Przemysł i Rzemiosło 1921, R. 1, nr 1

I 

 
L 
t 
, 
t 
, 

 
I 


r 
I 


I 
/ 


'7 I -+ 


I 


PRZEMYSŁ I RZEMIOSŁO 


CZASOPISMO POŚWIĘCONE WYTWÓRCZOŚCI 
PRZEMYSŁOWEJ I RĘKODZIELNICZEJ 
ORAZ SZTUCE PLASTYCZNEJ 


R.I 


1921 
ORGAN MIEJSKIEGO MUZEUM PRZEMYSŁOWEGO 
IM. DRA ADRJANA BARANIECKIEGO W KRAKOWIE 


-1 


" 


N° t
>>>
ZAKŁADY GRAFICZNE 
"ŚWIA T ŁOCIEŃ" 


SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ PORĘKĄ 


KRAKÓW, FRANCISZKAŃSKA 4, TEL. 1214 
DAWNIEJ 


T. JA BŁON SKI I S -KA 


WYKONUJĄ SZYBKO, ŚCiŚLE NA OZNACZONY TERMIN 
I NAJLEPIEj WSZELKIE KLISZE KRESKOWE, SIATKOWE 
ORAZ KLISZE DO DRUKU TRÓJBARWNEGO 


ZAKŁADY ZORGANIZOWANE NA NOWYCH ZASADACH - ZATRU- 
DNIAjĄ NAJWYBITNIEJSZYCH SPECJALISTÓW SZTUKI GRAFICZNEJ 


, . 
STROJ " WYZ SZA UCZELNIA KROJU I SZYCIA 
" ORAZ PRACOWNIA FORM I MODELI 
KRAKÓW, UL. SZCZEPAŃSKA 7, I. P. 


URZĄDZENIE WZOROWE. NAUCZANIE METODYCZNE. PIERWSZOB.ZĘDNE F ACHOWE SIŁY 
NAUCZYCIELSKIE. KILKA DOSKONAŁYCH SYSTEMOW KROJU. 
KURSA KROJU ROZPOCZYNAJĄ SIĘ l KAŻDEGO MIESIĄCA. NAUKA SZYCIA ANG. I FRANC. 
ZAMÓWIENIA NA FORMY NA MIEJSCU LUB pOCZTĄ. CENNIKI Z OPISEM BRANIA MIARY 
WYSYŁA SIĘ NA ZĄDANIE DARMO. 
INFORMACJE I ZGŁOSZENIA OD GODZ. 10-12 PRÓCZ NIEDZIEL I ŚWIĄT 


KRAKOWSKI ZAKŁAD WITRAŻÓW 
OSZKLEŃ I MOZAIKI 
S. G. ŻELEŃSKI 


W KRAKOWIE, ALEJA KRASIŃSKIEGO L. 23 
TELEFON 137. 


WYKONUJE OD NAJSKROMNIEJSZYCH 
OSZKLEŃ 
DO NAJBOGATSZYCH WITRAŻÓW 


PREPARATY CHEMICZNE ORAZ 
URZĄDZENIA LABORATORYJNE 
APTECZKI 
WARSZTATOWE I FABRYCZNE 


DOSTARCZA 


DROBNER - KRAKÓW 


SP. Z O. O. 


TEL. 415. ADRES TEL.: DROBNERUNIWERS. 


"B L U S l C l" 
ARTYSTYCZNA PRACOWNIA KWIATÓW 
SZTUC Z NYCH 
ORAZ POLSKICH OZDÓB NA DRZEWKO 
KRAKÓW, UL. SZCZEPAŃSKA 7 I p. 


WIELKI WYBÓR KWIATÓW DO DEKORACJI KOSCIO- 
ŁÓW I MIESZKAŃ. DO PRZYBRANIA TOALET ŚLUB- 
NYCH. BALOWYCH I KAPELUSZY WIEŃCE GROBOWE 


OZDOBY NA DRZEWKO W STYLU POLSKIM 


FABRYKA MASZYN ROLNICZYCH 
"O D L E W" 
SPÓŁKA Z OGR. ODPOW. W KRAKOWIE, 
UL. HETMANA ŻÓ
KIEWSKIEGO L. 84 


WYRABIA MASZYNY ROLNICZE, A MIANOWICIE: 


MŁOCARNIE RĘCZNE I KIERATOWE, - 
KIERATY, SIECZKARNIE RĘCZNE I KIE- 
RATOWE, MŁYNKI DO CZYSZCZENIA 
ZBOŻA, MOTORY BENZYNOWE 4-5 HP 


j
>>>
PRZEMYSŁ I RZEMIOSŁO 


CZASOPISMO POŚWIĘCONE WYTWÓRCZOŚCI PRZEMYSŁOWEJ I RĘKODZIELNICZEJ 
ORAZ SZTUCE PLASTYCZNEJ. ORGAN MIEJSKIEGO MUZEUM PRZEMYSŁOWEGO 
IMIENIA DRA ADRJANA BARANIECKIEGO W KRAKOWIE 
REDAKCJA I ADMINISTRACJA CZASOPISMA: W KRAKOWIE, PRZY ULICY SMOLEŃSKIEJ NR. 9 
ROCZNIK I. NUMER 1. 


OD REDAKCJI. 


ozgrywające się wydarzenia na polu ekonomiczno-przemysłowem prowadzą nietylko 
do obniżenia pojęć o wartości dorobku kulturalnego, ale godzą także w podstawę 
bytu społecznego, bo w samą pracę jako taką. Brak sił naprawdę wyszkolonych, za- 
nik niektórych rzemiosł, pobieżne wykształcenie zawodowe omal we wszystkich kierun- 
kach pracy - to rezultat wstrząśnień, !adanych społeczeństwu przez falę dziejowych wypad- 
ków. Pole więc do działania olbrzymie i jednocześnie niezmiernie trudne, jeśli się weźmie pod 
uwagę obojętność, brak poczucia obowiązków, wreszcie szalejący kult do tego wszystkiego, 
co pozwala używać świata w najbardziej bezmyślny i nieproduktywny sposób. 
Pragniemy więc w naszem czasopiśmie ująć przejawy życia szlachetne, piękne i naprawdę 
twórcze, sięgnąć czasem w minione wieki, aby się przekonać, jak miłowano pracę i co nam 
w spadku pozostawiono, wskazać na zdolność ludu, na bogactwo kraju, na postępy wiedzy 
ogólnej i zdobycze techniki. W ten sposób wzbudzić pragniemy zainteresowanie sprawami od- 
budowy i uprzemysłowienia kraju, dać impuls do stworzenia zdrowych warunków dla rozwoju 
wszelkiej wytwórczości, a przedewszystkiem podnieść tężyznę zawodową i kulturalną każdego 
pracownika. Czasopismo to będzie poniekąd także wyrazem działalności Muzeum. 


SZTUKA - ŻYCIE. 


Niema tematu, na któryby było tak trudno coś napisać - coś powiedzieć; i mema tematu, 
n
 któryby się tak łatwo pisało i mówiło jak "sztuka". Człowiek młody, czujący sztukę, dziwi 
się, że w tej ulewie słów, która tak głośno szumi w około pojęcia sztuki, brak tych kilku jas- 
nych, prostych - tych kilku słów zasadniczych, które są najważniejsze. 
Ale zaledwo sprobuje tych kilka słów sformułować, spostrzega, że za nimi wieszają się inne, 
coraz nowe - że się ten łańcuch wydłuża - skręca - splata - aż się zawikła w taki węzeł, przed 
którym zadumany staje ten człowiek młody, czujący sztukę i szuka - i znaleść nie może, g( Je 
mu się podziało tych kilka prostych i zasadniczych słów, które miał na końcu języka. 


1 



ł 


CI 
rer 


--Ł- 


j
>>>
I wtedy, albo rzuca tę nić zaczarowaną i milknie, albo też ciągnie ją dalej i gada o sztuce, 
bez końca, bez celu, bez pamięci, chociaż już dawno przestał wierzyć w to, aby o sztuce zdo- 
łał coś powiedzieć. 
Więc niebezpiecznie jest o sztuce mówić, bo ona nie da się żadnem słowem schwycić. Niby jakiś 
zaklęty ptak, który tuż obok na gałęzi siada i śpiewa, piórami lśniąc tęczowemi - a gdy się siatkę 
na niego zarzuci, to siatka opada pusta a ptak już z drugiej strony się odzywa i rękę ptasznika kusi. 
Nieda się sztuka zamknąć w żadną klatkę - nie przez to, że jest jakimś lotnym, rzadkim pta- 
kiem, lecz właśnie, że jest rzeczą najbardziej codziennl\, najbardziej częstą - najbardziej powsze- 
chną, bo tak powszechną, jak jest życie samo, 
Określić sztukę, to określić życie - a na to słowa wszystkie są za ciasne. 
Stawiając wielkie panteony - Luwry, teatra, gmachy wystawowe, myślą ludzie, ze sztukę w tych 
gmachach zamknęli. 
Dziecinni - czyliż myślą, że w muzeach przyrody, gdzie stoją rzędem muszle, szkielety wy- 
pchane skóry - że w tych gablotach zamknięto przyrodę? 
Gdzieś tam na polu rodzi się piosenka - gdzieś tam dziewczyna igłę w rękę bierze i bar- 
wne kwiaty na płótnie wyszywa - gdzieś chłopak idzie obok swej wybranej - ona stąpa, ryt- 
micznie wyginając ciało, a on jej słowa mówi - takie dźwięczne!... Gdzieś matka nad kołyską 
dziwne bajki prawi - gdzieś się ktoś bardzo nieszczęśliwy przed Bogiem uskarża. 
We wszystkich tych tysięcznych ruchach, szeptach, łkaniach; we wszystkich tych śpiewaniach, 
krzykach i przekleństwach - tam wszędzie sztuka żyje - ta jedna prawdziwa - nieśmiertelna - 
wieczyści t m10da niepojęta... SZTUKA - ŻYCIE I · 


Z żyznego namuliska Eufratu, Tygru, Nilu, wyrosły ludy bujne. Rozebrzmiały równiny wrzawą 
pracy i boju... Zakipiało tam życie, a z tego wrzątku - wykwitła mocarna sztuka wschodu. 
Nie z mglistych oparów też narodziła się nieśmiertelna sztuka Grecyi. Wykuły ją mięśnie prę- 
źne, drgające rytmem czynu. wyśpiewały ją piersi szerokie - ściekające potem. 
Ze krwi też wartko tętniącej powstała sztuka światowładnej Romy. 
Żywa siła ludów, zbudzona ze snu średniowiecza, dźwignęła głaz kamienny w górę, w łuk go 
niebosiężny splotła. 
Z ziemi się sztuka wszelka rodzi, ze krwi, z mięsm, nie zasię z księżyca poświaty! 
Młot, co o stal twardą na kowadle dzwoni, więcej wykrzesał pieśni swoim rytmem, niźli stru- 
myka szmer i szepty trzciny. 
A Polska? 


Sztuka wpatrzona w mroczną daL.. 
U łez bezsilnych źródliska rozkwitły tęczą kwiaty snów.... 
"Wielka Sztuka" ale jej siła nie z łez niemocy - nie z westchnień - z łkań... 
Jej moc z tych dawnych twardych dni, z tejsamej kuźni, w której się wykuł polski mlecz, 
w której się wykuł polski pług. 
W bezczyn zakute były ręce, - więc plers Się wzdęła i wyszedł jęk, w którym Się cała skupiła 
siła, co się prężyła w zakutych ramionach. 
A teraz kiedy łańcuch pękł - nie od śpiewania trzeba nam poczynać! 
Niech każdy chwyci za swój młot - niech splunie w garść - i niechaj kuje - co ma sił! 
A gdy się czoła zleją potem, gdy krwią nabiegną zdrętwiałe ramiona - kiedy kraj cały od 
końca do końca rozdźwięczy twórczą pracą - kiedy się życie wzmoże i uzgodni... 
Wtedy się tętno pracy stanie pieśni rytmem. 
I wstanie polska sztuka... sztuka zrodzona ze krwi zywego narodu. 


. 


KAROL HOMOLACS. 


2
>>>
ADRJAN BARANIECKI TWÓRCA MUZEUM PRZEM. 1828-1891. 


Człowiek może dużo zdziałać, jeżeli odziedziczy po przod- 
kach niepospolity umysł i charakter, a trafi na czasy i oko- 
liczności, które pozwolą mu wyładować należycie swoją 
energję. W dziedziczeniu kobieta jest zawsze typem rodu, 
a wybitny mężczyzna jego wybujałością indywidualną. 
A. Baraniecki miał i po ojcu i po matce umysłowo zna- 
komitych przodków. jego matka Konstancja była z domu 
Bukarówna, a Bukarowie za Stanisława Augusta byli za- 
cnym magnackim rodem na Wołyniu. Ich głowa, Adam 
z juńcza Bukar (1739-1793), był żonaty z Konstancją 
Pacanowską, kobietą rzadkich cnót i przymiotów. Ojciec 
zaś Adrjana, był młodszym bratem rodzonym tego Łu- 
kasza Baranieckiego (1798-1858), co po Kickim był 
pierwszym prawym Polakiem na arcybiskupim stolcu we 
Lwowie, a przez 9 lat swojej działalności odznaczył się 
niepospolicie jako gorliwy kapłan, zacny człowiek i pa- 
trjota. Ojciec Adrjana, Tomasz (1801-1859), doktór 
medycyny, urodził się w okolicy Buczacza. Rodzice jego, 
byli drobną szlachtą i bardzo ubogą, ale tak rozumną, 
że łożyli ostatni grosz na wykształcenie dzieci. Pan T 0- 
masz kształcił się naprzód we Lwowie, ale w r. 1820 
musiał emigrować z Galicji, dostał się do uniwersytetu wileńskiego, tam się doktoryzował, po- 
czem osiadł w r. 1825 w jarmolińcach na Podolu, gdzie zasłynął jako zacny człowiek, obywa- 
tel światły i znakomity lekarz. 
Tomasz Baraniecki miał trzech synów, n aj starszy Adrjan urodził się w jarmolińcach 1828 r., 
słuchał medycyny w Kijowie, doktoryzował się w Moskwie, a kończył swoje wykształcenie lekarskie 
w Paryżu 1857 i następnego roku. Bawiąc w stolicy Francji, założył Towarzystwo lekarzy polskich, 
mające na celu udzielanie pomocy młodym lekarzom, przybywającym tam na studja. Po powrocie 
do kraju osiadł w rodzinnych jarmolińcach, gdzie bawił aż do powstania; w tym czasie ogłosił kilka 
prac naukowych i zaczął zaraz rozwijać społeczną działalność jako orędownik oświaty ludowej, ma- 
jąc sobie powierzony obywatelski urząd kuratora szkół ludowych. Uważając, że ruchliwą inteli- 
gencją polską są wszędzie przedewszystkiem lekarze, skupił ich na Podolu w stowarzyszenie, za'" 
wiązane w Krzemieńcu 1859 r., a za cel postawił naukowe badanie Podola, oraz zgromadzenie 
jego bogactw przyrody. Niebawem powstało też w Krzemieńcu małe Muzeum przyrodnicze. 
Nasz lekarz sądził słuszne, że każda polska prowincja powinna mieć swoje stowarzyszenie le- 
karzy, wydał pod tym względem broszurę pełną trafnych uwag i założył podobne w Kijowie. 
Po powstaniu 1863 r. - w które m brał wybitny udział - musiał emigrow
ć z Podola i w r. 1864 
wyjechał do Anglji. Kilkoletni jego pobyt tam miał stanowczy wpływ na jego przyszłą działalność; 
wyjeżdżał tam Gustaw, lekarz chorób ludzkich, a wracał stamtąd Konrad, przyszły lekarz spo- 
łeczeństwa polskiego na polu oświaty. Nie wiemy szczegółowo, poco pan Adrjan wyjeżdżał do 
Anglji, ale wiemy, że zetknął się tam z J. Ruskinem (1819-1900), co miało niewątpliwy wpływ 
na otwarcie wydziału artystycznego na Kursach naukowych w Krakowie i na niejedno artystyczne 
późniejsze zamierzenie. Wiemy także, że bawiąc w tej stolicy, przesiadywał po całych dniach 
w rozwijającem się tam Muzeum przemysłowem, zwane m od przedmieścia South Kensington. 
Trzeba wiedzieć, że na pierwszej wystawie powszechnej w Londynie (1851) Francuzi w przemyśle 


. 


. 


3
>>>
artystycznym nie mieli wprost konkurentów i wyszli z nadzwyczajnym tryumfem. Było to powodem 
dla angielskiego rządu, że utworzył osobny Departement of science and art i zaczął zakładać 
owe słynne dziś na cały świat Muzeum. Pierwotnie miało ono na celu praktycznie wykazać zwie- 
dzającym go rzemieślnikom, jak z surowego materjału przerabia się produkt, przechodząc przez 
wszystkie swoje fazy i rodzaje pracy. Miało ono i drugi cel, to jest, żeby przez gromadzenie 
artystyczno-przemysłowych okazów, np. mebli, dywanów, ceramiki, szkła itd. dawać fabrykantom 
wzory pełne gustu. Muzeum rosło głównie przez dary, o które się jego dyrekcja starała wszel- 
kiemi. sposobami i to było z pewnością nauką i przykładem dla przyszłego dyrektora krakow- 
skiego Muzeum przemysłowego, jak ma w tej mierze postępować. Pan Adrjan nie zamierzał za- 
kładać w Krakowie takiego osobnego muzeum, bo, zakupiwszy naprzód w Londynie pewną ilość 
wzorowych okazów przemysłu artystycznego, przesłał je, a następnie i drugą ich partję, do ów- 
czesnego Instytutu technicznego w Krakowie, żeby kształcącej się tam młodzieży służyły za przed- 
miot studjów i demonstracji. 
W maju 1868 r. przybywa Baraniecki drogą okrężną przez Paryż do Krakowa i tu osiada. 
Był to mężczyzna średniego wzrostu, barczysty, z krótką szyją, polskiego typu twarzy. Z natury 
był wesołego usposobienia, dowcipny, ujmującego obejścia się z ludźmi, skromny aż do zdu- 
mienia, wyr'ozumiały na słabości ludzkie, w swoich zaś zamierzeniach stały, niekiedy aż do uporu. 
Nie wiemy napewno, dlaczego pan Adrjan osiadł w Krakowie, ale jeżeli się przejrzy kroniki 
"Czasu" z dwu pierwszych lat jego tu pobytu, to widać, że we wszystkich zamierzeniach wspierał 
go ówczesny prezydent miasta, także lekarz z zawodu, profesor Uniwersytetu Jagiełł., dr. ].Dietl 
(1804-1878) i właśnie liczenie na tę pomoc, zdecydowało zapewne Baranieckiego, żeby tu, 
a nie we Lwowie, rozbić swój namiot emigracyjny. Dietl był indywidualnością potężną, co 
rzuca się w oczy ze wspaniałego portretu Matejki, znajdującego się w auli uniwersyteckiej. A co 
to był za mądry człowiek, to widać z jednego zdania mowy, jaką zagajał objęcie swego urzędu 
w r. 1866, a mianowicie ze zdania: "Potrzeba, aby miasto nasze było dobrze urządzone, żeby 
było główną siedzibą n a u k i, h a n d l u i p r z e m y s ł u, trzeba także, żeby było czyste, zdrowe 
i ozdobne". 
Zobaczymy niebawem, że Baraniecki otwiera kursa naukowe, kursa handlowe i zakłada Mu- 
zeum przemysłowe. Przecież to wszystko jak wyjęte z programu Dietla; jakże go nie miał 
wspierać? Dietl miał wielki wpływ na Radę miejską; poradził panu Adrjanowi, żeby wystawił 
swe okazy muzealne (było ich koło 50(0) w sali radzieckiej Magistratu, wszyscy radcy je oglądali, 
poznali ich wartość i zgodzili się na założenie miejskiego M uzeum techniczno - przemysłowego, 
którego dożywotnim dyrektorem bezpłatnym został Baraniecki. Zyskiwał on przez to lokal - 
w pustką stojących budynkach Franciszkańskich - dość obszerny nietylko na pomieszczenie 
i rozwój Muzeum, ale, co ważniejsze, zyskiwał tam wielką salę wykładową, dużą na pracownię 
sztuk pięknych i kilka innych, wystarczających na pomieszczenie kursów naukowych dla kobiet, 
które zamierzał otworzyć w Krakowie. 
Baraniecki rozpoczął swą pracę wśród pustych, zatęchłych od wilgoci murów, sal rojących się 
od robactwa, sypiając na prostej pryczy, cały zajęty organizowaniem Muzeum i gromadzeniem 
zbiorów. Rosły one w zdumiewający sposób, tak, że w 4 lata po zawiązaniu, Muzeum liczyło 
20 tysięcy, a po 12 latach, aż 30 tysięcy okazów, zebranych niezmordowanemi zabiegami, prze- 
ważnie z darów. Pod tym względem szedł on za angielskim wzorem i rozwijał nieporównany 
talent. Okazy pochodziły ze wszystkich .stron Polski, tak, że w Muzeum pod jednym dachem 
skupiała się ofiarność na trzy szmaty rozdartej Ojczyzny. 
Przy calem uznaniu działalności Zmarłego, niech będzie i miejsce na krytykę. Baraniecki brał 
wzór z Kensington lv1useum, które wystarczało Anglji, mającej zawodowo uzdolnionych rzemieśl- 
ników i wielki przemysł fabryczny. U nas Muzeum mogło dopiero wtedy oddać stanowi rze- 


4 


I
>>>
mieślniczemu praktyczne usługi, gdyby byJo złączone z warsztatami. Stworzyć je było niewątpliwie 
ponad siły jednego człowieka, ale powiedzmy prawdę, nie było żadnych zamierzeń ani starań 
pod tym względem z jego strony. 
Baraniecki zbierał do Muzeum wszystko, co mu kto ofiarowywał, gromadziły się więc okazy, 
nie należące do zakresu Muzeum przemysłowego. Zwłaszcza rosły zbiory charakteru etnograficz- 
nego. Uważał, że mogą one posłużyć do rozwinięcia przemysłu domowego, opartego na arty- 
stycznych wzorach, i dział ten osobny gromadził skrzętnie i z zapałem. Stworzył też przy Mu- 
zeum bibljotekę i zbiór rycin, tak, że Muzeum rozwijało się wspaniale. Zwiedzało je mnóstwo 
osób, ale prawie tylko cudzoziemcy ze sławnym antropologiem Rudolfem Virchovem (182f-1942) 
na czele, który tu był w 1885 roku, rozumieli ich doniosłość. 
Baraniecki dążył wytrwale do zyskania osobnego gmachu, odpowiednio zbudowanego na po- 
mieszczenie wszystkich zbiorów muzealnych. Plan miał się urzeczywistnić w r. 1888 z powodu 
takiej okoliczności, że cesarz Franciszek józef (1830--;-1918) obchodził w tym roku jubileusz swoich 
40-letnich rządów. Życzył on sobie zawsze aby zamiast darów z okazji jubileuszów, gminy stwa- 
rzały instytucje użyteczności publicznej. Gmina więc Krakowa postanowiła łącznie z Kasą Oszczę- 
dności wznieść-tym razem gmach muzealny. Kasa przeznaczyła odpowiednią na to kwotę, a mia- 
sto grunt na placu Św. Ducha. Dnia 27 listopada 1888, za rządów prezydenta F. Szlachtowskiego, 
zebrała się Rada miejska na nadzwyczajne posiedzenie i uchwaliła jednomyślnie, żeby: I. "Ku 
uczczeniu pamięci czterdziestoletnich rządów Najjaśniejszego Pana wybudować w Krakowie Mu- 
zeum techniczno-przemysłowe", a zarazem II. "Wnieść uniżoną prośbę, aby budynek nosił nazwę: 
Muzeum techniczno-przemysłowego im. cesarza Franciszka józefa". Doprawdy trudno było wymyślić 
coś potworniejszego wogóle, a dotkliwszego dla Baranieckiego, jak myśl nazwania tego Muzeum 
nie jego imieniem. Urząd marszałkowski cesarskiego dworu zrozumiał należycie cały - powiedzmy 
tylko - nietakt gminy i do drugiej prośby się nie przychylił; jednak po latach wielu służalstwo rzecz 
przeprowadziło. Gorzko skarżył się wówczas Baraniecki na chęć gminy zatarcia śladu nawet wszel- 
kich jego zasług w zgromadzeniu zbiorów muzealnych. Była to pigułka aloesowej goryczy, a 
ileż innych nie szczędziła mu ignorancja, prywata i złość ludzka w ciągu pobytu w Krakowie. 
Z Muzeum złączona była modelarnia odlewów gipsowych; robiła ona okazy do muzeum i wzor} 
dla kursu artystycznego. Baraniecki porwał się z jej pomocą na rzecz wielką i wspaniałą. Oto 
kazał wykonać modele z całej kaplicy jagiellońskiej na Wawelu, z modeli porobił odlewy, 
a z rozłożonych artystycznie polecił wykonać fotograf je. Powstało album złożone z wielu tablic, 
które wydał z tekstem w trzech językach. Tym sposobem dowiedział się świat europejski, jaką 
perłę renesansu mieści Kraków w swych murach. Nietylko świat, ale Polska i Kraków, bo prze- 
cież tylko wyjątkowe osoby poznawały się na piękności tej ozdoby naszej architektury. Było to 
wielkie dzieło, które nie miało u nas ani uznania, ani odpowiedniego rozgłosu. 
Wydało też Muzeum w r. 1881 zeszyt wzorów z 45 tablicami do ćwiczeń w rysunku cyrklowym, 
Oświatowa działalność Baranieckiego była wielostronna. Ledwie przybył do Krakowa, zaraz 
urządził powszechne wykłady dla kobiet i mężczyzn. Wykłady te obejmowały najróżnorodniejsze 
dziedziny wiedzy ludzkiej. Każdy z prelegentów brał tyle godzin, ile jego temat wymagał. Cho- 
ciaż więc nieraz nawet najgłośniejsi literaci i uczeni stawali wówczas na katedrze, to przecież wy- 
kłady te miały charakter ogólnie naukowy, a nie systematycznie kształcący. Tymczasem w głowie 
Baranieckiego dojrzewał plan wielki, którego doniosłości ostatecznej on sam zapewne nie prze- 
czuwał. Myślał o wykształceniu kobiet na kresach. Przecież za jego czasów, po najzamożniejszych 
domach obywatelskich w zabranych prowincjach były przeważnie guwernantki francuskie i aby 
dziewczyna umiała paplać tym językiem i grać na fortepianie, mówiło się, że jest wykształcona. 
Kobiety czytywały też przeważnie francuskie romanse, zanim zaczął je wytrącać z polskich domów 
j. l. Kraszewski (1812-1887), pisząc polskie. Baraniecki chciał stworzyć kobiety, wszechstronnie 


5 


.
>>>
wykształcone, myślące i czujące po polsku, chciał usąmodzielnić duchowo Polskę, przez wyższe 
jej wykształcenie. Zakładając w r. 1870 kursa naukowe dla kobiet myślał on przeważnie o swych 
rodzinnych kresach. W Krakowie dziewczęta miały polskie szkoły, ale przybywające tu z pod za- 
boru, nie mogły się do nich dostać w doroślejszym wieku dla wymaganych świadectw, których 
one mieć nie mogły, skoro po powstaniu 1863 roku, język polski był tam wyrugowany. Po po- 
rozumieniu się ze swymi znajomymi na Podolu, po przekonaniu się, że większość uczenie mo- 
głaby tylko na rok przybywać stamtąd do Krakowa, otworzył w r. 1870 Naukowe Kursa dla ko- 
biet, w czasach kiedy podobne nie istniały na całym kontynencie Europy, a coś podobnego istniało 
tylko w Londynie. Miały obejmować 5 wydziałów: historyczno-literacki, przyrodniczy, sztuk pięk- 
nych, gospodarstwa domowego i handlowy. Czwarty wiódł krótko suchotniczy tylko żywot, a na 
handlowy nie zapisała się ani jedna kobieta. Kursa były zaopatrzone we wszystkie środki nau- 
kowe, miały nawet pracownię chemiczną. Zaczynały się w listopadzie i trwały do końca kwiet- 
nia; po odtrąceniu świąt, było wszytkiego 21 tygodni wykładowych. On sam czuł to doskonale 
i nieraz mi to mówił, że czas ten jest nie dostateczny , ale Kursa 'się nie opłacały a utrzymywał 
je własnym kosztem, niezamożne. zaś uczenice z łatwością uwalniał od czesnego. W r. 1871, kiedy 
ministrami byli Grocholski i Ireczek, otwierała się perspektywa utworzenia z nich państwowej 
Akademji dla kobiet, ale ministerjum upadło, zanim plan ten wziął skutek. Baraniecki nie po- 
party przez nikogo w rozwoju tego zakładu, znalazł cel życia, bo powiedział kiedyś dosłownie 
"w ukształceniu istotnem kobiet, ukochałem całą przyszłość swojego kraju". 
W roku 1867 czy 1868 Michał Bobrzyński, będąc Radcą miejskim, chciał reorganizować kursa 
a zarazem przeprowadzić, żeby weszły na etat miasta. Temu żądaniu, żeby Kursa były Idwuletnie, 
Baraniecki oparł się stanowczo, próżno interwenjowałem, twierdził z uporem - jak się okazało 
mylnie - że takie nie będą miały uczenie. Wtedy miasto utworzyło przy szkole św. Scholastyki, 
tak zwane "Kursa dopełniające". Był tam jeden tylko Wydział literacko - historyczny, który się- 
doskonale rowijał, podkopując finansowo instytut Baranieckiego. Baraniecki odziedziczył wpraw- 
dzie znaczny majątek, złożony w rękach młodszego brata Witołda w Petersburgu, który mu co- 
rocznie żądane kwoty dosyłał, ale fortuna, choć powoli, wyczerpała się i byt Kursów był na- 
prawdę zagrożony. Wtedy dawne jego uczenice zamożne przyszły mu z pomocą i nie pozwo- 
liły upaść ukochanej swej szkole. Słynęła ona w całej Polsce, a uczenice Wydziału artystycznego, 
na wystawach szkoły w Wiedniu i Paryżu otrzymały medale. Wyszła z nich przecież znana do 
dziś dnia znakomita malarka Boznańska i rokująca dobre nadzieje rzeźbiarka T. Certowiczówna, 
żeby się ograniczyć do tych dwu tylko nazwisk. W ostatnim roku życia na wniosek Radcy E. 
Bandrowskiego (1863-1920) przyszła mu z małą pomocą finansową i Rada Miejska. 
Widzimy dziś jak się tłoczy młodzież obu płci do szkół handlowych. Powiedziałem powyżej, 
że Baraniecki przed 50 już laty chciał otworzyć taki Wydział dla kobiet. Otworzył współcześnie 
szkołę handlową dla mężczyzn i utrzymywał ją własnym kosztem. Słuchaczów mu nie brakło, 
miał ich przez lat siedem 153, ale brakło mu środków; nie dało mu ich miasto, ani kongrega- 
cja kupiecka. Izba handlowa dała raz w r. 1872 dwieście guldenów. Sejm odmówił wszelkiej w tym 
względzie pomocy, rząd raz tylko w r. 1876 dał 600 guldenów, ale z zastrzeżeniem, że na przy- 
szłość subwencji takiej nie będzie przyznawać, bo Izba handlowa dała opinię, że są niepotrzebne 1 
Doprawdy, dziś nie chce się temu wierzyć. . 
Baraniecki był niewyczerpany w pomysłach, a każdy pomysł wprowadzał zaraz w życie. Obok 
wszystkiego, o czem była mowa, powziął zamiar dźwignięcia rękodzieł, przez odpowiednie wykłady 
dla rzemieślników. Przez szereg lat odbywały się w niedziele i święta, dwugodzinne odpowiednie 
wykłady bezpłatne, ale majstrowie niechętnem patrzeli na nie okiem, zniechęcali się bezpłatni 
prelegenci tern, że sala zapełniała się raczej niedorosłymi terminatorami, niż czeladzią i po kilku 
latach istnienia, wykłady te zostały przerwane. 


