Szkice i portrety literackie. T. 1

J 
KAZIMIERZ BARTOSZEWICZ 


" 


., 


...... 
SZKICE I PORTRETY 
-r 
LITERACKIE 


...- 


TOM I. 


.... 


-' 


PAPROCKIEGO: DZIESIĘCIORO PRZYKA- 
ZANIE MĘŻOWO - RZECZPOSPOLITA BA- 
BIŃSKA - MAŁPA-CZŁOWIEK, NIEZNANA 
SATYRA XVIII W. - J. J. ZAŁUSKI I JEGO 
NIEWYDANE DZIEŁO - INICJATOR KOMISJI 
EDUKACYJNEJ - NAPOLEON W RYMACH 
POLSKICH - A. NAPOLEON MICKIEWICZ. 


r- 


" 


i. 


KRAKÓW 1930 
GEBETHNER I WOLFF - WARSZAWA 


KRAKÓW. 


? 


..,
>>>
2 


AUTORA TEJ KSIĄŻKI PRACE HISTORYCZNE 
ODDZIELNIE WYDANE: 
ZAPISKI TYMOTEUSZA LIPI
SKIEGO. Kraków 1885. 
KSIĘGA PAMIĄTKOWA KONSTYTUCJI 3 MAJA. 2 tomy, Kraków 1891. 
X. PAWEŁ RZEWUSKI, BISKUP SUFRAG. WARSZAWSKI. Kraków 1891. 
ROK 1863. Historja na usługach ludzi i stronnictw. 2 tomy, Kraków 1895-6. 
KONSTYTUCJA 3 MAJA. (Bib!. dzieł wyborowych). Warszawa 1906. 
DZIEJE INSUREKCJI KOśCIUSZKOWSKIEJ. Wiedeil 1909 (wydanie dru- 
gie, Wiedeil 1913). 
WOJNA tYDOWSKA W R. 1859. Warszawa 1913. 
ODRODZENIE POLSKI ZA STANISŁAWA AUGUSTA. Warszawa 1914. 
MUZA MARGRABIEGO. Warszawa 1914. 
PRZYJACIEL KSIĘCIA JÓZEFA. Warszawa 1914. 
TADEUSZ OGI
SKI, WOJEWODA TROCKI I JEGO PAMIĘTNIK (od- 
bitka z "Przeglądu historycznego"). Warszawa 1914. 
ANTYSEMITYZM W POLSCE XV-XVII W. Warszawa 1915. 
UTWORZENIE KRÓLESTWA KONGRESOWEGO (1815), Kraków 1916. 
DZIEJE GALICJI. Warszawa 1917. 
KOŚCIUSZKO I RACŁAWICE. Kraków 1917. 
KU POLSCE. Kartka z dziej ów śląska. 1920. 
CARYCA PRASKOWJA. Warszawa 1927. 
RADZIWIŁŁOWIE. Monografja historyczno-obyczajowa. Kraków 1928. 


. 


TEGOŻ AUTORA INNE KSIĄŻKI I BROSZURY: 
Z WESOŁYCH CHWIL. (pseud.) Kraków 1876. - NIEMCY CZY 
MOSKALE. Kraków 1882 (bezimiennie). - tYCIE JANA KOCHANOW- 

 SKIEGO. 1883. - 40 KRONIK PRZEGLĄDU ART. LIT. 1883. - "OGNIEM 
I MIECZEM", poemacik humorystyczny. 1883 (trzy wydania). - POLITYKA 
GALICYJSKA. 1889. - FEJLETONIKI. 1891. - NOWA ERA W KRÓLE- 
STWIE POLSKIEM. 1897. (bezimiennie). LENARTOWICZ lANA. 1893. - 
BAJKA O LISIE, KOZŁACH, NIEDźWIEDZIU I POMNIKU (satyra polit. 
bezimiennie). 1897. - LUKRECJON (satyra, pseud. F. Lemnicki). Kra- 
ków 1898. - TRZY DNI W ZAKOPANEM. 1899. - TRZECI MAJA (od- 
czyt). 1900. - KWESTJONARJUSZ MAŁtE
SKI. 1901. - MICHAŁ 
BAŁUCKI. 1902. - LISTY ROSYJSKIE (bezimiennie). - KOśCIUSZKO 
KANDYDUJE (satyra) 1908. ŁYKI I KOŁTUNY (pamiętnik mieszcza- 
nina). 1917. - KANDYDAT NA RADCĘ (humoreska). 1919. - SŁOWNIK 
PRAWDY I HUMORU. 1905.
>>>
SZKICE I PORTRET.Y 
LITERACKIE
>>>
.. 


Q
>>>
\ 


KAZIMIERZ BARTOSZEWICZ 


. 
SZKICE I PORTRETY 
LITERACKIE 


TOM I. 


PAPROCKIEGO: DZIESIĘCIORO PRZYKA. 
ZANIE MĘŻOWO - RZECZPOSPOLITA BA- 
BIŃSKA - MAŁPA-CZŁOWIEK, NIEZNANA 
SATYRA XVIII W. - J. J. ZAŁUSKI I JEGO 
NIEWYDANE DZIEŁO - INICJATOR KOMISJI 
EDUKACYJNEJ - NAPOLEON W RYMACH 
POLSKICH. A. NAPOLEON MICKIEWICZ. 


... 


KRAKÓW 1930 . 
GEBETHNER I WOLFF - WARSZAWA 


KRAKÓW.
>>>
I) 'bo. G41 


"? 


..
>>>
P R Z E D M O W A. 


W przedmowie do monografji: "Radziwillowie u 
wspomnialem o "jakiejś setce moich większych roz- 
praw i artykulów, przeważnie źródlowo opracowa- 
nych, które spoczywają w dziennikach, tygodnikach 
i miesięcznikach, a zatem na cmentarzyskach biblio- 
tecznych"! "Ba! - dodawalem - gdyby choć tam spo- 
czywaly, ale każdemu pracującemu na polu nauko- 
wem i literackie m dobrze wiadomo," że do najwięk- 
szych rzadkości bibljograficznych należą nasze cza- 
sopisma... Niektóre staly się prawdziwymi bialymi 
krukami, - a wychodziły i takie, których niema 
w żadnej bibljotece, które tak calkiem przepadly, że 
dowiadujemy się o nich jedynie z zapisków bibljogra- 
ficznych" . 
Możnaby się temu mniej dziwić, gdyby szło o cza- 
sopisma z w. XVIII lub z pierwszych lat w. XIX. - 
Nieodrazu bowiem zrozumiano wartość tego nieosza- 
cowanego źródla nietylko do dziejów politycznych 
i historji literatury, ale i do dziejów kościoła, sztuki, 


\
>>>
8 


rodzin, życia społecznego itd. Zdumiewać się jednak 
trzeba, widzqc jak tego samego losu doznaly niektóre 
dzienniki i tygodniki wydawane już za naszych cza- 
sów. Ileż to razy mnie samemu wypadło pożegnać 
się z nadziejq odszukania czasopisma, wychodzqcego 
przed 40-50, a nawet przed 30 laty. Dało mi się to 
we znaki, zwłaszcza kiedy w Szkole nauk społecz- 
nych wykładałem dzieje dziennikarstwa polskiego. 
Wobec zupełnego prawie braku opracowań tego 
przedmiotu, trzeba było samemu zapuszczać się w te 
"przepastne krainy", zaledwie w niektórych odcin- 
kach dotknięte stopq badaczy. W tej podróży po nie- 
znanych lqdach co chwila napotykałem na niedajqce 
się usunqć prz.eszkody, a mianowicie na brak wielu 
czasopism w tak zasobnych bibljotekach krakowskich. 
Podam jeden przyklad, bardziej niż inne, rażqcy. 
Po dziejach pierwocin dziennikarstwa polskiego 
przyszło mi z kolei mówić o "Kurjerze Polskim, 
który dal poczqtek stałym, nieprzerwanie już od 
r. 1730 wychodzqcym "gazetom" polskim, których to 
gazet dwusetny jubileusz mamy obchodzić w roku 
bieżqcym. Do dziejów tego "Kurjera" miałem już go- 
towy, jak mi się zdawalo, materjał, podalem bowiem 
o nim obszernq wiadomość w kilku fejletonach "Ku- 
rjera Krakowskiego" z r. 1889. Tymczasem nie zna-
>>>
9 


lazłem owego "Kurjera Krakowskiego" w żadnej 
z naszych bibljotek publicznych. Że go nie bylo w bi- 
bljotekach warszawskich i poznańskich to zrozumieć 
łatwo, że go nie posiadało Ossolineum słynqce z naj- 
większego zbioru czasopism polskich, to jeszcze wy- 
tłumaczyć można, ale czem usprawiedliwić, że pisma 
codziennego, przez trzy lata wychodzqcego w Krako- 
wie, nie posiadała żadna z bibljotek krakowskich, 
a zwłaszcza Jagiellońska, która otrzymywała należne 
jej "egzemplarze obowiqzkowe" wszystkich druków 
krakowskich, a więc i "Kurjera". Zginqł on, przepadł 
bez śladu - prochów jego nie przechowała nawet ta 
ziemia bibljoteczna krakowska, na której się urodzil, 
żył i zmarł bezpotomnie. 
Ten nieszczęsny los czasopism, a więc i artyku- 
łów w nich pomieszczonych, które albo calkiem ginq, 
albo "nieznane i dalekie" leżq w spokoju na półkach 
bibl jotecznych, skł onil mnie do zebrania prac moich, 
rozproszonych po różnych perjodykach, i do częścio- 
wego ich wydania wlasnym nakladem. 
Nie przeczę, że w tego rodzaju wydaniach gra 
rolę miłość własna, śmieszna, bardzo nawet śmieszna 
chęć pozostawienia dowodu, że nie za darmo chleb się 
jadło, że się coś w miarę sil i możności robilo. 
Sqdzę, że takq "miłostkę" i "malostkę" zarazem,
>>>
10 


d 


można mi przebaczyć, zwłaszcza w czasach dzisiej- 
szych, w których coraz częściej ukazujq się wydania 
zbiorowe nietylko fejletonów przygodnych, ale i spra- 
wozdań teatralnych. 
Na usprawiedliwienie moje i to jeszcze dodać 
muszę, że wydania oddzielne pism moich, których 
spis podaję na karcie przedtytułowej, stanowiq mniej 
niż połowę, a może zaledwie trzeciq część tego, co 
"przelałem na papier" w ciqgu lat przeszło sześć- 
dziesięciu mojej pracy literackiej. Artykułów moich 
historycznych i literackich oraz życiorysów i "sylwe- 
tek", rozrzuconych po czasopismach, doliczajqc do 
nich krytyki i sprawozdania literackie i artystyczne, 
zebrałoby się na jakie 8 tomów,. artykułów politycz- 
nych i w sprawach społecznych na jakie dwa tomy. 
W qtpię, czy dałyby się pomieścić w 6 tomach wszyst- 
kie moje kroniki tygodniowe, codzienne "notatniki", 
"fejletoniki", drukowane w "Słowie Polskiem" , "N. 
Reformie", "Dzienniku Polskim", "Gońcu Warszaw- 
skim", "Przeglqdzie artyst i literackim", "Kurjerze 
Warszawskim", "Gazecie Polskiej", "Dzienniku Byd- 
goskim", "Głosie Narodu", "Kurjerze Krakowskim", 
"Kurjerze Polskim" i w kilku tygodnikach. By/o ich 
bodaj czy nie do tysiqca. Tyleż co najmniej tomów 
wypełniłaby moja "beletrystyka", a więc: obrazki ro-
>>>
11 


dzajowe, humoreski, satyry, monologi i ogrom arty- 
kulików humorystycznych i wierszydei, które wyjqt- 
kowo tylko podpisywalem nazwiskiem lub pseudo- 
nimem. 
Oczywiście na myśl mi nawet nie przychodzi ra- 
tować to wszystko od zapomnienia. Tak daleko moja 
milość wlasna nie sięga. Pragnę z prac moich, o któ- 
rych wyżej mowa, wybrać to tylko, co wedlug mego 
przekonania posiada jakąkolwiek większą wartość, 
a co się da pomieścić w 5-6 tomach. 
Czy ta chęć moja jest naganną? - czy ona komu 
jaką szkodę przyniesie? 
Przeciwnie. Zarobią na niej: Fabryka papieru, 
drukarnia, introligatornia, mecenasi literatury: pp. 
księgarze, zarobi nawet państwo (kolej i poczta). Li- 
teratura zaś na tem nic chyba nie straci. 
Owszem, śmiem twierdzić, że choć nie wiele, ale 
bqdź co bądź coś zyskać może. Dam na to choćby Je- 
den dowód. 
W pierwszym tomie moich "Szkiców i portretów 
literackich ii znajduje się rozprawka p. t. "M alpa-czlo- 
wiek, nieznana satyra z początku w. XVllr i , druko- 
wana w warszawskiem "Ateneum ii z r. 1882. 
ProF. Chrzanowski opierając się na mojem jej 
streszczeniu "dokladnem i umiejętnem ii (jego slowa),
>>>
12 



 


nazywa tę satyrę "wszechstronnym wizerunkiem 
ujemnych cech społeczeństwa polskiegoff..., dodając, 
że "bije ona wszystkie satyry (ówczesne) treścią i sta- 
nowi jedną z bardzo cennych pozycyj literatury zdzi- 
czałych czasów saskich ff (Chrzanowski w studjum: 
"Z dziejów satyry polskiej w. XVIIP'). 
Prof. Briickner w "Pamiętniku literackim n 
(r. 1910) przytaczając słowa prof. Chrzanowskiego, 
zgadza się najzupełniej z opinją jego o tej "cieka- 
wej satyrzen. "Mamy o niej - powiada - studjum 
K. Bartoszewicza, ale dotąd nie wydano samego 
tekstuff . 
Wspomina wreszcie o te j satyrze prof. Sinko 
w rozprawach Wydziału filologicznego Akad. Umie- 
jętności (t. XXX, ser ja II), a Korbut pod osobnym 
tytułem przytacza jej bibljografję. 
Rozprawa moja zatem przyniosła pożytek litera- 
turze. Ale kto jq dziś czyta, kto o niej wie? Kto, 
oprócz małego kółka badaczy, przegląda rocznik Ate- 
I 
neum z przed lat 48? 
Przedruk zatem rozprawy o satyrze "Małpa-czlo- 
wiek będzie nowością dla dwu conajmniej pokoleń 
miłośników literatury, po raz pierwszy bowiem zapo- 
znają się z treścią tej satyry, którą, jak przytoczyłem,
>>>
13 


Chrzanowski i Briickner uznają za "jedną z bardzo 
niewielu cennych pozycyj literatury czasów saskich". 
Jestem przekonany, że i w innych moich "szki- 
cach i portretach" znajdzie Czytelnik wiele rzeczy 
dla siebie nowych, bo wydobytych ze starych druków 
i archiwów - a więc nie jest zbyt śmiałem wypo- 
wiedziane przezemnie twierdzenie, że na mojej "mi. 
lości wlasnej" literatura choć nie wiele, ale bądź co 
bqdź coś zyskać może. 
Idź więc książczyno w świat. Szczęśliwej drogi! 
A klaniaj się odemnie... panom krytykom. 
Kazimierz Bartoszewicz.
>>>
.. 


. 


'!
>>>
SPIS RZECZY. 


Str. 


Przedmowa 


. . . . . . . . . . . . . 


7 


Bartosza Paprockiego : "Dziesięcioro przykazanie 
. " ' 
męzowo ....... 


17 
37 


Rzeczpospolita Babińska. . . . · . . . . 
Małpa-człowiek, nie znana satyra z początku 
XVIII. wieku . . . . . . . . . . 127 
Józef Jędrzej Załuski i jego niewydane dzieło . 182 
Feliks Oraczewski, inicjator Komisji Edukacyjnej 219 
Napoleon w rymach polskich od 1809-1812 r. 254 
A. N. Mickiewicz (notatka). . . . . . . . 298 


Tom drugi "Szkiców i portretów literackich" ukaże się 
w połowie stycznia 1930 r. 


I
>>>
ą 


\ 


" 


.
>>>
BARTOSZA PAPROCKIEGO 
"DZIESIĘCIORO PRZYKAZANIE MĘŻOWO". 


Pierwszy heraldyk polski (autor "Gniazda cnoty" 
i "Herbów rycerstwa polskiego"), żył na stopie wojennej 
z płcią piękną. lVloże zresztą. nie z całą., może istoty zosta- 
ją.ce jeszcze w panieńskim "staniczku" cieszyły się jego 
względami, ale mężatki (z małym wyją.tkiem) stanowczo 
nie znajdywały u niego łaski. :Miał zresztą. ku temu słuszne 
powody, bo gdyby posiadał taką. sławę, jak Sokrates, to 
to godna jego połowica dzieliłaby rozgłos Xa.ntypy. Pan 
Bartosz ożenił się młodo, mają.c zaledwie lat dwadzieścia 
kilka, a pożycie małżeńskie tyle mu wkrótce dostarczyło 
przyjemności, że, aby się od nich uwolnić, zaciągną.ł się 
do orszaku Andrzeja Taranowskiego, głośnego w swoim 
czasie dyplomaty, w chwili, kiedy ten udawał się do Kon- 
stantynopola w poselstwie od Zygmunta Augusta do suł- 
tana Selima. \Vróciwszy z tej pełnej niebezpieczeństw wy- 
prawy, o czelll wspomina w swoich "Herbach" 1) wymknął 
się, jak świadczy Starowolski 2), z domu do Warszawy, 
skąd zalnierzał aż za Alpami wśród italskich gajów oliw- 
nych szukać zapomnienia o cieple don10wego ogniska. 
I byłby się puścił w podrĆ?ż na długie lata, gdyby nie wia- 
domość, iż szanowna małżonka, uwzględniają.c jego tajne 
życzenia, w sobotę kwietnią. r. 1572 przeniosła się do wiecz- 


1) Pod Taranowskimi, w wydaniu Turowskieg n , str. 428. 
2) Scriptorum po]onicorum Hecatontas. 


2
>>>
- 18 


ności. Odetchną.ł pan Bartosz, ale uprzedzenie do płci 
pięknej pozostało mu na całe życie. Niesłusznie zresztQ. 
winił losy, bo w znacznej części sam sobie był winien. 
NależQ.c do łowców posagowych, ożenił się ze starszą od 
siebie Jadwigą. Kosobudzką., kas
telankQ. sierpską, która 
oprócz Krajkowa i połowy Lipy, posiadała jeszcze za- 
pewne zapisy po dwóch swych pierwszych mężach: Wi- 
śniewskim, staroście mławskim i jakimś Życzku l). 
Jeżeli zaś już u wdowy po jednym mężu znajdowali dawni 
Polacy chleb wprawdzie "gotowy, ale nie zdrowy", to rzecz 
prosta, że chleb pani Bartoszowej Paprockiej, wdowy po 
dwóch mężach, podwójnie ciężkim był do strawienia dla 
naszego heraldyka. Nic dziwnego, że od jejmości, która 
dała radę dwu małżonkoD1, uciekał trzeci pomiędzy spro- 
śne Turki i okrutną W ołoszę, i że jeszcze we dwadzieścia 
lat po jej śmierci w dziełku swojem: "Próba cnót do- 
brych" 2), takich rad praktycznych małżonkom posiadają.- 
cym złe żony udzielał: 


"ł 


Naprzód weźmij surowiec ów tęgi, wołowy, 
A obwiąż jej koszulę czyście koło głowy: 
Smarujże ją po członkach, a polewaj wodą., 
Niechajże chodzi kłusem a nie jednochodą: 
Bij godzinę: a jeślić nie przyobiecuje 
Być dobrą, otoć karę drugą. pokazuję: 
Za nogi ją. zwią.za wszy, w kominie zawiesi, 
A potem psiego sadła funt i dwa przyniesi, 
Smaruj że co najlepiej, a kijem w -nię wcieraj, 
Z oburą.cz po godzinie, a potym obieraj 


l) Zmarła w r. 1572. "Ciało jej leży w ojczyźnie jej własnej 
Krajkowie - powiada "nieutulony" wdowiec i życzy jej, aby 
spoczywała w spokoju. "Herby", wyd. Turowskiego, str. 233. 
2) "Próba cnót dobrych: k'temu nauka do obyczaiow poćci- 
wych i t. d." (Kraków), in 4-to, koło 1590.
>>>
19 - 


Spoczywają.c któreby drewno lepsze było, 
Coby w tym złym stworzeniu upor odmieniło. 
Stłukłszy o nię sto kijów, zagrzeb w końskim gnoju. 
Będzie zła, znowuż w nię wywiódłszy z pokoju. 
Bij a ręku nie żałuj, 
Po lędźwiach ją. mocno smaruj: 
'Yężowej jest natury, 
Dosięgaj dziewią.tej skóry. 
Ale nie poprzestał pan Bartosz na tych radach. 
Owszeln, tak przedtem jak i potem, gdzie tylko mógł i jak 
mógł, zaznaczał swoje wrogie dla białogłów usposobienie
 
i to zarówno w języku polskim, jak i czeskhn, bo, jak 
wiadomo, należał do najpłodniejszych pisarzów w obu tych 
pokrewnych językiem literaturach. 
W "Nauce rozmaitych filozofów obierania żony" l) wy- 
brał rozmaite zdania o tym przedmiocie z tych staroży- 
tnych mędrców, którzy jak Likurg, Chilon, Demokryt, Kleo- 
bul, byli zwolennikami bezżeństwa, lub przeciwnikami ko- 
biet. Na końcu "Nauki" podał pan Bartosz swoje własne 
"okazanie (wywód) skę.d się białogłowy rodzą.", w któ- 
rem to okazaniu wyprowadzają.c ród kobiet z ziemi, mo- 
rza, a przeważnie od zwierzą.t najwięcej wstrętnych i po- 
gardzanych, jako to od psów, lisów, świń i osłów, dał zu- 
pełną folgę swym uczuciom, wszystko złe, co istnieje na 
świecie, przypisują.c niewieście. Kończył swą. opinję słowy: 
Na przeciw złey żenie nie naydzierz lekarza, 
Chociażby Y z apteką. ziadłeś Aptekarza. 
i'jad lekarstwy lekarstwa nie masz, wierzay każdy, 
Tylko dębczak porzonny - tym okładay zawżdy. 


l) ,.Nauka rozmaitych Philosoph6w obierania żony. Jako 
młodzieńcom iedni radzą., drudzy odradzaią żenić się, dla przy- 
czyn rozmaitych". Bez miejsca druku i bez roku. 2. Pauli po- 
daje rok 1590 i druk Wirzbięty - ale nie wskazuje gdzie się 
z tern wydaniem spotkał. 


2. 


.
>>>
- 20 - 



 


W "Panoszy" ch walił rodzinę Birułtów za to, że "nie 
dadzą nigdy żonom. przewodniczyć na sobie". W przyto- 
czonej już "Próbie cnót dobrych" przeprowadzając różnicę 
między lllatkami Spartankami a n1atkami Polkami, tak 
pIsze: 
"Żaż tak dzisiejsze matki syny swe miłują? 
Na lniejscach im poczciwych służyć zakazują: 
,v o li nędznica patrzeć, iż po karczmach chodzi, 
A za złem wychowaniem, złą. jej sławę rodzi! 
Potem pana kochanka prowadzą. miłego 
Wiesić, albo ćwiartować o rozbój drugiego". 
Z kobietami - w innem miejscu "Próby cnót" mówi 
pan Bartosz - wogóle trudno sobie poradzić, bo kiedy: 
Najsroższego zwierzęcia zrozumiesz naturę, 
U niej jeden czart w sercu, drugi wlazł za skórę. 
Całe zakończenie "Próby cnót" jest poświęcone spra- 
wom małżeńskim. Oprócz dwóch rad powyżej w całości 
podanych, a które stanowią naukę ,,,zacnego człowieka 
jako żonę ma karać", znajdują. się też rady dla n1łodzień- 
ca aby sobie żonę unIiał obrać", dalej rady "jakich ro- 
dzice mają małżonków patrzać dziewkom swoim". Pan 
Bartosz i tu idzie za WZOrelTI mędrców starożytnych. Daw- 
niej Perykles mają.c dla córki do wyboru bogacza i uczo- 
nego, dał ją. temu ostatniemu; - dziś, narzeka Paprocki, 
jest inaczej: matka bierze byle "ziętaszka", a ojciec aż 
się prosi, aby mu córkę wzią.ł byle elegancik co ma "bó- 
tek świeży" i służbę swą. ładnie ubiera. Chilon uczył mło- 
dzież, aby nie szukała posagów, ("na posag się nie sadź") 
ale brała żony równe sobie i cnotli we, bo kiedy z "nie- 
.cnotliwą. wszystko marnie zniszczeje", to dobra żona 
Kiedy cnotą. napełni-ć ką.ciki ubogie 
Za jedność stanie co smaragi 1) drogie. 
1) Szmaragdy. 


5
>>>
21 


.' 


\Vidać z tego, że pan Bartosz, aczkolwiek obce mu 
były kanary małżeńskie, przypuszczał istnienie lepszych 
Jnałżonek niż kasztelanka sierpska, to też dla wyjątków 
tych nie szczędził pochował. Mówił, że żonę dobrą "mił
- 
wać, czcić, powinna rzecz jest każdemu", że "żona po- 
słuszna, cnotliwa i powolna małżonkowi czyni w domu 
niebo drugie". l\fęża bijącego dobrą żonę uważał za god- 
nego "utopienia w plugawym jezierze", a to głównie dla- 
tego, iż złe żony "nie hamują się w złościach" widząc, że 
mężowie dobrych nie szanują. 
Również w "Nauce i przestrogach" l) nie opuszcza Pa- 
prockiego jego do kobiet animozja. Wprawdzie wjednem 
miejscu znowu przyznaje, że żona jest "wiernym przyja- 
cielem w domu", ale to rzadkość, bo "acz się nie w każdej 
taka złość pokaże", to jednak należy dać wiarę mędrcoln 
i prorokom, którzy wiele przypisują "temu narodowi". 
Przytacza więc liczne zdania tych powag, jak n. p.: The- 
saurus malorum mulier mala, lub: Non est ira super iram 
m,ulieris. Tłomaczy z Katullusa: 
Gdyć co powiada panienka w łagodzie, 
Pisz to na wietrze i na bystrej wodzie. 
Radzi mężowi za l\fartialisem, aby ostro i jasno po- 
stawił s\ve warunki: "Zgadzaj się pani, chceszli ze mnę. 
siedzieć" (Uxor, vade foras, aut moribus utere nostris). 
Ale jest to ostatnie remedium i lepiej całkiem się nie 
żenić i rady Martialisa nie potrzebować: 
Dobrzeć Menander poganin powiedział 
(Nie wadzi o tern, abyś i ty wiedział): 
Chcesz li pokoju w domku swym używać, 
Nie raczże tej płci nigdy k'sobie wzywać. 


1) "Nauka y przestrogi na różne przypadki ludzkie, z pi- 
sma doktorów S. y z innych mężów uczonych." W drukarni 
Sternackiego (około r. 1595). W Bibljografji Estreichera w. 


.
>>>
& 


- 22 - 


'. 



 


Bo 2Tesztą trudna rzecz wymagać od kobiety, aby po- 
zbyła się swej natury. Mówcie sobie, białogł3wy, co chce- 
cie, przymilajcie się, pra wcie o swojej łagodności - 
wszystko to z waszej strony prosta obłuda, boć dobremi 
być nie możecie. Wszak Pan Bóg 
. . . z bokowej uczynił was kości, 
Gdzie największe schadzają się złości. 
W jaki sposób ostrzegał Paprocki Czechów przed "zło- 
ścią", wyszłą z bokowej kości, i jakich im rad udzielał 
na "złości" tych poskromienie, nie jest mi wiadomo, ale 
to pewna, że nie zaniedbał i w czeskiej literaturz silnie 
zaznaczyć swych ujemnych zapatrywań na białogłowy. 
\Vidzimy tQ z samych tytułów jego czeskich utworów, 
przytoczonych przez Jungmanna i Jireczka. Jeden z nich 
brzmi: "Staw manżelski, ku przikladu a nauczeni mla- 
dym manżelum sepsany" 1). Druga broszura nosi tytuł: 
"Panna". Trzeci jego czeski utwór p. t. "Nowa krato- 
chwile", jak widać z dalszego ciągu tytułu, zawiera "pięć- 
set żartów i uciesznych przykładów", a zdaje się chyba 
nie ulegać wątpliwości, że w tych żartach i przykładach 
płeć piękna pięknie nie wygląda; zresztą były to żarty, ma- 
ję.ce tak mało wspólnego ze skromnością., iż książeczkę tę 
pomieszczono na indeksie dzieł zakazanych. Estreicher 
w swojej Bibljografji chronologicznej przytacza jeszcze 
jedną tego rodzaju czeską broszurę Paprockiego : "Bicz 
na złe żeni", ale nie zna jej żaden z bibljografów cze- 
skich 2). 


xv -XVIII podane jest tylko wydanie z r. 1613 w drukarni 
Kampiniego. 
1) Jireczek podaje, że jestto tłómaczenie "Nauki rozmai- 
tych filozofów" (Casopis Musea Kralostvi Ceskeho 1866). 
2) Broszurę tę można śmiało wykreślić z pism Paprockiego. 
Estreicher polegał na Wiszniewskim (Hist. lit. VII 510), który
>>>
23 - 


o uczuciach Paprockiego dla kobiet w literaturze cze.- 
skiej daje zresztą niejakie pojęcie dwuwiersz przytoczony 
z jego dzieła "Obora aneb zahrada": 


o svaty Kyji przjd' nam ku porno ci 
A nedej zenam tern nad nami moci. 
(O święty Kiju przyjdź nam ku pomocy 
A nie daj żonom tym nad nami mocy 1) 


Ale wszystkie te "paskwilusy" na płeć piękną wogóle, 
a żony w szczególe, poprzedziła wydana pod świeżeln 
wrażeniem przyjemności małżeńskich broszura, której 
pełny tytuł brzmi: "Dziesięcioro Przykazanie mężowo, 
które każda paczciwa a cnotliwa małżonka ma umieć, 
A po Bożym przykazaniu pierwsze ma być o tym iey my- 
ślenie, pilno ie w sercu swym chować a nigdy go nie ma 
odmieniać. Zebrane z rozn1aitego pisma Philozophow 
y Doktorow Świętych. - Masz też Dziesięcioro Przyka- 
zanie żony od niey zmyślone, które każdy l\tIałżonek ma 


rzecz pobałamucił pisząc: "W e l e s l a w i n w dziele Rzeszatka, 
Rosacia, bicz na zle żony 1583 wiele myśli wziął z Paprockiego" 
(z "Dziesięcioro przykazań"). Książka pod tym tytułem wyszła 
dopiero r. 1787 jako przedruk dzieła ,,0 svornosti manzelske". 
Napisał ją Jan Susicky Rosacius (Rzeszatek) a wydrukował w r. 
1583 Adam Daniel z Veleslavina, ówczesny "arcydrukarz" czeski. 
sam autor dzieł religijnej treści. Tak więc Wiszniewski druka- 
rza wziął za autora, z autora zaś zrobił tytuł książki. Z dalsze- 
go, rozwiniętego jej tytułu, gdzie jest mowa o "dziesięciu ra- 
dach", Wiszniewski wywnioskował, że autor korzystał z Pa- 
prockiego, co zdaje się być mylnem choćby dlatego, że kiedy 
broszura Paprockiego jest drobiazgiem dwunastokartkowym, to 
dzieło Rosaciusa liczy stron 449. \Viszniewskiego powtarza 
Maciejowski (Piśmiennictwo I 598). - Przypisek późniejszy: 
W nowem, alfabetycznem wydaniu Bibljografji Estreichera już 
"Bicz na złe żeni" opuszczono. 
1) Cytata ze studjum Jireczka o Paprockim. (tas. .M. Kra!. 
Ces. 1866). 


.
>>>
- 24 


przeczytać. Bart. Paproc. w Krakowie. Z Drukarnie Ma- 
cieia Wirzbięty". (in 4-to) 1). 
Ze samego tytułu widać, że "Dziesięcioro przykazanie 
lUęŻOWO" nie było całkiem oryginalnym utworem Paproc- 
kiego, bo wszak je zebrał "z rozmaitego pisma filozofów 
i doktorów świętych". Zachodziłoby pytanie: czy Przyka- 
zania nie były prostem tłumaczeniem z obcej literatury, 
ho pisarze nasi wieku XVI, jak nam dziś aż nadto dobrze 
. 
wiadomo, nie czynili sobie skrupułu, tłumaczę.c żywcem 
obce utwory i podaję.c je za dzieła oryginalne, a że Pa- 
procki do skrupulantów nie należał, mamy dowód w jego 
"I{ole rycerskim" (Kraków, 1576), które było tłulnacze- 
niem zbioru bajek "Dialogus CreaturarunI", napisanego 
w XVI wieku przez włoskiego lekarza Mayno de Maynesi 2), 


'! 


1) Podaję tytuł według egzemplarza Bibljoteki Akademji 
Um. i Czartoryskich. Zdaje się jednak, że jest to wydanie dru- 
gie z 1587 r., gdyż \Viszniewski a potem Estreicher przytacza 
ten sam tytuł, ale nieco odmienną, starszą pisownią: "Dzye- 
sięcyoro Przykazanie" i t. d. Bibljoteka Jagiellońska posiada 
wydania dopiero z X VII wieku, które mają w tytule drobne 
zmiany lub opuszczenia, i w których brak dedykacji Taranow- 
skiernu. Estreicher zna sześć wydań; pierwsze wydanie kładzie 
pod r. 1575. 
2) Briickner: Kazania średniowieczne (Bibljoteka warszaw- 
ska, 1892. I. 452). Wiszniewski mylnie podawał "Koło rycerskie" 
jako przekład wierszem czeskiego dzieła Paprockiego "Obora 
aneb zahrada". \Vłaśnie było przeciwnie. Sam Wiszniewski 
znał tylko wydanie "Obory" z 1602, a więc znacznie późniejsze 
od pierwszego wydania "Koła", które miało wyjść 1576. Wcze- 
śniejszego wydania "Obory" nie zna ani Jungmann (Historie 
literatury czesk
 1840, str. 140), ani Jireczek (Rukovet k dieji- 
nam literatury czeske, 1875. II. 70). Jireczek mówi nawet wy- 
raźnie, że Paprocki wydał w 1602 r. "czeską przeróbkę" swego 
"Koła rycerskiego". Swoją drogą może być, iż wydanie "Obory" 
z r. 1602 było drugiem z rzędu, czego dowodziłyby słowa ty- 
tułu "w nowu wydana". Ale ponieważ Paprocki pierwszy raz 
bawił w Czechach w roku 1579, a dopiero za drugim razem (od 


.
>>>
- 25 - 


do czego Paprocki całkiem się nie przyznawał. Zresztę. 
sam Paprocki oryginalność swych Przykazań nieco kwe- 

tjonuje, pisząc w dedykacji, że słyszał "jeżdżąc po roz- 
licznej stronie", jak pewien "n1ąż baczny" udzielał tych 
przykazań swojej żonie, a ona, "pięknie łagodzę.c", nawza- 
jeru mu swoje dała. l\tlożna jednak powołanie się na owego 
"męża bacznego" zaliczyć do tego rodzaju niewinnych 
kłamstw, jakich dopuszczają się do dziś dnia niektórzy 
autorowie, już to znajdujący na strychu pamiętniki, już 
wydaję.cy poematy "pozostałe w papierach przyjaciela" 
i t. p. \V każdym razie, choćby oryginalność Przykazań 
była zakwestjonowaną. sama ich nie zwykła poczytność 
(osiem znanych wydań w wieku XVI i XVII) przemawia 
dostatecznie za tem, że treść ich odpowiadała zapatrywa- 
niom naszych warstw inteligentnych z XVI wieku i ówcze- 
snemu stosunkowi obojej płci w związk małżeńskim. 
Z tego właśnie powodu Przykazania są cennym materja- 
lem do historji obyczajów naszych w wieku XVI, rzucaję. 
bowiem wogóle nieco światła na pożycie dOlTIOWe stadeł 
szlacheckich, a conajmniej daję. nam dość dokładnie po- 
znać, czego wymagały ówczesne "głowy donlu" od "ka- 
płanek domowego ogniska", i nawzajem, jak te kapłanki 
zapatrywały się na obowiązki własne i powinności swych 


r. 1586) dłużej w nich przebywał, przeto owo pierwsze wydanie 
"Obory", jeżeli wogóle istniało, nie mogło być. wcześniejsze od 
wydania "Koła rycerskiego". Jireczek zresztą podaje jako pierw- 
szą książkę czeską Paprockiego: "Zrcadlo slavneho Markrabstvi 
l\1oravskeho", wydane w roku 1593. Estreicher ma dwa tytuły 
wcześniejsze, a mianowicie: z r. 1582 "Bicz na złe żeni", o czem 

 już było wyżej, i z 1590 r. przekład czeski "Nauki" o czem nic 
nie wiedzą bibljografowie czescy. - Przypisek późniejszy: \V wy- 
daniu alfabetycznem Estreichera również i "Naukę" czeską 
opuszczono. Czermak w przedruku "Koła" stwierdza, że data 
1576 jest kombinacyjna, na podstawie, że "Koło" zostało w tym 
roku napisane. Prawdopodobnie wyszło między 1576 a 1582.
>>>
- 26 - 


.., 


"mężów najmilejszych". I dlatego też, jeżeli nie dla czego 
innego, warto Przykazaniom pana Bartosza bliżej się przy- 
patrzeć. 
Na tylnej stronie karty tytułowej znajduje się ośmio- 
wiersz na "zacny klejnot Jego Miłości Pana Andrzeja Ta- 
ranowskiego sekretarza K. J. M.", poczem idzie dwu kart- 
kowa dedykacja wierszem temuż Andrzejowi Taranow- 
skienIu. Dowiadujemy się z niej, że Paprocki wiele mu 
zawdzięczał: "chowałeś w ziemi cudzej głowę mą spo- 
kojną". Chce mu się więc odwdzięczyć za dobrodziejstwa, 
ale ponieważ ma "mieszek spustoszały i chudobę", przeto 
piórem tylko może dać dowód swej wdzięczności. Tara- 
nowskiemu pora już ożenić się, a więc Przykazania mogą 
mu stać się pożyteczne. Następuje dość długi opis roz- 
licznych poselstw i przygód Taranowskiego. Położył on 
nien1ałe dla Rzezczypospolitej usługi. Trzy razy jeździł 
w poselstwie id Zygmunta Augusta do króla duńskiego, 
a pojednawszy obu królów, wojnę zażegnał 1). Kiedy póź- 
niej posłował do Szwecji, okręt jego został "rozerwany" 
przez lody; wielu kupców potonęło, on ze sługami ocalał. 
'Vspominają go i "Olszackie" (holzackie) książęta, do któ- 
rych również sprawiał poselstwo. Jeździł do Sułtana Se- 
lhna, układał się z Imibrajbekiem 2), poczem zaraz "przez 
hordy tatarskie" jechał z Mechmetcausem 3) do Azji "pod 
nlorze Kaspium". Stamtąd "nazad obrócił" wielkie wąj- 
ska tureckie, które obległy Astrachań. Wracajłłc z tern 
wojskiem do Grecji, często w pustych polach po kilka dni 
nie jadł i nie pił; z 26.000 tego wojska wróciło do Grecji 
tylko 2.000, bo reszta "pozdychała" z głodu i pragnienia 4). 


1) "Obu królów", trzeba rozumieć: duńskiego i szwedzkiego. 
2) Renegatem, z domu Odrowążów. 
3) Mechmet czausz. 
4) Poselstwo to swoje opisał sam Taranowski p. t. "Krótkie 
wypisanie drogi z Polski do Konstantynopola, a stamtąd zaś do
>>>
- 27 - 


Po wygnaniu Bogdana z W ołoszy znów jeździł Taranow- 
ski z poselstwem do Turcji, skąd wracają.c, zapobiegł na- 
padowi Iwoni, wojewody wołoskiego, na ziemie ruskie 1). 
Podczas bezkrólewia po ZygInuncie Auguście "naprawił 
pokój z okrutnikiem"; ledwie wyszedł z jednej niewoli, 
"w drugą. go wepchano"( ?). Kiedy Walezjusz uciekł z Polski, 
znów trzeba było wysłać poselstwo do Selima, a więc Tara- 
Ilowskim "dziurę zatkano". Podczas pobytu jego w Tur- 
cji umarł Selim, a więc już z jego następcę. l\luradem za- 
warł pokój. Wogóle dziesięć razy posłował, a poselstwa 
jego były Koronie "potrzebne i smaczne" 2). Kiedyś więc, 
(zwraca się Paprocki do Taranowskiego) tak pogany, jak 
i "okrutne tyrany" chrześcijańskie "umiał ubłagać", to 
ożeniwszy się, "i to zwirzę będziesz umiał ukrócić i woli 
swej nauczyć". Nie dziw się, dodaje, że zwierzęciem na- 
zywaIn białogłowę, - to nie ja, to Pismo Święte tak ją. 


Astrachania... Przytem, jako wojsko tureckie, które jeździło pod 
Astrachan roku 1569, zginęło. K'temu sprawa tatarskiego woj- 
ska w ciągnieniu. To wszystko przez Jędrzeja Taranowskiego, 
komornika króla J. M. P., który sam wszędzie jeździł, od J. K. 
M-ci posłany będąc, wypisano". Pamiętnik ten wydał Kraszew- 
ski w. r. 1860 w Bibljotece polskiej Turowskiego p. t. "Podróże 
i poselstwa polskie do Turcyi". 
1) \V tern to poselstwie właśnie brał udział Bartosz Pa- 
procki, który Taranowskiemu w "Herbach" poświęca sporo 
miejsca, nazywając go "człowiekiem miernego wzrostu i nauki, 
wszakoż przespieczności wielkiej i serca" (Herby, 427 i 428). 
\V Herbach też znajduje się dokładniejszy opis poselstw, od- 
prawionych przez Taranowskiego, aniżeli w Przykazaniach, 
w których dla rymu i miejsca Paprocki nieco pobałamucił. 
2) Posłował on także do Iwana Groźnego podczas bezkró- 
lewia 1572. Za Batorego nietylko posłował, ale brał udział 
w jego wojennych wyprawach, odznaczając się męstwem i roz- 
tropnością. Rzeczpospolita uznała zasługi jego, zapisując mu 
uchwałą sejmową z 1581 r. 10.000 złotych na dobrach Bratko- 
wice, i to tak jemu, jak potomkom, "aż tę sumę wydzierży do 
sta lat". Volumina legum, wyd. Ohryzki, II. 212. 
. 


.
>>>
28 
, 



 


nazywa. Jeżeli ci jednak "moje głupie pisanie nie ku lny- 
śli", to nic sobie z niego nie rób, a serce mi swoje za- 
chowaj. 
Po tej przedmowie przystępuje Paprocki ad rem i wy- 
powiada wszystkie dziesięć przykazań mężowskich, każde 
w osobnym ośmiowierszu trzynastozgłoskowym. \V pierw- 
szem mąż przykazuje swej "miłej żonie", aby była na- 
bożna i Boga miłowała, a za najlepszy sposób miłości Bog 
uważa, jeżeli żona będzie posłuszną mężowi, bo tak Pan 
Bóg przykazał. \Ve "wtorem" przykazaniu rozkazuje 
"cnotliwej żoneczce" (żonetce), 
Aby nie roztrząsała chodzęcy po mieście 
Tajemnice Małżeńskiey słowy wszetęcznemi, 
Aby się nie stroiła sprawami cudzemi. 
A od męża własnego by we wszem wzór brała. 
Jako własne ciało swe, tak go miłowała; 
Bez woli jego żadnych uponlinków nie brać, 
Także w żadne nietrefne rozmowy się nie wdać. 
Z trzeciego przykazania widać, że teściowe i ciotki żo- 
nine, również jak dziś, występo\vały w charakterze za- 
czepnym; stąd mąż żąda, aby żona posłuchu im nie da- 
wała, choćby jej ich rada "smakowała". \V czwartem 
przykazaniu przypuszcza mąż, że jako człowiek ułomny, 
JTIoże nieraz pobłądzić i zawinić, ale to nie racja jeszcze, 
aby żona w jego ślady wstępowała; zaleca więc jej: "byś 
z drogi nie schodziła, choć ja ustępuję". W piątem przy- 
kazaniu jest mowa o skroInności ("wstydzie") w mowie, 
będącej "skarbem" kobiety. Najlepiej. mało mówić, nie 
odzywać się niepotrzebnie. 
Albowiem wielomowna wymowlc się musi, 
A swey głupiey powieści nigdy nie udusi. 
Wiedz, że sławą poczciwą każda zacna żona, 
Nie jedwabiem ni złothem, ma być przystrojona. 
. 


.
>>>
- 29 


W następnych trzech przykazaniach nie radzi naprzód 
żonie wiele trzymać o swym rozumie. Pilnować domu 
to jej główne zadanie; ale w tem powinna ograniczyć 
swą działalność. Obowią.zkiem jej "kuchnią rządzić", 
utrzymywać czystość w domu; "o mleku tylko, o kądzieli 
gadaj", a nie wda waj się w te części gospodarstwa, które 
do ciebie nie należą. Powinna nie mieć innych krom niego 
przyjaciół, biesiad niepotrzebnych zaniechać, "bo biesiady 
i próżnowanie rado czyni z statecznych bardzo bujne 
panie". 
Dziewiątego (przykazania) też proszę, abyś przestrzegała, 
Zbytnich strojó\v i pstrocin byś na się nie brała, 
Też pierścieni na ręku wiele nie nosiła, 
U szat zbytnich ogonów abyś nie \vłóczyła. 
Boga takimi zbytki barzo obrażamy, 
A sami w niepotrzebną szkodę się wprawiamy; 
Bo nie złoto, nie Szn1arag, nie perły cię zdobią., 
Cnota tylko, nie ogon, co chrzęści za tobą. 
W dziesią.tem przykazaniu daje autor radę żonie, żeby 
go się "pilniuchno rozgniewać chroniła", a zwłaszcza kie- 
dyon się gniewa, aby nie "hukała", a dopiero gdy go 
gniew ominie "mówiła uczciwie". Następuje tych dzie- 
sięciu przykazań "Zamknienie" : 
A nadewszystko proszę pilnie, miła żono, 
Gdy ja rzekę: "golono", nie mów ty: "strzyżono". 
Do łoża ochędożnie lnasz chodzić do niego, 
Aby się nie nalazło tam nic plugawego. 
Uczciwość y \vstyd zaraz niech z tobą przychodzi, 
To oboie u ciebie niech pod bokien1 chodzi. 
A gdy się tak uczciwie będziesz sprawowała, 
Będziesz szczęście od Boga, u mnie miłość znała. 
Po "Zamknieniu
' idzie do "wszytkich uczciwych Bia- 
łych głów krociuchna Przedmowa". Powinnaś, "baczna
>>>
30 - 


białogłowo" (mówi Paprocki), nie zapominać, że i tak już 
"srogie plagi za ciebie cierpimy": gdyby nie Ewa, nie byli- 
byśmy skazani na "prace sprośne". Bierz białogłowo, 
wzór z męża; wszak on głową, a ty członkiem, lub według 
Pisma Świętego: on słońcem a ty miesiącem. Czemu się 
wyłamujesz od posłuszeństwa przykazaniom Bożym? - 
czy chcesz, aby Pan Bóg jeszcze srożej wszystkich za cie- 
bie pokarał? Chowaj "język za zęby", nie n1ieszaj się do 
prawa. Jeżeli pochodzisz z domu zacnego, pilnuj "wzor- 
ków i kądzieli", a jeżeli z podlejszego, to rano wstań, przy- 
pilnuj, aby ogień \v kuchni rozniecono, bydło wydojono. 
Strzeż się takiej sławy, jaką ma.ją Xantypa, Julia, Helena 
trojańska, lub owa Semiramis, która: 
choć ją mądrą zową, 
Lepieyby świnią była, a niż Białogłową. .... 
Pychą się nie unoś, mów mało. l\fylnie ci się zdaje, 
że twoją największą zaletą. umieć się ładnie ukłonić i 
Siedzieć wzniowszy kolana, jak kokosz krokorać, 
A jako koło młyńskie tak językiem orać. 
Później przypomina Paprocki starożytny zwyczaj wy- 
ganiania żon nieposłusznych z kraju i przypuszcza, że 
. 
 gdyby zastosowano ten zwyczaj w Polsce, "jużby były pa- 
nienki u nas w \viększej cenie". Ale na salnym końcu wy- 
chodzi szydło z worka: pan Bartosz nie jest (w tern przy- 
najmniej miejscu) takim nieprzejednanym wrogiem ko- 
biet, za jakiego sam się podaje, bo zwracając się do nich, 
oświadcza, że przestanie ganić ("szacować") ich obyczaje, 
ale pod warunkie'm: 
Chcecie mnie ubłagać, więc obierzcie jedną, 
Cnotliwą, bogobojną - dajcież mi za żonę. 1) 


1) W chwili pisania Przykazań, miał Paprocki dopiero lat 
trzydzieści kilka, ale do późnego wieku nie znalazł jakoś godnej 
siebie "cnotliwej, bogobojnej", małżonki.
>>>
- 31 


Z kolei przychodzą, "odpowiedzi żonine" na każde 
z dziesięciu przykazań. Poprzedza je następują,ca uwaga 
prozą,: "Tu masz odpowiedź żony na dziesięcioro przyka
 
zanie mężowo. Y iako ona obiecuie łagodnemi słowy 
wszytko spełnić mężowi. A chcą,c iednak iemu w tym się 
równą, uczynić, choć iey Bóg tego zabrania, pięknemi sło- 
wy z płaczem go prosi, aby iey też thak wiele artykułów 
spełnił, iako iey sam wiele rozkazał - Które każdy mę.ż 
winien przeczytać". 
Odpowiedzi są, bardzo sprytnie ułożone. Jeżeli kobiety 
nasze wieku XVI. były rzeczywiście zdolne do takiej po- 
lemiki ze swoimi "mężami najmilejszymi", to dowodzi- 
łoby ich zna,cznej inteligencji i sporego dowcipu, to do- 
wodziłoby nawet, że w szermierce językowej lepszego ga- 
tunku stały o całe niebo wyżej od mężczyzn. Przez usta 
męża przemawia siła, pewność siebie i niejaka brutal- 
nośĆ - "odpowiedzi żonine", pomimo pozorów łagodno- 
ści, pokory i dobroduszności, pełne są, ironji i lekkiego sar- 
kazmu. Jeżeli Paprocki cudzych myśli nie przekładał, 
a sam był twórcą, tych odpowiedzi, to okazałby się w tym 
wypadku pisarzem artystą" bo umiał znakomicie wejść 
w rolę kobiety, bronią,cej środkami Iście kobiecemi swych 
praw i swego stanowiska, a posiadają,cej przy tern wszyst- 
. l{ie cechy, uznane jako nieodłą.czne od natury kobiecej. 
Naprzód używa pani żona płaczu, jako środka nieza- 
wodnego do zmiękczenia serca swego pana. I tak popła- 
kują,c, udają,c przygnębioną" pokorną., posłuszną" nazywa- 
ją.c męża "serdeczkiem" swojem, umie jednak odcinać się 
zręcznie i tłumaczyć mu, że wymagania jego są, przesadne, 
że bawi się w sędziego, choć sam powinien czasem zasią.ść 
na ławie oskarżonych. W taki sposób daje sześć odpo- 
wiedzi na sześć przykazań. Żą.dasz, panie mężu, abym 
przez posłuszeństwo dla ciebie dała dowód miłości Bo- 
ga - dobrze:
>>>
- 32 - 


Jam to pełnić gotowa (godna rzecz a słuszna) 
\Vszakże Cię o to proszę, mężu nan1ileyszy, 
Żebyś nIi sam w tyn) podał przykład niepodleyszy. 


Zaręcza dalej, iż ża.dnych tajemnic małżeńskich nie 
hędzie "słowy n1azać" tylko prosi pokornie, aby sam pan 
nIą.ż "z łaski swojej" nigdy w słowach i uczynkach nie br ł 
wszeteczny: 
.Masz n1i się me serdeczko tak pokazać prawie, 
RównYln być anyołowi w każdey swoiey sprawie. 


o 


To nie ładnie ze strony lnęża, że podejrzywa. teścię 
i ciotki żonine o jakieś przeciw niemu intrygi, więc: ko- 
chany mężu, "przeciwko nim zatrzyj ten zły umysł". 
Ió- 
wisz w cz\vartern przykaza.niu, żt choćbyś saln zeszedł 
z drogi właściwej, to ja z niej schodzić nie powinnanL Na 
to nie ma zgody: kiedy podajesz się na słońce, to "świeć 
jasno" - ja we \vszystkiem bQdę z ciebie przykład brała. 
Pią.te przykazanie, zalecają.ce skromność w n10wie j po- 
wstrzyn1anie się od wielolllówności, a \vięc będące zalna- 
chelll na przyrodzone "prawa" kobiece, bardzo a bardzo 
się nie podoba "cnotliwej żoneczce": 
Zakazujesz 111i mówić. a to na mię trudna, 
Nazywaią.ć mi1czą.cą., że każda obłudna. 
. 
Zaprawdęć też to pismo fałszywe was zwodzi; 
A co to jest za człowiek, co to by mruk chodzi? 
Gdyż pislnu chcenlY wierzyć, niechże na tein siędzie: 
Jaką. żonę mą.ż chce mieć, niech sam ta.ki będzie. 


\V szóstem przykazaniu żą.dasz, panie n1ężu, bym nie 
trzymała wiele o s,voim rozumie. Nie trzymall1 też, ale 
jeżeli tobie dał Pan Bóg "wiele umieć", to i "mnieć nie 
upośledził"; wszakże, jak sa.m mówisz, "jesten1 człowie- 
kien1 z twego ciała", a więc istotą., równie jak ty, rozumną.. 
Będą.c taką., zwracam twoją. uwagę na to, że jeśli się na 


. 


..
>>>
ł 


. 


33 


mnie rozgniewasz, nie powinieneś mi wobec ludzi zada- 
wać pokuty. Każesz mi w siódmem przykazaniu pilno- 
wać gospodarstwa - czynię to chętnie, ale niech mam 
za to wdzięczność z twojej strony. Nie pozwalasz mi wszę- 
dzie wglą.dać, ale wą.tpię, czy to będzie z twoją. korzyścią, 
bo jeżeli nie. zajrzę np. do piwnicy, to przekonasz się, że 
słudzy w niej szkodę uczynią.. 
\V tem miejscu przestaje żona płakać i przyjmuje inną. 
taktykę. Wprawdzie już odpowiedziała ośmiowierszem 
na siódme przykazanie, lecz się jeszcze nie wygadała, więc 
snuje rzecz dalej już w tonie kobiety obrażonej. Chce i sa- 
ma "cokolwiek sobie otrzymać; ponieważem ci żona a nie 
niewolnica", - oto jej pierwsze słowa w nowej roli; jakby 
żywcem wyjęte z ust dzisiejszych "niewolnic". "Spólne 
przeżegnanie i od Boga mamy, niechże też spólnie sobie 
prawa ustawiamy" (ustanawiamy). Zginęła łagodność 
"żonina", rozpoczyna się walka na ostre. Nie pozwalasz 
mi mieć przyjaciół i uczęszczać na biesiady - czyliż 
"mam przy piecu siedzieć?" A dlaczegóż sam masz pełno 
przyjaciół i z nimi "w żarty się wdajesz?" 
l\'Iamże tak iako sroka wszytko w klatce siedzieć? 
Co się na świecie dzieie, iuż nie mam nic wiedzieć? 


Dziewią.te przykazanie, tyczą.ce się zbytnich "strojów", 
ogonów u sukni i pierścieni na ręku, najbardziej ukłuło 
"miłą. żonę", to też daje ujście upustom swojej wymowy 
j trzy razy odpowiada: na osiem wierszy mężowskich, ma 
swoich dwadzieścia cztery. "Waszmość" (już nie "ser- 
deczko") jesteś "dziwny", chcesz być "gorzej niż anioł sta- 
teczniejszy" : 
Mam chodzić o dwu fałdach w staroświeckiey kietce? 
Każ mi w płaszczyku łazić, iako iakiey mieszczce! 
Pierścień cóż komu wadzi? - matkać mi go dała, 
Prosząc, abym. z nim chodząc, iey nie zapomniała. 


Szkice literackie. 


3
>>>
. 


- 34 - 


Kiedyby też wam chodzić przez portek kazano, 
Pra wieby was kosztownie dopiro ubrano. 
Cóż ci szkodzi, prawi dalej, że "letnika sobie przyczy- 
nię" (sukni przydłużę)? przecież musi być jakaś różnica 
między mną a kobietami z warstw niższych. "Czy jak 
szynkarka, ma chodzić w sukience do kostek, albo iako 
nędznica w prostey koszulecce?" 
Jeślić ręku sznIaragiem, aksamitem grzbieta 
Nie przystroię, rzeką.ć wnet: A taż, czyli nie ta? 
\Vy, panowie n1ężowie, wcią.ż się na Pana Boga po- 
wOłujecie - co wam samym w głowach się uroiło, to na 
Niego składacie. Czyż nie wiecie, że dziś "aksalnitu a zło- 
tu każdy pokłon daje?" Kiedy żą.dacie od nas, abyśmy 
skromnie się ubierały, dajcie nam przykład i sami chodź- 
cie w siermięgach, jak chłopi. 
Po tym wybuchu oburzenia, do którego doprowadziła 

,miłą żonę" sama myśl, że mogłaby (nieszczęsna!) stroje 
porzucić, przychodzi do upamiętania, czuje, że się zanadto 
uniosła. A więc w dziesią.tej odpowiedzi mą.ż już nie jest 
,,\Vaszmością.", lecz tylko znowu "namileyszym". Wola- 
". 
łabym (zaręcza) "precz z domu odejść", aniżeli cię "me 
serce, w czem rozgniewać". Zaraz jednak dodaje maleń- 
kie zastrzeżenie: 


Ale to tylko w niebie, iako powiadaią., 
Aniołowie są tacy, czo się nie gniewaią. 
Czuje jednak, że tej odpowiedzi za mało, więc drugi 
raz wraca do dziesią.tego przykazania i prosi męża, aby 
nie wierzył bajkom, jakie na nią. do jego uszu dochodzą 
"Jak mi Bóg miły, służę tobie" - i nie chcę cię gniewać, 
ale i ty powinieneś być pobłażliwy i "równać się cier- 
pliwością. Jobowej osobie". Ten ostatni frazes wygląda 
znowu na kpiny, boć mą.ż posiadający Jobową. cierpliwość, 
,
>>>
- 35 - 


stałby się ideałem pantoflarzy, najniższym służką. jejmo- 
ści. Żarty trzy
ają. się miłej żony i w "Zamknieniu ". "Bo- 
daj mi się noga wywróciła" (mówi), gdybym nie uczy- 
niła, co ty czynić każesz. Ale wracają.c do kwestji stro- 
jów przyrzeka (jeśli mą.ż da na nie), "tak się stroić, iż 
mię nie poznacie" bo to jest "wielka roszkosz". A co? 
.. 
i
ZY nie wesoła i nie sprytna białogłowa? 
\Vygadali się małżonkowie, ale pan Bartosz ma jesz- 
-cze ostatnie słowo. Jest niem paro kartkowa "Do wszyt- 
kich l\Iałżonków Przemowa". Występuje tu znowu \v cha- 
rakterze wroga kobiet i wad ich karciciela. Mniemasz, 
lllówi, panie małżonku, żeś sprawę wygrał, boś żonie swo- 
jej "nabajał", ale "ona tobie widzę niemniej nabajała". 
Zmiękczyła cię płaczem; już samemi odpowiedziami na 
twoje Przykazania wybiła się z posłuszeństwa winnego 
tobie. Na pobłażliwości źle wyjdziemy - obyśmy z żon 
nie mieli panów. Pytam cię wprost: czy żona pełni twoją. 
wolę? Aha! mieszasz się, ją.kasz! Wiem ja dobrze, że ty 
jej więcej "folgujesz", niż ona tobie. Pozwoliłeś jej wzią.ć 
"na kiel", zwodzi cię swoją. "łagodną. posta.wką.". W Polsce 
coraz więcej burmistrzują. "rzędziochy". 


. 


. 


Już dzisia pani żona Biblią. wykłada, 
Równo z sędziem, z podsędkiem druga w są.dzie siada. 
Starościny, sędziny, mięszają. się do obowią.zków mę- 
żowskich; one, a nie ich mężowie rozsądzają. szlachtę. A my. 
zan1iast temu zapobiegać, wzdychamy tylko i mówimy: 
kara Boska! Wstydźmy się, że "rzędziochy wprawują. nas 
w te błędy". Wiem dlaczego, mężu, ustępujesz; - boisz 
się poprostu wyjawienia domowych tajemnic. Ale nie za- 
pobiegniesz temu, bo "chociabyś jej na gębę młyński ka- 
111ień włożył", pani żona "wyga.da się" ze wszystkiem. 
ie 
uchronisz się od tego, choćby była niemową., bo czego nie 
będzie mogła powiedzieć, to na migi pokaże. Wkońcu prze- 
3*
>>>
- 36 - 


biega Paprocki jeszcze raz całą. treść przykazań mężow- 
skich, a wspominają.c o ich "zamknieniu", puszcza się na 
grę słów i radzi żonę "zamknąć za łeb i wwieść pod ła\vę". 
To najlepsza odpowiedź na jej odpowiedzi - "niech świ- 
nia, gdy nie umie, na dudach nie gędzie". Po tym zwro- 
cie, nie odznaczają.cym się grzecznością i elegancją dla 
dam, woła jeszcze pan Bartosz do każdego z mężów: "Bądź 
tym, czem cię Bóg zowie, a milusia pani, będzie za pie- 
cem sądzić myszy z kotkami". 
Ale nie na tern kończy się "Dziesięcioro Przykazań 
mężowo", bo pan Bartosz przytacza jeszcze na ostatniej 
karcie ujemne zdania o kobiecie poety Katona i "drugiego 
filozofa". Ostatnie z tych zdań, najłagodniejsze z najła- 
godniejszych, twierdzi, że kobieta jest molulfl nccessarium. 
Czy ów "drugi filozof" ma słuszność, osądźcie roztrop'nie 
i sprawiedliwie, "małżeńskiego staniczku" cechowi to- 
warzysze. 
1897. 


. 


?
>>>
... 


RZECZPOSPOLITA BABIŃSKA. 


I. 


Nietylko ludzie w czepku się rodzą.; szczęście to spo- 
tyka różne instytucje, stowarzyszenia, ksią.żki, pomysły, 
. przedsięwzięcia, a nawet... wesołe kółka towarzyskie. Giną. 
często na kartach historji ślady zacnych usiłowań, rdza 
niepamięci pokrywa nazwiska wielkich prawodawców, 
artystów i myślicieli, tysią.ce wielkich lub szlachetnych 
czynów zarasta pleśń dziejowa, a natomiast jakiś drobiazg 
obojętny, nazwiska ludzi niczem niezasłużonych, niczem 
niewyróżniają.cych się z pośród szarego tłumu, przecho. 
dzą z pokolenia w pokolenie, zajmują. poważnych bada- 
czów i cieszą. się przez całe wieki rozgłosem, jedynie dzięki 
wzmiance współczesnego kronikarza. 
W czepku urodziła się i Rzeczpospolita Babińska. 
Trzysta kilkadziesią.t lat upłynęło, jak podał o niej wia- 
domość Sarnicki, a kiedy współczesne mu dzieje poli- 
tyczne i wewnętrzne, współczesny rozkwit literatury, nauki 
i sztuki, znane są. w dokładniejszym zarysie tylko garstce 
miłośników przeszłości, to chyba niema nikogo z czyta- 
ją.cych, coby nie 'miał jakiego takiego pojęcia o wesołem 
towarzystwie Imci pana Pszonki. Co chwila, jakiś dłuż- 
szy lub krótszy artykuł otwiera nam podwoje Babina 
i zapoznaje z jego konceptami i dygnitarzami. Naj więksi 
mistrze literatury i sztuki hołd mu oddawali. Mickiewicz, 
zaznaczywszy w swoich prelekcjach o literaturze słowiań- 
skiej jaskrawy kontrast między duchem, panują.cym
>>>
- 38 - 


\v Babinie, a w "Monasterze Iwana Groźnego", podniósł 
tern samem Rzeczpospolitą Babińską do stanowiska wy- 
tworu wysokiej cywilizacji. W 40 lat po nim Matejko 
genjalnym swym pędzlem przypomniał. Babin, a nie krę- 
pują.c, jak zazwyczaj, swojej fantazji, umieścił na obrazie 
w towarzystwie Imci pana Pszonki naj znakomitszych 
naszych wieku XVI-go statystów, poetów i humanistów. 
Babin w ogólnem przekonaniu wyrastał na jaką.ś akade- 
mję satyry i dowcipu, na salon, w którym koncentrowało 
się życie umysłowe kilku następujących po sobie pokoleń 
inteligencji polskiej. 
To mało, ostatni jego historyk prof. Stanisław Win- , 
dakiewicz Rzeczpospolitą Babińską uważa za wyraz pew. 
nego stronnictwa politycznego. Oto w skróceniu jego sło- 
wa: "Rzeczpospolita powstała w \virze walk politycznych, 
kiedy powoli program szlachecki wcielał się w rzeczywi- 
stość i ze sfery książkowych k winkunksów przechodził 
w organizację dotykalną.... Fundatorowie jej byli genjal- 
nymi satyrykami, którzy czerpali pełną ręką żywy mate- 
rjał w bieżącem życiu politycznem... Powstanie Rzeczy- 
pospolitej należałoby odnieść do czasu walki o egzekucję 
praw... Wymyślili ją. członkowie stronnictwa środkowego, 
którzy z dworków swych i zameczków patrzyli z równym 
spokojem na zakusy magnatów i drobne ambicyjki partji 
dworskiej. Była ona więc wyrazem siły ekonomicznej 
i niepodległości są.du zien1ian małopolskich... I na po- 
tem pozostawała w bliskich stosunkach ze sferami posel- 
skien1i i w główniejszych przełomach swego stronnictwa 
udział przyjmowała... Istniała ściśle określona tradycja 
w tym zwią.zku, mocą. której łatwo czynić wnioski wsteczne 
i zblakłym rysom późniejszych podań nadawać istotne 
znaczenie. Rzeczpospolita była manifestacją _ zdrowego 
rozsądku w społeczeństwie polskiem, przenosiła b
wiem 
w krainę chimery i utopji wszelkie wygórowane preten-
>>>
\ 


- 39 - 


sje. Była niejako wysuniętą. placówką stronnictwa zie- 
lniańskiego; jednocześnie z niem powstała, jednocześnie 
z niem upadła. I swojem tłem duchowem łączy się ściśle 
ze stronnictwem piastowskiem, bo tak, jak i ono, pozo- 
staje w bliskim zwią.zku z reformacją. Stanęła na gruncie 
ówczesnego liberalizmu, garnęła wszystkich, co do żadnej 
koterji nie należeli. To jej dało potężny wpływ wśród ów- 
czesnych zaognionych stosunków religijnych. \Vyrażała 
wymownie opinję tolerancką. swego czasu i skupiała w so- 
bie mimowoli treść duchową. danej chwili. Jest ona w Pol- 
sce pierwszą afirmacją. indywidualizmu ludzkiego w ca- 
łej pełni i, jako taka, jest doskonałą. kreacją czasów no- 
wożytnych. O zdolności obserwacyjnej i trafności defini- 
cji i charakterystyce fundatorów babińskich mówi Sar- 
nicki; słowa jego są wyznacznikiem maksymalnej pręż- 
ności ducha owego czasu. Rzeczpospolita babińska wy- 
dobywa na jaw szerokie masy społeczeństwa polskiego 
i do rysów etnograficznych dodaje rysy osobiste i na 
gruncie ogólno-ludzkich problematów psychicznych te 
masy sta wia. 
"Dewiza Omnis homo mendax, szukanie pokrewieństwa 
duchowego z postaciami starożytności klasycznej, dowo- 
dzi, jak prędko społeczeństwo polskie przewodniemi idea- 
mi humanizmu się przejęło i granice obserwacji lokalnej 
z tą. pomocę. przekroczyło. Rzeczpospolita skupić w sobie 
musiała niemal całą. inteligencję Polski". 
Już z przytoczonego w streszczeniu poglądu widzhny, 
jak . wysokie stanowisko wyznacza prof. Windakiewicz 
Rzeczypospolitej babińskiej w pewnem stadjum cywiliza- 
cyjnego rozwoju naszego społeczeństwa. Ale nie na tem 
koniec. J es! dla niego przedewszystkiem faktem, iż wielki 
Jan Zamojski stał się spiritus movens klubu babińczyków, 
a to wiele mówi, to uzasadnia poniekąd wszystkie po- 
wyższe twierdzenia. Dalej, zgodnie z Sarnickim, uważa 


,
>>>
- 40 - 


I 
/ 


prof. W. Rzeczpospolitę niejako za pedagogium, w którem 
otrzeć się należało młodemu szlachcicowi i którego dzia- 
łanie na umoralnienie ogółu, a zwłaszcza nlłodzieży, było 
bardzo znaczne. Wreszcie Babin miał się przyczynić do 
rozwoju nowelistyki w naszynl kraju, a znaczenie jego dla 
literatury polskiej ma być takie, jak salonów towarzyskich 
z czasó\v Odrodzenia literatur wcześniej rozwiniętych, niż 
polska. 
A więc miał słuszność 
Iickiewicz, że stawiał Rzecz- 
pospolitę tak wysoko; nic też dziwnego, że natchnęła 
Matejkę. 
Czy jednak Rze
zpospolita Babińska była rzeczywi- 
ście taką., za jaką. uchodzi, możemy przekonać się właśnie 
dzięki jej aktom, wydanym przez prof. Windakiewicza t). 
Akta te, "prześliczny pomnik życia i humoru" (słowa Win- 
dakiewicza), były już znane kilku badaczom, ale dopiero 
odniedawna stały się dostępne szerszemu ogółowi. Są. one 
obok relacji Sarneckiego jedynem źródłem, z którego po- 
znać możemy organizację klubu babińczykó'v, jego idee, 
zajęcia, zakres i okres działania, a przedewszystkiem cha-o 
rakter. A nie ulega żadnej wą.tpliwości, że historja Ba- 
bina z wydaniem tych aktów jest już zamknięta, bo lubo 
obejmują. one tylko drugą. większą. epokę jego istnienia, 
.. to przecież sam ich układ świadczy, że po pierwszej epo- 
ce nie pozostał pomnik tego rodzaju... Rękopis bowiem 
rozpoczyna się od przytoczenia ustępu z Annales Sarni- 
ckiego i dwóch wierszy łacińskich Wrześnianina (Wre- 
snanus) i Nieznajomego, które widocznie dla Jakóba Ps.zon- 
ki. syna założyciela Rzeczypospolitej, były jedynym ma- 
terjałem do przeszłości Babina. Sam własnych wspom- 


. 
1) Akta Rzeczypospolitej. babińskiej według oryginalnego 
rękopisu, wydał St. Windakiewicz, Kraków, 1894. Przed akta- 
mi znajduje się monografja Babina, a raczej pogląd na Rzecz- 
pospolitą, pióra wydawcy.
>>>
- 41 - 


nień widocznie nie miał, bo w chwili śmierci ojca liczył 
zaledwie lat 18-cie, a był już przedtem na dworze Jędrzeja 
Górki, ojciec zaś i brat starszy pozostawili wprawdzie 
.cenny dla niego zbiór aktów, tyczę,cych się rodziny Pszon- 
ków, w których jednak z natury rzeczy nie było żadnych 
faktów, maję,cych jakę,kolwiek styczność z Rzeczpospolitę, 
Babińskę,. 
Przed przystę,pieniem jednak do przejrzenia aktów 
i do charakterystyki Babina, przejdźmy pokrótce jego li- 
teraturę, co pomoże do wyprowadzenia ostatecznych 
,,,niosków. 


II. 


W roku 1587-ym wydał St. Sarnicki swoje Annales, 
w których na str. 395 "ku rozweseleniu czytelnika" znaj- 
duje się Descriptio Reipublicae Babinensis. Ponieważ jest 
to jedyny współczesny opis pierwszej epoki Babina, bez 
którego, jak się przekonamy, może całkiem o Babinie nie 
doszłyby nas wieści, ponieważ wreszcie na opis ten, jakoby 
na wiarogodny dokument, powołuję, się wszyscy histo- 
rycy wesołej rzeczpospolitej, wypada przeto treść jego 
szczegółowo przytoczyć. 
Rzeczpospolita, która była res faceta et plena iucundi- 
tatis, powstała wśród szlachty ziemi lubelskiej. Nazywała 
się dlatego babińską, że inicjator jej ("autor", mówi Sar- 
nicki), za którego też Rzeczpospolita najbardziej kwitnęła, 
był właścicielem Babina. Sama nazwa tej miejscowości 
miała pobudzać do śmiechu, baba bowielll oznacza starą. 
niewiastę, a babine to, co do niej należy, wszelkie zaś ga- 
daniny, bałamuctwa i żarty zwykło się babskiemi bre- 
dniami nazywać 1). 


1) Babinów "Słownik geograficzny" wylicza siedmnaście, 
Ilie licząc trzech potoków tego nazwiska, ale niema jak:ś śladu.
>>>
42 - 


Babińczycy wzorowali się na porz:
dku i urzę,dzeniach 
Rzeczpospolitej Polskiej. Wybierali dla siebie króla, se- 
nat, arcybiskupów, biskupów, wojewodów, kasztelanów, 
hetmanów, (praefectos oppidorum et militiae), sekretarzy 
i t. d. Jeżeli ktoś mówił o rzeczach podniosłych, niema- 
ję,cych nic wspólnego z jego stanowiskiem, zostawał arcybi- 
skupem lub wielkorzę,dcę, (magnus satrapa). Jeżeli ktoś 
mylił się w lnowie, rzucał paradoksami, lub przytaczał 
rzeczy niewiarogodne, tego mianowano mówcę, (rethor) lub 
kanclerzem. Chełpię,cemu się z męstwa lub odwagi, mó- 
wię,cemu w chwili nieodpowiedniej o sprawach wojen- 
nych, przyznawano godność dowódcy, hetmana, albo ry- 
cerza pasowanego (eques auratus) 1). Kto okazywał zbyt 
wielki zelotyznl ze stanowiska Kościoła rzymsko-katolic- 
kiego, albo jakiego innego wyznania (cuiuspiam alterius 
sectae), temu nadawano tytuł inkwizytora. Godność łow- 
czego przyznawano rozprawiaję,cym w niewłaściwej chwili 
i szeroko o psach, dzikich zwierzętach i sokołach. 
Nonlinacje wydawano albo zaraz na miejscu podczas 
wesołej zabawy, lub też ludzie wybitniejsi (non contemnendi 
viri) odnosili je na piśmie wybranym dygnitarzom. 
Pisma takie opatrzone bywały pieczęcię, woskowę" a odno- 
szę,cy wręczali je z całą powagę,. Mało można było zna- 
leźć kogoś pomiędzy senatorami, duchownymi, dworzana- 
mi, coby nie był zaszczycony takim dyplomem.. Zwykle 


ażeby którykolwiekbądź z nich pobudzał swą nazwą do weso- 
łości. Jeżeli zresztą rozśmieszał Babin, to powinny były rozśmie- 
szać również miejscowości, zwące się Baba, Babanka, Babce, 
Babcze, Babiaków, Babica, Babie, Babienta, Babino, Babińce, 
Babki, Babuchowy, Baby, itd., a niejednej z nich jest znowu 
po kilka. Toż to musiało być śmiechu w Polsce na wsze strony! 
1) Nazajutrz po koronacji król odbierał przysięgę od Kra- 
kowa i innych miast głównych, poczem dotykając mieczem, 
kilku mieszczan kawalerami pasował. Kawalerowie nazywają 
się "Equites Aurati". Skrzetuski, "Prawo polit.". 


.
>>>
- 43 - 


przyjmowano te godności bez wahania, a jeżeli kto opierał 
się przyją.ć nominację, narażał się na wyśmianie, a im 
bardziej się gniewał, tern więcej śmiano się z niego i to 
dopóty, aż wreszcie musiał przed Babinem czoła uchylić. 
Dalej Sarnicki opowiada, iż nie każdy odrazu mógł 
zostać urzędnikiem babińskim. Jeżeli zaś jakiś "nowi- 
cjusz" powiedział dowcip, zachowywano pozory namysłu, 
czy godzien wejść do towarzystwa; musiał naprzód dać po- 
znać, w jakim kierunku ma zdolności, aby właściwy urzą.d 
otrzymał. Nie uchodził żart kłamliwt, mogą.cy kogoś obra- 
zić lub potępić. Z t-ego może powodu, zapewnia Sarnicki, 
że te żarty towarzyskie przyczyniały się wielce do po- 
prawy obyczajów wśród młodszych, wyrabiały dowcip, 
uczyły ich skromności. Byli przy tern między babińczy- 
karni tacy wyborni znawcy, cenzorowie życia i obycza- 
jów, iż żaden lekarz nie rozpoznał dokładniej ludzkich 
. skłonności, żaden profesor etyki nie wyłożyłby tak dobrze 
wad i obyczajów, żaden fizjognomista nie poznałby tak 
dokładnie natury ludzkiej z twarzy, z ruchów, chodu 
i ogólnego wejrzenia, jak ci boscy ojcowie (divini patres). 
Miejsce zebrań nazywano giełdą. (gelda), zapożyczyw- 
szy tej nazwy od gdańszczan; wyraz ten oznaczał także 
hałaśliwe zgromadzenie. Babińczycy przechwalali się, że 
posiadają. przywileje zatwierdzają.ce ich Rzeczpospolitą 
przez królów, cesarza, a nawet papieża 1). Z ludzi, stoję.- 
cych na ich czele, przytacza Sarnicki dwóch: Piotra Ka- 
szowskiego (Cassovius), sędziego i posła ziemi lubelskiej, 


1) Tarnowski w swojej rozprawie o Babinie niezbyt wyraź- 
nie akcentuje treść tego ustępu Sarnickiego, pisząc, iż Rzecz- 
pospolita "pyszniła" się przywilejami królów i t. d. Pysznić się 
można z rzeczy posiadanej, a więc mógłby ktoś sądzić, że Rzecz- 
pospolita rzeczywiście miała tego rodzaju przywileje. Co innego 
"przechwałka", bo w samem znaczeniu tego wyrazu leży już 
kłamstwo. Sarnicki wyraża się "jactabant".
>>>
- 44 - 


.() którym ską.diną.d wiemy, że był właścicielem Wysokiego 
w Krasnostawskiem i Pszonkę (Pszomka), właściciela Ba- 
bina, który był zarazem burgrabią. Rzeczpospolitej (prae- 
fectus). Obaj mieli być ludźmi poważanymi i bardzo przy- 
jemnymi w towarzystwie; obecność tych starców (beati 
senes) mile była widziana na każdem zebraniu, lub go- 
dach weselnych. W chwili, kiedy Sarnicki pisał Annales 
(1582), Kaszowski żył jeszcze, Pszonka zaś już przed dwo- 
ma laty przeniósł się do wieczności. Sarnicki przytacza 
nagrobek, napisany wierszem łacińskim temu założycie- 
lo\vi towarzystwa babińskiego przez pewnego, wcale nie- 
pospolitego poetę (poeta quidam haud vulgaris). 
Wreszcie opowiada Sarnicki dwie anegdoty. Oto razu 
pewnego zapytał się Pszonki Zygn1unt August, czy babiń- 
czycy mają. także swojego króla, na co Pszonka miał od- 
powiedzieć: "Uchowaj Boże, najjaśniejszy panie, ażebyśmy 
za twego życia mieli myśleć o wyborze innego króla; pa- 
nuj tu, panuj i w Babinie..." Król miał się roześmiać 
i całe otoczenie jego śmiechem wybuchnęło 1). 
Innym razem, kiedy w pewnem towarzystwie mówiono 
o starych monarchjach: perskiej, babilońskjej i rzymskiej, 
jeden z babińczyków zauważył, że Rzeczpospolita babiń- 
ska jest starszą. od greckiej i perskiej i wszystkich innych, 
a wytłumaczył to w ten sposób: "Przecież już Da wid po- 
wiedział, że każdy człowiek kłamca (omnis homo m endax) , 
a \vszak kłamstwo jest fundamentem i istotą Rzeczpo- 


1) W licznych kompilacyjnych artykulikach o Babinie, auto- 
rowie ich, idąc za Szaniawskim (o którym niżej), rozmowę tę 
króla z Pszonką przyjmują za fakt historyczny. Nawet Tarnow- 
ski w swej rozprawie o Babinie nie kładzie dostatecznego na- 

 cisku na podejrzaną autentyczność tej anegdoty. A przecież 
sam Sarnicki wtrąca do swego opowiadania "fertur", co znaczy, 
te "tak mówiono", "tak opowiadano", "tak wieść niesie".
>>>
45 - 


spolitej babińskiej, miescI więc ona w sobie i Darjuszó\V 
i Aleksandrów i świat cały" 1). 
Na tern koniec relacji Sarnickiego, na tern właściwie 
\ koniec i wszelkich z pierwszej ręki wiadomości o pierw- 
szej epoce Babina. 
Odtą.d cisza o nim zupełna przez lat 30. Dopiero w r. 
1617 przybywają. nowe szczegóły, ale bardzo podrzędnej 
wartości. Syn założyciela Babina, J akób, wydawał wtedy 
córkę swą., Katarzynę, za l\Iikołaja Stradomskiego. Roz- 
powszechniona już wówczas była moda pisania wierszy 
okolicznościowych w tonie panegirycznym. Znalazło się 
więc dwóch poetów, którzy fakt przemiany Pszonkówny 
na Stradomską. przekazali potomności i nie omieszkali 
przytem sławić Rzeczpospolitej Babińskiej. Pierwszym 
z nich był Bartłomiej Wrześnianin (\Vresnanus), magister 
i profesor Akademji krakowskiej, autor kilku innych pa- 
negiryków łacińskich, któremu za ten wiersz, za wyno- 
szenie Babina ad sumn1um honorem, nadano tytuł propa- 
gatora i amplifikatora Rzeczpospolitej Babińskiej. Sza- 
nowny magister powtarzał mniej więcej Sarnickiego, - 
dowiadujemy się przeto z niego bardzo mało. Kiedy nowi- 
cjusz wstępował w grono obywateli Rzeczpospolitej, mu- 
siał wypić wielki kielich, wilkom (viIkum), zwany 2), który 
mu podawał burgrabia (Pszonka) ze stosowną. przemową... 


