroń się w dalszym twoim biegu 
Nadewszystko brudnego brzegu. 
Z czem się spotkać. a co minąć? 
Odpowiedz mi. jak chcesz płynąć?" 
Do str. 233. O m ł o d o ś c i J u I j a n a K I a c z k i I jego 
pierwszych utworach poetyckich bardzo ciekawe i wartościowe szczegóły 
podal e ks. biskup A. St. Krasiński w swych ..Wspomnieniach". Kraków, 
1919, str. 82 - 84, zob. też czasop. wileńskie "Źr6dła mocy". zesz, ) 
z 1927 r. str, 48, 61. 
Do str. 248. Marja z Nesselrod6w 1-0 v. Cal er- 
g I s 2-0 v. M u c h a n o w o w a. c6rka hr. Fryderyka N., kuzyna 
ministra spraw zagranicznych rosyjskiego. i Tekli z Gorskich - jedna 
z słynnych w Europie pań wielkiego świata w pierwszej połowie XIX w. 
Patrz o niej monografję C. Photlades'a ..Marie Calergis. n
e comtesse 
Nesselrode (1822 - 1874). La Symphonle en blanc majeur", Parls. 1924. 
Także Adama Krechowieckiego -..O Cyprjanie Norwidzie". Lw6w. 1909. 
00 str. 249. Leonilda z ks. BarJatyńsklch ks. 
W i t t g e n s t e i n o w a. od roku 1834 druga żona Ludwika ks. Wittgen- 
steina, wdowca po Stefanjł Radziwiłłównie. słynęła z dobroci I zacności. 
Urodzona w 1816 zmarła 1 lut. 1918 r.. a więc w wieku 102 lat, zacho- 
wując do ostatniej niemal chwili przytomność ł znakomitą pamięć. Przy- 
jqwszy katolicyzm. mieszkała długie lata w SzwaJcarji - Patrz S. Aske- 
nazy ..Uwagi". Warszawa, 1924. str. 380 - 382, 482. 
Do str. 251. O ks. Ludwiku Trynkowsklm I o jego 
mowie na pogrzebie Jędrzeja 
nladecklego bardzo ciekawe szczegóły 
podaje biskup Adam Stanisław Krasiński w swych ..Wspomnieniach" - 
Krak6w. 190]. str. 75 - 79. 
Do str. 253. O r e f e r e n d a r z u I i t e w s k i m T y s z k i e- 
w i c z u W I n c e n t y m. synu Antoniego Kazimierza. generała w. lit, 
i Teresy Tyzenhauzówny. a mężu Teresy PoniatowskieJ. c6rkl AndrzeJa. 
a więc siostry ks. J6zefa. obszernie opowiada Lcon hr. Potocki w swych 
..Wspomnieniach o 
wlsłoczy, Derecz:ynle i R6żanie". ł:wartalnik Li- 


24
>>>
- 370 - 


tewskt 1912. Wilno. str. ]38 - 160. - Patrz r6wnież Tadeusz Bułharyn 
..Wospominanija". Petersburg. 1849. VI str.. 214-221. 
Do str. 265. Dziele Marji z de Neri'ch ks. Micha- 
ł o w e j O g I ń s k i e I. senatorowel. obszernie przedstawił dr. Stanisław 
Morawski w ..Kilku latach mojel młodości w Wilnie". Warszawa. 1924, 
str, 11 - 89. Tamże na str. 15. -10 obszernie o K o n s t a n t y m N 0- 
w o m i e I s kim. 
Do str. 266. P a n i J e z i e rs k a. s ą s I a d k a P u z o w a 
w y c h o won a z C h o d k i e w i c z 6 w n ą z M ł Y n o w a, lest to 
'arolina-Augusta Wirginja z de Mory Stanisławowa Lewald Jezierska 
z Nlekrasz. autorka ciekawych wspomnień, wydanych przez d-ra Leona 
Btałkowskiego p. t. ..Z życia dwor6w i zamk6w na Kresach 1828 - 1844". 
PoznafI. 1924. str. 104 + nadliczb. 
Do str. 270, Tyszkiewicz Eustachy. ur. 1814. zm. 1873 r.. 
założyciel Muzeum Archeologicznego w Wilnie, Zob. St. Krzyżanowski. 
"E. hr. Tyszkiewlcz i jego prace". Lwów, 1873: St. Kunaslewlcz, "E. hr. 
Tyszkiewlcz". Lw6w. 1874. 
Do str. 272. Bennigsen Leontjusz. ur. 1744, zm. 1826 r., 
gubernator wojenny litewski w 1801-1806, żonaty z MarląAndrzeykowi- 
cz6wną. Zob. Mościcki ..Dzieje porozb. Litwy t Rusi", JJ, 7 I nast.: Dr. Sta- 
nisław Morawski ..'lika lat młodości molel w Wilnie". Warszawa. 1924. 
Do str. 274. Dawlson Bogumił (1818-1872). znakomity 
artysta dramatyczny wszechświatowej sławy z Warszawy rodem. Bawił 
w Wilnie między 1831 a 1840 r. PI. ..Kłosy". Warszawa, 1865 i 1872. 
Do str. 277. P r z y c z y n ą d y m i s j i plackomendanto mia- 
sta. .zasłużonego i zacnego. p u ł k. B o g d a n o w t c z a. według ks. 
bisk..A. St. Krastńskiego-..Wspomnienla". Krak6w. 1901. str. 86-było 
udzielenie pozwolenia jednej matce widzenia się z uwięzionym synem. 
..Karteczka dostała się w ręce Komisji i zacnego pułkownika wsadzono 
do więzienia". 


Do str. 287. Kreutz Cyprjan generał. ur. 1771 zm. 
]850 r.. rozpoczął slu
bę w armjl polskiel, razem z królem St. Augustem 
udał się w 1796 do Petersburga I w ]801 r. wszedł do armji ros., brał 
czynny udział w kampanjach 1805. 1806 -7, 1808 - 9. ]8]2 - 14, 1828- 
1829 r.: w 1831 walczył w Polsce I na Litwie. oddział jego spalił Puławy 
Czartoryskich: brał udział w szturmie Warszawy: w 1839 otrzymał tytuł 
hrabiowski. Zob. literaturę do powst. ]830 - 3] r.. oraz Leera. "Encyklo- 
piedja wojennych i morskich nauk". Petersburg, 1889. t. IV. 395. 
Do str. 290. O s p r a w i e w r, ]840 zob. m. .in.: GUIer. 
"Hist. powst.." m: Sobarri (KIrkor). "Obrazki lit." Poznań. 1874.; Łoma- 
czewskij, ,,'z wospom. żandarma", Petersburg. ]880; blsk. A. St. Krasiński 
...Wspomnienia". Krak6w, 1901. 



 


, 
.
>>>
" 
4 


? 


- 371 


Do str, 300, Kołkowska Aniela z Podbereskich- 
o niej. jej romansie z ks. Dołhorukowem i powt6rnych 
Iubach z pIerw- 
szym męźem obszernie pisze Sobarrl (A. Kirkor) w ..Obrazkach litewskich" 
(Poznań, 1874. str. 18 - 22); ustęp ten przedrukowany w przypisach do 
D-ra Stanisława Morawskiego ..Kilka. lat młodo
cl moJej w Wilnie", 
Warszawa. 1924. str. 515 - 517. 
Do str. 303. N a r b u t T e o d o r. zasłużony dzielopis. ur, 8 list. 
1784 r, w Szawrach, zm. 28 list. 1864 r. w Wilnie, Zob. ..Tygodnik 
Illustr." 1860 r. 
B o c h w i c F lor jan. pisarz filozoficzno - moralny. ur, 1799. zm. 
1856 r., wydał: "Obraz myśli mojej na pamiątkę egzystencji moleJ 
żonie I dzieciom". Wilno. ]838; ..Obraz myśli molej o celach Istnienia 
człowieka". tamże. 1841; ..Zasady myśli i uczuć moich". tamże. ]843; 
..Pomysły o wychowaniu człowieka", tamże. ]847. Zob. Korbut. ..litera- 
tura poL... III, 598. 
Do str, 304. W o ł ł o w i c z M I c h a ł. zob. ..Z filareckiego 
świata". wyd. H. MościckI. Warszawa. 1924. str. 343. 
Do str, 306. R ę k o p i s ..G r a ż y n y". ofiarowany przez Igna- 
cego Chodźkę Aleksandrowi Przezdzieckiemu, znajduje się obecnlc w bi- 
bljotece Rajnolda hr. Przezdzieckiego w Warszawie. 
R ę k o P i s u b a I k i ..B r y t a n I w i I k" nie udało się nam 
odszukać w spuściźnie pogiintherowskiej, naog6ł dobrze zachowaneJ. 
Do str. 309. T e k I A d a m a G ii n t h e r a znajduJą się obecnie 
w zbiorach Rojnoido hr. Przezdzieckiego w Warszawie - jest Ich dwa- 
naście. - Obok wielu drobiazgów zawierają dużo ciekawego materjału, 
kt6ry zostanie om6wiony na innem miejscu. 
B e tI s I a n a A I e k s a n d r a P r z e z d z i e c k i e g o znajdują 
obecnie również w zbiorach Rajnolda hr. Przezdzieckiego w Warszawic. 
Do str. 314 - 320. T o m a s z Z a n - o powrocie jego pt. ks. 
blsk. A. S. Krasiński ..Wspomnienia", Krak6w, 1901, str. 57. W tekach 
Adama Giinthera znajduje się mapa. ofiarowana prZeZe!1 Giintherowi, 
oraz kilka listów. kt6rych. niestety. z powodu ich objętości tu podać nic 
możemy. Zostaną one wyzyskane gdzieindziej. 
Do str. 323. C a b o g a 3-0 v. z Potockich Wanda. c6rka Se- 
weryna, kralczyca koronnego, późno senatora ros.; założyciela Uniwer- 
sytetu w Charkowie. i Anny z Sapieh6w. ]-0 v. margrabina Wielopolska. 
2-0 v, Kaletanowa Uruska. Pt. o nlel: Leon Dembowski "Moje wspomnie- 
nia". Petersburg. 1898. str. 153 - 159. 
Do str. 325. B o n o I d i A c h i I I e s J 6 z e f. nauczyciel śpiewu 
i wychowawca w Instytucie Szlacheckim w Wilnie. P6źnleJ w okresie 
powstania styczniowego grał dość wybitną rolę. lako członek Komitetu 
ruchu w Wilnie. Patrz o nim - - przypisek do I tomu .Pamiętnik6w. Ja- 
kóba Gieysztora - Wilno ]9]3. str. 373 - 374 i cytowaną tam literaturę.
>>>
- 372 - 


