Redakcja ł administracJa:
67 Great Russell Street,
London
WC1B 3BS
tel. 01.242.3644
Prentlmerata kwartalna £2.50, w Stanach Zjed-
noczonych i Kanadzie $7.50, w Belgii 355 fr.
bel
., We Francji
5 fr., w Niemczech 30 DM.
w Szwajcarii 35 fr. szw., we Włoszech 4.125
lir, w innych krajach r6wnowartooć $7.50. -
Zmiana adresu lOp. - Czeki należy wystawiać
na "Wiadomooci". - Ogłoszenia. Cena za
l cal x l szpalta £2.00
London, 5th November, 1972
Registered at the G.P.O. as a newspaper
Cena 20p. I
I Dziś 6 stron I
Rok XXVII nr 45 (1388)
LONDYN 5 listopada 1972
TYGODNIK
Założyciel: Mieczyslaw Grydzewski
ANTONI POSPIESZALSKI
I
o
y
o
N
T
N
A
D
I
A
By nas o tym przekonać, prof.
MQnod pQkazuje nam. jak w odpo-
wiednim substracie jedne wielkie
mQlekuły zwane enzymami syntety-
zują inne wielkie mQlekuły (wszyst-
kO' tO' są proteiny czyli białka), jak
pewien specJalny rodzaj enzymów re-
guluje tę-mpQ i rodzaje współpracy
w ramach najprostszegO' QrganilJffiu,
jakim jest PQjedYJ1cza kO'mórka. PQ-
kazuje dalej jak szczególnie duże mQ-
lekuły lJwane DNA deoxyribonucleic
acids, najrozmaitsze kQmbinacje PQ-
wtarzających się wielokrQtnie zaled-
wie czterech zasadniczych elementów,
twO'rzą absDlutnJe wierne kopie sie-
bie samych, które z kQlei regulują
syntezę odpowiednich protein w no-
wych kQmórkach. Cały szereg tych
procesów syntezy chemicznej zDstał
już slJCzegółQwQ rQZpracDwany (chQĆ
dalekO' nie wszystkie) i tO' już cał-
kQwicie wystarczy dO' Qkrcślenia Qgól-
negQ charakteru tych procesów. Są
to prQcesy czystO' chemiczne, prze-
biegaj
ce według znanych praw che-
micznych, i nie ma żadnej PQtrzeby
PQstulQwania jakiejś dodatkQwej siły
czy dodatkQwegQ prawa, które by te
chemiczne Drganizacje wyposatŻały w
życie. Same tylkO' prDcesy chemiczne
leż
u podstaw życia. TO' Qne właś-
nie są życiem. IstQty żywe są che-
micznymi maszynami, które tworzą
się same.
Na tym gruncie niepQdQbna autQ-
ra zaatakować, niepodobna mieć je-
szcze nadzieję że nauka CQŚ przeoc"lY-
ła, że znajdzie się w tej argumenta-
cji jakaś szczelina. w której będzie
miejsce dl p jakiegoś elementu specy-
ficznie witalnego, dla czegoś co przy-
wróci życiu jegO' godność. Jacques
MQnod wie CO' mówi. Jest tO' QWDC
badań naukQwych zaledwie 10 Qstat-
nich lat, w dużej mierze samegO' MQ-
noda. Za tO' w r. 1965 otrzymał na-
grodę NQbla. Struktura DNA czyli
kodu genetycznegO' była już rozwią-
zana na trzy lata przedtem. Za tO'
James WatsQn i francis Crick Qtrzy-
mali nagrDdę NQbla w r. 1962. Nie
ma wątpliwości: iStDty żywe są che-
micznymi maszynami, które się two-
rzą same.
Po co się tWQrzą? TO' pytanie właś-
ciwie nie ma sensu. Z tegO' że system
teleQnQmiczny istnieje (czyli że te
mechaniczne procesy chemiczne speł-
niają celową funkcję tworzenia istQt
żywfch) wCĆ1le nie wynikd że system
teleonDmiczny sam zDstał celowO'
stwQrzQny. Wprost przeciwnie, ana-
liza struktury protein. najprQstszych
elementów zdDlnych dO' podejmowa-
nia kQnstruktywnych reakcji (a jed-
nak chemicznie niezmiernie skompli-
kQwanych) nie PQzwala na sformułQ-
wanie żadnegO' generalnegO' prawa,
które kazałoby im się fQrmować tak
a nie inaczej - z wyjątkiem jedne-
gO': prawa przypadku. Jesteśmy zmu-
szeni przyjąć że wśród miliardów mi-
liardów mDżliwych kQnkretnych rea-
kCJi chemicznych PQmiędzy atomami
i prQstszymi molekułami w pewnych
momentach wytwQrzyły się kQlejnD
wszystkie znane nam proteiny czyli
wielkie mQlekuly zdolne dO' dalszych
reakcji jwż ściśle teleQnomicznych
czyli zmieu.ających dO' wytwQrzenia
istDt żywy'h. Ale skQro raz taki
przY'Padek zaistniał, wszystkie dal-
sze reakcje między prQteinami (31bo
między prO'teiną a innymi czynnika..
mi) są już ściśle teleO'nomiczne, tO'
znaczy docelowO' zgeterminowane,
tak że prędzej czy później - 1:-0
dany kQnkretny proces mQże zestać
wstrzymany przez inny przypadek -
musi dQjść dO' wytworzenia żywej
komórki, z jej równie ściśle 7deter-
mmowanym systemem reprQdukcyj-
nym DNA, i następnie dO' wytwo-
rzenia wielokomórkQwych
rganiz-
mów. Od tego momentu miejsce przy-
padku zajmu
e koniecznQść.
Jacques MQnod wierzy że ten sche-
mat przypadek-kQn:ecznDść tłumaczy
całe nieskQńczenie dziwne zjawiskO'
życia, całą biosferę. całą eWQlucję
biosfery aż dO' pojawienia się czło-
wieka i nawet (,przynajmniej w pew-
nym stO'pniu) jegO' późniejszą eWQ-
luc;ję całkiem innegO' rDdzaju, t.j.
eWQlucję kulturalną. Czy nie za wiel-
ka tO' wiara?
Zanim wielkiemu UCZQnemu zarzu-
cimy UCZQną naiwnQść, przyjrz.yjmy
się niecO' bliżej podstawom tej wiary.
MQnQd mO'że słusznie twierdzić że
nie ma żadnej innej teorii dQrównu-
jącej tej teorii w poszanQwaniu nau-
kO'Wych rygorów. Jest, jak oświad-
cza, ZaSZQkO'wany brakiem dyscypli-
ka, autor zdaje się nie dostrzegać,
a w każdym razie zdaje się nad nim
prześlizgiwać z nietyrpową dla siebie
beztroską.
Ta beztrQska jest n ietypowa , bO'
cała siła książki polega na wysokiej
uczÓwości intelektualnej autQra. Nikt
tak jak Qn nie potrafi wyłQżyć fak-
Mw, które przemawiają pr z ec i w
jego zasadniczej tezie, a zatem faktów
biQchemicznego mikrQkO'smosu, któ-
re nadają procesQm życiQ-twórczym i
procesom samegO' życia charakter
procesÓw celowych (autQr używa ter-
minu "teleanomicznych "). PrQf.
MQnod rQzumie bardzo dDbrze że ob-
serwacja (nawet bardzo ścisła, w tym
jegO' własna) procesów QntQgenezy i
eWDlucji prowadzi nieodparcie dO'
wniQsku że życie idzie od form niż-
szych dO' wyższych i że gatunek ho-
mo sapiens jest czołówką w pocho-
dzie ku jakiemuś nieznanemu, ale
bardzo wysQkiemu celQwi - innymi
slQwy, że tO' wszystko ma jaki
transcendentalny sens. Jedni, jak
BergsQn powiadają że celem ewolu-
c;ji jest sama twórczość bez względu
na charakter jej wytwQrów, inni jak
Teilhard de Chardin twierdzą że ca-
ły wszechświat PQprzez biQsferę
(świat istot żywych) i noosferę (świat
istot myślących) zmierza dO' wypeł--
nienia swegO' przeznaczenia w punk-
cie Omega. Marksizm i materializm
dialektyczny są tak samO' Qptymisty-
czne. Lecz wszystkie te cudownie
calościowe teQrie są jednakQwQ po-
zbawiQne podstaw.
I. przypadek
i konieczność
nie nie danego zjawis
a . W. danych
warunkach. a przynaJmmeJ przepo-
wiedzieć prawdopodO'bieństwQ jego
zaistnienia. Należą dO' tej kategQrii
prawa chemiczne rządzące mechani-
ką prDcesów ŻYCiO'wych. Ale niemQżli-
wa jest jakakQlwiek teQria, która była-
by w stanie przepQwiedzieć jednQst-
kQwe zjawiskO', któregO' prawdQPodQ-
bieństwQ jest prawie równe zeru. Dla-
tegO' niemożliwa jest teoria (czy nazy-
walibyśmy ją jeszcze teorią biQIQgi-
czną?), która mQgłaby na podstawie
innych praw natury, np. chemicznych,
przepowiedzieć pQwstanie życia na
ziemi. (Przeoczenie tegO' rygQru, na-
wia!'tem mówiąc, odbiera prawdziwie
naukQwy chąrakter teorii Teilharda
de Chardin, nie mniej jak teQrii ma-
terializmu dialektycznegQ). Nawet
przysłQwiowy "demQn" Laplace'a,
który by znał cały aktualny stan
wszechświata w danej chwili i wszys-
tkie rządzące mm prawa, mógłby (jak
dziś już wiemy) ryzykQwać tylkO' sta-
tystyczne przepQwiednie CO' dO' jegO'
przyszłości, a zatem pojawienie się
biosfery na z:emi, jakO' zjawiskO' cał-
kiem jednO'stkQwe, nie mQgloby wśród
nich figurować zupełnie. Nie znaczy
tO' oczywiście, by zjawiska życia były
sprzeczne z prawami przyrody mart-
wej i by usprawiedliwiało tO' postu-
lowanie jakiegQś transcendenta,lnegQ
źródła życia. Prawa życi,il są całkQ-
wicie zgodne z prawami natury. ldźie
Q tO' jednak że nie dadzą się Qne z
praw natury wydedukQwać.
Niemniej z jednym prawem natury
życie zdaje się wchodzić w sprzecz-
nQść. MQnod tegO' nie przeocza. Jest
mm drugie prawO' termodynamiki.
PrawO' tO' PQwiada że energia ukła-
du zamkniętegO' z biegiem czasu roz-
klada się równO'miemie na przestrze-
ni całegO' układu, eliminując tym
samym wszelkie różnice pO'tencjałów
w jegO' ramach. Np. w ukladzie zło-
żQnym z dwóch połączonych ze so-
bą naczyń Q rÓŻnej temperaturze na-
stępuje sPQntaniczne wyrównanie
temperatur. Ale różnice PQtencjałów
warunkują mQtliwość wykonania ja-
kiejkQlwiek pracy; w stanie energe-
tycznej równO'wagi żadna praca już
nie jest możliwa. Jest tO' stan zupeł-
nej martwoty, który mQżna zmienić
tylkO' przez doprowadzenie energii
z zewnątrz. Drugie prawO' termQdy-
namiki mówi zatem Q nieunikniQnej
spontanicznej degradacji energii; ta
degradac
a jest ściśle wymierna i
wyraża sie wzrostem tak zwanej en-
tropii. O tyle o ile wszechświat mQ-
żerny traktQwać jakO' układ zamknię-
ty, drugie prawO' termodynamiki
stwierdza stO'pniQwy zanik użytecz-
nej energii w wszechświecie; innymi
S
QWY. cały wszechświat zmierza dO'
stanu energetycznej równQwagi, w
którym już nic nie bedzie się działo.
To prawO' jest tak powszechne i ma
tak zasadnicze znaczenie że zdaniem
uczQnych wzrost entrO'pii wyznacza
kierU!Ilek czasu. Odwrócenie prDcesu
wzrostu entrO'pil oznaczałDby zatem
Qdwrócenie kierunku czasu: czas
biegłby wtedy Qd teraźniejszości ku
przeszłQści. Ale tO' jest niemDżliwe.
W swej fQrmie statystycznej drugie
prawO' termQdynamiki mówi Q nieu-
nikniQnym przechodzeniu układów
zamkniętych ze stanu zróżnicowane-
gO' upQrządkowania dO' stanu niezróż-
nicowanegO' chaO'su.
Jednak teleQnomiczne procesy życia
są procesami idącymi w przeciwnym
kierunku. Organizują Qne energię
bemiczną i Qznaczają zatem prze-
chQdzenie pewnych wycinków ma-
teria,lnegQ świata ze stanu chaQtycz-
negQ zmieszania dO' stanu niezmier-
nie precyzyjnegO' ładu. Są tO' prQce-
sy, w których entropia nie wzrasta
lecz maleje. MQnod słusznie oczy
wiście zwraca uwagę że to PQŻQr.le
pogwałcenie drugiegO' prawa t{;rmo-
dynamiki ma charakter lQkalny i nie
odbyw.a się bezpłatnie. BO' istQty ży-
we me są układami zamkniętymi.
Czerpi
energię z zew:n
trz, w C1-ta-
tecznej instancji ze słQńca, i w dQ-
świadczeniu labQratQrY'inym mQżną
wykazać że w izolQwanym układzie
Dbe,imującym aktywne istoty żywe
(np. bakterie) plus ich bezpośrednie
środO'WiskQ, entropia całego układu
zawsze wzrasta - zgDdnie z Jrugim
prawem termodynamiki. Ale MQnod
nie ukrywa swegO' zafascynO"'V.lnia
d.ziwnO'ścią tegO' lQkalnegQ wyłamania
Się spod rygDrów PQwszechnie Qbo-
wiązującegQ fundamentaln
gQ pr.l\va.
Zapewne tylkO' UCZQny Qddany bez
reszty zasadzie naukQwegQ ,)hiekty-
S KRUPULATNIE Qbiektywny wy-
kład podstaw współczesnej bio-
lQgii i równocześnie gQrący filQZo-
ficzny manifest wzywa
ący współczes-
negO' człQwieka dO' spO'jrzenia w 0'-
czy rzeczywistej jegO' sytuacji w
wszechświecie. Niezwykle przej-
rzysta książka popularna-naukQwa, a
równQcześnie książka totalnie zaan-
gatŻQwana.*) Na tym polega jej pa-
radQksalność. l tej paradQksalnQści
!książka zapewne zawdzięcza swój nie-
bywały rQzgłO's. BO' rzecz w tym że
jej biQIQgiczna prawda absDlutnie wy-
klucza wszelkie zaangarżowanie i nie
,tylkO' stawia granice ludzkim ambi-
cjDm, ale ha dQbrą sprawę wszelką
ambicję O'braca w nonsens. AutQr jest
niezmiernie ostro świadQm rQzlicz-
nych paradQksów, w jakie Qbfituje
przedziwne zjawiskO' życia, a nade
wszystkO' na
dzi,wniejsze z nich, któ-
re nazywa się człowiek. Niektóre pa-
radoksy pO'trafi przezwyciężyć i wy-
kazać że są ty1kQ pozorne. Innym Dd-
waża się spojrzeć w QCZY. TegO' jed-
negO' paradQksu, jakim jest jegO' ks;ąż-
wizmu (w ścisłej interpret:lcji Mo-
noda) jest w stanie tę Jziwn.Jść w
pełni ocenić. Jest tO' zresztą ty lkQ
inny aspeU tak samO' dziwnegO' zja-
wiska życiQwej teleQnQmii. Ten, po-
wiedziałbym, zbożny podzi,w uczo-
negO' dla faktów. które w jegO' oczach
wyglądają bez mała na cud. budzi z
kQlei nieklamany szac;;unek dla autQra
ze strQny śledzącęgQ bieg jegO' myśli
laika.
Piszący te słQwa jest laikiem. Ale
Qmawiana książka nie jest książką,
dla specjalistów. Jest, jak PQwiedzia-
łem na PQczątku, książką, która z
pewnych zdO'byczy nauki O'statniego
dziesięciQlecia wyprQwadza QkreślQną
filQzofię, SNQistą rostawę wO'bec świa-
ta i życia. Mówi mianQwicie człQ-
wiekQwi że i on ie!;t tylkO' wytwQrem
przypadku i kDniecznQści" by zatem
PQ
zucił płone sny Q transcendental-
nym sensie czy celu życia, by nie
łudził się że ludzkQŚĆ jest zamierzQ-
nym i w jakimś sensie potrzebnym
elementem wszechświata i że pojedyn-
cz}' cz
O'wiek ma jakąś absolutną war-
tQŚć.
Nie ma żadnych szans (lub nie-
bezpieczeństwa, jeśli k,tQ woli), by ta
filDzofia była kiedykDlwiek przet
kQgokQlwiek przY'ięta. Każdy z nas
jes't przekQnany Q swej własnej war-
tQści i Q wartQści tegO', dO' czegO' w
życiu codziennym zmierza. Jesteśmy
przekQnani że lepiej żeby ludzkQŚĆ
;stniała niż żeby nje is:niała. Jacques
MQnQd jest Q tym przekQnany nie
mniej niż wszyscy inni. I tu doty-
kamy jegO' własnego fundamentalne-
gO' paradoksu.
Istnieje - PQwiada MQnod - ab-
sDlutny rozbrat między człQwiekiem
a światem. Właśnie dlategO' że czł.o-
wiek nie mQże nie żyć w świecie
wartQści, podczas gdy w rzeczywi!'t-
tym świecie nie ma żadnych wartQ-
ści. CzłQwiek jest w nim absDlutnie
1-amQtny. Wszechświat jest głuchy na
jegO' muzykę, Qbojętny wobec jegO'
nadziei jak i wDbec jegO' cierpień i
zbrodni. L' ancienne alliance mię-
dzy człowiekiem a światem, która
sens życia ludzkiegO' umieszczała w
świecie i wiązała gO' z jakimś sen-
sem świata, zosta'ła teraz, za naszegO'
PQkolenia, Qsta
ecznie i nieQdwQłalnie
zerwana. Możemy sabie darować oso-
bist
Monodową próbę wywikłania
sie z paradQksu, przez uznanie jakO'
jedynej etyki, etyki O'biektywnegQ pD-
znania, i jegO' jeszcze bardziej nie-
kQnsekwentną próbę budQwania na
tej jednej wartości swO'istegQ huma-
nizmu i socjalizmu (sic!). Ta ostatnia
cześć książki iest raczej żenująca. Pa-
radQks pozostaje. I tym samym po-
zostaje pytanie, gdzie się wielki u-
czony PQtknął że wprowtdził siebie
I nas w tak ślepy zaułek. **)
ny intelektualnej wielkiej struktury
filQzoficznej Teilharda de Chardin;
nie na faktach, lecz na genialnej skąd-
inąd intuicji jest Dpana teQria "twór-
czej eWQluoji" BergsQna; łudzą !;ię
marksiści, przypisując naukQwy cha-
rakter doktrynie materializmu dialek-
tycznegO', który jest tylkO' swoistą
"inwersją" ideali5tycznej dialektyki
He
la. I tO' samO' dQtyczy wszystkich
dawniejszych teDrii "witalistycznych"
i "animistycznych". MQnDd nie twier-
dzi że jegO' teQria jest w całej swej
rQlJCiągłości. Dd pierwQtnej komórki
pO' człQwieka, udowodniQna. Tak u-
dQwQdniona nie będzie nigdy; nieza-
leżnie od rQzmiarów i różnQrodności
z.iawisk życia jest tO' metodO'IQgicznie
niemDżliwe (Q czym poni'żej). RQZ-
praCQwany iest tylkO' mały jej odci-
nek, jednak jest tO' odcinek leżący u
samych podstaw zjawiska życia i
dlatego odcinek fundamentalny: z
grubsza mówiąc, prQblem syntezy
protein i problem kQdu genetycz:1egQ
DNA. Na tym odcinku schemat przy-
padek-kQniecznQść jest jedynym, któ-
ry w pelni respektuje pDstulat nau-
kQwegQ QbiektywiZJlT1U.
PO'jęcie naukowego O'biektywizmu
ma u MQnoda szczególnie zawężQne
znaczenie. Nie idzie tylkO' Q tO', aby
badacz dO' przedmiO'tu badanegO' przy-
stępO'wał bez uprzedzeń (uświadO'mio-
nych lub nieuświadO'miQnych), by res-
pektował fakty i nie interpretQwał ich
w sposób subiektywny. Idzie rów-
nież _. i przede wszystkim - Q tO',
by przedmiot badany był traktO'wany
tylkO' i wyłącznie jakO' przedmiQt,
a nie jakO' sui generis ,.podmiQt",
czyli CQŚ CO' może (świadO'mie lub
n;eświadQmie) zmierzać do jakiegQŚ
celu. TO' ten postulat leży u podstaw
[enQmenalnego sukcesu nauk przy-
rodniczych w ciągu Qstatnich trzech
stuleci. W każdym razie przyroda
martwa nie zmierza dO' żadnegO' celu
- dlategO' jest PQznawalna i da się
zrQzumieć w kategQriach absolutnie
Dbiektywnych praw. Długo trwało za-
nim czlowiek tę inercyjną przedmiD-
tQWQŚĆ przyrody martwej odkrył. Fi-
zyka przedgalileuszowa przypisywa-
ła elementom przyrody martwej ani-
mistyczne tend
ncje, np. że rzucDny
kamień z "natury'P swej "dąży" dO'
ziemi. CzłQwiek przypisywał przy-
rodzie pewne cechy swej własnej
świadDmOŚci. J dziś jeszcze takież
animistyczne tendencje przypisuje
przyrDdzie żyweJi. Skłani
gO' dO'
tego Qczy/Wiście i niezaOJ"zeczalnie te-
łeDnomiczny charakter Qrganizmów
żywych. Czy wobec tegO' postulat na-
ukDwegD Dbiektywizmu (w ścisłym
rQzumienia MQnoda) mDże mieć za-
stosQwanie w biQIO'gii? Monod zdaje
sobie sprawę z paradoksu, ale gO'
przezwycięża. Tak, faktycznie telea-
nomiczne funkcje Qrganizmów ży-
wych są niemniej poddane chemicz-
nej mechanice reakcji proteinQwych
i kodu genetycznegO'. Rządzi nimi
mechaniczna koniecznDść. A zrodził
je równie mechaniczny przypadek.
Nieprzyjęcie schematu przypadek-
konieczność oznaczałoby PQgwalce-
nie postulatu Qbiektywizmu, a zatem
wyjście poza dQmenę prawdziwej
nauki.
W pewnym sensie jednak - jeśli
autQra dO'brze rDzumiem - biQlogia
wychodzi (2Qza ramy tak rQzumianej
nauki.
Monod zdaje sQbie sprawę - i z
calą siłą tO' pQdkreśla - że przypa-
dek zrodzenia się życia na ziemi
był przypuszczalnie przypadkiem ab-
sQlutnie jednostkQwym (w odróżnie-
niu - tak sądzę, MonOd Q tym wyraź-
nie nie mówi - od przypadków PQ-
wstania prebiQtycznych protein, któ-
rych musiałO' być więcej, gdyż
te wcześniejsze przY1padki warunkQ-
wały zaistnienie tegO' kluczQwegQ
przypadku). Znaczy tO' że, zanim
życie zaistnialo, prawdopodobień-
stwO' jegO' zaistnienia bylQ prak-
tycznie równe zeru. A jednak
życie istnieje. Istnieje jakO' zjawisko
jednostkowe. Ale nauka (ścisła, w
znaczeniu science) nie jest w stanie
nic pQwiedzieć Q zjawisku jednostkQ-
wym. Domeną nauki są zjawisk
pO'wtar:?alne, poddane praWQm przy-
najmniej statystycznym. PrawO' nau-
kDwe, choćby natury statystycznej,
jest PQznaWCZQ użyteczne Q tyle, Q
ile jest w stanie przepowiedzieć zaist-
*) Jacques Monod. Chance and Neces-
s,ity. Ain Essay on the Natural Phi-
IOSDphy Df MJdern Biology. Tral1slated
fil"om the French by Austryn Wainhouse
Londyn, Collins, 1972; str. J87 i Inl.
F,ra,ncuskoie wydanie: "Le hasani et la
necessitc" , Paryż, Editions du Seuil,
1970.
(Por. a.J1t'Y'kuł ZdziS'ława Kos'ińskiego
p.t. ,,PrzY1padeik i reguła" w nr. 1386/
1387 "WiadDmości ").
Antoni PospieszaJski.
**) Część Ił ,.AJ1Jtymonodii" p.t. .,Hi-
s.toria i wolność" ukaże się w jednym l
najblilŻS'zych numer6w "Wiadomości",
---
JAN RUDIS
Przedwiośnie
ś. t P.
,\Ta wodzie OG.om clt:mno, oczom lasno.
Rzeczka światłem rośnie, hfęśnie cieniem.
Wat/o, moją pierś wZ1losisż, czy własną?
Ach, ach, laflo, pohamuj wzruszenie.
WANDA BAOOWICZOWA
Nagle szum, łopot dziki w powietrzu:
kaczki z brzegu ru nęJy ku wadzie,
i dziobami gęste mz" w powietrzu,
i shz)'dłami mdosny gwałt wodzie.
Rzeczko, ze mną fantazjuj, co będzie.
świrżJ Piach zarnhoczf!. spod wad)',
namulony, 1/agrzallV grunt gęgnie,
nad ziemią zamajaczą znów ogrody.
Krzewy, owi ludzie niewidzialni,
chmurkę kształtów ukażą przejrzyście.
Naparzone w miękkiej u'iatru fali
nabrzmią pąki nielllożiiw)'m liściem.
Ptaki w dzio
kach z prz
railiwym gwizdem
w. dH?bne wło
na mzłuplą powietrze.
Z/emla.
reszCle .s
o/
c
m słOlicu odbryinie,
rozplysmęta w JasllleJące mlecze.
fI" kwiatach. serce błonkoskrzydłe zabnęcz.y.
Srrca ludzk'e Ul najmocniejszym świetle
?łysnq w przestwór. strzałką nici pajęczej,
I z całym tym powletrzem - Wiosnę wetchnę.
sekretarz redakcji,
niezastąpiona i nieodżałowana
współpracowniczka "Wiadomośc i" ,
szlachetny, mądry człowiek
i najlepszy przyjaciel
umarła nagle 18 października 1972
Strzała
wypuszc 7 ę w
.órę kochankę-strzałę:
w lasy Slę wblJe strzała pierzasta,
furkotem czarne smerki przestrzeli,
Jak kraska skrz)'dłem o stmmieri muśnie,
jak sto,pa lIimJy skosi szarotkę _
fo
em wzlatuje nad tropy owczr
.I1nzechem ofJlqsze wapienne góry,
potem z WI
rc
ów w
wl{ zieloną
Jak okrz)'k, ,gorskl spadnle ,,,przecinką"
dr: tego, PLory strzałę wypuscił
lIu'tJOwstrzymallq, giętką i ścigłq.
ANNA FRAJUCH
Samoobrona
Oto jestem
bez wojjka, bez broni
nie mam czołgu, IIi
ambasadora
moje orne pola
bez granicy
mOI.e wot/y - rybne
mOJe lasy - grzybne
Niezwiędła woda
Genezis
Woda swe loki
lU wodzie kll/mła
i pęki srebrne
oburqcz darła.
UT podlOodwl'm słońcu
nit ki prószyła,
wysłoneczniała
i przejrzyściała.
I całą siebir
do nurtu brała
i śród potoku
Pian się tarzała.
By wykąpana
wstać znowu młoda
znowu niezwiędłą, .'
fJTzejrzystą, hożq.
A srebrnowłosej
głowy przygoda?
Już nie pamięta
ciemno-blond woda.
nil'lvysłowionych widm
narobił,
lotem opasał
górami
ach jest i
oczekiwany żółty
cud:
kto plótł,
ż.J bvle miLiard lat
a gruda lU cytrynkd się zmieni?
lecz grmlt
dziś jakby nabwł tchu
i gotów unieść się!
do niebios
odwołvwało śnie"
. .t:;.,,
sz.kło wod,
i we mnie
{CH
wstąpił duch:
widm
sltJńu'
t ('rrn
0(,0 jestem
roszeG./{ęo. się. Irwożę
Jeszcze nle Wlem
może
pancerz
założę c1utwlOwy
- łatwo prz.eJduć szpilką -
albo
zapalę fmpierosa.
maj 1972
EWA HOFFMAN
Rozmowa
.. .. .............. ...... ..1'. ...... .... .... .... ........ .............. .. .. .... .. r.
.
.
.
.
.
.
SpotkaWmy się /la mgu ulicy;
więc zawiesiliśmy myśli i wiosenne pła
zcze
na świecach kasztanów
nie słyszeliśmy samochodów
ani kroków na bruku
nit. widzieliśmv świateł semaforów
ani min zniecierplill'ionw:h przechodniów
którym .
taliśmy na drodze
nie mieliJmv świacl ków stJot/wl/ia
poza sprzedawcą gazrt...
Nagrody
Sprarnozdanie z
nych nagród «Wiadomości«,
odbyły się dnia
zostanie ogłoszone ID najbliższym
numerze »Wiadomości«
"Wiadomości"
obrad
.
Jury
tegorocz-
które
23.4.1970
19.21972
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
. .... .... .... ...... ...... .. ........ ........ .............. .. .. .............. ....
Zdarzenie kwietniowe
.
może orl potomności przekaże
ten momrnt naszej histo'f'ii.
Jakb'v nmL'inl(ł() jię na myśl
i stało się aktualnym:
śnież)'nka
zakręciła się w poranka
oku
- i .razem . umilkliśr.!lY, patrzlic
na 1Ile,oczeklwany W)Jstęp
przybłędów znikqd, .
znów, znów
ł --t
mełł
(nikłych)
ozorami mełli
(
robnych)
nie zakrvli
pełzł -
wszystko w bieli
b.r .,
16
, .
rnrzesnla
Geometria
Chodniki - to dwie równoległe
i ta trzecia która je przecina
ale my.sm...' poszli kaide swojq stroną ulicV
i nil' skręcili.\my w tJ/zl'Cwicę 1Jaszego żvcill
14.4.1970
j
>>>
2
AUTORZY starDżyrt:ni nie ZaMJ5ze i nie
pod kazdym wzgl
dem ZJgadzają się
w swo.ch charakterystykach plclnlon sar-
mackich NI['którzy me szczędzą im ta-
k ch o'(reo;leń, J,,-tk l a t r u n c u l I
(złodzieJe, ro'zbóJTIllcy), ale np StrabOll1
p,sze ze ,,są t'o raczej wOJOWniCY mz
bandycI, WiSzcoZ)'Ina1ą dZJlałamla woJeame
w wypadku, gdy SIę Im odmawia hara-
ozu, do kJtórego l'oszozą sobie naturalne
prawo".
Ale me bra'kowało tatkze wyprorw czy-
sto rabul'kowych, bez preteniSjl do utrzy-
ma'la zajętego terytonum Między r
73 I 133 AłanDw:e IZJI11SIZCZy1t część Me-
dll, Armen I I AZljil Mtnlejs:ze
W walce
z mml zglmąl król onmańs'kl. Tmdates,
a król medYJlkl, PelcJow, uraotował SJ
wraz z dworem, zonami I IOZlnyml ko'l-
kubmaml, za ce':lę stu talle,'1ów, sumę
na owe czasy bardzo duzą. w ogóle me-
mozlIwą d-o skal ' kulclWa,:1'la. nawet w
przy blIze,n lU. Po :zJl11szczel11U podb:ttych
krajów, Alanowie wycofali SIę z powro-
tem za Góry Kaukaslkle. uprowadzając
zc sobą tŁumy meW"oLn Ików
NIełatiwo zOJ1lentować SI
w tych
wSiZystklch wędrówkach, wyprawach I
wOjnach, COl. dopiero, gdy na wldoowm
wystąpIą GOCI (w. III !.JO Cbrystusle)
l HunowIe. Kurtyna me zaDada am na
chWI łę I na scetnle IJJlstorycz:neJ ZlJarwła-
Ją SI, coraz to nowI alktorzy Rzym'all1'e,
pomm pl:tlklnych tradYOJI, WCląZ jeSZCLe
probują reZYiSerować to wlld.ow slko, ale
udaje Się to Im l]1
zczególl11e, a wlaścl-
WJe całkiem źle Gramce Imipenum są
Jak rozgrodzo:1e opło'lkl przez które
każdy, kto chce, wł8JZJ1 w s2lkodę Na
wa,łach Traljall1a, me2dyś stanowIących
skuteczną przesZlkod", JUZ me widać puó-
roplllszy leg
O':Jj.s.tów, w gęMeJ trawle
pasą Się spokojtnle sarmaokle owce i
kozy Stara Roma jesZJcze odgryza Się
od oZlasu do czasu, ale to J uz osta'tl11e
podrygI konającego lwa. Stać ją na wy-
gra:1le Jednej. drugiej bitwy, a l to na-
puszczając Jcd:lYch barbarzyńców na
drugich B,dZJle Się to udawać prrzez la
kIś czas, bo z braku dz'elnych zołll11e-
rzy Roma rodzI teraz zręCZll1ych dy-
plomatów. liSIm ogoa1Cm 21amlatających
ślady po drap'leZine
wilczycy.