1) I tutaj przez dowolne parafrazowanie podniesiono aneg- 
dotę. Szaniawski nie wiadomo na jakiej zasadzie pisze, że ta 
rozmowa odbyła się wobec króla,. kiedy rozmawiał poważnie 
o dawnych dziejach. Tarnowski znowu przemienia monarchję 
perską i rzymską na asyryjską i macedońską i rozszerza żarto- 
bliwą uwagę babińczyka, dodając, iż Rzeczpospolita babińska 
była już za Adama, Daryuszów, Aleksandrów i... Cyrusów. 
2) Wilkom, 'Vilkiem nazywano wogóle w Polsce wielki kie- 
lich powitalny, tak zwany z niemieckiego od Willkommen, das 
Bewillkommen. Kochowski we fraszkach wspomina o nim 
w czterowierszu:
>>>
46 


Po tej przenIowie "weseli bohaterowie" (heroes gaudentes) 
zabierali głos koleją., silą.c się na dowcipy. Podaje ich 
kilka Wrześnianin, ale są. one tak mało zajmują.ce, że bez 
ujmy dla Rzeczpospolitej opuścić je można. \Vażniejszą. 
jest wzmianka, iż lnieli należeć za dawnych czasów do Ba- 
bina: Kochanowski, Rej, Trzycieski 1). 
Drugim poetą., którego natchnęło zamą.żpójście Pszon- 
k6wny, był Jan Achacy Kmita, tłumacz klasyków i autor 
wielu broszur i dziełek, przeważnie przeciw żydom w to- 
nie krotoch\vilnym pisanych 2). I ten powtarza Sarnic- 
kiego, a nawet tłumaczy z niego nagrobek dla Pszonki, 
którego, równie jak Sarnicki, Pszomką. nazywa. Jest w nim 
jednak sporo nowych anegdot babińskich. Opowiadał 
ktoś, że widział dzwon z iłżeckiej gliny, w który jak ude- 
rzą w Krakowie, to po ośmiu tygodniach w Rzymie go 
słychać będzie. 


er 


Skarżysz się, że cię wilkom ktoś wczora pić musił, 
Który cię wilk chrzypotą o włos nie zadusił, 
Ale się dobrze skarżysz, wszak to pospolita 
Wilkowi, te za gardło każde bydlę chwyta. 
1) Tarnowski, wiersze: 
Hic Kochanovius doctus, Reivsque faceto 
Est vates calamo, Tricesiusque sacer... 
odczytał mylnie: Hic Kochanovius doctus reginoque faceto i t. d,. 
przez co opuścił Reja, a Kochanowskiego zrobił wieszczem kró- 
lewskim". 
2) O Kmicie pisałem obszernie w mojej książce: "Antysemi- 
tyzm w literaturze polskiej XV-XVII. w.", \Varszawa, 1914, 
III. 60-72. Nawiasem pozwolę sobie zaznaczyć, że T. J. Choiń- 
ski w "Historji 2ydów w Polsce", "pożycza sobie liczne, dłu- 
gie, kilkukartkowe ustępy z tej książki, zaledwie parę razy 
zacytowawszy "źródło", swych wiadomości. Jestto jeden z ła- 
twych środków wpojenia w czytelników przekonania o trudach 
własnego badania. To też w artykułach dziennikarskich często 
spotykałem i jeszcze dziś spotykam ustępy z mojej książki, jako 
cytaty ... z Choińskiego. Przypisek póiniejszy.
>>>
- 47 - 


To takiego w Babinie historykiem zwano 
y dochód lny każdy rok pożyteczny dano, 
Za każdy kunszt z gorzałki dwa achtela piany. 
Godność każda na świecie ma mieć swe zamiany. 


Inny chwalił się, że gdy pięścią. uderzył wołu, to lnu 
drugą. stroną. aż ręka wypadła, za co otrzymał urzą.d he- 
tmański. To znowu ktoś inny opowiadał o wieprzu (dzi- 
ku), który, mają.c wybite przez myśliwych oczy, prowa- 
dzony był przez swego "syna". młodego dzika, trzymają.c 
się zębami jego ogona; jakiś myśliwy złożył się i "ustrze- 
lił syno\vi figiel przy guzicy"; młody wieprz uciekł, a sta- 
ry został z "chwostem w pysku"; strzelec ujął za ten 
chwost i przyprowadził wieprza do zamku swego, o dwie 
111ile oddalonego. Anegdota ta, bardzo często spotykana 
w druku i rękopisach, w samych aktach babińskich dwa 
razy jeszcze z warjantami jest opowiedziana. 


Fraszka to, powiem ia coś, rzekł drugi, lepszego 
y wiadomości godno y coś pewnieyszego - 


i opowiadał, jak "car moskiewski, chcą.c króla Stefana 
ubłagać, aby go przestał swojem zwycięstwem przemagać, 
przez biskupa rzymskiego ją.ł się starać o to. Przysłał 
więc Papieżowi krogulca w podarku y złoto". Papież, jako 
nie myśliwy, krogulca podarował królowi hiszpańskiemu, 
ten znowu francuskiemu, tamten cesarzowi, od którego 
dostał się krogulec Batoremu, przy którym wreszcie po- 
został, gdyż ten jeden tylko monarcha był "dobrym żoł- 
nierzem i też myśliwcem". Pewnego razu Batory, będąc 
na polowaniu, wystrzelił do jelenia; krogulec schwytał 
kulę w locie i salll "zgonił jelenia wylotnem ćwiczeniem", 
poczem usiadł na głowie jelenia, który chcą.c go ze siebie 
zrzucić, zaplą.tał nogę między rogami. Opowiadają.cy tę 
anegdotę, został posłem do Niemiec od Babińskiej Rzeczy".
>>>
- 48 - 


Dziad znowu Kmity, za to, że, zajęty rozmowę" nie 
uważał na zwrócone do niego zapytanie, tyczę,ce się ścię- 
cia w Piotrko\vie posła tureckiego, został tureckim tłu- 
maczem 1). Kiedy podstolego Garnysza ominęło starostwo 
sandeckie, dano mu wielkorządctwo w Babinie. W ojewo- 
dzie Witebskiemu, Zawiszy, posłano dyplom na cześnika, 
ponieważ pijał tylko wino. Anegdotę o Zygmuncie Augu- 
ście powtarza Kmita szeroko z Sarnickiego, z tę, różnicą, 
że nie Pszonka miał być autorem dowcipnej odpowiedzi, 
ale kanclerz babiński, Kaszowski. Dymitrowski Stani- 
sła\v, dziad Kn1ity po ką.dzieli, opowiadał cały szereg aneg- 
dot i zmyślań; miał takiego charta, który zaję,ca brał za 
paznogieć; na :Mazowszu widział bróg ogórków i konia, 
maję,cego tam głowę, gdzie ogon; w Sochaczowie p
ka- 
zywano mu znowu przetak, pełen deszczowej wody i sie- 
kierę z wełny; pewnego razu w Pęcła wicach złapał kilka 
sokDłów, które przybiegły aż z Francji, zapędziwszy się 
tak daleko podczas polowania, urzą.dzonego przez króla 
francuskiego. Prócz anegdot babińskich, przytacza Kmita 
inne też anegdoty, których bohaterowie lub opowiadacze 
mieli ró\vnież nadane tytuły przez koło swoich przyja- 
ciół, ale nie w Babinie. 
Zgodnie z Wrześnianinem, do cechu babińczyków za- 
licza Kmita "miodopłynnego pisoryma" Kochanowskiego, 
Reja "w polski rym łacnego" i Trzecieskiego; prócz nich 
"rylicza jeszcze Paprockiego i Sępa (Szarzyńskiego), który 
"wierszem smaczny, miał urzę,d niepośledni w tym sław- 
nym Babinie". Pszonkę nazywa stuletnim, lubo miał on 
w chwili śmierci lat 65 zaledwie. 


I 


. 


1) Scięto nie posła tureckiego, lecz jakiegoś Turczyna "Cyr- 
kasanina", który śmiertelnie ranił Gajskiego. Kazał go ściąć 
Mikołaj Cikowski, ochmistrz Izabelli, królowej węgierskiej, sio- 
stry Zygmunta Augusta. Pisze o tym Grochowski w swoim poe- 
macie: "August Jagiełło wzbudzony".
>>>
- 49 - 


Do dziejów wewnętrznej organizacji Babina nic nam 
z Kmity nie przybywa, z wyją.tkiem potwierdzenia, że da- 
wano przywileje i że je rozsyłano. Jest w nim także luźna 
wznlianka o jakichś rejestrach skarbowych Rzeczpospo- 
litej, o jakichś "prawach porzą.dnych" i o "wakansach" 1). 
J ak widzimy, \Vrześnianin i Kmita nadzwyczaj mało 
uzupełniają. opis Sarnickiego. Nawet anegdoty przez nich 
przytoczone, odnoszą. się w znacznej części do drugiej epoki 
Babina. Sarnicki więc pozostał wcią.ż jedynem źródłem 
do począ.tkó\v Rzeczpospolitej Babińskiej, to też powta- 
rzają. go dosłownie Chwałkowski (Singularia quaedam Po- 
lonica 1696, str. 85( i Hartknoch (Respublica Polonica
 
1694, str. 94) 1). Pomimo stu kilkunastu lat ubiegłych od 
wydania Annales Sarnickiego i pomimo, iż obaj pisarze 
żyli jeszcze za czasów istnienia Rzeczpospolitej, żaden 
z nich nie zdobył się na drobne choćby przyczynki do 
dziejów Babina i do jego ustroju. Nieznane im były na- 
wet widocznie wiersze Wrześnianina i Kmity, co zresztą. 
nic dziwnego, bo takich ulotnych piśmideł pojawiało się 
tysiące, a czytano je tylko w drobnych kółkach przyja- 
ciół rodzin rymem ch walonych. 
Dopiero w r. 1818 ks. Szaniawski, dowiedziawszy się 
znacznie więcej o Babinie, czytał o nim dnia 15 stycznia.. 
na publicznem posiedzeniu Towarzystwa królewskiego. 
warszawskiego Przyjaciół nauk. Zważywszy na wstępie, iż 
"słodycz towarzyskiego życia ujmuje serca wszystkich", 
poświęcił kijka słów "nie'winnej miłości", wspomniał, iż 


1) Wiszniewski w VI. tomie literatury str. 621, pierwszy 
dał poznać wiersz Kmity szerszemu ogółowi, ale w skróceniu 
i jak. się zdaje z rękopisu, gdyż sporo w nim błędów. 
2) I w trzeciem wydaniu Hartknocha (1698
 str. 86) znaj- 
duje się opis Babina "verbis Stanislai Sarnitii". Chwałkowski 
w "Effata regum Polonia e" podaje tylko anegdotę o Zygmuncie 
Auguście (1694 str. 70). 


Szkice literackie. 


4
>>>
- 50 - 



 


Izys w Egipcie, Ceres i Bachus u Greków "były powodem 
do utworzenia rozlicznych owych czasów widowisk", któ- 
re miały .wzbudzać "czułość i śmiech dla poprawienia 
obyczajów". Wspomniawszy jeszcze coś o Rzymianach, 
"czasach kawalerskich i krzyżackich", przeszedł Szaniaw- 

ki do czasów Zygmunta Augusta, w których nietylko 
prowadzono walki z nieprzyjacielem i radzono wymownie 
na publicznych zjazdach, ale poświęcano się i pewnym 
naukom, trudniono się "dowcipną. zabawą.", która, "oś wie- 
cają.c umysły i wzruszają.c przyjemnie serca, może sku- 
teczniej poprawia wady ludzkości, niżeli suche częstokroć 
filozofów szkoły". Dowodem na to dostatecznym może być 
"rys Rzeczpospolitej Babińskiej". Do opisu jej "mową. 
Rzymian kreślonego" przybywa materjał z księgozbioru 
Czartoryskich w Puławach, "gdzie zdaje się, że Muzy ulu- 
bione dla siebie założyły siedlisko". Jest w tym księgo- 
zbiorze rękopis, obejmują.cy część aktów czyli protokołów 
Rzeczpospolitej babińskiej. Zanim jednak przystą.pił ks. 
Szaniawski do jego opisu, przetłumaczył, a raczej prze- 
parafrazował Sarnickiego. Nie trzymał się jednak go ści- 
śle, jak to już wyżej w przypiskach zauważyłem. Był 
"Znany również Szaniawskiemu wiersz Kmity, nadesłany 
mu przez Ambrożego Grabowskiego z Krakowa. Po szcze- 
gółowym opisie zewnętrznym aktów babińskich, które do 
bibIjoteki puławskiej dostały się ze Szwecji, gdzie je od- 
nalazł Felicjan Biernacki, członek towarzystwa K. W. P. 
N., autor rozprawy, przytoczył z nich kilkanaście wyją.t- 
ków, a zakończył wzmianką. o podobnych towarzystwach, 
jakie istniały we Francji i Włoszech. . 
Ciekawym jest szczegół, iż w Warszawie w r. 1807 
było towarzystwo pod nazwą. Betomanie, składają.ce się 
z osób miejscowych i wojskowych francuskich. "Członki 
towarzystwa tego zgromadzały się na obiady składkowe"; 
nosili jako oznakę wią.zeczkę siana na wstę.żce przy gu-
>>>
51 - 


.ziku na piersiach, czytali i deklamowali "roboty własne 
wierszem lub prozą. dowcipne i wesołe". Rozprawę swoją. 
wydrukował ks. Szaniawski w "Pamiętniku warszaw- 
.skim" (zeszyt lutowy, 1818, Windakiewicz, mylnie podaje 
Tok 1817) i w "Rozmaitościoch" ,dodatku do "Gazety Ko- 

respondenta warszawskiego" (1818 nr. 11 i dalsze). 
Jak przedtem Sarnicki, tak teraz ks. Szaniawski stał 
-się jedynem źródłem do artykułów o Babinie. Było ich 
sporo, ale szkoda miejsca na ich omawianie. Słabe te kom- 
plikaćyjki przesadzały się jedynie w superlatywach, przez 
które Rzeczpospolita babińska wzrastała coraz więcej 
w opinji. O popularności jej świadczy tytuł "Pszonki", na- 
-dany dwom wydawnictwom satyryczno-humorystycznym 
{I{aczkowskiego w roku 1832 i Zienkowicza, w Paryżu), 
jako też trzyaktowa komedja Wężyka: "I ja też, czyli 
Rzeczpospolita Babińska" 1). 
Dodać należy, że Babin znany był zagranicą.. dzięki 
piszą.cym o Polsce. W dziele "Essai politique sur la Po- 
logne" (1764, a Varsovie de l'imprimerie de Psombka) znaj- 
duje się obszerny opis Babina, wzięty z Sarnickiego, i ze 
wzmianką. o francuskiem towarzystwie tego rodzaju, no- 
.szą.cem nazwę "Regiment de la Calotte". F. A. Schmidt, 
oomownik Briihla, w dziełku "Abrege chronologique de 
.]'histoire Pologne" (1763) pomiędzy "savans illustres" umie- 
ścił i Kaszowskiego z tego tylko tytułu, że był kanclerzem 
. 
\ habińskim. Ze Schmidta ,vzią.ł tę wiadomość Constant 
d'Orville ("Le fastes de la Pologne et de la Russie"), a z nie- 
go znowu Nougaret ("Beautes de la histoire de la Po- 
logne"). W taki sposób poczciwy Kaszowski stał się zna- 
nym zagranicy na równi z największymi mężami naszej 
na uki i li tera tury. 


1) W kilkanaście lat po wydrukowaniu mej rozprawy, na- 
pisał Adolf Nowaczyński komedję "Rzeczpospolita Babińska". 
Przyp. późniejszy. 


4.
>>>
.'? 


- 52 - 


vi bibljotece Czartoryskich znalazłem ośmiokartkową. 
broszurę p. t. "Beschreibung des Ursprungs der Alaban- 
der" (1654, bez miejsca druku). Jest to opis począ.tków za- 
łożonego \v Prusiech ksią.żęcych stowarzyszenia hunIory- 
stycznego. Opis ten jest bardzo krótki, bo większą. część 
broszury zajmuje przedruk dosłowny wiadomości Sarnic- 
kiego o Babinie, wraz z dosłownem tłumaczeniem niemiec- 

 
kimli. Jest to tem więcej charakterystyczne, że na prze- 
kład polski Sarnickiego nikt się do naszych czasów nie 
zdobył. 
Wreszcie dzięki uprzejmości dyr. Estreichera, wypi- 
sałem z Jego notat tytuł broszury niemieckiej (bez daty 
i miejsca druku), podany w jakimś niemieckim katalogu 
antykwarskim. Oto jego brzmienie dosłowne: "Nosce te 
jpsum. Noth und Hulfs Buchlein fur die sichtb.- und un- 
sichth., sowohl weibl. aIs mannl. Glieder des in Dulken 
v. unseren Vorfahren zugleich auch in Polen gestft. u. d. 
Namen Babiena bekannten sofort v. uns bei'm diesjahr. 
:Fasching erneuerten Narren-Ordens". 
Stał się więc Babin sławnym w kraju i zagranicą.. 
Ale po wielkim rozgłosie i uwielbieniach przyszedł ponlału 
czas na krytykę, 
Już Wiszniewski, lubo pisze, że "w Rzeczpospolitej 
Babińskiej znakomici naukę. i dostojeństwy w kraju mę- 
żowie bawić się umieli, karcą.c lekkie w ludziach przy- 
wary" (VI, 4), to przecież, przytoczywszy w skróceniu 
wiersz Kmity, dodaje: "z czasem zwykłę. rzeczy ludzkich 
koleją., wkradł się zbytek do Rzeczpospolitej Babińskiej
 
a pierwotne godło ridendo castigo mores zamieniło się na 
scribimus et bibimus". 
W r. 1845 przeglą.dał W. A. Maciejowski w Sieniawie 
przywieziony z Puław rękopis Aktów babińskich i w "Pi- 
śmiennictwie" swojem opisał go, podają.c przytem kilka- 
naście z niego wyją.tków (III str. 258). Kilka ostatnich
>>>
- 53 - 


-zapisków nazywa Maciejowski "konceptami", a to dlatego, 
że "nader lichymi ukazują. się być dowcipki, wylęgłe 
w głowach nowszych babińskich republikantów". Z oba- 
.(:zyn1Y później, czy Maciejowski słusznie ocenił owe 
"dowcipki", tu zanotujemy narazie, iż nie miał słuszno- 
ści, czynią.c w ocenie różnicę między całością. aktów, 
a przydanemi do nich na końcu "konceptami". 
Tenże sam Maciejowski widział w bibljotece zakładu 
inI. Osolińskich księgę rodziny Pszonków, która jednakże 
nie ma żadnego z\viązku z Rzeczpospolitą.. Bielowski w r. 
1873 \\'ydał część tej księgi, jako "Pamiętnik Jakóba Pszon- 
ki". Jest on. dość zajmują.cy, oprócz bowiem materjału 
do rodowodu Pszonków, zawiera nieco \viadomości histo- 
rycznych. Dla Rzeczpospolitej jednak jest on całkiem obo- 
jętny. 
Trzecim, który oglą.dał akta babińskie, a raczej z nich 
skorzystał, był Stanisław Tarnowski. Kiedy l\latejko wy- 
stawił swój obraz, przedstawiają.cy Rze;zpospolitą. Babiń- 
ską, zajrzał Tarnowski do bibljoteki Czartoryskich i poro- 
bił z aktów babińskich stosowne wycią.gi, które mu po- 
służyły do napisania barwnego artykułu o Rzeczpospoli- 
tej. Do pojawienia się pracy Windakiewicza, była to naj- 
()bszerniejsza jej monografja. Poza aktami i przytoczo- 
nemi powyżej drukowanemi źródłami, nie znalazł Tarnow- 
ski żadnego więcej do swej rozprawy materjału. Jest to 
rzecz bardzo wymowna, na którą. później zwrócimy bacz- 
niejszą. uwagę. Tarnowski pierwszy stanowczo zachwiał 
zbytnie zaufanie, jakie pokładano w humorze i satyrze 
Babina, \v drugiej, większej epoce jego istnienia. Jak wi- 
dzieliśmy, już Wiszniewski i Maciejowski podnosili za- 
rzuty, ale dopiero Tarnowski silnie zaakcentował swoje 
"rozczarowanie". Usiłuje wprawdzie do\vodzić, że nie moż- 
na z epoki drugiej sądzić o pierwszej: "Nieraz tak by- 
:w a - pisze - że to, co żywotne i silne, zapisuje się czy-
>>>
-54- 


'! 


nami w pamięci ludzkiej i o to nie dba, by zapisać się na. 
Japierze, dopiero, gdy czuje, że z życia wychodzi, że może- 
znikną.ć zupełnie, wtedy, chcąc ślad jakiś i pamięć po so- 
bie zostawić, ucieka się do pióra i inkaustu". 
Tak miało być z Babinem; dopóki kwitł, stał moribus: 
antiquis virisque, a kiedy gwiazda jego zbladła, chciał za- 
bezpieczyć pamięć o sobie. Czy to odróżnienie dwóch epok 
ma podstawy, jest rzeczą zapatrywania, dość, że Tarnow- 
skiemu było cokolwiek przykro, iż w czasach bardzo już- 
nieszczęśliwych "bawiono się spisywaniem złych czy do- 
brych konceptów i kłamstw wszystkich z Korony i Litwy".. 
Zapewnia, że nie było w tem złej myśli, lecz prosta 
naiwność. Dziwne i to, że "żart tak długotrwały ni&. 
sprzykrzył się, nie przejadł". Ale gdyby chociaż te kon- 
cepta i wymysły były zabawne! Zawiedzie się, kto są.dzi, 
iż znajdzie w aktach niewyczerpaną. kopalnię dowcipów 
ciętych, satyrycznych. Tego, co było naj ciekawsze, a sta- 
nowiłoby zarazem zasługę Rzeczpospolitej, t. j. satyry po- 
Iitycznej, aluzji do stosunków, lub zdrożności życia poli- 
tycznego, do bieżących wypadków, niema w aktach wcale. 
Najwięcej jeszcze interesować mogą. nazwiska, z któremi 
czasem spotykamy się na kartach dziejów i literatury. Ku 
końcowi swej rozprawy Tarnowski podejrzywa nawet wiel- 
kość pierwszej epoki Babina. "Za Zygmunta Augusta już 
może nie wesoła do widzenia przez s wą. lekkomyślność
 
ale przez naiwność swoją, przez samorodny popęd \veso- 
łości sympatyczna, za Jana Kazimierza ona nie do śmie- 
chu usposabia, ale,do politowania. Wziętości zawsze miała. 
dosyć (i to jeszcze pytanie (przyp. autora) i więcej na- 
prawdę, niż dowcipu i fantazji". Może w swoich począt-- 
kach Babin był ożywiony myślą. głębszą. i był trafną. sa- 
tyrą., ale później nie można się niczego podobnego w nim 
dopatrzeć. 
Tak wyglą.da w streszczeniu poglą.d Tarnowskiego na
>>>
55 - 


Rzeczpospolitą. Babińską.. Widzieliśmy, jak krańcowo jest 
mu przeciwny poglą.d Windakiewicza. Który z nich jest 
prawdziwszy, przekonamy się, przejrzawszy "Akta Rzecz- 
pospolitej Babińskiej". 


III. 
Na pierwszych kartach ,,Aktów babińskich" znajdują. 
się: opis Rzeczpospolitej przez Sarnickiego, wiersz Wrz
 
śnianina i wiersz nieznanego autora p. t.: "Inclitae Babi- 
nensis monarchia e brevis discriptio". Ten ostatni utwór, 
najlepszy bez wą.tpienia pod względem literackim, nie przy- 
. nosi jednak nic nowego do dziejów Babina. Po nim za- 
raz idzie: "D la pamięci Urzędników babińskich Regestr", 
który wypełnia resztę całej księgi. 
I 
Regestr ten rozpoczą.ł prowadzić w r. 1601 Jakób 
Pszonka, syn załozyciela Rzeczpospolitej. Po jego śmierci 
w r. 1622, zięć tegoż, Wacław Zamojski, opiekował się księ- 
gę" zanim nie obją.ł rzą.dów w Babinie ostatni z Pszonków, 
syn J akóba, Adam, później chorąży chełmski i podkomo- 
rzy lubelski. Z nagrobka Adama w Lublinie dowiadujemy 
się, że umarł w roku 1677 i na tym też roku kończy się 
\vłaśchvie "Rejestr urzędników babińskich". \Vyginą.ł ród 
Pszonków, zgasła z nim Rzeczpospolita Babińska. Po 
śmierci Adama przybyły do aktów już tylko dwa zapiski. 
Wreszcie położył ktoś datę 2. kwietnia 1782 roku - i nic 
pod tą. datą. nie umieścił. Cały "Rejestr", z bardzo małym 
wyją.tkiem, jest księgą. nominacyj. Czasem, ale to rzadko, 
nominacja jest zanotowaną. bez motywów, motywem zaś 
była jakaś anegdotka, a przeważnie jakieś nieszkodliwe, 
dla przyjemności właściciela Babina wymyślone na po- 
czekaniu kłamstwo. Spotykamy w "Aktach" wyraźnie: 
"X, chcą.c wkupić się, powiedział" to a to. Znajdzie się 
i rym od czasu do czasu, lub anegdotka poza-babińska, 
przez kogoś nadesłana, lub ustnie za jego pobytu \v Ba.. 
I
>>>
.'? 


- 56 


l}inie przytoczona. Za czasów J akóba Pszonki prowadził 
księgę on sam, przy pomocy paru innych babińczyków, 
znajdujemy bowiem czasem autografy gości babińskich, 
\v dniu położonego zapisku mianowanych urzędnikami 
Rzeczpospolitej. Adam Pszonka przeciwnie był wielkim 
zwolennikiem autografów, bo prawie na połowie nomi- 
nacyj są. podpisy własnoręczne nominowanych, a często- 
kroć i świadków nominacji. 
Niesposób prawie wyliczyć wszystkich urzędów, na- 
dawanych przez Babin za czasów tej drugiej jego epoki. 
\Vogóle, bardzo mało udzielała Rzeczpospolita \viększych 
godności. Gdzieniegdzie tylko spotykamy się z nominacją. 
na arcybiskupa, sufragana,. podstolego, referendarza 
spra \v cudzoziemskich, rotmistrza, pułkpwnika, admira- 
ła - za to roi się w rejestrze od kuchmistrzów, koniu- 
szych, rybitwów, łowczych, aptekarzy, medyków, lektorów, 
piwniczych i t. d. Znajdujemy też po jednym"i po parze 
architektów, konserwatorów, cyrulik Ó"T, anatomistów, bu- 
downiczych, świadków, ślusarzy, tokarzy, dystylatorów, ze- 
garmistrzó\v, bankietników, osaczników, karocjerów, ogro- 
dników, kapelanów, sędziów, ptaszników, spowiedników 
i t. d. Jest nawet apostoł, jest major domus, kucharz so- 
botni (postny), narożnik, spekulant, miodowarnik, łazieb- 
nik. Czasem jedna i ta sama osobistość posiada parę. 
a nawet kilka urzędów, bo "in Republica Babinensi com- 
patibilia sunt dwa urzędy miecz". A nikt się tak o te 
urzędy nie ubiegał, jak p. Tomasz Zaporski, skarbnik 
Jubelski, widocznie bliski sąsiad Babina, bo często go 
odwiedzający. Został naprzód w tym samym dniu "alfa- 
betistą." i "życząc mieć jak najwięcej urzędów sobie w Ba- 
binie" zarazem "antipatistą. much"; niedługo potem przy- 
były mu urzędy: łowczego, stawidlarza, starszego cechu 
kuśnierzy i skrupulanta. Należałby mu się jeszcze urzą.d 
"skromnisia" bo łobuz wierutny był ten pan Zaporski;
>>>
.. 


57 


gdzie tylko mógł coś o "kobietkach" wtrącić, nie liczył 
się ze słowami, ani ze stanem kapłańskim. I sam wiersze 
pisał i do niego rymy układano. 
Z czasów Jakóba Pszonki (1601-1621) pozostało 158 
zapisków. Przypatrzmy się im bliżej. 
Rozpoczyna "Rejestr" Wincenty Wielogłowski, oficialis 
babinensis, a na przydatku "dozorca babiński". 1) Wynie- 
siony został na te urzędy babińskie z tej przyczyny, że 
wstawione przez niego trzy beczki wina do zakrystji wy- 
pito w cią.gu dwóch tygodni. 'Vielogłowski dodał jeszcze 
uwagę, że "do mszy św. wina było dostatek". 
Po nim p. Cieszkowski został przewodnikiem i ślu- 
sarzem, a p. SzamotuJski rotmistrzem - za co spotykały 
ich te zaszczyty, "Rejestr" nie podaje. 
Naj\vięcej w tej epoce było myśliwców, strzelców i łow- 
ców babińskich. Został nim naprzód p. Jakób Dą.browski, 
"J ego l\lci Pana Dunina ze Skrzynna sługa", ponieważ za 
jednem puszczeniem jastrzębia po Trzech Krójach 9 kuro- 
patw ugonił. Po Dą.browskim został strzelcem (urzą.d więc 
ten sam) Stanisław Bobro\vnicki, bo za jednym strzałem 
50 kaczek zabijał, a każdy ptak "zdechł", skoro tylko 
kula choć po pierzu go musnęła. Krzysztoł Średziński, 
podczaszy halicki, znał strzeJca, który ptaki tak "zama- 
wiał", że "przypaść do ziemi musiały"; zamówione, nie 
ruszały się, aż do tego dnia, kiedy przyszedł i wszystkie 
wystrzelał; - "et ideo supremus ioculator, a1ias strzelecz 
zwierzyni (y) dJa kuchnie babińskiej". Łowiectwo "sobo- 
Jowe" konferowano Adamowi Jordanowi z Zakliczyna, 
\vsławionemu później pod Cecorą. i Chocimem, który, po- 

vróciwszy z wyprawy Dymitra Samozwańca, aJbo "raczej 
żałosnego wesela", opowiadał, że za Laponją wychodzą. so- 
i) Słowa: "Qua propter sit in aeterna saecula officialis Ba- 
hinensis", odczytał prof Tarnowski: "Qua propter sit in Eccle- 
sia officialis Babinensis". 


, . 


\
>>>
.. 


- 58 


. 


bole stadami, liczą.cemi po kilkadziesią.t tysięcy, a Lapoń- 
czycy zabijają. tylko te sobole, które przynajmniej trzy lata. 
maję,. Nie wiadomo, dlaczego nie dostał nominacji na. 
łowczego Jan Dzierżek, chociaż powiedział przed "autorem 
Rzeczpospolitej Babińskiej", że widział w Niemczech, jak 
14 tysięcy jeleni przebiegało przez pewne miasteczko. Za 
to nie ominą.ł urzą.d łowczego Mikołaja Spytka Ligęzy,. 
kasztelana czechowskiego, głośnego mówcy sejmowego,. 
posiadają.cego taką. wronę, "czo kuropatwy uganiała". Nie I 
wydało się babińczykom prawdą., jakoby książę Konstanty 
Ostrogski w nocy przy świetle "lanich świcz" szczwał za- 
ję,ce, a ponieważ opowiadał to p. Wacław Zamojski, oże- 
niony później z Pszonkówną., przeto "dał się Jego Moszczy I 
urzą.d supremus venator babiński". Myśliwcem "otoko- 
wym" został Marjan Sierakowski, co miał sługę, który 
zamiast wyżła na otoku wszystko wiatrem poczuł; był 
mu więc pomocny we Włoszech, bo wywę,chiwał zboże
 
szaty i klejnoty zakopane. Do łowczych należeli jeszcze: 
Stanisła w Snopkowski, który miał jastrzębia, gonią.cego 
kulę wystrzeloną. z muszkietu; 1) Jan Zaręba, starosta 
Stawiszyński, głośny awanturnik, bo słyszał, jako jeden 
z jego krewnych lniał krogulca, który uciekajcego wpław 
przez rzekę wilka dogonił i zatłukł, biją.c go po głowie; 
Jerzy Rzeczyński, starosta urzędowski (zginą.} podczas 
oblężenia Zbaraża) za opowiadanie, iż żubr, gdy chce do- 
sięgnę,ć ozorem chłopa przed nim za sosnę chowają.cego 
się, tak drzewo zliże, że je "do kęsa z kory obierze"; Mi- 
kołaj Ożarowski, który "za późnych i nie zamrożonych 
siewów" szukał kuropat w na wodzie; Jan Tarnowski (ka- 
sztelan żarnowski) za to, że miał ręka wicę, w którę, uło- 
wioną. została przepiórka. 
Ta wielka ilość łowczych, myśliwych, strzelców, zwró- 


1) Porównaj anegdotę Kmity o krogulcu Batorego.
>>>
- 59 - 


ciła uwagę Pszonki i jego towarzyszów, namyślali się 
więc, czyby nie wstrzymać dalszych na ten urzą.d nomi- 
nacyj, ale cóż robić, kiedy urodzony p. Piotr Gieratowski 
miał charta tak rosłego, że człowieka "przedniego wzro- 
stu" dosięgał do pachy, a dogoniwszy zaję.ca, nogą. go trę.- 
cał i dopiero, "naigrawszy się z nim", brał go zmordo- 
wanego. 
Wobec tego faktu uradzono, że lubo już "kilkom kon- 
ferowany jest urzą.d łowiecki", to jednak, ponieważ Rzecz- 
pospolita ma swoje własne prawa i nie podlega konsty- 
tucjom koronnym, przeto nie może pomijać zasług p. Gie- 
rałtowskiego, który też był ostatnim łowczym, mianowa- 
nym za życia J akóba Pszonki. 
Po łowczych największą. była liczba, kuchmistrzów,. 
· podczaszych i cześników, bo aż do dwudziestu. Przyta- 
czam tylko co ważniejszych, lub takich, których po\vody 
nominacji mieszczą. w sobie choć odrobinę dowcipu. Ks. 
Wysocki Szymon, Jezuita 1), został cześnikiem, ponieważ 
"powiedal" , że dla poczęstowania jednego filozofa. potrzeba 
było "kocziel kIosków nawarzicz", a gdy komuś zabrakło 
pszennej mą.ki, szyszek sosnowych dwa kotły ugotował 
"y tem onego filozofa uczęstował". Wojciech Zawisza zo- 
stał podkuchmistrzem za. to, że widział tak wielkie ryby 
w Moskwie, że kiedy je warzono w kotłach, to szumują.cy 
owe ryby czółnem musiał jeździć po kotle. Jednego dnia 
przybyło Babinowi odrazu dwóch kuchmistrzów: p. Mi- 
kołaj Plesznicki, kasztelan małogoski i p. Koryciński (mo- 
. że Jędrzej, kasztelan wiślicki) ; pierwszy z nich opowiadał 
(choć nie był naocznym świadkiem), iż na pogrzebie 
Mniszchowej, wojewodziny sandomierskiej, matki Maryny 
 
zabito 160 karmnych wołów, a drugi zachęcony widocznie 


. 


1) Głośny jałmużnik i kaznodzieja w Wilnie. zwany "ojcem 
ubogich" . 


,
>>>
- 60 - 



 


tern opowiadaniem zaręczał, iż na bankiecie u arcybiskupa 
gnieźnieńskiego, Gamrata, . kuchmistrz "nie mają.c mate- 
ryi, z czegoby półmiski wymyślał, aż z sieczki wymyślać 
j przyprawiać dobrze kazał", a ponieważ potrawy te da- 
",rano na końcu, kiedy się wszyscy już najedli, arcybi- 
skup pokosztowawszy ich, frasował się, "iż co najlepsze 
z sieczki półmiski na ostatek zachowa
o". 
Również jednego dnia (17. lipca 1612 r.) przybyli Rzecz- 
pospolitej cześnik i podczaszy. Pierwszym mianowano 
Krzysztofa Buczyńskiego, który opowiadał, iż Stanisław 
Czelabski (Czelapczky) "miewa na się takie godziny", 
w które go takie pragnienie napada, że bez upicia się 
dziesięć garncy duszkiem "garniecz po garnczu" wypija. 
J ak poprzednie opowiadanie Plesznickiego było zachętą. 
. 
Korycińskiemu, tak tu znowu p. Buczyński pocią.gną
 za 
język p. Zbożnego Pieniążka, który widział, jak Joachim 
Siemichowski, przybywszy do Krzysztofa Byliny, naprzód 
wypił dwa garnce gorzałki, po obiedzie dwa garnce mał- 
mazji, którą. popłukał dwoma garncami przedniego wina, 
"a iż sobie podpić nie mógł, konkludo\vał pół achtelek do- 
brego piwa, a przedsię trzeźwo odjechał", golną.wszy jesz- 
cze sobie strzemiennego kilka garncy miodu. Słyszą.c to 
pani Pienią.żkowa, uniesiona snać ambicją. prześcignięcia 
wesołych towarzyszy, wlała duszkiem (naturalnie słowy 
. 
tylko) w gardło jakiegoś pana Gładysza, ni mniej, ni wię- 
cej, tylko 3 beczki wina, za co Babin cześniczką. ją. s\\rą 
ustanowił. l\1ą.ż tej pani Pieniążkowej, Jędrzej, otrzymał 
urząd pokrewny, bo "austeryarza" za opowiadanie o p. 
Bielskim, który \ve Wrocławiu, kazawszy na 50 osób "na
 
gotowacz ieszcz", sam wszystko zjadł, a chciał zapłacić 
. 
od jednej osoby; gdy zaskarżono do są.du, sędzia, pragnąc 
\vydać wyrok, oparty na "doświadczeniu", kazał uwarzyć 
}(Opę karpi, które p. Bielski zjadł, popiwszy dwoma achte- 
lanIi piwa i w ten sposób uwolnił się od zapłaty gospo-
>>>
- 61 - 


darzowi. Adam Regowski widział w Anglji, jak kupujący 
szczupaki, rozrzynają. im brzuchy i patrzą, czy są tłuste; 
w przeciwnym razie, puszcza się je napowrót do \vody, aż 
\vyzdrowieją. - "za to dał się jegomości urzą.d kuchlnistrz 
rybny babiński". W roku 1615 p. Pieniążkowa "cześnicz- 
ka", otrzymała koleżankę, w osobie p. Doroty Rejowej, za 
to, iż młode wina przemieniała w stare, lejąc je do starych 
szklenic. 
Do liczniej reprezentowanych w Babinie urzędników 
należeli jeszcze koniuszowie, rybitwowie, rybołowi i eko- 
nomi. Stanisław Janko\vski 1) został rybołowem pstr
gów 
i łososi, bo \vidział \v Podgórzu nurkó\v, co cały dzień 
i noc siedzą. w wodzie, pstrągom łamią. głowy, kładą. je 
pod kamień, a potem wybierają.. Mikołajowi Brzozow- 
skiemu przypadł ten sam urząd za szczupaka długiego na 
dwa sążnie i pięć piędzi. LataIski, "upiwszy się w stajni 
za koniem spał", a więc został koniuszym. Mikołaj 'Vol- 
. 
ski, marszałek koronny nadworny, karmił kapłony siecz'" 
ką. drobno rzezaną., "kiedy ią. vkropem \vrzą.cem zatrze"; 
a więc otrzymał tytuł ekonoma. Ten sam urząd nadano 
Mikołajowi Osolińskiemu, bo znał ekonoma wojewody ki- 
jowskiego (Tom. Zamojskiego), który miał dochodu od każ- 
dej gęsi 6 złotych, a od kokoszy 3 złote, "sam zaś Jego 
Moszcz miał gospodynię, która sama kurczęta z iaiecz 
wilegała, także y gą.sięta". 
Zaznaczywszy, iż najwięcej było urzędników od jadła, 
picia i polowania, nie zatrzymam się przy innych urzę- 
dach, a tylko w chronologicznym porzą.dku podam jesz- 
cze w streszczeniu lub całości kilkanaście najlepszych
 


. 
1) Maciejowski, a za nim Tarnowski, nie wiadomo dlaczego 
przerobili go na Stanisława Tarnowskiego kiedy (jak to spraw.. 
dziłem) najwyraźniej jest w oryginale: Jankowski. 


.
>>>
- 62 - 


najdowcipniejszych, lub mogą.cych czem innem zaintere- 
.sować zapisków. 
"Anno 1603, 15 Octobris w Radomiu, pan Biesiekiersky 
został urzędnikiem babińskim riualis Babinensis, iss do 
domu, w posczieli polozony, czepiec z prziwiosl, ktori cze- 
piecz tak wiele rozruchu vczinil w domu, że piethnasczie 
razy przisiegal, ass w Krakowie na iubileussu z tego wziol 
rozgrzessenie. Mial natenczas lath do 70". 
Walerjan Trepka został doktorem "z tej miary", iż 
kilka garncy małmazji kazał wypić w naj cięższej gorą.cz- 
.ce; "powie dal, że pana ojca tak uleczył. Probatum". 
J akób Ostrowski otrzymał tytuł rewizora, gdyż przez 
12 lat, będę.c dwa razy tylko w Babinie, "bardzo się bał, 
aby się nie uprzykrzył częstem bywaniem swojem". 
P. Stanisław Sokół uraził widocznie Pszonkę, twier- 
dzą.c, iż w Chorę.życach (koło Proszowic) jest izba, "jako 
tych trzy babińskich wzdłuż i wszerz", - za co został ar- 
chitektem i geometrę.. 
Marcin Silnicki "ma być zwany na potem Herkules", 
bo powadziwszy się w Niemczech o elekcję "dzisiejszego 
Pana" (Zygmunta III-go), mimo, że miał dopiero 14 lat, 
tak cią.ł Niemca w ramię, że szpada dopiero o pas żelazny 
się oparła, płuca wypadły, a ręka tak się spuściła, że 
ze stopą. się zrównała. ,,A przedsię niemiecz żiw zostal". 
Jan Jatmański, dotychczas kapelmajster babiński, po- 
-stą.pił na admirała morza babińskiego, bo widział jak wóz 
opatrzony w żagiel 14 mil "za dwie godziny ubieżal". 
Takich wozów bez koni szybko posuwają.cych się jest 
w "aktach" jeszcze kilka; zwykła tu nominacja: karocyer 
babiński. 


, 
Chorą.ży Czerny proponował, aby przy wnoszeniu zdro- 
-wia nie wstawać, czapki nie "zdejmować", a sam się do 


.
>>>
63 - 


t.ego nie stosował, "aż z naprzykrzeszeniem" . "Legislator 
babińsky s tey miary" 1). 
Krzysztof Latyczyński, marszałek baQiński, opowia- 
.dał bajdy jakiegoś księdza Ziemiana. Był on w jakimś 
mieście, które się na śrubach obracało, a którego panem 
jest Farnodziej. Płynie przez nie mleczna rzeka, maję.ca 
jaglane brzegi, a trzy razy szersza od Wisły. Na środku 
rynku stoi wół pieczony z wielką. bułą. chleba papie- 
skiego między rogami 2). Każdy może ukrajać chleba i wo- 
łu, ile mu potrzeba, a nic nie ubywa. W temże mieście 
jest zegar, "co go jeszcze nieboszczyk najpierwszy człek 
Adam zrobił i zaraz na;kręcił". Ks. Ziemian owi dawano 
w tamtejszym klasztorze urzą.d z wielkimi dochodami, ale 
nie przyją.ł, bo to zakon "przyhvardy": każdemu mnichowi 
ucinają. nogi po kolana i musi przysią.dz, że nie uciecze. 
Tego miasta jest siedm mil, a ptaki w niem są. tak wiel- 
kie, że kiedy jedną. nogą. stoją. na jednej bramie miasta, 
to drugą. opierają. się na drugiej. Pewnego razu stłukło 
się jajo takiego ptaka i 3 prowincje zalało. "Dało się jego 
mości oficjałem być babińskim". 
Inny ksią.dz, scholastyk włocławski, Krzysztof Char- 
bicki, został sufraganem, bo, będąc w Rzymie, musiał 
przejść dzienie 40 mil włoskich, "a stho dzie\viecz kosczie- 


1) Kochanowski w "Apophtegmatach" opowiada podobną 
:anegdotę o Myszkowskim, biskupie płockim, tylko, te tamta 
jest dowcipniejsza. 
2) Maciejowski zauważył z powodu owego chleba papie- 
skiego, te "protestant powiedział ten dowcip". Poniewat jed- 
nak ks. Ziemian był "starszym sługą jegomości ks. biskupa 
-chełmskiego", przeto chyba tylko powtarzał dowcip protestanta. 
Wogóle tego rodzaju bajeczki były wówczas nadzwyczaj upo- 
wszechnione za granicą - Windakiewicz przytacza kilka ty- 
tułów dzieł obcych dla porównania. Ks. Ziemian powtarzał 
więc to tylko, co gdzieś wyczytał, lub co usłyszał od tego, który 
wyczytał. 


.
>>>
- ()4 


. 


low obchodzacz".' Konfirmację polecono Charbickiemu 
wyjednać sobie u Jegomości księdza arcybiskupa babiń- 
skiego. Kto nim był i czy wogóle był, nie wiadomo, bo 
z arcybiskupem spotykamy się dopiero w 40 lat później. 
Ostroróg, wojewoda poznański, teolog babiński, (z ja- 
kiej racji, niema wyjaśnienia), zapisuje w księdze dwu- 
wiersz: 


Dajcie mu w skok kałamarza, 
W każdym stanie znajdzie łgarza. 


Dwuwiersz ten znajduje się napisany z boku przy 
wierszu łacińskim ks. Stanisława Łubieńskiego, probosz- 
cza gnieźnieńskiego, późniejszego biskupa pło
kiego, \vy- 
bitnego historyka. Wiersz swój komponował ks. Łubiell- 
ski w obecności J akóba Pszonki (siedzacz z burgrabiem 
babińskim). "Zanim się nie otworzy urzą.d wielki, dał 
się jegomości urząd laureatus poeta Babinensis". 
. 
"J ego M. Pan Krzisstow Rawa odźwiernem babińskieln 
.'
 został s tey miary, iss dwa razi przez lath kilka bedacz, 
bał się, aby się nie uprzykszył y zeby sie zaviasi nie wy- 
robili" . 
"' · Jan Potocki otrzymał urzą.d ochmistrza, a jego żona 
ochmistrzyni, ponieważ burgrabia babiński, "mają.c mał- 
żonkę swoją. własną., z którą. ch wała Bogu lat już 20 i wię- 
cej przemieszkiwał, córkę ich pannę Annę, za małżonkę 
sobie z pozwoleniem Ich Mości upatrzył". A urzę.d ten 
Potoccy mieli sprawować dopóty, "aż się skończy skutek 
tej rzeczy". 
Zapisek 109: "Samuel Xią.że Korecki czcić (pisać?) się- 
rękę. swą. uczył". Ten Korecki, jest to ów znany z dum 
" awanturnik i bohater, który zginą.ł uduszony w więzieniu 
tureckiem. 
Zapisek 109 jest o tyle jedynie interesujący, że wy- 


..
>>>
- 65 


. 


stępuje w nim jako narrator Jakób Sobieski, późniejszy 
kasztelan krakowski, ojciec króla Jana. 
"Anno Domini 1617 die 6 Juny. Jego Moszcz Pan l\Iar- 
czin Sypowski został rufianem i praczką. babińską. z pew- 
nych prziczin, którich się nie godzi białey płczi wiedziecz. 
A ktorabi nie wierzela, że temu urzędowi podolac może t 
niech sie da sprobowacz". 
Andrzej Zborowski został "skatulnikiem" za to, że gdy 
ktoś "bardzo się wyrywał z rozumem swym" przed trybu- 
nałem, zawołał do niego: "milcz błaźnie! bo ty jedno pu- 
sdro masz na głowie, a więcej nic!" Znać Zborowskiego. 
l\1.ikołaj Stradomski, zięć Pszonki, na którego ślub 
pisali wiersze Wrześnianin i Kmita, drzewo grabowe tak 
długo moczył, aż się w krzemień obracało i można z niego 
było wykrzesać ogień. Został chemikiem. 
Zuzanna Ęomorowska, "nie wytrwała, aby nie miała 
ksią.g babińskich widzieć", a więc mianowano ją. pa- 
. 
cyentką.. 
Michał Stanisła w Tarnowski, kasztelan sandomierski, 
na weselu Pszonkówny ze Stradomskim, został "n10dera- 
torem tańców weselnych", ponieważ innych zachęcają.c- 
do umiarkowania w tańcu, sam nie ominą.ł żadnego. 
W jednym dniu w r. 1618-tym utworzono są.d babiński. 
Adam "Ibiecwińsky" został sędzią., Bernath Sobieski p.od- 
sędkiem, a Roman \Vieczkowski notarjuszem. Za co spo- 
tkały ich te zaszczyty, nie wiadomo. 
Ponieważ "źle tak zacznemu grodowi bez żołnierzów",.. 
przeto przejeżdżają.cych pięciu szlachciców z ziemi pru- 
skiej: Miliusa, dwóch Engelków, Wundmilera i Gerwina. 
przyjęto "in milites laureatos. by bili defensores Reipubli- 
cae Babinensis". 
Jan z Polanowic Polanowski "ochotą i ludzkością. go- 
spodarza smacznego ukontentowany będą.c, wypiwszy sto- 
sownie do pra w i powinności Rzeczypospolitej Vilcomen 


Szkice literackie. 


5
>>>
. 


liG 


, 
kielich wielki dobrego wina", pisze się na wszystkie prawa 
Rzeczpospolitej. Natomiast Jan Siedlikowski, widocznie 
słabego zdrowia, lub nie tęgi do kielicha, uwolniony zo- 
stał od ,;wilku" z tytułem liber baro i rachmistrz babiń- 
ski, "bo quatuor tak pisze P". 
Wybrałem wszystko, co było najdowcipniejszego - 
nie moja wina, jeżeli te dowcipy rzadko i mało kogo r
z- 
ślnieszą.. Bawiły one jednak widocznie Babińczyków, kie- 
dy przekazywali je potomności. Widzimy, że przeważnie 
cały dowcip zasadzał się na wypowiedzeniu czegoś, co za- 
zwyczaj żadnego sensu nie miało. Dowcipniejsi umieli wy- 
naleźć jaką.ś anegdotę, która jako taka ratowała honor hu- 
n10ru Rzeczpospolitej; mniej dowcipni zato mówili trzy po 
trzy, co ślina do ust przyniosła. P. Kasper Kiepski (praw- 
da, że kiepski) został cerotanem (aptekarzem), bo podda- 
nego jego mszyca zjadła na śmierć. Krzysztof Uzarzowski 
wskrzeszał ciepłym popiołem zdechłe muchy. Referendarz 
cudzoziemskich sprawi podskarbi babiński, Stanisław Ko- 
rzeński, mówił, że \v Rzymie niedokończony kościół ko- 
sztuje więcej, niż dziesięćkroć sto tysięcy miljonów. Cy- 
rulik babiński, Walerjan Otwinowski, zaręczał, że gdy po- 
wracał z Turcji z Piotrem Zborowskim, słudzy jego usły- 
szeli \v górach psahny łacińskie; wyśpiewywał je chłop, 
któremu Turcy zdjęli czaszkę z głowy, a wsadzili na to 
luiejsce łeb barani z rogami. Mikołaj Viesczky,1) znał se- 
kret robienia djamentów z "białka jajo\vego". Ks. 
Iy- 
szkowski był na górze, opanowanej przez złego ducha, 
a zawierają.cej skarby "króla Matatiasza" (Macieja Kor- 


1) Prof. Windakiewicz pisze go w indeksie: Wiescki. 
Brzmienie to dziwnie niezgodne z naturą naszego języka. 
,0 Wiesckich nie znalazłem nigdzie wzmianki. Za to są w Nie- 
sieckim Wieszczyccy, w Lubelskiem, a więc blisko Babina.. 
A mo
e ten Viesczki to Uiescki, Ujejski, bo w tym czasie żył 
Mikołaj Ujejski, komornik graniczny proszowski.
>>>
- 67 


wina). Mikołaj Charmęski, będąc w Babinie, chciał wi- 
dzieć przez rurę, co konfederaci pod Krakowem robią 
{1613), za co został ostrowidzem babińskim. Jakób Dunin 
Pryrousz, peregrynując z Radziwiłłem Sierotką, zwiedzał 
w Neapolu górę tak wysoką, że szpadą nieba sięgał. La- 
skowska widziała jabłoń, na której dom zbudowano, a, ga- 
łęzie okrywały domek "i król Stefan tam siadał". Piotr Za- 
klika woził żywe karpie bez wody o mil trzydzieści, "wbiw- 
szy im gwóźdź w łeb i małmazyą napoiwszy". 
Tak się przedstawiają akta babińskie w pierwszych 
21 latach ich prowadzenia. Zostawiłem sobie wprawdzie 
z nich kilka szczegółów na później, ale tyczą się one prze- 
ważnie organizacji wesołego Towarzystwa, o czem osobno 
przyjdzie pomówić. 
"J eżeli wierzyć źródłom - powiada Windakiewicz - 
to czasy Jakóba były niewątpliwie dla Rzeczpospolitej naj- 
świetniejsze". Babin, według niego stał się "kasynem śre- 
dnio zamożnej i wesołej szla,chty". Żałuje też W., że po- 
mysłu albumu wcześniej nie powzięto. Od r. 1607 Rzecz- 
pospolita zaczyna, się cieszyć "ugruntowaną powagą". 
DZięki pomyślnym warunkom, "następuje swobodny roz- 
k wit idei towarzyskiej w Rzeczpospolitej i łagodny i po- 
toczysty rozwój wesołości i humoru wśród babińczyków". 
Zapiski z czasów Jakóba "rzucają pęki świateł na ówcze- 
sne stosunki towarzyskie". Sam p. Jakób "przedstawia ry- 
sy indywidualności tęgiej, wykutej jakby kilku energicz- 
nemi rzutami z jednej bryły ciosowej". 
Wszystko to prof. Windakiewicz wyczytał w tej czę- 
ści "Aktów babińskich", z której możliwie dokładne zło- 
żyłem spra,wozdanie. Może mają wzrok z,epsuty ci, co nie 
zdołają dostrzec tego wszystkiego, co dojrzał ostatni hi- 
storyk Babina. Pocieszmy się tem, że zachwyt Windakie- 
wicza nie udzielił się dotychczas nikomu z tych, co mieli 
5*
>>>
- 68 - 


poprzednio sposobność przeglą.dania przed nim "Aktów- 
babińskich". 


IV. 


Gdy Jakób Pszonka umarł, nastą.piło w Babinie bez- 
królewie, a właściwie bezburgrabie. Trwało ono blisko 
lat 13, to jest od r. 1622 do końca 1634, zanim Adam, syn 
Jakóba, obją.ł rzą.dy w Babinie. Przez ten czas, jak widzi-. 
my ze zapisk6w, sprawował rzą.dy w Babinie Wacław Za-- 
mojski, marszałek babiński, zięć zmarłego J akóba. Mamy 
z tych czasów tylko 15 zapisków, jeden z r. 1622, pięć z r. 
1625, dwa z r. 1627 i siedm z r. 1629. Małe to co do ilości 
i jakości żniwo na lat przeszło dwanaście! 
Aleksander 
Iyszkowski, żonaty z Pszonkówną., córkę, 
Jakóba, a więc szwagier Zamojskiego, miał w swych do- 
brach tak wielkie dęby, "że jednym żołędziem trzy wieprze 
nakarmił", a kiedy był w Niemczech, to pił u mnichów 
wino z tak wielkiej beczki, że klucznik z kluczami w niej 
utonął; kiedy dopito beczki, znaleziono tylko klucze i ko- 
ści. Za to opowiadanie dał mu szwagier dwa urzędy: eko- 
noma i piwnicznego. Drugi szwagier Zamojskiego, Miko- 
łaj Stradom ski, płynąc Wisłą. na szkucie, wjechał w stado 
łososi tak, że ich kilkadziesią.t w szkutę wskoczyło; "dla 
lepszej wiary" przysłał ich kilka swemu szwagrowi. Ks. 
Zamojski, Dominikan, "a synowiec mój" (dowód, że sam 
Wacław Zamojski Rejestr prowadził), był na bankiecie, na 
którym podano 70 sałat, "a każda inaksza". Jan Wydżga, 
poseł na Sejm walny warszawski, będą.c "na ekspedycji 
chocimskiej", miał kucharza, który złapał w locie turecką 
kulę działową., a cisną.wszy ją. na obóz turecki trzy namioty 
obalił, - za co został "starszym nad cekauzem babińskim". 
Trzeci szwagier Zamojskiego, Oktawian Samborzecki, zo- 
stał miodowarem. 
Ale największym facetusem okazał się ks. Jakób Pia-- 


.
>>>
- 69 - 


secki, archidjakon lubelski, bo aż pięć naraz facecyj opo- 
wiedział. Naprzód "w Karyntji ułowiono takiego pstrąga, 
że go zaledwo 12 wołów siecią. wyciągnęło, a z jednego 
jego dzwona "całą. beczkę nasolono". On sam na bankiecie 
u kardynała Burgiezego (Borghese) w Rzymie, widział 
jak popieczone gołębięta uciekły z misy "do gołębnika do 
maciorów, aby ich pokarmili". U tegoż kardynała jadł k()- 
łacz, który 500 piekarek piekło; tak był tłusty, że gdy go 
.. 
niesiono na stół, 20 fasek masła z niego napłynęło, a w 0- 
drobinach na stole zostało "fik 5" a "rozenków" 10 kamieni. 
Wreszcie ks. archidjakon jadł w Styrji muszkatelki, 
które w ustach zmieniały się w cukier lodowaty, a w We- 
necji karczochy, z któremi spożył 20 fasek n1asła i dwa 
kamienie pieprzu i soli. Dzięki "Aktom babińskim" ks. 
archidjakon przedstawia się niezbyt ciekawie, gdyż wszyst- 
kie jego anegdoty obracają. się w ciasnem kółku żarłoctwa. 
Summus piscator, kuchmistrz, wielki ortulian, kredencerz 
i kołacznik, oto 5 urzędów, jakie otrzymał, choć byłby wy- 
starczył mu jeden: smakosza lub żarłoka babińskiego, 
a właściwie stosując się do idei Rzeczpospolitej: propaga- 
tora postów, lub umartwiacza ciała. 
Jak widzimy, przez te lat 12 cicho było w Babinie, 
a odwiedzali go głównie zięciowie Pszonki i krewni Za- 
mojskiego. Na pochwałę tych zięciów zapisać należy, iż 
prawdopodobnie żyli ze sobą. w zgodzie, kiedy do siebie 
jeździli i w dobrym humorze czas ze sobą. spędzali. 
Tymczasem Adam Pszonka, syn J akóba, . uczył się 
w Wenecji i Bononji. Skończywszy lat 24, powrócił do 
kraju i brał udział \v elekcji Władysława IV. (1632), po- 
czem niezadługo obją.ł rzą.dy w Babinie. Od r. 1634 "Re- 
jestr urzędników" systematycznie już pod jego okiem jest 
prowadzony 1). 


1) Poniewa
 Adam Pszonka miał siostry i ciotki, przeto
>>>
,"'J 


Adam Pszonka, zostawszy lure successionis burgrabią. 
babińskim, czuł się w obowią.zku od czasu do czasu pod- 
sycać humor Babińczyków własnemi opowiadaniami. Do- 
szedł sposobu, jakim Archimedes popalił na morzu okrę- 
ty - oto zapomocą. soczewki z lodu, położywszy ją. ku 
słońcu. Obiecywał też, że jak tylko Wenecja przeniesie 
się wraz z morzem do Rzeczpospolitej babińskiej ("jako 
już pewne nowiny tego"), zastosuje swój wynalazek, gdyby, 
uchowaj Boże, nieprzyjaciel z okrętami przypłyną.ł. Za ten 
dowcip sam sobie nadał, "za zgodą. urzędników babiń- 
skich", urzą.d matematyka. A musiało być w tym dniu 
wesoło w Babinie, bo gospodarz do pomocy w częstowaniu 
gości zaprosił p. Marka Zwiartowskiego, który tak doku- 
mentnie obowią.zki swe spełniał, iż "ante omnes gospo- 
darza i burgrabiego babińskiego upoił". Innym razem opo- 
wiadał p. Adam, już wówczas chorą.ży chełmski, swoje 
wspomnienia z Bolonji, a między innerni, że widział w tern 
mieście skoczka, który. wyskakiwał z trzeciego piętra, 
a "trzy razy koziołka w powietrzu wywróciwszy, znowu 
tamże oknem wskakiwał". Chorążemu chełmskiemu dano 
trzeci urzą.d referendarza, a "Wielebny w Panu Chrystu- 
sie ociec Stephan Przybiło", doktór św. teologji, ofiaro- 
wał się skakać tak samo, byle mu za to Rzeczpospolita 


... 


dla prof. Windakiewicza jest to już dostateczne, aby go oddać 
pod ich "wpływ wyłączny". Zapomina, że Adam miał szwa.. 
grów i pedagogów. Ustawiczne obcowanie z kobietami, twier- 
dzi dalej W., zmiękczyło naturalnie i wydelikaciło jego nerwy. 
Biedny p. Adam został niewieściuchem i nerwowym. A prze- 
cież Niesiecki nazywa go mężem rycerskim, na wojnach prze- 
ciw Szwedom i Moskwie wsławionym. J ak zaś pił, jak bawił 
8ię po męsku, dowiemy się później. Zanotuję także, iż on pierw- 
szy w rodzinie starał się o urzędy ziemskie: po Zamojskim 
został w r. 1646 chorążym chełmskim, a po 20 latach podkomo- 
rzym lubelskim.
>>>
- 71 


100.000 talentów dała. Zgodzono się, a tymczasem "Wie- 
lebnenlu ojcu konferowano urząd skoczka babińskiego". 
J ak za czasów J akóba, tak i za czasó\v Adama naj- 
liczniej obsadzone były urzędy łowczych, koniuszych, kuch- 
mistrzó\v, ekonomó\v i t. d. l'vfusiano wówczas zwłaszcza 
wiele polować w Babinie, gdyż anegdot o psach, a przede- 
wszystkiem o chartach jest najwięcej. Zgodnie z tradycją 
bawiono się też i to nie na żarty kielichem. Humor Rzecz- 
pospolitej, pomimo zmiany czasó\v i ludzi, był również 
tego samego co poprzednio rodzaju. Na poch\vałę babiń- 
I 
(zyków zapisać należy, iż otwarcie już nazywali się łga- 
nami. Nazwę tę często w aktach spotykamy. P. Paweł 
Unieszewski n. p. zdobywszy sobie urzą.d contempJatora 
babińskiego, podpisał się pod \vłasną anegdotą, lecz do- 
dał przez skromność: "ale pan Franciszek Wysocki więk- 
szy łgarz l". 
'przypatrzmy się więc bliżej temu łgarstwu, czy też. 
jak kto woli, temu humorowi. 
Wojciech 1\lyszkowski widział u Krzysztofowej Radzi- 
\viłłowtj \vojewodziny wileńskiej charcicę, która porodzi- 
ła za je1nym razem "troje charciąt, troje ogarząt i troje 
" 
bardzo cudnych wyżJąt". Został łowczyn1. Mikołaj Sto- 
gniew, porucznik chorą.gwi J. K. M., opo\viadał, że biskup 
" 
poznański Opaliński kazał drewka do komina malować, 
aby ogień był piękniejszy, a on, sam Stogniew, miał tak:). 
"kłaczę, która, urodziwszy źrebię, gdy jej zdechło, klęr7ąc 
nad niem pła.kała". 
Ilością anegdot odznaczał się Hyacynt Konstanty z 1\Ji 
chałowa :\1ichałowski, stolnik roża11ski, starosta krzepicki. 
a w Babinie kuchmistrz, magister arsenału, karocier. 
szczwacz i kalwakator. Szczwał raz zająca, który miał 
osienI nóg; co cztery zmordował, to na czterech drugie h 
biegł dalej. Inna jego anegdota potrą.ca o Talmud. Gdy 
Mesjasz nadejdzie, ż y ,\ będą mieli cztery potrawy: pierw. 
, 
"
>>>
- 72 - 


szą z wołu szuroboru, który jest tak \vielki, że jaskółka 
z jednego jego rogu na drugi rok leci, drugą. z ryby te- 
wiatana, która całą. ziemię okrąża, a kiedy Pan Bóg igra- 
jąc z nią. po obiedzie, nie zachowuje ostrożności i ogonem 
. 
jej o ziemię trą.ci, następuje trzęsienie ziemi; trzecia po- 
tra\va będzie z kury, stojącej po kostki w Czerwonem 
morzu, gdzie jest tak głęboko, iż wrzucona siekiera leci 
na dno przez siedm tygodni, siedm dni i tyleż godzin; 
cz\varta \vreszcie potrawa będzie z czapli tak wielkiej, że 
gdy raz jajo z gniazda wyrzuciła, zatopiło ono siedm miast I 
I 
i wiele wsi 1). Z\vracamy u\vagę, iż takie samo jajo mie- 
liŚll1Y już za czasó\v J akóba Pszonki w opowiadaniu ks. 
Ziemiana. Nie wiadomo, kto podał do aktów wiadomość 
o kaczkach, które się rodzą. z OWOCÓ\V spadają.cych do 
morza, a szkoda, bo może to antenatki kaczki dziennikar- 
skiej. Jan z Michałowa Michałowski został jubilerem, bo 
wid ział \V Dreźnie dyamenty, które na każdy rok tr
cie- 
go urodzą. "Przy teiże kompany" Jakób z Poniatow Po- 
niato\vski, podstarości lubelski, po\viedział: "iż pewI)e awi- 
zy słyszał, że Niderlandzi usadzili się na to WeneCSę osu- 
szyć" 2). Pan Celudziński widział; jak u Jędrzeja Potockie- 
j 
1) Porównaj Achacego Kmity: "Talmud albo wiara tydow- 
ska" (1610). Jest tam równiet wół Surobur "w Arabiey pustey, 
który z 1.000. gór na katdy dzień trawę zjada, a jaskółka mu 
od rogu do rogu leci 12 dni". Jest i czapla Soloch. 
2) Pro
. Tarnowski zapisuje nazwisko Poniatowskiego. 
jako "odpowiedź" tym, którzy w wieku XVIII powątpiewali 
o szlachectwie i starotytności rodziny Poniatowskich. Odpo- 
wiedź nie jest tadną odpowiedzią, bo J akób Poniatowski był 
z innej rodziny, pieczętował się nie Ciołkiem, lecz Junoszą. 
(Niesiecki zapisuje go pod r. 1635). Zresztą odpowiedź wogóle 
zbyteczna, bo i o Ciołkach Poniat.owskich pisał jut sporo Nie- 
siecki. Stanisława P., ojca króla, nazywano ekonomczukiem 
jedynie dlatego, te pochodził z biednej rodziny, a nawet po- 
dejrzywano go, te "przypytał" się do Ciołków.
>>>
- 73 :...- 


go (późniejszego kasztelana kamienieckiego) podczas nie- 
urodzaju na o\vies ("płacono tego roku korzec po 4 ta- 
lary"), psy sałatą. z octem i oliwą "y z kysłością." karmiono. 
Obiecano kanonizować tegoż pana Celuzińskiego za to, że 
on jastrzębia co utonął, położywszy między poduszki, do 
życia powrócił. \V dwa lata później przypomniano sobie 
o tej kanonizacji, kiedy Celuziński znowu opowiadał, że 
ożywił karasie, które leżały na \vozach już kilka tygodni 
"i nie piękny zapach już był od nich". Tego rodzaju aneg- 
dot o przywróceniu życia ptakom i zwierzętom znajduje 
się jeszcze więcej w aktach babińskich. 
Hieronim Lasocki, "szczególny kompan Rzeczpospoli- 
tej", \vidział na Pokuciu kiełbasę z dwudziestu kilku wie- 
przów nadzianą; właściciel, nie mogąc jej spieniężyć na 
miejscu, do obozu niemieckiego "ten salssetan na targ po- 
.słał" . 
"Octorobem" babińskim został Paweł Blinowski, który 
przedni ocet winny robił w ten sposób: \varzył w nim stal 
aż "on oczet wyprze"; później gdy octu potrzebował, stal 
tę rozpalał, wkładał do z\vykłej. wody i miał ocet gotowy. 
Po tym przepisie, nie obojętnym dla Ćwierciakiewiczo- 
wych, występuje ks. Walenty Turobojski, oficjał lubelski, 
później kanonik krako\vski, z \vielorybem, na którym za- 
mek wielki zbudo.wany był z armatą.; przyznano mu urząd 
architekta. Stanisła\v Wronowski, medyk babiński "z tey 
miary", że gorą.czkę leczył rzucaniem w rzekę "z\vłaszcza 
koło Gromnic", a febrę wsadzeniem chorego do gorę.cego 
pieca. Szymon Stawski znał w Wielkopolsce księdza, zwa- 
nego Kłonicą., który wzią.wszy za dyszel pół woza z parą 
kół kowanych, przecisną.ł go przez kościół, a konie żoł- 
nierskie wyganiał ze swych łą.k, przez płot je przerzucając. 
Poddany Pawła Słotowskiego wyorał raz żywego karasia 
na miejscu, gdzie był staw przed trzema laty. Wojciech 
Sierakowski opowiadał o pewnym zakonie na Węgrzech.
>>>
74 


\v którym każdem u zakonnikowi dają. "na porcyę" 12 
garncy wina, "ale choćby najbardziej prosił, chcą.c więcej 
wypić, tedy mu nie dadzą.". "Spodobał się bardzo ten po- 
bożny zakon Rzeczpospolitej babińskiej, i życzą.c go tu 
mieć, czyni Jego Mości fundatorem tego zakonu". 
Andrzej Sokołowski miał \v służbie moskwicina Ole\vę 
Obduła Pardiowicza, który zjadł na jeden raz po kolei: 
szczupaka łokietnika (na łokieć długiego) surowego, siedm 
żywych piskorzó\v, kiełbasę suro\vą., sztukę niemałę. "po- 
taszu" i żywą. srokę; na lekarstwo zjadł kilka łyżek ta- 
baki, a na pragnienie wypił kusz niemały ługu i \viadro 
słonej wody na strawienie. Dominikan ks. Anatazy Gro- 
do\vski za młodszych lat s\voich leżąc na boku, "przeci- 
skał talarem wieżę gnieźnieńską". Jerzy Uliński radził 
kaszlą.cym zjeść śledzia surowego, wypić pół garnca mał- 
lnazji, a potem wypocić się. U Piotra Szyszkowskiego, 
kasztelana wojnickiego, tak kaczki na jeziorach łowiono: 
naprzód dawano ponętę, poteln ją. w pęcherz grochu \vło- 
żywszy, puszczano na wodę, poczem dopiero osoba łysa 
wchodziła do wody "i kaczki miasto grochu łysego w gło- 
wę dziobiąc" wszystkie przez niego schwytane zosta\vały. 
Stanisła\v Kraso\vski dość szeroko opowiadał o tak wiel- 
kiej beczce, "w niemiecki ziemi za Renem", że wjechał 
szpontem do niej w parokonnej kolasie, poczem "chcąc 
więcej kompanię S\voją. ucieszyć" kazał "rurami" rrtiedzia- 
n8lni wody do tej beczki napuścić i wszyscy się wyką.pali; 
a było takich beczek \v jednej piwnicy 12-cie 1). 
15-go czerwca 1646 roku sporo gości zjechało do Ba- 


1 W "Peregrynacji Dziadowskiej", wyd. 1614, ,,
1aciek 
z Chodawki, syn Kurpetowy", wszedł do beczki z dziurą, czop 
wyjąwszy. Wog6le Maciek m6głby zostać najpierwszym sena- 
torem w Babinie, bo sadził się na koncepty często lepsze od ba- 
bińskich. Przedrukowałem jego opowiadanie w "Księgach 
humoru polskiego".
>>>
,..- 
4,) 


bina. Rejestr powiększył się o siedm zapisków, pomiędzy 
któremi trzy były rymowane. Janowi Piaseczyńskiemu, 
późniejszemu kasztelanowi chełmskiemu 1), cztery pszczo- 
ły tyle miodu robiły w pasiece, że 10 "drożników" nie 
zdołało miodu wynosić; więc p. Andrzej Przerembski po- 
twierdził istnienie tych pszczół i dodał, że jedna z nich 
czterem wilkom się obroniła. Ks. Ludwik Zagórski, ka- 
nonik chełmski, często sko\vronki wędą łowił, a w są.- 
siedztwie p. Fabiana Milewskiego była sosna nad sta\vem, 
z której spadł niedźwiedź podbierają.cy się do barci, i upad- 
kiem sym zabił 50 kop karpi. 
Stanisław Jełowicki opisywał 1 wierszem tak wysoki 
budynek, że cieśla, pobijają.c jego dach "za obłoki za wa- 
dził bindasem stalo\vym", który \vytrę.cony z jego rłJ,k le- 
ciał na dół, ale nim doleciał do ziemi, już toporzysko zgni- 
ło. Drugim poetą z dnia tego był ks. Wojciech Brzeski, 
kanonik płocki. Był on zdania, że: 
. 


Nie wadzi czasem, zjachawszy z Lublina, 
Co uciesznego przynieść do Babina. 


- a więc opowiadał rymem powszechnie znaną. anegdotę 
o Litwinie, któremu \v drodze, gdy usną.ł, zjadły wilki ko- 
nia; jeden z wilków wszedł między hołoble, "pośród cho- 
mą.ta", więc gdy się Litwin ockną.ł, zaciął ,,\vilczaka" i tak 
dojechał do \vioski, przez resztę wilkó\v goniony. - Trzeci 
wreszcie poeta nie podpisał się, ale taki \viersz na cześć 
Babina ułożył: 


1) Piaseczyńskiemu temu, kiedy był w niewoli kozackiej,. 
zmarła żona, Poniatowska z domu. Piaseczyńscy wydobyli się 
silnie na wierzch za \Vaz6w. Archiwum ich rodzinne było przed 
kilkudziesięciu laty w Lipowcu - o czem redagowana przez J.. 
Bartoszewicza, "Kronika wiadomości krajowyc
 i zagranicz- 
nych", 1857, nr. 180. 


\ 


" 


.
>>>
- 76 


Kto twe akta opisze zacnych Pszonków domie, 
Może pierwszą. koronę odnieść w Helikonie. 
T\voja ludzkość, ochota i chęć niez\vyczajna, 
. 
A komuż jest w tych krajach z twych przyjaciół tajna? 
Lecz i obcym w tym domu tego się dostaje, 
Że ją. w sercu odnosi \v swoje dalsze kraje. 
Niechże da Bóg fortunę i pomyślne rzeczy, 
Ciebie i dom twój majlJ,c na swej świętej pieczy. 


W miesią.c potem znów było kilku gości w Babinie, 
bo aż siedm zapiskó\v zostawili. Najwięcej dowodził p. Jan 
Chrząsto\vski, który był "w poimaniu w Tatarzech" i z tej 
niewoli tatarskiej wspomnienia opo\viadał. Chodził w ko- 
szulach "pokrzywianych", z których każda d\va lata trwa- 
ła. Pewien Tatar zdarł skórę z piersi jednej białogłowy 
i dał ją pewnemu więźniowi na chodaki "z tlJ, kondycylJ,", 
że gdy ją. zedrze, będzie mógł do kraju powrócić. Chodaki 
jednak były tak mocne, że 
iedny więzień nie miał na- 
dziei być wolnym; dopiero go nauczono sekretu, że na- 
leży je moczyć in urinu humana. Wreszcie Chrzą.stowski 
jeden "sekret \vielki, białogłowom należę.cy rewelo\vał". 
Kiedy Tatarzy zajęli Jaćmierz, zastali tam kobietę będąclJ, 
in partu. Tatarzyn zabił dziecko, a matkę wsadził na ko- 
nia, dawszy jej przedtem zjeść jabłko i "za tą persecu- 
tią. jabłka zdrowo zajechała do hordy". Należy więc ko- 
bietonl po połogu jeść jabłka, a będę. zdro\ve. Urzędnicy 
babińscy zauważyli, że to nie musiało być jabłko "raj- 
skie, "bo w raju jabłko biedy białogłów nabawiało". Po 
raz pierwszy występują. tu w aktach babińskich na więk- 
szą. skalę "sekreta białogłowskie", które w kilka lat póź- 
niej dość już szeroko są. opowiadane. 
Stanisław Sikorski w nocy po ciemku, lub przy świecy 
łojo\vej do\viady\vał się z kompasów, która jest godzina. 
Franciszek Mniszech, kasztelan sądecki, widział pannę,
>>>
- 77 - 


którą., gdy szpilkę połknęła, wsadzono na bardzo chro- 
mego konia, kazawszy jej przedtem dużo chleba zjeśĆ' 
i piwa wypić; \v ten sposób szpilka pannie nie szkodziła, 
a panu kasztelanowi dopomogła do zostania protomedy- 
kiem babińskim. 
Nadeszły ciężkie dla kraju czasy. Umarł Władysław 
IV-ty, zanim go dobiegły wieści o \vybuchu kozackim. Jan 
Kazimierz ,vziął po nim \v spadku koronę, żonę i \valkę 
z Chmielnickim. Po klęsce korsuńskiej następuje sromo- 
ta pilawiecka i obrona oblężonego Zbaraża. Nie były to 
chwile odpowiednie do żartów, na\vet \v Babinie. A więc 
przez cały rok 1648 i 1649 nie rozbrzmiewał śmiech w jego 
fantastycznie pomalowanej sali, a przynajmniej, jeżeli roz- 
brzmiewał, wstydzono się może pomnażać akta nowemi 
zapiskami. 
W roku 1650 przenieśli Babińczycy stolicę do Giełczwi, 
drugiej posiadłości Pszonki w Krasnostawskiem, o kilka 
mil na południe. Może być, iż ta Giełczew była pewniej- 
szą. w czasach wojennych, gdy kozackie oddziały posu- 
wały się aż pod Lublin. Dość, że fakt tych przenosin sub 
telnpus lucluosae et .feralis rebellionis ac incursionis Bar- 
barorum mamy zanoto\vany w księdze aktów pod dniem 
4-tym czerwca 1650 roku. W tych najsmutniejszych cza- 
sach zapisaną. została najpiękniejsza karta aktó\v babiń- 
skich. Jest nilJ. wiersz Andrzeja Morsztyna, jednego z naj- 
zdolniejszych polskich rymotwórców. Dziś laury opadły 
nieco z wieńca jego poetyckiej sławy, od.k.ą.d dowiedziono, 
że mało sam tworzył, a więcej przyswajał z obcych poe- 
tów, a z\vłaszcza z Marina,1) ale w każdym razie pisarz 
ten, lubo mało oryginalny, dla samej piękności swego ję- 


1) Mam na myśli pracę p. Edwarda Porębowicza o Mor- 
sztynie.
>>>
- 78 - 


zyka i formy, będzie zawsze zajulował \vysokie stano\vi- 
.sko w naszej literaturze. 
Jak dziś literatom, a zwłaszcza poetom podsuwajlJ, al- 
bumy, proszą.c o autografy, tak Pszonka podsunął "Re- 
gestr" Morsztynowi. Grzeczny poeta, chwyciwszy za pióro, 
napisał: 


Na wiersz Orpheów i na wdzięczne strony 
Zbiegało ptactwo i zwierz zgromadzony, 
Dzikie niedźwiedzie i przebiegłe liszki, 
Ale w tym domu szklanki i kieliszki 
TańcujlJ, zaraz, jako im zagrajlJ, 
I ścigają. się, chociaż nóg nie mają.. 
I jako prędko zarzną \v gęśle krzywe, 
Szkło się pomyka jakby było żywe. 
A to i do mnie skoczył kubek wina, 
Za co zostałem poetą. z Babina. 
A że nie dosyć na jednym urzędzie, 
Za to, żem pilno chronił przy obiedzie 
Kielicha, który stary jak te księgi, 
Godzien poch\vały, bo spory i tęgi, 
Wielki burgrabia uczynił mnie szklarzem... 


Do "szklarzem" był rym łahvy: "łgarzem", ale nie 
chciał go użyć poeta, a więc dopisał prozą.: "proszę, niech 
mi \volno będzie nie kończyć tey iedney cadenciey" - 
widocznie jednak zaprotesto\vano silnie przeciw temu, 
.... 
bo dodał na marginesie, "kiedy się to nie zda, więc tak 
kończe" i dopisał: 


A że w strych piję, zostaję strycharzem. 
Andrzej z Raciborska Morsztyn 
stolnik sendomirski y deputat woiewództwa 
sendomirskiego mpp. 
. 


Pod całym tym ustępem napisał ktoś "Trzy przywi-
>>>
- 79 - 


leje!" - zapewne więc chciano 
Iorsżtynowi dać urzędy: 
szklarza, łgarza i strycharza. Nie na tern koniec. Byli 
jeszcze dnia tego w Babinie Jan Orzęcki, rejent kancelarji 
trybunalskiej, Ignacy Jan Kitno\vski, deputat chełmski, 
i Franciszek Wysocki, cześnik sochacze\vski. Więc p. 
Kitnowski napisał cztero\viersz: 


Nie dopisał Jego Mość cadentiej wiersza... 
Nie dziw! bo się bał, aby jego pierwsza 
Nie była noto\vana w Babinie ta zmaza, 
Że gospodarza szklarza, siebie czynił łgarza. 


Po nim zaprotestował ktoś przeciw na
waniu Mor- 
sztyna łgarzem: 
Sam pan dobry, choć łgarzem go tu mianowano, 
Pije dobrze, niesłusznie mu ten tytuł dano. - 


poczem znowu p. Kitnowski drugi czterowiersz wpisał 
do Rejestru: 


Słyszałem ja to dawno o sła\vnym Babinie, 
Ktoby chciał być \v tych księgach, kielich go nie minie, 
Kielich, który wypiwszy, gło\va \v koło chodzi. 
Ochota w sławę idzie, \vina zbytek szkodzi. - 


i dodał. "dziś dosyć, jutro ostatek". 
Ochota była wielka, musiano pić honeste, bo zaraz 
z następnych zapiskó\v dowiadujemy się, że po\vażny re- 
jent kancelarji trybunalskiej, p. Jan Orzęcki, po półkach 
tańcował, za co został pułkownikieml. p. Cześnik socha- 
czewski w stodole na słomie vertebat capros, koziołki wy- 
wracał, a deputat chełmski po zachodzie słońca "pod kom- 
pasem siedział i godzina, która miałaby być upatrował", 
za co został matematykiem. Zapisano też ku wiecznej pa- 
mięci "wielką ochotę znacznych gości a najwyższych Try- 
bunału koronnego sędziów", a gospodarz, "uniżenie czo-
>>>
- 80 -. 


łem biją.c, konferował Morsztynowi strycharstwo babiń- 
skie, iż Jegomość już po części sfatygo\vanym będą.c, stry- 
chem sobie kazał nalewać i dobrze strychował". 
Każdy wybitniejszy poeta ma zwykle naśladowców, 
a przynajmniej zachęca innych do rymowania, - skąd też 
po bytności lVlorsztyna w Giełczwi i po\vrocie Pszonki do 
Babina, przez pewien czas Rejestr gęsto rymami wypeł- 
niano. 
Pier\vszym z owych przygodnych rymot\vórcó\v był 
Jerzy z Tęczyna Ossoliński, starosta lubelski, obecny na 
chrzcinach w Babinie 29 stycznia 1651 r. 
Był to nI0że jego \viersz pier\vszy i ostatni zarazem, bo 
wkrótce poteln król Jan KazinIierz stanął w Lublinie, zwo- 
łując pospolite ruszenie .(20 kwietnia 1651 r.) a Ossoliński, 
przyłączywszy się do zbrojnych hufców, poszedł pod Be- 
resteczko i padł na jego polach, "kiedy w oczach króla 
z wielkiem sercem nacierał" 1). 
Aż niemiło po tern \vspomnieniu zapisywać dowcip p. 
Łukasza Wysockiego, na tychże chrzcinach hucznym za- 
pewne śmiechem przyjęty. Ale trudno go opuścić, bo nie 
należy do najgorszych. P. Wysocki będą.c na Górze Bi- 
skupiej nad Gdańskiem, widział takiego puszkarza, który 
na \vieży gdańskiej spostrzegłszy komara, ,,\vyrychtował 
do niego działa tak, że komaro\vi od postrzału obied wie. 
oczy wypadły, a sam komar żywo uleciał". 
Później znowu idą. wiersze. Jest ich aż pięć, ale 
wszystkie bardzo słabe i niedowcipne. 
W następnym roku, w roku nieszczęsnego Batowa, Je- 
rzy Lemka, doktor medycyny 2) i to, jak dowiadujemy się- 


1} Rudawski i Niesiecki, Helcel w Księdze pam. Michałow- 
skiego mylnie nazywa go Adamem. 
2) Tarnowski zapisuje to "literackie imię", gdy t Jerzy- 
Lemka "był" autorem ksiątki "Traktacik i dyskurs o Rzeczpo- 


,
>>>
- 81 - 


później, doktor Jego królewskiej l\lości, wpisał do Reje- 
stru następują.ce "axiomata" jakiegoś \V)ocha, nad wor- 
nego doktora króla "Franciszka": 
Quando sol est in leonis 
Non bibas vinum potentis 
Comedebis cum agrestis 
Et faemina nihil. 