Do str. 327 - 328. W I e rs z A u t o r k I d o A d a m a M i c- 
k i e w i c z a. ogłoszony został w lej zbiorku ..W Jmię Boże - Dalej 
w 
wiat" - Wyd. II. Wilno. 1859. str. 43, oraz w ..Korespondencji 
A. M." - Paryż, 1872. - Wyd. III. t. II. str. 265 - 266, 
Do str. 330 są. Ogińscy ks. Gabrjcl I Kunegunda 
z p I a t e r - Z y b e r k 6 w - portrety i życiorysy w J6zefa Straszewicza 
..Les Polonols et les Polonalsell. . .... Parls. 1832 - 36. 
Do str. 338, S t a n I s ł a w S z u m s k i, b. marszałek guber- 
njalny szlachty wilcńsklel w 1831 r., jedna z najsympatyczniejszych postaci 
na Litwie w pierwszej połowie XIX wieku. pozostawił po sobie bardzo 
ciekawy pamiętnik, oplsulący wojnę 1812 r.. konspirację w Wilnie 1831 r.. 
uwięzienie w sprawie Szymona Konarskiego, długie rozmowy w wię- 
zieniu z Konarskim. wreszcie pobyt na zesłaniu w Wołogdzie. 
Do str. 341. "Ksiądz Jucewicz Ludwik-piszeks.-blsk. 
A. St, Krasiński ..Wspomnienia". Krak6w. 1901 - będąc leszcze w Akad. 
Duchownel naplsałł wydrukował w 16-0 maleńką historję Litwy I zade- 
dykował ją .J6zi i Rózi, moim małym przYlacl6łkom". Biskup KłąglewlCZ, 
rzuciwszy okiem na dedykację, rzekł: .Jeżeli on luż w Akademjl myśli 
o J6z1 i R6zi. to z niego nic dobrego nie będzie", I spełniła się prze- 
powlednia.... loc. cit. str, 73. Patrz r6wnież str, 51- 
Do str. 352. G u s t a w O i i z a r, (1798 - 1865). syn Filipa Ne- 
reusza. podcz. W. X. Ł.. i Ludwilł ze Szczytt6w, krzemicńczanin. gubernjalny 
kijowski marszałek szlachty w 1821 r.. więziony za sprawę dekabrystów. 
następnie Internowany w 1831 r. w Kursku, bardzo miernych zdolności 
poeta, był bratem rodzonym Konstantowej Przezdzieckiel, a więc wujem 
Aleksandra Przezdzieckiego. Ożcniony był poraz pierwszy bardzo 
wcześnie z Karoliną hrabianką Molo. którel matka 2.0 v. była zamężną 
za Lebelem. oficerem huzar6w francuskich. Stąd błąd autorki. że Olizar 
był ożeniony z Lebelównq. G. Olizar pozostawił .Pamiętnikl". wydane 
przez Leszczyca we Lwowie, 1892, Na str. 242 znajdulemy podane, że 
umiejętność wydzierania wydoskonalił podczas więzienia w twierdzy 
PetropawłowskieJ w Petersburgu. Istnieje wiersz J. Słowackiego do G. 
Olizara: .Ta ręka. kt6ra Krzemieniec wystrzygła" - pt. Tadeusz Pinio 
..Nieznany autograf Słowackiego" w czasop. ..Ruch Literacki" z 1926 r. Nr. 9. 
Na str. 289 - 300 tegoż pamiętnika znajdule się wspomnienie 
o bytności w Wilnie i na Litwie wog61e w 1843 r. 


.) 


j 


J;
>>>
.. 


.) 


t 


I 


INDEKS NAZWISK. 


ł 


Abramowicz Ignacy - 8-g. e06, 
Abramowicz MIkołoi - 23, 55 - 57, 
112-113, 206-207. 
Abramowiczowa Justynowa - 205. 
Abramowiczowa Mikołajowa 2-0 v. 
EmUja z Bachmińskich l-o v. 
Cichocka - 12. 1)6-57. 191. 195. 
197. H18. 191). 200. 205. 206. 207. 
226. 229, 270. 277. 30 \. 
Abramowiczowie Mikołalostwo -119. 
195. 
Abramowlczówna I{ajetana p6źn. 
Chomska - 119. 205. 
Abry de Wincenty - 197. 21)4 - 21)7. 
304, 
Acken van - 204. 
Aleksander I - 5. 8. 28 - 29. 51, 72. 
88, 00. 156, ISI). 357. 
Aleksander. następca tronu -- 311. 
Aleksandra. cesarzowa ros., żona 
Mikołaja I - 66. 267. 289. 
Andrzejkowicz Juljan - 302. 304. 
Antoni. ogrodnik - 181-224. 
Antonowłczowle - 320. 
Apraksin6wna hr. - 187. 
Arendarenko - 11)0. 180. 
Arnault - 95. 
Aszpergierowa .- 174. 


J 


Bachmatowłcz Kazimierz - 107. 108. 
t09, 120, 123. 130. 142. 146, 162 - 
163. 182 - 183. 194, 21 I. 223. 234. 
237. 238, 243, 244. 364, 
Badeniowa Marcinowa z Wawrzec- 
kich - j9. 
Bagniewska - 115, 
Bajkow - lU-115, 861). 
Balbiani, śpiewaczka - 22. 
Balińska Julja - 231. 


" 


Balińska Marja - 231. 
Balińska Michałowa Zofja ze Śnia- 
deckich - 113. 231. 
Bantysz Kamieński, gubernator cyw. 
wileński - 288. 
Barankiewicz dr. - 42, 45. 
Barjatyńska ks. - 249, 252. 
Barjatyńska LeoniIda. p6źn. Witgen- 
steinowa ks. - 249. 252. 281. 288, 
289. 290. 311)-316. 369. 
Barjatyńska Marja. kslężnlczka-249. 
252. ,54. 
Basia, kramnica - 145. 
Becu Aleksandra. p6źn. J6zefowa 
Mianowska - 73. 119. 128. 
Becu Hersylja. p6źn. Teofilowa Ja- 
nuszewska - 12Ft 
B
cu panny - 46. 
Benedyka - 71. 
Benjamin ks. kapucyn - 330. 
Bennigsen Leoncjusz. gen. guber. 
woj. wileński - 59. 370, 
Bennigsen. syn Leonclusz:a -- 272. 
Bennigsenowu z Andrzcjkowlcz6w- 
272. 
Bennigsenówna Leonia - 272. 
Białłozor6wny - 46. 52. 
Bideaux - 129. 
Biegański. marszałek - 214. 
Bielkiewicz. nauczyciel muzyki - 20. 
Bieliński - 160-163. 164. 179. 
Blsplnżanka Natalja. p6źn. Klcka. ge- 
nerałowa - 92, 173-174, 
Bispinżanka R6ża - 173. 
Blspinżyna Piotrowa z KIckich - 
173. 
Bobiatyńska z Walentynowicz6w - 
101-102. 
Bochwic - 303, 371. 


l: 


I. 
I 
l. 
I: 


I,
>>>
- 314 - 


Bogdanowicz. ksiqdz - 106.231. 229. 
300. 340. 345. 
Bogdanowicz, pułkownik-12. 77, 370. 
Bogdanowiczowie - 277. 
Bogusia. pokojówka - 160. 
Bohalewskle, siostry - 222. 
Bolmon. ogrodnik - 16. 
Boncenthal. pułk. - 147-149. 
Bondasiewicz - 126. 
Bonoldl Achilles - 325. 345, 371. 
Borejszanki - 304. 
Borejszowie - 31. 
Boretti. mularz - Sa. 
Borewlcz6wna Leonja - 272. 
Borewlczówna Ludwika - 381. 
Borowska - 268. 
Borowski ks. kanonik - 234. 
Borzęcki J6zef - 304. 
Bramatti - 188. 
Brankman, - tenor - 342. 
Branicka Zofja,p6źn,Odescalchi ks.- 
291. 
Brochocki Walenty - 61. 
Brodowłczowa. śpiewaczka - 274. 
Broniec - 302. . 
Brońska z Tyman6w - 240. 
Brumer - 169. 
Brunoff Szymon - 197. 203. 2M. 
Brunoffowle - 253. 
Brunoff6wna Bogumiła - 242. 
Brzostowska z Chreptowlcz6w - 6. 
Brzostowskl August 61. 62. 
Brzostowskl Hipolit - 129. 
Brzostowscy z Mosarza - 182. 
Buczyńska Domicela. p6źn. Bychow- 
cowa Aleksandrowa - 117. 
Buczyńska EmUja. p6źn. Zaleska - 
117. 324. 
Buczyńska Eleonora. p6źn, Załęcka- 
208. 210. 
Buczyńska Maurycowa Matylda z 
Giinther6w - HH. 206. 210. 211. 
237.249,254.258,259-262,267. 
272. 277. 282. 283. 291. 202. 298. 
299, 310. 313. 318. 319. 823. 324, 
328. 329. 330. 337. 330, 340. 344. 
345, 846-356. 


Buczyński Daniel - 117. 
Buczyński Maurycy - 187. 188. 190- 
192, 208. 210. 227. 267. 268. 324, 
327, 344. 348-355. 
Buczyńscy Maurycostwo - 226, 232, 
237. 247, 259. 232. 278, 281. 285. 
Buksza Jan - 94, 96. 198. 205. 210, 
215. 216. 218. 226. 232. 233. 248, 
267. 293. 294. 
Buszowjew, generał - 52. 
Bychowcowa Aleksandrowa Doml- 
cela z Buczyńskłch - 190, 
Bychowcowie z MogUawiec - 210. 
Bychowc6wna Teresa - 119. 
Byczkowski Tytus - 107. 
Byczyńska - 117. 