To, OOZYiWlścle, przez mtatnle dWlc-
śCle lat Istmoo a Im1'enum, bo począt-
kowo Rzymlal'1le dawali sobie radę z
Sarmatami. cha
:az kosztem najwIększe-
go wysl
ku Jazygcwle przybyli do Pan-
nonll me pJ1zez Da.oję. bo tam na
lI"afllI
l1a banLzC' sILny opór, lecz przez pl1Zełę-
cze karpackie Na razie Rzym lall11 e
b rOlli 11 Się Sikuteczl11e przecIw Ich 'lapa-
dom ale ndać Im ostatecznej klęs,kl ł)le
potr
flll. mimo licznych ZWYCI
StW, L-
których na.JsłynnoleJs.ze odme
1I w r. 169,
na zama.rznlętym Dunaju Sześć lat pM-
mej (175) cesarz Marf,k Ą.ure,I,usz za-
warł z Jazygaml pokóJ na bardw su
rowych wal'Unokach Musl,elij cofnąć SIt:
do wschodmej Pa
"\IO'nll, nad Osę. i za-
SIlić wOjska rzymskIe patęznym .oddZIa-
łem Jazdy. liczącym o
:em tysIęcy wo.
jcwnlków
Wlęk!lI0ŚĆ z mch wysłana została do
Bry tam' I rozrzucona przewa.llme l)")
garmzonach strzegących gramcy pół-
noc:łej, od
trO';Jy krwIOzerozych Pllktów.
Pu dwudziestu wIekach. w mlejSOOWOŚcl
Chesters znalezIono fragme,nt )'1zędu \c,oń-
sklego I llnTIe !)rzedm.Dty mewątpllwle
sarmackiego pochodze"loIa. Tamze za-
chowała Sl
z lekka uszkodzona. płyta
grobowa z plaskorzeźbą. wYDbrażającq
sarmackIego jeźdźca A w rui nach Bl'c-
meten-inacum, dawnej fortalicJI rzymsd(\e,
koło Rlobches
er. medaleko LaoIlcaster,
znaleZIono n8jpls głoszący ze przy koń-
cu 11 wIeku po Nar ChI". stało tam
garnizonem pIecIlIset Jazdy sarmackleI
Naturalonl'e. bylI to wlaśme JazygowlP.,
wysłam do BrytanII na podstarwle paktu
zawartego z Malrklem Aureliuszem w
r. 175.
Oągłq, mimo tylu klęslk, Dowroty
Jazygów do Palnnonll I TracJI (MeZ!JI)
me były podyktDwalne merozsądnym
upo.rem, po pro.stu. naclslkam prrzez Inne
szclepy, me mieli Innego wyboru. Po-
dobme, w:.osenma kra Splęt.rza SI, na
rzece z musu, mesIe Ją silny prąd, kto-
.remu me mozna Sil" opl1Zeć. Był tJ
szczep pod w.Zlględem cywIlIzacYJmym
stOjący nlzej od SaJ1matów KrółeiWstklch
I '\orsów. W wieku III nastąpIło zróz-
mCOiWalme społeczne. uprzedmlo zgo-
ła me Istmejące. Badama archealo-
glczne stwierdziły Istmem,e trzech warstw
spolecZJ'1ych. Wa,rstwę najn1ZSizą stal1o-
,
.II prawdopodobme podbicI St.owlame;
II1l,e byli nlewolmkaml. ale nt'e wDI.n.o
Im była 1I110SlĆ brom. Do wars,twy śred-
TIle) ,n,alezelI Ja,zY20wle, przybyli naj-
wcześmej, w pierwszej fa7J e emlgra-
cYJn.e
. wa,rstwa kHel'own cza. t.o JaIZY
o-
wie, przybyli późmej, któl1zy WLrn.oOI11-
11
zdynamizowali CJęZ,kD doŚiWI,adcZiOne
plemię. Tych chowano w kurhanach, za-
opatrując dostojnych nJ.ebos,zczykóiW w
broń, przedmIOty OsobIste£.o uzytku
klejn.oty. pJ1zewazJIl1e PDntYjsll(\e,l1io (bo-
sfcrslklego) pochodzema
W kurhame w Herpaly .około. r
* I Por Część pierwszą w nr. 1386'
1387.
JóZEF ł-OBQlDOWSKI
WIADOMOŚCI
CZy
eI
. ,.
)estesDłY
SarUlataUli
.
(2) *
.
300) zachował SIę
zklelet jeidźca na
szk.lelecle kDnlla: w kUJ1haJIue w Srtul ZJO-
s
a.l poohowany Jalklś kSlązę czy kil"ól,
który najpewnIej zgmął w walkaoh po-
grat'1 czmych (z RZYIlTIlanaml? z Germa-
namI?) W \\I1
IkISlZ)DŚCI i?lrobÓW Zlna
do
wa'ly się t.z,w. . W0J1k,1 paste
](\e": ze-
lam,e noze, kl1zesLwa, rzadzIej oselkl.
W Wllf!ku IV dosZlło do kaJtaJSitrofy. Część
przetrzebIonego ludu połączyiła Się z
Ostll'OgDtaml, częiŚĆ pl1zesZJ!a w słLJiZjbę
l1l:ymlką. NlelIIcma resZltka Jeszcze olska
Się rO'z,Daoz;!.wle oIla wszystkie strany.
fil czym śmlerte!ome zraniony dZI'k, az w
r 462 króJ WllZygotÓW, Teodoll"yk, za-
da
e Im klęskę ostattecZlI1ą. Na poJu pr.ze
gral'1eJ bitwy paoZlostah dwa
k'i"ólowle -
BeLik
,n i Baba
, J wI
ceJ w kromkach
n'e będz,le molW)' D mes:zczę5lnycl1 Ja.zy
gach NIedobitków wchłonęl,1 zapewne
Alanowie. sIedzący ówcZJeś11Je okrakiem
lI1a gI1Z1bleDle Kail1pat, jak oIlG kamleI1ll1ym
wle'rzchorwcu, ale sl
gający swoJą władzą.
z jednej
tr.{)ll1y po Prypeć l Dmeptr, z
dl1UJglle
- alz w głąb Śląska.
Tymczasem, w wIelikim kotle na pół-
.nooc od Euxyn.u kIpi w dalszym clą,gu.
Na początku III wIeku na stepach zJa-
wia SIę n'awy, wOJowmczy lud, tym ra-
zem gel'lTlańsklego pochodzema. kttóry
po dłuzszym PO'bycie nad Bahy'k!em ru-
szył w kIerunku poludnIowym. NaJ-
n,owsza hlstDria przyjmuje za da,tę Zja-
WIelnl a sle Gotów nad środikloiWym
Dmeprem -I101k 230. W dwaidZlleścla lat
póŹime
dotalrh om do M orza Czarne-
gO'. zaJmUjąc grecką kolomę Olbię, znaJ-
dUJącą Silę pod 'I'Iomill1alll1ym zWlerzc.hm-
ctwem R7ymu. Po kllkudzieslecJIU latach
walik pr.zestaJe Istnieć królestwO' BosfDru,
ostatme monety bosfDrs'kle wyszły z
me'1,n c w r. 332, ostatm monarcha, Re-
skupons IV. zmarł w r. 362 (?).
Główna horda Alanów pl1zebywaia
wtedy w północnej Besarabu I MoJda-
WII Bardziej ku wschodowI I pó
n-ocy
rozciągały SI1;: dZ!JedZI'I1Y Antów, na któ-
rych najpierw zwa,IIła
I
law.na gock'ł.
Tym AiI1Itom ZJail"az pośwlęc'my p Iną
uwagę, a oIla razie Jeszcze IWIróclmy do
AlanólW zachodnlllch. Amlal1lUs MarcellI-
nus (w l\") p002l0staw
ł szczegół,owy OpIS,
który zresztą. plus minUS, I'Ozsze,rza Się
na w'ózyst'kle szczepy sarmaclkle.
"Ży,wią SIę, mięsem I mlekJlem, pochła-
mając Je w wleJok'ch Ilościach Nie bu-
dUją sza'lasów. gdyz mieszkają na wo-
zach Wędl1Ują przez bezgral11Ic,Z'le ste-
py I za,t.rzY'mlI!Ją SJę tam. gdzie Zi'Jajdują
bUjne trawy, us
awlaJąc swo
e kryte wo-
zy w w,lelklle kolIslko, a odchodzą, gdy
zabralk,n'e paszy Wozy zastęou)ą :m
domy, na llt:ch ZYJą, na wozach kobiety
rodzą l pielę/gnują dziecI. Męrz.czyi'lll za-
praWla1ą się w sztuce JewzlecOCleJ od
najmłodszych latt. wędrowame na ple-
ohotę uwazaJą za godne Dogardy Są
słuszmego WZI10S.tu i moono zbudoiWa-
1111... Ich groźny wzrok budloi przem-
żeni; e Sposobem bycia i zwycza,jami
róz"uą SI, na kor7Y'
Ć ad bard.zlej bal-
barzyńs,klch Hunów...".
ZNAD DUNAJL DO AFRYKI
Tych Alanów, Iktórzy wrr3JZ ze Swe-
wami I Wandalami ;zapuścIli SI'.: daleko
na !Zachód, me spDtkało nic dobrego
Co prawda, bIedacy, me mielI żadnego
wyboru UCIekając przed HunamI, w;daT-
11 Się do graiTIlCZll1Cj pl'OrwlIl1QI yzymslklej.
zwanej No'l"loum (dzisIejsza Austna) I
oflall"owali slWoje usługi w w.oJlI1le z WI-
zygotamI Ale Hunowie sZJ1i cIąIde na-
pJ1Z1ód i obiecaona PI'Dtekoja jmpermm
mc zdała SIę lI1a mc. W r. 406 rolZpo-
ozął SIę wlelJu exadus.
WYSitall"CzyJy Im zaledwIe dwa lata,
by ZJnad Dunaju dotrzeć nad Ren, SoZJla-
Iem pl'Dwadzącym od MO'gunCjl do Tu-
luzy, pr;zemlerzyć całą GalH
I SfOrsO'-
wać PIreneje. HlsZiPa.ma lezała Dtworem
{Ęzed potęZJną h aro a germańsk.o-lar-
maokich zdobylWców, &zym bylł bezsll-
II1Y, me mógł wyslłać all1l jednej legII
dla Dbrony TalI1TIlco, Caesall"all@usty,
llolet,um. BII,lbIlSU, Hlspalhsu ) stu In
nych mIast plęC
U pI10WIIl1CJI Iberyasklch.
Jedyne. na co był.o stać Cesall1Za Ho-
nDnusza.
o wellWame ku pomocy WI-
zylgotów. aClZYlWlścle nie za dall"mo; mu-
siał um przy,oblecać Ak'wltamę, jako
zIemię "go
cmną" dla oSIedlema, która
Wkrótce pr:zeksiZotałc!lla s.ię w mezawJlSłe
pań
two wllzygockle. WIZygOCI mleh do
azym,c;Jla z SarmatamI me po raz plerw-
s.zy, znaIL na pamięć loh WOjen,1)e spo-
soby i SZylJkO' rOZlprawl1I Sle zarówno
z AlaIntamI jak z WandalamI. Jedn
I
dl1Udzy przemeśII SI.ę do A£rV'ka Pół-
noaneJ I tam DO StUleCIU zakończylI dość
meslławme SIWO'ją hlstorvczną kanerę.
P.o,ueważ w tej błYiSkaWIC;Z\lle
esik 1-
padzie AlanowIe nigdzIe me zatrzymy-
walI Sl;\ długo (stooun-k.owO' najdłuzej \V
LusltanlI. czyh dZlslejs.zej Portugalp),
;"". .... ............................................ ..
.
.
.
.
.
.
.
.
DYWANY
NOWE I UŻYWANE
sprzedaż, kupno, reperacje, ukladanie, ofert} na żądanie
ATLAMTIC BAY CARPETS
739, Fulham Rd., London, S.W,6.
leI.: 01-7368777
Stacja metra. Parsons Green. Autobus: nr 14.
..
-......... .. .... ................................ n. _..
***********************************G****************
i PRENUMERAT A I
* *
jest zawsze płatna z góry: za kwartał, za półrocze lub
za cały rok. Gdy Szanowni Prenumeratorzy przysyłają
należność tuż przed końcem kwartału lub półrocza,
prosimy zawsze dodawać do czeku należność za następ-
ny kwartał lub półrocze, by zaoszczędzić nam kosztów
wysyłania przypomnień. Z góry serdecznie dziękujemy,
* *
ADMINISTRACJA
:*******************************************
********
mewiele śladów pOZlostawl1I po dradze.
Jeden odosobmlOny grobowIec w Sleben-
bmnnen (Austna), drugi w Valmery
(Normandia), kOCIOł z brązu w z:nalezl-
Iku pod Chalon-sur-Siione - I to chyba
wszystko Ale .pozostała po nich ta'kże
garść nazw geograflcZlnych, głÓ'Wll1le we
Firanojl, II1p Alenęo,n. NasiZe babki,
II"OZlIT1I
OlWame W słYoIlmych alensońskloh
koronkach. am podeJ'i"7ewały ze Ich
naz,wa poohodzl od 101W)'0h s
oj!;ich Ala-
nólw OCZYWls,ta, II1I,e zamIerzam dowo-
dllć ze to SarmacI wprowadZIli do Ga-
Ili sZltLikę wlązama koronek, bo to bvł-
by g1l'Uby nlonsenlS. Ale Alen
on jest rów-
mez od bardzo dawna ośrodkIem ha'!)-
dlu końmi, Iktólrych h,odowla w blIz-
szych i dalslZV1ch okolIcaoh była zaJwslZe
ban1
0 mtelIIISyowna M oze ta .,koństka"
tl1ldYCJa ma Jednak jakiś zWiązek z pa-
bytem Alanów?
Nie wszyscy Alanowie poszli do
HlszpaJnll, gdzIe po klęsce z rąlk WlZY-
goc1uega wodz,a, WalIL, 'l"OZltopl'LI Się w
masie Walndalów (Ich królowie. poczy-
Inając od GUlndery1ka, nosIIII tytuł "Rex
Vall1dalol'Um et Alanorum"). JakIeś llUź-
ne, choć lIoZlne gromady pozm;taly w
GaIli I przez prawIe cały wIek V dawały
Się we znakI miejscowej ludnoścI, w ko-
leJnych Wa1':łach przerzucając Się z Jed-
l1ego ,0boZlu do drugle
o KI1Oq)),kl no-
tUją Ich obecność raz pod Narboną.
kiedy 1ll1dzleJ pod Orleanem JakiŚ
Eokar, ..feroclslmus Ala.n.orum Rex".
brOI koło r 440. I11ny ..Rex", talkże
"Alaneorum " o pogańslklm Imlemu Beo-
gus. ;zJawia snę Jak !krwawy metem w r
464 l znowu zapada SIę w cIemność. To
pewme te same luŹine gromady doko-
lJlały w tymze czasie wy'padu na Rzym.
ale iZoiStały po'koonalJle I rozpmszone
przez Gelrmamórw lI1a rzyms1kllm zoŁdzle
SarmacI, Jeśli Im na tym zallezało.
potrafil" po,kDnywać wIelikle przestrzeTIle
z madzrwycza11:1ą szybkością. Oto Jaskra-
wy prrzykład w r. 401 AlanDwIe
eszcze
s:edzą nad Dunajem, z nadzIeją ze
obromą się przeciw Hunom. w 406 ru-
sza1ą w pochód I w tym samym roku
pl'z[k'raczaJą Ren, iW 408 są pod Bor-
deaux. w 416 w ipóbnooneJ PortugaliI,
w 4]8 pono.zą klęskę pod Mendą, w
dZ16 ejszeJ Extremadurze. w 422 prze-
chod,zą do AndaluzJI. a w 429 dO' Afry-
ktI A WIęC W CIągU d,wudZlestu trzech
lat odbywają w
tdrówkę przelZ Austll"1ę,
NIemcy pO'łudmowe, Francję I cały
Półwysep Iberyjski, plus morska podil"óz
do MauretanII A 1'rzeclez nie mozna
tego lIIwazać za rajd kawaleryjska, bo
Alanowie clągn.ęlI całym Judem, z ka-
b'etaml l dZiećmI na wozach, pędz'1 c
przed sobą stada bydła.
Totez sława liCh rozeszla Sil¥ po ca-
łym ówczesnym śWIecIe Obs:zern
\WImlankę a moh znajdzIemy nawet \\
"W.ojmIe zydows1kleJ" Józefa FlalWlusrza,
choć zaden sannackl oddzla,ł mgdy me
d01al1ł do Judei ("Wojna zydawstka",
kLSlę
a VII, TOzdzla'l XIX) NatO'mlast
WIeŚCI D DmOlWIO'leJ uprzednIO wypra-
wIe rabun'kowe1 do Medll I Armenl
do-
tarJy prawie wszędzIe. budząc PodZIW.
pl1zerazenoe I obawy na przyszłość. Z
ust do ust szła przesadzona wersja o Ich
skra
nym ok'rucleństwle ZapewoIle, ba-
ra'nJkaml nole byLI Q me nadawalI Się do"
Armłl Zbarwlema, ale równ'lez me za-
sługIwali na opml
bezwzględnych
łotrów. Eurapa ZachDdma Jeszcze wtedy
nie zmała H unów; gdy loh poznała, gad-
kI o Alanach zostały JUZ tu i ówdzl
zapomn.laoIle.
O wiele lepiej, mz t
m przymuso-
wym podróZl11i1lk om , powIodło Się Ala-
ITIoom. którzy osledbII Silę I pozostali na
półnoonym KaUlkalZle HunDWIe zawa-
dzilI o nloh połudmowym skrzydłem
swego pochO'du, sWOIm zwyczajem wy-
CI,III w pleń wSZYiStklCh, którzy podw:-
nęII Się 1'od nóz. I przCiSumę,h SIę dalej.
Przedtem wprawdZIe zdązyll urządZić
wyprawę poprzez Kaukaz do Pelrsgl I
SYI1I, ale na ogół tuteJsL AJam'OIWle wy-
s'ZlII obmnmą r "ką AtYlIla 1I1'lgdy tu 1)le
zarw,ta,l, ośrodek państwa Hunów maj-
dował Się wtedy JUZ nad środkolWym
Dunajem, w Pa'l1'11onu. Jeśli chod,zl c
wygląd. Hl.Il1owle byl'l całkowItym
przeclweństwem Sarmatów. ..Forn1a bre-
YliS - p,sall wsPÓłCZesl1Y kronnkarz l)
AtyIII - lato pectore. ooPlte grandlon.
mJnlU
\
ooulIs, rarus barba, SI11JU raso,
taeteil" oolore " AlanoWile górowali
WZI'Ostem I urodą, ale tamcI zalewali
Ich liczbą.
Szybkie ZI!1I'lkmęcle Hunów po śmier-
CI ..Blcza Bozego" me pow 1Jl1l10 nakogo
zadzIwIć. Po ZJgome Ojca ('i" 454) s}'1no-
wie natychmIast pazarII Się ml
Jdzy so-
bą. z WO
rr1Y domowej skolJ1zystały pod-
bite ludy, a loh 21brDjna reaikCJa okaza-
ła Sl;\ tak slkutecZJna, ze JUZ po rroku me
było am Jednego HLIonl3 na zachód od
Dnlepm. StrasZllIwy syn \1l.1l1zaka zwykł
mawIać ze trawa przestaje rosoIląć tam,
gdzie sta:nlIe kopyto Jego kDma. LedwIe
przemó9ł Się do króles
wa Olem, strato-
wane pola l ste1'y znowu 1'okryły Sl
bu
'ną trawą.
NIe potrzeba oodawać że Alanowie.
wszędzIe, gdZIe mogli, z najwIększą ra-
dośc ą PJ1zyczymalI SIę do mszczClma Wy-
cofu
ących Sl
zdemoralIzoiWanych ko-
le
nyml klęskami Hunów, którzy mgdy
juz me potrafllh odtworzyć swego pań-
stwa Być moze, załoslI1e loh resztlcn do-
łąo7yły z czasem do OhazarólW, a jeszoze
późmeJ do 1J1
Iz;aków (PołowcóiW, albo
Kuma,nów).
P4.ŃSTWO ALANóW
Tak czy owak. o Hunach JUŻ za-
pommalno I zamkły po mch .ostatme
ślady. podczas gdy królestiWa Alamów,
zalłozone u schyłlku starozylnośCI, mIę-
dzy Morzem AzowsIkim J KaSIPljsklm.
ptzetJ1wało prawIe tYSiąC lat. orzetrzv-
mUJąc wo;zystkle kolejne najazdy. We
wczesnym średmowleczu pó!:1,aona, ste-
pOiWa część Kaukazu nosIła naZIWę Ala-
nu Władcy tamtejsi na ogół dbali o
dobre stosuniki z sąsiadamI i dhętme
wchod7l11 w pawllilowaotwo czy to z
królewslką dyna
tlą gI'uZlńslką (Bagra
y-
dZl), czy to z arysl
okratwZJnyml rodanu
blza!lJtyńs'kl mi W ZiwlązklU z tym wśród
Alanów zacz,
o szerzyć iSllę chrześc
Jań-
stwo czyniląc slzybkle postępy.
SZlC7ytOWY mzwóJ królestwa przypada
na XII-XIII wIek, potem pJ1zysZlła deb-
denoja, CZęśCLOWO SpowodO'wana przez
ata,b Mongołów. Uohodząc przed Tah-
ramI DzyngllSchanidów, AlanowIe chro-
nili Się w góry, poot,lpUjąc ku połud-
TIlOIWlI dDll11aml TerekJu I Je
o lewo-
bl1zeżmyoh dopływów, aby lI1astępme
wedJJ1zeć Się dość głębok.o w terytonum
GruZJI.
Spory wpqyw wywarli na mch ChalZa-
rowIe. których kahanat powsta
gdZllcs
na pJ1zełamle VI-VII stulecI, a wlkil"ótce
potem oSIągnął wielką pot
!gę. ZaD1lm
J'mszczyły go Lnll1e, pokrewne ludy, na-
pływaJące kolejną fa,lą Ina stepy nadpon-
tYIWlue (Pleozymgowle). Pomewaz przez
pewlern. czas nawet GruZlJa i Al'lTIema
nalezały do państwa Ohazarów, niewy-
kluozone ze takI sam las spatka
znacz-
ną część AlamI. Ale chazars
ue pano-
wame musiało być kró
kDtTlWałe. Praw
d.[)podobme Już wtedy AlanowIe zaczęli
stapmowo wycofywać SIę z n
espok,ojne-
go stepu i kolomzować dolt.nę gÓl1l1ego
Telreku, chocialZ mektórzy badaoze prze-
suwaJą pocZ\lbkJi kDlomzaojl na datę póź-
meJiSzą TO' ',!"-,!.nle wtedy wąrwóz Dana-
łu. który ta'-J "'lle
ką karierę ZI'obL po
wiekach w 1l1e:ratuTze rosV1Jsklej, otrzy-
mał JJaZlWę Bramy AlańskleJ i nazwa ta
przetrwa,la az do m:asów nowozytnych
M wreszcIe Dbszar za
mowa!l1Y pl1Zei
Alamów slktUrczył się do dZllslejszeJ Osetii,
wClśnlęiteJ mIędzy Kabardę, Ozec:z.nię i
Dagestan. O tym ze Osetynl, to szczep
lrańs,kl, wytWodzący Sle od Alanów (I
zapewne. takze ad Lch popl1zedmków,
S}"raków), b}ła juz mowa.
Od Chaza'i"ÓW średnolOwlecZlI1,1 Ala'no-
wie prze
ęII krzywe szable (prototyp
piolslkleJ karabeli), noszone zaZlWycza
W
drewnlamyclh, bogato zdobIOnych po-
chwach, zastępując TIlml pll"Oste, obo-
sleozne mlecze. Daw,mej blzuterla "1:
burs.Zlt}'1nu ZlJalWlała Sl
w grO'bach ko-
biecych raczej dość rzadko, natomIast
w alańSlkIch tkurhanach średmoWlecz-
nych uderza 1011 nadzwyczaj,na Dbfttość.
Bur
z,t}'1n musl,ano spmwadzać znad
Balłtyku, za pooredln.lctwem Rusi KL-
JOIwsklej. Znad Bahyiku. t.o Zlnaczy ze
ŻmudZI i od staryoh Prusów; wschadJmo-
slowlańs'kl ,jamta'l"". to 9l1Ziekręcoll1e 11-
tewstkle ,gentaras ". M ozemy wylkłócać
Sl
z Lltw,nami o Wilno: o Janta'r, czyli
rzekomO' czysto słowIańską naZlWę bur-
szt
nlu, splel]"ać SI! JlIepDdobna: zaJez:n'Ość
ad gentarasa Jest :z:byt oczywista.
Ale Juz CZ3JS pozegnać Się z ml1ym
memu cz,ułemu sercu Kaukaozem i Ose-
tYoIlaml i, zgodme z zapowled;Zllh za1ąć
Się ludem Antów, bo tO' nas !)rzyblIzy
00 odpowiedZI na pytame zawarte W
tytule ..Czy Jesteśmy SarmatamI?". Któz
to byill Ol An.towle I Jaką hl&toil"yczn,!
rolę odegral,,?
KIM BYLI ANTOWIE
HII
torycy bllzan'tyńscy zgodme stwle:r-
d£a
ą Le nad ;l1ad.kowyn. Dnieprem l da-
leJ ku zachod1awI Istmało rozleJ!;łe pan-
s.tw-o An'1ólW, które stawIłO' zaciekły apór
Gotom, w Ich dość kapryśnych wędrów-
kach między Bałtylklem l Pontem Euksy-
nem. T
lk np. J.ordall1es. sam Nesztą go-
ckIego pochodzema, podaje OpiS WDjny
wylgJraneD przelZ wodza Wlmtara. któTY
k'l"óla AII1tów, Bozę, wZiętego do melWo-
11, kazał ukl1Zy.z:ować.
IsbmeJą oWle teOI1Ie dotyczące A'I1tów
Wedł,ug Jednej, podtrzymywanej głóiW-
me przez II1llelktóryClh hlstor
ków ukraIń-
skich, byli to SŁowlame, PI1ZodkJowle w
prost
IIml dz,lsueJSiZych UtkraIńców,
wedbllg drugiej teom, Al1JtowIe, to od-
łam s
rmacklch Ailamów, z tym ze z bIe-
giem czasu nastąplla pJ1zemleszame SIę
z podbitą ludnoścIą słowlańsiką. Mme
05oblŚO!e kwestia ta me Sip",dza s.nu z
powlClk Czy byl'l to zsarma'tyzowam Sło-
wLame, czy zesłowlańszczem SarmacI
dla n.ln1leJSiZego wywodu Jest to dośĆ
aboJętne Ver.nadsky W SiwDJeJ pracy o
starej RusI poszedł dtl"o£ą pośredmą.
twleooZl że MtowIe byli Słowianami,
ale orgam;zaOJę państwoIWą dali Im
rań-
scy SarmacI. Wśród Alanów, którzy ,v
wieku V po Chr. odbyli wielką wypn-
wę przez Galtę I HlslIPamę d.o Afryki,
mJe bra,kował,o nadazDwskloh SłoiWlam J
wOjow:mlków z ludu R u c h - A s ozy-
101 RusI. ' .
Wedlug opmii Dvormka, An'1owle
byli Saonnatamr, podobme Jak ChO'l1Wacl
I Sl'rbowle, ale do tego stopma przem'e.
slJ3111 Silę z mleJscowycrm Słowlaonaml ze
z czasem pl1zYJęl1 Ich naZlwę. mow
I
obyoza
e. MIelIbyśmy WięC tu dale'ku
Id'jcą alnalo.gl
z :nadwDłzańsklml BUł-
garami. którzy 21naleźli SJę w Identycz-
ne
sytuaoJI, gdy dotarli do zesłowIań-
szozonClj TracJI. Talk czy owak obec-
nOŚCI elemel1i
u sarmackiego w 'kramie
Antów negować me podobna NaJwyzeJ
moma dYlskutować, Jab był stosunek h-
c
ebny Sarmatów do SłowIan.
I ter3JZ docIeramy do IlJlteresuJącegJ
nas sedna dZledzmy Amtów rozcIąga-
ły Się na PDlskę połudmową, co naJ-
mme
po OdI'
Ich państlwo me było
równoznacme ;z BIałą Chorwaqą (Chro-
baoJą), o które] pIsał KDnstantyn Por-
J;lrogen'eta - powstało Zinacznle wcze
śmeJ. WIadomo ze gel'lTl.ańscy LDngo-
bardowie, zamm zaawanturowali SIę az
do półnoone
ItaliI, odbyh UrOililTIalOO-
lI1ą bo obfltUjJącą w czyny wo
enll1e,
POdTÓZ ZI:Jad Laby pOpl'zez Śląstk l Mo-
I'alWy do PalJll1'Ol11id.
Paweł Dlalkon. krol1ilkaTz, który za
panDwama króla Dezydenu&za mieszkał
w PawlI I zmauł w r. 799 w Dpactrwle
Bel:1edyokt
nów w Monte Cassino (OZY
JUz wtedy kWItły tam czerwolne maiki?),
padaje w sWO'JeJ kSIędze "De ges
ls
LongDbardol1Um" ze OWI gennańscy tu-
ryścI zWlcozill po drodze k,ra] A!1itów
(., post hace Am
halb. Banthalb. pan
modo et WUI'gunthalb pe,r anonos alIquct
poo;sedll;se. . ") Otóz Anthalb to z,ger-
mamzowana forma nallwy Amtów, przez
których kraj Lo.ntgDbardowle pr1ZeszII
mme1 w",IC.ej w latach 480-490.
Kiedy SaiJ1macl llIJawl,II Sl
1'0 raz
pleJ1Wszy nad górną WliSlą i jej dopły-
wami'? NaJpraM'dDpodobmne
dopiero w
wieku III po Chrystusie. Jeśli mieć peł-
ne zaufanie do archeologów TZ!W
"k,ultura pl'zeworska", ;z ośrodkIem w
dorzeczu Sa11\u, zaozęła ulegać zasadm-
czym zmIanom właśnie w wieku I1ł, w
wylkl}palIskl3ch z tego okresu ZlJaw3a SIę
ceramilka w st
lu pont
Jstklm, zaplJ1kl
l agrafy typolWo sarmackIe I bronie ze
Zlnakaml sakraLnymi Alamów. Czy Anto-
wie zachodm Q wschawloI twonzyII jedno
państwo, mepDdobna dZIś stwIerdzIć.
BrawdopodobIue choozlło o dWIIe J;or-
maOJe polityczne meza,lez:ne, choć kDmu-
mlkujące SIę ze sobą l soltdame w oblI-
OZlU współ'l1ych IWro2ÓW. Najaoo Humów
rOlIbił liwartość hitów zachodmch, ale
ca!lkowlcle JCIj me 21mszczyli Brzetrwalt
om pl1ZeJśclowe panowame huńsknej dZI-
czy. ozego dowodem wSipoml!1lall1Y przed
chwilą przema.rsz Lon
abaroów przez
kra
AnlthaiJb. Hunowie odJpłynęłi zmad
Od,ry I WIsły j alk leś tI1Zyd!ZleśCU lat
pl1zedtem
SerbDwIe t ChorwacI przybyli tu naJ-
pelwmej Jeszcze przed odejściem HUII1ów.
Te drwa patęZine szczepy, które pófuleJ
wyemigroiWały na Bałkany, słuzyły Hu-
nom w ok,resle Ich na.Jwlększe] pOtęgi, a
po śmierci AtyIII odzys,kały mezalez1Joość.
rur
n'gla i górna Salksonm stanowIły
wówczas całość pod wSipólną nazwą BII3-
łeJ SerbII. Na1JWa ..Serb" (Srb) Jest1 po-
chodzC\nia IrańslklegO', a me słowlańslkle-
go. A znowu lI1a2iwa "choroates", za-
mm zJalWlła Się na PDdkał'PaclU. zosta-
re zanotOlWana w na.plsaclh, zachowa-
nych w Tanais, przy ILIIJŚCIU Donu, w
okresie, gdy pr.zeohodzllh tamtędy Ala-
n'OlWle wSIahodm. Ale JalkiJeś resl7Jtkl Scy-
tów takze rnalazły gośclmę nad WIsłą
I Dmestrem, by następnie St01'lĆ Się w
jeden lud z Mtami. A ze etmozme pod-
glebIe bybO' slowlańslkIe. takze nie ule-
ga wątplIwoścI; to mnta spraJWa. Słowla-
me swo
ą drogą, Sarmaci - SWO'Ją. Jed-
no me 'PJ1zeczy oJ1uglemu
Utarło SIę ze przodkami Palakólw
są Wenedzl (:weoł
Niemców - Wen-
den). których, poczynając od Tacyta
(I \\Ilek po Chr) I Ptolameusza (II w.),
wszyscy greccy l rzymscy autorzy me-
zmlelnme UIT1JlesZ!Czają nad Bałtydoem.
Zlresz,tą na b3Irdzo I!1oleW11el'kICJ przestrze-
m. Wladt1moŚCI te są Jednak wIelce ba-
łamutne i me dają Zlaooeg.o pO'JeCla o
:;;aSlę@U osnedlema. Tacyt, Pl1l11ius:z, Pto-
lameuiSz dZllelą Sł,owlIan na trzy główll1e
grupy: Wenedów, Sklawenów I Antał.
CZyill Antów. O dokładnym Ich I'Ozgra-
mczemu autorzy al nie mIelI, rzec;z pro-
sta, bLllZSzych wladomośol. Cała reszta
gubi Się W t.ZIW. "mrDku dZIeJów".
Dla wymllmIlOlnych I I,nnych autorów
mapa wschodmf1i EUI10Py była czymś w
J10dzaJu m eptr.zem kll1 IoneJ mglawlcy a
w Jej Dplsaoh 00 krok natraof)lamy m.
wIadomoścI wręcz fantastycme Tak np.
w kraou klmmeryjsklm mIały IsŁ'lieć
olbrzymie góry, Prypeć za
przeważme
uwazan,o ZJa górny bieg Dmepl1U. Nale-
zy WięC uch llI1farmaCjc traktować z na]-
WI'Ikszą ositramością.
