Wiadomości Polskie, Polityczne i Literackie 1942, R. 3 nr 22

, 
DZIS: 


STRON 


CENA. (PRICE) 15. 


6 


. 
,., 
, 


Nr. .22 (116) 


,
t..' 


22 (116) - LONDYN 
31 MAJA 194
 


ROK III - NR. 
NIEDZIELA 



, 


NUMERZE: 


w 


REDAKCJA 
229/231, HIGH HOLBORN LONDON, W.G.1 
Telefon: CHANCI!RY 6128 
ADMINISTRACJA. 
9, NEW OXFORD ST., LONDON, W.C.I 
Telefon: HOLBoRN 0868 
PRENUMERATA 
kwartalnie 


Olgierd Górka: Kilka myśli i w
pOmni('I'l 
o :\Iarszałku Pilsudskim. 
 V. A. Cazalet, 
przełożył Krzysztof Nienaski: Z :-;ikor- 
skilll /\y Rosji. - Lucjan Żeligowski: 
Rezolucja Rady NHJodm\t'j. -- Jan 
Lechoń: Niezwykla pamiqtka. 
 Zyg- 
munt Nowakowski: Fox-tl'ott na zglisz_ 
czach. - Polska i nowa Elllopa. - 
Bonlbardowanie 
iell1i('('. 
 \\' obronie 
uwi
zionych socjalistów. ,-- ::\li
cellmlt'a. 
- Camera obscura. -- :-;lmrlmi('a Polska. 
X. Zygmunt Szczęsny Feliński: Z ..Pa- 
!lli
tników". Adam Asnyk: Do mlo- - 
dyeh. Jan Kochanowski: 
a lip
, 
Andrzej Morsztyn: 
i"statt.k. Jan 
Kasprowicz: Błogosławieni. 


. 


': . 

, 
" 
{; 


. 


... 


125. 
$3.- 


w Anglji 
w innych krajach 


TBE 
POLISa NEWS 
WEEKLY 


Należność za prenumeral
 prosimy przekazywać 
czekiem lub "Pos/al Order" na zlecenie: 
M. I. KOLI N (Publishers) L TO. 
Ogłoszenia przyjmujĄ Advertising Oflices. The CARLTON 
BERRY Co.. 437. Grand Buildings, Trafalgar Sq., W.C.Z, 
tel. ABBey 5108 


POLITYCZNE I LITERACKIE 
TYGODNIK 


, 
OLGIERD GORKA 


1VSPOMNIEŃ 
PI
SłJDS.KIM 


o 


KILK,A MYŚLI 
MARSZALKłJ 


I 


, 
',
 


przecho\\'a się jedna prawdziwa anegdota, 
skoro zjawia się tyle - falszywych. 
jako attachć wojskowy w Rumunji 
bylem przez pewien czas panem sytuacji, 
decydującym, kto z Rosji bolszewickiej 
w czasie rozpadania się "bialych" może 
przedostawać się do Polski, a kto nie. Mar- 
szałek, który mnie wezwał w sprawach 
wojskowych do Warszawy, chciał widocz- 
nie, jak to wyczuwalem w trakcie rozmowy, 
poruszyć jakieś inne dyskretne zagadnie- 
nie. Rzeczywiście, pod koniec rozmowy 
zaczepił mnie jakby mimochodem uwagą, 
że teraz wszyscy "Żydzi z bolszewickiej 
Rosji" przez Rumunję uciekają do Polski. 
Potwierdzilem, że taka jest sytuacja, lecz 
że cal ość sprawy i możność decydowania 
mam w ręku, wobec czego poprosilem o 
dyspozycję postępowania. Dyrektywa Mar- 
szalka byla prosta. jak zwykle zaczynając 
slowe'm "rozumiecie", powiedzial mi krót- 
ko, że "ja tych zbolszewiczalych Żydów 
rosyjskich" w Polsce mieć nie chcę. jeśli 
jednak któryś z Żydów czemkolwiek wy- 
kazal swoją łączność z Polską, po:oiada 
jakieś polskie polecenie z komitetów, czyli 
jak z ironją podkreślał, niby z tych to kon- 
sulatów, należy go wpuścić. W sumie i w 
rezultacie mych zapytań dyrektywa byla 
jasna. Obcych elementów żydowskich mieć 
nie chcial, ale każdy, kto jest związany z 
ziemią polską, a zwlaszcza, kto czemkol- 
wiek zaznaczyi tę lączność z polską ziemią, 
ma takie samo prawo do udzialu w życiu 
państwa polskiego jak inni. Tyle jest praw- 
dy o rzekomo nieznanem stanowisku Pił- 
sudskiego w kwestji żydowskiej. 
Bez jakiejś szczególnej sympatji do Ży- 
dów, antysemityzmu nie uznawal, tak 
samo jak będąc zwolennikiem stalej więk- 
szości parlamentarnej, u.niezależnionej od 
poparcia t. zw. "mniejszości", był przeciw- 
nikiem monopartji. Niestety, już w dwa 
miesiące po śmierci Marszalka, nowa ordy- 
nacja, zupelnie widocznie sprzeczna z jego 
konstytucją, obalila zasady wewnętrznych 
rządów w Polsce Pilsudskiego. 


czeniem przed przyszlą historją calej 
szkodliwości poczyna!1 i rozmaitych ma- 
newrów "waletów". Dziwnym sposobem 
Pilsudski, jako czlowiek stale wpatrzony w 
zagadnienia a nie w ludzi, nie zdawał sobie 
z tego stanu sprawy. Opowiem więc - 
zresztą bez nazwisk - anegdotę charak- 
terystyczną dla tego stanu rzeczy. 
Szereg przyczyn bylo powodem w r. 
1922, że zgodnie z mojem życzeniem i 
prośbą Marszalek Pilsudski, bez precyzo- 
wania przedmiotu rozmowy, dał mi przez 
szefa. sztabu zlecenie zgloszenia się do 
niego osobiście. Bylem wówczas zdecydo- 
wany, poza innemi sprawami, poruszyć 
także pewne machinacje "waletów" aż 
do granic świadomie fałszywego informo- 
wania. Tymczasem, mimo mych osobistych 
stosunków i powolywania się na wyraźny 
"rozkaz Komendanta", wysiadywalem 
przez tydzień, a może i dziesięć dni bez- 
skutecznie w poczekalni Belwederu, stale 
dostając odpowiedź, że Komendant jest 
zajęty. Zwrócilem się więc do szefa sztabu 
z prośbą, by tę rzecz wprost u Marszałka 
wyjaśnił. Również szef sztabu musiał 
czekać dopiero na normalny raport, ale po 
raporcie przypomniał Marszalkowi, że 
kazał mi się stawić u siebie, ale że mnie nie 
przyjmuje. Odpowiedź Marszałka, powtó- 
rzona mi doslownie, jest W najwyższym 
stopniu charakterystyczna dla tego nie- 
orjentowania się Pilsudskiego w stosunku 
do "gierek" swego otoczenia. Marszałek 
powiedział: .,Właśnie! . PowiedziC\łem, 
żeby się zglosil, a on nie przychodzi !". Sic! 
Pilsudski myślal poprostu, że to ja zlekce- 
ważylem jego wezwanie, a nie że otoczenie 
próbuje zbudować chiński mur wokolo 
Belwederu, zwlaszcza przed tymi, z którymi 
godzinami lubil rozmawiać. 
Oczywiście, Marszalek powtórzył zlece- 
nie, bym się zglosił, i oczywiście, polecenie 
to wykonalem. Na wszystkie jednak moje 
nalegania o termin przyjęcia, dowiedziałem 
się tylko tyle od "waletów", że Komendant 
zmieni l swoje postanowienie i że rozmowę 
ze mną uważa za niepotrzebną. Nie mialem 
'yątpliwości, że to nieprawda, ale prakty- 
cznie nie istniał sposób przelamania tego 
muru. Analogicznych sytuacyj móglbym 
zacytować szereg, a ostatecznie wszystkim 
w Polsce dobrze poinformowanym wia- 
domo, że takich wypadków, i tow sprawach 
nieporównanie ważniejszych od mojej, w 
sprawach wielkiej wagi państwowej, byly 
cale dziesiątki, częściowo już za czasów 
naczelnikostwa, ale nieporównanie wię- 
cej w okresie pomajowym. 
Marszalka zobaczyłem potem dopiero w 
jego domku w Sulejówku. Był życzliwy, 
rozmowny, ale zwracal się do mnie w roz- 
mowie per "pan", a nie jak poprzednio per 
"wy". "Gierka" więc powiodla się, nato- 
miast ludzie, którym naprawdę w myśl jego 
wyraźnego rozkazu nie wolno bylo wcho- 
dzić do pokoju Marszalka, chodzili po ka- 
wiarniach w nimbie mężów zaufania 
Komendanta. 


tej Polski, większej i potężniejszej, niżeśmy 
to sobie przed wojną wymarzyć mogli. 
W tym okresie Pilsudski mial w sobie 
nie tylko genjalną wielkość czynu i intuicję 
wlaściwych dróg, ale również prawdziwy 
czar osobisty, wyplywający z ogromnie 
ludzkiego stosunku do innych i z wdzięku, 
który właściwie niewiadom o na czem pole- 
gał. Pilsudski nie staral się nikogo ujmować, 
a jednak pociągał. Nie wysilal się na grze- 
czności, a formalnie pozyskiwał swym 
sposobem bycia. Wladyslaw Baranowski 
w swoich wspomnieniach może naj trafniej 
ujął tę stronę Marszalka w tęj wlaśnie 
epoce. 
Piłsudskiemu żyCie i stosunki nadaly sy- 
tuację dyktatora, ale miał w sobie mniej 
pędu do gwałcenia cudzej indywidualności, 
niż rozmaici powolujący się na niego 
ludzie, którzy mu pięt nie dorastali. Na 
poparcie opowiem dwa szczególy. 
Przyjechawszy z samym końcem 1918 r. 
do Belwederu z Kowna i Wilna, staralem 
się przekonać Komendanta o. niemożli- 
wości "dogadania się" z Litwinami zTary- 
by. Stale, również wobec Pilsudskiego, 
byłem uparty w obronie swego zdania i nie 
wahałem się z całym rozmachem sprzeciwu 
stwierdzić, że prędzej możemy "dogadać 
się" z tymi Ukraińcami, z którymi mordu- 
jemy się pod Lwowem, niż z \Valdemara- 
sem i z zakutemi łbami z Taryby. Komen- 
dant żachnął się jak ukluty w samo serce i 
z pasją stwierdził, że mówię o rzeczach, 
Których nie rozumiem. \Vtem wszedl 
służący, zawiadamiając, że przy stole bel- 
wederskim jakieś towarzystwo czeka 
na Komendanta. Komendant zwrócił 
się do służącego: "Nie pójdę. Dajcie dwa 
talerze. Zjem tutaj z rotmistrzem", po- 
czem zwracając się do mnie: ,,\Vy tych 
spraw jeszcze nie rozumiecie". Zjadłem 
wtedy z Głową Państwa improwizowaną, 
ale niezapomnianą kolację we dwójkę, 
która przeciągnęła się głęboko w noc. Pil- 
sudski, w obłokach dymu, uczył mnie i 
przekonywał do kwestji litewskiej. 
Ten rzekomy tyran rozkazywania uwa- 
żal, że w tej sprawie jest tylko kompetent- 
niejszy. Natomiast, gdy później po latach 
sprzeciwiłem się dyrektywom l\iarszałka w 
zakresie mojej energicznej i ujawnionej 
pracy nad zbliżeniem rumuńsko-węgier- 
skiem, tłumacząc, że tem niczego nie 
osiągnę, a jedynie osłabię swoją pozycję w 
Bukareszcie, Marszałek i Naczelnik Państ- 
wa skromnie tylko w zamknięciu zau- 
ważył: "To starajcie się zrobić to co 
można" . 
Tak rozkazywał Piłsudski, natomiast 
wielu jego pomocników i wykonawców 
zwykle przerywało rozmowę, a nieraz nawet 
przecinało stare stosunki, gdy ktoś z uzasa- 
dnieniem i argumentami przeciwstawiał się 
ich naiwnym poglądzikom. Dlatego też ja, 
który mimo dawnych stosunków nie zga- 
dzałem się potem z wieloma artykułami 
Daszyńskiego, jego artykuł o "waletach" 
przeczytałem z rzadką satysfakcją wewnę- 
trzną i z uznaniem. 
W "waletach" bowem leżała największa 
wada i największe nieszczęście systemu 
piłsudczykowskiego. 
Nie chcę mojemi wspomnieniami nikomu 
sprawiać przykrości czy szkodzić. Zawsze 
tego unikałem, a tem bardziej później, czy 
teraz w zmienionych warunkach, uważa- 
łem za obowiązek stwierdzić, że kopanie 
trupów politycznych nie było nigdy moją 
właściwością. 
Niemniej jednak właśnie wielkość Pił- 
sudskiego wymaga by nie pokrywać mil- 


skiej chimery", a zarazem najr:ełniejszy 
wyraziciel tej trzeźwości politycznej, której 
tak brak Polakom. 


krytyki, zasIaniali się w rozmowach rze- 
komemi szczegółowe mi i osobiste mi roz- 
kazami Piłsudskiego. Podobnie przeciw- 
nicy załamanie się każdego swego slusznego 
lub szkodliwego dążenia, nieraz zupełnie 
nieznanego Piłsudskiemu, przypisywali oso- 
bistej ingerencji dyktatorskiego Marszałka. 
Stoimy więc w chwili obecnej przed ca- 
łym wachlarzem wklf..słych i wypukłych 
zwierciadeł historycznych w formie roz- 
maitych relacyj i ocen, nieraz zupełnie 
sobie przeciwnych, al: mających ląci1:nie tę 
samą cechę: - osobistym stosunkiem 
narzucony brak objektywizmu. 


I 
Gdy rzucimy okiem na obecnie już ty- 
siącletnią klamrę czasu dla dziejów Polski, 
uderzać musi wyjątkowe zjawisko, że za- 
równo w kilka lat po śmierci Boleslawa 
Chrobrego jak józefa Piłsudskiego, Polska, 
jedno z naj potężniej szych państw w Eu- 
ropie środkowo-wschodniej, legła przej- 
ściowo w gruzach. 
Dzielo Chrobrego próbowal kontynuo- 
wać syn Mieszko, znany poprzednio z czy- 
nów wojennych i koronujący się królem jak 
ojciec. Uległ on jednak szybko zarówno 
siłom wewnętrznym jak niemiecko-ruskie- 
mu naporowi, czyli ciosom momentów, z 
któremi ojciec po mistrzowsku dawał sobie 
radę. Polskie rządy na rozległych ziemiach 
Chrobrego runęły w całości, a ci, których 
stolice zdobywał przedtem Chrobry, znisz- 
czyli teraz nawet Kraków i Gniezno. 
Tradycja narodowa - zresztą według 
późniejszych badań niesluszna - nazwała 
Mieszka n "Gnuśnym". 
Państwo polskie XI w. przetrzymało ten 
cios i odbudowało się dzięki energji następ- 
ców, opartych zresztą na pomocy z zew- 
nątrz; dziś zaś, od r. 1939 wszyscy wie- 
rzymy ż: Polska, do której wrócimy, 
będzie odbudowana, jak za Odnowiciela, 
a niedługo, potężna z powrotem, jak za 
Bolesława Smialego. 
Może się znajdzie w przyszlości historyk, 
który spróbuje złączyć myślą syntetyczną 
te dwa o 900 lat odległe fakty i stwierdzić, 
że zarówno Chrobry jak Pilsudski zorgani- 
zowali swe państwa na miarę swego gen- . 
juszu politycznego i wojskowego, a nie 
na miarę faktycznych czyli geopolity- 
cznych możliwości swojego narodu. Pory- 
wanie się na tego rodzaju syntetyczne 
ujęcie byłoby dzisiaj niewątpliwie zbyt 
dowolne i zbyt wcz
sne, gdyż o warunkach 
pierwszej katastrofy zbyt mało wiemy, a 
do oceny drugiej brak nam perspektywy 
historycznej. Wszak niej eden z naszych 
sądów musieliśmy skorygować już w tak 
krótkim czasie, jak od września 1939 do 
września 1940 r. ! 
Niezależnie jednak od sądów, fakty 
pozostają faktami, analogja zaś momen- 
tów jest uderzająca. 


IV 
jest więc niemal naturalne, że Pilsudski, 
jak za życia byl trudny do zrozumienia, a 
tem samem niezrozumialy nawet dla więk- 
szości swego najbliższego kola, będzie 
również po śmierci zagadnieniem trudnem 
do rozwiazania dla historyka. 
Przede
vszystkiem zaś" trudna będzie 
łączna ocena dlatego, że przy zupelnie od- 
rębnej od innych umyslowości i calej wew- 
nętrznej spoistości, oraz konsekwencji swo- 
jego ja i charakteru, 
Iieczyslaw, Komen- 
dant, Marszałek, Pilsudski, przechodzil w 
swojem życiu przez zasadnicze zmiany 
swego usposobienia i sposobu bycia, a więc 
cech, które najbardziej udzielają się otocze- 
niu i świadkom działalności. 
Najbardziej zasadnicza zmiana pomiędzy 
jednym i drugim Piłsudskim w stosunku 
do ludzi zachodzi między Naczelnikiem 
Państwa a faktycznym panem sytuacji 
politycznej po zwycięstwie przewrotu ma- 
jowego. Marszałek robiąc zam.ach majowy, 
ani rozlewu krwi nie chciał, ani też rozlewu 
krwi się nie spodziewa!. Był wewnętrznie 
przekonany, że wojsko polskie, tak jak 
żolnierze napoleońscy po powrocie Napo- 
leona z Elby, przyłączy się do niego w 
calości, a zamach przerodzi się w radosną, 
zwycięską manifestację, która bez rozlewu 
krwi da mu taką moralną przewagę w 
Polsce, że siłą tej przewagi poprowadzi 
sprawy państwa po drogach, które uważał 
za wskazane. Rzeczywistość dala inne 
rozwiązanie, pelniejsze jako faktyczna 
władza, mniej pelne jako moralna prze- 
waga nad narodem. Stąd stale konflikty 
okresu pomajowego, w którym Pilsudski, 
mając nieograniczone możliwości wladzy, 
stara się długo wplywać na tok wypadków, 
ciągle jeszcze w charakterze dyktatora 
moralnego, a nie wojskowego i legalnego 
posiadacza władzy. ' 
W tym dr
gim P
łsudskim, Pilsuds
im 
po przewroCle majowym, można JUŻ 
było wyczuć zarówno zasadniczą zmianę 
usposobienia jak wyczerpywanie się właś- 
ciwej mu siły psychicznej i życiowej, co 
zaczęło zwłaszcza się uwidaczniać po 
chorobach r. Ig29 i przejściach r. 1930. 
Podsumowując te objawy nie wahalem się 
nawet stwierdzić drukiem, że z tego 
drugiego Pilsudskiego, z którym już nie 
miałem żadnego kontaktu osobistego, po- 
zostal pod koniec życia tylko "worek 
uzasadnionej goryczy", goryczy zrodzonej 
zarówno z tej sprzeczności, że miał więcej 
niż chciał, ale nie to co chciał, jak też na 
tle 'tych wręcz nieprzebranych przykrości i 
zawodów, które spotykały go na każdym 
kroku w sprawach nie tyko ogólnych, ale 
osobistych. Po r. 1930 trudno już było, 
patrząc nawet wprost na Marszałka Piłsud- 
skiego, odcinanego celowo przez otoczenie 
od ludzi, nieraz mu miłych czy przez niego 
cenionych, dopatrzyć się tego samego 
Komendanta, który z werwą i wdziękiem 
zabawiał się "dowcipuszkami' ze swymi 
sierżantami. Nic dziwnego, że w ostatnich 
swych przemówieniach z taką rzewną 
tęsknotą wracał do tych, tak niedawnych, 
wspomnień. 
Niejedną natomiast chwilę i godzinę 
spędziłem na odbieraniu zleceń od Pilsud- 
skiego w najpiękniejszej epoce jego życia, 
bo naczelnikostwa państwa, kiedy wśród 
nie kończących się wręcz trudności, ze 
strony swoich i obcych, wyrąbywał granice 


In 
Metodycznie wyrobiony historyk może 
dać sobie latwo radę z calem str.mnem 
zakłamaniem pamiętnikarskiem i t.zw. 
świadectw współczesnych. Pamiętniki bo- 
wiem, relacje i t.d., z minimalnemi tylko 
wyjątkami, są niemal zzasadyadaptowane, 
retuszowane a w olbrzymim procencie po- 
prostu skłamane. Dlatego dla metodycz- 
nego, fachowego historyka jeden doku- 
ment autentyczny, jeden stenogram obrad 
waży więcej, niż kilkanaście zgodnie skła- 
manych kronik czy pamiętników. współ- 
czesnych. 
Tymczasem najtrudniejszą sprawą dla 
przyszłego monografisty Piłsudskiego bę- 
dzie fakt, że w nieporównanie wyższym 
stopniu, niż dla innych postaci history- 
cznych, wlaściwej odpowiedzi i uzasa- 
dnionej podstawy sądu, w kwestjach nieraz 
najważniejszych i najbardziej zawiłych, 
nie będzie można znaleźć w dokumentach i 
protokółach. 
Konspiratorska geneza działalności Pil- 
sudskiego sprawiła, że także później za 
równo jako Naczelnik Państwa czy jako 
"decydujący czynnik pomajowy" w cha- 
rakterze premjera czy ministra wojny, nie 
chciał i nie umiał Pilsudski załatwiać spraw 
najważniejszych na piśmie. Najważniejsze 
wskazania, najbardziej subtelne gry polity- 
czne przeprowadzał przy pomocy nieno- 
towanych rozmów, na które np. był w 
stanie wezwać z Paryża czy z Bukaresztu. 
W tych nieraz najbardziej zasadniczych 
rozmowach i w stosunku nawet do naj- 
bardziej zaufanych i sobie oddanych nie 
używal Marszałek ani formy, ani charak- 
teru rozkazu. Oceny i rozkazy podawał w 
tych rozmowach w formie swego wykładu 
sytuacji i wypowiadania swych życzeń, 
stale przeplatając wykład sytuacji wstę- 
pem "rozumiecie", "chciałbym, żebyście" 
- zlecenia mające być rozkazem. 
Marszałek Piłsudski ani nigdy nie dawał 
na piśmie poufnych i ważnych zleceń, ani 
w tej formie nie 'zwierzał się ze swych 
motywów i usadnień. Mówił, tlumaczył, 
polecał, wyrażał życzenie, przyczem nieraz 
wobec swoich faktycznych podwładnych 
używał nawet formy prośby osobistej, np. 
przed wyjazdem na Maderę. Przy wykony- 
waniu swych zleceń pozostawiał zaintereso- 
walłemu pełną swobodę szczegółów i me- 
tody wykonania, oczywiście na jego od- 
powiedziałność. Niej ednokrotnie przytem 
zastrzegał sobie naj bezwzgkdniej szą tajem- 
nicę ze strony swego rozmówcy i wyko- 
nawcy. 
Gdy w r. 1920 - zostałem wyznaczony 
przez Marszałka Piłsudskiego jako mąż 
zaufania wojska na mieszaną tajną kon- 
ferencję w sprawie ukraińskiej, Piłsudski 
począł tłumaczyć mi swój istotny punkt 
widzenia na tę sprawę i swe stanowisko 
wobec zagadnienia państwa ukraińskiego. 
Mówił powoli, patrząc w przestrzeń pokoju. 
W pewnym momencie spojrzał na mnie 
ostro i przerwał mówiąc: "Ale rozumiecie, 
póki ja żyję, ani słowa o tem do nikogo". 
Stanąłem na baczność i dałem oficerskie 
słowo honoru, że "dopóki p. Komendant 
żyje" słowa nikomu o tej rozmowie nie 
powiem. Uspokojony tem Marszałek po- 
wrócił do rodzaju wykładu, z którego po- 
zostało mi podziśdzień wrażenie zarówno 
skrajnej trzeźwości w ocenie ówczesnych 
możliwości jak wielkości celów, do których 
dążył. 
Po śmierci Piłsudskiego zastanawiałem 
się nieraz czy byłoby wskazane ogłoszenie 
treści tej rozmowy, tak jak ją przechowa- 
łem w mojej bezpośredniej pamięci. Dosze- 
dłem jednak do przekonania, że w polityce,. 
jak przy kanonizacji świętych i dostępie 
do archiwów, nakazuje czasami narodowy 
interes tajemnicę na przeciąg przynaj- 
mniej lat 50 od śmierci czy od wypadków. 
To jedno tylko mogę stwierdzić, że przez 
następnych lat dwadzieścia zajmując 
się bardzo wiele w słowie, piśmie i czytaniu 
stosunkiem sprawy ukraińskiej do Polski, 
ani nie usłyszałem nigdy ani nie wyczyta- 
łem niczego trafniejszego i słuszniejszego, 
niż to co mi powiedział wówczas Piłsudski, 
najgórniejszy przedstawiciel "złocistej pol- 



, 


.. 


. 


{" 


\'I 
W zywal Pilsudski w swoich przemówie- 
niach, apelował w swoich pismach, aby 
legjoniści, czy też wogóle jego zwolennicy, 
bronili w przyszlości prawdy historycznej o 
nim - przed historją! Wezwanie to po 
nim pozostalo, a jest obowiązkiem wszyst- 
kich. Zostanie ono wykonane z pewnością 
w ogromnej mierze, i całe setki ludzi pozo- 
stawi swoje prawdziwe, retuszowane, lub 
zgruntu zaklamane pamiętniki, pełne aneg- 
dot i wiadomości, co Pilsudski robił i 
mówił. jeśli będą takie, jak większość 
"pamiętników" o sprawach i sytuacjach, 
które widziałem na wlasne oczy, to caveant 
historici ! 
Piłsudski obawiał się jednak tylko, że 
prawdę o nim zniekształcą iego przeciw- 
nicy, i rzeczywiście do r. 1939 takie nie- 
bezpieczeństwo wysuwalo się na czoło.Tym- 
czasem dzisiaj, na tle katastrofy r. 1939, 
zjawiło się gorsze niebezpieczeństwo, a 
mianowicie, że prawdę o Piłsudskim będą 
się starali zniekształcać świadomie, a nieraz 
nieświadomie, jego wykonawcy i spadko- 
biercy na terenie władzy. Po klęsce bowiem 
r. 1939 zrodziło się najnaturalniejsze pod 
:ołońcero niebezpieczeństwo, że spadko- 
.biercy władzy po Piłsudskim będą znie- 
kształcali prawdę o Wielkim Marszałku, by 
jego osobą, jego rzekomemi wskazaniami 
osłaniać, usprawiedliwiać czy uzasadniać 
to wszystko, co wbrew niemu i wbrew jego 
inspiracjom wprowadzili w życie po jego 
śmierci. Przyszły historyk, który jak każdy 
historyk z urzędu musi być nieufny, będzie 
miał więc trudność podwójną, żarówno 
wobec uprzedzenia przeciwników jak 
interesu historycznego zwolenników, czyli 
będzie obowiązany wystrzegać się tych, 
którzy będą próbowali pomniejszaniem 
wielkości powiększać swą małość. 
Nie wiem, czy Mieszko n w r. 1031, lub 
następcy w czasie katastroficznego c:haosu 
r. 1038 usprawiedliwiali się w gronie 
swoich drużyn, że powodem tych wszyst- 
kich ówczesnych nieszczęść Polski jest 
tylko ten fatalny spadek, który im po- 
zostawił Bolesław Chrobry. Na podstawie 
doświadczeń w. XX muszę przypuszczać, 
że - tak. 
Piszm y więc w slużbie i w interesie wycho- 
wania narodowego całą bezwzględną praw- 
dę o Piłsudskim, ale bez zaprzeczania nie': 
wątpliwym faktom. Fakty zaś nakazują 
historykowi wytłumaczenie, dlaczego Pol- 
ska była jeszcze tak potężna w r. 1934, a 
nie nakładają na niego obowiązku uspra- 
wiedliwiania tych, którzy pod jego nie- 
zdjętą firmą, ale nie w jego duchu, rządzili 
po śmierci Wielkiego Marszałka. 