. 


"Item tenże powiedział, doktor Włoch, widzą.c dwóch 
młodych (mnichów) prossacych jalmuzny od Jego l\lości 
Pana Łowczego koronnego, w te słowa: "Ego istos monachos 
juvencos tanquam diabolos odi, quando veniunt ad meum 
uxor" Cui dixit Jego Mosc pan Łowczy koronny: "Domine 
Doctor tuum UXor est vetus". On odpowiedział: "Vetus 
gunta facillius concipit ignem, quam nova". Za co Rzecz- 
pospolita babińska Jego Mości Panu Lemce, doktorowi 
J ego królewskiej l\łlości conferuie referendarstwo babiń- 
skie". 
Niepowściągliwość języka doktora Lemki udzieliła się 
i panu Janowi Orzęckiemu, który wracają.c prosto z na- 
bożeństwa i zapisawszy się w kościele do bractwa, wi- 
docznie "w kontemplacji po nabożeństwie" prowadził z ja- 
kimś doktorem teologji rozmowę tego rodzaju, iż gdyby 
nie była do Regestru wpisaną. po łacinie, aktów babiń- 
skich ó\vczesna płeć piękna odczytywaćby nie mogła. 
Znowu wiersze i znowu Rzeczpospolita przenosi się do- 
Giełczwi w drugiej połowie 1652 r., a to z powodu zarazy. 
W czasie między 29 września 1652, a 14 czerwca 1654 r. 
wpisano tylko trzy utwory rymowane, a właściwie dwa, 
gdyż jeden z wierszy polskich przetłumaczono na łacinę. 


# 


spolitef'. Siarczyński jednak, odróżnia dwóch Jerzych: praw
 
nika i lekarza, z których pierwszy oczywiście był autorem 
» Traktaciku". 


Szkice literackie. 


6
>>>
82 - 


.. 


Może być, że w tym czasie burgrabia babiński był, "przy- 
pasany do miecza". Wiersz. \v d\vóch językach podany 
stanowczo zamkną.ł akta babińskie przed ciekawością. bia- 
łogłowską.. Odtą.d już nie jedna tylko pani Komorowska, 
ta, co to "nie wytrwała" aby nie miała \vidzieć ksią.g ba- 
bińskich, musiała zostać "pacyentką. babińską.". 
Z r. 1654, w którym znów Rzeczpospolita we właściwej 
obradowała stolicy, jest kilka zapisków. P. Hermolaus Ty- 
rawski (fundator Reformatów przemyskich) opowiadał, 
w jaki sposób Krzsyztof Stadnicki \vyleczył z herezji żonę 
swoją., Niedrwicką. z domu, a więc krewnę Pszonków; za- 
łożyciel Ba.bina bowiem, Stanisław, był żonaty z Nie- 
drwicką.. Oto pan Krzysztof kazał wybudować bardzo \vy- 
soki sernik, w którym sery suszono, bo je "jadał rad". 
Pewnego razu poprosił żony, aby poszła "na ów sernik 
i ser obrała jaki dobry". Gdy ta weszła i zamknęła drzwi 
za sobą., Stadnicki kazał nakłaść słomy około sernika i za- 
palił ją. na cztery węgły, przysiągłszy przez złożenie pal- 
ców na krzyż, że żonę spali, jeśli nie odrzeknie się błędów 
heretyckich. Stadnicka widzą.c, że to nie "żart", zgodziła 
się na żą.danie męża, ale chcą.c niewieścim zwyczajem mieć 
ostatnie słowo, powiedziała, że "sama miała tę wolę", że 
mą.ż ją. tylko "uprzedził", że tedy nie z przymusu, ale ze 
swej dobrej woli odrzekła się herezji. - Mniej energiczny, 
ale dowcipny, był p. Zbigniew Wą.sowicz, który oświad- 
czył, że jeżeli się ożenj, a żona będzie choro.wała, albo się 
gniewała, tedy każe jej zagrać i w taniec z nią pójdzie, 
a z pewnością. wyzdrowieje. P. Hermolaus został apo- 
. 
stołem, a p. Zbignie\v medykiem. 
Zajechał do Babina i rycerz zbaraski p. Józef Nyrski. 
Ten raz zoba.czył komara na dębie lewą. nogą. się skro- 
bią.cego; zastrzelił go, a komar spadają.c, wszystkie gałę- 
zie na dębie otłukł. Pan Nyrski skórą. jego obił bryczkę, 


lO
>>>
- 83 


a uwędzonem z niego mięsem żywił" się wraz z czeladziłJ. 
podczas oblężenia. 
Aleksander Regulski taką. receptę zapisywał na żołą.- 
.dek: "Accipe z pają.ka sadła, z much oleiu, komarowego 
szpiku, szczupakowego świstu, młyńskiego szumu, kowal- 
skiego puku, dzwonowego głosu, wielkanocney radości, ra- 
kowey krwie. To pomieszawszy zawią,zać w chustki, osu- 
szyć w cieple. Wzią.\vszy sklenicę wenecką., samotrzeć 
wilczem ogonem utłucz - potym \v garnku woskowym 
"Zagrzać, żeby dobrze zawrzało. Wipić to duszkiem. Poty m 
siecię. zaią.cą. starą. owiną.\vszy się, na polu położyć y tak 
długo się pocić, asz będzie pot kolana lizał. Co ieśli nie 
pomoże, ieśli nie do nieba, pewnie do djabła poidzie". 
Recept tego rodzaju pełno znajdujemy w starych, ręko- 
piśmiennych t. zw. Sylwach (Silva rerum). 
Nadszedł nieszczęsny rok 1655, rok "potopu". W aktach 
babińskich jest tylko jeden z tego roku zapisek pod dniem 
27 czerwca. 
W parę tygodni później Karol Gustaw staną.ł \v Szcze- 
cinie, Wittemberg za poradę. zdrajcy Radziejowskiego roz- 
począ.ł rokowania z magnatami wielkopolskimi. Po zdra- 
dzie Opalińskiego i Grudzińskiego pod Ujściem, nastą.piła 
kiejdańska zdrada Janusza i Bogusława Radzhviłłó\v. 
Za Litwą. Mazowsze, za Mazo\vszem Małopolska poddała się 
Karolo\vi Gustawowi. W końcu września król szwedzki 
zają.ł Kazimierz pod Krakowem i zaczą.ł zdobywać stolicę, 
bronioną. przez Czarnieckiego. Kiedy się poddała na za- 
szczytnych bardzo warunkach, zebrana w Krakowie gar- 
stka posłów z województw: krako\vskiego, sandomierskie- 
go, kijowskiego, ruskiego, \vołyńskiego, lubelskiego i beł- 
ski ego, aktem z dnia 21 października "szczerze i ś\vięcie" 
przyrzekła w imieniu tych .województw odstą.pić króla 
Jana Kazimierza, a pozostać wierną. i posłuszną. J. Kr. Mo- 
ści sz\vedzkiej, jako prawemu swemu królowi". 


. 


6*
>>>
- 84 - 


. 


Na akcie tym znajdował się własnoręczny podpis Ada- 
ma Pszonki, burgrabi babińskiego 1). Dziwna rzecz, że n& 
ten fakt nie z\vrócił uwagi żaden z historyków Babina.. 
Prawda, że wielbicielom humorystycznej Rzeczpospolitej 
byłoby nieco trudno pogodzić go z jej "doniosłem spo- 
łecznem i cywilizacyjnem znaczeniem", z jej wpły\vem do- 
datnim na młodzież i inteligencję krajową.. 
Na miesią.c przed podpisaniem tego aktu "wierności", 
widział zapewne Babin u siebie, a jeśli nie u siebie, to. 
w są.siedztwie, oddziały Chmielnickiego, we wrześniu bo- 
wiem zają.ł on L ubUn przy pomocy moskiewskiej, znisz- 
czywszy miasto i zmushvszy magistrat lubelski do wyko- 
nania przysięgi na wierność Mosk\vie. 
Król wygnaniec siedział w Głogowie. W śród nieszczęść 
zabłysło ś\viatełko od Jasnej Góry, bronią.cej się Wrzesz- 
czowiczowi i Miillerowi; Częstochowa podniosła serca, od- 
żywiła nadz
eję, przywołała szlachtę do opamiętania. 
Obudziło się jej sumienie i dnia 29 grudnia zawiązała 
w Tyszowcach konfederację i "węzeł po\vszechny" (vincu- 
lum universale) tak wojska, jak i innych obywateli Kró- 
lestwa, dla obrony przed szwedzkim najazdem 2). 
Obudziło się, tak przynajmniej przypuszczać należy, 
i sumienie Adama Pszonki. Przez dwa lata, 1656 i 1657, 
zawiesiła swe czynności Rzeczpospolita Babińska. Snać 
burgrabia jej przystą.pił do "węzła po\vszechnego" i osobę 
swoją. poświęcił rycerskim rozprawom, o czem, bez poda- 
nia daty, wspomina Niesiecki. 
W następują.cym roku 1658 raz tylko wpisano i to. 


1) Rudawski. 

) Jeszcze przed konfederacją tyszowiecką zebrała się 
w Sączu dnia 21. grudnia szlachta województwa krakowskiego 
i pierwsza uchwaliła zrzucić orętem jarzmo szwedzkie. (Księga 
pam. Michałowskiego 782), ale rozgłos Tyszowiec zakrył na kar- 
tach dziejów ten objaw dodatni.
>>>
- 85 


w jednym dniu dwa koncepty do księgi babińskiej i to 
nie \v Babinie, ale w Giełczwi. Rok 1659 znowu nie po- 
'większył aktów ani o jeden zapisek. 
Dopiero od października 1660 roku pomnaża się mniej 
więcej regularnie "Regestr" urzędników, ale już przyrost 
ich znacznie słabszy aż do końca Rzeczpospolitej w r. 1770. 
. Przez te 10 lat przybyło \vszystkiego 65 zapisków. 
Konstanty Tomicki, ożeniwszy się z Agnieszkę. Mysz- 
Ko\vską., siostrzenicą. Adama Pszonki, dla pozyskania urzę- 
dów, zdobył się na pięć bardzo nie zabawnych dykterjek. 
P. Brant, oberszter J. Kr. l\Iości, idą.cy do obozu pod Cu- 
dnów, wsławiony za chwilę zwycięstwem nad Moskwą, 
wymyślił do mielenia krup dla swych ludzi młyn, nie- 
dają.cy się przyz\voicie opisać. Ale nie wstrzymał się od 
opisu tego młyna i to wierszem p. Remian Kiełczewski, 
który zarazem zrymował dodatkowo uzupełnienie tego 
konceptu, wyszłe od facetusa nad fecetusami, p. Tomasza 
Zaporskiego. 
W roku 1661-ym znowu przebywał Pszonka w Gieł- 
czwi, ale na krótko. Powróciwszy do Babina, zapisywał 
dalej koncepty swoich gości, ale prawie wszystkie powta- 
rzały się. Snać p. burgrabia słabą. miał pamięć, kiedy tego 
nie dostrzegał. 
Z r. 1668 jest tylko wiersz rymują.cy anegdotę już po- 
przednio zapisaną.. 
W roku następnym króluje w Babinie znany Tomasz 
Zaporski, cią.gle bowiem spotykamy się z jego nazwiskiem, 
nawet pod wierszami. Ale wesołość jego wcią.ż w jednym 
obraca się kółku; i dziś wprawdzie taka wesołość uchodzi 
w ściśle męskiem to\varzystwie, i to przy kieliszku l), ale 


l) Rozprawkę moją napisałem w r. 1895 i dlatego... gor- 
-szyłem się. Ale w r. 1929 "wesołość" tego rodzaju uchodzi nie- 
-tylko w męskiem towarzystwie i nietylko przy kieliszku. Tem- 
pora mutantur. - Przypisek z r. 1929. 


...
>>>
- 86 - 


Jej się nie zapisuje. Nie trzeba jednak są.dzić, aby p. Za- 
porski był wyją.tkiem. Tego rodzaju humor miał i p. Rze- 
czyński i p. Orzęcki i p. J aśliko.wski, a później nawet ks. 
karol Waśniowski, archidjakon i oficjał Lubelski. 
P. Stefan Zamojski, siostrzeniec Pszonki, późniejszy 
kasztelan lwowski, opowiadał \v r. 1661 bardzo niezgrabną. 
dykteryjkę, którą. w dwa lata później wpisał do aktów 
wierszem, tej samej co dykteryjka wartości. 
Ks. Piotr Dobielowicz nie tęgo też ruszył konceptem, 
opo\viadają.c, iż ma taką. kapustę włoską., której na jednym 
głą.biu jest głów czterdzieści tak wielkich, "jako misa naj- 
większa być może". 
Dzhvnie odbija słabiuchny pod względem formy, a cał- 
kiem nieodpowiedni swą, treścią. w aktach babińskich, sze- 
ściowiersz Domicela Czarnieckiego, zakonnika. Mówi on, 
że "korona już blisko do upadłej goniła", a Pan Bóg ją. . 
dźwigną.ł przez dobrych obywateli, pomiędzy którymi 
Pszonkę uważa za "pierwszego". Ta, wzmianka o rzeczach 
po\vażnych, choć dzhvnie odbijają.ca, powtarzam, od bła- 
zeństw wszelkiego rodzaju, (tern \vięcej, jeżeli sobie przy- 
pomnimy podpis Pszonki pod aktem wierności Ka.rolowi 
Gustawowi) - jest wszakże potwierdzeniem, iż burgra- 
bia babiński opamiętał się i nie pozostał głuchym na głos 
obowią.zku, lecz staną.ł w szeregach walczą.cych za Oj- 
czyznę. 
Raz p. Poniatowski uciekł z Babina, pozostawiwszy 
swoją. ma.łżonkę, a więc p. Szczęsny Szaniawski kazał p. 
Poniato\vskiej spełniać kielichy w miejsce męża; dekret 
ten Rzeczpospolita akcepto\vała i rozszerzyła go na wszyst- 
kich małżonków, "którzy żon swoich odbiegają. i kom- 
panię wydają.". 
409-ty zapisek stanowi "Comput To\varzyst wa woyska 
Litewskiego nowego zaciągu, będą.cego na consistentiey 
w powiecie y starostwie upickim". Koncept to nie babiń- 


; 


\
>>>
87 


ski, spotykany dość często w licznych Sylwach w. XVII 
i XVIII. I Babin zresztą. do niego się nie przyznaje, tylko 
przyjmuje do ksiąg swoich. Jest to dosyć dowcipne ze- 
stawienie nazwisk litewskich. Naprzód idą zakończenia 
ich na a, a \vięc: Ometa, Szuksta, Pukszta, Puciata, Klu- 
ciata... Wereszczaka, Durniaka, Sołonina, Bohvina, Szczu- 
ka, Sielawa, Podbipięta, Wścieklica, Widlica i t. d. Póź- 
niej idą. alfabetycznie nazwiska kończą.ce się na b, c, d 
i t. d. aż do z. Prócz tego, podane są także w humory- 
stycznem zestawieniu naz\viska miejscowości, jak n. p. 
kwatery na wojsko: Rumszyszki, Purwiszki, Psikuszki, 
Dzikuszki, Kukusiszki, Sołtaniszki i t. d. 
Ale czas już kończyć przeglą.d "Aktów Babińskich". 
Wybrałem z nich prawie wszystko, co było dowcipniej- 
szego, co odnosiło się do osobistości wybitnych w społe- 
czeńshvie, lub wreszcie co naiwnością. swoją. charaktery- 
zowało dowcip babiński. Wypada teraz zastano\vić się, jak 
na podsta\vie tych aktów wyglą.da Rzeczpospolita, o ile 
uzasadnione są. szumne pochwały, udzielane jej do dnia 
dzisiejszego przez niektórych badaczy i przez powtarza- 
ją.cych pacierz za panią. matką. - czy wr_eszcie, pomijając 
wartość dowcipów Babina, można go uważać za ów salon 
towarzyski, który zgromadził w swych ścianach, jeżeli już 
nie całą. polską. inteligencję, to "przynajmniej pewien jej 
odłam i to znaczny". 


V. 


Posta wmy sobie naprzód pytanie, czem była mniema- 
na organizacja Babina za czasó\\T Jakóba i Adama Pszon- 
k6w. Windakiewicz starannie podkreśla w aktach wszel- 
kie wyrażenia, mają.ce do\vodzić tej organizacji. I rzeczy- 
wiście, spotykamy \v jednym miejscu: Respublica duxit 
prout statuit et decrevit, w drugiem de privilegio ex actis 
Babinensibus, w trzeciem Illowa jest o spetiale privilegium 


"'"
>>>
- 88 - 


authenticum. Z innych zapisków znowu dowiadujemy się 
o jakichś "instrumentach", o wakują.cem pisarstwie, o "in- 
trodukcji na urząd według dawnego zwyczaju" o fundacji 
babhlskiej", o "staroda\vnościach babińskich", o "general- 
nem zjechaniu urzędników" i t. d. A]e przyglą.dają.c się 
bliżej tym wszystkim \vyrażeniom, należy je uważać je- 
dynie jako mniej lub więcej dowcipne zwroty, którymi 
babińczycy starali się podnosić humor swych zapisków. 
Nigdzie bowiem niema śladu potwierdzenia, iż organiza- 
cja rzeczywiście istnia.ła. Czasami jest mowa o jakichś 
"innych księgach" prócz Regestru, a więc w nich może było 
to, czego w Regestrze niema? Należy jednak o tern bar- 
dzo wą.tpić, bo naprzód samo położenie przed Regestrem 
opisów Sarnickiego i t. d. dowodzi poniekąd, iż Regestr 
był jedyną. księgą. Babina, powtóre sami babińczycy o tych 
innych księgach czysto humorystycznie się wyrażaję.. 
Księciu Aleksandrowi Pruńskiemu (zapisek 175) nie dano 
niby urzędu, ponieważ prawdopodobnie urzą.d już mial, 
a nie było pod ręką. "ksią.g kanclerza wielkiego"; dziwnem 
więc byłoby naprzód, aby księgi takie trzymano poza Ba- 
binem, a powtóre, cóż szkodziło dać urzą.d Pruńskiemu, 
jeżeli wolno było mieć w Rzeczpospolitej po kilka urzę- 
dów, a zapisek 17 zaznacza nawet wyraźnie, że "dwa urzę- 
dy miecz" jest dozwolonem. 
Pe\vnego razu dano p. Czapskiemu urzą.d komornika 
ziełnskich i grodzkich ksiąg, ponie\vaż już akta babiń- 
skie ,,\viększego scho\vania potrzebują.". A więc są. akta? - 
Ba! kiedy mówi dalej zapisek, że się "naznaczy miejsce 
do leżenia i chowania księgom" i wspomina coś o jakichś 
"wierzbach", na których leżeć mają. i że komu wycią.gu 
z aktów będzie potrzeba, to "muszą. komornicy na strych 
chodzić", na co są. owe wyżej przytoczone "instrumenta". 
Żart tu widoczny od począ.tku do końca. Wreszcie nie- 
znany z nazwiska gość babiński notuje w Regestrze (zap.
>>>
- 89 - 


103), że "są. jeszcze w Babinie takie księgi, które się otwie- 
rają. raz na tysią.c lat" i dodaje, że "we Włoszech na uHcy 
\Veneckiej 5 tysięcy Polakó\v z Babina mieszka, co te 
księgi drukują.". Wszystkie te żarty o księgach babińskich 
zbyt wyraźnie wskazują., co o ich istnieniu są.dzić należy. 
Regestr więc był jedyną. księgą. i to niezbyt szanowaną., bo 
dopiero Adam Pszonka zdobył się na oprawienie go w per- 
ganlin i to najwcześniej dopiero w dziesięć lat po objęciu 
rzą.dów w Babinie, gdyż kazał na opra wie \vybić litery 
A. P. CH. CHM., był już więc chorążym chełmskim, a wia- 
domo, że został nim dopiero w r. 1643. · 
Jeżeli byłaby wogóle jakakohviekbą.dź organizacja 
\" Babinie, to przedewszystkiem podstawa. Rzeczpospolitej: 
l'ozdawnict\vo urzędów, miałoby pewne formy przepisane. 
Tymczasem widzimy, że tak jeden jak i drugi Pszonka 
rozdaje urzędy na prawo i na lewo, nikogo się nie pyta- 
ją.c, jako samowładny rzą.dca i pan Rzeczpospolitej. Nie- 
tylko. że sam rozdaje, ale TOlnaszowi Zamojskiemu po- 
zwala (zapisek 78) "urzędy rozdawać, konfirmować arcy- 
biskupy, biskupy, inne urzędniki duchowne i świeckie 
introdukować" i wreszcie ,,\vszystek inssi reimenth babiń.- 
sky odprawowacz". Czasem \v Regestrze znajduje się akt, 
DIający pewne formy pra\vne, dowodzą.ce niby jakiejś or- 
ganizacji. Tak np. w roku 1620 trzech komisarzy Najja- 
śniejszej Rzeczpospolitej babińskiej przybywa na re-wizję 
grodu babińskiego, a towarzyszy im woźny Alon, "qui di- 
citur blazen Balon". Wszystko znaleźli w porzą.dku, twier- 
dza była dobrze zaopatrzona (pra \vdopodobnie w beczki 
wina). Akt rewizji podpisali komisarze "semper Augustae 
Reipublicae Babinensis" i ów Alon "woźny komisarzom 
grodzkhn do łgarstwa". Ale czyż ten akt spisany w Re- 
gestrze, nie dowodzi naprzód, że niebyło innej księgi, prócz 
Regestru, a powtóre, czy kilka mu podobnych aktów \vpi- 
sanych w cią.gu lat 70 nie świadczy jasno, że to były zwykłe
>>>
- 90 - 


żarty, podobne do innych, a nie wyniki jakiejkolwiekbą.d£ 
organizacji. Gdyby ta organizacja istniała, tobyśmy się- 
przecie spotykali często z otwierają.cemi się wakansami, 
a tymczasem raz na lat 70 miano\vano kogoś arcybisku- 
peIn, raz na lat 70 utworzono na razie jednego dnia pełny 
są.d babiński, raz jedyny mianowano podkanclerzego i t. 4. 
Czyżby wszyscy babińczycy byli tak długowieczni? I owe- 
"starodawności" babińskie, którym nawet wybrano kon- 
serwatora, redukują. się do tego \vielkiego kielicha "wil- 
kiem" zwanego - o innych bowiem staroda.wnościach nic- 
w Aktach nie słychać. I zdaje się, iż cała organizacja 
babińska, wszystkie jej tradycyjne zwyczaje, polegały tyl- 
ko na tym kielichu, z którym proszono ostrożnie się za- 
chowywać, "ochraniają.c antiąuitatem" (zap. 256). 
Przypatrzmy się teraz z kolei dowcipowi babińskiemu
 
Materjału mamy sporo, bośmy wyciągnęli z aktów wszyst- 
ko, co wycią.gnięcia było warte. Rozpocznijmy od pora- 
chowania tego do\vcipu... na sztuki. , 
Wszystkich zapiskó\v jest 413. Można ich ilość nieco- 
po\viększyć, zważywszy, że w niektórych zapiskach znaj- 
duje się po parę, a nawet po kilka owych (jak chcą. nie- 
którzy) "pereł humoru". Ale takich zapisków jest zale- 
dwie kilka. Co na.jwyżej \vięc można ilość wszystkich za- 
pisków oznaczyć na 440. 
Z tej liczby odetnijmy naprzód jakich 
O zapisków,. 
w których jest tylko sucha wzmianka o nominacji. P. 
Ostroróg, teolog babiński, pan Cieszkowski przewodnik 
i t. d. - więcej nic w nich niema. A więc te "perły" 
mogą. iść do kosza. 
Z pozostałych 400 odciągną.ć najeży pewną. ilość ry- 
mów, z których dowiadujemy się tylko n. p., że p. Wil- 
czogórski pił w Babinie i dostał w prezencie charta, że pili 
w nim również jak on p. Raszewski, p. Kitnowski i inni 
panowie. Czasem znowu zapisek notuje tylko wychylanie-
>>>
- 91 - 


kieliszków, nie podając nawet przez kogo, np. zapisek 404 
brzmi w całości "coronatur rozis et stipatur kieliskami" . 
Albo znowu inny (214): "Tenże Jego Mość pod temże actem 
powiedział", i co powiedział, nie wiemy. W tym rodzaju 
zapisków mamy z pewnością. przynajmniej 30. Zostaje- 
więc ich 370. 
Ale nie na tern jeszcze koniec odejmowania. Jest przy- 
najmniej kilkanaście dowcipów po parę lub kilka razy 
się powtarzający
h. Trzy razy zachwycał się Babin owym 
ślepym, starym dzikiem, który młodego trzymał się zę- 
bami za ogon. O reparacji zegarów w jeden i ten sam spo- 
sób znajdujemy aż cztery zapiski. Dwa razy mówią ba- 
bińczycy o polowaniu na zające przy świecach, dwa razy 
o 0lbrzyn1iej kiełbasie, kilka razy o karocach, co same 
biegają, dwa razy o rozpłatywaniu żywych ryb dla prze- 
konania się, czy są tłuste i t. d. 
Kiedyśmy rozpoczęli odejmowanie, musimy iść kon- 
sek\ventnie dalej i odłączyć z dowcipu babińskiego wszyst- 
kie relacje nadesłane lub opowiedziane, których znowu 
# 
jest liczba dość znaczna. Czasem burgrabia babiński wpi- 
suje nawet do księgi to, co sam gdzieindziej usłyszał.. 
I tak ów przytoczony powyżej w całości zapisek o czepcu, 
który narobił tyle kłopotu p. Biesiekierskiemu, pochodzi 
z pobytu Jakóba Pszonki w Radomiu. 
Czasami znowu otrzymywano nominację całkiem nie- 
słusznie - brano za kłamstwo i koncept rzeczy wypowie- 
dziane na serjo. Oto kilka przykładów: 
P. Drohojowski opowiadał, iż w Niederlandach pusz- 
czają na wodę skrzynie z kaczkami chowanemi, nasy-- 
pawszy hreczki na ponętę i w ten sposób dzikie kaczki 
chwytają. Nic wtem nieprawdopodobnego i zdaje się, 
że Drohojowski niezasłużenie został ptasznikiem. 
Ktoś inny, jak wiemy, kaszlącemu radził zjeść śle- 
dzia surowego, wypić małmazji i zapocić się. Receptę- 


'-
>>>
- 92 - 


zupełnie podobnego rodzaju, słyszeliś111Y parokrotnie z ust 
poważnych lekarzy. 
Andrzej Ruszkowski \vidział gołębie, które nosiły li- 
sty. Babińczycy śmiali się z tego, ale chyba do śmiechu 
nie nIieli powodu. Nie śmiał się jedynie ks. Piotr Miesz- 
kowski, sufragan kuja wski, który opowiadał, że będąc 
w Holandji, widział jak pe\vien dziad przenosił w bro- 
dzie sekretne listy do Maurycego ks. Oranji. I znowu nie 
wiadomo dlaczego babińczycy wybuchali śmiechem na to 
opowiadanie, które może niczem nie uwłaczało prawdzie. 
\Vpisano je do Regestru, lecz l\fieszkowski dodał własno- 
ręcznie: "Z pra\vdy fałsz, z fałszu prawda skore być zaw- 
sze", a tern samem zaznaczył, iż w Babinie często z pra w- 
dy fałsz robią. Śmiano się i z polowania przy lanych 
świecach, ale owe ś\viece nie były to dzisiejsze steary- 
nowe, czy łojowe, lecz pochodnie l). Wielcy panowie mie- 
wają fantazje, a czyż wielu było większych panów na 
świecie od Konstantego Ostrogskiego, wojewody kijow- 
skiego, naj bogatszego obywatela Rzeczpospolitej. A on to 
właśnie, nie kto inny, przy owych lanych świecach "lasy 
niemi ostepując" miał \v nocy polować według relacji 
babińskiej. 
Albo znowu sprawa z zegarami. Cztery razy aż opo- 


l) Samuel Maskiewicz w pamiętnikach swoich, opisując 
klęskę cecorską, wspomina, że Zółkiewski "rozkaza wszy świec 
lanych tak wiele, ile ich miał na ten czas w obozie, zapalić dla 
światła, aby go wszędzie widzieć można przy nocy, sam na koń 
wsiadł i jeździł po wszystkim obozie od pułku do pułku, od 
roty do roty, aby go widziano, animując ich i dodając serca 
swym". Pamiętniki S. M-cza, str. 108. Linde pod wyrazem "świe- 
ca" cytuje: "Sposób robienia kul i świec lanych, których ani 
wiatr, ani deszcz nie zgasi". Jako źródło podaje Artiller, co 
zar,ewne oznacza "Archelią albo artyleryą" Diega Uffano, wy- 
daną w Lesznie w r. 1643, tłumaczoną z niemieckiego przez 
Jana Dekana.
>>>
- 93 - 


wiadano, że gdy zegar iść nie chce, można przez uderzenie 
nin} dalszy ruch jego wywołać. Może babińczycy mieli 
słuszność żartują.c z opowiadającego, a może jej nie mieli, 
bo jest rzeczą wiadomą, że kiedy zegar nakręcony stanie, 
często silne nim uderzenie lub potrząśnienie wystarcza, 
aby dalej spełniał s\ve czynności. Marek Zwiartowski zo- 
stał znów referendarzem, ponieważ referował prawa mia- 
sta Jaworowa takie, "iż tam w tem mieście są stawy bar- 
dzo głębokie, w których wolno łowić n1ieszczanon1, a je- 
żeli który z rybihvów utonie, powinni według prawa ta- 
lnecznego jego sukcesorowie dać grzywien dziesięć". Po- 
twierdził to ks. Aleksander Brzeski i został konserwato- 
rem rybitwów. Tymczasem wesołość babińczyków \v tym 
razie miała nikłą podstawę, gdyż i Z\viartowski i ks. Brze- 
ski byli bliskimi pra\vdy 1). 
Jeszcze jeden przykład: Piotr Zawisza opowiadał o bo- 
bakach żyjących na Ukrainie. rvIówił. że mają swój rząd, 
że kolejno straż odprawiają, że kradną sobie dzieci i "za 
niewolniki mają.", na których grzbiecie "żywność, które 
sobie na zimę gotują, to jest .siano, korzonki, etc., jako 
na sankach nałożywszy, wożą", a bywa tych bobak6w 
"w kupie i kilka tysięcy". Za to opowiadanie najniewin- 
niej w świecie otrzymał Zawisza godność strażnika, jeżeli 
bowiem było w niem. co fantazji, to nadzwyczaj mało. 
Współczesny mu Beauplan w opisie Ukrainy podaje o bo- 
bakach to, co na własne oczy widział, nad przypatrywa- 


1) \V notatkach moich mam dosłowne prawie potwierdze- 
nie praw jaworowskich, tyczących się rybołówstwa - przez 
przeoczenie jednak nie zanotowałem źródła. W "Starożytnej 
Polsce" Balińskiego i Lipińskiego prawo to opiewa: "Wolno 
mieszczanom będzie... łowić ryby, i jeteli który bezpotomnie 
umrze (a więc i taki co "utonie"). wszystko co po nim zostanie, 
na nas spadnie", II, 564. Prawo zaiste ciekawe i bliskie babiń- 
skim opowiadaniom.
>>>
- 94 - 


niem się CZeIn u "tra wił godziny". Bobaki, według niego 
(co zresztą jest rzeczą przez naturalistów stwierdzoną.) żyją 
gromadami, stanowią. prawdziwą. rzeczpospolitę; w jesieni 

amykają. się w swych norach na całą zimę, na. którą w le- 
.cie składają. zapasy, do czego używają. "jakoby niewo]- 
flików". Wywracają ich grzbietem na dół, ładują na nich 
suche zioła, które leżące bobaki obejmują i trzymają. łap- 
kaJni, a następnie chwyt
ją. ich za ogon i ciągną. do jamy. 
Potwierdza też Beauplan, że gdy wychodzą. na żer, zawsze 
jeden stoi na czatach. Inne szczegóły podane przez Beau- 
plan.a pOlnijam l). 
Jeżeli zatem od pozostałych 370 dowcipów odejmiemy 
i te jeszcze, które się powtarzały, dalej dowcipy nie ba- 
hiń
kie, a tylko w księgi Babina wpisane i wreszcie no- 
Dlinacje całkiem nie zasłużone, to dobrze rachując, wszyst- 


1) Niemcewicz "Zbiór pamiętników historycznych o dawnej 
Polszcze", wydanie lipskie, 1839, tom III, str. 278. O bobaku 
(Arctomys Bobac) wszyscy naturaliści dość szeroko piszą jako 
o zwierzęciu ciekawych obyczajów. Bobak nalety do rodzaju 
.świszcza. X. Remigjusz Ładowski w tłumaczonym z francu- 
skiego "Dykcyonarzu historyi naturalnej" (Kraków 1783) podaje 
o nim wiadomość pod wyrazem Marmotte. Potwierdza w czę- 
ści to, co mówił o nim p. Piotr Zawisza i pisał Beauplallt Oto 
ustęp odnośny: "jedni kopią (robiąc sobie mieszkanie) a drudzy 
noszą mech. Utrzymują niektórzy, te katdy z nich koleją kła- 
dzie się na wznak, a drudzy napakowawszy na niego prowian- 
tu, albo mchu, ciągną za łapki do jamy i dlatego grzbiet mają 
zawsze wytarty. Jeden z nich stoi na warcie i przestrzega całą 
trzodę o niebezpieczeństwie; skoro gwiźnie tak zaraz wszystkie 
bobaki uciekają do swoich jam, a szyldwach za nimi dopiero 
'ostatni". (II 54). Tenże Ładowski w "Historji naturalnej Kró- 
lestwa Polskiego" (wyd. 1804, I, 39) nie wyraża się już: "utrzy- 
mują", ale wprost twierdzi o wożeniu w opisany sposób siana 
przez bobaków "i dlatego trafiają się bobaki ze grzbietem wy- 
smulanym". Rzączyński w swej "Historia naturalis" pisze o bo- 
baku pod "Mus alpinus".
>>>
- 95 - 


kich dowcipów babińskich, lepszych i gorszych, znajduje 
.się w Rejestrze conajwyżej 320. 
Trzysta dwadzieścia dowcipów na lat 70! Czy to tro- 
chę nie za mało? Bą.dźmy jednak sprawiedliwi i przy- 
. 
znajmy, że była kilka razy przerwa w działalnoŚci Rzecz- 
pospolitej, że od r. 1622 do 1634 panowało interregnunl. 
w którem akta pomnożyły się zaledwie o 15 zapisków. Od- 
t l'ąćnlY więc wspaniałomyślnie całe lat 20 i te kilkana- 
.ście zapisków z czasu bezkrólewia, a przyjdziemy do obli- 
czenia, że na 50 lat wypo\viedziano w Babinie 300 dowci- 
PÓ"". Pomińmy już nawet to, że znaczna ich część nie j
st 
'Oryginalną., że sam wydawca "Aktów" często przytacza ich 
źródła, że gdyby warto było zachodu, to przejrzawszy całą 
literaturę żartobliwą, a zwłaszcza wszystkie fraszki na- 
pisane przez lepszych lub gorszych poetów i liczne bro. 
szury treści zabawnej, przejrzawszy wreszcie rękopisy, co 
je Lasem rzeczy (Silva rerum) dziś zwiemy, przekonali- 
byśnlY się niejednokrotnie, że wiele dowcipów babińskich 
nie w Babinie mia.ło swe miejsce urodzenia 
A więc 300 dowcipów na lat 50, czyli na rok dowcipów 
sześć. Strasznie marny omłot, jeżeli się jeszcze zważy, ile 
to głów na owe dowcipy się składało i sadziło! 
A może nie wszystkie zapisywano? 
foże, - ale tru- 
dno temu u\vierzyć. Gdyby każdy z tych )owcipów był 
rzec2.ywiście dowcipem, to możnaby przypuszczać, że tyiko 
najlepsze weszły do Rejestru. Ale kto go przejrzy, ten sta. 
nowezo to przypuszczenie odrzuci: Babin nic nie wyklu- 
, 
czał, brał wszystko co się dało, bez wszelkiego wyboru. 
Podziwiać raczej należy, z jaką. zapamiętałością gonił za 
dowdpami. Upatrywał je wszędzie; najnaiwni9jsze kłam- 
stwo już go radowało. P. Trzemeski widział tak rosłego 
wieprza, że dano za niego sto talarów i zaraz Pszonka czy 
inny z babińczyków, chwyta za pióro i dowcip ten uwiecz- 
nia. Władysław Leszczyński, jóźniejszy wojewoda łęczyc-
>>>
90 - 


ki, słysząc, że jakiś sługa głośno w sieniach rozpra Wla
 
powiedział o nim, że byłby dobrYll1 na woźnego - i za- 
l'az musiał własnoręcznie ten dowcip wciągnąć do Reje- 
stru. Adam J anczewski czytał opis Babina pióra Sarnic- 
kiego - było to już dostateczne, aby go zrobić lektorem 
babińskim. Pani Pieniążkowa, jak to już wiemy, kazała 
wypić Gładyszowi duszkiem trzy beczki wina - a ten 
dowcip od siedmiu boleści dał jej urząd cześniczki. 
A dowcipów tego rodzaju, przynajmniej n1ało co lepszych, 
jest bezwarunkowo trzy czwarte w całynI Rejestrze. Nie, 
dopra wdy nie do uwierzenia, jakie małe wymagania od 
dowcipu miała ta sławna Rzeczpospolita. Dziwić się tylko 
:qależy, że ten, co przypadkiem kichnął, nie otrzymał slante 
pede urzędu puszkarza, a nie byłby to dowcip naj gorszy ,. 
kto wie, czyby się na wet nie wyróżniał w powodzi innych. 
Czyż jednak nien1a w Aktach babińskich zupełnie nic 
a nic dowcipnego? Tak twierdzić byłoby oczywiście prze- 
sadą. Z trudem, ale n10żna na upartego wyszukać kilka-:-- 
naście niezłych dykterjek lub dowcipów i kilkadziesią.t 
zwrotów dość uszczypliwych. Ależ kilkadziesiąt niezłych 
dowcipów i zwrotów, to znaczy zaledwie jeden na rok. 
Wolno tedy powinszować Rzeczpospolitej jej humoru, ale. 
zazdrościć go niema chyba żadnego po\vodu. 
Czemże bowiem to wszystko jest wobec choćby tego hu- 
moru, który się z w. XVI i XVII w druku do nas prze- 
chował. Ileż tysięcy lat potrzebowałby istnieć Babin, ażeby 
na kartach swoich zapisał tyle i takiego dowcipu, ile się 
go znajduje w "Figlikach" Reja, lub "Fraszkach" Kocha- 
nowskiego. A Krzycki, Janicki, Paprocki, Bielski, Gór-. 
nicki, Błażowski, Jagodyński, Kochowski, Morsztyn, Ga- 
wiński, nieoceniony Wacław Potocki!? Nie wspominam 
już nic o poważnej satyrze, ani o dowcipach Stańczyka 
i innych "błaznów" (Bienko, Jasiek Kmity), o "fraszkach" 
Smolika, lub o paszkwilach drukowanych i rękopiśmien-
>>>
- 97 - 


nych, dowcipem sporo wyposażonych, ależ ile jest jesz- 
cze broszur z tych czasów, wypełnionych dowcipami i aneg- 
dotami. A toż cały dowcip babiński wygląda przy tem 
wszystkiem jakby jakieś nędzne pokurcze przy człowieku 
apollinowych kształtów i herkulesowej siły. 
Po co na wet iść tak daleko? Jedna dobra fraszka Ko- 
chanowskiego lub Potockiego, to sztuka złota najlepszej 
próby przy kilku babińskich srebrnych groszach, kilku- 
nastu nliedzianych szelągach i pełnej torzbie sieczki. Mieli 
więc słuszność Wiszniewski i Maciejowski, wyrażając się 
niepochlebnie o drugiej epoce Babina - miał zupełną 
słuszność i Tarnowski, pisząc, iż po przejrzeniu "Aktów 
babińskich" doznał "rozczarowania"... 
Zdaje się, że i współcześni nie wiele sobie robili z Ba- 
bina. Sam fakt, że tylko dwóch panegirystów pisało o nim 
i to z okazji godów weselnych w Babinie, że w całym wieku 
XVII. i to już po upadku Rzeczpospolitej babińskiej, za- 
ledwie dwa razy powtórzono opis Sarnickiego i to bez 
żadnego uzupełnienia, dowodzi, jak mało kto zajmował 
się \vesołą. kompanją panów Pszonków. I gdyby Biernacki 
nie odna.lazł przypadkowo .W Szwecji Regestru, nie domy- 
ślilibyśmy się nawet, iż Rzeczpospolita babińska dotrwała 
aż prawie do schyłku XVII. wieku; myślelibyśmy, że Kmi- 
ta i \Vrześnianin swymi panegirykami nagrobek jej na- 
pisali l). 


l) Jeden tylko Wespazjan Kochowski pomiędzy swojemi 
fraszkami podaje krótki wiersz p. t. "0 babińskiej monarchii", 
który jednak nie przynosi nic nowego i zdaje się być napisany 
po przeczytaniu Sarnickiego. Albo mot e przejeżdżał Kochowski 
przez Babin, na coby wskazywał początek wiersza: 
Toć to knieja, te pola i ta jest równina 
Sławnego w dziejach polskich n i e k i e d y Babina. 
Owo "niekiedy", znaczące dzisiejsze: niegdyś, może takte 
sł\łżyć za dowód, że Rzeczpospolita nie była już sławną za Ko- 


Szkice literackie. 


7
>>>
- 98 - 



 


Obojętność współczesnych dla Babina wprost zdumie- 
wająca, gdyż niema wzmianki o jego istnieniu nawet tam, 
gdzieby z natury rzeczy spodziewać się jej należało. Jest 
na to dowód niezwykły. Znakomity poeta, Szymon Szy- 
monowicz, zostawał w bliskich stosunkach z Janem Za- 
mojskim, był nauczycielem młodego Tomasza Zamojskie- 
go, przebywał długo i często w Zamościu i Lublinie, przez 
czas dłuższy .wreszcie pod Lublinem w Błotlicach, jeżeli 
kto więc, to on powinien był kiedyś zawitać do "Babina, 
jeżeli ten Babin był rzeczywiście "salonem to\varzyskim 
inteligencji", jeżeli Zamojscy otaczali Rzeczpospolitą swoją 
protekcją., jeżeli wielki Jan był spiritus movens towarzy- 
stwa babińskiego (Windakiewicz). Tymczasem, jak w ak- 
tach babińskich niema o Szymonowiczu ani śladu, tak 
niema też ani śladu o Babinie w obszernej korespondencji 
Szymonowicza. Ale nie to jeszcze mogłoby zdumiewać, - 
może to być bowiem dziełem prostego przypadku - inny 
fakt zdumienie wywołuje. W r. 1610 \Vacław Zamojski 
ożenił się z Zofję. Pszonkówną., córką. Jakóba, burgrabiego 
babińskiego, a Szymonowic z fakt ten upamiętnił pięknym 
wierszem polskim. Jeżeli gdzie, to tu był poeta prawie 
zmuszony do słów pochlebnych dla Babina, łatwo bowiem 
zrozumieć, iż tego rodzaju wiersz okolicznościowy nie 
mógł się obyć bez "komplimentu" dla kojarzę.cych się ro- 
dzin. 
Tymczasem Szymonowicz "cieszy się uprzejmie 
z przedsięwzięcia" Wacława, życzy mu "aby w domu go- 


,. 


chowskiego, a przecież trwała jeszcze za jego czasów. Epigra- 
mata Kochowskiego wyszły w roku 1674 (Nie próżnujące próż- 
nowanie), zaś Adam Pszonka umarł w roku 1677. Z treści \vier- 
sza widać, że Kochowski nie wstępował w podwoje Babina, 
a inne jego fraszki dowodzą, iż przekładał nad Babin Rzecz- 
pospolitą w a ś n i o w s k ą, której aż trzy razy pióro swoje po- 
.święcał. 


"'
>>>
- 99 - 


Ine pociechy oglądał", pisze o przyszłym jego potomku, 
który powinien być godnym przedstawicielem swego \viel- 
kiego rodu i t. d. O Babinie zaś nic, nawet nazwisko 
Pszonków nie jest wymienione. Dopiero przy końcu zdo- 
bywa się Szymonowicz na zda\vkowy frazes: 
Staw się w domu l u d z i z a c n y c h, tam cię wzajem czeka 
Serce życzlhve, Tobie przejżrzane od wieka. 
l to wszystko - "zacny dom" i basta! A jakikolwiek- 
bądź byłby ten dom, to przecież nie mógł Szymonowicz 
()dmówić mu przynajmniej zacności, choćby przez sam 
wzglą.d na Zamojskiego i jego narzeczoną. Niepodobień- 
stwem było więcej zbagatelizować Pszonków i ich Rzecz- 
pospolitę. 
Ale jest w listach Szymonowic za do jego pupila, To- 
masza Zamojskiego, jeden ustęp, który bodaj czy nie od- 
nosi się do babińczyków. Stawiającego pierwsze swe kro- 
. ki Tomasza ostrzega Szymonowicz przed zgrają. fałszy- 
wych przyjaciół. "Całe legiony (pisze) kręto-sporno-łgar- 
sko-sprzedaj no-krzywoprzysięgło-wiarołomkowiczów rzu- 
ciły się na ciebie. Muchy nie 19ną. tak do mleka, jak oni 
do twej młodości. Odpędzaj tę zarazę; trzeba ci będzie 
zaradzić" 1). l\Ioże nie o babińczykach myślał Szymono- 
wicz, zauważyć jednak należy, iż w aktach babińskich 
spotykamy raz tylko TOInasza Zamojskiego i to nie \v Ba- 
binie. Złapał go wtedy Pszonka na sądzeniu spraw try- 
bunalskich w Lublinie i tam mu dał urząd totumfackiego 
po ojcu. 
Jeżeli jednak tak mało jest o Babinie drugiej epoki 
we współczesnej mu literaturze, to za to o Pszonkach 
i o niektórych babińczykach mamy wiadomości z nie- 
dawno wydanych dokumentów. W "Rokoszu Zebrzydow- 


1) Tłumaczenie Bielowskiego w monografji o Szymonowi- 
czu, str. 147. List z dnia 18 maja 1616 r. 


7* 


.
>>>
- 100 - 


skiego" , stanowiącym ostatni tom "Bibljoteki ordynacji 
Krasińskich - M uzeum świdzińskiego", spotykamy się 
kilkakrotnie tak z Jakóbem Pszonką, jak i z jego bratem r 
Stanisławem. Ale nie zaszczytne to zaiste dla nich spo- 
tkanie, bo pomimo wszelkiej obrony ze strony Szmitta, 
rokosz Zebrzydowskiego jest jedną z plam naszej przeszło-. 
ści. Około postaci dumnego i mszczącego się za mnie- 
mane krzywdy Mikołaja Zebrzydowskiego, zebrali się lu- 
dzie swawolni, zuchwali i rozpustni "wszystkie męty reli- 
gijno-społeczne" i doprowadzili do bratobójczej walki pod 
Guzowem. Od czasów waIczą.cych ze sobą książą.t Piastow- 
skich, był to jeden i jedyny wypadek bitwy stoczonej po- 
między swoimi, nie wskutek zewnętrznych wpływów lub 
pomocy. Panowie Pszonkowie grali w rokoszu wybitną 
rolę i doprawdy podziwiać trzeba, kiedy się czyta "o atmo- 
sferze podniosłej" Babina, lub pochwałę dla "ściśle okre- 
ślonej jego tradycji politycznej". Tak jest, była to trady- 
cja, ta sama tradycja, która założycielowi Babina dała 
nazwę "warchoł", o czem będzie później, i która ostatniego 
z Pszonków, Adama, syna rokoszanina Jakóba, zaprowa- 
dziła, jak wiemy, do obozu Karola Gustawa. Nie, niech 
tam sobie co chcą prawią wielbiciele Rzeczpospo1itej ba- 
bińskiej, burgrabiowie jej i najbliżsi przyjaciele nie mogli 
służyć za wzór dobrych obywateli kraju 1). 


1) Na aktach rokoszu podpisywali się Pszonkowie Babiń- 
skimi : Stanisław Pszonka Babiński, J akób Pszonka Babiński. 
"Rokosz Zebrzydowskiego", str. 197, 253, 254. Jakób brał nawet 
udział w poselstwie rokoszan do króla, był a 11 e g a t u s, jak 
£lam o tern wspomina w swoim pamiętniku wydanym przez 
Bielowskiego. Z pamiętnika tego przeziera człowiek może nie- 
zły, ale zwarcholony. Rokosz uważał jako u I t i m u m r e ID e- 
d i u m r e p a r a n d a e l i b e r t a t i s. 'Vszelkie podatki moc- 
no go gniewają. Kiedy po klęsce cecorskiej król na gwałt ścią- 
gał wOJska, Jakóbowi Pszonce wydawało się to zamachem na 
wolność. 


-
>>>
" 


101 - 


Czy jednak i ci wszyscy, których Pszonkowie gościn- 
nie przyjmowali w Babinie, byli bardzo zachwyceni Rzecz- 
pospolitą. i nadanymi im urzędami? Zdawałoby się, iż co 
do tego nawet wę.tpliwości być nie może, boć przecie kto 
zajechał do Babina, wiedział, co go czeka i prosta grzecz- 
ność nakazywała z dobrą. minę. stosować się do zwyczajów 
Bzeczpospolitej. .A jednak, wprawdzie bardzo rzadko, tra- 
fiali się ludzie wyma wiaję.cy się od zaszczytów babińskich. 
Frater Vladislaus Dobrossolowsky nie chciał przyję.ć urzę- 
dów, co swoją. drogę. nic mu nie pomogło (zap. 205 i 206). 
Jan Poniatowski, choć był złą.czony z burgrabię. "nietylko 

ę.siedztwem, ale i zwią.zkiem przyjaźni", gdy go pytano 
dlaczego dotą.d na urzę.d nie zarobił, "ochronnym się być 
2a wsze w tej mierze powiedział"; Szczęsny Stoiński 
"umyślnie na urzę.d nie chciał zarobić"; Paweł Sawicki 
kpił sobie najwyraźniej z Babina, kiedy "urzędy babińskie 
koniom rozdawał". Co więcej, ktoś, zapewne duchowny, 
wpisał do Regestru babińskiego następuję.cę. bardzo ostrQ. 
naukę: 
Sicut Rempublicam conseruare ila mendacia extirpare 
. solius Dei la bor, iuxta illud: "Perdes omnes, qui loquuntur 
mendacium". Psalmo quinto. 


I dodał jeszcze czterowiersz tej samej treści: 
Conseruari equidem quamvis respublica potest 
Viribus humanis, ast eget ope Dei, 
Ut detestetur mendacia; namque Deus vult 
Omnem perdere, qui lliendacium loquitur. 
A więc i w Babinie nie u wszystkich kłamstwo popła- 
I cało, nie każdy chciał zarobić na urzę.d i przejść jako łgarz 
do potomności. A wszakże kłamstwo było główną. pod- 
stawą. tej Rzeczpospolitej! Tak jest, nie dowcipem, lecz 
kłamstwem, czasem tylko w dowcipną. formę ubranem, 


.
>>>
\ 


, 


- 102 - 


głównie żyła i przedłużała bez celu swe życie Rzeczpo- 
spolita babińska. Nie \vstydziła się tego bynajmniej, 
owszem, sama do "łgarstwa" się przyzna wała. 
Ale nie kłamst\vo \vyłę.cznie było przyświecaję.cą. jej 
ideę., bo dru
im jej fundamentem była na wielkę. skalę. 
pijatyka. Nie gołosłowny to zarzut, bo stwierdzony aż 
nadto aktami babińskimi. 


Wstyd mnie Lublanina 
Żem nic u Babina 
Dotą.d nie otrzymał 
C h o c i e ID ł g a ł i p i j a ł, 
- pisze w "Aktach" Zbigniew Sługoski, a przed nim lVIor- 
sztyn stwierdza, że 


.... w tym domu szklanki i kieliszki 
, Tańcuję. zara jako im zagraję. 
I ścigaję. się chociaż nóg nie mają.. 


P. Kitnowski świadczy: 
Słyszałem ja to o da\vnym Babinie: 
Ktoby chciał być w tych księgach, kielich go nie minie, 
Kielich, który wypiwszy głowa wkoło chodzi... 


. Przypomnijmy tu sobie jako podczas bytności Mor- 
sztyna w Babinie p. Orzęcki po półkach tańcował, p. Wy- 
socki \v stodole na słomie koziołki \vy\vracał, a Kitnow- 
ski w nocy patrzył na kompas, aż legł pod nim strudzony. 
Ba! bo też kielich babiński nie był to taki drobiazg, 
aby myśleć, że z winem i "szkło się połknie". Mamy o jego 
wielkości wiarogodne ś\viadectwa. P. Piotr Raszewski 
.w ten sposób go opisuje: 


\Vypijali babiński kielich pijanicy, 
Pili go też lubelscy grodcy urzędnicy. 


.
>>>
- 103 - 


Kielich babiński podszywszy futrem, 
Grozi noclegiem i pijanem jutrem. 
Bo nachyliwszy, głowa w niego wchodzi, 
Ociec potomka podobnego rodzi. 


To też nie wszyscy byli w stanie spróbować się z tym 
kielichem. Nie wypił "powinnej szklenicy" Jan Dą.brow- 
ski, za co został ,)mitręgę,". Zato sędzia ziemi lubelskiej, 
Iżycki, wypił kielich, bo "tylko złe wino szkodzi oczom". 
A musiano \v dniu tym pić dobrze i długo, kiedy p. Da- 
niel W ęgliński mówił, że "jak tylko świta, to zaraz oczy 
jego do spania się biorą.". Stanisław Krasowski, lubo wiele 
nIówił o dzielnem wychylaniu kielichów, "nie ochotnie" 
wypijał kielich babiński, "ale go bardzo dzielił". Aleksan- 
der Stanisła \v z Babina (potomek rodziny, która dawniej 
była Babina właścicielkę,) pisze o sobie \vierszem, iż jest 
w "aktach babińskich pijanicą. sławnym". Ks. \Vawrzy- 
niec Pieczątkiewicz oburzał się na tych, co w kompanji 
babińskiej tylko po pół kielicha wina wypijali, a pisał, 
jak sam zaznacza, "po tych świętach bachuso\vych". Ks. 
Zbąski stwierdza wierszami: 
Kto być chciał przedtem pisany w Babinie, 

Iusiał się pierwej dobrze ką.pać \v winie. 


Inny niewiadomy Babińczyk dwoIna wierszami takie 
o sobie wydaje świadectwo: 
Świadkien1 te gluzy i babińskie ściany, 
Że ten wiersz pisał śpiący i pijany. 


"Odleżane", to jest niewypite kieliszki nazywały się 
w Babinie d z i c z k i (zap. 398). Kiedy ktoś opowiadał, 
że dla pe\vnego towarzystwa dość było dwóch kwart wina, 
aby się upić, proszono go, aby \v Babinie "według starego 
postępował trybu". Kiedy Lasocki chciał wcześniej z Ba-
>>>
- 104 


bina wyjeżdżać, p. Jan Potocki zatrzymał go "dekretem", 
iż w Babinie "powinna rzecz każdemu gościowi upić się 
i spać". Musiał być dobrze' "zmęczony" p. Paweł Rober- 
towski, kiedy go przestrzegano, aby kielicha nie opuścił 
i nie stłukł, czem obrażony, oświadczył, że się obawiać nie 
potrzeba, gdyż ma ten zwyczaj, "choćby najwięcej pił, gdy 
się jegomość obalić ma, wprzód kieliszek postawi". A nie 
był jednak w stanie ten sam p. Robertowski wypić "wilka" 
inaczej, jak dopiero za trzykrotnem do niego przyłoże- 
niem się, co swoję. drogą. "applauz" wywołało. Cóż więc 
dziwnego, że wobec dowodów męstwa Babińczyków przy 
kieliszku, p. Krzysztof Plecki radził im po "fatydze" roz- 
bierać się i wytarzać w kopie rozrzuconego siana. 
"Wilk" był nietylko "starodawnością." Babina, ale 
. 
i jego największą. świętością.. Jan z Polanowic Polanow- 
ski "powinności tej zacnej Babińskiej Rzeczpospolitej i pra- 
wom in ea sancitis wygadzaję.c, vilcomem kielich wielki 
, 
dobrego wina wypił". Przy takiem zapatrywaniu się na 
powinności, zupełnie są. w porzą.dku rozsiane licznie w Re- 
jestrze anegdoty o bohaterskich czynach na polu pijatyki. 
Zakończmy rzecz o pijaństwie babińskiem d wuwier- 
szem nieznanego babińskiego autora (zap. 84), 
Ręka pióro piastuje, druga kielich spory: 
Pijem, piszem, oraz to dojdzie swojej pory. 


Dość tych cytat, aby poznać ducha panuję.cego w Ba- 
binie. Babińczycy łgali, pili i pisali nie zawsze w trzez- 
wym stanie. \Vyda.wca ich aktów "tego prześlicznego 
pomnika życia i humoru", zaznaczył, iż bywają. zapiski 
pośpieszne, złym atramentem i widocznie w chwilach 
pe\vnego podniecenia umysłowego czynione". Czy to było 
podniecenie "umysłowe", niech ocenię. czytelnicy. 


. 


* 


*
>>>
- 105 - 


-. 
t. 


Znamy już organiza;:ję, znamy dowcip Babina i za- 
sady, jakiemi się kierował. Pozostaje jeszcze do rozstrzyg- 
nięcia, czy prawdą. jest, iż górował on życiem towarzy- 
skiem, iż zgromadzała się w nim inteligencja, jeżeli nie 
. całego kraju, to przynajmniej tego województwa, w którem 
]eżał, tych najbliższych okolic, w których miał dzierżyć 
sztandar życia towarzyskiego. Akta babińskie muszą. być 
naszym przewodnikiem w rozstrzygnięciu tego pytania, 
bo inych świadectw nie mają.c, na nich jedynie opierać 
się możemy. 
Weźmy się znowu do rachunku. Odtrą.ćmy lata za- 
.niku życia towarzyskiego w Babinie, a więc, jak poprze- 
dnio, przyjmijmy tylko okrą.głe 50 lat działalności Babina 
w drugiej jego epoce. 
Na te 50 lat mamy niespełna 400 zapisków. Wiemy 
już dobrze, że nie każdy z nich innego dnia zaciągniono 
do rejestru, że często za jednem zebraniem się gości w Ba- 
binie wpisywano po parę, a nawet po kilka odrazu kon- 
ceptów. Jeżeli weźmiemy jeszcze pod uwagę różne rela- 
.cje i koncepty, wpisane przez Pszonków, kiedy nikogo 
z gości nie było, to rachują.c jak naj względniej, przeko- 
nalny się, że posiedzeń babińskich, zanotowanych w Re- 
jestrze, było co najwyżej 200 na lat 50, czyli cztery po- 
siedzenia, na rok, boć trudno przypuścić, aby były takie, 
pod czas których nikt, choćby najgłupszej facecji na pocze- 
kaniu nie stworzył. Wszak mamy wyraźne dowody, że 
naumyślnie silono się, aby powiedzieć jakiś nonsens i za- 
notować go w Rejestrze. 
Gdzież to życie, gdzież ten zjazd obywateli, gdzie sa- 
lon towarzyski, jakiego w kraju jak długi szeroki, nie było 'l 
A przecież właścicielom Babina łatwiej było niż ko- 
mu innemu gromadzić u siebie liczne zastępy gości ze 
'wszystkich stron kraju. Nie idzie tu o ich samo położe- 
nie materjalne; zamożność domu nie była tu decydują.cą..
>>>
- 106 - 


Przy ówczesnym stanie komunikacji, nawet największy 
nIagnat nie mógł ciągle podejmować u siebie gości z da- 
lekich okolic i musiał poprzestawać na przyjmowaniu są.- 
siedztwa. \Vyższość Babinowi zapewniał Lublin. Miasto to 
do połowy XVII-go wieku, zanin1 odwiedzili je Szwedzi, 
Kozacy i Tatarzy, było jednem z naj ludniejszych i najza- 
możniejszych miast Rzeczpospolitej. Liczyło 40 tysięcy 
ludności, miało kilkanaście kościołów, wielcy panowie 
stawiali w niem swe pałace. To mało, Lublin był miastem 
trybunaIskiem; cała Małopolska zjeżdżała się do niego, 
bo któryż magnat lub szlachcic nie uciekał się pod opiekę 
trybunału, lub nie był przezeń wezwany? Zbytecznem zaś 
chyba wyjaśniać, czem były owe trybunały, jakie budziły 
życie, jakie podczas ich funkcjonowania odbywały się 
zjazdy. Babin oddalony o d wie mile od Lublina, leżał 
na trakcie ku Krakowu. Stąd też właściciele jego mieli 
wyją.tkową sposobność zada walania odczuwanej przez sie- 
bie gościnności staropolskiej. I widzimy jasno z aktów ba- 
bińskich, że Lublin rzeczywiście dostarczał Pszonkom 
. 
 znacznej ilości kompanów do kielicha. Na każdej prawie 
karcie spotykamy się z sędziami grodzkimi, ziemskimi, 
urzędnikami i duchownymi lubelskimi, z marszałkami 
i deputatami trybunału. Prócz tego, często ten i ów za- 
pisuje w aktach, iż "zjechał" z Lublina, powraca z niego, 
lub \v nim czasowo przebywa. Są. też ślady, że burgrabia 
babiński robił \vycieczki do Lublina i zabierał do siebie, 
kogo się dało. 
A jednak, jak zauważyłem, Akta babińskie przeczą, 
jakoby w ścianach babińskiego grodu płynęło pełnem ko- 
rytem życie towarzyskie. Są.dząc po nich, po ilości posie- 
dzeń, można przypuszczać, że każdy są.siad Babina cieszył 
się równą. jak Babin, a może \viększą. od niego liczbą. 
gości i przyjaciół. 
Ale nietylko o ich liczbę, lecz i o jakość iść nam po-
>>>
- 107 - 


winno. GdybyśnIY się opierali na indeksie osób, ulożonyn1 
przez prof. Windakiewicza, mógłby się Babin dość świe- 
tnie zaprezentować. Ale przyjrzyjmy się nie indeksowi, 
lecz samym aktom. Spotykamy \v nich pierwszorzędne 
nazwiska, ale po większej części są. one tylko wymieniane, 
bo właściciele ich nogą. nie postali w Babinie. Są. wzmian- 
ki o dwóch Ostrogskich: Konstantym, wojewodzie kijow- 
skim, i Januszu, kasztelanie krakowskim, o Jędrzeju Opa- 
lińskim, biskupie poznańskim, o dwóch Sapiehach: Ka- 
zimierzu, podkanclerzym litewskim i drugim nieznanego 
imienia, o dwóch Radziwiłłach, wojewodach wileńskich
 
Krzysztofie i Mikołaju Sierotce, oraz o Albrechcie, kan- 
clerzu litewskim i t. d. -- ale ich nigdy Babin nie oglą.- 
dał, opowiadali o nich tylko goście babińscy. 
Trzebaby zaś spisać całą. olbrzymią. litanję nazwisk, 
ażeby wyliczyć te znakomitsze \v Polsce osobistości, o któ- 
rych nawet wzmianki nie było w Babinie. Charaktery- 
stycznem jest n. p., że niema śladu, aby zajrzał do niego 
Aleksander Tarło, wojewoda lubelski, a więc największy dy- 
gnitarz tego województwa, w któren1 się Babin znajdował. 
Bywali jednak w Babinie i ludzie głośnych nazwisk. 
Zajrzał raz do niego Jerzy Lubomirski, marszałek wielki 
koronny, rokoszanin; odwiedzili też Jakóba Pszonkę Jan 
Ostroróg, wojewoda poznański, i Mikołaj \Volski, marsza- 
łek koronny; - możnaby wreszcie wyliczyć jeszcze ze- 
trzydzieści nazwisk ludzi bardzo wybitnych w dziejach, 
albo wysokiego rodu czy stanowiska, których Babin 
ugaszczał w s\voich ścianach. Lecz trzeba zrobić ważne. 
zastrzeżenie. Spotykamy się naprzód z Zamojskimi 
i l\Iyszkowskimi, ale wiejny, że tak jedni jak i drudzy 
połą.czyli się z Pszonkami węzłami rodzinnymi, a więc 
przybywali krewni do krewnych. Zresztą., co się tyczy 
Zamojskich, to z nich bywali w Babinie tylko sami młodsi, 
nie zajmują.cy jeszcze, albo nigdy, żadnego wybitnego
>>>
- 108 - 


0:1 


stanowiska. Osobnę. kategorję stanowią. ludzie, którzy za- 
słynęli w kraju, lub doszli do wysokich stanowisk, ale 
dopiero później; za pobytu swego w Babinie należeli do 
ludzi przyszłości. Taki n. p. Stanisław Łubieński, później- 
szy biskup płocki, spotkał się z "wilkiem" babińskim, bę- 
dąc dopiero proboszczem gnieźnieńskim. Jakób Sobieski, 
późniejszy kasztelan krakowski, ojciec króla Jana, został 
urzędnikiem babińskim, mają.c lat dwadzieścia kilka i no- 
szą.c tylko czczy tytuł wojewodzica lubelskiego. Andrzej 
Mor ztyn, wpisują.c swój wiersz do Regestru urzędników 
babińskich, był dopiero stolnikiem sandomirskim i 30 lat 
jeszcze oddzielało go od podskarbiostwa. Jan Stanisław 
Zbą.ski, późniejszy biskup warmiński, przyjaciel i tO'wa- 
rzysz w bojach króla Jana, przyję.ł kapelaństwo babińskie, 
będę.c zwykłym księdzem, a może co najwyżej kanoni.,. 
kiem. Poprzestańmy na tych kilku nazwiskach, lubo 
możnaby ich wyliczyć znacznie więcej. Czegoż one do- 
wodzą? Oto tego, że w Babinie bywali przedewszystkiem 
ludzie młodzi, rozpoczynają.cy karjerę, lub dopiero w jej 
środku - a pomiędzy nimi sporo było znanych rokoszan 
i warchołów; wyją.tkowo tylko mógł Babin się poszczycić 
odwiedzinami ludzi, mają.cych w kraju 'władzę, powagę 
i znaczenie. Ale tych wyją.tków było zaledwie kilkanaście, 
a więc jeden na lat kilka. Można zaś śmiało przypuszczać, 
iż każdy zamożniejszy dom w Polsce witał w swych pro- 
gach raz na lat kilka jeżeli już nie hetmana, kanclerza 
lub prymasa, to przynajmniej jakiego biskupa, wojewodę 
lub kasztelana. 
Kończą.c więc uwagi nad aktami babińskimi, musimy 
przyjść na ich podstawie do następują.cych wyników: 
a) Rzeczpospolita Babińska za czasów Jakóba i Adama 
Pszonki nie miała żadnej organizacji, nie była też insty- 
tucją. humorystyczną., lecz zabawkę. właścIcieli Babina, 
polegaję.cę. na niewyszukanem kłamstwie.
>>>
109 - 


b) Dowcipu w Babinie w tej epoce' było niesłychanie- 
mało, a za to od czasu do czasu sporo pijatyki. 
c) Babinem współcześni wcale się nie zajmowali, bo 
głucho o nim wszędzie, nawet tam, gdzieby się wzmianki 
o nim spodziewać należało. 
d) Nie był on nawet jakiemś wybitnem ogniskiem to- 
warzyskiem, gdyż dość rzadko zgromadzał u siebie szlach- 
tę i inteligencję, choć miał nadzwyczajną. łatwość potemu. 
e) Stosunki właścicieli Babina z wybitniejszymi ludź- 
mi ich szasów niczem się nie różniły od stosunków, jakie 
mieć musiał każdy bene natus et possesionatus. 
Trudno więc wobec tego mówić, że Babin był salonem 
obywatelskim, naj starszym i najzacniejszym w dawnej 
Polsce (Windakiewicz), a trzeba mieć chyba olbrzymi po- 
. 
lot fantazji, aby są.dzić, że oddziaływał on na społeczeń- 
stwo w kierunku obywatelskim i cywilizacyjnym. 
Co do samych Aktów babińskich, przeszedłszy do po- 
rzą.dku dziennego nad ich nadzwyczaj naiwnym dowcipem, 
opartym na nużą.cem jednostajnością., często trywialnem, 
a prawie zawsze pospolitem, dziwnie jałowem kłamstwie, 
nie można im odmówić pewnej, lubo nadzwyczaj małej 
wartości. Wszystko, co nam mówi o przeszłości, jest już 
samo przez się cieka we. Przy ubogich żródłach do dzie- 
jów naszych obyczajów, ma wartość każdy zapisek, który 
nam o nich cokolwiekbę.dź wspomina. Wprawdzie z wiel- 
kim trudem, ale można ułowić w Aktach pojedyncze rysy 
stosunków towarzyskich. Nie będą. to drogie kamienie,. 
wzbogacają.ce skarbnicę naszych wiadomości, będę. to tyl- 
ko okruchy szlachetnych metali, ale zawsze będę.. Może 
najważniejszą. zdobyczą. są. luźne wzmianki o udziale ko- 
biet w życiu towarzyskiem. Przyzwyczailiśmy się ciągle 
powtarzać za panią. matkę. (lubo dość znamy już faktów, 
aby się tego oduczyć), że kobiety nasze aż do ostatnich 
czasów były jakby niewolnicami, które tylko domu strze-
>>>
- 110 - 



 


gły i ką.dziel przędły, kiedy 111ężowie się bili i bawili. Ot6ż 
z Aktów babińskich przybywa temu nowe zaprzeczenie. 
Rzadko w nich wprawdzie \vystępują. kobiety, ale dotrzy- 
mują. towarzystwa "tyranom" i chętnie pomnażają zbiór 
kłamstw babińskich, za co też otrzymują. stosowne urzędy. 
'Vprawdzie na temat białogłów tworzą. babińczycy często 
niezbyt przystojne żarty, ale niema w nich nic ubliżają.- 
cego płci pięknej, nic, coby wskazywało na jej podrzędne 
stanowisko. Owszem widzinIY, że taka p. Niedrwicka, wy- 
szedłszy za Krzysztofa Stadnickiego, była nieczułą. na 
\vszelkie jego prośby, aby porzuciła herezję i ustą.piła do- 
piero pod tak silnym argumentem, jak groźba spalenia 
ży\vcem. Jak szanowano panIięć zmarłych małżonek, niech 
na dowód służy fakt, że pomiędzy 22. września 1614 a 5. lu- 
tego 1615 roku nie zapisano nic w Aktach bab"ińskich, 
a to z powodu, iż w tyn
 czasie chorowara i umarła 
(8. października) żona Jakóba Pszonki 1). Nie jest to zresztę. 
tyJko przypuszczenie, bo burgrabia własną. ręką. wpisał do 
Regestru: luctus compescit omnia joca. 
Prócz drobnych rysów obyczajowych, znajduje się 
\v Aktach sporo jędrnych zwrotów, które przyjemność 
sprawiają. każdemu zwolennikowi staropolszczyzny. 
Ale owa wartość Aktów niema nic wspólnego ze sta- 
nowiskiem Rzeczpospolitej Babińskiej, nie uraiuje też jej 
sławy, nie wzbudzi dobrego nIniemania o jej dowcipie. 
Nie chcę zaś nawet silić się na odpieranie twierdze.- 
nia, jakoby Babin przyczynił się do rozwoju nowelistyki 
w naszym kraju, bo trzebaby chyba spisywać olbrzymi 
rejestr drukowanych w Polsce \v XVI. i XVII. wieku wier- 
szen1 i prozą. fraszek, figlików, anegdot, dykterjek i face- 


1) 'V pamiętniku jego, wydanym przez Bielowskiego, znaj- 
duje się piękny napis nagrobkowy, jaki poświęcił zmarłej mał- 
żonce.
>>>
- 111 


cyj, z których każda, lubo jej jeszcze daleko do no\veli, 
"jest przecie do niej dziesięć razy więcej zbliżoną., niż 
\vszystkie, raz.em wziąwszy, zapiski babińskie. SnIutna 
to zaiste byłaby nowelistyka, której by źródła poszukiwać 
trzeba było w Aktach babińskich. 


VI. 
Pozostaje jeszcze jedno do rozstrzygnięcia pytanie, 
a mianowicie, czy Rzeczpospolita Babińska z czasów Ja- 
kóba i Adama Pszonki była karykaturą. pierwszej swej 
epoki, czy też nieodrodną córą. tej Rzeczpospolitej, którą. 
założył Stanisław Pszonka i Piotr Kaszowski, o której pi- 
sał Sarnicki, której wielki Zamojski miał być czynnym 
członkiem i z\volennikiem, a która miała na wet zwrócić 
na siebie uwagę Zygmunta Augusta. 
Rzecz napozór do rozstrzygnięcia bardzo trudna. Tar- 
nowski przypuszcza wprawdzie, jak to już wiemy, iż 
m o ż e w swoich począ.tkach Babin był ożywiony myślą. 
głębszą. i był trafną. satyrą., m o ż e dopóki kwitł, nie dbał 
o to, ażeby zapisać się na papierze, m o ż e zresztą. nie 
był on już i wówczas wesoły do widzenia przez swoją. lek- 
komyślność, ale przez naiwność swoją., przez samorodny 
poped wesołości był sympatyczny: \Vszystkie owe m 0- 
ż e bardzo już dużo mówią., bo wzbudzają. podejrzenie. 
Słuszność zaś tego podejrzenia można udowodnić rozu- 
mowaniem, opartern na tern, co wiemy i czego nie wiemy 
o pierwszej epoce Babina. Złośliwy krytyk niech się nie 
uśmiecha na to, że pragnę budować także na niewiad0- 
mości, bo właśnie brak wszelkich wiadomości tam, gdzie 
podług prostej logiki być powinny, jest w tym wypadku 
bardzo silnym argumentem. 
Ponieważ Sarnicki jest jedynem źródłem do historji 
pierwszej epoki Babina, musimy więc zastanowić się 
przedewszystkiem nad jego opisem Rzeczpospolitej. Już
>>>
, 


- 112 - 


Windakiewicz, lubo na tym opisie polega i wierzy mu, za- 
uważył przecież, iż jest on "zdradliwy". I dobrze zauważył. 
Pisze Sarnicki, iż wybierano w Babinie króla, a je- 
dnocześnie podaje anegdotę o Zygmuncie Auguście, z któ- 
rej wynika, że króla nie wybierano. Autentyczność zresztą. 
tej anegdoty już powyżej zachwiałem. 
Przesada Sarnickiego jest widoczna, kiedy mówi, iż 
w Babinie byli tak wyborni znawcy ludzi, iż żaden le- 
karz nie rozpoznałby lepiej od nich ludzkich skłonności, 
że żaden profesor etyki nie wytłumaczyłby tak dobrze 
wad i obyczajów, żaden fizjognomista nie poznałby tak 
dokładnie natury ludzkiej z mowy, gestów i postaci. 
'Omnis homo mendax miał powiedzieć jakiś Babińczyk 
i dodać, że kłamstwo jest fundamentem i istotą Rzeczpo- 
spolitej Babińskiej. Widzimy, iż fundament ów przecho- 
wał się ściśle w drugiej epoce Babina, że więc pod tym 
względem Rzeczpospolita Jakóba i Adama Pszonków była 
dalszym ciągiem Rzeczpospolitej Stanisława Pszonki. Sto- 
sownie też do tego fundamentu, udzielano nominacji za 
kłamstwa, co nie było przecież satyrą, lecz żartem. Jakże 
z tern pogodzić nominacje, przytaczane przez Sarnickiego, 
z których wypływa, iż starano się, aby każdy otrzymał 
godność, stosownie do wad swoich, a więc przeciwną przy- 
miotom od tej godności wymaganym. Jeżeli nie za kłam- 
stwa, lecz za owe wady dawano nominacje na arcybisku- 
pów, hetmanów, inkwizytorów - toć to oczywista sa- 
tyra; gdzie się tu da pomieścić maksyma omnis homo 
mendax. Wyraźna sprzeczność; słusznie "zdradliwym" na- 
zywa Sarnickiego Windakiewicz. 
A teraz zastanówmy się nad podaniem Sarnickiego, 
lZ prawie wszyscy naj wybitniej si dygnitarze musieli 
przyjmować nominacje babińskie, bo inaczej narażali się 
na wyśmianie. Gdyby szło o proste kłamst\vo, możnaby 
jeszcze wierzyć temu podaniu, ale jeżeli szło o satyrę,
>>>
13 - 


wszelka wiara ustą.pić musi. Wyobraźmy sobie, że znaj- 
, 
duje się gdzieś dzisiaj grono ludzi podrzędnych stanowisk
 
a takimi byli wszakże Babińczycy, którzy nietylko kpią.. 
sobie odważnie z ludzi, zajmują.cych wysokie stanowiska, 
ale jeszcze mają śmiałość drwiny te przenosić na papier 
w formie nominacyj i wręczać je ofiarom swoich żar- 
tów. Toby i dziś nie uchodziło: delegaci z nominacją naj- 
częściej znaleźliby się za drzwiami, traktowanoby ich bo- 
wiem, jako zwyczajnych impertynentów. A przecież dziś 
jesteśmy więcej przyzwyczajeni do satyry, więcej otrza- 
skani z bolesnym żartem, a nawet z paszkwilem. 
Czyż książę Kościoła, dumny hetman "lub wojewod
 
nie mieliby tyle mocy, aby wyprosić z komnat swoich 
wysłańców jakiegoś pana Pszonki, przychodzących do 
nich w ubliżają.cem im bą.dź co bądź poselstwie 1). Jeżeli 
więc były wydawane owe nominacje, to przypuszczać się 
godzi, iż Babin wydawał je jedynie gronu swoich osobi- 
stych przyjaciół i znajomych, którym towarzyskie sto- 
sunki obrażać się nie dozwalały. Ależ w takim razie
 
gdzież jego znaczenie, gdzie ta satyra polityczna, której 
echo miało się rozlegać po całej Rzeczpospolitej nie Ba- 
bińskiej, lecz Polskiej? Babin zatem sta wał się zwykłą. 
zaba wką. ograniczonego kółka s woich przyjaciół, był tem 
samem, czem w drugiej swojej epoce za czasów Jakóba 
i Adama. 


1) Górnicki, któremu chyba nikt nie odmówi znajomości 
własnego społeczeństwa, w "Dworzaninie", wyszłym za cza- 
8ÓW pierwszej, tej niby świetnej epoki Babina, radzi być bar- 
dzo ostrotnym z "uszczknieniem trefnowania, aby człowiek 
wiedział, kogo dojechać ma... Więc i tych, którzy miłość a za- 
chowanie mają, tykać nie trzeba, zw ł a s z c z a m o t n y c h, 
bo igrzysko z nimi jest niebezpieczne". "Z takimi - mówi da- 
lej motna kunsztować i niedostatki ich strofować, którzy nie 
są tak wielcy, itby najmniejszy ich gniew mógł nam uczynić 
wielką szkodę". 


Szkice literackie. 


8 


.
>>>
- 114 - 


A dodajmy jeszcze, iż postać samego Stanisława Pszon- 
ki jest bardzo niewyraźna i to tak niewyraźna, iż można 
podać w wę.tpliwość nawet owę. wielką. popularność, jak" 
miał się cieszyć wśród. szlachty. Monografiści Babina 
opuszczają. dyskretnie jeden fakt, wiele o nim mówię.cy. 
Czacki w swoich ""litewskich i polskich prawach" piszę.c 
o pojedynku, przytacza w przypisku ciekawy dokument 
z r. 1550, tyczę.cy się Stanisława Pszonki de Babin, a więc 
założyciela Rzeczpospolitej. Dokument ten jest ostatnim 
śladem istnienia w Polsce pojedynków, odbywanych za 
królewskiem pozwoleniem. Pszonka ubliżył słownie Mi- 
kołajowi Brzostowskiemu de Galczica, a wyzwany na po- 
jedynek, nie stawił się. Przeto Zygmunt August wydal 
dekret, w którym go ogłaszał za burdę i tchórza. Dekret 
ten, znajdujący się .w archiwum głównem warszawskiem, 
widział w oryginale W. A. Maciejowski 1). 
Burda i tchórz, to nieb3:rdzo zaszczytne epitety, zwłasz- 
cza, jeżeli stwierdzone podpisem królewskim. Wprawdzie 
to nie wystarcza do zupełnego potępienia Pszonki; opie- 
rać się na jedynym dekrecie nie można. Mógł Pszonka 
odzyskać stracony honor, mógł się wytłumaczyć z niemoż- 
ności stawienia się do pojedynku - ale bę.dź co bę.dź, do- 
póki niema przeciwnych dowodów, musimy się liczyć z de- 
kretem Zygmunta Augusta. A liczą.c się, można powę.t- 
piewać o popularności Pszonki między bracię. szlachtę" 
a przynajmniej pomiędzy jej częścią poważniejszą., sta- 
nowią.cą. wówczas rdzen społeczenstwa. To znów pozwala 
poprzeć zarzut, stawiany Sarnickiemu, a tyczą.cy się wia- 
rogodności jego podano 
Ale kto to był sam Sarnicki? Nie może to być obo- 


1) Czacki, wyd. z 1801, II. 147, Maciejowski, "Piśmiennictwo 
polskie", t. III. str. 559. Czacki źle odczytał dokument, np. za- 
miast de Galczica, podaje de Gulezicza i później Pszonkę robi 
Mikołajem, przez zamianę imienia z Brzostowskim.
>>>
. - 115 - 


jętne, bo im pisarz poWaZnle]Szy, znakomitszy, prawdo- 
m6wniejszy, tern większą. wiarę przywię.zujemy do słów 
jego. Sarnickiego wszyscy nasi historycy literatury lekce- 
ważę., a Juljan Bartoszewicz charakteryzuje jego wartość 
w dwu słowach: "nędzny pisarz". I niema w tej charak- 
terystyce przesady. Wszak Annales Sarnickiego należą. 
bezsprzecznie do śmietnika naszej historjografji. Polacy 
slJ. w nich Sarmatami, prowadzą.cymi ród swój od Assar- 
mota, synowca Noego w szóstem pokoleniu. Zacząwszy 
od tego Assarn10ta, a więc od Noego, gdzie mu już tak 
blisko było do Adama i Ewy, cię,gnie Sarnicki naprzód 
dzieje polskie (1) od tych czasów, aż do bajecznej historji 
Lecha, Krakusa i t. d., którego to ostatniego wywodzi od 
rzymskiego Tyberju
za Gracha. 
W taki sposób zapisuje pięć księ.g swoich roczników, 
a dopiero \v trzech ostatnich na 105 kartach i n f o l i o, 
streszcza w sposób kronikarski dzieje narodu od Mieczy- 
sława do Stefana Batorego, wypisując żywcem całe ustępy 
z poprzedników. I w tern dziele, za które słusznie mu się 
należał tytuł historyka babińskiego, poświęcił Sarnicki 
przeszło trzy stronice Rzeczpospolitej babińskiej, to jest 
użyczył jej więcej miejsca, niżeli niejednemu całemu pa- 
nowaniu, a tyleż, co panowaniom Bolesława Chrobrego 
i Zygmunta Augusta, z których każde streszcza na trzech 
stronicach. Tą. proporcją zachowanę. w Annales, uwydat- 
nił sam Sarnicki swoją. charakterystykę, jako pisarza 1). 
Co go zmusiło do tego, logicznie biorlJ.c, czystego ab- 
surdu 1 Znajdujemy ku temu niejakę. wskazówkę. Wie- 
my, że Sarnicki z wielkim szacunkiem odzywa się o Pio- 
trze Kaszowskim, kanclerzu babińskim, właścicielu Wy- 
sokiego w Krasnosta wskiem, sam zaś Sarnicki, urodzony 


1) Opieram się na wydaniu pierwszem z r. 1587. Opis Ba- 
bina znajduje się na str. 395-398. 


