Wizja Krasińskiego : ze studiów nad literaturą i filozofią polską

o 
 4 09 


M. ZDZIECHOWSKI 


WIZY A 
KRASIŃSKIEGO 


ZE STUDYÓW NAD LITERA- 
TURĄ I FILOZOFIĄ' POLSKĄ. 


KRAKÓW 1912 
KSIĘGARNIA S. A. KRZYZANOWSKIEGO. 
WARSZAWA: G. CENTNERSZWER I SKA.
>>>

>>>
WIZYA KRASIŃSKIEGO
>>>
TEGOŻ AUTORA 


, 
 


MESY ANIŚCI I SŁOWIANOFILEo Szkice z pay. 
choloaii narodów Słowiańakich. Kralów 1888. 
alr.3380 
BYRON I JEGO WIEK. Tom I Europa Zachodnia 
Kraków. 1894 al.. 447 (wyczerpane). 
BYRON I JEGO WIEK. Tom II Czechy, Roaya. 
Polaka. Kraków, 1894. a". 447 (wyczerpane). 
SZKICE LlTERACKIEo Wanzawa, 19000", 3J9. 
ODRODZENIE CHORW ACYl W WIEKU XIX. 
Kraków 1902. alT. 217, 
PESTIS PERNICIOSISSIMA Rzecz o wapółcze- 
onych kierunkach my,;li kalolickiei. Wara.awa 1905 
a...9S. 
U OPOKI MESY ANIZMU. Nowe azkice o pay_ 
choloaii Narodów Słowiańakich. Lwów 1912 
alro 406. 
OlE GRUNDPROBLEME RUSSLANDS. Litera- 
riach poliliache Ski..en. Wien u. Leipoia 1907. 
0",431. 


. J
>>>
6)
() 


M. Z D Z I E C H O W S K 1_ 


W IZY A 
- 
KRASIŃSKIEGO 


« - . 


ZE STUDYÓW NAD LITERA- 
TURĄ I FILOZOFIĄ POLSKĄ. . 


KRAKÓW 1912 
KSIĘGARNIA S. A. KRZYŻANOWSKIEGO, 
WARSZAWA: G. CENTNERSZWER I SKA.
>>>
, 


J, 312/t; t 



DTI1/f
 
.IIWuSnUłA 
. '..'1'. 



 


(;;)'1:; 
 dł 


or"'BITO W DRUKAI'NI NARODOWEJ W KRAKOWIE. 
V
>>>
,. 


PRZEDMOWA. 


P ochodzę z ziemi Mińskiej i wychowałem się 
tam w epoce, w której wspomnienia z roku 
1863 były jeszcze świeże. Z obawy przed re- 
wizyami niszczono u nas w czasie powstania książki 
polskie zagranicą drukowane - i z tego powodu 
rzadkie były wówczas, a może wcale nie było do- 
mów, w których by się znajdowały dzieła poetów 
naszych. 
Doszedłem do 16 roku życia, a o Krasińskim 
wiedziałem tylko ze słyszenia. Dopiero wówczas 
wpadł mi przypadkiem do rąk I r y d i o n przez ko- 
goś na dzień jeden pożyczony. Przeczytąłem go 
jednym tchem. Zachwycił mnie, odnowił i upoił 
majestatem myśli i słowa, lecz nie wszystko zrozu- 
miałem; czułem, że mam przed sobą coś wielkiego, 
porywającego wyobraźnię na nieznane jej przedtem 
wyżyny, ale myśli zasadniczej od
adnąć nie byłem 
w stanie. 
Po roku przywiozła mi babka moja ze Lwowa 
oczywiście potajemnie, gdzieś zaszyte w sukni po- 
dróżnej dwa tomy Krasińskiego z przedmową Tar-
>>>
VI 
nowskiegoo Na przedmowc: tc: rzuciłem sic: chciwie 
i znalazłem w niej upragniony klucz do Sanctuarium, 
przed którem stałem dotąd w ńiemem uwielbieniu. 
Bez przesady powiem, że dzień ten zapisał mi sic: 
w pamięci, jako jeden z naj szczęśliwszych w życiu. 
Czy uwierzą temu i czy zdołają to szczc:ś, je odtwo- 
rzyć sobie ci, co w szkołach polskich mając od 
dzieciństwa do czynienia z utworami pisarzy naszych 
patrzali na nie, jako na tematy do szkolnych wy- 
pracowań? 
Tarnowski wprowadził mnie w świat myśli Kra- 
sińskiego, i myśl ta stała mi się przewodniczką 
w życiu duchowem, jakby pobudką z wyższego ja- I 
kiegoś świata, nawołującą do pracy wewnętrznej nad 
sobą, Koledzy moi, których porywały hasła rady- J 
k.aln
, k POd
kPiwali ze 
ni
' ł że "Krasiń
ki
 d uPij
m . 
SIC: Ja OpIUm", - a Ja zyem w przeswla czemu, 
że nad każdym z nas ciąży posłannictwo Irydio- 
nowe, - i nie potrzebuję dowodzić, jak ożywczo ' I ' 
i uszlachetniająco działało to na umysł i duszę 
Myśl Krasińskiego utrzymała mnie na wysokościach 
idealizmu, na których podmuchy atmosfery wieku, 
przesiąkniętej pozytywizmem i negacyą świata nad- 
zmysłowego, nie tylko nie szkodziły, ale przyniosły 
pożytek, jako antydotum na rozmarzenie, jako za- 
chęta do krytycznego zastanowienia się nad filozo- 
fią życia, która sic: we mnie pod wpływem Krasiń- 
skiego wyrabiała, - do wniknięcia w jej stosunek do 
ducha wieku i do potrzeb narodu.
>>>
( 


VlI 
Kult myśli Krasińskiego niezmiennie przechowa- 
łem w sobie do dziś dnia, widzę w niej najwyższy 
wyraz idealizmu polskiego, ma ona znaczenie cen- 
tralne w dziejach myśli naszej. 
Staram się to wyjaśnić w szkicach niniejszych. 
Pierwsze ;trzy są w bezpośrednim ze sobą związku: 
powstały z wykładów uniwersyteckich. Filozofia 
Cieszkowskiego jest niezbędnym wstępem do zrozu- 
mienia Krasińskiego. Krasiński przyjął ją, pogłębił, 
zapewne z pomocą Schellinga, w Traktacie o Trójcy 
i prześcignął w tej wielkiej wizyi nie mesyanicznej 
tylko, ale i eschatologicznej, -jaką jest P r z e d ś w i t 
Ze stanowiska wizyi tej życie jednostek i narodów 
staje się przygotowaniem epoki Ducha, która jest 
celem wieków i światów; do przyśpieszenia jej 
trzeba "nowego ludzi plemienia, jakich jeszcze nie 
widziano" ; myśl ta przechodzi u Mickiewicza w ocze- 
kiwanie jakiegoś jednego przez Boga namaszczo- 
nego wybrańca, - i wybrańca tego uznaje on w To- 
wiańskim. 
Jako uzupełnienie tych trzech szkiców dodaję 
czwarty o mistyce Słowackiego, będący rozbiorem 
książki Pawlikowskiegoo 
Rzecz o Krasińskim była już w druku, gdy wy- 
szedł I tom pracy J, Kleinera ; nie mogłem z niej 
korzystać.
>>>
I 


\. 


. 


)'
>>>
. 


\) 


Zo Krasiński. 


"OJCZE NASZ."
>>>

>>>
I. 


W filozofii Augusta Cieszkowskiego odbiło sic: 
najwydatniej to, co cechę znamienną ducha polskiego, 
przedewszystkiem zaś poezyi polskiej w pierwszej 
połowie ubiegłego stulecia stanowi, t. j. marzyciel- 
stwo mesyaniczne. Tc:sknota za jakimś rajem ziem- 
skim, przez Polskę urzeczywistnionym, ogarnąwszy 
go głc:biej jeszcze i silniej niż Trentowskiego lub 
Libelta, przybrała postać niezachwianej wiary, że 
owo najgorc:tsze pragnienie jego serca spełni się 
wkr6tce, Wiarc: tę powiązał on z filozofią Hegla, 
aby z jej pomocą przekształcić ją w wiedzę przy- 
szłości, opartą na mocnych podstawach nauki. 
I tern właśnie - pozorami ścisłości - działał on na 
wsp6łczesnych: Mickiewicz go cenił, Krasiński jego 
wpływowi w niejednem ulegał. 
W roku 1838 wydał on rozprawę: "Prolego- 
mena zur Historiosophie", nawskroś od początku 
aż do końca przejętą uczuciem niezrozumiałej już 
dziś dla nas bezgranicznej czci dla Hegla, w kt6- 
rym upatrywał najwspanialsze objawienie potc:gi 
umysłu ludzkiego. Odkrycie prawa dyalektycznego, 


l-
>>>
4 
kojarzącego przeciwieństwa w wyższej jedności- 
teza, antyteza, synteza - miało rozwiązywać zagadkę 
dziejów, było największem myśliciela niemieckiego 
dziełem o Młodziutki jednak uczeń, pomimo uwiel- 
bienia, w które go wgłębienie się w myśl mistrza 
pogrążało, ośmielał się go poprawić i uzupełnić, 
jakby nie zdając sobie sprawy, że tern samem osła- 
biał znaczenie filozofii, którą za absolutną poczy- 
tywał. Błąd Hegla polegać miał, według Cieszkow- 
skiego, na tern, że dyalektyki swojej nie umiał on 
zastosować do dziejów; doniosłość tego zasadni- 
czego faktu, jakim było przyjście Chrystusa, nie 
została przezeń należycie ocenioną; nie położył on 
dostatecznego nacisku na to, że Chrystus rozdziela 
historyę na dwie epoki, pozostające między sobą 
w stosunku tezy do antytezy; nie wyprowadził stąd 
konieczności trzeciej wyższej epoki, obejmującej 
obie poprzednie w doskonałej syntezie. 
Otóż synteza ta miała nastąpić niebawem, wy- 
nikało to stąd, że przeciwieństwa światów po- 
gańskiego i chrześcijańskiego - teza i antyteza - 
doszedłszy do swoich kresów, wyczerpały się już 
ostatecznie. 


, 


f t
>>>
5 


II. 


Myśl ta nie opuszcza odtąd Cieszkowskiego aż 
ł do śmierci. Udowodnieniu jej i rozwinięciu poświęcił 
główne dzieło swoje "Ojcze nasz" l). 
Za punkt wyjścia wziął on nie filozofię Hegla, 
jak w P r o I e g o m e n a c h, lecz objawienie Chrystu- 
sowe. Ale stosunek Objawienia do dziejów tłuma- 
czył jednak nie inaczej, jak w świetle dyalektyki 
Hegla. 
Istota nauki Zbawiciela zawartą jest w Modli- 
twie Pańskiej. Będąc prośbą, której sam Chrystus 
nauczył, staje się ona przez to samo wyrazem dążeń 
Chrześcijaństwa, objawieniem jego historycznej przy- 
szłości, słowem modlitwą p r o r o c z ą, więc wyższą 
od zwyczajnego proroctwa. Proroctwo bowiem 
objawia, że to a to będzie, gdyż tak się Bogu po- 
dobało, modlitwa zaś - że to a to być powinno, 
gdyż jest ludzkości niezbędną potrzebą, której do- 
pięcie leży w istocie naszej. Względem proroctwa 
zachowujemy się biernie, głosząc zaś słowa modli- 
twy proroczej, zaczynamy już czynnie na przyszłość 
działać. 
Wobec tego, że Modlitwa Pańska jest gwiazdą 
przewodnią ludzkości i że w niej jest wskazane 


I) Za tycia Cicszkowskiego wyszła tylko cz
śC wst«:pna 
w r. 18480 Następne trzy tomy wydane zostały staraniem 
i pod redakcYli jego syna w r. 1899, 1903 i 1907, Obejmujl\ 
rozbiór wezwania i obu pierwszych próśb. .
>>>
6 
wszystko, do czego ludzkość dążyć powinna i czego 
dostąpi, więc koniecznem się staje oparte na niej 
wytłumaczenie dziejów. Streszczają się one w prze- 
ciwieństwach pogaństwa i chrześcijaństwa, czyli 
natury i ducha, bytu i myśli, jak wyraża się Ciesz- 
kowski. Przed Chrystusem człowiek nie przeciw- 
stawia siebie naturze, jest on "jakby accidensem 
przemożnej substancyi", stąd drzemanie pierwiastku 
indywidualistycznego, panteizm w religiach, despo- 
tyzm zaś w ustroju społeczeństw i państw. Dopiero 
\ Chrystus wywołuje oderwanie się człowieka od 
natury, od ziemi, dając mu świadomość jego wyż- 
szych, nadziemskich przeznaczeń. Ale skutki tego 
są na razie straszne. Odkrywszy bowiem niebo 
i tam przeniósłszy prawdę, dobro i ład świata, tern 
samem człowiek ziemię poniżył i potępił... "i stała J 
się ona pastwą nieładu". 
Słowem, pogańska absorpcya jednostki przez 
społeczeństwo zastąpioną została, według Cieszkow- 
skiego, pogańską absorpcyą społeczeństwa przez 
jednostkę. Rozdymając fakt ten i upatrując w nim 
przedewszystkiem jego ciemną stronę, myśliciel nie- 
słusznie ocenił w niejednem miejscu czasy pochry- 
stusowe, zwłaszcza wieki średnie. 
Patrzy on na wszystko przez pryzmat Heglow- 
skiego prawa dyalektycznego i dlatego nie dość mu 
jest stwierdzić przeciwieństwo pogańskiej i chrze- 
ścijańskiej epoki, trzeba mu jeszcze wykazać, że 
właśnie, jako przeciwieństwo pogaństwa, świat
>>>
7 


chrześcijański był i jest czemś niedostatecznem, 
jednostronnem. Starożytność ograniczała pragnienia 
swoje zakresem ziemi; zapatrzone w niebo chrze- 
ścijaństwo stworzyło ideał ascetyzmu, będący negacyą 
ziemi; musi on przeto ustąpić miejsca nowemu 
ideałowi, stawiającemu za cel nie ucieczkę od ziemi, 
lecz przeobrażenie jej w niebo. 
I ideał ten urzeczywistni się w najbliższej przy- 
szłości, w nadchodzącej już epoce trzeciej, w świecie 
Czynu, który w harmonii Królestwa Bożego skojarzy 
przeciwieństwa poprzednich epok. Ale skądże to 
wiadomo, że ów błogosławiony dzień ma niebawem 
przyjść. Stąd - odpowiadał Cieszkowski - że zagadka 
dziejów już rozwiązaną została dzięki prawu dyalek- 
tycznemu, w świetle którego cała przeszłość rodu 
J ludzkiego stanęła przed nami rozdwojona na tezę 
pogaństwa i chrześcijaństwa antytezę: "Skorośmy 
więc dwie wręcz przeciwne epoki w różnorodnym 
potoku dziejów ludzkich upatrzyli - sama ich sprzecz- 
ność doprowadza nas do ich kojarzni - sama ich 
biegunowość odkrywa nam ich równik - samo 
uznanie ich jednostronności waruje nam niezwłoczne 
wstąpienie w epokę trzecią, syntetyczną,.. II "Sam 
czas doprowadza nas do nowego okresu świata, 
jak sam prąd morza doprowadził Kolumba do od- 
krycia nowej części świata, której się dopiero pro- 
roczo domyślał. - Gdyśmy jeszcze do trzeciego 
Czasu dobijać nie mieli, tobyśmy go też jeszcze nie
>>>
8 
dojrzeli' Ale go właśnie spostrzegamy - i radośnie 
wołamy: Ziemia' Ziemia I Ziemia Obiecana '" 
Do tej "Ziemi obiecanej" doprowadzą Słowianieo 
W poglądzie swoim na nich poszedł Cieszkowski 
zgodnie znajwybitniejszymi w6wczas przedstawi- 
cielami nauki i literatury w świecie słowiańskim, 
śladem wielkiego Niemca Herdera. Podnosił on po- 
kojowe. zamiłowaniem do pracy rolniczej nacecho- 
wane, harmonizujące przeto z idealnymi celami 
ludzkości usposobienie plemienia słowiańskiego. 
Wynikało stąd. że "jak w pierwiastkach germań- 
skich średniowieczne, tak w pierwiastkach słowiań- 
skich nowowieczne losy ludzkości zapisał sam B6g". 
Kwiatem zaś słowiańszczyzny jest nar6d polski, 
kt6ry "nadmiarem cierpienia zasłużył sobie na to 
u Boga, aby erę wolności całemu światu zwiasto- 
wał i ludzkości całej do raju swobody przewodniczył". 
Powstawało tu pytanie, jak 6w raj ziemi obiecanej 
wyglądać będzie. Tu miał Cieszkowski dwie drogi 
przed sobą. M6gł dać folgę swej płomiennej tęskno- 
cie za doskonałą szczęśliwością i kreślić chiliastyczne 
jakieś marzenie o panowaniu świętych. kt6re nastąpi 
po końcu historyi, na ziemi przeobrażonej w apo- 
kaliptyczne "Nowe miasto Jeruzalem". Ale tej drogi 
nie obrał. Fantazya zaznaczała się w nim słabo, 
pr6cz tego stać chciał na twardym gruncie nauki. 
to znaczy tej absolutnej filozofii. kt6rą dał Hegel. 
Należało więc przyszłą epokę syntezy dyalektycznie 
wyprowadzić z obu pierwszych. I tą drogą poszedł.
>>>
9 
Ale nie będąc w stanie stłumić w sobie uczucia, 
kt6rebym nazwał namiętnością mesyaniczną, żądzą 
oglądania Kr61estwa Bożego, popadł on w we- 
wnętrzną sprzeczność, kt6ra osłabiła, niemal zni- 
weczyła cały jego pomysł. Albowiem z prawa dya- 
lektycznego wypadało, że epoka trzecia, będąc 
w istocie swojej harmonią, nie zaś walką przeciw 
temu, co przed nią było, musiała ewolucyjnie 
z przeciwieństw natury i ducha się rozwinąć i je_ 
ze sobą skojarzyć. Myśliciel stale i wyraźnie to za- 
znaczał: "co tylko jest - to wszystko z d a s i ę, 
to wszystko d a s i ę żywotnie przerobić, utwier- 
dzić, uorganizować", Ale zarazem epoka ta miała 
nadejść w bardzo bliskim czasie. Mogła więc za
 
wierać w sobie tylko chyba bardzo lekkie, bo ewo- 
lucyjne, udoskonalenie warunk6w, wśr6d kt6rych 
my żyjemy, mogła być tylko t r o c h ę lepszą, 
t r o c h ę szczęśliwszą od chwili obecnej. A jednak 
Cieszkowski nie wahał się określać jej mianem 
Kr61estwa Bożego, w którem B6g będzie, według 
sł6w św. Pawła, "wszystkiem we wszystkich'" 
Aby m6dz coś podobnego wygłosić, trzeba było 
zamknąć oczy na wszystko złe życia. 
I jakby przewidując możliwość takiego zarzutu, 
Cieszkowski stawiał w końcu swej wstępnej części 
pytanie, gdzie jest kres żywota, ale zamiast rozwią- 
zać zagadkę, on ją tylko uchylał usiłując wykazać, 
że z jednej strony między pojęciami p r z e s z łoś Ć, 
t e raź n i e j s z ość i p rz y s z łoś ć, z dru
iej zaś
>>>
10 
między pojęciami d o c z e s n ość i w i e c z n o s c 
niema tej przepaści, którą człowiek starał się wy- 
kopać. "Orzeczenia przeszłość, te raźniej- 
s z ość. p r z y s z łoś ć - pisze Cieszkowski- 
o tyle tylko mają właściwe i rozróżnione znaczenie, 
o ile je w zależności od siebie i wzajemnej do 
siebie względności uważamy, Ogólnie zaś i b e z- 
w z g I ę d n i e wzięte są jedno i toż samo; s ą t e- 
m i ż s a m e m i c h w i I a m i c z a s u z różnych 
stanowisk oglądanemi - organiczną całość rozwi- 
nięcia razem stanowią". Podobnież doczesność nie 
jest przeciwieństwem wieczności, lecz w niej się za- 
wiera. albowiem "skoro tylko pozwalamy wieczno- 
ści gdzieś się poczynać, tern samem ją jako nie 
wieczną uznajemy". Więc koniec świata - wnosił 
stąd - nie jest wcale. jak się dziś ludziom zdaje 
jakiemś zniesieniem i zniszczeniem bezwzględnem 
tego, co jest, po które m zaczynałaby się jakaś bez 
czasowa wieczność, ale koniec świata jest p a I i n- 
g e n e z ą, t. j. polega na przeistoczeniu dotychcza- 
sowego stanu i form w inne. doskonalsze. 
Taką przeto paligenezą będzie epoka trzecia - 
i tu się zatrzymywał Cieszkowski. Dalej iść nie 
chciał. nie chciał rozmyślać nad tern, "co nastąpi 
po zupełnem dojściu naszej ziemi do przeznaczonej 
dojrzałości". nie chciał, jak się wyraził. wkraczać 
w eschatologię. Dość, że w i e d z i a ł i że wykazał, 
jak mu się zdawało, że już wstępujemy w podwoje 
owej wyższej epoki. Więc radujmy się, przyspieszmy
>>>
11 
czynem jej przyjście, a nie traćmy czasu na daremne 
rozmyślania, co potem będzie; to kraina zamknięta 
dla nas, można tu się bawić w przypuszczenia, ale 
nie nadszedł czas dowiedzieć się cokolwiekbądź 
stanowczego - w tych słowach można streścić 
myśl filozofa. 
To wyczekiwanie doskonałej szczęśliwości na 
ziemi świadczyło o materyalistycznym - że się tak 
wyrażę - kierunku wyobraźni Cieszkowskiego, lecz 
kierunek ten wypłynął z żyweł!o przejęcia się spra- 
wami ziemi, był wyrazem młodości duszy. Tę cechę 
miał Cieszkowski wspólną z ogółem myślicieli 
i pisarzy polskich i słowiańskich, zwłaszcza w owej 
epoce, to go też spokrewnia z odbywającym się 
za dni naszych w Rosyi ruchem religijnym, którego 
był jakby zwiastunem. Bliskim mu bowiem jest mi- 
styczny Mereżkowski, wpatrzony, jak on, w nad- 
chodzący Dzień Ducha Św. - i również bliskim 
stojący wobec Mereżkowskiego na przeciwległym 
biegunie racyonalista Lew Tołstoj, który, odrzucając 
wszelki mistycyzm i wszelkie dyalektyczne tryady, 
a mając myśl zaprzątniętą wyłącznie tern, co jest 
bezpośrednie i najważniejsze, t. jo ziemią i pracą 
nad ziemskiem urzeczywistnieniem dobra i szczęścia, 
starannie unikał wszelkich rozpraw o nieśmiertel- 
ności, o życiu zagrobowem, jako straty czasu i grze- 
sznego odwrócenia myśli od rzeczy najważniejszej, 
najbliższej, t. j. miłości bliźniego. 
Cieszkowski chciał być w zgodzie z nauką Koś- 


......
>>>
12 
cioła Katolickiego, więc oczywiście tern bardziej 
z nauką Chrystusa; w ściślejszej jednak zgodzie 
z duchem chrześcijaństwa, pomimo swej walki z Ko- 
ściołem, jest Lew Tołstoj. Spojrzawszy bowiem z wy- 
żyny prawa Chrystusowego na świat, ogarnął on 
cały ogrom złego i wypowiedział wojnę temu 
światu, kt6ry "w złem leży", kt6ry antytezą jest 
Chrześcijaństwa, panowaniem brutalnej siły, niepra- 
wości. Odwrotnie postąpił Cieszkowski: rozpaliwszy 
w swej duszy ogień tęsknoty za rajem syntezy, 
przepełniony żądzą oglądania jej własnemi oczami 
lub przynajmniej posiadania pewności, że to prędko 
nastąpi, wyrzucił z myśli swej te fakty, kt6re mu 
codzienne doświadczenie niosło - i kt6re głosem 
wielkim wołały, że ziemia jest padołem płaczu. 
Podnoszą ścisłą logiczność i konsekwencyę jego po- 
glądu na świat i w rzeczy samej wyprowadził 
on go bardzo logicznie z filozofii Hegla, ale był 
w rozbracie z rzeczywistością, kt6ra co innego m6- 
wiła, - w rozbracie z chrześcijaństwem, skoro sądził, 
że epoka S y n a, t. j. ta, kt6rej początek dał Chry- 
stus, już się ma ku końcowi. Tymczasem nawet 
stojąc na stanowisku Cieszkowskiego, czyli uznając 
dążność historyi do syntezy i określając syntezę, 
jako epokę czynu, należało wprz6dy do tego czynu 
dusze przysposobić, więc je uchrześcijanić, przetwo- 
rzyć, - słowem należało zrozumieć, czego Ciesz- 
kowski zrozumieć nie chciał, że świat jest nieskoń- 
czenie daleki od ideału chrześcijańskiego.
>>>
13 


III. 


lo 


Następne 'tomy świadczą, że w miarę lat i w miarę 
zawodów i klęsk, spadających na naród polski, 
coraz gwałtowniej zapalał się Cieszkowski żądzą 
oglądania tryumfu sprawiedliwości, coraz głębiej 
pochłaniała go namiętność mesyaniczna. I niosła 
go ona w dal szczęśliwych czasów, a ślepym nie- 
raz czyniła na otaczającą go nieprawość i nędzę. 
Zastanawiał się on nad przeszłością i teraźniej- 
szością, nad Pismem św. i nad naturą ludzką, ale 
fakty naginał do celu swojego i rozkazywał im 
świadczyć, że oto już idzie Duch Pocieszyciel; zaru- 
mieniło się niebo świtem dnia; jeszcze chwila, 
a słońce wejdzie... 
Wezwanie: O j C z e n a s z, k t ó ryś j e s t w N i e- 
b i e - jest przedmiotem tomu drugiego, a pierwsze 
trzy jego działy poświęcone są rozbiorowi słów 
O j c z e N a s z. Są one w twórczości Cieszkow- 
skiego najpiękniejszym jej kwiatem. Ile w nim było 
siły liryzmu, wszystko tam swój wyraz silny i piękny 
znalazło, im bowiem głębiej w treść słów owych 
wnikał, tern gorętszym płonął dla nich zachwytem. 
"Zaręczamy wam - wołał - żeśmy przy zdrowych 
zmysłach i trzeźwym umyśle, a nie w zachwyceniu 
żadnem, - żeśmy nietylko dnie i noce, ale nawet 
miesiące i lata, ale szeregi lat nad tern rozmyślali, 
u wszelkich mędrców świata tego rady i porady za- 
sięgali, żadnej umiejętności nie zaniechali - a- nigdzie, 


I
>>>
Ił 
ani u nikogo nic mędrszego, doskonalszego i bło- 
gosławniejszego nie otrzymali nad to, czem nas 
przed lat blisko dwoma tysiącami S
n Boży obda- 
rzył". - Najwyższe umysły starożytności zaledwo 
się wznosiły do przeczucia możliwości określenia 
Boga, jako Ojca. Słowa te przeto, odrywając świat 
chrześcijański "od wszelkich żywioł6w w świecie 
przedchrześcijańskim", rozgraniczają dzieje na dwa 
odrębne okresy. Rozwiązują one wszystkie zagad- 
nienia trapiące ludzkość, albowiem objawienie Boga, 
jako Ojca, odsłania solidarność rodu ludzkiego, 
zbliża wszystkich ludzi, jako dzieci do wsp61nego 
Ojca, dalej "r6wnając między sobą i sp6łuprawniając 
wszelkie stany i stanowiska społeczne, dop6ty od- 
rębne i między sobą odporne, dop6ki się za wyższe 
lub niższe przed Bogiem poczytywały, uszlachetnia 
tern samem każde powołanie, nie poniżając wszakże 
żadnego, jedno owszem podnosząc wesp6ł wszystkie, 
i znosi zapory pomiędzy niemi wyrosłe" I Słowem, 
wyznając Boga Ojcem naszym, wyznajemy wszyst- 
kich ludzi i lud6w W o I n ość, R 6 w n ość i B r a- 
t e r s t w o. "Wezwanie w Modlitwie Pańskiej ma 
się do następnych pr6śb rozwoju, jak się ma prze- 
czucie do pojęcia - jak możność do rzeczywistości - 
założenie do wykonania - pow6d do dowodu- 
tęsknota teraźniejsza do zadowolenia przyszłości. 
Podobizną Ojcowstwa Bożego są wszystkie sto- 
sunki ludzkie na ziemi: rodzina, ojczyzna, ludzkość, 
wreszcie Kości6ł, "ta wielka sp6jnia wiernych na 


.
>>>
15 
ziemi". stanowiąca figurę dalsze
o, wyższego jeszcze 
Świętych Obcowania. 
Stronice o Kościele wyróżniają się szczególnie 
wysokim i szlachetnym poziomem myśli. oparte 
będąc na głębokiem zrozumieniu tej prawdy, że źle 
jest człowiekowi samemu na świecie i że przeto 
niezbędną jest instytucya Boska. ku Bogu ludzi kie- 
rująca i ich między sobą wiążąca, Odczuł Ciesz- 
kowski wszystkie zarzuty. jakie Kościołowi mogą 
być zrobione i, aby je tern dobitniej módz wyrazić. 
włożył je w usta wymyślonego współbiesiadnikao 
Wie on. że urzędowy Kościół nieraz "omdlewa 
w miłości" i nawet niespełna wierzy. w co wierzyć 
nakazuje (II. 86); wie. że wyklina on i potępia tych 
nawet. co w najlepszej wierze i z synowską miło- 
ścią odważają się mu przypomnieć. aby lepiej, 
wierniej powołanie spełniał; wie wreszcie i widzi, 
jak podobnym pod niejednym względem staje się 
Kościół do tej "pasożytnej formacyi. którą biuro- 
kracyą przezwano", gdyż z Kościoła n wywiązały się 
w kolei wieków zgubne pasożyty, które z komnat 
konsystorskich. z prebend lub stolic klerykalnych 
duszą i niszczą powszechnej Rodziny życie". Kościół 
miłością powinien być w istocie swojej i miłością 
ogarniać te wszystkie żywioły. które formalnie po za 
nim będąc. ale usiłując wiernemi być przykazaniu 
Miłości, która jest przykazaniem Chrystusa, tern 
samem swoją łączność z Kościołem Chrystusowym 
zaznaczają. W tej mocy pociągania, obejmowania 


, 


)
>>>
16 
i pielęgnowania wszystkiego na świecie, "co jest po- 
trzebą i żywotem Ducha" Cieszkowski upatrywał 
najistotniejsze powołanie Kościoła, tymczasem "Ko- 
ściół Katolicki - streszczał on później myśl swoją 
(t. IV, 173 - 4) - który zaiste miał z pomiędzy 
wszystkich największe prawo do nazwiska K a t o- 
I i c k i e g o, sam się tego prawa pozbawił i dotąd 
pozbawia, wyrzucając z łona swojego niesforne 
z nim napozór żywioły. Gdyby był prawdziwie Ka- 
tolickim, byłby zdołał i umiał te odrębne żywioły 
sobie p r z y s p o s o b i ć, byłby je przyswoił; byłyby 
one zrosły w nim, a on rozwinął się właśnie za 
ich pomocą". Lecz... pod pozorem nieosłabienia 
własnej j e d n o ś c i, wyrzekał się Kościół Katolicki 
żywotnej różnorodności, niepomny, że przez to 
w jednostronność i w jednostajność - które zawsze 
są m a r t w o ś c i ą 
 a pozbawił się "Zjednoczenia", 
które jest zawsze ożywieniem i upłodnieniem. 
Lecz pomimo tego wszystkiego zrozumiał Ciesz- 
kowski, że Kościół ma w sobie moc, która go nie- 
tylko od zewnętrznych napaści chroni, ale i prze- 
ciw grzechom wewnętrznym zwraca. Gdyby Kościół 
mógł runąć, "to chyba tak zwana I n k w i z Y c Y a . 
ś w i ę t a byłaby mu cios śmiertelny zadała". Tym- 
czasem z tej próby ognistej, z tych "wrót piekiel- 
nych na ziemi" on wyszedł zwycięsko. A zatem 
'{} ( "kto od Kościoła odpada, sam sobie tylko szkodzi, 
y sam w sobie się rozpada, sam w sobie więc po- 
I nosi karę swego oderwania - karę znikczemnienia,
>>>
17 
albo znicestwienia"o Ten, kto powstaje przeciw 
Kościołowi "czyni to nie z nadmiaru siły, ani z butnej 
przekory, jak się to t. zw. silnym duchom wydaje, 
lecz owszem ze słabości i niedostatku, a co większa, 
z braku uznania owej słabości i braku pokory". 
Więc do głębi duszy umiał Cieszkowski przejąć 
się przeświadczeniem, że oderwać się od instytucyi, 
która pojednanie ludzi z Bogiem za cel sobie wy- 
tknęła, to znaczy oddać się swemu J a i pójść 
w niewolę egoizmu, czyli "uledz temu, co w życiu 
najmocniej cięży i dolega, a wyzwolić się jedno 
z tego, co właśnie podnosi i unosi". 
I im wyżej porywała go wiara w Ojcostwo Boże, 
tern namiętniejszem gorzał oburzeniem na wszelkie 
tej prawdy gwałcenie, na niewolnictwo, na uciskanie 
narodów, na trzymanie w upośledzeniu niższych 
Warstw. Święty gniew czynił go wymownym. Cały, 
obejmujący 300 stron rozbiór wezwania O j c z e 
N a s z może być zaliczony do naj piękniejszych, na 
wysokość poetyckiego natchnienia wznoszących się 
wywodów wielkiego posłannictwa i wielkich powin- 
ności, spadających na człowieka przez to, że Boga 
Swym Ojcem nazywa. 


IV. 


Ale wywody te, ubolewania i gniewy są w filo- 
lofii Cieszkowskiego jakby odskokiem od zwykłego 


Z, Krasiflskio 


2
>>>
18 
toku rozumowania, Niszcząca krytyka dawniejszych 
i obecnych nadużyć pojęcia Ojcostwa Bożego do- 
wodzi. że umiał on jasnem okiem patrzeć na rze- 
czywistość, tylko z umiejętności tej nie korzystał 
i sięgając w czasy przyszłe. wolał je wysnuwać 
z premis filozofii Hegla, niż z życia rzeczywistego 
i jego "mąk i bólów i łez mnóstwa". To też prze- 
chodząc w IV dziale tegoż tomu do rozmyślań nad 
dalszym ciągiem wezwania. t. j. nad słowami 71Któ- 
ryś jest w Niebie", dawał on znowu dostęp my- 
śli, olśnionej i zaćmionej marzeniem o raju Królestwa 
Bożego. 
Przybytkiem Boga jest niebo. ale gdzież mamy 
szukać tego domu Ojca naszego, Oto pytanie zasa- 
dnicze, które postanawiał tu rozwiązać. 
Punkt wyjścia obierał najtrafniejszy. Słowa "Któ- 
ryś jest w Niebie" należało, zdaniem jego, pogodzić 
z pojęciem wszechobecności Boga. 
"Bóg jest w Niebie, na ziemi i na każdem miej- 
scu" - twierdzenie to stanowi podstawę religii. 
Znajdujemy je w każdym katechizmie, ale zapomi- 
namy o niem w życiu potocznem. Zanosząc modły 
nasze do Boga, usadowionego na tronie monar- 
szym w jakiemś nieskończenie odległe m państwie, 
oddalamy go tern samem z tego Jego siedliska, 
które dla nas jest najdostępniejsze i mogłoby być 
najlepiej znane, t. j. z głębin duszy naszej. Niestety, 
tak łatwo przyjmujące się na nizkich poziomach 
myśli pojęcie Boga, jako monarchy Nieba, sprawu-
>>>
19 
jącego rządy nad ziemią za pośrednictwem całej 
hierarchii kapłańsko-urzędniczej, nieodłączne jest 
od wszelkiej próby racyonalizowania wiary, a do- 
skonale dogadza zasadzie autorytetu władz kościel- 
nych, i stąd to pochodzi, że stało się panującem; 
zaświatowy J tr ans cendental!ly
ógJasłon!ŁBo
 
o _"imm anentnego", mieszkającego w sercu cd.9 _wieka,_ 
boplero w czasac h ostatnich nastąpił zwiastujący 
pogłębienie stosunku stworzenia do Stwórcy i wraz 
z tern jutrzenkę nowego życia w Kościele zwrot 
od racyonalizmu teologicznego, od rozumowych 
podstaw wiary do jej podstaw moralnych, do mi- 
styki życia wewJlętrznegq. 
Otóż Cieszkowskl. chwytając się siłą całą pojęcia 
wszechobecności Boga i nie dającej się od tego od- 
łączyć Jego immanencji, mógłby stać się poprzed- 
nikiem tego dzisiejszego zwrotu w Kościele, w t. zw. 
metodzie immanencji swoją moc czerpiącego o Tern 
jednak nie był. Związany dialektyką Hegla, z niej 
bliskość trzeciej epoki wyprowadzając i patrząc 
tylko w epoki tej promienność, materyalizował on 
Bożą wszechobecność. Wytłumaczywszy, że przy- 
bytkiem Boga są niebiosa, jako całość wszystkich 
światów, dochodził do oczywistego wniosku, że 
niebo nie może być pomyślane bez ziemi będącej 
też jego cząstką. Dlaczegóż więc Boga nie widzimy 
na ziemi? Bośmy niegodni tego. Ale oto pędem 
szybkim zbliża się chwila, w której ziemia nasza 
bedzie .zbawioną - przemienioną - wniebowstą- 


2*
>>>
20 
pioną - słowem taką. jaką dziś sobie wyobrażamy 
ziemię obiecaną" - i wtedy to w tej błogosławionej 
epoce ujrzymy wśród siebie Boga "przez oświece- 
nie i pocieszenie Ducha św. zdołamy znieść to 
spełne Oblicze jego". 
Ma się rozumieć, nie oznaczało to. że Bóg wów. 
czas chodzić po ziemi będzie i objawiać się ludziom 
w jakiejś materyalnej postaci. Nie, Bóg, według słów 
św. Pawła. będzie "wszystkie m we wszystkich". 
Ale i tę wszystkość materyalizował Cieszkowski. 
czego zresztą uniknąć nie mógł. przenosząc do 
zmysłowej rzeczywistości pozaświatowe, pozafeno- 
menalne tęsknoty. Popierając przeto powyższe słowa 
apostoła innymi tekstami z pism jego wyjętymi - 
"w Nim żyjemy, ruszamy się i jesteśmy...". "jesteśmy 
świątynią jego Świętego Ducha" - wyprowadzał 
stąd wniosek, że w rzeczy samej stanowimy "orga- 
niczne członki Istoty Boga". Ponieważ zaś wszelkie 
pojęcie trzeba umieć sobie wyobrazić. albowiem 
skoro "wyobrazić się nie da. bądźcie pewni. iż po- 
mimo pozornej głębokości swojej. jest próżnem", 
więc dosłownie biorąc wyrażenia św. Pawła, przed- 
stawiał Cieszkowski Boga, jako rozlanego w tej 
przyszłej ludzkości. która będzie jego "Bożem Cia- 
łem nie m i s t Y c z n i e tylko, jak się dotąd praw- 
dziwi Chrześcijanie za idealne ciało Chrystusa po- 
czytywali, lecz w absolutnej rzeczywistości, jako 
C i a ł o i S p e ł n i a T e g o. k t ó r y w s z y s t k o 
"fi e w s z y s t k i e m s p e ł n i a. .. (Paweł Ephes.
>>>
21 
(I. 23). Słowem, to Bóg-ludzkość, Bóg, o którym 
dałoby się powiedzieć, że bez ludzkości obejść sie 
nie może, bo "my go egzaltujemy oraz wieczne 
Zmartwychwstanie Jego odprawiamy przez własne 
nasze podnoszenie sie i zmartwychwstawanie", Zda- 
wałoby si e, że Cieszkowski postawił tu za cel oży- 
wić abstrakcyjną ludzkość Conte'a (Grand etre Hu- 
maniU), przenosząc ją do panteistycznej filozofii 
Hegla, - i że następnie tę filozofie uchrześcijanić 
zapragnął, głosząc, że to rozlanie się Boga w ludz- 
kości nie wyklucza "absolutnej osobistości Ducha 
Bożego nietylko w nas, ale i ponad nami", i że Bóg 
żywy, żyjąc i działając w nas, "działa bądź .p r z e z 
nas, bądź m i m o nas, a więc cierpi rzeczywiście" 
z każdej zdrożności naszej i cieszy się rzeczywiście 
z każdego prawego postępku; a ciesząc s i ę, cieizy 
też nas, a martwiąc s i ę, martwi też nas". 
Rozumiał on, że wkraczał w sferę, która nie da 
się objąć myślą, ani tern. bardziej wyrazić w sło- 
wach, że "są to arcytrudne, arcywysokie zagadnie- 
nia, które zaiste do wielu błędów i fałszów pochop 
dać mogą", - a jednak cofnąć się nie chciał,.. 
W pierwszym tomie, zastanawiając się nad tern, 
gdzie jest kres żywota, Cieszkowski kwestyę życia 
przyszłego rozbierał, jak widzieliśmy, pod kategoryą 
C z a s u - i tak się zapalił obrazem nadchodzącego 
raju na ziemi, że odrzucił od siebie, jako niepotrze- 
bną, wszelką myśl o jakimś wyższym pozaziemskim 
bycie. Teraz, w tomie drugim, gdy sie przyjrzał bło-
>>>
22 
gosławionej przyszłości pod kategoryą m i e j s c a, 
m6gł tern łatwiej wyrzec się tęsknoty za mistyczną, 
pozafenomenalną, doskonałą łącznością z Bogiem. 
Wszak Niebo przyjdzie na ziemię, a B6g rozleje się 
w ludzkości i z nią i w niej żyć będzie. a my Jego 
Bożem Ciałem staniemy się I Nic głębszego, wyż- 
szego, piękniejszego Cieszkowski wyobrazić sobie 
nie chciał, nie umiał. 


V. 


Gdyby kto miał jakie wątpliwości w tym wzglę- 
dzie, zostaną one rozwiane w następnych tomach - ' 
trzecim i czwartym. Poświęcone rozbiorowi dw6ch 
pierwszych pr6śb Modlitwy Pańskiej, uzupełniają się 
wzajemnie, obejmując obie sfery życia człowieczego: 
stosunek do Boga i stosunek do bliźniego. Łączność 
naszą z Bogiem uznajemy. święcąc Jego Imię- 
a tern imieniem - Duch; łączność z ludźmi uzna- 
jemy, prosząc Boga o Kr6lestwo Jego, kt6re przyj- 
dzie. gdy B6g się nam objawi, jako Duch święty. 
Duch Pocieszyciel. .. Duch Wszechświata i Kr61 
Wszechduch6w" (IV. 138). 
Do określenia Boga, jako Ducha. dochodził Ciesz- 
kowski, jak zwykle. drogą prawa dialektycznego. 
W epoce przedchrześcijańskiej. nauczał on. uzna- 
wano Boga za Byt Absolutny (sum qui sum); W Chrze- 
ścijaństwie B6g uczczony został jako Słowo wcie- 


\
>>>
! 