;
't. 


n 
Chrobremu najlepsze świadectwa wy- 
stawili pisarze obcy, a swoi niczego o nim 
nawet w tradycji nie przekazali. Może więc 
także w przyszłości historja Piłsudskiego 
będzie musiała się opierać przedewszyst- 
kiem na sądach obcych, a zwłaszcza na 
syntetycznem podsumowaniu jego postaci 
i roli w Europie, jaką dały łącznie obce 
pióra właśnie tuż po 12 maja 1935 r. 
Polakowi bowiem, czy Polakom wogóle, 
trudno jest obecnie o właściwą perspekty- 
wę, a tem samem o właściwy sąd o Piłsud- 
skim. Wszyscyśmy stali za blisko tego 
historycznego zjawiska, bądź jako zwolen- 
nicy, bądź jako przeciwnicy, by móc w 
miejsce wysuwania na czoło swoich włas- 
nych, mniejszej wagi poczynań, spraw, 
starć lub sukcesów - zdobyć się na cały 
konieczny dystans w ocenie człowieka, 
który z r. 1935 .w całości przeszedł do 
historji, a w rzeczywistości już od jesieni 
1934 r. nie był w możności kierowania 
sprawami politycznemi. 'Pozatem jesteśmy 
w walce politycznej nie tylko z obcymi, ale 

ównież między sobą, przyczem nazwisko 
Piłsudskiego było, jest, a oby jak naj- 
prędzej przestało być, pociskiem-argumen- 
tem w naszych wewnętrznych rozrachun- 
kach. 
Skoro więc tak już w ostatnich dziejach 
Polski złożyło się że wszyscy byliśmy za 
albo przeciw Piłsudskiemu, straciliśmy 
naogół zdolność do sądu bezinteresownego 
i nieosobistego, z wyjątkiem chyba garstki 
ludzi, zarówno po jednej jak po drugiej 
stronie, którzy bądź nie obcinali kuponów 
z tego wyjątkowego stanowiska Piłsud- 
skiego, bądź też nie byli szczególnym prze- 
dmiotem ujemnych dla siebie skutków, 
wypływających z jego sukcesów. 
Wszyscy bowiem, którzy brali bezpo- 
średni udział w rządach i spadku po Pił- 
sudskim, jak też wszyscy, którym jego 
polityczne zwycięstwa w Polsce w r. 1918 i 
w r. 1926 dały się bezpośrednio we znaki, 
muszą być w imię nieodpornych praw 
ludzkiej natury - stronni, przyczem po 
r. 1939 zgodny już a obopólny interes 
skłania wielu zarówno z przeciwników jak 
spadkobierców do pomniejszania osoby i 
dziejowego dorobku Piłsudskiego. 
Uderzało to mnie już często, zwłaszcza w 
drugim okresie rządów Marszałka Pił- 
sudskiego, że jego wykonawcy, jeśli jakaś 
akcja spotkała się z sukcesem i uznaniem, 
próbowali przypisywać ją sobie, swoim 
zasługom i ideom, natomiast przy każde m 
niepowodzeniu, czy wobec uzasadnionej 


v 
Z przykrością stwierdzam, że tak samo 
jak niedawno, pisząc moje wspo
nienia 
młodości, przeszedłem ponownie w zgrzyt. 
Muszę jednak powtórzyć jak wówczas: 
"Prawda o Polsce musi być gorzkawa". 
jeśli się chce być uczciwym wobec rzeczy- 
wis,tości - nie można uniknąć zgrzytów. 
Dziś zjawiają się codziennie i będą się 
zjawiały coraz częściej anegdoty o Marszał- 
ku Piłsudskim, relacje o jego powiedze- 
niach, które często gt,sto będą wymyślane 
przez mniejszych lub większych "wale- 
tów" poto tylko, by własne indywidualne 
błędy i fatalne pomysły osłaniać autory- 
tetem wielkiego Zmarłego. Wszak dzisiaj 
fabrykuje się już szereg twierdzeń o rzeko- 
mych planach i dyspozycjach politycznych 
Piłsudskiego, celowo pokrywając milcze- 
niem fakt, że Marszałek Piłsudski swoją 
koncepcję obrony Polski oparł na /t.zw. 
"trójkącie bezpieczeństwa", którego dwa 
ramiona osłonięte były - Czechosłowacją. 
Sapienti sat. 
. Nie wyglaszam zresztą tej uwagi bez 
konkretych podstaw, skoro tuż po zło- 
żeniu jego zwłok na. Wawelu począłem 
wysłuchiwać ze wszech stron na rachunek 
nieboszczyka rozmaite anegdoty i powiedze- 
nia przeciwne temu wszystkienu, co głosił 
i pisał za życia. Nic dziwnego więc, że już 
w r. 1936 na akademji ku czci Marszałka 
Piłsudskiego powiedziałem otwarcie do 
mych słuchaczy, głównie młodzieży, ze- 
branej w wielkiej sali: "jeśli kiedyś po- 
wiem wam coś o Marszałku sprzecznego z 
tem co podał józef Piłsudski w swych pis- 
mach - nie wierzcie mi". Dlatego dla 
ilustracji tych tendencyj opowiem - w 
imię całej brutalnej praw4y - moją roz- 
mowę z Marszałkiem o Zydach. Niech 


,.L 
S. ł p. 


TADEUSZ ŻELEŃSKI (BOY) 


poeta, krytyk i historyk, 


tłumacz, który wielkość literatury francuskiej przy- 
swoił Polsce, 


1 


niestrudzony pionier postępu i bojownik o wolność 
myśli, 



\ 


zmarł w niemieckim obozie koncentracyjnym, przeżywszy lat 68 


Nabożeństwo żałobne za spokój jego duszy odbędzie się w 
piątek dn. 29 maja, o godz. 10 rano, w kościele polskim przy 
Devonia Rd., o czem zawiadamia redakcja "Wiadomości Polskich" 


.
 


OLGIERD GÓRKA. 


l' 


. .
>>>
2 


V.A. CAZALET 


z 


. Opuściliśmy Teheran okolo godz. n i po 
trzech godzinach doskonałego lotu przy- 
'byliśmy do Baku. Zdumiewająca była 
ilość ptaków nad morzem Kaspijskiem. 
Widzieliśmy moc ptactwa wszelkiego rodza- 
ju, w tern przepiękne różowe stworzenia, 
które robiły wrażenie obloku na niebie, gdy 
w czasie cudownego zachodu slońca z
rwały 
się na nasz widok i odleciały w dal. 
Zanim opowiem o naszym trzytygodnio- 
wym pobycie w Rosji; pragnę zrobić kilka 


WIADOMOŚCI POLSKIE 


SIK.ORSKIlU 


tarze miejscowi, szef pro
okółu z Kujbysze- 
wa i ośmiu specjalnych agentów N.K.W.D. 
(obecna nazwa, G.P.U.), którzy zostali 
przysłani z Moskwy i przydzieleni do 
Sikorskiego na czas jego pobytu w Rosji. 
Naogół byli to ludzie bardzo przyjemni; 
rozkoszowali się dobrą kuchnią, którą 
wszędzie nam zapewniano. Cała kolumna 
samochodów zawiozla nas do miasta, gdzie 
umieszczono nas w najlepszym hotelu 
"Intourista" w całej Rosji. Hotel ten by 


w 


GENERAŁ SIKORSKI WŚRÓD FORMUJĄCEJ SIĘ ARMJI 


uwag przedwstępnych, albowiem dopiero 
na ich tle moje dalsze wrażenia staną się 
zrozumiałe. 
Rosja pragnie wygrać wojnę dla siebie i 
tylko ubocznie również i dla nas. Bardzo 
wielu Niemców zostało zabitych. Jeśli, po 
zwycięstwie, będziemy dalej korzystali w 
Anglji ze stosunkowej wolności politycznej 
i gospodarczej, będziemy to zawdzięczali 
temu, że miljony t. zw. komunistów zginęło, 
pomagając nam zwyciężyć Niemców. Nikt 


zaopatrzony w wanny i w wodę bieżącą. 
Dzieliłem mój pokój z bardzo miłym 
Amerykaninem, plk. Grifith. Klimat 
Baku jest zawsze umiarkowany, a ludność 
robiła wrażenie dobrze odżywianej. 
Ulice, domy i odzież mieszkańców były 
brudne i nędzne, lecz podobnie jest w całej 
Rosji. Wszystkie framugi drzwi i okien 
powinny być pomalowane nanowo, i to 
od lat. 
Przybyliśmy o godz. 3 pp. i byliśmy 


OBÓZ W KOŁTUBANCE 


dotąd nie wytłumaczył, jak moglibyśmy 
wygrać wojnę, gdyby Niemcy nie zaatako- 
, w:ały Rosji. 
W rzeczywistości sytuacja w Rosji 
zmieniła się bardzo niewiele. Poprostu 
to samo, co dawniej, przed rewolucją, robi 
się teraz pod inną nazwą. 
Podobnie jak Karol XII i -Napoleon, 
Niemcy zostają pobici przez tych samych 
wrogów - obszar Rosji, surowość zimy i 
odwagę, właściwą ludowi rosyjskiemu. 
W Rosji jednostka poprostu się nie liczy. 
Setki i tysiące i miljony ludzi są zawsze do 
rozporządzenia. Dam przyklad, co przez 
to rozumiem. 
Dzieje lotniska, koło Murmańska ilustrują 
moją tezę i w pewnym stopniu wyjaśniają, 
w jaki sposób sprawy są załatwiane w 
Rosji. Gdy postanowiliśmy wysłać kilka 
eskadr myśliwskich do Rosji, jeden z 
naszych pilotów 'Yyjechał naprzód dla 
zorjentowania się w warunkach. Obwie- 
ziono go dookoła samolotem, pilotowanym 
przez rosyjskiego pilota, i pokazano mu 
miejsce, gdzie miało powstać brytyjskie 
lotnisko. Anglik popatrzył na dół'i zoba- 
czył same lasy i bagna. Gdy nie umiał' 
ukryć swego zdziwienia, jego towarzysz 
rosyjski powiedział mu : 
- W ciągu miesiąca będzie tu lotnisko 
gotowe dla was. 
Około 20 000 robotników skierowano do 
wykarczowania i osuszenia tego miejsca. 
Gdy okazało się, że prace postępują zbyt 
powoli, dodano dalszych 10 000 robotni- 
ków. W ciągu sześciu tygodni było goto- 
we doskonałe lotnisko, z hangarami i z 
betonowemi "runway"ami. 
Oto doskonały przykład zupelnej obo- 
jętności Rosjan na losy jednostki, oraz nie- 
ograniczonych możliwości podobnego ustro- 
ju w realizowaniu swoich zamierzeń. 
Wątpię, byśmy w Anglji zdolali w ciągu 
sześciu tygodni choćby zawrzeć umowę w 
sprawie zakupu gruntu pod lotnisko. 
Ludność Rosji jest tak wielka, że co 
rok powołuje się pod broń dwa miljony 
rekrutów. Pomimo straszliwych strat, 
Rosjanie powinni mieć na wiosnę b. r. 

ję nie mniej liczną, niż na początku 
wOJny. 
Przy wylądowaniu w Baku zostaliśmy 
przywitani i przyjęci dokładnie tak samo, 
jak bylibyśmy przywi tani ongi przez które- 
gośz wielkich książąt, którybybył guberna- 
torem Kaukazu. Obecni byli wszyscy dygni- 


1) V. A. Cazalet, kawaler krzyża wojsko- 
wego, członek parlamentu, major 'Yojsk an- 
gielskich, towarzyszył gen. Sikorskiemu w 
jego podróży do Rosji. 


bardzo głodni. Powiedziano nam, że o 
godz. 4 dadzą nam "coś" do przekąszenia. 
Rzeczywiście o godz. 4 to "coś" podano. 
Był to bankiet na 24 osoby, tak doskonały 
i obfity, że nic lepszego nie moglibyśmy 
dostać pod żadnym innym regime'm. 
Te fury kawioru, które robią takie wra- 
żenie na każdym przybywającym do Rosji, 
są w rzeczywistości tylko wyrazem starej 
gościnności rosyjskiej. Dobre jadło i 
napoje, kawior i wódka były od lat jej 
symbolem. Rosjanie mają wrodzone i 
tradycyjne zamiłowanie do podejmowania 
gości. Nic nie może być zbyt dobre dla 
gości. Oficer rosyjski, któryby nie miał 
mocniejszej głowy od swego gościa, uwa- 
żałby siebie samego za niedojdę, zupełnie 
tak samo jak za czasów carskich. Ponie- 
waż jestem abstynentem a kolejki szły 
przed każdą potrawą, musiałem udawać, 
że piję, by nie robić nieprzyjemnego wraże- 
nia. Na szczęście, woda wygląda bardzo 
podobnie do wódki. 
Przez pół godziny jedliśmy kawior,- 
najlepszy na świecie, - szynkę, wszelkiego 
rodzaju ryby, cebulki, pomidory, ogórki i 
niezliczone inne zakąski. Wreszcie zaczął 
się obiad. Zupa: barszcż z wybornemi 
pasztecikami, potem jesiotr, ogromne' 
piersi pulard, kalafior z masłem, deser, 
. potem kawa, ciastka,
 herbatniki, czeko- 
ladki - i oczywiście, wszelkie możliwe 
napoje, od wódki do koniaku. 
Około godz. 6 byliśmy już zmęczeni tern 
ciągłem jedzeniem i piciem i towarzystwem 
Rosjan, którzy wprawdzie byli naj gościn- 
niejszymi gospodarzami, lecz niestety, nie 
znali api jednego słowa w żadnym innym 
języku, z wyjątkiem własnego. 
Po dwóch godzinach dobrze zasłużonego 
wypoczynku udaliśmy się do opery, na 
dobre przedstawienie "Księcia Igora". W 
czasie antraktu - znowu uczta z kawiorem 
i t. d. Byliśmy naprawdę zgorszeni, że 
jedliśmy tak dużo. 
Gdy wróciliśmy z. teatru, znaleźliśmy 
nasze pokoje nagrZane jak gdyby były 
cieplarniami. Wszystkie okna były her- 
metycznie zaryglowane, a kaloryfery roz- 
grzane do czerwoności. Nie było sposobu 
ich zamknąć, skolei zaczęli my więc próbo- 
wać otworzyć okna, lecz bezskutecznie. 
Wyszedlem na korytarz i próbowałem 
wytłumaczyć, czego chcemy, licznej służbie, 
która zawsze kręci się w rosyjskich hote- 
lach. Po dwudziestu minutach, gdy pot 
lał się z nas strumieniami, przyszła służąca, 
przynosząc cztery olbrzymie kołdry. Nasza 
furja na jej widok nareszcie wyjaśniła, o co 
nam chodzi. Po paru minutach służąca 
wróciła w towarzystwie paru tęgich tajnych 


DEFIT..ADA W OBOZIE: NA TRYBUNIE AMBASADOR KOT, PRZEDSTAWICIEL 
RZĄDU SOWIECKIEGO WYSZYŃSKI I GE
RAŁ SIKORSKI 


agentów, którzy rozbili okna i w ten sposób 
umożliwili nam owej nocy sen. 
Nazajutrz rano odlecieliśmy 'do Astra- 
chania. Lot nasz odbywał się w fatalnych 
warunkach,-burza, śnieg, plucha i t. d.,- 
lecz szczęśliwie dotarliśmy do celu po 
trzech i pół godzinach lotu. Było bardzo 
zimno - i zimno to dokuczało nam zwłasz- 
cza dlatego, że nikt z nas nie miał wówczas 
jeszcze odpowiednich futer. Wołga i pół- 
nocna część morza Kaspijskiego były już 


soły, tłusty, o czerstwej cerze burżuj, 
który lubi wszystkie dobre rzeczy tego 
świata; byl wyjątkowo serdeczny. Nie 
mogłem jednak zapomnieć, że to on był 
prokuratorem we wszystkich procesach 
masowych. Obecni byli również Cripps, 
MacFarlane, admirał Miles, Alan Lascelles 
i Wilson z ambasady angielskiej, moc 
Rosjan, ogromna ilość Polaków i wszyscy 
obcy posłowie, z wyjątkiem japońskiego i 
bułgarskiego. Witała nas również wielka 


MSZA W KAPLICY W TOCKOJE DN. 12 GRUDNIA 1941 R. ZA GEN. S
ORSKIM 
STOJĄ GEN. ANDERS I GEN. TOKARZEWSKI-KARASIEWICZ, W GŁĘBI SIEDZI 
PRZEDSTAWICIEL RZĄDU SOWIECKIEGO WYSZYŃSKI, Z PRAWEJ AMBASA- 
DOR KOT I JÓZEF RETINGER 


pod lodem. Hotel był bardzo ubogi. 
Mieszkaliśmy po czterech w pokoju: po- 
koje były ciemne i nędzne, nie było wogóle 
umywalni, a odór i brud ustępów nie da 
się opisać. 
Warunki te nieco nas przygnębiły, lecz 
raz jeszcze kawior przyniósł nam ulgę. Po 
dobrym posiłku poprosiłem o zaprowadze- 
nie mnie do sklepu kapeluszniczego, gdzie 
mógłbym kupić futrzaną czapę, taką jaką 
nosili wszyscy mieszkańcy. \V czasie na- 
szej wyprawy po zakupy towarzyszył nam 
jeden kapitan i jeden tajny agent. Gdy 
przybyliśmy do sklepu z kapeluszami, 
agent pokazał swą odznakę sklepikarzowi, 
który natychmiast opuścił swego klienta i 
zajął się nami. Czapek futrzanych nie 
było, lecz ofiarował on nam skórki, z 
których można było uszyć czapkę. Ponie- 
waż cena naj tańszej z tych skórek wynosiła 
515 rb. (£12) (wedlug dyplomatycznego 
kursu wymiany) uznałem, że muszę się 
obejść bez niej. W tym samym sklepie 
zobaczyłem mały dywanik, brzydki i 
nowoczesny, któryw Londynie kosztowałby 
zapewne 10 s. Tu cena jego wynosiła 635 
rb, czyli £15. Sikorski poszedł na krótki 
spacer: z obu stron towarzyszyli mu 
urzędnicy cywilni, przed nim szło dwóch 
oficerów policji, za nim dwóch agentów w 
ubraniach cywilnych. Toteż spacer Sikor- 
skiego był równie krótki jak mój. O 
godz. 8 wiecz. poszliśmy znowuż do teatru 
na sztukę rosyjską, dobrze graną i przyjętą 
entuzjastycznie przez przepełnioną wi- 
downię. Teatr, balet, opera i muzyka nadal 
odgrywają wielką rolę w życiu każdego 
miasta rosyjskiego, zupełnie jak za daw- 
nych czasów, i niezależnie od tego czy jest 
wojna, czy jej niema. 
Kazano nam być gotowymi do wyjazdu 
nazajutrz o godz. 8. Później ósma 
została zmieniona na dziewiątą. Udaliśmy 
się samochodami na lotnisko i czekaliśmy 
w naszym samolocie - w potwornem 
zimnie - podczas gdy Rosjanie namiętnie 
dyskutowali, czy w taką pogodę możemy 
startować do Kujbyszewa. Jestem prze- 
konany, że w żadnym innym kraju nikt by 
w tych warunkach nie wyleciał. Chmury 
schodziły nawet poniżej wysokości 100 m. 
Tonęliśmy w chmurach i śnieżnej mgle. 
Wreszcie o godz. n.30 zdecydowano lecieć, 
i wystartowaliśmy w naszą podróż - 485 
mil- do Kujbyszewa. Z punktu widzenia 
techniki lotniczej był to lot godny uwagi. 
Ani razu nie zdołałem dostrzec ani jednego 
objektu na lądzie. Cała ziemia była po- 
kryta śniegiem. Wśród tych bezkresnych 
stepów zrzadka tylko trafia się wieś czy 
miasteczko. Niepodobna było stwierdzić, 
gdzie się kończyło niebo a zaczynała zie- 
mia. Prawie całą drogą lecieliśmy na 
ślepo. Wkońcu przestałem wyglądać przez 
okno i próbowałem skoncentrować się na 
lekturze "Davida Copperfielda". 
Przylecieliśmy na lotnisko w Kujbysze- 
wie prawie co do minuty.p.a czas. Zmierzch 
już zapadał, i przyznaję, że z niemałą ulgą 
dotknąłem stopą ziemi. Później dowiedzia- 
łem się, że dowódca lotniska w Astr.achaniu 
zakazał owego dnia startu naszej maszyny, 
na copułkownik z N.K.W.D., przydzielony 
do nas, zaprezentował pisemny dokument, 
stwierdzający, że on jeden tylko jest 
upoważniony do decydowania, czy i kiedy 
mamy lecieć. Był to twardy facet i 
postanowił, że mamy lecieć. 
W Kujbyszewie witało nas przynaj- 
mniej sześćdziesiąt osób, m.in. Wyszyń- 
ski, główny przedstawiciel rządu, we- 


kompanja honorowa z orkiestrą. 
Po parokrotnem odegraniu polskiego 
hymnu narodowego - żołnierze grali za- 
równo na trąbach jak i na bębnach gołemi 
rękami - Sikorski dokonał przeglądu 
kompanji honorowej. Z oczu biedaka, tak 
samo jak z moich, kapały łzy od mrozu i 
wiatru. Nie mogłem wykombinować, czy 
łzy jego zamarzały, zanim spłynęły na 
podbródek, czy dopiero potem. 
Potem lekki posiłek, naturalnie z na- 
szym starym znajomym - kawiorem. Do 
miasta pojechałem samochodem z Cripp- 
sem - jazda zajęła przeszło godzinę czasu, 
i pomimo pomysłowego systemu ogrzewa- 
nia, przednie okno naszego wozu obmarzło 
przynajmniej sześć razy. 
Tymczasowy lokal ambasady angielskiej 
w Kujbyszewie znajduje się w najlepszym 
budynku w mieście, gdzie przed tamtą 
wojną mieścił się klub szlachecki. Pełno 
marmurów i wielkich sal. Pracuje, śpi i 
, mieszka w nim 61 osoba. Cały ten per- 
sonel ma do rozporządzenia tylko dwie 
łazienki i dwa ustępy. Jeśli zważymy, że 
jedyną możliwą wycieczką jest pójście do 
Grand Hotelu na śniadanie czy obiad, 
humory tych panów wydały mi się wy- 
jątkowo dobre. Ależ. jak znudzeni byli 
wszyscy monotonją swego życia! 
Tak samo znudzeni, znudzeni do osta- 
teczności, wszyscy Europejczycy i Amery- 
kanie - dziennikarze czy dyplomaci - 
marzą tylko o wyjeździe i nienawidzą 
regime'u. Nic nie widzą, nic nie wiedzą, 
nigdy nie rozmawiają z Rosjanami. Wa- 
runki materjalne są okropne. Towarzystwo 
jest bardzo ograniczone. Niema łazienek, 
łóżka są niewygodne, a zimno szalone. 
Kujbyszew jest największym burżua- 
zyjnym obozem koncentracyjnym na 
świecie. Naturalnie zaraz po przybyciu, 
przyjezdny jest zaciekawiony i rozbawiony 
wszystkiem, ale to szybko mija. Przy- 
dzielono mi pokój w Grand Hotelu, hotel 
ten jest zarezerwowany dla cudzoziemców, 
i Rosjanie mają do niego dostęp tylko w 
celach służbowych. Pokój miałem na 
spółkę z Forbesem. Polacy mieszkali prze- 
ważnie po czterech w jednym pokoju. 
Pokoje byly czyste, lecz bardzo ciemne, 
ponieważ okna byly zupełnie zamarznięte, 
tak że nie można było nic widzieć 
przez okno, i tylko słabe światło dzienne 
przedostawało się przez nie. Światło 
elektryczne było też słabe, nie było wenfy- 
lacji, a ogrzewanie. zmienne. Nie było 
umywalni a ustęp przechodził wszelkie 
wyobrażenie, tern bardziej że na naszem 
piętrze mieszkała również delegacja mon- 
golska, dla której ustępy były tajemniczym 
i zbytecznym dodatkiem do wygód domo- 
wych. Korespondent "N ews ChronicIe", 
Philip Jordan, ostrzegł mnie, gdym tylko 
przyjechał, bym nie zbliżał się do ustępu 
na mojem piętrze. Miał rację. Później 
pOókarżyliśmy się, i wyznaczono kilka 
kobiet do czyszczenia tego ustępu dniem i 
nocą. Kobiety, zatrudnione w hotelu, 
pracują na szychtę 24 godziny Dez 
przerwy. Jedzenie nie było złe, ale zawsze 
trzeba było czekać godzinę na każdy 
posiłek. Hotel ten miał zwyczaj umiesz- 
czania indyka na menu, przyjmowano za- 
mówienie i po godzinie informowano, że 
niestety, indyka dzisiaj niema. Ceny były 
oczywiście kontrolowane - wysokie lecz 
nie nadmierne. Wydałem parę obiadów: 
jeden dla MacFarlane'a i t. d. - razem 
6 osób - kosztował mnie około 200 rb 
t. zn. po kursie "dyplomatycznym" (45 rb 




:; 
1i!" 
" 


Nr. 2L (116) 


przełożył KRZYSZTOF NIENASKI 


" 


ROSJI 


za funta) £4-5. Naturalnie, l1ie było ani 
kawy ani owoców, ale zate, jak zawsze w 
Rosji, nie ograniczona ilość herbaty. Prze- 
ważnie był też cukier. Należy pamiętać, 
że my, mieszkańcy tego hotelu, byliśmy 
uprzywilejowani i jeśli chodzi o żywność, 
mieliśmy wszystko co tylko można było 
uzyskać w całej okolicy. 
Jednym z najbardziej dziwaczny.ch wi- 
doków w restauracji naszego hotelu był 
widok posła bułgarskiego. Rosja i Bułgar- 


I) 



' 
 


Różnica, mojem zdaniem, polega oczy- 
wiście na tern, że nikt dzisiaj, ubogi czy 
bogaty, nie żyje równie dostatnio, jak jego 
odpowiednik żył przed rewolucją. Za 
dawnych czasów żywności było więcej i 
była w Rosji tańsza, niż gdziekiolwiek na 
świecie. Pamiętam, że na Syberji masło 
kosztowało pensa za funt, jaja były po 
ćwierć pensa, mięso po pensie za funt. 
Dzisiaj' zato 80% ludności umie czytać i 
pisać, ale mojem zdaniem, niema wielkiego 


GENERAŁ SIKORSKI PRZYJMUJE MELDUNEK 


ja pozostają dotąd teoretycznie w stosun- 
kach pokojowych, i posłowi bułgarskiemu 
pozwolono rezydować w Kujbyszewie. 
Codziennie poseł przybywał do restaura- 
cji na śniadanie i siedział zawsze zupęłnie 
sam, Nigdy nie widziałem, aby ktokol- 
wiek z nim rozmawiał czy przysiadł się 
do niego. Przypuszczam, że co najwyżej 
z trzema lub czterema osobami w całym 
Kujbyszewie zamienił kiedykolwiek parę 
sJ,ów. . 



 
, ?f: H. -
I-. 

..
_/ 
 
, " , ! ' 


sensu umieć czytać, gdy jedyną dostępną 
lekturę stanowi propaganda rządowa. 
Dzieci wyglądały zdrowe i szczęśliwe, 
łyżwowały i saneczkowały się po ulicach bez 
względu na pogodę. Młodzież w teatrach 
robiła wrażenie rozradowanej, a zakochane 
pary zachowywały się jak zakochane pary 
na całym świecie. Kobiety były nędznie 
ubrane, lecz miały włosy i ręce dobrze 
utrzymane. Tu wtrącę zdumiewającą 
historyjkę. Obok Grand Hotelu znajdował 


,ł.. 
 