8*
>>>
- 116 - 


w ziemi chełmskiej, blisko Krasnostawu, przebywał czę- 
sto w okolicach rodzinnych, bywał na synodach w Lubli- 
nie, a wreszcie Zygmunt III-ci mianował go wojskim kra- 
snostawskim. Nie ulega przeto wą.tpliwości, że znał Ka- 
szowskiego, co zresztQ. popiera wzmianka o tern, że Ka- 
szowski "dotą.d żyje" i że ma "nadzwyczajne przymioty 
towarzyskie". Nietylko zresztlJ, znajomość łą.czyła Sarnic- 
kiego z Kaszowskim. Paprocki pisze: "Kaszewscy 2) tam- 
że w tym kraju (w województwie lubelskim), z których 
jeden, wieku mego, Piotr był sędzią ziemi lubelskiej, czło- 
wiek cno.tliwy, chociaż był aUenus a fide catholica". Łączy- 
ła więc tych dwóch ludzi nietylko prosta znajomość, ale 
łQ.czyło wspólne wyznanie i to w chwili, kiedy wyznania 
walczyły z sobą. z największą zaciętością. Nieocenione jest 
dla zrozumienia tej łą.czności owe c h o c i a ż Paprockie- 
go: Kaszowski był człowiekiem cnotliwym, c h o c i a ż 
był akatolikiem ! Według zatem katolika Paprockiego, 
cnota z akatolicyzmełn pogodzić się nie dała, a Kaszo'w- 
ski był tylko wyj
tkiem. Naturalnie akatolicy odpłacali 
pięknem za nadobne, a co za tern idzie, trzymali ze sob
 
wzajemnie się chwalili, reklamowali. Stą.d przypuszcze- 
nie, samo się nasuwające: gdyby Kaszowski nie był akato- 
likiem i nie żył w bliższych stosunkach z Sarnickim, nie 
mielibyśmy w Annales tak dziwnie od całości dzieła odbi- 
. 
jajQ.cego i nieproporcjonalnie wielkiego, a raczej olbrzy- 
miego ustępu o Rzeczpospolitej Babińskiej. 


1) Zwykła zamiana u heraldyków końcówek s z o w s k i, 
s z o w i c z na s z e w s k i i s z e w i c z - lub odwrotnie. Dziś 
e stale zwyciętyło i tylko chcący się popisać starotytnością 
rodu, są s z o w s k i m i i s z o w i c z a m i, tak jak i ci, co y 
zamiast j. utywają, niepomni, te dawniej wszyscy się przez 
y pisali tak dobrze Zamoyski, jak Rogoyski, Gorayski i t. d. 
Właściwie, jeżeli ma być jut starotytnie, to naletałoby pisać: 
Zamoysky, Goraysky, Syedleczky, Skotniczky, Dęmbyenski, 
Dombrowsky, Pothuliczky, Czieskowsky zamiast Cieszkowski itd.
>>>
- 117 - 


Była to zatem prawdopodobnie reklama dla swego zna- 
jomego, współwyznawcy, a co za tern szło wówczas i przy- 
jaciela politycznego. Dziś taką. reklamę łatwiej odczuć, 
a przecież czyż nie spotykamy się co chwila w dziennikach 
z wynoszeniem pod niebiosa różnych "salonów", "ognisk 
życia towarzyskiego", w których to "ogniskach" nikomu 
nigdy ciepło nie był'o, albo z uchy]aniem czoła przed "ci- 
chemi cnotami", które rzeczywiście były tak ciche, że 
o nich właściciel ich nawet nie wiedział; albo z pochwałami 
dla mecenasów i znawców, którzy kupują. obrazy na licy- 
tacjach, a znają się na ramach; albo wreszcie z szalonę. , 
reklamę. dla najnędzniejszych ramot, wyszłych z pod pióra 
"przyjaciół politycznych?" 
Sarnickiemu łatwiej przecież było rek]amować Babin, 
bo nikt tej reklamie nie mógł nazajutrz zaprzeczyć, jak 
to dziś uczynić jesteśmy \v możności, choć rzadko czyni- 
my. A przyjaźń jego, jako akatolika z Babinem miała 
silny grunt pod sobą.. Charakterystycznem jest n. p., że 
kiedy o innych Pszonkach wspomina się, iż umierali ca- 
tholica morte, to Sarnicki pisze o Stanisławie, iż zeszedł 
z tego świata christiana morte. Z Sarnickiego też wiemy, 
iż wyśnIiewano w Babinie gorliwych wyznawców Kościoła 
katolickiego, albo też innej sekty (aUerius seetae, a nie 
re ligionis ) i mianowano ich inkwizytorami. To też w Ba- 
binie jeszcze na poczę.tku wieku XVII. za czasów Jakóba 
Pszonki spotykamy sporo akatolików, a pierwszy w Rege- 
strze zapisek opowiada o pijaństwie w zakrystji. Te sto- 
sunki z akatolikami, ta tolerancja, jak się wyraża wy- 
dawca Aktów babińskich, mogą nam w części wytłuma- 
czyć i udział Pszonków w rokoszu Zebrzydowskiego, do 
którego, jak wiadomo, hurmem rzucili się akatolicy. By- 
łoby rzeczlJ, niesłus7ną, dziś zwłaszcza, oskarżać pojedyn- 
cze osobistości, lub ogół, na podstawie wyznania, ale tru- 
dno zaprzeczyć faktom historycznym, które poświadczajQ.,
>>>
- 118 - 


iż we wszystkich rokoszach, nieporzą.dkach i kłótniach 
domowych, we wszelkiej opozycji władzy, a nawet wopusz- 
czeniu sztandarów własnych, przeważny, stosunkowo do 
swej ilości, brali u nas udział akatolicy. Był w tern na- 
wet pewien system, pewna teorja. Tak n. p. kalwińskich 
członków rodziny Radziwiłłów za czasów Pszonków wi- 
dzimy wszędzie, gdzie dobry obywatel znajdować się nie 
był powinien, zaczQ.wszy od -rokoszanina Janusza, wal- 
cZQ.cego pod Guzowem (a byli \v tym rokoszu i pp. Jakób 
i Stanisław Pszonkowie), a skończywszy na Januszu i Bo- 
gusławie, co służyli Karolowi Gustawowi (a służył mu 
i p. Adam Pszonka). 
Wracajmy jednak do Sarnickiego. Świadectwo tego 
pisarza, jakeśmy się przekonali, nie wiele warte. Naprzód 
opowiadanie jego o Babinie jest bałamutne, "zdradliwe", 
następnie on sam jako "nędzny pisarz" nie bardzo na wia- 
rę zasługuje, a wreszcie widocznem się wydaje, że piszQ.c 
o Rzeczpospolitej, miał na myśli reklamę dla swego przy- 
jaciela i współwyznawcy, a zarazem dla tej szlachty, która 
sympatję. otaczała nowinki genewskie i nie dwuznacznie 
żartowała z ludzi gorącej wiary. Sarnicki więc, jako świa- 
dek, należy do tych, od -których przed trybunałem nie 
odbiera się przysięgi. 
Potrzeba poszukać - świadków innych, którzy, jeśliby 
nie powiedzieli coś p
wnego o pierwszej epoce Babina, 
to przynajmniej stwierdziliby, iż Rzeczpospolita cieszyła 
się uznaniem w szerokich a poważnych kołach szlachty. 
Zdaje się, że o takich świadków nie powinno być trudno
 
boć wszakże Jan Achacy Kmita pisze wyraźnie: 


w tym cechu znaczny 
Miodopłynny pisorym Kochanowski zacny. 
Był y w tey komitywie Rey w polski rym łacny.
>>>
- 119 - 


Trzecieski y Paprocki y Sęp wierszem smaczny 
Miał urzę.d niepośledni w tym sławnym Babinie 1). 
A więc idźmy za wskazówkIJ, Kmity i zajrzyjmy do 
łych pisarzy, co byli "znacznymi w cechu". Jeżeli rze- 
czywiście należeli do przyjaciół Babina, piastowali urzę" 
dy babińskie, toć przecież w pismach ich powinny być 
jakieś ślady tego stosunku. Ale napróżnobyśmy ich szu- 
kali! 
Jestto rzecz zaprawdę godna zastanowienia. Pomiń- 
my już Trzecieskiego i Sępa, bo rodzaj literatury, które.. 
mu się oddawali, uwalniał ich od wzmianek o Babinie. 
Aleć Rej i Kochanowski do takiego Babina, jaki nam 
przedstawia Sarnicki, należeć rzeczywiście powinni i mo- 
gli. Wszak obaj ubiegali się za dowcipem, wszak sami 
należeli do najdowcipniejszych ludzi swej epoki, wszak 
Kochanowski pisał "Fraszki", a Rej dla powiększenia ilo- 
ści swoich "Figlików" robił wycieczki wszędzie, do wszyst.. 
kich literatur obcych. Przytem Kochanowski zbierał apo" 
ttegillata (anegdoty), a Rej całem swem życiem, usposo- 
bieniem, tak przyrastał do Babina, że jeżeli rzeczywiście 
do niego zaglę.dał, to musiał w jego sali siadywać na ho- 
norowem miejscu, to burgrabiowie, kanclerze i cały świat 
urzędniczy babiński pełnił przy nim obowię.zki paziów 
i szambelanów. Wiemy też skę.dinę.d, że Rej znał osobi.. 


l) Wrześnianin wylicza równiet między Babińczykami Reja, 
Kochanowskiego i Trzycieskiego, następujący jednak w nim za- 
raz obszerny ustęp o Kmicie, dowodzi, te czerpał po prostu 
z jego utworu. Naodwrót i Kmita pisze at dziesięć wierszy 
o Wrześniowskim (Wrześnianinie), - stąd rzecz jasna, it obaj 
natchnieni ślubem Katarzyny PszoIikówny ze Stradomskim, 
jednocześnie powzięli myśl uwiecznienia tego faktu i wzajem 
sobie w pracy pomagali, czego dowodzi ratące podobieństwo 
obu utworów. Stąd wiersze ich są dla nas jednem źródłem, 
a nie dwoma.
>>>
120 - 


ście Pszonkę, był bowiem arbitrem w sporze jego z bra- 
tanicą Kaszowską. 1), żonę. kanclerza babińskiego, wiemy, 
że miał dobra w pobliżu Lublina, że w nich nietylko go- 
ścił, ale i stale przebywał, że wreszcie, kiedy pośredniczył 
w sprawie Kaszowskiej, to musiał znać i jej męża, z któ- 
rym go łę.czyła na wet wspólność wyznania. Co do niego 
więc nie ulega, zdaje się, wątpliwości, że był w "komity- 
wie" z Babinem, jak się wyraża Achacy Kmita. A te 
wszystkie okoliczności powiększają. zdziwienie, że w pi- 
smach Kochanowskiego, a zwłaszcza Reja, nie odezwało 
się ani razu wspomnienie Babina. 
J eden jedyny z przytoczonych przez Kmitę Paprocki 
wiedział, że Babin istnieje, ale Babin miejscowość, a nie 
Rzeczpospolita. W swoich "Herbach rycerstwa" pisze 
o Pszonkach: "Wieku mego był to dom znaczny w woje- 
wództwie lubelskiem, a pisali się d e B a b i n". I to 
wszystko! Na wzmiankę o Piotrze Kaszowskim zdobył się 
Paprocki, nie zdobył się jednak na wzmiankę o Stanisła- 
wie Pszonce, ani o tej sławnej Rzeczpospolitej, do której 
sam miał należeć, którą miał się zajmo.wać nawet Zyg- 
munt August i Zamojski, około której miały się grupo- 
wać "wszystkie znakomitsze imiona", która miała mieć 
"potężny wpływ wśród ówczesnych zaognionych stosun- 
ków religijnych". (Windakiewicz) 2). 
Lecz jeżeli ci wszyscy pisarze przez dziwną, przypad- 
kowIJ, jednozgodność zapomnieli o B
binie, to był przecież 


1) Pamiętnik J akóba Pszonki, wydanie Bielowskiego. 
2) Wypada wspomnieć, choć w przypisku, o mniemanym 
a wielkim udziale Jana Zamojskiego w Babinie, bo dla Winda- 
kiewicza "nie jest hypotezą, ale faktem, it Zamojski był s p i- 
r i t u s ID o v e n s" Babina. Otót ten fakt polega na jednej 
wzmiance w "Aktach", te Tomasz Zamojski został po ojcu to- 
tumfackim babińskim, przez co Pszonka nadawał mu prawo 
nominacji urzędników. 'Viemy, it T. Z. nietylko tego prawa
>>>
121 


jeden taki, któremu zapomnieć o nim nie było wolno, je- 
żeli Babin rzeczywiście rej wodził w życiu towarzyskiem 
prowincji i trzymał berło satyry i humoru. Myślimy 
o Górnickim. Prawda, że wzią.ł 011 swojego Dworzanina 
"z ksią.g Grofa Balcera Kastygliona" , ale przecież nie tłu- 
maczył go dosłownie, "tego abo owego nie włożył", nie 
jedno "odmienił", i jak to powszechnie jest zna!le, sporo 
swojego dodał, a zwłaszcza rozmaitych anegdot czysto 
polskich. Sprawy dowcipu, "trefności", traktował obszer- 
nie w księdze drugiej i tam też najwięcej dokładał swego. 
Wyliczał wszelkie rodzaje dowcipu i na każdy z nich 
dawał przykłady. Poznajemy się tam z dowcipem lub 
żartami Tenczyńskiego, Tarnowskiego, Ocieskiego, Kmity, 
Reja, Białobłockiego, Bogusza, Rylskiego, Maika, Zemboc- 
kiego i t. d. Co więcej, są. tam dowcipy w rodzaju Ba- 
bina; jest mowa o ziemianinie, "co na karasiu jesdża, 
a w szczuce nalazł jastrzębia, a on kuropatwę skubie"; 
są. nawet nominacje a la Babin, bo Stanisław Białobłocki, 
mówią.c o siedn1iu braciach Karnickich, nazywał ich 
kuchmistrzami, gdyż "niemal z przyrodzenia mają., iż każ- 
dy umie sobie rozkazać dobrze uczynić jeść", a jeden tylko 
między nimi najmłodszy J akób jest podczaszym, bo go 
"ludzie za tego wzięli, jakoby go trunek nie miał mierzić". 
I w tym Górnickim, który z urzędu, że tak powiem, po- 


nie wykonywał, ale nie zajrzał ani razu do Babina, nawet no- 
Jninacji udzielił mu Pszonka... w Lublinie. Jakiż dowód, że 
wielki Jan Zamojski nie był takim samym totumfackim, jak 
jego syn, że nietylko miał tytuł, ale i z niego korzystał? Tytuł 
ten nie obrażał, owszem, był pewnem pochlebstwem, zazna- 
czeniem, iż w państwie Zamojski wszystko brał na swoje barki. 
Był to tytuł dowcipny, ale nic więcej - nie można z niego 
wyciągnąć żadnych wniosków o udziale Zamojskiego w Rzecz- 
pospolitej babińskiej, a cóż dopiero nazywać go na tej podsta- 
wie "spiritus movens" Babina. 


.
>>>
'\ 


-122- 


WInIen był wiedzieć, i pisać o Babinie, niema o nim ani 
jednego słowa. 
I w całej literaturze współczesnej epoki cisza o Ba- 
binie zupełna. A nietylko 'w literaturze, ale i wszędzie. 
W żadnym zbiorze wydanych, a pochodzQ.cych z wieku 
XVI. listów, nie odzywa się najlżejsze echo Babina. Prze- 
gIQ.dałem, o ile możności, wszystkie współczesne pamięt- 
niki, relacje i t. d. i zawsze z tym samym skutkiem, to 
jest raczej bez skutku. Istnieje cała np. literatura skła- 
dają.ca się z relacyj nuncjuszów i legatów papieskich, prze- 
bywają.cych w Polsce; wielu z nich szczegółowo opisywało 
zwyczaje, obyczaje i oryginalniejsze szczegóły z ustroju 
społecznego i towarzyskiego naszego kraju, a żaden nie 
wspomniał o sławnej R
eczpospolitej, która miała udzielać 
godności prawie 'wszystkim senatorom duchownym i świec- 
kim. Gdzież się podziały wreszcie te tysią.ce dyplomów 
babińskich, pisanych na pergaminie i opatrzonych pie- 
częciami? - chyba jakiś wróg zacięty Babina wykradał 
je wszystkie i niszczył, aby żaden nie przeszedł do potom- 
ności. 
Pozostaje wcią.ż, jako wyłą.czne źródło wiadomości złe- 
go i dobrego, jeden, jedyny Sarnicki. 
Czegoż to wszystko dowodzi? Oto chyba tego, że Ba- 
bin w swojej pierwszej epoce był zupełnie taki sam, jak 
za czasów J akóba i Adama Pszonków, że wszystkie wnio- 
ski, wycią.gnięte z "Aktów" babińskich, dadzą. się zasto- 
sować i do tej pierwszej epoki. Sam wydawca "Aktó\v'
 
twierdzi, że druga epoka (Jakóba) miała być naj świetniej- 
sza, a wiemy jakę. była. Bawiono się prawdopodobnie 
tak samo i za pierwszej epoki w Babinie, mniej lub więcej 
niewinnemi dykteryjkami, opartemi na kłamstwie; praw- 
dopodobnie "wilk" przechodził z ręki do ręki; kto lubił 
wypić, przybywał chętnie do Babina, ale nikt się nie chwa- 
]ił, zwłaszcza drukiem, stosunkami z Najjaśniejszę. 


.
>>>
123 - 


Rzeczpospolitą. Babińskę.. Jeden tylko Sarnicki był bar- 
dziej naiwny, uwierzył przechwałkom Pszonki czy Ka- 
szowskiego, którzy jako wyćwiczeni w kłamstwie, naga- 
dali mu, co im na myśl przyszło, a on, jako pisarz bez- 
krytyczny, a może, jak przypuściliśmy, dla przypodobania 
się przyjacielowi Kaszowskiemu, obdarzył świat wiado- 
mością. o akademji humoru i satyry, która była zwykł Q 
towarzyską. zabawkę. grona są.siedzkiego, a co więcej, by- 
najmniej nie oryginalną. i bynajmniej nie wyją.tkowę.. 
Tak jest, towarzystw tego rodzaju, co babińskie, było 
na świecie, a nawet w Polsce dużo, tylko mało o nich 
pisano i tylko gdzieniegdzie jakaś drobna wzmianka we 
współczesnych broszurach, listach lub epigramatach za- 
znacza ślad ich istnienia. Piotr Chmielowski rodowód 
Babina prowadzi z Włoch, gdzie podobne humorystyczne 
zwią.zki od dawna były znane; rodowód ten jest bardzo 
prawdopodobny, wiemy bowiem, iż do Polski w pierw- 
szej połowie XVI. wieku cią.gnęli Włosi jakby sznur żó- 
rawi; na dworze królewskim roiło się od nich i dopiero 
odjazd Bony zatamował ten przypływ. 
Windakiewicz przytacza ze źródeł francuskich nazwy 
dwóch takich towarzystw La Alere folle w Dijon i Royaume 
de la Basoche, które znacznie wcześniej istniały we Fran- 
cji, a miały również urzędników, opierały się jak Babin 
na fikcyjnych przywilejach i parodjowały miejscowe urzę.- 
dzenia 1). W roku 1450-tym spotykamy w Polsce Frater- 
nitas sacerdotum, rezyduję.cę. w Łańcucie 2). Stanisław 
Górski w życiorysie Krzyckiego wspomina o Korybucie 
Koszyrskim, szlachcicu z ziemi sochaczewskiej, który na.. 
leżał do najdowcipniejszych ludzi swego cza.su; Koszyrski 


1) "Akta", str. 7. 
2) Windakiewicz z Ulanowskiego "Analecta ad hist. iuris 
ca.n. in dioec. Praemislensi". 


.
>>>
124 - 


ten za Zygmunta Starego powołał do życia wesołe towa- 
rzystwo, złożone z obojej płci hulaszczej i nie liczą.cej się 

 moralnością, które wyprawiało orgje, a podkasany .do- 
wcip w wysokiej miało cenie 1). Za tegoż Zygmunta Sta- 
rego widzimy inne towarzystwo, Sodalitium, którego wę- 
głami byli: Dantyszek, poeta, późniejszy biskup warmiń- 
ski, dworzanin królewski Jan Zambocki i Mikołaj Nie- 
pszyc z królewskiej kancelarji; Zambocki nazywał człon- 
ków bractwa bibones et comendones 2). Z przytoczonych 
poprzednio słów Górnickiego widzimy, iż było w zwyczaju 
żartobliwe nadawanie urzędów, i że krą,żyły między 
szlachtą. dowcipy w rodzaju babińskich. Aleksander We- 
ryha Darowski 'w swoich "Przysłowiach 3) wyraża się, iż 
mieliślny kilka rzeczpospolitych podobnych do babińskiej. 
Bezimienny autor cytowanej poprzednio broszury: "Be- 
schreibung des Ursprungs des Alabander" przytacza z po- 
dobnych towarzystw naszę. Rzeczpospolitą babińską, ande- 
re zu geschweigen, a więc były współcześnie i inne. We- 
.spazjan Kochowski, jedyny z późniejszych poetów, który 
w pismach swoich wspomina o Babinie (w "Niepróżnuję.- 
cem próżnowaniu"), większą. przeci
ż kładzie wagę na 
Rzeczpospolitę. waśnio.wską, bo 
Tu Raggion di statto jak wieść o tern słynie: 
W \Vaśniowie rzą.d pospólstwa, monarchy w Babinie. 
"Przechv waśniowskiej rzeczpospolitej" dla Kochow- 
skiego "wszystko fraszką. i cieniem" - wobec niej niczem 


1) Do towarzystwa tego należał poeta Andrzej Krzycki, kt6- 
.ry w utworach swoich wiele korzystał z dowcipu Koszyrskiego. 
Kaz. Morawski sądzi, iż Krzycki zwalał tylko na Koszyrskiego 
autorstwo ("Ze dworu Zygmunta Starego" "Przegląd polski". 
r. 1887, str. 537). 
2) Tamże, str. 540. 
3) Przysłowia, 115.
>>>
- 125 


. 


Sparta, Rzym i Ateny. To też oprócz dłuższego wiersza 
w "Lirykach" pod tyto Encomium miasta Waśniewa 1) po- 
święca jeszcze tej Rzeczpospolitej dwie fraszki p. t. "W a- 
śniow" i "Votum \Vaśniowskie':' które jeżeli są. w pomyśle 
produktem Waśniowa, dobrze świadczą. o tej Rzeczpospo- 
litej, bo mają. w sobie więcej dowcipu niż połowa zapi- 
sków babińskich. W końcu doszła do nas jeszcze wiado- 
mość o Rzeczpospolitej kleczewskiej. Ks. Lewandowski 
nadesłał do "Wspomnień \Vielkopolski" E. Raczyńskiego 
artykuł o miasteczku Kleczewie, który kończy w te słowa: 
"O d n i e p a m i ę t n y c h c z a s ó w posiadacze pojedyn- 
czych wiosek w tej okolicy składają. stowarzyszenie, które 
r z e c z p o s p o l i tą. k l e c z e w s k ę. nazywają.. Nie mo- 
gliśmy dociec, jaki począ.tek tego przezwania, które dotą.d 
w brzmieniu swojem w całej mocy się utrzymuje 2). 
Z czasem zapewne wykryje się więcej towarzystw tego 
rodzaju co Babin, wszystkie jednak będą. o tyle nieszczęśli- 
we, że żadne z nich nie l1Iiało swojego Sarnickiego. Rzeczpo- 
spolita Babińska będzie miała jeszcze tę wyższość nad in- 
nemi, że pozostawiła po sobie swoje akta i weszła w ten 
sposób do literatury i historji życia towarzyskiego. 
Przechowała się ona nawet w paru przysłowiach. Kie- 
dy ktoś puszczał się na kłamstwa, opowiadał rzeczy nie- 
pra wdopodobne, mówiono, że "po suchych miejscach pły- 
wa", lub, że "musiał to słyszeć w Babinie". Ludzi tchórz- 
liwych znowu, "śmiałych gębą.", nazywano ,,rycerzami 


1) Kochowski, "Liryki", ks. I, XXIII, w wydaniu Turow- 
skiego} str. 49. 'Vaśni6w, niegdyś miasteczko w Opatowskiem- 
w pobliżu niego leżał folwark Gaj, miejsce urodzenia i pobytu 
Wespazjana Kochowskiego. (Patrz "Słownik geograficzny"). - 
Koch6w, zapewne gniazdo Kochowskich, leży pod Opatowem 
między Strzyżowicami a Czernichowem. 
2) "Wspomnienia Wielkopolski" E. Raczyńskiego 1842- 
1843, II. 423. Kleczew leży w powiecie słupeckim w Kaliskiem..
>>>
- 126 - 


z babińskiej wyprawy". Oba te przysłowia nie sę. zaiste 
zbyt pochlebnem dla Babina świadectwem. 
"W czepku się urodziła Rzeczpospolita babińska" 
napisałem na poczę.tku niniejszej rozprawy i pozwalam 
sobie sę.dzić, iż dowiodłem tego założenia. Pozosta wiła 
ona po sobie stokroć lepszą. pamięć, aniżeli pozostawić 
była powinna - żyje już blisko cztery wieki sztuczną re- 
klamą., której tylko lękliwą. gdzieniegdzie stawiano opo- 
zycję. Pierwszy Tarnowski usiłował sprov\'adzić jej zna- 
czenie do właściwych rozmiarów, ale uczynił to połowicz- 
nie, i skutkiem tego zapewne zapatrywania jego pokryły 
tylko lekkę. zmarszczką. spokojne potęgę. swej tradycji 
wody Babina. Czy usiłowania moje w tym kierunku będą. 
skuteczniejsze, czy zdołałem rozwiać iluzje otaczają.ce Ba- 
bin, a wcią.ż pokutują.ce w naszej literaturze - przesę.- 
dzać nie mogę, a zresztę. nie do mnie należy ocena siły 
mojej argumentacji. 


1895.
>>>
MAŁPA-CZŁOWIEK. 
N I E Z N A N A S A T Y R A Z P O C Z 
 T K U XVIII. W. 


Satyrę, której streszczenie podaję, znalazłem w starej, 
pisanej księdze, złożonej z kilku rękopismów XVIII. w. ra- 
zem zeszytych i oprawionych. Ksią.żkę tę podarował nie- 
gdyś mojemu ojcu Cezar Biernacki, autor kilku rozprawek 
historycznych, sekretarz 28-tomowej Encyklopedji Orgel- 
branda. Biernacki był kaliszaninem, z Kalisza podobno rę- 
kopis przywiózł, więc też ojciec mój nazwał go Rękopisem 
kaliskim. 
Rękopis satyry dość obszerny, zająłby prawdopodob- 
nie do ośmiu arkuszy druku. Tytuł jego pierwotny: 

łalpa-czlowiek w cnotach, tytuł zaś późniejszy, pełny: 
Satyra. Malpa-człowiek w cnotach, obyczajach i kroju. Te 
d wa ostatnie wYrazy i pierwszy dopisane sę. tę.ż samą 
ręką., ale innym, ciemniejszym inkaustem. Widocznie 
autor pomysł swój pierwotny rozszerzył, czego dowodzi 
i sam wstęp, w którym o tak rozległym zakresie pracy 
niema wcale wzmianki. Satyra, tak jak wyszła ostatecz- 
nie z pod pióra nieznanego jej autora, rozpada się na trzy 
części: 1) Malpa-czlowiek w cnotach, 2) Małpa-czlowiek 
w obyczajach i 3) Malpa-człowiek w kroju. Na każdą. z tych 
części składa się kilka rozdziałów 1). 


1) Po napisaniu tej rozprawki dowiedziałem się ze spra- 
wozdania o zajęciach naukowych, złotonego UniwersytetoWi. 
Warszawskiemu przez Teodora Wierzbowskiego, że w Królew- 
skiej bibljotece w Dreźnie znajduje się rękopis z XVIII. wieku,
>>>
- 128 - 


.. 


Kto był autorem satyry - daremnie byłoby dociekać,. 
niema bowieln żadnych wskazówek, mogą.cych naprowa- 
dzić na ślad nazwiska autora. Gdyby można przypusz- 
czać, że jestto utwór którego ze znanych pisarzy, prędzej- 
by się można pokusić o dochodzenie ojcostwa tego dzie- 
cięcia; ale styl rubaszny, nieproporcjonalny układ, brak 
literackiego obrobienia, częste wreszcie powracanie do tego 
samego przedmiotu, nie pozostawiają żadnej wą.tpliwo- 
ści, że autor satyry, choć nie bez zdolności, nie był jednak- 
że pisarzem z zawodu, a.le tęgim szlachcicem, co ręką. 
od korda odjętą., niewprawnie ale zamaszyście, od serca 
i do serca pragną.ł przemawiać. 
Parę wyrażeń tchną.cych niechęcią. do Sasów, jakoteż. 
wspomnienie o pełnym pobożności "królu nieboszczyku" 
wskazują. wyraźnie pierwsze lata XVIII. w. jako czas po- 
wstania satyry. Pewna surowość i ton mentorski, jakim 
autor pracę swoję zabarwił, pozwalają. wnosić, że w chwili 
kiedy jął pióro do ręki, był już mężem dojrzałym, a bo- 
daj czy nie starcem. .. 
Przypuszczenie to upoważniałoby do domysłu, że brał 
udział w odsieczy Wiednia, a może i do chocimskiej 
wiktorji się przyłożył. Że był to bowiem "człek rycerski" to 
jasny dowód w jego własnych słowach: "Czytają.c o woj- 
nach i saln zaraz wojując, nauczyłem się wojować z nie- 
małę. męztwa swojego reputacją., bo pochop sercu i apli- 
kacji wzią.łem z opisanych na pochwałę naszych kawale- 
rów akcji". Nie można tego brać za czczę. przechwałkę,. 
boć autor starannie ukrył swoje nazwisko. Sę. wreszcie 
i inne poszlaki przemawiają.ce za jego długim za'wodem 
rycerskim, a najważniejszą. bodaj z nich będzie stan ka- 


zawierający kart 102 folio (sygnatura bibljoteczna G. 44), pod 
napisem: "Małpa-człowiek w cnocie, w obyczajach i w kroju,. 
to jest na kształt ludzkiej, ale nie cale ludzka wieku teraź- 
niejszego maniera". 


,.
>>>
- 129 


walerski autora. "Żołnierz za żonę miewa szablicę" - 
mówi bardzo słusznie któryś z dawnych poetów, bo stan 
rycerski, jak go dawniej jako zawód pojmowano, nie mógł 
się godzić ze spokojem domowego ogniska. Nasz satyryk 
widocznie był tegoż zdania, mówiąc bowiem o "stroju bia- 
łogłowskim" . dodaje, że ma "do tego wolność", gdyż mu 
jej "przez przywilej stuły nie zawią.zała żona". 
Charakterystykę autora wycią.gnie sam czytelnik ze 
streszczenia satyry. Nie mogę się jednak powstrzymać od 
zwrócenia uwagi na kilka wybitnych rysów, cechują.cych 
jego indywidualność i przekonania. 
Przedewszystkiem przyznać' mu należy spory zasób 
odwagi cywilnej i prawdomówność. Każda prawie karta 
jego utworu silnie za tem przemawia, stę.d na zupełną. 
wiarę zasługują. słowa, które mówi sam o sobie: "Za 
drzwiami respektó w wystawać nie będę". 
Szczery, prawdziwy katolik, ubolewający nad "upad- 
kiem chwały Boskiej i nabożeństwa", upatrują.cy w tern 
nawet przyczynę wszelkiego złego, gromi jednakże wady 
duchowieństwa, choć wie, że "za to prawdziwego katolika 
gotowi zrobić heretykiem". Rzeczywiście, dziwne u nas 
dotą.d jeszcze panują. w pewnych sferach pojęcia. Owi Opa- 
lińskiego "liżyobrazki i zmyśleni obojej płci nabożnisie" 
nie pozwalają. nawet wspomnieć, że ktoś gdzieś naganiał 
lub nagania ułomności ludzkie w osobach poświęcają.cych 
się stanowi duchownemu. Przeglądając zaś dzieła naszych 
katolickich pisarzy od XVI. do końca XVIII. w. na każdym 
kroku spotykamy się z tą. słuszną. czy niesłuszną. naganą.. 
Kochanowskiego carmen macaronicum jest jakby wstępem 
do całego ich szeregu. Najszerzej rozwodzi się o tej spra- 
wie Opaliński, choć jak sam powiada: 
piszę prawowierny 
Katolik, z synów jeden Kościoła świętego. 


Szkice Jiterackie. 


9 


.
>>>
130 - 


Nasz satyryk wreszcie pisze prawie to samo, co pod- 
nosili i uznawali współcześni dostojnicy Kościoła. Może 
o jakie lat 20-30 od niego oddalony \Vacław Sierakowski, 
biskup przemyski, następnie arcybiskup lwowski, prze- 
strzega w r. 1741 przed "zamienianiem się świą.tyń pań- 
skich w jaskinie" a potem w sprawozdaniu swojem do 
Rzymu (1763) uskarża się na lekkomyślne odbywanie służ- 
by Bożej; narzeka, że w jego nieobecności opuszcza się 
wyższe i niższe duchowieństwo, wsponlina o oburzeniu 
ludu, o kanonikach "latających po wioskach okolicznych 
nawet po nocach" itd. -(Dzieduszycki. Żywot Sierakowskie- 
go str. 5- i inne). 
Na wszelkie uznanie zasługuje rozumne i uczchve poj- 
mowanie przez satyryka obowiązków rządzących wzglę- 
dem rządzonych. Dość spory traktacik: "jakim szlachcic 
być powinien" zawiera tyle zdrowych myśli, że obudza 
prawdziwy szacunek dla autora. A już najwyższy za- 
szczyt mu przynosi ustęp o biedzie i poniżeniu maluczkich. 
"Języka polskiego obyczaj" szczerze mu leży na sercu. 
Wogóle wszelka cudzoziemszczyzna jest mu wstrętna i nie- 
miła. 
Uposażenie umysłowe satyryka zdaje się być dość ob- 
fite. Wiele razy powołuje się na fakta czerpane z histo- 
rji, chłoszcze do\vcipnie nieuctwo kaznodziejów; Plutar- 
chus, Diodorus Siculus są. jego dobrzy znajomi. Ze czcią. 
wyraża się o poprzedniku swoim Opalińskim: "Nie przyj- 
dzie rzecz ta (satyra) do druku przez podłość swoją. i pry- 
watną zabawę wyrobiona. Ma ją. na świecie w satyrze 
swoim sudanno, nader kształtnie, okrą.gło i rzetelnie wielki 
nad zamiar Opaliński". 
Skończywszy tę krótką. charakterystykę autora, wy- 
pada mi jeszcze może usprawiedliwić się dlaczego stresz- 
czenia satyry dokonałem. 
Literatura nasza drugiej połowy XVII. w. i pierwszej 


.
>>>
131 


wieku XVIII-go, najmnIej była i jest znaną,. Po Kocha- 
nowskim, Reju, Skardze, szli prawie zaraz \v następnym 
szeregu Krasicki, Naruszewicz, Trembecki, a próżni stą,d 
powstałej, nie starano się długo zapełnić. Epokę panegi- 
ryzmu sądzono z pogardą. i uprzedzeniem. A jednak na- 
bywa ona coraz więcej znaczenia w literaturze, coraz wię- 
cej domaga się sprawiedliwości. Kto wie nawet czy nie 
okaże się zczasem naj obfitszą \v prace ul11ysłowe, pomię- 
dzy któren1i może być wiele śmiecia, ale jest i wiele po- 
żywnej strawy. Trzeba tylko szukać i szperać, a za plon 
obfity ręczyć 1110żna. \Vszakże dopiero przed trzydziestu 
laty odnaleziono perłę naszej epicznej poezji : "Wojnę cho- 
cimską," Potockiego. Kochowski zaledwie \v ostatnim dzie- 
siątku lat otrzymał należne sobie stanowisko w rzędzie 
poetów. Z Morsztynami dopiero Małecki gruntownie nas 
zapoznał i uporządkowawszy chaotyczne o nich wiadomo- 
ści, przyznał Andrzejowi to, co miał pisać nieistnieją,cy 
Zbigniew 1). O autora "Swady" jeszcze się dziś sprzeczamy. 
J emiołowskiego odnalazł w r. 1859 Bielo\vski, Jer licza 
\Vójcicki, Otwinowskiego Raczyński. Juljan Bartoszewicz 
podał pierwszy wiadomość w "Dzienniku Poznańskim" 
o dwóch wierszopisach polskich z XVII. wieku: Janie 
z Krzyszkowic i Sebastjanie Kochanowskich. Religijny 
wierszopis \Valenty OdymaIski nawet dzisiejszym histo- 
rykom literatury nie jest znany, lubo znał go dobrze Bro- 
dziński (Kursa literatury pols. w Uniw. \Varsz.); z now- 
szych tylko Tyszyński poś\vięcił mu zaszczytną wzmian- 
kę, na którą ze wszech miar zasługuje płynnością, i siłą, 
,,'iersza. Słowem, dziś każda chwila zdziera pomrokę z tej 


1) Przed kilku laty wydał Dr. \VI. Seredyński wiele nie- 
znanych wierszy ulotnych Andrzeja Morsztyna - piszący zaś 
te słowa jest w posiadaniu innych jego utworów dotąd całkiem 
niedrukowanych. 


9
>>>
-132- 


pogardzanej literatury, każdy rok przynosi jej zaszczyt- 
niejsze uznanie, każdy wzbogaca. ją nowemi odkryciami 1). 
Do tej pracy, około wyrządzenia sprawiedliwości lite- 
raturze z czasów Sobieskiego i Sasów, pragnąłbym ze swej 
strony się przyczynić, a ponieważ styl autora satyry dość 
silne na mnie zrobił wrażenie, ponieważ język wydał mi 
się dziwnie jędrnym i dobitnym, a treść bardzo rozumną 
i poczciwą., postanowiłem więc wydobyć z ukrycia utwór 
choć niepierwszorzędny, lecz w każdym razie dorzucający 
co nieco do historji obyczajów i świadczę.cy, że zdrowa 
myśl przebijała się ciągle przez powłokę gnuśności, nie- 
poradności i upadku naszego w początkach XVIII. wieku. 


I. 


Satyra rozpoczyna się od zapytania: czemu przypisać 
należy ogólny upadek obyczajów i gdzie się podziały sta- 
rodawne cnoty ojców naszych? Oglę.dając się naokoło, 
nigdzie ich autor nie dostrzega i pyta sam siebie, gdzie je 
znaleść może: "w państwach i królestwach całych, 
w zwierzchnościach czy władzach, w płci i stanach, 
w zgromadzeniach czyli w osobach?" Przewiduje, że po- 
szukiwania jego będą bezowocne. "O jak ciężkiej i nie- 
skutecznej podjąłem się pracy! Żyć mi było z wami, stra- 
wione da wnością wieków z samemi grobami waszemi 
imiona, staroświeccy i poczciwi ludzie. Tam bym się był 
napatrzył w cnotach ludzi, w ludziach Boga, w Bogu po- 
koju, w pokoju wszystkich żyję.cych szczęśliwości, w szczę- 
śliwościach słodkiej i spokojnej dawcy wszystkiego 
chwały" . 
Pomroka wieków pokryła te czasy, kiedy w państwach 


1) Zwracam uwagę, że pisałem to w r. 1882 - przez 48 lat 
wiadomości o literaturze tej epoki znacznie się powiększyły. 
(Przypisek dzisiejszy). .
>>>
- 133 - 


i królestwach widziano "ową, przyobiecaną, ludowi bożemu 
ziemię, w której dla pobożności, dla zachowania przyka- 
zania swojego, dla cnoty i świętobliwych narodu obycza- 
jów, pomnażał Pan Bóg wszelakie dostatki i obfitości, spo- 
kojnemu onych błogosławią,c zażywaniu". Wtedy to 'wzno- 
siły się w tych błogosła wionych ziemiach "mistyczne 
trony", a na nich zasiadali monarchowie pomni, że lubo 
ich Pan Bóg nad wielu podwyższa ludzi", to jednak chce 
ich mieć "w równości skaziteJnej natury ludziekiej", aby 
o ludzkie nad ludźmi starali się ptnowanie. To też 
w owych czasach Pan Bóg "uprzywilejował cudownemi 
cnotami i mocami same na wet berła, laski i insze przeło- 
. 
żenia znaki, tak dalece, że skinienia ich, jakoby samych 
ordynansów i rozkazów, nietylko ludzie, ale same nieba, 
t warde opoki, bezdenne morza i insze elementa słuchały 
i w cudownem obserwowały posłuszeństwie". Żyli wów- 
czas pobożni Auguści, wstydliwe Bolesławy, czyści 
i \vstrzemięźliwi Józef y, sprawiedliwi Aureljusze, gorliwi 
o całość państwa Alfonsi, że się już nie wspomina Da- 
widów, Jozafatów, Barachiuszów, owe "wzory bogomyśl- 
ności, pokory, pokuty i starania o pomnożenie wiary 
i chwały boskiej". 
Wspomnienia tych znakomitych monarchów smutne 
nastręczają, porównanie. Dziś "tron osiada albo nieod- 
rodna od nieprawości antecessorów natura, albo sama pa- 
nowania ambicja, w panowaniu ludziom ciężka potęga, 
w potędze własna, pasjonalna wola, w woli nieznośne bez- 
pra wie, w tern przykry nieporzą,dek, we 'wszystkiem bez- 
bożne uciemiężenie i tyraństwo. Kędy miejsce pobożności 
zabrała bezbożność, miłości boskiej wszeteczeństwo i nie- 
r
d, wierze pozór i niedowiarstwo, sprawiedliwości bez- 
prawie, przysiędze gwałt i nieposłuszeństwo, powadze lek- 
kość, sercu słabość, akcjom infamia, wojnie pretekst, po- 


.
>>>
- 134 - 


kojcwi wewnętrzne zamięszanie, dobru pospolitemu inte- 
res, prywatnemu ździerstwo i oppresja, całości ruina, za- 
sługom krzywda, zgoła błogosławieństwu we wszystkiem 
boskiełnu same łzy i nieoszaco\vany krwi dostojnej szafu- 
nek". Jaka tego przyczyna? w czem leży to złe, które wy- 
korzenić się nie daje? Odpowiedź prosta: przyczyną. złego 
jest ogólny upadek cnoty. 1"Ionarchowie połączeni są. ści- 
słym węzłem ze swoim ludem, są. kością jego kości, krwią. 
jego krwi. Jaki lud, taki monarcha: przedtem "ludzie \ve- 
dług Boga by\vali a według ludzi królowie, według tych 
zaś Pan Bóg dla ludzi". Winy ludów spadają. na monar- 
chów i odwrotnie: "dla ladajakiego monarchów życia 
całe, choć niewinne Pan Bóg zwykł karać narody". Dla 
ladajakich poddanych król dobry, dla złego króla dobrzy 
poddani być nie mogą. Poszanowanie majestatu nie do- 
zwala pisać "co się teraźniejszych lat przez nieprzyzwoitą. 
I zwierzchność w różnych państwach i królestwach dzieje". 
Wyręcza się więc autor sło\vami "poety", którym prawdo- 
podobnie sam będzie. Poeta zadługo rozpra\via, aby przy- 
taczać wiersz cały in extenso. Oto niektóre \vyją.tki. 


. 
Nie na królestwa, licz teraz na groby 
Naj\vyższej ziemie poddane zwierzchności, 
. 
Gdzie tylko smutne kiry i żałoby, 
Ale po polach widzieć martwe kości, 
Gdzie l\Iars wyssawszy z Judzkiej krew wątroby, 
Albo głód, zjadłszy do szczętu \vnętrzności, 
Łakomym cały zbiór zagarnął łupem, 
A tylko samym miejsca usłał trupem. 


Gdzie pokój i czas zmierzywszy spokojny, 
Własnym popiołem ozdoby zagrzebła 
Niesprawiedliwej chęć prywatna wojny. 
I lub interes nie zaważył ździebła, 


. 


, 


.
>>>
- 135 - 


Szafunek na to odważyła hojny, 
Ażeby ludzi tysią,cami grzebła, 
Albo zrzuciwszy łaskawość z natury, 
Ledwo ich z własnej nie odarła skóry.. 


..................c. 


Gdzie drab, w niekarnych brykają,cy zbytkach, 
W domu i w cudzej wolność wszelką, żeni e, 1) 
\V gumnach, w szpichlerzach, w oborach, w dobytkach, 
N a zażywanie ma i obelżenie: 
Ani w świątnicach pańskich i przybytkach, 
Gdzie czcimy ciała boskiego złożenie, 
Dyskretniejszego zwykł zażywać serca 
Szarpacz, gwałtownik, zbójca i lnorderca. 


Gdzie poświęcone kościoły na szkapy; 
Na pojedynki i bitwy cmentarze, 
Na proste wyrki 2), łóżka i kanapy 
Poobracano straszliwie ołtarze; 


................... 


Gdzie słudzy boscy, pobożni kapłani, 
Przez nieuczci wą, charakteru wzgardę, 
Metresom służyć pokonfudowani, 
Albo chędożyć muszą, kurdygardę, 
A z domów własnych sędziwi plebani 
Ledwo nie na łeb skakają przez dardę, 
Miejsca i wygód ustępują,c wielu 
Dla nieprzystojnych maszkar f b...... 


Gdzie wiara ślubów stwierdzona przed Bogiem 
Już nie za swojem w zaży\\'-aniu prawem, 
Ale za wolnym zwierzchności nałogiem 
Kontraktem chodzi, arędą, zastaweIn; 


1) \Vypędza, wygania od żonąć. 
2) Tapczany, prycze.
>>>
- 136 


A męże, włoskim uraczeni rogiem, 
Skwasiwszy tylko wejrzeniem łaskawem 
Ową, dorodną, i uczciwą, minę, 
Przez ścianę muszą. cierpieć oskominę. 


O! trony, trony! - trumny raczej rzekę, 
W których szczęśliwość krajów leży trupem, 
W tęż-to wam Pan Bóg podał ich opiekę 
Z ludźmi drogimi krwi swojej okupem 'l 


..................... 


Tyle przemysłów w otchłań wojny wchodzi, 
Niesprawiedliwych w przemysły sposobów, 
W sposoby tyle Mars potyczek zwodzi, 
W potyczkach tyle sypie mogił, grobów, 
W groby tak wielu ludzi z świata schodzi 
Za ludźmi tyle łez płynie Niobów: 
Osierociałych żon, matek, powinnych... 


................... . 


Poeta kończy zapytaniem: jak taką, "machinę" zaniosę. 
monarchowie tam, gdzie wypadnie płacić duszą, "najmniej- 
szą, odrobinę 'l" - i dodaje napis, jakiby położyć można na 
nagrobku złego monarchy: 
Tu leży wielki król honorem wszędy, 
A dusza jego - djabeł sam wie kędy. 
Od tronów przechodzi autor "do najbliższego maje- 
statu dostojeństwa", do senatorów. Wspomina owych 
rzymskich patres conscripti, co ojcami ojczyzny "nie na po- 
zór mogli się nazywać", o dobro bowiem pospolite więcej 
dbali, niżeli o dobro własnych dzieci, "życie i wszystko 
swoje prywatne niżej od niego pokładając". Cnota, zasługi 
i pobożność były stopniami do senatu. Takie tylko pań- 
stwo potęgę. i powodzeniem zaważy, "w którem wszystkie · 
stany na jeden dobra pospolitego ważą, się interes". To 


I
>>>
\ 


- 137 - 


jest: nic dla siebie, nic dla pana, nic dla Rzplitej bez pana 
partykularnie nie usiłując, ale tego wszystkiego w jednym 
pospolitym szukają,c pożytku". Dlatego to sławną, i strasz- 
ną. była Rzplita rzymska, bo stała zgodą. powszechną. i "ra- 
dą, senatu skuteczną" skuteczną. - bo zawsze doskonałę., 
doskonałą., - bo nieprzewrotną" nieprzewrotną" - bo in- 
teresowaną., interesowaną. - bo ostrożną, i uważną" uważ- 
ną, - bo od lqdzi doskonałych i prze wszystkie okolicz- 
ności czasu i stanu wypróbowanych pochodziła". Cnota 
to do godności senatorskiej prowadziła, cnota to przeka- 
zała dziejom "owe nieśmiertelne w senacie i na urzędach 
nieumierają,ce Fabrycjuszów, Torkwatów, Brutus ów, Fa- 
biuszów, Korneljuszów i insze nomina". 
"A że o tem mówi się po polsku, wejrzyjmy też i na 
da wne Polaków nagrobki, a wzbudźmy w pamięci owe 
zeszłe przez krzywdę wieków Zasła wskich, Ostrogskich, 
Zborowskich, Żółkiewskich, Tarnowskich i insze stoją,ce 
jeszcze chwalebnie w wielkich sukcesorach imiona, któ- 
rych pobożności, świętej munificencji, walecznych czynów 
i obfitych w tryumfach a wantażów dowodem i wieko- 
pomną, stoją. pamięcią owe kunsztowne i wyśmienite ko- 
ścioły, opatrzne klasztory, dostatnie cenobia (pustelnie), 
niedobyte fortece, liczne ammunicje i insze Bogu i Rzplitej 
poświęcone bazyliki i fundusze". Zazdrościć pozostaje 
przeszłym wiekom tych mężów sławnych. W kosztowne 
ich fundacje nie wchodziło mienie nabyte krzywdą. bliźnich 
lub złupieniem innych fundacyj, - grosz uczciwie zapra- 
cowany lub zdobyty na nieprzyjacielu krzyża świętego 
był podstawą. ich mają,tku, a zarazem środkiem do zapi- 
sania: się w pamięci potomności. Nie dla zadowolenia 
własnej próżności, "ale z czystej ku dobru pospolitemu 
miłości, ochoty i rezolucji wszystkie ich czyny pochodziły". 
Senatorowie nie słodzili "słów ucukrowaniem gorzkiego 
ludowi panowania", ale wiedzeni duchem prawdy i wol-
>>>
138 - 


ności, kołatali dla niego o sprawiedliwość. Hetmani "sza- 
blą, nie buławą dokazywali", nie szczędząc krwi swojej 
dla dobra ojczyzny. "Nie pocztowali (służyli, pomagali) 
prze\vrotom dworskim", ale robili co publiczna wymagała 
potrzeba. Laski "nosiły posturę żywej władzy, a nie pro- 
stych drągów". Słowem ,,\vszystkie akcje rzecz i pozór 
cnót wszystkich miały, a cnoty prawa następującym wie- 
kom da\vały". · 
Jakżeż dalecy są od tych pierwowzorów dzisiejsi sena- 
torowie! "Zginęła cnota w uczynkach, bezpieczeństwo w ra- 
dzie, prawda w ustach, powa.ga w senacie, prawo w urzę- 
dach, godność w honorach, w osobach wszystko, co przed- 
tem bywało". Każdego z tych swoich twierdzeń dowodzi 
autor po kolei. !vIocno go gniewa upadek bezpieczeństwa 
w radzie, "bo któż teraz radzi i mówi co słuszność każe... 
J ednYln bojaźń zęby przycina, drugim usta respekta krę- 
pują... wszyscy prawie radzą, co muszą, co sercu i woli 
najwyższej przyjemno. Próżne panegiryki, wielbienia kle- 
lnencji pańskiej, ojco\vskiego około dobra pospolitego pie- 
czoło\vania, fatyg, odwagi i zdrowia na nie dyspensowania... 
Ustawiczne dygi, z...ów od krzeseł i drążków podnoszenia, 
i owe za każdym punkcikiem, aż słuchać przykro, ciąg- 
nące się: Najjaśniejszy miłościwy panie, panie a panie nasz 
Jniłościwy, inwokacje, zatrudnią czas i zabiorą, aż tan- 
dem rzecz zbawienna skończy się na niczem". 
Następuje anegdotka na temat: "zginęła prawda w u- 
stach". Niedawno szlachcic "słuszny", na funkcji ziemi 
swojej będący w Warszawie, otrzymał bolesną wiadomość, 
że dOll1 mu z kretesem zrabowano i córkę 15-letnią zgwał- 
cono. Kiedy poszedł upomnieć się o krzywdę swoją, król, 
widząc boleść na jego twarzy, a nie rozumiejąc po polsku, 
zapytał obecnego senatora "czegoby szlachcic potrzebował? 
Zapytany senator odpowiedział, że szlachcic prosi o to, 
aby mu wojska przez wioski jego przechodzące nie szko-
>>>
- 139 - 


dziły, a zwróciwszy się do niego, oznajmił w imieniu kró- 
lewskiem, że król krzywdy mu wynagrodzi i że się nie. 
zawiedzie na swojej wierności. Odpowiedź tę król skinie- 
niem potwierdził i szlachcic odszedł przekonany, że panu 
krzywdę jego przedłożono. Dopiero powróciwszy do domu, 
przekonał się, jak go oszukano, gdy mu przy nim samym 
"onegdajszego poprawiono". 
Pod upadek "prawa w urzędach" podciąga autor kra- 
dzież grosza publicznego. Złożenie rachunków skarbowych 
. 
nie kOllCZY się na. zwykłem podziękowaniu pro exacta 'idei 
publicae functione. Po złożeniu urzędu każdy się zapytuje: 
"skądeś te albo o\ve dobra kupił? nie mając na nie z in- 
trat i dochodów substancji własnej? Skąd waszmości 
córki tak drogi i kosztowny parter noszą i dź\vigają na 
sobie? Skąd tak wielkie posagi i wyprawy idą za niemi!" . 
Zginęła godność w honorach, bo niezasłużeni, lecz po- 
chlebcy i sługusy je biorą. Kosztem własnego a często 
i małżonek swoich honoru dostępują zaszczytów, pną się 
na najwyższe stanowiska. Jednem słowem, senat utracił 
swą powagę i swe znaczenie, bo w ludziach piastujących 
buławy, pieczęcie i laski, rozpierających się na krzesłach 
i drążkach "zginęła doskonałoEć antecessorów" i to tak 
dalece, że tylko ich naz\viska w potomkach zostały, "na- 
kształt o\vych pustych, a pozornrch i obszernych bardzo 
stodół, z których gacek albo sowa czasem wyleci, ale na 
targ, dopieroż do Gdańska nie masz co wyprawić". 
A z iInion tych odziedziczonych płynie niepotrzebna chlu- 
ba i wynoszenie się nad ró\vność. Oto jak ostro smaga 
satyryk te wady: 
"Na imię i zasługi antecessorów pełno w nas chluby, 
dumy, i presunlpcji, emulacji i pospozycji równości, ale 
cnoty imieniowi należącej najmniejszej czasem nie do- 
maca się odrobiny publiczna Rzplitej, ba i prywatna przy- 
jacielska potrzeba. Stąd śmiechem zbywam owe ad ge-
>>>
- 140 - 


nium teraźniejszego wieku zagęszczone w posiedzeniach 
i zgromadzeniach wyniosłe rodowitości swojej Magnificat, 
tudzież silące się w konkurencjach według niej o miejsca, 
o honory i o jakieś extraordynaryjne poszanowania, pre- 
tensje. Jakoby to wszystko imieniowi samemu służyć 
miało, co znocie, zasługom i chwalebnym należy przymio- 
tom. A oto widujemy w kałużach miesiąc, widujemy 
i promieil słoneczny w smrodzie, a przecież dla udzielo- 
nego temu obojgu światła, jaśnie oświeconą nie nazwiemy 
paskudy. Pójdzie promień za swojem słoilcem, dokąd go 
bieg zwyczajny obróci, a plugashvo żadnej z niego nie na- 
brawszy istoty, smrodem na swojem miejscu zostanie. 
Jako i ów parenteliacik, nie wziąwszy nic w siebie z cnót 
i godności antecessorów swoich, gnojkiem za wsze będzie, 
. albo owym bobkiem, co to ni śmierdzi, ni pachnie, a prze- 
(."ie pretenduje, aby go za pomarańczę ważono i szano- 
wano. Wiemy bardzo dobrze, miły specjale, choćbyś tak 
dumno nie powiadał o tern, że twój dziad, pradziad, stryj 
i tam inszy z czoła antecessorów używał tytułu jaśnie 
wielmożnego, jaśnie oświeconego, różne krzesła zasiadał, 
buławy, pieczęcie i laski nosił, - ale też i to wiemy, że 
na tych miejscach wielka go z cnót, przymiotów i zasług 
w ojczyźnie godność należycie osadziła. Wiemy, że na za- 
szczyt wiary św., wolności, równości szlacheckiej i do- 
bra pospolitego szczerze krew swoją i substancją szafo- 
wał, trudne nią mury i przeprawy oblewał, wojska nie- 
przyjacielskie odważnie wojował, wiązał i znosił, chleba 
.obficie i ludzko nie żałował, wszelkiej przyjaciela dzielił 
się i dogadzał potrzebie. Wiemy, że go tak wysoko utytu- 
łowały i oświeciły jasne na cały świat akcje, ale też i to 
bardzo dobrze widzimy, że te wszystkie aż do ostatniego 
przymioty w tobie, panie wnuczku, zgasły, że życie twoje 
zasmrodziła i ściemniła gruba niecnót pomroka. Twój 
przodek, powiadasz, nieprzyjaciół wojował, w niewolę
>>>
- 141 - 


i z nich łupy obfite zabierał, mężnem sercem w okazjach 
stawał, - a ty szlachtę wojujesz, na wartach stawiasz, 
żony i córki ich w egzekucjach bierzesz, sromocisz i pa- 
skudzisz, w domach cudowne sposoby exorbitujesz, dobra 
ich i Bogu poświęcone łupisz, z okazji (z bitwy) na pierw- 
szy głos trąby bez czoła, bez serca uciekasz, substancji 
zacnie z przodków nabytej ladajako i niepoczciwie zuży- 
wasz, b....... podwiki i wszelkiego nierządu pilnujesz, 
pijaku, kostyro, niecnoto, niewstydzie i obmierzły kierno- 
zie! a jeszcze tytułem i prawem cnoty sam się z tego cheł- 
pisz, nad równość nadymasz i jakiejś między ludźmi dy- 
stynkcji pretendujesz. Wiemy bardzo dobrze, bo się tego 
w da\vnych dziejach naczytamy, że przodek twój wszelaką 
na całe -,życie beZ/ najmniejszego zakału słynął reputa- 
cją, - ale w tobie przemierzły zadku ledwo tyle znajdzie 
się humoru, ile w nadętym i kilką. ziarnek grochu na- 
pchanym pęcherzu: churkotania, hałasu i grzmotu siła 
narobi, niezdolnego szczura albo kota aż za dziesiątą po- 
pędzi granicę, a jak się go koniec szpilki dotknie, zaraz 
owa nadętość i para gdzieś się z niego podzieje, a sam się 
w momencie w mizerny flak skurczy i obróci". 
Jak żywo ten ustęp przypomina satyrę Opalińskiego: 
e 
"na wyrodk6w familij swoich". Pan wojewoda poznański 
również jest zdania, że końcówka "na cki lub ski nie czyni 
szlachcica, ale cnota, przystojność". 
. . . . . . . .. pozwalam mości panie 
Żeś wojewodzic, aleś oraz pijanica, 
Kostera, wszetecznik i srogi ladaco. 
Nie tak po wojewódzku żyją..... 


................ 


Bez ozdób twoich przodków pokaż co wżdy umiesz,. 
Czyś do rady, czy do zwady, boju czy pokoju. 
Czy tylko chcesz, abyśmy twoim się kłaniali 
Tytułom, które Dziadom twym służą, nie tobie?...
>>>
- 142 - 


. 


Czy jednak temu wynoszeniu się ponad równość szla- 
checką jedynie na mocy zasług' przodków, winni tylko 
salni panowie? Ze smutkiem wyznać trzeba, że \vina tu 
obopólna: panów - że się wynoszą, szlachty - że się im 
kłania i adoruje. Do zastraszających rozmiarów rozwi- 
nęło się u nas wstrętne pochlebstwo, z ujmą prawdy i god- 
ności człowieczej. "Czy małoż temi czasy gada do ludzi 
panegiryków i panegirystów, z krzeseł, stołków, katedr i po- 
święconych św. Ewangelji ambon oratorów, w różne a Ie- 
d\vo nie przyzwoite samemu Bogu sposoby: tu pater pa- 
triae, tu prospice cunctis, te divunl ,conscripserat honos, tu 
purpura sagus. te pariter et toga decet i tam dalej, aż się 
na żołądku z\vija. A oto mój miły pater nie ojczyzny ale 
z ojczyzny ojciec dla licznych dziatek swoich, a często 
w tych zepsowanych czasach nie dla wszystkich swoich, 
\v różne przemysły, przebiegi, inwencje i sposoby doi, 
skubie (a że terminem jednego poczciwego szlachcica rze- 
kę) kastruje tę miłą. matuchnę, aby jej i to naostatek od- 
jął, czemby się potem pomnożyć nIogła. A mój pater pa- 
triae po cudzych ojczyznach, krajach i narodach speku- 
lując, a imieniem wolnego syna przez abominacją rów- 
ności womitując, rząd dawny i prawa ojczyste taksuje, 
mataczy, reformuje, i w niewolę pano\vaniu przyjemną 
oczywiście i sekretnie sposobi. A mój pater conscriptus 
nietylko radzi, ale się i pisze na zdradę ojczyzny, na in- 
teres z publicznego prywatny, na mutacją status, na han- 
del wolności, a prawie już na samego absolutą.. A mój 
purpuratus dla przewrotnych i niepoczciwych akcyj swo- 
ich nie bisior, ale \vstyd i sromotę, albo krew brttci prze- 
kleilstwem izraelskiem na siebie i radę swoją spływającą. 
w purpurze nosi. A mój togatus w publicznym pokoju 
prywatne niezgody, dissensje, difidencje, zamięszania, kłó- 
tnie, zabójstwa do swego awantażu albo do publicznego 
-sposobi upadku. A mój sagatus we krwi łowi, śmiercią ży-
>>>
- 143 - 


je, z wojny pokoje, pałace i dwory buduje, pieniądze, appa- 
rencje i dostatki gromadzi, pobratymstwa z nieprzyjacioły 
i różne interesa wyrabiać praktykuje, kolosy sławie swo- 
jej albo trony potędze i imaginacjom stawia i eriguje, 
zgoła krótkiego sagu (szaty), i kuszy (kusa suknia), w do- 
mu i rzeczach swoich kurty - na szlak dłuższy pociąg- 
nąć i poprawić usiłuje. Dlaczego radby, i tak pewnie wy- 
rabia, aby utrapiona ojczyzna z kłótni swoich, z zamię- 
szania i nieszczęśliwego odmętu nigdY' nie wychodziła, 
w którymby n1ógł ustawicznie aż po uszy bobrować, ło- 
wić i pożytkować". 
Obszerny ustęp o senacie tutaj streszczony, kończy 
się długim \vierszem poety, który ze zgryźliwą ironją 
cześć swoją oddaje senatorom. Kilka z\vrotek początko- 
wych przytaczam: 


Czczę cię najbliższa stopniem majestatu 
Cna przeświętego kamero Senatu, 

 
Bo nie dla prostej drużyny i ciżby 
Honoru prawem masz przywilej Izby. 


Czczę i \Vas tejże dostojności Krzesła, 
Bo prócz przedniego kunsztu i rzemiosła, 
Z szczerego złota galonem ubitem 
I przed nim widzę świetne aksamitem. 


- 


I was czczę także dostojne Purpury, 
Bo siła przewóz wasz kosztuje z góry, 
A więcej jeszcze w kolorze wysokim 
Jedwab tyryjskim napojony sokiem. 


Dopieroż ds czczę świetni Purpuraci, 
Na stronę imię odrzuciwszy braci, 
Bo prócz, że sami lnarszczycie się na nie, 
-Ojcami was mieć chciało powołanie. 


.
>>>
- 144 


Czczę i z bojaźni muszę trzymać czapkę, 
Aby mnie który nie zdeptał jak żabkę, 
Za górnym stanu wysokiego okiem 
Stąpając aże pod samym obłokiem. 


... ... ..... 


Czczę, bo się boję waszych darmostojów 
Przy niędostępnych drzwiach, bram i pokojów, 
Abym się naraz nie naraził grzbietem, 
Albo od draba nie wziął w bok muszkietem. 
Albo żeby mi hajduk nie dał w zęby, 
Albo za prawdę nie przerzezał gęby, 
Albo przez wzgardę równości w chudobie 
Pięścią. na strony nie obito obie. 
Albo żeby mnie żonek waszych wnioski 
Przez uciśnienie nie wypchały z wioski, 
Sprawiedliwości kiwacąc (urągają.c) paskudnie, 
Wprzódy chudy zdechnie pies, niż tłusty schudnie.... 


Opuściwszy senat, przechodzi nasz satyryk do szlach- 
ty. Rzecz prosta, że stan szlachecki jest dla niego idea- 
łem, instytucją naj wspanialszą, podwaliną bytu społe- 
czeństwa. Szlachectwo, owa Górnickiego "rozpalona po- 
chodnia, która objaśnia i kładzie przed oczy dobre i złe 
człowiecze sprawy i pobudza, zapala ku cnocie" (Dwo- 
rzanin) - jest dla niego, jeżeli nie świętością., to przynaj- 
mniej skarbem naj droższym, jaki się odziedzicza po przod- 
kach, lub zdobywa własną. zasługą.. Ale dlatego też skarb 
ten starannie utrzymywać należy, aby go w całej pełni 
blasku przekazać potomkom. Nadaje on wprawdzie wiel- 
kie prawa, ale i wielkie wkłada obow Q.zki. Prawdziwy 
szlachcic życiem swojem dowieść powinien, że w żyłach 
jego krąży krew szlachetna, rycerska. Tak być powinno,. 
tego wymaga samo pojęcie godności stanu, tak też nie- 


.
>>>
- 145 - 


. 


gdyś bywało. Dziś, ze wstydem wyznać to należy, mało 
kto "reguluje się akcjami do tak wysokiej stanu prero- 
gatywy". W tern może przyczyna owego wynoszenia się. 
ponad stan szlachecki, owej manji nabywania cudzoziem- 
skich tytułów. Są. tacy "co przez wielkość substancji 
i kondycji pną się i górują. nad równość szlachecką.", 
brzydząc się niesłusznie imieniem szlachcica. "A tu już 
sobie chodźcie jak chcecie i stą.pajcie z góry za światłem 
tytułów swoich jaśnie oświeceni książęta nasi, ale nam 
stopnia równości nie deptajcie. Tytuł wasz bowiem jest 
niejako strój i złotem świetny przybiór, ale ciałem ży- 
wem jest szlacheckie urodzenie". 
Porównując Rzplitę naszą. z rzymską, autor przy- 
chodzi do przekonania, że pierwsza ukształtowała się na 
wzór drugiej. W takiej samej jak w Polsce "konsyderacji 
i prerogatywach" był w Rzymie stan szlachecki. Stąd też 
"zakonną niejako regułę", jaką. "stan ten opisali i obwa- 
ro wali Rzymianie", zastosować należy do szlachty pol- 
skiej Reguła zaś ta była następującą.: V erus eques et mi- 
ninIe silnulalus non sit superbus, malifiosus, furibundus. 
gulosus, tim,idus, impurus, tenax, mendax, blasphemus, de- 
ses, in summa: non caZcari aureo, sed vitae integritate glo- 
rietur. 
Jak widzimy, dziesięć jest przykazań szlacheckich,. 
równie jak dziesięcioro przykazań boskich. Zejście się 
takie w liczbie nie zdaje się być przypadkowem, czego 
dowodem szóste przykazanie szlacheckie (verus eques non 
sit impurus), odpowiadające szóstemu przykazaniu boskie- 
mu, jak również przykazanie ósme (szlachcic nie powi- 
nien być kłamcą.) przypominające ósme przykazanie bo- 
skie: nie móW falszy:wego świadectwa. Każde z nich roz- 
biera autor szczegółowo, dają.c obraz cnót prawdziwego 
szlachcica. 


Szkice literackie. 


10 


. 


-
>>>
146 


.,; 


A więc naprzód: verus eques non sit superbus. ,,gdzie 
bowiem pod strychulec równości idziemy z urodzenia 
wszyscy, tam się jeden nad drugiego... piąć i górować nie 
powinien... Co za korzysć plwać pod niebo, kiedy 'wymiot 
twój w oko albo w gębę wraca ci nazad? Dmuchaj jak 
chcesz, odymaj się i sapaj, tern armaty nie nabijesz, ni- 
komu nie zaszkodzisz, sobie nie pomożesż". Pysznić się 
z rodu nienla podstawy, bo "z jednego drzewa bywa krzyż 
i łopata". Z mądrości pysznią. się ci, co jej nie posiadają. 
Za bogactwa winno się tylko dziękować Bogu, "że je 
udzielił tobie, a nie godniejszemu, którego stołu odrobi- 
ny polizać nie godzieneś". 
Dalej "verus eques non sit malitiosus et furibundus, bo 
złość, zemsta, zapalczywość i wszelakie brawury nie lu- 
dziom, lecz bestjom nierozumnym przystoją.". Jedna zem- 
sta prowadzi za sobą drugą., a często i w dziesią.tem od- 
bija się pokoleniu. "Lepiej miły junaku wskórasz, że 
spuścisz z brawury niepotrzebnej i zdasz w pasjach two- 
ich na rozsządek trzeciego. W pojedynku niepewna sa- 
tysfakcja, bo tam szczęście kraje. To też nie jest (z cie- 
bie) tak straszna figura, że na wąsy dmuchasz, na łeb 
wydupiony pół sałasza wdziejesz, wylot na kark zarzu- 
cisz, cybuch za kołnierz, stempel za pas ścibisz, chame- 
likę na chamelikę zawiesisz i miary marcinowej szara- 
wary, na kształt ułożonego za fujarą cygańską do tańca 
niedźwiedzia, na siebie zacią.gniesz. Skromność i pomiar- 
kowanie wszelakich pasyj szlachcico\\ri są przyzwoitą., bo 
przy tej pyska nikt nie zaparagrafuje i krwi zacność na za- 
życie chwalebniejsze, według powołania i potrzeby ojczyzny 
konserwuje się". 
Trzecią. regułą szlachcica rzymskiego było: verus eques 
non sit gulosus, "obżarstwo bowiem świnię raczej a nie 
człowieka znaczy, lubo i ta ma miarę żarłoctwa swojego". 
Obżarstwo pociąga za sobą. inne szkodli\\re występki. 


.
>>>
- 147 - 


"Niech o tern sami powiedzą, którzy kraktykują., dlaczego 
krew w sobie zgnoili, zdro\vie nadwyrężyli, niesposobno- 
ści do czynienia i złych obyczajów nabyli, dni w nocy, 
nocy w dni przeinaczyli... paragrafów i specjałów francu- 
skich ponabywali... Boga i łaskę jego utracili". Kto "łoży 
na apetyt siła, tyleż i na pragnienie łożyć musi". Następ- 
stwem tego pijaństwo, a wskutek niego "wielki błąd i nie- 
cnota". Kończy się na utracie zdrowia i mają.tku, co do- 
prowadza do nędzy, przewodniczki rozpaczy i infamji. 
Trudno to wprawdzie przekonać serce, "aby się w lwiej 
rezolucji i wspaniałości trzymało", niemniej jednak: verus 
eques non sit tinlidus. "Darmo mi miły indzinierze przy 
kuflu i piwnym zacią.gu swoje armaty rychtujesz, fortece, 
.wały, aprosze i szyki po stołach delinujesz, kiedy sam na 
to albo przez perspektywę patrzysz zdaleka, albo wstyd 
i obelgę serca swojego łożysz, kiedy ci stempel w oczach 
jako krtan (działo, armata) straszny, kiedy ci huk lada 
. 
strzelby nogi zaraz podcina". Napróżno udajesz zucha 
i tytułem żołnierza się szczycisz, kiedy śród boju "dla 
przeraźliwej serca palpitacji w nogi po tebinkach albo na 
sromotny od\vód pobudkę bijesz, uciekasz i konia oślep 
i bez nIiary silisz". 
Verus eques non sit i111JJurus. Nieczystość brzydka sa- 
, 
ma przez się, wiedzie jeszcze prostą. drogą do zniewieścia- 
łości. "Jakoż sercem o nieprzyjaciela uderzysz... kiedyś 
je pod pierzyną u ulubionej zostawił fryerki" (rozpustni- 
cy, pan; duszki). 
Także i skąpym być szlachcicowi nie przystoi: verus 
eques non sit tenax, "ludzkość bowiem niewoli serca, które 
się często największym przymiotom zażyć. i obligować nie 
pozwalają... Nie z jałowego stołu rodzi się konfidencja 
i uprzejmość przy jacie J ska... Inaksze poznania, inaksze 
doznania bywają. okoliczności: 'V kościołach i zgroma- 
dzeniach publicznych ludzie się pozna wać zwykli, u sto- 
lO.
>>>
- 148 - 


łów doznają przyjaciele; komunikacją ludzkości wią.żą się 
z sobą .serca ludzkie, z tych rodzi się miłość zobopólna, 
z miłości wzajemna obserwacja, z obserwacji reputacj
 
a ta jest szlachcicowi prawem zacności przyzwoita. Ina- 
czej, l\{aciek nagotuje, l\.Jaciek zje, - to pewnie parobek 
albo woźnica, bo się tak szlachta nie chrzci". . 
Za sprośny występek szlachcicowi rzymskiemu po- 
czytano kłamstwo, stąd też verus eques non sit mendax l). 
Z obszernego ustępu tego widzimy, że przysłowiowe omi- 
janie prawdy przez myśliwych ma już swoję tradycją: 
"człowieka kłamcy, fortelu i sztuki nigdy nie dojdziesz, 
choćbyś był z Hippolitem myśliwym... J eźli mówi o niedź- 
wiedziu, to podobno zatrącił wilka, jeźli o wilku, to. 
uszczwał zająca, jeźli o zają.cu, to pewnie świrczka albo 
polnego okrutnie zamordował recka". Mniejsza jednak 
o kłamstwa myśliwskie, bo te przynajmniej nikomu szko- 
dy nie przynoszą. i na jedno \vyjdzie słuchaczom, czy za- 
4 palony Nemrod w gardło czy w serce choć bez.prochu ubije 
niedźwiedzia. "Są insze pola, w których przez takowych 
myśliwych, często szwankują. ludzie, honor, reputację tra- 
cąc, a czasem i samo pokładając życie. Udać, obwinić, 
donieść fałszywie, jest nietylko poszczwać, ale. raczej 
oszczekać bliźniego. A jakoż to szlachcicowi przystojnie 
ma służyć, co kundysowi i samej bełkotliwej złai dało 
przyrodzenie". N iedotrzymanie umów, niewypłacalność 
dłużników, oszustwo i "wykręty matackie" są owocami 
kłamstwa. Często dobra wola choćby naj liczniejszych 
i najrzetelniejszych ludzi, nie może postawić na nogi tego, 
co kilka szalbierzy i mataczy językiem swoim podetnie, 
"tysiąc rydlów bowiem nie ustanowi wody, którą zdradli- 
wie w grobli srebra żywego rozleje partykulka" . 


1) Jak widzimy, nieznany autor satyry r6tnił się w poję- 
ciach z babińczykami. Przyp. późniejszy.
>>>
149 - 


Dalej verus eques non sit blasphemus, bo "nie da się 
talu widzieć przez usta podkasana aż do powab swoich 
wszeteczna Wenus, gdzie serce zaległa nagiego pod bicza- 
mi Zbawiciela przytomność... nie pokali gęby lubieżna pa- 
:skuda, którym wewnętrzna w czystości władnie i kieruje 
dyspozycja"... 
Wkońcu verus eques non sit deses, "bo jako przez czy- 
nienie doskonałość w człowieku perfekcjonować się zwy- 
kła, tak przez próżnowanie tępieje i upada zwyczajnie. 
Nie rad cię widzę miły papinku, coś się w bławatny za- 
sznurował żupanik, czuprynkę kaczorową. krochmaląc, 
albo wąsik we zwierciadle gumując i sztafirują.c. Nie 
samej tylko płci niewieściej, ale każdemu zalecić się po- 
winieneś, bo jeżeli białejgłowie najbardziej należeć usi- 
łujesz, słusznie cię tem nazwać mogą, co białej płci se- 
kretnie dało przyrodzenie" 1): A wreszcie i biała płeć próż- 
niaków nie lubi. Jeżeli będziesz pracował, to i tam "udać 
się kształtniej możesz, kędy za świadectwem zwiercia- 
dła wścibić się i zalecić usiłujesz, bo i ony... wolą. raczej, 
że cuglami albo potem chwalebnej i przyzwoitej pracy 
.swojej trą.cić nieco, aniżeli piżmem czyli szczurzym ogo- 
nem pachną.ć i kadzić będziesz. Gnuśność i próżnowanie 
jest wielki człowieka defekt, bo przez nie nietylko cnoty, 
które są. życia ozdobą niszczeją. i upadają, ale też i sama ' 
krew trupieje i gnije, która je przez agitacją. utrzymywać 
i pomnażać zwykła. A jeżeli ta w tobie miły fomfornisiu 
zropieje, jakoż serce zdrowe i sposobne mieć będziesz' 
którego cnotą. i rzeźwością. wszystkie dobre rezolucji i mi- 


1) W starej polszczyźnie wyraz k i e p, który autor ma na 
myśli, miał dwojakie znaczenie. Stąd np. pod zaborem austrjac- 
kim wyraz: "kiepski", którego używali najwięksi pisarze, uwa- 
żano za coś ordynarnego, choć nikt nie wiedział dlaczego, gdyż 
podwójne znaczenie "kpa" w mowie i druku zaginęło i prze- 
'chowało się tylko w słownikach jęz. polskiego. 