Państwo plastowslkie powstałO' 'Ne
wSlOhodme
CZęśCI dDr.zecza Odry J s'lyb-
ko zaozęło rozszerzać SIę w kIerunIm
gómej Wisły. Czy Wlślan nalezy za 11-
ozyć do Antów, czy do Q],robatów? Sto-
licą BIaŁeJ ChrDbaq)l był Kraków. mia-
sto o nazwie wyraź me l,rańsklel1;O po-
chodzeln,'a ("Krk" - miejsce umocnno-
ne) Ziemia Wlślail1, wraz z Krakowem,
nalezała przez peWleln czaiS do państwa
wIelko-morawskIego. W Q'oh przemia-
nach maczali ręce także ci Sarmaci,
którzy w VII wIeku me lW)'emllgl"owaII
do adnatyc,kleJ 111m OczyJWlsta, proces
sla,wl.zacYJny ogarnął Jch znacznie wc;ze-
śnleJ Pewna Ilość Serbów pOlJootała
mIędzy Labą i Odrą, a część Oh O'rwa-
tÓIW na PodkarpacIU, az pO' Wisłę.
Nie b!dzlemy Się głowili, Jak daleko
Biała ChrobaCja sięgała ku wschodO'WI,
bo to by gr-o;zlło wpadmęclem w poku-
sę włączen,'a Się w Jałowe Sopory nacjo-
naLlstyoZlI1le nastawIOlI1ych historyków,
wodzących Się za cLuby, czy Ziemie
pr.zeJ
clolWe zalud11lone b
ły (przed
pr;zesZlło tysiącem lat') przez plemIOna
pol
kle czy ,uklralńslktie. PDwmna nam
wystarczyć pew:1'ość że blIżCIj meOlkre-
ślona Ilość Sarmatów (Alanów, Aintów,
Chorwatów) włąozyła SIę w etmcZlną
masę. z której wylkluł Się za.rÓWlllD na-
ród polskI Ja.k I ubalński.
POD DRZEWEM ETYMOLOGII
Po tak długich i uClązlIwyoh peregry-
11,aCJach hIlSltDryc
nych, skorzysta
my z
wygodnego pJ1zYiWlleJu d
gresJJ I spacz-
y, jmy przez chwilę pod rO'ZII"ośmętym
dl1ZCIWem etymologu. NIech nam mkt
nIe weŹimle za 21le ze, nie łalnląc iałę-
Zl. uszcZJknr.emy z mch bllka hs
tków
b("bikowyClh, by okrasIć ten huJta
kl bl-
gm, upItraszomy z.godnle z przeplIsamI
scyty
sko-sarmack'leJ gast!I1Ontomu
Nazwy ludzIkich OSledlt zmlemaJą Się
ze stO'su:1lkowo duzą łatwoścIą, niekiedy
po parę ,razy w CIągu Jednej tylko epo-
ki. RólWmez na1JWY paszozególmych
szczeljJów I ludów. NatDmlastt nazwy
l1Ze!k roradtzaJą tendenCję tkonsemwatyw-
ną, zm:'alny występUją me cz.
to. a je-
śli Je naI'ZJucaJą, zdobywcy, to przeiWaz-
me 110a bardzo kró
koa.
Otóz. wSzystlkle lI1aiZWY rzek wpadaJą-
cych do Mor;za Czarne20 I AzDwsklego
są pochodzen'a nIe słO'wiańsklego, lecz
!rańs'klego, przy czym coraz to wystę-
pUją one w dwóch wel1s
ach. starszeJ,
która utrzymała się na stałe, I oIllowszeJ.
przYj
teJ pl1ze(Z Greków, !która pl1Zemllnę
ła wraz z Ilk'wldacją helleńslklego stamu
pooladama. StaroarYJskie ..danu" zmacrzy
"woda" w ogóle, stąd pos;z:edł "don" --
- rzeka Niektórzy filolodzy, np. Alek-
sander Bnickl1er, sądzą że lI1aZlWa Duna-
JU poszta od G'Otów. któl'zy ją pl'ZeJęh
od Celtów (Damu
lIus w fOll1l11le Zllaty-
mZOWal1ej). Ale Scytowie l Sarmac.
sledzlelt tu linaCZlnte dłuzej, Gotorwle zaś
przybyli w te strony, gd} fala celtycka
dawno odpły;nęła' Z tegO'z źródłosło\\ u
pochodzą oTIazwy Dniepr i Dmestr U
Jordanesa (w VI) wYS
ę1Pu1e Danaper, u
Porfirogenety (X w.) - Danapris. A
ZII10WU Dmestr u tegoz Jordanesa -
Dalnas,trus, IJI Porfl,ro
enety - Dama-
Sltns, Arabowie zaś nazywali go 03-
na'st We wszystkich tych wypadkach
występuje ,danIU". .,do'!)". OsetYlni -
jak jUZ dobrze wIemy, prawvwlci pa-
tomkowIe Ala.nów - po dZIś dZIeń na-
z
waJą "danem " każdą rzekę.
Znamlen.ne ze lI1aZlwy tychze rzek,
uzytWane pl1zez greckIch koolonlstów,
WIęC pOZOl1l1le i?II"eClkle. takze wywodzą
Się ad Scy'1ÓW I SalJ1matów Taik: Wlęó:
Borysrtlhenes (Dmepr) pachodzl ad scy-
tYJskIego słowa "wourustana" - wiel-
ki, roliległy. -r:ubylcza, słowlańlSJca a1.1-
zma "Słarw;utyiCIz" - słarwmy, sławetny
(u Czoohórw - "sloowutny") utrzymah
SIę Jedyme w literaturze. Dmestr nazy-
wał SIę u Greków ..Tyras ", ale to zno-
wu zapożyczeme od IrańczvOCÓW -
"tura" znaczy ..prędk
", "silny". Nazw;!.
sąsiedniego BI'utu
est bezpoś.redm a
scyJty
sklego pochodzenta. ,.Borata", to
Irański adlPowledl!1llk brodu. Na ma-
pach średintowIec2l1lych Pr'lLt występuje
Jako ,.Alanous fI ,YIUS", pod'obnle sar-
mackIego pochodzenia jest naZlwa głów-
ntJgo moŁdaWSobegD mIasta, Jassy Ala-
nów, a mekledy takze JalZ}'l.l1;óiW ZlWano
Asami, albo Jasaml, mewjJtpLI,wle WIęC
tam, gdzIe pOlWStały z bIegiem czaSIl
Jassy, musIlało być alańskle ob OZOlWJsk o,
al,bo - bIOrąc pod uwa,gę wa2iIle skrzy-
210rwalnie handLOIWych szlaków - targo-
wIsIw.
&zeka Laba Dglądala megdyś sarm.t-
oklOO Serbów. od których poszła nazwa
Sorabów, ale am Jest słorwmńSika, anI
germańska SupozYCJa ze germańskie
"Elfe" (lI"zeka, l1ucza
, póŹintej ,,Elbe")
przek
l!tałc:Jo &Ię w "Labe", JesIt 21bvt
dowolna, WIęC me przelkonyrwa
ąca. Zna-
my Jeszcze Jedną r.zekę Łabę, mIano-
WICie aJa póJInoonym Kauikazle. akurat
tam, gdzie przez 'klllka'l1aścle wIeków
przebywały s.zczepy sarmackIe. Przy-
padkowa zbIeZiność?
Papr;zedm!kami Alanów na stepach
aZlows,ko"c;za
n'OmorskllCh byh, obok Ja-
zy!gów, Roxolanowle lrańs!kle słowo
,.raoChsIZllta" .ozmacza ,.JaśmeJący", "bły-
skotIwy". -r:a od moh pos.zła nazwa
R,axolamii, r.zekomo sZJtucZJI)Jle zastOOD-
wana do RusI Czerwonej. GłÓWll1ą od
pOlwledzll3lność prZYlplsano, IlU stąd ni
zowąd, ZlmorowlcDwl. za Jego "Ro-
ksolankl" L.PamIl1Y ruskie"), a tej nle-
słus'me
sugestu uległ n.alWet Briicklner.
Pyta:nte, ktO' peiWmą urodz
wą pDpadlan-
kę. spod RO'hatyna. naJPle[I\V odaliskę
w haremIe SolImana I [ Wspa'l'llał
o, a
nast,pnte cesarz;ową ottomań5Jką, nazwał
Roxola,ną. Na pewno nie Szymon Zi-
morOWIC, bo go wtedy jesiZCZe me byt.o
na świecie!
Z tym w
zystkitITl, czy SłDWO "Ruś'
moze mleć cokolwIek wspólnego z Ro-
xolaJnaml? Według znanej teani nor-
mandzkIeJ, SłO'WO tO' pochodzI nie od
zadnych Sarmatów, lecz ad szwedzkich
Waregów (Ruotsl) Wtrącente Się do od-
wleoZJno
dYLSlkUSjJI w tej sprawIe Wyma-
gałoby O'bszernegO' studium, tO'tez
Dgra.nlozę Się do stwierdzenIa ze nawet
krotnika Nestora, na którą normandyścl
pOWD
Ują SIę jako na waliny argument.
me jest pod tym wzglęldem JednO'zmacz-
nl3 I pozwala na bardzo rózme Ilnter-
pretacje Marquart w SiWDJej pracy
..OSltetUropiiIsche 1.lII1Id OstaslatliSche Strelf-
zuge" wypowIedzIał Się przeclrw teorii
n'ormamd'llkIClj. iPoWOIłUljąc SIę m.I,n na to
ze nazwa "Ruś" (Rhos), u Arabów
"a.r
Rus", ZII1ana była na d,łu
a przed
:l
aWlentem Się Rurylka, S
neLliSa I Tru-
wo.ra 00 prawda, Marqual1t z kDlei wy-
wodzI tę nazwę od germańslklego szcze-
pu Hel1Ulów (Gros). ale wal,nych argu-
menJtóiW na korzyść tej hlPDtezy me
pJ1zytoozył. OWI Herulowle I R.ox.ola-
norwae to miał być too sam lud.
Hllpotez mamy mnóstwo. mOZlna c;z.er-
pać pe
,;)yml garściami I wybIerać. Żad-
.na z mch me zaOOwleje faktu że olbl'zy-
mI Dbszar od M-otl1Za KasplJskIC:oj!;.o po
Dunaj, Odrę i Łabę ;został pI1zeorany
przez cYIWllnzaCJę ludów sarmaaklah, gdy
o zadnycl1 WIlkIIngach jeslZClze Się w
Eur.opIe m'komu lI1ie śmło To me hipo-
teza, to aksD'ama1.
HERBY SZLACHECKIE
Na smalkoiWlty deser zostawIłem
argument lI1ajdotnlośleJszy na rzecz teom
sarmackIej: herby soZllaOhty polskIej I ru-
soclch I'adów ocmazIowiSklCh I mDZino-
właoozych zjnakl Zlwal1e "tainga" (pro-
szę n'e mV1IIć z tyPO'WO argentyńsikm)
tańcem) miały niegdyś cha.rakter Obl1Z
-
dowy I sakraLny, ch.ocIaz melWykluczD-
ne ze uzy,wane b
ły tatkze dla ozmacze-
n'a własnoścI, Jako pIętnO. klejmo Czy
słowo ..'k I ej'l1 ot", potOCZJme przy
{
e pa
określenIe rodowego hel'bu. jest te
J
samego pachodzenla, czy tez Dd łaclń-
sIkiego "OlenodlUm ", albo germań
kle-
go .,kle!ln", ..dean", dZIś JUŻ nie doj-
dZIemy. RÓtwmez daremme deltberować.
czy ma to coś wspólnego ze słowem
.,tenge", u Tatarów l KlrgllZów 0ZlI13-
czającym pieniądze (stąd rooyjSik
e "dleó-
gl "). W języku nowo
pel'\Sklm mamy za-
rÓiWlno "taniga" ja,k ,.dail1
" - moneta,
a zmowu "tamga" w wielu Językach
azjatyckich aZlnacza "stempel", .,ple-
częć".
GeograflCZll1e roZJmleszczenie przed-
mIOtów ze lJn,atkaml "tanga" wskazywa-
Nr 1388 5th NQvember, 1972
łDby raczej na grecik.ie niż irańskie po-
ohodZlonie. NiezaleŻJnie przecież od tegO',
kto był Ich wynalazcą, ZI11iaiki te łączą
su::! wYI'ailllle z reltgią 'WYZJnawaJną przez
SarmatóiW, nie s.zJk.odz.i że mocno zhelle-
miZ1awaną. Na sarmaokich sprzączkach
stale pDwtarZ-ają SIę mDnogramy Heliosa,
który Jako bóg sbońca, clesz
się wielką
estymą u stepowych koczOWl!1,ilków; me
brakuje takze mono!!iramów ApollJlI1a I
DlomlZosa
Pad wpływem pastępów chl1ześcljań-
stwa znaki "tatnga" zaczęj!y zatracać
sw6; saooral'l1¥ ohar!iUer, a tu I óWQz,le
rytowmcy (\oDdają d.o mch ZII1aik: krzyza.
Na zachorwaoIlYoh plerścienlach-sy
:-
tach IWle
kleg!o kSJlęcIla kljJowskleg.o,
Ws I elwołDd a Jal1osławowicza (w. XI),
21nakl "tainga " są JUZ ,,ochrzczone",
każdy ma nad sobą maik: Ikrzyża.
Zwyozaj ry1oWa!l1113 owych ,,taInga ..
roZlpowszech11l0my był glłÓ\\1lUe wśród
Sarmatów kaukaskIch (Aorsów i SI'l"a-
ków), ale po JakImś czasie pYzelSzedł do
Alanów I An'1ów. Skal1b, znalezl'O[)Y w
MaJ1t
nólWCe pod KIJowem, a SlkładaJą-
cy Się głÓWll1le ze Sl'ebrnyoh, nIe złotych
przedmlDtów, co w wyJc:opalIskaoh 00'-
sarmackich Jest rzadkością" to jeden L-
głÓWII1ych etapów ma drodze, k'1ł-ą zna-
kI "tanga" wędl10wały ku zachcdowi.
Wldraeją, O'ne meodmlenme na sprzącz-
kach ! klamracJI. od pasów. a takze na
końs!kICh uzdach I wę,dzld
ach
Znaki "tanga" przetrwaJły wszystkIe
wędrówlki, waLki l naJa.zdy I po drugich
wiekach przCiSZJły do hera,ldytkl NaJ-
wcz;eśmeJSlZe herby sZJlachty pOISikIej, L-
XII-XIV W., to po prostu znalkI sar-
mackie, mekledy :zmadyflkowane, kIedy
lindzIej Identyozme z plerwDw.z;oraml.
PrDponuJę emlgraCYjoTIym ('krajowym
takze) posladaclIom sytgnetów, by Pcr1ZYJ-
rzeII SIę iSlWOIm herbom; Jezelt w Ich
slkład wchodzą pod'kowy, sttrzały, pół-
kSlęlZYce, dowód to 11J1ez:bllty ze wywo-
dzą SIę z sarmaokIch znaków "tanga".
a więc sprzed kll,kuml3stu, czy naw'
t
dwudziestu stuleci. Ozy Więc wniosek
ze szlachta polska jest, pnzynaJmll1leJ
CZlęlŚCIOWO, sarmaclklego pochodrzJenia, na-
lezy uZl11ać l2Ia 21byt ryIZykO'WlllY, albo
absurdall1Y? NIe sądzę.
A teraz pewna sensacja. W HisZJpa-
nu Istnieje wletka tradycja hodowli by-
ków do walki na a,yeme ("toros bra-
YOS ") Kazdy hodowca posIada swóJ
ZJl1'ak, coś w rodza
u hodowlanego
,herbu". Niektóre IZ mch tak zyrwo
przypomma
ą znalkl "taollga", J,ak gdyby
Się Z nich be!llPośredmo WYiW'odzIły. Ozy
hl'storyoznle spr3Jwdzony pobyt Alanów
w H IS zpam I upO'wa'ZJnla do takjego przy-
puszorema? Toz chodiz.i raptem o głu-
pIe dwadZieścIa lat pobytu! Tak, ale
któ(Z zape'wni ze pewnl3 J\.ość Alanów
me została, by po dłiuższym czasie
rOZJtoplć Się w masie ludnoścI miejsco-
wefł WL
IC to dZIękI II1lm Z'l1Lkl "tanga"
pl1Z1Cdosta,ły Się na półwysep lbery
skl'"
Hipoteza wIelce kusząca, ale raczej fan-
tazYJ'I1a - odnotujmy ją tytułem cIeka-
wostkI. Za to mkogo na gardło nie ska-
ZlUją.
To Zlresoztą ZJjawlsko ogólne: WędcO'w-
ne ludy idą dalej, ale Ich część zawszt;:
po drodze ,od'r
wa s
ę i zosta
e. Nic
tWleiI"dzę ze Salrmaci. po wyotworzemu
warstwy klerowmozeJ na zd'obytycl)
teryitonach, mogli zachować et'l1' lczn -l
odrębność i czystaść Gdy przestawali
być kocwwmkaml, oIlatychmlast zaClly-
nali mIeszać Się z lud'l1ośclą miejscową,
w wypadku Europy Wschodniej i Środ-
kowe
- slowlańską.
Wedl
ug staTej tI'adYCjl, uWldoQCZlmonej
nawet na Jakimś ZlnacZJ\(,u 'POCiZitDwym,
wydall1ym lI1a samym począ.tiku dwudZie-
stolecIa mepodległaścl, polski rDLnlk, za-
mm przystą.pl.ł do 0'1110, zatykał DbnazD-
ną szabl
na miedzy, aby Ją mleć pod
ręlką olla wypadek mes:podzlewanego na-
padu, IItp ]";atarów. WYoaooJelUe dcść
absurdaLne, bo dla PDśPlechu, w aJagłej
pDtrzebIe raczej nalezałDby mleć sZJatblę
pl1zy sl'Odle kanja, tnzyma.nego w pogo-
toWIU. A poza tym zwyczaJ ten Istmał
takze I tam, gdzIe napady tatarskJe mg
dy me docIerały.
Czy lI1le lI1alezałoby iródeł tego zwy-
czaJu paszUlkać .znOWU wśród Sal'matów'!
O AlaJnach wladamD ze czcIli boga wo1-
ny, którego symbolem był mlecz, za
tk,nuętty ostl1zem w ZIem
ę. P'l1Zed kazd4
wyprawą iW'oJownlcy alańscy od'jJralWJalI
swoIsty rytuał, pDlegający na zblerail"llu
S.lę w wlelJc:le kolo l WiSpóll1ym wbl
a-
nt:U mLeczów w zlem
. Czy to me ten
sakminy z;wyozaJ adZIedz.lczyła szlachta
polSJka po Alanach. wraz ze znakanu
"talnJ!;a "? MOZlI1a mleć powame wątpli-
WOŚCI, ale samej SUPOZYCJI me nalezy
wYJStawlać na kpl'l1Y.
Czas Ikońozyć ZdaJę sobJe sprawę ze
mczego me udowodmłem, prócz Jedne-
go: hipoteza o CZęoŚCl.oWO sarmackim
poohodzemu PO'la,ków (górnej warstwy)
n'e Jest ZJWanowaną fam1aZiJą, Jalk tO' Się
WIelU wydaje, I ma za sO'bą całkiem so-
IId,e argumenty Zresztą tematu. jak
to Ikazdy uwazny czyteLmJc: dostl1Zległ, me
wyczerpałem Np. w ogóle me poruszy-
łem strony antrapDIDglczne
zagaoolenaa,
a tO' miałoby SWDJe 21naczeme. PostaiW-
my sprawę Jasmo. sarmackIej hipotezy
udowodnić w sposób mezblty niepodob.
na, matoml,ast mO'zna I wolno wykazy-
wać Jej prawdDpodobieństwo.
A ktO' lą chce obalić, prosz.ę barozo!
NIe wydaje SIę jed.na'k, by cz.ekallo go
powodzenie.
JÓ7.ef Łobodowski,
... .. .. .......... .... .. .......................... .. .....
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
"Nowe odkrycie Ameryki"
Aleksandra danty
W związku z ogłoszeniem w nr. 1384 "Wiadomości" uprzejmie
prosimy O przysyłanie czeków i przekazów pocztowych
wystawionych na nazwisko autora, lecz nie na "Wiadomości".
Prosimy o niedodawame do należności za prenumeratę "WIado-
mości" kwoty przeznaczonej na książkę.
Cena w przedpłacIe:
US $6, 30 NRF, £2.50, DM 18 lub równowartość
w innych walutach.
Administracja
.................................................. ..
>>>
,
WIADOMOŚCI
Nr 1388 5th November. 1972
sztuczny w wyrazie, nienaturalny w
ruchu. I tu nasuwa się - niewsp6ł-
mierne zresztą - PQrównanie do
najskrQmniejS,lych bodaj frasobliwych
Jezusików z rQzdrQży mazowieckich.
MQże histQryczna wartość tych dzieł
jest duża. ale zwyczajnegO' widza nie
QbDwiązuje ślepy pietyzm wQbec
dzieł sztuki, które się nie PQdQbają.
NatQmiast głQwa mężczyzny, pod-
trzymująca, niby męska kariatyda,
platfDrmę z figurą Chrystusa, jest
świetna i aż dZJiwnie nQWQczesna.
Zwyczajny, podłysiały człQwieczek ze
zmartwianym czołem i zamyślQnymi
Dczyma. Jeżeli nie ten sam, tO' rQ-
dzon:l brat tamtegO', który na Qbra-
zie T;ntoretta ..Cud św. Marka" w
weneckiej Akademii stQi na ubQczu,
orzygarbiony, PQspolity, szaraczkQwy.
i ani się abejrzy na potężnegO' bu-
óawą i rQzmachem św. Marka spa-
dającegO' z nieba w chmurze i na
ludzi szalejących. krzyczących, wycią-
gających ramiQna. Ta skupiQna twarz,
tO' twarz twórcy. padabnQ wcielił
sie w nią sam TintQrettQ, tu zaś
je
t to pDpiersie budowniczegO' ka-
tedry. w miejscu gdzie znajduje się
jegO' grobawiec PQd strażą Chrystu-
ia.
Niezależnie Qd pompy i parady
hisll1rycznQ-tea,tralnegQ QbchDdu,
głDS przesz
Qści Qdzywa się w Lands-
hut na każdym krQku, wszystkO' tam
aż nie da wiary niedzisiejsze: spaty-
nQW,lne mury i różowe dachy sta-
regO' zamku Trausnitz na wzniesie-
niu, renesanSDwe kQlumny dziedziń-
ca zamku książęcegO' w dQlnej cze-
ści miasta, zaułki z nieDczekiwanie
pięknymi bramami. ciche wirydarze
klasztorne w koronkach krużganków.
Zmarłego w r. 1957 kierQwnika
imprez obchDdQwych, prQf. Karla
Stadlera. zast.)piła w części jegO' cór-
ka, anglistka Erika Stadler. W liśc:e
napisanym przez nią, w odpowiedzi
na prośbę Q infQrmacje, znajduje
siĘ taki ustęp:
..Wypadki wQjenne nie miały żad-
negO' wpływu na atmasferę. pQlskie
barwy i Qrzeł palski PQzostały na-
dal, przez wszystkie lata wQjny, nie_
tkniętymi emblematami w reprezen-
tacyjnej sali ratuszQ\\ej. W r. 1956 i
1957 'VQice Qf America' nadawał
pogadankę w języku PQlskim na ten
te:nat. Dastarczyłam dO' niej szcze-
gółów his,torycznych, których głów-
nym źródłem była historia PQlski pO'
łacinie z kroniki Długosza".
ZOFIA KOZARYNOW A
DOLNOBAWARSKlE, gQtyckie
miastO' - D którym w nr. 1378
"WiadQmQści'" wspDmniała Róża
NQwQtarska, jako D etapie swej PQ-
wQjennej wędrówki - zachawałQ
ZJWyczaj uroczystegO' QdtJwarzania, cO'
rzy lata. ..gDdów książęcych z r.
1475". UrQczystQŚĆ nazywa się "F
st-
spiel - Die HQchzeit in Landshut
AnnO' 1475".
Obchód ten sięga czasów, kiedy
Landshut był stDlicą DQlnej Bawa-
rii. a jegO' książęta rDdem panującym.
Upamiętnia zaślubiny następcy tro-
nu książęcegO', Gearga VQn Bayern-
Landshut, z najlstarszą córką Kazi-
mierza JagiellDńczyka, Jadwigą.
Sam król i królQwa Qdwieźli córkę
dO' jej przyszłej s:edzi'by. Jechali z
KrakQwa na czele wspan:ałega orsza-
ku. KQszt tej wyprawy Qcenili Niem-
cy na 100.000 guldenów. Nie mniej
Qkazale wystąpił Qjciec narzeCZQne-
gO', Herzag Ludwig der Reiche. SprQ-
wadził dla przyszłej synowej najlkQsz-
tQwniejsze klejnQty Qd mistrzów
złQtniczych Wenecji i Flarencji, naj-
wykwintniejsze włDskie jedwabie i
aksamiity.
Świtę królewny Jadw:gi składało
16 dWDrek i 1200 rycerzy kQnnych.
TQwarzyszyli jej palatyn OttO' i mał-
żQnka elekt ara saskiegO', Qtaczały za-
stępy szlachty miejscQwej i krajDwej.
KrQnika miasta Landshut wylicza i-
miDna i godnQści, brzęczące tytuła-
mi, zaprQszQnych człanków rDdów,
panujących na księstwach i ksiąstew-
kach niemieckich. Qraz ich krewnych
t pQWinDwatych. Herzogów, Erzher-
zog,ów, Grafów, Markgrafów, dDstQj-
ników kościelnych i świeckich.
Landshut leży nad Jzarą, a raczej
nad deltą, tWQrzącą Wielką i Małą
Izare na pół drQgi między MQna-
chium - DddalQnym Q 75 km -
a RatysbDną. Liczy dziś 50.000 miesz-
kańców, którzy, kQnserwatywni i
przywiązani dO' przeszłQści średniQ-
wiecznej, chlubią się najświetniejszym
jej momentem, jak,im były Qwe "ksią-
żęce gQdy" z XV w.
QdtwQrzenie fety, która trwała
tydziell. Qdbywa się w trzy kolejne
SQbQty i niedziele z kDńca czerwca
i PQczątku lipca. PO' Qstatniej wDjnie
przywrócQnQ zwyczaj urządzania
DbchQdu pO' raz pierwszy w r. 1950,
następnie już sześciDkrotnie. Jeden
rQk trzeba byłO' przeskDczyĆ z PQ-
WQdu PQżaru, w którym spłDnęły
reprezentacyjne PQjazdy. Następny
POLSKO-BAWARSKIE GODY WESELNE
histQryczne przemawiałyby nadal
bez sDrzeciwu za niesplamiQną prze-
szłQść1 ą kultury tamtej ziemi. Ale
tO' nie mieszkańcy Landshut, miłu-
jący spakój, pięknO' i naukę, decydQ-
wali Q histQrii QstatniegQ cz'erdzie-
stDlecia.
Jednym z zabytkQw sztuki, które s:}
dumą miasta, jest figura MadQnny
w katedrze z r. 1518. dziełO' niezna-
negO' rzeźbiarza z epDki Wita StWQ-
termin wypada w r. 1975 i będzie
uświęceniem szczególnie urDczystej
daty pięćsetlecia książęcQ-królewskich
zaślubin.
W czasie Qbchadu całe mia"tQ
zmienia Qblicze. Główną ulicą Q gQ-
tyckim profilu. jedną z najpiękniej-
szych i najkpiej zachQwanych w ca-
łych Niemczech, przeC'iąga Qrs7.ak
złDżDny z 1000 Dsób. Pa pachQłkach
miejskich krDczą muzykanci z pi"z-
,.
.
"-
.'
.
.0
II' .\ ,;
A-
l .
J.. '.
.r
... ..
'"
..,
."
,
-
-oj
'\
.,
,..
.t
. .
i
-
"
,
". .....
"
"
I
]1,
II'
'\i.. .
c..
"
"'"
...-"
. . t
,. --"'"
14"
-
f
.
A
.
.I-
..
,
..
, .
ł : I
--:
.."f
'.
t
.
i .
. t.
a
t.
" -'Iti
"
.
t,;
\'
. ."
r' · ' , \
\
- It )
.
rą
..
4_
" ... ,I I ( ,
I
, ( " ...
;\,
" '
,
Landshut. Widok Z lotu ptaka
iadła, z piwnic wytaczanO' wciąż nQ-
we beczki trunków.
Dzisiejszy turysta, przybywający
jakO' "paying guest" z dQbrze nabi-
tą kabzą w przewidywaniu prQgra-
mQwych i nadprQgramQwych wydat-
ków, mQże sQbie tylkO' pobujać wy-
Qbraźnią na temat hQjnej rQzrzutno-
ści księcia "der Reiche ". PQdejmują-
cegQ przybyszów i mieszczan przez
pełny tydzień, i wspaniałQści praw-
dziwegO' dWQrskiegQ Qrszaku, zdQb-
negQ w autentyczne klejnQty, ZłQtD-
głQwy i brokaty, ciężkiie jedwabie
naszvwane perłami. kQrQny, mitry i
diademy. Tę grę fantazji ułatwia tłO'
uroczystości. Nie tylkO' główna uli-
ca Land
hut. ale całQść miasta za-
chQwała charakter średniQwieczny,
który utrzymał sie dziś już tylkO' w
nielicznych niemieckich QśrDdkach
prDwincjQnalnych. HistQria Landshut
da,tuje z paczątku XIII w" chQĆ sa-
mO' Qsiedle pawstałO' w XI, a zabu-
dQwa łączy pierwiastki półnQcne ar-
chitektury niemiec'kiej i pQłudniQwe
wpływów włoskich. Będąc tYPQwym
miastem starQbawarskim, nie mQże
nie przypominać JednQcześnie i Kra-
kowa, i Gdańska, Wawelu i StaregO'
Miasta.
Największy rDzkwit stDlicy DQlnej
Bawarii przypada na pQłQwę XIV
w. Wtedy tO' powstały piękne bu-
dowle gotyckie. MiastO' była wów-
czas centrem złQtn:ctwa i rusznikar-
stwa. Pewną świetnQść Qsiągnął Land-
shut jeszcze w XVI w. wraz z rene-
sansem. Potem cafnął się w cień, ale nie
PQrzuci! wszystkich ambicji i z pDeząt-
kiem XIX w. stanął w rzędzie ma-
łych miast uniwersyteckich, tak cha-
raktervstycznych dla Niemiec. hDdu-
jących prQwincjQnalnych uczQnych w
atmQsferze majestatycznegO', a zara-
zem sielskiegO' SpokO'jU. sprzyjającegO'
studiQm.
NalQty Qstatniej wQjny nie musiały
poczynic wielkich szkód, bO' uliczki
biegąą jak biegły między facjatkami
dQmów z wystrzelającymi w krajQ-
brazie wieżami kQściQłów i baszta-
mi zamkQwymi. Nie jest tO' DdbudQ-
wa, ale trwanie. Gdyby nie stałO' się
wszystkO' CO' się stałO', takie gniazda
Książę VDn Bayern-Landshut, Lud-
wig der Reiche, Qjciec pana młDde-
gO'. wyłożył na weselne przyjęcie
55.700 guldenów. Wymawniejsze niż
ta suma, która niczemu w dzisiejszej
wyQbraźni nie Qdpowiada, jest wy-
liczenie prQduktów żywnDści i napit-
ków, którymi książę uraczył miesz-
kańcó'.v miasta i przybyszów.
--
-
kareta wiQząca państwa młQdych, za
nią ich rodziny: książęca bawarska i
królewska palska. Karetę młDdych
Qtacza kQrpus strzelców PQlskich.
Szlachta PQlska kannO' i PQjazdami,
Qddziałek PQlskich trębaczy, paziQ-
wie z pochDdnqami dQQkQła karocy
ślubnej uzupełnią kQrowód. Bar-
dzO' pO'mysłDwe urQzmaicenie PQlega
na tym że liczniej!Sze zastępy uczest-
ników jednegO' rDdzaju są rozdzie-
lQne na mniejsze grupy, tak że mu-
zykanci. laufrowie, mieszczanie, pa-
ChDłkowie, przeplatają si'ę z dworza-
nami i dygnitarstwem, PQzostawiając
jednak centraln
część pochQdu naj-
wy'ższym dQsta,j\riikom świe()kim i
duchDwnym. Jezdnych jest 80. wy-
stępują na Qkazałych kQniach, zdQb-
nych w piórQPusze i frędzliste czap-
raki ze złQtymi chwastami.
Na trawnikach Qdbywają się na:
stępnie gry rycerskie. PrQgram Qbej-
muje papisy piesze i kQnne, igrzyska,
turnieje. wyścigi. PQkazy zręcznO'ści.
WszystkO' tO', jak również tańce we-
selne, muzyka.
piewy, nocny balet
I serenada. jest przygQtQwane z wieI-
kJim nakładem trudu. Specjaliści każ-
degO' działu przestudiQwali przedtem
z iście niemiecką systematycznQścią
WZQry z XV w., żeby m.in. skrupu-
latnie QdtwQrzyć stare instrumenty
muzyczne. z uwzględnieniem przewa-
gi detych, które miały wówczas naj-
szersze zastQsQwanie, i sprawdzić au-
tentvcznaść każdegO' punktu progra-
mu.