Caboga Wanda z Potockich, 2-0 v. 
Uruska. 1-0 v. Wlelopolska - 
823. 371. 
Calergis Marja z Nesselrodów-248. 
369. 
Castoletti. śpiewaczka - 342. 
Catalani - 22-23. 
Chełmikowskl. autor - 219. 
Chlarini Anioł - 127. 
Chlarlni Feliks - 127. 
Chiarini Flora - 127. 
Chiłkow ks. - 152. 
Chłoplcka Zofja - 101. /14 - 115. 
179. 864. 
Chodkiewlcze z Młynowa - 266. S37. 
Chodkiewiczówna - 266. 
Chodkiewiczowa z 0lizar6w - 352. 
Chodźko Ignacy - a7. 77. 143. 166, 
181. 225. 230. 232. 278. 292. 805. 
343. 308. 309. 322. 327.337. 342- 
306. 344. 346. 847. 349-355. 
Chodźko Jan - 72, 121. 806. 
Chodźkowie Janostwo - 182. 
Choiseul-Gouffier hr. Alcksander syn 
OktawJusza I Zof)ł z Tyzenhau_ 
z6w - 35. 104. 508. 309. 341. 
Choiseul-Gouffier hr. Aleksander - 
118. 
Cholseul-Gouffler Aleksandrowa hr. 
ze 
wiejkowskicł1 - 118. 


1 


;1\ 


" 


J 


1
>>>
- 375- 


1 


Choiseul-Gouffier hr. Artur- 1 18. 109. 
Choiseul-Gouffłer hr. Arturowa Wan- 
da z Niesiołowskich - 118. 107, 
190. 244-245. 
Choiseul-Gouffłer hr. Edward - 118. 
Choiseul - Gouffłer hr. Edwardowa 
Waryńka z Golicyn6w - 118- 
119. 
Choiseul-Gouffier hl". Erard - 19\!. 
Choiseul -Gouffłer hr. Oktawjusz- 
11. 308. 
Choiseul -Gouffłer hr. Oktawjuszo- 
wa z Potockich 2-0 v. Bachmie- 
tjewo wa generałowa - 59. 72. 
118. 323. 362. 
Choiseul- Gouffłer hr.Oktawjuszowa 
Zofia z Tyzenhauz6w - 9. 10. 11. 
28. 35. 36. 73. 103-104. 169. 180. 
216. 308. 309. 821. 341. 3!6. 347, 
348 -355. 
Cholseulowie - Gouffier hr. - 103. 
CholseuJ'6wna hr. AIlx - 199. 
Choiseul'6wna hr. Jdalka - 199. 
Chomińska Emilia p6źn. Buczyńska 
Maurycowa - 117. 
Chomińska Ksawerowa z Tyzenhau- 
z6w, wolewodzina - 3a. 36, 134. 
Chomińska Teresa z Oskierk6w.cho- 
rqźyna - 14. 
Chomiński Ksawery. wolewoda - 5. 
85. 73. 
Chomiński Stanisław z Olszewa 
165-166, 215. 290. 294, 366. 
Chopin Fryderyl( - 170. 288. 
Chrapowicka Antoniowa z Mirsklch 
Ewelina - 124. 
Chrapowłcka EmUja - 202. 272. 
Chrapowlcka Eustachowa - 273. 
Chrapowicka julja - 272-273. 
Chrapowicka Justyna - 202. 272. 
Chrapowlcka Marja - 272. 
Chrapowicka z Gorskich - 333. 
Chrapowicki Maciej gen. - 343. 345. 
146. 150. 153. 366. 
Chrapowiccy Antoniostwo - 124. 
Chreptowlcz Adam - 6. 24.33. 159- 
163. 184. 348-355, 



 



 


i 


...-.... 


Chreptowlcz Ireneusz - 6. 160. 
Chreptowicz Joachim - 6. 
Chreptowlczowa Adamowa z Gra- 
nowskich. 2-0 v. Zamoyska, 3-0 v. 
Lubomirska - 159. 
ChreptowiczowaJoachimowaz Przez- 
dzieckich - 6. 159. 
Chrzanowski. pułkownik - 1611. 
Chrzanowski. generał - 21t.i. 
Clechanowiecka Paulina - 197. 
Czacki Tadeusz - 70. 352. 
Czapscy Karolostwo - 276, 
Czapska Marja - 250. 276.819.334. 
Czapska Karolowa - 334.346. 3l7. 
Czapski Adam - 202. 288. 324, 334. 
Czapski Adolf - 324. 
Czapski Emeryk - 334. 
Czapski Ignacy - 202. 384. 
Czapski Marjan - 271. 273. 
Czapski Karol - 19. 57. tli. 212. 213, 
214. 824. 362. ' 
Czapski Stanisław - 61. 203. 212, 213, 
271. 324. 362. 
Czarnocka Karolowa z Rewleń- 
skich - 211. 
Czarnocki Karol - 211. 219. 271. 
Czarnocki Ludwik - 101, 179. 
Czarnocki, podstoli - 211. 
Czartoryska ks. Adamowa Izabela 
z Flemingów - 84-88, 1113, 363. 
Czartoryska ks. Adamowa Anna z Sa- 
pieh6w ks. - 3. 
Czartoryska ks. Adamowa Wanda 
z Radziwiłłów ks. - 171. 
Czartoryski Adam ks, - 8. 84, 85. 
86. 173. 
Czartoryski Adam ks.. syn Konstan- 
tego - 171. 
Czartoryski Konstanty ks. - 6. 
Czeczot Jan - 160, 317. . 
Czerniszewowa, gen.. 3-0 v. Radzi- 
wiłłowa Dominikowa. 2-0 v. Sta- 
rzeńska J6zefowa. I-o v. Teofila 
z Morawskich - 105-106. 364. 
Czetwertyńscy ks. - 361. 
Czetwertyńska ks. Dymitrowa-6ł:67. 
Czetwertyńska ks. Eleonora - 46. 78. 


....
>>>
Czetwertyńska ks. Kalasantowa-72. 
Czetwertyńska ks. Karolina-46. 305. 
Czetwertyński ks. Kalikst - 202. 361. 
Czerwertyński ks, Konstanty - 300. 
Czetwertyński ks. Władysław - 202. 
Czetwertyńskie ks. - 67. 361. 
Czudowska panna - 271. 
Czudowska z Hołyńskich - 271, 
Czudowska z LubeckIch - 141. 
Czudowska Konstancja z Radziwił- 
ł6w ks. - 40. 235. 
Czyż Jan 204. 
Cywiński Cyprjan - 227. 


D* pani - 249. 
Dantan - 289. 
Dawacy. cukiernik - 129. 
Dawison Bogumił - 274, 370. 
Dederko. biskup - 24-. 
Dederkowa. pułkownikowa Zuzanna 
z Mirsklch - 14 - 1:i. U9 - 150. 
Hil. 180. 
DeJbel pani - 124. 
DeliIle Jak6b - 5. &57. . 
Dembiński Henryk gen. - 145. 146, 
140. 150. 155. 
Demidow Anatol hr. - 309. 
Demldowowa hr. Anatolowa Matylda 
z Bonapartych - J09. 
Desztrungowa z Chłopickich Zofja- 
250. 
Diot. nauczyciel muzyki - 293. 310. 
319. 
Dmochowscy - 78. 
Dobrskl, tenor - 174. 
Dolot. pajac - 255. 
Dołhorukow Jerzy. gubernator cyw, 
wileński - 288. 
Dołhorukow Mikołaj ks. generał- 
gubernator woJenny wileński - 
153. ]64. 182. 185. 187. 197, 204. 
226. 231. 233. 237. 238. 247. 249- 
250. 251-252. 273-274. 276. 281. 
288. 300. 342. 367. 
Dołhorukowowa Jerzowa z Dawido- 
w6w, gubern. cyw. wil. - 288. 
Dołhorukowowa 2-0 v. Lucja z Waw- 


- 376 


rzeckich I-o v. Zablełłowa Jgna- 
cowa - 277. 281-282. 300. 
Domelko Aleksander - 217. 
Doppelmayer. gubernator cyw. wiJ.. 
p6źn. gubernator grodzieński- 
221. 288. 300. 305. 
Doppelmayerowa, gubernatorowa - 
221. 
Dowglałło Ksawery - 197. 273. 290. 
Duchnowski, zegarmistrz - 237. 
Dumas Aleksander ojciec 3( 8-309. 
Dunin6wna. kanoniczka - 175. 
Dyblcz-Zabałkański -- 159. 
Dziakowicz6wna - 261. 
Dziekońska Karolowa 2-0 v. Adela 
z Olizar6w l-o v. Przt'zdziecka 
Konstantowa - 337. 


Ejtmin - 51. 
Elżbieta. cesarzowa ros., żona Ale- 
ksandra I. - 5. 8R. 
Engelhardtowa 11 n. 


Feliński Alojzy - 352. 
Fiorentini. kupiec - 45, 129. 252. 
Fittinghoffowa - 188. 
Fok. nauczycielka - 244. 
Frank j. dr. prof. - 22. M, 72. 360. 
Frankowa Krystyna - 22. 72. 
Frankowie. oJciec I syn - 8, 
FrederykSOWie generałostwo - 3a2. 
Frelend - 317. 
Frey, apteczkowa - 260. 


G* Pamela. pułkownikowa 23a-236. 
Gagarin ks. - 29. 
Gałęzowski dr, - 45. 
Geismarowa. generałowa - 227. 
Gcnlis pani - 243. 
Georges. aktorka - 213. 
Giedroić Antoni ks. - 302. 
Gledrolciowa Antoniowa - 302. 
Giedrolclowa z Wawrzeckłch - 4!1, 
GiedroJciowie ks, - 124. 
Glełgud, generał - 82. 146, 149. 
Gimbutowa - 223. 
Gołuchowski J6zef prof. - 66-69,362.
>>>
- 317 


Gorecka R6źa 1-0 v. Wysogier- 
dowo, 2-0 v. Zambrzycka - 116, 
301. 
Gorecka z Reutt6w, wojska -115 - 116. 
365. 
Gorecki Antoni - 95. 104-105. 116, 
15a, 328. 
Goreckl Józef - 116. 
Gorska Kornelja. p6źn. Karolowa 
Przezdziecka - 7 ł. 
Gorski Albert - 341. 
Gorskl Józef - 102. lOł. 
Górska Anna - 126. 
G6rska JzabeJJa - 219. 271. 
Górska Julja - 126, 
Górski. profesor - 333. 
Grobbe. pułkownik - 29. 
Grabowski Michał - 318. 
Grabowski Seweryn - 197. 202, 220. 
270. 271, 
Grisi, śpiewaczka - 296. 
Grocholska Julja, późno Rzewuska 
Henrykowa - 46. 
Grocholski Henryk 73. 
Grodek, prof. - 53. 
Grudzińska Joanna, Łowicka ks. - 
8. 4, 3m. 
Gucewicz - 45. 
Guidin - 289. 
Gutakowska, wojewodzina - 172, 
Giinther v. Hddelshejm Adam -2. 8. 
21. 23. 24. 31-35. 42. 66-67. 68. 
86.95. 146.151, 18J. 182. 207-208. 
212 - 215. 225. 238. 250. 264. 2Hl, 
283.285. 2QO. 309. 346,.847. 348- 
355. 357. 
Giinther v. HeldelsheJm Michał - 7, 
Giintherowa Adamowa Aleksandra 
z Tyzenhauzów - 2. 4. 9. 8, 16. 
18.32-35, 59, 69,72,79. 175, 180. 
H)
. 196, 211. 227-228. 242. 258, 
299, 320. 325. 326, 332, 333. 334-, 
342. 3-13. 344. 34:). 346. 
Giintherowa z Wołodkowłczów - 8. 
92. 107. 219. 
Giintherowie - 357. 
Giinther6wna Ido - 2. 109. 121, 187. 


