Wiadomości, R. 27 nr 45 (1388), 1972

Redakcja ł administracJa: 
67 Great Russell Street, 
London 
WC1B 3BS 
tel. 01.242.3644 
Prentlmerata kwartalna £2.50, w Stanach Zjed- 
noczonych i Kanadzie $7.50, w Belgii 355 fr. 
bel
., We Francji 

5 fr., w Niemczech 30 DM. 
w Szwajcarii 35 fr. szw., we Włoszech 4.125 
lir, w innych krajach r6wnowartooć $7.50. - 
Zmiana adresu lOp. - Czeki należy wystawiać 
na "Wiadomooci". - Ogłoszenia. Cena za 
l cal x l szpalta £2.00 


London, 5th November, 1972 


Registered at the G.P.O. as a newspaper 


Cena 20p. I 


I Dziś 6 stron I 


Rok XXVII nr 45 (1388) 
LONDYN 5 listopada 1972 


TYGODNIK 


Założyciel: Mieczyslaw Grydzewski 


ANTONI POSPIESZALSKI 



I 


o 


y 


o 


N 


T 


N 


A 


D 


I 


A 


By nas o tym przekonać, prof. 
MQnod pQkazuje nam. jak w odpo- 
wiednim substracie jedne wielkie 
mQlekuły zwane enzymami syntety- 
zują inne wielkie mQlekuły (wszyst- 
kO' tO' są proteiny czyli białka), jak 
pewien specJalny rodzaj enzymów re- 
guluje tę-mpQ i rodzaje współpracy 
w ramach najprostszegO' QrganilJffiu, 
jakim jest PQjedYJ1cza kO'mórka. PQ- 
kazuje dalej jak szczególnie duże mQ- 
lekuły lJwane DNA deoxyribonucleic 
acids, najrozmaitsze kQmbinacje PQ- 
wtarzających się wielokrQtnie zaled- 
wie czterech zasadniczych elementów, 
twO'rzą absDlutnJe wierne kopie sie- 
bie samych, które z kQlei regulują 
syntezę odpowiednich protein w no- 
wych kQmórkach. Cały szereg tych 
procesów syntezy chemicznej zDstał 
już slJCzegółQwQ rQZpracDwany (chQĆ 
dalekO' nie wszystkie) i tO' już cał- 
kQwicie wystarczy dO' Qkrcślenia Qgól- 
negQ charakteru tych procesów. Są 
to prQcesy czystO' chemiczne, prze- 
biegaj
ce według znanych praw che- 
micznych, i nie ma żadnej PQtrzeby 
PQstulQwania jakiejś dodatkQwej siły 
czy dodatkQwegQ prawa, które by te 
chemiczne Drganizacje wyposatŻały w 
życie. Same tylkO' prDcesy chemiczne 
leż
 u podstaw życia. TO' Qne właś- 
nie są życiem. IstQty żywe są che- 
micznymi maszynami, które tworzą 
się same. 
Na tym gruncie niepQdQbna autQ- 
ra zaatakować, niepodobna mieć je- 
szcze nadzieję że nauka CQŚ przeoc"lY- 
ła, że znajdzie się w tej argumenta- 
cji jakaś szczelina. w której będzie 
miejsce dl p jakiegoś elementu specy- 
ficznie witalnego, dla czegoś co przy- 
wróci życiu jegO' godność. Jacques 
MQnod wie CO' mówi. Jest tO' QWDC 
badań naukQwych zaledwie 10 Qstat- 
nich lat, w dużej mierze samegO' MQ- 
noda. Za tO' w r. 1965 otrzymał na- 
grodę NQbla. Struktura DNA czyli 
kodu genetycznegO' była już rozwią- 
zana na trzy lata przedtem. Za tO' 
James WatsQn i francis Crick Qtrzy- 
mali nagrDdę NQbla w r. 1962. Nie 
ma wątpliwości: iStDty żywe są che- 
micznymi maszynami, które się two- 
rzą same. 
Po co się tWQrzą? TO' pytanie właś- 
ciwie nie ma sensu. Z tegO' że system 
teleQnQmiczny istnieje (czyli że te 
mechaniczne procesy chemiczne speł- 
niają celową funkcję tworzenia istQt 
żywfch) wCĆ1le nie wynikd że system 
teleonDmiczny sam zDstał celowO' 
stwQrzQny. Wprost przeciwnie, ana- 
liza struktury protein. najprQstszych 
elementów zdDlnych dO' podejmowa- 
nia kQnstruktywnych reakcji (a jed- 
nak chemicznie niezmiernie skompli- 
kQwanych) nie PQzwala na sformułQ- 
wanie żadnegO' generalnegO' prawa, 
które kazałoby im się fQrmować tak 
a nie inaczej - z wyjątkiem jedne- 
gO': prawa przypadku. Jesteśmy zmu- 
szeni przyjąć że wśród miliardów mi- 
liardów mDżliwych kQnkretnych rea- 
kCJi chemicznych PQmiędzy atomami 
i prQstszymi molekułami w pewnych 
momentach wytwQrzyły się kQlejnD 
wszystkie znane nam proteiny czyli 
wielkie mQlekuly zdolne dO' dalszych 
reakcji jwż ściśle teleQnomicznych 
czyli zmieu.ających dO' wytwQrzenia 
istDt żywy'h. Ale skQro raz taki 
przY'Padek zaistniał, wszystkie dal- 
sze reakcje między prQteinami (31bo 
między prO'teiną a innymi czynnika.. 
mi) są już ściśle teleO'nomiczne, tO' 
znaczy docelowO' zgeterminowane, 
tak że prędzej czy później - 1:-0 
dany kQnkretny proces mQże zestać 
wstrzymany przez inny przypadek - 
musi dQjść dO' wytworzenia żywej 
komórki, z jej równie ściśle 7deter- 
mmowanym systemem reprQdukcyj- 
nym DNA, i następnie dO' wytwo- 
rzenia wielokomórkQwych 
rganiz- 
mów. Od tego momentu miejsce przy- 
padku zajmu
e koniecznQść. 
Jacques MQnod wierzy że ten sche- 
mat przypadek-kQn:ecznDść tłumaczy 
całe nieskQńczenie dziwne zjawiskO' 
życia, całą biosferę. całą eWQlucję 
biosfery aż dO' pojawienia się czło- 
wieka i nawet (,przynajmniej w pew- 
nym stO'pniu) jegO' późniejszą eWQ- 
luc;ję całkiem innegO' rDdzaju, t.j. 
eWQlucję kulturalną. Czy nie za wiel- 
ka tO' wiara? 
Zanim wielkiemu UCZQnemu zarzu- 
cimy UCZQną naiwnQść, przyjrz.yjmy 
się niecO' bliżej podstawom tej wiary. 
MQnQd mO'że słusznie twierdzić że 
nie ma żadnej innej teorii dQrównu- 
jącej tej teorii w poszanQwaniu nau- 
kO'Wych rygorów. Jest, jak oświad- 
cza, ZaSZQkO'wany brakiem dyscypli- 


ka, autor zdaje się nie dostrzegać, 
a w każdym razie zdaje się nad nim 
prześlizgiwać z nietyrpową dla siebie 
beztroską. 
Ta beztrQska jest n ietypowa , bO' 
cała siła książki polega na wysokiej 
uczÓwości intelektualnej autQra. Nikt 
tak jak Qn nie potrafi wyłQżyć fak- 
Mw, które przemawiają pr z ec i w 
jego zasadniczej tezie, a zatem faktów 
biQchemicznego mikrQkO'smosu, któ- 
re nadają procesQm życiQ-twórczym i 
procesom samegO' życia charakter 
procesÓw celowych (autQr używa ter- 
minu "teleanomicznych "). PrQf. 
MQnod rQzumie bardzo dDbrze że ob- 
serwacja (nawet bardzo ścisła, w tym 
jegO' własna) procesów QntQgenezy i 
eWDlucji prowadzi nieodparcie dO' 
wniQsku że życie idzie od form niż- 
szych dO' wyższych i że gatunek ho- 
mo sapiens jest czołówką w pocho- 
dzie ku jakiemuś nieznanemu, ale 
bardzo wysQkiemu celQwi - innymi 
slQwy, że tO' wszystko ma jaki
 
transcendentalny sens. Jedni, jak 
BergsQn powiadają że celem ewolu- 
c;ji jest sama twórczość bez względu 
na charakter jej wytwQrów, inni jak 
Teilhard de Chardin twierdzą że ca- 
ły wszechświat PQprzez biQsferę 
(świat istot żywych) i noosferę (świat 
istot myślących) zmierza dO' wypeł-- 
nienia swegO' przeznaczenia w punk- 
cie Omega. Marksizm i materializm 
dialektyczny są tak samO' Qptymisty- 
czne. Lecz wszystkie te cudownie 
calościowe teQrie są jednakQwQ po- 
zbawiQne podstaw. 


I. przypadek 
i konieczność 


nie nie danego zjawis
a . W. danych 
warunkach. a przynaJmmeJ przepo- 
wiedzieć prawdopodO'bieństwQ jego 
zaistnienia. Należą dO' tej kategQrii 
prawa chemiczne rządzące mechani- 
ką prDcesów ŻYCiO'wych. Ale niemQżli- 
wa jest jakakQlwiek teQria, która była- 
by w stanie przepQwiedzieć jednQst- 
kQwe zjawiskO', któregO' prawdQPodQ- 
bieństwQ jest prawie równe zeru. Dla- 
tegO' niemożliwa jest teoria (czy nazy- 
walibyśmy ją jeszcze teorią biQIQgi- 
czną?), która mQgłaby na podstawie 
innych praw natury, np. chemicznych, 
przepowiedzieć pQwstanie życia na 
ziemi. (Przeoczenie tegO' rygQru, na- 
wia!'tem mówiąc, odbiera prawdziwie 
naukQwy chąrakter teorii Teilharda 
de Chardin, nie mniej jak teQrii ma- 
terializmu dialektycznegQ). Nawet 
przysłQwiowy "demQn" Laplace'a, 
który by znał cały aktualny stan 
wszechświata w danej chwili i wszys- 
tkie rządzące mm prawa, mógłby (jak 
dziś już wiemy) ryzykQwać tylkO' sta- 
tystyczne przepQwiednie CO' dO' jegO' 
przyszłości, a zatem pojawienie się 
biosfery na z:emi, jakO' zjawiskO' cał- 
kiem jednO'stkQwe, nie mQgloby wśród 
nich figurować zupełnie. Nie znaczy 
tO' oczywiście, by zjawiska życia były 
sprzeczne z prawami przyrody mart- 
wej i by usprawiedliwiało tO' postu- 
lowanie jakiegQś transcendenta,lnegQ 
źródła życia. Prawa życi,il są całkQ- 
wicie zgodne z prawami natury. ldźie 
Q tO' jednak że nie dadzą się Qne z 
praw natury wydedukQwać. 
Niemniej z jednym prawem natury 
życie zdaje się wchodzić w sprzecz- 
nQść. MQnod tegO' nie przeocza. Jest 
mm drugie prawO' termodynamiki. 
PrawO' tO' PQwiada że energia ukła- 
du zamkniętegO' z biegiem czasu roz- 
klada się równO'miemie na przestrze- 
ni całegO' układu, eliminując tym 
samym wszelkie różnice pO'tencjałów 
w jegO' ramach. Np. w ukladzie zło- 
żQnym z dwóch połączonych ze so- 
bą naczyń Q rÓŻnej temperaturze na- 
stępuje sPQntaniczne wyrównanie 
temperatur. Ale różnice PQtencjałów 
warunkują mQtliwość wykonania ja- 
kiejkQlwiek pracy; w stanie energe- 
tycznej równO'wagi żadna praca już 
nie jest możliwa. Jest tO' stan zupeł- 
nej martwoty, który mQżna zmienić 
tylkO' przez doprowadzenie energii 
z zewnątrz. Drugie prawO' termQdy- 
namiki mówi zatem Q nieunikniQnej 
spontanicznej degradacji energii; ta 
degradac
a jest ściśle wymierna i 
wyraża sie wzrostem tak zwanej en- 
tropii. O tyle o ile wszechświat mQ- 
żerny traktQwać jakO' układ zamknię- 
ty, drugie prawO' termodynamiki 
stwierdza stO'pniQwy zanik użytecz- 
nej energii w wszechświecie; innymi 
S
QWY. cały wszechświat zmierza dO' 
stanu energetycznej równQwagi, w 
którym już nic nie bedzie się działo. 
To prawO' jest tak powszechne i ma 
tak zasadnicze znaczenie że zdaniem 
uczQnych wzrost entrO'pii wyznacza 
kierU!Ilek czasu. Odwrócenie prDcesu 
wzrostu entrO'pil oznaczałDby zatem 
Qdwrócenie kierunku czasu: czas 
biegłby wtedy Qd teraźniejszości ku 
przeszłQści. Ale tO' jest niemDżliwe. 
W swej fQrmie statystycznej drugie 
prawO' termQdynamiki mówi Q nieu- 
nikniQnym przechodzeniu układów 
zamkniętych ze stanu zróżnicowane- 
gO' upQrządkowania dO' stanu niezróż- 
nicowanegO' chaO'su. 
Jednak teleQnomiczne procesy życia 
są procesami idącymi w przeciwnym 
kierunku. Organizują Qne energię 

bemiczną i Qznaczają zatem prze- 
chQdzenie pewnych wycinków ma- 
teria,lnegQ świata ze stanu chaQtycz- 
negQ zmieszania dO' stanu niezmier- 
nie precyzyjnegO' ładu. Są tO' prQce- 
sy, w których entropia nie wzrasta 
lecz maleje. MQnod słusznie oczy
 
wiście zwraca uwagę że to PQŻQr.le 
pogwałcenie drugiegO' prawa t{;rmo- 
dynamiki ma charakter lQkalny i nie 
odbyw.a się bezpłatnie. BO' istQty ży- 
we me są układami zamkniętymi. 
Czerpi
 energię z zew:n
trz, w C1-ta- 
tecznej instancji ze słQńca, i w dQ- 
świadczeniu labQratQrY'inym mQżną 
wykazać że w izolQwanym układzie 
Dbe,imującym aktywne istoty żywe 
(np. bakterie) plus ich bezpośrednie 
środO'WiskQ, entropia całego układu 
zawsze wzrasta - zgDdnie z Jrugim 
prawem termodynamiki. Ale MQnod 
nie ukrywa swegO' zafascynO"'V.lnia 
d.ziwnO'ścią tegO' lQkalnegQ wyłamania 
Się spod rygDrów PQwszechnie Qbo- 
wiązującegQ fundamentaln
gQ pr.l\va. 
Zapewne tylkO' UCZQny Qddany bez 
reszty zasadzie naukQwegQ ,)hiekty- 


S KRUPULATNIE Qbiektywny wy- 
kład podstaw współczesnej bio- 
lQgii i równocześnie gQrący filQZo- 
ficzny manifest wzywa
ący współczes- 
negO' człQwieka dO' spO'jrzenia w 0'- 
czy rzeczywistej jegO' sytuacji w 
wszechświecie. Niezwykle przej- 
rzysta książka popularna-naukQwa, a 
równQcześnie książka totalnie zaan- 
gatŻQwana.*) Na tym polega jej pa- 
radQksalność. l tej paradQksalnQści 
!książka zapewne zawdzięcza swój nie- 
bywały rQzgłO's. BO' rzecz w tym że 
jej biQIQgiczna prawda absDlutnie wy- 
klucza wszelkie zaangarżowanie i nie 
,tylkO' stawia granice ludzkim ambi- 
cjDm, ale ha dQbrą sprawę wszelką 
ambicję O'braca w nonsens. AutQr jest 
niezmiernie ostro świadQm rQzlicz- 
nych paradQksów, w jakie Qbfituje 
przedziwne zjawiskO' życia, a nade 
wszystkO' na
dzi,wniejsze z nich, któ- 
re nazywa się człowiek. Niektóre pa- 
radoksy pO'trafi przezwyciężyć i wy- 
kazać że są ty1kQ pozorne. Innym Dd- 
waża się spojrzeć w QCZY. TegO' jed- 
negO' paradQksu, jakim jest jegO' ks;ąż- 


wizmu (w ścisłej interpret:lcji Mo- 
noda) jest w stanie tę Jziwn.Jść w 
pełni ocenić. Jest tO' zresztą ty lkQ 
inny aspeU tak samO' dziwnegO' zja- 
wiska życiQwej teleQnQmii. Ten, po- 
wiedziałbym, zbożny podzi,w uczo- 
negO' dla faktów. które w jegO' oczach 
wyglądają bez mała na cud. budzi z 
kQlei nieklamany szac;;unek dla autQra 
ze strQny śledzącęgQ bieg jegO' myśli 
laika. 

 
Piszący te słQwa jest laikiem. Ale 
Qmawiana książka nie jest książką, 
dla specjalistów. Jest, jak PQwiedzia- 
łem na PQczątku, książką, która z 
pewnych zdO'byczy nauki O'statniego 
dziesięciQlecia wyprQwadza QkreślQną 
filQzofię, SNQistą rostawę wO'bec świa- 
ta i życia. Mówi mianQwicie człQ- 
wiekQwi że i on ie!;t tylkO' wytwQrem 
przypadku i kDniecznQści" by zatem 
PQ
zucił płone sny Q transcendental- 
nym sensie czy celu życia, by nie 
łudził się że ludzkQŚĆ jest zamierzQ- 
nym i w jakimś sensie potrzebnym 
elementem wszechświata i że pojedyn- 
cz}' cz
O'wiek ma jakąś absolutną war- 
tQŚć. 
Nie ma żadnych szans (lub nie- 
bezpieczeństwa, jeśli k,tQ woli), by ta 
filDzofia była kiedykDlwiek przet 
kQgokQlwiek przY'ięta. Każdy z nas 
jes't przekQnany Q swej własnej war- 
tQści i Q wartQści tegO', dO' czegO' w 
życiu codziennym zmierza. Jesteśmy 
przekQnani że lepiej żeby ludzkQŚĆ 
;stniała niż żeby nje is:niała. Jacques 
MQnQd jest Q tym przekQnany nie 


mniej niż wszyscy inni. I tu doty- 
kamy jegO' własnego fundamentalne- 
gO' paradoksu. 
Istnieje - PQwiada MQnod - ab- 
sDlutny rozbrat między człQwiekiem 
a światem. Właśnie dlategO' że czł.o- 
wiek nie mQże nie żyć w świecie 
wartQści, podczas gdy w rzeczywi!'t- 
tym świecie nie ma żadnych wartQ- 
ści. CzłQwiek jest w nim absDlutnie 
1-amQtny. Wszechświat jest głuchy na 
jegO' muzykę, Qbojętny wobec jegO' 
nadziei jak i wDbec jegO' cierpień i 
zbrodni. L' ancienne alliance mię- 
dzy człowiekiem a światem, która 
sens życia ludzkiegO' umieszczała w 
świecie i wiązała gO' z jakimś sen- 
sem świata, zosta'ła teraz, za naszegO' 
PQkolenia, Qsta
ecznie i nieQdwQłalnie 
zerwana. Możemy sabie darować oso- 
bist
 Monodową próbę wywikłania 
sie z paradQksu, przez uznanie jakO' 
jedynej etyki, etyki O'biektywnegQ pD- 
znania, i jegO' jeszcze bardziej nie- 
kQnsekwentną próbę budQwania na 
tej jednej wartości swO'istegQ huma- 
nizmu i socjalizmu (sic!). Ta ostatnia 
cześć książki iest raczej żenująca. Pa- 
radQks pozostaje. I tym samym po- 
zostaje pytanie, gdzie się wielki u- 
czony PQtknął że wprowtdził siebie 
I nas w tak ślepy zaułek. **) 


ny intelektualnej wielkiej struktury 
filQzoficznej Teilharda de Chardin; 
nie na faktach, lecz na genialnej skąd- 
inąd intuicji jest Dpana teQria "twór- 
czej eWQluoji" BergsQna; łudzą !;ię 
marksiści, przypisując naukQwy cha- 
rakter doktrynie materializmu dialek- 
tycznegO', który jest tylkO' swoistą 
"inwersją" ideali5tycznej dialektyki 
He
la. I tO' samO' dQtyczy wszystkich 
dawniejszych teDrii "witalistycznych" 
i "animistycznych". MQnDd nie twier- 
dzi że jegO' teQria jest w całej swej 
rQlJCiągłości. Dd pierwQtnej komórki 
pO' człQwieka, udowodniQna. Tak u- 
dQwQdniona nie będzie nigdy; nieza- 
leżnie od rQzmiarów i różnQrodności 
z.iawisk życia jest tO' metodO'IQgicznie 
niemDżliwe (Q czym poni'żej). RQZ- 
praCQwany iest tylkO' mały jej odci- 
nek, jednak jest tO' odcinek leżący u 
samych podstaw zjawiska życia i 
dlatego odcinek fundamentalny: z 
grubsza mówiąc, prQblem syntezy 
protein i problem kQdu genetycz:1egQ 
DNA. Na tym odcinku schemat przy- 
padek-kQniecznQść jest jedynym, któ- 
ry w pelni respektuje pDstulat nau- 
kQwegQ QbiektywiZJlT1U. 
PO'jęcie naukowego O'biektywizmu 
ma u MQnoda szczególnie zawężQne 
znaczenie. Nie idzie tylkO' Q tO', aby 
badacz dO' przedmiO'tu badanegO' przy- 
stępO'wał bez uprzedzeń (uświadO'mio- 
nych lub nieuświadO'miQnych), by res- 
pektował fakty i nie interpretQwał ich 
w sposób subiektywny. Idzie rów- 
nież _. i przede wszystkim - Q tO', 
by przedmiot badany był traktO'wany 
tylkO' i wyłącznie jakO' przedmiQt, 
a nie jakO' sui generis ,.podmiQt", 
czyli CQŚ CO' może (świadO'mie lub 
n;eświadQmie) zmierzać do jakiegQŚ 
celu. TO' ten postulat leży u podstaw 
[enQmenalnego sukcesu nauk przy- 
rodniczych w ciągu Qstatnich trzech 
stuleci. W każdym razie przyroda 
martwa nie zmierza dO' żadnegO' celu 
- dlategO' jest PQznawalna i da się 
zrQzumieć w kategQriach absolutnie 
Dbiektywnych praw. Długo trwało za- 
nim czlowiek tę inercyjną przedmiD- 
tQWQŚĆ przyrody martwej odkrył. Fi- 
zyka przedgalileuszowa przypisywa- 
ła elementom przyrody martwej ani- 
mistyczne tend
ncje, np. że rzucDny 
kamień z "natury'P swej "dąży" dO' 
ziemi. CzłQwiek przypisywał przy- 
rodzie pewne cechy swej własnej 
świadDmOŚci. J dziś jeszcze takież 
animistyczne tendencje przypisuje 
przyrDdzie żyweJi. Skłani
 gO' dO' 
tego Qczy/Wiście i niezaOJ"zeczalnie te- 
łeDnomiczny charakter Qrganizmów 
żywych. Czy wobec tegO' postulat na- 
ukDwegD Dbiektywizmu (w ścisłym 
rQzumienia MQnoda) mDże mieć za- 
stosQwanie w biQIO'gii? Monod zdaje 
sobie sprawę z paradoksu, ale gO' 
przezwycięża. Tak, faktycznie telea- 
nomiczne funkcje Qrganizmów ży- 
wych są niemniej poddane chemicz- 
nej mechanice reakcji proteinQwych 
i kodu genetycznegO'. Rządzi nimi 
mechaniczna koniecznDść. A zrodził 
je równie mechaniczny przypadek. 
Nieprzyjęcie schematu przypadek- 
konieczność oznaczałoby PQgwalce- 
nie postulatu Qbiektywizmu, a zatem 
wyjście poza dQmenę prawdziwej 
nauki. 
W pewnym sensie jednak - jeśli 
autQra dO'brze rDzumiem - biQlogia 
wychodzi (2Qza ramy tak rQzumianej 
nauki. 
Monod zdaje sQbie sprawę - i z 
calą siłą tO' pQdkreśla - że przypa- 
dek zrodzenia się życia na ziemi 
był przypuszczalnie przypadkiem ab- 
sQlutnie jednostkQwym (w odróżnie- 
niu - tak sądzę, MonOd Q tym wyraź- 
nie nie mówi - od przypadków PQ- 
wstania prebiQtycznych protein, któ- 
rych musiałO' być więcej, gdyż 
te wcześniejsze przY1padki warunkQ- 
wały zaistnienie tegO' kluczQwegQ 
przypadku). Znaczy tO' że, zanim 
życie zaistnialo, prawdopodobień- 
stwO' jegO' zaistnienia bylQ prak- 
tycznie równe zeru. A jednak 
życie istnieje. Istnieje jakO' zjawisko 
jednostkowe. Ale nauka (ścisła, w 
znaczeniu science) nie jest w stanie 
nic pQwiedzieć Q zjawisku jednostkQ- 
wym. Domeną nauki są zjawisk
 
pO'wtar:?alne, poddane praWQm przy- 
najmniej statystycznym. PrawO' nau- 
kDwe, choćby natury statystycznej, 
jest PQznaWCZQ użyteczne Q tyle, Q 
ile jest w stanie przepowiedzieć zaist- 


*) Jacques Monod. Chance and Neces- 
s,ity. Ain Essay on the Natural Phi- 
IOSDphy Df MJdern Biology. Tral1slated 
fil"om the French by Austryn Wainhouse 
Londyn, Collins, 1972; str. J87 i Inl. 
F,ra,ncuskoie wydanie: "Le hasani et la 
necessitc" , Paryż, Editions du Seuil, 
1970. 
(Por. a.J1t'Y'kuł ZdziS'ława Kos'ińskiego 
p.t. ,,PrzY1padeik i reguła" w nr. 1386/ 
1387 "WiadDmości "). 


Antoni PospieszaJski. 


**) Część Ił ,.AJ1Jtymonodii" p.t. .,Hi- 
s.toria i wolność" ukaże się w jednym l 
najblilŻS'zych numer6w "Wiadomości", 


--- 


JAN RUDIS 
Przedwiośnie 


ś. t P. 


,\Ta wodzie OG.om clt:mno, oczom lasno. 
Rzeczka światłem rośnie, hfęśnie cieniem. 
Wat/o, moją pierś wZ1losisż, czy własną? 
Ach, ach, laflo, pohamuj wzruszenie. 


WANDA BAOOWICZOWA 


Nagle szum, łopot dziki w powietrzu: 
kaczki z brzegu ru nęJy ku wadzie, 
i dziobami gęste mz" w powietrzu, 
i shz)'dłami mdosny gwałt wodzie. 
Rzeczko, ze mną fantazjuj, co będzie. 
świrżJ Piach zarnhoczf!. spod wad)', 
namulony, 1/agrzallV grunt gęgnie, 
nad ziemią zamajaczą znów ogrody. 
Krzewy, owi ludzie niewidzialni, 
chmurkę kształtów ukażą przejrzyście. 
Naparzone w miękkiej u'iatru fali 
nabrzmią pąki nielllożiiw)'m liściem. 
Ptaki w dzio
kach z prz
railiwym gwizdem 
w. dH?bne wło
na mzłuplą powietrze. 
Z/emla. 
reszCle .s
o/
c
m słOlicu odbryinie, 
rozplysmęta w JasllleJące mlecze. 
fI" kwiatach. serce błonkoskrzydłe zabnęcz.y. 
Srrca ludzk'e Ul najmocniejszym świetle 
?łysnq w przestwór. strzałką nici pajęczej, 
I z całym tym powletrzem - Wiosnę wetchnę. 


sekretarz redakcji, 


niezastąpiona i nieodżałowana 


współpracowniczka "Wiadomośc i" , 


szlachetny, mądry człowiek 


i najlepszy przyjaciel 


umarła nagle 18 października 1972 


Strzała 


wypuszc 7 ę w 
.órę kochankę-strzałę: 
w lasy Slę wblJe strzała pierzasta, 
furkotem czarne smerki przestrzeli, 
Jak kraska skrz)'dłem o stmmieri muśnie, 
jak sto,pa lIimJy skosi szarotkę _ 
fo
em wzlatuje nad tropy owczr 
.I1nzechem ofJlqsze wapienne góry, 

 potem z WI
rc
ów w 
wl{ zieloną 
Jak okrz)'k, ,gorskl spadnle ,,,przecinką" 
dr: tego, PLory strzałę wypuscił 
lIu'tJOwstrzymallq, giętką i ścigłq. 


ANNA FRAJUCH 
Samoobrona 


Oto jestem 
bez wojjka, bez broni 
nie mam czołgu, IIi 
ambasadora 
moje orne pola 
bez granicy 
mOI.e wot/y - rybne 
mOJe lasy - grzybne 


Niezwiędła woda 


Genezis 


Woda swe loki 
lU wodzie kll/mła 
i pęki srebrne 
oburqcz darła. 
UT podlOodwl'm słońcu 
nit ki prószyła, 
wysłoneczniała 
i przejrzyściała. 
I całą siebir 
do nurtu brała 
i śród potoku 
Pian się tarzała. 
By wykąpana 
wstać znowu młoda 
znowu niezwiędłą, .' 
fJTzejrzystą, hożq. 
A srebrnowłosej 
głowy przygoda? 
Już nie pamięta 
ciemno-blond woda. 


nil'lvysłowionych widm 
narobił, 
lotem opasał 
górami 
ach jest i 
oczekiwany żółty 
cud: 
kto plótł, 
ż.J bvle miLiard lat 
a gruda lU cytrynkd się zmieni? 
lecz grmlt 
dziś jakby nabwł tchu 
i gotów unieść się! 
do niebios 
odwołvwało śnie" 
. .t:;.,,
 
sz.kło wod, 
i we mnie 
{CH 
wstąpił duch: 
widm 
sltJńu' 
t ('rrn 


0(,0 jestem 

roszeG./{ęo. się. Irwożę 
Jeszcze nle Wlem 
może 
pancerz 
założę c1utwlOwy 
- łatwo prz.eJduć szpilką - 
albo 
zapalę fmpierosa. 


maj 1972 


EWA HOFFMAN 
Rozmowa 


.. .. .............. ...... ..1'. ...... .... .... .... ........ .............. .. .. .... .. r. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 


SpotkaWmy się /la mgu ulicy; 
więc zawiesiliśmy myśli i wiosenne pła
zcze 
na świecach kasztanów 
nie słyszeliśmy samochodów 
ani kroków na bruku 
nit. widzieliśmv świateł semaforów 
ani min zniecierplill'ionw:h przechodniów 
którym .
taliśmy na drodze 
nie mieliJmv świacl ków stJot/wl/ia 
poza sprzedawcą gazrt... 


Nagrody 
Sprarnozdanie z 
nych nagród «Wiadomości«, 
odbyły się dnia 
zostanie ogłoszone ID najbliższym 
numerze »Wiadomości« 


"Wiadomości" 
obrad 


. 
Jury 


tegorocz- 
które 


23.4.1970 


19.21972 


. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. .... .... .... ...... ...... .. ........ ........ .............. .. .. .............. .... 


Zdarzenie kwietniowe 


. 


może orl potomności przekaże 
ten momrnt naszej histo'f'ii. 


Jakb'v nmL'inl(ł() jię na myśl 
i stało się aktualnym: 
śnież)'nka 
zakręciła się w poranka 
oku 
- i .razem . umilkliśr.!lY, patrzlic 
na 1Ile,oczeklwany W)Jstęp 
przybłędów znikqd, . 
znów, znów 
ł --t 


mełł 
(nikłych) 
ozorami mełli 
(
robnych) 
nie zakrvli 
pełzł - 
wszystko w bieli 


b.r ., 


16 


, . 
rnrzesnla 


Geometria 


Chodniki - to dwie równoległe 
i ta trzecia która je przecina 
ale my.sm...' poszli kaide swojq stroną ulicV 
i nil' skręcili.\my w tJ/zl'Cwicę 1Jaszego żvcill 


14.4.1970 


j
>>>
2 


AUTORZY starDżyrt:ni nie ZaMJ5ze i nie 
pod kazdym wzgl
dem ZJgadzają się 
w swo.ch charakterystykach plclnlon sar- 
mackich NI['którzy me szczędzą im ta- 
k ch o'(reo;leń, J,,-tk l a t r u n c u l I 
(złodzieJe, ro'zbóJTIllcy), ale np StrabOll1 
p,sze ze ,,są t'o raczej wOJOWniCY mz 
bandycI, WiSzcoZ)'Ina1ą dZJlałamla woJeame 
w wypadku, gdy SIę Im odmawia hara- 
ozu, do kJtórego l'oszozą sobie naturalne 
prawo". 
Ale me bra'kowało tatkze wyprorw czy- 
sto rabul'kowych, bez preteniSjl do utrzy- 
ma'la zajętego terytonum Między r 
73 I 133 AłanDw:e IZJI11SIZCZy1t część Me- 
dll, Armen I I AZljil Mtnlejs:ze
 W walce 
z mml zglmąl król onmańs'kl. Tmdates, 
a król medYJlkl, PelcJow, uraotował SJ
 
wraz z dworem, zonami I IOZlnyml ko'l- 
kubmaml, za ce':lę stu talle,'1ów, sumę 
na owe czasy bardzo duzą. w ogóle me- 
mozlIwą d-o skal ' kulclWa,:1'la. nawet w 
przy blIze,n lU. Po :zJl11szczel11U podb:ttych 
krajów, Alanowie wycofali SIę z powro- 
tem za Góry Kaukaslkle. uprowadzając 
zc sobą tŁumy meW"oLn Ików 
NIełatiwo zOJ1lentować SI
 w tych 
wSiZystklch wędrówkach, wyprawach I 
wOjnach, COl. dopiero, gdy na wldoowm 
wystąpIą GOCI (w. III !.JO Cbrystusle) 
l HunowIe. Kurtyna me zaDada am na 
chWI łę I na scetnle IJJlstorycz:neJ ZlJarwła- 
Ją SI, coraz to nowI alktorzy Rzym'all1'e, 
pomm pl:tlklnych tradYOJI, WCląZ jeSZCLe 
probują reZYiSerować to wlld.ow slko, ale 
udaje Się to Im l]1
zczególl11e, a wlaścl- 
WJe całkiem źle Gramce Imipenum są 
Jak rozgrodzo:1e opło'lkl przez które 
każdy, kto chce, wł8JZJ1 w s2lkodę Na 
wa,łach Traljall1a, me2dyś stanowIących 
skuteczną przesZlkod", JUZ me widać puó- 
roplllszy leg
O':Jj.s.tów, w gęMeJ trawle 
pasą Się spokojtnle sarmaokle owce i 
kozy Stara Roma jesZJcze odgryza Się 
od oZlasu do czasu, ale to J uz osta'tl11e 
podrygI konającego lwa. Stać ją na wy- 
gra:1le Jednej. drugiej bitwy, a l to na- 
puszczając Jcd:lYch barbarzyńców na 
drugich B,dZJle Się to udawać prrzez la 
kIś czas, bo z braku dz'elnych zołll11e- 
rzy Roma rodzI teraz zręCZll1ych dy- 
plomatów. liSIm ogoa1Cm 21amlatających 
ślady po drap'leZine
 wilczycy. 
To, OOZYiWlścle, przez mtatnle dWlc- 
śCle lat Istmoo a Im1'enum, bo począt- 
kowo Rzymlal'1le dawali sobie radę z 
Sarmatami. cha
:az kosztem najwIększe- 
go wysl
ku Jazygcwle przybyli do Pan- 
nonll me pJ1zez Da.oję. bo tam na
lI"afllI 
l1a banLzC' sILny opór, lecz przez pl1Zełę- 
cze karpackie Na razie Rzym lall11 e 
b rOlli 11 Się Sikuteczl11e przecIw Ich 'lapa- 
dom ale ndać Im ostatecznej klęs,kl ł)le 
potr
flll. mimo licznych ZWYCI
StW, L- 
których na.JsłynnoleJs.ze odme
1I w r. 169, 
na zama.rznlętym Dunaju Sześć lat pM- 
mej (175) cesarz Marf,k Ą.ure,I,usz za- 
warł z Jazygaml pokóJ na bardw su 
rowych wal'Unokach Musl,elij cofnąć SIt: 
do wschodmej Pa
"\IO'nll, nad Osę. i za- 
SIlić wOjska rzymskIe patęznym .oddZIa- 
łem Jazdy. liczącym o
:em tysIęcy wo. 
jcwnlków 
Wlęk!lI0ŚĆ z mch wysłana została do 
Bry tam' I rozrzucona przewa.llme l)") 
garmzonach strzegących gramcy pół- 
noc:łej, od 
trO';Jy krwIOzerozych Pllktów. 
Pu dwudziestu wIekach. w mlejSOOWOŚcl 
Chesters znalezIono fragme,nt )'1zędu \c,oń- 
sklego I llnTIe !)rzedm.Dty mewątpllwle 
sarmackiego pochodze"loIa. Tamze za- 
chowała Sl
 z lekka uszkodzona. płyta 
grobowa z plaskorzeźbą. wYDbrażającq 
sarmackIego jeźdźca A w rui nach Bl'c- 
meten-inacum, dawnej fortalicJI rzymsd(\e, 
koło Rlobches
er. medaleko LaoIlcaster, 
znaleZIono n8jpls głoszący ze przy koń- 
cu 11 wIeku po Nar ChI". stało tam 
garnizonem pIecIlIset Jazdy sarmackleI 
Naturalonl'e. bylI to wlaśme JazygowlP., 
wysłam do BrytanII na podstarwle paktu 
zawartego z Malrklem Aureliuszem w 
r. 175. 
Oągłq, mimo tylu klęslk, Dowroty 
Jazygów do Palnnonll I TracJI (MeZ!JI) 
me były podyktDwalne merozsądnym 
upo.rem, po pro.stu. naclslkam prrzez Inne 
szclepy, me mieli Innego wyboru. Po- 
dobme, w:.osenma kra Splęt.rza SI, na 
rzece z musu, mesIe Ją silny prąd, kto- 
.remu me mozna Sil" opl1Zeć. Był tJ 
szczep pod w.Zlględem cywIlIzacYJmym 
stOjący nlzej od SaJ1matów KrółeiWstklch 
I '\orsów. W wieku III nastąpIło zróz- 
mCOiWalme społeczne. uprzedmlo zgo- 
ła me Istmejące. Badama archealo- 
glczne stwierdziły Istmem,e trzech warstw 
spolecZJ'1ych. Wa,rstwę najn1ZSizą stal1o- 
,
.II prawdopodobme podbicI St.owlame; 
II1l,e byli nlewolmkaml. ale nt'e wDI.n.o 
Im była 1I110SlĆ brom. Do wars,twy śred- 
TIle) ,n,alezelI Ja,zY20wle, przybyli naj- 
wcześmej, w pierwszej fa7J e emlgra- 
cYJn.e
. wa,rstwa kHel'own cza. t.o JaIZY
o- 
wie, przybyli późmej, któl1zy WLrn.oOI11- 
11 
 zdynamizowali CJęZ,kD doŚiWI,adcZiOne 
plemię. Tych chowano w kurhanach, za- 
opatrując dostojnych nJ.ebos,zczykóiW w 
broń, przedmIOty OsobIste£.o uzytku 
klejn.oty. pJ1zewazJIl1e PDntYjsll(\e,l1io (bo- 
sfcrslklego) pochodzema 
W kurhame w Herpaly .około. r 


* I Por Część pierwszą w nr. 1386' 
1387. 