,
>>>
- 150 - 


łości tyczące się stoją. akcje. Pewnie nie podniesiesz, do- 
piero nie zażyjesz kopji, jeżeli żyły, moc ręki wzmacnia- 
ją.ce, zwełnieją ci, obropieją i siła miłości w swojej zawie- 
dzie cię operacji, ogień przyrodzony kiedy zwietrzeje i za- 
gaśnie.... ani mąż, ani mężczyzna doskonały będziesz". 
Po bardzo długiej stosunkowo rozprawie o próżnia- 
ctwie, następuje tego wszystkiego, co się o cnotach i wa- 
dach szlachcica powiedziało, streszczenie. Treść cała za- 
lnyka się w słowach: In sumnla verus eques non caZcari 
aureo sed vitae integritate glorietur - "nie złocistą ostrogą.
 
albo szablą. i sygnetem herbownym, ale życia cnotliwego 
splendorem błyskać i szczycić się powinno szlacheckie po-- 
wołanie". Autor daje nam obszerną. pochwałę dawnych 
czasów, a wynik z niej ten, że "co było przedtem grze- 
chem i ohydą, to teraz w proporcją życia i stanu szla- 
checkiego wchodzi. Pochyłem drzewem nazwą. - kto dla 
pokoju ustąpi swojego; flakiem - kto niepyszny i nie- 
humorowaty; tchórzem - kto nienapastnik i nie warto- 
głów; papinkiem - kto nie \vypije i nie żyje nad miarę; 
mądrze-odważnym i na ważniejszą ojczyzny potrzebę za- 
chowującym się - kto z okazyi sromotnie uciecze; mod- 
nym i galantomem - kto \v lubieżnej zbytkuje akcji, albo. 
fr.... dostanie; oszczędnym kto sknerą; jowiali- 
.. stą. -.:.. kto wszetecznym albo szalbierzem czyli błaznem; 
zacnym i delikatnego urodzenia pańskiego - kto pr6żnia- 
I 
kien1; szlachcicem - kto z szablą.; dworzaninem - kto- 
z wołoską chodzi czupryną.; żołnierzem - kto baby tra- 
pi; statystą. - kto przewrotnym mataczem; .wielkim 
i "godnym panem - kto prawa nie słucha; zgoła poczci- 
wym - kto niecnotą."... "Westchnął serdecznie na to je- 
den poeta polski" - ale westchnienie to nieco przydłu- 
gie i bardzo słabe. Sens jego moralny, że klejnot szlachec- 
ki upada w znaczeniu, choć jest perłą. "bez ceny i taksy" 
i że "cudzoziemskie harpie odbierają. rzą.d szlachcie, a lada
>>>
151 - 


rajtar znęca się nad jej własnością, nie szczędząc żon 
i córek". 
Na tern kończy się ustęp o szlachcie. W rękopisie na- 
stępuje cała prawie karta próżna, a zaraz za nią, bez żad- 
nego zwrotu lub wstępu, przechodzi autor do miast i miesz- 
czan. 
Cieka wi dowiedzą się tu bardzo mało; widocznie sa- 
tyryk po wierżchu tylko znał stan mieszczański i sQ.dził 
o nim z okien zajazdów i z tego, co mimochodem usły- 
szał. Nad kilka słó\v nagany dla sądów miejskich, cechów 
i zajazdów, nic .więcej godnego swej satyry nie znajduje. 
Sądy miejskie trzymają się zdala od sprawiedliwości. 
"Często po Osiecku za szewca obwieszaję. kołodzieja, za 
ślusarza garncarza, za winowajcę stracę. niewinnego. 
Forma sądów ucieszna. inkwizycja plotki, Saxon na pozór 
rozłożony zadrze nogi do góry; sentencja racji, dekret żad- 
nego nie będzie mieć fundamentu. Za trzepaczkę na gar- 
dło, za wołu na grzywny i gorzałkę, za zabójstwo na mi- 
sterne pod pręgę. plagi, albo z miasta wywołanie i wy- 
świecenie skażą, osądzą i egzekwują. Ale, przez Bóg, ina- 
czej chce mieć prawo i wrodzony rozsądek! Prawda, ale 
któż prawo przeczyta, kiedy pan wójt jak świnia głupi, 
pan burmistrz litery nie zna, pan pisarz co czyta nie ro- 
zumie, panowie ławnicy tylko z grzywien pić śmierdziu- 
chę umieję.: zgoła wszyscy jako nierozumne bestje. Dla- 
, 
tego też i dekret takowyż będzie, a często takę. literą na- 
pisany, jako szynkarki po ścianach piszę. swoje kwaterki, 
i tak nieborak więzien, jako mucha na ukropie, nic w nim 
nie zjadłszy - przepadnie". 
Również smutny widok przedstawiaję. cechy. "Pójdź- 
my do cechów a raczej na błazeńską komedję., gdzie owe 
ich przyjmowania, wyzwolenia, i tam insze na urzędy 
osób kreacje. O! jakiego śmiechu, drwin i głupstwa peł- 
ne, kiedy owe oracje, exhorty i panegiryki misternym sty-
>>>
-152- 


Jem prawić i ceremonje wywodzić będą. O zaleceniu cno- 
ty nie pytaj, o poczciwości i rzetelności, któremi wszyst- 
kie kunszta i rzemiosła stać powinny, najmniejszej 
wzmianki nie będzie; wszystka rzecz napomnienia na tern 
się oprze: abyście p. Marcinie wiedzieli, p. Marcinie uczci- 
wy, żeście się do uczciwego braterstwa i kunsztu naszego 
wkojarzyli, na sła wę obecności waszej, na chwałę Chry- 
stusa Pana i Najświętszej Panny, i żebyście do cechu na- 
szego dopomocnymi byli, a gorzałki, co ludzkość i grzecz- 
ność wasza, wystawili". 
Od wódki przejście łatwe do szynków i szynkarzy. 
Tych ostatnich specjalnością oszukiwanie na miarze. Pi- 
jatyka trwa ciągle, nawet niedziela i kościół od kieliszka 
odciągnąć nie zdołaję.. Dopiero kiedy się gardło przeleje, 
pełno pijaków w kościele, ale nie dla modlitwy, lecz dla 
zgorszenia. 
Miejskie zajazdy, izby, podcienia, pełne smrodu i nie- 
czystości. Na ulicach i rynkach psy zdechłe, barłogi i gno- 
je. Cóż dopiero mówić o ludziach i usłudze? Gospoda- 
rza strzeż się, aby cię nie okradł, szynkarki - "żeby gadu 
nie natrzęsła". Niewygodę tę opisał na ścianach pe'wnej 
gospody jakiś cudzoziemiec, pierwszy raz Polskę zwiedza- 
jący, co potem przetłumaczono. Wiersz w tem tłumacze- 
niu podaje autor, jest on jednak tak niesn1aczny, że na.- 
wet wyjątków z niego przytoczyć nie warto. A jednak 
"nliej kto chcesz za żart te kilka podróżnego cudzoziemca 
wierszów, ale to jest rzecz pewna, że miast i ludzi zagra- 
nicznych porzę.dek od naszych polskich taką, jako raj od 
piekła, maję. dystynkcją. Rynek i każda ich ulica ma 
w sobie ochędóstwa więcej, aniżeli polskie w swoich re- 
zydencjach domy i kamienice. Satyra zaś leśnego widok 
nie tak byłby u nich w podziwieniu, jako człowieka z na- 
szych miejskich którego, względem ochędóstwa i ułoże- 
nia w grubijaństwie i kroju przykrego. Bolę. uszy i serce
>>>
- 153 - 


słuchać śmiesznych o tern relacyj, albo czytać pisma 
i wieczyste tych to anatomistów naszych druki i tranz- 
akcje. Wybaczyć zaś im koniecznie potrzeba, bo słusznem 
sumienia i rozsądku prawem, prawda nikogo urażać nie 
powinna" . 
Oto i wszystko, co autor znalazł w miastach dla swo- 
"' 
jej satyry. Nie miał stąd postępować "niżej", nie chcę.c 
ostrzem satyry dotykać "pracowitego ludu naszego", boć 
trudno go już prawie "dojrzeć w tłumie i nacisku wszyst- 
kich ogółem dolegliwości"... "Zatarła tak piękny (aże 40- 
skonalej powiem) naj prawdziwszy twarzy boskiej rytrakt 
(właściwie: rytrat, obraz, portret), trzymająca się pyszno 
w dystynkcjach wzgarda nasza; poszarpało nieznośne 
w panowaniach okrucieństwo, zdarło niepomiarkowane 
w podatkowaniu ździerstwo i niemiłosierdzie; nadeptał 
i stratował szacowny na wymyślne ustawy(?) koń żołnier- 
ski; stra\vił głód i niedostatek, znużyły nieżyzna na złe 
czasy i wielorakie plagi boskie, praca, i charłowanie". 
Przytoczony ustęp prawdziwy zaszczyt przynosi satyryko- 
wi, początek bowiem wieku XVIII. .najmniej zważał u nas 
na godność ludzkę. w włościaninie. Tylko zaraz potem 
idzie szlachecki wykręt przy szukaniu przyczyny upadku 
moralności, chęci do pracy i rozumu chłopa polskiego. Kie- 
dy bowiem nie ulega najmniejszej wę.tpliwości, że lun jest 
takim, jakim go sami zrobiliśmy, autor widzi także, oprócz 
wspomnianego ucisku, przyczynę złego w tern, że "char- 
laczkowie nie są w tych cnotach, dla których Pan Bóg 
przodkom ich obficie błogosławił". Skutek tu wzięty zo- 
stał za przyczynę, ale zaraz po tej nieszczęśliwie pomy- 
-ślanej przyczynie, podaje autor inną jeszcze, bardzo ro- 
zumną., a na wiek swój zawczesną; leży ona zaś wtem, 
że "dla siebie przedtem i przeto ochotniej, niżeli po te 
C7asy pracował, zasie\vał i zbierał uczciwy chłopek". Stę.d 
praca była mu miłą, w niej czerpał siły, a swobodne i spo- 


.
>>>
I 


- 154 - 


kojne przestawanie z naturę. rozwijało jego umysł i pod- 
nosiło serce. "Piórem Augustyna albo Chryzostoma pisać- 
by potrzeba ową ich niewysłowioną, naturalną. prostotę... 
ustąpiła zawiła teologów explikacja łatwiuchnej i pro- 
ściuchnej ich rezolucji". To też Najwyższemu "przyjem- 
niejszy był jeden prostaczka paciorek, albo ów głupiuchny: 
To tobie, to mnie. przez przykopę podliał, aniżeli wszyst- 
kie razem seraficzne z tytułu i z druku swojego bez serca 
modlitwy, hymny i nabożeństwa nasze". W ten spos6b 
wysławia dalej autor uczciwość, czystość, prawość i po- 
bożność ludu, ale dodaje na końcu charakterystyczne sło- 
wa: "nie widzieliśmy prawda tego, co się tu mówi, a da w- 
nością wieków zaległo". Otwartość ta, czy naiwność, po- 
dobać się powinna, gdy się zważy, że satyrycy sławię. daw- 
ne czasy tak, jakby je widzieć i rozumieć mogli. Wada 
to prawie wszystkim wspólna. "Nie tak za naszych oj- 
ców bywało" - to zwykły frazes codziennej, potocznej 
rozmowy i zwykły frazes satyryków. A jeżeli zobaczymy, 
co też współcześ!li o owych ojcach mówili, to przekona- 
my się, że satyryk tych czasów, czasów rozbiorowych, 
z boleścią widzi upadek cnoty i woła: "powróćcie się 
czasy ojców naszych!" a kiedy pójdziemy dalej do naszych 
pradziadów, to autor naszego rękopisu i inni znów nas- 
odeszlą. do wcześniejszej epoki, a w epoce tej Opaliński, 
a nawet Kochowski i Sarbiewski znowu wspominać będę 
o owych "czasach i obyczajach starodawnych" i to na 
to tylko, abyśmy od znakomitych mistrzów Zygmuntow- 
skich dowiedzieli się tego, co i przedtem, że tak "pierwej 
nie było" (Zbylitowski). Na ten też temat fantazjuje nasz 
autor, aby przeciwstawić czasy dawne dzisiejszym, w któ- 
rych "nie masz chłopiej prostoty, którą Pan Bóg chciał 
mieć korzeniem wszystkich cnót i doskonałości. Francu- 
ski przewrót, hiszpański dowcip, wołoski przemysł, mo- 
skiewskie okrucieńst wo przechodzi po te czasy subtelna:.
>>>
- 


- 155 - 


, 


, 


praktyka chłopska". A dalej straszny obraz: oszustwo, pi- 
jaństwo, cudzołóstwo, kradzież, przesuwaję. się przed ocza- 
mi: "Ma on (chłop) na wołu buty, na kapłona wędę, na 
szczupaka misterne jarzmo, na plebana bicz, na sę.siada 
rogi, na żonę kłódkę... 'Viary dobrej nie pytaj, praca 
szczera i poczciwa zginęła, wszeteczeństwa pełno. Trójca 
Najświętsza u niego widły, dusza para, kościół browar, 
pacierz misterne plotki, chudoba z cudzej nabycie, dziew- 
ka żart i zaba wa, krowa albo kobyła u niego nałożnica; 
zgoła wszystko maniera życia głupia, łakoma i wszetecz- 
na świnia". Dużo wtem wszystkiem pesymizm u i fraze- 
sów bez dowodu. A jak ciekawym byłby dla nas obraz 
obyczajów i stanu ludu naszego przed dwoma wiekami! 
Autor stara się wykpić i wytłumaczyć swoję pobieżność 
d wu wierszem: 


" 


Tam, gdzie złe dobrze leży nie trzymaj się toru, 
Bowiem rozdrażnionego nie zniesiesz fetoru, 


i zaraz przystępuje do\ "wolnego w panieństwie obojej 
. płci stanu". 
Początek zajmuje szerokie i szczegółowe porównanie 
\vieku młodego z rośliną, rodziców z gospodarzem upra- 
wiającym ziemię, zasiewającym ziarno i starającym się 
o wzrost rośliny, aby "wzeszła w kwiat gęsty i wydała 
plony". Jeżeli z dopuszczenia \vyższego w niwecz obrócę. 
się starania, jakże się "nieborak trapi..., że ziarno jego 
lada jako weszło, że na śniedź i płonną plewę okwitło, że 
się ziarna w kłosku domacać nie może, że z pracy swojej 
. 
pożytku niema". Zwróciwszy się zaś do rodziców, pyta 
się: "dlaczego obfitując w dostatki i wygody... na starość 
tak sobie nudzicie, lamentujecie, płaczecie i narzekacie. 
Dziatki winny - odpowiadacie..., bo pan Jan starszy ową 
powabną idelikatnę. kompleksyjkę przez zbyteczne pijań- 
stwo w trąd jakoby w jaszczur sobie oprawił, czopa 


-
>>>
- 


- 156 


. 


i szynkwasu podłego pilnują.c, konie, porzą.dek, rynsztu- 
nek i szacowną. niejednę. wyprawę przemarnował i prze- 
mataczył. Że p. l'rIikołaj średni na kolacyjki b......., na 
hultajskie kompanijki i debosze wszystko także utracił, 
zęby w salwacyi wypluł, paragrafów na pyszczek papinko- 
waty ponabywał, w długach i kredytach po uszy uwiązł, 
z regiestru dworskiego, czyli wojskowego sromotnie wy- 
mazany, wyszczwany i wytrąbiony, po skrytych miej- 
scach tuła się i lawiruje, niebezpieczeństwa gardła za 
.sromotną i kryminalną. akcję uchodzi, w gnoju naostatek 
, 
publiczne sadzele (guzy, wrzody) i ospę liczy, gnije i od 
kości ropieję.c odpada. Że ów Tomuś najprzyjemniejszy 
mopsek, najraźniejszy synaczek, najukochańsze dziecię.t- 
ko, jako świnia głupiuchny, rozgarnienia i bezpieczeń- 
stwa niema, złych się nałogów chwycił, pana swojego 
okradł, na kostki utracił, w więzieniu szubienicę wysia- 
da, okupu i miłosierdzia rodzicielskiego w głodzie i nie- 
znośnej mizerji wygląda. Że owa, aniołek w ludzkiem 
ciele, l\lagdusia, koło pępka opuchła, na potrawę womi- 
tuje, albo pod pretekstem miejsca cudownego, daleko kę- 
dyś puchliny zbywa i ratuje się"... 
Wszystko to prawda, "ale kto wam mili staruszkowie 
winien, że z nich' ukontentowania i honoru mieć nie mo- 
żecie? Na siebie płaczcie i narzekajcie, nie dziatki wam, 
wy dziatkom i samym sobie szkodzicie". Pomijając już 
niedorzecznie pojętą miłość rodzicielską, a stę.d zbytecz- 
ne pobłażanie s\vawoli, zapominają o tern ojcowie i matki 
jak zły ich przykład wpływa na potomków. Wprawdzie 
. 
p, Jan pije dzielnie gorzałkę, ale czyż mu się dziwić, kiedy 
"p. ojciec w tych leciech lepiej i doskonalej to prakty- 
kował". A że ty, panie Mikołaju, "w akcjach lubieżnych 
zbytkujesz", wina w tern twojej matki, co cię "z pobocznej 
zawię.zała rozrywki" i pozwoliła piastunce sypiać z tobę. 
w 6-tym roku życia pod pierzynę.. I ciebie, Magdusiu, "nie 


, 


-
>>>
- 157 - 


trzymano w dozorze", pozwolono ci patrzeć jak "pani 
matka z gościem na migi się znosiła, porozumiewała 
i schadzała", lub "panna z fraucymeru z mężczyznami 
dni i nocy jak kokosz na jajcach wysiadywała, gziła się. 
i pajęczynę po kątach omiatała". Miłość ma swoje pra- 
wa, przyjdzie we właściwym czasie, uprzedzać ją i przy-- 
gotowywać się do niej nie potrzeba. Dorodny młodzian 
"przylgnie (pannie) do serca prawem porządnej miłości 
z cnót i przymiotów swoich, choć się z MiO.gielony, z Banalu- 
ki, z Argenidy i z inszej którejkolwiek miłosnej książeczki 
kochania uczyć i naśladować nie będzie. Polubi stan mał- 
żeński sama, choć jej go zalecać i słodzić, albo habitu 
ganić nie będziecie. Podda się kształtnie w konwersacji, 
bezpieczeństwu, rozrywce, manierze dobrej i gładkiemu 
w tańcu taktowi, choć jej kosztowny francuski knechta 
języka przyprawiać, stanu prostować.... nie będzie. Pój- 
dzie godna wcześnie i dobrze za mąż, choć ją nasieźrza- 
lem 1) kadzić, albo po kiermaszach, odpustach i publikach 
wodzić nie będziecie". 
Kiedy ci, panie ojcze, dał Pan Bóg chłopca w "pięk-- 
nej proporcji i sposobności", od ciebie zależy wcześnie- 
"latorośl podkrzesywać, naginać w surowości i groźbie 
ojcowskiej", sposobom dobrej edukacji poddać". Tymcza-- 
sem "łzami by tu pisać potrzeba zepsowaną temi czasy 
młodzieży naturę... Wejrzyjmy owo na wiek dziecinny, aż 
w nim fizjogTIomja z figury i znaków swoich przechodzi 
lat kilkadziesiąt. Znać .w minie, jakby je wyrznęl, wy- 
starzał e pana ojca opojstwo, w oku stryjowski świder 
i matactwo, w impeciku wujowskie okrucieństwo i szar- 
panina, w ruchawości pani matki lubieżny i wszeteczny 
pochop. Pójdźmyż za dalszemi trochę latami, aż owo oneg- 
dajsze dziecko po piecu się za pasterkami czołga, w szkole 


1) Nasiefrzał, wołowy język, OphioglossuID, rodzaj paproci._
>>>
- 158 - 


.0 lepszą. u szynkarki z bikiem (drągalem) inspektorem cer- 
tuje; w nauce, w nabożeństwie i w księgach jak mucha 
w ukropie smakuje, wakacje sobie ustawicznie wymyśla, 
butów daleki od szkoły manowcami narabia, koszt rodziciel- 
ski marnuje i za\vodzi. I tak bez pożytku i umiejętności 
przeszedłszy jako prz,ez praszczęta (rózgi) niecierpliwie 
szkoły, na przest
zeilsze pole do dworu, albo do wojska wy- 
chodzi. Tamże go dopiero proszę widzieć, jeżeli się z szkół 
wyszedłszy nie opartolił zaraz". A dalsze dzieje "synaczka" 
opowiedzą markietanki "i Doroty od szynkwasów". 
Autor nasz przyczynę złego wychowania dzieci upa- 
truje w zamiłowaniu do obyczajów cudzoziemskich i koń- 
-czy wywód zapewnieniem, że "czem przed laty swobodna, 
silna, potężna, stała i słynęła Rzplita, wszystko się za gra- 
nicę wyniosło. Ską.d dosyć kroju, języka i fantazji mamy, 
ale regimentów, ich porządku i reguły nie pytaj... \Vszyst- 
ka myśl i rzecz na tern stoi, aby podobać się krojem bia- 
łogłowie, prawem onego koniecznie cudzołożyć... psy po- 
ulicach strzelać, wytwornie szalbirować 1), do południa sy- 
piać, nocy na niecnotach tra wić, nabożeństwa chronić się, 
cudzych obiadów i deboszów szukać, swoję kuchnię na 
za wsze zagasić, nos utabaczyć, strojem czas D1arnować, - 
zgoła sobie i nikomu na nic się nie przydać. "Tej się 
"szkoły" chwycili i bracia "pomniejszej kondycji". 
\V ustępie w wychowaniu młodzieży potrącił autor 
kilka razy o małżeństwo, z kolei więc rzeczy poświęca mu 
kart parę swej satyry. Tu jednak występuje W roli zwy- 
kłego kaznodziei, powtarza oklepane frazesy na temat nie- 
dobranych stadeł, wspomina o wynikających stąd zgor- 
szeniach, gromi wreszcie w sposób pospolity i wielce try- 
wialny niewierność małżeńską i jej owoce. Najlepszym 
z całego tego kazania, choć mocno słonym, jest wiersz 


. 


1) P
eść, gawędzić, obełgiwać, blagować.
>>>
- 159 - 


o ,,miłych łożnic żeńskich pa wilonach". ,\7 nim autor 
stanął rzeczywiście na wysokości satyry; szkoda, że nie 
pisał do druku... Dla zbieraczy zdań i przysłów nie od 
rzeczy będzie przytoczyć parę drobnych wyję.tk6w: 
1. Gdzie mocno stoi pochop do miłości, 
Tam lepiej obcy, niżeli swój gości. 
2. Za cóż kościelnej dogadzać by zrzędzie, 
Kiedy bliźniemu przez to nie ubędzie. 
. 


3. Zawsze smaczniejszy, minąwszy swój stawek, 
Z sąsiedzkich karaś albo karp sadzawek. 
.. 
4. Lada jak, (mówią.), ze swojego żyje, 
Który cudzego mogąc, nie zażyje. 
Święty a tak poniewierany sakrament małżeństwa, 
przywodzi na myśl autorowi inny, również święty, sakra- 
ment kapłańshva.. "Z bojaźnią wielką, uczciwością. i sub- 
misją" czołga się "na l{olanach" do stanu duchownego. 
Prosi o przebaczenie za to, co powie, "bo go nie pretensja 
żadna, ani uraza i zawziętość (uchowaj Boże!) ale rzecz 
dyskursu" do tego prowadzi. Kiedy bowiem był zmuszony 
opisywać i gromić zbytki i swawolę "ludu Chrystuso- 
wego" nasuwa się, rzecz prosta, pytanie, co temu jest przy- 
czyną. "Tedy i odpowiedzieć potrzeba kazała: bo niema 
do tego pobudki, przykładu i przewodni. Ale czemu nie- 
ma? pytam się znowu. Odpowie zaraz powołanie wasze". 
Potem następuje powtórne usprawiedliwianie się, że o sta- 
nie duchownym autor mówić nie miał zamiaru, bo w ta- 
kim razie pomieściłby go na czele, przyznając mu cha- 
rakter równy monarchom. Jako potępienia godne uznaje 
"aksiorna, że księ.dz nie jest aniołe.m, żyć musi jako czło- 
wiek, kiedy jak Bóg żyć zawsze powinien". Dowodzi bar- 
dzo obszernie, że tak samo jak on zapatrywali się święci 
pańscy, męczennicy, słudzy i doktorowie Kościoła. Obec- 


.
>>>
- 160 - 


nie jednak prawdziwe powołanie zastąpił interes i nie dla 
chwały Pańskiej, ale d]a dobra własnego, przywdziewaję. 
dziś ludzie młodzi suknię zakonną. Czynią to, aby się 
uwolnić z poddaństwa i "od przyrodzonej sobie pracy, ro- 
bocizny i powinności". Na to zostajesz kapłanem, abyś 
"tłustym Chrystusa chlebeln" zapewnił sobie przyszłość, 
"podłej rodziny, kolligacji i rodziców" się wyrzekł, albo, 
żebyś upadającą. fortunę familijną na "prelaturach, opa- 
ctwach i biskupstwach poparł, dostatków, wygód i docho- 
dów bez najmniejszego starania i kosztów używał, od Rzy- 
lnu, zwierzchności i sprawiedliwości zdaleka zosta.wał". 
Jakże więc możesz być dobrym kapłanem, kiedy boski 
charakter "jako opończę bierzesz, aby cię bieda i mizerja 
na kształt słoty i gradu przez skórę nie śmigała, świecka 
ręka w przewinieniu nie chlastała". Stąd też nigdzie nie- 
ma "więcej amorów, konfidencyj, korespondencyj, umiz- 
gów, komplementów, antagonji, z świeckimi o lepszą, cu- 
dzołóstw, wygód, strojów, wytworów, powabności, debo- 
szów, trelów, tańców i inszych światowych i wszeteczeń- 
stwa zbytków, jak \v stanach anielstwu poświęconych... 
Ledwo nie co plebanja to fraucymer; co folwarczek to 
brakowny inwentarz; i tam i tu sióstr różnej linji pełno 
dla obrządku gospodarskiego". Ofiara Mszy świętej odby- 
wa się pobieżnie, bez wzniesienia ducha. Chciwość, py- 
cha i nadętość stały się zwykłemi księży naszych przywa- 
rami. A owe stypy, żałobne traktamenta - mało to przy- 
czyniają się do zgorszenia? Cóż dopiero mówić o hucz- 
nych odpustach i kiermaszach ! Wówczas sługa ołtarza, 
nadużywając "zbytku i wolności języka", rzuca częstokroć 
na sławę bliźniego obelgi, "kucharek i gospodyń pochwały
 
paraf janek uczynności", lub bawi się w uda.wanie, "przy- 
siadanego, hajdukowego, góralskiego i inszych tańców". 
Po takiej zaś hulance idzie kapłan nauczać ludzi do ko- 
ścioła, kazanie im prawić. Nie mając zazwyczaj wykształ-
>>>
- 161 


cenia, pra wi co mu ślina do ust przyniesie. Zmienia 
i tłumaczy dowolnie tekst Pisma św., przytacza najfał- 
szywiej historyczne wypadki, plą.ta czasy i osoby. Bene- 
dictus Deus in Sion, znaczy u niego: pobłogosławił Bóg 
Symeonowi; o Senece wspomni jako o świętobliwej ma- 
tronie rzymskiej, o Horacjuszu jako o pustelniku; Elize- 
usz stanie się u niego apostołem, Epicurus papieżem. "Bę- 
dzie Jozue od braci do Rzymu zaprzedany, Enoch od Ha- 
mana na królestwo hiszpańskie wyniesiony, będzie ar- 
chaniołem Paweł lub Mateusz, a Najśw. Panna ukrzyżo- 
wana". "Spowiedzi słucha tylko dla formy". I jak się tu 
nie gorszyć, kiedy ten, "którego Bóg duszom swoim chciał 
mieć za przewodnika do siebie, sam się drogi prostej i na- 
leżytej nie trzyma, błądzi i inszych za sobą nieszcz4;ś1iwie 
prowadzi i od Boga odwodzi.... U prostaczków bowienJ jest 
to rczumienie i pewność, że to i owo nie jest grzechem
 
bo tak sam ksiądz pleban czyni; a że ksiądz pleban czyni, 
uczyni to bezpiecznie, bez skrupułu wójt, włodarz, kmieć 
i parobek"..
 Po wielu wreszcie radach udzielonych sta- 
nowi duchownemu, zbliża się autor do końca, \vyrażając 
oba wę, gdyby ta rzecz "miała przyjść przed oczy duchow- 
nych. O jakichby tu było inwektyw, nienawiści, cenzur, 
banicyj, klątew i piorunów; prawdziwego katolika zrobi- 
liby heretykiem i apostatą... A cóż to mój Rewerenda- jest 
żyć przeciwko powołaniu, jeżeli nie apostatare a vocatione? 
J a, uchowaj Boże, dobrych nie tykam, bowiem i wierzę? 
że na nich wiara moja i zbawienie zawisło, bo ich na 
miejscu boskiem wyznawam, czczę i szanuję. Ani mówię, 
aby dobrych nie było, bo wiem, że Bóg nie tak się w na- 
miestnictwie swojem ukrzywdzić i uszczuplić pozwolił, 
żeby nie miał pobożnych świętych i należytych do po- 
żytku dusz swoich, kapłanów i duchownych". 
Bardzo krótko streszczony ustęp o duchowieństwie, 
jest jednym z naj dłuższych w satyrze. Na nim się koń- 


Szkice literackie. 


11 


I 


.
>>>
- 162 - 


. 


czy pierwsza część całego rękopisu. A tu już "moja malpa 
w cnotach schodzi z widoku pospolitego, - tęż samą 
w obyczajach obaczyć zapraszam". 


. 


II. 
Przystępujemy do drugiej części rękopisu, noszą.cej 
tytuł: 1\Iałpa-człowiek w obyczajach. 
Na pierwszem miejscu kładzie autor: obyczaj chwały 
boskiej i nabożeństwa, wprowadzając jednocześnie nową 
formę do swego opowiadania, to jest djalog. Rozmowa to- 
czy się pomiędzy p. Mikołajem a panem Stanisławem, dwo- 
ma szlachcicami, przebywającymi w Warszawie. Pan 
Stanisław zachęca towarzysza, aby poszli razem "do ko- 
ścioła panien Wizytek, bo tam jutro solenny odpust, dziś 
nieszpór, król na nim, wszystkich panów, pań i panien 
zgromadzenie i ludzi inszych nacisk wielki będzie". Ina- 
czej się króla (Augusta II.) nie rozpozna w tumulcie. W pa- 
łacu go nie zobaczy, bo warty wstępu bronią, w "karecie 
jako ptak lata, na koniu nieznacznie biega i wyjeżdża". 
Nieboszczyka króla (Sobieskiego) znał p. Stanisław do- 
brze - był to pan pobożny, przykładny i poważny, "któ- 
Tego nabożeństwa obyczaj" obiecuje potem opowiedzieć. 
Zachęta trafia do przekonania p. Mikołaja: i on chciałby 
widzieć króla, boć "tego pana wielkie renomje, osobliwie 
u białych-głów, które lada kogo nie pochwalą", wzbu- 
dziły w nim "chciwość poznania". Idą więc razem przy- 
jaciele i na sam czas zdaje się przychodzą, bo oto już i bi- 
skup poznański we drzwiach z kropidłem stoi i baldachim 
rozbity oczekuje na przybycie monarchy. Gorszy ich jed- . 
nak, że wszyscy obróceni tyłem do ołtarza, że na "przyję- 
cie i honor śmiertelnego pana wszystko się wygarnęło du- 
chowieństwo, a nieśmiertelny wszystkich królów monar- 
cha niema i lajdosza (byle kogo) przy swoim majesta- 
cie". Oczekują długo, aż tu i biskup do zakrystji wraca,
>>>
163 - 


świece gaszą, bo pewno "pan wielą plejzyrami (przyjem- 
nościami) zabawny zapomniał, a biskup mu też żaden nie 
przypomni, że to solennitas \vielka i na nią się obiecał". 
Do tego pan Stanisław widziai "kartki na komedją. czy 
operę" toć i król woli się zabawić "w miłym osób braku 
(wyb.orze) \vesołemi scenami, aniżeli na pauzowaniu ch6- 
l'owem niecierpliwie \v kościele siedzieć". Na zegarze 
zamkowym bije ósma, świece znów zapalają, biskup bieży 
do drzwi kościelnych, ale po chwili wraca, "zalterowany", 
a księża jego "między sobą ze śmiechem gadają, że król 
mimo kościół przejechał do ogrodu KazinIierzo\vskiego na 
kolacją, kazawszy ksieni powiedzieć, że za dzisiejszy nie- 
szpór będzie u niej w miłej kompanji jutro na obiedzie".- 
Dwaj szlachcice odchodzą do gospody, pra\viąc z oburze- 
niem o tem co widzieli. "Takiż to u naszych Polakó\v po- 
bożności obyczaj. Zrzad,ka kto idzie do kościoła bez inte- 
resu i okazji. Ten i ów napatrzeć się białych-głów, ogień 
pożądliwości do serca porwać, z k.... się poznać i rozmó- 
wić, gdzie mieszka; z tym i owym widzieć się i rozgadać, 
wiadomości publicznych zasięgną.ć, kapeIi' się chórowej 
nasłuchać i przed gościem, a]bo importunem z domu 
uchronić. A cóż o białej płci rozumieć? której wszystka 
rzecz odpustów, kiennas7.ów i nabożeństwa na teIn stoi, 
aby się w urodzie, w kształcie, w modzie, w rzeźwości, 
w aparencji pokazać i zalecić, tego i owego do siebie po- 
ciągnąć i obligować, inszych obmówić, potępić i otakso- 
wać". - Na drugi dzień rano obudziwszy się, prawią. sze- 
roko szlachcice o "spowiedzi królewskiej", a zebrawszy 
się, idą do Wizytek. Tan1 ludzi już ciżba wielka, a nie 
brak "i z kozikami do mieszków". Następuje dość długa 
dysputa o lekkomyślnem przyjmo\vaniu ciała i krwi Pań- 
skiej: "widzisz on śmigas z wołoską czupryną, ilem go 
uważał, w pół mszy do kościoła przyszedłszy, spowiedź; 
komunją i wszystkie swoje nabożeństwo odprawił i już 
11*
>>>
- 164 - 


się z jakąś krygownisią. za rękę prowadzi w takiej minie- 
efronterji i dyspozycji, jakby to było z tańca do łożnice".. 
Wina 'w tem i księży, co spowiedzi niedbale słuchają. "Ja 
mam penitenta za pacjenta, a spowiednika za medyka. 
1\1edyk należycie kuruje, kiedy chory defekt swój należy- 
cie opowie. Często zabija, że się o więcej nie pyta". - 
Nareszcie laski marszałkowskie pokazują. się we drzwiach: 
król przybywa. Na ołtarz nie patrzy, nabożeństwem mało- 
się zajmuje! Jemu jeszcze przebaczyć można, bo "młody, 
ży\vy i światowy, ale z siwowąsów i półbabek wielkie cu- 
da i zgorszenie: usta sine w umizgach, język jak na koło- 
wrocie, t warz zmarszczona pod farbą, oko w pożądliwym 
świdrze, książki na pozór rozłożone, pod mizerne kolana 
puchy i jedwabie, osoby od czci i chwały Boskiej, jak przez 
morza dalekie". Lepiej było za nieboszczyka króla: wie- 
dział on zawsze o każdem nabożeństwie i odpuście, "dwór 
swój i panów awizował o niel!l, sam go solennie ze spo- 
wieddą. i Komunją św.odprawował i spra\vował się 
w dom u Bożym pobożnie i przykradnie, zapomniawszy 
cale o godności swojej królewskiej, w obecności Najwyż- 
szego Pana swojego". A cóż dopiero mówić o dawnych 
królach i wiekach. Dziś niema nabożeństwa w sercu, a owe 
"srebrne koniki, pozłociste osóbki, woskowe i insze ofiar- 
ki daremni
 zaprzątają. ołtarze". Wydrze kto, albo "w in- 
szy sposób nabędzie rumaka, zawiesi za to trzechłuto- 
wego konika... Krowę jałowicę, wołu sąsiadowi zabije, na- 
leje jedną i drugą lampę. Pasiekę cudzą zrabuje, zaświeci 
parę świeczek woskowych". Również niewiele warte owe 
"seraficzne, strzeliste modlitwy". co tylko tytuł taki mają. 
"Lepiej nie silić gęby na te tam wymyślne hymny, ko- 
ronki i modlitwy, ale raczej przestawać na jednym z uwa- 
gę. i pobożnością. pacierzu zwyczajnym"... Tymczasem 
król dowiedzia;wszy się, że jego lekta już się skończyła. 
rusza z miejsca, spiesząc za klauzurę na obiad. Niedłu-
>>>
- 165 - 


.go po nim wychodzą nasi szlachcice, i tem się kończy rzecz 
o obyczaju nabożeństwa. 
Obyczaj miłości i przyjaźni bliźniego stanowi dalszą. 
część satyry. Przyjaźń istnieje dopóty, dopóki przyjaciel 
nie jest w potrzebie; poratować go, wspomóc, nie leży 
. w zakresie obowiązków przyjaźni. Obłuda najwięcej krze- 
\vi się na niwie tej "rzadkiej cnoty". Spotka przyjaciel 
przyjaciela, ściska go, całując zaprasza do siebie, a kiedy 
zaproszony przyjedzie, to "zamknij wrota, powiedz, że 
mnie w domu niema, żona na odpust pojechała - czyć 
go djabeł nadał!" Przy hulance ,,'znosi się toast "na 
całą. gębę: ej kawaler-że z ciebie dorodny, serdeczny i męż- 
ny; właśnie cię natura do buławy uformowała; rozum, 
godność i rozsądek do senatu prowadzi. Wiwat ozdoba 
narodu naszego, wiwat wódz nasz przyszły, regimentarz, 
kanclerz i nie wiem jaki monarcha". A po chwili mówca 
.na uboczu żartuje z owego "regimentarza": "o.wo drwiłem 
z niego, napiłem się z tej okazji dowoli, wbiłem mu w gło- 
,vę hipokondryą; nie spostrzegł się błazen, mam sposó
 
najeść się i napić u niego, a mogę co i 'wydrwić". Jeżeli 
z pochwałą jaki mężczyzna wspomni o "z serca, serdecz- 
nie, jedynie kochanej siostrzyczce", to druga przyjaciółka 
zaraz usłyszy od tej samej, że owa serdecznie kochana 
"nadstawia się, płaszczy, umizga, a jest wielkie ladaco, 
krygownisia, pod farbą udatna i rumiana, bez niej trup 
. l . " 
'1 g łna ... 
Przechodząc do obyczaju inklinacyi i gotowości do mal- 
żeństwa, autor poglądy swoje wyprowadza z djalogu 
p. Wojciecha z panem Józefem. Pan Wojciech wyraża po- 
jęcia autora, według którego jedyną wyrocznią. przy za- 
'warciu małżeństwa winna być wola rodziców, - siedm- 
nastoletni zaś p. Józef broni pojęć ówczesnej młodzieży. 
Na jedno tylko zgodzić się można, że młody człowiek, 
.przed dojściem do pełnoletności nie powinien myśl
>>>
166 - 


o tworzeniu rodziny. Ale zdaje nam się, że ów 17-letni, 
a już pałający żądzą wejścia w związki małżeńskie p. J ó- 
zef, był i jest do dziś dnia rzadkim wyjątkiem. To jest 
'właściwie, ochota może objawiać się wcześnie, ale staty- 
styka świadczy o małej liczbie małżeństw w tak młodym 
wieku zawieranych. Tylko wśród "królewiąt" zawierano 
wcześnie małżeństwa. Stąd niepotrzebne rzucanie gro- 
mów, a całkiem, jak dla nas, fałszywe wyobrażenia o "in- 
klinacji". Autora oburza to, kiedy młodzieniec "czołem 
bije, po ziemi się tarza, na komplementa wywnętrza, nogi 
-całuje i liże, na węgiel się pali... w nocy nie sypia, usta- 
wicznie. 'wzdycha, nudzi, melancholizuje". Te czyste unie- 
sienia serc młodych i niezepsutych są mu wstrętne, stąd 
zaraz przypuszcza, że zakochany "na upominki ojca kra- 
dnie, na fortunę sekretnie zaciąga, muzyków, moczywą.- 
sów i darmostojów okrywa, chłopców na kozaki, na błaz- 
ny. i różne cudotwory strzyże". Gani młode dziewczę, kie- 
dy "na odjazd i pożegnanie jego truchleje, blednie i ob- 
umiera, bez niego melancholicznie szlocha, żałośnie nuci, 
jadać i sypiać nie może, przez sen lada co plecie"... 
Wkońcu autor przychodzi do wniosku, że małżeństwa z mi- 
łości zawarte są nieszczęśliwe, że zaraz "po pierwszej mi- 
łości małżeńskiej próbie, czuwają na zaciąg różni sekl
n- 
danci, adjutanci i koadyutorowie, - stąd za wsze kłótnie, 
niechęci", itd. Całe to małej wartości rozumowanie kończy 
się dwoma "lamentami" żony i męża źle dobranych. 
ona 
narzeka i łaje małżonka, na co odpowiada "nieborak" jesz- 
-'Cze większem narzekaniem. 
Oto wyjątek: 


J a za twą winę nieszczęsny ginę, 
Tyś żywa. 
Udatna z twarzy, a przecie parzy 
Pokrzywa.
>>>
- 167 - 


. 
O jak frantowska w złość białogłowska 
Płeć bywa! 
Krzywdy pozorem, grzechy rankorem 
Pokrywa. 
\V sercu ma węża z żalem na męża, 
A w gębie 
Nucą miłosne treny żałosne 
Gołębie. 


. ...... ........ 


CI 


\Vszystkie bestyj e, uznają, czyje 
W dozorze 
Ręce ich koją i tych się boją, 
Jak tchórze. 
Jedna kobieta tak jadowita 
W swej wierze, 
Że jej nie zrówna bestyja główna 
W cholerze (w złości). 
Darmo się miły ze wszystkiej siły 
Sposobisz: 
Nie chce natura - toć z małpki tura 
Nie zrobisz. 
W pomocy nieba stanu potrzeba 
Nabywać, 
Bo przez womity trudno kobiety 
Pozbywać. 


. 


Wiersz, z którego wyjątek podałem, stanowi przejście 
do obyczaju wiary i miłości małżel1skiej. Przedmiot ten wi- 
docznie traktuje autor z upodobaniem, bo wraca doń już 
po raz trzeci. Może zapomniał o poprzedniem długiem 
kazaniu na ten temat, a może przypuszczał, że nie wszyst.. 
ko jeszcze dokładnie wypowiedział. Niewierność małżeń... 
ska jest tutaj kanwą, na której wyszywa dość zblakłl) 
. 
włóczką swoje poglądy. Na ich poparcie czerpie z dziejów 


.
>>>
- 168 - 


starożytnych nie smaczne i podejrzanej wartości przykła- 
dy, nawet tłumaczy bardzo nieudolnie z greckiego "żale 
Kalniny". Wszystko na to tylko, aby dowieść wierności 
dawnych żon i miłości mężów, co często "dla całości żon 
swoich cudowne niebezpieczeństwa przebywali, całe kró- 
lestwa i dostojeńst\va, a nawet życie łożyli, czego świad- 
kiem żałosne dzieje, okropne pobojowiska".... I w Polsce 
było "wyraźniej względem wiary nIałżeńskiej", choć się 
obywało bez strasznych przykładów zemsty i zawzięto- 
ści. "Było co kochać, ale nie było o co się wadzić, bo każde 
stadło w parze i używaniu powinności swoich nie miało 
fntervenienteln, trzeciego"... Nie brak jednak w tym trak- 
taciku humoru, czego dowodem dowcipny nagrobek swar- 
Ihvej parze małżonkbw: 


. 


.. 


Tu leży cna para, wspólna życia kara: 
Mąż jako trzepaczka, a żona pijaczka. .... 
Gościu! chciej ostrożnie mieć się tu nabożnie, 
Aby czart i w ziemi nie zwichrzył co z niemi, 
Było w życiu bowiem, co po śmierci powiem, 
Że się z sobą żarli i w gniewie pomarli; 
Więc zdaleka, tuszę, lepiej rzec za dusze: 
Panie! po tym boju domieść ich spokoju! 
Obyczaj rządu i powagi wnika w głębsze zagadnienia 
społeczne. Miejsce dlań tu niestosowne, treść zaś przy- 
.wodzi na pamięć pierwsze ustępy satyry, gdzie o królach, 
monarchach i zwierzchnościach była mowa. Wielki pan, 
stojąc przed zwierciadłem, marzy o swej potędze, o "wy- 
niosłości czołą, podającej się pod koronę", o wzroku wy- 
rażającym surowość i zmuszają.cym do ślepego posłuszeń- 
stwa; ręka jego stworzona do berła, laski lub buławy, 
pierś do orderu, postać i "statura do rządu, do surowości 
i rozkazywania". Tak jest mości panie - dodaje satyryk - 
"bo czeladź i chłopi, wszyscy powiadają, że nie więcej
>>>
169 - 


.pięć katów swoją sztuką sprawi, jako 'VMPan wejrze- 
niem i postawą poważną. A gdybyś jeszcze mógł wIeść 
IW owe szkiełko, którem tubum opticum nazywają (gdzie 
wsza jak baran, a pluskwa jak wielbłąd wydają się po- 
zorne i wielkie) tedy byś miary sobie we wszystkiem do- 
.brać nie wystarczył, waliłbyś z nóg przez hypokondryą gi- 
ganty, przez gardło Goliata piąłbyś się na majestata, ludzi 
ubogich jak brytan szczenięta deptałbyś, miliony tysiąc6w 
na obiad połykał, jeden nad wszystkich razem zdałbyś się 
-najmocniejszym". Wszystko to służy za wstęp do małej 
rozprawki o rządzie, jakim być powinien. "Nie to jeno, nie 
to, miły Długoszu, weź przed siebie zwierciadło: wleź ca- 
łYlTI sobą in speculum exemplorum i tam się dopiero przej- 
rzysz do jakiej miary osoby n1iał się rząd przed laty. 
Cnota w małem i wielkiem ciele jednakowo za wsze do- 
kazywała, prawa dawała, narody pod posłuszeństwo skła- 
niała, w skałach, żelazach i n1inerałach twardych siłę ła- 
mała; łechczywy grzbiet morza ujeździła, wszystkie trud- 
ności i niepodobieństwa sfatygowała". Cnota jest podsta- 
wą. rządu, opoką rządzących. "Łaskawość władzy serca 
niewoli do miłości, miłość wiarę sposobi, wiara jedność 
klei, jedność potęgę stanowi, na potędze rząd i powaga 
stoi, tem bezpieczniej, im bardziej ufundowana. Ale nie 
temi nieszczęśliwemi czasami, kędy wszystka rzecz rządu 
i powagi na tem tylko usiłowaniu i prezumpcyi zawisła, 
aby wymusić, nie wyperswadować, przyciągnąć a nie przy- 
prowadzić, przyniewolić a nie zniewolić, przycisnąć a nie . 
przytulić, ogolić a nie przystrzydz". Dalej wykazuje autor 
złe skutki zbytniej surowości i despotyzmu, przytaczajQ.c 
słowa, jakie "jednemu wielkiemu z Łokietków człowieko- 
'wi na nagrobku położono". O kim tu mo\va - niewiado- 
mo, sens zaś taki, że nie ciałem, nie siłą., lecz duchem na- 
leży być potężnym, bo nieraz już się to zdarzyło, że "oso- 
ba karła olbrzyma zawarła".
>>>
- 170 - 


Djalog powraca znowu w obyczaju posłuszeństwa i sub- 
missyi. Różnica pojęcia "skłonności" od pojęcia uniżono.. 
ści jest przedmiotem rozmowy pana Zygmunta z panem 
Wacławem. "Skłonność ma się do proporcji stopni ów da- 
jącego i odbierającego ukłony, uniżoność zaś przechodzi 
w proporcji". Ta ostatnia jest zazwyczaj wynikiem obłudy 
lub interesu. Jeżeli pan wojewoda, choć senator, tak nisko 
ukłonił się p. Zygmuntowi, że mu tenże, "choć fałdów na- 
łamał", ukłonić się niżej nie mógł, - to dowód oczywi- 
sty, że wojewodzie uśmiecha się pożyczka owych kilku- 
nastu tysięcy, "które p. Zygmuntowi położono w grodzie". 
I ledwo p. Zygmunt, jako "wilk nie wpadł w samołówkę"; 
szczęściem, że mu p. Wacław jasno wytłumaczył, jaki bę- 
I 
dzie koniec uniżoności pańskiej: "granica i pretext sub- 
missyi, układności, poszanowania, ludzkości i komplemen- 
tu tych to miłych panów naszych póty, póki nie dasz, da- 
lej żart, zawód... A gdybyś ich uważał, jak cygi, czyli 
cyganów w obrotach i dziarskości posłuszeństwa królom 
i zwierzchnościom swoim, tedybyś się jako ucieszną. ko- 
medyą. do woli nasycić nie mógł". Serwilizm i zabiega- 
nie o fawory czynią ich posłusznymi na wszelkie rozkazy 
i "nigdy tak powolnie niedźwiedzie cyganom, cygani bła- 
zeńskim obrywkom nie nadskakują, jako prywatnemu 
przez zgubę publiczną. zyskowi nasi teraźniejsi niektórzy 
panowie". Sejmy, zjazdy, rady "i inne publiczne i sekretne 
akty, są. to ich niejakie teatra, albo inaczej targowiska, 
kędy jak się to oni uwijają, ubiegają., zginają, trudno bez 
przygany opowiedzieć. Ten za uszy, tamten za usta, ów 
za nogi, za ręce, chcąc co na respekcie oberwać, jako złaja 
niedźwiedzia, pana łatwego rozbierają. Potrzebie swojej 
bez wstydu nadskakują, póty słudzy ochotni, póki skarb 
nie ubogi". Dodać do tego należy zabiegi o ordery, choć 
"niewielka z tego klejnotu dystynkcya, a mnie się zda 
w proporcji do polskiego kroju, jak figa do nosa". A za 


.
>>>
- 171 


. 


tein wszystkiem idą "wymyślne i klarowne tytuły". Da- 
wniej znajomi i przyjaciele mówili do siebie po imieniu: 
panie Jerzy, panie Stanisławie, chcąc zaś kogo uczcić do- 
dawano, panie łaskawy, panie uczciwy, panie zacny; "ty- 
mi czasy wszystko to się zrównało; JMC Dobrodziej Bi- 
skup, Jl\iIC Dobrodziej Wojewoda, JMC Dobrodziej Podsta- 
rości, JMC Dobrodziej burmistrz, JMC Dobrodziejka w Kier- 
nozi albo w Kusienicach wójtowa, Monsieur świec (szewc),. 
monseigneur doktór, albo podły od pęcherza galenus". 
Dalej występują p. Jacek z p. Wincentym i zastana- 
wiają się nad obyczajem służby dworskiej. Pierwszy sy- 
na swego Michałka oddaje do dworu, więc mu kazał "gło- 
wę jako pudło wydupić, kunią go jakąś pohaną" .na bakier 
przykrył 1), niższą część: ciała fałdalni obłożył, i "przy- 
taśmował do połowy jako tarcicę", w stąpaniu, minie i obro- 
cie "modno ułożył". Nie w taki sposób ojcowie przygoto- 
wywali młodzież do służby dworskiej, bo nie o modę wów- 
czas panom chodziło, ale o ćwiczenie młodzieży, o zyska- 
nie wdzięczności rodziców, o przygotowanie dobrych oby- 
wateli krajowi. 'Służba dworska była rodzajem nowicjatu 
i szkoły. Kto okazywał umysłowe zdolności i chęci do 
nauki, tego zaraz "do piora, do potocznych i publicznych 
expedycyj sposobiono, kierując przez dalsze lata na wiel-. 
kie w grodach i województWach stopnie"; kto tej chęci 
i zdolności nie posiadał, "znalazł ćwiczenie według spo- 
sobności swojej w dziełach rycerskich: do oręża, do lancy, 
do reguły wojennej sposobią.c się i zaraz brał stopień, na 
jaki go doskonałość przysposobiła"; kogo wreszcie duch 
pobożności owionął, "znalazł i z tej miary drogę swoję, 
pomoc, aplikacyą i wysokie Kościoła stopnie". Było to na- 
wet ogólnem przekonaniem, że "do rodziców spłodzić, do 
panów wychować należało". Dziewczęta oddawane do 


1) Czy nie gunią? Kuni niema ani w Gołębiowskim (Ubiory} 
ani \V Lindem. 


,
>>>
ł 


- 172 


'! 


fraucymeru uczyły się zajęć kobiecych, w cnocie i poboż- 
ności się ćwiczyły, zostając ciągle pod okiem samej pani 
i wyłącznie do tego przeznaczonej dozorczyni. Dać zaś 
syna albo córkę "tymi czasy do dworu jest jedność, co 
i wypchnąć bez wiosła na morze, kędy szumów, wiatrów, 
i bałwanów niebezpiecznych bez miary... Ledwo nie le- 
piej zgodzić się na to, żeby dzieci nasze krów i stada w do- 
mu pilnowały". Rozmaitość jest dworów, ale wszędzie pra- 
wie .panuje jeden obyczaj, wszędzie złe przykłady. "Dwór 
podobno królewski wykształtuje młodego? gdzie panowie 
sami nadskakują jak chłopcy, albo kędy czczy regestr bez- 
pieczeńshva ustroniów i wygody sekretnej asystuje pry- 
watnie. Senatorski podobno? kędy jako psia jucha, krew 
szlachecka obmierzła, a puder lada szewca i knecht y cu- 
dzoziemskiego nad zamiar pięknie i modno pachnie; kędy 
sikofancyi (intryg, podstępów), pseudo-polityki, zdrady, 
sekretów na zgubę publiczną pełno... języka polskiego oby- 
czaj ustał, szlacheckie dzieci na kozłach przy oddechu 
pohanego olędra woźnicy jak maźnicę wieszają, kędy nie 
masz nic cale do pozoru, obyczaju i doskonałości Polaków. 
Hetmański podobno? kędy przez sknerstwo, nad dostojeń- 
stwo i powagę większe, wszystkie usługi poprzejmował 
żołnierz i w publicznej poważnej rezydencji nadstawia się 
po\vinnościom prywatnym i potocznym, szarzając się za 
niemi w pancerzu, albo .w tygrowej suce, jako w barwie 
hajduczej. A może u innych panów i górniejszych w urzę- 
-dach osób? kędy... minę w pali wiosków przyjemność, kibić 
w słomiany mendel, chód i obrót w złodziejski pozór, gło- 
wę w larum, faTum przedziwne, wszystkie obyczaje w kon- 
fuzją przyjemna panom w naśladowanie sili, przerabia ma- 
niera"... Słowem "pożal się Boże krwi szlacheckiej, ba, 
i prostej poczciwego chłop
 którymi oni teraz najwięcej 
figurują. ozdobę dworów swoich na modelusz cudzoziem- 
skiej służby". Wieśniacy dziwacznie przybrani wyglę.daję.
>>>
173 - 


"z pod peruk swoich jak z pod ogon
w kobylich". Przy 
stołach pańskich, "nie usłyszysz słówka polskiego (lubo 
czaSeIn krój polski zagęści) dla dyskursu politycznego 
i nauki młodzieży, tylko kolejny brzęk kieliszków i ulu- 
bione parle, parle". Wielkie panie dziś nawet nie lubią. 
fraucymeru i nie zajmują się nim wcale, dosyć im "w po- 
dróż jednej baby dla wygody sekretnej i pohanej jak bu- 
kłada 1) karlicy; temi naj dalsze drogi i publiki opędzać 
zwykły. Fraucymer zaś na ustroniu, bez oka, bez przy- 
zwoitej roboty, zabawy i wygody zosta:wiony, tuła się za 
inklinacyami, amorami, że pani powróciwszy, zastaje nie- 
raz rzecz gotową do chrzcin i do ślubu razem; z czego nie- 
bożęta rodzice korzystają mizernie... bo z ludzi służałych, 
motłochu wszystko ladaco i nicdorzeczy. Browar, tytoń, 
cudza komora, pańska szkoda, piętna po barwie, ta jest 
wszystka tej kanalii życia maniera". 
Obyczaj służby wojskowej bardzo szeroko jest trakto- 
wany. Autor, który jak powiada wyżej, nauczył się \vojo- 
wać "z niemałą. imienia swego reputacją", pojmuje serjo. 
obowiązki stanu wojskowego, i jaskrawemi barwami ma- 
luje jego upadek. "Kędyż leżysz złamana rządu i wojska 
potęgo? pod którą. najmocniejszy nieprzyjaciel padać i gru- 
be karki łamać koniecznie musiał; pod którą, jako sta- 
lową. tarczą, wiara i kościoły śś. niewzruszone stały; pod 
którą. wolność i swobody szlacheckie jako pod łagodnemi 
słońca darami, milusieńko kwitnęły; pod którą. ludzie 
wszystkich prac i pożytków swoich zażywali spokojnie; 
pod którą prawa powaga i powinności wszelakie regular-. 
nie chodziły; pod którą trony i majestaty w zupełnych 
ozdobach i .wzajemnej konfidencyi reverenter stały; pod 
którą. sławy imienia polskiego cały świat dowoli nasłuchać 
się i wydziwować nie wystarczył; pod którą. sam Bóg 


. 


1) Bukłada, bukład, bukłak naczynie skórzane do nosze- 
nia wody (tatarskie).
>>>
. 


'! 


174 


z patronami świętymi za nas dokazywał cudownie; pod 
którą. (słowem rzekę) nic przykrego, nic trudnego, nic nie- 
bezpiecznego, nic niedoskonałego nie bywało". Urok imie- 
nia hetmańskiego upadł, odkąd hetmani nadużywają swej 
władzy dla celów osobistych i partyjnych. \Valeczność żoł- 
nierza przerodziła się w burdy i pijatykę, religijność ustą.- 
piła miejsca bezbożności, żądza wojennej zdobyczy poko- 
jowemu podbojowi serc nie\vieścich. Nie ten lepszy, kto 
waleczny, ale ten, kto piękniej się przystraja. Przechody 
. wojsko\ve niszczą mienie obywateli; najwięcej tu cierpią. 
wdowy i sieroty, których dobra, pomimo ochrony hetmań- 
skiej "z przypisem własnej ręki: pod sądem zalecam", - 
są. formalnie na.jeżdżane i grabione. Ledwo znak rotmi- 
strzowski ukaże się we wsi, zaraz w niej "okrutne zamie- 
szanie: kwik, bek, gdak, hałas, lament, trzask, puk, grzmot 
i wszelka opressia przebijająca obłoki. Już chłopstwo po- 
.ranione, kobiety pokrwawione i przestraszone, biegają. jak 
szalone, ręce załamując, w knieje i parowy uciekają, mróz 
i słotę z dziećmi nagiemi cierpią i ledwo się nie zagubią. 
Już okna w chałupach na wylot przeglądają, piece tru- 
pem leżą, naczynia, sprzęty, szkła i fanty potłuczone i po- 
rabowane. Już szkapy po uszy z siana wyglądają, owsem 
i ziarnem przez ochwat lnierzą się. Pierza z drobiu jak 
śnieg po całej wsi latają, ognie w stodołach palą się, we 
wszystkiem niekarny żołnierz pod niepoczciwą. komendą 
bryka i exorbituje". Dwór koniecznie dostarczyć musi 
przynajmniej "dwie beczki miodu, cztery piwa, dwadzie- 
ścia garncy gorzałki, tyleż korcy owsa, sześć flasz wina 
jmci panu namiestnikowi w dyskrecyi za siano, słomę 
i sieczkę". To też po przejściu wojska cała wieś wygląda 
jak po bitwie. 
"Już i jejmość z drobiem dziatek swoich we dworze 
na zilnnie bez drew w zęby jak w cymbały dzwoni, głód 
.cierpi, - spiżarkę wyszafowała, piwniczkę wyszynkowała... 


"'"
>>>
. 


175 - 


A 111Ój miły nad babami Herkules, jako bela opity na- 
miestnik zębami zgrzyta, na wąsy dmucha, jako papuć 
gębę odyma, władzą swoją. bryka, ludziom przystępu, 
krzywdzie ucha, mizeryi serca, zbytkowi wstrętu, skar- 
gon1 sprawiedliwości nie pozwala..., ale hola, hola mój 
miły bohatyrze! na odwód proszę, nie tu dokazywać pole 
twoje, nie tu plac ubogich chałupki, w których jak jazwce 
(borsuki) mizerne siedzą, wywracać i krwawić, albo z mi- 
zeryą ludzką. pasować się okrutnie, dla której ochrony po- 
wołanie \vasze krew lać i umierać rozkazuje koniecznie". 
Ale gdzie tam myśleć o tern żołnierzowi, kiedy "bronią 
władnie trwoga, szablę lekką. jak piórko przypasuje moda, 
drugą niedbalstwo i niedozór do skórki węgorzej przykleja 
nieużytecznie; kopia ręki niema, kurek panewki nie zna, 
sajdak z wiatrem igra, szkapa na ogień klęka, na huk wę- 
dzidla nie czuje"... To też obecnie żołnierz polski stał się 
pośnliewiskiem obcych, a "inwencya cudzoziemska" wpro- 
wadza na zabawne sceny, komedje i opery całą jego po- 
cieszną fantazyą, bra\vurę, stąpanie, ułożenie, junakieryą... 
przy nas samych i z pomocą chichotając ze wszystkiego 
do woli". 


III. 


"Jako w cnotach, tak i w obyczajach cale się nie mę.- 
my proporcyonalnie do oblicza ludzkiego z twarzy boskiej 
przeformowa.nego, co samo pokaże się i w kroju". Jfalpa- 
czlowiek w kroju jest więc trzecią. i ostatnią częścią satyry, 
"jako bowiem. małpa chęcią i naśladowaniem rada się 
bierze do ubioru ludzkiego i przez zdradliwy stroju spo- 
sób wikła się i dostaje połowem w ręce człowieka... tak 
i człowiek według inklinacyi nieostrożnej do mody i kro- 
jów przeciwnych naturze, ułożeniu, miejscu i stopniowi 
swojemu, naśladują.c małpy, sidła się nieuważnie w ko- 
:sztowne długi, w szacowne expensa, w słuszne cenzury
>>>
. 


176 - 


i błazeństwa u ludzi, wychodząc z znacznych dziedzictw,. 
fortun, skarbów i własności domu i imienia swojego. Albo 
bierze na siebie postać i figurę owych komedyonalnych 
błaznó\v i trefnisiów, którzy... przerabiają się i układaję.. 
w różne maniery i kroje obcych,. na pocieszną patrzą.cych 
zabawę. A jakoż się przez Bóg do woli i rozpuku nie- 
śmiać, kiedy się rzecz sama podaje ogromnie do tego przez 
ucieszną. nieproporcyą kroju do kibici, kibici do stroju,. 
stroju do osób, osób do gatunku, gatunku do intraty, intraty 
do kosztu, kosztu do stopnia, stopnia do kapitału i sub- 
stancyi, substancyi do utraty i zażycia, zażycia do nie- 
wczesnego żalu i dobrowolnej mizeryi, zgoła wszystkiego 
nie do twarzyj, sposobności i powołania". \V;szystko to 
zaś obaczy się obszerniej "w następujących podziałach par- 
tykularnych, a naprzód -.w podziale kroju bialoglowskiego". 
Nie idzie tu autorowi o wytworne i powabne stroje. 
Kto na nie ma - niech się niemi cieszy i chlubi. Chodzi 
mu tylko o wydatki na stroje, przechodzące możność lu- 
dzi średniej, szlacheckiej fortuny. "Żebym zaś przez bez- 
pieczeństwo pra wdy nie uraził kogo, biorę się z obserwan- 
'! cyą. do nóg delikatnych, a póki granica pozwala, uważam 
trzewik, dratwy i kroju turobskiego, jako prośniak po- 
hany, pończochę jedwabiu czyli sztamentu koziego, niby 
tłumok sudanną. (nadobną., udatną), podwiązkę jej z oło- 
wiem szlakowym, szlak koszuli w nici pracowitej, zapra- 
cowanej i ostrej, spodnicy duhat i podszewkę z pod szczot- 
ki, róg na szyję złodziejom przyzwoity. Widzę modny na 
wierzchu parter z kilkadziesią.t szacownych łokci wymie- 
rzony, modno, dostatnio i sudanno na szlak teraźniejszy 
pofałdowany, pokawałcony i urobiony. W nim wojewo-. 
dzinę albo inszą. od krzesła i kondycyi damę uczcićby się 
godziło, ale że wierzchni zbytek spodni niedostatek garni-- 
tury znaczą, tedy kogoś inszego od pysznej emulacyi, a nie- 
od intraty strojnego poznam". Gdzież są karety, sługi i cu-
>>>
- 177 - 


gi do tego stroju odpowiednie? "Facyatę dym wskróś! 
przeją,ł, wewnątrz pluskwy zasmrodziły, czerw na wylot 
strawił, kiczka 1) zaniedbana odkryła.... zwierciadło mysz 
pod ścianę zawlekła, jejmość na pańskie woła, jejmość 
z warzechą, się uwija, a przecie garnitury, stroje i mody 
aż przez morza Paryż przysyła... Pytam jeszcze ską,d prze- 
cie koszt i dochody na' to? rvIaciek zrobi, Maciek zje; wół 
za granicę nie pociągnie, skiba do Gdańska nie wyprawi, 
gęba i potrzeba dosyć nie mają., dzieci z..... i pOłyskują., 
niedostatek w domu świta, a przecie w nim Musiu l\Uchel 
przy kaganku kraje, deseń układa, do szlaku, jako strunę 
baranią, defekt materyi wyciąga, jejmość do miary coraz 
się nadstawia, jegomość jak na ukropie gołym z..... sie- 
dzi, niecierpliwy i bojaźliwy, aby znowu po przydatek do 
szlaku na kliny albo falbany do kramu posyłać nie musiał, 
zastawiwszy na dwa łokcie ostatniego półchłopa". Na to 
wszystko jest pospolicie odpowiedź: tak moda każe, "tak 
i pani wojewodzina, kasztelanowa i tam insze od czoła 
damy modne stroją się i przystojnie udają. A tu serdecz- 
nie rozśmiać się muszę. O niepomiarkowana rozumem płci 
słabiuchnej emulacyo.... A kędyż róg do ufnala, gdzie są 
te majętności i intraty wojewodzin i kasztelanowych ? Nie 
jeden klucz przez ręce kredytorów przejdzie, aby do kosz- 
townej garderoby drzwi otworzyć". Zresztą. wielkie damy 
mają, sposobność pokazania swych strojów: "wolne pu- 
bliki, kompanie, wizyty, akty i ozdobne przytomnościom 
królewskim asystencye. Mają publiczne o sobie poczty, ga- 
zety, wiadomości i relacye"... Ale co tobie po tym zbytku 
mościa wojska upicka, albo podczaszyno derpska? Męża 
krzywdzisz i rujnujesz, a sama nic z tego nie masz. Jeżeli 
to czynisz dla szacunku osoby, to próżny zawód 


l) Pokrycie dachu ze słomy, -snop do "strzechY". 


Szkice literackie. 


12
>>>
- 178 


Bo i d udek pstry bywa, a w ozdobę przecie 
I w smak stołów nie wchodzi z bażanty w pasztecie; 
jeżeli dla naśladowania i emulacyi, to sama z siebie żar- 
tujesz, 


.. 


Bo i głowacz nie jest główna ryba, choć to bywa, 
Że przez siłę pod wodę z jesiotrami pływa; 
jeżeli dla podniesienia swych wdzięków poniszczonych la- 
tami, to mylna twoja rachuba, 


Bowiem wiara powszechna ludzi na tern stoi, 
Że orłowi południe, noc sowie przystoi. 


A może dla przypodobania się mężowi i odświeżenia 
jego uczuć miłosnych? Ależ to rzecz zbyteczna, 


.'1 


Kto bowiem żabę kocha, rozumie, że pannę 
Z bogiń kocha piękniejszą nad insze Dyannę. 
Strojnisie takie narażają. się na żarty, na ludzkie ob- 
mowy. Nawet nazwać strojów nie umieją, zasłyszawszy 
coś o nich tylko zdaleka i przekręciwszy. Kupiec "przez 
wstrzemięźliwość śmiechu nieraz krwią plwać mus
, ką.- 
sając język przy towarze swoim. Będzie tam bowiem i: 
musiu, mości panie, pokaż mi waszeć' pater 1) z materyi 
paruskiej 2); tylko niech będzie na niej rexen 3) modny, 
a kolor amorat 4); potrzebny mi pastor 5) pod kamizelę, ba 
i rochatyna 6) w pensowym 7) kolorze itd.". Za paniami idą 
ich sługi. "J eżeli pani pokaże się jak beczka, pewnie sługa 
przyczyni obręczy, wydawają.c się jako kufa ogromnie i tak 
szeroko, że się ludziom zdawa, iż ta dama zdobią.c tusz 
swoję, nie bywa bez czopa". Za sługami idą. mieszczki, nie 
'wspominają.c już o pannach "z lupanarów". Paryż nadaje 


1) Ma być parter. _ 2) Paryskiej. - 3) Deseń. - 4) Ama- 
rant. - 5) Kastor. - 6) ratyna. - 1) ponsowym.
>>>
. - 179 - 


prawa modzie, ale tam tylko bogate i wysokiego rodu da- 
nlY do niej się stosują.. Każdy stan ma własny ubiór, nie 
naśladuje jeden drugiego. U nas zaś nie poznasz: która 
matka, a która córka, która wojewodzina a biedna szlach- 
cianka, która pani a sługa, która praczka a senatorka. 
Dawniej jedna i ta salna materya przechodziła w spadku 
z matki na córkę, a nawet wnuczka w tejże koronce i prze- 
rabianej szubce ludziom się pokazywała, w której babka 
szła do ołtarza. 
Przystępujemy do ostatniego rozdziału satyry, którego 
przedmioten1 jest strój lnęski światowy. Autor nie rozumie 
wprawdzie, "żeby ktośkolwiek, poznawszy rzecz dyskursu 
niniejszego na sobie, rozgniewać się... musiał, wprzód al- 
bowiem niż ona przed oczy wynijdzie, każdy pójdzie za 
pochopenl ustawicznie mienią.cych się krojów naszych 
i przeinaczy się tak usilnie, że od porzuconej przed kwar- 
tałem mody jakoby wiekiem całym zdadząc się być odda- 
lony, \vszystko to co tu o sobie samym prawdziwie prze- 
czyta, nie sobie, ale raczej dziadom, pradziadom i nad- 
dziadom swoinl należeć przyzna". Przedewszystkiem gnie- 
, 
wa satyryka, że wielcy panowie nic "do szlaku godności, 
pańskości i dostojności" nie noszą. Nie zobaczysz na nich 
owego "wieczystego półgranacia l), szkarłatu, fioletu, aksa- 
mitu, półpalcowego atłasu i adamaszku.... sobola i mar- 
murka" 2), ale jakieś "wiotkie szypłuchy, ladajakie pytle, 
podłe z nici i nazwiska łyczaki, kitajki 3)... wilki, barany, 
popieliczki i bielistki". Wszystko to zaś tak drogie jak naj_o 
wspanialsze futra i materje, które przez czas długi war- 
tości nie tracą i są. poniekąd mają.tkiem rodzinnym. Kup- 
cy sprzedając te "błazeństwa", zyskują. jak "na farynie": 


l) Grube sukno granatowe. 
2) Lisy czarniawe marmurowej maści, jedno z najdroż- 
. 
szych futer. 
3) Jedwabna materja gorszego gatunku. 


.Jo 


12.
>>>
- 180 - 



 


Mniejsza wreszcie o gatunek materji, ale gdzie się po- 
dział stary krój polski. Oto "suknia opnie raz z.. . k jakby 
weń wrosła tak pociesznie i gładko, że cała jego z po- 
działem fizjognomja pokaże się jak na afront patrzącym; 
drugi raz kupą. fałdów obłoży, że się zda tonąć jak w bał- 
wanach na morzu; trzeci raz nie dopędzi kupra, jak ka- 
tanka góralska; owdzie niedostatek a tam zbytek nie- 
zmierny". Powaga sukni jest konieczna, stosować się win- 
na do znaczenia i stanowiska noszą.cego. ,,Niech twój mo- 
dny dworzanin do mody teraźniejszej błazeńskiej z..... m 
przed tobą. i za tobą. wierci, pozwalam, niechaj plastrami 
irchowemi biodra sobie okłada, fałdy łamie, grzbiet py- 
tluje, z... k jak tarcicą. taśmuje i w inwencyach pociesz- 
nego kroju i gatunku zbytkuje: - tobie bławat dyktowny, 
sukna okazały gatunek, guz w dyamencie, włos futra 
czarny, krój dostatni, strój otworzysty słusznie i poważ- 
nie należy". Szlachta naśladują.c panów, zmienia coraz 
modę, traci mają.tki na modne stroje. "Dobrze i nad za- 
miar pożytecznie bywało przed laty, gdzie każda sztuka 
ochędóstwa polskiego miała się wieczystym krojem i po- 
tem się r pod szlak inszy przydała, według owej do wyro- 
zumienia łaciny: a pamiętasz kontuszu quando feresia 
fuisti, nunc modo żupan eris, postea curta brevis ; z której 
znowu mogła być portka ba i czapka razem Antosiowi 
pańskiemu". Żołnierz po te czasy "w atłasowych portkach 
do pychy haruje, podjazduje i wojennie pracuje, ubramo- 
wawszy je, jak sznurówkę Dorota, galonem, czyli pasa- 
monem"... Służba dworska naśladuje w stroju kobiety, 
włos pudruje, rękawiczki upiżmowane kładzie. Juryści, 
instygatorzy wszystkich naśladują. po trochu: rodzajem re- 
werendy przypominaję. księży, kamizolę. wdowy, pętlicę. 
dworzanina... Profesorzy, studenci, "extra limen (za pro- 
giem) szkoły i skromności wychodzę. pod kroje zbyteczne 


"
>>>
- 181 - 


i pocieszne". Tę samę. niewłaściwość stroju napotyka autor 
u mieszczan i u chłopów. 
Po kroju białogłowskim i męskim światowym przyszła 
kolej na krój duchowny, i taki tytuł napot
Tkamy w ręko- 
pisie. Ale zaraz po nim następuje: "koniec A. M. D. G." 
i czterowiersz: 


Żyjcie w górnych ozdobach Chrystusowej wiary 
I zbawienia naszego o! święte filary! 
Żyjcie w krojów wolności; nie przeszkadzam póty, 
Póki za pierwszy dyskw's nie zmówię pokuty. 


1882.
>>>
JÓZEF JĘDRZEJ ZAŁUSKI 
I J E G O N I E W Y D A N E D Z I E Ł O l). 



 


W styczniu r. 1914, cesarska bibljoteka publiczna w Pe- 
tersburgu obchodziła setną rocznicę swego otwarcia. Z te- 
go powodu tak w dziennikach, jak i ilustracjach rosyj- 
skich pojawił się szereg artykułów, poświęconych jej prze- 
szłości. Przebijała się w nich d urna narodowa z posiada- 
nia zakładu, należącego do pierwszych w Europie. Nie- 
pozostała obojętną na ten obchód i prasa europejska; oprócz 
wzmianek w dziennikach, widzieliśmy w niemieckich pi- 
smach ilustrowanych reproducje cenniejszych zabytków,. 
przechowywanych w tej sławnej bibljotece. 
lIniałaby rzeczywiście Rosja czem się chlubić, gdyby 
nie dZieje początków tej bibljoteki, gdyby nie to, że za- 
wdzięcza ona swe powstanie rabunkowi, dokonanemu na. 
Polsce po insurekcji Kościuszkowskiej. Wtedy to Suwo- 
row, na rozkaz Katarzyny, kazał spakować słynną bibljo- 
tekę Załuskich, i jako trofeum wojenne, przewieść ją z War- 
szawy do Petersburga (przewiezienie poprzedziła specjal- 
na umowa z rządem pruskinI). Mamy świadectwa współ- 
czesnych, jak się ten rabunek dokonywał. Wystarczy przy- 
toczyć choć jedno, nie podejrzane o przesadę, bo pocho- 
dzące od cudzoziemca. - Przebywający wówczas w War- 
szawie ks. Goergel, sekretarz anIbasady francuskiej w Wie- 


. 


1) Połączyłem życiorys okolicznościowy drukowany w "No- 
wej Reformie" z opisem rękopisu Załuskiego, umieszczonym 
w "Tyg. Ilustr." 1914 r.
>>>
. 


- 183 - 


dniu, tak kończy swą opowlesc o wywiezieniu "jednej, 
z naj bogatszych i najkompletniejszych bibljotek w Euro- 
pie" : 
"Nie mogę tu zalnilczeć o fakcie, w którybym nigdy 
nie uwierzył, gdyby nie to, że byłem świadkiem wywie- 
zienia bibljoteki Załuskich \v Warszawie. Było ono doko- 
nane przez hordę kozaków ("par une horde de Cosaques"): 
tysiące tych tatarzynów brało księgi na ramiona i rzucało 
je w długie paki, sklecone naprędce. Wielkie, średnie, ma- 
łe tomy leżały jedne na drugich; gdy s krzynie napełniono, 
zabijano je deskami. W ch wili, gd y zabijano jednę z tych 
skrzyń, przyszło im na myśl umieścić jeszcze jeden wielki 
tom, 3 stopy długi, 2 stopy szeroki, opra\viony w safian 
czerwony ze! złotemi wyciskami, zawierający wspaniałe 
sztychy wraz z objaśnieniami. Tom ten był niewątpliwie 
zbyt długi by go lllożna umieścić tam, gdzie chcieli. By 
go umieścić szybko, kozacy przecięli go i dwie części \vsa- 
dzili do paki. Gdy się \vidziało te dwie połowy, \vzdrygnął 
się człowiek na takie ba.rbarzyństwo, które stało się powo- 
dem przecięcia cennej ksią.żki, do której podobnej nie moż- 
na było znaleść, pomimo poszukiwań". 
Bibljoteka Załuskich, która składała się z 300.000 to- 
mów (inne źródła mówią nawet o 400.000), nie licząc 11.000 
rękopisów i 25.000 rycin, była czwartą pod względem wiel- 
kości w Europie; ustępowała jedynie bibljotekom: londyń- 
skiej, paryskiej i monachijskiej 1). I takie to wspaniałe 
zbiory "przyłączono" z woli Katarzyny do bibljoteki pe- 
tersburskiej, liczącej... 20.000 tomów. 
J ak ta bibIjoteka zamiast \vzrastać, zmniejszała się, jak 


1) Dziś, po 120 latach, w czasie największego rozwoju bi. 
bljotek, największa nasza bibljoteka, Jagiellońska, posiada 430 
tysięcy tomów, 6.500 rękopisów, 10.000 rycin i t. d. To daje miarę, 
jak olbrzymim był zbiór Załuskich, powstały trudem jednego 
człowieka. (Przyp. z r. 1914).
>>>
- 184 - 


. 


książki w pakach gniły, jak "zniszczone wskutek braku 
dozoru, tudzież wilgoci" sprzedawane były na funty, jak je 
rozkradano, zanim w r. 1813 nastę.piło otwarcie cesarskiej 
bibljoteki - o tern opowiadają nam źródła rosyjskie. W spo- 
lninały o ten1 nieco i artykuły "obchodowe", które jednak 
sprawę konfiskaty bibljoteki przedstawiły w ten sposób, 
że rząd rosyjski uratował od zagłady owoc niespożytej 
zasługi Józefa Andrzeja Załuskiego. To tendencyjne, kłam- 
liwe przedstawienie rzeczy przeszło i do pism zagranicz- 
nych. 
Co prawda, nie jesteśmy bez winy, ale nie względem 
bibljoteki Załuskich. lecz względem jej założyciela. Ten 
znakolnity uczony, pierwszy w Polsce bibljograf, pierwszy 
poniekąd historyk -literatury i krytyk historyczny, wielki 
lnecenas i wydawca, największy erudyt polski XVIII wieku, 
\vreszcie twórca największego w Polsce księgozbioru, któ- 
ry złożył w darze narodo.wi i przy którym próbował zało- 
żyć Pierwsze u nas Towarzystwo Przyjaciół Nauk - nie 
posiada dotychczas swego biografa. Wiemy o nim zale- 
dwie tyle, co nam podał jeszcze za jego życia Janocki, 
a co uzupełnił w kilku krótkich szkicach Juljan Barto- 
szewicz 1). Na obszerny, godny tej postaci życiorys, do tej 
chwili nie zdobyliśmy się. Nie wiedzieliśmy nawet, gdzie 
się urodził. 
Sądzę więc, iż w chwili, kiedy obcy piszą o zasługach 
wiekopomnej pamięci ks. referendarza koronnego i bir 
skupa kijo\vskiego, należy podać choćby krótki rys jego 


1) Janocki: "Lexicon derer iszlebenden (jetzt1ebenden) Ge- 
lehrten in Polen". J. Bartoszewicz: artykuł w Enc. powsz. Orgel- 
branda, "Młodość Załuskiego" w "Tyg. Iłł." 1862 i ,,0 przedru- 
kowaniu Voluminów legum w r. 1732" (Studja tom I.). - Obi. 
bljotece, Załuskich mamy sporo prac, zacząwszy od obszernego 
ustępu w "Bibljograficznych księgach" Lelewela, aż do mono- 
grafij Aleksandra Kleczeńskiego i Ignacego Baranowskiego.
>>>
- 185 - 


życia, oparty na materjale drukowanym i archiwalnym. 
Notaty, jakie posiadam, starczyłyby na kilkoarkuszo'wę. 
monografję... 


. 


. 


. 


Rodzina Załuskich wyniosła się nad poziom szlachecki 
dopiero w połowie XVII. wieku, ale wkrótce zajęła pierw- 
szorzędne stanowiska w kraju i w Kościele. Założycielem 
jej "dynastji" był Andrzej Chryzoston1, biskup warmiń- 
ski, kanclerz za Augusta II. 
Brat Andrzeja Chryzostoma, Aleksander Józef, woje- 
,voda rawski, z Teresy Potkailskiej, starościanki inowłodz- 
kiej, nliał czterech synów: Jędrzeja Stanisława, później- 
szego biskupa krakowskiego, Marcina, biskupa drażeń- 
skiego, sufragana płockiego, J akóba, kasztelana liwskiego 
i Józefa Jędrzeja, biskupa kijo.wskiego, założyciela bibljo- 
teki. 
Józef Jędrzej, na.jmłodszy z braci, urodził się 12. sierp- 
nie 1701 r. w Załuskach pod Czerskiem, niedaleko War- 
szawy 1). 
Zaledwie podrósł w domu rodziców, znalazł się w War- 
mji na dworze biskupim u stryja, ks. kanclerza, który 
wszystkich swych synowców brał na wychowanie. Cho- 
wali się więc u niego na zamku heilsberskim tak syno- 
wie wojewody rawskiego, jak i synowie Franciszka, woje- 
wody czerniechowskiego. Miał z nimi kłopot, bo wybuchła 
zaraza, trzeba więc było umieścić ich raz w Reszlu, drugi 
raz w Gutsztadzie (1710). 
Stryj kochał swych synowców, ale najwięcej, zdaje 
się, młodziutkiego J ózefa. Ju
 ośmioletni chłopak rwał 


1) Miejsce urodzenia z niewydanego rękopisu Załuskiego. 
Nie był nim więc jakiś Seldeck (1) w diec. gnieźnieńskiej, jak 
podawały rzymskie "N otizie per l 'anno 1760", za czem poszli bio- 
grafowie. 


.
>>>
-. 186 - 


się do książek, całe dnie przepędzał w bogatej bibljotece 
biskupstwa, posiadał ogromną zdolność do języków, prze- 
padał za wierszami. Stryj, jako literat, .wydawca i ponie- 
kąd autor słynnych "Epistolae historico-familiares", mu- 
siał zwrócić uwagę na objawiające się zdolności i rokował 
sobie \viele po naj młodszym synowcu. Widział w nim za- 
pewne swego następcę, przyszłą znakomitość i podporę 
rodziny. Dlatego też, czuję.c zbliżający się koniec życia t 
nlówił do swego brata, wojewody czernichowskiego: "Ser- 
vate nIihi octennern puerum meum Joseph" (Opiekujcie się 
nl0inl oŚlnioletnim Józiem). 
Po śmierci stryja, która nastąpiła w r. 1711, oddano 
młodziutkiego Józefa wraz z braćmi do konwiktu Pijarów 
w Szczuczynie. Niedziele spędzali wojewodzice 
 zamku 
podkanclerzyny litewskiej Szczuczyny. W r. 1714 chodził 
przyszły uczony w Piotrkowie do szkół na konwikcie pi- 
jarskim na retorykę pod X. Glicerim. Widocznie odznaczał 
się wymową, kiedy go Pijarzy wyznaczyli do powitania 
Trybunału Koronnego 1). 
W r. 1715 Załuski z bratem Andrzejem przebywał przez 
pół roku w Gdańsku. "Tu (notuje) poznałem Piotra W. 
z Augustem II. - tu znajomość z Paul Peterem, sławnym 
natenczas astronomem 2). 
Wkrótce potem, może wprost z Gdańska, 'wyjechali 
obaj Załuscy do Holandji, Francji, Włoch i Niemiec. Kosz- 
ta podróży wziął na siebie drugi ich stryj, Ludwik, bi- 
skup płocki. Szerokie stosunki rodzinne ułatwiały im 
wstęp wszędzie. W Wiedniu mieli tajne posłuchanie u ce- 
sarza Karola. W Monachjum odwiedzili l\tlaksymiljana 
Emanuela, elektora bawarskiego i jego żonę, Teresę Kune- 
gundę, cór kę króla Jana Sobieskiego. Poznali palatyna 
1) \Vszystkie te szczegóły z rękopisu Załuskiego. "Polska 
w obszernych wiadomościach swoich skrócona". 
2) Tamże. 


.
>>>
- 187 - 


Renu, księcia Neuburskiego. W Paryżu uzyskali wstęp 
do dworu przez starego przyjaciela domu Załuskich, kar- 
dynała Polignaca, byłego ambasadora francuskiego w Pol- 
sce. 
W Rzymie byli na audjencji u papieża Klemensa XI. 
Starszy Załuski, który - nawiasem mówiąc - już w 13 
roku życia był wyświęcony (1708) i został zaraz dziekanem 
pułtuskim, uczęszczał pilnie do bibljoteki watykańskiej 
i do Akademji S a p i e n z a, młodszy zaś u J ezuit6w 
"szkoły traktował". Życie zakonne tak mu się podobało, 
że koniecznie chciał wstąpić do Jezuitó\v, spotkał go jed- 
nak zawód, gdyż jenerał zakonu, Tamburini, ze względu 
na Iułody wiek, żądał wyraźnego pozwolenia ze strony 
ojca. 
Zrodzona jeszcze za heiIsberskich czasów namiętność 
młodego Załuskiego do książek i nauki, z każdym rokiem 
wzrastała. Sprzyjał jej oczywiście pobyt zagranicą, posia- 
dającą liczne uczelnie i księgozbiory. Współcześni zapi- 
sali, że między 14 a 18 rokiem życia, Załuski zgromadził 
i przeczytał 3.000 tomów. Jednocześnie nabył biegłości 
w kilku językach - później doszedł do tego, że mówił 
i pisał jedenastu językami. 
Po po\vrocie z zagranicy, choć nie był jeszcze księdzem, 
objął probostwo św. l\1ichała w Płocku (1719) i został archi- 
djakonelll w Pułtusku. co pociągało za sobą obowiązek wi- 
zytowania 140 kościołów. Objęte stanowiska zawdzięczał 
stryjowi Lud\vikowi. 
Postanowiwszy przygotcwać się gruntownie do stanu 
duchownego, udał się Załuski \v roku 1720 do Paryża. 
W Sorbonie uczył się teologji u Brilona i historji Kościoła 
u Danesa. W seminarjum św. Sulpicjusza słuchał wykła- 
dów Pelletiera o obrzędach świętych, a pod Montagnem 
ćwiczył się .W kaznodziejstwie. W Sorbonie miewał uro- 
czyste przemówienia. Gdy wreszcie ukończył studja teo- 


. 