.-.. 


199, 21R. 2H. 2f.5. 315-316, 348- 
355. 
Giintherówna Matylda, późno Bu- 
czyńska Maurycowa - 2. 4. 96. 
100. 161 - 163, 168. 187, l!JO, 227. 
24-1. 


Hackiewicz (Chackiewicz, Chodźkie- 
wicz) Ignacy - 69-70. 
Hackiewlcz (Chacklewicz, Chodźkie- 
wicz). syn - 70. 36.3. 
Hana. kramnica '- 145. 
Hautrive de Valentin - 82. 
Helenka. pokojówka - 285. 
Hel'berski dr. 122, 123. 
Herburt Mamert ks. kanonik - 132, 
133, 
65. 
Hoffmanowa z T ańskich Klementy- 
na - 271, 287. 310. 
Hohenlohe kslqdz ksiqżę - 295. 
Horn. gubernator cyw. wileńskl-'ł38, 
HornowCl Karolina, gubernatorowa- 
46. 47, 53. 95, 338. 361. 
Hornowie gubernatorostwo-07.3S8. 
Hornowski - 283. 
Horn6wny panny - 338. 
Horodecki - 151. 
Houwald Seweryn - 18. 
Hrebniccy - 184. 
Hrebnicka z Koszczyc6w - 30. 
Hrebnicka zGorskich - 333. 
Hrebnicka. późno Ważyńska Edwar- 
dowa, - 333. 
Hrcbnłcki Justyn - 271. 
Hugo Wiktor - 256. 309. 
Humboldt - 317. 320. 


lliński August. senator - 63-65. 362. 
Ivernois de Felicja, ochmistrzyni- 
257. 262. 350. 


Jabłonowska Teresa ks. z Lubomir- 
skich ks. - 24"l. 
Jakowlew Anastazja - 119-270. 
Jakutowlcz Dlonlzy - 156. 
Janowiczowa. stolnikowa, z Kaszy- 
c6w - 45. 183. 187, 361. 


.....
>>>
Jasiński ksiqdz - 133. 365. 
Jasiński. marszałek - 281. 288. 289. 
Jastrzębski - 190. 
Jazykow, gcnerał - 201. 
Jeger dr.. okulista - 224. 
Jcnde. aptekarz - 12g. 
Jezierska Wirginia z de Mory'ch - 
166. 370. 
Jeźewskl. major - !49 - 150, 151, 
180. 
Jeżewski, ojciec majora - 180. 
Jordan - 274. 
Jucewlcz, ex-ksiqdz - 31 I. 
Jundzłłł6wna Marja - H19. 270. 
Jurewicz Fortunat - 92. 156. 36f1. 


, 


K. marszałek - 105, 364. 
Kamińska Zofja z Walewskich - 8. 
I{aps, śpiewak - 274, 
Karnicka Adela, p6źn. Radziwiłłowa, 
Konstantowa ks. - 270-280. 
Karnicka Antonina. późno SlIlistrow- 
ska Edmundowa - 27\)-280. 29\), 
801. 302. 303. 
Karnlcki Jan - 27\). 
Karnicki J6zef - 279- 
Karnickł Justyn - 279. 
Karpiński Franciszek 210, 369. 
Kaszyc - 187. 
Katarzyna II - 5, - 
Kawelin. generał - 311. 
Każyńscy - 219. 
Każyński - 126. 
Kicka Onllfrowa - 174. 
Kicka Teresa - 174-175. 
Kickl. generał - 174. 
Kiel. cuklernil( -120. 
Kiersnowski. śpiewak - 126. 
Klaczko JlIljan - 120. 233. 360. 
Klaczko. kupcowa - 129, 
Kluk ks. - 360. 
Kłqgiewicz AndrzeJ ks. biskup 
167-168. 2H2. 354. 366. 
Kobelańskl. kamerdyner - 77. 
Kołkowska z Podbereskich - 125. 
200. 300. 371. 
Konarski Szymon - 248. 270. 311. 


t 


378 - 



 


Konopk6wna JlIIJa 1-0 v, Bezobra- 
zowowa. generałowa. 2-0 v. Tu- 
tiszczewowa. ambasadorowa- 
186-187. 368. 
Konstanty Pawłowicz, cesarzewicz, 
w. ks. - 4, b. 90. 
Korbut Korneli - 222-223. 
Korbutowie - 210. 
Korbut6wna Zofja. p6źn. Rewleńska 
Adamowa - 219. 
Korf. major - 149. 
I{orsak Edward - 197. 
Korsak Juljan - 273. 
I{orsak Rajmund - 50. 23ft 
Korsak. zesłaniec - 236. 
Korsakow - Rimskij. gen. - gub. wi- 
leński - 67-68, 143. 362. 
Korsakow Waldemar - 104-105. 
Korsakowa z Giintherów - 50. 
Korsakowie - 78. 
Korzeniowski dr. - 326, 
Koszczyc6wny z domu: Młrska. Szum- 
ska,Szemietowa, Hrebnicka. Stra- 
szewiczowa, T urczynowiczowa- 
30. 
Kossakowscy Stanisławostwo - 241. 
247. 2\)1. 
Kossakowska Adela. późno Ponia- 
towska Eugenjuszowa - 1\)6. 
Kossakowska Eliza - 124. 
Kossakowska J6zefa. 1-0 v. Potocka 
Leonowa - 196. 
Kossakowska KUty - 241. 
Kossakowska Pelagja. p6źn, Saint- 
Clalr'owa de Bover - 195. 196. 
Kossakowska Socha - 241. 
Kossakowska Stanisławowa Aleksan- 
dra z Laval6w - 240. 
Kossakowska z Potockich - 114, 195. 
196. 357. 
Kossakowskl Jan Nepomucen ks.- 
biskup - 167. 
Kossakowski Józef. generał, adjutant 
Napoleona I - 184. 202, 203, 
238 - 239, 242 - 243. 253 - 254, 
273. 354, 357. 
Kossakowskl Stanisław - 3. 196. 857. 



 


j 
I 
fi.. 


t 
ł
>>>
t 


- 379 - 


f 


Kossakowski Stanisław, syn Stani- 
sława - 241. 
Kostrowiccy - 266. 
Kostrowicki Karol - 67-68, 
Kościuszko Tadeusz -- 4, 76. 
Kotwicz Jan - 204. 
Koziełłowie Janostwo z Serwecza- 
182-183. 
Kozłowscy -- 93. 94, 95. 
Krasińska Franciszka - 81. 363. 
Krasiński Stanisław. ksiqdz - 298. 
Kraszewski I. j. - 167. 291. 31B. 
Krauz. boron - 203. 226. 269. 282. 
283. 
Kreutz. generał - 287. 370. 
Kreutzowa. generałowa - 287. 
Kreutz6wna Aniela - 330. 
Kreutz6wna Klotyido - 330, 
Kubliccy 267. 
Kublicka Adolfowa Ido z Ogińskich 
ks, - 264-265. 338. 
Kublicka Anetka. p6źn. Benisław- 
ska - 22. 
Kublicka Emiljo. późn, Smokowsku 
Wincentowa - 22. 
Kublicka z Sołtanów 22. 
Kubllcka Oktawia - 22. 
Kubllcka Walentyna. późno Sołtano- 
wa - 22. 
Kublicki Adolf - 22. 128, lS2. 
Kubllcki Karol - 26a, 
Kublicki Stanisław - 22. 
Kuczkowscy generałostwo - 254. 
Kuczkowski. generał - 185. 368. 
Kudaszew Matylda 
 59, 
Kuleszanka 123. 
Kunc, cukiernik - 129. 
Kundzicz, ks.-biskup - 167. 
Kurpiński - 319. 
Kuźmicki ks. - 108. 292. 
K vallordi, atleta - 219. 


i 


i 


l 
i 
I 
"- 


Lablache. śpiewak - 296. 
Lach Szyrma - 166. 
Lachnicka. marszałkowa - 74. 
Lachnicki Michał - Hl7. 202, 241. 
Laffon. skrzypek - 203, 



 
ł 


Lampi syn, malarz - 120.272. 365. 
Laskarys Plora - 113. 
Laval Aleksandra, p6źn. Kossakow- 
ska Stanisławowa - 191\. 
Lebel l-o v.. Olizarowa Gustawowa 
2-0 v. - 352. 
Lecayer - 44, 129. 
Ledóchowska, aktorka - 23. 79. 
Lejboszyc dr. - 24-26. 
Lejowie - 31. 
Lejówny - 304. 
Leon XII papież - 89. 
Leon, furman - 149. 
Lewensztejn, kupiec - 201, 
Lewocka Katarzyna z Lipińskich 328. 
Ugne de ks. - 5. 170. 
Lipiński Karol - 251 - 252. 
Lubańscy z Lubania - 182. 
Lubańska Anna z Radziwiłłów 
50-51. 72. 295. 
Lubeccy ks. - 31. 
Lubeccy Karolostwo ks. - 172. 
Lubecka Karolina ks. - 141. 
Lubecka Morja ks. - 14!. 
Lubecka Tekla ks. - 172. 380. 
Lubecka Wiktorja ks. - Ił 1. 
Lubecka z Żabów ks. - 14!. 
Lubecki Hieronim ks. - 234. 
Lubecki Włodzimierz ks. - 172-173. 
Lubeckie ks. - 46. 
Lubomirska Konstantowa ks. z T oł- 
stoj6w - 114. 
Lubomirski Konstanty ks. - 114. 
Lubomirski Władysław ks. - 202. 