Wieczorem, pO' bankiecie skl'piQ-
wanym na ucztach średniowi
czi1ych,
z zastępem kuchmistrzów: kuchcików
I paziów, w sali recepcyjnej ratusza
ma miejs\'e pf7edstawienie "radDs-
nej" czy raczej "uciesznej" sztuki
histQrycznej. Nie brak błaznów
i wesD
ków dWQrskich. WszystkO'
przew::dzianQ i wszystka PQwtórzo-
nO' z jak najdalej idącą wiernQścią.
Uwydatniając świetnDść przyjęcia i
czo:Qbitnaść dla dostDjnych gQści,
Landshut nie Qdmawia sQbie satys-
fakcj'i przYPQmnienia turnieju, w któ-
rym arcyksią;Żę OhristQph pO'kQnał
wQjewadę lubelskiegO' i ze wzgardą
rzucił gO' w piasek.
..
i.;
.
.
"
,.
\.
, \ .
,
Odtwórczyni roli panny młodej,
Jadwigi Jagiellonki. w godach ksią-
żęcych w Landshucie
czał,kami, bębnami i kDbzami, za ni-
mi ukDstiumQwane dllieci, kQnny he-
rold l. insygniami Landshutu, dalej
kDrpQracje, radni Qśmiu miast DQI-
nej Bawarii, łucznicy, młDde miesz-
czki w PQwłóczystych szatach, laufro-
wie, kilkadziesiąt barwnych grup pie-
szych i kQnnych. wśród których, w
QtQczeniu dWQrzan i duchQwieństwa,
sunię majestatycznie sześciDkQnna
Statua św. Jerzego.
Ze szkoły Leinbergera
sza. HistDrycy sztuki dopatrują się
tu nawet bezpQśrednich związków z
Witem StwQszem, może i słusznie,
nie ma jednak PQrównania między
tą PQstacią ciężką, bez wdzięku ani
urQdy. ze szpetnym Dzieciątkiem Je-
zus w wykręcQnej pQz'e - a urD-
czym Dziewczęciem z Qłtarza kaściD-
ła MariackiegO'. Pasąg Chrystusa w
tymże kaściele robi również n'eprzy-
jemne wrażenie, jest przesadny i
. '"
I( ,
','
)
'1i
'.
.,
;1 '
.
Zofia Kozarynowa.
, I
\ \,
\.
f
. 'ł I
.
.
'" ,;-
".
.,.
:łltrL
'f'"
ł:"
1J
II' _ f a;,
'\ ' _ r
. '.H
'
-",' J
I -/
"
..:..
,. l' : .
t.'. l. fi ii
'..ł ',łf
j
'
.., ł
/ '
',fI 'I
'" ł..ii . ( l
l . .1 '. m.
r' '!:! ił. y
. .. ......" . .. , ,'''
...
'...... ol ;.\ . I . ,-
-
, '1"
1___ O'
,:t.
t .
. (
'. " ,
,
1 \'ł "'\ l'
!
.
-!łf .
, ". co
...
" 'ł
-...t ...
ł-: i łJ
- ..
.
. .. r
....
.. -ł..,.
:.
"
..
;
,I
\
'..
-
.- /':
\,'\ ..
.. ..
.... , -:. Jr
\\\
', ,. ,ł:"
I .
a
. ..I łv
,
,
, . ':." -
-
-...,. .. ....
.... -
. "--
.-
-'
"
Madonna ze szkoly
Han.;a Leinbergera
SprowadzonO' 333 tuczne WQły,
1130 baranów węgierskich, 285 świń,
1537 wieprzy, 648 prQsiąt. 490 cieląt,
12.000 gęsi, 40.000 kurcząt, 194.045
jaj, 3 faski miadu pitnegO'. 550 ka-
dzi słDdkiegQ wina, 5016 kadzi wina
stQ
QwegQ. 170 beczek piwa. Wzdłuż
ulic ustawiQnQ stQły. na których pię-
trzyły się stQsy żywnDści. Kuchnie i
kramy dQstarczały nieustannie gO'-
rących PQtraw i wszelkiegO' rDdzaju
ł' - )
- ..
.
1
,. \ , ł .
.-
Postaci z orszaku wesełnego
Postaci z orszaku weselnego
znanych, jak wicehrabia de Taunay, darnQści dla sprawy QswQbodzenia
JQse VerrisimQ, RDcha PombQ, Al- PQlski. Oddanie ie:j obcej przemocy
bertO' de AragaQ, HumbertO' Cam- jest jedną z największych niesprawie-
pDS. .. dliwO'ści dziejDwych.
Nadszedł wreszcie dzień, w któ- "Musimy zwrócić PQlakQm ich
rym, jak prorokO'wał CastrO' Alves, prawa dO' PQsiadania własnej DjcZyZ-
PQ1ska przebudzilła się! z le.targu. ny... WO'jnę. którą prQwadzimy
Brazylia, w my'śl swych tradycji, by- (Brazylia była jednym z aliantów),
ła jednym z pierwszych państw, któ- nie jest wO'jną Q rynki Zibytu, czy
re uznały Ddrodzoną PQlskę, i tO' też w imię interesów egaistycznych,
jeszcze przed zakQńczeniem pierw- prowadzimy ją, aby w kQnsekwencji
sz
i wO'jny światQwej. PQwstał gQdniejszy, lepszy świat...
CytDwany pO'wyżej wielki mąż sta- Przyszły PQkój musi przynieść O'SWD-
nu Ruy BarbQsa w mQwie wygłQ- bDdzenie PQlski. która PQdwójnie
szonej na posiepzeniu senatu 31 cierpi poprzez PQniżen1e jej przez
marca 1917, następującymi słQwami lata niewQli i PQprzez wielkQŚĆ jej
kQńczy swe przemówienie: praw dO' wQlności... Ten kraj, pru-
"Palska, która wydawała się na śladawany przez zahorców, nigdy
zaM'sze skazana, nie jest już dziś nie pogDdził się z utraceniem sWDjej
tą, którą znaliśmy z Qkrzyku rQZ- suwerennDści, przerywając stale
paczy 'Finis PQIDniae'. Ojczyzna Sa- przelaną krwią - O'bce panQwanie.
bieskiegO' pQwstaje z grQbu, jak La- .....Rząd Federalny uznaje tym
zarz, aby zająć należne jej miejsce samym narDdQwQść pQlską, uznaje
w gronie narDdów". też podQbnie, jak PQzosta-łe państwa
Minister SprdW zagranicznych Bra- alianckie - KQmitet NarDdO'wy PQI-
zylii, NidO' Pe
anha, już 17 sierpnia ski (w Paryżu) jakO' jej prawDwity
1918 wysłał długą umot:lwDwaną nQ- Qrgan...".
te dO' ambasadQra Francji, Paul OtO' pokrótce histO'ria bezintere-
Claudela, ktDra dalekO' odbiegała w sO'wnej, wiekQwej bliskO', sympatii i,
sWDim ujęciu od not dyplO'matycz- że użyję słQwa TDbiasa Barreto,
nych, redagowanych w podO'bnych ..miłQści" dla narQdu PQIskiegQ, któ-
wypadkach. ry dla Brazylii był zawsze symbQ-
Pisze on w niej m.in. CO' nastę- lem umiłowani.1 niepodległości, wO'I-
puje: "...Dajemy pełne i integral- nQści i SWQbody.
ne paparcie i wyrazy naszej SQli- Tadeusz Skowroński.
************i..****************************************
= W ACŁA W IWANIUK =
* *
* *
I "L U S T R O" I
* *
:
=
= okładka Danuty Laskowskiej =
: Cena £1.05 Dol. UtS. 3 (z przesyłką) =
= Do nabycia =
: Poets' and Painters' Press =
= 146 Bridge Arch Sułton Walk London S.E. 1 8XU =
: lub u autora =
= 263 Keewatin Ave. Toronto 12 Ont. Canada $
! ...
****************************a************************
-
pRZYBYWSZY dO' Brazylii w PQ-
czątkach r. 1938 jakO' poseł RP.
zdumiony bylem pOpwarnDścią, podzi-
wem i sympatią, jaką cieszyła się
PO'lska w tym kraju, we wszystkich
klasach społeczeństwa.
W artykułach pra\'O'wych, w QkQ-
IicznościQwych przemówieniach, w
enuncjacjach mę.żów stanu, przewi-
jały się często imiQna SDbieskiego,
KQściuszki, Mickiewicza, Sienkiewi-
cza, naszych bohaterów narodawych,
wiesl.,czów i PQetów.
Skąd ten pDdziw dla Palski, na.-
rQdu tak geQgraficznie Qdleglega, a
tak bliskiegO' sercu Brazylijczyka?
Skąd tyle wiadO'mQści z naszej his-
tarii, nauki, sztuki i literatury?
PQlska dla Brazylijczyka - tO' sym-
bO'l wQlnQści. tO' wzór pDświęcenia i
ofiar bez granic dla spracw niepod-
ległQści, tO' szczytne hasłO': "Za na-
szą wQlnQść i waszą". TO', wreszcie,
integralna część dO'ktryny polityki
brazylijskiej. w której imię najwięk-
szy mąż stanu Brazylii - Ruy Bar-
bosa - na międzynarodO'wej kQn-
ferencji w Pałaou PQkQju w Hadze,
na początku XX wieku, rzucił nie-
popularne wówczas hasłO' równQści
suwerennej wszystkich państw, pra-
wa dO' wQmDści i samQstanQwienia
narDdów, w ich liczbie i PDlski, i
domagał się QswO'bDdzenia krajów
ujarzmiDnych.
WiadDmQści Q PDlsce przenikały
dO' Brazylii w ciągu XIX w. PQprzez
Francje. której wpływ kulturalny na
Brazylię był DgrQmny i działał nie-
TADEUSZ
SKOWROŃSKI
przerwa me, aż dO' drugiej wQjny
światQwej. Tą właśnie drogą nasi
niezmordQwani przedsta,wiciele i
przywódcy Wielkiej Emigracji, jak
ChQdźkQ, Lelewel, Hatel Lambert z
księciem Adamem Czartaryskim na
czele, przekazywali wiadomQślci Q
PQlsce, które trafialy w Brazylii na
żyzny i padatny grunt.
Tateż w każdej niemal bibLQte-
ce prywatnej natrafiałem na stare
wydawnictwa francuskich tłumaczeń
Mickiewicza. czy na publikacje
Chadźki, częstO' też - na paż..ółkły
sztych KDściuszki czy ks. PDnial1Qw-
skiegO', w wizji Verneta, skaczącegO'
dO' EIstery. Z QkaZ1i majej wizyty
IJDkazywanQ mi też tO', CO' nIJjwięksi
poeci, pisarze i publicyści brazylij-
scy pisali Q PQlsce, zawsze z PQdzi-
wem i entuzjazmem dla naszegO' kra-
ju: natchniQne ody, artykuły z ga-
zet z epQki O'bu PQwstań, mQnQgrafie
Chapina, Kopernika, Sobieskiego.,
czy też wrażenia z pDdróży pO' PQl-
sce z widDkami KrakQwa, WJelicz-
ki" lub KQlumny ZygmuntDwskiej.
Widząc nawał tegO' ciekawegO' i
małO' znanegO' materiału i rO'biąc
CQraz tO' nowe Ddkrycia w bibliote-
kach publicznych. pDwziąłem zamiar
zebrania gO' w książce, którą w r.
1942 wydałem w języku PQrtugal-
skim p.t. "Paginas brasileisas sabre
a PQlania". Jest tO' antQIQgia PQezji,
prQzy, wYPQwiedzi i dQkumentów,
wybranych z przeszłO' stu autorów,
poczynając Dd r. 1831 pO' pierwsze
lata drugiej wojny świa
Qwej.
Polonica brazylijskie XIX wieku
OtO' kilka przykładów, CO' Brazylij-
czycy pisaJi Q PQlsce w ciągu bliskO'
100 lat.
27 lutegO' 1831 "DariO' Mercan:il",
największy podówczas dziennik w
Rio. de JaneirO': "MO'dły kawegO', w
któregO' sercu tkwi poczucie sprawie-
dliwQści, biją dO' Nieba na intencję
PQlakó1W. Oby Rosja, Austria i Pru-
sy były zmuszone O'puścić zdDbycze,
które w chwil: rozbiQrów przywłasz-
czyły sobie w sPQsób tak cyniczny".
..."Dla EurQPy wskrzeszenie PQI-
ski będzie miałO' Dlbrzymie skutki, z
uwagi na Qbszar jej żyznegO' tery tQ-
rium, na jej liczbę mieszkańców, dQ-
chQdzących dO' 20 miliQnów, i na
jej położenie geograficzne między
RQsją i Niemcami. PołożyłQby tO'
kres zgubnym wpływDm Rasji na
Niemcy i daprowadziłO'by dO' teg:J
że pół barbarzyńcy PóŁnocy prze-
staliby być straszakiem reszty cywi.
lizQwanej EurQPY".
Tenże dziennik w numerze z J 5
listopada 1101 podaje:
"Żaglowiec 'Andres', który przy-
był z Hamburga po 83 dniach PQd-
róży, :zatrzymując się w Pernam-
bucO' i Bahia, przywiózł PQmyślną
wiadQmQść Le dzielni Polacy są w
trakcie Qsiągnięcia petnegQ zwycię-
stwa nad armią rQsyjską. przypartą
dO' murów WarszaJWY. Walka, PQ-
dobnQ, była straszna i przeszłO'
10.000 Rosjan straciłO' życie, nie li-
cząc 16.000 jeńców i zdQbytych ta-
bQrów. Serce ka'ŹdegQ wQI'negQ człQ-
wieka nabrlJffii.ewa radQścią, gdy wi-
dzi tryumf sprawy WQlnQści. Bliska
jest już chwila, gdy zobaczymy, jak
zniknie z pawierzchni ziemi potwQr-
ny despotyzm".
Na nieszczęście. tym razem nie
ziściły się przewidywania i nadzieje
autQra artykułu.
W r. 1854 młDdDciany pJeb Fe.
lix de Cunha (1833-1865), przejęty
tragedią PQlski, poświęca jej wiersz.
w którym mówi m.in.:
Tytan despoto w Północy na czele
[swych hord
Sieje śmierć chce strqcić Polske
[do przepaśd.
Obojrtna dla jej heroizmu. spodlała
[Europa,
Zawsze ;zgięta wpół przed
[.5ilniejszym, przypatruje si:
z obojętnym, bezbożnym cynizmem
Jak ginie Naród Bohaterów!
Jeszcze bardziej ekspresywnie PQ-
traktO'wa'ł tragedię popQws
aniową
PQlski LQuis Perraiza de SQuza (1839-
1884), ceniQny liryk li
eratury bra-
zylijskiej. JegO' długi. siedmiQrO'zdzia-
łQwy - poemaot zatytułO'wany jest
"WQIQntariusrze śmierci" (1864). Ten
pQetycki protest przeciw ciemiężcQm
Polski Qkrcślany był przez krytykę
literacką jak ryk lwa na pustyni.
J,-O'uis de SQuza pQrównuje cara
dO' NerQna, który z lirą w ręku przy-
patruje się PQżafOwi Rzymu - swe-
mu dziełu zniszczenia, a jegO' dWD-
raków bijących brawa - dO' państw
europejskich, które nie zdO'były się
nawet na słQwa prQteSitu wobec tra-
gedii, PQlski i jej "ochotników WO'l-
nQści".
TO'bias BarretQ (1839-1889)
Ddpowiednik SłowackiegO' w litera-
turze brazylijskiej - pod świeżym
wrażeniem klęski powstania z r.
1863, pisze płQmienny wiersz, zaty-
tułowany: "A PQIQnia".
Wiersz ten, zaliorn:I1y do pereł lite.
raLury brazylijskiej, kQńczy BarretQ
Qkrzykiem zwrócQllym dO' PQlski:
Przyjmij pocałunek miłości,
Który młode Cesarstwo Ci składa
Od kraju. którego sztandar Wolności
Powiewa jak skrzydła kondora. W
[błękicie jego droga.
Kraju. który Ci jest przyjacielem i
[ bratem.
Dla Ciebie protest przed światem.
Dla Ciebie... modlitwa do Boga!
Zabrał też głQS ..ksjążę paetów"
CastrQ-Alves (1847-1871) w spralWie
PQlski, nie zmarłej, ale pagrzeba.n::j
w letargu, która na grobie SQbies-
kiegO' szukała jegO' miecza, aby PQ-
mścić swe krzywdy.
Mógłbym jeszcze cytować dzie-
siątki dzieł autDrów,
tórzy pisali
Q Palsce. Ograniczę się tu jednak dO'
wymienienia paru nazwisk bardziej
chadQ de Assis (1839-1908), załQ-
.życiel Brazylijskiej Akademii Lite-
ratury, błębaki znawca i wielbiciel
Mickiewicza, publikuje pDd wraże-
niem upadku powstania styczniQwe-
gO' w r. 1864, bliskO' stuwierszową
odę, zatyltułQwaną, ..PQIQnia", peł-
ną natchniDnegD entuzjazmu, która
kQńczy sie Qkrzykiem:
Nie kocha wolności ten. kto wspólnie
[z Tobq
Nie płacze nad Twą boleściq i nie
[kocha,
Nie prosi, nie pożqda Twego
[ Zmartwychwstan:a
O Ty, heroicznie zmarla!
Znany dyplomata brazylijski z e-
poki Cesarstwa, JDaquim NabucQ
(1849-1910), mając zaledwie lat 15
napisał parustronicQwą odę na cześć
PQlski. która przez długie IMa cie-
szyła sie wielkim wzięciem wśród
młodzieży u'li,wersyteckie
. OtO' CO'
mówi Qn m.in.:
Barharzyński kolos, który
Iprzywędrowal do Europy,
Z niegościnnych Septentrionów,
Niegodny zwać sit' narodem
[europejskim,
Nieokrzesana masa. bez kultury, bez
[ wiary,
Bez miloSci. bez sztllki i cywilizacji...
Oto w czym się streszcza to wielkie
[imperium na wschodzie Europy!
Despotyczny autokrata dyktuje jej
[prawa!
Jego siły zbrojne - to kaci!
Ale Polacy nie ul
kli się ostrych
[lanc nieprzyjaciół...
Również w r. 1864 ukazuje się w
Bahia. pDdówczas centrum intelek-
tualnym Brazylii, książka zatytułQ-
wana "Em favor da PDIonia" PQ-
święcDna m.in. s.tłumieniu powsbnia
SityczniQwegQ. TQn tej publikacji jest
tak agresywny, tak re'WDlucyjny jak
na Qwe czasy. że autQr wO'lał !Się u-
kryć pDd pseudQnimem (..Myśli człQ-
wieka Q zaka5anych rękawach "), za-
pewne w Qbawie mQżliwQści inter-
wencji pDsclstwą, rO'syjskiegQ u rządu
brazylijskiegO'.
Publikację tę zamyka SQnet Q jak-
że aktualnym wydźwięku:
.. .......... ...... .. .. .. ...... .......... .... .. .. .. ...:
Nowość wydawnicza
WIT TARNAW'SKI
CONRAD
Człowiek - pisarz - Polak
.
wydanie ozdobne w płóciennej opraWIe
z celofanową obwolutą
Cena z przesyłką £3 lub US dol. 7.50
Nakładem POLSKIEJ FUNDACJI KULTURALNEJ
9 Charleville Road, London W.14
Ogłoszenia w "Wiadomościach"
Biadam nad Tobą. o Polsko!
Brdqca dziś koloniq moskiewskiej
[stolicy,
Nieśmiertelne pozostaną twe czyny
W sercach synów wolności.
306 stronic
II
.
.
.
.
.
.
.
...... .... .. .. .. ...... .... ...... .. ...... ........ .. .. ..
trwają dlugie lata
Cena l cal X l szpaltę £2.00
Zniżki puy wielokrotnych i dużych ogloszeniach
Uważany za największegO' poetę
brazylijskiegO' XIX stulecia - Ma-
-
>>>
4
\VE FRANCJI, w I?elfi":acie, Qd-
był się pod kQmec hpca b.r.
wielki zjazd PQnad dwustu claude-
listów, którzy interesują się twór-
CZQścią znakO'mi,tegQ PQety zarównO'
zawodQwQ jak i z miłO'ści dla PQezji.
Był tO' pierwszy z,jazd tegi rDdzaju.
U::zeSJ
ni;:y przybyli z I=rzeszła dwu-
dziestu krajów, Dd Austral.i PQprzez
KQreę PQłudniDwą aż pa Amerykę.
NajLiczniej reprezentDwane były, PQ-
za Frimcją, Stany ZjednDczone i Ja-
ponia. Byli też gaście z Europy środ-
kowQ-wschadniej. Z PQlski - prof.
KUL Irena S!awińska. reżys
r tea-
trów warszawskich Jerzy Kreczmar
i tłum,lcz Julian RQgQziński: z Jugo-
sławi'i - młDdy reżyser zagrzebski
Petar Selem, z Rumunii - pisarz i
tłumacz Józef IgirDcianu. Przeważa-
li przedstawiciele środQwisk uniwer-
syteckich. W.:elu byłO' reżyserów i
,Iktorów, literatów i tłumaczy. Ze
znanych QsabistQści przybyLi: kardy-
nał DanielQu, prezydent Senegalu a za-
rclzell] paetd LeDpold Sedar Senghar,
pisarze Stamslas Fumet. Jacques Ma..
daule, Eugime Guillevic, PQeta ame-
rykański Mark Linenthal i PQeta
angielski Janathan Griffin, profesa-
rQwie Marie-Jeanne i Marcel Durry
z SDrbany, Gilbert GadDffre z Man-
chester, Jacques LiQure z ClermQnt-
Ferrand, Julim Wilhelm z Ty-
bingi oraz Taro Kimura z NagQya i
MQriaki Watanabe z TDkiD. Ze świa-
ta teatralnegO' udział w zjeździe wzięLi
m.in. Jean-Louis Barrault, Madele:n
Renaud, Eve Francis, Alin Cuny,
RQbert Speaight, muzykDIQg belgij-
ski Paul CaIlaer, scenQgraf niemiecki
JQachim Campe i szwajcarski Fran-
cis Ray d'Orsini.
Jednym słowem, wybi,tna "między-
narodówka" claudelDwska. Zjazd jej
nazwanO' ..sPQtkaniem międzynarodD-
wym ". Chacmż był tO' właściwie
claudelowski festiwal i festyn a za-
razem sympazjum i kolQkwium, tO'
j,ednak przede wszystkim chQdziłQ Q
spotkanie w jak na,iswobQdniejszej
dtmQsfcrze tych wszystkich, których
łączy padziw i miłQść dla dzieła
Claudela. ChQdziłD Q tO', żeby ci
wszyscy, którzy dziełem pisarza fran-
cuskiegO' zajmują się jakO' histQrycy
literatury czy też iakQ inscenizatDrzy
i tłumacze, albo są t"lku wdzięczny-
mi jego adbiorcami, mQgli się ze sa-
bą paznać, dO!\Qnać wymiany myśli
i daświ,ldczeń. zastanQwić się, CD je-
szcze można by zrDbić dla upawszech_
nięnia .iego twórczości.
SpQtk:tn:e spełn.la świetnie te za-
dania. Panawał nastrój wzajemnej
przyjai'li i życzliwaści. N:e było
żadnych sztywnych, narzucanych
ram, niclegO' nie uchwalQna, prze-
de wszystkim - rozmawiana i dys-
kutDwa'lD. Do stworzenia tak ideal-
negO' ndstroju przyczyniłO'
ie niema-
lo miejsce spatkania, gO'ścinnaść i
znakDmita arganizacja, która była w
rękach rodziny Claudela, córek i sy-
nów, wnuczek i wnuków. a zwłaszcza
Renee Cbudcl-Nantet. GosPQdarcze
sprawnie, DchO'CZD i z wdziękiem za-
pewniali gładki przebieg spDtkania,
troszczyli sic D nasze wygady, zaj-
mDwali się różnymi życzeniami i spd-
nlali nasze prDśby. Jak to pudkre.;1ił
syn poety. Pierre Claude!. stanQwi-
liśmy przez cały ten tydziell pasze-
rzaną. światQwą rodzinę claudelDw-
ską. Nieste-ty, sędziwa wdQwa pO'
pDecie nie mDgla być wśród nas z
pawadu chDroby.
RIł.A
GUES
Zjechaliśmy najpierw dO' miasta La
Taur du P,.n, w któregO' PQbliżu, w
r6żnych małych m iejscQwQŚCiach
czekały nd nas kwatery w hotelach,
zajazdach, prywatnych dQmach Qraz
w nDWDczesnym, urQCZQ połDŻQnym
Qpactwie Benedyktynek La RQchette.
Miejscem spatkania był należący da
Claudelów siedemnastQwieczny za-
mek w Brangues araz Qtaczający gO'
O'gromny, starodrzewny park, z któ-
regO' tarasu rozciąga się wspaniały
widQk w kierunku RDdanu ,j widnie-
jącegO' w dali krajQbrazu pDdalpej-
skiegO', tQn,!cegQ w zieleni. Trud-
nO' byłQby znaleić lepsze miejsce dla
nasze
Q spDtkania. Tutaj w Brangues
Claudel, który z ducha nigdy nie
był paryżaninem, czuł s,ię u siebie.
Pa Dkalicach Qdbywał długie space-
ry intere
ując się wszystkimi szcze-
gółami miejscawega życia. KrajQbraz
OkDliczny, a zwłaszcza rzeka, góry
i drzewa były dla niegO' źródłem na-
tchnienia wielu utwQrów lirycznych.
Sam zamek przesiąknięty jest wsPQm-
nieniami wielkJegQ paety. Spędzał w
nim os'tatn:e lata życia pO' wycafa-
niu się z aktywnej kariery dyplQma-
tycznej w r. 11)35. Tutaj z ..wygnańca
zawQdowegQ", wędrującegO' pO' ca-
łym świecie z jednej placówki dy-
plamatycznej na drugą, mógł naresz-
cie przekształcić się w "pater fami-
lias", QtaczanegD najbliższą rQdziną.
W zamku w Brangues, w gabinecie,
międz} któregO' dWDma wysakimi 0'-
knami wisi ladna, malQwana kQpia
Dbrazu Matki Baskiej CZęstQchQw-
,kiej nabyta kiedyś u antykwariusza
par}'skiegD, Claudel spędzał wiele
godzin przy agromnym biurku. me-
dytując i pisząc. Tutaj pDwstała więk-
szość jego prac egzegetycznych na
WITOLD LEIl1GEBER
WIADOMOSCI
£LAUDELIS£I Z £A:tEGO ŚWIATA :t1\fZ£IE SIĘ
temat BiblIi. St)d wy
hodziła niezli-
czana ilQŚĆ listów. przeważnie w Qd-
powiedzi dO' n;eznanych Qsób, które
zwra
ały się dO' PQety z prDśbą o
wYjaśnienie i pDmoc w kwestiach na-
tury religijnej.
Ta Qgromna kore
pandencja ()
harakterze ka:e
hetycznym czeka
na wydan:e i stanie s:ę jeszcze jed-
nym GowQdem zakrojanegQ szero-
kO' ap(,stalstwa, j;,kie uprawiał ten
PQeta, kt6ry chciał Qngiś przywdzieć
nabit nlranny. Kurespondencja ta
jest rQlproszDlla po śv.:iecie, a na
jej ślad w:edz:e czasem przypadek.
Jak mówił mi Pierre Claude!. nie
tak dawna temu dakonał nDwego
adkrycia. przy czym histaria jego
je
t niecDdzienna. Chło.piec w. hQte-
lu Crillon w Paryżu natrafił przy
.;przą.taniu na strzępy ks:ążki Cbu-
dela. Zaintrygawar.lY jej treścią. na-
pisał dO' Claudela i w odpowiedzi
Qtrzymał bliskO' 40 listów. które sta-
naWl'! cały wykład wiary. Pa latach
Pierre C1audel nabył tę kDrespDn-
dencję swegO' ajca ad asób, którym
chłap:ec hotelDwy kiedyś j;! sprze-
dał, będąc widacznie w PQtrzebie.
SamO' Brangues, tO' małe miaste;:z-
kQ Z zabytkDwymi dQmami z kamie-
nia, Q char,lkterystycznej budDwie
dług:ch, spadzistych dachów, Ma
swój kQściół parafialny. który prze-
szedł da historii literatury. W kaś-
ciele w Brangues w r. 1827 AntO'ine
Berthet Dddał strzał do żQny miejsco-
wegO' nQtabla, CO' sla!o się asnDwą
PQwieści Stendhala ..Czer"Qne l
czarne". Do kaścioła tegO' Claudel
wędrował cQdziennie ranO' na mszę
św. a po PQłudniu na modlitwę przed
figurą Matki BDskiej. Tuta
też pod-
czas nas7ega spat,kani:\ kardynał Da-
nieIDu kancelebrował mszę św. w
DtQCZen:u DśmlU księży. W przem»-
wieniu od Qltarza kardynał mówił
Q swych pierwszych kQntakt,lch z
PQezją Claudela, kiedy był młQdym
jesLcze chłopcem. Pa:::zja ta nie stra-
ciła nic ze sWQjej aktualnDści. PDeta
pO' Qkresie młodzieńczcga bumu, po
Dkresie. w którym widział tylkO' p:nu-
jące zła. nagle rDzerwał klatkę, DtWD-
rzył okno na
wiat i zobaczył świa-
t!Q. PrzekQnał się że świat jest dQ-
bry, jak w picrwsLym dniu stwarze-
ma. Odt;)d paezja jego przepDjana
je
t r.ldDścią, pochwal;! i dziękczy-
nieniem.
W cichym zakątku zamkDwego
parAU spoczywa autor tej poezji. Na
PQgraniczu szerokich pól, wśród
traw, polnych k\.. iatów i
zumiących
drzew j'
st grób Paula Claudela i
wnuka jegO' Charles-Henri Parisa.
Pod murem, obrosłym m
hem, znaj-
dujiJ sic dwa w kamieniu wyciDsane
grobawce. Jeden duży - dziadka,
drugi mniejszy - wnuka, który zmarł
na wiele lat przed poetą, w wieku
dzie
ięcym, by
tać Się jegO' .,amb_sa_
darem przy BDgu ". Koło grobDwca
Claudela umieszczonO' tablicę, na któ-
rej !1i
ma dat ani urodzenia, ani śmjer-
ci, a jedynic wyryt, jest napis L1łD:
żany przez niegO' samegO': "TutaJ
spoczywają szczątki i nasienie P-łula
Claudela". Ile wiary i nadziei w tym
epitafium! Dla Claudela śmierć nie
była czymś trag:cznym. Dlatego nie
chciał SPQcz)ć w miejscu smutnym,
ja'kim jest cmentarz. Był głęboKO'
przekQnany że śmierć nie Dznacza
kańca, ale nawy po::qtek. ::;mj
Ić
staje się nasieniem, bO' "tO' CO' zasie-
wasz, nie nabierze życia, zanim
wDrzód nie umrze..." .
-. tO' nasze sPQtkanie w Brangues
byłO' najlepszym potwierdzeniem że
prawda i pięknO' zasiane w dziele
ClaudelQwskim przeszłO' dO' pctDm-
nQści, trwa i rozwija się.
.-.' .
....
.
'" .'. .,
, '.ł 1 ......
.\ 4,.0..__1'"
:1 t t f
L.
f
;'t '
'
;; ...
\, -j
e;
Ze strony polskiej sprawozdanie
składała prof. łrena Slawińska, któ-
ra mówiła m.in Q zainteresDwaniu w
Polsce twórczoŚci:.} Claudela już od
r. 1913. kiedy tO' Tadeusz Miciński
zamieścił pierwszyentuzjastycznyar.
tykuł o ..Zwiastawaniu". Zaintere-
sowanie ta w akresie międzywQjen-
nym byłO' naj'Większe. Dzisiaj ma swc
fluktuacje. przy czym lata 1949-1956
należały da najmniej sprzyjających.
Ostatnio jedynie w aśrodkach uni-
wersyteckich lubelskim, poznallskim
i krakowskim są w przygDtDwaniu
_.",...l
_
.-:.......
"" ,;,.;-.- , ,.
...", -.:o....
\.."., ..
..........""'
....:.
...'
,,-;:........
o::; .....
)?t':;'
...:.
;ł .}
!..
.'
!--. i!, .J
.'
. '
. ':,"'t-"V .'.
l/
'
.:itf )
\
,
, fi. Ił ,'
.II.. .
i-¥',
':
... : iii
.. II. ł.1
"
t--
..-
':
--....
,. . t"'f'j - \
'I
} .
ł ł Ił
rf
t;
J P.
" .
" f"j) .
ri'I
Zamek rodziny Claudelów w Brangucs
grupach, które zajęły się szczegółQ-
WQ prQblemami inscenizacj'i u tłumacze-
nia a także stanem prac naukowych
i współpracą c1audelistów w skali
mlędzynarDdO'wej. W pierwszej z tych
grup inscenizatQr chQrwacki Petar
Selem QPQwiedział Q wystawieniu w
Zagrzebiu w Qstatnich trzech latach
aż dwóch sztuk, "Punktu przecię-
cia" i "Zwiastowanua", które cieszy-
ły się dużym pO'wQdzeniem. W przy-
gQtDwaniu jest "Zakładnik" kt,óry
zimą b.r. będzie grany w Dubrow-
niku, w jegO' własnej inscenizacji.
i
& 1, i , l'
.
t
j j
I
!, \ ,
.
r'łf'
,
"
"" ..
t PI'
Je lA. .
'.
.., .. lo
.
'..
.....
-...
--
'\
"\
''',
ł"
..
. .
11::......:." I -
.T
/#._.
ł. ?,.-;r(
J...
.,.. :..... A'K.;'"
-
." Z' .
. fi!'-t- l . ....
..... 'r.;..f-L:-;
'-"
11 ,""-';o(
''':'
vr ....; \.
.. .....
;&
.
, -,
. ." .::
łt
;: ł--:
:4;. ',.