6 


.
>>>
jeszcze jedna karta działalności Baranieckiego. karta wspaniała. Ledwo przybył do Krakowa 
wstąpił do tutejszego T owarzystwa Lekarskiego, zaraz skłonił je, żeby urządziło zjazd lekarzy 
i przyrodników polskich w Krakowie. Niebawem odbył się taki w roku 1869; liczył zaledwie 200 
członków i miał cztery sekcje. Wiadomą jest powszechnie rzeczą, jak się instytucja ta rozwinęła 
i że dziś odbywają się już zjazdy nawet pewnych tylko gałęzi medycyny n. p. chirurgów i gine- 
kologów. Z pierwszym zjazdem połączona była wystawa narzędzi chirurgicznych i stało się to 
tradycją następnych zjazdów, łączą się teraz z niemi i wystawy literatury lekarskiej oraz przy- 
rodniczej. Dla duchowej łączności lekarzy wszystkich zaborów polskich, zjazdy te - obok nauko- 
wego - miały wielkie znaczenie. Lekarze zrozumieli to należycie, bo oto w r. 1891 na kilka mie- 
sięcy przed zgonem tego działacza niestrudzonego na tak rozlicznych polach, na VI-tym zjeździe 
w Krakowie, wybrano go honorowym prezesem zjazdu i wręczono mu złoty medal, jako zasłu- 
żonemu twórcy takich zjazdów. Nie zapomnę chwili wręczenia mu tej odznaki. Cała sala pow-' 
stała i zagrzmiała od oklasków, a on sam tak był wzruszony, że łzy pociekły mu po policzkach 
i ledwo zdołał wyjąkać kilka słów, że nie wie zkąd go spotyka tak niezasłużony zaszczyt. Lekarze 
nie zapominali i nadal o jego działalności, bo na zjeździe krakowskim z roku 1900 na wniosek 
Dr. A. Kwaśnickiego, postanowiono wykonać i odlać z bronzu tablicę z podobizną zmarłego 
i z napisem "Adrjanowi Baranieckiemu IX Zjazd lekarzy i przyrodników polskich". Rzeźbę wy- 
konał Laszczka i zdobi dziś salę posiedzeń własnego gmachu Towarzystwa w Krakowie. 
Smutna była starość Baranieckiego, oto matka jego straciła wszystkie inne swoje dzieci i zje- 
chała do Krakowa pełna smutku i cierpienia. jakąż czułością otaczał swoją "mateczkę". W tym 
stosunku syna do matki, pokazywała się cała wartość moralna człowieka, bo tylko szlachetny czło- 
wiek umie czcią otaczać rodziców. I on sam tracił siły, a do tego przyłączyły.się dolegliwości 
fizyczne, jednak nie tracił pogody ducha, znosząc wszystko z anielską cierpliwością. 
Smutna była starość Baranieckiego. Całe życie musiał walczyć z mnóstwem stawianych mu 
przeszkód, zawad, niechęci prywatnych i wpływowych osób, nieraz z niewytłumaczonych kote- 
ryjnych powodów. Przez ćwierć wieku istnienia Kursów, nie zdołał nic dla nich uzyskać od rządu, 
a kursa dopełniające poderwały ich byt. Odwlekano z budową gmachu na muzeum "Imienia Ce- 
sarza józefa" chociaż były nato fundusze, leżące w Kasie oszczędności, a plac na ten cel daw- 
niej przeznaczony dano na teatr. 
Adrjan Baraniecki zgasł 15 października 1891 r. Umarł, ale nie zmarniały wysiłki tytaniczne 
jego pracowitego żywota. Muzeum - po jego śmierci - wiodło prowizoryczny byt długie lata. 
Wreszcie w r. 1913 ukończono budowę nowego gmachu muzealnego przy ul. Smoleńskiej. Należy 
tu zaznaczyć, że Muzeum odzyskało w ostatnich czasach nazwisko swego założyciela i że Wice- 
prezydenci miasta E. Bandrowski i K. Rolle przedewszystkiem do tego się przyczynili. Przed 
przeniesieniem zbiorów muzealnych do naszego gmachu, wydzielono z nich okazy etnograficzne 
i oddano w depozyt Towarzystwu etnograficznemu na Wawelu, zbiór rycin powierzono Muzeum imie- 
nia Czapskich, Kursa Baranieckiego przeniosły dawno swe zbiory i bibljotekę do osobnego lokalu. 
Pogrzeb odbył się kosztem miasta, a przemawiający nad grobem w imieniu Rady - mówca 
zapewnił uroczyście społeczeństwo polskie, że Kursa im. Baranieckiego zostaną utrzymane. Pier- 
wsze dwa lat
 dalszego istnienia Kursów, zeszły na opracowaniu nowych planów, bowiem nikt 
nie chciał zostać ich dyrektorem, ponieważ Kursa dopełniające nadal się utrzymywały i obawiano 
się, że one spowodują upadek Kursów Baranieckiego. Wtedy podjąłem się ja utrzymać, prowa- 
dząc je pięć lat zupełnie bezinteresownie i wreszcie wyszedłem z tych zapasów zwycięzko, bo Kursa 
dopełniające zmieniono, a uchwałą z 5 czerwca 1899 roku Rada Miasta zapewniła byt Kursów, 
nadając im statut. W roku 1914 Prezydent Leo polecił budownictwu miejskiemu wygotować plany 
na osobny gmach dla Kursów i wyznaczył pod tę budowę piękny plac miejski przy Aleji Kra- 
sińskiego. Wybuch wojny zniweczył na razie te zamiary. 


7 


.
>>>
Będąc przez 27 lat dyrektorem Kursów stykałem się bezpośrednio z uczenicami i miałem spo- 
sobność przekonać się, jak kresowe dziewczęta, przybywające na Kursa,. nieraz zrusyfikowane 
i mówiące niekiedy nawet źle po polsku, pod wpływem wykładów, a zwłaszcza atmosfery polskiej 
Kursów, wyjeżdżały całkiem zdobyte dla naszej kultury. Toteż nigdy w życiu nie miałem większej 
przyjemności, jak odebrawszy od pierwszego Rektora Uniwersytetu im. Stefana Batorego list 
z Wilna, w którym mi donosił, że praca Kursów okazała się pierwszorzędnego znaczenia dla utrzy- 
mania polskości na Litwie. Profesor M. Siedlecki, pisał mi po kilku miesiącach pobytu na Litwie, 
że mężczyźni tamtejsi zmuszeni uczęszczać na uniwersytety w Moskwie lub Petersburgu przesią- 
kali prądami tam istniejącemi i wracali do kraju w najlepsLym razie całkiem obojętni dla sprawy 
narodowej; ale Litwinki, wykształcone na Kursach wracały z Krakowa, żeby rozpalać w rodzinach 
swych znicz polskości i szerzyć go w swem otoczeniu. Miał racje Bismark, w mowie wypowie- 
dzianej w Sejmie pruskim - w czasie walki kulturnej - że nasze kobiety są niezdobytą twier- 
dzą polskości. 
Trzeba zakończyć rzecz ogólnym sądem o działalności Adrjana Baranieckiego. Nie piszę nigdy 
panegiryków, ale z tego, co powiedziałem, każdy zgodzi się na to, że to był zacny, rozumny 
i bardzo niepospolity człowiek. 
Był to jeden z wybitnych Polaków XIX wieku, nietylko pierwszy działacz na polu oświaty ko- 
biet, alę na pół wieku przed społeczeństwem, rozumiejący jego potrzebę zajęcia się handlem, 
twórca pierwszego Muzeum przemysłowego i twórca zjazdów lekarzy i przyrodników polskich. 
Człowiek, który na to wszystko poświęcił cały swój majątek i dlatego odmówił sobie szczęś- 
cia rodzinnego. Do porównania z Baranieckim nasuwa mi się, jako wybitny działacz w Poznań- 
skiem MarcinkOjVski Karol (1800 -1846), ale zostaje w cieniu wobec niejo. Potem Tadeusz 
Czacki (1765 -1813), twórca sławnego Liceum Krzemienieckiego i uczony pisarz; ale jego dzia- 
łalność jest bardziej jednostronna i niepołączona z ofiarnością majątku ani z poświęceniem szczęś- 
cia osobistego. Wreszcie Stanisław Staszyc (1755-1826), który podobnie jak Adrjan, działał 
po upadku kraju, ale Staszyc był niepospolitym uczonym i pisarzem, mężem politycznym, był 
reformatorem szkół, założył szkołę górniczą, instytut głuchoniemych, konserwatorjum muzyczne, 
żeby tyle tylko o nim powiedzieć. Staszyc był olbrzymem; właśnie obok niego jest zdaje mi się 
miejsce dla świetlanej postaci Adrjana z drugiej połowy XIX wieku, którego pam
ęci poświęcam 
te słowa. JÓZEF ROSTAFIŃSKI. 
. 


; 


ZADANIA MIEJSKIEGO MUZEUM PRZEMYSŁOWEGO. 


Chcąc mówić o zadaniach Muzeum przemysłowego w okresie dzisiejszym, należy zdać sobie 
sprawę ze stanu gospodarczego naszego kraju, uzmysłowić sobie potrzeby każdej dziedziny ży- 
cia narodu, zorjentować się w podstawowych danych Instytucji, a program działalności -Muzeum 
narzuci się sam przez się. Inne bezsprzecznie nasuwały się zadania Muzeum przed 7-miu laty 
w uporządkowanych stosunkach gospodarczych, inne dziś narzuca nam życie zagallnienia. Z je- 
dnej strony samodzielność polityczna i zjednoczenie narodu pozwala snuć ideę pracy twórczej 
bez ograniczeń i konieczności podporządkowania się interesom innych, z drugiej strony zni- 
szczenia wojenne wszelkich środków wytwórczości przemysłowej, brak materiałów surowych, na- 
rzędzi, maszyn, znaczne uszczuplenie sił fachowych, smutna koniecznośc posługiwania się surogatami 
w produkcji fabrycznej i rękodzielniczej, stąd wreszcie wynikający fakt powrotu do tandety - 
nasuwają taki ogrom zagadnień, iż należy się z góry zdecydować na pewną ograniczoną czynność 
na tern polu. 


8 


l 


.
>>>
Z całego więc zakresu tych czynności, jakie mimo woli nasuwają się każdemu obserwującemu 
życie i potrzeby państwa, wybrać należy te, dla których Instytucja najbardziej jest przystosowaną. 
Bogate zbiory różnych gałęzi przemysłu artystycznego, należycie upasażona bibljoteka w dzieła 
z zakresu techniki, technologji, przemysłu, rękodzieła, architektury i sztuki, urządzenie warszta- 
towe dla pewnych gałęzi wytwórczości, wreszcie dostateczne uposarzenie w środki szkolne, wy- 
suwają dla Muzeum z pośród całego szeregu zadań doby dzisiejszej jedno - bodaj najważniej- 
sze - zadanie pedagogiczne. Muzeum - to uczelnia 
przemysłowa nietylko dla przemysłowca. rzemieślnika, 
lecz dla społeczeństwa całego. 
Nie można tu mówić o programie ścisłym, opar- 
tym na wytkniętych i ustalonych punktach, jak to 
ma miejsce w szkołach zawodowych i ogólno kształ- 
cących. Jak życie jest zmienne i jego potrzeby, tak 
też zmienny być musi program pracy Muzeum. Dziś 
ten program wynika z konieczności uzupełnienia bra- 
ków, spowodowanych długoletnią wojną. 
Brak sił fachowych, szczególnie kierowniczych, w róż- 
nych gałęziach przemysłu dawał się odczuwać już przed 
wojną. Przyczynę tego zjawiska między innemi szukać 
należy w fakcie słabego uprzemysłowienia kraju. Bar- 
dziej zdolne i przedsiębiorcze jednostki, nie znajdując 
w kraju możności należytego wyszkolenia zawodowego, 
wędrowały za granicę, gdzie niejednokrotnie docho- 
dziły do stanowisk poważnych kierowniczych. Dziś zna- 
leść możemy w państwach europejskich i Ameryce 
w każdym dziale pracy przemysłowej bardzo tęgich 
fachowców Polaków. Myśmy natomiast sprowadzali 
kierowników Niemców i Czechów, którzy znajdowali 
u nas dobre dla siebie war
mki i wyjątkowo dobre 
 J 
traktowanie; inaczej bowiem obchodzono się z praco- I 
I 
wnikiem Polakiem, inaczej uważano obcego. Warunki 
wojenne nie tylko zmniejszyły i tak szczupły zastęp 
pracowników przemysłowych, lecz obniżyły też zna- 
cznie poziom wykształcenia zawodowego sił młodych. 
Brak szkół dopełniających w pierwszych latach wojny, 
nienależyte funkcjonowanie tych szkół w latach następnych wskutek zdezorganizowania życia spo- 
łecznego wogóle spowodowały, iż nowe zastępy sił zawodowych nie otrzymały nawet tego skrom- 
nego wykształcenia ogólnego i zawodowego, jakie posiadał przed wojną przeciętny wyzwalający 
się uczeń rzemieślniczy po odbytej przynajmniej 3-letniej praktyce u majstra lub w fabryce. 
Stosunki te zostały pogorszone faktem dopuszczania uczni rzemieślniczych, powoływanych do 
wojska, do egzaminu czeladniczego po 2-letniej praktyce zawodowej bez ukończenia szkoły do- 
pełniającej. Konieczność posługiwania się surogatami w wielu gałęziach przemysłu nie pozwoliła 
uczniowi zapoznać się z prawdziwym materjałem i właściwą techniką wykonania; posługiwanie się 
uczniem wreszcie przy robotach szablonowych uniemożliwiło systematyczne i wszechstronne za- 
znajomienie ucznia z jego zawodem. Dzisiejsza więc młodzież rzemieślnicza posiada w swoim wy- 
kształceniu ogromne braki, które należy urządzaniem programowych i racjonalnie prowadzonych 
kursów fachowych, tak praktycznych jak i teoretycznych, usuwać. Niektóre zawody szczególniej 


2 


11 ' 



'" 
'- 


" 


.... 


II 
. 


. 


L- 


.. 


J!III 


.. .... 


-.... 


M. MUZEUM IM. DR. ADRJANA BARANIECKIEGO W KRAKOWIE. 


9
>>>
pokrewne z przemysłem budowlanym wskutek zupełnego zastoju ruchu budowlanego przez szereg 
lat zupełnie nie kształciły sił nowych; można powiedzieć, że zawody te stopniowo wymierają. Do- 
brobyt wsi obok ciężkich warunków życia w mieście zmniejszył napływ uczni do pracowni prze- 
mysłowych; wobec czego cały szereg zawodów przemysłowych odczuwa dziś znaczny brak uczni, 
co odbije się ujemnie na danych gałęziach przemysłu już w najbliższych latach. Usuwanie tych 
braków powinno być jednym z najważniejszych zadań Muzeum w chwili dzisjejszej. 
Obok zawodowego kształcenia już ukwalifikowanych rzemieślników należy dążyć do zetknięcia 
się z młodzieżą szkół ogólno-kształcących, aby wpajać w nią zamiłowanie do pracy wytwórczej 
i skierowywać do zawodów praktycznych, hamując dążność do "karjery" urzedniczej. Odczyty, 
wykłady, umożliwienie zwiedzania zbiorów, udostępnienie w korzystaniu z biblioteki Muzeum, wresz- 
cie zajęcie się warsztatami przeznaczonemi dla młodzieży szkół średnich, powinno być środ- 
kiem do tego celu. Należy z radością już dziś podkreślić korzystny zwrot w tym kierunku; po- 
rzucanie szkół średnich nawet przez uczni wyższych klas, aby szukać szczęścia w pracy zawodo- 
wej-przemysłowej, nie jest już dziś wypadkiem rzadkim. 
Poza tą pracą, która posiada wyłącznie charakter pracy pedagogicnej, Muzeum nie może być 
obojętne na inne przejawy i potrzeby naszego życia przemysłowego i ogólno kulturalnego. Mu- 
zeum ma być czynnikiem pedagogicznym, podnoszącym kulturę naszego rzemieślnika, powodując 
wytwórczość i uszlachetniając ją. Dwa zadania, a zarazem jedno. 
Już. założyciel tej Instytucji Dr. Baraniecki te dwie myśli piastował - stwarzać przemysł w kraju 
i podnosić poczucie estetyczne naszego rzemieślnika. Było to zresztą w początkach drugiej po- 
łowy ubiegłego stulecia, kiedy zachód w szczególności Anglja przeżywała okres niebywałego do- 
tychczas rozwoju wielkiego przemysłu, kiedy przemysł drobny, nie dostosowany jeszcze do zmie- 
nionych form życia, walczył nierówną bronią z przemysłem fabrycznym. Społeczeństwo z trwogą 
ujrzało upadek sztuki rzemieślniczej, a nie mogąc widzieć istoty rzeczy z tak krótkiej perspe- 
ktywy czasu, starało się stwarzać przemysł artystyczny, jako odrębny od reszty świata przemysło- 
wego; niech powstaje przemysł fabryczny, bo jest wyrazem chwili, jest koniecznością dziejową, 
ale obok niego ma powstać dział zupełnie odrębny walczący poniekąd z pierwszym, - przemysł 
artystyczny, negujący to co pierwszy daje. Tak było na zachodzie w połowie ubiegłego wieku, 
taka też walka powstała i u nas przed kilkunastu laty. Dziś tam IJastąpiło wzajemne zrozumie- 
nie się, i te ;dwie gałęzie wytwórczości stoją obok siebie, uzupełniając się i tworząc jednolitą 
całość, odpowiadającą dzisiejszemu ustosunkowaniu sił ekonomicznych społeczeństwa. Wojna' n!e- 
pozwoliła nam przejść normalną ewolucję tych zjawisk życiowych; zaledwie krystalizować się po- 
częły wyniki tego starcia, jak wojna wniosła w nasze życie ekonomiczne narazie zastój, a następ- 
nie rzuciła nas w wir życia rozbujałego na falach walk kapitału i pracy. Nie skończywszy pracy 
w jednym kierunku, społeczeństwo nasze staje w obliczu nowych zagadnień. Nie zaczynajmy 
jednak od początku, cofnijmy się myślą do czasów podobnych życia ekonomicznego zachodu, 
przyjrzyjmy się zagranicy, dostosujmy się do potrzeb dzisiejszych kraju, a skrócimy doświadcze- 
nia własne. Z tych dwóch zadań, o których przed chwilą wspomniałem, wyrośnie jedno - dąż n ość 
d o u p r z e m y s ł o w i e n i akr a j u n a p o d s t a w a c h r a c j o n a I n i e p o jęt e j w y t w ó r- 
c Z o Ś c i. Niema gałęzi przemysłu, gdzieby poczucie estetyczne nie znalazło dla siebie miejsca; 
nie możemy ślepo wracać do sposobów produkcji dawnej, lecz iść naprzód, przyjmować to, co 
nam genjusz ludzkości daje, i szukać rozwiązań najlepszych, najbardziej celowych i najbardziej 
odpowiadających dzisiejszym naszym potrzebom. 
A środki? Prócz kursów wszelkiego rodzaju, tak zawodowych jak i ogólno kształcących.. od- 
czytów, wykładów, wystaw, o czem już wspomniano poprzednio, środkami, zdążającymi do po- 
wyższych celów, ma być rozwinięty należycie dział wydawniczy, porada techniczna i artystyczna, 
jak najszersze udogodnienia w korzystaniu z warsztatów, bibljoteki i zbiorów Muzeum. 


10
>>>
Osiągnąć jednak rezultat będzie można tylko przy ścisłem współdziałaniu ze sferami potrze- 
bującemi tej pomocy oraz z instytucjami i poszczególnemi jednostkami, dla których dzisiejsza 
działalność Muzeum nie będzie obojętną. EUGENIUSZ TOR. 


OD MARZENIA DO RZECZYWISTOŚCI. 


Pierwszym w Europie apostołem idei podniesienia moralnego i społecznego człowieka przez Piękno 
wcielone w życie był J o h n R u s kin. W Ruskinie skojarzyło się natchnienie artysty z fanatyczną 
żarliwością apostoła, wrodzona miłość piękna z retoryką kaznodziei i moralisty. On to pierwszy 
rzucił moralnej i społecznej brzydocie współczesnego świata rękawicę i dał niewolnikowi maszyny 
piękną utopię, tęskne i bolesne marzenie o wcieleniu Piękna w życie, o powrocie do natury, 
o pożyciu z Pięknem, ze sztuką - wszystkich i wielkich i małych, boga- 
t y c h i b i e d n y c h . . . Był estetykiem, uczonym, krytykiem, badaczem, lecz przedewszystkiem 
b y ł g e n i a I n y m a g i t a t o r e m kult u P i ę k n a w ś ród s z e rok i c h m a s I u d o w y c h. 
Władał równie biegle żywem słowem, jak piórem. I dlatego to udało mu się zdobyć dla swej nowej 
religii piękna gorących wyznawców, ludzi, obdarzonych zdolnością czynu. A choć oni poszli dalej 
własnemi drogami, to jednak duchowym ojcem ich był John Ruskin. W ten sposób stał się on także 
istotnym duchowym ojcem całego tego ruchu w Europie w ostatnich kilku dziesiątkach lat, który 
miał za cel wyrwanie Piękna z dusznych galerji, muzeów i pałaców i przeniesienie go w ż y c i e 
mas, na ulicę, do mieszczańskiego i robotnicze"go domu i mieszkania, do 
teatrów, szkół, klubów, domów ludowych, - czy to we formie architektury no- 
wożytnej, o d p o w i a d aj ą c e j d u c h o w i c z a s u i wszystkim dlatego zrozumiałej i dostępnej, 
czy też we formie pięknego sprzętu, naczynia lub książki, której treść byłaby zgodną z jej szatą 
i piękną, lecz przedewszystkiem w b u d o w i e n o w o ż Y t n y c h miast, w którychby sama p r z y- 
r o d a i d o b r y s m a kko jar z y ł y s i ę z w y m a g a n i a m i h y g i e n y i p o ż Y t ku. Rus- 
kin to pierwszy w Europie rzucił hasło walki z ohydnym szablonem w zabudowywaniu nowo- 
żytnych miast, tych istotnych cmentarzysk Piękna i zarazem grobów zdrowia i życia mas ludu 
pracującego. On także wypowiedział pierwszy walkę przemysłowi fabrycznemu, całej nowoczes- 
nej tandetnej produkcji maszynowej, lichej i pozbawionej smaku - i współczesnej architektu- 
rze, t. zw. koszarowej, a częściej jeszcze odziewającej swą nędzę w strzępy stylów historycznych. 
Jego to myśl zrodziła ide
 harmonijnego, celowego i indywidualnego wnętrza, domu i mieszka- 
nia, zgodnego ze sposobem myślenia i życiem człowieka nowożytnego. On też zwrócił uwagę 
twórców na wartość dekoracyjną żywej przyrody, zwłaszcza świata roślinnego, na linję liścia 
kwiatu, jako ornamentu, i na zastosowanie naturalnej, czystej i żywej barwy w dekoracji. 
I wiele, wiele jeszcze możnaby wymienić myśli i drogocennych wskazań, które współczesny 
zastęp pracowników na polu wcielenia Piękna w codzienne życie mas ludu zawdzięcza Ruskinowi. 
Najgorliwszym uczniem Ruskina i propagatorem jego idei, stwierdzającym je czynem, był rów- 
nież anglik, jak Ruskin, W i II i a m M o r r i s. Sam wielki artysta i tak wszechstronny, że godzien, 
by go postawić obok wielkich twórców z epoki Odrodzenia, był założycielem pierwszych w An- 
glii, i w świecie, warstatów artystycznego rękodzieła, t. zw. Morris-Company 
(w r. 1861). William Morris przejął od Ruskina jego wielkie ideje i cele, ową religję Piękna 
w codziennem życiu szarego człowieka. Droga jednak, którą poszedł, była jego własną. Był po- 
etą, budowniczym, malarzem, stolarzem, drukarzem i introligatorem, a także, jak jego mistrz, 
niestrudzonym agitatorem idei u s z I a c h e t n i e n i a c z ł o w i ek a p r z e z p r a c ę i p r z e z k u I t 
P i ę k n a, w c i e lon y w ż y c i e i o t o c z e n i e. Lecz William Morris miał wybitny zmysł prakty- 


11
>>>
czny i dzięki temu umiał ideje Ruskina urzeczywistnić, dobrawszy sobie dzielnych i utalentowa- 
nych współpracowników, takich jak Burne Jones, Ford Maddox Brown, Dante Ga- 
b r y e I R o s e t t i, a przedewszystkiem Wal t e r C r a n e, z wymienionych najczynniejszy . Byli to 
wszystko artyści, zgrupowani w bratnim towarzystwie "p r a e r a p h a e I i t ó w". Sami oni byli wy- 
konawcami własnych projektów. Z pod ich rąk wychodziły: witraże, tkaniny, sprzęt domowy, 
tapety, wyroby ceramiczne, ryciny, książki i oprawy książek, a wszystko to jako oryginalne i wzo- 
rowe dzieła sztuki, stwierdzające zasadę, że każdy przedmiot, każdy sprzęt - tak zbytkowi, jak 
powszechnemu pożytkowi służący może być dziełem sztuki, jeśli ręką jego wykonawcy kieruje 
swobodnie indywidualna i estetycznie wykształcona myśl. 
Najogólniejszą zasadą, z której twórcy ci wyszli, była idea Ruskina : p o d n i e s i e n i e k u I t u- 
r a I n e, m o r a I n e i s p o ł e c z n e s z a r e g o c z ł o w i e k a p r z e z w p r o wad z e n i e w j e g o 
ż y c i e c o d z i e n n e i w j e g o p r a c ę P i ę k n a, - więc: przez dyscyplinę estetyczną do uszla- 
chetnienia rodzaju ludzkiego..... Środkiem do tego celu miało być zerwanie z szablonową 
produkcją maszynową i powrót do r ę k o d z i e ł a, które jedynie przywrócić zdolne życiu ludz- 
kiemu to zdrowie i indywidualne piękno, którem się ono niegdyś cieszyło, a które współczesny 
rozwój kapitalizmu i w jego usługach pracującej produkcji fabrycznej do cna zabił. Tylko tego 
piękna strzępy i niedobitki patrzą dziś na nas z ruin Akropolu, z gotyckich murów odwiecznych 
katedr, ruin zamków średniowiecznych, lub szukać go dziś musimy po muzeach, sami otoczeni 
wkoło ohydnym blichtrem i surogatem Piękna, pośród dymnych miast, zabudowanych kosza- 
rami, więzieniami i klatkami na ludzi, odziewającemi się często, jakgdyby na urągowisko, strzę- 
pami minionych świetności, zlepkami stylów historycznych, niby żebracy, przybrani w czerwony 
perkal lub papier, imitujący królewską purpurę. I dalej: dom, jego otoczenie i mieszkanie, 
w które m żyje człowiek, winno być w i e r n y m o b r a z e m j e g o i n d y w i d u a I n o ś c i, 
p o w i n n o h a r m o n i z o wać z j e g o d u s z ą i ż y c i e m, a zarazem powinno działać na 
niego p r z y c i ą g a j ą c o i u s z I a c h e t n i aj ą c o. Lecz do takiego pojmowania swego miesz- 
kania i otoczenia, a zarazem do uczuwania potrzeby Piękna w codziennem życiu należy dopiero 
człowieka przygotować i wychować, czyli dać mu ową estetyczną dyscyplinę.... . 
Jednym z głównych sposobów rozbudzenia wśród szerokich mas ludu potrzeby piękna w ży- 
ciu miało być właśnie odrodzenie k u I t u d I a p r a c y r ę c z n e j, jako jedynie estetycznej, pię- 
knej, twórczej i uszlachetniającej człowieka; dalej: obowiązkowa n a u kar y s u n k u i projek- 
towania w szkołach zawodowych i warstatach - i wreszcie: poważnie pojmowany i rozbudzony 
d y I e n t a n t y z m w rękodziele artystycznem (hafciarstwo, tkactwo, introligatorstwo, ceramika itp.) 
Ważnym środkiem agitacyjnym w ręku każdego reformatora była zawsze i będzie k s i ą ż k a. 
Ona to bowiem wciska się najłatwiej i najrychlej We wszelkie warstwy społeczne i zdobywa no- 
wym idejom zastępy zwolenników. Dlatego też książce poświęcili angielscy reformatorzy wiele 
uwagi i pracy. Wybitne są zwłaszcza zasługi na polu drukarstwa i zdobnictwa książki W. Morrisa 
i Waltera Crane. Morris nawiązuje w swych pracach do pierwszych i najpiękniejszych po dzień 
dzisiejszy druków z epoki tuż po wynalezieniu druku przez Gutenberga i tworzy nowy typ 
czcionki łacińskiej, prostej a działającej dekoracyjnie - i układ, uwzględniający stosunek zadru- 
kowanej części papieru do części wolnej od druku, jako stosunek dekoracyjnego oddziaływania 
czarnej i białej plamy. 
Wal t e r C r a n e rozwija jego myśl dalej i rozgranicza ściśle illustrację, związaną z treścią 
tekstu - od dekoracji, która ma nadawać całej książce jeden ogólny i zasadniczy ton, przyczem 
żąda traktowania ozdoby drukarskiej jako t. zw. ornamentu płaskiego. Walter Crane z Morrisem 
wykonują cały szereg illustracyj książkowych, traktowanych ściśle dekoracyjnie, ożywiając niemi 
tradycje dawnych mistrzów d r z e w o r y t u, zwłaszcza Diirera i Łukasza Cranacha, których dzieła 
za szczyt graficznej twórczości uważali. 


12
>>>
W. Morris sam składał swe druki i sam wiązał je i oprawiał w księgi, - to też są one do dziś 
klasycznymi i niedoścignionymi wzorami. 
Jak u Ruskina, tak i u Morrisa i W. Crane idea odrodzenia rękodzieła i walki z bezduszną 
produkcją maszynową łączyła się z ideą wal k i z k a p i t a I i z m e m i r e f o r m y s o c j a I n e j. 
W związku z tą właśnie ideą założył jeden z wpółpracowników Morrisa, C. R. A s h b e e, 
związek kooperatywny robotniczy w Anglii, którego zadaniem była organizacja pracy ręcznej, 
a który do dzisiejszego dnia pod tą samą nazwą "G u i I d o f H a n d i c r a f t" istnieje. Zasadą 
szkoły i warstatów Ashbeego jest: nigdy niczego w dziele nie naśladować; każda treść powinna 
mieć swoją własną formę, czyli że każda rzecz użytku zawiera już w samem swem naznaczeniu 
własne możliwości piękna i wskazania dla formy jej i ozdoby. 
Ideje, głoszone przez Ruskina i jego pierwszych angielskich wyznawców i współpracowników 
przetrwały już próbę czasu. Okazało się, że nie była to jeno piękna utopia garści poetów i ma- 
rzycieli, lecz wiele z idei tych było wyrazem rzeczywistych tęsknot i potrzeb epoki i zawierało 
w sobie wszelkie możliwości realizacji, tern więcej, że ,ludzie, którzy tym ideom życie swe od- 
dali, byli ludźmi czynu i szczerego talentu. Więc też ruch uszlachetnienia człowieka przez pracę 
ręczną i przez wcielenie Piękna w jego życie codzienne rozwinął się wkrótce w Anglii i prze- 
szedł też na stały ląd starej Europy. 
Ruch ten od czasu pierwszego posiewu przez Ruskina do naszych dni przeszedł jednak nie 
małą ewolucję. Przedewszystkiem żywiołowa nienawiść maszyny, głoszona przez Ruskina i praera- 
faelitów musiała być prędzej czy póżniej przezwyciężoną na korzyść istotnych wymagań ducha 
czasu i rzeczywistej demokratyzacji piękna. 
Zastąpienie maszyny pracą ręczną byłoby cofnięciem się człowieka o całą nowożytną erę wstecz, 
było nieł:n0żliwością, utopią; w ten sposób idea d e m o kra t y z 
 c j i p i ę k n a w myśl ha- 
seł Ruskina i Morrisa musiałaby pozostać na zawsze w sferze niemożliwych do spełnienia ma- 
rzeń i pragnień, dzieła zaś rąk ludzkich, wykonane po myśli tych pierwszych proroków nowej 
religji pożycia człowieka z Pięknem, byłyby dostępne właśnie, i tylko, tym niewielu wśród ludzi 
szczęśliwcom, którym i tak Sztuka od wieków życie uprzyjemnia. Bowiem dzieło ręki ludzkiej 
musiałoby dla szerokich mas ludu pozostać z a d r o g i e m i n i e d o s t ę P n e m - w o b e c 
b e z p o rów n a n i a t a ń s z e j p r o d u k c j i m a s z y n o w e j. 
Należało więc znaleść wyjście z konfliktu pomiędzy ideą a wymaganiami postępu i demokra- 
tycznego ducha naszych dni. Tego zadania podjął się w ostatnich przed Wielką wojną dwu dzie- . 
siątkach lat działający Lelgijczyk Van d e Vel d e, a oprócz niego pokaźna grupa architektów 
i artystów zwłaszcza w Niemczech (H. Muthesius, Herman Obrist, Otto Eckmann, Pankok. 
Riemerschmied, Szmutz-Baudis; grupa artystów z warstatów w Oannstadt: Piotr Behrens, Jan 
Christiansen, wiedeński architekt Olbrich, Wagner i w. i.); we Francji (Emil Galle, Lalique) i w Szwe- 
cji. Hasłem tych już zupełnie nowożytnych i praktycznych pionierów ruchu jest: u s z I a c h e- 
t n i ć p r o d u k c j ę m a s z y n o w ą. u m o r a I n i ć j ą, wyrwać ją z zaczarowanego koła pre- 
tensjonalnych i nudnych szablonów, zmusić producentów, by zamiast krzykliwej i lichej tandety 
wytwarzali przedmioty proste, celowe i uczciwe, a tern samem i piękne. 
Na cały wymieniony kierunek w dobie ostatniej decydujący wywarł wpływ wspomniany H e n- 
r y k Van d e Vel d e, najwybitniejszy dziś pionier zmodernizowanych idei Ruskina i Morrisa. 
Van d e Vel d e jest wyznawcą w sztuce r o z s ą d k u, c e I o w o Ś c i i log i k i. Artysta to 
niezmiernie wszechstronny i płodny, niezwykle ruchliwy umysł, świetny teoretyk i pisarz. Jak 
Morris, Walter Crane i niektórzy z "praeraphaelitów", jest i Henryk Van de Velde socjalistą, 
i tak, jak oni, i on wyznaje zasadę, że Sztuka ma przed sobą ważne zadanie wychowawcze 
i społeczne do spełnienia, a to: uszlachetnienie człowieka przez w p r o wad z e n i e w j e g o 
Ż y c i e c o d z i e n n e s t a ł e g o d o p ł y w u e s t e t y c z n y c h c z y s t Y c h w z r u s z e ń. 


. 


13 


-
>>>
.. 


. 


