Promocje Kujawsko-Pomorskie 2003 nr 1-2

JUBILEUSZ 


C zterdziestolecie pracy naukowej prof. 
dr. hab. Janusza Rulki stało się dla jego 
przyjaciół, współpracowników i uczniów, 
dla których stał się Mistrzem, okazją do wy- 
dania tomu złożonego z 27 artykułów na- 
pisanych przez reprezentantów 14 ośrod- 
ków akademickich w Polsce. W ten spo- 
sób uczczono pracę jednego z najwybit- 
niejszych w kraju specjalistów z zakresu 
dydaktyki nauczania nauk historycznych. 
Janusz Rulka jest profesorem zwyczajnym 
w Akademii Bydgoskiej, którą współtwo- 
rzył. Działa także poza uczelnią - w bydgo- 
skim środowisku nauk humanistycznych, 
m.in. przez dwie kadencje pełnił funk- 
cję przewodniczącego Wydziału Humani- 
stycznego Bydgoskiego Towarzystwa Na- 
ukowego. 
Profesor Rulka to postać nietuzinkowa. 
Wystarczy powiedzieć, że dyplom magi- 
stra historii Uniwersytetu Mikołaja Koper- 
nika uzyskał mając zaledwie 20 lat. Obec- 
nie ukończył 65 lat i wcale nie wygląda jak 
nobliwy starszy pan, ojciec dzieciom i dzia- 
dek wnukom. Włosy ma bujne i bez śladu 
siwizny, tryska energią, humorem, pomy- 
słami. Urodził się 5 lipca 1936 r. w Płocku, 
szkołę podstawową i liceum ukończył we 
Wrocławiu, zaś na studia historyczne wy- 
brał się do Torunia. W tym czasie jego oj- 
ciec, po procesie politycznym, został ska- 
zany na 10 lat więzienia. To przeżycie mia- 
ło wpływ na ukształtowanie poglądów po- 
litycznych. Po dyplomie, uzyskanym w 
1956 r., pracował początkowo jako nauczy- 
ciel w szkole podstawowej, następnie był 
wychowawcą w internacie i akademiku, 
potem nauczycielem historii w Liceum Pe- 
dagogicznym, wykładowcą w Studium Na- 
uczycielskim w Bydgoszczy. adiunktem w 
Instytucie Historii UMK, docentem mia- 
nowanym i profesorem w Wyższej Szkole 
Pedagogicznej w Bydgoszczy. Od początku 
cechowała go pasja badawcza i niezwykła 
docieldiwość naukowa nad skutecznymi 
metodami nauczania historii oraz wiedzy 
o społeczeństwie. Do swoich badań włą- 
czał studentów i nauczycieli historii. Wy- 
niki badań publikował w postaci wyróż- 
nianych i nagradzanych odczytów pedago- 
gicznych, zamieszczanych w profesjonal- 
nych czasopismach. Stały się one podsta- 
wą do rozprawy doktorskiej Wpływ filmu 
na rozwój myślenia historycznego uczniów 
(1967 r.), następnie do pracy habilitacyjnej 
Recepcja informacji polityczno-społecznych 
przez młodzież szkolną (1975 r.). W 1993 r. 
uzyskał tytuł profesora nauk humanistycz- 
nych, a od 1997 r. jest profesorem zwyczaj- 
nym w Akademii Bydgoskiej im. Kazimie- 
rza Wielkiego, wcześniej WSP w Bydgosz- 
czy. Warto przy okazji wspomnieć, że oso- 
by specjalizujące się w dydaktyce szczegó- 
łowej (a Jubilat do nich należy) napotykały 


i napotykajq na trudności w finalizowaniu 
stopni i tytułów naukowych - pisze prof. 
dr hab. Adam Suchoński z Uniwersyte- 
tu w Opolu. - Jest to związane z brakiem 
w naszym kraju tradycji związanej z uzna- 
niem dorobku z tego zakresu jako podsta- 
wy do kolejnych awansów naukowych. Ja- 
nusz Rulka jako jeden z pierwszych w Pol- 
sce otrzymał profesurę tytularną z zakresu 
dydaktyki historii. 


40 LAT 


PHACY NAUKOWEJ 





 


fł!
,. 


- 


,-, 


- " 
.. 


'* 


. . 


PROFESORA 
JANUSZA RULKI 


"...wysocezadowalająca i oryginalna dzia- 
łalność prof. J. Rulki w poszczególnych ob- 
szarach działania zasługuje na wysokie 
uznanie - pisze prof. Edmund Trempała. 
- Mogę to z pełną odpowiedzialnością po- 
twierdzić, bowiem od 1960 r. pracowaliśmy 
wspólnie w Studium Nauczycielskim, Wyż- 
szej Szkole Nauczycielskiej i Wyższej Szkole 
Pedagogicznej w Bydgoszczy. Wspólnie zdo- 
bywaliśmy kolejne stopnie i tytuły nauko- 
we, poszukiwaliśmy nowych pracowników 
do współpracy, inspirowaliśmy badania na- 
ukowe, oraz tworzyliśmy klimat do życzliwej 
pracy na rzecz rozwoju uczelni pedagogicz- 
nej. Jego aktywna obecność w tym rozwijają- 
cym się młodym środowisku wyższego szkol- 
nictwa pedagogicznego w Bydgoszczy miała 
znaczący wpływ na dalsze jej losy. 
Profesor Janusz Rulka występuje w 
trzech rolach - nauczyciela akademickie- 


go, badacza naukowego w skali kraju i za 
granicą oraz organizatora nauki i życia 
akademickiego. Jego dorobek naukowy 
jest znaczący w środowisku humanistów 
uprawiających historię stosowaną. Jest 
uznanym dydaktykiem historii, badaczem 
wiedzy o społeczeństwie i edukacji medial- 
nej, cytowanym w wielu pracach i rozpra- 
wach naukowych. Jego badania zainspiro- 
wały innych autorów do podjęcia podob- 
nej tematyki. Organizował wiele nauko- 
wych konferencji ogólnopolskich. Jedna z 
nich poświęcona była Multimediom wedu- 
kacji historycznej i społecznej. Występował 
także jako referent na konferencjach za- 
granicznych, m.in. w Pradze, Brnie, Buda- 
peszcie, Sofii, Tallinie, Lund, Kopenhadze, 
Rostocku, Greifswaldzie i Dreźnie. Ponad- 
to odbywał zagraniczne staże naukowe i 
prowadził wykłady w licznych ośrodkach 
zagranicznych. Jest członkiem Internatio- 
nal Society for History Didactics, Krajo- 
wej Komisji Dydaktyków Historii i Komi- 
sji Dydaktycznej Polskiego Towarzystwa 
Historycznego, wiceprzewodniczącym Ko- 
misji Dydaktycznej Komitetu Nauk Hi- 
storycznych PAN. W latach L982-1985 
był członkiem Rady Głównej Szkolnictwa 
Wyższego, gdzie toczył wraz z innymi wal- 
kę o interesy i godność nauki oraz szkol- 
nictwa wyższego. Od połowy lat 70. jest 
członkiem rady redakcyjnej Wiadomości 
Historycznych. 
Obok zajęć dydaktycznych udzielał się 
w pracach organizatorskich na bydgoskiej 
uczelni. Był wybierany do senatu i innych 
ciał kolegialnych, zorganizował i kierował 
Zaldadem Pedagogiki Kulturalno-Oświato- 
wej, pełnił też funkcję prodziekana Wydzia- 
łu Pedagogicznego. W latach 1975-1980 był 
prorektorem WSP ds. nauki. W tym okresie 
stworzył młodym asystentom i adiunktom 
warunki naukowego rozwoju, umożliwia- 
jąc im kontakt z licznymi ośrodkami aka- 
demickimi w kraju, zachęcał i pomagał w 
zamieszczaniu publikacji naukowych. Jego 
współpraca z ośrodkami naukowymi po- 
zwalała na zapraszanie znaczących profeso- 
rów na konsultacje naukowe i do prowadze- 
nia wykładów monograficznych. Na macie- 
rzystej uczelni stworzył od podstaw Dział 
Wydawnictw i Zakład Poligrafii Uczelnia- 
nej. Kontakty z ośrodkami naukowymi za 
granicą pozwoliły młodym pracownikom 
na zagraniczne staże naukowe. Od 1988 r. 
kieruje Zakładem Dydaktyki Historii i Wie- 
dzy o Społeczeństwie, a efektem jego dzia- 
łalności jest promocja przeszło 50 prac dy- 
plomowych I stopnia oraz około 200 prac 
magisterskich. Trzy prace dyplomowe uzy- 
skały nagrody ministra oświaty. Wypromo- 
wał 8 doktorów. 


DOKOŃCZENIE NA STR. 13 


Nr 1-2/2003 

 9
>>>
AKADEMIA TECHNICZNO-ROLNICZA J. J. ŚNIADECKICH 


Z bigniew Skin der urodził się na Wi- 
leńszczyźnie (1945 r.). Jest absolwen- 
tem Wydziału Rolniczego Wyższej Szkoły 
Rolniczej w Olsztynie (1968 r.). Ze środowi- 
skiem akademickim Bydgoszczy związany 
od prawie 30 lat. W 1973 roku podjął pracę 
jako starszy asystent w bydgoskim Zamiej- 
scowym Wydziale Rolniczym AR w Pozna- 
niu (od 1974 r. Wydział Rolniczy ATR), w 
Zespole Uprawy Roli i Roślin (obecnie Ka- 
tedra Szczegółowej Uprawy Roślin). Stop- 
nie naukowe w zakresie nauk rolniczych, 
dyscyplinie agronomia, uzyskał na Wydzia- 
le Rolniczym Akademii Techniczno-Rolni- 
czej w Bydgoszczy; w 1981 - stopień dok- 
tora, w 1993 roku stopień doktora habili- 
towanego. W 1994 mianowany został na 
stanowisko profesora nadzwyczajnego, od 
1996 roku pełni funkcję kierownika Kate- 
dry Szczegółowej Uprawy Roślin. 
W działalności naukowej prof. Z. Skin- 
dera można wyróżnić kilka kierunków, 
z których najważniejsze dotyczą: aspek- 
tów biologicznych, ekologicznych i agro- 
technicznych uprawy roślin rolniczych; 
oddziaływania czynników siedliskowych 
i agrotechnicznych na plonowanie i war- 
tość pokarmową roślin rolniczych; oceny 
zagrożenia środowiska w wyniku stosowa- 
nia różnych systemów nawożenia roślin; 
środowiskowych uwarunkowań zrówno- 
ważonego rozwoju rolnictwa i obszarów 
wiejskich w województwie kujawsko-po- 
morskim, 
Ostatni z wymienionych kierunków ba- 
dań związany jest z realizacją od 1997 
roku, pod jego kierownictwem, interdy- 
scyplinarnego tematu badawczo-wdroże- 
niowego zleconego przez AWRSP i WFO- 
ŚiGW, w którym uczestniczą naukowcy 
z ATR, Akademii Bydgoskiej, SGGW w 
W-wie, lMUZ w Falentach i Bydgoszczy. 
Profesor jest autorem i współautorem 
72 prac, w tym 40 oryginalnych i 11 mo- 
nografii. Wyniki istotnych badań były pre- 
zentowane na konferencjach międzynaro- 
dowych oraz wielu krajowych. Dorobek 
naukowy uzupełnia współautorstwo pod- 
ręcznika akademickiego Szczegółowa upra- 
wa roślin, za który otrzymał nagrodę ze- 
społową Ministra Edukacji Narodowej w 
1999 roku. 
W celu podniesienia swoich kwalifikacji 
zawodowych odbył staże naukowe m.in. w 
Zakładzie Traw Pastewnych lHAR w Go- 
rzowie Wielkopolskim, w IUNG w Puła- 
wach, w Zakładzie Uprawy Roślin Wy- 
działu Rolniczego Uniwersytetu w Hel- 
sinkach. 
Od początku pracy zawodowej na uczel- 
ni prowadzi zajęcia dydaktyczne z zakre- 
su uprawy roślin. Wykłady z przedmio- 
tów: szczegółowa uprawa roślin i produk- 
cja roślinna oraz monograficzne, prowadzi 


10 li;\

 Nr 1-2/2003 


na wszystkich systemach i kierunkach stu- 
diów na Wydziałach: Rolniczym i Zootech- 
nicznym. Działalność dydaktyczną uzu- 
pełniają seminaria magisterskie i na stu- 
diach doktoranckich. Pod jego kierunkiem 
wykonano 60 prac magisterskich i 4 inży- 
nierskie. Był promotorem jednego zakoń- 
czonego przewodu doktorskiego, jest pro- 
motorem dwóch otwartych przewodów, 
ponadto sprawuje opiekę naukową nad 3 
uczestnikami studiów doktoranckich. 
Prof. Z. Skinder pełnił i pełni różnorod- 
ne funkcje związane z działalnością dydak- 


NOWY 
REKTOR 


---- 
..,. 
- .......... 



 


\ 
Dr hab. ZBIGNIEW SKINDER, 
prof. ATR 


tyczno-wychowawczą. Był opiekunem kra- 
jowych i zagranicznych praktyk studenc- 
kich, opiekunem roku studiów oraz wice- 
prezesem Akademickiego Zrzeszenia Spor- 
towego ATR. Brał również udział w pra- 
cach Międzyuczelnianego Ośrodka Me- 
todycznego Akademii Rolniczych przy 
SGGW, jako członek dwóch Zespołów: ds, 
Unowocześniania Treści Kształcenia oraz 
ds. Studiów dla Pracujących, 
W całym okresie swej pracy łączy obo- 
wiązki dydaktyczno-naukowe z aktywno- 
ścią organizatorską i społeczną. Świad- 
czą o tym liczne sprawowane przez nie- 
go funkcje oraz wybór do organów kole- 
gialnych wydziału lub uczelni. Do czasu 
uzyskania stopnia doktora habilitowane- 


go był członkiem Rady Wydziału Rolni- 
czego reprezentując asystentów i adiunk- 
tów. Jako samodzielny pracownik nauki 
w kadencji 1993-1996 pełnił funkcję pro- 
dziekana ds. nauki, a od roku 1996, przez 
dwie kadencje, funkcję dziekana Wydzia- 
łu Rolniczego. W okresie pełnienia funk- 
cji dziekana aktywnie uczestniczył w pra- 
cach nad modernizacją kształcenia na 
Wydziale Rolniczym ATR, czego efektem 
było uruchomienie dwóch nowych kie- 
runków studiów: biotechnologia oraz za- 
rządzanie i marketing, a także dziennych i 
zaocznych studiów doktoranckich w dzie- 
dzinie nauk rolniczych i dyscyplinie agro- 
nomia. 
Uzupełnieniem działalności organiza- 
cyjnej w ATR i poza uczelnią jest członko- 
stwo: w Senacie ATR od 1993 roku; w ko- 
misjach senackich ds. finansów i budżetu 
oraz organizacji i rozwoju od 1996 roku 
oraz ds. nauki, w której jest przewodni- 
czącym od 1999 roku; w Społecznej Ra- 
dzie Konsultacyjnej ds. Strategii Rozwo- 
ju Województwa Kujawsko-Pomorskie- 
go. Od wielu lat aktywnie działa na rzecz 
organizacji nauki jako członek: Komitetu 
Uprawy Roślin PAN (1999-2002); Komisji 
Nauk Rolniczych i Biologicznych Bydgo- 
skiego Towarzystwa Naukowego (w latach 
1990-1992 wiceprzewodniczący); Oddzia- 
łu Bydgoskiego Polskiego Towarzystwa 
Nauk Agrotechnicznych; Sądu Koleżeń- 
skiego PTNA. 
Zaangażowanie w integrację środo- 
wiska akademickiego Wydziałów Rolni- 
czych oraz w proces akredytacji tych kie- 
runków studiów zaowocowało powierze- 
niem prof Skinderowi funkcji przewodni- 
czącego Konferencji Dziekanów Wydzia- 
łów Rolniczych Polskich Uczelni Rolni- 
czych oraz funkcji przewodniczącego Ze- 
społu ds. akredytacji kierunku - rolnic- 
two. Kolejnym dowodem uznania działal- 
ności w tej dziedzinie była nominacja mi- 
nistra edukacji na członka zespołu kierun- 
ku studiów rolniczych, leśnych i weteryna- 
ryjnych Państwowej Komisji Akredytacyj- 
nej w kadencji na lata 2002-2004. 
Za organizację procesu dydaktyczno-wy- 
chowawczego oraz działalność naukową i 
organizacyjną był wyróżniany licznymi na- 
grodami rektora ATR. Za działalność na 
rzecz regionu wyróżniony został Meda- 
lem Wojewody Kujawsko-Pomorskiego. W 
2000 roku decyzją Prezydenta RP odzna- 
czony Złotym Krzyżem Zasługi. 
Społeczność akademicka doceniając za- 
angażowanie w działalność organizacyjną, 
dydaktyczną i naukową powierzyła 14 mar- 
ca 2002 roku prof. Zbigniewowi Skindero- 
wi pełnienie funkcji rektora ATR w latach 
2002-2005. Profesor jest żonaty (żona Ma- 
ria) i ma syna (Marcina). D
>>>
UNIWERSYTET MIKOŁAJA KOPERNIKA 


MIROSŁAW ADAM SUPRUNIUK 


O to krótki przewodnik po wystawie 
malarstwa, rzeźby, rysunku i gra- 
fiki polskich artystów-emigrantów, któ- 
ra prezentowana jest w Bibliotece UMK 
w Toruniu do końca lutego 2003 r. Wy- 
stawie towarzyszy - co prawda - katalog 
opracowany przez Joannę Krasnodęb- 
ską i Mirosława Supruniuka przy współ- 
udziale Jarosława Koimińskiego z Lon- 
dynu (sfinansowany w części przez BIG 
Bank Gdańsld S.A), ale bez zwiedzenia 
wystawy jest tylko jeszcze jedną książką 
o sztuce. Dlatego warto wiedzieć... 


zbiory sztuki w Archiwum Emigracji 
uległy wyraźnej jalmściowej i ilościo- 
wej zmianie. W ciągu jednego roku tra- 
fiły z Londynu do Torunia dwa duże ar- 
chiwa i kolekcje prac: archiwum grafi- 
ka i projektanta wnętrz Władysława 
R. Szomańskiego oraz kilka tysięcy 
rysunków, gwaszy i obrazów olejnych 
Mariana Kościałkowskiego, znakomi- 
tego malarza, rysownika i rzeźbiarza. 
Uzupełnieniem obu kolekcji były lm- 
respondencje malarzy, katalogi wystaw 
oraz oryginalne grafiki i rysunki znaj- 
dowane w kolejnych latach w niemal 
każdym z docierających do Torunia ar- 
chiwum. 


tujących działalność polsldch artystów, 
marszandów, galerii i historyków sztu- 
ki na emigracji w XX wieku. W odpo- 
wiedzi na apel i listy Archiwum otrzy- 
mało m.in.: zbiór prac malarskich, gra- 
ficznych i rysunków oraz archiwalia od 
Leona Piesowockiego, grafiki i rysunki 
BARO - Piotra Labużka (podarowane 
przez Eugeniusza S. Kruszewskiego 
z Kopenhagi), grafiki, rysunld i doku- 
mentację wystaw: Adama Kossowskie- 
go (dar Stefanii Kossowskiej), Maria- 
na Kratochwila (dar Zbigniewa Kra- 
tochwila), Janusza Eichlera (dar Kry- 
styny Eichler), Ludwika Lille i Wła- 
dysława Jahla (dar Jana Winczakiewi- 


Co warto wiedzieć o Galerii 
Sztuki Emigracyjnej w Toruniu 


Dlaczego Toruń? 
W 1995 roku powstało 
w Bibliotece Uniwersyte- 
tu Mikołaja Kopernika w 
Toruniu Archiwum Emi- 
gracji. Obecnie to jeden 
z największych w Pol- 
sce ośrodków gromadzą- 
cych spuścizny i pamiąt- 
ki po wybitnych osobi- 
stościach i instytucjach 
polskiego wychodźstwa, 
a także prace graficz- 
ne i malarskie, oraz ma- 
teriały dokumentacyj- 
ne związane z artysta- 
mi-emigrantami. Od sa- 
mego początku były to 
ważne i cenne kolekcje. 
W 1994 roku, redaktor Józef Czapski, Śledzie, 1957 (olej na płótnie 48x53) 
paryskiej Kultury Jerzy 
Giedroyc podarował toruńskiemu uni- 
wersytetowi, liczący prawie 2 tys. wo- 
luminów, księgozbiór Józefa Czapskie- 
go z Maisons-Laffitte. Wiele książek za- 
wiera marginalia i rysunki znakomite- 
go malarza. Kilka miesięcy później Ar- 
chiwum otrzymało niemal kompletną 
dokumentację handlową i wystawien- 
niczą paryskiej Galerie Lambert Ka- 
zimierza Romanowicza. W 1996 roku 


Dr MIROSŁAW ADAM SUPRUNIUK, historyk 
archiwista, kierownik Archiwum Emigracji 
i Biblioteki UMK w Toruniu. 


.... 


...... 



. 


.. - . ' _ . - )
 
, 
 " 
.-/'" 
- 


.. 


-, cza), Tadeusza Mysłow- 
T 

 skiego ( dar Henryka Ciocz- 
ka i artysty), oraz rzeźby 
Alfreda Jesiona (dar Da- 
nuty Szymańskiej-Jesion). 
Poza tym dziesiątki poje- 
dynczych prac malarskich, 
rysunków, grafik, plaka- 
tów, fotografii i katalogów 
wystaw. 
Cztery dary zasługują 
jednal: na szczególne wy- 
różnienie. Pierwszym jest 
sześć prac olejnych Mar- 
ka Żuławskiego ofiaro- 
wanych przez Marylę Żu- 
ławską, które mają być 
wstępem do przekazania 
w przyszłości archiwum 
Żuławskiego do Torunia. 
Drugim - zbiór prac ma- 
larskich, rysunków i szkiców Zygmun- 
ta Turkiewicza (dar Pooki Kępińskiej); 
trzecim - zbiór ponad tysiąca rysunków, 
grafik, rzeźb i olejów Aleksandra Wer- 
nera (dar artysty); czwartym, i jal: się 
wydaje najwartościowszym w kontek- 
ście potencjalnych badań naukowych, 
podarowana przez Ryszarda Demela 
kolekcja rysunków, grafik oraz przede 
wszystkim pieczołowicie zebranych do- 
kumentów na temat działalności grupy 
polskich malarzy studiujących i wysta- 
wiających w Rzymie (1945-1947) i póź- 
niej w Londynie (1947-2000). 


Jak powstawała Galeria? 
Coraz większa liczba dzieł sztuki i co- 
raz wszechstronniejsza dokumentacja 
archiwalna związana z działalnością 
artystów plastyków na obczyźnie - od 
pewnego momentu gromadzone osob- 
no, poza głównym, "literackim" obsza- 
rem zbiorów Archiwum Emigracji - spo- 
wodowały, że w początkach roku 2000 
postanowiono położyć szczególny na- 
cisk na gromadzenie prac artystycz- 
nych powstałych na obczyźnie. Równo- 
cześnie rozpoczęto poszukiwanie i gro- 
madzenie materiałów drukowanych, ar- 
chiwalnych i fotograficznych dokumen- 


. ' 


t I 
-= t 


j_. 


DOKOŃCZENIE NA STR. 12-13 


Nr 1-2/2003 l!i(;{;!ó:;Y-
1 11
>>>
UNIWERSYTET MIKOŁAJA KOPERNIKA 


DOKOŃCZENIE ZE STR. 11 


Jaka kolekcja jest najcenniejsza? 
W czerwcu 2001 roku Archiwum 
Emigracji otrzymało zbiór prac i pamią- 
tek po Konstantym Brandlu. Przekazał 
je do Torunia, wraz z całym wlasnym ar- 
chiwum oraz bogatym, liczącym kilkaset 
pozycji, księgozbiorem, siostrzeniec ar- 
tysty - Witold Leitgeber, historyk woj- 
skowości z Londynu. Dar Witolda Leit- 
gebera, w części poświęconej Brandlo- 
wi, sldada się z oryginalnych prac ma- 
larza, pamiątek po nim i dokumentacji 
związanej z obecnością twórczości arty- 
sty w Polsce oraz realizacją testamentu, 
tj. rozdysponowaniem spuścizny Bran- 
dla do muzeów i bibliotek. Prócz niemal 
kompletu kilkuset doskonale zachowa- 
nych, sygnowanych odręcznie grafik we 
wszystkich technikach, ułożonych chro- 
nologicznie w kilku teczkach, dar za- 
wiera też pewną liczbę grafik niesygno- 
wanych, prób warsztatowych, odbitek 
mniej udanych. W teczkach znajdują się 
ponadto szkicowniki z podróży, rysunki 
i szkice poprzedzające prace graficzne i 
malarskie, nieliczne akwarele, gwasze 
oraz kilka prac olejnych. Osobną wiel- 
kość stanowią projekty przygotowanych 
w 1924 roku witraży. Wśród podaro- 
wanych Archiwum pamiątek po Bran- 
dlu jest teczka grafik innych twórców: 
XVI-wieczne sztychy, japońskie drzewo- 
ryty, XIX- i XX-wieczne francuskie polo- 
nica, w tym prace Stefana Mrożewskie- 
go i Karola Mondrala. Są też pamiątki 
osobiste: paszporty, fotografie, świadec- 
twa, dyplomy, zegarki, sztućce, ordery 


... .

j.::' 
 


; . 
'. 


y 


:4 


, .
 


....-!1 


/ 



 
r 


\ 


Janusz Eichler, Autoportret, 1952 (piórko 33x32) 


12 \Jj
1 Nr 1-2/2003 


itp. We wrześniu 2001 roku utworzono w 
Archiwum Emigracji Gabinet Konstante- 
go Brandla. Tymczasem zamknięty, Gabi- 
net dostępny będzie do zwiedzania po li- 
kwidacji wystawy. 


Czym jest 
Galeria Sztuki Emigracyjnej? 
W skład Galerii Sztuki Emigracyjnej 
wchodzą archiwa artystów i galerii, luź- 
ny materiał dokumentacyjny (katalo- 
gi, foldery, książki, afisze) i fotograficz- 
ny oraz jako uzupełnienie dokumenta- 
cji - kolekcje prac poszczególnych arty- 
stów i niewielkie dary dzieł sztuki znaj- 
dujące się w różnych archiwach. Sam 
tylko zbiór oryginalnych dzieł sztuki 
- jakkolwiek nie jest wyłącznym celem 
gromadzenia - liczy obecnie prawie 10 
tysięcy obiektów o wartości badawczej 
i muzealnej. Okazały jest też zbiór ka- 
talogów i folderów wystaw. Galeria jest 
- jak się wydaje - jedynym tego rodzaju 
naukowym zbiorem pozamuzealnym w 
Polsce i, dzięki współpracy z historyka- 
mi sztuki UMK, jest przede wszystkim 
poważnym warsztatem badawczym. 
Celem Archiwum jest udokumentowa- 
nie działalności artystycznej możliwie 
największej liczby malarzy, rzeźbiarzy, 
grafików tworzących na obczyźnie w 
XX wieku. Udało się to zrealizować w 
odniesieniu do niemal 500 osób (prace, 
dokumenty wystaw, noty biograficzne, 
fotografie, korespondencje itd.). Wśród 
zgromadzonych dokumentów i dzieł są 
prace artystów, których twórczość nie- 
mal w całości lub w większej części roz- 
wijała się na emigracji, poza wymie- 
nionymi wyżej m.in.: Mariana Bohu- 
sza-Szyszko, Stanisława Frenkla, Ka- 
zimierza Dźwiga, Stanisława SzukaI- 
skiego, Janusza Eichlera i Krystyny 
Eichler, Marka Rudnickiego, Henry- 
ka Berlewiego, Tadeusza Beutlicha, 
Janiny Jasińskiej-Luterek, Bolesława 
Leitgebera, Jerzego Stockiego, Wilia- 
ma Markiewicza, Jana Głowackie- 
go, Filipa Fingera, Ariki Madeyskiej, 
Astrid Balińskiej, Tadeusza A. Lewan- 
dowskiego, Mieczysława Lurczyńskie- 
go i Zdzisława Ruszkowskiego. Są też 
prace artystów, którzy przebywali na 
obczyźnie krótko w czasie II wojny 
światowej, np. Mariana Walentynowi- 
cza, i tych, którzy stali się emigrantami 
dopiero w latach 70. czy 80. ubiegłego 
stulecia: Andrzeja Piwarskiego, Bar- 
bary Ur, Małgorzaty Paszko, Andrzeja 
Borkowskiego, Leszka Wiśniewskie- 


\; 


p--- 


,
 
." "{"t F 
",
j 



. 


" 
.-' 


.;f 
'..-'r 
.t,.i. ..4
 
.'
'-"I
'(;
. " 
'-
'

. ł- '¥ 
t-. nr.. I . '  
.[; ,; ,f 
 ,'i. 
!:i}



;f'.:

: ""
, 
'. .,!.!' ,jIIQ!
; ..
:'1. ,,- - -"' 
...::::::l 
'
;;; 
,:,
'. ':',i
t,_
:;

.;' 
:,
 i
 
'
-:- ' 
';"'.-y." 'i-o : f , 
I' . " ",' "" .J""-A1f1
 ł
 . ł 
- l
"'" J 
::-t :O"i' . ..., ,J j ...,-ł -"' _ r- l, t
 ( 
" I' . I - .........'
\.t 
 
:.i(
i..- . ......._. "'. , ;: , "': _ ",.: L/..4-- 
-, 
 ,;'t 
C 
. I-'q. , 


--"- 


b 


., 
, : 


iJg
.' 
"-
 , 


:
 


...;:. ". I. 
«;. i.'" 
 't, 


-
. 
 

- .- 
',,-, 


:
-:_: 'I!' 

 ...1.... 


1ł.I.,' , 


,. -. , 


'", 


), 


J. 


} ;:;0.. 


"*. 

.\ 
 


.I ..- I'" 


(
 .} 


-, 
 
: 
 iE 


"1 


'Ii 1;0\_: ...
 _ 


, 

 ' -,- -' 
"d 
 " 
I' 
. , 


Jan Lebenstein, Coexistence, 1963 
(olej na płótnie 80x40) 


go, Michała Rzewuskiego czy Grze- 
gorza Jakubowskiego. Są wreszcie ob- 
razy i rysunki artystów-amatorów, dla 
których malowanie było formą aktyw- 
ności dopełniającą twórczość w innych 
dziedzinach: Haliny Koro-Żuławskiej, 
Jana Kotta, Krystyny Granowskiej- 
-Strobel i Róży Nowotarskiej. 
Dzieła sztuki, jakkolwiek nie są w sta- 
łej ekspozycji, były pokazywane przy 
różnych okazjach głównie w Bibliote- 
ce UMK. Osobne wystawy mieli Szo- 
mański, Lebenstein, Czapski, Żuławski 
i Brandel, wśród papierów pisarzy i wy- 
dawców pokazywane były rysunki To- 
polskiego, Czermańskiego i Chruścic- 
kiego. Obrazy i rzeźby pokazywane są 
też poza Archiwum. Płótna Czapskie- 
go wystawiane były w Muzeum Naro- 
dowym w Gdańsku, prace Lebensteina, 
Fusek-Forosiewicz, Murawskiej i Kope- 
ra udostępnione zostały instytucjom 
muzealnym w Polsce, a rysunki Maria- 
na Kościałkowskiego pokazywane w bi- 
bliotece uniwersyteckiej w Wilnie. W 
roku 2003 Archiwum planuje monogra- 
ficzną ekspozycję grafiki K. Brandla w 
galerii "Wozownia" w Toruniu.
>>>
GALERIA SZTUKI EMIGRACYJNEJ 


Czyje prace można obejrzeć 
na wystawie? 
To zaledwie niewielki fragment zbio- 
rów sztuki Archiwum Emigracji. Ogra- 
niczeni miejscem zmuszeni byliśmy 
dokonać wyboru. Na dwóch piętrach 
aneksu Biblioteki UMK (ul. Gagarina 
13) pokazujemy ponad 250 prac nastę- 
pujących artystów: Astrid Balińska; Ja- 
nina Baranowska; Bronisław M. Bąk; 
Henryk Berlewi; Tadeusz Beutlich; Ewa 
Blaszak; Andrzej Bobrowski; Janina 
Bogucka-Wolff; Marian Bohusz-Szysz- 
lm; Andrzej M. Borkowski; Konstanty 
Brandel; Rafael Chwoles; Józef Czap- 
ski; Andrzej Czeczot; Ryszard Demel; 
Antoni Dobrowolski; Stanisław de Do- 
maradzki; Andrzej Dudziński; Kazi- 
mierz Dźwig; Janusz Eichler; Krystyna 
Eichler; Filip Finger; Fryderyka Fran- 
kowska; Stanisław Frenkiel; Anna Ga- 
jewska; Danuta Garcuszkiewicz; Ewa 
Gargulińska; Bożena Garstecka; Joanna 
Gleich; Stanisław Gliwa; Jan Głowac- 
ki; Janina Granowska-Rennie; Krystyna 
Granowska-Strobel; Edmund Gunsch; 
Peter Gyllan; Maria Hano de Grzymała; 
Tadeusz Unicki; Alexander Jagelowitz- 
-Kaźmierczak; Władysław Jahl; Grze- 
gorz Jakubowski; Janina Jasińska-Lu- 
terek; Alfred Jesion; Józef Klimek; Lu- 
dwik Klimek; Tadeusz Koper; Halina 
Korn-Żuławska; Adam Kossowski; Ma- 
rian Kościałkowski; Jan KoU; Zygmunt 
Kowalski; Erwin Kowski; Marian Kra- 
tochwil; Halina Kryska-Karska; Jan Le- 
benstein; Bolesław Leitgeber; Teresa 


Lewandowska; Tadeusz A. Lewandow- 
ski; Ludwik Lille; Mieczysław Lurczyń- 
ski; Piotr Łabużek (BARO); Wanda Ład- 
niewska; Arika Madeyska; Leo Mały- 
sa; Bartek Małysa; Willam Markiewicz; 
David Messer; Karol Mondral; Stefan 
Mrożewski; Ludmiła Murawska-Peju; 
Adam Muszka; Tadeusz Mysłowski; 
Halima Nałęcz; Halina Nekanda-Trep- 
ka; Róża Nowotarska; Marek Oberlan- 
der; Michał Paryżski; Małgorzata Pasz- 
lm; Leon Piesowocki; Tadeusz Piotrow- 
ski; Andrzej Piwarski; Józef Piwowar; 
Andrzej Płoski; Wanda Rewska-Cola- 
cino; Marek Rudnicki; Zdzisław Rusz- 
kowski; Lech Rzewuski; Krystyna Sa- 
dowska; Ryszard Sawicki; Jan Srzednic- 
ki; Jerzy Stocki; Bogumiła Strojna; Zofia 
Stryjeńska; Halina Sukiennicka; Włady- 
sław R. Szomański; Stanisław SzukaIski; 
Henryk Szydłowski; Feliks Topolski; Jo- 
anna Troikowicz; Zygmunt Turkiewicz; 
Devi Tuszyński; Feliks Tuszyński; Jan 
Ulatowski; Barbara Ur; Diane Verhme- 
er; Marian Walentynowicz; Aleksan- 
der Werner; Jan Winczakiewicz; Leszek 
Wiśniewski; Kazimierz Zielenkiewicz 
(Caziel); Jakub Zim; Marek Żuławski. 


Dlaczego trzeba odwiedzić wystawę? 
Ponieważ jest pierwszą taką ekspozy- 
cją od 1991 roku, kiedy w warszawskiej 
Zachęcie zorganizowano wystawę "Jeste- 
śmy'. Ponieważ prezentuje prace artystów 
niedostępnych (dzieła sztuki) w Polsce, a 
bardzo często znanych i sławnych poza 
krajem - w wielu wypadkach są to mala- 


( f ,--- 
" 

 


...\..'"....--., 
, '
 
. ,

"\ , 
) \'
\ 
'I'I} 

, 
;1 I '-. . 
/111 f'" \,
{.
 
./
...::;.,. J' II , \ , "i., 
'- 
r

 ,,: \ 
"" 

I:'" 
 
I/(! I, '/ ( 1 \' 1 H. 
 
n II " I l" 
SfANISŁAW ZOŁKIEWSKI 


(
, 
'/

' 
"'Si,J 


" 


Zofia Stryjeńska, Stanisław Żółkiewski 
(serigrafia 14,5x9) 


rze w Polsce pokazywani po raz pierwszy. 
Ponieważ jest cennym uzupełnieniem wie- 
dzy o sztuce polskiej XX wieku i pozwaJa 
dostrzec jak wiele jest jeszcze do zrobienia. 
Ponieważ umożliwia kontakt z dziełami 
sztuki najwyższej klasy, 
Więcej informacji o wystawie można 
znaleźć w katalogu wystawy oraz w In- 
ternecie: http://www.bu.uni.torun.pl/ 
Archiwum_Emigracji, 


DOKOŃCZENIE ZE STR. 9 


MIROSŁAW ADAM SUPRUNIUK 


Poczynając od 1959 r., kiedy na łamach 
Wiadomości Historycznych ukazała się po 
raz pierwszy publikacja Janusza Rulki, do 
chwili obecnej, opublikował blisko 200 
prac o różnym charakterze i różnorodnej 
tematyce. Kontynuacją zainteresowań per- 
cepcją wiedzy o życiu społeczno-politycz- 
nym przez młodzież jest pisarstwo pod- 
ręcznikowe związane z szeroko rozumia- 
ną wiedzą o społeczeństwie. Jest autorem 
i współautorem 12 wielokrotnie wznawia- 
nych opracowań z tego zakresu, Za pod- 
ręcznik dla szkół średnich Wiedza o spo- 
łeczeństwie, napisany wspólnie z prof. Ro- 
manem Ossowskim, autorzy otrzymali na- 
grodę ministra edukacji narodowej w 1997 
r. Publikacje prof. Rulki trafiły do przeszło 
miliona odbiorców i słusznie uznawane są 
za najlepsze w zakresie tej trudnej do pod- 
ręcznikowego przedstawienia problema- 


tyki, jaką jest wychowanie obywatelskie 
- pisze prof Suchoński. Prace prof. Rul- 
ki są cytowane w wielu krajach, m.in. w 
Niemczech, Czechach. Słowacji, Bułgarii, 
na Węgrzech, W 1991 r. wydał monogra- 
fię Przemiany świadomości historycznej 
młodzieży, podsumowującej badania pro- 
wadzone od 1975 r, W przygotowaniu jest 
następna monografia poświęcona świado- 
mości historycznej w okresie przemian 
ustrojowych i narastających wpływów ide- 
owych postmodernizmu. 
Mimo poważnej choroby, która zakoń- 
czyła się operacją na otwartym sercu w kli- 
nice kardiologicznej prof. Zbigniewa Re- 
ligi, prof. Rulka nie tylko wrócił do pracy 
na uczelni, ale włączył się do pracy nauko- 
wej, udziału w konferencjach naukowych 
i do publikacji naukowych. Będąc jeszcze 
w szpitalu napisał Opowiadania szpital- 
ne, wydane drukiem w 1997 r., poświęco- 
ne ofiarnej pracy lekarzy i personelu szpi- 


talnego i ich humanitarnej postawie w ra- 
towaniu zdrowia ludzkiego. 
Książka Historia, dydaktyka, media 
(Wyd. Akademii Bydgoskiej im. Kazimie- 
rza Wielkiego, Bydgoszcz 2002) pod re- 
dakcją Barbary Tarnowskiej, wydana dla 
uczczenia 40-lecia pracy naukowej prof. 
Janusza Rulki zawiera artykuły poświęco- 
ne historii, dydaktyce i mediom. Obok 12 
autorów z Akademii Bydgoskiej publiku- 
ją tu profesorowie i doktorzy z uniwersy- 
tetów w Katowicach, Warszawie, Pozna- 
niu, Białymstoku, Rzeszowie, Gdańsku, 
Wrocławiu, Opolu, Lublinie, Zielonej 
Górze, Krakowie oraz Akademii Pedago- 
gicznej w Krakowie, Bardzo ciekawe tek- 
sty były zainspirowane niewątpliwie pra- 
cą naukową prof Rulki. Jest to świetny 
"pomnik" czczący 40-lecie jego działalno- 
ści naukowej. 


KRYSTYNA ROMEYKO-BACCIARELLI 


Nr 1-2/2003 

 13
>>>
Z HISTORII REGIONU 



 zwaniem pierwotnego kościoła parafialne- 
go, który w XVIII wieku zszedł do rangi fi- 
lialnego, Wiek XIX to "panowanie" w her- 
bie miast orła pruskiego, jednak już na po- 
czątku XX wieku rajcy miejscy powrócili 
do wizerunku swojego patrona. Współcze- 
sny herb stanowi kompilację wszystkich do- 
tychczas używanych wizerunków pieczęt- 
nych i herbowych, Przedstawia on św. Ja- 


PIOTR 
GOŁDYN 


N a terenie województwa kujawsko-po- 
morskiego zlokalizowanych jest 51 
miast. Wszystkie te miasta posiadają her- 
by o określonych treściach symbolicznych. 
W siedmiu herbach występują postaci świę- 
tych. Każde pojawienie się świętego w her- 
bie miasta można wytłumaczyć ścisłymi re- 
lacjami występującymi pomiędzy patro- 
nem miasta czy kościoła a mieszkańcami. 
Święty staje się niejako duchowym obroń- 
cą miasta, a za dedykowanie mu kościoła, 
przyjmuje z wdzięczności obowiązki stróża 
miasta i gwaranta jego bezpieczeństwa oraz 
wszystkich mieszkających w nim obywateli. 
W niektórych przypadkach pojawienie się 
świętego w herbie miasta jest odzwiercie- 
dleniem rozprzestrzeniającego się kultu w 
danym regionie lub wiąże się z przeniesie- 
niem tego kultu do Polski przez osadników, 
np. niemieckich. 


Św. Jakub - Pakość 
Św. Jakub zwany Star- 
szym, był bratem św. 
Jana, Podobnie jal{ brat 
był rybakiem, zamiesz- 
kałym w Betsaidzie. W 
katalogach apostolskich 
wymieniany jest zawsze 
na czołowym miejscu, 
zaś Ewangelie wspomi- 
nają o nim 18 razy, Wie- 
my, że Jakub był bisku- 
pem Jerozolimy. Natomiast wzmiankę o 
jego śmierci znajdujemy w Dziejach Apo- 
stolskich. Jakub był pierwszym spośród 
Apostołów, który zginął śmiercią męczeń- 
ską. Średniowieczne legendy podają jako- 
by Jakub, zanim został biskupem Jerozoli- 
my, miał dotrzeć aż do terenów dzisiejszej 
Hiszpanii. 
Choć Pakość była miastem prywatnym, 
herby właścicieli nie miały wpływu na kon- 
figurację herbu miejskiego, który wyobra- 
ża św. Jakuba. Pierwsza znana pieczęć z 
tym wyobrażeniem pochodzi dopiero z 
XVI wieku, a identyfikacja postaci możli- 
wa jest dzięki lasce pielgrzymiej trzymanej 
przez świętego, która jest atrybutem Apo- 
stoła Jakuba. Święty ten pojawia się na ko- 
lejnych pieczęciach sprawionych w XVII i 
XVIII wieku, a fakt ten należy wiązać z we- 


Dr PIOTR GOŁDYN, historyk, heraldyk, na- 
uczyciel konińskiego gimnazjum nr 2. 


bu wyobrażającego ściętą głowę św. Jana 
Chrzciciela włożoną do złotego kielicha, 
usytuowanego pomiędzy dwoma zielony- 
mi, mlodymi dębami; pole herbu koloru 
czerwonego. 
Głowa św. Jana Chrzciciela pojawia się 
także w herbie Radziejowa Kujawskiego, a 
jej wyobrażenie znane jest już z czternasto- 
wiecznych pieczęci, przedstawiających trzy 


Święci W herbach miejskich 
woj. kujawsko-pomorskiego 


kuba w kapeluszu kardynalskim na głowie, 
którą równocześnie otacza aureola. W le- 
wym ręku laska, w prawym książka (praw- 
dopodobnie Ewangelia), wokół postaci pięć 
gwiazd, a na dole po stronie prawej krzyż. 
Najdziwniejszy jest w tym wyobrażeniu ka- 
pelusz kardynalski, który pojawił się na gło- 
wie Jakuba w czasach peerelowskich, jako 
próba zeświecczenia wyobrażenia herbowe- 
go, wynikająca z niechęci do wszystkiego co 
wiązało się z religią. 


Św. Jan Chrzciciel - 
Łasin, Radziejów Kujawski 
Imię Jan w języku hebraj- 
skim znaczy tyle co Bóg 
jest łaskawy lub Bóg się 
zmiłował. Znaczenie to 
jest bardzo adekwatne 
w przypadku Jana Chrzciciela, który stał 
się nagrodą dla podeszłego wiekiem mał- 
żeństwa, Elżbiety i Zachariasza. Jednym z 
naj popularniejszych przedstawień ikono- 
graficznych św, Jana występujących w pol- 
skiej heraldyce miejskiej jest głowa na mi- 
sie. Symbol ten wiąże się ściśle ze śmiercią 
świętego. Ściętą głowę Jana podano na mi- 
sie Salome, córce Herodiady, z którą zwią- 
zany był Herod. 
Nieco nietypowym przedstawieniem 
pod względem ikonograficznym jest wy- 
obrażenie głowy św. Jana Chrzciciela w 
herbie Łasina. Nie leży ona ani na mi- 
sie, ani na paterze, a włożona jest do kieli- 
cha, co sprawiło, że Marian Gumowski zi- 
dentyfikował ten wizerunek ze św. Janem 
Ewangelistą. Swój sąd oparł na dwóch 
faktach, ikonograficznym - uznał lde- 
lich za symbol Apostoła i historycznym, 
przynależności miasta do dóbr klaszto- 
ru w Mogilnie, którego patronem był Jan 
Apostoł. Jednakże autor ten nie jest kon- 
sekwentny w swoim zdaniu i w innej pu- 
blikacji pisze, że godłem Łasina jest głowa 
Jana Chrzciciela. Należy jednak przyjąć, 
że wyobrażenie to dotyczy ostatniego Pro- 
roka, a znane jest z pieczęci sięgających 
XIV wieku i przez kolejne wieki nie ule- 
gało zmianie, czego dowodem jest przyję- 
cie przez Radę Miasta i Gminy Lasin her- 


.Ą 
.. 


wieże kościelne stojące obok siebie, z któ- 
rych środkowa zwieńczona jest krzyżem. 
Pod kościołem głowa wspomnianego świę- 
tego, Według prof. Gumowskiego pojawie- 
nie się tego symbolu w herbie miasta nawią- 
zuje do patrona klasztoru benedyktyńskie- 
go z Moglina, w którego dobrach niegdyś 
znajdowało się miasto. Jednakże nie jest to 
teza zgodna z faktami. Po pierwsze dlatego, 
że patronem klasztoru w Mogilnie był św, 
Jan, ale Ewangelista: po drugie w momen- 
cie lokacji miasta, było ono wlasnością bi- 
skupstwa w Płocku. Przypuszcza się, że 
to wyobrażenie hagiograficzne może mieć 
związek z pierwszym kościołem drewnia- 
nym. którego patronem był św. Jan Chrzci- 
ciel, ale niestety nie jest znana data jego po- 
wstania. Warto nadmienić, że wyobrażenie 
funkcjonowało na pieczęciach miejskich, 
niemalże bez zmian do końca XVIII wie- 
ku. Wraz z przyjęciem przez miasto statutu 
pod koniec XX wieku, zatwierdzono herb 
miasta, który przedstawia trzy wolno sto- 
jące, blankowane wieże obronne, nakryte 
czerwonymi stożkowatymi dachami. Środ- 
kowa wieża jest szersza od pozostałych, jej 
dach zwieńczony jest krzyżem, a w dolnej 
części posiada otwór bramny, pod którym 
znajduje się głowa św. Jana Chrzciciela w 
złotej aureoli. 


Św. Małgorzata - Tuchoła 
Postać św. Małgorzaty, mę- 
czennicy z Pizydii znamy 
tylko z podania, według 
którego była córką pogań- 
skiego kapłana, Po przed- 
wczesnej śmierci matki 
została oddana pod opie- 
kę piastunki, która była chrześcijanką i do- 
prowadziła Małgorzatę do poznania Jezusa, 
Małgorzata miała ponieść śmierć męczeń- 
ską w początkach IV wieku, w czasie prze- 
śladowań za panowania cesarza Dioklecja- 
na (284-305). 
Najstarsze pieczęcie Tucholi pochodzą z 
czasów lokacji miasta, czyli z XIV wieku, 
Wyobrażają one, choć w nieco odmienny 
sposób. patronkę miejscowego kościoła, 
św. Małgorzatę. Na pierwszej z nich oto- 


l

 


\' 
\.lI! 


14 l!;I
] Nr 1-2/2003
>>>
Z HISTORII REGIONU 


czonej legendą: + SIGILVM " CIVITATIS 
* TVCHOL, w zakratkowanym i zakropko- 
wanym polu umieszczona jest postać świę- 
tej, w postawie stojącej. Małgorzata trzyma 
w ręku krzyż, a głowę jej zdobi korona oto- 
czona aureolą. U jej stóp spoczywa smok. 
Druga różni się od pierwszej kilkoma ele- 
mentami. Brak jest smoka oraz korony i 
aureoli na głowie św. Małgorzaty. W ręku 
pojawiła się laska zwieńczona krzyżem. W 
XV wieku pojawiła się pieczęć z nowym 
wyobrażeniem hagiograficznym, Przed- 
stawiała ona również św, Małgorzatę, ale 
tylko pół postaci. Święta z koroną na gło- 
wie, w lewej ręce trzyma gołębia, w prawej 
krzyż, Legenda w otoku brzmi: SX - CI- 
VITATIS - X - IN - TUCHELL - X. Tak 
ukonstytuowane wyobrażenie przetrwa- 
ło do XIX wieku, kiedy to władze pruskie 
powróciły do wizerunku św. Małgorzaty ze 
smokiem, Pieczęcie z tym motywem uży- 
wane były również po odzyskaniu przez 
Polskę niepodległości. Od 1969 w użyciu 
jest herb, który przedstawia świętą z go- 
łębiem i krzyżem. Wybór taki umotywo- 
wano polskim rodowodem. Barwna wer- 
sja herbu wygląda następująco: pole nie- 
bieskie, postać Małgorzaty, aureola i gołąb 
srebrne, korona i krzyż złote, 


Św. Stanisław - 
Brześć Kujawski, 
Solec Kujawski 
Jedną z najbardziej barw- 
nych postaci w historii 
Polski i Kościoła w na- 
szym kraju jest św. Sta- 
nisław. Nie znamy do- 
kładnej daty jego urodzin, Przypuszcza się, 
że mógł to być rok 1030 lub 1035. Po kilku 
latach przyjaźni między królem Bolesławem 
Śmiałym a Stanisławem doszło do ostrego 
zatargu, który zakończył się śmiercią bisku- 
pa, Według tradycji morderstwa dopuści] 
się sam król. Kanonizacji biskupa dokonał 
papież Innocenty IV w 1254 roku, 
Brześć Kujawski jest miastem, w herbie 
którego św. Stanisław pojawia się razem ze 
św. Piotrem, Wyobrażenie hagiograficzne 
znane jest z naj starszych pieczęci miasta 
pochodzących z XIV wieku. Przedstawia 
ono mur forteczny z blankami, z zamknię- 
tą bramą w środku. Nad murem trzy basz- 
ty, również blankowane, przy czym środ- 
kowa najwyższa i na niej umieszczony jest 
herb księstwa kujawskiego. W każdej wie- 

 usytuowane są po dwa romańskie okna. 
Między basztami postacie dwóch świętych: 
Piotra i Stanisława. W otoku legenda + SI- 
GILLVM VNIUERSITAS + DE + BREST. 
Pieczęć ta jest kopią wielkiej pieczęci mia- 
sta Krakowa. Na późniejszych pieczęciach 
miasta występuje taki sam wizerunek. 
Interesująca jest przyczyna umieszczenia 
św, Stanisława w herbie tego miasta. Otóż 


I IJ"':'U I 
d,t. 
:k-_ ... 
,-.. 8 11\...' 
, ... 
-'I I_I 


P, Bokota utrzymuje, że postać Stanisła- 
wa pojawiła się jako symbol idei zjedno- 
czenia Polski, której tenże święty był pa- 
tronem. Patronat ten wynika] z legendy, 
według której porąbane członki zamor- 
dowanego biskupa zrosły się w cudowny 
sposób. Proces zjednoczenia Polski pod- 
jęty przez Leszka Czarnego, został zakoń- 
czony w 1320 roku koronacją Władysława 
Łokietka, W tym procesie aktywnym poli- 
tycznie stał się Brześć Kujawski, który był 
stolicą niewielkiego księstwa kujawskiego, 
należącego właśnie do Łokietka. Stąd też 
symbolika ta pojawiła się w herbie Brze- 
ścia. Dopiero później św. Stanisław stał 
się patronem miejscowego kościoła. Herb 
taki był w użyciu do końca XVIII wieku. W 
XVIII wieku pojawiły się trzy nowe pieczę- 
cie, na żadnej jednak nie pojawił się żaden 
z patronów miasta. Po długim okresie uży- 
wania herbu państwowego miasto wróciło 
do pierwotnej wersji herbu, Przedstawia 
on w polu srebrnym brązowe, blankowa- 
ne mury miejskie ze złotą, zamkniętą bra- 
mą. Nad murem trzy blankowane baszty, 
środkowa ozdobiona herbem księstwa ku- 
jawskiego. Pomiędzy basztami po stronie 
prawej św, Stanisław w zielonej szacie, ze 
złotym pastorałem; po stronie lewej rów- 
nież w zielonych szatach, ze złotym klu- 
czem św, Piotr. 