Łqgiewlcz. szewc - 129-130. 
Łęskl Aleksander - 117. 
Łempicka Marla z Tyszklewiczów 
 
253. 
Łomaczewski. pułkownik żandar- 
m6w - 311. 
Łopacińscy Józefostwo z KOjran - 
38. 53-54. 119. 
Łopacińska Józefa - 12. 287. 294. 
318. 325. 'ł32. 
Łopaclńska J6zefowa Dorota z Mo- 
rykonich - 12, 22, M. 64. 101.
>>>
129, lH3. 187. 200. 226. 228. 252, 
282. 28 7 , 294..295, 2!.17. 313. 314. 
315. 319. 325. 334. 338. 340. 345, 
1153. 
Łopaclńska Marja. p6źn. Lucjanowa 
Morykonina - 12. 249. 291. 
Łopacińskle - 60. 198. 
Łopaciński Ignacy - 198, 314, 325. 
Łopaclńskl Józef - 42, 53, 73. 200, 
Łubieńska Adela 
 175. 
Łubieńska Tomaszowa. generałowa 
z Ossolińskich - 175. 
Łyko - 9:'. 


Machwltz - 179. 
Mackiewicz - 143. 
MackiewIczowa Zofja 154. 
Makow. kupiec - 127. 
Malewlczowa - 151. 
Malewskl Franciszek - j:j7. 
Malewski Szymon, rektor - 37. 53. 
Malinowskie, aktorki - 126. 
Małachowska Stefanja - 248. 
Marcinkiewłczowa z Żabów - 25. 
Marclnowskl. redaktor - 94. 
Marla Teodor6wna, cesarzowa - 5. 
Markiewicz ks. kanonik - 286. 
Massolscy, bracia - 166. 
Medeksza Samuel - 114. 
Mees Masi. śpiewaczka - 219. 250. 
251. 
Mejsztowiczowa z Wawrzecklch-49. 
Menue, ksiqdz - 2b2. . 
Mianowskl Józef dr. - 128. BJ4. 201, 
214. 21S. 267. 290-291.311.312. 
1114. 315, 316. 36S. 
Mlanowskl Mikołaj dr. prof. - 42. 
122. 
Michałowscy - 253. 
Mickiewicz Adam - 97. 154, 15S, 288. 
327 -328. 372. 
Micklewlczówna Marla. późno Go- 
recka - 328. 
Mleuelewscy -.2 10. 
MieueJewska z Wolnlłłowicz6w Kla- 
rysa - 210. 
Mierzejew
kl Maryś - 211. 


1 


-380- 


Mikołoi l-R. 27-2A. 90, 156. 237. 
239. 235. 289. 311. 340. 
Mikołaj, lokaj -- 285. 
Mlkułowiczowa z Bokszańskich-144. 
Mirko\\ icz gen. gub. woj. wileński- 
282, 342. 
Mirkowlczowa generałowa - 282. 
238, 337. 342. 
Mirkowiczowie generałostwo-2b7. 
Mirscy - 30. 
Mirska Aniela. późno Sandersowa _ 
30, 184. 244. 
Mirska Marja. późno Szumska Stoni- 
sławowa - 80, 73. 
MIrska z KoszczycÓW - 30. 42. 184. 
244. 
MIrska Zuzanna. późno Dederkowa, 
pułkownikowa 14-15, 149-i51, 
180. 
Mirski Napoleon - 30. 41. lH4. 2ł-J. 
Mochnacki Maurycy - 1411. 
Mokuycka - 250. 
Mokrzycki, kslqdz - 224. 
Moniuszkowa z Korsak6w Albina -- 
192. 
Morawski. generał - 84. 
Moritz, księgarz - 232. 
Morykoni hr.. starosta z Sół - 12. 201. 
Morykoni. "generał - {)3. 
Morykoni LucJan - 2'11, 341. 
Morykonianki - lA, 291, 
Morykonina. pisarzowa litewska z 
Radziwiłłów - 12. 
Morykonina. generałowa, z Szadur- 
skich - 53-M. 
Morykonlowie - 359. 
Mostowscy Edwardostwo - 188. 326. 
Mostowska DomlceJa z Siekierzyń- 
sklch - 12. 23, 56-57. 91--9
. 
Mostowska Edwardowa morszałko- 
wa z Wańkowicz6w Klementy- 
na - 12, 189. 26:? 
Mostowska Marla, Michałowa Przez- 
dziecka - 6. 
Mostowski Artur - 186. 26
. 263, 
Mostowski Edward. marszałek - 28. 
92, 141, 161-163. 186. 18S-190. 


ol 


ł 
I
>>>
1 
I 


214. 21R. 219. 221, 230, 238. 284. 
290, 326. 339, 340, 342. 
Mostowski Józef - 12. 
Mostowski Tadeusz - 12. 
Mostowski Władysław - 12. 
Mostowski Władysław. syn Edwar- 
da - 214. 
Muchin. kupiec - 127. 225. 
Murawjew - 304, 
MiHler. panna. autorka - 174. 
Miinlch. profesor - 122. 


ł 


Napoleon I - 2, 61, 63. 
Narbut Teodor - 303. 371. 
Nazlmow. pułkownik - 31 I. 
Nazimowowa. pułkownikowa - 311. 
Neve de - 50. 
Neve de Aleksandryn a - 8. 
Neve de Jan - 8, 
Neve de Natalja - 120, 268. 
Nlcmcewicz-Ursyn Juljan - Ba -86. 
173, 175. 
Niesiołowska generałowa Zofja z 
Paców 1-0 v. Potocka Felikso- 
wa - 101. 164 - 165. lH3. 195, 
196. 19
. 201. 210. 216. 226. 271. 
282. 286. 2HB. 348 - 355. 
Niesiołowska Idalja - 76. 197. Hj9. 
201, 244-24:). 
Niesiołowska J6zefina - 227. 
Niesiołowska Ludwika - 227. 273. 
Niesiołowska z Rejtan6w - 227. 
Niesiołowska Wanda p6źn. Cholseul- 
Gouffier Arturowa - 76. 
Niesiołowska Wiktorja z Radziwlł- 
ł6w - 76. 235. 
Niesiołowski, generał - 76, 198. 245, 
365. 
Niesiołowski - 46, 222, 227. 
Niewiadomski - 149. 
Nlewiarowłcz, sowietnik - 216-217. 
232. 
Niewlarowicz6wna Michalino późno 
Chrzanowska. generałowa 
216-217. 
Norsztlnowa z Zaleskich 125. 
Nowikow. kupiec 12\!. 


.I 


i 
I 


- 381 - 


Nowowiejski Konstanty - 121, 265- 
206. 333. 
NowosiJcow. senator - 72, 115-116. 


Obreskow. gubernator - laS, IS4. 
Obrcskow pani - 294-297. 
Oczapowska ze Stubelewicz6w. pro- 
fesorowa - 127. 
Oczapowski, profesor - 127. 
Odyniec Antoni Edward - 78, 1M. 
235. 236. 243. 2a2. 275. 278. 292. 
336. 337. 349-355. 36a. 
Odyńcowa Antoniowa Zofja z Mac- 
kiewicz6w - 275, 
Odyńc6wna Antosia - 252, 27a. 337. 
Odyńc6wna Marysia - 337. · 
Ogińscy Gabrlelostwo ks. -- 330 - 331. 
Ogińska Amelja ks. późno Załuska 
Karolowa - 128. 
Ogińska Emma ks. p6źn. Brzostow- 
ska Hipolitowa - 128. 
Ogińska Gabrjelowa ks. Kunegunda 
z Platerów - 156. 287. 331-33
. 
372. 
Ogińska hetmanowa z Czartory- 
skich - 4. 
Ogińska Ido ks.. p6źn. Kublicka 
Adolfowa - 109, 120, 128. 132. 
Ogińska Michałowa ks. senatorowa 
Marja z de Nerłch 1-0 v. Na- 
g6rska Kajetanowa - 12,74, W!!. 
120. 128. 189. 216, 256. 264. 265. 
266, 293. 302. 370, 
Ogińska Tadeuszowa ks, 1-0 v. Bo- 
rewiczowa - 212. 303. 
Ogińska z WIśniowieckich ks. - 6. 
Ogiński Gabriel ks. - n5. 331-332. 
372. 
Ogiński Ireneusz ks. 157. 271. 
Ogiński Michał ks.. senator - 264. 
Olizar Gustaw - 34B-355. 
Olizar Karol - 348-355. 3i2. 
Olizarowa Gustawowa 2-0 v.. Lebel 
l-o v. - 352, 372. 
Olizarowle - 266. 
0lizar6wna p6źn. Chodkiewiczowa- 
3a2.
>>>
Orda Napoleon - 216. 
O'Rurkowie - 186. 
Orzepowska - 123. 
Orzeszko Juljan - 304. 
Oskierczyna Dominikowa z Wołło. 
wicz6w - 304. 
Oskierczyna Janowa z Mikulskich 
 
183. 
Oskierczyna Kazimierz:owa z Brzo- 
stowskich - 183. 
Oskierkowie z Bucławia i Tcresdwo- 
ru - 182. 
Ostromęcki Walerjan - 202. 
Oulorpowle. marszałkostwo - 211. 
Ożarowska Melanja z Grabowskich-- 
220. 