Przy tern wszystkiem jest on jednak na wskróś człowiekiem naszej epoki, trzeźwym i konsekwen- 
tnym intelektualistą, dalekim od poetyckiego marzycielstwa Ruskina, Morrisa, Cranea lub Ash- 
beego. Van de Velde raczej wyprzedza naszą epokę i należy do rodzaju tych, którzy tworzą 
n o w ą e p o k ę k u I t u r a I n e g o r o z woj u c z ł o w i e k a. Jest on wyznawcą k u I t u r y 
m a s z y n o w e j. Do przeszłości i tradycji odnosi się Van de Velde z niechęcią, nie pozba- 
wioną nawet pewnego doktrynerstwa. Ideałem jego w architekturze i konstrukcji sprzętu jest 
ś c i s ł a c e I o w ość i log i k a, p r a w a k o n s t r u k c j i p o n a d w y m a g a n i a m i d e- 
. 
kor a c y j n o ś c i. Jest on zdania, że warunkom piękna stało się już zadość w dziele, w któ- 
rem wypełnione zostały wymagania celowości i kon;:;trukcji. W s z e I k i o r n a m e n t z e- 
w n ę t r z n y u waż a Van d e Vel d e z a z b ę d n y, jak o n i e o r g a n i c z n y w s t o- 
s u n k u d o k o n s t r u k c j i. 
Drugiem jego żądaniem jest, aby każdy sprzęt czy przedmiot rozkoszy, tak był pomyślany, by 
mógł być p o w i e I a n y p r z y p o m o c y m a s z y n y i s t a ł s i ę w t e n s p o s ó b d o s t ę- 
P n Y m s z e rok i e m u o g ó ł o w i. Zdaniem jego produkcja maszynowa, byleby tylko należycie 
kierowana i wyzyskana, może dać ludziom rzeczy równie piękne, jak twórczość rąk ludzkich. 
Cechą pomysłów i dzieł Van de Velde'a, jako twórcy, jest przedewszystkiem harmonja po- 
między formą a materjałem i celem, a następnie ścisła logika i solidność w konstrukcji, które 
on przejął od twórców angielskich. Van de Velde gardzi wszelkim ornamentem figuralnym i zmy- 
słowym, a poszukuje p i ę k n a w s a m y m I i m a t e r j a I e i w m o ż I i w i e p r o s t e j i c e- 
l o w e j I i n j i. Wrażenie estetyczne, jakiego on żąda od wnętrza, powinno być rezultatem od- 
powiedniego zespolenia ze sobą poszczególnych, wypełniających wnętrze części; charakter zaś 
ogólny nadaje mieszkaniu indywidualny wybór. 
Droga więc, jaką odbyły ideje Ruskina od pierwszego ich posiewu w Anglii aż do naszych 
dni, więc do ich zmodernizowania, pogodzenia z duchem czasu i zrealizowania przez Henryka 
Van de Velde, najwybitniejszego i zarazem najbardziej typowego tych nowych dążeń w Ruski- 
nowskiej religji Piękna przedstawiciela, określićby można jako drogę: o d m a r z e n i a d o 
r z e c z y w i s t o ś c i. 
Ruskin i jego pierwsi wyznawcy zwalczali bezwzględnie produkcję maszynową i usiłowali 
wskrzesić tradycję rękodzieła. Lecz w biegu kilku dziesiątków lat propagandy i wysiłków reali- 
zacji tych ideji okazało się. że to co zginęło, wskrzesić się już nie da; że produkcja maszynowa 
jako tańsza, musiała zwyciężyć rękodzieło w związku z ogólnym rozwojem stosunków ekonomi- 
cznych w Europie. Czas nie powraca... I ta myśl pobudziła społecznie czującego i logicznie my- 
ślącego Van de Velde, do pogodzenia się z tern, co się już cofnąć nie da. Że myśl jego i tych 
wyznawców ideji Ruskina i Morrisa, którzy poszli za Van de Veldem, jest jedynie trafna i zdrowa, 
dowodem tego już nie małe rezultaty, osiągnięte w ostatnich przed Wojną latach w dziedzinie 
produkcji fabrycznej - przedewszystkiem w Niemczech. PRZECŁAW SMOLIK 
. 


. 
I 
j 


. 


er 
OPRAWY INTROLIGATORA KRAKOWSKIEGO 
KAS PRA RAJ MA NA (STARSZY) 1566-1600. 


Rozpoczęte przez nas badania dawnych opraw introligatorskich rękopisów i druków, znajdu- 
jących się w archiwach i bibljotekach polskich, wywołały odgłos w zajęciu się tą sprawą przez 
innych badaczy. W "Zapiskach muzealnych" Towarzystwa muzealnego w Poznaniu, z. II - III 
z r. 1918, ukazała się ostatnio praca Dra Dobrzyńskiej-Rybickiej p. t. "Dwie wielkopolskie bi- 


14 


..............-
>>>
. 


bljoteki klasztorne". Praca ta zajmuje się oprawami dawne mi księgozbioru dwóch klasztorów: 
Bernardynów w Kazimierzu biskupim i Reformatów w Woźnikach, ofiarowanych przez Mielżyń- 
skich bibljotece Tow. Prz. Nauk w Poznaniu. Aczkolwiek jest przedwczesną jeszcze rzeczą roz- 
dzielać zdobnictwo introligatorskie polskie na okresy chronologiczne, które w tej pracy są po- 
stawione - choćby nawet z tern otwartem zastrzeżeniem autorki, że "trzeba jednakże od jakichś 
hipotez rozpocząć", to jednak praca powyższa o oprawach dawnych tych 2-ch bibljotek jest 
pożyteczna zwłaszcza, że podaje dużo podobizn opraw i nie jedno słuszne i trwałe spostrzeże- 
nie. Ujemnem w niej jest to, że autorka przyjmuje bez zastrzeżeń fantazje o istnieniu introligato- 
rów i ich oprawach, jakie Dr. W. Wisłocki wytworzył w swojej pracy: Incunabula typographica 
Bibl. Univ. JagielI. Kraków 1900. Stwarza np. na podstawie Wisłockiego, między innymi, taki dzi- 
woląg: "Ruchliwy introligator krakowski, Mikołaj Procopiades Szadkowski, pracujący od r. 1504, 
stemplował księgi przez siebie oprawiane orłem dwugłowym z literą 5- lub N.". Otóż, introli- 
gatora krak. Mikołaja syna Prokopa z 5zadka (Szadkowskiego) nigdy nie było, był to bowiem 
astrolog Dr i profesor teologii i rektor Uniwersytetu JagielI. Wisłocki zrobił go faktycznym in- 
troligatorem krak. dlatego, że na oprawach dzieł, które w swojej bibljotece posiadał, jest taki 
orzeł wyciśnięty, chociaż Mikołaj z Szadka miał godło swoje pieczętne inne. Tą drogą badania 
nad dawnemi oprawami polskiemi iść nie mogą, a na szkodliwość fantazyj Wisłockiego, niestety 
bardzo licznych, zawartych w tej sprawie w jego "lncunabula", zwracaliśmy niejednokrotnie; ka- 
żdy zajmujący się badaniami opraw polskich, powinien tej książki unikać w oznaczaniu warszta- 
4 tów, z których oprawy wychodzić miały. Oprawami druków i rękopisów zajmować się mógł 
tylko cech introligatorski, tj. fachowi introligatorzy, w swoich warsztatach, oni mieli przecież, jak 
każde inne rzemiosło, swoje wyłączne statuty, przywileje, przepisy. Nikt inny tego rzemiosła wy- 
konywać nie miał prawa. Jeżeli to robił, to był "partaczem", "sturarzem", "przeszkodnikiem " , 
ścigany przez prawo i cech. Nawet mistrz cechowy, który otrzymał od króla osobny przywilej 
dla siebie, uwalniający go od przepisów cechowych, t. zw. serwitorjat królewski, był przez cech 
źle widziany, bojkotowany niemal. Dr. W. Wisłocki porobił jednak introligatorami wszystkich 
niemal profesorów Uniwer. krakowskiego, scholarów, bedellów i t. p. i nimi całą swą pracę 
o inkunabułach Bibljoteki Jagiellońskiej zachwaścił. Prawda, że badania dawnych opraw opierać 
się głównie muszą na określeniu cech i artystycznych znamion, wyprowadzonych ze samych za- 
chowanych opraw. Trzeba więc bardzo wiele, oprócz innych znajomości, porównawczego mate- 
rjału zestawić, ażeby móc oznaczyć charakterystyczne cechy i typy opraw polskich, oznaczyć 
ich warsztat i czas wykonania. Walną pomocą do takich zagadnień będą wiadomości archi- 
walne, które niezbicie wykażą - oparte na współczesnych zapiskach - że oprawa tej lub in- 
nej książki czy rękopisu wykonaną została w warsztacie tego czy innego introligatora. Tu znów 
w pierwszej linji możemy się spodziewać mniej lub więcej szczegółowych wiadomości źródłowych 
w takich instytucjach, które musiały wiele druków czy rękopisów dla siebie oprawiać, a zatem 
w następstwie wydatki ponosić i zapisywać je w swoich księgach rachunkowych. Instytucjami 
takiemi są dawne władze i urzędy publiczne. Ich rachunki z wydatków dochowały się wraz z ich 
archiwami, zatem tam znaleść się powinny i znajdują rzeczywiście wiadomości, kto owe akta 
tej instytucji oprawiał, jakiego warsztatu introligatorskiego są dziełem a zatem, jakie miał ten war- 
sztat poszczególne znamiona opraw, które przy badaniu opraw innych zbiorów archiwalnych 
i bibljotecznych dałyby się wykazać lub ich podobieństwo czy oddziaływanie wyprowadzić. 
Do tego rodzaju badania typów opraw podaję wiadomości o oprawach introligatora krakow- 
skiego z drugiej połowy XVI-go w. K a s p r a Raj m a n a (starszego), który oprawiał księgi miej- 
skie krakowskie, a wydatki za te oprawy zapisane są w rachunkach miejskich. Oprawione 
przez K. Rajmana akta miejskie, jak i wydatki na te oprawy, dochowały się w Archiwum aktów 
m. Krakowa. 


15
>>>
. 


Kasper Rajman (starszy)!), - którego nazwisko pisane jest w różny sposób: Casper Raiman,. 
Rayman, Reyman - przyszedł do Krakowa już jako mistrz introligatorski (librorum compactor) 
w r. 1566 z Libentalu 2 , miejscowości na Śląsku w obwodzie lignickim i dnia 8 marca t. r. otrzymał 
prawo miejskie krakowskie, bez którego żaden rzemieślnik nie mógł w mieście wykonywać swej 
pracy. Ślązak z pochodzenia pozostawał w Krakowie w stosunkach ze Śląskiem i miastem swojem 
rodzinnem Libentalem. W r. 1566 dnia 22 maja daje przed aktami rektorskimi Uniwersytetu krak. 
wraz z Błażejem Hortulane
, krakowskim mistrzem introligatorskim, rękojmię za Krzysztofa z Nisy, 
kanonika wrocławskiego 3 ); do swojego warsztatu na naukę sztuki introligatorskiej przyjmuje głó- 
wnie młodzieńców z Libentalu: w r. 1575 Hanusza Wernera, którego wyzwala ("spuszcza") na 
towarzysza w r. 1579, w r. 1582 ujednał chłopca Krzysztofa z Libentalu i Henryka Waynera 
z Wrocławia, syna mistrzowskiego kunsztu introligatorskiego. Musiał być także w jakichś bliż- 
szych stosunkach z duchownymi, bo oprócz powyższej poręki za kanonika wrocławskiego, w r. 
1569 ujednał sobie do warsztatu chłopca Alexego z Warzyna kapituły kanoników krakowskich 4 ),. 
który to Alexy Warzyński był później 
 r. 1590 mistrzem i starszym cechu introligatorów kra- 
kowskich wraz z Kasprem Rajmanem. Kasper Rajman po przybyciu do Krakowa został nie- 
bawem stąrszym mistrzem cechu introligatorskiego krakowskiego i on to głównie przyczynił się 
do tego, że rajcy krakowscy zatwierdzili w r. 1567 dnia 10 stycznia statuta cechowi krakow- 
skiemuS), które są naj starszymi znanymi statutami introligatorów krak.; poprzednie z w. XIV czy 
XV, które niewątpliwie były, nie zachowały się. Jak rozpoczął Kasper Rajman swoją działalność 
w cechu sprawą artykułów cechowych, tak tą samą sprawą zakoilczył swój stosunek do cechu. 
W roku bowiem 1591 w niedzielę piątą po Wielkiej Nocy (19 maja) była "schadzka" starszych 
i młodszych mistrzów introligatorskich krak., na której uczyniono skargę na Kaspra Rajmana, że 
"nie stoi przy porządkach cechowych". K. Rajman odpowiedział im, że przy porządkach cechu 
stoi, które mamy od "Rady krakowskiej, których też on sam jest f u n d a t o r e m", ale także nie 
odstąpi "listu króla Jego Miłości". I znowóż jeszcze w r. 1593 "w pierwszą niedzielę po nowem 
lecie" pytali "Caspra Rajmana, czy pozostaje przy porządkach od Rady danych"? Odpowie- 
dział: "iże nie chce odstąpić niwczem przywileju króla JMci j e m u danego, który przywilej jest 
przeciwko prawom naszym". Chodziło tu o to, że Kasper Rajman otrzymał od króla (około 
r. 1591) tzw. przywilej serwitorjatu którym król wyjmował go z pod iurysdykcji i porządków ce- 
chowych, biorąc pod swoją opiekę i dozwalając dalej rzemiosło prawnie wykonywać. Krakowscy 
introligatorowie tego uznać nie chcieli i domagali się, aby Rajman " odstąpił listu króla JMci",. 
a gdy tenże tego uczynić nie chciał, na tej samej "schadzce" w r. 1593 "wszyscy mistrzowie tak 
starsi jako i młodsi powiedzieli, że o jego towarzyszach i uczniach, które będzie chował prze- 
ciw prawom naszym, nie chcą nic wiedzieć, ani mu żadnych porządków cechowych dawać"6). 
Niema też odtąd w księdze cechowej krakowskiej żadnej wzmianki o Kasprze Rajmanie (star- 
szym), który zdaje się umarł około r. 1603 - a z pewnością przed grudniem 1606 roku, ponie- 
waż w tym czasie syn jego Kasper Rajman (młodszy) wyzwala się na towarzysza introligator- 
skiego - po trzechletniej nauce (od 1603 r.)? u Jana Mielczowskiego, mistrza krakowskiego 
a ojczyma 8 ) swego. 


"1) Kasper Raiman młodszy - ti. syn, był również introligatorem krak. i po śmierci ojca również oprawiał akta dla miasta. O tym 
Raimanie młodszym teraz nie mówimy. 
2) Liber iuris civilis Crac. 
3) Acta rectoralia t. II, nr. 483. 
ł) Regestr główny bractwa introligatorskiego, w Archiwum m. Krakowa, A/D 167. 
S) Prawa i przywileje m. Krakowa t. II, str. 1298 i nstp. 
6) Rękopis i. w. AlD 167, str. 169, 171. 
'1) Regiestr główny spraw towarzyskich w Archiwum, a. d. m. Krakowa A/D 169. 
ti) Rękopis: A/D 167, str. 143 - pod r. 1608 zapisany jako towarzysz. 


16
>>>
[ 


'. 


Również i praca warsztatowa Kaspra Rajmana ustaje - jak zobaczymy - około tego czasu, 
z końcem XVI wieku (1599). 
Jak wspomnieliśmy Kasper Rajman oprawiał akta (księgi) miejskie krakowskie a wydatki na 
te oprawy zapisane są w dziale t. z. wydatków na ratusz (praetorii necessaria) budżetu każdo- 
rocznego. W księdze dochodów i rozchodów miejskich z r. 1587 l) zapisano na końcu II półro- 
cza, że zapłacono za oprawę tejże księgi Kasprowi Rajmanowi gr. 13 2 ). W r. następnym {1588 
d. 20 paźdz.) za oprawę ksiąg plenipotencyj i regestru dochodów i wydatków tegoż roku, d. 31 
grudnia za oprawę księgi radzieckiej krak. z r. 1587 i 1588 3 ). Podobne wydatki na oprawę róż- 
nych ksiąg miejskich, przez Kaspra Rajmana oprawianych, znajdujemy zapisane w regestrach 
rachunkowych z lat następnych. . 
Niema potrzeby przytaczać ich tu wszystkich. Ostatnią pozycję znajdujemy w regestrze wydat- 
ków na rok 15994) pod dniem 10 kwietnia: "P. Kasprowi Raymanowi introligatorowi od wią- 
zania czworga ksiąg regałowego papieru na Acta Consularia mrc. 1 gr. 12". W następnych 
miesiącach niema już wzmianki o introligatorze Raymanie, a nawet 29 października 1599 roku 
zapisano wydatki na oprawę ksiąg miejskich dla innego introligatora krak. Stanisława Słoninki. 
K. Rajman przestał więc już w drugiej połowie r. 1599 oprawiać akta dla miasta. 
Wydatki na oprawy ksiąg miejskich, wykonane przez Kaspra Rajmana, są o tyle s
czegółowo 
w regestrach zapisane, że można według przytoczonych w zapiskach tytułów wskazać dzisiaj z całą 
dokładnością te księgi, przechowane w Archiwum m. Krakowa, co potwierdza jeszcze ich ze- 
wnętrzna szata, t. j. taka sama u wszystkich oprawa i stemple introligatorskie użyte do jej ozdo- 
bienia. 
Typ opraw ksiąg miejskich, wykonanych przez Kaspra Rajmana, przedstawia ryc. 2. 
Jest to oprawa tekturowa, obciągnięta skórą cielęcą, brunatno zafarbowaną, wysoko 33 cm., 
szer. 20 1 12 cm. Brzegi oprawy mają a) ramkę, wytłoczoną filetem o środkowem zagłębieniu szersze m 
i jednem po bokach węższem, na samym zewnętrznym skraju oprawy jest jeszcze jedno wgłębie- 
ni
. W tej ramce zewnętrznej jest druga b) ramka (w kierunku dośrodkowym) o szerokości 2cm., 
wypełniona odciskami wypukłymi, przedstawiającymi: Muzy. Każda z tych postaci, przedstawiona 
jest prawie po kolana, nad głową każdej ornament roślinny, na kształt baldachimu na dwie strony 
rozłożony, u dołu postaci tabliczka ze skróconym napisem. Wysokość tych postaci wraz z orna- 
mentem i tabliczką wynosi: 4 cm., szerokość 2 cm. Postaci tych jest pięć, z tych cztery żeńskie 
a jedna męska. Idą w tym porządku: 1) z podpisem * TAR * = Tarpsychora grająca na har- 
fie, 2) * POLI * = Polichymnja, grająca na basetli, 3) * CALI * = Kalljope trzyma w rękach 
rozłożony arkusz papieru (polinjowany, jakby z nutami) czy książkę, 4) postać młodzieńca, w stroju 
klasycznym, który gra (?) na flecie, napis pod nim skrócony: * EL T *, 5) postać znowu niewie- 
ścia, na wprost zwrócona z napisem: * EVT * a więc przedstawiająca Muzę: Euterpę. Po tej 
ostatniej przychodzi napowrót T erpsychora i t. d., czyli że ramka wyciśnięta jest radełkiem, 
z 5-cioma wymienionemi postaciami wyrytemi na jego obwodzie. 
Brzegi poziome tej ramki, czyli biegnące na szerokości oprawy, wypełnione są temiż figurami, 
mają jednak kierunek poziomy (bokiem leżące), choć w zasadzie powinny być tylko odciskane 
w linji pionowej, tj. wzdłuż wysokości oprawy. Ta rzekoma niewłaściwość nie była jednak rażącą, 
jeżeli pamiętać będziemy, że ówczesne oprawne druki i rękopisy nie były na półkach umieszczane 


') Regestrum perceptorum (et distributorum) a. 1587, nr. 1652. Archiwum m. Krakowa. 
2) Casparo Raiman introligatori a compactione praesentis rationis. gr. 13. 
S) Jest to dzisiaj nr. 450 Arch.. Acta consul. Cracov. anni 1587 et 1588. Wydatek na tę oprawę zapisany jest w regestrze r. 1588: 
Decembris 31. A religatione actorum consulariorum Cracoviensium anni 1587 et 1588, quae antea ob faciliorem inscriptionem saltem in 
simplic.i pargameno ligata fuerunt, data est Casparo Rayman introligatori marca l, gr. 12. 
4) Nr. rękopisu 1675. 


3 


17
>>>
grzbietami do widza, jak to dzisiaj jest w użyciu, lecz ułożone były poziomo całą swą powierz- 
chnią jedna na drugiej. Stąd też napisy tytułowe są odbite na powierzchni oprawy, a nie na 
grzbiecie oprawy, i stąd też, zwłaszcza na oprawach średniowiecznych, mamy guzy metalowe lub 
okucia narożników, które chroniły od zniszczenia, starcia, ozdobioną wyciskami powierzchnię 
oprawy. 
ej Trzecia ramka o takim samym, jak ramka przybrzeżna profilu, wgłąb wyciśnięta tym sa- 
mym filetem, w ogólnym kształcie także prostokątna, ma tylko od góry i od dołu, tymże filetem od- 
cięty pasek wolny, na którym wyciśnięty jest napis. Ta ramka, zbliżona do pola środkowego 
jest oczywiście mniejszą w powierzchni, niż ramka przybrzeżna. 
dJ Czwartą ramkę, biegnącą od trzeciej ku środkowi, również pro- 
stokątną, wypełnia wypukły ornament, złożony z medaljoników głów, 
oddzielony liściastym stylizowanym ornamentem. T en szlak wykonany 
jest radełkiem; głowy medaljoników, zamkniętych okrągłym, liścia- 
stym wieńcem (średn. 14 mm.) rysowane są w profilu; jeden me- 
daljonik przedstawia głowę z brodą i wąsami (profil w lewo) ryce- 
rza, z szyszakiem na niej i częścią zbroji koło szyji, drugi medaljonik 
pod ni
: głowa męska bez zarostu (profil w prawo) z długiemi wło- 
sami, spadającemi na kark w kędziorze, na ramionach kołnierz szuby, 
trzeci medaljonik jest taki sam, jak pierwszy; czwarty wreszcie przed- 
stawia (w profilu w prawo) głowę z brodą i wąsami, w czapce - 
raczej birecie, z pod którego w tyle głowy widać krótkie włosy, na 
ramionach kołnierz płaszcza. T e cztery medaljoniki powtarzają się 
w tym samym porządku, oddzielone są od siebie czy złączone, jak 
wspomnieliśmy, ornamentem roślinnym. Profile głów ułożone są na- 
przemian raz w lewo, raz w prawo Rysunek tego radełka zastosowany był do odcisków piono- 
nwych, w zdobnictwie oprawy, użyto go także w kierunku poziomym tj. w szerokości oprawy po- 
dobnie jak postąpiono z figurami w ramce drugiej. 
. 
Również introligator nie starał się ściśle o to, żeby medaljoniki, odciśnięte na jednem boku 
ramki miały w tej samej wysokości rozmieszczone medaljoniki na drugim boku równoległym ramki. 
Tylko boki ramki z przedstawieniami "Muz" mają zachowaną symetrję horyzontalną t. j. posta- 
cie figur umieszczone są w tej samej linji na bokach równoległych ramki. Są jednak inne oprawy, 
na których nie ma tej symetrji zachowanej. 
ej Następna ramka, mniejsza, tym samym filetem wykonana, jest w formie ta sama, co ramka 
trzecia. Obejmuje ona "pole" środkowe oprawy (prostokątne), którego środek wypełniony jest 
owalnym wieńcem, pionowo wzdłuż osi większej ułożonym. Wieniec (wys. 70 mm., szer. 53 mm.) 
jest z liści "laurowych", u góry i u dołu (na końcu osi większej) ma różyczkę, a na końcu osi 
mniejszej (poziomej) przewiązany jest na krzyż wstążeczką. Od wewnątrz wieńca biegnie w około 
pas z napisem, zaczynającym się od góry po prawej: FRVSTRA ** l) VIVIT ** QVI ** NE- 
MINI ** PRODEST ** 1 *2) 5 * 7 * 9 *. Ten wieniec wraz z napisem, w którym podany 
jest rok 1579 wykonania jego, stanowi jeden stempel. Pole środkowe tego stempla wypełniane 
. 
bywa przeważnie odciskiem jakiegoś herbu właściciela książki czy rękopisu (t. zw. superexlibris), 
lub pozostawione wolne. Taki stempel wieńca z napisem i r. 1579 bywa używany jeszcze na opra- 
wach wykonanych w XVII wieku. Na oprawie naszej środkowe pole tego stempla wypełnione j
st 
herbem m. Krakowa na tarczy późno renesansowej. 


-/ 


, 
 
" ;. 
 J ': :{ 
:l\1 
: I _
ll -. J-L, 
. -j ''''. R. I 
I ! ,)"'I'(j;i' 
\,! tle': 
" 


I 
, 


-. 


RYC. l. 


, 


l) Podwójna lilia heraldyczna. 
2) Poiedyncza lilia. 


18 


L
>>>
Resztę pola ostatniej ramki poza wlencem wypełniają symetrycznie ułożone odciski pojedyn- 
czych ornamentów (kwiatonów). T e ornamenta, wieniec i tarcza z herbem są odciśnięte na pod- 
kładzie złota, również złocony jest napis: REGESTRVM PERCEP-I TORVM I ANNII' 5 ' 8 . 7. 
Druga strona (tylna) oprawy jest tak ,samo ozdobiona jak strona przednia, napis na niej jest.tylko 
odmienny, stosownie do treści, miano- ,', ,7"_ _ _ _. .._ 
 --:- _. , 
wicie obejmuje wydatki: Regestrvm di- ł .. 
 .... 
. 

,
; '':'...i;;(1

'"'" - ;i;;.
' ......., _._ 
stribvtorvm a. 1587. (W rachunkach 
-':\:"':' 
,,

 '--f.ł 

¥ ... _ 
mie J 'skich krak. W y datki za p is y wano od 
..
, 

1

_



 ..... 
 . ,. I I " 
tyłu a dochody od przodu księgi). ł ''- 
1
 . : I
 S J'. "

:Fł.'Qa
f 
Grzbiet oprawy nie ma zdobień, tyl- j . 0.1, 
 
ko 5 wiązadeł (bind) sznurkowych (wy- I' 

 
,," 
''''
I 

:



ł:: r

:

:
 (

ś:mj)
 n

 I' " " 
,\
, j, 
wielką ilość stron (164). , l ' f
 
Oprócz wspomnianego powyżej wień- I 
 -. 
,( 
ca - można go nazwać: superexlibri- ' I iJ;.
; I i
 "- 
sowym - używa Kasper Rajman w swo- 4" .
... I 
... { 
ich O p rawach inne g o z na p isem: :. AL- l I I ... ! .. 
CIORA .'. TE:. NE :. SCRVTATVS '. i ł ' ! 
 '\1  
 T . ' 
 ; \ 
 . ". , ł 't !
 "(ł 
' 
.'. FVERIS :. SED :. QVAE:. PRAE-...... 1 .
 
CEPIT :. TIBI :. DOMINVS :. COGI- 
TA .'. ECCLESIASTI: 3. "1 '
\jI .r.:ft.s.. 
Wieniec ten jest również kształtu 
 ' 
owalnego (średn. 70 mm. X 52 mm.); 
 
na oprawach, w których używa wieńca 
superexlibrisowego z napisem ALCIO- 
RA . .. ramki figuralne znajdują się 
bliżej środka powierzchni oprawy, ram- 
ki zaś z medaljonikami przy brzegu 
oprawy. Nie można tego uważać je- 
dnak za jakiś typ, ponieważ introli- 
gator ówczesny uważał stemple zdo- 
bnicze, jakie miał w swojej pracowni, 
za materjał, którym ozdabiał powierz- 
chnię oprawy, według różnego zesta- I 
wienia, zachowując (w XVI wieku) tyl- l 
ko ogólny typ: podziału powierzchni 
oprawy na dośrodkowe - coraz mniej- RYC 2. 
sze, prostokątne ramki: szlakowe. Dowolne zestawienie stempli zdobniczych, (czy to pojedyn- 
czych, czy to radełkowych), widzimy na oprawach K. Rajmana np. u rękopisów większego 
formatu t. zw. regałowego (wys. 56 cm. szer. 23 cm.), na których przy zachowaniu typu ram- 
kowego - środkowa część oprawy, w której jest superexlibris z wieńcem, ma od góry i dołu 
jeszcze prostokątne pola, wypełnione kilkoma szeregami pionowymi ornamentu z medaljonikami, 
oprócz tego są oczywiście ramki wzdłuż całej wysokości i szerokości oprawy, utworzone z od- 
bicia ornamentu z medaljonikami i postaciami Muz, jak na oprawie rękopisu o formacie zwy- 
kłego foljo. 
Inne oprawy aktów miejskich krakowskich, które wyszły z warsztatu Kaspra Rajmana, w dru- 


= 


, I 
J 
., :1 


. ..... 
'l. 


Ił 


-
 
'
.ł_:»1.... ,.ł 
'1!Ir.. \1 
! '! t.

" \} 


t
-' 



I ..., 



.:,-...y: 


.J
t .. 
,,- 


" .. 
'-' ,'" 


I 
1 



 , 
,
 ---
'" .ł. 
... ..I/ .. ,i'.: 
.. 

 'W' j t 
':\ ,..:a' 
 -.t . . I 'J 
. '.\ :' li. " '.f 
) 
t .J'L' ' 

. .y:
-.! . . 
, ..... ,
;
 ' . 


*u., 
"'..'\......,." 


' 


,..;! 



...'Io., 
.
 
f

 



 

 



 
'.0 


........ 


... 


l' 


"t'
 . 
",- ".;,1 


1: 
\} 


:,:t
 ' 
.':::r,.
 j 
"'",,", 


I. 
t 
fi 


-'" ... 
i' 
I 
.. 


, ' 


--
 
, ....-. 
" . """" 


1fT 


(. 



 , 


. 
\ 



.... -,' 


.,......""""".... .. 


-......1... ). 


.
 


,,, t
....- 


". .,.. 
. .. 


- 


r 
Ą N 
 N . I- 
11 
..., .......
 --..-,........ 
. 


, , 
. 


. 
..-r ' 
--. 


-::::::. 


....""".... 10.' 


, . 
... ...........,. 



- -
!'.""" 


Ol. 


- 


-
 


19
>>>
giej połowie XVI wieku, mają oprawy "miękkie" (bez tektur) w pergamin grubszy. Na tych 
oprawach nie ma już ozdób ani typu ramek, tylko w górnej i w dolnej części powierzchni przed- 
niej lub tylnej okładki złocony napis, wyciśnięty w linji poziomej, a w środku wytłoczony su- 
perexlibris w wieńcu, jednym lub drugim. 
Wygląd tych ostatnich opraw jest nadzwyczaj prosty i piękny, mimo, że księgi miejskie z tą 
oprawą są t. zw. "bruljonami", "manuałami", a więc księgami podręcznemi, z których przepisy- 
wano rachunki do właściwych "regestra perceptorum et distributorum", oprawianych jak ryc. 2. 
Podając typ opraw, które wyszły z warsztatu Kaspra Rajmana, w latach 1556-1599, trzeba 
dodać, że motywa zdobnicze, użyte przez niego do opraw, widzimy także na oprawach, wyko- 
nanych w pierwszej połowie XVI wieku - przez innego intoligatora. O tych oprawach podamy 
wiadomości póżniej. ADAM CHMIEL. 


.... 


WYSTAWA PRAC INTROLIGATORSKICH ROBERTA JAHODY 


Jeśli jakikolwiek warsztat wykazywał w swych robot.rch zalety przyczyniające się do rozwoju 
rzemiosła, to w pewnych okresach czasu zaznaczał to drogą wystaw. Dając najlepsze okazy pod 



'0 . 
,,"
 
- - 
, ,.: O - 
 
" 
6 
- -o9
 
 
O O O O 
 
, 
: O O O 
 " .. 
\ . 
ł . . . 
O 

 



 


'. 
..... 


,
 


'"' 


l'} J'J 
-- oJ 
.
 
 .- 
...,,., 
 



\ r-); 
- ... 
. '-.::'" 


\ 


, 


ł' 


J 


*' 


OPRAWA MSZAŁU PROJEKTU WOJCIECHA jASTRZĘBOWSKIEGO. 


OPRAWA KSIĘGI PAMIĄTKOWEJ PROJEKTU STAN. FABIAŃSKIEGO 


ocenę i krytykę stwarzał podnietę do dalszych wysiłków, solidną reklamę i zachętę dla pra- 
cowników danego zawodu. Wystawy rzemieślnicze były zdrową podstawą konkurencji. i dosko- 
nałym przeglądem krajowej wytwórczości. 
Obecny zamęt na polu ekonomiczno-przemysłowem obniżył znaczenie wystaw z tej prostej 
przyczyny, że łatwość zbytu wszelkiej lichoty oszołomiła wytwórców znajdujących się przeważnie 
w błogim stanie interesów nie wymagających ani reklamy, ani żadnych szlachetniejszych aspiracji. 


20
>>>
. 


Stan tego rodzaju grozi upadkiem rzemiosł, a zwłaszcza produkcii wyrobów wytworniejszych. 
Brak należytego materjału przy wszelkiego rodzaju wyrobach nie daje możności rozwinięcia za- 
wodowego wykształcenia młodzieży, a tern samem powoduje na przyszłość ubytek sił ukwalifi- 
kowanych. Przewidujący rzemieślnik czy przemysłowiec stara się za wszelką cenę utrzymać dawny 



 


.Q 


A 


....... 
-.--- =- 


-..L 
NA 
li 


A 
U 
IIA 
11 


. t 
 . 



 .' 


K 


--' 


_
r 


o 


s 


.. 



 
. . . 
. . 


'" 


... 


4f 


... 


J 



..., , 
I.. .... 


... 


t-:- 


.. 


4 


OPRAWY KSIĄŻEK Z ZAKŁAOU JAHODY_ 


Z WYSTAWY W TOWARZYSTWIE PRZYJACIÓŁ .sZTUK PIĘKNYCH W KRAKOWIE. 


poziom swego warsztatu i mimo ciężkich warunków dla rozwoju rzemiosła me obniża swej fa- 
chowej wiedzy zdobytej ciężką pracą i długoletniem doświadczeniem. 
Do niewielu wyjątków pod tym względem należy zaliczyć zakład introligatorski Jahody. Owoce 
swych kilkunastoletnich usiłowań wystawił Jahoda w salach Towarzystwa Sztuk Pięknych w Kra- 
kowie. Kiedy mniej więcej przed 20 laty rozpoczął się u nas z iniciatywy Towarzystwa Polskiej 
Sztuki Stosowanej ruch zmierzający do odnowienia rękodzieła, zakład Jahody był jednym z pierw- 


4 


21
>>>
szych, który starał się wyrwać dział introligatorski z ówczesnej beznadziejnej martwoty i zapro- 
sił artystów do współpracy. 
Wystawione oprawy zaliczyć można pod względem technicznym do bezwarunkowo lepszych 
robót warsztatowych, pod względem zaś artystycznym znać dążenie do uwolnienia się od wpły- 
wów zdobnictwa zagranicznego i nadania oprawie charakteru swojskiego. Nie jest winą zakładu, 
jeśli rezultaty nie zawsze odpowiadają zamierzeniom. Nadużywanie lub fałszywe zastosowanie 
przez projektujących malarzy bogatych materjałów (intarsja, brozy, malowania), nie zawsze orga- 
nicznie związanych z oprawą, nadają większości prac piętno zbyt obliczone na efekt zewnętrzny. 
Należałoby dążyć do przeniesienia wysiłku w kierunku szlachetnego doboru i skromniejszych 
a wytworniefszych zestawień kolorystycznych. Pod tym względem mszał wykonany według pro- 


w ' , ;r 

.. :.
 