,
>>>
- 188 - 


. 


logiczne, sławny kardynał, arcybiskup paryski, księ.żę 
Antoni de Noailles promował go na bakałarza św. teologji. 
Następnie poświęcił całe pół roku na zawieranie znajomo- 
ści i stosunków z uczonymi francuskimi. Całe trzy mie- 
siące był gościem wspomnianego już kardynała Polignaca, 
wielkiego mówcy, porównywanego z Bossuetem, biegłego'" 
zarówno w polityce, jak i w literaturze, świetnego zna"wcy 
filologji klasycznej, który poematem "Anti Lucretius sive 
de Deo et Natura" stanął w rzędzie najcelniejszych poetów 
nowo-łacińskich. 
Zaledwie stanął w Polsce, Adam Ksawery Rostkowski, 
biskup filade1fijski, s:ufragan łucki, proboszcz warszawski, 
przyjął go na koadju tora probostwa warszawskiego z pra- 
wem następstwa, co mu zape.wniało silne podstawy ma- 
terjalne. Jednocześnie prawie został kanonikiem krakow- 
skim. W Krakowie też otrzymał stopień doktora obojga 
pra w. 
Odtąd zaczęły się na niego sypać tytuły, dostojenstwa 
i obo\viązki. Był posłem na sejm 1), deputatem na trybu- 
nały, piotrkowski i lubelski, został proboszczem jaworow- 
skim, proboszczem-infułatem kodeńskim, opatem hebdow- 
skim, przemętskim i rybczyńskim, kanclerzem królewi- 
cza FryderYka... 
W r. 1724 był w Częstochowie na konsekracji swego 
29-letniego brata, Jędr
eja Stanisława, na biskupa płoc- 
kiego. 
W r. 1726 wskutek uch wały sejmowej, miał jechać 
do Rzymu, jako sekretarz przy poselstwie Jana Tarły, wo- 
jewody lubelskiego, w sprawie zatargu z nuncjuszem San- 
tinim o prawo patronatu opactw i beneficjów, ale poseI- 


1} Pod r. 1724 zapisuje w rękopisie: "odtąd na sejmach by- 
wałem wszystkich". Janocki wspomina o wspaniałej mowie 
(merkwiirdigste Predigt) jaką miał na otwarcie sejmu za Augu- 
sta II. 


. 


.
>>>
- 189 - 


stwo to '"spełzło (jak się sam wyraża), przeto, że stał się 
gwałt nuncjuszowi" t). Na sejmie tym był Załuski prezy- 
dentem jednej z komisyj. "Całą xięgę praw cessji, trans- 
tuzji królowi oddałem". (Rkps.). 
Ważną datą w jego życiu jest rok 1728. W roku tym 
Tarło, biskup poznański wyświęcił go na kapłana, a król 
mianował go referendarzem koronnym (19. czerwca). 
W sierpniu i wrześniu tegoż roku, wygłosił dwie mowy na 
pogrzebie dwóch hetmanów: litewskiego Stanisława Den- 
hoffa, (w Częstochowie) i koronnego Stanisława Chomen- 
towskiego (w Samborze). Po tym Chomentowskim "koliga- 
cie" swoim, otrzymał kamienne biusta królów polskich, 
które ozdabiały później bibljotekę Załuskich w Warsza- 
wie 2). 
Na tę porę przypada pierwsza, że tak powiem, serja 
jego podróży po Polsce i zbierania bibljoteki. J ednocze- 
śnie pojawiła się w nim szlachetna żyłka wydawnicza. 
Drukował wprawdzie wówczas Kożuchowski, cześnik wie- 
luński, konstytucje, statuta i przywileje koronne i w. ks. 
lit., praca ta jednak obejnlowała tylko czas od r. 1550. - 
Załuski zatem postanowił dać krajowi całe V olumina Legum 
i dołączyć do nich uzupełniony "inwentarz praw i konsty- 
tucji Ładowskiego". Żadne przedsięwzięcie wydawnicze - 
pisze historyk - nie było tyle w duchu czasu... jak ten 
pomysł Załuskiego. Całe Volumen Legum było wtedy nad- 
zwyczaj rzadkie... nikt prawie nie posiadał kompletu. Stąd 
częste postanowienia sejmowe nakazujące zebranie praw 
i konstytucyj (Kożuchowski prowadził też swe wydawnic- 
two z polecenia sejmu), a zawsze napróżno, bo duma, cza- 
sem zawiść, czasem interes, zrywały wszystko, a zbiory 



 


l) O sprawie tej czytaj J. Bartoszewicza: "Ksiądz Wincenty 
Santini (Szkice z czasów saskich)". 
2) RękopIs.
>>>
- 190 - 


., 


piękne i systematyczne nie zyskiwały sankcji narodu na 
jego sejmach prawodawczych"... 1). . 
Dopełnhvszy Ładowskiego, posłał go Załuski do Lip- 
ska, do bibljopoli J. Kr. Moś
i Weidmana. Trudniejsza 
rzecz była z sanlemi V oluminami. Przedsięwzięcie wyma- 
gało wydatku 70.000 złotych, co na owe czasy było wielką 
sumą, a Załuski ledwie koniec z końcem wiązał przy swo- 
ich podróżach i wydatkach na bibljotekę, - są podania, 
że oszczędzał na wet na jedzeniu, chleb z serem jadał na 
wieczerzę. Więc wpadł na myśl ogłoszenia subskrypcji, 
czyli, jak dziś nazywamy, prenumeraty. 
Ogłosił o niej "informacje" \v "Kurjerze Polskim" (2. 
stycznia 1732.) - informację tę (odezwę) podpisali prócz 
niego Jędrzej Stanisła w Załuski, biskup płocki i Józef 
Mniszech, marszałek W. Kor. 
V olumina wychodziły w drukarni Pijarów, mającej 
wyłączny przy\vilej drukowania wszelkich praw krajo- 
wych. Wydaniem zajęli się dwaj pijarzy: słynny ks. Sta- 
nisław Konarski, kre.wny Załuskiego i ks. Bonawentura 
Raciborski, prefekt drukarni. Konarskiego praca' była tu 
wybitna - układał bowiem dostarczony przez Załuskiego 
nIaterjał i zaopatrzył go przedmową. Niesłusznie jednak 
w naszych czasach przypisuje się zasługę wydania V olu- 
minów wyłącznie Konarskiemu. Wszak Załuski dał po- 
mysł, dał materjał i zbierał pieniądze. Sam Konarski 
w przedmowie wyrażał głęboką wdzięczność "Illustrissi- 
mo familiae, virtutis et scientiae claritudine viro J osepho 
Andreae Załuski Referendario Regni", nietyl
o za dostar- 
ezony materjał, "e sua magno studio sumptuque... locuple- 
tissima biblioteca", ale i za to, że dzieło zostało wydane 
jego radą i pomocą materjalną (ejus beneficio consilioque). 
Sam ks. referendarz poprzestał na rozciąganiu nad- 


, 


l) Bartoszewicz: ,,0 przedrukowaniu Voluminum Legum".
>>>
- 191 - 


zoru nad wydawnictwem, bo rozliczne jego zajęcia nie po- 
zwalały mu zajmować się pracą. edytorską.. Z sali są.dowej 
biegał do konsystorza, z konsystorza do swoich zbiorów. 
'Vcią.ż wyjeżdżał, aby w klasztorach i dworach wyławiać, 
lub przeglą.dać stare druki i rękopisy. Jednocześnie koń- 
czył wydane w maju tegoż roku, dwutomowe dzieło: "Dwa 
n1iecze przeciw dyssydentom". Rozpoczą.ł pracę nad Spe- 
cimen historiae criticae. Pomagał Niesieckiemu w ukła- 
daniu herbarza. A trzeba było przy tern brać udział w roz- 
n1aitych uroczystościach lub żałobnych obrzędach, .wygła- 
szać mowy i kazania. 
Tak np. podczas druku pierwszego tomu V oluminów 
widziJny go 19. marca przyjmują.cego szkoły pijarskie, 27. 
marca przema wiają.cego wobec króla na reasumcji są.dów 
kurlandzkich - tegoż dnia miał kazanie na passji w ko- 
ściele św, Jana. "przy wielkiem zebraniu nabożnych pa- 
nów, biskupów i mieszczan" t). 25. maja bierze udział 
w konsekracji ks. Lipskiego (późniejszego biskupa kra- 
kowskiego) na biskupa płockiego - po konsekracji wy- 
głasza kazanie. W trzy dni później znajduje się na pogrze- 
bie Józefa Sapiehy, starosty mielnickiego. Niedługo potem 
(3. lipca) wyjechał na kapitułę w Pułtusku, ale zaraz wró- 
cił, bo doszła go w drodze wieść o śmierci biskupa kra- 
kowskiego, Szaniawskiego. 
Więc też już 5. lipca wyjeżdża do Krakowa na kapitułę 
z bratem Marcinem, sekretarzem W. Kor. Przebywa w Kra- 
kowie cały Jniesią.c, przemawi
 na pogrzebie biskupa (29. 
lipca), a gdy umilkły żałobne dzwony, zwiedza szczegó- 
łowo zamek wawelski. A nie czyni tego z prostej jedynie 
ciekawości, ale z polecenia królewskiego. Augustowi II. 
"przypomniało się", że w starej stolicy Polski .wznoszą. się 
święte dla narodu mury, które chronić od upadku jest 


l) "Kuryer Polski".
>>>
- 192 


. 


. 
jego obowią.zkiem. \Vięc kazał Załuskiemu, aby zdał mu 
sprawę ze stanu, w jakim zamek się znajduje, wskazał, 
które jego części wymagają. restauracji i obliczył w przy- 
bliżeniu, jakich na ten cel potrzeba funduszów. 
Załuski powrócił do Warszawy 5-go sierpnia, łt zaraz 
potem, \vprost ze świetnego "kampementu", wyprawił go 
król na jenerał przedsejmowy pruski do Malborga. Zajrzał 
do Gdańska, a gdy z niego zdą.żał do Warszawy, tom 
pierwszy Voluminów opuszczał już prasę pijarską.. 
Wtem król umarł, a z jego śnIiercią. zachwiały się na- 
dzieje Załuskich, bo właśnie Jędrzej Stanisław miał otrzy- 
mać od Augusta pieczęć wielką., a Józef oczekiwał kate- 
dry. Podczas interregnum prymas Potocki chciał wyzna- 
czyć Józefa posłen1 do jednego z dworów z zawiadomie- 
niem o śmierci króla i elekcji. Dawał mu do wyboru dwo- 
ry: rosyjski, szwedzki i duński, ale do żadnego z nich po- 
selstwa nie przyją.ł, bo były dyssydenckie l). 
Oczy ich zwróciły się do nowo wschodzą.cej gwiazdy 
 
Za poparciem Francji, ogół szlachty z entuzjazmem po- 
wołał na tron Stanisława Leszczyńskiego, ale wojska ro- 
syjskie pospiesznynl marszem zbliżyły się do Warszawy 
i pod ich osłoną w Kamieńcu, obok Pragi, kilkuset szlach- 
ty z małą. garstką senatorów, okrzyknęło królem Augusta 
III. Leszczyński musiał uchodzić do Gdańska... 
O udziale swym w elekcji i o tych wypadkach pisze 
sam Załuski: 


...Jam czytał papieski 
List na polu pod 'Volą., intonowałem 
T e Deum. a w kościele qua Proboszcz witałem 
Elekta, ale się to na nic nie przydało. 
Bo na Pradze Antoni Poniński, Koronny 
Instygator... 


l) Z rękopisu "Polska" i t. d.
>>>
- 193 - 


Elektora saskiego wystawił elektem, 
Ogłosił go zaś biskup poznański Hozyusz. 
Głową. był tej partji kardynał i biskup 
Krakowski Lipski, wsparty rosyjską. potęgą... 
In campo Wola było szlachty kilkudziesią.t 
Tysięcy, a na Pradze mała trzechset garstka... 1) 


Z Leszczyńskim do Gdańska udało się z prymasem 
na czele wielu .senatorqw i magnatów, a między nimi był 
i nasz ksią.dz referendarz. Wojska saskie i rosyjskie ob- 
legły miasto, król Stanisław uszedł do Prus, zawią.zała 
się w jego obronie konfederacja dzikowska. Po trzech
 
letniej blisko walce zawarto pokój. Leszczyński zrzekł się 
tronu, utrzymał się tylko przy tytule króla polskiego. 
Osiadł w Lotaryngji, którą. otrzymał w dożywocie z księ- 
stwem Baru, stolicę swą założył w LuIiewilu. 
Załuski pozostał mu \vierny. Podczas walki o tron, 
król Stanisław mianował go biskupem chełmińskim i swo- 
im posłem na dworze papieskim. Oczywiście do biskup- 
stwa nie doszedł - prócz niego stracił opactwa przemęt- 
skie i hebdowskie i "dalszą. krescyty\vę qua Primus Expec- 
tans". \Vprawdzie otrzymał za nie od Ludwika XV. opac- 
two fontaneckie, ale była to według słów jego "mizerna 
rekompensa - przemętskie z hebdowskiem razem czyni 
intraty cztery razy więcej" 2). 
W cią.gu trzyletniego pobytu w Rzymie, zawią.zał Za- 
łuski stosunki z uczonymi, został członkiem Akademji 
lnfoecundorum, zapoznawał się szczegółowo z urzą.dzeniem 
bibljoteki watykańskiej, wreszcie powiększał swe zbiory 
zakupami i ułożył dwutomowy katalog swych książek. 
Przestał być posłem z chwilą., kiedy Leszczyński zre- 


l) Tamże. 
2) Tamże. 


Szkice literackie. 


13
>>>
- 194 - 


zygnował z tronu. Zaraz więc pożegnał papieża i podę.żył 
do "swego króla". 
Leszczyński przyjął go serdecznie. Dał mu opactwo 
willaryjskie w Lotaryngji, probostwo infułackie św. Deo- 
data, zależne wprost od stolicy apostolskiej, mianował go 
konsyljarzem w "najwyższym parlamencie", uczynił go 
swym wielkim jałmużnikiem i kanclerzem królowej. Hra- 
bia d'Argenteau, powinowaty jego stryjenki (żona Fran- 
ciszka wojewody czerniechowskiego ostatnia z rodu hra- 
biów d'Arschot de la Riviere), chciał mu odstą.pić dwa 
opactwa, do których był przywią.zany tytuł księcia cesar- 
stwa - król Stanisław wystarał się dla niego w Rzymie 
o biskupstwo cezaryjskie. Ale "księstwo" spełzło na ni- 
czen1, a biskupstwa in partibus sam Żałuski nie przyją.ł. 
Jest domysł, że grała tu rolę duma rodowa, którą. Załuscy 
posiadali w wysokim stopniu, a która nie pozwalała na 
przyjęcie godności, udzielanej we Francji ludziom krwi 
zwykłej, a nie "błękitnej" 1). 
Załuski miał ochotę na prymasostwo Lotaryngji i po- 
dobno król-filozof nawet mu je przyrzekł, ale wdał się 
w spra wę kardynał Fleury i prymasem został Choiseul. 
Załuskiego to tak dalece ubodło, że ogłosił list do prała- 
tów i do Rzymu i w sam dzień nominacji Choiseula po- 
rzucił dwór króla Stanisława 2). Przykro mu zapewne było 
rozstawać się z uczonymi przyjaciółmi, do których zali- 
czał n1iędzy innymi Solignaca, autora historji polskiej, 
Lancellota, a zwłaszcza benedyktyna Cameta, słynnego hi- 
storyka i archeologa. 
Zbiory swe, pomnożone w Lotaryngji i podczas cz-ę- 
stych wycieczek do Paryża, pozostawił na razie w 84 pa- 
kach w Lunewilu,.a sam jeszcze przed powrotem do kraju, 
puścił się w podróż do Holandji, Anglji, Szwecji i Danji
 
1) J. Bartoszewicz: Encyklopedja, t. XXVIII. 
2) 1 anocki: Lexicon.
>>>
- 195 - 


aby poznać się z uczonymi tych krajów i nowe paki księ.- 
żek i rękopisów zabrać ze sobą do Polski l). 
Powrót jego przypadł, zdaje się, na r. 1743, bo dopiero 
w r. 1744 napotykamy na ślady jego działalności. Wy- 
głaszał wówczas w Wiśniowcu mowę na pogrzebie ostat- 
niego z domu Wiśniowieckich, Michała Serwacego, woje- 
wody wileńskiego, hetmana w. litewskiego; tradycja twier-: 
dzi, że był to najwspanialszy pogrzeb w Polsce w XVIII. 
w. Zapewne jadą.c na ten pogrzeb, czy też wracają.c z niego, 
zatrzymał się w Lublinie i kazał "in tanta populi affluen- 
ti, że prawie po głowach musiał się drzeć na ambonę" 2). 
W tym też roku powziął zamiar wydać dzieło Conspec- 
fus Scriptorum Poloniae Orthodoxae. Miał to być, jak sam 
pisze: 


Rejestr autorów, 
Ile tylko wiadomych mieć mogłem, piszących, 
O duchownych Ojczyzny mojej miłych rzeczach. 


Chciał to dzieło równie, jak Volumina, wydać drogę. 
prenumeraty, ale rzecz się nie udała z powodu, jak sam 
nam wyjaśni w rękopisie "Polska". 
Aby powiększyć swą. bibljotekę, a zarazem obudzić 
ruch literacki i naukowy, ogłosił Załuski projekt "asocya- 
cyi kilku lub kilkunastu uczonych, lub w czytaniu nowo- 
wychodzą.cych w cudzych krajach ciekawych lukubracyi 
kochają.cych się osób". Ta societas litteraria. na wzór po- 
dobnych za granicą, miała wspólnym kosztem sprowadzać 
nowości zagraniczne i kolejno je czytać podłóg listy losem 
ułożonej. Za swoją pracę, korespondencję, starania się, żę.- 


. 
l) Pobyt Załuskiego za granicą, streszczony podług J anoc- 
kiego. 
2) Z rękopisu "Polska" i t. d. 


13*
>>>
- 196 - 


dał Załuski, aby. przy końcu roku przeczytane dzieła prze- 
szły do jego bibljoteki. 
Uroczyste otwarcie bibljoteki w pałacu biskupa 
Andrzeja nastąpiło w grudniu 1747 r. Załuscy, chcąc 
uświetnić ten akt, ogłosili konkurs na prace wierszem lub 
prozą. o pożytkach płyną.cych z bibljotek publicznych. 
Trzy złote medale były nagrodą. najlepszych utworów... 
Bibljoteka Załuskich ma już swoich historykó\v, po- 
mijam więc szczegóły starail Załuskiego, które się złożyły 
na to "bezprzykładne w dziejach zjawisko" l). Nigdy i ni- 
gdzie pracą. jednego człowieka nie powstała tak olbrzymia 
instytucja naukowa. Hołd też Załuskiemu oddawali współ- 
cześni tak słoweln, jak i piórem, hołd składały mu po 
śmierci stany sejmowe, zajmują.c się ubezpieczeniem jego 
bibljoteki, podziwiał go :potem Lelewel, jak "z ruiną. \\Tła- 
snej sytuacji" tworzył wiekopomne dzieło. I Podziw ten 
przetnvał do dni dzisiejszych - każdy, piszą.cy o bibljo- 
tece Załuskich
 musi schylić czoło przed ofiarnością., ener- 
gją. i olbrzymią. pracą. jej założyciela. 
Sława bibljoteki brzmiała szeroko. Na rozgłos jej \vpły- 
wały ogłaszane przez bibljotekarza Janockiego częściowe 
katalogi. z\vłaszcza katalog 500 celniejszych rękopisów, 
arcydzieło typograficzne, rozesłane uczonym europejskim 
i dworom panują.cym. Sam Załuski przez lat 20 spisywał 
ogólny katalog swej "księgarni", który w 15 tomach do 
druku przygotował. Mianowały go s wym członkiem sto- 
warzyszenia uczonych: w Berlinie, Bononji, Florencji, Greis- 
waldzie, Jenie, Lipsku, Nancy, Petersburgu, Rzymie. Pa- 
pież Benedykt XIV. wydał bullę, w której pod ekskomu- 


l) Kleczyński : Dzieje bibljoteki Załuskich (Przemyśl, 1902). 
Z monografji tej korzystał Ignacy Baranowski (Bibl. Załuskich. 
Warszawa, 1912), uzupełniwszy ją nowemi szczegółami ze źródeł 
później wydanych.
>>>
... 


- 197 - 


niką. zakazywał brać bez pozwolenia jakikolwiek druk lub 
rękopis z bibljoteki Załuskich (1752). 
Ale nie sama bibljoteka absorbowała umysł Załuskie- 
go. Trzebaby poświęcić paręset wierszy na suche wylicza- 
nie dzieł i broszur, przez niego napisanych, jego kosztem 
. lub przy jego pomocy materjalnej lub moralnej wyda.. 
nych (o niektórych była już wzmianka). Bez jego udziału 
nie wydałby l\Hzler naszych kronikarzy łacińskich, a Bo- 
homolec polskich. \Vydał dzieła Pawła Potockiego. Zebrał 
'w rękopisach zostające i rozproszone utwory poetyckie 
Drużbackiej i wydał je w r. 1752 - stą.d utarło się wy- 
rażenie, iż Załuski "odkrył" Drużbacką.. Jego Specimen 
historiae crUicae to "pierwszy u nas przykład rozumnej 
krytyki historycznej". Jego Bibliotheca poetarum to pierw- 
sze ujęcie dziejów naszej poezji. Pracował nad genealo- 
gjami Potockich, Załuskich, J abłonowskich. Drukował 
masę swoich mów, wierszy, przekładów oryginalnych i tłu- 
maczonych tragedyj - przekładał nawet dla pożytku ogól- 
nego podręczniki lecznicze i weterynarskie. Olbrzymia jego 
wiedza zdumiewała współczesnych, a jeszcze za naszych 
czasów nazwał go Helleniusz "naj uczeńszym w całej Pol- 
:sce swego czasu i w każdej epoce"_ 
Materjalnym jego kłopotom ulżyło znacznie probo- 
stwo warszawskie, które wziął po Rostkowskim i nadanie 
mu przez Augusta III. opactwa wą.chockiego. Ale to 
i wszystko, co od Sasa otrzymał. Nie mógł mu król za- 
pomnieć jego wierności dla Leszczyńskiego i dlatego, kiedy 
brat jego starszy rósł szybko w zaszczyty, został księciem 
biskupem krakowskim i kanclerzem, on wciąż był tylko 
referendarzem. Bolało go to i przypominał się królowi. 
Jest w rękopisie jego mowa, miana na sądach sejmowych 
przed królem i senatem, 'W której żalił się, że już dwadzie- 
. ścia lat pr zepędza na referendar
i koronnej l). 
l) Rękopis 3738 Bibljoteki Jegiellońskiej.
>>>
- 198 - 


W r. 1753 założył w Warszawie Akademję marjańskę.. 
Były to posiedzenia, na których różnemi językami sła- 
wiono Bogarodzicę. W październiku już podawał do wia- 
domo
ci, że 7-go grudnia "odprawi się na sali bibljoteki 
publicznej tutejszej trybem włoskim akademika, czyli akt 
publiczny krasomóstwa i rymopistwa, na którym wolno. 
będzie każdemu Polakowi czy cudzoziemcowi, prozą. czy 
wierszem i jakimkolwiek językiem, czytać publicznie swe 
lukubracye". Mówiono więc i czytano po grecku, włosku, 
łacinie i po polsku. Brali udział w "akademice" J anocki, 
Bohonl0lec, Minasowicz... Sławiono za tę myśl Załuskiego, 
mówiono, że jest "omnium in Polonia nostra scientiarum 
restaurator", uważano go za "unicum hic saeculo litte!"a- 
torum Primatem". Akademję tę jednak przerwał i dopiero 
odnowił za Stanisława Augusta. 
W r. 1'758, w powrocie z zagranicy, doszła go wieść 
o śmierci brata Andrzeja. Był to dla niego ci
s podwójny: 
stracił nietylko najlepszego przyjaciela, ale i protektora 
bibIjoteki. To mało. Sukcesorowi e biskupa po siostrach, 
korzystają.c z nieobecności w kraju ks. referendarza, pilno- 
wali biskupa, aby nie legalizował w grodzie testamentu, 
w którym czynił wspaniały zapis na rzecz bibljoteki. Te- 
stament unieważniono, tylko pałac, w którym mieściła się 
bibljoteka, przypadł Załuskiemu drogą podziału mają.tko- 
. 
wego. 
Śmierć brata przyspieszyła mu jednak otrzymanie tak 
dawno oczekiwanego biskupstwa. Na ksią.żęco-biskupię. 
stolicę krakowską. posuną.ł się Kajetan Sołtyk, biskup ki- 
jowski, a opróżnioną. po nim katedrę August III. oddał ks. 
referendarzowi. Prekonizowany w Rzymie 24. września 
1759, wyświęcony został w 'Varszawie 4. listopada 1759. 
.W tymże roku we Lwowie, z głośną Kossakowską., kaszt e-
>>>
199 - 


. 
lanową. kamińską., trzymał do chrztu żonę Franka, "sław- 
nego żydów nawróciciela" l). 
Jeszcze jako nominat przy zwiedzaniu diecezji, której 
stolica była w Żytomierzu, odwiedził swą tytularną. stolicę 
w Kijowie (w n1arcu). Przyjmowali go "solennie" graf Lo- 
puchin komendant, metropolita Arseni,. opat pieczerski 
Łukasz Niełaszewicz i inni 2). 
Tak dobry znawca dziejów Kościoła na Rusi jak Hel- 
leniusz świadczy, że był w duchownym zarzą.dzie niespra- 
cowany3). 
W archiwum lipowieckiem Piaseczyńskich znajdowały 
się jego listy, które świadczyły, jak gorąco zajmowała go 
naprawa diecezji, jak chciał ują.ć w kluby i obostrzyć kar- 
ność świeckiego duchowieństwa, które składało się prze- 
ważnie z ludzi mało przykładnych, bo na ukraińskie pa- 
raf je nikt nie chciał iść z powodu złego uposażenia i ciąg- 
łego niebezpieczeństwa w kraju dzikim, pełnym hultaj- 
stwa. Załuski musiał suspendować nawet jednego z ka- 
noników, człowieka gwałto wnego charakteru i najgorszych 
obyczajów. Za to duchowieńst\vo zakonne zalecało się przy- 
kładnością 4). 
Gorlhvość pasterska Załuskiego była nadzwyczajna. 
Cały spory rozdział w biografji jego może zają.ć spis kon- 
sekracji, wizytacji szkół, kościołów i klasztorów, zwiedza- 
nia miejsc cudownych i obrazów N. M. Panny, kazań, prze- 
mówień, bierzmowań... Kazania miewał .w sześciu języ- 
kach, stąd jakiś cudzoziemiec zauważył: "Załuski pourrait 
et re interprete de tour de Babel"... \V Żytomierzu swym 
\vłasnym kosztem fundował zakon Panien miłosierdzia re- 
guły św. \Vincentego ił. Paulo dla poratowania schorza- 


l) Z rękopisu "Polska" i t. d. 
2) Tamże. 
3) \Vspomnienia polskich czasów. 
') Rękopis z archiwum autora.
>>>
-200- 


łych, dla dawania edukacji młodzieży stanu białogłow- 
skiego l). 
W r. 1762-3 był ostatnim prezydentem trybunału 
skarbowego koronnego w Radomiu. Trybunał ten później 
zastą.piono komisją skarbową. w Warszawie... 
Nastały czasy Stanisława Augusta. Na sejrnie elek- 
cyjnym wprowadzał Załuski do koła senatu nuncjusza 
Viscontiego, a na sejmie koronacyjnym wniósł trzy prośby, 
o których sam opowie. Jedna z nich tyczyła się bi- 
bljoteki. 
- 
Stanisław August rozumieją.c znaczenie jej dla kraju, 
proponował umieścić ją. przy korpusie kadetów. Załuski 
na to się nie godził, ale podsuwał myśl królowi, aby do 
bibljoteki przyłą.czyć jaką królewszczyznę, co dałoby pod- 
sta wę do utworzenia przy niej Akademji sztuk i nauk. 
'Vtedy też utworzył projekt rozdawania corocznie trzech 
premjów w bibljotece za najlepszą. rozprawę w obronie 
'wiary, za najlepsze dzieło z dziedziny historji i za naj- 
lepszy utwór krasomówczy lub poetyczny. 
Kiedy z woli Rosji, pod jej bagnetami, zawią.zano kon- 
federację radomską. dla równouprawnienia dyssydentów 
i narzucenia gwarancji rosyjskiej, Załuski znalazł się 
w obozie opozycji. Na "skrypt" Repnina wygotował 4 roz- 
mowy katolika z dysydentami i przesłał je do druku Aka- 
demji krakowskiej. Troszczył się też wówczas o obchód 
kanonizacyjny św. Jana Kantego. "Serce mi schnie - pi- 
sał do rektora Marciszewskiego - z żalu nad niedolę. 
Almae Matris, że nie wystarcza jej na promocyą czci pa- 
trona Polski". Radził Akademji, aby o pomoc materjalnę. 
udała się do sejmu, sam wydał wezwanie do kolekty 


l) Słowa wyjęte z Konstytucji 1778. Volumina Legum VII. 917.
>>>
201 


. 


,v swej diecezji... 1). Miał też wygłosić mowę na uroczy- 
stości kanonizacyjnej 2). 
Ale nie przyszło do tego. Konfederacja radomska prze- 
niosła się do Warszawy, sejm naznaczono na październik. 
Załuski wydał "Proces do dyecezyi kijowskiej" nakazują.cy 
modlitwy "o szczęśliwy sukces sejmu" (30. sierpnia 1767) 3). 
Sejm otwarto 5. października. Repnin zażądał wyboru 
delegacji do traktowania z nim w sprawach Rzeczpospoli- 
tej. Sejm miał być odroczony, a pokorna, za wskazówką. 
Repnina, wybrana delegacja, uczyniłaby zadość życzeniom 
Rosji. Na czoło opozycji wysunęli się d waj Rzewuscy (he- 
tInan koronny i syn jego poseł podolski) oraz biskupi Sol- 
tyk i Załuski. 
W walce tej, pisze Załuski: 


...jam był niepośledni. 
Miewałem po kilkakroć różne mowy w te dni. 
Ostatnią., dniem niż spotkał areszt mię surowy, 
Kończyłem Ignacego męczennika słowy: 
"J estem - rzekłem - pszenicą Chrystusową. Boże, 
Daj to niech przy Chrystusa wierze, życie łożę"... 


Repnin, który otrzymał pozwolenie od carowej, aby 
uwięzić największych "fanatyków" przestrzegał podobno 
Załuskiego, ale otrzymał odpowiedź: ,;wolność gwałt cier.. 
pi - służalcom rozkazuj, a nie obywatelom wolnego na- 
rodu" 4). 


l) Listy do l\farciszowskiego w archiwum bibljoteki J agiel- 
łońskiej w Nr. 2735. 
2) Rkps. "Polska" i t. d. 
3) Znajduje się w archiwum bibI. Ossolińskich. 
4) Theiner.
>>>
J 
l 


. 


202 - 


i 


W nocy dnia 13. października porwano wszystkich 
czterech przywódców opozycji i wywieziono. 
Załuskiego zabrano w sutannie, bez brewjarza "z dwo- 
ma szóstakami w kieszeni" - nie pozwolono mu nawet 
wziąć leżących w biurku pieniędzy. Marcin Załuski, su- 
fragan płocki, napróżno klęcząc błagał, aby mógł bratu 
towarzyszyć. Porwanych wieziono do Wilna manowcami 
w obawie przed pogonią. W razie, gdyby usiłowano więź- 
niów odbić, konwój miał rozkaz ich zamordować. 
W \Vilnie trzYlnano ich przez dwa miesiące w areszcie 
ścisłym, każdego osobno. Żądano od nich poręczenia na 
piśmie, że nie będą przeszkadzać wspaniałomyślnym za- 
miarom Imperatorowej. Gdy się żądaniu oparli, wywie- 
ziono ich w wigilję Nowego roku o 4 rano do Smoleńska, 
gdzie przebywali również w ścisłem odosobnieniu. żyli 
bez Mszy, bez Sakramentu - nie pozwalano im zapalić 
ognia na kominku, na wet lnasła do chleba nie dostarczano. 
Nareszcie po 11 miesiącach przeznaczono im na mieszka- 
nie Kaługę. Tu połączyli się towarzysze niedoli, ale ka- 
zano iln żyć w warunkach nie do zniesienia. Nie wolno 
im było trzymać służby, odbierać listów, ani gazet. \V Ba- 
stylji lepiej - skarżył się Załuski - bo "tam kto chce 
ma sługi i czyta gazety...". 
Po trzech latach dopiero zwolniono im więzów. Ale 
i tak jeszcze znosili szykany - nie wolno im było na- 
przykład umieszczać na listach daty i miejsca pobytu. Za- 
łuski pisał więc listy "z szerokiego świata) l). 
Mimo tych strasznych warunków, Załuski już w Smo- 


l) Załuski wygnanie swoje opisał wierszami. \Vydał je 
Minasowicz p. t. "Przypadki niektóre JWIMC. ks. Józefa Zału- 
skiego, biskupa kijowskiego, które mu się w niewoli półsześcio- 
letniej moskiewskiej trafiły"...
>>>
-203- 


leńsku zaczął układać swe dzieło: "Polska w obszernych 
wiadomościach swoich skrócona". 
Nie zapomniał Załuski w Kałudze i o swojej bibljo- 
tece. Powiększył ją nawet zakupem 3.000 dzieł nabytych 
w Holandji. W pięknym testamencie spisanym w r. 1769 
w Kałudze, zapisał ją w darze Rzeczpospolitej. 
A Rzeczpospolitę tę czekał właśnie pierwszy rozbiór. 
5. sierpnia 1772 stanął traktat podziałowy między trzema 
mocarstwami. W kilka miesięcy później (27. grudnia st. 
st.) wspaniałomyślna Katarzyna "powodowana łaskawo- 
ścią i dla uczczenia Narodzonego Chrystusa", uwolniła 
wygnańców i pozwoliła im wrócić do Polski. Załuski, ja- 
dąc przez Wilno, zatrzymał się u swej stryjecznej siostry 
Jadwigi Ogińskiej, wojewodziny trockiej, która miała dla 
niego pewne obowiązki, gdyż darował jej plac w: Grodnie, 
na którym odbywały się sejmy. O jej gościnności wspo- 
nIina w opisie swych przypadków: 


Stanąwszy u siostry Jadwigi kochanej, 
Wraz z pieniędzmi, wszelki porządek był mi dany. 
Tak od biedy ostatniej, od ostatniej nędzy, 
Przyszedłem do porządku, oraz do pieniędzy. 


Gdy stanął na Pradze 17. marca 1773, ludność zgoto- 
wała lnui serdeczne przyjęcie,t). Nazajutrz powitała go 
w swych murach Warszawa. 
Bibljotekę zastał w zaniedbaniu. Bacząc na swe wie- 
kiem i wygnaniem nadwątlone siły, chciał zabezpieczyć 
ten dar złożony Rzeczpospolitej i nadać mu charakter 
warsztatu naukowego. Poddawał \vięc Stanisławowi Augu- 


t) Wspomina o tern nuncjusz Garampi, który w paździer- 
niku 1772 ze swojej strony czynił starania u Stackelberga o uwol- 
nienie biskupów. Theiner: "Monumenta" IV. str. 520 i poprze
>>>
f 
( 
I 
I 
I 
I 


-204- 


stowi myśl założenia w \Varszawie uniwersytetu i aka- 
demji na wzór londyńskiej - z bibljoteki korzystaliby 
wówczas uczeni, literaci, profesorowie i studenci. Central- 
ny, jedyny uniwersytet w \Varszawie zastąpiłby, jak do- 
sadnie i trafnie określał, "szkielet krakowski, trup wi- 
leński, embrjon zamojski i lwowski płód poroniony"... 
Ale nie danem mu było doczekać się nawet wzięcia 
pod uwagę tego projektu. Zaziębił się w Nowy rok 1774 
przy odprawianiu posług duchownych, a 7. stycznia "l'ot- 
Urno e degnissimo vescovo di Kiovia" (słowa nuncjusza 
Garampi'ego) oddał Bogu ducha. 
. 
Przytomność nie odstępowała go do ostatniej chwili - 
jeszcze na godzinę przed śmiercią (jak świadczy Minaso- 
wicz w wierszu na zgon jego opisanym) dodawał artykuły 
do testamentu sporządzonego w Kałudze l). 
Ciało wielkiego siewcy kultury spoczęło w podziemiach 
katedry warszawskiej. Było to jedyne jego spełnione ży- 
czenie, zapisane w niewydanej "Polsce": 


U Fary u nóg Pana, umrzeć li tam przyjdzie 
Kazałem się pochować, jak proboszcz tameczny. 
Jeśli gdzie w drodze, ubroń Boże, bym wieziony . 
Miał być - czynią to tylko relikwjom, a nie 
Cielsku. Drzewo gdzie padnie, tam gnije, tam leży. 
Mniejsza o ciało, lecz o duszę dbać należy. 


II. 
Egzekutorami testamentu naznaczył Załuski Józefa 
Szania wskiego kanonika krakowskiego, Adama Dunina 
W ąsowicza audytora Curiae episc., kustosza kijowskiego, 
Jana Andrzeja Janockiego prefekta bibljoteki publicznej 
warszawskiej, proboszcza babimojskiego i Józefa Epifanie- 


l) Rękopis.
>>>
-205- 


go Minasowicza sekretarza JKMci, kanonika kijowskiego. 
Oprócz egzekutorów, może tylko dla zwyczaju, a może 
w obawie o losy swych zapisów, mianował protektorami 
testamentu \Vacława Sierakowskiego arcybiskupa lwow- 
skiego, Józefa Kierskiego biskupa przemyskiego, Jerzego 
Hilzena biskupa sandomierskiego iKrzysztom Szembeka 
koadjutora biskupa chełmińskiego. 
Ale nie pomogli ani możni protektorowie, ani egze- 
kutorowie, naznaczeni, "by każdy punkt był wypełniony 
do szczętu". Jak mówi Minasowicz: 


przemogła prywata, 
Na papierze się tylko zostały legata. 


Nie wiem z czyjej doli 
Czy też woli ostatnią wolę nieboszczyka 
Żyjących wola zniosła - nie pierwsza praktyka! 


Z legatów jego spełniły się tylko trzy: sam oddał du- 
szę Bogu, sam jeszcze za życia kosztowną bibljotekę prze- 
kazał w darze Rzeczypospolitej - wreszcie, zgodnie z jego 
wolą, serce jego złożono w katedrze żytomierskiej. 
Kiedy to pisał Minasowicz (1774), nie przypuszczał na- 
wet, że dożyje upadku drugiego z tych legatów. Wspa- 
niała bibljoteka, owoc trudów całego życia uczonego bi- 
skupa, jego wielka zasługa i jego wielka chwała, tylko 
przez lat dwadzieścia była własnością Rzeczypospolitej - 
w rok po zajęciu Warsza.wy przez Surowowa. przewieziono 
ją, jak wiemy, do Petersburga. 
Ale był jeszcze jeden legat moralny, którego wykona- 
nie powierzył Załuski Minasowiczowi. Szło o przygotowa- 
nie do druku i wydanie dzieła "Polska w obszernych wia- 
domościach swoich skrócona", które Załuski napisał na 
wygnaniu. Minasowicz uczynił, co do niego należało (sam
>>>
-206- 


nam o tern opowie), i gotowy rękopis złożył xx. Pijarom, 
- którzy mieli go wydrukować. Prosił ich o to ze łzami - 
przyrzekli. Dlaczego nie wypełnili przyjętego na siebie 
obo wiązku, wyjaśnić trudno. Dość, że rękopis miał się do- 
stać w ręce Czackiego. 
.. 
Tymcza.gem dzieło stało się znane uczonym z licznych 
odpisów. Przepisywano je w całości, lub częściowo. Taki 
częściowy odpis, uskuteczniony przez Kozłowskiego, "to- 
warzysza bibljograficznej pielgrzymki" Tadeusza Czackie- 
go, dostał się do rąk Józefa Muczkowskiego, który go ogło- 
sił w 1832 p. t. "Bibljoteka historyków, prawników i poli- 
tyków polskich". Muczkowski nie wiedział nawet, że to 
jest zaledwie trzecia część dzieła. 
"Bibljotekę" przyjęto z ogromnem uznaniem, a ci, co 
, 
znali całość dzieła w rękopisie (należał do nich i Lelewel), 
wcią.ż dopominali się o jego wydanie. "Ze wszystkich dzieł 
Załuskiego - pisał jeszcze w r. 1868 Juljan Bartosze- 
wicz - to najcelniejsze, bo odkrywa niezmierne bogactwo 
literatury polskiej. Nieoceniona szkoda, że nie mamy te- 
go dzieła wydanego w całości...". Takich. "upominań" się 
można przytoczyć na dziesiątki - były jednak bezsku- 
teczne. Dzieło do tej ch wili pozostało rękopisem, o którego 
kopje postarały się bibljoteki publiczne i prywatne 1). 


1) Sam znam cztery takie kopje. Jedna jest własnością bi- 
bljoteki Jagiellońskiej, dwie znajdują się w bibljotece uniwer- 
sytetu warszawskiego, czwartą sporządził dla siebie znany bi- 
bljofil Cyprjan Walewski (własność Wł. Miłkowskiego w Kra- 
kowie). Kopja Walewskiego jest odpisem ze świetnego egzem- 
plarza bibljoteki uniw. warszawskiego, z którego tu korzystam. 
"'\Vlaścicielem tego, prześlicznie pod względem kaligraficznym 
przepisanego egzemplarza był Jan Chyliczkowski, który przed 
r. 1831 złożył go bibljotece Królewskiego uniwersytetu warszaw- 
skiego w zamian za rzadką i cenną »Postyllę" Reja. Egzemplarz 
-ten ukończono przepisywać 15. Aug. 1822.
>>>
-207- 


Rękopis, przygotowany przez Minasowicza, nosił tytuł: 
Polska 
w obszernych Wiadomościach swoich skrócona 
z podziałem na III Części 
z których I Opisanie Polski Topograficzne i Cywilne: 
II H istoryą Polską literacką 
III Historyą Polską Duchowną w sobie zawiera. 
Rzecz cała 
przez J. W. ś. p. Imci X. Józefa Andrzeja 
Zaluskiego 
biskupa Kijowskiego i Czerniechowskiego 
Tronu Papieskiego Asystenta 
Opata W ąchockiego 'W Polszcze, Fontaneckiego 
w Burgundyi, \Vikaryiskiego w Lotaryngii etc. etc. 
Kawalera Orderu Orła Białego 
Częścią w Smoleńsku, częścią w Kałudze zebrana 
i \Vierszami Technicznemi dla lepszey pamięci 
ułożona R. P. 1768 
I ndocti discant et ament meminisse periti 
Z woli zaś Jego ostatniey 
przez Józ. Epif. l\Jinasowicza, kanonika katedry Kijowsk. 
Pasterskiego Testamentu naznaczonego Executora 
przeyrzana, poprawiona, w niektórych miejscach dopeł- 
niona i drukiem na widok publiczny podana 
Opus Posthumum 
w Warszawie 1774. 


W "Przedmowie Editora" Minasowicz dzieło Zału- 
skiego nazywa niejako "pamiętnikiem (upominkiem) ostat- 
nim", zostawionym przez autora ukochanej ojczyźnie". 
Dzieło to "z pomiędzy innych wielu pisanych na wygna- 
niu" oddane było Minasowiczowi na dwa tygodnie przed 
śmiercię. Załuskiego, "z wyraźnej jego woli do przejrzenia",
>>>
208 - 


ez 


a w testamencie polecił je Załuski Minasowiczowi ogłosić 
drukiem. Przynajmniej ten punkt testamentu (cieszył się 
Minasowicz) będzie wykonany, "gdy innych według ostat- 
niej testatora woli wykonać nie pozwolono". Minasowicz 
spełniał ten obowiązek "z powodu wdzięczności za statecz- 
ną zawsze łaskawego serca przychylność" i chcąc uwiecz- 
nić tym sposobem "pamięć godnego z wielu miar nie- 
ślniertelnej wieków pamięci Pasterza". Przez sześć mie- 
sięcy pracował nad przygotowaniem dzieła do druku, 
"przejrzał je, przetrząsnął, rozsadzone tu i owdzie kawałki 
pozbierał", wreszcie według woli Załuskiego, "gdzie trzeba 
było, poprawił, a odjąwszy, bez czego obejść się mogło, 
przydał, co do materyi służyło". Spra\vdził wreszcie cy- 
taty, nazwiska, daty, gdyż "pamięć autora, acz wielka 
i dla obszernego rozlicznych wiadomości objęcia podzi- 
wienia godna, potknąć się czasem pod ciężarem łat sędzi- 
wych mogła". 
"Masz tedy, polski czytelniku - kończył swą przed- 
mowę Minasowicz - zupełne ze wszech miar, jakiegobyś 
mógł żądać o Ojczyźnie swojej w ojczystym języku Dzie- 
ło, które znakomity urodzeniem, znakomity cnotą, naukę. 
i dostojnością autor, biskup i senator, przy pożegnaniu 
ostatniem, ukochanej Ojczyźnie, niedługo się z nią za po- 
wrotem swoim nacieszywszy, w upominku niejako zosta- 
wił, pocią.gającym przez wdzięczność do wzajemnej a tej 
nieustannej o sobie pamięci, na którą przez swe zacne, 
nieskażonego życia spra wy, nietylko u żyjących zasłużył, 
ale też i u potomnośCIi zarobił, spraw;iedliwszej u nas 
w rozsądku i nagrodzie, bo do zamiaru wielkich zasług 
niemniejszą chwałę zawsze wymierzającej". 
Po przedmowie Minasowicza następuje krótka przed- 
mowa autora. Jest ona, jak prawie całe dzieło, pisana wier- 
szem, z czego autor na samym początku się tłumaczy:
>>>
..... 


-209- 


pominąwszy lokalną pamięć, którą gdy ma 
Kto, ten prędko rzecz pojmie i długo zatrzyma, 
O takim, acz nieboszczyk nie jest, ale żyje 
Z nami, można felicis mówić m,emoriae. 
Ze jednak nie każdemu dana jest lokalna 
Pamięć, niech ją zastąpi artificialna, 
Którą pierwszy wynalazł z Ceos wyspy rodem 
Simonides... 
...Zaś wierszy 
Ku pomocy pamięci ułożonych pierwszy 
Był Claudiusz Buffier, autor Jezuita 1) 
Który się w Polszcze rodził, z Francuza Lechita; 
On te wiersze wynalazł, który my techniczne 
Nazywamy, a jeszcze lepiej mnemoniczne. 
W nich wyraził epochy wszelkie historyczne, 
Różnych krajów opisy w nich geograficzne. 
Tego ja Ziomka trybem idąc Ci podaję, 
Polaku, to o Polszcze, co na cudze kraje 
On popisał chwalebnie. Niechże cię zachęci 
Historya ojczysta wierszem dla pamięci. 
Nauczywszy się tych to wierszy z woli chętnej, 
Ujdziesz za mędrca, jeśliś pamięci pojętnej. 
Teraz, pókim żyw, pomnij na mnie przy wdzięczności 
Po śmierci Requiescat zmów, proszę Waszmości. 


Po tem usprawiedliwieniu się następuje krótka 18- 
wierszowa notata p. t. "Polacy Sławni Slav;{ae, a nie Schia- 
Doni, Sclavi. Esclavons rr , w której Załuski dowodzi, że co 
innego Sclavonia a co innego Slavia, stąd i nomenklatura 
Polaków "pochodzi od sławy, którą naród nasz nabył przez 
swe dzielne sprawy". 


1
 B. urodził się w Polsce 1661 r., zmarł w Paryżu 1717 r. 
Wydał: Pratique artificielle de memoire pour l'Histoire Sante 
et Profane. Geographie, Grammaire fran;aise i t. d. 


Szkice literackie. 


14
>>>
- 210 - 


I język slowieński więcej nIZ Inny ,,rozwodzi się" po 
różnych krajach Europy. Wszak Karol IV. w swej złotej 
bulli żądał, by każdy syn elektorski w siódmym roku swe- 
go życia uczył się języków: łacińskiego, teutońskiego i sło- 
wieńskiego - 


...gdyż Słowieński z Teutońskinl się szczycą, 
Że innych pochodzących od nich są macicą, 
A zaś inne żyjące, kto z zdaniem uparcie 
Uprzedzonem nie stawa, przyzna, że bękarcie. 1). 
Po tej wycieczce w krainę etymologji rozpoczyna się 
część pierwsza dzieła: O pisanie Poski topograficzne i cy- 
wilne. Ale odtąd wiersz rymowany zamienia Załuski na 
wiersz nierymowany, biały, zapewne ze względu na po- 
wagę przedmiotu, a może i z powodu trudności, jakę.by 
użycie jego nieraz nastręczyć mogło. 
Wstępem do "Opisania Polski topograficznego" jest 
wyliczenie polskich map geograficznych. Następnie idą 
"Imiona dawne narodów polskich, gór, rzek, miast etc. 
z Ptolomeusza, Strabona, Pomponiusza Meli" etc. W osob- 
nym rozdziale podaje autor "Alfabet rzek polskich". Wy- 
licza jeziora, wyspy, puszcze, fortece i zamki dawne. Póź- 
niej idą pomiary geograficzne Polski, jej granice i jej po- 
dział na trzynaście części: 


Wielką, Małą 
Polskę, Litwę, Czerwoną Ruś i także Białą, 
Żmudź, Mazowsze, Podlasie, Prusy i Warmię, 
Inflanty, Kurlandyę i Pomeraniję... 
Każdej z tych części poświęca Załuski osobny opis, 
podaję.c ich granice, podział na województwa, powiaty, 


1) Lingua matriae, Langues vivantes i Łinguae spuriae, jako 
to język francuski, włoski, hiszpański, portugalski i t. d.
>>>
- 211 - 


przyczem często zawadza o wypadki historyczne, wpływa- 
ją.ce na zmiany dawnych granic. Z kolei następuje opis 
województw ("ziemstw", "księstw"), a mianowicie ile każ- 
de ma senatorów, ile powiatów, starostw, jakie grody i rze- 
ki, gdzie każde sejmikuje i t. d. W rozdziale' o Kurlan- 
dji maluje smutną. jej historję. Ustęp o miastach polskich 
wymienia ich opisy: 


Warszawę wierszem jakiś opisał Jarzembski. 
Książka ta rzadka, ledwie żem jeden egzemplarz 
\Vidział i przepisany mam z drukowanego. 
Niesiecki w swym Herbarzu miał go za rękopism 1). 
Opisał po łacinie toż miasto Christian 
Erndtel, medyk nadworny Augusta Wtórego, 
Dziełu dał Varsovia tytuł Illustrata. 


Następują ustępy: Feuda Korony polskiej i Avulsa albo 
kraje odpadłe od Polski, - autor przytacza tu sporo dat 
historycznych. Kończy rozdział pierwszy części pierwszej: 
"Liczba miast, obywatelów, i intrat", rzecz pisana prozę., 
gdyż na wet w wiersz nierymowany statystykę tę objąć było 
trudno. 
Rozdział drugi: Opisanie Polski cywilne, rozpoczyna się 
spisem "Imion ksią.żąt i królów polskich porządkiem na- 
stępstwa", oraz "imion wielkich ksią..iąt litewskich tymże 
porządkieJn". Po imionach idą wierszem rymowanym. 
"Przezwiska niektórych królów i ksią.żąt". Zaczyna się 
od Leszka pierwszego, PrzeInysła wem zwanego, iż prze- 
lnysłem poraził Węgry, Mora wiany, a kończy się na "zba- 
wicielu Wiednia", Janie Wielkim. 


1) W innem miejscu jest jeszcze druga wzmianka o Jarzemb- 
skim (Jarzębskim, Jarzemskim), którego miał "odkryć" dopiero 
J. U. Niemcewicz. 


14.
>>>
- 212 - 


Pochodzenie tych "przezwisk" tłull1aczy nieraz Załuski 
bardzo oryginalnie. Oto l\tIieczysła wa nazwano Mieszkiem 
dlatego, że się "obawiano zamieszków". Władysław Her- 
man, właściwie Armen, był tak nazwany, że "z brankłł 
z pod Kijowa w bezślubnym żył związku, Ormianką, z któ- 
rą naturalnego miał syna Zbigniewa, jako dawny dziejo- 
pis Goranus opiewa". 
Dalej idą tablice chronologiczne panowań książąt i kró- 
lów polskich, z datami i miejscami śmierci i pogrzebu. 
Później mamy wierszem nierymowanym spisy wszyst- 
kich kandydatów do korony polskiej od śmierci Zygmunta. 
Augusta do elekcji Stanisława Augusta. Zwraca tu uwagę 
dość pokaźny szereg nazwisk senatorów polskich, ubiega- 
jących się o koronę. Przed samą. elekcją Zygmunta III. 
wymienia ich Załuski dziewięciu. 
W ustępie "o królu w Polszcze" między innemi poru- 
sza Załuski sprawę jednej z prerogatyw królewskich, któ- 
rej san1 "dociekł". Potem podaje historję i opis orderów 
polskich: 1) "Orła białego", którego rodowód wywodzi aż 
od Lecha, 2) "Niepokalanego poczęcia N. M. P.", który 
był ustanowiony przez Władysława IV., aprobowany przez 
papieża Urbana VIII-go, ale, jak wiadomo, nie wszedł w ży- 
cie, gdyż upatrywano w nim lamach na równość szlachec- 
ką - i wreszcie 3) św. Stanisława. Po orderach idą "Mo- 
nety" od "skórzanej", bitej za Wacława czeskiego, aż do 
czasów "dzisiejszych"... 
Z kolei przechodzi Załuski do senatu polskiego, po- 
dając spisy biskupów, wojewodów, ministrów, kasztela- 
nów większych i mniejszych, dygnitarzy koronnych i W. 
. 
X. Lit. i starostów grodowych - obszerny ten ustęp koń- 
czy się wymienieniem tych wojewodów, którzy byli eo 
ipso starostami. Uzupełnia te ustępy opis prozą. pierwszych 
wojewodów polskich, zacząwszy od Żelisława pierwszego, 
kasztelana krakowskiego (zm. 1120) a skończywszy na
>>>
-213- 


pierwszym wojewodzie gnieźnieńskim, Auguście Sułkow- 
skim (od r. 1768). 
Dalej mamy "Ministrów polskich funkcje", "Porządek 
urzędników ziemskich, grodzkich i powiatowych", "Trzy 
trybunały wielkie", "O trybunale skarbowym w Koronie", 
"O sejlllach", "O Generale pruskim"... Po "liczbie posłów 
na sejm z miejscami sejmików", idzie obszerny ustęp, za- 
tytułowany "Sejmy polskie doszłe od r. 1618 aż dotąd" 
z imionami marszałków i sekretarzów sejmowych". Do 
.opisu sejmów za Stan. Augusta wplata Załuski wspomnie- 
nia własne. Na sejmie elekcyjnym wprowadził do koła 
-senatu nuncjusza Viscontiego, na sejmie zaś koronacyjnym 


...ja, który to piszę, 
O trzy rzeczy prosiłem, 1) by Rzeczpospolita 
W swą pieczę fundacyę mej Biblioteki 
Wzięła, a za to żeby Probostwo Warszawskie 
Z rąk nigdy familii mej nie wychodziło. 
2-gie By w Żytomierzu grunt mi wymierzono 
Przy kościle Katedry, 3) bym miał pozwolenie 
Jechać do wód. I tylko też to wyjednałem, 
Odmówiono mi pierwsze. Jam przecież ten fundusz 
Ofiarował Ojczyźnie, choć beneficia 
Ad ingratis lolluntur. Co zaś do drugiego, 
Wszak nie może być kościół żaden bez cmentarza - 
Bez niewdzięcznej Ojczyzny ja ogrodzić każę. 
Na sejmie 1766 miał "żwawe mowy, immunUatem bro- 
niąc Duchowieństwa od podatków i wiary przeciw Dyssy- 
dentonI". 


Wpadłem przeto w niełaskę, lecz wolę się ludziom 
A niż Bogu narazić, bo duszę chcę złąwić. 
W rok potem była konfederacja pod laskę. Radziwiłła 
-1 Brzostowskiego. Wtedy to nastą.piło owo por\vanie z roz-
>>>
- 214 - 


kazu Repnina czterech senatorów, o czem Załuski w te 
słowa wspomina: 


Z tego seymu, z senatu czterech nas porwano: 
Sołtyka krakowskiego i mnie kijowskiego 
Biskupów, Rzewuskiego Wacława woywodę 
Krakowskiego, hetmana polnego i z synem 
Sewerynem, doHńskim starostę., podolskim 
Posłem: i dotę.d siedzim już miesiąc dziesię.ty. 
Wzięto nas trzynastego października w nocy. 
Ibam gaudens, quoniam pro Nomine Jesu 
Digni contumeliam pali su mus. Amen. 
Oblicza następnie, że wszystkich sejmów było 120, 
i .wskazuje, gdzie się odbywały. W Krakowie było trzyna- 
ście, a w Warszawie "tyle, ile lat wieku liczyła Marya". 
Po sejmach zajmuje się Załuski "Traktatami polskie- 
mi z mocarstwy postronnemi" od r. 1404 aż po 1736 - po- 
czem następuje prozą. spisany "Rejestr abecadłowy miast 
i miejsc znaczniejszych Królestwa". W spisie tym wy- 
soce oryginalne sę. wzmianki osobiste Załuskiego. Tak 
np. przy Berdyczowie notuje, że odprawiał w nim misyę 
i "straszny wypadek" go spotkał - tam się też spotkał 
-! i poznał z X. Sachowskim S. J., późniejszym kaznodzieją 
królewskim. W Beresteczku częstował go "solennie" koli- 
gat jego, Karczewski, któremu order św. Michała wyrobił. 
Białła - tu mieszkał miesię.c u ks. Radziwiłłowej. Brody 
nazywa Amsterdamem dla Żydów. Czersk - "stę.d nieda- 
leko rodziłem się w Załuskach". W Firlejowie nawiedzał 
X. Benedykta Chmielowskiego, autora "Nowych Aten". 
. . 
W Piotrkowie chodził do szkół "na konwikcie pijarskim 
na retorykę". \Varszawa - "tu jestem proboszczem, tu 
Biblioteka mojej fundacyi, tu Sepulchrum Patrum, tu ka- 
zywałem czterema językami". Wilno - tu go "w r. 1761 
przyjęto Hosanne a w r. 1767 crucifige, byłem tu w areszcie- 


...
>>>
215 - 


rosyjskim dwa miesiące"
 Podobnych wzmianek jest bo- 
daj czy nie cała setka. 
Trzecią część dzieła Załuskiego stanowi Historya Pol- 
ski duchowna. Opisuje naprzód rozszerzenie się wiary 
chrześcijańskiej w Polsce, poczem pisze o kardynałach, ar... 
cybiskupstwach i biskupstwach polskich, o biskupach 
obrządku ruskiego, o archikatedrze ormiańskiej lwowskiej. 
Z kolei idą opactwa rz.-katolickie, opaci ritus graeci unia. 
zakony męskie i "panieńskie", seminarja, alumnaty, Col- 
legia nobilium, święta roczne polskie i święci patronowie. 
Obszerną. jest rzecz o synodach, pisana prozą.; są to spisy 
synodów "prowincyalnych" i diecezjalnych, zakończone 
"przydatkiem o soborach graeco-unitów". W tern miejscu 

Iinasowicz wtrąca "przydatek Edytora" na cztery. kwe- 
stje. Pierwsza kwest ja: "Co się może chwalebnego powie- 
dzieć o Królestwie Polskiem ze strony religii"; kwest ja 
druga: "Kto z królów i kiedy arcybiskupstwa i biskup- 
stwa fundował"; kwest ja trzecia: "Czy sami biskupi w se- 
nacie polskim zasiadali i jak da wno"; kwest ja czwarta: 
"Które zakony znajdują się w Polsce i jak dawno". 
Następny rozdział to starannie i obszernie zebrana bi- 
. 
bljografja polskich dzieł religijnych p. t. "Pisma autorów 
polskich do historyi duchownej należące". Załuski prze- 
prowadza podział podług treści. \V wierszu nierymowa- 
nym podaje krótko treść dzieł ważniejszych, poczem pro]:Q. 
wylicza innych autorów i tytuły ich prac. 
Rozdział ten rozpoczął autor krótką wiadomością o swo- 
ich pracach literackich: 
Wydałem ja, co piszę, Conspectum Scriptorum 
Poloniae Orthodoxae czyli Rejestr Autorów 
Ile tylko wiadomych mieć mogłem, piszących 
O duchownych Oyczyzny moiey miłey Rzeczach. 
Chciałem przez subskrypcyą to dzieło w druk podać. 
(Papież Prosper Lambertin, Benedykt czternasty
>>>
- 216 - 


I 


Pochwalił projekt, który Mu przez kardynała 
Queriniego podałem), ale że to dzieło 
Kosztowaćby musiało naymniey z sto tysięcy 
A sUbskrypcyi nie było nad trzydzieści, i to 
Z cudzych kraiów: nie przyszło więc do skutku, a stę.d 
Poznać niedbalstwo czyli też skępstwo Nas zyń ców. 
Aczem takim sposobem w towarzystwie xiędza 
Konarskiego sześć tomów Legum V olumina wydał 
Wtąż i kronik Zbiór naszych Polski i Łaciński 
Ten 
litzlera, a tamten Bohomolca sprawa 
Pracowitych w Oyczyźnie naszey Litteratów; 
Jeśli będę miał sposób swym kosztem drukować 
Quod nunc differtur z czasem toć non auferetur 
Mam wszelkie materyały wcale pogotowne, 
J ak sądzę, byłoby ośm tomów in folio. 
Po tym wstępie Załuski podaje: pisma de immunitate 
Ecclesiaslica, "życia" arcybiskupów i biskupów, "skrypta." 
za Religją Prawowierną, pisma autorów polskich o róż- 
nych zakonach, spis autorów o "Świątniach Pańskich" 
w Polsce (t. j. o miejscowościach łaskami i cudami wsła- 
wionych), blbijografję miejsc .wsławionych cudownymi 
obrazami M. B., wreszcie "Rejestr świętych błogosławio- 
nych. wielebnych i pobożnych Polaków różnego stanu płci 
obojej". 
. 
Przy opisach cudownych obrazów Matki Boskiej (a wy- 
licza ich przeszło sto) takie nasu
aj'ł się Załuskiemu 
uwagi: 


Wątpię, by kraj ktory 
Tak wielkich skarbów w sobie miał liczniejsze zbiory. 
Znać, że Polskę Marya kocha, gdyż w krainie 
Naszey na tylu mieyscach z Łask y darów słynie; 
Słynie oraz przez wdzięczność w czci serc polskich Pani. 
Zaszczyt Synów wolności, że sę. J ey poddani.
>>>
- 217 - 


Juliusz Mancinellus 1), gdy iednego razu 
lVliał w Krakowie mszę przed J ey ołtarzem obrazu 
W Biskupa męczennika sam dzień Stanisława, 
. 
Prosząc, by na Polskę bydź raczyła łaskawa, 
Usłyszał głos przedziwnie słodki w porę ową: 
"Odtąd mię będziesz Polską. nazywał królową 2). 


I tak, co Francuz Notre Dame, a Hiszpan Nuestra Sig- 
nora, Włoch Jladonna, zaś l\Jagna Domina Węgrzyn - to 
, 
Polak zowie Ją.: Królową. Polską.. 
Na samym końcu "Rejestru świętych, błogosławio- 
nych" i t. d. (podzielonego drobiazgowo na "stany" i płcie) 
znajduje się osobny ustęp prozą. p. t. "Dzieci niewinne 
w Polszcze dla Evicomen od Żydów zamęczone". Załuski 
z kronik, broszur, podań, zebrał około 70 przypadków mor- 
derstwa rytualnego. Uzupełnieniem tego ustępu jest spis 
bibljograficzny: Infantes Jlflartyres a Judaeis trucidati. Do- 
wiadujemy się z niego, że już w roku 1759 napisał Załuski 
Dissertation sur les I nfanticides de Pologne. Ską.diną.d wia- 
domo, że w bibljotece cesarskiej w Petersburgu znajduje 
się również jego rękopis p. t. La Pologne dUte Paradis des 
Juifs. O ile się zdaje, Załuski był wciągnięty ponieką.d 
przez samych Żydów do zajęcia się tę. kwest ją., gdyż od- 
woływali się do niego, jak i do kilku innych senatorów, 
o rozpatrzenie sprawiedliwe obcią.żają.cego ich zarzutu. 
W rękopisie petersburskim zaprzecza podobno, aby talmud 
krwi chrześcijańskiej wymagał i aby ogół żydowski o nią. 
się starał, pomimo to jednak twierdzi, że zdarzaję. się fakty 
morderstw tego rodzaju. Zapewne więc przypisuje je ja- 
kiejś sekcie żydowskich fanatyków 3). 


.1) Włoch, Jezuita pobożny. 
2) Vocabis me Reginam Poloniae. 
3) St. Turowski w "Kwartalniku, pośw. badaniu przeszło- 
ści 2:yd6w w Polsce".
>>>
- 218 - 


, 


lnfantes J!.artyres a Judaeis trucidati są. częścią obszer- 
nego spisu dzieł i broszur poświęconych świętym, błogo- 
sławionym i t. d. Spis ten kończy "Polskę w obszernych 
wiadomościach swoich skróconą.". · 
Są jeszcze dwa przydatki. Pierwszy to wierszem ry- 
mowym napisana w Kałudze w r. 1769 "Protestacya przed 
śmiercią.". Jest to gorąca prośba zacnego biskupa do "naj- 
miłosierniejszego Jezusa", aby go wyposażył we "wszyst- 
. 
kie cnoty pasterskie. "Drży ze strachu", gdy wspomni na 
swe obowią.zki. Prosi więc o "serce łagodne, do dobrego 
skłonne", i prosi, aby "słowa Prawdy" Bóg od ust jego 
nie odbierał, aby nie był nigdy nikomu przyczyną zgor- 
szenia: 


Odwróć odemnie pychy, zawziętości ducha, 
Skępstwo, obżarstwo; niech żądz złych serce nie słucha... 
Odnów me życie, Panie, popraw obyczaie 
Złe, wykorzeń nałogi, w które mię podaie 
Zepsowana natura... 

 Pragnie, aby miłość jego ku "owieczkom" była taka, 
aby każdej bóle, cierpienia, niemoce tak fizyczne, jak mo- 
ralne odczuwał i biegł z pomocą. Niech "obłą.kaną" wy- 
śledzi i w całości "przywróci", niech "skaleczoną." uleczy, 
chorą. uzdrowi. Cały ten wiersz świadczy wprawdzie źle 
o zdolnościach rymotwórczych autora, ale bardzo dobrze 
o szlachetności jego serca. 
Drugim przydatkiem są. "Przypiski Edytora, wyraża- 
jące krótko niektóre okoliczności. śmierci, pogrzebu, testa- 
n1entu etc. ś. p. J'Vo tey Pracy Autora". Z "przypisków" 
tych korzystałem na początku mej rozprawki. 
1914.
>>>
. 


FELIKS ORACZEWSKI 
INICJATOR KOMISJI EDUKACYJNE1. 


Na smutnej pamięci sejmie r. 1773 pomiędzy tymi, cO' 
przy jego otwarciu stanęli po stronie Rejtana, znajdował 
się młody poseł krakowski Feliks z Przybysła wic Ora- 
czewski. lon, jak Rejtan, żądał sejmu wolnego, a nie 
konfederackiego pod laską. nikczemnego Ponińskiego 1). 
"Nie znamy marszałka, bośmy go nie obierali", wołał 
w izbie sejnlowej 20. kwietnia i wraz z posłami nowogrodz- 
kimi i łęczyckimi i kilku innymi nalegał na podczaszego 
Łętowskiego, aby zarządził wybór marszałka sejmu wol- 
nego. Następnego dnia był świadkiem słynnego protestu 
Rejtana, który naprzód padł na kolana przed "konfedera- 
tami", zaklinając ich na Boga i miłość ojczyzny, aby nie 
opuszczali posiedzenia i do wyboru marszałka wolnego 
sejnIu przystąpili, a następnie ciałem swem, rozciągnio- 
nem na progu, napróżno chciał tamować ich wyjście 
z izby poselskiej... 
Kiedy po opuszczeniu sejmu przez Rejtana trzej mini- 
strowie państw "sprzymierzonych" oświadczyli, że konfe- 
deracja n1usi trwać dopóty, dopóki nie zostanie zawartą 
ugoda co do ustąpienia krajów i póki wewnętrzne spra"wy 
Rzeczypospolitej nie będą. uporzą.dkowane za zgodą. trzech 
Illocarstw, i kiedy Stackelberg groził presjami niepowol- 


1) Poniński był marszałkiem koronnym sejmu a Michal 
Radziwiłł litewskim. O Radziwille są tylko krótkie wzmianki 
w opracowaniach. Pierwszą obszerniejszą . wiadomość o tej 
wstrętnej postaci, podałem w książce mojej: "Radziwiłłowie".
>>>
220 


nym - zabrał w sejmie głos Oraczewski (29. kwietnia) 
aby powiedzieć, że oświadczenie trzech ministrów "może 
tenIU tylko być strasznem, kto więcej poważa życie i spo- 
kojność swoją w szczególności, jak życIe, powagę i sławę 
narodu". "Rzeczpospolita - mówił dalej - dosyć powol- 
ności pokazała, kiedy na usiłowania tych ministrów przy- 
stąpiła do konfederacji. Dziś jest w zupełnej powadze złą- 
czona w trzech stanach - ma sposób uchwalania ustaw, 
przepisany prawem! który na to przyjęła, aby nam był od 
gwałtowności zasłoną. Więc my tak czynić powinniśmy, 
jak nam cnota obywatelska i prawo, nie jak cudza wola 
k ." 
na azuJe ... 
Kiedy postawiono jego kandydaturę do delegacji, ma- 
jącej upraszać ministrów państw zaborczych "o ulgę 
w gwałtach", przyjąć jej nie chciał, gdyż godność posła 
sejrnowego, według jego pojęcia, pozwalała mu być dele- 
gatem do monarchów, "ale nie do przedpokoju ministrów". 
Kiedy pomimo to został wybrany, kazał się "wymazać" 
z listy delegatów, "oświadczając w oczach zgromadzonych 
stanów, że ze stopnia prawodawcy nie może poniżyć się 
na żebraka". Kiedy później wybranej stałej delegacji do 
układów z ministrami cudzoziemskimi dano moc nieogra- 
czoną, sprzeciwiał się temu, "bo mało w niej widział ludzi 
prawych". 
Przemawiał za tern, aby ograniczyć pełnomocnictwo 
delegatów, gdyż będą "dzieła zbyt \vielkiej wagi", aby taką 
czynnością ich obcią.żać. Jeżeli przyjdzie do przymierza - 
mówił dalej' - "niech wojska tych mocarzów, żyjące kosz- 
tem naszym, ustąpią. z kraju, inaczej przymierze nie bę- 
'(}zie przymierzem, tylko gwałtem... Czynią swą powinność 
ministrowie zagraniczni, czyńmy i my naszą... Słabość 
zgięta przed groźną przemocę., niechaj nie ścię.gnie na spra- 
wiedliwych tej obelgi, że niewolnicze zdanie najprzyzwoi- 
tsze było umysłom naszym, żeśmy zasłużyli na ukrzyw-
>>>
- 221 


dzenie przez nieczułość na krzywdę"... (z mowy mianej 10. 
maja). 
Nazajutrz (d. 11. nlaja) wygłosił Oraczewski mowę, 
która mu zapewniła chlubną kartę w dziejach oświaty 
narodowej. Po ustępie tyczą.cym się "szafunku łask", zwró- 
cił się do króla ze słowy: "Pozwolisz mi, miłościwy Królu, 
dopraszać się u gorliwości Twojej o dobro narodu, ażeby 
w instrukcji Ichmość panom delegatom danej lub w zu- 
pełnej plocy sejmują.cych mógł się pomieścić projekt 
Edukacji krajowej, która zdaje mi się, że będzie najpew- 
niejszem źródle m wszystkicll szczęśliwości naszych. Trzeba 
nan1 zrobić ludzi Polakami, a Polaków obywatelami: stą.d 
nastą.pią. wszystkie pomyślne dla kraju powodzenia. 
"Przez różne ustanowienia możemy pochlebiać sobie, 
że mamy w kraju wiele sposobów skutecznie używanych, 
samej tyczą.cych się umiejętności, ale umiejętność nie czyni 
czlowieka jeszcze tern, czeln być jako obywatel powinien. 
Daje ona wprawdzie wiele doświadczenia, ale nie daje- 
istności sercu i woli; ogólne mają.ca usta wy, może być 
równie od wszystkich przywłaszczona krajów, ale eduka- 
cja narodQwa czyni Anglika Anglikiem, Francuza Francu- 
zem i ta powinna czynić Polaka dobrym Polakiem. 
"Sławny między uczonymi naszego wieku (Montesquieu) 
mówi, że w rzą.dach rzeczypospolitej potrzebna jest naj- 
więcej moc edukacji... 
"...Widzimy tak mało między nami obywatelów, sza- 
cują.cych zaszczyt obywatelstwa polskiego... Na każdym 
prawie z tych, co wychowani w innych krajach, można 
widzieć maskę powierzchowną. społeczności, z którą. ob- 
cował, ale rzadko w którym znajdujemy ten gruntowny 
charakter, to przekonanie doskonałe, że cokolwiek czynię, 
dobrze czynię, jeżeli tak czynię jak Polak obywatel czynić 
powinien, jako szacuję.cy własny kraj, w którym nauczyłem 
się są.dzić o rzeczach na jego pożytek zdatnych... Otóż ten
>>>
-222- 


u 


-charakter, tę pewność rozsą.dku... należy zaszczepić w kraju 
naszym... stworzy ona potomności obywatelów, których ser- 
ca nierozdzielnie z cnotą. i z czynnościami poprawię. błędy 
nasze, których miłość powinności i duch narodu sposobić 
będzie do wrócenia popiołom naszym tej dostojności, którą. 
zawzięci na własną. sławę obywatele, gorszą.cym utracają. 
przykładem" ... 
"Myśl rzucona przez Oraczewskiego przyjęła się. Wie- 
my, że urzeczywistnienie jej przyspieszyła, a raczej umo- 
żliwiła kasata zakonu jezuickiego, którego mają.tek za sta- 
raniem króla, przeznaczono na rzecz edukacji krajowej; 
wiemy dalej, że Komisja Edukacyjna, która stanęła dnia 
14. października 1773, była "utworem" Chreptowicza, pod- 
kanclerzego litewskiego, - ale to nie obniża zasługi Ora- 
czewskiego, że on był pierwszym, który rzucił myśl wiel- 
o 
kiej reformy szkolnictwa i wymownie przedstawił, czem 
dla przyszłości narodu może by
 edukacja narodowa. Miano 
mu to za chlubę i on sam z tego się chlubił. W kilka- 
naście lat później, w mowie, którą. wygłosił jako rektor 
uniwersytetu krakowskiego, wzmiankę o dniu imienin 
prymasa ks. Michała Poniatowskiego, przewodniczą.cego 
Komisji Edukacji Narodowej, zakończył słowy: "Ja naj- 
pierwszy (posłują.c na owym smutnę. epokę przypomina- 
ją.cym krajowi sejmie) przemówiłem do rozpaczają.cych 
o losie swoim Polaków o potrzebie tej Edukacji Narodo- 
wej, która dziś stała się tak ulubionem cnót obywatel- 
skich tego Pana użyciem". 
Oraczewski posiada zatem niezaprzeczone prawo, aby 
przypomnieć jego skromnę., lecz zacnę. działalność, tern 
więcej, że mało nim się zajmowano, a przed kilkunastu 
laty wyrzę.dzono niezasłużonę. krzywdę jego pamięci. 
O rodzicach jego i o dacie jego urodzenia nie wiemy. 
Wiadomo tylko, że był potomkiem tej gałęzi Oraczewskich 

1l. Śreniawa, która już w w. XV. posiadała Przybysławice
>>>
223 - 


pod Olkuszem. Niesiecki zna Stanisława Oraczewskiego, 
sędziego grodzkiego krakowskiego. Pawiński (Małop. 28) 
wymienia innego Stanisła wa, który w r. 1581 był właści- 
cielem Przybysła wic. Piotr Oraczewski, pisarz ziemski 
krakowski (1610), był to "mąż zdrową. radą, wymową i ludz- 
kością wszystkim miły". Inny Oraczewski "w \Vołoszech 
w potrzebie zginą.ł", inny pod Korsuniem \v niewolę był 
v.rzięty... 
O n1łodości Oraczewskiego wiemy tylko tyle, że uczył 
się w Krakowie, a potem czas jakiś przebywał na naukach 
w Paryżu. Po powrocie do kraju, obrał karjerę wojsko- 
,vą - doszedł do stopnia pułkownika. Wystą.pił jednak 
z wojska, osiadł na roli i w r. 1773 wybrany został w Pro- 
szowicach posłem woj ew. krakowskiego. Wiemy, jak pięk- 
nie rozpoczął funkcję poselską.. Ale i dalszy jej cię,g po- 
zosta wał w zgodzie z począ.tkiem. 
Po przerwie sejmowej. na drugiem posiedzeniu (pierw- 
sze zeszło na sprawozdaniu z czynności delegacji) Ora- 
czewski "w długiej i pięknej mowie" (słowa H. Schmitta) 
zganiwszy łatwość z jaką zezwolono na ustąpienie tak 
znacznych prowincyj, ubolewał, że nikt nie chce tego czy- 
nu nazwać gwałtem, - dowodził, że pod przymusem nie- 
podobna polepszyć rzą.du wewnętrznego i z tego powodu 
wzywał sejmujących, aby porzucili "pełzają.cą powolność 
na cudze rozkazy" i radzili nad potrzebami ojczyzny we- 
dług wymagań jej dobra "a nie obcej woli". Radził wpro- 
wadzić oszczędność, ograniczyć się W zbytkach i przyjść 
z pomocą. tym rodakom, którzy porzucili mają.tek \v za- 
branych prowincjach, aby pod własnemi pozostać rzą.dami. 
Najwybitniejszym i najpiękniejszym ustępem jego mowy 
było ujęcie się za ludem wiejskim; żą.dał opieki ustaw, 
zabezpieczających mienie i osoby "tej licznej i użytecznej 
większości". Gdyby odżył - dowodził dalej - duch na- 
rodowy, gdyby odżyła dzielność i miłość dobra powszech-
>>>
-224- 


nego "moglibyśmy jeszcze stać się strasznymi straszą.cym". 
Przypomniał wreszcie swój projekt edukacji narodowej, 
który po zniesieniu zakonu jezuitów tern bardziej należy 
obmyśleć, ponieważ powracają.ce po nich do Rzeczpospoli- 
tej znaczne fundusze na ten cel winny być obrócone. Radził 
wreszcie najzdatniejszych jezuitów wciągną.ć w szeregi 
uczących, "aby rozpoczęli za wód obywatelski przez pracę 
około wychowania narodowego" (mowa z 21. września). 
Na podstawie tej mowy można przypuszczać, że i pomysł 
, zużytkowania funduszów jezuickich na cele oświaty naro- 
dowej wyszedł od Oraczewskiego. Wniosków nie stawiał, 
bo sprawa ta powierzona była delegacji, która po tygo- 
dniowych rozprawach (od 7. do 14. października) gorące 
życzenia Oraczewskiego, dzięki Chreptowiczowi, w czyn 
zamieniła. 
Oraczewski w opozycji swojej przeciw presji ministrów 
pallstw zaborczych nietylko nie ustawał, ale coraz więcej 
ją. pogłębiał, coraz więcej się narażał. Kiedy ministrowie 
ci zawiadomili, że gdyby nawet król nie ratyfikował ugód 
już zawartych z delegację., to dwory ich obejdą się bez ra- 
. tyfikacji, potrafią. ugody utrzymać, a odmówienie ratyfi- 
kacji naraziłoby jedynie Rzeczpospolitę na wypowiedzenie- 
wojny. Oraczewski w tern oświadczeniu ministrów widział 
następstwo "niewolniczej uległości" sejmu i żądał, "aby 
przystojniej piastować pełnomocnę. powagę sejmu i nie 
zasięgać w każdej trudności trzech posłów woli". Wbrew 
opinji wyrażonej przez Sułkowskiego, wojewodę gnieźnień- 
skiego, dowodził, że delegacja winna przed sejmem zda- 
wać sprawę z swych czynności, a sejm ma prawo ją po- 
chwalić lub zganić. Dziękował temuż wojewodzie, że po- 
parł jego wezwanie do opieki nad ludem, po ch walił też 
ironicznie jego zamiar (mniemany) wystą.pienia z dele- 
gacji, ale dawał mu pewniejszy sposób "usprawiedliwie- 
nia patrjotyzmu" przez usunięcie wszystkich członków-
>>>
. 


225 - 


obecnego sejmu z przyszłej Rady Nieustają.cej. "Widzimy 
z czynności traktowanych - tak kończył mowę - że 
tylko posłuszeństwo zanliast zaradzenia przyjęto. Na cóż 
więc zdania cnotliwych obywateli potrzebne? Musiała już 
przemoc naradzić się z przyjaciółmi swymi, jaki na oj- 
czyznę wyda wyrok i jaki wspierać będzie. Niech się 
skończy krzywdzą.ca dla czułych scena (zgadzał się na li- 
mitę sejmu), niech się ucieszą momentalną. mocę. chcą.cy 
czynić, choć nie wiedzą, co czynią."... 
Poniński wygadał się przed Branickim, że Sułkowski 
chce Oraczewskiego za ostatnią mowę oddać pod są.d kon- 
federacki, Branicki zauważył na to, że należałoby w takim 
razie za każdym posłem postawić dwóch grenadjerów, gdyż 
inaczej wszyscy staną. w obronie Oraczewskiego... 
I bez dalszego streszczania licznych mów Oraczewskie- 
go, to. co tu podano, wystarczy do scharakteryzowania jego 
gorą.cego patrjotyzmu. "O Oraczewskim - mówi Henryk 
Schmitt - z wszelką można powiedzieć prawdą, że w tym 
okropnym czasie zupełnego upadku i rozbicia społeczeń- 
stwa naszego, należał do nader rzadkich wyją.tków... utrzy- 
lnał się na wysokości niesplamionego najmniejszą zmazę. 
prawdziwego patrjotyzmu". Dodajmy do tej zaszczytnej, 
a zasłużonej opinji, że mowy jego wygłoszone 22. i 28. sty- 
cznia 1774 były naj silniejsze, a po części programowe. 
'V pierwszej z nich w gorą.cych słowach potępiał nietylko 
obcą., ale i "don10wą." przemoc, łamanie praw, anarchję, 
dumę szlachecką., fałszywy patrjotyzm, które nas zgubiły. 
żę.dał prawdziwej równości, dobrego wynagradzania urzęd- 
ników, "ale bez innych zysków pod karę. na życiu i sła- 
wie", zajęcia się ćwiczeniem i edukacją. nlłodzieży, zakła- 
dania bibljotek publicznych. Od duchowieństwa, biorącego 
"dziesią.tą. część plonów rolnika" wymagał ofiarności na 
wzmocnienie sił narodowych i na obronę wiary, nie słowy 
lecz czynem. Poruszał sprawę podatków, zachęcał szlach- 


Szkice literackie. 