23 
lone, t. j. suma wszystkich idealnych pierwiastk6w 
skupionych w osobie Chrystusa: "jest to stanowczy 
odwrotnik absolutnego Bytu. istotna jego Antyteza". 
Dziś zaś przyszedł czas syntetycznego czyli realnego 
pojęcia Boga, "odkrycia Go w świadomości naszej 
takim. jakim jest we własnej osobie u . Tern synte- 
tycznem imieniem Boga. kojarzącem byt i myśl. na- 
turę czyli materyę i ideę, wyrazem trzecim wielkiego 
syllogizmu wszechświata jest "iywotny. świadomy. 
czynny Duchu. Będąc jednością materyi i idei, Duch 
nie może być przeciwieństwem materyi. jak zwykle 
sądzą. "ducha bez materyi nie masz". Duch jest 
"bytem myślącym i wcieloną myślą"... "ciałem i du- 
szą odrazu"... "Jako człowiek - czytamy w innym 
ustępie - ma organiczny świat sw6j. kt6rym jest 
jego ciało. tak tei B6g ma organiczne ciało swoje. 
kt6rem jest wszechświat cały! - Wynikałoby stąd, 
choć Cieszkowski nigdzie tego wyraźnie nie powie- 
dział. że m6zgiem w tern ciele. narzędziem do speł- 
nienia najszlachetniejszej funkcyi worganizmie Bo- 
żym może być chyba tylko ludzkość. Stosunek wza- 
jemny człowieka i Boga w trzeciej Parakletycznej 
epoce Ducha Św. przedstawiał Cieszkowski. jako 
POłączenie w jedno ciało i jedną duszę, jako po- 
dobieństwo małżeństwa, jako "wzajemne pojęcie się 
Boga z ludzkością i wzajemne przejęcie się". Sło- 
Wem syntetyczne imię Boga - Duch - oznaczało 
zjednoczenie wszechświata z Bogiem tak ścisłe, że 
esencyą tej jedności stawał się udoskonalony czło- 


r 


--
>>>
24 
wiek III epoki, jako "cząstka Boga Ducha", naj- 
wyższy wytw6r wszechświatowego rozwoju
 
To uwielbienie Boga pod postacią ludzlOści mo- 
głoby być zrozumiane, gdyby Cieszkowski pozostał 
w sferze szlachetnego lecz mglistego marzenia o prze- 
obrażonej, "wniebowstąpionej" ludzkości, kt6re go 
pochłaniało w drugim i trzecim tomie. W marzeniu 
tern znaleźli ujście dla myśli swoich dzisiejsi myśli- 
ciele rosyjscy - Mereżkowski, Bułgakow, Berdia- 
jew. Ale w tomie czwartym proroczy marzyciel po- 
stanowił być zarazem trzeźwym statystą i chcąc dać 
dokładniejsze wyobrażenie o zbliżające m się Kr6le- 
stwie Bożem, poprzestał Cieszkowski na przedsta- 
wieniu dzisiejszych stosunk6w świata w udoskona- 
lonej postaci! 
Historya w epoce pochrystusowej streszczała się 
dotąd w walce, kt6rą Kości6ł i Państwo toczyły 
o panowanie nad duszą człowieka, - ot6ż w Kr6- 
lestwie Bożem ani Kości6ł ani Państwo wyłącznie 
panować nie będą, "będzie ono właśnie organiczną 
Państwa i Kościoła sp6łjednią". - Rodzaj ludzki 
rozpada się na narody, kt6re dotąd kierowały się 
we wzajemnych stosunkach opartern na walce o byt 
prawem mocniejszego - w Kr61estwie Bożem Ko- 
ści6ł ludzkości ogarnie wszystkie ludy i połączy je 
życiem organicznem w wiekuistej harmonii, - na- 
rzędziem zaś Bożem w spełnieniu tego, narodem 
"z kt6rego wyjść musi dobra nowina o nastaniu 
Kr61estwa Bożego na ziemi, jak z narodu Żydow- 


.....
>>>
25 
skiego wyjść musiała dobra nowina o jego przy- 
bliżeniu" będzie naród Polski, ponieważ jeden, wśród 
narodów, nie hołdował on egoizmowi, lecz służył 
Sprawie ludów. Nad pokojowym zaś rozwojem har- 
monii czuwać będą Rząd centralny, jako n aj wyższa 
władza wykonawcza, - powszechny Ludzkości So- 
bór (concilium oecumenicum humanitatis), jako 
naj wyższa władza prawodawcza - i Powszechny 
Trybunał Narodów, jako najwyższa władza sądowni- 
cza i wykonawcza, - Wewnętrzny zaś ustroj każ- 
dego państwa określać będą dwa sakramentalne 
wyrazy: Wolność i Porządek, innemi słowy, 
nastąpi równowaga między instytucyami samorządu 
i władzami centralnemi. Ludzie, pełniący służbę pu- 
bliczną, poczytywać ją będą za służbę Bożą, za ka- 
płaństwo Ducha. - 
Któż zaprzeczy, że ten obraz trzeciej epoki na- 
cechowany był wielką podniosłością i szlachetnością 
myśli - i że ustalenie na świecie porządku, mają- 
cego sprawiedliwość za podstawę swoją, byłoby 
wielkiem szczęściem dla rodu ludzkiego. Ale czyżby 
panowanie sprawiedliwości, choćby ochrzczone mia- 
nem okresu Ducha Świętego, było już Królestwem 
Bożem? czyżby odpowiadało tej tęsknocie za abso- 
lutną szczęśliwością, która mieszka w sercu chrze- 
Ścijanina i którą on nierozerwalnie łączy z marze- 
niem o Królestwie Bożem? Czyż wraz z nastąpie- 
niem zgody między Kościołem a Państwem, z uzna- 
niem zasady narodowości w polityce, z rozbroje- 


--
>>>
26 
niem powszechnem, z poprawą stosunków społe- 
cznych, - słowem z urzeczywistnieniem skreślo- 
nego w O j c z e N a s z ideału społeczności ludzkiej 
grzech i śmierć miałyby też przestać szerzyć spu- 
stoszenia swoje, a ślepy traf urągać rachubom ludz- 
kim? jakaż przepaść mh:dzy historyozoficzną syn- 
tezą Cieszkowskiego a widzeniem w A p o k a I i p- 
s i e Świętego jana jeruzalem, w którem "śmierci 
dalej nie będzie, ani smutku, ani krzyku, ani bole- 
ści więcej nie będzie, iż pierwsze rzeczy przemi- 
nęły". Nie porównywalibyśmy jednego z drugiem, 
gdyby do tego nie upoważnił sam Cieszkowski, 
gdyby ideału swego nie wiązał uparcie z epoką Du- 
cha, gdyby uparcie nie powtarzał, że oto już wkrótce 
..Duch Święty rozpocznie erę wszechobecnie i wszech- 
władnie, fizycznie i moralnie, idealnie i realnie w Ludz- 
kości i Świecie spółżyjącego Boga". 
To odkrycie imienia Bożego, które było "trze- 
ciem jego imieniem, trzeciem obliczem, trzecim mo- 
mentem", zwiastującym nowe przymierze Boga 
z ludzkością, pogrążało myśliciela w ekstazę rado- 
ści: ..Szyderczy uśmiech - wołał on - występuje 
nA usta wasze - i już otwieracie je, aby wypuścić 
pogardliwe słowo Sz a l e ń s t w o - słowo, którem 
po wszystkie wieki piętnowano zrazu wszystko, co 
świętem jest"... ale ..zaprawdę powiadam wam, nie 
jest to ani mniejsze, ani większe szaleństwo, niż to, 
które przed 18 wiekami usłyszano, gdy po raz pierw- 
szy odezwał się głos, wzywający ludzi do brater-
>>>
- 


27 
stwa". - "Szaleństwo" to było objawieniem. w kt6- 
rem Bóg przez usta sługi swego przemawiał: "Wiara 
nasza była żywą i wielką, więc dane nam zostało 
zrozumieć, wyrozumować i jawnie objawić; - a jeśli 
dość siły mamy, aby was przekonać, to właśnie je- 
dynie dlatego i przez to, że sami silnie wierzymy 
i. że do was przepełnionem sercem wraz z Pawłem 
Sw. wołamy: "M ó w i ę P r a w d ę w C h r y s t u s i e, 
a n i e kła m i ę. b o ś w i a d e c t w o d a j e m i s u- 
lt1ienie moje w Duchu Świętym". 


* 


* 


* 


Dialektyka Hegla skuła skrzydła duszy Cieszkow- 
skiego, jego umysł szlachetny i silny, jego serce 
gOrące ogniem idealnych pragnień zapalone. I zużył 
On myśl swoją w jałowem usiłowaniu zamknięcia 
aspiracyi, w nieskończoność Bożą sięgających, w obrę- 
bie filozofii, która nic wyższego we wszechświecie 
nad myśl ludzką znaleść nie umiała. 
Dla czegoż - można tu zapytać - Cieszkowski 
tak całkowicie się przejął nauką Hegla? Było to 
przedewszystkiem w duchu epoki, która wiedzy ab- 
SOlutnej żądała, a pozory takiej wiedzy umiał wła- 
śnie Hegel filozofii swojej nadać. Następnie, było to 
\V duchu narodu polskiego, który upadłszy polity- 
cznie, nie upadł moralnie, lecz dążył do odrodze- 
nia, więc całą duszą pragnął posiadać pewność, że 
zdoła powstać. Pewność zaś tę mogła mu dać tylko 
filozofia absolutna, gdyż tylko z niej możliwem sta- 


--
>>>
28 
wało się wyprowadzenie wiedzy przyszłości. Wre- 
szcie - i to najważniejsze - optymizm, tkwiący 
w istocie nauki Hegla, doskonale odpowiadał nie- 
poprawnemu optymizmowi narodu polskiego, kt6- 
rego w tym względzie Cieszkowski był najwybitniej- 
szym przedstawicielem. 
Błogosławioną zaiste rzeczą jest optymizm, gdy 
pochodzi z mocy ducha, borykającego się z prze- 
ciwieństwami, ale, niestety, obok tego przebija się 
w rozumowaniu Cieszkowskiego inna właściwość 
jego nastroju, polegająca na uporczywem odwracaniu 
oczu od ułomności i złości ludzkiej, od wszystkiego 
na świecie, co stanąćby mogło w sprzeczności z jego 
marzeniem. I nie może to nie razić, nie wydawać 
się niedostatkiem umysłu, zwłaszcza na tle epoki, 
na kt6rej Schopenhauer, zwiedziwszy i poznawszy 
bezdenne otchłanie złego, wyciskał już znamię 
swej potężnej myśli. Lecz mniejsza o Schopen- 
hauera, kt6rego Cieszkowski prawdopodobnie nie 
znał. Wszak także w6wczas żył i działał Schel- 
Iing, tak, zdawałoby się, kierunkiem wyobraźni 
swej wpatrzonej w przyszłą epokę Ducha Św., 
zbliżony do Cieszkowskiego. Ale, roztaczając w pis- 
mach i wykładach historyę wszechświata w obra- 
zie trzech okres6w, będących trzema manifestacyami 
jedynego w tr6jcy Boga nie poprzestawał on na 
samem tylko zaznaczeniu niezgodności ideału z rze- 
czywistością, - owszem - obejmował on i od- 
czuwał ogrom potęgi złego i liczył się z niem.
>>>
29 
I zapewne to w nim odpychało Cieszkowskiego. 
Myśliciel polski nie zechciał zmierzyć głębin myśli 
Schellinga, nie poruszyła go kreślona przezeń epo- 
pea walk światła z mrokiem, zakończona tryumfem 
śWiatła, po którym nigdzie nic prócz Boga nie bę- 
dzie. Nie poruszyła, bo nie lubił i nie chciał, jak 
się sam wyrażał, wkraczać w dziedzinę eschatolo- 
gii, - i nie nęcił go Dzień Ducha ŚWo przeniesiony 
W jakąś niedościgłą dal pozazmysłowego bytu. 
To ostatnie, to wyczekiwanie raju na ziemi, za- 
raz, to naginanie i tłumaczenie faktów w taki spo- 
s6b, ażeby wynikała z nich pewność bliskiego zwy- 
cięstwa prawdy, przypisałem materyalistycznemu kie- 
runkowi wyobraźni Cieszkowskiego. Nietylko Schel- 
!ing, każdy, kto się głębiej nad rzeczami ostatecz- 
nemi zastanowi, nad tą wiekuistą szczęśliwością, 
która kresem ma być trudów i walk ducha i której 
"ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało", skła- 
niać się będzie do wyobrażania jej, jako antytezy 
świata, co nas otacza i w istocie swej jest cierpie- 
niem, - do przenoszenia jej poza sferę zjawisk 
Zmysłowemu oku dostępnych, poza przestrzeń i czas. 
Tymczasem Cieszkowski zapragnął koniecznie uj- 
rzeć Boga tu, na ziemi. "Niebo - pisał on - (II, 394) 
Pomyślane bez ziemi, zaświat przeciwległy realne- 
mu światu - są to oderwane twory abstrakcyjnej 
myśli"; podobnież wieczność bez żadnego czasu 
jest pojęciem bez treści i życia - i "wszelkie mnie- 
mane uwolnienie Istoty Bożej od kategoryi miejsca
>>>
30 


i czasu jest zaprzeczne, ujemne. jednostronne i dla 
Boga nie przystojne.... "Odmawiać Bogu miejsca 
i czaiU jest to poniekąd zniżać Go do znaczenia 
martwego trójkąta". 
Ale - odpowiemy na to - umieszczać Boga 
na ziemi, w ciasnych granicach zmysłowego i zni- 
komego bytu to znaczy dopuszczać się wobec idei 
immanencyi Boga takiej samej jej materyalizacyi, jaką 
jest sadowienie Boga na tronie w jakiemś nieskoń- 
czenie oddalonem Niebie wobec idei transcendencyi 
Boga. Głęboko. jak widzieliśmy, przejął się był 
Cieszkowski - i to jest jego zasługą - zapomi- 
naną w życiu codziennem katechizmową prawdą. 
iż Bóg jest nietylko w Niebie, ale i na ziemi i na 
kaidem miejscu, lecz tłumacząc ją. popadł. w po- 
równaniu do zwykłego jej rozumienia, w przeciwną 
ostateczność: z zaświatowego Nieba przeniósł on 
Boga do przyszłej ziemi. 
Pod względem tego materyalistycznego kierunku 
wyobraźni, wyłącznie przejętej ideałem dobra i szczę- 
ścia na ziemi Cieszkowski wyprzedził, jak nadmie- 
niliśmy. dzisiejszych przedstawicieli myśli religijnej 
w Rosyi, Tylko ci zdołali utrzymać swoją materya- 
listyczność w określonych granicach. Jedni, jak Wł. 
Sołowiew, Bułgakow. Mereżkowskij. Berdiajew. t«:s- 
kniąc za rajem na ziemi, w którym Bóg będzie 
"wszystkiem we wszystkich K. przenieśli raj ten w sfere 
eschatologii i zdobycie z i e m i o b i e c a n e j powią- 
zali z kosmicznym końcem dzisiejszej ziemi. Drudzy.
>>>
31 
jak Lew Tołstoj, nie poruszając eschatologii i marząc 
tylko o ludzkości. pełniącej prawo Boże, byliby 
bardziej do Cieszkowskiego zbliżeni, lecz mając na 
oku granicę między zmysłową rzeczywistością, a sfe- 
rami nad zmysły wzniesionemi, nie utożsamili oni 
panowania sprawiedliwości w społeczeństwie ludz- 
kiem z epoką Ducha świętego. 
W upojeniu syntezą swoją Cieszkowski zaczynał 
III tom swego dzieła głęboko rzewną w uczuciu. 
i a podniośle piękną w wyrazie modlitwą. w kt6rej 
ł pokora zlewała się z mistycznem przejęciem się wiel- 
kością posłannictwa. kt6re mu B6g poruczył. "do- 
zwoliwszy mu pojąć, iż wielka nadchodzi godzina". że 
"gotuje się ludzkość do nowego. a wielkiego dzieła 
Objawienia - i woła o nowe Zbawienie". A jednak 
, zakradało się do serca zwątpienie. czy wszystkie myśli 
l jego były wprost od Boga, czy zawsze ogień jego 
był "słońca prawdy bożej iskierką..... I temu wąt- 
pieniu nadawał wyraz prześlicznie świadczący, jak 
głęboko był odpowiedzialnością swoją przejęty: 

Lecz gdyby to miało być dziełem zatracenia, - 
wstrzymaj raczej usta i pi6ro moje. i niech padnę 
ofiarą zuchwalstwa mojego. - Poświęć mnie sa- 
mego sprawiedliwemu gniewowi Twojemu. lecz nie 
dozw61. abym miał sp61nik6w upadku. - Poświęć 
mnie na wieczną expiacyę zuchwałości myśli. kt6- 
raby zamierzyła zwichnąć potok objawienia Two- 
jego i targnąć się na zamiary Twoje". 
Nie. Nie zwichnął Cieszkowski zaiste myśli 


-
>>>
32 
Bożej. O j c z e n a s z nie jest dziełem zatracenia, 
ale i nie jest także Objawieniem. Jest probą - jedną 
z wielu w dziejach Ducha - szanowną w pomyśle 
i głęboką w niejednym szczególe sięgnięcia tam, 
gdzie nie jest dane rozumowi sięgnąć. 
"O ścisłości rozumowania - czytamy w tejże 
modlitwie - ludzie sądzić będą - ale czystości 
uczuć i zamiarów Ty jeden jesteś świadkiem". Jako 
rozumowanie, jako filozofia, Oj cz e n asz ma zasad- 
niczą słabość tkwiącą w ustawiczne m mięszaniu 
rzeczy ziemskich z nieziemskiemi, rozmyślań o po- 
prawie społecznej z marzeniami O absolutnej szczę- 
śliwości w epoce Ducha - ale promienne blas- 
kiem czystości uczuć i zamiarów dzieło Cieszkow- 
skiego należy do najczcigodniejszych pomników roz- 
kwitu ducha polskiego. 


I.
>>>
WIZY A ESCHATOLOGICZNA 
ZYGMUNTA KRASIŃSKIEGO. 


z. Krasiński. 


3
>>>
-
>>>
I. 


KRA S I Ń s K I A S C H E L L I N G. 


r 


Zygmunt Krasiński, najgłębszy z umysłów filo- 
Zoficznych, które Polska wydała, poznał Cieszkow- 
ski ego i z nim się zbliżył w r, 1839. Stąd się utarło 
u nas mniemanie o wpływie Cieszkowskiego na 
jego życie i twórczość. Potwierdzają to entuzya- 
styczne jego słowa w liście do Jaroszyńskiego o filo- 
zofii, zawartej w "Prolegomenach": Stanowisko I 
Hegla jest już zbite filozoficznie, zwyciężone, a zwy- 
ciężone przez naszego ziomka Cieszkowskiego". 
Streszczając zaś pogląd Cieszkowskiego według któ- 
rego starożytność, stanowiąca w dziejach ludzkości 
tezę, i chrześcijaństwo, będące jej antytezą, miały 
się zlać w przyszłej a blizkiej syntezie, Krasiński 
te trzy stopnie dialektycznej wiedzy wiązał z trzema 
władzami ducha tj. z czuciem, myślą i wolą - 
i trzecią epokę określał, jako epokę woli, tj. czynu, 
tj. wszechpotęgi i tej pełni życia, którą określamy 
Pojęcie nasze o trzeciej osobie w trójcy Bożej. Bę- 
dzie to więc epoką Ducha absolutnego. 


3* 


-
>>>
36 


Ale czy te słowa poety oznaczają, że uległ on 
zupełnie wpływowi Cieszkowskiego, że przyjął jego 
naukę o trzech epokach i że przeto wszystko, co 
odtąd tworzył, miało być odbiciem filozoficznych 
poglądów Cieszkowskiego oraz Hegla, z którego 
Cieszkowski powstał? Nie, Krasiński, obdarzony 
umysłem badawczym, rozległym i syntetycznym, 
miał od młodzieńczych lat uwagę zwróconą ku za- 
gadnieniom ducha. Słowa Cieszkowskiego nie były 
pierwszem nasieniem filozofii, rzuconem w duszę 
jego, pracowali tam przed nim inni siewcy, nie 
mogła więc nauka Cieszkowskiego pochłonąć cał- 
kowicie poety - i w umyśle jego musiała się dokonać 
synteza jakaś między Cieszkowskim a poglądami, 
które się w nim już wyrobiły czy wyrabiały pod 
wpływem czytań i rozmyślań. Przytem między Kra- 
sińskim a Cieszkowskim zachodziła znamienna róż- 
nica we wzajemnem ustosunkowaniu tych dwóch 
bardzo ważnych składników ich osoby duchownej, 
jakimi były badawczość myśli i uczucie religijne. 
W istocie filozofii Cieszkowskiego tkwiła dążność 
do zlania panteistycznego racyonalizmu z religij- 
nością chrześcijańskąo Tylko ta religijność była u niego 
czemś pochodnem raczej, niż bezpośredniem, owo- 
cem wychowania, otoczenia, przyzwyczajeń, nie zaś 
wylewem duszy. Cieszkowski to "kawałek abstrak- 
cyjnej myśli wykuty z białego nieruchomego do- 
bytku", - tak go określał Krasiński pomimo całego 


,
>>>
37 
uwielbienia dla przyjaciela l). Słowem w tym czło- 
wieku "nie wiedzącym, co namiętność," nie równie 
słabsze podstawy miała religijność, niż zapał filo- 
zoficzny. Dlatego to syntetyczne próby Cieszkow- 
skiego takie robią wrażenie, jak gdyby ich źró- 
dłem była jakaś nieśmiałość myśli, przejętej do 
głębi Heglem, lecz zarazem niezdolnej wyzwolić 
się z tych powijaków pobożności, któremi ją od 
dzieciństwa okręcano; dlatego też, streszczając 
się w naciąganiu religii do filozofii Hegla, są 
One obniżeniem religii przez racyonalistyczną su- 
chość tej filozofii i zarazem obniżeniem samego 
Hegla, którego system bez tej domieszki, którą tam 
Włożył Cieszkowski, miałby przynajmniej pozór 
śmiałego ujęcia wszechświata. Tymczasem u Kra- 
sińskiego wzajemny stosunek popt;du religijnego 
i filozoficznej badawczości był odwrotny. Na pierw- 
szy plan występował pierwiastek religii; była ona 
śmiałym lotem myśli do Boga, wybuchem indywi- 
dualności potężnej, duchem Mickiewicza przepojo- 
nej. bo, jak Mickiewicz, czującej, że o wielkości 
człowieka stanowi siła_ jego spójnt-L Bogi_

l Więc 
zuchwale piął się Krasiński w górę, świadomy bę- 
dąc tego, że religia jest drogą do najwyższych wy- 
żyn duchowych -- i dzięki temu nie religię naciągał 
On do filozofii, ale przeciwnie. w filozofii szukał 

mocy do głębszego ugruntowania religii. 

 I) Por. A d a m Ż 6 łt o w s ki: Z a k t 6 w s ł a w n ej 
P r z y j a t n i ("Bibl. Warsz." 1912, styczeń). 


. 


-
>>>
38 


Potęga religijnego pędu ciągnęła go nie ku 
Cieszkowskiemu lub Heglowi, lecz w inną stronę, 
tam, gdzie Heglowi wypowiedział wojnę w imię idei 
Boga żywego myśliciel wielki a poetyczny """"". Sch
l- 
Iing, czciciel sztuki, jako najwyższego objawu duchao 
- Przejęty duchowem pięknem człowieka w chwilach 
tych najczystszych skupień i natchnień, które wyrazu 
szukając w twórczości artystycznej, porywają nas 
z ciasnoty indywidualnego istnienia ku wiekuistym 
źródłom bytu, umiał Schelling odczuć, że doskonałość 
i siła tego piękna zależy od siły, z jaką objawia 
się w duszy świadomość obecności w niej obrazu 
i podobieństwa bożego. Tę świadomość zabijała 
filozofia Hegla. 
Wprawdzie działalność swoją rozpoczął Schel- 
ling jako wyznawca panteizmu, który płynąc ze 
znamionującego plemię aryjskie upojenia naturą, 
roztopił ją w osobie człowieka, jako jej naj piękniej- 
szego wykwitu. Ale ocknął się, usłyszawszy ostatnie 
słowo panteizmu w ustach Hegla, gdy ten przed- 
stawił wszechświat, jako rozwój idei absolutnej, do- 
chodzącej w człowieku do najwyższego kresu swo- 
jego tj. do uświadomienia się. A zatem w człowieku, 
przez człowieka Bóg dowiadywał się, że jest Bo- 
giem, bez człowieka byłby on nkzem; człowiek sta- 
wał na jego miejscu. Ale nie dość tego. Nawet po- 
zostawiając człowieka - boga, jako kres wszech- 
światowego rozwoju, na stronie, a biorąc Boga, 
jakim według pojęcia Hegla jest on w istocie swo-
>>>
39 
jej, tjo jako idee absolutną czyli logiczną abstrakcye, 
nie można było uniknąć wniosku, że z tej logicznej 
abstrakcyi wszystko we wszechświecie z logiczną 
koniecznością wynika - a w takim razie dla wol- 
ności, streszczającej istote godności człowieka, nie 
było już miejsca na świecie. 
Te nihilistyczne i materyalistyczne konsekwen- 
cye, z nauki Hegla płynące, Schel1in
 dostrzegł i po- 
stanowił uratować tak wolność człowieka, jak ist- 
nienie a zatem i wolność Boga. Chciał on myśl 
ludzką napowr6t zwr6cić do Boga, zgiąć ją przed 
Nim i zmusić do uznania, że siła jej zawisła od 
blasku spoczywającej nad nią myśli bożej, czyli, in- 
nem i słowy, że wielkim jest człowiek nie przez to, 
że siłą myśli dochodzi do idei Boga i że te idee 
podobało mu sie uznać za objaw obudzenia sie 
Boga, drzemiącego przedtem na nizklch szczeblach 
rozwoju natury - ale przez to jest wielkim, że od 
Boga pochodzi, że nosi w sobie obraz swego Stw6rcy 
i że siłą swej wolnej woli może wznieść sie aż do 
jedności z Nim. 
Ale, aby przeświadczenie takie wpoić w dusze 
ludzką, należało wprz6dy pokonać najwiekszą trud- 
ność, jaka istnieje w dziedzinie myśli, tj. pogodzić 
ze sobą owe dwie idee: Boga i wolności, - wyka- 
zać, że wszechmocny i wszechwiedzący B6g, kt6ry 
jest wolą absolutną, nie staje w poprzek wolnej 
woli człowieka. To zaś znowu wymagało rozwikła- 
nia innej zagadki, dreczącej ludzkość od chwili, gdy 


-
>>>
40 
myśleć poczęła: chcąc bowiem m6wić o wolności 
Boga i człowieka - a istotą wolności jest możność 
czynienia wyboru między dobrem a złem - trzeba 
było wyjaśnić, skąd złe powstało, skoro wszystko 
od Boga pochodzi, a w Bogu ono możliwem 
nie jest. 
Wyjaśnił to Schelling w traktacie o wolności 
(1809). W każdej istocie - nauczał on - należy 
rozr6żniać między tern, czem ona jest, a tern skąd 
powstała, między istnieniem, a podstawą czy pier- 
wiastkiem, z kt6rego to istnienie się rozwinęło 
(Existenz i Grund von Existenz) Zasadę tę sto- 
sował on do Boga i podstawę własnego istnienia, 
kt6rą B6g w sobie nosi, określa mianem natury 
w Bogu (Natur in Gott). Stosunek natury w Bogu 
do Boga tłumaczył jako stosunek między wolą, kt6ra 
chce się stać rozumem, a rozumem. Ponieważ zaś 
rozum Boży objawia się w działaniu, jako miłość, 
więc można też powiedzieć, że są w Bogu dwie 
wole: ślepa wola nieuświadomionego pierwiastku 
(Wille des Grundes) i wolna a świadoma wola 
miłości (Wille der Liehe). Z "natury w Bogu" tj. 
z tego, "co w Bogu nie jest Bogiem" pochodzą 
rzeczy wszystkie, pochodzą zaś przez Logos, przez 
Słowo Boże, "przez kt6re wszystko się staje", albo- 
wiem ono jest Bogiem, objawiającym się nazewnątrz, 
czyli realizującym się, jest światłem, rzuconem 
w ciemność, nświecącem w ciemności, a nie ogar- 
niętem przez ciemność", kt6rą właśnie jest natura
>>>
41 
W Bogu. W chaosie jej ścierających się ze sobą sił 
światło Słowa wywołuje ruch i ład. Ale ponieważ 
Natura w Bogu nie jest wcale materyałem pozba- 
wionym oporności i martwym, lecz istotę jej sta- 
nowi wola, więc tworzenie ładu w jej bezładzie 
polega na pokonywaniu opierającej się ślepej woli, 
na zdobywaniu jej i przeobrażaniu w boskość. 
I z tego ścierania się sprzecznych pierwiastk6w sa- 
mowoli z rozumem usiłującym je podnieść do jed- 
ności z wolą Bożą (Universalwille) wynika stopnio- 
wanie form we wszechświecie; każda oznacza nowy 
krok naprz6d w pochodzie natury ku Bogu. każda 
przygotowuje zwycięstwo światła. 
U kresu przyrody staje człowiek. jako uwieńcze- 
nie wiek6w walk światła z ciemnością, Boga z na- 
turą w Bogu, jako tryumfalny koniec wielkiej epo- 
pei przeobrażeń bezrozumniej woli życia, poddającej 
się pięknu Słowa bożego. Ale na wysokości swo- 
jej ogarnięty dumnem czuciem swej mocy. człowiek 
jażń swoją przeciwstawia Bogu i stacza się w prze- 
paść ciemności. A ta jego wina staje się jego grze- 
chem pierworodnym, kt6ry stanowi tragedyę bytu, 
jest jękiem życia indywidualnego i jękiem historyi, 
lecz zarazem felix culpa. szczęśliwą winą, sprowa- 
dzającą pełniejsze, więc szczęśliwsze zjednoczenie 
człowieka z Bogiem. Oderwana bowiem od Boga 
jaźń boleśnie odczuwa stan, w kt6rym przebywa, 
jako przekleństwo i usiłuje odzyskać utraconą jedność 
z Bogiem. I z nędzy swego bytu wydobywa się ona 


.
>>>
,(2 
mocą swoich tęsknot, po szczeblach religii. aż 
w końcu zyskuje pojednanie ze Stwórcą w osobie 
Słowa. które się stało Ciałem. tj. Chrystusa, wie- 
kuistego pośrednika między Bogiem a człowiekiem. 
Odtąd uobecnienie Chrystusa w świadomości ludz- 
kiej staje się celem dziejów; drogą do tego jest 
stopniowe pokonywanie w sobie i w świecie opor- 
nego Bogu żywiołu materyi. zbliżające epokę Du- 
cha' św.. która będzie syntezą wszechświatao 
Czasy które poprzedziły stworzenie świata Schel- 
Iing nazywał Epoką Ojca. Po niej następowała 
epoka Syna, czyli Słowa i Światła walczącego 
z opornymi chaotycznymi żywiołami natury w Bogu. 
"Epoka ta rozpoczęła się wraz ze stworzeniem 
świata. trwa dotąd i trwać będzie, dopóki wszystko, 
co Bogu jest oporne, nie zostanie przekształcone 
w "podnóże nóg Jego." Będzie to końcem dzieła 
stworzenia i zarazem epoką Ducha. Tę myśl o trzech 
epokach rozwijał Schelling w późniejszych latach 
swego życia w wykładach. które dopiero po śmierci 
jego wydane zostały. ale jej zawiązki tkwiły już 
w traktacie o wolności. "Das Gute - pisał on (Werke 
VII. 404) soli aus der Finsternis zur Actualitat er- 
hoben werden. um mit Gott unverganglich zu le- 
ben. das Bose aber von dem Guten geschieden. um 
auł ewig in das Nichtsein verstossen zu werden.. 
Gdy zaś to nastąpi. "wird das Wort od er das ideale 
Prinzip sich und das mit ihm eins gewordene Reale 
gemeinschałtJich dem Geist" unterordnen" (str. 405). 


I 


.
>>>
43 
Oczywiście, stać się to mogło tylko poza kresem 
historyi. 
Czy Krasiński znał dzieła Schellinga? Słusznie 
zauważył prof. Porębowicz, zastanawiając się nad fi- 
lozoficznymi wpływami, które działały na Krasiń- 
skiego, że ..idee unoszą się w powietrzu, niewi- 
dzialne jak pył, póki nań smuga światła nie pa- 
dnie" i że przeto ludzie wchłaniają je z powietrza 
także, nie tylko z książek, i dlatego "określając po- 
glądy lub wierzenia Krasińskiego, można sprawdzić, 
czyja teorya doń przylgnęła, ale nie skąd i którędy 
przyszła"..W listach swoich z
a
młodych poeta_ 
njekiedy wspominał Schellinga, Hegla zaś ani razu 
przed r. 1838; ważniejsze to, że z korespondencyi 
Krasińskiego z Reevem, dowiadujemy się, iż Reeve 
słuchał wykładów Schellinga w Monachium, mógł 
więc poeta z rozmów z nim dowiedzieć się o my- 
ślach i marzeniach Schellinga, tyczących się przy- 
szłej epoki Ducha, Ale szczegóły te nie wystar- 
czają, abyśmy wyciągać z nich mieli ściślejsze wska- 
zania co do wpływu Schellinga na Krasińskiego. 
Możemy więc mówić nie o pochodzeniu duchowem 
wieszcza polskiego od myśliciela niemieckiego, ale 
tylko o podobieństwie, które niekoniecznie miało 
być wyrazem wpływu. Idee Schellinga przyjść mo- 
gły z "powietrza"; mogło też być to wszystko, co 
je u Krasińskiego przypomina, samorodnym obja- 
wem jego ducha. 
Za tern ostatniem przemawiają słowa jego w Ii-
>>>
44 
ście do Jaroszyńskiego (1840) wymownie świadczące. 
jak dręczyła go konieczność pogodzenia panteizm
 
z afirmacyą osobowości Boga: "B6g li tylko pan. 
teistyczny jest taką wyłącznością, takim tylko jednym 
terminem. jako B6g li tylko osobisty, pojedyńczy. 
odłączony od wszechświata. Idzie teraz o zlanie 
tych dw6ch bóstw w trzecie, r6wnie osobiste, jak 
panteistyczne. r6wnie wszystko obejmujące, jak sie- 
bie samego. W Tr6jcy naszej najdoskonalszym pun- 
ktem jest Duch Święty. Czekaj na niego w filozofii. 
nie nadszedł jeszcze. nie Hegelisty go odkryją; ale 
przyjdzie i świat padnie przed nim, z samej logiki 
to wypływa".Ot6ż to "zlanie dw6ch b6stw w trzecie 
r6wnie osobiste jak panteistyczne" było już, jeżeli nie 
ostatecznie dokonane, to w każdym razie wyraźnie 
zarysowane w "Traktacie o wolności" Schellinga- 
i gdyby Krasiński rzecz tę dokładnie znał, chyba 
nie pominąłby jej w tern miejscu milczeniem. 
Najściślej zaś Krasińskiego, zwłaszcza w jego la- 
tach młodych, wiązało z Schellingiem głębokie zro- 
l zum ien ie potęgi złego we wszechświecie, I to wła- 
śnie, stawiając ich u granic pessymistycznego po- 
glądu na świat, oddalało obu od tych wielkich dr6g 
ówczesnej literatury i filozofii, na kt6rych nieomyl- 
nym przewodnikiem zdawał się być Hegel, kt6re 
pod kierunkiem Hegla tak dokładnie poznał był 
Cieszkowski. W duszach Schellinga i Krasińkiego 
potężny romantyczny indywidualizm, objawiający się 
rozmachem nieskończonych i nie nasyconych pra-
>>>
I 
r 


45 
gnień. ścierał się z głębokim pociągiem do pessy- 
mizmu. 
Ale nie był to pospolity pessymizm romantyków. 
to płaczliwy, to zrozpaczony i bluźnierczy. stosow- 
nie do temperamentu jednostki. Pessymizm ten miał 
głębszą podstawę i głębszą treść; nie był tylko wy- 
buchem mniej lub więcej silnych i stałych skarg. ża- 
lów i przekleństw. płynących z poczucia sprzeczno- 
ści między ideałem a rzeczywistością, ale filozoficz- 
nem ujmowaniem wszechświata w postaci nieskoń- 
czonego a bezcelowego cierpienia, Schelling. wywo- 
dząc złe z ciemnych otchłani "natury w Bogu". pa- 
trząc na nie jako na zasadniczy pierwiastek wszel- 
kiego istnienia (Urgrund zur Existenz). posuwając 
się aż do postawienia pojęć Boga i złego w nierozłą- 
cznym ze sobą związku (..Damit olso dos Bose nicht 
wiire. milsste Gott selbst nicltt sein", Werke VIi. 
403), stawał się poprzednikiem Schopenhauera; Kra- 
siński zaś, mniej się zastanawiając nad istotą i po- 
chodzeniem złego, natomiast całą siłą duszy odczu- 
wał tożsamość bytu i bólu. Stąd wypływał wniosek, 
że byt jest złem i że celem życia powinnaby być 
ucieczka od bytu, czyli śmierć i nicość. Ale przed 
tą ostateczną konsekwencyą wzdrygały się roman- 
tyczne pierwiastki duszy wieszcza. spragnionej nie- 
śmiertelności i szczęścia. Myśl o nicości przejmo- 
wała go obrzydzeniem, z drugiej zaś strony nieśmier- 
telność pojmował on jako nieskończoną czynność, 
tj. jako dążenie do celu, oddalającego się od nas 


..
>>>
46 
W miarę posuwania się ku niemu, jako ..wieczystą 
metampsychozę nędzy i boleści". "Warunkiem nie- 
zmiennym działania - cel - pisał on do Reeve'a 
w r. 1836 r. - skoro zaś celem nieskończonym _ 
szczęście, jedno z dwojga być musi: alboby ustała 
czynność, skoro celu dosięgnie, a wówczas nastaje 
nicość, alboby trwała odłączona od celu, a wówczas 
to znów trud i ból. Nie mogę wyjść z tego fatal- 
nego dylematu i kiedyś głowę sobie o to rozbiję. 
Szczęśliwi ubodzy duchem". 
I w tym dylemacie: albo nicość, albo trud i ból, 
w usiłowaniu znalezienia wyjścia z niego streszczało 
się życie wewnętrzne Krasińskiego w owej chwili. 
Niewątpliwe wyjście znalazł wkrótce, a raczej upe- 
wnił się, że było ono tam, gdzie je od początku 
widział, gdy wkładał w usta Pankracemu słowa: 
Galilaee vicisti, gdy Irydiona posyłał do ziemi mo- 
gił i krzyżów. Było ono w chrześcijańskiem prze- 
świadczeniu o spójni człowieka z Bogiem, ale przy- 
kryły je były potem na czas jakiś chmury filozofi- 
cznych wątpień. Rozpierzchły się one w świetle roz- 
myślań, owianych temsamem marzeniem, które Schel- 
linga prowadziło po otchłaniach filozofii, a szło 
z głębin zrośniętej z duszą aryjską dążności do ko- 
jarzenia wiary w Boga żywego z panteistycznem 
jego odczuwaniem we wszechświecie, w przyrodzie 
i w człowieku. 
Ażeby pogodzić wolność człowieka z wszech- 
mocą i wszechwiedzą Boga, nie ma innego spo-
>>>
47 
sobu - rozumował Schelling - jak przenieść czło- 
wieka do Boga, tj. uznać, że człowiek nie jest poza 
Bogiem, lecz w Bogu. i że wszystko. co czyni. sta- 
nowi cząstkę życia bożego I). Tę samą myśl wyra- 
żał Krasiński w swoim "Modlitewniku" dla pani 
Bobrowej9): "Wszak ja myślą Twoją serdeczną, 
którąś ukochał przed laty i którą kochać będziesz 
zawsze - dla tegoś mnie obdarzył wolnością..... 
"począłem się w sercu Twojem..... "poczuwam się. 
że jestem częścią Twoją i sobą zarazem". Ale my- 
śli te i Krasiński i Schelling mieli wspólne z ogó- 
łem mistyków, natomiast własnym pomysłem Schel- 
Iinga było przeniesienie natury do Boga i wypro- 
wadzenie stworzenia świata z walki między chao- 
tycznemi potęgami "natury w Bogu" a światłem 
przenikającego je Słowa. które pokonywa i poddaje 
je Ojcu, I zdaje się, że odbicie pomysłu Schellinga 
tkwiło w modlitwie Krasińskiego do Chrystusa. który 
jest słowem Ojca. który z łona Ojca wychodzi. 
a w materyę wchodzi. albowiem żal mu cierpiącej 
materyi. która w istocie swojej jest przeciwieństwem 
Boga jako światła. jest ciemnością, chaosem. walką 
i cierpieniem - i materyę zbiera On. czyni Córąswo ją. 


') Gibt es einen andern Ausweg. aIs dem Menschen mit 
seiner Freiheit. da sie im Gegensatz der Allmacht undenk- 
bar ist, zu sagen. dass der Mensch nicht ausser Gott. son- 
dern in Gott sei und dass seine Tatigkeit mit zum Leben 
Gottes gehore," (VII, 339). 

) Pochodzi on według prof. Kallenbacha z r. 1837. 


--
>>>
48 
przeb6stwia i poddaje Bogu: "Tyś Słowem żyjącem, 
widomem, dotykalnem. Z głębin nieskończoności 
wyszedłeś, opisałeś się w kształt, bo żal ci było tej 
nieszczęśliwej. tej cierpiącej materyi - przybrałeś ją, 'I 
Panie, za c6rę swoją i ona nieśmiertelną stała się 
w obliczu Ojca swojego". 
Ale modlitwy te przenikał jeszcze smutek. Przez 
"zasłonę melancholii, rozesłanej nad całą naturą" l) 
spoglądał w6wczas poeta na trudy istnień, wznoszą- 
cych się z chaosu ku Bogu. Z biegiem czasu wy- 
zwoliła go z objęć smutku myśl o Duchu Pocie- 
szycielu. kt6ry wiąże Ojca z Synem, Boga ze świa- 
tem, kt6ry jest miłością, mającą przetworzyć wszyst- 
ko, co jest, w przyszłej III epoce w raj jedności 
z Bogiem. 


II. 


TRAKTAT O TROJCY. 


Wyrazem myśli tej jest wspaniały traktat O t r 6 j- 
e y w B o g u i o t r 6 j c y w c z ł o w i e ku. Czemś 
wyższem, a przynajmniej działającem silniej na serce 
i umysł, niż myśl filozoficzna w rymy zakuta, jest 
filozofia, kt6rą tchnienie poezyi owiewa. Wiersz krę- 
puje myśl, nie dając jej wylać się nazewnątrz z do- 


I) "Daher der Schleier der Schwermut, der fiber die 
ganze Natur ausgebreitet ist" (Schelling, Werke VII, 399).
>>>
49 
stateczną wyrazistością, w prozie zaś myśl wolną 
będąc od pęt formy. a biorąc do pomocy wie- 
szcze intuicye marzenia, podbija tą mocą, którą ogień 
fantazyi wlewa w poważny tok rozumowania. 
"W stosunku do nas - czytamy na samym po- 
czątku rozprawy - w tern Ł a s k a B o ż a, że nas 
Bóg stworzył, to jest. że nam b y t u udzielił". Słowa 
te wyraźnie uchylają wszelkie podejrzenia O ukryty 
panteizm. które często z ust teologów słyszymy. 
Bóg jest w s z y s t k i e m "więc można powiedzieć, 
że nie ma nic takiego, czemby On nie był, ale po- 
nieważ zarazem i odrazu jest wszystkiem. więc znowu 
nie ma nic takiego. nad czemby i za czemby On 
nie był" l) "Bóg jest - pisał później Krasiński w li- 
ście do Ary Scheffera (1845) - Osobą i zarazem 
Naturą rzeczy". jaźnią odwieczną i zarazem wszech- 
obejmującą rozlewną wszystkością, - i czcząc Go. 
jedno z drugiem w Nim kojarzyć musimy. Albowiem. 
jako j a, oderwane od świata, Bóg byłby żydowskim 
jehową. "ciasnym Bogiem jezuitów". Istotą obcą 
c złowiekowi, Panem, przeciw któremu ci. co cier- 
I) Myśl t«: sam" znajdujemy wyrażon" w podobnych 
słowach w Medytacyach, kt6re tradycya kościelna przez 
czas długi S, Augustynowi przypisywała: "lmmensitas di- 
vinae magnitudinis tuae ista est, ut intelligamus te intra 
om ni a, sed non inc1usum, extra omnia. sed non exc1usum: 
et ideo interior es, ut omnia contineas; et ideo exterior es, 
ut incircumscriptae magnitudinis tuae immensitate omnia 
Conc1udas" (D i v i A u g u s t i n i M e d i t a t i o n e s. S o li- 
I o q u i a e t M a n u a I e c. XXX, 30) 


Z, Krasiński. 