.
i..;11_
-
w -;;.łI/f!:,..-,
.-
'.1:.
.
,
"
,;
.,.
"
\
:'
'-.
p'
,.
.'":,- .
:i
, ""4
zWDlennikiem "krajania" tekstu i
,.Qbcinania" jegO' niejasności pad ką-
tem widzenia gustów i WYfDDgów
publicznaści. Paśrednio stanQwiskQ
jegO' znalazłO' paparcie ze strony ta-
kiegO' autQrytetu w sprawach insce-
nizacji sztuk Claudela, jakim jest
Jean
LQuis Barrault, któr} zabrał
PQtem głQS w dyskusji nad wysta-
wieniem czwartej części ..AtłasQwe-
gO' trzewiczka". Zasada wiernQści ,i
szacunku dla tekstu autorskiegO' jest
dziś zarzucana na rzecz sWDbDdy i
twórczej rekDnstrukcji. Taki wniQ-
.:;
,-, n
, , ,..
,. I,
,
I
ł t ';
, " t,
' . ,\ \ ':,
-I I I
!
i
1 ,
:,Ikj,
. t,
': ,:
.\1
I
.. - \
, i: .'
""
...Xc
''\.
,I" .",,
.\
.:..ł w
. .
;: ...
'"
11' , .
"':';,.
;:',
....
...
.
"¥' ....tł.. :
:2 '.. t . ,".
.- '
..i"
' .
.-. .""...,...'..,:
",
.
_..."*,
. .., .i....,t;,
',
'":,, ,,',. . '
,.,..,."""\.,.
.':""
"Ł1
. ","'
:-
",'
.
\
1!fIł..
.j.
-- '" ."
Grób Paul Claudela i jego wnuka 'v parku w Brangues
Opuszczeni przez Boga
Warszawa-Mokotów
pewne prace n:1 temat Claudela. Czy-
telnika .,W':adomDści" zaciekawi za-
pewne że 'prof. Sławińska zdała rów-
nież Db-szernie spraw
z dwó::h ich
numerow, w których ukazaly się
przekłady utworów Claudela, mate-
rialy dO'tyczące stDsunków, ja:kie łą-
czyły pDe,tę z Pals'ką, a także arty-
kuły niżej podpisanegQ*).
Dalszy ciąg dyskusji tQczył się w
salQnach zamkawych, w mn.iejszych
*) Nr. nr. liSO, J t51
mości" .
1175 "Wiada-
KOLOKWIUM
Na paczątku dy
kusji zjazd0,vych,
które Qdb}wały się w namiQcie IQZ-
bit}m w parku, przedstawiciele róż-
nych krajów Qraz stowarzyszeń c1ru-
delawskich w Belgii, Fra, ncjli Japa-
nvi Kanadzie, Niemczech, Stanach
Zj
dnDczonych i Właszech mówili
D utwQrach. które przetłu.maCZQnD,
Q sztukach. które wystawiDnO' i pra-
cach, jakie pQdjętQ. Ze sprawQzdań
tych wynikałO' że w świecie istnieje
zaint:eresO'wanie twórczDścią PQety,
które ma SWe przypływy i Qd.pływy.
W samej Francji w latach 1969-1971
danO' 483 przedstawienia SlJtuk Clau-
dela. W wypowiedziach nie byłO' jed-
nak nuty ,.tryumfalizmu". RównQ-
cześnie pQdkreślanD z wielu stron
że nadawanie tej twórczości znamie-
nia katQlickiegQ przynDsi szkQdę, po-
nieważ Dgranicza recepcję. Cechą
pDez,ili Claudela jest jej uniwersalność,
a nie partykularyzm. Sedna jej. tO'
człDwiek, każdy człQwiek, który szu..
ka prawdy o sobie i świecie. Temat
ten pO'ruszył również prezydent Seng-
hQr. ktDry w bliskO' dwugQdzinnym
referacie dQkanał analizy literackQ-
filDzoficzna-religijnej dzieła Claude-
la, nawiązując przy tym dO' tradycji
paez:ii negro-afrykańskiej.
EMANUEL SZTEJN
Z KOR YT ARZA dQchQdziły Qd-
głosy krQków, dDl.atywały ni
-
wyraźne szmery. OddzlałQwy przeJ-
mU1ący służbę nQcn'ł przegląd
ł rze-
czy więiniÓ'w, UłQŻDne w prawldłDwe
kupki przed każdą celą. Raz PO'. raz
sprawdzał, czy il aść łyżek
mls
k,
kubków, spadni, swetrów I
UtDw
wystawiQnych z cel zgadza Się ze
stanem Qgólnym więźniów. Naresz-
cie 21-a, Dstatnia w lewym skrzydle
cela była przykta i więzienie za-
częł
PQWDli zapadać w ciężki, ner-
WO'WY sen. . . . .
Dla celi 4-ej mlflJDny dZlen był
szczególnie ciężki - przez cały dłu-
gi tydzień nikt nie mia.' a
jednegO' szluga*). A
łaśme dZls
TDbiasz dQstał od matki przesyłkę,
w której były 4 paczki papierQsów
- 80 sztuk - 240 sztachnięć. Lecz
"SDwa ", rDznaSZący paczki, papie-
rosy zatrzymał. "Wyjdziesz na wal-
nDść, tO' napalisz się da syta" -
po.wiedział. MDżna byłO' padać dO' nóg,
błagać, żądać, krzyczeć - lecz wszys-
tkO' nadaremnie.
Przez QknQ QkratQwane PQdwój-
nym rzędem stalQwych prętów są-
czył się da celi wieczorny zmrok. W
kącie, przy
amym kibJu, krzątali
się prZygDtDWUjąC się da snu dwaj bra-
cia Sasarscy. Byli w celi ,,Świe-
żymi" i dlategO' musieli spać w
"ghetcie", przy kiblu. Na pDdłodze,
na niewielkiej przestrzeni Qd drzwi
do QtWDru w ścianie, nazywanegO'
oknem, tłQczyłQ się asiem Qsób. Im
byłO' już lepiej niż braciam, zajmQ-
wali "Landyn" ..:eli. I tylkO' czwórka
więinj,ów mDgła uważać się za szczę-
śliwych, bO' spali w "tra
wajach ': (tak
w więzieniu nazywa Się dwuplętrQ-
wa prycza). Ci byli już w "MQnte
Carla".
TegO' wieczQru cela długo nie mQ-
gła sie uspakQić - j
dni płakali i
cierpieli, inni się śmiali. Gdy naresz-
cie umilkły kroki DddziałDwegQ,
................ .................................. ...
. .
. .
. .
: Podziękowanie :
. .
: Serdecznie dziękujemy naszym Prenumeratorom zaoceanicznym :
· za cierpliwe czekanie na nadejście 4 numerów pisma, które .
. .
· utknęły na poczcie brytyjskiej podczas strajku
dokach, .
. .
· Otrzymaliśmy tylko kilka przykrych listów z narzekaniami, .
. .
: Obawiamy się że czeka nas jeszcze dalsza seria strajków, które :
: mogą wpłynąć na opóźnienie poczty zamorskiej. :
. .
: ADMINISTRACJA :
..
... .. .. .... .. .... ...... .... ...... .. .. .. .. .. .. .. .. .. ..
PRENUMERATA
---
jest zawsze płatna z góry.
Prosimy o zapłacenie prenumeraty Laległej
i za czwarty kwartał 1972.
---
-
-
-
-
*) "Szlugi" - papiera
w p;warze
wi'i;zienonej.
-
Peter Selem padkreslił kaniecznQść
wyzbycia się tradycji - jak ją Dkre-
ślił - "mi e szczańskDib6enQwskiej" i
stwarzenia nQwej, PQetyckiej rzeczy-
wistaści. Przy inscenizacji sztuk Clau-
dela trzeba kancentrQwać się na za-
sadniczych realiach czasu, miejsca i
sytuacji, a wyzbyć się realizmu aneg-
datycznegD. RównQcześnie wYPQwie_
dlliał się Qn za zachawaniem raczej
zgDdnQści z duchem dramatycznym
sz.tuki niż dDkładnQści fil Q IQgicznQ-
literackiej.
Z,gDdnie z panującą dziś mDd;!,
młDdy reżyser charwacki akazał się
SłabDdzIan z wysQkQści drugie-
gu piętra "tramwa
u" rzekł:, .
- PanQwie! NiedługO' będzie WI-
gilia, i musimy nareszcie wyjaś-
nić. ktO' jest ktO'. Na przykład Sa-
sorski, tO' jest swój ch
QP, wcale
nie ukrywa że Żydek. Ale ten T
-
biasz nie pucuje się, katalika udaJe,
k...a jegO' mać. A więc proponuJę"
ściągnąć z niegO' partki i zQbaczyć,
CD tam ma.
Te słO'wa wYWQłały w celi istny
entuzjazm. W kąciku przy Qknie TQ-
biasz Qdmawiał pacierz. Od razu
kil,ka rąk wyciągnęłO' się w jegO'
stronę.
- Wv! - krzyknął SasQrski -
czy nie' widzicie że tO' katDlik?
-- A ty nie wtrącaj się. Twoja
chata oz. kraju. Chcesz aberwać? -
rozległy się głQsy.
- Zamknij się! - wrzasnął SłQ-
bDdzian i w celi zapadła cisza.
-, PDsłuchaj, ty - ciągnął SłD-
bodzian - wiadQmQ że Żyd jeden
za drugiegO' da się w łyżce wDdy
utapić. Ale przecież ten s.... .syn ka-
tolik.! udaje, tO' znaczy - tchórzy,
a więc trzeba mu partki ściągnąć,
niech wszyscy zQbaczą. SkQńczyłem.
- Nie! Ty na tO' nie pQZWDlisz
zawQłał SasDrski przecież
Jesteś człowiekiem, SłabQdzian!
- Widzieliście kretyna? Już siód-
my rok iestem nie człDwiekiem, ale
numerem. A Dn mi tu będzie gadał.
Wszyscy wybuchnęli jakimś dziw-
nym śmiechem.
- Jeżeli Qśmielicie się znęcać nad
Tabiaszem, zawQłam QddziałQwego
- pDwiedział SasQrski.
- Spróbuj tyl
D - QdpQwiedz!ał
SłobDdzian, - Dość gadail1ia! ŚCią-
gać z niegO' PQrtki.
Kilka ciał zwarłO' się w kącie celi.
Każdy chciał być pierwszy. Tobia
z
bronił się rQzpaczliwie. SasQrski zde-
sek mażna wyciągnó,!ć z tegO'. CO'
powiedział Barrault.
W czasie tej debaty na temat in-
scenizacji mówił także b. dyrektur
Teatru PalskiegO' w Warszawie, Jerzy
Kreczmar. WspDmniał D swych pery-
petiach z wystawieniem "Punktu
przecięcia", dO' k,tóregQ w kańcu nie
dDszłD w r. ł 968. Kreczmara w sztu-
ce tej za,interesDwał szczególnie wą-
kk fiIDzoficznQ-mQralny: kQnflikl
między tym. CO' wynika z przesłanek
duchowych, światDpQglądQwych, a
tym, cO' cielesne. T D zagadnienie głę-
bDka ludzkie chciał uwypuklić a w
cydDw,mie nacisnął guzik dzwQnka.
W dyżurce wartQwnika rozległO' się
alarmujące dzwQnienie.
- Kapuś! - krzyknął jeden z
więźniów.
Zgrzyt Qdsuwanych zasuw i uchy-
liły się drzwi Qd celi.
- KtO' dzwQnił? - zapytał Qd-
działDwy.
- Ja, panie QddzialQwy - odPQ-
wiedział SasQrski. - Tu w celi znę-
caj,! się nad człowiekiem, chcą ściąg-
nąć z niegO' PQrtki i sprawdzić, czy
nie jest Żydem. Przecież tO' hańba!
- I tylkO' z tegO' PQWQdu aśmie- ,-
,iłeś sic niepakQić mnie, ty durniu I
jeden! A niech tam chłapaki PQpa-
trzą sDbie, nic TQbiaszowi nie ubę- ,
dzie. A jak pO'patrzą, tO' i mnie
PQwiedzą. ,
Drzwi się zatrzasnęły. WzrDk wszys-
tkich skierowany był na Sasorskie-
gO'. On czuł że zaraz stanie się CQŚ
strasznegO', niezrDzumiałega dla nie-
gO', lecz był na tO' przygO'tDwa.ny. W
ułamku sekundy przypDmniał sQbie
całe swaje życie, DkrDpnDści wQjny,
śmierć bliskich, pagromDwe nastrDje
epDki, "sprawę lekarzy żydQwskich ".
sWDją własną sprawę przy drzwiach
zamkniętych, ukQchaną kDbietę, mat-
kc... Gdzie O'ne teraz są...? TyLko,
żeby kibla mi nie wsadzili na głQwę
z tą myślą śmiałO' wyszedł
na środek sali.
Uderzenia spadły ze wszystkich
stron. PDczątkQWQ nawet ich nie
czul. sfDdziewał się tegO'.
Bili milcząc, z jakimś s'traszliwym
wewnętrznym zadawDleniem. Tracąc
przytDmnaść Sasorski widział nad
sab
tylkO' gałegO' TO'biasza błaga-
jącegO':
- Chłopaki! Ale za CO' jeg
'?
M nie bijcie, mnie. O Chryste, mnIe.
Wszyscy śmieli się histerycznie.
. Drzwi da
eli uchyliły się raz
Jeszcze.
- Na i CO', sprawddiście rQ t:lm
ma TQbiasz? - zapytał Dddziałowy.
Emanuel Sztejo.
inscenizacjli Qgraniczyć się da podsta-
wDwych rcaliów.
Równiei. w grupie tłumaczy prze-
prowadzono pauczające dyskusje.
Pro
esDr -Hclena pauly z uniwersy-
tetu stanowegO' San Fran
iscQ pa-
dzieliła się z nami swymi dQśWliad-
czeniami z Iliezwykłego eksperymen-
tu, ja.kiega dokonała, a mianQwicie
tłumaczen:a zespDłQwegQ. Na war-
sztat wzieto "amerykańską" sztukę
Claudela ..Zamiana". RDk paświęco-
nO' na zapoznanie się z całą tWQrczo.
ścią paety i studia kamparatystyczne.
W drugim roku studenci podzielili
sie na paroosobawe zespały i czyta-
na sztukę wiersz pO' wierszu w Dr y-
ginale tłumacząc je równacześnie n I
Jelyk angielski. Mazoln:e a skrupu-
latnie dobierano najlepszych słów an-
gIelskich adpowiadających oryginałn-
wio ZabrałO' tO' drugi rQk. Gdy praca
zDstała ukOl1czDna, zwróconO' się dO'
dyrektara ..OśrDdka paezji" przy u-
niwersvtecie San Franc:sca, prDfeso-
ra Marka Linenthala, ażeby sam ja-
kO' paeta dDkQnał "paetyzacji" tłu-
maczenia. KQńcQwy pr.odukt, jalk ma-
gliśmy się przekQnać z lektury uryw-
ków O'ryginału i tłumaczenia, jest
dDskonały. "Zamiana" w tł,umacze-
niu na język amerykańskD-angielski
nie tylkO' Qdznacza sie wiernDścią,
ale takle zachowała w dużej mierze
PQetyckie tchnienie aryginału. Ten
swegO' rQdzaju "happening" claude-
lawski na uniwersytecie San Fran-
ciscO', jak nas zapewnianO', Qdbywał
sie w a-tmQsferze entuzjazmu i jed-
naści duchawej, a prof. Linenthal,
nic Zna1ący przedtem dabrze języka
francuskiegO'. stał się zagQrzałym clau-
delistą.
W tej samej ,grupie dyskusyjnej
Julian RagQZli'ński, tłumacz "Punktu
przecięcia" i " Księgi KrzysztQfa Ko-
lumba", Dgłaszonych w "DiaIQgu",
przedstawił bilans przekładów pal-
skich. który w Qkresie pO' drugiej
wQin:e światawei jes't zawstydzająco
ubagi. Sam jakO' U.umacz uważa że
dzieła Claudeb poddają się gładkO',
chociaż nie łatwa, spalszczeniu.
PQdczas dalszej dyskusji PQdkreś-
lanO' jeszcze kanieczność paetyckie-
gO' tłumaczenia, nawet kosztem nie-
raz dokładnDści. Sam Claudel tłu-
maczył innych w sPQsób swabadny,
ale natchniany. JegO' zasadą była:
.,Tłumaczyć nawet niedQkładnie, ale
transpanQwać - dQkładnie". Tłu-
macz i wydawca pełnegO' zbiQru sztuk
Claudela w języku niemieckim, Edwin
Landau, podkreilił ze swej strQny że
przy przekładach wersetów Claude-
lDwskich może być pamQcne wczucie
się ięzykQwe poprzez lekturę niektó-
rych dzieł z własnej literatury, jak
np. HiJlderlina w wypadku niemiec-
kim. RagDzi:l'ls.i wymien
ł tutaj Mic-
kiewicza i S
Qwackiega, jeśli idzie
D jezyk polski. Na spDtkaniu padł
też prDjekt stworzenia czegaś na wzór
wagnerowskiego Bayreuthu, co sta-
łDby się Qśradkiem międzynarodDwym
dla inscenizatO'rów, scenQgraf6w i
tłumaczy pracu1ących razem przy
realizacji scenicznej sztuik Claudela.
f\.1Iimo że dyskusje te i rQzmQwy
tQczyły się PQtem częstO' dO' póinej
nacy przy stołach biesiadnych rQz
ta-
wiDnych w parku, w kQnkluzji trzeba
stwierdzić że więcej prDbłemów PQ-
stawianO'. niż zdQłaliśmy rQzwiązać.
CZEŚĆ FESTIWALOWA
SpQtkanie claudelQ\yskiie urQzmai-
CQne byłO' kilkQma imprezami arty-
stycznymi. W zabytkQwym kQściele
w La Cote Saint-Andre (w mieście
tym urQdził się BerliQz) byliśmy na
kQncercie w wykonanju SQlistów 0'-
raz chóru chłDpięcegD z FQrt WQrth
w Teksasie. ObQk utwQrów BerliQza
usłyszeliśmy trzy kantaty Dariusza
Milhaud dO' słów Claudela, a Alain
Cuny recy1Qwał tekst ClaudelQwski
będą.cy PQchwałą DeLfinatu i Ber-
liaza. Nas,tępnie w parku w Bran-
gues, w drugim ustawiQnym specjal-
nie namiDcie jak gdyby trupy cyr-
kQwej, zespół teatru Renaud-Rlrraull
wystawił czwartą część "AtłasQwego
trzewiczka", która nQsi tytuł ,.Pad
wiatrami Wysp Balearskich". w adap-
tacji scenicznej Jean-Pierre Granvala.
Ten fragment dramatu, nigdy dQtąd
nie wystawiQny, Claudel napisał w
fQrmie burleski.
W Qglądanej przez nas inscenizacji
cała akcja rozgrywała się na arenie
i pDdiach rozmieszczonych wśród
publicznDści w czterech stronach. n':l-
miatu. AtmQsfera przedstawienIa
Nr 13
8, 5th NQvember. 1972
zgDdna była z zaleceniem pD
ty, we-
dług którego "parządek - tO' rDZU-
mu przyjemność, a niepDrządek -
tO' rozkosz dla wyobraini". Patrzy-
liśmy jak urzeczeni na widD'NiskQ
pełne barwy i ruchu przy diwiękach
mUZ}'1ki Artura HDneggera. Sceny
pełne humoru i szyderstwa, zadu.ny
i patDsu zmieniały się jak w kalejdJ-
skQpie aż da Dstatnich pamiętnych
słów: .,Wybawienie duszo:n uwię-
zianym" .
Innego dnia, w tym samym namiD-
c:e teatr japOllski Yashia lzumi wy-
stawił mimodramat Claudela ..Kabie-
ta I iej ciel1" w tłumaczeniu i adap-
tacji Tan) Kimura na SLJtukę NO.
KANTATA
NA TRZY GLOSY
Pewnego słonecznego popołudnia
fajechaliśmy do Hos
el-en-Valro ney,
gdzic na wzgórzu, wśr6d przepięk-
negO', bQga'tego w LJ:eleń krajabrazu
nadrodmis'kiego stai zamck. Tutaj u
rodziny swej żany Claudel spędzał
wakacje w latach ad r. II)()) dO' 1928
i napisał wiele utwar5w - ..Prote-
usza", ..Corona ben:gmtatis Anni
Dei" a przede wszystkim "Kantatę
na trzy gIasy", która przepojana jest
nastrojem, jaki w paec.:e wzbudzał
Dtaczaj)cy go krajDbraz, przynDsząc
uczucie szczęścia i radDści po bu-
rzliwym okresie życia.
W paemacie tym trzy niewiasty
siedząc nad brzegiem RDdanu rozmy-
ślają w Qbl'iczu majestatycznegO' pięk-
na natury. Są ta Laeta, Rzymianka,
narzeCZDna czekająca na Dblubieńca,
Fausla, Polka Dddalana Dd męża,
który w swym kraju walczy o jegO'
wQlność, Qraz Beata, Egipcjanka, któ-
ra QwdQwiała wkrótce pO' ślubie.
CzerwcQwej nQcy Q półnQcy, w prze-
łQmQwym mDmencie. który "oddzie_
la wiQsnę Q lata", marzą patrząc na
Qtaczający je świat i rDzmawiają ze
sabą o miłDści ,j Q swym lasie, Q
swej rDzłące i wygnaniu, na temat
Qfiary i wyzwDlenia. Od czasu dO'
czasu przerywają dialag, by w pieśni_
mDnalQgu dać wyraz UCZuciDm dla
nieDbecnegQ. Paprzez iega nieobec-
naść poszukują abecnDśc,i Boga a w
splendarze "rzeczy przemijających"
i w wspomnieniu chwilawego szczę-
ścia pragną adkryć chDćby przelQ:-
nie rad aść wieczną.
I właśn:e w tym miejscu, gdzie
tDczyła się ta razmDwa trzech ka-
bie,t, ze stapni tarasu zamkDwegQ
Eve Francis. sędziwa aktarka, która
kreQwała wiele ról claudelDwskich,
recytawała dla nas kilka wyjątków z
.,Kantaty na trzy głDSY".
Gdy przyszła kDlej na "Kantyk
rozdartegO' narDdu ", czyli PDlski,
Eve Francis paprzedziła go krót'kim
kQmcntarzem podkreślając że mimO'
upływu sześćdz,ies.ięciu lat Qd jego
ąapisania, nie stracił Qn, niestety, na
aktualnQ
ci:
"Ach! KtO' mi dzisiaj D walnQ:ki
mówi? Lecz ażeby zrozumieć, CO'
ana znaczy, trza byłO' być najpierw
nriewDlnym. wyjętym spDd prawa. być
zbiegiem! Otam jest jak ptak ranny,
CD upadł z gromady lQtnej i który
ściele gniazdO' pad wazem w pod-
wórzu... trza bylo być wygnanym,
aby PQjąć, cO' Djczyzna... Szczęśliwy
ten. ktO' kO'cha, lecz jeszcze szczęśliw-
szy ten, ktO' służy, ten, ktO' jest PQ_
trzebny. Jutro już bliskie, kiedy usta-
nie nieabecnaść nasza! I nie jesteśmy
tylkO' Dn i ia, tO' naród cały w nas
cO' Dczekuje a jest rozdzielQny...".
*
Gdy d
iękQwałem znakQmitej aktDr-
ce Za Jej sława, podkreśliłem że
wpra wdzie naród palski jest nadal
pQdzielany na tych, CO' są w kraju
l n.a tych.. którzy są na emigracji,
tO' Jednak Jesteśmy przynajmniej du-
chawQ jednDścią, czegO' dQwQdem
fakt iż w spDtkaniu claudelowskim
biQra zgDdny i przyjazny udział PD-
lacy znad Wisły i znad Tamizy.
Twarz Eve Francis Qży\\ił uśmiech.
,.TQ pan palak z LQndynu?" - za-
pytała. I patem zaczęła apawiadać
z widQCZD:! przyjemnQścią a swych
wizytach w Warszawie międzywDjen-
nti, Q swych wspamnieniach z Pal-
ski. Q PDlakach, których paznała.
"Czy zna pan Wacława Grubińskie-
gQ?" - padłO' niesPQdziewane py_
tanie. "W jegO' sztukach grałam przed
laty! ".
J tak u brzegów Radanu, gdLJie
Fausta śpiewaia pieśll Q sWQjej Qj-
czyinie i swym wygnaniu, rozmawa
zeszła na tematy palskie. Cóż bar-
dziej naN,:ralnegQ! Były ta przecież
dni poety, któregO' niespełniO'nym
marzeniem byłO' zQstać ambasadQrem
Francji w Warszawie.
Witold Leitgebcr,
OBRAZY POLSKIE SPRZEDAM
AXENTOWICZ, BAKAŁOWICZ, BOZNAŃSKA, KARPIŃSKI.
FIilPKIEWICZ, FAŁAT, JABŁOŃSKI, R. JANOWSKA, G ROIT.
KOSSAK, NACK, IEWICZ PILLATI, PAUTSCH, PIOTROWSKI.
PIĄTKOWSKI, Z. SUCHODOLSKI, SIOHULSKI, MYOELSK1.
TERLIKOWSKI, WYWIÓRSKI.
Flys
i a
arele:
KOSSAK, MICHAŁOWSKI, NOR BLIN, MATEJKO,
RADZKl, STRYJEŃSKA, ORŁO'" SKI, żAK.
R. WERNIK,
SIEMI-
52 Lonsdale Road London, W.11.
Tel.: 01-946 3908
-
-
WIADOMOśCI" O CZYTELNIKACH
Gdybyśmy' mieli tylu Prenumeratorów ilu mamy Czytelników,
pismO' mIsze byłoby bQgate, mogłQby płacić wYSQkie .hooQra
ia. zapewnić
sQbie stałą współpracę najlepszych piór, zW1ęk,szyć
bJętQŚĆ me PQdnosząc
ceny, zyskać w te.n sPQsób nQwe rzesze Czytelmków. l Pr
numt;.ratO'r6,w, .stać
się jeszcze bQgatsze, płacić jeszcze wyższe hQnc:rana, Zap
W!1IĆ SQbJ
Jesz-
cze wydatniejszą wsp6łpracę najlepszych piór, Jeszcze zWlęks
yć Qb)ętQŚć,
obniżyć cenę i w ten sPQsób i t.d., i t.d. ad infinitum... Wspamałe perspek-
tywy i zupełnie Tealne, jeśli tylkO' wZrOOnie ciągły, ale skromny dQtycbczas
przypływ DQwych prenumerat.
>>>
Nr 1388 5th NQvember, 1972
PUSZKA
Geometria polityki światowej
W ciągu Dstatnich dwóch La,t układ
sił światowych znaoznie się zmienił.
Pisałem, i tO' nie m,z, że w mi'ejsce
świata dwubiegunDwegD: Ameryka -
Sawiety, przyszedł układ pięciu sa-
moistnych D8rodków siły, który dla
krÓtkDści nazwałem pentagramem.
Oczyw;ście przez ..Amerykę" i "S0-
wiety" trzeba rQzumieć nie tylkO' dwa
supermQcarstwa, ale powiązane z ni-
mi państwa. SłDWQ ..SQwiety"
Dznacza w tym kQntekście tak-
że państwa satelickie, składające
się na imperium kQlDnialne sowieckie
w Eurapie. A słQwa ..Ameryka" Qzna-
cza abak Stanów ZjednDczonych ich
czternaśoie państw sprzymierzanych
w EurDpie, tworzących razem NATO.
Zmiany, jakie teraz się dQkanały,
wymżają się w tym że Europa Za-
chodn:a pDsunęła się dalekO' na dro-
dLJe dO' scalenia gospDdarcQ:ega, któ-
regO' trzonem jest Europejska Wspól-
nota Gaspoda,rcza. Japania, rQzwija-
jąca swój patencjał przemysławy
szybciej niż jakiekQlwi';:k inne pań-
stwO' na świecie, weszła w stadium,
kiedy niechybnie musi też pacząć wa-
żyć pDłitycznie a wreszcie i WQjsko-
WD w ŚiW.iatawym układz,ie sił. Przy-
pieczętawa.ła zaś "pentagram" pod.róż
prezydenta NixDna dO' Pekinu, która
była następstwem załamania się chaQ-
tycznej .,rewalucjj kulturalnej" i daj-
ścia dO' władzy przedstawiciela reali-
styczne] polityki premiera Czou En-
łai. W wyniku tej podróży dosZJla dO'
zawarcia porozumień gO'sPQdar-
cz,ych m!ędzy Ameryką a Chinami
O'raJZ - Co' ważniejsze jeszcze - dO'
wej.śc
a Chin dO' Organizacji Naro-
dów ZjednQczanych.
Teraz te sprawy O'mawia w prasie
amerykańskiej Zn3ny pali tal ag Zbig-
niew Brzez;iński. Przypamina Dn je
niedawnO' prezydent Nixoo mówił Q
pięciu mDca,rstwach, które łąclJl1ie
twarzą światową równDwagę sił. Br,ze-
zJi,ński nie gO'dzi się z tym. ZWTaca
przede wszystkim uwagę na tO' że
mocarstwa te są wielce rÓŻDO'rodne.
A więc Chiny są pQlityczlllie jednQli-
te, jednakaważ gaspQda,rczQ niedQ-
razwinięte. Japania jest w sensie ga-
spoda,rczym macarstwem, ale wajskD-
wa j,est ca
kiem bez znaczemi,a, Eura-
pa znawu jest w znacznej mi,erze gQ-
spodarczQ scalDna, wajskawQ wszakże
wciąż nie maże się zdabyć, jeżeli nie
na scalenie, tO' choćby na koordyn:ł-
cję swaich sił. Wreszoie Ameryka,
ja'k Brzeziński przewiduje, także w
bliskiej p11Zysz,łaści będz,Le ściślej pa-
wiązana z Eurapą i z Japanią nitŻ z
SO'wietami i Chinami. Tę bLiskQŚĆ
Ameryki, Europy i JapQnii, chać Dd
siebie tak Qdległych geagraflicznie,
tłumaczy podabieństwem ustroju po-
litycznegO', wspólnymi celami w pa-
li
yce, wreszcie wielDrakimi powiąza-
niami gaspadarczymi.
W tym świetle Brzeziński sądzi że
"geometri,a pDli,tyki światawej" WYTa-
ża się w dwu trójkątach Qpiera
ących
się na Dsi Ameryka - SQwiety. Oba
te macarstwa wzajem się szachują,
Żiadne jednak nie ma dQŚĆ si'ł, by
drugie podbić. PrzYPQmina że w nie-
dalekiej przeszłQści, w Qkresie ..zim-
nej wO'jny", taka równowaga nie
i-stniała. Teraz zaś wytwDrzyła się QŚ,
WQkQłQ której skupiały się dwa trój-
kąty, jeden a part y na kO'aperacji, a
drugi na rywalizacji. Za "trójlkąt ry-
wahzaoji" uważa Brzeziński Amery-
kę, SQwiety i Chiny i dad'aje że wi-
zyta NixDna w Pekin.i,e nada,ła temu
trójlkątDwi charakter "i'nstytucja[1al-
ny". Rywali,zacjoa jlednak dalej trwa.
"Trójkąt kooperacj,i" tO' Ameryka,
Eurapa i Japoni'a. JegO' części składD-
we gDtawe są dO' wspóldiZia,łania nie
tylkO' gaspodarczegD, które już dzi
jest wysakQ rQzwi.nięte, ale także do
wzajemnegO' pO'paro
a pali tycznegO',
mimo że tu i ówdzie pQJawiają się
razdźwięki.
Te "geO'metryczne" fOiZważania
BrzezJińs'kiegQ n:e uwzględniają spraw
Q najistQtn!eJszym znaczeniu. A więc
Q ,,zimnej wDjnie" mówi Qn w trybie
przeszłym, jak gdyby była epizodem
z wczesnegO' średniO'wiec'za. A prze-
oież "zi'mną wojną" nazwana Dstre
przeciwdz'i,ał,alnie SDwie1ów przeciwko
wDtnemu świ,atu, przy użycau wszyst-
k,ich ś,rodków z wyłączeniem starć
zbrojnych. DO' tych środków należy
wykorzystywan:e wszystkich rQzbież-
ności w WDlnym świecie. różnic inte-
resów gaspadarczych, palitycznych,
nawet rehgi,jnych, dywe'rsja i dezin'
formacja, zdDbywanie caraz nDwych
punktów Qparoia we wszystkich czę-
ściach świ,ata. A j,ednocześnie Sawie-
ty z wielką uporczywością rQZlbudD-
wują sWQje siły zbrojne we wszyst-
kich dziedz,inach, bardzo z[1acznie
powyżej patrzeb właSil1ej abroil1Y. Ich
wydatki wajskowe dO'sięga
ą 40/ do-
chDdu naradawegO'; są najwyiŻsze na
świecie. Jeżdi to. WS
StkO' razem nie
jest "zimną wojną", tO' cóż nią jest,
czy k,iedykDlwiek byłQ?
Stasunek między Saw,jetami a Ame-
ry ką Brzeziński nazywa "rywalizacją".