.. 4 . 
. . 

ft
 
- . 
,Ą 
 WI 
. Ił 
. . 
41 
' -łP' 
 
. 
. 
, '" 
.; '" 
. 
- r- .,,
 
(
 ( ł .. j. Ił 
,..(", .
.- I 


OPRAWA MSZAŁU Z ZAKŁADU JAHODY 


Z WYSTAWY W TOWARZYSTWIE PRZYJACIOŁ SLTUK PIĘKNYCH W KRAKOWIE. 


jektu Wojciecha Jastrzębowskiego służy jako doskonały przykład zrozumienia tych wartości. Ja- 
strzębowski we wszystkich swych pomysłach zwraca uwagę na materjał, z którego dana praca ma 
być wykonaną i to mu daje możność doskonałego zespolenia strony zdobniczej z formą, prze- 
.. znaczeniem i techniką wykonania. Staje on odrazu na stanowisku introligatora a nie malarza, 
w przeciwieństwie do tych artystów, którzy na oprawie rozwiązują pomysły zdobnicze, przenie- 
sione ze ściennego malarstwa, jak to widać w projektach Uziembły, lub abstrakcyjne i zupełnie 
niezależne od rzemiosła introligatorskiego kombinacje F abiańskiego. 
Spotykamy też na wystawie przykłady z tych czasów, kiedy to przenoszono formy architekto- 
niczne, stolarskie i malarskie do oprawy mszałów, ksiąg pamiątkowych, albumów. Oprawy te 
w dzisiejszem pojęciu sztuki stosowanej zdają się być naiwne może nawet śmieszne; jednak na- 
leży uwzględnić, że są one z okresu przejściowej martwoty w przemyśle artystycznym wogóle 
u nas i zagranicą. Stosowanie tej samej metody przez artystów w latach ubiegłych' uważać należy 
za ostatnie nieudałe eksperymenty. Od dzisiejszego rzemiosła musimy wymagać prostoty w środ- 
kach a piękna w całości. 


22
>>>
Materjał najskromniejszy rozumni
 użyty daje efekt zawsze wdzięczny, czego mamy zresztą do- 
wody w tych niektórych pracach na wystawie. które pochodzą bezpośrednio od introligatora. 
Przepych materjału i bogactwo w ozdobach może dać dla wymagań estetycznych naj uboższy re- 
zultat, jeśli projektujący daleko odbiega od znajomości zawodu introligatorskiego. 
Tych kilka uwag nasuwa przypomnienie, że introligatornie w Polsce zmuszone są używać po 
dzień dzisiejszy stempli wyrobu przeważnie niemieckiego, to też i charakter opraw nie może być 
wyrazem tych zdobień jaki by nadał nasz pracownik introligatorski przy pomocy stempli o mo- 
tywach swojskich. Byłby więc czas najwyższy aby już raz rzucona myśl stworzenia własnych stem- 
pli została urzeczywistnioną. 
. Wystawa prac z warsztatu Jahowy dowiodła. że mimo poważnych przeszkód można dziś two- 
rzyć rzeczy piękne o ile się miłuje zawód i pracę. Zakład, który w dzisiejszych czasach urządza 
wystawę, chlubnie świadczy o zrozumieniu potrzeb rzemiosła, przyczynia się do podniesienia 
przemysłu i godnie podtrzymuje tradycje sztuki introligatorskiej. Warsztat, który zawsze był źró- 
dłem eksperymentów artystycznych, wraz. z mistrzem sztuki introligatorskiej Jahodą znajdzie w hi- 
storji przemysłu ąrtystycznego swą właściwą kartę.. K. W. 


OBRAZY LUDOWE NA SZKLE MALOWANE. 


Dziwnym zbiegiem okoliczności byłem jednego dnia na otwarciu dwóch krakowskich wystaw, 
co do sfery kół twórczych, z których wyszły biegunowo różnych, a tak swą formą sobie bliskich, 
bo obie reprezentowały kierunek przezwany dziś ekspressjonistycznym. Jedna z tych wystaw była 
w pałacu Sztuk Pięknych, druga tutaj w Muzeum przemysł. im. Baranieckiego. Pierwsza z nich 
niosła najświeższe nowiny "M ł o d e j P o I s ki" ze świata bujnej sztuki Zachodu, nowymi wyrazami 
formy pragnąc zapłodnić rodiimą rzeźbę i malarstwo. Na sali pałacu Sztuk Pięknych panowała 
początkowo wesołość, bo nie brano tej sztuki serjo. Recenzje estetów i sprawozdawców dzienni- 
karskich były jednak łaskawsze. Krytyka doszukała się w nowej sztuce poważnych celów i usi- 
łowała wykryć i razem z twórcami objaśnić zamiary, dążenia i znaczenie nowej formy. W Mu- 
zeum przemysłowem urządzono "Wystawę Podhalańską", której siłą przyciągającą była serja około 
. 200 sztuk góralskich malowideł na szkle. I tu śmiała się początkowo młodzież szkolna, dziwili 
się, a nawet oburzali dorośli i starzy. Dopiero kiedy na sali rozbrzmiał głos kustosza zbiorów, 
objaśniający w kilku treściwych słowach znaczenie wystawy, spoważnieli wielcy i mali widzowie, 
zaczęli rozumieć o co rzecz idzie. Nam też w dzisiejszym wykładzie nie o rozweselenie chodzi, 
ale o zrozumienie chłopskiej sztuki, i góralskiej duszy. Musimy na chwilę starać się zapomnieć 
o Rafaelu, Rembrandzie, lub Matejce, musimy bodaj na godzinę zapomnieć o zdobytych nauką 
estetycznych poglądach i próbować stanąć na stanowisku tych "maluczkich" prostych dusz, nie- 
okrzesanych wyższą kulturą twórców. którzy malowali te obrazki z poczuciem i niemal z dewizą: 
"sobie śpiewam"! A wreszcie trzeba nam patrzeć na dzieła wioskowych mistrzów jak badacz, 
który w najdrobniejszem zjawisku cywilizacji czy przyrody szuka przyczyny jej istnienia. stara 
się rozumieć uczucie i myśl twórcy. 
Okolica podhalańska, u skłonu naszych Tatr niebosiężnych. była z dawien dawna polem eks- 
ploatacyjnem dla kolekcjonerów sztuki ludowej, dla polskich i obcych. Trwa ten stan już lat 
kilkadziesiąt. Opustoszało tedy Podhale z zabytków, zanim przyszła kolej na ich inwentaryzacyjne 
opisanie, zanim muzea polskie pozyskać mogły najtypowsze bodaj okazy. Stało się. Zapewne, 
że ochroniło od zagłady bardzo wiele przedmiotów Muzeum imienia Dr. Tytusa Chałubińskiego, 


23 


G 


. 


--
>>>
L 


ze wiele z nich posiadają zbiory prywatne pp. Dembowskićh, Zygmunta Gnatowskiego i inne 
pomnIeJsze, ale przechowane w drewnianych domach zakopańskich, są niepewne jutra, łatwo 
mogą wraz z domem spłonąć. A wreszcie, wcześniej czy później, z rąk prywatnych przejdą 
w inne ręce, może i obce. Wtedy, odcięte od miejsca swego pochodzenia, zatracą swą metrykę 
i jako bezimienne postradają wszystko znaczenie, jakie dzisiaj mają dla dzięjów polskiej kultury. 
Łatwo staną się wówczas rzekomym dorobkiem obcej cywilizacji. Dość powiedzieć dla ilIustracji 
tego, że jakiś bogaty Rosjanin, tuż przed wojną wywiózł z Zakopanego w skrzyniach i kufrach, 
jak powiadają, około 8000 sztuk różnych zabytków naszej ludowej sztuki. 
Prawdziwa wdzięczność należy się zatem p. Bronisławie Giżyckiej z Zakopanego, że zdecydo- 
wała się odstąpić swój cenny zbiór obrazków malowanych na szkle a zebranych na Podhalu, 
krakowskiemu Muzeum przemysłowemu im. Adrjana Baranieckiego. Dołączywszy do tej kolekcji 
dawniej już pozyskane przez muzeum tego rodzaju okazy urządzono wystawę podhalallską. Ona 
to dała powód do napisania niniejszego artykułu. "Warsztaty krakowskie" zasiliły się przez ten 
zbiór nowymi, nie powiem wzorami, ale motywami, na drodze unarodowienia formy plastycznej. 
Rodowód sztuki malowideł na edwrociu szkieł wywodzi się ze Wschodu a pośrednio z Bizan- 
cjum. Rzym wcześnie rozwinął swoją artystyczną fabrykację szkieł ozdobnych i wytwarzał szkła 
złocone. Gdy chrześcjaństwo zawitało do "Wiecznego Miasta" zastało już tę sztukę rozwiniętą 
i przyswoiło ją sobie. Pisze o niej prof. ks. Tadeusz Kruszyński w swojej książce "Dzieje sztuki 
starochrześcjańskiej" (str. 403 o. n.) i daje cały szereg rycin ilIustrujących ten przedmiot, opie- 
rając się głównie na okazach znajdujących się w polskich zbiorach. 
Wyrób rzymskich szkieł ze złotymi obrazkami odbywał się w ten sposób, że na krążek szkła 
bezbarwnego przyklejano płatek klepanego złota, potem rylcem wykonywano na nim rysunek, 
koloryzując niekiedy wyskrobane przestrzenie farbami cieniutko rozprowadzonemi. Z tła złotych 
figur i napisów usuwano resztki pozłoty, pozostawiając je przejrzyste. Tak wykonany krążek 
szklanny z rysunkiem złotym spajał teraz artysta w ogniu z drugim krążkiem i zabezpieczał tym 
sposobem złoty obrazek trwale od wszelkich uszkodzeń. Medaljon szklanny po doprawieniu uszka 
mógł był być noszony na szyji lub szklarz artysta używał go ku ozdobie naczyń kosztownych. 
Najwięcej złoconych szkieł znaleziono w rzymskich katakombach, prócz tego znaleziono ich wiele 
w Aquiłei oraz w Nadrenji, zwłaszcza w Kolonji. 
Tradycje wyrobu owych szklannych obrazków sztuki starochrześcjańskiej zachowały się naj- 
dłużej, według wszelkich poszlak, w Wenecji. Proced
r ich robienia był tam podobny do po- 
przedniego. Gdy artysta z wyskrobywaniem i grawirowaniem płatków złotych był gotów, wów- 
czas zakładał jeszcze z pomocą lakieru roślinnego tło obrazka, farbą brunatną lub czarną. Złota 
sylweta przedstawienia odrzy.nała się wtedy wyraziście. 
W Wenecji tudzież innych miastach włoskich istnieje wyrób szkieł ze złotym obrazkiem już 
od XIII w., a zabytki i dokumenty piśmienne świadczą o tem, że znanymi były nietylko we 
Francji, Niemczech, Anglji, Hiszpanji ale również w innych krajach Europy 1). W Krakowie znane są 
dobrze szkła weneckie, ale czy były znane także obrazkowe, tego nie wiemy. W inwentarzu rze- 
czy malarza krakowskiego Aleksandra z r. 1492 znajduje się między innemi również "weneckie 
szkiełko "2). Domniemywać się jedynie można w tej zmiance właśnie takiego medalionu szklan- 
nego ze złotym obrazkiem. 
Technika malowania farbami na odwrociu tafli szklannej znaną jest we Włoszech już w okre- 
sie trecenta i we wczesnym renesansie. Stosują ją przy małych obrazkach religijnych, tudzież 
drobnych rozmiarami relikwiarzykach. Wiele z nich bywa malowanych wyłącznie czernią lutowni- 
czą (Schwarzloth) i farbą żółtą (Silbergelb). Tak malowane gotyckie okienka widziałem w srebr- 


l) Garnier Ed., Histoire de la Verrerie, Tours 1886 p. 71. 
2) Ptaśnik Jan. Cracovia artificum Nr. 1102. 


24 


.
>>>
nym relikwiarzu stopnickim Boruty z XV wieku, przy którym na trzechmilimetrowej grubości ma- 
łych szybkach ze szkła zielonkawego malowane są rozety i listki. Jest to naj starszy tego rodzaju 
zabytek polski. Nieznany złotnik usiłował widocznie naśladować witraże. Tę samą tendencję od- 
najdziemy o kilka wieków później w naszych góralskich obrazach. 
W malowidłach na szkle włoskich z XVI i XVII w. rysunek bywa kreślony czernią we wszyst- 
kich szczegółach i ten sposób wykonania nadaje włoskiemu obrazkowi wygląd ryciny. Następnie 
pokrywano tak malowaną szybę drugą kolorową płytką, co nadawało jej ożywienie kolorystyczne. 
Natomiast we Francji i w Niemczech linje rysunku są mniej wyraziste, zaś modelowanie i to ko- 
lorami więcej uwzględnione a nieraz wycieniowane z zamiłowaniem i starannością. Malowidla były 
zazwyczaj wykonane farbami kryjącemi, nieprzejrzystemi (opak) a potem przeciągnięte lakierem, 
aby uchronić je przed uszkodzeniem. W przeważnych wypadkach. celem ożywienia i podniesie- 
nia blasku, używano złoceń modelując przy tern przeźroczystym bistrem. W Muzeum Narodowem 
w Krakowie mamy bardzo piękny tego rodzaju ołtarzyk eglomizowany pochodzący z kościoła 
parafialnego w Bieczu 1). Dekorację tego typu zastosowywano we Włoszech i Francji do klejno- 
tów z kryształu górnego i to wykonywano je z niesłychaną finezją. 
Szkła złocone i malowane na odwrociu szyby otrzymały we Francji nazwę eglomizowanych. 
Według przypuszczenia krytyka francuskiego p. Bonnaffe nazwa e g 10m i s e pochodzi od sław
 
nego handlarza paryskiego Glomy, który w XVIII stuleciu gwasze i akwarele oprawiał pod szkło, 
na którem pod spodem naklejał złote paski papieru i rokokowe siatki, zwano ten rodzaj deko- 
racji od imienia autora g 10m i s e. Nazwa zaś, gdy zapomniano etymologji wyrazu, przeniosła 
się na wszystkie szkła malowane złotem a potem farbami na odwrociu. Owe pierwsze początki 
eglomizowania t. j. prób ożywienia złotym papierem, względnie blaszkami, obrazów, rozszerzyły 
się szybko w Europie i wnet przeminęły a ich przeżytki znajdują się dotąd w chatach góral- 
skich. Zasłużony około folklorystyki polskiej dyrektor Muzeum etnograficznego na Wawelu p. Se- 
weryn Udziela zwiedzając Nowotarszczyznę napotkał we wsi Maniowy w chacie góralskiej obra- 
zek oszklony złożony z dwóch drzeworytów: ś. Stanisława i Męki Pańskiej, eglomizowanych 
przez naszywanie karbowanych metalowych (mosiężnych) wstążeczek (6 do 11 1 12 mm. szer.) a na- 
stępnie naklejonych na szybę. Zabytek znajduje się obecnie w Muzeum etnograficznem. 
Niemcy nazywają malowidła wykonane na wewnętrznej stronie tafli szklanej: H i n t e r g I a s- 
m a I e r e i i jakkolwiek termin jest łokciowej długości, logiczniej określa technikę malarską niż 
francuski eglomise lub polski "obraz na szkle". Po polsku można określić ten sposób roboty 
tylko opisowo i powiedzieć, że jest to malowidło na odwrociu szyby lub naczynia szklanego. 
Wskutek właśnie malowania na odwrociu szyby artysta znajduje się w położeniu drzeworytnika, 
który musi rysować na klocku lub tafli drzewnej negatyw, aby potem otrzymać naturalny widok 
zamierzonego przedstawienia, które uplastycznia. Ten warunek twórczości wywołuje w tej dzie- 
dzinie szereg zjawisk pokrewnych z drzeworytnictwem i mówiąc dalej o malowidle ludowem 
wskażę na analogję oraz rysy indentyczne z ludowymi drzeworytami. 
Obrazy, stanowiące przedmiot naszego rozważania, nietylko w literatrze polskiej nie byłY opra- 
cowane ale również w literaturze zagranicznej dotąd monograficznie nie zostały omówione; no- 
tatki o nich są raczej przygodne lub co najwyżej fragmentaryczne. Wskutek właśnie tej okolicz- 
ności, to co mówię o ludowej sztuce malowania na szkle, o jej stronie technicznej, genezie i dro- 
gach jej pochodu do Polski nie ma pretensji wyczerpania przedmiotu. 
Ogólnie mogę powiedzieć, że sztuka malowania obrazków na odwrociu szyb jest rozpowszech- 
nioną w całej Europie, że środowiskami jej są głównie okolice szklarskie, leśne, górskie, gdzie 
znajdywało się poddostatkiem paliwo drzewne i materjały sposobne do produkcji szkła. To też 


l) Nadto w kościele ś. Barbary w Krakowie znajduje się relikwiarz z obrazkami na szkle z lat między 1603-1633 opublikowany 
przez X. L. Rudnickiego w Spraw. Kom. Hist. sztuki t. Vł1l. szp. CCCXXXV. 


25 


--
>>>
widzimy, że na całe m pogórzu karpackiem z tej t. j. północnej polskiej strony, jakoteż południo- 
wej to znaczy słowacko-rumuńskiej znajdują się lub niegdyś znajdywały huty szklanne a równo- 
cześnie w obfitości zabytki obrazków malowanych na odwrociu szyby. Nie wcześniej jak w poło- 
wie XVIII wieku rozszerza się sztuka malowania obrazków na odwrociu szkła a nabiera po woj- 
nach napoleońskich, jak wykazują zabytki, większego nasilenia, staje się wskroś ludową, zdobywa 
w przeciągu bardzo krótkiego czasu ogromne przestrzenie górskich okolic, by potem nagle, jesz- 
cze w pierwszej połowie XIX wieku, skończyć swoje istnienie. Terenem, na którym najbardziej 
rozbujała, gdzie święciła największe triumfy były chaty wieśniacze. Niemniej pojawiła się nasza 
sztuka w kościołach, kaplicach przydrożnych, sporadycznie również po dworach. Najstarszymi tego 
rodzaju okazami u nas, jakie znam, zdają się być dwa obrazki w drewnianym kościółku w Kom- 
borni pod Krosnem, oraz obrazek w Krakowie w kaplicy węgierskiej kościoła ś. Katarzyny. 
Następnie dwa eglomizowane obrazki napotkałem w zakrystji drewnianego kościółka w Lacho- 
wicach pod Suchą. Kościółek zbudowany został r. 1789 zaś obrazki przedstawiają: jeden Matkę 
Boską z Dzieciątkiem a drugi Sen królewicza, zapewne ś. Kazimierza, któremu we śnie jawią 
się ś. Trójca, Przenajświętsza Panienka i Pieta. 
HaberIandt, w swojem dziele o austrjackiej sztuce ludowej w zbiorach wiedeńskiego Muzeum 
etnograficznego, do której włączył także okazy pochodzące ze Śląska i Małopolski, nie widział 
żadnych różnic zasadniczych w obrazkach malowanych na szkle. Osądził następnie, że są pobie- 
żne, szematyczne, wszędzie jednakie i doszedł do konkluzji, że rozniósł je po świecie handel 
ze środowiska, którego nie nazwałl), ale domyślać się każe krajów alpejskich, skoro następnie 
mówi, że w przeważnej części są one tanimi i pobieżnymi wyrobami przemysłu domowego, 
uprawianego we wielu miejscowościach alpejskich. Ponieważ widzę, że jakkolwiek są one do 
siebie pojęciem zbliżone, to przecież pod względem formy, techniki oraz doboru tematu wyka- 
zują tak oczywiste różnice, że na podciągnięcie ich w czambuł pod alpejski strychulec godzić 
mi się trudno. Przeciwnie między wyrobami niemieckimi, czeskimi, słowackimi, węgierskimi, ru- 
muńskimi lub polskimi widzę zasadnicze różnice. Tak n. p. patrząc na Szopkę krakowską w sce- 
nie Bożego Narodzenia mam uczucie swojskości, gdy patrzę na "Janosików taniec zbójnicki" to 
przecież widzę w nim w zupełności bochatera ludu podhalańskiego, który w Alpach nie był 
znany. Już prędzej możnaby to powiedzieć o "ks. Józefie Poniatowskim", który, jak skądinąd 
wiemy, był popularny w szwajcarskich atoli nie tyrolskich Alpach, a święci Kazimierz, Włady- 
sław , Wojciech, Stanisław przecież noszą, także w wysokiej mierze, piętno polskości. 
O technice wykonania mówi, również pobieżnie, Haberlandt, że artysta wioskowy przedewszyst- 
kiem rysował pędzlem kontury, potem modelował manierą kreskową wodnemi farbami a wreszcie 
pokrywał całe płaszczyzny farbą 0Iej ną 2). 
Inny znów niemiecki badacz chłopskiego malarstwa, mianowicie Picard 3 ) twierdzi, źe miejsca 
między konturami były nakładane cienko laką kolorową lub też najprzód kontury gumą znaczone 
a następnie złotem metalowem malowane. Najstarsze z nich mają tła lustrowe przez nałożenie 
amalg a lł 1U . Także i ta ekspertyza nasuwa na myśl wątpliwości. Oba objaśnienia niemieckie tech- 
niki malarskiej tu zastosowanej są zaledwo niewystarczającemi wskazówkami, niesprawdzonemi do- 
świadczalnie, ani uprawniającemi do jakichkolwiek z tego tytułu o pochodzeniu wniosków. 
Co się tyczy strony technicznej podhalańskich a powiedzmy szerzej polskich malowideł, ma- 
jąc ułatwiony przez Zarząd muzealny dostęp do oglądnięcia i zbadania odwrocia szyb obrazów,. 
dał się ustalić przedewszystkiem porządek następujących po sobie zabiegów i pracy wykonywa- 


l) Haherlandt Dr. M., Osterreichische Volkskunst, Wiedeń 1911, I, 120. 
2) Prof. W. Zarzycki uważa to za w;elce nieprawdopodobne, bo w miejscach farby wodnej farba olejna nie potrafiłaby się utrzymać 
i przy zmianie temperatury odprysłaby niewątpliwie. 
3) Maks Picard, Expressionistische Bauernmalerei, Monachium 1917 na str. 28. 


26
>>>
nej prz
z malarza. Więc przedewszystkiem: 1. Rysował on najpierw pędzlem, umaczanym w far- 
bie płynnej czarne kontury, przypominające swoim sposobem łączenia linji i wyrazistością rysunek 
starych witraży. 2. Gdy kontury figur były gotowe zabierał się do złocenia, więc part je, na które 
miał położyć płatki klepanego złoła, zwypuklał modelując kreskami, zakładał farbą przestrzenie 
sąsiadujące ze złoceniami, wykończał je i przeciągnawszy z lekka pokostem naklejał płatki złota 
względnie srebra. 3. Następną jego robotą i zadaniem było wydobyć światła białemi kreskami. 
Bidła też farba, przypominając białe kredki pasteli czasów króla Stanisława Augusta, odgrywa 
tutaj wybitną kolorystyczną rolę. 4. Po nałożeniu białej farby malował dalej jasnymi kolorami, 
przechodząc do cieniowania ciemniejszymi, malował szczegóły. 5. T ak przygotowany obraz za- 


--- 
"" " 
, 
\.. 
 


r 
P\ 


, 
; 
.. 


. 


..ł. 


\. 
"'... - 
,.- 
L .. 
! .111 \ . 
J "J.I.I , .""" 
" - . .. ..- 

,.. " 
. 
I . 
. 
\ ,-
 
I . 
o 
--- fi 
1.4.' . 


. 


. 


. 



 



 


.... 


a 


... 


. 


RYC. 1. OBRAZEK CHRZTU KSIĘCIA. 


RYC. 2. OBRAZEK PANA JEZUSA UKRZYŻOWANEGO. 


kładał dopiero obecnie kolorami zasadniczymi, rzucał pędzlem rozlane szeroko plamy barwne 
a wreszcie 6. powlekał tła jednolitemi barwami. 
Celem przeprowadzenia dokładnej analizy poprosiłem artystę malarza prof. Wiesława Zarzyc- 
kiego, doskonałego znawcę technik malarskich o wyrażenie swego zdania o materjale i technicz- 
nem wykonaniu malowideł. Dzięki tedy uprzejmości p. Zarzyckiego możemy pogłębić nasze wia- 
domości w tej sprawie jeszcze następującemi cennemi spostrzeżeniami: 
"Do malowania obrazów użyte były farby pokostowe. Pokost lniany, ręcznie prasowany, po- 
tem należycie przegotowany i przecedzony użyty był do zarobienia farby. Schnie on do 24 go- 
dzin i to jest jego zaletą. I dzisiaj bywa kupowany całemi beczkami przez naszych malarzy po- 
kojowych. Czystym pokostem zakładał malarz miejsca przeznaczone pod złocenie", 
Zauważyć muszę, że srebrzenie było używane tylko wyjątkowo. W naszym zhiorze muzealnym ob- 
razów podhalańskich znalazł się tylko jeden obraz, przedstawiający ś. Barbarę, gdzie srebrzenie 
było zastosowane. Obraz ś. Barbary jeszcze i z tego względu, co zauważył prof. Zarzycki, bar- 


27 


.-....
>>>
dzo ciekawy, że na jego odwrociu widać najjaśniej jakim porządkiem idzie robota mala5Za. Wi
 
dać jak on wielkie płatki złota kładzie na miejsca zwilżone pokostem i jak pokost nadaje piękny 
głęboki ton czerwonawy złotu. T am zaś, gdzie malarz wybiegł poza granicę rysunku, pozostały 
smugi po nim i widać dotąd jak następna warstwa farby nie chciała chwytać, nie przylgnęła do 
szyby. 
Ciekawy również jest sposób użycia farb i ich paleta: 
Z czerwonych farb używa tlenków żelaza. Ulubioną farbą jest przedewszystkiem terra anglica 
zwana poprostu trangliką, czyli róż angielski lub wenecki, następnie róż pompejański, zbliżający 
się do cynobru, wreszcie często używane w naszych obrazach cap lit mortuum t. j. farba czerwo- 
nego koloru, zbliżonego do czerwieni indyjskiej. 
Barwę niebieską zarabia białą, łamie ją a na przygotowane nią podłoże nakłada czystą ultra- 
marinę. Rzadziej zjawia się na obrazkach błękit berliński z zielonawym odcieniem, mieszany czę- 
sto z białą farbą. Zastosowany on bywa dopiero, tak się przynajmniej zdaje, na późniejszych 
okazach n. p. eglomizowanym ś. Pawle. 
Trwałość farb jest niejednolita i jak widzimy na obrazku przedstawiającym bukiet kwiatów, 
malarz użył sztucznych laków barwnych, a kolor ich z czasem zanikł czyli, jak się mówi, uciekł. 
A teraz po tern, com o technice, zwłaszcza na podstawie ekspertyzy p. W. Z. powiedział, zasta- 
nówmy się nad poczuciem kolorystycznem i środkami barwnymi, których bezimienny szklarz i ma- 
larz w jednej osobie używa. 
Że ten artysta wioskowy zdaje sobie zupełnie z tego sprawę, że o wrażeniu harmonji barwne; 
rostrzyga gama kolorów, wynikająca z założenia jednej i tej samej tonacji barwnej, znajdujemy 
żywe stwierdzenie na przykładzie, przedstawiającym, w dwóch warjantach kolorystycznych, " Chrzest 
księcia". Dwie odmiany wiernych sobie powtórzeń, jakby dwa drzeworyty odmiennie polichromo- 
wane. Jeden z nich bierze i przyjmuje dwie kontrastujące barwy, niebieską i czerwoną i niemi 
przeprowadza plamy barwne. W drugim główną rolę odgrywają jako zasadnicze farby żółta i biała. 
inne kolory mają za zadanie podnieść i ożywić tę bladą paletę barwną. 
We wspomnianym obrazie ś. Barbary mamy przykład gamy biało niebieskich tonów. 
Kolory, które położył podhalański malarz na szybę, mają znaczenie raczej plam dekoracyjnych 
nie zaś tendencji naturalistycznej. Dla osiągnięcia efektu używa środków silnych a prostych i zdo- 
bywa temsamelJ1 pełny sukces. Nie liczy się przytern wiele z ikonografją chrześcijańską, z ka- 
nonami, które swój początek wzięły na górze Atos. Maluje według potrzeby swego poczucia 
barwnego, dla otrzymania właściwej plamy. Jako przykład przytoczę aureolę,' która bywa prócz 
złotej lub bodaj żółtej także niebieską, to znów czerwoną z białemi zawsze kreskowanemi świa- 
tłami, wreszcie pomarańczową. Podobnie w różnych kolorach widzimy namalowany krzyż, na 
którym Chrystus zawisł przybity a przy tern przyozdabia go często różnym ornamentem. Kiedy 
maluje krzak kwiatu, to liście i łodygi zrobi czasami czystą ultramaryną a kwiaty na nim kwitną 
modre obok czerwonych. Woli on na ogół kolory czyste a nie łamane. Lubuje się w czerwieni, 
w białej i żółtej farbie, potem w czarnym kolorze a najrzadziej używa zielonego, być może dla- 
tego, bo jedyna trwała farba zielona (zieleń chromowa) jest laserującą, przejrzystą, zatem mniej 
stosowną do malowidła naszego typu o farbach wyłącznie opakowych. 
Dla ogólnego wrażenia kolorystycznego mają znaczenie rozstrzygające tła obrazów. Najczęstsze 
są białe lub czarne. Nasuwa nam ten szczegół myśl o możliwości wpływu ludowych drzewory- 
tów, raz o białych tłach to znów z tłem czarnem. 
Następnie co do liczby idą tła żółte, w odcieniu złotawym. Najoczywiściej, że malarz, nie ma- 
jąc pod ręką pozłoty, starał się stworzyć jej surogat, jakby imitację pozłoty. Wreszcie często 
używa niebieskiej, w tonie granatowym, zbliżającej go efektem do tła czarnego, tak iż czasami 
na pierwszy rzut oka zdaje się być istotnie czarnem. Rzadko kiedy używa barwy brunatnej. Tła 


28
>>>
. 


czekoladowego, w odcieniu wlsmowym, jakie mamy w reprodukcji na okładce rozprawy Picarda 
a jakie maluje chłop tyrolski, nasz malarz nie robi. 
Że obok ulubionego jaskrawego kolorytu posiada malarz wioskowy zdolność i zrozumienie ko- 
lorystycznych nastrojów o cechach wysokiej harmonji tego dowodem np. ekspresje na temat 
Męki Pańskiej, w których osięgnął wysoką skalę poezji barwnej i wielkiego uczucia. Patrząc na 
bardzo silne kontrasty barwne, szeroko rozlane plamy barw lokalnych możnaby rzucić pytanie 
czy malarz chłopski nie znalazł w końcu XVIII stulecia, kiedy ten rodzaj malarstwa do nas za- 
witał, obok wpływów zewnętrznych tj. obok wzorów otrzymywanych z zagrap.icy, również pod- 
niety do takiego a nie innego ujęcia kolorystycznego u siebie we wsi, czy ni
 jest jego sztuka 
zarazem odbiciem, jakoby zwierciadłem, zewnętrznej strony kultury polskiej? 
Najsilniejszych wrażeń doznawał lud zawsze i wszędzie we święta, gdy wolny od trosk gospo- 
darskich lub zajęć w przemyśle szedł do kościoła, słuchał naboż
ństwa, kiedy patrzał na księdza 
przybranego w uroczysty strój kapłański znajcenniejszych materji, wowczas tj. z końcem XVIII 
i pierwszej połowy XIX w., rokokowych, co wymownie stwierdzają nam inwentarze kościelne, a z ław 
kolatorskich biły go w oczy tęczą kolorów stroje szlachty w białych żupanach, niebieskich lub 
czerwonych kontuszach, złotolitych pasach, safianowych butach i szlachcianek przybrany
h w su- 
knie barwne z deseniem w rzuciki kwiatów i wiązanek, z liońskich jedwabnych materji, obwie- 
szonych klejnotami. 
Motyw, który prawie we wszystkich naszych obrazkach się powtarza i jest naj typowszym przy- 
kładem i wskaźnikiem co do epoki powstania, to ornament malowanych strojów. Jego styl ro- 
kokowy jest odblaskiem kultury francuskiej XVIII wieku. 
Tkaniny: płócienka i perkaliki kolorowe wiejskie na zapaski i spódnice miały przedkilkudzie- 
sięciu latami głównie trzy desenie tj. centki, paski i rzuciki kwiatów, wszystkie trzy widzimy za- 
stosowane na szatach żeńskich i męskich postaci w podhalańskich obrazkach. Wzór w paski białe 
i niebieskie" lub białe i czerwone w mniejszej pojawiają się liczbie jakby już wówczas, kiedy 
obrazy powstają, miał zanikać. Malarz ubiera w pasiaste suknie nietylko kobiety święte ale i mę- 
skie postaci n. p. Chrystusa, jako "dobrego pasterza" dając mu kabat w pasy niebieskie na 
białem a płaszcz w paski czerwone 1). Nosili chłopi również na nizinach, jak w Krakowskiem z tego 
materjału letnie spodnie. Przyszedł ten Ę'ust do nas, zdaje się ze Wschodu a stare ornaty po 
skarbcach i zakrystjach wiejskich kościołów z oryginalnemi tureckiemi tkaninami w ten sam de- 
seń przypuszczenie nasze stwierdzają. Natomiast centki i rzuciki kwiatów lub wiązanek należą 
w zupełności do mody francuskiej, którą także polski przemysł domowy sobie przyswoił, bo je- 
szcze za naszej pamięci kwiatki na płócienkach drukowały w Krościenku nad Dunajce.n koło 
Szczawnicy, miejscu mego urodzenia, góralki klockami, umyślnie ku temu celowi sporządzonemi, 
barwnikami prawdopodobnie roślinnymi. Przytoczone przezemnie na tern miejscu szczegóły prze- 
mawiają, jak poprzednie, za krajowem pochodzeniem malowideł a znajdą się jeszcze inne na to 
dowody. 
Ciekawą jest rzeczą, iż malarz mimo pozornej obojętności na przepisy i formuły faktury ma- 
larskiej przestrzega najwidoczniej stałych zasad w wykonaniu obrazków. Tak n. p. rysuje czarną 
płynną farbą (laką) brwi i tłustym punktem znaczy źrenicę oka pomijając tęczówkę. Wyjątek 
pod tym względem mamy w obrazku ś. Barbary, który widocznie nie należy do naszej produk- 
cji a nawet typem kobiecym daje do myślenia import czeski. Ciało ludzkie konturuje malarz ró- 
żem PQmpejańskim, zaś akcesorja znów jak przedtem rysuje czernią. 