JóZEF ł-OBQlDOWSKI 


WIADOMOŚCI 


CZy 
eI 


. ,. 
)estesDłY 


SarUlataUli 


.
 (2) * 
. 


300) zachował SIę 
zklelet jeidźca na 
szk.lelecle kDnlla: w kUJ1haJIue w Srtul ZJO- 
s
a.l poohowany Jalklś kSlązę czy kil"ól, 
który najpewnIej zgmął w walkaoh po- 
grat'1 czmych (z RZYIlTIlanaml? z Germa- 
namI?) W \\I1
IkISlZ)DŚCI i?lrobÓW Zlna
do 
wa'ly się t.z,w. . W0J1k,1 paste
](\e": ze- 
lam,e noze, kl1zesLwa, rzadzIej oselkl. 
W Wllf!ku IV dosZlło do kaJtaJSitrofy. Część 
przetrzebIonego ludu połączyiła Się z 
Ostll'OgDtaml, częiŚĆ pl1zesZJ!a w słLJiZjbę 
l1l:ymlką. NlelIIcma resZltka Jeszcze olska 
Się rO'z,Daoz;!.wle oIla wszystkie strany. 
fil czym śmlerte!ome zraniony dZI'k, az w 
r 462 króJ WllZygotÓW, Teodoll"yk, za- 
da
e Im klęskę ostattecZlI1ą. Na poJu pr.ze 
gral'1eJ bitwy paoZlostah dwa
 k'i"ólowle - 
BeLik
,n i Baba
, J wI
ceJ w kromkach 
n'e będz,le molW)' D mes:zczę5lnycl1 Ja.zy 
gach NIedobitków wchłonęl,1 zapewne 
Alanowie. sIedzący ówcZJeś11Je okrakiem 
lI1a gI1Z1bleDle Kail1pat, jak oIlG kamleI1ll1ym 
wle'rzchorwcu, ale sl
gający swoJą władzą. 
z jednej 
tr.{)ll1y po Prypeć l Dmeptr, z 
dl1UJglle
 - alz w głąb Śląska. 
Tymczasem, w wIelikim kotle na pół- 
.nooc od Euxyn.u kIpi w dalszym clą,gu. 
Na początku III wIeku na stepach zJa- 
wia SIę n'awy, wOJowmczy lud, tym ra- 
zem gel'lTlańsklego pochodzema. kttóry 
po dłuzszym PO'bycie nad Bahy'k!em ru- 
szył w kIerunku poludnIowym. NaJ- 
n,owsza hlstDria przyjmuje za da,tę Zja- 
WIelnl a sle Gotów nad środikloiWym 
Dmeprem -I101k 230. W dwaidZlleścla lat 
póŹime
 dotalrh om do M orza Czarne- 
gO'. zaJmUjąc grecką kolomę Olbię, znaJ- 
dUJącą Silę pod 'I'Iomill1alll1ym zWlerzc.hm- 
ctwem R7ymu. Po kllkudzieslecJIU latach 
walik pr.zestaJe Istnieć królestwO' BosfDru, 
ostatme monety bosfDrs'kle wyszły z 
me'1,n c w r. 332, ostatm monarcha, Re- 
skupons IV. zmarł w r. 362 (?). 
Główna horda Alanów pl1zebywaia 
wtedy w północnej Besarabu I MoJda- 
WII Bardziej ku wschodowI I pó
n-ocy 
rozciągały SI1;: dZ!JedZI'I1Y Antów, na któ- 
rych najpierw zwa,IIła 
I
 law.na gock'ł. 
Tym AiI1Itom ZJail"az pośwlęc'my p Iną 
uwagę, a oIla razie Jeszcze IWIróclmy do 
AlanólW zachodnlllch. Amlal1lUs MarcellI- 
nus (w l\") p002l0staw
ł szczegół,owy OpIS, 
który zresztą. plus minUS, I'Ozsze,rza Się 
na w'ózyst'kle szczepy sarmaclkle. 
"Ży,wią SIę, mięsem I mlekJlem, pochła- 
mając Je w wleJok'ch Ilościach Nie bu- 
dUją sza'lasów. gdyz mieszkają na wo- 
zach Wędl1Ują przez bezgral11Ic,Z'le ste- 
py I za,t.rzY'mlI!Ją SJę tam. gdzie Zi'Jajdują 
bUjne trawy, us
awlaJąc swo
e kryte wo- 
zy w w,lelklle kolIslko, a odchodzą, gdy 
zabralk,n'e paszy Wozy zastęou)ą :m 
domy, na llt:ch ZYJą, na wozach kobiety 
rodzą l pielę/gnują dziecI. Męrz.czyi'lll za- 
praWla1ą się w sztuce JewzlecOCleJ od 
najmłodszych latt. wędrowame na ple- 
ohotę uwazaJą za godne Dogardy Są 
słuszmego WZI10S.tu i moono zbudoiWa- 
1111... Ich groźny wzrok budloi przem- 
żeni; e Sposobem bycia i zwycza,jami 
róz"uą SI, na kor7Y'
Ć ad bard.zlej bal- 
barzyńs,klch Hunów...". 


ZNAD DUNAJL DO AFRYKI 


Tych Alanów, Iktórzy wrr3JZ ze Swe- 
wami I Wandalami ;zapuścIli SI'.: daleko 
na !Zachód, me spDtkało nic dobrego 
Co prawda, bIedacy, me mielI żadnego 
wyboru UCIekając przed HunamI, w;daT- 
11 Się do graiTIlCZll1Cj pl'OrwlIl1QI yzymslklej. 
zwanej No'l"loum (dzisIejsza Austna) I 
oflall"owali slWoje usługi w w.oJlI1le z WI- 
zygotamI Ale Hunowie sZJ1i cIąIde na- 
pJ1Z1ód i obiecaona PI'Dtekoja jmpermm 
mc zdała SIę lI1a mc. W r. 406 rolZpo- 
ozął SIę wlelJu exadus. 
WYSitall"CzyJy Im zaledwIe dwa lata, 
by ZJnad Dunaju dotrzeć nad Ren, SoZJla- 

Iem pl'Dwadzącym od MO'gunCjl do Tu- 
luzy, pr;zemlerzyć całą GalH
 I SfOrsO'- 
wać PIreneje. HlsZiPa.ma lezała Dtworem 
{Ęzed potęZJną h aro a germańsk.o-lar- 
maokich zdobylWców, &zym bylł bezsll- 
II1Y, me mógł wyslłać all1l jednej legII 
dla Dbrony TalI1TIlco, Caesall"all@usty, 
llolet,um. BII,lbIlSU, Hlspalhsu ) stu In 
nych mIast plęC
U pI10WIIl1CJI Iberyasklch. 
Jedyne. na co był.o stać Cesall1Za Ho- 
nDnusza. 
o wellWame ku pomocy WI- 
zylgotów. aClZYlWlścle nie za dall"mo; mu- 
siał um przy,oblecać Ak'wltamę, jako 
zIemię "go
cmną" dla oSIedlema, która 
Wkrótce pr:zeksiZotałc!lla s.ię w mezawJlSłe 
pań
two wllzygockle. WIZygOCI mleh do 
azym,c;Jla z SarmatamI me po raz plerw- 
s.zy, znaIL na pamięć loh WOjen,1)e spo- 
soby i SZylJkO' rOZlprawl1I Sle zarówno 
z AlaIntamI jak z WandalamI. Jedn
 I 
dl1Udzy przemeśII SI.ę do A£rV'ka Pół- 
noaneJ I tam DO StUleCIU zakończylI dość 
meslławme SIWO'ją hlstorvczną kanerę. 
P.o,ueważ w tej błYiSkaWIC;Z\lle
 esik 1- 
padzie AlanowIe nigdzIe me zatrzymy- 
walI Sl;\ długo (stooun-k.owO' najdłuzej \V 
LusltanlI. czyh dZlslejs.zej Portugalp), 


;"". .... ............................................ ..
 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 


DYWANY 


NOWE I UŻYWANE 
sprzedaż, kupno, reperacje, ukladanie, ofert} na żądanie 


ATLAMTIC BAY CARPETS 


739, Fulham Rd., London, S.W,6. 
leI.: 01-7368777 
Stacja metra. Parsons Green. Autobus: nr 14. 


.. 
-......... .. .... ................................ n. _.. 


***********************************G****************
 
i PRENUMERAT A I 
* * 

 jest zawsze płatna z góry: za kwartał, za półrocze lub 
 

 za cały rok. Gdy Szanowni Prenumeratorzy przysyłają 
 

 należność tuż przed końcem kwartału lub półrocza, 
 

 prosimy zawsze dodawać do czeku należność za następ- 
 

 ny kwartał lub półrocze, by zaoszczędzić nam kosztów 
 

 wysyłania przypomnień. Z góry serdecznie dziękujemy, 
 
* * 

 ADMINISTRACJA 
 
:*******************************************
******** 


mewiele śladów pOZlostawl1I po dradze. 
Jeden odosobmlOny grobowIec w Sleben- 
bmnnen (Austna), drugi w Valmery 
(Normandia), kOCIOł z brązu w z:nalezl- 

Iku pod Chalon-sur-Siione - I to chyba 
wszystko Ale .pozostała po nich ta'kże 
garść nazw geograflcZlnych, głÓ'Wll1le we 
Firanojl, II1p Alenęo,n. NasiZe babki, 
II"OZlIT1I
OlWame W słYoIlmych alensońskloh 
koronkach. am podeJ'i"7ewały ze Ich 
naz,wa poohodzl od 101W)'0h s
oj!;ich Ala- 
nólw OCZYWls,ta, II1I,e zamIerzam dowo- 
dllć ze to SarmacI wprowadZIli do Ga- 
Ili sZltLikę wlązama koronek, bo to bvł- 
by g1l'Uby nlonsenlS. Ale Alen
on jest rów- 
mez od bardzo dawna ośrodkIem ha'!)- 
dlu końmi, Iktólrych h,odowla w blIz- 
szych i dalslZV1ch okolIcaoh była zaJwslZe 
ban1
0 mtelIIISyowna M oze ta .,koństka" 
tl1ldYCJa ma Jednak jakiś zWiązek z pa- 
bytem Alanów? 
Nie wszyscy Alanowie poszli do 
HlszpaJnll, gdzIe po klęsce z rąlk WlZY- 
goc1uega wodz,a, WalIL, 'l"OZltopl'LI Się w 
masie Walndalów (Ich królowie. poczy- 
Inając od GUlndery1ka, nosIIII tytuł "Rex 
Vall1dalol'Um et Alanorum"). JakIeś llUź- 
ne, choć lIoZlne gromady pozm;taly w 
GaIli I przez prawIe cały wIek V dawały 
Się we znakI miejscowej ludnoścI, w ko- 
leJnych Wa1':łach przerzucając Się z Jed- 
l1ego ,0boZlu do drugle
o KI1Oq)),kl no- 
tUją Ich obecność raz pod Narboną. 
kiedy 1ll1dzleJ pod Orleanem JakiŚ 
Eokar, ..feroclslmus Ala.n.orum Rex". 
brOI koło r 440. I11ny ..Rex", talkże 
"Alaneorum " o pogańslklm Imlemu Beo- 
gus. ;zJawia snę Jak !krwawy metem w r 
464 l znowu zapada SIę w cIemność. To 
pewme te same luŹine gromady doko- 
lJlały w tymze czasie wy'padu na Rzym. 
ale iZoiStały po'koonalJle I rozpmszone 
przez Gelrmamórw lI1a rzyms1kllm zoŁdzle 
SarmacI, Jeśli Im na tym zallezało. 
potrafil" po,kDnywać wIelikle przestrzeTIle 
z madzrwycza11:1ą szybkością. Oto Jaskra- 
wy prrzykład w r. 401 AlanDwIe 
eszcze 
s:edzą nad Dunajem, z nadzIeją ze 
obromą się przeciw Hunom. w 406 ru- 
sza1ą w pochód I w tym samym roku 
pl'z[k'raczaJą Ren, iW 408 są pod Bor- 
deaux. w 416 w ipóbnooneJ PortugaliI, 
w 4]8 pono.zą klęskę pod Mendą, w 
dZ16 ejszeJ Extremadurze. w 422 prze- 
chod,zą do AndaluzJI. a w 429 dO' Afry- 
ktI A WIęC W CIągU d,wudZlestu trzech 
lat odbywają w 
tdrówkę przelZ Austll"1ę, 
NIemcy pO'łudmowe, Francję I cały 
Półwysep Iberyjski, plus morska podil"óz 
do MauretanII A 1'rzeclez nie mozna 
tego lIIwazać za rajd kawaleryjska, bo 
Alanowie clągn.ęlI całym Judem, z ka- 
b'etaml l dZiećmI na wozach, pędz'1 c 
przed sobą stada bydła. 
Totez sława liCh rozeszla Sil¥ po ca- 
łym ówczesnym śWIecIe Obs:zern
 
\WImlankę a moh znajdzIemy nawet \\ 
"W.ojmIe zydows1kleJ" Józefa FlalWlusrza, 
choć zaden sannackl oddzla,ł mgdy me 
d01al1ł do Judei ("Wojna zydawstka", 
kLSlę
a VII, TOzdzla'l XIX) NatO'mlast 
WIeŚCI D DmOlWIO'leJ uprzednIO wypra- 
wIe rabun'kowe1 do Medll I Armenl
 do- 
tarJy prawie wszędzIe. budząc PodZIW. 
pl1zerazenoe I obawy na przyszłość. Z 
ust do ust szła przesadzona wersja o Ich 
skra
nym ok'rucleństwle ZapewoIle, ba- 
ra'nJkaml nole byLI Q me nadawalI Się do" 
Armłl Zbarwlema, ale równ'lez me za- 
sługIwali na opml
 bezwzględnych 
łotrów. Eurapa ZachDdma Jeszcze wtedy 
nie zmała H unów; gdy loh poznała, gad- 
kI o Alanach zostały JUZ tu i ówdzl
 
zapomn.laoIle. 
O wiele lepiej, mz t
m przymuso- 
wym podróZl11i1lk om , powIodło Się Ala- 
ITIoom. którzy osledbII Silę I pozostali na 
półnoonym KaUlkalZle HunDWIe zawa- 
dzilI o nloh połudmowym skrzydłem 
swego pochO'du, sWOIm zwyczajem wy- 
CI,III w pleń wSZYiStklCh, którzy podw:- 
nęII Się 1'od nóz. I przCiSumę,h SIę dalej. 
Przedtem wprawdZIe zdązyll urządZić 
wyprawę poprzez Kaukaz do Pelrsgl I 
SYI1I, ale na ogół tuteJsL AJam'OIWle wy- 
s'ZlII obmnmą r "ką AtYlIla 1I1'lgdy tu 1)le 
zarw,ta,l, ośrodek państwa Hunów maj- 
dował Się wtedy JUZ nad środkolWym 
Dunajem, w Pa'l1'11onu. Jeśli chod,zl c 
wygląd. Hl.Il1owle byl'l całkowItym 
przeclweństwem Sarmatów. ..Forn1a bre- 
YliS - p,sall wsPÓłCZesl1Y kronnkarz l) 
AtyIII - lato pectore. ooPlte grandlon. 
mJnlU
\
 ooulIs, rarus barba, SI11JU raso, 
taeteil" oolore " AlanoWile górowali 
WZI'Ostem I urodą, ale tamcI zalewali 
Ich liczbą. 
Szybkie ZI!1I'lkmęcle Hunów po śmier- 
CI ..Blcza Bozego" me pow 1Jl1l10 nakogo 
zadzIwIć. Po ZJgome Ojca ('i" 454) s}'1no- 
wie natychmIast pazarII Się ml
Jdzy so- 
bą. z WO
rr1Y domowej skolJ1zystały pod- 
bite ludy, a loh 21brDjna reaikCJa okaza- 
ła Sl;\ tak slkutecZJna, ze JUZ po rroku me 
było am Jednego HLIonl3 na zachód od 
Dnlepm. StrasZllIwy syn \1l.1l1zaka zwykł 
mawIać ze trawa przestaje rosoIląć tam, 
gdzie sta:nlIe kopyto Jego kDma. LedwIe 
przemó9ł Się do króles
wa Olem, strato- 
wane pola l ste1'y znowu 1'okryły Sl
 
bu
'ną trawą. 
NIe potrzeba oodawać że Alanowie. 
wszędzIe, gdZIe mogli, z najwIększą ra- 
dośc ą PJ1zyczymalI SIę do mszczClma Wy- 
cofu
ących Sl
 
 zdemoralIzoiWanych ko- 
le
nyml klęskami Hunów, którzy mgdy 
juz me potrafllh odtworzyć swego pań- 
stwa Być moze, załoslI1e loh resztlcn do- 
łąo7yły z czasem do OhazarólW, a jeszoze 
późmeJ do 1J1
Iz;aków (PołowcóiW, albo 
Kuma,nów). 


P4.ŃSTWO ALANóW 


Tak czy owak. o Hunach JUŻ za- 
pommalno I zamkły po mch .ostatme 
ślady. podczas gdy królestiWa Alamów, 
zalłozone u schyłlku starozylnośCI, mIę- 
dzy Morzem AzowsIkim J KaSIPljsklm. 
ptzetJ1wało prawIe tYSiąC lat. orzetrzv- 
mUJąc wo;zystkle kolejne najazdy. We 
wczesnym średmowleczu pó!:1,aona, ste- 
pOiWa część Kaukazu nosIła naZIWę Ala- 
nu Władcy tamtejsi na ogół dbali o 
dobre stosuniki z sąsiadamI i dhętme 
wchod7l11 w pawllilowaotwo czy to z 
królewslką dyna
tlą gI'uZlńslką (Bagra
y- 
dZl), czy to z arysl
okratwZJnyml rodanu 
blza!lJtyńs'kl mi W ZiwlązklU z tym wśród 
Alanów zacz,
o szerzyć iSllę chrześc
Jań- 
stwo czyniląc slzybkle postępy. 


SZlC7ytOWY mzwóJ królestwa przypada 
na XII-XIII wIek, potem pJ1zysZlła deb- 
denoja, CZęśCLOWO SpowodO'wana przez 
ata,b Mongołów. Uohodząc przed Tah- 
ramI DzyngllSchanidów, AlanowIe chro- 
nili Się w góry, poot,lpUjąc ku połud- 
TIlOIWlI dDll11aml TerekJu I Je
o lewo- 
bl1zeżmyoh dopływów, aby lI1astępme 
wedJJ1zeć Się dość głębok.o w terytonum 
GruZJI. 
Spory wpqyw wywarli na mch ChalZa- 
rowIe. których kahanat powsta
 gdZllcs 
na pJ1zełamle VI-VII stulecI, a wlkil"ótce 
potem oSIągnął wielką pot
!gę. ZaD1lm 
J'mszczyły go Lnll1e, pokrewne ludy, na- 
pływaJące kolejną fa,lą Ina stepy nadpon- 
tYIWlue (Pleozymgowle). Pomewaz przez 
pewlern. czas nawet GruZlJa i Al'lTIema 
nalezały do państwa Ohazarów, niewy- 
kluozone ze takI sam las spatka
 znacz- 
ną część AlamI. Ale chazars
ue pano- 
wame musiało być kró
kDtTlWałe. Praw 
d.[)podobme Już wtedy AlanowIe zaczęli 
stapmowo wycofywać SIę z n
espok,ojne- 
go stepu i kolomzować dolt.nę gÓl1l1ego 
Telreku, chocialZ mektórzy badaoze prze- 
suwaJą pocZ\lbkJi kDlomzaojl na datę póź- 
meJiSzą TO' ',!"-,!.nle wtedy wąrwóz Dana- 
łu. który ta'-J "'lle
ką karierę ZI'obL po 
wiekach w 1l1e:ratuTze rosV1Jsklej, otrzy- 
mał JJaZlWę Bramy AlańskleJ i nazwa ta 
przetrwa,la az do m:asów nowozytnych 
M wreszcIe Dbszar za
mowa!l1Y pl1Zei 
Alamów slktUrczył się do dZllslejszeJ Osetii, 
wClśnlęiteJ mIędzy Kabardę, Ozec:z.nię i 
Dagestan. O tym ze Osetynl, to szczep 
lrańs,kl, wytWodzący Sle od Alanów (I 
zapewne. takze ad Lch popl1zedmków, 
S}"raków), b}ła juz mowa. 
Od Chaza'i"ÓW średnolOwlecZlI1,1 Ala'no- 
wie prze
ęII krzywe szable (prototyp 
piolslkleJ karabeli), noszone zaZlWycza
 W 
drewnlamyclh, bogato zdobIOnych po- 
chwach, zastępując TIlml pll"Oste, obo- 
sleozne mlecze. Daw,mej blzuterla "1: 
burs.Zlt}'1nu ZlJalWlała Sl
 w grO'bach ko- 
biecych raczej dość rzadko, natomIast 
w alańSlkIch tkurhanach średmoWlecz- 
nych uderza 1011 nadzwyczaj,na Dbfttość. 
Bur
z,t}'1n musl,ano spmwadzać znad 
Balłtyku, za pooredln.lctwem Rusi KL- 
JOIwsklej. Znad Bahyiku. t.o Zlnaczy ze 
ŻmudZI i od staryoh Prusów; wschadJmo- 
slowlańs'kl ,jamta'l"". to 9l1Ziekręcoll1e 11- 
tewstkle ,gentaras ". M ozemy wylkłócać 
Sl
 z Lltw,nami o Wilno: o Janta'r, czyli 
rzekomO' czysto słowIańską naZlWę bur- 
szt
nlu, splel]"ać SI! JlIepDdobna: zaJez:n'Ość 
ad gentarasa Jest :z:byt oczywista. 
Ale Juz CZ3JS pozegnać Się z ml1ym 
memu cz,ułemu sercu Kaukaozem i Ose- 
tYoIlaml i, zgodme z zapowled;Zllh za1ąć 
Się ludem Antów, bo tO' nas !)rzyblIzy 
00 odpowiedZI na pytame zawarte W 
tytule ..Czy Jesteśmy SarmatamI?". Któz 
to byill Ol An.towle I Jaką hl&toil"yczn,! 
rolę odegral,,? 


KIM BYLI ANTOWIE 


HII
torycy bllzan'tyńscy zgodme stwle:r- 
d£a
ą Le nad ;l1ad.kowyn. Dnieprem l da- 
leJ ku zachod1awI Istmało rozleJ!;łe pan- 
s.tw-o An'1ólW, które stawIłO' zaciekły apór 
Gotom, w Ich dość kapryśnych wędrów- 
kach między Bałtylklem l Pontem Euksy- 
nem. T
lk np. J.ordall1es. sam Nesztą go- 
ckIego pochodzema, podaje OpiS WDjny 
wylgJraneD przelZ wodza Wlmtara. któTY 
k'l"óla AII1tów, Bozę, wZiętego do melWo- 
11, kazał ukl1Zy.z:ować. 
IsbmeJą oWle teOI1Ie dotyczące A'I1tów 
Wedł,ug Jednej, podtrzymywanej głóiW- 
me przez II1llelktóryClh hlstor
ków ukraIń- 
skich, byli to SŁowlame, PI1ZodkJowle w 
prost
 IIml dz,lsueJSiZych UtkraIńców, 
wedbllg drugiej teom, Al1JtowIe, to od- 
łam s
rmacklch Ailamów, z tym ze z bIe- 
giem czasu nastąplla pJ1zemleszame SIę 
z podbitą ludnoścIą słowlańsiką. Mme 
05oblŚO!e kwestia ta me Sip",dza s.nu z 
powlClk Czy byl'l to zsarma'tyzowam Sło- 
wLame, czy zesłowlańszczem SarmacI 
dla n.ln1leJSiZego wywodu Jest to dośĆ 
aboJętne Ver.nadsky W SiwDJeJ pracy o 
starej RusI poszedł dtl"o£ą pośredmą. 
twleooZl że MtowIe byli Słowianami, 
ale orgam;zaOJę państwoIWą dali Im 
rań- 
scy SarmacI. Wśród Alanów, którzy ,v 
wieku V po Chr. odbyli wielką wypn- 
wę przez Galtę I HlslIPamę d.o Afryki, 
mJe bra,kował,o nadazDwskloh SłoiWlam J 
wOjow:mlków z ludu R u c h - A s ozy- 
101 RusI. ' . 
Wedlug opmii Dvormka, An'1owle 
byli Saonnatamr, podobme Jak ChO'l1Wacl 
I Sl'rbowle, ale do tego stopma przem'e. 
slJ3111 Silę z mleJscowycrm Słowlaonaml ze 
z czasem pl1zYJęl1 Ich naZlwę. mow
 I 
obyoza
e. MIelIbyśmy WięC tu dale'ku 
Id'jcą alnalo.gl
 z :nadwDłzańsklml BUł- 
garami. którzy 21naleźli SJę w Identycz- 
ne
 sytuaoJI, gdy dotarli do zesłowIań- 
szozonClj TracJI. Talk czy owak obec- 
nOŚCI elemel1i
u sarmackiego w 'kramie 
Antów negować me podobna NaJwyzeJ 
moma dYlskutować, Jab był stosunek h- 
c
ebny Sarmatów do SłowIan. 
I ter3JZ docIeramy do IlJlteresuJącegJ 
nas sedna dZledzmy Amtów rozcIąga- 
ły Się na PDlskę połudmową, co naJ- 
mme
 po OdI'
 Ich państlwo me było 
równoznacme ;z BIałą Chorwaqą (Chro- 
baoJą), o które] pIsał KDnstantyn Por- 
J;lrogen'eta - powstało Zinacznle wcze 
śmeJ. WIadomo ze gel'lTl.ańscy LDngo- 
bardowie, zamm zaawanturowali SIę az 
do półnoone
 ItaliI, odbyh UrOililTIalOO- 
lI1ą bo obfltUjJącą w czyny wo
enll1e, 
POdTÓZ ZI:Jad Laby pOpl'zez Śląstk l Mo- 
I'alWy do PalJll1'Ol11id. 
Paweł Dlalkon. krol1ilkaTz, który za 
panDwama króla Dezydenu&za mieszkał 
w PawlI I zmauł w r. 799 w Dpactrwle 
Bel:1edyokt
nów w Monte Cassino (OZY 
JUz wtedy kWItły tam czerwolne maiki?), 
padaje w sWO'JeJ kSIędze "De ges
ls 
LongDbardol1Um" ze OWI gennańscy tu- 
ryścI zWlcozill po drodze k,ra] A!1itów 
(., post hace Am
halb. Banthalb. pan 
modo et WUI'gunthalb pe,r anonos alIquct 
poo;sedll;se. . ") Otóz Anthalb to z,ger- 
mamzowana forma nallwy Amtów, przez 
których kraj Lo.ntgDbardowle pr1ZeszII 
mme1 w",IC.ej w latach 480-490. 
Kiedy SaiJ1macl llIJawl,II Sl
 1'0 raz 
pleJ1Wszy nad górną WliSlą i jej dopły- 
wami'? NaJpraM'dDpodobmne
 dopiero w 
wieku III po Chrystusie. Jeśli mieć peł- 
ne zaufanie do archeologów TZ!W 
"k,ultura pl'zeworska", ;z ośrodkIem w 


dorzeczu Sa11\u, zaozęła ulegać zasadm- 
czym zmIanom właśnie w wieku I1ł, w 
wylkl}palIskl3ch z tego okresu ZlJaw3a SIę 
ceramilka w st
lu pont
Jstklm, zaplJ1kl 
l agrafy typolWo sarmackIe I bronie ze 
Zlnakaml sakraLnymi Alamów. Czy Anto- 
wie zachodm Q wschawloI twonzyII jedno 
państwo, mepDdobna dZIś stwIerdzIć. 
BrawdopodobIue choozlło o dWIIe J;or- 
maOJe polityczne meza,lez:ne, choć kDmu- 
mlkujące SIę ze sobą l soltdame w oblI- 
OZlU współ'l1ych IWro2ÓW. Najaoo Humów 
rOlIbił liwartość hitów zachodmch, ale 
ca!lkowlcle JCIj me 21mszczyli Brzetrwalt 
om pl1ZeJśclowe panowame huńsknej dZI- 
czy. ozego dowodem wSipoml!1lall1Y przed 
chwilą przema.rsz Lon
abaroów przez 
kra
 AnlthaiJb. Hunowie odJpłynęłi zmad 
Od,ry I WIsły j alk leś tI1Zyd!ZleśCU lat 
pl1zedtem 
SerbDwIe t ChorwacI przybyli tu naJ- 
pelwmej Jeszcze przed odejściem HUII1ów. 
Te drwa patęZine szczepy, które pófuleJ 
wyemigroiWały na Bałkany, słuzyły Hu- 
nom w ok,resle Ich na.Jwlększe] pOtęgi, a 
po śmierci AtyIII odzys,kały mezalez1Joość. 
rur
n'gla i górna Salksonm stanowIły 
wówczas całość pod wSipólną nazwą BII3- 
łeJ SerbII. Na1JWa ..Serb" (Srb) Jest1 po- 
chodzC\nia IrańslklegO', a me słowlańslkle- 
go. A znowu lI1a2iwa "choroates", za- 
mm zJalWlła Się na PDdkał'PaclU. zosta- 
re zanotOlWana w na.plsaclh, zachowa- 
nych w Tanais, przy ILIIJŚCIU Donu, w 
okresie, gdy pr.zeohodzllh tamtędy Ala- 
n'OlWle wSIahodm. Ale JalkiJeś resl7Jtkl Scy- 
tów takze rnalazły gośclmę nad WIsłą 
I Dmestrem, by następnie St01'lĆ Się w 
jeden lud z Mtami. A ze etmozme pod- 
glebIe bybO' slowlańslkIe. takze nie ule- 
ga wątplIwoścI; to mnta spraJWa. Słowla- 
me swo
ą drogą, Sarmaci - SWO'Ją. Jed- 
no me 'PJ1zeczy oJ1uglemu 
Utarło SIę ze przodkami Palakólw 
są Wenedzl (:weoł
 Niemców - Wen- 
den). których, poczynając od Tacyta 
(I \\Ilek po Chr) I Ptolameusza (II w.), 
wszyscy greccy l rzymscy autorzy me- 
zmlelnme UIT1JlesZ!Czają nad Bałtydoem. 
Zlresz,tą na b3Irdzo I!1oleW11el'kICJ przestrze- 
m. Wladt1moŚCI te są Jednak wIelce ba- 
łamutne i me dają Zlaooeg.o pO'JeCla o 
:;;aSlę@U osnedlema. Tacyt, Pl1l11ius:z, Pto- 
lameuiSz dZllelą Sł,owlIan na trzy główll1e 
grupy: Wenedów, Sklawenów I Antał. 
CZyill Antów. O dokładnym Ich I'Ozgra- 
mczemu autorzy al nie mIelI, rzec;z pro- 
sta, bLllZSzych wladomośol. Cała reszta 
gubi Się W t.ZIW. "mrDku dZIeJów". 
Dla wymllmIlOlnych I I,nnych autorów 
mapa wschodmf1i EUI10Py była czymś w 
J10dzaJu m eptr.zem kll1 IoneJ mglawlcy a 
w Jej Dplsaoh 00 krok natraof)lamy m. 
wIadomoścI wręcz fantastycme Tak np. 
w kraou klmmeryjsklm mIały IsŁ'lieć 
olbrzymie góry, Prypeć za
 przeważme 
uwazan,o ZJa górny bieg Dmepl1U. Nale- 
zy WięC uch llI1farmaCjc traktować z na]- 
WI'Ikszą ositramością. 
Państwo plastowslkie powstałO' 'Ne 
wSlOhodme
 CZęśCI dDr.zecza Odry J s'lyb- 
ko zaozęło rozszerzać SIę w kIerunIm 
gómej Wisły. Czy Wlślan nalezy za 11- 
ozyć do Antów, czy do Q],robatów? Sto- 
licą BIaŁeJ ChrDbaq)l był Kraków. mia- 
sto o nazwie wyraź me l,rańsklel1;O po- 
chodzeln,'a ("Krk" - miejsce umocnno- 
ne) Ziemia Wlślail1, wraz z Krakowem, 
nalezała przez peWleln czaiS do państwa 
wIelko-morawskIego. W Q'oh przemia- 
nach maczali ręce także ci Sarmaci, 
którzy w VII wIeku me lW)'emllgl"owaII 
do adnatyc,kleJ 111m OczyJWlsta, proces 
sla,wl.zacYJny ogarnął Jch znacznie wc;ze- 
śnleJ Pewna Ilość Serbów pOlJootała 
mIędzy Labą i Odrą, a część Oh O'rwa- 
tÓIW na PodkarpacIU, az pO' Wisłę. 
Nie b!dzlemy Się głowili, Jak daleko 
Biała ChrobaCja sięgała ku wschodO'WI, 
bo to by gr-o;zlło wpadmęclem w poku- 
sę włączen,'a Się w Jałowe Sopory nacjo- 
naLlstyoZlI1le nastawIOlI1ych historyków, 
wodzących Się za cLuby, czy Ziemie 
pr.zeJ
clolWe zalud11lone b
ły (przed 
pr;zesZlło tysiącem lat') przez plemIOna 
pol
kle czy ,uklralńslktie. PDwmna nam 
wystarczyć pew:1'ość że blIżCIj meOlkre- 
ślona Ilość Sarmatów (Alanów, Aintów, 
Chorwatów) włąozyła SIę w etmcZlną 
masę. z której wylkluł Się za.rÓWlllD na- 
ród polskI Ja.k I ubalński. 