ł
>>>
II 


50 
pienia milionów sercem ogarmają - Manfredzi 
i Kaini - mieliby prawo powstawać, słusznie pytając, 
dlaczego to, co On zrobił, jest tak źle zrobione, 
iż krzyknąć trzeba "Żeś Ty nie Ojcem świata, ale..... 
i do walki iść z Nim, samą ideę Boga niszcząc... 
Z drugiej strony czcić Boga, jako Naturę rzeczy, 
zapominając o jego Osobowości, byłoby panteizmem. 
Jednego i drugiego, ateizmu i panteizmu, unikamy 
uznając troistość Boga. Bóg jest ponadświatowym 
Ojcem, który świat stworzył, Wszechbytem, który 
innym bytu udziela - i Bóg jest Synem, Wszech- 
myślą Wszechbytu i jako taki jest w świecie. Poję- 
cia zaś 
szechbytu i \Vszechmyśli spajamy w poję- 
ciu wszechżycia, które jest wszechmiłością - i po- 
jęciem tern określamy trzecią Osobę Trójcy - Du- 
cha Świętego. 
W ten sposób tłumacząc zasadniczy dogmat Koś- 
cioła, Krasiński szedł śladem wytkniętym przez naj- 
dawniejszych myślicieli chrześcijańskich, Jeszcze 
Ś. Augustyn, ażeby uprzystępnić pojęcie troistości 
Bożej, wskazywał na podobieństwo trójcy, które 
człowiek w sobie nosi, i rozgraniczał w Bogu sfery 
bytu, myśli i woli, używając wyrazów esse, scire, 
velle t). Czyli. Bóg jest, Bóg myśli i wie, Bóg chce 
tj. żyje i działa, a to jego c h c e n i e jest jednością 
bytu i myśli. Ale czy tłumaczenie takie zbliża nas 
cokolwiek do ukrytego sanctuarium religii? Chyba 
nie. Wszak jeśli Bóg Ojciec ma być w po jęciu na- 
--o 
') Por, Confo I. XIII c, XI.
>>>
51 
szem Bytem absolutnym, to Byt ten w objawianiu 
się swojem nie inaczej może być przez nas uchwy- 
Cony, niż jako Logos, Słowo twórcze, które było 
na początku, było u Boga i było Bogiem, a "wszystko 
przez nie się stało..... bo "w n i e m b y ł ż y w o t" 
czyli Bóg Syn jest dla nas myślą Ojca, Słowem, 
Wolą, Czynem, Żywotem. Więc poco odrywać myśl 
od czynu, wiedzę od woli i trzecią osobę Trójcy 
określać tymi samymi wyrazami, które nam służą 
w rozmyślaniu o osobie drugiej? Przystępniejszą 
nieco dla myśli naszej staje się osoba Ducha Św. 
jako jedność nie bytu i myśli lecz bytu z myślą 
i wolą, istnienia i działania, czyli jako absolutna 
szczęśliwość, polegająca na radowaniu się z bytu 
i dokonanej przez Słowo manifestacyi tego bytu t) 
W takim razie esse, scire, velle, jako orzeczenia trzech 
aktów, trzech stanów, trzech osób Bożych, nie będą 
trójcą Bytu, Myśli i Życia, redukującą się do dwójki 
treści i formy, lecz trójcą Bytu w sobie, Bytu uze- 
Wnętrznionego i Bytu szczęśliwego, który jest wyni- 
kiem i niezbędnem uzupełnieniem istnienia i działa- 
nia, pełnią bytu, nieskończoną radością z dokona- 
nego dzieła i nieskończoną wolnością. I dla tego 
to imię tej trzeciej osoby - Duch, 1CvEi)p.a. Spiri- 
tus, tj. tchnienie, jako symbol wolności I). Kult Du- 
c ha Św. łączymy z myślą o absolutnym ideale, ku 
l) Por. Vl. S o ł o v i e v: L a R u s s i e e t l'E g li s e 
U n i v e r s e 11 e (Paris 1889 str, 206), 
I) ib. str, 218. 


4"
>>>
.... 


.- 


52 
kt6remu idziemy i 'kt6ry się spełni w apokali- 
ptycznej dali, gdy B6g będzie "wszystkiem we wszy- 
stkich" . I myśl tę wyrażał Krasiński w liście do 
Ary Scheffera, w kt6rym troistość Bożą wyraźniej 
jeszcze niż w traktacie o Tr6jcy oświetlał: "Jako 
Duch Święty, B6g unosi Wszechświat ku doskonal- 
szemu poznaniu woli swojej i objawia stworzeniom 
swoim, że one także są duchami żywymi, indywi- 
dualnymi, że od Niego pochodzą, ku niemu idą i 
podobne są do Niego". 
Lecz mniejsza o tł6maczenie dogmatu, sięgają- 
cego treścią swoją poza kres myśli. Pomimo r6żnic 
w odcieniach teologowie Kościoła Zachodnie
o 
zgadzali się zawsze wjednem: w przedstawianiu 
osoby Ducha Św. jako pochodzącej od dw6ch 
pierwszych Os6b, kojarzącej Ojca z Synem. I z my. 
ślą tą wstępując w głąb natury człowieka, Krasiński 
wraz z Cieszkowskim wygłaszał twierdzenie, że ciało 
i dusza, czyli pierwiastki bytu i myśli harmonizo- 
wać się ze sobą muszą, aby wznieść człowieka na 
wyżynę duchowości, Ale duchowość rozumiał on 
inaczej, niż Cieszkowski, po Schellingowsku, t. j. har- 
monia pierwiastk6w stawała się u niego podstawą 
do zupełnego przeobrażenia natury. "Z miłości 
Boga mamy dojść do najściślejszego pojednania 
Bytu z Myślą, zmysłowości z idealnością, ciała 
r z duszą, czyli stać się duchami żywymi, n i e ś m i e r- 
t e I n y m i, p r z e z n a c z o n y m i d o A n i e I s t w a". 
Pisząc te ostatnie, podkreślone przezemnie słowa
>>>
53 
Krasiński wkraczał- już w eschatologię, kt6rej starał 
się uniknąć Cieszkowski. Puszczał więc cugle fan- 
tazyi. zrywał ze ścisłością naukową, do kt6rej dążył 
Cieszkowski, lecz zato bardziej był w zgodzie z naturą 
naszego umysłu. kt6remu przeciwne jest owo znamio- 
nujące "Ojcze nasz" Cieszkowskiego, wiązanie myśli 
o szczęściu absolutnem ze znikomością bytu zmy- 
słowego. 
Następnie od człowieka pojedyńczego idąc do 
ludzkości. t. j. wstępując na widownię dziej6w, Kra- 
siński streszczał zasadę troistości w zdaniu. że B6g 
łaską swą do bytu nas powołał i w raju umieścił, 
ażeby po szczeblach postępowego rozwoju dopro- 
wadzić do Nieba. kt6re dla nas rzeczywistością się 
stanie w dniu Ducha Świętego, wraz z przeobraże- 
niem naszem "albowiem jak ze świata natury wy- 
rasta jaźń człowieka, tak ze świata ludzkości wyrasta 
jaźń anielska. dalszych wyższych duch6w r6d. a rody 
te coraz wyżej wracają ku Bogu". Tą drogą wio- 
dącą od raju prarodzic6w do Nieba. od niewinności 
i nieświadomości pierwotnego stanu natury do pełni 
żywota, od wiek6w Jehowy do wiek6w Ducha Św.- 
drogą tą są trudy i zasługi stopniowego dostoso- 
Wywania się do myśli Boga. wcielonej i objawio- 
nej w osobie Chrystusa: "tylko przechodząc przez 
Niego. można dostąpić zbawienia II. Przyjście więc 
Chrystusa jest punktem środkowym historyi. Wieki. 
co go poprzedziły. były wzdychaniem za Bogiem, 
kt6ryby się zbliżył do człowieka i stał się przy ja-
>>>
54 
cielem jego, przyjmując postać ludzką; czasy po- 
Chrystusowe są pracą nad urzeczywistnieniem wzoru, 
który On nam zostawił, nad podnoszeniem czło- 
wieka do Anielstwa i wprowadzeniem Go w po- 
dwoje Żywota wiecznego w niebie. Obrazem zaś 
tego wniebowstąpionego człowieczeństwa jest także 
Chrystus, albowiem "choć wniebowstąpił, nie od- 
rzucił ciała człowieczego, nieskazitelnego, które tu 
po zmartwychwstaniu przybrał - i pozostał na wieki 
Bogiem i zarazem człowiekiem wniebowstępującym, 
czyli łącznością obu natur - boskiej i ludzkiej". 
W tych słowach zawarte jest zbliżające Krasiń- 
skiego do Schellinga określenie trzech epok, głębsze 
i szersze niż u Cieszkowskiego, a oparte na od- 
miennem stosowaniu prawa dialektycznego. Litery 
prawa tego Cieszkowski trzymał się niewolniczo, 
a mając wzrok utkwiony wyłącznie w historyę, brał 
on starożytność i chrześcijaństwo jako dwa prze- 
ciwieństwa, które zlać się muszą w mającej nieba- 
wem nastąpić syntezie. Ale pogodzenie przeciwieństw, 
nie inaczej przecie dokonać się może, jak na dro- 
dze kompromisu, wzajemnych ustępstw, zobopól- 
nego przyznania się do jednostronności i niedosta- 
teczności - czyli w danym wypadku ascetyczny ideał 
chrześcijaństwa uznany być musiał za reakcyę prze- 
ciw pogańskiej zmysłowości, zawierającą z porządku 
rzeczy tylko część prawdy w sobie. I zgodnie z tern 
wygłosił Cieszkowski wyrok potępiający czasy chrze- 
ścijańskie, zwłaszcza wieki średnie nie tylko dlatego,
>>>
55 
że ideału Chrystusa nie wypełniły, lecz, że ideał, 
którym się kierowały, był fałszywy, jako jedno- 
stronne wywyższenie ducha nad materyę. 
W przeciwieństwie do tego Krasiński, biorąc za 
punkt wyjścia Boga w Trójcy jedynego, nie mógł 
w BOJ;!u dopuścić przeciwieństwa i walki między 
dwoma osobami: Ojcem i Synem - i przeto osobę 
Syna brał nie jako antytezę, lecz jako przejścieod 
Ojca do Ducha,=: w dalszym zaś ciągu, t. j. w dia- 
 
lektyce tak rozwoju dziejów jak życia jednostki, 
upatrywał w drugim pierwiastku też przejście od 
pierwszego do trzeciego najwyższego, w antytezie 
łącznik tezy z syntezą, drogę od jednej do drugiej. 
Wszędzie w Chrystusie, "w każdej jego chwili i czy- 
nie i słowie" upatrywał on "przejście od cielesności 
do pełni Ducha", przelewanie się natury ludzkiej 
w boskąo "W osobie Chrystusa - pisał wieszcz we 
wspomnianym liście do Ary Scheffera - objawionem 
zostało ludziom, że cud niczem innem nie jest, jak 
naturą rzeczy, byleby tylko Duch ludzki wzniósł się 
do Boga i z wolnej swojej woli przystał na to, aby 
z Ojcem swoim Niebieskim mieć jedną i tę samą 
wolę. - Niepokalane Poczęcie, Przemienienie, Zmar- 
twychwstanie, Wniebowstąpienie - wszystko to jest I 
Wiekuistem prawem Duchów żywych", 
Z tego stanowiska patrząc na życie Chrystusa, 
widział w niem "arcymistrzostwo życia", nauka 
zaś Chrystusa była nie jednostronnem przeciwień- 
stwem filozofii starożytnych, lecz prawdą absolutną,
>>>
56 
kt6rej wypełnienie absolutne jest niezbędnym wa- 
runkiem przyjścia epoki trzeciej. Ztąd wynikało 
przedewszystkiem to, że Krasiński nie m6gł, jak 
Cieszkowski, przypuszczać, że jesteśmy już u progu 
Dnia Ducha Św. Następnie, trzy epoki świata 
w odmiennem musiały przedstawiać się świetle, 
t. j. nie jako jednostronne pogaństwo, jednostronne 
chrześcijaństwo i synteza jednego z drugiem, lecz 
jako czasy przedhistoryczne, czyli raj błogiej nie- 
świadomości, - czasy historyczne, czyli wędr6wka 
przez trudy i b61e ku wyżynom "wniebowstępują- 
cego Człowieczeństwa" i mgliste a oddalone pano- 
wanie Ducha Św., poprzedzone przez Królestwo 
Boże na ziemi "mające zbliżyć duchom wszystkim 
ludzkim dzień najwyższego ich rozwoju, a po dniu 
owym następny-żywota wiecznego". Krasiński sta- 
'I wał w tym poglądzie międz y Cieszk owskim a Schel- 
\l Vingiem. ----- - 
- Dla Cieszkowskiego pytanie, gdzie jest kres ży- 
wota, nie istniało; usuwało się w cień wobec pew- 
ności, że tu na ziemi możliwe jest jej przeobrażenie 
w raj - i ten obraz przyszłego nieba na ziemi, które 
on wystawiał, jako epokę Ducha, pochłaniał go 
tak gwałtownie, że przestawał myśleć o zaświato- 
wem niebie, o tern miejscu wiekuistego odpoczy- 
wania, za którem wzdycha świat chrześcijański. 
W przeciwieństwie do niego Schelling rozwinął był 
swoją naukę o trzech epokach nie w ciasnym za- 
kresie doczesnego bytu, ale na nieskończonem
>>>
57 
wszechświatowem tle. "Wszystko - nauczał on - / 
stworzenie całe, rozwój rzeczy wszystkich idzie od 
Ojca przez Syna ku Duchowi" 1). I szeroki powiew 
tej myśli orzeźwiająco działał na myśl Krasińskiego, \ 
niosąc ją w bezgraniczną dal światów i istnień. 
Więc choć się przejął historyozofią Cieszkowskiego, 
choć radością napełniła go pewność o bliskiej syn- 
tezie dziejów, w której pięknem i mocą zajaśnieje 
Polska, jednak nie zamknął się w tym obrębie: Na 
ziemię patrzał, jako na atom nieskończoności, na 
którym nosimy "ciężkiego ciała żałobę". Ale koniec 
dziejów tego atomu będzie wstępem do epoki Du- 
cha... I ku epoce tej skierował wzrok. Głęboki list 
Krasińskiego do Małachowskiego (1841 r.) jest do- 
skonałym wyrazem myśli, która nareszcie wybrnęła 
z dręczącego dylematu: albo nicość, albo trud i ból - 
i wypoczęła w kontemplacyi tcj wielkieLSchellingow- 
skiej epopei wszechświata, w której człowiek przez 
Słowo podniesiony zostaje do urzeczywistnienia 
w sobie życia Bożego i do przygotowania czasów 
Ducha, w których Bóg będzie "wszystklem we 
wszystkich". "Indywidualność każda - pisał poeta- 
czy chce, czy nie chce, czy rozumie tego koniecz- 
ność, czy nie, poświęconą jest" - poświęconą oczy- 
wiście Bogu, bo "jest w Duchu Bożym, jako cząstka 
tego Ducha, ale cząstka, mająca wiedzę, że jest 


1) K u n o F i s c h e r: Geschichte der neueren Philo- 
sophie. T. VII, s. 807,
>>>
58 
ł cząstką, utrzymana wiecznie przy wiedzy tej, zatem 
sobie samej już na kształt całości wyglądająca i 
będąca istotnie całością". Indywidualność przeto 
jest "nieskończenie nieśmiertelną" i. jako cząstka 
Boga. ma za widownię swego bytu i działania nie 
to miejsce tylko, w kt6rem się chwilowo znajduje, 
lecz cały wszechświat Boży: "Boga wszechrzeczy 
cząstką jesteśmy, a nie planety tego lub owego. nie 
do tego punktu skuci lub tamtego, ale wszystkich 
panami"-więc ze śmiercią kończymy tylko "wy- 
grywać rolę cząstki ludzkości", a zaczynamy w za- 
mian "na większej scenie wygrywać naszą prawdziwą 
rolę" . 
Człowiek ze swojem nieśmiertelnem "poza gr6b 
przeciągnionem" J a - to promień, kt6ry wiecznie 
podnosi się ku Bogu; podnosi się z ziemskiego 
planety, ale nie tu koniec jego lotu. 
"Jako cząstka ludzkości - czytamy tamże - wi-. 
dom a i rozsypalna - posuwamy się ku ostatecznym 
jej celom: a te są - urzeczywistnienie na planecie 
kr61estwa niebieskiego dobra, czy przez dalsze pod- 
bicie natury, czy przez dalsze rozgoszczenie się 
ducha miłości w piersiach ludzkich", a zatem "o ile 
jesteśmy na świecie tym, o tyle się staramy, by ten 
\ świat stał się podobny Bożemu, wszedł w stosunek 
ściślejszy z Bożym, t. j. z tym, z kt6rym sojusz 
nieśmiertelności naszej indywidualnej nas sprzęga 
na wieki wszystkie nasze dalsze". Jednak to wszy- 
stko nie jest jeszcze celem ostatecznym. To wszystko 


l 


---
>>>
59 


czyniąc, "tylko gotujemy - dodawał on - sobie sa- 
mym na później coś Boskiego, punkt jakiś Boski 
l w przestrzeniach, by nam umarłym i nieśmiertelnym 
było na co spojrzeć i z czeJ:!o się radować i w czem 
rozkoszować, by wszędzie nam Niebo było", 
---- 
Słowem "na planecie jest miejsce POkOry \ 
i śmierci naszej; za planetą miejsce dumy i nie- 
śmiertelności naszej". Wypływało stąd, że istnienie 
nasze to ciągły lot w górę, ciągły przeto trud, ale 
nie ból. Wyobrażenia te zostały już stanowczo i na 
zawsze w umyśle wieszcza odgraniczone od siebie. 
Celem trudów lotu jest ten, którego mowa ludzka 
określa wyrazem m i łoś ć. I lot, który jest żywotem 
wiecznym, poetycznie określał wieszcz, jako jakąś 
"wegetacyą anielską, która czuje, i widzi i słyszy 
Swoje własne rośnięcie; osoba nasza na wysokich 
poziomach swego rozwoju w Niebie sama przewo- 
dniczy losom swoim przyszłym i przemienia bez 
bólu, bez wstrząśnienia, zupełnie naturalnie, swoje 
formy zewnętrzne na coraz doskonalsze i piękniej- 
sze" l). Więc lot, który jest żywotem wiecznym, 
tłómaczył Krasiński myśl swoją, streszczając w liście 
do Sołtana T rak t a t o T rój c y, "jest tworzeniem 
ciągłem, postępowem samych siebie w Bogu przez 
Własną twórczOść i łaskę Boga, czyli rozwijającą się 
coraz olbrzymiej miłością naszą ku Bogu i Boga 


I) Z, Krasiński i A. Scheffer (wydanie L. Wel- 
lisch'a, Warszawa, 1909), por. s. 740
>>>
" 


60 
przez to samo ku nam. Bo historya i rozwój wszyst- 
kich światów, to rozwój ich miłości ku Bogu". 
A rozwoju tego czyli żywota wiecznego najwyższym 
wyrazem będzie szczęśliwość,. która przyjdzie wraz 
z końcem rzeczy, gdy złe pokonane będzie, gdy 
I 
Słowo podda Ojcu oporne Mu moce i rzeczywistość 
podniesioną zostanie do jedności z jej idealną za- 
sadą i odwiecznym wzorem tjo ze Słowem. Będzie 
to epoką Ducha: Duch powiąże Ojca, który jest 
Bytem absolutnym, z Synem, który jest Bytem rea- 
lizującym się w dziele stworzenia, powiąże w Bycie 
doskonałym, który będzie ostatecznym aktem samo- 
objawienia się Boga. 
Tylko to szerokie, Schellingowskie eschatologi- 
czne a nie historyczne pojmowanie przeznaczeń 
ludzkich czyni nam zrozumiałem tęskliwe Krasiń- 
skiego wyczekiwanie chwili, by "wszędzie Niebo by- I 
ło". Synteza dziejów, którą dawał Cieszkowski. była 
l dla niego nie alfą i omegą, lecz cząstką wszechświa- 
towego rozwoju, wszechświatowego pędu ku pełni 

zasów. ku objawieniu się Boga, jako Ducha. 

-- - 


111. 


,,8 Y N C I E N I ÓW". 


Poetyckim wyrazem tych filozoficznych roz- 
myślań Krasińskiego są jego "Trzy myśli". Mijam
>>>
I 


61 
naj wcześniejszą z nich, ,..sen Cezary". Nad wizyą 
tą unosi się potężne tchnienie dumań Irydiono- 
wi5:h, z któremi ma ona dużo więcej styczności, 
niż z filozofią Cieszkowskiego, Hegla i Schellinga. 
Za to w "Legendzie" zadźwięczał już bardzo donio- 
śle odgłos nauki o trzech epokach - i to w po- 
staci nie tej, którą jej nadał był Cieszkowski, ale) 
przypominającej stare marzenia, które od Skota 
Erygeny snuły się aż do Schellinga l) Przedstawił v 
tu Krasiński "gnącą się w podrzutach" bazylikę św. 
Piotra w Rzymie, niby "ciało umierające". Darem- 
nie Polacy, otoczywszy starego papieża, "podnieśli 
Szable w górę, jakby na ich ostrzach wstrzymać 
chcieli spadające mury". Runęła bazylika, pozostał 
tylko stos gruzów, a na tym olbrzymim kopcu, niby 
na tronie, zasiadł kardynał do św. Jana podobny 
i zwiastował narodzenie się nowej epoki; "odtąd 
Chrystus ani się rodzi, ani umiera na ziemi". 
Więc nie jest epoka ta dalszym ciągiem historyi, 
lecz apokaliptyczną "stolicą Bożą i Barankową". 
A zatem Kościół katolicki nie umiera tu ze staro- 
ści, jak przypuszczali dotąd komentatorzy Krasiń- 
skiego, lecz przetwarza się w "Miasto święte Jeru-_ 
zalem", w którem ani kościoła, ani tembardziej pa- 
pieża i kapłanów nie będzie, "albowiem pan Bóg_ 
Wszechmogący jest kościołem jego i Baranek" (Ap. 


I) Obszernie o tern pisał wnuk Zygmunta, Adam Krasif!- 
ski, w studyum o Dniu Ducha Sw. (Bib!, War. 1903), . 


.....
>>>
LJ
r I 


 I 

w'J 
'I 


62 
XXI, 23). Wobec tego w nowem świetle występuje 
tu posłannictwo, które poeta wyznaczył Polakom, 
i nie jest ono w sprzeczności, jak sobie WYObrażanO' 1 
z mesyanizmem jego: Polacy bowiem, podtrzymując 
walącą się bazylikę, nie są obrońcami zużytego i ska- 
zanego na zagładę porządku, lecz tego, co piękne było 
w Kościele przeszłości, są więc łącznikiem między 
starym światem a nowym i temsamem stają nie na 
końcu, lecz raczej na przodzie narodów. Potwier- 
dzają to słowa kardynała do poety: "Nie trwóż się; 
za to, że wyrządzili mu (tj. papieżowi) ostatnią przy- 
sługę, Pan odwdzięczy im - bo zachodzący tak, 
jak wschodzący, umarli tak, jak żywi, są z Pana - 
owszem, im lepiej będzie i synom synów ich..... 
Gdy w "L e g e n d z i e" mamy tylko odgłos filo- 
zofii Krasińskiego, "S y n C i e n i ó w" daje nam jej 
obraz treściwy a silny. W sądzie o tym utworze 
między prof. hr. S1. Tarnowskim, który, odmawiając 
mu wszelkiej wartości poetyckiej, wyraził się, "że 
pierwszy rozdział z Hegla, przełożony na wier- 
sze, byłby równie dobry" - a prof. j. Antoniewi- 
czem, który w odczycie swoim z r. 1897 trafnie 
określił "S y n a C i e n i ó w" jako jedną z najgłęb- 
szych emanacyi ducha polskiego, pośrednie stano- 
wisko zajął prof. Porębowicz. Zaliczył on utwór 
Krasińskiego do najcenniejszych w literaturze naszej, 
podnosząc, jako główny jego przymiot to, że za- 
wiera w sobie wykończony system filozoficzny, mia- 
nowicie naukę Hegla, którą doskonale odtwarzao
>>>
63 
I w rzeczy samej dokonał tu Krasiński rzeczy 
najtrudniejszej, przekształcając oderwaną filozofię 
w żywą poezyę; tylko nie Hegla odtworzył on: ( 
myśl poety była tu młodszą siostrą myśli Schellinga. 
Ujął Krasiński w "Synu Cieniów" dzieje ducha 
ludzkiego. który wydobywa się z natury i drogą co- 
raz wyższych przeobrażeń dochodzi do jedności 
z Absolutem. Ale siłą, co go prowadzi i podnosi. 
jest tęsknota za Bogiem o Hegel zaś tak odarł był 
Boga z wszelkiego życia, czyniąc go ideą absolutną 
i topiąc we wszechświecie i człowieku. że w syste- 
mie jego nie było i być nie mogło miejsca dla tęs- 
knoty, której początkiem jest patrzenie w przepaść. 
dzielącą stworzenie od Stwórcy. poczucie odrębno- 
ści człowieka i Boga. Uczucie to obudziło się do- 
piero u Schellinga. a pochłonęło Krasińskiego. Ale 
należało pogodzić je z innem uczuciem. przeciwnem. 
które poeta wyrażał w "Modlitewniku". nazywając 
człowieka "myślą serdeczną Boga" "częścią Jego". 
Czyli poruszyć należało i rozwiązać dręczące duszę 
aryjską zagadnienie. które z całą siłą wybuchnęło 
w w. XIX, stając się punktem wyjścia dla rozmy- 
ślań Schellinga, należało zharmonizować aryjski in- 
stynkt panteistyczny z głosem sumienia, nakazują- 
cym źródła prawdy i prawa szukać w Bogu. który 
jest Ojcem i Sędzią. 
Otóż, wkroczywszy tą drogą w sferę myśli Schel- 
linga, Krasiński prześcignął go potęgą ognia religii 
i dzięki temu nie wpadł w pychę tej myśli, która
>>>
64 


w zuchwale zarozumiałem przeświadczeniu, że wszyst- 
kiego siłami swemi dopnie, tłumiła u filozofa 
niemieckiego piękno mistycznych wejrzeń w istotę 
rzeczy. 
Schellingowskim był sam tytuł utworu: syna 
c i e n i ó w opiewał poeta, tjo syna ciemności, chaosu, 
(ślepej prawoli bytu, słowem, tej "Natur in Gott" 
którą zwa1cza i pokonywa światło Logosu. Tym 
Synem Cieniów nie jest duch świata, jak sądzi prof. 
Porębowicz; albowiem zająwszy stanowisko Hegla, 
byłoby trudno w takim razie odróżnić dzieje roz- 
woju ducha świata, od rozwoju idei absolutnej, która 
też jest duchem świata, a początku niema, gdy tym- 
czasem Syna Cieniów, "moc... nieznana z ziemi wy- 
rzuciła", starsza od niego moc, którą Schelling "na- 
turą w Bogu" nazywał. Synem Cieniów jest czło- 
wiek, jako owoc tryumfu światła Logosu w wa1ce 
z oporną ciemnością. Wyższością człowieka jest 
jego świadomość, ale jako istota myśląca, on nie 
tylko rozwija się i wznosi do coraz wyższej świa- 
domości, lecz poprzedzony być musiał przez istoty, 
stanowiące przejście od natury do rozumu, w któ- 
rych zaczątki myśli dopiero wybijać się zaczynały. 
Czyli Syn Cieniów, którego "moc nieznana" chao- 
tycznej prawoli bytu tj. natury w Bogu wyłoniła, za- 
nim się zupełnie rozebrał z powicia natury i wdział 
"szaty człowieczeństwa" był" wpółsennym tytanem" 
który darł się po górach. jakąś mglistą tęsknotą do 
gwiazd mlecznych. do życia wyższego gnany:
>>>
65 


At. w starożytnej odmętu zawiei 
Wyjdzie przemienion i j e s t e m zawoła; 
Ludzka mu pięknośC wyjrzy wtedy z czoła, 
W sercu zakwitnie kwiat biednych nadziei. 


I nadzieje te pędzą go przez nowe trudy, złą- 
czone z nieznanemi mu przed tern mękami świado- 
mości, a kresem ich jest zrzucenie z siebie tych 
"szat człowieczeństwa", które dopiero co wdział, 
i wejście na wyżynę nowego nadczłowieczego bytu, 
w którym nie dosięgną go podmuchy ciemności. 
Usiłowania jego uwieńczone zostają w osobie Tego, 
który jest Słowem i Ciałem zarazem, Bogiem i czło- 
wiekiem. Odtąd Syn Cieniów staje się "Synem Świa- 
tłości" nowe moce w nim kipią, nowe myśli skrzydlą, 
gorętsza go jeszcze, niż wprzódy, pcha tęsknota w gó- 
rę, ale tern czarniejszymi wydają mu się odmęty 
nieprawości ziemi, z których wyrwać się musi, tern 
zjadliwsze go nieraz ogarnia zwątpienie. 
Ale "złe - przejściem - pociesza siebie poeta - 
tylko pyłem drogi..." Co myślą pojął Syn Cieniów, 
w Syna Światłości przeobrażony, tego dosięgnie ra- 
mieniem, "ujrzy na oczy, co przeczuł natchnieniem..." 
dorwie się do gwiazd swoich, bo "w gwiazdę nieba 
przetworzy krąg ziemi, - wiążąc go z niebem innej 
wstęgą tęczy..." Otóż tu, olśniony obrazem przyszłego 
nieba na ziemi, zatrzymałby się był Krasiński, gdyby 
szedł ślepo za Cieszkowskim. Tymczasem jest to 
tylko drobną częścią drogi. Przed wyobraźnią poety 


z. Krasiński. 


5
>>>
66 
roztaczają się pasma nowych żywot6w, nowych wę- 
dr6wek ku nieodkrytym jeszcze światom, albowiem 


Wszystko, co żyje, świeci, dtwil:czy, płonie, 
Twojem na drogach twej nieśmiertelności - 
wszystko przetworzone być musi w ogromny pło- 
mień miłości, w kt6rym roztopi się wszystko, co 
dzieli stworzenie od Stwórcy. I przez te nowe ży- 
woty, nowe ciała i nowe światy wyciągać będzie 
Syn Cieniów ramiona swoje do Boga, a Bóg go 
"na skrzydłach grom6w" będzie porywał w "coraz 
dalsze kraje", ale 
Choć wstęgi mleczne u stóp twoich płyną, 
Jak niegdyś ziemskich oceanów fale, 
Ty, na nie patrząc, nowe czujesz tale, 
Wiesz, te i one, jak tamte, przeminą. 
I nie opuści go smutek, nieodstępny wszystkich wę- 
drówek towarzysz, jaki on czuć będzie, widząc że świat, 
w którym przebywa, "jeszcze nie jest - jak brzmią 
niejasne zresztą słowa poety - nieskończonym świa- 
tern", - nie jest jego "domem", ojczyzną. W domu 
poczuje się on wówczas, gdy, "jako fal miliony,' 
przeminą wszystkie kształty jego" i gdy przestąpiw- 
szy "poza próg wieczności" przestanie wołać do 
Boga: "Ty - Boże", albowiem pozna siebie w Bogu: 
I przejrzysz Pana, jakoś ty przejrzany 


........,...... 


l wspomnisz wreszcie, żeś z Panem nad Pany, 
Duch ten sam jeden na wieki i wszędzie, 
Co jest już teraz - ni był, ani będzie.
>>>
I 


67 
I w tej jedności z Bogiem obudzą się dusze 
wszystkie, których wyrazem jest Syn Cieniów, du- 
sze, które marzyły, które "przez ciąg wieków spać 
się kładły w grobie, coraz to wyżej z grobu w grób 
na zmiany wschodząc i żyjąc... II obudzą się, gdyż 
każda z nich coś do Boga wniosła: 


I wie o sobie - że stała si«: Synem 
R6wnym ci Ojcze, i wiecznie jedynym, 
Bo w ka
dej jeden Ty jesteS, o Panie I 
I w kaMej wołasz: "Ja" a opr6cz Ciebie 
Nigdzie nic niema i nic nie powstanie. 


Te słowa są wspaniałym w zwięzłości swoJeJ 
obrazem epoki Ducha, jak ją pojął Schelling. 
I porwany wspaniałością swej wizyi, zwraca się 
wkońcu Krasiński tak do siebie, jak do każdego, 
kto zdoła przyjąć i zaszczepić w sobie tę myśl o wę- 
'drówkach człowieka do Boga i o końcowem prze- 
bóstwieniu ludzkości. 


"Teraz mySI, kochaj - stwarzaj - wiecznie niebo w niebie". 
Albowiem niebem może już być żywot tu na 
ziemi - i jako niebo przyjmować go naJeży, jako 
niebo, któremu nie grozi nicość i w którem wszystko, 
co się wydaje zaprzeczeniem nieba, przeistacza się 
w końcu w szczęście wielkiej nadziei. 
Słowem Krasiński zapragnął wytłumaczyć w świe- 
tle dogmatu Trójcy Świętej dzieje człowieka i prze- 
znaczenie wszechświata. Bóg, według nauki Koś- 
cioła, stworzył rzeczy wszystkie z n i c z e g o, ale 


5*
>>>
68 
oczywiście bez woli Boga one powstać nie mogły. 
Dlatego to w znaczeniu przenośnem można wraz 
ze św. Grzegorzem z Nyssy nazwać wole: materyą 
świata l) Otóż tej woli, którą Schopenhauer okre- 
ślał bliżej, jako ślepą wole: bytu, Schelling nadał 
miano natury w Bogu, z której pochodzi wszystko. 
W ten sposób odróżniał on, jak widzieliśmy, w je- 
stestwie Boga jakby dwie wole: jedną chaotyczną, 
ciemną, - drugą, która jest rozumem, miłością, Sło- 
wem świecącem w ciemności. Krasiński jakby uni- 
kając tych otchłannych przepaści zagadnienia o sto- 
sunku Boga do złego, - w które za dni naszych za- 
puścił się wielki myśliciel chrześcijański, Włodz. So- 
łowjew, Schełłinga sobie wziąwszy za przewo- 
dnika - poprzestał na zaznaczeniu tajemniczości 
początku rzeczy i to, co dla Schełłinga było naturą 
w Bogu, nazwał mniej wyraziście: mocą nieznaną, 
mocą ciemności i cieniów. Zagadnienia złego poru- 
szyć nie chciał; o fakcie tym wolał nie wspom- 
nieć. - Z tych cieniów, dzięki potędze Słowa, wydo- 
staje się wszystko, co jest we wszechświecie- 
i wszystko wskutek tego jest rozdarte między te:- 
sknotą za Słowem, które świeci jako wzór, a cią- 
żeniem wstecz ku cieniom. W rozdarciu tern stresz- 
czają się dzieje światów i duchów, a skończą się 
powrotem wszystkiego co jest, przez Słowo do 


1) 0, W i 11 m a n n: "Geschichte des Idealismus" (t. II. 
str, 109.
>>>
69 
Boga - i będzie to dniem Ducha, czyli ostatecznem, 
zupełnem, doskonałem objawieniem się Boga, jako 
Ducha Pocieszyciela, który wszystko ogarnie i skupi 
w Bogu i "oprócz Boga nigdzie nic nie będzie i nic 
nie powstanie" - i "czasu już nie będzie". 


IV. 


r 


ŻYCIE W BOGU. 


I 
Jeśli "oprócz Boga nigdzie nic nie będzie", to 
znaczy, że wszystko będzie Bogiem. Mówiąc to Kra- 
siński wpadł w panteizm. Ale któryż z głębiej czu- 
jących i myślących synów plemienia aryjskiego zdoła 
wyzwolić się z panteistycznej skłonności, - a z dru- 
giej strony kto, wszedłszy w sferę rozmyślań nad 
stosunkiem duszy do Boga, zdoła utrzymać się, 
choćby nawet Aryjczykiem nie był, na nieuchwytnej 
linii, odgraniczającej od panteizmu kult Boga, z któ- 
rym jednoczy się dusza w tajemniczych głębiach. 
nadprzyrodzonego życia? Krasiński jednak, jako syn 
Kościoła, panteistą nie chciał być i nie był. Zrobił 
wszystko, do czego zdolną jest myśl ludzka, ażeby 
rozwiązać zadanie pogodzenia teizmu i panteizmu. 
Zastanawiając się w "Traktacie o Trójcy" nad po- 
tęgą zła, nad strasznemi kolejami, przez które ro- 
dowi ludzkiemu przechodzić trzeba, aby "dostą- 
Pić do Ducha", głęboko przejmował się poeta tak
>>>
70 
rozpaczą upadków, jak szczęściem tryumfów. a uczu- 
cie . to dawało mu absolutnie przeciwne panteizmowi 
jasnowidzenie przyszłego zagrobowego bytu - bytu. 
który dla tych co w Bogu zeszli ze świata doczes- 
ności. nie zatraceniem będzie indywidualności, lecz 
jej rozwojem. rośnięciem. 
Bóg nie uczynił nas odrazu skończonemi isto- 
tami. "ale owszem - dowodzi poeta - nieskoń- 
czonymi nas stworzył" tj. przeznaczonymi do po- 
stępowego rozwoju, a przytem wolnymi. więc zmu- 
szonymi zasługiwać się. czyli: "siebie samych do- 
twarzać. by róść ku Niebu". - Drogą do tego jest 
( Chrystus: "Każdy przez Chrystusa nieodzownie 
przejść musi; kto odrazu przezeń nie przejdzie. tj. 
nie uczyni Jego w sobie. nie stanie się. jak on był. 
onem p r a w e m żywem na ziemi - a któż odra- 
zu podoła? - ten musi tego warunku dopełnić 
gdziebądź, i jak bądź - może kilkakrotną śmiercią 
i kilkakrotnym nawrotem do żywota na ziemi-, 
innemi słowy w tym stanie pośmiertnym, który 
Kościół nazywa Czyśćcem. I męki Czyśćca malow- 
niczo i zarazem głęboko przedstawiał Krasiński, 
jako ciągłą i żywą obecność ziemskich niedosko- 
nałości, błędów i upadków. "Musi to być pośredni, 
połowiczny niedopełniony stan..." albowiem "połową 
jesteśmy wówczas siebie samych - duszami od 
ciał odstałem i... " "Wszelka przeto twórczość, wszelki 
czyn albo niepodobny, albo nieskończenie trudny"... 
"chęci tylko tam są. żądania tylko, wspomnienia
>>>
71 
tylko, skruchy, łzy, zgryzoty, wyrzuty, nadzieje, 
błędne przeczucia, wszystko co tylko urodzić się 
może w duszy, ale nie przejść w ciało i w rzeczy- 
wistość..... "Więc są, jakby nie byli. Będąc czują że 
nie są..... "Stan zmarłych jest stanem ciągłego na- 
mysłu, rozważaniem czynu przeszłego, i kartowa- 
niem czynu następnego". - Ten przeto, "pośmiertny 
półżywot.., który poeta w innym ustępie także "cza- 
sem czyśćcowym" nazywa, jest przygotowaniem do 
nowego życia, mającego nastąpić dopiero wtedy, 
gdy umarli nabędą siły do urzeczywistnienia myśli, 
które są owocem ich czyśćcowych rozważań i cier- 
pień, - do przetworzenia ich w odpowiednie kształty 
zmysłowe. 
Są jednak szczęśliwi, którzy za życia przeszli 
przez Chrystusa tj, zrealizowali Go w sobie, oddali 
się Bogu i tern się stali jedno z Bogiem, czyli do- 
stąpili Nieba. I kreśląc ich doskonałą szczęśliwość, 
stawał Krasiński na najwyższej wyżynie Chrześcijań- 
skiego afirmowania nieskończoności osoby naszej, 
tego chrześcijańskiego, teocentrycznego indywidualiz- 
mu, który dając jedyne ujście najwewnętrzniejszym 
tęsknotom ducha, rozwiązuje zagadkę bytu. Z siłą 
głębokiego natchnienia wykazał on, że jedność 
z Bogiem nie jest w pojęciu Chrześcijan ani niewolą, 
jak sądzą materyaliści, ani panteistycznem rozta- 
pianiem i zatracaniem osoby swojej, lecz spotęgo- 
Waniem jaźni, najpotężniejszem, jakie może być, 
czuciem jej bezgranicznej mocy. "Możnaby powie-
>>>
7Z 
dzieć - nauczał - że człowiek w tym stanie kar- 
mi się Bogiem i że przez ten pokarm własna jego 
jaźń silnieje; zatem jeśli silnieje, nie przepada w oso- 
bistości Bożej i z nią się nie zlewa w nierozdzielną 
jedność - martwą i głuchą. Jedność Ducha stwo- 
rzonego z niestworzonym Wszechduchem żywą jest, 
a nie umarłą jednością, ona żywot coraz silniejszy 
nadaje". - Pisząc zaś to, Krasiński pogłębiał to poję- 
cie o szczęśliwości duszy z Bogiem złączonej, kt6- 
remu nadawali wyraz nauczyciele Kościoła. B6g, 
oświeciwszy duszę, według wyrażenia św. Augustyna, 
światłem oblicza swojego, tak ją tern przysposobił 
do zapuszczania się w głębie Majestatu Bożego, 
że opr6cz Boga nic napełnić jej nie jest w stanie I 
Czyli niczem jest wszechświat cały, ponieważ nic . 
w nim duszy nie nasyci, niczem są myśli, pragnie- 
nia, czyny najpotężniejszych umysł6w ludzkich, 
skoro są ku światu zwr6cone, - w por6wnaniu 
z potęgą tego, kogo B6g napełnia, kto "Bogiem 
się karmi". Ale to karmienie się Bogiem przedstawiał 
Augustyn, i przedstawiano powszechnie, jako wie- 
kuistą kontemplacyę Jego doskonałości, mało w to 
wchodząc, że owa kontemplacya to Żywot wieczny, 
i że od pojęcia życia nieodłączne jest pojęcie roz- 
woju. I nie wiem, czy ktokolwiek przed Krasińskim 
tak dobitnie określał życie w Bogu, jako nieskoń- 
czone rośnięcie, nieskończone potężnienie indywi- 
dualności. 
"Im bardziej się z Bogiem łączysz - pisał -
>>>
73 
tern bardziej sam sobą jesteś, bo gdyby inny był 
tego łączenia się skutek, tobyś nie ku życiu szedł, 
ale ku śmierci"... "Im więcej masz z Niego, temeś 
sam bardziej sobą samym, a zarazem i bardziej 
w Nim. Zarazem i dalszyś od przepadnienia na głu- 
cho w Nim i bliższyś jego tern, że jaśniej Go wi- 
dzisz i święciej wolę jego wykonywasz. On zawsze 
jest tym, z którego im więcej się dawa, więcej po- 
zostaje. I ty jemu wiecznie sic: poświęcasz i on 
tobie dawa siebie wiecznie..... "...Między tobą a Nim, 
i Nim a tobą wiecznie krąży przelew udzielającego 
sic: żywota. Ty, że Mu oddajesz wolc: swą, czyli 
osobistość, rośniesz, wzmagasz się, silniejesz na- 
stępnie i ciałem i duszą, On przeto, że tobie od- 
daje z wszechbytu i wszech myśli swej część, tern 
trwa, żyje, coraz wyższy świat stwarza i wyższym 
udziela sie duchom; więc coraz bardziej obcując 
z wyższymi duchy, rosnącej się chwale swojej 
przypatruje" . 
O beata visio - czytamy u Ś. Bernarda - videre 
Deum in se ipso, videre in nobis et nos in eo. 
Tę samą myśl wyrażał Krasiński, gdy w S y n u 
C i e n i ó w szczęśliwość wiekuistą malując, wołał, 
ze "każda dusza na Ciebie (tj. Boga) wyrosła"... 
"bo w każdej jeden Ty jesteś o Panie I - I w każ- 
dej wołasz j a, a oprócz Ciebie - nigdzie nic nie- 
ma... jednak teolodzy widzieli w tern panteizm. 
Zdawałoby się, że teraz, gdy jedność z Bogiem wy- 
tłumaczył poeta, jako wiekuiste obcowanie w któ-
>>>
74 
re.m dusza cqrazgh:biej w. Bogu się pogrążając, 
coraz wiecej od Boga bierze i tern samem rosnąc 
i potężniejąc, coraz bardziej samą sobą się staje - 
że teraz przynajmniej ustaną wszelkie posądzania 
o panteizm. Niestety nie. Do umysł6w scholastycz- 
nych marzenie poety, jak zaraz zobaczymy, nie 
trafiło, 
Rozmyślania o szczęśliwości wiekuistego życia 
w Bogu pochłaniały poetę w owej epoce -. i w li- 
stach wyrażał to nieraz piękniej jeszcze, niż w T r a k- 
t a c i e. "B6g nas opuścić nie może - pisał do 
Delfiny Potockiej - niema bowiem chwili jednej, 
ni miejsca jednego, gdzieby Go nie było. Przy 
rodzeniu się naszem - On, przy śmierci naszej - 
On, przy przemianie naszej - On, zawsze On jest. 
Dziwnie nas wyprowadza ze siebie i nazad wpro- 
wadza w siebie, a my wiemy o tern, my czujemy 
to, - jakżebyśmy przepaść i zaginąć mogli, kiedy 
wiemy o Bogu - w tej wiedzy zastrzęgła ko- 
nieczność nieśmiertelności naszej - nie czujesz że 
tego? nie pojmujesz że, iż wiedzieć o tym, kt6ry 
jest wszystkiem, i wszędzie przytomnym i wiecznym, 
jest żyć Jego życiem, udział mieć w Jego przymio- 
tach - jest być Nim samym pod pewnemi względy?" 
- Że zaś ta wiedza o Bogu, ten udział w Jego 
życiu, to kr610wanie z Nim ma być kresem 
każdej do Boga dążącej istoty, więc i myśl Q 
śmierci, zamiast obawą, napełniała go słodyczą 
nadziei: "Przyjdzie czas - pisał dalej - wierz mi,
>>>
75 
w którym tajemnica _ zgonu stanie przed ludźmi 
otworem, wtedy śmierć wyglądać im będzie na coś 
podobnego do tej kolumnady Śgo Piotra, prowa- 
dzącej rzędem filarów w kościół pełen muzyki 
i światła - wtedy ludzie poważnie i spokojnie ko- 
nać będą - przestrach i niepewność zmysłów już 
im więcej w ostatniej chwili nie będzie odbierać 
Spokoju. Boleść śmierci tern samem zniknie - nie 
już dogorywać i martwieć, ale tylko przemieniać się 
będą, wiedząc że się przemieniają, i jak to się dzieje 
- wtedy każdy z umierających na tym planecie 
Uczuje nie już kwiaty. rosnące nad sobą. ale siebie 
samego rosnącego ku Bogu". 
Krasiński traktatu o Trójcy nie wydał. Utwier- 
dzając się w miarę lat w prawowierności katolic- 
kiej, obawiał się w rozprawie swojej niezgody 
z nauką Kościoła. Wiemy też. że wkrótce po 
śmierci jego 00. Zmartwychwstańcy z O. Seme- 
nenką na czele napisali odezwę do spadkobier- 
ców poety, wzywając ich. aby traktatu o Trójcy nie 
ogłaszali drukiem. albowiem "byłoby to krzywdą 
Uczynioną zacnemu zmarłemu"... "najwyższą nie- 
sprawiedliwością, okrutnem niemiłosierdziem, którego 
nigdy nie dopuści sif;J ręka przyjacielska". 1) Główny 
zaś zarzut który stawiali rozprawie Krasińskiego. 
jako "pismu niechrześcijańskiemu tak w zasadzie 

 
 w konsekwencyach". polegał na tern. że miało 
I) R o c z n i kKo 11 e g i u m p o l s k i e g o w R z y- 
111 i e (1902)0
>>>
76 
ono "prowadzić do panteizmu czyli wszechbóstwa, 
a szczególnie do autoteizmu, czyli własnobóstwa, 
błędu głównego filozofii niemieckiej, od której się 
nie różni (!) tylko powierzchownie, innem wysta- 
wieniem tej samej rzeczy." 
Takie wyszukiwanie panteistycznych konsekwencyi 
w każdym śmielszym wytworze idealizmu religijnego 
stało się wypróbowanym środkiem do zabijania 
wszelkiej żywej myśli w Kościele. Nikt nie przeczy, 
że panteizm czysty, topiący Boga we wszechświecie, 
jest przebranym w szatę poezyi ateizmem, a pante- 
izm XIX wieku, topiący Boga w człowieku, czyli 
ten, któremu najdosadniejszy wyraz dał był Hegel, 
jest czemś gorsze m jeszcze, bo pychą myśli, siebie 
na miejscu Boga stawiającej. Ale z drugiej strony 
i to uznać trzeba, że teizm czysty, absolutnie wyo- 
drębniając Stwórcę od stworzenia, przekształca Boga 
w wielkiego mechanika, którego dziełem jest świat, 
daje Bogu "obraz i podobieństwo człowieka" i - co 
za tern idzie - przedstawia stosunek Boga do czło- 
wieka na wzór stosunku mOnarchy do poddanych 
swoich, tj, na podstawie biurokratycznego formali- 
zmu. Dlatego to usiłowania najwznioślejszych umy- 
słów zeszłego stulecia skierowane były ku pogo- 
dzeniu panteizmu z teizmem, przyświecały im słowa 
św. Pawła, że Bóg jest "wszystkiem we wszystkich". 
Nie bądźmy żandarmami Pana Boga. Treść re- 
ligii jest nieskończoną, więc nie da się zamknąć 
w żadnych formułach, w żadnych dogmatach. Dog-
>>>
77 
maty są tylko symbolami prawdy Botej, kt6ra. jak 
się wyraził myśliciel katolicki nier6wnie większy od 
Semenenki. kardynał Newman, tak przerasta siły 
Umysłu. że "tysiące innych nowych symbol6w nie 
zdołałyby jej wyczerpać ani zgłębić". Uczcijmy przeto 
Szukanie prawdy u tych najszlachetniejszych umy- 
sł6w. kt6re duszę całą w to włożyły - i wierzmy. 
Że wkroczywszy w te kraje tajemnic. kt6re się roz- 
ciągają poza sferą myśli i mowy ludzkiej, ujrzeli 
oni daleki. bardzo daleki odblask Prawdy. 


v. 