Choć Solec Kujawski 
miastem jest od 1325 
roku, to naj starsze zna- 
ne nam pieczęcie pocho- 
dzą z XVII i XVIII wieku. 
Pierwsza - siedemnasto- 
wieczna - wyobraża po- 
piersie biskupa z syglami 
S. S. (Sanctus Stanislaus) 
i legenda w otoku: 1, SI- 
GILVM * OPIDI " SOLEC. Takie samo wy- 
obrażenie znajduje się na pieczęci opatrzo- 
nej legendą: * SILILLVM .*. OPIDI ,*. SO- 
LEC .*.1792, Herb taki był w u
ciu do cza- 
sów pruskiej okupacji, po czym został usu- 
nięty na rzecz orla pruskiego, Zrządzeniem 
losu, może przypadkiem, odnaleziono w 
1892 roku dokument z pieczęcią z 1792. Po- 
stanowiono więc sporządzić nową, niejako 
jubileuszową pieczęć nawiązującą do po- 
przedniego wyobrażenia, Jednak wyobraże- 
nie św. Stanisława nie spodobało się miesz- 
kańcom niemieckim i polskim. Po długich 
debatach ustalono nowy wizerunek miasta 
przedstawiający św. Stanisława nad bramą 
miejską i między dwoma wieżami. Tarcza 
zwieńczona blankowanym murem z trzema 
basztami. Pieczęci z takim herbem używa- 
no do 1920 roku, a także później, zastępu- 
jąc niemieckojęzyczną legendę tekstem pol- 
skim. Współcześnie miasto posługuje się 
wersją nawiązującą do herbu powstałego w 
1892 roku. Wyobraża ona w zielonym polu 


1
1_11
 

 :==
 
IJ\ "fts l
 
li !

'", J! 
IJJ
,rt 
k Pot 

W
 


tarczy niebieską tarczę herbową zwieńczo- 
ną murem blankowanym z trzema blanko- 
wanymi wieżami. Poniżej popiersie biskupa 
w stroju pontyfikalnym z mitrą na głowie, 
obok której sygle Ś(więty) S(tanisław). Wy- 
obrażenie hagiograficzne umieszczone mię- 
dzy dwoma wieżami wieńczącymi otwartą 
bramę miejską. Jak w większości przypad- 
ków postać św. Stanisława nawiązuje do pa- 
trona miejscowego kościoła, który według 
przypuszczeń mógł powstać już w czasie lo- 
kacji miasta. 


Św. Wawrzyniec - 
Sępólno Krajeńskie 
Św. Wawrzyniec pocho- 
dził prawdopodobnie z 
Hiszpanii. Był rzym- 
skim duchownym, któ- 
ry został przez papieża 
Sykstusa II wyniesio- 
ny do godności diako- 
na. Powierzono mu ad- 
ministrację dóbr kościelnych j pieczę nad 
ubogimi Rzymu, Zginął w czasie prześlado- 
wań, spalony na ruszcie. 
W przypadku Sępólna Krajeńskiego 
wizerunek ten nie ukonstytuował się od 
razu. Pierwsze pieczęcie, jak opisuje Ma- 
rian Gumowski zawierały wyobrażenie 
zamku z wieżą umieszczonego na łodzi. 
Trudno jednak stwierdzić czy wyobraże- 
nie to odnosi się faktycznie do Sępólna, 
bowiem takie samo wyobrażenie znajdu- 
je się zarówno na czternastowiecznej pie- 
częci, jak i we współczesnej wersji herbu 
Sępopola? Postać świętego, przypuszczal- 
nie Wawrzyńca pojawiła się na pieczę- 
ciach, które funkcjonowały w XVII wie- 
ku. Święty z trójzębem w ręku, w szacie 
do kolan i z aureolą wokół głowy umiesz- 
czony jest w owalnej pieczęci, którą ota- 
cza legenda: SIGLV. OPID · SEMPEL- 
GEMSIS . 1661. Druga, wykonana pod 
koniec XVIII wieku przedstawia już nie 
św. Wawrzyńca, a Neptuna z trójzębem. 
Wyobrażenie takie występuje na wszyst- 
kich pieczęciach używanych w XIX wie- 
ku. Taka zamiana postaci może wynikać 
z dwóch powodów. Pierwszym mogła być 
nieczytelność wcześniejszych wyobrażeń 
napieczętnych. drugim brak kultu świę- 
tych występujący w protestantyzmie, Pa- 
miętać należy, że czas powstania tej pie- 
częci przypada na okres rządów pruskich, 
Już po drugiej wojnie światowej wrócono 
do herbu z wyobrażeniem św. Wawrzyńca, 
zgodnie z siedemnastowiecznym przedsta- 
wieniem napieczętnym. Przedstawia on w 
polu niebieskim św. Wawrzyńca w stroju 
liturgicznym, trzymającego w dłoni złoty 
trójząb, Współczesna wersja różni się nie- 
znacznie od wyżej opisanej. Święty w zło- 
to-czerwonej dalmatyce trzyma zamiast 
trójzębu czarną kratę (ruszt), D 


SEPOLNO 
KRA.JENSKIE 


Nr 1-2/2003 

I 15
>>>
AKADEMIA BYDGOSKA KAZIMIERZA WIELKIEGO 


Z HISTORII REGIONU 


RYSZARD 
NOWICKI 


-- 
f( '
. 



 


,,"E
7 


W tym roku mija 140, rocznica wybu- 
chu powstania styczniowego. Jaldml- 
wiek działania zbrojne objęły teren zaboru 
rosyjskiego, nie brakowało Polaków z ziem 
zagarniętych przez Prusy i Austrię, którzy 
pomagali walczącym. Jednym z ochotników 
był Władysław Chotkowski, wówczas uczeń 
gimnazjum w Trzemesznie. Przyszły du- 
chowny, publicysta i historyk, profesor Uni- 


Kazimierz Mielęcki dochodził do zdrowia 
w Mamliczu, majątku Dąmbskich niedaleko 
Barcina. Nie będąc w pełni sił zbyt szybko 
dosiadł wierzchowca, z którego spadł. Odno- 
wione rany okazały się śmiertelne. Jego po- 
grzeb, z udziałem ok 10 tys. mieszkańców, 
stał się lekcją patriotyzmu i był głośny w ca- 
łym Księstwie Poznańskim. Zwłoki w uro- 
czystym żałobnym pochodzie przetranspor- 
towano do Lubostronia. W pałacowej ro- 
tundzie wystawiono je na widok publiczny. 
Przy katafalku wartę pełnili przedstawiciele 
wszystkich stanów. Ciało nieboszczyka zło- 
żono na cmentarzu łabiszyńskim. Na znak 
żałoby mieszczanie na okolicznych wzniesie- 
niach zapalili beczki ze smołą. Podczas trwa- 
nia uroczystości, mowy wygłosili probosz- 
czowie z Rynarzewa oraz Kościelca, księża 
Szymański i Janiszewski. 


hrabiów Skórzewskich, wygłosił trzy kaza- 
nia. N owy burmistrz miasteczka poinfor- 
mował o nieprawnym sprawowaniu czyn- 
ności kapłańskich szubińskiego landrata. 
Został wszczęty przeciwko niemu proces, 
Do trzech mów dołączono kolejne zarzu- 
ty - ogłoszenie drukiem czterech mów po- 
grzebowych, które były solą w oku władzy 
niemieckiej. Kapłan, zaliczany do mistrzów 
sztuki oratorskiej w kraju, publikował swo- 
je przemówienia, Trafiały one do serc słu- 
chaczy. O ich popularności może świadczyć 
fakt, iż m, in, otrzymywał z Pomorza zapro- 
szenia przesyłane telegramem, do udziału 
w uroczystościach pogrzebowych. Inkrymi- 
nacja dotyczyła wydrukowanych mów żałob- 
nych wygłoszonych na pogrzebach: dr. Julia- 
na Gerpego w Łabiszynie 28 grudnia 1876 r. 
(w tej świątyni wygłosi później mowę na po- 


WŁADYSŁAW CHOTKOWSKI 


POWSTANIEC STYCZNIOWY 


wersytetu Jagiellońskiego, zaznaczył swoją 
obecność także na Pomorzu. 
Przyszedł na świat 15 marca 1843 r. w Miel- 
żynie niedaleko Gniezna. Uczęszczał do gim- 
nazjów św. Marii Magdaleny w Poznaniu, a 
od 1859 r. w Trzemesznie. Tutaj 25 stycznia 
1863 r. z zamieszcwnej w prasie informacji 
dowiedział się o wybuchu powstania. Mło- 
dzieniec pełen zapału i werwy wziął udział 
w patriotycznym zrywie. Z jego szkoły ruszy- 
ło do walki z wrogiem w sumie 60 uczniów, 
Walczył pod rozkazami płk Kazimierza Mie- 
lęckiego. Po latach wspominał: Mielęcki prze- 
mówił do nas z konia, w te słowa: - Witam 
was młodzi! Przychodzicie pod dobrą gwiaz- 
dą, bo właśnie przed godziną obiłem okropnie 
du Moskałom! Da Bóg, jutro im, z waszą po- 
mocą, jeszcze poprawię! Te słowa wywarły na 
nas nieslychane wrażenie. Mianowicie to ho- 
meryczne wyrażenie o obiciu smutnej strony, 
wywołało zapał i uniesienie. Krzyczeliśmy też 
hura! - ile gardła starczyło. 
Z uznaniem wypowiadał się o jego umie- 
jętnościach: Może nie posiadał wielkich 
nauk strategicznych, ale miał rozum prak- 
tyczny i partyzantkę rozumiał lepiej, niż 
tacy teoretycy, jak ś. p. Ludwik Mierosław- 
ski i wielu innych, którzy prawie wszyscy 
chorowali na dyktatorów Mielęcki umiał 
organizować oddzialy i wykręcać się wobec 
przeważnych sił moskiewskich Dlatego też 
przegrawszy raz - niebawem zebrał drugi raz 
obóz, aż w bitwie pod Olszakiem, został cięż- 
ko ranny. 


Dr RYSZARD NOWICKI, historyk, adiunkt 
w Katedrze Bibliotekoznawstwa i Informa- 
cji Naukowej Akademii Bydgoskiej im. Ka- 
zimierza Wielkiego. 


Po upadku powstania w 1864 r, gimna- 
zjum w Trzemesznie zostało przez zabor- 
cę pruskiego zamknięte. Władysław Chot- 
kowski maturę zdał tego roku w Poznaniu. 
Następnie uczęszczał do seminarium du- 
chownego w Poznaniu i Gnieźnie. Studio- 
wał teologię i historię kościoła w Miinster 
oraz Rzymie. Wróciwszy w 1870 r. z Włoch 
został mianowany wikariuszem w poznań- 
skim kościele św. Marcina. W czerwcu 
tego roku, po wybuchu wojny prusko-fran- 
cuskiej, przeniesiono go na podobną po- 
sadę do miasta nad Brdą: Potrzebny byłem 
w Bydgoszczy jako utrakwista tj. władający 
polskim i niemieckim językiem, lecz nieba- 
wem okazała się tam potrzebna znajomość 
trzeciego języka, tj. francuskiego, bo kilkuset 
jeńców francuskich przywieziono do Byd- 
goszczy, Marło ich mnóstwo na tyfus i ospę, 
więc musiałem ich opatrywać. bo sam jeden 
francuskim językiem władałem. 
Pełnił również obowiązki katechety w 
szkole realnej ucząc religii Polaków (w języ- 
ku ojczystym) i Niemców do końca 1871 r. 
Na początku następnego roku powrócił do 
Poznania. 
Sprzeciwiał się wprowadzeniu tzw. ustaw 
majowych z 1873 r. i prześladowaniu Kościo- 
ła katolickiego, za co spotkały go procesy, 
kary pieniężne, represje. Od połowy maja 
1875 r. redagował wychodzące początkowo 
w Chelmnie pismo Przyjaciel Ludu, Swoje 
artykuły podpisywał pseudonimem Jakub 
od Tumu, Brał aktywny udział w organizo- 
wanych licznych patriotycznych wiecach. 
Święta Bożego Narodzenia 1878 r, spę- 
dzał u swojego wuja, proboszcza Stanisła- 
wa Ziętkiewicza w Łabiszynie. W tutejszym 
kościele św. Mikołaja, świątyni patronackiej 


grzebie Melanii hr, Skórzewskiej oraz Jej 
syna hr. Leona); Zygmunta Działowskie- 
go, posła do parlamentu niemieckiego, dzie- 
dzica dóbr Mgowa, w Wielkołące 24 lutego 
1878 f.; Alfreda Zawiszy Czarnego, b. ofice- 
ra wojsk polskich i belgijskich, dziedzica 
dóbr Warszewice, w Chełmży 18 maja 1878 
r. oraz Natalisa Junoszy Sulerzyskiego, po- 
sła ziemi pruskiej, w Pluskowęsach 3 wrze- 
śnia 1878 r. 
Skazano go na karę pieniężną oraz ba- 
nicję z Wielkiego Księstwa Poznańskiego. 
U dał się do Chełmna, gdzie pozostawał pod 
dozorem policyjnym. Pomimo trudności 
odprawiał potajemnie msze w oratorium 
SS. Miłosierdzia w pobenedyktyńskim 
klasztorze. Banicję po pewnym czasie cof- 
nięto. Na początku lat 80. XIX stulecia ob- 
jął Katedrę Historii Kościoła na Uniwersy- 
tecie Jagiellońskim. W roku akademickim 
1891/1892 pełnił funkcję rektora tej uczel- 
ni. Posłował do austriackiej Rady Państwa, 
Był członkiem honorowym toruńskiego 
Towarzystwa Naukowego. Słynny kazno- 
dzieja przemawiał nad trumną Józefa Igna- 
cego Kraszewskiego i podczas powtórnego 
pogrzebu Adama Mickiewicza: Mowa po- 
wiedziana przy zwłokach Ś, p. Józefa Igna- 
cego Kraszewskiego w Krakowie w koście- 
le archiprezbiterialnym N P. Maryi dnia 18 
kwietnia 1887 r., Kraków 1887; Mowa przy 
sprowadzeniu zwłok ś. p. Adama Mickie- 
wicza powiedziana w czasie nabożeństwa 
w katedrze na Wawelu dnia 4 lipca 1890, 
Kraków 1890. Weteran powstania stycz- 
niowego, który w okresie Kulturkampfu 
odważnie głosił patriotyczne przemówie- 
nia i bronił praw Kościoła, zmarł 13 lipca 
1926 r. w Rabce. D 


16 
COU:;-Uill, Nr 1-2/2003
>>>
SPOTKANIA W "WĘGLISZKU" 


EWA 
PIECHOCKA 


. ,"-11' 


Franciszka Becińskiego - poetę-samo- 
uka, kowala z Kujaw można nazwać poetą 
zapomnianym. Minęła 105. rocznica jego 
urodzin, Teresa Wądzyńska, odwiedzająca 
Kujawy i prowadząca programy artystycz- 
ne, związane z regionem, przypomniała 
postać i twórczość ludowego poety, Spo- 
tkanie odbyło się w kawiarni artystycznej 
"Węgliszek", w ramach spotkań z poezją. 
Uroczystość (bo tak należy mówić o tym 
spotkaniu) uświetniła obecność syna poety, 
Adama; Wanda Szkulmowska, która w mi- 
nionych latach zajmowała się twórczością 
Becińskiego, w interesującym wykladzie, 
przypomniała jego życiorys i drogę twórczą. 
Barbara Kalinowska, do własnych kompo- 
zycji, śpiewała ballady Becińskiego. 
Pradziad (Mateusz) i dziad (Wojciech) 
Franciszka pochodzili z Kujaw. Pracowa- 
li w cudzych majątkach, należeli do ubo- 
gich chłopów. Urodzony w Pilichowie, w 
1897 roku, Franciszek nie chodził do szko- 
ły, czytania nauczyła go matka. Książki z 
dworskiej biblioteki urzekly go jak Jan- 
ka Muzykanta skrzypce. Gdy miał dzie- 
więć lat, przeczytał Trylogię - do tej lek- 
tury wracał w życiu czternaście razy. Po- 
tem olśniła go Konopnicka, Orzeszkowa, 
Rodziewiczówna, Kraszewski, Prus,.. Wie- 
dzę zdobywał drogą samouctwa. Aby opa- 
nować język i tajniki stylu, przepisywał 
całe książki. Od naj młodszych lat ciężko 
pracował - najpierw jako pasterz, potem 
jako kowal (w późniejszych latach zało- 
żył własny warsztat kowalski). Wszedł w 
kontakt z kołem samokształceniowym w 
sąsiedniej wsi, Byczynie, gdzie była szko- 
ła, biblioteka, działały organizacje oświa- 
towe. Tam zetknął się z ludźmi, którzy wy- 
warli wpływ na jego rozwój duchowy. Do 
końca życia pozostał jednak kompleks bra- 
ku wykształcenia, kroczącego drogą bole- 
snych doświadczeń człowieka. Jego ma- 
rzeniem było zostać pisarzem, Wiersze i 
opowiadania, wysyłane do włocławskich 
i inowrocławskich gazet, nie doczekały 
się druku. Beciński spotkał jednak życz- 
liwych protektorów, Należał do nich Ro- 
man Gutowski - lekarz, społecznik, zain- 
teresowany również literaturą Dzięki nie- 
mu w Dzienniku Kujawskim, w 1927 roku, 
ukazał się debiutancki wiersz Becińskiego 
Pogwar wiosny oraz nowelka List do mat- 
ki, a potem opowiadania Brzask i Wrzosy. 


Środowisko inteligenckie Inowrocławia, 
skupione wokół Dziennika Kujawskiego, 
miało wpływ na rozwój osobowości poety. 
Poza tym, odzyskał wiarę w siebie. Druko- 
wano jego utwory w Piaście - dodatku nie- 


cych w przyrodzie. Miłość do ziemi i na- 
tury, a także swoisty smutek, tony me- 
lancholii, lęk przed niewiadomym, Znać 
wpływy Konopnickiej, Kasprowicza i Mło- 
dej Polski. 


MELODIE ZIEMI 


dzielnym dziennika, a także w pismach po- 
znańskich, Gazecie Warszawskiej, krakow- 
skim Ilustrowanym Kurierze Codziennym i 
innych. W 1930 roku ukazało się 30 dru- 
kowanych utworów - część z nich w cy- 
klach Odchlań oraz Z dna. Becińskiemu 
pomógł również red. Hieronim Pawlicki, 


o TWÓRCZOŚCI 


"-.:1 


_111 , 


W 1934 roku wyszedł tomik wierszy Be- 
cińskiego Modraki i maki z kujawskich 
równin, w 1935 tom nowel i opowiadań 
Smętnice ziemi. Utwory Becińskiego uka- 
zywały się w piśmie Posiew Poetycki, które 
zaczęło wychodzić w Bydgoszczy w 1938 
roku oraz w Wiciach Wielkopolskich i to- 
ruńskiej Obronie Ludu. Prasa regionalna, 
a także krajowa wypowiadała się życzliwie 
o twórczości poety. Bardziej ceniono jego 
wiersze niż prozę. W 1941 roku miał otrzy- 
mać, przyznawaną co dwa lata, nagrodę 
Inowrocławia... 
Do wybuchu wojny ukazało się w pi- 
smach blisko 600 wierszy Becińskiego. W 
pierwszych latach wojny poeta pisze pa- 
miętnik, który stał się cennym dokumen- 
tem dla poznania jego osobowości. W 1939 
roku walczył jako ochotnik w obronie oj- 
czyzny, potem ukrywał w swoim miesz- 
kaniu ludzi konspiracji, należał do Armii 
Krajowej. 
- Ojciec zawsze miał przy sobie szka- 
plerz i książeczkę do nabożeństwa. Z opre- 
sji wojennych wrócił, opatrzności zawdzię- 
czał życie - powiedział, obecny na spotka- 
niu syn, Adam, Wspominał glinianą, kry- 
tą słomą chatę, pracowitego ojca, którego 
marzeniem było wykształcić trójkę dzieci, 
Ojcowskie marzenie się spełniło, np. pan 
Adam ukończył polonistykę na UMK i 
przez długie lata był nauczycielem. 
Franciszek Beciński po wojnie znów 
pracował w kuźni, ale swemu poetyckie- 
mu powołaniu pozostał wierny. Jego wier- 
sze opiewały rodzinną wieś, Kujawy, przy- 
rodę, zwierzęta i ptaki, głosiły przywiąza- 
nie do ziemi i ojczyzny. Było w nich dużo 
smutku i zadumy nad przemijaniem. Po- 
ezja Becińskiego ukazała się w paru zbioro- 
wych publikacjach. W 1968 roku KPTK w 
Bydgoszczy wydało tom jego wierszy Liść 
z polnej gruszy, a w 1973 Melodie ziemi. 
Starszy już wiekiem poeta bywał zaprasza- 
ny na spotkania autorskie; z okazji 40-lecia 
twórczości i siedemdziesiątej rocznicy uro- 
dzin Towarzystwo Miłośników Kujaw zor- 
ganizowało w Radziejowie jubileusz poety 
(1967 rok). Ministerstwo Kultury i Sztuki 
przyznało mu stypendium literackie, 
Wiersze Becińskiego, choć brzmią dziś 
staroświecko, zachowały moc wzruszenia. 
Słychać w nich tony prawdziwej miłości do 
rodzinnej ziemi, natury i przodków. O 


Nr 1-2/2003 l!J
 
 
 17 


LO I 

 ., 
. 


.. 


1; 


'- 



I 


,,, 

ł
_""... 


"' 
, 


i 


PRANCISZKA 
BECIŃSKIEGO 


który zalecał pisać według "własnego sty- 
lu", nie ulegać radom i namowom, Beciń- 
ski został współpracownikiem Dziennika 
Kujawskiego i otrzymał miesięczny ryczałt 
w wysokości 100 złotych. 
Dla krytyki stanowił Beciński swoisty 
fenomen - z prostego pastuszka i kowa- 
la, który nigdy nie chodził do szkoły, dzię- 
ki ogromnej pracy nad sobą, stawał się in- 
teligentem. W twórczości Becińskiego na 
uwagę zasługuje autentyzm i realizm w 
kreśleniu obrazu wsi i wiejskiego życia. 
Znamienne są nuty autobiograficzne, lu- 
dowość, dokumentowanie, w poetyckich 
strofach, pór roku i przemian zachodzą-
>>>
GALERIA ARTYSTÓW 


DOROTA RUDNICKA 


N auczyciel akademicki, pedagog i arty- 
sta malarz. Twórca oryginalnych ob- 
razów, indywidualista o interesującej oso- 
bowoścL Wprawdzie urodził się jeszcze w 
połowie ubiegłego wieku, to jednak mocno 
- jak się wydaje - tkwi w tym nowym, już 
XXI. Żyje w nim w pełni sił dydaktycznych 
oraz osobistych ambicji twórczych, I nadal, 
podobnie jak przed laty, profesor Lech Wol- 
ski mówi żywo o pracy na uczelni, o kontak- 
tach z młodzieżą i o tym co go fascynuje w 
całym świecie... 
Gdy pytam czy malarstwo abstrakcyjne 
znajduje się u niego na pierwszym miejscu - 
dowiaduję się, że tak, że zdecydowanie: tak! 
A kiedy oglądam obrazy, całe cylde o róż- 
nych barwach - zaciekawia mnie ich kolor 
i przyciąga, jakby ogarnia duży format, odro- 
binę - przy pierwszych spojrzeniach - niepo- 
koi jakaś "tajemniczość", lecz wzbudza za- 
frapowanie fakturą Nie ujawniam tematu 
swoich (być może błędnych) domysłów, lecz 
głośno dociekam co stanowi w ostatnich la- 
tach inspirację poznawanej twórczości? 
- Każdy - mówi Lech Wolski - ma jakąś 
swoją drogę i snuje refleksje nad uplywają- 
cym czasem... Ja skupiam się na materii tego 
świata wywiedzionej, ŻE tak określę, z umy- 
slu ludzkiego; patrzę na naukowców, na to 
co robią, co odkrywają, jakim językiem piszą. 
Oni też mają, jak mnie się wydaje, doznania 
olśnień czysto mtystycznych. 
Słuchając Profesora wkraczam z jednej stro- 
ny w świat biologii i medycyny, a z drugiej - za- 
skakująco! - w Kosmos; w to co zwykliśmy na- 
zywać mikropoczątkiem i równolegle w makro 
- bez końca,.. A obrazy przed moimi oczyma 
zaczynają żyć! Wnętrza w ramach są w ruchu 
(seria żółta i żółto-złotawa, świetlista), inne jak- 
by pulsują i krwawią (obraz w ciemnawej czer- 
wieni, "nasycony" mięśniami, kojarzący się z 
otwartym ciałem...), a następne swoim szero- 
kim rwtem ostrego szafiru, przetykanego fine- 
zyjnie rozmieszcwną bielą "kresek" - przeno- 
szą widza myślami wyżej, i jeszcze wyżej! - na 
przykład na... Mleczną Drogę. 
Być może, iż to malarstwo nie każdego za- 
fascynuje. Ale (moim.., nieskromnym zda- 
niem) wielu odbiorców może zafrapować 
swoją stroną formalną, zaś innych przycią- 
gnąć walorami wizualnymL Bo w pierwszym 
znaczeniu nasuwa na myśl kontakt z wido- 
kami w laboratorium, na płytkach pod mi- 
kroskopem, a w drugim z obrazami, które 
się ogląda przez lunetę! No i jeszcze kolory, 
zwłaszcza te podstawowe: żółty, niebieski, 
czerwony (są też obrazy o bogactwie odcieni 
zielonego czy turkusów i głębokiego, jakby 
przydymionego lub w innym widoku rozbie- 
lonego brązu). Artysta malarz, twórca zainte- 
resowany m.in. genetyką i osiągnięciami me- 
dycyny oraz - mówiąc ogólnie - wszechświa- 
tem, zachęca nas do podobnych rozmyślań, 
a charakterem swego malarstwa prowokuje 


18 

 Nr 1-2/2003 


do dyskusji o współczesnej sztuce! Cykle ob- 
razów Wolskiego cechuje rozpiętość: od bio- 
czułości do technoczułości... I w związku z 
tym nasze myśli w zetknięciu z dziełami tego 
autora mogą oscylować wokół natury i czło- 
wieka z jednej strony, a z drugiej znów da- 
lej i dalej, bo wokół jakże licznych niewiado- 
mych w świecie - mówiąc krótko - Wielkiej 
Przyrody. " Produktem " - stwierdza Artysta 
- ważnym dla sztuki są emocje, a latanie na 
Księżyc czy wysyłanie wielkich sond wplywa 
na naszą wyobraźnię; na moją wplywa bar- 
dzo mocno. 
Biorąc pod uwagę rozwój np. technik au- 
diowizualnych, coraz częściej zastanawiamy 
się nad ich ewentualną szkodliwością i dla 


PROFESOR 


" 


''t, 


zwyklych odbiorców i - jeszcze bardziej - dla 
artystów. Dzieląc się tymi obawami z moim 
rozmówcą, w odpowiedzi słyszę zdania: My- 
ślę, że plastyce specjalnie nic nie zagraża i że 
po jakimś cZ£!sie po prostu wrażliwość będzie 
inna. Obecnie na uczelnię przychodzi pokole- 
nie audiowizualne, wychowane na obrazie. 
A obraz wbrew pozorom wcale nie jest stabil- 
ny, jest ruchomy; jest pewnym piekłem ta wiel- 
ka machina obrazowa, ta reklama. I to co jest 
dziś blichtrem oraz brakiem zatrzymania, bra- 
kiem pewnej refleksji nad :dożoną rzeczywisto- 
ścią " wytworzyło" młodzież, która chce studio- 
wać sztukę, lecz trochę inaczej rozumuje, niż 
wcześniejsze pokolenie, 
Kiedyś Lech Wolski żył w swoim pejzażu 
wewnętrznym z Norwidem i Einsteinem. Za- 
wsze interesowała go nauka i literatura, chy- 
ba szczególnie poezja, od pewnego czasu po- 
dziwia twórczość Wisławy Szymborskiej. 
Lecz powraca w rozmowie do Cypriana Ka- 
mila Norwida i podkreśla, że pamięta co On 
pisał, jaką miał wspaniałą intuicję, gdy cho- 
dzi o ludzką przyszłość. Właśnie, przyszłość,.. 
Nie sposób nie zadać pytania: Jak brzmi cre- 
do przekazywane przez Profesora swoim 
uczniom, a zwłaszcza studentom kończącym 
w tej skomplikowanej dobie studia? 
- Absolutnie biorę pod uwagę ten XXI wiek 
i Z£!daję sobie pytanie czego uczyć, by młody 
człowiek dawał radę żyjąc z tej dziedziny, któ- 
rą studiuje. WsZ£!k studia niczego nie gwa- 
rantują, ich model stał się inny; to jest pozna- 
wanie siebie. Język wiedzy, którą przekazują 
nauczyciele nie Z£!wsze i nie w każdym przy- 
padku przydaje się młodemu człowiekowi, a 
szczególnie w przypadku studiów artystycz- 
nych, które podejmują ludzie wrażliwi. Moją 
rolą pedagoga jest udzielanie pomocy młode- 
mu człowiekowi. Bywa, oczywiście, różnie. 
Są studenci, którzy pracują ze mną na "jednej 
fali" - interakcja miedzy mną a słuchaczem 
jest pełna, ale są też inni,.. Dlatego moja teZ£! 
brzmi: nie przeszkadzać czy - jak w medycy- 
nie - primum non nocere i uczyć tego, by się 
zmierzyli z przeciwnościami świata. 
Może niełatwo być uczniem profesora 
Wolskiego, jednakże ma on rację twierdząc, 
iż nie można stawiać tylko na wrażliwość 
i pewną wartość, którą daje szkoła. Gdy 
mówi: wolność - wolność w sztuce, wolność 
w pracy, to jednocześnie podkreśla wagę 
konsekwencji ponoszenia wolnoścL Jest zda- 
nia, iż jeśli ktoś otrzyma dobry warsztat tech- 
nologiczny i ideowy - będzie umiał rozwią- 
zać każde zadanie, stanie się profesjonalistą. 
Bo profesjonalizm jest chłonny; jest umiejęt- 
nością dostosowania się do każdej sytuacjL 
Dziś wykształcony artysta powinien umieć 
wszystko w dziedzinie plastykL 
Spoglądając raz jeszcze na prace Autora 
m.in. Szarej substancji i Materii światłem 
tkanej uświadamiam sobie, iż jego obrazy 
są w taki sposób zakomponowane, że mogą 
być zawieszone lub mogą stać i w pionie, 
i w poziomie, I że część z nich jest bardzo 
dekoracyjna! O 


'\', 



' 
, 


.6 

 
ł 
t. 


! ' 


/ 


...... 
, ..j.".
 


i 


LECH WOLSKI 


LECH WOLSKI urodził się 9 kwietnia 1948 roku 
w Kursku koło Międzyrzecza Wielkopolskie- 
go. Ukończył studia na Wydziale Sztuk Pięk- 
nych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w To- 
runiu. Dyplom z malarstwa uzyskał w pracow- 
ni pro!. Mieczysława Wiśniewskiego w 1974 r. 
Piastował funkcję dyrektora Instytutu Artystycz- 
nego Wydziału Sztuk Pięknych UMK. Obecnie 
jest prodziekanem. Dotychczas miał blisko 50 
wystaw indywidualnych, uczestniczył w ponad 
120 ekspozycjach zbiorowych, środowiskowych 
i ogólnopolskich, w tym w 12 prezentacjach 
sztuki polskiej za granicą oraz 12 plenerach 
ogólnopolskich i międzynarodowych, 
Stypendysta Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz 
Wojewody Bydgoskiego. Nagradzany kilkakrot- 
nie przez Rektora UMK za osiągnięcia w dzia- 
łalności naukowej, organizacyjnej i artystycz- 
nej. Jest laureatem wielu konkursów, jego pra- 
ce znajdują się w muzeach i galeriach w Pol- 
sce, a także w zbiorach prywatnych w kraju 
oraz w Danii, Francji, Hiszpanii, Italii, Japonii, 
Niemczech, USA.
>>>
[)[]OGaOC5cD
 
ku jauJsko "f1..omorski e 


Rok XI Nr 1-2 (122) 2003 Cena: 2,20 zł (0% VAT) Nakład: 2700 egz. 


Nr ind. 372137 ISSN 1640-9612 


NAUKA · KULTURA · ŚRODOWISKO · GOSPODARKA 


, 
l 
:J 
\1 
J 
\ 


J 


,l 

 
l 


.£.:i,.""'_-_O 



 
. 


::! 


, . ----" 
 [ .
.",.,_....... -' . 
:..-: ...
;," 
/' '\ 
" 1 :'\ 
, 't 
l\- 
\ ..f \ 
\ '
 
Jv ł.. 
'[1. "" 
;
" , 



: 
i 


- 



 


t 


t. 


.f, 
" 
, 


J 


,t 


,D 


.: I 


, 
g;., 
 


1.. 


. '
 


"""'" 
';- , 



-...
,. 


1 ,.' 
r 


r 
.. 
'-.- fol- -:.- ...."....:" 
ł!. '.J 


. -',"/ 
I' 


\'" 


, " 

 ", ,; O". ., 
Fot. '. , t-" Jr . .' ÓL .. 
:-;;' tL! ,;' 


'"
>>>
GALERIA ARTYSTÓW 


. 


.;"
' 
:':. ,
, 
'.

':'"i
[;;
.," 
.
 
. 
 - 
- . .t'



 '
\
 
 
 


fi 


. ' 
I: 




 


ł
 


I, 
I' 


\ 
\ 


::-.... 

, 
" 'v 
, '( 


"". 
, 


;,"'1Ił 


... ,
 . 



\"',. 


-fi 


..:, - *\. 


(),
 
, 
\ 



 
;
{ 
 L..:,.-!-: 
.. ,.' 
.,", 
. .c/' 
.. '. 
... 
/
 
\'" , 
ł ,. f łl 

 


LECHA WOLSKIEGO 


r 


t 
'" " 


"'. 
.,.. 


_".., 
-
I!
V
 
.- 



 ł, 
. 


I: ' 


r 
ł 


MALARSTWO 


.' 
t. 


.;"
-
. '":.... ';oor.o..=::.:.",,, :..., 



- 


--
-
. 
,aQI;;w."". 


! ,,- 
I' 
! 
; 


l: 


,i i ' 

 } 


li! 


L. 


" 


'"''i!1' 



- 



, 


-ł'"'- 



 



 


:I 


..; 


;al\' 


I!ł-
 



.ł. 


iM 


:"?-- 



, 
j"":, 



\P
 

ł1 
'.. ..1 


f 



 
-" 
.. '-, '1i 

' 
 '''''J'''  

;:
 .-
- 

 
. ".. 
« 


'!!q:- 
,;;

 


,;t?: 


It' .t' 

 t- .... 
 _ .."'i-

r 
 
-", 
 ..
'
- , 
_-t":;L!Mf,!t
&..... -'d" 


..
..I!.
'9 ..
 
.. 


: 


". 


. .. 
'" 


'., 


.' 
/. 


.. 


łI 
'. 
\
 


1ł 


r 


. t. . ..._ . . . 


..--I' ......."".. 


_!I'I 


Nr 1-2/2003 J) , 
 19 


I 


; I 


l' 
 
.. ! ł 
t 
'II 
" ! 



 I .. 
, 
i 

i 


;! 
.'" 


;: 
..r, 


" 


! ' 


fi 


"'"' 


li.._ 
; 


.,.11I/II','
>>>
ZABYTKI REGIONU KUJAWSKO-POMORSKIEGO 


DAMIAN LlZUN 


C hrzest to pierwszy sakrament czło- 
wieka stanowiący podstawę przyna- 
leżności do Kościoła. W relacji do innych 
sakramentów, ze względu na uroczysty 
sposób ustanowienia, zaliczany jest do 
sakramentów głównych. Obrzęd obmy- 
cia wodą przybierał w dziejach Kościoła 
różne formy, od zanurzenia całego ciała, 
przez zanurzenie częściowe z polaniem, 
aż do samego polania głowy. Ten ostat- 
ni sposób upowszechnił się najbardziej 
i funkcjonuje do dziś. Służy mu chrzciel- 
nica, która z racji znaczenia samego sa- 
kramentu stanowi obok ołtarza i ambo- 
ny jeden z najważniejszych elementów 
wyposażenia wnętrza świątyni. 
Chrzcielnica z kościoła parafialnego 
p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Ro- 
gowie pod Toruniem jest gotycko-baroko- 
wym dziełem przestrzennym, wolno stoją- 
cym, o charakterze naczynia. Zestawiona 
jest z dwu różnych stylowo i materialowo 
elementów. Pierwszym jest gotycka, ka- 
mienna chrzcielnica w kształcie kielicha, 
drugim natomiast późniejsza, barokowa, 
drewniana i polichromowana nakrywa, 
zwieńczona rzeźbiarską grupą przedsta- 
wiającą św. Jana Chrzciciela z barankiem 
u stóp i gołębicą u góry. Stylistycznie 
chrzcielnica stanowi więc dwa odrębne 
obiekty. Z punktu widzenia funkcji użyt- 
kowej tworzy natomiast jedną całość wy- 
korzystywaną do praktyk religijnych. 
Sama chrzcielnica jest dziełem niezwy- 
kle cennym, bo gotyckim. Jak podaje lite- 


'.. 


_:/" r
 _ -r,,'

: 
_i 
 
. -- - -':':I

 


-

:"
,o:; ,,
:;

,:
'
'''.'' 
J- ;lj '::
tiJ':.;tj 
:: 
..:'r4;,
/ 
.

 
) t' 


¥ 


;(- 
r-
__. 
/ 


;; 


Fragment czaszy 


20 

I Nr 1-2/2003 


ratura, kamienna chrzcielnica należy do 
grupy naj starszych w Polsce zabytków 
średniowiecznej, kamiennej sztuki bap- 
tyzmalnej. Wykonana z materiału trwa- 
łego - kamień wapienny - przetrwała 
próbę czasu, w przeciwieństwie do wie- 
lu innych średniowiecznych elementów 
wyposażenia świątyń np. ołtarzy, które w 
czasach nowożytnych zastępowano mod- 
niejszymi, np. renesansowymi lub baro- 


korowania. Chrzcielnica rogowska na tle 
pozostałych charakteryzuje się jednak 
wyjątkowym rozwinięciem dekoracji. 
Formy są tu różnorodne, większe i wy- 
raźniejsze, kute z większą precyzją. 
Nakrywy chrzcielnic były nieodzow- 
nym składnikiem, chroniącym wodę 
chrzcielną przed zanieczyszczeniami i 
profanacją, z czarami włącznie. Nakry- 
wa rogowska pochodzi z około 1720 


CHRZCIELNICA 


. 
l 


r. Wykonana została przez nieznany 
warsztat. Jednakże jej historia wiąże 
się poniekąd z historią kościoła. Przy- 
pomnieć należy, iż w wyniku rozwoju 
reformacji, świątynia rogowska zostala 
przekazana luteranom już w roku 1565, 
pozostając w ich rękach aż do 1945 r. 
W czasach ich obecności doszło w niej 
(chodzi tu głównie o XVlI i XVIII wiek) 
do licznych przekształceń związanych 
przede wszystkim z nowymi fundacjami 
(w XVlI w. powstał nowy manierystycz- 
ny ołtarz z amboną i konfesjonalem, 
w 1700 r. barokowy prospekt organowy, 
a na I poł XVIII w datuje się belkę tę- 
czową z Grupą Ukrzyżowania). Narzuca 
to przypuszczenie, iż wykonawca oma- 
wianego dzieła był związany ze środo- 
wiskiem protestanckim. Mógł być arty- 
stą lokalnym wywodzącym się z Torunia 
lub wędrownym pochodzącym ze Śląska 
lub Pomorza, gdzie niemałe były wpły- 
wy protestantów. Protestancka liturgia 
chrztu wyrażała potrzebę optycznego za- 
znaczenia miejsca otrzymywania sakra- 
mentu i podkreślenia odświętności wy- 
darzenia. Owa potrzeba znalazła zatem 
naturalne ujście w plastyce omawianej 
nakrywy. Dość sporych rozmiarów, bo- 
gato dekorowana, z interesującą kolory- 
styką, jest elementem wyraźnie widocz- 
nym z każdego miejsca kościoła. 
Duże podobieństwo do nakrywy ro- 
gowskiej odnajduje się w innych tego 
typu dziełach rozsianych na Śląsku 
(m.in. w Dąbrowie, Nysie, Brzegu, Laso- 
cicach, Pruchnie, Radziądzu, Sadkowie) 
wykonanych mniej więcej w tym samym 
okresie. Wymienione obiekty powtarzają 
wspólny schemat kompozycyjny, Zasad- 
nicze różnice oscylują natomiast wokół 
sposobu opracowania detalu, czy pro- 
porcji lub rozmieszczenia poszczegól- 
nych elementów w zależności od kompo- 
zycyjnych uwarunkowań. Te cechy wyni- 
kają z twórczych zdolności wykonawcy i 
umiejętności kontaminacji dostępnych 


. 


:f":T 

.::
' '
4- 
 
A ['
:" 

.
. :- 

:o '. 
i;

, 
" 1 "( \
 
If'.łi 1, ., ,":,.. 
.... f' ' ,',' 
,,--, ' ", ". ,'- 
c,l;' :.IIfIo" 'c 
",..' ' j ' f -' 
. fri ''':£:.; 
 
 ',' 
',,-, (:y,,- -\ -, . l.. _ 
---

- 


'" 


-!-
 



-= 1;r
 


'I:::'" 


_ J,. 
 


i. 
I 


Chrzcielnica z nakrywą po konserwacji w 2002 L 


kowymi. Według dostępnych skromnych 
informacji, jej powstanie można wiązać 
ze zbudowaniem w połowie XIV wieku 
kościoła parafialnego w Rogowie. Praw- 
dopodobnie chrzcielnica wykonana zo- 
stała na miejscu przez wędrownego ar- 
tystę, obeznanego z gotlandzkimi wzora- 
mi. Ojczyzną tego typu chrzcielnic była 
Gotlandia, skąd wędrowni artyści prze- 
szczepiali wzorce na południowe pobrze- 
ża Bałtyku. Przypuszcza się, iż przybycie 
artystów gotlandzkich na ziemie krzy- 
żackie nastąpiło w wyniku kontaktów 
miast pruskich z Gotlandią - za pośred- 
nictwem Hanzy. Rangę obiektu podnosi 
fakt, iż stanowi on jedną z niewielu za- 
chowanych do dziś chrzcielnic gotlandz- 
kich w Polsce. Oprócz rogowskiej wy- 
mienić należy chrzcielnice z: Kamienia 
Pomorskiego, Malborka, Miłoradza, Ko- 
szalina i Łękna. Wszystkie one wykazu- 
ją duże podobieństwo między sobą, od- 
zwierciedlające się m.in. w sposobie de-
>>>
ZABYTKI REGIONU KUJAWSKO-POMORSKIEGO 


!fi ,..... \
 
li :

 ' 
ł;:l '
. 
,,;
'-_. 


i ,; 
t. "1' \ 
' l .'
 ; ji: f " :;," j,,' " \, 
. .:- 
 
':;" \ 1 
" . r'" il 
. ..... 
 \ \' 
. \ ;-' . 
J
 
 
.'- -

;;ł-. '" 1"- 
.)


 '\ 

 f ;,:: ,
., " . '
 
" -fi 
 - ..\
\':\\-x-\.\. , . " , n 
.::;:...., 


 
 .f .... ..... 
 ,,'\ \"""\.\\\"'\''t

\'\'\'\" . 
.
 'r o]i;;, . !t 
 
r

; .' '. - '\\ 
:\
 i, '.j:'

' , , ",.}' ,;r ... 
 \
 "f,' 
p.." dl,

 ; f
" " 
!,,_;' " -.1"'-# t Jj iM, ] 
-

,
';.. i' ,
, , l '" · 'r
;:
 'i'. ,} ;
 ,,'
'
 ' 


f J.,,
 ' "' 
" ,/..., ...J: 7 i " :"i.jYL, '. :,,!
': 
t: iJ.:
 "l 
 fi"", '!' '1 _ y O , , 
'CS:-;"
"I! ( I ',
 - 
 'ł. '
,"" ."!
 
_ ,
:
..(, : II - .. . ':.: 'flit f' .. . , ' 
,'"",:,.' 
" 
 
r
 l' 16 )
'
.f..t
;' \
'}::." 
 
 " . i
 ' 
''j 
 --łł.;iP '
'J.' " l 
lł 
 I 
_." I , I .' ,,:. )" 


wzorców. Pewne podobieństwa wynikać 
mogą z modnego wówczas pośrednictwa 
wzorników graficznych. Podając gotowe 
rozwiązania kompozycji, ułatwiały zna- 
komicie pracę artystom mniej utalento- 
wanym. Dopuszczalne i często spotyka- 
ne było także dowolne przekształcanie 
owych wzorów w zależności od upodo- 
bań zamawiającego oraz indywiduali- 
zmu wykonawcy. Często wzorowano 


Z ROGOWA 


ły jednak bezpośrednich przyczyn nisz- 
czenia obu zabytków. Ponadto przepro- 
wadzono je bez większej dbałości o ma- 
terię zabytkową. 
Przed konserwacją całość pokrywa- 
ły dwie warstwy przemalowań. Zostały 
one nałożone w sposób mało staranny, 
budząc uzasadnione zastrzeżenia nie 
tylko natury estetycznej. Przed obecną 
konserwacją wtórna kolorystyka obu 
elementów utrzymana była w prostym, 
dwukolorowym zestawieniu bieli oraz 
błękitu. Gruba warstwa przemalowań, 


;(fiit'
 
 '
;1Yl' ¥t'", 

 III.. \...- 
 ,":;;;: 

 y " 
 ,,'
..
" '-o..¥..-
.- 
",:\ : 
 
,-
:1ft,.. " \ ' '\ 

 
 
\ . 
\ 

 
r. .' ',; 
, , 
 
 :l
1łif
 \
 / 
, f 
oj 4
 \. 

 . , ' \ "J.! 
, 

 , . 

 ;;:\1 ':':
 L ' I 
"\,_ '\ H :;{, ' 
.; 
'
t": 
- {- 

 


;/ 


" 


.fj 


Kościół wRogowie 


się tal{że na konkretnych, znanych już 
obiektach. Już w czasie zawierania umo- 
wy na pracę, która miała być wykonana, 
niekiedy określano, na jakim konkretnie 
dziele ma się twórca wzorować. Czy po- 
dobnie było w przypadku nakrywy ro- 
gowskiej - tego nie można wykluczyć. 
Omawiana chrzcielnica wraz z nakry- 
wą były w swej historii szczególnie nara- 
żone na uszkodzenia wynikające z czę- 
stego użytkowania oraz bezpośredniej 
dostępności wiernym. Prócz uszkodzeń 
mechanicznych zaobserwowano śla- 
dy ataku biologicznego. Wiadomo tak- 
że, iż sama świątynia w swej historii no- 
tuje dość niechlubny czas (po 1945 r.), 
kiedy to w wyniku działań wojennych 
popadła w ruinę. Wszystko to spowo- 
dowało, iż oba elementy (chrzcielnicę 
i nakrywę) poddano dwukrotnej, dość 
prymitywnej renowacji. Pierwsza mo- 
gła być tuż po wojnie, a druga w latach 
80. XX w. Renowacje te nie zlikwidowa- 


,! 


-'. -
' ", 
:I 


Przechodząc do drewnianej nakry- 
wy, wymienić należy, iż z czasem sta- 
ła się nierówna i wywęgowana, praw- 
dopodobnie wskutek działania wilgoci, 
której źródłem była woda umieszczona 
w chrzcielnicy. Wszystkie elementy, za- 
równo konstrukcyjne jak i dekoracji sny- 
cerskiej, były znacznie obluzowane i roz- 
chwiane. Większość z nich uległa w wie- 
lu miejscach obłamaniom i licznym pęk- 
nięciom. Niektóre fragmenty bezpowrot- 
nie zaginęły. Po usunięciu wtórnych na- 
warstwień okazało się, że oryginalna po- 
lichromia nakrywy prezentowała bardzo 
zły stan zachowania, Wynikał on z dużej 
podatności na urazy mechaniczne czy 
niezbyt fachowej opieki osób zajmują- 
cych się utrzymywaniem czystości. Ory- 
ginalne opracowanie malarskie zachowa- 
ło się w granicach ok. 10%. Złocenia były 
natomiast w wielu miejscach słabo czy- 
telne i pokrywały one ok. 5% swego pier- 
wotnego zasięgu. 
Konserwacja omawianego zespołu za- 
bytkowego była procesem skomplikowa- 
nym i trudnym z uwagi na materiałową 
różnorodność determinującą realizowa- 
nie odpowiednio skonstruowanego pro- 
gramu badawczo-konserwatorskiego. W 
efekcie udało się wydobyć z nawarstwień 
dwóch renowacji niezwykle cenne dzie- 
ło sztuki gotyckiej. Przeprowadzone za- 
biegi konserwatorskie umożliwiły m.in. 
wyeksponowanie kamiennego materia- 
łu chrzcielnicy. Dzięki temu uczytelni- 
ła się płaskorzeźbiona dekoracja czaszy 
(oryginalnych opracowań malarskich 
nie stwierdzono). Ubytki uzupełnione 
zostały zaprawą imitującą kamień. W 
przypadku nakrywy w wyniku prac re- 
konstrukcyjnych odtworzono brakujące 
elementy dekoracji oraz powrócono do 
autorskiego opracowania tj., interesują- 
cego połączenia czerwieni, zieleni oraz 
złoceń na elementach konstrukcyjno-de- 
koracyjnych. 
Podsumowując, z powodzeniem moż- 
na stwierdzić, iż zachowując estetyczne 
wymogi konserwatorskie spełniono ocze- 
kiwania użytkownika i wiernych. Sama 
świątynia może się natomiast szczycić go- 
tyckim, niezwykle pięknym elementem 
wyposażenia, świadczącym bez wątpienia 
o historii parafii. Konserwację chrzciel- 
nicy wraz z nakrywą przeprowadził w 
latach 2000-2002 zespół konserwator- 
ski pod kier. mgr. Z. Lizuna, w składzie: 
mgr M. Nowocińska, mgr D. Lizun, mgr 
B. Borkowski. O 


Zdjęcia: Autor 


Nr 1-2/2003 


 21 


spowodowała, poprzez zalania, defor- 
macje form rzeźbiarskich z ich nadmier- 
nym wyobleniem. Powierzchnia kamie- 
nia była pokryta licznymi ubytkami, wy- 
nikającymi głównie z obtłuczeń, zaryso- 
wań czy pęknięć. Czytelność płaskorzeź- 
bionej dekoracji pogarszały ponadto 
różnego rodzaju kitówki i zaprawy wy- 
pełniające ubytki kamienia, W przeszło- 
ści chrzcielnicę prawdopodobnie de- 
montowano i przenoszono. Świadczyć o 
tym mogły poważne uszkodzenia kamie- 
nia w wierzchniej części brzegu czaszy 
powstałe być może w wyniku silnego 
uderzenia. Trzon posiadał natomiast za- 
gadkowe, dość głębokie, poziome nacię- 
cie. Z pewnością nie było ono efektem 
działania autorskiego. Prawdopodobnie 
zamierzano w ten sposób skrócić nieco 
wysokość chrzcielnicy i być może dosto- 
sować do funkcji kropielnicy. Trudno 
jednakże ustalić chociażby przybliżony 
okres opisanego działania.
>>>
PREMIERY W TEATRZE POLSKIM W BYDGOSZCZY 


ANITA 


NOWAK 


\ 1;. 