OBÓZ W TOCKOJE 


Mówiono mi, że czasem zjawiał sięj.ego 
sekretarz i zjadał z nim obiad i że niekiedy 
nowoprzybyli dziennikarze wymieniali z 
nim parę słów powitania - pozatern wy- 
dawał się zupełnie osamotniony. 
Ambasador japoński nigdy nie pokazy- 
wał się w hotelu. Mówiono mi, że wypeł- 
niał on swój czas nieco nadmierną kon- 
sumcją miejscowej wódki. 
Parę słów o cenach. Znajomi mówili mi, 
że płacili następujące ceny na wolnym 
rynku: mleko - '12 rb czyli 5 s. za litr, 
masło - 150 rb czyli około 3 funtów za kg, 
jajka - po 2 s. sztuka. 
Place wahają się od 180 rb do 500 rb 
miesięcznie dla wykwalifikowanych robot- 
ników. Primadonna może osiąs;nąć 2000 
rb miesięcznie. Komisarz dostaje cokol- 
wiek zechce i tylko podpisuje kwity. Nie 
należy jednak opierać się na tern, co można 
kupić na wolnym rynku za 180 czy 500 rb. 
Każdy ma kartki na chleb i jeśli staje w 
ogonku, kupuje chleb po cenie urzędowej. 
W sklepach państwowych ludność nabywa 
również inne towary - o ile oczywiście są 
na składzie - po cenach urzędowych. 
Ci, co należą do uprzywilejowanych 
kategoryj obywateli, mogą nabywać wiele 
rzeczy po stosunkowo niskich cenach. 
Muszę przyznać, że ludność nie robila 
wrażenia glodnej czy nawet-niedożywionej, 
czy też źle ubranej, choć nowe ubranie 
kosztuje 3000 rb, t. j. £70, a stare używane 
ubranie 600 rb, t.j . £14. Wydaje mi się, 
że każdy ma tylko jedno ubranie lub mun- 
dur. Ludzie nie zmieniają ubrań, a nawet w 
zimie rzadko je wogóle zdejmują. Więk- 
szość ludności zajmuje na zmianę te same 
lóżka, tak że czynsze są niskie. Ludność 
ta zostala oddawna przyzwyczajona do 
bardzo skromnych warunków i jest nie- 
prawdopodobnie zahartowana i wytrzy- 
mała. Obywatelom sowieckim, którzy 
nigdy nie znali innych warunków bytu, 
wszystko to wydaje się naturalne. Cudzo- 
ziemcowi warunki te wydają się potworną 
nędzą, i nie potrafi on zrozumieć, jak 
wszyscy mogą godzić się z tak marnym 
losem bez slowa protestu i nawet bez 
najmniejszej próby uczynienia go znośniej- 
szym. 
Jeden z zagranicznych dyplomatów po- 
wiedział mi, że jego zdaniem, Rosja zmie- 
nila się bardzo niewiele. Przed r. 1917 
około czterystu czy pięciuset tysięcy ludzi 
żylo w naprawdę dobrych warunkach - 
i mniej więcej taka sama ilość żyje dostatnio 
dzisiaj. Około dwunastu miljonów żylo 
przed rewolucją w warunkach znośnych - . 
podobna ilość żyje w nich zapewne i dzisiaj. 
Reszta poprostu się nie liczyła i nie liczy. 


się zakład fryzjerski: dniem i nocą, do 
północy i później, tonął on w światłach i 
przepełniony był kobietami, które czekały 

3. n:anucu:-e l na ondulację. Nigdy mi 
SIę me zdarzylo przejść przez ten zakład i 

obacz):'ć ch?ćb):' jedno miejsce puste, 
jedno sledzeme mezajęte. 
Parę słów o naszych przedstawicielach 
w 
o,sj
. Crippsa ,:"iclywałem prawie 
codzlen l odbyłem z mm długie rozmowy 
na wszystkie możliwe tematy. Choć całe 
życie. od
os
e.m się 
o niego ze sporą dozą 
podevzhwos
l, . wYJechałem z Rosji z 
UCZUClem najwIększego podziwu dla jego 
prawoś
i politycznej i odwagi cywilnej, 
z uczu
lem przywiązania do niego. 
GdzIekolwiek Cripps się udaje, trzech 
agentów w ubraniach cywilnych idzie 
wślad za nim. Zadaniem ich jest nie tyle 
inwigilowanie jego działalności ile ochrona 
go przed natarczywością publiczności i 
pomoc we wszystkiem. 

akt ż
 
ż trz
ch .agentów towarzyszy 
Cnppsowl, jest wIelklem wyróżnieniem go 
przez rząd sowiecki. Tylko dwóch agentów 
było przydzielonych do ambasadora ame- 
rykańskiego. Nikt nie wiedział, dlaczego 
aż trzech przydzielono do Crippsa. Być 
może,. ,w ten SPoSÓ? chciano mu wyna- 
grodzIc to, że mgdy nie otrzymywał 
żadnych informacyj. 
Codziennie rano o godz. 8 Cripps chodzi 
na d!ugi spacer szybkim krokiem. Wszyscy 
trzej agenci muszą pędzić za nim. Właśnie 
na krótko przed mojem przybyciem dali 
oni do zrozumienia, że byliby wdzięczni 
Crippsowi, gdyby zechciał chodzić mniej 
szybko, bo trudno im za nim nadążyć. 
Gdy Cripps udaje się do teatru, agenci 
jadą za nim samochodem. Jeden stoi z 
zewnątrz, drugi w hallu, trzeci towarzyszy 
mu w teatrze. Gdy tylko ambasador 
zajmuje swe miejsce, agent udaje się ku 
krzesłu bezpośrednio za ambasadorem i o 
ile miejsce to nie jest zajęte przez Europej- 
czyka, trąca widza w ramię, pokazuje mu 
swój znak i zasiada na miejscu które ów 
widz musi opróźnić. Nigdy nie mogłem się 
dowiedzieć, czy nieszczęśliwa osoba, wyrzu- 
cona ze swego miejsca, otrzymuje przynaj- 
mniej zwrot ceny biletu. 
Stalin, zdaniem Crippsa, jest człowie
 
kiem bardzo utalentowanym, o silnej woli, 
z dużą umiejętnością obejmowania nawet 
drobnych szczególów, człowiekiem. zdol- 
nym do decyzji. Przez dlugie lata tylko 
przebiegłością ratował się w środowisku 
pełnem intryg; stąd niemal każdego, 
kogo spotka, podejrzewa że "pragnie go 
oszukać. Jeśli się zdoła go przekonać o 
swojej szczerości, nie jest trudno się z nim 


'J: 
-..It' 


",
>>>
fi :1i- 


p.łr.
221(116) 



, 


dogadać. Jest gotów do podejmowania 
wielkich decyzyj i trwania przy nich. Jest 
wysoce podejrzliwie usposobiony w sto- 
sunku do Anglików i myśli mniejwi
cej 
to samo, co Francuzi na początku wojny, a 
mianowicie, że Anglicy są gotowi walczyć 
do ostatniego cudzoziemca, w danym 
wypadku do ostatniego Rosjanina. 
'MacFarlane i admiral, obaj ludzie wyso- 
kiej klasy, są oddani Crippsowi i pelni 
podziwu dla niego. .-\lan Lasc
lles jest 
wyjątkowo pożytecznym czlonkIem am- 
basady, ponieważ wlada chyba ze dl\ udzie- 
stu pi
cioma językami. Cripps mieszka w 
oddzielnym malym domku z admiralem i z 
attachć lotniczym. Jeden pokój sluży im 
jako salon i jadalny, a attachć lotniczy 
sypia w kredensie. Wielkim plusem tego 
domu jest lazienka. Ilość łazi'2n'?k w 


t 
;!
 


'" 


{ 


';jl 


f 


ZIEMIANKA 


- 
, 


Kujbyszewie można wyliczyć na palcach 
obu rąk. 
Osobiście sądzę, że aby wytworzyć sobie 
jasny pogląd o sprawach rosyjskich i 
zapobiec histerji, która zpaje się być 
udziałem znacznej części spoleczeństwa 
angielskiego, jeśli chodzi o stosunek do 
Rosji, należy przedewszystkiem pamiętać, 
że Rosjanie różnią się od nas zasadniczo. 
Próba porównywania naszych krajów jest 
równie bezowocna jak nawet irytująca. 
Jeśli się uzna Rosję za najbardziej za- 
chodni kraj Wschodu, a nie za najbardziej 
wschodni kraj Europy, nikt nie będzie 
zdziwiony, oburzony i wprowadzony w 
błąd tern co się tam dzieje. 
Mamy dzisiaj wspólne cele - przede- 
wszystkiem pobicie Niemców. Maszerujmy 
razem w tym kierunku. Nie przejmujmy 
się zbytnio ubocznemi trudnościami, które 
są znaczne. Może się zdarzyć, że jeżeli w 
ciągu dostatecznie dlugiego okresu przy- 
zwyczaimy si
 wspólpracować w sprawach, 
na które mamy wspólne poglądy, to jeszcze 
przed końcem wojny będziemy mieli spo- 
sobność do wspólpracy również i w innych 
materjach. 
Glówną podstawą naszej cywilizacji jest 
godność jednostki. Największym skarbem 
każdego obywatela Wielkiej Brytanji jest 
fakt, że w razie wyrządzenia mu krzywdy 
czy niesprawiedliwości ma on możność 
interpelowania bezpośrednio najwyższych 
dygnitarzy kraju za pośrednictwem swego 
przedstawiciela w parlamencie. 
Gdyby zakres tego przywileju lub wyko- 
nywanie tego prawa były w czemkolwiek 
umniejszone, byłoby to klęską większą od 
największych klęsk wojskowyc'h czy mor- 
skich. 
Nie wydaje mi się, by jakikolwiek 
Rosjanin mógl zrozumieć nasze poglądy w 
tej sprawie, tak samo jak nie sądzę, by 
Anglik mógł zrozumieć całkowitą obo- 
jętność na losy jednostki, właściwą rosyj- 
skiemu czy też wschodniemu poglądowi' na 
świat. 
Jeśli chodzi o towarzystwo w Kujbysze- 
wie, ogranicza się ono do dyplomatów i 
dziennikarzy. Wśród dyplomatów jest 
kilku przemiłych Szwedów i J ugoslowian. 
Poselstwa ich są zawsze bardzo gościnne. 
Kuchnia jest zawsze doskonała, a w posel- 
stwie szwedzkiem łazienka zawsze znajduje 
się do rozporządzenia gości, pod warunkiem 
że gospodarze będą na czas uprzedzeni. 
Dziennikarze są na ogól niezadowoleni i 
rozgoryczeni tern że jest bardzo niewiele 
do roboty, że z nikim nie mogą pogadać i 
nie mają 'żadnych informacyj, które mogli- 
by przekablować swoim dziennikom. Dla 
przyjezdnych są milem towarzystwem. 
Sp
dziłem sporo czasu w ich gronie. 
Philip Jordan btł przemilym kompanem. 
Od czasu do czasu elektryczność gasla, i 
byliśmy zmuszeni cicho siedzieć w naszych 
pokojach, otuleni w nasze plaszcze. Jedyną 
inną możliwością było spanie, co też każdy 
z nas czynił przez znaczną część dnia, nie 
mówiąc o nocach. Wieczorem szło się 
zawsze na koncert, do opery lub do teatru 
- przedstawienia były zawsze doskonałe, 
według najlepszych tradycyj dawnych 
czasów. \Vidziałem baletnicę i słyszałem 
śpiewaka, których można śmiało porównać 
z PawIową i z Szaliapinem. 
Gdy tylko przybyłem do Kujbyszewa, 
postarałem się o wydostanie z ambasady 
naprawdę cieplej odzieży i z zadowoleniem 
stwierdzam, że mi się to udało, lecz dopiero 
po przeżyciu szalenie zimnego dnia, gdy 
termometr wskazywał 56' mrozu. Gdy 
rano owego dnia szedlem do ambasady, 
przechoąnie nagle zatrzymali mnie na ulicy, 
wołając': "Pański nos, pański nos!". 
Wysunąłem rękę i nic nie czułem w miejscu 
nosa - tak że musiałem go jak naj mocniej 
wymasować i pobiec do ambasady, gdzie 
wreszcie odtajał bez żadnych groźnych 
następstw. Gdy wracałem do domu, 
znowuż trzy lub cztery osoby zatrzymały 
mnie, wołając: "Pański nos, pański nos!". 
Tym razem zaniepokoiłem się, przypomina- 
jąc sobie opowiadania o odpadających 
uszach i t. d., lecz na szczęście jakiś bardzo 
miły Rosjanin zajął się mną i masował mi 
nos śniegiem przez parę minut. Następnie 
zakryłem nos ręką i pobiegłem do hotelu - 
i już tego dnia więcej nie wychodziłem. 
Cytuję ten wypadek, by uzmysłowić czy- 
tełnikowi warunki obecnych walk na 
froncie wschodnim. Jest rzeczą jasną, że 


" 
'i. 


;\
 
; 



: 



 ' 



, 


Niemcy nie są do tych warunków ani 
należycie wyekwipowani, ani przygotowani. 
Natomiast Rosjanie są. Ich zimowy 
ekwipunek jest pod każdym względem 
doskonały. 
Z radością dodaję, że po tym dniu tem- 
peratura podniosła się znacznie, i już nigdy 
nie spadała-za naszego pobytu-poniżej 
40c. Wówczas miałem już ogromny 
plaszcz wojskowy, do którego kazalem 
dodać olbrzymi kołnierz futrzany'. No- 
siłem też potężną czapę futrzaną z na- 
usznikami, któremi mogłem zupelnie za- 
kryć uszy. Kupiłem również kolosalne 
rękawice futrzane i miałem też to szczęście, 
że od Polaków otrzymałem parę wysokich 
rosyjskich walonek, które są jedynem 
obuwiem nadającem się do tego klimatu. 
Zdobyłem również extra - spodnie, skó- 


rzaną kurtkę i drugą parę rękawiczek 
- i tak odziany mogłem ryzykować 
wyjście w każdą pogodę. Ale nawet w tym 
stroju zimno mi bylo w kolana - i nigdy 
nie udało mi się znaleźć właściwego dla nich 
okrycia. \\1 tych warunkach ubieranie i 
rozbieranie się zajmowalo sporo czasu. 
Strach pomyśleć, jak musiałem w tym 
stroju wyglądać. Jedyna część mojej 
osoby, która byla widoczna, to moje 
.oczodoly, płynęły z nich gęsto łzy. 
Po dwudniowym pobycie w Kujbyszewie 
Sikorski udal się do Moskwy w towarzyst- 
wie gen. Andersa i ambasadora Kota. 
Powiedziano mi, że gdybym im towarzy- 
szył, Rosjanie odnieśliby się do mnie 
bardzo podejrzliwie, tak że musiałem 
zostać. \V rzeczy samej, gen. MacFarlane 
udał się do Moskwy, lecz Rosjanie nie 
zaprosili go na żadne z przyjęć, wydanych 
dla Polaków. Gen. Sikorski powiedzial 
mi, że jego rozmowy ze Stalinem byly 
wysoce zadowalające. Jak się zdaje, 
Stalin jest bardzo propolski. Podobno 
miał on być przyjaźnie traktowany w 
Polsce za swych mlodych lat "J. Zrobil 
on wielką przyjemność Sikorskiemu, mó- 
wiąc mu zaraz na początku rozmowy, jak 
bardzo podobała mu się jego książka o 
woj nie współczesnej. 
Wskutek tej rozmowy, Stalin obiecal 
pozwolić na wyjazd 25 000 Polaków z 
Rosji w celu wzmocnienia armji polskiej 
na Bliskim Wschodzie i w Anglji. Dal 
on swą zgodę na to, by rozmiary armji 
polskiej były ograniczone tylko ilością 
Polaków, zdolnych do służby wojskowej. 
Wyglądał bardzo oburzony, gdy powie- 
dziano mu, jak mało broni Polacy otrzy- 
mali. Obiecal, że wszyscy Polacy zostaną 
przeniesieni w okolice Taszkientu. Oświad- 
czyI on również, że wszyscy byli 
polscy więźniowie cywilni, którzy nie 
znaleźli dotąd pracy jako wolni obywatele, 
zostaną przeniesieni do tych samych 
okolic. 
Stalin wydał dokładne polecenia, by 
oficjalni przedstawiciele ambasady polskiej 
w Rosji mieli możność odwiedzenia wszy- 
stkich obozów pracy, w których mogliby 
się znajdować jacyś Polacy. 
Rozmowa nie mogła być bardziej przy- 
jazna, i Stalin prosił Sikorskiego o ponowną 
wizytę w celu przedyskutowania wschod- 
nich granic Polski. Ustalono, że narazie 
armja polska składać się będzie z 6 lub 7 
dywizyj, że Rosjanie będą je żywili, lecz 
że Anglicy i Amerykanie muszą zaopatrzyć 
je w broń. Od chwili rozmowy Stalin- 
Sikorski, stanowisko wszystkich urzędni- 
kó'
 :osyjskich wobec 'Polaków uległo 
zmlame. 
Stalin wydał po tej rozmowie obiad na 
cześć Sikorskiego, i Sikorski obliczył, że 
w menu figurowało aż 35 dań. Po dwóch 
godzinach tego bankietu, Stalin zauważył, 
że Sikorski już nic nie jadł, więc odwołał 
resztę obiadu i zabral go do kina. O 
północy wziął go do swego pokoju i podpi- 
sał układ polsko-sowiecki. 

astępnego dnia Sikorski przemawiał 
przez radjo z Moskwy, a ja w Kujbyszewie 
odczytałem przez radjo angielskie tłuma- 
czenie jego mowy. Nazajutrz Sikorski 
wrócil z Moskwy do Kujbyszewa. Jak się 
zdaje, Stalin, który nigdy nie był entu- 
zjastą Kominternu, obecnie ze sIal tę 
instytucję do N owo-Sybirska, jakieś 2000 
mil od Moskwy. 


* 


W czasie mego pobytu w Kujbyszewie 


2) Widoczna omyłka. tHalin nigdy nie był 
w Polsce. Chudzi zapewne o epizod galicyjski 
Lenina (przyp. red.). . 


WIADOMOŚCI 


POLSKIE 


GENERAŁ ANDERS NA ĆWICZENIACH 


zwiedzilem pewnego popołudnia miejscową 
cerkiew. Miejscowy sobór został zburzony 
już kilka lat temu, a na jego miejscu 
zbudowano wspanialy teatr. 
Odpowiedziano mi dość ciekawą historję 
o zburzeniu soboru. Gdy wznoszono 


I lat trzydziestu przedwojenne pokolenie 
wymarło - i rzadko bardzo można spotkać 
'na ulicy kogoś, ktoby pamiętał czasy 
sprzed r. 1914. 


* 


Po powrocie do Kujbyszewa Sikorski 


ŚWIETLICA W BUZUŁUKU 


rusztowania, z wieży dały się slyszeć jakieś 
tajemnicze odgłosy. Część mieszkańców 
byla przekonana, że byl to protest z niebios 
przeciwko świętokradzkiemu zburzeniu 
soboru . 
Władze wdrożyły energiczne śledztwo w 


chorował przez kilka dni, i na objazd 
obozów polskich mogliśmy wyruszyć do- 
piero we środę 10 grudnia. Udaliśmy się 
tam pociągiem specjalnym, którego luk- 
sus i komfort nie mógł być prześcignięty w 
Europie przedwojennej. Na pierwsze śnia- 


RZEŹBA W ZIEMI (OBÓZ W KOŁTUBANCE) 


celu wykrycia przyczyny tych odgłosów, 
lecz przez szereg dni nie zdolały nic 
wykryć. Tymczasem hałasy trwały, i 
ludność znajdowała się w stanie wielkiego 
pódniecenia. Trzeba bylo sprowadzić 
rezerwy policyjne do miasta. Kilka razy 
wypadło oczyścić plac z tlumu --i omal 
nie doszlo do rozruchów. . 
Gdy rusztówanie dopr
wadzono do 
szczytu wieży, okazało się, że od jakiegoś 
czasu wrony założyły tam swe gniazdo. 
Zabito je i wywieszono na głównym placu 
w celu pouczenia zabobonnych. 
Cerkiew, którą zwiedziłem, byla zimna, 
lecz zato pełna ikon, obrazów i nacZyń 
kościelnych i czysto utrzymana. Kilku 
starych brodaczy powiedziało nam, że w 
czasie nabożeństw cerki
w jest zawsze 
przepełniona. 
Jest w pewnym stopniu prawdą, że 
istnieje dzisiaj w Rosji wolność wyznania i 
że cerkwie, które nie zostały zburzone, są 
otwarte; ale - i to nie jest bylejakie 
"ale" - żaden z członków partji czy też 
urzędnik nigdy nie śmie choćby zbliżyć się 
do cerkwi, a także tylko znikoma mniej- 
szość mas rosyjskich czytała kiedykolwiek 
Pismo św. lub też słyszała o Bogu i 
chrześcijaństwie, z wyjątkiem bezbożnych 
napaści. Jest to tak, jakby w Cheltenham 
otwarto świątynię buddyjską lub meczet. 
Możliwe nawet, że mieszkańcy CheltenhJ.m 
więcej wiedzą o buddyźmie czy też islamie, 
niż lud rosyjski wie o chrześcijaństwie. 
Trzeba pamiętać, że w ciągu ostatnich 


Zawiadamiamy, że z dn. I 


danie otrzymywaliśmy aż 15 rozmaitych 
dań. Wyszyński reprezentował Stalina, 
który kazał mu towarzyszyć nam i samemu 
zbadać warunki życia Polaków. 
Zanim przystąpię do opisywania tych 
obozów, może powinieniem powiedzieć, jak 
ci Polacy do nich trafili. Po inwazji 
Polski, Rosjanie wywieźli przeszło półtora 
miljona mężczyzn, kobiet i dzieci. Ludzie 
ci zostali rozrzuceni po obozach pracy, 
położonych od naj dalszej północy Rosji 
europejskiej aż do najbardziej odległych 
części Syberji. Na mocy układu polsko- 
sowieckiego wszyscy zostali wypuszczeni 
na wolność. Niektórzy z nich znajdowali 
się wszakże w obozach zbyt odległych, aby 
wiadomości o ich uwolnieniu dotarły przed 
nadejściem zimy. Również spowodu tru- 
dności komunikacyjnych na tych olbrzy- 
mich przestrzeniach, w niektórych obozach 
nie zdolano przez czas jakiś wykonać tych 
zarządzeń. Tak np. \v gubernji archan- 
gielskiej znajduje się dotąd 25 000 P.o- 
laków, których niepodobna zwolnić sp 0- 
wodu trudności transportowych. 5000 
Polaków znajduje się na wyspie Nowa 
Ziemia; dopiero późnem latem b. r. będą 
oni mogli być przetransportowani na 
południe. Przeszło tysiąc Polaków znaj- 
duje się o kilkaset mil za Jakuckiem, 
naj dalszym punktem zsyłki więźniów poli- 
tycznych za carskiego rćgime'u. W tej 
części Syberji komunikacja z resztą świata 
istnieje tylko w ciągu dwóch miesięcy w 
roku. 


'* 



 


Naturalnie, znaczna część tych Polaków 
zmarła; a jeszcze więcej zemrze w roku 
bieżącym. Życie w tych obozach pracy 
wygląda mniejwi
cej w ten sposób. Wię- 
źniów budzą bardzo wcześnie. Otrzymują 
oni trochę ciepłej wody i okolo trzech 
ćwierci funta chleba. Wysłuchują odczytu, 
dlaczego i w jaki sposób powinni stać się 
dobrymi obywatelami sowieckimi. Na- 
stępnie wymaszerowują do pracy, czy to 
do rąbania lasu, czy też budowania dróg i 
kolei lub kopania kanałów: czas pracy 
wynosi 12 godzin. Następnie maszerują z 
powrotem do obozów i dostają trochę 
kawy i chleba. Potem kładą się pokotem 
na podłodze swych lepianek i śpią, jeśli 
mogą. Mniejwięcej co dziesięć dni otrzy-. 
mują trochę tłuszczów i wolno im się umyć. 
Naturalnie, to wszystko brzmi potwornie 


3 


bardzo zmęczeni. O godz. 9.15 wiecz. 
przybyliśmy do Saratowa, wielkiego mia- 
sta przemysłowego nad \V ołgą o 200 mil 
na poludnie od Kujbyszewa. 
\
Vładze miejscowe otrzymały z Moskwy 
instrukcję, że gen. Sikorski może się 
zjawić któregoś dnia w Saratowie i że 
wobec tego powinny poczynić wszelkie 
przygotowania dla jego wizyty. Na stacji 
czekała na nas cała kolumna samochodów, 
któremi zawieziono nas do teatru: tego 
wieczoru cały teatr był dla nas zarezerwo- 
wany. Na powitanie orkiestra złożona z 40 
osób, dwa lub trzy razy odegrała polski 
hymn narodowy. Następnie przedstawio- 
no nas grupie wybitnych aktorów rosyj- 
skich, którzy wszyscy mieli odznaki orderu 
Lenina. Moskiewski Teatr Artystyczny, 
niewątpliwie najlepszy zespół sceniczny na 


i tak jest w istocie, lecz trzeba pamiętać o 
dwóch rzeczach. I) W Rosji jest bardzo 
mało umyślnego okrucieństwa, takiego jakie 
niewątpliwie istnieje w niemieckich obozach 
koncentracyjnych. N.K.W.D., który za- 
rządza temi obozami, jest też dostawcą 
rządu. Muszą oni wykonać pewne roboty, 
i wiedzą dobrze, że jeśli ich nie wykonają, 
odpowiedzą za to i prawdopodobnie sami 
trafią do obozów pracy w następnym roku. 
2) Polacy nie są traktowani gorzej od 
rosyjskich więźniów politycznych. W 
przystępie szczerości, po obiedzie, pewien 
rosyjski generał powiedział Polakowi, który 
go pytał, dlaczego Rosjanie wywieźli tylu 
Polaków: "Nie rozumiem, dlaczego tak 
gorzko się użalacie. Milj ony naszych 
współplemieńców żyje w takich właśnie 
warunkach i Polaków traktujemy dokła- 
dnie tak samo, jak i naszą własną ludność". 
Jestem pewny, ze tak jest. 
Około 45 000 spośród wypuszczqnych na 
wolność Polaków znajduje się w ośrodkach 
wojskowych, które odwiedziliśmy. Głów- 
ny. ośrodek znajduje się w Buzułuku. 
Zaledwie 2000 Polaków tam się znajduje, 
- i ci już otrzymali angielskie mundury. 
Była tam również spora ilość Polek, 
które wszystkie pracowały dla wojska. 
Byłem na podwieczorku u dwóch Po- 
lek, które mieszkały z matką w jednej 
izbie w dwuizbowej chacie. Druga izba 
była zajęta przez właściciela. W tej jednej 
izbie panie owe miały duży piec, jakieś 
meble i światło elektryczne. 
Polki te były paniami z wyższem wy- 
kształceniem i zawsze żyły w dobroby- 
cie. Częstowały nas serdecznie sardyn- 
kami, chlebem, masłem i ogórkami. By- 
liśmy skrępowani, przyjmując tę strawę, bo 
jestem peWien, że to było wszystko, co 
miały., Panie te powiedziały nam, że 
uważają ten mały domek i ten własny kąt 
za "zupełny raj" po tern co przeżyły. 
Radość, że były z powrotem wolne mi oby- 
watelkami polskiemi, że znowu mieszkają 
razem, że mają własny kąt we wlasnym 
pokoju, sprawiała, że zapominały o strasz- 
nych przeżyciach ostatnich dwóch lat. 
Nigdy w życiu nie widziałem takiej bez- 
interesowności, poświęcenia i wspaniałego 
ducha. 
N iech mi wolno będzie opisać nasz 
dzień w Tockoje. Było bardzo zimno, 
ze 300 mrozu, a w obozie tym znajdowało 
się około 20000 Polaków. Wszyscy wy- 
glądali nawpół zagłodzeni. Twarze ich 
były ziemiste, cera zupełnie inna niż cera 
ludzi normalnych. Większość, jak się 
zdaje, miała też odmrożenia. Mieszkali 
w namiotach. Nie było domów, drzewa 
tylko tyle, ile własnoręcznie wyrąbali, nie 
było świetlic Y.M.C.A. i nie było kina czy 
sklepów, miasta lub wsi, dokąd żolnierze 
mogliby się udać. Wielu ich towarzyszy 
zmarło z zimna lub poprostu wyczerpania 
dwoma długiemi latami więzienia. 
A jednak, gdy żołnierze ci maszerowali 
w swych angielskich płaszczach (reszta 
angielskiej odzieży nie była jeszcze rozda- 
na), duch ich był doprawdy zdumiewający. 
Po dwóch latach spędzonych w obozach 
pracy wydawało im się, że są w niebie. 
Mając orkiestry dawali pierwszorzędne 
koncerty: w jednym z obozów orkiestra 
odegrała uwerturę z "Egmonta" Beetho- 
vena. Odśpiewali również trzy zwrotki 
"Tipperary" po angielsku. Czuło się, że 
już nigdy więcej nie będą się na nic uskar- 
żali. 
W drugim obozie, który zwiedziliśmy 
następnego dnia, warunki były nieco 
lepsze. W niedzielę dn. 14 grudnia cały 
dzień zwiedzaliśmy obóz w Tatiszczewie. 
, Wróciliśmy do pociągu o godz. 7.30 wiecz. 


następujących wydawnictw: 


Cena dotychczasowa 


Cena nowa 


czerWca b.r. nastąpi zwyżka cen 
I 
I 
I 
I 
I 


3/6 
4/6 


'4/6 
6/6 


ZBIGNIEW GRABOWSKI: 
Anglia wyspa nieznana 
OTTON LASKOWSKI: JanIlI Sobieski 
BOLESŁAW LEITGEBER: 
Londyn - oblicze i maska 
TEOFIL LENARTOWICZ: 
Bitwa racławicka ... 
ADAM MICKIEWICZ: Grażyna 
M. I. KOLI N (Publishers) LTD., 


4/6 


6/6 


6d. 
6d. 