ESCHATOLOGIA W "PRZEDŚWICIE". 


W promieniach filozofii Syna Cieni6w i Trak- 
t a t u o T r 6 j c y rozwinęły się następne pomysły 
Krasińskiego. Z biegiem lat jednak. dążąc do zhar- 
l11onizowania swoich panteistycznych upodobań 
z wiarą w Boga osobowego, podkreślał on w my- 
ślach i pismach swoich coraz silniej pierwiastek te- 
iZmu - i tą drogą coraz bardziej zbliżał się do 
Kościoła. Obok tego, a w zgodzie z Cieszkowskim. 
oddawał się on z zapałem stale rosnącym mesya- 
nicznym marzeniom o Polsce. Ale to ostatnie sta- 
rał się on. wierny wspaniałemu uniwersalizmowi 
Umysłu swojego. biorącego nie ziemię tylko. lecz 
Cały wszechświat za widownię działania. rozwinąć
>>>
78 
na tle wielkiej epopei wszechświatowych przeo- 
brażeń. 
Odbiciem tego nastroju w myśli Krasińskiego 
jest Przedświt (1843). 
"Nigdzie nadzieja - pisze Tarnowski - odro- 
dzenia Polski nie wystąpiła w takiej jasności, w ta- 
kiej zupełności i pewności, a przytem w takiej 
względnie trzeźwości i ścisłości, jak w poezyi Kra- 
sińskiego. - a zwłaszcza w P r z e d ś w i c i e. który 
.jest koroną i typem tej poezyi wieszczej. szczytem. 
z którego ona potem zacznie schodzić. kwiatem 
w pełnym rozwoju. po którym ona zacznie więdnąć 
i opadać; jest w niej punktem najwyższym i zwrot- 
nym". Lecz słusznie, dzięki temu. zaliczając Prze d- 
ś w i t do "tych rzadkich dzieł poezyi, które mają 
zapewnioną nieśmiertelność nie tylko w literaturze 
swego narodu, ale i w historyi", Tarnowski nie- 
słusznie upatrzył w nim przewagę myśli nad fan- 
tazyą, dydaktyki nad poezyą. Nie. P r z e d ś w i t 
nie jest poematem dydaktyczno filozoficznym, 
lecz wizyą poety i zarazem myśliciela, wizyą pro- 
mienną, szczęśliwą, porywającą rozmachem swoim. 
Uczucia patryotyczne i religijne, skąpane, ożywione 
i wzmocnione w głębiach filozofii. przekształcającej 
wszechświat w bohaterską epopeę Ducha, zlały się tu 
w cudowną całość, w której początkiem i zakończe- 
niem, tryumfalną pobudką. wznoszącą w coraz wyższe 
kręgi. jest miłość. A miłość ta taką potęgą lotu roz- 
skrzydliła poetę, że czytając natchnione przez nią
>>>
t 


79 
ustępy, zapominamy o wszystkiem, co jest w P r z e d
 
ś w i c i e filozofią, albo wydaje się dydaktyką, i za- 
pytujemy czy utw6r ten nie jest przedewszystkiem 
"poematem miłości, jednym z najpiękniejszych w li- 
teraturze świata. Br. Chlebowski, zastanawiając się 
nad pięknem P r z e d ś w i t u wysunął na pierwszy 
plan pierwiastek erotyczny. Wieszcz zdaniem kry- 
tyka, wprowadził wizyę przeszłości i przyszłości 
Polski, aby w ten spos6b "uświetnić, opromienić, 
unieśmiertelnić swą miłość, swe naj szczęśliwsze 
chwile życia i tę kt6rej te chwile zawdzięczał". 
Miłość przedstawił Krasiński w P r z e d ś w i c i e, 
nie jako upojenie przelotne rozkoszą lecz w wyż- 
szem metafizycznem jej znaczeniu. jako wzlot duszy, 
w kt6rym dusza przebija ziemskie formy uczucia. 
Tej samej miłości, w tym samym niemal czasie 
dawał Lermontow niedościgle silny wyraz, lecz brał 
ją ze strony tragicznej. Nie widząc we wszechświe- 
cie możliwości ukojenia jej tęsknień za rozkoszą 
nieskończoną i szczęściem absolutnem, wcielał się 
on w postać Demona, pokł6conego z Bogiem i z po- 
rządkiem świata. Miłość była mu b61em bez gra- 
nic. - B61em bez granic była ona r6wnież dla Leo- 
pardiego ; wprowadzając go w tajemnice umierania, 
godziła go z myślą o końcu wszechrzeczy - i opie- 
wał poeta jej braterstwo ze śmiercią. W przeciwień- 
stwie do nich Krasiński marzył tak, jak za dni na- 
szych Fogazzaro w swoich cudownych A s c e n s i o n i 
U m a n e o tej 1') wyższej i szlachetniejszej postaci 


I, 


I. 
e 
:j 
LI 


:. 


e 



. 


ą
>>>
80 
miłości, która da świadectwo nowej erze uducho- 
wienia materyi i panowania ducha"; przeczuwał on 
nadświatowe stany upojenia; w tern się metafizycz- 
ność jego objawiała. wzorem był mu Dante. Więc 
miłość jego w P r z e d ś w i c i e jest miłością szczę- 
śliwą, jest życiem i mocą, tą mocą. co zdwaja siły 
ducha i niesie mu wieszcze widzenia. Oddane to 
wszystko w nieśmiertelnem "Czy pamiętasz ?.." "Nie 
obraz to - pieknie określa Tarnowski - nie opis na- 
tury. ale przypomnienie silne jakiejś błogości i pię- 
kności w naturze i w duszy człowieka. tak rzadkie 
przy tern u Krasińskiego uczucie szczęścia. a tak cha- 
rakterystyczne dla niego wrażenie szczęścia przez 
zupełną harmonię pomiędzy człowiekiem, światem 
i Bogiem". Rzeczywistość się przeobraża w końcu 
w sen "ze srebra i kryształu II 


Daj mi teraz marzet, daj. 


Objaśnieniem i usprawiedliwieniem marzenia 
tego jest przedmowa. w której zgodnie z zasadniczą 
myślą Cieszkowskiego, zostaje stwierdzony fakt, że 
historya świata chrześcijańskiego. który jest antyte- 
zą starożytności, doszła do kresu. do punktu zwrot- 
nego. zwiastującego koniec dzisiejszej epoki. Świad- 
czy o tern anarchia w dziedzinach religii i filozofii: 
"wszystkich wieków. co przeszły nad ludzkością, 
marzenia, nadzieje. szlachetne wiary i straszne bluź- 
nierstwa" splecione ze sobą w bezkształtne m pomie- 
szaniu, "wołając do nieba o dzień sądu". proszą się
>>>
81 
O śmierć "by się prędzej przemieniły i nową iskrą 
życia pojednane zmartwychwstały młodemi napo- 
wrót". W dziedzinie zaś polityki anarchiczno nega- 
cyjnym prądom myśli odpowiada systematyczne 
gwałcenie prawa Chrystusowego, czego dowodem 
najbardziej o pomstę wołającym jest zbrodnia roz- 
biorów Polski. 
Nadchodzi więc chwila przesilenia. Z odmętów 
niepewności, bólów i rozpaczań, w których pogrą- 
żył się świat, powstaje tęsknota ogromna, wzywa- 
jąca pomocy "Ojca, który jest w niebiesiech". - 
"A - kiedyż pyta poeta - ta pomoc odmówiona 
była?" - Będzie więc dana i teraz, a dana po to, 
aby spełniony został cel dziejów, którym jest "ludz- 
kość, czyli powszechność zgodna z wolą Bożą, 
znająca i wypełniająca prawo, które Bóg jej nadał". 
Gdzież zaś idea ta miałaby zadrgnąć silniej i błysnąć 
jaśniej, niż w narodowości, "której krzywdą najsrożej 
ludzkość pogwałcona". Więc przez Polskę, umęczoną 
na krzyżu historyi "objawi się w sumieniu Ducha ludz- 
kiego, że sfera polityki musi się przemienić w sferę 
religii..... A zatem niech każdy Polak "pojmie myślą, 
co dotąd czuł sercem tylko, a zrozumie i wierzyć 
będzie, że tylko przez Polskę zdoła się zasłużyć 
na ziemi i zbawić duszę nieśmiertelną, bo tylko 
w Polsce i przez Polskę zacząć się opatrznie może 
nowy okres w dziejach świata". 
W przedmowie tej upatrywano powszechnie ko- 
l11entarz do poematu, w poemacie - obraz przy- 
z. Krasiński, 6
>>>
82 
suej odrodzonej Polski, powołanej do wprowadze- 
nia świata na tory wyższej trzeciej epoki. Nie spo- 
strzeżono, że owa nowa epoka, jak ją wieszcz 
w P r z e d ś w i c i e przedstawił, nie będzie wejściem 
tylko na wyższy szczebel, ale oznaczać będzie zu- 
pełne przeobrażenie ludzkości i ziemi. Dopiero te- 
raz w świetle traktatu o Tr6jcy rozszerza się przed 
nami i pogłębia pomysł "Przedświtu" i w natchnieniu 
Krasińskiego rozpoznajemy wizyę eschatologiczną. 
"Od tego postępu - kończył on przedmowę swoją, 
mając na myśli przyszły przez Polskę urzeczywist- 
niony okres świata - zależy coraz wyższe dopeł- 
nianie się Objawienia Chrystusowego w ludzko- 
ści". A słowa te, nad treścią których nie zastana- 
wiano się dotąd, zawierają jednak klucz do zrozu- 
mienia P r z e d ś w i t u, dowodzą one, że owa trze- 
cia, zapowiedziana i uzasadniona w przedmowie 
epoka będzie nie końcem ostatecznym, lecz tylko 
przejściem do wyższych, doskonalszych stan6w. 
W tern właśnie P r z e d ś w i t wiąże się z S y n e m 
C i e n i 6 w i T rak t a t e m o T r 6 j c y: fantazya 
porwała poetę nie, jak Cieszkowskiego, w sferę po- 
lepszonych stosunków na ziemi, lecz w rzeczywistą. 
epokę Ducha, w której zło ostatecznie przez Syna 
zniszczone zostanie. Widzeniem tego jest Przedświt. 
Miłość wlewając prąd mocy w duszę poety, tą 
mocą i zrodzoną z niej nadzieją, napełnia jego myśl 
o ojczyznie. Więc "zwątpienie nie krwawi mu serca" 
ani "trwoga nie brudzi czoła", wiarą w niebo "kusi 


I 


.........
>>>
I 



3 


on niebo" i wie, że "prawem" Polski jest zmar- 
twychwstanie, które nastąpi "po odbytej grobu pró- 
bie". Ale dlaczego - pyta - upadła Polska? I na 
skrzydłach fantazyi, płonącej wiarą, pędzi on w "kraj 
pamięci", w stepy, gdzie spoczęły szczątki bohate- 
rów rycerzy, co legli w obronie ojczyzny - i po- 
tężnem zaklęciem myśli, treścią swoją całą związa- 
nej z przeszłością, wskrzeszeni, powstają oni z gro- 
bów, a słowa hetmana, który wcieleniem był oj- 
czyzny w jej najcięższej chwili, utwierdzają go w szczę- 
śliwej świadomości, że myśl Boża spoczywała nad 
Polską od świtu jej życia, że w przeczuciu "tej Pol- 
ski, która będzie" mając się za "gości innych wie- 
ków", szli przodkowie "przez rozwartych dziejów 
Pole" w dal przyszłych przeznaczeń, że 
Przez ojców waszych tycie 
Mimo wiedzy wy musicie 
Ku królestwu iść Bożemu, 
że ci ojcowie z za grobu bronią ducha Polski, że 
..nim ten jeszcze wiek przeminie - wejdzie ludów 
lUd jedyny... 
Ulotniło się widzenie. Z sercem ożywczą nadzieją 
przepełnionem wraca poeta z "kraju pamięci" nad 
włoskiego jeziora brzeg, aby z Beatrycze swoją snuć 
SWój sen o Polsce. I tu szczęśliwa, w nowej nadziei 
skąpana radość obdarza go nowem widzeniem, a real- 
niejszem, gdyż miejscem jego są nie stepy dalekie, 
lecz otaczające skały i wody. - Ta zaś druga wizya 
Wiąże się z owem głębokiem przeświadczeniem o ści- 


6* 


......
>>>
84 
słej łączności naszego świata z tamtym, którego 
wyrazem był T rak t a t. T a m t e n zaś świat - 
to dwie społeczności, dwa kościoły: cierpiący w Czy- 
śćcu i tryumfujący w Niebie. Ale niebo nie jest w my- 
śli poety miejscem wiekuistego odpoczywania, lecz 
wiekuistego żywota. Krasiński nie dopuszczał bier- 
nego radowania się z dokonanego celuo "Żywot 
wieczny - pisał on w rozprawie o Trójcy - rzą- 
dzon jest prawem postępu", tern się różniąc od ży- 
cia na ziemi, że w nim "nieskończenie łatwo i szybko" 
duch wznosi się do coraz wyższych stanów, nie zna 
rozdwojeń i walk wewnętrznych, "ale wciąż myśląc 
wyższe dobro i piękno, natychmiast je wykonywa 
czynem. Na ziemi przemiana każda - pasowaniem 
się i bólem, tam zaś - łączeniem się namiętnem 
i najwyższą rozkoszą; tu róść tyle znaczy, co ko- 
nać; często tyle, co umrzeć. Tam zawsze znaczy 
tyle, co wniebowstępować". - Życie zaś i stan tej 
wniebowstąpionej ludzkości pojął on w świetle dog- 
matu o Świętych Obcowaniu, czyli o związku Koś- 
cioła tryumfującego z tymi, co na ziemi zostali, 
i o dopomaganiu im w urzeczywistnianiu wyższych 
celów bytu. Więc w widzeniu tern stają przed nim 
nie pogrążone w kontemplacyi, lecz pracujące 
i czynne duchy przodków, czynem przyspieszające 
przyjście chwili, kiedy "na świecie - wzrosną ży- 
cia kształty trzecie". 
Jut ich tknęło światło Bote 


. . . . . . . . . . . 


-....ł..
>>>
85 


Przebóstwieni, rozzłoceni, 
Przesuwają sit: w przestrzeni, 
Jakby znowu szJj do boju, 


A prowadzi ich królowa Nieba. I z nią zstępują do 
otchłani, by "poraz drugi zdeptać węża". Czyli tre- 
ścią ich nadziemskiego bytu w nowych kształtach, 
które przyoblekli, jest współdziałanie z twórczem 
Słowem Bożem. strącającem zło w przepaść nie- 
bytu - a od stopniowych tego trudu tryumfów za- 
leżą losy ziemi w stopniowych przeobrażeniach jej 
w niebo skierowanego postępu. - Przebiegu walki 
poeta nie widzi. wie tylko. że "poszli ze światłem 
i nadzieją" - i pełniejsze go jeszcze. niż przedtem, 
ogarnia szczęście: 


Noc minęła - lecz z jej cieni 
Wiara w piersiach sit: zostałao 
Ni tej wiary los jut zmieni, 
Naszą, naszą przyszłość cała. 


Wizya druga. pogrążywszy wieszcza w zachwy- 
cenie. nową mocą zbroi wzrok jego ducha i daje 
mu możność nowej wizyi - Żywota wiecznego 
W Duchu Świętym - wobec której nikłym tylko 
drobiazgiem mogłoby być marzenie o mesyanicznej 
Polsce. Znika przed nim wszystko. co ludzkie. 
"prysła ziemskich chwil zawiłość". myśl pedzi go 
Wraz z ukochaną Beatrycze w nieznaną dal, a tam. 
"z dusz sie naszych wzbił duch trzeci - wyższy od 
nas, niepojęty", - i w objeciu Ducha stają oni
>>>
86 
w nadzmysłowym świecie, w tym kt6ry będzie, dla 
kt6rego niema wyrazu w mowie ludzkiej: 
Ja nie wiem, nie powt6rzf: - 
Ni na dole, ani na górze, 
Ni na wodach, ani w chmurze - 
Lecz w bezdennej gdzieś topieli, 
Gdzieś w odwiecznych świateł fali, 
W pr6żni - kędy sic: przed nami 
Niewidzialne wskr6ś rozdarło, 
Jak ocean się rozwarło 
Ponad czasu przepaściami... 


tam więc, "ponad czasu przepaściami", tj. w bycie 
jakimś, w kt6ry Cieszkowski nie sięgał, a do kt6- 
rego wstępem tylko ma być kr61estwo Boże na 
ziemi, jako przygotować mające, "wszystkim ludziom 
dzień najwyższego ich rozwoju", po kt6rym dopiero 
przyjdzie "następny dzień żywota wiecznego"- 
tam widzi wieszcz wszechświat cały, a w nim, jeden 
życia dźwięk rozlany. Jest to: 
Pieśń wszechgrzmil\ca - wszechjedyna 
Niebieskiego świata - Syna 
O niebieskim Bogu - Ojcu - 
czyli rzeczywistość wydaje mu się tern, czem ją już 
w zgodzie z Schellingiem, w S y n u C i e n i 6 w kre- 
ślił, tj. epopeą walki ze złem, w kt6rej mocą Słowa 
wiekuistego złe strącone zostaje - i przez Słowo 
Syn Cieni6w wchodzi w dzień Ducha Św. - w raj 
absolutnej jedności z Bogiem. 
W tej zaś walce ze złem, w tym pochodzie ku
>>>
87 
Bogu narody wszystkie prowadzi Polska, której imię 
"ludzkość cała", gdyż w niej życiem pełnem zakwit- 
nęła myśl, którą Bóg w rodzaj ludzki tchnął. 
I tu zachwyt wieszcza dosięga swego szczytu: 
W tej godzinie 
O pami«:taj, żeśmy byli 
Na najwytszej dusz wyżynie 
Tam skąd 1ródło życia płynie, 
On wie, że okiem chwytał "to, co jeszcze bez 
imienia", i że pierwiastki tego świata wydobywał 
z "więzów przedstworzenia", dając mu to, co Bóg 
tylko daje - "kształt i ciało". 
I z tych zachwytów najwyższych, jakie człowie- 
kowi są dostępne, wraca poeta na ziemię szczęśli- 
wy, bo pokrzepiony pewnością, że przyjdzie, że oto 
już idzie "nowych ludzi plemię - jakich jeszcze 
nie widziano" - i że w narodzie polskim, przez 
cierpienia bez miary na rycerza sprawy Bożej pa- 
sowanym, zapromienieją oni blaskiem cnoty i mocy- 
i przez nich, przez Polskę, królestwo Boże urzeczy- 
wistniać się pocznie. 
Wiekuisty Ojcze Boże, 
Błogosławim Ci w pokorze. 
Gdy wiek wieków sil: przemienia, 
Przed Twym tronem nasze Duchy 
Zapadają w przepaś
 skruchy, 
W śmier
 przed Tobą - z uwielbienia, 
I tu wieszcz mógłby już skończyć. Lecz rozszczę- 
śliwiony przebytą ekstazą, zawraca on znowu ku
>>>
88 
wizyi trzeciej, . jeszcze raz Je] szczęsclem się upoi 
i utrwali w sobie tę pewność, dającą moc życia, że 
urzeczywistnionym zostanie cel wiek6w, cel świat6w, 
że światło Słowa przebije i rozproszy ciemności 
szatańskich pierwiast6w i strącone będą w niebyt. 
Alleluja I dniom boleści 
Wnet skrzydłami zaszeleści 
Anioł zwiastun dobrej wieści. 


VI. 


ESCHATOLOGIA W "PSALMACH". 


Jedność człowieka z Bogiem pojmował Krasiń- 
ski, jak widzieliśmy wcale nie panteistycznie, tj. nie 
jako zatracenie indywidualności naszej w Bogu, ale 
jako stosunek wzajemnej miłości, w kt6rym B6g 
przypatruje się "rosnącej chwale swojej", rosnącej 
przez nas. B6g to wszechżycie, życia zaś wyrazem 
i prawem - czyn, B6g Więc jest "wszech czyn em "- 
i my w doskonałości swojej, czyli wypełniając prawo 
Boże "stajemy się Boga żywym wszechczynem" . 
A zatem "im piękniejecie bardziej, tern bardziej wszech- 
czyn waszego Ducha (tj. życie Boże) pięknieje i tern 
bardziej przez Was dzieło Jego b6stwa nabiera, więc 
tembardziej On siebie w was poznaje i może ko- 
chać was więcej". 
Myśl o takiem właśnie zjednoczeniu z Bogiem,
>>>
I 


89 
które staje się najwyższem spotęgowaniem twór- 
czości człowieka, tak zapanowała nad duszą poety, 
że zasłoniła przed nim trzecią syntetyczną epokę 
historyi, która pochłaniała uwagę Cieszkowskiego 
i wskutek tego w P r z e d ś w i c i e wpadł Krasiński 
w sprzeczność z tern, co pisał w przedmowie do 
poematu, zamiast bowiem kreślić przyszłe czasy 
Uchrześcijanionych przez Polskę politycznych sto- 
sunków świata, mijał on te czasy, a pędził poza 
kres historyi, w sferę żywota wiecznego, który "za- 
cznie się przy ciał zmartwychwstaniu, w dniu, w któ- 
rym dokonają się losy człowieczeństwa". Marzenie 
zaś o mesyanicznem posłannictwie Polski, zupełnie 
zrozumiałe na tle przyszłości historycznej rodu ludz- 
kiego, nie dawało się przenieść w ów "Dzień osta- 
tni", w którym Bóg będzie "wszystkiem we wszyst- 
kich". Więc to, że w owym przyszłym świecie na- 
ród Polski miał także kroczyć na czele narodów:- 
"i wciąż Polska moja - przodem. - w nieskoń- 
CZoność - z ludzkim rodem - tam leciała" - 
bYło rozdźwiękiem w myśli Krasińskiego. Kłóciły_ 
się ze sobą dwa marzenia: mesyaniczne i eschato- 
logiczne - i powstawało stąd pytanić,-" czy dadzą 
się one w jakikolwiekbądź sposób pogodzić. Nale- 
żało przeto głębiej jeszcze, o ile to możliwe, zaj- 
rZeć w istotę stosunku Boga do człowieka - i na 
tej podstawie znaczenie pierwiastku narodowościo- 
Wego w ekonomii świata wyjaśnić. 
Poetyckim wyrazem tej myśli, która z P r z e d ś w i t u
>>>
90 
płynąc. pochłonęła myśl poety, jest jego P s a l m 
w i ary. Jeżeli moiliwem jest powiązanie afirmacyi 
Boga żywego osobowego z tern jeśli nie ogólno 
Judzkiem, to ogólno aryjskiem uczuciem. że poza 
Bogiem nic niema. to możliwości tej uczynił Kra- 
siński w P s a l m i e w i a r y bardziej zadość. niż ja- 
kikolwiek inny poeta. Wiara w nieśmiertelność zes- 
poliła się tu z przeświadczeniem. że istota tego 
nieśmiertelnego życia tak w cielesnej. ziemskiej po- 
staci. jak we wszystkich innych streszcza się w mi- 
łości bez granic: 


Żl\dza bez miary, co chwila rosnl\ca, 
Miłość bez granic - to tycie bez końca. 


Miłość ta sposobi do coraz wyższych lotów- 
i każdy lotu tego szczebel powinien byłby zbliżać 
do Boga. Ale myśl o panteistycznem jakiemś roz- 
Janiu się w Bogu zostaje stanowczo wykluczoną. 
Pojenie i karmienie się Bogiem utożsamił poeta 
z pojęciem rozszerzenia się i wzmacniania jaźni; 
..podobieństwo do Boga - czytamy w traktacie 
o Trójcy - zależy na tern. by przedziwnie rozumieć 
i czuć swoją osobistość. zatem różnicę jej od Jego 
osobistości". skąd wniosek. że ..bliskość do Boga 
w tern jest. że przedziwnie rozumiemy i czujemy 
dalekość swoją od Niego". To samo a silnie wy- 
raził teraz w P s a l m i e; w miarę naszych postę- 
pów w źyciu Bożem. Bóg rośnie przed nami i staje 
się coraz bardziej nieogarnięty i nie dościgniony:
>>>
91 
"Choć coraz bliższy, On r6wnie daleki". Choć 
mieszka on w tym świecie, jako jego myśl i byt, 
choć wszystko, co jest, z Niego jest, choć "rozlał 
się po wszej ziemi, jednak został na niebie"- 
i stamtąd, jako wiekuisty a nie dający się osiągnąć 
a b s o I u t n i e cel człowieka, wiekuiście go ku 
sobie pociąga i siebie "jemu dawa" - On, kt6ry 
"jest wszystkie m i wszystko obleka". 
Jest to myśl wzięta z traktatu o T r 6 j c y, 
w kt6rym B6g jest wszystkiem, bo wszystko z niego, 
ale dla tego właśnie, że wszystko z niego, jest On 
ponad wszystkiem, i jako taki wiecznie daleki. Ale 
w tę dal człowiek odważnie sięga, on z Boga jest 
i myśl Bożą ma na sobie wyrytą, a myśl tę reali- 
zując, on wesp6ł z Bogiem pracuje, uczestniczy 
w Jego dziele, dopomaga Mu niejako do objawie- 
nia się, "przędzie mu - według przepysznego okreś- 
lenia poety - widomości szaty". 


I jako On nas stworzył, tak my tworzyć dalej, (musimy) 
I z wewnątrz nas samych wyprowadzać światy, 
By prząść Mu, jak nam uprządł, widomości szaty. / 
To samo także wyraził już był poeta w jednym 
z wywod6w traktatu: "Kiedyś - czytamy tam - 
my inne światy, światy dobra i piękna stwarzać bę- 
dziemy, i to będzie naszym najwyższym stosunkiem 
do Boga. Jak On nas stworzył z niczego, to jest 
wylał z siebie, tak my zn6w, doszli do pewnego 
stopnia duchowości żywej, wylewać jego p r a w o 


.........
>>>
92 
, 


będziemy z siebie i niem urządzać i stroić zewnętrzną 
naturę, na nowe lutnie, że się tak wyrażę, naciągać 
dawne życia struny"... Wszystkie światy wszech- 
świata będą wtedy, jakby "naszemi czynami, s z a- 
t a m i B o.g a t k a n e m i p r z e z n a s, a im lepiej 
. i głębiej go poznamy przez ten czyn i twórczość 
tę naszą, tern On jeszcze się nam bardziej odkryje 
pięknym, mądrym, nieskończonym zatem jeszcze 
dalszym"... "jeszcze bardziej niedosiągniętym". 
Otóż drogą, - i tu dochodzimy do głównej 
myśli poety - drogą i szkołą, w której człowiek 
uczy się urzeczywistniać to, co jego przeznaczeniem 
jest - owo wyprowadzanie z siebie światów, które 
stają się jakby szatą Boga, jakby wzbogaceniem 
Jego, gdyż Bóg, dając siebie człowiekowi, "odzy- 
skuje niejako w tern, że tyś mu piękniejszem i szla- 
chetniejszem wyrósł stworzeniem, że w tobie świat 
Jego wypiękniał", - tą drogą i szkołą jest naro- 
dowość, praca w niej i nad nią. Wprawdzie "naro- 
dowość - czytamy w następnej części Traktatu 1) - 
trwa tylko do ostatnich dni planety, gdyż jest 
tylko nutą, potrzebną do złożenia harmonijnego 
akordu ludzkości, jak ludzkość cała - przysposo- 
bieniem duchów pojedynczych do żywota wiecz- 
nego", ale za nim to się stanie, "na niwach historyi 
rodu ludzkiego" każdy naród osobną myśl Boga 
wyraża - i tę myśl w czyn wcielając, czło- 


I) P i s m a. Wyd. Akad. Um.; t. VII,
>>>
93 
Wiek staje na najwyższej jemu dostc;pnej wyżynie. 
Narodowość, w oczach Krasińskiego, to ogniwo 
Wiążące Boga ze światem: "A do dnia tego (tj. 
Ducha Św.) wiodące tu wschody - to w łasce 
twojej poczc;te narody": 


GarSć im powołań sypnąłeS z wysoka, 
W katdym z nich żyje mySI jakaS głęboka, 
Co piersi twoich zesłanem jest tchnieniem 
I narodowi odtąd - przeznaczeniem, 


Wśród narodów zaś są wybrane przed innemi. 
Takim jest naród Polski. Dlaczego poeta nie wy- 
jaśniał; poprzestawał na zaznaczeniu, że "kto czą- 
stką jego, - niech wie siC; twej woli cząstką na 
niebie". A tej woli celem - "przemieniona ludzkość", 
która "jak Chrystus w światła wzbije się okrc;gi, 
a z czoła jej grzech wszelki się zetrze". 
I tu się zatrzymał wieszcz w słusznem poczuciu, 
że w owej przemienionej, przebóstwionej ludzkości 
W dniu, który "się zacznie przy ciał zmartwych- 
Wstaniu", nie będzie już miejsca dla narodowych 
rozgraniczeń. Czyli cofnął się tu Krasiński ze sta- 
nowiska P r z e d ś w i t u, jakby uznając niemożli- 
wość przeniesienia swoich mesyaniczno-patryotycz- 
nych nadziei poza kres historyi, w sferę rzeczy 
Ostatecznych; wystarczyło mu, że dał wyraz opatrz- 
nościowemu znaczeniu Polski w wielkie m dziele 
przygotowania narodów do przyjęcia Ducha - Po- 
cieszyciela. I myśl ta przepełniła go radością, którą
>>>
94 
wylał w P s a l m i e n a d z i e i, skreślonym jakby 
jednym rzutem pióra, w przystępie wielkiego a szczę- 
śliwego natchnienia. W tym najpiękniejszym z jego 
psalmów cześć dla Polski, której grób jest kołyską 
nowej zorzy, albowiem "choć krwawa i zemdlona,- 
wzrok utopion trzyma w niebie" - "a kto patrzy 
w Ducha strony - ten, o Duchu, ujrzy Ciebie \" - 
cześć ta złączyła się z tryumfującą pewnością, że 
pędem szybkim posuwa się ludzkość "w ostateczne 
zmartwychwstanie" . 


Z wiosny w wiosnę - wciąż ku wiośnie - 
Kwiat niebieski - duch nasz rośnie, 
Wszyscy rośniem wciąż ku Tobie. 


Więc "żegnaj - zwracał się Krasiński do dzi- 
siejszego świata, do tej starej ziemi, wijącej się 
w uściskach grzechu i bólu - żegnaj, nadchodzi 
chwila wyzwolenia". 


Wszędzie święte za świętemi 
Nowe błyszczy Hieruzalem 
Na padole starej ziemi, 


VII. 


K U L T H E R O I Z M U. 


P s a l m n a d z i e i zamyka te marzenia i widze- 
nia Krasińskiego, w których myśl o Polsce, rzucona
>>>
95 
na nieskończonem tle myśli o Bogu i o celu stwo- 
rzenia, rozwiewała się w tym ogromie, poniekąd 
tracąc wyrazistość swoją. 
Odtąd schodzi on do rzeczywistości i wzrOk 
swój skierowawszy ku tej przyszłej epoce, w której 
sfera polityki przez Polskę w sferę religii prze- 
kształconą będzie, zbliża się do Cieszkowskiego, 
ale owiany tchnieniem uprzednich, wielkich eschatolo- 
gicznych marzeń, dostrzega nader wyraźnie granicę 
między ową trzecią epoką, która ma być tylko przy- 
gotowaniem, a Dniem Ducha Świętego i Żywota 
wiecznego w Duchu, który będzie końcem czasów, / 
- wie, że "po fazach historycznych nastąpią inne 
Wyższe i dalsze" l) - i tern się wyróżniał od Ciesz- 
kowskiego. 
Marzenia P r z e d ś w i t u utwierdziły poetę w świa- 
domości ogromu trudów i prac przygotowanych, 
Spadających na Polskę w wielkiem dziele odro- 
dzenia świata. Świadomości tej wypływem były trzy 
następne Psalmy M i łoś ci, Ż a I u i D o b rej woli, 
streszczające się w błaganiu: "Daj nam, o Panie, 
świętemi czynami samych wskrzesić siebie l" 
Modlitwa ta rzuca światło na nową stronę 
W myśli Krasińskiegoo Niejednokrotnie wskazywano 
iuż na sprzeczność w umyśle poety między mesya- 
niczną historyozofią jego a posuwającą się aż do_ 
P
ssymizmu trzeźwością w sądach o społeczeństwie 


l) Z, Kra s i fi s k i i A r y S c h e f f e r Por. str. 71-72.
>>>
96 
polskiem. Jakże jedno z drugiem pogodzić i wytłu- 
maczyć? Jedynem rozwiązaniem mogło tu być zło- 
żenie nadziei wszystkich w jednostkach wyższych, 
wybranych, w tern zapowiedzianem w P r z e d ś w i- 
c i e "nowem ludzi plemieniu, jakich jeszcze niewi- 
dziano" ; oni jedni czynami swojemi wskrzeszą Pol- 
skę - i w rzeczy samej ku nim myśl swoją kiero- 
wał Krasiński, 
Myśl ta żywą już w nim była od lat młodych. 
Pojęcie o moralnych powinnościach tych, co prze- 
wodniczą tłumom myślą czy też czynem, miał na- 
der wysokie, "Biada - wołał on w N i e b o s k i ej 
K o m e d y i - temu przez kogo strumień piękności 
płynie, a sam pięknością nie jest". I myślą tą ogar- 
nięty przedstawiał on w Nieboskiej Komedyi 
zboczenia indywidualizmu, gdy kultem samego sie- 
bie się staje, a potem w I r y d i o n i e, w przeci- 
wieństwie do Henryka i Pankracego w N i e b o s- 
k i e j, stwarzał on bohatera ofiary, wcielającego tę 
wyższą formę indywidualizmu, w której znaczenie 
i wartość osoby mierzymy jej zdolnością do wy- 
rzekania się siebie dla ogółu. Ale Irydion nie wzniósł 
się był jeszcze na szczyt indywidualizmu, gdyż sie- 
bie składał w ofierze nie Bogu, nie Prawdzie abso- 
lutnej, lecz Grecyi, którą ukochał nadewszystko, 
czyli czemuś, co przemija, co jest względne a nie 
absolutne. Ojczyzny nie umiał on poddać idei Boga 
- i dla tego posłan był w epilogu do Polski, do 
"ziemi mogił i krzyżów", aby tam zmazać błąd prze-
>>>
97 
szłości, tj. nową ojczyznę. w Bogu ukochawszy, 
Bogu ją poświęcić i z Bogiem ku prawdzie Bożej 
ją poprowadzić. 
Rozwinięciem tej myśli są te wszystkie p6źniej- 
sze utwory, w kt6rych Krasiński, zamykając się 
w obrębie rzeczywistości zmysłowej, nie nad żywo- 
tem wiecznym lecz nad ziemskiemi losami ojczyzny 
rozmyślał. Wyraźniej jednak niż w Psalmach M i- 
ł o ś ci. Ż a I u i d o b rej w o I i, niż w D n i u 
d z i s i e j s z y m wystąpiła myśl ta we fragmentach 
noszących tytuł N i e d o koń c z o n y p o e m a t. 
Pozbawione wartości artystycznej. rażące niena- 
turalnym. wymęczonym stylem, przyczyniają się je- 
dnak znacznie do wyjaśnienia zasadniczej myśli Kra- 
sińskiego. Szczeg61nie ważnym jest VI i ostatni fra- 
gment, w kt6rym poeta, zwiastując przyjście trzeciej 
epoki. zaznacza zgodnie z T rak t a t e m o T r 6 j c Y 
z P rz e d ś w i t e m i P s a I m a m i W i a r y i N a- 
d z i e i. że epoka ta, kt6rą znamionować ma urze- 
czywistnienie idei ludzkości w harmonii narod6w, 
będzie przygotowaniem tylko. a nie kresem. Narody 
bowiem muszą dać wyraz ideom w nich złożonym. 
zanim każdy osobnik osiągnie w zaświatach sw6j 
Wiekuisty. "bo człowieczeństwo czemże jeśli nie 
szkołą - pr6bą aniołów". - Drogą do tej epoki 
trzeciej jest oczywiście czyn. "Ale gdzież czyn ten. 
czy widziałeś go? - pyta prezes młodzieńca.- 
"Nie". - "Spójrz w siebie, on tam jest". - "Jakto 
Ojcze?" - "W twojej jak w każdej postaci..... al- 


Zo Krasiński. 


7
>>>
98 
bowiem "choć Duch obiecan już przewiewa ponad 
ziemskim padołem, - jeśli go sami nie wysłużym, 
nie wypragniem, nie wyczyni m ; jeśli siebie samych 
nie przeołtarzym Jemu, On nie zaświeci nam - i nie- 
pocieszeni zostaniemy". 
Czyli przyjście królestwa Bożego - chciał przez 
to powiedzieć poeta-myśliciel - zależy od nas sa- 
mych. Twórczość Krasińskiego jest więc w wyniku 
swoim wezwaniem do rozbudzenia wszystkich zaso- 
bów ducha, do skierowania ich ku urzeczywistnie- 
niu myśli Bożej, do h e r o i z m u. A heroizm po- 
lega na osiągnięciu najwyższej dostępnej człowie- 
kowi mocy, miarą zaś mocy jest oddanie się Bogu 
tj. podniesienie do najwyższej potęgi tego, co jest w nas 
obrazem i podobieństwem Bożem, naszem prawdzi- 
wem J a. Bohaterem więc, czyli rzeczywistym nad- 
człowiekiem, nie zaś tą straszną jego antytezą, którą 
stworzył Nietsche, jest ten, kto nie w siebie patrzy 
i nie przez siebie na świat, ale "rośnie ku Bogu" 
wszystkiemi siłami jestestwa i wielkość swoją widzi 
w przepełnieniu siebie nieskończonością Boga, - 
ten, dla którego "domem", ojczyzną jest nieskoń- 
czoność,.- kto w nieskończoności, tj. w Bogu uko- 
chał wszystko, co kochania godne, i czynom swoim 
nadał nieskończoności znamię, czyli jedności z ży- 
ciem i miłością Bożą płynącą w duszę każdego, kto 
ponad rzeczy zmienne wznieść się zdoła. 
Heroizmu tego kult, zawarty w III cz. Dziadów 
Mickiewicza, jest ostatniem słowem twórczości Kra-
>>>
99 
sińskiego i zarazem esencyą myśli polskiej. Jest 
ideą polską, tern co Polska z siebie dała światu, 
narodowem objawieniem Polskiem, jak wyrażał się 
St. Szczepanowski. W objawieniu tern nie było nic 
teoretycznie nowego, było natomiast głębokie od- 
czucie prawdy chrześcijaństwa, skojarzone z ogni- 
stem pragnieniem chrześcijańskiego heroizmu w czy- 
nie, odważnie pnącego się ku tym wyżynom ducha, 
na których rozkwita to, co w jaźni człowieka jest jej 
absolutnym, niezniszczalnym, boskim pierwiastkiem, 
zarodem nowego wyższego bytu. Nikłym atomem 
jest człowiek bez Boga, gdy w nim myśli o Bogu 
niema, ale olbrzymem się staje, gdy moc swoją od 
Boga czerpie, a Bóg "przypatruje się w nim rosną- 
cej chwale swojej". 


7.
>>>

>>>
F 
MICKIEWICZ i TO WIAN SKI.
>>>

>>>
I. 


WYKŁADY W COLLEGE DE FRANCE. 


Dość jut długo, dość Ju! długo. 
Brzmiał na strunach wieszcz6w !al 
Czas uderzyć w strunę drugą 
W czyn6w stal. 