POD DRZEWEM ETYMOLOGII 


Po tak długich i uClązlIwyoh peregry- 
11,aCJach hIlSltDryc
nych, skorzysta
my z 
wygodnego pJ1zYiWlleJu d
gresJJ I spacz- 
y, jmy przez chwilę pod rO'ZII"ośmętym 
dl1ZCIWem etymologu. NIech nam mkt 
nIe weŹimle za 21le ze, nie łalnląc iałę- 
Zl. uszcZJknr.emy z mch bllka hs
tków 
b("bikowyClh, by okrasIć ten huJta

kl bl- 
gm, upItraszomy z.godnle z przeplIsamI 
scyty
sko-sarmack'leJ gast!I1Ontomu 
Nazwy ludzIkich OSledlt zmlemaJą Się 
ze stO'su:1lkowo duzą łatwoścIą, niekiedy 
po parę ,razy w CIągu Jednej tylko epo- 
ki. RólWmez na1JWY paszozególmych 
szczeljJów I ludów. NatDmlastt nazwy 
l1Ze!k roradtzaJą tendenCję tkonsemwatyw- 
ną, zm:'alny występUją me cz.
to. a je- 
śli Je naI'ZJucaJą, zdobywcy, to przeiWaz- 
me 110a bardzo kró
koa. 
Otóz. wSzystlkle lI1aiZWY rzek wpadaJą- 
cych do Mor;za Czarne20 I AzDwsklego 
są pochodzen'a nIe słO'wiańsklego, lecz 
!rańs'klego, przy czym coraz to wystę- 
pUją one w dwóch wel1s
ach. starszeJ, 
która utrzymała się na stałe, I oIllowszeJ. 
przYj
teJ pl1ze(Z Greków, !która pl1Zemllnę 
ła wraz z Ilk'wldacją helleńslklego stamu 
pooladama. StaroarYJskie ..danu" zmacrzy 
"woda" w ogóle, stąd pos;z:edł "don" -- 
- rzeka Niektórzy filolodzy, np. Alek- 
sander Bnickl1er, sądzą że lI1aZlWa Duna- 
JU poszta od G'Otów. któl'zy ją pl'ZeJęh 
od Celtów (Damu
lIus w fOll1l11le Zllaty- 
mZOWal1ej). Ale Scytowie l Sarmac. 
sledzlelt tu linaCZlnte dłuzej, Gotorwle zaś 
przybyli w te strony, gd} fala celtycka 
dawno odpły;nęła' Z tegO'z źródłosło\\ u 
pochodzą oTIazwy Dniepr i Dmestr U 
Jordanesa (w VI) wYS
ę1Pu1e Danaper, u 
Porfirogenety (X w.) - Danapris. A 
ZII10WU Dmestr u tegoz Jordanesa - 
Dalnas,trus, IJI Porfl,ro
enety - Dama- 
Sltns, Arabowie zaś nazywali go 03- 
na'st We wszystkich tych wypadkach 
występuje ,danIU". .,do'!)". OsetYlni - 
jak jUZ dobrze wIemy, prawvwlci pa- 


tomkowIe Ala.nów - po dZIś dZIeń na- 
z
waJą "danem " każdą rzekę. 
Znamlen.ne ze lI1aZlwy tychze rzek, 
uzytWane pl1zez greckIch koolonlstów, 
WIęC pOZOl1l1le i?II"eClkle. takze wywodzą 
Się ad Scy'1ÓW I SalJ1matów Taik: Wlęó: 
Borysrtlhenes (Dmepr) pachodzl ad scy- 
tYJskIego słowa "wourustana" - wiel- 
ki, roliległy. -r:ubylcza, słowlańlSJca a1.1- 
zma "Słarw;utyiCIz" - słarwmy, sławetny 
(u Czoohórw - "sloowutny") utrzymah 
SIę Jedyme w literaturze. Dmestr nazy- 
wał SIę u Greków ..Tyras ", ale to zno- 
wu zapożyczeme od IrańczvOCÓW - 
"tura" znaczy ..prędk
", "silny". Nazw;!. 
sąsiedniego BI'utu 
est bezpoś.redm a 
scyJty
sklego pochodzenta. ,.Borata", to 
Irański adlPowledl!1llk brodu. Na ma- 
pach średintowIec2l1lych Pr'lLt występuje 
Jako ,.Alanous fI ,YIUS", pod'obnle sar- 
mackIego pochodzenia jest naZlwa głów- 
ntJgo moŁdaWSobegD mIasta, Jassy Ala- 
nów, a mekledy takze JalZ}'l.l1;óiW ZlWano 
Asami, albo Jasaml, mewjJtpLI,wle WIęC 
tam, gdzIe pOlWStały z bIegiem czaSIl 
Jassy, musIlało być alańskle ob OZOlWJsk o, 
al,bo - bIOrąc pod uwa,gę wa2iIle skrzy- 
210rwalnie handLOIWych szlaków - targo- 
wIsIw. 
&zeka Laba Dglądala megdyś sarm.t- 
oklOO Serbów. od których poszła nazwa 
Sorabów, ale am Jest słorwmńSika, anI 
germańska SupozYCJa ze germańskie 
"Elfe" (lI"zeka, l1ucza
, póŹintej ,,Elbe") 
przek
l!tałc:Jo &Ię w "Labe", JesIt 21bvt 
dowolna, WIęC me przelkonyrwa
ąca. Zna- 
my Jeszcze Jedną r.zekę Łabę, mIano- 
WICie aJa póJInoonym Kauikazle. akurat 
tam, gdzie przez 'klllka'l1aścle wIeków 
przebywały s.zczepy sarmackIe. Przy- 
padkowa zbIeZiność? 
Papr;zedm!kami Alanów na stepach 
aZlows,ko"c;za
n'OmorskllCh byh, obok Ja- 
zy!gów, Roxolanowle lrańs!kle słowo 
,.raoChsIZllta" .ozmacza ,.JaśmeJący", "bły- 
skotIwy". -r:a od moh pos.zła nazwa 
R,axolamii, r.zekomo sZJtucZJI)Jle zastOOD- 
wana do RusI Czerwonej. GłÓWll1ą od 
pOlwledzll3lność prZYlplsano, IlU stąd ni 
zowąd, ZlmorowlcDwl. za Jego "Ro- 
ksolankl" L.PamIl1Y ruskie"), a tej nle- 
słus'me
 sugestu uległ n.alWet Briicklner. 
Pyta:nte, ktO' peiWmą urodz
wą pDpadlan- 
kę. spod RO'hatyna. naJPle[I\V odaliskę 
w haremIe SolImana I [ Wspa'l'llał
o, a 
nast,pnte cesarz;ową ottomań5Jką, nazwał 
Roxola,ną. Na pewno nie Szymon Zi- 
morOWIC, bo go wtedy jesiZCZe me byt.o 
na świecie! 
Z tym w
zystkitITl, czy SłDWO "Ruś' 
moze mleć cokolwIek wspólnego z Ro- 
xolaJnaml? Według znanej teani nor- 
mandzkIeJ, SłO'WO tO' pochodzI nie od 
zadnych Sarmatów, lecz ad szwedzkich 
Waregów (Ruotsl) Wtrącente Się do od- 
wleoZJno
 dYLSlkUSjJI w tej sprawIe Wyma- 
gałoby O'bszernegO' studium, tO'tez 
Dgra.nlozę Się do stwierdzenIa ze nawet 
krotnika Nestora, na którą normandyścl 
pOWD
Ują SIę jako na waliny argument. 
me jest pod tym wzglęldem JednO'zmacz- 
nl3 I pozwala na bardzo rózme Ilnter- 
pretacje Marquart w SiWDJej pracy 
..OSltetUropiiIsche 1.lII1Id OstaslatliSche Strelf- 
zuge" wypowIedzIał Się przeclrw teorii 
n'ormamd'llkIClj. iPoWOIłUljąc SIę m.I,n na to 
ze nazwa "Ruś" (Rhos), u Arabów 
"a.r
Rus", ZII1ana była na d,łu
a przed 
:l
aWlentem Się Rurylka, S
neLliSa I Tru- 
wo.ra 00 prawda, Marqual1t z kDlei wy- 
wodzI tę nazwę od germańslklego szcze- 
pu Hel1Ulów (Gros). ale wal,nych argu- 
menJtóiW na korzyść tej hlPDtezy me 
pJ1zytoozył. OWI Herulowle I R.ox.ola- 
norwae to miał być too sam lud. 
Hllpotez mamy mnóstwo. mOZlna c;z.er- 
pać pe
,;)yml garściami I wybIerać. Żad- 
.na z mch me zaOOwleje faktu że olbl'zy- 
mI Dbszar od M-otl1Za KasplJskIC:oj!;.o po 
Dunaj, Odrę i Łabę ;został pI1zeorany 
przez cYIWllnzaCJę ludów sarmaaklah, gdy 
o zadnycl1 WIlkIIngach jeslZClze Się w 
Eur.opIe m'komu lI1ie śmło To me hipo- 
teza, to aksD'ama1. 


HERBY SZLACHECKIE 


Na smalkoiWlty deser zostawIłem 
argument lI1ajdotnlośleJszy na rzecz teom 
sarmackIej: herby soZllaOhty polskIej I ru- 
soclch I'adów ocmazIowiSklCh I mDZino- 
właoozych zjnakl Zlwal1e "tainga" (pro- 
szę n'e mV1IIć z tyPO'WO argentyńsikm) 
tańcem) miały niegdyś cha.rakter Obl1Z
- 
dowy I sakraLny, ch.ocIaz melWykluczD- 
ne ze uzy,wane b
ły tatkze dla ozmacze- 
n'a własnoścI, Jako pIętnO. klejmo Czy 
słowo ..'k I ej'l1 ot", potOCZJme przy
{
e pa 
określenIe rodowego hel'bu. jest te
 J 
samego pachodzenla, czy tez Dd łaclń- 
sIkiego "OlenodlUm ", albo germań
kle- 
go .,kle!ln", ..dean", dZIś JUŻ nie doj- 
dZIemy. RÓtwmez daremme deltberować. 
czy ma to coś wspólnego ze słowem 
.,tenge", u Tatarów l KlrgllZów 0ZlI13- 
czającym pieniądze (stąd rooyjSik
e "dleó- 
gl "). W języku nowo
pel'\Sklm mamy za- 
rÓiWlno "taniga" ja,k ,.dail1
" - moneta, 
a zmowu "tamga" w wielu Językach 
azjatyckich aZlnacza "stempel", .,ple- 
częć". 
GeograflCZll1e roZJmleszczenie przed- 
mIOtów ze lJn,atkaml "tanga" wskazywa- 


Nr 1388 5th NQvember, 1972 


łDby raczej na grecik.ie niż irańskie po- 
ohodZlonie. NiezaleŻJnie przecież od tegO', 
kto był Ich wynalazcą, ZI11iaiki te łączą 
su::! wYI'ailllle z reltgią 'WYZJnawaJną przez 
SarmatóiW, nie s.zJk.odz.i że mocno zhelle- 
miZ1awaną. Na sarmaokich sprzączkach 
stale pDwtarZ-ają SIę mDnogramy Heliosa, 
który Jako bóg sbońca, clesz
 się wielką 
estymą u stepowych koczOWl!1,ilków; me 
brakuje takze mono!!iramów ApollJlI1a I 
DlomlZosa 
Pad wpływem pastępów chl1ześcljań- 
stwa znaki "tatnga" zaczęj!y zatracać 
sw6; saooral'l1¥ ohar!iUer, a tu I óWQz,le 
rytowmcy (\oDdają d.o mch ZII1aik: krzyza. 
Na zachorwaoIlYoh plerścienlach-sy
:- 
tach IWle
kleg!o kSJlęcIla kljJowskleg.o, 
Ws I elwołDd a Jal1osławowicza (w. XI), 
21nakl "tainga " są JUZ ,,ochrzczone", 
każdy ma nad sobą maik: Ikrzyża. 
Zwyozaj ry1oWa!l1113 owych ,,taInga .. 
roZlpowszech11l0my był glłÓ\\1lUe wśród 
Sarmatów kaukaskIch (Aorsów i SI'l"a- 
ków), ale po JakImś czasie pYzelSzedł do 
Alanów I An'1ów. Skal1b, znalezl'O[)Y w 
MaJ1t
nólWCe pod KIJowem, a SlkładaJą- 
cy Się głÓWll1le ze Sl'ebrnyoh, nIe złotych 
przedmlDtów, co w wyJc:opalIskaoh 00'- 
sarmackich Jest rzadkością" to jeden L- 
głÓWII1ych etapów ma drodze, k'1ł-ą zna- 
kI "tanga" wędl10wały ku zachcdowi. 
Wldraeją, O'ne meodmlenme na sprzącz- 
kach ! klamracJI. od pasów. a takze na 
końs!kICh uzdach I wę,dzld
ach 
Znaki "tanga" przetrwaJły wszystkIe 
wędrówlki, waLki l naJa.zdy I po drugich 
wiekach przCiSZJły do hera,ldytkl NaJ- 
wcz;eśmeJSlZe herby sZJlachty pOISikIej, L- 
XII-XIV W., to po prostu znalkI sar- 
mackie, mekledy :zmadyflkowane, kIedy 
lindzIej Identyozme z plerwDw.z;oraml. 
PrDponuJę emlgraCYjoTIym ('krajowym 
takze) posladaclIom sytgnetów, by Pcr1ZYJ- 
rzeII SIę iSlWOIm herbom; Jezelt w Ich 
slkład wchodzą pod'kowy, sttrzały, pół- 
kSlęlZYce, dowód to 11J1ez:bllty ze wywo- 
dzą SIę z sarmaokIch znaków "tanga". 
a więc sprzed kll,kuml3stu, czy naw'
t 
dwudziestu stuleci. Ozy Więc wniosek 
ze szlachta polska jest, pnzynaJmll1leJ 
CZlęlŚCIOWO, sarmaclklego pochodrzJenia, na- 
lezy uZl11ać l2Ia 21byt ryIZykO'WlllY, albo 
absurdall1Y? NIe sądzę. 
A teraz pewna sensacja. W HisZJpa- 
nu Istnieje wletka tradycja hodowli by- 
ków do walki na a,yeme ("toros bra- 
YOS ") Kazdy hodowca posIada swóJ 
ZJl1'ak, coś w rodza
u hodowlanego 
,herbu". Niektóre IZ mch tak zyrwo 
przypomma
ą znalkl "taollga", J,ak gdyby 
Się Z nich be!llPośredmo WYiW'odzIły. Ozy 
hl'storyoznle spr3Jwdzony pobyt Alanów 
w H IS zpam I upO'wa'ZJnla do takjego przy- 
puszorema? Toz chodiz.i raptem o głu- 
pIe dwadZieścIa lat pobytu! Tak, ale 
któ(Z zape'wni ze pewnl3 J\.ość Alanów 
me została, by po dłiuższym czasie 
rOZJtoplć Się w masie ludnoścI miejsco- 
wefł WL
IC to dZIękI II1lm Z'l1Lkl "tanga" 
pl1Z1Cdosta,ły Się na półwysep lbery
skl'" 
Hipoteza wIelce kusząca, ale raczej fan- 
tazYJ'I1a - odnotujmy ją tytułem cIeka- 
wostkI. Za to mkogo na gardło nie ska- 
ZlUją. 
To Zlresoztą ZJjawlsko ogólne: WędcO'w- 
ne ludy idą dalej, ale Ich część zawszt;: 
po drodze ,od'r
wa s
ę i zosta
e. Nic 
tWleiI"dzę ze Salrmaci. po wyotworzemu 
warstwy klerowmozeJ na zd'obytycl) 
teryitonach, mogli zachować et'l1' lczn -l 
odrębność i czystaść Gdy przestawali 
być kocwwmkaml, oIlatychmlast zaClly- 
nali mIeszać Się z lud'l1ośclą miejscową, 
w wypadku Europy Wschodniej i Środ- 
kowe
 - slowlańską. 
Wedl
ug staTej tI'adYCjl, uWldoQCZlmonej 
nawet na Jakimś ZlnacZJ\(,u 'POCiZitDwym, 
wydall1ym lI1a samym począ.tiku dwudZie- 
stolecIa mepodległaścl, polski rDLnlk, za- 
mm przystą.pl.ł do 0'1110, zatykał DbnazD- 
ną szabl
 na miedzy, aby Ją mleć pod 
ręlką olla wypadek mes:podzlewanego na- 
padu, IItp ]";atarów. WYoaooJelUe dcść 
absurdaLne, bo dla PDśPlechu, w aJagłej 
pDtrzebIe raczej nalezałDby mleć sZJatblę 
pl1zy sl'Odle kanja, tnzyma.nego w pogo- 
toWIU. A poza tym zwyczaJ ten Istmał 
takze I tam, gdzIe napady tatarskJe mg 
dy me docIerały. 
Czy lI1le lI1alezałoby iródeł tego zwy- 
czaJu paszUlkać .znOWU wśród Sal'matów'! 
O AlaJnach wladamD ze czcIli boga wo1- 
ny, którego symbolem był mlecz, za 
tk,nuętty ostl1zem w ZIem
ę. P'l1Zed kazd4 
wyprawą iW'oJownlcy alańscy od'jJralWJalI 
swoIsty rytuał, pDlegający na zblerail"llu 
S.lę w wlelJc:le kolo l WiSpóll1ym wbl
a- 
nt:U mLeczów w zlem

. Czy to me ten 
sakminy z;wyozaJ adZIedz.lczyła szlachta 
polSJka po Alanach. wraz ze znakanu 
"talnJ!;a "? MOZlI1a mleć powame wątpli- 
WOŚCI, ale samej SUPOZYCJI me nalezy 
wYJStawlać na kpl'l1Y. 
Czas Ikońozyć ZdaJę sobJe sprawę ze 
mczego me udowodmłem, prócz Jedne- 
go: hipoteza o CZęoŚCl.oWO sarmackim 
poohodzemu PO'la,ków (górnej warstwy) 
n'e Jest ZJWanowaną fam1aZiJą, Jalk tO' Się 
WIelU wydaje, I ma za sO'bą całkiem so- 
IId,e argumenty Zresztą tematu. jak 
to Ikazdy uwazny czyteLmJc: dostl1Zległ, me 
wyczerpałem Np. w ogóle me poruszy- 
łem strony antrapDIDglczne
 zagaoolenaa, 
a tO' miałoby SWDJe 21naczeme. PostaiW- 
my sprawę Jasmo. sarmackIej hipotezy 
udowodnić w sposób mezblty niepodob. 
na, matoml,ast mO'zna I wolno wykazy- 
wać Jej prawdDpodobieństwo. 
A ktO' lą chce obalić, prosz.ę barozo! 
NIe wydaje SIę jed.na'k, by cz.ekallo go 
powodzenie. 


JÓ7.ef Łobodowski, 


... .. .. .......... .... .. .......................... .. ..... 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 


"Nowe odkrycie Ameryki" 
Aleksandra danty 


W związku z ogłoszeniem w nr. 1384 "Wiadomości" uprzejmie 
prosimy O przysyłanie czeków i przekazów pocztowych 
wystawionych na nazwisko autora, lecz nie na "Wiadomości". 
Prosimy o niedodawame do należności za prenumeratę "WIado- 
mości" kwoty przeznaczonej na książkę. 
Cena w przedpłacIe: 
US $6, 30 NRF, £2.50, DM 18 lub równowartość 
w innych walutach. 


Administracja 


.................................................. ..
>>>
, 


WIADOMOŚCI 


Nr 1388 5th November. 1972 


sztuczny w wyrazie, nienaturalny w 
ruchu. I tu nasuwa się - niewsp6ł- 
mierne zresztą - PQrównanie do 
najskrQmniejS,lych bodaj frasobliwych 
Jezusików z rQzdrQży mazowieckich. 
MQże histQryczna wartość tych dzieł 
jest duża. ale zwyczajnegO' widza nie 
QbDwiązuje ślepy pietyzm wQbec 
dzieł sztuki, które się nie PQdQbają. 
NatQmiast głQwa mężczyzny, pod- 
trzymująca, niby męska kariatyda, 
platfDrmę z figurą Chrystusa, jest 
świetna i aż dZJiwnie nQWQczesna. 
Zwyczajny, podłysiały człQwieczek ze 
zmartwianym czołem i zamyślQnymi 
Dczyma. Jeżeli nie ten sam, tO' rQ- 
dzon:l brat tamtegO', który na Qbra- 
zie T;ntoretta ..Cud św. Marka" w 
weneckiej Akademii stQi na ubQczu, 
orzygarbiony, PQspolity, szaraczkQwy. 
i ani się abejrzy na potężnegO' bu- 
óawą i rQzmachem św. Marka spa- 
dającegO' z nieba w chmurze i na 
ludzi szalejących. krzyczących, wycią- 
gających ramiQna. Ta skupiQna twarz, 
tO' twarz twórcy. padabnQ wcielił 
sie w nią sam TintQrettQ, tu zaś 
je
t to pDpiersie budowniczegO' ka- 
tedry. w miejscu gdzie znajduje się 
jegO' grobawiec PQd strażą Chrystu- 
ia. 
Niezależnie Qd pompy i parady 
hisll1rycznQ-tea,tralnegQ QbchDdu, 
głDS przesz
Qści Qdzywa się w Lands- 
hut na każdym krQku, wszystkO' tam 
aż nie da wiary niedzisiejsze: spaty- 
nQW,lne mury i różowe dachy sta- 
regO' zamku Trausnitz na wzniesie- 
niu, renesanSDwe kQlumny dziedziń- 
ca zamku książęcegO' w dQlnej cze- 
ści miasta, zaułki z nieDczekiwanie 
pięknymi bramami. ciche wirydarze 
klasztorne w koronkach krużganków. 
Zmarłego w r. 1957 kierQwnika 
imprez obchDdQwych, prQf. Karla 
Stadlera. zast.)piła w części jegO' cór- 
ka, anglistka Erika Stadler. W liśc:e 
napisanym przez nią, w odpowiedzi 
na prośbę Q infQrmacje, znajduje 
siĘ taki ustęp: 
..Wypadki wQjenne nie miały żad- 
negO' wpływu na atmasferę. pQlskie 
barwy i Qrzeł palski PQzostały na- 
dal, przez wszystkie lata wQjny, nie_ 
tkniętymi emblematami w reprezen- 
tacyjnej sali ratuszQ\\ej. W r. 1956 i 
1957 'VQice Qf America' nadawał 
pogadankę w języku PQlskim na ten 
te:nat. Dastarczyłam dO' niej szcze- 
gółów his,torycznych, których głów- 
nym źródłem była historia PQlski pO' 
łacinie z kroniki Długosza". 


ZOFIA KOZARYNOW A 


DOLNOBAWARSKlE, gQtyckie 
miastO' - D którym w nr. 1378 
"WiadQmQści'" wspDmniała Róża 
NQwQtarska, jako D etapie swej PQ- 
wQjennej wędrówki - zachawałQ 
ZJWyczaj uroczystegO' QdtJwarzania, cO' 

rzy lata. ..gDdów książęcych z r. 
1475". UrQczystQŚĆ nazywa się "F
st- 
spiel - Die HQchzeit in Landshut 
AnnO' 1475". 
Obchód ten sięga czasów, kiedy 
Landshut był stDlicą DQlnej Bawa- 
rii. a jegO' książęta rDdem panującym. 
Upamiętnia zaślubiny następcy tro- 
nu książęcegO', Gearga VQn Bayern- 
Landshut, z najlstarszą córką Kazi- 
mierza JagiellDńczyka, Jadwigą. 
Sam król i królQwa Qdwieźli córkę 
dO' jej przyszłej s:edzi'by. Jechali z 
KrakQwa na czele wspan:ałega orsza- 
ku. KQszt tej wyprawy Qcenili Niem- 
cy na 100.000 guldenów. Nie mniej 
Qkazale wystąpił Qjciec narzeCZQne- 
gO', Herzag Ludwig der Reiche. SprQ- 
wadził dla przyszłej synowej najlkQsz- 
tQwniejsze klejnQty Qd mistrzów 
złQtniczych Wenecji i Flarencji, naj- 
wykwintniejsze włDskie jedwabie i 
aksamiity. 
Świtę królewny Jadw:gi składało 
16 dWDrek i 1200 rycerzy kQnnych. 
TQwarzyszyli jej palatyn OttO' i mał- 
żQnka elekt ara saskiegO', Qtaczały za- 
stępy szlachty miejscQwej i krajDwej. 
KrQnika miasta Landshut wylicza i- 
miDna i godnQści, brzęczące tytuła- 
mi, zaprQszQnych człanków rDdów, 
panujących na księstwach i ksiąstew- 
kach niemieckich. Qraz ich krewnych 
t pQWinDwatych. Herzogów, Erzher- 
zog,ów, Grafów, Markgrafów, dDstQj- 
ników kościelnych i świeckich. 
Landshut leży nad Jzarą, a raczej 
nad deltą, tWQrzącą Wielką i Małą 
Izare na pół drQgi między MQna- 
chium - DddalQnym Q 75 km - 
a RatysbDną. Liczy dziś 50.000 miesz- 
kańców, którzy, kQnserwatywni i 
przywiązani dO' przeszłQści średniQ- 
wiecznej, chlubią się najświetniejszym 
jej momentem, jak,im były Qwe "ksią- 
żęce gQdy" z XV w. 
QdtwQrzenie fety, która trwała 
tydziell. Qdbywa się w trzy kolejne 
SQbQty i niedziele z kDńca czerwca 
i PQczątku lipca. PO' Qstatniej wDjnie 
przywrócQnQ zwyczaj urządzania 
DbchQdu pO' raz pierwszy w r. 1950, 
następnie już sześciDkrotnie. Jeden 
rQk trzeba byłO' przeskDczyĆ z PQ- 
WQdu PQżaru, w którym spłDnęły 
reprezentacyjne PQjazdy. Następny 


POLSKO-BAWARSKIE GODY WESELNE 


histQryczne przemawiałyby nadal 
bez sDrzeciwu za niesplamiQną prze- 
szłQść1 ą kultury tamtej ziemi. Ale 
tO' nie mieszkańcy Landshut, miłu- 
jący spakój, pięknO' i naukę, decydQ- 
wali Q histQrii QstatniegQ cz'erdzie- 
stDlecia. 
Jednym z zabytkQw sztuki, które s:} 
dumą miasta, jest figura MadQnny 
w katedrze z r. 1518. dziełO' niezna- 
negO' rzeźbiarza z epDki Wita StWQ- 


termin wypada w r. 1975 i będzie 
uświęceniem szczególnie urDczystej 
daty pięćsetlecia książęcQ-królewskich 
zaślubin. 
W czasie Qbchadu całe mia"tQ 
zmienia Qblicze. Główną ulicą Q gQ- 
tyckim profilu. jedną z najpiękniej- 
szych i najkpiej zachQwanych w ca- 
łych Niemczech, przeC'iąga Qrs7.ak 
złDżDny z 1000 Dsób. Pa pachQłkach 
miejskich krDczą muzykanci z pi"z- 



,. 
. 

 
"- 
.' 
. 
.0 
II' .\ ,; 
A- 
l . 
J.. '. 
.r 
... .. 


'" 


.., 


."
 


, 


- 


-oj 
'\ 


., 


,.. 
.t 


. . 


i 


- 


" 


, 


". ..... 


" 


" 
I 
]1, 
II' 


'\i.. . 


c.. 



 



 
" 


"'" 



 
...-" 
. . t 
,. --"'" 


14" 
-

 
f 
. 


A 
. 


.I- 
.. 



 
, 
.. 


, . 
ł : I 


--: 


.."f 


'. 
t
 


.
 


i . 
. t. 
a 


t. 
" -'Iti 


" 


. 


t,; 


\' 

 . ." 
r' · ' , \ 
\ 

 
- It ) 
. 


rą 


 


.. 


4_


 " ... ,I I ( , 
 I 
, ( " ...
 
;\, 


" ' 


, 


Landshut. Widok Z lotu ptaka 


iadła, z piwnic wytaczanO' wciąż nQ- 
we beczki trunków. 
Dzisiejszy turysta, przybywający 
jakO' "paying guest" z dQbrze nabi- 
tą kabzą w przewidywaniu prQgra- 
mQwych i nadprQgramQwych wydat- 
ków, mQże sQbie tylkO' pobujać wy- 
Qbraźnią na temat hQjnej rQzrzutno- 
ści księcia "der Reiche ". PQdejmują- 
cegQ przybyszów i mieszczan przez 
pełny tydzień, i wspaniałQści praw- 
dziwegO' dWQrskiegQ Qrszaku, zdQb- 
negQ w autentyczne klejnQty, ZłQtD- 
głQwy i brokaty, ciężkiie jedwabie 
naszvwane perłami. kQrQny, mitry i 
diademy. Tę grę fantazji ułatwia tłO' 
uroczystości. Nie tylkO' główna uli- 
ca Land
hut. ale całQść miasta za- 
chQwała charakter średniQwieczny, 
który utrzymał sie dziś już tylkO' w 
nielicznych niemieckich QśrDdkach 
prDwincjQnalnych. HistQria Landshut 
da,tuje z paczątku XIII w" chQĆ sa- 
mO' Qsiedle pawstałO' w XI, a zabu- 
dQwa łączy pierwiastki półnQcne ar- 
chitektury niemiec'kiej i pQłudniQwe 
wpływów włoskich. Będąc tYPQwym 
miastem starQbawarskim, nie mQże 
nie przypominać JednQcześnie i Kra- 
kowa, i Gdańska, Wawelu i StaregO' 
Miasta. 
Największy rDzkwit stDlicy DQlnej 
Bawarii przypada na pQłQwę XIV 
w. Wtedy tO' powstały piękne bu- 
dowle gotyckie. MiastO' była wów- 
czas centrem złQtn:ctwa i rusznikar- 
stwa. Pewną świetnQść Qsiągnął Land- 
shut jeszcze w XVI w. wraz z rene- 
sansem. Potem cafnął się w cień, ale nie 
PQrzuci! wszystkich ambicji i z pDeząt- 
kiem XIX w. stanął w rzędzie ma- 
łych miast uniwersyteckich, tak cha- 
raktervstycznych dla Niemiec. hDdu- 
jących prQwincjQnalnych uczQnych w 
atmQsferze majestatycznegO', a zara- 
zem sielskiegO' SpokO'jU. sprzyjającegO' 
studiQm. 
NalQty Qstatniej wQjny nie musiały 
poczynic wielkich szkód, bO' uliczki 
biegąą jak biegły między facjatkami 
dQmów z wystrzelającymi w krajQ- 
brazie wieżami kQściQłów i baszta- 
mi zamkQwymi. Nie jest tO' DdbudQ- 
wa, ale trwanie. Gdyby nie stałO' się 
wszystkO' CO' się stałO', takie gniazda 


Książę VDn Bayern-Landshut, Lud- 
wig der Reiche, Qjciec pana młDde- 
gO'. wyłożył na weselne przyjęcie 
55.700 guldenów. Wymawniejsze niż 
ta suma, która niczemu w dzisiejszej 
wyQbraźni nie Qdpowiada, jest wy- 
liczenie prQduktów żywnDści i napit- 
ków, którymi książę uraczył miesz- 
kańcó'.v miasta i przybyszów. 


-- 
- 


kareta wiQząca państwa młQdych, za 
nią ich rodziny: książęca bawarska i 
królewska palska. Karetę młDdych 
Qtacza kQrpus strzelców PQlskich. 
Szlachta PQlska kannO' i PQjazdami, 
Qddziałek PQlskich trębaczy, paziQ- 
wie z pochDdnqami dQQkQła karocy 
ślubnej uzupełnią kQrowód. Bar- 
dzO' pO'mysłDwe urQzmaicenie PQlega 
na tym że liczniej!Sze zastępy uczest- 
ników jednegO' rDdzaju są rozdzie- 
lQne na mniejsze grupy, tak że mu- 
zykanci. laufrowie, mieszczanie, pa- 
ChDłkowie, przeplatają si'ę z dworza- 
nami i dygnitarstwem, PQzostawiając 
jednak centraln
 część pochQdu naj- 
wy'ższym dQsta,j\riikom świe()kim i 
duchDwnym. Jezdnych jest 80. wy- 
stępują na Qkazałych kQniach, zdQb- 
nych w piórQPusze i frędzliste czap- 
raki ze złQtymi chwastami. 
Na trawnikach Qdbywają się na: 
stępnie gry rycerskie. PrQgram Qbej- 
muje papisy piesze i kQnne, igrzyska, 
turnieje. wyścigi. PQkazy zręcznO'ści. 
WszystkO' tO', jak również tańce we- 
selne, muzyka. 
piewy, nocny balet 
I serenada. jest przygQtQwane z wieI- 
kJim nakładem trudu. Specjaliści każ- 
degO' działu przestudiQwali przedtem 
z iście niemiecką systematycznQścią 
WZQry z XV w., żeby m.in. skrupu- 
latnie QdtwQrzyć stare instrumenty 
muzyczne. z uwzględnieniem przewa- 
gi detych, które miały wówczas naj- 
szersze zastQsQwanie, i sprawdzić au- 
tentvcznaść każdegO' punktu progra- 
mu. 
Wieczorem, pO' bankiecie skl'piQ- 
wanym na ucztach średniowi
czi1ych, 
z zastępem kuchmistrzów: kuchcików 
I paziów, w sali recepcyjnej ratusza 
ma miejs\'e pf7edstawienie "radDs- 
nej" czy raczej "uciesznej" sztuki 
histQrycznej. Nie brak błaznów 
i wesD
ków dWQrskich. WszystkO' 
przew::dzianQ i wszystka PQwtórzo- 
nO' z jak najdalej idącą wiernQścią. 
Uwydatniając świetnDść przyjęcia i 
czo:Qbitnaść dla dostDjnych gQści, 
Landshut nie Qdmawia sQbie satys- 
fakcj'i przYPQmnienia turnieju, w któ- 
rym arcyksią;Żę OhristQph pO'kQnał 
wQjewadę lubelskiegO' i ze wzgardą 
rzucił gO' w piasek. 