Pac Ludwik, generał - 33. 130-131. 
152. 271. 
Pacewskl Leon, kamerdyner - 134. 
Pac6wna Ludwika- 152,271,272, 28B. 
Pac6wna Zofja, 1-0 v. Potocka Fe- 
11ksowa. 2-0 v. Niesiołowska, ge- 
nerałowa - 9. 33. 3u. 
Pasklewicz Erywański hr. Warszaw- 
ski ks, - 169. 339. 340. 
Paszkiewlcz - 107, 
Paulucci. markiz - 288, 
Pawłowiczowa. generałowa - 330. 
Pqgowskie - 46. 
Piastunowłcz - 94. 2M. 
Pieczewski, nauczyciel, ex-pijar 
261, 21:18, 299. 
Piotr, lokaj - 259. 
Plnabel, profesor - 333. 
Pinabel. generał - 333. 
Piotrowska - 260. 
Plater Adam - 25. 
Plater Cezary - 130. 
Plater Gustaw - 130. 
Plater Ferdynand - 75-76. 305. 
Plater Jan - 172. 
Plater Kazimierz - 332. 
Plater Konstanty - 60-61. UIO. 204. 
218. 234, 267. 326. 
4!i, 3M. 
Plater Ludwik - 83. 170. 287. 
Plater Teofil - 91. 


I 
, 


382 - 


Plater Wacław - 7. 
Plater - Zyberg. wicegubernator wi- 
leński -- 7. 
Plater-Zyberg Kazimierz - 272.331. 
Platerowie Stanisławostwo - 85. 
Platerowa Stefonowa Alina z Mar- 
cinkiewlcz6w - 25. 230. 
Platerowa Kazimlerz:owa Apolinora 
z Żabów - 46, 101. 122, 123, 
130. 132, 155. 
Platcrowa Felicja z Morykonłch - 
7, 109. 119. 183. 106, 202, 226. 
338. 
Platerowa Janowa z Platerów -172. 
Platerowa Ludwikowa z Brzostow- 
skich - 83. 287. 
Platerowie bracia - 155. 
Plater6wna Ludwika - 305. 
Platerówna Paulina - 170. 
Platerówna Zofja - 83. 
Podczauyilski larol, profesor - 127. 
128. 207 -208. 
Podhorodeński Eugenjusz - 220. 
Połubil'i.skl Henryk - 304. 
Pomamacka - 2aO. 
Poniatowska - H4. 
Poniatowski Józef ks. - ó6. 
Potocka Aleksandrowa 1-0 v. Anna 
z Tyszkiewiczów, 2-0 v. Wqso- 
wlczowa Stanisławowa - 
Potocka Feliksowa hr. z Pac6w Zofja 
2-0 v. Niesiołowska, generało. 
wa - 76. 
Potocka Franciszkowa hr. - 176. 
247..248. 
Potocka Izabela - 76. 
Potocka Jorosławowa Marja z Rze- 
wuskich - 323. 
Potoclca Konstantowa Józefa z T y- 
zenhauz6w - 343-345. 
Połocka Stanisławowa z Lubomir- 
skich - 84. 
Potocka Stanisławowa. generałowa- 
330. 
Potocka Szczęsnowa Zofja. 1-0 v. 
Wlttowa - 70. 
Potocki Aleksander - 3. 155.
>>>
I 

 


I 



 



 



 


Potocki August - 220. 
Potocki Franciszek - 175-176. 367, 
Potocki Jarosław - 323. 
Potocki Konstanty-323. 324" 348-355, 
Potocki Szczęsny - 70. 
Pozzo di Borgo - 287. 296. 
Prlcc'6w rodzina linoskoków - 219. 
Prusleckl. dr. - 302. 
Prz:ezdzieccy h. Roch - 358. 
Przezdz:ieccy Konstantostwo - 32. 
Przezdziecka Karolowa. pułkownI- 
kowa. z Gorskich Komelja - 74. 
144. 146, 152-1a8. 218. 237, 333. 
Przezdziecka Konstantowa. marszał- 
kowa z Olizar6w. 2-0 v. Dzie- 
końska - 255. 
Przezdziecka z Ogińskich - 6. 
Przezdziecki Aleksander. syn Kon- 
stantego - 15.255,256 - 264,291. 
S05. 306, 309. 310, 313. 318, 324. 
32H. 329, 348 355. 359. 
Przezdziecki Dominik - 6. 
Przezdziecki Karol, pułkownik-7, 13, 
74. 109. 132 - 1113, 144. 145. 152. 
Przezdziecki Konstanty. marszałek- 
255,256 -263, 269.291.305,328.358, 
Przezdziecki Michał. starszy - 6 
Przezdziecki Michał, syn Domini- 
ka - 6. 
Przezdziecki Mieczysław. syn }(on- 
stantego-291, 328. 330. 348-355, 
. 358. 
Pusłowska Genowefa. p6źn. Tyzen- 
hauzowa Rudolfowa - 31-35. 
3a-S9. 41. 44. 77--78. !-JB-D9. 
Pusłowska Wojciechowa z Lubec- 
kich - 81. 84. 
Pusłowski Ksawery - 34. 
Pusłowski Staś - 304. 
Pusłowski Tytus - 104, 156. 324. 
Pusłowski Wandalin - 34. 
Pusłowski Władysław - 304. 
Pusłowski Wojclech-34-35, 151, la2. 
156. 157. 258. 
Puzyna Aleksander - 49. 
Puzyna Tadeusz - 51. 
Puzynlankl - 46. 


383 - 


Qultto, nauczyciel - 202. 


Raczyński Edward - 233. 
Radziszewska Stanisławowa, puł- 
kownikowa - 158, 198, 
Radziszewski Stanisław. pułkownlk- 
144. 15S. 158. 366. 
Radziusz - 266. 
Radziwiłł Antoni ks.. namiestnik - 
4.6. 65-66. 170-172. 
Radziwiłł Bogusław ks. - 17 I. 
Radziwiłł Dominik ks. - 21. 
Radziwiłł Karol ks. "Ponie Kochan- 
ku" - 15. 
Radziwiłł Konstanty ks. -- 279-280. 
Radziwiłł Leon ks. - 8. 267. 
Radziwiłł Ludwik ks. - 6. 8. 79. 
Radziwiłł Michał ks. - 6, 79. Hi2. 
Radziwiłł Walenty ks. - 6. 79. 220. 
Radziwiłł Wilhelm ks. - B. 171. 
Radziwiłłowa Antoniowa ks. Ludwika 
z ks. Pruskich - 4. 5, 152. 172. 
Radziwiłłowa Bogusławowa Leonty- 
na z Clary-Aldrlngen ks. - 171. 
Radziwiłłowa Domtnikowa ks. z 
Mniszchów - 105. 
Radziwiłłowa Dominikowa ks. T eo- 
fila z Morawskich-l06, 106.364. 
Radziwiłłowa Konstantowa ks. Ce- 
lina z Sulistrowskich - 119. 
Radz:lwiłłowa Leonowa ks. z Uruso- 
w6w hr. - 267. 
Radziwiłłowa Ludwikowa ks.. 1-0 v. 
Walewska - 8. 
Radziwiłłowa Michałowa ks.. woje- 
wodzina wileńska. Helena z Przez- 
dzieckich - 4. 5. 6. 65. 159. 169. 
170. 171. 242. 
Radziwiłłowa Michałowa ks. ze Stec- 
kich - 247. 
Radziwiłłowa Wilhelmowa ks. Ma- 
tylda z Clary-Aldringen ks. - 
171. 
Radziwiłł6wna Aniela -6. 18. 171. 
Radziwiłłówna Anna. późno Lubań- 
ska - 60-51. 72. 
Radziwiłłówna Anna ks.. 1-0 v. Przez-
>>>
dziecka Dominikowa, 2-0 v. Mo- 
stowska - 6. 
R;1dziwiłł6wna Eliza ks. - 66. 171 - 
172. 
Radziwiłłówna Helena ks. - ". 
Radziwiłłówna Jadwiga ks. - 279. 
Radziwiłłówna Konstancja, p6źn. 
Czudowska - 40. 235. 
Radziwiłłówna Krystyna ks. 6, I
. 
Radziwiłł6wna Minia - '148. 
Radziwiłłówna Róża ks. - 6, 19. 
Radziwiłł6wna Stefanja ks.. p6źn. 
Wittgensteinowa ks. - 21. 106. 
2H1. 
Radziwiłł6wna Wanda ks. - 171. 
Radziwiłłówna Wiktorja, p6źn. Nie- 
siołowska - 76, 235. 
Rakowicz - 264. 
Rapcewlczowie 229, 278. 
Rapczyński ks. - 22ł. 
Ratlsbonnc - 341. 
Ratyński Antoni - 212. 
Ratyński Stanisław - 212, 213. 
Ratoft - 51. 
Read, pułkownik - 29. 
Remer Jan, muzyk - 94, 100. 163. 
Reszka, prof. - 53. 
Rewieńscy Kazimierzostwo - 210. 
Rewieńska Gabrjela - 210. 
Rewieńska Julja - 210. 
Rewieński Adam - 2HJ. 
Rewieński Stanisław - 210. 
Rewieńskie - 46. 
Rodde - 94. 
Rodkiewiczowa - 123. 
Rogowska z Sorokinów. 2-0 v. Suli- 
strowska Józefowa - 125-126. 
Rogowski. adjutant Korsakowa.-125. 
Rogowski. aktor - 126. 
Rohan, księtna - 296. 
Rokicki 212. 
Romberg 94. 
Rómer Edward - 52-53. 226, 271. 
Romer Henryk - 52. 
Romer Michał, marszałek - 51 -52, 
73. 121. 184. 198. 202. 204-20a. 
2U6. 861. 


- 384 - 


Romer Michał. syn Michała --51, 1 1ł7. 
Romeł" Seweryn - 51. 197, 271. 
Romerowa Michałowa marszałkowa 
Rachela z de Raes6w - 51. 
Romerowa Edwardowa z Blałozo- 
r6w - 227. 
Romerowie - 186. 
Romerowie Mlchałostwo marszalk.
 
210, 216. 
Romer6wna Anetka - 52. 
Rudomino Jan Gwalbert - 184. 191. 
248. 269, 288. 289. 
Rustem Jan 41. a3, 7;\, 107, 108-101-1. 
213. 267, 289. 349. 
Rybicka - 116. 
Ilydyglerowie generałostwo - 353. 
Ryk6wny - PB. 
Rzewuski Henryk - 328. 
Rzewuski Kazimierz - B7. 
Rzewuski Seweryn - 73. 
Rzyszczewska - 247. 