1/6 
1/6 


ZYGMUNT NOWAKOWSKI: 
Rubikon ... 
KSAWERY PRUSZYŃSKI: 
Droga wiodła przez Narvik 
HENRYK SIENKIEWICZ: Ta trzecia 
ST. WYSPIAŃSKI: Wesele... 
PISOWNIA POLSKA. 
WIERSZE O -WARSZAWIE 


Cenatdotychczasowa 


Cen;.i. nowa 


5/6 


7/6 


4/6 
1/6 
3/6 
1/- 
3/6 5/6 
229-231, HIGH HOLBORN, LONDON, W.C.I 


6/6 
2/6 
5/6 
2/6 


SZPITAL 


- 
świecie, był ewakuowany do Saratowa i ode- 
grał na naszą cześć "Trzy siostry" Cze- 
chowa. Chociaż sztuki przeważnie nie 
rozumiałem, podobnie jak i inni moi 
towarzysze podróży, którzy też nie umieli 
po rosyjsku, siedziałem przez prawie cztery 
godziny zupełnie olśniony tern prze- 
pięknem przedstawieniem. Gra, dykcja, 
technika, wystawa - wszystko to było 
najwyższej klasy. 
\V czasie jednego z antraktów podano 
posiłek, i gen. Żukow, znany organizator 
obrony Moskwy, przybył, aby nas powitać. 
Przedstawienie skończyło się o godz. 1.45 
północy. Byliśmy bardzo zmęczeni. Mie- 
liśmy nadzieję, że wrócimy do naszego 
pociągu, gdzie było ciepło i wygodnie. Ale 
gdzietam! Władze miejscowe przygoto- 
wały nam kwatery w ciepłym, dobrze 
oświetlonym, nowoczesnym gmachu, który 
zapewne był siedzibą' jakichś urzędów. 
Przybyliśmy tam o godz. 2 w nocy, ma- 
rząc żeby się położyć. 
Niestety, czy to dłatego, że władze 
pragnęły utrzymać miejsce naszego noclegu 
w tajemnicy, czy też przez proste zapo- 
mnienie, nie sprowadzono naszych bagażów 
ze stacji. Trzech polskich oficerów, w tern 
jeden pułkownik, siedziało na peronie na 
dworcu od godz. 9 wiecz. do godz. 2 
rano, czekając na instrukcje, dokąd mają 
zawieźć nasz bagaż. W rezultacie nie 
mogliśmy pójść spać, zanim bagaż ten 
nadjechał. Czekając na nasze kufry i 
rozmawiając z Sikorskim, otworzyłem 
drzwi, prowadzące do pokoju obok. Tam 
zobaczyłem stół przygotowany na 52 osoby. 
Stół uginal się pod ciężarem prosiaków, 
kur, kaczek i t. d. i wszelkich napojów, 
od wódki do szampana. 
Gdy powiedziałem o tern Sikorskiemu, 
zawołał on głosem, w którym było więcej' 
żalu niż gniewu: 
- Dzisiaj już nie jestem w stanie wy- 
głosić jeszcze jednej mowy i być obecny na 
jeszcze jednym bankiecie. Muszę położyć 
się spać. 
Ponieważ jednak bagaże nie nadjeż- 
dżały, poszliśmy do sali bankietowej 
cośniecoś przekąsić. 
O godz. 3 rano wreszcie rzeczy nasze 
przybyły, i udaliśmy się 
a spoczynek. 
Około godz. 3.15 rano gen. Zukow i około 
czterdziestu Rosjan zjawili się i ucztowali 
do godz. 5.30 rano. Słyszeliśmy przez sen 
odgłosy toastów, które trwaly przeszło 
dwie godziny. 
Następnego ranka o godz. 9 rano uda- 
liśmy się na lotnisko, skąd odlecieliśmy do 
Astrachania - pierwszy etap drogi po- 
wrotnej. 
Nasza podróż powrotna odbyła się bez 
przygód. W Astrachaniu przygotowano 
dla nas nowe kwatery - bardzo czyste, z 
wodą bieżącą i z wspaniałemi ustępami. 
Z Astrachania przelecieliśmy w ciągu 
jednego dnia do samego Teheranu. Żad- 
nych incydentów i świetne warunki lotu. 
Na tern kończę moje opowiadanie, albo- 
wiem wszystkie szczegóły tej drogi powro- 
tnej godne uwagi podałem w moich opisach 
różnych miejscowości, które zwiedzaliśmy 
w drodze do Rosji 3 ). 
Z tego całego kalej doskopu wrażeń 
naj silniej wryl się w moją pamięć obraz 
Polaków w Rosji. 
Tysiące ich tam żyje - mężczyzn, ko- 
biet i dzieci, mają oni ledwo co jeść, nie- 
dostateczną odzież, mieszkają w namiotach, 
żyją w mroźnym klimacie, od dwóch lat 
wyrwani ze swych siedzib --' a mimo to 
wszystko uśmiechają się, śmieją się, śpie- 
wają. Dowodzi to tylko, że gdy sprawa 
jest wielka i gdy człowiek ma serce na 
właściwe m miejscu - duch może prze- 
zwyciężyć niewygody i naj cięższe prze- 
życia. Dla mnie w każdym razie to 
wspomnienie o Polakach stanowi otuchę, 
gdy tylko czuję się poirytowany codzien- 
nemi przeciwnościami życia. Myśl ta 
jest też dla mnie natchnieniem. Mam 
nadzieję, że lektura tych paru kartek 
nie tylko zainteresuje czytelników, lecz 
również sprawi, że podzielą oni uczucia, 
które ja żywię dla tego naprawdę bohater- 
skiego narodu. 


VICTOR CAZALET, 
przełożył 
KRZYSZTOF NIENASKI. 


3) W jednym z następnych numerów 
"Wiadomości Polskich" ukażą się da.lsze 
fragmenty relacji mjr. Ca.zaleta.
>>>
4 


LUCJAN ZELIGOWSKI 


" 


-". 


REZOLUCJA RADY 
NARODOWEJ 


\V pIaSle codzlelweJ ogloszono rezolucJę 
Rady NarodoweJ z dn 22 kw18tma b l w 
zWiązku ze sprawOZdamelll prezesa lady 
mllustrow gen Sikorskiego o sytuacJl pohty- 
czneJ 
Rezolucja ta, słuszna Jeśli chodzI o szereg 
zawartych W IllCJ myśh, szczegolme Jest 
słuszna w podkleślemu dązcma do kategory- 
cznego I ostatecznego złamama potęgi mlh 
tarneJ NIemiec, Jako nmodu miCJatOIa obec- 
neJ katastlOfy dZICJoweJ Natommst, wedle 
mego zdania, Jest zupełl1le mesłuszna w ocenie 
przy:szłośCl I wielkich l lIlIJ pohtycznych 
narodu polsk18go Ponwwaz ta ocena, 
wC1810na w czyn, odbiłaby Się na przyszłoścI 
PolsIu, pl zeto zasługuJe na uwazną anahzę 
Obhcze epoki I Kazdy naród maczeJ Je 
tłumaczy, takze dla nas Jest ono wyrazne 
Odbywa Się decydująca walka Genllanów ze 
Słowianami Ostateczna, bezkompromisowa, 
trwaJąca od tysiąca lat Albo mUSI zgmąc na 
zawsze Inlhtmyzm nleInleckl, albo Słowian 
czeka mewoll1lctwo tizcz
sc18m dla Słowian, 
w tej dZ18JoweJ chwlh po iCh strome stanęł) 
szlachetne narod) anglo:sask18, ktOle mając 
na czele w18łkICh męzow stanu, IOZUmWją, ze 
po Słow mnach IH Z) Jdzw koloj na mo \\' t) ch 
walwlkach Rada );alOdowa w Londyme 
wytyka drogowskazy dla nmpdu polsk18go 
Nas obchodzą 

 4 I b JeJ rezolucJI PlOtOStO- 
wałem przecn, sfolnlułowal1lom tych para 
grafow na zebranlU Rady NalOdoweJ I obec 
nie chcę szerzeJ uzasaclniC swoJe stanowisko 
1. * 4 brzmi " . po ZlllszczelllU potęgi 
ImhtalneJ N18mlCc mezbędnym warunkIem 
będą sClsłe zWiązki federacYjne narodów 
środkowej Ewopy między morzanll Bałtyc 
klem, EgeJsklem I AdrJatycklem" .. 
2 
 (j bI zml " naród połskl, walcząc o 
wolnośc I całosc "łasneJ oJczyzny, walczy 
Iowluez o tl yumf " całym ŚW lCCW zasad 
demoklacjl I wolnoscl 
PlOponowa10m nadame tym paraglafom 
l
stępuJącego bumllema 

 4 "trwałe zabezpleczeme pokoJu ,\ 
Ewopw moze dac JedynIe plzYlnlerze w:oZ):st 
kiCh nalOdow słowmnsklCh, do ktOIego 
dołączą Się I mesłowlanskIe narody nllędz) 
lmją Odra, Surlct) Adljatyl\. do Pacyfiku 

 (j .. llalocł polski. wdlcząc o ,\ olnosc I 
całosc ,\ lasneJ oJczyzn), ,\ ,dcz, I I ,\ licz} o 
\\ olnosc w szy:stkICh słowilnsklCh nal odow 
OIaZ o tlyumf w całym ŚWICCIC zasad demo 
kracJlI ,\olnoscl 
OblO mOje popla,\kl Hada KdlOdo,\a 
odlzuClła olblzYlmą ,\ lększoselą głosow, 
kwestjoll11Jąc tmll SdIllenl mysI słoWIallską 
w pohtyce Polski T'\lerdzę. ze tak postępu 
jąc, Rada Narodowa popełmła zasadmcz) 
błąd 
HlstoIJa uczy nas, ze nIC lida Się St'\OIZYC 
zadnoJ siły pohtyczneJ w srodku Emop} bez 
cementu Ideowego ZanllalY to jUZ Istmał} ,\ 
naszej hlstorjl I b} ł) tn'lle t) lko ,\ tE dy. 
kicdy 0pwIały Się na wspolplac) ZIMIOdaIm 
słow Iansklel1l1 Tak było podczas ol) JagleI 
lonm\ ","tedy naj'\lększa ,nłą Polski była 
unJa ze słowlanską Llt\ ą I z 'Ckramą Ta 
lillja dała bltwe pod GrlUlwdldem I nad Izeką 
SWlętą Gdy ta Idea zamkła na trome pol 
skml znalazła Się memlcck,l d) nast ja Sasow 
\Vtedy odoszhsmy od Bałt} ku, pozb) hsm) 
Się lJklamy, a potem I Litwy, dając KlOmcom 
szmokw pole dla fałszowam,l naszej hlstorJI 
Blak Idei słowldnsl, lej zawaz' ł na kOllgreslC 
wersalskllll, gdzH' t, lko Jugosło,\ mme pamlę 
tah, zo są Slowmnaml I nawet plzyjęh tę 
nazwę, podczas gdy wsz):stknll nw,m wy- 
starczało słowo "llJepodlogłos( Dosc PIZY- 
pomlllec lok 1938 \\ Icm\ jdk mp maJąc 
'\lelkwJ Idei, znalezhsmy cel ,\ zdobycIU 
d,\ och pow mtm\ na ZaolzIU, jak p1\ :snęh 
HUl!lum, bratanek ,\ ęgwrskt. nalOd) b,ilty 
ckw ",Vlemy, jak Zmudzml. ktOlych otoczy 
lisl1lY Iomantyzmem htewsklm. udając Lit 
w mow, wołah na tlOn w \\ ilmę Hohenzol 
lerna, Jak Łotwa, ktorej wy\\ alcz) hsmy I od 
dahśmy Dynebmg, pICI W sza sp wszyła uznac 
IOzblOlY Polski, wyplzedzając nawpt Musso 
hmego, ktOlY tez b) ł jcdną z podsta,\ tCj 
bezldeo,\ eJ pohtykl \\ reszc I( ,\ lem}, pk 
słm\ mllskle Sow lOty POdzlChły ,\ I 1939 
Polskę z NlCmcanll Były to wszystko skutki 
bezideo,\ osm I ządow sło,\ mnskICh naJ odo\, , 


NAKŁADEM P.S KING and ST APLES 
ukazały Się. 
MARJA KUNCEWICZOWA 
POLISH MILLSTONES 
CENA 2/- 


MIECZYSLA W SZERER 
FEDERACJE A PRZYSZł.OSC POLSKI 
CENA 2/6 


Zamówlema przy) mUJe 
P. S. KING and STAPLES. LTD. 
14 Great Smltb Street, WestmInster, LONDON 


STRA TTON STREET PICCADILL y W I 
Phone MAYFAIR 7807-9 
Ee qff] oq d' or 
estauranf 
MAISON FRANC;AISE 
pod oS'oblstem k,erownictwem 
pp HENRY SARTORI I E BERHAUD 
Sala restauracYjna większe I mniejsze sale bankietowe 


BRYLANTY ZDROŻAŁY O 100% 
I!ł;ACIMY NAJWY;tSZE CENY W LONDYNIE 
ZA BRYLANTY, nOTO (168/- ZA UNCdĘ) 
Blzuter)e, kleJr.oty, kamlonIe sZlachetne, ..ebro, platery 
antyki' kosztownośc, wszelkiego ;odzaJu Gotowka natych 
miast Rząd J K Mas.: przejmUje całe zakupywane 
przez nas złoto Pro,:,lmy o odWledzeme nas lub zgłoszema 
przesy Ikę poleconą 
LINDEN & CO. 85 New Bond Street, London W l 
PIERWSZY SKLEP JUliiLEllSKl PIłZY NEW BU
 IJ ..,'] 


V V k KRAWIEC 
ane i KUSNIERZ 
CZESKI 
Każde futro po Jego przeróbce wygląda Jak nowe 
PWzcze I kostJumy PIerwszorzędny krój 
4, William Street, Kni,btlbri.ł.e 
rowni.z. w Bouraemoutb 


ROYLANCE & FROST 
TAILORS 
to alf Pollsh Forces and clvillans 
55, NEW BOND STREET , LONDON, W.1 
Te/. Moyfo" 03/' 


PAMIĘTAJ, ZE POGODNY WYRAZ TWARZY 
UŁATWI CI ZYCIE I 
Nos pas przepukhnowy Brooksa I Nowy nadzwyczajny 
wynalazek I Bez mewygodnych ugniatających podu 
szeczek bez spr
zynJ trwał) tam Trzyma pewme a 
bez uCIsku Wysyła y na probę Katalog 2d Adres 
BROOKS APPLlANCE CO., LTD., 
Hi/ton Chambers, HUton Street, Stevenson Square, 
MANCHESTER, I 


zlęcznle wyzyskane PIZOZ menllecklego szu- 
lera Czy l dZlS Polsk,1 l lI1ne narody 
:słowIailSkie maJą powtorzyc tę samą omyłkę? 
Magnesem federacYJnym mUSI stac Się siła 
moralna I fizyczna PozbywaJąc Się swoJeJ 
tradycJI I wyrzekaJąc Się pokrewlenstwa z 
bratmeml narodami, Polska pozbyłaby Się tej 
siły moralneJ Pozbyłaby Się Jednocześme I 
siły fizyczneJ, gdyz lI1ne nalody słowIanskie, 
me wiedząc Jakw zammry ma Polska, będą 
dązyły do pomnlejszema tej siły. 
DZiś gdy decyduJą Się losy SWIata, decy 
dUJą Się Jednocześme losy narodów słowIan- 
skICh I losy Polski Jaką drogą ona pOJdz18 I 
Jakie dIOgowskazy wytkme przyszłym poko 
lemom? TragedJą JeJ dzwJow było to, ze Jej 
magnaterJa I sfery Iządzącę, przesląkmęte 
pychą I egOizmem, zelwały z narodami sło- 
wlanskielm I zamiast stac Się apostołem 
IdeI słowIansklej, stały Się tylko "wspólnotą" 
zachodmą I lla tej drodze Polsce mc Się me 
udawało Szły na marne bohaterstwo narodu 
I Jego zohuerza, ofiarnośc I patlJotyzm całego 
społeczenstwa Bo ku rs naJ odo\\ ego okr
tu 
był zły, I dZiś ten kurs musnuy zmlemc 
StaJe Się to ,\ ŚI od burzy I plOl unow I gdy 
Rada N'alOdo,\a rauzI ISC tym samym kur 
sem, nUIsullY pow18dzwc, ze popełnia fatalną 
omyłkę 
Musimy IŚC własną drogą, ktorą nam 
,\ skazał tworca S'\la ta N al od polski ma ta- 
kie zasługi wobec Słow lan, ze nloze 
wymagac, aby mne narody dostosowywały 
swoJą pohtykę do mego Bo my wytrwahśmy 
na naj blrdzleJ zaglOzonem stanow Isku, kwdy 
zamkał) 
nałe rody słowlanskIe, my stworzy- 
hsmy ,\ lelkle panstwo, my utrzymahsmy w 
ryzach Germanów, my dahśmy Innym naro- 
dom słowlansklm moznosc przygotowama Się 
do walki I nareSZC18 my pwrwsI stawlhśmy 
OpOI Gel manom w l ł 939; w Polsce me 
znalazł Się Qmshng Nasze sfery Iządzące 
popełm,ily omyłki, lecz narod omyłek me 
popełmał N w Spl zemewlerz) ł SIę mgd) I 
mgdzw wwczneJ pla\\ dzw TI wał I W) tl'\ ał 
na stanm\ Isku I dZls z dumą I spokojem Inoze 
patrzec ,\ OCZ) wszy
tklm narodom słowian 
SklIll I mm\ IC "ZIobileln swoJe, teraz robc18 I 
w y PamletaJC18, ze Jestesc18 Sło'\lanaml" 
GlanIC(' DZJS IM nICh koncentruje Się 
uwaga wsz)stkICh 
Im'l o mch nw t\lko 
I ząd polski, lecz I St,lllIl I angH lscy lll
ZOW18 
stanu K18dy my ])Iommy gldmc z I!J39 L. 
tiO\\ ICty chcą nas Od'5lmąc na zacllOd I lll18C 
swoJą glamcę stIategiCzną nd wschodnICh 
tf'renach Polski I wtedy staje Się OCzywiste, 
Jakle znaczenw ma Idea słow lalIska Polska 
slo,\ wnska będz18 pOtl zc bna ,\ :SZ) stklIu nal o 
dOllf słowldlL
klm Łączme z Czechami I z 
JugosławJą, lllaJąc za soba Litwę, UkIalIlę I 
Bułgalj
. będz18 ona talczą obrOlmą dla 
całej tilowmnszczyznv az do Pacyfiku 
Będz18 to wYlazne stano,\ Isko, zlozunlwłe 
dla całego sWJata I potlzebnc plZedewszyst 
1\.18lll SOWlOtOlll, ktOl ( lllUSZą pilnowae Dale 
klOgo Wschodu Taka wYlazna słowIanska 
Polska lllP będzie Imała kłopotow am z 
grameami, .lm z SOjuszlukmnl Jak narodom 
SłOwJaIlSklm, pk ,\ wIklIn demokracJom, Jak 
malym narodonl Iupsłowlansknll, będz18 
plzedewszystklem potlzebna Sow18tom, ab) 
je o:słamac od zachodu, a wtedy Jej gIalllce 
b
dą tak daleko na ,\ schodzw, Jak tego 
będzIe wymagał wspolny mtere:s przymJelza 
słow1dnsk18go. '\\' tedy przestaną Istmec 
gl alllce StI ateglCzl1l' poszczegolnych nalodow 
sło\\JanskiCh, a powstanie jedna gIalllca 
słow lalLska ","tedy Sowiety me będą Się 
tlOszczyły o stIatcgICzne gIalllce na zacllO 
dZIe, bo to zlObl Polska, ktora b) spełnlC tę 
\\ lełką rolę, mUSI mlec za sobą mepodlEgłą 
Litwę I Uklalllę 
Inaczej będzie, jezeh Polska znow wYlzek 
me SIę wspolpracy zo SłowIanami l pOjdZle 
dlOgą tworzema federacJI tylko slOdkowo 
ClllOpejskwJ wtedy moze ona stac Się 
mezrozumJala I Iuepotrzebna zal ow no ula 
SłowJan pk dla nalOdow anglosasklCh I dla 
malych nalOdow sąs18dmch , 
HezolucJa Rady XarodowEJ mOWI, ze 
Pobka ,\alczy o tryumf demoklacJI Sluszny 
będz18 ten tlyumf, lecz :z; początku musI 
nastąplC tryumf naIOdow słowIanskiCh, któle 
ten tryumf opłacają mOlzem łez I krwI OIaz 
zm:szczemem dobytku \"hemy dot) chczas, 
ze me wszystkie demoklacJ!1 zdały egzamlll 
dOJlzałoscl, l narody :słowIanskw, nauczone 
dosw ladczenlClu, Inuszą tez l same Inyśleć o 
pl zyszłoscl Dobrzo Jest, ze tlO:szczymy Się o 
ogolnoludzkw Ideały wolnosCl, lecz me 
nlOZelll) ZapOInll1aC, ze wtem In18Jscu Emupy 
w o bhczu odwwcznego wloga, narody słowlan- 
SklO najleplOJ mogą słuzyc ogólnoludzkim 
Ideałom, łącząc Się '\e wspolnom IJ!ZymWIZU. 
.:\Ioze nalazlO to Się me uda, Inoze trzeba bę 
dzIC budow,lC t zw Europę slOdkową, lccz 
bpdzw to tylko oklOs plzeJ"cIOWY, wspolnoty 
bow18m słowlanskieJ llIe zdoła powstIZ)maC 
zadna siła, bo w ml'J Jest naJglębsza logIka 
dzwjowa, polit) czna I gospodalCza 
Czy to jest IaSlzm I NIC, to Jest Idea 
300 mJljonm\ ludzI, ktolej moze słuz) c 
kazdy narod I kazd) czlo,\ IPk Odpow Jada 
ona na ,\ SZ) 
tkJ(' zdgddmema uoby obEcnoJ 
Zwalcza, pko odwlccznego w l og.l, napdst 
lukd, wskazuje celc wOJny, ustlla glamcE, 
0111 W leszele będzie ,\ stam( UtI wahc 1,0koJ 
na SW18Cll DZlCje SIę to dlatego, ze ona Jest 
IJldWdą dZI JO\\ą 
Str eszczam co powlCdzJałem Jesteśmy 
pl zEkonam, Zl nast,UJ! Z\\ YClęst,\ o SOjlLSZm 
ko\\ , lecz nI(' JE steśmy pcw m, CZ) Iue nastąpią 
wanUllu. kiedy Klenlcy zaczną ZblOlC Się na 
nowo Nw stame Się to tylko wtedy, kiedy 
nalOdy słowmnskw zaponmą o klZywdach 
\\ zaJcnmych, zapornną o tem co JP dZieli, a 
będą pamiętały t) lko o tern co Je łączy I 
st\\ Ol zą pl zym
el ze na zasadzIe "rowny z 
Iownym I wolny z wolnym" 
NastaJe LlIoczysta chwila dZIejowa Na 
alOnę pohtyczną wchodzą nalOdy słowlall 
skio, azeby odeglac '\lelką IOlę ,\ dZIeJach 
śWiata Są młode I zdlO'\ e, lIJ,aJą naJ- 
większą IOZlOdczośc, lOprezentuJą prosty 
styl zycJa I zdlOwy rozsądek Idoa słow lanska 
przestaJe bye legenuą l fa ta morgana, a 
staJe Się IZf'CZYWIStoSClą Olblzym, ktorego 
Niemcy stal ah Się zatnIe I USpiC, bu:!zl Się 
clo nowego zycm pełen dumy l Siły SpełmaJą 
sw IJI zepowwdnw ,\ leszczow, nlyshCleh, poe 
tow słm\lansklCh Tam, gdzie dwa tysiące lat 
temu były 104 rody słow Janskie, na bezgram 
cznych plzestlzomach wschodu Emopy na 
w schod od Elby, dZls mamy kilka ,\ Ielkwh 
nalOdow polączonych w panstwa, ze wspa 
małą tlau)cją I '\Jarą w swoJe siły I Plzysz 
łośc NIemcy ocluzClh je mmnOIll "mWlzwy l 
mewolmkow ,a dZls SłowJame dązą do tego, 
by zatknąc zwyclęsklO sztandalY na murach 
Blal1lbOlu A potpm? Potem zbudowac 
PlzYJIl18IZe Słowmn, UO ktOIPgo weJdą 
wsz)stkIe ndlOdy n.l \\ScłlOdzw Europy. l 
wtCU) to plzynuerzc wspolme z '\\'wlką BlY 
tanją I Am( Iyką uh ,\alI na SWICCJO w ICczn) 
pokóJ, dob/obyt 
 spJawwdllWOŚĆ społeczną. 


LUCJAN ZELIGOWSKI. 


WIADOMOŚCI POLSKIE 


JAN LECHON 


Prosta praw da, zo z, C18 sJlmeJsze Jest 
ponad ,\ szy stko, ze w CląZ za,\ wdzelll, ,\C l'lZ 
czegos znlUszenl Się W) zby'\ ac - ,\ CJąz 
budujemy nasze zycie nanm\ o, ,\ CląZ Idzwnn 
naprzód, pełm złudzen I nadzwI -- potw ler 
dza Się I wtem takze, ze tylokrotl1le \\ y Zll- 
wanl przez WOjnę z naszeJ naJskrolllmeJ 
szeJ własnoscl. wmąz czelllS no\\ em Się 
otaczamy. marząc pods,\ ladollue o JakwJs 
przystanI, gdzw unlleSClm, cos naszego, cos 
stałego, o przystam, do ktolej me kazd) 
lJIzeclez z nas dopłyme 
Co do Inme - mOją własllosc stanowiła 
blblJoteka I obraz) BlblJoteka moze meco 
chaotyczna - ale \\ całosm pla'\le złozona 
z kSlązek ofiaIOWan) ch mi przez autOlow I 
przez mch podpisanych, wsrod zabezcen 
okazy Jme w Pal vzu skupo,\ an) ch płócien 
by ło kilku Aleksandlo,\ GwrvmsklCh me 
zwykłej plęknosCl, paru Podkm\ IIlsklCh, ",V) 
slJlansklCh, Kotsl:sm\ , cudowny portret koble 
c, PIOtra :\hchałm\ skwgo, kilka prac mało 
znanego ,\ Polsce a Jakze Ol) glllalnego I 
poetycznego malalza Tadeusza Makowskiego 
- o czemze ,\ lęceJ lllogł zamaJzyc polsIn 
pisarz, w, chm\ an) ,\ skronmy In lllteh 
gencklm domu? 
Dopra,\Ch, kwd, clZIS nn sIę o t\; ch KSIlZ 
kach I obrazach, '\spOJnmam Je Jak bogacz 
swoJ wielki majątek Jak wszyscy wszystko, 
I Ja go utraCiłem Nie manI ZbIOI u pm\leSCI 
Żeromskiego z ostatmch dZIesięcIU lat Jego 
zYCla, kton JIl zawstydzająco łaskawe ded\ 
kacJe tak zaw sze wspamałoniyslme zyc zh- 
wego dla młodszych wwlklego ostatmego 
waJcldoty da,\ał) cenę kleJnotow. Nie mam 
ulubIOnej mej, najlepszej Jaką kwd)kolw18k 
napisano kSlązkl o Piłsudskim, z Ciepłym, 
wzruszającym nadpisem autOIa, Ignacego 
Daszynsklego, pamiątkę Jluz ,\ leczorow z 
pwrwsz)ch lat upoJnej ,\olnosCl. kwd) to 
w spolllmel1la star) ch bOJ (m mkow łącz) ł) Się 
Z plesmą młodych poeto\\ , bez zasługi 
obdarowanych tą 
m obodą N18 mam 
"Łukasll1s,uego' , ktorego ofiarm\ ał nu Jeden 
z lI11strzow mej IllłodosCJ, naJzywszy I 
naJbaldzwJ lllstor)czny zarazem umysł w 
Polsce, Jak ,\ wlkl mąz stanu I poeta IOZ 
kochan) w JCJ 'Helkoscl - plOfesOl Szyml?1l 
Askenaz\, me mam lllezhczOln ch tonlO'\ 
m,ch naJbhzszvch przYJamoł, alll dedykm\a- 
n) ch z wyszukanym (10'\ mpom j{slązek 
Boya, KOlnela Makuszy-nskwgo, Perzy n 
skwgo, am egzemplarza sztuki Nm\acz) 11- 
sklego z sybrlllllską pogrozką "OJ' Leclw 
nIU I Lechomku ,,, I oto niepomny t:ych 
strat, w ktor) ch W) Iaza Się Jakby komec 
całej epoki zycla - znow zbwram kSlązkl, 
me ru) sląc ze 1'0'\ me cenn) ch, Jak utracollo, 
mwl' me będę, ze Zelomsln, Askenazy, Staff, 
Berent, Daszynski - nie rodzą Się w kazclem 
pokolemu Dorobllem Się JUz kilku prz\ 
Jaznych parlllątek z Lond) llU, skąd mogę 
\\ ydostaJę egzemplarze polsllch kSlązek, 
mektore moze JUz ostatme, mektme kruszące 
Się Jak prochllO to mOJ nm,y majątek, Jak 



 

 



 
lir{ srt 
ó 5 oV" 


Urok osobisty, wdzięk, pOl'ZUCll
 pew- 
nosCl siebie oraz usunięcie kłopotow, 
ktore uprzednio sprawiały kobietom 
wiele trosk-wszystko to zapewmaJą 
wam wyroby firmy RendelL Broszura 
sIOstry Drew p.t. "Hyglene for W omen" 
omawia obJektywnie wazne zagadme- 
me higJeny kobieceJ. Do otrzymama 
bezpłatme w aptekach lub tez na hs- 
towne zgłoszenie Się do 
NURSE DREW, VICTORIA HOUSE, 
SOUTHAMPTON ROW, LONDON, W.C.I 
(bezpośrednio u sIOstry Drew w przek/adzle francuskIm lub 
niemieckI/n) 