.. 
i.; 


. 
. 
" 


,. 
\. 


, \ .
, 


Odtwórczyni roli panny młodej, 
Jadwigi Jagiellonki. w godach ksią- 
żęcych w Landshucie 
czał,kami, bębnami i kDbzami, za ni- 
mi ukDstiumQwane dllieci, kQnny he- 
rold l. insygniami Landshutu, dalej 
kDrpQracje, radni Qśmiu miast DQI- 
nej Bawarii, łucznicy, młDde miesz- 
czki w PQwłóczystych szatach, laufro- 
wie, kilkadziesiąt barwnych grup pie- 
szych i kQnnych. wśród których, w 
QtQczeniu dWQrzan i duchQwieństwa, 
sunię majestatycznie sześciDkQnna 


Statua św. Jerzego. 
Ze szkoły Leinbergera 


sza. HistDrycy sztuki dopatrują się 
tu nawet bezpQśrednich związków z 
Witem StwQszem, może i słusznie, 
nie ma jednak PQrównania między 
tą PQstacią ciężką, bez wdzięku ani 
urQdy. ze szpetnym Dzieciątkiem Je- 
zus w wykręcQnej pQz'e - a urD- 
czym Dziewczęciem z Qłtarza kaściD- 
ła MariackiegO'. Pasąg Chrystusa w 
tymże kaściele robi również n'eprzy- 
jemne wrażenie, jest przesadny i 


. '" 
 


I( , 

 ',' 


) 


'1i 


'. 
., 


;1 ' 



. 


Zofia Kozarynowa. 


, I
\ \, 


\. 


f 
. 'ł I 


. 
. 


'" ,;- 
". 
 
.,. 
:łltrL
'f'" 
ł:"
1J 
II' _ f a;, 
'\ ' _ r 
. '.H
' 
-",' J 
I -/ 


" 


..:.. 

 
,. l' : . 
t.'. l. fi ii 
'..ł ',łf
j
'
.., ł
 / ' 
',fI 'I
 '" ł..ii . ( l 
l . .1 '. m. 
 r' '!:! ił. y 
. .. ......" . .. , ,''' 

 ... 
'...... ol ;.\ . I . ,- 


- 


, '1" 


1___ O' 


,:t. 


t . 
. ( 
'. " , 
, 
1 \'ł "'\ l' 
! 
.
 
-!łf . 
, ". co 
... 
" 'ł 
-...t ... 
ł-: i łJ
 
- .. 


. 


. .. r 
.... 
.. -ł..,. 

:. 
" 
.. 
; 
,I 
 
 
\ 
'.. 


- 
 
.- /': 
\,'\ .. 
.. .. 
.... , -:. Jr 
\\\
', ,. ,ł:" 
I . 
a 
. ..I łv 
, 

 , 
, . ':." - 
-
-...,. .. .... 
.... - 
 . "-- 
.- 
-' 



 
" 


Madonna ze szkoly 
Han.;a Leinbergera 


SprowadzonO' 333 tuczne WQły, 
1130 baranów węgierskich, 285 świń, 
1537 wieprzy, 648 prQsiąt. 490 cieląt, 
12.000 gęsi, 40.000 kurcząt, 194.045 
jaj, 3 faski miadu pitnegO'. 550 ka- 
dzi słDdkiegQ wina, 5016 kadzi wina 
stQ
QwegQ. 170 beczek piwa. Wzdłuż 
ulic ustawiQnQ stQły. na których pię- 
trzyły się stQsy żywnDści. Kuchnie i 
kramy dQstarczały nieustannie gO'- 
rących PQtraw i wszelkiegO' rDdzaju 


ł' - ) 
- .. 
. 

 1 
,. \ , ł . 
.- 
Postaci z orszaku wesełnego 


Postaci z orszaku weselnego 


znanych, jak wicehrabia de Taunay, darnQści dla sprawy QswQbodzenia 
JQse VerrisimQ, RDcha PombQ, Al- PQlski. Oddanie ie:j obcej przemocy 
bertO' de AragaQ, HumbertO' Cam- jest jedną z największych niesprawie- 
pDS. .. dliwO'ści dziejDwych. 
Nadszedł wreszcie dzień, w któ- "Musimy zwrócić PQlakQm ich 
rym, jak prorokO'wał CastrO' Alves, prawa dO' PQsiadania własnej DjcZyZ- 
PQ1ska przebudzilła się! z le.targu. ny... WO'jnę. którą prQwadzimy 
Brazylia, w my'śl swych tradycji, by- (Brazylia była jednym z aliantów), 
ła jednym z pierwszych państw, któ- nie jest wO'jną Q rynki Zibytu, czy 
re uznały Ddrodzoną PQlskę, i tO' też w imię interesów egaistycznych, 
jeszcze przed zakQńczeniem pierw- prowadzimy ją, aby w kQnsekwencji 
sz
i wO'jny światQwej. PQwstał gQdniejszy, lepszy świat... 
CytDwany pO'wyżej wielki mąż sta- Przyszły PQkój musi przynieść O'SWD- 
nu Ruy BarbQsa w mQwie wygłQ- bDdzenie PQlski. która PQdwójnie 
szonej na posiepzeniu senatu 31 cierpi poprzez PQniżen1e jej przez 
marca 1917, następującymi słQwami lata niewQli i PQprzez wielkQŚĆ jej 
kQńczy swe przemówienie: praw dO' wQlności... Ten kraj, pru- 
"Palska, która wydawała się na śladawany przez zahorców, nigdy 
zaM'sze skazana, nie jest już dziś nie pogDdził się z utraceniem sWDjej 
tą, którą znaliśmy z Qkrzyku rQZ- suwerennDści, przerywając stale 
paczy 'Finis PQIDniae'. Ojczyzna Sa- przelaną krwią - O'bce panQwanie. 
bieskiegO' pQwstaje z grQbu, jak La- .....Rząd Federalny uznaje tym 
zarz, aby zająć należne jej miejsce samym narDdQwQść pQlską, uznaje 
w gronie narDdów". też podQbnie, jak PQzosta-łe państwa 
Minister SprdW zagranicznych Bra- alianckie - KQmitet NarDdO'wy PQI- 
zylii, NidO' Pe
anha, już 17 sierpnia ski (w Paryżu) jakO' jej prawDwity 
1918 wysłał długą umot:lwDwaną nQ- Qrgan...". 
te dO' ambasadQra Francji, Paul OtO' pokrótce histO'ria bezintere- 
Claudela, ktDra dalekO' odbiegała w sO'wnej, wiekQwej bliskO', sympatii i, 
sWDim ujęciu od not dyplO'matycz- że użyję słQwa TDbiasa Barreto, 
nych, redagowanych w podO'bnych ..miłQści" dla narQdu PQIskiegQ, któ- 
wypadkach. ry dla Brazylii był zawsze symbQ- 
Pisze on w niej m.in. CO' nastę- lem umiłowani.1 niepodległości, wO'I- 
puje: "...Dajemy pełne i integral- nQści i SWQbody. 
ne paparcie i wyrazy naszej SQli- Tadeusz Skowroński. 
************i..**************************************** 
= W ACŁA W IWANIUK = 
* * 
* * 
I "L U S T R O" I 
* * 
: 

 = 
= okładka Danuty Laskowskiej = 
: Cena £1.05 Dol. UtS. 3 (z przesyłką) = 
= Do nabycia = 
: Poets' and Painters' Press = 
= 146 Bridge Arch Sułton Walk London S.E. 1 8XU = 
: lub u autora = 
= 263 Keewatin Ave. Toronto 12 Ont. Canada $ 
! ... 
****************************a************************ 
- 


pRZYBYWSZY dO' Brazylii w PQ- 
czątkach r. 1938 jakO' poseł RP. 
zdumiony bylem pOpwarnDścią, podzi- 
wem i sympatią, jaką cieszyła się 
PO'lska w tym kraju, we wszystkich 
klasach społeczeństwa. 
W artykułach pra\'O'wych, w QkQ- 
IicznościQwych przemówieniach, w 
enuncjacjach mę.żów stanu, przewi- 
jały się często imiQna SDbieskiego, 
KQściuszki, Mickiewicza, Sienkiewi- 
cza, naszych bohaterów narodawych, 
wiesl.,czów i PQetów. 
Skąd ten pDdziw dla Palski, na.- 
rQdu tak geQgraficznie Qdleglega, a 
tak bliskiegO' sercu Brazylijczyka? 
Skąd tyle wiadO'mQści z naszej his- 
tarii, nauki, sztuki i literatury? 
PQlska dla Brazylijczyka - tO' sym- 
bO'l wQlnQści. tO' wzór pDświęcenia i 
ofiar bez granic dla spracw niepod- 
ległQści, tO' szczytne hasłO': "Za na- 
szą wQlnQść i waszą". TO', wreszcie, 
integralna część dO'ktryny polityki 
brazylijskiej. w której imię najwięk- 
szy mąż stanu Brazylii - Ruy Bar- 
bosa - na międzynarodO'wej kQn- 
ferencji w Pałaou PQkQju w Hadze, 
na początku XX wieku, rzucił nie- 
popularne wówczas hasłO' równQści 
suwerennej wszystkich państw, pra- 
wa dO' wQmDści i samQstanQwienia 
narDdów, w ich liczbie i PDlski, i 
domagał się QswO'bDdzenia krajów 
ujarzmiDnych. 
WiadDmQści Q PDlsce przenikały 
dO' Brazylii w ciągu XIX w. PQprzez 
Francje. której wpływ kulturalny na 
Brazylię był DgrQmny i działał nie- 


TADEUSZ 


SKOWROŃSKI 


przerwa me, aż dO' drugiej wQjny 
światQwej. Tą właśnie drogą nasi 
niezmordQwani przedsta,wiciele i 
przywódcy Wielkiej Emigracji, jak 
ChQdźkQ, Lelewel, Hatel Lambert z 
księciem Adamem Czartaryskim na 
czele, przekazywali wiadomQślci Q 
PQlsce, które trafialy w Brazylii na 
żyzny i padatny grunt. 
Tateż w każdej niemal bibLQte- 
ce prywatnej natrafiałem na stare 
wydawnictwa francuskich tłumaczeń 
Mickiewicza. czy na publikacje 
Chadźki, częstO' też - na paż..ółkły 
sztych KDściuszki czy ks. PDnial1Qw- 
skiegO', w wizji Verneta, skaczącegO' 
dO' EIstery. Z QkaZ1i majej wizyty 
IJDkazywanQ mi też tO', CO' nIJjwięksi 
poeci, pisarze i publicyści brazylij- 
scy pisali Q PQlsce, zawsze z PQdzi- 
wem i entuzjazmem dla naszegO' kra- 
ju: natchniQne ody, artykuły z ga- 
zet z epQki O'bu PQwstań, mQnQgrafie 
Chapina, Kopernika, Sobieskiego., 
czy też wrażenia z pDdróży pO' PQl- 
sce z widDkami KrakQwa, WJelicz- 
ki" lub KQlumny ZygmuntDwskiej. 
Widząc nawał tegO' ciekawegO' i 
małO' znanegO' materiału i rO'biąc 
CQraz tO' nowe Ddkrycia w bibliote- 
kach publicznych. pDwziąłem zamiar 
zebrania gO' w książce, którą w r. 
1942 wydałem w języku PQrtugal- 
skim p.t. "Paginas brasileisas sabre 
a PQlania". Jest tO' antQIQgia PQezji, 
prQzy, wYPQwiedzi i dQkumentów, 
wybranych z przeszłO' stu autorów, 
poczynając Dd r. 1831 pO' pierwsze 
lata drugiej wojny świa
Qwej. 


Polonica brazylijskie XIX wieku 


OtO' kilka przykładów, CO' Brazylij- 
czycy pisaJi Q PQlsce w ciągu bliskO' 
100 lat. 
27 lutegO' 1831 "DariO' Mercan:il", 
największy podówczas dziennik w 
Rio. de JaneirO': "MO'dły kawegO', w 
któregO' sercu tkwi poczucie sprawie- 
dliwQści, biją dO' Nieba na intencję 
PQlakó1W. Oby Rosja, Austria i Pru- 
sy były zmuszone O'puścić zdDbycze, 
które w chwil: rozbiQrów przywłasz- 
czyły sobie w sPQsób tak cyniczny". 
..."Dla EurQPy wskrzeszenie PQI- 
ski będzie miałO' Dlbrzymie skutki, z 
uwagi na Qbszar jej żyznegO' tery tQ- 
rium, na jej liczbę mieszkańców, dQ- 
chQdzących dO' 20 miliQnów, i na 
jej położenie geograficzne między 
RQsją i Niemcami. PołożyłQby tO' 
kres zgubnym wpływDm Rasji na 
Niemcy i daprowadziłO'by dO' teg:J 
że pół barbarzyńcy PóŁnocy prze- 
staliby być straszakiem reszty cywi. 
lizQwanej EurQPY". 
Tenże dziennik w numerze z J 5 
listopada 1101 podaje: 
"Żaglowiec 'Andres', który przy- 
był z Hamburga po 83 dniach PQd- 
róży, :zatrzymując się w Pernam- 
bucO' i Bahia, przywiózł PQmyślną 
wiadQmQść Le dzielni Polacy są w 
trakcie Qsiągnięcia petnegQ zwycię- 
stwa nad armią rQsyjską. przypartą 
dO' murów WarszaJWY. Walka, PQ- 
dobnQ, była straszna i przeszłO' 
10.000 Rosjan straciłO' życie, nie li- 
cząc 16.000 jeńców i zdQbytych ta- 
bQrów. Serce ka'ŹdegQ wQI'negQ człQ- 
wieka nabrlJffii.ewa radQścią, gdy wi- 
dzi tryumf sprawy WQlnQści. Bliska 
jest już chwila, gdy zobaczymy, jak 
zniknie z pawierzchni ziemi potwQr- 
ny despotyzm". 
Na nieszczęście. tym razem nie 
ziściły się przewidywania i nadzieje 
autQra artykułu. 
W r. 1854 młDdDciany pJeb Fe. 
lix de Cunha (1833-1865), przejęty 
tragedią PQlski, poświęca jej wiersz. 
w którym mówi m.in.: 


Tytan despoto w Północy na czele 
[swych hord 
Sieje śmierć chce strqcić Polske 
[do przepaśd. 
Obojrtna dla jej heroizmu. spodlała 
[Europa, 
Zawsze ;zgięta wpół przed 
[.5ilniejszym, przypatruje si: 
z obojętnym, bezbożnym cynizmem 
Jak ginie Naród Bohaterów! 
Jeszcze bardziej ekspresywnie PQ- 
traktO'wa'ł tragedię popQws
aniową 
PQlski LQuis Perraiza de SQuza (1839- 
1884), ceniQny liryk li
eratury bra- 
zylijskiej. JegO' długi. siedmiQrO'zdzia- 
łQwy - poemaot zatytułO'wany jest 
"WQIQntariusrze śmierci" (1864). Ten 
pQetycki protest przeciw ciemiężcQm 
Polski Qkrcślany był przez krytykę 
literacką jak ryk lwa na pustyni. 
J,-O'uis de SQuza pQrównuje cara 
dO' NerQna, który z lirą w ręku przy- 
patruje się PQżafOwi Rzymu - swe- 
mu dziełu zniszczenia, a jegO' dWD- 
raków bijących brawa - dO' państw 
europejskich, które nie zdO'były się 
nawet na słQwa prQteSitu wobec tra- 
gedii, PQlski i jej "ochotników WO'l- 
nQści". 
TO'bias BarretQ (1839-1889) 
Ddpowiednik SłowackiegO' w litera- 
turze brazylijskiej - pod świeżym 
wrażeniem klęski powstania z r. 
1863, pisze płQmienny wiersz, zaty- 
tułowany: "A PQIQnia". 
Wiersz ten, zaliorn:I1y do pereł lite. 
raLury brazylijskiej, kQńczy BarretQ 
Qkrzykiem zwrócQllym dO' PQlski: 
Przyjmij pocałunek miłości, 
Który młode Cesarstwo Ci składa 
Od kraju. którego sztandar Wolności 
Powiewa jak skrzydła kondora. W 
[błękicie jego droga. 
Kraju. który Ci jest przyjacielem i 
[ bratem. 
Dla Ciebie protest przed światem. 
Dla Ciebie... modlitwa do Boga! 
Zabrał też głQS ..ksjążę paetów" 
CastrQ-Alves (1847-1871) w spralWie 
PQlski, nie zmarłej, ale pagrzeba.n::j 
w letargu, która na grobie SQbies- 
kiegO' szukała jegO' miecza, aby PQ- 
mścić swe krzywdy. 
Mógłbym jeszcze cytować dzie- 
siątki dzieł autDrów, 
tórzy pisali 
Q Palsce. Ograniczę się tu jednak dO' 
wymienienia paru nazwisk bardziej 


chadQ de Assis (1839-1908), załQ- 
.życiel Brazylijskiej Akademii Lite- 
ratury, błębaki znawca i wielbiciel 
Mickiewicza, publikuje pDd wraże- 
niem upadku powstania styczniQwe- 
gO' w r. 1864, bliskO' stuwierszową 
odę, zatyltułQwaną, ..PQIQnia", peł- 
ną natchniDnegD entuzjazmu, która 
kQńczy sie Qkrzykiem: 


Nie kocha wolności ten. kto wspólnie 
[z Tobq 
Nie płacze nad Twą boleściq i nie 
[kocha, 
Nie prosi, nie pożqda Twego 
[ Zmartwychwstan:a 
O Ty, heroicznie zmarla! 


Znany dyplomata brazylijski z e- 
poki Cesarstwa, JDaquim NabucQ 
(1849-1910), mając zaledwie lat 15 
napisał parustronicQwą odę na cześć 
PQlski. która przez długie IMa cie- 
szyła sie wielkim wzięciem wśród 
młodzieży u'li,wersyteckie
. OtO' CO' 
mówi Qn m.in.: 


Barharzyński kolos, który 
Iprzywędrowal do Europy, 
Z niegościnnych Septentrionów, 
Niegodny zwać sit' narodem 
[europejskim, 
Nieokrzesana masa. bez kultury, bez 
[ wiary, 
Bez miloSci. bez sztllki i cywilizacji... 
Oto w czym się streszcza to wielkie 
[imperium na wschodzie Europy! 
Despotyczny autokrata dyktuje jej 
[prawa! 
Jego siły zbrojne - to kaci! 
Ale Polacy nie ul
kli się ostrych 
[lanc nieprzyjaciół... 
Również w r. 1864 ukazuje się w 
Bahia. pDdówczas centrum intelek- 
tualnym Brazylii, książka zatytułQ- 
wana "Em favor da PDIonia" PQ- 
święcDna m.in. s.tłumieniu powsbnia 
SityczniQwegQ. TQn tej publikacji jest 
tak agresywny, tak re'WDlucyjny jak 
na Qwe czasy. że autQr wO'lał !Się u- 
kryć pDd pseudQnimem (..Myśli człQ- 
wieka Q zaka5anych rękawach "), za- 
pewne w Qbawie mQżliwQści inter- 
wencji pDsclstwą, rO'syjskiegQ u rządu 
brazylijskiegO'. 
Publikację tę zamyka SQnet Q jak- 
że aktualnym wydźwięku: 


.. .......... ...... .. .. .. ...... .......... .... .. .. .. ...: 


Nowość wydawnicza 


WIT TARNAW'SKI 


CONRAD 
Człowiek - pisarz - Polak 


. 


wydanie ozdobne w płóciennej opraWIe 
z celofanową obwolutą 
Cena z przesyłką £3 lub US dol. 7.50 
Nakładem POLSKIEJ FUNDACJI KULTURALNEJ 
9 Charleville Road, London W.14 


Ogłoszenia w "Wiadomościach" 


Biadam nad Tobą. o Polsko! 
Brdqca dziś koloniq moskiewskiej 
[stolicy, 
Nieśmiertelne pozostaną twe czyny 
W sercach synów wolności. 


306 stronic 


II 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
...... .... .. .. .. ...... .... ...... .. ...... ........ .. .. .. 


trwają dlugie lata 
Cena l cal X l szpaltę £2.00 
Zniżki puy wielokrotnych i dużych ogloszeniach 


Uważany za największegO' poetę 
brazylijskiegO' XIX stulecia - Ma- 


-
>>>
4 


\VE FRANCJI, w I?elfi":acie, Qd- 
był się pod kQmec hpca b.r. 
wielki zjazd PQnad dwustu claude- 
listów, którzy interesują się twór- 
CZQścią znakO'mi,tegQ PQety zarównO' 
zawodQwQ jak i z miłO'ści dla PQezji. 
Był tO' pierwszy z,jazd tegi rDdzaju. 
U::zeSJ
ni;:y przybyli z I=rzeszła dwu- 
dziestu krajów, Dd Austral.i PQprzez 
KQreę PQłudniDwą aż pa Amerykę. 
NajLiczniej reprezentDwane były, PQ- 
za Frimcją, Stany ZjednDczone i Ja- 
ponia. Byli też gaście z Europy środ- 
kowQ-wschadniej. Z PQlski - prof. 
KUL Irena S!awińska. reżys
r tea- 
trów warszawskich Jerzy Kreczmar 
i tłum,lcz Julian RQgQziński: z Jugo- 
sławi'i - młDdy reżyser zagrzebski 
Petar Selem, z Rumunii - pisarz i 
tłumacz Józef IgirDcianu. Przeważa- 
li przedstawiciele środQwisk uniwer- 
syteckich. W.:elu byłO' reżyserów i 
,Iktorów, literatów i tłumaczy. Ze 
znanych QsabistQści przybyLi: kardy- 
nał DanielQu, prezydent Senegalu a za- 
rclzell] paetd LeDpold Sedar Senghar, 
pisarze Stamslas Fumet. Jacques Ma.. 
daule, Eugime Guillevic, PQeta ame- 
rykański Mark Linenthal i PQeta 
angielski Janathan Griffin, profesa- 
rQwie Marie-Jeanne i Marcel Durry 
z SDrbany, Gilbert GadDffre z Man- 
chester, Jacques LiQure z ClermQnt- 
Ferrand, Julim Wilhelm z Ty- 
bingi oraz Taro Kimura z NagQya i 
MQriaki Watanabe z TDkiD. Ze świa- 
ta teatralnegO' udział w zjeździe wzięLi 
m.in. Jean-Louis Barrault, Madele:n
 
Renaud, Eve Francis, Alin Cuny, 
RQbert Speaight, muzykDIQg belgij- 
ski Paul CaIlaer, scenQgraf niemiecki 
JQachim Campe i szwajcarski Fran- 
cis Ray d'Orsini. 
Jednym słowem, wybi,tna "między- 
narodówka" claudelDwska. Zjazd jej 
nazwanO' ..sPQtkaniem międzynarodD- 
wym ". Chacmż był tO' właściwie 
claudelowski festiwal i festyn a za- 
razem sympazjum i kolQkwium, tO' 
j,ednak przede wszystkim chQdziłQ Q 
spotkanie w jak na,iswobQdniejszej 
dtmQsfcrze tych wszystkich, których 
łączy padziw i miłQść dla dzieła 
Claudela. ChQdziłD Q tO', żeby ci 
wszyscy, którzy dziełem pisarza fran- 
cuskiegO' zajmują się jakO' histQrycy 
literatury czy też iakQ inscenizatDrzy 
i tłumacze, albo są t"lku wdzięczny- 
mi jego adbiorcami, mQgli się ze sa- 
bą paznać, dO!\Qnać wymiany myśli 
i daświ,ldczeń. zastanQwić się, CD je- 
szcze można by zrDbić dla upawszech_ 
nięnia .iego twórczości. 
SpQtk:tn:e spełn.la świetnie te za- 
dania. Panawał nastrój wzajemnej 
przyjai'li i życzliwaści. N:e było 
żadnych sztywnych, narzucanych 
ram, niclegO' nie uchwalQna, prze- 
de wszystkim - rozmawiana i dys- 
kutDwa'lD. Do stworzenia tak ideal- 
negO' ndstroju przyczyniłO' 
ie niema- 
lo miejsce spatkania, gO'ścinnaść i 
znakDmita arganizacja, która była w 
rękach rodziny Claudela, córek i sy- 
nów, wnuczek i wnuków. a zwłaszcza 
Renee Cbudcl-Nantet. GosPQdarcze 
sprawnie, DchO'CZD i z wdziękiem za- 
pewniali gładki przebieg spDtkania, 
troszczyli sic D nasze wygady, zaj- 
mDwali się różnymi życzeniami i spd- 
nlali nasze prDśby. Jak to pudkre.;1ił 
syn poety. Pierre Claude!. stanQwi- 
liśmy przez cały ten tydziell pasze- 
rzaną. światQwą rodzinę claudelDw- 
ską. Nieste-ty, sędziwa wdQwa pO' 
pDecie nie mDgla być wśród nas z 
pawadu chDroby. 


RIł.A
GUES 


Zjechaliśmy najpierw dO' miasta La 
Taur du P,.n, w któregO' PQbliżu, w 
r6żnych małych m iejscQwQŚCiach 
czekały nd nas kwatery w hotelach, 
zajazdach, prywatnych dQmach Qraz 
w nDWDczesnym, urQCZQ połDŻQnym 
Qpactwie Benedyktynek La RQchette. 
Miejscem spatkania był należący da 
Claudelów siedemnastQwieczny za- 
mek w Brangues araz Qtaczający gO' 
O'gromny, starodrzewny park, z któ- 
regO' tarasu rozciąga się wspaniały 
widQk w kierunku RDdanu ,j widnie- 
jącegO' w dali krajQbrazu pDdalpej- 
skiegO', tQn,!cegQ w zieleni. Trud- 
nO' byłQby znaleić lepsze miejsce dla 
nasze
Q spDtkania. Tutaj w Brangues 
Claudel, który z ducha nigdy nie 
był paryżaninem, czuł s,ię u siebie. 
Pa Dkalicach Qdbywał długie space- 
ry intere
ując się wszystkimi szcze- 
gółami miejscawega życia. KrajQbraz 
OkDliczny, a zwłaszcza rzeka, góry 
i drzewa były dla niegO' źródłem na- 
tchnienia wielu utwQrów lirycznych. 
Sam zamek przesiąknięty jest wsPQm- 
nieniami wielkJegQ paety. Spędzał w 
nim os'tatn:e lata życia pO' wycafa- 
niu się z aktywnej kariery dyplQma- 
tycznej w r. 11)35. Tutaj z ..wygnańca 
zawQdowegQ", wędrującegO' pO' ca- 
łym świecie z jednej placówki dy- 
plamatycznej na drugą, mógł naresz- 
cie przekształcić się w "pater fami- 
lias", QtaczanegD najbliższą rQdziną. 
W zamku w Brangues, w gabinecie, 
międz} któregO' dWDma wysakimi 0'- 
knami wisi ladna, malQwana kQpia 
Dbrazu Matki Baskiej CZęstQchQw- 
,kiej nabyta kiedyś u antykwariusza 
par}'skiegD, Claudel spędzał wiele 
godzin przy agromnym biurku. me- 
dytując i pisząc. Tutaj pDwstała więk- 
szość jego prac egzegetycznych na 


WITOLD LEIl1GEBER 


WIADOMOSCI 


£LAUDELIS£I Z £A:tEGO ŚWIATA :t1\fZ£IE SIĘ 


temat BiblIi. St)d wy
hodziła niezli- 
czana ilQŚĆ listów. przeważnie w Qd- 
powiedzi dO' n;eznanych Qsób, które 
zwra
ały się dO' PQety z prDśbą o 
wYjaśnienie i pDmoc w kwestiach na- 
tury religijnej. 
Ta Qgromna kore
pandencja () 

harakterze ka:e
hetycznym czeka 
na wydan:e i stanie s:ę jeszcze jed- 
nym GowQdem zakrojanegQ szero- 
kO' ap(,stalstwa, j;,kie uprawiał ten 
PQeta, kt6ry chciał Qngiś przywdzieć 
nabit nlranny. Kurespondencja ta 
jest rQlproszDlla po śv.:iecie, a na 
jej ślad w:edz:e czasem przypadek. 
Jak mówił mi Pierre Claude!. nie 
tak dawna temu dakonał nDwego 
adkrycia. przy czym histaria jego 
je
t niecDdzienna. Chło.piec w. hQte- 
lu Crillon w Paryżu natrafił przy 
.;przą.taniu na strzępy ks:ążki Cbu- 
dela. Zaintrygawar.lY jej treścią. na- 
pisał dO' Claudela i w odpowiedzi 
Qtrzymał bliskO' 40 listów. które sta- 
naWl'! cały wykład wiary. Pa latach 
Pierre C1audel nabył tę kDrespDn- 
dencję swegO' ajca ad asób, którym 
chłap:ec hotelDwy kiedyś j;! sprze- 
dał, będąc widacznie w PQtrzebie. 
SamO' Brangues, tO' małe miaste;:z- 
kQ Z zabytkDwymi dQmami z kamie- 
nia, Q char,lkterystycznej budDwie 
dług:ch, spadzistych dachów, Ma 
swój kQściół parafialny. który prze- 
szedł da historii literatury. W kaś- 
ciele w Brangues w r. 1827 AntO'ine 
Berthet Dddał strzał do żQny miejsco- 
wegO' nQtabla, CO' sla!o się asnDwą 
PQwieści Stendhala ..Czer"Qne l 
czarne". Do kaścioła tegO' Claudel 
wędrował cQdziennie ranO' na mszę 
św. a po PQłudniu na modlitwę przed 
figurą Matki BDskiej. Tuta
 też pod- 
czas nas7ega spat,kani:\ kardynał Da- 
nieIDu kancelebrował mszę św. w 
DtQCZen:u DśmlU księży. W przem»- 
wieniu od Qltarza kardynał mówił 
Q swych pierwszych kQntakt,lch z 
PQezją Claudela, kiedy był młQdym 
jesLcze chłopcem. Pa:::zja ta nie stra- 
ciła nic ze sWQjej aktualnDści. PDeta 
pO' Qkresie młodzieńczcga bumu, po 
Dkresie. w którym widział tylkO' p:nu- 
jące zła. nagle rDzerwał klatkę, DtWD- 
rzył okno na 
wiat i zobaczył świa- 
t!Q. PrzekQnał się że świat jest dQ- 
bry, jak w picrwsLym dniu stwarze- 
ma. Odt;)d paezja jego przepDjana 
je
t r.ldDścią, pochwal;! i dziękczy- 
nieniem. 
W cichym zakątku zamkDwego 
parAU spoczywa autor tej poezji. Na 
PQgraniczu szerokich pól, wśród 
traw, polnych k\.. iatów i 
zumiących 
drzew j'
st grób Paula Claudela i 
wnuka jegO' Charles-Henri Parisa. 
Pod murem, obrosłym m
hem, znaj- 
dujiJ sic dwa w kamieniu wyciDsane 
grobawce. Jeden duży - dziadka, 
drugi mniejszy - wnuka, który zmarł 
na wiele lat przed poetą, w wieku 
dzie
ięcym, by 
tać Się jegO' .,amb_sa_ 
darem przy BDgu ". Koło grobDwca 
Claudela umieszczonO' tablicę, na któ- 
rej !1i
 ma dat ani urodzenia, ani śmjer- 
ci, a jedynic wyryt, jest napis L1łD: 
żany przez niegO' samegO': "TutaJ 
spoczywają szczątki i nasienie P-łula 
Claudela". Ile wiary i nadziei w tym 
epitafium! Dla Claudela śmierć nie 
była czymś trag:cznym. Dlatego nie 
chciał SPQcz)ć w miejscu smutnym, 
ja'kim jest cmentarz. Był głęboKO' 
przekQnany że śmierć nie Dznacza 
kańca, ale nawy po::qtek. ::;mj
Ić 
staje się nasieniem, bO' "tO' CO' zasie- 
wasz, nie nabierze życia, zanim 
wDrzód nie umrze..." . 
-. tO' nasze sPQtkanie w Brangues 
byłO' najlepszym potwierdzeniem że 
prawda i pięknO' zasiane w dziele 
ClaudelQwskim przeszłO' dO' pctDm- 
nQści, trwa i rozwija się. 


.-.' . 


.... 
. 


'" .'. ., 
, '.ł 1 ...... 
.\ 4,.0..__1'" 
:1 t t f 
L. 



 


f
 
;'t ' 

' 
;; ... 


\, -j 


e;
 


Ze strony polskiej sprawozdanie 
składała prof. łrena Slawińska, któ- 
ra mówiła m.in Q zainteresDwaniu w 
Polsce twórczoŚci:.} Claudela już od 
r. 1913. kiedy tO' Tadeusz Miciński 
zamieścił pierwszyentuzjastycznyar. 
tykuł o ..Zwiastawaniu". Zaintere- 
sowanie ta w akresie międzywQjen- 
nym byłO' naj'Większe. Dzisiaj ma swc 
fluktuacje. przy czym lata 1949-1956 
należały da najmniej sprzyjających. 
Ostatnio jedynie w aśrodkach uni- 
wersyteckich lubelskim, poznallskim 
i krakowskim są w przygDtDwaniu 




_.",...l
_ 

 

 .-:....... 
"" ,;,.;-.- , ,. 

...", -.:o.... 
\.."., ..
..........""'
....:. 
...' 


,,-;:........ 



 


o::; ..... 
)?t':;' 



 


...:.
;ł .}
 !.. 
.' 

!--. i!, .J 


.' 
. ' 


. ':,"'t-"V .'. 


 l/
' 
.:itf ) 


\ 
, 
, fi. Ił ,' 

 
.II.. . 
i-¥', 
 ': 
... : iii 
.. II. ł.1 


" 


t-- 


..- 


': 


--.... 
 
,. . t"'f'j - \ 


'I 


} . 
ł ł Ił 
rf
 
t; 
J P. 


" . 


" f"j) . 


ri'I 


Zamek rodziny Claudelów w Brangucs 


grupach, które zajęły się szczegółQ- 
WQ prQblemami inscenizacj'i u tłumacze- 
nia a także stanem prac naukowych 
i współpracą c1audelistów w skali 
mlędzynarDdO'wej. W pierwszej z tych 
grup inscenizatQr chQrwacki Petar 
Selem QPQwiedział Q wystawieniu w 
Zagrzebiu w Qstatnich trzech latach 
aż dwóch sztuk, "Punktu przecię- 
cia" i "Zwiastowanua", które cieszy- 
ły się dużym pO'wQdzeniem. W przy- 
gQtDwaniu jest "Zakładnik" kt,óry 
zimą b.r. będzie grany w Dubrow- 
niku, w jegO' własnej inscenizacji. 


i 
 
& 1, i , l' 
 . 


t

j j 
I 
!, \ ,
 


. 


r'łf' 
, 
" 


"" .. 


t PI' 
Je lA. .

 
'. 
.., .. lo 
. 



'.. 