Ale "czynów stal" w najwyższej swojej postaci, 
objawiającej się rozkwitem pierwiastku boskości 
w duszy człowieka, dostępną jest tylko wybrańcom. 
Rozumiał to Krasiński i jako poeta-myśliciel, stawał 
się tłumaczem i krzewicielem ognia, który płonął 
w wielkiej duszy Mickiewicza, gdy ten, rzucając bun- 
towniczą, duchem egoteizmu przepełnioną indywi- 
dualność Konrada pod stopy Ks. Piotra i nicestwiąc 
ją potęgą modlitwy cichego zakonnika, zapalał się 
tęsknotą do bohaterów-nadludzi, którzy wybuchowe 
porywy woli żądnej czynu przekształcą w materyał 
do dokonywania dzieł poczynionych w natchnieniu 
rnistyczną mocą wiary i miłości. Nie poprzestając 
jednak na tern, Mickiewicz jakby w poczuciu, że 
nawet wzięte razem, wszystkie usiłowania bohaterów
>>>
104 
ducha nie byłyby jeszcze dostateczne do skrusze- 
nia siły złego, wygłaszał w tejże części D z i a d 6 w 
proroctwo o mężu-pocieszycielu, kt6ry "nad ludy 
I nad kr61e podniesiony..... "na sławie zbuduje 
ogromy swego Kościoła..... on "namiestnik wolno- 
ści na ziemi widomy". Proroctwu swojemu Mickie- 
wicz pozostał wierny i ujrzał jego urzeczywistnienie. 
Religia heroizmu, tęsknota za bohaterami czynu co- 
raz wyrażniej w duszy wieszcza krystalizowała się 
w wyczekiwaniu jednego wybrańca, kt6ry wygłosi 
nowe słowo i wprowadzi świat na nowe tory - 
i w chwili gdy Krasiński rozsnuwał na tle wielkiej 
wizyi eschatologicznej myśli swoje o posłannictwie 
narodu Polskiego, Mickiewicz zwiastował narodowi 
i światu, że posłannictwo to już spełnione zostało 
w osobie wybrańca Bożego Andrzeja Towiańskiego- 
i wiarę swoją postanowił uzasadnić w wykładach 
literatury słowiańskiej w College de France (w dru- 
giej ich seryi), przekształcając katedrę naukową w ka- 
zalnicę do głoszenia dobrej nowiny. 
Aby przygotować słuchaczy do objawienia, kt6re 
Polska w nauce Towiańskiego niosła światu, Mickie- 
wicz zaczął od obrazu filozofii niemieckiej, na przy- 
kładzie kt6rej łatwo, zdaniem jego, dawała się wy- 
kazać konieczność nowego zwrotu w kierunku udu- 
chownienia ludzkości. "Myśl niemiecka - twierdził 
on - wsiąkła całkiem w filozofię, nie masz jej ni- 
gdzie indziej" - i dla tego to w filozofii, jako do- 
skonałym wyrazie najpotężniejszych usiłowań myśli,
>>>
105 
obnażała się bezsilność myśli samej w jej locie ku 
prawdzie. Na innej przeto drodze' należy szukać 
prawdy. 
Za podstawę do wykładów brał Mickiewicz dzieło 
niemca Micheleta. Sam bezpośredniej znajomości 
filozofii niemieckiej nie posiadał - i tern się tłu- 
maczy niezupełne, nieraz nawet wadliwe streszcza- 
nie rozmaitych jej systemów. To jednak trafnie umiał 
dostrzedz, że ostatniem słowem w ich rozwoju, który 
ukoronowanie swoje w nauce Hegla znajdował, było 
ubóstwienie myślio "Bóg - streszczał poeta Hegla- 
jako Stwórca rozlany w całym świecie widomym, 
objawia się, jako Duch, w myśli ludzkiej", a zatem 
"nic większego, nic świętszego, nic bardziej boskiego 
nad myśl", co znaczy, że "duch ludzki jest jedynym 
Bogiem". Dalszych kroków w tym kierunku Mickie- 
Wicz nie przypuszczał; Feuerbacha nie znał, tern 
bardziej Stirnera i Nietzschego przeczuć nie mógł. 
Ubóstwienie przeto idei absolutnej, uświadamiającej 
się w myśli ludzkiej, wydało mu się kresem, od któ- 
rego zacząć się musiał zwrot w stronę religii praw- 
dZiwego Boga. 
Takie zająwszy stanowisko wobec panującej filo- 
zofii niemieckiej, Mickiewicz podniósł z porządku 
rzeczy znaczenie jej przeciwników: Herdera, Jako- 
biego, Schleiermachera, Fr. Schlegla. Słusznie też 
do ich grona zaliczył Schellin
a w drugiej epoce 
jego działalności, lecz, znając go widocznie tylko 
le słyszenia, wychwalał on w nim nie jego usiło-
>>>
106 
wanie wybrnił:cia z panteizmu. nie jego obronł: idei 
Boga osobowego. ale to. że na przek6r racyona- 
listycznemu kierunkowi Kanta i Hegla dawał on 
pierwszeństwo intuicyi bezpośredniej (intellektuelle 
Anschauung). W tern podkreśleniu pierwiastku in- 
tuicyi upatrywał Mickiewicz zgodność z tern. co mu 
od początku tw6rczości było hasłem przewodniem : - 
"miej serce i patrzaj w serce". Oczywiście jednak 
tylko w sercu czyste m m6gł się odbić obraz Boga. 
A zatem. ażeby stworzyć podstawę dla intuicyi, wio- 
dącej w głąb bytu, należało podnieść życie we- 
wnętrzne na wyższy poziom. należało - jak wyrażał 
się Mickiewicz - wyrobić w sobie dobrą wolę, 
Otóż przejęcie się tą ideą. zrozumienie i uzasad- 
nienie ścisłego związku między doskonaleniem się 
moralnem a zdolnością poznawania prawdy poczy- 
tywał Mickiewicz za szczególną zasługę myśli Pol- 
skiej; na tern polegało jej powszechno ludzkie zna- 
czenie; wykazać to przed Europą uważał za po- 
winność swoją - i wykłady swoje o filozofii nie- 
mieckiej określał jako wstęp do należytego zgłębienia 
filozofii. "która się wydaje w życiu narodów sło- 
wiańskich" . 
Rozwój myśli filozoficznej niemieckiej kończył 
się. według Mickiewicza. na północy Niemiec pol- 
skiem nazwiskiem Cieszkowskiego. który kształcił 
się w Berlinie i tam w r. 1838 wydał swoje Prole- 
gomena zur Historiosophie. stanowiące właśnie 
początek upragnionego zwrotu od panteizmu ku 


j
>>>
107 
głębiom Chrześcijaństwa; na pOłudniu zaś Niemiec 
w Heidelbergu i Freiburgu, w tymże 1838 roku po- 
czątkiem podobnego kierunku stawało się także pismo 
polskie Trentowskiego: G r u n d I a g e d e r U n i- 
ve r s e II e n P h i los o p h i e. 
Do Trentowskiego Mickiewicz pociągu jednak nie 
czuł, słusznie zarzucając mu, że nie zdołał on wznieść 
się ponad Heglowskie panteistyczne pojmowanie 
Boga. Ale natomiast umiał on uczuć i zrozumieć 
jednostronność tak idealizmu niemieckiego jak ma- 
teryalizmu francuzów z 18 wieku i zapragnął przez 
Polskę podźwignąć filozofię wyżej, wykryć w niej 
pierwiastek jednoczący ludzi. "Jest w jego stylu 
i pomysłach - mówił poeta - jakaś siła, jakieś 
życie, przebija się coś polskiego". Niestety, marząc 
o idealnej jedności rodu ludzkiego, nie wiedział on, 
że dla jej urzeczywistnienia "nie dość jest przed 
ludżmi rozumować, trzeba im pokazać siłę wyższą, 
któraby zarazem porwała ich ducha i przekonała 
rozum, że nie wystarczy pisać książki i ogłaszać 
systemy, trzeba prawdziwość tych systemów udo- 
wodnić mocą, życiem. 
Ogromnie Trentowskiego przerósł Cieszkowski. 
Znaczenie jego, według Mickiewicza, polegało na 
tern, że wyzwoliwszy się ostatecznie od filozofii nie- 
mieckiej niezdolnej pojąć Boga i nieśmiertelności, 
w przeciwieństwie do niej rozpoczął swój system od 
Boga i duszy. Uderzył przeto na panteizm niemiecki, 
zamykający Boga w myśli ludzkiej, - wygłosił, że
>>>
108 
nie myśl .jest rzeczą najwyższą w człowieku, lecz 
d.u c h, jako synteza zmysłów i myśli, porządkującej 
materyał przez wrażenia zmysłowe dostarczony. 
Jedno i drugie - zmysły i myśl - są dla ducha 
narzędziem do osiągnięcia tego najwyższego stanu, 
w którym znajdował się Konrad pojednany z Bo- 
giem przez X. Piotra, Wówczas to, w tym stanie 
człowiek dochodzi do pełni swego rozwoju, wszystkie 
jego władze i siły zostają skupione w woli, skie- 
rowanej ku najwyższemu dostępnemu jej szczytowi, 
gdzie jednoczy się ona ze świecącem wśród mro- 
ków bytu światłem woli Najwyższej, Bożej - i tej 
woli staje się promieniem: "ludzie, którzy na tym 
szczeblu stanęli, nie mogą wątpić, że są nieśmier- 
telni, jak ci, co chodzą, nie wątpią, że mają władzę 
ruszania nogami". 
Z uznaniem i radością podnosił Mickiewicz, że, 
podług Cieszkowskiego, na tę wyżynę duchowości 
prowadzi intuicya, płynąca z natchnienia które na- 
grodą jest, wynikiem oderwania się od zgiełku wra- 
żeń zewnętrznych, wejścia w siebie i skupienia się 
w sobie. Cieszkowski przy tern zrozumiał to, czego 
nie uwzględnili niemcy, tj. że po we j ś c i u w s ie- 
b i e (intu-itio); powinno nastąpić extra-itio czy 
foras-itio, czyli że duch powinien też zrealizować. 
Ale czy możliwe to jest - pytał Mickiewicz - bez 
pomocy nowej potęgi? Czy ta extra- itio polegać 
ma tylko na tworzeniu nowych systemów i ogła- 
szaniu nowych książek? Nie. Toby bowiem ozna- 


.. 


-....e..
>>>
109 
czało że duch idzie torem starej epoki, zamiast 
rozpoczynać nową, lecz jeżeli człowiek, wzniósłszy 
się aż do duchowości, tem samem pojął, że ma 
dać wzór podniesionego o jeden stopień tj. ducho- 
wego życia, to obowiązkiem jego jest objawić to, 
"szerząc koło siebie nowe życie". 
Warunkiem zaś siły do stworzenia i szerzenia 
takiego życia jest świadomość celu wraz z pewnością, 
że cel ten jest jedynym godnym i niezbędnym, Lecz 
gdzież szukać kryterium pewności? Z dwóch prze- 
ciwległych biegunów myśli i dążeń ludzkości da- 
Wano na to dwie wręcz odmienne odpowiedzi, Józef 
de Maistre znajdował pożądane kryterium w kościele, 
mówiąc ściślej, w osobie papieża, w którym się 
skupia cała władza kościoła, Hegel zaś dał, jako 
kryterium, swoją metodę dialektyczną, mającą dopro- 
Wadzić do prawdy absolutnej - i tę metodę utoż- 
Samił on z prawdą samą. I słusznie zaznaczając, 
że w stosowaniu dialektyki Hegla do życia rzeczy- 
Wistego uwidoczniły się między jego uczniami krań- 
Cowe różnice, Mickiewicz trafnie ztąd wnioskował, 
Że konsekwencyą metody Hegla był subjektywizm, 
Osadzający siedlisko pewności w każdym z osobna 
Umyśle, czy też w każdem sumieniu. 
Stanowisko wyższe, wzniesione ponad krańcami 
anarchicznego subjektywizmu z jednej strony, z dru- 
giej zaś ślepego zaparcia się siebie i poddawania 
się rozkazom instytucyi, mieniącej się organem woli 
Boga na ziemi, zajął amerykanin Emerson. Zalecał on
>>>
110 
skupić się w sobie, mieć żywą wiarę w Boga i słu- 
chać pilnie Jego natchnień, które będą właśnie 
głosem prawdy. Mickiewicz jest jednym z pierwszych 
w Europie, którzy zwrócili uwagę na piękno myśli 
Emersona. Dostrzegł w niej duchowe pokrewień- 
stwo z myślą polsko-słowiańską. Uznanie życia 
skierowanego ku Bogu za pierwszorzędny czynnik 
w zakresie prawdy czyniło go jakby zwiastunem 
tej nowej oryentacyi w świecie ducha, do której 
Polska przygotować miała. Zbliżał się też do Emer- 
sona Polak Ludwik Królikowski, gdy nauczał, że 
kryterium pewności szukać należy w z a r o d z i e 
Bożym, który ma się znajdować w każdym czło- 
wieku na dnie jego sumienia. 
Ale Królikowski tylko torował drogę Cieszkow- 
skiernu, który pierwszy głęboko zrozumiał i głę- 
boko uzasadnił ścisłą zależność siły indywidualności 
od siły, z jaką w niej się objawia ów pierwiastek 
czy z a ród Boży, "Słusznie - słowa Mickiewicza - 
powiedział Cieszkowski, że osobistość poczyna 
się wraz z życiem duchowem", czyli że czło- 
wiek, który "poczuł się Synem bożym, duchem nie- 
śmiertelnym, już tern samem oddziela się od zbitej 
w jedno masy swego rodzaju i nie ginie, jako 
indywidualność, ale staje na wyższym szczeblu roz- 
woju swej jaźni". - I przez to właśnie wysokie 
pojęcie o osobie ludzkiej doszedł Cieszkowski, do 
wykrycia istotnego kryterium pewności. Jest niem 
człowiek sam, gdy się wzniósł na taką wysokość,
>>>
r 
I 
I 
I 


111 
te czuje swój związek z Bogiem i swoją nieśmier- 
telność w ciągłym ku Niemu locie. "Było to prawdą- 
dodawał Mickiewicz - bardzo starożytną, a prze- 
cież nieznaną filozofom. Cieszkowski wydobył ją 
i wyłuszczył dokładnie..." A jednak był on niewol- 
nikiem myśli niemieckiej, "nie otrząsł się bowiem 
z metody, wierzył w możność zachowania swojej 
i w jej skuteczność..." "i będzie on - kończył poeta 
- niewolnikiem, dopóki nie wyjdzie z tego poło- 
lenia..... "Czas już, żeby otwarcie powiedział Niem- 
com, że dynastya Heglowska upadła, a parlament 
filozofii niemieckiej jest zupełnie niedołężny".- 
Niedołężnym zaś jest, bo nie wystarczą na czasy 
nadchodzące tadne postulaty, ani dezyderaty filo- 
zoficzne; trzeba aby ten, co je stawia, miał siłę je 
rozwiązać i urzeczywistnić. Słowem, trzeba czynu. 
Wszak Kościół już istniał przed księgą Nowego Za- 
konu, a Ewangelia ustna trwała lat ze 30, nim 
pierwszy z ewangelistów napisał pierwsze jej karty. 
Niech czyn wraz z żywem słowem wyprzedzą doktrynę. 
I Chrystus nie budził społeczeństwa według dok- 
tryny. Słowa jego nie były przepisem, lecz rozka- 
zem, a wygłaszając je, dawał zarazem moc spełnia- 
nia, a moc stanowi prawdziwe życie. 
Myśl więc zasadnicza tych wykładów, którą Mic- 
kiewicz poświęcił dziejom filozofii nowoczesnej, 
streszczała się w krytyce racyonalizmu, który znamio- 
nował filozofię Zachodu, znalazł był w Niemczech 
swój najwykończeńszy wyraz i tam się wyczerpał, do- 


j 
) 



 
) 
1 


.,
>>>
112 
szedłszy do ostatecznych konsekwencyj. Miejsce zaś 
opróżnione po bankructwie myśli niemieckiej miała 
zająć filozofia Polska, dzięki temu, że przez jej naj- 
lepszych przedstawicieli zrozumianem zostało, iż 
samą myślą nie dochodzi się do prawdy. która do- 
stępną się staje tylko na tej wysokości ducha, gdzie 
człowiek po drodze przebytej w pracy nad dosko- 
naleniem się wewnętrznem dochodzi do czucia 
swej jedności z Bogiem. Twierdzenie, które za dni 
naszych stało się pochodnią filozofii Tołstoja - że 
źródłem poznania jest życie - miało już pół wieku 
przed tern natchnionego przedstawiciela w osobie 
Mickiewicza. 
Z uświadomionej w sumieniu polskiem i przez Pol- 
skę światu zwiastowanej prawdy wypływała świado- 
mość blizkości trzeciego wybuchu chrześcijaństwa, 
który "nie objawi się wyjściem na świat kilku pisemek. 
ale zgodnie z poetycznym obrazem Apokalipsy za- 
grzmi w błyskawicach od Wschodu do Zachodu i ujrzy 
go wszelkie oko". 
Że temu wybuchowi w Polsce już przeczutemu 
Polacy dadzą początek, świadczyła obok dzisiejszej 
filozofii polskiej cała przeszłość dziejowa. Zgodnie 
z poglądem, który tak słowianofile rosyjscy jak pan- 
slawiści czescy wyprowadzili z humanizmu Herdera, 
Mickiewicz przeciwstawiał racyonalizmowi europej- 
skiemu. a zwłaszcza niemieckiemu. uczuciowość sło- 
wiańską. Tern on tłómaczył, że w czasach przedhi- 
storycznych dziwactwa mitologiczne. idące z rozpa- 


-....ł...
>>>
113 
sania wyobraźni i myśli nader słabo zaznaczyły si
 
u Słowian, a natomiast żywiej przechowała się wiara 
w Boga, "prostackie - jak się wyrażał - uczucie 
Boga". Dla tego to z łatwością przyjęli oni chrze- 
ścijaństwo, a przyjąwszy, "nie wcisnęli go w ciasne 
formuły szkolarskie, lecz zachowali nieskażonem 
w czystości uczucia swego; to też do dziś dnia oso- 
bne noszą piętno, piętnem tern jest oczekiwanie". 
Ale wśród Słowian pierwszeństwo należy się Po- 
lakom, - i nie tylko dla tego, że zajęli przodujące 
pod względem kultury stanowisko. Ważniejsze jest 
to, że Polacy! przechowawszy i rozwinąwszy w so- 
bie pierwiastek uczuciowości, opartą na nim siłą 
życia wewnętrznego stworzyli ustrój państwowy, no- 
szący na sobie znamię przyszłości. Na miejscu bo- 
wiem przymusu zewnętrznego, który w Polsce zre- 
dukowany został do najmniejszych rozmiarów, po- 
stawiono zasadę miłości ojczyzny i płynącego z niej 
poczucia solidarności. Państwo Polskie określał Mic- 
kiewicz, jako najwolniejsze w świecie, nie mające 
ani wojska, ani policyi, ani skarbu, pozbawione gra- 
nic naturalnych, oparte tylko na dobrej woli i ry- 
cersko patryotycznych uczuciach szlachty. Liberum 
veto było najcharakterystyczniejszym wyrazem wy- 
sokiego poziomu moralnego społeczeństwa w Pol- 
sce, gdyż tylko przy wysokim poziomie moralnym 
prawo to mogło działać dobroczynnie - i w rzeczy 
samej nikt go nie śmiał użyć aż do drugiej połowy 
XVII wieku. "Jednem słowem, - kończył Mickie- 


Z. Krasiński. 


I
>>>
114 
wicz uwagi swoje o Polsce - konstytucya jej miała 
w sobie niezmierną trudność. wymagała po obywa- 
telach nieustannych i niesłychanych wysileń moral- 
nych. zdawała się nie przypuszczać ludzi innych, 
jak zawsze wspaniałomyślnych. albo chcących być 
takimi, zawsze mądrych. albo starających się o mą- 
drość. zawsze poświęcających się, albo gotowych 
do poświęceń". 
Wymagania te były za ciężkie dla Polaków; nie 
zdołali oni utrzymać się na wysokości własnych 
ustaw i państwo ich runęło, Nie zamarł jednak 
wzniosły nastrój. który owe ustawy zrodził. wydaje 
on nowy owoc - i Polska wróci niebawem na wi- 
downię, tylko "nie z królewskością, ktora upadła 
z własnej winy. ani ze szlachtą, która się sama za- 
biła", wróci ona w nowej szacie. w blasku nowej 
idei, która jej męczeństwa jest zdobyczą i nagrodą. 
Miał jednak Mickiewicz nadzwyczaj żywą świa- 
domość tego, że żadne rozprawy filozoficzne lub 
religijne nowej epoki nie stworzą. "Gdyby - mó- 
wił on o Królikowskim - zamiast opisywania spo- 
łeczeństwa nowego począł on był społeczeństwo 
to tworzyć; gdyby zamiast gadania, jak je zjedno- 
czyć, postawił na wzór choć kilka zjednoczonych 
przez się, - to mogąc wtenczas ze skutków sądzić 
o zasadach. uwolnilibyśmy go łatwo od rozpraw teo- 
logicznych". - Ale nie, - to także wystarczające nie 
było. Duszę poety ogarniało wątpienie, czy nawet ci 
zjednoczeni, najuczciwszemi intencyami ożywieni. sło-
>>>
115 
wem najlepsi, będą dość silni wobec potęgi złego, 
Mickiewicz znał wyżyny miłości, na których czuł za 
miliony, lecz znał również z doświadczenia własnego, 
jak głęboko wpojone są w duszę pierwiastki buntu 
przeciw Bogu i z jaką siłą na owych wyżynach mi- 
łości wybuchają. Dzięki temu trzeźwiej umiał spoj- 
rzeć na rzeczywistość, niż Cieszkowski; on wiedział, 
że ów trzeci wybuch chrześcijaństwa nie będzie 
jeszcze Dniem Ducha Świętego i jakimś rajem na 
ziemi, lecz tylko świadczyć będzie o początku no- 
wej epoki, o jeden szczebel wzniesionej nad uprzed- 
nią. Ale nawet do dania początku tak względnie 
skromnemu dziełu trzeba było cudu. "Wszystkie 
państwa 
 mówił Mickiewicz - w czasach staro- 
żytnych i nowych były zakładane przez wielkich lu- 
dzi. Cóż to jest człowiek wielki i czemu jest wiel- 
kim? Oto że każdy z nas małych spostrzega czą- 
stkę siebie w jego wielkości, Nie było Araba, któ- 
rYby nie czuł w Mahomecie swoich własnych drgnień 
duszy. Dlaczego Napoleon był tak wielkim? Oto że 
każdy Francuz w energii tego człowieka, w rzutko- 
ści jego za czuciem, rozstrzygające m wszystko na- 
tychmiast, poznawał istotne cechy ducha francu- 
zkiego, poznawał, co sam tajemnie czuł w głębi 
siebie". 
Każda idea potrzebuje do urzeczywistnienia swo- 
jego człowieka wzorowego, któryby był jej żywe m 
wcieleniem. Tern bardziej dziś, w przededniu nowego 
Wybuchu chrześcijaństwa, który będzie syntezą epok 


8*
>>>
116 
uprzednich. powinien zjawić się mąż opatrznościowy. 
"Rzecz jasna. że w takich czasach. jak nasze, nie 
można mówić o syntezie bez człowieka, któryby 
był człowiekiem-syntezą, różniącym się od 
wszystkich swoich współczesnych nawyknieniami 
ducha, a zatem wyższym nad duch świata. Jeżeli 
świat uznaje się być niezdolnym do wydania syn- 
tezy, ten, z kogo ona wyjdzie, musi ją zapewne 
zdobyć sposobami nieznanymi mędrcom świata..." 
"Wartość całego globu może być zebrana w jednym 
człowieku". 
W taki to sposób przygotowywał wieszcz słu- 
chaczy do przyjęcia Objawienia, które przynosił 
światu zrodzony w Polsce zesłaniec Boży. "Ogień 
święty - mówił on - który jest wspólnym skar- 
bem wszystkich dusz prawdziwie chrześcijańskich, 
skupiony w jednym człowieku staje się dźwignią 
wszystkich sił, ogniskiem wszystkich iskier. Zapali 
on Francyę i cały glob oświeci. Taki wypadek jest 
godnym owocem historyi Chrześcijaństwa. przezna- 
czeń Francyi i Słowiańszczyzny..." "Jak w epokach 
poprzednich była sztuka zwana boską, jak byli święci 
zwani świętymi pańskimi, tak teraz świat chce mieć 
n a c z e I n i k ó w, w których przebijała by ta boskość, 
chce mieć prawodawstwo, które możnaby uznać za 
boskie" .
>>>
111 


II, 
ANDRZEJ TOWIAŃSKI. 


Żywe odczucie niezgodności ideału chrześcijań- 
skiego z rzeczywistością, żądza podniesienia moral- 
nego poziomu życia, zwłaszcza w sferze polityki, 
wypływające stąd afirmowanie - w przeciwieństwie 
do filozofii niemieckiej - wyższości czynu nad my- 
ślą, oczekiwanie nowego wybuchu chrześcijaństwa 
w Polsce cierpieniem do tego przysposobionej - 
to są cechy znamienne filozofii i poezyi mesyani- 
cznej polskiej, które skupiwszy się w kulcie boha- 
terstwa i bohaterów powołanych do wprowadzenia 
świata na nowe tory, wyrobiły w końcu u Mickiewi- 
cza przeświadczenie, że tylko człowiek wzniesiony 
ponad świat, obdarzony mocą nadludzkiej świętości, 
noszący w swej duszy myśli, bóle i nadziej e milio- 
nów zdoła wzniecić w Polsce, a z pomocą Polski 
w świecie całym ogień nowych wyższych dążeń 
i nowego życia. 
Takiego męża opatrznościowego uczcił Mickie- 
wicz w osobie Andrzeja Towiańskiego. Kimże był 
ten dziwny człowiek, przed którym zgiął czoło swoje 
największy geniusz Polski? 
Wydame sądu zostaje tu utrudnione przez to, 
że Towiański występował, jako zesłaniec Boży, po- 
Wołany do wprowadzenia ludzkości w podwoje 
wyższej epoki, - i że wynik jego działania, po-
>>>
118 
mimo szeregu wybitnych umysłów, które poszły za 
nim, nie odpowiedział wcale ogromowi i zuchwało- 
ści zamiaru o Wobec tego uznanie Towiańskiego za 
największego od czasów Chrystusa mistrza ducha, 
jakim on był w oczach zwolenników swoich, sta- 
wało się rzeczą niemożliwą dla krytyków, patrzących 
z ubocza. Przeciwnie, nasuwał się wniosek, że czło- 
wiek, który nie wahał się wystąpić, jako twórca 
nowej epoki, był obłąkańce
ub, co gorzej, szar- 
latanem, 
W mojej książce o M e s y a n i s t a c h i S ł 0- 
w i a n o f i I a c h (t 889) starałem się, jak mogłem 
najsumienniej, zestawić ze sobą świadectwa przema- 
wiające tak za Towiańskim, jak przeciw niemu. 
Szczególną doniosłość miały tu zdania tych, którzy 
wpływowi Towiańskiego nie podległszy, korzystny 
o nim zachowali sąd. Takim był gorliwy katolik je- 
nerał Skrzynecki. Oddając słuszność domowym cno- 
tom Towiańskiego, przyznawał się zarazem, że 
z obcowania z nim skorzystał dużo w zakresie ży- 
cia wewnętrznego i modlitwy. - Literat szwajcarski 
Adolf Lebre nazywał Towiańskiego człowiekiem nie- 
zwykłym, aniołem, noszącym w sercu swojem wszyst- 
kie tęsknoty i dążenia epoki. - Ale najbardziej 
zasługuje na uwagę sąd x. Edwarda Duńskiego, 
który, jako kapłan, przez lat szereg wytrwale opie- 
rał się urokowi mistrza, a jednak w końcu poddał 
się, wyznając w liście do arcybiskupa Paryskiego, 
że na drodze życia swojego nie napotkał człowieka
>>>
- 


119 
i żadnej nie czytał księgi, kt6raby pokazała tak wy- 
sokie i wielkie pojęcie o ofierze Jezusa Chrystusa, 
jak ją pokazuje Andrzej Towiański, a ofiary tej na- 
ucza słowem, życiem całem i przykładem". 
Natomiast przeciw Towiańskiemu świadczyły 
w niekt6rych wypadkach chwiejność jego w postę- 
powaniu, przystosowywanie się do ludzi, na kt6rych 
zamierzał działać, wreszcie w niejednem przem6wie- 
niu zawiłość stylu, dochodząca aż do braku logicz- 
nego sensu i nasuwająca przypuszczenie, że To- 
wiański umyślnie tak m6wił i pisał, aby m6dz wy- 
kręcić się w razie njepożądanych zarzut6w. 
.Wnioski moje 6wczesne opierałem na dokumen- 
tach zawartych w wydawnictwie W s p 6 ł u d z i ał 
Mickiewicza w sprawie Towiańskiego 
(1877). Ot6ż dziś, gdy pisma Towiańskiego l), już 
wszystkim są dostępne, gdy posiadamy w nich auten- 
tyczne teksty jego przem6wień, gdy pr6cz tego zo- 
stały wydane, staraniem jego uczni6w, dwa tomy 
. akt6w i dokument6w do t. z. Sprawy, upadają te 
zarzuty, kt6re przed tern byliśmy skłonni czynić To- 
wiańskiemu, a tern samem wzmocnionem zostaje 
wszystko, co już przed tern wiadome było o nie- 
zwykłej jego podniosłości duchowej i magnetycznym 
uroku, jaki wywierał na otaczających. 
Poza Polską, poza najwybitniejszymi jej duchami: 
Mickiewiczem i Słowackim znalazł Towiański zna- 


l) P i s m a A, T o w i a fi s k i e g o 3 t. Turyn 1882. 


.....
>>>
120 
komitych a świątobliwych wyznawców a znalazł ich 
najwięcej we Włoszech. Niedawno dostojny a tak 
powszechnie wielbiony i kochany w kraju swoim bi- 
skup Bonomelli. przypisując szczególnej łasce Opatrz- 
ności to szczęście, że w ciągu długiego życia swo- 
jego miał możność przyjacielskiego obcowania z lu- 
dźmi. którzy się wyróżniali cnotą, nauką. pracą, cha- 
rakterem. przywiązaniem do Kościoła i ojczyzny, 
wyniósł w ich licznem gronie ponad wszystkich in- 
nych Antoniego Fogazzaro. jenerała Thaon di Revel 
i Tankreda Canonico l). Otóż Canonico był od młodu 
przyjacielem i wyznawcą Towiańskiego. a po śmierci 
jego niezmordowanie słowem i piórem głosząc jego 
zasady i szerząc kult dla jego osoby. dał w końcu 
wymowny temu wyraz w pięknym życiorysie mi- 
strza. który w trzech wydał językach 2). Canonico, 
'l zawodu prawnik. zajmował katedrę prawa kar- 
nego w Turynie, potem w Rzymie. później miano- 
wany senatorem, dostąpił na schyłku dni swoich wy- 
sokiego dostojeństwa prezydenta senatu. Pod wzglę- 
dem powagi moralnej oraz czci. jaką go otaczano. 
nie wielu miał równych sobie w ojczyźnie swojej.- 
Gdy w roku 1855 arcybiskup Turynu, zaniepoko- 
jony wzrastającą liczbą zwolenników Towiańskiego 
w Piemoncie. wyznaczył komisyę dla zbadania spra- 


l) P r o f i 1 i d i t r e p e r s o n a g g i lt a 1 i a n i; Mila- 
no. 1911. 
') Wszystkie trzy wydania włoskie, francuskie i polskie 
wyizły w Turynie u V, Bona,
>>>
. 


121 


wy, przed komisyą tą Canonico złożył obszerne 
świadectwo. w kt6rem między innemi były nastę- 
pujące słowa: "Znałem wielu ludzi rozmaitego wy- 
znania. kt6rzy całe życie przetrwali w tym lub owym 
błędzie, a potem, odczuwszy dzięki Andrzejowi To- 
wiańskiemu istotę prawa Chrystusowego, zrozumieli 
i odczuli zarazem wysokie posłannictwo Kościoła 
katolickiego i ukorzywszy się przed nim w duchu. 
wr6cili na łono tej Matki. kt6rą opuścili byli..." 1). 
Większą jeszcze wagę dla komisyi miało świa- 
dectwo doktora teologii. x. Barone. Badał on To- 
wiańskiego i jego uczni6w w ciągu trzech lat. a za- 
pewniał, że podawane przez Towiańskiego idee. 
zmierzając do wprowadzenia ducha Chrystusowego 
w praktykę życia, są zupełnie katolickie i czyste: 
.,nie miałem więc powodu je potępiać; przeciwnie. 
codzień więcej podziwiać musiałem. nie m6wię już 
doskonałość życia. ale przynajmniej pragnienie doj- 
ścia do niej. o ile to jest każdemu dostępne w miarę 
Łaski Bożej i własnego oddania się tej Łasce". 
Stwierdzał dalej, że w Towiańskim i jego uczniach 
znalazł to. do czego tęsknił oddawna. a poczyty- 
wał za utopię religijną. mianowicie, "grono ludzi, 
kt6rzy żyją wśr6d świata i spełniają płynące stąd 
obowiązki, nosząc wszelako i utrzymując w sobie 
Wiarę i wszystkie cnoty chrześcijańskie. nie niższe 
l) Kilka aktów i dokumentów odnoszą- 
cych sic: do działalności Towiańskieao; Rzym, 
1899, Por. cz. 11. str, 40, 


.ł.....
>>>
122 


. 


od tych. jakie kwitnąć mogą wśród zakonników 
w klasztorze. owszem, połączone z życiem trudniej- 
szem. gdyż te własne' cnoty narażają ich wśród 
świata na większe niebezpieczeństwa i cięższe walki". 
Co zaś do samego mistrza to, "choć twierdzi on - 
zeznawał X. Barone - iż otrzymał od Boga mi- 
syę nadzwyczajną. nie uważa się on jednak za zwol- 
nionego od powinności obowiązującej każdego pra- 
wowiernego syna Kościoła; dowiódł tego i wciąż 
dowodzi całem postępowaniem swojem". 
Takim to świadectwem, tej okoliczności, że tylu 
wybitnych i wpływowych katolików - tak świeckich 
jak kapłanów - patrzało z uznaniem 1 czcią na 
życie i działalność Towiańskiego. należy przypisać. 
że w sprawie jego Rzym wstrzymał się aż do dziś dnia 
z wydaniem wyroku potępiającego. pomimo nalegań 
Zmartwychwstańc6w polskich, szczeg61nie x. Seme- 
nenki. kt6ry w towianizmie upatrywał groźne niebez- 
pieczeństwo dla Kościoła katolickiego w Polsce. 
Po śmierci Tankreda Canonico dzieło jego wziął 
w ręce swoje Attilio Begey. ostatni z grona tych, 
którzy osobiście Towiańskiego znali, i z młodzień- 
czą energią począł organizować w rozmaitych mia- 
stach włoskich koła młodych entuzyast6w. którzy 
marząc o pogłębieniu życia duchowego w Kościele 
i o odrodzeniu ojczyzny i ludzkości przez Kościół, 
wzięli naukę Towiańskiego za podstawę do pracy 
. w tym kierunku nad samymi sobą i nad społeczeń- 
stwem. Pracując zaś w dalszym ciągu nad publikacyą
>>>
123 
dokumentów tyczących się historyi towianizmu, Begey 
wydał w r. z. korespondencyę ks. arcybiskupa Pas- 
savalli, która silniejsze, niż wszystko, co przed tern 
ogłaszano, rzuciła światło na istotne znaczenie ru- 
chu, któremu Towiański dał. początek. 
Arcybiskup Passavalli należał do najbliższego 
otoczenia Piusa IXo był wikaryuszem bazyliki Św. 
Piotra i kaznodzieją stolicy apostolskiej. W tym cha- 
rakterze miał on w dniu otwarcia soboru watykań- 
skiego, w r. 1869 w obecności Papieża gorącą prze- 
mowę do zebranych biskupów z całego świata, 
a wzywając ich aby się wznieśli do poznania myśli 
Bożej, która nad nimi w tej uroczystej chwili spo- 
czywała, przypominał im ich ogromną odpowie- 
dzialność. Lecz wkrótce sam miał zupełnie inną, 
niż oni wszyscy, pójść drogą. 
Był stanowczym przeciwnikiem nieomylności, zna- 
lazł się przeto w miejszości, ale wśród tych pozornych 
swoich sprzymierzeńców zajął stanowisko odrębne, 
osamotnione, Ci bowiem trzymali się, według słów 
jego, 1) taktyki oportunistycznej; powstawali nie prze- 
ciw dogmatowi, lecz przeciw ogłoszeniu jego, nie 
chcieli wywoływać skandalu w Europie niekatolic- 
kiej i liberalnej, nie chcieli też ostatecznie zrażać 
kościoła wschodniego, Passavalli zaś twierdził, że 
Kościół ma prawo ogłaszać i określać to tylko, 
co zawarte jest w Obja wieniu Chrystusowem, jego 
l) A. Begey ed A. Favero: S, E, Mgr. L. P. Pas- 
s a v a 11 i, (Milano, 1911) poro s. 8.
>>>
124 
nieomylności zaś nie znajdował on ani w Ewangelii ani 
w tradycyi kościelnej. Położenie jego stawało sit: na- 
der trudne, Wkr6tce opuścił Rzym. a związany przyjaź- 
nią z Hiacyntem Loyson począł sam pod wpływem 
jego chwiać sit: w przywiązaniu i wierności dla Kościo- 
ła. I oto w tym właśnie czasie poznał Tankreda Cano - 
nico-i Towiańczyk podtrzymał katolickiego arcybi- 
skupa i utrzymał go w katolicyzmie. Czytając rozrze- 
wniające szczerością swoją. pokorą i prostotą listy 
i zwierzenia tego dostojnika Koscioła z duszą tak głc:- 
boko prawą i tak mistycznie pobożną. nawet człowiek 
najgorzej do towianizmu uprzedzony nie oprze sic: 
myśli, że w nauce Towiańskiego i w. duchu. kt6ry 
ożywiał jego uczni6w. musiał być jakiś pierwiastek 
z Nieba. skoro poznanie nauki tej i zbliżenie sic: 
z tymi. co ją głosili. tak dobroczynnie działało na- 
wet na kapłan6w, kt6rzy podniosłością usposobie- 
nia i świc:tobliwością życia powszechną ku sobie 
budzili cześć. A takim był L. Passavalli, ",Z głc:bi 
duszy dzic:kujc: Bogu najlepszemu - pisał on do 
Canonico l) - że w nieskończonem miłosierdziu 
swojem dał mi wejść w sp6łkc: duchową ze Sługą 
Swoim Andrzejem Towiańskim; doznajt: radości 
niewysłowionej. gdy widzt:. jak w pismach jego są 
wyjaśnione. rozwinic:te i utwierdzone uczucia. kt6re 
stanowiły pokarm całego życia mojege. a kt6rych 
nie odważałem sic: komukolwiek bądź wyjawić. z oba- 


l) Op. c. s. 114,
>>>
125 
wy, że natrafić mogły na zaciętych obrońców form 
zewnętrznych, a ci nie omieszkaliby ich ogłosić za 
wytwór ducha heretyckiego, gdy tymczasem płynęły 
one z przeczystego boskiego źródła nauki Pana na- 
szego Jezusa Chrystusa"... "Opłakuję swój los, że 
nie było mi danem poznać i bezpośrednio obcować 
z tym organem Ducha Świętego, jakim był Sługa 
Boży. Gdyby to się stało, zdaje mi się, że w chwili 
obecnej byłbym znacznie dalej, niż jestem na dro- 
dze do nieba..." 1) Pozostawało "prosić Boga o łaskę 
wyciągnięcia z pism mistrza jak największego po- 
żytku dla zbawienia duszy i - żyć nadzieją ujrze- 
nia go w żywocie wiecznym..... II) 
I niema czego się dziwić, że patrząc na Tankreda 
Canonico. podziwiając jego świętobliwość, a wiedząc 
że w Towiańskim upatrywał on najdoskonalszy 
Wzór do. naśladowania tak w życiu prywatnem jak 
publicznem, biskup Bonomelli zastanawiał się nad 
tern, jak wielkim wobec Boga musiał być ów wy- 
gnaniec z Litwy zapewne podobny do owych pro- 
roków, których Bóg niekiedy powoływał w Izraelu 
- i stawali oni wśród ludu i na dworze królewskim 
i wzywali do pokuty, a potem spełniwszy misyę wracali 
na pustynię... II) Fogazzaro zaś po przeczytaniu życio- 
rysu Towiańskiego nazwał go w liście prywatnym do 
Canonico "kapłanem według porządku Melchizedecha. 
l) Op, c. por. s. 159, 
') ib. por. s. 125. 
') P r o f i l i d i t r e p e r s It a L por. s. 57.
>>>
126 


Określenie słuszneo Obaj - Fogazzaro i Bono- 
melli - zrozumieli, że Towiański zaliczonym być mu- 
siał do tych kaznodziejów misjonarzy, którzy potęgą 
słowa i czarem postaci porywają i nawracają tłumy. 
"Przyszedł człowiek - czytamy w rozprawie A. Baum- 
felda l) - i pokazał, jakiem to jest w ciele, co wielu 
tylko w duchu oglądało - a każdy ujrzał i poznał 
w nim to, co sam w sobie w najwyższym dostrzegł 
był momencie". Wprawdzie nie poszły za Towiań- 
skim tłumy, ale do elity duchowej należeli ci, co 
w osobie jego najwyższe objawienie doskonałości 
chrześcijańskiej uczcili. Lecz chrześcijan wzorowych 
ludzkość nie przestawała nigdy z pośród siebie 
wyłaniać - i toby jeszcze nie dawało prawa na- 
zwać Towiańskiego reformatorem, a tern bardziej 
zesłańcem z Nieba. Pozostaje więc pytanie, czy rze- 
czywiście Towiański przyniósł jakieś nowe słowo. 
Pierwszą na pytanie to odpowiedzią było dla 
mnie zetknięcie się z długoletnim powiernikiem 
Towiańskiego, a następnie wydawcą pism jego oraz 
aktów do Sprawy Karolem Baykowskim. Człowiek 
ten nie miał w sobie owego ognia, który gorzał 
w duszach apostołów i udzielał się ich uczniom, ale 
za to wszystkich, co się do niego zbliżali, opro- 
mieniał łagodnem światłem tej jasności myśli i su- 
mienia, którą mu dawała niezachwiana wiara w mi- 
strza i w jego słowa i głębokie czucie związku 


l) A. Towi a "sk i i T owi an i z m, Kraków, 1908.
>>>
127 
z duchem jego po za bytem ziemskim. Swój z nim 
stosunek opowiedział on w prześlicznych "W spom- 
nieniach z nad grobu": stanowią one doku- 
ment ogromnej wagi pod względem psychologicznym, 
Świadcząc o charakterze wpływu Towiańskiego na 
Polskę. Dwa uczucia - patryotyzm i religia - sta- 
czały ze sobą zażartą walkę w duszy Baykowskiego; 
patryotyzm usprawiedliwiał wszystkie drogi wio- 
dące do wyzwolenia ojczyzny: spiskowania, kłam- 
stwo, zdradę; religia zaś nakazywała przebaczać wro- 
gom, nawet ich miłować. Wynikające z tej walki 
rozdarcie w duszy doprowadzało młodzieńca do 
rozpaczy, do myśli o samobójstwie. Dopiero spot- 
kanie Towiańskiego i żywe jego słowo wstrząsnęły 
go do głębi sumienia i znalazł on spokój i radość 
w nauce mistrza, podług której "tylko tym, którzy 
zbawiają duszę swoją przez bezwzględną miłość 
i ofiarę dla Boga, danem będzie przyczynić się do 
zbawienia Ojczyzny, bo ojczyznę zbawimy nie my, 
ale Bóg przez nas, o ile czyści przed nim będziemy". 
W ten sposób sprawę przyszłego bytu Polski To- 
Wiański czynił zależną od moralnej wartości jedno- 
stek, składających naród, miarą zaś moralnej war- 
tości jest siła miłości, obejmującej Boga, ludzkość, 
świat cały. Tę miłość umiał Towiański obudzić 
W sercu Baykowskiego: "W tej miłości - pisze 
Baykowski - mieściłem wiecznotrwały Kościół 
Chrystusa Pana i nieszczęśliwą ojczyznę moją; ludz- 
kość całą, mieściłem ten i tamten świat, żywych
>>>
128 
i umarłych, przyjaciół i nieprzyjaciół: i k o c h a- 
łem nieprzyjaciół jak siebie samego, 
bo w tej miłości mojej było gorące pragnienie 
i gotowość poświęcenia całego siebie, aby wszyscy 
nieprzyjaciele moi i ojczyzny mojej stali się nam, 
Polakom, w tern uczuciu, które mię przenikało, 
braćmi i przyjaciółmi w Chrystusie Panu i Zbawi- 
cielu wszystkich". 
Słowem uzdrowienie moralne ztąd dla Baykow- 
skiego przyszło, że przejął się on aż do dna duszy 
tern, co w nauce Towiańskiego stanowiło istotę jego 
poglądu na zbawienie Ojczyzny, W epoce mesya- 
nicznych marzeń o Chrystusowem posłannictwie 
Polski, gdy naj głębszy z umysłów Polskich i pod 
tylu względami tak trzeżwy Krasiński puszczał 
folgę uczuciu i dziękował Bogu za tysiącletnie 
panowanie "ubrane w śnieżne przedchrześcijańskie 
blaski nadeuropejskiej cnoty" - w epoce tej To- 
wiański, nie występując wprost przeciw mesyani- 
zmowi, nauczał, że Polska cierpi nie za ludzkość, 
ale za własne grzechy, że przeto, aby powstać, po- 
winna zmazać te grzechy, przyjmując pokutę w du- 
chu poddania się woli Bożej - i że naznaczonej 
przez Opatrzność pokuty nie wolno jej skalać na- 
wet cieniem nienawiści do wrogów. Towiański uczył 
miłować wrogów - i to nazwać można owem no- 
wem słowem, które przynosił narodowi swojemu. 
Wprawdzie nie było ono czemś bezwzględnie nowem, 
czemś przed tern niesłyszanem. Nasiona, z których 


1 
jl 
l;; 
.. 