I 


l) Między tekstem a doborem illustracji panuje pewna rozbieżność, która pochodzi z tej przyczyny, że dutor miał illustracie z góry wy- 
brane przez Redakcic:, kierowaną przez odmienne wytyczne, nie idące po linji wywodu autora. Z tego powodu cytowany powyżej obraz 
Chrystusa jako dobrego pasterza nie iest indentyczny z iIIustracią tegoż przedstawienia, ale odnosi sic: do innego egzemplarza ze zbioru 
Muzeum przemysłowego i dlatego też w innych widzimy go tutaj kolorach. 


s 


29 


.
>>>
. 


Do charakterystyki kolorystycznego ożywienia i stylu należą gałązki z owocami i kwiatami naj- 
częściej czerwonemi. Rzuca je na jedno, dwu lub trójbarwne tło obrazu, to znów, niby feston 
maluje wygiętą lub zawieszoną nad głową świętego gałąź okwieconą. Roślinność jest wcale oso- 
bliwą, głównym jej tematem jest owoc i kwiat granatu. Ów symbol zwany jabłkiem miłości Chry- 
stusowej, zaś kwiat różą Marji, symbol który tak potężnie rozkwitł na wschodnich i renesanso- 
wych włoskich tkaninach, tak silnie niemi zawładnął, że dziwnem się wydaje jeżeli makata in- 
nym zasila stę motywem wzoru. Czasami, aczkolwiek wyjątkowo, rzuci malarz na obraz Madonny 
w jego naroźnik symbol dziewiczości Przenajśw. Panienki: lilje. Bujna jest na ogół owa dekora- 
cyjna roślinność góralskiego malarza, zwłaszcza kwiatów, atoli nie ma ona nic wspólnego z na- 
turą. Wprost z nieba zwisają u niego festony jakiegoś nieokreślonego kwiecia, to znów cały fir- 
mament zasłany, zamiast gwiazd, białym kwiatem śnieżyc. Są to fantazje ludowe, zdawałoby się 
bez pierwowzoru, jedynie na e
spresji ludowej oparte. 
Właściwego pejzażu prawie tu nie szukać, raz tylko w naszej kolekcji się zdarzyło, że pod 
krucyfiksem zamieścił malarz: Widok Jerozolimy. Wygląda on raczej na zamek o sześciu basz- 
tach i wielkiej wieżystej bramie. Swobodna to jakkolwiek zwarta w sobie kompozycja pod wra- 
żeniem . może zawidzianych i dość dobrze zaobserwowanych zamków na podgórzu karpackiem 
w Sądecczyżnie, Orawie czy Spiżu. Tak ze strony północnego jak południowego stoku Karpat 
napatrzał się on dosyć na nie i zasady ich architektury wtórzył bez realnego naśladownictwa, 
które nie było jego zamierzeniem. 
Zresztą łąki, jak na obrazku "Adama i Ewy" (por. iIIustr. kolor.) traktuje impresjonistycznie. 
Wilgotne młaki i grzęź wy podhalańskie przybierają w naturze ton silnie niebieski, on go do- 
strzegł, uchwycił i rajską łąkę u stóp Adama i Ewy. namalował ultramaryną, a potem rozsypał 
wśród traw mnóstwo czerwonych kwiatów, ożywił ją kraśnie. 
Ogólnie osądzając koloryt naszych chłopskich artystów powiedzieć o nim mogę, że czy to ar- 
tysta błoniarz na Podhalu, czy malarz - skrzyniarz na nizinach rozkoszują się przedewszystkiem 
najsilniejszemi wrażeniami barwnemi, jest to ich radość wzrokowa, jej pożądają, bo im wrodzona. 
Podczas tego, kiedy miejski artysta o wyższej kulturze malarskiej używa chętnie czarno-niebie- 
skiej lub monochromistycznej tonacji, u artysty wiejskiego tylko zdecydowane silne kolory zys- 
kują pełne uznanie. Czyste farby błyszczą, promienieją radośnie jak na ogródkowych grzędach 
kwietne bukiety czerwonych maków, tulipanów lub rzędy bajecznie kolorowych malw i żółtych 
IiIji, zaś na Podhalu już o wczesnej wiośnie, tuż obok bieli śnieżnej całe polany zasiane błęki- 
tnem kwieciem gencjany lub kępami żółtych pierwiosnków i jaskrawych knieci. Wszystkie plamy 
lokalnych barw rywalizują tu ze sobą, kontrastują, głośno krzyczą i weselą oko. 
W ciemnej kurnej chacie chłopskiej po przez ścielące się dymy domowego ogniska, kiedy 
długa bez koń::a zima przykuwała górala do izby, jedyną w niej jaśniejszą plamą była ukwie- 
cona tafla obrazu. W półmroku rozświetlonym migotliwem ogniskiem szczap czy cisowego łu- 
czywa panował mistyczny nastrój i pobudzał górala do pogrążenia się w medytacji nad przezna- 
znaczeniem, nad bytem ziemskim, nad życiem pozagrobowem a wszystkie myśli wyłaniały się 
z jego głowy ze stanowiska ludowej kultury i wierzeń religijnych, potrzeb życiowych i swego 
utylitarnego światopoglądu. Tworzyła się filozof ja chłopska. Wizje jego powtarzały obrazy, były 
jego duszy bliższe niż nam się wydają. Inaczej one wyglądają na malowanej listwie pod sosrę- 
bem, na tle lśniącej, a czarnej jak heban, płazy dymnej izby lub w białej świetlicy a inne mają 
przeznaczenie, wygląd i znaczenie na ścianie sali muzealnej, gdzie zerwały najściślejszy związek 
z życiem ludowem i z mroczną izbą góralską. 
Dla artysty nowoczesnego są one wprawdzie niby naczynie niepozorne i łamliwe, w którem du- 
chowa treść góruje nad zewnętrzną formą a treść owa sączy się ze wskroś subjektywnych prze- 
żyć. T echnika góralska zmusza artystę do malowania prima vista, do bezpośredności kolorysty- 
" 


. 


30
>>>
. 



I 


cznego zamierzenia. Cofać się tut
j nie można, o korektach, o wtórnem łamaniu barw niema mowy! 
Gwoli właśnie właściwości techniki farba robi nierzadko wrażenie emalji i wywołuje też wraże- 
nie dekoracyjności. Te właśnie zalety pobudziły w czasie wojny światowej malarza monachijskiego 
l. W. Schiileina do przyswojenia sobie chłopskiej techniki malowania na szkle i rozwinięcia no- 
wych efektów malarskich. Na małych taflach szklannych maluje Schiilein sceny legendarne, pa- 
syjne i pejzaże zyskując według relacji pism fachowych 1, uznanie dla swych malarskich ekspresji
 
Polscy artyści, którzy poczęli czerpać ze zdroju sztuki ludowej nie uwzględnili tej materjalnej, 
technicznej strony, uwzględnili wyłącznie stronę formalną, ją starali się rozwinąć i osiągnęli też, 
zwłaszcza Władysław Skoczylas, świetne rezultaty. Przedstawienia malowideł chłopskich na szkle 
. 


r" 


. ,I 


.. 
, 


". 
.' 
'
"'1 .. 
 
Ul. 
\, \ - 
,l 
 " 
- ,," 
! 
 1 
 ,"\ 
" 
" 
\ 
I 
.. 
. 



 ... 

 \ 
.. ,. 
, ". 
'. '
" 

\ 
, -
 

 JI . 
, 
, - 
, .... d)J
 

({ I , 

 
(? -..IP 

. 

 
 


RYC
3. OBRAZEK MATKI BOSKIEJ KARMICIELKI. 


. 
RYC. 4. WIZERUNEK T. ZW. JANOSIKOWEJ FRAJERKI. 


są przed
wszystkiem treści religijnej. Odrazu też musimy powiedzieć, że ich hagiografia ma bar- 
dzo swoisty charakter i z całą swobodą nagina ją artysta ludowy do swoich własnych pojęć 
o niebie i piekle, o postaciach świętych i stawia je na gruncie wioskowych zwyczaj i, praktyk re- 
ligijnych obserwowanych w wiejskim parafialnym kościółku drewnianym. Takim okazuje się zaw- 
sze jako malarz, czy rzeźbiarz, czy wreszcie drzeworytnik. W obrazach najwięcej odnosi się on 
do tajemnic Męki Pańskiej i scen z życia Pana jezusa. Potem myśl i ręka kierowana wolą ku- 
pującego je ludu poświęca najwięcej uwagi Matce Najświętszej, opiekunce biednych i udręczonych. 
Duch rodzinny, panujący w chacie góralskiej, przejawia się częstym obrazkiem ś. Rodziny, 
zwłaszcza trzech postaci: jezusa, Marji i józefa, jakgdyby plastycznie pragnął powtórzyć przysło- 
wie: "O! jak piękna kompanja: jezus, Józef i Marja" . Przyczem wyraźnie akcentuje stosunek 
rodzicielski do małego jezuska, bo albo siedzą, wszystko troje, za stołem lub prowadzą Dzie- 


l) Deutsche Kunst und Dekoration. Rocznik XXII str. 328. 


31
>>>
. 


-cię Jezus, trzymając go za rączkę. Zresztą i sam ś. Józef z osobna zażywa wielkiej czci na Pod- 
halu, boć patronuje cieślom, a toż każdy góral, choćby coś niecoś ciosiołką lub stolarką się trudni. 
Z pośród Świętych Pańskich maluje najczęściej B o ż e g o K m i e c i a, jak pierwszego rodzica 
nazywa pieśń staropolska, naturalnie z Ewą pod drzewem poznania na stołkach góralskich sie- 
dzących, jak w staro babilońskim pierwowzorze (por. illustracje). Niemniej popularny na Podhalu 
jest opiekun chorych, wielkiej czci zażywający w Polsce ś. Antoni Padewski, patron koni oraz 
wszelkiej zguby. Ś. Florjan broni zagrody góralskiej od pożaru a niewiasty od bezpłodności. 
Maluje dalej ś. Jana Nepomucena, bo strzeże go od powodzi i obmowy ludzkiej, ś. Leonarda, 
gdyż jest opiekunem więźniów i uciśnionych. Gospodarskim świętym w całe m tego słowa zna- 
czeniu jest ś. Marcin, bo opiekuje się urodzajem na roli, i o gęś się troszczy, a jeżdżąc na si- 
wym koniu, połę opończy urznie, i jak przysłowie mówi, oziminę okryje i zmrozić jej nie da, 
wreszcie także biednego opatrzy. Z respektem zwraca się do ś. Archanioła Michała, bo broni 
on człeka przed czartowskiemi pokusami, wie o wszystkiem, a w końcu po śmierci waży u Pana 
Boga dobre i złe uczynki. . 
Ze śś. Niewiast we wielkiem ma uważaniu i czci ś. Annę, kojarzycielkę małżeństw, patronkę 
także górnictwa i hutnictwa. Jednakowoż w tym względzie przedewszystkiem oddaje cześć ś. Bar- 
barze, bo ta jeszcze pomocy użycza w czasie burzy, podczas piorunów, od ognia chroni, w cięż- 
kiej potrzebie pomoże, a w ostatniej godzinie śmierci opieką otoczy. 
Kult dla postaci świętych wiąże się, jak przytoczone uczą przykłady, z najistotniejszemi po- 
trzebami ludu, z jego udręką i walką z surowym klimatem, z nieurodzajną ziemią i srodze twar- 
dym losem górala w okresie, kiedy brak komunikacji i łączności z urodzajnemi przestrzeniami 
kraju robiły jego życie w porze zimowej niezmiernie trudnem, głód i śmierć bywały w chatach 
gościem. "Trwał i jawił się, jak mówi Władysław Orkan, nad roztokami upiór nędzy - w rozto- 
kach morze łez". 
Rzadziej zwraca się, w czasie walki o byt, myśl góralska do zagadnień wybiegających po za 
opłotki wsi podhalańskiej, wszelako i tu dochodzą z za gór i lasów wieści z Polski lub Orawy, 
echem leci głos starego Zygmunta z Wawelu, dźwięki jego radości i jęku biją w ścianę tatrzań- 
ską i trafiają pod strzechy do serc ludu. Jest tedy obrazek "Chrztu księcia", jest książę Józef 
Poniatowski, jest szopka krakowska, a potem z węgierskiej strony dolatują go wieści o juna- 
ctwie Janosikowym, więc zawiesza na listwie obrazek Zbójnicki, Janosikowe kochanki zwane. "fra- 
jerkami", a wreszcie patrzy z lubością, w zimie, na wiązankę malowanych kwiatów i śni o kra. 
sie kwietnej polany, łęgów i pobrzeży siwych potoków. 
Legenda o sławnym zbójniku podhalańskim Janosiku, nie ustalona dotąd pod względem czasu 
powstania, zajmowała ś. p. Stanisława Witkiewicza i innych badaczy kultury ludu podhalańskiego. 
Obrazki nasze wskazują nam początek XIX wieku jako datę zdarzenia, który lud podtatrzański 
osnuł w przędzę baśni i sprawił, że czarownice z Babiej Góry opatrzyły junaka cudownym pa- 
sem, koszulą i ciupagą, by kule się go nie imały. Cały pułk wojsk cesarskich nie zdołał Janicka 
pochwycić, z wszelkich niebezpieczeństw uszedł cało, póki nie zdradziła go w końcu kochanka 
zwana tu "frajerką" a kara śmierci dosięgła go w Szegedynie. Otóż uzbrojenie bandy zbójeckiej, 
strój frajerek, i stylizacja mówią o drugim lub trzecim dziesiątku XIX wieku. U dziadka dyrek- 
tora Muzeum etnograficznego p. Seweryna Udzieli, w Sądecczyźnie, był obraz Janosika i jego to- 
warzyszy, darowany Muzeum narodowemu w Krakowie. Pamiętał on jeszcze wszystkie nazwiska 
namalowanych zbójników, szczegół ciekawy, bo świadczy za niezbyt odległą przeszłością zdarze- 
nia. W zbiorach p. Oembowskiej w Zakopanem znajduje się drzeworyt przedstawiający Janosika 
jego towarzysza Baczyńskiego 1). Stosunek drzeworytu ludowego do obrazów malowanych gó- 


I) Sprawozdanie historji $ztuki t. VII 459. 


. 


32 


.
>>>
ralskich a w szczególności do malowanych na szkle jest tak żywy, tyle ma wspólnych cech twórczych, 
tyle pokrewieństwa w pomyśle i formie, że nie wolno mi, mówiąc o malowidle, przemilczeć o drze- 
worycie, rozwijającym się na równoległej lub nawet wspólnej linji kształtu. 
Na znaczenie drzeworytu ludowego zwrócił uwagę Stan. Witkiewicz a prof. Marjan Sokoło- 
wski na podstawie dostarczonych mu przez znakomitego artystę i pisarza odbitek drzeworytni- 
czych napisał rozprawę pt. Drzeworytnictwo u nas 1). Szczęśliwym zbiegiem okoliczności drzewo- 
ryty ludowe zebrane przez Witkiewicza i Sokołowskiego dotyczą w przeważnej swej części tej 
samej epoki, chociaż pochodzą z zupełnie. innych okolic Polski, niżeli malowane na szkle obrazy. 
Bywały one wyrabiane zdaje się wszędzie i były przedmiotem domowego artystycznego prze- 
mysłu a potem sprzedawane na odpustach. Zygmunt Glogier miał ich kolekcję, zebraną na Ma- 
n 
zowszu. Witkiewicz pamiętał je na Litwie, między .innymi utkwił mu w pamięci drzeworyt z wy- 
obrażeniem ś. jerzego, malowany kleksami czerwonej i zielonej barwy. Drzeworyty, o tym samym 
charakterze, zawie-rają książki słowackie z południowej strony Karpat 2). jeszcze za pamięci prof. 
józefa Łepkowskiego, żył w Bóbrku pod Oświęcimem drzeworytnik, o którym tylko tyle wiemy, 
że inicjały jego imienia i nazwiska składały się z liter T. W., a którego rycinę powtórzył w swej 
rozprawie Sokołowski 3). 
Najciekawszą ze wszystkich jest znajdująca się w zbiorach p. Dembowskiej w Zakopanem kolek- 
cja klocków drzeworytniczych, pochodzących z Płazowa przy ujściu T arwi do Wisły. Miasteczko 
to położone jest w okolicy polsko-małoruskiej (założone około r. 1614) i dlatego drzeworyty 
mają napisy prócz polskich także ruskie; snać przeznaczone były dla ludności obu obrządków. 
Rżnięte zaś są w drzewie lipowem, zamiast w bukszpanie lub gruszy, a wielkością zbliżają się do 
naszych malowanych na szkle obrazków (od 0'14-0.08 m. dochodzą do 0'39 0.32 m.). Au- 
torem ich był chłop polski Maciej Kostrycki zmarły około r. 1838. Rok jego urodzenia rze- 
komo około r. 1815 podany w rozprawie Sokołowskiego jest niewątpliwie mylny. Lata wyryte 
na klockach stwierdzają nam okres działałności drzeworytniczej Kostryckiego w trzecim i czwar- 
tym dziesiątku lat XIX stulecia. Syn jego również Maciej trudnił się odbijaniem drzeworytów ojca, 
a odbijali oni je na papierze kolorowym, wykazując tem samem skłonność do tworzenia obrazu 
barwnego. Aby efekt kolorystyczny tem bardziej podnieść używali oni do odbić zamiast czerni- 
dła drukarskiego róż
ych farb i tym sposobem zbliżali się do wrażenia obrazu kolorowego. Ry- 
cina miała to samo przeznaczenie co obrazek malowany, zdobiła ścianę chaty, ale nie oprawiona 
w ramki tylko wprost przybita lub przylepiona bywała do ściany, jak również do wieka skrzyni 
albo sąsieka. Motywy i forma drzeworytów są indentyczne .z obrazami na szkle. Dość przejrzeć 
zbiór rycin Kostryckiego, by przyjść do przekonania, że polska sztuka ludowa drzeworytnicza 
i obrazowa malarska owego okresu idą jednym i tym samym szlakiem rozwoju formy, stoją na 
. . 
tej samej wyżynie kulturalnej, uczuciowej jak i pojęcia kształtu i barwy. 
Tradycja okolic podgórskich zwłaszcza na Podhalu wskazuje właśnie wędrownych błoniarzy czyli 
szklarzy, że oni to byli twórcami malowanych na szybach obrazków. Wedle opowiadań bywalców 
zakopiańskich istnieją jeszcze dotąd niedokończone obrazki, coby wskazywało właśnie na to, że 
błoniarze sami je malowali na poczekaniu. Za tą hipotezą wreszcie przemawia wyraziście chara- 
kter i pierwiastek czysto ludowy naszych zabytków. Nie obojętną jest zarazem wiadomość udzie- 
lona mi przez p. Seweryna Udzielę a mianowicie, napotkał on w swych naukowych wędrów- 
kach po Nowotarszczyźnie starego gazdę imieniem Łaskiego w Starem Bystrem pod Czarnym 
Dunajcem, co to już siedem krzyżyków przeszedł, który opowiadał jak to drzewiej bywało, kiedy 
we wsi zjawił się malarz: Gaździna kawał płótna oderżnęła ze sztuki, gazda wziął się do wyczy- 


l) Tamże str. 453-479. I 
2) i. w. str. 459, 
S) i. w. str. 460. 461, fig. 20, tudzież J. Łepkowski, Przegląd zabytków przeszłości. Warszawa 1863 str. 28. 


33
>>>
nienia ramek, zaś malarz używszy SClanę za sztalugi przybijał do niej gwoździami płótno a roz-- 
robiwszy farby malował doraźnie święty obrazek. Wykończył go, nakarmił się, pobrał co mu się 
za robotę patrzyło i szedł w inne osiedla, gdzie go wołano. 
Skąd jednak przybyła ta sztuka na Podhale? Oto niepokojące nas pytanie. Na Podhalu, na 
sąsiedniej Orawie i Spiżu krzyżowały się głównie dwa prądy: jeden płynący ze sto.Iicy Polski 
z pobliskiego Krakowa, inny zaś z Węgier przez Słowaczyznę idący. Ale był jeszcze trzeci, 
który szedł wprost z Zachodu, mianowicie ze Śląska a nasycony.czeskiemi i niemieckiemi wpły- 
wami. Dość wspomnieć zabytki rzeźby, aby sobie uprzytomnić sferę wpływów krakowskich i in- 
nych. Tymczasem obraz na szkle malowany między zabytkami krakowskiemi jest rzadki jak łabędź 
czarnopióry. Przypominam sobie zaledwo jeden obrazek Matki Boskiej Anielskiej w oratorjum 
pp. August janek czyli w tik zwanej kaplicy węgierskiej przy kościele ś. Katarzyny. Ładny z XVIII 
pochodzący wieku, ale sam jeden niewystarczy, aby cośkolwiek powiedzieć o istnieniu tego ro- 
dzaju malarstwa na szkle w Krakowie. Otóż nasuwają mi się na myśl wspomnienia z lat dzie- 
cinnych, które z okazami sztuki ludowej i zakresu malowideł na szkle mają niejaką łączność. 
W drewnianym dworze mego dziadka po stronie matki w Tłuczanji pod Wadowicami znajdo- 
wały się trzy portrety malowane na odwrociu szyb szklanych, ta sama technika, co góralskie, 
jeno wyższe kulturą artystyczną a przedstawiające w popiersiach: Króla Stanisława Augusta 
(1764-94), następnie marszałka polnego Gideona Laudona (*1716 t1790), inflantczyka, pier- 
wotnie w służbie rosyjskiej, później austrjackiej, który walczył przeciw Polsce a potem prze- 
szedłszy do służby austrjackiej brał udział w siedmioletniej o Śląsk wojnie (1756-63). Wre- 
szcie trzeci portret przedstawił Fryderyka Wielkiego (1740-86). Śląsk przeżył właśnie własną 
katastrofę podziału a potem patrzał na rozbiory swej macierzy Polski. Te trzy portrety były moją 
i mego brata własnością i około r. 1884 ofiarowaliśmy je ś. p. J. Pollerowi, który zapewniał 
nas wówczas, że zbiory swoje przekaże Muzeum Narodowemu. Portrety owe były dla naszego 
tematu o tyle ważne, że wskazywały prawie wyraźnie na pochodzenie śląskie i jak przypuszczam 
musiały być kupione w składzie szkła śląskiego w pobliskich Wadowicach lub od przekupnia 
czy błoniarza śląskiego. Trzeba bowiem wiedzieć, że Śląsk, obok wysoko rozwiniętego czeskiego 
przemysłu szklanego w Górach Kruszcowych a z drugiej strony obok niemieckiego w Saksonji, 
posiadał swoje własne a niepoślednie szklarnie. Wszystkie trzy środowiska- nietylko położeniem 
geograficznem zbliżały się do siebie, sąsiadowały, ale ponadto wymieniały sobie wzajemnie hut- 
mi
[rzów i towarzyszów szklarskich. W Cieszyńskiem, Opawskiem i na Górnym Śląsku dymiły 
się mnogie kominy hut szklanych, zwanych tu szklarkami. Już w XVII stuleciu przemysł szklany 
w Czechach nabier
 światowego znaczenia, rozwija się świetnie także w Saksonji a podnosi rów- 
nocześnie na Śląsku, gdzie rodzina Preisslerów z Witkowic odgrywa doniosłą w t
Tm przemyśle 
rolę, zakładając w XVII i XVIII wieku coraz to nowe huty szklanne. A jest znamiennym dla 
naszych obrazków zjawiskiem, że najobficiej znajdują się one tam, gdzie w pobliżu istniały nie- 
gdyś szklarnie. Bliższych szczegółów w tym względzie i wiele nowych spostrzeżeń spodziewać się 
należy po pracy p. Konstantego Steckiego "Ludowe obrazy na szkle z okolic podtatrzańskich", 
której druk w R o c z n i k u P o d h a I a ń s k i m przerwała niestety wojna. 
Przepołowiony i zagarnięty przez F ryderyka II Wielkiego Śląsk stracił na znaczeniu a prze- 
mysł jego doznał początkowo naj niespodziewaniej utrudnień. Król bowiem wzbronił dowozu szkieł 
śląskich do starych prowincji pruskich. Pozostała tedy Śląskowi jedyna droga handlowa t. j. pro- 
wadząca ku Wschodowi. Macierz polska była naturalnem miejscem zbytu handlowego a to z na- 
tury swego geograficznego położenia oraz etnograficznych i politycznych stosunków. I tu znów 
przychodzi mi na pamięć wspomnienie z lat szkolnych składu szkła z lat około 1870 r. nieja- 
kiego Kocieża w Wadowicach. Starego szklarza śląskiego, liczącego przeszło osiemdziesiątkę, 
który przed wielu, wielu laty osiadł w Wadowicach, tutaj na szklarstwie dorobił się majątku. 


34
>>>
- 


I . 


. . 
"i' 
" 
,'\'ł t ' , 
 
, -. " 

 \ 
'\ 

 . 
. 
.... 1- 

. " 

 
 
" . , - . 
\ 
, , 
 
" \ " 
 , 

. \ .. 

 \. .. o" 
, ..... - 
. 
\ \ 
'" )) \
 
.. 
. , ...... 
... \ 
;:I
 
( . 
 
 


, . - ... 

 " .ł ,I "r
'tJ 

 , 'ł 
; 
.. , 
- '1

. 
. \

 " 

\\ -:, 
. """ \ """" 
I ., 
,. t 


 
., J 
I " 
 
I \
 
...,' \( 


 r' 

' 
, 
t\"t\ 
 

i - 
'"'J 
...( r " -- ,.. 
" \, 

 

 , - 
 
 '
 
, ! "' 
, l' "I"
- - - .. . -Ii' 
ft 
. . 
,,- /. 
"' r 
.
 
--... 
r _ ......r 
\ o l 
\. .. OBRAZY LUDOWE NA SZKLE MALOWANE ZE ZBIORÓW 
. MIEJSK. MUZEUM PRZEMYSŁOWEGO W KRAKOWIE
>>>
-
>>>
r- .. 


Zajeżdżały tam niemal co tydzień wielkie' ładowne szkłem i fajfurami wozy góralskie ze Śląska 
i wyładowały do dużych składów ceramikę, która stąd rozchodziła się na całą okolicę, na dal- 
sze miasteczka i wsie, przychodzili po szyby błoniarze i szli w świat szeroki. 
Z Janowie pod Białą z nad granicy śląskiej pochodzi obrazek ś. Agnieszki w Muzeum etno- 
graficznem na Wawelu, jakby wskazywał drogę na Zachód, skąd sztuka malowideł na odwro- 
ciu szkieł do Małopolski przychodzi. Sztuka par excellence ludowa, na którą pada jedynie re- 
fleks wyższej kultury. Robi ona wrażenie jakichś prymitywów opartych jeszcze o pierwiastki 
i wzory bizantyńskie. Dlatego to słyszałem na wystawie okrzyk zdziwienia, o jakież to bizantyń- 
skie! Tymczasem wywołuje to wrażenie tylko surowość faktury zresztą niema ona z Bizancjum 
nic wspólnego, jest dzieckiem Sztuki Zachodniej a jej latorośle rosły również na ziemi polskiej. 
Z zachodu, ze Śląska i przez Śląsk prowadzi trakt ruchu handlowo- przemysłowego do Polski. 
Wiemy, że Śląsk odgrywa wybitną rolę w pochodzie idei, które kulturę polską świeżymi pier- 
wiastkami cywilizacyjnemi zapładniają. Tam, to jest na ziemi śląskiej, rozkwita sztuka gotycka 
pierwej niżeli w bardziej na Wschód położonych dzielnicach polskich. Renesans a może i ba- 
rok wcześniej znów zadomowiły się i rozwinęły w starym Krakowie, zaś rokoko bujnie rozkwitł 
'w Warszawie. Śląskie wpływy na Polskę, a Polski na Śląsk działają dalej; w jednych gałęziach 
pracy twórczej więcej, w innych mniej intenzywnie. Od pamiętnego dnia palmowej niedzieli 1921 r. 
będą one wzrastaĆ, filiacja form życia umysłowego będzie się wzmagać, potężnieć, aż doprowa- 
dzi do wielkiego tryumfu geniuszu polskiego. Chłopskie obrazki malowane na szkle uważam za 
'jeden z objawów zapomnianych śląskich wpływów. LEONARD LEPSZY. 


. 


ZNACZENIE FOTOGRAF]I W KULTURZE CZŁOWIEKA. 


Chcąc skreślić znaczenie fotografji w kulturze ludzkiej, 
nieodzowną rzeczą będzie na wstępie w krótkich słowach 
ustalić pojęcie k u l t u r y człowieka. . 
Prawdziwie i rzetelnie pojęta kultura to tyle, co po- 
trzeba człowieka najbliższego zetknięcia się z postula- 
tami prawdy, dobra i piękna. Zatem kultura to wysokie 
szlachectwo człowieczego ducha. 
Jednostki, społeczeństwa, czy też całe narody, dążą 
samodzielnie, t. j. świadomie, względnie nieświadomie, 
a więc kierowane z zewnątrz do osiągnięcia poziomu 
owej prawdziwej i rzetelnej kultury drogą, która roz- 
pada się na trzy zasadnicze kierunki. T e trzy kierunki 
to wychowanie człowieka, jego nauka i ostatecznie a nie. 
odzownie, jak najbliższe współżycie ze sztuką. 
Na podstawie powyższego założenia nietrudno będzie 
zdać sobie dokładnie sprawę, jakiem może być znacze- 
nie, względnie wpływ fotografji na kulturę człowieka. 
Pomijając sprawę wychowania, w którem fotograf ja 
jako taka odgrywa wprawdzie miejscami bardzo donio- 
słą, ale tylko wtórną rolę, w nauce i sztuce oddaje fo- 
tografja człowiekowi fenomenalne usługi. Usługi te są 
o charakterze zarówno pierwiastkowym jak i dydak- 
tycznym. 
Książka, ów najistotniejszy wykładnik wartości intelek- 
tualnej każdego narodu, a w pierwszej linji pierwia- 
stkowa podstawa nauki w dzisiejszem naszem pojęciu 
o rzeczy, bez fotografji byłaby wprost nie do pomy- 
ślenia. Mamy tu na myśli tę nieodzowną dzisiaj ilustra- 
cję książki, którą grafik zazwyczaj drogą przez cynko- 
grafję, autotypję itp. produkuje dla książki w pierwszej 
linji przy pomocy fotografji. 