 


..... 


 
-... 


-- 


'\ 
"\ 


''', 


ł" 
.. 



 


. . 
11::......:." I - 

 .T
/#._. 
ł. ?,.-;r(
J... 
.,.. :..... A'K.;'" 
- 
." Z' .
. fi!'-t- l . .... 
..... 'r.;..f-L:-;
'-" 
11 ,""-';o(
''':' 
vr ....; \. 
.. ..... 
 ;& 
.
 
, -, 


. ." .::
 
łt



;: ł--:
:4;. ',. 



.
i..;11_ 
-
 w -;;.łI/f!:,..-, 



 
.- 


'.1:. 



 
. 


, 
" 


,; 


.,. 
"
\ 


:' 


'-. 


p' 


,. 
.'":,- . 


:i 


, ""4 


zWDlennikiem "krajania" tekstu i 
,.Qbcinania" jegO' niejasności pad ką- 
tem widzenia gustów i WYfDDgów 
publicznaści. Paśrednio stanQwiskQ 
jegO' znalazłO' paparcie ze strony ta- 
kiegO' autQrytetu w sprawach insce- 
nizacji sztuk Claudela, jakim jest 
Jean
LQuis Barrault, któr} zabrał 
PQtem głQS w dyskusji nad wysta- 
wieniem czwartej części ..AtłasQwe- 
gO' trzewiczka". Zasada wiernQści ,i 
szacunku dla tekstu autorskiegO' jest 
dziś zarzucana na rzecz sWDbDdy i 
twórczej rekDnstrukcji. Taki wniQ- 


.:; 


,-, n 
, , ,.. 
,. I, 


, 
 I
 ł t '; 
, " t, 
' . ,\ \ ':, 
-I I I 
! 
 


i 
1 ,
:,Ikj, 
. t, 
': ,: 
.\1 


I 
.. - \ 
, i: .' 


"" 
...Xc 


''\. 

 
,I" .",,
 
.\
.:..ł w 
. . 
;: ... 
'" 


11' , . 


"':';,.
;:', 
.... 


... 
 . 
"¥' ....tł.. :
:2 '.. t . ,". 
.- '

..i"
' . 
.-. .""...,...'..,:
",
.
_..."*, 
. .., .i....,t;,

', 
'":,, ,,',. . '
,.,..,."""\.,. 
.':""
 


 "Ł1 
. ","'
:- 
 


",' 


. 
\ 
1!fIł.. 
.j. 
-- '" ." 


Grób Paul Claudela i jego wnuka 'v parku w Brangues 


Opuszczeni przez Boga 
Warszawa-Mokotów 


pewne prace n:1 temat Claudela. Czy- 
telnika .,W':adomDści" zaciekawi za- 
pewne że 'prof. Sławińska zdała rów- 
nież Db-szernie spraw
 z dwó::h ich 
numerow, w których ukazaly się 
przekłady utworów Claudela, mate- 
rialy dO'tyczące stDsunków, ja:kie łą- 
czyły pDe,tę z Pals'ką, a także arty- 
kuły niżej podpisanegQ*). 
Dalszy ciąg dyskusji tQczył się w 
salQnach zamkawych, w mn.iejszych 


*) Nr. nr. liSO, J t51 
mości" . 


1175 "Wiada- 


KOLOKWIUM 


Na paczątku dy
kusji zjazd0,vych, 
które Qdb}wały się w namiQcie IQZ- 
bit}m w parku, przedstawiciele róż- 
nych krajów Qraz stowarzyszeń c1ru- 
delawskich w Belgii, Fra, ncjli Japa- 
nvi Kanadzie, Niemczech, Stanach 
Zj
dnDczonych i Właszech mówili 
D utwQrach. które przetłu.maCZQnD, 
Q sztukach. które wystawiDnO' i pra- 
cach, jakie pQdjętQ. Ze sprawQzdań 
tych wynikałO' że w świecie istnieje 
zaint:eresO'wanie twórczDścią PQety, 
które ma SWe przypływy i Qd.pływy. 
W samej Francji w latach 1969-1971 
danO' 483 przedstawienia SlJtuk Clau- 
dela. W wypowiedziach nie byłO' jed- 
nak nuty ,.tryumfalizmu". RównQ- 
cześnie pQdkreślanD z wielu stron 
że nadawanie tej twórczości znamie- 
nia katQlickiegQ przynDsi szkQdę, po- 
nieważ Dgranicza recepcję. Cechą 
pDez,ili Claudela jest jej uniwersalność, 
a nie partykularyzm. Sedna jej. tO' 
człDwiek, każdy człQwiek, który szu.. 
ka prawdy o sobie i świecie. Temat 
ten pO'ruszył również prezydent Seng- 
hQr. ktDry w bliskO' dwugQdzinnym 
referacie dQkanał analizy literackQ- 
filDzoficzna-religijnej dzieła Claude- 
la, nawiązując przy tym dO' tradycji 
paez:ii negro-afrykańskiej. 


EMANUEL SZTEJN 


Z KOR YT ARZA dQchQdziły Qd- 
głosy krQków, dDl.atywały ni
- 
wyraźne szmery. OddzlałQwy przeJ- 
mU1ący służbę nQcn'ł przegląd
ł rze- 
czy więiniÓ'w, UłQŻDne w prawldłDwe 
kupki przed każdą celą. Raz PO'. raz 
sprawdzał, czy il aść łyżek
 mls
k, 
kubków, spadni, swetrów I 
UtDw 
wystawiQnych z cel zgadza Się ze 
stanem Qgólnym więźniów. Naresz- 
cie 21-a, Dstatnia w lewym skrzydle 
cela była przykta i więzienie za- 
częł
 PQWDli zapadać w ciężki, ner- 
WO'WY sen. . . . . 
Dla celi 4-ej mlflJDny dZlen był 
szczególnie ciężki - przez cały dłu- 
gi tydzień nikt nie mia.' a

 
jednegO' szluga*). A 
łaśme dZls 
TDbiasz dQstał od matki przesyłkę, 
w której były 4 paczki papierQsów 
- 80 sztuk - 240 sztachnięć. Lecz 
"SDwa ", rDznaSZący paczki, papie- 
rosy zatrzymał. "Wyjdziesz na wal- 
nDść, tO' napalisz się da syta" - 
po.wiedział. MDżna byłO' padać dO' nóg, 
błagać, żądać, krzyczeć - lecz wszys- 
tkO' nadaremnie. 
Przez QknQ QkratQwane PQdwój- 
nym rzędem stalQwych prętów są- 
czył się da celi wieczorny zmrok. W 
kącie, przy 
amym kibJu, krzątali 
się prZygDtDWUjąC się da snu dwaj bra- 
cia Sasarscy. Byli w celi ,,Świe- 
żymi" i dlategO' musieli spać w 
"ghetcie", przy kiblu. Na pDdłodze, 
na niewielkiej przestrzeni Qd drzwi 
do QtWDru w ścianie, nazywanegO' 
oknem, tłQczyłQ się asiem Qsób. Im 
byłO' już lepiej niż braciam, zajmQ- 
wali "Landyn" ..:eli. I tylkO' czwórka 
więinj,ów mDgła uważać się za szczę- 
śliwych, bO' spali w "tra
wajach ': (tak 
w więzieniu nazywa Się dwuplętrQ- 
wa prycza). Ci byli już w "MQnte 
Carla". 
TegO' wieczQru cela długo nie mQ- 
gła sie uspakQić - j
dni płakali i 
cierpieli, inni się śmiali. Gdy naresz- 
cie umilkły kroki DddziałDwegQ, 


................ .................................. ... 
. . 
. . 
. . 
: Podziękowanie : 
. . 
: Serdecznie dziękujemy naszym Prenumeratorom zaoceanicznym : 
· za cierpliwe czekanie na nadejście 4 numerów pisma, które . 
. . 
· utknęły na poczcie brytyjskiej podczas strajku 
 dokach, . 
. . 
· Otrzymaliśmy tylko kilka przykrych listów z narzekaniami, . 
. . 
: Obawiamy się że czeka nas jeszcze dalsza seria strajków, które : 
: mogą wpłynąć na opóźnienie poczty zamorskiej. : 
. . 
: ADMINISTRACJA : 
.. 
 
... .. .. .... .. .... ...... .... ...... .. .. .. .. .. .. .. .. .. .. 


PRENUMERATA 


--- 


jest zawsze płatna z góry. 
Prosimy o zapłacenie prenumeraty Laległej 
i za czwarty kwartał 1972. 


--- 


- 


- 


- 


- 



 


*) "Szlugi" - papiera
 w p;warze 
wi'i;zienonej. 


- 


Peter Selem padkreslił kaniecznQść 
wyzbycia się tradycji - jak ją Dkre- 
ślił - "mi e szczańskDib6enQwskiej" i 
stwarzenia nQwej, PQetyckiej rzeczy- 
wistaści. Przy inscenizacji sztuk Clau- 
dela trzeba kancentrQwać się na za- 
sadniczych realiach czasu, miejsca i 
sytuacji, a wyzbyć się realizmu aneg- 
datycznegD. RównQcześnie wYPQwie_ 
dlliał się Qn za zachawaniem raczej 
zgDdnQści z duchem dramatycznym 
sz.tuki niż dDkładnQści fil Q IQgicznQ- 
literackiej. 
Z,gDdnie z panującą dziś mDd;!, 
młDdy reżyser charwacki akazał się 


SłabDdzIan z wysQkQści drugie- 
gu piętra "tramwa
u" rzekł:, . 
- PanQwie! NiedługO' będzie WI- 
gilia, i musimy nareszcie wyjaś- 
nić. ktO' jest ktO'. Na przykład Sa- 
sorski, tO' jest swój ch
QP, wcale 
nie ukrywa że Żydek. Ale ten T
- 
biasz nie pucuje się, katalika udaJe, 
k...a jegO' mać. A więc proponuJę" 
ściągnąć z niegO' partki i zQbaczyć, 
CD tam ma. 
Te słO'wa wYWQłały w celi istny 
entuzjazm. W kąciku przy Qknie TQ- 
biasz Qdmawiał pacierz. Od razu 
kil,ka rąk wyciągnęłO' się w jegO' 
stronę. 
- Wv! - krzyknął SasQrski - 
czy nie' widzicie że tO' katDlik? 
-- A ty nie wtrącaj się. Twoja 
chata oz. kraju. Chcesz aberwać? - 
rozległy się głQsy. 
- Zamknij się! - wrzasnął SłQ- 
bDdzian i w celi zapadła cisza. 
-, PDsłuchaj, ty - ciągnął SłD- 
bodzian - wiadQmQ że Żyd jeden 
za drugiegO' da się w łyżce wDdy 
utapić. Ale przecież ten s.... .syn ka- 
tolik.! udaje, tO' znaczy - tchórzy, 
a więc trzeba mu partki ściągnąć, 
niech wszyscy zQbaczą. SkQńczyłem. 
- Nie! Ty na tO' nie pQZWDlisz 
zawQłał SasDrski przecież 
Jesteś człowiekiem, SłabQdzian! 
- Widzieliście kretyna? Już siód- 
my rok iestem nie człDwiekiem, ale 
numerem. A Dn mi tu będzie gadał. 
Wszyscy wybuchnęli jakimś dziw- 
nym śmiechem. 
- Jeżeli Qśmielicie się znęcać nad 
Tabiaszem, zawQłam QddziałQwego 
- pDwiedział SasQrski. 
- Spróbuj tyl
D - QdpQwiedz!ał 
SłobDdzian, - Dość gadail1ia! ŚCią- 
gać z niegO' PQrtki. 
Kilka ciał zwarłO' się w kącie celi. 
Każdy chciał być pierwszy. Tobia
z 
bronił się rQzpaczliwie. SasQrski zde- 


sek mażna wyciągnó,!ć z tegO'. CO' 
powiedział Barrault. 
W czasie tej debaty na temat in- 
scenizacji mówił także b. dyrektur 
Teatru PalskiegO' w Warszawie, Jerzy 
Kreczmar. WspDmniał D swych pery- 
petiach z wystawieniem "Punktu 
przecięcia", dO' k,tóregQ w kańcu nie 
dDszłD w r. ł 968. Kreczmara w sztu- 
ce tej za,interesDwał szczególnie wą- 
kk fiIDzoficznQ-mQralny: kQnflikl 
między tym. CO' wynika z przesłanek 
duchowych, światDpQglądQwych, a 
tym, cO' cielesne. T D zagadnienie głę- 
bDka ludzkie chciał uwypuklić a w 


cydDw,mie nacisnął guzik dzwQnka. 
W dyżurce wartQwnika rozległO' się 
alarmujące dzwQnienie. 
- Kapuś! - krzyknął jeden z 
więźniów. 
Zgrzyt Qdsuwanych zasuw i uchy- 
liły się drzwi Qd celi. 
- KtO' dzwQnił? - zapytał Qd- 
działDwy. 
- Ja, panie QddzialQwy - odPQ- 
wiedział SasQrski. - Tu w celi znę- 
caj,! się nad człowiekiem, chcą ściąg- 
nąć z niegO' PQrtki i sprawdzić, czy 
nie jest Żydem. Przecież tO' hańba! 
- I tylkO' z tegO' PQWQdu aśmie- ,- 
,iłeś sic niepakQić mnie, ty durniu I 
jeden! A niech tam chłapaki PQpa- 
trzą sDbie, nic TQbiaszowi nie ubę- , 
dzie. A jak pO'patrzą, tO' i mnie 
PQwiedzą. , 
Drzwi się zatrzasnęły. WzrDk wszys- 
tkich skierowany był na Sasorskie- 
gO'. On czuł że zaraz stanie się CQŚ 
strasznegO', niezrDzumiałega dla nie- 
gO', lecz był na tO' przygO'tDwa.ny. W 
ułamku sekundy przypDmniał sQbie 
całe swaje życie, DkrDpnDści wQjny, 
śmierć bliskich, pagromDwe nastrDje 
epDki, "sprawę lekarzy żydQwskich ". 
sWDją własną sprawę przy drzwiach 
zamkniętych, ukQchaną kDbietę, mat- 
kc... Gdzie O'ne teraz są...? TyLko, 
żeby kibla mi nie wsadzili na głQwę 
z tą myślą śmiałO' wyszedł 
na środek sali. 
Uderzenia spadły ze wszystkich 
stron. PDczątkQWQ nawet ich nie 
czul. sfDdziewał się tegO'. 
Bili milcząc, z jakimś s'traszliwym 
wewnętrznym zadawDleniem. Tracąc 
przytDmnaść Sasorski widział nad 
sab
 tylkO' gałegO' TO'biasza błaga- 
jącegO': 
- Chłopaki! Ale za CO' jeg
'? 
M nie bijcie, mnie. O Chryste, mnIe. 
Wszyscy śmieli się histerycznie. 
. Drzwi da 
eli uchyliły się raz 
Jeszcze. 
- Na i CO', sprawddiście rQ t:lm 
ma TQbiasz? - zapytał Dddziałowy. 


Emanuel Sztejo. 


inscenizacjli Qgraniczyć się da podsta- 
wDwych rcaliów. 
Równiei. w grupie tłumaczy prze- 
prowadzono pauczające dyskusje. 
Pro
esDr -Hclena pauly z uniwersy- 
tetu stanowegO' San Fran
iscQ pa- 
dzieliła się z nami swymi dQśWliad- 
czeniami z Iliezwykłego eksperymen- 
tu, ja.kiega dokonała, a mianQwicie 
tłumaczen:a zespDłQwegQ. Na war- 
sztat wzieto "amerykańską" sztukę 
Claudela ..Zamiana". RDk paświęco- 
nO' na zapoznanie się z całą tWQrczo. 
ścią paety i studia kamparatystyczne. 
W drugim roku studenci podzielili 
sie na paroosobawe zespały i czyta- 
na sztukę wiersz pO' wierszu w Dr y- 
ginale tłumacząc je równacześnie n I 
Jelyk angielski. Mazoln:e a skrupu- 
latnie dobierano najlepszych słów an- 
gIelskich adpowiadających oryginałn- 
wio ZabrałO' tO' drugi rQk. Gdy praca 
zDstała ukOl1czDna, zwróconO' się dO' 
dyrektara ..OśrDdka paezji" przy u- 
niwersvtecie San Franc:sca, prDfeso- 
ra Marka Linenthala, ażeby sam ja- 
kO' paeta dDkQnał "paetyzacji" tłu- 
maczenia. KQńcQwy pr.odukt, jalk ma- 
gliśmy się przekQnać z lektury uryw- 
ków O'ryginału i tłumaczenia, jest 
dDskonały. "Zamiana" w tł,umacze- 
niu na język amerykańskD-angielski 
nie tylkO' Qdznacza sie wiernDścią, 
ale takle zachowała w dużej mierze 
PQetyckie tchnienie aryginału. Ten 
swegO' rQdzaju "happening" claude- 
lawski na uniwersytecie San Fran- 
ciscO', jak nas zapewnianO', Qdbywał 
sie w a-tmQsferze entuzjazmu i jed- 
naści duchawej, a prof. Linenthal, 
nic Zna1ący przedtem dabrze języka 
francuskiegO'. stał się zagQrzałym clau- 
delistą. 
W tej samej ,grupie dyskusyjnej 
Julian RagQZli'ński, tłumacz "Punktu 
przecięcia" i " Księgi KrzysztQfa Ko- 
lumba", Dgłaszonych w "DiaIQgu", 
przedstawił bilans przekładów pal- 
skich. który w Qkresie pO' drugiej 
wQin:e światawei jes't zawstydzająco 
ubagi. Sam jakO' U.umacz uważa że 
dzieła Claudeb poddają się gładkO', 
chociaż nie łatwa, spalszczeniu. 
PQdczas dalszej dyskusji PQdkreś- 
lanO' jeszcze kanieczność paetyckie- 
gO' tłumaczenia, nawet kosztem nie- 
raz dokładnDści. Sam Claudel tłu- 
maczył innych w sPQsób swabadny, 
ale natchniany. JegO' zasadą była: 
.,Tłumaczyć nawet niedQkładnie, ale 
transpanQwać - dQkładnie". Tłu- 
macz i wydawca pełnegO' zbiQru sztuk 
Claudela w języku niemieckim, Edwin 
Landau, podkreilił ze swej strQny że 
przy przekładach wersetów Claude- 
lDwskich może być pamQcne wczucie 
się ięzykQwe poprzez lekturę niektó- 
rych dzieł z własnej literatury, jak 
np. HiJlderlina w wypadku niemiec- 
kim. RagDzi:l'ls.i wymien
ł tutaj Mic- 
kiewicza i S
Qwackiega, jeśli idzie 
D jezyk polski. Na spDtkaniu padł 
też prDjekt stworzenia czegaś na wzór 
wagnerowskiego Bayreuthu, co sta- 
łDby się Qśradkiem międzynarodDwym 
dla inscenizatO'rów, scenQgraf6w i 
tłumaczy pracu1ących razem przy 
realizacji scenicznej sztuik Claudela. 
f\.1Iimo że dyskusje te i rQzmQwy 
tQczyły się PQtem częstO' dO' póinej 
nacy przy stołach biesiadnych rQz
ta- 
wiDnych w parku, w kQnkluzji trzeba 
stwierdzić że więcej prDbłemów PQ- 
stawianO'. niż zdQłaliśmy rQzwiązać. 


CZEŚĆ FESTIWALOWA 


SpQtkanie claudelQ\yskiie urQzmai- 
CQne byłO' kilkQma imprezami arty- 
stycznymi. W zabytkQwym kQściele 
w La Cote Saint-Andre (w mieście 
tym urQdził się BerliQz) byliśmy na 
kQncercie w wykonanju SQlistów 0'- 
raz chóru chłDpięcegD z FQrt WQrth 
w Teksasie. ObQk utwQrów BerliQza 
usłyszeliśmy trzy kantaty Dariusza 
Milhaud dO' słów Claudela, a Alain 
Cuny recy1Qwał tekst ClaudelQwski 
będą.cy PQchwałą DeLfinatu i Ber- 
liaza. Nas,tępnie w parku w Bran- 
gues, w drugim ustawiQnym specjal- 
nie namiDcie jak gdyby trupy cyr- 
kQwej, zespół teatru Renaud-Rlrraull 
wystawił czwartą część "AtłasQwego 
trzewiczka", która nQsi tytuł ,.Pad 
wiatrami Wysp Balearskich". w adap- 
tacji scenicznej Jean-Pierre Granvala. 
Ten fragment dramatu, nigdy dQtąd 
nie wystawiQny, Claudel napisał w 
fQrmie burleski. 
W Qglądanej przez nas inscenizacji 
cała akcja rozgrywała się na arenie 
i pDdiach rozmieszczonych wśród 
publicznDści w czterech stronach. n':l- 
miatu. AtmQsfera przedstawienIa 


Nr 13
8, 5th NQvember. 1972 


zgDdna była z zaleceniem pD
ty, we- 
dług którego "parządek - tO' rDZU- 
mu przyjemność, a niepDrządek - 
tO' rozkosz dla wyobraini". Patrzy- 
liśmy jak urzeczeni na widD'NiskQ 
pełne barwy i ruchu przy diwiękach 
mUZ}'1ki Artura HDneggera. Sceny 
pełne humoru i szyderstwa, zadu.ny 
i patDsu zmieniały się jak w kalejdJ- 
skQpie aż da Dstatnich pamiętnych 
słów: .,Wybawienie duszo:n uwię- 
zianym" . 
Innego dnia, w tym samym namiD- 
c:e teatr japOllski Yashia lzumi wy- 
stawił mimodramat Claudela ..Kabie- 
ta I iej ciel1" w tłumaczeniu i adap- 
tacji Tan) Kimura na SLJtukę NO. 


KANTATA 
NA TRZY GLOSY 


Pewnego słonecznego popołudnia 
fajechaliśmy do Hos
el-en-Valro ney, 
gdzic na wzgórzu, wśr6d przepięk- 
negO', bQga'tego w LJ:eleń krajabrazu 
nadrodmis'kiego stai zamck. Tutaj u 
rodziny swej żany Claudel spędzał 
wakacje w latach ad r. II)()) dO' 1928 
i napisał wiele utwar5w - ..Prote- 
usza", ..Corona ben:gmtatis Anni 
Dei" a przede wszystkim "Kantatę 
na trzy gIasy", która przepojana jest 
nastrojem, jaki w paec.:e wzbudzał 
Dtaczaj)cy go krajDbraz, przynDsząc 
uczucie szczęścia i radDści po bu- 
rzliwym okresie życia. 
W paemacie tym trzy niewiasty 
siedząc nad brzegiem RDdanu rozmy- 
ślają w Qbl'iczu majestatycznegO' pięk- 
na natury. Są ta Laeta, Rzymianka, 
narzeCZDna czekająca na Dblubieńca, 
Fausla, Polka Dddalana Dd męża, 
który w swym kraju walczy o jegO' 
wQlność, Qraz Beata, Egipcjanka, któ- 
ra QwdQwiała wkrótce pO' ślubie. 
CzerwcQwej nQcy Q półnQcy, w prze- 
łQmQwym mDmencie. który "oddzie_ 
la wiQsnę Q lata", marzą patrząc na 
Qtaczający je świat i rDzmawiają ze 
sabą o miłDści ,j Q swym lasie, Q 
swej rDzłące i wygnaniu, na temat 
Qfiary i wyzwDlenia. Od czasu dO' 
czasu przerywają dialag, by w pieśni_ 
mDnalQgu dać wyraz UCZuciDm dla 
nieDbecnegQ. Paprzez iega nieobec- 
naść poszukują abecnDśc,i Boga a w 
splendarze "rzeczy przemijających" 
i w wspomnieniu chwilawego szczę- 
ścia pragną adkryć chDćby przelQ:- 
nie rad aść wieczną. 
I właśn:e w tym miejscu, gdzie 
tDczyła się ta razmDwa trzech ka- 
bie,t, ze stapni tarasu zamkDwegQ 
Eve Francis. sędziwa aktarka, która 
kreQwała wiele ról claudelDwskich, 
recytawała dla nas kilka wyjątków z 
.,Kantaty na trzy głDSY". 
Gdy przyszła kDlej na "Kantyk 
rozdartegO' narDdu ", czyli PDlski, 
Eve Francis paprzedziła go krót'kim 
kQmcntarzem podkreślając że mimO' 
upływu sześćdz,ies.ięciu lat Qd jego 
ąapisania, nie stracił Qn, niestety, na 
aktualnQ
ci: 
"Ach! KtO' mi dzisiaj D walnQ:ki 
mówi? Lecz ażeby zrozumieć, CO' 
ana znaczy, trza byłO' być najpierw 
nriewDlnym. wyjętym spDd prawa. być 
zbiegiem! Otam jest jak ptak ranny, 
CD upadł z gromady lQtnej i który 
ściele gniazdO' pad wazem w pod- 
wórzu... trza bylo być wygnanym, 
aby PQjąć, cO' Djczyzna... Szczęśliwy 
ten. ktO' kO'cha, lecz jeszcze szczęśliw- 
szy ten, ktO' służy, ten, ktO' jest PQ_ 
trzebny. Jutro już bliskie, kiedy usta- 
nie nieabecnaść nasza! I nie jesteśmy 
tylkO' Dn i ia, tO' naród cały w nas 
cO' Dczekuje a jest rozdzielQny...". 


* 


Gdy d
iękQwałem znakQmitej aktDr- 
ce Za Jej sława, podkreśliłem że 
wpra wdzie naród palski jest nadal 
pQdzielany na tych, CO' są w kraju 
l n.a tych.. którzy są na emigracji, 
tO' Jednak Jesteśmy przynajmniej du- 
chawQ jednDścią, czegO' dQwQdem 
fakt iż w spDtkaniu claudelowskim 
biQra zgDdny i przyjazny udział PD- 
lacy znad Wisły i znad Tamizy. 
Twarz Eve Francis Qży\\ił uśmiech. 
,.TQ pan palak z LQndynu?" - za- 
pytała. I patem zaczęła apawiadać 
z widQCZD:! przyjemnQścią a swych 
wizytach w Warszawie międzywDjen- 
nti, Q swych wspamnieniach z Pal- 
ski. Q PDlakach, których paznała. 
"Czy zna pan Wacława Grubińskie- 
gQ?" - padłO' niesPQdziewane py_ 
tanie. "W jegO' sztukach grałam przed 
laty! ". 
J tak u brzegów Radanu, gdLJie 
Fausta śpiewaia pieśll Q sWQjej Qj- 
czyinie i swym wygnaniu, rozmawa 
zeszła na tematy palskie. Cóż bar- 
dziej naN,:ralnegQ! Były ta przecież 
dni poety, któregO' niespełniO'nym 
marzeniem byłO' zQstać ambasadQrem 
Francji w Warszawie. 


Witold Leitgebcr, 



 


OBRAZY POLSKIE SPRZEDAM 
AXENTOWICZ, BAKAŁOWICZ, BOZNAŃSKA, KARPIŃSKI. 
FIilPKIEWICZ, FAŁAT, JABŁOŃSKI, R. JANOWSKA, G ROIT. 
KOSSAK, NACK, IEWICZ PILLATI, PAUTSCH, PIOTROWSKI. 
PIĄTKOWSKI, Z. SUCHODOLSKI, SIOHULSKI, MYOELSK1. 
TERLIKOWSKI, WYWIÓRSKI. 


Flys
 i a
arele: 
KOSSAK, MICHAŁOWSKI, NOR BLIN, MATEJKO, 
RADZKl, STRYJEŃSKA, ORŁO'" SKI, żAK. 


R. WERNIK, 


SIEMI- 


52 Lonsdale Road London, W.11. 
Tel.: 01-946 3908 


- 


- 


WIADOMOśCI" O CZYTELNIKACH 
Gdybyśmy' mieli tylu Prenumeratorów ilu mamy Czytelników, 
pismO' mIsze byłoby bQgate, mogłQby płacić wYSQkie .hooQra
ia. zapewnić 
sQbie stałą współpracę najlepszych piór, zW1ęk,szyć 
bJętQŚĆ me PQdnosząc 
ceny, zyskać w te.n sPQsób nQwe rzesze Czytelmków. l Pr
numt;.ratO'r6,w, .stać 
się jeszcze bQgatsze, płacić jeszcze wyższe hQnc:rana, Zap
W!1IĆ SQbJ
 Jesz- 
cze wydatniejszą wsp6łpracę najlepszych piór, Jeszcze zWlęks
yć Qb)ętQŚć, 
obniżyć cenę i w ten sPQsób i t.d., i t.d. ad infinitum... Wspamałe perspek- 
tywy i zupełnie Tealne, jeśli tylkO' wZrOOnie ciągły, ale skromny dQtycbczas 
przypływ DQwych prenumerat.
>>>
Nr 1388 5th NQvember, 1972 


PUSZKA 


Geometria polityki światowej 


W ciągu Dstatnich dwóch La,t układ 
sił światowych znaoznie się zmienił. 
Pisałem, i tO' nie m,z, że w mi'ejsce 
świata dwubiegunDwegD: Ameryka - 
Sawiety, przyszedł układ pięciu sa- 
moistnych D8rodków siły, który dla 
krÓtkDści nazwałem pentagramem. 
Oczyw;ście przez ..Amerykę" i "S0- 
wiety" trzeba rQzumieć nie tylkO' dwa 
supermQcarstwa, ale powiązane z ni- 
mi państwa. SłDWQ ..SQwiety" 
Dznacza w tym kQntekście tak- 
że państwa satelickie, składające 
się na imperium kQlDnialne sowieckie 
w Eurapie. A słQwa ..Ameryka" Qzna- 
cza abak Stanów ZjednDczonych ich 
czternaśoie państw sprzymierzanych 
w EurDpie, tworzących razem NATO. 
Zmiany, jakie teraz się dQkanały, 
wymżają się w tym że Europa Za- 
chodn:a pDsunęła się dalekO' na dro- 
dLJe dO' scalenia gospDdarcQ:ega, któ- 
regO' trzonem jest Europejska Wspól- 
nota Gaspoda,rcza. Japania, rQzwija- 
jąca swój patencjał przemysławy 
szybciej niż jakiekQlwi';:k inne pań- 
stwO' na świecie, weszła w stadium, 
kiedy niechybnie musi też pacząć wa- 
żyć pDłitycznie a wreszcie i WQjsko- 
WD w ŚiW.iatawym układz,ie sił. Przy- 
pieczętawa.ła zaś "pentagram" pod.róż 
prezydenta NixDna dO' Pekinu, która 
była następstwem załamania się chaQ- 
tycznej .,rewalucjj kulturalnej" i daj- 
ścia dO' władzy przedstawiciela reali- 
styczne] polityki premiera Czou En- 
łai. W wyniku tej podróży dosZJla dO' 
zawarcia porozumień gO'sPQdar- 
cz,ych m!ędzy Ameryką a Chinami 
O'raJZ - Co' ważniejsze jeszcze - dO' 
wej.śc
a Chin dO' Organizacji Naro- 
dów ZjednQczanych. 
Teraz te sprawy O'mawia w prasie 
amerykańskiej Zn3ny pali tal ag Zbig- 
niew Brzez;iński. Przypamina Dn je 
niedawnO' prezydent Nixoo mówił Q 
pięciu mDca,rstwach, które łąclJl1ie 
twarzą światową równDwagę sił. Br,ze- 
zJi,ński nie gO'dzi się z tym. ZWTaca 
przede wszystkim uwagę na tO' że 
mocarstwa te są wielce rÓŻDO'rodne. 
A więc Chiny są pQlityczlllie jednQli- 
te, jednakaważ gaspQda,rczQ niedQ- 
razwinięte. Japania jest w sensie ga- 
spoda,rczym macarstwem, ale wajskD- 
wa j,est ca
kiem bez znaczemi,a, Eura- 
pa znawu jest w znacznej mi,erze gQ- 
spodarczQ scalDna, wajskawQ wszakże 
wciąż nie maże się zdabyć, jeżeli nie 
na scalenie, tO' choćby na koordyn:ł- 
cję swaich sił. Wreszoie Ameryka, 
ja'k Brzeziński przewiduje, także w 
bliskiej p11Zysz,łaści będz,Le ściślej pa- 
wiązana z Eurapą i z Japanią nitŻ z 
SO'wietami i Chinami. Tę bLiskQŚĆ 
Ameryki, Europy i JapQnii, chać Dd 
siebie tak Qdległych geagraflicznie, 
tłumaczy podabieństwem ustroju po- 
litycznegO', wspólnymi celami w pa- 
li
yce, wreszcie wielDrakimi powiąza- 
niami gaspadarczymi. 
W tym świetle Brzeziński sądzi że 
"geometri,a pDli,tyki światawej" WYTa- 
ża się w dwu trójkątach Qpiera
ących 
się na Dsi Ameryka - SQwiety. Oba 
te macarstwa wzajem się szachują, 
Żiadne jednak nie ma dQŚĆ si'ł, by 
drugie podbić. PrzYPQmina że w nie- 
dalekiej przeszłQści, w Qkresie ..zim- 
nej wO'jny", taka równowaga nie 
i-stniała. Teraz zaś wytwDrzyła się QŚ, 
WQkQłQ której skupiały się dwa trój- 
kąty, jeden a part y na kO'aperacji, a 
drugi na rywalizacji. Za "trójlkąt ry- 
wahzaoji" uważa Brzeziński Amery- 
kę, SQwiety i Chiny i dad'aje że wi- 
zyta NixDna w Pekin.i,e nada,ła temu 
trójlkątDwi charakter "i'nstytucja[1al- 
ny". Rywali,zacjoa jlednak dalej trwa. 
"Trójkąt kooperacj,i" tO' Ameryka, 
Eurapa i Japoni'a. JegO' części składD- 
we gDtawe są dO' wspóldiZia,łania nie 
tylkO' gaspodarczegD, które już dzi 
jest wysakQ rQzwi.nięte, ale także do 
wzajemnegO' pO'paro
a pali tycznegO', 
mimo że tu i ówdzie pQJawiają się 
razdźwięki. 
Te "geO'metryczne" fOiZważania 
BrzezJińs'kiegQ n:e uwzględniają spraw 
Q najistQtn!eJszym znaczeniu. A więc 
Q ,,zimnej wDjnie" mówi Qn w trybie 
przeszłym, jak gdyby była epizodem 
z wczesnegO' średniO'wiec'za. A prze- 
oież "zi'mną wojną" nazwana Dstre 
przeciwdz'i,ał,alnie SDwie1ów przeciwko 
wDtnemu świ,atu, przy użycau wszyst- 
k,ich ś,rodków z wyłączeniem starć 
zbrojnych. DO' tych środków należy 
wykorzystywan:e wszystkich rQzbież- 
ności w WDlnym świecie. różnic inte- 
resów gaspadarczych, palitycznych, 
nawet rehgi,jnych, dywe'rsja i dezin' 
formacja, zdDbywanie caraz nDwych 
punktów Qparoia we wszystkich czę- 
ściach świ,ata. A j,ednocześnie Sawie- 
ty z wielką uporczywością rQZlbudD- 
wują sWQje siły zbrojne we wszyst- 
kich dziedz,inach, bardzo z[1acznie 
powyżej patrzeb właSil1ej abroil1Y. Ich 
wydatki wajskowe dO'sięga
ą 40/ do- 
chDdu naradawegO'; są najwyiŻsze na 
świecie. Jeżdi to. WS
StkO' razem nie 
jest "zimną wojną", tO' cóż nią jest, 
czy k,iedykDlwiek byłQ? 
Stasunek między Saw,jetami a Ame- 
ry ką Brzeziński nazywa "rywalizacją". 
TO' Qkreślenie jest nie tylkO' mętne, ale 
także nieprawdziwe. Rywalizacj:ł 
QZlflacZ;a uzyska,nie przez jednego 
partnera przewagi nad drugim w ja- 


kiejkQlwiek dziedzinie, jednakDważ 
bez dąże'llia do. unK:estwieoo!a tego 
partnera. Klasyczne pole rywalizacji 
- tO' sport. Walczą z sDbą Q pierw- 
s.zeństwa partnerzy - a nie wroga- 
wie. Ten, ktO' bierze górę, nie zabij.1 
pDkDnanegQ, tak jak przed wiekam! 
gladiatQr w cyrku I1zymskim. W sfe- 
rze gospodarczej rywalizację nazywa 
się "kO'nkrneficją". Zmierza Qna dO' 
zdabycia ja.\
iegJŚ rynku zbytu czy 
źródła surowców, ale nie dO' O'sta- 
tecznegD ZniiSlJCZelllia kDokuren1a. Czę- 
sta m;ędzy kankurentami dochDdzi 
dO' parozumień, z których pawstają 
kDnsO'roja, kartele i inne fO'rmy wspó
. 
działania gDspodarczegQ. 
OWO'Ż Sowiety nie są "rywalem" 
Ameryki i reszty wO'łnegQ świata, ale 
jegO' wrog,i,em. Chcą O'panO'wać caiy 
glob ziemskłi i padbić wszystko., CD 
im staje na d,rodze. Tutaj nie ma sy- 
metrii między wQlnym światem a So- 
wietami. BO' wDlny świat nie Dbjawia 
dążenioa dO' znislJCzooia SQwietów, a 
nawet dO' zmiany ich ustroju. Po- 
przestaje na UPQrczywym bronieniu 
tegO', croga SO'wiety j,eszcze nie Qpa- 
nDwały. Tak też należy fO\Zumieć zbli- 
żenie Ameryki dO' Chin. Nie jest QnQ 
ideolQgiczne, bQĆ przecie Chiny stWD- 
rzyły swój własny osobliwy kamu- 
nizm. Jest dlla Ameryki wartDściowe 
strategicznbe, bO' Chiny padtrzym.ane 
przez Amerykę zagradzają Sawietom 
dragę dO' DpanO'wani,a h!du Azji, a 
także w pewnej mierze krępują ich 
swO'badę ruchów w Europie. 
00. się tyozy JapO'ni i , któreU w "pen- 
tagramie" przry,padał,aby samaistne 
miejsce, dające się porównać z miej- 
scem Europy Zachadniej (JapQnia i 
Europa ZachDdnia przylegają z dwu 
stron dO' wielkiegO' lądu eurazyjskiegQ 
we władaniu SQwietów), Brzeziński 
ma różnDrakie wą,tpliwQści. Uważa 
że JapQnia jest "PQ)i.tyczn:e izolQwa- 
na" i nękana niepewnDścią. A przecie 
Japania jest wciąż związana ścisłym 
sQjuszem z Ameryką, który zapewnia 
jej Dbronę, także przy użyciu broni 
atDmawych. Przecie dlategO' właśnie 
że Japania ponosi datąd ba,rdizo nikłe 
wydatki na swO'je siły Zbl1Djne, mDgł
 