TO' Qkreślenie jest nie tylkO' mętne, ale
także nieprawdziwe. Rywalizacj:ł
QZlflacZ;a uzyska,nie przez jednego
partnera przewagi nad drugim w ja-
kiejkQlwiek dziedzinie, jednakDważ
bez dąże'llia do. unK:estwieoo!a tego
partnera. Klasyczne pole rywalizacji
- tO' sport. Walczą z sDbą Q pierw-
s.zeństwa partnerzy - a nie wroga-
wie. Ten, ktO' bierze górę, nie zabij.1
pDkDnanegQ, tak jak przed wiekam!
gladiatQr w cyrku I1zymskim. W sfe-
rze gospodarczej rywalizację nazywa
się "kO'nkrneficją". Zmierza Qna dO'
zdabycia ja.\
iegJŚ rynku zbytu czy
źródła surowców, ale nie dO' O'sta-
tecznegD ZniiSlJCZelllia kDokuren1a. Czę-
sta m;ędzy kankurentami dochDdzi
dO' parozumień, z których pawstają
kDnsO'roja, kartele i inne fO'rmy wspó
.
działania gDspodarczegQ.
OWO'Ż Sowiety nie są "rywalem"
Ameryki i reszty wO'łnegQ świata, ale
jegO' wrog,i,em. Chcą O'panO'wać caiy
glob ziemskłi i padbić wszystko., CD
im staje na d,rodze. Tutaj nie ma sy-
metrii między wQlnym światem a So-
wietami. BO' wDlny świat nie Dbjawia
dążenioa dO' znislJCzooia SQwietów, a
nawet dO' zmiany ich ustroju. Po-
przestaje na UPQrczywym bronieniu
tegO', croga SO'wiety j,eszcze nie Qpa-
nDwały. Tak też należy fO\Zumieć zbli-
żenie Ameryki dO' Chin. Nie jest QnQ
ideolQgiczne, bQĆ przecie Chiny stWD-
rzyły swój własny osobliwy kamu-
nizm. Jest dlla Ameryki wartDściowe
strategicznbe, bO' Chiny padtrzym.ane
przez Amerykę zagradzają Sawietom
dragę dO' DpanO'wani,a h!du Azji, a
także w pewnej mierze krępują ich
swO'badę ruchów w Europie.
00. się tyozy JapO'ni i , któreU w "pen-
tagramie" przry,padał,aby samaistne
miejsce, dające się porównać z miej-
scem Europy Zachadniej (JapQnia i
Europa ZachDdnia przylegają z dwu
stron dO' wielkiegO' lądu eurazyjskiegQ
we władaniu SQwietów), Brzeziński
ma różnDrakie wą,tpliwQści. Uważa
że JapQnia jest "PQ)i.tyczn:e izolQwa-
na" i nękana niepewnDścią. A przecie
Japania jest wciąż związana ścisłym
sQjuszem z Ameryką, który zapewnia
jej Dbronę, także przy użyciu broni
atDmawych. Przecie dlategO' właśnie
że Japania ponosi datąd ba,rdizo nikłe
wydatki na swO'je siły Zbl1Djne, mDgł
Qna dDkmlać w tak krótkim cZJasie
swO'jega ..cudu gospoda,rczegQ", który
wzbudził wreszcie zaniepakD
enie na
jej rynkach zbytu, szczególnie w Ame-
ryce. Należy Dczekiwać że prędzej
czy później JapQnia w PQrQzumieniu
z Ameryką pDcznie się dQzbrajać, CO'
Dkaże się tym piln;ejsze, im groźba
sowieoka na Dalekim WschO'dzie bę-
dzie rosłia. Już dziś fiata sawiecka
na Oceanie Indyu&kim, zagaspadaro-
wywanie się SO'wOetów w Indi.ach i na
CejIDn:e, budzi niepQkój nie tylkO' w
Pekinie, ale i w TakiD.
Brz,e:z;iński przewiduje dla J apO'nii
pięć l1ówych mO'żliwych "a.pcji" prze-
st3Jw.ienna jej poIirtyki zagranicznej.
Opcj'e jak O'pcje. MO'żna by wymiooić
jeszcze p:'ęĆ czy O'siem innych O'pcji
jednakO' prawdQpadO'bnych i pożytecz_
nych. Ale nie Q tO' idzie. Ważniejsze
jest że Brzeziński zatrzymuje się na
Dpcji "zbiorowegO' bezpieczeństwa" w
Azji z włączeniem dO' tegO' systemu
KOifei, Ind O'nelzji i Australii. By'iQby
tO' istatnie nie najgQrsze. gdypy w
rO'zumawaniu BrzezińskiegO' nie łączy-
łO' się tO' z rQzluźnieniem związków Ja-
pooii z Ameryką. Następstwem tegO'
miałoby być wycQfanie załóg ame-
rykańskich z JapO'nii. Sądzić trzeba że
w takim przypadku Ameryka musia-
łaby także zwinąć "parasD] atomD-
wy", który teraz chrDni Japaruę. Brze-
ziński sądzi że mDżna by ZJachować
układ Dbronny amel1"ykań
\ko-japań-
sk,i w zakresie znacznie zmniejszQ-
nym, ale za tO' włączyć go. do. Dbszer-
niejszegQ układu bezpieczeństwa, Dbej-
mującegQ całą Azję. W takim ukła-
dzoe, zauważyć trzeba, brałyby udział
także kO'muni'styczne Chiny, CO' by im
dawało wielkri. wpływ na wszystkie
państwa aLJjatyckie niekamunistycme.
Brzezińskiego. tO' nie martwi. N a
odwrót. Radzi, by Azja wzrorowała
s,ię na EUl1Opie, gdzie teraz panD nad-
chodzi era ,,zbiorowegO' bezpieczeń-
stwa" na padstawi,e zgady "między
Wschodem i Zachodem", czyli z
udzi,ałem Sa
ietów i z wYf'lJUceniem
Ameryki z Europy.
Brzeziński jak gdyby już teraz dy-
skO'ntawał wyniki "Konferencji Bez-
pieczeństwa Europy", na którą na-
staje Moskwa, a która w istQcie jest
fDrmą Qfensy'wy Sawietów na EurQ-
pę ZachDdnią. Ta kOtl1ferencja, jak
wszystkO' wskazuje, Dstatec,lnie O'dbę-
dzie s,ię, ale ni,e ma potrzeby z góry
przyjmawać że SawietQm powiedzie
S!ę Dbalenie głównegO' filara Dbron-
nQści EurQPy. jakim jest QbecnQść
300.000 wajsk amerykańskich ,"
EurDpie. McGovem nie ZJastał jeszcze
wybrany prezydentem Sta.nów ZjednQ-
czonyoh, więc Brzeziński niepatrzeb-
nie śpieszy s'ię z uznawaniem za fakt
dokonany tegO', CO' SQwiety chcą osiąg-
nąć w EurQpie ZachQdniej, a czegO'
najprawdQPDdabniej nie os,iągną.
Więc i Japonia nie musi jeszcze bra.:
przykładu z EurO'Py takiej, jaką Brze-
zińs,ki mQże chciałby widzieć, ale ja-
kiej jeszcze nie ma.
Pandora.
............ .... .. .. .. .. .. .... ...... .. .... .... .. .. .
.
.
.
.
.
.
.
KUPUJĘ
DRUKI, RĘKOPISY, PAMIĘTNIKI, LISTY, AUTOGRAFY,
MAPY, SZTYCHY, RYSUNKI, PORTRETY, WIDOKI, FOTO-
GRAFIE, KOLEKCJE WSZELKIEGO RODZAJU, i t.p. DOTY-
CZĄCE DAWNEJ I WSPÓŁCZESNEJ POLSKI I LITWY
R. UMIASTOWSKI
l, Fountain Drive, London, 5.E.19
., .. .. .............. .. .. .. .. .. .. .... .. .... .... .. .. ....
,
WOREK JUDASZOI
N
.
ł
e
p
Józef Mackiewicz z pełną racją
pisał w Qbszernym Qmówieni.u pa-
miętników WędziagQlskiegQ ("Książ-
ka D niepQkQjących analQgiach",
nr 1385 ..WiadO'mQści") że bQlsze-
wicy wygrali walkę Q władzę, po-
nieważ każdy, CO' chciał się im sku-
tecznie przeciwstawić, by,ł piętnQwa-
ny jakO' reakcjQnista. Potem Mac-
kie,wicz zacytował B
Qka, Mandel-
sztama, AchmatQwą i dodał uszczyp-
liwie: .,TQ są pDeci rosyjscy, bu-
dzący dziś szczególne roZJtkliwienie
wśród intelek1ualnegQ 'establish-
Iment'u' ".
TO' ja wystąpiłem nie tak dawnO'
w QbrDnie BłDka i Mandelsztama,
więc PQwyższe słQwa zapewne wy-
pada przyjąć i połknąć z miną skru-
szonegO' winQwajcy. Z tymi poetami
rosyjskimi tO' jednak trochę nie tak.
Parę, czy kilkanaście słów, wyrwa-
nych z kDntekstu, przeważnie nie
daje prawdziwegO' Dbrazu. CO' miał
na myśli Osip Mandelsztam, gdy pi-
sał: "Klasyczna poezja tO' - PQezja
rewQlucji..."? O jaką rewQlucję mu
chDdziłQ? Mandelsztam również na-
pisał: ,.RewQlucja w sztuce w nieu-
nikniQny spasób prowadzi dO' kla-
sycyzmu... n. PQprzednie zdanie na-
leży więc ustawić w zupelnie innym
k?ntekście, niż tegO' chce Mackie-
WICZ.
..Sztuka chrześcijańska - cytuję
urywek z artykułu Mandelsztama,
QgłO'SZQnegD w r. 1922 - tO' zawsze
dZlałalnQść, Qparta na wielkiej idei
odkupienia. TO' - bezgrdniczne w
swej różnQrodnQści 'naśladQwanie
Chrystusa', wiekuiste nawroty ku je-
dynemu aktO'wi twórczemu który
rozPQczqł naszą erę historyczną,
Chrześcijańska sztuka jest wQlna
Żadna kQniecznQść nie przyćmiewa
jej świetlistej wQlności wewnętrznej,
bawiem jej prawzór, który naśladuje,
to. samO' Ddkupienie świata przez
Chrystusa... ". WymO'wne? JednO'-
znaczne'? AutQra tych słów Mackie-
WICZ nazwał kiedyś "czQłQwym bu!.
szewikiem", a Qbecnie kpi sO'bie z
"intelektualnegO' establishmentu", z
racji szczególnegO' rolJtkliwiania się.
Prawda, jakie tO' wesałe?!
CY'tujmy pDetów, ale cytujmy
Ich tak żeby nam ukazali się w ca-
łei sWQjej urodzie, albO' szpetQcie, a
nie w kształcie, zredukDwanym, czy
raczej dQpaSDwanym dO' z góry przy-
jętej tezy. Mandelsztam należał, wraz
z Gumilawym, AchmatQwą, GQrQ-
dieckim i paroma innymi, dO' grupy
"akmeistów". Ale jegO' proza lite-
racka - z lirykq byłO' niecO' inaczej
- wykształciła się PQd wplywem
symbQlizmu, stąd tyle w niej g;steJ
mgły, a chwilami nawet QzdQbnegQ
bełkQtu, pO'dkładającegQ się PQd każ-
dą. właściwie interpretację OtO' parę
próbek: "Nasza krew. nasza muzy-
ka, nasza państwDWQŚĆ - wszystkO'
tO' znajdzie sWQje przedłużenie w
delikatnym bycie nDwej przyrQdy,
!przyrody-Psyche. W tym królestwie
z
WIADOMOSCI
o
k
o
.
I ą
c
c
t
e
ducha, pazbawiDnym ludzi, ka.żJde pQwitalne, na CO' Wells QdpQwiedzial
drzewO' będzie driadą, a każde zja- że przybył, aby QSQbiście przyjrzeć
wiskQ - mówić Q sWQjej metamQr- się ..interesującemu histQrycznemu
fozie... ", albO' - "PDwiadają że eksperymentQwi, który Ddbvwa się
przyczyną rewQlucji jest g:ód w m:ę- w kraju, przeQranym i Qbjętym P
Q-
dzyplanetarnej przestrzeni. Należy mieniem rewQlucji spDłecznej... ". ł
sypnąć ziarnem pszenicy w eterze...". wtedy wybuchła bDmba. Najpierw
Można się jedynie dQmyślać, D cO' zabrał głO's AmfiteatrO'w i w nie
tu MandelsztamQwi chDdziłQ. Jak grzecznych s!O'wach pQinfQrmował
widzimy, tYPQWO' marksistQwski, SQC- ..dO'stQjnegQ gQścia" że pisarze, któ-
realistyczny styl! Inna rzecz że Man- rzy tu przybyli, myśleli bardziej Q
delsztam PQtrafił być bardzo kQn- kO'tletach i ciastkach. niż Q O'bej-
kretny i realistyczny, jak choćby wrzeniu Wellsa i JegO' cygara. TO' był
tym epigramatycznym wierszu, któ- dDpierQ pDczątek. Prawie natych-
ry sPQwodQwał jegO' pierwszy areszt miast zerwał si-ę WlktQr SzkłQwskij,
i zesłanie dO' WarDneża (1934). PQ- znany tearetyk rQsyjskiegQ ,JQrma-
daję dQkładny, prozaiczny przekład lizmu" - miał czerwDny , odmrQŻD'
paru urywków. nv nQS, spuchnięte pO'wieki bez rzęs,
..JegO' tłuste palce są tłuste, jak skutki zaawansowanegO' szkQrbutu -
rQbaki, słQwa - pewne siebie, jak i rzucił w twarz AnglikQwi histerycz-
pudowe Ddważniki. śmie
ą się ka- nym krzykiem:
rdlusze wąsiska i świecą chQlewy ..PDwiedz pan tam, w waszej An-
butów. A dakałą niegO' zbieranina gji, PQwiedzi pan AnglikDm że nimi
grubO'skórnych wDdzów; Qn tasuje pO'gardzamy, że ich nienawidzimy!
usługi półludzi. Jak podkowy, wy- Nienawidzimy was nienawiścią za-
kuwa jeden dekret pO' drugim - kQ- szczutych zwierząt... za krew, którą
go w brew, kQgQ w pachę, kQgQ w &pływamy, za męki, rDzpacz i głód,
DkD...". Naturalnie, mowa Q Stali- które nas niszczą, za tO' wszystkO',
nie i nic biednemu MandelsztamQwi CO' z wyżyn pańskiegO' dO'brQbytu
nie pO'mogłD że w trzy lata póiniej, pan nazwał 'interesującym ekspery-
już PQgrążQny w skrajnej rozpaczy, mentern histQrycznym'! Sluchaj, 0'-
usiłowai odrQbić SWQją PQetycką bajętny panie, z czerwaną mDrdą,
przeszłość i napisał słabiutki zrC\sztą niech pan będzie pewny że zapach
panegiryczny wierszyk Q ,.O'jcu na- naszej krwi... pałQży kres waszemu
rQdów". Mandelsztam zginął na eta- sielankQwemu tram-tramtam i wa-
pie dalekDsyberyjskim w r. 1938 l szemu niewzruszonemu SPQkQjO'Wi!",
zastał zrehabili,tQwany pDśmiertnie ZaskQczony Wells chciał CQ5 Qd-
przez Chruszczowa. Ale jegO' PQezja powiedzieć, ale pomyliły mu się na-
nie doczekała się pełnej "rehabilita- zwiska O'becnych i nic senSQwnegQ z
cji"; dO' dziś nie ukazały się w tego nie wyszłO'. ..Mówcy - pisał
Związku SQwieckim wiersze zebra- pO'tem jeden ze świadków - rzu-
ne, których stQsunkQwQ szczupły i cali się jeden na drugiegO' z krzy-
tendencyJnie dO'kQna-ny wybór nie kiem oburzenia, z czegO' na,tychmiast
mQże zastąpić. skarz}'stali ich sąsiedzi, żeby w rQZ-
O piekle, przez które przeszli rQ- gardiaszu sprzątnąć z ich talerzy
syjscy pisarze, można by pisać gru- medDjedzone ciastka".
be tomy. Wielu z nich załamałO' się Wellsa. jak się zdaje, niewiele ta
mQralł:łie, nie każdy, jak GumilQw, scena nauczyła, pewnie pDmyślał że
potrafił zareagawać uśmiechem na biesiadnicy byli pO' prostu pijani.
wejście dO' mieszkania czekistów, a W Qgóle wizyty angielskich promi-
patem Qświadczyć przed trybunałem: nentów intelektualnych stanDwiły z
"Tak, jestem przekQnanym mQnar- reguły wielkie nieparDzumienia, wy-
chistą! ". GumjlQW jeszcze żył, kie- starczy przypomnieć, jakie duby
dy w październiku 1920 przyjechal smalQne QPDwiadali w latach pól'
dO' PiQ,trQgrodu H.G. Wells
Na- niejszych Q Związku SQwieckim G.
miętnym prO'pagatO'rem tegO', niezbyt B. Sh.IW, czy małżeństwO' WebbD-
rozgarniętegO' pisarza był w PQlsce wie. LewicQwi purytanie dQjrzeli w
niepodległej AntQni Słonimski, tWQ- tragedii rosyjskiej CDŚ w rDdzaju
rząc coś w rodzaju niemal kultu nDWDczesnegQ moralitetu, ze wszech
Wellsa, któregO' też paza autQrem miar gDdnegQ naśladDwania. Z rów-
..KrDnik tygDdniDwych" małO' ktO' nym PQwQdzeniem kilkumiesięczny
czyta!. O'sesek mógłby aglądać dramaty
W PiDtrQgrodzie panQwał wtedy Szekspira.
straszliwy głód, ale na bankiecie, Zacząłem ten "wDrek" Qd Józefa
wydanym na czcić angielskiegO' gQ- Mackiewicza i muszę dO' niegO' jeszcze
ścia. nie zabrakłO' najbardziej wy- PQwrócić. JegO' zarzut że podobnie
tWQrnych dań. Literackie głDdomQry Jak w RO'sji za ..kiereńszczyzny".
stawiły się tłumnie, nie tyle. by nddmierna tQlerancja lewicy WQbec
chłQnąć złote myśli zagranicznegO' kO'munizmu - ..wróg jest tylkO' z
mędrca, CO' żeby najeść się raz je- prawa" - prowadzi prDstą drDgą
den dO' syta. ku kapitulacji, jest w zasadzie całko-
Przy deserach, gdy na stQłach zja- wicie słuszny. Niestety, Mackiewicz
wiły si
prawozi,we ciastka - Qd jak pDdejrzewa wszystkO' i wszyst.kich,
dawna nie widziane? - Maksim GDr- strzela na oślep i w entuzjastycznym
kij wygłQsił krótkie przemówien:e uwielbieniu Aleksandra MacedQńskie-
a
t y
gO' łamie, druzgD
e bez litQści BQgu
ducha winne krzesła. A wszyscy wiel-
cy str.ltedzy, Dd tegQż MacedQńczy-
ka pDczynając, dQskQnale wiedzieli
że zła, niewłaściwa, bO' zbyt sztywna
taktyka mDże łatwa skDmpromi,tDwać
na j,słuszniejszy cel.
Inna rzecz że, przerzucając się ku
przeciwnej skrajnQści, zaczynamy
grzeszyć nadmierną tQleranoją, ktO'-
rej w pewnych wypadkach nawet
szlachetna sk1!dinąd zasada "audia-
tur et altera pars" usprawiedliwić
nie maże. SzlachetnQść i elegancja
w stQsunku dO' wraga także ma SWQ.
je granice. Wychadzenie ze szpad:!
naprzecIw kQgQś, CO' wymachuje ta-
tarską rQhatyną - tO' jednak gruba
przesada. OstatniO' w "Wiadamuś.
ciach" ukazał Się list, w którym
Klaudiusz Hrabyk palemizuje z Wac-
ławem Zagórskim i Adamem Pra-
gierem. Sądzę że list ten me powi-
nien był ukazać się na łamach ..Wia-
dO'mQŚÓ". Nie wtrącam się do meri-
tum sprawy, bo jej nie znam. ChO':by
wszystkie racje merytQryczne prze-
mawiały za Hrabykiem, list ten -
PQwtarzam - nie pDwinien był się
ukazać. PrO'£tQWać tegO', CO' Hr.lbyk
pisał i pisze w prasie krajawej, emi-
grantQm nie WDlnQ. Zasada "audia-
tur et altera pars" takich, jak Qn,
nie obQwiązuie. Więc niech sQbie
prostują, protestujo!, palemizują we
własnych czasopismach, a dO' nas się
nie pchają. jak my nie pchamy SIę
do nich.
List Hrabyka kQńczy się następu-
jąqm Qświadczeniem: "Obecnie...
już od lat 13, wspólnie z 33 milio-
nami PQlaków, 'służę' kQmunistQm,
tO' znaczy s1użę pO' prostu mO'jej Oj-
czyźme, pon:eważ innej paza komu-
nistyczną PQlski na świecie nie ma".
Hrabyk jest w błędzie. Jest na
świeoie także inna PQlska, nie kDmu-
nistyczna. Nie tylkO' na emigr.lcji,
ak.że, CO' nwjważniejsze, w kraju.
PDlska nieQfiCJalna, zduszQna, zaka-
zana, skazana na zatracenie, n.l u-
schnięcie, Pabka, której Qdbiera :lę
w?dę i PQwietrze. Tę Palskę pDzba-
WIQnQ głDSU. zmuszanO' dO' mówie-
nia szeptem pO' mrQ:znych zakam.lr-
bch, a mimO' tO' CQraz tO' dachO'dzi
dO' nas jej głQs, nie raz i nie dwa
nabierający mQcy krzyku. Ta Pol-
ska ży.:e, cierpi, zmaga sie i - wie-
rzymy - zwycI
ży w przyszłQści.
. J:Irabyk dO' tej PDlskj nie należy
I dlategO', jak napisał, .,służy" kDmu-
n
stO'm. TylkO' dlaczegO' SłQWD s:uży
ujął w cudzysłów, w intencji zapew-
ne irQniczny? Nie, ten cudzysłów
i. est najzupeJniej zbędny. Hrabyk slu-
zy komumstQm na seriO', bezwarun-
kQWO', bez najmniejszych zastrzeżeń.
Cudzysłów był niepDtrzebny i n'e-
PQtrzebne było nazwiskO' Hrabyka
n
szpaltach .,Wiadamości". TO' już
me puysłQwiO'wy Piłat w CredO', to
br
ydka, br
dna plama, którą. na-
lezy szybka I raz na zawsze wywabIć.
.
czasopIsm
krajowych
TEODOR PARNICKI
W "Trybunie Ludu" z J2 sierpni'ł
b.r. zamieszczc';}O ciekawy wywiad .!.
Teod{)lfem Pa.rnickim. OtO' Slkrót jeg"
wypOiWiedzi :
,,szósty i Iwńcowy tom cy.klu 'Nowa
baśń', 'Torisamaść', a w slzczegóLności
'Muza dalelkioh podiróży' zawieraj 4
au
o:mte.rpretację mojego pisalfSltWa".
AUitoll' a Ji"gaillilzacjj swej prncy;
.,Przez lata prowadzę studia przygn-
towalWcze - i w peM1nyrn momenclc
wydaje mi się, że jestem jm. zupełnie
dobi1ze pIlZy,gQtOWMlY, a CD naJjmndC!i -
mie Sltać mnie na to, żebym pIIZygoto-
wał się lepiej. Wtedy zaczynam pisać.,
czy ściślej mówiąc; próbuje napisać
pie11Wszyoh kilka StJrDTI. Z tymi kilkoma
pierwszymi stI'oTlami zaWS(le jes't naj-
tJrudiniej, iIJieraz przez kj,1ka ty
odni pi-
iSZę na :nowo i na nowo pierwsze trzy
zdania...". "Na pnzy1kład powieść 'Tyl-
ko Beatryoze' powstała w Meksylku w
ten Slpooób: przez 5 lat zbierałem ma-
te,ria,ły, Pi1ZC1Z diwa tygodnie pisałem
pie,rwSile trzy s'tmny, a całą resZJtę przez
24 dni, pracuJąc nawet do Slzesl11astu go-
dZim na dobę...".
"Od 15 roku życia Sltudi{)lwałem w
gimnaZlj,um z świadomym zamiarem, że
rostamę autorem powieści historyozmych.
Zamiar ten powziąłem jalkD uczeń 5 kla-
sy gimmalZjum w OharbiTIie". "Ten wła-
śnie zamiar kazał mi wyjechać z Char-
bima do Pol
i, nie do Zwią.zku Ra-
dziedkiego. Ten zamiall' kazał mi ooiedlić
się we Lwowie, bo wykładał tam polo-
oistylkę J.uliusz Kle:,ner - najświetmiej-
szy :2!naJWca Słowaokiego. a przecież na
ca'łą mo
ą. 1!Wórczość Słowacki ma
'ogmmny wpływ, a w szczegól,ności jego
'Król-Duch'" .
"Była t,rzech wieł.k!ch t,rap;ików ateń-
s'kich - AjschY1los, Sofokles, EllJfypides.
MÓwiono, że diwa1 pierwsi pis
dla ca-
łego ludu ateńs,kiego. a Eurypides tylko
dla d!Wóoh AteńczY'ków - dla Sokra-
tesa i dla siebie. Otóż mnie nap'raiWdę
wystarczyłaby sytuaoja Eurypidesa. Oby
tylko mój Sokrates nie przestał mnie
czytać" .
UCZUCIA NASZYCH CZASoW
W ,.Ty,godnilku Pows,zechmym" trzech
autnrów IIp,rawia 110dza
. który pr.zypo-
mima alJ1gieJski esej np. Lamba, a taikże
autorÓiw z ,.The SpectaJtor" (tej!;o stare.
go). Pisarzami tymi są: K
siel, Słonim-
ski i Ki
owski. W numerze z 27 S1erptIl:a
Kijowski dał taki esej-felietoo o upad-
ku uczuc!owości u dziiSiejslzego człowie-
ka.
"Nie wiemy, czego się tl1zymać w
kwesitii ucz.uć. D3JWIniej l10ZlUmianQ ;
przeżyJWamo uCZlucia jako ży,wioły. Na-
leżało je opanować, właśnie jak wi,atr,
wodę, ogień,
bronić się przed ich
niszczącym działaniem. Należało poła-
żyć im tam
, SltaiWić im czoła, okiełzmać
je, powściągnąć, tl1zymać na \Wodzy".
"Cz
owielk, który im uległ, wSltępował
w staJn duchOlwej czySItości i jaSl11ości -
w staon pl!lawdy. Stawał się callkiem kim
il!1lllym niż diotą.d: "kochankiem,
pyszałkiem, chciwym, patriO'lą, zimnym
lub gDrącym, a więc bDhaterem drama-
tu, romMlSU, komed
i. Wiedział o sobie
W5,zys1lko: :kto jest, jaJki jest".
,A my co? U1Jra.ciliśmy tę zdoLność!
Emp:,rYCZll1a psyohologia i wyhodowana
na jej tl1Uciznach literatllJfa pouczyły
nas, że w każdym momencie iswienia
każdy z 'nas jest przYlPadkiiem szczegól-
nym, (...) że ucZlUCie jest jegO' właS'l1ą,
pryrwatną fabryikacją, a nie siłą Ze-
wn :;itTZmą " . "Z tlWoich DrZYIg6l w łonie
mailki, w kolebce, w !?I'z
olu, w
wqjsku, w łaźn.i, z le1ktur tw,oich i sen-
nych przywidzeń ukszta.łtUje się coś...
coś tajemniczego, mienazwanego,..".
Pada pytalJ11e: "Kochałeś kiedy? ko-
ohaslz? " .
Odpowiedz: "Nie wiem... ta
jak-
by... może... to nie tJakie uI106te...
wreszcie wytjęczy: - prawdę mó
iąc. ;a
w Dgóle nie jestem zdQlny do miło-
ści!".
"Nienawidrzisz t
D oZJłolW1ieka. ktÓl"e-
mu starasz sie właśnie Nobić ŚWiń&twa"
Nie, ja t}'lko. tak... a nienalWidzić? O',
o'ie, nie jestem zdoLny... Zamiast: tak,
niena,widz:; tego psa pa.rszy.wego i nie
SPOClinę, póki nie zmiszozę gO' razem z
żoną i dzia1!Wą".
'\1ARTWI SIĘ O ZACHÓD
"Głęboki kryzys ide'OWy i mora.lJny,
który ogarnął kapi,talistvcZlne s,uołeczeń-
stwo ery konsumpcY
lneJ, zarvs
OIWał się
na przekóor wylSOIkiemu stopniowi roz-
woju g09podalJ"CZego i pomimo poo'tę-
pujących procesów rewolucji naukowo-
techniozmej" - 'tlak się podesz.a, a ma-
że mal11iwi, Macie;j Łukaszewicz w "Try-
blll1ie Ludu" z 28 sie!lP'nia. Na Zacho-
dz:ie "liczy się konto ba'lllkJiWe. Mówi
się więc: Ten człowieik jest wart 200
tysi ,cy dolarów". Lulkas.zewicz t!iuma-
czy żywcem zlelksY'kalizowane wyraże-
nie angielskie i na tym flll1damenciku
budUtje całe teorie.
Jako pr.z}'k
ady ksią.żelk .zaohodnich,
obrlJZlUjącydh ,;układ. w którym ClZło-
wiek. znalazł się w ideowej PI'ÓŻJni, ilZD-
laoję jedlnoćtki w dŻJlII1,gli kaitalistycz-
,n ego megapolis", Łu
as:zewicz wymie-
nia "Śni'adanie u TiffMly'e.ll;Q" (o re-
ty!) i "Z zimną krwią" Capote'a,
"Układ" Kazana, ksią.żki Sa.Iin.ll;era, po-
wieści pDlitycZlne NDrmMla MaiJera,
..Obcy" i "Upadelk" CamUiSa, sZJtuki
Diirrenmatta, Pimtera i Albee'ego. Szko-
da że do tej listy nie pasuje Sołżeni.
Cyl!1, SinialW5oki, Daniel i kilku innych
pisar;zy sowieakich.
Kryty,k kultury z "Trybuny Ludu"
wymienia też kilka słynonych filmów za-
chodnich, jak "Noc", "Przygoda".
.,0Dlce vita" i il!lJne, przy CiZym twierdzi
że w filmach tych "uderza jarowaść ży-
cia i t,otaLna pUiS'lIka duchowa". Cie-
kawe, bo na pienwszy rzut oka wyda-
wałDby !Się że te filmy aż k
ią życiem.
ZlreSlZltą Lukaszewicz ich peiWII1ie nie wi-
dzia.ł.
Lukasze,wicz chce też ..przypomnieć
że odtJwórcą poo'taci Jimmy'ep;o w 'Mi-
łości i gnie,wie' był niezmamy wówczas
niJkDmu Richa.rd Burton" . Burton nie
.mamy wtedy nikDmu w redalkcji "Try-
buny Ludu", bo w An'glii był
Iu:ż. wte-
dy g
ośnym aktorem, a nad jego Ham-
letem w "Old Vic" w roku mniej wię-
ce
1953 wiele si
nacmokaa1O. Ofelię
grała słynna już wtedy z urady i ak-
tom;twa Cla:Jfe B\ooom.
COKE I LOVE STORY
StefaiTI Kozicki pisze w "AJJ1gumen-
tach" z 17 wrzeŚinia: "Pirzed latv, bę-
dl!c w Pa.ryiŻIu, udało mi się sfotogra-
fować na tle NotJre Oame cZeI!lWony sa-
mochód zape1niony butdkami 'Coca-
Coli"'. Zdjęcie to został,o opublikowa-
ne, redakcja się na nie rzuci
a, bo byłO
ona dowodem "obyczaliJwej amery1kan:-
zaqji, roZJptanoo,zen,ia si
zamo'TSJkiego
impel!lia'lilZlffiu, bezczeLno
ci wieLkich tru-
stów i t.d. Dziś móg
bym bez tmdu
..ro
ografować samochód Ooca-Coli 'la
tle Ikatedry św. JMla na Sta,rym Mieście
w WarszalWie, a n
wet na tle WawellU".
"Tak się złożyło, że równooześnie z
wejściem na naSil r
nek Coca-CDIi, te-
go przes,tall1Za
egD nieco symbolu, wszedł
też i drugi symbOlI. Jalk najba,rdziej
aktualny, tyle że z dziedziny ku/tuIfY:
film 'Love-stoOrY'. (Nie wiem, dlaczep;o
autDT talk właŚinie pisze "Love Story'.
ale zachowuję jegO' p:s.ownię - GliYSa-
tor). Fiolm ten przez ówa ostatnie lata
przedsJtawiany był przez powracają.cych
z szerokiego świata kryty,ków jaJko ko-
ronny dowód ma zidiocenie !"ubli.ki ki-
nowej w baJacIh kapitalistyczmych. Pła-
cze odbywające Siię w czasie pl1'Ojekcji
komentowamD w ten Slposób, że otO' na-
stąpiła w Slpołeczeństwie kapitatliiS1yoz-
nym widoczna zmiana na gorsze gustów
publiczm.ości fiIlmowej, że powodzenie
kome1rcjaJLnego meladramatu, wyprane-
go z j'aokichkolwie'k głębs'zych treści, do-
wodzi roUtŻenia 'l'e:wol'uc}'jmymi nastll1Oja-
mi i młodzieŻ!olW'ą konte5ltacją. A tu pro-
szę. 'LolV-e,story,' pojawila się na na-
szych ekiramaoh i cieszy się takim samym
powodzeniem". "Tak samo jaok w New
Yorku, Londynie i Paryżu nasza pu-
Milka, a przede wszys,
kim ta wywodzą-
ca się spooród 'qllniczmej młodzieży' w
ciemności s,a.Ji kilnowej leje łzy wzru-
szen,iła na baonaLnej historyjce mi'looll1ej".
Kozioki pisze liohą pols,zczyzmą, "do-
lWód ma zidi,oeen'ie publiJki.... ,,płacze
odby,wające się w czasie Pł'0jekcji", to
kieps'ki styl. MD:te dlatego że nie m:i
wyczucia językowego, staje w ,obroni::
hasł:a. reklamowego "Coca-CDla t,o jest
to" i s'UgerUłJe że jest one równie do-
bre jak ,.Cukier krzepi". Mimo to jego
spostrzeżenia warte były zamo'owa'l1ioa.