'" 



 


Z za kulis dobiega dźwięk wesołej orkie- 
stry. W chodzi para mloda, Zza prosce- 
niowej ramy wychyla się dziewczyna - w roli 
tej debiutuje na bydgoskiej scenie Bogusława 
Barzyclm. Dziewczyna wyjaśnia, że to są jej 
rodzice, a ona się jeszcze nie narodziła. Po- 
mysł tego typu narracji nie nowy, ale prezen- 
tuje się tu wdzięcznie. Bajka, choć opowiada 
ją mała dziewczynka, jest głęboko w realiach 
życia osadzona. Bohaterowie to ludzie nieza- 
możni. Nie mają nic poza parasolem. W dialo- 
gach często przewija się motyw braku pienię- 
dzy, bardzo ciekawych wymiarów nabierając 
w scenie, kiedy przebrana za królową matka, 
w roli tej oglądamy Małgorzatę Witkowską, ła- 
miąc ząb na twardej marchwi - jedynym jadal- 
nym elemencie wyposażenia domowej spiżar- 
ni, mówi, że trzeba z tym skończyć, a wówczas 
ojciec-król -Marek Tynda - z oburzeniem wy- 
krzykuje: "Chyba nie zamierzasz pracować?!" 
Nie. Żadne z nich nie zamierza pracować. Po- 
stanawiają zarobić wydając bal, 
Ale powiedzmy jak rodzice zostają monar- 
chami. Otóż szukając przysłowiowego dachu 
nad głową spotykają aktora Gogo - Wojciech 
Świeboda - i pacynkę Popi - prawdziwa lalka, 
którzy wyczarowują im dom na scenie. Przy 
okazji młoda widownia zostaje zaznajomiona 
z całą teatralną machiną, dowiadując się - jak 
naprawdę powstaje magiczny świat scenicznej 
rzeczywistości. Np. tytułowa burza, To bardzo 
interesujący fragment przedstawienia, 


"Burza vv Teatrze Gogo" 
- bajka smutnie współczesna 


Ale na scenie przez cały czas stoi wielka me- 
talowa szafa, szara i obskurna, której Gogo nie 
pozwala otwierać. Przez kilka lat mieszkań- 
cy tego domu w teatrze stosują się do zakazu, 
Któregoś jednak dnia dorastająca już dziew- 
czynka, z ciekawości łamie go, Wnętrze szafy 
zawiera stare teatralne kostiumy i drugą lalkę, 
którą gra potem Agata Życzkowslm. Wszystko 


.. 


,Oj' 


f "''! 
:t 
I
I 
\ 
, II '\ 


.' 

,. 
, , 
,
: 


_:lo 


r 'j 


to jest czarne - symbolizuje zło, Uwolnione zło 
poraża świat. Rodzice przebierają się w czarne 
królewskie szaty, zła lalka wchodzi do domu 
dziewczynki, zajmując jej miejsce w sercach 
rodziców. Przez wiele scen trwa dramatyczna 
walka dobra ze złem, Po stronie Dziewczynki 
jest Gogo i Popi. Na końcu oczywiście, jak to w 
bajce, dobro zwycięża. 
Maleszkowska szafa zdaje się być daleką 
krewną andersenowskiego lustra. Choć może 
trochę poszerzoną o metaforę jakiegoś ze- 
wnętrznego zła, które wdziera się do arkadii. 
Czyżby aluzja do wpływów zewnętrznych na 
polską rzeczywistość? Wszakże bohaterowie 
naśladują cudzoziemski akcent udającego na 
balu zagranicznego księcia Gogo. Otwarcie 
szafy to takie otwarcie granic? 
Inscenizacja, choć może trochę zanadto, 
jak na dziecięcy teatr oparta jest na dialogach 
i zbyt małą emanuje dawką humoru, wzbu- 
dza jednak zainteresowanie widowni. Jest w 
niej dużo tańca w ciekawej choreografii Wła- 
dysława Janickiego i dobrej muzyki Rober- 
ta Łuczaka. Gra aktorów też sprawna, spo- 
ro w niej oryginalnych pomysłów. Podobnie 
z oprawą plastyczną i kostiumami Jacka Za- 
gajewskiego. 
W sumie przedstawienie bardzo profesjo- 
nalnie przez Jerzego Moszkowicza skompo- 
ID nowane. O 
'5 
ro 
CfJ 


, ,:, 


i 
. 
h b, 

" 


f' 

: 
"Ii 


c Teatr Polski im. H. Konieczki w Bydgoszczy; 
.
 Andrzej Maleszka: Burza w Teatrze Gogo, Re- 
2 żyseria: Jerzy Moszkowicz; Scenografia: Jacek 

 Zagajewski; Muzyka: Robert Łuczak; Cho- 
reografia: Władysław Janicki: Premiera: gru- 
dzień 2002. 


I 


- - 


't 
,4. 


!!!!II 


i'" 


Na pierwszym planie: 
Dziewczyna - BOGUSŁAWA BARZYCKA 


Pan Jourdain żądny wiedzy! 


O inscenizacji Adama Orzechowskiego 
Mieszczanin szlachcicem można powie- 
dzieć, że została skomponowana na kanwie 
molierowskiej komedii. Dialogi nie biegną bo- 
wiem tak dokładnie jak dramaturg przykazal, 
a sceny, choć utkane z jego tekstów, niekiedy 
znacznie odbiegają od oryginału. Wiele kwe- 
stii przewija się przez całość na zasadzie Ze- 
itmotivu. Jawa przeplata się z marzeniami i 
snem. Spektakl utrzymany jest w tak ostat- 
nio modnej konwencji uwspółcześnionej kla- 
sykL I słusznie. Napisany bowiem w siedem- 
nastym wieku tekst i dziś brzmi bardzo aktu- 
alnie. Jakże bowiem bliski naszym nowo bo- 
gaclum biznesmenom zakladającym sygnety 
z herbami, jest. pragnący się za wszelką cenę 
wysferzyć i odgrywać rolę szlachcica, molie- 
rowski mieszczanin - kupiec blawatny, które- 
go ojciec zdobył fortunę na handlu materia- 
łami. Orzechowski nie jest jednak tak dalece 
bezwzględny jak Molier. Nie czyni ze swego 
bohatera kompletnego głupca, bardzo ekspo- 


22 


I Nr 1-2/2003 


nując jego pęd do nauki, pożądanie wiedzy. 
Znamienny dla takiej interpretacji jest także 
finał, kiedy to Jourdain odkrywszy fałsz jakim 
mamili go, czerpiący korzyści z jego słabości 
pochlebcy, pseudoprzyjaciele, bakałarze, wpa- 
da w obłęd, Rękę córki oddaje Kleontowi. Ma 
świadomość, że nie jest to żaden syn tureckie- 
go sułtana, a równy jej stanem chłopak, z wza- 
jemnością zakochany w jedynaczce. 
Ciekawą pogłębioną psychologicznie po- 
stać głównego bohatera kreuje Sławomir 
Rolland. Jego Jourdain, mimo pozornej głu- 
poty i snobizmu. jest postacią budzącą u wi- 
dzów sympatię. Urzeka swoją naiwnością, 
kiedy ciesząc się ze zdobywanej wiedzy, 
wznosi pretensje do zmarłych rodziców, że 
go szerzej nie kształcili. Budzi żal, kiedy w 
ostatniej scenie pokazuje gorycz i smutek, 
człowieka oszukiwanego i wykorzystywane- 
go. Holland prowadzi rolę tak, by widzowie 
mogli podejrzewać istnienie tej twarzy Jour- 
daina, która na końcu się objawia. 


Zresztą aktorstwu w tym przedstawie- 
niu w ogóle trudno byłoby cokolwiek zarzu- 
cić. Na szczególną uwagę zasługują: Mieczy- 
sław Franaszek - nauczyciel filozofii, Alicja 
Mozga - Pani Jourdain i Agata Życzkowslm 
- Michasia. 
Uniwersalizacji problematyki dzieła służy 
bardzo interesująca scenografia łzy Toronie- 
wicz. Lśniące, w ramy oprawne, duże płasz- 
czyzny usytuowane na przeciwległej do wi- 
downi ścianie sceny. symbolizują lustra. To 
aluzja do zasiadających dziś w teatralnych 
fotelach molierowskich mieszczan, Współ- 
czesne meble i kostiumy bohaterów bardzo 
przybliżają widzom postaci. Służy temu też 
język tłumaczenia dokonanego, nie tak daw- 
no w końcu, przez Tadeusza Boya-Żeleńskie- 
go. No i zastępująca oryginalną autorstwa 
Giovanniego Battisty Lully'ego, rock&rollo- 
wa muzyka Janusza Głowińskiego, w rytm 
której przy zmianie scen tańczą aktorzy. Cie- 
kawie prezentuje się też współczesny balet 
podczas wydanej na cześć Dorymeny uczty. 
Muzyka i ruch sceniczny bardzo ożywiają 
spektakl, przydając mu rytmu i tempa. 


11I1.
>>>
PREMIERA W TEATRZE WILAMA HORZYCY W TORUNIU 


PANI ALICJA W ROLI TRUDNEJ 


} v olacja na cztery ręce Paula Barza OPD- 
\.. wiada O spotkaniu, do jakiego nig- 
dy nie doszło, spotkania dwóch najwy- 
bitniejszych kompozytorów niemieckiego 
baroku - Jana Sebastiana Bacha i Jerze- 
go Fryderyka Haendla. Barz wymyślił so- 
bie tę elegancką kolację, której gospoda- 
rzem uczynił Haendla, a w roli gościa ob- 
sadził Bacha. Akcję usytuował w Lipsku, 
w roku 1747, w dniu, w którym Jan Se- 
bastian Bach został przyjęty do Towarzy- 
stwa Nauk Muzycznych. Ale w tym mo- 
mencie naprawdę Haendela w Niemczech 
nie było. Albowiem obracający się od wie- 
lu lat za granicą, głównie w kręgach dwo- 
ru angielskiego, autor Mesjasza, do ojczy- 
zny powrócił dopiero 28 lipca 1750 roku, a 
więc dokładnie w dniu śmierci swego wiel- 
kiego kolegi i rodaka, Ale pomysł na dra- 
mat świetny. Autor opierając się na mate- 
riale biograficznym obu muzyków, stwo- 
rzył znakomite - bardzo żywe i wiarygod- 
ne postaci. W interesujący sposób skon- 
struował też kompozycję dramatu. Dialo- 
gi wiedzione są w taki sposób, że stopnio- 
wo odsłaniają nie tylko fakty z życia obu 
mistrzów, ale i ich skomplikowane charak- 
tery. W miarę upływu czasu bohaterowie 
coraz bardziej odsłaniają swoje wnętrza, 
tak, że w końcu widzimy tych wielkich ar- 
tystów ze wszystkimi ich wadami i ludzki- 
mi słabościamL Kwestie zostały ułożone 
w taki sposób, że uprzejmości przeplata- 
ją się ze złośliwościami, a całość, mimo iż 
nie jest typową komedią, tryska dowcipem 


i humorem. Wzajemny dla siebie podziw 
obu bohaterów, walczy przez cały czas z 
niechęcią i zazdrością. I to bardzo praw- 
dopodobnie brzmi. N o bo czyż w przeciw- 
nym razie Bach z Haendlem nie spotkaliby 
się naprawdę? 
Nie mieli łatwego zadania realizatorzy 
toruńskiego przedstawienia Kolacji na 
cztery ręce, choćby z tego powodu, że cią- 
żyło nad nimi wspomnienie inscenizacji te- 
lewizyjnej tego dramatu z Peszidem i Gajo- 
sem w rolach głównych. Nic zatem dziwne- 
go, iż na prasowej premierze aktorów para- 
liżowała trema, że jednak zakres jej będzie 
aż tak ogromny nikt się chyba nie spodzie- 
wał. Przez pół wieku oglądania teatralnych 
przedstawień na różnych scenach, w róż- 
nych miastach, nigdy jeszcze nie widzia- 
łam spektaklu z tak żywym i donośnym, 
a mimo to tak mało skutecznym, udziałem 
suflera. Podpowiadająca, glównie Jerzemu 
Glińskiemu występującemu w roli Haen- 
dla, pani Alicja Kostrzewska, słyszana była 
bardzo wyraźnie od rzędu pierwszego po 
ostatni. Nie słyszał jej tylko ten, ku które- 
mu rozpaczliwie desperacko kierowała sło- 
wa. A już na pewno nie "za pierwszym po- 
dejściem". Dużo było ciszy, pieczołowitego 
ogrywania rekwizytów i czatowania przy 
kulisie, w której swą życiową rolę odgry- 
wała suflerka. Tak było prawie od począt- 
ku mniej więcej do połowy przedstawie- 
nia. Współczuć można tylko partnerowi 
Jerzego Glińskiego - Mieczysławowi Bana- 
sikowi, który, widać to było, prześwietnie 


przygotował się do roli Bacha, i wszelkimi 
siłami woli i talentu ratował przedstawie- 
nie, no i reżyserce - Ewie Marcinkównie, 
której pracę w tej sytuacji trudno w pełni 
docenić. Ale tak najbardziej, przyznać mu- 
szę - żal mi Jerzego Glińskiego, bo aktor 
to dużej klasy i talentu. Jego Przełęckiego 
z bydgoskiej realizacji Uciekla mi Przepió- 
reczka nie zapomnę nigdy, choć lat minę- 
ło wiele. 
Zwycięsko wyszedł z tego wszystkiego 
jedynie Niko Niakas, grający rolę służą- 
cego Haendla Jerzego Krzysztofa Schmid- 
ta. Jego wejścia to perełki. Kunszt aktorski 
najwyższego stopnia. Vis comica tego arty- 
sty, jego ogromne poczucie humoru, ema- 
nowały z każdego gestu, spojrzenia, słowa. 
I choćby dlatego nie uważam wieczoru 5 
stycznia 2003 roku, kiedy to miała miejsce 
prasowa premiera Kolacji na cztery ręce w 
Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu, za 
stracony. 
Bez uszczerbku wyszła też z owej arty- 
stycznej zawieruchy scenografia, przygo- 
towana przez Marlenę Skoneczlm. Bardzo 
realistyczna, utrzymana w stylu epoki, ide- 
alnie przystająca do konwencji jedności 
miejsca, czasu i akcji, w jakiej utrzymany 
jest dramat Paula Barza. 


ANITA NOWAK 


Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu; 
Paul Barz: Kolacja na cztery ręce; Reżyse- 
ria: Ewa Marcinkówna; Scenografia: Mar- 
lena Skoneczko; Premiera: 31 grudnia 
2002 roku. 


Tak, jak Ludwik XIV nie podejrzewał za- 
pewne, że zamawiana w 1670 roku przezeń 
u Moliera komedia muzyczna z tureckim ak- 
centami zyska nieśmiertelność, tak samo ja, 
idąc tamtego grudniowego wieczoru 2002 
roku do teatru, nie przypuszczałam, że zo- 
baczę tak dalece, bo i pod względem formy, 
i pod względem treści, bliskie mi przedsta- 
wienie, że rozpoznam na scenie tylu znajo- 
mych, co więcej, że usłyszę tyle własnych. co- 
dziennie wypowiadanych zdań,.. 
A tureckie akcenty aktualne we Francji 
Ludwika XIV. tu były dodatkowym efektem 
komicznym i ciekawym ornamentem insce- 
nizacyjnym. 


ANITA NOWAK 


Teatr Polski im. H. Konieczki w Bydgoszczy; 
Molier: Mies;zczanin szlachcicem; Przekład: 
Tadeusz Boy-Żeleński; Układ tekstu i reży- 
seria - Adam Orzechowski; Scenografia: Iza 
Toroniewicz: Muzyka: Andrzej Głowiński, 
Premiera: 28 grudnia 2002. 


1. 
'- 
' 
/f::....' , I . ' " 
," 


.1 


" 


'" "" 


_, --:'t.."":o. '- 
:" 
" 




 
"" 
..r' , 


.
 


" 


, ' - 


J./ 
\
\-'*\ 

\ 
\," 
,. \x "lI \1 


.. 
i\
 



 
,- 
f:ł6 _ . 
?!
 ... 
, 
 ' 
.' { ": 
i, 
u' 


.. 


/ 



', 
:;f 
.J 
".,. 
:: f;.' 
v,:' 
;'6" 

" ' 


. ; 




 


.,... 
... 
, 


ID 
'5 
ro 
CfJ 
c 
'u 
ro 
2 



1 


o 
LL 


Nauczyciel filozofii - MIECZYSŁAW FRANASZEK (z lewej) i Pan Jourdain - SŁAWOMIR HOLLAND 


Nr 1-2/2003 [!\ ĘU
I 23
>>>
JUBILEUSZ 


10 LAT - 1 .' 
li I A 
r!\ " . 
.. 
COLLEGIUM ,_# . 
. Ił 
VOCALE 


2.
 


3 


i; 


(2. 


r-ł; 


n 
 
, ! 
 i 

, , 
_II 


łf- 


" 


.I, 


,,' 
 '. 

 
,- 
 
f7) ;,; t7I 
 
fIj 
-
 

 r- 
, , .. -- 
i w., " 
} I ' I i
 : 

 ......, 
Jł I 1 , łf':::- 
" 
- t ,,", 
, , , 
, 
 
" 
 
ł ' " - 


'_' 'I 
 
.
 .
 I, 
7\ 
 
4), 
 w . 
.;::
 ,I 
, ..fr!:' . " 
I 
 
 
-. 
(.. .. ,. 
-, 
'"" 1 
1 
,t J 
-" 
""'" -' J;! 
- , 
. 


jJ 
I 
,i, 

 


t 
 '.4"' 
 ',,
 ,,' . 
.:. 
 _ .
, 
, 
-...,
 ..........4 ri'" J';:"" "'
.. g
 -- , L
 i...._)." ..... 

 )
 

 ł-- '\ '-,J-" 
", 
 ,
...... bo .tł1
" 4 j 
 'J 
 "- 
h
 
, 
 _ ,I:- 

 r. -' _
 -;;I 


(,'f"' 


;. 
 
_.....r -=' -{ 


li' 



.J 


. . 


ć 


... 



- 


J: 


'1 


.. 
, .. 


l 


o't 


\ 


"' 



i
"' 


'..,,\, 
." 

)
i
,:, 


" 
""', 
,', '\ 


F
 
r 


J UŻ od wielu lat Bydgoszcz jest postrzega- 
na jako znaczący ośrodek muzyczny w kra- 
JU. Jest to zasługą zarówno czołowych insty- 
tucji muzycznych: filharmonii, opery, akade- 
mii muzycznej, jak i kilku zespołów kameral- 
nych, których aktywność koncertowa i na- 
graniowa spotyka się ze wzrastającym uzna- 
niem krytyki i publiczności, Wśród nich 
ważne miejsce zajmuje Zespół Muzyki Daw- 
nej COLLEGIUM VOCALE, który niedaw- 
no obchodził jubileusz lO-lecia działalności 
artystycznej. 
Zespój powstał w 1992 roku z inicjatywy 
madrygalistów Cappelli Bydgostiensis, Już 
w pierwszym roku istnienia, jeszcze pod pa- 
tronatem Filharmonii, dzięki niezwykłemu 
zaangażowaniu muzyków, Collegium Vo- 
cale osiągnęło profesjonalny poziom wyko- 
nawstwa, plasując się w czołówce polskich 
grup wokalnych a cappella. obok tak reno- 
mowanych zespołów, jak: n Canto, Affabre 
Concinui czy Bornus Consort. Zaowocowa- 
ło to licznymi zaproszeniami na najważniej- 
sze festiwale muzyki dawnej w kraju, a także 
nagraniem materiału na pierwszą płytę kom- 
paktową. Ważnym wydarzeniem w rozwo- 
ju kariery Collegium Vocale było nawiąza- 


"I 


nie ścisłej współpracy z zespołem instrumen- 
talnym Ars Nova. kierowanym przez Jacka 
Urbaniaka - jednego z pionierów odnowy 
muzyki dawnej w Polsce. Ta bydgosko-war- 
szawska formacja zrealizowała kilka intere- 
sujących projektów (m.in, Cantigas de San- 
ta Maria, pieśni trubadurów i truwerów, mi- 
sterium pasyjne, Missa Notre Dame), przy- 
bliżających polskim melomanom świat mu- 
zyki średniowiecza w interpretacjach na- 
cechowanych dbałością o zachowanie sty- 
lu epoki. Większość z nich udało się zareje- 
strować, lecz niestety, ze względu na trudno- 
ści natury finansowej, nie doczekały się one 
wydań płytowych. Warto by zatem zaintere- 
sować tym dorobkiem lokalnych sponsorów, 
gdyż jest on z pewnością godny spopularyzo- 
wania. Świadczy o tym chociażby wspomnia- 
ny wcześniej materiał. nagrany przez firmę 
DUX w początkowym okresie działalności 
zespołu, Ujrzał on światło dzienne dopie- 
ro po dziesięciu latach L od razu przyniósł 
sukces w postaci nagrody Polskiej Akademii 
Fonograficznej "Fryderyk 20m ", 
Warto podkreślić, że Collegium Vocale od- 
dało również spore zasługi na polu populary- 
zacji muzyki w naszym regionie. Obok wystę- 


" 


..
 
 
i - 
A'" -:., 

:J
'
;



 

\ " 
,
 ", ," ił:: 
Je"?\ I,,
 
, 


ił 


'""II:''' 

 1
7 


i 


""":1 


1\ 


f 
,jp 


Fot. Grze" . rz Kargó 


pów w dużych ośrodkach (jak Warszawa, 
Kraków, Wrocław, Poznań) i tournees zagra- 
nicznych (m.in. w Szwecji, Danii, Niemczech 
i na Białorusi), gdzie zespół ten godnie repre- 
zentował kulturę muzyczną naszego miasta, 
chętnie przyjmował zaproszenia na koncer- 
ty w mniejszych miejscowościach (tj. Żnin, 
Chełmno, lnowrocław, Świecie, Tuchola). 
Poza tym członkowie zespołu byli inicjatora- 
mi i współorganizatorami dwóch edycji Byd- 
goskich Dni Muzyki Dawnej (1993 i 1995). 
Jubileuszowy koncert, jaki odbył się 19 
stycznia 2003 r, w pałacu ostromeckim, był do- 
skonałą okazją do przypomnienia imponują- 
cego dorobku Zespołu, Zaprezentowane pod- 
czas tego wieczoru madrygały i kolędy spotka- 
ły się z owacyjnym przyjęciem publiczności. 


Prezentując na łamach Promocji fotore- 
portaż Grzegorza Kargóla z tej imprezy chce- 
my wyrazić nasze uznanie dla osiągnięć ze- 
społu Collegium Vocale oraz życzyć jego 
członkom wytrwałości, ciągłego rozwoju, ko- 
lejnych sukcesów i niezwykłych dokonań ar- 
tystycznych. 


(OC) 


24 
 
 Ui
N
1 Nr 1-2/2003
>>>
/ I
\ 
;;- 

\. \ Fi 
, '
 
...: \, - 
I.':'S 
, 

 - ,
 
,
 


12 obra;ów 
Wacl(!jtl- {JbtemskiqgcJ 


. 
 -

 .


/ 
(,\ ,"nI,.,. . .-J 
1: I'
 '\. \.: .. _.ł- "" 
...ł...""'- -:.; "'.....11 
,;- 
;. lJ 

: f ' , ::trf}f;; j '! ' 
''''.t:! 
\:, '.% ,'. -, 
"". t 
/1, 
,:
t" ! 
J' . l ' 

f 
 i 
.",
.. "I_f'.' j fi. 
" ,!"O
. "
 '. _ " : \ , : ; i . 
", I" 
, ) t
' I " 
 : , .! 
 
. I r 
, I . 
, I ! 
'';''.- 
.. 
-! . 
j " 


- .. '. .....--.......
. ....._.......
 
. - 


...
-' 
!:':i..).
t.ł .... 
o:: ../:
"" 


 
.
. 
..

..
 
VF . , 
r'1 

 .." .. 
-liL' 'q
,
 

fłL t 
t-:'" ..  
; ;i ,',,\' t. 
-
 , " ł :' , ',:, ,
' 
'-
 
'3'" 
 
 
 


"t'., .". 



)j J'.', '.:? 
'\aJ", i" 
 _ '. i- 

. ", 
w
. 


.-:."I . .....,_ .... .' 
.. --I '¥4', _ 
 _ _ ..... 
.
., 
'1I:J 11I:
i; 'P"'" ""f' '.
 
- ."f{,',.: ;/
Y.'Ć,,

,: .- ł :,;,ą:.;


".: 
i 
 'li" 
'
;
 "',:::-{ ł i ..r', - 
.. 
4 
'1"T" ! " ' 

 # .,. 


L 
" 


I; 
r 
r. 


'tl 
-f l iii ,!; 
 ::,: '.. 
.: 
) f ' 

 · 
 Ił 
 j f 
 ł '1- 
" ' 1 1 ; :., fi / :0'," /, 

 . 
 j 
l ' ., ;.
. I i -.
 ,; ., f' ą: 
 . 
ł' · '., t l, ' 

" ,(''',.. 
 " , V :' ", 
- - 1'.:'" .. 
. 
 - ....... .. ,,' 
;; "'-. 


'. " 



i 


" .; 
, 


...J ' 
,
 '. 
. .J' 


'! . 


f.. ", 


" J . 

 . .J 
'; ;!,,, 

 4 


.
 - 
,. 
_tnt 
 
\ ,

 i;.. . 
-:: ) ."i 


 ..; 
¥_ 

łi; 

 ' ... 


r. 


'i:.- 


. " 
 . 
 .. 
... ""oq
'J
'
"
 r-.I. -.Io:......i.., . 
{f (m tlł'\'f(I) 

. , .; IA.
 


,
 ." 
.' 


1 . 'I' ,'ifr
1!' , . 
, : 1 wl1\' ' ł "

,
' .'

 r
;(,:; 
ł "
f1' $' '

,  '.:, :..;,  
ł
, 
 ..

.. . I 
 
 . Q !_
.....,.. ..A.'t." ',: 
....
 '. 
." 
 ' :
" -
- " ..;!. !ł,' 

 
 
 f; ' 
 ł
,tb
'" _ t. 
.. .. 
:'t: 7:! - l 
 :{., ..,...:'
....':' . 
 '"" 
" ::z.w. " ' .... 
;. - I . ; . _, ! J 
,' , ,
-;
 
''':l
, , ! "t, I  -:: "-:, ,;---' 

p

-.' ,;,.;' , ł:
 .. , i \' \. l ..' .": /'t ,... 
 , 
'.. ,
::;:' ' , . r" 
 
 . ,,' ' t - .' 
 -

 
..- 
;.!. ,t
 \'.' :ł
 
 1 \ "" !J 
i 
;, If" ,I " I ., ;" " ,.' ' 
 
 
.. t 
 " 'Ił ' : { ,: !,-' "f', 
,:' 1 
 ' .. 
,;. 
: r: 
, , . 'F i 
 
 _ - . '.;: ..'. .. 
 " 
. ' .
, .., :.:,:-' .. J
 
 - , - , ..... 
-' 'h;
'" i, ":c ,.. ,," 

 
 "+

"'
ł
C , 
'I""-:J 
 +;., .. .." '\ '.., ł') 
f f,\:' : .,. /' 
... 
. ......." . 


.

 .:-- 
,"ł"-ł 


:; 


't 
, . , 
, 
' 


\
4" 


-:'
j 
',,
 " 


.. -
 -;: 
 . 


t 
t 
t - 
 
,.. 
l ¥' 



; 
ł+
,. 


li; 


i 
.
 
I :", 
-'f J' - 
 .. 
.' 11/"\ r' 
,,
; Ji ' 1 -:: 

 H , :t, . ....: 
-,
 - . 

".- ""- 



- 
I 
H 


., 


:,. 


,ł 
ł l:: 


.....,;,;". 


. -:-x"':: 



 ; 


l 


 \ 


...::_--..ł 


.. . J .. 
'41' : . 


i 
I 
ł 


J' I -I:-... 
_ jJ
jtuvLl. 


.
 
.. 
 "" 

." :'"'(' . ł\\ '"". . 
.. 
 
 ,

.\:, 
 .
-

.:..
 

 ".' "., 
 "'." '. '-.. . 
'- ..... ,'. 
, - 
. 
 .... 


" , 
: 1 ' 
..
i,
$-!"':.{\:
 
....: :." lih"-' 

: 
i,,\!}i'ł'\
 :
 
"V l: "
,,"'c, 
'\.. ,,;.
 

'Io- . J' 
. 
\.' . 
 - ,

- ""'" 
ą';' ,. 
JJ , , ':"
 
-:o . ' 

 ; 


, , 


;"L,- 


".... 
 


", 


:;; p_-ł 
:t:;l:.t
;..... 
- 
;..t J
11;;, .' ( 1 
, ---, .. . '-I. " 
; JUSTYNIAN ,:' 
" . Tt:'OOQr.. \' 


!..;- ,
..... 



 


iI,
 '.: 



- 
., 
:f' 


.... ,",?"
.",: 


WeceJltlS{!f[l .slrony fes! 


.\0 


.. 


.-," 


II 




'- 
........ 

!::
 


:1 


f7... i 
....... 
'.. .,. 



 


..
 
"..... , . 
it

 . 
_.t- 
'Iii; I 


, 
 

 


,. [ 
f.1 
".. i 


\ ł ' 'l J 
'''
.
 ił' . 
, ło:.-') \ : 
- 
,r.' ,,' 


: t: 
 _ 
: . 
".,. J"
 :;
 /'.: It 
.- :.: .' '"': ' ",' "- 
. //
 :ii:;;
 '))
-= - 
.I 
".-" . 


PKO BANK POLSJ,t1 
SPÓŁKA AKCYJNA 


F 


i
>>>
12 OBRAZÓW 


MACIEJ 
OBREMSKI 



 
W
4
" 
, .. ,
;
":


 
- -_.
. 
 
1( 
- .., " , . . 
.. 
-"';'
 

 . -=' - '..'" 
r 't
 
 
,
- .
 
-t - 


JUSTYNIAN I TEODORA 


Mozaiki z kościoła San Vitale 
w Rawennie (ok. 526-547 r.) 



 . 


- 
. . '"":;."¥" 
. - 
 


..- 


"'- 
='iIIiiI 


F anfary spiczaste i wysokie. Od takich kryształowe pu- 
chary pękają. Dymy duszne i słodkie. Migocące świe- 
ce kołyszące się w dłoniach i tłumione w kadzidlanej mgle. 
Pochodnie też. Długie korytarze, jakby klasztorne krużgan- 
ki, trochę jak tajemnicze lochy, mroczne i bezprzestrzenne. 
Amfilady nierozpoznanych ciemnych komnat. Ciężkie pur- 
purowe kotary między salami bezszelestnie unoszone przez 
zbrojnych gwardzistów. Czarni służący w brokatowych, 
długich, błękitnych kaftanach pochodniami przeprowadza- 
ją do następnych sal. Bębny potężne, wdzierające się pod 
skórę, jakby chciały zastąpić bicie serca. Kroki na kamien- 
nej posadzce. Mnóstwo kroków. Spokojnych, regularnych, 
dostojnych. Szelest ciężkich szat przycieranych o szorstką 
posadzkę. Zbliżają się. Z jednej i drugiej strony. Z dwóch 
ciemnych tuneli nieskończonych amfilad pałacowych kom- 
nat. Równocześnie. Tu, do dużej i ciemnej okrągłej sali, na- 
krytej wysoką kopułą z freskami i otoczonej pierścieniem 
dwóch poziomów arkad. Dopiero stamtąd, zza arkad, sączy 
się do środka odrobina żółto-brązowego światła, niechętnie 
przepuszczanego przez alabastrowe szlifowane szybki wy- 
sokich, drobno dzielonych okien. 
Do samego środka sali oba orszaki prowadzone są gnio- 
tącymi się szpalerami tłumu dostojników dworskich, przed- 
stawicieli obcych poselstw, duchowieństwa, najwyższych 
dowódców armii i wszystkich tych. którzy dostąpili tego 
niezwykłego zaszczytu. 
My też? - Proszę pana, proszę nas przepuścić. Bardzo 
pana proszę, permesso? Jesteśmy uczestnikami międzyna- 
rodowej konferencji "Kolor w architekturze", Molto graz- 
zia. Tłoczą się i napierają, przedzierają do przodu. Chcą le- 
piej widzieć, no i także być widoczni. Nagle zastygają. A 
my? My też. Bo już twarze tych z pierwszego szeregu ogar- 
nia światło pochodni orszaku. Owijają dymy z bujających 
się na przedzie pochodów złotych kadzielnic. Trąby i bęb- 
ny przygniatają do ziemi. Tłum przyklęka na oba kolana. 
Wszyscy pochylają pokornie głowy. Tylko ukradkiem zer- 
kają na nadchodzących. A oni niemal bezcieleśni, ukryci w 
obszernych togach, ornatach i pelerynach, zbliżają się jak 
zjawy, jak doskonale funkcjonujące bezszmerowe maszy- 
ny. Dostojni bielą, srebrem i złotem. Dostojni milczeniem. 
Dostojni zastygłą powagą twarzy. Jak z ikon. Twarzy ciem- 
nych, oliwkowych, mocno zarysowanych liniami włosów, 
brwi, oczu, nosa i ust. Dodatkowo podkreślonych ciepłym i 
migotliwym światłem świec i pochodni. Dopiero teraz moż- 
na się przyjrzeć, wsłuchać, rozróżnić jak inne są te dwa or- 


szaki. Ten z lewej jakby masywniejszy, cięższy, bardziej mia- 
rowy, twardy. Raz po raz cicho podzwaniający i postukują- 
cy. Orszak mężczyzn. Biskupów, wojowników, ministrów, 
gwardzistów otaczających tego najważniejszego, prawie nie- 
widocznego, idącego pod złotym baldachimem. Baldachim 
dźwigają dwaj kapłani i dwaj świeccy dostojnicy. A On, ten 
najważniejszy. Gdzie ON? Zasłonięty po obu stronach gę- 
stymi szeregami rosłych gwardzistów w zielonych tunikach, 
w rzymskich sandałach, z dużymi owalnymi tarczami w le- 
wej ręce i krótkimi spisami w prawej. Obok nich, w prostych 
białych dalmatykach z ciemnymi wąskimi lamówkami, kro- 
czą bardzo młodzi diakoni ze świeżo wygolonymi tonsura- 
mi. W skupieniu miarowo kołyszą srebrnymi i pozłacanymi 
kadzielnicami na długich potrójnych łańcuszkach. 
Teraz orszak z prawej: sam szum tkanin. mniej kadzidła, a 
jakby więcej ambry i piżma, może też olejku różanego. Lżej- 
szy, Chyba też więcej w nim koloru, więcej złota niż srebra, 
więcej czerwieni i zieleni niż bieli, Orszak kobiet. No, może 
kobiet przede wszystkim. Damy dworu, żony wysokich do- 
stojników, córki możnowładców i krewne panującego i ci 
nieliczni jednak mężczyźni, ale jacyś tacy bardziej ze świata 
kobiet i tak zresztą ubrani. Nie mniej złoty baldachim uno- 
szą godnie ponad kroczącą NIĄ. 
Oba orszaki na samym środku koła, pod kopułą, łączą się w 
jeden, i tak szeroko po szaro-biało-czarnej drobnokamyczko- 
wej posadzce, wstępują do mniejszej, prostokątnej części tego 
cudownego wnętrza. Do głębokiego aneksu szczelnie pokry- 
tego bajecznie kolorowymi i lśniącymi mozaikami. Najpięk- 
niejsze jest trawkowo-zielone rajskie sklepienie krzyżowe. 
Dwa stopnie na wejściu i trzy wyższe w zamknięciu ab- 
sydy podkreślają wagę miejsca. W całym wnętrzu ono jest 
najważniejsze. W głębi, za skromnym niskim ołtarzem, na 
płytkiej półkolistej scenie stoją dwa złocone karła-trony na 
skrzyżowanych nogach. Odstawiono je od ściany, na tyle 
aby za nimi mogły się ustawić symetrycznie, sprawiedliwie, 
statecznie i rytmicznie oba orszaki. 
I już dochodzą do swoich wyznaczonych miejsc. Dwa zło- 
te baldachimy ledwo są widoczne ponad głowami tłumu, 
który zresztą już dawno zalał sobą wolną przestrzeń po 
przejściu orszaku. Baldachimy chybotliwie wspięły się po 
stopniach i na wysokości tronów na moment się zatrzyma- 
ły. Huknęły surmy z wyższych arkad, z tyłu ponad głównym 
wejściem. Zadudniły kotły w obejściu na dole. Wreszcie 
chóry w bocznych górnych arkadach. Jak anielskie. Chmura 
kadzidła buchnęła ponad orszakami, tam gdzieś w okolicy
>>>
12 OBRAZÓW 


ledwo widocznych złotych baldachimów. Akurat wyrównu- 
ją szeregi. Baldachimy wycofano nad trony. A ONI, we dwo- 
je stoją nieruchomo jak przed frontem kompanii, pół kro- 
ku z przodu. Każde przed swoim orszakiem. Każde przed 
swoim dworem W chmurach kadzidła, w wieńcach wyso- 
kich stojących świeczników. Och, jacy piękni! Oba orszaki 
już stoją równiutko i uspokojone, przy ścianie absydy. Pa- 
nowie z regulaminowym urzędniczym marsem na twarzy. 
Panie leciuteńko uśmiechnięte. Wszyscy mają bardzo szero- 
ko otwarte oczy. Jak przy zdjęciu z fleszem. Ponad nimi trzy 
duże okna wypełnione alabastrowymi pionowymi prostoką- 
cikami. A wyżej, władza najwyższa. Chrystus Panthokrator. 
Chrystus Władca Świata tronuje na niebieskiej kuli w oto- 
czeniu aniołów. Dla sprawiedliwych zapowiada Sklepienie 
Niebieskie. To sklepienie krzyżowe szczelnie zajęte cudow- 
ną wicią roślinną, w którą wplecione są pląsające szczęśli- 
wie ptaki, motyle, sarny i inne zwierzęta. To ludzki, docze- 
sny wizerunek Raju z duszami zbawionych, przedstawiony 
za pomocą różnokolorowych kamyczków i geniuszu bizan- 
tyjskich artystów. To mozaika z VI wieku, jak żadne malar- 
stwo zawsze młoda, świeża, nowiuteńka. 
Ale korzystajmy z okazji. O, teraz widać lepiej. Trochę się 
rozrzedziło... 
O, są ci najważniejsi. Stoją dalej przed frontami swo- 
ich orszaków. ON, choć niewysoki, drobny, nawet lekko 
przygrabiony i taki jakby trochę skrzywiony, stojąc po- 
środku tuż przed swoim dworem, wyróżnia się nie tylko 
ceremonialnym bogatym strojem... Białą togę ze złotymi 
aplikacjami prawie szczelnie przykrywa szaro-brązowy, 
bardzo skromny, jakby mnisi, płaszcz spięty na prawym 
ramieniu okazałą złotą fibulą z wianuszkiem pereł. Do- 
łem spod płaszcza wystają purpurowe buty. Na głowie ma 
niską koronę-diadem, bardzo bogato wysadzaną rzędami 
pereł, korali i ametystów. I to są oczywiście wyróżniki za- 
sadnicze. Także to, że trzyma dużą rytualną złotą misę. 
Do czego ta miska? Jeszcze nie wiem? Ponadto jego ciem- 
ny płaszcz bardzo kontrastuje z jasnymi szatami dostojni- 
ków dworu. Twarz niemal okrągła, grubawa, taka trochę 
pospolita, gruby nos, gruba krótka szyja, oczy... No wła- 
śnie. Duże mądre płonące oczy... A twarz? A oczy? A co 
myśli? A co zrobi? A gdzie jest? A co zamierza? Za chwi- 
lę, jeszcze nie teraz. 
Teraz ONA: wysoka, szczupła, szatynka o pociągłej, bar- 
dzo bladej, drobnej twarzy, duże zamyślone brązowe oczy, 
takie kozie, zaczerwionione, jakby zmęczone, podczernio- 
ne brwi, prosty wąski nos, szerokie mięsiste usta, o któ- 
rych zwykło się mówić, że są zmysłowe, i długa szyja, oczy- 
wiście że "łabędzia". Stoi spowita w lejący się srebrno-zło- 
ty płaszcz z przepiękną haftowaną bordiurą; gryfy, orły. 
Na głowie ma duży, bardzo bogato wysadzany perłami i 
drogimi kamieniami diadem-koronę, z której spływają na 
ramiona kaskady pereł. Szafirowy naszyjnik nawiązuje do 
kolczyków. Ramiona i piersi uwięzione są niczym zbroją 
szerokim pektorałem ze złotej blachy dekorowanej emalią 


i kamieniami szlachetnymi. Na pewno jest JEJ w tym gorą- 
co i sztywno. Ale za to jak wygląda! Drobniutkie stopy le- 
dwo wystające spod płaszcza obute są w mięciutkie szpi- 
czaste buciczki, haftowane złotą nitką i dekorowane drob- 
nymi koralikami i perełkami. Podobnie jak ON w rękach 
trzyma złotą misę z zieloną emalierską dekoracją. 
To dziwne wnętrze, to kościół San Vitale w Rawennie. 
Naprawdę niezwykłe, tajemnicze miejsce, które swoje do- 
niosłe, historyczne "pięć minut" przeżywało z górą 15 wie- 
ków temu. Wtedy gdy na cesarskim tronie Bizancjum zasia- 
dał (527-565) wielki władca, cesarz JUSTYNIAN I. 
Będąc tam niedawno, przysiadłem na stopniu do pre- 
zbiterium i oparłem się o filar, to przede wszystkim 
wdzięczny byłem za chłód po upale ulic Rawenny. Ale 
gdy na moment zrelaksowane cieniem oczy przymknęły 
mi się, to ujrzałem właśnie orszak JUSTYNIANA i jego 
małżonki TEODORY. Jak żywe. Przesuwali się środkiem 
cesarskiego kościoła San Vitale, by tuż, tuż obok mnie, 
wejść do prezbiterium i tam niezwykle ceremonialnie 
uczestniczyć we mszy świętej. Z tego upału już sam nie 
wiem czy naprawdę widziałem te cesarskie orszaki, czy 
tylko turystów, w tym także grupę polskich uczestników 
konferencji na temat koloru w architekturze. A może i 
tych, i tych. Razem. 
Można się spierać, którzy władcy w historii świata byli 
naj potężniej si, najdzielniejsi. Ale najpiękniejszy wizerunek 
świeckiej władzy niewątpliwie zostawili nam autorzy tych 
dwóch obrazów z kolorowych kamyczków i złota, którymi 
na wiek wieków ozdobili boczne ściany prezbiterium ko- 
ścioła św. Witalisa w Rawennie, 
A skąd ta Rawenna Justyniana? Skąd kościoły San Apoli- 
nare Nuovo, San Apolinare in Classe, mauzoleum Teodory- 
lm, mauzoleum Galli Placydy, oba babtysteria, no i ten naj- 
wspanialszy - kościół San Vitale? Przecież Rawenna i dzi- 
siaj i w starożytności niczym specjalnie nie wyróżnia się i 
nie wyróżniała na włosko-rzymskiej prowincji. Skąd to jej 
niezwykłe dziejowe "pięć minut"? Otóż, gdy barbarzyńcy 
zaczęli hulać po Półwyspie Apenińskim jak po swoim, naj- 
pierw stolicę Imperium przeniesiono dla bezpieczeństwa z 
Rzymu do Mediolanu, a później do błotnisto-bagiennej Ra- 
wenny. Otoczonej trudną do przebycia wilgocią, ale do- 
stępnej od morza przez port w Classe (dziś morze uciekło 
o kilkanaście kilometrów od Rawenny). Dostępnej także, a 
może przede wszystkim, dla statków z Bizancjum. Dosko- 
nały łącznik, doskonały przyczółek. 
Kościół San Vitale rozpoczęto budować jeszcze za czasów 
ariańskich Gotów w 525 roku, ale ukończony i poświęco- 
ny został w 548 roku, gdy Italia była już odzyskana dla Im- 
perium. Jest to architektoniczny symbol odrodzenia Cesar- 
stwa i tryumfu Justyniana. O 


Tekst jest fragmentem przygotowywanej przez Autora pu- 
blikacji. 


III
>>>
lo 
ik 


Gmina 


łi. 


f 


J 


.' 11 1 .
o'f\r
 ." I 
 
,,1
U
I'I
 h 
 ,
,..,IJ 


h,- 
._
 

;".:' 
':.
:::'f\{


 :,"':' ":0 
. l 

";', "

. ",,' :' :,: '.:) ! ,.J _ . o ... iiPi
 
;':
 
 ¥{:;:'.

:',: f ",
-S:' 
: ,: 
 

.: & c
""... 
'''h ."'i' " :. 
o: 
 ic. ',C' -: tt.U o. iJr.'" 
I, :,
."o '::
;,
tO" " '

"

;; 
\ " ":r. L'1I... 
.".,' ", "'o"

"':
", ,:t' 
 'l . ,.
' "-I- ..7. 
-.i;. '
J; ...
. "W. " ....,. 
J' .. St...- -' 'ł 
1 . . '''-, 
'
"-";"(}'L "
';..o
!.4;. fl.;f:' ; t ',", . 
, _', , ' '
, $'. , '. .', , i;#.. . , o .' , ,.I. 
o. 
:. . 
 . ',

. .... _ __ . I "';""';'" '. ,
 .. 
 ..11 --:':"

 
"," "'I ':,., .,;' "'., "', ..','" . 
 . ,"'" 
(.}.
'" : 1 ' , ' 
 łJ 
. 
 .# ' ł,''''' . 
:
 ;.;, 
 ."'ł 
. fJjl

 
L!J I '-.!. 
 
==-- :::!: 
- - 
 .{ 
-ł'fr - 'n , 
, j J - 
 
T -r'- ? 'I-- 




""".I'i. ' 
=...... 


' 1 4 1) ' 
m l .1 ,
 

,,

 \ 
ł 
-\IE J' ._
' 
. \ .:. ,', 


. 



. 


;., 


0.llt:: 




, 


e' 


" 


j 
";. ,,' 



 


ł '., 
ł,j r- 
 
,": .. 
.. "'II-H' 
,,.11- 



 ,,,. 



 


L ;:.--- 



 



 -
 


, 
ł, 


,. ,.., 


. ./-. 


i ,J:! '& E3..::[J '. 
....
-:-' ;.,;:
 

 
- "no o'--1!ł., 


ł 


r 



 


;" 0"_' 
'0 


.;
 


., 


'-'..., 


"" 



,. 
" 


, .. . 
Al 


",'f 
--',,*,:
 , 
; - '" 'a,!'t':!J!!IP'ł. 
, . 
". .'
 

: J._ . 


I 


. ,I 


.. 


.... -" 


;,- 


,1., 
, ł- ... 


_.
 
. 


,
 


I
 


.l--' 
- '. 
- 


I" t , . 
, ",. ,...- 
\' , ' 
-, - 


....,_.
 ____' 
'ł-"'- 


:: 


- 



 


'" 


... 


.::: .-, ,.,
.,;. 


. 
. 
 -.... '- 
.:C'

 
 ';
_ 
.:.,: 

-
. 
____-x; 
_ C""'li-' 

 
. " 
A .. 
 o_... 
.' 
_ - 
."J. 
1» 
.-

 
 
'.' 
 
,I\;, ..,J, iłJ
.5 
 


:'''''.i 
 f
:. .,:r, 

 
.
 , 

, 


I ______' 



 


1: 


.. 


. 

, 


-';""'i 
--....... ....... 


---- 
--- 


n. 
--.-., .., '... 
, tj...' '-0 ( . 'j 
, 
/. :l
,ł
\

:;
,
 \; 


.... 


\ \ 


.' ,.. 


\ 


ł Toruń 
, ..IBl Sołec Kuj.. 
.' "ł · 
 
.. I .............. . 
,. ' 

 --........ .. . 
.... . 


... 
--- 


t.
>>>
W numerze: 


Jerzy Żenkiewicz 
Strategiczna sieć komputerowa 
województwa kujawsko-pomorskiego 2 


Sławomir Zawisza 
Liderzy oraz przywództwo 
w społecznościach lokalnych wsi 4 


Pawel Churski 
Obszary problemowe w polityce 
regionalnej Unii Europejskiej 
w latach 2000-2006 6 




 


Krystyna Romeyko- 
-Bacciarelli 
40 lat pracy naukowej 
profesora JANUSZA 
RULKI 9 


Prof. ZBIGNIEW SKINDER 
- nowy rektor ATR 10 


Mirosław Adam Supruniuk 1111. 
Co warto wiedzieć o Galerii 
Sztuki Emigracyjnej w Toruniu 11 


Piotr Gołdyn 
Święci w herbach miejskich 
województwa kujawsko-pomorskiego 14 


Ryszard Nowicki 
WŁADYSłAW CHOTKOWSKI 
- powstaniec styczniowy 


Ewa Piechocka 
Melodie ziemi 


Dorota Rudnicka 
Profesor LECH WOLSKI 


Damian Lizun 
Chrzcielnica z Rogowa 


Anita Nowak 
"Burza w Teatrze Gogo" 
- bajka smutnie współczesna 
Pan Jourdain żądny wiedzy! 
Pani Alicja w roli trudnej 


10 lat Collegium Vocale 


Gmina Solec Kujawski 


Alicja Weber 
Talenty i twórcze kreacje 


Cezary Nelkowski 
Koncert Jana Karpiela "Bułecki" 


Jakość jest przyzwoitością 
Rozmowa z prezesem HENRYKIEM 
KUCHCZ\'ŃS!:IM 31 




",.k 
-i
\" 


22 
22 
23 


Janusz Rulka 
"Polskie Chicago" 
"Pegaz za oceanem" 


32 


-'" 
: ,"""ę'; 


:. 7-.. 
::-,
..
"
.. 
". .
:_'l

-'
 1
;I

' ", 



 -ł" ","-"-1 


Jarosław Wenderlich 
"Kalendarz bydgoski 2003" 


33 



:"\f . " 

 , ' 
 ...
.
o 
,j{i. '''.'' , 
( '. '-:',j, ,- '
". 

. -
 
 \ l ,.- 
t'ii ........ .-y- 
f. 
 \ C.. 'r' .......- 
 ; 'o: .(l.

,_: (' . !..... 
 ł'
 
_ =-;j
}
/"'_
 :,; .:-
. 
",J,. 
 p...i-o.;]M 
" L: 
;;
 ::
: 


 
..:: 
':F . . 
.
 
-- Ij.' ",
t\. 
I'- - 
 
,

. f; 
.' " ,-, \
 ,,
,. 'ft . , ;('-'" 
I
, ,'11::;. .'\. ,f J  .1' 
 ;--
 ......... a
 
 
J.',.' " .c \ '
!':..'" .;:" '.. , / 

 
: - .' .
, -
 1"-' 
 . -:f, -., '" ' 

 '. .. 
 '!lit - 
" .łr
 tli (j,
 _' 
 ,
 
(
 ._;' 
:--
 4 
41' -- 

 
- J 
... 
 '
L "'ł ""'.....(' - ;'t:
 
,J. , \,,
 
. 
.- 


- r - 
.... 


,- 


16 


;" 


24 


Danuta M. Lebioda 
"Z próżni nieba ku religii życia" 


34 


,-.; 


".aJp l. 


, k,.o \ 
 


17 


. -


., 
 


O',IŁ -rt 
'-ł" 
 


,ł " 
.' , 


25 


, .' 


'\ 


. 
, " '1 
, 
'If'
'
_
 
¥., 
 I 
- .. 'I' 


., 
-ł- I .
.. 


26 


Zbigniew Walczak 
"Od blokad ulicznych 
do World Trade Center..." 


35 


- i 


t! , 


18 


20 


Jan Lebenstein, Coexistence, 1963 
(olej na płótnie 80x40) 


28 


Marek Cham ot 
"Przegląd Bydgoski" 


36 


Ks. Wojciech Szukaiski 
Wyobraźnia miłosierdzia 


37 


Wspomnienia 
profesora 
JANA 
DOMANIEWSKIEGO 
38 


'
. 
łL. 


, ] 
! 


, 
-., 


. 
"
 


Maria Dąbrowska 
Sukces bydgoskiego Catholicum 


40 


Mieczysław Wojtasik 
Liga Ochrony Przyrody ma 75 lat 


41 


Pyły i gazy 


42 


Zbigniew Przybylak 
Bez spalarni, zapory i asfaltu 


43 


.....-. 


Pomocna dłoń banku 
Rozmowa z dyr. HENRYKIEM 
SKOPOWSKIM 


44 



 
, 


Zorientowana na jakość 
Rozmowa z prezesem 
SŁAWOMIREM MICHALSKIM 


45 


c.. 