Qna dDkmlać w tak krótkim cZJasie 
swO'jega ..cudu gospoda,rczegQ", który 
wzbudził wreszcie zaniepakD
enie na 
jej rynkach zbytu, szczególnie w Ame- 
ryce. Należy Dczekiwać że prędzej 
czy później JapQnia w PQrQzumieniu 
z Ameryką pDcznie się dQzbrajać, CO' 
Dkaże się tym piln;ejsze, im groźba 
sowieoka na Dalekim WschO'dzie bę- 
dzie rosłia. Już dziś fiata sawiecka 
na Oceanie Indyu&kim, zagaspadaro- 
wywanie się SO'wOetów w Indi.ach i na 
CejIDn:e, budzi niepQkój nie tylkO' w 
Pekinie, ale i w TakiD. 
Brz,e:z;iński przewiduje dla J apO'nii 
pięć l1ówych mO'żliwych "a.pcji" prze- 
st3Jw.ienna jej poIirtyki zagranicznej. 
Opcj'e jak O'pcje. MO'żna by wymiooić 
jeszcze p:'ęĆ czy O'siem innych O'pcji 
jednakO' prawdQpadO'bnych i pożytecz_ 
nych. Ale nie Q tO' idzie. Ważniejsze 
jest że Brzeziński zatrzymuje się na 
Dpcji "zbiorowegO' bezpieczeństwa" w 
Azji z włączeniem dO' tegO' systemu 
KOifei, Ind O'nelzji i Australii. By'iQby 
tO' istatnie nie najgQrsze. gdypy w 
rO'zumawaniu BrzezińskiegO' nie łączy- 
łO' się tO' z rQzluźnieniem związków Ja- 
pooii z Ameryką. Następstwem tegO' 
miałoby być wycQfanie załóg ame- 
rykańskich z JapO'nii. Sądzić trzeba że 
w takim przypadku Ameryka musia- 
łaby także zwinąć "parasD] atomD- 
wy", który teraz chrDni Japaruę. Brze- 
ziński sądzi że mDżna by ZJachować 
układ Dbronny amel1"ykań
\ko-japań- 
sk,i w zakresie znacznie zmniejszQ- 
nym, ale za tO' włączyć go. do. Dbszer- 
niejszegQ układu bezpieczeństwa, Dbej- 
mującegQ całą Azję. W takim ukła- 
dzoe, zauważyć trzeba, brałyby udział 
także kO'muni'styczne Chiny, CO' by im 
dawało wielkri. wpływ na wszystkie 
państwa aLJjatyckie niekamunistycme. 
Brzezińskiego. tO' nie martwi. N a 
odwrót. Radzi, by Azja wzrorowała 
s,ię na EUl1Opie, gdzie teraz panD nad- 
chodzi era ,,zbiorowegO' bezpieczeń- 
stwa" na padstawi,e zgady "między 
Wschodem i Zachodem", czyli z 
udzi,ałem Sa
ietów i z wYf'lJUceniem 
Ameryki z Europy. 
Brzeziński jak gdyby już teraz dy- 
skO'ntawał wyniki "Konferencji Bez- 
pieczeństwa Europy", na którą na- 
staje Moskwa, a która w istQcie jest 
fDrmą Qfensy'wy Sawietów na EurQ- 
pę ZachDdnią. Ta kOtl1ferencja, jak 
wszystkO' wskazuje, Dstatec,lnie O'dbę- 
dzie s,ię, ale ni,e ma potrzeby z góry 
przyjmawać że SawietQm powiedzie 
S!ę Dbalenie głównegO' filara Dbron- 
nQści EurQPy. jakim jest QbecnQść 
300.000 wajsk amerykańskich ," 
EurDpie. McGovem nie ZJastał jeszcze 
wybrany prezydentem Sta.nów ZjednQ- 
czonyoh, więc Brzeziński niepatrzeb- 
nie śpieszy s'ię z uznawaniem za fakt 
dokonany tegO', CO' SQwiety chcą osiąg- 
nąć w EurQpie ZachQdniej, a czegO' 
najprawdQPDdabniej nie os,iągną. 
Więc i Japonia nie musi jeszcze bra.: 
przykładu z EurO'Py takiej, jaką Brze- 
zińs,ki mQże chciałby widzieć, ale ja- 
kiej jeszcze nie ma. 


Pandora. 


............ .... .. .. .. .. .. .... ...... .. .... .... .. .. .
 
. 
. 
. 
. 
. 
. 
. 


KUPUJĘ 


DRUKI, RĘKOPISY, PAMIĘTNIKI, LISTY, AUTOGRAFY, 
MAPY, SZTYCHY, RYSUNKI, PORTRETY, WIDOKI, FOTO- 
GRAFIE, KOLEKCJE WSZELKIEGO RODZAJU, i t.p. DOTY- 
CZĄCE DAWNEJ I WSPÓŁCZESNEJ POLSKI I LITWY 


R. UMIASTOWSKI 
l, Fountain Drive, London, 5.E.19 


., .. .. .............. .. .. .. .. .. .. .... .. .... .... .. .. .... 


, 
WOREK JUDASZOI 


N 


. 
ł 


e 


p 


Józef Mackiewicz z pełną racją 
pisał w Qbszernym Qmówieni.u pa- 
miętników WędziagQlskiegQ ("Książ- 
ka D niepQkQjących analQgiach", 
nr 1385 ..WiadO'mQści") że bQlsze- 
wicy wygrali walkę Q władzę, po- 
nieważ każdy, CO' chciał się im sku- 
tecznie przeciwstawić, by,ł piętnQwa- 
ny jakO' reakcjQnista. Potem Mac- 
kie,wicz zacytował B
Qka, Mandel- 
sztama, AchmatQwą i dodał uszczyp- 
liwie: .,TQ są pDeci rosyjscy, bu- 
dzący dziś szczególne roZJtkliwienie 
wśród intelek1ualnegQ 'establish- 
Iment'u' ". 
TO' ja wystąpiłem nie tak dawnO' 
w QbrDnie BłDka i Mandelsztama, 
więc PQwyższe słQwa zapewne wy- 
pada przyjąć i połknąć z miną skru- 
szonegO' winQwajcy. Z tymi poetami 
rosyjskimi tO' jednak trochę nie tak. 
Parę, czy kilkanaście słów, wyrwa- 
nych z kDntekstu, przeważnie nie 
daje prawdziwegO' Dbrazu. CO' miał 
na myśli Osip Mandelsztam, gdy pi- 
sał: "Klasyczna poezja tO' - PQezja 
rewQlucji..."? O jaką rewQlucję mu 
chDdziłQ? Mandelsztam również na- 
pisał: ,.RewQlucja w sztuce w nieu- 
nikniQny spasób prowadzi dO' kla- 
sycyzmu... n. PQprzednie zdanie na- 
leży więc ustawić w zupelnie innym 
k?ntekście, niż tegO' chce Mackie- 
WICZ. 
..Sztuka chrześcijańska - cytuję 
urywek z artykułu Mandelsztama, 
QgłO'SZQnegD w r. 1922 - tO' zawsze 
dZlałalnQść, Qparta na wielkiej idei 
odkupienia. TO' - bezgrdniczne w 
swej różnQrodnQści 'naśladQwanie 
Chrystusa', wiekuiste nawroty ku je- 
dynemu aktO'wi twórczemu który 
rozPQczqł naszą erę historyczną, 
Chrześcijańska sztuka jest wQlna 
Żadna kQniecznQść nie przyćmiewa 
jej świetlistej wQlności wewnętrznej, 
bawiem jej prawzór, który naśladuje, 
to. samO' Ddkupienie świata przez 
Chrystusa... ". WymO'wne? JednO'- 
znaczne'? AutQra tych słów Mackie- 
WICZ nazwał kiedyś "czQłQwym bu!. 
szewikiem", a Qbecnie kpi sO'bie z 
"intelektualnegO' establishmentu", z 
racji szczególnegO' rolJtkliwiania się. 
Prawda, jakie tO' wesałe?! 
CY'tujmy pDetów, ale cytujmy 
Ich tak żeby nam ukazali się w ca- 
łei sWQjej urodzie, albO' szpetQcie, a 
nie w kształcie, zredukDwanym, czy 
raczej dQpaSDwanym dO' z góry przy- 
jętej tezy. Mandelsztam należał, wraz 
z Gumilawym, AchmatQwą, GQrQ- 
dieckim i paroma innymi, dO' grupy 
"akmeistów". Ale jegO' proza lite- 
racka - z lirykq byłO' niecO' inaczej 
- wykształciła się PQd wplywem 
symbQlizmu, stąd tyle w niej g;steJ 
mgły, a chwilami nawet QzdQbnegQ 
bełkQtu, pO'dkładającegQ się PQd każ- 
dą. właściwie interpretację OtO' parę 
próbek: "Nasza krew. nasza muzy- 
ka, nasza państwDWQŚĆ - wszystkO' 
tO' znajdzie sWQje przedłużenie w 
delikatnym bycie nDwej przyrQdy, 
!przyrody-Psyche. W tym królestwie 


z 


WIADOMOSCI 


o 


k 


o 


. 
I ą 


c 


c 



 t 


e 


ducha, pazbawiDnym ludzi, ka.żJde pQwitalne, na CO' Wells QdpQwiedzial 
drzewO' będzie driadą, a każde zja- że przybył, aby QSQbiście przyjrzeć 
wiskQ - mówić Q sWQjej metamQr- się ..interesującemu histQrycznemu 
fozie... ", albO' - "PDwiadają że eksperymentQwi, który Ddbvwa się 
przyczyną rewQlucji jest g:ód w m:ę- w kraju, przeQranym i Qbjętym P
Q- 
dzyplanetarnej przestrzeni. Należy mieniem rewQlucji spDłecznej... ". ł 
sypnąć ziarnem pszenicy w eterze...". wtedy wybuchła bDmba. Najpierw 
Można się jedynie dQmyślać, D cO' zabrał głO's AmfiteatrO'w i w nie 
tu MandelsztamQwi chDdziłQ. Jak grzecznych s!O'wach pQinfQrmował 
widzimy, tYPQWO' marksistQwski, SQC- ..dO'stQjnegQ gQścia" że pisarze, któ- 
realistyczny styl! Inna rzecz że Man- rzy tu przybyli, myśleli bardziej Q 
delsztam PQtrafił być bardzo kQn- kO'tletach i ciastkach. niż Q O'bej- 
kretny i realistyczny, jak choćby wrzeniu Wellsa i JegO' cygara. TO' był 
tym epigramatycznym wierszu, któ- dDpierQ pDczątek. Prawie natych- 
ry sPQwodQwał jegO' pierwszy areszt miast zerwał si-ę WlktQr SzkłQwskij, 
i zesłanie dO' WarDneża (1934). PQ- znany tearetyk rQsyjskiegQ ,JQrma- 
daję dQkładny, prozaiczny przekład lizmu" - miał czerwDny , odmrQŻD' 
paru urywków. nv nQS, spuchnięte pO'wieki bez rzęs, 
..JegO' tłuste palce są tłuste, jak skutki zaawansowanegO' szkQrbutu - 
rQbaki, słQwa - pewne siebie, jak i rzucił w twarz AnglikQwi histerycz- 
pudowe Ddważniki. śmie
ą się ka- nym krzykiem: 
rdlusze wąsiska i świecą chQlewy ..PDwiedz pan tam, w waszej An- 
butów. A dakałą niegO' zbieranina gji, PQwiedzi pan AnglikDm że nimi 
grubO'skórnych wDdzów; Qn tasuje pO'gardzamy, że ich nienawidzimy! 
usługi półludzi. Jak podkowy, wy- Nienawidzimy was nienawiścią za- 
kuwa jeden dekret pO' drugim - kQ- szczutych zwierząt... za krew, którą 
go w brew, kQgQ w pachę, kQgQ w &pływamy, za męki, rDzpacz i głód, 
DkD...". Naturalnie, mowa Q Stali- które nas niszczą, za tO' wszystkO', 
nie i nic biednemu MandelsztamQwi CO' z wyżyn pańskiegO' dO'brQbytu 
nie pO'mogłD że w trzy lata póiniej, pan nazwał 'interesującym ekspery- 
już PQgrążQny w skrajnej rozpaczy, mentern histQrycznym'! Sluchaj, 0'- 
usiłowai odrQbić SWQją PQetycką bajętny panie, z czerwaną mDrdą, 
przeszłość i napisał słabiutki zrC\sztą niech pan będzie pewny że zapach 
panegiryczny wierszyk Q ,.O'jcu na- naszej krwi... pałQży kres waszemu 
rQdów". Mandelsztam zginął na eta- sielankQwemu tram-tramtam i wa- 
pie dalekDsyberyjskim w r. 1938 l szemu niewzruszonemu SPQkQjO'Wi!", 
zastał zrehabili,tQwany pDśmiertnie ZaskQczony Wells chciał CQ5 Qd- 
przez Chruszczowa. Ale jegO' PQezja powiedzieć, ale pomyliły mu się na- 
nie doczekała się pełnej "rehabilita- zwiska O'becnych i nic senSQwnegQ z 
cji"; dO' dziś nie ukazały się w tego nie wyszłO'. ..Mówcy - pisał 
Związku SQwieckim wiersze zebra- pO'tem jeden ze świadków - rzu- 
ne, których stQsunkQwQ szczupły i cali się jeden na drugiegO' z krzy- 
tendencyJnie dO'kQna-ny wybór nie kiem oburzenia, z czegO' na,tychmiast 
mQże zastąpić. skarz}'stali ich sąsiedzi, żeby w rQZ- 
O piekle, przez które przeszli rQ- gardiaszu sprzątnąć z ich talerzy 
syjscy pisarze, można by pisać gru- medDjedzone ciastka". 
be tomy. Wielu z nich załamałO' się Wellsa. jak się zdaje, niewiele ta 
mQralł:łie, nie każdy, jak GumilQw, scena nauczyła, pewnie pDmyślał że 
potrafił zareagawać uśmiechem na biesiadnicy byli pO' prostu pijani. 
wejście dO' mieszkania czekistów, a W Qgóle wizyty angielskich promi- 
patem Qświadczyć przed trybunałem: nentów intelektualnych stanDwiły z 
"Tak, jestem przekQnanym mQnar- reguły wielkie nieparDzumienia, wy- 
chistą! ". GumjlQW jeszcze żył, kie- starczy przypomnieć, jakie duby 
dy w październiku 1920 przyjechal smalQne QPDwiadali w latach pól' 
dO' PiQ,trQgrodu H.G. Wells
 Na- niejszych Q Związku SQwieckim G. 
miętnym prO'pagatO'rem tegO', niezbyt B. Sh.IW, czy małżeństwO' WebbD- 
rozgarniętegO' pisarza był w PQlsce wie. LewicQwi purytanie dQjrzeli w 
niepodległej AntQni Słonimski, tWQ- tragedii rosyjskiej CDŚ w rDdzaju 
rząc coś w rodzaju niemal kultu nDWDczesnegQ moralitetu, ze wszech 
Wellsa, któregO' też paza autQrem miar gDdnegQ naśladDwania. Z rów- 
..KrDnik tygDdniDwych" małO' ktO' nym PQwQdzeniem kilkumiesięczny 
czyta!. O'sesek mógłby aglądać dramaty 
W PiDtrQgrodzie panQwał wtedy Szekspira. 
straszliwy głód, ale na bankiecie, Zacząłem ten "wDrek" Qd Józefa 
wydanym na czcić angielskiegO' gQ- Mackiewicza i muszę dO' niegO' jeszcze 
ścia. nie zabrakłO' najbardziej wy- PQwrócić. JegO' zarzut że podobnie 
tWQrnych dań. Literackie głDdomQry Jak w RO'sji za ..kiereńszczyzny". 
stawiły się tłumnie, nie tyle. by nddmierna tQlerancja lewicy WQbec 
chłQnąć złote myśli zagranicznegO' kO'munizmu - ..wróg jest tylkO' z 
mędrca, CO' żeby najeść się raz je- prawa" - prowadzi prDstą drDgą 
den dO' syta. ku kapitulacji, jest w zasadzie całko- 
Przy deserach, gdy na stQłach zja- wicie słuszny. Niestety, Mackiewicz 
wiły si
 prawozi,we ciastka - Qd jak pDdejrzewa wszystkO' i wszyst.kich, 
dawna nie widziane? - Maksim GDr- strzela na oślep i w entuzjastycznym 
kij wygłQsił krótkie przemówien:e uwielbieniu Aleksandra MacedQńskie- 


a 


t y 


gO' łamie, druzgD
e bez litQści BQgu 
ducha winne krzesła. A wszyscy wiel- 
cy str.ltedzy, Dd tegQż MacedQńczy- 
ka pDczynając, dQskQnale wiedzieli 
że zła, niewłaściwa, bO' zbyt sztywna 
taktyka mDże łatwa skDmpromi,tDwać 
na j,słuszniejszy cel. 
Inna rzecz że, przerzucając się ku 
przeciwnej skrajnQści, zaczynamy 
grzeszyć nadmierną tQleranoją, ktO'- 
rej w pewnych wypadkach nawet 
szlachetna sk1!dinąd zasada "audia- 
tur et altera pars" usprawiedliwić 
nie maże. SzlachetnQść i elegancja 
w stQsunku dO' wraga także ma SWQ. 
je granice. Wychadzenie ze szpad:! 
naprzecIw kQgQś, CO' wymachuje ta- 
tarską rQhatyną - tO' jednak gruba 
przesada. OstatniO' w "Wiadamuś. 
ciach" ukazał Się list, w którym 
Klaudiusz Hrabyk palemizuje z Wac- 
ławem Zagórskim i Adamem Pra- 
gierem. Sądzę że list ten me powi- 
nien był ukazać się na łamach ..Wia- 
dO'mQŚÓ". Nie wtrącam się do meri- 
tum sprawy, bo jej nie znam. ChO':by 
wszystkie racje merytQryczne prze- 
mawiały za Hrabykiem, list ten - 
PQwtarzam - nie pDwinien był się 
ukazać. PrO'£tQWać tegO', CO' Hr.lbyk 
pisał i pisze w prasie krajawej, emi- 
grantQm nie WDlnQ. Zasada "audia- 
tur et altera pars" takich, jak Qn, 
nie obQwiązuie. Więc niech sQbie 
prostują, protestujo!, palemizują we 
własnych czasopismach, a dO' nas się 
nie pchają. jak my nie pchamy SIę 
do nich. 
List Hrabyka kQńczy się następu- 
jąqm Qświadczeniem: "Obecnie... 
już od lat 13, wspólnie z 33 milio- 
nami PQlaków, 'służę' kQmunistQm, 
tO' znaczy s1użę pO' prostu mO'jej Oj- 
czyźme, pon:eważ innej paza komu- 
nistyczną PQlski na świecie nie ma". 
Hrabyk jest w błędzie. Jest na 
świeoie także inna PQlska, nie kDmu- 
nistyczna. Nie tylkO' na emigr.lcji, 

ak.że, CO' nwjważniejsze, w kraju. 
PDlska nieQfiCJalna, zduszQna, zaka- 
zana, skazana na zatracenie, n.l u- 
schnięcie, Pabka, której Qdbiera :lę 
w?dę i PQwietrze. Tę Palskę pDzba- 
WIQnQ głDSU. zmuszanO' dO' mówie- 
nia szeptem pO' mrQ:znych zakam.lr- 
bch, a mimO' tO' CQraz tO' dachO'dzi 
dO' nas jej głQs, nie raz i nie dwa 
nabierający mQcy krzyku. Ta Pol- 
ska ży.:e, cierpi, zmaga sie i - wie- 
rzymy - zwycI
ży w przyszłQści. 
. J:Irabyk dO' tej PDlskj nie należy 
I dlategO', jak napisał, .,służy" kDmu- 
n
stO'm. TylkO' dlaczegO' SłQWD s:uży 
ujął w cudzysłów, w intencji zapew- 
ne irQniczny? Nie, ten cudzysłów 
i. est najzupeJniej zbędny. Hrabyk slu- 
zy komumstQm na seriO', bezwarun- 
kQWO', bez najmniejszych zastrzeżeń. 
Cudzysłów był niepDtrzebny i n'e- 
PQtrzebne było nazwiskO' Hrabyka 
n
 szpaltach .,Wiadamości". TO' już 
me puysłQwiO'wy Piłat w CredO', to 
br
ydka, br
dna plama, którą. na- 
lezy szybka I raz na zawsze wywabIć. 


. 
czasopIsm 


krajowych 


TEODOR PARNICKI 


W "Trybunie Ludu" z J2 sierpni'ł 
b.r. zamieszczc';}O ciekawy wywiad .!. 
Teod{)lfem Pa.rnickim. OtO' Slkrót jeg" 
wypOiWiedzi : 
,,szósty i Iwńcowy tom cy.klu 'Nowa 
baśń', 'Torisamaść', a w slzczegóLności 
'Muza dalelkioh podiróży' zawieraj 4 
au
o:mte.rpretację mojego pisalfSltWa". 
AUitoll' a Ji"gaillilzacjj swej prncy; 
.,Przez lata prowadzę studia przygn- 
towalWcze - i w peM1nyrn momenclc 
wydaje mi się, że jestem jm. zupełnie 
dobi1ze pIlZy,gQtOWMlY, a CD naJjmndC!i - 
mie Sltać mnie na to, żebym pIIZygoto- 
wał się lepiej. Wtedy zaczynam pisać., 
czy ściślej mówiąc; próbuje napisać 
pie11Wszyoh kilka StJrDTI. Z tymi kilkoma 
pierwszymi stI'oTlami zaWS(le jes't naj- 
tJrudiniej, iIJieraz przez kj,1ka ty
odni pi- 
iSZę na :nowo i na nowo pierwsze trzy 
zdania...". "Na pnzy1kład powieść 'Tyl- 
ko Beatryoze' powstała w Meksylku w 
ten Slpooób: przez 5 lat zbierałem ma- 
te,ria,ły, Pi1ZC1Z diwa tygodnie pisałem 
pie,rwSile trzy s'tmny, a całą resZJtę przez 
24 dni, pracuJąc nawet do Slzesl11astu go- 
dZim na dobę...". 
"Od 15 roku życia Sltudi{)lwałem w 
gimnaZlj,um z świadomym zamiarem, że 
rostamę autorem powieści historyozmych. 
Zamiar ten powziąłem jalkD uczeń 5 kla- 
sy gimmalZjum w OharbiTIie". "Ten wła- 
śnie zamiar kazał mi wyjechać z Char- 
bima do Pol
i, nie do Zwią.zku Ra- 
dziedkiego. Ten zamiall' kazał mi ooiedlić 
się we Lwowie, bo wykładał tam polo- 
oistylkę J.uliusz Kle:,ner - najświetmiej- 
szy :2!naJWca Słowaokiego. a przecież na 
ca'łą mo
ą. 1!Wórczość Słowacki ma 
'ogmmny wpływ, a w szczegól,ności jego 
'Król-Duch'" . 
"Była t,rzech wieł.k!ch t,rap;ików ateń- 
s'kich - AjschY1los, Sofokles, EllJfypides. 
MÓwiono, że diwa1 pierwsi pis
 dla ca- 
łego ludu ateńs,kiego. a Eurypides tylko 
dla d!Wóoh AteńczY'ków - dla Sokra- 
tesa i dla siebie. Otóż mnie nap'raiWdę 
wystarczyłaby sytuaoja Eurypidesa. Oby 
tylko mój Sokrates nie przestał mnie 
czytać" . 


UCZUCIA NASZYCH CZASoW 


W ,.Ty,godnilku Pows,zechmym" trzech 
autnrów IIp,rawia 110dza
. który pr.zypo- 
mima alJ1gieJski esej np. Lamba, a taikże 
autorÓiw z ,.The SpectaJtor" (tej!;o stare. 
go). Pisarzami tymi są: K
siel, Słonim- 
ski i Ki
owski. W numerze z 27 S1erptIl:a 
Kijowski dał taki esej-felietoo o upad- 
ku uczuc!owości u dziiSiejslzego człowie- 
ka. 
"Nie wiemy, czego się tl1zymać w 
kwesitii ucz.uć. D3JWIniej l10ZlUmianQ ; 
przeżyJWamo uCZlucia jako ży,wioły. Na- 
leżało je opanować, właśnie jak wi,atr, 
wodę, ogień, 
 bronić się przed ich 
niszczącym działaniem. Należało poła- 


żyć im tam
, SltaiWić im czoła, okiełzmać 
je, powściągnąć, tl1zymać na \Wodzy". 
"Cz
owielk, który im uległ, wSltępował 
w staJn duchOlwej czySItości i jaSl11ości - 
w staon pl!lawdy. Stawał się callkiem kim 
il!1lllym niż diotą.d: "kochankiem, 
pyszałkiem, chciwym, patriO'lą, zimnym 
lub gDrącym, a więc bDhaterem drama- 
tu, romMlSU, komed
i. Wiedział o sobie 
W5,zys1lko: :kto jest, jaJki jest". 
,A my co? U1Jra.ciliśmy tę zdoLność! 
Emp:,rYCZll1a psyohologia i wyhodowana 
na jej tl1Uciznach literatllJfa pouczyły 
nas, że w każdym momencie iswienia 
każdy z 'nas jest przYlPadkiiem szczegól- 
nym, (...) że ucZlUCie jest jegO' właS'l1ą, 
pryrwatną fabryikacją, a nie siłą Ze- 
wn :;itTZmą " . "Z tlWoich DrZYIg6l w łonie 
mailki, w kolebce, w !?I'z
olu, w 
wqjsku, w łaźn.i, z le1ktur tw,oich i sen- 
nych przywidzeń ukszta.łtUje się coś... 
coś tajemniczego, mienazwanego,..". 
Pada pytalJ11e: "Kochałeś kiedy? ko- 
ohaslz? " . 
Odpowiedz: "Nie wiem... ta
 jak- 
by... może... to nie tJakie uI106te... 
wreszcie wytjęczy: - prawdę mó
iąc. ;a 
w Dgóle nie jestem zdQlny do miło- 
ści!". 
"Nienawidrzisz t
D oZJłolW1ieka. ktÓl"e- 
mu starasz sie właśnie Nobić ŚWiń&twa" 
Nie, ja t}'lko. tak... a nienalWidzić? O', 
o'ie, nie jestem zdoLny... Zamiast: tak, 
niena,widz:; tego psa pa.rszy.wego i nie 
SPOClinę, póki nie zmiszozę gO' razem z 
żoną i dzia1!Wą". 


'\1ARTWI SIĘ O ZACHÓD 


"Głęboki kryzys ide'OWy i mora.lJny, 
który ogarnął kapi,talistvcZlne s,uołeczeń- 
stwo ery konsumpcY
lneJ, zarvs
OIWał się 
na przekóor wylSOIkiemu stopniowi roz- 
woju g09podalJ"CZego i pomimo poo'tę- 
pujących procesów rewolucji naukowo- 
techniozmej" - 'tlak się podesz.a, a ma- 
że mal11iwi, Macie;j Łukaszewicz w "Try- 
blll1ie Ludu" z 28 sie!lP'nia. Na Zacho- 
dz:ie "liczy się konto ba'lllkJiWe. Mówi 
się więc: Ten człowieik jest wart 200 
tysi ,cy dolarów". Lulkas.zewicz t!iuma- 
czy żywcem zlelksY'kalizowane wyraże- 
nie angielskie i na tym flll1damenciku 
budUtje całe teorie. 
Jako pr.z}'k
ady ksią.żelk .zaohodnich, 
obrlJZlUjącydh ,;układ. w którym ClZło- 
wiek. znalazł się w ideowej PI'ÓŻJni, ilZD- 
laoję jedlnoćtki w dŻJlII1,gli kaitalistycz- 
,n ego megapolis", Łu
as:zewicz wymie- 
nia "Śni'adanie u TiffMly'e.ll;Q" (o re- 
ty!) i "Z zimną krwią" Capote'a, 
"Układ" Kazana, ksią.żki Sa.Iin.ll;era, po- 
wieści pDlitycZlne NDrmMla MaiJera, 
..Obcy" i "Upadelk" CamUiSa, sZJtuki 
Diirrenmatta, Pimtera i Albee'ego. Szko- 
da że do tej listy nie pasuje Sołżeni. 
Cyl!1, SinialW5oki, Daniel i kilku innych 
pisar;zy sowieakich. 
Kryty,k kultury z "Trybuny Ludu" 
wymienia też kilka słynonych filmów za- 


chodnich, jak "Noc", "Przygoda". 
.,0Dlce vita" i il!lJne, przy CiZym twierdzi 
że w filmach tych "uderza jarowaść ży- 
cia i t,otaLna pUiS'lIka duchowa". Cie- 
kawe, bo na pienwszy rzut oka wyda- 
wałDby !Się że te filmy aż k
ią życiem. 
ZlreSlZltą Lukaszewicz ich peiWII1ie nie wi- 
dzia.ł. 
Lukasze,wicz chce też ..przypomnieć 
że odtJwórcą poo'taci Jimmy'ep;o w 'Mi- 
łości i gnie,wie' był niezmamy wówczas 
niJkDmu Richa.rd Burton" . Burton nie 
.mamy wtedy nikDmu w redalkcji "Try- 
buny Ludu", bo w An'glii był 
Iu:ż. wte- 
dy g
ośnym aktorem, a nad jego Ham- 
letem w "Old Vic" w roku mniej wię- 
ce
 1953 wiele si
 nacmokaa1O. Ofelię 
grała słynna już wtedy z urady i ak- 
tom;twa Cla:Jfe B\ooom. 


COKE I LOVE STORY 


StefaiTI Kozicki pisze w "AJJ1gumen- 
tach" z 17 wrzeŚinia: "Pirzed latv, bę- 
dl!c w Pa.ryiŻIu, udało mi się sfotogra- 
fować na tle NotJre Oame cZeI!lWony sa- 
mochód zape1niony butdkami 'Coca- 
Coli"'. Zdjęcie to został,o opublikowa- 
ne, redakcja się na nie rzuci
a, bo byłO 
ona dowodem "obyczaliJwej amery1kan:- 
zaqji, roZJptanoo,zen,ia si
 zamo'TSJkiego 
impel!lia'lilZlffiu, bezczeLno
ci wieLkich tru- 
stów i t.d. Dziś móg
bym bez tmdu 
..ro
ografować samochód Ooca-Coli 'la 
tle Ikatedry św. JMla na Sta,rym Mieście 
w WarszalWie, a n
wet na tle WawellU". 
"Tak się złożyło, że równooześnie z 
wejściem na naSil r
nek Coca-CDIi, te- 
go przes,tall1Za
egD nieco symbolu, wszedł 
też i drugi symbOlI. Jalk najba,rdziej 
aktualny, tyle że z dziedziny ku/tuIfY: 
film 'Love-stoOrY'. (Nie wiem, dlaczep;o 
autDT talk właŚinie pisze "Love Story'. 
ale zachowuję jegO' p:s.ownię - GliYSa- 
tor). Fiolm ten przez ówa ostatnie lata 
przedsJtawiany był przez powracają.cych 
z szerokiego świata kryty,ków jaJko ko- 
ronny dowód ma zidiocenie !"ubli.ki ki- 
nowej w baJacIh kapitalistyczmych. Pła- 
cze odbywające Siię w czasie pl1'Ojekcji 
komentowamD w ten Slposób, że otO' na- 
stąpiła w Slpołeczeństwie kapitatliiS1yoz- 
nym widoczna zmiana na gorsze gustów 
publiczm.ości fiIlmowej, że powodzenie 
kome1rcjaJLnego meladramatu, wyprane- 
go z j'aokichkolwie'k głębs'zych treści, do- 
wodzi roUtŻenia 'l'e:wol'uc}'jmymi nastll1Oja- 
mi i młodzieŻ!olW'ą konte5ltacją. A tu pro- 
szę. 'LolV-e,story,' pojawila się na na- 
szych ekiramaoh i cieszy się takim samym 
powodzeniem". "Tak samo jaok w New 
Yorku, Londynie i Paryżu nasza pu- 
Milka, a przede wszys,
kim ta wywodzą- 
ca się spooród 'qllniczmej młodzieży' w 
ciemności s,a.Ji kilnowej leje łzy wzru- 
szen,iła na baonaLnej historyjce mi'looll1ej". 
Kozioki pisze liohą pols,zczyzmą, "do- 
lWód ma zidi,oeen'ie publiJki.... ,,płacze 
odby,wające się w czasie Pł'0jekcji", to 
kieps'ki styl. MD:te dlatego że nie m:i 


wyczucia językowego, staje w ,obroni:: 
hasł:a. reklamowego "Coca-CDla t,o jest 
to" i s'UgerUłJe że jest one równie do- 
bre jak ,.Cukier krzepi". Mimo to jego 
spostrzeżenia warte były zamo'owa'l1ioa. 