"ODD BEDFELLOWS"
..Spoglądając z pers.pelktylWY la
, uwa-
żam PadereIWSJkiegD, Wi,tooa i gel!1. Swi,e,r-
czeWiSlkiega za ludzi reprezentujących
poozO.lególolle eta.py na
lzego rDZlWuju hi-
toryczmego". DziJwne towanystwo!
Wpa'kował je do jednego łoża Ja,n Oro-
hDj,owslki, dyplomata i autor. dlf1ukują-
cy na łamach "A'l'1j1Jl1mentów". W nu-
merze z 27 siel"pnia zamies'zcZlomo wy.
wiad z nim. Jesz:oze o gen. SWde'rczew-
skim: "Si'kolTSiki nie m!ał i nie ma spad-
kDbielrców politycznych. Nie moma mu
ptl1zyrpisać takiej pe'TS!pekly/wy połitycz-
nej, jaJką midi Paderewski i Wi,tOIS. a
w io'nych wwmnlkach gen. SwielJ'Czew-
ski".
DrDhojowslkiego ZJa,pytalno: ,.Przez dłu-
gie lata był pam związMlY z OIrielntacoją
pDlityc=ą pmzachodinią. CO' wpłynę.ro
na tO', i'Ż nie podzielił pa,n p,rzekonań
lioZlnyoh kręgow emi.gracy,j,'1ych i przy
pierwszej oka.zjji wr6c:'ł pan do kraju.
by pracDwać dla nowej, zul!e!inie innej
PDlsiki?" .
Odpowiedź zacy1ujmy w całości:
"Gem. S:,kolfslki W chwilach wy,nu.rzeń
mówił, że aby pracować dla PDls,ki trze-
ba wrócić do Pols,ki. Lecz nie potorafil
powiedzieć dlo jakiej Pols'ki W czasie
podró
y do Chin w 1942 r. przejeżd'Ża.łem
przez Związe.k Radzieoki. Wtedy do.
,zedłem dlo wnj,ooku. iż wYZJWDlenie
przy
dzie ze W!Sohodu pDpiruz z:wycię-
S'IWO Al'I1lii Cze,rwone
. Znajomość Sta-
nów Zjed'l1oCiZonych i Anglii umaoniała
mnie w prze,komł'TIw, iż los Pols,ki jest
im Dbojętmy. Natomiast tradycyjna przy-
j.acio
ka Polski, Franoja, chciała w nas
widrzieć łąomi.k między sobą a Związ-
kiem Radzieak:om, a nie zaś p.rzeszkodę,
jak to było w c:hesie sMlacyjmym.
"Celem moim bY'ł powrot da Polsiki,
a względy ideolo.giCZlne nie były dl:l
mnie żadną przesZlkodą. Nie podzielałem
poglą.dów kręgów emigracji londyńskiej,
gd"rż .ona przebywała na obczyźnie za-
ledwie ki,tka lat, a Ja kil'ka,na5cie".
Talk więc SiikoOrs.ki nie wiedział.
jatką Pols'kę choaził'o. ale DrohDjol\VlSoki
w mi'g się ZiOirientował.
Glosator.
-
-
IGNACY
5
o Wojciechu
Krecie
J, Ł
Zmarłemu l lipca b.r. k'UlSl1:osl!OWi
rys.kiej Biblioteki PDlstkiej poświę-
c-d zeszyt wrześniowy "Na Antmie"
(ł:łr ,114) O'bszerne i rzeczowe wspom-
meme Jca,nny Studzińskiej. Przynosi
0.:110 wiele informacji niezmalTłvch o
o!-
nie i PQrządkuje nieliome znane o
działal,ności młodego hiswryka sztuki.
Zwięźlej pis,a'ł e nim w ,.Ozien,n'lku
Polskim" (15 września) Romua,ld Wer-
nik, który wniósł w swą ocenę Zmarłego
akcent przyjaźni oo,obistej.
Oto w streszczeniu dane, zaczerpnie-
te głównie z tych życiorysów.
Kret przeżył zaledwie 32 pracowite
lata, z których dwa ootatni,e podmino-
wała nieulecza,lna choroba. Mia1 za
sobą wcześ.nie ukończone studia historii
s.ztuki na Uniwersytecie Jagiellańskiom,
gdzie już w r. t%2 uzyskał magiste-
rium na podstawie pracy ,.Pa,la'tium
Libel'1tatis Reipublicae Poloniae" (, Pro-
blematyka a'I't,ys'tyczna i ideDwa uaoIacu
Jerzego Ossolińs.kiego "), gmach
tak
bal[(lzo wro
ni"tego w WlTSlzaWę
pófJ1iej ZlWaI:JeGo pałacem Bruhla
zbul'zonego w ostatniej wo
me. W
tej mOThografii zamaoza stlę postawa
Kr
.tJa; poszuki,wwnie idei pDli,tYCZll1ej ,v
architekturze. Rozmił.awany we wło-
skiej kulturze artys'tycznej, śledząc jej
wływ na a,rch:,telkturę pols.ką. s,kielrował
swe bada,nia ku WłochDm. Owocem ich
by.!o stud:um o kościele Karmelitów
w podkralkowskich BielMIach.
W r. 1964 dos.tał się do Rzymu. gdzie
pracowa,ł nad kolekcją £:rafi,ki Emerv-
ka HuUen-Oz.apskiego. Za,j,nteresowa1 go
w nim szozegól'nie bo
aty dzia,ł karto-
grafii. W"chodząc z tego założell1ia roz-
począł posLUkdwania w neapolitańskiej
O'bl'otece Nall'odowej, gdzie odlkrył
oryg:l11ały zdj:;ć tDpogra'(icznych, za któ-
re autor pierws,zego znal!1ego atl,asu Rze-
czy,poopolitej (sprzed 200 lat), Rizzi-
Za,runoai, d7iekował w SIWej dedykaoji
Iks. Józefowi Aleksa,ndrawi Jabłonow-
Ikicmu. Wś,ród nich odkrył Krd m"pę
Palski elblą
,ko"gdańskiego kalrtngrafa
Izraelego HOiPpego (z r. Dk. 1644), która
stała si
tematem jegJo szkicu w nr.
1347 ,.Witadomości" p.t. "Izraela Hop-
pego wi.z.e,runek Djczyzny", ciekawie na-
p:sanego m urozmaiconego świetnie do-
branymi )luos1.raojami.
Jednocześnie przy'gotowa,ł d,o druku
kata,l,og Zibiorów Czaps'kie,go, któ.rego
druga oz,iŚć, omawi,ająca bralkujące w
tych zbiorach waŻJne m.a,py POiSIki, wv-
maga jeszcze pew!1ego wvrown,ania.
Praca nad ka,rtogra,f,i-ą pochł,onęła
Kretowi prawie całe trzy laota pobytu
we W
oszech. Zajmując się jednocześnie
hilStorią sztuki, ustalił w !Jaru wy,uad-
k1łoh nieJZlI1ane - lub błędnie przyu,isy-
W3ne .komu innemu - autoTS
IWO rzeźb
i Dbrazów.
W r. 1968 Zlostał uowDla'llY do Pa.
ryża ja:ko kust.osz Biblioteki na Qua!
d'Orleans. S.p. Czesław Chowamiec. któ-
ry go wysoko cenił, uzn,ał go za Soweg(\
godnego zastęlpcę. Młod" kustos,z zabrał
się el!1J
rrgiom,je do porządkowania księ-
gozbio'ru. sztychów i map. do uI7ąd'za-
nia wYiStaw, l'1OZlWi,nął dzi.ałal,ność orga-
ni,zacyjną i naukową. Na ten temat pi-
sa'! d,o sllWa,jcarSlkiego ueriody'ku biblio-
filskiego .,Librarium".
Pracował i wa.łczył z przeciwnośc,:a-
mi do ostatka, bedąc już w beznadziej-
nym s,tanie rorOlWia.
Z zakresu reakcji uczucj,owych moż-
na tu dodać wr.arże,nie rozmowy ooobi-
steO, któ1'a zam:,ast to miollut t11Wała po-
nad godzin
, dając miar
wrażenia. ia-
kie wywierała osobOiWOŚć Kreta. Był.)
w niej ujmujące pDłącze,nie młodlZień-
czego entuzjal7mu ze znoaws:wem przed-
mioju i w}'t,raIWn,ością są.du. Mowiąc o
zbioraoh grafi,ki, płonął zapałem. Wycią,.
ga,ł telki, roZJkładał sztyohy, k'omell1to-
wał. Uboczm,ie zdradzi,ł swój czluły sto-
sillnek do malarstwa polskie
o z prze-
łomu a5lta
nich slUleci: Wyczćłkowsikie-
go. Bomańskiej, Fałata.
A było to U prc9,:u zabójczej chDroby.
która mDże ,nawet już wtedy rDZlpOozęła
swe nieubłagal11e dzieło.
--
Mól.
. ...... .... .. .. .... .. ....
EUGENIUSZ żYTOMIRSKI
The Oistortion
Of Literature
In Polish People's
Iłepublic
Second Printing
75p $2.tlO
"Bug
iusz Żytomks'ki nalezy do
nowej emig.acji i jest jednym z
pisarzy, którzy już w ciągu pierw-
szych lat pa opuszczeniu PoIsIki
ro1JWinęli obfitą działalność pisar-
ską., której WaJrtość dokumentarna
doró'ł..mywa artystycznej... W kra-
Jach rządzonyClh. pIlZez komunistów
literatura, w zmaczeniu, jakie sławu
temu przypisuje się na Zachodzie,
nie istnieje i wcale istnieć nie ma-
że... Żytomirski napisał swój utwÓor,
żeby intelek,tualis,tÓow zachadnich
oswoić z tą ponurą. prawdą... ".
Pandara
("WiadDmQŚci" nr 1372)
ORBIS BOOKS (LONDON) LlMITED
KSIĘGARNIA POLSKA O R B I S
66 Kenway Rd, London SW5 ORD
.. .. ........ II. .. .. .... .. II:jji
DĄBROW
KI
OPOWIADANIE
FELK.A.
Cena z przesyłką 18p.
Zamówienia przyjmują
"Wiadomości"' Great Russell Street, LOl1ldon, WCIB 3BS
-
......-......
>>>
6
WIADOMOŚCI
Nr 1388, 5th November, 1972
...
40 lat temu
WIADOMO
CI
LITERACKIJ;
KORESPONDECJA
Notatki niemieckie
SPOŁECZEŃSTWO NIEMIECKIE
NIE SŁYSZAŁO
O JANUSZU KORCZAKU
TegQroczna decyzja KQnlltetu Na-
grody PO'koju przyznania lej nagrQ-
dy pQśmiertnie JanuszQwi KQrc.za-
kQwi w 30-letnią rocxnicę jegO' śmier-
ci wzbudz,ila w Niemieckiej Repu-
blice Federalnej Qstre sprzeciwy i
krytykę. Czy nie ma - pytanO' -
żadnegO' żyjącegO' bQhatera ducha,
który byłby gDdny tegO' Qdznaczenia?
Przede wszystkim jednak decyliia ta
budziła powszechne zdziwienie, PQ-
nieważ nawet w ko.łach intelektual-
nych w Niemczech małO' ktO' wie-
dział Q Janu
u KQrczaku i jegO'
twórczości.
Lukę tę wypełnił w hambursk:m
piśmie "Welt" Peter JO'kDstra, dru-
kując tam 18 lipca 1972 artykuł p.t
"DDjrzeć dO' dziec,iństwa". Opowie-
dział w nim niewtajemniczonym
szczegóły śmierci ,,staTega DDktDra",
mierci przy.jętej dabrowo.lnie w
"erze ko.mór gazDwych", nienawiści
i pDgardy.
Ale KQrczak był postacią legen-
darpą już za życia - pisze autDr.
Cale jegO' życie pOświęcone bylD
Qsierocanym dzieciDm. Również i je-
gO' cała działaLnDść literacka sko.n-
centrO'wana była pra'wie wyłącznie
na zagrożQnej egzystencji dlJiecka i
tO' nie tylkO' PQlskiegQ dziecka.
KQrczak dążył. podobnie jalk jegO'
żyd Qwski rodak BrunO' Schulz, autor
słynnej książki "Sklepy cynamQnQ-
we", zamordQwany także w r. 1942
przez gestapQwca, dO' DdnQwy świa-
ta drogą PQwrotu dO' stanu ducha-
wegD dziecka. GłQsił Qn w swych
pismach pedagQgicznych emancypa-
cję dziecięcegO' świata Dd głębQkD
zepsutegO' świata dQrosłych.
BrunO' Schulz, rDmantycznie rQz-
miłowany w O'jcQWlSkim sklepie cy-
namonQwym, dQzgQnnie oplakiwał
zatracO'ną bezPQwrotnie fantazję
dziecka, Qsnuwającą pQżądane przed-
miQty marzeniem. Schulz był głę-
bQkQ przekQnany że gdyby istniała
mQżliwQść skierowania rozwDjU
wstecz, PQwrQtu ja'kąś Qkólną drogą
dO' dzieciństwa, jegO' pełni, bezgrani-
cznQści, urzeczywistniłaby się wów-
czas "Mesja,niczna epO'ka", zapO'wia-
dana przez wszystkie mitQIQgie. -
"MQim ideałem jest - napis:!ł Schulz
- dDjrzeć dO' dzieciństwa. TO' dO'-
piero. byłQby prawdziwą dQjrzałoś-
cią".
Ko.rcza,k dał tej nQstalgii realisty-
czny wyraz w manifeście, w którym
PQłączył wszystkie dążenia pedagQ-
ga, lekarza dziecinnegO' i pełnegO'
ideałów pisarza. Myśli sWQje ujął
w O'dezwę, którą "Król Maciuś I"
skierQwał dO' swegO' ludu. W odezwie
tej wzywa Qn białe dzieci dO' nie-
sienia PQmDcy najnieszczęśliwszym
ze wszystk'ilCh - dz,ieciO'm czarnym.
"KQrczak nie był dalekim Dd rze-
czywistości marzycielem czy estetą
- pisze autDr. - Wprowadzał O'n
w życie hasła, które rDlJwijał równQ-
cześnie w eseju lub Qpowiadaniu".
Stary DQktQr wiedział że nie osz-
czędzą gO' hitlerowcy, nie wierzył
również w komunilJffi, w solidarnQść
..pracujących wszystkich krajów".
Zo.rganizQwał natO'miast komunę
dziecięcą, stworzył kQncepcję sDli-
darnQści dzieci. "PracO'wał nad wiel-
ką Kartą Dziecka, nad syntezą świa-
ta dziecięcegO', która miała PQwstać
z mQzQlnych cDdzięnnych O'bserwa-
cji, zebranych drDgą intensywnegO'
i całkQwitegQ zagłębiania się w fan-
taz,je i marzenia oddanych mu w
Dpiekę sierot".
Treblinki - prostą drQgą dO' wiecz-
nQści".
A mO'że Stary DQktO'r stał się
symbolem czegOŚ więcej: zwycięstwa
dO'bra nad złem - nawet w piekle?
PRZEPISY I PRZYPISY, CZYLI
PANU ZBOROWSKIEMU
DO SZTAMBUCHA
nOiSił rDmalrLtyczne imię "Ahuacatl", od
crego pochodzi jego amerv'k'ańs'ka na-
ZNVa "Ahuacate".
Dla reszty świata avocado za-
stało odkryte w r. 1510 przez podróż-
ni,ka Martina Fernandez de Enci600, o
czym wspominał w r. 1519 Popenoe,
opisując wyprawę Fewramdeza. Pierwsi
stali osiedleńcy w połowie XVIIIw.
przyby,wają.c na wybrzeża Florydy, za-
stali w lIlliejscu zruamym. obecnie jako
Miam
olbnzymie połacie gajów aV'OCa-
dowych. które z biegiem czasu wda-
ohetlltiaJi za pomocą szczepień i różnych
eksperymen'tów .
Glówną cechą chiara&t«ystyozmą ava-
cado jest t.zw. d i c h o g a m i a SYll1-
chlJ1Dnicma, co w języiku potoczmym
omacza że aczJkoolwieik kJwia,t tego drze-
Wi3. nale'ży d'O
rupy "dwll!Płcilowyoh",
doj,rzewanie żeńskiej cZ,lŚci kwiatu na-
stępuje przed doj;r:ZJeI1iem pyŁku męskie-
go. Dlatego celem zapłodnieJllia konqecz-
ne są rac'rej dwa drzewa o róż,nych okre-
sach dDjll"zewania. P
zy czym za.lJnaczy
le", dość ostra w smaku pasita-sałata.
.na,daJą.ca się nade wszys'tJko ja'ko przy-
stlaiwka doQ bardziej mdlych pokaw.
AozkDlwiek byrnajmniej nie :zalicmm
się w żadnej mierze do smakszy i nie
lubię gotować (bo ozytI1ię to z obolWiąz-
Iw ma,łiżeńslk:iego przez 99.9% pr.reżytych
dni), .,wymalazłam" l1odz/IJj chlodnilka, w
drodze posmkilWań daJszych sposobów
21UŻ}ltJk'owamlia da'l1ów Bożych spadają-
cych z łDm'Olem na mój daoh. Chlodnik,
któJY podany w dni upalne tyliko nie-
zmaomqe ustępuje naj,lepszej rupie świa-
ta" czyli litewsłiemlll chł.odnikowi. Stąd
mniemam - acZJkolwiek W.ieloowOIlme
avocado istotnie nad
e się i na prze-
kąskę i na deser - że pp. OhcillJlk i
ZbDr0lWS1i nie odkryli jeszcze całej ska,li
niebiańskich TOZJkos.zy podniebienia, któ-
rych ten owoc może im dostarczyć.
należy iż istnieje niezliczona i,lość od-
miran, w ramach trzech podstawowych
"ras" (znanych ja,ko: meksykańska, gwa-
temalsika i zaahrodnioind}'jska.
Co się tyczy rozJkaszy podniebienia,
których dOstarczyć może ten owoc (któ-
JY z gI"\J5'Zką nie posiada żadnego polkre-
wieństwa prócz podDbieństwa Ikształtu),
to niezliCZlonych recept dostarczyć mDże
Meksyk, w kt6rym avocado jest popu-
larnym U2JupełIDeniem diety. Jako QlWac
bogaty w wartości odżywcze (wysoka :za-
wartość PI'otem, poŁa.s.u i tłusZC\ZÓw" o
wielkim pDtencja,le ka,Ii()J"YCZJl1ym, przy
rÓWll1loczesm'Y'ffi ,niskim poziomie węglo-
wodali1(
w" predystynlljącym ten owoc
szczególnie dla diabetyków) - nie
sł'odki, w sma'ku isto,tnie mieco pl'zy-
pomimający orzech, avocado używanp.
jes,t przede wszystkim w sa,łatach poda-
wanych jako dodatek do glól\Wle
da-
nia, zamiast, lub w dodatku do j/IJrzyny.
Jedną z najpiiktantniejszych form (a
jednocześnie jednym z meksykańskich
specjałów..przysmalków) jest "Gaucamo.-
JłARSZAWA 6 LISTOPADA 1932
Do redaktora "Wiadomości"
. RO'bDtJI1idc przez duże R i robotnilk
;Tlzez marłe r" - to tytuł artyku-
lu wstęipne
o, pióra 8oya-.Zeleń-
skiego. Stolecmy "Robotnilk ",
organ Polskiej Palrui SocjaliSty
z-
lI1ej, wiele miejsca poświręcal dZla-
bln,ości Boya-Zeleńskiego. Os,tM-
ni/o, redaktar "Robotnika" Mieczv-
staw Niedziallkowski wystąpi
w
art}"kule ..PrDblem Boya" z zarzu-
tem że ,,spraJWY, D które BDY wal-
czy, nie są dla nas Dbecnie najważ-
niejsze", i jaJko waimiejsze su
erll-
je: ,.Konfiskaty prasowe, kDn!lsk
-
ty powieści, cenzura sztuk J fll-
mow... BTlześć". "Lubię pako.wać
kij w go,l'SIZe mrowiska - odpow'ia-
da Boy. - Piszę o spraJWacih oby-
cm
oOIwych, dlategO'
łaŚ\nie że by
ły przemik.zJame... PIS
a czaTlneJ
okupaqji ciążącej lI1ad Polską, d'late-
że... nie piszą o niej ci" którzy
pisać powilTllnj. (Niech mi p. Nie-
dzia,lkowslki wiel1zy, że to nie j
t
dla piiSa,rz;a wdzięcme 7lad:arnie od-
rabiać :zA WAS tę l'obDtę!)".
Ale
sander JaJI1Jta.-P,oIłozyński, w
swej wędrówce "WZ!d'l1uż i wszerz
przez ZSSR" jedzie z Ta5,zkentu
przez Samań.andę i Aszchabad, diO
K,raSilllowodlSika. nad Mo11zel11 Ka-
spió5rkim. Pocią.g przebiega mostem
nad ogJ'omną Amu-Darrią. Jarnta
dowiaduje się D plalnaoh skier,owa-
nia Tlzeki w jej dawne h:;ż
o., po-
przez pustymię Kara-Kum, by w ten
sposób 7JII1ienić
ą w ogromne ab-
szary żyznej ziemi, które pmoonie
barwe1lna. "Czas byil przy1WYb1ąć w
tym kJralj u do plan?w i perspe\ktyw
gi
tyczmych - pL!;ze Janta. " rm-
ea się w oczy element
azarou
W51Zystko lub nic. Uda SIę ozy me
uda. Liczymy w ka,żdym lI"alle na
SilCzęście" .
. Karol Husa.rski w felietonie ,.Boy
jaiko. k,ryltyk teatralny" o,pisuje.
21biór recell'zM tea,tmlmych Boya ze-
bralJ1ych w kSrią.ŻJkę "Okmo na ży-
cie" (W'rażenua teatralne. Warsza-
wa. Biblioteka Boya., 1932; str.
316). "W st
sun1(U do. .teatru -
pisal Bo.y - Jestem mn
e;)
eakol.D:
giem. mniej 'dramaturgiem, mmeJ
nawet a,rtyS!tą, .niiŻ poopa.tryJWaozem
żyda, badaczem prądów i nawaorst-
wień kultu:ralnych, pe'\\mych ukla-
dów i pewnych przem!'!!LIl
,struk-
turze spolroZJn.o
obyczaJoweJ .
.Stras:me mieszki3Jnie" - to tytuł
;ecenzji Ireny Kr.zywiok,iej
k
iąż-
ce-debi,ucie mŁDdega Zbllgl11e
Uni
ows
iego "W5rp61I11Y pDk?J.
Ks, ią.żlka pa dwóch t
gool11ac'h
s.przedariy. zostJaila Sk,onlflsk
wan
:
"Niespotylkana bezce,remOl
a1nos.:
slow.nitka" - są.dri KTlzywloka.-
byla powodem konfiiSkalty. "Wiel-
kie wZJbul1zeII1ie zapam{)lwalo w
'I PS'ie kiedy uka7..a1 się óW 'Wspól-
TlY pDkój'. Niektórzy z tych.
tó-
rzy rozpoznali się w post
la
h
ksiąŻiki, zaprzysięgli a
toro.wl me-
nawi
ć - pisze KrzY:Wlcika. .
Obok - ikrótki list Juliana TUIWI:
ma "Automat spod Verdun ]
cenzurn". Tl\JIWim donOiSi że w na-
wym programie ".B3I11dy" c.enzu
a
sll.res,liła część wlerslza ,.St,rzdm-
ca", który miała dekJ.amować T()-
I.a Korian. Wiers1z, tłumaczony z
ndemi,eckiego, deklamowanoQ w k
-
baretach beri i ńSlk ich. przy a.plauzle
publioZJnoDści. ,.Dlaozego w polsce
nie Wlolmlo otwa,rcie Występ?wać
przeciw wo.jn,ie? - pyta. Tuw1?I:':
_ ZM'ła5'zcZJa idy naiJwYTamle
mowa o wojm,ie światowej...":
A DtO skonfi
kowall'le zakoncze-
nie wiel"Slzy,ka: ,
.,Ba,rdza proszę! Bardia prOiSzę.
Jedno życie za 2 gI'OS'ze!
Może się mów okazja .zdaoTlY
PUSrZCzać szrapnele. kule, gaz!
Ba.rdzo proszę! Baordzo pros.zę!
M iJi.ony trupów po 3 grosze!
Ale ktO' się odważy? KtO' Sdę
o.dważy?
Kto się odważy jeszcze raz!?"
UCZCZENIE W NIEMIECKIEJ
REPUBLICE FEDERALNEJ
WYDAWCY
.,M" ICKIEWlCZ-BLATTER
I TŁUMACZA POLSKIEJ POEZJI
HERMANNA BUDDENSlEGA
Instytut SłQwiański przy Uniwer-
sytecie w Heidelbergu utrzymuje Qd
lat żywe kQntakty z polskimi wyż-
szymi uczelniami. W bieżącym rD-
ku Umwersytet Heidelberski wykQ-
rzystał I 50-tą rocznicę wydania
pierwszegO' tDmu poezji Mickiewicza,
aby uczcić peŁnegO' zalSług pisarza,
tłumacza i wydawcy "Mickiewicz-
BHitter", d'f. Hermanna Buddensiega.
WiadDmQść Q tej uroczystQści i Q
długQletniej dZiiałalnQści Qdznaczone-
gO' pisarza, pić,ra Waltera Reipricha,
ukazała się w nr. 7/8, 1972, mie-
sięcznika "Der Wegweiser" ("Dro-
gO'wskaz"), określDnegO' jakO' "Zeit-
schrift tUr das Vertriebenen-und
FlUchtlingswesen". Jest tO' pismO' PQ-
święcQne s.praWQm uchodźców i wy-
gnańców z byłych niemieckich ziem
wschQdnich, wydawane przez mini-
sterstwo. pracy, zdrowia i ubezpie-
czeń spałecznych w NQrdrhein-West-
falen.
Hermann Buddensl!:g, jak relacjD-
nuje Reiprich, dal nie tylko. najlep-
szy przekład ..Pana Tadeusza", któ-
ry wkrótce PO' swym ukazaniu się
w maju 1964 w Niemczech uznany
zQstał za "książkę miesiąca", ale
również Dd dziesiątków lat uchQdzi
za ntestrudzonegQ pośrednika mię-
dzy polskim i niemieckim narQdem
li t,ł,umaczy wszystkie wybi,tnie.jsze
dzieła PQlskiej i litewskiej litera,tury.
"Nie ma chyba wartQściQwej pra-
cy naukQwej i pDetyckiej, której nie
przełQżyłby ten uczony i wybitny
pisarz na język niemiecki i nie umie-
ścił jej w 'Mickiewicz-BHitter' ". -
PismO' tO', pDświęcQne p91skiei twór-
czości, redaguje prQf. Buddensieg
ad r. }956.
W r. 1955, w setną rocznicę zgQ-
nu naszegO' PQety, zQstał Buddensieg
wybrany w NRF przewDdniczącym
"KQlegium Mickiewicza" (Mickie-
wicz-Gremium). Ten, urodzQny w r.
1893 VI" Eisenach, pDeta i uczony
je
t zagranicznym hQnOrDwym dQk-
tQrem Uniwersytetu Mickiewicza w
PDznanju; w r. 1956 zQ
tał Ddzna-
czony Medalem M;ckiewicza, w r.
ł 959 - Medalem SłQwackiegQ. Od
r. 1963 jest hQnQrQwym czlQnkiem
P0lskiej Akademii Nauk. Prócz te-
gO' atrzymal wiele Qdznaczeń niemiec-
kich za zasługi na PQlu literackim.
Mickiewiczowskie kQIQkwium trWa-
łO' trzy dni. Uczestniczył i w nim
uczeni z Palski, Szwecji. Anglii I
Jugasławii. Na wstępie uroczystQŚCI
wreczył laureatDwi rektQr Uniwer-
sytetu adbitkę pieczęci uniwersytec-
kiej w srebrze w nagrodę zasług na
polu rozpawszechniania w Niemczech
pDlskiej twórczości.
Już nie pamiętam, kiedy os.tatni raz
piiS3łem list do !l'edaJkGii, Lll;dyż UlWażam
że wyoaśnierlia i sprOSrtowarni.a oraiZ (nic
daj Boże!), polemirki nilkJOgo paza krew-
kimi autorami, ohcąoY'lI1i posrtalWić na
swo:m, nie :iJn.tere&ują, a tyLko lJJUżą czy-
te1ni,ków. tym ba.rliziej iż zdąriyli już
zapommicć o 00 poszlo, co kto na-
prawdę napisał i t}'llł.o patl1zeć. a Doie-
dlbu.,go cała rzecz przeradza się w
surrealistycmą gI1Dtes'kę. Oraz prze-
k,leńiS'tJwo dla redaJkcji,. SZ1kopul rów-
m,ież w tym że sPTlOlStow/IJnie 'każdego
drobia,ZJgu Zlnowu zajmuje ikil kadziesią.t
wi,flTiSZY dmk,u. OzyLi lawma i blędne
koło.
Lecz tym mzem, nieopa,tl"2Jl1ie mpew-
ne. odstępuję od tej zasady i jalko pro-
staczelk, kt6ry w Dl'ohobyCZiU ani \V
Paryżu nie jad'ał avocadO' i passion fmit,
chciałbym przeprosić P. W. Zborow-
skiego (po!!'. List w nil". 1381 "Wiado.
mości ") za ogromne f ,a u x p a s" które
pope
pi
em podają.c opis tychże. Od
przeszło 20 l/lJt ż}'ję poza EUIl10'Pą i nie
wiedizia.łem rie avocadl() i passion f,ruit
ą obecnie w ElIl'OIpie i na pDJsikim stole
popularne jak ka[ltofle. Jeśli Ik,o
o zanu-
dzilem tymi Dpi sami i "zachwytami"
(oalk kpiąoo podaje p. Z.) - to baordlZo
pTlzepra51Z1am.
Pisa.lem bez;pretens,jonamą gawęde o
sma,kosrz.ach i bibliofilIach d nie sądzilem
i.ż tam by
o miejsce na dokładne p!!'J'e-
pisy, kJtóre zaiZwyczaj i'"tere!;u
ą ba.rdzo
nielioz.ną gupJcę ludzi. ..Wqadomości"
i talk stale pl'Oszą o kJrotsze materialy.
po. co więc był;o odbiegać od tema,tu?
Przepis IZ dworu LeszczyńS!kie
o w Nam-
cy i inne zebrane w cią.gu pięmastu lat
goto.wall1ria zawooowo oraz pichcen,ia dla
wła611ej przyjemności i ciekawości, po-
dam w iksiążce kucharskiej, .którą mam
mmiaor napisać na wesdło, bez namasz-
czenia i przystępnie. gdyż dochodz. do
wnuosku że wolkół sZJtuki Ikrulinaornej na-
1'001,0' ostatnio. za dużo nieporozumień,
s'1obilZffiu a nawet Slzarlatamerii naglych
autJorytetów. Ponadto uważam iż nie-
kt6re pTlepisy da się i trzeba u
rościć.
jalko że n
kt dzisiaj nie ma tyle czasu na
gotowa'nie co kiedyś ĆWierciaokdewiczo-
wa.
Nie -chciałbym dotknąć p. Zborowo
SIkiego, lecz wolll1.o mi przymać że nie-
kt6re jego pretelJ1sje i apod}1ktycz:ne .opi-
nie kJwes,ti,o"luję: "przepis Chciulka jest
szablonowy", "avocado ma smalk orze-
ChDWY". ..ze szczuo/IJka trudnoQ w pol-
Slkiej kuchni Nobić coś II1DW
O", ,:ł.'
g.otowaniu nie ma żadnej I i c e n t i a
" ,a e t i c a, czy 'P:r o s a i c a i że ,,,po-
dawanie avocado przed głÓlW1l1ym da-
niem jest zwyczajnym barball"Zyństwem.
potępianym przez G.rydzewiSlk ie,'?O " .
Bo na p.rZl)'lkład: nigdzi.e nie twIer-
dziłem że prz:epiiS ten na'leży do kuchmi
polsikiąj. Jadałem a,vocado kil'ka lI'alZY.
na tnzeźwD i nie. a ni,gdy, chlDpa,k "e
W!i. nie dOiSZJulkalem si
w nim smaiku
orz-eohowegoQ. EnC}1dDpedie piszą o sma-
ku 21bliiŻJoovrn da mas'la. ZTeszta o jakie
orzechy Chodzi? Wl1oskde? Laslkowe?
Pistasrzki,? C a s'h e w n u t s? Ziemne:
p e a n u t s? Aż się boje napomknąć tu o
orzechach kwims
ndildch, bo może i
one zrobiły w międzyczasie Ikall"ie!!'ę \V
Europ,je. Da,lej: ws,zyscy
zarl1ujemy nie-
od'Żałowamego GrydzewSlkie
o. ak czemu
lIwa,żać go :zaraz za wvl"ocmie ga6tro-
llIomicmą? 'Że był smakoszem i umiał
ace,nić dabre jedzenie i że miał. jak każ-
dv ;z nas. i w tej dziedzill'lie idio.svnlkra-
2Jje? Gdyby żył, sam śmiałby się z t
-
go. PDnadto: śc:słe wydozowanie prze-
pisów k,oniecme jest w wytwórni kon-
erw Heill'l,za. albO' dla
J1oohistYC21l1ych
panilUŚ, które żeby nie wiem jak mie-
rzyły i Ddważały wedolu,
przepisów z
ksiąŻJki kucl1arskieJ, to i tak ta sama
potlMJWla u każdej i lZJa kaoŻdym razem
bedz.ie miała inll'lY smaik i konsystencję.