Jerzy Serczyk 
Obrachunki litewskie 


47 


.I
 
 


Jarosław Poraziński 
Przystanek Europa 


48 


WYDAWCA: 
FUNDACJA PROMOCJE POMORSKIE 


I 
 [?WOWOCS

I 

 
ujtlwsko-p..omorski; 1 REDAKCJA: 
Redaktor naczelna: Ewa Grzybowska-Łukaszek 
Zastępca redaktora naczelnego: Marek Chamot 
Sekretarz redakcji: Monika Drążyk 
Redaktor graficzny: Michał Zieliński 
Krystyna Romeyko-Bacciarelli (ochrona środowiska) 
Jan Belkot (Toruń), Henryk Wasilewski (Włocławek) 
Redaktor techniczny: Zbigniew Lewandowski, 
Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń, nie zwraca materiałów niezamówionych. 
Zastrzegamy sobie prawo skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów. 


ADRES REDAKCJI (i Fundacji): 
ul. Sielanka 6. 85-073 Bydgoszcz 
tel.lfax (0"52) 349 35 23 


ŁAMANIE: Zakład Poligraficzny "PRESTO" 
85-863 Bydgoszcz, ul. Dunikowskiego 3/18 
tel. (0*52) 346 1880. e-mail: mikeziel@priv.onet.pl 
DRUK: Drukarnia "ABEDIK" 
85-861 Bydgoszcz, ul. Glinki 84 
tel.lfax (0*52) 3 700 710
>>>
PROMOCJA 


L eżący na lewym brzegu Wisły, otoczony 
zewsząd lasami Puszczy Bydgoskiej, So- 
lec Kujawski pięknieje z roku na rok To nie 
jest już jak niegdyś zapomniane miasteczko, 
tylko z rzadka odwiedzane przez przybyszów 
z zewnątrz. Mieszkańcy Soka w coraz bar- 
dziej widoczny sposób dbają również o swo- 
je otoczenie, o ukwiecenie Rynku j przydo- 
mowych ogródków, o czystość, Do Wisły 
nie płyną już ścieki, prowadzi się selektyw- 
ną zbiórkę odpadów, bada się zanieczyszcze- 
nia powietrza, sadzi się drzewa i od najmłod- 
szych lat wychowuje w miłości dla środowi- 
ska naturalnego. Na ochronę środowiska 
ostatnio z budżetu miasta przeznacza się 17 
procent dochodów! Dzialania te zaowocowa- 
ły zdobyciem I miejsca w III edycji konkursu 
prezesa Wojewódzkiego Funduszu Ochrony 
Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz mar- 
szałka województwa kujawsko-pomorskiego 


Na terenie gminy znajduje się 135 km ro- 
wów melioracyjnych i 80 km urządzeń dre- 
narskich, które oddziaływują na 1.111,54 ha 
gruntów rolnych. Konserwacją tych urzą- 
dzeń zajmuje się Gminna Spółka Wodna So- 
lec Kujawski. Corocznie do konserwacji ty- 
powane jest 45 km rowów, Od 2000 r. część 
urządzeń melioracyjnych (30 km) konserwują 
pracownicy interwencyjni, zatrudnieni przez 
Urząd Miasta i Gminy. 
Służby miejskie stale wizytują pobliskie 
lasy, gdzie jednak "jak grzyby po deszczu" 
pojawiają się nowe dzikie wysypiska śmieci 
w miejsce likwidowanych, W latach 1998- 
2002 zlikwidowano 24 dzikie wysypiska, z 
których wywieziono około 400 ton nieczy- 
stości. W gminie prowadzi się selektywną 
zbiórkę odpadów, a pozyskane w ten spo- 
sób surowce odbierają firmy przetwórcze, 
Tworzywa sztuczne odbiera Elana PET, zaś 


łu, proponuje warianty zaopatrzenia miasta 
w ciepło oraz przedsięwzięcia racjonalizu- 
jące jego zużycie przez odbiorców. Z prze- 
prowadzonej analizy wynika. że najlepszym 
rozwiązaniem jest system ciepłowniczy za- 
silany z cieplowni, natomiast dla osiedli do- 
mów jednorodzinnych uzasadnione jest wy- 
korzystanie gazu do celów grzewczych. 
Dla poprawy estetyki miasta corocznie w 
Soku sadzi się średnio 400 drzew i 10 tys, 
krzewów, Zakładane są nowe i odnawiane 
stare zieleńce, sadzi się kwiaty, Robią to nie 
tylko służby miejskie, ale także mieszkańcy 
licznie uczestniczący w konkursach na naj- 
piękniejszy balkon, ogródek oraz ekologicz- 
ne gospodarstwo. Żywopłoty stanowią osło- 
nę dla ogródków działkowych i gospodarstw 
przed silnymi wiatrami i spalinami, a powie- 
trze wzbogaca się w tlen i oczyszcza ze szko- 
dliwych związków. Te działania to również 


GMINA SOLEC KUJAWSKI 


na gminę przyjazną środowisku w 2001 r. 
Gmina Solec Kujawski zajmuje obszar 
175,35 km 2 , w tym aż 130,13 km 2 stano- 
wią lasy (74,2%), zaś grunty rolne zaledwie 
27,13 km 2 (15,5%), Na terenie miasta i wiej- 
skim gminy we wrześniu 2002 r. mieszkalo 
15.767 mieszkańców, w tym w samym mie- 
ście 14,778 osób. Pod opieką znajduje się 19 
pomników przyrody, w większości pojedyn- 
czych dębów, topól i sosen oraz jeden głaz 
narzutowy. Ochronie podlega także 37 użyt- 
ków ekologicznych obejmujących śródleśne 
bagna i mokradła oraz zadrzewienia o łącz- 
nej powierzchni 47,3 ha. 
W ostatnich latach gmina podjęła ogrom- 
ny wysiłek rozbudowy kanalizacji miejskiej, 
co uhonorowane zostało właśnie I nagrodą 
we wspomnianym konkursie. Gospodarka 
wodno-ściekowa realizowana jest w oparciu o 
Program ogólny kanalizacji ścielwwej dla mia- 
sta i gminy Solec Kujawski. Gmina jest udzia- 
łowcem bydgoskiej Spółki Wodnej "Kapuści- 
ska" i partycypowala w kosztach ogólnych 
(2,5%) budowy oczyszczalni ścieków "Kapu- 
ściska", Obecnie soleckie ścieki są odprowa- 
dzane do tej oczyszczalni. Aby do tego mogło 
dojść gmina w latach 1998-2002 wybudowala 
30 km sieci kanalizacyjnej, czyli tyle ile w cią- 
gu ostatnich stu lat! Oddano do użytku rów- 
nież 13 przepompowni grupowych i 30 przy- 
domowych. Dzięki tym działaniom zlikwido- 
wano 3 wyloty ścieków do Wisły oraz 225 
szamb i podłącwno do kanalizacji 483 bu- 
dynki. Aby nie dopuścić do dzikich zrzutów 
ścieków do Wisły prowadzi się systematycz- 
ne kontrole. W rezultacie Wisłą na wysokości 
Soka płyną wody III klasy czystości, choć do 
niedawna było to wody pozaklasowe, Unik- 
nięto ponadto kar za odprowadzanie ście- 
ków do rzekL Także mieszkańcy odczuwają 
ulgę, gdyż opłaty za ścieki odprowadzane do 
kanalizacji są zdecydowanie niższe niż koszty 
opróżniania szamb i wywozu nieczystoścL 


stłuczkę - SUR-WIL Sp. z 0.0. z Sierakowa 
Wielkopolskiego, Natomiast gruz będzie wy- 
korzystywany do podbudowy dróg, Ogółem. 
w gminie ustawiono 124 pojemniki do segre- 
gacji odpadów, z czego 58 zakupiono w ostat- 
nim czasie. W czerwcu 2002 r. ze względu na 
brak miejsca zakończono eksploatację wysy- 
piska komunalnego przy ul. Toruńskiej, je- 
dynie w sąsiedztwie kompostuje się odpa- 
dy z terenów zielonych. Uzyskany kompost 
będzie wykorzystany do jego rekultywacji. 
Obecnie opracowuje się dokumentację re- 
kultywacji starego wysypiska, Od lipca 2002 
r, soleckie odpady wywozi się na składowi- 
sim w Bydgoszczy-Wypaleniskach, dzięki 
podpisanemu z Bydgoszczą porozumieniu, 
Pozwoliło to uniknąć kosztów budowy no- 
wego własnego, Wszystkie te sprawy prowa- 
dzi się w oparciu o Program gospodarki odpa- 
dami dla miasta i gminy Solec Kujawski, 
W Soku dba się również o ochronę atmos- 
fery przed zanieczyszczaniem. Od 2001 r. 
rozpoczęto systematyczne badania stanu po- 
wietrza w wybranych punktach miasta, dwu- 
krotnie w ciągu roku rano i 
wieczorem. W gminie prowa- 
dzony jest także monitoring 
promieniowania elektroma- 
gnetycznego ze względu na 
Radiowe Centrum Nadaw- 
cze w Kabacie, Najniższe na- 
tężenie promieniowania wy- 
nosiło 0,17 V/m, najwyższe 
- 1.63 V/m przy normie 20 
V/m, Średnie natężenie pola I' 
jest 12-krotnie mniejsze od 
dopuszczalnego. 
W 2000 r. opracowano Kon- 
cepcję zaopatrzenia miasta w 
energię cieplną, która zawie- 
ra m.in. ocenę istniejącego 
stanu prawnego i technicz- 
nego źródeł ciepła i przesy- Solec Kujawski, ul. Toruńska, budowa kanalizacji 


t 

;.-
 -
: 
:If'
 
rf ,.1 f
 
,: c' i
 

' ',.-" '
I' 1 ' 
'i1 
 . . "o Y
l.c:t 
. ". 
, "". ,,;c 
., t,,_, , ,U 
, ..,,"- ,
. l II!- ='" 
 " _ :... 
. ".I!iI' I _ . , [, .. 

= I' j 

.M . 
,. 
"f 
-. "i! _m."" 1t" '" 
.
'C

'.-:
,
:.,-,

., 
 . ' '
9{
 ' . ". 
____....J'...........
"\
...... ' - 
_ '" I 
- 
.., --..... 
 

 ....'.... t ..-, -
 
_ ,,-- - ,"- 
"'
 -=.__:-. " ;

--"".c..-":i.--:: 


efekt podnoszenia się świadomości ekolo- 
gicznej mieszkańców, kształtowanej od naj- 
młodszych lat szkolnych. Popularyzacja edu- 
kacji ekologicznej realizowana jest poprzez 
festyny i akcje, np, ..Dzień Ziemi" "Sprząta- 
nie Świata", "Światowy dzień ochrony śro- 
dowiska" i inne, Dzieci i młodzież uczestni- 
czą w wycieczkach ekologicznych, a tematy- 
ka ta poruszana jest stale na łamach Wiado- 
mości z ratusza, wydawanych przez gminę, 
Gmina Solec Kujawski jest jednym z lide- 
rów w grupie małych i średnich miast woje- 
wództwa kujawsko-pomorskiego w wykorzy- 
stywaniu funduszy PHARE, uczy się korzy- 
stania również z innych funduszy Unii Eu- 
ropejskiej. Rozbudowy jeszcze wymaga sieć 
wodociągowa, kanalizacyjna i deszczowa. 
Trzeba odbudować nadbrzeże Wisły, do któ- 
rego niegdyś przybijały statki rzeczne. Ale 
już teraz, latem, przyjemnie jest usiąść przy 
stoliku kawiarenki w Rynku i posłuchać 
szumu liści starych drzew i zapatrzyć się w 
kwietne kompozycje, 


(KRB) 


.'
..r{

-:':' 
'
 

{ 
,

 
:i'\;
 I;' 



 -;, ¥i

,?:!,

::f
,
 

:t
 d, 


 f 


,-:;:
" 


.. 


?,1 


f.."" 



 


Nr 1-2/2003 li\ 
t:
 25
>>>
VI FESTIWAL LAUREATÓW KONKURSÓW MUZYCZNYCH W BYDGOSZCZY 


O rganizowany w Bydgoszczy od 1994 
roku przez Akademię Muzyczną im. 
Feliksa Nowowiejskiego oraz Mazowiec- 
kie Centrum Kultury i Sztuki w Warsza- 
wie, przy wsparciu Ministerstwa Kultury 
i Sztuki oraz władz samorządowych woje- 
wódzkich i miejskich - festiwal, którego 
ideą jest promowanie młodych talentów w 
dziedzinie muzyki, laureatów konkursów, 
jest jedyną tego typu imprezą w Polsce, 
VI edycja Festiwalu Laureatów Konkur- 
sów Muzycznych w Bydgoszczy 
miała miejsce w dniach 24-29 
listopada 2002 roku. Z konse- 
kwencją, godną podkreślenia, 
Akademia Muzyczna w Bydgosz- 
czy, nie bacząc na trudności fi- 
nansowe, wspomagana przez so- 
juszników i sponsorów przedsię- 
wzięcia, przy pomocy dwóch za- 
wodowych instytucji muzycz- 
nych miasta, tj. Fiłhannonii Po- 
morskiej im. I.}. Paderewskiego 
oraz Opery Nova, przygotowała 
niezwykle atrakcyjny program 
Festiwalu, 
Mieliśmy okazję wysłuchania [ ' 
8 koncertów, na estradach sal 
koncertowych, w obiektach sa- 
kralnych Bydgoszczy i Torunia. JERZY GODZISZEWSKI 
Niektóre z nich miały charakter 
szczególny, okazjonalny. Uczelnia, włącza- 
jąc się do obchodów 50G-Iecia Fary Bydgo- 
skiej - Konkatedry, przygotowała specjal- 
ny koncert muzyki oratoryjnej, prezentu- 
jąc przy okazji swoje zespoły i solistów-stu- 
dentów, tzn, wokalistów z Wydziału Wo- 
kalno-Aktorskiego kierowanego przez 
prof. Magdałenę Krzyńsł{ą, a także Akade- 
micką Orkiestrę Symfoniczną i Chór Aka- 
demicki przygotowany przez proL Mariu- 
sza Kończala i Elżbietę Wtorlmwską. Kon- 
cert odbył się w dniu 27 listopada, właśnie 
w sanktuarium Matki Bożej z Różą (Kon- 
katedrze). Brać studencka, licznie wypeł- 
niająca miejsca wokół głównego ołtarza 
(chór i orkiestra) w przeszło 150-Dsobo- 
wym składzie, zaprezentowała się od naj- 
lepszej strony. Orkiestra, na wstępie kon- 
certu wykonała sławne Adagio g-moll na 
smyczki i organy T. Albinoniego pod ba- 
tutą Zygmunta Rycherta, z przejmującą 
ekspresją realizując warstwę muzyczną 
dzieła. Potem zabrzmiały tony arcydzieła 


ALICJA 
WEBER 


-1

 


.
 


-- 


-.)1 


W.A. Mozarta Requiem d-moll. Dobrze 
przygotowany chór, orkiestra i soliści pozo- 
stawili korzystne wrażenie. Muzyka wspa- 
niała, płynęła pięknymi frazami głosów wo- 
kalistów i muzyków, prowadzonych spraw- 
ną ręką mistrza batuty, jakim pozostaje nie- 
zmiennie Zygmunt Rychert. Spośród kwar- 
tetu solistów wyróżniał się głos sopranu 
Agnieszki Wawrzyniak, studentki roku dy- 
plomowego bydgoskiej uczelni z klasy prof. 
Brygidy Skiby oraz tenor Jarosław Wewió- 
ra z klasy prof. Piotra Kusiewicza. Dobre 
wrażenie pozostawili także pozostali soli- 
ści Marcin Gęśla - bas z klasy Marka Moż- 
dzieża i Dorota Sobczak - mezzosopran 
(klasa prof. A. Marczak-Faberowej). 
W takiej obsadzie wykonawczej, jednak- 
że pod dyrekcją Elżbiety Wtorkowskiej, 
wykładowcy Akademii Muzycznej w Byd- 
goszczy, ponownie wykonano Requiem 
Mozarta w dniu 28 listopada w gościnnym 


fesorom bydgoskiej uczelni, znanym, kon- 
certującym artystom za osiągnięcia "płyto- 
we": prof. Urszuli Bartkiewicz - klawesy- 
nistce, za nagranie kompletu dzieł J.S. Ba- 
cha Das Wohltemperierte Klavier w 1999 
r., pro£. Jerzemu Godziszewskiemu, piani- 
ście, za czteropłytowy komplet utworów 
fortepianowych Karola Szymanowskiego 
(1998) i bydgoskiej grupie "Cołłegium Vo- 
cale" za płytowe nagranie utworów Wacła- 
wa z Szamotuł i Marcina Leopolity (2002 


TALENTY 



.

 


r.). Wirtuozerię gry na ldawesynie i sty- 
lowe wykonanie kompozycji francuskich 
twórców tego gatunku J.E Rameau, E Co- 
uperina, J.B. Lully'ego sala gorąco oklaski- 
wała, tym bardziej iż sola klawesynu U. 
Bartkiewicz wzbogacono pięk- 
nym, dworskim wykonaniem 
(na wzór epoki króla Ludwika 
XIV) tańca, w prezentacji pary 
tanecznej Romany Angeł i Da- 
riusza Brojeka. 
Program, owacyjnie przyję- 
ty przez publiczność, wypadł 
również znalmmicie w sali to- 
ruńskiego Dworu Artusa. Ko- 
lorysta muzyki fortepianowej 
K. Szymanowskiego, Jerzy Go- 
dziszewski, jest wykonawcą 

 m.in. wszystkich dzieł forte- 
pianowych Maurycego Rave- 
la, które nagrywał i wykonał 
na wielu estradach koncerto- 
wych w kraju. Le tombeau de 
Couperin M. Ravela zagrane 
przez artystę, podczas festiwa- 
lowych koncertów "Fryderyków", potwier- 
dziło styl i perfekcję gry mistrza fortepia- 
nu, uznawanego dziś za jednego z najzna- 
komitszych polskich pianistów. 
Występ "Cołłegium Vocale" był chyba 
największą niespodzianką artystyczną fe- 
stiwalu, bowiem zespół ten bardzo rzad- 
lm można usłyszeć w salach Bydgoszczy i 
regionu. Zajmując się propagowaniem mu- 
zyki średniowiecza i renesansu kwintet 
wokalny absolwentów i pedagogów byd- 
goskiej Akademii Muzycznej w składzie: 
Hanna Michalak - sopran, Janusz Caba- 
ła - kontratenor, Radosław Jastak - tenor, 
Michał Zieliński - tenor i Marek Wawrzy- 
niak - bas, znany jest przede wszystkim z 
występów na festiwalach muzyki dawnej, 
koncertach w kraju i za granicą. Tam od- 
nosi sukcesy, przywozi dobre recenzje. 
Prezentuje wysoki poziom wokalnego wy- 
konawstwa kameralnego, które charakte- 
ryzuje radość i autentyzm śpiewu i stylo- 
wa interpretacja - "perełek" literatury wo- 


fJ 


1III1 1111 1 t 11 


:
: k . U S!
V!Af. LAURI:ATÓW 
_ow IIIIJZY:2rM:H 
8Y»QOSZC.t 244.9 U:&rOPAn" 200
 r. 


/ 


.' 
ł 
1 


'
 
r- . 


_\ 


,"'- 



j } 
' 
 i 
.
 ; 

 i'5 
--- « 
15 
IL 


26 
c(.;!
..ól Nr 1-2/2003 


.
 



 
---:-.. 
 ł 1/ 

 _"'" [,lA 

 I _'_, I ,
 t 



. 
I ' 


kościele p.w. św. Jana Apostoła Ewangeli- 
sty, przy ul. gen, Sikorskiego w bydgoskim 
Fordonie. Koncert poświęcony był pamię- 
ci zmarłego 11 listopada ub.r. wielkiego 
twórcy i animatora bydgoskiej kultury, 
Honorowego Obywatela Miasta Bydgosz- 
czy i honorowego dyrektora Filharmonii 
Pomorskiej - Andrzeja Szwalbego. Studen- 
ci i pedagodzy bydgoskiej uczelni muzycz- 
nej złożyli artystyczny hołd Jego pamięci, 
był przecież jednym ze współtwórców byd- 
goskiej dzielnicy muzycznej, w tym Akade- 
mii Muzycznej. 
Bydgoskie akcenty tegorocznego Festi- 
walu Laureatów.., zaznaczone zostały zna- 
komitymi, na wysokim poziomie wyko- 
nawczym, koncertami. Takim był koncert 
zorganizowany 25 listopada, w sali koncer- 
towej Akademii Muzycznej i powtórzony 
nazajutrz w Dworze Artusa w Toruniu, pn, 
"Trzy Fryderyki". "Fryderyki" - nagrody 
Akademii Polskiego Przemysłu Fonogra- 
ficznego, przypadły w udziale dwóm pro-
>>>
VI FESTIWAL LAUREATÓW KONKURSÓW MUZYCZNYCH W BYDGOSZCZY 


kalnej dawnych epok. Spontaniczne bra- 
wa publiczności zmusiły artystów-wokali- 
stów do kilkakrotnych bisów. 
Kolejnym regionalnym i jednocześnie 
bydgoskim elementem artystycznych pre- 
zentacji VI Festiwalu był ostatni, kończą- 
cy imprezę koncert symfoniczny, w sali du- 
żej Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy, 
w dniu 29 listopada ub.r. Obecny z ramie- 
nia Ministra Kultury i Sztuki na spotka- 
niu, podsumowującym Festiwal, Maksymi- 


"przebój" literatury fortepianowej jakim 
jest Koncert b-moll E Czajkowskiego, za- 
grał z niezwykłą swobodą, ładnym tonem i 
blaskiem wirtuozowskim, przykuwającym 
uwagę słuchaczy, podczas prezentacji ca- 
łej formy. Sądzić należy, iż zarówno przed 
pianistą M. Kamolą jak i dyrygentem M. 
Dworzyńskim, otwarte zostały już wrota 
do sławy muzycznej. Zapewne karierę ar- 
tystyczną rozpoczynają też młodzi wirtu- 
ozi: skrzypiec - (Jarosław Nadrzycki, zdo- 


" 
I TWORCZE KREACJE 


lian Celeda, dyrektor Departamentu Edu- 
kacji Kulturalnej, komplementując impre- 
zę, i wręczając adresy gratulacyjne na ręce 
rektora bydgoskiej uczelni i niektórych 
prof. m.in. damy polskiej wiolinistyki, Ja- 
dwigi Kaliszewskiej, stwierdził, iż festiwal 
unaocznia po raz kolejny, wielką siłę mu- 
zyki w Bydgoszczy, jej twórców i anima- 
torów, będąc wizytówką miasta - nie tyl- 
ko w kraju. 
Z radością i satysfakcją należy odnoto- 
wać występ młodej "gwiazdy" dyrygentu- 
ry, bydgoszczanina Michała Dworzyńskie- 
go, byłego ucznia Zespołu Szkół Muzycz- 
nych m.in. z kłasy skrzypiec Ireny Żarnow- 
skiej, absolwenta warszawskiej Akademii 
Muzycznej z klasy dyrygentury Antonie- 
go Wita. Ten utalentowany dyrygent mło- 
dego pokolenia, uznawany jest już przez 
krytyków, za duże objawienie, w kręgach 
mistrzów batuty (w czerwcu ub.r. zdobył 
II nagrodę w Międzynarodowym Konkur- 
sie Dyrygenckim "Prix Credit Suisse" w 
Grenchen, w Szwajcarii). Mając znaczną 
praktykę w prowadzeniu za pulpitem dyry- 
genckim renomowanych orkiestr w kraju i 
za granicą m.in. z Sinfonią Varsovia, zespo- 
łami z Lizbony, Si. Petersburga i katowicką 
Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskie- 
go Radia (gdzie był w latach 2000-2002 asy- 
stentem), Michał Dworzyński poprowadził 
orkiestrę symfoniczną Filharmonii Pomor- 
skiej, z temperamentem towarzysząc rów- 
nież młodym laureatom konkursów - so- 
listom koncertu tj. pianiście Markowi Ka- 
moli, studentowi roku dyplomowego z kla- 
sy prof. Tatiany Szebanowej z bydgoskiej 
AM. Jarosławowi Nadrzyckiemu - skrzyp- 
kowi i Bartoszowi Koziakowi - wiolon- 
czeliście, Koncert stał na wysokim pozio- 
mie. Romantyczna muzyka F. Schuberta, 
R. Schumanna i E Czajkowskiego znalazła 
w młodych odtwórcach wdzięcznych inter- 
pretatorów, godnych partnerstwa z zawo- 
dowym zespołem znakomitych bydgoskich 
symfoników. Niewątpliwą indywidualno- 
ścią okazał się pianista z bydgoskiej Aka- 
demii Muzycznej Marek Kamola. Trudny 




 Je:'-
. 
4
 :'" ," d' .. 
/
. '1- ':; :,; 
. \-' 
1j:' 
 "
 - /' 
'/,( \
.:
 
/, 
 l j 1 
 . i( . { t '- 
l' .I. 
it r I I 
" 


bywca V miejsca i nagrody publiczności na 
XII Międzynarodowym Konkursie Skrzyp- 
cowym im. H. Wieniawskiego w Pozna- 
niu w 2001 r., ładnie wykonał Rondo A-dur 
F. Schuberta) i wiolonczeli (Bartosz Ko- 
ziak, student IV roku Akademii Muzycz- 
nej w Warszawie zagrał na Festiwalu w 
Bydgoszczy Koncert wiolonczelowy a-moll 
R. Schumanna). 
Inauguracyjny koncert VI FLKM pn. 
"Gala Operowa", odbył się w dniu 24 listo- 
pada w Operze Nova. Orkiestra operowa 


.d 


"I' f 
tŁ 
V' 
l. 
I' 
, 
.' 

 


, 
. 



, 



 
"
,p-
 


ańska P. Czajkowskiego i Tancreda z opery 
Tancred Rossiniego; Artur Ruciński - bary- 
ton, też z warszawskiej Akademii, w reper- 
tuarze Mozarta i Czajkowskiego. Podobać 
mogły się również soprany: Izabella Suli- 
ma z Łodzi i Hanna Katarzyna KwiatImw- 
ska z kłasy prof. K. Rymarczyk z bydgoskiej 
AM. Młody tenor Jarosław Wewióra z ldasy 
prof. Piotra Kusiewicza z Bydgoszczy, ład- 
nie zaśpiewał m.in. arię Alfreda z Traviaty 
Verdiego, chociaż wskazana byłaby ostroż- 
ność w podejmowaniu trudnych partii teno- 
rowych, jak np. La donna e mobile z Rigo- 
letta, dla higieny, przepięknego przecież w 
barwie głosu, młodego śpiewaka. 
Wiele atralcji przyniosły kameralne 
koncerty. Jeden z nich odbył się w foyer Fil- 
harmonii Pomorskiej przy pełnej widowni 
(26 XI). Grała Capella Bydgostiensis. Jej 
ldasa wykonawcza, głównie smyczków, jest 
powszechnie znana i podziwiana. Dyrygo- 
wał absolwent dyrygentury z warszawskiej 
uczelni i Konserwatorium w Sankt Peters- 
burgu Michał Kłauza, współpracujący z 
Jackiem Kasprzyidem w Operze Narodo- 
wej w Warszawie. Jako soliści zaprezento- 
wali się utalentowani laureaci konkursów 
na instrumenty dęte (waltornia i klarnet) 


,Ą 


'- 


Orkiestra Opery NOVA pod dyr. MACIEJA FIGASA i soliści 


pod dyrekcją swojego szefa Macieja Figasa. 
towarzyszyła piątce śpiewalów reprezen- 
tujących kilka ośrodków: Bydgoszcz, Łódź 
i Warszawę. Zaśpiewali ldlkanaście arii i 
duetów z oper Mozarta, Verdiego, Czaj- 
kowskiego, Pucciniego, Delibesa i Rossi- 
niego, Szczególną uwagę zwrócili ładny- 
mi, nośnymi głosami i swobodą sceniczną: 
Anna Radziejewska - mezzosopran, z War- 
szawskiej Akademii Muzycznej, która wy- 
konała arię Joanny z opery Dziewica Orle- 


. 
j::;
 :
=
"
 
.
 
 !E? 1" I ;!, I l;' 

t, _.... ..- l 
'
I' " ,,," 
- .''''"=. - co 
-" 
- " 


. It' _ 
""...,:cl 
 II f
 


'1'* 


, , 


..,.- 
-t- 
 ....v, 
'.
 ,. 



- . 


... ---"'
_. 


A . ,-
 


""'--" 


_I 



 


J.J....i.. 


" 
... 


., 


.. 
-, 


., - -p... jj,"-' I 
- 
/ - 
'
, ) 


-- 


I; m 
'j 
- --- 

 


....,. 


.. 


-1 



 
Ci 
!!1 
a: 
E 
ro 
-o 
« 
o 
LL 


, , 


oraz gitarę. Znakomite wrażenie zrobił na 
słuchaczach Marcin Dylla, gitarzysta, pięk- 
nym tonem i emocjonalnością wykonania 
Fantazji dla szlachcica J. Rodrigo. Paweł 
Wybraniec, w Koncercie na klarnet i orkie- 
strę A-dur KV 622 W.A Mozarta pokazał 
dużą klasę gry, która gwarantuje powodze- 
nie młodego instrumentalisty podczas pla- 
nowanego w styczniu 2003 r. jego recitalu 


DOKOŃCZENIE NA STR. 29 


Nr 1-2/2003 

 27
>>>
GÓRALSKIE KOLĘDOWANIE WE WŁÓKACH 


CEZARY N ELKOWS KI 


W ymieniane w źródłach historycz- 
nych już w xm wieku Włóki, co- 
raz częściej trafiają na łamy prasy i to 
na szczęście nie dzięki aferom kryminal- 
nym, ale dzięki niezwykle ciekawym kon- 
certom, które odbywają się tam regular- 
nie co pół roku, od czerwca 2001 roku. 
Inicjatorem owych muzycznych spotkań 
w piękniejącym z miesiąca na miesiąc ko- 
ściele p. w. św. Marii Magdaleny i św. Ka- 
tarzyny byli Eleonora Harendarska - dy- 
rektor Filharmonii Pomorskiej i Henryk 
SImpowski dyrektor Oddziału Regional- 
nego PKO BP SA w Bydgoszczy, banku, 
który jest wyłącznym sponsorem tychże 
koncertów. 
Słynny modrzewiowy kościół w Dęb- 
nie Podhalańskim został wzniesiony w 
XV wieku i obecnie należy do dziedzic- 
twa kultury światowej. W skarbcu świa- 
towej kultury oprócz zabytków architek- 
tury poczesne miejsce zajmuje muzyka, a 
jestem przekonany, że polska, w tym tak- 
że góralska, szczególnie. Dlatego też nie 
przypadkowo w najstarszym, bo XVII- 
-wiecznym drewnianym obiekcie sakral- 
nym województwa kujawsko-pomorskie- 
go, w przepięknej zimowej scenerii tuż po 
Świętach Bożego Narodzenia, zabrzmia- 
ła kapela góralska. "Muzyka", czy jak 
wolimy na nizinach Kapela Jana Karpie- 
la "Bułecki" to dziś niewątpliwie najlep- 
sza muzyczna wizytówka Podhala, od 
szacownych murów filharmonii po kil- 
kudziesięciotysięczne koncerty rocko- 
we. Wirtuozeria Jana Karpiela "Bułecki" 
połączona z ogromną wiedzą muzyczną 


i etnomuzykologiczną, stawia go wśród 
najważniejszych postaci historii muzy- 
ki Karpat. 
Mimo iż główne źródło ich inspiracji 
to folklor Tatr i rodzinnego Podhala, to 
mistrzowskie interpretacje muzyki z róż- 
nych regionów Polski, Słowacji, Czech i 


KONCERT 


Węgier czy Rumunii sprawiły, że zespół 
uznawany jest dziś przez muzyków, fa- 
chowców i wielbicieli folkloru za jedną 
z najwybitniejszych formacji kultywują- 
cych i prezentujących na najwyższym po- 


.-::. 


-, '+L 

 '\.
' 


-, ;. d!J' 


J 
,.-, l 


,\", 
\ 


,I · 
I 


" 


\fr 


...... 


/\t 


.r
 I 


I -
 
1}" 3 
, \ 
c _ :?J___ '7f;"4J. 1\" 
j .. 
 ;-,*,/,j..$' :,.," 
 \, 
y .
- . 1., 
l,
 \ .
\ ::' .:"- 


'I" 


" 


JANA KARPIELA 
"BUŁECKI" 


ziomie muzykę ludową Karpat. Prezen- 
tując muzykę najpiękniejszych gór Eu- 
ropy, Zespół koncertowal we wszystkich 
niemal krajach od Uralu po Atlantyk 
oraz w USA i Korei Południowej. W kra- 


I 
. 
! I , 
i- ..... 
 
T P. :-, -.'", 'i 
'Ił ., 
''i' i 
, . (ł,. 
'" " 
--0.' ... . , 
 
., -; f'-"'
 
-, " 


\ 


., 


'
 
r' 


" ! 
... ...,! 
.:. J. /. 
,".,:,-,--",,,,:,., 


., . 


'. 


" 


r. 


. ,- 
/,' 


'ł.. 


. 


'. 


\ 


" 
l, ....l 

I' . ,ł:. 
. ,- "..
, 


, .-- 


f.; - "'. 
'.I -
 .... 


- 
 


,:::: ...". 


}( 


" 
'J 
, ,- 

; f 


28 L::;! 
.:Q
I Nr 1-2/2003 


, , 


/ 


. 
 
,.
i ' 

. 

,- 


/ 


'I 
I 


ju, poza Podhalem, współpracują z wie- 
loma instytucjami kulturalnymi m. in. 
Filharmonią Narodową i Pomorską, Pol- 
skim Radiem i Telewizją, rejestrując swój 
przebogaty repertuar m. in. dla Radiowe- 
go Centrum Sztuki Ludowej oraz na pły- 
tach i kasetach. 
Osobny rozdział działalności muzy- 
ków Zespołu to kooperacja z luminarza- 
mi świata muzycznego spoza kręgu mu- 
zyki ludowej. Do tych najbardziej spekta- 
kularnych aliansów muzycznych podha- 
lańskich muzyków należy niewątpliwie 
współpraca m. in. ze Zbigniewem Preis- 
snerem, Filharmonią Pomorską (prawy- 
konanie Harnasi Karola Szymanowskie- 
go z udziałem kapeli góralskiej pod dy- 
rekcją Mieczysława Nowakowskiego na 
Zakończenie Ogólnopolskich Obcho- 
dów Roku I.J. Paderewskiego), Zbignie- 
wem Namysłowskim (jazzowa płyta roku 
1995), Goranem Bregovicem (multiplaty- 
nowa płyta "Kayah iGoran"), Kayah, 
Rodziną Pospieszaiskich (znakomita pły- 
ta "Kolędy PospieszaIskich"), Marylą 
Rodowicz, Justyną Steczkowską, zespo- 
łem Formacja Nieżywych Shabuf (Opo- 
le' 99) czy tournee po Hiszpanii z Orkie- 
strą Symfoniczną Filharmonii Śląskiej 
pod dyrekcją Mirosława Jacka Błaszczy- 
ka z programem "Korzenie". 
Spotkanie z takimi mistrzami góral- 
skiego folkloru, szczególnie tam gdzie tę 
podniebną muzykę usłyszeć można nie- 
słychanie rzadko, to lekcja wrażliwości, 
naszej muzycznej tradycji, to wreszcie 
każdorazowo wspaniałe i niezapomnia- 
ne przeżycie artystyczne. 
Nie inaczej było 28 grudnia 2002 r., 
jak zawsze wypełniony po brzegi kościół 
św. Marii Magdaleny i św. Katarzyny we 
Włókach był miejscem jedynego w swo- 
im rodzaju spektaklu muzycznego, bo 
nie był to z pewnością tuzinkowy kon- 
cert góralskiej kapeli. 
Uczestniczyliśmy wszyscy w prawdzi- 
wym misterium bożonarodzeniowym 
wspaniale prowadzonym przez Jana Kar- 
piela "Bułeckę", który niezwykle cieka- 
wą gawędą o podhalańskim kolędowa- 
niu i obrzędach Świąt Narodzenia Pana 
poprowadził wszystkich zgromadzonych 
przez wielowiekowe tradycje. Były góral- 
skie życzenia połączone z sypaniem owsa, 
mało znane na nizinach wspaniałe kolędy 
i pastorałki m. in. A Wcora Z wiecora, Jezu- 
sicek malusieńki, Przy hornej dolinie, Zyń, 
owieczki zyń, Ej malućki, malućki, Nowy 
Rok bieży, Pasal baca owce. 
Zawsze ceniłem Jana Karpiela "Bułec- 
kę" jako świetnego muzyka góralskiego, 


" ',: 



@ 


{ 


.. 



,
>>>
GÓRALSKIE KOLĘDOWANIE WE WŁÓKACH 


ale tym razem dał się poznać jako zna- 
komity etnomuzykolog, śmiem twier- 
dzić iż jeden z najwybitniejszych znaw- 
ców tematu w kraju. Mimo zimna tłum- 
nie zgromadzeni melomani nie chcieli, 
aby ten jedyny w swoim rodzaju spektakl 
zakończył się. Po kilku bisach jednakże 
wybrzmiały ostatnie akordy góralskiego 
kolędowania i to nie dlatego, iż publicz- 
ność chciała wracać do domów, ale dlate- 
go iż lepiej pozostawić niedosyt niż prze- 
syt. Wracali więc wszyscy bogatsi o bez 
mała trzy godziny obcowania z prawdzi- 
wą, niczym nie zaśmieconą naszą kultu- 
rą muzyczną Niby to niewiele, ale dziś w 
dobie amerykanizacji i europeizacji, było 
to naprawdę coś nieocenionego. Jan Kar- 
piel po koncercie powiedział: ...przyjeż- 
dżając na Podhale, szukacie Państwo 
wypoczynku, rozrywki, wrażeń este- 
tycznych, a wielu z was egzotyki i od- 
rębności. W przejawach życia codzien- 


'\ 


-/1 
I .1- F 
...

/.c .: 
-, '''W -'
 .L' ..
- 
-- ""'r.l
-
 I;,
- _-.J!: .-- 
-
.:-' -
- 
" 


- 
......"", 


..., 


'\ 
'J 


,£ 


Dyrektor Henryk Skopowski dziękuje artystom 


.J 
\' - 


nego odrębnośĆ- ta 
stopniowo zanika. 
Trudno już dziś zo- 
baczyĆ- w dzień po- 
wszedni g órala w i 
1 
stroju ludowym, 
coraz mniej drew- 
nianego budownic- 
twa (stwierdził to 
nie przypadkowo, 
gdyż wraz z kilko- 
ma muzykami z ka- 
peli są niezwykle ce- 
nionymi architekta- 
mi zakopiańskimi), ..._,..., 
na halach umilkły 
 
dzwonki. Jedno co 
żyje i nawet się rozwija, to muzyka góral- 
ska, nie obędzie się bez niej żadne wese- 
le, chrzciny, imieniny, pogrzeb, jeżeli gra- 
my dła turystów czy przy innych oka- 
zjach, to gramy przede wszystkim dla sie- 
bie. Nasza muzyka 
rozwesela, podnosi 
na duchu, wyciska 
łzy, wprowadza me- 
lancholię. Na jej wy- 
raz złożyło się wiele 
wpływów ze wszyst- 
kich stron Euro- 
py. Pod Tatrami za- 
mieszkiwali Pola- 
cy, Słowacy, Woło- 
si, Cyganie, Niem- 
cy, Rusini. Każda 
z tych nacji miała 
udział w kształto- 
waniu muzyki Pod- 
tatrza. Karol Szy- 
manowski wyraził 


c 

 



 

; 
[S' 


PI 




 
r

 


ł 


, 


1/ 


*
.: 


, ' 
-\Q 
fI 
'J 
I 


""J
 ' 


""- 


21 
 --, 
.. '"' ""- 


-

 
? 

, 


,
 


I 


"" 


'1 
,\ f. 
e\o,., "'''_ " 
'
\' 


-
 



 


, 


-.1 
 -- -- 


ł.. 


l 


:; 


" ' 


- " 
' ' 
\ -JIł 
"';'I
.. -
_ 
_'o , 
_.. - 
-...
-::'-' 


"- 
} 



 


iI 


- 


... 


-
...t'-": 


się kiedyś o naszej muzyce w sposób na- 
stępujący: "W góralskiej muzyce można 
się na śmierĆ- zakochaĆ- albo ją na śmierĆ- 
znienawidziĆ-, nigdy natomiast nie pozo- 
staje się w stosunku do niej obojętnym". 
Myślę, że nikt nie pozostał obojętny 
tego wspaniałego wieczora, gdzie z po- 
trzeby serca muzykowali Jan Karpiel 
"Bulecka", Stanisław Michałczak, An- 
drzej Chowaniec-Rybka, Maciej Cukier, 
Elżbieta Porębska-Męndoń, Bogusła- 
wa Kudasik czyli Muzyka Jana Karpie- 
la "Bułecki". 
W dobie zalewu popkultury pielę- 
gnujmy to, co zostało nam z dorobku 
praojców - bo naród bez przeszłości gi- 
nie. Chwała Oddziałowi Regionalnemu 
Banku PKO BP SA w Bydgoszczy, że 
stara się ocalić od zapomnienia nasze 
wspaniałe tradycje, a Filharmonii, że te 
wspaniałe tradycje kultywuje i to nie w 
formie taniego kiczu zwanego folklory- 
zmem.O 


DOKOŃCZENIE ZE STR. 27 


w renomowanej Carnegie Hall w Nowym 
Jorku. Korzystnie zaprezentował się wal- 
tornista Feliks Gmitriuk w II koncercie na 
róg i orkiestrę Es-dur KV 417 W.A. Mozar- 
ta. Pozytywnie ocenić należy występy in- 
nych młodych muzyków, studentów byd- 
goskiej AM: Julii Samojło, pianistki z kla- 
sy prof. T. Szebanowej, grającej Walce Cho- 
pina i Sarkazmy Prokofiewa podczas kon- 
certu w sali Akademii Muzycznej w dniu 
28 listopada oraz Tomasza Gluski, tręba- 
cza, z klasy prof. Romana Grynia, który w 
dobrym stylu wykonał na tym samym kon- 
cercie z towarzyszeniem fortepianu (Woj- 
ciech Broczkowski) m.in. Legendę G. Ene- 
scu. W drugiej części wspomnianego kon- 
certu zaprezentował się interesujący duet 
z Poznania: Barbara Kaszuba - skrzypce 


i Katarzyna Zwierzchłewslm - akordeon. 
Są wychowankami szkół muzycznych w 
Poznaniu. B. Kaszuba, którą mieliśmy oka- 
zję poznać podczas V Festiwalu w 2000 r., 
jako skrzypaczkę i kompozytorkę, jest stu- 
dentką I roku klasy kompozycji prof. Gra- 
żyny Pstrokońskiej-Nawratill w Poznaniu. 
Na tej płaszczyźnie odnosi znaczne sukce- 
sy w kompozytorskich konkursach, mając 
w swoim dorobku już kilkadziesiąt utwo- 
rów na fortepian, organy, akordeon, zespo- 
ły kameralne, chóralne, skrzypce solo i or- 
kiestrę. Podczas ostatniego Festiwalu wy- 
konała na skrzypcach, z koleżanką akorde- 
onistką dwie własne kompozycje, zgrabnie 
napisane, tj. Katarynkę i humoreskę Skrzy- 
pak. Duet młodych, utalentowanych in- 
strumentalistek, zaprezentował na festiwa- 
lu m.in. Oberka G. Bacewicz i Taniec z ba- 
letu Harnasie K. Szymanowskiego. 


VI Festiwal Laureatów Konkursów Mu- 
zycznych w Bydgoszczy miał sprawną or- 
ganizację. Jej przewodnictwo spoczywało 
w rękach dyrektora Festiwalu prorektora 
ds. artystycznych bydgoskiej Akademii Mu- 
zycznej prof. Janusza Staneckiego. Kon- 
certy prowadzili w charakterze konferan- 
sjerów: Konrad Mielnik, Andrzej Krusie- 
wicz i Barbara Mielcerek-Krzyżanowslm, 
asystentka Wydziału Teorii i Kompozycji 
bydgoskiej uczelni, Frekwencja dopisała na 
wszystkich imprezach, a obecność przedsta- 
wicieli nowo wybranych władz miasta Byd- 
goszczy w osobach prezydenta Konstante- 
go Dombrowicza i wiceprezydenta ds. kul- 
tury Macieja Obremskiego, na koncertach 
dużych i małych, dobrze wróży kolejnej, VII 
edycji festiwalu, zaplanowanej za dwa lata. 


ALICJA WEBER 


Nr 1-2/2003 

I 29
>>>
PROMOCJA 


BYDGOSKI ZAKŁAD DOSKONALENIA ZAWODOWEGO 


Bydgoski Zakład Doskonalenia Zawodowe- 
go 17 grudnia 2002 roku otrzymal certyfikat za- 
rządzania jakością zgodnie z normą ISO 9001: 
2000, poświadczający wysoką jakość ksztalce- 
nia w jego placówkach i potwierdzający umiejęt- 
ność wdrażania procedur niezbędnych do świad- 
czenia uslug najwyższej jakości w swojej branży. 
Mottem uroczystości byty slowa Theodora Heus- 
sa: Jakość jest przyzwoitością. BZDZ jest pierw- 
szą placówką oświatową w województwie kujaw- 
sko-pomorskim, która zdobyla certyfikat ISO. 
- Po co nam ISO? - pytał retorycznie prezes 
Henryk Kuchczyński, i odpowiadał: - Przecież 
idziemy do Europy, tam ISO jest standardem. 
Poza tym możemy im też coś w wianie wnieŚĆ. 
Bydgoski Zakład Doskonalenia Zawodowe- 
go współpracuje z największą niemiecką insty- 
tucją oświaty pozaszkolnej DW (Niemieckie- 
go Związku Uniwersytetów Ludowych), której 
przedstawiciel dr Norbert Greger z MU1heim 
uczestniczył w uroczystości wręczania certyfika- 
tu przyznanego przez Polski Rejestr Statków. 


Rozmowa z mgr_ Henrykiem Kuchczyńskim, 
prezesem Bydgoskiego Zakładu Doskonalenia 
Zawodowego w Bydgoszczy, 
- Czy placówce oświatowej trudno jest zdobyć 
certyfikat ISO? 
- Moim zdaniem bardzo trudno. Trzeba spro- 
stać szeregu wymaganiom. Procedura audytu 
trwała u nas około jednego roku. Nasi pracow- 
nicy odbyli szereg spotkań z przedstawicielami 
firmy audytującej, każdy pracownik na każdym 
stanowisku podlegał przeszkoleniu, musiał za- 
poznać się z protokołem wykonawczych zagad- 
nień, które są stosowane w procedurach ISO. 
Każdy musiał wykazać się znajomością proble- 
matyld na swoim stanowisku. To ogrom pra- 
cy, wręcz matematyka związana z programowa- 
niem działalności ZDZ. Nasz zaklad, po Krako- 
wie, Katowicach, Szczecinie i Warszawie, jest 
piątym w Polsce, który uzyskał certyfikat ISO. 
_ Certyfikatu ISO nie dostaje się raz na za- 
wsze. Wasz ważny jest do 2005 roku. 
- Mówi się powszechnie, że łatwiej jest uzy- 
skać certyfikat, niż utrzymać. Zdajemy sobie 
z tego sprawę, Będziemy poddawani audytom 
śródrocznym w ciągu trzech lat, a następnie co 
roku przeprowadzany będzie audyt kontrolny 
na wszystkich stanowiskach pracy, bądź wyryw- 
kowe. Jeśli się nie sprawdzimy, można ISO utra- 
cić, nawet wcześniej niż w 2005 roku. 
- Bydgoski Zakład Doskonalenia Zawodo- 
wego zanim osiągnął certyfikat ISO 9001 ma 
za sobą bardzo długą tradycję nauczania za- 
wodowego, doskonalenia umiejętności. Nawet 
lOO-letnią. 
- Przed laty kształciliśmy rzemieślników, 
obecnie ZDZ przeszedł do wyższych form na- 
uczania. Zajmujemy się głównie słuchacza- 
mi dorosłymi. Co roku kształci się u nas oko- 
ło 15-17 tysięcy osób czyli w granicach 200 ty- 
sięcy osób od 1990 r,. tzn. odkąd uzyskaliśmy 
osobowość prawną Staramy się elastycznie re- 
agować na zapotrzebowanie rynku pracy, Prak 
tycznie to nasi klienci zauważają zmiany na ryn- 
ku pracy, sygnalizują jakie zawody w najbliż- 
szym czasie będą potrzebne. Źródłem informa- 
cji są również słuchacze, którzy chcieliby się re- 
kwalifikować, chcieliby pozyskać nowy zawód. 
Współpracujmy z Wojewódzkim Urzędem Pra- 
cy, a także z powiatowymi urzędami pracy. Po- 


dejmujemy szerokie działania w kierunku za- 
równo minimalizowania stresu osób będących 
w trwałym bezrobociu, ale także poprzez trafne 
propozycje szkoleniowe, w efekcie doprowadza- 
jące do obniżenia stopy bezrobocia. Jesteśmy 
pilnymi czytelnikami biuletynów resortu pracy, 
stąd też czerpiemy informacje jakie są potrzeby 
na rynku pracy. Uzupełniamy szkolnictwo pu- 
bliczne. przede wszystkim w zakresie szkół poli- 
cealnych, szczególnie w kierunkach ekonomicz- 
nych, księgowych i szerokim wprowadzaniu 


900 nauczycielami, zaś zarządzaniem zajmu- 
ją się 54 osoby, Wśród naszej kadry szkolenio- 
wej są mistrzowie w poszczególnych zawodach, 
nauczyciele liceów ogólnokształcących, techni- 
ków i pracownicy naukowi wyższych uczelni. 
Nasza kadra systematycznie się dokształca, to 
zresztą związane jest z wymaganiami ISO, Co 
roku spotykamy się z kadrą etatową na wyjaz- 
dowych sympozjach, gdzie pogłębiamy znajo- 
mość wybranej dziedziny. Ostatnio szkoliliśmy 
się w reklamie i marketingu, Dzięki temu, że 


Jakość jest przyzwoitością 


, 
l! 