"ODD BEDFELLOWS" 
..Spoglądając z pers.pelktylWY la
, uwa- 
żam PadereIWSJkiegD, Wi,tooa i gel!1. Swi,e,r- 
czeWiSlkiega za ludzi reprezentujących 
poozO.lególolle eta.py na
lzego rDZlWuju hi- 
toryczmego". DziJwne towanystwo! 
Wpa'kował je do jednego łoża Ja,n Oro- 
hDj,owslki, dyplomata i autor. dlf1ukują- 
cy na łamach "A'l'1j1Jl1mentów". W nu- 
merze z 27 siel"pnia zamies'zcZlomo wy. 
wiad z nim. Jesz:oze o gen. SWde'rczew- 
skim: "Si'kolTSiki nie m!ał i nie ma spad- 
kDbielrców politycznych. Nie moma mu 
ptl1zyrpisać takiej pe'TS!pekly/wy połitycz- 
nej, jaJką midi Paderewski i Wi,tOIS. a 
w io'nych wwmnlkach gen. SwielJ'Czew- 
ski". 
DrDhojowslkiego ZJa,pytalno: ,.Przez dłu- 
gie lata był pam związMlY z OIrielntacoją 
pDlityc=ą pmzachodinią. CO' wpłynę.ro 
na tO', i'Ż nie podzielił pa,n p,rzekonań 
lioZlnyoh kręgow emi.gracy,j,'1ych i przy 
pierwszej oka.zjji wr6c:'ł pan do kraju. 
by pracDwać dla nowej, zul!e!inie innej 
PDlsiki?" . 
Odpowiedź zacy1ujmy w całości: 
"Gem. S:,kolfslki W chwilach wy,nu.rzeń 
mówił, że aby pracować dla PDls,ki trze- 
ba wrócić do Pols,ki. Lecz nie potorafil 
powiedzieć dlo jakiej Pols'ki W czasie 
podró
y do Chin w 1942 r. przejeżd'Ża.łem 
przez Związe.k Radzieoki. Wtedy do. 

,zedłem dlo wnj,ooku. iż wYZJWDlenie 
przy
dzie ze W!Sohodu pDpiruz z:wycię- 
S'IWO Al'I1lii Cze,rwone
. Znajomość Sta- 
nów Zjed'l1oCiZonych i Anglii umaoniała 
mnie w prze,komł'TIw, iż los Pols,ki jest 
im Dbojętmy. Natomiast tradycyjna przy- 
j.acio
ka Polski, Franoja, chciała w nas 
widrzieć łąomi.k między sobą a Związ- 
kiem Radzieak:om, a nie zaś p.rzeszkodę, 
jak to było w c:hesie sMlacyjmym. 
"Celem moim bY'ł powrot da Polsiki, 
a względy ideolo.giCZlne nie były dl:l 
mnie żadną przesZlkodą. Nie podzielałem 
poglą.dów kręgów emigracji londyńskiej, 
gd"rż .ona przebywała na obczyźnie za- 
ledwie ki,tka lat, a Ja kil'ka,na5cie". 
Talk więc SiikoOrs.ki nie wiedział. 
 
jatką Pols'kę choaził'o. ale DrohDjol\VlSoki 
w mi'g się ZiOirientował. 


Glosator. 


- 


- 


IGNACY 


5 


o Wojciechu 
Krecie 


J, Ł 


Zmarłemu l lipca b.r. k'UlSl1:osl!OWi 

rys.kiej Biblioteki PDlstkiej poświę- 
c-d zeszyt wrześniowy "Na Antmie" 
(ł:łr ,114) O'bszerne i rzeczowe wspom- 
meme Jca,nny Studzińskiej. Przynosi 
0.:110 wiele informacji niezmalTłvch o
o!- 
nie i PQrządkuje nieliome znane o 
działal,ności młodego hiswryka sztuki. 
Zwięźlej pis,a'ł e nim w ,.Ozien,n'lku 
Polskim" (15 września) Romua,ld Wer- 
nik, który wniósł w swą ocenę Zmarłego 
akcent przyjaźni oo,obistej. 
Oto w streszczeniu dane, zaczerpnie- 
te głównie z tych życiorysów. 
Kret przeżył zaledwie 32 pracowite 
lata, z których dwa ootatni,e podmino- 
wała nieulecza,lna choroba. Mia1 za 
sobą wcześ.nie ukończone studia historii 
s.ztuki na Uniwersytecie Jagiellańskiom, 
gdzie już w r. t%2 uzyskał magiste- 
rium na podstawie pracy ,.Pa,la'tium 
Libel'1tatis Reipublicae Poloniae" (, Pro- 
blematyka a'I't,ys'tyczna i ideDwa uaoIacu 
Jerzego Ossolińs.kiego "), gmach
 tak 
bal[(lzo wro
ni"tego w WlTSlzaWę 
pófJ1iej ZlWaI:JeGo pałacem Bruhla 
zbul'zonego w ostatniej wo
me. W 
tej mOThografii zamaoza stlę postawa 
Kr
.tJa; poszuki,wwnie idei pDli,tYCZll1ej ,v 
architekturze. Rozmił.awany we wło- 
skiej kulturze artys'tycznej, śledząc jej 
wływ na a,rch:,telkturę pols.ką. s,kielrował 
swe bada,nia ku WłochDm. Owocem ich 
by.!o stud:um o kościele Karmelitów 
w podkralkowskich BielMIach. 
W r. 1964 dos.tał się do Rzymu. gdzie 
pracowa,ł nad kolekcją £:rafi,ki Emerv- 
ka HuUen-Oz.apskiego. Za,j,nteresowa1 go 
w nim szozegól'nie bo
aty dzia,ł karto- 
grafii. W"chodząc z tego założell1ia roz- 
począł posLUkdwania w neapolitańskiej 
O'bl'otece Nall'odowej, gdzie odlkrył 
oryg:l11ały zdj:;ć tDpogra'(icznych, za któ- 
re autor pierws,zego znal!1ego atl,asu Rze- 
czy,poopolitej (sprzed 200 lat), Rizzi- 
Za,runoai, d7iekował w SIWej dedykaoji 
Iks. Józefowi Aleksa,ndrawi Jabłonow- 

Ikicmu. Wś,ród nich odkrył Krd m"pę 
Palski elblą
,ko"gdańskiego kalrtngrafa 
Izraelego HOiPpego (z r. Dk. 1644), która 
stała si
 tematem jegJo szkicu w nr. 
1347 ,.Witadomości" p.t. "Izraela Hop- 
pego wi.z.e,runek Djczyzny", ciekawie na- 
p:sanego m urozmaiconego świetnie do- 
branymi )luos1.raojami. 
Jednocześnie przy'gotowa,ł d,o druku 
kata,l,og Zibiorów Czaps'kie,go, któ.rego 
druga oz,iŚć, omawi,ająca bralkujące w 
tych zbiorach waŻJne m.a,py POiSIki, wv- 
maga jeszcze pew!1ego wvrown,ania. 
Praca nad ka,rtogra,f,i-ą pochł,onęła 
Kretowi prawie całe trzy laota pobytu 
we W
oszech. Zajmując się jednocześnie 
hilStorią sztuki, ustalił w !Jaru wy,uad- 
k1łoh nieJZlI1ane - lub błędnie przyu,isy- 
W3ne .komu innemu - autoTS
IWO rzeźb 
i Dbrazów. 
W r. 1968 Zlostał uowDla'llY do Pa. 
ryża ja:ko kust.osz Biblioteki na Qua! 
d'Orleans. S.p. Czesław Chowamiec. któ- 
ry go wysoko cenił, uzn,ał go za Soweg(\ 
godnego zastęlpcę. Młod" kustos,z zabrał 
się el!1J
rrgiom,je do porządkowania księ- 
gozbio'ru. sztychów i map. do uI7ąd'za- 
nia wYiStaw, l'1OZlWi,nął dzi.ałal,ność orga- 
ni,zacyjną i naukową. Na ten temat pi- 
sa'! d,o sllWa,jcarSlkiego ueriody'ku biblio- 
filskiego .,Librarium". 
Pracował i wa.łczył z przeciwnośc,:a- 
mi do ostatka, bedąc już w beznadziej- 
nym s,tanie rorOlWia. 
Z zakresu reakcji uczucj,owych moż- 
na tu dodać wr.arże,nie rozmowy ooobi- 
steO, któ1'a zam:,ast to miollut t11Wała po- 
nad godzin
, dając miar
 wrażenia. ia- 
kie wywierała osobOiWOŚć Kreta. Był.) 
w niej ujmujące pDłącze,nie młodlZień- 
czego entuzjal7mu ze znoaws:wem przed- 
mioju i w}'t,raIWn,ością są.du. Mowiąc o 
zbioraoh grafi,ki, płonął zapałem. Wycią,. 
ga,ł telki, roZJkładał sztyohy, k'omell1to- 
wał. Uboczm,ie zdradzi,ł swój czluły sto- 
sillnek do malarstwa polskie
o z prze- 
łomu a5lta
nich slUleci: Wyczćłkowsikie- 
go. Bomańskiej, Fałata. 
A było to U prc9,:u zabójczej chDroby. 
która mDże ,nawet już wtedy rDZlpOozęła 
swe nieubłagal11e dzieło. 


-- 


Mól. 


. ...... .... .. .. .... .. .... 


EUGENIUSZ żYTOMIRSKI 
The Oistortion 
Of Literature 
In Polish People's 
Iłepublic 


Second Printing 
75p $2.tlO 


"Bug
iusz Żytomks'ki nalezy do 
nowej emig.acji i jest jednym z 
pisarzy, którzy już w ciągu pierw- 
szych lat pa opuszczeniu PoIsIki 
ro1JWinęli obfitą działalność pisar- 
ską., której WaJrtość dokumentarna 
doró'ł..mywa artystycznej... W kra- 
Jach rządzonyClh. pIlZez komunistów 
literatura, w zmaczeniu, jakie sławu 
temu przypisuje się na Zachodzie, 
nie istnieje i wcale istnieć nie ma- 
że... Żytomirski napisał swój utwÓor, 
żeby intelek,tualis,tÓow zachadnich 
oswoić z tą ponurą. prawdą... ". 
Pandara 
("WiadDmQŚci" nr 1372) 


ORBIS BOOKS (LONDON) LlMITED 
KSIĘGARNIA POLSKA O R B I S 
66 Kenway Rd, London SW5 ORD 


.. .. ........ II. .. .. .... .. II:jji 


DĄBROW
KI 


OPOWIADANIE 


FELK.A. 


Cena z przesyłką 18p. 


Zamówienia przyjmują 
"Wiadomości"' Great Russell Street, LOl1ldon, WCIB 3BS 


- 



 ......-......
>>>
6 


WIADOMOŚCI 


Nr 1388, 5th November, 1972 


... 


40 lat temu 
WIADOMO
CI 
LITERACKIJ; 


KORESPONDECJA 


Notatki niemieckie 


SPOŁECZEŃSTWO NIEMIECKIE 
NIE SŁYSZAŁO 
O JANUSZU KORCZAKU 
TegQroczna decyzja KQnlltetu Na- 
grody PO'koju przyznania lej nagrQ- 
dy pQśmiertnie JanuszQwi KQrc.za- 
kQwi w 30-letnią rocxnicę jegO' śmier- 
ci wzbudz,ila w Niemieckiej Repu- 
blice Federalnej Qstre sprzeciwy i 
krytykę. Czy nie ma - pytanO' - 
żadnegO' żyjącegO' bQhatera ducha, 
który byłby gDdny tegO' Qdznaczenia? 
Przede wszystkim jednak decyliia ta 
budziła powszechne zdziwienie, PQ- 
nieważ nawet w ko.łach intelektual- 
nych w Niemczech małO' ktO' wie- 
dział Q Janu
u KQrczaku i jegO' 
twórczości. 
Lukę tę wypełnił w hambursk:m 
piśmie "Welt" Peter JO'kDstra, dru- 
kując tam 18 lipca 1972 artykuł p.t 
"DDjrzeć dO' dziec,iństwa". Opowie- 
dział w nim niewtajemniczonym 
szczegóły śmierci ,,staTega DDktDra", 

mierci przy.jętej dabrowo.lnie w 
"erze ko.mór gazDwych", nienawiści 
i pDgardy. 
Ale KQrczak był postacią legen- 
darpą już za życia - pisze autDr. 
Cale jegO' życie pOświęcone bylD 
Qsierocanym dzieciDm. Również i je- 
gO' cała działaLnDść literacka sko.n- 
centrO'wana była pra'wie wyłącznie 
na zagrożQnej egzystencji dlJiecka i 
tO' nie tylkO' PQlskiegQ dziecka. 
KQrczak dążył. podobnie jalk jegO' 
żyd Qwski rodak BrunO' Schulz, autor 
słynnej książki "Sklepy cynamQnQ- 
we", zamordQwany także w r. 1942 
przez gestapQwca, dO' DdnQwy świa- 
ta drogą PQwrotu dO' stanu ducha- 
wegD dziecka. GłQsił Qn w swych 
pismach pedagQgicznych emancypa- 
cję dziecięcegO' świata Dd głębQkD 
zepsutegO' świata dQrosłych. 
BrunO' Schulz, rDmantycznie rQz- 
miłowany w O'jcQWlSkim sklepie cy- 
namonQwym, dQzgQnnie oplakiwał 
zatracO'ną bezPQwrotnie fantazję 
dziecka, Qsnuwającą pQżądane przed- 
miQty marzeniem. Schulz był głę- 
bQkQ przekQnany że gdyby istniała 
mQżliwQść skierowania rozwDjU 
wstecz, PQwrQtu ja'kąś Qkólną drogą 
dO' dzieciństwa, jegO' pełni, bezgrani- 
cznQści, urzeczywistniłaby się wów- 
czas "Mesja,niczna epO'ka", zapO'wia- 
dana przez wszystkie mitQIQgie. - 
"MQim ideałem jest - napis:!ł Schulz 
- dDjrzeć dO' dzieciństwa. TO' dO'- 
piero. byłQby prawdziwą dQjrzałoś- 
cią". 
Ko.rcza,k dał tej nQstalgii realisty- 
czny wyraz w manifeście, w którym 
PQłączył wszystkie dążenia pedagQ- 
ga, lekarza dziecinnegO' i pełnegO' 
ideałów pisarza. Myśli sWQje ujął 
w O'dezwę, którą "Król Maciuś I" 
skierQwał dO' swegO' ludu. W odezwie 
tej wzywa Qn białe dzieci dO' nie- 
sienia PQmDcy najnieszczęśliwszym 
ze wszystk'ilCh - dz,ieciO'm czarnym. 
"KQrczak nie był dalekim Dd rze- 
czywistości marzycielem czy estetą 
- pisze autDr. - Wprowadzał O'n 
w życie hasła, które rDlJwijał równQ- 
cześnie w eseju lub Qpowiadaniu". 
Stary DQktQr wiedział że nie osz- 
czędzą gO' hitlerowcy, nie wierzył 
również w komunilJffi, w solidarnQść 
..pracujących wszystkich krajów". 
Zo.rganizQwał natO'miast komunę 
dziecięcą, stworzył kQncepcję sDli- 
darnQści dzieci. "PracO'wał nad wiel- 
ką Kartą Dziecka, nad syntezą świa- 
ta dziecięcegO', która miała PQwstać 
z mQzQlnych cDdzięnnych O'bserwa- 
cji, zebranych drDgą intensywnegO' 
i całkQwitegQ zagłębiania się w fan- 
taz,je i marzenia oddanych mu w 
Dpiekę sierot". 


Treblinki - prostą drQgą dO' wiecz- 
nQści". 
A mO'że Stary DQktO'r stał się 
symbolem czegOŚ więcej: zwycięstwa 
dO'bra nad złem - nawet w piekle? 


PRZEPISY I PRZYPISY, CZYLI 
PANU ZBOROWSKIEMU 
DO SZTAMBUCHA 


nOiSił rDmalrLtyczne imię "Ahuacatl", od 
crego pochodzi jego amerv'k'ańs'ka na- 
ZNVa "Ahuacate". 
Dla reszty świata avocado za- 
stało odkryte w r. 1510 przez podróż- 
ni,ka Martina Fernandez de Enci600, o 
czym wspominał w r. 1519 Popenoe, 
opisując wyprawę Fewramdeza. Pierwsi 
stali osiedleńcy w połowie XVIIIw. 
przyby,wają.c na wybrzeża Florydy, za- 
stali w lIlliejscu zruamym. obecnie jako 
Miam
 olbnzymie połacie gajów aV'OCa- 
dowych. które z biegiem czasu wda- 
ohetlltiaJi za pomocą szczepień i różnych 
eksperymen'tów . 
Glówną cechą chiara&t«ystyozmą ava- 
cado jest t.zw. d i c h o g a m i a SYll1- 
chlJ1Dnicma, co w języiku potoczmym 
omacza że aczJkoolwieik kJwia,t tego drze- 
Wi3. nale'ży d'O 
rupy "dwll!Płcilowyoh", 
doj,rzewanie żeńskiej cZ,lŚci kwiatu na- 
stępuje przed doj;r:ZJeI1iem pyŁku męskie- 
go. Dlatego celem zapłodnieJllia konqecz- 
ne są rac'rej dwa drzewa o róż,nych okre- 
sach dDjll"zewania. P
zy czym za.lJnaczy
 


le", dość ostra w smaku pasita-sałata. 
.na,daJą.ca się nade wszys'tJko ja'ko przy- 
stlaiwka doQ bardziej mdlych pokaw. 
AozkDlwiek byrnajmniej nie :zalicmm 
się w żadnej mierze do smakszy i nie 
lubię gotować (bo ozytI1ię to z obolWiąz- 
Iw ma,łiżeńslk:iego przez 99.9% pr.reżytych 
dni), .,wymalazłam" l1odz/IJj chlodnilka, w 
drodze posmkilWań daJszych sposobów 
21UŻ}ltJk'owamlia da'l1ów Bożych spadają- 
cych z łDm'Olem na mój daoh. Chlodnik, 
któJY podany w dni upalne tyliko nie- 
zmaomqe ustępuje naj,lepszej rupie świa- 
ta" czyli litewsłiemlll chł.odnikowi. Stąd 
mniemam - acZJkolwiek W.ieloowOIlme 
avocado istotnie nad
e się i na prze- 
kąskę i na deser - że pp. OhcillJlk i 
ZbDr0lWS1i nie odkryli jeszcze całej ska,li 
niebiańskich TOZJkos.zy podniebienia, któ- 
rych ten owoc może im dostarczyć. 


należy iż istnieje niezliczona i,lość od- 
miran, w ramach trzech podstawowych 
"ras" (znanych ja,ko: meksykańska, gwa- 
temalsika i zaahrodnioind}'jska. 
Co się tyczy rozJkaszy podniebienia, 
których dOstarczyć może ten owoc (któ- 
JY z gI"\J5'Zką nie posiada żadnego polkre- 
wieństwa prócz podDbieństwa Ikształtu), 
to niezliCZlonych recept dostarczyć mDże 
Meksyk, w kt6rym avocado jest popu- 
larnym U2JupełIDeniem diety. Jako QlWac 
bogaty w wartości odżywcze (wysoka :za- 
wartość PI'otem, poŁa.s.u i tłusZC\ZÓw" o 
wielkim pDtencja,le ka,Ii()J"YCZJl1ym, przy 
rÓWll1loczesm'Y'ffi ,niskim poziomie węglo- 
wodali1(
w" predystynlljącym ten owoc 
szczególnie dla diabetyków) - nie 
sł'odki, w sma'ku isto,tnie mieco pl'zy- 
pomimający orzech, avocado używanp. 
jes,t przede wszystkim w sa,łatach poda- 
wanych jako dodatek do glól\Wle
 da- 
nia, zamiast, lub w dodatku do j/IJrzyny. 
Jedną z najpiiktantniejszych form (a 
jednocześnie jednym z meksykańskich 
specjałów..przysmalków) jest "Gaucamo.- 


JłARSZAWA 6 LISTOPADA 1932 


Do redaktora "Wiadomości" 


. RO'bDtJI1idc przez duże R i robotnilk 
;Tlzez marłe r" - to tytuł artyku- 
lu wstęipne
o, pióra 8oya-.Zeleń- 
skiego. Stolecmy "Robotnilk ", 
organ Polskiej Palrui SocjaliSty
z- 
lI1ej, wiele miejsca poświręcal dZla- 
bln,ości Boya-Zeleńskiego. Os,tM- 
ni/o, redaktar "Robotnika" Mieczv- 
staw Niedziallkowski wystąpi
 w 
art}"kule ..PrDblem Boya" z zarzu- 
tem że ,,spraJWY, D które BDY wal- 
czy, nie są dla nas Dbecnie najważ- 
niejsze", i jaJko waimiejsze su
erll- 
je: ,.Konfiskaty prasowe, kDn!lsk
- 
ty powieści, cenzura sztuk J fll- 
mow... BTlześć". "Lubię pako.wać 
kij w go,l'SIZe mrowiska - odpow'ia- 
da Boy. - Piszę o spraJWacih oby- 
cm
oOIwych, dlategO' 
łaŚ\nie że by
 
ły przemik.zJame... PIS
 a czaTlneJ 
okupaqji ciążącej lI1ad Polską, d'late- 

 że... nie piszą o niej ci" którzy 
pisać powilTllnj. (Niech mi p. Nie- 
dzia,lkowslki wiel1zy, że to nie j
t 
dla piiSa,rz;a wdzięcme 7lad:arnie od- 
rabiać :zA WAS tę l'obDtę!)". 
Ale
sander JaJI1Jta.-P,oIłozyński, w 
swej wędrówce "WZ!d'l1uż i wszerz 
przez ZSSR" jedzie z Ta5,zkentu 
przez Samań.andę i Aszchabad, diO 
K,raSilllowodlSika. nad Mo11zel11 Ka- 
spió5rkim. Pocią.g przebiega mostem 
nad ogJ'omną Amu-Darrią. Jarnta 
dowiaduje się D plalnaoh skier,owa- 
nia Tlzeki w jej dawne h:;ż
o., po- 
przez pustymię Kara-Kum, by w ten 
sposób 7JII1ienić 
ą w ogromne ab- 
szary żyznej ziemi, które pmoonie 
barwe1lna. "Czas byil przy1WYb1ąć w 
tym kJralj u do plan?w i perspe\ktyw 
gi
tyczmych - pL!;ze Janta. " rm- 
ea się w oczy element 
azarou 
 
W51Zystko lub nic. Uda SIę ozy me 
uda. Liczymy w ka,żdym lI"alle na 
SilCzęście" . 
. Karol Husa.rski w felietonie ,.Boy 
jaiko. k,ryltyk teatralny" o,pisuje. 
21biór recell'zM tea,tmlmych Boya ze- 
bralJ1ych w kSrią.ŻJkę "Okmo na ży- 
cie" (W'rażenua teatralne. Warsza- 
wa. Biblioteka Boya., 1932; str. 
316). "W st
sun1(U do. .teatru - 
pisal Bo.y - Jestem mn
e;) 
eakol.D: 
giem. mniej 'dramaturgiem, mmeJ 
nawet a,rtyS!tą, .niiŻ poopa.tryJWaozem 
żyda, badaczem prądów i nawaorst- 
wień kultu:ralnych, pe'\\mych ukla- 
dów i pewnych przem!'!!LIl 
,struk- 
turze spolroZJn.o
obyczaJoweJ . 
.Stras:me mieszki3Jnie" - to tytuł 
;ecenzji Ireny Kr.zywiok,iej 
 k
iąż- 
ce-debi,ucie mŁDdega Zbllgl11e

 
Uni
ows
iego "W5rp61I11Y pDk?J. 
Ks, ią.żlka pa dwóch t
gool11ac'h 
s.przedariy. zostJaila Sk,onlflsk
wan
: 
"Niespotylkana bezce,remOl
a1nos.: 
slow.nitka" - są.dri KTlzywloka.- 
byla powodem konfiiSkalty. "Wiel- 
kie wZJbul1zeII1ie zapam{)lwalo w 
'I PS'ie kiedy uka7..a1 się óW 'Wspól- 
TlY pDkój'. Niektórzy z tych. 
tó- 
rzy rozpoznali się w post
la
h 
ksiąŻiki, zaprzysięgli a
toro.wl me- 
nawi
ć - pisze KrzY:Wlcika. . 
Obok - ikrótki list Juliana TUIWI: 
ma "Automat spod Verdun ] 
cenzurn". Tl\JIWim donOiSi że w na- 
wym programie ".B3I11dy" c.enzu
a 
sll.res,liła część wlerslza ,.St,rzdm- 
ca", który miała dekJ.amować T()- 
I.a Korian. Wiers1z, tłumaczony z 
ndemi,eckiego, deklamowanoQ w k
- 
baretach beri i ńSlk ich. przy a.plauzle 
publioZJnoDści. ,.Dlaozego w polsce 
nie Wlolmlo otwa,rcie Występ?wać 
przeciw wo.jn,ie? - pyta. Tuw1?I:': 
_ ZM'ła5'zcZJa idy naiJwYTamle
 
mowa o wojm,ie światowej...": 
A DtO skonfi
kowall'le zakoncze- 
nie wiel"Slzy,ka: , 
.,Ba,rdza proszę! Bardia prOiSzę. 
Jedno życie za 2 gI'OS'ze! 
Może się mów okazja .zdaoTlY 
PUSrZCzać szrapnele. kule, gaz! 
Ba.rdzo proszę! Baordzo pros.zę! 
M iJi.ony trupów po 3 grosze! 
Ale ktO' się odważy? KtO' Sdę 
o.dważy? 
Kto się odważy jeszcze raz!?" 


UCZCZENIE W NIEMIECKIEJ 
REPUBLICE FEDERALNEJ 
WYDAWCY 
.,M" ICKIEWlCZ-BLATTER 
I TŁUMACZA POLSKIEJ POEZJI 
HERMANNA BUDDENSlEGA 
Instytut SłQwiański przy Uniwer- 
sytecie w Heidelbergu utrzymuje Qd 
lat żywe kQntakty z polskimi wyż- 
szymi uczelniami. W bieżącym rD- 
ku Umwersytet Heidelberski wykQ- 
rzystał I 50-tą rocznicę wydania 
pierwszegO' tDmu poezji Mickiewicza, 
aby uczcić peŁnegO' zalSług pisarza, 
tłumacza i wydawcy "Mickiewicz- 
BHitter", d'f. Hermanna Buddensiega. 
WiadDmQść Q tej uroczystQści i Q 
długQletniej dZiiałalnQści Qdznaczone- 
gO' pisarza, pić,ra Waltera Reipricha, 
ukazała się w nr. 7/8, 1972, mie- 
sięcznika "Der Wegweiser" ("Dro- 
gO'wskaz"), określDnegO' jakO' "Zeit- 
schrift tUr das Vertriebenen-und 
FlUchtlingswesen". Jest tO' pismO' PQ- 
święcQne s.praWQm uchodźców i wy- 
gnańców z byłych niemieckich ziem 
wschQdnich, wydawane przez mini- 
sterstwo. pracy, zdrowia i ubezpie- 
czeń spałecznych w NQrdrhein-West- 
falen. 
Hermann Buddensl!:g, jak relacjD- 
nuje Reiprich, dal nie tylko. najlep- 
szy przekład ..Pana Tadeusza", któ- 
ry wkrótce PO' swym ukazaniu się 
w maju 1964 w Niemczech uznany 
zQstał za "książkę miesiąca", ale 
również Dd dziesiątków lat uchQdzi 
za ntestrudzonegQ pośrednika mię- 
dzy polskim i niemieckim narQdem 
li t,ł,umaczy wszystkie wybi,tnie.jsze 
dzieła PQlskiej i litewskiej litera,tury. 
"Nie ma chyba wartQściQwej pra- 
cy naukQwej i pDetyckiej, której nie 
przełQżyłby ten uczony i wybitny 
pisarz na język niemiecki i nie umie- 
ścił jej w 'Mickiewicz-BHitter' ". - 
PismO' tO', pDświęcQne p91skiei twór- 
czości, redaguje prQf. Buddensieg 
ad r. }956. 
W r. 1955, w setną rocznicę zgQ- 
nu naszegO' PQety, zQstał Buddensieg 
wybrany w NRF przewDdniczącym 
"KQlegium Mickiewicza" (Mickie- 
wicz-Gremium). Ten, urodzQny w r. 
1893 VI" Eisenach, pDeta i uczony 
je
t zagranicznym hQnOrDwym dQk- 
tQrem Uniwersytetu Mickiewicza w 
PDznanju; w r. 1956 zQ
tał Ddzna- 
czony Medalem M;ckiewicza, w r. 
ł 959 - Medalem SłQwackiegQ. Od 
r. 1963 jest hQnQrQwym czlQnkiem 
P0lskiej Akademii Nauk. Prócz te- 
gO' atrzymal wiele Qdznaczeń niemiec- 
kich za zasługi na PQlu literackim. 
Mickiewiczowskie kQIQkwium trWa- 
łO' trzy dni. Uczestniczył i w nim 
uczeni z Palski, Szwecji. Anglii I 
Jugasławii. Na wstępie uroczystQŚCI 
wreczył laureatDwi rektQr Uniwer- 
sytetu adbitkę pieczęci uniwersytec- 
kiej w srebrze w nagrodę zasług na 
polu rozpawszechniania w Niemczech 
pDlskiej twórczości. 


Już nie pamiętam, kiedy os.tatni raz 
piiS3łem list do !l'edaJkGii, Lll;dyż UlWażam 
że wyoaśnierlia i sprOSrtowarni.a oraiZ (nic 
daj Boże!), polemirki nilkJOgo paza krew- 
kimi autorami, ohcąoY'lI1i posrtalWić na 
swo:m, nie :iJn.tere&ują, a tyLko lJJUżą czy- 
te1ni,ków. tym ba.rliziej iż zdąriyli już 
zapommicć o 00 poszlo, co kto na- 
prawdę napisał i t}'llł.o patl1zeć. a Doie- 
dlbu.,go cała rzecz przeradza się w 
surrealistycmą gI1Dtes'kę. Oraz prze- 
k,leńiS'tJwo dla redaJkcji,. SZ1kopul rów- 
m,ież w tym że sPTlOlStow/IJnie 'każdego 
drobia,ZJgu Zlnowu zajmuje ikil kadziesią.t 
wi,flTiSZY dmk,u. OzyLi lawma i blędne 
koło. 
Lecz tym mzem, nieopa,tl"2Jl1ie mpew- 
ne. odstępuję od tej zasady i jalko pro- 
staczelk, kt6ry w Dl'ohobyCZiU ani \V 
Paryżu nie jad'ał avocadO' i passion fmit, 
chciałbym przeprosić P. W. Zborow- 
skiego (po!!'. List w nil". 1381 "Wiado. 
mości ") za ogromne f ,a u x p a s" które 
pope
pi
em podają.c opis tychże. Od 
przeszło 20 l/lJt ż}'ję poza EUIl10'Pą i nie 
wiedizia.łem rie avocadl() i passion f,ruit 

ą obecnie w ElIl'OIpie i na pDJsikim stole 
popularne jak ka[ltofle. Jeśli Ik,o
o zanu- 
dzilem tymi Dpi sami i "zachwytami" 
(oalk kpiąoo podaje p. Z.) - to baordlZo 
pTlzepra51Z1am. 
Pisa.lem bez;pretens,jonamą gawęde o 
sma,kosrz.ach i bibliofilIach d nie sądzilem 
i.ż tam by
o miejsce na dokładne p!!'J'e- 
pisy, kJtóre zaiZwyczaj i'"tere!;u
ą ba.rdzo 
nielioz.ną gupJcę ludzi. ..Wqadomości" 
i talk stale pl'Oszą o kJrotsze materialy. 
po. co więc był;o odbiegać od tema,tu? 
Przepis IZ dworu LeszczyńS!kie
o w Nam- 
cy i inne zebrane w cią.gu pięmastu lat 
goto.wall1ria zawooowo oraz pichcen,ia dla 
wła611ej przyjemności i ciekawości, po- 
dam w iksiążce kucharskiej, .którą mam 
mmiaor napisać na wesdło, bez namasz- 
czenia i przystępnie. gdyż dochodz. do 
wnuosku że wolkół sZJtuki Ikrulinaornej na- 
1'001,0' ostatnio. za dużo nieporozumień, 
s'1obilZffiu a nawet Slzarlatamerii naglych 
autJorytetów. Ponadto uważam iż nie- 
kt6re pTlepisy da się i trzeba u
rościć. 
jalko że n
kt dzisiaj nie ma tyle czasu na 
gotowa'nie co kiedyś ĆWierciaokdewiczo- 
wa. 
Nie -chciałbym dotknąć p. Zborowo 
SIkiego, lecz wolll1.o mi przymać że nie- 
kt6re jego pretelJ1sje i apod}1ktycz:ne .opi- 
nie kJwes,ti,o"luję: "przepis Chciulka jest 
szablonowy", "avocado ma smalk orze- 
ChDWY". ..ze szczuo/IJka trudnoQ w pol- 
Slkiej kuchni Nobić coś II1DW
O", ,:ł.' 
g.otowaniu nie ma żadnej I i c e n t i a 
" ,a e t i c a, czy 'P:r o s a i c a i że ,,,po- 
dawanie avocado przed głÓlW1l1ym da- 
niem jest zwyczajnym barball"Zyństwem. 
potępianym przez G.rydzewiSlk ie,'?O " . 
Bo na p.rZl)'lkład: nigdzi.e nie twIer- 
dziłem że prz:epiiS ten na'leży do kuchmi 
polsikiąj. Jadałem a,vocado kil'ka lI'alZY. 
na tnzeźwD i nie. a ni,gdy, chlDpa,k "e 
W!i. nie dOiSZJulkalem si
 w nim smaiku 
orz-eohowegoQ. EnC}1dDpedie piszą o sma- 
ku 21bliiŻJoovrn da mas'la. ZTeszta o jakie 
orzechy Chodzi? Wl1oskde? Laslkowe? 
Pistasrzki,? C a s'h e w n u t s? Ziemne: 
p e a n u t s? Aż się boje napomknąć tu o 
orzechach kwims
ndildch, bo może i 
one zrobiły w międzyczasie Ikall"ie!!'ę \V 
Europ,je. Da,lej: ws,zyscy 
zarl1ujemy nie- 
od'Żałowamego GrydzewSlkie
o. ak czemu 
lIwa,żać go :zaraz za wvl"ocmie ga6tro- 
llIomicmą? 'Że był smakoszem i umiał 
ace,nić dabre jedzenie i że miał. jak każ- 
dv ;z nas. i w tej dziedzill'lie idio.svnlkra- 
2Jje? Gdyby żył, sam śmiałby się z t
- 
go. PDnadto: śc:słe wydozowanie prze- 
pisów k,oniecme jest w wytwórni kon- 

erw Heill'l,za. albO' dla 
J1oohistYC21l1ych 
panilUŚ, które żeby nie wiem jak mie- 
rzyły i Ddważały wedolu,
 przepisów z 
ksiąŻJki kucl1arskieJ, to i tak ta sama 
potlMJWla u każdej i lZJa kaoŻdym razem 
bedz.ie miała inll'lY smaik i konsystencję. 
Nie na da!!'mD l1Iie była wielokich szefów 
wśród \kobiet. Obs.zemiej na ten temat 
napisIZe właśnie w owej książce kuchar- 
skiej. Na pew,no nie znallI. się za dużo 
na gotowanulIJ i zalWsze biorę pod uwa- 
I!e że mogę się mylić, ale jeśl.i a mnie 
idzie. to mniemam że właśnie w fa- 
srtiTIoo,omi1 jest miejsce na ową 
ndywi- 
dual'l1a łicenc
ę, pam
,ć sma'ko.wą. wy- 
Dbraźmię. próbowall'llie n,owych sma'ków 
i proporcji. Co s.prawia że ka.żdorazowe 
przyrzadzal!1ie potrawy bY'ło i jesot dla 
mnie frajdą i premierą. 
p'l'zy o.ka,zlii choiałbym podać że Re- 
dakcja od d
UiŻszegJo CZ;aISIU posiada w 
teC/lce mateniałów rÓW'l1ież mą 
awędę 
o knajpie Atlasra we Lwo.w:e i o jej 
k,lli,entach oraz otypaclh i ohoć maiT.gineso- 
wo wSlj)omimam tam niektóre jej slyn- 
ne dania (no. imdyik nadziewanv we- 
gorzem). o kM
 cz;aiSem so
ie. mó- 
WI'tmv z mo:m S
.a1'JS'Lyrm pTlzYJaclelem 
Edz,:em TarlersiXim.. właśc:cielem Atlasa, 
a obecnie melboUJmianil11em jajk i ja, to- 
też owych pr:/jep!s,6w nie Dodałem w 

alWędzie. a przytoczę je w książoe ku- 
cha'T'!k, iej bo tam jest 5ch m;ejsce. G
- 
weda tra peWln.;e ukaże się na s,tulecle 
"Wi'adomości" . 