Nie na da!!'mD l1Iie była wielokich szefów
wśród \kobiet. Obs.zemiej na ten temat
napisIZe właśnie w owej książce kuchar-
skiej. Na pew,no nie znallI. się za dużo
na gotowanulIJ i zalWsze biorę pod uwa-
I!e że mogę się mylić, ale jeśl.i a mnie
idzie. to mniemam że właśnie w fa-
srtiTIoo,omi1 jest miejsce na ową
ndywi-
dual'l1a łicenc
ę, pam
,ć sma'ko.wą. wy-
Dbraźmię. próbowall'llie n,owych sma'ków
i proporcji. Co s.prawia że ka.żdorazowe
przyrzadzal!1ie potrawy bY'ło i jesot dla
mnie frajdą i premierą.
p'l'zy o.ka,zlii choiałbym podać że Re-
dakcja od d
UiŻszegJo CZ;aISIU posiada w
teC/lce mateniałów rÓW'l1ież mą
awędę
o knajpie Atlasra we Lwo.w:e i o jej
k,lli,entach oraz otypaclh i ohoć maiT.gineso-
wo wSlj)omimam tam niektóre jej slyn-
ne dania (no. imdyik nadziewanv we-
gorzem). o kM
cz;aiSem so
ie. mó-
WI'tmv z mo:m S
.a1'JS'Lyrm pTlzYJaclelem
Edz,:em TarlersiXim.. właśc:cielem Atlasa,
a obecnie melboUJmianil11em jajk i ja, to-
też owych pr:/jep!s,6w nie Dodałem w
alWędzie. a przytoczę je w książoe ku-
cha'T'!k, iej bo tam jest 5ch m;ejsce. G
-
weda tra peWln.;e ukaże się na s,tulecle
"Wi'adomości" .
Barbara Szubska
( O orI a n d D ).
P.S. Dla uży.tku :z:arill1teres0lW3/I1ych sma-
koszy podaj
w załączeniu recepty na
pOlPllla.rme "Guacamole" oraiZ moją zu-
pę-chłodniik, kt6rą pragnę zaded}'kować
p. Chciu1ow,i.
(Amatorzy przepisów p. S'Z1Ubsikiej
proszeni są o przys,łanie :zaadTesowanej
na swe nrazJwiSlklo i ofranik,olW'anej ko-
perty. - Przyp. red.).
Okno
Rosi
na
.
SZEWCZENKO W NIELASCE
Nie t}'liko w PRL za,broruono wysta-
wiani/a ,,Dzi:adów" Micki'eM/.icza, ale
tatie na Ukrainie zabranira się czcić pa-
mięć Th,rasa SleJWCzen:ki. KiJjowianic
pI1zez wiele lat zw}'Ui byli obchodzić
uroczyście T,ocZJnicę spJ10wadzemia z Pe-
tersburga prochów poety. która przypa-
da 21 maja. NiezaIeŻJnie od wszystlkich
,JWystępów /lJrtystYCZlnych" Drgam.iZlowa-
nych oficjalnie w Pal1km im. SZJeiWczen-
ki, ludność spontanicwie składała wień-
ce u Sltóp pommilka, a mlodzież recyto-
wala i śpiew/IJła utwory poety. W tym
roku jed!lliJkże władze posotamowily nie
dopuścić do. ja!kioh'kOiJJWie'k nie rorgani-
owarr1yoh przez nie i n.ie kontrolowa-
nych obchod6w tej roczmicy. Park oto.-
czooo ko.rdonem milicji i bojówkarzy
(t.zn. ochotmiozej mi,licji) oraz t.ajniaków.
Milicja odpędzała każdego. kto. przy-
SitJaJ\vał na ulicy bie
nącej w.zdol1uż padw.
Z3JtI1zymywal11o. wszysllkich, którzy bądź
próbowa.li podeJść do pomnitka, bądź
nucili U'kraińs
ie pieŚini, a naJWet tych,
k.tó,rzy mieH na sob:e Ulk'l'ałńsikie wy-
szywane koszule lub przy'pi
te 2II1aczki
z podoQbi,zną Szewczer.Jiki. Kilku srpwód
zatrzymaJnych pTlzykładnie ukall'ano.: do-
stali po 15 dni aresztu "za staiwiarr1!.e
OpOJl1U władzy".
wami tego c.zy i'nnego kraju, lecz Slt3l10
s'ię spraJWami międzyna.I1Odowymi. I :za-
J1ÓWlTl10 kJra
e bezpOŚI1edirbiJo z.aintere6owa-
.ne, jaik i caŁa ,l.udizJkość pragną, aby oma-
wiali te sprawy przywódcy wielkich mo-
calrsrtJW". Następnie Piotr Jalkill" mówił
o prześladowani'ach polityczJnych w
ZSSR i wyrazi I życzenie, żeby "po wi-
zycie Nixona lI1ie w.zmogły się rrepresje,
żeby zaprzestamo /lJres'ZJtowań i Zlamylka-
nia w dDmach w,al!"i.atów za pnzekona-
lI1ia polityome. Na,jwymlZY oZJaS wyjś'!
ze średmi,owiecza".
,JUTRO" CONRADA
Do redaktora ,.Wiadomości"
Odpowiedź p. TamtaJW5lkiego (1111" ] 384
"Wiadomości") na moją pOlpraiWkę jegO'
uwag o "Jukze" Ccmrada n5e jest m-
dOlWaJająca. Prawdą jest że powia5rtka
ConlJ'arda zawiera sporo wiradOllWŚci a
wozesnych latach Hamry'ego., taik jalk np.
ZJ3.IWiera ona .również dam o życ
u Bes-
sie cz;y tez jej ojca. Jeżeli się iednak
srtrres.zcZJa j.aikieś wielo.wątJklowe opowia-
danie w j e d n y m z d a :n i u,
to moŻJna wym3Jgać, by ta,kie Sitreszczenie
odinOiSiłJo się do wątku głóWll1qo, a nie
d,o elemenMw ubOCZlllych. Przedstawia-
nie ,.Jut.ra" jakO' .,hilSJto!!'i.i c,złiowieka,
który lI1ie może w domu wysiedzieć na-
wet ki,l,ku go.dzim", wppowadza w błąd
w równym stopniu. w jakim robiłoby to
pr.zedSt.amienie
o jaiko hist'orii "młodej
dziewczymy maiTlrlUiją.cej się u boku t y-
rama Djca", choć i ten element w "J u-
trze" wystwuje.
KONIEC PIERIEDYSZKI
Naz;wali&my w SlWoim czasie ,.pierie-
dys.zlką" to, 00 inni oozywa,ją "destali-
lI'Iizaoają", ,/Ii/bell"aliza.qją" albo "uoz:ro-
wieozalniem" kOll1JJuniZll1W. Na
aliśmy
piered}'SlzJką okres, któJY IJ1Ja&tępu
e zwy-
kle po tJotal.nym teJ1rorze, a,lbowiem
przemien:ność wrzma@all'lira teI1rOJl1l i pie-
r:,ooYSiZJki, stalilTllizmu i dest3llimizacji, jest
glłó'Wną zasadą budowal11ia komunizmu.
Dec}'lZja o zalkońozeniu pioelJ'iedysziki za-
padła na KremJru w grudniu ub.r. Wła-
śc:lwie juri wtedy większość UC\Zesmi'kÓ'W
R,uchu Demolkll1atycznego z-najdQlWala się
w largTIach i wi
lZienmych sZJpirtlalach psy-
chia,tryczmyoh. W1ł.ad:ze pOiS1!arnowily za
'W5
liką cenę uniemożliwić wyd'!!,w3l11ie
"KroiTI':iki Bieżących Wyda11Zeń" przer-
wać krążenie s'amizda,tu.
Jan ritow,
CUKIER
IA NOWOROLSKIEGO
Do redaktora .' Wiadomości"
.
ZNóW ŻYDZI
NaJW,iąZ'lJijąc do treści świetnych
WiSlpOffilI1len o krrakows'kqej aWaJl1r,l!;arozie
(1111" 1382 "Wiadomości ") poema'lam
sobie napisać do Czcilgoonep;o Pana Re-
dakto.rra, Ożywając starej austriackiej
fiOll1rnUJIy.
P3I11 Miclhał C h m i e I o w i c z,
talk ochJro=ony pI'ZleZ s
ł'adaoza, nie
zallJlWiaJŻiy ł iSltotJl1ego błędu dmka,rskiega
albo IlIki w Własmej pamięci, wspomi-
nając że z ojcem chodził - na ciastIka
i Lody - do NOIW'odworskrie
o. w Su-
ktieruniX:ach.
Jest to, niesJyoh3lny bląd, gdyri ta sław-
na oulki'eIJ1I1lia ma,lee.ała nie do pana No.-
wadtwDmkiego a diO pana N o w o r o 1-
s 1. i e g o. Niejedn,o cialitiko z po-
:ZJi'Omkami tam Zliadlem dzięki mqjej
babce, która mlllie tam prowadziŁa, by
usjpolk oit ro.zIka prysz.onegio brzdąca.
Raczej pl1Zekrupić.
Wybaozy czcigodny pan C h m i e-
I o w i c z że w tej tak wamej Sjpra-
wie pis'zę liIt do redakcji. Nie lubię pi-
sać 18iS1ów dIo redaOooji i poprawiać m-
nych, ale oukiernia N a w o r o ł-
s 1. i e g o jest 7JWią.zana z historią
KraIkowa i Suki.en.nk, tak że tej wielko-
ścj pomnilejszać nie wołmo.
Feliks Mante}
(Paryż).
Dla za,pe'WInieni,a be.zpiecz,eństwa pre-
zydentowi Nixonowi podjęto w Sowie-
taoh spec,ja,lme śmdki DstJ1Ożności. Oto
ki'lika przykład6w. Już na dziesięć dnI
przed wilzytą wzy:wano. do dzie,ln:cD-
wych k.omend mi,licji ma'1Vch władZiom
działaczy Ruchu DemokTa'tYC.lJne
o i
uczelS'tnik.c5w atkc,;'i na rzecz wyjalZ!dlU 'Ży-
dów do ł:m-aeJa. 'Żądano od nich obiet-
'!1i'tcy ,,re pDdczas w:lzyty Nixona w
ZSSR nie będą pDpel-niać 'ozYl116w ant y-
s'połecznych'''. W mies.zlkamiach niektó-
rych najwybi,tniej&zyoh dz;a,łaczy Ruchu
- Piotra Jalkira', prof. Alildrrieja Sa-
chalro
"a, Walerioa Czalidze i dr. ROJa
Mie,ctwiedielWa - wyłączOiI1.o telefonv.
Takie same "Śl1Ddki o,StJl1o.ŻJnOści" byly
pTlzedsi
'W.z.ięte w Kijowie i w Rydze. .,W
M05ikJwie i Lenim'gJl'adzie - czytamy w
m. 26 "Kroniiki Bieżących Wydarzeń" -
mies.zJka,ńcDm domów przy ulicach, któ-
rymi miał pl1ZJejeżdżać Nixon, mbJ"Oonio-
no podchodzić do .okien". Czego. si,,-
obaw:am,o? Oczy.wiście że przede wszyst-
.kim pl1mazy.wa,ni,a listów i sJkalJ1
Ni-
on,o,wi. ŚWiadczy o tym faJkt że ŻJonie
niedaWll1iO arCiSZltlowarne
o człon.k:a gI1Upy
ImiCJjator6w Obrony Praw Człowieka IW
ZSSR, matemat}'ka, Leonida Plll5IZCza
za-
bJloni.ono pod groźbą aresztu chodzić do
centrum mi'!!sta (Kijowa) i poUawiać 3ie
w miejscach publicmych w czasie wizy-
ty ameryikańslkiego, prezydenta. W Miń-
sku, Rydze, Wilnie i KislzYJ11iowie żą-
dano od 'Żydów zobowiązań pisemnYCh
że nie opuszczą miaiSta w cZa5ie wizyty
NixoOna. Znane są przypadki że milicja
wyprowadzjoJJa z pociągów i samo.lotów
do Moslkwy os.Dby ..podDbne" (dlD l,y-
dów). Zda,nzylo się że Rosjaninowi pa-
ZlWDL0II110 wejść d.o samolotu, zaś jego
ronie, 'Żydówce - nie. Nie by"o jednak
obalWY że jacyś nieTlDzpoznani 'Żydzi
pr,zedos,taną się samolotem do Moskwy,
pDniewaJŻ naj,zwyczaJniej odmawia.na
'Żyd.om sprrzedamia biletów. Przydal
i
wp,rowadzomy przed dwoma laty przc-
pis że przy kupowaniu bilem na sam0
lot
l1zeba okazać d{)IWOO OSDbisty, w
ktorym. jak wiadO'mo., jest I'UbTyika "na-
I'Odowość". Dak,ona'l1O też lic,zmych prD-
fi,laktycznych 3JreslZJtowań pod za!!'21utem
"zaJd6cenia pDrządku publiclInctgo w
przeszlości i zamiaru Z)a,
ł6cenia go w
PI1ZYS'ZJIDŚCi". Pl1zelz ca,ly czas pobytu
NixOIna zupelnie jalwmie laŻiono za
w
zy!lt:kimi "podejl'.zalnymi". Jednym z
zadań 'zpicli było prowokowanie za'jść
dających pDwód da aresZJtow,ania, np.
w M,os'kwie ska:zall'lo i'nrw
giJ'olWa;nego na
15 dni 31reslZtu za to że .,rna,gaby,wał n.1
uliicy kobietę" - ,ową broniącą swej
czci kDbietą była taJj:niaczka, k,tóra IW
śledziła.
DOBRE MANIERY
21 CZieJl1wca ares'zrt'OIWano w Moslkwic
Pio
ra J:aki,ra. UrDdzony w r. 1923 ma-
jąc 14 IM ma,lazł się w tagl1Ze, po roz-
5lwzelaniu DjCU, generała JO[]Y Ja,ki.ra.
17 l/lJt lalgr6w - oto co pr
,gDtowało.
PiDtro Jalkirn d-o waJI:ki ni'e o komunizm
z ludzką twa'ł"Zą, a'le z odCJzlowiecZJall'liem
PI1zez komUJl1.iiZl11. Jes,t go.dne UlWa
i że
aresztow:am,i,u PiolIra Jalki'ra tOlwaol1Zyszył
ceremoniarl nieomal że talki, IZ jakim od-
byłO' się wprowadZJenie wDjsk Układu
WIaI"SlZJaJWlS!ki
o do Czeohos
owacji, Wte-
dy mwiadomimo, 'telefom'iCll!1,ie Bjały
Dom, teralz upI1Ziejmie zalkomunilkowano
koOrelSponden'tom zagralnioz:nym aJkredy-
towanym w M,oslkrwie że wł,aśnie zostal
3Jresłmowany Pro J aIdor i b ,rlzie pociąg-
nięty do odpowi
zia,l.naści m ..dzi'ałal-
ność 3I11ty1konsty1t,ucyoną". Wtedy - po
wydlarneniach w Czechosłowacji - Za-
chód maJWet potępił postępow
lII1ie So-
wietólW, ale zaralZem znaJeźli się na Za-
cho.dzie i tacy, k.tÓl1Zy dopatrzyli s'ię w
fa!kcie poinf-ormowania za,wozasllJ Wa-
szyngtonu o.ZJnaiki libe.rallizacji komu-
nic
mu. A teraz ZJIltaJjdą się praJWdopodob-
nie tacy, którzy w zawiadom!leII1illJ o
alres.Zltawaniu Pi.o
ro JarkiiTa s kIonll1 i be-
dą daszllkilWać się omaik prawoTlządn'ości.
I nic dziwnegO'. bo chocia'ż sikończyła
s'ię piered}'!lZlka, bo cho.ciaż przepełni'Oll1c
są ła.gry i speojalme więzienme szpita,le
psychia,tryczme, t'O jednaik jest maczej
niż kiedyś. Któż bowiem zaprzeczy że
Sowieci mają ter3lz niejposlZllakowane
mam'iery, ZiwtaiSroza wDbec Zachodu? A
to juri coś!
.
"ENFIN MICKIEWICZ VINT..."
W inauguracyjnym przemówieniu
prDf. D. E. M. Szarota z Warszawy
Qmówiła szczegółQwQ i z licznymi
cytatami literaturę niemiecką pDświę-
caną PQlsce. Li,teratura ta, aż dO'
pDjaw'ienia się Mickiewicza, Qdzwier-
ciedlała prawie wyłącznie sytuację
PQlityczną. Referentka zwróciła u-
wagę na fakt że dQpierD od chwili
przekładu ..Pana Tadeusza" istnieje
lioteratura niemiecka dO'tycząca PQl-
skiej twórczości.
Dr Andrz
i Vincenz, dyrektQr In-
sytutu SłQwiańskiegQ w Heidelbergu,
w sw
j laudati
Qkreślił wydawane
przez Buddensiega "Mickiewicz-
BUi,tters" jakO' p
mQ "QdpQwiednie
dO' rQzpDwszechniania PQlskiej lite-
ratury w Niemczech".
PO' zakQńczeniu uroczystości in
hOI/Drem prQf. Buddensiega O'tworzył
rektQr RendtQrff w bibliO'tece uni-
wersyteckiej wystawę Mickiewicza.
M iędzy licznymi reprezentQwanymi
tam dziełami pDety i niemiec-
kiegO' ich tłumacza znajduje się
również pierwsze wydanie ..Paez.ji",
..z których pojawieniem się w r. 1822
- pisze autQr - wybiła gQdzina pal-
skiegQ roma,ntyzmu". - ObQk facsi-
milów rękO'pisów Mickiewicza, po.-
łożDnD kilka symbQli, jakimi ucz-
czonO' pracę i życie prQf. Budden-
siega, m.in. Wielki Krzyż Zasługi
NRF Draz polski "PQur le merite".
.,SENAT SZALEŃCóW"
..PQłQwa ludzkQści żyje z namI i
O'bQk nas w tragicznym rozdwDje-
niu". Tak brzmiała prawda StaregO'
DDktora, bazQwana na cQdziennym
doświadczeniu. DQmagał się "wypra-
cO'wania pedagO'gicznej diagnQstyki",
w której szkQła i internat miałyby
pełnić rolę "pedagQgicznej kliniki".
w Dparciu Q zrQzumienie sympto-
mów dziecięcych doświadczeń. Prak-
tykę tę nazywał "pedagQgiką drDb-
nych faktów". CredO' KDrczaka
brzmialQ: "Dzięki teQrii wiem, dzię-
ki praktyce czuję".
W r. 1931 napisał KQrczak sztukę
teatralną p. t. "Senat szaleńców".
Przedstawił w niej krwawy kQniec
ducha zachDdniegQ świa'ta. Sztuka
ta, grana w Warszawie, piętnQwała
bezsens nQwoczesnegQ życia w świe-
cie O'panO'wa,nym przez przemysł i
technikę.
W r. 1899, jakO' mIody student,
o.trzymal Janusz KQrczak Qdznacze-
nie za dramat "K:tórędy", napisany
na konkurs im. PaderewskiegO'. Mu-
siał się wówczas zdecydQwać na wy-
bór drogi naukQwe,j lub artystycznej.
PO's1anQwił nie rozdzielać tych twór-
czych dyscyplin i "dążył już na PQ-
czątku 20-ga stulecia dO' stwQrzenia
syntezy tegO', CO' wydawałO' się nie-
mażliwym dO' PQlączenia".
"PDetą jest człowiek - napisał
Stary DQktQr - który jest bardzo
radasny i bardzO' się martwi, łatwO'
sie irytuje i mQcnQ k.O'cha, któr
mDcno Ddczuwa i bardzo. w
półczuje.
Tacy ludzie są dziećmi. FilQzofem
jest natDmiast cz.lQwiek, który wieje
myśli i chce kQniecznie wiedzieć jak
tO' iest naprawdę. Tacy ludzie są
znQWu dziećmi".
Wydaje mi się że artykułem swym
oddał autor sprawiedliwQść temu
pięknemu czławiekowi, który w cza-
sach nienawiści kDchał bezbrO'nne
dzieci więcej niż własne życie i nie
będąc chrześcijaninem
żył i umarł
jak święty.
Janusz KQrczak. jegO' sierQty i tQ-
warzysze pracy, którzy Ddbyli z nim
tę ostatnią drQgę,
tali sie zresztą
symbQlem tysięcy dzieci, ich WychD-
wawców i lekarzy z i,nternatów z
Dzielnej, Ceglanej, Dzikiej i Myl-
nej, którzy w Qwym dniu wyruszyli
w karnych szeregach naprzeciw śmier-
ci i - jak napisała Hanna Mortko.-
wicz-OlczakQwa: ..PQd trzepotem
SCCh7ig Weiber, hundertzwanzia Zitz', zięlQnego szta,ndaru iść tak już będą
Und kein halbes Liter Milch bei Tietz! zawsze, bez kQńca, przez wszystkie
czasy i miejsca ziemi, z kaźni gheUa
Macaire Gelandre. w kierunku dymiących krematQriów
CYCOW A
CZY NIE CYCOWA?
Do redaktora "Wiadomości"
Pl1zeczy1a,lem .,Olimpijsk.ie tere-fe're"
w "Worku Jud,aszowym" (nil" 184 "Wia-
dom,ości "). Jeden szczegól wydał mi się
godny lIwagi, mianmWcie naZM'isko jed-
nej z zalWlOdiniozeik sowiecikich: wedł'ug
Jozefa ŁobodoMkje
a: Cycowa. A
że jest płaska jalk delSka do praSIOW3-
nia. więc pt'Izy,taom się dialog diabels'ki
z pl'oJJDgu d.o "Kordiarna": "Dajmy mil
na p
mie'w.jsiko sprzeczne z naturą na-
ZlWisoco". I zaralZ podeJrzenie: a nuż ta
nie baba, tylko chłop.
Autor s.llUCJha'ł 'I1ieci1vbmie zapowiedzi
i wy
aśm.ień k,omen,tatorów 3I11
ielsklich i
n iemiedkioh , s,iedząc przy sikmynce z
tikr
nem S1ZkJamyrm. A wa,rta było czy-
tać nalZWiska na tabelach. Czy nie we-
r.zył,o go że prawie zawsu .n.aeJWisko
HDlltllO'V (ozyta
po polsrk u Bor -'ZrOIW),
byla wymaJWialne Bm-c.ow, i to nie tyl-
ko pl1zez niemiecikich zapowiadaczy, ale
i pl1Zez angielskich - .ot, belZlIDyśłme na--
ślado'WllliotwD. Tl"udJnro: naZJWiska pisane
cyrylicą są translite,rowane I1ozma,icie na
alfabet romańsiki. :zależnie od jęrzyka.
Na
isik,D {)Iwej piflTiSiiStej-!l1
epiersistej
zaW100niczJki s,owieckiej widtniało lI1a ta.
belach jakJo Chizhova. Ro0S(j3l11de prlZyjęli
trarns.Li,teraGię typu an,gielskiegD. ze wzglę-
du na liCZlbę ludzi poslIu,ltUjjących się
tym językiem. Po polslkiu lI1apisa,libyśmy
Cziżowa. ale Niemiec przec;zy,ta to mniej
Wli
cej śic-hDfa" ilJaŚ naśladujący Niemca
komentator 3I11gielski zrobi ;z telto co;
podołmego do ćicowa. 00 p. Łobodow-
skiemu zagrało jak CYCOlwa. Oblatarr1Y z
aln,gielską trall1lSlkrypcją imi,on r:osyjskich
Po,lak powill'l.ien bez zasta.nawiarnia
Ię
adgadnąć rosy
srk,ie Cziżowa, co nie ma
llIic z biustem wspólnego.
Był ongiś w Berlimie wlieliki dom to-
waroowy (WarenhallJs) Tietz. Zarząd fi,rmy
twierdól że ma ,na s,kładzie wszystko,
czego dusza zapra.
ie. Pewlien dOlWcip-
niś pDPI'osił o p6ł litra mleka. "Nieste-
ty, lI1ie mamy". "A ile niewiast za1irnd-
nÓacie?", "Sześćdziesią.t", brzmiała od-
paw;edź. Na to ówże dowcipnuś:
25 lat temu
W
@
@U
ODPOWIEDt
"WtrąconlO do więzienia Piot.ra Jalki-
ra - czytamy w a.nonimowej odeZJWie
k'rąriącej w sarmi,zdaoie. - Władze po-
tam'OIWiły wpislać nowy pOInury I'orzd:zial
w tragiczmy los jednego z najznakomit-
s.zyoh II,ud2li lI1aszych czas6-w (...) Jest
je!ioZCze jeden - i być może kulmill1a-
CY
I11Y - pUJl1'kt w Z!as1:osowalJ1ej ta:)(tyce
talkiclh :po
vJO'Lnych. ale systematycZinych
represji" którymi już od kirlk,u lat re-
żym U5ill1uje ZJgJnieść I'uoh demokll"atycz-
ny. MOŻJna i t.rzeba piro,testować prze-
ci,w tej ad.cji. \VJażn.iejslZe jest jedJn-ak
21l"oZ!umieć w1aściJwy sens nowCjj sytuacji
i powaiŻ!nie, w s,kupieni,u i bez histerii
(ami taikiej. by iść pm:ci,Mw bagnetom,
ani his
erii kapitulaoji) przystos,o
ać ży-
oie i W\l,lllę każdego. demolkm,ty, a to z:na-
czy i ca,łego ruchu, da ak,tuaJa1iej rzeczy-
wistości. AresztolWa,nie Ja,kill"a, człowieka,
który z całą świooomością ZJnalarzł sie
w s:amym śl'odlklU pola bi,twy, nie zna-
ozy, że ..wszystko sbmcOIne". że pO'Ut}'ka
władz prZ}"llioslba ;im zwyoięstwo. (...)
ATesztow
!lnie Jakira nie jest a,ni począł-
ki,em ani końcem, lecz wa.źJnym eta-
pem.' C..) QoaJić ludzi i ocallić samizdat.
oca,lić i Wizllnoonić rudh demokratyczny
- to d,lisi.a
na
waŻJniejszy cel. to naj-
lepsza odp'Owiedź na aoreszto.W\lll1ie Jaiki-
ra".
Nina Karsov i Szymon Szechter
LONDYN 9 LISTOPADA 1947
. Na wstępie dziesięć k.rótkich wier-
szy Stamisla,wa BaJi.ńskiego pod
1W'SIP61mym tytułem ,;Romamtyczne
mies
czans
wo. RozryWka poetycka
na dwa gl,osy i fortepian". . .
. W dyskusji z J6zefem Maciklewl-
ozem Józef ŁDbodDwski naświetla
sprawę mchowania s,ię JÓizefa Pił-
sudsikieg'o w r. 1919, gdy gen. De-
ni,k,i,n propOli1lował Polsce sojusz an-
t}'bolszewiClki. Zdamiem Lobod,ow-
sikiego ,;pomoc polslka. nie ..byh
w s,tanie urato.w,ać bia,lej armII od
poswmu... w)'lpr3lwa Pils,udskiego
Dla MosIkwę musialaby s
.ończyć się
ka'tarst:I'Dfą". Ty.tul felIetonu
,.Piłsudski i kontl1rc,wolUCJja rosyj-
Sika".
. Al£red Za.ube,rman ciekalWie Qma-
wia książlkę ekonomisty angiels'kie-
a Lionela Robbinsa "The Econo-
mic Pmblem in Peace a'l1d Wa!!'''
(London. M acm i,llaln , 1947. str. 85),
Aut.o,r, pl1zedstalWiciel 100ndyńlSikiej
School of Eco,nomics, odegrał wy-
bitll'lą rolę w planowa.ni,u wajen
ej
gDs,podaJ1k,i bryt}'jskiej. Tytuł felIe-
tonu: ,.Kapi,talizm z popra,wkami".
. CZa&opisma kl'ajowe (Thea,tes). Ma-
riam T}"Tlowicz w a'rtykule "Spra-
wa księdza
ciegien'nego" (..Nowi-
II1Y Literackie" z 28 września b.r.)
daje przeglą.d legend, jakie os.nuły
się ddkola postaci X. Piotra
cie-
gienrnego. ,.Smierć X. Sciegienne.
g.o w r. 1890 pohnęła 21nowu legen-
dę o nim na tOlry dowDlnych prze-
kształceń -
isze Tyro.Wiioz -
.. .nekll'ologi w pioSmach emi,gracyi-
lI'Iyoh Piary:i;a i LOMY,lliu, ba kra-
jowe zachowały szcze
ól.ną po.
wściągliw,ość - pr:zyni.osły cha.raik-
terystykę jego jakO' twórcy palskie-
go sooja1i7mu i komuni;zmu...
Krystyna Brzozowska.
W pDpnzednim 8-stronicowym numerze
(1386/1387) "Wiadamości" (6 ilustra-
Gii): Janusz A. Ihnatowicz: O świcie.
ogo.da apolka,liptyc'ZII1,a IV. Les adieux.
Maria Danilewiczowa: UII".zeozony
Oonradem. - Waclaw Iwaniuk: Złote
wybrzeże - Refleksje. - Alicja Lisie-
cka: Lema. gl10tesika k05micZlIla. _
Zdzisław Kosiński: Przypadeik i reguła.
- Janina Kowalska: Po
ranicze. Crow-
leys!kie chDroby i iillme żaloby. - Sta-
nisław Wyaodzki: Nowe wiersze. -
Ignacy Wieniewski: O nieprzYSltoj'l1losci
w literatlIrze czyli między Scyllą pru-
deri,i a Charybdą porm-Dwafii. - Józef
ł...obodowski: Ozy jesteśmy Sa,rmatalffii?
- Lech Paszkowski: Mali,no'W5iki i Wi
-
kacy w Aootralii (2). - 40 lat temu.
25 lat temu. - Kazimierz Zamorski:
Estera na beZ'kres;nym stepie. - Teodo-
zya Lisiewicz: List. - Pandora: Pus.zJka.
Przemiany l11a Bliskim Wschodzie. -
Glosator: Z czasoQpism krajowych. -
J. 1..: Worek Judaszów. Dwie Rosje.
- Nina Karsov i Szymon Szechter:
Okno na Rosję. - Kore!ij)ondencja:
Wojciech Gnatczynski. John Roman
(Chudzikowski). - Czytetnicy a "Wia-
d'omościach". - KsiąŻiki nadesł3l11e. -
KTOnika. - Turysta: Falszerstwa VI
British Museum. - 40 lat temu. 25 lat
temu.
Andr7ej Cbc
u"
(St. Kilda South)
WSZYSTKO O AVOCADO
PIOTR JAKIR
Piotr Ja:kir w wyJWiadzie udzido[]ym
przedstawicidowi Ass,ocia,ted Press pl'zed
przy
azJdem Nixona powiedzial: ,.0 ile
wiem. podczaiS spDtkań na najwyżs.zym
szczeblu nie ma Z1Wyoz:ad;u p01'uSlzalnia
pl'oblemÓIW welW'nętiI1Z1llych. Jednakże
wiele t3.,kich pl10blemów (np. za,gadnie-
nie przestrze.ga'l1ia pralW jednos'tJki) już
daw,;Jo przes-taJo być weWin
l1irmymi spr3-
Do redaktora "Wiadomości"
POilliewai: grano czy,telników - smak
-
s,zy dreciZY się .,pyltaniami i poważnymi
wątpliwościami" dDtyczą.cymi owocu
avocadO' (nil". n!!'. 1375 i 1381 "Wiado.-
mości ") - jakoQ wlaścicielka dwóch
wielikibh drzew obda,rza
ących mnie w
urooza9nym seZiOlJ1ie cetnIMami tegO' przy-
smaku - CZ1U9ę się miejak,a zObo,wiąza:
na podrznelić się z zainteres,owa.nym
moim do.świadczeniem prelktycz.nym I
teoretycz.nym.
Otóż ojczyzną avocado -. któr
w
języlku botaniCll!1ym znane Jest Jako
PeiI'sea AmelT'icana - są za-
równI() wy
y zaohodnio-iindYJ
ikie (czyli
karaibskie). jak Amerylka Centralna:
wraz IZ pI1zy,legającymi, umiark.owanY!1 l1
s,tJrefami Ameryki Północnej i Połudmo-
we
. A.ZJtelkowie i Inlkasi p,rzez. dłu
ie
wieki przed odk,ryciem Ameryki upra-
wiali i za
adałi się tym owocem, który
..
nadesiane
Książki
Roman Kochal!lJowsk'L. ma.larz pDlslJc:ie-
go k,ra
obraiZu. Idea, materiały zebrał i
całość wydail1ia opracował inż. Tadeusz
Lewkowicz. SZlkic biografiCZill'Y .na.pisa,ł
Wiktor Trościanko. Monachium. Ta-
deusz Lewk'OlWicz, 1972: SitJr. 60 i 4n!. i
22 il'll5ru.. Stresz.ozenia w języku allgiel-
sJdm i lI1iemdeo1C1im.
Zbigniew Brzeziński. The Competitive
Relationship. Columbia Un,iversity, R
-
searoh Ins,titute on Communist Affai,rs,
1972: sit!". 42 i 3nł.
Maria Kamil. Nić Ariadny. Londyn.
Oficyna Poe1ów i M-.darzy. 1972; str.
153 .i 7nt
Stefan Pawlikowski. Petersbuq-sikie na-
11zece.eństlwo. Toronto. .,G los
o!sk i" ,
]968; str. 217 i 7nl. i fotJo.grafia autora.
Published by "Wiadomości",
67 Great Russell Street. W.CI.
and printed by
White Eagle Press Ltd., (T.U.)
2, Vine Lane, To.oley Street, S.BJ
>>>