: 


GL -11\ 


ł 
ł 


działamy w sieci ogólnopolskiej ZDZ-tów po- 
siadamy stałe ugruntowane miejsce partner- 
skie i życzliwość dla naszej pracy poszczegól- 
nych ministerstw - Ministerstwa Edukacji Na- 
rodowej i Sportu, Ministerstwa Pracy, Minister- 
stwa Infrastruktury, Ministerstwa Skarbu, Urzę- 
du Regulacji Energetyki. W 1996 roku wygrali- 
śmy tzw. tor 9, ogłoszony przez Ministerstwo 
Pracy i w związku z tym 10 naszych pracowni- 
ków przebywało w różnych regionach Europy 
Zachodniej doskonaląc swoją wiedzą w zakre- 
sie organizacji i sposobów organizowania kur- 
sów dla dorosłych. Byliśmy we Włoszech, w Ir- 
landii, Wielkiej Brytanii, Szwecji i Niemczech. 
To procentuje. Na co dzień współpracujemy z 
niemieckimi placówkami oświatowymi w Hano- 
verze, Eisenhiittensadt, Berlinie, Kolonii, Ham- 
burgu, Schwerinie, Hameln. a także szwedzki- 
mi, np. w okręgu Wynnland. Główni nasi zagra- 
niczni partnerzy to DW i CDG, W listopadzie 
2002 roku przystąpiliśmy w ramach konsor- 
cjum z Wyższą Szkołą Humanistyczno-Ekono- 
miczną we Włocławku i partnerami niemiecki- 
mi o granty oświatowe dla województwa kujaw- 
sko-pomorskiego w ramach ogłoszonego pro- 
jektu PHARE-2001. Dotyczy to sumy ponad 2 
mln €. Czekamy na wynik 
- Bydgoski Zakład Doskonalenia Zawodo- 
wego działa na obszarze dawnego województwa 
bydgoskiego i posiada placówki terenowe. 
- Mamy ich 12. W Bydgoszczy są trzy zakła- 
dy, w tym Centrum Edukacji Dorosłych i Cen- 
trum Szkolenia Kadr, pozostałe ośrodki znajdują 
się w Chojnicach, Czersku, Sępólnie, Nakle, Ino- 
wrocławiu, Żninie. Centrum Szkolenia Kadr spe- 
cjałizuje się w doskonaleniu nauczycieli i ma spo- 
re osiągnięcia w tym zakresie. Co roku występuje- 
my o granty oświatowe i niektóre wygrywamy. W 
grudniu 2002 r. wygraliśmy grant na ścieżki edu- 
kacyjne i nauczanie komputerowe dla nauczycie- 
li. Dość liczna rzesza nauczycieli będzie mogła 
podnieść swoje kwalifikacje. Dzięki uzyskaniu 
grantów oświatowych przez BZDZ uczestnic- 
two nauczycieli w w/w kursach jest bezpłatne. 
Centrum Edukacji Dorosłych prowadzi przede 
wszystkim szkoły niepubliczne o uprawnieniach 
szkół publicznych, np. informatyczne, ekono- 
miczne, kosmetyczne, administracji publicznej. 
Posiadamy najlepiej w województwie wyposażo- 
ny szkoleniowy gabinet kosmetyczny dla police- 
alnej szkoły kosmetycznej, Działamy w systemie 
non-profit, tzn. wszelkie dochody przeznaczamy 
na rozwój - na inwestycje. w tym m.in. wyposaże- 
nie bazy szkoleniowej. 
Rozmawiała 
KRYSTYNA ROMEYKO-BACCIARELLI 


Nr 1-2/2003 

 31 


Prezes Henryk Kuchczynski 


komputera jako narzędzia pracy. Niekiedy pra- 
codawcy uruchamiając zakład pracy również de- 
cydują się na przeszkolenie przyszłych pracow- 
ników. Także zakłady zmieniające profil pro- 
dukcji zgłaszają się do nas. Obecnie dość mod- 
nym zawodem staje się kowalstwo artystyczne i 
w tym zakresie prowadzimy szkolenia. Powsta- 
ją bramy kute, piękne świecznild na eksport do 
Stanów Zjednoczonych i Niemiec. Naprawdę 
piękne wyroby, dzieła sztuki. Prowadzimy kur- 
sy obróbki bursztynu, wikliniarskie, Powsta- 
je dużo masarni, więc i w tym zakresie organi- 
zujemy szkolenia, Sukcesem dla naszej działal- 
ności szkoleniowej jest duża życzliwość Urzędu 
Marszałkowskiego i Urzędu Wojewody Kujaw- 
sko-Pomorskiego, Nasi przedstawiciele znajdu- 
ją trwałe miejsce w komisjach wojewódzkich, w 
których decyduje się o kształceniu, Zrzeszeni je- 
steśmy w Stowarzyszeniu Pracodawców Woje- 
wództwa Kujawsko-Pomorskiego i z tej strony 
otrzymujemy bieżące informacje dotyczące naj- 
bliższego naszego regionu o potrzebach praco- 
dawców w zakresie pozyskiwania dodatkowych 
kwalifikacji dla swoich pracowników. Na cało- 
kształt kształcenia na wysokim poziomie skła- 
da się wiele elementów. Po pierwsze kadra, na- 
stępnie warunki lokalowe, a także wyposaże- 
nie. Musi być także archiwum i zaplecze pro- 
gramowe, Zakłady Doskonalenia Zawodowego 
ze swoją siecią, to największa firma oświaty po- 
zaszkolnej na terenie Polski. Bardzo ważne są 
programy nauczania, Posiadamy ok. 800 progra- 
mów szkoleniowych. Współpracujemy z ponad
>>>
KSIĄŻKI 


WYDAWNICTWO ADAM MARSZAŁEK 


JANUSZ RULKA 


J ednym tchem przeczytałem niedawno 
dwie książki Wojciecha A. Wierzewskie- 
go Polskie Chicago oraz Pegaz za oceanem, 
wydane w 2002 roku przez mające już ogól- 
nopolską renomę Wydawnictwo Adam Mar- 
szałel, z Torunia. 
Kilka zdań o autorze tych książek Uro- 
dził się w 1941 roku, w latach 70. jako dok- 
tor polonistyki pracował w Uniwersytecie 
Warszawskim. W okresie "gierkowskim" 
spotkałem się z nim kilkakrotnie na konfe- 
rencjach filmoznawczych, w czasie których 
wygłaszał interesujące referaty. Dlatego, gdy 
w 1978 r, zorganizowaliśmy w ówczesnej 
WSP w Bydgoszczy konferencję Problemy 
kultury filmowej, dr Wierzewsld był - obok 
rektora Wyższej Szkoły Filmowej prof. Bole- 
sława Lewickiego - jednym z głównych refe- 
rentów, W rok później wyjechał na stypen- 
dium do USA, a gdy rozpoczął się stan wo- 
jenny, postanowił tam zostać na stałe. 
W Stanach prowadził zajęcia na ldlku 
uniwersytetach, a od połowy lat 80. skupił 
się na pracy w organizacjach Polonii Ame- 
rykańsldej. Od 18 lat jest naczelnym redak- 
torem Zgody, naj starszego czasopisma pol- 
skiego w Ameryce, Publikuje też w kilku 
innych czasopismach polsldch w Chicago i 
w Nowym Jorku. W latach 1987-98 prowa- 
dził w Chicago polski program radiowy Ka- 
lejdoskop. a następnie nadawany do dziś Dia- 
log 99 poświęcony sprawom polityki i kultu- 
ry, Jest też aktywnym działaczem Fundacji 
Kościuszkowskiej i Kongresu Polonii Ame- 
rykańskiej. 
Recenzowane tomy powstały z ogromnego 
bogactwa materiałów prasowych i radiowych. 
Zacznijmy od Polskiego Chicago, Ten 
ogromny tom, liczący ponad 550 stron for- 
matu B-S, składa się z kilkudziesięciu arty- 
kułów i esejów zebranych w pięciu tema- 
tycznych częściach: W cieniu stanu wojen- 
nego (150 stron); Ludzie, którzy przybyli tu 
przed nami (80 stron); Kultura nowoprzy- 
byłych (120 stron); Polonia i jej filary (120 
stron); W oczach Amerykanów (90 stron). 
W krótkiej recenzji trudno poinformować 
o rozrzucie tematycznym i wielkości infor- 
macji tam zawartych, Po lekturze tomu wi- 
dać jak wiele problemów stoi przed polskimi 
Amerykanami, jak są oni zróżnicowani, jak 
się organizują, co ich interesuje i co boli. 
Z przedstawionych wywiadów, artyku- 
łów i esejów wyłania się przede wszystkim 
różnicowanie pokoleniowe PoloniL Są to 
trzy, a właściwie cztery grupy. Pierwsza, to 
ci, których przodkowie przyjechali przed I 
wojną światową i w okresie międzywojen- 
nym. Większość ich potomków całkowicie 
się zasymilowała, ale u wielu tkwi też świa- 
domość polskich korzeni, przeważnie wiej- 
skich - z Galicji, Królestwa i Kresów. 
Grupą, która wywarła i wywiera znaczą- 
cy wpływ na dzieje Polonii (czasem w dru- 


'" 


*" 


oje-iech. A.. "W'"i.erze;'JlVS 


wę, jakimi żałosnymi kliszami żyli i nadal 
żyją Polacy, wyobrażając sobie nadal emi- 
grację jako skupisko godnych współczucia 
grup rozbitków, wegetujących na dalekich 
lądach, na marginesach tamtejszych społe- 
czeństw. Obawiam się, że nie do wszystkich 
docierało (i wciąż chyba nie dociera), że by- 
liśmy celowo wprowadzani w błąd, ponie- 
waż owo «dorabianie gęby» Polonii stano- 
wiło i stanowi klasyczną manipulację po- 
lityczną Przez ostatnie pół wieku w kraju, 
mówiąc o emigracji, posługiwano się głów- 
nie stereotypem poczciwych «chłopków roz- 
tropków», w ludowych serdakach i kapelu- 
szach z pawim piórkiem, tańcujących polkę 
i wcinających kiełbasę z piwem, żyjących 
naiwnym sentymentem "za starym krajem 
przodków". Przesłaniano tym prawdę o dia- 
metralnie innej naturze, zupełnie odmien- 
nym charakterze i klasie emigracji politycz- 
nej na Zachodzie, która pochodziła w koń- 
cu z międzywojennych elit, także intelektu- 
alnych, a swą siłę czerpała z ogromnego, pa- 
triotycznego żywiołu Polaków, którzy podję- 
li świadomie decyzję, gdzie chcą żyć. Stwo- 
rzyli oni w wielu krajach silne środowiska 
polskie, które nie tylko na wszelkie dostęp- 
ne im sposoby walczyły z komunizmem, tak- 
że przy pomocy wolnego słowa, stworzy- 
ły silną intelektualną opozycję, budowały 
również polską oświatę i kulturę na emigra- 
cji w skali posiadanych środków. Tę właśnie 
stronę działań emigracji usiłowano przesło- 
nić i zdegradować stereotypem zapyziałego 
Polonusa. 
A przecież emigracja także nieustannie 
się zmieniała i bogaciła. (...). Na tym właśnie 
gruncie wyrosła również w ostatnich deka- 
dach kultura nowej (czasem zwanej solidar- 
nościową, choć jest to termin wielce mylą- 
cy) emigracjL Im więcej się sam w ten temat 


Wojciech A Wierzewski 
PEGAZ 
A OCEANEM 


-.. 
. ,,,., 
'- . 


" 
,( 


t! 
r'
 .7;7" 




;
:-/ 
..'1

 ' \" 
, a, \ 
\." '- 
 
I 


. 



 ...)--=... 

 . t 
0
1. ,-- l'" 
:-...J

 '-=::) 


. 

 


....., 
, ,
.., 
/' 
 
'-' 
. 
 
 I..... . 
,,' - '"') -. 
'I



 J

; 
e 

.I
- 
 
, , od"#'U;-d,uJ' .1ł 
"e' 
iC ,J 
..ł... ..,k-' )t 


gim pokoleniu) jest emigracja związana z II 
wojną światową Byli to ludzie często wy- 
kształceni i świadomi, związani z politycz- 
nymi i wojskowymi losami państwa i naro- 
du. Tę starą emigrację z obydwu grup cecho- 
wał ogromny patriotyzm i gotowość służe- 
nia Polsce, a także nowej ojczyźnie - USA. 
Z przejawami tego patriotyzmu spotykali- 
śmy się przez cały XX wiek 
Trzecia grupa, to tzw. emigracja solidarno- 
ściowa lat 80. Wreszcie, ostatnia, znów ra- 
czej ekonomiczna, z lat 90. 
Jeśli ludzie z emigracji starszej (lub ich 
potomkowie) znaleźli swoje miejsce w wie- 
loetnicznym społeczeństwie w USA często 
za cenę utraty polskości, to z dwiema ostat- 
nimi emigracjami jest różnie. W wielu przy- 
padkach byli to ludzie, którzy chcieli tro- 
chę zarobić, szczególnie w okresie, gdy do- 
lar miał w Polsce nadmierną wartość, a ceną 
było wegetowanie na Green Poincie w No- 
wym J orlm, czy Jaclmwie w Chicago, aby po- 
tem wrócić do PolskL Ta wegetacja i marze- 
nia o powrocie, przeważnie niespełnione, są 
treścią m.in. gryzącej prozy Redlińskiego, o 
której również pisze WierzewskL 
Z całego zbioru wyłania się obraz Pola- 
ków ciężko pracujących, dochodzących (lub 
nie) do względnego dostatku lub dobrobytu. 
Z publikowanych tekstów widać jednak, że 
w naszej diasporze, brak tej siły przebicia, 
która cechuje etniczne grupy Irlandczyków, 
Włochów, Żydów i Azjatów, 
Kluczem, który widzi Wierzewski, dla 
rozwoju Polonii i podnoszenia jej rangi w 
samych Stanach - jest kultura. W tym za- 
kresie "stary kraj" żyje stereotypami. Po- 
służę się tu dłuższym cytatem ze wstępu 
do drugiej książki Wierzewskiego Pegaz za 
oceanem. 
"Dopiero ldedy sam zostałem emigrantem 
z przypadku, zdałem sobie do końca spra- 


".." 


.r 
- /' 


-..,-"'- 
lO" 


.."", - 


'. 


32 [!j
 Nr 1-2/2003
>>>
KSIĄŻKI 


zagłębiam, tym ciekawsze i godne powszech- 
nej uwagi rzeczy odkrywam. (...)" (s. 3-4). 
Na książkę Pegaz za oceanem sldada się 
19 wywiadów zgromadzonych w trzech czę- 
ściach i zatytułowanych: Wśród twórców No- 
wej Emigracji; Przybysze i tubylcy; Testament 
pokolenia ocalonych z wojny, 
Ze szczególnym zainteresowaniem prze- 
czytałem wywiady z Jackiem Kaczmarskim, 
Stanisławem Barańczakiem, Leopoldem 
Tyrmandem i Adamem S, Zamoyskim. 
Ostatni wreszcie problem, to stosunki pol- 
sko-żydowskie w Ameryce. Autor pokazuje 
tu postawy nie tylko L. Tyrmanda - do koń- 
ca życia mocno związanego z polskością, ale 
i Harveya Sarnera, autora świetnego drama- 
tu Anders i Begin, który przełamuje stereo- 
typy polsko-żydowskie. Sztuka ta była rów- 
nież inscenizowana w polskiej telewizji pu- 
blicznej. 
Niestety, większość silnej diaspory ży- 
dowskiej w USA, jest zdecydowanie anty- 
polska. Wierzewski pokazuje wiele szoku- 
jących przykładów dotyczących szczegól- 
nie II wojny światowej. W diasporze ży- 
dowskiej należy też szukać korzeni tzw. 
"polskich dowcipów". 
Po przeczytaniu publikacji Wierzewskie- 
go inaczej widzę zachowanie przywódców 
Kongresu Polonii Amerykańskiej oraz po- 
trzebę zarówno rozmów jak i przywrócenia 
wzajemnej empatii w stosunkach polsko-ży- 
dowskich. 
W zakończeniu swej książki A. Wierzew- 
ski zastanawia się, która część jego życia 
była ciekawsza i bardziej znacząca: w Pol- 
sce, czy w Stanach. 
"Spędziłem ciekawe lata w Polsce i nigdy 
nie żałowałem, że tam się urodziłem i stu- 
diowałem. Potem było gorzej, choć praca na 
Uniwersytecie i działalność w ruchu kultury 
filmowej zawsze stwarzała większe pole dla 
swobody i poczucia własnej wartości. Ame- 
ryka była w mojej biografii nie zaplanowa- 
ną i zaskakującą przygodą, bo nigdy nie za- 
mierzałem z Polski emigrować. Każda emi- 
gracja przynosi potężny wstrząs i tragiczne 
zerwanie mostów ze wszystkim, co żmud- 
nie budowało się w życiu latami. Czasem 
jednak się nie wybiera, a trzeba się dosto- 
sować do zaistniałej nagle nowej sytuacji i 
jej realiów. (...). Zajęło to sporo lat i zabrało 
ładną część mojego dojrzałego życia. W re- 
wanżu otrzymałem szansę o jakiej wcześniej 
nawet nie myślałem ani nie marzyłem" (Pe- 
gaz... s. 313). 
Uważam, że każdy, interesujący się w spo- 
sób poważny losami Polonii, winien prze- 
czytać omawiane książki Wojciecha Wie- 
rzewskiego. O 


Wojciech A. Wierzewski, polskie Chica- 
go. Wyd. A. Marszałek, Toruń 2002, s. 558: 
Wojciech A. Wierzewski, Pegaz za oceanem, 
Wyd, A Marszałek, Toruń 2002, s. 317, 


JAROSŁAW 
WENDERLICH 


..t 


KALENDARZ 
BYDGOSKI 
łt 2003 

,,


 
- , 
.' 
, 
.i/IIt,
 
- 

.... - 
 
..


 ..,
 .
 l 
fE;sL
t" \ 
-
 
,
 '-- f
 
, / 
. h,,L-
, 
 __ \ 



 
 . "....;
 ' 
- - 

.
'::
 . . 
 


I /;; 
 \ 

 
;;\,«,. 


,l __li II'
 


'l, 
! 



 


racja Lwowska) pamiętają najwyżej najstarsi byd- 
goszczanie. 
W rozdziale Wspomnienia moją nostalgię bu- 
dzi Dom na Sielance Ewy Piechockiej_ Niby ten 
dom stoi, a jakby go nie było. Bo rzeczywiście 
przechodziło się obok niego z przyjemnością. 
Szczegółnie wiosną, kiedy w ogrodzie kwitły 
drzewa, krzewy, kwiaty. Było tego mnóstwo - for- 
sycje, bzy, róże, tulipany. Śpiewały ptaki. A teraz 
pustka." Po zniszczonej przyrodzie i po łudziach 
zamieszkujących ten dom - Zofii Nowicldej i Ma- 
rianie Turwidzie. 
Ale oprócz historii i wspomnień Kalendarz nie 
pomija współczesności, Tomasz Pietraszak opi- 
sał powstanie Tełewizji Bydgoszcz; Arkadiusz 
Niezgódka powstanie "umundurowanej forma- 
cji przeznaczonej do wspierania innych organów 
powołanych do utrzymania bezpieczeństwa i po- 
rządku publicznego" czyłi Straży Miejskiej, Na 
pewno tekstów o współczesności jest zbyt mało, 
jednakże autorzy jakby wzdragają się bez stosow- 
nego dystansu pisać o tym co najbardziej obec- 
nie bołi - bezrobociu i prywatyzacji czy likwida- 
cji licznych zakladów, 
Wydarzenia kulturalne znałazły miejsce nie 
tyłko w kalendarium: piszą o nich Aleksandra 
Kłaput-Wiśniewska o konkursie "Arthur Rubin- 
stein in memoriam"; Zdzisław Pająk o Bluesie po 
bydgosku, czy Ewa Urbańska o Galerii Sztuki Lu- 
dowej i Nieprofesjonalnej, 
Wymieniać autorów i tytułów można by jesz- 
cze więcej, jednak to czytelnik musi wybrać to, co 
go interesuje_ Kajakowa wspinaczka Marka We- 
ckwertha? Szlak Wyczółkowskiego Janusza Umiń- 
sldego? A może co innego? Różnorodność Kalen- 
darza jest jego zaletą; wadą też, gdy po wielu latach 
sięgając po niego nie potrafimy rozpoznać niektó- 
rych osób, architektonicznych detali czy sfotogra- 
fowanych miejsc. Nie zostały opisane, ale to tylko 
mała łyżka dziegciu w beczce miodu i dlatego,,, 
czytajcie Kalendarz Bydgoski. Sporo się dowiecie 
o naszym ukochanym mieście. O 


Kalendarz bydgoski 2003, pod red. Krystyny Ro- 
meyko-Bacciarelli, Wydawca: Towarzystwo Miło- 
śników Miasta Bydgoszczy. 


Nr 1-2/2003 lli

 33 


" 



 
- 
. 


T radycyjnie bardzo dużo zdjęć, różnorodnych 
tekstów i znanych autorów, w tym wielu 
dziennikarzy, to niewątpliwe atuty kolejnego KA- 
LENDARZA BYDGOSKIEGO. Bogactwo fak- 
tów, postaci, kolorowych fotografii, czynią, że za 
kilkanaście lat archiwalny egzemplarz Kalenda- 
rza stanowić będzie źródło ciekawych wiadomo- 
ści, interesujących podsumowań, utrwalających 
obecne problemy i niepokoje. Siłą Kalendarza 
jest przede wszystkim jego różnorodność. Moż- 
na go czytać "od desld do deski" albo wybiórczo 
- interesującymi czytelnika rozdziałami. 
Dzięki inicjatywie redaktor naczelnej wydaw- 
nictwa - Krystyny Romeyko-Bacciarelli, poszcze- 
gólne rozdziały Kalendarza wychodzą naprze- 
ciw zainteresowań czytelniczych, dając im prze- 
gląd codziennych wydarzeń, kulturalnych inicja- 
tyw, naukowych osiągnięć, wydarzeń uskrzydlają- 
cych i przykrych, 
W rozdziale Pożegnania autorzy wspominają 
tych, którzy zmarli - aktorkę Krystynę Bartkie- 
wicz, poetę Dimitriosa Nikolaidisa, malarza Le- 
ona Romanowa. pisarza Jerzego Sulimę-Kamiń- 
sldego, profesor Łucję Szewczyk Jeszcze niedaw- 
no spotykaliśmy ich, rozmawialiśmy, dyskutowa- 
liśmy. Teraz ich już nie ma, ale pozostawili po so- 
bie ślad i pamięć. 
Niezauważenie współczesność przechodzi w 
historię, to co jest - w to co było i wtedy, gdy war- 
to wskrzesić pamięć o niektórych. pojawia się 
rozdział Bydgoszczanie, a w nim wspomnienia 
Anity Nowak o rodowitym bydgoszczaninie, arty- 
ście teatralnym Hieronimie Konieczce, czy Janu- 
sza Umińsldego o wybitnym urbaniście, inżynie- 
rze architekcie Alfonsie Licznersldm, Zaprezen- 
towanych postaci jest znacznie więcej, ale ich ży- 
ciorysów nie da się skwitować Idlkoma zdaniami. 
Zainteresowani mogą przeczytać m.in, o pierw- 
szym proboszczu po odzyskaniu niepodległości 
księdzu Tadeuszu Malczewskim, czy zamordowa- 
nym w Piatichatkach Komendancie Szkoły Pod- 
oficerów Lotnictwa Adamie Zaleskim. 
Kalendarze bydgoskie zawsze posiadały roz- 
budowaną część wspomnieniowo-historyczną; 
tak też jest w obecnym, O kronice i duchach 
z nieistniejącego klasztoru bernardynów pisze 
Witołd Garbaczewski. Podobno wielebny oj- 
ciec Bazyli Wierzyński wcześnie rano. po śmier- 
ci, pojawił się przed sługą klasztornym Albertem 
prosząc o odprawienie trzech mszy, których za- 
niedbał odprawić i za które smażyć się musiał 
w czyśćcu. Zdzisław Hojka z kolei opisuje nie- 
miecki projekt przebudowy Kanału Bydgoskie- 
go. Proponowana trasa o długości 20 kilome- 
trów wieść miała z okolic Osowej Góry do Wi- 
sły w Fordonie. 
TaIcie niemiecka część historii Bydgoszczy po- 
woli ukazywana jest z mroków niepamięci. Nie- 
długo w pierwotnej formie. bo od 1913 do 1921 
r., stała na Wzgórzu Wolności, będąca przeja- 
wem teutońskiej buty i pychy masywna i brzyd- 
ka, Wieża Bismarcka. O hotełu "Gełhorn" przy 
Dworcowej 89 (gdzie dziś mieści się m.in. Restau-
>>>
KSIĄŻKI 


DANUTA M. LEBIODA 


P rofesor Wojciech Gutowski z Akademii 
Bydgoskiej, jest jednym z najznamie- 
nitszych badaczy literatury polskiej okresu 
Młodej Polski. Dodatkowo jest wybitnym 
znawcą problematyki sacrum w dziełach li- 
terackich wielu wieków; autorem książek. 
które trwale zapisały się w pamięci czytel- 
ników, zostały dostrzeżone przez krytykę i 
funkcjonują od lat w polskim obiegu kul- 
turowo-naukowym. Mowa tutaj przede 
wszystkim o takich dziełach jak: W poszu- 
kiwaniu życia nowego, Mit i światopogląd 
w twórczości Tadeusza Micińskiego (1980), 
Pasje wyobraźni, Szkice o literaturze ro- 
mantyzmu i Młodej Polski (1991), Nagie 
dusze i maski. O młodopolskich mitach mi- 
łości (1992), Wśród szyfrów transcendencji. 
Szkice o sacrum chrześcijańskim w litera- 
turze polskiej XX wieku (1994), Mit - Eros 
- Sacrum, Sytuacje młodopolskie (1999). 
Oprócz tych książek w dorobku Gutow- 
skiego są jeszcze wzorcowe opracowania 
dzieł pisarzy z różnych epok, dziesiątki 
artykułów naukowych w wielu monogra- 
fiach i zbiorach pokonferencyjnych, a tak- 
że liczne recenzje, szkice, artykuły inter- 
wencyjne. Obecnie Bydgoszcz szczyci się 
tym, że po wielu latach pracy w UMK, pro- 
fesor zaczął wykładać na Wydziale Huma- 
nistycznym Akademii Bydgoskiej im. Kazi- 
mierza Wielkiego. 
Nowa monografia Gutowskiego Z próżni 
nieba ku religii życia ma eksplikujące do- 
powiedzenie: Motywy chrześcijańskie w li- 
teraturze Młodej Polski. Tytuł książki na- 
wiązuje do wiersza Próżnia Stanisława Ko- 
rab Brzozowskiego i do fragmentu Xiędza 
Fausta Tadeusza Micińskiego, a jednocze- 
śnie jest próbą unifikacji przeciwstawnych 
nurtów wyobraźni religijnej Młodej Polski. 
W takim ujęciu ów dualny tytuł odsłania 
podstawowe napięcie i ambiwalencję du- 
chowości epoki - między poczuciem meta- 
fizycznej samotności i absurdu a obietnicą 
przeżycia nowego Sensu (podmiotu, świa- 
ta i Boga), Autor we wstępie wyraziście 
wskazuje jak przebiegało przewartościo- 
wanie religijne w Młodej Polsce i ku cze- 
mu kierować będzie "snopy światła" swo- 
jej naukowej eksploracji. Praca Gutowskie- 
go zawiera przede wszystkim interpretację 
przemian, jakim w literaturze epoki ulega- 
ły główne symbole i motywy tradycji chrze- 
ścijańskiej. Te transformacje - pisze autor 
- wyrażały zarówno indywidualne doświad- 
czenia religijne, jak i wspólne preferencje 
wynikające z "ducha czasu". Źródłem tych 
nowych ujęć odwiecznych symboli nie była 
spekulacja intelektualno-teologiczna (,.,) 
ale przede wszystkim wyobraźnia, trakto- 
wana podówczas jako władza równie po- 
ezjotwórcza, co sakrotwórcza. Trudno nie 


34 


I Nr 1-2/2003 


WOJciecl1 . 
Gutow kI 


" 


Z próżni nieba 
ku religii życia 


CD 


zgodzić się z autorem, który swoje przeko- 
nania popiera latami pracy z tekstem lite- 
rackim epoki i nieustającą dyskusją z nią, 
w książkach, podczas konferencji nauko- 
wych, w stałej praktyce uniwersyteckiej; 
jako promotor wielu prac magisterskich, 
doktorskich, jako recenzent na wszystkich 
poziomach wiedzy. 
Książka składa się z siedmiu rozdziałów. 
W pierwszym z nich autor stawia pytania 
pobudzone dominantą wyobraźni w religij- 
nym odczuwaniu świata przez epokę. Dru- 
gi rozdział ukazuje głównie młodopolskie 
(choć nie tylko) warianty tematu "śmier- 
ci Boga", świadczące o nie zrealizowanej 
możliwości zerwania z tradycją chrześci- 
jańską. W rozdziale trzecim skrótowo, ale 
pod odpowiednim kątem, przypomniane 
zostały alternatywne drogi poszukiwania 
sacrum poza obszarem chrześcijaństwa, Z 
kolei rozdziały IV-VII, stanowiące kręgo- 
słup dzieła, zawierają interpretacje najważ- 
niejszych młodopolskich ujęć kłuczowych 
motywów: postaci Boga-Stwórcy, Chrystu- 
sa, szatana i różnorakich sytuacji escha- 
tologicznych. Zdumiewająca jest giętkość 
myślowa Gutowskiego, który przygląda 
się sacrum z różnych stron, ustawia dzie- 
ło literackie pod takim kątem, że lokuje 
się ono w szeregu jemu podobnych, w gru- 
pie utworów reprezentatywnych dla okre- 
ślonej tendencji i określonego postrzega- 
nia świętości. Tego rodzaju ambitne podej- 
ście do problemu badawczego rodzi trud- 
ności na wielu płaszczyznach eksploracji. 
Pisze o tym autor w rozdziale o Chrystu- 
sie, ale śmiało rozważania te można prze- 
nieść na cały tom. Chodzi o wielorakość 
i zmienność wielkich motywów, a nade 
wszystko jeszcze o komplikacje natury me- 
todologicznej. Autorowi zależy na tym by 


, , 


uzyskać przejrzystość i porządek wykładu 
próbującego ogarnąć doprawdy olbrzymi i 
wieloraki materiał. Dzieła literackie Mło- 
dej Polski zawieszone zostały pomiędzy ro- 
mantyzmem a presją "czasu nowego", po- 
dobnie wizje Boga i inne elementy sakro- 
logiczne zawisły pomiędzy teologią a filo- 
zofią dwóch ostatnich stuleci. W tym, po- 
tężniejącym w miarę upływu lat, naporze 
trudno znaleźć właściwą ścieżkę interpre- 
tacyjną i autor decyduje się na jej ustale- 
nie, nawet jeśli czasem naruszy delikatną 
materię, nie poddającą się wyraźnym de- 
limitacjom. Ale przecież trud badawczy, 
wysiłek interpretatora opłacił się sowicie. 
Podczas lektury monografii Gutowskiego 
pojawia się skończona, ale też podążająca 
ku nieskończoności, wizja Boga, wizja sa- 
crum odciskającego swoje piętno na stwo- 
rzeniu. To jest lektura fascynująca, dają- 
ca się momentami porównać z żarliwością 
przeżycia religijnego. Tyle naukowej pasji, 
tyle głębokiej wiedzy i tyle pomysłowości 
wykazał autor. że czytelnik nie ma wątpli- 
wości, iż obcuje z humanistyką pierwszej 
próby, nauką rodzącą się przy spotkaniu 
wielkiego umysłu i wielkiego problemu ba- 
dawczego. 
Z próżni nieba ku religii życia to jakby za- 
rys wyobraźni religijnej epoki, z licznymi 
modulacjami i odniesieniami do różnych 
czasów, od gnozy do New Age, od posta- 
ci Boga Ojca, poprzez Boga Wcielonego, 
aż do profanum szatańskiego i eschatolo- 
gii ogólnej. Pomimo wyraźnej deklaratyw- 
ności, nie znajdziemy tutaj przesadnej ka- 
tegoryczności, raczej wskazanie, że w Mło- 
dej Polsce istniały ambiwalencje i wiele 
perspektyw. Racje ma Marta Wyka, gdy 
mówi, że książka ta jest to rodzajem pre- 
figuracji współczesnej kontrkultury. Szko- 
da, że literatura romantyzmu nie doczeka- 
ła się podobnie kompleksowej rozprawy 
na temat imaginacji uświęcającej i uświę- 
conej, na temat religii życia i jakże bole- 
snej, współczesnej pustki nieba. Książka 
prof. Gutowskiego została w 2002 roku 
uhonorowana Nagrodą Ministra Edukacji 
Narodowej i spodziewać się należy, że sta- 
nie się zaczynem nowej dyskusji, nowych 
prób wnikliwego odczytania literatury pol- 
skiej. Prezentując stan badań i odtwarza- 
jąc ciąg interpretacji, autor przewartościo- 
wuje i proponuje nowe, intrygujące odczy- 
tania, a przy tym ustala perspektywę ba- 
dawczą dla zaczynającego się stulecia. Ża- 
den z badaczy sacrum nie będzie mógł tej 
rozprawy pominąć. O 


Wojciech Gutowski, Z próżni nieba ku re- 
ligii życia, Motywy chrześcijańskie w litera- 
turze Młodej Polski, Wydawnictwo Literac- 
Ide, Kraków 2001. s. 402.
>>>
KSIĄŻKI 


ZBIGNIEW WALCZAK 


W ydawnictwo "Secretum" opubliko- 
wało ostatnio książkę pod bardzo 
aktualnym tytułem: Od blokad ulicznych 
do World Trade Center. Taktyka i technika 
przeciwdziałania zagrożeniom terrorystycz- 
nym oraz innym publicznym działaniom 
pozaprawnym. 
Jest to praca zbiorowa, Zawiera stu- 
dia trzynastu autorów, zarówno pracow- 
ników naukowych UMK w Toruniu, Wyż- 
szej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej 
we Włocławku, jak również praktyków za- 
trudnionych w instytucjach zajmujących 
się zawodowo problemami bezpieczeń- 
stwa państwa i jego obywateli (wojsko, po- 
licja, BOR, UOP, Straż Pożarna). Pracę 
charakteryzuje ujęcie interdyscyplinarne 
zagadnienia, autorzy reprezentują bowiem 
nauki prawne, politologię, historię, psy- 
chologię, świat mediów (dziennikarstwo). 
Redaktor naukowy książki dr hab. Roman 
Backer i autorzy artykułów przyjęli jej po- 
dział wewnętrzny na cztery części proble- 
mowe, co czyni ją zwartą merytorycznie i 
ułatwia lekturę. 
Część pierwsza zatytułowana jest: Terro- 
rystyczne aspekty zwalczania terroryzmu. 
Składają się na nią cztery artykuły. 
Marian Filar - autor pierwszego z nich 
- omawia temat: Terroryzm w poLskim pra- 
wie karnym na tle prawa międzynarodo- 
wego i porównawczego. Charakteryzuje w 
nim istotę współczesnego terroryzmu po- 
litycznego, przytacza nam wiele jego de- 
finicji, funkcjonujących w nauce. Autor 
podkreśla, że dla zwalczania terroryzmu 
w skali globalnej konieczna jest współpra- 
ca w tym względzie państw w skali mię- 
dzynarodowej. Z tego też względu zazna- 
jamia czytelnika z najważniejszymi umo- 
wami międzynarodowymi, powstałymi za- 
równo pod auspicjami ONZ, jak i kon- 
wencjami o charakterze regionalnym, 
które tworzą łącznie mocne podstawy 
prawne dla zwalczania terroryzmu poli- 
tycznego. W dalszej części artykułu znaj- 
dujemy informacje dotyczące walki z ter- 
roryzmem w ustawodawstwie karnym 
państw narażonych szczególnie na jego 
przejawy. 
Autor w końcowej części opracowania 
omawia rozwiązania w polskim prawie 
karnym w zakresie zwalczania terroryzmu. 
Pod tym też kątem analizuje jego przepisy 
i regulacje. W konkluzji pisze, że "... pol- 
skie prawo karne materialne, mimo że nie 
zawiera żadnej wyodrębnionej i szczegóło- 
wej regulacji w odniesieniu do problemu 
terroryzmu, czyni zadość podstawowym 
standardom prawa międzynarodowego.. 
w tym względzie". 


et) 


,0" 
 1) L \, l:.NYełf 
eLI) "E CEN" 


1 


je się on sprawą publiczną. Przeto aby me- 
dia, nawet mimowolnie, nie mogły być wy- 
korzystane - pisze autor - przez terrory- 
stów, dziennikarze winni wykazywać nie 
tylko należyty profesjonalizm, lecz także 
wierność zasadom etyki swego zawodu. 
Część druga omawianej książki nosi ty- 
tuł: Historia i współczesność terroryzmu. 
Tworzą ją dwa artykuły. Bolesław Spren- 
geJ w obszernej rozprawie - Terroryzm 
- historia i teraźniejszość - po uwagach 
na temat definicji tego zjawiska, przecho- 
dzi do omówienia przejawów jego działa- 
nia w perspektywie międzynarodowej od 
narodzin w starożytności, aż po dni współ- 
czesne. Autor przedstawia też różnorodne 
kategorie terroryzmu, w ramach przyjęte- 
go podziału na: 
Terroryzm na tle konfliktów etniczno- 
-narodowych i separatystycznych. Tu- 
taj dużo uwagi poświęca działalności 
organizacji terrorystycznych w 11 Rze- 
czypospolitej, zwłaszcza na terenach 
ziem wschodnich; 
Terroryzm współczesnych organizacji 
lewackich; 
Terroryzm skrajnej prawicy i faszy- 
stowski; 
Terroryzm islamski i żydowski; 
Ekoterroryzm. 
Końcowa część niniejszego opracowa- 
nia dotyczy wybranych formacji antyter- 
rorystycznych, powołanych zarówno przez 
poszczególne państwa, jak również działa- 
jących w skali międzynarodowej. 
Z artykułem powyższym koresponduje 
temat podjęty przez funkcjonariusza UOP 
w Warszawie (z określonych przyczyn nie 
zamieścił swego nazwiska), a brzmi on: 
Współczesne organizacje terrorystyczne w 
świecie. 
Ochrona przed terroryzmem to tytuł 
trzeciej części książki, Zamieszczono tu- 
taj pięć artykułów. Autorzy ich, praktycy 
z wieloletnim doświadczeniem, wypowia- 
dają się w następujących kwestiach: Sławo- 
mir Rzepecki: Ochrona informacji niejaw- 
nych wobec zagrożenia terroryzmem; Piotr 
Berkieta: Przeciwdziałanie terroryzmowi w 
zakresie bezpieczeństwa teleinformatyczne- 
go; Tomasz Lis: Ochrona osób i mienia w 
obiektach użyteczności publicznej; Tomasz 
Grudziński: Przeciwdziałanie zagrożeniom 
terrorystycznym w zakresie ochrony osób; 
Andrzej Barański: Terroryzm ABC (Atomo- 
wy, biologiczny, chemiczny). 
Zwalczanie terroryzmu jest ostatnią, 
czwartą częścią pracy. Znajdujemy tam 
dwa artykuły. Michał Sprengel podjął te- 
mat: Rola służb specjalnych w zwalczaniu 
terroryzmu. Skupił się w nim na dwóch 
ważnych zagadnieniach: na celach działań 
DOKOŃCZENIE NA STR. 36 


-pO 


Roman Backer podejmuje temat: Spo- 
łeczne struktury myślenia a terroryzm. Ar- 
tykuł ma charakter socjologiczno-polito- 
logiczny. Autor wskazuje w nim na współ- 
zależność między kodami kulturowymi a 
przemocą. Omawia też typy struktur my- 
ślenia w aspekcie uznawania przez nie 
użyteczności i celowości stosowania prze- 
mocy i terroru w różnych formach i o róż- 
nym zasięgu. Wywodzi przekonywująco, 
że posługiwanie się terrorem jest charak- 
terystyczne głównie dla skrajnie radykal- 
nych nurtów kontrakulturacyjnych i tota- 
litarnych sposobów myślenia. 
Krzysztof Wolak zatytułował swój arty- 
kuł - Psychologiczne aspekty działań ter- 
rorystycznych. Czytelnika zainteresuje za- 
pewne nakreślony w nim obraz prawdopo- 
dobnej sytuacji powstałej w wyniku dzia- 
łań terrorystycznych i związany z nią opis 
zachowań psychologicznych terrorysty, za- 
kładnilm i negocjatora. 
Piotr Grochmalski w artykule Media a 
terroryzm przybliża tezę, ilustrując ją licz- 
nymi przykładami działalności terrory- 
stycznej z ostatnich kilkudziesięciu lat, 
że środki masowego przekazu relacjonu- 
ją akty terrorystyczne, nadając im rozgłos, 
umożliwiając ich autorom osiągnięcie za- 
mierzonego celu propagandowego, czy też 
tzw, efektu teatru. Im bardziej "medialny" 
charakter ma cel ataku, tym bardziej sta- 


Od blokad ulicznych do World Trade Cen- 
ter. Taktyka i technika przeciwdziałania za- 
grożeniom terrorystycznym oraz innym pu- 
blicznym działaniom pozaprawnym, pra- 
ca zbiorowa pod redakcją naukową RO- 
MANA BACKERA, Wydawnictwo "Se- 
cretum" . 


Nr 1-2/2003 IJ)

I 35
>>>
UNIWERSYTET MIKOŁAJA KOPERNIKA 


JERZY 
ŻENKIEWICZ 



'łQJ 

 . 


W ojewództwo kujawsko-pomorskie, jako 
jedno z pierwszych w Polsce podjęło ini- 
cjatywę budowy regionalnej sieci informacyj- 
nej. Zbudowanie szerokopasmowej sieci kom- 
puterowej, opartej o najnowocześniejsze tech- 
nologie optyczne, będzie gwarantowało dla 
naszego województwa czynne włączenie się 
w budowę społeczeństwa informacyjnego. 
Podjęta inicjatywa budowy sieci zbiegła się 
z wejściem Polski do Unii Europejskiej, co po- 
winno ułatwić województwu kujawsko-po- 
morskiemu na elastyczne dostosowanie się 
do standardów i poziomu życia w zjednoczo- 
nej Europie. 


Pierwsze kroki 
Inicjatywa podjęcia szeroko zakrojonych 
działań na rzecz budowy społeczeństwa in- 
formacyjnego w województwie kujawsko-po- 
morskim została zapoczątkowana w 2000 r. 
przez środowisko akademickie Torunia, re- 
prezentowane przez Uniwersytet Mikoła- 
ja Kopernika, i Bydgoszczy, reprezentowane 
przez Akademię Techniczno-Rolniczą. Inicja- 
tywa ta została bardzo szybko podchwycona 
przez władze województwa kujawsko-pomor- 
skiego, reprezentowane przez Urząd Marszał- 
kowski w Toruniu. Wymienione wyżej strony, 
tj. UMK, ATR i UM, zawarły 28 lutego 2001 r. 
porozumienie wstępne, a 7 maja 2001 r. poro- 
zumienie zasadnicze w zakresie budowy spo- 
łeczeństwa informacyjnego w województwie 
kujawsko-pomorskim. Zawarte porozumie- 
nia stanowiły pierwszy krok ku budowie sze- 
rokopasmowej sieci informacyjnej w naszym 
województwie, Ostatnim akcentem inicja- 
tywnych działań, było formalne utworzenie 
w dniu 15 października 2002 r. podmio- 
tu prawnego, który zajmie się m.in. budową 


JERZY ŻENKIEWICZ, absolwent Politechni- 
ki Gdańskiej (Wydział Elektroniki) oraz Wyż- 
szej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządza- 
nia im. L. Kożmińskiego (studia podyplomo- 
we MBA) w Warszawie. Odbył specjalistycz- 
ne staże m.in. w Anglii, Niemczech, Norwe- 
gii, Włoszech i USA w zakresie systemów 
nawigacji satelitarnej oraz architektury i bu- 
dowy systemów komputerowych i siecio- 
wych. Jest jednym z pionierów wdrażania 
Internetu w Polsce i regionie kujawsko-po- 
morskim. Współorganizator i wieloletni dy- 
rektor Ogólnouczelnianego Ośrodka Obli- 
czeniowego UMK w Toruniu. Obecnie jest 
zastępcą kierownika Uczelnianego Centrum 
Informatycznego UMK oraz koordynatorem 
budowy i utrzymania miejskiej sieci kompu- 
terowej TORMAN w Toruniu. Jest autorem 
kilkudziesięciu artykułów i książek. 


2 ;J; 
:{;O';D(j).'J[ó1 Nr 1-2/2003 


STRATEGICZNA SIEĆ KOMPUTEROWA 
WOJ. KUJAWSKO-POMORSKIEGO 


i utrzymaniem przyszłej wojewódzkiej sieci 
komputerowej. Utworzony podmiot jest spół- 
ką z ograniczoną odpowiedzialnością o na- 
zwie Kujawsko-Pomorska Regionalna Sieć 
Informacyjna. Celem utworzonego podmio- 
tu, zgodnie z zapisem umowy spółki jest: sty- 
mulowanie rozwoju społeczeństwa informacyj- 
nego na terenie województwa kujawsko-po- 
morskiego; wspieranie inicjatyw, które mogą 
uzyskać korzyści z taniego dostępu do kana- 
łów informacyjnych; udostępnianie zaintereso- 
wanym podmiotom środków technicznych do 
realizowania usług informacyjnych; zapewnie- 
nie powszechnego dostępu do usług teleinfor- 
matycznych. 


Koncepcja sieci i jej usługi 
Ogólne założenia budowy sieci zostały za- 
sygnalizowane w Regionalnej Strategii Inno- 
wacji Województwa Kujawsko-Pomorskiego, 
opracowanej w 2001 r. z inicjatywy Urzędu 
Marszałkowskiego w Toruniu. Bardziej szcze- 
gólowe założenia dla sieci zostały wypracowa- 
ne w latach 2001-2002 przez zespoły robocze 
sygnatariuszy porozumienia, głównie z UMK 
i ATR. W listopadzie 2002 roku została opra- 
cowana Koncepcja sieci informacyjnej woje- 
wództwa kujawsko-pomorskiego. Koncepcja 
przewiduje, że sieć docelowo obejmie wszyst- 
Ide 19 powiatów. Zastosowane rozwiązania 
konstrukcyjne sieci będą wykorzystywały naj- 
nowocześniejszą technologię optyczną, w tym 
DWDM i technologię routerów giga i terrabi- 
towych. Wzajemne połączenia między sobą 
powiatów będzie zabezpieczał światłowodo- 
wy szkielet, obejmujący całe województwo. 
Jego łączna długość szacowana jest na 884 km. 
Szkielet będzie zbudowany z linii światłowo- 
dowych, a w ustalonych punktach miast po- 
wiatowych będą zainstalowane powiatowe 
węzły dystrybucyjne. Węzły te będą stanowiły 
swoiste powiatowe centra, które będą umożli- 
wiały lokalnym użytkownikom dostęp do In- 
ternetu. Docelowo powiatowe węzły umożli- 
wią dostęp sieciowy do każdej gminy, w któ- 
rych planuje się utworzenie tzw. punktów do- 
stępowych. Wybór lokalizacji węzłów dystry- 
bucyjnych i punktów dostępowych będzie 
uzależniony od lokalnych uwarunkowań oraz 
inicjatyw i porozumień lokalnych jednostek 
samorządowych, dydaktyczno-naukowych 
i oświatowych. Istotnym elementem przy bu- 
dowie sieci wojewódzkiej, będzie współpra- 
ca i współdziałanie z ogólnopolskim progra- 
mem budowy sieci akademickiej PIONIER. 
W szczególności dotyczyć to będzie możli- 
wości wykorzystania przez sieć wojewódzką 
mocy przesyłowych uruchamianego obecnie 
traktu światłowodowego PIONIER, przebie- 
gającego przez obszar województwa kujaw- 
sko-pomorskiego na odcinku: Wyrzysk - Na- 
kło - Bydgoszcz - Toruń - Chełmno - Gru- 
dziądz - Kwidzyn. Newralgicznym elemen- 
tem sieci będzie system jej zarządzania. Sys- 


tem ten zabezpieczy administrowanie, mo- 
nitorowanie oraz wykrywanie i usuwanie 
uszkodzeń sieci. W skład systemu zarządza- 
nia zapewniającego nieprzerwaną ciągłość 
pracy sieci powinny wchodzić 2 identyczne 
centra zarządzania, zlokalizowane w Toruniu 
i Bydgoszczy. Najoptymalniejszym rozwiąza- 
niem w Toruniu i Bydgoszczy, będzie współ- 
praca z funkcjonującymi tam sieciami akade- 
mickimi TORMAN i BYDMAN oraz instala- 
cja w strukturach tych sieci centrów zarządza- 
nia i węzłów dystrybucyjnych. 
Projektowana sieć stworzy ogromne możli- 
wości przyspieszenia rozwoju różnych obsza- 
rów życia w województwie i podniesie jego 
atrakcyjność oraz konkurencyjność. Planuje 
się, że sieć będzie obsługiwać urzędy admi- 
nistracji państwowej i samorządowej, placów- 
ki naukowo-edukacyjne i oświatowe. służbę 
zdrowia, biblioteki, służby porządkowe i kry- 
zysowe oraz regionalną gospodarkę. Ogólna 
liczba potencjalnych użytkowników sieci wo- 
jewódzkiej jest szacowana na 2948. Na tę licz- 
bę składają się następujące grupy użytkow- 
ników: urzędy administracji samorządowej 
i państwowej - 217, szkoły i placówki oświa- 
towe wszystkich szczebli - 2115, biblioteki 
wszystkich szczebli - 496, służby porządkowe 
i kryzysowe - 90, szpitale - 30. 
Przewiduje się, że regionalna sieć będzie 
świadczyła m.in. następujące usługi: 
. szeroko pasmowy dostęp do Internetu na 
poziomie lokalnym i regionalnym, 
. komunikację w relacji: użytkownik - użyt- 
kownik i użytkownik - wielu użytkowni- 
ków, 
. transmisje multimedialne umożliwiające 
przesyłanie wizji i dźwięku, 
. e-mail, www.VoIP.TVIP. E-commerce itp. 


Realizacja inwestycji i jej finansowanie 
Opracowana koncepcja wyróżnia 3 warian- 
ty inwestycyjne, uzależnione głównie od wyso- 
kości środków finansowych przeznaczonych 
na ten cel, które przedstawione są poniżej: 
wariant I - budowa własnej infrastruktury 
światłowodowej, czas inwestycji ok. 3-4 
lata, łączny koszt budowy sieci ok. 48,5 
mln zł. roczny koszt eksploatacji ok. 7 
mln zł, 
wariant II - dzierżawa infrastruktury światło- 
wodowej od innych operatorów, czas in- 
westycji ok. 2 lata, łączny koszt budowy 
sieci ok. 9 mln zł, roczny koszt eksploata- 
cji ok. 24 mIn zł, 
wariant III - pośredni pomiędzy wariantem I 
a wariantem II. 
Szczególnie istotną sprawą będą źródła 
finansowania inwestycji. Zakłada się, że 
będą to m.in.: środki z Unii Europejskiej 
(UE), środki z samorządu wojewódzkiego, 
środki z samorządów lokalnych, wklad UMK 
i ATR, środki od poszukiwanych partnerów 
biznesowych.
>>>
CZASOPISMA 


MAREK CHAMOT 


M aleje coraz bardziej rynek pism na- 
ukowych. Nawet w dużych ośrodkach 
zmniejsza się liczba wydawanych tytułów, 
zmniejszeniu ulegają nakłady jeszcze istnieją- 
cych. Tymczasem bez dostatecznej liczby pe- 
riodyków ukazujących się w środowiskach na- 
ukowych, przedstawiających wyniki badań i 
dających okazje do prezentacji poglądów, na- 
ukowej krytyki, wymiana myśli naukowej ule- 
ga atrofii, powinien zostać spełniony jeszcze 
jeden warunek - pisma naukowe muszą być 
czytane przez pracowników naukowych i do- 
cierać także do czytelników spoza środowiska 
akademickiego, nauczycieli, młodzieży liceal- 
nej, szeroko pojętej inteligencji. Jest to także 
ważne w humanistyce. 
Szczęśliwie się składa, że w największych 
w naszym regionie ośrodkach akademickich 
ukazują się periodyki z zakresu nauk humani- 
stycznych, by wymienić tylko toruńskie Czasy 
Nowożytne oraz ukazujący się w Bydgoszczy 
Przegląd Bydgoski_ Najnowszy, trzynasty rocz- 
nik tego ostatniego, przynosi ze sobą szereg in- 
teresujących rozpraw, esejów naukowych, re- 
cenzji i omówień. Maciej Bieławski z Uniwer- 
sytetu św. Anzelma w Rzymie przedstawił stan 
studiów nad monastycyzmem Zwrócił uwa- 
gę na fakt, iż monastycyzm doczekał się już 
ogromnej literatury przedmiotu, co jego zda- 
niem jest już problemem samym w sobie. Jest 
to dziedzina mająca dużą przyszłość, chociaż- 
by z uwagi na fakt, iż olbrzymia liczba źródeł 
dotycząca chrześcijańskiego monastycyzmu 
wschodniego nadal pozostaje nieznana i nie 
opracowana, 
Wojciech Józef Burszta i Waldemar Ku- 
łigowski z Instytutu Etnologii i Antropolo- 
gii Kulturowej UAM w Poznaniu przedstawi- 
li ciekawe studium pL Muzyka, kultura, ero- 
tyka: intuicje fanów, Tego typu dociekania 
mieszczą się w nurcie nowocześnie pojętych 
analiz nad przenikaniem się tak wydawało- 
by się różnych sfer jak muzyka i erotyka, Au- 
torzy wskazują na erotyzm muzyczny silnie 
obecny w muzyce rockowej od lat 60, XX wie- 
ku, Tym samym wpływała ona na m.in. ruchy 
emancypacyjne. Z kolei Dobromiła Jeznach- 
-Woina z Bydgoszczy zajęła się krajobraza- 
mi w twórczości Jerzego Stempowskiego. 
Ten jeden z najwybitniejszych polskich ese- 
istów uważał, że zrywanie więzi z rzeczywi- 
stością i naturą prowadzi wprost do zamiera- 


PRZEGLllD 
BYDGOSKI 


HUMANISTYCZNE CZASOPISMO NAUKOWE 


ROCZNIK XIII 


BYDGOSZCZ 
2 o O 2 


nia sztuki. "Twórczość Stempowskiego, kon- 
statuje autorka, z motywem pejzaży w tle jest 
propozycją humanizmu otwartego, w którym 
symbolika stapia się z postępowaniem całej 
ludzkiej kultury", Pisarstwo Stempowskiego 
zostało ukazane w konotacjach z myślą histo- 
ryczną i filozoficzną Blocha, Braudela, Miło- 
sza, Gadamera i Ricoeura. Natomiast "litera- 
turą w cieniu habsburskich krajobrazów" za- 
jął się na łamach Przeglądu Bydgoskiego Ste- 
fan H. Kaszyński z Instytutu Germanistyki 
DAM w Poznaniu. Jeżeli krajobraz jest zna- 
kiem, poprzez który można czytać i interpre- 
tować literaturę regionów, to austriackie pej- 
zaże kulturowe są pełne charakterystycznych 
habsburskich elementów. Autor w interesują- 
cy sposób pokazuje na czym polega ich od- 
rębność i rozpoznawanie. Androgynią (oboj- 
nactwem) jako formą transgresji w tożsamo- 
ści zajęła się Hanna Mamzer z Instytutu So- 
cjologii DAM. Publikowany tekst jest rozsze- 
rzoną wersją referatu wygłoszonego na kon- 
ferencji pt. Wizje człowieka i kultury. Roz- 
ważania na koniec tysiąclecia zorganizowa- 
nej w 2000 roku przez Uniwersytet Miko- 
łaja Kopernika w Toruniu. Na zakończenie 
wielu nowatorskich wręcz analiz socjologicz- 
nych autorka stwierdza, że współcześnie an- 
drogynia zachodzi w dwóch kierunkach i po- 


lega na przejmowaniu przez kobiety wzorów 
męskich oraz na tym, iż mężczyźni przejmują 
wzorce zachowań kobiecych. Ostatnia z roz- 
praw zamieszczonych w omawianym roczni- 
ku została poświęcona przez Lidię Wiśniew- 
ską z Instytutu Filologii Polskiej Akademii 
Bydgoskiej dwóm utworom Tadeusza Miciń- 
skiego i Tadeusza Różewicza. Posłużyły one 
do zestawienia ze sobą w perspektywie para- 
dygmatów dwóch światów literackich z po- 
czątku i końca XX wieku. 
Na szczególne wyróżnienie zasługuje dział 
Rozmowy o humanistyce stanowiący differen- 
tia specifica Przeglądu Bydgoskiego. Tym ra- 
zem czytelnik znajdzie fascynującą dyskusję 
naukową na temat Mit etniczny - tożsamość 
narodowa - nacjonalizm, D dział w niej wzięli 
Henryk Mamzer z Instytutu Archeologii i Et- 
nologii PAN w Poznaniu i Janusz Ostoja-Za- 
górski z Instytutu Historii Akademii Bydgo- 
skiej. PT Czytelnicy wybaczą mi, że nie będę 
streszcza! w tym miejscu dyskusji, gdyż trzeba 
się po prostu z nią zapoznać w całości, Zacy- 
tuję jedynie fragment wstępu: Odwoływanie 
się do przeszłości, która w świadomości mi- 
tycznej uzyskuje wartość absolutną, ma przede 
wszystkim na celu umacnianie tożsamości na- 
rodowej w opozycji do inności. W naszej roz- 
mowie nie chcemy jednak włączać się do emo- 
cjonalnej dyskusji politycznej, jaka od pewne- 
go czasu toczy się w środkach masowego prze- 
kazu. Mamy natomiast zamiar zastanowić się 
nad tym, Z jaką fonną mitu etnicznego mamy 
do czynienia tak naprawdę, obecnie nie tyle w 
świadomości społecznej, co przede wszystkim 
na gruncie nauk humanistycznych, a zwłasz- 
cza jednej z jej specyficznych dyscyplin. a mia- 
nowicie archeologii. 
W dyskusji skomentowano eksponowa- 
ny ostatnio pogląd, że wbrew temu, co od lat 
twierdzi większość polskich archeologów, nie 
Słowianie. lecz Germanie byli u schyłku staro- 
żytności pierwotnymi mieszkańcami dzisiej- 
szej Polski. 
Całość prezentowanego numeru dopełnia- 
ją recenzje, omówienia i kronika naukowa, au- 
torstwa m.in. Jacka Maciejewskiego i Zbignie- 
wa Zyglewskiego. O 


Przegląd Bydgoski. Humanistyczne czasopi- 
smo naukowe. redaktor naukowy Janusz Osto- 
ja-Zagórski, Bydgoskie Towarzystwo Nauko- 
we, Rocznik XIII, Bydgoszcz 2002. 