WYROBY 
RENDELLS 


ZALECANE PRZEZ LEKARZY 
SPRZEDAWANE W APTEKACH 


Z ZAKRE SU 

/GJ'ENY KOBIECEl 


ISY GEIGER 
znany z "Caf' Splendld" I z radia w Wiedniu 
koncertuje I przygrywa do lanca, a podczas 
podwieczorków I kolacyj 
W KAWIARNI I RESTAURACJI 
WILERBY 
6, Hanoyer Str_, Raaent Street, W.I 
Polskie mdod)e 
Nuttó) przedwojenny Wyborna kuchnia 
MIlrtka codzIellIIle - także 1II1ulUrel( 


HATCHARDS 
Booksellers to therr Majestles The King and 
Queen and Queen Mary 
CZECH, FRENCH, AND GERMAN 
SPOKEN 
187, Piccadilly, London, W.I 


CASA PEPE 
rntauraeJa hiapanlka 
znana kllenteh polskIe) ze swych doskonałych 
specjalnoścI 
Osobiste kierownIctwo właścICIela 

, 8oIIen" 52, DtIn st., r6ł Shafttlltury AVI., W.1 
teł. GERrard 3916 


POLKI ODWIEDZAJĄ SALON FRYZJERSKI 
LUlGI, 46, Buckingham Pałace Rd., S.W.! 
MÓWI tilę po angielsku. francul1ku. włosku 1 niemiecku 
Pro,imy o zapawredltelefomczno pod VlCtorra 9508 


A Jeslt mu nad grobeni'wawlzyn s
ę zagęsc
, 
J ezelt s
ę przyłozył choć 1V naJmmeJszcJ częsc
 
Do slawy swego kraJu, do dobla uspołb1Uc
 - 
To nagloda poety I Tej mgdy me St1UC
 f 


NaI.Hsał k18dys Boy w Jednej ze swych 
Iecenzy J, ze mo ze doblze Jest IZ przedstawleme 
"Zemsty" mgd) me Jest doskonałe - bo 
serca polskie mozeby me zlllosły tej doskona- 
łosCi, Ille plzezyły płynącego z Illch w Zl usze 
ma Czytając "Zemstę" z 0\\ ego bezcennego 
po l\IodrzeJewsk18J tomu - myslałem Jak 
baHlzo ten kry t) czn} I mepatetyczn) Bo\ 
Inlał racJę, ze własme w "Zemsc18" Jest takle 
zgęszczeme poruszających nas zalet, takle 
Jasnowldzeme duszy polsk18J, takle poczucw 
naszego temperamentu, taka czysta poezja z 
tak genJalme zobaczonej rzeczywlstoscl pły 
nąca I nau tym IzeczYWlstym swmtem 
arcyludzkiCh I aJcy-polskwh UłOIl1nOSCI - 
taki usmlech szlachetny I wysoki, ze do 
plawdy - jezeh mozna InOWIC o OCZ)- 
szczaJąceJ sile komedJI, to z "Zemsty" 
płyme na naróu polski odpuszczeme Jego 
wad I grzechow. 
Nw ,\ SZ) stk18 sztuki Fredry są równej co 
"Zemsta" ImalY 11IIe ')szYStklC, Jak "Śluby" 
Jej dosięgały Jak "Sluby" ktore ZllOW są 
alcydzwłem naJtrudmejszeJ do oduama poezJI 
nal
'IlOSCI, beztrosluego ZYCla, dusz zwykłych 
I plostych 
Ale Jak "Zemsty", tak samego JUz Jednego 
aktu "Odludkow I poety", ktoryprzeczytałem 
telaz po Iaz PWI wszy od lat I bodaj CZ) me 
poraz pierw szy od uma, klCdy widziałem 
,\ ,\alsza,\skwh "RoZlnmtoscIach" Ra 
packwgo w roh Astolfa I ",VoJdałowlCza jako 
h.apk\;, samego JUZ o"ego dialogu, w ktorym 
głębia szel,:spllowska rozchmmzoll,l Jest 
czarując) liII znm\ alc)'lJolskllU optynllzlllem, 
starczyłoby by zapewnlc Fredrze meSnl181 
telnosl' w lIasze! poezJI 
Mowlę szekSpllO\\ska, me lllolJerowska 
- bo chol' "odludek" Astolf przywodzI 
zrazu na mysI 1ll0ljeIO'\sklOgo Alcesta, Jego 
pesymlzIll ma clll11UrnOSc l ostatecznosl', 
ktOIe o Hamlecie raczej kazą mysIe c I 
doplawdy, Szekspna godny jest ow cztero 
wiersz 


0, ten, co b'WOJe szczęście połączył z koUtctą, 
Ghwycd galąz bl
lszczową nad przelJa,sc
ą 
ski Y tą 
Ulywa Ją i pada, YUlW wSlod kamwm, 
A na gO/ze bluszcz bluszcze.m znowu s
ę z
ele.n
 
Dac taklenlU pOJęmu sw lata oupraw ę, 
ktora budzI w nas radosny usm18ch I ktOla 
me Jest naIWnOSClą, tylko plawuzlwą, z 
poezJI płyuącą ,\ mrą w zyme I człowieka, 
zamknąc ow pOjedynek hamletyzmu I 
tworczoscl w małonllasteczkoweJ oberz) 
wsrod IOZIllOW o plZypaloneJ kaww I wSlod 
komiCznych perypetYj pulchnego oberzy"ty 
-nato trzeba było pisarza naJwyzszeJ mIary, 
l IlIm ,\łasnw w "ZenlsCle", w "Odludkach" 
I w "Sluba
h" by ł Fredro 
Patrz4c na "moJego" Fledrę, rozmarzony 
od mysh I WSpOl1l111en, ktole budzą połączone 
w tych kslązkach dwa największe ImIOna 
polskIego teatlu - - Jakze mam me mysiel', 
ze Jak ow skalb, cudownlC ocalony, I teatr 
polski, zdławlOlIY dZls w Polsce, wygnany 
ze zbUIzonych swych S,\ lątyn, powróm do 
mch I Jeszcze wspmualeJ zal,wltme, Jeszcze 
głębszemu POJęCIU swmta da swmdect\\o 


.TAN LECHOŃ. 


]I.'owy Jod:, w kwwtnm 1942. 


Nr. 22 (116) 


f 


SKŁADY APTECZNE 


. 


DROGERJE 


pROSIMY wszystkich Polakow przebywających w Angljl 
aby zwracah Się z zaufamem oBoblscle lub drogą 
pocztową z receptami I z wszelkieml zapotrzebowamaml far- 
maceutycznemt lub medycznemi do składow aptecznych: 
John Bell & Croyden, 50/52, Wigrnore Street, W.I 
(służba dzienna i nocna) 
Wrn. Martindale, 75, New Cavendish Street, W.t 
Wallas & Co., 45, New Cavendish Street, W:l 


wszystkie pod BClsł. kontrol. 
SAVORY & MOORE LIMITED 
Aptekarzy Jego Królewskiej Mości 
143, New Bond Street 


LONDON 


ZYGMUNT NOWAKOWSKI 


W.I 


FOX.TROTT NA 
ZGLISZUZAUD 


Czytając dZ18nlllkl anglCbklP, spot) kam) 
:SIę nlenhtl codZI( !lilIO z 
1lI OWYlll ,\, ll1IalCln 
kar, ktole SIU
ZIli( :stosuJ" sąd, ,\obec 
labuslO'\. opel UjqC) ch nd I umach ZbOIU 
bm dow .In\ ch mldS
 Lup tych szakah 
przedstd'Ha :SIt: CZ,tSeIll bardzo ubogo POI) 
wają b\ lt co, dlobIazglmlzllne, Jaklc
 :stare, 
porzucone plzez \\łaSCICWh glaty, l tłulllaczą 
Się w sądz c, nlO\\ ląC, ze ln\ azah ten lup za 
Izecz nI(' na lezącą do nikogo, za les nulhus 
N18ma SędzlCgO. ktOlernu td okohcznosc 
twfiłab, do pl zpkonama VI) lOki są :"u 
lo'\e 
PanO\\ ,l Lublt
ch Ll'n/D el, 
osnutego IzekOlno na tPlndCle 
filmu ,'10 Be Ol 
 ot to B, z ,\ 
Z( ll\.ą 
pew noscli\ me mll'll ,\ obec ndS jakiclis zl) ch 
zamlmow N\8 chcieli nds am okIaśC am 
dotlwąc, mo chcI( II oblazw czy OSIllICSZ) c 
Polski I JPj Z) Cia podzlPlllnego ChcIeli 
pOpiOStU z,uobH ZaJobw bł) skd\\ ICZn18 
szy bko l duzo 
,j '\)Zn,n\Cdllll "blItzu na 
Iynku fihnm\ V'ln 
, Pogrzebah 'IM dystans w I umdch VI ar 
szaw \, poszp81alt ,\ je] zgltszczach, c Z) mąc 
zlesztą poszukm allia t) lko pmHerzchcH\ me I 
lllgd) me sięgaJąc wgłąb Znalezh jakles 
lekwIzyty. JaklCś stlzępkl. jdk18ś kl\\awe 
szmaty. poprzeI zucalI to Jak gałgamaI ze, 
obejl'zeh, prz)mlerz)h, l doszh do ,\mosku, 
zc z tego ua :SIę zroblC szlaglcl OCZ)'\ISme, 
ten :szlagICI me moze b) c Ujęt) zb) t reahst) 
czn18 Olaz, blOll Boze nlO pownuen b\ c 
"smutny PublIcznosc tego me lubi 
0\\ szem, ochobma ,\ ZI uszema, jakls dre
zcz) k 
od czasu do czasu nIC zawadzI, ,dl' całosc InusI 
byc pogodna, z hdpp) endem (a Jakz( '), l 
taka, ze by poszła Słowem, VI'alszawa na 
,\ esoło 
Pam, hh sle Ruma \\'HlSZd'\'. to ml jl'
t 
res nullllL'S To IZPCZ najplzod boskd Jak 
mOWlą chłopI, potem nasza, potem zas 
Izecz, bt:dąca własnosClą całego sWJata :t\le 
mo zna JeJ Ując na wesoło Xle ,\olno JEJ 
tak UjnlOWaC Od mej zacz,na sle dZIsiaJ 
kazdy akt oskalzlma N'lemcow, I od nWj 
zacz me s'\e przemowlCme pl okm atOl , gdy 
nadejdz18 w18lkI dZIeli sadu Jezeh klldvs 
po wOjme, ldos splobuje ndplsae Z\ wot, 
mIast, ow now y Plutarch na Piel" szej 
kalcle nlow iC będzie o VI m szaw le To nIe 
Jcst temat do farsy, do sz'moncesu 

Ioze - nawet mp mo ze bo napc\no - 
Z) cle podz18mne VI arszaw), jCj walkd me 
ustanna, ma lnolnenty kOInICzne, ale to 
komIzm mnego gatunku, wwlkl, wspanldły, 
szekspllowskl, choc POSZCZ! golne epIzody 
glaJą m m bosI. ob81wanl chłopcy, ga'Ho,",ze 
VI'arszaw} KarykatUla, dosadn) , jUIn) 
dowcIp, wypIsany nll'laz na'\et na SChtllle 
.,des heux d'alsancp' - wsz\stko to nla 
S\\ oJ st) l, sw OJ patos, sw Oj - me waham SIl' 
po"nedzl('c - koturu Gd} ,\ mai cu 194 ł I , 
,\ zWiązku zzabICIlIn SYllld, (JItlppenfuluPI 
I oberkat, dr Mod!'I, zapowIedział kIwdwe 
represJe, w ciągu Jcdnpj nocy zmwmono jl'go 
podpis na w:szystklch afiszach ,\ c,tlej 
",Valszaww Z,,l\Iodll zrobił Się ,,:\IOlld81' 
Humol? OCZYWIŚCIP, lunnor Alo humolu 
tak W) sokIpj mar ki me SzukdJIny u pp 
Lubltscha I Lcng) eld Dozn,dlb} sm\ gOl z 
kwgo za\\ ociu Obaj CI panm\le lecą na 
znaCZIlle t,lllsze efekty 
Roose\ olt JUZ w plO! w:szych dmach wOjn\ 
lapldarmo ok18śhł sytuacJę. mo" ląC, Z( 
dn l \\ l zesma 1939 I za,\ dhł Się S'H.J t 
Słuszme ' A zaczął Sił: wallC SWldt od Pobkl, 
od ",,'arszaw y Jakz( \\ plOj( kCJI aIl1eI y k,m 
skwgo filmu W) gląd,1 począt('k tl'go pl OC( 
u ? 
0, baHłzo uplosr;czon! zJ,n\lsko jlst( sun 
w teatlz( "Polskun na plzedsta\\l' IllU 
.Hamlcta , nagle odzy\\aJą Się SYlen) pub 
lJCznosc z wIzaskI III 0PUSZCZd WldOWlllę I 
biegnIe do scluonow, bomb) (b,udzo n,ltu 
rahstyczl11( oddan) C£ekt) lt cą pk gt acl 
,\alą Sl': domy, ulic!, I l tlldZ nd t,ch 
uhcach, ,\ tun nll' SClC, zacz, not SIt: f,usd, 
zaczyn,l Sl': fox tlOtt na zgliszczach XHJ 
blak nlom( nto,\ takich, zc jJublIcznosc ,\ 
kUli e lomh Ilskl( m ppka albo n,n\ et kon,1 ,r,c 
sImechu, me dom) slaj,jc Się. Zl ,\ tEJ \\ dl 
szaw18 kazdy dZ18n stawia trdglczm' P) Lml( 
"to be Ol not to bp , ze ka zcla chw ila jC st 
W) slłk18m. Idącym w t) m kl( I unku, aby 
b)c 
HeakcJl pr zecI
tIH go "l!lz,t me ozn,tcza 
bynaJlnnlcJ, aby ilhn Z} 
k,d uznal11e np u 
recenzentem Znal! zlI sle ,\ RI od mch t,wy, 
ktOlZY dah w Haz S\\(IllU meslllako'\I, rla,\et 
oburzemu );a mnpm miejscu poda"alIsnn 
te krytyczne uwagi sprawozddwCOW, tu 
Jeszcz,e JaZ podkIeshc ualezy fakt, zc t) godmk 
niemiecki, .,Dw Z81tlUlg , ob'z,pclł SI! Z 
ploduktelll p Lublt'cha naJb,udzlej sur 0\ o, 
me szcz
dząc slo,\ jJot,:pwmd :\1 Il1 spotv 
kamy SJP tarn ze zdanwln ZP widz, IJJI 
Anlelykanm, opuszcza kmo, Jwdąc ,pclllllch 
berulu t 
\\-łasclwle zghszcza \\'arsz,n\) cIągIl J( sZ 
cze dYl1llą a Jej uhce lezą w gl uzach. Podobno 
pod oweml gI uzaml znaJdo\\ dC ma :SIę slwIO 
mepoglZebau) ch tlUjJOW PdtJZąC n l fIlm 
"To Be 01' Xot to Bp' , POWtOlZ) c Illu"mn za 
poetą z "Dztadm' P) tame, w tym wY1J.ldku 
bmdzo 1M czaslC .,\\ ICIEz lat tlzeba 
czekac, nUll sle pr,! dmlOt sw J( Z) jak hga 
ucuknlJc, pl\. tytan ull Z\ '/ U MlcklC"lCza 
o\\emu PO()C18 odpov.taua ImlY, Inm\ląc, ze 
nalozy czekllc tYSiąC ldt NIC IdzIemy tak 
daleko PI,r,ecICz hezpos18dmo po wOJme 


tlO jansklej PO'\ "t,d r PpOI t.lZ p t .,JlJa 
da Dla ndS \\'al
Za'\a, to \ddSllJe TloJa. 
Jeszczl Iaz ,\, padd zaznacz, c. ze IeZ) ser 
I dUtOI sconaIJusza ule chmeh nas obrazlC 
Ja takz( me chmałb, m obwzll ICh, ale 
Ale Illlmo \\, Z) -tko lJl zY'lJOmUlaj ą trochę 
t) ch nocrn ch l a bU
IO'\, l, tor zy w ęSZf\ lup 
na Hnnach uhc Bath CZ) I-':x( tu PlzedmlOt 
sw lezy a tJagICzn) UCZ) luh t( nlateln S\\ eJ 
Igraszki 
Sz,ekspn 
uuJe Się poprzez tpn ilhn nwsma- 
czn\" I nahalny Pll'l wlastek korllICzn, nast- 
p\lj
 dlanldto'\l Il.l pięt, VI', d'IJe mI Sl': 
Il.n\et, ze dUtOIZ\ biorąc ndddH Illno "ltn\1,l 
tizEk:spna rM \\ la
ll' UZ) t, k, (lwich m 'Jlko 
\\ZIIlOCnlC R'H' alibi, \lspra\\ ledhwIC km ko- 
lonwe ronn 
I) I nagromadz,eme nlot, w 0'\ , 
t plzodow, lllCpra,\dopodobwllstw Jest ta 
komlzlll pal fOlce Same km\al), wltze 
Za duzo ICh 
1Jdst bOgdctWd rnu
lm) 
pa tr ,r,cc na 'nl1zan nadmlHl Pu bhcznosc 
smll je "1(. ,Ile ja zadaje Robie P) talllp 
kled, z SI(; JCJ 
aczme odbijac? 
Gdvby z pl ZVnajlllllloJ filmu tego mo 
zaczynano polonezem i:;zopena' C oz Szopen 
rnoze lllleC "spoInego z nęclzllj far:są? 
Pr zecICZ n,l nutę I ,\ 1\ tnl poloneza IlIO 
,Id SIC tauczyc fox tlotta Czy malo j( 
t 
operetek? Alo Szopen? Alo ,.zręCZIUl 
'\plątane takt) ,2 dpnem pozarm\ ? 
Sanla nar zuca SIC panll
cI :scena W "Ploch-. 
me Bmenta, gdy to Hmtenstlln plOtestuJo 
przeClwko glanIU schelza h rlloll ,\ knaJln(1 
Tupnął I za,\ ołał "B) dło, me smmc Sl
 ' 
Film JPst sztuką StoslmkowO mlodą To, 
J,d" pm\ wdział II Z) ko,\ ski, , dZIPsląta muza , 
ktora opel Uje nlI181111 kategOl Jarlli estpty 
cznenUllIZ t( atI JPj pochodz(mo jest raczpj 
grnlnne. rup urodziła Sl
 na oltaJzu, a PWI\\ sz' 
aktor kmow, me był l\.apłanem, b) ł IaczeJ 
błaznem N ll
 pl z, nosI mu to najrnnwjszej 
uJm), Jak sztuki kUlomatqgraficznej me 
hanbl td okohcznosc. ze pierwsze filmy 
'\)fn\letlano w C) Iku, llle \\ sw ląt} III Tpatl 
,\) ,",zedł z mlstpljum ale czasami błądzI po 
bezdrozach, nie unllPJąc znalpzc sCICzkl 
powlOtnej, ktorab) go zaplCHvadzila do 
mWjsca Ul odzenIa Kmo, W) :szedłsz) z 
en ku, znuu za rlloze IllCS'\ Jadorllle, do 

Istcljum OSiąga, fekt) W) :soce aI t\ 
styczne, ch oc opm UjP zaw 
ze plawlC korll 
prOllllsem. choc pl zedm\ szY stklem hczv Się 
z gustenl konslllllenta Lpsslng autOl 
Halnbmglsche DramatUlgw, nIC wie 
dzmłb} moz( co począc z tem zja'\lskIPm, 
ktolCrllu M.a lInię ,kmo Alystoteles n,l 
pewno zdzIw ilbv Się, ale muslałb, uznac, ze 
me brak filmo\. ktoH ,\, wolują "kathmsls , 
OCZ) :szczaJąc ,\ HlzO\\ Z UCZUCia Stl achu Są 
taklO, ktor f budzą ,glOZę l IItosc ,są mne, 
o ktOl vch SZl ksplr "yr aZlłby Się, ze stanowią 
Z\\ Jer cJadło Z\ CIa 
"To Bp o; Not to Be pp Lubltscha I 
Lengyela me nalezy clo tej wysokiej klas) 
fihno,\, pl ZeCI\\ nie, Jcst on nlczenl Innem Jak 
tylko wClOlonym }"omplorlllsem " Ido\\ ma 
mUSI SI
 SImac Zawalił Się SWIat, ale me 
zasada "keep smllmg . Gdybyz "smilmg , 
To juzjakws chyba "burstmg wlth laughteI ", 
pQkame ze sllllechu tak18, ze chClałoby Się 
- \\ ZOl em Hc I tenstema - tupnąc I I zoc 
kilka prostych słow, plynących me spod 
selca ale 1,lCzeJ spod wątlOb) Ponadto 
prosiłaby Się znllana tytułu na "VI' w slCh der 
kleme l\IOlltZ das untcllrulscho Leben m 
Polen, ol:stellt?'. Bo to jest nakręcone dla 
dZICCI Dla duzych, ale dla dZiecI 
Tomat nllmo w SZ) stko wykazał peWien 
spontamczny OpOl Nw dał Się ZIllOC 
Xawet ,\ ty nI nwsmacznyru filmlO są chwIle, 
gdy pubhcznosc nlUSI zahamowac smICch I 
poddac SIę nmym reakcjom ChwIle tc, 
Izadkw bo I zadkw, jednak są, co pohczyc 
w ypada me Jako zasługę autorowale raczcJ 
wplsac JO na konto smnego tworzywa 
Rez) "er I autOl scondl jlL'Sza poszh dlogą 
najłatw18jszą wszyscy KIClIlCY w tym 
filIl1IO są glupI, nmWlll I (radzą Się nablC w 
butelkę POplO:stU dmen w dUlma "alka 
z nUllI, to fm:sa, nic '\lęceJ. 
JeslI N JemIOC, l( cenzent londynsklej 
"DIO Zeltung , wyszcdł z km,l plzyklo 
dotkm
ty, jdkaz moz! b) cIeakcja Polal",l? 
Zamiast zycla podzlOmnlgo w Polsce, zamIast 
np sabotazu, albo zamIast lU dS) taJneJ, 
zamiast ,\all,1 codzwllIlOJ a upm tej o byt - 
obaj CI Amellcan cltlzl'ns of Vwnna and 
Budape:st oxtractlOn pokazali błazen:ską 
glOteskę, ktOla budzI glOZę I htosc - lecz, 
zaiste, nw w znaczemu Hl) stotcllsowskwm I 
Nwchze sUI!('Je Się ten, kto me WIO, ze 
\\ arszawa, to "załosna \\do\\a polskwgo 
ludu' "lclzUllY Ją ciągle patlzy na nas 
oczami, ktOlO są "luby oczy cichego UPIOI,l 
spod darm I prostujemy Się, wwdząc, zo 
\\'Hlszawa Jcdna brom la Się pJZCZ długICh 
dm d,\ adzlescla siedem, podczas gdy lI1nc 
stolice SWIata poddawały Się bez walki Ona 
me poddała Sił; do ty chczas I "gdy poselstwo 
palY:skle tWOjO stopy hzc, \Valszawa Jedna 
mocy t\\ojeJ Się urąga". 
To rmasto, ktore me naplozno S) lenę ma 
w hCI ble Tam "alallnu nikt jUZ me odwoła 
Ten alaIIIl tlwa I . I trwa meustaI,lna walka 
Q to, aby BYC. 
Tam mkt, na,\et plzez chwIlę naJkrotszą 
me zastanawiał Się nad pytamem "byc 
albo me byc". 


NIGZWYK
A 
p AftI£TKA 
, 
poprze dm zagIozon) , ale tez Jd,k pOjJlzedm, 
wyrazaHcy naszą '\lal\; w lJrZ) szłosl' " 
t) In zbIOrze, sIu omn) lU narazIC rndru przeclCZ 
rzadki klejnot, rowny wartosclą utIacon, I1I 
skarbom, a ounalezlOln na zakurzOll\ c h 
połkach u pana Opahnsklego, skalb ktor
go 
posladamem chciałbym Się przed czytel 
mkIem pocln\ahl' '" l'zaSIe Jednej z m, ch 
,\ ypraw na l mon SquaJe natrafiłelll oto na 
zbIOrowe sWletnIe zacho\ ane I 
ohdl11o 
oprawne wydam e zupełne Fledry, Ramo przez 
Się bardzo cenne, ale WjJIost bezcenue przez 
ex libris, ktory musI IOZInarZ) c I ,\ zrusz, c 
kazdą wyobrazlllę, rozlmłowaną ,\ polskim 
teatrze, budzący obrazy największej tego 
teatI u sWletnosCl I największego uroku 
polskiego zYCla "MoJ" Fredro, zannn przez 
rozne koleje losu dostał Się do mme - b) ł 
,\łasnosClą Helen) ModrzeJe,\ skleJ , Jej to 
ręce, Jakze wymm\ne, Ięce Lad) :\Iackbeth, 
MaIJI Stuart I LaodamJI pOluszał} kartkI, 
ktOl e Ja dZIS pl zerzucanl z nlCZlllIelnenl 
w Zl uszenlenl, za blegIenl utn\ alon, ch ,\ 
t) ch kSlązkach cudowrn ch fI edI OWSklCh 
w leISZ\ szh oczy, w ktOlych zamknął Się 
naJ'\ \ zszv czar I taJemlllca kobIecOSCI, nad 
stronnicarlli "Zernst) ", ..Slubo\\ ", .,Odlud 
km\' poch)lała Się ta krolewska głowa, na 
ktOlą Szekspir I Słowacki ,dozyh tIagiCzną 
kOIonę SzkocJI "Moj" FredlO Jest to, 
dopra,\d) , Jakb) symbol polskIego teahu, 
Jego koronny kleJIlOt, cudm\ me'uszł) me'\ oli, 
mowlący o tej sztuce mez,\ ykłeJ, doskonałeJ, 
wszechstronncJ, WSZ) stko co ludzkie pOJl1lU- 
jąceJ I zdolnej ,\) razll' - Jaką był teatI 
polski Jego \\ lelcy twOI C) I Jego mezrowuam 
aktOIZ) Nawet teatI francuski, mllllO 
wszystkich zastrzczen - naJs;VIetmeJszy na 
S,\ leCIe, me był od polsluego bogatszy, Jesh 
chodzI o pOJęCIe "sz)stkiCh rodzaJow sztuki, 
miał on S\\ ego Rasyna J l\IolJela, ktory ch 
m) SIll) me nllelI - ale llle nlmł anI "DZJa 
dow", ani ,,",Vesela", ani ,,\Vyz,\olelua", 
am "Samuela ZborowskIego", do ktor) ch 
YiCtor Hugo czy Claudel Jako teatI me 
dOl osh \V ostatmch latach przed ,\ 0Jną ,\ 
ZYCllI polskwm I w sztuce wldal' było uby tek 
ow \ ch ludzI, dawnwJszeJ, JaldJ) ,\) nl18 
rającej rasy, ,qglądaJąc\(h nawet zewnętIz 
me na to czem b, h - a b) h ,\ Ielk1l111 panami 
S,\ ego za,\ odu o jJlęknym gesme I poet) cknn 
uroku 
'\'\'ldzIehsmy melaz w t) ch ostatmch latach 
na polskich scenach dobre przedstawlellle 
ale malo b) ło OW) ch ludzI llIez,\) kły ch, me 
pokoJących, Jak Lena ElChlerowna, ktorej 
,\ ystarczało odez\\ al' Się S,\ vm mesamo,\ ltym 
głosem - aby obudzll' ,\ lias pOCZUCIe poezJi, 
sWladomosl' hagICzneJ zagadki naszego Z} cia 
.ModrzeJew ska była ,\ srod tych WIelkICh 
pan l panow polskwgo teatru - największą 
ponol' palllą l kroIową, tą, ktOla poza Polskę 
az do dalekiej Ameryki pOIlIosła mezrownane 
piękno I pallskosl' gestu, muz\ kę głosu, 
zaprawIOnego do czysty ch slo\\ poezJI, 
nadewsz) stko zas Jakzc jJolskieJ dusz\ 
włascmą ,\lalę W poezJę, ,\ głęboki sens 
owych plękrn ch słm\ I gest 0'\ Jakze 
,\zruszaJące Jest pom) sIec, ze tutaj, ,\srod 
tak mnego S,\ lata, ktor) obdarował ją 
try umfem I bogact'\ em me do OSląglllęcla w 
biednej 0JCZ\ ZlllC - ot,\ ICIała meraz owe 
,\ arszawskle tonl\ Fredr) I z tem samem co 
my uczumem, WCląZ wygnanych l WCląz 
tęskmących, CZ) tała ale; polskie, po l\hckle 
wwzu chyba naJbal(lzIeJ po polsku blzmlące 
słm\ a 


ZYGMUNT NOWAKOWSKI. 