15
>>>
. 


- 226 


tę, aby nietylko udoskonalała rolnictwo, ale aby nie wsty- 
dziła się pracy w przemyśle i w fabrykach. Przechodzę.c 
do Rady Nieustającej, żę.dał, aby była "ustawicznę.", od 
sejmu do sejmu - czynność jej w czasie sejmowym uwa- 
żałby za bezprawie. Kto znosi się tajnie z ministrami 
trzech dworów, kto z nimi w sprawach kraju na własnę. 
rękę radzi, kto ich zdania głosi "przez cićhe szepty wy- 
muszone", ktoby im dawał odpowiedzi, nie spytawszy się 
wprzód o wolę narodu, ten "natychmiast powinien być 
uznany za nieprzyjaciela Ojczyzny, od społeczności oby- 
watelów odsą.dzony i na sławie i na majątku przez kon- 
fiskację na publiczny skarb skazany". "Ale cóż to - wo- 
łał do posłów - milczycie? Czy jest jeszcze ojczyzna? 
czy sę. jeszcze Polacy?.. Jeżeli tak ma być, jak jest do- 
tychczas - mówił dalej - "oświadczam przed Bogiem 
- i światen1, że lubom się pisał na tę konfederację, celem 
służenia Ojczyźnie, wyrzekam się wpisu mego w oczach 
całej Polski i sejmu i delegację mam za gwałt". 
Szujski w swych "Dziejach" przytacza jeden z ustępów 
tej mowy. 
W innych mowach wzywał do rozwię.zania konfede- 
racji, "tego szkodliwego zjazdu, który nazywamy sejmem, 
który przynosi wstyd i poniżenie, który z kronik naszych 
i pamięci wygluzowany być powinien". To znowu doma.. 
. . 
gał się deklaracji trzech ministrów, że "noty ich będę. 
jako zdania (opinje), a nie rozkazy", że z nikim w "szepty" 
wdawać się nie będą., że "będę. traktować a nie wymuszać", 
że będą. pamiętali "wiele winni poważania narodowi, choć 
nieszczęśliwemu, ale jeszcze nie będę.cemu niewolnikiem", 
że wreszcie "gwałtownemi krokami nie będę. łamać prawa 
narodowego, chyba, że chcę. nas nauczyć i przymusić złym 
przykładem, abyśmy równie tychże ustaw narodów wzglę- 
dem nich zapomnieli"... 
Ale wszystko to był groch na ścianę. Większość wy-
>>>
-227- 


konywała ślepo rozkazy Stackelberga i jego towarzyszy 
(Benoita i Rowitzkiego). Oraczewski na czwartej limicie 
sejmu dążył do rozwią.zania konfederacji, ofiarował się ze- 
rwać sejln, ale nikt go nie poparł. "Poznawszy ludzi" stra- 
cił nadzieję i nie powrócił już do izby l). Morawski (V. 169) 
wyn1ienia Oraczewskiego między tymi, co pc) akcie roz- 
bioru gotowi byli wydać manifest, ale urzą.d grodzki go 
nie przyjął, bo miał zakaz. 
Patrjotyczne wystą.pienia jego nie uszły lnu na sucho. 
Zasekwestrowano mu dom, mają.tek i wszystkie sprzęty 
"w oczach całego województwa", ale jak sam powiada, "za 
nic nIiał te straty w porównaniu z powinnością. oby- 
watela" . 
Za to zyskał sobie uzna.nie Stanisława Augusta. Hi- 
storycy tego sejmu przyznają, że król o ile to było w jego 
mocy, paraliżował niecną. robotę Ponińskiego i innych jur- 
gieltników moskiewskich. Liczył się z "faktem dokona- 
nym", przeciwko któremu opór był niemożliwy, ale prag- 
nął, aby w tem nieszczęściu uratować co się da, zapewnić 
rzeczywistą. niepodległość i rozwój okrojonego państwa. 
"Mowy jego oddychały miłością. ojczyzny", pisze Schmitt; 
mow-ę jego z d. 10. maja nazywa Szujski piękną., a Schmitt 
piękną. i silną. Chwali ją. i Teodor Morawski (V. 166). do- 
dając, że Stan. Augusta poparli biskupi: Turski i Okęcki, 
Szydłowski... a naj silniej Oraczewski poseł krakowski. 
Umiał też król skupić około siebie nawet "najczystszych" 
patrjotów. Zapewne, że szło mu i o własną. osobę, Poniński 
bowiem ze Stackelbergiem dążyli do ukrócenia prerogatyw 
królewskich, ale bą.dź co bę.dź prawie wszystko to, co Ora- 
czewski wypowiadał, było odbiciem zapatrywań króla, 
może jask rawem, ale niemniej wiernem echem jego my- 
l) "Relacja z poselstwa... w r. 1776 na sejmiku w Proszowi- 
each". Przedtem wychodziły luźne mowy Oraczewskiego, któ- 
rego ich wydawca nazywał Oraczowskim. 


15.
>>>
-228- 


śli, sukursem dla jego polityki. I gdybYŚlny mieli ślad 
znoszenia się bliskiego króla z Oraczewskim, możnaby 
przypuszczać, że i projekt Edukacji Narodowej wypłynął 
z rozmów między nimi prowadzonych. 
Co robił Oraczewski w pierwszych latach po opuszcze- 
niu sejmu, nie wiemy. Krze-miński (Enc. Illustr.) autor 
ujemnej, z plotek wysnutej charakterystyki Oraczewskiegn 
podaje ogólnikowo, że zajęty był przy królu i prymasie, 
"przy których wyprażał (?) sobie karjerę". W r. 1778 król 
go wprowadził do departamentu policji, a w r. 1780 książę 
Michał Poniatowski, biskup płocki, administrator kra- 
kowski, późniejszy prymas, powołał go na członka Komi- 
sji Edukacyjnej, w której prezydował. Korzon między 
kilku imionami, "które wspominano w epoce rozbudzenia 
narodu" wymienia Oraczewskiego (\Vewn. dziej, wyd. 2, 
III. 146). 
Już w czasie posłowania, zaczą.ł się oddawać literatu- 
rze. 'V wydawanych przez Naruszewicza "Zabawach przy- 
jemnych i pożytecznych" znajdujemy kilka jego wierszy 
Talentu poetyckiego w nich nie dostrzeżemy, ale forma 
ich była wcale poprawna, lekka i potoczysta. Jeden z tych 
wierszy "Święto natury", napisany w r. 1775, należał do 
zbioru rymów, napisanych na dzien imienin księcia jene- 
rała ziem podolskich. Wśród autorów, którzy do wieńca 
tego swe listki wpletli, spotykamy Zabłockiego i Piramo- 
wic za. B y łby w tem dowód, że wraz z nimi należał do 
przyjaciół "Puław". 


\ 


Palad, Orest, przyjaciele 
Tezej, Piryteusz wiele, 
Tę słodką czułość zdobili. 
Sła wni to byli rycerze, 
Kochali się wzajem szczerze 
Ale tylko... w bajkach żyli. 


l
>>>
229 - 


w tychże "Zabawach" (tom X.) jest i wiersz Woyny 
na dzień urodzin Oraczewskiego. Jeżeli Naruszewicz wiersz 
ten umieścił, to bą.dź co bą.dź jeden \vięcej dowód, że Ora- 
czewski był znany i ceniony. Woyna pisał: 


Pochwał twych opis dla tych zostawię, 
Co wiernie będą pisali 
Którzy Polacy w ojczyzny sprawie 
Mężnie do końca stawali 


i życzył Oraczewskiemu "winnej nagrody", choć wolałby 
mu jej winszować. 
Do swych przyjaciół zaliczał Ignacego Potockiego, mło- 
dego wówczas pisarza litewskiego. Napisał na dzień jego 
urodzin (28. lutego) 1774) wiersz "Myśl przyjaciela". Nie 
był fałszywym prorokiem, kiedy przewidywał, że Potocki 
-zajmie przodujące w narodzie stanowisko, - pisał bowiem: 


J uż dawno Polska mężów pożytecznych czeka, 
Chcę ją. pocieszyć, głoszą.c dzień twego rodzenia 
Potocki! bą.dź nadziei hasłem... 
...Dziękuję przeznaczeniu, że ci istność dało. 
W dwudziestym trzecim roku masz dojrzałość ducha; 
Błędy, to jarzmo myśli zrzucasz z siebie śmiało, 
Śmiesz szukać prawdy, gdy gnlin jeszcze bajek słucha. 


W r. 1780 wydał li Grolla w Warszawie komedję 
w 3 aktach p. t. "Zabawy, czyli życie bez celu". Rzecz 
'Słaba, o pięknej jednak tendencji. Jestto satyra na próż- 
niaków, których troskę. jedynę. jak przepędzić dzień przy. 
jemnie. Cała galerja "modnych chłopców" otacza pani, 
Cześnikową, żyjącą. z lichwy, a lubię.cę. się bawić kosztem 
\vciQ.gniDnego do jej orszaku starosty. "Dlatego \vstają. 
2: rana, aby wieczór poszli spać, a mówię., że się bawią.".
>>>
-230- 


Każdy żyje z tego, co dostał w spadku lub z kasy ojcow- 
skiej. Lustratorowicz np. może hulać, bo "ojciec jego był 
lustratorem w dobrym czasie po jezuitach, umiał korzy- 
stać z okoliczności". Przeciwstawieniem tej bandy bawią- 
cych się jest starościna z córką. i kochają.cym ją Zacniew- 
skim. Intryga polega na tern, że przyciśnięty przez wie- 
rzycieli starosta w chwili, kiedy go mają tradować, zga- 
dza się oddać rękę córki protegowanemu przez Cześniko- 
wą, za otrzymanie lichwiarskiej pożyczki od podstawionej 
przez nią osoby. Ale zanim Cześnikowa wywiązuje się 
z przyrzeczenia, Zacniewski wykupuje weksel starosty 
i oczywiście zostanie jego zięciem. Starościna, to typ 
polskiej matrony, pracowitej, pilnują.cej domu i wycho- 
wującej córkę na zacną kobietę, rzą.dną gospodynię i do- 
brą. obywatelkę kraju. "Która matka rozumie - są jej 
słowa - że dała doskonałą. edukację córce, gdy ją kazała 
uczyć języków obcych, tańcować i grać na kla\vikordzie- 
bardzo się myli. Mogą te zabawy być wielką. pomocą. do 
osłodzenia przykrych nudów, ale rzą.d domowy, który jest 
naszej płci powinnością., tyle ma podziałów, gdy go kto 
chce doskonale pełnić, że często najprzyjemniejszą zaba- 
wę zastą.pić może, bo skutki jego są najpewniejszą przy- 
czyną trwałego szczęścia". To też córka starościny, kiedy 
ojciec wzywa ją na zabawę do Saskiego ogrodu, gdzie "na. 
klarynetach grają. bardzo wesoło, a oficerów pełno", woIi 
"służyć matce", w domu, tern bardziej, że nie chciałaby 
opuścić lekcji historji polskiej. "Właśnie - mówi - je- 
stem w tej części historji, kiedy Polska tak szanowana 
była od wszystkich narodów. Radabym znaleźć co na po- 
chwałę płci naszej, że umiała ożywiać i zachęcać ducha 
rycerskiego, bo zda mi się, że to powinnoby być celem 
edukacji naszej, jeżeli we płci męskiej chcemy widzieć 
obrońców naszych i ludzi dla społeczności szacownych". 
Na uwagę Zacniewskiego, że "przykładną jest chęć po-
>>>
- 231 - 


znania historji tym celem", starościna dodaje: "Mnie się 
zdaje, że jedna z przyczyn mocnych, dlaczego w Polsce 
mało widać prawdziwych obywatelów, jest ta: że cała 
edukacja mężczyzn jest obrócona na podobanie się ko- 
bietom, iż kobiety nie są dosyć oświecone wiadomością. 
dziejów własnego kraju, żeby im się tylko tacy ludzie 
podobać mogli, którzy sławę i dobro. jego mają za cel"... 
Dobrą jest następna uwaga starościny: "Polacy dawni, gdy 
wojażowali, rodzice wysyłaję.c ich zagranicę, musieli so- 
bie zakładać jakiś cel nauki i doświadczenia, które potem 
na pożytek kraju własnego służyły. Dziś wojaże więcej 
śn1ieszność nałogów, jak oświecenia w powracających do 
kraju wprowadzają, bo nie mają żadnego pożytecznego 
dla kraju zamiaru"... 
Komedja Oraczewskiego, prócz dobrej tendencji mą 
i tę wartość, że przynosi parę drobnych szczegółów do 
charakterystyki czasów. Widzimy w niej np. jak się ba- 
wił ówczesny modny świat warsza wsk i, dowiadujemy się 
również, jak się starano o tytuliki, o urzędy. "Pan żad- 
nego urzędu nie masz, pan się niczego nie doczekasz" 
mówi stary sługa Michał do Zacniewskiego - i tłumaczy 
mu, jak to wszyscy "wenerują" urzędnika. "Setny ledwo 
wie, jakiemi sposobami został kto urzędnikiem, a w pa- 
rafji zaraz się kłaniają, na pierwszem n1iejscu u stołu 
sadzaję."... Na to Zacniewski odpowiada: "Lepiej, że się 
dziwujesz, za co nie mam urzędu, jak gdybyś się dziwo- 
wał, za co go mam"... Czy to czasami nie "przytyk" do 
czasów... dzisiejszych? 
Oraczewski napisał jeszcze tragedję "Zwycięstwo pod 
Orszą", ale rzecz ta pozostała w rękopisie. Sam tytuł wska.. 
zuje, że opiewał w niej sławę oręża polskiego, wielki cios 
zadany Moskwie przez ks. Ostrogskiego (1514). Zdaje się, 
że musiała być granę., skoro Michał Mniszech, późniejszy 
marszałek w. kor. do dzieła swego "Kazimierz Wielki" wy-
>>>
-232- 


. 


j
ł z niej dewizę: "Narody stoj
 prawem, prawo posłu- 
szeństwem, posłuszeństwo zwierzchności
, zwierzchność 
bezpieczeństwem". (Zwycięstwo pod Orszą, akt II, scena 
S-cia). 
W r. 1782 widzimy Oraczewskiego na sejmiku woje- 
wództwa krakowskiego w Proszowicach na d. 19. sierpnia, 
zwołanym dla wyboru posłów sejmowych. Wygłosił na 
nim swoje "zdanie". Wkładał obowiązek na przyszłych 
posłó\v, żeby "na żadne prywatne ustawy, dogadzające po- 
bocznym ż
daniom" nie pozwalali, póki sprawy tycz
ce 
się dobra ogólnego narodu nie zostaną załatwione. Źle 
nam jest, ale nie rozpaczajmy, "mamy wszystko, co Opatrz- 
ność potrzebom krajów daje", korzystajmy więc z tego. Tu 
roz\vinął Oraczewski program ekonomiczny. Żądał zało- 

enia magazynów nad Wisłą między Niesza wą a Toru- 
niem, spławienia Wisły, ulepszenia dróg i mostów. Dalej 
pragnął "wyświetlenia zbioru praw krajowych", zniesie- 
nia wielu "pysznie brzmiących a nieczynnych małych urzę- 
dów" wojskowych. Żołnierze wobec panującego pokoju 
n10gliby zostać użyci do robót publicznych, jak np. do 
czyszczenia koryta Wisły i rzek innych, do naprawy dróg 
itd., za co otrzymywaliby osobną. zapłatę. Komisja skar- 
borna winna zaprowadzić oszczędności, a przedewszystkiem 
znieść "próżne urzędy" . Wspominał następnie o opiece 
Stan. Augusta nad górnictwem krajowem, żądając, aby 
i obywatele ze swej strony poszukiwali bogactw w ziemi 
ukrytych. W końcu potępiał intrygi, wzywał do zgody 
i jedności. Nie narzekajmy na okoliczności, tylko na sie- 
bie, bo sami jesteśmy panami swych losów. Niech oświe- 
ceni nie unikają służby publicznej, niech intryganci nie 
ją.trzą, niech nie bierze góry prywata. "Widzicie dziś los 
mój - kończył - sądźcie, czy o inną starałem się korzyść 
lub o inne zaszczyty, prócz tego, żebym w oczach waszych
>>>
. 


-233- 


tak w sprawach publicznych jak i w życiu prywatnem 
był bez zarzutu..." 1). 
Jako członek Komisji Edukacyjnej zjeżdżał Oraczew- 
ski kilkakrotnie do Krakowa. Pierwszy raz w r. 1781 dla 
śledztwa \v sprawie zatargu o dobra bieńczyckie między. 
biskupem Sołtykiem a Kołłątajem, wizytatorem Akademji. 
Po raz drugi był komisarzeln śledczym w sprawie rachun- 
ków zakwestjonowanych przez Kołłątaja, już jako rek- 
tora, a po raz trzeci przybył z Hołowczycem, aby usunąć 
głośne nieporozumienia między Kołł
tajem a młodym pro- 
fesorem Akademji krakowskiej Janem Śniadeckim. 
W tychże latach wyjeżdżał kilkakrotnie do Francji. 
\V r. 1780 bawił w niej dla studjów naukowych, kształcił 
się w naukach przyrodniczych, chemji i fizyce, uczęsz- 
czał na \vykłady słynnego l\-Iahera, poznał bliżej Lavoisiera. 
'V r. 1781 wysłał go król dla zapoznania się z postępem 
górnictwa. Następna jego podróż do Francji przypadła na 
r. 1783. Wyjechał w sierpniu i ba wił do maja 1784 i w tym 
czasie informował Stanisława Augusta o wszystkiem, co 
się działo we Francji, a zwłaszcza w Paryżu. Pisał o że- 
gludze, o polityce, o kursach przyrodniczych, na które 
uczęszczał, o leczeniu elektrycznością, o literaturze, ma- 
larstwie, teatrze, architekturze, o handlu, kopalniach, edu- 
kacji publicznej, o obyczajach, o życiu towarzyskiem itd. 
'V śród powodzi tych wiadomości pokaźne miejsce zajęły 
.sprawozdania z postępu aeronautyki. Szeroko opisywał 
głośne ówczesne wzloty Montgolfiera, Charles'a i Blan- 
charda, który później (1788-1790) popisywał się swym wy- 
nalazkiem w Warszawie 2). 


1) "Zdanie" t.o wyszło osobno "kosztem Ign. Grolla, typo- 
grafa i bibIjopoli 1. K. M. Akademji krak. na Grodzkiej ulicy 
Nr. 14". 
I) Listy z tych lat Oraczewskiego znajdują się w archi- 
wum Czartoryskich. Na ich podstawie napisałem artykuł
>>>
. 


234 - 


.. 


W roku 1786 Komisja Edukacyjna wysłała Oraczew- 
skiego na wizytację Szkoły Głównej krakowskiej. Zale- 
cony listem Kołłątaja, przyjęty został w d. 19. maja "z wiel- 
kim ceremonjałem". Witał go Śniadecki, sekretarz Aka- 
den1ji. Rozpoczął wizytę uroczystem posiedzeniem, odby- 
wał ją "skrupulatnie i z wielką czynnością", jak świadczy 
Baliński (Pamiętniki o Janie Śniadeckim), "gładko", jak 
pisze Krzemiński. Akademja Umiejętności w III. tomie 
Archiwum do dziejów literatury i oświaty w Polsce, po- 
mieściła obszerną, bo 126 str. obejmującą "Wizytę Szkoły 
Głównej koronnej przez Feliksa Oraczewskiego". Jestto 
materjał niezwykłej wartości. Prócz tego w archiwum se- 
natu uniw. Jagiellońskiego znajdują się jeszcze trzy nie- 
wydane, należące do tej wizyty, kodeksy. 
Pra wdopodobnie sumienność Oraczewskiego w prze- 
prowadzeniu tej wizyty, skłoniła Komisję Edukacyjn
 do 
mianowania go rektorem Szkoły Głównej, przez co zosta- 
wał jednocześnie naczelnikiem oświaty w całej Koronie. 
Popierali go na to stanowisko Ignacy Potocki i Kołłątaj. 
Baliński twierdzi, że "przez zabiegi kobiet został zrobiony 
tym rektorem od Stanisława Augusta". Zobaczymy za 
chwilę z jakiego źródła Baliński zaczerpnął tę wiadomość. 
Urz
d rektora objął uroczyście w d. 3. października 
. 
1786. Kiedy Stanisław August powracał w r. 1787 z Ka- 
ni owa przez Kraków, Oraczewski witał go 17. czerwca na 
Zamku w todze aksamitnej karmazynowej, a 19. czerwca 
miał do niego mowę. Szkoła Główna przyjmowała króla 
uroczyście w d. 25. czerwca. Odpowiedź na powitanie 
Oraczewskiego, rozpoczął król słowy: "Godny Akademji 
krakowskiej rektorze... dałeś wzór sam z siebie, okazaw- 
szy już w poselskiej funkcji swojej dowody, że myśleć 


"Aeronautyka w korespondencji Stan. Augusta", umieszczony 
w "Tygodniku Illustrowanym" (1923).
>>>
. 


-235- 


cnotliwie i opowiadać swe n1yśli wymownie i przy nich 
, 
obstawać mężnie umiałeś w czasie najkrytyczniejszym, 
czego jestem świadkiem osobistym". Pochlebnie ocenia- 
jąc pracę profesorów, zachęcając ich do ciągłego doskona- 
lenia się w naukach, podnosił król z uznaniem, że sam 
rektor "lubo już mając nabytą sprawiedliwie w ojczyźnie 
reputację", jednak udawał się jeszcze za granicę, "nie 
z płonnej ciekawości", tylko dla nabycia większego zasobu 
wiedzy. Przy rozdaniu 26. czerwca w Szkole Nowodwor- 
skiej medali DiligenUae pięciu najlepszym jej uczniom, 
między którymi był i Andrzej Śniadecki, młodszy brat Ja- 
na, Stanisław August mówił młodzieży "jak wiele jest 
winna swym nauczycielom, a mianowicie jeneralnemu 
rektorowi, pod którego rządem z nauk korzystają", poczem 
oświadczył, że "chcąc przechować pamięć swych odwiedzin, 
postanowił przez najpilniejszych uczniów ozdobić orde- 
rem św. Stanisława JP. Oraczewskiego" (Gaz. Warsz.). Na- 
grodzeni przystą.pili do tronu, puszkę z orderem wręczył 
król młodemu Śniadeckiemu, z rąk jego odebrał order 
Oraczewski. 
Odtąd pełny urzędowy tytuł nadawany Oraczewskie- 
mu brzmiał: "JW. JP. Feliks z Przybysławic Oraczewski, 
kawaler orderu św. Stanisława, komisarz Edukacji Naro- 
dowej od Prześwietnej Komisji nad Edukacją narodowę. 
przełożonej, do Szkoły Głównej Koronnej delegowany wi- 
. 
zytator, wszystkich szkół i całego stanu akademickiego 
w Koronie Jeneralny Rektor i sędzia ordynaryjny". 
Protokoły obrad przechowane w archiwum senatu aka- 
demickiego świadczą pochlebnie o gorliwości Oraczew- 
skiego. W r. 1787 złożył on Komisji Edukacyjnej Raport 
o naukach i czynnościach Szkoły Głównej krakowskiej od 
l-go października 1786 do l-go października 1787. Ra.port 
ten bardzo sumienny "przjCz JW. Komisarza i Rektora 
o zaszczyt Akademji, o dobro kraju i nauk najtroskliw-
>>>
- 236 - 


'l 


szego" Rada Akademji do s\vego protokółu, "wcię,gn
ć po- 
leciła". Za jego rektorstwa opracowano księgę "Źródła 
funduszów Szkoły Główney Koronney Akade-mii krakow- 
skiey". Napisał na niej Oraczewski: "Ta xięga ułożona 
przez delegowanych do rachunków prokuratorji z roku 
1787 na 8-my JWp. Radwańskiego, profesora mechaniki 
y JMp. Przybylskiego, prefekta bibljoteki, za rz
du me- 
go - że za dokładność zasłużyła wdzięczność Szkoły 
Gł6wney wyznaię"... 
Nie wchodząc w szczegóły rządów Oraczeswkiego, za- 
notujmy tylko, że między innemi .wprowadził dwie uro- 
czystości akademickie, a mianowicie obchód rocznicy za- 
łożenia Akademji przez Kazimierza W. i "uwiecznienie 
-słodkiej pamiątki" pobytu Stanisława Augusta. Uwiecz- 
nienie to polegało na tern, że dwa razy do roku założony 
w tym celu przez Oraczewskiego Związek Filantropów, 
rozdawał na uroczystem posiedzeniu w amfiteatrze Nowo- 
dworskim nagrody "dla cnót czynnych i użytecznych spo- 
łeczności". Sprawozdania z tych posiedzeń Związku Fi- 
lantropów, instytucji dobrze pomyślanej i dobrze wprowa- 
dzonej, wychodziły osobno z mowami wygłoszonemi na 
nich przez profesorów Szkoły Głównej - stąd też można 
() Związku podać dość obszerną wiadomość, co jednak wy- 
padnie uczynić osobno, aby nie odbiegać od szczegółów 
z życia Oraczewskiego. 
O ile można s
dzić, pierwsze dwa lata jego rządów 
w Szkole Głównej upłynęły spokojnie-. Był zdaje się lu- 
biany, o czem może świadczyć choćby wiersz głośnego 
prof. Jacka Przybylskiego p. t. "Na imieniny J\Y. Imci Pana 
Feliksa z Przybysławic Oraczewskiego itd... 17. stycznia 
1788". W sonecie zatytułowanym "Wydźwiękiem" Przy- 
bylski kazał śpiewać Polimnji, że "dusza Feliksa... ludz- 
kość cenić, ojczyznę kochać nauczyła, rozumem osad na- 
szych sławę rozszerzyła i serc czystych ołtarze zyskała
>>>
- 237 


w Koronie". Ale "słaba pierś" Polimnji "zasługom nie 
wyrówna", więc idzie "wezwać siostry z Helikonu", aby 
"śmielej go z dowcipniejszych orszakiem wychwalać". 
W dopisku "Do rodaków" Przybylski objaśniał, że po raz 
pierwszy ('1) do poezji polskiej wprowadza formę znanę. we 
Włoszech pod nazwą Suonetto, a we Francji Sonnet. "Wy- 
dźwięk" jest pierwszem "nieśmiałem naś]adowaniem no- 
\vego rodzaju, z szczerem usiłowaniem oddania spra wie- 
dliwości zasłudze obywatelskiej"... 
Nagle z powrotem Śniadeckiego z Anglji, gdzie dłuż- 
szy czas przebywał, rozpoczęły się w Akademji niepokoje. 
Śniadecki w życiorysie Kołłą.taja tak o tern pisze: "Przy- 
słano do Akademji człowieka skąd inąd zacnego, ale nie- 
obeznanego z tym rodzajem pracy i zatrudnień, pełnego 
próżności i fałszywych o naukach myśli..., który sprawił 
wiele zamieszania i niezgody w zgromadzeniu, dla siebie 
zaś wiele zmartwienia i przykrości". Balińskf entuzja- 
stycznie usposobiony dla śniadeckiego (był żonaty z jego 
bratanką) dolewa sosu do tej opinji i z lekceważeniem od- 
zywa się o Oraczewskim. Baliński to wynalazł owę. goło- 
słownie- zaznaczoną protekcję kobiet. Nie wstrzymuje się 
on nawet od żartów "z długiej i cienkiej postaci" Oraczew- 
skiego. "Zresztą - pisze - nieźle ulniał po francusku, 
co wtenczas niezmiernie popłacało, był dobrym, jak na- 
zywają, człowiekiem - i to były jego zalety.'. Krzemiń- 
ski nietylko ślepo poszedł za zdaniem Balińskiego, ale- 
jeszcze ze swej strony dosolił Oraczewskiemu. 
Mało o tem wiemy, jakie to były zamieszania i nie- 
zgody, które sprawił "człowiek skąd inąd zacny". Zapewne 
w aktach Komisji Edukacyjnej znalazłyby się bliższe 
szczegóły. Wiemy tylko, że zpoczątku stosunki Oraczew-" 
skiego ze Śniadeckim były bardzo przyjazne, jeżeli Ora- 
czewski w listach do niego do Anglji pisanych nazywa 
go "kochanym Śniadesiem", ale po powrocie z Anglji Śnia--
>>>
-238- 



 


desio stanął w szeregach opozycji przeciw Oraczewskiemu. 
Doszło do tego, że mu otwarcie walkę wypowiedział. Kiedy 
Oraczewski "dał- się nakłonić", aby ks. Trzciński, profe- 
sor fizyki, wielki "oryginał" został prezesem Kolegjum fi- 
zycznego, Śniadecki Trzcińskiego uważaj
c za zero, roz- 
począł przeciw Oraczewskiemu kampanję na wielk
 skalę. 
Posyłał skargi na niego do Komisji, sam jeździł do War- 
szawy z men10rjałem opozycjonistów, przez siebie napi- 
sanym. l\Htygował go ksi
żę prymas, prezes Komisji, mi- 
tygował jej członek Hołowczyc. Prymas wzywał Śniadec- 
kiego listownie, "z praw prezydują.cego i z praw biskupa", 
aby oddawał winne rektorowi uszanowanie. "Człowiek 
światły i uczony - pisał do Śniadeckiego - ma czem 
się bawić słodko w naukach, nie trując sobie i innym cza- 
su w powtarzaniu lub protegowaniu zawsze niemiłych 
i nigdy nieużytecznych kabał". Prymas mówił do Hołow- 
czyca, że "trzebaby puszkę zrobić i składać do niej listy 
Śniadeckiego, aby potomność wiedziała, do jakiego sto- 
pnia były zuchwałe". Kiedy Śniadecki przybywszy do 
Warszawy, prosił o audjencję u prymasa, ten mu odpi- 
sał, że dla słabości zdrowia nie może mieć konferencji, 
"zechcesz mnie więc WPan uwolnić od tej fatygi". Zresztą 
może Śniadecki swe desideria wnieść do Komisji, byleby 
"w przyzwoitych wyrazach te czynione były przedłożenia". 
W niewydanych protokółach obrad Szkoły Głównej 
znalazłem też dowody, do jakiego stopnia dochodziło za- 
.cietrzewienie stron obu. Protokoły te mówią o "nikcze'm- 
nych sporach", o "nagannej emulacji i hydnej osobistości". 
Opozycjoniści nie przychodzili na posiedzenia - "zamiast 
obrad czynili schadzki pod prezydencją innej osoby, przez 
siebie wybranej". Protokół z 29. czerwca 1789 zaznacza, że 
opozycjoniści opuszczają lekcje) a na wet bez opowiedze- 
nia się wyjeżdżają. "Śniadecki od kilku dni bez upowQŻ-
>>>
-239- 


nienia wyjechał, nie dokończywszy czasu naukom prze- 
pisanego" . 
Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Śniadecki był bardzo 
kłótliwy (sam przyznawał "drażliwość" w swym charak- 
terze), że znane są liczne jego zatargi, jak np. z Kołłątajem 
i Czackim, że sam Baliński przyznaje jego "zuchwałość 
w zdaniach i wyrażeniach przeciw naj ,,:yżej położonym 
osobon1" - to łatwo zrozumiemy, iż trzeba bardzo kry- 
tycznie przyjmować opinję znakomitego mate'matyka o Ora- 
czewskim. Śniadecki przytem w sądach swoich był nie- 
słychanie apodyktyczny, decydująco rozstrzygał nawet 
o rzeczach, na których się nie rozumiał. 
.. 
Zdaje się, że owe zajścia wypływały z "urządzenia" 
Akademji. Sam autor tego urządzenia, Kołłątaj, zauważył 
już pod koniec swego rektorstwa w Krakowie, że Rada uni- 
wersytecka, w której skład wchodzi całe grono profesorów 
i emerytów, zamienia się w sejmik uniemożliwiający rzą- 
dy w Akademji i niepotrzebnie odciągający profesorów 
od zajęć fachowych 1). 
Ostatecznie Oraczewski ustąpił z rektorstwa. Może to 
było zwycięstwo opozycjonistów, a może on sam z powodu. 
"zmartwień i przykrości" (słowa Śniadeckiego) prosił 
o zwolnienie go z obowiązków. A może (i to najprawdo- 
podobniej) Komisja Edukacyjna, chcąc położyć koniec za- 
targom, wprost skorzystała z obowiązujących "Ustaw" 
i przywróciła profesorom prawo wyboru rektora ze swego 
"grona. Został nim ks. Józef Tomasz Szabel, archidjakon 
kollegjaty św. Anny. Czy ten długoletni wydawca kalen- 
.darzy krakowskich był lepszym niż Oraczewski - można 
wątpić. "Skutki błędów" urządzenia Kołłątaja, pisze To- 
karz, "ukazały się już za Oraczewskiego", (I. 257), a więc 


l) Tokarz: Ostatnie lata Kołłątaja II. 121.
>>>
-240- 


'! 


trwały dalej. śniadecki, co mu się zresztą słusznie nale- 
żało, został po Trzcińskim prezesem Kolegjum fizycznego. 
W r. 1790 podczas sejlnu 4-letniego Oraczewski wydał 
"List do przyjaciela z \Varszawy". Listu tego w bibljote- 
kach krakowskich nie znalazłem, ale prof. Dembiński pi- 
sze, że "świadczył on o duchu obywatelskim i trzeźwości 
sądu" . 
Kiedy przygotowywano ustawę 3. maja Ignacy Potocki 
z Chreptowiczem skłonili króla, że wysłał Qraczewskiego 
do Paryża jako "posła extraordynajnego i ministra pełno- 
mocnego". Krzemiński gromi go bez litości za to, że nie 
zdołał uzyskać pomocy Francji w r. 1792, kiedy l\tloskwa 
wkroczyła do Polski. Pretensje zabawne. Francji ani się 
śniło chcieć pomagać Polsce. Posłowi jej w Warszawie 
już przedtem kazano nawet "unikać wrażenia", że Francja 
chce wziąć udział w wewnętrznych lub zewnętrznych spra- 
wach polskich. Francja zresztą miała wówczas tyle wła- 
snych kłopotów na głowie, a oprócz tego musiała stanąć 
do orężnej :rozprawy z koalicją, że trudno się dziwić, iż 
nas zbywała frazesami. Wszak nieco później ani dzielny 
i wymowny Barss, ani nawet Kościuszko wysIany przez 
"exulantów" nie mogli uzyskać żadnej pomocy ze strony 
Francji. 
O poselstwie Oraczewskiego pisał obszernie prof. Bron. 
Dembiński w "Kraju" petersburskim (1901 dodatek: Sztuka 
i życie) na podsta\vie jego korespondencji przechowanej 
\v archiwum Popielów w Krakowie. 
Po drugim rozbiorze Oraczewski zniknął zupełnie z wi- 
downi. Niema śladu. co się z nim stało. Umarł podobno 
w r. 1805. 


* 


* * 
Już po napisaniu tego szkicu biograficznego, prof. Ko- 
nopczyński ogłosił wyjątek z nieznanej w Polsce VI. czę- 
ści pamiętników Stanisława Augusta.
>>>
241 - 


Król opowiada, że na tygodniowych obiadach przed- 
stawił swój plan utworzenia Komisji Edukacyjnej. Stani- 
sław August podaje się zatem za jej inicjatora. Jestto bar- 
dzo prawdopodobne i jestto zarazem w zgodzie z uwagę. 
moją, że "gdybyśmy mieli ślad bliższego znoszenia się Ora- 
czewskiego z królem, możnaby przypuszczać, że i projekt 
Edukacji Narodowej wypłynął z rozmów między nimi pro- 
wadzonych" . 
Nie zmniejsza to w niczem zasługi Oraczewskiego. Co 
więcej, król mówił o swoim "planie" już po kasacie J ezui- 
tów, a Oraczewski wygłosił swIJ. mowę przed tę. kasatę.. 
Stąd wniosek: Oraczewski pierwszy myśl rzucił, a król ją. 
w swym planie rozwiną.ł. Wykonał zaś - Chreptowicz. 


DODATEK DO ORACZEWSKlEGO. 
"F I LA NT R O P I" K RAK O WS C Y. 


"ZagadkIJ. jęst - pisze Krzemiński - tytuł wierszo- 
wanki Jacka Przybylskiego: Na imieniny JW. Feliksa Ora_ 
czewskiego, autora Zwię.zku przyjaciół Ludzkości". Do- 
wodzi to najlepiej, jak nieprzychylny Oraczewskiemu jego 
biograf n1ało sobie zadawał trudu, aby zapoznać się do- 
kładnie z jego działalnością., nic bowiem w tym tytule nie 
masz zagadkowego. "Zwią.zek" taki istniał, a Oraczewski 
był jego założycielem. Już w r. 184ć Józef Muczkowski po- 
dał "Wiadomość" o tem Towarzystwie filantropijnem (Dwu- 
tygodnik literacki, Kraków, t. I.) - a gdyby nawet i tej 
"wiadomości" nie było, moglibyśmy się o niem dowiedzieć 
z gazet ówczesnych, z kilku pism ulotnych (Obwieszczenia, 
Doniesienia, Projekt Związku filantropów itd.), a wresz- 
cie z wydanych drukiem trzech obszernych mów, wygło- 
szonych na uroczystych posiedzeniach Zwią.zku. 


Szkice literackie. 


16
>>>
- 242 .- 


."! 


Towarzystwo to powstało "ku uwiecznieniu słodkiej 
pamiątki bytności w województwie krakowskiem Stanisła- 
wa Augusta, Króla Dobrego, podług projektu JW. P. Fe- 
liksa Oraczewskiego", jak się wyraża w tytule swej "Mo- 
wy" Jacek Przybylski, głośny w swym czasie rymopis, 
łi1ówca, polyglota, tłumacz, bardzo ale i ciężko uczony 
profesor starożytności i bibljotekarz Akademji krakowskiej. 
Oraczewski zawsze szczerze oddany królowi, któremu zresz- 
tę., jak wiemy, na polecenie Ignacego Potockiego i Kołłątaja, 
zawdzięczał swój rektorat Akademji, pragnął pobyt Sta- 
nisława Augusta w Krakowie w r. 1787 uwiecznić w spo- 
sób- trwały i pożyteczny. Ogłosił więc drukiem "Projekt 
Zwią.zku Filantropów, uwieczniający" itd. i rozesłał go 
wybitniejszym obywatelom z wezwaniem, aby wnosili 
ekładki na utworzenie funduszu, który corocznie rozdzie- 
lany będzie między rolników,- rzemieślników, ,służą.cych 
itp., odznaczających się pracowitością, pilnością., zręczno- 
ścią, a jednocześnie życiem bogobojnem i uczci_wem. 
Oraczewski nie był wynalazcą nagrody za cnotę. Wie- 
my, że kilkakrotnie jeździł do Pary-ża w latach 1780-1784, 
a w tym właśnie czasie znany ekonomista i pUblicysta 
Antoni Jan Robert Auget baron de Monthyon (piszą. go 
i Montyon), kanclerz hrabiego Artois, brata królewskiego, 
ustanowił kilka fundacyj, a między nimi jedną nazwaną 
przez niego nagrodą. cnoty (prix de vertu l). Oraczewski 
przeszczepił zatem pomysł gotowy, ale zastosował go do 
potrzeb i warunków miejscowych. Nie był w możności sam 
dać kapitału, a więc stworzył Towarzystwo filantropijne. 
Widząc trudności zebrania odraz u funduszu, którego od- 


l) Montyon między r. 1780-1787 stworzył 6 fundacyj, każda 
po 12 tysięcy franków, z których odsetki przeznaczył na cele 
filantropijne i naukowe. Na też same cele zapisał \V testamen. 
cie znaczną część swego majątku. Nagrodę cnoty do dziś dnia 
rozdaje Akademja francuska.
>>>
-243- 


setki wystarczyłyby na nagrod
, a z drugiej strony prag- 
nąc, aby każdy według możności mógł się przyczynić do 
dobrego czynu, nie oznaczał wysokości rocznej wkładki, 
ale prosił, aby mniej niż dwa dukaty nie składano. 'V sali 
Jagiellońskiej wyłożono księgę dla zapisują.cych się do 
Związku. Na składki przeznaczył Oraczewski zapieczęto- 
waną i trzema kluczami zamkniętą. skarbonę. - Pierwszy 
klucz powierzał osobie duchownej, drugi obywatelowi wo- 
jewództwa, a trzeci jednemu z akademików. Uroczyste, 
doroczne rozdawanie nagród miało się stale odbywać 
w ostatnią niedzielę przed św. Janem Chrzcicielem, któ- 
rego pamiątkę obchodzi Kościół 24. czerwca; szło tu o za- 
znaczenie rocznicy pobytu króla, który 17. czerwca przybył 
na dwutygodniowy pobyt do Krakowa. 
Ponieważ jednak trzeba było kuć żelazo póki gorące, 
\vięc nie czekał Oraczewski aż do czerwca 1788, ale na 
pierwszą uroczystość rozdawniczą przeznaczył ostatnią. 
niedzielę r. 1787. 
Zapisanych wówczas do Związku Filantropów było 
osób 27. Znajdujen1Y rrtiędzy nimi przeważnie profesorów 
Szkoły Głównej, pozatem kijku księży (dwóch kanoników 
Sierakowskich), podkomorzego krakowskiego Michałow- 
skiego, starostę brzegowskiego Jacka Kluszewskiego, za- 
łożyciela stałego teatru w Krakowie, wojskiego Chwali- 
boga, radnego miasta i konsyJjarza .J. JC 
1., Kasparego 
i cztery damy, jako to: Potocką z Sapiehów, starościnę 
Duninową, Annę Oraczewską, żonę rektora i Helenę Czer- 
wiako\vską, żonę profesora chirurgji i sztuki położniczej. 
Listę tych członków, ułożoną alfabetycznie, otwierał "Sta- 
nisła w. August, Król", który u\viadomiony o "projekcie" 
nietylko mile go przyjął, ale zażą.dał, aby imię jego między 
członkami było umieszczone. 
Na tydzień przed uroczystością. Filantropi zbierali się 
na narady, komu przeznaczyć nagrody. Poprzednio każdy 
16-
>>>
"! 


- 2M - 


.. 


z nich miał prawo przedstawić kandydatów, kandydaci ze 
swej strony obowią.zani byli dostarczyć wiarogodnych 
świadectw o swojem przykładnem prowadzeniu się. Z rol- 
ników mieli pra wo ubiegać się o nagrodę mieszkający 
w trzymilowem promieniu od Krakowa. Służba obojej 
płci musiała złożyć świadectwo 20-letniej wierności i zręcz- 
ności w uSługach. 
Dnia 30. grudnia 1787 miał zatem Kraków "tkliwe wi- 
dowisko w pierwszem obchodzeniu uroczystem Zwią.zku 
Filantropów". Przeznaczeni do nagrody spowiadali się 
rano w kościele św. Anny. Następnie ks. Wacław hr. Sie- 
rakowski, kanonik katedralny, głośny muzyk, literat, me- 
cenas przemysłu, filantrop, odprawił wotywę "z muzyką" 
i udzielił Komunji wybranym. Po Mszy udali się oni do 
gimnazjum Nowodworskiego, gdzie przybywających witało 
"brzmienie trąb i kotłów". Nad bramę. czytali złotarni li- 
terami napis: "Nadgroda Cnót Czynnych i Użytecznych 
Społeczności" . 
"Amfitejatrum" Nowodworskie zastali przepełnione. 
Zasiedli miejsce obok stopni tronu, na którym umiesz- 
czono portret Stanisława Augusta. "Nim nacisk gości 
zgromadzonych znalazł spokojne umieszczenie", przygry- 
wała muzyka, "po której zakończonej zaczQl mówić o użyt- 
kach Filantropji we wszystkich stanach J. Pan Przy- 
bylski"... 
We wszystkich stanach? Tak jest. Pan Jacek po od- 
daniu hołdu Królowi Dobremu (takę. go nazwę. stale ob- 
darzał), zaczą.ł naprzód per longum et latum dowodzić, że 

,nie każdy filozof, nie każdy republikant, nie każdy pa- 
trjota, nie każdy kosmopolita zasługuje na nazwę filan- 
tropa", a następnie podawszy ogólny obraz filantropa 
I przeprowadzi wszy różnicę między nim a "człowiekiem 
obojętnym", przeszedł do wykazania, jak w każdym sta- 
nie objawia się filantropja, jak j'ł uprawia filantrop król,
>>>
-245- 


filantrop kapłan, filantrop sędzia, filantrop żołnierz, fi- 
Jantrop nauczyciel, filantrop lekarz, filantrop bogacz. Każ- 
dy z nich osobno jest szczęśliwy, - a jakże dopiero jest 
szczęśliwa "cała familja szlachetnie czułych filantropów'!" 
Przedstawiwszy szczegółowo obraz takiej rodziny, pan Ja- 
cek prowadził swych słuchaczy ścieżkami filantropa, wy- 
kazywał, jak wchodzi pod dachy najlichszych lepianek, 
aby "szpiegować szlachetnie, gdzie płacz skrapia suchar 
osieroconego pracownika, gdzie nędza strzeże wrót wsty- 
dliwej cnoty". To znów prowadził filantropa do ludzi 
skromnych, choć utalentowanych lub zasłużonych, ale gi- 
nących w zapomnieniu, bez poparcia, a giną.cych dlatego, 
że się nie narzucają., bo "podstępy, nad skoki i płozy by- 
wają. powszechnie cechą. dusz nikczen1nych, a przynaj- 
mniej bardzo średnich". I wiele takich prawd jeszcze wy- 
powiedział nasz profesor starożytności, który jednak sam 
nie okazał filantropji względem swych słuchaczy, bo ich 
męczył potokiem swej elokwencji. Mowa jego musiała 
trwać ze dwie godziny, gdyż zdołał ję. zmieścić zaledwie 
na 18 kartach druku in 4-to (kartach, nie stronicach). Do- 
stało się w niej za swoje nieużytym bogaczom, egoistom, 
próżniakom, kłamcom, pijakom - natomiast w pełnej 
i zresztą. zupełnie zasłużonej chwale, ukazały się praca 
i cnota, znajdują.ce "dziwicielów i nawróceńców". 
"Co za chwała dla województwa krakowskiego - cię.- 
gnął dalej Przybylski - co za chwała dla zobowią.zanej 
Królowi Dobremu prowincji, gdzie Obywatel Filantrop 
i Rzą.dca nauk w Koronie, podał myśl dzielenia nagród 
między pracowników cnotliwych i znalazł w współobywa- 
telach i współobywatelkach równie szlachetne umysły, jak 
.czułe serca... Co za chwała dla obywatelów krakowskich, 
gdy odtąd dzienniki głosić będą Europie, że Król Dobry 
. czczony był od nich nie przez pełne kielichy, nie przez 
zbytkowne obiady, lecz przez obchody uroczystości Filan-
>>>
-246- 


.I! 


tropów" ... \Vkońcu mówca zwracał się po kolei do każ- 
dego z wybranych, wymieniając, przez co nabyli prawa 
do nagrody... 
Po ukończonej mowie trzy uproszone damy, będące 
członkami Związku: Potocka, Duninowa i Oraczewska 
"otworzyły kasę i. odrachowały pUblicznie na stole 9 losów 
dla 9 osób", które Przybylski przywoływał do odbioru 
z rą.k dam nagrody. Po 216 złotych otrzyn1ały osoby "już 
zasłużone": rolnik, młynarz, pasiecznik, cieśla, pomocnica 
połogów i sukiennik, a po 108 złp. dwie młode cnotliwe 
prządki w fabryce sukiennej, które zachowywały się przy- 
kładnie, celowały w robotach i pouczały swe rówiennice 
użytecznej pracy"... 
.. 
Następnie do nagrodzonych przemówił Oraczewski, 
wzywając ich, aby publicznie przyrzekli, że będą trwali 
w cnotach i będą innych odwracali swym przykładem 
od nałogów pijaństwa i próżnowania. "Każda z osobna 
osoba dawała mu rękę na zaręczenie przyrzeczenia". 
W dalszym ciągu "autor projektu" zawiadomił, że 
'v kasie "tegorocznej" Związku zostało jeszcze 22 czer- 
wone złote, a że Związek "ma różne zamiary tyczą.ce się 

 
dobra ludzkości", przeto doniósł o dwóch projektach w "za- 
myśle bardzo istotnych dla miasta". Oto zarzą.d diecezji 
chce wyprowadzić z miasta cmentarze, tak szkodliwe zdro- 
wiu i "czeka tylko funduszu Przyjaciół Ludzkości na ob- 
murowanie cmentarza generalnego w polu". Drugim pro- 
jektem "chce się zatrudnić pełna cnót chrześcijańskich 
i obywatelskich J. Pani Starościna Olbromska", zebrała już 
bowiem "z własnego dochodu i z dołożenia się ks. Pry- 
masa Poniatowskiego znaczną. kwotę na ułatwienie ścieku 
tych brzydot z pośród miasta, które są przyczyną. chorób 
i nieczystego powietrza w Krakowie". Prosił więc Ora- 
czewski, aby członkowie Zwią.zku przeznaczyli pozostałą;. 
kwotę po połowie na te oba cele. Gdy nastą.piła zgoda, za-
>>>
{ 


- 247 - 


kończył się "ten pierwszy obrządek, gdzie prawo równości 
natury, wrócone użytecznym ludziom, dało widzieć rolni- 
kó\v pracowitych, siedzą.cych obok z własnymi panami 
i industrją. pierwszych potrzeb, pochwałą. i nadgrodą. za- 
szczyconą". "Przystojność, okazałość i porzą.dek tej uro- 
czystości - pisze współczesna "Gazeta Warszawska" - 
godne było pióra Przyjaciół Ludzkości i pendzla wiernych 
naśladowców naj tkliwszych epok natury i społeczności"... 
"Obrzą.dek" drugiego rozdawania nagrod odbył się już 
zgodnie z projektem w d. 22. czerwca 1788. CerenI0njał był 
taki, jak za pierwszym razem. W opisie "Gazety War- 
szawskiej" znajdujmy zaledwię parę drobnych, nowych, 
albo może tylko przeoczonych poprzednio szczegółów, jak 
np., że wybrani mieli przypięte do lewego boku bukiety 
z róż i innych ogrodowych kwiatków, lub że od portretu 
Dobrego Króla (nazwę tę stale już powtarzano) "spadała 
girlanda z kłosów, polnych kwiatów i Jiścia dębowego 
uwita, która trzYlnała dziewięć wieńców, oznaczają.cych 
liczbę obraną. do nagrody". Główna różnica między pierw- 
szynl a drugim obrządkiem polegała na osobach. Mszę 
celebrował ks. prof. Idatte, n10wę wygłosił Imć Pan Fi- 
jałkowski, "katedrę literatury w Akadelnji zastępują.cy", 
pieniądze odrachowywał młody ks. Roman Sanguszko, 
uczeń Akademji 1), a nagrody wręczała rektorowa Ora- 
czewska. Otrzymało je dwóch rolników, żołnierz, ogrod- 
nik, cieśla, posługacz chorych w szpitalu, stolarz, drukarz 
i uczeń szkół krako\vskich. Żołnierz Gołowski służył 
przykładnie w reghnencie od lat 2ś, bronił odważnie na- 
padniętej Kasy publicznej, ocalił życie oficera i choć ranny 
"nie przestał jednak do ostatniego się odstrzeliwać"; po- 
lecił go jenerał Józef \Vodzicki, późniejszy towarzysz Ko- 


1) Syn Józefa, marsz. w. litewskiego i Anny Cetnerównej, 
w-dzianki poznańskiej.
>>>
\ 


- 248 


-ł 


ściuszki, poległy pod Szczekocinami. Drukarz Tomasz 
Patorski czterdzieści lat pracował w drukarniach krakow- 
skich; bogobojny, trzeźwy, był uważany w mieście "za naj- 
doskonalszego w tej sztuce". Ale czemże mógł się zasłużyć 
Jan Mazurkiewicz, młodzieniec z Kozienic, na naukę chi- 
rurgji do Krakowa przysłany? Oto, gdy stoją.c nad Wisłę., 
ujrzał na drugim jej austrjackim brzegu toną.cych dwóch 
synów obywatelskich, "rzucił się w rzekę, którą. całą prze- 
bywszy, gdy pędem gwałtownej wody porwanych, a już 
na dnie Wisły osadzonych widzieć nie mógł, płyną.c pod 
wodę pilnie ich szukał", wreszcie przy pomocy Tomic- 
kiego, burgrabicza krakowskiego, również ucznia szkół 
krakowskich na brzeg polski wycię.gną.ł i otrzeźwionych 
oddał życiu". 
Mowa Fijałkowskiego była krótsza od grudniowej 
Przyb
Tlskiego, ale też niezmiernie "pakowna". Czego bo 
w niej nie było! Naprzód pochwały dla króla, potem 
traktat "o duchu gorliwości oświeconej względem wła- 
snego kraju". łvlówca przechodził rozmaite działy pracy 
publicznej i wzkazywał co ten "duch" uczynić dla nich 
może. Wspominał o duchu Greków, Persów, Holendrów, 
Angljków, Szwedów, Szwajcarów. Były w tej mowie 
i Chiny, był Sully i Kolbert, "sławni w celu ekonomiki 
krajowej". Ale po co szukać obcych przykładów? Przy- 
taczał więc zasługi obywatelskie przyszłego Targowicza- 
nina Szczęsnego Potockiego. Mowca przypominał Spartę, 
Koriolana, Sobieskiego, Chrzanowskiego, obrońcę Trembo- 
wli, jako przykłady cnoty obywatelskiej, miłości dobra pu- 
blicznego, "które to czucie tak szlachetne i miłe jest du- 
szą. republikańskiego rządu, którego poddani w mo nar- 
chjach mało co znają., a rządu despotycznego niewolnicy 
nigdY" . 
Trzecia uroczystość rozdawnicza o takim samym pro- 
gramie odbyła się 21. czerwca 1788. Rozdawczyniami na-
>>>
249 - 


gród były: 8-letnia Kasia Sołtykówna, stolnikówna san- 
domierska i "JPanna Wiktorja Puszetówna, starościanka 
zawichostka", mają.ca lat 7. "Stosowną. dyssertację" czy- 
tał znów Jacek Przybylski, który, jak się sam wyraża, 
"dorysowywał obraz filantropa'" przez siebie przed. pół- 
tora rokiem zaczęty. Nie obyło się oczywiście bez Ko- 
drusa, Numy, Tytusa itd., ale znów przyznać należy Przy- 
bylskiemu, że przemawiał z serca, zwłaszcza gdy gromił 

goizm. Ba, był nawet taki
 demokratą., że oddają.c po- 
chwały jednemu z nagrodzonych, Wójtowiczowi, kmiot- 
kowi z Bronowic, który własną. pracę. i zabiegliwością. do- 
szedł do znakomitych wyników w gospodarstwie, ośmielił 
się powiedzieć, że \V ójtowicz w Chinach za swe cnoty 
i prace zostałby mandarynem I. klasy. Przy sposobno- 
ści Przybylski podniósł zasługi tych, co stają. w obronie 
ludu wiejskiego, wielbił Kołłą.tajowskie "Listy Anonyma" 
i wymienił Oraczewskiego, który "w swoich radach (jako 
poseł) projektach i rzę.dzie domowym pomimo wszelkie 
przeszkody, najwięcej dystyngwował zawsze rolnika, a któ- 
rego projekt o Filantropji dopełnia słaWy tego męża, już 
z wielu innych zalet powszechnie ugruntowanej"... 
Pomiędzy nagrodzonymi znajdował się Marcin Ora- 
czowicz, "dziadek", przy kościele Marjackim "przytułek 
n1ający". Nie jest on z tych dziadków - mówił Przybyl- 
ski - "profesjonistów tułaczów, co całe życie się wł6czę.c 
i jałmużny żebrzą.c, nic dla społeczności nie czynię.... ale 
z klasy tych poczciwych emerytów w towarzystwie Iudz- 
kiem, którzy przepędziwszy wiek swój do lat zgrzybia- 
łych na pracach chwalebnych i pożytecznych... maję. prawo 
żywić się kosztem publiczności..." Oraczowicz był pasa- 
monikiem "zaszczyconym miejstwem krakowskiem" - 
nie chcąc na starość próżnować, posługuje kościołowi"... 
Marcin Oracewicz? Ależ to imię znane, można nawet 
powiedzieć historyczne. Wszak na szyi Rondla Bramy Flo-
>>>
-250- 


rjailskiej umieszczono w naszych czasach tablicę z napi- 
sen1: "Dnia 22-go czerwca 1768 roku Marcin Oracewicz, 
mieszczanin i pasan10nik krakowski, strzałem z murów 
miasta zabił pułkownika rosyjskiego, skutkiem czego Ro- 
sjanie dnia tego od miasta odstę.pili". Wszak kiedy syna 
jego zapisano w poczet mieszczan krakowskich, dodano 
przytenl, że był synmn "pasamonika Marcina Oracewicza - 
patrjoty". \Vszak o tym Oracewiczu napisał dr. A. Chmiel 
osobną. broszurę (I. tomik Bibljoteki krakowskiej). Bio- 
graf nie wie, kiedy Oracewicz umarł i przypuszcza, że- .. 
koło r. 1780, bo w r. 1787 niema go już wymienionego 
w spisie majstró\v pasamoniczych. Tak jest, nie było go 
w spisie, bo był już wówczas dziadkiem przy kościele. 
Zapomnieli o nim bracia-mieszczanie, dopiero przypom- 
niał go im Zwią.zek Filantropów. W sprawozdaniu "Gaz. 
Warsza wskiet' czytamy: "Rozrzewnił wszystkich starzec- 
sędziwy, mieszczanin krakowski, siwą. brodą. po pas opa- 
dającą, wspaniałe wyobrażenie weterana zasłużonego 
\v społeczności, który póki mógł, praco\vał w rzemiośle, 
. C1 dziś przeszło lat 80 mają.cy, nie chce jednak być nieuży- 
tecznym i kościelnej usługi w parafji pilnuje". \Vłaści- 
wie więc nie był to dziadek, ale kościelny. 
Zakończeniem trzeciej uroczystości Zwią.zku było 
oświadczenie Oraczewskiego, że kasa przeznacza nadto 
12 czerw. złotych na honorarjum patronowi, który podej- 
mie się prawnej obrony sierot, pozbawionych możności 
"windykowania mają.tków własnych z rę.k łakomych uzur- 
patorów i przez to są. w niemożności sposobienia się do 
użytecznego w społeczności życia bą.dź w rolnictwie, bą.dź 
w rzemiosłach, bą.dź w handlu". 
Jak widzimy, Związek filantropÓw nie poprzestawał 
na nagrodach cnoty i pracy, ale starał się i na innych 
polach nieść usługi społeczeilstwu - dbał.o sieroty, przy- 
czyniał się do zdrowotności miasta. Gdyby się rozwiną.ł,
>>>
- 251 - 


gdyby za jego przykładem powstały podobne Związki w in- 
nych ogniskach życia społecznego, byłby krajowi pożytek, 
a jemu chwała. Niestety, jak wiemy, rządy Oraczewskiego 
w Akademji spotkały się z gwałtowną opozycją, na któ- 
rej czele stał Jan Śniadecki. Rektorat po Oraczewskim 
objął ks. Józef Tomasz Szabel, kanonik katedralny płocki, 
profesor wyroków wiary, wydawca od r. 1761 kalendarzy 
krakowskich "polsk.ich i ruskich", autor "Konjunktury 
astrologicznej generalnej z konstellacij asferyzmów" (1767) 
i kilku łacińskie h oracyj i dyssertacyj (De diligentia ora- 
tio, Dissertatio de natura IUlllinarum etc.). Nowy rektor, · 
pomimo, że należał do Związku Filantropów, 
ie postarał 
się o utrzymanie go przy życiu. Zwią.zek z Orac1ewskim 
powstał, z Oraczewskhn upadł. 
Po części winien telllU był sanI Oraczewski przez nie- 
praktyczne urządzenie Związku. Zamiast założyć Towa- 
rzystwo, mające stałych członków, on, o ile widzimy ze 
spra wozdań, co roku osobno zbierał składki, a raczej wzy- 
wał do ich składania na ręce Przybylskiego. Naiwnością 
trąci "Obwieszczenie" z r. 1788, w
Tznające "ze skromno- 
ścią.", że "jeszcze niema skutków nagród", że "jeszcze 
próżniactwo, rozpusta i pijaństwo rażą oczy", ale "nie 
trzeba rozpaczać o poprawie" - a \vięc "przypomina się 
szczera chęć Filantropó\v ponawiania obrządku i że Imć 
Pan Przybylski podejnlie się chętnie składkę odbierać"... 
A więc szło o ponawianie, a nie o stałe istnienie Związku. 
Czyż Oraczewski sądził, że dość będzie jeszcze kilku "ob- 
rządków", a cały Kraków odrzeknie się próżniactwa, pi- 
jaństwa, rozpusty, wszelkich sprosności i nieczystości ciała 
i ducha? 
Tę dorywczość stwierdzić można na spisach członków. 
Z 27 zapisanych \v r. 1787 ubyło 6, a wśród nich obaj 
Sierakowscy, przybyło zaś 9, a między nimi Juljan Ursyn 
Niemcewicz, głośny poseł Linowski, hetmanowa Branicka,
>>>
- 252 


siostra Stanisława Augusta i słynna z cnót starościna 
Lanckorońska. Jako członek zapisany jest i "Korpus gar- 
nizonu krakowskiego". Z mowy Fijałkowskiego dowiadu- 
jemy się, że za przykładem jenerała Wodzickiego, szefa 
regimentu, "całe znakomite corpus officyerów" do Zwią.zku 
przystąpiło. 
W trzecim roku Zwią.zek liczył tylko 22 członków. 
Przybył tylko jeden, a więc ubyło 9. Zaprzysiężonej wiary 
Zwią.zkowi dotrzymywali jedynie profesorzy Akademji. 
Śniadeckiego między nimi nie było. 
. J eden z tych profesorów pragną.ł utrwalić byt Zwię.z- 
ku, zapisuj
c mu w swym testamencie kwotę na owe czasy 
wcale poważną.. Był nim ks. Józef Bogucicki, który w r. 
1787 podczas wizyty Stanisława Augusta w Akademji wy- 
głosił rzecz "O Husie i Hieronimie z Pragi". Wywołala 
ona niesłychane oburzenie wśród. duchowieństwa. "Kto 
wie - pisze uczony Józef Muczkowski - czy Bogucicki 
nie uległby był losowi Husa..., gdyby nie wpływy rektora 
Oraczewskiego, a nadewszystko światło dostojnego dyece- 

 zji administratora" (prymasa Poniatowskiego). "Oddaję- 
pisał Bogucicki w testamencie - w zupełne prawo i wła- 
sność... sześćset czerwonych złotych filantropijnemu usta- 
nowieniu. Chcę umierać z czułą. wdzięcznością. i z praw- 
dziwem uwielbieniem cnotliwego i głęboko oświeconego 
człowieka i obywatela JW. Felixa Oroczewskiego, komi- 
sarza edukacyjnego, rzą.dcy całego stanu akademickiego, 
autora tego tak pożytecznego zwię.zku. Niech cząstka mego 
pracowitego, a z ujmą. moich własnych wygód i nawet 
niektórych rzetelnych potrzeb dopełnionego zbiorku, przy- 
łoży się do uwiecznienia tak dobroczynnego ustanowienia 
w ojczyźnie mojej, której zawsze byłem gorą.cym miło- 
śnikienl, a nad której nieszczęśliwością. i niedolą. w sercu 
mojem tkliwie ubolewałem". Opiekunką. swego testamentu 
obrał Bogucicki Komisję Edukacyjnę.. Upraszał ję. "przez
>>>
-253- 


wszystkie naj świętsze obowią.zki", aby powagą. i wzięto- 
ścią. swoję. w narodzie dopilnowała jego zapisów, ,,aby 
mają.tek - mój - pisał - na który trzydzieści lat krwa- 
wym robiłem potem, na łup sępów, obce dobro szarpię.- 
cych i cudzą. pracą. żyją.cych nie poszedł"... 
Bogucicki, "mą.ż głębokiej nauki" (słowa Muczkow- 
skiego) budzą.cy podziw w Kołłą.taju wiedzą., zdolnościami
 
pięknym wykładem i językiem, oraz świetnem władaniem 
łaciną., umarł w r. 1798, a więc w 9 lat po upadku 
Zwią.zku Filantropów. Testamentu nie zmienił, a owe 
600 cz. zł. przez wiele lat były przedmiotem korespon- 
dencji różnych władz. Odzyskał je wreszcie w r. 1844 Se- 
nat Rzeczypospolitej Krakowskiej i miał je użyć tak, aby 
odpowiedziały celom fundatora, - ale w r. 1846 padła 
Rzeczpospolita, a co się stało z zapisem Bogucickiego, nie 
wiadomo. 


1923.
>>>
NAPOLEON W RYMACH POLSKICH 
o D 1 8 O 6 - 1 8 1 2. 


Sława genjalnego wodza republikańskiej Francji, a po- 
tem pierwszego jej konsula, przedzierała się wprawdzie 
_przez granice porozbiorowej Polski, ale nie mogła na jej 
ziemiach znaleźć echa w pieśni i wogóle w literaturze. 
Czujne oko trzech ojcowskich rzą.dów nie dopuściłoby do 
okazania choćby najIżejszej sympatji Bonapartemu i re- 
publice francuskiej, zwłaszcza, gdy Dą,browski, "jenerał 
lejtnant Rzeczpospolitej polskiej" wydał 1 Pluviose (20. 
stycznia 1797 r.) odezwę do Polaków, aby formowali lo- 
gjony polskie we \Vłoszech i bili się za "sprawę wspólną. 
wszystkich narodó\v, za wolność pol walecznym Bonapar- 
tym, zwycięzcą. Włoch" - podkreślają.c zarazem w swej 
odezwie, że "tryumfy Rzplitej Francuskiej są. naszą. na- 
dzieją. jedyną.", że n10że przy jej pomocy zobaczymy jesz- 
cze domy nasze, któreśmy z rozrzewnieniem porzucili". 
I właśnie wśród tych legjonów, pierwszy raz nazwi- 
sko Bonapartego zapisała pieśń polska i to pieśń nie byle 
jaka, bo ta, która się stała hymnem narodowym, wyzna- 
niem wiary patrjotów, pieśń przez Jat 120 krzepią.ca serca 
nadzieją., budzą.ca zapał wśród młodzieży, wyciskająca łzy 
z oczu starców. Druga zwrotka "Śpiewu legjonistów" 
brzmiała: 


Przejdziem \Visłę, przejdzicm Wartę, 
Będziem Po lakami:
>>>
-255- 


Dał nan1 przykład Bonaparte, 
Jak zwyciężać maIny... 
:Marsz, marsz Dąbrowski i t. d. 


W trzy lata później Kajetan Koźn1ian napisał "Odę 
na wojnę w roku 1800 ukończoną batalją pod Marengo". 
W tych rymach późniejszy wódz ostatnich klasyków po- 
równywał konsula Bonapartego z Jowiszem, który zgniótł 
dumne karki Tytanów. Ale oto i wszystko w całem pra- 
"\vie dziesięcioleciu pierwszych nadziei, przywiązanych do 
"tryumfów Rzeczypospolitej francuskiej". Niesłusznem bo- 
wiem wydaje roi się zaliczanie "poezji legionów" do poezji 
napoleońskiej, utwory te albowiem, jak n. p. Antoniego 
Goreckiego "Zdobycie wąwozu pod Samo-Sierra", lub Kan- 
torberego Tymowskiego "Dumanie żołnierza po Iskiego 
w starożytnym zamku lVIaurów nad Tagiem", albo po- 
,vstały znacznie później (w Dun1aniu niema nawet 
wzmianki o Napoleonie), albo też, choć napisane w owem 
dziesięcioleciu, zajmują się jedynie losem legjonów. Co 
więcej, Cyprjan Godebski, legjonista, który zginął później 
bohatersko pod Raszynem, pisząc swój ,,\Yiersz do legiów 
polskich" (""arszawa 1803 r.), poprzedza go uwagą: "Praw- 
da, że ich ofiara nie sprawiła innej rodakom korzyści 
nad chwałę - ale naród, coby był na ten upominek nie- 
czuły, nie jest godzien, żeby się nad jego litowano nie- 
szczęścien1" - a potem w samym "Wierszu" zwraca się 
do Francuzów z pełną goryczy apostrofą, wywołaną za- 
traceniem legjonów na San Domingo i przybraniem ich 
w obce mundur.y: 


Narodzie niewdzięczny, takaż twa wypłata., 
Byś na rzeź słał przyjaciół wśród obcego świata, 
Nadzieję matek zmieniał na rozpacz i trwogę'! 
Takąż nam do ojczyzny ukazałeś drogę?
>>>
-256- 



 


Chcą.c szukać pochodzą.cych z tych czasów rymów na- 
poleońskich, trzebaby się chyba zwrócić do starych szpar- 
gałów rękopiśmiennych i wyciągać z nich niedrukowane. 
i nieudatne wierszydła, które zapewne rozchodziły się- 
drogę. odpisów, ale nie przynosiły zaszczytu Muzie naro- 
doyej. Jeden z takich wierszy, napisany, jak widać z tre- 
ści, w roku 1805, a więc już za cesarstwa, przechowany 
w archiwach Akademji Umiejętności (rks. 1770), wyszedł. 
z pod pióra jakiegoś J. Z., może Zglińskiego, bo z na- 
zwiskien1 tern spotkamy się później, przeglą.dają.c naszą. 
"poezję Napoleońską.". Autor wielbił "cuda rzadkie w dzie- 
więtnastym wieku, znajdując wzór walecznych w jednym 
człeku - w, Bonaparte Francuzie". Dawne "hetmany" 
najeżdżali narody bez przyczyny i prawa - Francja na- 
tomiast ustala prawa świata. Gdy europejskie mocarstwa 
i Pany zmówiły się do zwalenia tego wolnego narodu, 
Bonaparte ich pogromił. Autor wylicza jego zwycięstwa 
i podnosi dą.żenie do wydarcia monopolu handlu mor- 
skiego z rą.k Anglji, która sama tylko chce skarby morza.u 
łykać. 
Aż nadeszła wreszcie chwila, kiedy "bóg wojny... ci- 
skają.c grom po gromie w Piramidy, w Tabor, w Marengo, 
w Ulm, w Austerlitz", rzucił pod Jeną. Prusy pod swe- 
zwycięskie stopy i wezwał Dą.browskiego do tworzenia 
armji polskiej. Na jej czele, jak wiadomo, Napoleon prag- 
nął postawić Kościuszkę, ale zanim spotkał się z jego od- 
mową., już Dę.browski z Wybickim w proklamacji z dnia 
3. listopada 1808, zapowiadali przybycie Kościuszki. Na 
wieść tę nieznany autor napisał i wydrukował "Do Sza... 
nownego Naczelnika polskiego Tadeusza Kościuszki w Po- 
znaniu d. 23. mies. listopada - wiersz". W wierszu tym 
odzywał się do Kościuszki: 


.
>>>
. 


, 


- 257 - 


Mężu szanowny wracasz do narodu, 
Wsparty ramieniem dziś Napoleona, 
Przyjmij uczucia radosne z dowodu 
Czci tej ojczyzny, z którejś wyszedł łona. 
Teraz ci będzie słodszy dym 1) ojczysty, 
Gdy nim odetchnie duch Polaków czysty. 
\V przypisku wierszem o Napoleonie autor wołał: 
Wielki cesarz niechaj żyje. 
Wkrótce, bo dnia 27. listopada, cesarz Francuzów 
wkroczył triumfalnie do Poznania i przyjmował deputa- 
cję polską.. Do zajętej w tymże czasie (28. listop.) przez 
Murata Warszawy, przybył Napoleon 18. grudnia i orga- 
nizował rzą.d polski. Była to chwila niezapomnianego 
entuzjazmu - zdawały się sprawdzać nadzieje, wyrażone 
w odezwie legjonowej. Pod wpływem wypadków, 20-letni 
Franciszek Wężyk, późniejszy dramaturg, autor "Okolic 
Krakowa", prezes i mecenas Krakowskiego Tow. Przy ja- 
. 
ciół Nauk, napisał w grudniu 1806 gorą.cą. "Odę do Pola- 
ków". Pisał w niej jak 


... w zacieku szaleństwa Prus się rozjunaczył, 
Zdaje się, że z olbrzymią. występuje siłą., 
Przyszedł \Vielki Napoleon, a skoro zobaczył - 
Już go nie było. 
Wężyk nawoływał do broni, do odbudowania ojczyzny: 
Polacy! jak Bóg szczęście sieją.cy dokoła 
Napoleon na waszej objawia się ziemi, 
Jak ojciec na swe dzieci, tak on na was woła: 
Bądźcie wo]nemi! 
"Kolęda na rok 1807", umieszczona w n-rze 1. "Gazety 


1) Może omyłka druku zamiast: dom. 


Srldce Jiterackie. 


17 .
>>>
... 


. t,! 


, 


-258- 


Warszawskiej", z podpisem M. (niezawodnie Mols1d» 
"przeglą.dając wypadki roku zeszłego" głosiła: 
Pamiętny dla nas rok w dziejach świata, 
Niech odtąd będzie święcony; 
Przy jego zgonie ożył Sarmata, 
Znaleźli grób swój Teutony. 


................ 


Mocarstwo z cudzych krain wzniesione, 
Stuletnich przewrotów dzieło, 
Napoleona palcem strącone, 
Z posady ziemskiej zniknęło. 
Niech sobie w licznych obozach cara 
Pomyślniejsze wróżą końce, - 
Za jedne grzechy taż sama kara, 
Czeka podobne obrońce. 
Wspominając dalej o wyparciu "dzikiej hordy z łoży- 
ska Narwy", tak zamykał autor swą kolędę: 
\v takim do końca grudnia szły toku 
Wojennych zdarzeń koleje, 
Rodacy! Oby początek roku 
Dał więcej, niźli nadzieje! 
Nadziejom tym najgłośniejszy wyraz dawał warszaw- 
ski teatr narodowy Bogusławskiego. Zapowiedziano, że 
14. stycznia Napoleon zaszczyci go swą obecnością, więc 
Ludwik Osiński, profesor literatury, sekretarz Tow. Przy- 
jaciół Nauk, napisał na gwałt, podobno w ciągu 24 go- 
dzin, drama liryczne w jednym akcie p. t. "Perseusz 
i Andromeda", do którego muzykę dorobił słynny kompo- 
zytor, Józef EIsner 1). Osiński przerobił i zastosował do 


1) "Drama" to wyszło na dzień przedstawienia z przekła- 
dem francuskim dla użytku Napoleona p. t. Andromede drame 
Jyrique i t. d. - "Andromeda, drama liryczne" (Warszawa 1807).
>>>
- 259 - 


chwili baśń mitologiczną. o królewnie Andromedzie, przy- 
kutej do skały, którą. z woli Neptuna, ulegającego y;azdrosz- 
czą.cym jej piękności Nereidom, byłaby oddana na pożar- 
cie potworowi morskiemu, gdyby jej nie wybawił Perse- 
usz, powracający ze zwycięstwa odniesionego nad Meduzą.. 
W pierwszej scenie Polidemon, dawny wódz wojsk 
syryjskich, opowiada jak N eptun żąda ofiar z dziewic 
i jak Syrja, utraciwszy niepodległość, upada pod jarz- 
lnem zaborcy, króla Traków Fineusza. 


Barbarzyniec na tronie rozkazy wydaje, 
O b c e n a r z u c a n a m p r a wa, 
W y d z i e raj ę z y k, c n o t y, o b y c z a j e, 
I krwią się naszą napawa. 
Coraz się większe nieszczęścia gromadzą., 
T r z y połą.czone j ę d z e napastują ziemię... 


Andromeda, "ostatnie królów naszych plemię", jęczy 
pod srogą. władzą. Fineusza, który domaga się jej ręki, ale 
(pociesza Polidemon Andromedę) "żyje Perseusz, mściciel 
uciśnionej ziemi". 


Perseusz miły niebiosom, 
Czcigodne Jowisza plemię, 
Co wojnę niesie tyranom 
I z zbrodni oczyszcza ziemię. 


"Droga nadziejo" - woła Andromeda, na co Polide- 
mon odpowiada: 


Ta nas nie omyli, 
Kto wie, m o ż e i w t e j c h w i l i 
Niesie nam pomoc żą.daną., 
Niechaj waleczne szyki powstanę.... 


17.
>>>
-260- 


\V scenie drugiej Fineusz natarczywie prosi Andromedę 
o rękę; jeżeli nie odda jej dobrowolnie, to ją. przymusi, ale 
Andromeda "kajdany przekłada nad hańbę". 
W scenie trzeciej Polidemon przybiega z wieścią., że 
N eptun wymaga strasznej ofiary oddania Andromedy po- 
tworowi. Fineusz powtarza swe żądanie Androlnedzie, za- 
pewniają.c ją, że jeżeli się zgodzi, to żyć będzie. Odrzu- 
cony, wydaje rozkaz okuć Andromedę w kajdany i wy-' 
dać ją. "straszydłu". Lud oburzony powstaje, Polidem'on 
obejmuje dowództwo. Walka się toczy. 
W scenie siódmej Licetus donosi Fideuszowi: 
Rycerz przybiegł nieznany wśród pobojowiska, 
Podobny b o g u w o jn y, śmierć na jego czole, 
Ręka jego jak piorun zgubne razy ciska... 
Całe już trupem okryte pole... 
N ar Ó d g o s w y m z b a w c ą. m n i e ma. 


.
 


W scenie IX djalog między Polidemonem i Andromedę.: 
Polidemon: Ciesz się królewno, wygrała ojczyzna, 
Andromeda: Ach! któryż z bogów tę nam pomoc zjawił? 
Polidemon: Perseusz przyszedł, spojrzał i wybawił. 
Andromeda: A wojska Fineusza - owe bitne szyki, 
Polidemon: N a w i d o k w o I n y c h, n i k n ą. n i e w 01- 
[n i ki. 


\V scenie X. i ostatniej, Perseusz poszukuje Andro- 
medy, która biegnie ku niemu. 


. 


Andromeda: Drogi wybawco! 
Perseusz: P r z e m o c was z g n ę b i ć ch c i a ł a, lecz 
[gdzie ja przebywam 
Tam w o l n ość n i o s ę i kajdany zrywam. 


Zrywa kajdany Andromedy, która woła: 


.
>>>
- 261 - 


Ach! panie! któżby tyle trudów ci nagrodził? 
na co Perseusz odpowiada: 
Dość mam nagrody, kiedym dzielnych oswobodził. 
Widowisko zakończył "stosowny balet" i "transparent" 
z odśpiewaniem kantaty. Na transparencie znajdDwało 
się popiersie Napoleona, nad którem unosił się genjusz 
sławy - u spodu popiersia orzeł francuski rzucał pioruny. 
Poniżej z jednej strony Polska w postaci niewiasty, klę- 
czała z podniesionemi ku "wybawcy" rękami; z ust jej 
wychodziły słowa: Spes in Te (nadzieja w Tobie); wokoło 
leżały potrzaskane herby Polski i Litwy. Z drugiej strony 
pod popiersiem genjusz odwalał grobowy kamień, z pod 
którego wychodził rycerz polski w zbroi; na grobowcu był 
napis: resurgam (zmartwychwstaję). Między Polskę. a ge- 
njuszeIl1, wznosił się ołtarz ofiarny. "Wynalazek" tegD 
"malowania" był dziełem "znanego oddawna z swego kun- 
sztu, p. Plessa, "z przyłę.czeniem się p. W oyniakowskiego". 
Kantatę rozpoczynało recitativo: 
Tak Polska z losów kolei 
Z gruzów swoich ożywiona, 
Ujrzała cel swych nadziei: 
\Vielkiego Napoleona. 
Następnie Wojciech Bogusławski, który grał rolę Po- 
lidemona (Andromedę grała Dmuszewska), wygłosił: 
. Jego tchnieniem owiane wstrzęsły się mogiły, 
Nowym życiem zdumiony, rycerz z grobu wstaje, 
Z szablę. Chrobrych, której spoczynek niemiły, 
Wydarte sobie wskazuje kraje. 
Później jeden z artystów opery zaśpiewał "solo": 
l\fę.ż wielki zrzą.dził tę zmianę, 
Zdumiewa się ziemia cała -
>>>
-262- 


'I! 


Ledwie opuścił Sekwanę, 
Już go zwycięzcę. Wisła ujrzała. 
Kończył kantatę duet ("dwa głosy"): 
On krokalni olbrzYlniemi 
Dziwił świat odgłoseln męstwa, 
I wnet na biegunie ziemi 
Zatknie chorą.giew zwycięstwa. 
Napoleona jednak na przedstawieniu nie było. Dopiero 
18. stycznia, na drugiej "reprezentacji" "Perseusza i Andro- 
medy", ukazał się w loży wspaniale, tak jak cały teatr, 
przystrojonej. Towarzyszyli n1U ksią.żęta Bergu, Bene- 
wentu i Neufchatelu. Przyjęto go entuzjastycznie. Kłaniał 
się uprzejmie, aż w końcu dał znak damom, aby usiadły. 
l\'Iiał w ręku przekład "dramy" - objaśnień udzielał mu 
Aleksander Sapieha, "czynię.cy służbę szambelana". Oka- 
zywał "wielkę. wesołość i ukontentowanie". 
Zatrzymałem się dłużej nad "Perseuszem i Androme- 
dę.", aby dać wyobrażenie o sztukach "ad hoc" wówczas 
pisanych i o tern, jak się odbywały za tych dni pamięt- 
nych, uroczyste przedstawienia. 
W trzy miesią.ce później (17. kwietnia) odegrano tra- 
gedję Wężyka "Wanda". W końcu jej 5. aktu, wojewoda 

 
Starża przytaczał proroctwo Lecha o potędze, sławie, 
a wreszcie upadku Polski. Ale przyjdzie czas (brzmiało 
proroctwo) kiedy upadła powstanie. Bóg powoła bohatera, 
który "w mgnieniu oka innych sławę. przewyższy". Zstą.pi 
on i na naszę. ziemię: 


Skoro tylko wYrzeknie, a za tym rozkazem 
Natychmiast wojowników powstają tysiące, 
Przywdzieje zno\vu Polak swe zbroje błyszczę.ce 
I pójdzie za ojczyznę pod jej zbawcy okiem... 


.
>>>
- 263 


\Y rocznicę 3. maja odbyło się poświęcenie orłów pol- 
skich. Wspaniała ta uroczystość, na której W oronicz wy- 
głosił podniosłe kazanie, zakończyła się przedstawieniem 
"Perseusza i Andromedy" i kantatą., wśród której ukazał 
się na scenie wznoszą.cy się orzeł biały. Kantata wzywała 
do boju: 


Kto dźwignę,ć oręż jest zdolny, 
Kto się nazywa Polakiem 
Powstań, biegnij, ludu wolny, 
Walczyć pod tym świętym znakiem. 
\Yielki Napoleon z nami, 
Bóg nas ma pod swoję, strażą., · 
Idźmy za tymi orłami, 
One nam drogę pokażą.. 