DOKOŃCZENIE ZE STR. 35 


antyterrorystycznych i na sposobach prze- 
ciwdziałania zagrożeniom terrorystycz- 
nym. Autor w tym kontekście zwraca uwa- 
gę na niezbędność dysponowania przez te 
służby stosownie opracowanym pakietem 
zasad. będących podstawą ich działania. 
Rola służb zbrojnych w zwalczaniu terro- 
ryzmu pióra Ryszarda Jakubczaka, kończy 
zbiór artykułów składających się na oma- 
wianą książkę. Autor omawiając ten te- 


36 


 Nr 1-2/2003 


mat zwraca szczególną uwagę na związa- 
ne z nim następujące kwestie: terroryzm 
w działaniach precyzyjnych, terroryzm w 
ramach form walki zbrojnej, terroryzm a 
siły zbrojne, siły zbrojne RP wobec terrory- 
zmu. Definiuje przy tym terminy funkcjo- 
nujące w nomenklaturze wojskowej, któ- 
re odnoszą się do poruszanych tutaj spraw. 
Na uwagę zasługują też załączniki, będące 
dopełnieniem tekstu artykułu. 
Kończąc prezentację omawianej książki 
można powiedzieć, że jest to wartościowa 


pozycja na rynku wydawniczym, która po- 
może lepiej poznać i zrozumieć istotę ter- 
roryzmu. Będzie więc przydatna dla tych, 
którzy z racji wykonywanego zawodu zaj- 
mują się zapobieganiem i zwalczaniem 
terroryzmu. Zainteresuje zapewne poli- 
tologów, historyków, socjologów. Będzie 
wreszcie zajmującą lekturą dla wielu czy- 
telników, interesujących się tym groźnym 
zjawiskiem naszych czasów. 


ZBIGNIEW WALCZAK
>>>
XVI BYDGOSKIE DNI SPOŁECZNE 


Ks. WOJCIECH 
SZUKALSKI 


.? 


P owyższe słowa wypowiedziane przez 
Piotra naszych czasów podczas ostat- 
niej pielgrzymki do naszej Ojczyzny stano- 
wiły motto XVI Bydgoskich Dni Społecz- 
nych (BDS). Adwentowa refleksja nad pa- 
pieskim apelem o społeczne poszerzenie 
wyobraźni miłosierdzia rozpoczęła się Eu- 
charystią, która zawsze przybliża do źró- 
dła wszelkiej miłości, czyli do samego Boga. 
Mszy świętej w dniu 8 grudnia 2002 roku 
- transmitowanej przez TVB - przewodni- 
czył ks. Roman Mrosczok, kierownik Od- 
działu Bydgoszcz - "Caritas" Archidiecezji 
Gnieźnieńskiej. 
Serię wykładów w dniu 9 grudnia 2002 
roku zapoczątkował ks. bp Bogdan Wojtuś 
omówieniem społecznej wartości osobiste- 
go spotkania z Bogiem bogatym w miłosier- 
dzie. W nawiązaniu do przesłania ostatniej 
pielgrzymki Jana Pawła II do naszej Ojczy- 
zny - stanowiącej inspirację i istotne źródło 
XVI BDS - zauważył, że już przy uroczystym 
powitaniu na lotnisku Navarro Vals - rzecz- 
nik Stolicy Apostolskiej - zwrócił uwagę za 
zmianę formy wypowiedzi Papieża. U począt- 
ku pontyfikatu apelował: "Nie lękajcie się", 
teraz użyje imperatywu. A ta forma jest kon- 
sekwencją zawierzenia Bożemu Miłosierdziu, 
mimo smutnych zjawisk: bezdomności, bez- 
robocia, konsumizmu, zawiści, lęku przed cy- 
wilizacją śmierci. U podłoża wszelkiego lęku 
leży grzech, stąd wołanie Ojca Świętego: bądź- 
cie świadkami miłosierdzia. 
Biskup prelegent, profesor teologii mo- 
ralnej w Prymasowskim Wyższym Semina- 
rium Duchownym (PWSD) w Gnieźnie - w 
przejrzystym wykładzie wskazał najpierw 
na tajemnicę grzechu (misterium iniquita- 
tis), przez który każdy czuje się skrępowany 
jakby łańcuchami zła, następnie na tajem- 
nicę pobożności (misterium pietatis), dzięki 
której Jezus Chrystus wyzwolił nas z niewo- 
li zła i pojednał z Bogiem Ojcem, i w końcu 
na wezwanie do miłosierdzia, które wynika 
ze spotkania z Bogiem miłosiernym. Owo 
wezwanie można realizować w trzech wy- 
miarach. Pierwszy poprzez głoszenie Boże- 
go Miłosierdzia. Drugi poprzez korzystanie 
z sakramentu pojednania. Każdy grzech, 


Ks. dr WOJCIECH SZUKALSKI, adiunkt w 
Zakładzie Teologii Fundamentalnej i Do- 
gmatycznej Wydziału Teologicznego Uni- 
wersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. 


Wyobraźnia miłosierdzia 


W obliczu współczesnych form ubóstwa, których, jak wiem, nie brakuje w naszym kraju, 
potrzebna jest dziś - jak to określiłem w liście Novo millennio ineunte - «wyobraźnia mi- 
łosierdzia» w duchu solidarności z bliźnimi, dzięki której pomoc będzie «świadectwem bra- 
terskiej wspólnoty dób,,. Niech tej «wyobraźni» nie zabraknie mieszkańcom (...) całej na- 
szej Ojczyzny. Niech wyznacza duszpasterski program Kościoła w Polsce. 
(Jan Paweł II: Krakowskie Błonia, 18.08.2002 r.) 


chociaż jest aktem osobistym, ma wymiar 
społeczny. Stąd pojednanie z Bogiem doko- 
nuje się w Kościele i przez posługę przed- 
stawiciela tej wspólnoty, którą grzech rani. 
Trzeci poprzez służbę ubogim, do której po- 
trzeba wyobraźni miłosierdzia. 
Pan Jan Grzegorczyk - redaktor domini- 
kańskiego miesięcznika W drodze - z pasją 
przedstawił zagadnienie duchowości komu- 
nii jako warunku społecznego poszerzenia 
wyobraźni miłosierdzia. 
Jak ciężko zdobyć się na to miłosierne 
spojrzenie, które każe nam widzieć w każ- 
dym brata. Zwykle jesteśmy skłonni okazać 
nasze serce, ale tym, którzy na to zasługu- 
ją albo cierpią niewinnie. Miłosierdzie jako 
dzieło charytatywne jest dla nas rzeczą przy- 
najmniej zrozumiałą. Pan Jezus powiedział 
jednak Faustynie coś znacznie więcej, mia- 
nowicie, że Jego miłosierdzie nie ma granic 
i im większy grzesznik tym większe ma pra- 
wo do Jego miłosierdzia. Jednym słowem, że 
trzeba okazać serce zbrodniarzowi, złodzie- 
jowi, oszustowi... Lista nieskończona. Każ- 
dego dnia nowe zdarzenia, które wykracza- 
ją poza granice naszej miłosiernej wyobraź- 
ni. Normalną bowiem reakcją człowieka na 
zło i krzywdę jest dążenie do wymierzenia 
sprawiedliwości. Za wszelką cenę. Nawet 
pobożnym ludziom na co dzień wydaje się, 
że tym bardziej kochają Pana Boga, im bar- 
dziej nienawidzą grzeszników. 
Jan Paweł II w ciągu swego pontyfika- 
tu wielokrotnie osobiście słał listy do głów 
państw z prośbą o ułaskawienie skazanych 
na karę śmierci. Część z nich uwzględnio- 
no, jednak w większości odmówiono jego 
prośbom. Dla jednych Papież będzie obra- 
zem miłosiernego oblicza Boga, dla innych 
anarchistą. Istnieje logika ludzkiej sprawie- 
dliwości, która kończy się zwykle zemstą i 
chaosem oraz logika Bożego miłosierdzia, 
dającego pokój. 
Świat potrzebuje świadków miłości miło- 
siernej. Autor ukazał ich w książce Każan. 
dusza to inny świat (Wydawnictwo W dro- 
dze, Poznań 1998). 
Kolejny wykład - Nowa wyobraźnia mi- 
łosierdzia prowokuje modlitewne wołanie 
o zmiłowanie Boże nad światem - wygłosił 
ks. dr Wojciech Rzeszowski. Swoją reflek- 
sję rozpoczął od odwołania się do przykła- 
du Jana Pawła II. Ukazał głęboki związek 
pomiędzy jego modlitwą i życiem, pomię- 


dzy Miłosierdziem Boga a losami człowieka i 
świata. Patrząc na życie tego człowieka moż- 
na stwierdzić, że wołanie o nową wyobraźnię 
miłosierdzia jest wołaniem o modlitwę. 
Im bardziej bowiem współczesny człowiek 
odchodzi od Boga, im bardziej doświadcza 
wewnętrznego rozbicia i degradacji swego 
człowieczeństwa, tym bardziej Kościół czuje 
się przynaglony do żarliwej modlitwy, do wo- 
lania wołaniem wielkim o miłosierdzie Boga 
wobec wielorakiego zła, jakie ciąży nad ludz- 
kością i jakie jej zagraża. Jeśli współczesny 
człowiek nie odważa się wypowiedzieć sło- 
wa miłosierdzie, albo nie znajduje dla niego 
pokrycia w swojej świadomości wypranej z 
treści religijnej, to tym bardziej trzeba, aże- 
by Kościół wypowiedział to słowo w imie- 
niu nie tylko własnym, ale także w imieniu 
wszystkich ludzi współczesnych (Encyklika 
Dives in Misericordia, nr 15). 
Dając nam w Krakowie nowych błogosła- 
wionych Papież ukazał ludzi, którzy nie tyl- 
lm modlili się i nauczali, ale szli i owoc przy- 
nosili, ich życie było pełne wyobraźni miło- 
sierdzia. Głębsze doświadczenie Bożego mi- 
łosierdzia otwierało ich serca na głębsze do- 
świadczenie człowieka. Autor - Ojciec du- 
chowny PWSD - zakończył swoje rOzważa- 
nia od bardzo osobistej refleksji Jana Pawła 
II. Po powrocie z Krakowa do Castel Gan- 
dolfo na pierwszej audiencji powiedział on: 
Jezu ufam Tobie! Oto prosta modlitwa, któ- 
rej nauczyła nas S. Faustyna, a którą może- 
my mieć na ustach w każdej chwili życia. 
Ileż razy również ja, jako robotnik i student, 
a następnie jako kapłan i biskup w trudnych 
okresach historii Polski powtarzałem to pro- 
ste i głębokie wezwanie, doświadczając jego 
skuteczności i siły (21.08.2002 roku). 
Pani Janina Ochojska podzieliła się do- 
świadczeniem z pracy w Czeczenii, Afgani- 
stanie, byłej Jugosławii i Polsce, dlatego Jej 
wykład - Autentyzm wyobraźni miłosierdzia 
sprawdza się w czynach miłości miłosiernej 
- miał charakter świadectwa. 
Szefowa Fundacji Polska Akcja Humani- 
tarna nawiązała do bardzo osobistych do- 
świadczeń swego życia, wskazując, że ogra- 
niczenia wynikające z choroby stanowiły 
dla niej konieczność do korzystania z po- 
mocy innych ludzi. To oni z kolei wskazy- 
wali na potrzebę wymagania od siebie wię- 
cej, aniżeli nawet ma to miejsce w przypad- 
ku osób w pełni sprawnych. D 


Nr 1-2/2003 

I 37 
,
>>>
WSPOMNIENIA PROFESORA JANA DOMANIEWSKIEGO 


Gdańsk - Elbląg - Bydgoszcz 
Zdałem egzamin na medycynę w Gdań- 
sim, ale po ukończeniu studiów nie mo- 
głem pozostać na uczelni ze względu na AK- 
owską przeszłość. Był to rok 1952, szczyto- 
wy okres stalinizmu. Dostałem skierowanie 
do dużego szpitala w Elblągu, gdzie robiłem 
specjalizację z patomorfologii i byłem tuż 
przed uzyskaniem II stopnia specjalizacji z 
chorób wewnętrznych. Bylem również bie- 
głym z zakresu medycyny sądowej. Po sied- 
miu latach zacząłem szukać pracy w Polsce 
centralnej, ponieważ na Żuławach jest de- 
presja, wilgotny klimat i cierpiałem na bóle 
stawów. Ogłoszono właśnie konkurs na lde- 
rownika zakładu patomorfologii w szpita- 
lu wojewódzkim, obecnie im. dr. Jurasza w 
Bydgoszczy. Wygrałem ten konkurs i od 1 
kwietnia 1959 r. zostałem kierownikiem za- 
kładu patomorfologii, który przez kilkana- 
ście lat mieścił się w piwnicy. 
Nadzieja na wybudowanie nowej siedzi- 
by dla Zakładu Patomorfologii pojawiła się 
na początku lat 60., gdy przewodniczący 
Wojewódzkiej Rady Narodowej w przemó- 
wieniu noworocznym powiadomił o utwo- 
rzeniu w Bydgoszczy Akademii Medycznej. 
Oczywistym było, że dla potrzeb dydaktycz- 
no-naukowych musiałby być wybudowany 
mój zakład. Na wieść o utworzeniu Aka- 
demii Medycznej moja radość była ogrom- 
na, choć wówczas jeszcze nie miałem na- 
wet doktoratu. Zajęcia kliniczne miały się 
odbywać w szpitalach - im. dr. Jurasza i in- 
nych bydgoskich, natomiast zakłady teore- 
tyczne miały się mieścić w obecnych budyn- 
kach Akademii Bydgoskiej przy ul. Chod- 
kiewicza. Koncepcja powołania Akademii 
Medycznej w Bydgoszczy miała jednak wie- 
lu przeciwników. Powołano komisję rekto- 
rów, którzy orzekli, że Bydgoszcz może i ma 
warunki, ale brakuje samodzielnej kadry. 
Nasze władze przekonały się, że nie warto 
wysuwać koncepcji utworzenia uczelni od 
razu, ale może uda się to zrealizować mały- 
mi krokami. 
Na początku pobytu w Bydgoszczy zwią- 
załem się ze Studium Doskonalenia Lekarzy 
(obecnym Centrum Medycznym Kształce- 
nia Podyplomowego) w Warszawie, którego 
ośrodek szkoleniowy istniał tutaj od 1951 
roku. W latach 60. prowadziłem tu kształ- 
cenie z patomorfologii na kursach podsta- 
wowych. Doktoryzowałem się na mojej ma- 
cierzystej uczelni w Gdańsku w 1964 r., a w 
1969 r. zrobiłem habilitację w Studium Do- 
skonalenia Lekarzy w Warszawie. 
Po habilitacji proponowano mi pracę w 
stolicy - kierownictwo Zakładu Patomor- 
fologii w szpitalu MSW oraz etat docenta 
w Centrum Kształcenia Podyplomowego w 
Warszawie. Kuszono nawet działką nad Za- 
lewem Zegrzyńskim, ale wybudowałem wła- 
śnie domek w Wielonku nad Zalewem Ko- 
ronowskim, w którym się wręcz zakocha- 


38 l!f),
J-,

G Nr 1-2/2003 


lem. Odrzuciłem te propozycje, pragnąc 
nada] pracować w Bydgoszczy, zwłaszcza, 
że pojawiły się tu nowe propozycje i per- 
spektywy. W lutym 1970 r. okazało się, że 
władze wojewódzkie zawarły porozumie- 
nie z rektorem gdańskiej Akademii Medycz- 
nej prof. Górskim, o utworzeniu w Bydgosz- 
czy zespołu nauczania klinicznego na bazie 
szpitala im. dr. Jurasza. Wspólnie z ówcze- 
snym dyrektorem wydziału zdrowia WRN 
dr. Wojciechowskim zostaliśmy pełnomoc- 
nikami do spraw organizacji tego zespołu. 
Opracowałem program kształcenia. Stu- 
denci V roku mieli przyjeżdżać do Bydgosz- 
czy na comiesięczne rotacyjne szkolenie kli- 
niczne. Chciałem ponadto na wzór amery- 
kański urządzać codzienne popołudniowe 
konferencje kliniczno-patomorfologiczne, 


ło, ówczesny dyrektor Centrum Medyczne- 
go Kształcenia Podyplomowego w Warsza- 
wie zaproponowaJ mi kierownictwo two- 
rzonego w Bydgoszczy Studium Farmaceu- 
tycznego. Nie byłem farmaceutą, ale chciał 
wykorzystać moje zdolności organizacyjne. 
Miałem wrganizować zakład patologii do- 
świadczalnej farmacji na bazie mojego za- 
kładu patomorfologii w szpitalu im. dr. Ju- 
rasza. Kiedy władze bydgoskie o tym się do- 
wiedziały, wezwano mnie na rozmowę i za- 
komunikowano, że medycyna jest ważniej- 
sza niż farmacja i polecono odrzucić war- 
szawską propozycję. Powiedziano, że za- 
łatwią mi etat docenta w Gdańsku i będę 
włączony do zespołu nauczania kliniczne- 
go. jako kierownik zakładu patomorfologii. 
I tak się stało. 


BYDGOSZCZANIN 


-,
'- 



.. 


..... 


ł 
.'ł 

 


\., ' ) '!',... 

 . 
 
,.


 

M. .
1;1' /" J 
.,
.J-, . / 
r
". .,. / 
'. \' -.;. 
'. , J 


W 1973 roku rozpocząłem zajęcia dydak- 
tyczne dla studentów z patomorfologii w 
Bydgoszczy, a raz w tygodniu miałem wy- 
kłady w Gdańsku. Ponadto zostałem peł- 
nomocnikiem rektora ds. nauczania pody- 
plomowego na województwo bydgoskie. W 
szpitalu im. dr. Jurasza zostałem zastępcą 
dyrektora ds. naukowo-dydaktycznych od- 
powiedzialnym za rozbudowę szpitala. Ra- 
mię w ramię z prof. Romańskim staraliśmy 
się rozszerzać nauczanie w Bydgoszczy i od 
roku akademickiego 1973/74 studenci nie 
byli już przysyłani rotacyjnie, a grupa V 
roku odbywała na miejscu zajęcia z wszyst- 
kich przedmiotów. Później rozszerzono to 
na rok VI. 
Tymczasem miejscowi przeciwnicy do- 
prowadzili do zablokowania rozpoczę- 
cia budowy nowego zakładu patomorfolo- 
gii. Otrzymałem wówczas propozycję ob- 
jęcia kierownictwa zakładu patomorfolo- 
gii w Gdańsku, w macierzystej uczelni. By- 
łem zdecydowany ją przyjąć i nawet kupi- 
łem działkę na Pojezierzu Kaszubskim. Gdy 
władze bydgoskie dowiedziały się o tym, za- 
warły ze mną układ - ja zostanę w Bydgosz- 
czy, a budowa rozpocznie się niezwłocznie. 
Zakład powstał w 1976 roku. 
W 1975 r. w Bydgoszczy utworzono fi- 
lię gdańskiej Akademii Medycznej. Mieli- 
śmy już studentów na trzech ostatnich la- 
tach studiów, w większości z regionu ku- 
jawsko-pomorskiego. Od 1 września 1975 r. 
byłem kierownikiem filii i kierownikiem za- 
miejscowego oddziału Wydziału Lekarskie- 
go gdańskiej AM., przekształconego w 1979 
r. w II Wydział Lekarski. Zostałem jego 
pierwszym dziekanem. Po mnie dziekanem 
został prof. Adam Biłikiewicz. Do 1981 r. 
byłem też nadal kierownikiem filii. Kadrę 


Praf, dr hab. med, JAN OOMANIEWSKI 


na których omawiano by przypadki zgonów 
pacjentów. Klinicysta przedstawiałby roz- 
poznanie i przebieg leczenia, natomiast pa- 
tomorfolog omawiałby zmiany jakie znalazł 
na stole sekcyjnym. Dyskusja byłaby dosko- 
nałą szkołą medycyny. Rektor nie był jed- 
nak zachwycony tym pomysłem. 


Małymi krokami do Akademii... 
Przez półtora roku prowadziliśmy przy- 
gotowania, a kiedy wrócił z rocznego poby- 
tu w Maroku wówczas jeszcze docent Bog- 
dan Romański, jemu rektor prof. Górski za- 
proponował kierowanie tym zespołem na- 
uczania klinicznego. W październiku 1971 
r. rozpoczęło się nauczanie, ale mnie nie 
włączono do zajęć dydaktycznych. W zaist- 
niałej sytuacji w lipcu 1972 r. prof. Rużył-
>>>
WSPOMNIENIA PROFESORA JANA DOMANIEWSKIEGO 


kierowniczą stanowili docenci i profesoro- 
wie - nasi bydgoscy i ściągani systematycz- 
nie z uczelni medycznych w Gdańsku, Wro- 
cławiu, Poznaniu, Lublinie. Niestety, na 
skutek tragicznych ubytków ich liczba nig- 
dy nie przekroczyła feralnej trzynastki. 
W 1983 r. władze wojewódzkie podję- 
ły starania o utworzenie w Bydgoszczy sa- 
modzielnej Akademii Medycznej. Aby mo- 
gła powstać, niezbędna była pozytywna opi- 
nia dwóch innych uczelni, w tym macierzy- 
stej. Byliśmy z prof. Bilikiewiczem i prof. 
Romańskim na posiedzeniu senatu gdań- 
skiej AM, którego byłem wówczas człon- 
Idem. Wszyscy gdańszczanie po kolei wypo- 
wiadali się przeciw powołaniu w Bydgosz- 
czy Akademii Medycznej. Ostatni zabrał 
głos prof. Stefan Raszeja, poprzedni rek- 


Z WYBORU 


tor tamtej uczelni, za którego kadencji roz- 
wijał się nasz zespół nauczania klinicznego. 
Powiedział, że on jest również przeciw, ale 
lepiej sformułować opinię dyplomatycznie, 
że owszem, zgoda, ale uczelnia w Bydgosz- 
czy może być powołana dopiero wtedy, gdy 
będą zakłady teoretyczne. W Gdańsku ich 
budowa trwała 20 lat, zatem sądzili, iż w 
Bydgoszczy będzie podobnie. Dzięki dyplo- 
macji prof. Raszei niezbędna uchwała sena- 
tu została podjęta. 
W lipcu 1983 r. wojewoda podjął decyzję 
budowy zakładów teoretycznych przy ul. 
Karłowicza. Przystąpiliśmy do energicznych 
działań o pozyskanie kadry kierowniczej ze 
Szczecina, Torunia, Wrocławia i wyposaże- 
nia zakładów, warunkujących powstanie sa- 
modzielnej uczelni. Skutecznie przeprowa- 
dziliśmy batalię o fundusze w budżecie pań- 
stwa na funkcjonowanie Akademii. 


Akademia Medyczna w Bydgoszczy 
21 lipca 1984 roku ustawą sejmową po- 
wołano w Bydgoszczy Akademię Medyczną 
przez przekształcenie Zamiejscowego Wy- 
działu Lekarskiego gdańskiej uczelni. Na 
rok 1985 wyznaczono pierwszą rekrutację. 
Zostałem mianowany jej pierwszym rekto- 
rem od września 1984 r. W grudniu tego 
roku powołano Wydział Farmaceutyczny, 
ale wówczas zaistniał on tylko na papie- 
rze, gdyż rekrutację rozpoczęliśmy dopiero 
w 1988 r. na kierunki analityka medyczna. 
Głównym zadaniem inwestycyjnym była 
rozbudowa i unowocześnianie dla potrzeb 
klinicznych szpitala im. dr. Jurasza, urucho- 
mionego ponownie w 1989 r. Ponadto - bu- 
dowa zespołu przychodni przyklinicznych, 
wieżowca (wówczas jeszcze przeznaczone- 
go dla administracji) oraz dużego budynku 


diagnostyczno-dydaktycznego. W 1990 r. 
przejęliśmy część budynków po komitecie 
wojewódzkim PZPR przy rondzie Jagiello- 
nów. Rektorem uczelni na dwie kolejne ka- 
dencje został prof. Józef Kałużny. W poło- 
wie lat 90. uczelnia kupiła budynek dla kli- 
niki psychiatrii. 
Kadra samodzielnych pracowników na- 
uki systematycznie wzrastała, habilitowa- 
li się nasi adiunkci i pozyskiwaliśmy ko- 
lejnych doktorów habilitowanych z innych 
uczelni medycznych, w tym z Warszawy i 
Łodzi. Było to dowodem, że nasza uczelnia 
została zaakceptowana przez środowisko 
akademickie kraju. Pomimo tego zaczęły 
się pojawiać pogłoski o jej likwidacji. 
W 1996 roku ponownie zostałem wybra- 
ny rektorem i pełniłem tę funkcję do koń- 


(2) 


ca sierpnia 2002 r. W okresie tych ostatnich 
sześciu lat uzyskaliśmy pięć budynków na 
terenie miasta na potrzeby naukowo-dydak- 
tyczne Oraz szósty na terenie szpitala. Od- 
daliśmy wieżowiec w szpitalu im. dr. Jura- 
sza, gdzie zlokalizowano kolejne kliniki. 
Uzyskaliśmy od miasta tereny przylegające 
do szpitala klinicznego na dalszą rozbudo- 
wę jego i uczelni. Powołaliśmy Wydział Pie- 
lęgniarski, przekształcony później w Wy- 
dział Nauk o Zdrowiu. W sumie powołali- 
śmy w tym okresie 66 nowych klinik i zakła- 
dów. Dwa z tych zakładów objęli profesoro- 
wie z Holandii i Francji o olbrzymim dorob- 
ku naukowym, co świadczy o stale wzrasta- 
jącym prestiżu naszej szkoły. 
Bydgoska uczelnia z dwuwydziałowej i 
dwóch kierunkach nauczania - lekarskim 
i analityki medycznej - przekształciła się w 
akademię trzywydziałową z siedmioma kie- 


Prof. JAN OOMANIEWSKI uhonorowany 
został: Krzyżem Komandorskim z Gwiaz- 
dą, Krzyżem Oficerskim i Krzyżem Kawa- 
lerskim Orderu Odrodzenia Polski, Zło- 
tym Krzyżem Zasługi, dwukrotnie Krzy- 
żem Walecznych, Warszawskim Krzy- 
żem Powstańczym, Krzyżem Armii Krajo- 
wej, Krzyżem Partyzanckim, Medalem za 
Warszawę, Medalem Zwycięstwa i Wolno- 
ści, Tytułem Honorowym Zasłużonego Na- 
uczyciela Rzeczpospolitej Polskiej, Meda- 
lem Komisji Edukacji Narodowej, Medalem 
Gloria Medicinae, Medalem za Szczegól- 
ne Zasługi dla Województwa Bydgoskie- 
go, Medalem Kazimierza Wielkiego za Za- 
sługi dla Miasta Bydgoszczy. 


runkami: lekarskim; biotechnologii; anali- 
tyki medycznej z dwiema specjalnościami 
- biomedycyny laboratoryjnej i biomedy- 
cyny informatycznej; farmacji; pielęgniar- 
stwa; fizjoterapii oraz zdrowia publicznego 
z czterema specjalnościami - medycyny ra- 
tunkowej, dietetyki, kosmetologii oraz orga- 
nizacji i zarządzania w ochronie zdrowia. 
Liczba studentów wzrosła z 940 do oko- 
ło 3400, a więc przeszło 3 i półkrotnie. W 
liczbie kształconych studentów już przed 
rokiem wyprzedziliśmy Akademie Medycz- 
ne w Szczecinie i Białymstoku. W ostatnim 
rankingu tygodnika Wprost w klasyfikacji 
mającej odpowiedzieć na pytanie: gdzie stu- 
diować na kierunku lekarskim, wyprzedzi- 
liśmy już Akademie w Szczecinie j Lublinie 
oraz Wojskową Akademię Medyczną, co 
znalazło odbicie w liczbie kandydatów zgła- 
szających się w tym roku na naszą uczelnię. 
Nastąpiło podwojenie liczby profesorów 
i doktorów habilitowanych oraz przeszło 
dwukrotnie zwiększyła się liczba corocz- 
nych promocji doktorskich. Wprawdzie we 
wspomnianym rankingu jeszcze ciągle je- 
steśmy na przedostatnim 11 miejscu wśród 
uczelni medycznych, ale tylko 27 państwo- 
wych uczelni, na 98 ocenianych, wyprzedza 
nas w ogólnej punktacji i - co należy pod- 
kreślić z całą mocą - już tylko 1 punkt na 
100 możliwych brakuje nam, aby znaleźć 
się w klasie międzynarodowej. W ocenie za- 
plecza intelektualnego uczelni Akademia 
Medyczna w Warszawie, zajmująca 3 miej- 
sce wśród uczelni medycznych, wyprzedza 
nas tylko 1 punktem na 60 możliwych. 
W zakresie działalności klinicznej naj- 
większym osiągnięciem było stworzenie kar- 
diologii inwazyjnej, stworzenie kardiochi- 
rurgii oraz kliniki transplantologii nerek. Po- 
nadto przygotowaliśmy kadrę i pomieszcze- 
nia dla ośrodka przeszczepu szpiku. 
Biorąc to wszystko pod uwagę, pojawiają- 
ce się ponownie pogłoski, rozprzestrzenia- 
ne niestety, przez naszą miejscową prasę, o 
zagrożeniu likwidacją bydgoskiej Akademii 
Medycznej, zakrawają na ponury żart. 
A ja osobiście - po zakończeniu kaden- 
cji rektorskiej jestem nadal zatrudniony w 
niepełnym wymiarze godzin jako profesor 
zwyczajny przy Katedrze Patomorfologii 
Klinicznej, a także opiekuję się trzema le- 
karzami przygotowującymi rozprawy dok- 
torskie. Zostałem powołany na pełnomoc- 
nika rektora ds. rozwoju farmacji. Jestem 
też nadal członkiem Senatu. Ostatnio uka- 
zały się drukiem opracowane przeze mnie 
Dzieje nauczania medycyny w Bydgoszczy 
w Rozprawach Wydziału Lekarskiego Pol- 
skiej Akademii Umiejętności. W chwilach 
wolnych odwiedzam domek letniskowy w 
Wielonku, gdzie z tarasu jest piękny wi- 
dok na mój ukochany Zalew Koronowski i 
gdzie będzie można spokojnie pisać wspo- 
mnienia. D 


Nr 1-2/2003 rn:
 39
>>>
I KATOLICKIE LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE IM. KRÓLA JANA III SOBIESKIEGO W BYDGOSZCZY 


MARIA DĄBROWSKA 


I Katolickie Liceum Ogólnokształcące im. 
Króla Jana III Sobieskiego w Bydgoszczy 
zajęło 17 miejsce w krajowym rankingu szkół 
średnich ogłoszonym przez dziennik Rzeczpo- 
spolita i Perspektywy. To niewątpliwy sukces 
tej szkoły, która w tym roku uplasowała się 
przed krakowskim liceum Zakonu Pijarów, 
zajmując tym samym najwyższą lokatę wśród 
katolickich szkół w Polsce. 
- Niewątpliwie cieszymy się z sukcesu 
- mówi ks. dr Rafał Grabowski, dyrektor 
szkoły - natomiast podkreślam, że nie czuli- 
śmy się gorsi jako szkoła, gdy w rankingu wca- 
le nas nie było. A nie było w zeszłym roku, choć 
znaleźliśmy się na 6. pozycji w roku 2000, a w 
1999 roku - na 5. Bywaliśmy więc wcześniej 
w rankingach, cieszy nas, że tam wróciliśmy. 
One są z pewnością dobre, gdyż coś pokazu- 
ją, Na ogół - wynik długotrwałej, ciężkiej pra- 
cy ucznia i wspierających go pedagogów. Na- 
tomiast ja bym nie przeceniał jakichkolwiek 
rankingów... W końcu nigdy one nie pokazu- 
ją całej prawdy o szkole, Bo szkoła to żywy or- 
ganizm, tak przytem skomplikowany, że trud- 
no oceniać go cyfrą, liczbami. To przecież żywi 
uczniowie i żywi pedagodzy. Są roczniki mło- 
dzieży bardziej i mniej zdolne, Jednostki ze 
specjalnymi uzdolnieniam
 wielką pasją, któ- 
re nie trafiają się każdego roku. 
Tymczasem podstawowym kryterium wspo- 
mnianego rankingu były osiągnięcia uczniów 
w ubiegłorocznych olimpiadach przedmio- 
towych. Catholicum AD. 2002 miało trzech 
olimpijczyków w skali ogólnopolskiej - lite- 
ratury i języka polskiego, biologii, a także fi- 
lozofii. Szkoła jednak wcale nie uważa się za 
"kuźnię olimpijczyków", ukierunkowującą 
się głównie na ..młodych zdolnych". Talenty 
cieszą, szkoła pomaga im się rozwijać, ale nie 
kosztem tych mniej utalentowanych. Ci pozo- 
stali, jeśli tylko są pracowici i w miarę zdolni, 
także dobrze funkcjonują w tej szkole. 
"Katolik" zyskał sobie renomę szkoły do- 
brej - wręcz bardzo dobrej. I takie przeko- 
nanie funkcjonuje w świadomości nie tylko 
rodziców - ale także wśród młodzieży. Być 
uczniem Catholicum to dzisiaj brzmi dumnie. 
Pewnie m.in. dlatego, że wcale nie łatwo, być 


1,15 


.j 


- 


I I \ 
i:w I 'Iii :(1111 
I fil ,.\f I .,- ,I 
I _ ł ...... 
t\-,;

-c' --
 

ł
i:' 


.3r.J 


. 


I '') 
, ',0 4 ..' '-.( 
. T: 



 


40 

 Nr 1-2/2003 


Sukces bydgoskiego Catholicum 


uczniem tego Liceum na co dzień, gdyż stawia 
ono specjalne wymagania. 
Dyrektor KLO nie ukrywa, że stara się 
budować szkołę wyjątkową. W czasach, gdy 
przeżywamy kryzys szkolnictwa "Katolik" w 
pewnym sensie jest alternatywą do tego co 
postrzegamy w innych ogólniakach. I źró- 
dłem sukcesów - bardzo młodego jeszcze Li- 
ceum, bo liczy ono 13 lat - jest program autor- 
ski, zdolni uczniowie, a talde - a może nade 
wszystko - dobra merytorycznie, pełna zapa- 
łu i chęci do pracy kadra pedagogiczna. 
Uczeń w tej szkole spędza więcej czasu niż w 
innych ogólniakach, więcej też na ogół poświę- 
cać go musi na naukę własną. Takie obowiązu- 
ją tutaj wymogi. Dużą więc wagę przywiązuje 
się do nauczania języków 
obcych, zwłaszcza języka 
angielskiego. Dodatkowo 
każdy uczeń ma do wybo- 
ru język francuski albo nie- 
miecki. Obowiązkowa dla 
wszystkich jest łacina. Filo- 
zofia, poetyka biblijna - to 
tylko niektóre z dodatko- 
wych przedmiotów wykła- 
dowych. 
Szczególnie ważne jest 
to - co podkreślają sami 
uczniowie - że nauczyciel 
może każdemu poświęcić 
wiele czasu. Każdy ma in- 
dywidualny kontakt z każ- 
dym uczniem. Dzięki nie- 
wielkim zespołom ldasowym, które liczą zwy- 
kle po kilkanaście osób. 
W pierwszych dwóch klasach realizuje się 
wspólną naukę ze wszystkich przedmiotów. 
W następnej uczeń może wybrać te, w któ- 
rych chce się specjalizować. Na wybranych fa- 
kultetach (a zdarza się, że liczą one 2, 3 oso- 
by) nauczyciele znakomicie przygotowują do 
studiów - nie tylko do egzaminów wstęp- 
nych na studia, ale wręcz do studiowania. A 
że część z nich zatrudniona jest talde na wyż- 
szych uczelniach proponuje często uczniom 
akademickie metody nauki. I pewnie m.in. 
dlatego łatwiej absolwentom "Katolika" wra- 
stać w organizm wybranych 
uczelni - nawet na najtrud- 
niejszych wydziałach i lae- 
runkach uczelni krajowych 
i coraz częściej także zagra- 
nicznych. 
Wyjątkowość tej szkoły 
polega również na tym, że 
w równej mierze wiele uwa- 
gi poświęca się tutaj zarów- 
no dydaldyce jak i wychowa- 
niu. Szkoła działa w tym lde- 
runku, by młodego człowieka 
ukształtować zarówno na do- 
.. brego obywatela jal{ i dobrego 
katolika - dobrego człowieka. 
_) Jako szkoła katolicka wycho- 


. 


'J
 / . 


.;II _ 
_""O 


dzi z założenia, że absolwent tej szkoły powi- 
nien umiejętnie oceniać realia współczesno- 
ści. Nie po to, by z łatwością do nich się do- 
stosowywać, ale by chciał i umiał tę rzeczywi- 
stość zmieniać, ulepszać. 
Dużą wagę przywiązuje się do wychowa- 
nia w kulturze dnia codziennego. Jak również 
- wychowywaniu do kultury i sztuki. Nie cho- 
dzi o ty, by każdy absolwent był jej koneserem, 
ale żeby w życiu dorosłym człowieka wykształ- 
conego czuł potrzebę uczestniczenia w życiu 
kulturowym. Stąd wspólne wyjścia do opery, 
teatru, na wystawy plastyczne, do filharmo- 
nii. Stąd także zajęcia dodatkowe w pozalek- 
cyjnych kołach zainteresowań, np, w kółku 
teatralnym, chórze szkolnym. Dobrze także 


,I 


IIIJ

J!1 G] 00 i 


::.r. 


,\"
 
w'. 
d\ 
.Ja 


", 


" 


;. 
'i 


,\ I 
-, 


/ 
1&1". 
':
'Ii, 


. . 


" :: ------ 

 


r 
I 


.' 


funkcjonują koła naukowe pogłębiające zainte- 
resowania uczniów w wybranych dziedzinach. 
Czy jednak można polubić taką szkołę, któ- 
ra dużo wymaga, pozostawiając mało czasu 
na zabawę, spotkania towarzyskie, dyskoteki? 
To wszystko - co określa się mianem przywi- 
lejów młodości. Okazuje się, że i taką szkołę 
"da się lubić". Głównie dzięla rodzinnej przy- 
jaznej atmosferze - ewangelicznej atmosfe- 
rze miłości jaka tutaj panuje. Dobrze jest spę- 
dzić młodość w grupie przyjaciół, którzy po- 
dobnie postrzegają świat, mówią podobnym 
językiem. A ponadto wielu z tych młodych 
lubi po prostu się uczyć, jest zainteresowa- 
na tym, żeby czegoś się nauczyć. Dla wielu na- 
uka staje się pasją - jakąś wielką intelektual- 
ną przygodą. 
Dla właściwego doboru uczniów specjalne 
możliwości stwarza istniejące przy Liceum 
gimnazjum. I tu, i tam uczą ci sami nauczycie- 
le, podobnie wysolae stawiając wymagania. 
Absolwent gimnazjum ma wybór - może kon- 
tynuować naukę w KLO. może wybrać dalszą 
edukację w innej szkole. 
Często wybiera "Katolika". Zwłaszcza, gdy 
dobry nauczyciel zdążył przed młodym czło- 
wielaem otworzyć horyzonty poznawcze. 
Wtedy poszukuje on szans dla siebie, dostrze- 
gając - że I Katoliclde Liceum Ogólnokształ- 
cące im. Króla Jana III Sobieskiego w Byd- 
goszczy daje mu takie właśnie szanse. O
>>>
JUBILEUSZ 


MIECZYSŁAW 
WOJTASIK 


ił\. 


'" .' 
....- " 

 


L I.: 


I dea ochrony przyrody jest stosunko- 
wo młoda. Przez liczne wieki człowiek, 
za pomocą potrzasków, łuku, włóczni, ka- 
miennej siekiery, niszczył zwierzęta nie 
tylko z głodu, ale i ze strachu, z przesą- 
dów, z braku świadomości, że trzeba ro- 
bić coś zupełnie przeciwnego - że trzeba 
przyrodę chronić. Brakowało też wiedzy 
o "gospodarstwie przyrody", a także mo- 
tywacji do ochrony czegokolwiek z jej in- 
wentarza. Ugór niewiedzy sięga do dziś. 
Nadal przecież nie chronimy bakterii, glo- 
nów, pierwotniaków, bo nie wiemy, że bę- 
dzie z tego jakakolwiek korzyść, tym bar- 
dziej, że nijak nie potrafimy bogactwa sta- 
nowionego przez tych "najmniejszych bra- 
ci" wycenić w złotówkach czy w euro. Nas 
Polaków (i chyba w ogóle Europejczyków) 
mało obchodzi jakiś wymierający gatunek 
ślimaka na wyspach Polinezji, tam zaś naj- 
pewniej nie dociera wieść o zagrożeniu na- 
szych zwiastunów szkolnych matur - kasz- 
tanowców. 
Ale 75 lat temu obszarów nietkniętych 
ideą ochrony przyrody było na pewno 
dużo więcej niż teraz. Jednak zapał twór- 
ców i wiara w pomyślną przyszłość od- 
mieńca, jakim niewątpliwie na owe cza- 
sy była Liga Ochrony Przyrody, wystar- 
czyły, iż ów twór szybko rozrósł się, zmęż- 
niał i choć "stuknęło" mu 75 lat nie wy- 
kazuje oznak starczej niemocy. A twórca- 
mi LOP były osobistości tego formatu jak: 
prof. Władysław Szafer - botanik, badacz 
Tatr i współtwórca parków narodowych w 
Pieninach, Tatrach i na Babiej Górze, prof. 
AGH Walery Goetel - geolog, twórca dys- 
cypliny naukowej zwanej sozologią, ponad- 
to wybitni profesorowie jak Bolesław Hry- 
niewiecki (botanik), JózefPaczuski (geobo- 
tanik), Franciszek Krzysik (leśnik), Mieczy- 
sław Limanowski i Stanisław Małkowski 
(geolodzy), Józef Morozewicz (mineralog) 
i inni. Pierwszym prezesem zarządu głów- 
nego LOP, który ukonstytuował się 9 stycz- 
nia 1928 roku w Warszawie, został ówcze- 
sny dyrektor Państwowego Instytutu Geo- 
logicznego prof. J. Morozewicz. 


Dr hab. MIECZYSŁAW WOJTASIK, profe- 
sor Akademii Bydgoskiej im. Kazimierza 
Wielkiego, Instytut Biologii i Ochrony Śro- 
dowiska. 