SLOane 1536 
JAN E AND JUDY 
SPECJALIZUJĄ SIĘ W PRZERÓBKACH 
Przer6bb. suli:ien, płaszczy. kntJum6w. kapeluszy, bielizny 
SzYJ
 . j)01fWrzonych 1111 małler)ał6w l chętme ;od.JmuJ
 Się nawet na)drobmtlJszycb przer6bek 
MóuJt Sl
 po /rancu!lku po nremlecku I po hISzpańsku 
36, WIL TON PLACE, KNIG HTSBRIDGE, LONDON, S. W. l
>>>
Nr. 22 (116) 


Polska 


. 
I nowa 


Europa 


(PUBLISHERS) LTD. 
zawiadamia, że księgarnie w PERT H 
i DUNDEE przeniesione zostały do 
E D Y N B U R G A. Ptosimy o ki e.. 
zamówIeń I korespondencji 
pod adresem 
CASTLE ST., 


"Free Europe" z dn. 15 kwietnia przynosi 
artykuł mjr. Guy Lloyda "Polska i nowa 
Europa" . 
Pamiętne jest powiedzenie Napoleona na 
wyspie św. Heleny, że Polska jest kluczem 
sklepienia Europy. 
Napoleona można nie lubić, lecz bez- 
wątpienia był on genjuszem. Tragedją ludzi 
genjalnych jest często to, ze oprócz czynów 
wiekopomnych popełniają oni głup
twa na 
nie mniejszą skalę. Napoleon popełmł szereg 
kapitalnych pomyłek, które zrozmniał, nie- 
stety, dopiero gdy było za późno, gdy był 
na wygnaniu, na przymusowym odpoczynku. 
Wówczas dopiero zdał on sobie sprawę, że 
niepodobna stworzyć trwałego pokoju na 
kontynencie europejskim bez siłnej Polski, 
która zajmuje stanowisko kluczowe pomiędzy 
niemieckim wulkanem a bezbrzeżnemi obsza- 
rami Rosji. \Vracając myślą do przeszłośc.i, 
zrozumiał on jakim wielkim błędem było me 
stworzenie odrazu wielkiej i silnej Polski, 
położonej w rejonie, którego jego armja i 
administracja nio mogły opanować na stałe. 
Tysiące Polaków zbiegło się pod szta

ary 
Napoleona - i byli oni gotowi do naJwIęk- 
szych poświęceń dla odbudowy Rzeczypos- 
politej i dla przekreślenia rozbiorów, dokona- 
nych o kilkanaście lat wcześniej przez 
wrogów Napoleona, czy też jego bardzo 
wątpliwych sprzymierzeńców. U szczytu 
potęgi, Napoleon okłamywał Polaków pus- 
temi obietnicami i nawet jeszcze w prze- 
dedniu pochodu na Moskwę był on gotów 
sprzedać ich za cenę układu z carem 
Aleksandrem 1. 
Wypadki ostatniej wojny ponownie po- 
twierdziły prawdę słów Napoleona. Nawet 
zanim Wilson ułożył swoje słynne 14 punktów, 
które m. in. domagały się odbudowy państwa 
polskiego, sami zaborcy, którzy to?z:yli woj
ę 
ze sobą, zrobili ze sprawy polsk18j kwestJę 
międzynarodowĄ. Wielki książę Mikołaj 
Mikołajewicz wystosował w r. 1914 w imieniu 
carskiej Rosji mamfest do Polaków, obiecując 
zjednoczenie wszystkich ziem polskich i 
całkowitą autonomję pohtyczną i narodową. 
W r. 1916 monarchowie NiemIec i Austro- 
Węgier proklamowali t. zw. Królestwo Pol- 
skie, które miało objąć ziemie polskie, 
okupowane przez mocarstwa środkowe. Po 
rewolucji 1917 r. rząd rosyjski uznał w 
zasadzie prawo Polski do zupełnej niepodleg- 
łości. Gdyby po ost
tniej wojnie Polska 
otrzymała cały Górny Sląsk, Prusy Wschod- 
nie i Gdańsk i gdyby od początku uzyskała 
pomoc gospodarczą i wojskową wodpowied- 
niej mierze, byłaby odegrała tę rolę, którą 
jej Napoleon w swych pamiętnych słowach 
wyznaczył. 
W rzeczywistości mocarstwa zajęły sta- 
nowisko połowiczne. Od chwili swego po- 
wstania Polska była pozostawiona własnym 
siłom. Zdając sobie sprawę, że była stale 
zagrożona zaborczością Niemiec, dyszących 
chęcią odwetu, musiała ona wydawać na 
zbrojenia sumy, zgoła niewspółmierne z jej 
zasobami. Ten nadludzki wysiłek zbrojeniowy 
Polski był prawdziwą miarą niemieckięgo 
niebezpieczeństwa. Gdyby świat nie patrzał 
na polskie obawy poprzez niemieckie oĘ:ulary 
i gdyby na czas wzmocniono Polskę i sąsia- 
dujące z nią kraje, Hitler nigdyby nie 
odważył się rozpętać obecnej wojny. 
Obecnie po dwóch l pół latach wojny czas 
jest już myśleć realnie o przyszłej Europie, i 
należy też wyciągnąć właściwe wnioski z 
ówczesnych bł
dów. Oczywiście, niesposób 
zamykać oczu na fakt, że Rosja sowiecka 
odgrywa w obecnej wojnie ogromną rolę, 
należy atoli zachować odpowiednią miarę w 
ocenie wypadków. Rosja przystąpiła do 
wojny z Niemcami prawie w dwa lata po jej 
wybuchu - i przez cały ten okres Anglja - 
i jej sprzymierzeńcy -musiała sama dźwigać 
cały ciężar wojny. Rosja przystąpiła do 
wojny nie z powodów Ideowych, nie w celu 
udzielenia pomocy zachodnim demokracjom 
zagrożonym niemiecką inwazją, lecz' tylko 


M. I. KOLI N 


rowame 


31a, 


dlatego, ponieważ sama została napadnięta 
przez Niemcy. 
Nie przesadzajmy. Nie bądźmy równie 
jednostronni, jak ci, którzy starają się 
stworzyć wrażenie, jak gdyby tylko Stalin 
w całym obozie sprzymierzonych miał plan 
pokonania Rzeszy, a Anglja i Stany Zjedno- 
czone ograniczały się do udzielarua Sowietom 
jak największej pomocy w celu przeprowa- 
dzenia planów Stalina. Niektórzy z tych 
panów idą nawet dalej. Ciągłe przepowiadają 
oni, jakie będą plany Stalma, nie tylko jeśli 
chodzi o prowadzenie wojny, ale również 
jeśli chodzI o powojenne urządzenie Europy 
i świata, i wydaje im się, że już teraz nalozy 
uznać życzenia Rosji w tym względzie za 
rozstrzygające. Te rzekome plany sowieckie 
są szeroko reklamowane, przyczem zdania i 
uczucia prawowitych właścicieli nie są 
zupełnie brane pod uwagę, i tak samo nikt 
zdaje się nie troszczyć o to, że ci prawowici 
gospodarze ponoszą ciężkie ofiary w wojme 
z Niemcami nie tylko od 22 czerwca 1941 r., 
ale od dn. l września 1939 r., że walczą oni z 
niezachwianą wiarą nie tylko o odzyskanie 
swych ziem ojczystych, ale i o taki układ 
stosunków, aby ich ojczyzny miały większe 
bezpieczeństwo, niż przed wrześniem 1939 l'. 
Nie wiem, czy jak mówią niektórzy, Rosja 
rzeczywiście pragnie anektować polskie kIesy 
wschodnie, które okupowała czasowo bez 
walki i tylko dzięki uk.ładowi ze swym 
dzisiejszyrLl śmiertelnym wrogiem. Nie będę 
dłużej rozwodził SIę nad faktem, że byłoby 
szczytem niemoralności, gdy Sowiety miały 
opierać swoje pretensje na układzie sowiecko- 
nieml8ckim. \Y rzeczy samej, Sowiety 
wyrzekły SIę układu Mołotow-Ribbentrop, 
podp:sując w lipcu 1941 r. ukła
 z 
olską. 
Uważam, że wszelkie plany sowIeckIe pod- 
bicia wschodniej Polski nie miałyby żadnogo 
sensu. Rosja i tak obejmuje szóstą część 
świata i me potrzebuje zadnego powiększenia 
swego terytorjum. Nie potrzebuje ani \Vilna 
ani Lwowa. Argumenty narodowościowe? 
'Wschodnie połaci Polski są zamieszkałe przez 
ludność mieszaną, w znacznej mierze nie- 
polską. Ale ta ludność nie jest ró,vnież 
rosyjska. Zresztą sama Rosja ma bardzo 
duży odsetek ludności niorosyjskiej. 
Zagadnienie zachodniej granicy rosyjs.ki
j 
jest zagadnieniem bezpieczeństwa. A po wOJ- 
nie zagadnienie to powinno być rozwiązane 
w myśl interesów bezpieczeństwa zarówno 
Polski jak Z.S.S.R. 
Tymczasem, dyskutując o przyszłym ukła- 
dzie stosunków w Emopie, wpadlibyśmy w 
bardzo niebezpieczną pułapkę, gdybyśmy się 
pogodzili z myślą, że mamy zmniejsz
ć o 
połowę ojczyznę jednego z naszych naJbar- 
dziej bohaterskich i najwierniejszyc
l sp
z
- 
mierzeńców, którego rola w obecneJ wOj1lle 
bynajmniej nie jest zakoilCzona. .\Vie
e 
rzeczy może zależeć od zachowama SIę 
narodu polskiego, który: jest najbliższym 
sąsiadem najważniejszego teatru wojny. Nie 
można żądać dalszych ofiar od Polaków, a 
jednocześnie mÓWIĆ im, że Lwów i Wilno, 
które są równie polskie i równie drogie sercu 
polskiemu, jak \Varszawa, mają być Polsce 
wydarte - w myśl układu niemiecko- 
rosyjskiego. 
Nie mo
a rozważać przyszłości E:u
opy 
wyłącznie pod kątem wIdzenia Clęzaru 
gatunkowego wkładu Związku sowlCckiego 
we wspólną sprawę sprzymIerzonych. Trzeba 
ją rozważać pod kątem widzenia stworze
ia 
trwałego układu stosunków na kontynenCle. 
Trwałe zniszczenie niemieckiej potęgi woj- 
skowej jest, jeżeli nie mozliwe, to przynaj- 
mniej niezmiernie trudne bez silnej P?ls
, 
czy się powie, że jest ona kluczem sklepIema, 
czy tylko jednym z filarów Europy. W 
każdym razie, takich filarów na kontynencie 
niema zbyt dużo. Byłoby rzeczą pożądaną, 
by wszyscy sobie zdawah sprawę z tego faktu, 
który prze bieg obecnej wojny nieco przysłonił, 
i by z niego wyciągnięto właściwe "lvmoski 
dla przyszłej organizacji Europy. 


KOLO 
PRINCES ST. 


EDINBURGH 


BODłbardowanie NieUliee 


Pod tytułem "Bombing Policy", p. Fre- 
deric E. Holsinger umieścił w zeszycie majo- 
wym "The Nineteenth Century and After" 
artykuł, która stanowi interesującą analizę i 
krytykę strategji sprzymierzonych. Oto bieg 
rozumowania autora. 
Publiczność angielska, powiada on, wyo- 
braża sobie, że działalność lotnictwa bom- 
bardującego, a w szczególności naloty na 
Rzeszę, stanowią część strategji brytyjskiego 
gabinetu wojennego. Mylą się. To nie część, 
lecz cala strategja. Innej wogóle niema. 
Gabinet wojenny jest przekonany, że może 
"bomb Germany into surrender (zmusić 
bombardowaniem Rzeszę do kapitulacji)". W 
myśl tej teorji czy nadziei, - która, mówiąc 
nawiasem, stanowi ponowne wydanie idei 
pobicia Niemców samą blokadą, - rząd 
brytyjski ograniczył wydatki na siły lądowe i 
morskie, koncentrując cały wysiłek na siłach 
powietrznych. Dalej, nawet w dziedzinie 
lotnictwa ograniczono produkcję myśliwców 
na rzecz bombowców, z tym rezultatem że na 
wszystkich frontach, z wyjątkiem samej 
Anglji, ani wojska brytyjskie, ani flota nie 
były dostatecznie wsparte myśliwcami, i tej 
okoliczności należy w dużej mierze przypisać 
klęski na Dalekim Wschodzie, w Grecji i 
t.d. 
Jedynym rozumnym planem strategicznym 
od połowy ub. r. byłoby, powiada autor, 
rozbicie floty włoskiej, zajęcie Libji i opano- 
wanie morza Śródziemnego. Zniszczenie floty 
włoskiej, czyli głównego antagonisty mor- 
skiego Anglji w Europie, przed grudniem ub. 
r. było jedynym sposobem skłonienia Japonji 
do pozostania neutralną. Tak osmieszana 
flota włoska, pisze Holsinger, panuje na 
morzu Śródziemnem, utrudnia statkom bry- 
tyjskim korzystanie z krótszej drogi przez 
Gibraltar i Suez, zaopatruje Rommla w Libji, 
uniemożliwiła Oplinowanie Afryki Północnej 
przez armje Auchinlecka i t.d. Bitwę koło 
przylądka Matapan autor nazywa zaledwie 
"potyczką" i wywodzi, że podobnież zwy- 
cięstwo pod Taranto było zupełnie złudne - 
dotąd nie zatopiono ani jednego pancernika 
włoskiego. Rozumna strategja, dowodzi on, 
polegałaby na skoncentrowaniu wszelkich 
możliwyoh sił morskich i lotniczych w Alek- 
sandrji i atakowaniu stamtąd floty włoskiej 
aż do skutku. Tymczasem gabinet wojenny 
postąpił wręcz odwrotnie. Zamiast wysIać 
"RepuIse" i "Prince of Wales" na morze 


Śródziemne, gdzie powazme wzmocniłyby 
flotę Curminghama, skierowano je do Singa- 
pore, dając tem dowód "nieprawdopodobnego 
medoceniania siły marynarki japońskiej". 
Podobnież, zamiast skoncentrować ciężkie 
bombowce w Egipcie w celu atakowania 
floty włoskiej, zużyt_o je na "luksus bom- 
bardowania Berlina", przyczem jednej tylko 
nocy (8 listopada) stracono 37 maszyn. Autor 
zapatruje się wysoce sceptycznie na rezultaty 
tego bombardowania. Naloty na "Scharn- 
horsta" i "Gneisenaua" w Brescie dowiodły 
ponad wszelką wątpliwość, że bombowiec 
nie jest bronią celną, że bombardowanie 
objektów wojskowych jest fikcją. Dzieje 
nalotów na Maltę potwierdzają tę prawdę. W 
ciągu kwietnia b. r. Niemcy zrzucili na tę 
jedną małą wysepkę 6000 tonn bomb, czyli 
więcej, niż lotnictwo brytyjskie zrzuciło w 
ciągu któregokolwiek miesiąca'1la całe Niem- 
cy plus terytorja okupowane, t.zn. bezmała na 
całą Europę. Malta się jednak trzyma i broni 
- dlaczegóżby więc Niemcy miały się zała- 
mać? Ofensywa powietrzna na Niemcy nie 
może dać decydujących rezultatów. Tym- 
czasem przynosi olbrzymie szkody. "W 
ponurym cieniu wielkich bombowców brytyj- 
skich okręty i wojska brytyjskie poszły 
ku klęskQm i porażkom. Jest już wielkI czas, 
by nasza strategja wyzwohła się z, tego 
cienia" . 
I autor kończy w następujący, dość gwał- 
towny sposób: 
"Jest tylko jeden sposób, by położyć kres 
tej zgubnej polityce, a mianowicie zakwest- 
jonować jaskrawo wartość całej polityki 
bombardowania. Niema już miejsca na 
żaden kompromis w tej sprawie, albowiem 
rezultaty są zbyt jasne dla wszystkich. 
Polityka ta doprowadziła nas do krańca 
przepaści, i nie będzie i nie może być kresu 
długiej serji naszych klęsk i porażek - choćby 
gabinet wojenny był zmieniany na wszystkIe 
sposoby - aż do chwili, gdy ta połityka czy 
strategja bombardowania nie będzie całko- 
wicie porzucona i póki flocie i armji nie 
zostanie przywrócona możność przygotowy- 
wania i powzięCla ofensywy przeciw nie- 
przyjacielowi. Z całą pewnością polityka 
zmuszenia Niemiec bombardowaniem do 
kapitulacji nie jest nawet pomysłem polity- 
ków kawIarnianych. Jest to już poprostu 
strategja uliczna. Upieranie się przy niej 
oznaczać może tylko dalsze klęski". 


eJ 


Wysoki gatunek i umiarkowana cena 
-oto hasła naszego magazynu, w 
którego licznych działach każdy 
znajdzie czego mu trzeba-w zakresie 
ubiorów i konfekcji damskiej. męskiej 
i dziecinnej, bielizny oraz mebli. 
Ostatnie słowo mody. Bogaty 
asor!) ment. Po przesłaniu 4d. w 
znaczkach pocztowych wysyłamy 
numery "Gorringes Gazette U za.. 
wleraJący cenne informaCje o sezonie 
letnim i o wyprzedaży wIOsennej. 


Frederick Gorringe, Ltd. Tel.-VICtoria 6666 
BUCKINGHAM PALACE ROAD, S.W.l 
(1 minuta od Hotelu Rubens) 


W obronie aresztowa- 
nych socjalistów 


Lewicowy tygodnik angielski "New Leader" 
z dn. 18 kwietnia oqłasza list B ocy'aliE t y żydow- 
skiego, członka Rady ]:.,'alOdou:ey'. S. Zygielbof- 
ma: 


W "New Leader" z dn. 11 kwietnia b.r. 
ogłosili Panowie, że przywódcy żydowskiej 
partji socjalistycznej "Bund", to" arzysze 
Henryk Ehrhch i \Viktor Alter, zostah po 
dwóch latach wypuszczeni z więzienia. 
'Wiadomość ta lnnie zdziwIła. Przybyłem nie- 
dawno do Anglji ze Stanów ZJcdnoczonych, 
gdzie jako członek komitetu centralnego 
"Bundu" i jeden z najbliższych i naj star- 
szych współpracowników obu tych przy- 
wódców, robiłem przez pięć miesięcy nad- 
ludzkie wysiłki, by wydobyć ich z więzienia, 
do którego władze sowieckie ponownie ich 
wtrąciły. 
Pragnąłbym poinformować Panów i ich 
czytelników, że towarzysze Ehrlich i Alter 
zostali wypuszczeni na wolność w paździer- 
niku 1941 r. na żądanie rządu polskrego, po 
podpisaniu układu polsko-sowieckiego. 
Jest również prawdą, że ci dwaj towarzysze, 
których zdrowie było ciężko nadwerężone 
dwoma latami więzienia, wydah odczwę, wzy- 
wająca obywateli polskich w ROSjI sowIeckiej 
do wstępowania do wojska i walki u boku 
czerwonej armji z hordami Hitlera. 
Niestety, towarzysze Ellrlich i Alter zostali 
zupełnie niespodziewanie ponownie areszto- 
wani dn. 4 grudnia 1941 r. i od tej pory 
pozostają w więzieniu. Liczne związkI zawo- 
dowe i organizacje robotnicze w Stanach 
Zjednoczonych l w innych krajach prote- 
stowały przeciw ponownemu aresztowaniu 
tych przywódców i żądały ich uwolnienia. 
Protesty pozostały bez odpowiedzi. 'Władze 
sowieckie nie udzieliły żadnych wyjaśnień 
ani przyjaciołom aresztowanych, ani rządowi 
polskiemu, z którego polecenia ambasador 
Rzeczypospolitej w Kujbyszewie zlo:i)-ł pro- 
test przeciw ich uwięzieniu. 
Ostatniem niezwykłem wydarzeniem w tej 
całej sprawie było zwrócenie przez rząd so- 
wiecki ambasadzie polskiej w Kujbyszewie 
paszportów polskich obu aresztowanych to- 
warzyszy, z nadn1ienieniem że odtąd będą oni 
traktowani jako obywatele sowieccy anie 
polscy. 
Pragnę dodać, że tow. Ellrlich urodził się 
w Lublinie, a tow. Alter w MławIe. Zarówno 
Lublin jak Mława lezą w samem centrum 
Polski i nigdy me były zajęte przez Sowiety. 
Wobec tych faktów, jesteśmy bardzo nie- 
spokojni o los dwóch dzielnych bojowników 
w walce z faszyzmem, i uważamy, ze należy 
do obowiązków wszystkich socjalistów i 
wszystkich przyzwoitych ludzi wołanie o 
wypuszczenie ich na wolność. 
* 
Filosowiecki "New Statesman and Nation" z 
dn. 16 may'a pisze: 
Walka z caratem w Polsce w początkach 
b. w. była wyjątkową szkołą charakterów. 
Większość przywódców w tOj walec, to byli 
młodzI inteligenci, którzy połowę życia 
spędzali na lUliwersytetach, a połowę na 
Syberji. Vi'szyscy zaczęli życie jako socja- 
liści. Niektórzy, jak Piłsudski, z biegiem 
czasu stah się nacjonalistami i półfaszystami; 
inni stali się komunistami i znaleźli się w 
służbie Sowietów w Moskwie; więk'Szość po- 
została wierna demokracji. Wspólna im była 
odwaga i poświęcenie - główne cechy tego 
pokołenia. Poznałem jednego z nich: 
dr. Rajchmana, który później był w służbie 
Ligi Narodów i Chm. Poznałom też drugiego: 
Henryka Ehrlicha, którego zdolnoścI i pra- 
wość zdobyły mu licznych wielbicieli także 
poza granicami Polski. \V czasie, gdy 
Niemcy napadły na Polskę, stał on na- 
czele "Bundu", żydowskiej partji robotni- 
czej, należał do warszawskiej rady miej- 
skIej, która była duszą obrony \Varszawy. 
\\'raz z kolegą partyjnym, \Viktorem 
Alterem, schronił się we wschodniej Polsce. 
Tam, wraz z wielu tysiącami innych ofiar, 
przeważnie socjalistów, zostali obaj areszto- 
wani przez G.P.U. i wywiezieni do obozu 
koncentracyjnego w głębi Rosji. Tak 
pomyślne zawarcie sowiecko-polskIego przy- 
mierza przyńiosło ich zwolnienie we wrześniu 
ub. r. Powołano ich wówczas, jako repre- 
zentantów Bundu, do polskicj Rady Naro- 
dowej ; otrzymali wizy brytyjskie na wyjazd 
do Londynu. Rosjanie wszakże nigdy nie 
dali im pozwolenia na wyjazd; w grudniu 
zostali oni ponownie zaaresztowani i podziś- 
dzień przebywają w więzieniu. Ostre protesty 
rządu polskiego spowodowały nie zwykłą 
odpowiedź - a mianowicie, że aresztowani 
uważani są obecnie za obywateli sowieckich, 
ponieważ schronili się we wschodniej Polsce 
za czasów ok-upacji rosyjskiej. Twierdzenie 
podobne jest oczywistym nonsensem, o ile 
prawo ma jakikolwiek sens w dzisiejszych 
czasach. Obaj urodzili się w zachodniej 
Polsce i obaj brali czynny udział w zyciu 
politycznem Rzeczypospolitcj w ciągu ca- 
łego okresu jej niepodległoścI. O ile wie-m, 
są oni poprostu ofiarą starych porachunków 
bolszewIków z mienszewikami. Hitler nigdy 
nie miał bardziej zdecydowanych wrogów, 
niż Ellrlich i Alter: gdy tylko zostali oni 
wypuszczeni na wolność we wrześniu ub. r., 
wydali odezwę do wszystkich polskich Żydów 
w Rosji, by wstępowali do wojska. Należy 
przypuszczać, że w tym wypadku zaszło 
nieporozumienie pomiędzy G.P.U. a dyplo- 
macją sowiecką. Przyjaźll polsko-rosyjska 
powinna mieć większą wartość dla Kremlu, 
niż załatwianie przedawnionych porachun- 
ków partyjnych. PrzyjacwIo tych dwóch 
ludzi w Angljl i Ameryce scrdecznieby siQ 
ucreszyh wiadomością o ich uwolnieniu. 


LA BELLE MEUNIERE 
s, Charlotte St., W.I tel. MUS 1134 
w niedzle/ę otwarta 
Obiady - kolacje 
Wina w6dki likiery 


WIADOMOŚCI POLSKIE 


MISCELLANEA 


FRANCJA I POLSKA 
,.The \Veekly Review" z dn. 30 kwietnia 
umieszcza niezmiernie charakterystyczny list 
otwarty do Francuzów pióra S. Sagara. 
Czytamy tu m. in.: .,\V r. 1870 zdobyliście 
się na ofiary; kredy jcdnak dzisiaj mówicie 
o waszych ofiarach, wątpię, czyście kiedykol- 
wiek słyszeli o kraju, zwanym Polską. Ofia- 
ra, to nie jest coś do czego nas zmuszono, 
ofiara, to coś co dobrowolnie składamy na 
ołtarzu czegoś wielkiogo, np. honoru. Z 
cztorech miljonów źołnierzy, zmobilizowa- 
nych we wrześniu,1939 r., iluż odniosło rany, 
zanim w dziewięć micsi
cy później zaczęliście 
błagać o zawieszenie broni? Przykro mówić 
w ten sposób, lecz jak rzekłem, nadszedł czas, 
gdy nic dobrego nie przyniesie dalsze milcze- 
nie. Jest faktem oczYWiStynI, że zdradzIliście 
nie tylko nas, ale i cywilizację europejską. 
Największym ciosem, jakiego doznała cywi. 
lizacja w Clągn wrelu pokoleil ludzkich, była 
nie wasza klęska wojenna, ale to że złama- 
liście wasze słowo, że nie chcieliście iść w 
ślady Polski na drodzo ofiary. Udowodni- 
liście, że Prusak llla racj
, tę rację, którą 
chce ugruntować na dwieśCle lat, udowodni- 
liścio, że każdego można kupić, że honor jest 
przesądem, że dotrzymujocie słowa dopóki 
złamanio go nie staje się korzystne. Ani mo 
piętnuję was za to, ani nie twierdzę, ze 
Anglja zachowałaby SIę lepiej w podobnej 
ostateczności. Poprostu ustalam trzeźwą 
prawdę sytuacji. "'szyscy wiemy, że Polska 
postąpIła lepiej, i właśnie 'z tego powodu 
Prusacy tak znęcają się nad Polakami. 
Polacy potwierdzIli, że Prusak nie ma racji". 
List niniejszy uzupełnia redakcja ..Thc 
"-eekly Review" następującą uwagą: "Czło- 
wiek, leżący bez zmysłów, powalony na ulicy 
w drodze na umówione spotkanie, za którego 
termin ręczył, nie może być oskarżony o 
to że złamał słowo. RÓ'wnież nie wydaje 
się nam trafne porównanie Francji z Polską. 
Okoliczności były zupełnie odmwlUle, poza- 
tern nikt nie ma prawa domagać się od nikogo 
bohaterstwa, któle wykazała Polska w obro- 
nie cywilizacji". 


"BAŁKANIZACJA EUROPY" 
Recenzent tygodlllka "Truth" z dn. 
15 maja polemizuje z broszurą pro£. Adama 
Żółtowskiego "Germany, Russla and Central 
Europe", w szczególnoścI poświęcając uwagę 
głównej tezie polskiego uczonego, który 
twierdzi, że po klęscc NIemIec nowy zespół 
europejski powinien mieć za podstawę 
skupienie małych, wolnych narodów, sil- 
nych siłą własną, ale podpartych potęgą 
Wielkiej Brytanji i Ameryki. Pro£. Żółtow- 
ski słusznio zadaj o pytanie, które mocarstwo 
8uropejskie, z chwIlą gdy Niemcy znajdą 
się poza marginesem, będzie zdolne podjąć 
się kierownictwa kontynentu. Uczony polski 
jest zdania, że RosJa zbyt wiele energji 
poświęcać musi swym interesom w Azji, I 
wogóle na DalekIm \Vschodzre, aby mogła 
wziąć. na swe barki ciężar kierowIllctwa 
Europy. Nadto (cytat z książki pro£. 
Żółtowskiego) "choć OSiągnIęCIa Rosji w 
pewnych dziedzinach mogą być wrelkte a 
poziom życia we wschodnioeuropejskich kra- 
jach jest niski, to jednak standard rosyjski 
jest jeszcze niższy, bezpośrednie zaś zWIązki 
tych krajów z Rosją, gdziekolwIek tylko 
to zachodziło, doprowadzlły.w nieuniknionej 
konsokwencji do gwałtownego spadku po- 
ziomu zycia". 
Sprawozdawca "Truth" odnosi się z nie- 
wiarą do pokojowej politykI l gospodarczej 
trwałości tej "łatanmy" (a patchwork), 
którą przedstawiałyby państwa takle jak 
Polska, Czechosłowacja, Rumunja i t.p. 
\Vedług owego reconzenta byłoby to rów- 
noznaczne z "bałkanizacją" Europy. Po- 
nadto zachodzi pytamo, czy wbrew zastrzeże- 
niom pro£. Żółtowskwgo Rosja przeCleż me 
zechce wziąć w swą opiekę tej sfery krajów_ 
"Kto jej przeszkodzi"? - pyta recenzent. 
Zaprawdę, jest to znamienne pytanie. 