., 


S* Olga - 08. 
S* Salomea - 120. 
Saint Clair de Bover Aleksander _ 
195. 197-198, 239. 243, 306, 3()7. 
Saint Clair de Bover Dżems - 19;J. 
Saint Clair de Bover Stanisław -198. 
Saint Clairowa de Bover Pelagja 
z Kossakowsklch - 198. 239. 
Salnt-Clairowie - 241, 258. 322. 
Salnt-Clalr'6wna Olga - 322. 
Salamonowiczowa z Szastowickich- 
125. 
Salmoński. cyrkowiec - 255. 
Sapieha Eustachy ks. -- 114. la5. 
Sapieha Franciszek ks. - 114, 196, 
364. 
Sapieha Ksawery ks. - 2H8. 367. 
Sapieha Leon ks. - 84. 185. 1!J7,24H. 
367. 
Sapieha Paweł ks. - 185, 253 .861. 
Sapiehowie Frandszkostwo ks. -186. 
Sapiehowie Pawłostwo -195.216, 253. 
Sapieżanka Anna ks. p6źn. Czarto- 
ryska Adamowa ks. - 3. 
Sapieżyna Franciszkowa l-o v.. Pa- 


. 


.....
>>>
I · 


l. 


. 


włowa 2-0 v. ks. Pelagja z Po- 
tocklch-186. 198. 200. 226. 367- 
368. 
Sapieźyna Ksawerowa ks. Ludwika 
z Pac6w _. 288. 
Sopieżyna Leonowa Joanna z Tysz- 
klewicz6w - 101, 248. 
Scott Walter - 96. 
Scypionowie -3 I. 
Scypionowa z Lubeckich - 33, 194. 
304. 
Sldorowlcz, mec. - 153. 
Sieheń Tadeusz - 304. 
SIeheniowa - 304. 
Slemionow, gub. cywilny wileński- 
330. 
Slemionow gubernatorowa z Lwo- 
wów - 212. 
Sienkiewicz ks. - 256, 297, 2\!8. 
Siesłckl Feliks - 49. 
Slesickl marszałek - 214. 
Slnkiewicz 51. 
Skaliszewski ks. - 141J. 
Skirmunt Alcksander - 55. 220, 362. 
Sklrmunt Kazimierz - 220. 
Sklrmunt Konstanty - 220. 
Sklrmuntowa Aleksandrowa z Suli- 
strowsklch Konstancja - 220. 
Skirmunt6wna EmUja - 220. 
Skrzynecki gen. - 143, 162. Ib9- 
Smokowska Emłlja z KublIckich 
267. 
Smokowskl Wincenty 267. 
Snarska Izabela - 215. 264. 
Sobolewskl - 146. 14Sł. 161 - 163. 
172. 
Sokuiska z Cross6w - 235, 
Sokuiski naucz. myzykl - 235. 
Sołtan Stanisław marszałek - 200. 
Sołtan Stanisław Jr. 200. 
Sołtan Władysław - 200. 
Sołtanowa Stanisławowa marszał- 
kowa - 240. 
Sołtanowa Stanisławowa z T oplic- 
kich l-o v. Korsakowa H19. 
Sołtan6wna Helena - 199, 20U. 
Staniewlcz ks. kanonik - Hi7. 


--'--- 


- 385 - 


Starzyńska Izabela z Mostowskich- 
247-248. 
Stefan, kamcrdyner - 107, 193, 224. 
Steibclt -- 94. 
Straszcwicz Józef - 143. 155. 
Strawlńska z Wołodkowlcz6w - 78. 
Stroganow hr. gen. - 156. 157 -159. 
366. 
Strutyńscy - 291. 
Strzyżcwska Emma z Potockich - 
84.85. 
Strumiłło j. - 120. 
Suchodolska Januarowa z Sucho- 
dolskich - 175. 
Suchodoiski January. malarz - 175, 
367. 
Suchodolski, sędżia - 17b. 
Sulistrowscy Edmundostwo - 201, 
299, 300, 306. 
Sulistrowska Aloizowa pisarzowa - 
13 -14. 65. 
Sulistrowska Antonina, późno 
nia- 
decka J6zefowa - 13, 27, 5b, 113. 
Sulistrowska Celina p6źn. I\onstan- 
towa Radziwłłłowa ks. - 13, 46. 
50. 73. 113. 117. 
SlIlistrowska Edmundowa. Antonina 
z Karnickich 279-280. 291), 301. 
302. 303. 
Sulistrowska Konstancla, p6źn. Sklr- 
muntowa Aleksandrowa - 55. 
111. 
Sulistrowska Karolina, wizytka - 240. 
Sulistrowska z PrzeIIskich - 13, 2\!, 
50. 73, 107. 23-1. 359. 
Sulistrowski Aleksander - 50. 110 - 
11 I, 132. 
Sulistrowski Aloizy - 111. 
Sulistrowski Edmund-t3. 21b, 270-- 
280. 320. 
Sullstrowski J6zef - 126. 
Sullstrowski Kazimierz, gubern.-];J, 
55. 111. 359. 
Sulistrowski marszałck - 214. 
Sumorokow generał 151. 180. 
Suzin - 317. 
Szadul"Scy - 279. 


25
>>>
Szadurscy Ignacostwo - 291. 
Szadursl(Q Marla - 34, 197, 198. 288. 
Szadurska Marja. p6źn. Hilchmowa- 
60. 
Szadurska Michalino - 279. 
Szadurska Monika - 300. 304. 
Szadursk' Antoni - 300. 
Szadurski Jan - 54. 
Szadurski Stanisław - 197, 204, 249, 
250. 
Szebeko - 179. 
Szemiot Franciszek - 155. 
Szemiotowie - 184. 
Szlezinger, nauczyciel - 20. 
Szmidkoff przedsiębiorca teatr. 
218. 228-229, 261. 274. 
Szumscy - 30. 
Szumscy J6zefostwo - 244. 
Szumska z Koszczyców 183. 
Szumska Barbara - 30, 41. 184, 231, 
286, 361. 
Szumska Stanisławowa Marla z Mir- 
skich - 41-42, 125. R60-361. 
Szumska Marja, córka poprzedniej- 
42, 183. 24-1. 286, 290, 330. 332. 338, 
Szumski Józef - 22. 30. 184, 204, 206. 
286. 
Szumskt Stanisław - 80.42. 184, 198. 
221. 2'4. 271. 286. 330. 338, 372. 
Szwykowska Barbara - 119. 
Szwykowska Olimpia - 299. 320. 
Szwykowski Konstanty - 299. 
Szwykowski Piotr, podkomorzy 
184. 248. 
Szwykowskl Stanisław - 299. 
Szymanowicz - 261. 
Szymanowska Marja z Wołowsklch- 
93. 97. 364. 
Szymanowski J6zef, generał -18. 107. 
Szyrmianka - 302. 
Szyszkowie z Kobylnika - 320. 



liźnlowa Rafałowa KamUa z Tysz- 
kicwicz6w - 46, 73. 

niadeccy bracia - 8, 96. 

niadeccy Józefostwo - 132, 343. 
Sniadecka Józdowa Antonina z Su- 


386 - 


listrowskłch - 119. 132. 151. 165 
164. 205. 270, 271. 360. 

niadccka Ludwika - 105, 113. 364. 

nladecka Zofja późno Balińska Mi- 
chałowa - U3. 
Sniadccki Jan 113, 311. 
Snladecki Jędrzej - 27. 42. 63. 113, 
115. 116. 122-128. 128, 130. 251. 
Śniadecki J6zef ::!7. 113. 360. 
Święciccy - 215. 
Swlęcicka Konstancja - 215. 

wlędcka Adolfowa - 264. 274. 
Swlęcicka z Kontrym6w - 14. 

więcicki Adolf.- 14. 110. 143. 204. 


I 


Taylioni -247. 283. 
T amburini 
 296. 
T arquinio - 94. 
Tatlszczew ambasador - 187. 
Tatiszczewowa Julia z Konopk6w 
l-o v. Bezobrazowowa gen. - 
186-187. 868. 
Teichman. wiolonczelista - 174. 
Tiebe - 94. 
T olIoczko. marszałek - 304. 
Tołstoj hr. - 151. 152. 
Trubeckaja ks. z Czetwertyńskłch 
ks. - 254. 
Trubeckij ks. - 248. 277. 
Trynkowskl ks. - 200. 261. 868, 360. 
T ymanowa gen. z Borch6w - 239- 
240, 
Tyman6wna p6źn, Brońska - 240. 
T yman6wna WIrginja. wizytka - 
239 -- 240, 276, 
T ymowska Gabriela z Walewskich- 8. 
Tyszklewicz Benedykt - 77. 101. 286. 
327. 
Tyszkiewlcz Eustachy - 268.370. 
Tyszkiewlcz Henryk marszałek-327. 
Tyszkiewicz J6zef - 101. 
Tyszkiewłcz Konstanty - 268, 
Tyszkiewicz Michał 101. 
Tyszklewlcz Michał, syn Henryka- 
327. 
Tyszkiewicz Wincenty, referendarz- 
253. 369. 


r
>>>
- 387 - 


I 


Tyszkiewicz, starosta wielatycki-77. 
282. 
Tyszkiewlczowa Benedyktowa Wan- 
da z Wańkowicz:ów - 327. 
Tyszkiewicz:owa Piusowa z: Plate- 
rów - 172. 
T ysz:kiewicz:owle Józ:efostwo - 336, 
338. 
Tysz:kiewicz:owie Piusostwo-.65.226, 
Tysz:kiewicz:ówna - 114. 
Tyszkiewicz:ówna. córka Józ:efa-S36. 
Tysz:kiewlcz:ówna Celina - 197. 
Tysz:kiewlcz:ówna Eleonora - 305. 
Tyszkiewicz:ówna Joanna, późno Sa- 
pieźyna Leonowa ks.-101. 248. 
Tyszklewicz:ówna Joanna. c6rka Be- 
nedykta - 327. 
Tyszkiewicz6wna Kamila. p6źn. 
liź- 
niowa Rafałowa - 46. 7S. 
T ysz:kiewlcz:6wna Ludgarda - 327. 
Tysz:kiewicz6wna Wanda - 327. 
Tyzenhauz: Antoni. podskarbi - 10. 
78-79. 134. 263. 
Tyzenhauz Ignacy - 4, Q, 10, 26, 36. 
42-43. 
Tyz:enhauz Konstanty - Q. 10. 12. 26, 
30 - 31. 133-142. 111. 115. 160- 
162, 166. 212. 218, 259, 202, 208. 
2f10-264. 292. 298. 299. 306. 318, 
321. S24. 328. 329. 330, 843. 347- 
848. 3
a. 
Tyzenhauz: Rajnold - BO. 142. 221. 
268. 2QQ. 
Tyzenhauz Rudolf - 9. 10. 31 - 35, 
38. 30, 41. 76. 77-7B, 9B-9Q. 136. 
!3a8. 845. 
Tyzenhauz Zbigniew -136. 139. 263. 
2Q2. 298. 299. 306. 318. 348-351. 
Tyz:enhauz:owa Ignacowa MarJanna 
z: Przez:dz:ieckich - 3. 6. 77, 80. 
15'? 15Q. 168. 16Q. 170, 171, 172. 
180. 181. 224. 247. 263. 264. 272, 
323. 329. 330. 341. 
Tyzenhauzowa Konstantowa Wale- 
rio z Wańkowicz6w - 135-142. 
151-112. 160- 162. 189. 221. 292, 
298, 