Liga Ochrony Przyrody 
ma 75 lat 


Okresem największej prosperity Ligi 
były lata 80., kiedy to pod znakiem żubra 
(logo LOP-u) działało w kraju 1.654000 
osób. Aktualnie Liga zrzesza ok. 220 tys. 
członków indywidualnych i blisko 480 
członków zbiorowych w 41 okręgach, 248 
oddziałach (przeważnie są to gminne od- 
działy) i ponad 4000 kół (przeważnie w 
szkołach podstawowych i gimnazjalnych). 
Niewątpliwie naj cenniejszą formą ak- 
tywności LOP i podstawą ciągłej żywotno- 
ści tej organizacji jest szeroka działalność 
wśród dzieci i młodzieży. A szczególnie 
godne podkreślenia są formy bezpośred- 
nich kontaktów z przyrodą, obserwacje i 
zajęcia w terenie, na które na ogół nie star- 
cza czasu i pieniędzy w ramach programo- 
wych lekcji przyrody, geografii czy innych 
przedmiotów. Są to wycieczki w "żywy kra- 
jobraz" i obozy szkoleniowe, zabiegi pielę- 
gnacyjne w parkach, zieleńcach, opieko- 
wanie się naj ciekawszymi okazami przy- 
rody; są to prawdziwie społeczne czyny z 
okazji Dni lasu i zadrzewień, Dni ochrony 
przyrody, Międzynarodowego dnia czysto- 
ści wód, Sprzątania świata itp. Wszystko 
to ma na celu "otwieranie zmysłów" i po- 
głębianie wrażliwości na piękno przyrody, 
jak i na trapiące ją choroby cywilizacyjne i 
niedomagania. Dialog z przyrodą, troska o 
jej nienaruszalność, o nieskrępowany roz- 
wój dla dobra przyszłych pokoleń wpisane 
są dzięki Lidze w powszedniość przedszko- 
laków, uczniów i młodzieży szkół gimna- 
zjalnych i średnich. Poza tym Liga patro- 
nuje wszelkim działaniom akcyjnym o cha- 
rakterze ekologicznym, jak giełdy pomy- 
słów, konkursy plastyczne, fotograficzne, 
literackie oraz sprawdziany wiedzy itd. Za- 
rząd Okręgu LOP w Bydgoszczy sprawo- 
wał pieczę m.in. nad przebiegiem konkur- 
su plastycznego pn. Grzyby jadalne i trują- 
ce oraz publicystyczno-reportażowego pn. 
Hałas problemem XXI wieku. Równie cen- 
ne implikacje powodowały tematy konkur- 
sowe pn. W czym przejawia się powrót czło- 
wieka do natury i Czy znasz polskie parki 
narodowe. Z ramienia zarządu głównego 
LOP jest prowadzony coroczny konkurs 
pod hasłem Mój las, w rozbiciu na 4 ka- 
tegorie wiekowe. Dla najmłodszych (kla- 
sy ł-III szkół podstawowych) oceniane są 
opisy pl. Moje spostrzeżenia i wrażenia z 
wycieczki do pobliskiego lasu. Dla star- 
szych dzieci (klasy IV-VI) proponuje się te- 
mat: Jakie surowce leśne poza drewnem po- 
zyskujemy w lesie i jakie mają one znacze- 


nie dla człowieka. Równie interesujące te- 
maty są oferowane starszym grupom dzie- 
ci i młodzieży. Nagrodami dla laureatów 
są najczęściej encyklopedie, słowniki, atla- 
sy - za kwoty uzbierane ze złotówek pła- 
conych przez każdego członka koła LO P 
raz w roku. 
Liga uczestniczy także w pracach orga- 
nów państwowych i samorządowych, or- 
ganizuje zespoły rzeczoznawców, opraco- 
wuje raporty, ekspertyzy i opinie, prowa- 
dzi warsztaty, sympozja, konferencje, wy- 
stawy, powszechne uniwersytety, zielo- 
ne szkoły, i inne formy upowszechniania 
wiedzy ekologicznej. Z inicjatywy Rady 
Naukowej przy ZG LOP opracowano w 
roku 1981 pierwszy Rapoń o stanie śro- 
dowiska przyrodniczego w Polsce i zagroże- 
niu zdrowia ludzkiego. Na koncie Ligi zapi- 
sują się jeszcze wnioskowania o: utworze- 
nie ministerstwa ochrony środowiska i po- 
wołanie sejmowej komisji ochrony środo- 
wiska; opracowanie przez rząd zasad eko- 
polityki państwa; wprowadzenie do szkół 
i uczelni wyższych przedmiotu "ochrona 
i kształtowanie środowiska"; obejmowa- 
nie ochroną prawną obszarów o wybit- 
nych walorach przyrodniczych w formie 
parków narodowych, parków krajobrazo- 
wych oraz obszarów chronionego krajo- 
brazu; powołanie Banku Ochrony Środo- 
wiska. Specjalnością powołanego przez 
Ligę, Europejskiego Centrum Ekologicz- 
nego jest "Europejska zielona karta", któ- 
ra upoważnia posiadacza do zniżki za po- 
byt w parkach narodowych i innych obiek- 
tach na terenach chronionych, jeśli w za- 
mian wykona on jakąś pracę użyteczną na 
rzecz obiektu, w którym przebywa. Liga 
była również jednym z czterech inicjato- 
rów powołania w roku 1957 Straży Ochro- 
ny Przyrody. Funkcjonariusze SOP, któ- 
rych liczba np. w roku 1997 wynosiła po- 
nad 13 600, mieli prawo do nakładania 
mandatów, kierowania wniosków do orga- 
nów administracji i kolegiów orzekających 
w przypadkach stwierdzonych naruszeń 
prawa i zasad ochrony przyrody. Z mocy 
ustawy z 27.04.2001 straż została zlikwido- 
wana, ale Liga czyni starania (uzyskała już 
satysfakcjonujące zapisy w przygotowywa- 
nej noweli ustawy o ochronie środowiska) 
o przywrócenie SOP, jako społecznego or- 
ganu ochrony przyrody, bez uprawnień do 
nakładania mandatów karnych, ale o szer- 


DOKOŃCZENIE NA STR. 42 


KOLUMNY SPONSOROWANE PRZEZ WOJEWÓDZKI FUNDUSZ OCHRONY ŚRODOWISKA I GOSPODARKI WODNEJ W TORUNIU 


Nr 1-2/2003 

I 41
>>>
RAPORT 2001 


N ajbardziej zanieczyszczone w naszym 
regionie powietrze ma powiat inowro- 
cławski, natomiast naj czystsze jest w powie- 
cie tucholskim - stwierdzili autorzy Rapor- 
tu o stanie środowiska województwa ku- 
jawsko-pomorskiego w 2001 r. (Bydgoszcz 
2002). Od razu widać, który rejon jest naj- 
bardziej uprzemysłowiony, a gdzie brakuje 
zakładów przemysłowych. Również 4 mia- 
sta na prawach powiatu czyli Bydgoszcz, 
Toruń, Włocławek i Grudziądz mają ogrom- 
ny udział w emisji zanieczyszczeń do at- 
mosfery, bo aż 42,5% całości, a zasadniczy 
udział w globalnej emisji ma nadal energety- 
ka zawodowa (91,7%). W powiatach grodz- 
kich pyłów w powietrze trafiało tyle samo 
co w roku 2000, natomiast emisja gazów 
nieco się zmniejszyła. Jednocześnie w po- 
zostałych powiatach sytuacja była odwrot- 
na. Na tle kraju pod względem emisji zanie- 
czyszczeń pyłowych województwo kujaw- 
sko-pomorskie z 14,2 tys. ton usytuowało 
się na "zaszczytnym" miejscu 4. Najgorzej 
jest w woj. śląskim (38,5 tys. ton), następnie 
dolnośląskim (20,6 tys. ton), a na trzecim 
miejscu uplasowało się woj. małopolskie 
(16,7 tys. ton). Pod względem emisji zanie- 
czyszczeń gazowych znalazł się na miejscu 
9 z 75,2 tys. ton. Znacznie nas wyprzedzają 
woj. śląskie (375,4 tys. ton), łódzkie (327,9 
tys. ton), mazowieckie (188,3 tys. ton), wiel- 
kopolside (171,0 tys. ton), małopolskie (149,1 
tys. ton), dolnośląskie (111.3 tys. ton), święto- 
krzyskie i zachodniopomorskie. 
Generalnie w regionie kujawsko-pomor- 
skim w 2001 r. odnotowano nieznaczne 
zmniejszenie emisji pyłów oraz wzrost 
emisji gazów, a właściwie tlenku węgla 
(czadu). Głównym winowajcą tego sta- 


nu rzeczy jest energetyka, która na prze- 
strzeni lat 1993-2001 zwiększyła emisje 
tego gazu aż o i 93,8%. Nieznacznie nato- 
miast zmniejszył się udział w ogólnych za- 
nieczyszczeniach gazowych tlenku siarki 
(o 1,7%) i dwutlenku azotu (o 1,2%). 
W 2001 roku inspektorzy Wojewódzkie- 
go Inspektoratu Ochrony Środowiska w 
Bydgoszczy kontrolowali 172 zaldady prze- 
mysłowe, w tym trzy z krajowej "Listy 80" 
najbardziej niebezpiecznych w Polsce dla 


PYŁY I GAZY 


środowiska: "Nitro-Chem" S.A. w Bydgosz- 
czy, "Polchem" w Toruniu i "Anwil" S.A. 
we Włocławku. W okresie objętym raportem 
decyzją Głównego IOŚ warunkowo skreślo- 
no z tej listy Zakłady Chemiczne "Zachem" 
w Bydgoszczy i Janikowskie Zakłady Sodo- 
we "Janikosoda" S.A. w Janikowie. Z listy 
wojewódzkiej wojewoda skreślił Okręgową 
Spółdzielnię Mleczarską we Włocławku. 
Rozkład zanieczyszczeń pyłowych i gazo- 
wych na terenie województwa nie jest rów- 
nomierny. Najwięcej pyłów do atmosfery 
wprowadzały zakłady w powiecie inowro- 
cławskim, włocławskim grodzkim, bydgo- 
skim grodzkim, toruńskim grodzkim, żniń- 
skim, mogileńskim, świeckim, grudziądz- 
kim grodzkim oraz bydgoskim ziemskim. 
Najwięcej gazów emitowano w powiatach: 
inowrocławskim, bydgoskim grodzkim, 
włocławskim grodzkim, toruńskim grodz- 
kim, świeckim, żnińskim, grudziądzkim 
grodzkim, bydgoskim, toruńskim i nakiel- 
skim. Jak już wspomniałam największym wi- 
nowajcą jest energetyka, spalająca głównie 


węgiel. W globalnej emisji zanieczyszczeń 
w 2001 r. z procesów spalania paliw pocho- 
dziło 91,7%, w tym z pyłów - 13,1% i gazów 
- 78,6%. Ze skontrolowanych 172 zakładów 
emitujących do atmosfery zanieczyszczenia 
73 znajdują się w czterech powiatach grodz- 
kich - 22 w Bydgoszczy, 29 w Toruniu i po 
11 w Grudziądzu i Włocławku. Najwięcej 
zanieczyszczeń emituje się w Bydgoszczy 
(15,2% ogólnej emisji), Włocławku (12,7%) 
oraz Toruniu (11,3%), w Grudziądzu zaś "tyl- 
ko" 3,3%. Pocieszające jest to, że w porów- 
naniu z rokiem poprzednim ten udział czte- 
rech największych miast regionu w całko- 
witej emisji jest mniejszy. Odnotowany spa- 
dek emisji zanieczyszczeń to wynik spalania 
mniejszej ilości węgla i poprawa jego jako- 
ści, likwidacja przestarzałych technicznie ko- 
tłów węglowych i zastąpienie ich kotłownia- 
mi gazowo-olejowymi, m.in. w Szpitalu Wo- 
jewódzkim we Włocławku, Toruńskiej Spół- 
dzielni Mleczarskiej, Zakładach Sprzętu Me- 
chanicznego "Ursus" i fabryce Akcesoriów 
Meblowych SA w Chełmnie, a taicie dzię- 
ki wprowadzeniu ogrzewania elektrycznego 
w "Elektromontażu" S.A. w Bydgoszczy. Po- 
nadto poprawiła się jakość pracy urządzeń 
odpylających w IZCh "Soda-Mątwy" SA 
w Inowrocławiu i "Lafarge-Cement" Polska 
S.A. w Bielawach. Przyczyna tkwi również 
w niektórych przypadkach w spadku pro- 
dukcji, ale taicie modernizacji procesów pro- 
dukcyjnych, przeprowadzania większych in- 
westycji. Redukcja emisji tlenków awtu w 
Inowrocławiu była wynikiem zainstalowa- 
nia palników niskoemisyjnych na kolejnym 
kotle w IZCh "Soda-Mątwy" S.A. 


DOKOŃCZENIE ZE STR. 41 


(KRB) 


szych kompetencjach niż społeczny opie- 
kun przyrody. 
Mocną stroną LOP jest działalność wy- 
dawnicza. W roku 1933 ukazał się pierw- 
szy numer czasopisma Wiadomości Ligi 
Ochrony Przyrody, a w roku 1957 pierwszy 
numer Przyrody Polskiej. Jest to aktualnie 
miesięcznik zalecany przez Ministerstwo 
Edukacji Narodowej jako pomoc naukowa 
dla szkół. Od stycznia 2002 roku wycho- 
dzi z dodatkiem pl. Biuletyn Eko-edukacyj- 
ny, przekształconym z wydawanego osob- 
no od roku 1958 Biuletynu. Ponadto wyda- 
wano kalendarze, broszury, foldery, ulot- 
ki, plansze i plakaty. Co roku emitowano 
30 - 40 tytułów różnych publikacji i prze- 
kazywano je nieodpłatnie szkołom, uczel- 
niom, zakładom pracy i domom kultury. 
W sumie wydano około 1100 tytułów w 
łącznym nakładzie ponad 100 mln egzem- 


plarzy. W ostatnich latach działalność wy- 
dawniczą podjęły również okręgi Ligi. Cen- 
na i unikatowa pod paroma względami jest 
na przykład wydana w roku 2002 książka 
pl. Przewodnik po zespołach pałacowych i 
dworskich. Walory przyrodniczo-architekto- 
niczne, z czterojęzycznym wstępem, której 
autorką jest wiceprzewodnicząca Zarządu 
Okręgu LOP w Bydgoszczy (przewodni- 
czącym od dwóch kadencji jest prof. Fran- 
ciszek Mincer) mgr Renata Kaja. 
Liga współpracuje również z innymi kra- 
jami i międzynarodowymi organizacjami 
ekologicznymi jak: Brytyjski Związek Wo- 
lontariuszy Przyrody, Młodzież i Środowi- 
sim Europy, Europa Nostra itp. 
Ta naj starsza w Polsce organizacja pro- 
ekologiczna nie uczestniczy w politycz- 
nych rozgrywkach. Za aktywność przyzna- 
je odznaki honorowe, medale, dyplomy, a 
najwyższym wyróżnieniem jest statuetka 
Zielone Serce Przyrody. 


Zapewne nie każdy członek LOP dokar- 
mia zimą dzikie zwierzęta, likwiduje sidła 
i wnyki, zawiesza na drzewach karmniki i 
skrzynki lęgowe i pomaga "braciom mniej- 
szym" w poszukiwaniu szczęścia na Ziemi. 
Nie brak też takich, którzy aktywizują się 
na jeden sezon, jak np. niektórzy nauczycie- 
le ubiegający się o tzw. podkładkę do awan- 
su na wyższy stopień zawodowy, ale w sumie 
jest to pożyteczny i wielce zasłużony ruch 
proekologiczny. Suma działań, wielkich i 
małych, często niezauważalnych, ale maso- 
wych, jak Polska długa i szeroka, i podejmo- 
wanych przez 75 lat, to wielki kapitał dobrej 
roboty dla przyrody naszego kraju. Nie dziw, 
że patronat nad jubileuszowymi uroczysto- 
ściami LOP, trwającymi od stycznia 2003 
roku, objął prezydent RP Aleksander Kwa- 
śniewski. LOP ma przed sobą perspektywę 
kolejnych znamienitych jubileuszy. 


MIECZYSŁAW WOJTASIK 


KOLUMNY SPONSOROWANE PRZEZ WOJEWÓDZKI FUNDUSZ OCHRONY ŚRODOWISKA I GOSPODARKI WODNEJ W TORUNIU 


42 11L
 Nr 1-2/2003 
'0
>>>
SERCE DLA PRZYRODY 


ZBIGNIEW 
PRZYBYLAK 



 



. 7Ih... 


, - 


N a czym głównie polega współczesny roz- 
wój dużych miast w naszym regionie, 
naj ogólniej rzecz ujmując, przede wszystkim 
na zalewaniu asfaltem i betonowaniu kolej- 
nych pasów gruntu - nazywa się to szumnie 
budową nowych albo modernizacją już ist- 
niejących tras komunikacyjnych - na budo- 
wie wielkich obiektów handlowych, popu- 
larnych marketów, z wielkimi asfaltowymi 
parkingami, drogami dojazdowymi, na kła- 
dzeniu kolejnych betonowych chodników. 
Pod te inwestycje przeznacza się często te- 
reny zielone, nawet dawne ogródki działko- 
we. W sumie miasta coraz bardziej zamienia- 
ją się w asfaltowo-betonowe pustynie. Gdy 
chodzi o Bydgoszcz, to nie przypominam so- 
bie by w ostatnich kilkunastu latach przybył 
w granicach miasta jakiś park, a nawet więk- 
szy skwer, nie licząc oczywiście pasów ziele- 
ni powstałych przy budowie nowych dróg. I 
jest to w pewnym sensie wniosek przerażają- 
cy. Gdyby w podobny sposób myśleli i działa- 
li gospodarze w okresie międzywojennym, to 
na pewno w grodzie nad Brdą nie byłoby chy- 
ba żadnego parku i skweru w centrum mia- 
sta. Choć i w okresie powojennym zdarzało 
się, że pewne skrawici w centrach miast prze- 
znaczano na parki, skwery czy nawet obiek- 
tymuzealne. Przykładem toruńskie Muzeum 
Etnograficzne. Często żartuję, że gdyby dzi- 
siaj ktoś wystąpił z podobnym pomysłem, 
to by go wyśmiano. A na tak dobrym placu 
w okolicy centrum mógłby powstać co naj- 
wyżej market, ewentualnie jakieś multikino 
lub inny park rozrywki. Obym tylko tym żar- 
tem nie wywołał wilka z lasu i nie sprowoko- 
wał jakichś inwestorów do próby wyniesie- 
nia muzeum poza centrum Torunia i wzbo- 
gacenia tego miasta o bardziej biznesowy i 
betonowy obiekt. 
Czy nowi prezydenci dużych, ale nawet i 
tych małych, miast zmienią wreszcie swe pa- 
trzenie na problemy grodów, którymi zarzą- 
dzają i zaczną rozwijać je bardziej proekol0- 
gicznie, przyjainie dla ludzi i przyrody? Cią- 
gle mam taką nadzieję. Z drugiej strony mam 
również nadzieje, że to proekologiczne dzia- 
łanie będzie miało ludzki wymiar i będzie 
trzymało się ziemi. Gdy chodzi o Bydgoszcz, 
to czekam na nowe parki, skwery, czekam 
na uporządkowanie osiedli, na regularne 
oczyszczanie lasów komunalnych, czekam 
na większe liczby nowych drzew, krzewów, 
kwiatów, czekam na porządne zorganizowa- 
nie zbiórlci i segregacji odpadów komunal- 
nych, także regularne zbiórlci odpadów nie- 
bezpiecznych typu np. zużyte baterie, cze- 


kam na długotrwałą edukację proekologicz- 
na mieszkańców zachęcającą do segregacji 
śmieci, używania mniejszej liczby opakowań 
jednorazowych. Czekam na włączenie dzie- 
ci i młodzieży szkolnej do działań proekolo- 
gicznych, a na to potrzeba naprawdę skrom- 
nych środków. 


Ogień nie oczyści miasta 
Przy okazji chciałbym by nowe wła- 
dze Bydgoszczy zrezygnowały z przynajm- 
niej dwu bardzo szkodliwych pomysłów, 
ku memu przerażeniu nagłaśnianych nie- 
dawno w mediach jako działania ekologicz- 
ne. Pierwszy to budowa spalarni śmieci. W 
ubiegłym roku przeczytałem kilka szum- 
nych, ale wyłącznie propagandowych wy- 


tor Kaznowski był tym zdziwiony, on szuka inwe- 
storów i nikt nie kwapi się do zbudowania dru- 
giej nitki spalania za około 100 mln zł - potrzeb- 
na jest ona m.in. by zminimalizować szkodliwe 
skutki awarii. A w Bydgoszczy, proszę,Wlosi z 
dobrego serca chcą nam postawić obiekt za po- 
dobno 100 mln euro. Tal( nas kochają, tacy do- 
brzy wujaszkowie się znaleźli! Tutaj jeszcze dy- 
gresja. W listopadzie 2002 roku skierowałem 
do wydziału ochrony środowiska bydgoskiego 
Urzędu Miasta kilka pytań na temat tej inwe- 
stycji. Do 22 stycznia, kiedy piszę ten felieton, 
nie otrzymałem odpowiedzi. I nie wiem dlacze- 
go. Pytania wydawały się proste, i nie wyobra- 
żam sobie by było można dyskutować poważ- 
nie i podejmować decyzje nie znając na nie od- 
powiedzi. 


BEZ SPALARNI, ZAPORY I ASFALTU 


powiedzi przedstawicieli Ratusza na ten te- 
mat. Jeden nosił nawet tytuł "Ogień oczyści 
miasto". Ta inicjatywa mnie zbulwersowała 
tym bardziej, że kilka lat temu w Polsce to- 
czyła się kampania przeciw spalarniom, tak- 
że kilkanaście lat temu gdy byłem z wizytą 
w Niemczech z grupą dziennikarzy ekolo- 
gów podkreślano wielokrotnie, że spalanie 
to naj droższy i naj niebezpieczniejszy sposób 
utylizacji, z którego trzeba się wycofywać. W 
ciągu kilku ostatnich miesięcy gromadziłem 
najnowsze informacje na temat spalarni od- 
padów komunalnych, nawet odwiedziłem je- 
dyny taki obiekt w Warszawie. Jego dyrektor 
Jacek Kaznowski nie ukrywał, że spalanie 
jest obecnie nadal naj droższym sposobem 
utylizacji odpadów. Co najmniej około dwa 
razy droższym od składowania, stąd między 
innymi spalarnia warszawska ma kłopoty ze 
zdobyciem śmieci. By była rentowna miasto 
musi do jej utrzymania sporo dopłacać, ina- 
czej mówiąc, muszą ją utrzymywać wszyscy 
podatnicy. Po drugie dyrektor dodał, że spa- 
larnia nie może zastąpić segregacji odpadów, 
selektywnej zbiórki. Nie należy spalać wszyst- 
kiego, tylko to, czego nie udaje się zagospoda- 
rować w sposób inny, np. również przez kom- 
postowanie. Podobne wymogi stawia gospo- 
darce odpadami Unia Europejska. Jej dyrek- 
tywy wyrainie stwierdzają, że najpierw trze- 
ba zapobiegać powstawaniu odpadów, po- 
tem je segregować, poddawać recyklingowi, 
powtórnemu wykorzystaniu. Selekcja naj- 
pierw powinna być u dostawcy, potem rów- 
nież u odbiorcy. Spalarnia to obiekt bardzo 
drogi i niebezpieczny, w przypadku zainsta- 
lowania taniej instalacji oczyszczającej albo 
awarii, do powietrza może dostać się bardzo 
dużo rakotwórczych supertrucizn zwanych 
dioksynami, Toksyczne bardzo są również 
popioły i żużle pozostałe po spalaniu. Szacu- 
je się, że ze spalenia 100 ton pozostaje ich aż 
15 ton, Trzeba je również gdzieś składować i to 
też kosztuje niemało. Argumentów na NIE dla 
spalarni mógłbym przytoczyć znacznie więcej. 
Jednym z nich jest też fakt, ze włoscy inwesto- 
rzy chcieli zbudować obiekt za darmo? Dyrek- 


Tama dla tamy na Brdzie 
Drugą inwestycją, z której obecne wła- 
dze powinny się wycofać, to plan budo- 
wy zapory z hydroelektrownią na Brdzie w 
okolicach Czyżkówka i Jachcic. Zbiornik 
retencyjny gromadzący różne brudy pły- 
nące rzeką nad ujęciem wody dla Bydgosz- 
czy na Czyżkówku, to rodzaj ekologicznej 
bomby. Nijak nie mogę zrozumieć jak na te 
projekty mogli się zgodzić ci sami urzędni- 
cy, którzy uważają, że konieczna jest rów- 
nocześnie modernizacja ujęcia i budowa 
filtrów żwirowych. Zaiste wspaniałe to roz- 
wiązanie, najpierw wodę zabrudzać i zatru- 
wać, a potem ją oczyszczać. Dodam, że za- 
strzeżenia, co do budowy zapory, zgłasza- 
ły również Wodociągi Miejskie. Inne licz- 
ne argumenty ekologiczne przeciw budo- 
wie zapory na Brdzie są, moim zdaniem, 
podobne jak te dotyczące budowy zapór 
na Wiśle i można je znaleźć w doskona- 
łym, obiektywnym artykule profesora Śpie- 
wakowskiego "Zachowajmy naturalne ob- 
licze Wisły" (Promocje kujawsko-pomor- 
skie 11-12 2002). Dobrze by było, by wła- 
dze miasta planując taką inwestycję slm- 
rzystały z uwag Profesora. Dodam rów- 
nież, że ewentualna tama wydrenowałaby 
również solidnie kieszenie mieszkańców 
Bydgoszczy, bo wiązałoby się to z koniecz- 
nością wykupu przez miasto terenów pod 
inwestycję oraz budową dróg dojazdowych 
i przeprawy przez Brdę. Tylko po co komu 
byłaby przeprawa przez Brdę w tym miej- 
scu, skoro około 2 km w dół rzeki powstał 
niedawno nowy wielki most na Brdzie, ele- 
ment tzw. węzła zachodniego. Wątpliwości 
jest więcej, ale i te wystarczą by tamie po- 
wiedzieć STOP. D 


P.s. W trakcie przygotowywania tego nu- 
meru "promocji" dotarła do nas informa- 
cja, że prezydent Konstanty Dombrowicz 
wstrzymal decyzję o budowie spalarni śmieci 
w Bydgoszczy. Cieszymy się z tego bardzo. 


KOLUMNY SPONSOROWANE PRZEZ WOJEWÓDZKI FUNDUSZ OCHRONY ŚRODOWISKA I GOSPODARKI WODNEJ W TORUNIU 


Nr 1-2/2003 Li\.
1 43
>>>
PKO BP SA 


" 
POMOCNA DŁON BANKU 


Rozmowa z HENRYKIEM SKOPOWSKIM, 
dyrektorem Oddziału Regionalnego PKO BP SA 
w Bydgoszczy 


Dyrektor Henryk Skopowski wręcza czek wartości 5 tys. zł pani Gabrieli 
Szymkus, prowadzącej Ośrodek Kuratorski w Fordonie 


- PKO Bank Polski SA ma się niezle, 
żeby nie powiedzieć bardzo dobrze. Ponad 
1,06 mld zł zysku netto w nie najłepszym 
dła gospodarki 2002 roku. To zysk podob- 
ny do wypracowanego rok wcześniej. Fun- 
dusze własne wzrosły o 1,1 mld zł. Bank po- 
żegnał się z kuratorem i pół roku ma już 
nowe kierownictwo. Na rok 2003 planuje 
się unowocześnienie technologii i zysk na 
podobnym poziomie. Zaawansowane są 
też plany prywatyzacji. To PKO w skali kra- 
ju. Jak się przedstawia sytuacja banku w 
województwie kujawsko-pomorskim? 
- Kurator to sprawa wyższej 
rangi. Jeśli chodzi o nowe lde- 
rownictwo, to mogło ono wpły- 
nąć jedynie na poprawę wyni- 
ków banku w regionie. Powiem 
tylko, że wielu bankowców może 
nam wyniku pozazdrościć. 
- Wspominaliśmy na łamach 
Promocji i internetowym oddzia- 
le PKO, który powstał w Byd- 
goszczy. Tymczasem nieoczeki- 
wanie, w ub.r. zdecydowano o za- 
kupie Inteligo - internetowego 
oddziału Bankgesełlschaft Ber- 
lin w Połsce. 
- Tak Jednak nasz bank ku- 
pując firmę Inteligo Financial 
Services SA, kupił potężną bazę 
klientów z całym Centrum Ob- 
sługi Inteligo. Porównując nasz 
e-PKO do Inteligo, to wypada 
tak jak 1 do 4-5. To już zupełnie 
inna siła przekonywania. 
- Jednak to przytyk dla nasze- 
go regionu... 
- Nie powiedziałbym. Było 
szczęściem regionu, że wycho- 
dziliśmy jako pierwsi przed sze- 
reg i u nas został utworzony 
oddział internetowy. Jednakże 
e-PKO to nie jest region. To jest 
odrębna jednostka PKO BP, je- 
dynie organizacyjnie nadzorowana przez 
nasz region, natomiast obsługuje on klien- 
tów z każdego zakątka kraju. 
- Słowem internetowa centrala żegna się 
z Bydgoszczą. 
- Nie sądzę, aby dla naszych klientów 
miało 10 jakiekolwiek znaczenie. Uważam, 
że teraz wachlarz naszych usług w Interne- 
cie będzie bogatszy, co powinno przynieść 
satysfakcję tym, którzy korzystali z e-PKO 
i teraz zechcą pozostać wInteligo. 
- Sukcesem minionego roku były emi- 
sje obligacji organizowane dla samorządów 
wielu miast, także Bydgoszczy. 
- To prawda. Ostatnia, czerwcowa emi- 
sja dla Bydgoszczy była naszym sukce- 
sem. Przyniosła rekordową kwotę 72 mln 
zł. Z przyjemnością oglądam dziś jej efek- 
ty. Miasto zyskało wiele. Zwłaszcza układ 


, 


44 

I Nr 1-2/2003 


komunikacyjny - węzeł Zachodni, ciąg uli- 
cy Kamiennej. 
- Sceptycy twierdzą, że w ten sposób mia- 
sto rozkłada długi na przyszłe pokołenia. 
- Proszę mi pokazać miasto, które nie 
jest zadłużone, takie które dzisiaj rozwi- 
ja się bez kredytów. Bez kredytu nie moż- 
na wyobrazić sobie rozwoju. Po to go wy- 
myślono. Oczywiście, zadłużenie nie może 
przekraczać określonych granic. Zadłuże- 
nie Bydgoszczy jest na tyle bezpieczne, że 
PKO BP wszedł w tak wielką emisję. Gdy- 
by miasto ocierało się o granicę bezpie- 



 



 7 

 
....a-4 
-, 
ł 


\ 


odmawiały posłuszeństwa. Dowcipkowa- 
no, że dały im w kość nazbyt tęgie mrozy. 
- Nałożyły się tu dwie sprawy. Długi 
dwutygodniowy urlop świąteczny wyni- 
kający z układu kalendarza. Bankomaty 
wypłacały jednego dnia takie sumy, jakie 
zwykle wypłacają przez tydzień, a niektóre 
i więcej. W efekcie łącza były przeciążone. 
Druga sprawa, to brak powszechnego syste- 
mu kart kredytowych. Wiele sklepów woli 
gotówkę. Klienci nawet mający karty, jak- 
by nie wiedzieli, że mają one funkcję płatni- 
czą. Wolą tracić czas idąc do bankomatu po 
gotówkę, którą następnie regulu- 
ją rachunek w sklepie. 
-Niektórzy marzą o kartach 
chipowych, które zapewniają 
większe bezpieczeństwo tran- 
sakcji. 
- One już się na dobre zado- 
mowiły w Warszawie. Sam te- 
stuję taką od dwóch lat. Kie- 
dyś była powodem zdziwienia w 
sklepie. Oglądano ją z pewnym 
niedowierzaniem, ale zadziałała 
jak trzeba. W bankomatach też 
nie mam z nią problemu. O ile 
jednak na chipowe karty trze- 
ba trochę poczekać, to polecam 
wizytę w naszej wyremontowa- 
nej placówce na Bartodziejach 
w Bydgoszczy. Nie ma tam kla- 
sycznego okienka bankowego z 
szybą, za to jest tzw. dyspenser. 
Zapewnia to znacznie lepszy niż 
dotąd standard obsługi. 
- PKO BP nie tylko zarabia 
pieniądze. Potrafi się swym zy- 
skiem dzielić. W grudniu ub.r. 
w Bydgoszczy, dzięki spon- 
soringowi PKO, występował 
światowej sławy skrzypek Igor 
Ojstrach. To tylko jeden z licz- 
nych przykładów tego rodzaju. 
Kóre uważa pan za najbardziej 
reprezentatywne? 
- Nie chwaląc się, sporo udało się zrobić 
w regionie. IX Bydgoski Festiwal Operowy, 
V Międzynarodowy Konkurs Młodych Pia- 
nistów Arthur Rubinstein in Memoriam, 
toruński Festiwal Teatralny "Kontakt", 
40. Bydgoski Festiwal Muzyczny "Muzyka 
Jednoczącej się Europy" i wreszcie pod ko- 
niec roku Ojstrach. Po drodze było jeszcze 
trochę mniejszych, czy mniej znaczących 
imprez. Ma nadzieję, że to nie zginie. 
- Widać też PKO w służbie zdrowia... 
- Naturalnie. Najlepiej widać tam, gdzie 
pielęgnuje się niemowlaki i wcześniaki. W 
tym roku doposaŻyliśmy w sprzęt kompu- 
terowy Szpital im. dra Jurasza i dwie byd- 
goskie przychodnie. DołoŻyliśmy nieco 
grosza rozbudowywanej Klinice Medycy- 
lIII. 


'", 
ł -- 
I . 
.-ol ł, 



 


L
4 
[. --- 


--a 


1 


.... 


i 
 
w' 


f.Q 


iii' 


.' ti' 


\ 


---.-----:-
.:: 


,
 _.'
 
«c. ",,;;::::E;:,, 
iJ -'- ' 
",#,
- 


I _
 


czeństwa - nici by wyszły z całego naszego 
przedsięwzięcia. 
- Zostawmy gminy i ich wielkie pienią- 
dze. Dominujący w PKO klient, szary Ko- 
walski, przekonał się do kart. Zapowiadają 
się w tej dziedzinie zmiany. 
- O szczegółach będzie można mówić 
już wkrótce. Tymczasem mogę powie- 
dzieć, że wprowadzamy coś, czego w takiej 
skali jeszcze w Polsce nie było - całą pa- 
letę kart kredytowych. Będą bardzo atrak- 
cyjne i co nie mniej ważne - najtańsze na 
naszym rynku. Pomyśleliśmy też o zamoż- 
nych Kowalskich. Do nich są adresowane 
ekskluzywne karty Diners Club, wymagają- 
ce sporych miesięcznych wpływów na ra- 
chunek, albo dużego depozytu w banku. 
- W kartowym świecie coś szwankowa- 
ło przed Bożym Narodzeniem. Bankomaty
>>>
PROMOCJA 


"BYDGOSTA" SPÓŁKA Z 0.0. W BYDGOSZCZY 


"Bydgosta" Spółka z 0.0. istnieje od 1991 
roku kontynuując tradycje Młodzieżowej 
Spółdzielni Pracy "Bydgosta", założonej 
w 1986 r. przez absolwentów bydgoskich 
uczelni. W ich gronie był również obecny 
prezes zarządu spólki Sławomir Michal- 
ski. Spółdziełnia zaczynala swoją dzialal- 
nośc od roznoszenia mleka i odzyskiwania 
srebra ze zużytych utrwałaczy fotograficz- 
nych. Obecnie "Bydgosta" zatrudnia oko- 
ło 100 osób i jest przedsiębiorstwem spe- 
cjalizującym się w robotach ogółnobudow- 
łanych wraz z projektowaniem i aranżacją 
wnętrz. Oferuje także roboty instalacyjne 
centrałnego ogrzewania, wodno-kanaliza- 
cyjne, klimatyzacji, wentylacji, remonty 
kominów stałowych i żelbetowych. Buduje 
domy jednorodzinne "pod klucz", wykonu- 
je naprawy bieżące i kapitalne torów kołe- 
jowych i rozjazdów, usuwa kamień kotłowy 
oraz osady wodne z instalacji c.o., wymien- 
ników ciepła i wkładów schładzających. 
Prowadzi ponadto wynajem powierzchni 
biurowych oraz rusztowań "plettac". 15 
paidziernika 2002 r. "Bydgosta" uzyskała 
certyfikat ISO 9001:2000. 


- Starania o certyfikat ISO to zapewne 
długi i żmudny proces? 
- W naszym przypadku nie było to aż 
tak skomplikowane. W latach 1996-2002 
wykonywaliśmy roboty, których efekt był 
widoczny na pierwszy rzut oka. Były to 
prace elewacyjne, aranżacja wnętrz biur 
i banków, budownictwo indywidualne o 
wysokim standardzie. Poprzednio wyko- 
nywaliśmy roboty równie wysokiej jako- 
ści, ale był to zupełnie inny standard tech- 
niczny - remonty kominów żelbetowych 
i roboty antykorozyjne konstrukcji stalo- 
wych. W regionie wyremontowaliśmy spo- 
rą liczbę kominów. Najwyższy z nich znaj- 
duje się w elektrociepłowni w Grębocinie 
- ma 220 metrów wysokości. Praca na tym 
kominie była dla nas dużym wyzwaniem, 
z uwagi na czas jaki otrzymaliśmy na jej 
wykonanie, jak i ze względu na wysokosć 
na jakiej była prowadzona. W ciągu czte- 
rech dni musieliśmy wykonać prace na sa- 
mej koronie komina - ułożyć płyty żeliwne 
spajające jego warstwy - zewnętrzną żelbe- 
tonową i wymurowaną od środka. Resztę 
prac można było wykonać później, na niż- 
szej wysokości, gdy kotły już zostały uru- 


chomione. Takich wyzwań było więcej, co 
powodowało, że uczyliśmy się w tych jakże 
trudnych, ekstremalnych warunkach pra- 
cować szybko i z należytą starannością. 
- Jakie priorytety obowiązują w pańskiej 
firmie? 
- Nade wszystko jakość świadczonych 
usług, a nie wynik finansowy, który dla 
mnie był zawsze sprawę wtórną, nigdy roz- 
strzygającą. Jestem przekonany, że w dłuż- 


- Jak przebiegał proces certyfikacji "Byd- 
gosty"? 
- Certyfikację przeprowadził Polski Re- 
jestr Statków. Zaczynaliśmy w grudniu 
2001 r. od porządkowania obiegu doku- 
mentów. Procedury ISO zaczęliśmy wdra- 
żać w kwietniu 2002 r., a 3 października 
ubiegłego roku zdaliśmy ostatni audyt. 15 
października Polski Rejestr Statków podjął 
decyzję o przyznaniu nam certyfikatu ISO 


ZORIENTOWANI NA JAKOŚĆ 
Rozmowa Z mgr. inż. SŁAWOMIREM MICHALSKIM, 
prezesem zarządu "Bydgosty" 


'.' 



 
,) 


..-iI.,.., 
 


C(RTVfIlIAT 
Ci:fffftftCĄ'!! 


.,.ł. 


""".- 


9001:2000. Główna uroczystość odbyła się 
w Urzędzie Miasta z udziałem prezydenta 
miasta, przedstawicieli bydgoskich firm i 
instytucji, zaproszonych gości, lokalnych 
mediów. Fakt, że w ciągu 6 miesięcy uda- 
ło nam się wdrożyć szalenie rygorystycz- 
ne procedury ISO, świadczy o tym, że au- 
dytorzy nie musieli wprowadzać zbyt dużo 
korekt i poprawek. Tym większa satysfak- 
cja dla zarządu firmy, że jeszcze przed pod- 
jęciem decyzji o zabieganie o ISO wypra- 
cowane systemy zarządzania organizacją 


DOKOŃCZENIE NA STR. 46 


ny Ratunkowej, też u dra Jurasza. Kupi- 
liśmy rejestrator Holtera dla szpitala w 
Strzelnie. Pomagamy w budowie "Wia- 
traczka" - pięknego ośrodka rehabilitacyj- 
nego dla dzieci niepełnosprawnych w So- 
śnie opodal Sępólna Krajeńskiego. Jak co 
roku, nie zapomnieliśmy też o Wielkiej Or- 
kiestrze Świątecznej Pomocy. Wyciągnęli- 



 
I 
/ 


I 


szej perspektywie czasu to słuszne podej- 
ście. 
- Dzięki temu odnosicie teraz sukces?! 
- Pewnie tak, lecz najpierw trzeba wło- 
żyć wiele pracy w przedsięwzięcie. Potrze- 
ba również odrobiny szczęścia. Na sukces 
składa się praca całego zespołu - począw- 
szy od marketingu, poprzez logistyczne 
przygotowanie zadań, a dalej perfekcyjne 
wykonawstwo, no i oczywiście gwarancja 
wykonania jakości dla inwestora. Zlece- 
niodawca musi być przekonany, że wyko- 
nawca nie zniknie ze sceny gospodarczej z 
dnia na dzień. 


śmy też pomocną dłoń do okradzionego 
Ośrodka Kuratorskiego w Fordonie. 
- Widac również PKO na stadionach 
sportowych... 
- Oczywiście. Angażujemy się we wszyst- 
kich dziedzinach życia. Sponsorowaliśmy nie 
tylko wielką imprezę - II Europejski Festiwal 
Sztafet, ale i Mistrzostwa Polski Juniorów w 


Tenisie. Pomagamy w szkoleniach związa- 
nych z akcesją do Unii Europejskiej, współ- 
pracujemy z wyższymi uczelniami Bydgosz- 
czy, Torunia i Wlocławka. W UMK jest ufun- 
dowana przez nas kawiarenka internetowa. 
- Dziękuję za rozmowę. 


Rozmawiał: 
GRZEGORZ MŁOKOSIEWICZ 


Nr 1-2/2003 1:!\.
1 45
>>>
UNIWERSYTET MIKOŁAJA KOPERNIKA 


Sieć komputerowa woj. kujawsko-pomorskiego 


LEGENDA: 


szkielet sieci PIONIER 
szkielet sieci wojewódzkiej 
O węzły dystrybucyjne 


Największe środki finansowe spodziewane 
są z UE, głównie z tzw. środków pomocowych 
na rozwój regionalny, np. linia finansowania 
w ramach Zintegrowanego Programu Rozwo- 
ju Regionalnego 2004-2006. Największe nasi- 
lenie napływu tych środków do kraju jest spo- 
dziewane w latach 2005-2006. Środki z sa- 
morządu wojewódzkiego planowane są już 
w 2003 roku w ramach tzw. kontraktu dla wo- 
jewództwa kujawsko-pomorskiego. Udział 
środowiska akademicko-naukowego jest już 
możliwy w 2003 roku w postaci włączenia 
się UMK i ATR do przedsięwzięcia i wniesie- 
nia m.in. infrastruktury budowanej w ramach 
programu PIONIER. 
Uwzględniając zasygnalizowane uwarun- 
kowania finansowe, opracowana koncepcja 
przewiduje realizację inwestycji budowy wo- 


jewódzkiej sieci w 4 rocznych etapach, w la- 
tach 2003-2006. W pierwszym etapie ma po- 
wstać sieć pilotowa w relacji: Bydgoszcz - To- 
ruń - Włocławek W następnych latach prze- 
widuje się sukcesywne włączanie kolejnych 
powiatów. Inwestycja powinna zakończyć się 
w 2006 roku i objąć wszystkie z 19 powiatów. 


Spodziewane efekty 
Realizacja sieci w województwie kujaw- 
sko-pomorskim pozwoli uzyskać m.in. nastę- 
pujące efekty: usprawnienie funkcjonowania 
jednostek administracji samorządowej i orga- 
nizacji zarządzania; usprawnienie wymiany 
informacji pomiędzy jednostkami administra- 
cji samorządowej i państwowej; usprawnienie 
wymiany informacji pomiędzy urzędami ad- 
ministracji samorządowej i państwowej a pod- 


miotami gospodarczymi (głównie małe i śred- 
nie przedsiębiorstwa) i obywatelami; wzrost 
poziomu i urozmaicenie różnorodnych form 
kształcenia i podnoszenia kwalifikacji zawodo- 
wych, wraz z dostosowaniem się do dynamicz- 
nie zmieniającego się rynku pracy; wdrożenie 
różnorodnych i specjalizowanych aplikacji sie- 
ciowych; wzrost promocji i konlmrencyjnosci 
regionu kujawsko-pomorskiego. O 


W artykule wykorzystano informacje pocho- 
dzące z następujących opracowań: J. Szykow- 
ny, J. Żenkiewicz, Koncepcja sieci informa- 
cyjnej województwa kujawsko-pomorskiego, 
ATR - UMK, Bydgoszcz - Toruń, listopad 
2002 oraz J. Żenkiewicz, Skok tygrysa - pro- 
gram PIONIER i wojewódzka sieć informacyj- 
na, Głos Uczelni, Toruń, listopad 2002. 


Nr 1-2/2003 
W:hUffil 3
>>>
PROMOCJA 


DOKOŃCZENIE ZE STR. 45 


wcale nie odbiegały od tych, które obec- 
nie są obowiązujące w krajach Unii Eu- 
ropejskiej. 
- Certyfikat ISO przy przetargach jest 
ważnym atutem. 
- Niestety, nie. Jest jedynie dokumen- 
tem podkreślającym, że firma zachowu- 
je procedury utrzymania jakości. Nie jest 
natomiast brany pod uwagę w specyfika- 
cjach przetargowych. W większości jedy- 
nym kryterium jest cena... 
- W rezultacie jakość wykonywanych ro- 
bót nie zawsze jest zadowalająca. 
- Tak to wygląda. W przetargach pu- 
blicznych cena stanowi często 100 procent 
kryterium. W sektorze nie związanym z 
pieniędzmi publicznymi na szczęście obo- 
wiązują inne zasady i już w tej chwili ob- 
serwujemy, że ISO ułatwia nam rozmowy 
z kontrahentami. 
- Sądzę, że po wejściu Polski do Unii Eu- 
ropejskiej ISO będzie więcej znaczyło. 
- Cały Zachód lubuje się w różnych cer- 
tyfikatach. Dla nas uzyskanie ISO to nie 
koniec prac związanych z certyfikowa- 
niem. Obecnie prowadzimy rozmowy z 
producentami materiałów budowlanych, 
nowych technologii, celem uzyskania od 
nich zgody na autoryzację i gwarancje pro- 
ducentów. W tym celu zatrudniliśmy pra- 
cownika, który będzie odpowiedzialny za 
wdrażanie procedur przewidzianych przez 
producentów, a jednocześnie będzie do- 
radcą technicznym dla naszych klientów. 
Na rynku zachodnioeuropejskim najwyżej 
ceni się certyfikat fSO, ale nie mniej waż- 


ne są autoryzacje od producentów. Stąd 
taki, a nie inny, wybór strategii funkcjono- 
wania firmy. 
- W pana gabinecie naliczyłam cztery fi- 
gury ptaków podobnych to żurawi... 
- To ibisy. To dowód mego zamiłowania 
do kultury starożytnego Egiptu i innych 
starożytnych cywilizacji, stąd te ibisy. Za- 
wsze było to moje hobby. Podziwiałem 
kunszt budowania w starożytności, gdy 
dźwignia i kołowrotek służyły jako środki 
transportu wielkich kamiennych bloków 
na placu budowy. Chroniczny brak urlopu 
nie pozwolił mi się tam wybrać. W ostat- 
nim okresie najważniejsze było ISO, a dru- 
gą sprawą ważną było podniesienie kapita- 
łu spółki, w listopadzie ubiegłego roku, o 
2,5 mln zł. Jako firma budowlana z kapita- 
łem 3,5 mln zł, mamy bardzo dobry wynik. 
Jestem dumny, że udało się nam to zrobić. 
- Tylko powodzenia teraz należałoby ży- 
czyć. 
- Powodzenie przydałoby się całej go- 
spodarce. Zwiększenie konsumpcji i in- 
westycji. Do tego potrzebna jest masa róż- 
nych czynników, ale i optymizm. My opty- 
mizm mamy, oby inne firmy też miały. 
- Jak podsumujemy naszą rozmowę? Jest 
pan realistą i optymistą zarazem? 
- Realizm to chodzenie po ziemi, a opty- 
mizm to stawianie sobie ambitnych wy- 
zwań. Robię jedno i drugie. I jeżeli doda- 
my do tego jeszcze perfekcjonizm, to musi 
to być receptura na sukces. To jest receptu- 
ra na sukces! 
- Dziękuję za rozmowę. 


Rozmawiała: 
KRYSTYNA ROMEYKO-BACCIARELLI 


"Bydgosta" zatrudnia obecnie około 100 wykwalifikowanych pracowników i posiada dobrze zorganizo- 
wany system kooperacji z podwykonawcami branżowymi, a także z dostawcami materiałów i sprzę- 
tu specjalistycznego. Dzięki dobrej organizacji pracy i dobrze przeszkolonym pracownikom, wykonu- 
je prace po cenach konkurencyjnych przy zachowaniu wysokiej jakości i krótkich terminów realizacji. 
Potencjał i doświadczenie jakimi "Bydgosta" dysponuje, pozwala wykonywać odpowiedzialne zadania 
inwestycyjne o wysokim stopniu trudności. 
"Bydgosta" jest także firmą znaną z działalności charytatywnej oraz organizacji imprez kulturalnych. 
Prace, jakie "Bydgosta" wykonała okresie ostatnich kilku lat: 
W EC Grębocin - montaż dyfuzora na kominie i remont korony komina; 
W ZEC i EC II Bydgoszcz - remont elewacji hotelu "Energetyk", remonty elewacji budynków, re- 
mont świetlicy i sali konferencyjnej, remont elewacji nastawni, renowacja kominów żelbetowych, 
remont nastawni nawęglania, remont w budynku usług technicznych, budowa magazynu gazów 
technicznych, remont maszynowni, remont kotłowni, budowa ciągu nawęglania, prace antykoro- 
zyjne, prace instalacyjne w nastawni nawęglania, prace instalacyjne w hotelu "Energetyk", budo- 
wa boksów do tymczasowego składowania odpadów; 
Remont elewacji żłobka przy pl. Poznańskim i przy ul. Bohaterów Westerplatte w Bydgoszczy; 
Budowa sali gimnastycznej w szkole w Łochowie; 
Remont w zabytkowym budynku Rejonowego Urzędu Poczty w Bydgoszczy; 
Remont części wieżowca "Rometu" w Bydgoszczy; 
remont i modernizacja budynku dla firmy POSTDATA przy ul. Fabrycznej w Bydgoszczy. 


46 

I Nr 1-2/2003 
" 


Restauracja "Kolumnowa" 
zaprasza codziennie 
w godz. 7.00-23.00 


« 




 


,:- 
- -"'7 
, j 


- 


',J b

- 


'l'- 


-;-- 
" 


-;, 


"0[ , 
'. "t,. 


Ioł:-_ 


.ci. 


\. - -
 
- 


Oferujemy dania kuchni 
polskiej i międzynarodowej. 
Receptury niektórych dań sięgają 
stuletniej tradycji. 
Organizujemy: 
bankiety r przyjęcia r szkolenia 
konferencje r imprezy cateringowe 


ul. Gdańska 14, 85-006 Bydgoszcz 
Tel. (052) 583 05 30 
Fax (052) 584 02 24 


Si lił. 


Świetnie usytuowany w centrum 
Bydgoszczy Hotel "Brda" zaprasza 
do swoich apartamentów, pokoi jedno 
i dwuosobowych, do restauracji, która 
zaspokoi najbardziej wyszukane gusta. 
Długa lista sławnych gości zawiera 
wpisy muzyków, dyplomatów, 
aktorów, piosenkarzy... 
Gośćmi hotelu byli m.in: 
Witold Małcużyński, Vadim Brodski, 
Wiesław Ochman, Wanda Wiłkomirska, 
Kalina Jędrusik, brytyjski chór chłopięcy 
Westminster Abbey Choir. 
Wyborna obsługa, domowa atmosfera. 



 


85-010 Bydgoszcz, ul. Dworcowa 94 
tel. (052) 585 01 00 
fax (052) 585 05 85
>>>
FELIETON 


JERZY 
SERCZYK 



'., 


O dkładane w naszym "obrachunko- 
wym cyklu" prawie na sam koniec 
rozliczenie wielowiekowych stosunków 
Polski z Litwą nie może jednak zostać po- 
minięte, zwłaszcza gdy na Pomorzu i Ku- 
jawach tylu osiedliło się - nie z własnej 
woli - Polaków przybyłych tu z ziem, któ- 
re dla nich samych były ziemiami Rzeczy- 
pospolitej Polskiej, a które w jesieni 1939 
roku stały się częścią państwa litewskiego. 
Państwo to zostało wprawdzie zaledwie w 
dziewięć miesięcy później przekształco- 
ne w "republikę" czyli po prostu prowin- 
cję sowiecką, ale nawet w tych warunkach 
zachowało swój litewski charakter, o tyle, 
o ile było to w ogóle możliwe. Niepodle- 
głość odzyskało dopiero w trakcie rozpadu 
Związku Sowieckiego. 
Nowa "Nepriklausoma Lietuva" (Nie- 
podległa Litwa) też ma swoje rachunki z 
Polską, wcale jeszcze nie zamknięte. Po 
obu stronach nagromadziło się niemało 
wzajemnych żalów i pretensji, obciąża- 
jących po dzień dzisiejszy relacje między 
obydwoma państwami i obydwoma na- 
rodami. Próby ich łagodzenia podejmo- 
wane w ostatnich latach przez prezyden- 
tów Adamkusa i Kwaśniewskiego mają 
charakter raczej "powierzchniowy" i nie 
sięgają w głąb świadomości obydwu spo- 
łeczeństw. Zresztą Adamkus już odszedł 
z urzędu, a Kwaśniewski odejdzie za dwa 
lata i wcale nie ma pewności, czy ich na- 
stępcy będą kontynuowali politykę po- 
przedników. 
Dlatego trzeba, tak na Litwie, jak i w 
Polsce, cierpliwie i spokojnie, starając się 
odkładać na stronę dawne resentymen- 
ty, przede wszystkim uczciwie i obiektyw- 


J 


nie poznawać "zaszłości" historyczne, szu- 
kając w nich - jak w rachunku sumienia 
przed spowiedzią - własnych grzechów, a 
nie przewinień drugiej strony. Powinno się 
to udać, skoro obydwie nacje są narodami 
katolickimi. Podstawy etyczne mamy więc 
takie same. Uświadomienie sobie tego mo- 
głoby się stać dobrym punktem wyjścio- 
wym dla dobrego sąsiedztwa obu narodów 
i utrzymania obecnego układu geopoli- 
tycznego. Jest on bowiem, po zakończeniu 
"zimnej wojny", stosunkowo korzystny dla 
Polski i dla Litwy. 
Wiedza o dziejach wzajemnych rela- 
cji, zwłaszcza tych niedobrych, z okre- 
su między dwiema wojnami światowy- 
mi, powinna przestać działać jako źró- 
dło podsycania wzajemnych antagoni- 


przynajmniej częściowo powiodło. 
Dlatego nie należy przywoływać daw- 
nej Unii Polski z Litwą jako wzorca do 
naśladowania. Układy unijne, zawiera- 
ne między Litwą i Polską od XIV do XVI 
wieku, spełniły zresztą swoje zadanie tyl- 
ko częściowo. Dzięki współdziałaniu oby- 
dwu państw udało się wprawdzie poko- 
nać Zakon Krzyżacki, ale już nie jego po- 
litycznego następcę - prusko-niemieckie 
państwo Hohenzollernów. Całkowicie 
natomiast niewykonalne okazały się pla- 
ny podporządkowania Moskwy. Załama- 
ły się one już w połowie XVII stulecia. Od 
tego czasu to Rosja, a nie Polska z Litwą, 
budowała skutecznie swoją potęgę w tej 
części Europy. Dzisiaj Rosja przechodzi 
kryzys, ale nadal ma w posiadaniu waż- 
ną strategicznie północną część dawnych 
Prus Wschodnich - czyli okręg kalinin- 
gradzki, bazę wypadową w stronę Litwy i 
w stronę Polski. Jest to fakt, o którym nie 
zawsze pamięta się w Wilnie i w Warsza- 
wie, a który jest jedynym minusem aktu- 
alnego naszego i litewskiego usytuowania 
geopolitycznego. 
Powtarzam: dla wszelkich rozważań o 
perspektywie dobrego ułożenia stosunków 
polsko-litewskich konieczne jest po obu 
stronach rozstanie się z poszukiwaniem 
dla nich modelu w Wielkim Księstwie Li- 
tewskim obejmującym Grodno, Brześć 
i Witebsk, oraz w Koronie sięgającej po 
Kijów i Połtawę. Marzenia o "wielkiej Li- 
twie" z Białą Podlaską i Drohiczynem są 
tak samo nierealne, jak wyobrażanie so- 
bie, że Polska mogłaby jeszcze kiedyś objąć 
na nowo w posiadanie Druskienniki, Tro- 
ki czy Święciany, 
Świadomość tego może jeszcze sprawiać 
przykrość dzisiejszym siedemdziesięcio- 
pięciolatkom. Jednakże pokolenie następ- 
ne już nie myśli w tych kategoriach. Trzeba 
mieć nadzieję, że jest tak po obu stronach 
granicy (na szczęście - wspólnej). 


Toruń, 22 12003, w 140 rocznicę wybuchu 
Powstania Styczniowego 


Obrachunki - 
litevvskie 


oJ - r-' 
 - 


zmów. Role, jakie Litwa i Polska gra- 
ły w Europie w średniowieczu, w okre- 
sie baroku i oświecenia, zostały "wygra- 
ne do końca" w czasie trzeciego rozbioru 
Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ka- 
mieniem nagrobnym dla tamtego mode- 
lu współżycia stało się Powstanie Stycz- 
niowe 1863 roku, ostatni zryw niepodle- 
głościowy, w którym powstańcy z dawnej 
Korony i dawnego Wielkiego Księstwa, 
razem wystąpili przeciw rosyjskiemu za- 
borcy. Potem drogi się rozeszły, a intere- 
sy polityczne kazały Polakom i Litwinom 
szukać nowych rozwiązań dla ich aspi- 
racji niepodległościowych. Wtedy naro- 
sły przeciwieństwa, które wykorzysty- 
wała zarówno carska, jak i sowiecka Ro- 
sja, oraz Niemcy: cesarskie, republikań- 
skie i hitlerowskie, podsycając narasta- 
jące między obydwoma narodami różni- 
ce i dążąc do przekształcenia ich w nie- 
przezwyciężalne sprzeczności - co im się 


SZKOŁA-POMNIK JANA PA\JVŁA II 


l'1: 
" 


tL
 
f. -- ..--- 
-I-. 
_ 


. "liii 
. lo, 
... [ l. .. 
j I 


Ił: - -1- 
". 