Grafika, dziś najpotężniejszy czynnik rozwojowy czło- 
. wieka, dostarczający bezwzględnie wszystko co z pisa- 
nem słowem i ilustracją ma związek, stanowiła jeszcze 
niespełna wiek temu sanktuarjum zamkniętego i szczu- 
płego grona miłośników, a stanęła na potężnej i rozle- 
głej podstawie dobra najszerszego ogółu dopiero wtedy, 
kiedy fotograf ja, uporczywie i niezmordowanie przez 
naukę szukana, została wynalezioną i podała człowie- 
kowi w jego usiłowaniach, szczególnie w tym specy- 
ficznym kierunku, pomocną dłoń. O ile dawniej wszel- 
kiego rodzaju reprodukcja. sporządzana wyłącznie na 
drodze ręcznej sprawności rysownika-odtwórcy (drze- 
woryt, litograf ja - wogól 
 autograf ja), nosiła na so- 
bie wybitne znamiona subjektywności, o tyle dziś, przy 
pomocy objektywu i kliszy fotograficznej, grafika po- 
daje wszelkiego rodzaju reprodukcje z absolutną ob- 
jektywnością przy niemal matematycznej dokładności. 
Naprzykład reprodukcja obrazu olejnego, sporządzona 
przy pomocy fotografji, oddaje nietylko z nad :wyczajną 
ścisłością rysunek i natężenie barwy oryginału, ale na- 
wet pozwala rozpoznać z całą dokładnością strukturę 
płótna malarskiego i farby olejnej - ba, nawet cha- 
rakter pociągnięcia pędzla. 
Książka, produkowana\przy pomocy nowoczesnej gra- 
fiki, opatrzona umiejętnie dobraną i zestawioną w treści 
i l u s t r a c j ą, jest też dzisiaj prawie wszystkiem, co 
stanowi o rzetelnym rozwoju człowieka. 
Znany powszechnie jest fakt, że system nauczania przy 
pomocy tablicy orjentacyjnej, ilustr!tcji, obrazu rzucanego 
na ekran itp., stał się dzisiaj prawie że wyłącznym. Za- 
granicą, a częściowo także i u nas, powstały w osta- 


35
>>>
tnich dwóch dziesiątkach lat zupełnie nowe specjalne 
metody nauczania przy pomocy obrazu. Tłómaczy się 
to tem, że wszelkiego rodzai u ilustracja przez swoją 
obiektywność i dokładność w odtwarzaniu przedmiotu 
zarówno nauki jak i praktyki najprościej , a przede- 
wszystkie m najszybciej trafia do pamięci wzrokowei 
uczącego się, pozostawia tam na długo niezatarty ślad, 
a chociaż chwilowo przez uczącego się zapomniana, 
odżywa 'ponownie z całą wyrazistością i świeżością - 
przy ponownem zaobserwowaniu. Tak dalece, że za- 
zwyczai zbędnem jest powtarzanie pisanej treści, sto- 
jącei w związku z daną ilustracją. Kapitalnym tego przy- 
kładem jest kinematograf, w kti*ym, przy jego dzisiai 
przysłowiowej szybkości zmiany obrazów na ekranie, 
nieraz bardzo poziomy intelekt widza orjentuje się isto- 
tnie z błyskawiczną szybkością w scenach ekranu, któ- 
rych nigdy i nigdzie w życiu praktycznie nie widuje. 
Mamy tu na myśli owe wnętrza pałaców upstrzone fra- 
kami itp. szumnymi akcesoriami scenerji, na których ów 
widz z najbliższych ekranowi miejsc, a więc przeważnie 
o problematycznei jakości intelekcie. wyznaje się bardzo 
dobrze i :r:dradza wszelkie znamiona "fundamentalnego 
zrozumienia rzeczy". A dodać do tego należy, że kine- 
matograf, wyświetlając dziś przeważnie t. zw. "dramaty" 
ro:r:bawione wszelkiego zdrowego smaku, podaje je za- 
zwyczaj w akcji o bardzo kabalistycznei konstrukcji. 
Na demonstracyjnei wartości ilustracji nie kończą się 
iednakże usługi fotografji w nauce i praktyce. Bezwa- 
runkowo donioślejszym, a miejscami wprost dominują- 
cym jest kierunek owej pomocy fotografji w nauce 
o charakterze czysto pierwiastkowym. Nauka zawdzię- 
cza bowiem fotografji tysiące fenomenalnych odkryć, 
dokonanych w y ł ą c z n i e przy pomocy objektywu i kli- 
szy fotograficznei. 
Oto, kiedy w naszym kraju ten i ów zaledwie ma 
pojęcie, że istnieje fotografia zdatna raz ku uciesze, to 
znowu rzadko kiedy ku poważniejszym zamiarom wy-. 
branych iednostek - na szerokim świecie potężnego 
kulturą zachodu - W orthington fotografuje upadek 
kropli mleka na powierzchnię wody w ośmiu fazach 
w odstępie zaledwie kilku tysięcznych części sekundy, 
odkrywając w tym drobnym na pozór fakcie dziwy 
i cuda, - Oosting wykreśla objektywem na kliszy fo- 
tograficznej krzywiznę elektrycznych prądów zmiennych, 
oscyluiących w gruszy Brauna, wykazuiąc wszystkie naj- 
drobniejsze odchylenia tej krzywizny od sinusowego 
prawa, dając tem lapidarną podstawę do korrekty 
w konstrukcjach elektrycznych generatorów i moto- 
rów, - W olf i Rheden wydają fotograficzne karty nie- 
bieskiego globu z dziesiątkami setek nieznanych dotąd 
gwiazd, - Hale, amerykański badacz fizyki słońca, po- 
twierdza przy pomocy fotospektrografu istnienie feno- 
menu Zeemana vi plamach słonecznych, pierwotnie tylko 
hipotetycznie scharakteryzowanych jako siedliska wol- 
nych elektronów, - Topler wykreśla fotograficznie, 
skonstruowanym przez siebie variometrem t. zw. ba- 
rogramy, dozwalające odczytać 1/500.000 część atmosfery 
w ciśnieniu powietrza, - Miiller i Krems fotografuje 
w sposób kapitalny bjologiczne przeiawy roślinnej ży- 
wotności, - Kohler i Rohr konstruuią aparat mikrofoto- 
graficzny, operujący ultrafjoletowymi promieniami i mo- 
nochromicznymi obiektywami z kwarcu, osiągaiąc mikro- 
fotogramy z bjologji ludzi i zwierząt zdumiewające 
fenomenalnością odkryć, - prof. Mareys, paryski fizjo- 

og, fotografuie a k u s t Y c z n e fale i przy pomocy wy- 
nalezionego przez siebie aparatu, owego p i e r w s z e g o 


36 


kinematografu fotografuje niezmordowanie ruch skrzydeł 
różnych ptaków, w tem nieuchwytny dla ludzkiego oka 
ruch skrzydeł mewy morskiej, - Cranz konstruuie 
ba lli styczny kinematograf, dozwalaiący na dokonanie 
pięciu tysięcy zdjęć w je dp e i s e k u n d z i e, który 
dopiero umożliwił matematycznie dokładne obliczenie 
prędkości biegu kuli karabinowej, pędzącej z szaloną 
szybkością 700 i więcej metrów na sekundę, fotogra- 
fując przytem równocześnie ze zdumiewaiącą wyrazisto- 
ścią układ cząstek powietrza kłębionych bryzantnością 
pędu pocisku, - Buil konstruuje fotoheljograf, w któ- 
rym klisza fotograficzna, względnie film reaguie jeszcze 
na naświetlenie w czasie 1/42.000 części sekundy!! odtwa- 
rzając przy pomocy tego fenomenalnego instrumentu 
ruch membran skrzydełkowych insektów, liczący u nie- 
których gatunków 300 i więcej pulsów na jedną se- 
kundę, fotografując w ten sposób między innymi ruch 
skrzydełek ważki wodnej, przesubtelny i przez nikogo 
dotąd nieobserwowany. 
A dalej cóż powiedzieć o fotogrammĘ:trji, która, ope- 
rując zaledwie z dwóch, a bardzo często tylko z jednego 
miejsca obserwacyjnego, dozwala na naj dokładniejsze 
zdięcia, zwłaszcza falowanych, a tak trudnych dla po- 
mierzenia terenu w przeciągu zaledwie kilkunastu minut 
czasu, gdy tymczasem pomiary pizy pomocy teodolitu, 
przy wynikającem z natury rzeczy pominięciu tysięcy 
szczegółów w obrazie terenu, trwają nieraz całe długie 
lata. A nauka i praktyka rentgenografii, która umożli- 
wioną została dopiero przy pomocy kliszy fotograficznei, 
co zdecydowało o epokowym przewrocie w badaniach 
chorób wewnętrznych i zabiegach chirurgicznyclt! A cały 
niedający się zmierzyć jednym rzutem oka p r z e m y s ł 
ileż zawdzięcza fotografji?! A publicystyka i krymina- 
listyka czyż byłyby w naszem dzisiejszem pojęciu o tych 
rzecZiłch do pomyślenia bez nawet bardzo wyrafinowanej 
aparatury fotograficznej? 
Jest też rzeczą najoczywistszego niepodobieństwa skre- 
ślić na tem miejscu choćby tylko w najogólniejszych za- 
rysach całokszałt umiejętności fotograficznej w stosunku 
do potrzeb dyktowanych kulturą człowieka. Wszakże po- 
wyższe uwagi poruszają zaledwie kilka dziedzin pracy 
ludzkiej a pozostaje ich jeszcze cały długi szereg, za- 
równo w ścisłei nauce jak i w praktyce, i tak też 
odnośna fachowa literatura obejmuje dziś już kilka 
dziesiątek specjalnych obszernych dzieł, traktujących 
wyłącznie o zastosowaniu fotografji w nauce, technice 
i sztuce. 
Kończąc te ogólne uwagi o zastosowaniu fotografji 
w 
auce zatrzymujemy się przy trzecim na wstępie przy- 
toczonym kierunku rozwoju człowieka t. i. przy sztuce. 
Wpływ sztuki w kulturze człowieka jest ważny i po- 
tężny. A łatwo zdać sobie sprawę, zastanowiwszy się 
czem jest sztuka wogóle. 
Sztuka iest to ów przedziwny sposób, którym arty- 
sta oddaje, odtwarza zupełnie indywidualnie wszystko 
to co w otaczającym go świecie widzi, słyszy i czuje. 
Dalei sztuka prawdziwa i stczera posługuje się tylko 
postulatem prawdy, dobra i rzeczywistego piękna, a więc 
postulatem, który jak wspomnieliśmy na wstępie, jest 
wszystkiem w rzetenej kul turze. 
Cóż stąd widzimy? - Widzimy stąd, że w tych ty- 
siącznych i tysiącznych tworach prawdziwej sztuki po- 
daną jest człowiekowi do wyboru olbrzymia tęcza barw 
i odcieni tysiącznych i tysiącznych indywidualności ar- 
tystów z której każdy człowiek czerpać może dowoli 
i dobierać sobie wszystko to, co jego osobistemu od-o
>>>
. 


czuciu piękna najlepiej dogadza. A ponieważ wszystko 
to bierze swój początek z prawdy, dobra i piękna za- 
tem sztuka, o ile ją człowiek potrafi odczuć, stanowi 
pozłocistą ramę jego kultury. 
Łatwo więc zrozumieć czem musi być popularyzacja 
dzieł sztuki w kulturze człowieka. 
I na tem polu fotografia ujawniła swoje epokowe 
zuaczenie. Popularna a więc w pierwszej linji łatwa ta- 
nia a dobra reprodukcja dzieł sztuki, przy wyżej wspo- 
mnianej nadzwyczajnej objektywności i dokładności od- 
twórczej fotografji, w grafice pozostałaby prawdopodob- 
nie na zawsze tylko marzeniem, gdyby umiejętności fo- 
tograficznej nie stało. 
O wszystkiem tem u nas w kraju albo zgoła nic się 
nie wie, albo wie się tak niewiele, że dla jednostki 
orjętującej .się w tym przedmiocie owa ignorancja wy- 
daje się jak gdyby rodzajem krzywdy dla wielkich umy- 
słów, które nie zmordowaną swoją pracą, uporczy- 
wie szukając, fotografję odnaleźli i tę umiejętność ugrun- 
towali. 
Nie czyniąc naturalnie kogokolwiek odpowiedzialnym 
za taki stan rzeczy w naszym kraju, należy 'tylko z ca- 
łym naciskiem podkreślić, że stan ten będzie w Polsce 
tak długo istniał, jak długo nie będzie podjętem usi- 
łowanie w kierunku uświadomienia nie tylko intereso- 
wanych ale i szerszego ogółu, czem stała się fotograf ja 
niemal we wszystkich usiłowaniach kulturalnego człowieka. 
Jest naturalnie rzeczą najoczywistszą, że o takiem uświa- 
domieniu dotąd u nas mowy być nie mogło. Bo kiedy 
w kraju ten i ów zakład naukowy, względnie pojedyncze 
jego katedry, nie mówiąc już o uczelniach niższego typu, 
szkołach zawodowych itd., - nieraz z dumą wskazują, że 
posiadają "aż" ciemnię fotograficzną, od której do owego 
uświadomnienia naturalnie jest jeszcze niezmiernie da- 
leko, zagranicą przedewszystkiem zaś w Niemczech już 
12 lat temu, bo w r. 1908. zostaje utworzoną w Mona- 
chium pierwsza specjalna uczelnia z katedrą fotografji 
pod kierunkiem profesora dra Luthra, jednego z naj- 
tęższych praktyków na polu umiejętności fotograficznej 
w Niemczech. Niemal równocześnie profesor Miethe 
wsparty kolosalną subwencją rządową tworzy w Ber- 
linie; dziś chyba największy o tym charakterze zakład 
naukowo doświadczalny z katedrą fotografji pomiesz- 
czony w specjalnym gmachu, a rozporządzający bogac- 
twem wewnętrznego urządzenia, o jakiem się nawet nie 
śniłą największym i najpoważniejszym naszym zakładom 
naukowym, analogicznie w ich zakresie działania. Po- 
zatem, nie licząc innych katedr fotografji z czasem 


przy różnych zakładach naukowych w Niemczech po- 
wstałych, poczynają się mnożyć tamże niezlicwne t. z. 
p rak t Y c z n e s z koł y f o t o g r a f j i, których spo- 
tyka się w większych miastach nawet po kilka naraz. 
Obliczone one są w pierwszej linji na wyszkolenie z a- 
wo d o w y c h fotografów w celu zatamowania tej bez- 
nadziejnie do niedawna tam toczącej się fali produko- 
wania mocno manuelnie podchmielonych portretów fo- 
tograficznych z tym i u nas aż nadto dobrze znanym 
,im i ł y m u ś m i e c h e m" modela na twarzy, urągającej 
nawet najprymitywniejszemu pojęciu o zdrowym smaku, 
oraz równorzędnie przeznaczonych dla kształcenia fa- 
chowych g r a f i k ó w. Temu też ostatniemu kierunkowi 
tych szkół zawdzięczają Niemcy ów kolosalny i zawrotny 
dzisiaj wzrost swojej grafiki bijącej bez konkurencji 
najtęższe dzieła Francji, a nawet Anglji. 
Było to wszystko wynikiem bezustannych wysiłków 
sławny;h z naz
iska przedstawicieli świata nauki i pra- 
ktyków. 
Długi szereg tych pracowników i znowu przedewszy- 
stkiem w Niemczech gruntuje prawidła bardzo zawiłej 
wiedzy fotograficznej, które podjęte przez kolosalny dziś 
przemysł fotograficzny niemiecki dały tam istotnie wprost 
fenomenalne wyniki w fotograficznej optyce i chemji. 
I teraz zachodzi pytanie: Czyż ta nasza wolna już. 
Ojczyzna ma dalej wieszać się u obcej, przeważnie wro- 
giej nam klamki, na tym tak doniosłego znaczenia polu 
usiłowań człowieka i posługiwać się tylko resztkami plo- 
nów prac zagranicy łaskawie nam podanych?? 
Autor jest najgłębiej przekonany, że rodzima czysto 
polska inwencja pracy jest aż nadto wystarczającą, aby 
w kraju naszym podjąć z tem związane usiłowania. Rzecz 
jest wprawdzie trudna, jednakowoż bezwarunkowo do 
zrobienia i zrobioną być musi. Chętnych i tęgich móz- 
gów do pracy mamy dość, trzeba im tylko dać począ- 
tek i niemi umiejętnie z miejsca ruszyć. Naturalnie je- 
dnostka nic tu nie zdziała, lub bardzo niewiele, bo, jak 
wspomnianem zostało, rzecz jest trudua i ciężka, prze- 
dewszystkiem zaś dla pojedynczego człowieka już w sa- 
mem założeniu zbyt kosztowna. 
Trzeba zatem szerzej pojętej akcji i skoordynowania 
sił wszystkich, któreby w tym kierunku zechciały swoją 
dobrą wolę okazać. 
Jeżeli powyższe wywody zatrzymają uwagę ludzi do- 
brej woli nad poruszonym przedmiotem i na razie choćby 
tylko skłonią do pomyślenia nad nim, to autor tem sa- 
mem swój początkowy cel z tem związany osiągnie, 
dając rzeczy tej potrzebny początek. KAZIMIERZ CYBULSKI. 


S ZTU KA D R U KARS KA. 


Wytrącona z normalnych torów praca s p o ł e c z n a, 
a w niej poszczególne zawody, zaczynają powoli po- 
wracać do równowagi i kontynuować swe prace w tem- 
pie przyspieszonym, chcąc nadrobić stracony czas. Spo- 
strzegli bowiem wszyscy, że na wytwórczości naszej pracy 
ręcznej i na jej jakości znać wpływ lat ostatnich. Tkwi 
w niej znamię niewykończenia solidnie rozpoczętej ro- 
boty, wygląda niepokój jutra i poznać niejednokrotnie, 
że nie te same ręce kończyły, które rozpoczęły dzieło. 
Widać także, że duch był zdala, gdy ręce tworzyły. 
Rozważając jednak w tym artykule nad "Sztuką dru- 
karską" i chcąc jej poświęcić słów parę, stwierdzić się 


(, 


. 


... 


musi, że i ten zawód uległ ogólnemu prądowi. Tylko 
w drukarstwie rozpoznano popełnione błędy i ruch zmie- 
rzający ku odrodzeniu zawodu rozpoczęto. 
W wielu artykułach rozrzuconych po pismach zawo- 
dowych, autorzy starają się usprawiedliwić ów stan, chcąc 
osłabić wrażenie tych co pamicttają "złote czasy" na- 
szego drukarstwa. W każdym razie rozpoczynają nawo- 
ływanie, a chociaż są to głosy odosobnione, jednak 
echo coraz bardziej budzi ludzi dobrej woli i choć słabe, 
jednak usiłowania zyskują już pewne rezultaty. 
W naszej wielkiej Ojczyźnie, przedewszystkiem War- 
szawa chce prawa stolicy wyzyskać i na tem polu przo- 


. 


31
>>>
dować, mając zamiar stworzyć państwowy Instytut gra- 
ficzny. jednak, iak dotychczas wiadomo, usiłowania na- 
trafiają na trudności, chociaż są bardzo poważne dane, że 
plany przybiorą realne szaty, lecz pod warunkiem, je- 
śli będą powierzone tym, którzy wytworami sztuki naszej 
już teraz odcinaią się od szablonu ogólnego. Zauwa- 
żyliśmy, na półkach księgarskich wydawnictwa świad- 
czące o postępie, ale ze zdziwieniem widzimy i takie, 
które żadnych wysiłków nie wykazują. 
W Wielkopolsce towarzysze sztuki drukarskiej, po 
wycofaniu I się niemców, ujęli swój zawód i utworzyli 
w Poznaniu Towarzystwo graficzne, które maiąc popar- 
cie c2'ynników miarodajnych rozwija się; wychodzi or- 
gan zawodowy "Przegląd graficzny"; jest szkoła za- 
wodowych rysunków i urządzono w grudniu 1920 roku 
wystawę swych prac. Ocena tej wystawy była oma- 
wianą, a krytyka zawodowa przychylnie ją przyjęła. 
We Lwowie, jak dotychczas, warun
i polityczne sta- 
wiały to miasto we wyjątkowym położeniu. Przed wojną 
były nadzieje, niestety jednak kataklizm wielkiej wojny 
zniszczył zamysły i sprawił pewien zastój, dopiero naj- 
bliisze dni przyniosły wieści, że tamtejszy Instytut .tech- 
nologiczny dla przemysłu i rzemiosł, rozpoczyna energi- 
czną prącę w kierunku kształcenia zawodowego dru- 
karskiego, są czynione starania nawiązania kontaktu i przy 
dobrej woli i energji, a pomocy ze strony interesowa- 
nych, zwrot ku lepszemu nastąpi rychło. 
Pozostałby do omówienia Kraków, który dotąd dziel- 
nie dzierży prym jako kolebka drukci.rstwa polskiego. 
jednak lata wojny i tutaj się zaznaczyły. To też, gdy 
tylko przebrzmiały surmy bojowe i powracać zaczęła 
brać drukarska do kaszty, zauważono braki i co ry- 
chlej zabrano się do pracy. Praca też idzie, ale iak do- 
tąd tylko z inicjatywy towarzyszy, którym Dyrekcja Mu- 
zeum przemysłowego nieskąpi poparcia i użycza gmachu 
muzealnego na cele wykładów. W r. 1914 rozpoczęte 
wykłady zawodowe, musiano przerwać w czasie wojny, 
lecz iuż w roku 1919-20 urządzono dalszą naukę, 
a obecnie tj. w roku 1920-21 trwał dalszy kurs. Praca 
w kierunku kształcenia się zawodowego postępuje i cho- 
ciaż są jeszcze pewne usterki, są one jednak wskazów- 


. 


kami na przyszłość, dając pewnosc. Żł- zwrot ku do- 
bremu rychło nastąpi. Ostatnio także wezwano i uczni 
drukarskich do współudziału w nauce, co w praktyce 
okazało się nader korzystne m, bo młodzież nasza, owi 
adepci na przyszłych towarzyszy sztuki drukarskiej, do- 
syć chętnie uczęszczała na naukę. Jest to objawem na- 
turalnym, gdyż uczniowie poza praktyką w pracowniach 
radziby usłyszeć o swym zawodzie coś więcej, szerzej, 
czego im najlepsze książki nie dadzą, iak to uczyni 
"żywe słowo". · 
T o też z tą sprawą wiąże się dalsza ogólna kwest ja 
nauczania uczni. Nienormalne warunki życia ostatnich 
lat sprawiły, że stopień zdolności zawodowej t. zw. uczni 
"wojennych, których z tytułu ich przynależności i powo- 
łania do woiska wcześniej wyzwalano prawie we wszyst- 
kich zawodach - jest nader problematyczny, a także 
i tych, których wyuczano w pracowniach pozbawionych 
sił należycie ukwalifikowanych. Znaiąc ten stan i tę ka- 
tegorję robotników wie się, że obecnie tylko d9datkową 
nauką można wyrównać im braki. T o też z pewnem 
rozczarowaniem staje się, przed brakiem poczucia u in- 
teresowan
h i wobec braku poparcia. 
Spotyka się tutaj jakąś dziwną obojętność, niemal 
lekceważenie. Widzi się, że pracę traktuie się tak, jakby 
była tylko na dziś, a nie pomyśli o jutrze i o tem, że 
owoce tej pracy pozostaną i będą krytycznie przyięte 
przez przyszłość. 
Należałoby wywierać pewną presię moralną na tych, 
u których wyczuwa się braki i na każdym kroku wy- 
kazywać konieczność nauki, a wreszcie na najbardziej 
oporne iednostki użyć przymusu. 
Przedewszystkiem Państwo pierwsze obowiązane jest 
stale na ten cel powiększać subwencję, a tem samem 
zachęcić, do przełamania przeszkód natrafianych na tym 
polu pracy. 
jesteśmy przeświadczeni, że pokonanie trudności zwią- 
zanych ze sprawą ogólnego kształcenia zawodowego, 
przyniesie korzyści nie tylko iednostkom, lecz całemu 
społeczeństwu - a przedewszystkiem w zawodzie dru- 
karskim - przywróci naszemu polskiemu drukarstwu 
dawny splendor. L. K. 
. 


KRONIKA. 


TOW ARZYSTWO POPIERANIA PRZEMYSŁU LU- 
DOWEGO. Kiedy i w jakich warunkach otwiera się 'pole 
dla wytwórczości ludowej może stwierdzić z iednej strony 
zapotrzebowanie, z drugiej zaś dobra organizacja warszta- 
tów pracy. jeżeli sili weźmie pod uwagę zaszłe zmiany 
ekonomiczne i ciągłe oczekiwanie rozwoju wielkiego 
przemysłu fabrycznego, to nie ulega naimniejszej wąt- 
pliwości, że stan ten przejściowy stwarza doskonałe 
podłoże dla drobnego domowego przemysłu. Nie zna- 
czy to jednak, aby niektóre zwłaszcza działy wytwór- 
czości ludowej, nie dały się utrzymać nawet przy peł- 
nym rozkwicie wielkiego przemysłu fabrycznego. Zorga- 
nizowanie przemysłu ludowego w stowarzyszenia wy- 
twórcze przez tej miary działaczy na polu przemysłu 
artystycznego iakimi są członkowie obecnej Dyrekcii 
T owarzystwa popierania przemysłu ludowego pp. An- 
toni Buszek i Kazimierz Młodzianowski daje nailepsze 
gwarancje jego rozwoju. 
Jak ze sprawozdania za rok 1920/21 wynika - To- 


38 


.. 


warzystwo prowadziło kilka szkół i kursów, a miano- 
wicie: kursy uzupełniaiące tkackie, kursy czapnicze, 
koronkarskie, oraz koszykarskie. Towarzystwo prowa- 
dziło akcję organizującą na wsi wśród wytwórców wią- 
żąc ich w stowarzyszenia wytwórcze o charakterze współ- 
dzielczym, otwierało oddziały swoje na prowincii, pro- 
wadziło Okregowe Instruktorjaty dla poszczególnych 
dziedzin przemysłu ludowego. Przez urządzanie wystaw- 
pokazów wyrobów przemysłu ludowego oraz narzędzi 
i warsztatów, jakoteż przez odczyty o przemyśle ludo- 
wym wygłaszane na tych wystawach i zebraniach ludo- 
wych w różnych okolicach kraju, nie wyłączając ziemi 
poznańskiej i Pomorza, zachęcało do uprzemysłowienia 
naszego kraiu, a przez urządzanie wystaw zagranicznych 
starało się stworzyć dla tego przemysłu szerokie rynki 
zbytu. . 
T owarzystwo posiada pracownie we własnym gmachu 
w Warszawie przy ul. Tamka l. W warsztatach T 0- 
warzystwa zwraca uwagę przedewszystkiem dobrze wy- 


. 


.
>>>
posażony oddział tkacki, w którym to p. Buszek rozwija 
własny sposób nauczania, prowadzący bezprzecznie do 
utrzymania właściwego charakteru wytwórczości ludo- 
wei. Wszystkie odmiany, zależne od cech właściwych 
pewnym okolicom, uwzględnia w sposób bardzo prosty 
i racionalny, bo niezabijaiący w nauczaniu indywidual- 
nych upodobań nabytych drogą tradycji w tym środo- 
wisku skąd przybywają uczący się do pracowni T Owa- 
rzystwa dla udoskonalenia wiadomości 
echnicznych. 


W ARSZT ATY PRACY WŚRÓD ZYDÓW POLSKICH 
Komitet pomocy żydów polskich rozporządzający fun- 
duszem, zebranym w Ameryce dla biednej ludności 
żydowskiej w Polsce przystąpił jeszcze przed rokiem 
do zorganizowania szeregu warsztatów, przy pomocy 
których pragnie z jednej strony wytworzyć w społe- 
czeństwie żydowskie m stan rzemieślniczy, z drugiej zaś 
w sposób produktywny dopomóc potrzebującym pomocy. 
Z nadesłanego sprawozdania wynika, że akcja ta jest 
prowadzoną bardzo intenzywnie i dała następuiące wy- 
niki. . 
W Żywcu utworzony został kurs wyrobu zabawek 
z masy papierowej z trzema siłami nauczycielskimi wtem 
jeden inżynier z Czech. Pod kierunkiem tego inżyniera 
prowadzony był oddział modelowania i w nim wyra- 
biano różne formy, które oddawano rodzinom w róż- 
nych miejscowościach, celem masowego wyrobu zaba- 
wek. Nauka wyrobu tych zabawek nie trwa w ten spo- 
sób długo, gdyż polega ona tylko na odlewaniu, ogła- 
dzaniu i kolorowaniu zabawek. Obok tego działu 
utworzonym był kurs wzorowej stolarki i rralanterii 
drzewnej. Na kurs ten uczęszczało 15 do 20 chłopców. 
Analogiczny kurs utworzony został w Rzeszowie, gdzie 
uczęszcza około 30 uczniów różnego wieku. 
Dalej urządzono warsztaty wzorowe dla koszykarstwa 
w Rudniku z 18 uczniami, w Nowym-Sączu z 47 ucz- 
niami, w jarosławiu z 10 uczniami. organizuje się zaś 
kursa koszykarskie we Frysztaku i Przemyślu; 
2) szczotkarstwa w Krakowie z 20 uczniami, w Prze- 
myślu z 8 uczniami; 
3) stolarskie w Mielcu z 10 uczniami, w Dębicy z 6 
uczniami, w Łańcucie z 9 uczniami; (organizuje się sto- 
larnię w Sędziszowie); 
4) szycia i kroju (szwalnia) w Trzebini z 36 lIczeni- 
cami, w Przemyślu z 23 uczenicami, w Mielcu z 60 ucze- 
nicami (organizuje się szwalnię w Maidanie Kolbuszow- 
skim); 
5) haftów i 
w Tarnowie z 


krawiectwa w Łańcucie z 18 uczenicami, 
10 uczenicami, w Ołpinach z 12 uczeni- 
. 


caml; 
6) szewski w Mielcu z 13 uczenicami, (organizuje Się 
w Tarnobrzegu i Radomyślu Wielkim); 
7) pończoszkarski i trykotarski w Jaśle; 
8) sztuki stosowanej i wypalaniu w drzewie w jaśle 
z 5 uczenicami; 
9) ślusarski w Łańcucie z 3 uczniami, (organizuie się 
w jaworznie); 
10) rymarstwa i siodlarstwa w Rozwadowie (organi- 
zuje się). · 
Obecnie dąży Komitet do stworzenia specjalnych war- 
sztatów wzorowych mających na celu uzyskanie instru- 
ktorów. W tym celu zorganizował w Krakowie specjalne 
kursa koszykarstwa, szczotkarstwa, stolarki, krawiectwa 
damskiego i męskiego, a w najbliższej przyszłości przy- 
stąpi do owyrobu kilimów i haftów. 
Organizacja powyższych warsztatów jest różnorodna. 


.. 


. 


Niektóre kursa daje się przedsiębiorcom do prowadze- 
nia w ich własnym zarządzie, przyczem Komitet oddaje 
przedsiębiorcom tylko lokal, względnie płaci za lokal 
i wynagradza szkodę za zniszczony przez uczniów w cza- 
sie nauk. materjał. W innych wypadkach płaci kierowni- 
kowi stałą pensię, prócz tego kierownik pobiera udział 
w zyskach. Wreszcie niektóre kursa prowadzi Komitet 
we własnym zarządzie. 
W miesiącu grudniu roku przeszłego urządził Komi- 
mitet wystawę wyrobów swoich warsztatów zorganizo- 
wanych w Towarzystwo pod nazwą "Pard". 
Wystawa ta wykazała dążność do wytworzenia r: o - 
dzimego przemysłu domowego, opartego na motywach 
ludowych, co w niektórych zwłaszcza wyrobach jak ko- 
ronkach, meblach i pracach snycerskich, umiejętnie 
i korzystnie zdołano przeprowadzić. 
Zadaniem i celem Towarzystwa" Pard" według 
 2 iest: 
"Podniesienie dobrobytu swoich członków wśród lu- 
dności żydowskiej przez wskrzeszenie względnie powo- 
ływanie do życia nowych gałęzi przemysłu domowego, 
artystycznego względnie rękodzieła. 
Sprowadzenie i zakupno surowców, organizowanie 
sprzedaży i zakupu gotowych wyrobów. 
Zakładanie szkół i warsztatów wzorowych i doświad- 
czalnych, urządzenie kursów, bibljotek, czytelń, odczy- 
tów, pogadanek, wystaw, wydawnictwo książek, broszur, 
rozpisywanie konkursów i t. p. urządzeń służących do 
podniesienia wiedzy ogólnej i fachowego wykształcenia 
członków". 


SZKOŁA PRZEMYSŁU ARTYSTYCZNEGO W KRA- 
KOWIE. Pierwsza państwowa szkoła przemysłu arty- 
stycznego otwarta w roku 1918 jako czwarty wydział 
szkoły przemysłowej kończy w tym roku swój trzech- 
letni kurs ogólny. Od jesieni będą uruchomione spe- 
cjalne oddziały: ceramiki, grafiki, rzeźby i malarstwa 
dekoracyjnego oraz tekstylny. Wpisy i egzamina odbędą 
się 30 czerwca i 3 października. 
Pomimo, że szkoła pracowała dotąd w bardzo cięż- 
kich warunkach bo pomieszczenie odpowiednie otrzy- 
mała dopiero w bieżącym roku, może się wykazać bar- 
dzo poważną frekwencją a przedewszystkiem bardzo 
bogatym plonem swej działalności. Sprawozdanie szkoły 
tej wykazuje kilkadziesiąt nagród przyznanych uczniom 
na konkursach pozaszkolnych z różnych dziedzin prze- 
mysłu artystycznego a to najlepiej świadczy o poziomie 
szkoły i kierunku pedagogicznym. 
Grono profesorów stanowią: jan Raszka iako prze- 
łożony Wydziału, jan Bukowski, Wiesław Zarzycki, T a- 
deusz Szafran. Anatomję wykł.-:da Dr. Henryk Kunzek, 
historję artystycznego przemysłu Dr. Kwiatkowski, che- 
mię i naukę o materjałach Dr. Krzemecki, ustawodaw- 
stwo Radca Kolbuszowski, rysunek techniczny prof. 
Górka, buchalterję prof. Haraszyn. 
W najbliższym czasie mają być obsadzone-dalsze ka- 
tedry, a wydział przeistoczy się na odrębną i samo- 
dzielną szkołę przemysłu artystycznego. 


ZBIÓR FOTOGRAF JI I RYCIN. Materjał ilustracyjny 
z zakresu sztuk i rzemiosł niezbędny dla utrwalenia 
wytwórczości rodzimej, ma ogromne znaczenie nietylko 
dla historji sztuki ale i dla rzemieślnika, który do tej 
pory z braku odpowiednich publikacji polskich czerpał 
ze zródeł obcych. W zbiorach bibljoteki Muzeum Prze- 
mysł. w Krakowie znajduje się bardzo poważne archi- 
wum dokumentów, ilustrujłłcych zabytki budownictwa, 


39
>>>
malarstwa dekoracyjnego, rzeźby, wszelkiego rodzaju 
wyrobów sztuki ludowej i przemysłu artystycznego. Zbiór 
ten powstał dzięki ofiarności, po części zaś drogą za- 
kupu lub zamiany dubletów. Obok pięknie wykonanych 
fotografji znajdują się tam zwykłe widokówki, które 
stanowią w niejednym wypadku wyłączny dokument 
zniszczenia zabytków sztuki. Zarząd Muzeum zwraca się 
z apelem o dalszf' zasilanie bibljoteki fotografjami, ry- 
sunkami, sztychami, wycinkami z dawnych czasopism, 
widokówkami z zakresu sztuk i rzemiosł i t. d. 