UMIARKOWANE PRETENSJE JAPONJI 
Przed jakimś tygodniem profesor lUliwer- 
sytetu w Kyoto, Ko Matl, wygłosIł przez 
radjo mowę, która wywołała piorunujący 
efekt w Berlinie. Tezy pro£. Ko Mati 
brzmią jak następuje.- 
1. Stany Zjednoczone nie są niczem innem 
niż "Azją 'Wschodnią". 
2. Kontynent afrykański musi być uwa- 
żany za część Azji. 
3. Ocean Atlantycki jest morzem aZJa- 
tyckiem. 
W s
awach, dotyczących Europy, pro£. 
Ko Mati, będący wyrazicielem l szcfem 
"nowego ładu w Azji'" okazał się bardz18j 
ostrożny, alo nie zaniechał zgłosić pretensyj 
do "Azji emopejskiej", mówiąc, że Europa 
ma wiele krwi azjatyckiej, dlatego tez będzie 
potrzebowała pomocy Japonji przy swej 
odbudowie ("Cavalcade" z dn. 16 maja). 


VOLKSGASMASKE 
W Niemczech znane są trzy gatlmki 
indywidualnych masek gazowych, oprócz 
tego zaś maska zbIOrowa, t. zw. .,Sammol- 
gasmaske", czyli schron, zabezpieczony przed 
gazem. Jest on podobno zupełnie bezwar- 
tościowy, równie jak naj tańsza z masek 
indywidualnych, czyli "ludowa", która 
kosztuje zaledwie 5 mk. Maska wyborowa 
("Qualitatsgasmaske") kosztuje trochę dro- 
żej, bo tylko dziesięć razy tyle. W prze- 
ciwieństwie do Anglji, Niemcy nie rozdają 
masek bezpłatnie, powierzywszy monopol 
wyrobu i eksploatacji firmie "Auer und 
Drager", która robi na tem świetny intorcs 
- pisze "Die Zeitung" z dn. 15 maja. 
Czy jest coś, co mogłoby lepioj scharak- 
teryzować sytuację w Niemczech, mż sama 
nazwa "Volksgasmaske"? 
* 
Rząd rosyjski zwrócił się do Królewskiego 
Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w 
Anglji z apelem o przesłanie środków leczni- 
czych wartości £40 000, na co angielscy 
przyjaciele zwierząt odpow18dzieli zbiórką, 
która przyniosła £100000. 
* 
Od r. 1856 na życzenie królowej Wiktorji 
wyrabiano krzyże Wiktorji (najwyższe 
odznaczenie wojenne) ze stali z armat, 
zdobytych pod Sewastopolem w wojnie 
krymskiej. Obecnie "surowiec" ten się 
wyczerpał, i do wyrobu krzyżów służy stal 
zwykła. 


* 


Wydana SW18Z0 w Ameryce książka p.t. 
"Shakespeare's Audience" podaje wyniki 
badań na temat audytorjum teatru Szekpira, 
dochodząc do wniosku, że widownia Swan 
Theatre miała 3000 mwjsc siedzących, pod- 
czas gdy teatr "Fortune', mógł pomicścić 
1526 widzów na galerji (miejsca siedzące) i 
2344 na dziedzińcu (miejsca stojące). 


RESTAURACJA ROSYJSKA 
.. T R O J K A .. 
Wyborne potrawy rosyjskie i polskie 
Obiady i II la cane po cenach umiarkowanych 
Kuchnia domowa,lpeCJalnoóci: barszcz, gołąbki, 
pierożki.. i t.d. 
3, Denman Street, Piccadilly Circus 


Restauracja CHEZ AUGUSTE 
Kuchnia francuska 
Kierownictwo francuskle 
38, Old Compton Street, London, W.I 
tli. GER,a,d 2655 Otwarta 'fi nledzlal, 


CAMERA OBSC URA 


Zwracamy Się do czytelników "Wia- 
domości Polskich" z prośbą o współpracę w 
dziale "Camera. obscura", która ma na celu 
wytykanie wszelkiego rodzaju nonsensów, 
objawów ciemnoty, ignorancji, niechlujstwa 
językowego, błędów stylistycznych i t.p., 
a to w celu, by "ridendo castigare mores... 
łinguae". Prosimy o przysyłanie materjałów, 
jak broszury, ulotki, czasopisma polsKie (całe 
numery lub wycinki nie pozostawiające wąt- 
pliwości skąd pochodzą) z ustępami nada- 
jącemi się do "Camera obscura", pod 
adresem "Polish News", 229/231, High 
Holborn, London, W.C.l, dział "Camera 
obscura". U stępy należy wyraźnie oznaczyć, 
najlepiej kolorowym ołówkiem. Komentarze 
nie są konieczne. Do przesyłki należy do- 
łączyć kartkę z imieniem, nazwiskiem i 
adresem wysyłającego.- RBdakcja nie zwraca 
nadesłanego materjału i zastrzega sobie pra. 
wo zużytkowania go w dziale "Camera 
obscura". Za najlepszą rzecz redakcja prze- 
znacza co tydzień nagrodę w wysokości £1, 
którą może podzielić. 


* 


"" ubiogłym tygodniu II ie otrzymała 
nagrody £1 p. Emilja z Greenford (l\Iddx.) 
za list, który podajemy in oxtcnso : 


Nie wiem czy "Camera Obscura" nie 
została milczkiem zwinięta skoro jej od 
pewnego czasu nie było. Mam jednak na- 
dzieję że nie, i zgłaszam swoją "pozycję" 
(funtową). Nie włączam wycinka, bo sądzę, 
że jest w tym wypadku zbyteczny. 
"Skarbnica Polska" (Wiadomości Polskie 
nr. 20/114 z dnia 17 maja 1942) zawiera 
utwór p. t. "Do mego Grajka" i przypisuje go 
Teofilowi Lenartowiczowi, który w swym 
"wieszczowym" nastroju raczej by złamał 
pióro, niż napisał taką oberkową piosenkę. 
Myślę, że jeśli nie przewrócił się w grobie, to 
tylko dlatego, aby nie dawać większych po- 
wodów do żarcików niejakiemu Laskowskiemu 
(inaczej Elowi) (Uwaga: El nie poplątać z 
El-y), którego ten wiersz jest własnością, a 
stanowi zakończenie cyklu p. t. "Wesele na 
wsi" . 


Droga Pani Emtljo ! 


Lojalnie drukujemy cały hst Pani, umiesz- 
czając naszą odpowiedź na szarym końcu, a 
to w myśl zasady "Ladies first... Tak, naj- 
pierw panie! Alo panie najpierw powinny 
zastanowić się i raczej "złamać pióro", niż 
narażać SIę na to, że figurować b:dą z własnej 
a nieprzymuszonej woli w "Camera obscura". 
Znalazła się tam już niejaka p. Olga z Głasgo- 
wa, która poprawiała naszą łacinę, teraz zaś p. 
Emilja z Grcenfordu (l\Iiddx.) dobIera SIę do 
"Skarbnicy", twierdząc, jakobyśmy popeł- 
nili grubą pomyłkę. Niestety, Pani Emlljo, 
niemiło mi stwierdzić, że Pani jest w błędzie. 
\Viersz "Do mego grajka" znaleźć można w 
tomie poezyj Lenartowicza "Nowa lirenka", 
wydanym w r. 1859. Mniemam, że protego- 
wany Pani, Kazimierz Laskowski, czyli 
"El", był w owym czasie jeszcze za młody 
na pisanie wierszy, urodził się bowiem 
dopiero w dwa lata póżniej, mianowicie w 
r. 1861...1 potrzebne to Pani było, Pani 
Emiljo? 
Aha, jeszcze jedno: Pani radzi nam, 
abyśmy nie "poplątali" "El"a z El-ym", 
ja zaś radzę, aby Pani, znalazłszy się w 
naszej "Camera", powtórzyła za "El-y"m 
(Asnykiem) : 


Daremne żale - próżny trud, 
Bezsilne złorzeczenia... 
Nic skargi nie pomogą- 
Bezsilne gniewy, próżny żal... 


y ours sincerely 


C. O. 


P.S. Czy Pani sama, Pani Emiljo, złoży 
we własnym zarządzie £1 na jakiś dobry cel, 
czy też uczyni to Pani za nasz cm pośredni- 
ctwem ? 


PISOWIIA POLSKA 


(przepisy-słowniczek) 
według wydania 
Polskiej Akademji Umiejętności 
cena 25. 6d. 


do nabycia w ksi
garniach 
M. I. KOLIN (Publisheu) LTD. 
LONDON: 9, New Oxford Street, W.C.t, 
BLACKPOOL: 40, Lytham Boad 
EDlNBURGH: 31a, CasUe Street 
(koło Princes Street) 


KOŁO OPIEKI NAD ŻOŁNIERZEM 


Koło Opieki nad Żołnierzem powstało w 
początkach 1940 r. Początkowo miało na 
celu wysyłanie paczek jeńcom wojennym, 
aż do czasu przejęcia tej akcji przez Polski 
Czerwony Krzyż. Następnie Koło objęło 
opiekę nad żołnierzem. 
W październiku 1941 r. Koło przeniosło 
centralę z Londynu do Edynburga, ześrod. 
kowując pracę w kilku sekcjach. 
Sekcja szpitalna prowadzi akcję pomocy 
chorym, przebywającym w szpitalach szkoc- 
kich i angielskich. Wysiłek sekcji jest 
skierowany głównie na dodatkowe doży- 
wianie. Pozatern Koło przesyła do szpitali, 
gdzie przebywają polscy chorzy żołnierze, 
gazety, ksiązki, papierosy, ciepłą bieliznę 
i t.d., a w okresie świąt tradycyjne paczkI. 
Sekcja trykotarska przygotowuje we włas- 
nym zakresie roboty trykotarskie; zbiera 
dary i zajmuje się wysyłką potrzebnych 
chorym wyrobów trykotarskich. 
Sekcja matek chrzestnych nawiązuje kon- 
takty mIędzy osobami wyrażającemi chęć 
opieki nad żołnierzami. 
Praca wszystkich pań w Kole jest bez. 
interesowna. 


I 
DLA POLAKOW W ROSJI 


Dla uczczenia pamięci Tadeusza Żeleńskiego 
(Boya), świetnego pisarza i szlachetnego czło- 
wieka, zamęczonego w niemieckim obozie 
koncentracyjnym, Mieczysław Grydzewski £5. 
Sumę tę przekazaliśmy Polskiemu Czerwo- 
nemu Krzyżowi (razem z poprzednio zebra- 
nemi £7212s. 5d.). 


5 


A teraz: co to jest Ojczyzna? "Jest to 
moralne zjednoczenie... poucza Norwid... bez 
którego wygnanie jest wyparciem z ojczyzny, 
nie oddaleniem na czas z 'kraju, jak tu oto 
jesteśmy"... 
 
"Ojczyzna jest to moralne zjednoczenie". 
Nie ziemia, nie państwo stanowią ojczyznę 
- te są tylko jej atrybutami drugorzędnemi. 
Można być czasowo wypartym z własnej 
ziemi, można być pozbawionym własnego 
państwa, lecz ojczyzny bynajmniej przez to 
nie postradać. Można na wygnaniu lub w 
niewoli politycznej czuć się wolnym. 
(Władysław A rcimowicz : 
"Cyprjan Kamil Norwid 
na tle swego konfliktu z kry- 
tyką", Wilno 1935; str. 31) 
CYPRJAN NORWID. 


Powszechnej i całej Polski, zawierającej w 
sobie przeszłość swą, teraźniejszość i przysz- 
łość całą, zatem absolutnej, nikt z naszych 
pojąć nie chce. Rozebrali sobie w myśli 
Polskę gorzej, niż na ziemi wrogi jej ciało 
rozszarpali. Każdy w mózgu ma jakiś jej 
ułamek, i ten ułamek za całość uważa, stąd 
gniewy, fochy, partye, nienawiść i zawiść. 
Błąd liczebny w podstawie samej, na ogromne 
się zamienia błędy w dalszym czynów roz- 
woju. Dla ułamku tylko się nienawidzi, dla 
ułamku tylko się zarzyna, dla całości nigdy; 
bo już całość w sobie samej przynosi strój i 
ukojenie, tem samem że całością jest, miłością 
być musi. Tego nasi nie pojmują... Napoleon 
nazywał Ideologami ludzi nie tych co ideę 
mieli i chcieli ją przeprowadzać, ale owych, 
którzy nie dorosłszy charakterem do miary 
idei swej, zamieniali świętą i piękną w brud- 
i nienawidził ich. I słusznie, bo idea w nie- 
przyjaciołach swych naj zaciętszych, jeszcze 
ma mniej szkodliwych nieprzyjaciół i wstrzy- 
mywaczy, niż w takich domowych sługach nie- 
zręcznych i niewiernych! To jakby szpiegi 
domowe idei ! 


(do Bronislawa Trentowskiego, 
dn. l may'a 1847 1'., "Listy", t. 
III, Lwów 1887; str. 202-203) 
ZYGMUNT KRASIŃSKI. 
Cóż byśmy powiedzieli prorokom którzyby 
nam zapowiadali: iż wyzwolenie Polski nie 
nastąpi aż piaski Mazowieckie wydadzą 
gaje palmowe. Powiedzmy toż samo i 
owym, którzy prawią: że wtenczas tylko 
odzyskamy Ojczyznę, gdy sosna Polska, w 
drzewo wolności się przemieni. - Tłumj ąc 
smutek i oburzenie, powiedzmy im zimno: 
Pierwej być: a potem: jak być. 
Pierwej odzyskajmy tę Polskę jaka jest dziś, 
i siłą taką jaka w niej jest dziś, a potem 
będziemy myśleć o jej sczęściu i wolnościach, 
publicznych i swobodach indywidualnych. 


("Powolanie i ważność pism politycz- 
nych", "Pisma. Prace historyczne i 
polityczne", Paryż 1862; str. 319) 


KAROL SIENKIEWICZ. 


NAKŁADEM MINISTERSTW Ą 
INFORMACJI I DOKUMENTACJI 
ukazał się 


CONCISE STATISTICAL 
YEAR-BOOK of POLAND 


SEPTEMBER 1939 - JUNE 1941 
cena 35. 6d. 


do nabJc"a w ksiegarniach 
M. 1. KOLI.N (pubIishers) LTD. 
LONDON: 9, New Oxford Street, W.C.I. 
BLACKPOOL : 40, Lytham Road. 
EDINBURGH : 3 la, Castle Street (kolo Princes St.). 


\'" poprzednnll 6-stronicowym nunlerze (115) 
"Wiadomości Polskich" (l ilustracja) : Kazi- 
mierz WierzYllski: TysIąc lat. - ;,l1ary'a 
Pawlikowska: \V18rsze: Lady GOtln a 
jeździec Apokalipsy. O nieżywej. Nieru- 
chorni. Cyganka mówI. Czarne algi... - 
Zygmunt Nowakowski: In illo temporo. - 
July'usz Łukasiewicz: Okupacja Nadrcnji i 
RamboUlllet. - Adam Ciolkosz : ::\I18czysła;v 
l\Iastek. - Jerzy }'.'linder : Polski Czbek. - 
Jan KoloVl'at : Rynek Głó"ny nr. 28. - Za- 
gadlllenia Europy wscllOdlllej. -l\Ilscellanea. 
-- Camera obscura. - "'ystawa EggI Haardt 
w Jerozolimie. - Artykuły Zbigniewa Gra. 
bowskiego. - O federacjI polsko-czocho- 
słowackiej. - Koncert w CambrIdge. - Dla 
Polaków w Ros] i. - Od redakcji. - Korespon- 
dencja. - Skarhnica Polska. August Wilkoń- 
ski: List do redakcji "Bibljoteki War- 
szawskiej" i hst do \Vłodzimierza, pisany z 
Noskowa. Leon Potocki: Jarmark lla wcłnę 
w \Varszawie. 


ROMAN GÓRECKI 
I 
Z MOICH WSPOMNI EN 
I 
O JOZEFIE PIŁSUDSKIM 


(W SIÓDMĄ ROCZNICĘ: ZGONU) 


cena Is. 6d. 


Czysty doch6d przeznaczony dla 
Polak6w w Rosji 


do nab)leia UJ .
$I,gar",ach : 
M. I. KOLlN (Publishers) LTD. 
LONDON: 9. New Oxford Street, W.C.1. 
BLACKPOOL: 40, Lythom Rood. 
EDINBURGH: 310. Casde Street, (kolo Prince. St) 


W związku z zapytaniem skierowanem do 
nas, donosimy, że redakcja "Wiadomości 
Polskich" otrzymała wiadomość o losach 
pchor. lotnictwa Jampolskiego, odnoszącą 
się jednak do czasu dość dawnego, bo listopada 
1939 r. 
Osoby zainteresowane prosimy o podanie 
adresu. 


Panią Jadwigę Hofstetter prosimy o poda- 
nie adresu. 


GOSPODA POLSKA 
Właściciele: SI. Jóżwiak i M. Fiebich 
449, Oxford Street, W.I 
l napr
ww Sel/ndge'a) 


WYBORNA POLSKA KUCHNIA 


Redaktor: ZYGl\IUNT NOWAKOWSKI 
Printed in Great Brltain for M. L Koun 
(Publi8hers), Ltd., by Williams, Lea & Co., 
Ltd., Chfton House, Worship Street, E.C. 2 ; 
Publi8hed every Tuesday at 229/231, High 
Halbom, London, W.C. 1.
>>>
6 


WIADOMOŚCI POLSKIE 


Nr. 22 (116) 



 1111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIJIIII11111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII!!: 
-. 
-' 
= 
- 
- - 
- - 
511UIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIWIUłllIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111111liliililiililii:¥. 


SKARBNICA 


X. ZYGMUNT SZCZESNY FELIŃSKI 


z 


Jedną z legendowych po
taci z cza
ów 
Katarzy'ny II był Szaszkiewicz, zamożny 
obywatel z Podola, ojciec póżniejszego króla 
bałagułów. Niezmiernie gościnny, we
oly i 
dowcipny, potrzebował on licz'nego towa- 
rzystwa m
skiego dla milego przep
dzenia 
czasu; że zaś w tej okolicy konsystował pułk 
rosyjskich dragonów, zapraszal przeto cz
sto 
oficerów tego pułku na kawalerską zabaw
. 
Otóż pewnego razu, gdy zebrało si
 ich 
kilkunastu, a liczne kielichy tak rozochociły 
chciwo pohulanki rycerstwo że nie śpieszyło 
się z odjazdem, uprzejmy gospodarz zapropo- 
nował swyrn gościom, by pozostali na noc, 
uprzedzając zarazem że po obozowemu 
przespać 
i
 b
dą musieli pokotem na słomie, 
gdyż w szczupłym szlacheckim dworze niema, 
ani dość pokoi, ani nawet dość łóżek, aby ich 
wygodniej umieścić. Gdy przyzwyczajeni do 
kurnych chat rycerze ch
tnie się na to 
zgodzili, Szaszkie,vicz rzekł jakby odniech- 
cenia: 
- :l\Iamci ja wszakże dużą i wygodną izbę, 
w której mógłbym mnieścić przyzwoicie 
choćby feldmarszałka, ale nie śmiałbym jej 
nikomu ofiarować, gdyż powiadają że w 
nocy ukazuje się tam mój nieboszczyk ojciec, 
który w tym pokoju życie zakończył. 
.Na to jeden z najwi
k"zych junaków, który 
z nieudanem upodobaniem ponczu szklankę 
za szklanką wychylał, począł natarczywie 
upraszać gospodarza, by mu tam pozwolił noc 
przepędzić, a on przekona zabobonną ga- 
wiedź że to są babskie baśnie, na tchórzów 
obliczone. Napróżno Szaszkiewicz starał się 
go odwieść od powzi
tego zamiaru, perswa- 
dując iż z duchami niema co żartować, oficeI' 
si
 uparł, tak iż niepodobna mu było odmó- 
wić, nie zapoznawszy obowiązków gościn- 
ności. Toteż pożegnawszy si
 z resztą to- 
warzystwa, Szaszkiewicz zaprowadził ama- 
tora nadzwyczajnych przygód do zamkniętej 
na dwa rygle komnaty, gdzie obok staroś- 
wieckich mebli ukazało się wysoko wysłane 
łoże, spłowiałą osłonione kotarą. 
- Oto- rzekł gospodarz - na tem łożu 
skończył przed dwudziestu laty mój rodzic, 
którego to była sypialnia. Przebrawszy się w 
Warszawie po francusku, powziął taki wstręt 
do wąsów iż nikomu z domowych nosić ich 
nie pozwalał, grożąc że, i z tamtego świata 
wróci i wyskubie wąsy każdemu, coby śmiał 
z zarostem wejść do jego pokoju. 
\Vytrzeźwionemu już nieco junakowi mar- 
kotno się zrobiło na te słowa, honor jednak 
oficerski cofać si
 nie pozwalał, podkręcając 
przeto śliczny wąsik, zawołał z czupurną 
miną: 
- Prędzej życie utrac
, niż pozwolę do- 
tknąć mych wąsów. 
- Ufam - rzekł Szaszkiewicz - że na tę 
próbę narażony nie będziesz, ostrzegam jed- 
nak że w walce z duchami krucyfiks więcej się 
przyda niż szabla lub pistolety. 
Ukazując nast
pnie na drzwi, w głębokiej 
framudze ukryte, dodał żegnając swego gościa, 
by w tę stronę baczne zwracał oko, gdyż jak 
twierdzi podanie, stamtąd się zwykle nie- 
boszczyk ukazuje. Po odejściu gospodarza 
młody bohater czuł się jakoś nieswoim, w 
głowie mu całkiem wyszumiało, a rozprawa z 
upiorami wcale się mu nie uśmiechała. Spo- 
zierał z rosnącą trwogą to na łóżko, to na 
drzwi ukryte, chętnieby wrócił do kolegów, 
by skromne ich legowisko podziełić, że 
jednak bez kompromitacji cofać się było nie- 
podobna, obejrzawszy przeto wszystkie kąty 
i umieściws:ty broil przy sobie, nie bez 
wstrętu wlazł pod kołdrę. Długo się prze- 
wracał, nie mogąc zasnąć, nareszcie jednak 
zmęczenie przemogło, i począł drzemać. 
\Vtem skrzypnęły drzwi tajemnicze, i oczom 
zbudzonego rycerza ukazała się postać w 
nocnym stroju, podobniutellka do Szasz- 
kiewicza, tylko bardzo blada. Na ten widok 
udawane męstwo tak dalece opuściło naszego 
junaka, że zbladł wi
cej jeszcze niż ujrzane 
widmo, włosy mu się najeżyły i zęby szczę- 
kać poczęły. Gdyby przytomność nie opu- 
ściła gościa, Szaszkiewicz wystąpiłby we 
własnej osobie, udając wiełkie zaniepoko- 
jenie, czy go nie spotkała jaka przygoda, i na 
temby się skończyło ; spostrzegłszy jednak, 
że zrobił wrażenie upiora, wyjął z kieszeni 
nożyczki i podszedłszy do łóżka, obciął oba 
wąsy nawpół martwemu ze strachu oficerowi 
i pogroziwszy mu palcem, wrócił spokoJnie, 
skąd przyszedł. Nazajutrz, gdy całe towa- 
rzystwo zebrało się na śniadanie, spostrze- 
żono nieobecność wczorajszego bohatera, 
służba zaś oznajmiła że dobrze po północy 
przyleciał do stajni i dopadłszy swego konia, 
popędził jak szalony w stronę swej kwa- 
tery. Na wniosek Szaszkiewicza całe towa- 
rzystwo wyruszyło w odwiedziny do rycerza, 
którego spotkać musiała jakaś niemiła 
katastrofa, gdy zaś obżałowany począł dziwy 
opowiadać o walkach, jakie toczył z upiorami, 
pastwiącymi się nad jego zarostem, nikt 
nie słuchał tych baśni z tak bezwarunlww,\ 


ADAM ASNYK 


DO MŁODYCH 


Szukajcie prawdy jasnego pwmienia, 
Szttkajcie nowych, nieodkrytych dróg: 
Za każdym krokiem w tajniki stworzenia 
Coraz się dttsza ludzka rozprzestrzenia, 
I większy staje się Bóg. 


Każda epoka ma swe wlasne cele 
I zapomina o wczorajszych snach: 
Nieście więc wiedzy pochodnię naczele 
I nowy udzial bierzcie w wieków dziele, 
Przyszlości podnieście gmach! 


Ale nie depczcie przeszwści ołtarzy, 
Choć macie sami doskonalsze wznieść; 
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy, 
I miwść lttdzka stoi tam na straży, 
I wy im winniście cześć! 


Ze światem, który w ciemność już zachodzi 
Wraz z calą tęczą idealnych snów, 
Prawdziwa mądrość niechaj was pogodzi: 
I wasze gwiazdy, o zdobywcy mlodzi, 
W ciemnościach pogasną znów! 


ADAM ASNYK. 