11 
b 
d 
p 
Ś 
n 
n 
o 
n 
d 

.
>>>
129 
wyszłO słowo Towiańskiego, znajdujemy rozsiane 
w całej poezyi polskiej - i właśnie Krasiński naj- 
Silniej wyrażał, zwłaszcza w R e s u r r e c t u r i s tę 
myśl, że "w walce z tern piekłem świata, co się 
złości" jedyną bronią może być tylko "nad śmierć 
Silniejsza siła ukochania". 


Wstań i do kat6w, co spiesz/& ku tobie 
Sam spiesz się naprz6d i witaj tych go
ci 
Cicho - spokojnie - błogo - w bezżałobie _ 
Lito
nym wzrokiem twej nie
miertelno
ci, 


Tylko, co w poezyi bywało błyskiem chwilowego 
natchnienia, to u Towiańskiego stało się treścią ca- 
łego jego nauczania w zakresie obowiązk6w wzglę- 
dem ojczyzny. 
Ale posłannictwa swojego nie ograniczył jednak 
Towiański samą tylko Polską, pragnął rozciągnąć 
je na świat cały. Więc co światu dał on nowego? 
Stał on i stać chciał na gruncie Kościoła, a zatem 
na grunt ten pytanie nasze przenieść należy - i wtedy 
będzie ono brzmiało: to Towiański wni6sł nowego 
do Kościoła? Pierwszem pismem, z kt6rem wystą- 
Pił przed ludźmi, dając w niem og61ne zarysy my- 
śli swojej, była t. z. B i e s i a d a - dokład- 
niej się wyrażając: biesiada z jenerałem Skrzy- 
neckim. W zestawieniu z nauką Kościoła uderza 
ona trzema szczeg6łami: 1) naciskiem położonym 
na zawisłość świata ziemskiego od świata duch6w 
dObrych i złych, kt6re pomagają lub szkodzą 
l. I(rasiński. 9
>>>
130 
stosownie do tego, w jakim kierunku skłania się 
wolna wola człowieka - 2) powołującem się na 
Apokalipsę dzieleniem historyi chrześcijaństwa na 
siedem epok czyli siedem stopni w urzeczywist- 
nieniu dzieła Chrystusa: dziś stoimy w przededniu 
epoki drugiej, kt6rą otwiera Towiański - i 3) 
niezgodnem z nauczaniem Kościoła utożsamieniem 
czyśćca z wielością żywot6w na tym i innych świa- 
tach. - Jeśli za nowe słowo poczytywać mamy 
takie, kt6reby miało moc przeobrażania dusz, to 
oczywiście wszystko to niem nie jest. A jednak To- 
wiański afirmował z nadzwyczajną stałością i siłą po- 
słannictwo swoje: on podawał człowiekowi "światło 
chrześcijańskie obszerniejsze, będące dotąd pod za- 
słoną tajemnic", - od niego "rząd i kierunek świata 
iść będą od Chrystusa nie jak dotąd w prawie siły 
i kary, ale w prawie miłosierdzia i łaski". Trzeźwiej- 
szy jednak od Cieszkowskiego, nie przypuszczał on, 
aby raj na ziemi m6gł nagle się objawić - i wy- 
głaszając słowa powyższe, lub do nich podobne, 
zawsze się cofał i osłabiał ich znaczenie, dodając, 
że tylko "w większym niż dotąd stopniu zło utraci 
panowanie swoje na ziemi", a nie całkowicie, bo 
"czyż nizka i ciężka grzechami ziemia potrafi utrzy- 
mać ten nadzwyczajny zlew miłosierdzia Bożego"? - 
Ale tego, ostatniego twierdzenia, że nauka jego 
była "nadzwyczajnym zlewem miłosierdzia Bożego" 
nie cofnął Towiański nigdy, że zaś wyrazem takiego 
zlewu nie mogła być ani nauka o ściślejszym sto.
>>>
131 
sunku z duchami, ani o metempsychozach, ani 
o siedmiu epokach, tern bardziej że mistrz sam, wi- 
dząc, jak nauki te stały na zawadzie porozumieniu 
jego z Kościołem, odsuwał je coraz bardziej w głąb, 
w cień l) - więc istoty poglądu jego na własne 
posłannictwo wobec przyszłej epoki należy szukać 
gdzieindziej, a mianowicie w nauce o troistej ofie- 
rze, której jeszcze w Biesiadzie nie było, bo ją 
Towiański dopiero w późniejszych przemówieniach 
wyłożył, ale wyłożywszy, wracał do niej stale - 
i do dziś dnia jego uczniowie w niej esencyę myśli 
mistrza upatrują. 
Chrystus nauczał, według Towiańskiego, 2) jak siłą 
ofiary, a) wyzwalać ducha od ciała i podnosić go- 
b) jak łącząc pOdniesionego ducha z ciałem, pod- 
nosić ciało - i c) jak mając pOdniesionego ducha 
i ciało, c z y n e m podnosić się do wysokości, którą 
Bóg słowem swe m naznaczył, którą Chrystus, Słowo 
Wcielone, ukazał. Otoż to pojęcie istoty ofiary ma 
znaczenie rzeczywiście doniosłe nietyle jednak w treści 
Swojej, ile w wyniku. Kościół, zdaniem Towiańskiego, 
zatrzymał się na ofierze pierwszej tj. na ascetyzmie, 
którego wyrazem były i są zakony. Tymczasem 
Bóg wymaga teraz ofiary pełnej, co znaczy, że trzeba 
p o d n i e ś ć c i a ł o, ażeby podniesione ciało i już 
Wprzódy podniesionego ducha mieć jako narzędzia 


ł) Por. rozmowf: Adama Towiatiskiego z ojcem. 
I) T r e t i a k i w artykule o TowiaOskim w "Sto lat 
l11ySli Polskiej". 


9* 


.......
>>>
132 
do spełnienia czynu chrześcijańskiego. Ale w jaki 
sposób podnieść ciało? Trzeba - odpowiada To- 
wiański - "przeć duchem na ciało". To jego ulu- 
bione wyrażenie: "w epoce przeszłej chodziło głów- 
nie o zmniejszenie potęgi ciała" - tj, o wyzwolenie 
siebie od pokus ciała drogą modlitwy i umar- 
twień, - dziś "w epoce wyższej chodzi już o to, 
aby uczynić ciało podatnem narzędziem wyzwolo- 
nego ducha". W tym celu należy kształcić ciało. 
Jak? "karcąc - brzmi odpowiedź - jego zbocze- 
nia, zaspakajać istotne jego potrzeby". 
Na pierwszy rzut oka mogłoby się to wydać 
nową formą starego przez Lutra ze szczególnym 
naciskiem głoszonego protestu przeciwko ideałowi 
ascetycznemu. Tkwiła tu jednak myśl głębsza, płyną- 
ca z głębokiego zrozumienia istotnej potrzeby wieku. 
Powstając bowiem przeciw utożsamieniu ascetyzmu 
z istotą nauki Chrystusa, Towiański wyrażał dążność 
do skojarzenia życia w świecie - w świecie, w któ- 
rym panuje ciało, materya - z możliwością dosko- 
nałego wypełniania prawa Chrystusowego. - Każ- 
dego, kto ma zmysł religijny, dręczy pragnienie 
doskonałości, - i każdy poznaje w osobie Zba- 
wiciela wzór doskonałości tej, ale - pomijając wa- 
runki natury ludzkiej - warunki społeczne czynią 
urzeczywistnienie boskiego wzoru niezmiernie trud- 
nem. Możny czuje ciężar swego dostatku, on wie, że 
bogactwo jego osnute jest na wyzyskiwaniu słabszych 
i że, niechcący, sam przyczynia się do panowania
>>>
133 
brutalnej przemocy na świecie, więc co ma czynić? 
W niemożliwości rozwiązania pytania tego tkwiła tra- 
gedya życia Lwa Tołstoja. Wszystko oddać ubogim 
- byłoby gwałtem wobec żony i dzieci; uciec od 
bogactwa, które jest złem, wszystko pozostawiając 
żonie i dzieciom, jak to uczynił Tołstoj - mogło. 
być nie bez pozoru słuszności poczytywane za ob- 
łudę. Podobnież z drugiej strony cywilizacya wy- 
twarza taki zbytek w środkach do dostarczania roz- 
koszy zmysłowych i do podniecania wszelkiej po- 
żądliwości w tym kierunku, że wobec tysiącznych 
pokus życie biedaka przekształca się w piekło ciąg- 
łej zawiści. 
Więc, ażeby uniknąć męki życia w świecie, zo- 
staje jeden środek: rzucić świat, zamknąć się w pu- 
stelni klasztoru, niby w twierdzy, o którą rozbijają 
się pokusy świata, - i ztamtąd działać na ludzi, 
modlitwą i przykładem zwracać ich ku Bogu i tern 
umniejszać na świecie siłę złości i zawiści. Oto ideał 
ascetyzmu chrześcijańskiego - i to jest rozwiązanie, 
które zawsze dawał Kościół. Rozwiązanie wzniosłe, 
ale przeciwne naturze człowieka, jego instynktowi 
rodzinnemu, dostępne tylko jednostkom i prócz tego 
niebezpieczne. Albowiem kto, zamiast rzucać świat, 
zostaje w nim, zamiast wziąć sobie za wzór kon- 
templacyjną Maryę z Ewangelii, postanawia iść śladem 
gospodarnej Marty, ten tern samem utwierdza siebie 
w swej niedoskonałości, ten zrzeka się tego, co naj- 
piękniejsze w człowieku, t. j. pięcia się w górę, ten
>>>
IM 
przyznaje się do tego, że czy to przez słabość, czy 
lenistwo, nie chce iść na szczyt, lecz zatrzymuje się 
wpół drogi. Ponieważ zaś pojęcia o człowieku nie 
możemy i nie chcemy oderwać od myśli o dążeniu 
do ideału, ponieważ powinnością jego jest zdoby- 
wać doskonałość, więc ze zrzeczenia się tej powin- 
ności wynika pogarda tego niższego stanu, który on 
sobie obrał i w którym przebywa - i, co za tern 
idzie, brak dobrej woli i gotowości do spełniania 
obowiązków z tym niższym stanem związanych. 
Małżeństwo jest sakramentem, rodzina - rzeczą 
świętą, ale kapłaństwo i czystość są czemś jeszcze 
wyższem i śwh:tszem, więc mimowoli, bez zdawa- 
nia sobie sprawy z tego wyrabia się w świecie 
katolickim skłonność do lekceważenia ideału życia 
rodzinnego. Cnoty rodzinne piękniej nieraz kwitną 
w społeczeństwach protestanckich, - wyznanie takie 
słyszałem nieraz nawet z ust kapłanów katolickich ,- 
ale wzamian katolicyzm wydaje bohaterów ofiary, 
czyli świętych, dla których w protestantyzmie gruntu 
niema. 
Otóż Towiański, nauczając, że "duchem trzeba 
przeć na ciało" i to ciało "pielęgnować", kar- 
cąc tylko jego "zboczenia", oczywiście nil' miał 
na widoku jakichś przepisów hygienicznych, jakiejś 
gimnastyki, czy sportu. Myśl swoją wiązał on z no- 
wem pojęciem doskonałości, z przeświadczeniem, 
że doskonałość chrześcijańską osiągnąć można nie 
tylko przez ascetyczne zaparcie się świata, lecz
>>>
135 
w świecie samym, że dążyć do tego - powinno być 
hasłem nowej epoki - innemi słowy, że idąc śla- 
dem Marty, można zarazem urzeczywistniać w so- 
bie wyższe życie Maryi, czyli ideały Maryi i Marty 
nie przeciwstawiać sobie należy, lecz ze sobą łączyć. 
Drogą jednak do tego m6gł być, zdaniem Towiań- 
skiego, tylko zakon. 
l zapragnął on dać uczniom swoim możność, 
nie porzucając świata, żyć jednak w zakonie i w nim 
nabywać siły do walczenia ze złem na ziemi 1). Po- 
dobieństwa takich świeckich zakon6w istniały od- 
dawna pod postaciami rozmaitych stowarzyszeń re- 
ligijnych, bractw, sodalicyj, zostających zawsze pod 
kierownictwem zakon6w i wog61e os6b stanu du- 
chownego. Ale dla Towiańskiego nie było to do- 
stateczne. Był on synem swego wieku, nosił w so- 
bie jego treść, był więc indywidualistą, a marzył 
o nowej epoce i nowym wyższym gatunku ludzi,- 
ludzi, kt6rzyby nie potrzebowali dyrektywy, gdyż siłą 
własnego pędu szliby na wyżyny doskonałości. "Dziś 
_ nauczał on - człowiek silniej budzony jest, aby 
w wolności chrześcijańskiej poznawał" . Pragnął 
przeto zakonu, kt6ryby wolności tej nie krępował, 
w zasadzie kt6rego cześć dla Boga żywego zlewała 
by się harmonijnie z poszanowaniem dla osoby 
człowieka, na obraz i podobieństwo Boże stwo- 
rzonej. 
- - -- ---- 
1) "Nie idtmy na pustelni«: - nauczał - ale w duchu pu- 
stelniczym żyjmy na świecie".
>>>
136 


Jedynym zakonu tego celem byłby "postc:p chrze- 
ścijański", jedyną regułą - jeżeli to regułą nazwać 
można - "czuwanie nad myślą", czyli skupianie 
wszystkich władz ducha "w myśleniu o tern tylko, 
o czem myśleć należy". Owocem zaś myślenia ta- 
kiego byłoby "czucie chrześcijańskie", które To- 
wiański uważał za niezbędną podstawę do doskona- 
łości, a określał, jako "najświętsze podniesienie 
ducha, najpełniejsze spoczęcie w Bogu i poddanie 
się woli Bożej", Nie zastanawiał się Towiański nad 
tern, że w samem pojęciu zakonu złożonego z lu- 
dzi wolnych mógł tkwić błąd logiczny, nazywający 
się contradictio in adjecto. Wierzył on w nieo- 
mylność "czucia chrześcijańskiego" - i do stworze- 
nia zakonu wyłącznie na tern czuciu opartego na- 
woływał on uczniów swoich, "sług Sprawy". " Wszyst- 
kie zakony - wołał on - które dotąd istniały, go- 
towały człowieka do tego zakonu". 
Kto zaś wyrobi w sobie czucie chrześcijańskie, 
ten wraz z X. Piotrem z III cz. D z i a d ó w powie- 
dzieć może "ja proch będę z Panem moim gadał", 
- ten wie co ma czynić, ten ma prawo nieposłusz- 
nym być Kościołowi, gdyby Kościół żądał od niego 
czegoś niezgodnego z jego czuciem, a Kościół nie 
ma prawa narzucić mu swej woli, ani wykluczyć 
ze swego grona. "Tylko grzech własny człowieka r 
- są słowa Towiańskiego - nie zaś obca czy ja- \I 
bądź wola może go wykluczyć z Kościoła". r 
Ale to głosząc, stawał Towiański w kolizyi d
>>>
137 
z władzami Kościoła i to go prowadziło do nowej 
definicyi Kościoła... 


1110 
CZEM JEST KOŚCIÓŁ. 


W dążności do stworzenia idealnego zakonu. 
w którymby świat znalazł wskazówki i wzory i wraz 
z tern moc do dźwignięcia ludzkości na wyższe po- 
ziomy. spotykał się Towiański z Mickiewiczem, 
który do myśli tej zapalił się był jeszcze przed 
nim. Już w roku 1832 pod wrażeniem ciosów. które 
Spadły na Polskę, Mickiewicz czynił zbawienie jej 
zależnem od usiłowań ludzi, którzyby miłość oj- 
czyzny zdołali rozświecić światłem ducha religijnego. 
Myśl ta w roku 1834 znalazła urzeczywistnienie 
w zawiązanem w Paryżu stowarzyszeniu "Braci 
Zjednoczonych", z którego wytworzył się później 
zakon Zmartwychwstańców, Teraz, znalazłszy nową 
pObudkę w nauce Towiańskiego, Mickiewicz stawał 
się w wykładach swoich w College de France za- 
Palonym głosicielem idei Zakonu, dając jej wyraz 
nierównie wymowniejszy. niż Towiański. I u obu- 
u Mickiewicza i u Towiańskiego - apostołowanie 
nowego zakonu wywołało nowe pojmowanie obo- 
wiązków względem Kościoła. zmusiło ich do rozsze- 
rzenia pojęcia Kościoła - i w końcu doprowadziło 
do konfliktu z Kościołem urzedowym.
>>>
138 


Celem człowieka jest B6g, tj. zbawienie siebie 
w zjednoczeniu się z Bogiem -- i w rzeczach, tyczą- 
cych się zbawienia, każdy jest obowiązany stawiać 
stosowne pytania Kościołowi. \V odpowiedzi na nie 
Kości6ł zalecał modlitwy, ascetyzm, - w dziedzinie 
zaś czynu w wiekach ubiegłych - walkę z niewier- 
nymi. Wszystko to robiono i robią - wołał Mickie- 
wicz - "a ziemia podobniejszą jest dziś do piekła, 
niźli natenczas była, c6ż więc teraz czynić?- - 
Wprawdzie nie można powiedzieć, ażeby życie zu- 
pełnie zamarło w Kościele: "Słyszymy - m6wił 
poeta - o tworzeniu nowych zakon6w i zgrom a- 
madzeń religijnych; ale ktokolwiek je zna, wie do- 
brze, że to nie są bynajmniej utwory nowe, tylko 
blade podobieństwa, naśladowania bez życia i siły 
wzor6w dawnych..... "Wstrzemięźliwość, modlitwa, 
kaznodziejstwo to nic nowego; wiadomo, ile przez 
nie dokazać można i nie potrzeba dla praktyko- 
wania ich zawiązywać zgromadzeń specyalnych. 
Zakonem naszym byłby zakon taki, kt6ryby wkła- 
dał na swoich członk6w obowiązki nowe, dając im 
zarazem moc łamania trudów, zwyciężania niebez- 
pieczeństw, przewyższających siły pojedyńczego czło- 
wieka epoki dzisiejszej". 
Słowem, zakonu trzeba, który by ułatwiał czło- 
wiekowi spełnienie najważniejszego czynu. tj. "ofiary 
ducha" czyli zaparcia się swego Ja dla idei. Naj- 
wyższym zaś wyrazem takiego zaparcia się byłoby 
wystawienie siebie na pociski najstraszniejszej nie-
>>>
13g 
materyalnej broni, jaką jest śmiech. "Kropla jedna 
- wymownie myśl swoją tłumaczył Mickiewicz - 
którą gad słaby i pełzający nasączy w swoją miek- 
ką paszczeke, bardziej jest niebezpieczną od ukąsze- 
nia lwiego, zadaje śmierć niechybną. Są takie du- 
sze, co podobnym sposobem, jak płazy, narobiw- 
szy cicho we wnetrzu swoje m trucizny, napuszczają 
nią uśmiech swej twarzy; jad niemateryalny razi 
ducha, odbiera mu władze. Im człowiek jest du- 
chowniejszy, tern tkliwszy na pociski tej nowej broni 
złego". Aby pociski takie odeprzeć, trzeba umieć 
stanąć przeciw nim nie w pozycyi adwokata i re- 
tora, lecz żołnierza prawdyo Kapłani już nie są do 
tego zdolni. Z członków Kościoła wojującego wy- 
szli, według miażdżąco złośliwej uwagi poety, na 
"faktorów rekomendujących katolicyzm". Idą tylko 
tam, gdzie im nie grozi niebezpieczeństwo: "Wstą- 
piwszy na kazalnice, prawią śmiało, bo wiedzą, że im 
to zostawiono, że świat przywykł uważać to za ich 
rzemiosło - i że nikt nie myśli atakować ich w tej 
twierdzy obwarowanej ustawami... .. "Ale widziałże 
kto księży mających tyle odwagi i siły, aby który 
z nich poszedł do Izby deputowanych i m o c ą 
s ł o w a nakazał im stanowić prawa odpowiednie 
godności narodu, będącego starszym synem Koś- 
cioła, starszym bratem narodów innych?..... Nie. "Bo 
na taką służbe trzeba wiecej odwagi i energii mo- 
ralnej, niż na opowiadanie Ewangelii w Kochinchi- 
nie, trzeba sie narazić na najstraszniejszą dla czło-
>>>
1-40 
wieka współczesnego rzecz, na śmiech, trzeba mieć 
wiar«: w moc swego słowa, które skruszy szyder- 
ców, trzeba c u d u" o 
W cudy dziś nie wierzą, ale - dodawał Mickie- 
wicz - "jest sposób udowodnienia rzeczywistości 
cudów, a to znaleźć tajemnicę robienia ich znowu". 
Św. Bernard po łacinie wzywał do wypraw 
krzyżowych i porywał tłumy, nie umiejące tej mowy. 
Ś. Franciszek Xawery opowiadał Indyanom Ewan- 
gelją, zanim nauczył się ich językao Papież Pius V. 
"nawrócił wielu protestantów, nie przemówiwszy 
do nich ani słowa, samem tylko ukazaniem się po- 
między nimi". 
Żądał więc Mickiewicz od sług Kościoła tego 
heroizmu ducha, tej świętości, która daje moc two- 
rzenia cudów. Oczywiście, nie znajdował jej. Koś- 
ciół składać się nie może z samych tylko bohate- 
rów i świętycho W wygórowanem jednak żądaniu 
Mickiewicza była cząstka słuszności: rozumiał on, 
że instytucya, przemawiająca do ludzi w imię Boga, 
powinna nosić na sobie znamię jakiejś wyższej 
cnoty, tymczasem "od wieków - wołał on w swoim 
ostatnim wykładzie - w czynach Kościoła nie wi- 
dzimy żadnego pierwiastku, któryby nie był znany 
synom ziemi; nie widzimy nic takiego, coby się nie 
mogło znaleźć poza Kościołem..... "Nie chcą tego 
widzieć w Kościele, że wszystko koło nich wzniosło 
się im nad głowy". - Instytucya zaś z charakterem 
moralnym nie może liczyć ani na wpływ, ani na
>>>
141 
trwałość, skoro moralne aspiracye tych, co poza 
nią są, poczynają sięgać wyżej i dalej; Kościół wschod- 
ni oniemiał i sparaliżowany został, a Kościołowi 
katolickiemu, który posiadając prawdę, miałby tyle 
do dania, "zbywa na sługach, nie może znaleźć na- 
rzędzi zdolnych szerzyć ten ogień ducha, krzepią- 
cego światło wiary, jaki w nim jest złożony, - 
Tłumaczył to Mickiewicz tern, że Kościół ugrzązł 
w pysze świadomości posiadania prawdy, więc za- 
miast świecić świętością, chce podbić umysły nie- 
zbitą siłą dowodów swej prawdy i boskości, "za- 
miast pociągać, umie tylko odpychać i potępiać". 
Z takich to zarzutów przez Mickiewicza i To- 
wiańskiego Kościołowi stawianych wypływała ko- 
nieczność rozszerzenia pojęcia Kościoła. Jakże bo- 
wiem ograniczać Kościół do grona jednostek trzy- 
mających się pewnej wiązanki dogmatów, skoro 
w ich liczbie jest tylu, co są hańbą dla Kościoła- 
i jakże z drugiej strony wykluczać z Kościoła tych, 
co inne mają c r e d o, lecz posiadają "czucie chrze- 
ścijańskie" ? I Towiański wygłaszał bez wahania 
śmiałe twierdzenie, że w Kościele są wszyscy, co 
mają czucie chrześcijańskie i w tern czuciu związek 
z Niebem - twierdzenie z pozoru duchem protes- 
tantyzmu nacechowane, a jednak w istocie swojej 
głęboko katolickie. "Istnieje kościół niewidzialny - 
pisał jezuita O. Bainvel wEtudes (1897, styczeń) 
złożony ze sprawiedliwych wszystkich czasów i kra- 
iów, począwszy od Abla lub świętobliwe20 Joba,
>>>
1.(2 
a kończąc na ostatnim z tych, których łaska Boża 
wyszukuje w puszczach lub na dzikich wybrzeżach, 
albowiem wszyscy oni, choć poza obręb synagogi 
lub Kościoła katolickiego rzuceni i ze sobą żadnym 
węzłem nie powiązani, skorzystali z łaski zapew- 
nionej całemu rodzajowi ludzkiemu zasługami Je- 
zusa Chrystusa i doszli do poznania nadprzyrodzo- 
nego, bez którego nie masz zbawienia". - "Oto 
- pisał L. Laberthonniere, przytaczając słowa po- 
wyższe - jedna z idei zasadniczych katolicyzmu, 
z tych, które od początku samego zostały dobitnie 
wyrażone"... "ale zdaje się - słusznie dodawał - 
że trochę zan,adto zapominają o niej". Wynikało 
jednak stąd - i Towiański tego nie ukrywał- 
że ci co wskutek grzechu, albo niedbałości, albo 
lenistwa czucie chrześcijańskie tracą, tern samem 
przestają do Kościoła należeć, choćby z imienia 
w nim byli i nawet przodujące stanowiska zajmo- 
wali. Ale Towiański miał gorące przywiązanie do 
wiary katolickiej, w której się urodził, do sakramen- 
tów jej i obrzędów, - i kierownictwo tego rozsze- 
rzonego Kościoła, o którym marzył, chciał widzieć 
w ręku następcy Św. Piotra. "Powołanie stolicy 
Apostolskiej - pisał - polega na tern, aby przez 
wieki, do skończenia świata świeciła światu, jako 
niebieski świecznik jego". Ale jeżeli ten, co na sto- 
licy Piotra zasiada, i ci inni, którzy z ramienia jego 
dzierżą najwyższe urzędy i kierują nawą kościelną, 
"przestaną utrzymywać w sobie ogień Chrystusowy
>>>
143 
i dźwigać krzyż Chrystusa, jeżeli ogarnie ich leni- 
stwo w służbie Bożej, czy także utracą czucie chrześ- 
cijańskie i wskutek tego przestaną należeć do Koś- 
cioła?" - Tak - odpowiadał Towiański - "Koś- 
ciół bez krzyża nie jest Kościołem Chrystusa" - 
a mówiąc to, dawał wyraz temu znamiennemu sło- 
wiańskiemu idealizmowi, który gardzi kontemplacyą 
nadziemskiego świata wzorów, a szuka ideału na 
ziemi, w dziedzinie czynu, zbliżał się do mistrza 
Jana Husa, który jeszcze w wieku XV potępiony 
został za to, że głosił, iż stolica apostolska o tyle 
jest stróżem Prawdy, o ile tego jest godną. "Skoro 
więc - ciągnął dalej Towiański - stolica apostol- 
ska odrzuca krzyż, Kościół opuszcza stolicę, to 
miejsce naznaczone mu na ziemi i powraca do Koś- 
cioła tryumfującego na niebie, jako do źródła swego, 
zostawiając ziemię bez pomocy niebieskiej." 
Nie było to zupełnie jasne, ale wynikało ztąd, że, 
gdy Kościół przestaje świecić światu, "jako świecz- 
nik", wówczas człowiek powinien szukać prawdy 
w sobie, tj. zaufać swej dobrej woli w::szukaniu 
prawdy, z niej jej kryterium uczynić, w przeświad- 
czeniu, że cnota prowadzi do poznania prawdy, 
"que c'est par la bonte qu'on possede la verite jak 
wyraził się jeden z najgłębszych katolickich myśli- 
cieli współczesnych. 1) O ile - mówił Towiański - 
człowiek nosi wiernie w sercu swojem miłość, ofiarę, 


l) X, Laberthonniere
>>>
144 
krzyż Chrystusa, Chrystus daje mu poznać Kościół 
swój"... "Czucie. że Kościół jest to jedyny port 
bezpieczny wśród ciągłej burzy świata, stało się dla 
mnie pobudką do szukania Kościoła wszędzie. gdzie- 
kolwiek i pod jakąbądź formą żyje na ziemi". 
I w tern rozdwojeniu między miłością Kościoła, 
żądzą oglądar.lia w nim ucieleśnionej myśli Chrystusa, 
a świadomością. że Kościół, składając się z ludzi 
ułomnych. na tej wysokości stanąć nie umie. prze- 
był Towiański całe życie, dzieło zaś jego wraz ze 
wszystkiemi swojemi owocami świadczy, że wyjścia 
z tragizmu rozdwojenia tego nie było. Wszak ze- 
brał on był koło siebie ludzi nie byle jakich, lecz 
najlepszych - i pomimo tego niezdolnym był on 
i niezdolni byli jego uczniowie do prowadzenia spra- 
wy i do wytworzenia zakonu bojowników Chrystusa, 
którzyby zdołali wznieść chrześcijańską ludzkość na 
wyższy poziom życia. Niemniej jednak sprawa, któ- 
rej dał początek. ma doniosłe znaczenie. Jego głę- 
bokie przywiązanie do Kościoła, złączone z dążnością 
do rozszerzenia jego idei i do pOciągnięcia ku Koś- 
ciołowi wszystkiego, co najgodniejsze w świecie, 
było nowym powiewem w sferze życia katolickiego, 
powiewem miłości, oświeżającym sumienia kato- 
lickie, - a w nim, w powiewie tym było zawarte 
owo nowe słowo, które on przynosił ludziom. 
Ale to nowe słowo owocu wydać nie mogło, bo 
trafiło na grunt nie przygotowany, oporny. Grunt 
ten należało obrobić filozoficznie i religijnie. I w tym 


: .......
>>>
145 
względzie Towiański, podnosząc znaczenie pierwiastku 
moralnego w indywidualności człowieka, a znacze. 
nie indywidualności w Kościele, stawał się poprzed- 
nikiem tych, którzy dziś punkt ciężkości w zagad- 
nieniach religijnych przenoszą ze sfery intelektu- 
alnej do sfery moralnej 1) stawiając życie, jako czyn- 
nik poznania, głosząc zależność poznania od życia. 
"Nasza wiedza o bycie - wyraził się jeden z nich 
- warta jest tyle, ile my jesteśmy warci," co zna- 
czy w przekładzie na styl Towiańskiego, że kto ma 
czucie chrześcijańskie, ten posiada prawdę, w jej 
pryncypie" . 
Towiański niezupełnie, jak się zdaje, świadomie 
dawał znamię nie nowej religii, lecz nowego wybu- 
chu życia religijnego temu, co stanowiło istotę 
myśli i duszy polskiej. Wiek XIX był wiekiem 
najżywszego i najboleśniejszego odczucia prze- 
paści między rzeczywistością a ideałem; głębiej 
niż kiedykolwiekbądź przedtem uświadomiono 
sobie w nim ból istnienia. A bóle i tęsknoty sku- 
piały się w kulcie bohaterów, powstających przeciw 
istniejącemu porządkowi i zbuntowanych przeciw 
Opatrzności. Dopiero w poezyi polskiej kult ten 
stał się zwrotem do istotnych podstaw jaźni, tj. do 
wyrytego w duszy podobieństwa Bożego, do jej 
pierwiast
u mistycznego. W przeciwieństwie do za- 


l) Por, M Z d z i e c h o w s k i. P e s t i s P e r n i ci o s i s- 
s i m a. Warszawa, 1905. 


Z. Krasiński. 


10
>>>
146 
rysowujących się już wówczas a wypływających z filo- 
zofii Hegla antropocentrycznych rojeń o nadczłowieku, 
czyli c z ł o w i e k u-b o g u, ponad którego nie masz 
nic na świecie, w wieszczych marzeniach Mickiewicza, 
Słowackiego i Krasińskiego znajdował wspaniałą 
dla siebie postać oparty na kulcie Boga-człowieka, 
czyli Słowa wcielonego t e o c e n t r y c z n y ideał 
człowieka w jedności swojej z Bogiem i przez nią 
wznoszącego się na szczyt potęgi. Był to prome- 
teizm chrześcijański, hymn na cześć gwałtowników 
zdobywających niebo, gloryfikacya czynu, który 
jest zwycięstwem nad materyą, rozrzuceniem granic, 
które stawia byt ZAlYsłowy, "syntezą człowieka 
z Bogiem" według głębokiej definicyi Blondela. A 
gloryfikacya czynu w ten sposób pojętego zawierała 
w sobie nietylko tryumfujące odparcie egoteistycz- 
nych rozpędów wieku, ale zapowiedź pogłębienia 
religii i życia wewnętrznego.
>>>
I, MISTYKA SŁOWACKIEGO.
>>>

>>>
I. 


A N H E L L I. 


w twórczości Słowaciego A n h e II i znaczy tyle, 
co I mprowizacya z III Części Dziadów w twór- 
czości Mickiewicza. W I m prowizacyi uczucie, w An- 
hellim marzenie wybuchnęły potężnym płomieniem, 
który odtąd przyświecał obu wieszczom w ich wę- 
drówkach duchowych. Ale gdy uczucie, występując 
u Mickiewicza jako właściwość najbardziej w nim 
wybitna, uczyło go kochać i cierpieć za miliony, 
Słowacki, dawszy się unieść marzeniu, im dalej, tern 
więcej obcym stawał się szarej masie ludzkiej. 
a patrząc na nią z nadświatowych wyżyn, zamykał 
się w dumnej świadomości swego osamotnienia, 
W Improwizacyi zawartą była w zarodku później- 
sza mesyaniczna nauka Mickiewicza. podobnież 
z A n h e II e g o wypłynął mesyanizm Słowackiego. 
Myśl tę rozwinąłem przed laty w M e s y a n i s t a c h 
i S ł o w i a n o f ił a c h. Dziś rumienię się nieraz, prze- 
glądając książkę, w której szczery młodzieńczy za- 
chwyt nad pięknem marzeń Słowackiego i płynący
>>>
150 
stąd kult dla poety co chwila ustępował drogi po- 
jęciom branym z atmosfery epoki, panowaniem po- 
zytywizmu tak w nauce, jak w religii do takiego 
stopnia nacechowanej, że wszelkie przekroczenie czy 
to dziedziny faktów zmysłowemu doświadczeniu do- 
stępnych, czy też dziedziny poglądów uświęconych 
powagą jakichś najwyższych instytucyj, wydawało się 
objawem głupoty, głupiej pychy czy obłędu. I ru- 
mienićbym się musiał, czytając rozprawy dzisiejszych 
najmłodszych wielbicieli Słowackiego, gdy sądy moje 
ówczesne o Słowackim przeczytają - i słusznie pod 
niektórymi względami - jako dowód niezrozumie- 
nia i lekceważącego traktowania dzieł jednego z naj. 
świetniejszych i najwyższych umysłów, jakie Polska 
wydała. 
Do surowych niewątpliwie sędziów, Słowackiego 
zaliczyć należy S1. Tarnowskiego, a jednak, zamy- 
kając swoją ocenę osoby i twórczości poety, "po- 
wtórzmy raz jeszcze - dodawał - i wbijmy sobie 
w pamięć głęboko, że miał serce wysokie i szla- 
chetne, wolę zawsze czystą i dobrą, wyraźną świa- 
domość dobrego i złego i ciągłą stałą dążność do 
tego, co piękne i dobre, wreszcie, że kochał bar- 
dzo i bardzo to, co my wszyscy najbardziej ko- 
chamy" l). Niestety, ta równowaga w sądzie nie za- 
wsze była innym dostępną. Genialnemu poecie, 
który w natchnieniach z modlitwy i czystego, Bogu 


I) H i s t o r y a I i t e r a t u r y p o l s k i e j, t. V. str. 503.
>>>
151 
oddanego życia czerpanych, przejmował się wiel- 
kością i ciężarem swego k ról e w s k i e g o wobec 
narodu posłannictwa, zarzucano pychę - a czemże, 
jeśli nie pychą, tylko nie usprawiedliwioną choćby 
podobieństwem genialności, były takie wyroki kry- 
tyków? Pamiętamy te akty oskarżenia, wytaczane 
przeciw szaleńcowi, który się śmiał mierzyć z Mic- 
kiewiczem, widzieliśmy też, jak z protekcyjnem po- 
czuciem wyższości profesora wobec ucznia wyty- 
kano błędy w wypracowaniach utalentowanego, lecz 
niemądrego "Julka". Włodzimierz Sołowiew opo- 
wiada w autobiograficznym poemacie o cudownej 
Wizyi dziecięcej, która stanowczy decydujący wpływ 
miała na cały bieg jego myśli i życia. Zachwycony 
spowiadał się z tego przed boną Niemką, a ta z po- 
litowaniem potrząsając głową: "Ach, Włodziu, Wło- 
dziu - mówiła - jakże jesteś głupi!" Taką boną 
Niemką byliśmy nieraz wobec Słowackiegoo.. Na 
Usprawiedliwienie własne tern tylko pochlubić się 
mógłbym, że podległszy urokowi tego, co mi się 
..obłędem" poety wydawało i określając go jego 
własnemi słowy jako "opętanego przez anioła", 
nieco głębiej umiałem odczuć stan jego duszy w o- 
statnich latach twórczości - i dzięki temu książka 
moja była jedną z pierwszych prób sprawiedliwej 
Oceny mistycznych jego dumań. Choć bardzo nie- 
śmiało, torowałem drogę nowemu prądowi - i miło 
mi było z referatu pana Gubrynowicza dowiedzieć
>>>
152 
sił:. że to skromne znaczenie mej pracy uznał i pod- 
niósł. 
Ale chociaż ubolewania moje z przed dwudzie- 
stu lat nad tern. iż Słowacki "zagubił swój talent 
w mrzonkach teozoficznych" wydają mi się dziś 
śmiesznemi. nie cofam swego zdania o znaczeniu 
An heli ego w twórczości poety - i dziwię się, że to, 
co od początku narzucało się mej myśli swoją ude- 
rzającą jasnością. nie zostało dotychczas przez kry- 
tykę naszą przyjęte i że nawet najmłodsi badacze 
Słowackiego. ci. co się mienią wyznawcami jego, 
z profesorem Lutosławskim na czele, ostrzejszą 
jeszcze. niż dawniej, przeprowadzają granicę między 
obu epokami jego życia, podkreślając "ogromną, 
w dziejach ducha ludzkiego rzadką przemianę uta- 
lentowanego poety na jasnowidzącego wieszcza" l). 
Tymczasem w A n h e II ł m już się wyraźnie zarysował 
był późniejszy automesyaniczny mistycyzm Sło- 
wackiego; utwór ten jest pochodnią, rzucającą ja- 
skrawe światło na epokę Króla Ducha- i pochod- 
nię tę wziąć do rąk trzeba, ażeby zejść w ciemne 
głębie późniejszych pomysłów poety, tak ciemne, 
że przy pierwszem wejrzeniu wydają się chaotycz- 
nym bezładem. 
Ażeby Słowackiego zrozumieć, należy przede- 
wszystkie m uwierzyć jemu, gdy nam opowiada, że 


I) Lutosławski: Z a d a n i a p r a c n a d S ł o w a c kim. 
(E I e u s i s, t, V.).
>>>
153 
od dzieciństwa "smutną patrzał twarzą" na obcy 
mu świat. że od ludzi stroniąc. budował sobie "gma- 
chy pełne głosów nadziemskich szaleństwa i bla- 
sku" i że "Bóg sam wie tylko. jak mu było trud- 
no" te zaziemskie ustronia opuszczać i "co dnia 
krainę mar rzuciwszy cudną - powracać między ga- 
dy i nie syknąć",.. Nie zdziwi to nas wtedy. że 
u krańców ekstazy marzenie doprowadzało go nie- 
raz "do bezwzględnej negacyi wszystkich zabiegów. 
dążeń i ideałów ludzkich. a natomiast do wywyż- 
szania, nawet do ubóstwiania siebie samego - swo- 
ich polotów niebiańskich - do uważania siebie za 
Opętanego przez aniołów, za psalm jakiś 
odkupienia. za pośrednika między pogrążoną w ot- 
chłań głupoty i zepsucia ludzkością a nieskończo- 
nem pięknem życia z Bogiem i w Bogu" 
Takiego stanu duszy wylewem jest A n h e II i. To 
poetyczny obraz teoryi nadczłowieczeństwa. poję- 
tego jako świętość z łaski Bożej, więc świętość da- 
jąca się bez trudu, ale tylko rzadkim wybrańcom. 
Świętości tej widomą oznaką są skrzydła marzenia. 
niosącego duszę na dalekie niedostępne wyżyny sa- 
motnych rozmów z Bogiem: 


..0..gdySrny byli z Bogiem sarnio.... 
Ą ten stan duszy. który zrazu chwilami tylko ogar- 
niał poetę i jako chwila uwieczniony został w A n- 
h e II i m, staje się później. po poznaniu Towiańskiego. 
stanem ciągłym. Życie jego jest odtąd - pięknie po-
>>>
154 
wiedział C. Jellenta "szczeblowaniem wielkich rezyg- 
nacyj na tle wzrastającej siły i rzewności ducha", "kro- 
czeniem ku anielstwu" 1). Świadczy o tern wszystko. 
co w tej epoce wyszło z pod pióra Słowackiego. 
Weźmy jego wiersze drobne. "Ani rola - czytamy 
w epigramacie z powodu książki Augusta Ciesz- 
kowskiego O k r e d yci e - ni handel, ni prac rozdzie- 
lenie - nie jest źródłem bogactwa kraju, lecz 
n a t c h n i e n i e". Natchnień źródłem są "sny czy- 
ste i złote". Młodości - woła poeta - uwierz w te 
sny, "a masz broń pewną na świata ciemnotę, masz 
we snach twoich już stworzoną wian:". Sny takie 
są jakby zejściem Ducha Bożego w duszę człowieka, 
a komu Ty, Boże, 


,..Twoje namaszczenie 
Włotysz na czoło, ten bez żadnej pracy 
W powietrzu Twojem, jak powietrzni ptacy 
Pływa, a święte karmią go promienie .). 
Bóg w nim "większy" jest, w większym maje- 
stacie się objawia, "niż w morskich otchłaniach - 
niż w Alpach, piorunami co są uwieńczone. I do- 
brze jest poecie w natchnień bożych wielkim wi- 
chrze żyć. serce ma on wtenczas "Iepsze i cich- 
sze" . 


I ja widzę, że wola jehowy 
jest, aby nowy świat stanął przed świtem, 


l) C. jellenta; D r u i d j u I i u s z S ł o w a c k i. Brody 
191 t. 
') D z i e ł a. Wyd, Gubrynowicza, t. I, str, 281.
>>>
155 


Nie potałuję n;ki, ani głowy 
Gdy przyjdzie pora,.. 
I był czas, że zdawało się jemu, iż w szczytnym 
locie ku "Ilowemu światu" on nie był osamotniony, 
albowiem "jest człowiek - pisał on o Towiańskim 
do Krasińskiego - kt6ry rozwiązuje duchy i stawia 
je nad ciałami, wkładając im wszelkomożne ko- 
rony, wpajając w nie kr61ewskość mocy, łącząc 
z Bogiem", a ci, co tego człowieka uznali i ucz- 
cili, stojąc "serce przy sercu, duch przy duchu", 
otwartą przed sobą mają drogę "w słoneczność": 
"Synowie Boży jesteśmy'" 
KaMy silny o pół kroka 
Ku Bogu Swiat pchn'iC dzisiejszy, 
A jutro jeszcze silniejszy. 
KaMy jak przepaSC głęboka 
Zamiarów pełna gorących 
PrzepaSci i uwidomień, 
Jednak kr6tko złudzenie to trwało o Niepohamo- 
Wany indywidualizm nie pozwolił poecie być po- 
Słusznym szeregowcem, choćby w szeregu tych, co 
rnieli świat odrodzić; ognie jego marzeń ścianą 

 ognia oddzieliły go od ludzi; im dalej, tern sil- 
niej czuł on, że był sam w swoim "Janowych wi- 
d
eń zapale"; coraz głębiej zapadały mu w dusze: 
słowa o Anhellim, kt6re niegdyś włożył Szamano- 
Wi w usta: "W y b i o re: j e d n e g o z n i c h", coraz 
Wyraźniej jego marzenie o nadczłowieczeństwie, 
o kr6lach-duchach przybierało postać przeświad-
>>>
156 


czenia, że nie w gronach wybrańców, lecz w jed- 
nym tylko skupia się myśl epoki, że "ziarnem Pol- 
ski być jeden prosty człowiek może", że "najpięk- 
niejszy, najświętszy Boga tron na ziemi - na który 
Pan Bóg nieraz kilka wieków czeka - jest to duch 
ogromnego wieszcza i człowieka": 
Wiatrak niby ze skrzydły jasno-słonecznemi, 
Ciągle porywający świat kamienny w górę. 
Czyżby on tym wieszczem nie był? Czyż nie 
rozkazał mu Bóg świat porywać w górę? 


Jak orzeł gniewny, Panie wiekuisty, 
Zleciałeś na mnie i skrzydły przykryłeś, 
Szelest był wiatru i trzask był ognisty 
I cisza wielka pod ogniami... 