KONKURS NA WZORY DLA PATRONOWEGO 
MALARSTW A POKOJOWEGO. Zarząd miejskiego 
Muzeum przemysłowego imienia Dra A. Baranieckiego 
w Krakowie ogłasz,a konkurs celem uzyskania wzorów, 
które maią służyć jako materiał dla wydawnictwa. 
Wydawnictwo to, pierwsze, jakie w Polsce powstaie, 
ma za zadanie zastąpić wzory zagraniczne (przeważnie nie- 
mieckie), którymi dotychczas powszechnie sic posługi- 
wano, wprowadzając do naszych mieszkań obce nam 
duchem i przeważnie liche zdobnictwo. 
Posiadając w sztuce ludowei bogate źródła swojskich 
motywów, musimy dążyć do tego aby na ich podsta- 
wie wytworzyć zdobnictwo własne. Projekty przesyłane 
na konkurs mają być opracowane dokładnie w natural- 
nej wielkości farbami kryiącymi (gwasz, tempera, ka- 
seina, ewent. kleiowa) tak, aby bezpośrednio nadawały 
się do reprodukcji. 
Konkurs niniejszy obeimuje 3 działy, a mianowicie: 
I. Fryz o szerokości od 5 cm. do 20 cm. w jednym 
kolorze. F ryz ten ma stanowić zamknięcie górne koloru 
ściany i może być umieszczony na kolorze ściany, albo 
ponad nim (na kolorze sufitu). 
Na projekcie winien być uwidoczniony kolor ściany 
i sufitu. 
Projekty muszą być tak skomponowane, aby mogły 
być wykonane patronem bez poprawiania pendzlem. 
Pierwsza nagroda wynosI Mkp. 5000'- 
druga " " ,,3000'- 
trzecia " " ,,1000.- 
II. Fryz o szerokości od 5 cm. do 20 cm. w dwóch 
lub trzech kolorach, wykonany jak poprzednio. 
Pierwsza nagroda wynosi Mkp. 4000'- 
druga " " ,,2000.- 
trzecia " " ,,1000'- 


III. Deseń ścienny (tapetowy) w jednym, dwóch, lub 
trzech kolorach winien być wykonany również w natu- 
ralnej wielkości i musi obejmować przynajmniej ieden 
całkowity motyw powtarzający sic (raport) i zajmować 
powierzchnię 50/70 cm. 
Pierwsza nagroda 
druga " 
trzecia 


" 


wynosI Mkp. 4000.- 
" 3000'- 
1000'- 


" 


" 


" 


Prace należy nadsyłać do kancelarji mieiskiego Mu- 
zeum przemysłowego im. Dra. A. Baranieckiego (ulica 
Smoleńska 9. I. p.) do dnia 15. lipca b. r. godz. 12-ta 
w południe. 
Jury stanowić będą: 
Z ramienia Muzeum: pp. Karol Homolacs i Kazi- 
mierz Witkiewicz, 
Z ramienia Szkoły przemysłowej (Wydział art.) pp. 
prof. Jan Bukowski i Wiesław Zarzycki. 
PP. Karol Orlecki i Karol Węgrzyn jako majstrowie, 


40 


.. 


oraz Delegat Ministerstwa sztuki i kultury p. Dr. Hen- 
ryk Kunzek. 
Prace nagrodzone stają się własnością Muzeum. Po- 
nadto projektowane jest zakupno większej ilości wzo- 
rów nie nagrodzonych. 
Bezpośrednio po rozstrzygnięciu tego konkursu ogło- 
szony zostanie następny konkurs, który obeimie proie- 
kty na ozdobniejsze pokoie, sufity i klatki schodowe 
z terminem 15. września. 
Dla orjentacji w tęchnicznych wymaganiach, oglądać 
można codziennie w kancelarji Muzeum od godz. 8-2, 
dotychczas używane niemieckie wzory. 


ROZSTRZYGNIĘCIE KONKURSU NA NAPIS T A- 
BUCY ELEKCYJNEJ W MUZEUM PRZEMYSŁO- 
WEM W KRAKOWIE. Z pośród dziesięciu nadesła- 
nych prac przyznano I nagrodę Czesławowi WaUisowi 
uczniowi wydziału przemysłu artystycznego państwowej 
szkoły przemysłowej w Krakowie. Wzmianki pochwalne 
otrzymali: Wacław Baron i Maria Gieruszczukówna rów- 
nież uczniowie tejże szkoły. 


KONKURS NA AFISZ ogłasza Warsżawskie Towarzy- 
stwo transportu i żeglugi. Nowy Swiat 35, z terminem 
do końca czerwca b. r. 


KONKURS NA PRACE NAUKOWO-ZAWODOWE 
Z DZIEDZINY PRZEMYSŁU I RZEMIOSŁ. Skromna 
polska literatura zawodowa wymaga szeregu niezbędnie 
potrzebnych podręczników a w pierwszym rzędzie w tych 
działach, które zupełnie teoretycznie nie były omawiane 
W obecnei chwili cieszy się ogromnem powodzeniem 
batik czyli pisanki na tkaninach. Powstało cały szereg 
pracowni, które z istotą i techniką wykonania nie są 
należycie obeznane, a wobec tego istnieie potrzeba 
odpowiedniei książki fachowej. Zarząd Muzeum prze- 
mysłowego Im. Dr. Baranieckiego w Krakowie ogłasza 
konkurs na następujących warunkach: 
1. Podręcznik ma być opracowany iasno i popularnie. 
2. Na wstępie podać należy krótki rozwój hist. batiku. 
2. Celem podręcznika ma być pouczenie o technicz- 
nem przeprowadzeniu pisania i farbowania na tkaninach, 
drzewie, metalu i różnych innych materjałach. 
4. Całość pracy ma być utrzymana w granicach mniej 
więcej od 40 do 60 stron druku w formie ósemki. 
5. W podręczniku należy uwzględnić pewne braki 
w materjałach zwłaszcza chemicznych i podać te bar- 
wiki, które można otrzymać przez użycie odpowiednich 
roślin farbiarskich. 
6.. W tekście dopuszczalne są ilustracje kreskowe w ilo- 
ści od 6 do 12 zdięć. 
7. Termin nadsyłania prac kończy się 31 września br. 
8. Nagroda za najlepszą pracę wynosić będzie 10.000 
marek, z tem, że Muzeum prace nagrodzoną wyda 
w druku, naturalnie za osobnem wynagrodzeniem. 
Jury konkursu składać się będzie z reprezentantów 
Muzeum przemysłowego i Wydziału przemysłu artysty- 
cznego państwowej szkoły przemysłowej w Krakowie. 
W śród obcej literatury znane są dzieła. o batiku: 
1. Kurt Schmidt. Die Batikkunst. Stuttgart. 1909. Verlag von 
Konrad Wittwer. 
2. Agnes und Kóthe Seydel. Batik-Arbeiten. Leipzig. 
3. Irene Braun. Batik. Anleitung zur Wachsfiirbekunst. Stuttgart 
i dzieło najpoważniejsze ; 
4. P. P. Rouffaer und Dr. H. H. Juynboll. Die Indische Batik- 
kunst und Ihre Geschichte. Druk und Verlag von H. ¥Qeinmann & 
Co. Haarlem Hc,lIand. 


.
>>>
. 


SPÓŁKA" PRZEMYSŁ ARTYSTYCZNY". 
Zbliża się chwila kiedy człowiek zapragnie wreszcie 
wyzwolić się z martwoty życia gospodarczego, zechce 
odświeżyć spleśniałe mury, budować nowe gmachy, świą- 
tynie, szkoły - jednem słowem zacznie się urządzać. 
W tem urządzeniu udział artystów pracujących w sztuce 
stosowanej stanie się konieczny a potrzeby estetyczne 
w najskromnieiszem nawet otoczeniu muszą być uwzglct- 
dnione. Obok pszemysłu drobnego domowego powstają 
wielkie wytwórnie, które coraz gwałtowniej domagać się 
będą rodzimych wzorów, własnego zdobnictwa. Chcąc 
na rynku światowego handlu konkurować skutecznie 
z wyrobami obcymi muszą warsztaty wprowadżić pier- 
wiastek swojski w tych wszystkich przedmiotach, które 
posiadają cechy przemysłu artystycznego. Przemysł te- 
kstylny stale odczuwa brak swojskich wzorów na druki, 
malarze pokoiowi domagają się wzorów na patrony, fa- 
bryki zabawek odczuwają brak modeli, wszędzie otwiera 
się pole pracy potzeba tylko dobrej organizacji ludzi 
odpowiednich w różnych dziedzinach przemysłu artysty- 
cznego. Na wzór zrzeszania się przemysłowców w przed- 
siębiorstwach gotowych do wzięcia udziału w ruchu 
przewysłowym, przystąpili i nasi artyści do podobnej 
organizacji. Powstaje spółka udziałowa pod nazwą "Prze- 
mysł artystyczny", która, mając na celu solidną i o cha- 
rakterze swojskim produkcję, dążyć zamierza do ujęcia 
wytwórczości artystyczno-przemysłowej w bardziej kon- 
kretne formy. Przy pomocy instytucji, które są powo- 


łane do popierania tego rodzaju usiłowań, spółka ta 
może u nas odegrać rolę jaką dawno już spełniły po- 
dobne zrzeszenia zagranicą. 
Jako udziałowcy do spółki przystąpili: prof. Jan Bu- 
kowski, prof. Stanisław Dębicki, Karol Homolacs, prof. 
Zdzisław Gedliczka, Stanisław Popławski, prof. Jan Ra- 
szka, prof. Tadeusz Szafran, Bohdan Treter, Henryk 
Uziembło, architekt Ludwik Wojtyczko, prof. Wiesław 
Zarzycki i inni. 
Nazwiska te dają gwarancję rozwoju spółki i świad- 
czą o poważnych zamiarach postawienia przemysłu ar- 
tystycznego na odpowiedniej wyżynie. 
"Przemysł artystyczny" przyjmuje zamówienia na wszel.. 
kie roboty w dziedzinie architektury, meblarstwa, tka- 
ctwa, ceramiki, grafiki, rzeźby, dekoracii, wyrobów me- 
talowych i t. d. Roboty kościelne iak: ołtarze, ambony, 
naczynia liturgiczne, hafty, witraże i t. d. stanowić mają 
specjalny dział spółki. 
Wszelkich informacji w sprawach Spółki "Przemysł 
artystyczny" zasięgnąć można w Krakowie przy ulicy 
Smoleńsk 9 w gmachu Muzeum przemysłowego. 


WYSTAW A PRZEMYSŁU LUDOWEGO W CZĘ- 
STOCHOWIE. W Częstochowie zostanie otwartą dnia 
16 czerwca b. r., wystawa przemysłu ludowego, która 
potrwa do listopada b. r. Wystawa składa się z nastę- 
pujących działów: l) użytkowo-gospodarczego, 2) ar- 
tystyczno-zdobniczego, 3) zabawkarskiego. 


NADESŁANE KSIĄŻKI I CZASOPISMA. 


KAROL HOMOLACS: "Podstawowe zasady budowy 
ornamentu płaskiego i metodyka kursu zdobniczego". 
Lwów 1920. 
W naszych czasach mimo znacznego postępu na polu 
zdobnictwa, tak zaniedbanego w połowie XIX w. daje 
się odczuwać wielki brak znajomości ornamentyki. W li- 
teraturze wszechświatowej niema wiele dotąd ujętych 
w całość dziejów ornamentu, ani też należytego podrę- 
cznika wyjaśniającego logikę budowy ornamentu. Pers 
dawniejszy ani Japończyk, nie miał potrzeby uczenia się 
teorji, gdyż wychował się w środowisku dla którego 
sztuka zdobnicza była chlebem powszednim. Europę wy- 
przedzamy dosyć. rzadko, mimo całych naszych zdolno- 
ś
i, ale na ten raz wyprzedziliśmy ją: książka artysty 
malarza Kar o l a H o m o l a c s a: "P o d s t a wo w e 
z a s a d y b u d o w y o r n a m e n t u p ł a s k i e g o i m e- 
to dy ka kur s u zd o b n ic zeg o", Lwów-Warszawa 
1920, jest pierwszym doskonałym podręcznikiem orna- 
mentyki. wedle logicznego jej rozwoju. 
Autor nie idzie drogą historyczną, która zawsze na- 
kłania do pewnego naśladownictwa przeszłości, ale za- 
czyna od nauczania budowy naj prostszego ornamentu 
złożonego z dwubarwnych płyt kwadratowych, przecho- 
dzi następnie motywy ułożone w prostokąt, w pasy, ich 
wartości rytmiczne, następnie mówi o tworzeniu orna- 
mentu z odcinków linji prostej, dochodzi do praktycz- 
nych wskazówek w wykonywaniu krat z odcinków żelaza, 
do rysowania piórem, pędzlem, do stosunku barwy do 
ornamentu, do tkactwa kilimowego, wycinanek, pisanek, 
a końc7Y swą pracę uwagami o zasadach miary w sztuce, 
wartości przestrzt'oi w ornamencie, znaczeniu szczerości 
w sztuce i t. d. Po każdym rozdziale następują zadania 


. 


praktyczne dla chcących uczyć się zasad ornamentyki. 
Podnieść należy wielką znajomość przedmiotu o któ- 
rym mówi autor, i wielką samodzielność, bo wprawdzie 
niektóre rzeczy można napotkać u innych autorów, ale 
przeważnie są to myśli nowe pochodzące z długolet- 
niego doświadczenia. KS. DR TADEUSZ KRUSZYNSKI. 


SPÓŁKA WYDAWNICZA "FALA" 
Z przyjemnością bierze się do ręki książkę, której 
szata zewnętrzna i forma typograficzna odbiega od nu- 
dnych swą przeciętnością wydawnictw niekiedy nawet 
wielce pretensjonalnych. Wychodząc z tego założenia zda- 
wałoby sict, .żt" w obecnych warunkach, nie jest do po- 
myślenia wydanie wytworniejszej publikacji, obmyślanej 
w samem. założeniu na efekt należący się książce wyiąt- 
kowej. Tymczasem nowo powstała Spółka wydawnicza 
"Fala" w pierws'Zem swem wydaniu stwierdziła możli- 
wość wydawania książek nawet luksusowych. Wytwo- 
rny papier japoński, doskonałe reprodukcie kolorowe 
a przedewszystkiem piękny układ, świadczą, że wytra- 
wni esteci czuwają nad książką znaczoną godłem 
"Fala". Opowiadanie Kazimierza Tetmajera "Jak baba 
djabła wyonacyła" iako pierwsze wydawnictwo "Fali" 
posiada tyle wartości graficznych, że stawia je w rzę- 
dzie bezwzględnie najlepszych książek wydanych w os- 
tatnich latach nawet przed wojną. W takiej zresztą tylko 
oprawie można pokazywać prawdziwie po mistrzowsku 
ujęte bajdy góralskie Zofji Stryjeńskiej. Niezrównana 
ta ilustratorka wprowadza w swej twórczości, obok indy- 
widualnie pojętej dekoracyjności, moment swojskiej bez- 
pośredniej wrażliwości zwłaszcza na sceny z życia ludo- 
wego. 


41
>>>
"Madonny polskie". Studjum ikonograficzne. Napisał 
i okładkę, iniciały, ozdobniki narysował Dr. Marceli Na- 
łęcz-Dobrowolski. Nakładem "Rzeczypospolitej". War- 
szawa 1921. Publikacia ta wydana wytwornie na wspa- 
niałym papierze w 100 numerowanych egzemplarzach. 
"Wystawa zdobnictwa ludwisarskiego". Szkic pamiąt- 
kowy zamiast katalogu, skreślił K. B. we Lwowie 1921, 
str. 28. 
Eugeniusz Porębski "Samochód", konstrukcja, obsługa, 
naprawa. Tom I. Silniki. Lwów 1921. 
Inż. Witold Sokołowski. "Powoienna eksploatacia la- 
sów i odbudowa w państwie polskiem". Z kolorowaną 
statystyczną kartą Galicji, z planami tartaków i licznemi 
rysunkami w tekscie. Str. 115, Kraków 1920. 
"Przegląd elektrotechniczny" Organ stow. elektro- 
techników polskich. Wychodzi l-go i 15-go każdego 
miesiąca. Warszawa, ul. Czackiego 5. 
"Gazeta rzemieślnicza". Tygodnik. Redakcja i admi- 
nistracja Warszawa. ul. Miodowa 12. 
"Rozwój", tygodnik poświęcony rozwoiowi przemysłu, 
.rzemiosła i handlu ora
 całokształtu życia narodowego 
Polski. Warszawa, ul. Zórawia 2. 
"Przegląd gospodarczy", organ centralnego Związku 
polskiego przemysłu, górnictwa, handlu i finansów. War- 
szawa, uL Chmielna 2. 
"Maszynista związkowiec". Ilustrowany miesięcznik te- 
chniczno-zawodowy. Organ centralnei sekcji parowozo- 
wej Zw. zaw. prac. kol. Warszawa, uL Długa 19. 
"Kupiec". Red. i Adm. Poznań. ul. Wielka 10. 


"Przegląd włóknisty". tygodnik fachowy dla kupców 
branży bławatnej i t. d. Poznań, ul. Wielka 10. 
"Rzemieślnik i przemysłowiec". Organ śląskiego Zw. 
samodzielnych rzemieślników. Gliwice. 
"Przegląd naftowy". dwutygodnik. Warszawa, uL Bie- 
lańska 18. 
"Poznańska Gazeta Rzemieślnicza". Urzędowy organ 
Izby Rzemieślniczej w Poznaniu. Poznań, ul. Rycerska 27. 
"Przegląd techniczno-przemysłowy". Kraków. ulica 
Grodzka 13. 
"Przemysł i handel". Warszawa, ul. Elektoralna 2. 
"Mechanik". Ilustrowany miesięcznik techniczny. Or- 
gan Stow. mechaników polskich w Ameryce. Warszawa, 
uL fredry 2. 
"Ekonomia". Amerykańsko-polski miesięcznik han- 
dlowo-przemysłowy. Warszawa, uL Nowogrodzka 27. 
"Czasopismo krakowskiego Tow. technicznego". Mie- 
sięcznik. Kraków, ul. Straszewskiego 28. 
"Przegląd graficzny" tygodnik dla zawodu drukar- 
skiego, litogr. i t. d. Poznań. 
"Czasopismo automobilowe", miesięcznik poświęcony 
sprawom automobilizmu, lotnictwu i pokrewnym gałct- 
ziom wiedzy technicznej. Kraków. uL Piiarska 4. 
"Wiedza techniczna". Miesięcznik ilustrowany. Po- 
znań, ul. Działyńskich 7. 
"Ex libris" pismo poświęcone bibljofilstwu polskiemu. 
Lwów. 
"Przegląd Muzealny". Miesięcznik poświęcony muze- 
ologji. Organ Muzeum wielkopolskiego w Poznaniu. 


Ś. P. DR. ERNEST BANDROWSKI 1853 t 1920. Wiceprezydent miasta Krakowa, Członek 
Akademji Umiejętności, prezes Tow. Szkoły ludowej, Dyrektor wyższej szkoły przemysłowej, 
Członek Komisji Miejskiego Muzeum przemysłowego imienia Dra Adrjana Baranieckiego i t. d. 
W historji Muzeum imię ś. p. Dra Ernesta Bandrowskiego jako reformatora tej instytucji, gorli- 
wego i czynnego jej opiekuna, związane z twórcą i założycielem Muzeum śp. Adrjanem Bara- 
nieckim, zamyka długi okres tworzenia wybitnego monumentu czynów i życia tych niepospoli- 
tych działaczy. Monumentem tym jest Muzeum niegdyś Techniczno-przemysłowe, w które m to 
przed pół wiekiem, jako młody chemik, wykładał śp. Dr. Ernest Bandrowski. Rok przed śmier- 
cią, jako przewodniczący Komisji, przywraca do żywotności Muzeum a pragnąc by było ostoją 
potrzeb związanych z życiem, skreśla dla niego kierunek bardziej celowy i odpowiadający no- 
wym warunkom społecznym. Z konsekwencją godną człowieka czynu zadanie to skutecznie prze- 
prowadza. Jeszcze na dni kilka przed zgonem żywo interesuje się sprawami Muzeum a uradowany, 
że natchnął je życiem, z ulgą wielką spogląda na przyszłość umiłowanej instytucji. Odszedł jako 
człowiek idei, umiejący patrzeć w przyszłość i dla przyszłości poświęcać swe życie. Cześć Jego pamięci! 


Z DZIAŁALNOŚCI MUZEUM. 


ZBIORY MUZEALNE. 
Od 1 października r. p. wzbogaciły się zbiory nastę- 
pującemi darami: 
Generał Zdzisław Hordyński ofiarował zbiór obejmu- 
jący 90 okazów różnego rodzaju broni wschodniej oraz 
wyrobów ludowych bośniackich, tureckich i huculskich. 
Józef Górecki, właściciel fabryki wyrobów metalo- 
wych, ofiarował 18 sztuk okazów ślusarstwa ozdobnego. 
Eugenja Mejro darowała stary kilim polski. 


42 


Antoni Morzycki ofiarował trzy książki z XVI w. opra- 
wne w skórę. 
Pozatem różne
o rodzaju przedmioty ofiarowali: Ale- 
ksander Borawski, Karol Stryjeński, Artur Sumiński, Ja- 
kób W ojtusiak, Ludwik Górski, Józef Berberowski, Mi- 
chałowa Konopczyna, Przecław Smolik. 
W tym samym okresie czasu zakupiono do zbiorów: 
197 sztuk obrazów na szkle malowanych; 122 sztuk 
wyrobów z drzewa, metalu i ceramiki z Podhala; 40 sztuk 


.
>>>
ceramiki ludowej; 1 stał:Y zamek do skrzyni; 9 okazów 
tkackich; 1 garnitur porcelanowy saski; 1 kindżał wscho- 
dni; 1 oprawę cechową z XVIII wieku; 2 kolekcje pi- 
sanek; 1 ramki wykładane szkłem kolorowym (wyrób 
ludowy); 1 beczułkę drewnianą z Podhala. 
W charakterze depozytu zostały oddane do Muzeum 
zbiory Tow. "Polska Sztuka stosowana" obejmujące ce- 
ramikę ludową, wyroby snycerskie, wełniaki, hafty, druki 
i ł. d. Zbiór ten zostanie umieszczony w oddzielnej sali 
Muzeum. 
Muzeum otwarte dla publiczności w niedziele i święta 
od godz. 10 do 1 pp. W wyiątkowych wypadkach, dla 
przejezdnych i gremialnych wycieczek, zwiedzanie zbio- 
rów odbywa się także w dni powszednie. 
W czasie od 1 października 1920. r. do 1 czerwca 
r. b. zwiedziło Muzeum 6250 osób, (w tem 4809 w zbioL 
rowych wycieczkach) prócz tego w osobnej sali rysun- 
ków korzystali z okazów muzea\. uczniowie szkół średn. 


. 


WYSTAWY. 
W listopadzie r. p. urządzono wystawę prac fotogra- 
ficznych inż. Kazimierza Cybulskiego. Wystawa ta obej- 
mowała 100 zdjęć z zakresu architektury, wnętrz i rze- 
źby. Blisko 90 powiększeń w formacie 50
 
60 cm. zo- 
stało wykonanych aparatem pomysłu inż. Cybulskiego, 
który poświęcając się wyłącznie sztuce fotograficznej 
niezmordowanie dąży do podniesienia tei gałęzi wiedzy. 
Łącznie z wystawą inż. Cybulski wygłosił odczyt o zna- 
czeniu sztuki fotograficznej w kulturze człowieka. 
Na drugą wystawę złożyły się dary Generała Zdzi- 
sława Hordyńskiego. Nie czekając na zinwentaryzowa- 
nie i umi
szczenie w Muzeum ofiarowanych przedmio- 
tów urządzono wystawę cennych tych zbiorów, hojnie 
darowanych przez gorliwego zbieracza, aby wykazać, że 
w czasach najsilniejszego upadku ofiarności znalazł się 
człowiek, któremu dobro społeczne przedewszystkiem 
przyświeca w życiu. 
Trzecia wystawa z rzędu objęła twórczość ludową. 
Zakupiony od p. Giżyckiej z Zakopanego duży zbiór 
obrazów ludowych na szkle malowanych, wyrobów ce- 
ramicznych, metalowych i rzeźby z drzewa, zapełnił szcze- 
lnie salę wystawową. Ze względu na małą znajomość 
sztuki ludowei, na wystawie tei udzielano odpowiednich 
wyjaśnień, wskazując przy tem na niezmiernie ciekawą 
technikę malowania na szkle. Wystawę tę licznie zwie- 
dziła młodzież szkolna. 
Na zakończenie roku szkolnego urządzono wystawę 
wycinanek, pisanek i malowideł ściennych. Dział ten 
twórczości ludowej, mało zresztą znany, można śmiało 
powiedzieć jest chlubą dorobku sztuki ludowej. Z tych 
więc względów znaczenie tej wystawy dla ukształtowa- 
nia się rodzimego zdobnictwa nie ulega wątpliwości. 
Treścią wystawy były wycinanki zebrane staraniem Tow. 
"Polska Sztuka Stosowana". Z okazji tej wystawy otrzy- 
mało Muzeum w darze zbiór wycinanek od p. L. Sroj- 
nowskiego, prof. St. Jakubowskiego i od P. Smolika. 
Z natury rzeczy wystawa wycinanek cieszyła się naj- 
większem powodzeniem do czego w znacznej mierze 
przyczyniło się Kuratorjum okręgu lwowskiego wyda- 
jąc okólnik do Dyrekcji szkół krakowskich polecający 
zwiedzania wystawy przez uczniów. Wystawę zwiedziło 
4717 osób (w tem 116 wycieczek szkolnych). 


BIBLIOTEKA MUZEUM. 
Nie ilość tomów lecz cenny dobór dzieł świadczy 
o pierwszorzędnej wartości tej jedynej w swoim ro- 


. 


dzaju w Polsce bibljoteki. Powstała ona jak i zbiory 
Muzealne dzięki zabiegom Adrjana Baranieckiego, który 
własny zbiór książek, przeważnie treści przyrodniczej, 
w liczbie 2000 złączył z biblioteką zawierającą w roku 
1880 około 3550 dzieł i broszur. Skromny ten począ- 
tek przyczynił się do powstania naj bogatszej biblioteki 
zawodowei liczącej dziś około 30,000 tomów i kilkana- 
ście tysięcy rycin, fotografji, rysunków z zakresu sztuk 
i rzemiosł. 
Rozwój bibljoteki uzależniony często od potrzeb i dzia- 
łalności Muzeum przybierał charakter różnorodny wy- 
nikaiący niekiedy z celów i zadań iakie przyświecały 
Instytucji w różnych okresach jej istnienia, Przez pow- 
stanie przy Muzeum zakładu naukowego dla kobiet wy- 
pełniły się półki biblioteczne książkami potrzebnemi dla 
poszczególnych wydziałów, a więc z zakresu nauk przy- 
rodniczych, sztuk pięknych, handlu i gospodarstwa. Dą- 
żność do dostarczania gotowego materjału dla produ- 
kcji krajowej uwydatniła się przy sprowadzaniu dzieł 
ilustrowanych stylowymi zabytkami przez co biblioteka 
zyskała cenny zbiór publikacji z działu historji sztuk 
i rzemiosł. Późnieiszy okres pracy oświatowo-kulturalnej 
zgromadził bardzo obszerną literaturę nauk pomocni- 
czych, wreszcie kursa dla rzemieślników, nowo utwo- 
rzone pracownie mechaniczne i szersza działalność na 
polu podniesienia przemysłu znalazły także swój wyraz 
w uzupełnieniach zbiorów bibljotecznych. Nie bez zna- 
czenia na dobór gromadzonych dzieł były zapatrywania 
i wpływy osób kieruiących instytucją i biblioteką. Stąd 
powstaje w pewnych okresach przewaga architektury, 
w pewnych zaś historji sztuki, wreszcie techniki, te- 
chnologii i t. p. Dzięki właśnie wspomnianym okoliczno- 
ściom bibljoteka stała się różnorodną i cenną skarbnicą 
zawodowei literatury. Pod względem językowym, zwła- 
SZcza w ostatnich czasach przed wojną, znacznie pod- 
wyższył się procent książek niemieckich tak, że 750/0 
ogólnych zbiorów przypada na literaturę niemiecką, 
15% na polską i 15% na pozostałe inne języki. 


CZYTELNIA MUZEUM. 
W roku 1905 po raz pierwszy otworzono dla publi- 
tzności czytelnię, która w murach klasztoru O. O. Fran- 
ciszkanów gromadziła całe zastępy młodzieży kształcą- 
cej się, artystów i znikomy procent rzemieślników. Obo- 
jętność sfer rzemieślniczych dla książki fachowej trwa 
z uporem i do dnia dzisiejszego. Czytelnia w obecnym 
gmachu urządzona jest w widnej i obszerne i sali mo- 
gącej pomieścić około czterdziestu osób, a korzystać 
z niej można codziennie, z wyjątkiem świąt i niedziel, 
od godz. 11 do l-szej i od 5 do 9-tej wieczór. 
Ilość osób korzystających z czytelni, zwłaszcza w os- 
tatnich- zimowych miesiącach, tak się wzmogła, że na- 
wet dodanie jeszcze jednej ubikacji nie zaspokoiło wszy- 
stkich zgłaszających się czytelników. 


DARY. 
Od 1 października 1920 r. biblioteka otrzymała dary 
od następuiących osób: 
Przecław Smolik ofiarował: Japońskie etykiety na za- 
pałki i książkę pod tytułem "Nabojka w Rosiji, istoria 
i sposob raboty" N. Sobolewa. 
Prof. Edward H erzb erg. Zarys technologii metali. 
E. Porębski. Stal. 
Stefan Starosolski. H. W. Vogel's. Lehrbuch der 
Photographie. R. E. VOR"el. Taschenbuch der photo- 
graphie. L. Daniel. Ratgeber im photographiren. 


43
>>>
Karol Homolacs. Hans Holbeins. Totentanz. 
Dr. Ignacy Szaiter. Jak robić ul ameryk. O pszczelej 
matce i jej hodowli. 
Dr. Marjan Morelowski. Olga Boznańska. 
E. Porębski. Samochód. 
jerzy Warchałowski. Zbiór materjałów tyczących się 
Tow. "Polskiej sztuki stosowanej", ruchu artystycznego 
wogóle i przemysłu ludowego. 
W. de Polański. Timbres - poste de Pologne XVIII 
et XIX siccles (1780-1870) dzieło wydane w Genewie 
1920 r. 
Dr. Karol Badecki. Wystawa zdobnictwa ludwisar- 
skiego. 
Eugeniusz Niewiadomslci. Potrzeby artystyczne War- 
szawy. 
Redakcja "Rzeczypospolitej". Przemysł w Polsce po 
wojnie europejskiej. Napisał Al. jackowski. 
Ministerstwo przemysłu i handlu. Powojenna eksplo- 
atacja lasów i odbudowa państwa polskiego. Napisał 
Inż. W. Sokołowski. 
Karol Stryjeński. Le
ons de ceramique. Napisał Sal- 
wetat M. A. 
Louis Reau. PeterVicher et la sculpture Franconienne. 
- L'organisations des Musees. 
- Archives, Bibliotheques, Musees. 
Wł. Szofer. Plan utworzenia rezerwatu leśnego w pu- 
szczy Białowieckiej. . 
L. Królikowski. O farbach i druku kolorowym. 
Benjamin Ives Gilman. Museum ideaIs of. purpose 
and method. 
Fr. Biesiadecki. Ex libriss. Pismo poświęcone biblio- 
filstwu. 
- Kilka uwag o sprawie ksiąg sądowych polskich. 
Napisał Przemysław Dąbkowski. 
- Bibliografia. Napisał W. P. Wisłocki. 
Dr. Nałęcz Dobrowolski. Madonny Polskie. 
Bronisława Giżycka. Co i skąd wiemy o klimacie Za- 
kopanego? Napi
ał B. Wigilew. 
Dr. Mid. Szydłowski. Sztuka polska (L'art polonais). 
E. Porębski. Łączenie metali, ogrzewanie, stapianie 
lutowanie. 
Konsul węgierski w Krakowie. "La Hongric Econo- 
mique eu Cartes". Napisał Jules de Rubinek. 


GABINET RYCIN. 
W tym samym czasie otrzymano w darze rycmy od 
następujlłcych osób: 
Leonard Srojnowski ofiarował cenny zbiór oryg. wy- 
cinanek Łowickich. 
Seweryn Udziela - 7 sztuk fotografji. 
I. Pruchnicki. Uczeń l-ej szkoły real. 39 sztuk rYCin. 
Prof. Jakubowski. 14 szfuk fotografji. 
A. Sumiński. Uczeń l-ei szkoły realnej 6 rycin. 
Miecz. Marona. " " "17,, 
Dr. Tadeusz Wolski. 20 sztuk rycin. 
Michałowa Konopczyna. 27 szt. rys. strojów ludowych. 
C. jankowski. z Paryża 19 sztuk rycin. 
Przecław Smolik. Zbiór wycinanek krakowskich. 
Prof. Jakubowski i prof. Tadeusz Szafran wycinanki 
ze wschodniej Małopolski. 


ZAKUPNO DO BIBLIOTEKI. 
Wykaz ważniejszych książek nabytych w ostatnich 
dziesięciu miesiącach. 
Mayer. Expressionistische Miniaturen 1921. 
Gottschalk. Die Buchkunst Gutenbergs 1921. 


. 


44 


t 


Cohn W. Indische Plastik 1921 Berlin. 
M. Rosenberg. Zellenschmelz 1921. I. Enstehung. 
II. Technik.(Frankfurt am Main 1921). 
Helmuth Th. Bossert. Alt Kreta. Kunst und Kunst- 
gewerbe im Agaischen Kulturkreise 1921 Berlin. 
Dr. A. Miethe. Die Technik im XX jahrhundert. T om. 5 
Walter Bettenstaedt. Das Rathius in Posen 1913. Po- 
sen. 
Gazetłe des Beau-arts 1918-1919. 
Hausenstein. Die Kunst und die Gesellscltaft. 
G. Malkowsky. Das Land Posen wie es war u. wurde. 
Braunschweig 1919. 
Krup'sche. Kleinwohnungen von Herman Hecker. 
Weisbaden 1917. 
St. Noakowski.. Architektura polska. Szkice kompo- 
zycyjne. Lwów - Warszawa 1920, Książnica Pols. Tow. 
Nl\ucz. Szkół wyższych (nabyto drogą zamiany). 
Do gabinetu rycin zakupiono 93 fotograf je z zakresu 
architektury i przemysłu artystycznego. 