 


p 


A 


wiarą. jak sam ów upiór, co wąsy oficera nosil 
w swej kicszeni. 
* 
Prowadząc dom otwarty i codzielI prawic 
przyjmując gości, Szaszkiewicz zbyt cz
sto 
oglądał dno swojej szkatuły i by lmiknąć tak 
prywatnych jak i skar'bowych zaległości, 
zmuszony był przeto ratować się od przy- 
musowej egzekucji bądź hojnym datkiem, 
bądź jakimś fortelem. Pcwnego razu, gdy 
t. zw. "niedoimki" do tyla wzrosły że władze 
powiatowe wymówkę za niedbalstwo otrzy- 
mały, rozgniewany sprawnik sam przybył 
do Szaszkiewicza, oznajmując mu że się nie 
ustąpi, póki podatki 'co do grosza zaplacone 
nie zostaną. Gospodarz prosił o zwłokę, 
tłumacząc się że w domu pieniędzy nie ma, 
musi więc pojechać do miasta, by sprzedaż 
jaką dokonać, na co sprawnik oświadczył że 
w takim, razie i on z nim pojedzie, by wnct z 
otrzymanej od kupca sumy należność rzą- 
dowązaspokoić. Nie było rady; zaprzężono 
wi
c lekki fajeton, gdyż deszcze jesienne 
drogę rozgrzęziły, i we dwóch ku miastu 
podąż:-li. O milę od domu przejeżdżać było 
trzeba długą grobłę tak błotnistą, że w lipcu 
nawet wozy z ciężarami na niej grzęzły. Gdy 
powóz zbliżał się już do tej grobli, Szaszkie- 
wicz, smutny i milczący od chwili wyjazdu, 
począł się wzdrygać dreszczowo, czem zanie- 
pokojony towarzysz podróży pyta go, czy nie 
chory. 
- Trwoży mię to bardzo, - odrzekł 
zagadnięty, - gdyż przed parą dniami pies 
mię ukąsił, a teraz myśl mi przychodzi, czy 
on nie był wściekły. 
Ciarki przeszły po ciełe spra,vnika, a tym- 
czasem powóz wjechał już na groblę. \V 
chwili gdy przebywali naj głębszą kałużę, 
Szaszkiewicz warknął i wyszczerzył zęby; 
przerażony zaś sprawnik skoczył bez na- 
mysłu w sam środek kałuży, oswobodzony 
zaś od egzekucji jego towarzysz, inną drogą 
powrócił spokojnie do domu. 
* 
A nie tylko drobniejsze rybki umiał on 
zagartywać w swój niewód, udawało mu si
 
też nieraz i duże łowić szczupaki. Katarzyna 
II, znając serdeczność i łatwowierność naszej 
szłachty, poleciła wYŻSZPTI przedstawicielom 
władzy w zabranych prowincjach, aby jak 
najuprzejniiej traktowali spokojnych oby- 
wateli, starając się ich pozyskać dla swych 
rządów. \Yskutek tego rozporządzenia jene- 
rał, dowodzący wojskami na Podolu, nawie- 
dzał od czasu do czasu Szaszkiewicza, spowo- 
du wpływu, jaki miał w całej okolicy. Otóż 
zdarzyło się pewnego razu, że Szaszkiewicz 
dostał nieznośnego bólu zębów, a chcąc się 
raz na zawsze pozbyć tak dokuczliwego 
cierpienia, posłał po cyrulika, by mu ząb 
zepsuty wyrwał. W chwili jednak gdy cyrulik 
do operacji się zabierał, dają znać że jenerał 
na dziedziniec wjechał. Szaszkiewicz, uka- 
zawszy cyrulikowi ząb cierpiący, zalecił mu by 
ten a nie inny mu wyrwał, kiedy będzie 
wezwany, poezem wyprawił go do piekarni, 
sam - zaś pośpieszył na spotkanie jenerała. 
Przy sutem śniadaniu, zakropionem co naj- 
starszym węgrzynem, gospodarz wszczął 
rozmowę o przywiązaniu do tronu, a oży- 
wiając się coraz więcej, zawołał z zapałem 
do podchmielonego już nieco jenerała: 
- \Vy utrzymujecie źe Rosjanie więcej 
kochają cesarzową od Polaków; otóż ja 
zaprzeczam temu stanowczo, przynajmniej 
co do mojej osoby, gdyż pewny jestem że 
niepodobna, by ktokolwiek kochał ją więcej 
ode mnie. 
- \\'ierzę, wierzę, - odparł jenerał, - że 
jak na cudzoziemca miłujesz ją bardzo, ale 
my, rodowici jej poddani, więcej mamy powo- 
dów do wielbienia naszej matuszki-carycy. 
- Otóż ja przekonam pana jenerała - od- 
parł, zrywając się od stołu, Szaszkiewicz - że 
goręcej od was kocham cesarzową, bo dla jej 
miłości zrobię to czego z pewnością żaden z 
was nie zrobi. 
To powiedziawszy kazał zawołać cyrulika, 
a gdy ten przybył, usiadł na krześle, wołając: 
- Dla miłości cesarzowej daję. sobif3 
wyrwać ząb trzonowy. Rwij mi zaraz, Zydzie, 
choćby szczęka pęknąć miała. 
Napróżno cyrulik a następnie jenerał od- 
mawiali go od tej heroicznej ofiary, z której 
cesarzowa żadnej korzyści nie odniesie, 
uparł się przy swojem, twierdząc iż honor 
Polaków poświęcenia tego wymaga. Po 
dokonanej operacji, widząc krew lejącą się 
obficie z ust polskiego szlachcica ku czci 
cesarzowej, jenerał nie mógł znieść takiego 
upokorzenia, a krew tak gwałtownie w 
żyłach mu zakipiała że rzucił się na opróż- 
nione przez Szaszkiewicza krzesło, wołając 
na cyrulika: "Rwij dwa !" - co też bez 
oporu uskutecznione zostało z większą po. 
ciechą polskich niż rosyjskich patrjotów. 
* 
Z późniejszych nieco czasów, bo już z 
początków panowania Mikołaja I, głośna się 
też stała w całym kraju facecja Kosińskiego, 
słynnego wówczas brzuchomówcy. Posiadał 
on niepospolity talent nie tylko naśladowania 
rozmaitych głosów i przenoszenia ,ich gdzie 
mu się podobało, tak że słuchający przy- 
siągłby że głos wychodzi z sufitu lub z piw. 
nicy, ale odarzony też był muskułami twarzy 
tak ruchliwemi że w jednej chwili odmieniał 
doniepoznania fizjognomję swoją. Jako 
osiadły obywatel z Lubelskiego, mieszkał 
zwykle na wsi, dość często jednak przyjeż- 
dżał do Lublina, gdzie miał ulubioną kawiar- 
nię, która bywała zwykłem polem jego 
akustycznych i mimicznych popisów. Jedną 
z ulubionych jego zabaw, która w niewtajem- 
niczonych największy obudzała podziw, była 
rozmowa z psem faworytem, tak utreso- 
wanym iż na dane przez pana hasło ruszał 
wargami jak gdyby mówił. Ilekroć w kawiar- 
ni dużo się zbierze obcych gości, Kosiński 
zapytuje o cokolwiek swego pupila, a gdy 
ten pocznie ruszać wargami, odpowiada zań 
głosem zmienionym, taki nadając mu kie- 
runek iż wyraźnie z psiej ruordy wychodził. 
Otóż na podobnem przedstawieniu znalazł się 
pewnego razu młody oficer rosyjski, na parę 
tygodni przybyły do Lublina. Nie mając 
pojęcia o brzuchomóstwie, zdumiał się on 
niezmiernie, słysząc psa mówiącego, zwłaszcza 
że nie powtarzał on jak szpak lub papuga tych 
samych ciągle frazesów, lecz trafnie od- 
powiadał na każde zadane mu pytanie. Prze- 
konany że cywilizacja zachodnia tak olbrzy- 
mie uczyniła postępy iż zwierzęta nawet z 
dobrodziejstw jej korzystają, powziął on 
niepohamowaną żądzę zawieźć w głąb RDsji 
tak ciekawy okaz europejskiej kultury, a że 
był dość zamożny, zwrócił się do Kosińskiego 


n 


I 


E 
, 


z propozycją lL
tąpienia mu owego psa 
niezwykłego. 
- Stary mój ojciec - powiada - nudzi 
się na w
i bez towarzystwa, cóż to dla niego 
będzie za rozrywka mieć zawsze przy sobie 
przywiązaną istotę, z którą b
dzie mógł z 
całą swobodą pogwarzyć! 
KosiilSki przyjął na serjo uczynioną mu 
propozycy
, nie zgodził się jednak na ustą- 
pienie pudla, którego towarzystwo, jak się 
wyraził, sam też wv
oko cenił. 
'- Ależ pan wyl
ształcisz sobie psa innego, 
- zawołał zasmucony odmową oficer, - ja 
zaś gotowem oddać za pańskiego pudla 
ulubionego wierzchowca mego, którego bym 
i za sto dukatów nie odstąpił. 
Skusiło to KosiÓ.skiego, począł się więc 
ukladać, obejrzał wierzchowca, który istetnie 
okazał się dziarski, i zamiana została uskute- 
czniona pod wanmkiem że pies dopiero w 
chwili odjazdu oficera do Rosji będ
ie mu 
oddany. :Minęło lat kilka beL. żadnej wieści o 
pudlu; pewnego jednak poranku zjawia si
 
znowu z nabyt
-m tak drogo pudlem oszuka- 
ny oficer w kawiarni, a zastawszy tam 
Kosillskiego, napada nail z góry, że go w 
pole wyprowadził, gdyż pies wcale mówić 
nie umie. 
- A po jakiemuż pan doń przemawiasz ? 
- zagadnął oskarżony. 
- Rozumie się, po rosyjsku - odparł już 
nieco zdetonowany tem pytaniem oficer. 
- No to cóż dziwnego, że piel3 nie od- 
powiada panu w języku całkiem dla siebie 
obcym! - zawołał tryumfująco Kosiński. - 
Pan przecież jesteś człowiekiem i to wysoko 
wykształconym, a jednak cóżby Pan odpowie- 
dział, gdybym doil przemówił po chińsku lub 
japońsku? A żem nie oszust, przekonam 
zaraz pana, skoro do psa w języku dlań 
zrozumiałym przemówię. Hektor! czemuś 
milczał, gdy pan rotmistrz do ciebie prze- 
mawiał? 
Pies począł ruszać wargami, a przytomni 
usłyszeli wyraźnie jakby z gardła jego wy- 
chodzącą odpowiedź: 
- Ja przecie nie Mezzofanti, żeby
 wszyst- 
kie języki posiadał. 
\Vybuch homerycznego śmiechu obecnych 
kawiarnianych gości ostrzegł biednego rot- 
mistrza że go powtórnie na fundusz. brano ; 
toteż kipiący od gniewu zażądał od Kosiń- 
skiego honorowej satysfakcji, i to tegoż 
jeszcL.e ranka. Nie zdetonowany bynajmniej 
Kosiński przyjmuje wyzwanie, a korzystając 
z przysługującego mu prawa wyboru broni, 
oświadcza że obiera noże i że natychmiast 
gotów do rozprawy. To mówiąc, bierze nóż 
ze stołu, przewraca oczy, tak że białka tylko 
było widać, a ująwszy lewą ręką koniec swego 
olbrzymiego języka, wyciąga go z ust na 
ćwierć łokcia j. poczyna nóż nanim wecować, 
jak na pasku brzytwę. Ujrzawszy to oficer, 


JAN KOCHANOWSKI 


NA 


POLSKA 


T 


N 


tak się przeraził, że wołając: "Czart, czart 
prawdziwy!", . wyskoczył jak szalony z 
kawiarni, kwitując z psa i z pojedynku. 
* 
Głośne też były z dowcipu i dosadnej siły 
żarty Henryka Rzewuskiego, który pomimo 
wsz
ystkich zboczeń, jakie mu słusznie pa- 
trjoci zarzucają, niezaprzeczenie do naj- 
znakomitszych osobistości owej epoki należy. 
Przytoczy
y tu parę, z upodobaniem po- 
wtarzanych facecyj, dlatego że obcy żywioł 
wydrwiwały. 
'Bywając' 'Często w Petersburgu, gdzie brat 
jego Adam był wówczas jenerał-adjutantem 
przy cesarzu, pan Hem'yk poznajomił się 
tam z wielu dostojnikami, należący
i do 
bliższego otoczenia monarchy. Jeden z 
tych dygnitarzy przybył kiedyś w odwiedziny 
do Cudnowa, wspaniałej rezy dencji Rzewu- 
skiego, by wziąć udział w jesielmych łowach. 
'Vracając razem z gospodarzem z polowania, 
ów wpływowy dworak spostrzegł pod wiej- 
skim płotem lochę, która przykłęknąwszy 
na przednie kolana, Vvygryzała trawę spod 
zagrody. Gość, uradowany ze zręczności, by 
zażartować z papisty, za jakiego słynął 
Rzewuski, robiąc aluzję do tego że katolicy 
klęcząc się modlą, zawołał ukazując lochę: 
- Patrz hrabio, świnia katoliczka! 
Na co zagadnięty, udając wielkie zdzi- 
wienie, odrzekł w tym samym tonie: 
- Istotnie, rzecz to niebywała. \\'szyst- 
kie, jakie dotąd spotykałem, były prawo- 
sławne. 


* 
\V epoce znowu największej świetności 
kontraktów kijowskich Rzewuski znalazł się 
w licznem gronie współobywateli na imieni- 
nach jednego z obieralnych dygnitarzy. Przy 
obiedzie poczęto mówić o niezmiernie niskim 
stopniu wykształcenia rosyjskich oficerów w 
armji, na poparcie zaś swego twierdzenia 
każdy opowiadał jakieś zabawne wydarzenie, 
którego sam był świadkiem. \Ytem Rzewuski 
się odzywa : 
- 'Yszystko to jeszcze bagatela w poró- 
wnaniu z tem co się zdarzyło u mnie w Cud- 
nowie. Spowodu miejscowej uroczystości 
kościelnej wiele osób zebrało się u mnie na 
śniadaniu, a między innymi kilku oficerów 
konsystujących w okolicy. \Vszystkie prze. 
kąski rozstawione były zawczasu na stele, 
każdy zaś ze współbiesiadników brał co mu 
się więcej podobało. Przypadkiem tak się 
zdarzyło, iż na jedny
 końcu stołu umiesz- 
czono na talerzu minogi, na przeciwnym zaś 
końcu, również na talerzu, przygotowano dla 
palących cygara. Otóż jeden z młodych 
oficerów, dla którego cygara były rzeczą 
całkiem nieznaną, widząc jak któryś z gości 
zajadał smacznie minogi i sądząc że przy nim 
stały też same specjały, przyrządził sobie z 
octem i z oliwą kilka cygar i spożył je do 


LIPE 
, 


I 
Gościli, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie! 
Nie dojdzie cię tn slońce, przyrzekam ja tobie. 
Choć sie nawysszej wzbije, a proste promienie 
$ciągną P9d moje drzewa rostrzelane cienie. 
Tn zawżdy chlodne wiatry z pola zawiewają, 
Tn slowic)', tn szpacy wdzięcznie narzekają. 
Z mego womtego kwiatu pracowite pszczoły 
Biorą 'miód, który potym szlach ci pańskie stoly. 
A ja swym cichym szeptem sprawić 1f1niem snadnie, 
Że czlowiekowi lac-ń& slodki sen przypadnie. 
J ablek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kladzie, 
Jako szczep najpwdniejsz)' w H esperyskim sadzie. 


2 
Uczony gościzt, jeśli'sprawą mego cienia 
Uchodzisz gorącego letnich dni promienia, 
J eślić lutnia na lonie i dzban w zimnej wodzie 
Tem wdzięczniejszy, że siedzisz i sam przy nim w chłodzie: 
Ani mię za to winem, ani pój oliwą, 
Bujne drzewa naldJiej dżdżem niebieskim żywą, 
Ale mię raczej daruj rymem pochwalonym, 
Coby zazdrość uczynić mógl nie tylko plonym, 
Ale i plodnym drzewom. A nie mów: "Co liPie 
Do wirszów ?". Skaczą lasy, gdy OrPhaeus skrzypie. 


3 
Przypatrz się, gościzt, jako on list mój zielony 
Prędko uwiądł, a już mię przejrzeć z każdej strony. 
C o mniemasz tej przygody nagłej za przyczyna? 
Ani to mrozów, ani wiatrów srogich wina, 
Lecz mię zlego poety wirsze zalecialy 
Tak, iż mi tylko prze smród wwsy spaść musiały. 


ANDRZEJ MORSZTYN 


JAN KOCHANOWSKI. 


NIESTATEK 


Prędzej 'kto wiatr w wór zamknie, prędzej z promieni 
Slonecznych drobne kąski weźmie do kieszeni, 
Prędzej morze burzliwe prośbą uspolwi, 
Prędzej zamknie w garść świat ten, tak wielki jak stoi, 
Prędzej pięścią bez swojej obrazy ogniowi 
Dobije, prędzej w sieci obloki połowi, 
Prędzej płacząc nad Etną, lzami- ją zaleje, 
Prędzej niemy zaśpiewa, a ten, co szaleje, 
Co mądrego przemówi, prędzej stała będzie 
Fortuna, i śmierć z śmiechem w jednym domu siędzie, 
Prędzej poeta prawdę powie i sen plonny, 
Prędzej i aniołowi placz nie będzie plonny, 
Prędzej słońce na nocleg skryje się w jaskini, 
W wiezienizt będzie pokój, ludzie na pustyni, 
Prędzej nam zginie rozum i ztstaną slowa : 
Niźli będzie stateczną która biawglowa. 


ANDRZEJ MORSZTYN. 


I 


ó 


K 


ostatniego kawałka, jakby najwyborniejsze 
przysmaki. 
Opowiadanie to. z ust do ust podawane, 
przedostało si
 niebawem do oficerskiego 
kółka, gdzie ogromne na Rzewu
kiego wy- 
wołało oburzenie. Xicszczęśliwvm nadto tra- 
fom, w tem rycerskiem gronIe L.nala7ł się 
młody kapitan, który istotnie przed parą laty 
kwaterował z rotą swą w Cudnowie i był 
na śniadaniu u Rzewuskiego. \\'yobraziwszy 
sobio przeto że jPgo to mianowicie dowcipny 
żartowniś śmiesznością chciał okryć, strasznie 
się obraził, klnąc się że nie puści tego płazem, 
a jeśli potwarca odmówi mu honorowej 
satysfakcji, to go publicznie opoliczkuje. 
Niezwłocznie też uprosił dwóch sekundantów 
aby w jego imieniu wyzwali Rzewuskiego i 
ułożyli się o warunki pojedynku. Autor 
"Pami
tników Soplicy", pomimo swych ul- 
tramontailskich zasad, zanadto hołdował 
tradycjom rodowym aby nie stanąć do 
honorowej rozprawy, przyjął też wyzwanie i 
obrał seklmdantów. Gdy jednak przyszło 
do ułożenia warunków spotkania, sekundanci 
ze stron obu, rozpatrzywszy bliżej powód 
pojedynku, uznali że nie było tu w gnmcie 
słusznej racji do krwi rozlewu, postanowili 
przeto wszelkich dołożyć starall aby sprawę 
polubownie zakończyć. Gdy jednak poczęto 
do zgody namawiać wyzywającego, obrażony 
kapitan stanowczo odpowiedział że wówczas 
chyba odstąpi od pojedynku, jeśli przeciwnik 
odwoła rzuconą nań potwarz i publicznie go 
przeprosi wobec wybranych delegatów, tak 
ze strony wojskowych jak i świeckich oby- 
wateli. Rzewuski łatwiejszy się okazał, niż 
przypuszczano, i bez oporu przyjął podane 
przez przeciwnika warunki. \Yybrano przeto 
delegatów, i o oznaczonej godzinie dość 
liczne grono świadków zebrało sj
 w sali kon- 
traktowej, do której sekundanci wprowa- 
dzili z dwóch stron przeciwnych obu powaś- 
nionych. Skoro się zeszli na środku sali, 
Rze;''Uski pierwszy głos ze brał w to mniej- 
więcej słowa: 
- Zagniewałeś się na mnie, panie kapitanie, 
za żart dla zabawy tylko powiedziany, a co 
jeszcze smutniejsza, przypisałeś mi intencję 
wyszydzenia twojej dostojnej esoby. Chętnie 
też oświadczam wobec przytomnych tu 
świadków że opowiadając wymyśloną dla 
rozweselenia gości facecję o cygarach, nie 
miałem zamiaru ubliżyć walecznej rosyjskiej 
armji, gdyż nie przypuszczałem aby kto t
 
farsę przyjął na serjo. Co do twojej czcigod- 
nej osoby, panie kapitanie, słowem honoru 
ci ręczę że w ciągu opowiadania ani na myśl mi 
ona nie przyszła. Kiemniej przecie przepra- 
szam cię za tę mimowolnie wyrządzoną ci 
przykrość. Teraz jednak, otrzymawszy ode 
mnie tak całkowitą wedle życzenia twego 
satysfakcję, pozwól mi, panie kapitanie, jako 
starszemu wiekiem i doświadc7.eniem, dać ci 
przyjacielską radę, która nieraz w życiu 
przydać ci się może. Oto nie przy jmuj nigdy 
do siebie tego co się w ogólności mówi, 
chociażby nawet słuszne istniały powody do 
podobnego przy puszczenia. Całe życie trzy- 
małem się tej zasady i nigdy jej nie opuszcz
, 
chociażby przytyk był niemal oczywisty. Ot 
i teraz: dwóch nas jest tylko na środku sali ; 
gdyby jednak który z tych panów, co na nas 
patrzą, powiedział że jeden 'L nas dureń, słowo 
daję że pókiby nazwiska mego nie 'VJ':mienił, 
jabym nie wziął tego do siebie. 
Huczne brawo ozwało się wśród obecnych. 
Kapitan, nie mogąc się wśród tego wszystkie- 
go połapać, podał Rzewuskiemu r
kę do 
zgody, i całą spraw
 utopiono w szampanie. 


* 


Oryginalniejszy nierównie obrót vrzybrało 
zajście także polskiego szlachcica z rosyjskim 
oficerem, tylko w nierównie wyższej, bo w 
jeneralskiej randze. Działo się to również w 
Kijowie, w początkach panowania cesarza 
:Mikołaja, kiedy wojenny
 gubernatorem był 
jenerał Łaszkarew, zacny i szlachetny poto- 
mek dawnych moskiewskich bojarów. God- 
ność gubernjalnego marszałka piastował wów- 
czas Maurycy Poniatowski z Tahańczy, a że 
był nieżonaty i lubił męskie towarzystwo, 
często więc spędzał wieczory u jenerała 
Łaszkarewa, gdzie układał się zwykle po- 
ważny wiścik. Przybywszy raz na taki wie- 
czorek, marszałek zastał tam nieznaną sobie 
figurę, obsypaną orderami, której cały świat 
oficjalny widocznie nadskakiwał. Był to 
jenerał Czebotarew, przysłany z Petersburga 
dla zlustrowania trzech gubernij, poddanych 
rządom Łaszkarewa, i to właśnie objaśniało 
ową czołobitność wyższych urzędników, 
których los całkiem od sprawozdania takiego 
lustratora zależał. Owa chęć pozyskania 
łaskawych jego wzgl
dów ujawniła się jeszcze 
wyraźniej w czasie gry w karty, gdyż wido- 
czne było że każdy urzędnik koronny usiłował 
jak najwięcej przegrać panu jenerałowi, by 
zamaskować tym sposobem ofiarowaną mu 
łapówkę. 
Rzecz naturalna że Poniatowski nie na- 
śladował owej poniżającej uprzejmości, a że 
mu szczęście tego wieczora sprzyjało, ciągle 
przeto wygrywał, co niezmiernie drażniło 
nieprzywykłego do takiego zwrotu fortuny 
jenerała. Toteż gdy wszczęła się rozmowa o 
przebiegu spraw publicznych w Europie, a 
wszyscy niewolniczo potakiwali jenerałowi 
oprócz jednego Poniatowskiego, który cał- 
kiem przeciwne śmiał wygłosić zdanie,obrażo- 
ny Czebotarew szorstko odezwał się doń po 
rosyjsku, podczas gdy przedtem rozmowa 
toczyła się po francusku: 
- \Vam, szlachta, łapcie pleść a nie o 
polityce rozprawiać. 
Klasa uprzywilejowana, posiadająca ma- 
jątki, zowie się po rosyjsku "dworianstwo", 
szlachtą zaś zowią oni pogardliwie tych 
zubożałych rolnych gospodarzy, których u 
nas zagrodową, zaściankową lub chodacz. 
kową szlachtą nazywano. Toteż Poniatowski 
nie mógł nie poczytać tego powiedzenia za 
rozmyślnie wyrządzoną mu zniewagę. Obra. 
żonym przeto i wyzywającym tenem wnet 
odparł : 
- Panie jenerale! albo cofnij wyrzeczone 
słowo, albo musisz mi dać honorową satys- 
fakcję ; gdyż będąc nie tylko szlachcicem lecz 
i przedstawicielem szlachty, nic mogę puścić 
płazem tak ubliżającego dla nas powie- 
dzenia. 
Czebotarew, ufny w swój charakter ofi- 
cjalny i opiekę władz rządowych, odrzekł 
lekceważąco: ' 
- Nie mam zwyczaju cofać tego com 
powiedział; kogo zaś przekonania moje rażą, 
najlepiej zrobi, szukając odpowiedniejszego 
dla siebie towarzystwa. 


1V 


" 


Po tak grubjalllikiej odpowiedzi dłuższe 
pozostanie Poniatowskiego u Łaszkarewa, 
który nie miał odwagi ująć się za swego goś- 
cia, stało się niemożebne. Toteż poprosiwszy 
swego partnera, by koilczył gr
 z dziadkiem, 
pożpgnał niezwłocznie zafrasowanego gos- 
pod?\rza i nie skinąwszy nawet głową jenera- 
łowi, opuścił salon. Bawił wówczas w Kijowie 
młodszy brat marszałka August Poniatow- 
ski, oficer gwardji, bardzo lubiany przez 
wielkiego księcia Michała; j.ego przeto wy- 
prawił marszałek do Czebotarewa z wyzwa- 
niem, ufając iż nie ośmieli się go nie przyjąć. 
Z niemałem jednak zdziwieniem obu braci, 
jenerał nie kazał otworzyć drzwi swoich pos. 
łowi. \\'ówczas marszałek ",'stosował ot- 
warty list do jenerała, w któr)'1n opisawszy 
całe zajście i odmowę przyjęcia sekundanta, 
dodaje że nie mogąc zwykłą drogą otrzymać 
od niego satysfakcji, listownic go wyzywa na 
pojedynek i naznacza na miejsce spotkania 
lasek za Dnieprem, przytykający do trakt- 
jerni Riazanowa, gdzie czekać go będzie 
nazajutrz o dziewiątej zrana. Z listem tym 
niezapiecz
towany
 posłał swego kamerdy- 
nera, poleciwszy mu żeby w razie nieprzy- 
j
cia listu przez jenerała, 'stanął prz€d jego 
domem i wzywał przechodzących do jego 
przeczytania. 
Jakoż, skoro Czebotarew nie kazał przyj. 
mować listu, kamerdyner spełnił rozkaz 
marszałka, i wkrótce zebrała się przed domem 
jenerała ciżba, chciwa zaspokoić swą cieka- 
wość. Rozzłoszczony tem zbiorowiskiem 
jenerał, każe kozako
 rozpędzić tłunl nahaj- 
kami, a wezwawszy do siebie pułkownika 
żandmmów, poleca mu by si
 udał nie7wło- 
cznie do Poniatowskiego i przedstawił mu, 
na co się naraża, jeśli wnet nie zaniecha swej 
niebezpiecznpj zabawy. Posłuszny żandar:rn 
pośpieszył spełnić wolę jenerała, wszedłszy 
zaś w charakterze urzędowym do Poniatow- 
skiego, próbował przerazić go jaskrawem 
przedstawieniem opłakanych skutków jego 
postępowania : 
- Zapominasz pan, - rzecze, - z kim 
się zadzicr.asz! \Yszak to zaufany careki 
delegat! Słówko tylko napisze do Peters- 
burga, a wnet majątki ci skonfiskują i ześlą w 
sołdaty lub na Sybir. 
- 'Yiem o tem, - odparł spokojnie 
Poniatowski, - ale kte żąda pojed J '11ku, ten 
nie tylko welność i mieni!' lecz i życie samo 
na kartę stawia. Nie wiem jak wy poj- 
mujecie honor, ale dla nas droższy on jest 
nad wszystkie skarby, i każdy Polak woli 
umrzeć niż być zhailbiony. 
- Więc cz
goż się pan 
d Jego Ekscelencji 
domaga? - zapytał nie zdający sobie sprawy 
z sytuacji żandarm. 
- Żądam - stanowczy
 głosem zawołał 
Poniatewski - by mi jenerał dał honorową 
satysfakcję za wyrządzoną całej szlachcie 
polskiej zniewagę. 
- A jeśli jenerał jej nie da? Co pan 
wówczas uczynić zamyślasz ? 
- Udam się z sekundantami na oznaczone 
miejsce pojed J '11ku, a jeśli wyzwany na czas 
nie przyb
dzie - plac ostrzelam. 
- Cóż to ma znaczyć ? - ciekawie za- 
gadnął żandarm. 
- To znaczy - ciągnął z oburzeniem 
Poniatowski że na czterech rogach 
o branego na spotkanie placu wystrzelę przy 
świadkach z pistoletu. . 
- A potem co ? 
- Nic, tylko odtąd jenerał w przekonaniu 
każdego szlachetnego człowieka uważany 
będzie za pozbawionego czci i honoru. 
- Ot tak, to doskonale! - zawołał 
uradowany żandarm. - UCZyil pan tak, i 
sprawa b
dzie z obopólnem zadowoleniem 
zakończona. Odrazu należało tak uczynić, a 
uniknęłoby się wszystkich nieprzyjemności. 
To wyrzekłszy, pośpieszył zadewolony 
stróż porządku do swego pryncypała, by mu 
tak szczęśliwe zwiastować rozwiązanie spra. 
wy. Łatwo wyobrazić zdumienie Poniatow- 
skiego, gdy po raz pierwszy w życiu stanął 
wobec podobnego zapatrywania się na sprawy 
honorowe, i to ze strony stanu rycerskiego na 
najwyższych szczeblach hierarchji woj- 
skowej. Ka szczęście jednak armji rosyj. 
skiej, nie we wszystkich żyłach oficerskich 
żandarmska krew płynęła. Łaszkarew, 
dowiedziawszy się o wszystkich szczegółach 
pojedynkowej sprawy, zarumienił się, że 
ten sam jeneralski mundur nosi, a nie tro. 
szcząc się już o następstwa, w liście prywat- 
nym doniósł cesarzowi o tem co zaszło, nie 
tając swego oburzenia. Cesarz Mikołaj, 
który zwał się nieraz z chlubą pierwszym" 
szlachcicem rosyjskim, uczuł się także do- 
tknięty nikczemnością s\vego pełnomocnika i 
pomimo całej swej niechęci do Polaków, 
odwołał niezwłocznie Czebotarewa, Maury- 
cego zaś Poniatowskiego szambelanem swoim 
mianował. 


i: 


X. ZYGMUXT SZCZĘSNY FELIŃSKL 


,jI, 


JAN KASPROWICZ 


BlOGOSlA WIENł 


Blogoslawieni, którzy w czasie gromów 
Nie zdracili równowagi ducha, 
Którym na widok spustoszej! i zlomów 
Nie plynie z serca pieśń rozpaczy 
glucha .- 
Którzy wśród nocy nieprzebytej cieni 
Nie tracą wiary w blask rannych promieni .- 
Błogosławieni! 
Blogoslawieni, albowiem ich męstwo 
Wielkiego gmachu wrota im otworzy, 
Gdzie razem z Chwałą króluje Zwycięstwo- 
Bez twardych kajdan i ,bez tych obroży, 
Które na ziemi noszą upodleni ... 
Ten raj się tylko dla silnych zieleni - 
Błogoslawieni ! 
Blogoslawieni, albowiem ich syny 
Będą sprzątali z ich ziaren owoce; 
I wśród zmartwychstań porannej godziny, 
Gdy zwte slońce blaskiem zamigoce, 
Będą wolali duchem podniesieni: 
Z a ojców sprawą świt się nam rttmieni - 
Blagosławieni ! 
JAN KASPROWICZ. 


':'
>>>