A potem przez "wiatr lekki i przez szelest święty" 
został wieszcz pochwyeon, "a z łoża nie zdjęty" - 
i Bóg w niego wlał tę wiedzę, która człowiekowi 
"manną" stać się ma, przeobrazi go, wszechmoc- 
ność da i nieśmiertelność - i nie będzie w nowym 
świecie grobów, "ciało nie uzna skażenia..... 
Więc nie dziw, że spokój i radość przepełniały 
serce wieszcza: 


..,teraz, o Panie 
Radośny jestem i rozweselony. 
Przyszedłszy na to natury poznanie, 
Które mi staje za skarby i trony, 
A z Ciebie wyszło,o.
>>>
- 


157 


II. 


ANHELLI A IDEA EWOLUCYJNA. 


Odwrócony od ludzi dzisiejszych, w stronę lu- 
dzi jutra, czyli n a d I u d z i, skierowywał Słowacki 
swój wzrok. A idea nadczłowieka jest koroną wszel- 
kiej filozofii ewolucyjnej. "Wiara w postęp nieogra- 
niczony - mów(p. Jan G. Pawlikowski l) - może 
się wprawdzie zamykać w granicach świata ludz- 
kiego, jeżeli jednak już raz przeniesie się na pole 
biologicznego ewolucyonizmu, to musi, a przynaj- 
mniej logicznie powinna przyjąć, jako konsekwencyę, 
ewolucyę ponad człowieka". O takim jednak biolo- 
gicznym tylko nadczłowieku, t. j. z innem, subtel- 
niejszem ciałem, Słowacki nie marzył; przemienie- 
nie ciał przenosił do dalekiej apokaliptycznej epoki, 
w której "Nowe Jeruzalem" zstąpi na ziemię. Do 
myśli zaś swojej przywiązując znaczenie przede- 
wszystkiem moralne, myślał o tych, których Bóg 
w obrębie warunków dzisiejszego świata wybiera, 
albowiem, jak Anhelli, czyści są "jak lilia biorąca 
z wody swe liście i kolory niewinności" i mocą 
czystości prowadzą świat na wyższe tory, sam zaś 
siebie do nich zaliczając, z tego stanowiska sądził 
o rzeczach i przeto odbywał drogę, o której mówi 
p. Pawlikowski, w porządku odwrotnym: zaczynał 


I) M i s t y k a Słowackiego. Por. str. 445,
>>>
158 
ją od końca, od marzenia o bożych wybrańcach, 
t. j. o nadczłowieczeństwie. Więc gdy w drugiej 
epoce swej tw6rczości zapragnął te marzenia swoje 
i tęsknienia ująć w jakąś filozoficzną całość, to 
pierwszem zadaniem, kt6re stanęło przed nim, było 
wytł6maczenie świata i człowieka, dziej6w natury 
i dziej6w ducha takie, ażeby podstawą były do idei 
nadczłowieka. Kr6cej m6wiąc, światłem Anhellego, 
słowami Szamana: "Wybiorę jednego z nich" mu- 
siał Słowacki oświecić filozofię swoją. 
Pomoc gotową a obfitą miał w ewolucyonistycz- 
nym poglądzie na świat, kt6ry w6wczas już nie był 
nowością, a płynął dwoma prądami: pierwszym był 
ewolucyonizm ściśle biologiczny, czyli transformizm, 
drugim - progresyzm, oparty nie na doświadcze- 
niu, ale na wierzeniach i pragnieniach, "przenoszący 
się do biologii z dziedziny spekulacyj historyozo- 
ficznych" 1), Oczywiście Słowacki chwycił sie pro- 
gresyzmu, kt6ry doskonale się zgadzał z roman- 
tycznym duchem epokio Wyrazem jego dumań jest 
nauka genezyjska. P. Pawlikowski zestawił ją z. po- 
glądami Karola Bonnet, oraz Herdera. Podobieństwa 
są znamienne i nasuwają wniosek o wpływie, tylko 
nie był to wpływ bezpośredni, nie można twierdzić, 
że Słowacki brał z nich gotowe pomysły i że je 
powtarzał. "Wyobrażam sobie - pisze p. Pawli- 
kowski - że pisma tego rodzaju, jak Bonneta, czy- 


I) Pawlikowski: Op. c" por. str. 384 - 387,
>>>
159 
tało się z pewną obojętną ciekawością; dopiero póź- 
niej rzucone przez nie ziarna kiełkowały w umyśle, 
rozrzucone ogniwa łączyły się, fantazya zapełniała luki, 
tworzył się syntetyczny pogląd na świat, i wtedy na- 
stępowało. nagle olśnienie pięknością idei i złudzenie 
całkiem nowej koncepcyi, ponieważ subjektywne wra- 
żenie było niespodzianem i rzeczywiście całkiem no- 
wem. Uwaga bardzo trafna, nad którą powinniby się 
zastanowić krańcowi zwolennicy tej metody szukania 
wpływów i zapożyczań, którą niegdyś prof. Lucyan 
Malinowski dowcipnie "policyą literacką" nazywał. 
Inne jednak wobec ewolucyonizmu Słowackiego 
zajął stanowisko prof. Lutosławski. Bada on naukę 
jego nie ze stanowiska sybaryty, który używać chce, 
ale jako wyznawca; w Słowackim nosił on nietylko 
wieszcza natchnionego lecz i "mędrca, jakich niewielu" 
miała ludzkość, z tego powodu jako więcej poucza- 
jące, zalecił on porównywanie poglądów jego raczej 
"z późniejszym rozwojem myśli ludzkiej, którą on 
wyprzedzał, niż z dziełami napisanemi przed nim" 1). 
A w takim razie imię Darwina narzuca się pierwsze. 
Obaj Darwin i Słowacki, przyszli na świat w r. 1809 
i, rzecz godna uwagi, właśnie w tymże roku La- 
marek wydał swą P h i los o p h i e Z o o log i q u e, 
w której po raz pierwszy wznowioną została teorya 
Pochodzenia gatunków II). Ale Darwin na tezie trans- 


t) Z a d a nia p r a c nad Słowacki m. (Ęleusis, t. V). 
t) Lutosławski: Darwin i Słowacki. Warszawa, 1909.
>>>
160 
formizmu nie poprzestał: usiłował przyczyny prze- 
mian jednych gatunków na drugie wytłómaczyć 
przez dobór płciowy i walkę o byt, czyli przez czyn- 
niki zupełnie materyalneo Było to stanowisko przy- 
rodnika. który na ducha patrzy jako na wykwit mate- 
ryi. Genesis Darwina - mówi Lutosławski - jest to 
g e n e s i s z c i a ł a w przeciwieństwie do g e n e- 
s i s z d u c h a Słowackiego, który wyłącznie w pier- 
wiastku duchowym widział źródło wszelkich zmian 
w materyi: "W S Z Y s t k o p r z e z d u c h a i d I a 
d u c h a s t worz o n e j e s t. a n i c d I a c i e I e s- 
n e g o c e I u n i e i s t n i e j e". Więc wszechświat 
z rozwoju ducha powstał szukającego coraz dosko- 
nalszych form do uzewnętrznienia siebie: "niewy- 
godą doczesną udręczony", prosi on Boga o "po- 
prawę jego ścian nędznych". że zaś prosząc zawsze 
coś ofiarowuje "Tobie. Panie. z przeszłych wygód 
swoich i ze skarbów swoich. aby wziął więcej dla 
Ducha wedle jego potrzeby". więc modlitwa zostaje 
wysłuchana, Bóg przychodzi z pomocą - i wszystko, 
co jest, jest owocem wspólnej pracy Jego z duchami 
Słowa. Przypuszczać jakichś form przejściowych 
między gatunkami niema potrzeby; "W każdym 
kształcie - mówi Słowacki - jest wspomnienie 
niby przeszłej i rewelacya następnej formy. a we 
wszystkich razem kształtach jest rewelatorstwo ludz- 
kości, śnicie niby form o człowieku" - ze słów 
zaś tych wynika. według Dr. Lutosławskiego. iź 
każdy nowy gatunek musimy uznać za dzieło przez
>>>
161 
Boga stworzone w duszy tej istoty, która mocą 
tęsknienia swego pierwszy raz wyłania z siebie nowy 
kształt. 
Choć intuicya wieszcza może nieraz być przeczu- 
ciem przyszłych zdobyczy nauki, sprawdzić jednak 
Wartość poglądu Słowackiego przy obecnym stanie 
wiedzy byłoby rzeczą niemożliwą , uznaje to nawet 
Lutosławski, natomiast - zdaniem jego - niespodzia- 
nej pomocy dostarczyła G e n e z i e z D u c h a głośna 
dziś filozofia Henryka Bergsona, według któ
ej siła 
twórcza, Boża, "jest w ciągłym związku z żywemi 
tw6rczemi jaźniami i odpowiada ich potrzebom lub 
aspiracyom, daje im natchnienie, żyje życiem całości 
Bytu w niezliczonych jego przejawach"... "Widzimy 
tu - twierdzi Lutosławski - Bergsona jakby nat- 
chnionego duchem Słowackiego, a na tle jego po- 
glądu na twórczą ewolucyę Ducha o naturze przez 
naturę, "walka o byt i dobór płciowy są drugo- 
rzędnemi incydentami", oparta na tern teorya Dar- 
Wina "czasowem rusztowaniem dla budowy wielkiego 
i wspaniałego gmachu wiedzy", ktora nam da "zro- 
zumienie przeszłości życia na ziemi i jego dalszych 
przeznaczeń" . 
'1 Słowem, choćbyśmy w Genesis z Ducha upa- 
trywali nie więcej jak _ wspaniałą fantazyę na tle fi- 
lOzofii natury, nie mamy prawa lekceważeniem tylko 
odpowiadać na zachwyt tych, którzy dzieło wieszcza 
jako Objawienie uczcili. Niezawodnie najpoetycz- 
niejszem, ale też zarazem najmniej naukowem, przy- 


Zo Krasiński. 


11
>>>
162 
najmniej z pozoru, wydaje się w G e n e s i s pojęcie 
ofiary, jako prawa kosmicznego, które stanowi wa- 
runek wszelkiego postępu, a jednak gdy jeden z naj- 
młodszych wielbicieli Słowackiego właśnie to u niego 
wynosi, widząc w pomyśle tym "najognistszy rubin 
w skarbcu myśli narodowej 1), to w młodzieńczym 
zapale swoim mógłby powołać się na p. Pawlikow- 
skiego i u tego trzeźwego badacza mistyki, który 
sam mistykiem nie jest, znaleść poparcie, To bo- 
wiem, co Słowacki poetyczną szatą prawa ofiary 
przykrywał, w bliskim jest związku z t. zw. w bio- 
logii prawem korrelacyi, a Goethe prawu temu 
nadawał charakter kompensacyjnej korrelacyi, co 
znaczy, że "natura mając tylko pewien ograniczony 
zapas materyału dla wytworzenia kształtu, musi nim 
gospodarować oszczędnie: lew, któremu dała silne 
uzębienie, dla tego samego nie może mieć już ro- 
gów"... a zatem, jeśli organizmowi w jakimś wzglę- 
dzie coś przybywa, to musi mu w innym względzie 
ubyć" i), czyli, mówiąc stylem Słowackiego, ofiara 
jest prawem twórczości, duch musi jakiejś cząstki 
z wygód swoich i skarbów się wyrzec, ażeby zy- 
skać wyższą, odpowiedniejszą dla siebie formę. 


l) St, j, Witkowski: O G e n e s i s z D u c h a (E I e u- 
s i s, t. V), 
') M i s t y k a Słowackie20, poro str, 403 - 404.
>>>
163 


III. 
PLURALIZM SPIRYTUALISTYCZNY. 


Jasną Genesis z Ducha nie jesf. Z łatwością 
zlewamy pojedyncze istoty ludzkie w ogólnem po- 
jęciu zbiorowego ducha ludzkości, który się w jej 
dziejach objawia, ale, ponieważ pojęcie ducha i świa- 
domości zwykliśmy łączyć ze sobą, trudniej już nam 
jest przedstawić sobie ducha, pracującego w świecie 
zwierzęcym, roślinnym, wreszcie w naturze nieor- 
ganicznej, tern bardziej, że pracy tej towarzyszą 
modlitwy i ofiary przynoszone Bogu. Niejasność 
nie jest jednak, jak niektórym się zdaje, niezbędną 
Oznaką mistycyzmu - i stąd, że nie zawsze umie- 
my Słowackiego zrozumieć, nie mielibyśmy jeszcze 
prawa wnosić, że należy on do wielkiej rodziny mi- 
styków, "Mistyka - mówi p. Pawlikowski - jest 
zapaleniem się ludzkiego ducha od płomienia Bo- 
żego, więc jest dążnością do zlania się z Bogiem, 
do złamania granic, które materya stawia, do prze- 
bóstwienia siebie". Ewolucyonizm zaś, nawet w tej 
Poetycznej, duchem religijnym natchnionej postaci, 
który mu nadał Słowacki, mistyką nie jest; co naj- 
Wyżej, moglibyśmy w dumaniach poety tylko upa- 
trywać promienie z tych mistycznych wysokości, 
tJa których on wówczas już przebywał i na których 
dochodził do automesyanicznej wiary w posłan- 
tJictwo swojeo A na wyżyny te pchnął 20 Towiański 


11-
>>>
- 


- 


164 
mocą tego słowa, "kt6re świat materyalny robi 
snem w oczach człowieka, a wyciąga z niego dąż- 
ność ku nieśmiertelności Bożej" 1)0 
Jak tę dążność, którą za cel sobie stawił, jak 
sw6j związek z Bogiem rozumiał Słowacki - oto 
pytanie gł6wne, kt6re się nam nasuwa, gdy o mi- 
styce Słowackiego m6wimy, odpowiedzi zaś szukać 
trzeba w pojęciu poety o stosunku Boga do świata 
i człowieka. 
"Albowiem Duch m6j - czytamy w G e n e s i s 
- przed początkiem stworzenia był w S ł o w i e, 
a Słowo było w Tobie - a jam był w Słowie" o 
Jak to mamy tł6maczyć? Czy Słowo jest tw6rcą 
ducha poety i duch6w w og6le, czy jest tylko sub- 
stancyą zrazu, z kt6rej się one wyłaniają, a potem 
całością ich, organizmem duch6w? Wyraźnej od- 
powiedzi nie daje prof. Lutosławski. Natomiast zu- 
pełnie wyraźnym jest p, Matuszewski, twierdząc, że 
Słowacki był zawsze panteistą, że B6g i świat sta- 
nowią w jego nauce jedność absolutną i że przeto 
nie może tam być mowy o k r e a c y i, lecz tylko 
o e m a n a c y i świata 2)0 Wyraźnym jest r6wnież 
prof. Tretiak, gdy w Genesis widzi także wyraz idei 
emanacyi, dodając jednak do tego, że ideę tę Sło- 
wacki starał się pogodzić z ideą wolności chrześ- 


I) Są to słowa Słowackiego o Towiańskim. Por, Me- 
s y a n i ś c i i S ł o w i a n o f i l e, str, 158. 
I) Swoi i obcy, por. str. 254 - 2610
>>>
165 
cijańskiej t). Wyraźnym wreszcie jest prof. Tadeusz 
Grabowski, który Słowackiego nazwał "zupełnym 
panteistą" t). 
A jednak pomimo łudzących pozorów, zwła- 
szcza w przytoczonym wyżej tekscie, Słowacki wy- 
znawcą emanacyi nie był, tern bardziej nie wolno 
go, za przykładem Matuszewskiego lub Grabow- 
skiego, robić panteistą bez zastrzeżeń. Zrozumiał 
to Pawlikowski. "Koncepcya Słowackiego - czy- 
tamy w jego książce - panteistyczną nie jest". Tylko 
myśl tę podkreślił on słabo, zaciera się ona w ogro- 
mie rozmaitych innych spostrzeżeń o Ażeby tu wy- 
rokować, trzeba brać pod uwagę nie te lub inne 
zdania, lecz całość twórczości poety, przedewszyst- 
kiem zaś to, co ma związek najbliższy z nauką ge- 
nezyjską. Otóż w jednym z ułamków, w którym 
Dr. Gubrynowicz widzi pierwotną redakcyę L i s t u 
do Rembowskiego czytamy: "Słowo zaś stworzyło 
syny Duchy" S). Jeśli "stworzyło", to tern sa- 
mem już daną jest odprawa emanacyi i nie mo- 
iemy czynić Słowackiego, wbrew jego słowom i woli 
bezwzględnym panteistąo Ale choć Słowo stworzyło, 
jednak Bóg 
stwórcą absolutnym, w tern znaczeniu, 
w jakiem Biblia uczy, nie jest, ponieważ "my Du- 


1) J u l i u s z S ł o w a c k i. Por. tom 11, str, 324-325. 
») F i l o z o f i a S ł o w a c k i e g o, (Kraków, 1910. 
Wydawnictwo Tow. filozoficznego Nr, 1), - 
8) D z i e la t. X, str. 537.
>>>
166 
chy Słowa zażądaliśmy kształtów" - i to począt- 
kiem świata się stało, czyli nie z bezpośredniej 
woli Boga, lecz z inicyatywy duchów świat powstał. 
Chcąc przeto myśl Słowackiego zrozumieć, należy 
powiązać i pogodzić ze sobą te dwa zasadnicze 
w jego nauce twierdzenia, jedno. że duchy są two- 
rem Boga, drugie, że świat owocem jest pracy du- 
chów nad wynalezieniem odpowiednich dla siebie 
kształtów. 
Trafną jest uwaga Pawlikowskiego, że Słowac- 
kiego wyobraźnia miała "charakter tak dalece wzro- 
kowy, że myślał on kategoryami wzrokowemi" , 
dlatego to "oczy jego świata ciekawe" brały za 
punkt wyjścia naturę i indywiduum - i to się od- 
biło na całej mistyce. Obcy mu był przeto panteizm . 
w indyjskiej jego postaci, którą wyrazić można sło- 
wami: "Bóg jest wszystkiem", gdyż wynika- 
łoby stąd, iż świat, który poeta tak żywo czuł, jest 
złudzeniem - ale z drugiej strony niemniej go ra- 
ził panteizm europejski: "W S z y s t k o j e s t B 0- 
g i e m" - utożsamiając bowiem z Bogiem rozwój 
świata, panteizm ten przez filozofię Hegla zmierzał 
ku egoteizmowi i raził religijną cześć poety dla 
Boga, który jest Ojcem niebieskim. A uczucie to 
było zawsze żywe i silne u niego!). W Beniowskim 


I) Przedmiotowi temu poświęcił bardzo dobrą rozprawę 
p. Strumiłło (P o jęci e B o g a u S ł o w a c k i g 00 - E l e- 
u s i s, t. V). Warto ją przeczy taC tym, którzy w Słowackim 
widzą tylko jednostronny panteizm.
>>>
167 
zwracał się nieraz do Boga w wyrazach, w których 
przejęcie się myślą o Stwórcy ponad świat nieskoń- 
czenie wzniesionym występowało z taką potęgą. 
że nic równego w literaturach Europy nie znajdu-. 
jąc, musimy aż do Proroków Izraela sięgnąć, aby 
podobne znaleść obrazy. "Oblicze jehowy - wołał 
- "ogromnej miary jest, błyskawicowe". Czujemy 
tu jakby tchnienie pustyń syryjskich I Myśl zaś swoją 
o Bogu stale łączył on z kultem bohaterstwa, oraz 
z nienawiścią do wszelkiej "duchowej małości i ze- 
sztywnienia w ciasnych formach" l) A że "pustynią 
był dla niego świat", w którym duszy pokrewnej 
nie miał, więc nad otaczające go milczenie i śmierć 
wznosił się on o I b r z y m i m p t a k i e m ku niebu 
i czuł że miłym był Bogu jego "lot h u c z n yl. 
Affirmacya ponadświatowego transcendentalnego 
Boga, który jest stwórcą wszystkiego, co jest była 
dla Słowackiego koniecznością jego umysłuo Ale 
czyż miało to oznaczać odgraniczenie Boga od 
świata? Nie. Przeciwko temu powstawał niemniej 
głęboko tkwiący w duszy poety i w duszy każdego 
człowieka, zwłaszcza w plemieniu aryjskiem, instynkt 
panteistyczny, w czuciu piękna natury zakorzeniony 
i głoszący immanencyę Boga w jego dziele, albo- 
wiem, jeśli Bóg jest, to niepodobna cokolwiekbądź 
wyobrazić po za Nim; to n i c, z którego On świat 
stworzył, byłoby tylko w z g I ę d n e m nic; rzeczy- 


') Strumiłło: Op, Co Por, str. 199,
>>>
:ł 


168 


wistym zaś pryncypęm istnienia świata jest wola 
Boża i innego być nie może, więc Bóg jest nietylko 
nad światem, lecz i w świecie, "w niebie, na zie- 
mi i na każdem miejscu", jak uczy katechizm - 
słowem, jest wszędzie, obejmuje wszystko. Należy 
przeto zespolić ze sobą zasady transcendencyi i im- 
manencyi 1), wynaleść łącznik między Bogiem a świa- 
tem, przerzucić most nad przepaścią, którą ludzie 
wykopali między teizmem a panteizmem. Zagadnie- 
nie to od wieków dręczy człowieka. W dążeniu do 
rozwiązania jego Plato tworzył swoją naukę o ide- 
ach, które są wzorami rzeczy. Próbowano potem 
naukę tę skojarzyć z nauką Arystotelesa o materyi 
i o formie, która jest jej ukrytym, kształtującym ją 
pierwiastkiem i w następstwie tego w filozofii śre- 
dniowiecznej idee (universalia ante rem), przenie- 
sione w głąb rzeczy, czyniono już ich wewnętrzne- 
mi motorami (universalia in re). Próbowano rów- 
nież idee Platońskie skupiać w jedną naczelną ideę 
i ją, jako substancyę pierwotną, duszę świata przed- 
stawiać. Myśl tę za dni naszych szczegółowo roz- 
wijał Włodzimierz Sołowjew, na niej swój system 
budując. 
Ale nie ma takiego systemu filozoficznego, któ- 
ryby zadowolił wszystkich. Skoro przekroczymy 
granice zjawisk, zaczynamy tonąć w przepaściach 


I) Por, E, Naville: L e s P h i ł o s o P h i e s a ff i r m a- 
t i v es. (Paris, 1909, str. 214-217).
>>>
169 
niezbadanych tajemnic. Idea duszy świata, substancyi 
pierwszej, w której "my wszyscy - jak mówił wy- 
mowny jej głosiciel, Karol Secretan l) - jedno je- 
steśmy". ograniczając ideę wolności indywidualnej, 
staje w sprzeczności z usposobieniem indywidualisty, 
t. j. człowieka żywiej czującego i uświadamiającego 
sobie to, co go od ogółu ludzi odróżnia, niż to co 
z nimi łączy. A właśnie indywidualistą w najsilniej- 
szem znaczeniu wyrazu był Słowacki, który roz- 
mawiał z Bogiem sam i któremu tak "trudno" było 
z owych rozmów "powracać między gady i nie 
syknąć". Więc skądże - mógł on wraz z kryty- 
kiem systemu Secretana ,) zapytać - to upodoba- 
nie do jedności? alboż to stąd, że jedność jest naj- 
prostszą z liczb, sprowadzenia rzeczy wszystkich do 
jednej zasady miałoby być ich dostatecznem wytłó- 
maczeniem? Czyż nowe "d I a c z e g o" już nie może 
być potem postawione?... A zatem, czyż nie lepiej 
zamiast jedności substancyi, w której giną indywidual- 
ne byty, postawić jedność systemu i porządku, więc 
wrócić do Leibnitza i przypuścić na początku w i e- 
lo ś ć bytów, wielość substancyj, pojętych jako ja- 
kościowo różniące się między sobą monady? Ta 
droga nierównie lepiej naturze umysłu Słowackiego 
Odpowiadała, ale przeciw monadologii Leibnitza 


l) L a P h i los o P h i e d e I a li b e r t
, 1848-90 
I) F. PilIon: La P h i los o P h i e d e C h. S e c r 
 t a n. 
(Paris, 1895, por. str. 175-177). 


'"
>>>
170 
i w pewnej mierze przeciw tej odnowionej jej po- 
staci, którą jej w naszych czasach nadał Renouvier, 
Słowacki swoją monadologię rozwinął na tle nauki 
ewolucyjnej, czyli monadom nadał zdolność do twór- 
czej inicyatywy, pęd do nieustającego doskonalenia 
się, w ten sposób przeistaczając je w istoty du- 
chowe. Więc wszystko, co jest, nie jest wyrazem 
jednej substancyi, lecz całego organizmu "duchów 
Słowa", które zażądały kształtów dla siebie. Te du- 
chy są owem ogniwem pośredniem, którego myśl 
szuka między Bogiem a światem: Bóg stwarza du- 
chy, a duchy dają początek materyalnemu światu. 
Tej filozofii Słowackiego, która nazwą "plura- 
lizmu spirytualistycznego" najlepiej oznaczyć się daje, 
można z większą jeszcze słusznością, niż systemom 
Leibnitza i Renouvier'a, zarzucić to, że Bóg staje 
się tam zbytecznym. Ani myślą uchwycić, ani mową 
określić Boga nie zdołamy; niepojętego i niewysło- 
wionego, w milczeniu czci Go człowiek, w poczuciu 
swej nicości korząc się przed Nim, przed Jego ab- 
solutnym bytem. Tymczasem w oświetleniu nauki 
genezyjskiej ta absolutność Jego, mianowicie w sfe- 
rze wszechmocy, została ograniczoną duchami, które 
stworzył. I w orszaku ich występuje Bóg, niby pri- 
mus inler pares, niby monarcha jakiś, który w imię 
idei konstytucyjnej pomniejszył władzę swoją, do- 
browolnie ją dzieląc z poddanymi. I od nich to, od 
poddanych, od "duchów Słowa", niby od jakiejś 
Izby prawodawczej. wyszła inicyatywa do stworze- 


I
>>>
171 
nia świata. Świat by nie powstał, gdyby one po- 
mieszkania dla siebie nie zapragn«:łyo 
Wi«:c choć istoty pośredniej mi«:dzy Bogiem a świa- 
tem domagała sic: myśl ludzka, sądząc. iż w ten 
sposób łatwiej wyjaśni sobie pochodzenie materyi 
od ducha - jednak idea takiej Istoty czy Istot, za- 
miast zaspokajać, stwarzała nowe trudności. Ale 
Słowacki, nie licząc się tu z niemożliwością, zu- 
chwale kroczył do celu. W wielości duchów- 
mówi on - w "duchach Słowa". które zażądawszy 
kształtów, "natychmiast widzialnych- uczynione zo- 
stały przez Pana, jest troistość. "Trójca z trzech 
osób. z Ducha, z miłości i z woli złożona" - w tej 
trójcy Duch przez miłość wolę w sobie budzi - 
i to staje się początkiem stworzenia świata 1). To 
zaś g ł o s z ą c, nie szedł poeta za płonnym tylko 
kaprysem fantazyi; nie - twierdzenie jego jest w naj- 
ściślejszym związku jeśli nie z zasadniczym. to nie- 
zawodnie z rozpowszechnionym szeroko pędem my- 
śli do ujmowania badanych zjawisk według porządku, 
w którym Hegel widział najwyższe prawo dyalek- 
tyki. kojarzącej przeciwieństwa w wyższej jedności, 
tezę i antitez«: w syntezie. »Każda istota duchowa 
- czytamy u Ernesta Naville. któremu nikt zarzutu 
fantastyczności nie postawi. słowa zaś jego dla po- 
twierdzenia myśli mej przytaczam dlatego tylko. że 


l) G e n e s i s z O u c h a, Por. str, 1260 (O z i e ł a. wyd, 
GUbrynowicza. to X).
>>>
172 
książkę jego mam pod ręką, lecz rozumiejących jak on 
było i jest wielu l) - zawiera w sobie troistość, po- 
nieważ akt woli, stanowiąc objaw essencyi ducha, 
przypuszcza zawsze władzę działania, ideę aktu, który \ 
ma być spełnionym, oraz pobudkę do spełnienia 
jego. czyli że w duchu są trzy pierwiastki: wola, ro- 
zum i miłość, ta ostatnia w znaczeniu ponęty dzia- 
łającej na uczucie. Innemi słowy, wola objawia się 
jako synteza uczucia i myśli, miłości i rozumu, czyli 
Duch, mówiąc stylem Genesis, w której Słowacki 
wyrazu "Duch" zamiast "myśl lub "rozum" 
używa. Duch przez miłość budzi w sobie wolę i wy- 
bucha czynem. W trójcy Ducha, miłości i woli robi 
się wówczas ruch; ruchu tego owocem jest magne- 
tyzm; z magnetyzmu powstaje elektryczność, z elek- 
tryczności ciepło, a z ciepła powinnoby powstać 
światło, jako "wyobrażenie i forma miłości" 2). 
W tej zaś pierwotnej pracy duchów pośredniczących 
między Słowem Bożem a światem, wytworzenie mag- 
netyzmu stanowi początek materyi: "Weźmy ciało 
- czytamy w jednym z ułomków S) - złożone z ga- 
zów... przyznasz mi, iż za potarciem przez wzbu- 
dzenie cieplika znajdujesz w nim siłę elektryczną... 
siły tej ojcem jest magnetyzm... Magnetyzm zaś z du- 


l) L e s P h i los o p h i e s a ff i r m a t i v e s. Porównaj 
str, 238. 
') L i s t d o R e m b o w s k i e g o. (D z i e ł a, t. X, 
str. 228, 
8) D z i e ł a, to X. str, 5370
>>>
173 
cha pochodzi..... W ten sposób "materya z ducha 
naszego jest urodzona". 
Ale o duchach Słowa mówiąc, szukających 
kształtu dla siebie, miał Słowacki na myśli nie ca- 
łość ich, lecz cząstkę, mianowicie duchy, albo jak 
się wyraził "istoty globowe", które dały jako wy- 
nik pracy swej, ziemię i wszystko, co na niej jest. 
Więc na innych planetach i słońcach proces roz- 
woju form inaczej mógł się odbywać. Duchy zaś 
globu, wytworzywszy ciepło, zadowolone z dzieła 
swego, rozleniwiły się i zaniechały dalszej pracy, 
niby ów "chłopek litewski", co kładzie się na piecu, 
zapomniawszy o pracy rolnej i nie słyszy skowron- 
ków, wejście złotego słońca zwiastujących 1). Ten 
grzech lenistwa poprowadzi za sobą karę: nastąpiła 
w trójcy "walka sił wewnętrznych i rozbratanie 
onych... I) wola powstała przeciw miłościS) - i, jako 
wynik, zamiast światła, które miało z ciepła się ro- 
dzić, wybuchnął ogień, a jest on, "pierwiastkiem roz- 
kładu". Wydawszy zaś z siebie pierwiastek ognia- 
wręcz światu przeciwny, "staliśmy się przeciwni- 
kami Boga" ł). 
Odtąd, usiłując ochronić się od zniszczenia, które 
ogień sieje, i podźwignąć się ku światłu, duch idzie 
drogą bolesną, a ogień, te n "anioł stroskany, speł- 
1) Ib. poro str. 539-540. 
Ił) Genesis z Ducha. 
8) List do Rembowskiego. 
.) D z i e ł a, to Xo str. 56.
>>>
174 
nia swój obowiązek - ściga ducha - leniwym być 
nie pozwala, z form go wypędza... i czerwone swe 
oczy pokazuje pod tą trójc kolumną, która w in- 
nych aniołach - światły złotem i zakończona... już 
nie pracuje, ale trwa na wieki" 1), Otóż za wdaniem 
się Słowa, "odkupiciela jasności", te inne anioły, 
duchy Słońca i miesiąca, dopomagają duchom gro- 
bowym, woda, "pierwiastek miesięczny" staje "ob- 
roną przeciw trawiącemu ogniowi", następuje, czy- 
tamy w tymże liście - "oskorupienie ziemi, które 
w środku jest, jako owoc pełny płomieni". 
Od oskorupienia ziemi, od skał, w których 
"już leży Duch jako posąg doskonałej piękności, 
uśpiony jeszcze, ale już przygotowany na człowie- 
czeństwo formy, zaczął Słowacki swoją G e n e s i s 
i roztoczył dzieje tego Ducha, który drogą o f i a r y, 
przez "boleść pracy i upokorzenia"..o "aby przez to 
ściągnąć prędszą pomoc Odkupiciela, wznosi się ku 
coraz wyższym formom. Czy ta ewolucya wszech- 
świata w przedstawieniu poety jest "jasnowidzeniem 
przeszłości" (Lutosławski) które z czasem nauka 
potwierdzi, czy tylko poetyczną fantazyą - pytanie 
to pozostawiam otwartem, zaznaczając jako rzecz 
zasadniczą, głęboki tkwiący w poglądzie Słowac- 
kiego optymizm. To bowiem, co my złem nazy- 
wamy, czy to złem fizycznem w postaci cierpienia, 
czy złem moralnem w postaci grzechu, nie jest 


') L i s t d o R e m b o w s k i e 2 00
>>>
175 
w nauce poety ani dziełem jakiejś siły pozytywnej 
a Bogu wrogiej, ani wynikiem świadomego odpad- 
nięcia duchów od Boga, lecz tylko następstwem ich 
lenistwa, leniwego dążenia do celu. Zło przeto jest 
czemś rzeczywistem, istotnem, ale brakiem dobra, 
mniejszem dobrem. 
Ponieważ wszystko z duchem i dla ducha istnieje, 
więc ewolucya ziemi jest śniciem o człowieku, jako 
najdoskonalszej formie dla ducha, "niepodobna wszak- 
że - woła poeta - wierzyć w to, żeby umęczona 
i tak długo cierpiąca globowa natura o formę tylko 
grzeszną, bezsilną i nędzną dzisiejszego człowieka 
prosiła". Nie. Adam na obraz i podobieństwo Boże 
stworzony, stanął "nowy i świecący nietylko w ciele, 
ale też w mocach Tobie (Bogu) podobny..... obmyty 
z plam genezyjskich, od wszelkiej nieczystości wolny, 
z czołem, które "uwieczniający światła pierwiastek" 
rozświecił 1) - więc nieśmiertelny, nie potrzebujący 
pokarmu, a oboje z Ewą obdarzeni siłą tworzenia 
podobnych istot, każdy z osobna "we własnej jed- 
ności Bogiem przepełni on". Oboje jednak przez 
ducha złego kuszeni upadają. Spożywając jabłko, 
wprowadzają do ciała, które pokarmu nie potrze- 
bowało, pierwiastek ognia w postaci pokusy zmy- 
słowej - ogniu namiętności, która ich zapalała, wąż 
"siłę Bożą tworzącą" zastępuje - i przychodzi na 
świat Kain. W ten sposób dawnego Mojżesza poj- 


l) L i s t d o R e m b o w s k i e 2 00
>>>
176 
mując, Słowacki. niby nowy Mojżesz "jabłko wiedzy 
dobrego i złego zamienił na jabłko chleba powsze- 
dniego i żądzy cielesnej" 1). 
Przedstawiając swoją epopeę świata, Słowackf 
w swoje m dążeniu do zharmonizowania wiary w Boga 
Stworzyciela z panteizmem poszedł drogą odmienną. 
lecz równoległą do tej, na którą wstąpił Schelling 
przed nim, Secretan zaraz po nim, a w nowszych 
czasach Włodzimierz Sołowiew, czyli ci, co duszę 
świata jako pierwiastek pośredni między Bogiem 
a światem uznawali. Tam u nich. na początku jedna 
duchowa substancya. jako principium istnienia, tu, 
u Słowackiego - wielość duchów; tam wyraźne 
przeciwstawienie się duchowego pierwiastka świata 
Bogu, czyli zło rzeczywiste - tu tylko lenistwo du- 
chów w pewnym momencie pracy, czyli zło mniej- 
sze. niemal pozorne; potem i tu i tam wynikiem 
pracy nad pojednaniem z Bogiem staje się czło- 
wiek, jako doskonałe odbicie boskości; ale i tu 
i tam człowiek upada - i stąd nowe prace nad 
ponownem pojednaniem ze Stwórcą, jako treść 
dziejów 2). 


I) Por. M. Zdziechowski: I d e a d u s z y Ś w i a t a w l i- 
t e r a t u r z e i f i l o z o f i i w i e k u XIX, w S p r a w o - 
z d a n i a c h A k a d e m i i U m i ej ę t n o ś c i 1909 ro 
I) J. Tretiak:JuliuszSłowacki. Poro t. lI,str,311.
>>>
177 


IV. 


METEMPSYCHOZA. 


"Anioł duch - dowodził Słowacki w liście do 
Rembowskiego -sam jest nieskończony i bez czasu 
się czujący w głębi ducha własnego". W skutek 
tego po spadnięciu swojem "w łono formy", on 
czuje "ogromny ucisk ciała i straszliwą, zmysłami 
ogrodzoną ciemnotę..... "Między ducha twojego 
c h c ę, a między cielesnem twojem n i e m o g ę" - 
wszczyna się wtedy spór wielki, a "uczucie nieskoń- 
czoności w duchu w sporze z formą jego skończoną 
rodzi myśl..... 1). Myśl zaś wspina się ku wysoko- 
ściom, ku celom ostatecznym: "Duchem świata pod- 
niesionym łamać prawa materyą rządzące - i spro- 
wadzić Bożą słoneczność i Nową Jeruzalem, która 
jest obiecaną 1) - słowem, odzyskać utracony raj _ 
to jest jej gwiazdą przewodniąo 
Droga do celu tego prowadzi przez wielość ży- 
wotów i wcieleń. Naukę tę przyjął Słowacki od To- 
wiańskiego i uczepił się jej całą siłą swej fantazyi, 
gdyż na fantazyę jego podziałała ona najsilniej, Za- 
paliła go myśl, że duch nasz "rozszerza swe po- 
śmiertne niebiosa coraz szerszem i głębszem o nie- 
biosach wyobrażeniem", że w obecnym kształcie cie- 


II) L i s t A p o s t o I ski. 


z. Krasiński, 


12
>>>
178 
lesnym pracując, "wyrabia w sobie kształt nowy- 
siłę, która się koniecznie objawi... potęgę, która ko- 
niecznie kościół cielesny ciała, ten który ma, roz- 
rzuci, a nowy zbuduje" l). Naukę zaś tę nie przeciw 
chrześcijaństwu, lecz na gruncie chrześcijańskim za- 
pragnął rozwinąć, zapragnął ją "w krzyż Chrystusa 
wszczepić" 2), ażeby rozkwitnęła na nowo, już nie 
straszna, bo za ręce jak dziecię, przez Chrystusa 
prowadzona - ku celom ostatecznym idąca". A zia- 
ren jej szukał w Ewangelii, w Listach św. Pawła, 
przedewszystkiem w słowach Chrystusa o Eliaszu, 
iż "już przyszedł, a nie poznali go", słowach, które 
zrozumieli uczniowie, "że im o Janie Chrzcicielu 
powiedział" S), 
"Metempsychoza - pisze Pawlikowski - jest ideą 
tak dawną i tak powszechną, że powiedziano o niej, 
iż jakoby spadła z nieba, bo zdaje się nie mieć źródła 
ni początku; jest bez ojca i bez matki". W idei tej ko- 
jarzą się, wedłu2 tegoż badacza, idee nieśmiertelności 
i ewolucyi, a powrót jej w epoce romantycznej tern 
tłómaczyć trzeba, że myśl ewolucyjna opanowała 
wówczas umysły. Nie jest to słuszne. Wszak tak wy- 
mownie poetyczny rzecznik ewolucyonizmu, jak Fo- 
gazzaro, nigdy pomimo tego i niczem nie dał powodu 
do przypuszczenia, iżby idea metempsychozy mogła 


l) Li s t d o R e m b o w s k i e g o' 
') Wykład nauki, CZol. (Dzieła, t. X, str, 185). 
I) E w, M a t., t, XVII, 12, 130 


'-
>>>
179 
mieć dla niego jakikolwiek urok. Źródło jej tkwi 
gdzieindziej. Dni człowieka _o czytamy w Piśmie 
św. - mijają jak cień, a jednak cieniowi temu, tej 
chwili nikłej na oceanie bytu przypisujemy znaczenie 
stanowiące o losach człowieka na całą wieczność, 
o wiekuistej jego nagrodzie lub karzel Jeśli przeciw 
temu przeniesieniu geocentrycznego poglądu na ustrój 
wszechświata do sfery religii podnosił się protest 
nawet wówczas, gdy ziemi miejsce środkowe, na- 
czelne wśród świateł i światów niebieskich dawano, 
to protest ten znalazłszy po odkryciu Kopernika 
nową a mocną dla siebie podstawę, musiał dopro- 
wadzić do wznowienia nauki o wędrówkach dusz 
i wielości wcieleń. Wprawdzie religia katolicka ła- 
godziła bezwzględność w pojmowaniu stosunku mię- 
dzy życiem doczesnem a wiekuistą nagrodą lub karą, 
wnosząc ideę pokuty w czyścu, ale niezmienioną 
pozostawała istota dogmatu, czyli zawisłość wy- 
roku Bożego o c a ł e j zagrobowej przyszłości czło- 
wieka, od tego, co on w ciągu krótkiego bytowa- 
nia na ziemi uczynił. A właśnie przeciw tej istocie 
dogmatu wzdryga się myśl niejednego; wyjścia zaś 
wtedy innego dla niej, jeśli nie odrzuca nieśmiertel- 
ności, niema, jak uznać metempsychozęo 
Ale wystarczającej odpowiedzi na dręczące py- 
tanie idea metempsychozy nie dajeo Ta bowiem nie- 
śmiertelność, o której ona mówi, nie wiążąca ciąg- 
łością świadomości poszczególnych wcieleń, jest tylko 
cieniem nieśmiertelności, nie mogłaby zaspokoić 


]2*
>>>
180 
żądzy tych, kt6rzy żądzę wiekuistego bytu i jej potę
ę 
znają. Ten zarzut Słowacki usiłował uchylić, raczej 
osłabić, z pomocą swej fantazyi. Wraz ze śmiercią 
człowiek wyzwolony z niewoli zmysłów, kt6re roz- 
praszając mu uwagę i myśl, zasłaniały przed nim 
ponadzmysłową rzeczywistość, poznaje nagle, jakby 
w błysku wejrzenia w bezdenną głąb swej jaź n i, 
czem był, co z siebie zrobił, czem się stał i jest 
w swoim stosunku do Prawdy absolutnej, do Boga, 
czyli poznaje siebie w tern co istotę jego stanowi. 
A ta świadomość pochłania go i porywa, w tym 
jednym punkcie skupia się cała moc jego czucia, 
kt6ra wszystko inne wraz z pamięcią zaciera... i ta 
moc czucia pcha go w nową odpowiedniejszą formęo 
Tak tł6maczymy słowa poety na początku K r 61 a 
D u c h a że II wiedzą tylko wniebowzięci - czem jest 
moc czucia, utrata pamięci..... 
Pamięć rzeczy przeszłych przeszkadzałaby także 
skupieniu, dlatego "potrzebną jest jej utrata przed 
rozpoczęciem nowego życia" l). A jednak zastana- 
wiając się w nowej formie cielesnej nad nowem 
swojem życiem, tak w cierpieniach jego, jak w ra- 
dościach, człowiek dochodzi a przynajmniej dojść 
może do przeświadczenia o związku teraźniejszości 
z dawnemi istnieniami: "Nie widzieliście to... po- 
między sobą ludzi, kt6rzy, pomimo zewnętrznego 


I) Lutosławski: L o s y j a t n i u S ł O w a c k i e g 0, (P a- 
m i ę t n i k l i t e r a c k i. Lwów, 1909).
>>>
181 
szczęścia... cierpieli, jakoby każden włos na głowie 
gadem był - a każda myśl mieczem przez serce prze- 
chodzącymi"... 
TlA żadnej kary nie mają, opr6cz bolących du- 
cha wnętrzności. Ci są, kt6rzy pokutują za dawne". 
..A ci, kt6rym Chrystus rzekł w wieczerniku: Pok6j 
m6j daję wam... pomimo cierpień i nędzy z poko- 
jem niebieskim w głębokościach ducha zachowali 
dar Chrystusowy" 1). 
A myśl zyskuje tu sojusznicę w wyobraźni, kt6ra 
wnioski myśli zastanawiającej się nad niezasłużo- 
nemi cierpieniami na ziemi potwierdza potęgą intui- 
cyj. Wszak w nieskończonej sferze marzenia nie- 
jedno odbiciem jest i przypomnieniem dawnych wę- 
dr6wek w dawnych kształtach: "Gdybyście nie wie- 
dzieli w głębi ducha waszego o całej przeszłości, 
niktby dla was nie m6gł być ani rewelatorem, ani 
poetą ani malarzem...,. I). Gdy Helion tł6maczowi 
słowa opowiada o swoich dziecinnych marzeniach, 
uczuciach, nastrojach, ten mu na to w długim wy- 
wodzie przedstawia, że "malując sny twoje i głup- 
stwa dziecinne, wymalowałeś najlepiej historyę du- 
cha ludzkości w pochrystusowych czasach... i od- 
śniłeś logicznie cały łańcuch twoich pochrystuso- 
wych żywot6w". 
Słowem, choć przychodząc na świat, człowiek 


I) L i s t A p o s t o I ski. 