ODCZYTY, 
Od października r. p. do końca kwietnia r. b. sta- 
raniem Muzeum wygłosili odczyty następuiący prelegenci: 
Inż. Eugeniusz Tor "O zadaniach Muzeum przemys- 
łowego". 
Zygmunt Gottlieb "O technice reprodukcyjnei" . 
Bolesław Kański "Przemysł koszykarski". 
Ks. Tadeusz Kruszyński "Złotnictwo gdańskie". 
Witold Ostrowski "O organizacji rękodzieł. na zIe- 
miach Polskich". 
Dr. Mieczysław jeżewski "Nowoczesna ra\oteiegra- 
fia" Cz. I. 
Inż. Bohdan Pohoski "Egipt". 
Dr. Mieczysław jeżewski "Nowoczesna radjotelegra- 
f ja" . Cz. n. 
. Prof. U. J. Dr. Talko-Hryncewicz "Nauka o czło- 
wieku i iei zadaniach". 
Seweryn Udziela "Zdobnictwo ludowe". 
Inż. Kazimierz Cybulski "Znaczenie sztuki fotograf. 
w kulturze człowieka". 
Prof. Mieczysław Dąbrowski "Al chitektura wnętrza". 
Inż. Karol StadtmiilIer "Sło
nictwo techniczne". 
Inż. Andrzei Maciejowski "Srodki żeglugi. morskiej". 
- "O budowie okrętów". 
Inż. Eugeniusz Tor "O witrażach". 
Prof. U. J. Rostafiński "O polskiem drewnianem bu- 
downictwie" . 
Ks. Tadeusz Kruszyński "O pasach polskich". 
Prof. U. J. Dr. Juljan Talko-Hryncewicz "O buddyz- 
mie i jego sekcie Iamaiskiei". Cz. I. 
józef Górecki "O kształceniu przemysłowo-zawodo- 
wem w Polsce", 
Prof. U. J. Dr. juljan Talko-Hryncewicz "O buddyz- 
mie i iego sekcie lamaiskiei". Cz. lI. 
Eugeniusz Frankowski "Hiszpania". Cz. I. 
- "Hiszpanja:'. Cz. II. 
Dr. Wiktor Kuźniar "Geologja ogólna Polski". 
Dr. Inż. Bronisław Biegeleisen "Ekonomia ciepła 
w przemyśle i użytku domowym". .. 
Prof. U. J. Dr. Juljan Pagaczewski "Rafael jako 
twórca kartonów do arrasów kaplicy Sykstyńskiej". 
Dr. Mieczysław jeżewski. "Ziawiska elektryczne". 
Seweryn Udziela "Naj dawniejsze odzienie ludowe 
w Polsce". 
Aleksander Borawski "Wawel w chwili obecnei". 
Inż. Stec, major W. P. "Lotnictwo". Cz. l.
>>>
Inż. Stec, major W. P. "Lotnictwo". Cz. II. 
Dr. Mieczysław jeżewski. "Telefon bez drutu". 
Dr. Marjan Morelowski "Wpływy kultury i sztuki na 
Rosję w ubiegłych wiekach". Cz. I. 
- "Wpływy kultury i sztuki na Rosję w ubiegłych 
wiekach". Cz. II. 
Prze cła w Smolik "Wschodnia Syberja i jej ludy". 
Inż. Zygmunt Sajewicz "Przemysł włókienniczy (su- 
rowce i przędzalnictwo)". 
- "Przemysł włókienniczy". (tkactwo i apretura tkac- 
ka). Cz. II. 
Dr. Bolesław Drobner "Rola nowocz
snego handlu". 
Prof. Czesław Białobrzeski ,,0 energji w przyrodzie". 
Dr.. Adam Chmiel "Dawne papiernie polskie". 
Inż. Eugeniusz Tor "O użytkowaniu energji wodnej". 
Prof. U. J. Talko-Hryncewicz. "Z krainy tysiąca je- 
zior". (Finlandja) Cz. I. 
- "Z krainy tysiąca jezior" Finlandja (jej ziemie 
i ludzie). Cz. II. 
Prof. Tadeusz Błotnicki ,,0 kulturze ludów półno- 
cnych z przed 3000 lat przed nar. Chr.". 
Aleksander Borawski "Wawel w dobie dzisiejszej". 
Inż. Michał Affanassowicz "Łodzie podwodne". Cz. I. 
- "Łodzie podwodne". Cz. II. 
Inż. Mieczysław- Seifert "Gazy ziemne", 
Inż. Zygmunt Sajewicz "Przemysł włókienniczy (tka- 
ctwo )". Cz. m. 
- "Przemysł włókienniczy" (apretura tkanin). Cz. IV. 
Inż. Leonard Zgliński "Elektryczność w przemyśle 
gospodarstwie domowem". 
Prof. Tadeusz Szafran "Historyczny rozwój ceramiki 
artystycznej" . 
- "Technika nowoczesnego garncarstwa". 
Dr. Mieczysław jeżewski "Ciała promieniotwórcze 
nowe poglądy na budowę atomów". 
Prof. U. J. Talko-Hryncewicz "Litwa jej ziemie i lu- 
dzie". Cz. I. 
- "Litwa jej ziemie i ludzie". Cz. II. 
Inż. Kunstman, Dyrektor fabryki w Rakszawie "Prze- 
mysł włókienniczy" (farbiarstwo włókien). Cz. V. 
Prof. Tadeusz Szafran" T echnologja garncarska". Cz. I. 
- "Technologja garncarska". Cz. II. 
Prof. Tadeusz Błotnicki ,,0 fryzurach". 
Aleksander Borawski "Sarkofagi w katedrze krako- 
wskiej". 
Adam Czyżowski "Znaczenie gospodarcze pszczelar- 
stwa". 
Prof. Tadeusz Błotnicki ,,0 fryzurach". 
Inż. Michał Affanasowicz "Nowoczesne pługi moto- 
rowe". 
Dr. Inż. górno Juljan Czapliński "Znaczenie przemy- 
słowe Górnego Sląska". 
Stanisław jakubowski "Zdobnictwo ludowe" (pisanki). 
Leonard Lepszy "Obrazy góralskie na szkle". 
Karol Homolacs "ZdobnictwQ ludowe" (Wycinanki". 

rof. U. J. Talko-Hryncewicz "Łotwa i Estonja". 
Inż. Kazimierz Cybulski "Etyka pracy". 
Aleksander Borawski ,,0 zabytkach polskich w Rosji". 
Michał Affanasowicz "Porty i ich urząd7.enia". 
Prof. Mieczysław Dąbrowski ,,0 wyposażeniu książki". 
Stanisław Szeligowski ,,0 słońcu i zaćmieniu słońca". 
- "Astronomja w życiu praktycznem". 
Eugenjusz F rankowski "Sztuka człowieka przedhisto- 
rycznego (Hiszpanja i Francja)". 
Prof. Stanisław Jakubowski "Zdobnictwo ludowe" (paz- 
dury i leluje). Cz. I. 


. 


Prof. Stanisław Jakubowski "Zdobnictwo ludowe" 
(Swastyka) Cz. II. 
Inż. Jan Kunstman ,,0 drukarstwie tkanin", 


WYDAWNICTWA. 
Mając na składzie szereg dawnych wydawnictw Mu- 
zealnych i obcych, urządzono w Muzeum składnicę dzieł, 
broszur i publikacji niekiedy przyjętych do rozsprze- 
daży. 
jednocześnie przvstąpiono do druku własnych nakła- 
dów, trudności jednak związane z brakiem materjałów 
drukarskich opóźniają znacznie wykończenie rozpoczę- 
tych prac, tak że do tej pory wydano jako odbitki 
z "Przemysł i rzemiosło" Adama Chmiela "Oprawy intro- 
ligatora krakowskiego' Kaspra Rajmana (starszy) 1566- 
1600" Leonarda Lepszego "Obrazy ludowe na szkle ma- 
lowane". 
"V.fJ druku na ukończeniu znajdują się: 
Inż. Edward Herzberg "Zarys technologji metali". 
Cz. II. 
Józef Czajkowski "Wzory mebli". 
W przygotowaniu do druku: "Podręcznik rachun- 
kowy dla zawodów metalowych", Podręcznik dla kan- 
dydatów do egzaminów czeladniczych" i prace z za- 
kresu przemysłu artystycznego. 


KONKURSY. 
W omawianym czasie ogłosiło Muzeum cztery lon- 
kursy a mianowicie na: 1. Dyplom na czeladnika. 2. T a- 
blicę elekcyjną. 3. Wzory dla patronowego malarstwa 
pokojowego. 4. Podręcznik dla robót pisankowych (batik). 


KURSA. 
W październiku u. r. rozpoczęto naukę na kursach 
rysunkowych, które prowadzone były, jako stałe wie- 
czorowe sale dla nauki ryrunków: geometrycznych, od- 
ręcznych, dla przemysłów metalowych i dla przemysłów 
drzewnych. Nauka rysunków odbywała się 2 razy w ty- 
godniu po 2 godziny (razem 4 godziny tygodniowo dla 
każdej grupy rysunków). Nauka prowadzona była in- 
dywidualnie z uwzględnieniem zawodu, kwalifikacji i zdo- 
lności uczących się; przeciętna frekwencja wynosiła od 
15-20 uczni na każdym dziale rysunków, prawie wy- 
łącznie ze sfer rzemieślniczych. Podnieść należy fakt, iż 
z nauki rysunków korzystali rzemieślnicy także i z poza 
Krakowa, -jak z Trzebini, Oświęcimia), dojeżdżając raz 
w tygodniu do Krakowa na naukę. Nauka była bez- 
płatna. 
Dnia 15 listopada 1920 r. rozpoczął się 3-miesięczny 
kurs fryzjerski, obejmujący naukę fryzjerstwa męskiego 
i damskiego, perukarstwa oraz charakteryzacji teatral- 
nej. Nauka odbywała się w godzinach wieczornych od 
8-mej do lO-tej codziennie z wyjątkiem sobót oraz 
w niedziele i święta w godzinach rannych od lO-tej 
do l-szej. Kurs ten urządzono na prośbę tutejszego 
stowarzyszenia przemysłowego fryzjerów, dotychczas bo- 
wiem kursu takiego w Krakowie nie było i tutejsi fry- 
zjerzy, musieli korzystać wyłącznie z kursów wiedeń- 
skich. Kurs zamknięto 6 marca br. i wydano 21 świadectw. 
Kur s g a l a n t e r j i k o s z y kar s k i e j otwarty zo- 
stał dnia 4 grudnia r. p. Kurs ten, urządzono wspól- 
nie z Krajowym Patronatem rękodzieł i drobnego prze- 
mysłu, czas trwania kursu przewidziano na 3 miesiące; 
program obejmował naukę wyrobów koszykarskich ga- 
lanteryjnych i luksusowych. Kurs przeznaczony był 
w pierwszym rzędzie dla fachowców koszykarzy, któ- 


4S
>>>
rzyby zamierzali wydoskonalić się w dziale galanterji 
koszykarskiej, następnie dla nauczycieli szkół średnich, 
którzy w myśl programu Ministerstwa Wyznań religij- 
nych i Oświecenia publi ::znego udzielać będą nauki ro- 
bót ręcznych w szkołach średnich, oraz dla szerszych 
sfer inteligencji, celem umożliwienia ubocznego zarob- 
kowania. 
Nauka na kursie odbywała się w godzinach od 3-ej 
do 8-mej popołudniu bez obowiązku ścisłego przestrze- 
gania godzin. Kurs zakończono 1 kwietnia, wydano 25 
świadectw. 
Kur s h a n d l o w y dla metalowców urządzony wspól- 
nie z krajowym Patronatem rozpoczął się dnia 26 sty- 
cznia b. r, Program obejmował: buchalterję, korespon- 
dencję, rachunki, ka\kulację. Kur
 trwał do 27 maja br; 
klasyfikowano 16-tu uczestników kursu. 
Kur s s z e w s k i, obejmujący naukę rysunków za- 
wodowych, wraz z wykrawaniem form, trwał od 28/11 
do 4/V br. . 
Kur S S t o l a r s k i (wspólnie z krajowym Patrona- 
tem) obejmujący rysunki zawodowe, odręczne i geome- 
tryczne, technologję drewna, naukę o stylach, rachunki 
i projektowanie, rozpoczął się dnia 25/IV., czas trwania 
przewidziany do końca lipca; zapisanych 12 kandydatów. 


Prócz tego odbywały się stale w okresie od lutego 
do końca maja raz w tygodniu rysunki dla drukarzy, 
oraz wykłady z zakresu historji, rozwoju drukarstwa, 
techniki graficznej, fotografji i t. p. Przeciętna frekwen- 
cja na rysunkach wynosiła 15, na wykładach 60. 


WYCIECZKI. 
Dnia 4-go czerwca, urządziło muzeum wycieczkę do 
Rakszawy celem zwiedzenia fabryki tekstylnej: w wy- 
cieczce przyjęło udział 50 osób. 
W końcu czerwca odbędzie się wycieczka do Za- 

łębia Krościeńskiego celem zwiedzenia kopalń nafty 
l gazu. 


W ARSZT ATY MUZEUM. 
Z urządzeń i maszyn korzystają również właściciele 
drobnych zakładów przemysłowych, którzy nie posia- 
dają własnych urządzeń maszynowych. 


WARSZTATY IM. DRA JORDANA. 
Pod zarządem Muzeum znajdują się Warsztaty im. 
Dr. Jordana, przeznaczone dla uczniów szkół średnich. 
W ubiegłym roku szkolnym, otwarto (ze względu na 
brak miejsca) tylko pracownią stolarską i koszykarską. 


OD REDAKCJI. Stałe wydawanie miesięcznika, w obecnych warunkach, okazuje się niemożliwe, 
dlatego też "PRZEMYSŁ l RZEMIOSŁO" wychodzić będzie w różnych odstępach czasu jako 
pismo obszerniejsze lecz nie regularne. 


, 



 

 


REDAKTOR KAZIMIERZ WITKIEWICZ. 


. 


TREŚĆ ZESZYTU 1.: Od Redakcii. - Karol Homolacs: Sztuka - życie. - Józef Rostafiński: Adrian Baraniecki twórca Muzeum 
przemysłowego 1828-1891. - Eugeniusz Tor: Zadania Mieiskiego Muzeum przemysłowego. - Przedaw Smolik: Od marzenia do rze- 
czywistości. - Adam Chmiel: Oprawy introligatora krakowskiego Kaspra Raimana (starszy) 1566-1600. - K. W.: Wystawa prac in- 
troligatorskich Roberta Jahody. - Leonard Lepszy: Obrazy ludowe na szkle malowane. - Kazimierz Cybulski: Znaczenie fotografii 
w kulturze człowieka. - L. K.: Sztuka drukarska. - Kronika. - Nadesłane książki i czasopisma. -:- Z działalności Muzeum przem. 


ODBITO CZCIONKAMI DRUKARNI, M. MUZEUM PRZEMYSŁOWEGO IM. DRA ADRJANA BARANIECKIEGO W KRAKOWIE. 


.....
>>>
Y
t
;
; .
:..
 . 
tY, 
J - 'r
':;


 . , I 
, '/ ...
'u J':J.' 
I':t. . : 

"1' 
,
 ) fj ,; 

 . I, {''l 
 '' . .
j",
 
 1 't;:1 . 

 ".)_ 
i', I . ',; ,"'I. 
 ; \ I Y, \\' 
.'(i,{, \
, .. . Ił! -..ł...... . 
- /-i \'
'ł' '..\\); .M.-;ti.
 . ..t
 ',/ 
.Tt *
:

.t
i\ń!'" -: l' !.... 

 O 
 d v' y J'" r 
 :

 .1'1\";'ł. , I
l \; ',:::;.. 
l
\:J 
 '), _JN ,\
) l' /ltv)' J \ . 

 iL
' 
r

 
 '
 . /
A.: 
 :tf 

'- , l J..\ 
t-\
"" /":' 1'\ -{
 7:.I:r...i;; . ł-.. "'" -: 
 
'. r ,i" j fflf

' .\
 ' "';

j)" 
h " I t 
. \, 
J
r l 
 
  f \4 ',,, 
 '\"'....: .: d' · c V 
 I 

,1;if, lo 
n. ' 1(
"""1

1':':
)'
f,,'.r:
'

l"''''1 
''ł" . l 
" , 
 .. 
 
., 
J..J \ .Y ", CIf ., ) ,. : '" t'
'1{
.
" I - . I, .( 
1.;,"9 .., '1- . -i t ,_ ....L-... ,- " t -c .:ł.; . , - 

'\ " 
7' ':' ..' '.." ,;i. . 
i -:" lt " 
:. 1, '\ 1. ", l' 
 ,.ł
. 
...' .\1 
" ..., " I I J \ I I ,f
{ .... , 

 ,1,:,.. \ '. .. .111 ,..' 
 ...." . ". 
}.,;. 

 ': 
. ,
..:, 
 :' ł 
 o\. ..... 
 ,fi " 
 -." t .' 

l"'" I 
 
 I ' j i, _ , '-,- .
. _
 ";-} ", - 
 


"" "'- ",n' 
 ,',., '

'I
 ' 
.,,
.r/_ '... I ..
. ,¥- _ li: I
. . 
Jv:::-4.' . 
 . ';1, 
 l \' 1 ., ! l
'. l " 
,,- .....\ l 
 .j \ "l
/:' .
 
 . 
 
I 
' 1
,\ t, ... .. 
 _' L 
r'\'
' - 
 -T
-: ;.::;",;;
 -"'... , , 
I 

 I1k
..'1ł.
, ł ,,,o 
" l ,

f,


;' "i;
::'

" y:
 
 .. 4""
" ,
 
, -. I. 
: 
.1\ c  . ' 'I.I
 ::(" r', 
 ., I. _" , _ 

 _ ' ... -' _ 
-. , _" ..,.-. .\ C: I'" '''--ł.IIrIt'łr''. ..Q

 i .,.. 
 '- 
.....:a..-......" ..
 .-.:::' .1;eil\IIiOUł u
t;"14,. 
r ..
 
l _ _. "_ _ ... t __... _ ___..... -....1._
 _JI.......-...IL .__.
'="
 


.----,...... 



 




;':_:r. :o" 

 

6
 _ 
A\G 
- 

 J".,::-___ 


- 


!t. 

 
1't 


 
.1
r 
1- 

;
 
, . 


..,.. 



 
",.J 
, . 
I 
, .If 
1.,..' 



 I 
.
 '" 


4- 


GOBELIN POCHODZĄCY Z NIESWIEŻSKIEGO ZAMKU. OBECNIE WŁASNOSC MIEJSKIEGO MUZEUM PRZEMYSŁOWEGO IMIENIA 
DRA ADRJANA BARANIECKIEGO W KRAKOWIE WYKONANY W PIERWSZEJ POŁOWIE XVIII WIEKU W KORELICZACH NA LI- 
TWIE. PRZEDSTAWIA PRZYWIEZIENIE RANNEGO KRZYCZEWSKIEGO DO OBOZU RADZIWIŁŁA W ROKU 1649 POD ŁOJOWEM 


--
>>>

>>>
... 


STATUT 
MIEJSKIEGO MUZEUM PRZEMYSŁOWEGO 
IMIENIA D-RA ADRJANA BARANIECKIEGO 
ZATWIERDZONY UCHWAŁĄ RADY MIASTA KRAKOWA 
Z DNIA 29 KWIETNIA 1920 ROKU. 

. 1. C E L E M U Z E U M. 
Podnoszenie wytwórczości pod względem technicznym i estetycznym przez: 
a) Zaznajamianie rękodzielników z zapomnianemi względnie nowemi 
metodami pracy. 
b) Wprowadzanie wynalazków i nowych gałęzi przemysłu. 
c) Zaznajamianie rękodzielników z racjonalnem użyciem maszyn po- 
mocniczych. 
d) Kształcenie rzemieślników w kierunku zawodowym, gospodarczym 
i kulturalnym. 
e) Dostarczanie modeli i wzorów dla produkcji przemysłowej wogóle. 
f) Wyrabianie w społeczeństwie poczucia wartości wyrobów wzoro- 
wych i zamiłowania do wytwórczości rodzimej. 
g) 
yw!eranie wpływu na kształcenie zawodowe młodzieży rękodziel- 
mczeJ. · 



. 2. ŚRODKI. 
a) Urządzanie kursów zawodowych i ogólno kształcących, odczytów, 
wykładów etc. 
b) Wydawanie odpowiednich czasopism, publikacji i podręczników 
fachowych. 
c} Popularyzowanie wyrobów wzorowych zapomocą wystaw i kon- 
kursów. 
d) Porady techniczne i artystyczne. 
e) Pośrednictwo w nabywaniu maszyn, narzędzi, surowców, modeli 
i wzorów. 
£) Współdziałanie ze szkołami przemysłowemi i instytucjami pokrew- 
neml. 
g) Jak najszersze udogodnienia w korzystaniu z warsztatów, labo- 
ratorjów, zbiorów i bibljoteki Muzeum. 
h) Konserwacja zabytków przemysłu. 



. 3. FU NO U SZE. 
Na fundusze Muzeum składają się: 
a) Stała dotacja gminy. 
b) Subwencje państwa i instytucji. 
c) Dochody z użytkowania maszyn i urządzeń Muzeum. 
d) Dochody ze sprzedaży publikacji i wydawnictw Muzeum.
>>>
e) Dochody ze sprzedaży wyrobów wykonanych na kursach (w grani- 
cach niepowodujących konkurencji dla prywatnych przedsiębiorców. 
f) Dochody z opłat kursowych. 
g) Dochody ze wstępów do zbiorów, na wystawy, odczyty itp. T 
h) Zapisy, fundacje itp. 
Dochody Muzeum złożone będą w Kasie miejskiej, wypłatę ich asy- 
gnuje Prezydent miasta na podstawie budżetu Muzeum i uchwał Komisji 
w granicach oznaczonych budżetem. 
Wypłata kwoty przeznaczonej na zbiory muzealne może nastąpić z góry 
do rąk Dyrektora na podstawie uchwały Komisji. 



. 4. ZARZĄD. 
Zarząd spoczywa w rękach Komisji Muzeum złożonej: 
a) Z 8 członków Rady miasta. 
b) Z reprezentantów Rządu. 
c) Z reprezentantów instytucji oraz z osób przez Radę miasta po- 
wołanych. 
d) Dyrektora Muzeum względnie jego zastępcę. 



. 5. 
Przewodniczącym Komisji jest każdorazowy Prezydent miasta. 


II 



. 6. 
Przewodniczący zwołuje posiedzenia Komisji przynajmiej raz na kwartał. 



.. 7. · 
W posiedzeniach Komisji biorą udział z głosem doradczym referenci 
poszczególnych działów Muzeum, nadto naczelnik odnośnego wydziału Ma- 
gistratu względnie jego zastępca. 



. 8. 
Do ważności uchwał potrzeba prócz przewodniczącego obecności 3-ch 
członków Rady miasta. 



. 9. ZAKRES DZIAŁALNOŚCI KOMISJI. 
a) Zatwierdzanie programu działalności przedstawionego przez Dy- 
rektora Muzeum w ramach niniejszego statutu. 
b) Kontrola działalności. 
c) Uchwalenie każdorocznego .projektu budżetu. 
d) Przedkładanie Prezydentowi miasta opinji w sprawach personalu 
Muzeum. 
e) Uchwalanie wniosków w sprawie zmiany i uzupełnień statutu. 


F 
\ 
( 



. 10. WYDZIAŁ WYKONA WCZY. 
Komisja wybiera z grona swego Wydział wykonawczy złożony z 3-ch 
osób, który w sprawach nagłych zastępuje Komisję. Wydział wykonawczy 
obowiązany jest przedłożyć na najbliższem posiedzeniu Komisji sprawozda- 
nie z poczynionych zarządzeń. 



\ '-'01&".. 
UH1W
 K.IA ) 


, 


v 
p 
D 
13 
P 
.J ..........
>>>
ZAKŁAD ARTYSTYCZNEJ 
R E PRODUKCJI FOTOTECHNICZNEJ 
STANISŁAW WELANYK 
KRAKÓW, U L. SŁA WKOWS KA L. 14 


WYKONUJE 
KLISZE SIATKOWE, KRESKOWE DLA ILU- 
STRACJI A W PIERWSZYM RZĘDZIE KLISZE 
TRÓJ I CZTEROBARWNE, PRÓ SZO NE 
I WIELE INNYCH TECHNIK 


-.. 


ł 


,,0 R LI LOT" 
-
-tĘCZNIK KRAJOZNAWCZY 
'1LA MŁODZIEŻY 


.łANY POD REDAKCJĄ 


L... .JA WĘGRZYNOWICZA 


WARUNKI PRZEDPŁATY: 
PRZEDPŁATA NA ROK 1921 WYNOSI - NA RAZIE - W CAŁEJ 
POLSCE 100 MK. CENA POJEDYNCZEGO NUMERU 10 MK. 
ADRES REDAKCJI I ADMINISTR.: KRAKÓW. GRODZKA 64 II. P. 
GODZINY PRZYJĘĆ OD 6-7 WIECZOREM 


-.. 


liliiii 


PISAKI 


C ZYLI APARACIKI DO BATI KU 


WEDŁUG ORYGINALNYCH WZORÓW 
JAWAJSKICH PRZESYŁA NA ŻĄDANIE 


ALBIN ŻYŁA 


KRAKÓW, UL. ŚW. MARKA L. 31 


li 2BKłf\D 
, 'I 
, I RE.PRODUKCYI ART 
r@' F"OTOMECHRNIr.ZNE
 


jl ..ZDR2fr 
W KRAKOWIE UL.:SV. KRZY28 7 


HO TEL 'Z.'03 


WYKONYWf\ WSZEL/\lE60 no. 
DZftJU KLISZE-SZYBI
O- 
TF\NIO I W PIERW
ZEJ JfmOSCl 


ALBIN ŻYŁA KRAKÓW,UL.8W.MARKA31 
PRACOWNIA KOTLARSKA I PIERWSZY W POLSCE 
WYRÓB APARATÓW C H EM I CZN. I LEKARSKICH 
WYRABIA: APARACIKI DO BATIKU TAK ZWANE PISAKI 


APARATY LEKARSKIE, JAKOTO: TERMOSTATY, SU- 
SZARKII WSZELKIE INNE WEDŁUG WŁASNYCH LUB 
I PODANYCH WZORÓW. APARATY DESTYLACYJNE 
WSZELKICH SYSTEMÓW. U RZĄDZENIA ASEPT. SAL 
OPERACY JNYCH, STERYLIZATORY I OGRZEWALNIKI 
'r-.., 


ROK ZAŁOZENIA 1920. 


DRUKARNIA 
"SARMACJA" 
W KRAKOWIE, UL. GRZEGÓRZECKA L. 30 A 


p \ 
WYKONUJE: 
DZIEŁA, BROSZURY, DYPLOMY, ZAPROSZENIA 
BILETY WIZYTOWE, DRUKI TRÓJBARWNE I T. D. 
BARDZO STARANNIE 
Po CENACH NADER UMIARKOWANYCH 

 



...... 


CYNUJE WSZELKIE NACZYNIA PRAWDZIWĄ AN- 
GIELSKĄ CYNĄ. KU?UJE STARĄ MIEDŹ, NIKIEL. MO- 
SIĄDZ, OŁÓW. CYNĘ I STARE N.ACZYNIA Z TYCHŻE 
CENY PRZYSTĘPNE 
SUMIENNE I PUJIIKTUALNE WYKONANIE Z GWARANCJĄ I 


DLA ZBIERACZY PAMIĄTEK NARODOWYCH 


"OSTATNIE SŁOWO POCIECHY... 


(OYTADELA WARSZAW.) LITOGRAFIA FORMAT 37"6-:28"6 WYDANA W LONDYNIE 
W R. 1863 NA KORZYŚĆ RANNYCH. WYOBRAZA SCENĘ WIĘZIENNĄ POWSTANCA. 
(NA WYCZERPANIU 80 MP. 


NUTY WYDANE W LON DYN I E W R. 1863 


NA KORZYŚ" RANNYCH Z KOLOROWĄ LITOGRAF OKI ADKĄ. ZAWIERAJACE PIEŚNI' 
..BOZE coś POLSKĘ" I"Z DYMEM POZARÓW" (NA WYC
 .120 MP. 


PRZESYŁA ZA ZALICZKĄ 
SKŁADNICA WYDAWNICTW MUZEUM PRZEMYSŁ. 
W KRAKOWIE, ULICA 8MOLENSKA L. 9
>>>
BI 


WYDAWNICTWA DO NABYCIA 


W MUZEUM PRZEMYSŁ. IM. DR. ADRJANA BARANIECKIEGO 
w KRAKOWIE, UL. SMOLEŃSKA 9. 


Album 07dób z kaplicy Zygmuntowskiej. Kra- Mp. 
ków. Tablic foto gr. XVI. Wyd. MU7eum. 
Na wyczerpaniu (tylko dla bibljotek) 2000'- 
Wł. Łuszczkiewicz. Bartolomeo Berecci. 
Architekt kaplicy Zygmuntowskiej. Kra- 
ków 1878, (str. 35). Wyd. Muz. . 20.- 
Ozdoby butlownicze z cerk wi w Kurtea 
d'Ardżysz (Curtea d'Argyisch) na Wo- 
łoszczyźnie. Wiek XVI. Tab. 45. Kraków 
1881, Wyd. Muz. .. . 20.- 
H. Muthesius. Sztuka stosowana i archi- 
tektura. Tłomaczył Jerzy Warchałowski. 
Kraków 1901, (str. 145). Wyd. Muz. 
(oprawne).. .... . 50.- 
Wystawa plakatów. Przewodnik dla zwiedza- 
jących. Kraków 1898, (str. 63). Wyd. 
Muz. . . ., 10.- 
Inż. Jan Weber. W
bór motoru w przemyśle 
drobnym (str. 59). Nakładem Muzeum 
Kraków 1913 ... ., 30.- 
Stanisław Batko. Reklama w przemyśle 
i handlu (str. 96). Nakładem Muzeum. Kra- 
ków 1919 .., 10.- 
Nagrobki. Prace konkursowe pomników cmen- 
tarnych. Tabl. 29. Kraków 1916. Na- 
kładem Muzeum. ...... 20.- 
St. Batko i Witołd Ostrowski. Podręcz- 
nik do odbywania egzaminów czeladni- 
czych. Kraków 1913, (str. 71). Nakład Mu- 
zeum . . ....... 10.- 
Zakładanie ognisk dla młodzieży rękodzielni- 
czej i przemysłowej. Kraków 1913. Na- 
kładem Muzeum (str. 52) . 10.- 
ł'ostępowanie przy zakładaniu przemysłowych 
lub rękodzielniczych stowarzyszeń zarob- 
kowych i gospodarczych. Kraków 1913, 
(str. 15). Wyd. Muz.. .' 2.- 
Dr. Berezowski. Choroba i ochrona ócz 
u rękodzielników (str. 27). Kraków 1911. 
Nakładem Muzeum.. 2.- 
Dr. Adolf Veter. O znaczeniu idei związku 
uszlachetnienia pracy dla monarchji au str. 
Nakład. Muzeum. Kraków 1912, (str. 19). 
Tablic XlI. ..... 10.- 
Homolacs Karol. W sprawie Muz. techn. 
przem. w Krakowie. Referat na zjeździe 
plastyków (str. 12). Odbitka z "Rze- 
czy pięknych" . . 5.- 
Wdowiszewski Jan. Sztuka w plakatach. 
NaKład. autora 1898 (str. 36) 20.- 


Padechowicz. Kalkulacja w stolarstwie. 
Kraków 1918 (str. 24) . 
Dr. Koz
bowski Antoni. Jedwabnictwo 
z 16 drzeworytami w tekście i 5 tabli- 
cami litograficznemi. Kraków 1872. Na- 
kład Tow. pszczelno-jedwabniczego i sa- 
downiczego (str. 216). . 
Dr. Kozubowski Antoni. Jedwabniki dę- 
bowe i bałwianowe, z 6 drzewo r yt a ll1l 
i 2 tablicami chromolitograf Kraków 
1877. Nakład. Tow. pszczelno-jedv .bni- 
czego i sadowniczego (str. 41) . 
Dr. Kozubowski Antoni. Różne sfosoby 
szczepienia drzew owocowych i narzę- 
dzia ogrodnicze do tego potrzebne. Z 8 
tablicami chronologicznemi. Nakład Tow. 
pszczelno-jedwabniczego i sadowniczego. 
Kraków 1878 (str. 51) . . . . . , 
Sposoby rozmnażania morw. Kraków 1876 
(str. 18) . .. .. . 
O farbach i druku kolorowym. Kraków 1914. 
Nakładem Klubu krakow. maszynistów 
drukarskich (str. 26). . 
W dowiszewski Jan. Adryan Baraniecki. 
Wspomnienie pośmiertne. Kraków 1891 
(str. 29). ..... . 
Dr. Libelt Karol. Analiza spektralna. Kra- 
ków (str. 26) . .. 
Buszczyńs
i Stefan. Ksawery Pietraszkie- 
wicz. Zyciorys z portretami. W Krako- 
wie 1888. (str. 20) 
Sztuka stosowana: 
Zeszyt VI. Budownictwo drzewne tabl. 16 
VIII. i IX. Materjały. tabl. 27 
X. Materiały tabl. 14 . 
XI. .. .. 14... 
XII. Krzyże na Litwie. tabl. 13 
XIII. Materiały. tabl. 12 
XIV... 12 
XV. 11 
XVI. 16 
.. XVII... .. 16 . . . . . 
Stryjeńska-Lubańska Z. Pastorałki. Album 
ilustrowane barwnie 


M;. 
15.- 


10.- 


10.- 


10.- 
5.- 


40. 


5. 
10. 


5. 


50.- 
80.--- 
50.--- 
50.
 
50.--- 
50.--- 
50.--- 
50. --- 
50.-- 
50. 


50. 


W druku znajdują się następujące wydawnictw.t: 
Inż. Edward Herzberg. Zarys technologji metali.; 
Cz. lI. (Obrabiarki). \ 
Józef Czajkowski. Wzory mebli. 
W przygotowaniu do druku: Podręcznik rachu" 
kowy dla zawodów metalowych. 


ODBITO CZCIONKAMI DRUKARNI M. MUZEUM PRZEMYSŁOWEGO IM. DRA ADRJANA BARANIECKIEGO W KRAKOV. 


,o.
>>>