Lud warszawski biegł sypać szańce na Pradze, więc 
Ludwik Dmuszewski, aktor i autor dramatyczny, później- 
szy redaktor "Kurjera Warszawskiego", wystawił 14. czerw- 
ca komedjo-operę \v 1 akcie "na prędce" p. t.: "Okopy na 
Pradze". Opera była pełna piosnek okolicznościowych - 
a kiedy oficer zaśpiewał: "I Boga mamy za nami i Na- 
poleona", słuchaczy "na wspomnienie wielkiego imienia" 
taki ogarną.ł zapał, że śpiewak kilkakrotnie kuplet musiał 
powtarzać. Tenże Dmuszewski już przedtem (1. maja) wy- 
. 
stawił okolicznościową. komedjo-operę "Pospolite ruszenie". 
Niestety, pokój tylżycki nie przyniósł oczekiwanej Pol- 
ski, a utworzył tylko Księstwo \Varszawskie, będą.ce nie.- 
jako posterunkiem wojskowym francuskim na ziemi, oswo.. 
bodzonej z pod zaboru pruskiego. N astą.piło rozcza.rowa- 
nie. Nie tego spodziewano się po Napoleonie. Nawet imie- 
nia Polski na karcie Europy nie wskrzeszono. Ale nil 
desperandum! wołał największy polski statysta. Optymi-
>>>
-264- 


ści widzieli w Księstwie \Varszawskiem jedynie zadatek, 
pierwszy etap na drodze do odbudowania ojczyzny. Je- 
den z zaborców bądź co bą.dź pokonany, a choć nie "znik- 
ną.ł z posady ziemskiej", jak się zdawało "Kolędzie" Mol- 
skiego, to jednak przestał być straszny, został ubezwła- 
dniony. Wierzono, że przyjdzie kolej na innych. Bą.dź co 
bę.dź, ów "zadatek" Polski, choć mały, posiadał swój rzą.d, 
swe wojsko, swę. konstytucję, swego monarchę z tej krwi, 
którą "Ustawa majowa" na tron powołała. Więc optymi- 
ści radowali się i z tego, co się stało, a który z nich umiał 
składać rymy, uspokajał niemi rozżalonych. 
Właśnie w tym czasie (w poczę.tku listopada) powró- 
cił do Warsza wy z Ameryki, nieodstępny towarzysz Ko- 
ściuszki, Niemcewicz. I on należał do optymistów, albo 
też podzielają.c Kołłątajowskie Nil desperandum, czuł po- 
trzebę budzenia nadziei. Zaraz też napisał bajkę p. t.: 
"Iskra". Poeta wyczytał w starych kronikach z czasów 
Popiela, że nad Gopłem stała świą.tynia, która skutkiem 
niedbalstwa jej kapłanów, padła w gruzy - "zgasły jej 
ogniowe płomienie". Ale przybył w te okolice 


'ł 


"Mą.ż, co Cezara przeszedł swemi czyny 
I świat napełnił chwały swej rozgłosem, 
Cią.gnę.c z rycerstwem przez owe krainy, 
Ulitował się nad nieszczęsnych losem. 


. 


Wszedł więc do świą.tyni, "pod ciosem jego bułata 
iskra błyszczą.ca wypada", a on ją. podnosi, kładzie do 
ogniska: 


Oto - rzecze - jest iskra drogiej wam istoty; 
Mała, słaba i jeszcze z życiem się pasuje, 
I naj czulszych starań potrzebuje... 
Umiejcie czystym podsycić ją. duchem, 


.
>>>
-265- 


Za waszą. sprawą. i mojem ramieniem, 
Ta iskra z czasem stanie się płomieniem, 
Długo żą.dane uiści nadzieje, 
I dawnym blaskiem, znowu zajaśnieje. 


Inna bajka Niemcewicza, "Gałą.zka", znalazła swego 
bezimiennego. kontynuatora. Niemcewicz opisywał, jak 
straszna burza z grzmotami i piorunami obaliła dą.b oka- 
zały, na którym orzeł biały obrał swe siedlisko - orzeł 
upadł bez życia na ziemię, a.. z dębu oderwane gałę.zki 
rozleciały się w różne świata strony. Jedna z nich upadła 
"na dalekiej, zbyt dalekiej ziemi", przyjęła się, ale pomna 
na swe dawne losy,- czuła się samotną., choć w towarzy- 
stwie przyjaciela; traciła listek po listku, aż wreszcie 
uschła i "krzewu swego popioły z obcemi miesza żywioły". 
Bezimienny kontynuator opowiadał, że znalazł się boha- 
ter, który ożywił dą.b pogruchotany: 


Wsparł go drzewem swej ziemi, sokom dodał mocy. 
Gardzą. teraz dą.b z orłem szturmami północy. 
Zniką.d im nie zaszkodzą. pioruny i grzmoty, 
Kiedy białego orła wspiera orzeł złoty. 


Pozatern poezja okolicznościowa wraz z teatrem, zwró- 
ciła się głównie ku "królowi" Fryderykowi Augustowi, 
przybyłemu w listopadzie do swej drugiej stolicy. Oczy- 
wiście i w tych "poezjach" imię Napoleona wspominane 
było. Uroczysty obchód rocznicy jego koronacji, wywołał 
nowe kuplety. 
Nie zapomniano i o jego małżonce. W dzień imienin 
Józefiny, urządzono wspaniały festyn w Warszawie. W rę- 
kopisie 620 Akademji Umiejętności przechował się "Wiersz 
w dzień imienin Najjaśniejszej Cesarzowej Francuzów". 
Nieznany poeta zaznaczał, że "do radości Paryża łą.czy się 
",'dzięczna Warszawa". 


. 


. 


.
>>>
-266- 


Teraz bracia nieść potrzeba 
Czułej wdzięczności daniny, 
I dobre uwielbiać nieba, 
\V chwale wielkiej Józefiny. 
Godna największego męża, 
Bóg równie obojgu sprzyja - 
Ten hardych królów zwycięża, 
Ta serca ludów podbija. 


Zakończenie tego wiersza opiewało chwałQ, potęgę 
i czyny wielkiego Napoleona. 
W ężyk napisał Odę z powodu rocznicy traktatu, za- 
wartego 11. grudnia 1806 r. w Poznaniu między NapQleo- 
nem a Fryderykiem Augustem, który na mocy tego trak- 
tatu został księcjem warszawskim. Rocznicę tę obchodził 
i teatr warszawski. Do "Frozyny", granej 11. grudnia, Ja- 
kób Adamczewski, regent kancelarji Rady Stanu, dorobił 
kuplety, odśpiewane przez Frozynę, Damona z "Frozyny", 
sułtana Wampana, króla Nigrytów z "Palmiry" i Stacha 
z "Krakowiakó\v i Górali". Danlon z Frozynę. śpiewali: 


u 


Mądry twórca wszystkich rzeczy 
By podźwignąć ród człowieczy, 
Z wszechmocności swego łona, 
Dał światu Napoleona. 


. 


Ginęła ziemia w rozpuście, 
On okazał na jej tronie, 
Że co świat w Napoleonie, 
Polacy mają. w Auguście. 


Sama Frozyna śpiewała o tern, jak Mars francuski 
ożywił skrępo\vanego Polaka i oddawała hołd hufcom 
polskim: 


.
>>>
-267- 


Waleczna polska młodzieży, 
Nic twego męstwa nie studzi, 
Nikt cię w boju nie ubieży, 
Przyznał to największy z ludzi. 


W roku 1808 poezja napoleońska nieco przycichła. 
Z autorów pierwszej klasy wystą.pił jedynie Osiński z "Pie- 
śnię. odjazdu dla wychodzą.cej z Warszawy gwardji ce- 
sarskiej" . 
Z teatrów "trzymanie ręki na pulsie chwili bieżą.cej", 
przypadło w udziale scenie kaliskiej. Wybudował ją Bo- 
gusławski dla swej trupy warszawskiej i zjechał z niQ. 
na lato nad Prosnę. W departamencie kaliskim był roz- 
łożony na kwaterach legjon 2-gi wojska polskiego pod 
wodzę. Zają.czka. Właśnie w tym czasie 7 p. piechoty z po- 
lecenia Napoleona wymaszerował z Kalisza na zachód, 
. 
z powodu rozpoczętej wojny hiszpańskiej. Niezadługo 
karty waleczności polskiej miały ozdobić Samosierra i Sa- 
ragossa. Wystawiono więc w Kaliszu 3. sierpnia koma- 
djo-operę: "Pożegnanie czyli marsz wojowników", zakoń- 
czoną. "piosnkami". 
Zaraz potem wzięła scena kaliska udział w uroczy- 
stym obchodzie imienin Napoleona (15. sierpnia). Legjon 
2-gi uczcił ten dziel1 położeniem fundamentu pod monu- 
ment "Wielkiego Napoleona", w pobliżu którego znajdo- 
wały się dwa domy dla inwalidów. W teatrze wystawiono 
"stosowną. komedję" p. t.: "Uroczystość Wielkiego Napo- 
leona czyli Powrót z niewoli". Oto jej współczesne stresz- 
czenie w "Gazecie Warszawskiej": "Swobodzki, towarzysz 
z powstania sieradzkiego, powróciwszy okryty ranami 
z niewoli rosyjskiej, znalazł w gościnnym domu obywa- 
telskim pod Kaliszem żonę swoją. i dzieci w ubóstwie. 
Przybył właśnie w tej chwili, kiedy legjon 2-gi obchodził 
uroczystość "założenia" pomnika. Za staraniem sierżanta
>>>
268 - 



 


Dobryki, kochają.cego się w jego córce i któremu przy- 
niósł list pomyślny od stryja, Swobodzki otrzymał po- 
mieszkanie w jednym z owych przytułków, dla inwalidów 
przeznaczonych" . 
Po odegraniu komedji, ukazał się na scenie transpa- 
rent z popiersiem Napoleona, uwieńczonem przez genjusza 
sławy i otoczonem "znakami" Marsa i Minerwy. Odśpie- 
wano kuplety z opery Dmuszewskiego "Okopy na Pra- 
dze", oraz nowe piosnki na nutę: "Wanda leży w naszej 
ziemi", wykonane, zdaje się, przez osoby występuję.ce 
w komedji, a mianowicie kapitana, sierżanta Odważnie- 
kiego, Jerzego obywatela, Marję, której kochanek grena- 
djer, wychodził z wojskiem, gospodynię Martę, J onka pa- 
robka, Mośka liweranta, Bombę sapera i Podkomorzego. 
Piosnki te różnią. się od innych ówczesnych napoleońskich 
kupletów tern, że niektóre z nich uderzały w ton wesel- 
szy. Kapitan szedł tam, gdzie go wzywał "opiekun wspa- 
niały" i spodziewał się znaleźć "braci nad Sekwaną.". Od- 
ważnicki żegnał Kaliszanki i wzywał je do zbierania wa- 
wrzynów i wianków: 
Wszak będziecie uwielbiały 
Nasz powrót radosny, 
Gdy zwycięski orzeł biały, 
Wróci nad brzeg Prosny. 
Marta gospodyni jako niewiasta praktyczna, odzywała 
się do kobiet: 
Dalejże wy, panie matki, 
I wy też, dziewczęta, 
Pakujcie w żołnierskie manatki, 
Placki i kurczęta. 


. 


Parobek J onek, \vidzą.c odchodzą.ce wojsko, uczuł 
ochotę wstę.pienia do szeregów narodowych:
>>>
... 


269 


Pono i ja na wojenkę 
Cy się nie pokusę, 
Wcisnę na łeb furazerkę 
I za nimi rusę. 
Niechaj se lezą pod puchem 
Pany i próżniacy. 
Ja sobie wolę być zuchem 
Jak wej ci rodacy. 
Ba! i Mosiek odnalazł w sobie żyłkę do żołnierki: 
Panicz pójdzie pod karabin, 
Żyd nie będzie frantem, 
Niewiele dziś znaczy rabin - 
Wolę być sierżantenl. 
Saper Bomba z
pewniał, że gdyby rusznicę postradał,. 
to jeszcze toporem stu wrogów powali: 


A gdy przyjdzie bić Anglików, 
Przysięgam na duszę, 
Że tych morskich rozbójników, 
Fartuchem zaduszę. 
\Vystawiona w Kaliszu komedja, była później "repre- 
zentowana w Warszawie 2. grudnia 1808 r. w rocznicę ko- 
ronacji Napoleona, jako "nowe dramma oryginalnie napi- 
sane" w 2 aktach, pod zmienionym w części tytułem: 
"Rocznica Wielkiego Napoleona czyli Powrót z niewoli". 
,,\Vszystkie w tej sztuce wspomnienia o Zbawcu (tak) na- 
szym - zapewniał sprawozdawca "Gazety Warszaw- 
skiej" - naj żywsze wzbudziły oklaski, a mianowicie 
piosnki na końcu śpiewane". Ale nie były to już piosnki 
kaliskie. Uroczysty nastrój obchodu nie pozwalał na żar- 
tobliwe kuplety. Więc też mają.c na myśli rocznicę koro- 
nacji, śpiewano: 


. 


..
>>>
270 - 


...Dzień święty, dzień pełen chluby, 
Tyś wzniósł wielkiego człowieka, 
Którego dzielna opieka 
Z wiecznej nas wyrwała zguby... 
Dziś znów w narodów rzędzie, 
Świetne znaczenie mieć będzie, 
Ojczyzna nasza wrócona, 
Potęgą. Napoleona... i t. d. 


. 


Z niedołężnego streszczenia przez "Gazetę Warszaw- 
-ską.", komedji "Powrót z niewoli", trudno wyrobić sobie 
zdanie o wartości tego utworu okolicznościowego. A szko- 
da, \vielka szkoda, że nic o nilu więcej nie wiemy, bo auto- 
rem jego był człowiek, którego in1ię ze czcią. do dziś dnia 
wymawiamy, a którego bohaterska śmierć pod Raszynem 
\vywołała żal głęboki w całej Polsce i przeszła na kart}- 
historji. Mowa tu o pUłkowniku Cyprjanie Godebskim, 
szlachetnym, nieustraszonYlll i walecznYlll żołnierzu. Jako 
poeta, nie był zapewne Godebski orłem, ale już jego 
,,'Viersz do legjonów" dowodzi, że śmiało mógł wytrzy- 
mać porównanie z ówczesnymi arystarchami, bo mimo 
forlny pseudoklasycznej, było w tym utworze wiele uczu- 
cia i wiele zapału, którego nie dostawało Osińskim i Koź- 
. 
mianom. Jako prozaik, odznaczał się darem obserwacji 
i opowiadania - posiadał niepoślednie zdolności literac- 
kie, wspomagane wykształceniem. O "Powrocie z niewoli" 
nie wspominają. nic jego biografowie, n1ilczy też o niej 
bibljografja. Niema też jej w ogólnym zbiorze pism Go- 
debskiego, zebranych i wydanych przez Szaniawskiego 
("Dzieła wierszem i prozą.", \Varszawa 1821 r.). Prawdo- 
podobnie za "niepodległego" Królestwa Polskiego była to 
komedja niecenzuralna, a może rękopis jej zaginął w ar- 
chiwach teatru narodowego. 


.. 


-
>>>
271 


II. 


Druga, wznowiona serja "rymów napoleońskich", przy- 
padła na rok 1809. Był to rok Raszyna, wypędzenia 
Austrjaków z Galicji, zajęcia Krakowa przez księcia Jó- 
zefa i pokoju schonbruńskiego, który powiększył Księstwo 
Warszawskie "Nową. Galicją." z Krakowełn (trzeci rozbiór) 
i cyrkułem zamojskim z pierwszego zaboru austrjackiego. 
Księstwo Warszawskie stało się już państwem dość spo- 
rem, ró,vneln obszarem i ludności
 państwu pruskiełnu. 
Polska rosła, a z nią. rosły i nadzieje. Nie brak było za- 
tem powodu do radości i tematu do rYlnów. 
Powiększy ła się liczba poetów. Do wYlnienionych po- 
przednio przybyli: Brodziński Kazimierz, Jędrzej Świder- 
ski, Dyonizy Lanckoroński, Antoni \Vybranowski, oraz 
podpisuj
cy się pierwszełni Iiterami imion i nazwisk: 
F. N. J. - H. Z. - J. K. - S. P. i t. d. 
Palmy pierwszeństwa nie dali jednak sobie wydrzeć 
}{ajetan Koźlnian i Franciszek Wężyk. 
Z tych czasów pochodz
 dwie najlepsze Ody Koźlnia- 
na: Oda na zawieszenie orłów francuskich w Lublinie" 
i "Oda na pokój 1809". Dzięki im głównie stał się Koź- 
mian znanym i popularnym poetą.. Na wartość tych utwo- 
rów wpłynęły i osobiste uczucia Koźlniana, który jako 
obywatel lubelski, a więc województwa oswobodzonego 
z pod jarZlna austrjackiego, miał tern więcej powodów 
do wyrażania swej radości. Oto począ.tek "Ody na za- 
wieszenie orłów" : 


Drżyjcie ludy wiarołomne, 
Drżyj rodzie Ulissa nowy! 
Gdzież s
 zastępy ogromne, 
Co światu niosły okowy?
>>>
-272- 


Zaledwie nikczeIl1ne zgraje 
N achodz
 są.siedzkie kraje, 
ZabrzIniały ich krwawym zgonem 
Brzegi Dunaju i Wisły. 
Co za szalone p0111ysły 
Chcieć walczyć z Napoleonem! 
Chcecie się bronić zdradą, fanatyzIneIn, ale próżne na- 
dzieje. Pogromca spada 
Jak ów Jowisz, co na niebie 
Niema władcy, tylko siebie: 
Kiedy się gniewem zapali 
Za zwrotem jego źrenice 
Hucz
 burze, nawałnice, 
Ziemia jęczy, świat się wali. 
Dumny Wiedeń gnie kolana - mocarz Germanów tu- 
łaczem. Jedynie Dunaj nagłem wezbranie In zwycięskie 
trzyma szeregi 
Ale próżno boje wszczyna, 
Szumi, wre, pieni sięJ wspina; 
Ta sama Inoc niepojęta, 
Przed któr
 drży świat w pokorze, 
DUInną. rzekę wpycha w łoże 
I już cicho nosi pęta. 


.... ... ... 


Patrzcie, lec
 hufce chyże, 
Błyszczą. miecze, rycz
 spiże, 
Wszystko się w gruzy zamienia 
Chwała Ci, Największy z ludzi, 
Jak Cię szczęście świata trudzi, 
Już zbrodnia nielna schronienia! 


Poeta następnie zwraca się do Polaków, których żadna 
moc nie przełamie, choć ich "granica rozdziela". Odparl1
>>>
- 273 - 


napaść Austrjaków "świeże ucznie szkoły" Napoleona, po- 
kazali pod Raszynełn, "że się mężnych nie pokona". oto 
są "cuda zapału" płonącego w piersiach wodza, ks. Jó- 
zefa. 


Wkrótce ujrzą Jagiellony 
Potomków i tron zełnszczony, 
Ludy zniszczoną. niewolę; 
A jeśli doświadczyć broni 
DUlna nieprzyjaciół skłoni, 
Świat ujrzy nowe Psie Pole. 


\Vodzu! godny większej sławy 
Postępuj za świetnym celem, 
I na równinach Morawy, 
Złącz się z naszym Zbawicielem. 
A gdy wpośród mężnych szyków 
Ujrzy naszych ochotników, 
Okaż mu ich chlubne blizny, 
Niech za krew, która się leje, 
Uiści nasze nadzieje 
Powrotełn lubej Ojczyzny. 


"Dzień zawieszenia orłów złotych w kraju przezwa- 
nym Galicją" opiewał prócz Koźlniana i Antoni Wybra- 
nowski, obywatel województwa lubelskiego, autor wyda- 
nego później zbiorku "Wiersze różne" (Lublin, 1817). Wy- 
branowski "cieszył się, że orzeł biały wygnał czarnych 
orłów plemię i że orzeł złoty siada na sztandar polskich 
wojowników... i zleci na ziełnię i stanie wśród szyków" 


Kiedy go będą blisko siebie miały 
Poznają., że im przyszłość za wsze sprzyja, 
I że nie zmienił farby orzeł biały, 
Słonce się tylko o niego odbija. 


Szkice literackie. 


18
>>>
- 274 - 


W drugiej Odzie Koźmiana "na zawarcie pokoju r. 
1809", której pierwsze trzy strofki według Tarnowskiego 
"uchodzić mog
 za doskonałość w klasycznym rodzaju", 
poeta widzi "zwycięzcę na tronie, podnoszę.cego księgę 
wyroków" 


Co przyrzekł światu i sobie, 
Zmieszawszy piekielne rady, 
Zakreśla mieczmn po globie 
Krajom i ludom posady. 
Rozkazał góroln i wodoln 
Stać się granic
 narodów, 
Znikłe stwarza, harde Inaże, 
Ludy z głęboką. pokorą, 
. . .. 
PrzeznaczenIa swoJe bIor
, 
A drż
 państwa i mocarze. 


Jest ustęp o Anglikach, wrogach Napoleona. "Obrzy- 
dliwi wyspiarze zgrzytaj
 z zelnsty bezbronnej" - "mar- 
ne" jednak ich wycia, "próżne ich wrzaski". Napoleon 
potężną swą dłonię. zlnienił porz
dek rzeczy. 


Czem była ta zimnia wprzódy 
. 
Nim ją. obdarzył wejrzenimn? 
Rozumu, męstwa, swobody, 
J ednmn ogromneln więzieniein, 
Same hordy rozbójników, 
Same nieprawe zdobycze, 
Cnota w więzach, złość na tronie... 


W zakończeniu Ody, poeta zwraca się do walczą.cych 
szeregów polskich i do Napoleona: 


Nieście wrogom zelnstę dzielnę., 
Zbawcy wdzięczność nieśIniertelnę..
>>>
- 275 


o ty, co ojczyzn
 lub
 
Raczysz plemię nasze darzyć, 
Życie za Ciebie odważyć 
Pierwszą. będzie naszą. chlub
. 
Czyli zdepczesz' morskie wały 
I na groźny przykład świata, 
Zniszczysz Albijon zuchwały; 
Albo Nilu żyzne brzegi 
Zajmiesz mężnmni szeregi. 
Polacy w chlubnym zaszczycie, 
Z wiernymi Frankami razem, 
Pójdą za Twoim rozkazeln 
Na reszty świata podbicie. 


. 


Oda ta zyskała na wet "najwyższe odznaczenie", bo po- 
chwałę :Mickiewicza, pochwałę zreszt
, która nie mogła być 
mił
 Koźmianowi, Mickiewicz bowiem wyraził się, że "ten 
\ 
jeden raz w życiu był Koźmian poetą". 
Prócz tego Koźmian w tYln czasie tłumaczył, a raczej 
przeważnie naśladował, przerabiał, zastosowywał do chwili 
ody Horacego. Przy "odzie XIV. do Augusta", zwracał 
uwagę w przypisku, że "większe dzieła, niż wieku Augu- 
sta, dzieją się przed naszemi oczYlna", ale nielna Hora- 
cjuszów, aby je godnie śpiewać mogli. ,,\V tym niedostatku 
nie będzie od rzeczy udać się do tłómaczeń". Tłumaczy 
więc odę, "w której miło jest znaleźć tak wiele podo- 
bieilstw do obecnych czasów". 
Idzie zaraz po niej "Naśladowanie Ody III. Horacju- 
sza z ks. III. (Beatus ille...), napisane po przyłączeniu Ga- 
licji do Księstwa Warszawskiego". Już w 3 strofie czytamy 
o poległych w okopach Pragi i walczących nad Padem. 
Wśród bogów rady, występuje Mars z "przestrogami". 
Mówi o tem, jak Sarmaci upadli "sąsiedzką siłę., zdradę. 
i spiskiem \vspółbraci", jak nie walczyli \v obronie swej 
18*
>>>
- 276 - 


ziemi, a więc l\lars wzgardził nimi i "zniknęli". Ale te- 
raz, kiedy podnieśli swoje ołtarze, dał hn obrońcę. Gdy 
pT7yszedł - Renu uginał wody, Alpy przyklękły. Przy- 
będą dawni Sarn1atów \vodze - ich widok zapał roznieci. 
Ale niech przepadnie bezrząd i wolność burzliwa, nie- 
chaj oswobodzeni nie burzą tego, za co krew przelali - 
niech nie zamieniają cnót własnych na obce pr7ywary. 


Niech nadto wspólnej mieszkańce zielni 
Świeżo wróceni do życia, 
Nie pragną rzą.dzić jedni drugiemi 
Mnielnanem prawem podbicia. 


. 


Bo kiedy ważę na równi szali 
Mężne ich sprawy i dzieła, 
Wszyscy jednemi cnoty powstali, 
Jedna ich ręka dźwignęła. 


Saln Koźlnian w liście do \V ężyka wyjaśniał, że 
przetłumaczył z Horacego tylko początek i koniec ody, 
a środek "zastosował analogicznie do Księstwa Warszaw- 
skiego z podobnemi przestrogami". Przytoczone dwie 
zwrotki były zwrócone przeciw Wielkopolanom, którzy 
"maję.c się za pierworodnych synów, zaczęli Małopolanów, 
później z nimi połą.czonych, uważać za podbitych i zgóry 
ich traktowali..." 
Oda ta zresztą ukazała się w druku dopier3 w roku 
1811, jak i dwie inne, również pełne "analogij". Do utwo- 
rów Koźmiana z epoki 1809 roku zaliczyć jeszcze należy 
kantatę, odśpiewaną w teatrze publicznYln w dniu 1. gru- 
dnia, "poprzedzającYln nroczystość" rocznicy koronacji 
Naj. Napoleona Wielkiego, cesarza Francuzów, króla wło- 
skiego, protektora Ligi reńskiej i t. d. W "Hymnie" tym 
(taki kantata nosiła tytuł w druku ulotnym) Koźmian 
odzywał się do "wielkiego wskrzesiciela" :
>>>
-277- 


Władco narodów, wyrok Twój stanie, 
Świat się w zasadach zachwieje, 
Jednych rozdarte połkną otchłanie, 
Drugich spełnię. się nadzieje. 


l\Uodszy z dwóch głównych piewców sławy Napoleoń- 
skiej, Franciszek Wężyk, w czasie kampanji 1809 roku 
przeniósł się do Krakowa, skąd w towarzystwie literata, 
Andrzeja Horodyskiego, który był wówczas przy ks. Józe- 
fie referentełn dyrektorem cywilno-wojskowym dla Galicji 
i legjonisty filozofa Jana Kalasantego Szaniawskiego, zwie- 
dzał okolice dawnej stolicy. Wtedy to po\vstały pierwsze 
ustępy poematu "Okolice Krakowa". W grudniu zawitał 
Wężyk do Warszawy w chwili, kiedy powracały do niej 
ze zwycięskiej wyprawy galicyjskiej hufce ks. Józefa. Na 
uroczyste ich przyjęcie napisał "Odę", w której nie bra-. 
kowało nieodzownych na te czasy Hydr, Jędz, Gorgon 
i Neptun6w, RZYlnów i Kapitolów, ale 
 któreji odzy- 
wała się i nuta szczerego zapału. 


Gotujmy laury i hymny weselne, 
W znośmy do niebios triumfalne łuki. 
Oto, spełniwszy dzieła nieśmiertelne, 
Mężnych Lechitów powracają wnuki. 
Bracia to nasi, nasza krew, zaszczyty, 
Bytu nowego puklerz nieprzebity 
Przyszłej wielkości wróżby okazałe; 
Oto Bóg zwycięstw, co w zastępy blade 
Rozsiewał z nimi popłoch i zagładę, 
Do ich oręża swę. przywiązał chwałę. 


Cóż to za odgłos? powietrze się wzrusza, 
Zewsząd radosne unoszą się brzmienia, 
Cały lud jedna napełniła dusza, 
Cały kraj w pole triumfu się zlnienia.
>>>
-278- 


Po\vstaj
 łuki, wznosz
 się ołtarze, 
Topi
 się oczy w bohaterów twarze, 
Z serca płynę.ce radość łzy wyciska, 
Nadchodz
 mężni, a stolica cała 
Ku ich przyjęciu z n1urów się wylała; 
Niebo zachwyca wielkość widowiska... 


Ale nie tu kres trudów bohaterów - zazdrość im 
długo wytchn
ć nie dozwoli. 


Lecz wy, w niezłomne uzbrojeni siły, 
Walk- tych pogodn
 oczekujcie twarz
, 
Jest bóg, co Polskę wydźwigną.ł z mogiły, 
Jeszcze się gronlY w jego dłoni żarz
. 


---------- 


Czuwa nad nami potężna opieka... 
...U kresu pracy nieślniertelność czeka. 
Tak, gdy krwi
 wasz
 odbite siedliska, 
Gdy ziemia ojców dawny blask odzyska, 
\Vtenczas spocznijcie na zwycięstwa łonie; 
A imion waszych uczyć niemowlęta 
Wskaże powinność dla serc naszych święta 
Zaraz po Bogu i Napoleonie. 


. 
Na to uroczyste przyjęcie wojsk po raz drugi jeszcze 
. 
wystąpiła muza Wężyka. Nie poprzestał na samej "Odzie". 
Stało się to zreszt
 przypadkowo. Na balu, urzę.dzonym 
21. grudnia w salach redutowych, postanowiono wystawić 
"widowisko". Króluj
cy wówczas z Niemcewiczem na 
Parnasie Ludwik Osiński, miał napisać zastosowany do 
okoliczności poemat dramatyczny. Ale, gdy mu "zabrakło 
czasu i wę.tku", zgłosił się 14. grudnia do Wężyka z proś- 
bę. o "polnoc i wyręczenie". Dla lnłodego poety takie za- 
ufanie było zaszczytem niemałym. Więc w ci
gu trzech 
dni, "wybrawszy zdarzenie, dosyć do obecnego podobne"
>>>
-279- 


(słowa jego pamiętnika), napisał 3-aktowy "Rzym oswo- 
bodzony'
 który nazwał "sceną. historyczn
". Wzię.ł mia- 

 
nowicie z dziejów fakt najścia na Rzym wodza Gallów, 
Brennusa. Wiadomo, że wojsko rzymskie zamknęło się 
ze skarbami na Kapitblu, a w Rzymie z kobietami i dzieć- 
mi pozostali senatorowie, którzy na krzesłach kurulskich 
oczekiwali śmierci. Znane jest powszechnie rzucenie przez 
Brennusa miecza na szalę o k u P u, znany jest jego wy- 
krzyknik: "vae victisl", - któż nie słyszał o gęsiach ka- 
pitolińskich, o wymordowaniu senatorów, o odsieczy, która 
przybyła pod wodz
 dyktatora Kamila i doszczętnie Gal- 
lów wytępiła. Otóż ten fakt Wężyk uscenizował, pOlnija- 
ję.c tylko... gęsi. 
Analogja była mocno naci
gana, bo, oprócz tego, że 
wojsko polskie po nierozstrzygniętej, lecz chlubnej bitwie 
pod Raszynem, opuściło mury stolicy, a zostało 
 niej 
nieco senatorów ze szlachetnym Aristidesem polskim, 
marszałkiem Sejmu czteroletniego, Małachowskim na sze- 
le - innego podobieństwa trudno się dopatrzeć. Ale Wę- 
żyk do swej "sceny historycznej", wtr
cił tu i ówdzie 
ustępy, nawi
zane do okoliczności, przypominaj
ce świeżo 
przeżyte chwile. 
Już na samym prawie pocz
tku pierwszego aktu se- 
nator Papiriusz zwracał się do Marsa ze słowami, w któ- 
rych Wężyk lniał na myśli Napoleona: 


Marsie! Boże pogrolnów Rzymu i zwycięstwa, 
Ty nas wspieraj twą sił
, ty dodawaj męstwa. 
Ciebie lud nasz SWYln zbawc
 i panenl ogłasza, 
Tobie byt swój i świetność winna ziemia nasza. 
Ty nieraz uzbrojony wytępczem żelazem, 
Kilka wojsk nam przeciwnych zagładzałeś razem. 
Ty b
dź naszą. nadzieję. i wsparciem jedynem, 
A kto tobie nie ufa, nie jest Rzymianinem.
>>>
-280- 


Zaraz potem wódz Fabjusz, który walczył z Brennu- 
sem pod muran1i stolicy, zdaje sprawę z boju. Mówi o pię- 
ciokrotnie większej sile wroga, o 300 poległych za całość 
ojczyzny, a między nimi: 
Z niezachwianego męstwa i cnót znakomity, 
Legł wódz pułku ósmego ranami okryty. 
A pierwszy krwi
 sw
 znacz
c tej ziemi obronę, 
Sercom waszym polecał swe dzieci i żonę. 1) 


Dalej opowiada Fabjusz, że przeważne siły zmusiły go 
do odwrotu ku murom, ale jako żołnierz w mieście trzy- 
mać się nie radzi. 
Wszyscy zgadzaj
 się, aby wojsko odeszło do Kapi- 
tolu. Tylko senator Papiriusz, pomimo, że go śmierć czeka 
z rą.k wroga, oświadcza: niech wojsko odejdzie, niech 
czeka odsieczy Kamila, ale ja tu pozostanę: 
O Rzymie, wielkich mężów i bogów pobycie, 
Pozwól, bym pierwszy tobie poświęcił me życie. 
Ta siwizn
 i raną obarczona głowa, 
Niech się w gruzach tych murów wraz z t b
 pochowa. 


Oczywiście Fabiusz, to ksią.żę Józef, Papirius, to Sta- 
nisła w Małachowski. Sam Wężyk w pamiętnikach swoich 
mówi o Małachowskim, że "jak drugi Papirius pozostał 
w stolicy". 
"Scena historyczna" kończy się klęsk
 Brennusa. Gdy 
aktorzy odchodzę., wstrzymuje ich kroki Sława, zjawia- 
ję.ca się w obłokach i zwraca się do nich ze słowami: 
Wy, których myśl chwalebna w tej chwili natchnęła 
Wysta wiać dzielnych' Rzymian niespożyte dzieła, 


1\ Dowódcą pułku 8. pod Raszynem był Cyprjan Godebski.
>>>
281 - 


...Gdy wszystkie narody i wy na wet salni 
Dzieł 
ierównie świetniejszych byliście świadkami, 
Gdy dziś hołd odbierają. Polacy waleczni, 
Niech wasz rym ich zwycięstwa i cnoty uwieczni. 


Tu lud, co go niegdyś ukochała sława, 
Postradawszy przemożny byt, swobody , prawa, 
Ledwie zrzucił orężem cisnące go brzemię, 
Wkrótce nowy gwałt ściągnął na spokojną. ziemię. 
Już pyszny nieprzyjaciel w liczbie zadufany, 
Haniebne na lud cały zgotował kajdany, 
Już chciał zgasić byt nowy w naj droższej iskierce 
Cóż zostało Polakom? stateczność i serce. 
Pod wodzem, co na siebie zwrócił świata oczy, 
Który z krwią dawnych Piastów ich dzielność jednoczy, 
\Vyszli pyszni nie liczbą, lecz cnotą i męstwem. 
Pierwszy krok pod Raszynem pierwszem był zwycię- 
. [stwem... 
Później Sława wspominała bitwę grochowską, zdoby- 
cie Góry, obronę Wisły, Torunia i Pragi, zdobycie San- 
domierza i Zamościa - Jarosław, Częstochowa, Wieniaw- 
ka i Kraków, to "inne świadectwa dzielności Polaków". 


Wymienięż tego męża, co nad Warty brzegi 
Sam poszedł i utworzył walczących szeregi. (Dą.browski). 
Z takich to wojowników Polska się zaszczyca, 
Tych dziś wdzięczna w swych murach przyjmuje stolica. 
Słyszycie te okrzyki wzbite pod niebiosy - 
Spieszcie z głosem narodu łączyć wasze głosy. 
Oto męstwa i cnoty triumf okazały, 
Oto dzielni Polacy w całym blasku chwały! 
Kiedy Sława się uniosła, w głębi ukazał się transpa- 
rent, przedstawiający rycerza polskiego, wieńczonego przez 
boginię zwycięshva. Warszawa w postaci niewiasty wy-
>>>
282 - 


nurzała mu swoją radość i wdzięczność. U góry Sława 
głosiła światu nazwiska miejscowości, wsławionych zwy- 
cięstwami. Widowisko kończył "śpiew". 
Osiński, wykręciwszy się od dostarczenia dramatycz- 
nego poematu, nie mógł się jednak uchylić od napisania 
i wygłoszenia w dniu 22. grudnia na posiedzeniu Tow. 
król. Przyjaciół Nauk ,.,wiersza na powrót zwycięskich 
wojsk polskich do stolicy". Towarzystwo fakt ten uczcić 
chciało, Osiński był sekretarzem Towarzystwa i urzędo- 
wym jego wieszczem, a więc odmówić było niepodobna. 
Zasiadł zatem do pracy i z pod pióra jego wyszło jedno 
więcej... arcydzieło. Tak przynajmniej musieli sądzić 
współcześni, którzy Osińskiego uważali za mistrza nad 
mistrze. Dowód to jeden więcej, jak są.dom literackim 
współczesnych niezawsze dowierzać należy. Bywa on 
trafny, jeżeli rzeczywisty talent umie przemówić do ogółu 
i porwie go za sobą. Jeżeli jednak ten są.d opiera się nie 
na instynktownem odczuciu piękna, ale na zdaniu pa- 
tentowanych krytyków, to często zawodzi. Odgrywa tu 
rolę przważnie suggestja. Wyrok arystarchów przyjmuje 
bezkrytycznie dziennikarstwo, a zwykli śmiertelnicy wie- 
rz
 "drukowanemu", obawiają.c się, aby ich nie posą.dzono 
o brak kultury, poczucia piękna i s Ir\ak u. Dziś jeszcze 
jest gorzej, bo rozwielmożniło się bractwo wzajemnej ado- 
racji i przybyły dwa nowe
 ważne "kryterja": interes 
stronnictw i interes wydawców. Stronnictwa reklamuję. 
swoich, a każda poważniejsza firma nakładowa posiada 
własnych krytyków, chwalę.cych w czambuł jej wydaw- 
nictwa... 
Ale wróćmy do Osińskiego. Jego wiersz jest typowym 
przykładem, jak się ,,robiła" poezja. Rozpoczę.ł od wezwa- 
nia ,,bóstwa", które "mężnym torowało drogę z grobu do 
życia", aby "wieszczowi" (jak skromnie sam siebie nazy- 
wał) udzieliło potrzebnego męstwa (!) do godnego opiewa- 


. 


..
>>>
, 


-283- 


nia dzielnych Marsa synów, "aby mógł lotem orła ku 
niebu się wznosić". Jeżeli bowiem potrzeba odwagi do 
f 
czynów, to potrzeba odwagi i do ich głoszenia (1). 
Był lud, co trzynaście wieków "świętem berłem wła- 
dał", ale "lud okoliczny" chciał jego zagłady. Stało się- 
gmach runął. Ptak boski (orzeł biały) opuścił gniazdo 
i siadł na Kapitolu (mowa o legjonach, pożyczka z Go- 
debskiego). Druga narodu polowa ukrywała boski ogień, 
czekając, aż ...przyjdzie czas. Wreszcie 


Przyszedł ten, co ziemią. włada, 
Jaką chce, postać jej nada, 
Orężem grobów dotyka. 
Rzekł: dopełnione nadzieje, 
Czego nie było, jaśnieje, 
Co było, w ciemnościach znika. 
Polak ożył, choć właściwię "ten, co laurami grób mnie- 
DJany ubierał, nigdy nie umierał". "Ala znów jędze roz- 
noszą. wojny pożogi". Lecz zwycięzca wydał swój wyrok. 
Z nad Ebru zgubę dumnym zapowiadał i "śmierć stanęła 
nad Dunaju brzegiem". "Niemniejsze dziwy" oglądała Wi- 
sła. Aust.rjacy 
Danego życia niepamiętne plemię l) 
Śluiało nachodzi dobroczyńców ziemię, 
Z\vycięstwo głosi... O, raszyńskie niwy, 
Powiedzcie wnukom naszym, jako Bóg zwycięstwa 
Nie liczby - Bogiem jest męstwa. 


Poświęciwszy wspomnienie "drogim ofiarom", "wieszcz" 
przelnawia wkońcu do żyjących: 
Dalekim pokoleniom pamiętne imiona! 
. 
Do waszych czynów, do waszej ozdoby, 


l) Aluzja do odsieczy wiedeńskiej.
>>>
-284- 


N ależeć będą miecz, berło, korona, 
'Vyście królów Polakoln odzyskali groby. 


Zwycięzca wśród triumfów i wśród waszej straży, 
Wolą. i mocą. wyższy nad człowieka, 
Na płytkin1 teraz mieczu losy świata waży, 
A ziemia w posłuszeństwie swych wyroków czeka. 


u. 


Cały "wiersz" suchy, napuszony, wymęczony, bez śladu 
zapału, bez źdźbła poezji, mógł zadowolić jedynie skromne 
w:rnlagania, jakie współcześni sta wiali "kunsztowj pisar- 
8kiemu". "Wieszcz" Osiński nie sprostał nawet ośmieszo- 
nemu później wierszopisowi, pułkownikowi Molskiemu. 
Bo i Molski witał powracające wojsko bardzo długim 
i wcale nie najgorszym wierszem. 'V tych czasach nie 
mówiono jeszcze o nim: "Idzie l\'Iolski - w ręku oda dla 
Chrystusa, dla Heroda, a w zapasie wierszów trzysta dla. 
przyszłego antychr)'sta", ale czytano i przepisywano chęt- 
nie jego wiersze, które mu przyniosły sporą popularność 
i nazwę poety. Z łatwością. rymowania, łączył. pewną. 
płynność wiersza i lekkość formy. Umiał czasem uderzyć 
w ton serdeczny; w utworach jego okolicznościowych nie 
brak było nieraz i szczypty humoru. 
W wierszu, o którym mowa, witał żołnierza polskiego, 
wracającego na spoczynek zimowy po ośmiomiesięcznej 

,olbrzynliej pracy". Weselej go przyjmują. mieszkańcy, niż 
się z nhn rozłączali, kiedy "po cudach odwagi pod Ra- 
szyneu1 U przeniósł się za warownie Pragi. 


, 


Któż 111ógl wtedy tak świetne przewidzieć koleje, 
Jakich śladu wojenne nie przekażą. dzieje, 
By żołnierz, spoczywając na wierze pokoju, 
. 
W dwa dni na głos napaści zebrany do boju, 
.Ka pół świeży i w n1niejszej czwartą częścią mocy, 
.z ogromem wojsk ćwiczonych, walczył do północy.
>>>
.- 285 


, 
"Mniemanym zwycięzcom" żołnierz tylko z terasu 
zan1kowego pozwoliŁ widzieć Pragę. Cofają.c się (jeżeli 
odwrót w porządku można nazwać cofaniem się), nie za- 
krywał się lasami, nie szukał warowni - ale rozpoczął 
kroki zaczepne. Wytchnąwszy pod Modlinem, "bił wroga 
Jednocześnie w tej samej godzinie" pod Grochowem i Ra- 
dzyminem. 
Waleczna młodzi! takim rozwiązałaś czynem 
Akt drugi pięknie granej sztuki pod Raszynem. 
Odtąd zaczął się krzepić duch powstania w kraju, 
Spuszczał z tonu nadęty przybysz od Dunaju, 
A ziomek pogodnego nie mający czoła, 
Odczytywał z uśmiechem brednie z Odrzywoła l). 
Napróżno Trautenbergi, Baumy i Schauroty, 
Tając nam za wiślane wojsk .naszych obroty, 
Przez kuglarskie odezwy, przez kościelne pienia 
\Vmówić chcieli zwycięskie swoich powodzenia. 
Te hymny po świątyniach, stokrotne z dział huki, 
Te fałszem i potwarzą zapychane druki, 
Niezgodne z zasępioną starszyzny postawą, 
Wnieść kazały, że Bóstwo nie jest za ich sprawłł. 
Kiedy tak triumfalnym darzą. głupców prochem, 
A żydostwo z cierpianym niewdzięcznym motłochem 
Wiwatami celniejsze przeraża ulice, 
Nagle z praskich warowni ryknęły haubice. 
Jak piorun, wpadający z trzaskiem w dom biesiady. 
Przelęknione rozpędza od stołów gromady, 
Tak wodze i żołnierstwo, motłoch odurzony, 
W różne z placu Saskiego rozbiegli się strony 2). 


1) Odezwa arcyksięcia Ferdynanda przy wkroczeniu wojsk 
austrJackich do Księstwa. 
3) Dnia 1. maja z powodu zwycięstwa (?) arcyks. Karola 
było Te Deum w kościele św. Krzyża, poczem urządzono "parad
" 
wojskową na placu saskim. 


. 


ł
>>>
286 


Kto żył, leciał nad brzeg \Visły. Prócz wystrzałów, 
zwiastowały klęskę wroga i światła gorejących na Pradze 
pochodni. Przez niedopatrzenie, czy "zuchwalstwo", pusz- 
czono w "Gazecie Warszawskiej" przyznanie się do nie- 
powodzenia pod Ratysboną.. 


Balsamem dla nas była tej wagi nowina, 
Położona w rozkazie dziennym z Radzymina. 
Stwierdziła się nareszcie przez opis zwycięski, 
. Zadanej Karolowi w Ratysbonie klęski 1). 


J ak widzimy z przytoczonego, Molski kreślił w swoim 
wierszu przeżycia i uczucia Warszawy w czasie pobytu 
w nich nieproszonych gości, aż do dnia, kiedy Austrjacy 
opuścili stolicę w nocy z 1. na 2. czerwca. 


Warszawa, która tyle dni świetnych pamięta, 
, 
Nigdy równego temu nie widziała święta; 
Nigdy lud z duchowieństwem przy wese
szej twarzy, 
Nie obchodził strojonych na mieście ołtarzy. 


Po części "opisowej", zwracał się Molski do ks. Józefa, 
który "w naj cięższej hetmanią.c }Xtrzebie, przewyższył na- 
dzieje i samego siebie". Prawo do chwały przyznawał 
i naczelnym dowódcom oddziałó",', obrońcom twierdz, 
"urzędnikom sztabu", a wreszcie żołnierzom, którym 
wdzięczna jest Matka "za powrócone dziatki" (przyłą.cze- 
nie części Galicji). Wspomniałby i "cienia" poległych, ale 
niec.h nikt smutnym nie będzie w dniu powszechnej rado- 
ści, przypominającym powrót Sobieskiego z pod Wiednia. 


1) W "Gazecie Warszawskiej" wydrukowano rozkaz dzienny 
pułk. Rautenstraucha z Radzymina, w którym było "uwiado- 
mienie" ks. Józefa o zupełnem zniesieniu wojsk austrjackich 
między Ratysboną a Landshut. 


.. 


"
>>>
-287- 


Małą tylko (jeżeli powiedzieć się godzi) 
Między królem a wodzem 1) różnica zachodzi. 
Zmyliły się oręże: wódz królowi chybił: 
Którego ten ratował, Józef w sto lat wybił. 
Przypuszczać można, że nie kto inny, tylko Molski 
był też autorem "Pieśni patrjotycznej wojsk austrjackich", 
napisanej z powodu raportu, w którym zajęcie małej kępy 
na Wiśle pod Tokarami (w pobliżu Płocka) ogłoszono, jako 
wielkie zwycięstwo. Wyprawę tę nakazał jen. Gerniger, 
a rozkaz wykonał kapitan Ballog. Oto w całości owa 
"Pieśń patrjotyczna": 
Stanąwszy bracia u zwycięstwa mety, 
\Vłóżmy z jałowcu laury za kaszkiety; 
Potem niech każdy kielich sznapsa łyknie 
I wiwat unser Franz zweite niech krzyknie. 
Teraz nam wszyscy wielkość przyznać muszą.. 
Inni lat kilka lądować się kuszą. 
Dziś nasz regiment z rady Gernigera 
Wyspę 2) na Wiśle walecznie odbiera. 
Wielki Ballogu! przed tobą. w tej porze 
N elson zapewne wyznałby w pokorze, 
Że zdobią.c się tak zwycięstwem wspaniałem, 
Lepszym od niego byłbyś admirałem. 
Niech naszą wielkość w tej wodnej wyprawie 
Głoszą. przychylne szpiegi po Warszawie: 
Piszmy po gazetach - niech szerzy się sława, 
Niech drżę. Polacy, Sasi i Warszawa! 
Ponieważ treść wierszy Molskiego 3) cofnęła nas w cza- 


1) Sobieskim i ks. Józefem. 
3) "Insel" w oryginale raportu. 
8) Nie wspominam tu o jednej jeszcze odzie, która wyszła 
z pod pióra jakiegoś H. Z., rzecz ta bowiem, jako zbyt słaba, 
tylko do bibljografji należy.
>>>
288 - 


sy chwilowej gospodarki Austrjaków w Warszawie, za- 
notować należy, że teatr narodowy wystawił w dniu 30. 
kwietnia "na rozkaz nieprzyjaciela" operę "Genowefa", ale 
loże były puste, a parter "samymi tylko Niemcami za- 
ludniony". Potem teatr narodowy, "zawsze dający istotne 
dowody patrjotyzmu, przerwał swe prace, chcąc jedynie 
służyć ziomkonl, a nie bawić najezdnych przybyszów". 
Dopiero w trzy dni po ich wyjściu, 4:'"' czerwca, otworzył 
swoje podwoje ulubioną operą "Krakowiacy i górale". 
Autor jej, Bogusławski, przy wejściu na scenę, przyjęty z{}- 
stał długotrwającemi oklaskami. "Orkiestra między akta... 
mi grała Poloneza Kościuszki i mazurka Dąbrowskiego, 
"co wznieciło największy zapał". Wchodzą.cego do loży 
min. francuskiego Serrę, powitano oklaskami i długo trwa- 
jącemi okrzykami: Niech żyje cesarz! Do zakończenia opery 
wstawiono nową. scenę: Gdy Krakowiacy i górale mieli się 
udać na ucztę weselną., dał się słyszeć głos trąby woj- 
skowej. Gdy wszyscy są zdziwieni, wpada jeden z Kra- 
kowiaków i oznajmia, że Polacy blisko, że spuszczają się 
wąwozem poza Kościelniki i przez Mogiłę pe\vno wejdą 
do Krakowa. Jedni nie wierzą, drudzy powtarzają wieści, 
jakie ich doszły o zwycięstwach wojska polskiego. Wśród 
zapału .zabiera wreszcie glos Bardos, . aby powiedzieć 
"prawdę". Prawda ta, przerywana radosnemi uwagami 
i gorącemi życzeniami słuchaczy, brzmiała w skróceniu: 
Już dawniej przez Wielkiego moc Napoleona 
Cząstka naszej ojczyzny została wrócona. 
Wrogi, co ją na sztuki chciwie poszarpały, 
Znowu ją. podbić, zedrzeć i zagarnąć chciały. 


................. 


Wiecie, jak tu niedawno idąc Austrjacy, 
Przegrażali się dumnie, że zginą Polacy, 
"że w małej liczbie, sami, bez żadnego wsparci
 
I jednego ich wojska nie zniosą natarcia".
>>>
289 


Ale przekonali się, że nie liczba, lecz męstwo "cuda 
w boją działa". Opowiada dalej Bardos o Raszynie, 
o śmiercI Godebskiego, a kiedy wspomniał naczelnego wo- 
dza, "jako poszedł za Wisłę i wkroczył w wasze kraje", 
nastąpiła długa, burzliwa owacja, do której przyłączyli się 
i artyści, grający na scenie. Taką.samą owację, choć 
w mniejszych rozmiarach, zgotowano majorowi Hornow- 
skiernu, kiedy Bardos natrącił o "skaraniu zapędów wroga" 
pod Pragą. Cała publiczność wsta wszy, wołała: "N i e c h 
żyj ą F r a n c u z i!" przy wzmiance: 


Wzią.ł Zamość z mnóstwem armat dzielny Peletije (Pelletier) 
Francuz, co się dla polskiej sprawy mężnie bije - 


na co obecni w teatrze Francuzi odpowiedzieli okrzykiem: 
"Vivent les Polonais". l\tlusiano na ogólne żądanie powta- 
rzać kilka ustępów, a między niemi i ten: 


Całe Księstwo Warszawskie chwalebnie powstało 
I dowody miłości ku ojczyźnie dało. 
Płockie, Łomżyńskie, oraz Kaliskie, Podlasie 
I Poznańskie do ofiar pierwsze w każdym czasie 
Szlachta, mieszczanie, rolnik, wszystko stawa w szyki 
I zdawna sławne strzelbą, już walczą kurpiki. 
Wszystko, co się krwią polską szczyci, co nią żyje, 
Chwyta broń, nieprzyjaciół zewsząd ściga, bije, 
\Vreszcie zwycięzcy do nas i tak się zbliżają., 
Dziś jeszcze do Krakowa, pewno zawitają. 


\Vięc wzywał Bardos do godnego ich przyjęcia, poczem 
odśpiewanie kilku okolicznościowych piosenek, zakończyło 
przedstawienie. 
Poza tern teatr przy każdej uroczystości lub okolicz- 
ności, a czasem i bez tego, nowemi sztukami, wstawkami, 


Szkice literackie. 


19 


.
>>>
-290- 


przeróbkami i kupletami zastosowywał się do chwil. Tak 
n. p. w bardzo popularnej, wielokrotnie granej komedji 
Dmuszewskiego "Dworek na gościńcu", przerobiono Brzu- 
chaIskiego na von Barnabasa, \vłaściciela dworka w Ga- 
licji, który postana wia "z kamratami drapnąć w inne 
kraje", bo się w złym czasie wybrał ze swojemi "kabały" 
(intrygami); Barnabasa grał słynny Żółkowski i zbierał 
huczne oklaski za grę i kuplety. W lipcu (23-go) dano re- 
prezentację nowej, jednoaktowej sztuki Dmuszewskiego: 
"Wojsko polskie w Krakowie", która zawierała "wiele 
myśli, pełnych patrjotyzmu", autorowi zaś "tem większą 
jednała pochwałę, że ją po szczęśliwej wieści o wnijściu 
wojsk naszych do Krakowa, w półtora dnia napisał". Tre- 
ścią sztuki były objawy radości mieszkańców Krakowa. 
Wystawiono "przepyszną" dekorację, wykonaną. przez Pler- 
scha. Na 12 palmowych drzewach umieszczono 36. portre- · 
tów królów i książąt polskich. Akademik Zacniewski 
wchodził na scenę i objaśniał czyny każdego z panują- 
cych. Dłużej zatrzymał się przy portrecie Sobieskiego, aby 
napiętnować niewdzięczność Austrji. Przy portrecie Sta- 
nisława Augusta wspomniał o jego bratanku, "wodzu, któ- 
ry dziś drogie popioły wszystkich tych monarchów od 
niewolniczej obcemu tyranowi uwalnia podległości". Prze- 
sunął się przez scenę triumfalny pochód polskich wojow- 
ników, witanych z rozczuleniem, obsypywanych przez dzie- 
\vice kwiatami, przy śpiewie popularnego marsza "Powra- 
cajcie cni rycerze". Oczywiście, był na końcu transparent, 
był genjusz Sławy, były i "piosnki" na nutę Krakowia- 
ków. "J edna z panien" śpiewała: 


Były to czasy niestety 
Próżniactwem shańbione, 
Lubiły nasze kobiety 
Fraczki wypieszczone. 


I
>>>
- 291 



 


Ksią.żę! gdy jesteśmy z tobą., 
Znikły mody cacka, 
Dziś wąs tylko jest ozdobą. 
I czapka sarmacka. 


Akcję patrjotyczną teatr warszawski prowadził i za 
stolicą.. Od połowy czerwca do lipca grał w Kaliszu i w Po- 
znaniu, a w sierpniu połowa artystów z Bogusławskim 
udała się do oswobodzonego Krakowa. 
I nam \vraz z nimi udać się do niego wypada, bo, 
jeżeli gdzie, to \v Krakowie rok 1809 nabył prawa "do 
wdzięcznej Lechitów pamięci". 
Równo \v półtora n1iesiąca po odprawionem nabożeń- 
stwie z "Te Deum" w kościele Marjackim "na podziękowa- 
nie \Vszechmocnemu Bogu za odniesione nad cesarzem 
Francuzów świetne zwycięstwo nad Dunajem" - wkro- 
czył książę Józef do Krakowa (15. lipca). Obywatele Kra- 
kowa, "nie posiadając się z ra.dości z przybycia walecz- 
nych rycerzów i współrodaków", przez trz
 dni ilumino- 
wali miasto i "kupami cisnęli się na ratusz dla wyko- 
nania przysięgi wierności Naj. Cesarzowi Napoleonowi 
Wielkiemu, potężnemu istności naszej wskrzesicielowi". 
Natychmiast i Muzy rozpoczęły swoją. pracę. Pierwszym 
ich płodem był bezimienny "wiersz na przybycie wojsk 
polskich do Krakowa". Drugi takisaln wiersz napisa.ł imie- 
niem współziomków przychylny "rodak" F. N. J., który 
jednocześnie w osobnym rymie przemawiał I,DO obywateli 
Krakowa", wzywając ich, aby zasilali szeregi ojczyste: 


Pókiż to, bracia, tak gnuśnieć będziemy, 
Kiedy ci męże krwią za nas szafują.? 
Wszak i my imię Pola.ka nosiemy, 
Czyż nasze serca męst\va już nie czują.? 


19* 


.
>>>
- 292 


Więzy nam pękły, \volne nasze dłonie, 
Zrzućmyż z ócz letarg, który Lecha wstydzi, 
Ją.wszy z zapałem za hartowne bronie. 
Kogo miał w więzach Niemiec, niech uwidzi. 
Z tej próbki można "uwidzieć", że F. N. J. nie był ulu- 
bieńcem Muz.. Niestety, wszystki
 ówc'zesl!e wierszydła 
krakowskie są. tejże miary. Może były i lepsze, ale za- 
ginęły. "Gazeta Krakowska" przy opisie obchodu urodzin 
a zarazem imienin Napoleona (15. sierpnia) wspomina: 
"Z powodu tej uroczystości napisano także wiele stosow- 
nych wierszy, ale ich nie umieszczamy, albowiem po więk- 
szej części ogłoszone zostały drukiem". 
A szkoda, że "Gazeta" zgrzeszyła zbytkiem skrupulat- 
ności, ponieważ może znalazłyby się między temi wier- 
szami lepsze od umieszczonych w "Gazecie". Ulotne druki 
łatwo giną. - większa część ich przepada. Najlepszy do- 
wód, że dopiero niedawno przedrukowano wydany w Kra- 
kowie w roku 1809 wiersz napoleoński Kazimierza Bro- 
dzińskiego. Bibljografowie coś o nim wiedzieli, ale nie- 
dokładnie - żaden wydawca w zbiorach pism Brodziń- 
skiego go nie wydrukował, bo się z nim nie spotkał. Ty- 
tuł jego: "Oda w dzień urodzin Napoleona W. dnia 15-go 
sierpnia 1809". Utwór ten, bardzo słaby,' zasługuje na 
. W! uwagę jedynie z tego pow-odu, że był niejako pierwszym 
publicznym występem! 18-letniego Brodzińskiego. Ukoń- 
czył on właśnie szkoły w Tarnowie i 20. lipca zaciągnął 
się w Kra.k.owie do pułku artylerji. W "Odzie" opowia- 
dał, jak złoty orzeł napoleoński 
Zwrócił na dawne Lecha gniazdo lot wysoki, 
Obudził dzieci śpią.ce; pierzchły czujne mroki. 
Po tylim nas dręczeniu przed tobą, mścicielu, 
Zniósł czarnego, sam osiadł na gruzach Wawelu. 


..... .....
>>>
293 - 


Zba wcę, ktÓrego imię świat dziś, drżąc, obchodzi, 
Który tysią.c radości w synach Lecha rodzi, 
Nućcie, Bardy słowiańskie, setne wojska szyki, 
I wy, mury Krakusa, \vydajcie okrzyki: 
"Niech żyje Napoleon!" wołaj ludzie tkliwy, 
Niech żyje po tysiąc lat (kto z nas będzie żywy), 
Niechaj Polak ostatni z tem czuciem umiera, 
A hasło: Napoleon! - niech mu usta zwiera. 


A wy, coście przez Niego jeszcze Polakami, 
l\lężni - krwią, gdy trzeba będzie
 a wy czuli - łzami, 
Nieście mu wdzięczność, pewni, iż na nowej ziemi, 
Pierwsza nasza powinność - być Jemu wdzięcznemi. 


Najwięcej kwitnęła w Krakowie w tym czasie "poezja" 
transparentowa i kupletowa, mało co gorsza, a czasami 
nawet i lepsza od drukowanej - ale ją. pomijam, gdyż 
próby takiej poezji już podałem, a krakowska mało od 
nich się różni. Należy jedynie zauważyć, że bohaterami 
jej, jak wogóle całej poezji roku 1809, był zarówno Napo- 
leon, jak "wojska kochanie" książę Józef. Można nawet 
powiedzieć, że więcej rymów poświęcono księciu Józefowi, 
co było rzeczą. naturalną. Napoleon bowiem był daleko, 
a cała kalllpanja roku 1809, prowadzona przez ks. Józefa, 
była czysto polską: pierwszy raz Polak po rozbiorach wal- 
c7.ył sam za siebie, bez niczyjej pomocy, sam własnym 
orężem odbierał część swojego dziedzictwa. 
Dla uzupełnienia obrazu patrjotycznego rymotwórstwa 
polskiego w roku 1809 dodam, że z pomiędzy "poetów" 
nieznanych, niezapisanych na kartach literatury, najwię- 
cej płodnym i dość poprawnie piszącym, okazał się jakiś 
H. Z, o którym już wspominałem, a któreg: kilka utwo- 
rów przechowało się na szpaltach dziennikarskich. Kilka 
,,'ierszy napisał Djonizy Lanckoroński. Wiersze do ks. J6- 


.
>>>
-294- 


zefa pisali F. 'Vigura w imieniu "Polaków Galicjanów". 
jacyś F. Z., B. P., J. G. i F. W. (nie Wężyk)." Pewna 
panna" po zdobyciu Zamościa "zrobiła wiersze do wojska 
polskiego, wchodzącego w mury tego miasta". W "Gazecie 
Poznańskiej" znajdujemy "Marsz patrjotyczny" pióra J. 
Rynarzewskiego, muzykę do tego marsza "dorobił" P. Pa- 
roni w Gotowach. Józef Olędzki, fizylier pułku 16 kom- 
panji 4, ranny w pierś prawą., napisał w obozie pod Kra- 
kowem wiersz na pół humorystyczny, w którym opisywał, 
jaki duch panuje \v \vojsku. Ponieważ jest to rodzaj do- 
kumentu, więc posłuchajmy: 
Kto wojsku służy z miłości ojczyźny, 
Miłe ma dla niej poniesione blizny. 
Na niedostatek nigdy się nie żali, 
Ani się przykrzy, by mu rangę dali. 
Niesie karabin, słucha i kaprala, 
Szanuje starszych, kocha i wychwala; 
Marsz po mil siedem spacerem nazywa, 
Bitwa z Niemcami igraszką mu bywa. 
Smakuje suchar, pleśnią. malowany, 
Od furjera dnia piątego dany. 


.... ........ ... .. 


. 
A bywszy na wet da wniej posesorem, 
Sam rad gotuje sobie groch z rosołem. 


.. .......... ....... 


Mówi, że rana za krzyż złoty staje, 
Śmierć za ojczyznę honor mu nadaje. 
Wszystkie wypadki ponosić jest miło, 
Aby się łono ojczyste wróciło. 
Transparentową poezję szeroko uprawiała i prowincja 
przy; obchodach patrjotycznych i uroczystościach napo- 
leońskich. Zdobywały się na nię.: Lublin, Kielce, Końskie, 
Łuków, Opoczno, Siedliszcze, Podgórze, Biała galicyjska 


.
>>>
-295- 


i t. d. Brali w niej udział i żydzi. Tak n. p. w W'arszawie 

. dniu 15. sierpnia wystawili przy sklepach swoich na 
u licy Senatorskiej transparent z trzema wierszowanerui 
\. 
napisami. Najkrótszy z nich brzmiał: 


Trwałość cedrów Libanu runie i przeminie, 
Napoleona sława nigdy nie zaginie. 
Składała swoje hołdy i muza łacińska. Prócz Jacka 
Przybylskiego, l\larcin Zuchowski, "uczony kanonik" słyn- 
nego opactwa Bożogrobcpw w Miechowie, napisał na ob- 
chód urodzin Napoleona w tem mieście dwa wiersze: "Na- 
poleoni Primo... Caesari orbis maximo - gens Polona" 
i "Celsissimi Principis Josephi Poniatowski, supremi du- 
cis exercituum - epigramma". 
Pozostał mi do omówienia jeden płód rymotwórstwa 
napoleońskiego z tych czasów, utwór rozmiarami najwięk- 
sz
r, jest to bowiem "poema w sześciu pieśniach", wydane 
w Krakowie bezimiennie pod tytułem: "Galicja oswobo- 
dzona". Autorem poematu był podpułkownik Jędrzej Świ- 
derski, lekceważony, bo zapomniany przez historyków li- 
teratury, choć często dosiadał pegaza i nie można powie- 
dzieć, aby był jeźdźcem zbyt gorszym od tych współcze- 
snych sobie, którz

 w turnieju poetyckim pierwsze na- 
grody brali 
W pieśni pierwszej Świderski przedstawiał smutny 
obraz czasów przedna.poleońskich w Europie, ucisk pod- 
danych, fanatyzm, dzikość samodzierżców, deptanie praw 
narodów - Napoleon położył temu koniec. Pieśń druga 
daje charakterystykę losów narodu' pOlskiego pod berłem 
zaborców. Trzecia jest poświęcona wspomnieniom roku 
1807, wreszcie trzy ostatnie kreślą. wypadki r. 1809, któ- 
r}ych wynikiem była... Galicja oswobodzona. W każdej 
z tych pieśni są ustępy, zasługują.ce na przytoczenie, ale 
poprzestańmy tylko na jednym, najwięcej zgodnym z te-
>>>
-296- 


matem nInIejSzej rozprawki. Ustęp to o Napoleonie, bę- 
dę.cy niejako streszczeniem tych motywów, które budziły 
dla niego entuzjazm, lub uznanie. Bodaj, czy je Świdel'ski 
nie najlepiej, choć krótko ujął. Nie nadymał się, nie szu- 
kał zawrotnych porównań, nie wkraczał w krainy mit 0- 
.. 
logji, ale ze stanowiska patrjotycznego i demokratyczn.ego 
tak prosto rzecz tłumaczył: 


. 
...Ster rządów objąwszy Napoleon dzielnie, 
Okręt kraju z przepaści burzliwych ra.tuj'3, 
Niezwalczonym zastępom hetmani naczelnie, 
Na tronie, jak filozof, z ludzkością pa.nuje. 
Dźwiga ołtarz, utwierdza dla Bóstwa cześć winną., 
Ale wściekły fanatyzm gromi i obala. 


. . . . . 


On ujął władzę królów w szranki im właściwe
 
Bałwanowi wszechwładztwa uniżył kark dunluy, 
By nie rzą.dził gwałt. ale prawa sprawiedliwe 
I nikt nie był niewolnym, jak zwierz nier07. 1 1nlny. 


ol . 


. . . . . 


Tak zwierzchnik jak podległy świadom swego celu, 
Tamten skromnie panuje, ten słucha z ochot
: 
Jedynym wzorem w świecie, praw naszych mśdcielu, 

 
Łą.czysz oblask zwycięzcy z ludzkością i cnotą; 
Bronią.c s\vobód człowieka, prawdę z gruzów dźwigasz, 


. . . . . 


Drży Albjon, bo w tobie pogrom swój poznaje. 
Zlepiasz byt tylu krajów przez mądre ustawy, 
Cieszy się biedny kmiotek z doli swej poprawy, 
Bo swoboda w lepiankach wzgardzonych nastaje. 
Milczą pienne wybiegi, prawo wszystkich równa: 
Możny panem w pałacach, biedak w swojej chacie, 
Sprawiedliwość dla wszystkich jedna, nieodzowna. 
Dręczyciel musi uznać człowieka. w swym bracie.
>>>
-297- 


Złączyłeś wspólnym węzłem Włochy i Germany, 
Starłeś swe napastniki, a nasze tyrany. 
Zbawco mego narodu! skryte wznosił modły 
Do górnych niebios Pana każdy ziomek tkliwy, 
By odważne twe hufce zwycięski bój wiodły, 
A on dożył oglądać Twe orły szczęśliwy. 
Teraz, gdy z Twojej łaski już oddycha śmiele, 
Grzmię. po polskich świątyniach radosne l'llgłosy. 
, 


. 


. 


* 


* 


Po roku 1809, polskie rymotwórstwo napoleońskie nieco 
"Ucicha, aż dopiero z podwójną. siłą. występuje .w roku 1812. 
Pisano o niem sporo w setną. rocznicę wielkiej wojny, 
przedrukowywano nawet niektóre utwory - rzecz to za- 
teIn już więcej znana. Później znów następuje przerwa - 
i to dłuższa - aż Napoleon staje się bohaterem już nie 
rymów, ale wielkiej naszej narodowej poezji. Część jej wy- 
dał w osobnym zbiorze p. G linka. _ 
Zaledwie w tomowem studjum dałoby się omówić 
wszystkie rymy i poezje napoleońskie. Należałoby do nich 
zaJiczyć i - "Pana Tadeusza". 


1921.
>>>
A. N. M I C K I E W I C Z 
(N O T A T K A). 


. 
Pod wierszem Mickiewicza "Zima miejska", drukowa- 
nym w "Tygodniku wileńskim" w r. 1818 (nr. 125, str. 254), 
znajduje się podpis: A. N. l\1ickiewicz. Taki sam podpis 
położył poeta i pod artykułem: "Uwagi nad Jagiellonidę. 
Dyzmasa Bończy Tomaszewskiego" ("Pamiętnik warszaw- 
ski" z r. 1819, nr. 1, str. 17). 
Litera N. zaciekawiała zawsze biografów poety. Estrei- 
cher w "Rozmaitościach lwowskich" (1859, Nr. 25) przy- 
puszczał, że oznacza ona herb poety Nałęcz. Wprawdzie 
w Paprockim i Okolskim niema wzmianki o Mickiewi- 
czach, wprawdzie Stryjkowski nadawał im herb Poraj, ale 
już Niesiecki zna Mickiewiczów herbu Nałęcz, którzy "są. 
na Żmudzi, w Mińskiem i Upickiem", zna ich i Krasicki, 
przytaczając pod r. 1788 Ignacego, miecznika sierpskiego 
i Michała, krajczego upickiego. Przypuszczenie więc 
Estreichera miało pewne cechy pra wdopodobieństwa, 
zwłaszcza, że już przed nim Bobrowicz, wydawca przedruku 
Niesieckiego, przy Mickiewiczach herbu Nałęcz, dodał od 
siebie: "tu zapewne należy żyjący dziś Adam Mickiewicz 
i t. d." 
Przypuszczenia jednak Bobrowicza i Estreichera roz- 
wiały się z chwilę., kiedy zebrano wyraźne dowody na to, 
że przodkowie poety pieczętowali się herbem Poraj. Li- 
tera N. pozostała więc znowu zagadką..- Usiłowano ją za- 
tem rozwię.zać, upatrując w niej już to zwykłą omyłkę
>>>
299 - 


druku. już to początek drugiego, nieznanego imienia 
chrzestnego poety. . I te domysły wkrótce się rozprószyły 
wobec oryginału listu Mickiewicza., pisanego w r. 1818 do 

elewela,. (dziś własność l\luzeum narodowego w Krako- 
\Yie), na którym znajduje się również podpis A. N. lUickie- 
wicz - i wobec odnalezienia metryki poety, opiewającej, 
że otrzymał na chrzcie świętym imiona Adam Bernard, - 
to ostatnie po ojcu chrzestnym, Bernardzie Obuchowiczu. 
Koło r. 1885 powstał co do owej litery N. pomysł bar- 
dzo śllliały, a nawet zabawny. Oto ponieważ ojcu poety 
było na imię :Mikołaj, po rosyjsku Nikołaj, przeto (twier- 
dzono) mógł l\lickiewicz używać zwyczajem rosyjskim imie- 
nia ojca: Adam Mikołajewicz, Adam Nikołajewicz. Po- 
mijając, że zwyczaju takiego na Litwie nie było, że co 
najwyżej tylko w urzędowych pismach mógłby poeta 
ll\vzględniać "otczestwo" rosyjskie, pozostałoby pytanie, 
c11aczego pisząc po polsku podpisywałby się Nikołajewicz, 
a nie l\1ikołajewicz, dlaczegoby wreszcie używał tej fornlY 
urz
dowej na listach prywatnych i jako p
dpi
u pod swo- 
in1i utworami. Dodać jeszcze należy dla zupełnego usu- 
nięcia tej zabawnie pomyślanej bajeczki, iż na pismach 
urzędowych z czasó\v uniwersyteckich i kowieńskich 
kładł poeta jedynie swoje pierwsze chrzestne imię: Adam. 
Dopiero w r. 1889 rzucono jaśniejsze światło na tę 
sprawę. Chryzostom Ładzie, nowogrodzianin, (ś. p. Ale- 
ksander Walicki) w pierwszym tomie "Pamiętnika Towa- 
rzyst.wa Literackiego imienia Adama Mickiewcza" umie- 
ścił artykuł: "Kilka wspomnień z lat dziecinnych", w któ- 
rym literę N. wyjaśnia w sposób niepozbawiony logicznej 
podstawy. Walicki przypomina sobie mianowicie, że kiedy 
W" roku 1833 otrzymał w darze od swego ojca "Wypisy 
polskie" Zakrzewskiego i kiedy w nich znalazł dużo dwu- 
imiennych poetów (Tomasz Kajetan Węgierski, Antoni 
Edward Odyniec, Franciszek Dyonizy Kniaźnin, Józef
>>>
- 300 - 


Bohdan Zaleski itd.), chciał się koniecznie dowiedzieć 
jak brzmi drugie imię Mickiewicza. "Dokuczał" więc, jak 
nlówi, wszystkim zapytaniami, aż wreszcie ktoś (kto - 
nie pamięta) w kilka lat później objaśnił go, że Mickie- 
wicz otrzymał przy bierzmowaniu imię Napoleona. 
Naturalnie, że trudno polegać na pamięci człowieka 
starszego i przytem nieco fantasty, jakim był Walicki. On 
sam wreszcie. wyjaśnienia swego "nie podaje za pewnik", 
a nawet uczony Wł. 'Visłocki przypominał sobie wybor- 
nie, jak m u Walicki opowiadał, iż ów Napoleon "przyśnił 
mu się". Tem niemniej, powtarzam, wyjaśnienie Walic- 
kiego ma za sobą. pewną. podstawę logicznę.. Nie zapomi- 
najmy, że Mickiewiczowska litera N. powstała w czasie 
największego u nas kultu Napoleona, że kult ten Mickie- 
wicz przez całe życie uprawiał i wskutek niego utracił 
nawet katedrę w College de France.. Moda zaś nadawania 
i przybierania sobie pewnych imion trwała zawsze. Zwró- 
ciłem już na ten drobny fakt uwagę niegdyś w Kraju, przy- 
taczając na to pewne dowody. Tu poprzestanę tylko na 
przypomnieniu, jak w początkach wieku XIX. zaroiło się 
u nas od Józefów i Tadeuszó\v; był to hołd składany Koś- 
ciuszce i ks. Józefowi. Wiara w mniemanego "wskrzesi- 
ciela Polski" Aleksandra 1., znacżnie powiększyła u nas 
liczbę Aleksandrów, natomiast po r. 1831 bardzo pospOoo 
lite w Polsce imię Mikołaj, prawie zginęło na kartach me- 
tryk urodzenia. Nie będzie też zapewne przesady w twier- 
dzeniu, że pomiędzy r. 1800 a 1830 pojawiło się u nas z jakie 
tysiąc Napoleonów, choć poprzednio imienia tego nie znano, 
a później bardzo już wyjątkowo go udzielano. Łatwo więc 
2rozumieć, że mógł Mickiewicz przyjąć to imię przy bierz- 
mowaniu, lub też nawet dodać je sobie i bez bierzmo.wa- 
nia. Przykładów takiego własnowolnego dobierania sobie 
głośnych imion możnaby nieco przytoczyć. Sam znałem 
n. p. przed 25 laty młodego poetę, który, lubo go ochrzczono 


\
>>>
- 301 - 


innell1 imieniem, podpisywał się Hugonem przez kult dla 
'Viktora Hugo i choć potem porzucił poezję (bez szkody 
dla literatury) nie porzucił jednak przybranego imienia. 
Była więc logiczna podstawa do przyjęcia (choćby 

 
z zastrzeżeniem) wyjaśnienia Walickiego. Znalazła się 
jednak przypadkowo i podsta wa faktyczna. 
W roku 1818, a więc w czasie, z którego pochodzi li- 
tera N. w podpisie Mickiewicza, wydał w Warszawie Jó- 
zef EIsner, znakomity kon1pozytor muzyczny dziełko pod 
tyt.: "Rozprawa o metryczności i rytmiczności języka pol- 
skiego, szczególniej o wierszach polskich we względzie- 
muzycznym przez....... z przykładami rzecz objaśniają.cen1i 
przez Kazimierza Brodzińskiego". Nie potrzeba chyba do- 
wodzić, że rozprawa ta mogła zająć Mickiewicza i że mógł 
postarać się o jej egzemplarz dla siebie. Przypuszczenie 
stwierdza fakt, że... znajdowała się ona w jego bibljotece. 
Rzadkiego "tego dziełka nie posiadała bibljoteka Jagiel- 
lońska i dopiero w ostatnich czasach sprowadziła je z war- 
szawskiej księgarni antykwarskiej Giejsztora. Na tektu- 
rowych okładzinkach tego egzemplarza "Rozprawy" znaj- 
duje się na środku współcześnie położony napis: "Rozpra- 
wa o Metryczności i Rytmiczności Języka Polskiego", 
a u dołu: s ksiąg A. Napoleona l\rłickiewicza. 
Napis ten w połą.czeniu z podaniem Walickiego sprawę 
litery N. prawie wyjaśnia, a wyjaśniłby ją. całkowicie, 
gdyby można mieć przekonanie, że wyszedł on z pod ręki 
samego poety. Co do tego miałem pewne wątpliwości, 
gdyż por6wnawszy napis ze wsp6łczesnemi autografami 
listów Mickiewicza, p'Ostrzegłem poważne r6żnice w cha- 
rakterze pisma. Natomiast Władysław Wisłocki różnic 
tych znacznie mniej dostrzegał i tłumaczył słusznie, że 
charakter pisma jednej i tej samej osoby zmienia się sto- 
sownie do tego, czy pisze ona prędzej lub wolniej i co pi-
>>>
302 


sze. \V listach charakter pisma łatwiej stale się utrzy- 
muje, przeciwnie zaś, każdy prawie, kto wypisuje tytuł 
na okładce ksią.żki i kładzie swoje nazwisko dla zazna- 
czenia, że książka jest jego własnością., stara się zazwyczaj 
o wyraźne, więcej ozdobne pismo, czyli mó\\rią.c utartem 
wyrażeniem: więcej sztychuje. Zdanie Wisłockiego popie- 
rają. zresztą. pewne szczegóły, jak używanie litery s za- 
miast z, co było właściwością. Mickiewicza i typowy za- 
kręt przy literze z na końcu nazwiska poety. 
Jest jeszcze jedno przypuszczenie, a mianowicie, że 
napis, o którym mowa, mógł wyjść z pod ręki Odyńca, 
gdyż jest bardzo zbliżony do jego pisma z tej epoki. 
'Vprawdzie w roku 1818 nie był jeszcze Odyniec w bliskich 
stosunkach z Mickiewiczem, ale też i napis na dziełku 
EIsnera może pochodzić z czasów o kilka lat późniejszych, 
a ponieważ Odyniec, jak wiadomo, był przez dłuższy czas 
jakby rodzajem sekretarza., totumfackiego, przy Mickiewi- 
czu, mógł więc zajmować się i uporzą.dkowaniem jego bi- 
bljoteczki. 
W każdym razie, czy napis na dziełku EIsnera wyszedł 
z pod ręki 
1ickiewicza, czy kogo innego, fakt zostaje fak- 
ten1, że egzemplarz tego dziełka był własnością. jakiegoś 
A. Napoleona Mickiewicza. A ponieważ treść rozprawy 
EIsnera każe przypuszczać, iż nie inny Mickiewicz tylko 
Adau1 miał je w swoim zbiorze, ponieważ Mickiewicz li- 
terą. N. jako drugiem imieniem przez pewien czas się pod- 
pisywał, ponieważ wreszcie Walicki z pamięci swojej wy- 
dObył imię mickiewiczowskie Napoleona - przeto dopóki 
jak.iś fakt niezbity nie obali podanego tu przypuszczenia, 
trzeba będzie przyją.ć je za jedynie uzasadnione wytłuma- 
czenie zagadkowej litery N. 
Jeszcze jedno. W egzemplarzu EIsnera znajduje się 
kilka współczesnych poprawek, których charakter zbliża 
-się więcej do pisma Mickiewicza, aniżeli sam napis na
>>>
-303- 


okładce. Są. to poprawki językowe i gramatyczne, z któ- 
rych kilka przytaczam. I tak w zdaniu: "Człowiek przy- 
szedłszy do rozwagi, mocniejszego potrzebuje powabu do 
rozgrzania imaginacyi", przekreślony jest wyraz: rozgrzania 
...- 
a zamiast niego wstawiony: obudzenia. Dalej zamiast: 

,język uczuciów", poprawiono 
,język uczuć", zamiast: 
"obiedwie sztuki", poprawiono: "obie sztuki". Mógł te po- 
prawki poczynić sam autor (EIsner), ale prędzej przypusz- 
czać można, że uczynił je właściciel ksią.żki. A ponieważ 
wszystkie one są. poprawkami językowemi, robił je przeto 
znawca języka, a" tym chyba Mickiewicz był w całej pełni. 
1896. 


Dopisek. W kilkanaście lat po napisaniu powyższej 
"notaty" domysł mój przemienił się w pewność. W wyda- 
nen1 przez Akad. Umiejętności pod redakcją. prof. Czubka 
"Archiwum Filomatów" (1913) znajduje się kilka listów 
Mickiewicza podpisanych: A. Napoleon, Adam Napoleon, 
lub Napoleon z Nowogródka. Pochodzą. one z lat 1817- 
1819 - w drugiej jednak połowie r. 1819 znika Napoleon, 
pozostają. tylko podpisy: A. M., Adam - A. Mick. lub 
samo A. - Malewski w jednym z listów do Mickie\vicza 
pisze: Kochany Adamie N. (str. 127).
>>>
"'--Ł
 


{' 


-. 



 



........-- 


-. 


-- 


..... 


( 



 



 


ODBITO W DRUKARNI POLSKIEJ 
FR. ZEMANKA W KRAKOWIE. 


-- 


..... 


--"-- 


..L 


-.. 


., 


c 



 


. 


\ 
'- 


,. 


.- 


Ie 


"\
>>>