) W Y kła d n a u ki. (O z i e ła, t. X. str. 201).
>>>
182 
traci metempsychiczną pamięć, jednak daną mu jest 
moc odtwarzania w sobie minionych żywotów. Oczy- 
wiście wyrobić ją trzeba i nie każdy ją mieć będzie 
równie wyraźną; zależy to od stopnia uduchownienia, 
o ile człowiek się oderwać zdołał od przywiązania 
do doczesności. Na tle tej metempsychicznej pamięci 
osnuł Słowacki swoje największe dzieło, i słusznie 
mówi p. Pawlikowski, że ją "spożytkował w sposób 
niezrównany, a narzucający się wyobraźni naszej 
z siłą żywej prawdy". 


v. 


R E L I O I J N OŚĆ. 


Charakter mistycyzmu Słowackiego daje się okre- 
ślić przewagą fantazyi skojarzonej z indywidualizmem, 
t. j. z niezmiernie silnem czuciem własnego ja; 
z tego powodu pierwiastek kosmologiczny wziął 
w dumaniach poety górę nad teologicznym. Sło- 
wacki tak żywo i wyraźnie czuł życie i przejmował 
się niem; tak wspaniale wszystko, co w życiu odbla- 
skiem piękna się świeci, rozskrzydlało mu wyobraź- 
nię, że świadomość przeciwieństwa między zmien- 
nością i znikomością zjawisk a ich niezmienną istotą, 
między marnością nieustającego stawania się a nie- 
wzruszonym absolutnym bytem - świadomość ta, 
z której płynie teologiczny, religijny mistycyzm, nie
>>>
183 
zapuściła w nim nigdy głębokich korzeni, nie dała 
mu wątku do rozmyślań nad stosunkiem człowieka 
do Boga i stworzenia. Tern mniej mogła w nim 
znaleść miejsce skłonność do uważania świata za 
złudzenie, złudzenie złośliwe, za zmorę, z której 
wydobyć się trzeba. Obcą przeto była mu mistyka, 
tak indyjska, jak neoplatońska i obcą mistyka chrze- 
ścijańska w swoich najgłębszych objawach. Więc 
choć razi to nas, żo pan Pawlikowski, kreśląc, jak 
się wyraził, "kontury karty geograficznej" misty- 
cyzmu, aby tern lepiej uwydatnić bieg prądu, który 
pochłonął twórczość poety, prawie pominął na kar- 
cie tej zjawisko tak doniosłe i wspaniałe, jak mi- 
styka chrześcijańska dotknąwszy bowiem tylko prote- 
stanta Jakóba B6hme, ani się zająknął o takich mi- 
strzach mistyki katolickiej, jak Rusbrock, św. Jan 
od Krzyża, ŚWo Teresa; na usprawiedliwienie jego 
powiedzieć można, iż z mistyką tą Słowacki rze- 
czywiście miał mało wspólności. Czuł on Boga nad 
sobą i w sobie, w gwiaździstych błękitach i na Gol- 
gocie, wśród przepychów natury i w natchnieniach 
wielkich umysłów, ale z tym Bogiem wolał rozma- 
wiać, jak duch z Duchem, niż zatapiać się i zatra- 
cać w nim swoje ja. Nie pociągnął go nigdy Bóg 
filozofujących mistyków, pojęty jako surowa jed- 
ność, przeciwstawiona wielości i rozmaitości. Więc 
nie zdzierał z Boga wszystkiego, co materyę przy- 
pomina, a potem wszystkiego co ducha przypomina, 
aby czynić go wzorem neoplatoników, jakąś bezprzy-
>>>
184 
miotną abstrakcyę, do której choć źródłem jest bytu, 
orzeczenie bytu stosować się nie daje. O Bogu my- 
ślał obrazami: "grzmot słońc
 i "gwiazd dzwonie- 
nie" słyszał na niebie, a Pan "ognia strumieniami" 
przez świat ku niemu się rzucał i niby "orzeł gnie- 
wny" myśl i duszę jego w szpony swoje porywał, 
a on "drżał jak listek w Pana mego gmachu"... 
Lecz więcej jeszcze, niż ku Bogu, szła myśl 
poety ku mocom pośredniczącym między Bogiem 
a światem, ku mocom w liczbie mnogiej, t. j. nie 
ku Duszy świata, której wzdychanie za Bogiem So- 
łowjew, jako wizyonista, niemniej poetyczny od 
Słowackiego, czuł w naturze całej, ale ku duchom 
Słowa, które kształtów zażądały i tę żądzę swoją 
narzuciwszy Bogu, z Nim współtworzą świat. Wielka 
kosmologiczna epopea, a na jej tle epopea poje- 
dyńczych dusz pochłonęła wyobraźnię Słowackiego; 
tam on wzrok swój zanurzył, stamtąd wyłaniały się 
wizye jego. Słowem, nie kontemplacya Boga w swej 
niedostępnej jedności rozkoszą była myśli poety, 
lecz kontemplacya Boga w rozmaitości Jego i bo- 
gactwie, którego wyrazem - Kosmos, a najwyższym, 
ostatecznym na globie objawem będzie apokalip- 
tyczna "nowa Jeruzalem słoneczna i ciał naszych 
przemienienie i twórczość w jedności i wieczne 
trwanie - i wieczne osłonecznienie w mieście, nad 
którem już słońca innego, ani miesiąca nie bę- 
dzie....... Lecz przeminie lat tysiąc - i jeszcze raz 
"męty i brudy duchowe globu powstaną" - szatan
>>>
185 
rozwiązany będzie, jeszcze walka jedna... "potem 
koniec"... "Potem już nawet nie na ziemi zjawi się 
ten, przed którym morza i ziemia znikną, jak karty 
zwinięte" .,. "A tym, którzy wytrwają - N i e - 
b i o s a" ... 
"Pokłońmy - kończy poeta list do Rembow- 
skiego - głowy nasze przed tą świętością... - a teraz 
przystąpmy do niej, jako Polacy". Czyli epopeę 
kosmosu jako tło brał on do epopei globu, tej zaś 
końcem stawał się hymn na cześć Polski, albowiem 
"dziwem świata" Bóg uczynił naród, kt6ry "pozba- 
wiony ojczyzny aż do niebios poszedł po żywot 
i ojcowstwo Boże nad narodami, a natchnienie jako 
z ręki Boga otrzymał". Więc obudź się Polsko: 


...Tobie słodycze 
Wiedzy I mą,drość i moc przychodzi, 
Anioł Twój patrzy w Boga oblicze,o.. 


Niestety, głuchą była Polska na wezwanie poety, 
ale tern silniej przejmował się on wiarą w posłan- 
nictwo swoje wobec ojczyzny, tern goręcej płonęła 
w nim namiętność apostolstwa. Jeśliby on zamilkł, 
to któż wskaże narodowi jego drogę, kto go nau- 
czy zrzucać z siebie cielesność i dzień Ducha w Je- 
ruzalem nowej przygotowywać: 


o takI nim ja w śmierć ojczyzny uwierzę. 
Chociażby jak trup w grobie letą,c zbrzydła, 
Potargam wprzódy ją, pieśnią, za pierze,
>>>
186 


Porwę ją wprzódy na pieśniane skrzydła, 
Porwę ją z ziemi, tak jak wicher bierze, 
Stargam łańcuchy wszystkie, wszystkie sidła, 
Podniosę w niebo, aż gdzie Pan B6g świeci, 
Puszczęou jeteli żywa - to poleci o 


Słów tych nie wolno brać za majaczenie jakieś 
dziwaka, manią wielkości ogarniętego. Nie na ziemi 
bowiem, ale nad ziemią przeżył Słowacki ostatnie 
lata życia swego, w modlitwach i podniesieniu du- 
cha. Do głębi duszy przejęty prawdą, którą ludziom 
opowiadał, że "wszystko przez Ducha i dla Ducha 
stworzone jest, a nic dla cielesnego celu nie ist- 
nieje". do prawdy tej pracowicie życie swoje do- 
strajać począł. Stąd to jego dziwna pogoda płynęła, 
stąd uroczysty nastrój rozmów, które. jak świadczy 
arcybiskup Feliński, "tak rzewnym choć spokojnym 
nacechowane były smutkiem, że robiły niemal wra- 
żenie ostatniej pieśni łabędzia, co. żegnając ziemię, 
gości już duchem w nadpowietrznych światach" l). 
stąd to tak rozweselony był wnętrznie, gotów - jak 
pisał - każdego, co się przybliży, oblać jasnością 
ducha i rozradować go, aż się do harmonii ze mną 
ułoży"... Wszak ten z krytyków jego, który najbar- 
dziej oporny był względem czaru jego marzeń, 
a z bezwzględną surowością prokuratora ocharak. 
terze jego sądził prof, Tretiak, uległ w końcu, dał 


I) T r z e j w i e s z c z o w i e n a s i w o b e c Koś c i o łao 
(S w i a t, 1888, Nr. 17), 


....
>>>
l 


187 
się porwać, że uZYJę tu wyrażenia Słowackiego, 
przez "wiatr lotu lecących z wieszczem aniołów". mu- 
siał w nim uznać "zdobywcę duchowego" i twór- 
czość jego w mistycznej epoce życia przedstawił, 
jako wyraz "t r a n s f i g u r a c y i", która poetę do 
"g m a c h u a n i e I s t w a" zawiodła, a ostatnie my- 
śli i utwory nazwał "łuną przedzgonną", jak gdyby 
dostrzegł na nich odblask z tajemniczego. zakrytego 
przed nami świata. 
"Albowiem wiem, na co jest świat i natura - 
pisał poeta do matki - bo czuję, że tę naturę chciał- 
bym podnieść przez podniesienie się ducha i oddać 
ją całą Bogu w jednej modlitwie" l). Na wysokości 
tej, w nocy z 20 na 21 kwietnia 1845 r. "w stanie 
zupełnie spokojnym..... nagle "przerażon mocą Chry- 
stusa już na ten świat nadchodzącego..... "szelestem 
ogni tych, wichrem niby Bożym zewsząd owiany 
i zagrożony..... 2). Widocznie to utwierdziło go w wie- 
rze w posłannictwo, które mu Bóg przeznaczył; do 
tego widzenia. do tych powiewów ognistych z nie- 
widzialnego świata" powracał niejednokrotnie i w li- 
stach i w wierszach. Niech ci, co po za materyą 
nie widzą nic. litują się nad tym "obłędem" ma- 
niaka, który hallucynacyi od prawdy odróżnić nie 
umiał. niech dyletanci i sybaryci używają i rosko- 
szu;ą się. podziwiając sztuki. które akrobata Sło- 


l) Tretiak: 000 CO, II, 73. 
I) W Y kła d n a u k i (t. X, str. 160),
>>>
1M 
wacki pokazuje gdzieś nad przepaściami. na urwi- 
stych szczytach marzenia. ale my.. co w świat du- 
cha wierzymy. p6jdźmy wprz6dy śladem poety, ży- 
cie nasze przeobraźmy w ciągłą modlitwę i ofiarę, ' 
mocą czystości uczucia wyzwolonego od przywią- 
zań do rzeczy małych, a w boskie przeznaczenia du- 
szy zapatrzonego wzlećmy na błogosławioną g6rę, 
..do przybytku Pana" - i tam dopiero osądźmy, 
czem w istocie swojej było widzenie Słowackiego. 
Zanim zaś to nastąpi, zachowajmy względem niego 
tę delikatność uczucia, kt6rą zachować umiał przy- 
jaciel i świadek jego dni ostatnich, arcybiskup Fe- 
liński. Ten świętobliwy sługa Kościoła, kt6ry wszy- 
stko, co pomyślał i napisał, przesycić umiał ogniem 
swej dziwnie czystej i pięknej, miłością Boga i ludzi 
gorejącej duszy. umiał tu lepiej i głębiej zajrzeć 
w duszę swego przyjaciela, niż inni, i nam wszyst- . 
kim, kt6rzy o Słowackim piszemy, powinien być 
przewodnikiem. Więc uwierzmy mu. gdy nam opo- 
wiada, że nie "ambicya ani duma" kierowały Sło- 
wackim w jego automesyanicznych zapałach, że 
"posłannictwo swoje jako przewodniczącego naro- 
dowi w pochodzie ku jego wieczystym celom, poj- 
mował on nie jako chlubny zaszczyt, ale raczej 
jako ciężką i w cierpienia obfitującą służbę. Nie 
chełpliwość przeto była mu pobudką do opowiada- 
nia ludziom o widzeniu swojem; przeciwnie, miał 
całą świadomość, że tak czyniąc śmiesznością się 
pokrywał - czyli składał dow6d zaparcia się miłości
>>>
189 
własnej, spełniał akt odwagi: "Mówię to -czytamy 
w W y kła d z i e N a u k i - po rozwadze głębokiej, 
a nie dla chwały własnej - bo cóż jest chwałą ro- 
baczka, którego Chrystus Pan raczył mocą niebieską 
przerazić. Mówię - abym nie zataił przed światem 
- mocy Bożej - pewny,.. że to wyznanie w wieku 
dzisiejszym ujmie mi cześci w obliczu świata, który 
chętnie one to rzeczy szalbierstwu albo chorobie 
zwykł przypisywać..... 
Więc choć wichry fantazyi i rozbujałości indy- 
widualizmu zaznaczyły się w mistycyzmie Słowac- 
kiego tęsknotą do niezmierzonych przestrzeni i wol- 
nych lotów, choć ewolucye kosmosu i wędrówki 
dusz, które przez szeregi przemian i żywotów ku 
apokaliptycznej nowej ziemi i nowemu niebu po- 
dążają, myśl jego pochłonęły, jednak kosmologizm 
ten, pomimo, iż wziął górę nad pierwiastkiem teo- 
logicznym, nie zatarł go, spowodował tylko w umy- 
śle Słowackiego niepodatność względem tej koncep- 
cyi mistycznej, w której idea Boga zaiłania wszystko 
inne, a zatonięcie w Bogu celem się staje; "mistyka 
Słowackiego to szturmowanie o czyn i cud to nie- 
skończony głód tego chleba, który się nazywa fak- 
tem, ziszczeniem (J e I I e n t a). Więc szczytem roz- 
słonecznionym, który nad sferą dumań poety kró- 
lował, była nie idea Boga, lecz" święte miasto Jeru- 
zalem nowe, zstępujące z nieba od Boga" l). Ale 


l) O b i a w i e n i e Ś w, J a n a, XXI, 2,
>>>
I 


190 
aby wspiąć się na ten szczyt, brał Słowacki tę sa- 
mą drogę askezy, t. j. wyzwolenia się z więzów 
m ateryi , którą kroczą ci, dla których indywidualny 
stosunek duszy do Boga jest rzeczą pierwszą. W tern 
zaś spotykał się i z Mickiewiczem i z Towiańskim 
i z ogółem mistyków polskich, a to kojarzenie 
w nadświat sięgających tęsknień i marzeń z prze- 
świadczeniem o konieczności nieustannej pracy nad 
oczyszczeniem duszy ze skazy grzechu, stanowi do- 
datnią cechę mistycyzmu polskiego, świadcząc o jego 
wysokim poziomie moralnym. P. Pawlikowski tego 
nie docenił, może nawet nie dostrzegł. Ową pracę, 
owo zdobywanie Boga i nieba, Towiański nazywał 
"czynem wewnętrznym". Pawlikowski zaś tę potrzebę 
czynu wewnętrznego wystawiając jako jedną z właś- 
ciwości mistycyzmu polskiego, ujrzał w tern "rys 
dekadencki, płynący ze skłonności do kwietyzmu l" 
Badacz mistycyzmu nie zrozumiał tego, co misty- 
cyzmu jest nerwem - pierwiastku religijnego - 
i to jest słabą stroną jego dzieła. 


VI. 


OPTYMIZM. 


Wszystko dla ducha, nic dla ciała, uduchownie- 
nie - celem świata, a ofiara - prawem postępu 
- w tern, w tych dobroczynnych twierdzeniach streś-
>>>
191 
ciła się nauka Słowackiego. Ale pomimo czaru po- 
ezyi w szczegółach i wysokiej wartości moralnej 
nietylko w pomyśle, lecz także w wykonaniu, o ile 
się w niem odbiła kryształowa czystość wyanielo- 
nej, obcej nawet tchnieniu zmysłowości duszy po- 
ety, nauka ta nie jest tern, za co on ją podawał, 
nie jest "drogą rozwidnień i oświeceń" l), ani jest 
"tak wielką, że przez tysiące lat spragnione wiedzy 
prawdziwej narody będzie karmiła" II), nie jest na- 
wet próbą systemu świata a nawet zarysem do sy- 
stemu takiego nazwać jej nie można - szpeci ją 
bowiem kalectwo tkwiące u samej jej podstawy, 
a pochodzi ono stąd, że Słowacki zatarł w niej fakt 
zasadniczy, jakim jest istnienie zła. Zachwycony 
harmonią lecących ku Bogu i przebóstwiających się 
stopniowo światów, zamknął on oczy na fakt ten, 
gorzej jeszcze, on go sfałszował, przedstawiając zło 
jako konieczność w dążeniu do urzeczywistnienia 
dobra, więc jako mniejsze dobro. 
Wszak bohater pierwszego rapsodu Król a D u- 
c h a, ów Popiel, który postanowił zbrodniami "nie- 
biosa zatrwożyć", który z wieży swojej z rozkoszą, 
niby sęp krwiożerczy, patrzy na torturowane i pa- 
lone na jego rozkaz ofiary, jak na "ruchome w o- 
gniach mrówniki" - Popiel ów nie jest, jak Arab 
lub Mindowe, tylko wyrazem wybryku fantazyi, ogar- 


I) Genezis z Ducha. 
.) Wykład nauki.
>>>
192 
niętej wstrętem i nienawiścią do tłumu niezdolnego 
wzmesc SIę na wysokość marzenia poety. Popiel 
jest zbrodniarzem w pozorach czynów swoich, ale 
"aniołem gorącym" w ich istocie, okrucieństwa jego 
bowiem hartują naród i w ten sposób przysposa- 
biają go do wypełnienia wielkiego posłannictwa. On 
kupił naród krwią i "nad jej strugi podniósł ducha, ' I 
I który śmiercią gardzi". Znam egzaltowanych wy- I 
 
znawców Słowackiego, których pogarda dla ciała, 
wyzierająca z pomysłu tego, przejmuje podziwem; 
l we mnie i niezawodnie w każdym, u kogo kult 
myśli i osoby poety nie przeistoczył się w religię, 
I budzi ona odrazę, czyni bowiem nieczułym na cier- 
pienie bliźniego, niszczy litość, jest objawem tego 
olśnienia dalekim ideałem, w którym zanika współ- 
czucie ze światem teraźniejszym, ta pogarda dla ciała 
usprawiedliwia tu najobrzydliwszą ze zbrodni - okru- 
cieństwo, o ile niem kieruje myśl o idealnej przy- 
szłości. A nie można bronić poety tern, że wizya 
owej przyszłości zasłoniła przed nim rzeczywistość. 
Nie; on widział rzeczywistość, widział zło i widział, 
że zła postacią naj wyraźniejszą jest walka o byt 
wraz z panującem w niej prawem mocniejszego, 
Ale - nauczał on w G e n e s i s - porządek ten czy- 
ni tylko "niegłębokiemu wzrokowi wieczne przera- 
żenie i utysk" Ten zaś, kto się nad nim zastanowi, 
dostrzeże w nim sprawiedliwość, albowiem duch, 
zdobywając doskonalszy kształt, nie może nie czuć 
pogardy do odrzuconej formy i " najczęściej " kła-
>>>
I 


193 
dzie się na niej .jak Kainita, aby gryzł mózg i ocie- 
rał usta krwawe włosami swojego młodszego brata". 
I choć "Kainostwo to natury" nazywamy złem, 
"lecz w oczach Twoich, Panie, nie czynił się przez 
to żaden uszczerbek w łańcuchu przyrodzenia, bo 
przez przyśpieszenie śmierci ciał przyśpieszał się 
pęd duchowy żywota"... 
Ten optymizm, prawie c y n i c z n y optymizm, 
jest niezawodnie w związku z zasadniczemi właści- 
wościami osoby Słowackiego: z fantazyą, którą za- 
palił obraz postępowej ewolucyi wszechświata, a idea 
ewolucyjna jest optymistyczną - oraz z upojonym 
potęgą woli indywidualizmem, dla którego niemo- 
żliwość nie istnieje.." Wieczysty cel - wołał naj- 
większy indywidualista w filozofii, Fichte - powi- 
nien i może być dopięty w życiu i przez życie, bo 
rozum rozkazuje mi żyć - dopiętym będzie, bo 
- i a j e s t e m" l) - a są to słowa, które byśmy 
mogli wziąć również za wyraz stanu duszy poety 
w epoce, gdy swoje pisma mistyczne kreślił. 
Ale choć w związku z naturą umysłu i charak- 
teru Słowackiego, nieuniknionem jednak tego na- 
stępstwem optymizm jego nie był. Nie wiązał się 
też bezpośrednio z filozofią jego. To, co w niej jest 
najważniejsze, zasadnicze, jej metafizyczną podsta- 
wę stanowił pluralizm, affirmujący wielość duchów 
w osnowie bytu, a od wolnej woli ich zawisł roz- 


I) D i e B e s t i m m u n g d e s M e n s c h e n. 
Zo Krąsińskio 


13.
>>>
194 
wój materyalnego świata. W tern Słowacki zbliżył 
się do Leibnitza. Uznając niemożliwość wyprowa- 
dzenia: wielości z pierwotnej jedności. Leibnitz też 
na początku postawił był wielość indywidualnych 
bytów. czyli monad. Tych monad sumą jest świat, 
lecz w świecie panuje ład, czyli monady są ze sobą 
w harmonii przedwiecznej, jak one, a zatem musi 
być jakaś monada absolutna, ów ład utrzymująca 
- idea doskonałego ładu stanowi pryncyp jej ist- 
nienia, określa jej działanie, którego wynikiem - 
nasz świat, najlepszy ze wszystkich możliwych. Czyli 
obie pluralistyczne koncepcye: Słowackiego i Leib- 
nitza - zeszły się były ze sobą we wspólnym opty- 
mizmie. A tylko niema potrzeby stąd wnosić, że 
optymizm wypływa z pluralizmu. Przeciw "odpycha- 
jącemu optymizmowi" I) Leibnitza powstał w na- 
szych czasach potężny umysłem odnowiciel mona- 
dologii. Karol Renouvier. Ten patrzał na świat 
trzeźwo, tak trzeźwo iż nawet Schopenhauerowi za- 
rzucił, że przedstawił rzeczywistość w barwach zbyt 
jasnych I). "Widowisko nienawiści i okrucieństwa- 
rozumował 8) - które świat w ciągu całej historyi 
I) ,,0 P t i m i s m e r 
 p u g n a n tl. Por. Renouvier: 
H i s t o i r e e t S o I u t i o n d e s p r o b I 
 m e s m H a- 
p h Y s i q u es. 1901, por, stro 463. 
I) Schopenhauer et la metaphysique du 
p e s s i m i s m e w A n n e e p h i los o P h i q u e, 1893, 
por. str, 19-20. 
8) L a n o u ve 11 e M o n a d o log i e, 1899. poro str. 
507. Przytaczam w skróceniu. . 


.......
>>>
195 
nam daje, oburza sumienie; brutalny, niepoprawny, 
szatańsko przewrotny stan wewnętrzny znacznej 
ilości ludzi we wszystkich krajach i wszystkich re- 
ligiach jest rzeczą oczywistą, a za znikczemnieniem 
moralnem idzie zwyrodnienie fizyczne i staje sic: 
drogą, przez kt6rą występek i zbrodnia prowadzą 
ku śmierci jednostki i plemiona". Pod wpływem 
takich rozważań postanowił Renouvier wyratować 
monadologie od optymizmu. ale będąc zarazem in- 
dywidualistą przejętym ideą wolności woli i koniecz- 
ności jej affirmowania. uznał on. że niema i nie 
będzie miejsca dla wolnej woli, dop6ki idee Boga 
z ideą nieskończoności łączyć będziemy: nieskoń- 
czoność wszechwiedzy Stw6rcy nie może iść w parze 
z wolnością stworzeń. Infinityzmowi przeciwstawił 
on relatywizm; poznanie zamknął w sferze. kt6rą 
rządzi prawo liczby - i choć prawo to jest wyra- 
zem prawdy negatywnej: niemożliwości uznania za 
rzeczywistą liczby, kt6ra nie odpowiada warunkom 
liczby, więc wymyka się z pod określenia (a taką 
"liczbą" jest nieskończoność), on to bezpłodne 
w pozorze prawo umiał uczynić zasadą systemu - 
i w tern jego oryginalność 1). Prawdziwem, wynikało 
stąd, jest tylko to, co jest skończone, ograniczone, 
dające się porachować. Skończonym jest przeto 


I) Por, L, Constant: L a P h i los o P h i e d e R e n o u- 
v i e r. (A n n a I e s d e P h i los o P h i e c h r et i e n n e, 
1910, Avril)o 


13*
>>>
196 
Bóg. jest Osobą, odgraniczoną od innych osób, niby 
najwyższy duch w rzeczypospolitej duchów; On stwo- 
rzył doskonałe dzieło, ale to dzieło zepsuły inne 
istoty, nastąpił upadek - i z tego zła, w którem 
ugrzązł, świat dowoli wydobywać się musi. 
Nie chodzi tu o przedstawienie, a tern mniej o kry- 
tykę filozofii Renouvier'a; zdaje się, że słusznie 
z jej powodu powiedział to Sertillanges, iż ograni- 
czenie Boga jest przebranym ateizmem, chciałem 
tylko wskazać, że spirytualistyczny pluralizm nie 
wyklucza wcale uznania potęgi i grozy zła w po- 
rządku świata. Na poetycznem zaś tle nauki Sło- 
wackiego optymizm w tej postaci, w jakiej się tam 
objawił, stanowi plamę. Słowacki gorąco wierzył, 
że przez słowa jego "urodzon jest świat nowy 
i wiara nowa" l), Wyobraźmy sobie, że to się stało. 
że znalazł liczne koło wyznawców i stworzył nową 
religię. Cóżby ci wyznawcy wyprowadzili z tego, co 
nauczał o pogardzie wyższych kształtów względem 
niższych i o tern, że niszczenie tych niższych, czyli 
przyspieszenie śmierci ciał przyspiesza "pęd duchowy 
żywota"? Wszak o wygodniejszą podstawę do ha- 
katyzmu, do tępienia słabszych trudno? 
Ale usprawiedliwić poetę tern można, że myśli 
i słowa, które plamą na jego twórczości nazwałem, 
nie wyszły mu z duszy, lecz były tylko nieszczę- 
śliwą i to raczej mimochodem zrobioną, niż poważnie 


I) L i s t A p o s t o l ski.
>>>
197 
obmyśloną próbą wytłómaczenia tego w ustroju 
świata, co może razić moralną stronę człowieka. 
Natomiast z głębi jego duszy szło przeświadczenie, 
że wszystko przez ducha i dla ducha, "a nic dla 
widzialnego celu nie istnieje". W tych słowach - 
twierdził ten "Książe Niezłomny duchowości" jak 
go nazwał Jellenta - "zwyciężon jest świat" l) i przez 
światło tych słów patrząc w świat, odczuwał on 
piękno wszechstworzenia, przeczuwał piękniejszą 
jeszcze Nową Jeruzalem na ziemi - a potem "N i e- 
b i o sa tym którzy wytrwają". I tą nieprzerwaną 
wizyą, potwierdzającą jego przeczucie, były ostatnie 
lata jego życia. Więc cóż go z nizinami życia wią- 
zać mogło? "Za czemże tęsknić będę, gdy wszystko 
jest w przyszłości. Umiłowanie świata - i prze- 
mienienie serc - i wspólnictwo radości - i zmno- 
żenie sił - i odjęcie boleści...... Rozmiłował się 
przeto w śmierci, bo wiedział, że gdy serce jego 
zbolałe będzie i zużyte bardzo, Bóg zagasi "bladą 
słoneczność dni jego dogasających", a da "jasny 
ranek nowego żywota", w nim go. "wyższą mocą 
i czynnikiem stworzycielem" uczyni. II) 
O znaczeniu dzieła myśli i fantazyi stanowią 
nietylko treść i forma, ale także dusza twórcy, 
światłem własnem oświetlająca swą pracę. I tej du- 
szy jego "szukamy, często sprawy sobie z tego nie 


') L i s t d o R e m b o w s k i e g o. 
I) L i s t d o R e m b o w s k i e g 00 


I 


) 


I
>>>
198 
j zdając, bo życie jest szukaniem dusz, kt6rebyśmy 
kochać i czcić mogli" 1). A dusza Słowackiego, za- 
topiona w swej nadświatowej wizyi i do niej życie 
swoje dostrajająca, jest jedną z najczystszych, jakie 
znają dzieje poezyi i bardzo godną kochania. 


* * 
* 


Z książką Pawlikowskiego pod reką, niejedno; 
z niej czerpiąc. próbowałem tu w treściwym zarysie 
przedstawić zasadnicze cechy mistycznej filozofii 
Słowackiego. Teraz. na zakończenie. słów kilka 
o samej książce, kt6ra mi była przewodnikiem. 
Słusznie w przedmowie do niej zaznaczył autor. 
iż praca jego. ..wykracza daleko po za zwyczajną 
granicę poszukiwania rodowodu pomysł6w". Cho- 
dziło mu bowiem ..nie o rodowód mistyki Sło- 
wackiego. ale o wprowadzenie czytelnika w świat 
idei. dp kt6rego ona przynależy i z którego wy- 
rosła". Ten świat zbadawszy pracowicie i rozlegle. 
przyczynił sie p. Pawlikowski wiecej, niż ktokolwiek 
inny - i na tern znaczenie i wartość jego dzieła 
polega - do rozszerzenia widnokregu myśli, silą- 
cej sie objąć źródło. treść i kierunek twórczości poety o 
Trafnie upatrując w mistycyzmie wyraz pier- 
wiastku ..powietrznego" w naturze człowieka w prze- 


I) M, Zdziechowski: Szkice literackie. 1900 Por, 
 ł 
str, 226. 


i
>>>
.1 


199 


I 


ciwieństwie do pierwiastku ziemskiego, rozrÓŻnił 
autor trzy wielkie epoki kwitnięcia mistycyzmu. 
Pierwszą z nich są narodziny chrześcijańskiego 
świata, drugą - Renesans, trzecią - koniec XVIII 
wraz z początkiem XIX wieku. Dzięki poszukiwa- 
niom w zakresie wszystkich tych trzech epok czy- 
nionym, umiał autor pod niejednym względem rzu- 
cić nowe światło na twórczą pracę Słowackiego. 
Zwłaszcza indywidualność jego i kierunek myśli 
zostały ze szczególną wyrazistością uwypuklone na 
tle zestawień i porównań z nauką Svedenborga. 
Rozdział o tern należy do najlepszych w książce. 
Podobnież przyczynił się p. Pawlikowski do rozja- 
śnienia kosmogonii Słowackiego, biorąc do pomocy 
naukę Jakóba B6hme, stanowiącą, zdaniem jego 
łącznik mistycznych upodobań epoki romantycznej 
z całym mistycyzmem przeszłości. Wreszcie skre- 
ślony na szerokim podkładzie przeddarwinowskiego 
ewolucyonizmu, ewolucyonizm, o którym nauczają 
G e n e s i s z D u c h a i L i s t d o R e m b o w- 
s k i e g o, wydaje się nam mniej fantastycznym, 
niż dawniej. 
Niemniej jednak trudno się zgodzić z twierdzeniem 
autora w zakończeniu dzieła, iż "prądy wiatrów, 
na których waży się" myśl Słowackiego, zostały 
należycie przezeń rozpoznane. Słabą stronę jego 
pracy stanowi to, że nie rozklasyfikował ogromu 
zebranego materyału. Stąd bezład nieraz, w którym 
nie łatwo się zoryentować. Należało przecie wy-
>>>
200 


raźniej uwydatnić zasadnicze znamiona trzech epok 
mistycyzmu, o których wspomniał p. Pawlikowski 
na początku swej pracy, ale nie rozgraniczył ich 
między sobą w dalszym jej ciągu, nie dał jasnego 
pojęcia o ich wzajemnych stosunkach. 
Dalej bardzo słabą stroną książki, poświęconej 
mistyce, jest obojętność jej autora na wewnętrzne 
życie duszy, na jej stosunek do Boga, czyli na to, 
co jest najistotniejsze w mistycyzmie. Wynika to 
z naukowo-filozoficznego stanowiska autora. Jest 
on pozytywistą, ale z rozległym widnokręgiem myśli; 
patrzy przeto na mistykę nie jako na obłęd lub 
głupstwo, ale jako na zjawisko godne uwagi, nawet 
pociągające. Przypomina tych agnostyków, co to 
mówią o szczęściu wiary i szczerze, jak się zdaje, 
zazdroszczą jej tym, którzy ją mają. Mistyka - 
mówi on - jest wylewem wewnętrznej potrzeby 
wolnych lotów, nieskończonych horyzontów", Te 
wolne loty po szerokich przestworzach były nieza- 
przeczenie potrzebą duszy Słowackiego - i p. Pawli- 
kowski przypatruje się im z zajęciem, z rozkoszą, 
Ale potrzebę modlitwy Słowacki czuł również - 
modlitwą "kopał w niebiosach" i przez modlitwę 
wchodził on w ów świat ducha, w którym, jak bańka 
mydlana, roztapia się wszystko, co widzialne - a do 
owego świata wzywał on ludzi, w tern swoje po- 
słannictwo widząc. 
Pojęcia piękna, lotu i twórczości artystycznej 
wiążą sie ze sobą ściśle, w dziejach zaś poezyi,
>>>
201 
przynajmniej poezyi wieku XIX, nie widzę nikogo, 
ktoby dorównał Słowackiemu siłą, z jaką on czuł 
w sobie "szelest skrzydeł wewnętrznych". A szelest 
ten nie kołysał go do snu marzeniem przelotnem, 
lecz zapalał go "gniewem ducha przeciw niedosko- 
nałości ciał" l), czyli idealizm marzenia kojarzył się 
z idealizmem moralnym. Dlatego to poezya jego 
była "hymnem otwartemi ustami śpiewanym Bogu". 
dlatego to w niej i w osobie poety był "czar. który mi- 
łością ludzi uderza i wiąże ich w jeden wieniec"... 1). 
Między sybarytyzmem. który tylko rozkoszuje się 
wdziękiem marzeń Słowackiego (Pawlikowski) a wy- 
znawstwem. które nazywa go "ostatnim wśród pro- 
roków i dla nas (polaków) najważniejszym" S) (lu- 
tosławski). jest stanowisko pośrednie. Jest niem 
cześć dla człowieka, który życiem swojem dał świa- 
dectwo prawdzie tego, co on swoją wiarą widzącą, 
źródłem wiedzy i rozwidnienia nazywał, który w prze- 
duchownienie świata - umiał lot swej duszy por- 
wanej "niby pierze lekkie" w przyszłość, wyrazić 
w cudownych natchnieniach i z wyżyny zapatrzenia 
się w schodzące "święte miasto". "ubrane w żywe 
błękitu promienie", wzniosł do Boga modlitwę 
o moc pokonania złych "miłością anioła" ł). 


l) Li s t A P o s t o I s k i. 
I) Dzieła, t. X, I, stro 206. 
8) D z i e i e j a t n i u S ł o w a c k i e g o w P a m i e- 
t n i k u I i t e r a c k i m i m i e n i a M i c k i e w i c z a. 
4) Dzieła, l, 183,
>>>
202 
. Sąd o dziele Pawlikowskiego możnaby streścić 
VI tych samych prawie wyrazach, których autor użył. 
mówiąc' o pracach znanego badacza filozofii impe- 
ryalizmu, Seilliere'a: "Pojęcie przedmiotu nie jest 
jasno określone, zdaje się jakoby autorowi dopiero 
w ciągu pisania wyjaśniała się jego własna kon- 
cepcya", a jednak "mimo bezładności i nieskrysta- 
lizowania myśli, zawiera to dzieło nader sugge- 
stywne ujęcie szeregu bardzo różnych na pozór 
zjawisk pod jednym kątem widzenia i otwiera oczy 
na wiele rzeczy, tam nawet, gdzie nie zadowalnia 
i nie przekonywa". 


. 


'\.t. o 6:\ 40.9 


(
\iLIOhW. 
HI
>>>
SPIS RZECZY. 


Przedmowa. . . . . . . . . . 
OJCZE NASZ . . . . , . . . . . 
WIZYA ESCHATOLOGICZNA ZYGMUNTA 
KRASIŃSKIEGO. . . 
I. Krasiński a Schelling 
II. Traktat o Trójcy . . 
III. Syn Cieniów. . . . 
IV. Życie w Bogu . . . 
V. Eschatologia w "Przedświcie" 
VI. Eschatologia w "Psalmach" . 
VII. Kult Heroizmu. . . . . . 
MICKIEWICZ i TOWIAŃSKI. . . . 
I. Wykłady w Coll
ge de France . 
II. Andrzej Towiański 
111, Czem jest Kościół 
HISTYKA SŁOWACKIEGO 
I. Anhelli. . . . . 
II, Anhelli a idea ewolucyjna 
111, Pluralizm spirytualistyczny 
IV. Metempsychoza 
Vo Religijność 
VI. Optymizm 


........ 


'1 


Str, 
V - VlI 
3-32 


33-99 
35 
48 
60 
69 
77 
88 
93 
101-146 
103 
107 
137 
147-202 
149 
157 
163 
177 
182 
190
>>>
r
>>>
S. A. KRZYŻANOWSKI 
KRAKÓW, RYNEK CŁ. LINIA A-B. 
KSIĘGARNIA. SKł.AD i WYPOŻYCZANIA NUT 
T.I.rOD Nr. 150. - KODto pocztow.J Ilu,. oncz,dDołd 48.292. 


Magazyn dzieł sztukio Gł6wny skład wydaw- 
nictw M_ Arcta w Warszawieo - Gł6wny skład 
wydawnictw Wyspiaftskiegoo - Polskiego To- 
warzystwa nakładowego. - Jo MortkowlczL- 
Ho Lindenfelda. - Biblioteki Estetycznej_- 
A d m i n i s t r a c y a ..Przeglądu lekarskiego", 
..Wieczor6w Rodzinnych". ..Rydwanu", ..Wiedzy 
i Postępu"o Ekspedycya cza50pism krajowych 
:d i zagranicznych, Sprzeda! globus6w i metrono- 
m6w, map ściennych. reprodukcyi polskich artyst6w i zagranicznych. 


Poleca, 


Apaleias-Rydel. Amor i Psyche 
Arcybaszew. Nowele. 
Berent W. 2ródla i ujścia Nietscheanizmu 

 Ozimina 
Bertsc" H. Rodzeństwo 
Beba W. Z Wenecyi do Neapolu 
BernadziKlewlc%. Ogród szkolny 
Boy. Gdy si
 czlowiek robi sta.rszy 
- Szopka krakowska 1911 
1912 


" " 
BrodowsKi. Drzewa - 
Brzozowski W. Korab. Dusza mówillIca 
- Nim serce ucichło 
DemoIdeI'. Serce ubogich 3°20, opro . 
DłagoszewsKi-HorowsKi. Piekarstwo 
Dybowslll dr. Milton i jego wiek 
Ernst. Historya mlodego życia 8°20, opr. 
PlllpKiewicz S. Teka (obrazki dla dzieci) 


....... 


Koro 
6.- 
3°- 
2-10 
6°00 
2°50 
30- 
10- 
2°- 
20
 
2°--';' 
2°60 
2°60 
2-10 
4-- 
2'50 
2'50 
4.- 
2-60
>>>
Fillpowicz T. Ptaki w życiu 
Flaobert. Kuszenie św. Antoniego 
Frapie. Ochronka, 
France A. Pisma To I 
" T,l1 
" To III 
." T_ IV 
" To V 
" T. VI 
" To VII 
" T. VIII ° 
Gejerstam. Moi chłopcy . 
Garde A. Ho Ibsen 
Gelmer. Dzieciństwo mateczki . 
- Nad dalekim cichym fjordem 
German L. Lilith 
Geffroy. Więzień (A, Blanqui) . 
Grimm. Wybór bajek 
HerbaczewsKi A. I nie wwodZ nas na pokuszenie. 
- Glos bólu 
Hildlng H. Psychologia 
Jellenta C. Grajlllcy szczyt 
Jereml SIchoIsKa. Nowele 
JedlIcz J. Poezye 
KarIowicz. W Tatrach 
Kasprowicz J. Wybór poezyi 
KisielewsIlI z. Wędrowiec 
KonopnicKa 1'1. Jak się dzieci w Bronowie bawiły 

 Szkice . 
- Spiewnik historyczny 
- Ludziom i chwilom 
- Wybór pism 
- Adam Mickiewicz 
KraalDslII Z. Wybór pism. 
KaprIn A. Banzaj i inne humoreski 


J(or. 
2°60 
4-- 
3'- 
2'60 
3°50 
2.60 
3°50 
3'50 
3°50 
4°- 
3'- 
2'10 
1°50 
3'20 
3.20 
40- 
4°- 
3.20 
30- 
3°- 
8'30 
4'50 
2'60 
2'60 
80
 
2'60 
3°20 
5°20 
3-60 
. 2-40 
2°40 
2.60 
. -°60 
2.60 
. 1°50
>>>
Kor. 
Lagerliff S. Cudowna podróż 3 części po 4'20 
Lazarus6wna T. Moja gromadka 2°60 
London J. Przygody psa w Klondyke 2-40 
LutosławsKi W. Wstęp do filozofii. 20- 
- Wykłady jagiellońskie 2'- 
ł.uKaszlliewicz X. Przewodnik po Włoszech 3° - 
- Złota ksil!lżka polskiej dziewicy 3.- 
ł.uniislli. Księżna Tarakanowa 7-- 
l'IazanowsKi A. Szkice pedagogiczne 2°- 
l'IazanowsKi 1'1. Gorkij, Czechow, Wieresajew 3°50 
l'IereżKowsKI D. Tołstoj, Dostojewski 2°50 
MlnKiewicz R. O pełni życia 1'60 
MortKowicz. Stacho o 2-60 
- Przygoda w lesie 2°60 
Nietzsche Fr. Dzieła. Tako rzecze Zaratustra 2°90 
- Po za dobrem i złem 5°20 
- Z Genealogii moralności .. 5°20 
- Dytyramby Dyonizyjskie ° 2°60 
- Zmierzch bożyszcz 3°20 
- Wiedza radosna , 6°5(} 
- Jutrzenka 6'5(} 
-A
w
 2
 
- Narodziny tragedyi 4°20 
- Ludzie i arcyludzie 6°50 
- Wędrowiec i jego cień 6°5(} 
- Wola mocy 7-80 
- Ecce homo , 5°20 
NiemojewsKi A. Legendy 3-- 
- Familia 2°60 
Newcomb. Astronomia 6'5(} 
OrKan W. Pomór 3°50 
OstrowsKa Br. Chusty ofiarne o 3-20 
- Liryka francuska I i II po 2°60 
- Poezye 2'40 
- Ksil!lżeczka Halusi 4-70 


.......
>>>
Kor. 
OstrowsKa A. GramatyKa. Maly malarz 2 części po -°90 
'o,,,'illon. Jep Barnadach 2°50 
Rydel L. Zaczarowane kolo 3.60 
SiedlecKi A. Grzymała. Galerya moich bliźnich 2-50 
SłowacKi J. Utwory liryczne 2-60 
Strug A. Ludzie podziemni 3.50 
Sten J. Dusze wspólczesne 2°50 
Sgendsen O. Bornholmskie baśnie 2.- 
Schla" J. Wiosna 2-60 
Szczęsny. To co się stalo . 2.10 
Schiller. Dzieła 9 Tomów opro ° 9°- 
Verlaine. Wybór poezyi . 2.60 
Wagner R. Sztuka i rewolucya 1.50 
WiJde O. Dusza ludzka w epoce socyalizffin l-50 
WirsKi A. Noc . 2°- 
WiśniowsKi J. Bwięto poety 3.- 
WójcicKa-ChylewsKa. Las 3.- 
Zaczarowana wyspa _ 2.60 
ZdziechowsKi K. Opoka 5°50 
Zych 1'1. Rozdzióbilll nas kruki, wrony 4-- 
taławsKi J. Za cenę lez ° 4-- 


Katalogi na iądanie bezpłatnie. 
Do nabycia w każdej księgarni. 


, 


Biblioteka Główna UMK 
\11\\\\1\\11111111\111\1111\11\1\\\\\\\\11\1\1\11111\11 
300044258054
>>>