Barbara Szubska 
( O orI a n d D ). 


P.S. Dla uży.tku :z:arill1teres0lW3/I1ych sma- 
koszy podaj
 w załączeniu recepty na 
pOlPllla.rme "Guacamole" oraiZ moją zu- 
pę-chłodniik, kt6rą pragnę zaded}'kować 
p. Chciu1ow,i. 
(Amatorzy przepisów p. S'Z1Ubsikiej 
proszeni są o przys,łanie :zaadTesowanej 
na swe nrazJwiSlklo i ofranik,olW'anej ko- 
perty. - Przyp. red.). 


Okno 


Rosi
 


na 


. 


SZEWCZENKO W NIELASCE 
Nie t}'liko w PRL za,broruono wysta- 
wiani/a ,,Dzi:adów" Micki'eM/.icza, ale 
tatie na Ukrainie zabranira się czcić pa- 
mięć Th,rasa SleJWCzen:ki. KiJjowianic 
pI1zez wiele lat zw}'Ui byli obchodzić 
uroczyście T,ocZJnicę spJ10wadzemia z Pe- 
tersburga prochów poety. która przypa- 
da 21 maja. NiezaIeŻJnie od wszystlkich 
,JWystępów /lJrtystYCZlnych" Drgam.iZlowa- 
nych oficjalnie w Pal1km im. SZJeiWczen- 
ki, ludność spontanicwie składała wień- 
ce u Sltóp pommilka, a mlodzież recyto- 
wala i śpiew/IJła utwory poety. W tym 
roku jed!lliJkże władze posotamowily nie 
dopuścić do. ja!kioh'kOiJJWie'k nie rorgani- 

owarr1yoh przez nie i n.ie kontrolowa- 
nych obchod6w tej roczmicy. Park oto.- 
czooo ko.rdonem milicji i bojówkarzy 
(t.zn. ochotmiozej mi,licji) oraz t.ajniaków. 
Milicja odpędzała każdego. kto. przy- 
SitJaJ\vał na ulicy bie
nącej w.zdol1uż padw. 
Z3JtI1zymywal11o. wszysllkich, którzy bądź 
próbowa.li podeJść do pomnitka, bądź 
nucili U'kraińs
ie pieŚini, a naJWet tych, 
k.tó,rzy mieH na sob:e Ulk'l'ałńsikie wy- 
szywane koszule lub przy'pi
te 2II1aczki 
z podoQbi,zną Szewczer.Jiki. Kilku srpwód 
zatrzymaJnych pTlzykładnie ukall'ano.: do- 
stali po 15 dni aresztu "za staiwiarr1!.e 
OpOJl1U władzy". 


wami tego c.zy i'nnego kraju, lecz Slt3l10 
s'ię spraJWami międzyna.I1Odowymi. I :za- 
J1ÓWlTl10 kJra
e bezpOŚI1edirbiJo z.aintere6owa- 
.ne, jaik i caŁa ,l.udizJkość pragną, aby oma- 
wiali te sprawy przywódcy wielkich mo- 
calrsrtJW". Następnie Piotr Jalkill" mówił 
o prześladowani'ach polityczJnych w 
ZSSR i wyrazi I życzenie, żeby "po wi- 
zycie Nixona lI1ie w.zmogły się rrepresje, 
żeby zaprzestamo /lJres'ZJtowań i Zlamylka- 
nia w dDmach w,al!"i.atów za pnzekona- 
lI1ia polityome. Na,jwymlZY oZJaS wyjś'! 
ze średmi,owiecza". 


,JUTRO" CONRADA 


Do redaktora ,.Wiadomości" 


Odpowiedź p. TamtaJW5lkiego (1111" ] 384 
"Wiadomości") na moją pOlpraiWkę jegO' 
uwag o "Jukze" Ccmrada n5e jest m- 
dOlWaJająca. Prawdą jest że powia5rtka 
ConlJ'arda zawiera sporo wiradOllWŚci a 
wozesnych latach Hamry'ego., taik jalk np. 
ZJ3.IWiera ona .również dam o życ
u Bes- 
sie cz;y tez jej ojca. Jeżeli się iednak 
srtrres.zcZJa j.aikieś wielo.wątJklowe opowia- 
danie w j e d n y m z d a :n i u, 
to moŻJna wym3Jgać, by ta,kie Sitreszczenie 
odinOiSiłJo się do wątku głóWll1qo, a nie 
d,o elemenMw ubOCZlllych. Przedstawia- 
nie ,.Jut.ra" jakO' .,hilSJto!!'i.i c,złiowieka, 
który lI1ie może w domu wysiedzieć na- 
wet ki,l,ku go.dzim", wppowadza w błąd 
w równym stopniu. w jakim robiłoby to 
pr.zedSt.amienie 
o jaiko hist'orii "młodej 
dziewczymy maiTlrlUiją.cej się u boku t y- 
rama Djca", choć i ten element w "J u- 
trze" wystwuje. 


KONIEC PIERIEDYSZKI 


Naz;wali&my w SlWoim czasie ,.pierie- 
dys.zlką" to, 00 inni oozywa,ją "destali- 
lI'Iizaoają", ,/Ii/bell"aliza.qją" albo "uoz:ro- 
wieozalniem" kOll1JJuniZll1W. Na
aliśmy 
piered}'SlzJką okres, któJY IJ1Ja&tępu
e zwy- 
kle po tJotal.nym teJ1rorze, a,lbowiem 
przemien:ność wrzma@all'lira teI1rOJl1l i pie- 
r:,ooYSiZJki, stalilTllizmu i dest3llimizacji, jest 
glłó'Wną zasadą budowal11ia komunizmu. 
Dec}'lZja o zalkońozeniu pioelJ'iedysziki za- 
padła na KremJru w grudniu ub.r. Wła- 
śc:lwie juri wtedy większość UC\Zesmi'kÓ'W 
R,uchu Demolkll1atycznego z-najdQlWala się 
w largTIach i wi
lZienmych sZJpirtlalach psy- 
chia,tryczmyoh. W1ł.ad:ze pOiS1!arnowily za 
'W5
liką cenę uniemożliwić wyd'!!,w3l11ie 
"KroiTI':iki Bieżących Wyda11Zeń" przer- 
wać krążenie s'amizda,tu. 


Jan ritow, 


CUKIER
IA NOWOROLSKIEGO 


Do redaktora .' Wiadomości" 


. 


ZNóW ŻYDZI 


NaJW,iąZ'lJijąc do treści świetnych 
WiSlpOffilI1len o krrakows'kqej aWaJl1r,l!;arozie 
(1111" 1382 "Wiadomości ") poema'lam 
sobie napisać do Czcilgoonep;o Pana Re- 
dakto.rra, Ożywając starej austriackiej 
fiOll1rnUJIy. 
P3I11 Miclhał C h m i e I o w i c z, 
talk ochJro=ony pI'ZleZ s
ł'adaoza, nie 
zallJlWiaJŻiy ł iSltotJl1ego błędu dmka,rskiega 
albo IlIki w Własmej pamięci, wspomi- 
nając że z ojcem chodził - na ciastIka 
i Lody - do NOIW'odworskrie
o. w Su- 
ktieruniX:ach. 
Jest to, niesJyoh3lny bląd, gdyri ta sław- 
na oulki'eIJ1I1lia ma,lee.ała nie do pana No.- 
wadtwDmkiego a diO pana N o w o r o 1- 
s 1. i e g o. Niejedn,o cialitiko z po- 
:ZJi'Omkami tam Zliadlem dzięki mqjej 
babce, która mlllie tam prowadziŁa, by 
usjpolk oit ro.zIka prysz.onegio brzdąca. 
Raczej pl1Zekrupić. 
Wybaozy czcigodny pan C h m i e- 
I o w i c z że w tej tak wamej Sjpra- 
wie pis'zę liIt do redakcji. Nie lubię pi- 
sać 18iS1ów dIo redaOooji i poprawiać m- 
nych, ale oukiernia N a w o r o ł- 
s 1. i e g o jest 7JWią.zana z historią 
KraIkowa i Suki.en.nk, tak że tej wielko- 
ścj pomnilejszać nie wołmo. 
Feliks Mante} 
(Paryż). 


Dla za,pe'WInieni,a be.zpiecz,eństwa pre- 
zydentowi Nixonowi podjęto w Sowie- 
taoh spec,ja,lme śmdki DstJ1Ożności. Oto 
ki'lika przykład6w. Już na dziesięć dnI 
przed wilzytą wzy:wano. do dzie,ln:cD- 
wych k.omend mi,licji ma'1Vch władZiom 
działaczy Ruchu DemokTa'tYC.lJne
o i 
uczelS'tnik.c5w atkc,;'i na rzecz wyjalZ!dlU 'Ży- 
dów do ł:m-aeJa. 'Żądano od nich obiet- 
'!1i'tcy ,,re pDdczas w:lzyty Nixona w 
ZSSR nie będą pDpel-niać 'ozYl116w ant y- 
s'połecznych'''. W mies.zlkamiach niektó- 
rych najwybi,tniej&zyoh dz;a,łaczy Ruchu 
- Piotra Jalkira', prof. Alildrrieja Sa- 
chalro
"a, Walerioa Czalidze i dr. ROJa 
Mie,ctwiedielWa - wyłączOiI1.o telefonv. 
Takie same "Śl1Ddki o,StJl1o.ŻJnOści" byly 
pTlzedsi
'W.z.ięte w Kijowie i w Rydze. .,W 
M05ikJwie i Lenim'gJl'adzie - czytamy w 
m. 26 "Kroniiki Bieżących Wydarzeń" - 
mies.zJka,ńcDm domów przy ulicach, któ- 
rymi miał pl1ZJejeżdżać Nixon, mbJ"Oonio- 
no podchodzić do .okien". Czego. si,,- 
obaw:am,o? Oczy.wiście że przede wszyst- 
.kim pl1mazy.wa,ni,a listów i sJkalJ1
 Ni- 

on,o,wi. ŚWiadczy o tym faJkt że ŻJonie 
niedaWll1iO arCiSZltlowarne
o człon.k:a gI1Upy 
ImiCJjator6w Obrony Praw Człowieka IW 
ZSSR, matemat}'ka, Leonida Plll5IZCza
 za- 
bJloni.ono pod groźbą aresztu chodzić do 
centrum mi'!!sta (Kijowa) i poUawiać 3ie 
w miejscach publicmych w czasie wizy- 
ty ameryikańslkiego, prezydenta. W Miń- 
sku, Rydze, Wilnie i KislzYJ11iowie żą- 
dano od 'Żydów zobowiązań pisemnYCh 
że nie opuszczą miaiSta w cZa5ie wizyty 
NixoOna. Znane są przypadki że milicja 
wyprowadzjoJJa z pociągów i samo.lotów 
do Moslkwy os.Dby ..podDbne" (dlD l,y- 
dów). Zda,nzylo się że Rosjaninowi pa- 
ZlWDL0II110 wejść d.o samolotu, zaś jego 
ronie, 'Żydówce - nie. Nie by"o jednak 
obalWY że jacyś nieTlDzpoznani 'Żydzi 
pr,zedos,taną się samolotem do Moskwy, 
pDniewaJŻ naj,zwyczaJniej odmawia.na 
'Żyd.om sprrzedamia biletów. Przydal 
i
 
wp,rowadzomy przed dwoma laty przc- 
pis że przy kupowaniu bilem na sam0 
lot 
l1zeba okazać d{)IWOO OSDbisty, w 
ktorym. jak wiadO'mo., jest I'UbTyika "na- 
I'Odowość". Dak,ona'l1O też lic,zmych prD- 
fi,laktycznych 3JreslZJtowań pod za!!'21utem 
"zaJd6cenia pDrządku publiclInctgo w 
przeszlości i zamiaru Z)a,
ł6cenia go w 
PI1ZYS'ZJIDŚCi". Pl1zelz ca,ly czas pobytu 
NixOIna zupelnie jalwmie laŻiono za 
w
zy!lt:kimi "podejl'.zalnymi". Jednym z 
zadań 'zpicli było prowokowanie za'jść 
dających pDwód da aresZJtow,ania, np. 
w M,os'kwie ska:zall'lo i'nrw
giJ'olWa;nego na 
15 dni 31reslZtu za to że .,rna,gaby,wał n.1 
uliicy kobietę" - ,ową broniącą swej 
czci kDbietą była taJj:niaczka, k,tóra IW 
śledziła. 


DOBRE MANIERY 


21 CZieJl1wca ares'zrt'OIWano w Moslkwic 
Pio
ra J:aki,ra. UrDdzony w r. 1923 ma- 
jąc 14 IM ma,lazł się w tagl1Ze, po roz- 
5lwzelaniu DjCU, generała JO[]Y Ja,ki.ra. 
17 l/lJt lalgr6w - oto co pr
,gDtowało. 
PiDtro Jalkirn d-o waJI:ki ni'e o komunizm 
z ludzką twa'ł"Zą, a'le z odCJzlowiecZJall'liem 
PI1zez komUJl1.iiZl11. Jes,t go.dne UlWa
i że 
aresztow:am,i,u PiolIra Jalki'ra tOlwaol1Zyszył 
ceremoniarl nieomal że talki, IZ jakim od- 
byłO' się wprowadZJenie wDjsk Układu 
WIaI"SlZJaJWlS!ki
o do Czeohos
owacji, Wte- 
dy mwiadomimo, 'telefom'iCll!1,ie Bjały 
Dom, teralz upI1Ziejmie zalkomunilkowano 
koOrelSponden'tom zagralnioz:nym aJkredy- 
towanym w M,oslkrwie że wł,aśnie zostal 
3Jresłmowany Pro J aIdor i b ,rlzie pociąg- 
nięty do odpowi
zia,l.naści m ..dzi'ałal- 
ność 3I11ty1konsty1t,ucyoną". Wtedy - po 
wydlarneniach w Czechosłowacji - Za- 
chód maJWet potępił postępow
lII1ie So- 
wietólW, ale zaralZem znaJeźli się na Za- 
cho.dzie i tacy, k.tÓl1Zy dopatrzyli s'ię w 
fa!kcie poinf-ormowania za,wozasllJ Wa- 
szyngtonu o.ZJnaiki libe.rallizacji komu- 
nic
mu. A teraz ZJIltaJjdą się praJWdopodob- 
nie tacy, którzy w zawiadom!leII1illJ o 
alres.Zltawaniu Pi.o
ro JarkiiTa s kIonll1 i be- 
dą daszllkilWać się omaik prawoTlządn'ości. 
I nic dziwnegO'. bo chocia'ż sikończyła 
s'ię piered}'!lZlka, bo cho.ciaż przepełni'Oll1c 
są ła.gry i speojalme więzienme szpita,le 
psychia,tryczme, t'O jednaik jest maczej 
niż kiedyś. Któż bowiem zaprzeczy że 
Sowieci mają ter3lz niejposlZllakowane 
mam'iery, ZiwtaiSroza wDbec Zachodu? A 
to juri coś! 


. 


"ENFIN MICKIEWICZ VINT..." 
W inauguracyjnym przemówieniu 
prDf. D. E. M. Szarota z Warszawy 
Qmówiła szczegółQwQ i z licznymi 
cytatami literaturę niemiecką pDświę- 
caną PQlsce. Li,teratura ta, aż dO' 
pDjaw'ienia się Mickiewicza, Qdzwier- 
ciedlała prawie wyłącznie sytuację 
PQlityczną. Referentka zwróciła u- 
wagę na fakt że dQpierD od chwili 
przekładu ..Pana Tadeusza" istnieje 
lioteratura niemiecka dO'tycząca PQl- 
skiej twórczości. 
Dr Andrz
i Vincenz, dyrektQr In- 
sytutu SłQwiańskiegQ w Heidelbergu, 
w sw
j laudati
 Qkreślił wydawane 
przez Buddensiega "Mickiewicz- 
BUi,tters" jakO' p
mQ "QdpQwiednie 
dO' rQzpDwszechniania PQlskiej lite- 
ratury w Niemczech". 
PO' zakQńczeniu uroczystości in 
hOI/Drem prQf. Buddensiega O'tworzył 
rektQr RendtQrff w bibliO'tece uni- 
wersyteckiej wystawę Mickiewicza. 
M iędzy licznymi reprezentQwanymi 
tam dziełami pDety i niemiec- 
kiegO' ich tłumacza znajduje się 
również pierwsze wydanie ..Paez.ji", 
..z których pojawieniem się w r. 1822 
- pisze autQr - wybiła gQdzina pal- 
skiegQ roma,ntyzmu". - ObQk facsi- 
milów rękO'pisów Mickiewicza, po.- 
łożDnD kilka symbQli, jakimi ucz- 
czonO' pracę i życie prQf. Budden- 
siega, m.in. Wielki Krzyż Zasługi 
NRF Draz polski "PQur le merite". 


.,SENAT SZALEŃCóW" 
..PQłQwa ludzkQści żyje z namI i 
O'bQk nas w tragicznym rozdwDje- 
niu". Tak brzmiała prawda StaregO' 
DDktora, bazQwana na cQdziennym 
doświadczeniu. DQmagał się "wypra- 
cO'wania pedagO'gicznej diagnQstyki", 
w której szkQła i internat miałyby 
pełnić rolę "pedagQgicznej kliniki". 
w Dparciu Q zrQzumienie sympto- 
mów dziecięcych doświadczeń. Prak- 
tykę tę nazywał "pedagQgiką drDb- 
nych faktów". CredO' KDrczaka 
brzmialQ: "Dzięki teQrii wiem, dzię- 
ki praktyce czuję". 
W r. 1931 napisał KQrczak sztukę 
teatralną p. t. "Senat szaleńców". 
Przedstawił w niej krwawy kQniec 
ducha zachDdniegQ świa'ta. Sztuka 
ta, grana w Warszawie, piętnQwała 
bezsens nQwoczesnegQ życia w świe- 
cie O'panO'wa,nym przez przemysł i 
technikę. 
W r. 1899, jakO' mIody student, 
o.trzymal Janusz KQrczak Qdznacze- 
nie za dramat "K:tórędy", napisany 
na konkurs im. PaderewskiegO'. Mu- 
siał się wówczas zdecydQwać na wy- 
bór drogi naukQwe,j lub artystycznej. 
PO's1anQwił nie rozdzielać tych twór- 
czych dyscyplin i "dążył już na PQ- 
czątku 20-ga stulecia dO' stwQrzenia 
syntezy tegO', CO' wydawałO' się nie- 
mażliwym dO' PQlączenia". 
"PDetą jest człowiek - napisał 
Stary DQktQr - który jest bardzo 
radasny i bardzO' się martwi, łatwO' 
sie irytuje i mQcnQ k.O'cha, któr

 
mDcno Ddczuwa i bardzo. w
półczuje. 
Tacy ludzie są dziećmi. FilQzofem 
jest natDmiast cz.lQwiek, który wieje 
myśli i chce kQniecznie wiedzieć jak 
tO' iest naprawdę. Tacy ludzie są 
znQWu dziećmi". 
Wydaje mi się że artykułem swym 
oddał autor sprawiedliwQść temu 
pięknemu czławiekowi, który w cza- 
sach nienawiści kDchał bezbrO'nne 
dzieci więcej niż własne życie i nie 
będąc chrześcijaninem 
 żył i umarł 
jak święty. 
Janusz KQrczak. jegO' sierQty i tQ- 
warzysze pracy, którzy Ddbyli z nim 
tę ostatnią drQgę, 
tali sie zresztą 
symbQlem tysięcy dzieci, ich WychD- 
wawców i lekarzy z i,nternatów z 
Dzielnej, Ceglanej, Dzikiej i Myl- 
nej, którzy w Qwym dniu wyruszyli 
w karnych szeregach naprzeciw śmier- 
ci i - jak napisała Hanna Mortko.- 
wicz-OlczakQwa: ..PQd trzepotem 
SCCh7ig Weiber, hundertzwanzia Zitz', zięlQnego szta,ndaru iść tak już będą 
Und kein halbes Liter Milch bei Tietz! zawsze, bez kQńca, przez wszystkie 
czasy i miejsca ziemi, z kaźni gheUa 
Macaire Gelandre. w kierunku dymiących krematQriów 


CYCOW A 
CZY NIE CYCOWA? 


Do redaktora "Wiadomości" 


Pl1zeczy1a,lem .,Olimpijsk.ie tere-fe're" 
w "Worku Jud,aszowym" (nil" 184 "Wia- 
dom,ości "). Jeden szczegól wydał mi się 
godny lIwagi, mianmWcie naZM'isko jed- 
nej z zalWlOdiniozeik sowiecikich: wedł'ug 
Jozefa ŁobodoMkje
a: Cycowa. A 
że jest płaska jalk delSka do praSIOW3- 
nia. więc pt'Izy,taom się dialog diabels'ki 
z pl'oJJDgu d.o "Kordiarna": "Dajmy mil 
na p
mie'w.jsiko sprzeczne z naturą na- 
ZlWisoco". I zaralZ podeJrzenie: a nuż ta 
nie baba, tylko chłop. 
Autor s.llUCJha'ł 'I1ieci1vbmie zapowiedzi 
i wy
aśm.ień k,omen,tatorów 3I11
ielsklich i 
n iemiedkioh , s,iedząc przy sikmynce z 
tikr
nem S1ZkJamyrm. A wa,rta było czy- 
tać nalZWiska na tabelach. Czy nie we- 
r.zył,o go że prawie zawsu .n.aeJWisko 
HDlltllO'V (ozyta
 po polsrk u Bor -'ZrOIW), 
byla wymaJWialne Bm-c.ow, i to nie tyl- 
ko pl1zez niemiecikich zapowiadaczy, ale 
i pl1Zez angielskich - .ot, belZlIDyśłme na-- 
ślado'WllliotwD. Tl"udJnro: naZJWiska pisane 
cyrylicą są translite,rowane I1ozma,icie na 
alfabet romańsiki. :zależnie od jęrzyka. 
Na
isik,D {)Iwej piflTiSiiStej-!l1
epiersistej 
zaW100niczJki s,owieckiej widtniało lI1a ta. 
belach jakJo Chizhova. Ro0S(j3l11de prlZyjęli 
trarns.Li,teraGię typu an,gielskiegD. ze wzglę- 
du na liCZlbę ludzi poslIu,ltUjjących się 
tym językiem. Po polslkiu lI1apisa,libyśmy 
Cziżowa. ale Niemiec przec;zy,ta to mniej 
Wli
cej śic-hDfa" ilJaŚ naśladujący Niemca 
komentator 3I11gielski zrobi ;z telto co; 
podołmego do ćicowa. 00 p. Łobodow- 
skiemu zagrało jak CYCOlwa. Oblatarr1Y z 
aln,gielską trall1lSlkrypcją imi,on r:osyjskich 
Po,lak powill'l.ien bez zasta.nawiarnia 
Ię 
adgadnąć rosy
srk,ie Cziżowa, co nie ma 
llIic z biustem wspólnego. 
Był ongiś w Berlimie wlieliki dom to- 
waroowy (WarenhallJs) Tietz. Zarząd fi,rmy 
twierdól że ma ,na s,kładzie wszystko, 
czego dusza zapra.
ie. Pewlien dOlWcip- 
niś pDPI'osił o p6ł litra mleka. "Nieste- 
ty, lI1ie mamy". "A ile niewiast za1irnd- 
nÓacie?", "Sześćdziesią.t", brzmiała od- 
paw;edź. Na to ówże dowcipnuś: 


25 lat temu 
W
@
@U 


ODPOWIEDt 


"WtrąconlO do więzienia Piot.ra Jalki- 
ra - czytamy w a.nonimowej odeZJWie 
k'rąriącej w sarmi,zdaoie. - Władze po- 

tam'OIWiły wpislać nowy pOInury I'orzd:zial 
w tragiczmy los jednego z najznakomit- 
s.zyoh II,ud2li lI1aszych czas6-w (...) Jest 
je!ioZCze jeden - i być może kulmill1a- 
CY
I11Y - pUJl1'kt w Z!as1:osowalJ1ej ta:)(tyce 
talkiclh :po
vJO'Lnych. ale systematycZinych 
represji" którymi już od kirlk,u lat re- 
żym U5ill1uje ZJgJnieść I'uoh demokll"atycz- 
ny. MOŻJna i t.rzeba piro,testować prze- 
ci,w tej ad.cji. \VJażn.iejslZe jest jedJn-ak 
21l"oZ!umieć w1aściJwy sens nowCjj sytuacji 
i powaiŻ!nie, w s,kupieni,u i bez histerii 
(ami taikiej. by iść pm:ci,Mw bagnetom, 
ani his
erii kapitulaoji) przystos,o
ać ży- 
oie i W\l,lllę każdego. demolkm,ty, a to z:na- 
czy i ca,łego ruchu, da ak,tuaJa1iej rzeczy- 
wistości. AresztolWa,nie Ja,kill"a, człowieka, 
który z całą świooomością ZJnalarzł sie 
w s:amym śl'odlklU pola bi,twy, nie zna- 
ozy, że ..wszystko sbmcOIne". że pO'Ut}'ka 
władz prZ}"llioslba ;im zwyoięstwo. (...) 
ATesztow
!lnie Jakira nie jest a,ni począł- 
ki,em ani końcem, lecz wa.źJnym eta- 
pem.' C..) QoaJić ludzi i ocallić samizdat. 
oca,lić i Wizllnoonić rudh demokratyczny 
- to d,lisi.a
 na
waŻJniejszy cel. to naj- 
lepsza odp'Owiedź na aoreszto.W\lll1ie Jaiki- 
ra". 
Nina Karsov i Szymon Szechter 


LONDYN 9 LISTOPADA 1947 
. Na wstępie dziesięć k.rótkich wier- 
szy Stamisla,wa BaJi.ńskiego pod 
1W'SIP61mym tytułem ,;Romamtyczne 
mies
czans
wo. RozryWka poetycka 
na dwa gl,osy i fortepian". . . 
. W dyskusji z J6zefem Maciklewl- 
ozem Józef ŁDbodDwski naświetla 
sprawę mchowania s,ię JÓizefa Pił- 
sudsikieg'o w r. 1919, gdy gen. De- 
ni,k,i,n propOli1lował Polsce sojusz an- 
t}'bolszewiClki. Zdamiem Lobod,ow- 
sikiego ,;pomoc polslka. nie ..byh 
w s,tanie urato.w,ać bia,lej armII od 
poswmu... w)'lpr3lwa Pils,udskiego 
Dla MosIkwę musialaby s
.ończyć się 
ka'tarst:I'Dfą". Ty.tul felIetonu 
,.Piłsudski i kontl1rc,wolUCJja rosyj- 
Sika". 
. Al£red Za.ube,rman ciekalWie Qma- 
wia książlkę ekonomisty angiels'kie- 

a Lionela Robbinsa "The Econo- 
mic Pmblem in Peace a'l1d Wa!!''' 
(London. M acm i,llaln , 1947. str. 85), 
Aut.o,r, pl1zedstalWiciel 100ndyńlSikiej 
School of Eco,nomics, odegrał wy- 
bitll'lą rolę w planowa.ni,u wajen
ej 
gDs,podaJ1k,i bryt}'jskiej. Tytuł felIe- 
tonu: ,.Kapi,talizm z popra,wkami". 
. CZa&opisma kl'ajowe (Thea,tes). Ma- 
riam T}"Tlowicz w a'rtykule "Spra- 
wa księdza 
ciegien'nego" (..Nowi- 
II1Y Literackie" z 28 września b.r.) 
daje przeglą.d legend, jakie os.nuły 
się ddkola postaci X. Piotra 
cie- 
gienrnego. ,.Smierć X. Sciegienne. 
g.o w r. 1890 pohnęła 21nowu legen- 
dę o nim na tOlry dowDlnych prze- 
kształceń - 
isze Tyro.Wiioz - 
.. .nekll'ologi w pioSmach emi,gracyi- 
lI'Iyoh Piary:i;a i LOMY,lliu, ba kra- 
jowe zachowały szcze
ól.ną po. 
wściągliw,ość - pr:zyni.osły cha.raik- 
terystykę jego jakO' twórcy palskie- 
go sooja1i7mu i komuni;zmu... 


Krystyna Brzozowska. 


W pDpnzednim 8-stronicowym numerze 
(1386/1387) "Wiadamości" (6 ilustra- 
Gii): Janusz A. Ihnatowicz: O świcie. 

ogo.da apolka,liptyc'ZII1,a IV. Les adieux. 
Maria Danilewiczowa: UII".zeozony 
Oonradem. - Waclaw Iwaniuk: Złote 
wybrzeże - Refleksje. - Alicja Lisie- 
cka: Lema. gl10tesika k05micZlIla. _ 
Zdzisław Kosiński: Przypadeik i reguła. 
- Janina Kowalska: Po
ranicze. Crow- 
leys!kie chDroby i iillme żaloby. - Sta- 
nisław Wyaodzki: Nowe wiersze. - 
Ignacy Wieniewski: O nieprzYSltoj'l1losci 
w literatlIrze czyli między Scyllą pru- 
deri,i a Charybdą porm-Dwafii. - Józef 
ł...obodowski: Ozy jesteśmy Sa,rmatalffii? 
- Lech Paszkowski: Mali,no'W5iki i Wi
- 
kacy w Aootralii (2). - 40 lat temu. 
25 lat temu. - Kazimierz Zamorski: 
Estera na beZ'kres;nym stepie. - Teodo- 
zya Lisiewicz: List. - Pandora: Pus.zJka. 
Przemiany l11a Bliskim Wschodzie. - 
Glosator: Z czasoQpism krajowych. - 
J. 1..: Worek Judaszów. Dwie Rosje. 
- Nina Karsov i Szymon Szechter: 
Okno na Rosję. - Kore!ij)ondencja: 
Wojciech Gnatczynski. John Roman 
(Chudzikowski). - Czytetnicy a "Wia- 
d'omościach". - KsiąŻiki nadesł3l11e. - 
KTOnika. - Turysta: Falszerstwa VI 
British Museum. - 40 lat temu. 25 lat 
temu. 


Andr7ej Cbc
u" 
(St. Kilda South) 


WSZYSTKO O AVOCADO 


PIOTR JAKIR 
Piotr Ja:kir w wyJWiadzie udzido[]ym 
przedstawicidowi Ass,ocia,ted Press pl'zed 
przy
azJdem Nixona powiedzial: ,.0 ile 
wiem. podczaiS spDtkań na najwyżs.zym 
szczeblu nie ma Z1Wyoz:ad;u p01'uSlzalnia 
pl'oblemÓIW welW'nętiI1Z1llych. Jednakże 
wiele t3.,kich pl10blemów (np. za,gadnie- 
nie przestrze.ga'l1ia pralW jednos'tJki) już 
daw,;Jo przes-taJo być weWin
l1irmymi spr3- 


Do redaktora "Wiadomości" 


POilliewai: grano czy,telników - smak
- 
s,zy dreciZY się .,pyltaniami i poważnymi 
wątpliwościami" dDtyczą.cymi owocu 
avocadO' (nil". n!!'. 1375 i 1381 "Wiado.- 
mości ") - jakoQ wlaścicielka dwóch 
wielikibh drzew obda,rza
ących mnie w 
urooza9nym seZiOlJ1ie cetnIMami tegO' przy- 
smaku - CZ1U9ę się miejak,a zObo,wiąza: 
na podrznelić się z zainteres,owa.nym
 
moim do.świadczeniem prelktycz.nym I 
teoretycz.nym. 
Otóż ojczyzną avocado -. któr
 w 
języlku botaniCll!1ym znane Jest Jako 
PeiI'sea AmelT'icana - są za- 
równI() wy
y zaohodnio-iindYJ
ikie (czyli 
karaibskie). jak Amerylka Centralna: 
wraz IZ pI1zy,legającymi, umiark.owanY!1 l1 
s,tJrefami Ameryki Północnej i Połudmo- 
we
. A.ZJtelkowie i Inlkasi p,rzez. dłu
ie 
wieki przed odk,ryciem Ameryki upra- 
wiali i za
adałi się tym owocem, który 


.. 
nadesiane 


Książki 


Roman Kochal!lJowsk'L. ma.larz pDlslJc:ie- 
go k,ra
obraiZu. Idea, materiały zebrał i 
całość wydail1ia opracował inż. Tadeusz 
Lewkowicz. SZlkic biografiCZill'Y .na.pisa,ł 
Wiktor Trościanko. Monachium. Ta- 
deusz Lewk'OlWicz, 1972: SitJr. 60 i 4n!. i 
22 il'll5ru.. Stresz.ozenia w języku allgiel- 
sJdm i lI1iemdeo1C1im. 
Zbigniew Brzeziński. The Competitive 


Relationship. Columbia Un,iversity, R
- 
searoh Ins,titute on Communist Affai,rs, 
1972: sit!". 42 i 3nł. 
Maria Kamil. Nić Ariadny. Londyn. 
Oficyna Poe1ów i M-.darzy. 1972; str. 
153 .i 7nt 
Stefan Pawlikowski. Petersbuq-sikie na- 
11zece.eństlwo. Toronto. .,G los 
o!sk i" , 
]968; str. 217 i 7nl. i fotJo.grafia autora. 


Published by "Wiadomości", 
67 Great Russell Street. W.CI. 
and printed by 
White Eagle Press Ltd., (T.U.) 
2, Vine Lane, To.oley Street, S.BJ
>>>