.1 
I 


Tyzenhauz:owa Rudolfowa Gcnowefa 
z Pusłowskich - 38. 30. 41, 44, 
77-78, 98-99. 
Tyz:enhauz:owie herbu Bawół - S59. 
Tyz:enhauz:owie Konstantostwo -221. 
Tyz:enhauzowie Rudolfostwo - 36. 
39. 40. 51. 
Tyz:enhauz:ówna, późno Chomińska. 
wojewodZ:ina - 134. 
Tyz:enhauz:ówna Elfryda - 77. 151- 
112. 257 -258. 264, 323.324.848- 
355. 
Tyz:enhauz:6wna Helena - 77. 135. 
139, 140. 217-264, 298. 304, 324. 
330. 334, 337. 348-315. 
Tyz:enhauz:6wna Hermancja - 43. 44. 
78. 255-- 264, 291, 305. 323. 324, 
348-351. 
Tyzenhauz:6wna Józefino - 78. 257- 
264. 323, 324, 348-351. 
Tyz:enhauz6wna Marja - 77, 135. 
139. 217-264. 291. 292. 298, 305. 
SOQ. 313. 318. 322, 323. 32Q, 337. 
348-355. 
Tyz:enhauz6wna Zofja, p6źn. Choi- 
seul-Goufner Oktawjusz:owa- 
107. 
Tuczkow, gen. - 2. 
Tumier Adelajda - 110-111, 132. 


Umiastowska - 183. 
Umiastowska Kaz:imierzowa z: Rajec- 
kich - 123. 
Umiastowski Kazimierz: - 123. 
Umiastowskł Tomasz:, starosta-122- 
123. 365. 
Uruska Sewerynowa Hermancja z:Ty- 
z:enhauz:6w - 343-355. 
Uruska z Potockich, 3-0 V. Caboga- 
323. 37 J. 
Uruski Seweryn 823. 324. 34B-31
. 
Urusowowa, póżn. Radz:iwiłlowa Leo- 
nowa - 267. 


Wagner Karol - 121. 
Wagner, złotnik - 12Q. 
Wagnerowa. modniarka - 123. 129.
>>>
Walentynowiczowa, chorqżyna-71- 
72. 102. 202. 228- 
Walentynowiczówna Benigna. późno 
Kościałkowska - 197. 228. 
Walentynowlcz6wna Julja-107. 228. 
273. 
Walentynowicz6wna Karolina-101- 
102. 
Walentynowicz6wna. p6źn. Pisan- 
kowa. następnie Gorska - 228. 
Walentynowlczówna Tekla. 1-0 v. 
Platonowa Zubowowa. 2-0 v. 
Szuwałowowa hr. - 71-72. 373. 
Walewska Gabrjela. późno Tymow- 
ska - 8. 
Walewska Zofja. późno Kamińska -- 8. 
Wańkowicz - 2. 
Wańkowicz Walenty - 166. 
Wańkowicze - 186. 
Wańkowiczowa - 31. 141. 183. 208. 
Wańkowiczowa z Sołtan6w - 30. 
Wańkowicz6wna Klementyna. późno 
Mostowska Edwardowa - 30. 
Wańkowlczówna Walerja. późno Ty- 
zenhauzowa Konstantowa-30- 
31. 
Wańkowiczówna Wanda. późno Tysz- 
kiewiczowa Benedyktowa - 30, 
46. 77. 
Wasilczykow ks. - 29. 
Wawrz:eccy - 49-282. 361. 
Wawrzecka Felicja - 49. 
Wawrzecka Józefa - 49. 277. 
\Vawrzecka Marja - 49. 
Wawuecka LucJa, l-o v. Zabiełłowa 
Jgnacowa. 2-0 v. Dołhorukowo- 
wa ks. - 49, 176. 
Wawrzecka z Giedrojci6w - 49. 
Wawrzecka, późno Badeniowa Mar- 
dnowa - 49, 
Wawrzecki Aleksander - 49. 
Wawrzecki. generał - 40, 126. 176. 
184. 214. 277. 286. 
Wawrzecki Tomasz - 49. 
Wawrzeckie - 46. 
Ważyński Edward - 833. 
Ważyńskl Porfiry - 144. 153. 


- 38R -- 


] 


Wqsowlczowa Stanisławowa Anna 
z Tyszkicwiczów, I-o v. Potocka 
Aleksondrowa - 3. 18.177-170. 
367. 
Wejs - 12Q. 
Werowskl. oktor - 23, 
Wędziogolski - 248. 
Wielhorska hrabianka - 29. 
Wielhorska Gustawowa z KarnIc- 
kich - 280. 
Wielhorski Gustow - 280. 
Wielhorscy Edmundostwo - 300. 
Wikszemski dr. - 344. 349. ;Jafi. 
Wilkaniec. kupiec - 12Q. 
Wirtemberska ks. Marja z Cz:artory- 
sklch ks. 84. 88, 153. 
Wirtemberski ks. Adam - 153. 
Witkowski. kupiec. - 127. 128 

ittgenstein ks. - 201. 281. 
Wittgensteinowa ks. LeonUda z Ba- 
rjatyńskich - 249. 252. 281. 288, 
289. 290. 315-316. 369. 
Witwicki Stcfan - 288. 
Wodzickl Stanisław hr. - 82-83. 
Woelk. aptekarz: - 129. 
Wojniłłowicz - 117. 
Wojniłłowicz Jan - 20-21. 
Wojniłłowicz Ksawery - 267. 
Wojniłłowicz LucJan - 21. 222--223. 
227 -228, 330. 33a. 
Wojniłłowicz: Mikołaj - 21. 
WoJniłłowicz:owa LucjanowQ Helena 
z: Weysscnhoffów - 335. 
Wojniłłowicz:owa z Giinther6w - 
20-21. 
WoJniłłowicz:owie - 76. 92. 210. 266. 
Wojniłłowiczówna Agata - 211. 267. 
Wojniłłowlcz6wny - 46. 60. 
Wolfgang dr, - 129. 3ot. 
Wolscy - 186. 
Wołkow autorka - 174. 
Wołłowicz: - 160-163, 164. 
Wołodkowicz: Aleksandcr - 155. 
Wołłowicz: Antoni - la5. 
Wołłowicz: Michał - 304, 371. 
Wołłowicz:owa z: Mikulskich - 273 
Wołłowicz:ówny - 250.
>>>
Wołłowiczówna Leontyna - 273. 
Wołłowiczówna Melanja - 273. 
Wołłowiczówna Michalino - 273. 
Wołłowiczówna Tekla - 100. 
Wołłowlczówna Teofila - 3()2.827. 
Wołowska Julja - 224 - 22:). 
Wróblcwski dr. -- 326. 


Yorku ks. - j:j5. 


Z. panna - 341. 
Zabiełło Ignacy -- 176. 
Zabiełło Karol - 197, 273_ 
Zabicłłowa Łucja z Wawrzeckich - 
197. 
Zabłocka panna - 120. 
Zahorski - 1611. 
Zakrzewski dr. - 145. 
ZaJączkowa ks.. namiestnikowa - J77. 
367. 
Zaleska Marcinowa z Zabiełłów 
28fi. 
Zaleska Marja - 28a. 32-1. 
Zaleska z Buczyńskich - 117. 324. 
Zaleski Bronisław - 27J. 
Zaleski Kazimierz. ksiądz - 298. 
320. 
Zaleski Marcin. podkomorzy - 285. 
Zaleski Zenon - 197. 
Zaleskie podkomorzanki - 46. 
Załęcka Eleonora z Buczyilskich 
208, 210. 
Załęcka z Kościuszków - 210. 
Załęcki ks. - 208. 
Załęckl. mąż Elconory - 20A. 210. 


- 389 - 


Załc:ckl, ogrodnik - 138. 
Załuska Korolowa hr. AmeJja z Ogiń- 
skich ks. - 234. 26{). 
Załuski Karol - 128. 
Zambrzyckl Ludwik - 1{)5. 
Zamoyska Konstantowa Aniela z Sa- 
piehów - 350. 
Zamoyska Zofja z Czartoryskich ks.- 
174. 
Zamoyscy Stanisławostwo - 'ł. 
Zamoyscy - 84, 
Zamoyski August - 348-355. 
Zamoyski Jan - 350-351. 
Zamoyski Konstanty. ordynat -- 350. 
Zon Tomasz - 187. 30ł. 314. 315. 316. 
S17. 318. 320. 371. 
Zawadzki - 304. 
Zawierska z Wawrzeckich - ,lo. 
Zejfertówna 201. 
Zenowiczówna Rachela - 274. 
Zubow Mikołaj hr. 232, 270. 
Zubow Platon hr. - 71-72. 232. 
Zubowowa Mikołajowa Alina z Me- 
demów - 2:J2. 270. 
Zubowowa Platonowa ks. Tekla 
z Walentynowiczów - 71 - 72. 
232. 363. 
Zubowówna księżniczka - 71. 


Żaba Marcinkiewicz marsz. 182. 
230. 283 - 281. 340. 
Żabianka Alina - 60. 
Żeligowski-Sowa Antoni - 347. 
Żuczkowska-Halpertowa - 174. 
Żukowski Henryk - 267. 


" 
h 
 ::
 
O't"f,.
. 

\
\,) 


--
>>>
. 


I 
. 


J 
I 


,..;J3QS
>>>
I 
. 


. - 


J 


". 
'" 


j
>>>
l 


, l
>>>