I
 
l 


.." 


.
 


...... 
*
 


.- 

........ 


II 


« 
I · 


. . 


, j 


I TY możesz pomóc w budowie 
wspaniałego dzieła, wpłacając na 
konto Społecznego Komitetu 
Budowy Gimnazjum 
i Szkoły Podstawowej: 
BGŻ SA O/W Bydgoszcz 
20301127 -9999-27 06-11 
DAROWIZNA 


Nr 1-2/2003 

 47 


- --.:.... I .' 


" 


, , 


P
>>>
FELIETON 


JAROSŁAW 
PORAZIŃSKI 


" 


....,.. 



 


P rognozy dla Starego Świata, czyli Eu- 
ropy od dawna są pesymistyczne. 
Znawcy przyszłości przewidują miano- 
wicie, że centrum cywilizacji ludzkiej 
przesuwa się raczej nad Pacyfik, a w 
każdym razie bliżej ciepłych, południo- 
wych krajów. Wprawdzie, jak dotąd, 
szlaki emigracji biegną w kierunku od- 
wrotnym - to znaczy społeczeństwa cie- 
płolubne skłonne są zapłacić najwyższą 
cenę za przywilej zamieszkania w kra- 
jach północnych - chłodnych i wilgot- 
nych - ale coś mi się wydaje, że to wkrót- 
ce się zmieni. Starzejące się ciągle naro- 
dy europejskie porzucą w końcu te swo- 
je wielkie, brzydkie miasta i zamieszka- 
ją w krajach wiecznych wakacji, słońca 
i bujnej przyrody, świeżych bananów, fig 
i daktyli. Zapomną tam o inflacji, defla- 
cji, globalizacji, panelizacji, winietach i 
rywinach. Przed południem plaża, w po- 
łudni aperitif, obiadek i drzemka, a wie- 
czorem dyskoteka dla seniorów. To jest, 
proszę Państwa, moja oferta last minu- 
te dla wszystkich Europejczyków z za- 
chodu i wschodu. Korzystajcie z biur po- 
dróży kupując za bezcen prawie bilety 
w jedną stronę dla siebie i rodziny! Wę- 
drujcie na południe! Już wkrótce może 
być za późno. Bruksela uszczelni nam 
niebawem granice i nici z podróżowania 
w jedną stronę... 
Tymczasem korzystam jeszcze ze swo- 
body przemieszczania się z miasta do 
miasta. Muszę jednak przyznać z satys- 
fakcją, że jest to coraz trudniejsze. Tem- 
po, w jakim największy polski przewoź- 
nik ludzi i towarów nazywający sam sie- 
bie dumnie PKP, dostosowuje się do ry- 
gorów Unii Europejskiej jest zaiste impo- 
nujące. Ja nie nadążam. Nazwałbym to 
tempo "warszawskim" lub "berlińskim" 
ale wiem, że ludziom starszym, a więc w 
moim właśnie wieku, nie kojarzy się to 
dobrze... No, więc umówmy się, że jest 
to tempo określone przez 287650 dyrek- 
tywę Unii w sprawie utrudniania nieuza- 
sadnionego przemieszczania się w prze- 
strzeni mieszkańców miast i wsi. Reali- 
zując tę dyrektywę dyrekcja kolei stwo- 
rzyła z myślą o pasażerach cały system 
antybodźców, który z entuzjazmem zo- 


48 

I Nr 1-2/2003 


stał przyjęty przez Radę Europy. Pro- 
gram realizowany w naszym kraju ma 
oczywiście charakter pilotażowy więc, 
jeśli uda się go zrealizować, wdrożą go 
inne kraje. Czego im życzę z całego ser- 
ca. Nie mam tu miejsca, niestety, na omó- 
wienie wszystkich szczegółów realizacyj- 
nych tego bogatego programu, więc krót- 
ko. Po pierwsze, zauważyłem, że ostat- 
nio wycofano z użycia wszystkie wago- 
ny pasażerskie o stażu krótszym niż 25 
lat, zastępując je leciwymi, ale wypróbo- 
wanymi konstrukcjami z lat pięćdziesią- 
tych. Po drugie, konstrukcje te zmoder- 
nizowano wprowadzając nowe typy fote- 
li dla pasażerów - w stu procentach unie- 
możliwiające zajęcie prawidłowej pozycji 


a obsługa serwuje tzw. poczęstunek, czyli 
wodę mineralną i batonik), czasami chło- 
du (ogrzewanie szwankuje, zresztą okna 
są nieszczelne), a zawsze brudu i niewy- 
gody. Pasażerów intercity nęka się też, 
mniej więcej co kwadrans, kontrolami bi- 
letów, zupełnie tak jakby przekraczali gra- 
nice z Białorusią. Ja, cierpię sobie w mil- 
czeniu - toż w podobnych warunkach po- 
konuję codziennie trasę Bydgoszcz - To- 
ruń, ale w "intercity Kujawiak" słyszę co- 
raz częściej głośne sprzeciwy euroscepty- 
ków... I obawiam się, że w referendum ak- 
cesyjnym, nie pomoże dwudniowe głoso- 
wanie ani nawet unijne dopłaty do każde- 
go metra kwadratowego ziemi posiadanej 
przez prawdziwych Polaków... Obywate- 


Przystanek Europa 


(a to w celu przyspieszenia rotacji podró- 
żujących). Po trzecie, całkowicie zrezy- 
gnowano ze sprzątania wagonów i toalet, 
co znacznie obniżyło koszty eksploatacji. 
Po czwarte, podniesiono ceny biletów itd. 
itd. Ale prawdziwą rewolucję przeżyły po- 
czciwe ekspresy. Autorzy tej realizacji (bo 
"reforma" to za słabo powiedziane) zmie- 
nili przede wszystkim nazwę tego typu 
pojazdów zastępując skompromitowany 
"ekspres" - zupełnie nowym określeniem 
- intercity. l słusznie, bo intercity nie ma 
nic zgoła wspólnego z jakością usług ofe- 
rowanych za ancien regime'u w ekspre- 
sach. Pociąg systemu intercity nie jest bo- 
wiem zwyczajnym pociągiem przeznaczo- 
nym do przewożenia przypadkowych pa- 
sażerÓw. Tu, od początku do końca po- 
dróży przygotowuje się mianowicie po- 
dróżnego do cierpień związanych z na- 
szą aplikacją do cywilizacji europejskiej. 
Daje się mu do zrozumienia, że droga do 
zjednoczonej Europy nie jest usłana rÓża- 
mi bynajmniej, że jej przebycie wymaga 
pewnych wyrzeczeń - czasami głodu (ze 
składu usunięto wagony restauracyjne, 


le mogą bowiem przy okazji tego głoso- 
wania zażądać od władzy rzeczy, jak do- 
tąd, zgoła niemożliwej: wprowadzenia ja- 
kiegoś porządku w kraju... Że co, że to 
niemożliwe?! Niekoniecznie! Obejrzałem 
niedawno w kinie film Woody Allena Ko- 
niec Hollywood, w którym ten wspania- 
ły kpiarz gra rolę... niewidomego reżyse- 
ra filmu. Przedsięwzięcie to, a więc film, 
kończy się oczywiście straszną klapą, bo 
Amerykanie nie znoszą bałaganu i nie po- 
trafią w nim dostrzec artyzmu, ale... uwa- 
ga. Pogrążone niemal całkowicie przez 
krytykę dzieło "ślepego" filmowca zysku- 
je uznanie w europejskiej Francji, czyli w 
starej, poczciwej Europie... A więc jed- 
nak, myślałem sobie wracając z kina do 
domu, świat wygląda rzeczywiście ina- 
czej z perspektywy antypodów. Ciernista 
droga do Europy fundowana nam obec- 
nie przez, było nie było, przedsiębiorstwo 
państwowe, objawiła mi się nagle drogą 
mleczną.,. Na północ? Na południe? Nie 
wiem. Ale zawsze, szanowni Państw, ku 
gwiazdom. Ku gwiazdom. Istotnie - last 
minute. O 


WARUNKIPRENUMERATV 


Przez PPUP Pocztę Polską 
Prenumeratę realizuje Rejonowy Urząd Poczty 
w Bydgoszczy. Zamówienia należy wysyłać na 
6 tygodni przed datą ukazania się pierwszego 
zaprenumerowanego numeru, w dowolnym 
urzędzie pocztowym na konto: 
RUP Bydgoszcz CRS 
Bank Pocztowy SA 
13200019-990011-17704-201001-10380-0 


Opłata za prenumeratę wynosi: 
kwartalna 6,60 zł 
półroczna 13,20 zł 
roczna 26,40 zł 
Przez Ruch SA 
Prenumeratę krajową Promocji Kujawsko-Pomorskich 
przyjmują wszystkie oddziały Ruch SA na terenie 
całego kraju w terminach: 
na I kwartał do 5 grudnia 
na II kwartał do 5 marca 
na III kwartał do 5 czerwca 
na IV kwartał do 5 września
>>>
AKADEMIA TECHNICZNO-ROLNICZA J. J. ŚNIADECKICH 


SŁAWOMIR 


ZAWISZA 


" 
- 


c
 


D obiegły końca negocjacje Polski z Unią 
Europejską. Do najtrudniejszych pro- 
blemów negocjacyjnych należały kwestie 
związane z obszarami wiejskimi oraz agro- 
biznesem. Przemiany wsi i rolnictwa wyma- 
gać będą znacznego zaangażowania środ- 
ków finansowych i wysiłku całego społe- 
czeństwa. Przekształcenia środowisk wiej- 
skich będą jednak możliwe jeśli same śro- 
dowiska potrafią sprostać nowym wyzwa- 
niom. Do najważniejszych czynników przy- 
spieszających transformację środowisk wiej- 
skich należy zaliczyć występowanie jedno- 
stek posiadających skłonność do szybkiej 
akceptacji innowacji. Rozważając problemy 
kompetencji innowacyjnych jednostki, nale- 
ży wziąć pod uwagę przede wszystkim jej in- 
nowacyjność. Innowacyjność jest skłonno- 
ścią jednostki do akceptacji pewnej inno- 
wacji. Jest pojmowana jako stopień wyprze- 
dzania przez jednostkę w adaptacji innowa- 
cji innych członków systemu społecznego. 
Pojęciem zbliżonym do innowacyjności jest 
plastyczność innowacyjna. Jest to łatwość 
przyjmowania innowacji oraz podejmowa- 
nia związanych z innowacjami czynności 
przygotowawczych i wdrożeniowych. Inno- 
wacyjność, jako specyficzna skłonność ak- 
ceptacji określonego dobra innowacyjnego 
(konkretnej innowacji), kształtuje się na tle 
ogólnej postawy wobec zmiany. Ogólna po- 
stawa wobec zmiany jest natomiast rozumia- 
na jako łatwość dokonywania przez jednost- 
kę zmian w sobie i w swoim otoczeniu. 
Ważnym czynnikiem przemian wsi i rol- 
nictwa jest umiejętność analizy środowi- 
ska społecznego wsi oraz zdolność do osza- 
cowania szans akceptacji przez odbior- 
ców rozwiązań innowacyjnych, dzięki cze- 
mu możliwa będzie modernizacja obsza- 
rów wiejskich. Wiele wskazówek, pozwala- 
jących w większym stopniu usprawnić pra- 
ce nad unowocześnianiem wiejskich śro- 
dowisk rolniczych, można uzyskać właśnie 
dzięki badaniom procesów dyfuzji innowa- 
cji. Prawa opisywane przez badaczy dyfuzji 
tworzą zwartą konstrukcję, opartą na wie- 
loletnich badaniach i roztrząsaniach teore- 
tycznych, pozwalających spojrzeć na pro- 
blemy usprawniania funkcjonowania sys- 
temów społecznych z innej nieco perspek- 


Dr hab. inż. SŁAWOMIR ZAWISZA, prof. 
ATR, Katedra Doradztwa w Agrobiznesie, 
Wydział Rolniczy Akademii Techniczno-Rol- 
niczej im. J. J. Śniadeckich w Bydgoszczy. 


4 lli.

 Nr 1-2/2003 


tywy. Koncepcje dyfuzji rozpatrują wszyst- 
Ide problemy, z jakimi mamy do czynienia 
w zbiorowościach lokalnych, poprzez pry- 
zmat innowacji. 


Liderzy przemian w strukturze 
społeczności łokalnych 
Do podstawowych mechanizmów dyfu- 
zji innowacji w systemie społecznym wsi na- 
leży imitacja, czyli naśladowanie jednostek 
bardziej innowacyjnych przez osoby mniej 
postępowe w swoim środowisku. Za jeden 


rzy opinii - osoby, które cieszą się najwięk- 
szym zaufaniem i uznaniem wśród człon- 
ków własnej społeczności lokalnej. Mają 
najlepsze relacje sąsiedzkie, zatem z ich zda- 
niem inni liczą się najbardziej. Postępowa- 
nie tych osób jest najczęściej wyznaczni- 
ldem właściwego zachowania dla pozosta- 
łych jednostek systemu społecznego. Lide- 
rzy opinii oraz ich działania, są więc najczę- 
ściej przedmiotem imitacji w środowisku. 
Trzecia kategoria to liderzy organizacji, to 
znaczy takie osoby, które inicjują wspólne 


Liderzy oraz przywództwo 


z najważniejszych zatem czynników wpły- 
wających na przebieg procesów rozprze- 
strzeniania się innowacji na obszarach wiej- 
skich, należy uznać występowanie w środo- 
wisku takich osób, których praca i przedsię- 
wzięcia gospodarcze mogą być obiektem ob- 
serwacji, zainteresowania oraz naśladowa- 
nia przez społeczność lokalną. 
Jednym z najważniejszych ogniw w łań- 
cuchu procesów innowacyjnych jest wystę- 
powanie lidera opinii, który może w znacz- 
nym stopniu przyczynić się do przyspiesze- 
nia tempa rozprzestrzeniania się innowa- 
cji. Jeśli człowiek ten, ów nieformalny przy- 
wódca danej społeczności, gotów jest wziąć 
na siebie ryzyko zastosowania innowacji, to 
zgodnie z zasadą imitacji czyli naśladowa- 
nia, tempo akceptowania innowacji znacz- 
nie się zwiększy. 
Dla celów praktycznych każdą społecz- 
ność lokalną można podzielić na 3 kate- 
gorie: liderów, imitatorów oraz outside- 
rów. Największą grupę stanowią osoby po- 
stępujące zgodnie z wzorcami określonymi 
w systemie społecznym. Są to więc naśla- 
dowcy dostosowujący się do standardów 
i norm usankcjonowanych w procesie spo- 
łecznych przemian środowiska. N ormy i stan- 
dardy owe są wyznaczane przez osoby bar- 
dziej innowacyjne oraz posiadające wysoki 
status społeczny. Ich pozycja, prestiż i uzna- 
nie wśród mieszkańców, pozwalają na slm- 
teczny przepływ informacji do pozostałych, 
mniej innowacyjnych i bardziej ostrożnych 
mieszkańców. Mechanizmem, dzięki które- 
mu następuje przejmowanie nowych wzo- 
rów postępowania jest właśnie imitacja. 
Najbardziej interesującą kategorię stano- 
wią liderzy, osoby, które poszukują nowych 
rozwiązań i jako pierwsi stosują je w prakty- 
ce. Kategorię tę można scharakteryzować ze 
względu na typ przywództwa. Wśród owych 
przywódców można zatem wyróżnić lide- 
rów produkcji, czyli tych, którzy najlepiej 
prowadzą swoje firmy oraz gospodarstwa 
i osiągają najlepsze rezultaty gospodarcze, 
zarówno w wymiarze technologicznym, jak 
i ekonomicznym, są więc najlepszymi pro- 
ducentami. Drugi typ przywódców, to lide- 


podejmowanie działań w społeczności lo- 
kalnej. Chętnie angażują się w działalność 
różnych organizacji społecznych oraz zawo- 
dowych. Pragną odgrywać ważną rolę i mieć 
wpływ na losy szerszych społeczności w wy- 
miarze lokalnym, regionalnym, a nawet glo- 
balnym. To także osoby, które nie tylko ini- 
cjują nowe, wspólne przedsięwzięcia w śro- 
dowisku, ale potrafią też zainteresować in- 
nych swoim pomysłem, zachęcić do współ- 
pracy oraz przewodzić powstałej grupie. Są 
liderami w samoorganizowaniu się miesz- 
kańców wokół ważnych problemów wyma- 
gających rozwiązania i wspólnej aktywności 
sąsiedzkiej. Tego typu przywództwo jest naj- 
bardziej pożądane aktualnie, gdy wiele kom- 
petencji administracyjnych, niegdyś usytu- 
owanych na szczeblu centralnym, przekaza- 
no samorządom. W praktyce może się zda- 
rzyć, a tak dzieje się często, że osoby aktyw- 
ne wykazują swą aktywność we wszystkich 
trzech wymiarach przywództwa. 
Ostatnią grupę stanowią outsiderzy, którzy 
są osobami charakteryzującymi się w zbioro- 
wości braldem aktywności społecznej, ma- 
łym zainteresowaniem sprawami własnego 
otoczenia oraz uzyskującymi gorsze od in- 
nych rezultaty w działalności gospodarczej. 
Są osobami reagującymi ze znacznym opóź- 
nieniem na pojawiające się w systemie spo- 
łecznym innowacje. Dokonują zmian raczej 
pod wpływem przykładu grupy społecznej 
niż konkretnej jednostki - przywódcy. Lide- 
rzy lokalni nie są dla nich wyznacznikiem 
sposobu postępowania. W skrajnym przy- 
padku outsiderzy pozostają na marginesie 
życia społecznego, nie będąc akceptowany- 
mi w środowisku i sami nie akceptując tak- 
że innych. 
Z punktu widzenia ogarnięcia istoty zja- 
wiska dyfuzji innowacji oraz możliwości 
świadomego sterowania tymi procesami, 
bardzo cenne jest określenie sposobu roz- 
poznania lidera opinii, jego cech indywidu- 
alnych, charakteru jego działalności gospo- 
darczej oraz innych czynników przyczynia- 
jących się do zajęcia takiej pozycji w struk- 
turze grupowej środowiska lokalnego. Przy 
zastosowaniu odpowiednich metod wska-
>>>
AKADEMIA TECHNICZNO-ROLNICZA J. J. ŚNIADECKICH 


zanie lidera w społeczności lokalnej jest 
możliwe i niezbyt skomplikowane. Podsta- 
wą wskazania jest liczba wyborów, zadekla- 
rowana przez poszczególnych członków 
grupy, w tym przypadku sąsiadów zamiesz- 
kujących okolicę. Metoda ta może być za- 
tem wykorzystana do analizy lokalnego 
środowiska społecznego zarówno przy wy- 
borze jednostek do współpracy z inicjatora- 
mi zmian, jak również do wykrywania nie- 
powodzeń w pracy wśród ludności obsza- 
rów wiejskich. której powodem może być 


niu optymistycznie nastawiony do rzeczywi- 
stości, bowiem widzi dla swojego przedsię- 
wzięcia gospodarczego perspektywę rozwoju 
oraz szanse poprawy poziomu życia dla swej 
rodziny, nie rezygnując przy tym z powiększa- 
nia i dalszej modernizacji swojej firmy czy go- 
spodarstwa. Takie postawy nie są charakte- 
rystyczne dla pozostałych osób, które zwy- 
kle bardziej pesymistycznie oceniają rzeczy- 
wistość gospodarczą i społeczną, upatrując 
w tym przeszkody w osiąganiu przez nich suk- 
cesów. Liderzy zatem, jako osoby bardziej 


sme, że doradcy wybierają do współpra- 
cy głównie liderów opinii wiejskiej, co jest 
zgodne z zasadami skutecznej działalności 
doradczej. Przy wyborze gospodarstw do 
współpracy, doradcy zwracają uwagę głów- 
nie na osoby, które najszybciej i najchęt- 
niej wprowadzają nowości do swoich go- 
spodarstw oraz utrzymują liczne kontakty 
i łatwo nawiązują stosunki przyjaźni z inny- 
mi mieszkańcami. Występująca więc duża 
zbieżność pomiędzy wyborami rolników 
oraz doradców, sprzyja sprawnemu przepły- 


w społecznościach lokalnych wsi 


niewłaściwy dobór obiektów i osób współ- 
pracujących. 
W określonej społeczności wiejskiej może 
występować jedna lub więcej osób, które są 
postrzegane jako liderzy. W przypadku lde- 
dy liderów jest kilku, otrzymują oni podob- 
ną liczbę wskazań. Można współpracować 
z jednym z nich lub lepiej ze wszystkimi, 
tworząc grupę. Biorąc pod uwagę to, że spo- 
łeczność wiejska utrzymuje bliskie kontak- 
ty sąsiedzkie z liderami, korzystając z ich po- 
rad i doświadczeń, można wykorzystać to 
do stworzenia szerszych grup aktywizują- 
cych procesy społeczne i gospodarcze. Za- 
proszenie do cyklicznych spotkań także in- 
nych mieszkańców, z grupy imitatorów, jed- 
nak chętnych do bezpośrednich spotkań, 
może bardzo usprawnić relacje sąsiedzkie, 
kontakty inspiratorów zmian z mieszkańca- 
mi wsi oraz poważnie przyspieszyć przepływ 
informacji i procesy dyfuzji innowacji. Jed- 
nostki wiejskiego systemu społecznego two- 
rzą bowiem sieć powiązań oraz relacji spo- 
łecznych, pozwalających określić strukturę 
społeczności oraz zaplanować sposoby wy- 
korzystania istniejących związków. 
W badaniach dotyczących zjawiska przy- 
wództwa opinii stwierdzono, że Liderzy są 
właścicielami większych i nowocześniejszych 
przedsięwzięć gospodarczych w stosunku do 
pozostałych przedsiębiorców. co jest wyni- 
kiem ich większej innowacyjności. Nie zano- 
towano istotnych różnic pomiędzy liderami 
a pozostałymi osobami pod względem wieku, 
co oznacza, że jeśli ktoś jest aktywny i przed- 
siębiorczy, to wykazuje te cechy niezależnie 
od swego wieku. W większości badań wyka- 
zano natomiast istnienie zależności pomiędzy 
aktywnością a wykształceniem, wskazując na 
przewagę osób posiadających lepsze przygoto- 
wanie do działalności gospodarczej i społecz- 
nej dzięki lepszemu wykształceniu. Rezulta- 
ty dotyczące wykształcenia są odmienne od 
niektórych badań prowadzonych w Polsce, 
co, jak się wydaje, może być spowodowane 
w ogóle niskim poziomem wykształcenia lud- 
ności zamieszkującej obszary wiejskie w kra- 
ju, w tym zwłaszcza rolników. Każdy człowiek 
postrzegany jako lider jest w większym stop- 


optymistycznie oceniające możliwości rozwo- 
ju, najlepiej potrafili przystosować się do no- 
wych warunków gospodarowania i mają też 
największe szanse na rozwój w warunkach 
przekształcającej się obecnie gospodarki kra- 
ju, zwłaszcza wobec zbliżającej się integracji 
ze strukturami Unii Europejskiej. Jeśli liderzy 
ci otrzymają wsparcie i zostaną otoczeni opie- 
ką specjalistów, mogą przyczynić się do uak- 
tywnienia innych mieszkańców środowisk lo- 
kalnych oraz przyspieszenia przemian gospo- 
darczych i społecznych. 
Jak wynika z badań, nieformalni przywód- 
cy opinii społeczności lokalnych w sposób 
wyraźny odczuwają potrzebę poznawania 
nowości, dzięki czemu ich działania gospo- 
darcze są bardziej zaawansowane i nowocze- 
sne. Są otwarci na wszelkie innowacje, które 
mogą usprawnić pracę i zwiększyć efektyw- 
ność produkcji. Głównym sposobem uzyski- 
wania informacji o nowościach są dla nich 
źródła pozalokalne, takie jak: czasopisma 
specjalistyczne, instytucje doradcze i środki 
masowego przekazu. Liderzy chętnie korzy- 
stają także z organizowanych dla nich wy- 
cieczek i wystaw, na poziomie regionalnym 
i ogólnokrajowym_ Wyniki badań wskazują, 
że liderzy częściej też deklarują chęć zwięk- 
szenia kontaktów z członkami innych spo- 
łeczności lokalnych niż z mieszkańcami 
własnej społeczności lokalnej. Odmiennego 
zdania są pozostali mieszkańcy, którzy wy- 
rażają chęć zwiększenia kontaktów sąsiedz- 
kich, głównie z osobami z własnej społecz- 
ności. Kryteria, którymi kierują się rolnicy 
wskazując lidera, to przede wszystkim: duża 
wiedza praktyczna, dobre wyniki produk- 
cyjne osiągane przez liderów, a także życz- 
liwość i chęć niesienia pomocy we wdraża- 
niu nowości. Ważnym czynnikiem okazała 
się również bliskość zamieszkania i łatwość 
obserwacji warsztatu pracy lidera. 
Mieszkańców wsi zajmujących się dzia- 
łalnością rolniczą wspomagają, we wszyst- 
kich rozwiniętych gospodarczo krajach, in- 
stytucje doradcze - w Polsce są to ośrodki 
doradztwa rolniczego, mające ciągle jesz- 
cze status państwowej instytucji doradczej. 
Z prowadzonych badań wynika równocze- 


wowi informacji w strukturach społeczności 
lokalnych obszarów wiejskich, co przyczy- 
nia się do ich unowocześniania. 


*

 


Dzięki badaniom procesu dyfuzji innowa- 
cji poznajemy coraz więcej zasad i mechani- 
zmów przebiegu procesów rozprzestrzenia- 
nia się innowacji w gospodarce i życiu spo- 
łecznym, w tym także w rolnictwie i na ob- 
szarach wiejskich. Pomimo tego, znaczna 
Liczba wytworów innowacyjnych jaka tra- 
fia do środowisk wiejskich, znajduje zasto- 
sowanie w gospodarstwach rolnych oraz do- 
mowych z wieloma oporami i perturbacja- 
mi. Wprowadzanie innowacji do produkcji 
w sposób efektywny jest problemem rów- 
nie istotnym jak poszukiwanie idei nowych 
produktów i wymaga zastosowania określo- 
nych procedur postępowania, które ułatwią 
szybkie i sprawne wykorzystanie innowacji 
w procesach produkcyjnych także gospo- 
darstw rolnych. Dyfuzja nowych rozwiązań, 
nawet pomimo skutecznego wdrożenia, jest 
zwykle długotrwała i pełna problemów wy- 
magających opisania i jednoznacznego roz- 
strzygnięcia. Przyczyn tego stanu rzeczy na- 
leży szukać wśród wielu czynników wpły- 
wających na przebieg procesów innowacyj- 
nych, także wśród zmiennych opisujących 
zjawisko innowacyjności i przywództwa 
w środowiskach lokalnych. 
Wiejska społeczność lokalna tworzy bo- 
wiem hierarchiczną strukturę socjometrycz- 
ną wynikającą ze wzajemnych interakcji jej 
członków. Szczególną rolę pełnią w każdej 
społeczności liderzy, dzięki którym następu- 
je wprowadzanie zmian w środowisku. Roz- 
poznanie statusu społecznego poszczegól- 
nych mieszkańców socjosystemów oraz zi- 
dentyfikowanie liderów, powinno być pod- 
stawowym czynnikiem umożliwiającym 
sprawną pracę w środowiskach wiejskich. 
Prowadzone badania oraz rozwijane kon- 
cepcje teoretyczne pozwalają uznać struk- 
turę socjometryczną społeczności lokalnej 
za niezwykle ważny element wpływający na 
przebieg procesów dyfuzji innowacji i mo- 
dernizacji środowisk wiejskich. O 


Nr 1-2/2003 [ł) 
 1 5 
-, -
>>>
WYŻSZA SZKOŁA HUMANISTYCZNO-EKONOMICZNA WE WŁOCŁAWKU 


PAWEŁ 
CHURSKI 


, 



'
- 
-
 
..... 



-- 


O bszary problemowe stanowią głów- 
ny przedmiot zainteresowań aktyw- 
nej polityki regionalnej Unii Europejskiej 
(UE). Zgodnie z jedną z zasad unijnej po- 
lityki regionalnej, zasadą koncentracji, ob- 
szary te mogą ubiegać się o największe 
wsparcie finansowe ze środków Fundu- 
szy Strukturalnych. Wyznaczanie obsza- 
rów problemowych jest procesem złożo- 
nym. Wynika to przede wszystkim z faktu, 
że definicja obszarów problemowych, po- 
mimo powszechnego używania tego poję- 
cia, nie została jednoznacznie określona. 
Najczęściej za obszary problemowe uwa- 
ża się obszary charakteryzujące się niskim 
poziomem rozwoju gospodarczego, wyka- 
zujące słabą dynamikę rozwoju i cechują- 
ce się występowaniem negatywnych skut- 
ków społecznych procesu przemian. Są 10 
te obszary, z którymi ze względu na kon- 
centracje zjawisk negatywnych, jak piszą 
J. Friedmann i C. Weaver "... nie wiadomo 
do końca co zrobić...". 
Unia Europejska charakteryzuje się 
znacznymi dysproporcjami ekonomicz- 
nymi i społecznymi. Zróżnicowanie po- 
ziomu rozwoju społeczno-gospodarczego 
znajduje swoje odzwierciedlenie w istot- 
nych rozpiętościach wartości wskaźni- 
ków ekonomicznych dla poszczególnych 
regionów UE, a przede wszystkim w róż- 
nicach w wysokości dochodów oraz w 
znacznych problemach w sferze zatrud- 
nienia. Przeciwdziałanie nasilaniu się 
tych dysproporcji oraz działania zmie- 
rzające do stopniowego wyrównywa- 
nia poziomu i warunków życia ludności 
w regionach, stanowią podstawowy prio- 
rytet polityki regionalnej UE oraz reali- 
zacji idei Europy regionów, zróżnicowa- 
nych i heterogenicznych, ale silnych fi- 
nansowo i gospodarczo. 
Podstawy prawne i instytucjonalne po- 
lityki regionalnej UE znajdujemy w Trak- 
tacie Rzymskim (1957 r.), Jednolitym Ak- 
cie Europejskim (JAE) z 1986 r., Traktacie 
o Unii Europejskiej (1992 r.) oraz w Trak- 


Dr PAWEŁ CHURSKI, geograf społeczno- 
ekonomiczny, prorektor ds. organizacji i roz- 
woju Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekono- 
micznej we Włocławku, adiunkt w Instytucie 
Geografii Społeczno-Ekonomicznej i Gospo- 
darki Przestrzennej UAM w Poznaniu. 


6 rnJ;[£)
 Nr 1-2/2003 


tacie Amsterdamskim (1997 r.). Należy jed- 
nak podkreślić, że w żadnym z tych doku- 
mentów termin polityka regionalna nie 
jest użyty wprost. Nie istnieje również na 
gruncie przepisów traktatowych żadna ofi- 
cjalna definicja polityki regionalnej. Moż- 
na przyjąć za M. Rudnickim (2000), że po- 
lityka regionalna UE jest tematycznie upo- 
rządkowanym, wytyczanym przez ośrodek 
decyzji, działaniem mającym na celu, przy 
pomocy zespołu instrumentów prawnych 
i finansowych, usunięcie dysproporcji w 
rozwoju gospodarczym i społecznym re- 


w celu wspierania rozwoju gospodarczego 
najbiedniejszych regionów państw człon- 
kowskich. Jest największym funduszem 
strukturalnym UE obejmującym około 40% 
środków ogólnego ich budżetu. 
Europejski Fundusz Socjalny (EFS) 
- utworzony w 1960 roku w celu popie- 
rania inicjatyw na rzecz rozwoju kształ- 
cenia zawodowego, zmiany kwalifikacji 
i tworzenia miejsc pracy. Obecnie stano- 
wi najważniejszy instrument polityki spo- 
łecznej UE, którego celem jest zwiększe- 
nie funkcjonalności rynków pracy oraz 


Obszary problemowe w polityce 


gionów UE oraz zapewnienie zrównowa- 
żonego wzrostu wszystkich jej obszarów 
z zachowaniem wewnętrznej spójności 
ekonomicznej i społecznej. Obok terminu 
polityka regionalna w literaturze przed- 
miotu spotyka się również termin polity- 
ka strukturalna. Polityka strukturalna UE 
jest traktowana przez niektórych autorów 
na równi z polityką regionalną, przez in- 
nych natomiast określana jest jako część 
polityki regionalnej ograniczająca się do 
przeciwdziałania problemom zróżnicowa- 
nia strukturalnego w oparciu o redystry- 
bucję środków finansowych z unijnych 
funduszy strukturalnych. 
Za symboliczny początek polityki regio- 
nalnej UE uznaje się rok 1958, tj. moment 
wejścia w życie Traktatu Rzymskiego usta- 
nawiającego Wspólnoty Europejskie, w 
którego preambule dokonano następują- 
cego zapisu: Państwa czlonkowskie pra- 
gną wzmocnienia jedności swoich gospo- 
darek i zapewnienia harmonijnego rozwo- 
ju, poprzez zredukowanie zróżnicowań ist- 
niejących między regionami oraz lagodze- 
nie zacofania regionów mniej uprzywile- 
jowanych. 
Początkowy okres funkcjonowania po- 
lityki regionalnej w UE był związany ze 
wspieraniem rozwoju poszczególnych re- 
gionów państw członkowskich. Nie były 
to jednak działania skoordynowane i 
skoncentrowane i najczęściej przybiera- 
ły formę prostych subwencji, co z pewno- 
ścią nie sprzyjało spójnemu rozwojowi re- 
gionalnemu UE. Sytuacja ta uległa zmia- 
nie w roku 1975, kiedy utworzono Euro- 
pejski Pundusz Rozwoju Regionalnego. 
Od tego roku do dnia dzisiejszego dzia- 
łalność UE na rzecz rozwoju regionalne- 
go przybrała formę planowanego, ewolu- 
ującego systemu pomocy strukturalnej, 
realizowanej ze środków funduszy struk- 
turalnych: 
Europejski Fundusz Rozwoju Regional- 
nego (EFRR) - utworzony w 1975 roku 


ponowne włączanie bezrobotnych do ży- 
cia zawodowego. 
Europejski Fundusz Orientacji i Gwa- 
rancji Rolnictwa (EFOGR) - sekcja orien- 
tacji - utworzony w 1962 roku jako główne 
źródło finansowania wspólnej polityki rol- 
nej. Fundusz posiada dwie sekcje: Gwaran- 
cji - która finansuje wspólną organizację 
rynków rolnych oraz Orientacji - wspiera- 
jącą przemiany strukturalne w rolnictwie 
(środki na politykę regionalną znajdują się 
wyłącznie w sekcji Orientacji). 
Instrument Finansowy Wspierania Ry- 
bołówstwa (IFWR) - utworzony w 1993 
roku w celu wspierania infrastruktury ry- 
bacliej oraz finansowania działań zmie- 
rzających do niwelowania negatywnych 
konsekwencji społecznych restrukturyza- 
cji obszarów zależnych od rybołówstwa. 
Fundusz Spójności - utworzony w 1993 
roku w celu wspierania projektów z dzie- 
dziny ekologii oraz infrastruktury trans- 
portu w najbiedniejszych krajach UE. 
Stanowi on wsparcie wymienionych wy- 
żej funduszy strukturalnych i ma na celu 
zmniejszenie dysproporcji pomiędzy go- 
spodarkami narodowymi UE. 
Jednak do końca lat 80. unijna polity- 
ka regionalna należała do słabo rozwinię- 
tych, a udział środków budżetu UE prze- 
znaczanych na jej realizację nie przekra- 
czał 15%. Rok 1988 przyniósł poważną 
zmianę w zasadach i finansowaniu poli- 
tyki regionalnej. Na wniosek Komisji Eu- 
ropejskiej, Rada zaakceptowała w grudniu 
1988 roku reformę polityki regionalnej. 
Podwojono wielkość środków finanso- 
wych, zwiększając udział funduszy struk- 
turalnych w wydatkach budżetowych z 
15% w 1988 roku do 31% w 1993 roku. 
Uzgodniono również kryteria wyłania- 
nia obszarów problemowych zasilanych 
z tych środków oraz określono etapy wie- 
loletniego programowania i implemen- 
tacji funduszy określając ramy czasowe 
pierwszego okresu na lata 1988-1993.
>>>
WYŻSZA SZKOŁA HUMANISTYCZNO-EKONOMICZNA WE WŁOCŁAWKU 


Wprowadzono podstawowe zasady poli- 
tyki regionalnej, które obowiązują do dziś 
(por. Reform of Structural Funds 2000- 
2006,1999, J. Heller, 2001): 
zasada koncentracji - oznacza aloka- 
cję ograniczonych zasobów na reali- 
zację małej liczby precyzyjnie okre- 
ślonych celów oraz geograficzną kon- 
centrację zasięgu pomocy. Koncentra- 
cja przestrzenna wparcia działań w ra- 
mach polityki regionalnej odbywa się 
poprzez identyfikację obszarów, któ- 
re mogą ubiegać się o środki Funduszy 


Zasada ta rozumiana jest bardzo szero- 
ko i oznacza, że każdy krok w procedu- 
rze programowania powinien być wza- 
jemnie uzgadniany, a wynikiem tych 
uzgodnień powinno być osiągnięcie 
konsensusu między wszystkimi pod- 
miotami w regionie; 
zasada dodatkowości - oznacza, że fi- 
nansowanie ze strony UE nie zastępu- 
je środków danego kraju przeznacza- 
nych na rozwój regionalny, ale zwięk- 
sza ogólny poziom nakładów. 
Przyjęto, że identyfikacja obszarów pro- 


ziomem nr 1 i wchodzą w składa regio- 
nów objętych poziomem nr 2 (1031 
jednostek); 


Poziom 4 (NUTS 4) - obejmuje jednostki 
terytorialne szczebla pośredniego po- 
między poziomem lokalnym i regio- 
nalnym występujące w sześciu krajach 
UE (1074 jednostki); 


Poziom 5 (NUTS 5) - obejmuje gminy lub 
jednostki podobnego szczebla lokalne- 
go (98433 jednostki). 


regionalnej Unii Europejskiej w latach 2000-2006 


Strukturalnych. Obszary te wyznacza 
się na podstawie kryteriów społeczno- 
gospodarczych określonych w celach 
tej polityki, które formułuje się każdo- 
razowo w kolejnych okresach progra- 
mowania budżetu UE. Przyjęte przez 
Radę Europejską wskaźniki statystycz- 
ne oraz ich wartości modelowe pozwa- 
lają, przy zastosowaniu metody klasy- 
fikacji wzorcowej, na wyróżnienie ob- 
szarów charakteryzujących się naj niż- 
szym poziomem rozwoju, zacofanych 
i stagnujących, na obszarze których kon- 
centrują się negatywne społecznie kon- 
sekwencje przemian gospodarczych. 
Wyznaczone w ten sposób obszary no- 
szą nazwę obszarów problemowych od- 
powiedniego celu polityki regionalnej 
UE (por. Roger Tym & Partners, 1998; 
J. Szlachta, 2001); 
zasada programowania - polega na tym, że 
finansowane są nie pojedyncze przed- 
sięwzięcia, ale kompleksowe i zintegro- 
wane programy rozwojowe o wielolet- 
nim horyzoncie czasu. Oznacza to, że 
regiony wspierane ze strony UE muszą 
przygotować odpowiednie dokumen- 
ty planistyczne, które gwarantują stan- 
dardowe wymagania określone w do- 
kumentach unijnych. Gwarantuje to 
stabilność zasilania i możliwość podej- 
mowania działania w horyzoncie śred- 
nio- i długookresowym; 
zasada partnerstwa - odnosi się do dwóch 
typów relacji: 
. między podmiotami publicznymi 
różnego szczebla (unijnego, w tym Dy- 
rekcji Generalnej XVI Komisji Euro- 
pejskiej, powołanej w 1967 roku odpo- 
wiedzialnej za koordynację polityki re- 
gionalnej, państwowego, regionalnego 
i lokalnego) 
. między władzami publicznymi, orga- 
nizacjami społecznymi i podmiotami 
gospodarczymi (tzw. partnerstwo pu- 
bliczno-prawne) 


biernowych polityki regionalnej w UE 
prowadzona będzie w układzie jednostek 
NUTS, tZn. nomenklatury statystycznych 
jednostek terytorialnych opracowanej przez 
EUROSTAT (w skrócie NUTS, od francu- 
skiego zwrotu: la nomenclature des unites 
territoriales statistiques). Pomimo że sys- 
tem NUTS nie ma pełnych uregulowań 
prawnych jest on powszechnie stosowany 
w prawie unijnym. System ten ma za za- 
danie umożliwić (por. NUTS - Statistical 
Regions ot Europa, 2002): 
zbieranie i przechowywanie danych 
statystycznych w państwach członkow- 
skich UE przy zastosowaniu jednego 
układu jednostek przestrzennych, 
dokonywanie analiz zróżnicowania 
społeczno-gospodarczego regionów 
państw członkowskich UE w układzie 
jednostek przestrzennych pozwalają- 
cych na porównania uzyskanych wy- 
ników, 
- prowadzenie unijnej polityki regional- 
nej, przede wszystkim poprzez identyfi- 
kację obszarów problemowych w ujed- 
noliconym układzie jednostek prze- 
strzennych. 
System NUTS wyróżnia w każdym pań- 
stwie trzy poziomy regionalne oraz dwa 
poziomy lokalne (por. NUTS - Statistical 
Regions of Europa, 2002; M. Rudnicki, 
2000): 


Poziom l (NUTS l) - obejmuje regiony 
największe, które są podstawowymi 
jednostkami regionalnymi w danym 
państwie (77 jednostek); 


Poziom 2 (NUTS 2) - obejmuje regiony, 
które stanowią pierwszy szczebel po- 
działu największych regionów odpo- 
wiadających poziomowi nr 1 (206 jed- 
nostek); 
Poziom 3 (NUTS 3) - obejmuje regiony, 
które stanowią drugi szczebel podzia- 
łu największych regionów objętych po- 


Kolejna poważna reforma polityki regio- 
nalnej UE zapoczątkowana została pod- 
czas spotkania Rady Ministrów w Mas- 
stricht w grudniu 1991 roku. Po raz ko- 
lejny zwiększono środki przeznaczone 
na realizację polityki regionalnej dopro- 
wadzając do zwiększenia udziału fundu- 
szy strukturalnych w wydatkach budżeto- 
wych UE do ponad 35%. 
Obecnie realizowane cele i priorytety 
polityki regionalnej UE dotyczące okre- 
su 2000-2006 zostały określone w dniu 
16 lipca 1997 roku, kiedy Komisja Eu- 
ropejska opublikowała dokument Agen- 
da 2000. Unia Europejska rozszerzona i 
silniejsza (1997). Dokument ten został 
ostatecznie zaakceptowany na szczycie 
państw piętnastki w marcu 1999 roku w 
Berlinie. Łączny budżet Funduszy Struk- 
turalnych w latach 2000-2006 ustalono 
na poziomie 195 mld euro, uzupełnia- 
jąc go dodatkowo Punduszem Spójności 
dysponującym 18 mld euro (szczegółowa 
struktura budżetu Funduszy Struktural- 
nych i Funduszu Spójności w latach 2000- 
2006 przedstawiona jest w serwisie inter- 
netowym: http://europa.eu.int/ comm/ 
regionał-policy /intro/ regions2 _en.htm). 
Tym samym udział wspólnotowych wy- 
datków na politykę regionalną w latach 
2000-2006 został zmniejszony w krajach 
członkowskich o prawie 10% (z około 
36% do 26% budżetu UE). Podjęcie tak 
kontrowersyjnej decyzji - pierwsze od 
momentu podjęcia wspólnej polityki re- 
gionalnej obniżenie nakładów na jej re- 
alizację - stanowiło konsekwencję braku 
porozumienia w sprawie gruntownej re- 
formy wspólnej polityki rolnej oraz jed- 
noczesnego sprzeciwu ze strony niektó- 
rych państw w sprawie zwiększenia bu- 
dżetu UE. Ważne znaczenie miało rów- 
nież zarezerwowanie w budżecie UE 
znacznych środków na wsparcie przedak- 


DOKOŃCZENIE NA STR. 8 


Nr 1-2/2003 

l 7
>>>
WYŻSZA SZKOŁA HUMANISTYCZNO-EKONOMICZNA WE WŁOCŁAWKU 


DOKOŃCZENIE ZE STR. 7 


cesyjne i pomoc dla nowych członków od 
2004 r. Podjęte w Berlinie decyzje ograni- 
czyły także liczbę Inicjatyw Wspólnoto- 
wych, które do roku 2000 istotnie wspie- 
rały finansowanie polityki regionalnej 
UE. W latach 2000-2006 z trzynastu po- 
zostawiono cztery: INTERREG - współ- 
pracę transgraniczną, EQUAL - zwalcza- 
nie dyskryminacji na rynku pracy, LE- 
ADER - rozwój terenów wiejskich oraz 
URBAN - przeciwdziałanie bezrobociu 
w miastach. Planowane rozszerzenie UE 
zmusiło Radę Unii do określenia zasad 
udzielania pomocy z funduszy przedak- 
cesyjnych oraz dokonania zmian w za- 
sadach funkcjonowania Funduszu Spój- 
ności. 
Zapoczątkowany w 2000 r. nowy okres 
programowania unijnej polityki regional- 
nej stał się okazją do ograniczenia liczby 
jej celów do trzech i przyjęcia dwóch pod- 
stawowych priorytetów (por. J. Szlach- 
ta, 2000: J. Beutel, 2002): (1) ogranicze- 
nie poziomu bezrobocia poprzez podję- 
cie skoordynowanych działań struktural- 
nych, (2) stymulowanie rozwoju gospo- 
darczego w obszarach stagnujących. Po- 
dobnie jak poprzednio, również w bieżą- 
cym okresie programowania, celom poli- 
tyki regionalnej przyporządkowano kry- 
teria statystyczne identyfikacji obsza- 
rów problemowych. Są one następujące: 
(por. Council Regulation No 1260/1999; 
pełny wykaz dokumentów określających 
podstawy prawne polityki regionalnej 
UE w latach 2000-2006 zawiera serwis 
internetowy: www.inforegio.org): 


Cel 1 - aktywizacja obszarów zacofa- 
nych w rozwoju społeczno-gospodarczym 
- pozostaje najważniejszym celem poli- 
tyki regionalnej UE, na który postano- 
wiono przeznaczyć do 70% ogółu środ- 
ków Funduszy Strukturalnych. Identyfi- 
kacja obszarów problemowych tego celu 
prowadzona jest na poziomie NUTS 2 i 
obejmuje: 
1) obszary w przypadku których poziom 
PKB na 1 mieszkańca utrzymuje się 
poniżej 75% średniej UE według da- 
nych z trzech ostatnich lat dostępnych 
26 marca 1999 roku (Szczyt w Berli- 
nie), tj. w latach 1994, 1995, 1996. 
2) obszary zamorskie Francji, Azory, Wy- 
spy Kanaryjskie, Madera 
3) obszary Austrii, Finlandii oraz Szwecji 
objęte dotychczas Celem 6, tj. wspar- 
ciem rozwoju obszarów o wyjątkowo 
niskiej gęstości zaludnienia. 
4) obszary objęte działaniem programu 
PEACE w Północnej [rlandii 


5) obszary Szwecji wskazane w Protokole 
6 aneksu do Traktatu o Akcesji Szwe- 
cji do UE. 
Obszary, które przestają spełniać po- 
wyższe kryteria przez okres przejściowy 
(6-7 lat) mogą jeszcze korzystać z środków 
finansowych tego celu. 


Cel 2 - wsparcie przemian społecz- 
no-gospodarczych na obszarach wyka- 
zujących problemy strukturalne. Wyróż- 
nia się kilka rodzajów obszarów proble- 
mowych: 


Obszary przemysłowe: 
Są to obszary poziomu NUTS 3 spełnia- 
jące trzy kryteria: 
1) średni poziom stopy bezrobocia z 
trzech ostatnich lat powyżej średniej UE, 
2) udział zatrudnionych w przemy- 
śle równy lub wyższy od średniej UE we 
wszystkich latach od 1985 roku, 
3) spadek zatrudnienia w przemyśle od 
1985 roku. 


Obszary rolnicze: 
Są to obszary poziomu NUTS 3 spełnia- 
jące dwa z czterech kryteriów: 
1) gęstość zaludnienia poniżej 100 osób 
na l km 2 
lub 
2) udział zatrudnionych w rolnictwie 
równy lub wyższy od dwukrotnej wartości 
średniej w UE w każdym roku od 1985 
oraz 
3) średni poziom stopy bezrobocia powy- 
żej średniej UE w ostatnich trzech latach 
lub 
4) spadek liczby ludności od 1985 roku 


Obszary miejskie: 
To obszary gęsto zaludnione spełniające 
dodatkowo jedno z kryteriów: 
1) udział bezrobocia długotrwałego w strul
 
turze bezrobotnych wyższy od średniej UE 
2) wysoki poziom ubóstwa z uwzględnie- 
niem złych warunków mieszkaniowych 
3) zaznaczające się pogorszenie warun- 
ków środowiska naturalnego 
4) wysoki poziom przestępstw 
5) niski poziom wykształcenia ludności 


Obszary zależne od rybołówstwa: 
Są to obszary na wybrzeżach, w przy- 
padku których udział zatrudnionych w ry- 
bołówstwie jest znaczący, a problemy re- 
strukturyzacji tego sektora prowadzą do 
spadku liczby zatrudnionych 


Obszary inne: 
To obszary wyróżnione na podstawie 
następujących kryteriów: 
1) obszary graniczące z terenami objęty- 


mi Celem 1 lub obszarami przemysłowymi 
i rolniczymi objętymi Celem 2 
2) obszary rolnicze wykazujące cechy 
starości demograficznej lub o zmniejszają- 
cym się rynku pracy w rolnictwie 
3) obszary dotknięte poważnymi pro- 
blemami strukturalnymi lub wysokim po- 
ziomem bezrobocia spowodowanego re- 
strukturyzacją jednego lub więcej przed- 
siębiorstw rolniczych, przemysłowych lub 
usługowych. 
Obszary, które przestają spełniać po- 
wyższe kryteria przez okres przejściowy (6 
lat) mogą jeszcze korzystać z środków fi- 
nansowych tego celu. 


Cel 3 - wspieranie działań w regionach 
nie uwzględnionych w zakresie Celu 1 i 2, 
a dotyczących adaptacji i modernizacji ich 
systemów edukacyjnych, szkoleniowych i 
zatrudnienia. Są to działania zorientowa- 
ne horyzontalnie koncentrujące uwagę i 
środki na problemach modernizacji ryn- 
ków pracy. 
Delimitacja obszarów problemowych 
unijnej polityki regionalnej przeprowa- 
dzona przy zastosowaniu powyższych kry- 
teriów została zaakceptowana przez Ko- 
misję Europejską w drodze decyzji. De- 
cyzje w tej sprawie wraz z wykazem ob- 
szarów problemowych opublikowano w 
Official Journal ot the European Commu- 
nities (patrz serwis internetowy: http: 
II europa.eu.intl comm/regionał-policyl 
sourcesl docofficl officiall deci _ en.htm). 
Obszary uwzględnione w wykazie mogą 
ubiegać się o dostęp do środków Fundu- 
szy Strukturalnych przeznaczanych na re- 
alizację zadań zgodnie z celami unijnej po- 
lityki regionalnej. 
Polityka regionalna UE jest jedną z pod- 
stawowych unijnych polityk. Niwelowanie 
zbyt dużego zróżnicowania regionalnego 
poziomu rozwoju społeczno-gospodarcze- 
go, które jest niekorzystne zarówno dla re- 
gionów biednych, jak i bogatych, staje się 
priorytetem działań UE. Mając na uwadze 
obecne różnice w poziomie rozwoju gospo- 
darczego krajów członkowskich oraz grupy 
państw kandydujących do UE można za- 
kładać, że w związku z postępującym roz- 
szerzeniem Unii, rola polityki regionalnej, 
a w tym również obszarów problemowych 
tej polityki, będzie w najbliższych latach 
jeszcze wzrastać. 


ADAM CHURSKI 


Artykuł przedstawia jeden z etapów reali- 
zowanego projektu badawczego KBN 3 
P04E 018 23 pl. Obszary problemowe w 
Polsce w aspekcie celów polityki regional- 
nej Unii Europejskiej. 


8 

I Nr 1-2/2003
>>>